<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<documents>
<document nplp_id="42" title="Mapping" slug="mapping">W jubileuszowym roku pisarza formułowanie najwyższych pochwał pod adresem jego dzieła należy do rytuału. W tym sensie każda taka pochwała jest truizmem o ograniczonej dacie przydatności – ponieważ skarby, przypomniane publiczności w ramach obchodów, w roku następnym, jak przy zmianie wystawy, idą na powrót do szafy. A przecież należałoby „Lalkę” odkopać, trwale wydobyć spod warstwy zdawkowych komplementów i nużącoznanych interpretacji [przypis]Duis nunc risus, ornare et nisi congue, luctus elementum ante. Proin sollicitudin sem et leo rutrum rutrum. Integer ultricies leo mollis mi lobortis, in cursus ligula varius. Nam porta orci vitae facilisis accumsan. Aenean non purus a eros consequat posuere eget ut purus. Maecenas id faucibus massa. [/przypis]. Nie dlatego nawet, by wszystkie one były płytkie czy błędne, ale dlatego, że nie tłumaczą fascynacji [przypis]taaaa[/przypis], którą podzielam z pewną liczbą czytelników: „Lalka” towarzyszy mi od
Gdy [jej mąż] umarł, pani Meliton, odprowadziwszy go na cmentarz i przekonawszy się, że jest niezawodnie zakopany, wzięła na opiekę psa”.
(Bolesław Prus, Lalka)

wielu lat, czytam ją i podczytuję, mam ją za niedościgłe arcydzieło, od którego bodaj nikt do dziś nic lepszego nie stworzył – i którym zdarza mi się inspirować – a równocześnie za świat, w który zanurzam się z dziwną rozkoszą.
Zaproszony do niniejszej debaty, poczułem się uwolniony od obowiązków historyka literatury – i uświadomiłem sobie, że stwarza to może okazję, by do zrozumienia tej fascynacji się zbliżyć, przyjmując otwarcie rolę dzisiejszego czytelnika, a po trosze ucznia czy czeladnika. Postanowiłem zatem popełnić z rozmysłem grzech prezentyzmu, to znaczy pokazać współczesne konteksty, współczesne linki, które aktywizują się (dla mnie, w roku 2012) podczas czytania tej powieści, nie bacząc na to, że w stosunku do hipotetycznej świadomości autora, czy też – bezpieczniej mówiąc – do prawdopodobnego horyzontu wyobrażeń autora, część z nich stanowi jawny anachronizm. W istocie, mam wrażenie, że Prusowi wiele rzeczy udało się przypadkiem, lub inaczej mówiąc, że nad wieloma cechami historii Wokulskiego, Łęckiej i Rzeckiego świadomość dziewiętnastowiecznego autora nie sprawowała kontroli.
LALKA - MIASTECZKO TWIN PEAKS



Miejsce
Ballada
Uwagi


Świteź


	Świteź
	Świtezianka
	Rybka





Gdańsk
w sformułowaniu „gdańska wódka”
jedyny przypadek w całym cyklu, kiedy Mickiewicz podaje miejsce napisania tekstu. Do przyjaciół to jednak tekst szczególny, pełniący rolę dedykacji i wstępu do ballady To lubię. Wspomniane w utworze „mury klasztora” można więc identyfikować jako gmach poklasztorny, w którym w czasie pobytu w Kownie mieszkał poeta.


Kowno


	Świteź






&amp;nbsp;

	Świteź
	Świtezianka
	Rybka

Dokładnie sto lat po ukazaniu się „Lalki”, na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, wielu z nas ekscytowało się serialem, sygnowanym przez Davida Lyncha i Marka Frosta, „Miasteczko Twin Peaks”. Wśród wielu powodów tej fascynacji, był osobliwy zabieg, redefiniujący, czy raczej znoszący podział między tym, co fikcyjne, a tym co rzeczywiste. Mam na myśli pojawiające się podczas emisji drugiej części serialu artefakty, jak: opublikowany „Dziennik Laury Palmer” (dostępny także w Polsce), którego poszukiwania były jednym z motorów fabuły; kasety z kompletnymi jakoby nagraniami, sporządzanymi dla niejakiej Diane przez agenta Coopera; książka telefoniczna Twin Peaks, której subskrybent, za osobną opłatą, mógł podobno umieścić swoje nazwisko wraz z (nieprawdziwym) numerem telefonu; a wreszcie przewodnik po Twin Peaks, wydany w znanej serii przewodników (czy nie Pascala?), z którego lektury można było dowiedzieć się o historii i geografii miasta, najlepszych restauracjach, noclegach, połączeniach komunikacyjnych i, oczywiście, trasach turystycznych, z pominięciem tej jednej informacji, że samego miasteczka nie ma. Fikcja serialu wylewała się w ten sposób poza jego ramy, kopia rzeczywistości obrastała kolejnymi kopiami, aż fantomowy byt Twin Peaks wzbogacił naprawdę obraz Stanów Zjednoczonych, narrację o Stanach Zjednoczonych.
Wszelako chodząc po Warszawie natrafić można na ślad podobnego zabiegu. W bramie budynku przy dzisiejszej księgarni im. Bolesława Prusa istnieje tablica informująca, że w tym miejscu mieszkał Ignacy Rzecki; po przeciwnej stronie, na budynku, zajmowanym dziś przez bank (a kiedyś kawiarnię „Harenda”), analogiczna tablica informuje, że w pobliżu znajdowało się nowe mieszkanie Stanisława Wokulskiego. Mimo upływu lat pojawiają się coraz to nowe hipotezy, dotyczące pierwowzoru bohaterów „Lalki”. Prus nie jest autorem tych faktów, pozostaje jednak ich sprawcą, bo kontynuują one znaną autorską strategię nadzwyczaj starannego splecenia fikcji powieściowej z rzeczywistością Warszawy lat 1878-79. Dzięki rozsianym w tekście powieści informacjom możemy z dużą dokładnością ustalać daty dzienne przedstawionych wypadków (na przykład powrót Wokulskiego z Moskwy 27 listopada 1878, „w tym samym dniu, kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej”, II/324) , a także adresy (choćby kamienicy z mieszkaniem Łęckich – na stosunkowo krótkim odcinku między pl. Trzech Krzyży a ulicą Wilczą) i trasy wędrówek bohaterów (Powiśle!). „Lalka” dostarczyła naszej kulturze symulakrów, okazuje się dziełem symulakrycznym.
LALKA - DZIKOŚĆ SERCA
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy dorobku amerykańskiego reżysera. W jego „Dzikości serca”, filmie z 1990 roku, znajduje się wielokrotnie analizowana przez filmoznawców scena, w której bohaterka, Lula, opowiada, jak została zgwałcona przed laty przez „wujka Poocha”, a my oglądamy zainscenizowane jej wspomnienie. „Jedno jest pewne”, mówi z off-u Lula, „matka nigdy się o tym nie dowiedziała” – a my oglądamy, jak matka wpada do pokoju, gdzie płacze nastolatka i ubiera się pospiesznie lubieżny Pooch, po czym bije gwałciciela torebką. Narracja prowadzona przez obraz i narracja prowadzona przez słowo nie zgadzają się ze sobą, wprowadzając widza w stan poznawczego impasu: której wersji uwierzyć? Jaki jest status poszczególnych informacji, zawartych w dziele?

W „Lalce”, choć – naturalnie – nie posługuje się ona obrazem, mamy takich niezgodności bez liku. To, co o sobie nawzajem mówią bohaterowie, nie składa się ani na poziomie opinii, ani na poziomie faktów. Miłośnikom powieści dobrze znane są kontrowersje dotyczące okoliczności śmierci żony Wokulskiego, a także gorliwości jego praktyk religijnych w okresie małżeństwa, gdyż jedno i drugie stało się przedmiotem polemiki autora z Aleksandrem Świętochowskim; rzadziej zwraca się uwagę np. na fakt, że dość powszechnie przyjmowana przez czytelników wersja (za Florentyną, damą do towarzystwa Izabeli), jakoby czerwone ręce Wokulskiego były pamiątkę odmrożenia ich na Syberii, nie zgadza się z tym, iż Rzecki w „Pamiętniku starego subiekta” odnotowuje szczególny kolor jego dłoni jeszcze przed zesłaniem.
Tradycyjnemu czytelnikowi podsuwa się dwa pomysły na rozładowanie tego rodzaju napięć. Jeden wprowadził do obiegu sam Prus: oto mamy przeprowadzać „weryfikację źródła”, jak w badaniach historycznych, rekonstruując stopień wiarygodności poszczególnych informatorów. Drugim pomysłem jest trzeźwa uwaga, że Prus nie dopilnował jednak przynajmniej kilku szczegółów (dopuszczając na przykład, by służący barona Krzeszowskiego z Konstantego przeobraził się w Leona, albo każąc jechać Wokulskiemu do Berlina przez Bydgoszcz, a zarazem podając szczegóły tej podróży, wzięte wyraźnie z realiów kolei warszawsko-wiedeńskiej). Jednak dla widza „Dzikości serca” (i zresztą też innych filmów, powstałych od tamtej pory) – „Lalka” mówi w gruncie rzeczy o tym, że z rzeczywistością kontaktujemy się jedynie poprzez opowieści o niej, a idea, by sprowadzić rozmaite jej oglądy do bezosobowego, obiektywnego mianownika faktów, stanowi mrzonkę. Zwłaszcza, że nie do końca wiarygodne są informacje pochodzące nie tylko od poszczególnych bohaterów, ale również od fundującego tradycyjny świat przedstawiony trzecioosobowego narratora (by przywołać tylko jego liczne złośliwości na temat panny Izabeli, nie znajdujące potwierdzenia w opiniach postaci, które ją dobrze znają, a Wokulskiemu dobrze życzą – jak pani Wąsowska czy Julian Ochocki).
LALKA - 3 FOR 13
„Jedną z najświetniejszych polskich partytur lat 90.” XX wieku określił Marcin Gmys piętnastominutową kompozycję Pawła Mykietyna „3 for 13”. Jest to trzyczęściowy utwór dla trzynastu wykonawców, grających coś, co stanowi domyślną bachowską fugę. „Domyślną” w tym sensie, że umysł słuchacza, poszukujący porządku, słyszy szczątki takiej fugi, rozpylone na wiele odzywających się w ciszy, ni z tego ni z owego, instrumentów – czy też raczej: że z coraz gęściej granych dźwięków rekonstruuje on zarys fugi, stwarza sobie jej powidok, jej akustyczne widmo, chociaż literalnie rzecz biorąc nie zostaje ona w żadnym momencie naprawdę odegrana. „3 for 13” to fuga, której nie ma. Melodia, zasugerowana jedynie imaginacji odbiorcy. Zdemontowana kompozycja.
Jeśli „Lalkę” traktujemy mimo wszystko jako dziewiętnastowieczną powieść realistyczną, jeśli zestawiamy ją a to z „Nad Niemnem”, a to z „Kartką miłości” Emila Zoli – wydaje się to efektem bardzo podobnego mechanizmu. W oczywisty sposób proceder ten uprawiamy, uspójniając (wbrew opisanemu poprzednio faktowi, że podawane nam informacje nie składają się w całość) portrety i losy bohaterów. Seria iluzji i deziluzji – Izabela jest zaklętą w konwenanse czułą kobietą, czy niemądrą snobką? Istnieje postęp, sprawiedliwość i Opatrzność, czy też na tym świecie wygrywają ludzie podli? Kierujemy się wolną wolą, czy przypominamy nakręcane lalki? Stach pojechał do Paryża, czy zabił się w Zasławiu? – wprowadza czytelnika w psychiczną oscylację (mechanizm ten opisał czterdzieści lat temu Stanisław Eile), która sprawia, że w końcu naprzemiennie przeświecają nam przez siebie co najmniej dwie rozmaite historie: ta, zachęcająca do heroizmu, i tamta, siejąca dekadenckie zwątpienie. Staramy się zogniskować wzrok na którejś wersji, kierując się chyba bardziej naszymi wewnętrznymi potrzebami, niż przesłankami, wywiedzionymi z tekstu – i spieramy się z innymi: o Izabelę, o los Wokulskiego, o determinizm, kwestię żydowską, wynalazek Geista i tak dalej. Wiosną 2012 roku w komentarzach na moim blogu rozpętała się wielka dyskusja o relacji między płciami, w której ważnymi argumentami były postaci Wokulskiego i Łęckiej, traktowane tak, jakby byli to znani i zrozumiali żywi ludzie o losach jednoznacznych – choć dla kolejnych dyskutantów znacząco odmiennych.
LALKA - MIAZGA
„Miazga” jest jedną z ostatnich, jak dotąd, realizacji podgatunku powieściowego, którego przykłady – sporadyczne, ale za każdym razem intrygujące – można spotkać w literaturze XX wieku. Chodzi o powieść-worek, w której, wokół mniej lub bardziej wyrazistej fabuły, można zgromadzić właściwie wszystko: wiersze i fragmenty dramatyczne, dziennik pisarza i fiszki z biografiami bohaterów, samodzielne eseje czy opowiadania, notatki z prasy i wypisy z innych dzieł. Historycy literatury polskiej wywodzą tę formę z „Pałuby” Irzykowskiego, „Nietoty” Micińskiego i „Nienasycenia” Stanisława Ignacego Witkiewicza. Można się spierać, czy późniejszym jeszcze, niż „Miazga”, przypadkiem, nie są „Bieguni” Olgi Tokarczuk, nazwani jednak przez samą autorkę „powieścią konstelacyjną”.
W „Lalce” nie spotkamy oczywiście komentarzy odautorskich i fragmentów całkowicie wyizolowanych od fabuły i stylu całości. Z wyjątkiem – uwaga, uwaga – „Pamiętnika starego subiekta”. Na jego kapryśny status w książce, na nieoczywiste pojawianie się i znikanie kartek z pamiętnika, aleatorycznie rozdzielających rozdziały pisane w trzeciej osobie, zwracali uwagę (z dezaprobatą) już pierwsi recenzenci „Lalki”, na przykład Piotr Chmielowski: „Wyjątki te są tak ułożone, że mogą być w znacznej części z jednego miejsca usunięte, a w drugie wstawione”. Ale dorzućmy jeszcze inne osobliwości. Przede wszystkim miesza Prus konwencje: od rodzącej się dopiero science fiction (we fragmentach o pracach Geista), przez obrazki obyczajowe, ocierające się o, również młody wówczas, gatunek reportażu (opis Powiśla ma zresztą odpowiednik w reportażu samego Prusa z cyklu „Szkice warszawskie”), aż po melodramat. Brawurowo miesza style: gdybyśmy komuś, kto nie miał nigdy „Lalki” w ręku, przeczytali żartobliwe scenki z udziałem studentów, a zaraz potem monolog wewnętrzny Wokulskiego w pociągu pod Skierniewicami, mógłby nie uwierzyć, że pochodzą z tego samego utworu. Portrety jednych bohaterów kreśli autor tak szczegółowo, że może się na niego powoływać, jako na fundatora, dwudziestowieczna powieść psychologiczna; innych redukuje do karykatury, dając im na dodatek nazwiska jawnie odwołujące się do tradycji nazwisk znaczących z osiemnastowiecznej komedii (panna Upadalska, pan Szastalski…).
Przypomnijmy ponadto narzekania Antoniego Langego: „Przypadkiem mi się zdarzyło, żem przeczytał naprzód tom II i tom III, a później tom I, którego treść w kilku słowach mi powiedziano: nicem nie stracił. Za drugim razem czytałem w porządku I, III, II i znów żadnego braku nie czułem w czytaniu. Za trzecim razem czytałem w porządku naturalnym (I, II, III) i przekonałem się, że mógłbym Lalkę czytać w jakimkolwiek porządku (…) suma ta nie jest całością, tak jak oddzielnie wzięte wszystkie organa człowieka, choćby nawet zszyte i zesztukowane, nie są człowiekiem”. Słowa zadziwiająco podobne (choć ostrzejsze w puencie) padły dwadzieścia lat później na temat jednej z pierwszych powieści-worków w literaturze polskiej, czyli „Nietoty” Micińskiego: „Oryginalna książka! Można ją czytać, jak się komu podoba: od początku, od końca, od środka, z góry, z dołu, na prawo, na lewo… Skutek będzie zawsze ten sam: nic się nie rozumie”.
To nie wygląda na przypadek (powieści-worki są z reguły pomawiane o złą kompozycję przez recenzentów zbyt leniwych, by poszukać w nich ukrytego porządku). „Lalka”, oswobodzona z gorsetu „dobrze zbudowanych powieści”, zwiastowała drogę, którą podążyli awangardziści następnego stulecia.
LALKA - CHRISTINE’S WORLD
„Świat Krystyny” Andrew Wyetha to obraz amerykańskiego malarza z lat 40. dwudziestego wieku, przypominający trochę dzieła Edwarda Hoppera. W pierwszej chwili mamy wrażenie, że patrzymy na pogodny obrazek realistyczny: na zboczu, porośniętym łąką, podnosi się na rękach dziewczynka, odwrócona do widza tyłem, i wpatruje się w osłoneczniony dom na wzgórzu. Im jednak bliżej przyglądamy się obrazowi, tym większy niepokój nas ogarnia. Ręce dziewczynki są dziwnie chude, a kiedy odpowiednio zbliżyć wzrok – podejrzanie pomarszczone. Jej sylwetka, zrazu sugerująca, że to nastolatka leniwie wyleguje się w trawie, nabiera stopniowo cech kalekiej staruszki, która desperacko a bezskutecznie próbuje wstać. A może to lalka wypróbowuje, jeszcze nieporadnie, możliwości swego ciała, obudzona przed chwilą do świadomego życia pytaniem: „czy chcesz zaznać coś zupełnie nowego? Czy chcesz istnienia, które w jednej chwili doświadcza więcej, aniżeli wszystkie kamienie w ciągu miliona wieków?” [II/526]… Spoglądając na realistyczne, zdawałoby się, przedstawienie, orientujemy się naraz, że tak naprawdę nie wiemy, na co patrzymy. A z nadejściem tego niepokoju poznawczego obraz otwiera się na metafizykę.
Wiele przekonujących spostrzeżeń poczyniono, analizując „Lalkę” jako precyzyjnie realistyczny obraz życia społeczno-ekonomicznego w późnych latach 70. XIX wieku. Choć nie ma w nim rosyjskich szyldów i Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu, prawie nie ma prostytutek ze Starego Miasta i tak dalej. Jednocześnie jednak po śmierci Prusa w prasie ukazał się nekrolog autora „Lalki”, napisany przez wspominanego tu już Tadeusza Micińskiego, zatytułowany nie bez powodu „Mistyk realizmu”. „Lalka” wydaje się powieścią otwartą na zagadnienia egzystencjalne i metafizyczne. W chwili, kiedy świat jest taki, jakim go widzimy – a weryfikacji naszych opowieści nie sposób przeprowadzić – spoza licznych narracji prześwieca coś nieokreślonego, nienazwanego i nienazywalnego (może gnostycka przypowieść, jak chciała Olga Tokarczuk). Przyznam, że coraz mniej entuzjazmuję się utworami parabolicznymi u zarania, skracającymi drogę do metafizyki przez pominięcie naszego zmysłowego, intersubiektywnego doświadczenia. Tymczasem „Lalka” wydaje się w pierwszej lekturze zanurzona w takim doświadczeniu bez reszty. Niepewnym, cośmy tak naprawdę przeczytali, co się w gruncie rzeczy dzieje z bohaterami i kim są, udzielony zostaje jednak niepokój metafizyczny.
LALKA - EWOLUCJA POŻĄDANIA
Książka Davida M. Bussa „Ewolucja pożądania” jest jedną z fundamentalnych prac, rozprawiających się z melodramatycznymi mitami na gruncie psychologii ewolucyjnej. Osadzona w tradycji socjobiologii, a pośrednio dziewiętnastowiecznego darwinizmu, z relacji między płciami objaśnia niestety więcej, niż by chciał czytelnik, wychowany na romantycznej wizji miłości.
„Lalka” jest pełna dosłownych ilustracji tez Bussa. Ponadjednostkowe interesy płci są w znacznym stopniu rozbieżne. Kobiety manipulują mężczyznami w celu zapewnienia sobie i potomstwu odpowiednich warunków materialnych, maskując to romantycznymi deklamacjami; mężczyźni dają sobą manipulować, biorąc swoje pożądanie za przejaw uczuć idealnych, i nie widząc strategii swoich wybranek. W odrzuconym, niestety, akapicie, pisał Prus w rękopisie „Lalki”, że Wokulskiemu, gdy stał na wzgórzu w Ogrodzie Botanicznym, wydało się, że dostrzega „Pannę Izabelę w objęciach Starskiego. Oboje byli nie więksi od pary kotów” [II/643, przypis]. Ale nawet bez tego zdania jedyne pytanie, które można w tej materii Prusowi zadać, brzmi nie: czy miłosne złudzenia nie są jednak prawdziwe, lecz: czy te złudzenia, oczywiście nieprawdziwe, mają jakąś funkcję (być może zbliżoną do tego, co w „Świecie jako woli i wyobrażeniu” pisał Schopenhauer, wyraźnie patronujący na przykład zakończeniu spaceru po Powiślu). Nawet pani Stawska wyjdzie rozumnie za Mraczewskiego.
LALKA - TYGRYSIA PIOSENKA
Opublikowany w debiutanckim tomie wiersz Świetlickiego kończy się gorzkimi słowami: „Miłosierdzie / należy do was”. Wcześniej mamy trzy strofy, w których opisuje się modelujące doświadczenia: goryczy człowieka, upokarzanego w wojsku przez „pewnego kaprala”, goryczy mężczyzny zdradzonego przez „byłą wielką miłość”, goryczy pracownika oszukiwanego przez pracodawcę. Kiedy myślę o emocjach, które mimo upływu lat tak silnie przywiązują mnie wciąż do „Lalki”, odkrywam z zakłopotaniem, że dominuje w nich wdzięczność za wyrażenie goryczy egzystencji. Opis negatywnego uczucia neutralizuje je, pozwala przezwyciężyć poczucie samotności i zdystansować się do nici czarnej, która w naszym życiu wciąż się przędzie. „Lalka” przynosi katharsis, bo, wchodząc w zadziwiający kontakt także ze współczesnym doświadczeniem kulturowym, daje wyraz temu, co bolesne w egzystencji: ponadkulturowemu doświadczeniu zawiedzionych nadziei, daremności wysiłków, zdrady i – przekory. Tak jest, przekory: gdyż przekorna jest chęć wysadzenia w powietrze kamienia, nad którym panna Łęcka idealizuje swoje wspomnienia o dziwnym narzeczonym, i wydostania się z rzeczywistości „ziewających kwestarek i płaczących potworów” [por. I/215] do świata, w którym nie ma miejsca na gorycz, w którym można (by) odnaleźć sens.
Bo Stach, oczywiście, nie zabił się w Zasławiu. Jego, nasze doświadczenie zostało nazwane, więc jest, więc jesteśmy.</document>
<document nplp_id="52" title="Jerzy Sosnowski: Linki do&amp;nbsp;„Lalki”" slug="linki-do-lalki">W jubileuszowym roku pisarza formułowanie najwyższych pochwał pod adresem jego dzieła należy do rytuału. W tym sensie każda taka pochwała jest truizmem o ograniczonej dacie przydatności – ponieważ skarby, przypomniane publiczności w ramach obchodów, w roku następnym, jak przy zmianie wystawy, idą na powrót do szafy. A przecież należałoby „Lalkę” odkopać, trwale wydobyć spod warstwy zdawkowych komplementów i nużąco znanych interpretacji. Nie dlatego nawet, by wszystkie one były płytkie czy błędne, ale dlatego, że nie tłumaczą fascynacji, którą podzielam z pewną liczbą czytelników: „Lalka” towarzyszy mi od
Gdy [jej mąż] umarł, pani Meliton, odprowadziwszy go na cmentarz i przekonawszy się, że jest niezawodnie zakopany, wzięła na opiekę psa”.
(Bolesław Prus, Lalka[przypis]Wszystkie cytaty z „Lalki” wg wydania – Bolesław Prus, Lalka, t. I-II, opracował Józef Bachórz, Wrocław 1998. Lokalizuję je odtąd w tekście głównym, podając najpierw numer tomu, a potem numer strony. Motto – I/324. [/przypis])

wielu lat, czytam ją i podczytuję, mam ją za niedościgłe arcydzieło, od którego bodaj nikt do dziś nic lepszego nie stworzył – i którym zdarza mi się inspirować – a równocześnie za świat, w który zanurzam się z dziwną rozkoszą.
Zaproszony do niniejszej debaty, poczułem się uwolniony od obowiązków historyka literatury – i uświadomiłem sobie, że stwarza to może okazję, by do zrozumienia tej fascynacji się zbliżyć, przyjmując otwarcie rolę dzisiejszego czytelnika, a po trosze ucznia czy czeladnika. Postanowiłem zatem popełnić z rozmysłem grzech prezentyzmu, to znaczy pokazać współczesne konteksty, współczesne linki, które aktywizują się (dla mnie, w roku 2012) podczas czytania tej powieści, nie bacząc na to, że w stosunku do hipotetycznej świadomości autora, czy też – bezpieczniej mówiąc – do prawdopodobnego horyzontu wyobrażeń autora, część z nich stanowi jawny anachronizm. W istocie, mam wrażenie, że Prusowi wiele rzeczy udało się przypadkiem, lub inaczej mówiąc, że nad wieloma cechami historii Wokulskiego, Łęckiej i Rzeckiego świadomość dziewiętnastowiecznego autora nie sprawowała kontroli.
LALKA MIASTECZKO TWIN PEAKS
Dokładnie sto lat po ukazaniu się „Lalki”, na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, wielu z nas ekscytowało się serialem, sygnowanym przez Davida Lyncha i Marka Frosta, „Miasteczko Twin Peaks”. Wśród wielu powodów tej fascynacji, był osobliwy zabieg, redefiniujący, czy raczej znoszący podział między tym, co fikcyjne, a tym co rzeczywiste. Mam na myśli pojawiające się podczas emisji drugiej części serialu artefakty, jak: opublikowany „Dziennik Laury Palmer” (dostępny także w Polsce), którego poszukiwania były jednym z motorów fabuły; kasety z kompletnymi jakoby nagraniami, sporządzanymi dla niejakiej Diane przez agenta Coopera; książka telefoniczna Twin Peaks, której subskrybent, za osobną opłatą, mógł podobno umieścić swoje nazwisko wraz z (nieprawdziwym) numerem telefonu; a wreszcie przewodnik po Twin Peaks, wydany w znanej serii przewodników (czy nie Pascala?), z którego lektury można było dowiedzieć się o historii i geografii miasta, najlepszych restauracjach, noclegach, połączeniach komunikacyjnych i, oczywiście, trasach turystycznych, z pominięciem tej jednej informacji, że samego miasteczka nie ma. Fikcja serialu wylewała się w ten sposób poza jego ramy, kopia rzeczywistości obrastała kolejnymi kopiami, aż fantomowy byt Twin Peaks wzbogacił naprawdę obraz Stanów Zjednoczonych, narrację o Stanach Zjednoczonych.
Wszelako chodząc po Warszawie natrafić można na ślad podobnego zabiegu. W bramie budynku przy dzisiejszej księgarni im. Bolesława Prusa istnieje tablica informująca, że w tym miejscu mieszkał Ignacy Rzecki; po przeciwnej stronie, na budynku, zajmowanym dziś przez bank (a kiedyś kawiarnię „Harenda”), analogiczna tablica informuje, że w pobliżu znajdowało się nowe mieszkanie Stanisława Wokulskiego. Mimo upływu lat pojawiają się coraz to nowe hipotezy, dotyczące pierwowzoru bohaterów „Lalki”. Prus nie jest autorem tych faktów, pozostaje jednak ich sprawcą, bo kontynuują one znaną autorską strategię nadzwyczaj starannego splecenia fikcji powieściowej z rzeczywistością Warszawy lat 1878-79. Dzięki rozsianym w tekście powieści informacjom możemy z dużą dokładnością ustalać daty dzienne przedstawionych wypadków (na przykład powrót Wokulskiego z Moskwy 27 listopada 1878, „w tym samym dniu, kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej”, II/324) , a także adresy (choćby kamienicy z mieszkaniem Łęckich – na stosunkowo krótkim odcinku między pl. Trzech Krzyży a ulicą Wilczą) i trasy wędrówek bohaterów (Powiśle!). „Lalka” dostarczyła naszej kulturze symulakrów, okazuje się dziełem symulakrycznym.
LALKA  DZIKOŚĆ SERCA
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy dorobku amerykańskiego reżysera. W jego „Dzikości serca”, filmie z 1990 roku, znajduje się wielokrotnie analizowana przez filmoznawców scena, w której bohaterka, Lula, opowiada, jak została zgwałcona przed laty przez „wujka Poocha”, a my oglądamy zainscenizowane jej wspomnienie. „Jedno jest pewne”, mówi z off-u Lula, „matka nigdy się o tym nie dowiedziała” – a my oglądamy, jak matka wpada do pokoju, gdzie płacze nastolatka i ubiera się pospiesznie lubieżny Pooch, po czym bije gwałciciela torebką. Narracja prowadzona przez obraz i narracja prowadzona przez słowo nie zgadzają się ze sobą, wprowadzając widza w stan poznawczego impasu: której wersji uwierzyć? Jaki jest status poszczególnych informacji, zawartych w dziele?
W „Lalce”, choć – naturalnie – nie posługuje się ona obrazem, mamy takich niezgodności bez liku. To, co o sobie nawzajem mówią bohaterowie, nie składa się ani na poziomie opinii, ani na poziomie faktów. Miłośnikom powieści dobrze znane są kontrowersje dotyczące okoliczności śmierci żony Wokulskiego, a także gorliwości jego praktyk religijnych w okresie małżeństwa, gdyż jedno i drugie stało się przedmiotem polemiki autora z Aleksandrem Świętochowskim; rzadziej zwraca się uwagę np. na fakt, że dość powszechnie przyjmowana przez czytelników wersja (za Florentyną, damą do towarzystwa Izabeli), jakoby czerwone ręce Wokulskiego były pamiątkę odmrożenia ich na Syberii, nie zgadza się z tym, iż Rzecki w „Pamiętniku starego subiekta” odnotowuje szczególny kolor jego dłoni jeszcze przed zesłaniem.
Tradycyjnemu czytelnikowi podsuwa się dwa pomysły na rozładowanie tego rodzaju napięć. Jeden wprowadził do obiegu sam Prus: oto mamy przeprowadzać „weryfikację źródła”, jak w badaniach historycznych, rekonstruując stopień wiarygodności poszczególnych informatorów. Drugim pomysłem jest trzeźwa uwaga, że Prus nie dopilnował jednak przynajmniej kilku szczegółów (dopuszczając na przykład, by służący barona Krzeszowskiego z Konstantego przeobraził się w Leona, albo każąc jechać Wokulskiemu do Berlina przez Bydgoszcz, a zarazem podając szczegóły tej podróży, wzięte wyraźnie z realiów kolei warszawsko-wiedeńskiej). Jednak dla widza „Dzikości serca” (i zresztą też innych filmów, powstałych od tamtej pory) – „Lalka” mówi w gruncie rzeczy o tym, że z rzeczywistością kontaktujemy się jedynie poprzez opowieści o niej, a idea, by sprowadzić rozmaite jej oglądy do bezosobowego, obiektywnego mianownika faktów, stanowi mrzonkę. Zwłaszcza, że nie do końca wiarygodne są informacje pochodzące nie tylko od poszczególnych bohaterów, ale również od fundującego tradycyjny świat przedstawiony trzecioosobowego narratora (by przywołać tylko jego liczne złośliwości na temat panny Izabeli, nie znajdujące potwierdzenia w opiniach postaci, które ją dobrze znają, a Wokulskiemu dobrze życzą – jak pani Wąsowska czy Julian Ochocki).
LALKA  3 FOR 13
„Jedną z najświetniejszych polskich partytur lat 90.” XX wieku określił Marcin Gmys piętnastominutową kompozycję Pawła Mykietyna „3 for 13”[przypis]Cytat pochodzi z książeczki dołączonej do płyty CD – Paweł Mykietyn, Speechless Song, Polskie Wydawnictwo Audiowizualne 2008, ale oddaje wiernie powszechny (i moim zdaniem zasłużony) entuzjazm dla tego utworu. [/przypis]. Jest to trzyczęściowy utwór dla trzynastu wykonawców, grających coś, co stanowi domyślną bachowską fugę. „Domyślną” w tym sensie, że umysł słuchacza, poszukujący porządku, słyszy szczątki takiej fugi, rozpylone na wiele odzywających się w ciszy, ni z tego ni z owego, instrumentów – czy też raczej: że z coraz gęściej granych dźwięków rekonstruuje on zarys fugi, stwarza sobie jej powidok, jej akustyczne widmo, chociaż literalnie rzecz biorąc nie zostaje ona w żadnym momencie naprawdę odegrana. „3 for 13” to fuga, której nie ma. Melodia, zasugerowana jedynie imaginacji odbiorcy. Zdemontowana kompozycja.
Jeśli „Lalkę” traktujemy mimo wszystko jako dziewiętnastowieczną powieść realistyczną, jeśli zestawiamy ją a to z „Nad Niemnem”, a to z „Kartką miłości” Emila Zoli – wydaje się to efektem bardzo podobnego mechanizmu. W oczywisty sposób proceder ten uprawiamy, uspójniając (wbrew opisanemu poprzednio faktowi, że podawane nam informacje nie składają się w całość) portrety i losy bohaterów. Seria iluzji i deziluzji – Izabela jest zaklętą w konwenanse czułą kobietą, czy niemądrą snobką? Istnieje postęp, sprawiedliwość i Opatrzność, czy też na tym świecie wygrywają ludzie podli? Kierujemy się wolną wolą, czy przypominamy nakręcane lalki? Stach pojechał do Paryża, czy zabił się w Zasławiu? – wprowadza czytelnika w psychiczną oscylację (mechanizm ten opisał czterdzieści lat temu Stanisław Eile[przypis]Stanisław Eile, Dialektyka „Lalki” Prusa, „Pamiętnik Literacki” 1973 z. 1.[/przypis]), która sprawia, że w końcu naprzemiennie przeświecają nam przez siebie co najmniej dwie rozmaite historie: ta, zachęcająca do heroizmu, i tamta, siejąca dekadenckie zwątpienie. Staramy się zogniskować wzrok na którejś wersji, kierując się chyba bardziej naszymi wewnętrznymi potrzebami, niż przesłankami, wywiedzionymi z tekstu – i spieramy się z innymi: o Izabelę, o los Wokulskiego, o determinizm, kwestię żydowską, wynalazek Geista i tak dalej. Wiosną 2012 roku w komentarzach na moim blogu rozpętała się wielka dyskusja o relacji między płciami, w której ważnymi argumentami były postaci Wokulskiego i Łęckiej, traktowane tak, jakby byli to znani i zrozumiali żywi ludzie o losach jednoznacznych – choć dla kolejnych dyskutantów znacząco odmiennych.
LALKA  MIAZGA
„Miazga” jest jedną z ostatnich, jak dotąd, realizacji podgatunku powieściowego, którego przykłady – sporadyczne, ale za każdym razem intrygujące – można spotkać w literaturze XX wieku. Chodzi o powieść-worek, w której, wokół mniej lub bardziej wyrazistej fabuły, można zgromadzić właściwie wszystko: wiersze i fragmenty dramatyczne, dziennik pisarza i fiszki z biografiami bohaterów, samodzielne eseje czy opowiadania, notatki z prasy i wypisy z innych dzieł[przypis]Próbę kodyfikacji tego podgatunku można znaleźć w książce – Włodzimierz Bolecki, Poetycki model prozy w dwudziestoleciu międzywojennym, Wrocław 1982.[/przypis]. Historycy literatury polskiej wywodzą tę formę z „Pałuby” Irzykowskiego, „Nietoty” Micińskiego i „Nienasycenia” Stanisława Ignacego Witkiewicza. Można się spierać, czy późniejszym jeszcze, niż „Miazga”, przypadkiem, nie są „Bieguni” Olgi Tokarczuk, nazwani jednak przez samą autorkę „powieścią konstelacyjną”.
W „Lalce” nie spotkamy oczywiście komentarzy odautorskich i fragmentów całkowicie wyizolowanych od fabuły i stylu całości. Z wyjątkiem – uwaga, uwaga – „Pamiętnika starego subiekta”. Na jego kapryśny status w książce, na nieoczywiste pojawianie się i znikanie kartek z pamiętnika, aleatorycznie rozdzielających rozdziały pisane w trzeciej osobie, zwracali uwagę (z dezaprobatą) już pierwsi recenzenci „Lalki”, na przykład Piotr Chmielowski: „Wyjątki te są tak ułożone, że mogą być w znacznej części z jednego miejsca usunięte, a w drugie wstawione”[przypis]Cyt. za – Józef Bachórz, Wstęp [do wyd.:] Bolesław Prus, Lalka, wyd. cyt., s. XXIX; wstęp ów, podobnie jak przypisy, stanowi prawdziwą ucztę dla zapalonego czytelnika powieści. [/przypis]. Ale dorzućmy jeszcze inne osobliwości. Przede wszystkim miesza Prus konwencje: od rodzącej się dopiero science fiction (we fragmentach o pracach Geista), przez obrazki obyczajowe, ocierające się o, również młody wówczas, gatunek reportażu (opis Powiśla ma zresztą odpowiednik w reportażu samego Prusa z cyklu „Szkice warszawskie”[przypis]Informacja z przypisu w cytowanym wydaniu „Lalki” na stronie 172. [/przypis]), aż po melodramat. Brawurowo miesza style: gdybyśmy komuś, kto nie miał nigdy „Lalki” w ręku, przeczytali żartobliwe scenki z udziałem studentów, a zaraz potem monolog wewnętrzny Wokulskiego w pociągu pod Skierniewicami, mógłby nie uwierzyć, że pochodzą z tego samego utworu. Portrety jednych bohaterów kreśli autor tak szczegółowo, że może się na niego powoływać, jako na fundatora, dwudziestowieczna powieść psychologiczna; innych redukuje do karykatury, dając im na dodatek nazwiska jawnie odwołujące się do tradycji nazwisk znaczących z osiemnastowiecznej komedii (panna Upadalska, pan Szastalski…).
Przypomnijmy ponadto narzekania Antoniego Langego: „Przypadkiem mi się zdarzyło, żem przeczytał naprzód tom II i tom III, a później tom I, którego treść w kilku słowach mi powiedziano: nicem nie stracił. Za drugim razem czytałem w porządku I, III, II i znów żadnego braku nie czułem w czytaniu. Za trzecim razem czytałem w porządku naturalnym (I, II, III) i przekonałem się, że mógłbym Lalkę czytać w jakimkolwiek porządku (…) suma ta nie jest całością, tak jak oddzielnie wzięte wszystkie organa człowieka, choćby nawet zszyte i zesztukowane, nie są człowiekiem”. Słowa zadziwiająco podobne (choć ostrzejsze w puencie) padły dwadzieścia lat później na temat jednej z pierwszych powieści-worków w literaturze polskiej, czyli „Nietoty” Micińskiego: „Oryginalna książka! Można ją czytać, jak się komu podoba: od początku, od końca, od środka, z góry, z dołu, na prawo, na lewo… Skutek będzie zawsze ten sam: nic się nie rozumie”[przypis]Recenzję Langego (z 1890 roku) cytuję za przywoływanym już wstępem Bachórza, s. XXX. Anonimowa recenzja z „Nietoty” (być moźe autorstwa Teodora Jeske-Choińskiego) opublikowana była w czasopiśmie „Kronika Powszechna” 1910 nr 1. [/przypis].
To nie wygląda na przypadek (powieści-worki są z reguły pomawiane o złą kompozycję przez recenzentów zbyt leniwych, by poszukać w nich ukrytego porządku). „Lalka”, oswobodzona z gorsetu „dobrze zbudowanych powieści”, zwiastowała drogę, którą podążyli awangardziści następnego stulecia.
LALKA  CHRISTINE’S WORLD
„Świat Krystyny” Andrew Wyetha to obraz amerykańskiego malarza z lat 40. dwudziestego wieku, przypominający trochę dzieła Edwarda Hoppera[przypis]Na temat związków Wyehta z Hopperem patrz – Rolf G. Renner, Edward Hopper (1882-1967). Transformation of the Real, transl. Michael Hulse, Köln 2002, s.92-93.[/przypis]. W pierwszej chwili mamy wrażenie, że patrzymy na pogodny obrazek realistyczny: na zboczu, porośniętym łąką, podnosi się na rękach dziewczynka, odwrócona do widza tyłem, i wpatruje się w osłoneczniony dom na wzgórzu. Im jednak bliżej przyglądamy się obrazowi, tym większy niepokój nas ogarnia. Ręce dziewczynki są dziwnie chude, a kiedy odpowiednio zbliżyć wzrok – podejrzanie pomarszczone. Jej sylwetka, zrazu sugerująca, że to nastolatka leniwie wyleguje się w trawie, nabiera stopniowo cech kalekiej staruszki, która desperacko a bezskutecznie próbuje wstać. A może to lalka wypróbowuje, jeszcze nieporadnie, możliwości swego ciała, obudzona przed chwilą do świadomego życia pytaniem: „czy chcesz zaznać coś zupełnie nowego? Czy chcesz istnienia, które w jednej chwili doświadcza więcej, aniżeli wszystkie kamienie w ciągu miliona wieków?” [II/526]… Spoglądając na realistyczne, zdawałoby się, przedstawienie, orientujemy się naraz, że tak naprawdę nie wiemy, na co patrzymy. A z nadejściem tego niepokoju poznawczego obraz otwiera się na metafizykę.
Wiele przekonujących spostrzeżeń poczyniono, analizując „Lalkę” jako precyzyjnie realistyczny obraz życia społeczno-ekonomicznego w późnych latach 70. XIX wieku. Choć nie ma w nim rosyjskich szyldów i Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu, prawie nie ma prostytutek ze Starego Miasta i tak dalej. Jednocześnie jednak po śmierci Prusa w prasie ukazał się nekrolog autora „Lalki”, napisany przez wspominanego tu już Tadeusza Micińskiego, zatytułowany nie bez powodu „Mistyk realizmu”[przypis]„Tygodnik Ilustrowany” 1912 nr 22.[/przypis]. „Lalka” wydaje się powieścią otwartą na zagadnienia egzystencjalne i metafizyczne. W chwili, kiedy świat jest taki, jakim go widzimy – a weryfikacji naszych opowieści nie sposób przeprowadzić – spoza licznych narracji prześwieca coś nieokreślonego, nienazwanego i nienazywalnego (może gnostycka przypowieść, jak chciała Olga Tokarczuk[przypis]Por. Olga Tokarczuk: Lalka i perła, Kraków 2001.[/przypis]). Przyznam, że coraz mniej entuzjazmuję się utworami parabolicznymi u zarania, skracającymi drogę do metafizyki przez pominięcie naszego zmysłowego, intersubiektywnego doświadczenia. Tymczasem „Lalka” wydaje się w pierwszej lekturze zanurzona w takim doświadczeniu bez reszty. Niepewnym, cośmy tak naprawdę przeczytali, co się w gruncie rzeczy dzieje z bohaterami i kim są, udzielony zostaje jednak niepokój metafizyczny.
LALKA  EWOLUCJA POŻĄDANIA
Książka Davida M. Bussa „Ewolucja pożądania” jest jedną z fundamentalnych prac, rozprawiających się z melodramatycznymi mitami na gruncie psychologii ewolucyjnej. Osadzona w tradycji socjobiologii, a pośrednio dziewiętnastowiecznego darwinizmu, z relacji między płciami objaśnia niestety więcej, niż by chciał czytelnik, wychowany na romantycznej wizji miłości[przypis]David M. Buss, Ewolucja pożądnia, tłum. Bogdan Wojciszke, Agnieszka Nowak, Gdańsk 2003. Więcej na ten temat pisałem w eseju pt. „Pobojowisko (nie ma animy, amen)” zamieszczonym w książce – Jerzy Sosnowski, Ach, Kraków 2005.[/przypis].
„Lalka” jest pełna dosłownych ilustracji tez Bussa. Ponadjednostkowe interesy płci są w znacznym stopniu rozbieżne. Kobiety manipulują mężczyznami w celu zapewnienia sobie i potomstwu odpowiednich warunków materialnych, maskując to romantycznymi deklamacjami; mężczyźni dają sobą manipulować, biorąc swoje pożądanie za przejaw uczuć idealnych, i nie widząc strategii swoich wybranek. W odrzuconym, niestety, akapicie, pisał Prus w rękopisie „Lalki”, że Wokulskiemu, gdy stał na wzgórzu w Ogrodzie Botanicznym, wydało się, że dostrzega „Pannę Izabelę w objęciach Starskiego. Oboje byli nie więksi od pary kotów” [II/643, przypis]. Ale nawet bez tego zdania jedyne pytanie, które można w tej materii Prusowi zadać, brzmi nie: czy miłosne złudzenia nie są jednak prawdziwe, lecz: czy te złudzenia, oczywiście nieprawdziwe, mają jakąś funkcję (być może zbliżoną do tego, co w „Świecie jako woli i wyobrażeniu” pisał Schopenhauer, wyraźnie patronujący na przykład zakończeniu spaceru po Powiślu). Nawet pani Stawska wyjdzie rozumnie za Mraczewskiego.
LALKA  TYGRYSIA PIOSENKA
Opublikowany w debiutanckim tomie wiersz Świetlickiego kończy się gorzkimi słowami: „Miłosierdzie / należy do was”[przypis]Marcin Świetlicki, Zimne kraje, Kraków 1992, s. 52.[/przypis]. Wcześniej mamy trzy strofy, w których opisuje się modelujące doświadczenia: goryczy człowieka, upokarzanego w wojsku przez „pewnego kaprala”, goryczy mężczyzny zdradzonego przez „byłą wielką miłość”, goryczy pracownika oszukiwanego przez pracodawcę. Kiedy myślę o emocjach, które mimo upływu lat tak silnie przywiązują mnie wciąż do „Lalki”, odkrywam z zakłopotaniem, że dominuje w nich wdzięczność za wyrażenie goryczy egzystencji. Opis negatywnego uczucia neutralizuje je, pozwala przezwyciężyć poczucie samotności i zdystansować się do nici czarnej, która w naszym życiu wciąż się przędzie. „Lalka” przynosi katharsis, bo, wchodząc w zadziwiający kontakt także ze współczesnym doświadczeniem kulturowym, daje wyraz temu, co bolesne w egzystencji: ponadkulturowemu doświadczeniu zawiedzionych nadziei, daremności wysiłków, zdrady i – przekory. Tak jest, przekory: gdyż przekorna jest chęć wysadzenia w powietrze kamienia, nad którym panna Łęcka idealizuje swoje wspomnienia o dziwnym narzeczonym, i wydostania się z rzeczywistości „ziewających kwestarek i płaczących potworów” [por. I/215] do świata, w którym nie ma miejsca na gorycz, w którym można (by) odnaleźć sens.
Bo Stach, oczywiście, nie zabił się w Zasławiu. Jego, nasze doświadczenie zostało nazwane, więc jest, więc jesteśmy.</document>
<document nplp_id="70" title="Metz" slug="metz">Metz był ucieczką i polem popisu. „Metz jest bardzo przyjemne miasto. Ludzie uprzejmi, przyjaciele Polaków”, pisał do rodziców Maurycy Mochnacki. Był ucieczką z Paryża, gdzie zwalczające się stronnictwa i napływający wciąż z kraju znajomi nie dawali spokoju. A Mochnacki dobrze pamiętał słowa Salustiusza, że „trudno jest działać, ale trudniej jeszcze działanie opisać jak należy”, miał zaś do należytego opisania świeże dzieje powstania, które sam współtworzył. W Paryżu o spokój do pracy było trudno; jak pisze przyjaciel, Michał Podczaszyński, który w początkach stycznia 1832 roku ściągnął go do Metzu, „Nic nie pomogła nawet praktyka z dawnego warszawskiego czasu z zamykaniem się na klucz. Wybijano drzwi nielitościwie, zabierano czas, jeszcze nielitościwą wypalano tytuń; fajek, stambułek, których tu trzeba strzec jak oka w głowie, bo niesłychanie drogie, a takie słabe, że za najmniejszym uderzeniem tłuką się, niepodobna było nastarczyć”. Gości przychodzili od samego rana, wypijali Mochnackiemu poranną porcję kawy. Niektórzy na dodatek kradli scyzoryki (Podczaszyński: „Dla mnie proszę kupić trzy scezoryki podwójne lub poczwórne, byle dobre. Jeden ja zatrzymam, drugi Maurycy, a trzeci będzie dla złodzieja. Sprowadziłem sobie z Londynu żelastwa, ale mi wiecznie kradli oddawający wizyty”). Chociaż może akurat dobrze, że kradli scyzoryki, bo Maurycy już jako dziecko nadmierny z nich czynił użytek (wspomina matka: „chociaż w początkach palce jego niezgrabne pokaleczone, pozacinane nożem, scyzorykiem, bo wiecznie coś majstrował, czyniły niepodobieństwo metrowi ułożenia jego ręki do fortepianu”), więc bez scyzoryka palce miał zdatniejsze do muzyki. Zaś prócz pisania historii powstania listopadowego gra na fortepianie była dla Mochnackiego w Metzu najważniejsza. „Nikt w całym Metz nie gra jak on na fortepianie”, pisze Podczaszyński. A w innym liście: „Tak grających, jak on, bardzo jest mało na świecie”.

Kulminacją muzycznych popisów Mochnackiego w Metzu był koncert na cele dobroczynne, urządzony 23 marca 1832. „Le Courrier de la Moselle” opisał rzecz w anonimowym artykule Concert de la Société Philharmonique de Metz, au benefice de Pauvres. Osobliwy to tekst, napisany z pazurem, a przede wszystkim z bardzo dobrą znajomością rzeczy. Autor powiada, że tego wieczora zabawił się w arystokratę, wiedząc, że działa w ten sposób na pożytek klasy potrzebującej: wynajął mianowicie dla swojej żony, dla „starego amatora” i dla siebie całą lożę. Sam pragnął pozostać w cieniu, ale uniemożliwił to „blask oświetlenia sali”. Stary amator, który zaszył się w kąt loży i słuchał z zamkniętymi oczyma, z brodą opartą na gałce laski trzcinowej, służy autorowi za medium do romantycznego odbioru muzyki. Po nabożnym wysłuchaniu Błogosławieństwa Mojżesza stary amator chciał się rzucić do „ściskania polskiego uchodźcy, który grał na fortepianie koncert Hummla. Ten człowiek, powiedział do mnie, jest artystą do szpiku kości”. Dalej dowiadujemy się, że „polski oficer zechciał opóźnić swój wyjazd z Metzu by, jak powiedział, spłacić naszym współobywatelom cząstkę długu gościnności, jaki jego rodacy u nas zaciągnęli...” Ledwie przebrzmiały ostatnie tony finału Oblężenia Koryntu Rossiniego, stary amator mimo późnej pory (była dziesiąta wieczór) udał się do mieszkania polskiego uchodźcy z gratulacjami. Autor wrócił do siebie by zdać sprawę z przyjemnego wieczoru. Zamierzał zamieścić artykuł w jakimś dzienniku. I wyobrażał sobie, że może jakaś podróżująca rodzina zabierze ten dziennik do odległego miasteczka w Galicji, gdzie wpadnie on w ręce jakiejś polskiej rodziny. „I może matka, co będzie na przykład miała syna we Francji, w Metzu, rzuci nań okiem, to wówczas i ona otrzyma swoją cząstkę radości z tego wieczoru, a mój arkusik przekaże jej oklaski, jakie nagrodziły jej uczonego i skromnego syna tak, że zapadną one w jej sercu Matki!...”

„Jaką przyjemność uczuło serce matki, gdy istotnie kartkę tę gazety dostałam; jak cudownie zgadł ów dobry, który instynktem się rządząc, dowiedziawszy się, że rodzice owego Proscrit Polonais mieszkają w Galicji, zrobił tak trafny przypisek” – komentuje Maria Mochnacka. Czyli: mistyfikacja się udała. W loży nie było bowiem ani żony ani starego amatora z brodą wspartą o gałkę trzcinki – to tylko wcielenia Michała Podczaszyńskiego, który nie pierwszy raz zasilał swymi tekstami francuską prasę (pisywał do „Revue encyclopédique”, w liście do ojca braci Mochnackich wspomina o swej współpracy z „Revue de deux mondes”). Aby się o tym przekonać wystarczy porównać artykuł z „Courrier de la Moselle” z listem Podczaszyńskiego do państwa Mochnackich, w którym opisuje ów koncert. Powtarzają się takie szczegóły, jak rzęsiste oświetlenie sali („tysiąc lorynetek błyszczały zewsząd przy rzęsistym świetle”) czy złośliwa charakterystyka starego wiarusa, wielkiego oryginała, dyrygującego orkiestrą (był nim Joseph-François Soleirol, 1781–1863, członek wielu stowarzyszeń, który w roku 1923 został prezesem tamtejszego Towarzystwa Filharmonicznego). Dodajmy, że niektórzy biografowie Mochnackiego mieli wątpliwości co do autentyczności artykułu o koncercie (Śliwiński: „jeśli wierzyć sprawozdaniu ‘Cour[r] ier de la Moselle’, oczarował słuchaczów swoją grą mistrzowską”). Ale niewątpliwy był sukces finansowy – nie dla Mochnackiego, tylko dla ubogich (tenże Śliwiński cytuje list Podczaszyńskiego do Leonarda Chodźki: „Maurycy swoim koncertem wczora dla ubogich zarobił 6.000 fr., a nikt nie wie, że on sam nic nie ma”).

Dziewiętnastowieczny Metz był też polem popisu dla innych parających się piórem (i nie tylko piórem) Polaków. Tu Jan Czyński wydał we wrześniu 1832 roku opis zjazdu na niemieckim zamku Hambach (27–30 maja tr.), podczas którego powiewały obok siebie flagi francuska i polska. W pobliskim Pont-à-Mousson dr Aleksander Lubański – w latach trzydziestych działacz ruchu demokratycznego w Niemczech – prowadził (w duchu fourrierowskim) Instytut Hydroterapii. W Metzu sędziwy Józef Maria Hoene-Wroński wydawał w roku 1851 rozmaite broszury, wśród nich projekt reformy wiedzy, który przewidywał w przyszłej Europie szczególne miejsce dla Polaków, Czechów, Słowaków, Chorwatów, może Greków, ponieważ „w tych narodach przechodnich nie jest ani ZA PÓŹNO, jak na Zachodzie, ani ZA WCZEŚNIE, jak na Wschodzie, na rozpoznanie prawdy, a zwłaszcza prawdy absolutnej”.

Michał Podczaszyński tak pobyt w stolicy Lotaryngii podsumował: „Pobyt nasz w Metz był najprzyjemniejszym. Maurycy twierdzi, że nigdy w życiu tak szczęśliwym i tak swobodnym nie był”. Ale legendę koncertu Mochnackiego zbudował dopiero Jan Lechoń w poemacie Mochnacki (1918), wygłoszonym podczas inauguracji kabaretu „Pod Pikadorem”, poemacie, który „rozsławiony potem na wieczorach ‘Skamandra’ recytacją Marii Morskiej, stał się wierszem pokolenia i wierszem dwudziestolecia” (M. Grydzewski).

Niezależnie od tego co działo się w kraju, duch polski pozostał w Metzu. W artykule, datowanym „Metz, 10 VIII 1921”, poetka Maria Poraska – autorka ciekawego tomiku neoromantycznych wierszy krajobrazowych i ekfrastycznych (cykl W galeriach szwajcarskich w: Poraska 1912) – wychwalała działalność dwóch polskich stowarzyszeń w odzyskanym przez Francję mieście: „Metz posiada Polskie Towarzystwo Propagandy i Dobroczynności. Duszą tych dwóch ognisk stworzonych na ojczyźnie jest p. Szubert z Poznańskiego, gorący patriota, ożeniony z Francuzką, oddaną polskiej sprawie – p. Szubertowa wie, gdzie trafić, gdy idzie o składki na nasze cele, wie, czym dopomóc rodakom, zna doskonale dzieje naszego kraju, interesuje się każdą wieścią nadchodzącą z Polski”. Dom państwa Szubertów przy rue du Palais 15 był przystanią dla przybywających do Metzu rodaków. Konkluzja artykułu: „Duch polski żyje i świeci przykładem tam, gdzie tworzą się nowe ogniska polskie rozsiane aż po całej Francji” (Poraska 1921).</document>
<document nplp_id="71" title="Katedra w&amp;nbsp;Strasburgu" slug="katedra-w-strasburgu">Strasburg to nie tylko administracyjna stolica Alzacji, o którą przez lata Francuzi spierali się i walczyli z Niemcami, ale – może przede wszystkim – miasto słynące z zadziwiającej gotyckiej katedry Notre Dame. Jej historia sięga początku XI wieku, kiedy to Werner de Habsburg, ówczesny biskup Strasburga, zadekretował budowę nowej katedry, która miała stanąć na szczątkach spalonej w 1007 roku katedry karolińskiej – warto dodać, że miejsce to tradycyjnie związane było z kultem religijnym: pierwsze obiekty sakralne pojawiły się tu już w okresie w czasach panowania rzymskiego. Świątynię ufundowaną przez biskupa Wernera zniszczył w latach siedemdziesiątych XII stulecia pożar. Decyzję o wzniesieniu kolejnej katedry, do dziś stojącej w centrum Strasburga, podjął biskup Heinrich von Hasenburg. Prace rozpoczęły się około roku 1180 i były nadzorowane przez kolejne pokolenia architektów; spośród wielu budowniczych wymienić można Michela de Fribourga, Klausa de Lohra oraz alzackiego rzeźbiarza i architekta – Erwina von Steinbacha, którego nazwisko odnotował w Notatkach z historii Cyprian Norwid[przypis]Zob. Cyprian Norwid, Notatki z historii, w: tegoż, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1973, t. VII, s. 360.[/przypis]. Antoni Edward Odyniec w liście do Ignacego Chodźki pisanym ze Strasburga 15 września 1829 roku podkreślał natomiast, że Steinbach był „planodawcą [katedry] i pierwszym architektem”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, t. I, opr. M. Toporowicz, wstęp M. Dernałowicz, Warszawa 1961, s. 296.[/przypis]. Johann Wolfgang Goethe sławił tego samego architekta jako „mistrza”[przypis]Johann Wolfgang Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, przeł. A. Guttry, Warszawa 1957, t. I, s. 434. Na temat sposobu postrzegania katedry strasburskiej przez Goethego oraz wrażliwości autorów polskich i europejskich na architekturę gotyckich katedr zob. Małgorzata Czermińska, Gotyk i pisarze. Topika opisu katedry, Gdańsk 2005.[/przypis] budownictwa gotyckiego (a tym samym – niemieckiego) w noszącym znamiona autobiografii utworze Z mojego życia. Zmyślenie i prawda (1811–1833); w tym kontekście ciekawa wydaje się opinia Stanisława Wyspiańskiego, który w liście do Lucjana Rydla, pisanym ze Strasburga 15–17 sierpnia 1890 roku, zupełnie odwrócił proponowaną przez Goethego perspektywę narodową: „Erwin! gdzież ten Erwin co tak przeczuwał ideę francuskiej architektury i na wskroś ją przesiąkł”[przypis]Listy Stanisława Wyspiańskiego do Lucjana Rydla, cz. I: Listy i Notatnik z podróży, teksty listów opr. L. Płoszewski, M. Rydlowa, Kraków 1979, s. 192.[/przypis]. Dzieje strasburskiej Notre Dame, od czasów rzymskiej dominacji, poprzez monarchię Karola Wielkiego, aż po rok 1439, kiedy to ukończono „najpiękniejszą ozdobę” świątyni – czyli strzelistą wieżę wykonaną według zmienionego rysunku Steinbacha, relacjonuje też anonimowy autor artykułu Kościół katedralny w Strasburgu wydrukowanego w roku 1836 w ukazującym się w Lesznie „Przyjacielu Ludu”[przypis]Zob. „Przyjaciel Ludu” 1836, nr 8, s. 58. Autor artykułu błędnie podaje rok 1436 jako datę ukończenia prac nad katedralną wieżą.[/przypis].

Mimo iż strasburska katedra budziła zachwyt przez stulecia, wydaje się, że dla romantyzmu odkrył ją właśnie Goethe w pracy O niemieckiej architekturze (1823) oraz w przywołanym już dziele – Z mojego życia. Zmyślenie i prawda. Niemiecki autor chętnie przyznaje: „Od kiedy opuściłem Strasburg, nie widziałem żadnego ważnego, imponującego dzieła tego rodzaju”[przypis]Johann Wolfgang Goethe, O niemieckiej architekturze, przeł. R. Wojnakowski, w: tegoż, Dzieła wybrane, wybór, wstęp i opr. S.H. Kszyński, Poznań 2002, t. I, s. 268.[/przypis]. Spośród najważniejszych spostrzeżeń Goethego, które na stałe zagoszczą w romantycznym imaginarium związanym ze świątynią w Strasburgu, wymienić należy przynajmniej trzy:

 	Goethe wyraźnie podkreśla, że katedra jako budowla wraz z przestrzenią, która ją otacza, dostarcza widzowi dwojakiego rodzaju wzruszeń: estetycznych i metafizycznych – „Jeżeli ogrom jednolitej bryły nie ma nas przerazić ani badanie jego szczegółów oszołomić, musi się w nim ujawnić jakiś związek nadnaturalny, prawie niepojęty, połączenie potężnego ogromu z estetycznie przyjemnym powabem”[przypis]Tenże, Z mojego życia, s. 430.[/przypis].
 	Katedrę można więc kontemplować jako dzieło sztuki, w którym zachowane zostały idealne proporcje między tym, co masywne, przytłaczające, co stanowi w swej istocie architektoniczną bryłę, a tym, co delikatne, zwiewne, „ażurowe jak koronka”[przypis]Tamże, s. 432.[/przypis]. Taką wizję świątyni, będącej doskonałym przykładem sztuki gotyckiej, można w tym przypadku połączyć z coraz silniejszym wpływem zrodzonego w Anglii w latach 40. XVIII wieku stylu nazwanego Gothic Revival.
 	Goethe jednak równocześnie akcentuje duchowy wymiar budowli – pisze o jej „wzniosłości”, „czcigodności”, a kolejne metafory zbliżają nas coraz bardziej do porządku sakralnego. W tym sensie katedra (zwłaszcza jej wieża) staje się osią świata (axis mundi), którą osoba przybywająca do Strasburga widzi z daleka i wokół której koncentruje się życie „rozległego żyznego kraju”[przypis]Tamże, s. 401.[/przypis]. Okazuje się, że miasto i jego okolice z wieży katedry przypominają „raj stworzony dla człowieka”[przypis]Tamże, s. 402.[/przypis] – oto jak do Goethego opisu katedry przenikają elementy należące do topiki ogrodu rajskiego.

Bardzo podobnie ukształtowany został opis katedry autorstwa Victora Hugo pochodzący z monumentalnej pracy Ren, wydanej w 1842 roku, będącej relacją z podróży. Francuski poeta nie kryje podziwu dla „olbrzymiej katedry, najwyższej budowli wzniesionej ręką ludzką po wielkiej piramidzie”. Jest to według niego „dzieło Boże stworzone dla człowieka i dzieło ludzkie uczynione dla Boga”[przypis]Victor Hugo, Ren, przeł. I. Rogozińska, przypisy i nota wydawnicza P. Hertz, Warszawa 1987, s. 408.[/przypis].

Na tym tle dość zaskakująco wyglądają zapiski polskich romantyków, mające na ogół – podobnie jak w przypadku Hugo – charakter dzienników z podróży. Ich wczesną i słabo znaną (bo pozostawioną w rękopisie) zapowiedzią jest dziennik podróży Jana Onufrego Ossolińskiego, spisany podczas dwuletniej wędrówki, rozpoczętej przez autora 29 października 1779 roku. Ossoliński podkreśla, iż katedra w Strasburgu „zbudowana jest w sposobie gotyckim, wielce regularną strukturą, upiększona wszystkim, co architektura ma najdelikatniejszego, i ozdobiona przepyszną wieżą, cennym pomnikiem architektury [...] Słusznie uchodzi ona za najpiękniejsze na świecie dzieło sztuki w tym rodzaju, zarówno ze względu na wysokość, jak i na delikatność roboty. Jest cała ażurowa, tak że oglądając ją z pewnych stron trudno sobie wyobrazić, jak może stawić czoło złej pogodzie”[przypis]Cyt. za: Jacek Woźniakowski, Podróż Jana Onufrego Ossolińskiego, w: tegoż, Czy artyście wolno się żenić?, Warszawa 1978, s. 37 (pierwodruk: „Sztuka i Krytyka” 1956, nr 1–2, s. 301).[/przypis].

Ossoliński dostrzegł więc to, co na wszystkich podróżnikach docierających do Strasburga robi do dziś największe wrażenie: strzelistość jedynej katedralnej wieży oraz misterność wykonania całości. Według Jacka Woźniakowskiego, zaskakujące jest to, że Jan Onufry okazał się bardziej wrażliwy na detal, szczegół, niż na bryłę, co odróżnia go od wielu XVIII-wiecznych architektów[przypis]Zob. tamże.[/przypis].

Pielgrzymowanie romantyków polskich do katedry w Strasburgu miało jednak pierwotnie niewiele wspólnego z tym, o czym pisał Ossoliński – i to nie tylko dlatego, że jego rękopiśmienny dziennik był szerzej nieznany. Warto podkreślić, że do Strasburga przedstawiciele pokolenia Adama Mickiewicza przyjeżdżali przede wszystkim z powodów politycznych – to tu zorganizowany został jeden z głównych obozów francuskich, do którego trafiali wychodźcy z Królestwa Polskiego po klęsce powstania listopadowego. Stąd dopiero, o czym szczegółowo pisze Ignacy Domeyko w tekście Moje podróże (pamiętniki wygnańca), udawali się oni do innych miast prowincjonalnych bądź do Paryża – choć to akurat dotyczyło najmniej licznej grupy emigrantów. A zatem Strasburg, leżący nad Renem, który oddziela Francję od Niemiec, był dla polskich romantyków przede wszystkim przestrzenią azylu, wybawienia, nadziei na lepsze jutro. Było to także miejsce patriotycznego teatru, o czym szczegółowo pisze Zbigniew Przychodniak, przypominając, że mieszkańcy Strasburga, będący republikanami wrogo nastawionymi do monarchii lipcowej, witali polskich emigrantów jako emisariuszy wolności. Taki właśnie charakter miało uroczyste powitanie 4 grudnia 1831 roku, które zgotowano na cześć trzech generałów: Girolamo Ramorina, Georges’a Langermana i Franciszka Sznayde[przypis]Zob. Zbigniew Przychodniak, Walka o rząd dusz. Studia o literaturze i polityce Wielkiej Emigracji, Poznań 2001, s. 62–63. Na ten temat zob. też: Maria Straszewska, Życie literackie Wielkiej Emigracji we Francji 1831–1840, Warszawa 1970, s. 77.[/przypis]. Nic więc dziwnego, że Strasburg szybko stał się w oczach przyjeżdżających tu Polaków miejscem, gdzie wygłaszano – przy raczej stłumionym na prowincji głosie sił konserwatywnych – rewolucyjne deklaracje, przypominano mit wielkiej rewolucji i odgrywano patriotyczny teatr.

Kiedy jednak ucichły fanfary kolejnych powitań, miasto musiało stać się przestrzenią codziennego życia, w której polscy romantycy – co może zaskakujące – potrafili się doskonale odnaleźć. To przecież w Strasburgu Leon Zienkowicz wydawał w latach 1839–1841 pismo „Pszonka”, współpracując przy jego redagowaniu między innymi z Lucjanem Siemieńskim oraz Sewerynem Goszczyńskim. Ten ostatni opublikował też w alzackiej stolicy tom Trzy struny, przygotowany w drukarni Gustawa Silbermanna. Szybko okazało się również, że polscy romantycy nie potrafili oprzeć się urokowi strasburskiej katedry, na widok której odżywały w nich nie tyle idee polityczne, ile kluczowe dla romantyzmu (także europejskiego) hasła estetyczne i metafizyczne – Józef Bohdan Zaleski zanotował w liście do Domeyki, pisanym w Strasburgu 31 grudnia 1835 roku: „Mieszkam wygodnie, cicho i tanio. Mogę swobodniej uczyć się i dumać: jakoż za parę dni za[w]ieram znajomość z księdzem Bautain i zaprzęgam się do roboty. Dotychczas gapię się koło katedry i wieży strasburskiej: żyję jednak (że się tak wyrażę jak Malczewski) więcej z Bogiem, mniej z ludźmi, a zresztą jednaki”[przypis]Józef Bohdan Zaleski, Korespondencja, wyd. D. Zaleski, Lwów 1900, t. 1, s. 74.[/przypis]. Katedra wtapiała się zatem w codzienność emigrantów i stawała miejscem prawdziwie romantycznego wtajemniczenia. Jedną z najbardziej szczegółowych relacji ze spotkania ze świątynią przekazał nam Domeyko, który miał okazję zwiedzić ją w towarzystwie Mickiewicza w lipcu 1832 roku:

„Kilka dni tylko zatrzymaliśmy się [Domeyko i Mickiewicz] dla widzenia miasta, katedry i wieży Münster. Ta ostatnia słusznie policzona między arcydzieła sztuki, cała z kamienia, jakoby z kamiennej koruny utkana, panuje nad całym miastem i całą jego okolicą jak wielki świadek z czasów silnej wiary i rycerstwa, w których zamiast formowania licznych pułków, szwadronów i korpusów stawiano kościoły. Dziwiła mię śmiałość, z jaką budowniczy podniósł ją tak wysoko, w niebo, jako też harmonia wszystkich jej ogniw i przedniejszych części powiązanych w całość z taką dokładnością, że cała budowla pomimo swej olbrzymiej masy zachowuje charakter bezpiecznej równowagi i lekkości; dziwiła sumienność, z jaką wykonana i wykończona została cała myśl i plan budowniczego w najmniejszych nawet szczegółach; wszystkie ozdoby, choć z twardego piaskowca wyrobione, mają wejrzenie, jakby były z wosku czy jakiej miększej materii. Szczeblując po wieży, podziwialiśmy z Adamem wykończenie drobnych nawet szczegółów, jako to gzymsów, kapiteli i rozmaitych ozdób nawet, pochowanych w otworach i kątach, których zewnątrz nie widać. W jednym z nich, wpatrując się, dostrzegliśmy wysmukłą wąską kolumnę, opartą na głowie aniołka z tegoż samego kamienia wyżłobionej. W twarzy aniołka dziwna spokojność i cierpliwość, a że ciężar pilastry przyciskać zdawał się zanadto mu głowę, podłożył rączkę swoją pod podnóże tej pilastry. Kapitele też zamiast akantowych liści i korynckich zwojów ustrojone tu są w liście winogradu, to jest krajowej ozdoby, nie pożyczane z greckiej architektury. Jakaś głęboka pobożność maluje się w tej gotyckiej ozdobie. Zdaje się, że architekt budował przede wszystkim dla własnej duszy, na chwałę Bożą, nie dbając o efekt, na wrażenie zewnętrzne i oklaski. Nie spieszył się z wykończeniem, zostawiał dzieło swoje drugim, młodszym, przestając na tym, co mu Bóg dozwolił wykonać, a owe świetne katedry dłużej budowały się niż dzisiejsze wielkie w Zjednoczonych Stanach miasta i stolice; toteż przetrwają wiele miast i narodów”[przypis]Ignacy Domeyko, Moje podróże (pamiętniki wygnańca), przyg. do druku, przedm. i przypisy E.H. Nieciowa, Wrocław 1962, t. I, s. 105–106.[/przypis].

U Domeyki, podobnie jak u Goethego oraz Hugo, to wieża strasburskiej katedry jest elementem przykuwającym uwagę oraz organizującym przestrzeń wzdłuż osi góra–dół, sacrum–profanum. Towarzysz Mickiewicza wspomina też o pragnieniu wspinania się na wieżę, która to czynność staje się ekwiwalentem wędrówki człowieka ku Bogu – stąd zapewne parokrotnie podkreślana atmosfera religijnego olśnienia, pobożna postawa, zachwyt i przeświadczenie, że katedra jest pomnikiem wystawionym Bogu przez człowieka. Warto przypomnieć, że Mickiewicz wspinał się po raz pierwszy na katedralną wieżę zaledwie parę lat wcześniej (we wrześniu 1829 roku) razem z Odyńcem. Dziwne to było chyba zwiedzanie, skoro Odyniec nie krył, że słynne strasburskie pasztety z gęsich wątróbek fascynowały go tak samo jak świątynia (a może nawet bardziej?): „Strasburg dwiema rzeczami sławi się u świata – katedrą i pasztetem [...] Piszę umyślnie tak długo o pasztecie, aby dla zapełnienia listu mieć jak najmniej pisać o katedrze. Przedmiot to nad moje siły”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 293–294. Na temat pobytu Mickiewicza i Odyńca w Strasburgu zob. Piotr Chmielowski, Adam Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki, Warszawa 1901, t. I, s. 35.[/przypis]. Jak złośliwe echo słowa te powrócą niewiele ponad sto lat później pod piórem Józefa Czechowicza: „Czy wiesz, co to jest pasztet sztrasburski? Katedra w Strasburgu to nic, mosty średniowieczne to zero, ale pasztet, pasztet!”[przypis]Cyt. za: Małgorzata Czermińska, Gotyk i pisarze, s. 195.[/przypis]. Jednak w wyznaniu Odyńca jest coś jeszcze – jakby mimowolne przyznanie się do niemożliwości mówienia o katedrze – budowli, która wyrasta ponad ludzkie miary i wyobrażenia. Słowo okazuje się nieporęczne i nieporadne, ponieważ nie potrafi sprostać wyzwaniu. Autor Listów z podróży przyznaje jednocześnie, że katedra, zwłaszcza jej „dziwo-wieża”, wywarła równie silne wrażenie na Mickiewiczu, który podczas spaceru „nieruchomy jak posąg stanął z okiem wlepionym w szczyt wieży, jakby z [nim] kto stamtąd rozmawiał”. Odyniec dorzuca jeszcze: „Nie widziałem dotąd albowiem, aby co go tak zachwyciło”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 295.[/przypis].

Ciekawy wydaje się także fakt, iż dla polskich wędrowców, zwłaszcza dla Domeyki, strasburska katedra, jej struktura i ornamenty, są świadectwem zarówno uniwersalnej siły chrześcijaństwa, jak i alzackiej tradycji. Wrażliwy na ten aspekt katedry był również Wyspiański, który – podziwiając północną fasadę budowli – zaproponował następujące porównanie: „[statua] Marii podobna do tej Alzatki, co siedziała obok mnie w wagonie z koszami nabiału na targ”[przypis]Listy Stanisława Wyspańskiego, s. 173.[/przypis]. W opisie Domeyki dominują zaś spostrzeżenia odnośnie do rzeźbiarskiego zdobnictwa – część ozdób, przypominających podróżnikowi liście winorośli, nawiązuje wszak wyraźnie do kultury Alzacji. W ten sposób święta budowla przemienia się w żywy pomnik, rzeźbiarskie detale naśladują przyrodę, a katedra staje się doskonałym przykładem architektury organicznej, a zatem – podkreśla Emiliano Ranocchi[przypis]Zob. Emiliano Ranocchi, Goethe przed katedrą. Dzieło sztuki jako dzieło przyrody, „Autoportret” 2006, nr 3, s. 20–23 (http://www.slideshare.net/mik_krakow/emiliano-ranocchi-goethe-przed-katedr-architektura-organiczna; dostęp 20.08.2015).[/przypis] – wzorowanej na istniejącym w naturze związku wszystkich elementów, które tworzą harmonijną całość. Spostrzeżenia podobne do uwag Domeyki, dotyczących przemieszania tego, co uniwersalne, z tym, co rodzime, pojawią się w o wiele późniejszej relacji Jakuba Gordona, opublikowanej w poznańskiej „Sobótce” w styczniu 1871 roku i stanowiącej fragment jego książki zatytułowanej Wspomnienia z podróży po szerokim świecie, gdy się było młodym (1871). Gordon trafił do miasta zniszczonego pruskim oblężeniem, które Strasburg, jako silna francuska twierdza, przeżył w VIII–IX 1870 roku, w toku wojny francusko-pruskiej. Polski podróżnik wspomina, na wzór Goethego, „cudowne nadreńskie okolice”[przypis]Jakub Gordon, Strasburg, „Sobótka” 1871, nr 2, s. 13.[/przypis], ale mówi o nich już tylko w czasie przeszłym. Wśród skarbów kultury miasta ocalała w swym dawnym majestacie tylko katedra, której „olbrzymie mury, okopcone czasem”, to „jedyne świadki dziejów kościoła tryumfującego”[przypis]Tamże, s. 16.[/przypis].

&amp;nbsp;

Tylko notatka Odyńca, oglądającego Alzację z katedralnej wieży zaledwie trzy lata przed Domeyką, zrywa z topiką rajskiego ogrodu, w której porządek architektoniczny miesza się z uniwersalistycznymi roszczeniami chrześcijaństwa oraz rodzimą tradycją, tym terroir, gdzie winnice ukorzeniły się tuż obok świątyni. Odyniec – jakby nieco znudzony – wyznaje: „Widok z wieży niewart fatygi, wynagradza ją chyba samo bliższe przypatrzenie się budowie, tej olbrzymce filogranu z kamienia”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 296.[/przypis].

Przykuwająca uwagę niemal wszystkich romantyków wieża katedry wyzwoliła też w XIX-wiecznych podróżnikach i tułaczach manię porównań. Przypomnijmy, że według Hugo wysokość strasburskiej świątyni dorównywała największej piramidzie, czyli piramidzie Cheopsa – wieża katedry ma 142 metry, a piramida 146,6 metra. Podobne spostrzeżenia odnotował Odyniec, choć towarzysz Mickiewicza zdecydowanie przeszacował wymiary wieży: „Wysokość jej jest 490 stóp, a ze wszystkich budowli ludzkich jedna tylko z piramid egipskich przewyższa ją podobno, i to niewiele”[przypis]Tamże.[/przypis]. Pasji do porównywania budynków, a w konsekwencji kultur, uległ także autor tekstu opublikowanego w roku 1836 na łamach „Przyjaciela Ludu”: „Wieża strasburska jest to najwyższy szczyt wszystkich dzieł ludzkich na całym okręgu ziemskim. Kościół Śgo Piotra w Rzymie 6 stóp jest niższy, a katedra Śgo Szczepana w Wiedniu 10 stóp; najwyższa zaś z piramid egipskich nie dochodzi o 13 stóp tej napowietrznej strzały, wznoszącej swe dumne czoło nad powierzchnią ziemi na 406 stóp”[przypis]„Przyjaciel Ludu” 1836, nr 8, s. 58. Wysokość wieży katedralnej została w tym przypadku niedoszacowana (406 stóp to „jedynie” niecałe 124 m) – podobnie zresztą jak wysokość piramid, o których mowa w artykule.[/przypis]. Podobne spostrzeżenia odnajdujemy w artykule Gordona – autor ten stwierdził, że katedra w Strasburgu, jako jeden z „gotyckich gmachów podnoszących ducha w nadziemskie strefy”[przypis]Jakub Gordon, Strasburg, s. 16.[/przypis], wywołuje większe wzruszenie niż wszystkie moskiewskie cerkwie budowane w stylu bizantyjskim.

Mimo iż religijne uniesienie jest w tym przypadku bezsprzeczne, żaden z polskich tułaczy nie stracił jednak z pola widzenia tego, co w katedrze ma charakter czysto estetyczny, zmysłowy – w uwagach wszystkich autorów powracają metafory mówiące o koronkowej budowie wieży, jej lekkości oraz smukłości. Odyniec wspomina o „gracji” wieży oraz jej „ażurowych ścianach”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 295, 296.[/przypis], Zaleski, w liście do Zofii Zaleskiej z 16 czerwca 1848 roku, podkreśla: „Wieża zawsze prześliczna, koronkowa, przejrzysta, lecąca ostrzem w niebiosa”[przypis]Józef Bohdan Zaleski, Korespondencja, s. 100.[/przypis]. Domeyko wydaje się dodatkowo wrażliwy na artystyczne detale – jego zainteresowanie budzi głowa aniołka, na której wznosi się wąska kolumna. Natomiast wspominany już anonimowy autor szkicu opublikowanego w „Przyjacielu Ludu”, a kilka dziesięcioleci po nim Gordon, chwali arcydzieło, jakim jest umieszczony w katedrze zegar astronomiczny, pozwalający „znaczyć bieg lat, miesięcy, dni, nawet obrót gwiazd, odmiany księżyca”[przypis]„Przyjaciel Ludu” 1836, nr 8, s. 58. Warto dodać, że na pierwszej stronie późniejszego numeru tego samego pisma (1845, nr 18) opublikowane zostały dwie ryciny: jedna przedstawiająca właśnie zegar astronomiczny strasburskiej katedry, druga – znajdującą się w niej bogato rzeźbioną ambonę.[/przypis] – obok czasu sakralnego pojawia się zatem (właśnie za sprawą zegara astronomicznego) czas świecki, a katedra raz jeszcze okazuje się miejscem spotkanie tego, co doczesne, z tym, co wieczne. Nuta pobłażania wybrzmiewa za to w relacji Wyspiańskiego, który wspomina o „zegarze i całej jego śmiesznej maszynie”[przypis]Listy Stanisława Wyspiańskiego, s. 193.[/przypis] – autor Wyzwolenia był niewątpliwie dużo bardziej wrażliwy na symbolikę rzeźb zdobiących gzymsy wież oraz boczne części fasady, dostrzegał w nich swoiste hieroglify, przypominając tym samym późnośredniowieczną tradycję Biblia Pauperum[przypis]Zob. tamże, s. 180–182.[/przypis]. Na estetyczny wymiar katedry, nieodmiennie towarzyszący wymiarowi metafizycznemu, wrażliwy był też gdański malarz Johann Carl Schulz, który utrwalił wnętrze świątyni na obrazie Katedra w Strasburgu z 1833 roku (obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku).

Wydaje się, że strasburska świątynia była w oczach romantyków miejscem, w którym spotykają się ludzkie tradycje o różnym zasięgu (tradycja chrześcijańska, architektoniczna, regionalna) po to, by dzięki jakiemuś mistycznemu „szczeblowaniu” wznieść się ku Bogu; miejscem, w którym świat staje się widomym znakiem obecności Boga na ziemi, a katedra hieroglifem, uwieczniającym boskie przesłanie dla ludzi – stąd zapewne pragnienie, by zmysłowa forma w naturalny niejako sposób przekształcała się w świadectwo pojmowane w kategoriach sakralnych. Doskonale wyraził to Odyniec: „Patrząc na nią [wieżę katedry], zda się, nie czujesz, iżby stała i ciężyła na ziemi, ale że owszem, własną siłą i życiem rośnie z ziemi w niebo jak palma i za okiem myśl widza, a za myślą i duszę gwałtem z sobą na wysokość porywa”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 295.[/przypis]. Można by powiedzieć, że Wyspiański, kontynuując niejako myśl Odyńca, dorzucił w liście do Rydla: „Za parę godzin mam wyjeżdżać ze Strasburga – – przechylam się za poręcz okna i patrzę ku tej wieży, w górę, w górę – jak ona leci monotonnymi piętrami jak litanią – jakby się przesuwało paciorki różańca patrząc na nią”[przypis]Listy Stanisława Wyspiańskiego, s. 200.[/przypis]. Jednak to przekonanie, silnie zakorzenione w romantycznej wyobraźni, nadwątlone zostało przez podróżników, którzy trafili do Strasburga na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku. Synowie romantyków pozostali co prawda wrażliwi na piękno i wzniosłość katedry (czego najlepszym dowodem jest Wyspiański), ale dostrzegli też wrogie znaki, jakie zapisała na niej ludzka historia. Autor artykułu z „Przyjaciela Ludu” mógł jeszcze stwierdzić: „Jej kształt [wieży] piramidalny zwęża się i ścieśnia coraz bardziej od piętra do piętra; na koniec staje się cienką tylko strzałą, która poziomą przecięta linią, formuje z nią święty znak chrześcijaństwa, zakończony kamienną gałką”[przypis]„Przyjaciel Ludu” 1836, nr 8, s. 58.[/przypis]. Ale już uwaga Gordona, zapisana niemal czterdzieści lat później, brzmi jak gorzkie uzupełnienie tych słów: „Oto stoi przecież zachowany w pełnej świetności i grozie ów pomnik starożytnego geniuszu niemieckiego, dzieło mistrza Erwina. Słońce wieczorne rzuca czerwone światło na kamienne ozdoby zewnętrzne. Kilka śladów od kul znać wprawdzie; po lewej stronie olbrzymiej fasady, narożnik galerii oberwany, a krzyż na szczycie zgięty”[przypis]Jakub Gordon, Strasburg, s. 14.[/przypis].



</document>
<document nplp_id="72" title="Ren" slug="ren">&amp;nbsp;
„Znasz mnie - - - Z tej stromej skały, hen,

Mój zamek cicho patrzy w Ren.

Już późny czas, już chłodem wieje - - -

Już nigdy z tej nie wyjdziesz kniei!”.

(J. von Eichendorff, Loreley, w: Niemiecka ballada romantyczna 1963: 220)
Reńska deziluzja, Heidegger i Mickiewicz
&amp;nbsp;

W odczycie „Pytanie o technikę”, wygłoszonym w listopadzie 1953 roku, Martin Heidegger, ukazując zgubny wpływ techniki na współczesność, „lamentuje nad tym, co stało się z Renem jako miejscem człowieka”, jak to określa komentująca Heideggera w swej książce Miejsca, strony, okolice Hanna Buczyńska-Garewicz (Buczyńska-Garewicz 2006: 37). Sięgnijmy przeto do źródła, do eseju Heideggera, w którym wyrażony został na kanwie współczesnej percepcji miejsca motyw zagłady jakże bogatego w treści duchowe mitu „złotego Renu” – jednego z kluczowym obrazów romantyzmu niemieckiego. Kult techniki znamienny dla współczesnej cywilizacji spowodował, iż wytwarzająca prąd elektryczny hydroelektrownia na Renie, pisze Heidegger, zajęła miejsce innego rodzaju obrazów. Rzeka przedzielona elektrownią, będąca obecnie „rzeką w krajobrazie”, staje się swego rodzaju atrakcją turystyczną, wszakże przestaje być „tym” Renem: z baśni, mitów i poezji śnionych przez niemieckich romantyków. „Niesamowitość” współczesnej deziluzji mitu Renu ukazuje Heidegger w wymownym – jakże nierównorzędnym – zestawieniu: „«Ren» wbudowany w dzieło-elektrownię i «Ren» rozbrzmiewający z dzieła sztuki, hymnu Hölderlina pod tym samym tytułem” (Heidegger 2002: 18–19). Komentująca ów passus Buczyńska-Garewicz sugestywnie dopowiada Heideggerowskie rozpoznanie: „Ren jako miejsce człowieka staje się pustynią duchową, bo sens Renu ubożeje odarty z całej dawnej mitologii” (Buczyńska-Garewicz 2006: 38).

Warto w tym miejscu przypomnieć relację z listu Mickiewicza do Otylii Goethe z 16 grudnia 1829 roku, w którym pojawia się bardzo podobne przeciwstawienie Renu „romantycznego” Renowi odartemu z mitologii; tyle że u Mickiewicza winna jest skrzętna cywilizacja mieszczańska, niemiecka gospodarność spod znaku domków z zasadzoną obok nich kapustą i marchwią. Pisał Mickiewicz: „Nie potrafię ukryć przed Panią rozczarowania, jakiego doznałem, zwiedzając brzegi Renu. Ta rzeka arcyrycerska i arcyromantyczna stała się po mieszczańsku gospodarna. Topór cywilizacji nie pozostawił na wzgórzach ani jednego lasu, ani jednego drzewa godnego tej nazwy. Wszędzie winnice i winnice bez końca. Pan Goethe skarżył się kiedyś na monotonię łanów sycylijskich. Wasze germańskie winnice, nieruchome i jednakowe, wydały mi się tysiąc razy nudniejsze. Gdzieniegdzie pośrodku owych pól widzi się jeszcze starożytne zamki; tkwią tam jak jeńcy wojenni skazani na poniżającą pracę na roli, podczas gdy nowoczesne domki, pękate, gładkie, dobrze wybielone, podobne do poczciwych flamandzkich mieszczuchów, mnożą się wesoło wśród kapusty i marchwi” (Mickiewicz 1998: 620). Ach, gdzie są niegdysiejsze brzegi – chciałoby się sparafrazować melancholijny rytm Villona, co się stało z mitycznym, rycerskim Renem?

Czy Mickiewiczowski lament nie jest jednak przedwczesny?

W romantycznej wyobraźni wszakże Ren – i jako drugi biegun mitycznej geografii niemieckiego romantyzmu: Dunaj – to szczególne miejsce, to w Heideggerowskim sensie „okolica”. Mieszkanie bogów i ludzi, miejsce ich bycia. Rzeka, która jest oczywiście czymś więcej niż tylko rzeką. Tak jak Olimp jest czymś więcej niż górą. Jak zwięźle ujął ów antagonizm rzek Claudio Magris, wydobywając przy tym węzły dwu mitologii, których korzenie tkwią w starożytności germańskiej, w romantycznie rozpoznawanym średniowieczu: „Od czasów Pieśni o Nibelungach Ren i Dunaj przeciwstawiają się sobie i współzawodniczą. Ren to Zygfryd, męstwo i germańska czystość, wierność Nibelungów, rycerskie bohaterstwo i nieustraszona amor fati niemieckiej duszy. Dunaj zaś to Panonia, królestwo Attyli, wschodnia i azjatycka fala pochłaniająca w końcowej partii Pieśni o Nibelungach wartości germańskie [...] Dunaj otacza często symboliczna aura antyniemiecka, to rzeka, wzdłuż której spotykają się, krzyżują, mieszają różne narodowości, nie jest on, tak jak Ren, mitycznym strażnikiem czystości rasy” (Magris 1999: 23). Dunaj, jak chciałby Hölderlin, to wehikuł spotkania Germanów z Dziećmi Słońca nad brzegami Morza Czarnego, to łącznik Niemiec i ducha dawnej Grecji. Dlatego w wierszu Wędrówka mówi się o „urzeczeniu Dunajem”, Ren zaś, „jeden z synów” matki Szwabii, ma przypisany inny los – przepada gdzieś daleko, niosąc w swych wodach myśl o dali, nieskończoności. Ren jest także symbolem siły, rzec by można, jest dumny w swej dynamice: nazwany „boską bestią” – „śmiało przeciera swój szlak” (Powrót do kraju, w: Hölderlin 2003: 165).

Postawmy przeto pytanie – jakich znaczeń nabierają fale Renu i ciemne tonie rzeki, która, jak się rzekło, jest czymś więcej niż rzeką? Romantyczny mit Renu wyrasta z Nibelungów i podróży szlakiem średniowiecznych zamków i ruin. To wszak z Nibelungów pochodzi wymowny symbol złota zatopionego w odmętach rzeki. Skarb, który Zygfryd zdobył tytaniczną mocą pokonując Nibelungów, pozostawał pod strażą karła Alberyka. Ale kiedy po śmierci Zygfryda jego zabójca Hagen i król Gunter nalegają, by wdowa po herosie Krymhilda przeniosła skarb z kraju Nibelungów nad Ren, rozpoczyna się krwawa historia przeznaczenia, pychy, zdrady, zbrodni i zemsty, będący fundamentem mitologii germańskiej. Ren Nibelungów pozostaje przy tym symbolem dwoistości dziejów, przejścia od epoki heroicznej, czasów męstwa, walki i honoru, do czasów dzikich, krwawych zbrodni sycących się zemstą, której należało wszak dokonać. Zygfryd i Krymhilda, Gunter i Brunhilda – przeglądają się w ich losach narodowe dzieje, epoka heroiczna i czasy nowsze, w których zagłada Burgundów wieszczy kres nadreńskiego królestwa, ale wszyscy bohaterowie rozpoznają swój los, często tragiczny, jako zdążanie ku śmierci, której nie można uniknąć, którą trzeba mężnie przyjąć. Oto źródło narodowej mitologii, oto specyfika germańskiego losu, splecionego nieodłącznie z Renem i ukrytym w jego wodach złotem. Średniowieczne mitologie rycerskie przepadły w historii, zaginęły w mrokach dziejów, wszakże pozostał po nich ślad w narodowym eposie, a ich widomym znakiem stały się zamki nad Renem – strażnicy dawnych dziejów i ich bohaterów.

 
Romantyczne mitologie, romantyczne podróże
&amp;nbsp;

Ale nie takie są początki historii i mitologii Renu, które piszą romantycy: Hugo i Hölderlin.

Ren jest zmienny, niepochwytny – należałoby właściwie mówić nie o jednej rzece, ale o wielu Renach. Jej źródła naznaczone są potrójnym chrztem, jak pisze Hugo, germańskim, rzymskim i francuskim. Celem Renu jest „rhei”, „rinnen”, płynąć, określa zgodnie z etymologiczną modą epoki autor Nędzników – „przebywa lasy i góry, dociera do Jeziora Bodeńskiego, daje susa w Szafuzie, okrąża tylne grzbiety Jury, toczy swoje wody skrajem Wogezów, przewierca łańcuch wygasłych wulkanów Taunusu [...] napełniwszy mrowisko europejskie nieustannym szumem swoich fal, na który jakby składały się odgłosy odwiecznej waśni Południa i Północy, zmieszawszy w sobie wody dwunastu tysięcy dopływów, minąwszy sto czternaście miast, oddzieliwszy czy raczej podzieliwszy jedenaście narodów, toczy w swoim spienionym nurcie i miesza z jego łoskotem dzieje trzydziestu stuleci oraz trzydziestu ludów i ginie wreszcie w morzu”.

Ale to nie wszystko w próbie wykreślenia i uchwycenia jakiejś istoty, esencji tej rzeki w jej Opatrznościowym i historiozoficznym celu, właściwie niemożliwej do nazwania, pozostaje więc wyliczanie: „Rzeka-Proteusz; pas mocarstw, granica ambicji, hamulec zdobywców; żmija oplatająca olbrzymi kaduceusz, który nad Europą wznosi bóg Handlu; ozdoba i klejnot kuli ziemskiej; długa zielona grzywa Alp, spływająca aż do oceanu” (Hugo 1987: 302). To dlatego Wiktora Hugo zajmuje cały Ren, a nie jak w większości romantycznych peregrynacji jedynie środkowy odcinek rzeki, od Moguncji do Kolonii – „romantyczny” w pięknie mrocznych urwisk, z kipielą opływającą skały, ruinami i zamkami, widniejącymi wieżami katedr, winoroślą pnącą się po wzgórzach. Dla Hugo – tak jak dla wielu romantyków – podróż Renem to podróż przez historię, powrót do kolebki Europy jako wysiłku duchowego i projektu politycznego dwu narodów: Niemców i Francuzów. Mijane zamki, ruiny, to miejsca zawierające w sobie pamięć o przeszłości, są zarazem dziejami kształtowania się ducha ludzkości (Europy). Nadreńskie pejzaże to dla francuskiego podróżnika palimpsesty historii wrastającej w naturę, ślady i ruiny – znaki działań człowieka, zdarzeń historycznych, to niemi świadkowie historii (tamże: 323), w których przeistoczyli się z niegdysiejszych świadków zdarzeń. Nadreńskie zamki „widziały”, były „naocznymi świadkami”, „obserwowały”, „patrzyły” (tamże: 324) – spoglądają z góry na toczące się wody, owe pamiątki po nadreńskich możnowładcach, ślady stuleci wojen i projektów politycznych.

Wiktor Hugo kreśli swoją historię Renu, mając na uwadze dalekosiężny cel polityczny, pogodzenia Niemców i Francuzów, dla których to „wspólna” rzeka, tak w sensie mitologii narodowych, jak i w sensie politycznym jako rzeka przyszłego pojednania, nowej niemiecko-francuskiej Europy. Spojrzenie Hugo na Ren wydobywa zrazu charakter osobny rzeki jako żywiołu: „Długo patrzyłem na tę dumną rzekę, gwałtowną, ale nie rozhukaną, dziką, lecz majestatyczną” (tamże: 128). Ale Ren staje się dla niego – stać się może dla zwaśnionych wielkich, europejskich narodów – rzeką pojednania, godzenia przeciwieństwa. Rzeka symbolizuje więc sensy historiozoficzne – jest rzeką wojowników i myślicieli, a jego nurt „skłania Francję do ruchu”, tak jak szum „skłania Niemcy do marzeń” (tamże). Nic więc dziwnego, że Ren jest jakby summą wszystkich rzek, syntezą, zawierającą wszystko: szybkość Rodanu, głębokość Mozy, królewskość Dunaju czy baśniowość rzek Azji.

Swoistość Renu wyrasta z jego wulkanicznej genealogii – Hugo, wyróżniając cztery fazy historyczne Renu (pierwsza to wulkaniczne początki, druga – okres historii starożytnej, trzecia – epoka baśniowa, i czwarta – historia współczesna) podkreśli, jak ważne są owe wulkaniczne początki. Gigantyczne siły natury nadały przeto rzece jej charakter. Następnie zmieniła Ren rzymska kolonizacja, po której nastąpiła odmiana oblicza rzeki za sprawą chrześcijaństwa. I właśnie chrześcijaństwo wiąże Hugo z domeną legendy i baśni znajdujących na brzegach Renu swoje miejsce. Palimpsestowa historia Renu biegnie wedle rytmu, który Hugo oddaje w następujących słowach: „I kiedy obok rzymskich ruin, dziś już prawie niewidocznych, wznoszono z pięknego, nowego bazaltu saskie i gockie zamki, które dziś stoją w ruinie, okolice nadreńskie zapełniło mnóstwo baśniowych istot, z którymi bezpośrednio stykały się piękne panny i urodziwi rycerze; oready władające lasami, ondyny, władające wodami, gnomy władające wnętrzem ziemi” (tamże: 137) – i dalej Hugo wylicza owe fantastyczne postaci. Ale z takiego stricte romantycznego przeżycia historii wyrasta rytm i charakter podróży francuskiego romantyka w górę rzeki – kiedy ujrzał olśniewające wulkaniczne skały nad Wellmilch, z górującą ruiną, nie zawahał się przypomnieć „chłopskie” okropne historie, żyjącą do dziś legendę tego miejsca. Potrzaskane ruiny łączą się z legendą tudzież przekazem historycznym, ale ów przekaz jest tyleż historyczny, co legendowy, splatają się więc w organiczną całość bohaterowie opowieści: historyczny Falkenstein i jakiś olbrzym. Wiele takich historii zanotuje Hugo w swej podróży Renem.

Wszakże Ren to przede wszystkim dla Hugo rzeka opatrznościowa i rzeka symboliczna. Jak to rozumieć? Otóż Ren to granica Północy i Południa („Opatrzność uczyniła go rzeką-granicą; fortece czynią z niego rzekę-mur”; tamże) – „płynąc majestatycznie przez Europę spełnia swoją podwójną funkcję, rzeki wojny i rzeki pokoju” (tamże: 138), oznacza z jednego swego brzegu – siłę, z drugiego – radość; wykreślając w ten sposób dwa bieguny przyszłej syntezy europejskich dziejów, teraz rozdzielonych pierwiastków: romańskiego Południa i germańskiej Północy, Ren uzyskuje swą samowiedzę z woli Opatrzności. Jest także rzeką symboliczną: „W swoim spadku, biegu, obszarach, przez które przepływa, stanowi, jeśli można się tak wyrazić, obraz cywilizacji, której oddała i odda jeszcze tyle ważnych usług”. Bieg Renu – z „krainy orłów”, miasta papieży, Konstancji, do „miasta śledzi”, Rotterdamu – to symbol cywilizacji, symbol dziejów duchowych ludzkości, „która od myśli podniosłych, niewzruszonych, niedostępnych, świetlistych, olśniewających dochodzi do myśli szerokich, zmiennych, burzliwych, ciemnych, użytecznych, żeglownych, niebezpiecznych, niezgłębionych, co wszystko na sobie dźwigają i wszystko z sobą niosą, wszystko zapładniają i wszystko pochłaniają” (tamże: 141).

Inną mitologię Renu kreślił wcześniej Hölderlin, który tak jak Hugo, umieszcza początki Renu w pomroku dziejów.

Ren Friedricha Hölderlina to poetyckie marzenie i poetycka kosmogonia zarazem. Prapoczątek Renu ujrzany w poetyckim widzeniu. Oto rodzi się „najszlachetniejsza” z rzek w błagalnym i szalonym, mrocznym i złorzeczącym akcie odejścia od Matki-Ziemi i Ojca-Gromowładcy. Początek Renu to ciemna groza i od razu spętanie Losem; ów Los jest Tajemnicą i zapowiedzią przeznaczenia:

„I który tak szczęśliwie,

Na cudownych wyżynach

I z łona tak świętego,

Byłby jak Ren zrodzony?”.

(Ren, w: Hölderlin 2003: 193)

Ren, który marzy o wędrówce do greckich prapoczątków, do Azji, został wszakże przeznaczony do innych działań: jego szalony dynamizm, pęd początku, źródeł ustępuje spokojnej wędrówce „po niemieckiej krainie”.

„Bo na równinie Ren-Ojciec uprawia ziemię i żywi

Umiłowane dzieci

W miastach, które założył”.

(tamże: 195)

Zapamiętajmy – ta więź mityczna Ojca i dzieci jest ponowieniem greckiego mitu w niemieckich dziejach. Ren i miasta, które założył – oto istota przeznaczenia boskiej rzeki. Ren płynący przez krainy Germanii określa jej misję – w przyszłym spotkaniu ludzi i bogów. To dlatego mityczny Ren obrastać zaczyna w ludzi i bohaterów – półbogów. Musi – z wyroku Losu – porzucić swe młodzieńcze początki, bo tylko w ten sposób można przezwyciężyć chaos. Musi nauczyć ludzi, jak ciężkie bywa „brzemię radości” rozpoznania swego miejsca na ziemi, kiedy zdąża się ku spotkaniu z nieśmiertelnymi bogami. W świecie poetyckim Hölderlina Ren i inne rzeki rozpoznają swój metafizyczny los, są wszak „potomstwem Niebios”. W swym klasycznym studium Hölderlin i rzeczy przyszłe Hans-Georg Gadamer pisał o sensie Renu jako ujawnieniu odpowiedniości, a nie mglistej symboliki (znanej, dodajmy, z innych utworów romantycznych): „Spojenia i bruzdy nieba i ziemi są dla nas znakami losu; ludzkie dzieje bowiem, dzieje jednostki i dzieje narodów, nie tylko są przyporządkowane takim, wyrytym w naturze, znakom przeznaczenia, ale same są przeznaczeniem, spotkaniem ludzi i bogów, częścią dziejów boskich.” (Gadamer 2000: 170–171). „Bo nie na darmo rzeki płyną / przez suche ziemie”, czytamy z kolei w wierszu Ister Hölderlina (Hölderlin 2003: 233), bo ich wędrówka to połączenie rozdzielonego, w płynięciu dniem i nocą, w świetle słońca i blasku księżyca, by mogło dojść do ponownego spotkania dzieci Ziemi i Niebian w ich wspólnym przeżywaniu świata.

&amp;nbsp;
Lorelei i nocna podróż Renem
&amp;nbsp;

W mitologii Renu ważną rolę odgrywa romantyczna symbolika nocy księżycowej, marzenia i grozy śmierci. Wiąże się w balladach z przejętym z nadreńskich legend motywem Lorelei – stromej skały, w której na zamku mieszka „czarodziewa Loreley”, jak czytamy w balladzie Josefa von Eichendorffa, symbol mroku, śmierci i nieodwołalnych wyroków losu:

„Znasz mnie - - - Z tej stromej skały, hen,

Mój zamek cicho patrzy w Ren.

Już późny czas, już chłodem wieje - - -

Już nigdy z tej nie wyjdziesz kniei!”.

(J. von Eichendorff, Loreley, w: Niemiecka ballada romantyczna 1963: 220)

W wierszu Heinricha Heinego Lorelei nadreńska legenda nieodłącznie wiązana jest z nastrojem smutku, wyzwalanym przez majestatyczny nurt rzeki, a gdzieś na skale złotowłosa Lorelei śpiewa swą pieśń, przywodząc zasłuchanych na zatracenie:

„Coraz to ciemniej i chłodniej,

Spokojny płynie Ren –

Szczytom ostatnie śle ognie

Dogasający dzień.

&amp;nbsp;

Dziewica cudna – wysoko

Na skalny wyszła głaz,

Płonie klejnotów jej złoto

Lśni złotych włosów blask.

&amp;nbsp;

Czesze je złotym grzebieniem

I w tęskny zawodzi ton:

Bije melodia nad Renem

Jak czarodziejski dzwon.

&amp;nbsp;

Żeglarza, co łódką sunie,

Zniewolił dziki jej żal:

Już patrzy do góry, ku niej –

Oddany na łaskę fal.

&amp;nbsp;

Żeglarzu – twa łódka w końcu

Pryśnie o głazu skraj:

Swą pieśnią urzekającą

Zabija Lorelei...”.

(H. Heine, Lorelei, w: tamże: 280)

&amp;nbsp;

Warto dodać, że dla Wiktora Hugo „słynna skała Lurlei” to atrakcja i rozczarowanie; atrakcja, bo niezwykle położona skała „wygląda jak strzaskane schody, wznosi się niemal pionowo nad Renem” (Hugo 1987: 156), rozczarowanie – bo głos francuskiego podróżnika powtarza echo nie siedmiokrotnie, ale nie więcej niż pięć razy. „Oreada Lurlei” jest teraz znudzona.

W balladzie Clemensa Brentano Na Renie w jedną całość obrazową zespalają się w posępnych rozważaniach rybaka – duch zmarłej ukochanej, noc, mgły i nurt Renu owiany księżycem i promieniami gwiazd:

„I aż się pełnia wytoczy,

Aż błysną gwiazd promienie,

Czeka na swoją najmilszą,

By wozić ją po Renie”.

Podróż z duchem kochanki rychło staje się podróżą oniryczną, choć topografia średniowiecznych nadreńskich miast znajduje tu istotne miejsce w symbolice Renu:

„Pozdrawia stare wieżyce

I wiotkim swym ramieniem

Gwiazdek srebrzyste iskierki

Łowić by chciała w Renie.

[...]

Pędzą – i miasta wysokie

Z lewej i prawej strony

Mijają w pędzie – a w miastach

Biją rozliczne dzwony”.

(C. Brentano, Na Renie, w: tamże: 216)

Ten oniryczny pęd do śmierci i ze śmiercią – pośród zabarwionej krwią „sinej głębi” – nie może przynieść ukojenia po przebudzeniu. Żaden radosny świt z ptaszęcym – jakżeby inaczej – śpiewem i słońcem odbijającym się na wieżach katedr nie odsunie nocnej lekcji Renu; a Ren płynie jakby nic się nie wydarzyło – fala unosi łódkę ku morzu, czasem przeleci jaskółka, pozostała ciemna ballada, pamiątka tamtego spotkania.

W swej podróży Renem Hugo odwiedza wiele zamków i ruin, dociera do ruin Mäuseturm, pamiętnych dziecięcą reminiscencją usłyszanej posępnej baśni, bo Ren to baśń i ruina nierozłącznie ze sobą splecione, to ogromne w dziecięcej wyobraźni i snach wieże, kipiące wodne topiele, błyskawice rozdzierające chmury i mroczne, „średniowieczne” baśnie i legendy.
</document>
<document nplp_id="164" title="Waterloo" slug="waterloo">„Nie może być nic obojętnym, czego się dotknął duch wielki, silny, czy to rzecz, czy miejsce. Czujemy to, czytając poemata wielkich poetów, które nam po dwóch tysiącach lat łzy wyciskają; w tych miejscach spotykamy się z duchem poety. Duch obejmuje glob cały, ale promienie jego najmocniejsze padają na pewne miejsca, na takie na przykład, jak ulubione miejsca jego dzieciństwa, albo gdzie się kochał, albo gdzie go coś podobnego silniej przywiązało. My sami kiedy powiadamy, że myślimy o takich miejscach, to wtedy duch nasz chodzi po nich, chociaż o krocie mil oddaleni od nich jesteśmy ciałem […] Stąd taką wagę przywiązujemy do miejsc, gdzie duch Napoleona przebywał w największej swojej czystości i sile, jak np. Malmaison. Tam i dzisiaj pada najsilniejszy promień jego ducha, tam najpewniej zetknąć się z nim możemy, ale trzeba być w sile i podniesieniu ducha. To samo na polach Waterloo” (Mickiewicz XIII: 44).

Truizmem jest stwierdzenie, że pojęcie genius loci bliskie było sercom towiańczyków; chyba nikt jak oni nie wierzył, że na pewnych miejscach świat ponadzmysłowy odcisnął swoje piętno, że tu i ówdzie można obcować z duchami. Towiańczycy podzielali głęboko jeszcze jeden wspólny pogląd, również wyrażony w cytowanych wyżej słowach Adama Mickiewicza (a znanych dzięki relacji Seweryna Goszczyńskiego), że szczególne znaczenie mają miejsca napoleońskie, z Waterloo na czele.

Mania napoleońska towiańczyków nie była oczywiście wśród Polaków niczym wyjątkowym, choć w momencie ustanowienia Koła (początek lat czterdziestych XIX wieku) mieliśmy do czynienia z bodaj trzecim czy czwartym nawrotem legendy, która raz to ożywiała umysły rodaków (gdy utworzyły się Legiony Dąbrowskiego; gdy Bonaparte dał nam Księstwo Warszawskie – co wśród naszych poetów wyzwoliło niesamowite pokłady panegirycznej inwencji; gdy już po śmierci cesarza wybuchło powstanie listopadowe i Polacy masowo zaczęli emigrować do Paryża; wreszcie w 1840 roku po sprowadzeniu do Francji prochów cesarza), innym zaś razem kończyła się niemal ogólnonarodową frustracją i powszechnym zniechęceniem (gdy Napoleon w niesławie wracał z Rosji; gdy poniósł druzgocącą klęskę pod Waterloo i znalazł się na Wyspie św. Heleny; gdy car Aleksander I zafundował nam Królestwo Polskie z sobą samym w roli króla, a niejeden z weteranów wypraw napoleońskich zdecydował się lojalnie pracować na rzecz nowego państwa). Polski afekt do Cesarza Francuzów, afekt nie będący przedmiotem niniejszego szkicu, można streścić zwięzłymi słowami jednego z bardziej znanych uczestników kampanii napoleońskich, Waleriana Łukasińskiego: „Że Napoleon oszukiwał Polaków dla własnej korzyści, to nam powtarzają już milion razy i w różnych językach. Niech temu wierzy, kto chce, tylko Polaki, których to bliżej interesuje, temu nigdy nie uwierzą” (Łukasiński: 2). Nie tendencje niepodległościowe były jednak (przynajmniej nie w pierwszym rzędzie) powodem, dla którego towiańczycy ośmielali się mówić o Napoleonie jako „świętym Nowej Epoki”. Nie oczekiwanie, że jakiś nowy Napoleon (choćby Napoleon III) wyruszy do Moskwy i zrzuci cara z tronu, podsycało quasi-religijny stosunek współwyznawców Sprawy Bożej do jednego ze swoich mesjaszów. Wszak – narażając się na emigracyjną anatemę, dając najlepszą z możliwych pobudek do oskarżeń nie tylko o rusofilizm, ale i agenturalne uwikłania w Petersburgu – Towiański ośmielił się głosić, że car wykonuje jedynie wolę Boga, karzącego Polaków za ich odwrót od ducha Ewangelii, i w związku z tym żadne wystąpienie zbrojne nie może im pomóc w polepszeniu swojej sytuacji. Można w każdym razie powiedzieć, że dla Polaków wiążących z Napoleonem nadzieje niepodległościowe Waterloo było ostatecznym rozwianiem ich złudzeń, końcem ich wiary; dla towiańczyków – w ćwierć wieku po bitwie – to samo Waterloo oznaczało absolutny początek ich misji, miejsce, w którym należało zakasać duchowe rękawy i podjąć zagubiony przez Napoleona ton.

Waterloo – miejsce święte. Waterloo – „Golgota nowożytnej Europy”, jak w prelekcjach paryskich stwierdzał Mickiewicz (Mickiewicz XI: 57), narażając się tym porównaniem na czasem ostre, czasem sarkastyczne reakcje części polskiej emigracji. Waterloo – gdzie po kilkunastodniowych „rekolekcjach” z generałem Skrzyneckim Towiański pisze Biesiadę, pierwszy programowy tekst Koła Sprawy Bożej. Waterloo – miejsce pielgrzymek, do których zachęcał Towiański zwłaszcza wtedy, gdy zamieszkał w Belgii po wydaleniu go z Francji w 1842 roku: m.in. w lipcu 1843 roku pole bitwy odwiedził Mickiewicz. Waterloo – skąd towiańczycy zaczęli przywozić bezcenne relikwie (bo właśnie tak nazywano znajdowane tam przedmioty), takie jak kule, odłamki granatów, szczątki drzewa, o które Napoleon rzekomo „stał oparty, w chwili, kiedy zmieszały się szyki gwardyi francuskiej pod ogniem Anglików” (Mickiewicz XVII: 542)[przypis]Goszczyński zanotował, że były to „kawałki z wierzby, pod którą Napoleon spoczywał” (Goszczyński: 72).[/przypis], kwiaty z domu, w którym cesarz miał spędzać noce, wreszcie zaś upieczone w tym samym domu bochny chleba; tym chlebem, w 1843 roku przywiezionym przez Michała Szweycera, bracia dzielili się na zebraniu Koła. Waterloo – miejsce klęski, której rocznicę, przypadającą na 18 i 19 czerwca, zalecano „poświęcić rozpamiętywaniu tego zdarzenia, a nade wszystko połączyć się z duchem Napoleona w jego boleści, w jego czyśćcowych cierpieniach, jakie ponosił, poznawszy, co mógł był dopełnić, a nie dopełnił przez odrzucenie danego mu od Boga tonu” (Mickiewicz XIII: 43). Dlaczego jednak właśnie Waterloo cieszyło się tym wyjątkowym statusem, dlaczego żadne inne miejsce napoleońskie nie miało w istocie tej samej rangi – wyjątkowo, jak w cytowanym na początku fragmencie, równorzędny sens był nadawany pałacowi Malmaison, gdzie Napoleon spędził czas od Waterloo do zesłania na Świętą Helenę – to jedynie z pozoru wydaje się oczywiste. Wprawdzie, jak w jednym z pism twierdził Towiański, „w Sprawie Bożej wszystko jest proste, jasne, zrozumiałe, nie ma, czego by prostym, zdrowym rozsądkiem pojąć nie było można” (Towiański: 204), to jednak próba zsyntetyzowania myśli towiańczyków o ich przywiązaniu do Waterloo zdaje się momentami uderzać o rafę coraz trudniejszych i bardziej kłopotliwych pytań. Być może są to pytania szatańskiego rozumu, pytania stawiane przez kogoś, kto nie jest „w sile i podniesieniu ducha”, pomijające Mickiewiczowską przestrogę, że nie każda cześć – jak cześć dla Napoleona – musi się opierać na aktach dowodowych. Mimo to warto zapytać ponownie: dlaczego Waterloo?

Pierwsza, kto wie, czy nie zasadnicza trudność wiąże się tutaj z przyjęciem przez towiańczyków roli apostołów nowej wiary, roli, która pozwalała im autorytatywnie rozstrzygać, jakie historiozoficzne i eschatologiczne sensy wiążą się z określonymi osobami, wydarzeniami czy właśnie miejscami. Powoduje to, że wątpliwości stawiane przez osoby spoza sekty albo przez sceptycznie nastawiony umysł człowieka XXI wieku zostają już na starcie skasowane i unieważnione. Jedno wydaje się absolutnie pewne: w myśleniu towianistycznym Waterloo nie zawdzięczało swej wyjątkowej rangi jakimś mniej lub bardziej istotnym przymiotom realnego miejsca, jakim jest pole ostatniej bitwy Napoleona i jego ostatecznej klęski. Ujmując rzecz inaczej: Waterloo mogło się wydarzyć w każdym innym miejscu, bo nie geograficzna przestrzeń odgrywała tutaj rolę, ale metafizyczny dramat, w czasie którego Napoleon, „święty całej epoki” (Mickiewicz XIII: 136), wyrzekł się swojej duchowej misji i za to właśnie zapłacił najwyższą cenę. Cała późniejsza gloryfikacja Waterloo jako realnego miejsca jest już tylko konsekwencją wyboru, jakiego dokonał Bonaparte, oraz znaczenia, jakie bitwie francuskiej armii z wojskami angielsko-pruskimi przypisała towianistyczna wykładnia. W gruncie rzeczy więc dałoby się powiedzieć, że dla członków Koła Waterloo nie było istotne jako miejsce na mapie, ale raczej jako miejsce duchowe, miejsce, gdzie rozgrywała się dużo istotniejsza, bo nieziemska batalia, miejsce, w którym można połączyć się z duchem Napoleona, aby podjąć na nowo zadania, jakich z powodu jego własnych grzechów nie udało się doprowadzić do końca. Nic dziwnego, że o kulach znalezionych pod Waterloo mówi Mickiewicz jako o amunicji w mającej nadejść duchowej walce.

Lepiej widząca i wiedząca perspektywa towiańczyka odrzuca w każdym razie pytanie, dlaczego to właśnie przy Waterloo, jak mówi się w Wielkim Periodzie, „rozpadł się łańcuch Pański, duch ziemi prawa swe odzyskał” (Towiański: 106). Sceptyczny umysł XXI wieku mógłby przecież zasadnie argumentować, że gdyby podobna towianistycznej ideologia zrodziła się np. tuż po klęsce Napoleona w bitwie narodów, to – gdyby istniały wówczas warunki równie dobre do podtrzymywania legendy Napoleona jako wielkiego krzewiciela ogólnoeuropejskich idei demokratycznych, a zwłaszcza jako osoby głęboko cierpiącej z powodu zaprzedania się owemu złowrogiemu duchowi ziemi – Lipsk mógłby z równym powodzeniem pełnić rolę mającego dopiero się wydarzyć Waterloo. Oczywiście, towiańczycy byli w tym dobrym położeniu, doskonale nadającym się do wyzyskania przez formację o charakterze sekty, że gdy rozpoczynali swoją działalność, ziemskie losy Napoleona dawno już dobiegły kresu i można je było znakomicie, właśnie w duchu sekty reinterpretować, obciążając ważkimi znaczeniami tylko te elementy legendy, które pozwalały kształtować wymarzoną narrację o losach obu światów: widzialnego i niewidzialnego. Nawet jednak ten fakt nie daje satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie o możliwość uczynienia zdecydowanie ważniejszym symbolem choćby takiego Lipska. Jeżeli łańcuch duchów mógł zostać przerwany pod Waterloo, to dlaczego to samo nie miałoby się stać w miejscu, które było świadkiem jeszcze większej militarnej katastrofy Napoleona? Tym bardziej, że takie zaklasyfikowanie bitwy narodów pozostawałoby w pełnej zgodzie z wyznawaną przez towiańczyków, dość radykalną zasadą, której najpełniejsze sformułowanie dał Mickiewicz – słowa te przypisuje mu w każdym razie kronikarz Sprawy: „Poległym w boju pomników stawiać nie będziemy. Winien, kto poległ. Podobnie z braćmi, którzy chorują. Wina choroby w nim samym” (Goszczyński: 203). Właśnie tak myśleli towiańczycy o Napoleonie w dniu klęski pod Waterloo: jako wielki duch, obrane przez Boga narzędzie podciągania ludzi ze stopni niższych na wyższe, miał wystarczające atuty po swojej stronie, by zwyciężyć reprezentujących „ziemię” Anglików i Prusaków, ale zgubiły go typowe „ziemskie” uczucia, mianowicie duma i chęć zemsty; jednocześnie, jak konkludował Mickiewicz, największym jego grzechem było niezrozumienie posłannictwa Chrystusa, które brzmiało: nie trzeba być królem, żeby zwyciężać. Dzień, w którym Napoleon sięgnął po koronę cesarską, był najpełniejszym wyrazem zaprzedania się „ziemi”, czyli w tym przypadku monarchistyczno-dynastycznej machinie, dławiącej wolnościowe i równościowe dążenia ludów[przypis]Wiersz Teofila Lenartowicza Na Kolumnę Wandomską w Paryżu pokazuje, że ta ostatnia konstatacja wychodziła daleko poza krąg towiańczyków. Lenartowicz pisze m.in. tak:

„Gdybyś ty, Wielki, nie wpadł w małą pychę

I nie zapragnął z złotych liści wieńca,

I hermelinem ramion nie okrywał,

Ty, coś się rodził na wieków młodzieńca –

Pierwszy zwycięzca, który nie zdobywał…

Gdybyś swej świetnej gwieździe niebios wierny,

Innej miłości nie pragnął przez życie,

To uwolniony z więzów świat obszerny

Byłby cię widział z gwiazdą na błękicie.

Lecz i ty w dumie wyszedłeś na boga,

Wieczność za chwałę oddałeś widzialną,

I wystawiono-ć bramę tryumfalną,

Przez którą, wodzu, nie do nieba droga”.

[/przypis]. Nie zmienia to postaci rzeczy, że podobne konstatacje można by związać również z tym Napoleonem, który doznał upokorzenia pod Lipskiem albo w innych miejscach, z których jego wojska uchodziły pokonane.

Jeśli z kolei Waterloo miałoby stanowić wyjątkowy ziemski punkt styczności ze światem nieziemskim, być możliwie najlepszym kanałem transmisyjnym, z którego pomocą, jak chcieli tego członkowie Koła, można połączyć się z duchem Napoleona i dostroić się do jego wysokiego tonu, to czy nie lepiej, szczególnie w świetle wykładni zrównującej porażkę/chorobę z winą przegrywającego/chorego, byłoby szukać tegoż tonu w miejscach dla cesarza zwycięskich? Skoro zwyciężał, Bóg musiał być z nim, w odpowiedzi na siłę jego tonu i przekonanie, z jakim oddawał się Sprawie. Dokładnie jak w Panu Tadeuszu: „Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!” (Mickiewicz IV: 309). Tam, gdzie Napoleon był górą, wielkość jego ducha musiała wyrażać się w sposób absolutnie niezrównany. Tak się jednak składa, że nigdy żadne z miejsc napoleońskich triumfów nie spotkało się w pismach towianistycznych z równą atencją, co Waterloo. Nie znaczy to jednak, że towiańczycy tamtych miejsc nie odwiedzali. Wprost przeciwnie. Mickiewicz otrzymywał listy od Towiańskiego i Franciszka Gutta z Marengo, a w wykładach paryskich sam robił rachunek sumienia krytykom Sprawy, pytając, czy kiedykolwiek „odwiedzili przynajmniej te niezmierzone kostnice pod Jeną, Montebello, Auerstaedtem, gdzie leżą kości tysięcy męczenników, którzy cierpieli i polegli za sprawę postępu, a zatem za sprawę chrześcijaństwa” (Mickiewicz XI: 57). Miejscowości inne niż Waterloo pojawiają się jednak u towiańczyków raczej sporadycznie i bez tego eschatologicznego potencjału, jaki został związany z Waterloo.

Z Waterloo – czyli, wypada przypomnieć, z Golgotą nowożytnej Europy. Porównanie to, jak łatwo się domyślić, jest co najwyżej grubo ciosaną metaforą, która pozwala związać losy napoleońskiej idei, napoleońskiego tonu, z męką Chrystusa na krzyżu. Metafora ta opiera się na jednym wspólnym rdzeniu, pozwalającym przesłonić wszystkie różnice, choćby i zasadnicze, między sytuacją Napoleona i Jezusa. Wspólna idea jest następująca: Golgota to miejsce śmierci, kaźni, cierpienia, ale z nadzieją rychłego zmartwychwstania. Jezus i Napoleon nie dają się w gruncie rzeczy porównać, bo pierwszy z nich, co dobitnie podkreśla Mickiewicz, „wytrzymał ton do końca […] On tylko jeden nie zachwiał się w duchu” (Mickiewicz XIII: 71). Obaj, owszem, zostali zdradzeni – Chrystus przez uczniów, Napoleon przez sporą część wojska, które w popłochu rzuciło się do ucieczki – ale i sam Napoleon okazał się zdrajcą, bo sprzedał Sprawę, w której imieniu występował, na rzecz ziemskich popędów i motywacji. Kto lub co zatem umiera na krzyżu Golgoty-Waterloo? Oczywiście sama Sprawa, sama Idea, której restauracji podejmuje się nie kto inny jak towiańczycy. Nieco później, w czasach „Trybuny Ludów”, Mickiewicz zacznie interpretować klęskę Napoleona w duchu politycznym: Golgota nowożytnej Europy będzie tu oznaczała, co najmniej chwilową, porażkę idei demokratycznych, a nawet socjalistycznych, których ziszczeniem miała się stać Europa Narodów pod przewodnictwem Francji. Fakt, że i dla towiańczyków było Waterloo równoznaczne z kresem pewnej idei, raczej duchowej niż politycznej, decydował o uznaniu przez nich całkowitej wyjątkowości tego właśnie pola bitwy oraz swoistym niedocenianiu rangi innych napoleońskich miejsc: zwykła perspektywa historyczna nie ma tu oczywiście nic do rzeczy, jako że rozmija się z zasadniczym, ukrytym przed profanami wymiarem napoleońskich bojów i wypraw: miarą ważności czynów ziemskich „jest tylko siła i kierunek ducha, w których przedsiębrane były. Dlatego to nieraz widzimy w dziejach wygrane bitwy, żadnego nie przynoszące owocu, a przeciwnie, że drobne zdarzenie największe w świecie sprawuje czasem burze i odmiany” (Mickiewicz XIII: 23). Jednakże w ten sposób ponownie wracamy do sposobu, w jaki sekta wykorzystuje swoje historyczne opóźnienie o ledwie dwadzieścia kilka lat, by narzucić przeszłości nazbyt sztywny gorset interpretacji, która jest wszak konieczna, jeśli Koło chce ugruntować fundamenty wspólnej wiary; choć ciągle sensownie brzmi teza, że w roku 1813 za Golgotę nowożytnej Europy mógł być wzięty Lipsk, to nie spotkałaby się ona z aprobatą towiańczyka po prostu dlatego, że zna on dalszy rozwój wypadków, prowadzący aż do Waterloo, i uznaje go właściwie za konieczny – a że był konieczny, tego dowiodła sama rzeczywistość, dając Napoleonowi kolejną szansę. Waterloo, by powtórzyć jedną z wcześniejszych konstatacji, mogłoby, w sensie geograficznym, wydarzyć się gdziekolwiek. Istotne jest, że musiało się wydarzyć. Mickiewicz, rzekomo cytując Byrona, który odwiedził Waterloo już w 1816 roku, potwierdza to przypuszczenie: „To pole bitwy było zgotowane od zarania wieków, by stać się widownią wielkiego wydarzenia” (Mickiewicz XI: 57) – cytat jest rzekomy, bo nie udało się ustalić jego tekstowego źródła.

Trzeba od razu zauważyć, że zestawienie Waterloo = Golgota nie było wymysłem towiańczyków i jako swoista common knowledge pojawiało się w publicznym dyskursie znacznie wcześniej, niż zawiązane zostało Koło. Nawet powyższe zdanie, które Mickiewicz przypisuje Byronowi, jest w opinii autora Dziadów dowodem powiązania przez angielskiego poetę Waterloo i Golgoty w duchu mistycznej interpretacji miejsca śmierci Chrystusa. Być może istotnie porównanie narzucało się Byronowi, skoro jedną ze strof Wędrówek Childe Harolda rozpoczyna następująco: „And Harold stands upon this place of skulls, / The grave of France, the deadly Waterloo!”[przypis]W polskim przekładzie: „I Harold stanął na czaszek równinie, / Pod Waterloo, na Francji mogile!”. Zob. George G. Byron, Wędrówki Childe Harolda, przeł. J. Kasprowicz i J. Paszkowski, http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=6595, pieśń III, strofa XVIII (dostęp: 25.09.2014). W tłumaczeniu tym nie dostrzega się oczywistej aluzji do Golgoty („Miejsca Czaszki”), która jest wzgórzem – stąd słowo „równina” nawiązujące jedynie do Waterloo.[/przypis] – „place of skulls”, czyli „miejsce czaszek”, od razu przywodzi na myśl Golgotę. Jakkolwiek porównanie nie było nowe, to w wykładni towianistycznej uzyskało szczególny sens, dalece przekraczający prostą polityczną konstatację, że pod Waterloo umarła idea powszechnej równości i wolności, ale przyjdzie czas, kiedy uda się ją wskrzesić. Można powiedzieć, że dla towiańczyków, którzy pod żadnym pozorem nie byli w stanie zrezygnować z mesjanistycznej wiary w potrzebę „wielkiego człowieka”, „świętego nowej epoki”, pod Waterloo umarł również Napoleon: ale jedynie ów Napoleon-zdrajca, który sprzeniewierzył się Bożej Sprawie. W Malmaison i na Wyspie św. Heleny trwa ekspiacyjna męka Wielkiego Ducha, pokutny czas powrotu do właściwego tonu, uznania własnej winy: jednym słowem tegoż ducha „boleści, czyśćcowe cierpienia” (Mickiewicz XIII: 43), by po śmierci służyć jako drogowskaz dla „braci z ciałem”, jako kamerton właściwego Chrystusowego tonu, do którego można się dostroić na polach Waterloo. W towianistycznej optyce nie tyle śmierć idei i możliwość jej zmartwychwstania zostają szczególniej wyartykułowane, co właśnie problematyka cierpienia ducha, który zawinił i który musi przejść przez czyściec, żeby wyprowadzić Sprawę na jej właściwy tor. Dlatego w obszernym cytacie otwierającym niniejszy artykuł Mickiewicz na równi z Waterloo stawia pierwszą po bitwie samotnię Napoleona – Malmaison, gdzie podobno duch cesarza miał się ukazywać braciom. Dlatego też wznosząc w Biesiadzie toast za Napoleona, Towiański nie omieszkał podkreślić tego wymiaru egzystencji ducha, który zagubił ton: „Ty mistrzu światły, znający bliżej Wyroki Pana dla Ziemi po dwudziestoletnich cierpieniach z pozwolenia Wyższego w Tej chwili podzielający naszą radość, naszą Biesiadę w duchu, przyjm w tej chwili uroczyste zapewnienie nasze i ukój trawiące Ciebie, o Cieniu drogi, frasunki” (Towiański: 45).

Dzień bitwy pod Waterloo już od lat dwudziestych XIX wieku wielokrotnie określano Wielkim Piątkiem Francji – choć w „ziemskim” kalendarzu była to akurat niedziela. Towiańczycy poniekąd więc wpisali się w zastany i nieco już może zleżały sposób opowiadania o ostatniej klęsce Napoleona, z tą wszakże różnicą, że nacisk, jaki kładli na duchowo-eschatologiczny wymiar owej klęski w przeciwieństwie do interpretacji politycznych był czymś nader osobliwym. O czasie spędzonym w Malmaison i na Świętej Helenie mówili już tylko w kategoriach czyśćcowych; konanie cesarza wyobrażali sobie jako bolesny moment zrozumienia, co można było osiągnąć nie tyle siłą militarną, ile duchową. Szli tutaj poniekąd za samym Napoleonem, który dawniej wyobrażał sobie, że „strateg dobry to ten, który na miejsce bitwy stawia liczniejszą armię”, a już na Świętej Helenie pisał, że „siła moralna bardziej niż liczba decyduje o zwycięstwie” (Napoleon: 111). „Siła moralna”, o której powiada Bonaparte, nie musi wszakże być czymś bardzo odległym od tak zwanego żołnierskiego morale, typowo „ziemskiej” motywacji o charakterze psychologicznym. Towiańczycy idą znacznie dalej, wyobrażają sobie na przykład, że wielkanocne czuwanie modlitewne jest konieczne, by złączyć się z duchem Chrystusa, to zaś stanowi nieodzowny warunek, by złączyć się z duchem Napoleona (por. Mickiewicz XIII: 143 i dalej). Szczególne upodobanie znajdują zaś w rozpamiętywaniu boleści, których doznawał duch cesarza, a których uwerturę stanowiło Waterloo. Ma to, jak się okazuje, znaczące przełożenie na wewnętrzne stosunki w ramach samej sekty, a Waterloo zdaje się odsłaniać swój dodatkowy sens, który nie pozostaje bez konsekwencji dla sposobu, w jaki Koło funkcjonuje i kształtuje swoje relacje interpersonalne. Towiańczycy mianowicie, Mickiewicz w szczególności, lubili podkreślać fakt, że bitwa o mały włos nie została przez Napoleona wygrana: co znaczyło ni mniej, ni więcej, że ideał jest na wyciągnięcie ręki, o ile tylko ton i duch nie zostaną rzucone na pastwę uczuć czysto ziemskich. Waterloo ma od tej chwili status przestrogi, a nawet groźby – pamiętanie o Waterloo jest ponawianiem wewnętrznego napomnienia, że nawet minimalne zboczenie z kursu wyznaczonego przez ton Mistrza może mieć dalekosiężne konsekwencje dla dobra całej Sprawy. Waterloo jest wezwaniem do samodyscypliny: nie wolno ci powtórzyć błędu Napoleona. Waterloo jest srogą lekcją: nie wolno ci ulec duchowi ziemi. Waterloo to nauczka, że zwycięstwo jest przy nas, dopóki nie zgubimy właściwego tonu. Waterloo jest stale ponawianym wezwaniem do pokuty i skruchy. Waterloo to nakaz utrzymywania duchowej musztry, bo – znowu Mickiewicz – „wtenczas tylko wódz może kazać zatrąbić, kiedy wie, że żołnierz wymusztrowany” (Mickiewicz XIII: 71). Waterloo to pouczenie, że stosunki koleżeńskie nie mają żadnego znaczenia wobec ogromu Sprawy, wokół której gromadzą się bracia; stąd kluczowa dla życia w Kole pochwała denuncjacji (jeśli wiesz o grzechu brata, nie wolno ci trzymać tego w tajemnicy). Waterloo to usprawiedliwienie dla paramilitarnego charakteru sekty, dobrze odzwierciedlonego w jej języku, a także jej niby-wojskowej hierarchii, która każdemu z braci pozwala uczuć jego małość i niedostateczność: „Nie jest obowiązkiem naszym dawać rady lub upomnienia, ale jest powinnością przyjmować je” (Mickiewicz XIII: 115). Waterloo to listek figowy dla mniej lub bardziej jawnych prób wzajemnego zastraszania się: „Powołanie twoje wielkie, odpowiedzialność za niespełnienie straszna” (Mickiewicz XIII: 89, przemówienie do Seweryna Goszczyńskiego). Waterloo i pobitewne losy Napoleona to uzasadnienie dla wszechobecnych w myśleniu towiańczyków motywów boleści, skruchy, pokuty, męki, zadośćuczynienia: związek z Napoleonem można uzyskać „przez odczucie boleści, której doznał w chwili swej śmierci” (Mickiewicz XIII: 146).

Jakby tego było mało, członkowie sekty żyją w ciągłym, acz niezwerbalizowanym poczuciu, że osiągnięcie właściwego tonu, właściwego stopnia natężenia ducha jest niedosiężnym ideałem, choć dopiero co powiedzieliśmy, że historia Waterloo uczy, iż triumf jest na wyciągnięcie ręki. Można ten paradoks opisać przy użyciu współczesnej nam metafory multimedialnej: choć w reklamie detergentów widzimy „zwykły proszek” i przekonuje się nas, że prawie wszystkie proszki – z wyjątkiem tego, który jest reklamowany – są zwykłe, to jednak dobrze wiemy, że zwykły proszek nie może nigdy zostać zdekonspirowany, gdyż przewaga „proszku niezwykłego” bierze się właśnie stąd, że rywalizuje on z czymś, co jest bezimienne. Ujmując rzecz inaczej: „zwykły proszek” tak naprawdę nie istnieje. Podobnie z towianistycznym Waterloo: otóż nie, sukcesu nigdy nie ma i nigdy nie będzie, są natomiast utyskiwania, że daleko jeszcze do owego wymarzonego ideału. „Niczego jeszcze nie osiągnęliśmy”, mówi Mickiewicz w listopadzie 1844 roku. „Mistrz nie znalazł żadnego brata gotowym, nie wyłączając nawet brata Adama” – notuje słowa poety Goszczyński w lipcu 1845 roku. Sukcesu nie ma i w gruncie rzeczy być nie może; Waterloo pełni w tej sytuacji funkcję straszaka: skoro niczego jeszcze nie osiągnęliśmy, skoro żaden z nas nie jest jeszcze gotowy do wzięcia Sprawy w swoje ręce, to istnieje groźba, że zaprzepaścimy wszystko, tak jak Napoleon tym jednym Waterloo zniweczył cały wcześniejszy wysiłek przezwyciężenia ducha ziemi. Towiańczyk wie, że pod Waterloo zwycięstwo było blisko, i wobec tego jeszcze dobitniej końcowy wynik bitwy traktuje jako ustawiczne, stale obecne w głowie upomnienie. Towiańczyk jest z tych, którym, jak to ujął Mickiewicz podczas swojego ostatniego wystąpienia w Collège de France, „krwawi się serce, których dreszcz przejmuje na słowo Waterloo” (Mickiewicz XI: 189).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="178" title="Londyn" slug="londyn">Londyn najbogatszym i najludniejszym jest miastem na świecie” – pisał „stary Niemcewicz” w Pamiętnikach czasów moich. „Ciemna dymu opona rozciągająca się po całej atmosferze, wśród gęstej mgły przebijające się, jak tylko zasięgniesz okiem, wieże, gmachy i domy, w środku tych srebrne pasmo Tamizy zapowiadają, że się zbliżamy do stolicy handlu całego świata”.

W itinerariach polskich romantyków Londyn był raczej rzadkim celem peregrynacji i z pewnością uchodził za jedno z mniej romantycznych miejsc. Siedliskiem poetów angielskich była częściej rodzima prowincja, zwłaszcza północna Kraina Jezior, gdzie osiadł William Wordsworth, a jego sława ściągała tu takich twórców jak Samuel Taylor Coleridge czy Thomas de Quincey. Inni poeci angielscy wybierali podróż na kontynent: George Byron przemierzył niemal całą południową Europę, by dokonać żywota w dalekiej Grecji, John Keats zmarł w Rzymie, a Percy Shelley poniósł śmierć w Morzu Tyrreńskim. Literacki mit Londynu miał dopiero powstać pod prozatorskim piórem Charlesa Dickensa, bo jeden z najsłynniejszych dziś romantycznych artystów, londyńczyk William Blake, pozostawał za życia raczej w cieniu.

Owszem, miał Londyn swój Poets’ Corner („Kąt Poetów” – zapisze Juliusz Słowacki) w katedrze westminsterskiej, co więcej, w Westminster Abbey odwiedzać można było groby monarchów znanych z kronik szekspirowskich – i we wstępnej partii powieści poetyckiej Słowackiego Jan Bielecki pojawia się refleks takiej wizyty:

&amp;nbsp;

Gdzież jestem? – oto mury Westminsteru,

Tam Izba Parów, tu Tamiza mgława

Połyska słońcem. Przebiegłem chmurny

Ów pałac zmarłych z uczuciem przestrachu;

Bo ja sam byłem jak umarły w gmachu,

A oni żyli... Nie zajrzałem w urny,

Wybiegłem – więcej nie wchodzę w te ściany...

(Jan Bielecki, ww. 23–29)

&amp;nbsp;

Jeśli więc coś przyzywało tutaj romantycznego artystę, to nade wszystko kult Shakespeare’a, chociaż podróż z książką śladami ukochanego przez romantyków mistrza poezji scenicznej okazywała się o tyle trudna, że dawny elżbietański Londyn został w większej części unicestwiony w wielkim pożarze 1666 roku. Substancja miasta była zatem stosunkowo młoda, zwłaszcza że z początkiem dziewiętnastego wieku stolica królestwa stała się najdynamiczniej rozwijającą się metropolią w dobie rewolucji przemysłowej. Słowacki miał okazję przypatrywać się budowie tunelu pod Tamizą, opisanego w liście jako „most podziemny”: „ogromna enfilada filarów – w każdym filarze lichtarz brązowy, z którego gaz się pali – ten rząd świateł i filarów niknący w oddaleniu, myśl wreście o ogromie przedsięwzięcia bardzo wielkie sprawia wrażenie” (list do matki z 10 września 1831). O londyńskim tunelu wspomni też poeta w 32. sekstynie Pieśni I Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu:

„Most pod Tamizą jest kupców Iliadą”. Słowacki przerzuca metaforę między dawnymi a młodszymi laty, nie bez ironii wpisując doświadczenie nowego świata industrialnego w epicką tradycję literacką. Londyn staje się teraz terenem nowej urbanistyki przemysłowej, miejscem formowania się społeczeństwa wielkomiejskiego: „wystawić sobie nie możecie ogromu tego miasta – z jednej części do drugiej jeżdżą dyliżansami” – donosił poeta w liście do rodziny. W tym samym roku Anglik Henryk Reeve, z którym utrzymywał korespondencyjną przyjaźń Zygmunt Krasiński, pisał w liście z Londynu: „Widzieć, widzieć, być widzianym – oto jedyny cel tutejszego życia. (...) Ja jednak jestem przekonany, że w Londynie, a może i w całej Anglii nie ma nic zasługującego na oglądanie. Duch tego kraju jest mi obcy” (6 czerwca 1831).



Industrialny Londyn stanowił niemałe wyzwanie dla wyobraźni romantycznej, osadzonej w kulcie natury. Słowacki natychmiast więc przekształcił miasto w pejzaż – tak opisując widok ze szczytu kopuły katedry Świętego Pawła: „z żadnej strony końca nie było widać – domy aż po horyzont się rozciągały – i pyszna Tamiza z ogromnymi mostami, i za ostatnim mostem las ogromny masztów, i nad brzegami Tamizy do obelisków podobne kominy machin parowych, z których wylatują kłęby czarnego dymu – wszystko to tworzy widok zachwycający” (list z 10 września 1831). Zabieg włączenia przestrzeni urbanistycznej w porządek natury jest tu doskonale widoczny. Odmienną perspektywę przypisał poeta Kordianowi w londyńskim monologu, otwierającym akt II dramatu:

Wyspę łąk porzucono na pałaców stepy,

Uciekam tu opodal od wrącego gminu;

A ten ogród, czarowna sielanka Londynu,

(…)

Tam miasto!... Zegar ludzkim kręcący się ruchem,

A tu cisza – tu ludźmi nie kwitną ogrody,

Ale się po murawach wyperliły trzody…

&amp;nbsp;

Krótka scena przechadzki Kordiana przez St. James Park to bez wątpienia najbardziej znany poetycki obraz Londynu w literaturze polskiej.

Na Paryż polscy romantycy byli poniekąd skazani, nad Sekwanę musiał prędzej czy później trafić prawie każdy polityczny emigrant; do Rzymu, do Italii prowadziły niemal wszystkie książki (również kilka tragedii Shakespeare’a), a wyspiarski Londyn pozostawał najbardziej obcy. Dla Słowackiego Londyn stanowił cel zakonspirowanej misji politycznej: przybył jako kurier z przesyłką od Rządu Narodowego i spędził tu miesiąc, od 3 sierpnia do 4 września 1831 roku. W listach do matki i bliskich poeta opisywał nowo poznane miasto z entuzjazmem i nie bez egzaltacji: „Ach, Londyn! co za miasto!”, „Paryż podobny jest do innych miast, do Warszawy – Londyn jest zupełnie oryginalnym”, „Ci lokaje, co wystrojeni, na głos dzwonka jak duchy po wysłanych dywanem schodach wchodzą – te wykwintne śniadania”. Słowackiemu za przewodnik służyła książka Krystyna Lacha Szyrmy Anglia i Szkocja. Przypomnienia z podróży roku 1820–1824 odbytej, której warszawskie wydanie ukazało się w 1828 roku. Spotykał się też w Londynie ze starszym o pół wieku Julianem Ursynem Niemcewiczem, który akurat także tu przybył, a znał dobrze miasto z wcześniejszych pobytów (w latach 1785, 1787 i 1797). „Widziałem w tym kraju wszystkie błogosławieństwa rozsądnej wolności, czystej moralności i oświeconej religii” – pisał Niemcewicz w Pamiętnikach czasów moich. „Comfort, wygoda, pierwszym jest Anglika celem, mieszkać czysto, mieć dobrą odzież, dobre łóżko, stół zdrowy i posilny, nade wszystko swobodę i osobiste bezpieczeństwo, to jest, w czym szczęście zakłada”, a „duch umiarkowania i szlachetności znajdziesz we wszystkich społeczeństwa oddziałach”. W oczach pamiętnikarza Londyn końca XVIII wieku jawi się jako idealny wzór nowoczesnego życia demokratycznego, jakże odległy od ciemnej wizji Williama Blake’a z tego samego czasu:

Londyn 

Wśród ulic, które rój lichwiarzy

Wykupił wraz z Tamizą mętną,

Błądzę i widzę w każdej twarzy

Słabości i niedoli piętno.

&amp;nbsp;

Każdy głos, klątwa, krzyk urwany,

Płacz, którym Dziecko trwogę głuszy,

Dźwięczy w mym uchu jak kajdany

Wykute w kuźni ludzkiej duszy.

&amp;nbsp;

Gdy Kominiarczyk płacze z cicha,

Bledną kościołów ciemne ściany;

Kiedy żebrzący Żołnierz wzdycha,

Krwią spływa Pałac pozłacany.

&amp;nbsp;

Lecz w nocy słyszę też, jak z dala

Klnie młodociana Nierządnica:

Zarazą ślubne Łoże kala

Jadem dziecięcą Łzę nasyca.

&amp;nbsp;

przełożył Stanisław Barańczak

&amp;nbsp;

Utwór Blake’a, opublikowany w 1794 roku w tomie Song of Experience, poniekąd zapowiada poetycki obrachunek z nowym wymiarem cywilizacji miejskiej, jaki kilkadziesiąt lat później przeprowadzi Cyprian Norwid.

Dla Norwida Londyn był miastem tranzytowym – przystankiem w podróży do Ameryki: artysta spędził tu kilka dni przed wypłynięciem w atlantycki rejs w grudniu 1852 roku, a po powrocie w połowie 1854 roku przebywał kilka miesięcy, znajdując najpierw lokum w „najuboższym prawie domku najuboższej miasta części”, pomiędzy dzisiejszymi stacjami Euston i King Cross, blisko obecnej siedziby Biblioteki Brytyjskiej. Był to już Londyn w rozkwicie epoki wiktoriańskiej, „pod niewieścim berłem” (jak wyraził się sam Norwid w artykule Emancypacja kobiet z 1882). Ten Londyn śmiało można też określić jako dickensowski (notabene Charles Dickens, który często zmieniał mieszkania, akurat w tym czasie zamieszkiwał nieopodal, w Tavistock House w rejonie Bloomsbury). Bez wątpienia najważniejszym wyrazem doświadczeń londyńskich Norwida jest alegoryczny wiersz Larwa, utrzymany w depresyjnym klimacie i w poetyce antycypującej już styl niemal ekspresjonistyczny:

&amp;nbsp;

1

Na śliskim bruku w Londynie,

W mgle – podksiężycowej, białéj

– Niejedna postać cię minie,

Lecz ty ją wspomnisz, struchlały.

2

Czoło ma w cierniu? czy w brudzie?

– Rozpoznać tego nie można;

Poszepty z Niebem o cudzie

W wargach... czy? piana bezbożna!...

3

Rzekłbyś, że to Biblii księga

Zataczająca się w błocie,

Po którą nikt już nie sięga,

Iż nie czas myśleć o cnocie!...

4

Rozpacz i pieniądz – dwa słowa

– Łyskają bielmem jej źrenic,

Skąd idzie?... sobie to chowa,

Gdzie idzie?... zapewne, gdzie nic!

5

Takiej-to podobna jędzy

Ludzkość, co płacze dziś i drwi;

– Jak historia?... wie tylko: „krwi!...”

Jak społeczność?... tylko: „pieniędzy!...”

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="179" title="Odrzykoń" slug="odkrzykon">W swoim debiutanckim tomie poezji (Obroty rzeczy, 1956) Miron Białoszewski zamieszcza cykl zatytułowany Ballady rzeszowskie późniejsze; wśród nich: Balladę o miejscu odartego konia i Motowidła odrzykońskie – poetycko przetworzone legendy związane z zamkiem Kamieniec. Jego ruiny, położone nieopodal Krosna, na skalistym wzgórzu we wsi Odrzykoń, Białoszewski mógł widzieć wielokrotnie podczas wypraw, które w latach pięćdziesiątych odbywał z – wychowanym w Beskidzie Niskim – Leszkiem Solińskim. Choć w swoich balladach – śladem romantyków – sięga poeta po miejscowe podania, to jednak nie topografia nosi tu znamię niezwykłości i tajemniczości, ale język. Zmienny rytm, drażniące ucho zderzenia słów, w równym stopniu co opowiadane wydarzenia, pochodzenie słowa Odrzykoń czynią efektem działania sił irracjonalnych. Etymologia staje się u Białoszewskiego odpowiednikiem tego, co w balladzie romantycznej działo się na drugim planie, niewidocznym dla narratora.

Nazwa Odrzykoń jest późniejsza niż nazwa i zamek Kamieniec, wzniesiony za czasów Kazimierza Wielkiego jako graniczna twierdza obronna. Była to budowla gotycka, z której dziś pozostał ostrołukowy portal i wschodnia ściana z wnęką. W roku 1448 zamek rozbudowano – w stylu renesansowym. Nową część określano odtąd jako zamek niższy albo (od sąsiadującej z nią wsi) zamek korczyński. Od wyższego (zwanego odrzykońskim, wbrew historycznemu następstwu powstania wsi i zamku) oddzielał ją dziedziniec przedzielony – w związku z podziałem majątku – murem granicznym. Upadek budowli zaczyna się wraz z potopem szwedzkim, odbudowywane wnętrza jednak jeszcze pod koniec XVIII wieku nadają się do zamieszkania. Budowla jednak stoi pusta, co XIX-wieczni historycy tłumaczą morową zarazą, która raz uśmierciwszy wszystkich mieszkańców zamku, sprawiła, że „odtąd przestrach ludu i zgroza napiętnowały te zwaliska”. Wówczas nastąpił ostateczny upadek: z zamku znikały kolejne ciosane kamienie. W Krośnie zbudowano z nich kościół i klasztor kapucynów, w Korczynie – wiele domów.

Białoszewski mógł widzieć jeszcze basztę wschodniej ściany zamku, która zawaliła się w 1974 r. Roztaczał się więc przed nim krajobraz, niewiele różniący się od tego, jaki podziwiali romantycy. Kult ruin i pamiątek historycznych wiązał się dla nich w tym przypadku z fascynacją dziedzictwem Słowiańszczyzny; w relacjach i opisach powraca wzmianka o kamiennej wedecie, mającej kształt pogańskiego ołtarza. Odnotowują również ślad po pracujących na motowidłach prządkach, na który zwrócił uwagę Białoszewski i który widnieje w Odrzykoniu do dziś. Są to głazy przypominające ludzkie postacie, widoczne z północnej strony murów. Legendy opisują je jako znak boskiej pomsty: w skały zamieniły się trzy prządki – córki jednego z kasztelanów zamku, które nazbyt gorliwie przygotowując ślubną wyprawę, złamały nakaz odpoczynku w niedzielę.

Legenda o prządkach – jeśli pamiętać o symbolice przędzy – kryje obraz pewnego naddatku opowieści, nadmiaru, powstającego w efekcie wykroczenia, a zatem narracji jako przestrzeni bezprawia, chaosu, nieustającej wojny domowej. Związane z Odrzykoniem teksty literackie stanowią przestrzeń tego właśnie rodzaju – z Zemstą Aleksandra Fredry, komedią, którą Juliusz Kleiner określił jako „antyromantyczną” (Kleiner [1918] 1956), kontrastuje Król zamczyska – arcyromantyczna powieść Seweryna Goszczyńskiego (wyd. 1842). Ale każdą z tych narracji – a obydwie są zaliczane do kanonu polskiej literatury XIX wieku – cechuje, znów, wewnętrzna sprzeczność, która wynika z nadwyżki intertekstualnych powiązań. Będzie więc utwór Fredry ironiczny i nostalgiczny zarazem, a u Goszczyńskiego retoryka melancholijna nałoży się na mesjanistyczną.

Do ruin odrzykońskiego zamku odsyła Zemsta w sposób niebezpośredni, lecz za sprawą biografii pisarza, która zrosła się z recepcją dramatu, wywołując zresztą wśród historyków literatury ciągnące się latami dyskusje i polemiki. Dotyczyły one nie tyle miejsca akcji, co jej czasu, punktem spornym jednak była tu kwestia Papkina: „Pisałem 4 czerwca 1664 roku w odrzykońskim zamku” – zdanie, które znaleźć można jedynie w rękopisie Zemsty i które w wersji opublikowanej nie pojawia się, wycięte podczas jednej z redakcji tekstu. Dla wielu badaczy stanowiło ono podstawę do twierdzeń, że Fredro, porzuciwszy pierwotny zamiar, by akcję dramatu umieścić w czasach sobie współczesnych, przeniósł ją na wiek XVII; nie dopilnował jednak poprawek historycznych realiów w partiach już napisanych, czego ślady widnieją w rozlicznych anachronizmach. Tezę te zakwestionował Stanisław Pigoń („PL”, 1953), który drobiazgowo analizując rękopis, stwierdził, że ostateczny wybór pisarza padł na przełom XVIII i XIX wieku. Pod znakiem zapytania stawia to więc – wskazywany jako miejsce akcji – Odrzykoń, którego nazwa wszak nigdzie w opublikowanym tekście nie pada. A Galicja przecież – zwraca uwagę Pigoń – należała do terenów oderwanych od Królestwa Polskiego już podczas pierwszego rozbioru. Nie mógłby więc Cześnik w Odrzykoniu pędzić życia sejmikowego rębajły.

Miejsce akcji lokuje Pigoń na Mazowszu i dowodzi, że z odrzykońskiego zamku ostał się w Zemście jedynie wycinek z jego historii. Dotyczy on sporu, jaki w XVII wieku o mur graniczny toczyli kolejni spadkobiercy: Jan Skotnicki i Mikołaj Firlej. Fredro na ślad tego epizodu natrafił, przeglądając akta sądowe procesu, kiedy zamek – część posagu poślubionej przez pisarza Zofii Jabłonowskiej-Skarbkowej – stał się jego własnością. Skotnicki i Firlej, jako pierwowzory postaci Cześnika i Rejenta, są typowymi przedstawicielami tej warstwy społecznej, którą Fredro odmalowywał w całej swej twórczości w tonie nostalgii i pobłażliwego humoru. Tłumaczy to do pewnego stopnia, dlaczego w dramacie nie pojawiają się pewne epizody, jakie złożyły się na przebieg porachunku, a w jakie obfitują sądowe akta. Jego uczestnicy nie tylko burzyli sobie mury, ale zasypywali studnie, wycinali sady, niszczyli winnice.

Trudno stwierdzić, czy u Fredry rujnacja zamku nie budziła goryczy, której ton przepełnia opisy współczesnych mu autorów. W kontekście całości dorobku pisarza decyzja, by historię zamku zatrzymać w punkcie, kiedy nie nastąpił jeszcze jego ostateczny upadek, wydaje się dość zrozumiała. Dzięki niej mógł wybrnąć pisarz z niewygodnego dlań faktu, że do dewastacji Kamieńca doprowadziła tego samego rodzaju ciasnota umysłowa, jaką wykazują się tak Cześnik, jak i Rejent.

W Zemście przestrzeń feudalnego zamczyska służy spotęgowaniu efektów komicznych; panuje – jak zauważa Mieczysław Inglot – „kontrast między «poetyckością» miejsca a «prozaicznością» postaci” (1961). Tradycję gotycyzmu przywołuje autor w scenie ślubów rycerskich Papkina względem Klary i ukazuje ją jako konwencję miłosnego wyznania, która perorującego adoratora zupełnie ośmiesza.

Zemsta powstała w 1834 roku (prapremiera 1834; wyd. 1838). Literacki zabieg przekształcający gruzy w zamieszkiwany zamek może się wydawać dość osobliwy; wraz z upadkiem powstania listopadowego status ruin podniósł się do rangi miejsc kultu, świątyń przechowujących pamięć o przeszłości narodu, odbywano do nich pielgrzymki patriotyczne. Jako znak dawnej świetności i teraźniejszego upadku były traktowane również pozostałości zamku w Odrzykoniu.

Do grona pisarzy praktykujących romantyczne pielgrzymki patriotyczne, często opisywane w kategoriach wędrówki w głąb siebie, podróży do źródeł swojej narodowej tożsamości, należał Seweryn Goszczyński. Początkowe fragmenty jego powieści Król zamczyska bliskie są temu modelowi dokumentarnego opisu, któremu początek dały Podróże historyczne Juliana Ursyna Niemcewicza (wyd. 1858). Tym, co wyróżnia pielgrzyma-patriotę, jest to, że nie poprzestaje on na kontemplacji widoków, ale wsłuchuje się w historię miejsca, swoją relację przetykając tak cytatami z kronik, jak i krążącymi wśród ludu podaniami.

Goszczyński jako archiwista wrażliwy jest przede wszystkim na elementy grozy, nie chce tak jak Fredro oswajać przestrzeni zamczyska, kreuje ją raczej na „miejsce krwawe”, gruzy traktując jak zasłonę; gdyby ją podnieść, „świat z boleści wziąłby się za włosy; zobaczyłby [...] w każdym kamieniu trupa, w każdej warstwie muru pokolenia wymordowane, zobaczyłby rzeki z łez i krwi”. To niewątpliwie od tego rodzaju obrazowania dystansuje się Fredro, gdy kreśli – na tle zamkowego muru – scenę bójki z mularzami. Przestrzeń w Zemście jest bowiem – wbrew tytułowi dramatu – przestrzenią idylliczną; wydarzenia wojenne przybierają tu kształt bufoniastej gawędy szlacheckiego blagiera. Dlatego tekst ten tak często porównuje się do Pana Tadeusza, z jego intrygującą luką w topografii ziemiańskiego dworu. Przedstawiając zniszczony mur graniczny jako jedyny poważniejszy ubytek w Zamku, bliski pozostaje Fredro Mickiewiczowi, który z pejzażu litewskiej prowincji wymazuje chłopskie chałupy jako miejsce wystawiające ziemiaństwu świadectwo zbyt niepochlebne.

Pisarstwo Goszczyńskiego lokuje się na przeciwległym biegunie. W Królu zamczyska zamek stanowi wprawdzie ślad „dawnej wielkości”, ale obraz ten jest daleki od idealizowania przeszłości. Opis stosu ludzkich kości spoczywających w zamkowym więzieniu to jednoznaczny wyrok na tyrańskie rządy. Wobec współczesnej mu szlachty jest również Goszczyński bezwzględny, losy odrzykońskiego zamku traktuje jako dowód szlacheckich zbrodni: „Na korzyść pojedynczych rozumów rozerwaliście mądrość ludzkości”. Bezmyślną i egoistyczną postawę, potrzeby „drobne, ciasne, poziome” zestawia pisarz z żarliwym patriotyzmem obłąkanego urzędnika, sprawującego pieczę nad odrzykońskimi ruinami, które nazywa swoim królestwem.

Pierwowzorem tytułowego króla zamczyska był Jan Machnicki. Legenda o tym, że do jego obłędu przyczynił się upadek powstania listopadowego, otaczająca go już za życia, przyćmiła relacje, wedle których Machnicki cierpiał na manię wielkości. Goszczyński poznał go w 1833 roku, kiedy ten, zwolniony ze służby w komisji rachunkowej, zamieszkiwał ruiny odrzykońskiego zamku, opuszczając je tylko zimą, przyjmowany na ten czas w okolicznych dworach i chatach. Inni pamiętnikarze przyznają, że w Królu zamczyska postać Machnickiego została wyidealizowana. „Obłąkany bałwochwalczą żądzą i czcią imienia i tytułów”, jak go opisuje Karol Szajnocha, nie odbiegałby wcale Machnicki od typowego szlachcica. Goszczyński, uwznioślając swojego bohatera, zarazem przeistaczał charakter wędrówki po odrzykońskich ruinach, z wyprawy archeologicznej (historycznej, etnograficznej) czyniąc podróż inicjacyjną, rytuał wtajemniczenia.

Decyduje to o istotnej różnicy pomiędzy odrzykońską topografią Goszczyńskiego a tą wpisaną w wydarzenia Zemsty. Podziały zamku przebiegają w Królu zamczyska na linii – nie poziomej, jaką tworzy graniczny mur – ale pionowej. Wyjątkowego znaczenia nabiera wędrówka w głąb: z pomieszczenia dawnej straży pałacowej, w którym tkwią nadal jej zbroje i szkielety, przez zamkowe więzienie ze szczątkami łańcuchów, do izby tortur wypełnionej „duszącą wonią trupiej zgnilizny”. Pod nią jest już jedynie dół ze stosem kości, „smętarz więzienia”, jądro potwornej przeszłości. Ale jeszcze niżej znajduje się pieczara zamieszkiwana przez Machnickiego. Położona przy urwistym zboczu góry, oświetlona jest – inaczej niż więzienie – dziennym światłem, które wpada przez otwory, zrobione ze skalnych szczelin. Osobliwy charakter wnętrza tworzy nie tylko kontrast między skromnym wyposażeniem a kolekcją zdobiącą ściany, na których wiszą trofea, broń, pancerze, herby, portrety. Przy jednej z framug stoją dwa szkielety w zbrojach dawnych husarzy, a ścienny ornament składa się z łańcucha kul i trupich głów.

W jaskini tej – zgodnie z rozkazem, który usłyszał od Bolesława Chrobrego, stojącego na czele zgromadzenia wszystkich polskich królów – pisze Machnicki kronikę swego państwa. Odrzykoński zamek, przechowujący w swoich podziemiach pamiątki przeszłości i pisaną w natchnieniu księgę, staje się u Goszczyńskiego alegorią porozbiorowej Polski. W opowieści o ziarnku, które przypłynąwszy z wodami potopu z raju, spoczęło w pieczarze i „wyrosło w zamek”, powraca metaforyka rozwijana przez Mickiewicza w III części Dziadów, odnawia się system figur kluczowy dla języka polskiego mesjanizmu. Powierzone Machnickiemu ziarnko, które z czasem ponownie zakiełkuje, wyobraża to, co w narodzie niezniszczalne, czego nie dosięgną żadne katastrofy odbywające się na powierzchni. Jakby na potwierdzenie tej teorii zamieszcza w powieści Goszczyński przeczytaną w kronikach wzmiankę o podziemnym korytarzu, biegnącym od zamkowej kaplicy aż do Krosna, który podczas potopu szwedzkiego oblężonym mieszkańcom umożliwił ucieczkę.

Stworzony w Królu zamczyska opis inicjacyjnej podróży do ruin traktowanych jako „hieroglificzny klucz od wiekowych dziejów” (Goszczyński 1961: 4) łączy romantyczną ideę księgi natury z patriotycznym wymiarem współczesnego autorowi polskiego podróżopisarstwa. Trudno powiedzieć, jak duży udział w pracy nad powieścią miała Zemsta, wydana w 1838 roku, i na ile można traktować ten tekst jako wypowiedź w sporze, który między pisarzami toczył się od upadku powstania, a najostrzej wybuchł w 1835 roku. W opublikowanym wówczas artykule Goszczyński między pogardliwymi ocenami dorobku Fredry najsilniej w jego twórczości piętnował „rys kosmopolityczny”. W tym oskarżeniu, niewątpliwie bolesnym dla Fredry, upatrywano przyczynę zamilknięcia pisarza i jego decyzji o wycofaniu się z życia publicznego. Uczestników sporu Stanisław Koźmian miał w końcu porównać z Cześnikiem i Rejentem.

Jeśli zechcieć finał tej komedii oceniać w kategoriach romantycznej geografii, to okaże się, że o ile Zemsta zadomowiła się – w sposób nieporównywalny z żadnym innym rodzimym dramatem – w murach polskich teatrów (zamek opisuje w końcu Fredro jako element scenografii!), o tyle Król zamczyska stał się jednym z ważniejszych punktów odniesienia dla autorów późniejszych relacji, opisów i przewodników po krośnieńskich okolicach. I stało się tak nie ze względu na ów symboliczny skrót, za sprawą którego Odrzykoń przeistaczał się u Goszczyńskiego w utraconą ojczyznę, ale z powodu barwnej sylwetki lokalnego oryginała, najbardziej wyrazistej wersji polskiego patrioty-wariata.</document>
<document nplp_id="180" title="Świteź" slug="switez">Opowieść o tym jeziorze trzeba zacząć od informacji na temat jego głębokości. Nie jest ona, ani też nie była, nadmierna. Współczesny podróżnik, Tomasz Krzywicki, notuje: „Długo trzeba iść ku jego środkowi, by wreszcie móc zacząć pływać”. Liczby przez lata się zmieniały, w zależności zarówno od techniki pomiarów, jak i od fluktuacji wody. Dzisiaj mówi się o średnio trzech metrach, przy 10 metrach i więcej, do 15–16, w miejscach najgłębszych. Na początku lat dwudziestych XIX wieku, gdy powstawały świteskie ballady Mickiewicza mogło być nawet nieco więcej. Co prawda Leonard Podhorski-Okołów przypuszcza, że woda od tamtej chwili przez jakiś czas się podnosiła (30 lat później zniknął głaz wcześniej wystający nad powierzchnię – być może ten sam, o którym mowa w Mickiewiczowskiej Rybce), lecz prawdopodobnie z biegiem lat poziom jeziora nieznacznie opadł. Wiadomo na przykład, że na początku XX wieku wykopano rów, którym odpływała woda, co w niektórych miejscach zmieniło linię brzegową. Jezioro co prawda się poszerzyło, lecz raczej, ogólnie rzecz biorąc, chyba stało się trochę płytsze. Dzisiejszą jego objętość oblicza się na 7,84 mln m3 wody.

W przypadku mórz i oceanów to nie głębokość jest pierwszym wyzwaniem dla – mówiąc po Bachelardowsku – marzyciela wód; jest nim rozległość i nieskończoność. Głębokość wydaje się natomiast podstawową kwestią, jaką rozważa wyobraźnia wpatrzona w jezioro. W przypadku Świtezi (mawia się też o niej: Świeteź, Świateź; u Mickiewicza rodzaj jest nieustalony, występuje jako „ten” lub „ta”) tym bardziej staje się to istotne, że motyw powstania wód i zatopienia, czy raczej wciągnięcia w głębie, ludzi i domostw jako kary za grzeszne życie najściślej się z tym akwenem wiąże; wszystkie pierwotne świadectwa literackie są na nim oparte. Pierwotne, to znaczy takie, które po raz pierwszy o Świtezi mówią czy raczej piszą: wspomniane ballady Mickiewicza: Świteź, Świtezianka i może też (zwyczajowo się ją w tym kontekście wymienia) Rybka, oraz ballada Czeczota i ballada Zana, ta pierwsza zatytułowana Świteź, ta druga – Świteź jezioro. Nie udało się ustalić, z jakich konkretnych przekazów oralnych wszyscy trzej korzystali; etnografowie badający trwałość gminnych opowieści o jeziorze odnajdywali ich echo jeszcze dziesiątki lat później, nie można wszak wykluczyć, że Mickiewiczowskie ballady dzięki swej popularności same stały się zarzewiem legendy. Motyw wody otchłannej, wciągającej w swe głębie, jest w każdym razie podstawowy dla wszystkich trzech wymienionych ballad Mickiewicza; w interpretacjach tego motywu bierze się pod uwagę tak jego istotność dla wszelkich ludowych opowieści jeziornych, jak i częstą obecność w Mickiewiczowskiej poezji: odgrywa on istotną rolę nie tylko we wszystkich balladach świteziańskich, ale będzie się też pojawiał w innych wierszach poety.

[caption id="attachment_1153" align="alignnone" width="893"] Świteź - fot. Bolesław Daniejko[/caption]

Poezja Mickiewicza obfituje w opisy wód i akwatyczne metafory – dla niektórych interpretatorów, szczególnie tych idących śladem Bachelarda, woda jest wręcz podstawowym żywiołem wyobraźni tego poety. Wypada więc założyć, przynajmniej w jego przypadku, że obrazowania we wspomnianych balladach nie są echem tylko bliżej niesprecyzowanych przez historyków podań ludowych, lecz bardzo intensywnej kontemplacji miejsca. Samo jezioro widziane z lotu ptaka zdaje się pojedynczym oczkiem w przestrzeni; w dalszych okolicach są jeszcze trzy inne, niewielkie jeziorka (Kołdyczewskie, Kromań, Czereszlańskie), ale są zbyt oddalone, by mówić o jakiejś grupie, minipojezierzu. Odrębność i samotność to mocna strona Świtezi jako źródła fantazmatów; na pojezierzu, mówiąc dalej po Bachelardowsku, marzyłoby się płycej.

Świteź jest – na małą może skalę, ale jednak – fenomenem natury, należy bowiem do reliktów polodowcowych, które w nowogródzkiej przestrzeni są czymś wyjątkowym; tę wyjątkowość jeziora dodatkowo uwydatnia jego osobliwa flora. W swej balladzie Mickiewicz wykorzystuje poetycko – o czym za chwilę – jedno z kuriozów tutejszej roślinności, którą badacze z początku XX wieku określali jako „rzadki, może jedyny zespół w Europie”. Spotyka się tu roślinność w części typową dla jezior polodowcowych oddalonych od Świtezi o wiele setek kilometrów (w północnej Skandywii na przykład), co sprawia, że Świteź jest dla swej flory samotną enklawą w tej części kontynentu. Padają różne botaniczne nazwy występujących tu rzadkich roślin: poryblin jeziorny, wrzecznik wydłużony, jezierza giętka, brodnik jeziorny, ponoć występują tu gatunki obecne na dalekiej Jawie, lecz wnikliwych czytelników Mickiewiczowskiej Świtezi najbardziej intrygowała inna roślina, którą „prostota święci” i której kwiaty lud nazywa „carem”, rzekomo na wspomnienie wypadku – śmiertelnego porażenia przez dotknięcie rośliny – jaki zdarzył się tu „Carowi i ruskiej zgrai”; nie wiadomo, czy Mickiewicz sam wykreował ten mityczny źródłosłów czy też istotnie zasłyszał jakieś ludowe opowieści o pochodzeniu nazwy. Pisze się w tym kontekście o owadożernej rzadkiej roślinie porastającej nadświteskie łąki – rosiczce okrągłolistnej. Wspomniany Podhorski-Okołów w wyniku długiego śledztwa botaniczno-filologicznego doszedł do wniosku, iż rośliną tą jest jednak dość silnie trująca stroiczka Dortmanna (Lobelia dortmanna), przeciw czemu botanicy wprowadzeni w historię do dzisiaj nie protestują. Jakkolwiek bądź, ważne się wydaje dla samego geograficznego miejsca, że Mickiewicz wykorzystał ten botaniczny detal do refleksji metafizycznej i do historycznej retrospekcji o aktualnym – to Rosjan wciąga stroiczka w wodną otchłań – zabarwieniu politycznym.

Ze względu na swe samotnicze położenie Świteź wydaje się bytem autonomicznym, zamkniętym. Z geograficznego punktu widzenia należy do kategorii jezior wyżynowych nieodpływowych; wedle geografów opisujących jezioro na przełomie XIX i XX wieku, nie wpływa do niego żadna rzeczka i żadna z niego nie wypływa, jedno tylko ze współczesnych świadectw mówi o pojedynczym słabo zauważalnym potoku, zwanym Sworotówką; całą Wyżynę Nowogródzką cechuje zresztą geologiczna odrębność wobec terenów sąsiedzkich. Duże wrażenie na większości zwiedzających wywierała i nadal wywiera przezroczystość wody, dziś sięgająca nawet pięciu metrów; woda jest miękka, bardzo słabo zmineralizowana. Wszystkie właściwie znane nam opisy, od czasów Mickiewiczowskich do dzisiejszych, na tę czystość wody zwracały uwagę. Zachwyca też rzadko spotykane gdzie indziej drobnopiaszczyste, w wielu miejscach niezarośnięte dno. Dzisiaj jezioro – wchodzące w skład tysiąchektarowego rezerwatu przyrody – otoczone jest turystyczną infrastrukturą: dwa ośrodki wypoczynkowe, bar, wypożyczalnia łódek, wiaty przeciw deszczom, ale też dzikie pole biwakowe mimo zakazu stawiania namiotów. W interesującej nas chwili nie było tam niemal żadnych domostw; nie było przynajmniej na wschodnim brzegu, zwanym Niedźwiedziną; na brzegu północnym, zwanym Królewską Kąpielą, powstał – nie wiadomo kiedy – dwór czy folwark Pieszczanka lub Piaszczanka należący do Stefana Niezabytowskiego i skonfiskowany mu za udział w powstaniu listopadowym. W każdym razie Mickiewicz z przyjaciółmi musiał dojeżdżać lub dochodzić nad jezioro – prawdopodobnie w sierpniu 1821 – z oddalonych o ponad cztery kilometry Płużyn, należących do zaprzyjaźnionych Wereszczaków. Można sobie łatwo wyobrazić Świteź jako cel spacerów, najbardziej atrakcyjne miejsce w okolicy.

[caption id="attachment_1156" align="alignnone" width="893"] Świteż - fot. Jan Bułhak[/caption]

Uwagę Bachelardowskiego marzyciela powinien zwrócić harmonijny kształt jeziora. Niezbyt rozległe, ale też więcej niż drobne, o obwodzie liczącym wedle współczesnych obliczeń cztery i pół kilometra (dane z ostatnich 120 lat o powierzchni różnią się nieco między sobą, ostatnia podana liczba to 1,75 km2), rysuje pełne koło, które zawsze jest figurą magiczną; okręgowi linii brzegowej odpowiada echem, tworząc dodatkowy pierścień, niewielka grobla ciągnąca się wzdłuż jeziora – nie wiadomo, czy usypana w zamierzchłej przeszłości, czy też naturalnego pochodzenia. Szczególności miejsca, jego charakteru niejako zamkniętego, ale też centralnego w okolicznej przestrzeni, dopełnia dość wysoki, lesisty brzeg (mówi się o istniejących tu 27 typach lasu), za czasów Mickiewicza jeszcze nietknięty siekierą. Kilkadziesiąt lat później las ten został mocno przerzedzony, lecz i tak na niemal każdej rycinie oraz fotografii widnieją drzewa rosnące przy samym brzegu; jeszcze na początku XX wieku January Kołodziejczyk pisał o „pięknym, czystym drzewostanie grabowym”. Oba te szczegóły topograficzne odnajdziemy na samym początku Świtezi Mickiewiczowskiej, gdzie mowa jest i o „wielkim kształcie obwodu”, i o „gęstej po bokach puszczy”.

Wysoka konkretność opisu idzie u Mickiewicza w parze z błyskawicznym przetwarzaniem widoku w pejzaże metafizyczne. Powracające wielokrotnie w świteziańskich balladach obrazy kręgu zachęcają interpretatorów do rozważań o kosmogonii i wprowadzają Mickiewiczowskie opisy jeziora – a przede wszystkim słynne pierwsze 20 wersów Świtezi – na poziom daleko wykraczający poza foklorystyczny charakter ballad. Jezioro wydane na nocną grę świateł i odbić staje się tym składnikiem pejzażu w całym cyklu Ballad i romansów, który najpełniej pozwala Mickiewiczowi wyrazić kosmogoniczny model wszechświata, w którym na mocy lustrzanej symetrii „gwiazdy nad tobą, i gwiazdy pod tobą” tworzą wielką szklaną kulę zamykającą nas – świadków jeziornych – w swym wnętrzu. Świteź organizuje krajobraz cyklu, nadając mu metafizyczną sankcję.

Do świteziańskiej ballady Czeczota (pisanej prawdopodobnie wcześniej, w 1820 roku, a po lekturze Świtezi Mickiewicza uzupełnionej dopiskiem wstępnych strof w duchu żartobliwie-polemicznym) oraz do ballady Zana (pisanej wedle Czesława Zgorzelskiego mniej więcej w tym samym czasie co ballada Czeczota) samo jezioro, rzec można, się nie przedostało. U Czeczota pojawia się ono na sam koniec, aby pochłonąć miasto Świteź; a właściwie nie tyle się pojawia, co powstaje w wyniku kataklizmu – przez zatopienie miasta wodami przybyłymi spod ziemi. Jego fizyczna obecność w tekście, czyli czas po kataklizmie, jest minimalna, zaczyna się w chwili, gdy kończy się ballada; podobnie wygląda to u Zana.

U Mickiewicza w Świtezi dzieje się na odwrót: to jezioro, a nie miasto przed zatopieniem, jest przestrzenią akcji, głównym punktem topografii. Przy nim zaczyna i kończy się opowieść, sięgająca przeszłości i powracająca do chwili obecnej. Refleksja nad cyklicznością czasu należy do podstawowych konstatacji w tekstach krytycznych poświęconych balladzie. Czas zatacza koło wstecz i dochodzi ponownie do punktu wyjścia, do „teraz”; to w obrębie „teraz” rozgrywa się cała dramatyczna akcja ballady. Odwrócenie perspektywy czasowej, dialektyka znikania i pojawienia się, obecości i nieobecności, widzialności i niewidzialności, domowości i nieswojskości, wypełniające wszystkie trzy Mickiewicza świteziańskie ballady, wprowadza jezioro w zupełnie inny rodzaj trwania: nie jest już ono tylko niemym świadkiem dawnych zdarzeń, reliktem przeszłości, lecz miejscem wciąż żywym, ontologicznie niejasnym. Historia, którą jezioro skrywa, jeszcze się nie skończyła i wydarza się niejako wciąż na nowo, cyklicznie, przez co Świteź jest, by tak rzec, czynnym, a nie pasywnym składnikiem pejzażu; kontemplacja jeziora jest zarazem kontemplacją możliwości, to znaczy stanu istnienia, jaki można (jaki może świat, jaki może nasza egzystencja) jeszcze osiągnąć.

[caption id="attachment_1155" align="alignnone" width="893"] Świteź - fot. Bolesław Daniejko 2[/caption]

Pociągające jest porównanie sposobu istnienia w poezji Mickiewicza obu jego „literackich” jezior: Świtezi i Lemanu. Jeziora z początku literackiej drogi i jeziora, nad którego brzegami blisko 20 lat później de facto kończy się Mickiewiczowska twórczość poetycka; jeziora młodości i jeziora „wieku klęski”. Z fizycznego punktu widzenia trzeba zauważyć to przede wszystkim, że „woda wielka i czysta” lozańskiego liryku, równie „przejrzysta” co wody Świtezi, ewokowana jest tylko od strony swej powierzchni odsyłającej odbicia; nie mówi się nic o jej głębi; zanika dwoistość i dwuznaczność bytu jeziora (a za nim całej rzeczywistości) wynikających ze spotkania dwóch jego przestrzeni, widzialnej i niewidzialnej. Z punktu widzenia dziejów kultury różnica jest jeszcze bardziej oczywista. W roku 1821 Mickiewicz pisze o jeziorze, o którym nikt dotąd nie słyszał, i gdyby nie jego ballady, nazwa „Świteź” w historii literatury nigdy by się nie pojawiła; Mickiewicz obudził miejsce do życia i na zawsze złączył je ze swoim nazwiskiem. W 1840 pisze liryki nad brzegami jeziora, do którego pielgrzymują poeci ze wszech stron Europy i dołącza swoje świadectwo do długiej listy literackich opowieści o Lemanie.

Po Mickiewiczu Świteź będzie już zawsze Mickiewiczowska. Nad Świteź przyjeżdża się „nostalgizować” i odwiedzać, „sprawdzać” jezioro znane ze szkolnych lektur. Jak pisze w pierwszym roku XX wieku Edward Pawłowicz, po tym, jak „kult Mickiewicza się rozpowszechnił, sąsiedzkie Świtezi dwory miały zwyczaj wyprawiać tam majówki”. Tym, co przedostanie się do pamięci zbiorowej, tak literackiej (choćby: Lucjan Siemieński, Świtezianka. Fantazja dramatyczna, 1843), jak przede wszystkim popularnej, będzie strona fantastyczna ballad, a dokładniej – piękne i niebezpieczne zombies, pojawiające się we wszystkich jeziornych balladach, czyli widmowe świtezianki żyjące w wodnych ostępach. Za przykład typowej, dziś pełnej patyny opowieści o wizycie nad Świtezią może posłużyć wspomnienie tegoż Pawłowicza (ze Wspomnień z nad Wilii i Niemna), który – uprawiając turystyczno-kulturalną tautologię – zaprasza na nocną przejażdżkę po jeziorze kilka pań, „co się ofiarowały do roli Świtezianek”. W trakcie przejażdżki nuci Świteziankę Moniuszki, recytuje balladę, a kończy opowieść takim dialogiem: „– A więc płyńmy do brzegu, skora taka wola – zawołałem. – A cóż będzie z życzeniem pani, coś tak chciała być Świtezianką? – Zaczekam, aż drugi Mickiewicz się pojawi – odrzekła mi figlarnie”.</document>
<document nplp_id="181" title="Sycylia" slug="sycylia">W przeciwieństwie do polskich podróżników oświeceniowych, którzy przybywali na Sycylię przede wszystkim żądni dokonania odkryć naukowych na mało jeszcze znanej wyspie, romantycy postrzegali Sycylię poprzez niedawno utworzoną kategorię estetyki i filozofii Południa przeciwstawionego Północy. Ich spotkanie z Sycylią określone było przez poczucie kontrastu między Południem a Północą, która była ich właściwą ojczyzną, i jako takie naznaczone ambiwalencją: zachwyt i zmysłowa rozkosz doświadczane w zetknięciu z przyrodą wyspy budziły melancholię, przypominając o kondycji Polaków – narodu północnego, nieszczęśliwego, bez ojczyzny – narodu wygnańców. Sycylia była jednak dla nich także krajem budzącym marzenia o Oriencie lub Wielkiej Grecji; krajem, który zwiedzali – podobnie jak Goethe – z Odyseją w ręku; krajem, w którym wielka i barwna historia kontrastuje ze współczesną nędzą i upadkiem; krajem, w którym można zobaczyć budzący uczucie wzniosłości najpotężniejszy wulkan Europy – Etnę; wreszcie wyspą-Syreną wabiącą i niszczącą swoich zdobywców.

Sycylię – leżącą z dala od tradycyjnych miejsc chrześcijańskich pielgrzymek – Polacy zaczęli odwiedzać częściej dopiero w XVII wieku w drodze na Maltę, która stała się wtedy siedzibą słynnego zakonu rycerskiego. W epoce oświecenia wyspa była z kolei celem wypraw elitarnych podróżników-erudytów, żądnych dokonania własnych odkryć naukowych w takich dziedzinach jak archeologia z jednej strony, a geologia, botanika, zoologia, klimatologia czy wulkanologia z drugiej. Ciekawiła ich Etna i przyroda Południa, a także typowe dla niego sprzeczności kulturowe. Oświeceniowy neoklasycyzm i neohumanizm podsycał zainteresowania antykiem. Polacy chętnie prowadzili wtedy prace wykopaliskowe na obszarze dawnej Wielkiej Grecji, na przykład w Agrygencie. Polski uczony Michał Borch badał Sycylię i Etnę w latach 1777–1780 – jego prace, wydane po francusku, zyskały w świecie naukowym pewien rozgłos. Stanisława Staszica oprócz mineralogii i wulkanologii interesowały sycylijskie stosunki społeczne i ekonomiczne. Na Sycylię wybrał się także Jan Ursyn Niemcewicz – wyspa pojawia się w tytułach dwóch jego utworów poetyckich: Wierszach na wierzchołku góry Etny pisanych w 1784 i w Wierszach napisanych na brzegu morskim przy Agrygencie w Sycylii 1784.

[caption id="attachment_1195" align="alignnone" width="893"] Sycylia - Zdrój Aretuzy[/caption]

W epoce romantyzmu trasa typowego polskiego podróżnika po Włoszech wyraźnie wydłużyła się, sięgając Neapolu, który kusił południowym krajobrazem, widokiem Wezuwiusza i niedawno odkopanymi starożytnościami (Pompeje). Sycylię jednak – z powodu niebezpieczeństw morskiej podróży i niewygód związanych z pobytem na wyspie, gdzie brakowało dróg i hoteli, a klimat był zbyt gorący – odwiedzano znacznie rzadziej. Na obejrzeniu Neapolu i okolic poprzestali na przykład wileński historyk Michał Kremer, Konstanty Gaszyński czy Józef Ignacy Kraszewski. Adam Mickiewicz i Antoni Edward Odyniec zatrzymali się tu na około półtora miesiąca wiosną 1830 roku – spragniony widoku Etny Mickiewicz podjął jednak podróż na Sycylię, by rozczarowany wrócić po dziewięciu dniach. W roku 1839 wybrał się tam Zygmunt Krasiński i to jemu zawdzięczamy najważniejszy polski romantyczny opis Sycylii w słynnym liście do Delfiny Potockiej, pisanym pomiędzy 24 kwietnia a 4 maja tamtego roku, określanym często „dziennikiem sycylijskim”. Opis podróży na Sycylię w roku 1845 pozostawił także w swym erudycyjnym dziele o Włoszech historyk Michał Wiszniewski. Norwid prawdopodobnie odwiedził Palermo w roku 1848 w trakcie wycieczki statkiem z Neapolu wzdłuż wybrzeży Włoch i Sycylii na Kretę, Sycylia jednak nie pozostawiła śladu w jego twórczości.

Polacy brali także udział w walkach o Sycylię w roku 1848 i 1860, toczonych w imię idei niepodległościowych i zjednoczeniowych przez włoskich republikanów – Mazziniego, a potem Garibaldiego („wyprawa tysiąca”) – przeciwko rządom neapolitańskim na Sycylii. W walkach tych dwuznaczną sławę zyskał potraktowany najpierw jako bohater, a potem oskarżony o zdradę Ludwik Mierosławski, który był wodzem wojsk włoskich podczas tak zwanej „rewolucji sycylijskiej”, oraz pułkownik Ludwik Wierciński, który był dowódcą artylerii w Syrakuzach. Sycylia w rozumieniu polskich bojowników „o wolność naszą i waszą” była jednak przede wszystkim naturalną częścią przyszłych zjednoczonych Włoch. Walczyli o jej wyzwolenie spod wpływów obcych Włochom dynastii, ale nie dostrzegali specyfiki wyspy i jej odrębności od reszty Włoch. W ten sposób walka o uwolnienie Sycylii spod obcych wpływów, toczona w imię haseł narodowej jedności, była tylko – jak stwierdził później Giuseppe Lampedusa – kolejną kolonizacją wyspy.

W XIX wieku typowa wyprawa na Sycylię obejmowała podróż statkiem z Neapolu do Palermo, zwiedzenie jego słynnych okolic – pobliskiego Monreale i nieco bardziej oddalonych: Selinuntu i Segesty – następnie podróż statkiem z Palermo do Messyny, skąd wybierano się do Taorminy, Syrakuz i Agrygentu. Tym wyprawom w cieniu Etny towarzyszyła fascynacja największym europejskim wulkanem, zwykle więc podejmowano próby jego zdobycia. Rzadko podróżowano inną trasą, np. taką, jaką wybrał Goethe w roku 1787, jadąc konno z Palermo przez Alcarno, Castelvetrano i Sciaccę do Agrygentu, a dopiero stamtąd do Syrakuz, Taorminy i Messyny.

[caption id="attachment_1194" align="alignnone" width="893"] Sycylia - widok Syrakuz[/caption]

Ważnym odniesieniem dla polskich romantyków odwiedzających Sycylię była – oprócz wydanej w Warszawie w 1805 roku Podróży po Sycylii i Malcie Patricka Brydone’a (wyd. oryg. 1773) – podróż sycylijska Goethego, przez całą drogę nieustannie prowadzącego badania naukowe i jednocześnie czytającego Odyseję, który to epos stał się dla niego w tej podróży „żywym słowem”[przypis]Johann W. Goethe, Podróż włoska, tłum. przyp. i posłowie H. Krzeczkowski, Warszawa 1980, s. 285.[/przypis]. Goethe zwracał uwagę na kontrast pomiędzy znaczeniem greckich kolonii na Sycylii w okresie rozkwitu Wielkiej Grecji a obserwowaną przez niego współczesną nędzą i upadkiem. Nie postrzegał Sycylii jako części Europy, kojarząc ją raczej z Afryką i Azją. Drugą rzeczą, jaką odnotował, był kontrast pomiędzy wspaniałą przyrodą Południa a niechlujnością i niegospodarnością mieszkańców wyspy. Określał Sycylię z zachwytem jako „królową wysp” i „raj”[przypis]Tamże, s. 207.[/przypis] – urzekły go zwłaszcza okolice Palermo, czyli wznosząca się nad nim Monte Pellegrino i otaczające je baśniowe ogrody, klasztor św. Rozalii i Monreale. Ogromnie przygnębiające wrażenie zrobił na nim widok Messyny, zniszczonej w ciągu kilku minut w 1783 roku przez trzęsienie ziemi, w wyniku którego zginęło 12 tysięcy osób. Swoją wyprawę na Sycylię podsumował w dzienniku bez entuzjazmu: „Właściwie nie widzieliśmy nic poza całkowicie daremnymi próbami ludzkości przeciwstawienia się gwałtom natury, urągliwym kaprysom czasu i własnej złości, ryjącej przepaść nienawiści między ludźmi”[przypis]Tamże, s. 277.[/przypis].

W Neapolu Goethe pisał, że „miota się” pomiędzy Naturą a Historią. Zapewne pamiętał o tym Mickiewicz, który – zgodnie z relacją Odyńca – natychmiast po przybyciu do Neapolu oświadczył, że „ponieważ tu jest królową Natura, nie Sztuka, więc i my powinniśmy najprzód adorować pierwszą”[przypis]Antoni E. Odyniec, Listy z podróży, Warszawa 1961, t. 2, s. 18.[/przypis]. Na okolice Neapolu złożyły się dla nich nie tylko ruiny Pompei i Herculanum oraz grób Wergiliusza, ale całe otoczenie: malownicze wyspy, osobliwości przyrody (grota Posilippo, jezioro Agnano, które zgodnie z ich ówczesną wiedzą wytrysnęło podczas wybuchu wulkanu i zatopiło starożytną osadę, jak w Mickiewiczowskiej Świtezi[przypis]Tak o jeziorze Agnano pisze Antoni E. Odyniec w tomie 4 Listów z podróży, Warszawa 1876, na s. 62–63; w rzeczywistości jezioro powstało w kraterze niedużego wulkanu, a na południowym brzegu, po osuszeniu, odkryto pozostałości rzymskiego budynku i kilka rzeźb.[/przypis], czy Monte Nuovo, która wyrosła nagle podczas trzęsienia ziemi w 1538) oraz – przede wszystkim – królujący nad miastem i budzący „świętą bojaźń” Wezuwiusz. U Odyńca w opisach tych wycieczek pobrzmiewa fascynacja groźnymi mocami natury, zachwyt krajobrazem Południa oraz wszystkimi urokami południowego życia, które tak dobrze docenić według niego umieli neapolitańscy lazzaroni, bezwiednie wcielający w życie zasady filozofii Epikura.

[caption id="attachment_1193" align="alignnone" width="893"] Sycylia - widok Palermo[/caption]

Na Sycylię Mickiewicz wyruszył z Neapolu samotnie 15 maja. Według relacji Odyńca właściwie jej nie zobaczył, ponieważ chmura popiołów z Etny zasłoniła wtedy cały widok wyspy. W liście do Franciszka Malewskiego Mickiewicz donosił, że podczas swego pobytu na Sycylii przebył dwa trzęsienia ziemi, których jednak, jak sam twierdził, nawet nie odczuł. Swój list z 27 czerwca kończył w tonie żartobliwym i lekceważącym wobec swych doświadczeń: „Urwałem w górach gałązkę pieprzu, ażeby potem powiedzieć w Litwie, że mię los zapędził tam, gdzie pieprz rośnie”[przypis]Adam Mickiewicz, Listy. Część druga: 1830–1841, w: tegoż, Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. XV, oprac. M. Dernałowicz, E. Jaworska, M. Zielińska, Warszawa 2003, s. 49.[/przypis], wspominał tam także o „brudach neapolitańskich i sycylijskich”[przypis]Tamże.[/przypis], a do Ignacego Domeyki napisał wręcz, że „nie [chce go] nudzić opisem [swojej] wycieczki do Sycylii”[przypis]Tamże, s. 46.[/przypis]. Ten deprecjonujący stosunek do sycylijskiej podróży znalazł wyraz w opisie przygód Hrabiego pod Birbante-rokka (Pan Tadeusz, ks. V, VIII, IX, X), gdzie Sycylia jest tylko bliżej nieokreślonym egzotycznym tłem awanturniczej akcji. Z opisu przebijają echa sarmackiej niechęci i lekceważenia wobec krajów egzotycznych oraz echa opisów podróży spod znaku Byrona, co kontrastuje z grozą, jaką odczuwał Mickiewicz wobec kraterów Wezuwiusza i Etny – prawdziwych celów jego południowowłoskiej podróży.

W kilka dni po powrocie z Sycylii Mickiewicz napisze parafrazę Goethego Pieśni Mignon (Kennst du das Land?), czyli wiersz Do H***. Wezwanie do Neapolu. Opisywany w wierszu krajobraz Południa jest właściwy tak Neapolowi, jak Sycylii, co pozwala łączyć powstanie wiersza nie tylko z tym pierwszym. Za Goethem Mickiewicz nazywa włoskie południe rajem, ale raj ten naznaczony jest brakiem, ewokuje zatem uczucie smutku. Choć więc Mickiewicz przejmuje rozpowszechnione w romantyzmie estetyczne rozróżnienie na krajobraz Południa i Północy wraz z właściwymi im odmiennymi filozofiami życia, jego przeżycie Południa związane jest z melancholią, która jeszcze mocniej będzie słyszalna u Krasińskiego, a dużo później – u Iwaszkiewicza, który sformułował na Sycylii swoje poczucie obowiązku Północy: „Wszystko, co tam na północy jest prawdą i cierpieniem, jest twoim domem, twoją nieprzemijającą rzeczywistością…” – pisał w Książce o Sycylii[przypis]Jarosław Iwaszkiewicz, Książka o Sycylii, Warszawa 2000, s. 122, por. także s. 167.[/przypis].

Krasiński zwiedza na Sycylii jedynie Messynę i Palermo. Podobnie jak Goethe, określa ją jako raj, ale raj „bez mego anioła”[przypis]Zygmunt Krasiński, Listy do Delfiny Potockiej, opr. i wstęp Z. Sudolski, Warszawa 1975, t. 1, s. 60.[/przypis]. Na Sycylii najbardziej pociągają Krasińskiego ślady obecności arabskiej. Odnotowuje piękno kościoła Madonna della Catena w Messynie, który jawi mu się jako „powieść z tysiąca i jednej nocy w kamień przekuta”[przypis]Tamże, s. 56.[/przypis]; zachwyca go willa kalifów nad Palermo, Zisa, i arabskie krużganki katedry w Monreale. Krasiński postrzega Sycylię jako obszar pograniczny, hybrydę: kultura nie jest tu według niego wyraźnie oddzielona od natury, lecz płynnie w nią przechodzi. Krajobrazy europejskie, przypominające Szwajcarię, stykają się tu z krajobrazami pustynnymi i wulkanicznymi. Kontrast ten najbardziej uderza go w czasie wspinaczki do grobu św. Rozalii, gdzie z pustynnego, wulkanicznego zbocza rozciągają się widoki na „raj” u jego stóp, czyli Conca d’Oro. Europa przechodzi tu według niego w Afrykę. Ludność jest mniej cywilizowana, ale dzięki temu bardziej witalna. Mieszkańców Afryki przypominają mu zwłaszcza zniszczone słońcem, przedwcześnie postarzałe sycylijskie kobiety. Krasiński przeciwstawia w duchu Rousseau ludność Sycylii ludności krajów Europy zachodniej. Oto sycylijscy żebracy, „choć głód czują, wierzą jeszcze w życie, wierzą, że nie dadzą im umrzeć inni ludzie. Tu zarobek i przemysł nie stał się jeszcze jedynym prawem życia […] Taka jest różnica między naturą a kupiecką cywilizacją – w pierwszej jest nieporządek, chaos, niepokój, ale zarazem jest życie – w drugiej porządek, rozum, rozgraniczenie i opisanie wszystkiego, ale zarazem egoizm i śmierć bliska”[przypis]Tamże, s. 48.[/przypis].

[caption id="attachment_1192" align="alignnone" width="893"] Sycylia - widok Messyny[/caption]
</document>
<document nplp_id="204" title="Bruksela" slug="bruksela">Jej szczególne znaczenie dla Polaków rozpoczyna się w roku 1830, roku rewolucji belgijskiej, choć już 15 lat wcześniej bitwa przegrana przez Napoleona w podbrukselskim Waterloo inicjowała kolejną serię polskich rozczarowań, związanych z porządkiem pokongresowej Europy. Jednak rok 1830 bezpośrednio związał losy Brukseli i Warszawy w geście Winkelriedowym – polski Listopad ściągnął bowiem na siebie uwagę mocarstw Świętego Przymierza, chroniąc rodzącą się wolność Belgów m.in. przed interwencją wojskową cara Mikołaja I. Niepodległość Belgii proklamowano 4 października 1830 – zaledwie miesiąc przed „nocą listopadową” - w wyniku reperkusji rewolucji lipcowej i powstania, zmierzającego do wyswobodzenia kraju spod wypływów dynastii holenderskiej oraz wyroków Kongresu Wiedeńskiego.

Bruksela była więc przede wszystkim drugim po Paryżu „miastem republikanckim”, naturalnym miejscem emigracji dla polskich powstańców, zwłaszcza tych, którzy – jak Joachim Lelewel – zostali wydaleni z Francji i rozczarowali się do niej. Po zdradzie „doktrynerów”, a więc rządu Ludwika Filipa w opinii emigracyjnych Polaków odchodzącego od ideałów rewolucyjnych i solidarności z walczącymi o wolność ludami, zwłaszcza z Polską, Brukselę odbierano jako miasto „wyrozumialsze”. Tym różniła się też ona od Paryża, że przyciągała raczej demokratyczne odłamy emigracji, podczas gdy stolica Francji należała do „panków”, arystokratów. W dziejach Wielkiej Emigracji nie stała się jednak opozycją ani dla Paryża, ani dla Londynu, gdzie miało swoją siedzibę Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Dzięki obecności Lelewela była Bruksela w latach 1842–1846 sceną jednej z prób konsolidacji polistopadowego wychodźstwa, tutaj miało swoją siedzibę Zjednoczenie Emigracji Polskiej. Po Wiośnie Ludów, kiedy rozgoryczony Lelewel wycofał się z życia publicznego emigracji, a na scenie politycznej pozostały tylko dwie siły: TPD i zwolennicy Czartoryskiego, „wyosobnienie” (patrz niżej) Polaków w Brukseli jeszcze się pogłębiło. W tym czasie jednak, wraz z falą reakcji po rewolucji lipcowej, miasto nabierało znaczenia międzynarodowego ośrodka uchodźców politycznych (gościł tu m.in. Viktor Hugo, Charles Baudelaire, Aleksander Dumas oraz Karol Marks i Fryderyk Engels), a w okresie poprzedzającym Wiosnę Ludów – stolicy ruchu komunistycznego. Tę względnie liberalną atmosferę zawdzięczała Bruksela z jednej strony młodości państwa belgijskiego, z drugiej zaś szybko postępującej industrializacji i tworzeniu się silnych środowisk robotniczych. Spośród Polaków mieszkających w Brukseli dłużej czy też zatrzymujących się tu po drodze do „kąpieli morskich” (przeważnie Ostendy) na pierwszym miejscu trzeba wymienić wspomnianego już Joachima Lelewela, który przeżył w tym mieście prawie 30 lat i stał się „jedną z osobliwości brukselskich”, następnie jego ideowego przeciwnika, „Napoleonidę polskiego” i Naczelnego Wodza powstania listopadowego – gen. Jana Skrzyneckiego, uczestnika partyzantki Józefa Zaliwskiego – hr. Wincentego Tyszkiewicza, powstańca i legendarnego emisariusza – Szymona Konarskiego, także Lucjana Siemieńskiego, Andrzeja Towiańskiego, Cypriana Kamila Norwida, przejazdem był tu i Mickiewicz. Z perspektywy przebywającego w Brukseli polskiego emigranta szacowne miasto Bruegla Starszego i flamandzkich kamieniczek jak w soczewce skupiało procesy polityczne i cywilizacyjne Europy połowy XIX stulecia: ruchy wolnościowe i narodotwórcze, narodziny kapitalizmu i przemysłu, postępującą instytucjonalizację nauki, wzrost roli dziennikarstwa (i kolei, ponieważ pierwsze pociągi swój bieg rozpoczynały właśnie w Brukseli), migracje.

Lelewel, wydalony z Paryża i Francji jako dokuczliwy dysydent polityczny, podróżował do Brukseli przeważnie pieszo i z drogi (Tours – Vendôme – Chartres – Rouen – Neufchâtel – Abbeville – Arras – Lille – Bruksela ) relacjonował swój „tur” w obszernych listach do przyjaciół: mijane miasta, pogawędki z napotkanymi ludźmi, ciekawostki naukowe, projekty kolejnych odezw. Jako słynny europejski uczony i polski wygnaniec ku utrapieniu władz francuskich wzbudzał sensację: rozdawał autografy i druki o Polsce, był podejmowany bankietami, w rozmowach uprawiał „apostolat” sprawy polskiej – wyraźnie kontynuował w ten sposób przemarsz powstańców listopadowych przez Europę z 1831 roku. Odbył symboliczną odyseję, bo w stolicy Belgii zatrzymał się pod znamiennym adresem – w domu nad gospodą „Estaminet de Varsovie” (rue de Chêne 26, nieopodal słynnego posążka „siusiającego chłopca”). W Brukseli mieszkał w skrajnej biedzie przez niemal 30 lat, został z niej wywieziony (niektórzy uważają, że porwany) w zaawansowanej chorobie w roku 1861, koleją, do wygodnego szpitala w Paryżu, gdzie po kilku dniach zmarł.

Mimo że w stolicy „Belgium” napisał z górą tysiąc listów, dziesiątki odezw i przemówień, nie poświęcił w nich zbyt wiele miejsca Brukseli, na ogół ograniczał się do krótkich uwag, czasami niechętnych („Bruksela jest wielki alembik piwa na urynę”[przypis]Joachim Lelewel, Listy do rodzeństwa pisane, t. II, Poznań 1879, s. 42.[/przypis]). Tak jakby jego pisarskie doświadczenie emigracji – zwłaszcza to komunikowane rodakom – miało mieć charakter eksterytorialny, co nietrudno zrozumieć: w istocie bowiem dotkliwie odczuwał zależność od miejscowej jurysdykcji i policji. Inaczej było z istnieniem Lelewela w przestrzeni publicznej miasta, z której sprawę zdają jego mowy, wygłaszane podczas różnych, polskich i międzynarodowych, „obchodów”. Lelewel często organizował je i przez długie lata im prezydował, natomiast władze miasta udostępniały wówczas Polakom najbardziej reprezentacyjne sale w brukselskim ratuszu. Charakter tych uroczystości, zwłaszcza kolejnych rocznic 29 listopada, oraz obecność Belgów (polityków, inteligentów, robotników) narzucały przemówieniom konwencję polsko-belgijskiej paraleli, przy czym były to częściej porównania historyczne niż geograficzne czy topograficzne. Bruksela odgrywała w nich rolę miejsca wprawdzie znaczącego, w którym dokonuje się przywołania i porównania dziejów, losu Polski i Belgii, lecz zindywidualizowanego na tyle tylko, na ile pozwala retoryka okolicznościowego wystąpienia. Sprowadzenie miasta do kilku stałych topograficznych współgra być może z Lelewela egzystencjalnym odczuciem belgijskiego etapu wygnania, w którym powtarza się przeświadczenie o byciu „zizolowanym” i „jak na pustyni”; ten ostatni obraz powraca też w odezwach pisanych w imieniu „Polaków w Bruxelli”: „[…] ile od braci naszych wyosobnieni jesteśmy i kiedyśmy się po razy kilka do braci naszych odzywali, to jak z pustyni jakiej, aby się w razie potrzeby znaleźć”[przypis]Stowarzyszeni Polacy w Bruxelli do emigracji polskiej, w: Joachim Lelewel, Polska, dzieje i rzeczy jej, t. XX: Mowy i pisma polityczne, Poznań 1863, s. 230.[/przypis]. Jednak wiadomo, że Bruksela była dla ówczesnych Polaków wyrazistym punktem na mapie, miastem Lelewela, którego wedle zwyczaju należało odwiedzić i nietrudno go było tam znaleźć: „Ktokolwiek jadący za granicę zawadził o Brukselę i pierwszego lepszego przechodnia w bluzie zapytał o Lelewela, odpowiadał, że go zna i prowadził w ciasną uliczkę dolnego miasta”. Lelewel zajęty rytownictwem, pracą naukową, odwiedzinami – jak świadczy przywołany tu Siemieński – w mieście niechętnie bywał: „W licznych towarzystwach, lub spacerującego nigdyś nie spotkał, chyba gdy małym kłusem w bluzie i kaszkieciku biegł do kawiarni dla przeczytania dzienników i na partię szachów…”[przypis]Lucjan Siemieński, Portrety literackie, Poznań 1865, s. 451 i 452.[/przypis]. Prócz oficjalnych uroczystości patriotycznych pojawiał się przeważnie w domach swoich znajomych, polskich i belgijskich, trzymał do chrztu ich dzieci, jadał obiady, wymieniał się nowinkami towarzyskimi.

Przybywszy latem 1833 roku, mimo że Bruksela przywitała słynnego Polaka fetą na jego cześć, żył bardziej sprawami warszawskimi i krajowymi niż nowym miejscem. Właśnie klęską zakończyła się wyprawa Zaliwskiego, a przybyli do Brukseli jej emisariusze donosili, że „lud wiejski oziębły” na myśl o kolejnym zrywie. Brak perspektyw na czynną akcję w kraju, a także na powrót do Paryża, już jesienią 1833 roku kierują uwagę Lelewela ku Belgii i wcale licznej tu polskiej kolonii: „Tu w Brukseli trudno naszych policzyć, a liczba wzrasta”[przypis]List do Walentego Zwierkowskiego w Nancy, Bruksela 29 IX 1833, w: Joachim Lelewel, Listy emigracyjne, wyd. i wstęp H. Więckowska, t. I (1832–1835), Kraków 1948, s, 199.[/przypis]. Kraj i miasto nie wydają się Lelewelowi sympatyczne, zwłaszcza po przygodzie z paszportem – gdy nie zabrał go na pieszą wyprawę naukową po okolicy, został w podbrukselskim miasteczku Assche zatrzymany, przeszukany i posądzony o podszywanie się pod „tego sławnego prezesa [Komitetu Polskiego]”[przypis]Joachim Lelewel, Głupota i dobroduszność czyli przygoda pieszego literata, w: tegoż, Dzieła, t. I, s. 395.[/przypis]. Zirytowany niestabilnością własnej sytuacji pisze: „Dotąd innego [niż „Estaminet de Varsovie] adresu wskazać nie umiem, a w moim tu siedlisku i zimno i drogo. Trudno mi dotąd adres zmienić dla głupkowatości belgom [!] właściwej. Piwo tu i faro, musi to na nich działać. Ociężałego umysłu, ciekawe a głupowate, étourdi przy ruchawości i pozornej żywości odrętwiałe i bez czułości, bez czucia. Próbką tego moje zdarzenie w Assche”[przypis]List do Waleriana Pietkiewicza w Tours, Bruksela 16 X 1833, w: Joachim Lelewel, Listy emigracyjne, t. I, s. 203.[/przypis]. Zrazu znajduje Lelewel życzliwe przyjęcie wśród belgijskich demokratów i liberałów, w kręgach władzy i dworu, a król Leopold I ma zwyczaj witać się z nim osobiście. Polacy zyskują wpływy w jednej z gazet brukselskich („La Voix du Peuple” – Głos ludu), która staje się trybuną polskiej sprawy. Nawet w tym okresie względnej stabilizacji w korespondencji nie wyzbywa się Lelewel kąśliwości w stosunku do Belgów: „Miasto to [Gand, Gandawa] większe od Brukseli jest arcyrepublikańskie, ale równie jak Bruksela nie śmie wymówić imienia republiki. Belgowie wszyscy są arcyrepublikanie, bo po całych nocach opajają się piwem, a potem przed swoim patronem Manequinem libację odprawują”[przypis]Tamże, s. 209.[/przypis]. Jest charakterystyczne, że symbol Brukseli – „Manneken pis” („siusiający chłopiec”), został tu przez Lelewela skojarzony nie z legendą o ocaleniu miasta, lecz piwną kulturą Belgów, zupełnie mu obcą (sam pijał raczej wino i wódkę), tak jak ich mieszczańskie tradycje. Republikanizm Brukselczyków, mimo przyjaźni z wieloma tamtejszymi demokratami oraz ich udziału w obchodach polskich rocznic, wydawał się Lelewelowi powierzchowny. Tym chętniej przeciwstawiał mieszczańskiej Brukseli swoją autolegendę – „polskiego Demostenesa”, „Jezuska litewskiego” – której znakami rozpoznawczymi była robociarska bluza, skrajne ubóstwo, mordercza pracowitość i ostentacyjna niezależność materialno-duchowa. Zmuszał w ten sposób otoczenie (zaprzyjaźnionych Belgów, emigrantów, rodaków z kraju, rodzinę) do przemyślnej gry o zaspokojenie jego elementarnych potrzeb, np. ogrzania pokoju w zimie, co trzeba było czynić podstępem, z sąsiednich pomieszczeń. Solidaryzując się z robotnikami i ludem, najbardziej intensywnie w bardzo ciężkim dla siebie czasie po rewolucji krakowskiej i zarazem w okresie zbliżenia z Karolem Marksem (pracującym w Brukseli nad Manifestem komunistycznym), zdawał się nie rozumieć, odrzucać ducha industrializacji i kapitalizmu. W liście do brata zostawił wręcz infernalny pejzaż Belgii górniczej: „Byłem w krainie węgla, gdzie go kopią, kraj to czarny i dymny, zakopcony; jednak mimo mnóstwa zabudowań po wszystkich drogach smutne jego wejrzenie. Utrudzone robotniki albo pod ziemią siedzą, albo chowają się jak bandyci w gniazdach niezamieszkalnych, tylko machiny lub węgiel kryjących; obok wzniosłe kominy dla machin i ziemnych otworów, aby dawały powietrze, sterczą jakby po jakim pogorzelisku”[przypis]Joachim Lelewel, List do brata Jana, Bruksela, 21 października 1838 r., w: tegoż, Listy do rodzeństwa pisane, t. II, Poznań 1879, s. 119 (list XL).[/przypis]. Znał też inną Belgię, feudalną i średniowieczną, przebywał w sielskiej gościnie w zamku Mielmont koło Namur u zaprzyjaźnionego Alexandre’a Gendebiena oraz w innym, pod Waterloo – ale nie wspominał przy tej okazji o Napoleonie, lecz o polowaniach na kurki wodne i „przyjacielskich bankietach przy wędce i butelce”.
</document>
<document nplp_id="207" title="Petersburg – miejsca" slug="petersburg-miejsca">ALEJA NEWSKA (NIÉWSKIJ PROSPIÉKT)
To jedna z najbardziej znanych ulic świata, jak nie przymierzając Pola Elizejskie, symbol miasta, które umościło się po obu jej stronach. Wszakże na początku (kiedy „szatany” – jak to ujął Mickiewicz – zaczęły krzątać się około zakładania miasta na bagnach) była to po prostu przesieka, czyli droga wyrąbana w lesie. I tu pierwsza osobliwość: na obu jej krańcach – a prowadzi przez 4,5 km – można wpaść do tej samej rzeki, Newy, która niczym jakiś wąż owija się wokół centrum, co gołym okiem widać na każdym planie. Stąd nazwa, choć przede wszystkim podkreśla się patronat Aleksandra Newskiego, którego ławra (zespół świątynno-klasztorny) znajduje się z jednej strony. Wszakże plaga przemianowywania – jedna z plag dręczących to miasto – nie ominęła i tej alei. Przejściowo (1924 – 1944) nosiła ona nazwę 25-go Października, jako że według starego stylu to wtedy rozpoczął się przewrót 1917 roku.
Można po niej nie chodzić, można jej nie ufać, ale nie sposób zlekceważyć. Paradował po niej Puszkin, zdumiewał się nią w 1839 roku markiz de Custine („Ulice Petersburga dziwnie przedstawiają się oczom Francuza”), przebiegał ją Gogol, a jednocześnie kilka razy dziennie przecinał ją – dwoma susami z pewnością – Adam Mickiewicz.

To zdumiewające, w jak identyczny sposób patrzyli i opisywali tę aleję ci dwaj ostatni: największy polski romantyk i enfant terrible rosyjskiego romantyzmu. W 1832 roku ukazało się słynne opowiadanie Gogola Prospekt Newski, w tym samym roku ujrzała światło dzienne III część Dziadów, z Ustępem zawierającym Petersburg – gdzie główna aleja miasta i jego mieszkańcy opisani są dokładnie tak samo („chodem żuka”, „jak osy”, „pstre motyle”, „jako skorpijony” itp.). Kazimierz Wyka twierdził, że zoologiczne porównania służą w Ustępie „ekspresji pogardy i nienawiści”, zaś co do Gogola – to każdą próbę interpretacji utrąca on tym swoim: „O, nie wierzcie Newskiemu Prospektowi! [...] Newski Prospekt kłamie o każdej porze, najbardziej jednak wówczas, kiedy noc spowije go w swe gęste zwoje i zaciemni białe i kremowe mury domów, kiedy całe miasto zamienia się w grzmot i blask, kiedy krocie karet pędzą z mostów, hajducy wrzeszczą i podskakują na koniach, kiedy sam demon zapala światła po to jedynie, by ukazać wszystko w kształtach nieprawdziwych.”
To prawda, wszakże Mickiewicz idąc „na przełaj” z ulicy Wielkiej Mieszczańskiej na ulicę Włoską, do pań Szymanowskich, musiał przecinać Aleję Newską mniej więcej na wysokości kościoła świętej Katarzyny Aleksandryjskiej, dokąd demony raczej nie miały przystępu.
Ten kościół to ważne miejsce dla polonii petersburskiej – do dziś.

Jest to najstarsza świątynia katolicka w dawnej stolicy Rosji, bardzo silnie związana z Polakami, którzy od końca XVIII w. tworzyli tu stale powiększającą się kolonię. Razem z Włochami, Francuzami i Niemcami stanowili pierwszą wspólnotę katolicką i to dzięki ich staraniom kościół został wybudowany. Projektował go Francuz – Vallin de Lamothe. Kamień węgielny położono w 1763 r., budowa trwała z przerwami 20 lat. Kościół konsekrowano w 1783 r. Parafia obejmowała cały Petersburg i rozciągała się z jednej strony Newy do granicy szwedzkiej, a z drugiej – do jeziora Ładoga i Nowgorodu. Początkowo był to kościół wielonarodowościowy, wszakże kiedy z czasem powstały w mieście kolejne świątynie katolickie, tu zaczęli przeważać duchowni polscy, a i polska społeczność parafialna okazała się najliczniejsza. Panie Szymanowskie były gorliwymi parafiankami; Helena Szymanowska skrupulatnie odnotowuje to w swoim Dzienniku. Tutaj też, w styczniu 1832 roku miał miejsce jej ślub z Franciszkiem Malewskim.
W podziemiach kościoła, w wydzielonej niewielkiej krypcie przez 140 lat spoczywały doczesne szczątki ostatniego króla polskiego, który zmarł w 1798 roku. „Ciało jego do grobu z wielką wystawą odprowadzał sam cesarz Paweł” (St. Morawski: W Peterburku). Prostokątny otwór wybity w posadzce kościoła został przykryty kamienną tablicą z łacińską inskrypcją. Oto jej tłumaczenie: „Stanisław August / Król Polski / Wielki Książę Litewski / wymowny przykład zmienności doli / pomyślną rozumnie / przeciwną mężnie znosił / zmarł w Petersburgu 1 lutego 1798 / w 66 roku życia / Paweł I Samowładca / i cesarz Wszech Rosji / przyjacielowi i gościowi / położył” (R. Hankowska: Kościół św. Katarzyny w Sankt-Petersburgu). Dalsze losy i prochów króla i samego kościoła są już nie-romantyczne, choć bardzo dramatyczne, ale to zupełnie inna historia.
ULICA WIELKA MIESZCZAŃSKA
(BOLSZÁJA MIESZCZÁNSKAJA ÚLICA)
Jedna z najstarszych ulic w mieście. Wytyczono ją już w 1710 roku, kiedy to zaczęto sprowadzać („przesiedlać”) z centrum Rosji rzemieślników do budowy Admiralicji. Rychło powstało tu osiedle, złożone z biur oraz rozmaitych warsztatów, obsługujących doki i okolice. Od początku była to więc dzielnica ludzi ciężko zarabiających na swój chleb. A nazwano ją najpierw Narodzenia Najświętszej Marii Panny – od maleńkiego kamiennego kościółka pod tymże wezwaniem (który rozebrano, gdy na horyzoncie pojawiła się budowa Katedry Kazańskiej). W drugiej połowie XVIII wieku nazwano ją – zgodnie ze statusem zamieszkujących ją ludzi – Mieszczańską (a nawet Wielką Mieszczańską), a sto lat później – Kazańską. W 1923 roku – w ramach przemianowywania miasta – dostała za patrona Gieorgija Walentinowicza Plechanowa, jednego z głównych teoretyków marksizmu, a też i przywódców mienszewików. W 1998 roku na tabliczkach znów pojawiła się nazwa: Kazańska. Nawet jak na Petersburg to dużo.
To brzydka ulica, chciałoby się powiedzieć: ciężka. Wąwóz czynszowych domów, z zamkniętą perspektywą na obu krańcach. Drzew nie ma – i chyba nigdy nie było, w przeciwieństwie do błota. Obecnie jest niemiłosiernie wyasfaltowana.

Ale to tu, w domu znanego karetnika Jochima, pod numerem 21 wedle ówczesnej numeracji, mieszkał przez ostatni rok swego pobytu w Rosji (a miał być bezterminowy) Adam Mickiewicz. Skądinąd znał tę ulicę – zatrzymał się tu zaraz po przyjeździe do Petersburga, jesienią 1824, w domu niejakiego Warwaryna. Ale wkrótce wyjechał do Odessy. W 1955 roku, dla uczczenia setnej rocznicy śmierci syna podbitego narodu władze miejskie Leningradu powiesiły skromną tablicę informującą w języku rosyjskim, że w tym domu, od kwietnia (starego stylu) 1828 do maja 1829 mieszkał wielki polski poeta Adam Mickiewicz. (Nawiasem mówiąc, wedle umów międzynarodowych, taki napis powinien być dwujęzyczny.) Trudno wyczuć, gdzie znajdowała się kwatera Mickiewicza; dom jest obszerny by tak rzec „w głąb”, ma oficyny i amfiladowe podwórza, bardzo typowy petersburski dom. Mickiewicz spędzał tam niewiele czasu, zajęty korektami i życiem towarzyskim, wszakże dzięki kolejnemu lokatorowi karetnika wiemy dokładnie, co tam się działo. Bo oto w grudniu 1828 r. instaluje się na poddaszu chudy literat z Ukrainy, który przyjechał tu na podbój miasta i świata. To niespełna dwudziestoletni wówczas Mikołaj Gogol, syn Wasilija. W liście do matki opisał to miejsce tak: „W domu, gdzie jest i moja kwatera, można znaleźć dwóch krawców, jedną modystkę, szewca, pończosznika, warsztat ślusarski, gdzie naprawiają różne różności, dekatyzera i farbiarza w jednej osobie, kramik ze słodyczami, sklep z mydłem i powidłem, przechowalnię odzieży zimowej, trafikę i wreszcie koncesjonowaną położną”. W opowiadaniu Nos ulica Wielka Mieszczańska przedstawiona jest jako przybytek „sklepików tytoniowych i kramów, rzemieślników Niemców i fińskich nimf”, zaś do krawca z Płaszcza szło się po schodach „gruntownie wymoszczonych pomyjami i wodą oraz przesiąkniętych na wskroś tym zapachem gorzelnianym, co gryzie oczy i jest, jak wiadomo, nieodłączny od wszystkich schodów kuchennych w kamienicach petersburskich”. Mickiewicz wracał tu późną nocą od pań Szymanowskich z samego centrum, z rzęsiście oświetlonego Placu Michajłowskiego (dziś Plac Sztuk), gdzie mieszkały w sąsiedztwie nowiuteńkiego wówczas pałacu wielkiego księcia Michała Pawłowicza. Stąd dość niespodziewanie odjechał w świat. Tamten z poddasza chyba mu bardzo zazdrościł. Tyle o tym adresie.

P. S. W ramach obchodów dwusetnej rocznicy urodzin Wieszcza, w 1998 roku, naprzeciwko kamienicy Jochima z tablicą z 1955 miał stanąć pierwszy pomnik Poety. Ojcowie miasta umyślili coś z ławeczką i latarenkami w ramach „petersburskiego charme’u”. Na szczęście uniemożliwiła to pewna studzienka. Ostatecznie skromne popiersie, wzorowane na pracy Davida d’Angers stanęło (całkowicie polskim kosztem) w Zaułku Hrabiowskim (Gráfskij Pierieúłok), przy wejściu do szkoły nr 216 z rozszerzonym nauczaniem języka polskiego. „My z Niego wszyscy. Adamowi Mickiewiczowi w dwusetną rocznicę urodzin Rodacy A. D. 1998” – głosi dwujęzyczny napis na cokole. To dobre miejsce. Zimą uczniowie pewnie obrzucają go śnieżkami, ale za to co wieczór o szóstej biją dzwony pobliskiej cerkwi Matki Bożej Włodzimierskiej, tak podobnej do Częstochowskiej.
A Zaułek Hrabiowski to całkiem spora ulica, wytyczona w XVIII w. w obrębie posiadłości hrabiego Hołowińskiego, co do którego bliższych danych brak. W 1923 roku zaułek stał się Proletariacki, a w 1964 dostał za patronkę Marię Uljanową, siostrę Włodzimierza Uljanowa. Do 1991 r.
PLAC SIENNY (SIENNÁJA PŁÓSZCZAD’)
Plac ten powstał w 1737 roku, kiedy to na bagnistym skrawku ziemi, leżącym od północnego zachodu wielkiego traktu, nazwanego później Aleją Newską, wyrąbano nieliczne drzewa i wytrzebiono zarośla, by umożliwić handel sianem, słomą i drewnem na potrzeby szybko rozwijającego się miasta. Rychło też handlowa oferta placu rozszerzyła się w nieskończoność – można tu było kupić, sprzedać, zamienić i zwędzić dosłownie wszystko. W szopach, na straganach, z pudeł zawieszonych na szyi, czy po prostu „z ręki”. Przez półtora stulecia tu był brzuch miasta. Nie mówiąc o rozlicznych garkuchniach, traktierniach i szynkach. Do końca lat 80-tych XIX wieku słynną specjalnością rynku na Placu Siennym była gigantyczna jadłodajnia pod gołym niebem. Tu stołowali się i handlarze i ich klienci oraz przyjezdni robotnicy sezonowi. Dzięki temu był to świetnie funkcjonujący punkt zborny, centrum informacji i giełda pracy. Kres temu położyła gwałtowna industrializacja i modernizacja Petersburga w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku. To też inna historia.
We czwartek 31 lipca 1828 roku o szóstej rano panie Szymanowskie wraz z Adamem Mickiewiczem i Franciszkiem Malewskim robiły tu zakupy. Całe to towarzystwo potrafiło bardzo ograniczone środki zamienić w zabawę – losowano karteczki z nazwą niezbędnego produktu. Mickiewiczowi przypadły kartofle. Za pół rubla kupił u niemieckiego kolonisty cały worek.
Trzy lata później, w czerwcu 1831 r. na tym właśnie placu rozgrywały się dantejskie sceny w związku z epidemią cholery. W domu niejakiego Tairowa zamienionym na szpital zakaźny, spanikowani chorzy wyrzucili przez okna na bruk lekarza, felczera i aptekarza z pomocnikami, rozeszły się bowiem plotki, że personel umyślnie zaraża biedaków cholerą, a następnie truje. Właśnie ta fala epidemii zabrała Marię Szymanowską.
Plac Sienny widział niejedno, na przykład hucznie i malowniczo obchodzone Święto Namiotów w czasach, kiedy Żydzi stanowili większość stałych mieszkańców Placu (aż wysiedlono ich w ogóle z miasta, na kresy).
Był też Plac Sienny miejscem publicznych egzekucji, tj. chłosty skazanych za kradzieże i rozboje, oraz zbiegłych chłopów pańszczyźnianych. W 1848 roku powstał wielokrotnie później cytowany wiersz Mikołaja Niekrasowa:

Wczoraj, gdym szedł przez Sienny sam,
Patrzę – kobietę wiodą;
Po chwili knut zaświstał tam –
Chłostano chłopkę młodą.
I żaden krzyk ni jęk, ni płacz,
Tylko świst knuta ostry...
I Muzie powiedziałem: „Patrz
Na kaźń rodzonej siostry!”
(tłum. Leopolda Lewina)

Wreszcie Plac znajduje się w samym centrum świata zbrodni i kary. Dałoby się bardzo dokładnie obrysować na planie tej części miasta ową przestrzeń, po której – niczym w klatce – porusza się Raskolnikow, a wokół niego i inni bohaterowie powieści. Nie mówmy o tym.
TAJEMNICE / OSOBLIWOŚCI
Jedną z największych tajemnic Petersburga są zmarli. Nikomu nie udało się zlokalizować miejsca pochówku pięciu powieszonych 13 lipca 1826 roku dekabrystów. Ich ciała, umieszczone w jednej skrzyni, wywieziono nocą z miasta w nieznanym kierunku. Ta sprawa stała się obsesją wielu – na przykład Puszkina i Anny Achmatowej. Do dziś pojawiają się kolejne koncepcje. Kamień w wodę. Dosłownie jak kamień w wodę spadły też niewątpliwie szczątki jednego z najbardziej wstrząsających bohaterów polskiego romantyzmu, czyli Waleriana Łukasińskiego, po 38 latach więzienia w Twierdzy Szlisselburskiej. Bo na terytorium wyspy-twierdzy nie ma w ogóle cmentarza.
Marię Szymanowską pochowano na peryferyjnym cmentarzu przeznaczonym dla ofiar epidemii cholery; sam ten cmentarz rychło zlikwidowano.
Na cmentarzu Smoleńskim nie udało mi się odnaleźć grobu Józefa Oleszkiewicza – proroka zagłady miasta. Za jego trumną szli pieszo wszyscy Polacy mieszkający wówczas (to rok 1830) w Petersburgu. A to kawał drogi – na Wyspę Wasiljewską.

Zaś co do osobliwości to największą są chyba białe noce – ale tylko dla przyjezdnych (ich światło i atmosfera zdumiewały markiza de Custine’a); rdzenni mieszkańcy miasta, jeśli nie są bohaterami Dostojewskiego, traktują je jako zło konieczne. Panny Szymanowskie z nieodstępnymi kawalerami (Malewski, Mickiewicz, Chodźko, Walenty Wańkowicz etc.) spacerowały między drugą a trzecią w nocy po Wybrzeżu Angielskim, lub też zgoła łódkami po Newie. Sezon białych nocy jest dość długi – od połowy maja do połowy lipca trwa ten osobliwy karnawał. I jak to w karnawale – wszystko jest dozwolone. Najbardziej osobliwym miesiącem w kalendarzu Petersburga jest chyba jednak maj. Panuje wtedy przenikliwe zimno, bo z jeziora Ładoga zaczyna spływać Newą kra. Nic jeszcze nie kwitnie (bez, wielka tu rzadkość – w czerwcu), za to powietrze jest krystalicznie przejrzyste. Całe miasto pachnie wtedy kóriuszką. To taka maleńka smaczna rybka, którą łowi się w maju i sprzedaje masowo na ulicach. Pachnie ona – naprawdę! – świeżymi zielonymi ogórkami.

I to w maju 1829 roku – co trzeba jeszcze do tajemnic włożyć – udało się Mickiewiczowi stąd wyrwać. Bez żalu. A przecież, jak się po latach okaże, tu przeżył swój „gwiezdny czas” (jak mawiają Rosjanie).</document>
<document nplp_id="211" title="Inflanty Polskie" slug="inflanty-polskie">„Najtrudniejszem […] zadaniem dla podróżo-pisarza jest skreślenie trafne fizjognomji kraju pod względem obyczajów jego mieszkańców. Ażeby tego dokazać wypada mu, nie już po bitych traktach, ale raczej po małych wędrując drogach, zwiedzać każdej prowincji zakąty; zbierać w tych kryjówkach narodowej przyrody bystre postrzeżenia; dośledzać obyczaje i zwyczaje, w rozmaitych odcieniach domowego życia, i wtenczas bez żółci i bez pobłażenia, sine ira et studio, wystawić zbiór tych postrzeżeń, w jakim chcąc, byle naturalnym, ożywionym kształcie”.

Kazimierz Bujnicki, Wędrówka po małych drogach 
 

„Prowincja”, którą zaplanował „zwiedzać” pochodzący z Krasławia nad Dźwiną autor Wędrówek po małych drogach, w istocie wydaje się niewielkich rozmiarów. Jej „zakąty i kryjówki” zmieściły się w środkowym biegu rzeki Dźwiny. Tę „małą przestrzeń” – przez historię i geografię Inflantami Polskimi zwaną (na XVIII-wiecznych „kartach” oznaczaną jako Polnish Liffland, o czym świadczy np. „Mapa Królestwa Polskiego”, wydana w Lipsku przez Johanna Georga Schreiberna, czy też jako Livonia Polonica, jak widać na „Mapie Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego” autorstwa Matthäusa Seuttera, znajdujących się obecnie w zbiorach kartograficznych Łotewskiej Biblioteki Narodowej w Rydze), wypełniają na współczesnych mapach dziś już po łotewsku oznaczone punkty. O ich odległej polsko-inflanckiej przeszłości przypominają „ocalałe” fragmenty zachowanych w różnych częściach Europy (głównie Północnej i Środkowo-Wschodniej) archiwaliów. W XIX wieku czytelnik z terenu dawnego Królestwa Polskiego wiedział o nich niewiele więcej niż o egzotycznych wyspach, takich jak Borneo czy Sumatra, jak z przekąsem zauważył Gustaw Manteuffel, autor jedynej, jak dotychczas, monografii Inflant Polskich z 1879 roku. Choć to przecież z tamtych terenów wywodziły się jedne z najistotniejszych dla polskiej kultury rody, np. Weyssenhofowie, Benisławscy, Manteufflowie, Borchowie, Bujniccy czy może przede wszystkim Platerowie, na czele z utrwaloną przez Adama Mickiewicza w Śmierci pułkownika bohaterką powstania listopadowego – Emilią Plater. Zatem, by zbudować legendę do właśnie rysowanej romantycznej mapy naddźwińskiej krainy, bez wątpienia podążać przyjdzie, jak zachęca Bujnicki, „małymi drogami”. Jej poszczególne poziomy wypełnią kolejno trzy ścieżki – (I) historyczna, (II) literacka i (III) topograficzna.

&amp;nbsp;
Ścieżka pierwsza – historia
Przywołana, aczkolwiek współcześnie zapomniana nazwa Inflanty Polskie pojawia się dopiero po pokoju oliwskim (1660), kończącym wojnę szwedzko-polską i zatwierdzającym ostateczny podział dawnych Inflant na część szwedzką (od 1710 r. rosyjską) i polską, czyli tzw. Inflanty Szwedzkie (od 1710 r. I. Rosyjskie) oraz Inflanty Polskie. Granice Inflant Polskich obejmowały teren Łatgalii, krainy położonej w południowo-wschodniej części współczesnej Łotwy, oddzielonej od pozostałych ziem łotewskich nurtem Dźwiny i jej prawego dopływu, Ewikszty (łot. Aiviekste). Ziemie te we wczesnym średniowieczu były zamieszkiwane przez lud Łatgalów, zaliczanych do bałtyckiej grupy językowej. W XI–XII w. południowa Łatgalia stała się obiektem ekspansji prawosławnych książąt ruskich (głównie połockich), którym udało się podbić względnie podporządkować część przylegających do rzeki Dźwiny ziem łatgalskich. Korzystając z dogodnego szlaku, jakim była uchodząca do Bałtyku Dźwina (rejon współczesnej Zatoki Ryskiej), umożliwiająca dotarcie również do Pskowa, a przede wszystkim Smoleńska, w XIII wieku ziemie łatgalskie zaczęli penetrować także przybysze z Europy Zachodniej, od końca wieku XII stopniowo podbijający ziemie inflanckie. Docierali tu zarówno kupcy z założonej w roku 1201 u ujścia Dźwiny do Bałtyku Rygi, jak i rycerze założonego na początku XIII wieku Zakonu Kawalerów Mieczowych, który w 1237 roku połączył się z tworzącym właśnie swoje władztwo w Prusach Zakonem Niemieckim, zwanym także Krzyżackim. Podbój ziem łatgalskich zakończył się ostatecznie dopiero około połowy wieku XIV. Zostały one podzielone między inflanckich Krzyżaków i arcybiskupów ryskich, którzy objęli we władanie obszar północno-zachodni, otaczający klasztor, a później zamek Marienhauz (obecnie łot. Viļaka). Łatgalia była krainą słabo zaludnioną, w dużej części zalesioną i trudno dostępną. Zdecydowanie najlepiej zagospodarowana była jej część południowa, położona bezpośrednio nad Dźwiną. Do schyłku średniowiecza nie powstało tu żadne osiedle posiadające prawa miejskie, a jedynie przy zamkach zakonnych w Dyneburgu (centrum odrębnej komturii zakonnej), Rzeżycy (centrum odrębnego wójtostwa zakonnego) i Lucynie rozwinęły się niewielkie hakelwerki, tj. osiedla łączące funkcje handlowo-rzemieślniczne, jednak bez praw miejskich.

Rosnące od schyłku XV wieku zagrożenie ze strony Wielkiego Księstwa Moskiewskiego oraz rozwijająca się od lat dwudziestych XVI wieku reformacja przyczyniły się do gwałtownej erozji funkcjonujących na terenie Inflant władztw. Atak wojsk moskiewskich na te ziemie w 1558 roku ostatecznie odsłonił ich militarną słabość. Ratując się przed całkowitą katastrofą, ostatni mistrz zakonu inflanckiego Gottard Kettler oraz arcybiskup ryski Wilhelm w roku 1561 oddali swoje ziemie pod opiekę króla Zygmunta Augusta. W 1566 roku Inflanty zostały inkorporowane do Wielkiego Księstwa Litewskiego, a po unii lubelskiej roku 1569 stały się częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Podobny los spotkał również Łatgalię. Już w 1559 roku zamki Marienhauz, Dyneburg, Rzeżyca i Lucyn zostały przekazane stronie litewskiej w zamian za pomoc w walce z Wielkim Księstwem Moskiewskim. U schyłku roku 1566 Dyneburg stał się stolicą odrębnej kasztelanii, obejmującej dawne dobra zakonne na terenie Łatgalii. Po jej wyzwoleniu spod krótkiej okupacji moskiewskiej (1577–1582) przez wojska polsko-litewskie przystąpiono do organizacji tych ziem na bazie postanowień tzw. konstytucji inflanckiej, uchwalonej z inicjatywy króla Stefana Batorego w 1582 roku. Późniejsze Inflanty Polskie znalazły się wówczas w granicach tzw. prezydencji wendeńskiej. W zamkach w Marienhauzie, Dyneburgu, Rzeżycy i Lucynie zasiedli królewscy starostowie, władający resztkami dawnych majątków zakonu inflanckiego. Z polecenia Stefana Batorego osiedle rozwijające się u stóp zrujnowanego zamku dyneburskiego zostało przeniesione w dół biegu Dźwiny i obdarzone mocą przywileju z 26 marca 1582 prawem magdeburskim. Do swoich majątków wróciła część szlachty inflanckiej (m.in. Manteufflowie, Platerowie, Rykowie), duża część dóbr trafiła również w ręce szlachty polskiej (m.in. Benisławskich, Sokołowskich, Szadurskich) i w mniejszym stopniu litewskiej. Cechą charakterystyczną Inflant, w tym i ziem łatgalskich, było to, że zdecydowana większość majątków szlacheckich była dobrami lennymi, dobra dziedziczne były w tym okresie jeszcze bardzo nieliczne.

W 1600 roku konflikt dynastyczny, w jaki uwikłał się król Zygmunt III Waza, przeniósł się do Inflant. Długotrwałe walki ze Szwecją, które przyniosły nie tylko utratę Rygi (1621) oraz większej części zadźwińskich Inflant, ale w dłuższej perspektywie osłabiły również militarny i gospodarczy potencjał całej Rzeczypospolitej, zakończył ostatecznie dopiero pokój w Oliwie zawarty w roku 1660. Po uwolnieniu Łatgalii spod okupacji rosyjskiej (1654/1655–1667) stała się ona jedynym fragmentem Inflant zadźwińskich, pozostałym przy Rzeczypospolitej. Określana mianem „ziemi inflanckiej” lub „księstwa inflanckiego”, w 1677 roku zyskała status odrębnego województwa (podzielonego na 4 trakty: dyneburski, rzeżycki, lucyński i marienhauzki), zorganizowanego w podobny sposób jak pozostałe województwa Rzeczypospolitej. W schyłkowym okresie przynależności Inflant Polskich do państwa polsko-litewskiego wśród miejscowej szlachty dominują Platerowie. Dziedziczą najintratniejszy urząd województwa – starostwo dyneburskie (inflanckie), a po przejściu u schyłku XVII wieku na katolicyzm kilkakrotnie dzierżą również urząd wojewody inflanckiego, zasiadając tym samym w senacie.

Kres przynależności Inflant Polskich do Rzeczypospolitej nadchodzi w 1772 roku wraz z I rozbiorem, kiedy to zostają one przyłączone do Cesarstwa Rosyjskiego. XIX-wieczna kartografia z reguły nie uwzględnia już Inflant Polskich. Jak notuje Gustaw Manteuffel, „z początku otrzymały nazwę «prowincji Dźwińskiej», a od roku 1802-go weszły w skład utworzonej wtedy guberni witebskiej”. Stanisław H. Plater, autor Jeografii wschodniej części Europy z 1825 roku, spośród dawnych czterech traktów (późniejszych ujezdów) Inflant Polskich zalicza do guberni witebskiej trzy: „Dyneburski, Rzeżycki i Lucyński”. Włącza je także do terytorium, tworzącego dawne „prowincye polsko-rossyjskie”. Nazwa Inflanty Polskie, choć nie pojawia się w języku urzędowym, przywoływana jest jednak ciągle w wyobraźni poetyckiej autorów polsko-inflanckiej literatury romantycznej.

&amp;nbsp;
Ścieżka druga – literatura
Cytowany na początku Kazimierz Bujnicki, „nestor Inflant Polskich”, podpisujący się też niekiedy pseudonimem Protazy Trąba, w powieści pt. Pamiętniki księdza Jordana z 1852 roku opisuje m.in. tereny dawnego „traktu Dynaburskiego”, położonego w „Województwie Wendeńskim”: „Wieś nasza była awulsem dóbr zwanych Aul, alias Aulia, nabytych przez Wojewodę w Inflanciech […] Okolica górzysta, obrosła wieczystemi lasy, między któremi rozlewają się większe i mniejsze jeziora, płyną rzeki i wiją się gęsto w różnych kierunkach strumyki, piękna oku, lecz dzika, mało zaludniona a mniej jeszcze uprawna”. W redagowanym przez siebie w latach 1842–1849 w Wilnie czasopiśmie pod nazwą „Rubon” (nawiązującą do starożytnej etymologii rzeki Dźwiny) skupił grupę pisarzy[przypis]Należy dodać, że na łamach „Rubonu” publikowali też autorzy spoza Inflant.[/przypis], pochodzących z jednej „małej” polsko-inflanckiej „prowincji”. Publikujący w nim Józef Plater z Kombula, autor szkicu pt. Rzut oka na Inflanty, przyrównuje ich twórczość do „miodku”, zbieranego z „krajowego kwiecia”: „Kiedy ta mała prowincja, co ją polskiemi Inflantami nazywają, w połączeniu z Biało-rusią, ruszać się zaczyna życiem literackiem, kiedy nie tylko, że książki wydaje, ale nadto, zdobyła się na ów pszczelnik, w którym składając miodek prac swoich, zbierany po krajowem kwieciu, może go innych ziomków swoich gustowi przedstawić”. Owego „miodku” zebrało się w „Rubonie” nawet całkiem sporo. Choć, zachowując cytowaną retorykę Platera, można by rzec, że składany bywał w kilku różnych „pasiekach”. W czasopiśmie pojawiają się wszakże zarówno liczne teksty o typowo sentymentalnym charakterze (np. Gercike Michała Borcha, utwór pt. Na dąb w Inflantach, podpisany inicjałami P.A.), rozbudowane traktaty poetycko-naukowe (np. Dwa słowa o Dźwinie Michała Borcha, O pochodzistości wyrazu Rubo Adama Platera), jak i stricte użytkowe notatki gospodarskie (np. Artezyjskie zdroje, Wyjątki z zielnika ekonomiczno-technicznego Józefa Geralda Wyżyckiego z Rosicy). Nic więc dziwnego, że zaszeregowane zostały w „Rubonie” do trzech odrębnych działów: „Rzeczy poważne”, „Literatura” i „Rzeczy użyteczne”. Na początku XX wieku (w 1912 roku) polsko-inflancki „pszczelnik”, znalazł swoją kontynuację w pracy zbiorowej pt. Z okolic Dźwiny[przypis]Dokładną charakterystykę Księgi podaję w haśle Dźwina niniejszego Atlasu. Piszę tam także o niezwykle istotnym znaczeniu symboliki tej najdłuższej rzeki dawnych Inflant Polskich dla całej polsko-inflanckiej literatury romantycznej.[/przypis]. Na „miodek z krajowego kwiecia” pracują polsko-inflanccy autorzy, publikując swe teksty również poza ramami „Rubonu”. Na przykład Adam Plater, dziedzic Krasławia w powiecie dyneburskim, chwalony nieraz przez Bujnickiego za „tęgość charakteru” i „dowcip satyryczny”, ogłasza samodzielnie drukiem prace m.in.: Rzut oka na skład geognostyczny Inflant (1832), Spis zwierząt ssących, ptaków i ryb krajowych (1852), Opisanie hydrograficzno-statystyczne Dźwiny Zachodniej oraz ryb w niej żyjących (1861). Gustaw Manteuffel – historyk, etnograf i krajoznawca, a zarazem oddany przyjaciel Józefa Ignacego Kraszewskiego[przypis]Te dwie XIX-wieczne osobowości łączy niewątpliwie podobna „romantyczna” postawa.[/przypis], w 100-lecie urodzin Adama Mickiewicza, w Księdze zbiorowej z 1899 roku: Z ziemi pagórków leśnych, z ziemi łąk zielonych, dedykowanej pamięci wieszcza, publikuje gruntowny szkic o Łotewskiej Pieśni Gminnej. Korzysta w nim z pieśni zebranych w Inflantach Polskich (w okolicach Krasławia i Kombuli) przez hrabinę Celinę Plater. Publikowanym znaleziskom nadaje Manteuffel właściwy literaturze romantycznej sentymentalny charakter, porównując je do ulotnych „kropel rosy”: „Większa część piosnek ludowych, z którymi obecnie szersze kółko zamierzamy zapoznać, należy do liczby tak zwanych po łotewsku «upities sanaszas», czyli utworzonych z drobnych nieznaczących przedmiotów, jakie znosi wiosną woda strumyka, a o których jużeśmy we wstępie do niniejszego zarysu coś napomknęli, porównywając je do kropel rosy”. Gustaw Manteuffel Kroplą rosy tytułuje także jeden ze swoich pierwszych utworów, zachowany jedynie w rękopisie z sierpnia 1862 roku. Na trzynastu stronach tej młodzieńczej „impresji” utrwala „małą przestrzeń” swego umiłowanego „drycańskiego ogródka”. Pod koniec XIX wieku w ślady barona Manteuffla i hrabiny Plater podąża także polska etnografka Stefania Ulanowska. Za teren swoich badań wybiera „gminę wielońską, powiatu rzeżyckiego”, czyli administracyjnego spadkobiercę dawnego traktu rzeżyckiego. Odwiedza okolice gminy, której centrum stanowiło wówczas miasteczko Wielony (dzisiejsze Viļāni), dzierżone od schyłku XV wieku przez szereg rodów, m.in. Overlackerów, Offenbergów, Ryków i Manteufflów. Wszędzie skrupulatnie notuje, by później zmieścić w swoim trzytomowym polsko-łatgalskim studium pt. Łotysze Inflant Polskich jak największą kolekcję ludowych „skarbów”, czyli piosnek, pieśni, przysłów albo przymówek, zagadek i łamigłówek. Niektóre teksty przytacza za Gustawem Manteufflem, którego nazywa „jedynym i niepospolitym znawcą łotewszczyzny”. Michał Borch, prócz tekstów drukowanych w „Rubonie”, w 1856 roku publikuje Sny ducha, poetyką oraz sposobem obrazowania nawiązujące do Boskiej komedii Dantego. Romantyczny charakter mają także utwory osadzone na tle wydarzeń powstania styczniowego w Inflantach Polskich, jak na przykład Dramat bez nazwy. Obraz sceniczny w pięciu aktach, na tle wypadków roku 1863 Ludwiki Hipolity Plater z roku 1893. Do tamtych wypadków odwołuje się też Eugeniusz Broel-Plater we wspomnieniowym szkicu pt. Powstanie na Inflantach Polskich i śmierć Leona Platera w 1863 roku z roku 1922. Historyczno-geograficzne zapiski o Inflantach Polskich tworzą w XIX wieku również pisarze spoza tamtych terenów, jak na przykład Edward Chłopicki – w Notatkach z różnoczasowych podróży po kraju (Inflanty, Żmudź, Litwa, Pobereże) z 1863 roku. Fascynacja „małą prowincją” „kraju rozpostartego nad Dźwiną”, mimo upływu czasu doczekała początku XX wieku, czego świadectwem jest niewątpliwie twórczość dwóch znakomitych poetek – pochodzącej z Dyneburga Olgi Daukszty, autorki m.in. tomików Dźwina o zmierzchu, Błękitne inicjały z 1933 roku, oraz Kazimiery Iłłakowiczówny, wychowywanej u Zyberk-Platerów w majątku Bałtyń, niedaleko Krasławia, autorki tomiku Popiół i perły z 1930 roku.

&amp;nbsp;
Ścieżka trzecia – topografia
Ostatnia, topograficzna ścieżka wskazuje na romantycznej mapie Inflant Polskich konkretne miejsca – główne punkty. Ich katalog otwiera Liksna, gdzie w dworze Zyberk-Platerów mieszkała i wychowywała się przez kilka lat Emilia Plater (córka Ksawerego Platera i Anny z Mohlów Platerowej). Kolejnym punktem jest niewątpliwie Dyneburg. W XIX wieku krzyżowały się tu dwie główne linie kolejowe przechodzące przez ziemie polsko-inflanckie, tj. warszawsko-petersburska i rosyjsko-witebska. Następnym będzie położony nad Dźwiną Krasław z siedzibą Platerów, a dalej Dagda z dawnym majątkiem Kazimierza Bujnickiego, Warklany ze wspaniałą XIX-wieczną biblioteką Michała Borcha oraz Drycany, gdzie mieszkał i spoczął największy piewca dawnych Inflant Polskich – Gustaw Manteuffel. Poza dorzeczem Dźwiny na szlaku ścieżki topograficznej znajduje się kilka większych miast – Wilno, Ryga, Kraków i Poznań, gdzie ukazywała się spora część dzieł autorów polsko-inflanckiej literatury romantycznej.

&amp;nbsp;
Podsumowanie 
Na romantycznej mapie Inflant Polskich spośród wyróżnionych kolejno trzech poziomów legendy widać tylko dwa: Ścieżkę literacką (II), tj. postaci, i Ścieżkę topograficzną (III), czyli miejsca. Ścieżka historyczna (I) tworzy jej tło. Mapa jest otwarta. W trakcie badań nad polsko-inflancką literaturą romantyczną można rozszerzać ją zarówno o nowe postaci, jak i miejsca, a wydarzenia historyczne opisywać z większą dokładnością, bazując na źródłach archiwalnych.

</document>
<document nplp_id="213" title="Dźwina" slug="dzwina">„Jest rzeką mgłą owiana,

Co ją przeszłość zna,

Starego Eridana

Pobratymka cna;

Jej fala zadumana łzy na sobie ma,

I bieży zapłakana,

Depcąc złote dna”.

Michał Borch, Dwa słowa o Dźwinie
&amp;nbsp;

Jest rzeką północno-wschodnich rubieży dawnej Rzeczypospolitej. Romantyczna „przeszłość” uczyniła z niej najważniejszy dopływ polsko-inflanckiej przestrzeni, nazwanej przez Józefa Platera „małą prowincją”[przypis]Józef Plater, Rzut oka na Inflanty, „Rubon”, Wilno 1842, t. II, s. 49.[/przypis]. Pokrewieństwo z pradawnym, przynoszącym bursztyn Eridanem każe w niej widzieć rzekę mityczną. Bezustanny bieg jej fal utrzymują – źródła, dorzecze i ujście.
Źródła
„Owiana mgłą”? Tajemnicy Dźwiny strzeże kilka porównań. W XIX wieku przyrównywana była do kameleona i Proteusza. Zmieniała nie tylko brzegi, ale także swoją językową postać – nazwę. Według Michała Borcha pierwsze jej źródła biją już w starożytności, gdy jako Rubon zajęła miejsce rzeki Tanais[przypis]Michał Borch, Dwa słowa o Dźwinie, Wilno 1843.[/przypis]. Tę nazwę upodobano sobie szczególnie, gdyż utrwalona została w przeróżnych poetyckich oraz prozatorskich wariantach aż w dziesięciu kilkusetstronicowych tomach polsko-inflanckiego czasopisma o takim właśnie tytule, wydawanego w Wilnie przez Kazimierza Bujnickiego. Autorzy publikujący na łamach „Rubonu” (1842–1849) – na przykład Adam Plater (honorowy członek Wileńskiej Komisji Archeologicznej oraz licznych towarzystw naukowych), dziedzic Krasławia i innych majątków, Michał Borch z Prel (bibliofil, tłumacz na język francuski Konrada Wallenroda i Farysa), Józef Kazimierz Plater z Kombula, Józef Gerald-Wyżycki z Rosicy, lecz także twórcy spoza Inflant, jak Aleksander Groza, Jan Chodźko czy Michał Grabowski – uczynili Dźwinę patronką swej literackiej żeglugi. W kręgu entuzjastów pisma znalazło się 177 odbiorców, pochodzących z rodzin ziemiańskich. Jak dowodzą badacze, nakład wynosił ponad 200 egzemplarzy. Nie bez przyczyny współpracownicy pisma nazywali siebie „brzegowcami Dźwiny”. Sięgają bowiem do ptolemeuszowych źródeł rzeki i na powrót budzą ją z wiekowego uśpienia. Ignacy Chrapowicki, autor pierwszego programowego wezwania, pisze: „Stary Rubon wstał ze snu i wstrząsnął się cały, / I ozwał się, jak burza gdy huczy z daleka: / […] Dalej! Dalej do żagla, do liry, do pługa, / Pijcie moc i natchnienie z moich piersi wzdętych: / Dla waszego przemysłu otwarta żegluga, / Dla wieszczów tysiąc marzeń w mych falach zaklętych”. Słowa wiersza zdają się posiadać moc sprawczą. Rubon wypełnia wersy, strofy, traktaty, opowieści wielotomowej edycji. Niekiedy zapełniany bywa krajowo-sentymentalnymi łzami, jak na przykład w powieści poetyckiej Michała Borcha pt. Rohneda, gdzie jako „Dina” strzeże serca wybranki księcia kijowskiego Włodzimierza.

Matematyk i astronom – Ptolemeusz z Peluzy, odkrywa Dźwinę na Morzu Wenedyjskim. Marcian z Heraklei zastępuje Rudonem. Nazywano ją też Chesinusem i Turuntusem, a na terenie Kurlandii, między Zatoką Liwońską a Morzem Bałtyckim – Koraxem. Imię Diny zawdzięcza później Normanom oraz bremeńskim żeglarzom. Najgłośniejszą metamorfozę rzeki odzwierciedla wyraz „Dwina”, gdyż, jak pisze Borch: „niesie w sobie trud jakiś wielki, dźwignię jakiegoś ciężaru, co rzece jakby leniwie i nieochoczo toczyć się każe”. A ostatnie z przeobrażeń, które pozostawiło ślad na łotewskiej mapie – Daugawa, oznacza „wszelką mnogość”. Jak przypuszcza Borch, autor naukowo-poetyckiego traktatu, ową „mnogością” mogły być na przykład – obfity połów ryb, udany spław towarów albo przyrost wody. Adam Plater w etymologii dawnej nazwy doszukuje się znaczenia „granicy”: „Zwanie więc Rubo, nadane Dźwinie, być musiało przez Słowian, którzy po Scytach te strony osiedli, a nie przez Łotyszów, którzy ją Daugawą zwali, a który to wyraz słowiański oznaczał granicę szeroką czy grubą […] Od wyrazu Rubo pochodzi wyraz Rubież, używany powszechnie na Rusi dla oznaczenia granicy […] Wiele znajduje się dzisiaj jeszcze miejsc na pobrzeżach Dźwiny zwanych Rubieżą, a pamięć dawnego zwania tej rzeki Rubo pozostała już tylko w rapach skalistych, między Kreitzburgiem a Kokenhauzą”. Pograniczność rzeki w naturalny sposób wpisuje się w mapę[przypis]Granice biegnące w średniowieczu wzdłuż rzek, tzw. granice naturalne, tworzyły dogodny limes wyznaczony później na mapie. Opierając się o brzegi dużej rzeki, można było wytyczyć podziały terytorialne. Rzeki były podstawowymi liniami podziału terenów, orientującymi o zasięgu władztwa, obszarach plemiennych lub działaniach militarnych. Zob. Jan Tyszkiewicz, Średniowieczne granice wytyczone wzdłuż rzek w Europie Środkowej, w: Z dziejów średniowiecznej Europy Środkowo-Wschodniej. Zbiór studiów, cz. 2, red. J. Tyszkiewicz, Warszawa 2007, s. 145–152.[/przypis]. Na XVI- i XVII-wiecznych kartach widnieje jako Dwina, Duina. Stanisław Plater odczytuje z późniejszych map, że „przerzyna wielką część gubernii witebskiej”, a następnie „odgranicza ją od mińskiej i kurlandzkiej”, dalej zaś „kurlandzką od inflanckiej”. Tocząc wody do najważniejszych granic w Inflantach Polskich, nie przestaje czerpać ze swych pierwszych źródeł „na południowo-zachodniej pochyłości wyżyny wałdajskiej (lasu wołkońskiego) o 2 niespełna mile od źródeł Wołgi, z jeziorem Dźwinica w gub. Twerskiej, niedaleko wsi Korakino”. Na północy tworzy granicę między ryską gubernią (tak zwanymi Inflantami szwedzkimi), na południu z dziśnienskim powiatem guberni wileńskiej, na zachodzie z Kurlandią. „Z krynicy, wychodzącej z błot małym ruczajem, którego woda błotnista i czerwonawa”, zamienia się w „rzeczywistą” Zachodnią Dźwinę.
Dopływy
Wincenty Pol zapytuje: „– Czego ty wichrze tak się rwiesz z północka, / I gdzie to płyniesz ty Dźwino Połocka?”. Odpowiedź rzeki jest prosta: „– Gdzie bym płynęła? Ja płynę na morze…”[przypis]Wincenty Pol, Do Dźwiny, w: Agnieszka Durejko, Polskie wiersze znad Dźwiny, Warszawa 1994, s. 28.[/przypis]. Wystarczy spojrzeć na mapę – zmierza do portu nad Bałtykiem. Do pokonania ma „w prostym kierunku około 700 wiorst”. Artemiusz Weryha-Darewski (1816–1886) dodaje: „Płyńże ty moja, płyń, Dźwino srebrzysta”[przypis]Artemiusz Weryha-Darewski, Dumka, przeł. J. Huszcza, w: Nie chyliłem czoła przed mocą. Antologia poezji białoruskiej od XV do XX wieku, red. L. Barszczeǔski, Wrocław 2008, s. 187.[/przypis]. „Miły mi widok takiej krainy, / Gdzie płyną Niemen i Dźwina hoża, / Przez wzgórza, lasy, jary, doliny / Toczą szeroki nurt do morza” – dopowiada białoruski poeta Ciszka Hartny (1887–1937)[przypis]Ciszka Hartny (Zmicier Żyłunowicz), Mojej ziemi, przeł. T. Chróścielewski, w: Antologia poezji białoruskiej, opr. J. Huszcza, Wrocław 1978, s. 184.[/przypis]. Uwagę zwracają pierwsze ślady, które napotkać można na jej wodnym szlaku. W okolicach Połocka aż do rzeczki Powianużki przechowuje starożytne granitowe kamienie z wyrytymi krzyżami i napisami słowiańskimi, pochodzącymi z około XIII wieku. Poświęcono je pamięci „pobożnego” księcia połockiego Borysa Ginwiłowicza[przypis]Obecnie inskrypcje na kamieniach są łączone z postacią księcia połockiego Borysa Wsiesławicza († 1128), ale wg jednej z hipotez może chodzić o jego syna, także Borysa. Zob. Simon Franklin, Writing, Society and Culture in Early Rus, c. 950–1300, Cambridge 2002, s. 74–75[/przypis]. – architekta licznych świątyń i klasztorów (np. cerkwi św. Zofii na zamku w Połocku, Zbawiciela nad rzeką Połotą, św. Borysa i Gleba nad rzeczką Bielczycą). Materiały do ich budowy sprowadzał z Inflant właśnie Dźwiną. Pierwszy z kamieni, przy lewym brzegu rzeki, nazwano imieniem księcia. Jak podaje łotewski historyk Bolesław Breżgo, na kamieniu zachował się napis „Христос спаситель, помоги рабу своему Борису”. Na drugim, po prawej stronie Dźwiny, rozpoznano od strony wschodu krzyż o jednym ramieniu na podstawie, zdobiony maleńkimi listeczkami. Trzeci – największy kamień, pośrodku rzeki, przedstawia krzyż grecki, a czwarty – najmniejszy, niedaleko ujścia rzeczki Powianużki do Dźwiny, słowiański napis, który przetłumaczyć można jako pochwałę patrona księcia Borysa – „silny, mężny Borys święty”. Według Adama Platera, książę sprowadzał je tam „dla uproszenia błogosławieństwa boskiego” dla swojej żeglugi.

Płynąc wytrwale na północ, Dźwina przyłącza inne wody. Zabierze więc do swego portu wszystkie większe i mniejsze rzeki, potoki, ruczaje z guberni pskowskiej, witebskiej, mohylewskiej, wileńskiej, kowieńskiej, mitawskiej oraz ryskiej. Najważniejsze z dopływów, którymi zasili literaturę, spotyka w Inflantach Polskich. Nierozerwalnie wpisze się w dzieje tego „małego kraiku”. Gustaw Manteuffel[przypis]Gustaw Manteuffel, Inflanty Polskie, opr. K. Zajas, Kraków 2009, s. 31–32.[/przypis] opisuje dziewięć najważniejszych polsko-inflanckich „przypływów” Dźwiny: 1) Saryankę – zwaną też rzeką Szarą, która bierze swój początek niedaleko raźnieńskiego jeziora w powiecie rzeżyckim, przepływa powiat lucyński, w dryzieńskim płynie przez rezydencję Łopacińskich Saryę, a dalej łączy się z rzeczką Dagdzicą, rozdzielającą powiat rzeżycki od dyneburskiego; 2) niewielki strumień Bałtycę, wypływający z jeziora Bałta koło Krasławia; 3) Indrę – stanowiącą granicę między powiatami dyneburskim i dryzieńskim, począwszy od majątku Mała Indryca aż do samej Dźwiny; 4) Krasławkę – przepływającą niedaleko pałacu należącego do rodziny Platerów; 5) Dubnę – płynącą tuż obok majątku Drycmujży; 6) Użwałdę; 7) Liksnienkę – głęboką i spławną rzeczkę, wypływającą ze znajdującego się w okolicach Dyneburga jeziora Strop; 8) Neretę – opodal pałacu Mariansee, wzniesionego przez hrabiego Józefa Borcha; 9) Ewiksztę z Iką, Pedeścią oraz Bołt-upie, tj. „Rzekę Białą”.

Na odrębnej mapie można by przerysować przede wszystkim trzy z nich – Dagdzicę, Krasławkę i Liksnienkę. Kształtują one romantyczną linię brzegową niewielkiej inflanckiej prowincji, znad ich brzegów bowiem pochodzą najważniejsi twórcy polsko-inflanckiej literatury romantycznej. Kreślą także obszar „małych dróg”. Nieopodal Dagdzicy spaceruje równie niewielkimi, acz znaczącymi krokami Kazimierz Bujnicki z Dagdy częstokroć rysujący tam swój polsko-inflancki pejzaż. Krasławka zasila wody rzeki przy ogrodzie lipowym, dołączonym później do nowego wielkiego parku pałacowego w okolicach znakomitej, pochodzącej z XVIII wieku posiadłości Platerów w Krasławiu (władali miejscowością bez przerwy prawie 200 lat, do pierwszej wojny światowej), tworząc w tym miejscu wielki staw. Jak zauważa Roman Aftanazy, „Dźwina tu załamuje się, okalając dwie wysepki, w pobliżu ujścia do niej rzeczki Krasławki, w okolicy ogromnie bogato przez naturę wyposażonej”. „Krasław – jak dodaje – stał się jednym z głównych ognisk kultury i życia towarzyskiego w Inflantach Polskich […] W pierwszej połowie XIX w. promieniował na cały powiat dyneburski, brasławki i dziśnienski jako ważny ośrodek polskiego życia towarzyskiego i patriotycznego. Wiele rodzin szlacheckich i arystokratycznych zamieszkujących nawet dalsze okolice miało tu swoje domy. Raz do roku w czasie karnawału urządzano bal w wielkiej, dwukondygnacyjnej sali gmachu dawnej biblioteki, na który licznie zjeżdżało ziemiaństwo z Inflant, Kurlandii, Litwy, Białej Rusi”[przypis]Roman Aftanazy, Inflanty polskie, w: tegoż, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, t. 3, Wrocław 1991, s. 318, 324.[/przypis]. Liksnienkę bez trudu rozpoznałaby Emilia Plater, gdyż tam właśnie, niedaleko Dyneburga, spędziła dzieciństwo. Jak pisze o niej Olga Daukszta[przypis]Zob. też: Olga Dauksztówna, Dźwina, w: Rzeki. Antologia poetycka, opr. J. Kolbuszewski, Wrocław 1998, s. 92.[/przypis], XX-wieczna polsko-inflancka poetka z Dyneburga, autorka tomiku Dźwina o zmierzchu z 1930 roku: „A wtedy od Liksny po wodzie – złotym butem raz dwa, raz dwa – malinowym kogutem – ni to kozak w hajdawerach, no to z kosą Lach młodziusieńki… Krzyknąć! – strach – – . I stróż zakołatać nie może nad Dźwiną… A wojak aż na brzeg! – Toż tylko dziewczyna… A kosy nad nią ostre jak srebrzysta lilija i woda pluszcze klingą: - Emilija!… Emilija!…”. Bohaterka powstania listopadowego oraz słynnego wiersza Śmierć pułkownika nie pochodziła z polskiej rodziny, lecz była „córką jednego z najznamienitszych rodów niemiecko-rycerskich na terenach bałtyckich”[przypis]Za: Krzysztof Zajas, Nieobecna kultura. Przypadek Inflant Polskich, Kraków 2008, s. 16.[/przypis]. Jak opisuje ją Gustaw Manteuffel: „urodzona w roku 1806 z ojca Ksawerego Platera (jednego z licznych stryjecznych braci dziedzica zyberkowskiej Liksny, Michała Platera Zyberka, towarzysza kościuszkowskiego) i z matki Annny z Mohlów Platerowej”[przypis]Gustaw Manteuffel, Nieco z dziejów dawnego księstwa inflanckiego i wybitniejszych postaci tego województwa od XVII do XIX stulecia, w: Z okolic Dźwiny. Księga zbiorowa na dochód czytelni polskiej w Witebsku, Wilno–Witebsk 1912, s. 24.[/przypis]. W Liksnie wychowywała się i mieszkała ze swoją matką przez kilka lat.
</document>
<document nplp_id="214" title="Anna Bolecka: Co&amp;nbsp;Lalka ma&amp;nbsp;w&amp;nbsp;środku" slug="co-lalka-ma-w-srodku">„Lalka” jest powieścią tak bogatą, że można otworzyć ją na dowolnej stronie i trafić na rzeczy fascynujące. Weźmy choćby scenę w sądzie z rozdziału VIII (t. II) Kiedy czytamy powieść „po wierzchu”, scena ta jest przede wszystkim komicznym rozwiązaniem sprawy o kradzież lalki. Chcąc sprawdzić wiarygodność zeznań, sędzia rozbiera laleczkę i… odpruwa jej głowę. Co lalka ma w środku? Wiadomo. Trociny. Nie przejmujmy się więc, lalka nic nie czuje. Ale córeczka pani Stawskiej, widząc ten akt przemocy, zalewa się łzami. Chcąc poznać prawdę, trzeba zadać ból, nawet lalce. Prawda boli. Opowiada o tym jedna z najważniejszych scen powieści, baśń o śpiącej królewnie z igłą wbitą w głowę. Młodzieniec, który chcąc obudzić dziewczynę, wyciąga igłę, słyszy żałosny jęk: „Czemu mi ból robisz, człowieku…”. Przebudzenie jest bolesne.
O głównej bohaterce pannie Izabeli mówi się, że jest lalką. Zakochanemu w niej Wokulskiemu nie przychodzi to początkowo na myśl, ale chęć, żeby dowiedzieć się, kim jest kobieta, do której zapałał nieopanowaną namiętnością, nie daje mu spokoju. Zbliża się do niej dzięki pieniądzom zdobytym na spekulacjach, śledzi ją, podgląda i podsłuchuje. Chciałby wniknąć do jej wnętrza i przekonać się raz wreszcie, co ta kobieta ma w środku. Trociny? A może jednak nie. Może ma duszę i cierpi jak żywy człowiek?
Chwilami Wokulski wątpi w to. Poza tym boi się kobiecości, zwłaszcza jej zmysłowego wymiaru. Gdy Izabela jest posągową pięknością, pełną konwenansów, kochanek omdlewa z zachwytu. Gdy ujawnia słabość, zmysłowość, zwykłą ludzką głupotę – nie może liczyć na wyrozumiałość.Oboje, Stach i Izabela, boją się świata, nie radzą sobie w kontaktach z innymi. Milczeniem, niezdolnością do zwierzeń, zamknięciem się w sobie Wokulski rani życzliwych sobie ludzi.
Panna Izabela, usztywniona zasadami dobrego wychowania, popełnia błędy, które drogo kosztują bliskie jej osoby i ją samą. Nie zna świata i boi się go. Lęka się też Wokulskiego. Nie należy jej się tak bardzo dziwić. W tym kupcu i nuworyszu widzi człowieka, który nadchodzi. Taki zniszczy świat zasad, delikatności, piękna. Świat, który ona kocha i z którym się utożsamia. Izabela należy do czasu, który odchodzi, Wokulski do czasu przejściowego. Ci, którzy ostatecznie przypieczętują zagładę dawnego świata, właśnie się rodzą. (Lenin – 1870, Hitler – 1889)
Zastanawia, dlaczego łatwiej nam utożsamiać się z Wokulskim czy nawet z Rzeckim, a nie z Izabelą. Być może dlatego, że choć autor pozwala nam wnikać w myśli bohaterki, nie traktuje jej całkiem serio? Najczęściej widzimy jej błędy, gafy, niezręczności, oglądamy ją oczami zazdrosnego Wokulskiego, którego wizja kobiety niepokojąco zawęża się do stwierdzenia: anioł lub prostytutka. Dwie osoby bronią honoru panny Izabeli – przyjaciółka Kazia Wąsowska i Ochocki. Mówią o niej dobrze. Im można wierzyć. Reszta to plotki, zawiści, zaślepiona namiętność, a czasem nawet autorskie uprzedzenia. Źle się mówi o kobietach w „Lalce”. Wątpi się o ich inteligencji, zdolnościach poznawczych, uczciwości. Nie tylko mężczyźni lekceważą kobiety, ale one same o swojej płci mają złe mniemanie. Pani Meliton, osoba, którą mąż bijał kijem, stanowczo doradza traktowanie kobiety zdecydowanie i brutalnie.
Małżeństwa w „Lalce” są z reguły nieszczęśliwe: mężowie porzucają żony albo przegrywają ich majątki. Młode żony oszukują i zdradzają starych mężów. Stare żony zamęczają amorami młodych mężów. Przyjaciółki Izabeli zwierzają jej wstydliwe sekrety małżeńskiego pożycia i tak skutecznie zniechęcają, że młoda kobieta z lękiem myśli o konieczności wyjścia za mąż.
Nie tylko w małżeństwie trudno się porozumieć. Mieszkańcy świata „Lalki” rozpoznają wprawdzie prawidłowo niektóre aspekty rzeczywistości, ale nie potrafią ich zanalizować i ostatecznie błądzą, nie rozumiejąc siebie nawzajem. A o poznanie i zrozumienie chodzi im najbardziej. Jeśli Wokulski zrozumie, kim jest Izabela, zrozumie świat, który go otacza. I odzyska utracone poczucie sensu.
A zatem kim jest Izabela? Zubożałą arystokratką, którą duma rodowa prowadzi na manowce, a marzycielstwo niszczy życie, jak sugeruje realistyczny plan powieści? Czy zagubioną połówką Platońskiej całości, przebłyskiem „lepszego świata” sprzed Upadku, jak marzy bohater? Miłość dla tej pary niedoszłych kochanków jest obietnicą osiągnięcia równowagi w świecie, który się rozpada. Izabela widzi ją w idealnym pięknie posągu Apollina, który jest wprawdzie zimny i kamienny, ale się nie zmienia i nie zagraża spójności świata. Dla Wokulskiego miłość jest nagrodą za ciężkie życie, uspokojeniem i wytchnieniem, być może takim, jakie obiecuje śmierć.
Bohaterowie powieści mają przebłyski innej wiedzy o ludzkim świecie. Wizje rzeczywistości transcendentnej, ponadhistorycznej towarzyszą zarówno Wokulskiemu, gdy zbliża się do ukochanej, jak i pannie Izabeli, gdy w na wpół sennych rojeniach przeczuwa istnienie świata idealnej harmonii i piękna.
Lecz marzyciele boją się życia, jego zmienności i nieprzewidywalności. Niektórzy z nich dążą do spokoju, który jest martwotą śmierci. Inni, poprzez zniszczenie świata, którego się lękają, próbują osiągnąć złudzenie rajskiej szczęśliwości. Wokulski, neurastenik, ze stanu euforii i szaleńczej aktywności przechodzący w apatię i myśli samobójcze, zamiast miłości wybiera symboliczną śmierć, czyli stan, do którego podświadomie dążył od lat. Izabela, która lęka się małżeństwa, prawie jedynej formy spełnienia dla ówczesnych kobiet, robi wiele, aby i tę szansę stracić.
Izabela i Wokulski są przypadkami niepoprawnych marzycieli. Niezdolni do prawdziwej miłości, z poranionymi duszami marzą o jakimś idealnym, rajskim świecie i odnajdują się ostatecznie w przestrzeni poza powieścią, w naszych pełnych zdumienia i zachwytu lekturach.
Pytanie o prawdę jest jednym z głównych pytań „Lalki”. W snach, marzeniach, w przywidzeniach bohaterowie szukają odpowiedzi na pytanie: co jest prawdą? W scenie w pociągu, kiedy Wokulski dostrzega odbite w szybie przytulone do siebie sylwetki Starskiego i Izabeli, kluczową sprawą jest pytanie: czy to prawda? Bohater wierzy, że tak. Czy jednak odbicie jest prawdziwą prawdą, czy tylko cieniem prawdy? Każda z postaci ma własną odpowiedź na pytanie o prawdę. Wokulski, który nie potrafi zaakceptować grzesznej natury człowieka, dokonuje aktu radykalnej przemiany. Gest wysadzenia ruin zasławskiego zamku można interpretować jako znak, że bohater zrywa z ukochaną, unicestwiając nie tylko własne wspomnienia, ale i siebie samego, lub że zrywając z przeszłością, staje się nowym człowiekiem. Być może jest w tym wiara, że zmienić można nie tylko siebie, ale i ludzką naturę. Jeśli by tak było, Wokulski wpisywałby się w krąg tych marzycieli, którzy postulowali zmianę rzeczywistości ludzkiej poprzez totalną destrukcję zastanego świata. Być może to zbyt daleko idąca interpretacja, ale pewne znaki mogą na to wskazywać.
Rzecki, tracąc tuż przed śmiercią złudzenia, widzi świat jako scenę, na której tańczą ludzkie kukiełki, nie tylko nieświadome swego losu, ale i bezwolne, bo poruszane siłą pochodzącą spoza nich. Izabela pozostaje bez odpowiedzi na pytanie o tajemnicę własnego losu. Nie tylko ona nie wie, jaka jest naprawdę. Także czytelnik musi zrezygnować z jasnej odpowiedzi na pytanie: czy panna Izabela była lalką i co miała w środku?</document>
<document nplp_id="216" title="Inga Iwasiów: Pokusa „Lalki”" slug="pokusa-lalki">Pisarka współczesna nie chodzi po ulicach Warszawy, dumając nad geniuszem Bolesława Prusa. Nie siedzi przy laptopie, zazdroszcząc pisarzowi wiedzy o naturze ludzkiej i asortymencie sprzedawanym w sklepach kolonialnych. Pisarka nie słucha utyskiwań na brak powieści współczesnej. Pisze lub nie pisze, bez związku z tą dyskusją, chociaż próbuje także dopasować się do oczekiwań, potrzeb – krytyki, czytelników, rynku, wieczności. Kto chce pisać jak autor Emancypantek? Nie znam nikogo takiego.

Prus ma pozycję niepodważalną, a zarazem przestał dawno oddziaływać na dyskusję o pisaniu w Polsce. Jest zbyt mocarny, by był dostępny, łatwy do zdetronizowania. Oba te zdania są prawdziwe. Nie działa a działa. Tkwi w samym środku naszego doświadczenia czytelniczego, czyli pośrednio daje paliwo pisarskie. Gdyby chciano usunąć Lalkę z kanonu lektur szkolnych, trzeba by zrobić strajk. O wszystkim da się dyskutować, ale nie o konieczności Lalki. To jest ten głos w naszej literaturze, który mówi do nas o przeżywaniu świata, językiem, który możemy zrozumieć, w momencie, gdy tego potrzebujemy. Zdradzamy Prusa dość szybko, wymieniamy na innych patronów, lecz bez niego nie ma bazy. Jest ojcem opisu świata i człowieka w języku polskim, dostępnym dzisiaj.

Myśląc o tym spotkaniu przypomniałam sobie, że już raz czytałam Lalkę. To znaczy oczywiście w sensie profesjonalnym „czytałam”, bo prywatnie nieskończenie wiele razy. Właściwie czas się przyznać. Zawsze unikam odpowiedzi na pytanie o ulubioną, ważną, uniwersalną Książkę Życia. Szybko zapominam o tych modnych, aktualnych lekturach, powołanie się na które buduje prestiż intelektualny pisarki. Ja nie wiem, nie pamiętam, wymazuję, bo czekają następne. Kanon jak kanon. Świadczy o rodzaju odebranej edukacji, z czasem blednie, ustatecznia się. Jednak faktem pozostaje wielokrotna, szkolna i studencka, prywatna i zawodowa lektura Lalki. Nie mam pomysłu na wyjaśnienie fenomenu swojej wierności, mam jedną hipotezę. Otóż jest to jedna z tych książek „dorosłych”, które serwowano nam właściwie w dzieciństwie, pomagając przekroczyć granice między bibliotecznym działem „dla dzieci i młodzieży” a półkami opatrzonymi etykietą „literatura piękna”. Piszę te słowa zanim ponowię lekturę, dość dobrze pamiętaną, gdyż przez dziesięć lat na początku uniwersyteckiej kariery uczyłam pozytywizmu.

W szkolnym ujęciu powieść Prusa opowiada – pamiętamy – o walce romantyzmu z pozytywizmem, arystokracji z nową inteligencją mieszczańską, wyrachowania z miłością. Ma lekki lub zdecydowany odcień klasowy, zależnie od czasu pobierania nauki. Stanowi arcydzieło realizmu. Dowartościowuje miasto. Cywilizację pary. Psychologizuje przedfreudowsko. Wszystkie te – i przynajmniej dziesięć innych – tematów powieści można omawiać w szkole, ponieważ nie zostały jakoś specjalnie „ukryte” pod powierzchnią symboli, aluzji, intertekstów. Co za ulga po romantyzmie, jaki kunszt po wczesnym, pozytywizmie! Powieść realistyczna z zasady otwiera się na czytelnika, zaprasza do kontaktu, nie stawia tamy, lecz zarazem daje wolność docierania do sensu, czytania dla siebie.
W najbardziej nawet szkolnej lekturze nie da się zatrzeć gry namiętności, która każe Wokulskiemu tropić Izabelę jak zapędzoną w ciemny las zwierzynę. Las żądz, oczywiście, w którym sama tkwi, gdy zachęca kuzyna Starskiego do gier erotycznych. Las, do którego nie pasuje odstręczający zapach kalafiora, przez zmysły informujący, że pani Stawska i jej dobroć nie są w stanie zaspokoić głodu miłości, odczuwanego przez kupca galanteryjnego. Kupiec galanteryjny… to brzmi, trzeba przyznać. Przy okazji, niebagatelna okoliczność dodatkowa, dowiadujemy się, iż kalafior mógł być w warszawskiej kuchni drugiej połowy XIX wieku dość popularny, skoro na jego gotowanie stać było niebogatą wdowę. Warto skonfrontować ten motyw z poradnikami kulinarnymi z epoki (oczywiście Lucyny Ćwierczakiewiczowej), nie tylko ze słynną sceną posiłku, podczas którego Wokulski do ryby zabiera się prowokacyjnie nożem. Oto temat dla współczesnego maturzysty, zarażonego kulinarna mania tej dekady: motyw kalafiora i sto potraw z tegoż w kuchni na przestrzeni wieków.

Wróćmy do miłości. Zapewne w młodzieńczej lekturze sprzed niemal czterdziestu lat ważny był opis świata jako targu matrymonialnego. Dziewczynki w moich szkolnych czasach nie wiedziały, że jest w nim coś dwuznacznego, łatwo identyfikowały się z mężczyznami, współczuły odrzuconym, oszukanym, poszukującym ideału, brały ich stronę, a zarazem marzyły o byciu kochaną i zazdrościły pannie Izabeli Łęckiej jej pozycji wartego majątek przedmiotu. Lalka wprowadzała cały ten erotyczny podtekst, a była legalna, szkolna, stała w centrum kanonu, zaraz po Dziadach. Krótko mówiąc, czytałam z tego powodu, być może niedowierzając temu, iż Rzecki był ewidentnie także w stanie wiecznej ekscytacji erotycznej – jednak zbyt stary nawet dla czułego serca nastolatek wychowanych na romantykach i miłości do czynów zbrojnych. Dziadkowie nie mogli kochać. I w ogóle, jak to teraz widzę (nie tylko dlatego, że czytałam o zasadzie trójkąta, kierującej pragnieniami, tak u Rene Girarda, jak i u polskich badaczy realizmu) właściwie wszystkie bohaterki i wszyscy bohaterowie, na wiele sposobów, permanentnie spragnieni byli miłości i seksu, ale nie wszyscy na miłość i seks, zdaniem Prusa (i uczennic z mojej klasy), jednakowo zasługiwali.

Lalka czytana po Małej księżniczce Francess Hodgson-Burnett (każda dziewczynką miała egzemplarz) pokazywała realne możliwości ułożenia sobie życia. O ile trudno byłoby zostać spadkobierczynią zdobytego w koloniach majątku, otoczoną opieką starszych, lecz pięknych i szlachetnych mężczyzn, ożenek z wpływowym, choć nieromantycznym samcem, oby nie gogolowski, mógłby wskazywać kierunek. Między Małą księżniczką, epoką deziluzji po pierwszym czytaniu Lolity Nabokova (a potem nastąpiło wszystko inne), klasowe dyskusje podsycał dylemat: co jest ważniejsze: kochać czy być kochaną; prawo wyboru czy poddaństwo.
Czyli Lalka jest jedną z moich lektur założycielskich. W szkole peerelowskiej jej kontekstem była Anna Karenina Lwa Tołstoja, tak w liceum po kolei należało zapoznawać się z arcydziełami światowymi. Anna Karenina nie bardzo rezonowała, słabo socjalizowała, bo w końcu mieliśmy XX wiek, małżeństwo ze starym Kareninem nie dawało się pomyśleć, romans z Wrońskim owszem, ale śmierć pod kołami pociągu jako kara za chwile zapomnienia pachniała za bardzo literaturą. Wielki moralista Tołstoj w liceum przegrywał z powściągliwym realistą Prusem.

Krytycznie, literaturoznawczo czytałam Lalkę raz, na użytek tomu Parafrazy i reinterpretacje. Wykłady z teorii i praktyki czytania (Szczecin 2004). Przywołałam wówczas tekst Kazimierza Bartoszyńskiego Interpretacja - ‘nie kończące się zadanie’. Przykład Lalki Bolesława Prusa. Bartoszyński wychodząc od pojęcia „zbiornika energii” Zygmunta Łempickiego, dochodzi do metafory „rezerwuaru” opartej na poglądach Hansa Georga Gadamera, co wydawało mi się oczywiście dyskusyjne. To znaczy nie wywód, lecz afirmatywny stosunek do pojęć hermeneutycznych, teraz tym mniej mnie zadowalających, a zwłaszcza do przekonania, iż nad logiką rezerwuaru trzeba czuwać. Przekładając tamten wywód na pojęcia mi bliższe, można powiedzieć tak: funkcjonowanie Lalki i interpretacje tego funkcjonowania stanowią znakomity przykład tego, jak jest konstruowany i uwznioślany kanon literacki. Interpretacja nigdy nie znika, kumuluje się, potęguje, buzuje, lecz nie ma zasadniczych zwrotów akcji. Z rezerwuaru zawsze można czerpać, dodawać, upuszczać. Pytanie brzmiałoby tylko, czy wszystko można dodać, czy istnieje jakaś cenzura, cezura, tama? Czy jest to zbiornik „naturalny”? Potrzebujemy mocy tej procesualnej metafory. Dzieło wielkie jest wielkie właśnie dlatego, że posiada taki rezerwuar odczytań, podczas gdy dzieło zapoznane, marginalne, drugorzędne zdycha bez dopływów interpretacji, po ludzku zaś mówiąc lektury, używania egzemplarzy z bibliotek. Kanon to więc nie tyle skonstruowana przez urzędników edukacyjnych lista lektur, ile żywy organizm, logiczny ciąg, nieprzerwanie toczone koło hermeneutyczne.

Taki opis istnienia dzieła (arcydzieła) nieźle przystaje do potocznego rozumienia roli literatury. Stąd biorą się pytania o książki życia, stąd idą nawet rynkowe zabiegi, w których fetyszem jest sprzedaż. Skoro pod pokrywą „rezerwuaru (od)czytań” tak buzuje, najwyraźniej warto zajrzeć do środka. Zanim nam sprzedadzą, mówią że uczestniczymy w niezbędnej wymianie, „dokładamy do kotła”. Oczywiście także narodowego, każda lekcja o Lalce dożywia kanon. Czasem wbrew intencjom mistrzów tej kuchni.
W tamtej, obok Gadamera i Bartoszyńskiego, lekturze postawiłam na emocje, przedmioty, perwersje i empatię. Pisałam:



„Wokulski interesuje mnie jako obiekt i wytwórca kumulujących się anomalii, jako człowiek, z którym mogę porównać innych owładniętych drobnymi innościami, odstępca w sprawach codziennych, dogmatyk w sprawie siebie, opętany przez nią stworzoną w nim samym jako obraz. Zlepek przeciwności, podwójnych zaprzeczeń, wielokrotnie złożonych zdań przypuszczających, momentów aporetycznych i euforycznych. Porównanie z innymi (jak on) staje się zaś porównaniem ze mną, autoterapią, trochę spóźnioną, bo przecież patrzę z boku, nie ze środka oka cyklonu, jakim jest miłość. Wokulski „nie jest normalny” – nie tylko w takim sensie, w jakim metafory melancholii, bólu istnienia, choroby wieku, nerwowości określają człowieka epok przejściowych. Jest melancholikiem i jako taki nie może zaznać spełnienia. Raczej rozpamiętuje niż żyje. Ale „nie jest normalny” także w innym, pozaduchowym znaczeniu. Oto jego wewnętrzne zawirowania odpowiadają także jego położeniu społecznemu”


Brzmi pretensjonalnie, trwała epoka Fragmentów dyskursu miłosnego Rolanda Barthesa. Czy Wokulski nie narzucał się sam, a naprawdę byłam zainteresowana czymś innym w tej powieści? Czymś, co interesowało czytelników od momentu pierwszej publikacji, ale bywało traktowane jako drugorzędne, bo panowały inne mody interpretacyjne?

Wróćmy więc do pierwszego czytania. Anthony Giddens w Nowoczesności i tożsamości przekonująco wywodzi, iż powstanie powieści-romansu stanowi moment ukonstytuowania się kobiecego, nowoczesnego podmiotu. Czytelniczka potrafi rozpoznać i nazwać pragnienia, „nawis” w ekonomii życia, dodatek do spełnianych w ramach patriarchatu obowiązków. Ta chętnie powtarzana teza, rozmaicie formułowana także w ramach feminizmu, moim zdaniem daje alibi wielbicielom literatury popularnej, widząc rewolucję w samym upowszechnieniu powieści oraz w tym, że dostarcza strawy niewyszukanej, lecz sycącej. Jaki ciąg dalszy nastąpił? Wszyscy wiemy. Na pewno jednak narodziny kobiety-czytelniczki rozszczelniają rezerwuar interpretacji. Kobieta staje wobec arcydzieła wyposażona w narzędzia wykonane w męskich warsztatach, obrabiających kanon literacki, z doświadczeniem własnych, pozakanonicznych lektur i z dość dobrze odczutymi potrzebami egzystencjalnymi. Włamuje się do tekstu, często od strony Izabeli.
Jednak nawet prowadząc akcję dywersyjną wewnątrz Lalki, jest uczennicą w patriarchalnej szkole, a powieść popularna (dziś mówmy: kultura), edukuje ją raczej na Łęcką niż na Stawską. Czyta jak może.
W klasie dyskutowaliśmy do upadłego o tym, czy czerwone dłonie Stanisława Wokulskiego, nawet gdyby odmroził je za ojczyznę (co wnikliwi czytelnicy kwestionowali, były czerwone przed domniemanym odmrożeniem na Syberii, gdy wydobywał się z piwnicy u pierwszego pryncypała; moja klasa uprawiała „close reading” nie znając tego terminu), powinny dotykać białej skóry Izabeli Łęckiej? Czy wykup rodowych sreber zaliczyć kochankowi na plus, czy na minus? Czy pocałunki i podły dialog w języku angielskim, prowadzony podczas podróży w towarzystwie Starskiego i Wokulskiego są zdradą? A co, jeśli ona pożąda Apollina? Nie ma prawa? O Freudzie słyszeliśmy niewiele. Dyskurs miłosny pociągał nas jak diabli, mówiliśmy w swoim imieniu, „co autor chciał powiedzieć”, a zarazem – jak same i sami, choć zwłaszcza same, czułybyśmy te ręce na sobie: „co nam to mówi”? W liceum taka rozmowa odbywa się na tle pierwszych doświadczeń seksualnych. Chłopcy wybuchali śmiechem. Autor przemawiał na temat ojczyzny, ale żeby tam na temat skóry?

Dziewczyny w klasie miały dylematy. Bo w końcu cóż z tego, że czerwone ręce? Jak wyglądali nasi ojcowie, bracia, nauczyciele, koledzy? Kto był wówczas gwiazdą kina? Otaczali nas mężczyźni w rozciągniętych swetrach. Albo posąg Apollina, albo kolega z poobgryzanymi paznokciami. Łatwo wybrać. Z Małej Księżniczki niby wyrosłyśmy, jednak ktoś, kto by nam wynagrodził godziny spędzane na tarciu dżinsów pumeksem i robótki ręczne, zostałby powitany równie namiętnie jak Starski w pociągu. Hmmm. Kapitał Wokulskiego. Nauczycielka kierowała naszą uwagę ku problemowi pozytywizmu, pracy, nowego modelu społeczeństwa. Nic o Żydach, nic o biedocie. No, może dwa zdania o biedzie na Powiślu. Bo Wokulski dobry, nie zapomina o nikim. Natomiast kwestia żydowska w moim liceum nieprzerobiona. Za mało lekcji, a klasa wyjątkowo wygadana, chociaż mat.-fiz. Kwestię żydowską omawiałam ze studentami III roku polonistyki, może też za wnikliwie, zamiast zapytać, czy chciałyby być kupione/czy chcieliby kupować? Miłosne, płciowe, klasowe i rasowe miało się wymieniać i ekwiwalentyzować, mieliśmy początek gender studies w Polsce.

O tym wszystkim dawało się rozmawiać, używając słowa „narracja”. Pływaliśmy na powierzchni rezerwuaru, wystawiając głowę ku własnym odczuciom. Na tym polega oddziaływanie silnych książek; najsztywniej sformułowane, ogólnoludzkie, patriotyczne, ekonomiczne problemy, dają się włączyć w ciąg podstawowych pytań o „ja”.
Dziewczyny miały tylko jeden problem, jak zawsze. Kim miałyby być? Prus (uczmy się od niego filozofii narracji), stoi wyraźnie po stronie Wokulskiego. Osiąga efekt (co opisał w latach sześćdziesiątych Henryk Markiewicz) rozdzielając przestrzeń powieściową między bohaterów, stosując odcienie mowy; nie musi nam nawet wprost pisać, kto jest mądry a kto przeciwnie. Czy ulegniemy powieści? A może jest w niej (i w całym interpretacyjnym odmęcie) jakiś słabszy punkt, potencjalna dziureczka, przez którą zobaczymy coś, co przechyli szalę? W klasie przechylaliśmy na stronę Izy, która, naszym zdaniem, miała prawo nie chcieć kupca. Ze studentami tym bardziej miała móc nie chcieć, a w handlu galanteryjnym nie brakowało antysemitów. Gender i rasa, polska historia jako wersja postkolonialności – pamiętajmy, że w tym mieście nie ma Rosjan. Kolejna porcja interpretacji wpadała do akademicko-szkolnego kotła. Jednak mieliśmy też obietnicę w takich tytułach jak Mój pozytywizm Jana Tomkowskiego. Skoro „mój”, wolno wrócić do dreszczy, wywołanych dotykiem czerwonych rąk na białej dłoni?

Lecz może każda dziureczka chałupniczo wydłubana powstaje tam, gdzie materia pozwala? Może to nie wdarcie się profanów do gabinetu naukowca, badającego przy pomocy powieści struktury świata? Może nie chodzi tylko o zmiany, o demokratyzowanie się odbioru, używanie sobie tekstów/na tekstach?
W Lalce, zgodnie z zasadą powieści realistycznej, zawarte zostały wprost te wszystkie możliwości, z których czerpiemy nadal. Miłość, małżeństwo, kontrakt. Pytanie kim jest kobieta w układzie heteropatriarchalnym i czy ma prawo do zerwania. Pożądanie Wokulskiego jako kupowanie, bo nie zna innej drogi. Odmowa Izabeli. Ten temat nie został przerobiony, w tysiącach wariantów i kopii znajdziemy go w kulturze masowej. To, że Prus umieścił te dylematy „na tle swoich czasów” nie oznacza, że dziś przestały być interesujące. Mam tylko nadzieję, że w szkolnych klasach nie kończy się na rozmowie o prawie do odmowy, towarzyszy jej rekonstrukcja tej misternej roboty, którą Prus wykonał.

Myślę, że dla pisarek/rzy Wokulski stanowi wzór bohatera, czyli tego, że literatura potrzebuje bohatera. Można się od Prusa nauczyć jak skonstruować narrację w całości poświęconą postaci. Oczywiście, zostawiam z boku wskazania konstrukcyjne, nieco zdezaktualizowane, niech zostanie samo pojęcie „bohater”. I „bohaterka”, z całą świadomością jej stronniczego potraktowania przez Prusa. Ponadto oczywiście Lalka uczy tego, jak napisać powieść diagnostyczną i to w każdym sensie. I dalej: Lalka uczy pokory wobec sztuki obserwacji i przywiązania do szczegółu.
Jeśli jest we mnie pokusa realizmu, jest to pokusa Lalki. Jeśli jest we mnie zdziwienie ponadczasowością pytań o kontraktowanie miłości i o siłę zmysłowości, wywołuje je Lalka. Pierwsza dorosła, zapamiętana, ponawiana i zdradzana lektura.

</document>
<document nplp_id="219" title="Jan Tomkowski: Pierwszy pisarz „Lalki”" slug="pierwszy-pisarz-lalki">W rozległym kosmosie Lalki spotykamy arystokratów i zwykłych mieszczan, lokajów i panny służące, studentów i ludzi interesu, Polaków, Rosjan, Francuzów. Nie zabraknie upadłej dziewczyny i kandydata na uczonego. Obok wielkiego wynalazcy – fryzjer ze swoją niezachwianą mądrością życiową, obok reportera – słynny hipnotyzer. Geniusze, hochsztaplerzy, obiboki, paru filantropów i panny na wydaniu. A co powiemy o artystach? Skrzypek Molinari, aktor Rossi, oczywiście. Trudno o nich zapomnieć. A literaci? Jak się zdaje, prawdziwy pisarz jest w Lalce tylko jeden.
Chcielibyśmy więc od razu wiedzieć, jak i dla kogo pisze, z myślą o sławie czy przynajmniej o druku, a może dla potomności, o której zwykle wiemy tak mało, że wydaje się czasem najbardziej oczekiwaną publicznością. Pisze jak Flaubert – w straszliwej męce, opracowując i niszcząc kolejne warianty tekstu? Czy raczej jak – nie przymierzając – Andrzej Brycht, który niczego nie musiał poprawiać, bo gotowe zdania pod jego piórem spływały od razu na papier.

Na wszystkie te pytania nie ma wyczerpujących odpowiedzi. Wiadomo tylko, że pisze w samotności, więc może zapala lampę albo bardziej nastrojową świecę, zasłania okna, bo pisze wieczorami i nie chce, by przeszkadzał mu jakiś niespodziewany gość.
Wiemy jedynie, ze pan Ignacy Rzecki, bo o nim oczywiście mowa, lubił rozmawiać sam ze sobą i „w największym sekrecie pisał pamiętnik”. Jak pisał? Chyba jednak łatwo, bo zawsze łatwiej rozmawia się z samym sobą niż z innymi. Nie trzeba niczego wyjaśniać, nie ma o co się sprzeczać. Chyba nie odczuwa lęku nad białą kartką papieru, bo przecież gdy musiał napisać list do Wokulskiego, zapewniał, że to „bagatela” po prostu.
Jak łatwo zauważyć, w Lalce dużo się czyta i może jeszcze więcej pisze. Zajęci smutną historią romansu, zapominamy zwykle, że piszą wszyscy główni bohaterowie, w tym Wokulski i Łęcka. Inni też chwytają za pióro, by stworzyć list, testament, sprawozdanie, reportaż, korespondencję do gazety, szaradę, aforyzm, broszurę, a w ostateczności pozostawić po sobie najbardziej praktyczny rodzaj piśmiennictwa – kwity, monity, weksle.

Na tej górze zapisanego papieru tkwi prawdziwa literacka perła, czyli pamiętnik starego subiekta. I od razu ogarnia nas wątpliwość, czy to rzeczywiście pamiętnik. Rzecki tworzy bez wątpienia dzieło, które przerasta ramy gatunku i pierwotny projekt samego autora. O czym pisze? Każdy licealista powie, że przede wszystkim o Napoleonie, co budzić może rozmaite niebezpieczne skojarzenia. Oczywiście, że pisze o Napoleonie i jego potomkach, lecz wcale o nich pisać nie chce. Wręcz przeciwnie – upomina sam siebie już na początku zapisków. „W tej bowiem pisaninie chcę mówić o sobie”. Nie o Napoleonie Bonaparte i jego krewniakach, lecz o sobie – o starym subiekcie piszącym dla przykładu innych subiektów, tworzącym coś w rodzaju Dworzanina dla subiektów. Castiglione i Górnicki nie staną się jednak przewodnikami pana Ignacego Rzeckiego. Raczej już Montaigne, który powiadał, że sam jest materią, tematem i autorem Esejów czyli Prób.
Bogatsi o wiedzę, której stary subiekt nie posiada, wiemy oczywiście, że autor pamiętnika projektuje również losy bohaterów według swojego życzenia. Tworzy fikcję, która w powieściowym świecie nigdy się nie spełni. Fikcję ponad fikcją, metafikcję, a może odrzucony wariant fabuły, a może opowieść, której autor Lalki nie odważyłby się nigdy ułożyć, bo w jego powieściach nie ma szczęśliwych epilogów, choć przecież w głębi duszy o pomyślnych zakończeniach czytanych historii wszyscy marzymy – i sto lat temu, i teraz, i zawsze.
W tym lepszym świecie pana Rzeckiego nie ma panny Łęckiej, bo nie ma tam miejsca dla kobiet, które zdradzają. Jest pani Stawska, która nie zdradza nigdy. Nie ma też dalekich podróży i niebezpiecznych wypraw, a interesy idą zawsze dobrze, co wcale nie zależy od banalnego cudu, lecz opłacone jest ciężką codzienną pracą. Jest tylko raj, jaki potrafi wymyśleć stary subiekt – nic mniej i nic więcej.

Kiedy wypowiedziano już tyle pochwał pod adresem Prusa wprowadzającego drugiego narratora i tworzącego dodatkową perspektywę dla opisywanych wydarzeń, to po prostu nie ma innego wyjścia jak zdobyć się na zuchwalstwo i przeczytać zapiski Rzeckiego w oderwaniu od reszty utworu. Pamiętnik bez Lalki, wydarte kartki, osamotnione rozdziały, zagadkowe fragmenty jak z powieści Italo Calvino. No cóż, gdy czytało się arcydzieło Prusa dwanaście czy piętnaście razy, chyba w końcu wolno to zrobić? Może dowiemy się jeszcze czegoś nowego?
Pamiętnik starego subiekta tkwi gdzieś na granicy między esejem a nowoczesną powieścią, może nawet znacznie nowocześniejszą niż Lalka. Narrator nie panuje całkowicie nad czasem opowieści, nie potrafi oprzeć się dygresjom i napływającym zewsząd wspomnieniom, dzięki czemu wszystkie wydarzenia znajdują się jak gdyby obok siebie: trudne dzieciństwo, edukacja u Mincla, kampania węgierska, fascynacja panią Stawską. Chociaż padają daty – wątpię, czy dokładne – na dobrą sprawę w Pamiętniku wszystko jest „teraz” i może dojść do głosu w każdej chwili. To samo dzieje się z przestrzenią, która raz kurczy się do rozmiarów pokoju, a raz ogarnia całą bez mała planetę. Obok sklepu Minclów – sklep Wokulskiego, a za chwilę Anglia, Austria, Turcja, nawet egzotyczna Afryka. W tym chaotycznym uniwersum spotykają się bez przerwy bohaterowie z rozmaitych płaszczyzn opowieści: Ludwik Napoleon, wuj Raczek, Stanisław Wokulski, przyjaciel Katz.
Chciałoby się powiedzieć, że przypomina to eksperymentalną powieść Leopolda Buczkowskiego, gdzie Dydonę prowadzą na rozstrzelanie, a w oblężonym Przemyślu pojawia się znienacka Meluzyna. Nie ma to oczywiście wielkiego sensu, jeśli powiemy, że Ignacy Rzecki jest odważniejszy od Bolesława Prusa skrzętnie wiążącego nitki fabularnych wątków. Że bywa nieobliczalny, trochę szalony, a trochę rozgadany. Doskonałe skupienie i prawdziwe mistrzostwo osiąga w scenach batalistycznych – chciałoby się powiedzieć, że jest lepszym batalistą od… No właśnie – od kogo, od narratora, od Bolesława Prusa? Sam nie wiem, ale lepszych opisów bitwy na pewno Prus nigdy nie stworzył.

Rzecki jest również wybornym humorystą, choć przywykło się uważać, że tworzy sytuacje komiczne mimo woli. Ale przecież pewna ironia, sceptycyzm, dobroduszna akceptacja dziwactw świata mieszczą się w postawie subiekta, który wieczorami zamienia się w prawdziwego mędrca. Kiedy pełen melancholii powiada, że „ludzie są jak liście, którymi wiatr rzuca”, czyż nie demonstruje wówczas talentu nieprzeciętnego aforysty?
Może więc warto wrócić do pierwotnego pomysłu – w swym mieszaniu rzeczy ważnych i nieważnych (przypomnijmy choćby zastanawiającą skrupulatność w opisie oświetlonych okien kamienicy układających się w litery H i T) czyż nie przypomina Montaigne`a obserwującego świat z wieży swego pokoiku?
Śmierć jedynego pisarza jest może i zwyczajna i mało heroiczna, ale zazwyczaj powściągliwy Prus tym razem buduje scenerię patetyczną, odwołując się do symbolu dość wieloznacznego, ale jednak trudnego do przeoczenia. Z kieszeni ubrania zmarłego sterczy fragment listu ze słowami NON OMNIS MORIAR. To oczywiście nie jest koncept zadowalający czytelnika konesera – nazbyt może dosłowny, nazbyt wyzywający.

Jednak można to wszystko przeczytać trochę inaczej.
Na przykład tak.
Jest list, a gdzie jest pamiętnik? Co stało się z pamiętnikiem Rzeckiego? Wiem, że to nie tak efektowne pytanie jak kwestia, co stało się z Wokulskim. Ale może warto je od czasu do czasu zadać.</document>
<document nplp_id="222" title="Radosław Kobierski: Miłość, fałszywy towar" slug="milosc-falszywy-towar">Złamane palce znaczą mniej niż złamane serce. Palec wkłada się w różne niebezpieczne miejsca, na przykład do rozprutego boku, między stronice powieści, przekracza się nim granicę innego i w ten sposób tworzy się go od nowa. Inny to tworzywo bez twarzy, uformujmy go zatem. Wokulski zapytuje niczym apostoł z obrazu Hendricka ter Brugghena i Caravaggia „Czy to ty naprawdę”?, chociaż powinien zapytać „Czy to ja?” Do samego końca, w którym i jego porzuca narrator Lalki, nie może odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ on sam nie ma wewnętrznych granic, jest niczym balon Ochockiego, lżejszy od powietrza, choć wiadomo, że cięższy, wchłania świat ale też i narrację, niby jest równorzędny z innymi, ale przecież wszystkie linie zbiegają się w nim – myśli subiekta Rzeckiego, westchnienia Stawskiej, debaty arystokratów i finansistów. Wokulski może być wszystkim, nagle ukazuje się z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami, myśli Florentyna. Wszystkich można określić jednym zdaniem, natomiast jeśli Wokulskiego można z czymś porównać, to chyba z jakąś okolicą przez którą jedzie się cały dzień i gdzie spotyka się równiny, góry, wody i pustynie.

Jednym z pierwszych ważnych pytań powieści Prusa jest to, w jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami. Otóż zjawiają się nowi ludzie pod postacią cienia. Ogromny cień, który staje w zakratowanym oknie i usiłuje zajrzeć do izby Rzeckiego to ten sam cień, którego obecności doświadcza po raz pierwszy Łęcka. Rzecki przestraszony i zmieszany nie poznaje go, jak można rozpoznać człowieka po jego cieniu? Od pierwszego wejrzenia w teatrze, w którym życie jest grą, cień Wokulskiego rośnie, jest przekonany, że jego decyzje pociągają za sznurki, tymczasem na sznurku wisi on sam, ale jeszcze o tym nie wie. Widzimy go z okna, kiedy dla niepoznaki przebiera się w inną suknię. Musi stać się kimś innym, dlatego w pierwszej chwili Rzecki go nie poznaje. Stary subiekt jest zapatrzony w nowego człowieka nad starym horyzontem, który ściśnięty jest do maksimum i otoczony kratami, ten nowy człowiek jest ucieleśnieniem wszystkiego, co subiekt utracił, jest jego widokiem na Węgry i twarzą Katza jednocześnie. Można powiedzieć, że dopóki rośnie cień Wokulskiego, Rzecki ma gdzie się schronić. Kiedy cień znika i Wokulski wraca do właściwych rozmiarów, Rzecki musi umrzeć. Sam nie jest w stanie podjąć wyprawy do siebie. Pokazał to w swojej ekranizacji Wojciech Has. Nie pokazał natomiast momentu odarcia z wszelkich złudzeń. Marionetki, zdaje się im, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, tak ślepa jak one.

Jak to się jednak dzieje, że Wokulski będąc wszystkim, czuje się zarazem niczym? Czy nie jest tak, że każdy obdarty człowiek wydawał mu się istotą wołającą o ratunek, dlatego, że w każdym człowieku z dołu, z bulwarów śmieci, widział siebie? Nie – biednego subiekta, który ledwo łączy początek dnia z końcem, ale siebie, którego pożegnał w teatrze, naukowca, przyrodnika entuzjastę. Kiedy Szuman, niczym przenikliwy Settembrini, zadaje mu pytanie, kiedy osłabł jego zapał w tym kierunku, Wokulski musi poczuć uderzenie toporem w głowę. Próbuje więc chwytać sznurki, za które pociąga sam, choć wydaje mu się, że powinna to zrobić Łęcka, i przeciąć je. Zanim to jednak nastąpi, jego wewnętrzne ja wchodzi w epokę kolonialną. Próbuje dokonać aneksji Łęckiej i w tym celu osacza ją ze wszystkich stron. Wykupuje, jak dobrze wiemy, weksle, zastawę rodową, kamienicę, świecie przekonany, że musi zdobyć rękę Łęckiej, żeby po niej wspiąć się do całości, odzyskać równowagę umysłu, stać się absolutnie spokojnym i jakby większym. Balon pięknie nam się tu rozrasta. Jest jak wściekłe dziecko, które na myśl o zamążpójściu Izabeli, gotowe jest cały świat nabić dynamitem i wysadzić. Wokulski chce uformować nowego człowieka i łamie sobie na tym palce. Mianowicie zderza się z czymś silniejszym od siebie, które jednak chce być słabszym. Tego właśnie Wokulski nie rozumie, wręczając Łęckiej szpilkę do ręki. Nakłuj mnie. Chcę się stać twoim niewolnikiem, chcę leżeć u twoich stóp niczym dywan, jak skóra tygrysa. Zdaje mi się, ze umrę u jej nóg – myśli Wokulski i w istocie zdobycie Łęckiej będzie śmiercią dla niego, choć wydaje mu się, że tam może tkwić tylko życie, którego nie ma. Łęcka też chce mieć tygrysa, ale najlepiej w klatce. To ma być ktoś, na dnie kogo turkoczą machiny i spowija je jezioro czarnych dymów i białych par. To ma być ktoś, przy kim utraci ona wszelką kontrolę. Znamienne jest to, że osoby, które nie mają wyraźnych granic, są przekonane, że wykonują cudzą wolę, że kieruje nimi wyższa siła, której sprostać niepodobna. To przykład Wokulskiego, Łęckiej, Rzeckiego i bohatera pewnego wiersza Miłosza. Łęcka nie może utracić kontroli przy kimś, kto uważa, że jest kierowany przez los. Wszyscy są uzależnieni od siebie i dzięki temu nie muszą konfrontować się z tym, przed czym tak panicznie uciekają. Czy tym czymś jest pustka? Otóż pustka nie jest tym, czego wszyscy się tu boją, ale jakimś momentem oczyszczenia. Przestrzenią, w jakiej nawiązujemy dawno zarzuconą korespondencję z samym sobą. Na razie wydaje nam się, że nas nie ma – w przedziale, którym wracamy do siebie, siedzą cztery osoby, ale właściwie dlaczego trzy plus ja równa się cztery? Mieszkanie, które zajmujemy, staje się niejako większe, a może tylko my stajemy się mniejsi? Wokulski musi odciąć głowę lalce, którą jest on sam, żeby zobaczyć tam swoje nazwisko. Coś w nim musi umrzeć, zejść ze sceny i zasiąść między widzami. W tym momencie Prus nas zostawia, żebyśmy i my mogli ze sceny zejść.</document>
<document nplp_id="224" title="Marek Krajewski: „Lalka” jako inspiracja dla autora kryminałów historycznych" slug="lalka-jako-inspiracja-dla-autora-kryminalow-historycznych-dwie-refleksje">Jednym z żelaznych pytań stawianych pisarzowi i przez dziennikarzy, i przez czytelników jest pytanie o literackie inspiracje. Brzmi ono zwykle tak: kto był/jest dla pana literackim wzorem? W wypadku autora gatunkowo „sformatowanego”, jakim jest autor kryminałów, pytający zwykle oczekuje litanii nazwisk przedstawicieli tegoż gatunku. Zazwyczaj rozczarowywałem moich rozmówców, ponieważ zamiast długiej listy pisarzy rozrywkowych wymieniałem tylko jednego z nich – Raymonda Chandlera – a potem jednym tchem dorzucałem trzy dzieła literatury poważnej: Blaszany bębenek Güntera Grassa, Początek Andrzeja Szczypiorskiego i Lalkę Bolesława Prusa. Pewien dziennikarz żachnął się kiedyś, usłyszawszy to ostatnie nazwisko, i zapytał mnie szczerze (już poza wywiadem), czy nie obawiam się, że – nie ukrywając w publicznych wystąpieniach, że Prus jest moim literackim wzorem – ściągam go z Parnasu w kryminalne bagno. Nie odpowiedziałem na to pytanie, lecz poprosiłem o dokładniejsze sformułowanie pytania: co to znaczy, że ktoś był dla mnie literackim wzorem? Po długim namyśle padła odpowiedź: to (1) autor, którego dzieło/dzieła pan wielokrotnie czytał i (2) autor, którego frazy lub obrazy przypomina pan sobie w trakcie pisania. Zastosowawszy oba te kryteria, zrozumiałem, że to właśnie Lalka jest dla mnie literackim wzorem i zostawia w tyle i Blaszany bębenek, i Początek, ponieważ te powieści czytałem kilka razy, zaś Lalkę – kilkanaście (ad 1), a poza tym fraz z Prusa zapamiętałem wiele, podczas gdy z wielkim trudem mógłbym zacytować pojedyncze zdania z Grassa i Szczypiorskiego (ad 2).

Odpowiedziałem dziennikarzowi, że problem, sit venia verbo, „deparnasizacji” Lalki poprzez publiczne odwoływanie się do niej autora kryminałów pozostawiam krytykom i badaczom intertekstualnych oddziaływań, skończyłem wywiad, po czym zacząłem się poważnie zastanawiać, czy ten wpływ arcypowieści na moją twórczość dałoby się jakoś dodatkowo zobiektywizować. Ponieważ nie pamiętałem, żebym świadomie naśladował Prusa, zadałem sam sobie pytanie: może czyniłem to nieświadomie? może to kilkunastokrotne obcowanie z arcydziełem w najbardziej intensywnych latach mojej młodości sprawia, że dziś, jako mężczyzna i pisarz dojrzały, myślę wciąż jego frazami albo stosuję jego sposób obrazowania? Aby te tezy potwierdzić lub odrzucić jeszcze raz przeczytałem Lalkę.

Okazało się, że znalazłem przynajmniej dwa tropy Lalki, po jakich podążam w sposób oczywisty sam dla siebie. Pierwszy z nich to motyw wędrowania po miejskiej przestrzeni. Można ją przemierzać bezrefleksyjnie, opisując po prostu mijane po drodze place, ulice, gmachy. Można wszakże tę topografię zinternalizować, wciągnąć ją w akcję, nadać jej aktywny charakter – świadka lub komentatora. Spójrzmy na pewien fragment Lalki.

(...) pan Ignacy (...) zapomina o swoich obowiązkach (...) i zaczyna iść za dorożką. Nędzne konie wloką się tak powoli, że pan Ignacy może obserwować wehikuł na całej przestrzeni do kolumny Zygmunta. W tym miejscu dorożka skręca w lewo, a Rzecki myśli: 

„Rozumie się, że jedzie baba na Miodową. Taniej kosztowałaby ją podróż na miotle...”.

Przez dom Rezlera (który przypomina mu onegdajszą pijatykę!) i część Senatorskiej pan Ignacy dostaje się na Miodową. Tu przechodząc około składu herbaty Nowickiego wstępuje na chwilę, ażeby powiedzieć właścicielowi ,,dzień dobry!'', i szybko ucieka, dalej mrucząc:

„Co on sobie pomyśli, zobaczywszy mnie o tej godzinie na ulicy?... Naturalnie, pomyśli, że jestem najpodlejszy dysponent, który zamiast siedzieć w sklepie łajdaczy się po mieście... Oto los!...” (2, 77–78)[przypis]Cytaty z Lalki podaję za 26. jej wydaniem (Prus, Bolesław: Lalka: Powieść w trzech tomach. Ilustrował A. Uniechowski (...). Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1969).[/przypis].

Miejska przestrzeń koresponduje ze stanem ducha Rzeckiego, jej opis nie ma charakteru pasywnego, bedekerowskiego. Wielokrotnie, przy opisywaniu topograficznych osobliwości dawnego Wrocławia i Lwowa łapałem się na powierzchownym, instrumentalnym opisywaniu tych miast – oto jakiś plac, oto ulica, oto jakaś scenka rodzajowa – taka czy inna, wszystko jedno, byle realistyczna i właściwa dla epoki. Wtedy czułem jakiś niepokój, jakąś niewygodę, czułem, że mój opis jest płytki, powierzchniowy i przez to nudny. Czasami się tym nie przejmowałem. Skutek był taki, że czytelnicy się nudzili, a recenzenci krytykowali. Prof. Wojciech Burszta w swoim znanym tekście pt. Bronię kryminału („Polityka”/„Niezbędnik inteligenta” z 19 marca 2005, s. 34–38) pisał: „Za dużo szczegółów, zbyt dużo nazw ulic! Panie Marku, my panu wierzymy, że pan zna topografię Wrocławia” (cytuję z pamięci). Czasami jednak włączałem topografię w akcję. Jestem pewien, że w dużej mierze zawdzięczam to wspaniałym passusom Lalki, choćby takim, jak ten cytowany powyżej.

Jeszcze jedną rzecz zawdzięczam dziełu Prusa. Są to powtórzenia i silnie pointy na końcu scen. Oto przykład.

Tymczasem dyrektor kazał wyprowadzić klacz na korytarz. Było to piękne zwierzę na cienkich nóżkach, z małą główką i z oczyma, z których przeglądał dowcip i rzewność. Klaczka w przechodzie zwróciła się do Wokulskiego wąchając go i chrapiąc, jakby w nim odgadła pana. 

– Już pana poznała – rzekł dyrektor. – Niech jej pan da cukru... Piękna klacz!...

To mówiąc, wydobył z kieszeni kawałek brudnej substancji, nieco zalatującej tytuniem. Wokulski podał to klaczy, która bez namysłu zjadła.

– Zakładam się o pięćdziesiąt rubli, że wygra! – zawołał dyrektor. (...) – Dam doskonałego dżokeja a ten poprowadzi ją według mojej instrukcji. Ale gdyby została przy baronie Krzeszowskim, niech mnie piorun trzaśnie, przywlokłaby się trzecia do mety. Zresztą nawet nie trzymałbym jej na stajni...

– Dyrektor jeszcze nie może uspokoić się – wtrącił ze słodkim uśmiechem Maruszewicz.

– Uspokoić się!... – krzyknął dyrektor czerwieniejąc z gniewu. – No niech pan Wokulski osądzi, czy mogę nadal utrzymywać stosunki z człowiekiem, który opowiadał, że ja sprzedałem w Lubelskie konia, co miał k o l e r!... (...) I gdyby hrabia nie załagodził afery, pan Krzeszowski miałby dziś kulę w udzie... Ja sprzedałem konia, co miał k o l e r!... Żebym miał zapłacić od siebie sto rubli, klacz wygra... Żeby miała paść... Przekona się pan baron... Koń miał k o l e r!...

Po obejrzeniu klaczy panowie udali się do kancelarii, gdzie Wokulski uregulował należne rachunki, przysięgając sobie nie mówić o żadnym koniu, że ma k o l e r (1, 279–280).

Dla autora kryminałów niezwykle ważnym zaleceniem jest zachowanie zwartości tekstu. Wszystko, co tę koherencję rozbija (zbyt długie opisy psychologiczne, filozoficzne rozważania etc.), niesie ze sobą zagrożenie znudzenia czytelnika. Zwarta narracyjnie musi być cała powieść oraz pojedyncze sceny. Jak osiągnąć tę zwartość scen? Odpowiadam: uparcie stosuję kompozycję klamrową, silne pointy oraz powtórzenia. To wszystko widzę w Lalce (por. powyższy fragment). Skąd wiem, że stąpam po śladach Prusa, a nie na przykład Raymonda Chandlera, u którego wszystkie te spoiwa tekstu są i którego czytałem prawie tak często jak Lalkę? Otóż stąd, że Lalkę (a obok niej Faraona) zacząłem czytać w wieku lat 12 i czytałem ją do dwudziestego roku życia z częstotliwością raz-dwa razy do roku. To nasycenie wyobraźni, ta literacka formacja sprawiła, że nieświadomie piszę Prusem, że używam jego chwytów kompozycyjnych, że z mojego czoła – by sparafrazować słynny wiersz Herberta Kołatka – spływają ławice Prusowych obrazów.</document>
<document nplp_id="226" title="Magdalena Tulli: Kobiety, Żydzi i&amp;nbsp;Nieszczęśliwy Kraj" slug="kobiety-zydzi-i-nieszczesliwy-kraj">Wydaje się, że Lalka całkiem nieźle wytrzymała próbę czasu. Jeśli nie do końca, to nie z powodu tego, jak jest napisana - konstrukcję ma jak na datę powstania dość nowoczesną - tylko dlatego, że tymczasem coś się stało ze światem. Świat ma za sobą dwie wojny, jakie nie pomieściłyby się w głowie bohaterom Prusa ani jego czytelnikom, poza tym wchłonął pomysły w rodzaju psychoanalizy i egzystencjalizmu, krótko mówiąc, jeśli za czasów Lalki był nieco przewrotny, potem stał się przewrotny do kwadratu, do tego stopnia, że tamta staromodna przewrotność wydaje nam się dziś prostoduszna i naiwna. Zajmę się tym, czego ciekawego dziś można się z Lalki dowiedzieć.
A najpierw tym, czego nie można się dowiedzieć. Na przykład nie można się dowiedzieć, że władzę w kraju, w którym toczy się akcja, sprawuje car rosyjski. Należy użyć wiedzy zdobytej gdzie indziej, żeby rozumieć, dlaczego Wokulski mimo swoich zdolności nie ukończył studiów i dlaczego ma odmrożone ręce (które w oczach panny Izabeli są czymś niemile pospolitym), dlaczego brakowało mu szlacheckich papierów i musiał za nie zapłacić. Dlaczego Rzecki ma obsesję na punkcie Napoleona i jego potomków oraz po co zaciągnął się niegdyś do w węgierskiej piechoty. Cudzoziemiec nie zgadłby, czego tym wszystkim ludziom brakuje do szczęścia, skąd w nich tyle niepokoju i rozdrażnienia. Prus tego nie wyjaśnia. Nie pisał Lalki dla cudzoziemca i cudzoziemiec mu odpłacił pięknym za nadobne: nie przeczytał. Trudno się z Lalki dowiedzieć czegokolwiek o poglądach autora. Postacie rozprawiają o polityce i gospodarce, ujawniają swoje podejście do kwestii kobiecej albo żydowskiej. Autor, prezentując galerię postaw, nie zdradza, które z nich podziela, choć czasem ironiczny ton może wskazywać, których postaw nie podziela. Jedyne komentarze autorskie to kilka dyskretnie wtopionych w tekst, przejmujących uwag o pustce życia.

Akcja toczy się w roku 1879. Żebyśmy lepiej sobie wyobrazili, co to znaczy, warto wspomnieć, że dopiero za czterdzieści lat Polska odzyska niepodległość. Większość bohaterów tego sukcesu nie dożyje. Prawie dwadzieścia lat minęło od powstania styczniowego, niespełna dziesięć od wojny francusko pruskiej, a od czasów Pana Tadeusza, czyli "O roku ów", prawie siedemdziesiąt lat. Wypadki mają więc miejsce w najgłębszych ciemnościach ciągnącej się bez końca niewoli, w czasie, kiedy nikt już nie pamięta wolności i nikomu wolność jeszcze się nie śni.
W powieści wielokrotnie pada słowo "kraj" a postacie dyskutują o tym, co jest dobre lub niedobre dla "kraju". Tym "krajem" w sensie emocjonalnym jest Polska, ale w sensie administracyjnym to "kraj przywiślański", a Warszawa jest prowincjonalnym miastem garnizonowym na zachodnich krańcach imperium.

Jest to kraj nieszczęśliwy, lecz także jedyny, jaki mają bohaterowie. W każdym innym miejscu będą się czuli obco. Choć przywiązanie do kraju nie jest polską specjalnością, odczuwają je również Anglicy, Francuzi, Niemcy i wszyscy pozostali, bohaterom powieści wydaje się on czymś absolutnie niezbędnym do życia.
Nieraz jak dziecko wołałem przez sen: „ ja chcę do kraju!...” - zapisuje stary subiekt w swoim pamiętniku. Wokulski, wypytywany przez Rzeckiego, mówi o tęsknocie, która zżerała go podczas podróży po obczyźnie: –  Za czym? No... za wszystkim... za krajem...
Oprócz przywiązania, mieszkańcy tego kraju mają wobec swojej ojczyzny obowiązki, a można by powiedzieć, że właśnie te obowiązki wyznaczają miarę ich przywiązania. Są one przy tym dość nieokreślone, to znaczy sprowadzają się do głoszenia pewnych opinii i prezentowania pewnych postaw. Powstania zostały przegrane, wszystko już stracone, toteż żadne działanie, jak się wydaje, nie ma sensu, pozostają tylko emocje.
Pan Tomasz [Łęcki]jest jedynym arystokratą, który pojął swe obowiązki względem kraju i spełnia je sumiennie. [To znaczy od dziewiątej do dwunastej gra w karty w Resursie Kupieckiej - a więc ze względów patriotycznych brata się z niższą kastą].

Pani baronowa Krzeszowska wybiera neseserki w sklepie Wokulskiego:
Powiedz mi pan - mówiła dama do Klejna podniesionym głosem - czy wam nie
wstyd zwozić tak kosztowne drobiazgi, kiedy kraj jest zrujnowany?...
Obowiązkiem mieszkańców tego kraju jest rozpaczać. Mówi książę, który jest wyrazicielem poglądów swojej sfery: - Mnie zresztą nie obchodzą fabrykanci, ale kraj, nasz kraj, biedny kraj...
I gdzie indziej, też o księciu: Zwołać sesję, zachęcić do przedsiębiorstwa i cierpieć, wciąż cierpieć nad nieszczęśliwym krajem, oto jego zdaniem były obowiązki obywatela.
- Czy jednak rozważyłeś pan tę kwestię [chodzi o handel tanimi rosyjskimi tkaninami] jako obywatel?... - rzekł książę ściskając go [Wokulskiego] za rękę - My już tak niewiele mamy do stracenia....
I w innym miejscu: Więc aby uniknąć wstydu dla siebie, bywał i nawet zwoływał do swego mieszkania rozmaite sesje, wydawał po dwadzieścia pięć i po sto rubli na akcje rozmaitych przedsiębiorstw publicznych, nade wszystko zaś - ciągle martwił się nieszczęśliwym położeniem kraju; a każdą mowę swoją kończył frazesem:
 - Bo, panowie, myślmy najpierw o tym, ażeby podźwignąć nasz nieszczęśliwy kraj... Sformułowanie "nasz nieszczęśliwy kraj" pada na kartach Lalki kilkanaście razy razy.
Koncept "nieszczęśliwego kraju" okazuje się całkiem obcy francuskiemu dorożkarzowi: Polska? Piękny kraj... bogaty kraj... Naprzód, Lizetka!...

Kraj jest więc nieszczęśliwy, ale i naród jest nieporadny, zgnuśniały, pozbawiony energii i woli. Jego mieszkańcom być może czegoś brakuje: Na dostawach bogacą się tylko Żydzi i Niemcy; nasi do tego nie mają głowy - mówi pan Deklewski, który spotyka się z Rzeckim przy piwie. Wracając do tematu, który nam przerwano, czy nie sądzisz pan, że dobrze byłoby założyć w kraju polską fabrykę tanich tkanin?... [pyta książę]. Wokulski potrząsnął głową. - Wątpię, ażeby się to udało - odparł. - Trudno myśleć o wielkich fabrykach tym, którzy nie mogą zdobyć się na małe ulepszenia w już istniejących...
I Bóg wie, co by dla kraju mógł zrobić taki jak on człowiek, gdyby na każdym kroku nie usuwano mu schodów, a on nie musiał tracić czasu i sił na samo wydzieranie się do nowych stanowisk. - notuje Rzecki.

Z Lalki można się też dowiedzieć, jak współcześni Prusa rozumieli patriotyzm. Rzecki wspomina o epizodycznej postaci określonej jako "solidny kupiec": jakkolwiek jestem eks-porucznikiem węgierskiej piechoty, nie mogę jednak pojąć: czym perkaliki niemieckie są lepsze od moskiewskich? Ale z moim kupcem nie było gawędy. W taki sposób bestia podnosił brwi, tak ruszał ramionami, a tak rozkładał ręce, iż w końcu pomyślałem, że on jest wielki patriota, a ja gałgan, choć w tym czasie, kiedy on nabijał kieszenie rublami i imperiałami, mnie paręset kul przeleciało nade łbem..."
Wokulski otwiera listy, w których znajduje obraźliwe insynuacje. Jeden nazywał go zdrajcą, inny fagasem, który tak wprawił się do służby u Hopfera, że dziś dobrowolnie wdziewa na siebie liberię. A w innym miejscu coś jeszcze bardziej znajomego: - O!... że też my zawsze kogoś musimy posądzać albo o zdradę kraju, albo o złodziejstwo!

"Nieszczęśliwy kraj" wraz ze swoimi porządkami ma właściwości toksyczne. Gnuśność i bezsiła staje się w końcu udziałem Wokulskiego, który traci swoją niespożytą energię:
Na co to strwonił siły i życie?... Na walkę z otoczeniem, do którego nie przystawał. Gdy miał ochotę uczyć się, nie mógł, ponieważ w jego kraju potrzebowano nie uczonych, ale - chłopców i subiektów sklepowych. Gdy chciał służyć społeczeństwu, choćby ofiarą własnego życia, podsunięto mu fantastyczne marzenia zamiast programu, a potem - zapomniano o nim. Gdy szukał pracy, nie dano mu jej, lecz wskazano szeroki gościniec do ożenienia się ze starszą kobietą dla pieniędzy. Gdy nareszcie zakochał się i chciał zostać legalnym ojcem rodziny, kapłanem domowego ogniska, którego świętość wszyscy dokoła zachwalali, postawiono go w położeniu bez wyjścia. Tak, że nie wie nawet, czy kobieta, za którą szalał, jest zwykłą kokietką o przewróconej głowie, czy może taką jak on zbłąkaną istotą, która nie znalazła właściwej dla siebie drogi. Sądząc jej czyny, jest to panna na wydaniu, która szuka najlepszej partii; patrząc w jej oczy, jest to anielska dusza, której konwenanse ludzkie spętały skrzydła.

Tu dochodzimy do następnej istotnej kwestii, czyli do kwestii kobiecej.
Można mówić o kobietach w kategoriach oczekiwań albo w tonie stwierdzenia faktów i będą to dwie nieprzystające do siebie historie. Pierwsza o aniołach, druga o oszustkach.
Zacznijmy od oczekiwań.
Spostrzegł również [Wokulski], że pani Stawska nigdy nie zajmuje się sobą. Kiedy skończy ze sklepem, myśli o Heluni, służy matce, troszczy się interesami służącej i mnóstwa ludzi obcych, po największej części biedaków, którzy niczym odwdzięczyć się jej nie mogli. Gdy zaś i tych kiedy zabrakło, wówczas zagląda do klatki kanarka, ażeby mu zmienić wodę albo dosypać ziarna. „Anielskie serce!...- myślał Wokulski. W innym miejscu stwierdza, że pani Stawska to "kobieta doskonała". W ogóle biorąc, kobiety są szlachetniejsze od mężczyzn; nie tylko mniej spełniają występków, lecz i poświęcają się nierównie częściej od nas. - myśli sobie Wokulski.
A to mówi książę: - Szanowna kuzynko, trzymasz w ręku niezwykłego ptaka... Trzymajże go i pieść tak, ażeby wyrósł na pożytek nieszczęśliwemu krajowi...
- Więc według pana nie jest zasługą pielęgnowanie delikatniejszych uczuć i wykwintniejszych obyczajów? - pyta panna Izabela. A Wokulski odpowiada:
 - Owszem, jest, ale taką rolę w społeczeństwie odgrywają kobiety. Im natura dała tkliwsze serca, ruchliwszą wyobraźnię, subtelniejsze zmysły, i one to [...] utrzymują w życiu codziennym wykwintność, w obyczajach łagodność, a nawet umieją budzić w nas najwznioślejsze uczucia. Tą lampą, której blaski ozłacają drogę cywilizacji, jest kobieta.
Kolej teraz na konfrontacje z rzeczywistością:
Doktor Szuman do Wokulskiego: Każą ci szukać ideałów, samemu być idealnym ascetą i nie tylko wypełniać, ale nawet wytwarzać jakieś sztuczne warunki. A co z tego wynika w rezultacie?... Że mężczyzna, zwykle mniej wytresowany w tych rzeczach, staje się łupem kobiety, którą tylko w tym kierunku tresują. I otóż cywilizacją naprawdę rządzą kobiety!...
I Szuman w innym miejscu: jeżeli mężczyzna pod względem duchowym jest muchą, to kobieta jest jeszcze gorszą muchą, gdyż pozbawioną łap i skrzydeł. Wychowanie, tradycja, a może nawet dziedziczność, pod pozorem zrobienia jej istotą wyższą, robią z niej istotę potworną. I ten próżnujący dziwoląg, ze skrzywionymi stopami, ze ściśniętym tułowiem, czczym mózgiem, ma jeszcze obowiązek wychowywać przyszłe pokolenia ludzkości!... Cóż więc im zaszczepia.?...
Kobieta jak dobra, to dobra, ale jak się rozwydrzy, niczym diabeł - stwierdza prosto z mostu rzemieślnik Węgiełek.
 - Boże miłosierny! - zawołał [Wokulski] - a kiedyż ja się wyplączę z tych babskich stosunków? [...] Zabawny kraj, gdzie baby trzymają pierwsze skrzypce i gdzie nie ma żadnych innych interesów, tylko szczęśliwa albo nieszczęśliwa miłość!
Niechaj nas Bóg zachowa od damskiej klienteli. Ja może dlatego nie mam odwagi do małżeństwa, że ciągle widuję damy w sklepie. Stwórca świata formując cud natury, zwany kobietą, z pewnością nie zastanowił się, jakiej klęski narobi kupcom - żartuje protekcjonalnie Rzecki.
Pani Meliton do Wokulskiego: - Szkoda pana - powtórzyła. - Sama jestem kobietą i wiem, że kobiet nie zdobywa się ofiarami, tylko siłą. A w innym miejscu pisze do Wokulskiego tak: Pamiętaj Pan: kobiety tak lubią być ściskane, że dla spotęgowania efektu trzeba je niekiedy przydeptać nogą. Im zrobisz Pan to bezwzględniej, tym pewniej cię pokocha." Dalej, w tym samym liście: "Kobiety są niewolnicami tylko tych, którzy potrafią je mocno trzymać i dogadzać ich kaprysom.
Ażeby nad kobietami odnosić wielkie zwycięstwa, trzeba być w miarę impertynentem i w miarę bezczelnym mówi Wokulskiemu Rzecki.
Ach, jakiż podły gatunek zwierząt te baby!... Bawią się nami, choć ograniczony ich mózg nawet nie jest w stanie nas pojąć... - to mówi Ochocki, jedna z najsympatyczniejszych postaci Lalki. A w innym miejscu rozwija temat: Dalibóg, nie znam ani jednej kobiety, w której ciągłym towarzystwie nie zgłupiałbym w pół roku.

Nas nauczono widzieć w kobietach anioły i tak też je traktujemy. Jeżeli one jednak są przede wszystkim samicami, to my wydajemy się w ich oczach głupsi i niedołężniejsi, niż jesteśmy - mówi Wokulski do starego barona Dalskiego, oszukiwanego przez młodą narzeczoną.
W imieniu takiej rzadkości, jak kobiety zbuntowane, wypowiada się Wąsowska, nazywana przez narratora "wdówką". Nazwisko jest znaczące, Wąsowska jest co prawda kobietą, ale nie z tych pokornych, nie w typie anioła. W przeciwieństwie do Pani Stawskiej chętnie zajmuje się sobą, a innymi o ile znajduje w tym przyjemność, w czym jest podobna raczej do mężczyzny, od którego nie wymaga się anielskich poświęceń. Na tym polega jej bunt. Co znamienne, właśnie ją jedną Ochocki traktuje z respektem: - Przysięgam, że spomiędzy znajomych mi dam jesteś pani jedyną kobietą, która naprawdę coś warta... I ten sam Ochocki przy innej okazji: Przecież dlatego kobiety wszędzie są niewolnicami, że lgną do tych, którzy je lekceważą. Ale Wąsowska nie posuwa się za daleko, nie mówi o buncie - zresztą bez statusu "wdówki" nie nie mogłaby sobie pozwolić nawet na taki, jakim jest odmowa "poświęceń" - tylko dość oględnie skarży się na niespójność oczekiwań wobec kobiet. Tak mówi do Wokulskiego: Kiedy kobieta, w pewnej epoce życia, marzy o idealnej miłości, wyśmiewacie jej złudzenia i domagacie się kokieterii, bez której panna jest dla was nudna, a mężatka głupia. A dopiero gdy dzięki zbiorowym usiłowaniom pozwoli prawić sobie banalne oświadczyny, patrzeć słodko w oczy, ściskać za ręce, wówczas z ciemnego kąta wyłazi jakiś oryginalny egzemplarz w kapturze Piotra z Amiens i uroczyście wyklina kobietę stworzoną na obraz i podobieństwo Adamowych synów.
Obecność Wąsowskiej jest nieoceniona, bo właśnie z nią bohaterowie mogą prowadzić podobne dyskusje. Na pewno nie z trzpiotkami, głupimi gęśmi albo anielicami. Wokulski mówi do niej tak: Pani łaskawa, nie udawajmy, że się nie rozumiemy. Pani wie, że dla mężczyzny kochającego kobieta jest świętością jak ołtarz. Słusznie czy niesłusznie, ale tymczasem tak jest. Otóż jeżeli pierwszy lepszy awanturnik zbliża się do tej świętości jak do krzesła i postępuje z nią jak z krzesłem, a ołtarz prawie zachwyca się podobnym traktowaniem, wówczas... pojmuje pani?... Zaczynamy przypuszczać, że ów ołtarz jest naprawdę tylko krzesłem. Jasno się wytłumaczyłem?
Autor nie przepuścił okazji, żeby zderzyć racje Ochockiego i Wąsowskiej:
Ach, te kobiety z ich obrzydliwą kokieterią...
- Wasza jest mniej obrzydliwa? - spytała pani Wąsowska.
- Nam wolno.
- Wam wolno... pyszny sobie!... - oburzyła się. - I to mówi człowiek postępowy, w wieku emancypacji!.:.
- Niech licho weźmie emancypację! - odparł Ochocki. - Piękna emancypacja. Wy chciałybyście mieć wszystkie przywileje: męskie i kobiece, a żadnych obowiązków... Drzwi im otwieraj, ustępuj im miejsca, za które zapłaciłeś, kochaj się w nich, a one..."
Wokulski wyrazi się okrutnie: "Trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary Mickiewiczów, Krasińskich albo Słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką"
Znajduje jednak ciekawe rozwiązanie problemu: "Gdy kobieta nie będzie potrzebowała udawać miłości ani kokietować wszystkich, wówczas od razu odsunie tych, którzy jej nie są mili, i pójdzie za tym, który jej przypada do gustu. Wówczas nie będzie oszukiwanych ani oszukujących, stosunki uporządkują się w sposób naturalny." - Ale zwróćmy jednak uwagę na sformułowanie "pójdzie za tym, który..., a wtedy rozwiązanie Wokulskiego pokaże nam swoje raczej ciasne granice.

Żydzi, zwani Żydkami zawsze kiedy występują anonimowo, a Żydami tylko pod nazwiskiem, to osobny wielki i ciekawy temat Lalki.
Przynależność do kategorii Żydów może zresztą zastąpić nazwisko: Z tym wszystkim powtarzam, że sklep wasz kupują Żydzi...
- Jacy Żydzi?
- Diabeł ich wie: Szlangbaumy, Hundbaumy, czy ja ich zresztą znam!... [Tu się Szprot dość pogardliwie bawi słówkami - Schlange to wąż albo żmija a Hund to pies].
Podobnież [to o Disraelim, który dostał od królowej angielskiej tytuł hrabiowski] dzisiejsi politycy co kwartał zmieniają wiarę: onegdaj wierzyli w Bismarcka, wczoraj w Gambettę, a dziś w Beaconsfielda, który niedawno był Żydkiem - pisze stary subiekt.
Żydki to określenie łagodne, bo mówi się także "parchy". Gdy zaś Wokulski odszedł, [lokaj zadłużonego u Żydów Łęckiego] powypychał Żydów za drzwi mówiąc: - Poszły parchy!... Won!...
Z pewnego puntu widzenia kwestia żydowska przypomina kwestię kobiecą. Zwróćmy uwagę na to, jak poczciwy Rzecki, nie deklarujący się wcale jako antysemita w przeciwieństwie do swoich kompanów od kufla, mówi o młodym Szlangbaumie: Dawniej był potulny, dziś arogant i pogardliwy; dawniej milczał, kiedy go krzywdzono, dziś sam rozbija się bez powodu. Dawniej mianował się Polakiem, dziś chełpi się ze swego żydostwa. Dawniej nawet wierzył w szlachetność i bezinteresowność, a teraz mówi tylko o swoich pieniądzach i stosunkach.
Rzecki jest wyrazicielem nastawień społeczeństwa, ale złagodzonych, bo to człowiek dobry. Tak oto da się w skrócie ująć założenie, które przyświeca cytowanej wypowiedzi: Żyd, tak samo jak kobieta, powinien spełniać pewne dodatkowe wymagania. Nie każdemu wolno się awanturować i rozbijać. Żyd jest wtedy dobry gdy - tak jak kobieta - jest cichy i pokornego serca. Powinien milczeć, kiedy go krzywdzą. Liczy mu się na plus, jeśli garnie się do polskości, choć to jeszcze nie znaczy, że zostanie do niej dopuszczony. Ale w przeciwieństwie do kobiety, dzięki potulności nie będzie mu przypisane anielstwo. Jeśli spełni wszystkie warunki, może liczyć zaledwie na to, że jego nienarzucającą się obecność otoczenie jakoś ścierpi. Dobry Żyd musi się z tym pogodzić i do pewnego stopnia zidentyfikować się z tymi, którzy nim pogardzają. Musi trochę pogardzać sam sobą, jeśli szuka wspólnego języka z pogardzającymi.
Oto rozmowa Rzeckiego z doktorem Szumanem: - Cóż to, czy i pana ogarnia antysemityzm? [pyta Szuman] - Nie; ale co innego nie być antysemitą, a co innego służyć Żydom.
- Któż więc im będzie służył?... Bo ja, choć jestem Żyd, także nie wdzieję liberii tych parchów.
Jeszcze więcej mówi historia młodego Szlangbauma, który brał udział w powstaniu styczniowym, potem został zesłany na Syberię, gdzie zaprzyjaźnił się z Wokulskim. Rzecki w swoim pamiętniku relacjonuje scenę z cukierni:
- Nie lubisz pan lodów, panie Szlangowski? - Odpowiedział :- Lubię tylko kiełbasę, ale bez czosnku. Czosnku znieść nie mogę.
Czosnek i cebula, od których młody Szlangbaum się odżegnuje z taką energią, to warzywa symboliczne. Lisiecki mówi: - Zerwać z Żydami [...] Bardzo dobrze robi szef wycofując się z tych parszywych stosunków. Nieraz aż wstyd wydawać reszty, tak pieniądze zalatują cebulą.
Szlangowski mimo swojego akcesu do polskości traci pracę w innej chrześcijańskiej firmie i przychodzi do Wokulskiego. - Stachu - rzekł pokornym głosem - utonę na Nalewkach, jeżeli mnie nie przygarniesz. - Dlaczego żeś od razu do mnie nie przyszedł? - spytał Stach. - Nie śmiałem... Bałem się, żeby nie mówili o mnie, że Żyd musi się wszędzie wkręcić.
Czy to wygląda na przewrażliwienie? Raczej nie, jeśli posłuchamy Lisieckiego, przy innej okazji: - Jak te kanalie Żydy cisną się na Krakowskie Przedmieście! Nie mógłby to parch, jeden z drugim, pilnować się Nalewek albo Świętojerskiej?
Albo Węgrowicz: Alboż to mało Żydów w Warszawie? Złożą się we trzech, bodaj w dziesięciu, i zaparszywią Krakowskie Przedmieście.
A właśnie na Krakowskim Przedmieściu znajduje się sklep Wokulskiego.
Młody Szlangbaum oczywiście wie, że niektórych kole w oczy jego obecność w tym sklepie. Sytuacja Żydów staje się coraz bardziej napięta. Rzecki notuje w pamiętniku: W ogóle, może od roku, uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć; nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo.
- Ach, gdybym się nie bał, że mi dzieci zżydzieją, jednej chwili uciekłbym stąd na Nalewki... [mówi Szlangbaum, widząc tę zmianę.]
 - Bo dlaczego, panie Henryku - spytałem go [relacjonuje stary subiekt w "Pamiętniku"] - raz się, do licha, nie ochrzcisz?..
 - Zrobiłbym to przed laty, ale nie dziś. Dziś zrozumiałem, że jako Żyd jestem tylko nienawistny dla chrześcijan, a jako meches byłbym wstrętny i dla chrześcijan, i dla Żydów.
Źle nazywać się Szlangbaumem, źle Szlangowskim; źle być Żydem, źle mechesem... Noc zapada, noc, podczas której wszystko jest szare i podejrzane!
I takież będzie zakończenie historii młodego Szlangbauma:
Czyżby i on mnie posądzał i śledził?.. - błysnęło w głowie Szlangbaumowi [na temat Rzeckiego] i gniew go ogarnął. - Tak, ma ojciec rację.... Dziś wszyscy huzia! na Żydów. Niedługo już trzeba będzie zapuścić pejsy i włożyć jarmułkę...

Wokulski tym nastrojom nie ulega. Oto rozmowa w kręgu akcjonariuszy spółki do handlu z Rosją. Zaczyna Wokulski:  Tu zbiera się i przechodzi przez nasze ręce część towarów francuskich i niemieckich przeznaczonych dla Rosji, z czego moglibyśmy mieć pewne zyski, gdyby nasz handel...
 - ...nie znajdował się w ręku Żydów - wtrącił półgłosem ktoś od stołu, gdzie siedzieli kupcy i przemysłowcy.
 - Nie - odparł Wokulski. - Zyski istniałyby wówczas, gdyby nasz handel był prowadzony porządnie.
Żadna z postaci nie ma dla Żydów więcej szacunku i zrozumienia niż on. A tak oto usprawiedliwia on to, co uchodzi za narodowe wady Żydów: W antyżydowskich prześladowaniach zginęły najszlachetniejsze jednostki, a zostały tylko takie, które mogły uchronić się od zagłady. I oto jakich mamy dziś Żydów: wytrwałych, cierpliwych, podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią, jaka im pozostała - pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych.
Szacunek Wokulskiego, jak widać, też ma swoje granice.
Wokulski w dobrym nastroju, szczęśliwy, bo dostał od Łęckiego zaproszenie na obiad, idzie ulicą: Uśmiechał się do piaskarza wiozącego swój towar nędznym
 koniem w podługowatej skrzyni, a żebrząca wiedźma wydała mu się bardzo miłą staruszką; cieszył go świst rozlegający się w fabryce i chciał pogadać z gromadką rozkosznych malców, którzy ustawiwszy się na przydrożnym pagórku ciskali kamieniami na przechodzących Żydów.
Jeśli zastanawiamy się, skąd pochodzą dostępne nam zasoby pogardy, odpowiedź brzmi: sprzed stu pięćdziesięciu lat. Zachowane w stanie idealnym, jakby wyjęte z zamrażarki. A skąd się brały wtedy? Stąd, że nieszczęśliwy kraj naprawdę był nieszczęśliwy, cierpiał niewolę i poniżenie. Nieszczęśliwy kraj oddawał to, co dostał. Poniżenie to straszny ciężar, ludzie nie chcą go dźwigać, zazwyczaj usiłują przerzucić je na kogoś innego. I to nie na silniejszego, od którego musieli je przyjąć. Nie ma tu dużego wyboru. Na całym świecie, gdziekolwiek ten ciężar się pojawi, oddaje się go słabszej płci oraz nie dysponującym armią obcym.

Znajdujemy się dziś w jakimś innym, bardziej zaawansowanym punkcie wymienionych tu trzech spraw które noszą tytuły: "Nieszczęśliwy kraj, nieporadny naród", "Kwestia żydowska", "Kwestia kobieca". Wiele sobie w ostatnich czasach powiedzieliśmy. Możliwości języka, jakim się posługujemy, uległy poszerzeniu i potrafimy w nim dziś wyrazić treści, których dawny język nie przyjmował. Ale mimo dwóch wojen, o jakich się nie śniło, mimo Freuda i egzystencjalistów, mimo że tymczasem staliśmy się przewrotni do kwadratu - te trzy hasła naszego życia publicznego pozostały mniej więcej aktualne. Mniejsza o to, że nasza sytuacja jest dziś inna pod każdym względem: mamy niepodległość, Żydzi zniknęli, kobiety się wyemancypowały. Jakby w ogóle nic się nie zmieniło, trzy tytułowe kwestie do dziś są tematem naszych sporów, organizują nasze emocje - to dopiero ciekawy objaw naszej choroby. Pogarda zmieszana z poczuciem krzywdy okazuje się lekarstwem, które nas nie wyleczyło, ale za to uzależniło. Obraca się ona przeciwko pogardzającym, nadal zużywając ich siły i wiarę w siebie. Trzyma nasz kraj w tej samej ciasnej przestrzeni, w której dusił się od roku 1879 albo jeszcze dłużej.</document>
<document nplp_id="228" title="Mariusz Sieniewicz: „Lalka” – zachwyt, choć z&amp;nbsp;lekka kontrolowany…" slug="lalka-zachwyt-choc-z-lekka-kontrolowany">Na wstępie – drobna ekspiacja: akt woli biegnie często szybciej niż głos rozsądku. Najpierw zgodziłem się wziąć udział w spotkaniu, no bo Prus, no bo Lalka, no bo lektura i Jerzy Kamas – wiadomo, bułka z masłem, wszyscy to dobrze znany. Dopiero później, gdy wgryzłem się w szczegóły spotkania, mina mi zrzedła, a zęby zaczęły boleć. Pytania, jakie postawili organizatorzy, demaskowały moją kawaleryjską ignorancję i nazbyt lekki stosunek do – było nie było – pradziada i ojca prozy dzisiejszej. Jakie znaczenie dla warsztatu współczesnego twórcy ma największa polska powieść? Czy może ona być inspiracją dla dzisiejszych prozaików? Czy istnieją związki między światem „Lalki” a naszą rzeczywistością? To są pytania totalne! Uświadomiłem sobie, że do najwybitniejszej polskiej powieści miałem i mam nie tylko dość lekki, ale i mglisty stosunek, choć chcę wierzyć, że nie wynika on z mglistego pojęcia.

Niewiele zaryzykuję stwierdzeniem, że Lalka nie rozpala umysłów średniego i młodego pokolenia twórców. Z drugiej jednak strony być może jest ona naszym nieświadomym kompleksem, widmem, swoistym szantażem i widmem, które – zwłaszcza w latach 90. – krążyło po polskiej literaturze. Jeśli więc miałbym już mówić o jakimś zachwycie, to byłby to zachwyt mocno tautologiczny, ferdydurkowy. Jednak strach mnie wziął wielki, gdy tylko wyobraziłem sobie, że jestem w swoich rozterkach odosobniony. Że inni, zaproszeni na debatę o Prusie twórcy, a i owszem, wyssali Lalkę z mlekiem matki, że dajmy na to Magdalena Tulli codziennie czyta Prusa do poduszki, że Krzysztof Varga Wokulskiego miał ma myśli pisząc Chłopaki nie płaczą, że Dorota Masłowska w Wojnie polsko-ruskiej wyręczyła Prusa, rekompensując brak ruskich w Lalce, że Inga Iwasiów w Ku słońcu  niuansuje świat kobiet, pociągnięty przez Prusa (co tu kryć) zbyt grubą kreską wedle twardego jak kość schematu Łęcka – Stawska – Wąsowska. No, ale pozostanę w swojej szczerości. Wszak do szczerości nie mają szczęścia, zwłaszcza umarli, polscy pisarze.

Żeby dotrzeć do Lalki i jej potencjalnego fenomenu, trzeba przebrnąć przez wyuczony proces czytania polskiej literatury. Przecież proces czytania tak naprawdę stwarza powieść. Ten jednak był permanentnie zarzynany, wprzęgnięty w rytuały edukacji, okoliczności dziejowych i narodowych powinności. A raz zarżnięty skutkował brakiem chęci do powtórnego podejścia. Na szczęście ten paradygmat się zmienia: są Neurotyczni bohaterowie Prusa Tomkowskiego, jest Lalka i Perła Tokarczuk, Wokulski w Paryżu Rutkowskiego czy wydany właśnie Leksykon Lalki. Pojawia się szansa, by raz jeszcze, na nowo tę powieść „przeczytać”, by Lalka – poza uzurpatorską szkolną interpretacją – przestała być czymś na kształt kukułczego jaja, podrzuconego nam przez wiek XIX, z którym nie wiadomo de facto, jak się obchodzić.

Zwracam tak mocno uwagę na proces czytania, ponieważ matematyka moich młodzieńczych lektur i pisarskich inicjacji jest bezlitosna: Lalkę czytałem 2 razy (dawno, w tym raz przymuszony lekturą szkolną), Zbrodnię i karę – 6 razy, Wojnę i pokój – 3 razy, Martwe dusze – nie zliczę. Do polskiej powieści realistycznej, nie tylko do Prusa, ale i Sienkiewicza, Reymonta, Orzeszkowej podchodziłem od strony rosyjskiej literatury. Ktoś by powiedział: no to i pozamiatane. Nie do końca jednak ufam Gombrowiczowi, który w Dzienniku pisał o gigantycznych różnicach poziomu literatury polskiej i światowej. Zresztą mój ukochany Narcyz – poza Paskiem i Miłoszem – nie widział w polskiej powieści konkurencji dla literatury światowej, czyli tak naprawdę dla siebie.

Gdy idzie o inspiracje Lalką jestem chyba czytelnikiem, który nie odkrył Prusa, wbrew i na przekór lekturom sprzed lat. Byłem nieświadomym niewolnikiem-uczniem jego rytualnych odczytań. Nie chciałbym jednak, żeby moje słowa wybrzmiały jak wyniosłe porykiwania myszy względem giganta polskiej powieści. Istnieją bowiem w Lalce miejsca i tropy zupełnie kongenialne i frapujące, jest o co kruszyć kopie, ale podejrzewam, że świadomość konwenansu, stylu czy gry niedopowiedzeń wstrzymywała Prusa przed większym, straceńczym nawet rozmachem. No, ale może jest i tak, że ci, którzy oddają „ducha epoki” muszą też być po części jej ofiarami.

Czym więc intryguje mnie Prus?

Po pierwsze: światem idealistów. Światem Geista, Ochockiego, nawet Wokulskiego, ich możliwym istnieniem. Cóż to były za rozgorączkowane umysły, owładnięte wiarą w realną zmianę świata! Tymczasem dzisiaj, wprowadzanie do powieści idealisty, bez puszczania oka do czytelnika, bez postmodernistycznego fikołka, zgrywy, jest ryzykownym przedsięwzięciem. Trzeba dużej odwagi, a przynajmniej sztuki kamuflażu i maski, by nie popaść w naiwność. Nie chcę generalizować, ale zarówno współcześni narratorzy, jak i ich bohaterowie wyposażeni są w ironiczną nadświadomość. I w pewnym sensie to zrozumiałe, gdy nasza kultura – jak chce tego Sloterdijk – staje się kulturą cyniczną. Prus, mimo iż widział już krach projektu pozytywistycznego, szkicował możliwe postaci XIX-wiecznego idealizmu. Mnie, w początkach XXI wieku, otaczają cynicy, frustraci i defetyści. A „za oknem… – jak wołało trzech Marcinów do Juliana Kornhausera w „brulionowej” antologii „Macie swoich poetów” – ni chuja idei”. To, jakże zasadnicze i mało dyplomatyczne postawienie sprawy koresponduje ze słowami Thurowa o zwycięstwie egoistycznego pragmatyzmu i o braku „wielkiej idei, w imię której moglibyśmy być skłonni do zbiorowych poświęceń”. Pytanie, czy możliwa jest wybitna powieść bez wielkiej idei, pozostawiam niepokojąco otwarte…

Po drugie: Prus intryguje mnie za sprawą Izabeli Łęckiej jako krystalicznej projekcji szaleńca. W tym napięciu między realnym a konfabulowanym przez Wokulskiego światem, można dojść do wniosku, że „nieszczęsny Stach” spotkał się z czystym „nie-istnieniem”, które kazało mu wielokrotnie robić z siebie klauna. Można założyć, że Wokulski zakochał się w manekinie, którego ujrzał gdzieś, kiedyś w witrynie sklepowej. No i jeszcze jeden szczegół, przesłaniany przez obyczaj epoki: 46-letni mężczyzna i 24-letnia kobieta. Dzisiejsza Łęcka musiałaby być podstarzałą galerianką. Choć z drugiej strony, czemu nie? Może arystokratyczne panny z wypłukanych materialnie domów były takimi galeriankami w ekskluzywnej, lifestylowej wersji? Tutaj uwaga ogólniejszej natury: portrety kobiet układają się u Prusa w nieznośny schemat i w tym względzie mam najwięcej wątpliwości wobec powieści. Albo kwoki na mieszczańskich grzędach, albo hetery, albo właśnie lalki. Żeby choć troszkę więcej niuansu, a choćby niech będzie z Flauberta… A na ich tle – jedynie i prawdziwie czujący faceci o neurotycznie i metafizycznie obolałych duszach. Prus gra tutaj znaczoną kartą: Wokulskiemu trzeba współczuć, Łęcką – potępiać. Gdy wspominałem o procesie lektury, miałem też i to na myśli, by po latach „sprofilowanego czytania”, ktoś wreszcie upomniał się o Łęcką.

Kolejny intrygujący wątek: oczywiście Powiśle – ten margines rzeczywistości, który staje się raptem jej dantejskim centrum, ukazuje przepaść między ideą a praktyką, między dyskursem a życiem. Nędza świata bez złudzeń, bez kostiumów i scenografii, bez cylindrów, surdutów, bez lamp gazowych, kamienic i katarynek. W filmie braci Wachowskich Neo po połknięciu czerwonej anty-matriksowej pigułki mógłby równie dobrze zobaczyć Powiśle. W tym miejscu „Lalka” przestaje być retro obrazkiem, cennym dla varsavianisty. Ludzkie mięso, ochłapy idei. Powinienem odszczekać to, co powiedziałem wcześniej: po roku ’89 może Opowieści galicyjskie Stasiuka, a później książki Odiji, Witkowskiego, Kuczoka, Białkowskiego, Shuty’ego, Bieńkowskiego, może i moje biorą swój początek na Powiślu, a liszaje dzisiejszej rzeczywistości świadczą o literackim nihil novi sub sole.

Po czwarte: cenię Lalkę w tych momentach, gdy Prus-realista przestaje być realistą. Albo jeszcze inaczej: gdy jego realizm wydaje się sarkastyczny, jego naturalizm aluzyjny czy w cudzysłowie, gdy w tkankę powieści wplata nici halucynogenne, fantasmagoryczne, wizyjne, a język staje się krnąbrny i nie chce przylegać do rzeczywistości, zaś majak przedrzeźnia realność. Ujawnia wtedy Prus szwy, pęknięcia, narusza sensy i wytrąca z jakże zgubnych przeświadczeń. Ujawnia i jest cudowny, niepokojący, jest mój, bardzo dzisiejszy. Bo nie pyta: jak opisać świat, lecz który ze światów? I tutaj Lalka przekracza własną epokę, zdradza ją i wybiega w przyszłość.

Dokładnie to samo trapi prozę współczesną. Można powiedzieć, że Prus-realista doświadczył rozmnożenia światów. Wiara w jeden świat, a tym samym w opowieść, w jedną realistycznie pojemną fabułę zaczęła się chwiać. Dzisiejszy pisarz istnieje w rozmnożeniu fabuł, w równoprawnie i równolegle opowiadających się światach jako stanie naturalnym i nieusuwalnym. Można oszaleć albo przymknąć oczy i wrócić do dziewiczego stanu naiwnego opowiadacza. Powiedzieć, że Prus był akuszerem ponowoczesności to pewnie nadużycie, ale intuicja jakoś pcha mnie w tę właśnie stronę.

Jest jeszcze jedna, nie mniej ważna rzecz, dla mnie być może najistotniejsza: w obrębie powieści realistycznej dokonywała się rebelia języka, który stawał się bytem odrębnym i nieprzezroczystym. Nie można go już było przesłonić psychologizacją tego, czy innego bohatera. Coś się dokonało, coś nieodwołalnego. „Niepodległość” języka, jego autonomia sprawia, że postulat nowej Lalki czy Ziemi Obiecanej nie doczeka się spełnienia, chyba że zawrócilibyśmy go do czasów niewolniczego medium, uznając że może, że powinien przylegać do tego, co opisuje. Wątpię, aby możliwy był taki powrót. Tym samym literatura, która stworzyła Lalkę, paradoksalnie stała się dzisiaj niemożliwością Lalki. Choć oczywiście chciałbym się mylić.</document>
<document nplp_id="241" title="Geist" slug="geist">Profesor Geist znalazł się w licznej grupie osób zabiegających o spotkanie z Wokulskim w Paryżu. W rozmowie zaskakuje niezwykłą wiedzą: wie o locie Wokulskiego balonem na uwięzi, a co więcej – o myślach samobójczych, jakie wówczas targnęły bohaterem. Geist zabiega o zainteresowanie, a przede wszystkim – o finansowe wsparcie dla swoich prac z zakresu chemii organicznej, zmierzających do wynalezienia metali o niespotykanych wcześniej właściwościach. Wokulski oglądał po kolei ów metal cięższy od platyny, drugi metal przezroczysty, trzeci – lżejszy od puchu… Wynaleziony metal lżejszy od powietrza miał zostać ofiarowanyprawdziwym ludziom, by – czyniąc z niego broń przeciwko potworom – pokierować rozwojem gatunku ludzkiego. W Paryżu profesor ma opinię wariata, ale wizja wynalezienia metalu o bardzo małej gęstości, który umożliwiłby konstrukcję statków powietrznych, popycha Wokulskiego do ponownego spotkania się z Geistem, tym razem w jego niezwykłym laboratorium. Od tego zdarzenia rodzi się w bohaterze myśl, by – korzystając ze swej finansowej zasobności – włączyć się w dzieło poprawy świata, zapominając o pannie Izabeli i wyrzucając z siebie uczucie do próżnej kobiety. Myśl tę ma podtrzymywać otrzymana od wynalazcy próbka nowego metalu, którą Wokulski zawiesza na szyi w złotym medalionie. List z zaproszeniem od baronowej do odwiedzenia Zasławka (gdzie zapowiada swój przyjazd Izabela) nie pozwala Wokulskiemu wytrwać w postanowieniu. Zakończenie powieści nie daje odpowiedzi na pytanie, co stało się z głównym bohaterem – cudowny metal został zgubiony przez lekkomyślną pannę, a Wokulski zniknął z Warszawy. W tekście można odnaleźć sugestie, że wrócił do Paryża, by pracować wspólnie z Geistem.</document>
<document nplp_id="243" title="Anglia" slug="anglia">[…] równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski […] (I, 4)
Przez dużą część XIX wieku, aż do II wojny burskiej, Anglia miała na terenie Królestwa Polskiego bardzo dobrą prasę. Co znamienne, sympatie dla ustroju Wielkiej Brytanii wyrażali zarówno postępowcy, jak i umiarkowani konserwatyści. Nie inaczej było w przypadku Prusa. Jego Kroniki z lat 1885-1890 obfitują w pochlebne opinie o Anglii i Anglikach, którzy są urodzonymi mężami stanu i organizatorami społeczeństw.

Lalka nie zawiera jednak zbyt licznych odniesień do kwestii angielskiej. Występują one w rozważaniach dotyczących sytuacji międzynarodowej (począwszy już od pierwszego rozdziału, kiedy to w renomowanej jadłodajni toczy się rozmowa o uzbrojeniach Anglii). W angielskim wojsku uczy się sztuki wojennej tak ważny dla Rzeckiego „Napoleonek IV”, który później zginie w wojnie z Zulusami.
Anglia i jej kultura jest dla bohaterów Lalki, podobnie jak dla Prusa, obszarem inspiracji i naśladowania (hrabia Liciński nawet udaje Anglika), a także nie konfrontowanych z rzeczywistością fantazji o lepiej urządzonym społeczeństwie – Wokulski chodząc po Powiślu stwierdza: W Anglii!... Tam jeszcze istnieje epoka twórcza w społeczeństwie; tam wszystko doskonali się i wstępuje na wyższe szczeble.

Istotną rolę w powieści odgrywa „modny” wówczas w Warszawie język angielski. Gdy Izabela po raz pierwszy posługuje się nim, by ukryć to, co mówi przed Wokulskim (w rozmowie z ciotką podczas kwesty), ten postanawia się owego języka nauczyć. Lekcji zaczyna mu udzielać polecony przez panią Meliton, a wyglądający wielce podejrzanie w oczach Rzeckiego, William Colins. Osiągnięta wkrótce niezła znajomość angielskiego pozwoliła Wokulskiemu zweryfikować swoje wyobrażanie o ukochanej – nieświadoma jego nowej umiejętności Izabela rozmawia w jego obecności ze Starskim, aluzyjnie odnosząc się do łączących ją z przybyłym z zagranicy kuzynem przeszłych i przyszłych relacji seksualnych. Wiedza ta za każdym razem wywołuje u bohatera szok – za pierwszym nagle wyjeżdża do Paryża, za drugim zaś opuściwszy w pośpiechu pociąg próbuje popełnić samobójstwo, by później ostatecznie zerwać z Izabelą i dotychczasowym życiem. Nie był jednak w stanie całkowicie pozbyć się wątpliwości co do swojej znajomości angielskiego (gdy Szuman, chcąc go zbadać, każe mu pokazać język, zirytowany Wokulski odpowiada: może angielski), a także złudzeń co do Izabeli (Czy posiadam w tym stopniu język angielski, ażebym nie mógł przesłyszeć się co do znaczenia niektórych wyrazów?... Jak ja wyglądam wobec niej, jeżelim zrobił tak straszny afront bez powodu?).</document>
<document nplp_id="245" title="Darwinizm" slug="darwinizm">[Poglądy księcia:] Zwyczajny tłum był dziełem natury i mógł nawet pochodzić od małpy, jak to wbrew Pismu świętemu utrzymywał Darwin. Lecz klasy wybrane miały jakiś wyższy początek i pochodziły jeżeli nie od bogów, to przynajmniej od pokrewnych im bohaterów […]. (I, 331-332)
Darwinizm to bardzo ważny w drugiej połowie XIX w. prąd intelektualny, zapoczątkowany przez osiągnięcia naukowe angielskiego przyrodnika i filozofa, Charlesa Darwina (1809-1882). W dziele O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (1859). wyrażał pogląd, że ewolucja świata przyrodniczego odbywa się dzięki pozytywnej selekcji (poprzez dobór naturalny i prokreację) osobników najlepiej przystosowanych do środowiska oraz eliminację jednostek źle przystosowanych, który to proces prowadzi również do zaniku pewnych gatunków w przyrodzie i wyłaniania się innych.

Koncepcja ta zaczęła wkrótce funkcjonować w literaturze i publicystyce również jako uproszczony światopogląd, usprawiedliwiający akceptację eliminacji słabszych jednostek lub grup z życia społecznego (tzw. „darwinizm społeczny”, akcentujący obecne u Darwina, ale wcale u niego nie najistotniejsze pojęcie „walki o byt”) lub wizję życia społecznego, opartego na walce klas („darwinizm” połączony z marksizmem) bądź tzw. „żywiołów rasowych” lub narodowych („darwinizm” o wydźwięku antysemickim, rasistowskim lub nacjonalistycznym).

W Lalce odnajdziemy ślady konkretnych książek Darwina. Jego dzieło Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt zainspirowało opisy mimiki ludzkiej twarzy oraz odzwierciedlające się na niej procesy fizjologiczne (np. rumieniec, związany z jej ukrwieniem). Darwinizm jest przedmiotem refleksji Wokulskiego, Szumana i Ochockiego, a zatem tych bohaterów powieści, którzy interesują się nauką bądź ją czynnie uprawiają. W dyskusjach na kartach Lalki odzwierciedlają się także ówczesne kontrowersje wokół tego prądu filozoficznego, np. w rozmowie Ochockiego z Wokulskim, w której młody uczony chwali otwarty umysł i szerokie zainteresowania prezesowej Zasławskiej: Zgłupiałem, kiedy raz zażądała, abym jej objaśnił pewne punkta transformizmu, którym dlatego tylko brzydzi się, bo uznał walkę o byt za fundamentalne prawo natury. („transformizm” to najistotniejszy dla teorii ewolucji pogląd, że gatunki w przyrodzie są zmienne). Z kolei traktowany ironicznie przez narratora arystokrata – książę, partner Wokulskiego w spółce do handlu ze Wschodem dystansuje się od darwinizmu, także nadając mu sens społeczny. Swego rodzaju „darwinistą” (w ogólnym, a zarazem uproszczonym sensie) okazuje się również sam Wokulski, np. gdy stwierdza w rozmowie z Rzeckim, bezpośrednio po powrocie z wojny rosyjsko-tureckiej: Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.

Darwinizm w Lalce można również łączyć z teorią „walki płci” lub walki samców o samicę w obrębie jednego gatunku przyrodniczego. Nie jest ona obca Wokulskiemu, który stwierdza w rozmowie z baronem Dalskim w kontekście rozważań o „kobiecych instynktach”: Jaka walka jest możliwą z prawem natury, według którego suka, choćby najlepszej rasy, nie pójdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan całą menażerią najszlachetniejszych zwierząt, a ona wyrzeknie się jej dla kilku psów… I trudno się temu dziwić, gdyż one stanowią jej gatunek. Uproszczony darwinizm pojawia się zatem w Lalce także jako inspiracja dla metaforyki i słownictwa, związanych ze światem przyrody. Opowieści Ochockiego o panującym w naturze egoizmie oraz o nieustannej walce, do której prowadzenia człowiek nie jest przystosowany, są – wedle relacji Izabeli Łęckiej – przyczyną lęku, jaki budzi w niej las. W tej perspektywie darwinizm staje się nierzadko źródłem nowatorskich ujęć, wyrażających się m. in. zacieraniem granicy pomiędzy światem przyrody a światem ludzkiej cywilizacji i kultury.

→ Filozofia; → Kobiety i miłość; → Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="247" title="Higiena osobista" slug="higiena-osobista">[Rzecki] zrywał się nagle, wyskakiwał na środek pokoju i rzuciwszy na łóżko szlafmycę, biegł pod piec do wielkiej miednicy, w której mył się od stóp do głów [...] (I, 22)
Podstawowymi zabiegami higienicznymi stosowanymi przez Rzeckiego i Wokulskiego były: szybka kąpiel poranna lub wieczorna w chłodnej wodzie oraz golenie, strzyżenie i pomadowanie włosów; kobiety najwięcej uwagi poświęcały na układanie modnej fryzury i na makijaż. Dla wygody wykonywano te czynności siedząc przy toaletce: był nią niewielki stolik z lustrem, przystrajany muślinem; wiele czasu spędzała przy niej w Lalce panna Łęcka.

Tak w powieści. A w ówczesnej Warszawie do rzadkości należały mieszkania, w których były miedziane lub blaszane wanny. Zazwyczaj kąpano się w dużych cynowych miednicach przynoszonych do sypialni lub kuchni (dopiero od 1880 r. w nielicznych mieszkaniach zaczęto budować łazienki). Do kąpieli używano wody o temperaturze umiarkowanej, ponieważ tylko taka miała skutecznie oczyszczać skórę. Uważano, że zimna woda dynamizuje, a nie myje, natomiast gorąca rozbudza pożądanie. Aby kąpiel była skuteczna, należało szybko myć się krojonym szarym lub żółtym mydłem i energicznie nacierać ciało. Uboga ludność do mycia i prania stosowała ług – gęstą mieszankę popiołu drzewnego oraz gorącej wody. Powszechnie unikano mycia włosów, ponieważ uważano, że jest ono przyczyną migren i bólu zębów. Do odświeżania włosów stosowano w zamian wysuszający puder ryżowy lub otręby. Zęby myto mydłem, solą, lub specjalnym drogim proszkiem ze zmieloną kredą. Tak pielęgnowane ząbki panny Łęckiej wyglądały jak perełki.

Do codziennego dbania o higienę służył myjnik – stolik przykryty serwetą, ustawiony za parawanem w sypialni, lub ozdobna umywalnia w postaci niewielkiej szafki z marmurowym blatem otoczonym balustradą. Na blacie stawiano porcelanowy, cynowy, miedziany lub fajansowy komplet przyborów do mycia, tzw. garnitur: miednicę, dzbanek z wodą, mydelniczkę, podstawkę na gąbkę, kubek do płukania zębów. Wewnątrz szafki stało wiadro lub ceramiczny kubeł z pokrywą na brudną wodę oraz nocnik (nazywany wazonem nocnym lub urynałem), wykonany z malowanej w kwiaty porcelany lub fajansu.

Wciąż żywe były zabobony, zniechęcające do wody i mycia. Unikano wietrzenia mieszkań, ponieważ przeciągi ponoć były źródłem chorób. Odradzano kąpiel kobietom w ciąży, ponieważ sądzono, że skóra ludzka jest przepuszczalna, zatem woda rozszerza jej tkanki i przyspiesza rozwój dziecka. Uważano także, że woda osłabia, rozluźnia ciało, pozbawia skórę sprężystości, natomiast ciepłe kąpiele wprawiają w podenerwowanie, rozbudzają pożądanie, demoralizują, bo człowiek ogląda swoją nagość i dotyka ciała. Dlatego często kąpano się w koszuli, a wycierając ciało omijano narządy płciowe. Bano się także zarazków rozwijających się w miednicach i wannach z wodą.

→ Kanalizacja i ścieki; → Mieszkania.</document>
<document nplp_id="249" title="Ruiny" slug="ruiny">Okolica ładna, są ruiny zamku... (II, 291)
Ruiny rodowego zamku były szlachetną pamiątką przeszłości, stanowiły sentymentalny i romantyczny cel przechadzek gości prezesowej Zasławskiej. Świadczyły o chwalebnej przeszłości narodu – i rodziny. Stanowiły idealne tło dla legend, zwierzeń potajemnych spotkań kochanków. I dla dramatycznych wydarzeń – to tu Wokulski ofiarował Izabeli swój najcenniejszy amulet – metalową blaszkę otrzymaną od Geista, i zapewne tam zgubiła ją flirtująca ze Starskim panna Łęcka.
Jednak nie do wszystkich bohaterów przemawiała „poezja ruin”. Nowe, pragmatyczne podejście miała do bezużytecznej rozwaliny hrabina Joanna Karolowa, która rozebrała pozostałości zamku, a uzyskany materiał wykorzystała do budowy spichlerza.
Ale słowo „ruina” było w Lalce o wiele pojemniejsze. Wokulski, spacerując po Powiślu, widział także inne ruiny - zaniedbane rudery biedaków z dachami porosłymi mchem, ich powychylane ściany, okna łatane papierem albo zatkane łachmanem. Arystokracja w ruderach nie mieszkała, ale z racji utracjuszowskiego stylu życia niejeden z utytułowanych bohaterów powieści popadał w ruinę finansową. Takim bankrutem nękanym przez komorników był baron Krzeszowski, a także Tomasz Łęcki, dla którego sześć tysięcy rubli rocznie na całe utrzymanie to nędza... ruina!... Z kolei ruinę moralną z powodzeniem prezentowali w Lalce uwodzicielski próżniak Starski oraz oszust Maruszewicz.
Stanisława Wokulskiego nie tylko posądzano o prowadzenie nieczystych interesów, ale i wieszczono mu bankructwo. Znalazł się na fatalnej pochyłości i stał się ruiną człowieka z powodu miłości do Izabeli, płomiennej namiętności, która obiecywała – i obietnicę spełniła – że spali go na popiół. Już spopielony, sam o sobie mówi: Ja już jestem tylko ruiną. Czy Wokulski, „człowiek zmarnowany”, zginął w Zasławiu wśród ruin...? Lalka sugeruje różne odpowiedzi.
Akcja powieści rozgrywa się w okresie końca optymizmu, dotkliwej utraty politycznych złudzeń. Taką walącą się, ulegającą degrengoladzie ruiną stawała się Polska. Od pięknych nadziei pokolenia pozytywistów staczała się ku pesymizmowi dekadentów.</document>
<document nplp_id="251" title="Arystokracja" slug="arystokracja">„[…] próżniak, szuler, nawet złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choćby fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Ale kupiec – jest pariasem… Co mnie to wreszcie obchodzi; gnijcie sobie w spokoju!” [z rozmyślań Wokulskiego] (I, 147)
Arystokracja jest klasą społeczną dość licznie reprezentowaną w powieści Prusa. Aspirują do niej Łęccy, należą Krzeszowscy, prezesowa Zasławska, Starski, Ochocki, hrabina Karolowa, marszałek, baron Dalski, pani Wąsowska, książę oraz wiele innych drugoplanowych postaci, przewijających się przez salony, sale koncertowe i imprezy charytatywne. Aktywność społeczna tej sfery, opisanej w Lalce wyjątkowo krytycznie, ogranicza się przede wszystkim do działań towarzyskich i językowego nadużywania patriotycznych frazesów, w czym celuje książę, powtarzający stale frazę ten nieszczęśliwy kraj. Arystokrację charakteryzują pasożytniczy tryb życia oraz hipokryzja ekonomiczna i obyczajowa – pozbawieni już majątków ziemskich, ciągle ulegają feudalnym przesądom i pielęgnują opartą na regule kastowości tradycję. Choć uzależnieni od kapitału, wciąż gardzą ludźmi ów kapitał pomnażającymi. Wyjątkiem jest tu prezesowa Zasławska, która zarządza własnym majątkiem ziemskim w sposób przemyślany i nowoczesny, łącząc niejako walory tradycji ziemiańskiej z przymiotami nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej. Jako klasa polityczna i elita społeczna arystokracja nie odgrywa już żadnego znaczenia. W Lalce jedynym orężem arystokratów w walce z procesami demokratyzacji są konwenans i instrumentalnie traktowana tradycja, zaś imponujący pospólstwu wystawny tryb życia prowadzą na kredyt. Naraża to całą klasę na śmieszność i drwiny, a jednostki wpędza w długi.

→ Krzeszowski, baron; → Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="253" title="Humor" slug="humor">Choć Lalka jest powieścią z przejmującym finałem i niemało w niej goryczy, to wśród dramatycznych wydarzeń akcji wiele jest chwil podszytych humorem. Budziły one dezaprobatę krytyki pozytywistycznej. Życzliwy Prusowi Józef Kotarbiński pisał, że czasami [...] obok malowideł w szerokim stylu wetknie autor humorystyczne obrazki pełne werwy, śmieszące do rozpuku, ale trochę szarżowane i karykaturalne, a Leon Okręt wspominał o scenach z dosyć rażącą wesołością. Takie opinie odzwierciedlały częste wśród krytyków przekonanie, któremu dał wyraz „papież” pozytywizmu – Aleksander Świętochowski – gdy prezentując sylwetkę twórcy Lalki pisał, że jako współpracownik „Kuriera Warszawskiego” nabył on skłonności do „bawienia tłumu” i przepysznym humorem felietonisty polewał ulice, wymiatał rynsztoki, czyścił podwórza, karcił dorożkarzy, porządkował ogrody [tzn. parki w rodzaju Łazienek] i ze swobodą Satyra prawił o kobietach. Ten ostatni a bardzo ulubiony przedmiot, którego tłuste oczka pływają dotychczas w Kronikach, ściągał na dowcipnisia wielokrotnie publiczne i prywatne nagany. W końcu – powiadał Świętochowski – Prus coraz bardziej wykształcał swój dowcip w kierunku owych zręcznych łechtań i zyskiwał przywileje, które w całej polskiej prasie on jeden posiada. Wprawdzie Świętochowski docenił „świetny humor” w „Pamiętniku starego subiekta”, ale w sumie ujmował tę zaletę jako wątpliwą rekompensatę za niedostatek w Lalce głębi myśli i oryginalności. Zresztą dowcip i „humoryzm” nie miały dobrej opinii w Polsce XIX-wiecznej, bo śmiech uważano za niestosowny w sytuacji niewoli, toteż po powstaniu listopadowym karcono Fredrę za komedie, autorowi zaś III części Dziadów wyrzucano „ton” Pana Tadeusza: niewłaściwy, bo za lekki. Na krytykę Świętochowskiego Prus się obruszył. Etykietę zabawiacza publiczności i wesołka uznał za obraźliwą. W eseju polemicznym Słówko o krytyce pozytywnej (1890) demaskował jako błąd mieszanie skłonności do konceptów, błaznowania i dowcipu – z humorem. Dowcip – tłumaczył w Słówku – jest tylko „tworem fantazji”, pomysłowości, zręczności umysłu. Czymś innym jest humor, który Prusa traktuje jako rodzaj postawy filozoficznej i kategorii estetycznej, polegającej nie na tworzeniu kombinacji fantastycznych, nie na grze wyrazów, ale na sumiennym oglądaniu rzeczy co najmniej z dwu stron: dobrej i złej, małej i wielkiej, ciemnej i jasnej. Dla optymisty każdy człowiek jest «porządny», dla pesymisty każdy człowiek jest «podejrzany», humorysta zaś, który bada ludzi wszechstronnie, w każdym człowieku widzi coś porządnego i coś łajdackiego. Humorysta w wielkim stylu, taki jak Szekspir i Dickens, obserwuje wszystko i wszystkich z pobłażliwym spokojem. Nie uznaje żadnych dogmatów, nie uważa nic za konieczne ani za niemożliwe, lecz tylko za prawdopodobne. W stosunku do natury trzyma się on tej granicy, z której równie dobrze widać namacalne fakta rzeczywistości, jak i mistyczne cienie nadzmysłowego świata. Ta definicja – gdyby uzupełnić ją o pierwiastki komizmu i pobłażliwość dla uśmiechu – jest bliska dzisiejszemu jego pojmowaniu humoru (podobnie definiuje to pojęcie A. Okopień-Sławińska w Słowniku terminów literackich). W takim ujęciu postawa humorysty staje się warunkiem dojrzałości widzenia świata i ujawnia się od samego początku Lalki wyrozumiałością dla ludzkich słabostek i grzechów. Nie ma w tej powieści ani jednej postaci idealnej. Miewa chwile słabości z przymieszką śmieszności Wokulski, traktowany w narracji trzecioosobowej z rzeczową sympatią, a w „Pamiętniku starego subiekta” z serdecznością, ale w tym „Pamiętniku” Rzecki nie przemilczy mu tarapatów małżeńskich po ożenku z Małgorzatą primo voto Minclową. Nawet przezacna prezesowa Zasławska – bogata i krewna dwóch „jenerałów” – wspominając swoją wielką miłość i ubożuchnego kapitana Wokulskiego – wzdycha: No i rozdzielono nas... Może też byliśmy zanadto cnotliwi...Ale cicho!... cicho... – dodała, śmiejąc się i płacząc. – Takie rzeczy wolno mówić kobietom dopiero w siódmym krzyżyku. Wielki serial różnolitości humoru w Lalce, często przemieszanego z liryzmem, odbywa się za sprawą „Pamiętnika starego subiekta”. Przesuwają się tu przed oczyma czytelnika kapitalne typy dawnej Warszawy, jak stary grenadier legionowy, który ozdobił pokój sześcioma portretami Napoleona, jego kolega, który trochę lubił anyżówkę, i pan Raczek, który ożenił się na starość, żeby mu żona smarowała plecy. Znajdą się w „Pamiętniku” obrazki ze sklepu i domu starego Mincla, są znakomite partie humorystyczno-komiczne, jak studenckie błazenady w kamienicy nabytej przez Wokulskiego i sceny z sądu z udziałem baronowej Krzeszowskiej, przed którą jeden ze studentów udaje trupa. Znajdą się we wspomnieniach Rzeckiego obficie rozsiewane dowody jego autoironii, wrażliwości na przeróżne odmiany komizmu i dowcipu, w tym także groteski, jak kapitalne powiedzonka Jana Mincla, wymyślającego od złodziei bratu, któremu nawet pies porządny nie powinien podawać ręki, a potem ostrzegającego przed nim, bo to kuglarz, któremu oswojony orzeł napluł w kapelusz. Na usługach humoru znajdują się również wtręty komizmu szyderczego i sarkastycznego (celuje w nim doktor Szuman), rubaszności (spostrzeżenie Rzeckiego o rządcy Wirskim, któremu iskrzą się oczy na wspomnienie pani Stawskiej: ze szlachtą jest tak: do nauki ani do handlu nie ma głowy, do roboty go nie napędzisz, ale do butelki, do wojaczki i do sprośności zawsze gotów, choćby nawet trumną zalatywał. Paskudniki!). Także i poza Pamiętnikiem starego subiekta trwa suita humoru od początku do końca powieści. W rozdziale I (Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek) poznajemy plotki piwoszów o głównym bohaterze, nie irytując się na plotkarzy, a w rozdziale II (Rządy starego subiekta) śledzimy przebieg dnia pracy w sklepie, urozmaicany docinkami subiektów i sporem Rzeckiego z Lisieckim o wyższości siwizny nad łysiną. Potem będą rozdziały zasobne w sceny humorystyczne, a czasem przydarzą się ujęcia satyryczne, te jednak wiążą się z figurami salonowych pasożytów w rodzaju Rydzewskiego i Pieczarkowskiego A i w końcówce ostatniego rozdziału Lalki też się nie obędzie z osobliwego wtrętu tragifarsowego, gdy Rzecki stwierdza, że jest śledzony z polecenia podejrzliwego Szlangbauma, zamyka na klucz ukrytego w sklepie subiekta Gutmorgena, któremu się trochę niedobrze zrobiło, i wybiega od uwięzionego „strażnika” ze słowami: Posiedźże sobie do rana, kiedy ci niedobrze!... I zostaw pamiątkę swemu pryncypałowi. Nie ulega kwestii: Prus traktuje humor jak niezbywalny składnik realistycznego obrazu życia.

→ Ironia; → Studenci.</document>
<document nplp_id="255" title="Licytacja" slug="licytacja">Ale otóż i sala główna, do której biegną wszyscy starozakonni i gdzie skupia się cały interes licytacji. (I, 561)
Tomasz Łęcki bankrutował; jego kamienicę wystawiono na licytację. Licytacja przedstawiona przez Prusa przypominała widowisko teatralne. Pieniądze ze sprzedaży kamienicy, które pozostaną po spłaceniu długów i zaległych podatków, miały wystarczyć Łęckiemu na inwestycję w spółkę handlową z Wokulskim, na bieżące wydatki i jeszcze na wyjazd z córką do Paryża. Licytację, która odbywała się w sądzie, prowadzili licytatorzy, czyli komornicy sądowi (narodowości rosyjskiej). Osoby ubiegające się o kupno kamienicy, zgłaszały sumy, które skłonne były zapłacić. Wygrywał ten, kto dawał najwięcej. Prus z mistrzostwem opisuje, jak między legalnie licytującymi kręcą się fałszywi licytanci, podbijający cenę. Był to proceder nieuczciwy, stosowany często i tolerowany przez władze. W powieściowej licytacji kamienicy Łęckich jako licytanci wzięli udział: adwokat, reprezentujący baronową Krzeszowską, która mogła zapłacić za kamienicę najwyżej 60 tysięcy rubli, a z drugiej strony stary Szlangbaum, podstawiony przez Wokulskiego, chcącego zapłacić 90 tysięcy rubli. Szlangbaum doprowadził do wylicytowania zaplanowanej z góry sumy i kupił kamienicę w imieniu Wokulskiego, ku niezadowoleniu hrabiny Krzeszowskiej i hrabiego Łęckiego, który łudził się, że uda mu się podbić cenę kamienicy znacznie wyżej.</document>
<document nplp_id="257" title="Cenzura" slug="cenzura">[Suzin o zakochanej w Wokulskim Rosjance:] „[…] Pan Wokulskij siedzi sobie w Warszawie i gra na fortepiano: Jeszcze Polska nie zginęła!… a o takiej głupiej dziewczynie i nie pomyśli… A Luboczka nic, jak kamień…” I jeszcze mówi Maria Siergiejewna: „Czort mnie do ich parszywej Polski, niechaj ona i nie zginęła, ale mnie dziecka żal…” (II, 701)
Porównanie tekstu drukowanego w „Kurierze Codziennym” (29 września 1887 – 24 maja 1889) i wydania powieściowego Lalki ze stycznia roku 1890 ukazuje liczne zmiany, będące efektem przede wszystkim cenzury politycznej. Usunięte w wydaniu książkowym fragmenty powieści dotyczą wszelkich wzmianek, które mogłyby nasuwać czytelnikowi na myśl powstanie styczniowe, zesłania na Syberię czy emigracji. Tak np. w wypowiedziach księcia wycięto słowa nieszczęśliwy kraj czy odrodzenie kraju, czerwonym rękom Wokulskiego odebrano kontekst skojarzenia z zesłaniem, usuwając wypowiedź panny Florentyny: Odmroził je na Syberii i zainicjowany przez nią dialog w domu Łęckich na temat uniesień młodości i bohaterstwa. Autor został zmuszony do dodania fragmentu w Pamiętniku starego subiekta, które czyniły owe ręce stałą cechą wyglądu Wokulskiego. Najobszerniejszą zatrzymaną partią jest początkowy odcinek rozdziału Pierwsze ostrzeżenie, z którego pochodzi cytowany wyżej fragment rozmowy Wokulskiego ze świeżo przybyłym do Warszawy Suzinem. Ta część (dotycząca m.in. wspomnień z czasów pobytu na Syberii) nie wróciła już do tekstu powieści w późniejszych wydaniach ze względu na zakłócenie toku fabuły i bywa umieszczana w niej w postaci aneksu.

Cenzurowanie kwestii powstania w Lalce było tak ostre, że nie dopuszcza się nawet wypowiedzi krytycznych, przyjmując zasadę, że wymazuje się wszelkie wzmianki i aluzje do tego wydarzenia, starając się wręcz wykreślić je z historii. Nawet wspomnienie defraudacji pieniędzy zbieranych w czasie powstania, włożone przez Prusa w usta krytycznego ludku warszawskiego (Inni, panie, zbogacili się na funduszach narodowych i – nic. Ehe! he!...) zostało przez cenzora skrupulatnie usunięte. Granicząca z obsesją podejrzliwość cenzury spowodowała rozwinięcie się specyficznego sposobu komunikacji z czytelnikiem, opartego na aluzjach i niedomówieniach – tzw. języka ezopowego.

Niektóre ingerencje w tekst mają charakter religijno-obyczajowy. Zasłyszana przez Wokulskiego w czasie kwesty wielkanocnej rozmowa małej Helenki Stawskiej z matką, (kiedy dziewczynka zadaje pytanie, czy Jezus Ożył? Tak jak mucha?), została przez autora znacznie przeredagowana i skrócona. Prawdopodobnie nie tyle ze względu na wartości artystyczne, co na oburzenie czytelników o bardziej konserwatywnych poglądach religijnych, dla których naiwna ciekawość dziecka mogła graniczyć z nieświadomym bluźnierstwem.

Warszawski Komitet Cenzury, którego siedziba mieściła się przy ul. Miodowej, został powołany w 1869 roku. Podlegał bezpośrednio władzom w Petersburgu. Posada cenzora warszawskiego była niezwykle lukratywna między innymi ze względu na dużą swobodę, jaką zostawiała cenzorom ustawa – w czasach Bolesława Prusa brak regulaminu pozwalał na samowolę pracowników Komitetu, od których arbitralnej decyzji zależała interpretacja tekstu. Oczywiście, skutkowało to łapówkami, jakimi regularnie okupywali się na Miodowej wydawcy i redaktorzy. Zapis ustawowy określał jedynie zakaz krytyki religii prawosławnej, wyroków sądów oraz poczynań rządu, a także podawania informacji o cesarzu i jego rodzinie innych niż wydrukowane w „Gońcu Urzędowym” oraz szczegółów spraw sądowych przed ich zakończeniem. Sama cenzura również ewoluowała. W czasach mikołajewskich chętnie powtarzano sobie anegdotki dowodzące bezmyślności cenzorów, nastawionych na wyszukiwanie zakazanych słów bez względu na ich kontekst (Agata Tuszyńska pisze o sławetnym sprawozdaniu z wydanego przez Iwana Paskiewicza balu na Zamku, gdzie cenzor, pamiętając o tym, że „rząd” zawsze winien budzić u czytelnika pozytywne skojarzenia, ingerował w tekst, dodając wielkie litery oraz przymiotnik „opiekuńczy” i tworząc w efekcie zdanie: Na schodach zamkowych […] stał Opiekuńczy Rząd wspaniałych drzew pomarańczowych.). Później, w epoce aleksandrowskiej znacznie inteligentniejsza i groźniejsza cenzura nastawiała się na kontrolowanie wymowy i skojarzeń, jakie mógł budzić wydrukowany fragment.

Pod względem sposobu funkcjonowania cenzura miała również dwojaki charakter: prewencyjny, polegający na zatrzymywaniu materiałów przed publikacją (typowy dla państw absolutystycznych, a zatem Rosji), lub represyjny, polegający na zezwalaniu na druk, ale karaniu za treść wydrukowanych tekstów – były to kary prawne (grzywny, zatrzymanie) i administracyjne (zamykanie pism) nakładane na wydawców. Paradoksalnie, właśnie cenzura represyjna funkcjonowała w XIX w. w bardziej liberalnych państwach Europy. Sakramentalny zapis „dozwolone cenzurą” musiał znajdować się na wszystkich tekstach drukowanych – wolne od niego były tylko bilety wizytowe, zaproszenia na śluby i bale, etykiety, cenniki (bez reklam!), drobne ogłoszenia i papier do pakowania towarów. W Warszawie Prusa zakazane były nie tylko pewne książki, ale również obrazy (np. portrety Kościuszki lub Napoleona) czy stroje (czarne suknie, przypominające o żałobie narodowej).

→ Język ezopowy; → Rosja; → Syberia Polaków.</document>
<document nplp_id="259" title="Bale" slug="bale-2">[Wokulski o pannie Izabeli:] Co ją zajmowało? Bale, rauty, koncerta, stroje…(II, 520-521)
Bale, czyli zabawy taneczne, były stałym elementem życia towarzyskiego, pozwalającym (zwłaszcza kobietom) na popisanie się urodą i elegancją stroju, a obu płciom – wdziękiem ruchów czy dowcipną konwersacją; umożliwiały nawiązanie znajomości, a w perspektywie – kojarzenie małżeństw. Jako pretekst do ich urządzania często służyły cele charytatywne. Jak twierdzą autorzy Encyklopedyi Powszechnej Orgelbranda: Bale tak ilością gości, jako też wystawném przyjęciem, zwykle bywają świetniejsze od tak zwanych wieczorów tańcujących. Bale dworskie są albo parés, na których mężczyźni zaproszeni występują w wielkich mundurach, albo familijne; rozróżniają się także bale maskowe (ob. maskarada i reduta), publiczne, w lokalach publicznych i prywatne.

W drugiej połowie XIX wieku w środowisku polskim wielkie bale odbywały się niezbyt często – zaś obecność na balach w Pałacu Namiestnikowskim przez znaczną część Polaków była postrzegana jako uleganie żądaniom zaborcy. W latach żałoby narodowej (począwszy od manifestacji warszawskich w 1861 roku) krytycznie oceniano wszelkiego rodzaju zabawy z tańcami. Bale odbywały się głównie w karnawale (zimowym oraz letnim, tzw. „zielony karnawał”, zaczynający się po Wielkanocy), w czasie Adwentu oraz Wielkiego Postu nie były aprobowane przez Kościół. Bale publiczne środowisko burżuazyjno-mieszczańskie organizowało w Resursie Kupieckiej, a arystokratyczno-szlacheckie – w Resursie Obywatelskiej. Z reguły przestrzegano przy tym ściśle podziałów środowiskowych. Zdecydowanie mniej liczne i świetne zabawy, które nazywano wieczorkami tanecznymi, organizowano również w domach prywatnych, przy czym ze względu na koszty miewały one charakter składkowy.
Na kartach Lalki temat balu pojawia się przede wszystkim w związku z postacią panny Izabeli. To o niej mówi się, że „wciąż baluje” w czasie karnawału, to piękna panna Łęcka stanowi ozdobę balów organizowanych w ratuszu lub przez osoby prywatne. Owe spotkania towarzyskie, poświęcone głównie tańcom, flirtom i błahym rozmowom czy plotkom, przedstawione są przez Prusa w sposób dość zjadliwy, jeśli zwrócić uwagę choćby na znaczące nazwiska uczestniczących w nich osób (poetyczny pan Szastalski, pani z de Ginsów Upadalska i pani z Fertalskich Wywrotnicka, które subtelnie docinają Izabeli na temat jej lat, nazywając ją interesującą panną w tym wieku. Bal jako rozrywka wąskiego, przede wszystkim arystokratycznego środowiska jest jednak przez Prusa pokazywany najczęściej „z zewnątrz”, z perspektywy osób, które w nim nie uczestniczą – jak choćby doktor Szuman, zirytowany zachowaniem zakochanego Wokulskiego, który Już drugi dzień truje się, że go jakiś książę nie zaprosił na bal, czy sam główny bohater, który z ulicy patrzy w okna pałacu księcia, obserwując cienie tańczących. Środowisko, w jakim obraca się stary subiekt, o balach wie tyle, ile wyczyta w informującym o nich „Kurierze”, bądź też dostrzega drugą stronę tego typu rozrywek, znacznie mniej imponującą niż olśniewające pierwsze wrażenie: nie zapłacone rachunki za suknie czy arogancję, z jaką damy odnoszą się do pracujących nad ich strojami szwaczek.

Bohaterowie Lalki często używają też słowa „bal” w znaczeniu przenośnym. Wuj, który wyprawia młodego Ignacego Rzeckiego na wojnę w 1848 roku, do piętnastu imperiałów dodaje pożegnanie i ostrzeżenie: z tego balu nie każdy wraca; baron Dalski mówi o gościnnym domu prezesowej Zasławskiej: kiedy trafi się dobra niedziela, to jakbyś pan był na balu w resursie: zjeżdża się po kilkadziesiąt osób; pani Wąsowska przyrównuje nadzieje związane z miłością do oczekiwań pokładanych w pierwszym balu, które z reguły kończą się zawodem; a stary subiekt z ironicznym humorem komentuje swoją rzadką przyjemność, czyli śniadanie w tzw. handelku: Kieliszek anyżówki i kawałek śledzia przy bufecie, a do stołu porcyjka flaków i ćwiartka porteru – oto bal!.

→ Małżeństwo; → Restauracje i cukiernie; → Rozrywki.</document>
<document nplp_id="261" title="Bem Józef" slug="bem-jozef">Nazwisko Józefa Bema pojawia się we wspomnieniach Rzeckiego tylko raz: gdy stary subiekt przywołuje jeden z epizodów „bitwy jeneralnej”, w której brał udział: Herr Got! – zawołał stary podoficer – jak nasi strzelają... Bem komenderuje czy diabeł?... Zdarzyło się to wiosną 1849 roku, kiedy dni największej chwały polskiego dowódcy były jeszcze przed nim. Wszelako już wówczas otaczała go legenda bohatera powstania listopadowego, genialnego stratega, romantycznego „kondotiera wolności”, walczącego od najmłodszych lat na polach bitewnych całej Europy o niepodległość swej ojczyzny. Rzeczywiście, rozpoczął swój żołnierski szlak w armii napoleońskiej, okrył się sławą w 1831 roku pod Ostrołęką, potem organizował legion polski w Portugalii, w przededniu Wiosny Ludów był w Wiedniu, skąd przedostał się na Węgry. Tam, jako wódz armii siedmiogrodzkiej, stał się bohaterem narodowym Węgrów. Podziwiano jego strategiczny geniusz, ale nade wszystko – nieludzką odwagę, siłę charakteru, zdolność do bezgranicznego poświęcenia. Ogromny udział w tworzeniu legendy Bema miał jego adiutant, bard Wiosny Ludów, największy węgierski poeta narodowy, Sandor Petöfi, który zginął 31 sierpnia 1849 roku pod Szegeszwarem, mając zaledwie 26 lat. Zasłużyć na jego uznanie było niezmiernie trudno, jednakże Bema uwielbiał, poruszony „do łez” jego męstwem. W słynnym wierszu Armia siedmiogrodzka pisał: Zwyciężymy! Wszak Bem naszym wodzem,/ Mistrz wolności, ludów obrońca./ Blaskiem zemsty pulsuje przed nami / Ostrołęki gwiazda krwawiąca (tłum. J. Snopek).

Wojska węgierskie złożyły broń 13 sierpnia 1849 roku. Pogodził się z tym nawet Kossuth, ale Bem nie chciał słyszeć o kapitulacji. Został do niej zmuszony dopiero po kolejnych dniach heroicznego boju. Po upadku powstania przedostał się, wraz z wieloma żołnierzami, do Turcji, gdzie także podjął walkę „za wolność waszą i naszą”. Aby móc działać skuteczniej, przeszedł na islam. Po kilku miesiącach zmarł jako Murad Pasza – w dosyć tajemniczych okolicznościach – z bolesnym westchnieniem na ustach: „Polsko! Polsko! Ja cię już nie zbawię”. Nie zbawił także Węgier, ale znalazł się w panteonie ich największych bohaterów.

→ Kossuth Lajos; → Węgierska Wiosna Ludów.</document>
<document nplp_id="263" title="Alkohol" slug="alkohol">W ciągu tego wyjaśnienia pan Szprot ustawił na stole trzy kufle i odkorkował trzy butelki.
– No, tylko spojrzyj, panie Ignacy – mówił radca, podnosząc napełniony kufel. – Kolor starego miodu, piana jak śmietanka, a smak – szesnastoletniej dziewczyny. (II, 663)
Firmę J. Mincel i S. Wokulski oglądamy w Lalce po raz pierwszy „przez szkło butelek” w renomowanej jadłodajni przy Krakowskim Przedmieściu, do której przychodzą warszawscy kupcy i przedstawiciele inteligencji. Również Ignacy Rzecki, główny subiekt w sklepie Wokulskiego, lubi wieczorem udać się do restauracji, żeby samemu lub w towarzystwie radcy Węgrowicza i ajenta handlowego Szprota wypić kilka kufli piwa. Obraz powieściowy odpowiada tu rzeczywistości – mimo ogromnej popularności wódki wśród najbiedniejszych mieszkańców dziewiętnastowiecznej Warszawy i studentów, a także działalności prawie 400 szynków (według danych z 1873 r.), mieszczaństwo pozostało wierne piwu. Z wyjątkiem jadłodajni Antoniego Wolskiego w kamienicy Rezlera i Hurtiga przy Krakowskim Przedmieściu 79 nie można zidentyfikować innych lokali, w których mógłby bywać Rzecki.

W latach 70-tych XIX wieku w Warszawie było ponad 80 piwiarni, na ich szyldach malowano butelki, z których piwo lało się do szklanek lub przedstawiano wyciągnięte ręce, trzymające kufle piwa, wszystkie napisy były dwujęzyczne (polskie i rosyjskie) przy jednakowej wielkości liter w obu językach. Piwo sprzedawano także na świeżym powietrzu, na przykład podczas wyścigów konnych na Polach Mokotowskich, gdzie przekupnie zachwalali piwo, pomarańcze i pierniki. Wśród gatunków piwa wyróżniano bawarskie, angielskie, lekkie piwa marcowe (mniej sfermentowane) i ciemne, mocne portery. Te ostatnie zachwalał Rzecki: Kieliszek anyżówki i kawałek śledzia przy bufecie, a do stołu porcyjka flaków i ćwiartka porteru – oto bal!
Podczas obiadu u Łęckich Wokulski popija polędwicę piwem. To zupełnie zwyczajne zachowanie – piwo było popularnym napojem, mężczyźni i kobiety pili je jak wodę mineralną, nawet podczas przedstawień teatralnych.

Bohaterowie Lalki nie piją taniej wódki, która w ówczesnych czasach miała bardzo złą reputację: lud nazywał ją bełtuchą, brają, charą, prościuchą, siwuchą, a w prasie opisywano przypadki, kiedy jej spożycie skończyło się zatruciem lub nawet śmiercią. Tylko raz, w kulminacyjnym momencie akcji, na dworcu w Skierniewicach, Wokulski żąda wódki w dworcowym bufecie: – Wódki!… – zawołał. Zdziwiona bufetowa podała mu kieliszek. Podniósł go do ust, ale uczuł ściskanie w gardle i nudności i postawił kieliszek nietknięty. Jeżeli bohaterowie powieści sięgają po mocniejsze alkohole, wybierają wódki gatunkowe (anyżówkę), wyrabiany z ryżu, z palmy lub trzciny cukrowej arak – ulubiony dodatek do kawy i herbaty, mazagran, czyli kawę z koniakiem lub, jak Wokulski w paryskiej kawiarni, koniak podawany w karafce specjalnie oznaczonej kreskami, które odpowiadały objętości kieliszka. Oszołomienie Paryżem i zazdrosne, obsesyjne myśli o pannie Izabeli wpływają na zmianę zachowania Wokulskiego, który kilka razy upija się koniakiem i zasypia w kawiarni ku uciesze gości.

Były subiekt w sklepie z winami u Hopfera podczas spotkań towarzyskich i przyjęć w gronie arystokratów pije, zgodnie z obowiązującą etykietą alkoholową, wina i szampany. Raz tylko Prus wymienia konkretny gatunek wina – portwein, słodkie, czerwone wino portugalskie, którym w domu Łęckich Wokulski popija chłodnik.
Tuż po powrocie z wojny rosyjsko-tureckiej nie musiał przestrzegać etykiety. Kiedy przyjaciel poczęstował go butelką niezłego węgrzyna, pił wino ze szklanki (Rzecki miał tylko jeden kieliszek) i opowiadał o swoich sukcesach finansowych w Bułgarii. Wtedy jeszcze wszystko wydawało się możliwe…

→ Kulinaria; → Restauracje i cukiernie.</document>
<document nplp_id="265" title="Antysemityzm" slug="antysemityzm">Akcja Lalki kończy się w październiku 1879 roku. Znamienne, że w tym samym roku po raz pierwszy pojawiło się słowo „antysemityzm”. Jego twórcą był niemiecki dziennikarz i publicysta Wilhelm Marr, który w 1879 roku założył Ligę Antysemicką (Antisemiten Liga). Określenie to miało skrywać postawy niechęci, wrogości czy nienawiści wobec Żydów przez odwołanie się do języka pseudonaukowego. Chodziło o to, by zakamuflować irracjonalną wrogość, przedstawiając ją jako występowanie przeciwko „Semitom”, uzasadnione tezami o przyrodzonej ludziom nierówności rasowej i prawie do panowania ras wyższych nad niższymi.

Lęki społeczne związane z przemianami modernizacyjnymi i industrializacją zaczęły objawiać się w postaci fobii antyżydowskiej, stymulowanej przez kształtującą się nowoczesną ideologię antysemicką. Jednym z czołowych propagatorów antysemityzmu w czasach, w jakich Prus umieścił akcję Lalki i w jakich ją tworzył, był Jan Jeleński, autor broszury Żydzi, Niemcy i my (1876) oraz redaktor wychodzącego w Warszawie pierwszego antysemickiego pisma w języku polskim „Rola” (1882-1912). Jeleński demaskował Prusa jako ukrytego Żyda Głowassera i nazywał go doboszem «Izraelity» i całej żydofilskiej koterii. W wypowiedziach niektórych postaci z powieści słychać echo wywodów Jeleńskiego, który ostrzegał przed niebezpieczeństwem żydowskiej ekspansji i nawoływał do wypierania Żydów przede wszystkim z życia ekonomicznego. Wyjątkowo zagrożone wydaje się w Lalce Krakowskie Przedmieście. Subiekt Lisiecki konstatuje: Jak te kanalie Żydy cisną się na Krakowskie Przedmieście! Nie mógłby to parch, jeden z drugim, pilnować się Nalewek albo Świętojerskiej?. Dostaje za to ostrą reprymendę od Wokulskiego. Radca Węgrowicz, „członek-opiekun” Towarzystwa Dobroczynności, lamentuje, że Żydzi zaparszywią Krakowskie Przedmieście. Nastrojom antysemickim poddaje się również socjalista Klein, akcentujący „obcość” Żydów i wskazujący na płynące z ich strony zagrożenie: Bo my dobrze ich znamy, choć się i do nas umizgają. […] My wiemy, do czego oni są zdolni, gdyby mieli siłę. Fala wrogości wobec Żydów związana jest z pogłoskami, a potem już z faktem sprzedaży sklepu Wokulskiego Henrykowi Szlangbaumowi. Transakcja ta wyzwala komentarze, które stanowią emblematyczny przykład fobii antyżydowskiej na tle ekonomicznym i streszczają koronny argument ówczesnych antysemitów o żydowskiej ekspansji zagrażającej polskiemu żywiołowi gospodarczemu w Królestwie. Tak wszystko ci Żydzi zagarniają, że w końcu trzeba im będzie siłą odbierać, dla utrzymania równowagi – peroruje przy piwie ajent handlowy Szprot. Sam Rzecki w rozmowie z Szumanem mówi o „zagarnięciu naszego sklepu” przez Szlangbauma, na co doktor odpowiada: „Nie zagarnia, tylko kupuje!” Ignacy Rzecki, jedna z najszlachetniejszych postaci Lalki, stopniowo ulega antysemickiemu zaczadzeniu. Mówiąc o Żydach stary subiekt używa bezwiednie formuły ze spójnikiem „ale”, łączącym części zdania o kontrastujących ze sobą czy przeciwstawnych treściach: Szlangbaum (znam go od dawna) jest mojżeszowego wyznania, ale człowiek porządny, mówiąc zaś o Szumanie stwierdza: Żyd, bo Żyd, ma to wypisane od czubka do pięty; ale rzetelny przyjaciel i człowiek z poczuciem honoru. Zlepek antysemickich stereotypów zaprezentuje Rzecki w rozmowie z Wokulskim, którego będzie przekonywał, że u Żydów wszystko stoi na bladze, szacherce i tandecie, że kierują się oni zasadą dawać jak najmniej, a brać jak najwięcej. […] Ja nie jestem niechętny […]. Ale spojrzyj tylko, co się tu dzieje? Gdzie oni nie włażą, gdzie nie otwierają sklepów, do czego nie wyciągają rąk?... A każdy, byle zajął jakie stanowisko, prowadzi za sobą cały legion swoich, bynajmniej nie lepszych od nas, nawet gorszych.
W szczególny sposób brzmią antysemickie klisze w ustach doktora Szumana. W uniesieniu miota on inwektywami: parchy, zgraja parszywych Żydziaków, zawsze szelmy, w chałatach czy we frakach. W paradoksalny sposób łączy zachwyt z pogardą: Genialna rasa te Żydki, ale cóż to za łajdaki!... Niektóre z jego twierdzeń rymują się z wątkami antysemickiej publicystyki tamtych lat, jak chęć zapanowania nad światem (to wielka rasa: oni świat zdobędą) czy zapowiedź przeniknięcia w szeregi narodu polskiego, skażenia jego duszy i „zażydzenia” Polski – koszmar, który prześladował antysemitów: połączymy się z waszym ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada… Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach… Wokulski daje Szumanowi zdecydowany odpór: Myślcie wy lepiej o uczciwej równości z innymi, nie o zdobywaniu świata, i nie leczcie cudzych wad przed uleczeniem własnych, które mnożą wam nieprzyjaciół.

W 1887 – w roku rozpoczęcia pisania Lalki – powstała w Genewie Liga Polska, którą Roman Dmowski przekształcił w 1893 w Ligię Narodową, z niej zaś w 1897 wydzieliła się kierowana przez niego Narodowa Demokracja (endecja), której nacjonalistyczna ideologia miała wyraźne zabarwienie antysemickie. Powieść Prusa jest zatem ważnym świadectwem nastrojów społecznych w dobie kształtowania się nowoczesnego polskiego antysemityzmu. W tym kontekście proroczo brzmią słowa Rzeckiego o subiekcie Lisieckim: Lisiecki przeniósł się do Astrachania nad Wołgą. Na odjezdnym powiedział mi, że tu niedługo zostaną tylko Żydzi, a reszta zżydzieje.

→ Szuman Michał; → Szlangbaum Henryk (syn); → Żydzi.</document>
<document nplp_id="268" title="Balet" slug="balet">[Fryzjer do Wokulskiego:] Znam kilka baletniczek, które chętnie zawarłyby z panem stosuneczki, a słowo honoru daję, że warto! Prześlicznie zbudowane, muskulatura dębowa, biust jak materac na sprężynach, ruchy pełne gracji i wcale nie przesadzone wymagania, szczególniej za młodu. (I, 475)
Rozwój polskiego baletu przypada na lata 1840-1880. W 1869 roku dyrektorem baletu został sprowadzony z Wiednia włoski tancerz – Virgilius Calori. Do historii przeszedł „czarodziejski balet” Flick i Flock wystawiony w 1869 roku według libretta Taglioniego z „mazurem wybornie ułożonym”, który tak spodobał się widzom, że w atmosferze entuzjazmu i uniesienia zaczęto wołać o bisy. Skończyło się to licznymi aresztowaniami i oficjalnym zakazem bisowania. Kolejny sukces Caloriego to balet fantastyczny Pan Tadeusz (1874), znacznie okrojony przez cenzurę, ale jednak oparty na motywach polskich. Po śmierci Caloriego dyrektorem warszawskiego baletu został w 1875 roku Pasquale Borri. Za jego największy sukces uważa się Boginię Walhalli z bogatą oprawą sceniczną. Miejsce Borriego zajął w 1879 roku reprezentujący szkołę włosko-hiszpańską uczeń Taglioniego – Jose Mendez. Primadonną często bywała w tym okresie wybitna tancerka Helena Cholewicka. W roli tancerza-amanta wyróżniał się Aleksander Gilbert – Paweł Owerłło przekonywał, iż taniec jego odznaczał się fenomenalną gracją.

Baletem osnutym na wyłącznie polskich motywach był Pan Twardowski, którego oszałamiający sukces potwierdzał ogromne zapotrzebowanie na przedstawienia o charakterze narodowym. Odwiedzający Warszawę w 1876 roku Fritz Wernick, niemiecki kronikarz, tak relacjonował swoje wrażenia po obejrzeniu widowiska: Oprawa dekoracyjna i układ baletu jest doskonały i pełen smaku. Najbardziej godne widzenia są tańce narodowe dziarskie, barwne, kipiące ogniem. Mazurek, krakowiak czy oberek zda się elektryzować czarnookie dziewczęta i śmigłych chłopców. Ci ostatni przerzucając w tył za ramiona wyloty swych białych kontuszy wiodą w zawrotnym tempie swój skoczny, pełen werwy tan. Te cudowne tańce podniecają spektatorów.
Mimo nieskrywanego entuzjazmu Wernicka podkreślić należy, że repertuar sztuk baletowych nie był bogaty; dyrekcja opery wprowadzała zaledwie jedną premierę rocznie. Doskonale wyreżyserowane inscenizacje, z przemyślaną scenografią i misternym wykonaniem, wieńczyło powodzenie. Nie było ich wiele, autorzy najczęściej byli obcokrajowcami, a nasi – często znakomici – artyści zdobywali sławę za granicą.

W powieści Prusa znajdujemy tylko jedną (cytowaną na wstępie) wzmiankę na temat baletu, a właściwie baletniczek; rzeczywiście, w czasach kiedy kobiety nosiły długie suknie, scena baletowa stanowiła nie lada atrakcję.</document>
<document nplp_id="270" title="Bedeker" slug="bedeker">[…] gdy [Wokulski] pilniej zaczął rozglądać się w planie Paryża, spostrzegł to, czego nie dojrzeli rodowici paryżanie (co byłoby mniej dziwne) ani nawet K. Baedeker, roszczący sobie prawo do orientowania się po całej Europie. (II, 139)
Bedeker to nazwa przewodnika, pochodząca od nazwiska niemieckiego wydawcy Karla Baedekera, który pod koniec lat 20-tych XIX wieku rozpoczął publikację serii książek dla turystów. Te przewodniki, w charakterystycznej czerwonej oprawie, o poręcznym, kieszonkowym formacie, publikowane w wielu językach, wytyczały trasy podróży i wędrówek, zawierały informacje geograficzne i historyczne, mapy, a także wystawiały rekomendacje; o stopniu atrakcyjności obiektu informowała ilość przyznanych mu gwiazdek. Zawierały również praktyczne wskazówki dotyczące środków transportu, hoteli, restauracji, cen usług i biletów wstępu do teatrów, muzeów itp. Starannie opracowane przewodniki Baedekera, w których dbano o aktualność i precyzję zamieszczanych informacji, stały się symbolem świetnej, bo wiarygodnej, literatury turystycznej.

Wokulski będąc w Paryżu czas wolny od interesów z Suzinem wykorzystywał na najnieporządniejsze zwiedzanie miasta, wybierając cele na chybił trafił ze spisu alfabetycznego w bedekerze. Wieczorami studiował mapę Paryża, wykreślając obejrzane już miejsca.
Pierwszym przewodnikiem po Warszawie był wierszowany Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy autorstwa kompozytora i instrumentalisty Adama Jarzębskiego (1643). Dalej był Przewodnik Warszawski (1826) Natana i Jana Glücksbergów, w którym podano nazwiska urzędników i innych wpływowych obywateli, Bankierów, Kupców, Fabrykantów, Rzemieślników, zgoła osób których Adresa Publiczności potrzebne bydź mogą (sic!). Przewodnik zawierał także spis hoteli i zajazdów, plan Warszawy oraz aktualny kalendarz. Z późniejszych bedekerów warto wymienić przede wszystkim obszerny Przewodnik po Warszawie, napisany przez F. M. Sobieszczańskiego i Wacława Szymanowskiego (1873).
Ważną rolę bedekerów poświadcza Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic Walerego Eljasza Radzikowskiego. Ukazał się w 1870 roku i walnie przyczynił się do tego, że wkrótce znalezienie wolnego miejsca w Zakopanem graniczyło z cudem.</document>
<document nplp_id="275" title="Choroby" slug="choroby">Było tu kilku drzemiących na słońcu pijaków czy złodziei, dwie śmieciarki i jedna kochająca się para, złożona z trędowatej kobiety i suchotniczego mężczyzny, który nie miał nosa. Zdawało się, że to nie ludzie, ale widma ukrytych tutaj chorób [...] (I, 174)
Lalka jest powieścią o Warszawie lat jeszcze pozytywizmu, ale już końca optymistycznych nadziei, wiązanych z rozwojem cywilizacji technicznej i nauki. Złudzenia nikną, rozbijane między innymi przez fatalne warunki bytu szerszych warstw ludności. Szerzą się choroby cywilizacyjne – skutek braku higieny osobistej, niewłaściwego odżywiania, a nawet głodu i nędzy. Doktor Szuman uważał, że to właśnie było powodem wielkiej śmiertelności między nimi, krótkiego życia i charlactwa.

Prus pisze w Lalce o chorobach mieszkańców Powiśla: suchotach (czyli gruźlicy) i syfilisie (nazwa choroby nie została użyta w powieści, ale wspomniany na wstępie cytat wyraźnie wskazuje jej objawy), a Rzecki wspomina o zgniłej gorączce, która trawiła żołnierzy w czasie kampanii węgierskiej. W powieści mowa jest także o groźnych epidemiach, takich jak tyfus, na który chorowali żołnierze rosyjscy podczas wojny bałkańskiej, a nawet pani Misiewiczowa, która kiedyś była w tyfusie. Jak grom spada na warszawiaków wiadomość o wybuchu dżumy w Wietlance: – Dżuma?… tu?… w Warszawie?… A co, Helenko, nie mówiłam?… Aaa… już zginęliśmy wszyscy!… Bo to w czasie dżumy każdy zamyka się w domu… jedzenie podają sobie na drągach… trupów ściągają do dołów hakami…

Rzecki uskarżał się na różne dolegliwości: – Taki jestem chory […] mam podobno wadę serca… Ale to przejdzie… przejdzie… Jego stan zdrowia pogorszył się po zniknięciu Wokulskiego, kiedy rozwiały się też polityczne złudzenia i doszło do konfliktu z nowym właścicielem sklepu. Wokulski przeżywał nagłe zmiany nastroju, miewał halucynacje, dręczył go strach (Szedł i lękał się spojrzeć za siebie; zdawało mu się, że […] jest jak zdeptany robak, który wlecze za sobą wnętrzności.) Wyraźne okresy apatii (wpadł w jakiś dziwny letarg) przeplatały się u niego ze stanami euforii. Podobnie jak Rzecki (który nie dbał o to, czy ma gorączkę), Wokulski bagatelizował swoje dolegliwości, nie widząc sensu kuracji (mówi do Szumana: […] to daj spokój leczeniu.).

W powieści wspomina się wiele innych chorób, ciężkich i bagatelnych. Są wśród nich: paraliż, na który cierpi od 5 lat mąż baronowej von Ples, żółta febra (wirusowa choroba zakaźna przenoszona przez komary), kamienie nerkowe (o Napoleonie III nadmienia się, że chorował na kamień), fluksja (Krzeszowski: wyglądam jak stara małpa chora na fluksję), tasiemiec (inaczej soliter). Przedstawicieli arystokracji trapiły również migreny, indiosykrazja i najróżniejsze choroby nerwowe. Wiek XIX przyniósł ze sobą nowe kreacje bohaterów, którzy chorują na rozstrojenie nerwowe, rozdrażnienie czy biedne nerwy. Na nerwy cierpią m.in.: hrabina Karolowa (cała Joasia […] Nerwy, zawsze nerwy!…), spazmów dostają: Małgorzata Minclowa, a przede wszystkim nieszczęśliwa baronowa Krzeszowska.

Wielu bohaterom Lalki dokuczają choroby oczu. Źle widzi Rzecki, który przez binokle odczytuje całodzienny rozkład zajęć, a w półmroku swego pokoju musi mrużyć oczy i podprowadzać gościa do okna, aby rozpoznać w nim Wokulskiego. Baron Krzeszowski, któremu często drga lewa powieka, poprawia stale spadające mu z nosa okulary (w pojedynku z Wokulskim chybia właśnie dlatego, że w ostatniej chwili, przed oddaniem strzału, przechyliły mu się binokle). Przez monokl natomiast impertynencko przygląda się Wokulskiemu jeden z gości kawiarni w Paryżu. Stary Szlangbaum często zakłada okulary na czoło, aby – kiedy tylko tego potrzebuje – zsunąć je na swoje zmęczone oczy. Opatrzony rączką model binokli przykłada do oczu staruszka prezesowa, rozmawiając z Wokulskim w Zasławku.

Bogaci bohaterowie trapieni różnymi dolegliwościami zwołują konsylia lekarskie (pan Łęcki i baron Dalski), a na kurację udają się na wieś albo za granicę, do wód (w zakwestionowanej przez cenzurę carską pierwotnej wersji odcinka rozdziału Pierwsze ostrzeżenie, dołączanym do powieści jako Aneks, Suzin proponuje Wokulskiemu zasięgnięcie porady u doktorów i wyjazd do Karlsbadu) albo poddają się leczeniu „magnetyzmem” (jak pacjenci Palmieriego w Paryżu). Prus przywołuje w powieści rzeczywiste postaci sławnych lekarzy – Ignacego Baranowskiego i Tytusa Chałubińskiego, którzy zalecili baronowi Dalskiemu szanowanie się i ożenek (co miało zdecydowanie wpłynąć na poprawę stanu jego zdrowia). Stary baron za wszelką cenę stara się uniknąć przeziębienia: nieustannie zasłaniał sobie gardło, sprawdzał, czy okno jest dobrze zamknięte, i siedział w przedziale coraz na innym miejscu z obawy przeciągów.

Biedni leczą się raczej sami, wykorzystując wszelkie sposoby domowe. Raczek żeni się z ciotką Ignacego Rzeckiego, żeby jejmość smarowała mu plecy, a klienci sklepu Mincla kupują Lukrecji za grosz…, bowiem do leczenia powszechnie stosowano zioła i przyprawy – lukrecja i olej rycynowy łagodziły drobne dolegliwości żołądkowe, asafetyda (inaczej czarcie łajno, smrodzieniec) uspakajała.

W Lalce mówi się także o chorobach zwierząt. Wciąż niedomaga jednooki Ir, pies Rzeckiego, dolegliwości trapią też pojawiające się w powieści konie (dyrektor rajtszuli Miller oburza się na oskarżenie go o sprzedaż konia cierpiącego na koler – chorobę mózgu; mówi się o obtartych do krwi przez chomąto karkach zmęczonych koni pociągowych).
Czasem na kurację jest już za późno, a chorobę kończy śmierć. Na apopleksję umarł Tomasz Łęcki, który długo borykał się z dolegliwościami układu krążenia (Miałem mały atak z gorąca i irytacji… […] Krew uderzyła mi do głowy… ale to już przeszło…). Ciągłe przygnębienie miało wpływ na smutne zakończenie losów Rzeckiego: ze wszystkich stron ogarnęła go niepamięć i […] głęboka czarność, wśród której tylko […] dymnik świecił jak gwiazda […] Nareszcie i ta ostatnia gwiazda zgasła… Prus jednak ostatniemu rozdziałowi powieści nadał obiecujący tytuł: „Non omnis moriar…”. Nie wszystko zginie.</document>
<document nplp_id="277" title="Cierpienie" slug="cierpienie">[…] ból wzmagał się…
„Cierpię, więc jestem!…” – pomyślał śmiejąc się Wokulski. (II, 559)
Lalka – wbrew stereotypom formułowanym na temat powieści pozytywistycznej – jest głębokim studium indywidualnego i społecznego cierpienia.
Cierpienia doświadczają wszyscy prawie bohaterowie powieści (a bywa, że i reprezentujące świat natury zwierzęta). Zmaga się z nim Rzecki, którego przeraża kształt współczesnego świata jako targowiska próżności i wszechogarniającej tandety; dotyka ono nieszczęśliwie zakochanych (pani Stawska, cyniczny doktor Szuman), którym nie dana jest nawet najmniejsza nadzieja wzajemności. Cierpienie bywa źródłem bolesnych rozczarowań, ale też impulsem do zadawania bólu innym.

Także niewolę uznać można za rodzaj cierpienia, które kształtuje losy polskiej zbiorowości narodowej, jej wyobrażenia o świecie i sposób postrzegania rzeczywistości, historii, własnego w niej miejsca, czasem to postrzeganie deformując (np. polemika z mesjanistycznymi i bohaterskimi wyobrażeniami romantyków o historii w Lalce).
Źródłem cierpienia bywają też, opisane przez Prusa szczegółowo i wnikliwie, napięcia i konflikty społeczne pomiędzy przedstawicielami różnych warstw i klas społecznych, ukazanych przez pisarza w momencie bolesnej przemiany (degradacja szlachty, postępujące ubożenie i bezsilność niższych klas społecznych, rodzące się na tle etnicznym i ideologicznym konflikty i napięcia w sklepie Wokulskiego, spory pomiędzy subiektami, wynikające często z poczucia krzywdy i niesprawiedliwości).

Cierpienie, co najistotniejsze, okazuje się podstawowym doświadczeniem egzystencjalnym Wokulskiego na wszystkich etapach jego życia: cierpiał jako młodzieniec marzący o karierze naukowej, a skazany na pracę w restauracji Hopfera. Cierpiał jako mężczyzna, który nie może zdobyć ukochanej kobiety, choć jest powszechnie podziwiany i adorowany; w końcu cierpiał jako człowiek, który zastanawia się nad naturą świata i sensem życia.

Istotę tak pojmowanego cierpienia, które po Schopenhauerowsku widzieć można jako substancję istnienia, odsłania stylizowana na biblijną przypowieść o cierpiącym kamieniu „scena skierniewicka”, w której główny bohater doświadcza czegoś na kształt epifanii, nagłego olśnienia: I stał się człowiek. Żył kilkadziesiąt lat, a w ciągu nich tyle pragnął i tyle cierpiał, że martwy świat nie zaznałby tego przez całą wieczność. Objawiają się wówczas Wokulskiemu sens życia i istota człowieczeństwa, którego rdzeniem okazuje się właśnie cierpienie. Kiedy bohater podda je analizie i refleksji, ujawni ono swój ontologiczny i eschatologiczny horyzont – nie tylko bowiem odsłania porządek istnienia, ale też staje się narzędziem samopoznania i źródłem świadomości.
Oglądana w takiej perspektywie Lalka okazuje się więc przede wszystkim powieścią o poszukiwaniu nowego człowieka, takim Prusowskim „genesis z cierpienia”, próbą opisania, jak cierpienie kształtuje, a w końcu powołuje do samoświadomego życia człowieka takiego jak Wokulski: to jest znającego wszystkie wymiary istnienia, żyjącego już bez złudzeń i płonnych nadziei, zmierzającego ku nieznanemu kresowi, którego konieczność zrozumiał.

→ Społeczeństwo; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="278" title="Dekadentyzm" slug="dekadentyzm">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
„Dajcie mi jakiś cel… albo śmierć!…” – mówił nieraz [Wokulski], patrząc w niebo. A w chwilę później śmiał się i myślał: „Do kogo ja mówię?… Kto mnie wysłucha w tym mechanizmie ślepych sił, których stałem się igraszką?” (II, 181)
Dekadentyzm (z fr. décadence ‘chylenie się ku upadkowi; upadek’) był to szeroki prąd kulturowy, który zapanował w Europie drugiej połowy XIX wieku, charakteryzujący się poczuciem zaniku sił życiowych, utraty norm moralnych, pesymizmem, lękiem przed nadchodzącą katastrofą lub powrotem barbarzyństwa.
Głównym źródłem dekadentyzmu w Lalce jest atmosfera epoki, wzmocniona przez doświadczenia historyczne (upadek powstania styczniowego i represje ze strony Rosjan). Nastroje dekadenckie odnajdziemy w powieści tam, gdzie Wokulski snuje przeniknięte wątpliwościami rozważania na temat religii, jej filozoficznego sensu i społecznej roli (np. w opisie kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w którym odbywa się kwesta na rzecz ubogich z udziałem panny Izabeli: Co to jest za ogromny gmach, który zamiast kominów ma wieże, a w którym nikt nie mieszka, tylko śpią prochy dawno zmarłych?... […] Na targ idą po żywność, do sklepu po towary, do teatru po zabawę, ale po co tutaj?...). Dekadentyzm wyraża się również w przygnębiających obrazach ówczesnej Warszawy, widzianej oczyma Wokulskiego (np. gdy patrzył na wyścigi konne na Polach Mokotowskich: I przywidziało mu się, że na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego stanu próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom szkieletów koni, które poginęły na tym torze.). W sferze psychologicznej ważnym przejawem dekadentyzmu są widoczne przede wszystkim u Wokulskiego po jego próbie samobójczej symptomy tzw. „choroby woli”, czyli paraliżujących możliwość działania wątpliwości, dotyczących sensu własnych motywacji; pisano wówczas wiele o społecznym zasięgu tej choroby, zajmował się tym tematem również znany pozytywistyczny psycholog, przyjaciel Prusa, Julian Ochorowicz, który był najpewniej pierwowzorem postaci Ochockiego.
Dekadentyzm w Lalce to nie tylko obraz świata i cechy psychologiczne bohaterów lub ich uwarunkowanych kulturowo zachowań, lecz także filozofia uzasadniająca życiowy pesymizm lub wysnuwająca z niego logiczne konsekwencje. Jest to wizja człowieka jako igraszki ślepych sił, z której wynika charakterystyczna dla modernizmu postawa, określana mianem „kultu intensywności przeżyć”, czyli dążenia do doświadczeń maksymalnie silnych, które wypełniłyby egzystencjalną pustkę; w Lalce przykład tej postawy znajdziemy w refleksji Wokulskiego na temat celu życia: Wszystko jedno […] – Jeżeli już musimy odurzać się czymś, odurzajmy się czymkolwiek.
W wersji egzystencjalnej dekadentyzm graniczy z pragnieniem samozatraty. Wokulski doznaje takich nastrojów jeszcze przed rozczarowaniem Izabelą; na przykład w trakcie spaceru po Powiślu stwierdza: Gdybym tu przyszedł w nocy, na pewno [mieszkańcy Powiśla] wyleczyliby mnie z melancholii. Już jutro spoczywałbym pod tymi śmieciami, które […] są tak wygodnym grobem jak każdy inny. Na górze […] ścigano by i wyklinano tych poczciwców, a oni – może wyświadczyliby mi łaskę. Podobnie w czasie pobytu w Łazienkach zadaje sobie pytanie o to, co by się stało, gdyby mu „[…] zastąpił drogę jaki bandyta i zabił w tym kącie?...” I wyobrażał sobie, jaki to przyjemny musi być chłód noża, wbitego w rozgorączkowane serce. W najbardziej radykalnej postaci dekadentyzm może przybierać postać rozpoznanego przez Zygmunta Freuda tzw. „popędu śmierci”, a więc takiego popędu (alternatywnego wobec libido), którego celem jest samozagłada. W powieściowej biografii Wokulskiego popęd ten możemy wiarygodnie rozpoznać bezpośrednio przed próbą samobójczą w Skierniewicach (I nagle uczuł już nie pragnienie, ale głód i żądzę śmierci.).
Dekadentyzm może być również źródłem przeżyć estetycznych. Nadaje on pozornie realistycznym obrazom świata swoisty metafizyczny nastrój, łącząc je z Absolutem i Wiecznością, jak np. w pojawiającej się na końcu powieści pięknej metaforze duszy ludzkiej jako wrzuconego w wodę kamienia, po którym powstają na powierzchni fale, a potem stopniowo, lecz nieubłaganie zanikają.

→ Filozofia; → Ochocki Julian; → Rosja; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="280" title="Długi" slug="dlugi">Przepraszam pannę hrabiankę – ironicznie odparł Szpigelman – ja dawno robię pieniędzmi, ale takiego procentu nigdy nie widziałem. Od trzydziestu tysięcy pan hrabia może mieć trzy tysiące, i jeszcze na bardzo niepewnej hipotece. Ale – co mnie do tego... Mój interes jest, żebym ja odebrał moje pieniądze. (I, 590)
O długach, ich zaciąganiu, spłacaniu i ściąganiu Prus wspomina w Lalce w wielu miejscach. W długach po uszy tonie Tomasz Łęcki, towary na kredyt kupuje w sklepie Wokulskiego jego córka Izabela, a baronowa proponuje jej pożyczkę 3 tysięcy rubli pod zastaw rodzinnego serwisu i sreber; w długach grzęzną inni przedstawiciele arystokracji: baron Krzeszowski, Starski, a nawet Ochocki, któremu Wokulski pomaga przy ich spłacie. Kredyty (będące także forma zaciągania długów) w bankach i u innych kupców zaciąga Wokulski, zadłużają się przedstawiciele drobnego, mieszczaństwa, inteligencji, biedoty. Trzeba bowiem pamiętać, że przedstawiany przez Prusa obraz społeczeństwa polskiego drugiej połowy XIX wieku to obraz ludzi żyjących w kraju pogrążonym w kryzysie moralnym i gospodarczym. Problemem był przede wszystkim sposób wydźwignięcia się z długów, z tego, co dzisiaj nazywamy pułapką kredytową.
Długi, o których wspominał Prus, mogły być publiczne (np. skarbowe wobec państwa z tytułu niepłacenia podatków), bankowe (wobec banków z tytułu niespłacania pożyczek i kredytów), prywatne (zaciągnięte u osób prywatnych), zastawne, hipoteczne i wekslowe (zabezpieczone zastawem, hipoteką na nieruchomości lub wekslem). Jako inna forma prywatnego zapożyczania się istniały też tak zwane długi honorowe, których terminowe oddanie poręczane było słowem honoru – to przede wszystkim długi karciane. W Lalce zaciągali je chętnie baron Krzeszowski czy Maruszewicz. Gdy dłużnik nie spłacał zobowiązań, dochodziło do licytacji. Tak została sprzedana kamienica Łęckiego. W czasach Lalki rozprzestrzeniło się także zjawisko lichwy, czyli pożyczania pieniędzy pod zastaw rzeczy. Prus poddawał lichwę ostrej krytyce – w Lalce zajmują się nią głównie Żydzi, np. Szpigelman i Szlangbaum.

→ Krzeszowski, Baron; → Licytacja; → Żydzi.</document>
<document nplp_id="281" title="Dobroczynność" slug="dobroczynnosc">Warszawa, obok mnóstwa wad, zawsze była miastem pełnym litości. Co roku po kilkadziesiąt tysięcy rubli wydawało się tu na „cele dobroczynne” – pisał Prus w Kronikach, na łamach „Kuriera Codziennego” zaś gorąco namawiał, by zaprzestać rozdawania jałmużny. W Lalce Wokulski twierdził podobnie, że takie miłosierdzie hoduje bezczelnych próżniaków. Niestety, wielu chętnie na tym poprzestawało, zadowalając się zdobyciem – niewielkim wysiłkiem i kosztem – opinii szlachetnego dobroczyńcy. We wszystkich tych filantropijnych zajęciach panna Izabela przyjmowała czynny udział; chętnie także dawała jałmużnę, rozczulając się sama nad własną wrażliwością.

Prus-publicysta przekonywał, że rozwiązać problem biedy i żebractwa może tylko zapewnienie pracy wszystkim ubogim. Dlatego popierał zakładanie „domów zarobkowych” z warsztatami (szewskimi, ślusarskimi, stolarskimi, krawieckimi itp.) oraz biur pośrednictwa pracy. Podobne myśli wyrażał Wokulski: na panoszącą się nędzę jest proste lekarstwo: praca obowiązkowa – słusznie wynagradzana. Ona jedna może wzmocnić lepsze indywidua, a bez krzyku wytępić złe i... mielibyśmy ludność dzielną, jak dziś mamy zagłodzoną lub chorą. Totez jego dobre uczynki maja właśnie taki charakter: wsparcie, jakiego udzielił rodzinie Wysockiego, kamieniarzowi Węgiełkowi czy prostytuującej się Mariannie zapewniało im godziwe warunki zarobkowania.
Jednak w Warszawie – nad czym ubolewał autor Lalki i czego boleśnie doświadczył Wokulski, nazywany pogardliwie „dorobkiewiczem” – ceniono nie autentyczną działalność społeczną, lecz organizatorów dobroczynnych loterii fantowych, balów, koncertów czy wystaw – imprez, które wprawdzie nie przynosiły oczekiwanych rezultatów finansowych, lecz dawały możliwość korzystnej autoprezentacji.

Tak rozumiana działalność filantropijna wchodziła w zakres życia towarzyskiego. Izabela Łęcka z niepokojem wyczekiwała zaproszenia na wielkotygodniową kwestę: gdy dotarło, odetchnęła z ulgą, że nie spotkał jej afront towarzyski. Wokulski na kwestę w kościele przyszedł. Zobaczywszy zaś w różnych punktach świątyni stoły okryte dywanami, na nich tace pełne bankocetli, srebra i złota, a dokoła nich damy siedzące na wygodnych fotelach, odziane w jedwab, pióra i aksamity, rozmawiające i bawiące się jak na raucie, stwierdził: „Nie, nie będę należał do tej jarmarcznej dobroczynności”.

Arystokracja traktowała dobroczynność ambicjonalnie. Hrabina Karolowa wykorzystywała słabość Wokulskiego do Izabeli, by dzięki hojnym datkom prowadzoną przez siebie ochronę uczynić pierwszą w mieście. Książę poczuł się osobiście dotknięty, gdy znany ze szczodrej ręki Stanisław Wokulski przez dwa miesiące nie dał ani grosza na protegowanych przez niego ubogich.
Prus z taką pogardą ukazał w Lalce filantropijną działalność osób nadających ton towarzystwu, że nieco wypaczył ten obraz. W rzeczywistości w ówczesnej Warszawie sporo ludzi zamożnych było osobiście zaangażowanych w sensowną dobroczynność (taką jak dożywianie, opieka na ubogimi dziećmi, przytułki, przyuczanie do pracy); świadczą o tym statystyki, wymieniające dużą ilość tych zakładów i liczby podopiecznych. Była to wtedy także forma działalności patriotycznej – pomocna dłoń, ratująca rodaków, przygniatanych jarzmem carskiego rządu.
Chlubnym wyjątkiem wśród utytułowanych filantropów była w Lalce prezesowa Zasławska. Prowadziła w swoim majątku autentyczną „pracę u podstaw”, osobiście od lat zajmowała się bytem włościan, edukacją chłopskich dzieci, utrzymywała przytułek dla starców, a u schyłku życia cały swój majątek zapisała na cele dobroczynne.

→ Ochronki; → Towarzystwo Dobroczynności; → Ubodzy; → Utopia.</document>
<document nplp_id="282" title="Dolina Szwajcarska" slug="dolina-szwajcarska">Jeszcze z kwadrans posiedzieli we troje, rozmawiając o niedawnej zabawie w Dolinie Szwajcarskiej [...] (I, 495)
W 1825 roku w dołach pozostałych po cegielni przy Alei Ujazdowskiej na powierzchni ok. 4,5 ha Stanisław Śleszyński założył ogród owocowy. Rok później pobudował tam piętrowy pałacyk zaprojektowany przez Antonia Corazziego. W 1827 starannie zaplanowany ogród z klombami kwiatowymi i szwajcarskimi altanami (które dały temu miejscu nazwę) otworzono dla gości, którzy przy dźwiękach muzyki mogli bawić się, odpoczywać, pogryzać kiełbaski i popijać piwo.
Trzydzieści lat później nowi właściciele – Dziechcińscy i Winniccy wybudowali Salon Wielkiej Alei – ogromny gmach koncertowy, w którym występowali: Jan i Edward Straussowie, Ignacy Paderewski, Władysław Sygietyński.
W Przewodniku z 1881 roku odnotowano: W zimie, w wspaniałej Sali Doliny odbywają się karnawałowe maskarady, nawiedzane zresztą głównie przez płeć piękną, pół i ćwierć-światka. Złota młodzież warszawska zapewnia, że na podobnych maskaradach bawić się można wybornie. Latem do ogrodu sprowadzano orkiestrę, która przygrywała spacerowiczom w takt mazurków, kujawiaków i krakowiaków. Można też było brać udział w loteriach urządzanych przez instytucje dobroczynne.
Charakter organizowanych imprez przyciągał szeroką publiczność. Płacąc 35 kopiejek za wstęp można było słuchać w środy i w soboty symfonii, w pozostałe dni tygodnia lżejszego repertuaru koncertowego. W 1874 roku otworzono ogród zabaw dziecięcych – tzw. Nową Szwajcarię, wielką popularnością cieszyły się występy magików, żonglerów, połykaczy ognia, odbywały się przedstawienia teatrzyku ogródkowego.
Za czasów Bolesława Prusa Dolina Szwajcarska była bardzo lubiana przez warszawiaków, ale w Lalce wzmianka o niej pojawiła się tylko raz, podczas rozmowy Wokulskiego z Łęckimi.</document>
<document nplp_id="283" title="Filozofia" slug="filozofia">Filozofia (z gr. phileo – „kochać”, sophia – „mądrość”), czyli „miłość mądrości”, to najogólniejsza, a zarazem jedna z najstarszych dziedzin ludzkiej wiedzy, polegająca na rozważaniu sensu ludzkiego istnienia, przyczyny i celu świata, istnienia lub nieistnienia rzeczywistości niematerialnej oraz innych fundamentalnych kwestii.
Właśnie w czasach pozytywizmu, gdy powstawała m. in. Lalka Prusa, szerzyły się odziedziczone po Oświeceniu tendencje do radykalnego zreformowania przedmiotu oraz podziału filozofii. Twórca terminu „pozytywizm” i najsłynniejszy filozof tej epoki, August Comte (1798-1857), uważał na przykład, że jedynym zadaniem filozofii jest klasyfikacja i weryfikacja poznawcza osiągnięć nauk szczegółowych (takich jak: matematyka, astronomia, biologia itd.), zaś całe dziedziny dotychczasowej wiedzy filozoficznej (np. metafizyka – nauka o niematerialnych uwarunkowaniach świata realnego, teologia) są całkowicie bezprzedmiotowe i oparte na błędnie postawionych pytaniach, na które nie da się udzielić sensownej odpowiedzi.
Reformatorskie tendencje pozytywizmu rozbudziły tendencję do filozoficznego myślenia także wśród beletrystów: większość komentatorów uznaje Lalkę za utwór filozoficzny, stawiający takie właśnie, podstawowe pytania, niektórzy zaś twierdzą, że jej kompozycja, oparta na przeplatających się pytaniach i odpowiedziach, przypomina dialog filozoficzny. Dodatkowym bodźcem, skłaniającym do wzbogacenia dzieła w ważkie treści filozoficzne był zapewne dla Prusa fakt, iż Lalka powstawała na granicy epok, gdy kończyło się optymistyczne oddziaływanie pozytywizmu, zaczynał natomiast modernistyczny pesymizm, a także radykalny indywidualizm, krytykujący i odrzucający dotychczasowe formy społecznego bytowania. Te dylematy wyraźnie widoczne są w powieści. Stąd też odnajdziemy w Lalce odzwierciedlenie najważniejszych prądów filozoficznych i światopoglądowych epoki.

→ Darwinizm; → Dekadentyzm; → Nihilizm; → Organicyzm; → Socjalizm; → Utopia.</document>
<document nplp_id="284" title="Hazard" slug="hazard">Co za straszne położenie!… Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty... (I, 127)
Słowem „hazard” (z franc. azard ‘los, przypadek’) w czasach Bolesława Prusa określano ryzyko, zdawanie się na los szczęścia, zuchwałą śmiałość. Stąd gry azardownemi [sic!] nazywamy takie, w których stawia się na kartę wielką summę lub cały majątek – pisano w Encyklopedyi Powszechnej Orgelbranda. Taki „azard” w interesach uprawia Stanisław Wokulski, zdobywając ogromne pieniądze na dostawach wojskowych pomiędzy kulą, nożem i tyfusem, o czym mówi: Gruba gra?... prawie co miesiąc stawiałem cały majątek, a co dzień życie.
Oblicza hazardu w Lalce (poza ryzykownymi decyzjami finansowymi głównego bohatera) to przede wszystkim gra w karty. W wista (który był poprzednikiem winta, a następnie brydża) i w pikietę grywa regularnie Tomasz Łęcki. Każdej nocy grywa – i najczęściej przegrywa – baron Krzeszowski. W czasie wizyty w domu barona Wokulski zauważa dwa stoliki do kart, z których jeden miał złamaną nogę, a drugi gęsto zapisane sukno, tudzież kandelabry z niedopałkami świec woskowych. Nałogowym hazardzistą jest również Maruszewicz, zaufany Krzeszowskich, który aby spłacić długi zaciągane przy zielonym stoliku posuwa się do oszustw i fałszowania podpisów na wekslach. Zdarzało mu się również grać w bilard, który uprawiano wówczas w cukierniach i wdzięcznie nazywano „dyrdymałką” (pod koniec wieku gry w bilard zakazano policyjnie). Swoistą formą hazardu były zakłady, czynione nawet przez damy z najlepszego towarzystwa (np. Izabela Łęcka wygrywa od swojej ciotki, hrabiny Karolowej, bransoletę z szafirów). Najbardziej wyrazistą postacią hazardu były jednak wyścigi, owe „wielkopańskie zabawy”, jak nazwał je Prus.
Wyścigi konne odbywały się w Warszawie od dawna. W 1841 roku założono Towarzystwo Wyścigów Konnych. Składka roczna wynosiła 50 rubli, a jednorazowy bilet wstępu kosztował 10, co czyniło wyścigi zabawą tylko dla bogatych. Członków Towarzystwa ochrzczono niechętnym mianem „końskiej arystokracji” i patrzono na nich dość krytycznie – również ze względu na to, że tor wyścigowy na Polu Mokotowskim (czynny do 1887 r.) stanowił jedno z nielicznych miejsc (poza teatrem), gdzie na neutralnym gruncie spotykali się Polacy i Rosjanie.
Sezon wyścigów zaczynał się późną wiosną (w 1878 r. wyścigi zaczęły się w pierwszych dniach czerwca) lub wczesnym latem, damy mogły więc w odkrytych powozach demonstrować letnie stroje. Trybuny dla widzów (tzw. galerie) były nie najlepiej utrzymane, co skłaniało przygnębionego Wokulskiego do pesymistycznych skojarzeń: I przywidziało mu się, ze na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego stanu próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom koni, które poginęły na tym torze. Zadawało mu się, że nawet w tej chwili widzi przed sobą zbutwiałe stroje i czuje zapach stęchlizny.
W jednej z Kronik Bolesław Prus pisał zgryźliwie: Warszawa należy do najbardziej muzykalnych miast na świecie. Tu wszyscy grają. Kucharki i stróże – w podwórzową ruletkę, inteligencja w winta, stan średni w loterie klasyczną, sportsmani w totalizatora, finansiści w kurs rubla, ulicznicy w guziki. Już zrozumieliśmy, że pieniądz jest godnością człowieka i duszą społeczeństwa; lecz ze wszystkich dróg, wiodących do posiadania mamony, odkryliśmy dopiero jedną – grę. Warto jednak wspomnieć, że autor Lalki przez lata kupował losy na loterię, marząc, że wygrana pozwoli mu na założenie własnej gazety…

→ Rosjanie w Warszawie; → Rozrywki.</document>
<document nplp_id="286" title="Historia" slug="historia">Akcja powieści rozgrywa się w ciągu niespełna dwóch lat, od marca 1878 do października 1879, ale jej bohaterowie uwikłani są w wydarzenia znacznie wcześniejsze. Autor traktuje zupełnie inaczej wydarzenia współczesne, pojawiające się jako aktualności dnia w rozmowach bohaterów czy komentarzach w pamiętniku Ignacego Rzeckiego, inaczej zaś wspomnienia o historii dawniejszej. W tych wspomnieniach pojawiają się niektóre wydarzenia: przede wszystkim okres napoleoński, Wiosna Ludów ze szczególnym uwzględnieniem powstania węgierskiego oraz powstanie styczniowe, ponieważ właśnie one wiążą się ściśle z losami bohaterów powieściowych.
W roku 1878 aktualny był konflikt na Bałkanach. Rok wcześniej wybuchło w Bułgarii powstanie antytureckie, wsparte przez Rosję. Mimo oporu Turcja poniosła klęskę i musiała uznać niepodległość Bułgarii. Rosja odzyskała utraconą wcześniej Besarabię oraz roztoczyła protektorat nad Bułgarią, Serbią, Rumunią i Czarnogórą. Warunki te zatwierdzono pokojem w San Stefano 3 III 1878. Godziły one przede wszystkim w interesy Austrii, również zainteresowanej ekspansją na Bałkanach kosztem Turcji, ale zaniepokoiły również Prusy i Anglię. Bohaterowie powieści komentują ruchy floty angielskiej, zbrojenia Austrii, plany aneksji Bośni i Hercegowiny.
Z inicjatywy kanclerza Prus Otto von Bismarcka zwołano (13 VI – 13 VII 1878) do Berlina kongres międzynarodowy, który praktycznie pozbawił Rosję korzyści z pokoju w San Stefano. Uznano pełną niepodległość państw bałkańskich, likwidując protektorat rosyjski, przyznano Austrii prawo do Bośni i Hercegowiny, Anglia uzyskała Cypr. W ten sposób udało się zapobiec wojnie.
Poza tym w Lalce wspominane są także: zamach na cesarza Wilhelma, wojna w Afganistanie oraz powstanie Zulusów w Natalu.</document>
<document nplp_id="287" title="Hotel Europejski" slug="hotel-europejski">[Z okazji poświęcenia nowego sklepu Wokulski wydał wystawne przyjęcie w najlepszym hotelu w Warszawie:] Salę ubrano w kwiaty, ustawiono ogromne stoły w podkowę, sprowadzono muzykę i o szóstej wieczór zebrało się przeszło sto pięćdziesiąt osób. (I, 318)
Przy Królewskim Trakcie, na miejscu pałacu, którego właścicielami byli m.in. Radziwiłłowie i Lubomirscy, nowi właściciele: Władysław i Ksawery Pusłowscy oraz Aleksander Przeździecki zlecili budowę hotelu, zaprojektowanego przez Henryka Marconiego. Inwestycja powstawała przez 20 lat. Pierwszy etap zakończono 30 grudnia 1856 roku. Do dyspozycji gości oddano 90 numerów hotelowych. Finalizacja projektu nastąpiła w 1878 roku. Udostępniono 240 pokoi i salonów urządzonych z wyszukaną elegancją. Dla najbardziej wymagających przygotowano apartamenty stylowe: w stylu empirowym, Ludwika XV ze złoconymi meblami lub Ludwika XVI z biało-błękitnymi meblami. Za najpiękniejszą uchodziła Sala Pompejańska na pierwszym piętrze, z malowidłami min. Karola Marconiego. Na drugim piętrze mieścił się obszerny salon, w którym przez wiele lat urządzał wystawy Aleksander Krywult. Pierwsza odbyła się w 1881 roku, wyeksponowano płótna Matejki, Chełmońskiego, Siemiradzkiego. W kolejnych latach na „salonie odrzuconych”, pojawiły się obrazy najsłynniejszych malarzy polskich i europejskich.
Na poddaszu hotelu urządzili swą pracownię malarze: Józef Chełmoński i Aleksander Piotrowski. Pomieszkiwał tam przez kilka lat symbolista Adam Chmielowski (późniejszy Brat Albert) i Stanisław Witkiewicz. Tutaj Helena Modrzejewska przychodziła pozować do portretu malowanego przez Chełmońskiego. Na parterze były eleganckie sklepy, największą sławą cieszyła się jednak restauracja i cukiernia Lourse’a, którą odwiedzały żądne plotek największe osobistości miasta.
Obok cukierni mieścił się zakład fryzjerski i salon kosmetyczny, dalej kantor wymiany walut prowadzony przez bankiera Radziszewskiego. Pod koniec stulecia duże piwnice win pod nazwą Caves du Grand-Hotel d’Europe prowadził Skarżyński.
Hotel Europejski stanowił piękną wizytówką miasta. W Przewodniku z 1881 roku czytamy: jest najprzyjemniejszym mieszkaniem, jakie Warszawa posiada dla przybyłych, w ogóle czy to na dni kilka tylko, czy też na dłuższy pobyt.</document>
<document nplp_id="288" title="Inteligencja" slug="inteligencja">„Gdyby mi wystarczyło kilkadziesiąt tysięcy rubli rocznie i komplet do wista, byłbym w Warszawie najszczęśliwszym człowiekiem – mówił do siebie [Wokulski]. – Ale ponieważ oprócz żołądka mam duszę, która łaknie wiedzy i miłości, więc musiałbym tam zginąć.” (II, 152)
Pojęcie inteligencji jest niezmiernie trudne do jednoznacznego zdefiniowania ze względu na jej zróżnicowanie, rozwarstwienie oraz brak przyporządkowania do określonej klasy społecznej. Kondycji inteligenta nie wyznacza więc pochodzenie społeczne, lecz jego stosunek do wartości. Mianem inteligenta można zatem określić kogoś, kogo wyróżnia świadomość swych obowiązków i poczucie odpowiedzialności za wspólnotę (etos inteligencki), znajomość tradycji narodowej oraz rozumny, krytyczny do niej stosunek, a także otwarcie na najnowsze tendencje, prądy kultury i cywilizacji europejskiej. Świadomość inteligencka kształtowana jest zazwyczaj przez szeroko rozumiany idealizm, a nawet elementy myślenia utopijnego (czego przykładem mogą być marzenia Ochockiego).
Warstwa inteligencka w Lalce jest przedstawiona jako dopiero kształtująca się grupa społeczna, a postawy inteligenckie na naszych oczach ulegają krystalizacji. Inteligentów w powieści Prusa charakteryzuje pogłębiona refleksja o historii oraz o rzeczywistości społecznej, a także zdolność tworzenia wizji przyszłości (Szuman, Rzecki).
Inteligentem jest więc Wokulski, któremu nieustannie towarzyszy myśl o polskim społeczeństwie oraz jego cywilizacyjnych zapóźnieniach i sposobach modernizacji kraju. Reprezentuje tę warstwę wywodzący się z arystokracji Ochocki, którego nie opuszczają marzenia o maszynach latających i który ponadto ma wszelkie dane, aby tym marzeniom sprostać (solidne wykształcenie politechniczne). A także doktor Szuman ze swoimi pasjami badawczymi i niepokorni studenci medycyny, którzy już teraz mają wyraźnie określone poglądy polityczne.
Prus z właściwą sobie przenikliwością pokazuje, że inteligent w społeczeństwie polskim drugiej połowy XIX wieku nie cieszył się społecznym szacunkiem. Stosunek powieściowych postaci do naukowych, jak też społecznych pomysłów głównego bohatera wskazuje raczej na to, iż o statusie społecznym decydowały konwenans z jednej, a zasobność kieszeni z drugiej strony. Aspiracje naukowe czy społeczne projekty Wokulskiego traktowane były raczej jako rodzaj nieszkodliwego bądź niezrozumiałego dziwactwa.

→ Geist; → Ochocki Julian; → Społeczeństwo; → Szuman Michał; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="290" title="Ir&amp;nbsp;i&amp;nbsp;inne zwierzęta" slug="ir-i-inne-zwierzeta">[ilustracja: 20. Pies, rys. A. Kędzierski]
W powieści nie brakuje wzmianek a nawet rozbudowanych historyjek o zwierzętach, ale w oczach Prusa najważniejsi są ci przedstawiciele fauny, których losy ściśle splatają się z życiem ludzi. Dotyczy to nie tylko zwierząt domowych czy pokojowych faworytów, takich jak kanarek pani Stawskiej, ale także łabędzi karmionych z łódki przez Wokulskiego i Izabelę, a nawet kiełbia złowionego na wędkę przez Ochockiego w letniskowym towarzystwie znudzonych dam. Owszem, wspomina się także o naturze w stanie dzikim, ale tylko w trybie figuratywnym, wtedy wilki, hipopotamy czy nietoperze są baśniowymi postaciami, symbolami wyższych praw albo elementami naukowej typologii charakterów. Znamienna dla epoki zafascynowanej techniką jest obecność zwierzątek całkowicie sztucznych – mechanicznych zabawek; wiemy jak wiele radości sprawiał Rzeckiemu niedźwiedź wdrapujący się na słup, piejący kogut i mysz uciekająca przed kotem, pamiętamy, że miniaturową menażerię podarował małej Stawskiej.
W antropologicznie czy wręcz socjologicznie sprofilowanym zwierzyńcu Prusa najliczniej i najbardziej szczegółowo prezentują się konie oraz psy. W wielkomiejskim pejzażu Warszawy czy Paryża konie zaprzęgane do powozów, bryczek, fiakrów czy wozów obładowanych towarem są na porządku dziennym, lecz w oczy rzucają się wtedy, kiedy cierpią. Brutalnie smagane batem, albo skazane na śmierć po złamaniu nogi uobecniają ból w czystej postaci; te obrazy okrucieństwa zyskują rangę toposu. Wierzchowce mają więcej szczęścia niż zwierzęta pociągowe, jako końska arystokracja uczestniczą w zabawach wyższych sfer, bywają nawet – jak koń pani Wąsowskiej – świadkami ich przygód i romansów. Najważniejszą figurą wśród kopytnych jest jednak klacz wyścigowa, którą pod mianem „Sułtanki” Wokulski wystawił do gonitwy i wziął za jej bieg nagrodę, a wcześniej odkupił od Krzeszewskich, martwił się o jej kondycję, pieścił czule, a nawet niepokoił o nią we śnie. To piękne i kosztowne zwierzę jest wyjątkowo ważne, bo stało się bohaterem intrygi o prestiż w wyższym świecie, więcej nawet – o przychylność panny Łęckiej.
Obecność psów zdaje się jeszcze bardziej spersonalizowana, bo losy każdego z trojga przedstawionych tu czworonogów ściśle związane są z życiem i temperamentem ich właścicieli. Piesek pani Meliton został przygarnięty z ulicy natychmiast po pogrzebie jej męża pijaka. Była przekonana, że nowy towarzysz okaże się „najwdzięczniejszym stworzeniem”. Niestety, wkrótce dostał wścieklizny, pogryzł służącą, czym wpędził swą opiekunkę w ciężką chorobę i skutecznie pozbawił ją zaufania do ludzi i świata. Dokładnie na odwrót prezentuje się łańcuchowy kundel pilnujący zabudowań w Zasławku; co prawda szczerzy kły, ujada i rzuca się jak wściekły, ale jego wesołe oczy i merdający ogon zdradzają pogodny charakter, co zresztą odgaduje Wokulski głaszcząc uszczęśliwionego czworonoga. Albowiem w dobrach prezesowej, w tej utopijnej krainie, nawet „zły pies” musi być dobry. Ale najwięcej uwagi poświęca autor pudlowi Rzeckiego, który wabi się Ir. Tylko jego znamy z imienia i tylko o nim wiemy tak wiele: ma wyłupane jedno oko, sypia na kanapie, pije mleko z miseczki, a rano drapaniem w drzwi domaga się natychmiastowego wypuszczenia za potrzebą. Żyje z Rzeckim w nadzwyczajnej zażyłości, oszczekuje Pana, kiedy ten wraca do domu podpity albo budzi go zbyt wcześnie hałaśliwą toaletą; (Rzecki rozumie, że pudel z niechęcią ogląda jego chude ciało). Ta bezpośredniość relacji jest odwzajemniona, bo tylko wobec Ira porucznik węgierskiej piechoty pozwala sobie na ton żołnierskiej dosadności („Milcz, ty podła świnio!...”). Pudel dzieli z Rzeckim psie przywiązanie do Wokulskiego, zaś Stach odnosi się do niego z taką samą troskliwością jak wobec przyjaciela (przenosząc obu do nowego mieszkania pamięta nawet o płachcie, na której wyleguje się Ir). Związek psa i jego pana zdaje się mieć wymiar egzystencjalny; dokładnie w połowie powieści czytamy ostatnią, lakoniczną wzmiankę – Ir wciąż mi niedomaga – reszty można się tylko domyślać. Enigmatyczne odejście, czy raczej zniknięcie stanie się kluczowym „chwytem” końcowych partii Lalki, ale niewysłowiona śmierć sędziwego zwierzęcia może kojarzyć się także z cichym zgonem starego subiekta. Ta paralela odejścia nie jest oczywista, natomiast bez wątpienia obaj dalece upodobnili się za życia. Poczciwe i sympatyczne, choć trochę brudne psisko wiernie dzielące samotność starego kawalera wyróżnia się jednak jedną stale podkreślaną w tekście cechą – brakiem oka. Czy to kalectwo nie łączy go z opiekunem, który zarówno na politykę jak na perypetie Stacha zawsze patrzy jednostronnie, ślepy na drugą, ważniejszą stronę życia? Za głębokim powinowactwem obu bohaterów może przemawiać jeszcze jeden element – psie miano. Bo cóż oznacza tajemnicze imię – Ir? W powieści nie znajdujemy wyjaśnienia, ale czyż nie są to inicjały samego Ignacego Rzeckiego?

→ Rzecki Ignacy; → Zabawki.</document>
<document nplp_id="291" title="Ironia" slug="ironia">„Marionetki!… Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one…”
Kiedy źle kierowany żokej wywrócił się na tańczących parach, pan Ignacy posmutniał.
„Dopomóc do szczęścia jeden drugiemu nie potrafi – myślał – ale zrujnować cudze życie umieją tak dobrze, jak gdyby byli ludźmi…” (II, 689-690)
Lalka jest powieścią ironiczną. Powieścią ironiczną w szczególnym znaczeniu. Można rzec, iż ironia spaja wszystkie poziomy powieściowego świata: od narratora przez bohaterów aż po obraz natury. Ironiczność tego obrazu jest wyjątkowo oryginalna, Prusowska.
To, że Prus jest ironistą już to „wściekłym”, już to „łagodnym”, zauważali czytelnicy w jego epoce. Recenzent Lalki, Kazimierz Ehrenberg, przypominając zamykającą powieść formułę non omnis moriar (z Horacego: ‘nie cały umrę’) gorszył się: „Czy to ironia?”, zaś w idei książki raził go pesymizm i echa romantyzmu. Wydobywając ironiczność powieściowego świata miał rację, ale schodził na manowce stawiając zarzut, że bohater Wokulski, został upozowany wedle kreacji Gustawa-romantyka, który musi źle skończyć. Czym wyróżnia się nieromantyczna ironia Lalki?
Świat powieści spełnia wszystkie warunki konieczne do zaistnienia ironii romantycznej: są tu samoświadomi, inteligentni bohaterowie, którzy posługują się z maestrią bogatym językiem, pozwalającym na ironiczne gry swymi znaczeniami. Wszystko to świadczy o dojrzałości kultury, która wydała autora, narratora i bohaterów takich, jak Wokulski, Rzecki, Szuman.
Lecz dojrzałą kulturę pełną ironicznych gestów Polacy mieli już w I. połowie XIX wieku. To wtedy tryumfowała tzw. ironia romantyczna, którą cechował dynamizm, chęć wywracania na nice i niszczenia świata pełnego zła i fałszu. Ale destrukcja ta miała służyć odsłanianiu przestrzeni, na której mogłyby powstać nowe, lepsze: kosmos, kultura, człowiek uduchowiony. Ironia retoryczna pozwalała zaś bronić się przeciw zaborcom, toczyć z nimi słowną szermierkę, polemikę.
Ironiczność Lalki i ironizowanie narratora są natomiast innego rodzaju. Ironia przejawia się tutaj na różnych poziomach świata przedstawionego: są postacie wciąż ironizujące, ale także persony ironiczne, jak doktor Szuman. Sytuacje bywają przesiąknięte ironią, jak w opisach perypetii sercowych „dam i kobiet”. Wspaniale ironicznie prowadzone są dialogi, jak w finałowej scenie, gdy Ochocki oznajmia rozmówcom o zamiarach panny Izabeli Łęckiej: – Wyobraź pan sobie – zakończył – że wstępuje do klasztoru!... – Panna Izabela?... – zapytał Szuman. – Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, aby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?
Dla ironizującego Prusa charakterystyczne jest stosowanie mowy pozornie zależnej. Postaci cechuje upodobanie do wygłaszania przesiąkniętych łagodną ironią sentencji o charakterze mądrościowym. Na początku powieści Rzecki snuje refleksje o egzystencji ludzkiej, mówiąc o marionetkach, którymi się bawi: Głupstwo, wszystko głupstwo!...
Echem romantyzmu jest przywołanie w utworze „marionetki” jako figury losu człowieka, któremu wydaje się, że kieruje się swą wolną wolą, rozumem i sercem. Marionetka jak żadna figura antropologiczna odsłania złudzenia człowieczego przekonania o swej wolności indywidualnej i zbiorowej. Możemy nawet powiedzieć, że ten człowiek, który sam osiągnął majątek, pozycję społeczną i autorytet, zostaje poddany niezwykle ostrej próbie odzierania go ze złudzeń. Wprowadza to Wokulskiego w przestrzeń ironii tragicznej.
Pojawia się w Lalce także swoista forma ironii kreacyjnej: przewrotne wykorzystanie cudzego tekstu. Kiedy Prus cytaty z Biblii wkłada w usta arystokratów pełne frazesów o dobroczynności, wtedy bierze je w cudzysłów. Kiedy cytatami mówią postaci reprezentujące figurę ubogiego, ewangelicznego prostaczka, wówczas cudzysłów znika. Ironicznemu nicowaniu poddane są idee, projekty, usiłowania, a nawet obsesje, takie jak napoleonizm Rzeckiego.
Ironia Prusa nierzadko zbliża się do satyry, przechodzi w cyniczny sarkazm, którego reprezentantem jest Szuman. Obraz Zastawka traktowany przez badaczy jako idylliczny i utopijny, można odczytać również jako satyryczny, a nawet niemal groteskowy. Prus bywa bliski albo nawiązań do tradycji XVIII-wiecznej satyry, albo estetycznego prekursorstwa (groteska).
Spojrzenie na świat Prusa-ironisty znacznie częściej znamionuje – wywodząca się jeszcze z tradycji XVIII-wiecznego sentymentalizmu i sternizmu – czułość ironicznego dystansu. Czułość człowieka zarazem wyniosłego i ironizującego, ale nie z intencją niszczenia kogokolwiek. Obejmuje to spojrzenie z empatią i dystansem na ludzi, te biedne stworzenia, które same bezsilne niszczą się wzajem. Ironia Prusa i jego narratora jest ostrą konstatacją nieodwołalnej ironiczności życia i świata, pełnych złudzeń i sprzeczności. Od ironii romantyków różni ją zblazowanie, właściwe dla klimatu rozpadu i dekadencji. W tym sensie jest zupełnie odmienna od romantycznej ironii, łączącej się z egotyczną melancholią. Oko narratora – jednak! – zdradza nie tylko smutek ironii mówiącej, że jest jak jest i inaczej być nie może, lecz ujawnia autorską świadomość wyższego rzędu. Świadomość, że przecież jest to, mimo wszystko, świat wart oglądania i opisania. Zatem ciekawy i wartościowy. Rozpad świata ujęty w formie arcydzieła powieściowego można rozumieć jako subtelną i zamaskowaną (ironista nosi wszak maski...) formę pochwały świata, człowieka, sztuki i języka, które są tak dojrzałe, że pozwalają na to czułe, a także wzniosłe ironizowanie.
Ironia Lalki nie wyraża braku nadziei, nie narzuca apokaliptycznej diagnozy. Przeciwnie: mówi ona, że póki możemy żyć i ironizować z tego życia, póty świat trwa. Przez błędy, tryumfy i upadki zmienia się tak jak Wokulski. Świat i życie mają charakter otwarty – mówi ironia w tej powieści. Taki byłby sens finałowego non omnis moriar. Łagodnie i mądrze ironiczną wiedzę, jaką Prus wyraził w Lalce, ujął Rzecki, powtarzając swe sławne: „Bagatela”. Bagatela świat, ale jednak warto żyć i to bagatela powtarzać. To oryginalna formuła opisowego i egzystencjalnego realizmu Prusa, przesiąkniętego ostrą, choć ciepłą ironią. Bagatela! – niemało! Bo w Lalce nawet myślenie o śmierci i śmierć samą poddał Prus degradującej je próbie ironicznego wywrócenia na wspak, tym samym – osłabienia. Jak w monologu Wokulskiego:
Bo cóż to jest obawa śmierci?… Złudzenie! Umrzeć jest to nie być nigdzie, nic nie czuć i o niczym nie myśleć. W iluż ja miejscach dziś nie jestem: nie jestem w Ameryce, w Paryżu, na księżycu, nie jestem nawet w moim sklepie i nic mnie to nie trwoży. A o ilu ja rzeczach nie myślałem przed chwilą i o ilu nie myślę? [...]
Cóż więc może być przykrego w tym, że nie będąc w milionie miejsc, tylko w jakimś jednym, i nie myśląc o miliardzie rzeczy, tylko o jakiejś jednej, przestanę być i w tym jednym miejscu i myśleć o tej jednej rzeczy?… [...] całe to życie, pełne niepokoju i udręczeń, jest kapitalnym głupstwem.

→ Humor; → Schyłek wieku.</document>
<document nplp_id="293" title="Język ezopowy" slug="jezyk-ezopowy">[O Wokulskim:] Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka. (I, 17)
Język ezopowy, czyli wykształcony w XIX wieku (choć nigdy tak wówczas nie nazywany) sposób szyfrowania treści przede wszystkim politycznych i omijania piętrzonych przez cenzurę carską przeszkód, pozwalał na porozumiewanie się z czytelnikiem dzięki rozwiniętemu systemowi przemilczeń, aluzji i półsłówek. Ten sposób komunikowania zakazanych informacji pojawia się już w pierwszym rozdziale powieści. Rozmowa warszawskich komentatorów, oglądających w firmę J. Mincel i S. Wokulski „przez szkło butelek” zawiera charakterystyczne zdanie na temat życiorysu Wokulskiego. Mieści się tu informacja o jego udziale w powstaniu styczniowym, o represjach, jakie żywo odczuwano jeszcze wiele lat po zrywie narodowym (wprowadzony w Królestwie Kongresowym w roku 1862 stan wojenny został zniesiony dopiero w 1905) oraz o pobycie samego bohatera na zesłaniu w środkowo-wschodniej części Syberii. Podobny charakter ma enigmatyczny opis zgłoszenia się młodego Wokulskiego jako jedynego ochotnika do karkołomnej próby skoku z Nowego Zjazdu na bruk przebiegającej ok. 13 metrów pod nim ulicy, co badacze interpretują jako próbę odwagi przed niebezpieczną akcją konspiracyjną, po której bohater przystąpił do powstania.
Przykładem języka ezopowego mogą być również eufemistyczne określenia, jakich Ignacy Rzecki używa w swoim pamiętniku, informując o swoim internowaniu w Zamościu czy o aresztowaniu subiekta Klejna oraz studentów Maleskiego i Patkiewicza na skutek donosu Maruszewicza – zapewne w związku z ich sympatiami socjalistycznymi (Zaszła policja, zrobił się jakiś skandal i wszystkich trzech wzięto do kozy.).
Czasem nie uciekano się do tak dalekich aluzji. Konkretne fakty, nazwy i daty kojarzyły się polskim odbiorcom jednoznacznie, a ich pojawienie się, pozbawione dopowiedzenia i komentarza, nie musiało prowokować ingerencji cenzury. Kiedy Rzecki rozmawia z „kolegą” (tj. również byłym oficerem) Wirskim i panią Misiewiczową, na pytanie staruszki: Szanowny pan był za granicą? no proszę!... odpowiada: w roku 1849 i nieco później. (Wiadomo, że ten pobyt za granicą był spowodowany udziałem Rzeckiego w Węgierskiej Wiośnie Ludów). Nie bez przyczyny zapewne również Wokulski, przemierzając piękne ulice Paryża, zapamiętuje ich nazwy (to ulica Lafayette, a ot bulwar Magenta; Hôtel des Invalides, Plac Bastylii). Nazwiska wojskowych, mężów stanu i miejsc bitew przywołują skojarzenia z Rewolucją Francuską i czasami chwały Napoleona Bonaparte. Prus przypomina je w ten zawoalowany sposób swoim czytelnikom, a rosyjski cenzor nie ma powodu, by wymazać z mapy francuskiej stolicy.

→ Cenzura; → Rosja; → Rosjanie w Warszawie; → Suzin; → Syberia Polaków.</document>
<document nplp_id="295" title="Kamienice warszawskie" slug="kamienice-warszawskie">Dom był trzypiętrowy; miał parę żelaznych balkonów i każde piętro zbudowane w innym stylu. [...] Podwórko, otoczone ze wszystkich stron trzypiętrowymi oficynami, wyglądało jak dno obszernej studni, napełnionej wonnym powietrzem. (I, 379)
Opisywana przez Prusa kamienica Łęckich to duży, murowany dom mieszkalny, stojący w zabudowie zwartej, przylegający do innych budynków, ze skromnie zdobioną fasadą i bramą, z przestronną sienią i wewnętrznym podwórkiem. Jest to typowa kamienica czynszowa, jakie począwszy od lat 70-tych XIX w. licznie powstawały w Warszawie, podzielona na wiele mieszkań, przeznaczonych do wynajmowania. Budowano wówczas szybko i oszczędnie wysokie, kilkupiętrowe domy, często z niskiej jakości materiałów, co powodowało częste katastrofy, wspominane przez Prusa również na kartach Lalki (kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej). Pisarz zwrócił uwagę na charakterystyczną wewnętrzną strukturę architektoniczną wielu warszawskich domów. Chcąc wykorzystać powierzchnię gruntu pod zabudowę w sposób jak najbardziej ekonomiczny, zaczęto budować „kamienice-studnie”, składające się z budynku frontowego oraz z oficyn, czyli budynków dobudowanych z boków i z tyłu kamienicy frontowej. Tak wyglądała właśnie kamienica należąca do Łęckich, w której sami właściciele oczywiście nie mieszkali. Ten sposób zabudowy prowadził do powstania podwórza o zamkniętej powierzchni, z miejscem na urządzenia techniczne związane z używaniem kamienicy (np. śmietnik i wodociąg).
Utrzymywanie porządku i czystości, otwieranie i zamykanie bramy należało do obowiązków stróża. Natomiast za utrzymanie kamienicy w stanie zdatnym do użytku i ściąganie komornego od lokatorów odpowiadał rządca. W Lalce tę funkcję pełnił zubożały szlachcic Wirski. Na budynkach znajdowały się tablice z nazwą ulicy i numerem domu oraz nazwiskiem właściciela, a także spis mieszkańców.
Miejska forma zabudowy przestrzeni była zamknięta i oszczędna. W związku z tym życie mieszkańców kamienic stało się bardziej ograniczone przestrzennie, wręcz stłoczone. W miarę, jak wzrastała liczba pięter, pojawiały się „podwórka-studnie”, które jeszcze bardziej ograniczały prywatność. Okna frontowe domów wychodziły na ulice, można z nich było zobaczyć fasady i okna kamienic po przeciwległej stronie. Ludzie posiadający mieszkania od strony podwórza dosłownie zaglądali sobie w okna. Trudniej w takich warunkach było zachować spokój i intymność, trudniej coś ukryć i zachować w tajemnicy. Sprzyjało to atmosferze podejrzliwości, wzajemnej obserwacji i plotkom.
Warszawska kamienica czynszowa doczekała się pod piórem Bolesława Prusa wielu zjadliwych słów, tak w powieści, jak i w publicystyce. Kilka lat przed wydaniem Lalki pisał on na łamach prasy: Dość spojrzeć na typową kamienicę warszawską, aby domyśleć się, w jakie to ona obfituje wygody. Domisko jak trzy- lub czteropiętrowe pudło, z ciasnym podwórkiem, z chorobliwym kolorem, niekiedy z gipsowymi ozdobami, jak łaty na dziurawej odzieży. Mieszkania ciasne i nielogiczne, w których sypialnia jest ciemnicą, a najlepszy pokój nazywa się „salonem” i stoi pustką.(„Niwa” 1874, t. VI, nr 2).

→ Mieszkania; → Plotka.</document>
<document nplp_id="296" title="Kanalizacja i&amp;nbsp;ścieki" slug="kanalizacja-i-scieki">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
[...] wznosił się tu pagórek najobrzydliwszych śmieci, cuchnących, nieomal ruszających się pod słońcem, a o kilkadziesiąt kroków dalej leżały zbiorniki wody, którą piła Warszawa. (I, 172)
Warszawa była miastem kontrastów. Eleganckie, reprezentacyjne Krakowskie Przedmieście i Aleje Ujazdowskie sąsiadowały z fabrycznym Powiślem, gdzie składowano śmieci sypkie, aby uregulować koryto Wisły. Wokulski idąc w stronę rzeki widział nędzne domy, w większości zamieszkałe przez ludzi biednych, dzielnicę brudu, rozpusty i chorób. Jednak marzył: Bulwar tutaj, kanały i woda źródlana na górze i – można by ocalić rokrocznie kilka tysięcy ludzi od śmierci, a kilkadziesiąt tysięcy od chorób….
W Warszawie brakowało wody pitnej, nie było kanalizacji. Częste niedobory wody w okresie letnim zagrażały bezpieczeństwu, stanowiły przyczynę zwiększonej śmiertelności mieszkańców.
Od 1855 roku funkcjonował wodociąg zaprojektowany przez słynnego architekta Henryka Marconiego, zbudowany przy ulicy Dobrej. Jednak dostarczana przez niego woda pokrywała zaledwie część zapotrzebowania ludności (w 1876 roku z wodociągu korzystały 362 domy). W Lalce bieżącej wody nie było np. w pokoju Rzeckiego, dlatego do picia i kąpieli musiał ją dźwigać na piętro. W 1877 roku magistrat zawarł umowę z inżynierem Williamem Lindleyem na budowę nowego wodociągu oraz kanalizacji; prace rozpoczęto dopiero w 1882 roku. Większość ludzi pobierało wodę ze studni miejskich, a te były znacznie zanieczyszczone.
Ścieki odprowadzano do Wisły. Razem z wodami opadowymi spływały głębokimi, cuchnącymi rynsztokami na ulice. Latem rynsztoki śmierdziały i powodowały rozprzestrzenianie się chorób, zimą woda w nich zamarzała, a w okresie roztopów zalewała ulice.
Na zanieczyszczenie Warszawy wpływały także doły kloaczne, które wówczas budowano murowane. Były one opróżniane co kilka tygodni za pomocą hermetycznych beczek Bergera o pojemności 1,87 metrów sześciennych, które za pomocą pompy ssącej i węża w ciągu pięciu minut napełniano nieczystościami. Jednak konstrukcje beczek były nieszczelne, zatruwały powietrze i wody gruntowe.
Wspólne dla wszystkich mieszkańców ubikacje budowano na podwórkach. Były to drewniane budki, tzw. wychodki, sprzątane przez stróża raz w miesiącu. Niektórzy umieszczali prowizoryczne wygódki w sieniach lub pod schodami. W najbogatszych domach były osobne ubikacje, w których ustawiano rodzaj fotela z miękkim zapleckiem i poręczami. Zamiast nóżek miał postument, a w siedzeniu okrągły otwór, pod którym ustawiono naczynie ceramiczne lub gliniane.
Nowatorskim rozwiązaniem higienicznym w Warszawie były produkowane przez firmę Karola Mintera zamykane hermetycznie waterklozety, w których nieczystości spuszczano wodą; mogły być umieszczane wyłącznie w domach posiadających kanalizację.
Dla tych, którzy nie mieli kanalizacji, utworzono zakłady kąpielowe nazywane łazienkami, wyposażone w wanny i prysznice. Oferowały one bogaty wybór kąpieli mineralnych oraz wiele rodzajów wód ze znanych europejskich źródeł leczniczych.

→ Higiena osobista; → Mieszkania.</document>
<document nplp_id="298" title="Klaka" slug="klaka">Kiedy piękne oblicze panny Izabeli wyrażało najwyższy zachwyt, wtedy Wokulski pocierał sobie ręką wierzch głowy. A wówczas jakby na komendę, z galerii i z paradyzu odzywały się gwałtowne oklaski […] „Do diabła – pomyślał [Rzecki] – czyżby Wokulski dyrygował klakierami?” (I, 533)
Klaka, czyli aplauz wywołany przez wynajętych oklaskiwaczy – klakierów. Proceder płatnego oklaskiwania oficjalnie zapoczątkowany został w Paryżu w roku 1820: dla zagwarantowania scenicznego sukcesu przedstawienia zorganizowano świetnie prosperującą instytucję, pobierającą pieniądze za oklaski. W praktyce wyglądało to w ten sposób, że na dany przez szefa znak klakierzy bijąc brawo i wołając „bis” przyczyniali się do sukcesu sztuki. Zinstytucjonalizowanie przedsięwzięcia – szczególnie na zachodzie Europy – prowadziło do zamieszczania w prasie cenników za usługi klakierskie: aplauz w chwili rozpoczęcia przedstawienia i po zakończeniu aktu lub sztuki, okrzyki, owacje, zachęty do bisowania. Wśród klakierów byli specjaliści od wywoływania bisów, rozśmieszacze sali, osoby potrafiące skłonić żeńską część widowni do płaczu.
Owacje w trakcie przedstawienia i po jego zakończeniu wpływały na opinie krytyków, których recenzje decydowały o popularności aktorów, ich wynagrodzeniu oraz okresie pozostawania sztuki na afiszu.
Obok klaki pozytywnej istniała też negatywna – jej zadaniem było skompromitowanie przedstawienia lub aktora. Klakę negatywną organizowała zwykle konkurencja lub sami aktorzy dążący do ośmieszenia rywala. Wynajęci klakierzy gwizdali i głośno wyrażali niezadowolenie. Do konfliktów między klakierami i hałasów na sali dochodziło zwłaszcza wtedy, gdy na scenie pojawiały się dwie rywalizujące ze sobą gwiazdy.
Najważniejszą cechą klaki jest jej nieskrywana sztuczność i niezmienność zachowań. Usadzani na tych samych miejscach klakierzy przez lata pracowali dla tego samego szefa.
W powieści Prusa znalazły się dwie wzmianki na temat klaki. Kiedy w Warszawie pojawia się uwielbiany przez pannę Izabelę włoski tragik Ernest Rossi Wokulski zatrudnia pracowników swojego sklepu do bicia mu braw oraz wręczania kwiatów i drogich upominków. Rzeczywiście, czterdziestoletni Włoch w roli Hamleta odniósł w Warszawie niebywały sukces. Skrzypek Molinari, do którego przez chwilę pałała miłością panna Izabela, jest postacią fikcyjną – pierwowzorem był prawdopodobnie Hiszpan Pablo Sarasate, wirtuoz europejskiej klasy, słynący nie tylko z doskonałej techniki, ale i pełnej polotu improwizacji. W powieści został jednak ostro skrytykowany. Książę stwierdził, że można go przyjmować tylko w przedpokoju, a warszawskie towarzystwo rozczarowane nie spełniającym oczekiwań wirtuozem szybko rozpuściło plotkę, iż jego album z recenzjami jest blagą, ponieważ nie umieszczono w nim krytyk nieprzychylnych. W ten zawoalowany sposób Prus kompromitował gusty Izabeli Łęckiej, dla której o randze artysty świadczyło jego powodzenie, a nie talent.

→ Teatr.</document>
<document nplp_id="299" title="Kobiety i&amp;nbsp;miłość" slug="kobiety-i-milosc">Kobiety – i mężczyźni. Oba te zbiory trzeba do pewnego stopnia rozpatrywać łącznie. Lalka podszyta jest erosem, a stosunki łączące kobiety i mężczyzn składają się nie na poboczny wątek powieści, ale jej główny nurt, podbudowany filozoficznymi poszukiwaniami Prusa. Relacje męsko-damskie ujmuje autor w trzech perspektywach: pokazuje ich wymiar biologiczny, popędowy, płciowy (kobiety i mężczyźni uganiają się za swoimi partnerami, tak jak psy za sukami w okresie rui). Na biegunie przeciwległym biologii kwitnie miłość romantyczna, oparta na wyidealizowanym obrazie partnerki, ukształtowanym poprzez poetyckie lektury; oddalona od rzeczywistych walorów obiektu uczuć, piękna i ślepa, wzniosła i śmieszna. Jest też trzecia perspektywa: flirt. Flirt zbliża do siebie biologię i konwencję, przechylając się to w jedną stronę, to w drugą. Są flirty namiętne, sprzyjające zbliżeniom, i flirty towarzyskie, rozkwitające w grze spojrzeń, dwuznaczności, nigdy nie wypowiedzianych uczuć. Flirt mógłby odegrać ważną rolę społeczną i terapeutyczną, dając upust napięciom, które z różnych względów nie mogą ulec zaspokojeniu, gdyby był akceptowany przez wszystkich bohaterów Lalki. A tak jednak nie jest. Wokulski nie umie przyjąć flirtu jako trudno rozpoznawalnej, nieuczciwej gry pozorów. Pozostaje mu więc udręka (lub perwersyjna rozkosz) podlegania wszystkim trzem rodzajom impulsów, płynących z seksualności, kultury wysokiej i praktyki społecznej (obyczaju). Rozeznanie się w tym galimatiasie zabiera bohaterowi Prusa wiele lat życia i skazuje go na cierpienie (doświadczają go i inne postaci; wyjątkiem jest pani Meliton, która zrozumiawszy, że flirt rządzi światem, zaczęła na ułatwianiu kontaktów i przekazywaniu intymnych informacji zarabiać pieniądze).

Wyznawcami romantycznej miłości są w powieści mężczyźni - Wokulski, niegdyś Szuman (niedoszły samobójca) i Rzecki (ulegający platonicznie urokowi pięknych dam), a nie kobiety. Kobiety przynależą do sfery flirtu i biologii, czasami nawet do „kultury kłamstwa”. Flirtują Izabela Łęcka, Kazia Wąsowska, Ewelina Janocka, przymierza się do tej roli jej siostra, Felcia. Sidła na mężczyzn zastawiają Kasia Hopfer i Małgorzata Minclowa. Interesujące są powody wszechobecnych flirtów. W przypadku apetycznej wdówki, Wąsowskiej, grę odgrywa – być może – nieposkromiony temperament; w przypadku chłodnej Izabeli raczej chęć podniesienia własnej wartości w oczach starającego się o nią Wokulskiego (kochani są wszak przede wszystkim ci, których kochają inni), ale również fantazmatyczne marzenia o porywających przeżyciach projektowane na przypadkowych partnerów. Romansując ze Starskim być może chce być przez niego brutalnie uwiedziona, tak jak uwodzi on inne, liczne kochanki. O „gwałcie” pociągającym kobiety wspomina w rozmowie z Wokulskim Wąsowska (wdówka zauważa, że gdyby Wokulski zachowywał się energiczniej, podbiłby Izabelę bez kłopotów). Ewelina Janocka, blada i anemiczna narzeczona, potem żona barona nie umie wyrzec się przystojnego kochanka. I oszukuje z całą premedytacją zakochanego w niej bez pamięci Dalskiego. Fela (i Kasia) próbują ulokować swoje pierwsze uczucia, Małgorzata Minclowa kocha Wokulskiego miłością w jej życiu ostatnią, narażając się na śmieszność, a w końcu na śmierć (prawdopodobnie pod wpływem ostrej reakcji alergicznej na zaaplikowany sobie środek odmładzający).

Prus surowo traktuje swoje bohaterki, stawiając obok kokietek nieszczere intrygantki (hrabina Karolowa) czy histeryczki o mentalności pani Dulskiej (baronowa Krzeszowska). Wydaje się, że kobietą zupełnie innego pokroju jest Helena Stawska, wzorowa pani domu, żona i córka, przez całe życie oddana innym. Zakochana w Wokulskim deklaruje w rozmowie z matką swoje uczucia, ale nie robi nic, by dowiedział się o nich wybranek serca. Nie walczy o swoje szczęście, pozostaje bierna i apatyczna, wreszcie usuwa się ze sceny gdzieś pod Częstochowę. Inna jest prezesowa Zasławska, ale jej inność stanowi funkcję wieku: prezesowa nie bierze już udziału w najpotężniejszej i najpowszechniejszej grze świata – w grze erotycznej. Dlatego widzi wszystkie jej podłości, martwi się o małżeństwo Dalskiego i Eweliny i zdaje się ostrzegać również Wokulskiego przed popadnięciem w śmieszność (lub wręcz w rolę rogacza).
Lalka byłaby powieścią jednoznacznie mizoginiczną, gdyby nie sposób prowadzenia narracji przez Prusa. O „podłościach” kobiet dowiadujemy się prawie zawsze od innych bohaterów, nie zawsze całkowicie wiarygodnych, lub z narracji o osłabionej funkcji prawdziwościowej (majaki, odbicie w oknie). Tak prezentuje się historia „romansu” Izabeli ze Starskim. Coś między nimi było, ale co dokładnie, tego nie umiemy powiedzieć. Jakaś niejasna sytuacja w breku na wsi, cielesna bliskość w pociągu do Krakowa, intymna rozmowa zdradzająca intymne fakty – ale czy Wokulski widział wszystko wyraźnie czy słyszał cichą rozmowę prowadzoną w obcym języku, świeżo przyswojonym lub przyswajanym? Czy Izabela zdradziła go lub gotowa byłaby zrobić to po ślubie? Nie mamy pewności (pamiętamy, że obraża się, gdy Molinari robi jej jakąś niestosowną propozycję); odgraża się Starskiemu, że go nie wpuści do domu, jeśli po ślubie nie zaprzestanie swoich umizgów). Pewne jest tylko to, że stosunek siły między nią a Wokulskim nigdy nie był równy. On był zawsze gotów na więcej, prawdę mówiąc – na wszystko. Ona, oswajając się z myślą o małżeństwie, pozostała uczuciowo niezależna, nakierowana na innych adoratorów i przedstawicieli swojej sfery. Nie pokochała przyszłego męża, a w każdym razie kochała go nie tak, jak on kochał ją. Pragnęła zachować tę swoistą przewagę także po ślubie, pragnęła bezwzględnej adoracji w zamian za łaskawą przychylność i dostępność. Nie wiemy, czy Izabela była wiarołomna, ale wiemy, że pragnęła okręcić sobie męża wokół palca, wykorzystując uczucie, którego nie zamierzała odwzajemnić (Prawdziwa miłość ma zawiązane oczy, powiedziała Izabela pani Wąsowskiej). To jest – oczywiście – pewnego rodzaju podłość, skandal. Wymagać miłości – i nie kochać. Oczekiwać miłości i odmawiać własnych uczuć. Tak chyba można określić „winę” Izabeli, pamiętając jednak, że serce nie sługa. Często kochamy ludzi nieodpowiednich, porzucamy wartościowych. Miłość jest z natury rzeczy niesprawiedliwa, nielogiczna, ułomna. Prus z tym właśnie nie mógł się pogodzić. Choć wyrzekał na nieżyciowe i ogłupiające ideały romantyczne, towarzyską obłudę, która tolerowała romans, niekonsekwencję i nieuczciwość kobiet, które nosiły aureole świętości, a postępowały jak ladacznice, w gruncie rzeczy chodziło o miłość. O niemożność zrozumienia jej mechanizmów, podporządkowania czemukolwiek, ujęcia w jakikolwiek system.
Był jednak niekonsekwentny. Nie mógł wybaczyć Izabeli „gry” z Wokulskim, ale nie potępiał swego bohatera za małżeństwo z Minclową, do którego wniósł on uczciwość, ale nie miłość. Niby akceptował związek zawarty dla pieniędzy, ale postawa Izabeli wzbudzała w autorze opór: Wokulski powinien zostać doceniony. Tylko ktoś płytki, pozbawiony duszy mógł się na nim nie poznać! – do takiej konkluzji zdaje się prowadzić autor powieści.

Poza stereotyp kokietki wykracza także pani Wąsowska. Wprawdzie „zaczepia” i prowokuje mężczyzn samą swoją obecnością (ma piękne włosy, „posągową” figurę, wyzywająco się ubiera, nie kryje swoich atutów), ale jest skłonna porzucić wszystkie konwenanse, by otwarcie rozmawiać z Wokulskim o erotyce, związkach kobiet i mężczyzn, o prawdzie życia. Zdaje się, że jest kryptoemancypantką (w towarzystwie nie afiszowano się z takimi poglądami), tzn. kobietą pragnącą wolności, także erotycznej, a ponieważ dama ze sfery arystokratycznej nie mogła upominać się o to jawnie, Wąsowska akceptowała flirt i zdradę jako sposób poszerzania pola osobistych swobód. Wokulski odrzucał tę argumentację, obstając po kupiecku przy tym, że związek kobiety i mężczyzny to spółka, w której partnerzy powinni grać czystymi kartami, wnosząc ten kapitał, który został obiecany (przynajmniej lojalność, wierność). Na argument Wąsowskiej, że mężczyźni cieszą się dużo większą wolnością obyczajową, odpowiadał, że skromność kobiet zjednuje im podziw męski, stanowiący jedną z podstaw miłości idealnej: jeszcze kiedy jesteśmy dziećmi, tłomaczą, żeśmy zwierzęta i że jedynym sposobem uczłowieczenia się jest miłość dla kobiety której szlachetność, niewinność i wierność trochę powściągają świat od zupełnego zbydlęcenia). Pośrednio Prus zauważa, że emancypacja kobiet, emancypacja w sferze erotyki może przynieść tylko negatywne skutki społeczne. Swoboda obyczajowa mężczyzn, sprzyjająca np. prostytucji, może zostać zrównoważona tylko przez „czynnik” kobiecy: przez ich uczciwość, nieskazitelność, anielskość. To jedyna droga do nawrócenia grzeszników i uratowania świata przed upadkiem.

Wąsowska i Wokulski nigdy nie uzgodnili swoich poglądów, ale byli ludźmi podobnego pokroju: łączyła ich odwaga, krytyczny stosunek do norm obyczajowych, niekonwencjonalny sposób zachowania. Prus sugeruje, że Wąsowska zakochała się w Wokulskim, ale nie starała się pozyskać wzajemności, ponieważ wiedziała, że człowiek kochający tak, jak niegdyś Wokulski Izabelę, nie będzie mógł powtórzyć tamtego uczucia. A z tego wynika, że marzeniem energicznej wdówki był nie flirt, lecz miłość. Wielka, romantyczna, jedyna. Wokulski wiele zawdzięczał kontaktowi z Wąsowską. Po pierwsze, dzięki niej mógł skonfrontować swoje poglądy na miłość i małżeństwo ze swobodnie myślącą, niekonwencjonalną kobietą; mógł bez skrępowania wyrażać swoje myśli, czego wcześniej nie doznał nawet w stosunkach z narzeczoną. Po drugie, rozmawiał intymnie z piękną kobietą, której nie kochał, co pozwalało mu na zastosowanie wszystkich chwytów, nawet siłowania się na ręce! Spotkanie to umożliwiało nie tylko zderzenie poglądów, ale i ludzi, płci. Wcześniej bohater jedynie „odbijał się” od Izabeli, tracił głowę, zapominał języka, popadał w szaleństwo lub rozczulenie. Podziwiał ją lub odczuwał przykre rozczarowanie, bliskie niechęci. Tutaj mógł się zmierzyć z kobiecością we miarę wyrównanym pojedynku: Wąsowska pobudziła go, ale nie podporządkowała. Po wyjściu od niej poczuł się ocalony, wolny: Odzyskałem siebie i znowu należę do siebie.

Prus przenosi ostatecznie stosunki kobiet i mężczyzn z płaszczyzny psychologiczno-obyczajowej na cywilizacyjną. Ustami Szumana wygłasza opinię, że w naturze Polaków leżą skłonności do marnotrawienia własnych zasobów: Wasze kobiety są akurat tyle warte, co i mężczyźni. Ubolewa, że marzenia erotyczne wytrącają z rąk siły do pracy. W systemie filozofii praktycznej Prusa (Najogólniejsze ideały życiowe) nie uczucie zwieńcza koronę ludzkiej działalności, ale wola, zdolność podejmowania czynów o znaczeniu obiektywnym. Najwartościowsi bohaterowie Lalki rozmieniają się na drobne: Wokulski porzuca wszystko, co zgromadził i zdobył, Ochocki traci czas na towarzyskie romanse: hula po Warszawie z tą ładną Wąsowską, dla której więcej znaczy tancerz aniżeli największy wynalazca. Rozbuchane uczucia, niewłaściwie adresowane, stanowią o przyczynach klęski cywilizacyjnej, o drugorzędności Polaków jako społeczeństwa.
Można poglądy Prusa na kobiecość lokować w obrębie jego roztrząsań z zakresu filozofii praktycznej, można szukać dla nich wytłumaczenia w mizoginizmie, stanowiącym reakcję na rozwijający się wówczas dyskurs emancypacyjny. Można też uznać, że rewersem emancypacji, zmieniającej położenie kobiet w społeczeństwie, jest kryzys męskości, którego doświadczali bohaterowie Lalki. Można wreszcie przyjąć, że powieść Prusa to „fragment dyskursu miłosnego”, próba wykreowania nowych reguł uczuciowych epoki postromantycznej.

→ Łęcka Izabela; → Małżeństwo; → Stawska Helena; → Wąsowska Kazimiera.</document>
<document nplp_id="301" title="Koleje żelazne" slug="koleje-zelazne">Koleje żelazne, czy – jak oficjalnie mówiono – drogi żelazne wystawiają Prusowi świadectwo bystrego obserwatora życia, pisarza odtwarzającego realia komunikacyjne ze znawstwem i dużą troską o szczegóły. Znakomicie potwierdza to kompozycyjne opracowanie scen, które prowadzą do zerwania przez Wokulskiego znajomości z Izabelą Łęcką. Miłosne perypetie osiągają punkt zwrotny w czasie podróży pociągiem Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, w trakcie której bohater słyszy rozmowę, jaką w języku angielskim prowadzi na jego temat panna Izabela ze Starskim. Podróż zaczyna się w nerwowej atmosferze: Starski zjawia się bowiem na peronie warszawskiego dworca spóźniony, już po drugim dzwonku, czyli po sygnale oznaczającym, iż za chwilę zostaną zamknięte zarówno drzwi do wagonów, jak i te prowadzące z pomieszczeń dworcowych na peron. Niedomagający pan Łęcki niedługo zajmuje Wokulskiego rozmową, wkrótce po odjeździe z Warszawy zasypia, każąc pozamykać okna i przyćmić oświetlenie. Po kilkudziesięciu minutach pociąg staje w Skierniewicach. Konduktor otworzył drzwi, Wokulski zerwał się z siedzenia. Moment zatrzymania się wygląda tak dramatycznie przede wszystkim dlatego, że drzwi wagonów Kolei Wiedeńskiej zamykane były i otwierane na klucz – wyłącznie od zewnątrz. Praktykę tę stosowano na europejskich kolejach powszechnie, a dyktowały ją względy bezpieczeństwa: zamknięte na klucz drzwi przedziału (moment zamykania oznajmiał drugi dzwonek, trzeci sygnalizował odjazd) miały zapobiec przypadkowemu wypadnięciu pasażera w trakcie jazdy. Oznaczało to jednak, iż na odcinkach między stacjami, na których konduktorzy po zatrzymaniu się pociągu otwierali drzwi, pasażerowie nie mieli możliwości zmiany ani przedziału, ani wagonu, każdy przedział był zatem przestrzenią odizolowaną, z którą komunikować się można było wyłącznie od zewnątrz. Sytuacja, którą obrazuje scena w Skierniewicach, rysuje się wyraźniej, gdy niespodziewanie przerwaną podróż Koleją Wiedeńską porówna się z inną, odbytą wcześniej, gdy bohater przyjął zaproszenie prezesowej do odwiedzenia Zasławka. Szczegóły powieściowe wskazują, że tym razem jechał niedawno uruchomioną Drogą Żelazną Nadwiślańską, która połączyła Warszawę z Mławą i Kowlem, zaś w początkach 1878 r. (tj. w momencie, w którym rozpoczyna się akcja powieści) pozwalała rozpocząć podróż na nowo otwartym dworcu Nadwiślańskim (położonym w bezpośrednim sąsiedztwie Cytadeli). Wokulski podróżuje początkowo samotnie, obserwując przez otwarte okno rozgwieżdżone niebo. Wkrótce jednak słyszy z korytarza pukanie, po czym w drzwiach przedziału zjawia się „nadkonduktor” z pytaniem od Dalskiego o zgodę na towarzyszenie w dalszej jeździe. Udzieliwszy takiej zgody Wokulski za chwilę gości u siebie barona, który wraca z Wiednia i zdąża również do Zasławka. Dwie sportretowane w powieści drogi żelazne (Warszawsko-Wiedeńską i Nadwiślańską) różniło rozplanowanie wagonów, co Prus kompozycyjnie wykorzystuje, by poczuciem zamknięcia, jakie rośnie w Wokulskim, podnieść temperaturę przeżyć wywołanych swobodą zachowania panny Izabeli wobec Starskiego. Powieściowa mapa kolejowa obejmuje wszystkie działające na obszarze zaboru rosyjskiego drogi żelazne, przy czym dwie z nich, a mianowicie Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska (na niej dochodzi do nieudanej próby samobójczej Wokulskiego) i Warszawsko-Bydgoska (bohater odbywa nią podróż przez Berlin do Paryża), zaprojektowane były dla standardowego rozstawu szyn, ułatwiającego skomunikowanie Warszawy z siecią europejską. Droga Żelazna Nadwiślańska, Warszawsko-Petersburska (podróżuje nią Ochocki, wyjeżdżający do Petersburga w sprawie testamentu prezesowej) i Warszawsko-Terespolska (którą być może udał się Wokulski do Moskwy) miały parametry, jakie obowiązywały na kolejach rosyjskich, przez co integrowały ziemie Kongresówki leżące na prawym brzegu Wisły z gospodarką Cesarstwa. Prus nie tylko różnicuje sceny, jakie rozgrywają się na Drodze Warszawsko-Wiedeńskiej i Nadwiślańskiej, ale też fabularnie wykorzystuje ważną zmianę, jaka zaszła w przebiegu tej pierwszej. Oto według pogłosek docierających do Szumana Wokulski nie wyjechał w połowie października 1879 r. do Moskwy, był natomiast widziany w Dąbrowie, gdzie – podobno – kupił laski dynamitu. Do Zagłębia bohater mógł dotrzeć bez trudu, bo miejscowość ta od 1859 r. znalazła się na głównej trasie „wiedenki” (prowadzącej odtąd z Warszawy nie do granicy, a do Sosnowca i zapewniającej styk z kolejami pruskimi). Prus sumiennie rejestruje różne drobiazgi eksploatacyjne dróg żelaznych: klasy wagonów (mowa jest o dwóch, ale niektóre pociągi miały nawet cztery), funkcje pracowników kolei (zawiadowca, nadkonduktor, konduktor, dróżnik, woźny), kolejową sygnalizację (dzwonki, latarnie na końcu składu). Kolejowa rzeczywistość powieści ma jeszcze jeden składnik: Rzecki lubi spędzać wolny czas z zabawkami, wśród których znajduje się też miniaturowy pociąg z ołowianymi pasażerami, poruszający się po ułożonych w okrąg torach. Produkcja pociągów-zabawek rozwijała się na dużą skalę od mniej więcej 1870 r., przodowały tu Niemcy, gdzie przemysł zabawkowy skupiał się wokół Norymbergi. Wyroby z Niemiec mogły trafiać do „norymberskich sklepów”, o których wspomina Rzecki, charakteryzując pokaźny posag Kasi Hopfer. Trafiały też, jak widać, do składu Stanisława Wokulskiego.

→ Proces o kradzież lalki; → Testamenty; → Zabawki.</document>
<document nplp_id="304" title="Komunikacja miejska" slug="komunikacja-miejska">Były tam eleganckie dorożki, obsługujące złotą młodzież, i dorożki zwyczajne, wzięte na godziny przez emerytów; stare karety, stare konie, stara uprząż i służba w wytartej liberii, i nowe, prosto z Wiednia powoziki, przy których lokaje mieli kwiaty w butonierkach, a furmani opierali bat na biodrze, jak marszałkowską buławę. (I, 216)
Podstawowym środkiem komunikacji w XIX-wiecznej Warszawie były dorożki: lekkie, czteroosobowe pojazdy do wynajęcia, najpierw jedno-, potem wielokonne. Wszystkie na zewnętrznej stronie pudła były oznakowane numerami. W mieście było kilkanaście stałych miejsc postojowych. W latach 70-tych w Warszawie było ich ponad trzy tysiące. Dorożka była eleganckim sposobem przemieszczania się po mieście, ale większą popularnością cieszyły się pojazdy bardziej nowoczesne i tańsze: jeżdżące po szynach tramwaje, zwane „ropuchami” (od 1866 r.), i omnibusy. Omnibusy, kryte pojazdy wieloosobowe, bardzo podobne do tramwajów, poruszały się normalnie po jezdni. Kursowały regularnie między innymi od placu Bankowego do skrzyżowania Alej Jerozolimskich z Marszałkowską.
W 1865 roku Główne Towarzystwo Rosyjskich Dróg Żelaznych otrzymało specjalną koncesję na uruchomienie linii konnych szynowych omnibusów żelaznych, służących do przewozu towarów i pasażerów między dworcami kolejowymi. W 1881 roku tramwaje zostały unowocześnione, zaś omnibusy, niepraktyczne i rzadko kursujące, zlikwidowano. Do końca roku uruchomiono dwie linie, po dwudziestu latach było ich już siedemnaście.
Stanisław Wokulski nabył kosztowny powóz, by zyskać uznanie w oczach panny Izabeli; otwarty powóz wynajął w Paryżu, by zwiedzać miasto. Do Zasławka ze stacji goście jechali również powozem – spacerowym, czyli eleganckim i wygodnym, ze składaną budą chroniącą od deszczu, i ze stangretem na koźle.</document>
<document nplp_id="306" title="Kossuth Lajos" slug="kossuth-lajos">– Przysięgam – wołał Szapary – że najdalej w marcu Kossuth powoła nas do szeregów. Głupstwo zrobiliśmy łamiąc szpady… (I, 269)
Słowa te, zasłyszane przez Rzeckiego po poddaniu ostatniej twierdzy dogasającego powstania, ukazują dość powszechną w szeregach madziarskich wiarę w magiczną moc najwyższego wodza. Węgierska Wiosna Ludów rozpoczęła się dokładnie w połowie jego długiego życia. Oznaczała apogeum realnych wpływów Kossutha na bieg wydarzeń historycznych i przyniosła narodziny legendy czyniącej zeń bohatera narodowego, który przypomina naszego Kościuszkę. Do tak ważnej roli w dziejach Węgier predestynowały go zarówno wrodzone przymioty, jak i gruntowne wykształcenie. Był człowiekiem o ujmującej powierzchowności, niezmożonej energii, potężnej sile woli. Odznaczał się przy tym niezwykłym wprost talentem krasomówczym: potrafił przekonywać elity i porywać tłumy, przemawiał równie sugestywnie do rodaków i cudzoziemców. Z podobną sprawnością pisał, stając się szybko czołowym publicystą w służbie wielkiego projektu reform, którego był współtwórcą. Jako świetny prawnik mógł działać na tym polu szczególnie skutecznie. Radykalne poglądy społeczne i polityczne Kossuth upowszechniał na łamach redagowanych przez siebie periodyków. W 1837 roku został za to skazany na 4 lata więzienia. Wyszedł z niego, na mocy amnestii, o rok wcześniej. Przez całe lata czterdzieste zmierzał konsekwentnie – jako inicjator i ideolog ruchów społecznych oraz stowarzyszeń i partii politycznych – do rewolucyjnego zwrotu w dziejach swego kraju. Działalność ta zaowocowała świetnymi zdobyczami Węgierskiej Wiosny Ludów. Kiedy trzeba ich było bronić orężem, Kossuth stanął na czele Krajowego Komitetu Obrony Ojczyzny, stając się naczelnikiem powstania narodowego. Po jego ostatecznym zdławieniu przez wojska austriackie i rosyjskie udał się na emigrację do Turcji, potem – do Anglii i wreszcie do Włoch, gdzie spędził ostatnie 33 lata życia. Protestował przeciwko ugodzie austriacko-węgierskiej, w efekcie Austro-Węgry pozbawiły go obywatelstwa. Zarazem jednak legenda Kossutha-bohatera i mędrca przyciągała doń pielgrzymki rodaków, a zwłaszcza młodzieży.

→ Węgierska Wiosna Ludów.</document>
<document nplp_id="308" title="Krzeszowska, Baronowa" slug="krzeszowska-baronowa">– [To] osoba bardzo ekscentryczna. Umie być pobożną i zawziętą, pokorną i ordynaryjną… – Cóż to za kobieta, panie Wirski? […] To niezwykła kobieta, panie… [mówił Rzecki] – Jak wszystkie histeryczki – mruknął eks-obywatel.”(II, 73)


Spotkanie z baronową Krzeszowską w sklepie Wokulskiego odsłania jej główne cechy: przebiegłość, obłudę i skąpstwo, a także pragnienie znajdowania się w centrum uwagi. Otoczona przez wszystkich subiektów, ze stosu piętrzących się przed nią neseserek próbuje wybrać jedną, przebierając, wybrzydzając i targując się przy tym jak stu skąpców. (W podobny sposób będzie zabiegała za pośrednictwem Maruszewicza i adwokata także o kupno klaczy swojego męża i kamienicy Łęckich.) Z pozoru dystyngowana dama, której wygląd zewnętrzny opisywany jest przy użyciu kilku barw: w czarnych szatach, twarz biała i razem żółta (w czasie drugiej wizyty w sklepie wydaje się bledsza, żółciejsza i jeszcze czarniej ubrana niż wczoraj), ogarnięta jest obsesją pieniądza i ma histeryczne usposobienie, dające się innym we znaki.

Ta bogata mieszczanka, która za sprawą małżeństwa z baronem Krzeszowskim zyskuje tytuł i nazwisko, nie jest mile widziana w salonach arystokracji (Czego ona od nas chce, ta szkaradna kobieta!… – woła Izabela Łęcka). Postępowanie Krzeszowskiej, wykraczające poza przyjęte konwencje (np. podglądanie przez lornetkę sąsiadów z okien własnego mieszkania czy mieszkania Maruszewicza!), staje się przedmiotem kpin. Baronowa, nazywana babą, jędzą, flądrą, diablicą, nie spełniła się w najważniejszych, według ówczesnych norm obyczajowych, rolach żony i matki. Swym zachowaniem, które nie tylko śmieszy, ale również drażni (np. proces z panią Stawską o kradzież lalki, pisanie anonimów, nieustanne spory z lokatorami kamienicy), za wszelką cenę stara się wypełnić pustkę po rozpadzie rodziny (nawet w przestrzeni, w której żyje wszystko stoi pustką). Krzeszowska, uważana przede wszystkim za intrygantkę, jest też nieszczęśliwą matką, cierpiącą z powodu utraty córki. To biedna kobieta (w opinii Heleny Stawskiej, także matki), która potrafi jednak wykorzystać swą sytuację samotnej, opuszczonej osoby (co czyni w sposób wręcz teatralny w dobrze wykreowanych scenach rozpaczy – lamentacji, zanoszenia się od płaczu, omdleń, szlochania rozdzierającym głosem czy spazmów), aby zwrócić na siebie uwagę innych. Wydawałoby się, że kobieta samotna, nawet tak majętna jak baronowa, która ludzką przychylność stara się zyskać dzięki pieniądzom, skazana jest na przegraną. Ona jednak przegraną pozostaje tylko na krótko. Po pogodzeniu się z mężem, który na powrót staje się jej formalnym opiekunem, odzyskuje dobre imię i utraconą pozycję społeczną, co Ignacy Rzecki pod koniec powieści ze zdziwieniem komentuje w swym pamiętniku: Pokazano mi dzisiaj kurierek, w którym pani baronowa Krzeszowska nazywa się jedną z najzacniejszych i najlitościwszych naszych niewiast za to, że dała dwieście rubli na jakiś przytułek. Widocznie zapomniano o jej procesie z panią Stawską i awanturach z lokatorami. Czyżby tak mąż babę ujeździł?…

</document>
<document nplp_id="311" title="Krzeszowski, Baron" slug="krzeszowski-baron">
[Baron Krzeszowski] jest podobny do suchotnika, któremu w trumnie zaczęły odrastać wąsy i faworyty. [...] ma gapiowato otwarte usta, a za ciemnymi binoklami nosi duże oczy, z których przeglądało jeszcze większe roztargnienie. (I, 184)


Baron Krzeszowski jest typowym przedstawicielem arystokracji, klasy (według Ochockiego) ludzi majętnych lub zamożnych, którzy dobrze jedzą, a niewiele robią. Posiada tytuł i nazwisko, ale nie ma pieniędzy. Sądzi, że honorowa postawa polega przede wszystkim na gotowości do pojedynkowania się; przed pojedynkiem z Wokulskim: Czyżby pan chciał satysfakcji? […] W takim razie służę [...], a także przy okazji starań o odbudowanie stosunków towarzyskich po pogodzeniu się z żoną: jeżeli która z dam nie odda im rewizyty, wówczas baron od jej męża zażąda satysfakcji.).
Żyjąc ponad stan i nie umiejąc wyrzec się swoich przyzwyczajeń i przyjemności, Krzeszowski popadał w długi: Pół majątku przegrałem, drugą połowę zjadły kobietki… Małżeństwo zawarte dla pieniędzy z bogatą mieszczanką nie poprawiło jego materialnego położenia. Zadłużenie i rozstanie z żoną dodatkowo nadszarpnęły reputację barona. Krzeszowski to arystokrata o złych skłonnościach (jest porywczy, dlatego zdarza mu się rzucić kamaszem w kamerdynera albo obrazić pannę Izabelę); ma również słaby charakter (czego dowodem jest np. jego uzależnienie od hazardu, a także od… Maruszewicza, który znał jego „rozmaite grzeszki” i „buntował go”, a może nawet go szantażował).
Baron ma przy tym duże poczucie humoru, które pozwala mu zachować dystans nawet do siebie (np. w scenie pojedynku z Wokulskim mówi, że sam wygląda jak stara małpa chora na fluksją). Jest niezwykle roztargniony – wciąż niestrudzenie poprawia stale zsuwające się z nosa binokle, które zdaje się, stanowiły jedyny kłopot jego życia. Ten wielki dziwak popełnia wiele błędów, ale przede wszystkim długo nie umie odnaleźć się w roli głowy rodziny. Prus zdaje się sugerować, że główny problem barona to jego niespełnienie się jako męża i ojca, a nawet przedstawiciela arystokracji, uważającej go za karciarza, człowieka roztargnionego, a także za półgłówka.
Krzeszowski – zbłąkany mąż w potrzebie, pod wpływem próśb księcia i dbałości o honor nazwiska ostatecznie wraca do żony. Obejmuje zarząd kamienicy i stara się zapomnieć o przeszłości, naprawiając stosunki z towarzystwem i lokatorami, nade wszystko jednak napawa się swoim zwycięstwem nad żoną: Baronowa ani myśli mi się sprzeniewierzyć […].

</document>
<document nplp_id="312" title="Kulinaria" slug="kulinaria">Czytając Lalkę raz po raz spotykamy się z motywem jedzenia, będącym zarówno cechą realistycznego obrazu życia codziennego, jak i elementem charakteryzującym bohaterów i przekazującym odautorską ocenę postaci. Powieść Prusa odzwierciedla wiele zjawisk, charakterystycznych właśnie dla XIX wieku, związanych ze sferą kulinariów: kosmopolityczny, otwarty na cudzoziemskie nowinki stół elity społecznej, posiłki spożywane poza domem przez ludzi pracujących, bariery społeczne, o których świadczą upodobania gastronomiczne bohaterów i sposób zachowania się podczas jedzenia.

W Lalce poznajemy przede wszystkim stół kupiectwa, drobnomieszczaństwa i arystokracji. Na pierwszych kartach powieści dyskutanci, którzy reprezentują stan mieszczański, omawiając stan firmy J. Mincel i S. Wokulski, widzianej przez szkło butelek, piją w restauracji piwo i jedzą „zrazy nelsońskie”. Ignacy Rzecki częstuje powracającego z Bułgarii Wokulskiego domową kolacją, na którą składa się szynka, kawior, a także bułki i wino. Pracownicy sklepu Wokulskiego dostosowują posiłki do rytmu pracy: Rzecki Około pierwszej w południe […] wymykał się do swojego pokoiku, ażeby zjeść obiad przyniesiony z restauracji, inni subiekci również wychodzą na obiad w systemie zmianowym, zaś pryncypałowi obiad przynosi służący. Stary subiekt w swoim pamiętniku odnotowuje charakterystyczną zmianę, jaka zaszła w ciągu jego życia – w okresie jego pracy u starego Mincla zarówno rodzina właściciela sklepu, jak i pracownicy żywili się na miejscu, a posiłki (np. poranną kawę w białym fajansowym kubku i trzy bułki) przygotowywała staruszka matka. Nawet obiady świąteczne spożywano wspólnie, w mieszkaniu nad sklepem. Kilkadziesiąt lat później jest już rzeczą naturalną, że każdy z pracowników żywi się we własnym zakresie i sam płaci za obiady, przynoszone z restauracji (jak w przypadku pana Ignacego) czy też jedzone na mieście w handelkach lub traktierniach.

Znacznie więcej konkretnych informacji na temat menu mamy w przypadku Łęckich, reprezentujących zubożałą arystokrację. Pana Tomasza i Izabelę widzimy przy codziennym obiedzie (kiedy jedzą kolejno podawane przez starego Mikołaja potrawy: rosół, polędwicę i kurczęta), a także jako gospodarzy obiadu, na który zapraszają Wokulskiego (na stole pojawiają się wówczas chłodnik, portwein, polędwica, piwo, sandacz – demonstracyjnie jedzony przez bohatera nożem i widelcem! – i lody, a obiad kończy kawa podana w gabinecie pana domu). Hermetyczność, kosmopolityzm i oderwanie od przyziemnych realiów środowiska, w którym żyje panna Izabela, podkreśla miedzy innymi jadłospis, do jakiego jest przyzwyczajona. Panna Łęcka piła z kryształów, jadała ze sreber i porcelany kosztownej jak złoto […] te same potrawy: zupy z wodorostów Oceanu Spokojnego, ostrygi z Morza Północnego, ryby z Atlantyku albo z Morza Śródziemnego, zwierzyna ze wszystkich krajów, owoce ze wszystkich części świata. W tym czarodziejskim świecie pojawia się postać egzotyczna: podróżnik, który […] bodaj czy nie kosztował ludzkiego mięsa, a rytm dnia wyznaczają pory rozrywek i posiłków: Ku wieczorowi bawiono się przed obiadem, w czasie obiadu i po obiedzie. […] Potem zasiadano do kolacji, gdzie usta jadły, żołądki trawiły, a buciki rozmawiały o uczuciach lodowatych serc i marzeniach głów niezawrotnych. Dość charakterystyczne, że do tego świata sybarytów i doskonałych konsumentów usiłuje dostać się Wokulski, który zaczynał pracę jako subiekt w „handlu win i delikatesów”, usługując w winiarni Hopfera przy bufecie.

Zaproszenie kogoś do swego stołu w XIX wieku oznacza (w mniejszym lub większym stopniu) zaakceptowanie go w swoim kręgu towarzyskim. Prus pokazuje bardzo wyraźnie szczególną funkcję towarzyską, jaką pełnią posiłki – począwszy od herbaty, na którą pani Stawska i jej matka zapraszają Rzeckiego i Wokulskiego, przez proszony obiad u Łęckich, po rauty i obrządek święcenia nowego magazynu, który ku zgorszeniu starego subiekta w roku 1878 nie polega na szczerej modlitwie i sumiennym odprawieniu rytuału, zakończonym przekąską z kieliszka wódki, kiełbasy i piwa, lecz jest wielkim, kosztownym obiadem na kilkaset osób, wyprawianym w sali Hotelu Europejskiego. Nie bez słuszności wyrazy życzliwości ze strony uczestników bankietu, które tak rozczulają pana Ignacego, Wokulski komentuje krótko: Lubią szampana.

Wybory kulinarne, jakich dokonują bohaterowie, służą ich dobitnej charakterystyce – często wykorzystującej oczywiste, wręcz stereotypowe motywy (np. subiekci prześladują Henryka Szlangbauma komentarzami na temat czosnku, wytykając mu w ten sposób złośliwie żydowskie pochodzenie). To, co bohaterowie Lalki jedzą i jak o owych potrawach mówią, zawiera często bardzo wyraźną odautorską ocenę. I tak Kazio Starski flirtując z Izabelą mówi jej o powszednim chlebie szacunku, pierniczkach uwielbień i szampanie cynizmu, co Wokulski potem puentuje w tym samym stylu: Pan ma raczej własności starego sera, co to podnieca chore żołądki, ale prosty smak może pobudzić do wymiotów... Najdobitniejszą pod tym względem jest chwila, kiedy goście w salonie Izabeli zachwycają się najwykwintniejszymi przyjęciami w tym poście w innym domu, gdzie po wykwintnym posiłku (Kolacja, rozumie się, jak zwykle: ostrygi, homary, ryby, zwierzyna) dla amatorów na deser podawana jest potrawa ubogich – kasza tatarczana zwyczajnie, na srebrnych półmiskach…
Scena ta nabiera wyjątkowej wymowy, gdy porówna się ją ze słowami bezrobotnego furmana Wysockiego, którego Wokulski spotyka na Powiślu również w okresie Wielkiego Postu: Zaś po świętach nie będzie nawet sposobu i dzieciom wytłumaczyć, na jaką intencję nie jedzą… Świat sytych i świat głodnych w Lalce istnieją obok siebie, ale dzieli je nieprzebyta przepaść.

→ Hotel Europejski; → Alkohol; → Restauracje i cukiernie.</document>
<document nplp_id="314" title="Kupiec" slug="kupiec">Ja mam obowiązek dbać tylko o własny zysk i o taniość dla nabywców [mówił Wokulski] […] Mnie się zdaje, że jest to dość po obywatelsku dostarczyć konsumentom tańszego towaru i złamać monopol fabrykantów, którzy zresztą tyle mają z nami wspólnego, że wyzyskują naszych konsumentów i robotników. (I, 223)
Oto ukazane ironicznie przez Prusa zasady filozofii kupca, usprawiedliwiające prowadzenie także wątpliwych moralnie interesów.
Wśród bohaterów Lalki dostrzegamy wielu kupców: niezamożnych (kupcy wędrowni, straganiarze, kramarze, drobni sklepikarze), średniozamożnych (prowadzących sklep Minclów, Hopfera, Lesserów, właściciela lombardu Szlangbauma i innych Żydów) oraz bogatych (do których zalicza się Wokulski).
Praca obrotnego kupca, takiego jak Wokulski, nie różniła się aż tak bardzo od pracy kupca współczesnego, działającego w skali globalnej. Polegała na załatwianiu spraw strategicznych dla rozwoju całej firmy: na poszukiwaniu i nawiązywaniu kontaktów handlowych, zawieraniu umów, zaciąganiu kredytów, wystawianiu i skupywaniu weksli, otwieraniu sklepów w kraju i za granicą (szczególnie w Rosji), na ochranianiu i zabezpieczaniu majątku, na zakładaniu spółek z innymi kupcami (Suzin, arystokracja warszawska). Działalnością związaną pośrednio z handlem była – także u Wokulskiego – filantropia, czyli działalność dobroczynna, którą traktowano jako formę promocji i reklamy.
Sklepy czy przedstawicielstwa zagraniczne w imieniu właściciela i z jego upoważnienia prowadzili natomiast plenipotenci (pełnomocnicy), tacy jak na przykład Ignacy Rzecki, którym przekazywano sprawy związane z codziennym kierowaniem firmą.
Kupcy stanowią w Lalce ważną grupę postaci, a ich charaktery są zdecydowanie zróżnicowane, wydają się odzwierciedlać stereotypy narodowe. Niemców charakteryzuje skrupulatność, dokładność, punktualność, porządek i dyscyplina (rodzina Minclów, Hopfer), Żydów – wytrwałość i oszczędność (stary i młody Szlangbaum), Rosjan – rozmach, ale i nieuczciwość (Suzin), Polaków – energiczność, odwaga, skłonność do ryzyka (Wokulski).

→ Kupiectwo warszawskie; → Minclowie; → Szlangbaum (ojciec); → Szlangbaum Henryk (syn); → Rzecki Ignacy; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="316" title="Kupiectwo warszawskie" slug="kupiectwo-warszawskie">W początkach roku 1878 […] warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia nie mniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski. (I, 4-5)
Do Lalki przylgnęło określenie, że jest powieścią „mieszczańską” i „kupiecką”. Już na pierwszej stronie książki pojawiają się przedstawiciele warszawskiego mieszczaństwa, kupcy i inteligencja. Tym, co ich łączy, jest zasada szanowania i pilnowania w interesach „jednego fachu”, określanego jako „pewny kawałek chleba”, który daje poczucie bezpieczeństwa. Stąd krytyka Wokulskiego i niewiara w możliwość odniesienia przez niego sukcesu. Prus przytacza opinie, że Polacy słabo znają się na handlu międzynarodowym, nie mają do tego głowy, a bogacą się tylko Żydzi i Niemcy.
Handlem, i to nie zawsze uczciwym, zajmuje się także krytykowana w Lalce podupadła arystokracja i szlachta. Dowiadujemy się na przykład z ust Tomasza Łęckiego, że ubiegający się o rękę jego córki baron utrzymuje jakąś spółkę z lichwiarzami, natomiast fortuna marszałka urosła głównie ze szczęśliwych pogorzeli i z handlu bydłem podczas wojny sewastopolskiej. Pokazuje to, że granica między arystokracją a mieszczaństwem (w tym kupiectwem) w zmieniającym się społeczeństwie polskim traci ostrość.
„Bratanie się” było jednak pozorne, kryła się za nim charakterystyczna – przedstawiana jasno w Lalce– obłudna pogarda arystokracji dla kupiectwa i handlu, jej demonstrowana niechęć do dorobkiewiczostwa, przy jednoczesnej zachłanności na pieniądze. Jedną z przyczyn tej niechęci było poczucie zagrożenia i walka arystokracji i szlachty o zachowanie dotychczasowej uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie.
Prus szczególnie ostro krytykuje niszczącą zawiść. Kupcy, przegrywający konkurencję z Wokulskim, rzucali na niego oskarżenia, między innymi o prowadzenie handlu z Rosjanami, o dostawy dla armii w Bułgarii, o sprowadzanie obcych towarów, szkodzenie przemysłowi krajowemu; aby wręcz zarzucać mu zdradę kraju i brak patriotyzmu. Tymczasem w II połowie XIX wieku zawieranie kontraktów handlowych, poręczanych przez rządy mocarstw europejskich, było na porządku dziennym. O zgodę na udział w przedsięwzięciach finansowych z gwarancjami władz rosyjskich (np. dostaw broni i żywności dla wojska) ubiegali się wtedy przedsiębiorcy z całego świata. Ci, którzy otrzymywali takie zezwolenia (jakie dostali w powieści Suzin i Wokulski), w czasie zwycięskich działań wojennych osiągali olbrzymie zyski.
Stosunek Prusa do kupiectwa był zróżnicowany. Był bez wątpienia obrońcą tej ważnej grupy społecznej, lecz jednocześnie nie szczędził krytycznych słów pod adresem ciasnoty umysłowej i krótkowzroczności handlowców. W pieniądzu dostrzegał konieczny (choć niewystarczający) warunek umożliwiający realizację wyższych wartości: społecznych i duchowych, ale nie idealizował kupieckiej hierarchii wartości i stylu życia, wkładając wręcz w usta jednego z bohaterów – Ochockiego cierpkie słowa: Gdyby rozum polegał na myśleniu o dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby małpami…

→ Arystokracja; → Kupiec; → Mieszczaństwo; → Pieniądz; → Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="318" title="Lalka" slug="lalka">W końcu wydobywam pudło – są trzy duże lalki: brunetka, blondynka i szatynka. Każda ma prawdziwe włosy, każda, naciśnięta w brzuszek, przewraca oczyma i wydaje głos, który dla pani Stawskiej brzmi jak „mama”, dla Klejna jest „tata”, a dla mnie jak „u-hu”… (II, 361)
Tytuł powieści Prusa – Lalka – nie jest jednoznaczny. Część czytelników była przekonana, że odnosi się do Izabeli Łęckiej, panny pięknej i otoczonej adoratorami, a równie dalekiej od świata i bezużytecznej, jak dziecięca lalka, służąca tylko do zabawy.
Równie prawdopodobne jest inne przypuszczenie: z trzech lalek, o których w przytoczonym wyżej cytacie mówi Ignacy Rzecki, jedna dała tytuł powieści. Toczył się w tym czasie autentyczny proces sądowy o kradzież lalki, który stał się pretekstem dla wprowadzenia do książki barwnego środowiska prawników.
Jaka była to lalka? Pięknie ubrana; należała do najdroższych, które, gdy naciskano ich brzuszki, mówiły „mama” i „papa”. Ta pamiątka po zmarłym dziecku baronowej budziła zachwyt córki pani Stawskiej. W tym czasie w Warszawie nie było fabryki lalek celuloidowych (które mogły mrugać oczami i mieć prawdziwe włosy). Sprowadzano je z zagranicy; oddzielnie pakowano korpusy, osobno głowy (na których umieszczano znak wytwórni, co w powieści pozwoliło ustalić jej pochodzenie). Główki oraz kończyny zabawek były wykonywane z różnych materiałów, m. in. z porcelany, z masy papierowej, celuloidu. Lalka Heluni korpus miała prawdopodobnie z materiału – o czym wiadomo stąd, że w sądzie rozpruwano go i zszywano z powrotem.
Lalki nie służyły wyłącznie do zabawy, lecz były również ozdobami, którymi swoje pokoje przystrajały zamożne panie. Formowano je według wzoru ówczesnej modnej damy o zminiaturyzowanych kształtach; miały wciętą talię i szerokie biodra. Ich ubranka często szyto z drogich materiałów, ozdabiano je biżuterią i eleganckimi dodatkami. Dzieci z ubogich rodzin bawiły się lalkami drewnianymi, słomianymi lub gałgankowymi, wykonywanymi w domu, luksusem były sylwetki wycinane z kartonu, na które zakładano także kartonowe ubranka.

→ Proces o kradzież lalki; → Zabawki.</document>
<document nplp_id="319" title="Latarnie" slug="latarnie">Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. (I, 129)
W grudniu 1856 roku ustawiono rzędem 82 latarnie od gazowni przy Ludnej, przez Książęcą, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście do placu Zamkowego. „Kurier Warszawski” donosił: tysiące osób wyległo […] na Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat, dla przypatrzenia się oświetleniu gazem po raz pierwszy Warszawy. Nowość ta wprawiała w podziwienie; za ludźmi użytymi do zapalania latarń bardzo wielu spieszyło i przy każdej latarni z podniesionemi oczami do góry ciekawi podziwiali zapalanie się gazu. Pod koniec wieku było ich już prawie dwa tysiące. Zaczęły się pojawiać również w odleglejszych dzielnicach stolicy: na Czerniakowskiej, Ogrodowej, Pawiej, a także prawym brzegu Wisły. Mimo to opinia publiczna i dziennikarze narzekali na niedostateczne oświetlenie miasta. W 1883 roku zaczęto stosować palniki dwupromienne, choć na początku tylko na głównych ulicach miasta. Latarniami gazowymi był oświetlony most Kierbedzia. Na obrzeżach miasta nadal funkcjonowały latarnie naftowe i olejowe, których drewniane słupy przed powstaniem styczniowym malowano w biało-czerwone pasy.
Pierwszy eksperyment z oświetleniem elektrycznym przeprowadzono w Warszawie już w 1865 roku, upamiętnił to ówczesny kronikarz: zdjęto fotografie w Warszawie mostu stałego na Wiśle podczas robót dokonywanych w nocy przy świetle elektrycznym. Mimo stosunkowo szybkiego postępu oświetlenie elektryczne częściej wykorzystywano do celów przemysłowych, na ulicach jeszcze długo wzbudzało sensację i strach przed pożarem.
W Lalce często znajdujemy wzmianki na temat oświetlenia: w sklepie Minclów zimą przez cały dzień paliła się ogromna lampa naftowa z daszkiem, sklep Wokulskiego był rzęsiście oświetlony lampami gazowymi, na ulicach paliły się latarnie gazowe, kościół – podczas kwesty wielkanocnej – pogrążony był w ciemności, której nie mógł rozproszyć blask kilkunastu świec płonących w srebrnych kandelabrach, a Ochocki był wynalazcą lampy elektrycznej.

→ Mieszkania.</document>
<document nplp_id="320" title="Legendy" slug="legendy">Między ruinami bardzo lubię słuchać legend. (II, 298)
W klasztorach wieków średnich panował zwyczaj odczytywania żywotów świętych w dniach, w których – zgodnie z kalendarzem kościelnym – przypadały ich uroczystości. Żywoty te zwano „legendami”. Z czasem słowo „legenda” – oznaczające „to, co powinno być przeczytane” – obrosło nowymi znaczeniami, zbliżającymi je do podania, a sens pierwotny – odsyłający do hagiografii – uległ zatarciu. I tak w XIX wieku legendy traktowano wymiennie z podaniami jako opowieści fantastyczne, nasycone motywami niezwykłości i cudowności. Wiernie rejestrowane bądź swobodnie parafrazowane przez zbieraczy, imitowane w utworach literackich, rehabilitowane przez historyków, miały swój udział w wyjaśnianiu oraz interpretowaniu przeszłości i teraźniejszości, rozbudzały pamięć o wielkich wydarzeniach i postaciach z historii Polski, popularyzowały wybrane wartości. Materiał podaniowo-legendowy ubarwiał ówczesne przewodniki i relacje z krajoznawczych podróży, teksty historyczne i literackie. Ubarwił i Lalkę.
Izabeli, zwiedzającej we Francji fabrykę żelazną, poruszonej widokiem dyszących płomieniami pieców i półnagich robotników o ponurych wejrzeniach, przychodzą na myśl legendy o zbuntowanych cyklopach. Strwożona zastanawia się, czy w tej beznadziejnej otchłani Wulkana lud pracujący nie szykuje zguby dla zamieszkującej Olimp uprzywilejowanej klasy, do której sama przynależy. Książę sentymentalnie sięga do przeszłości, uparcie wierząc w opowiadane przez heraldyków i historyków bajeczne legendy o swoich przodkach, znajdując w nich potwierdzenie dla nadziemskich początków arystokracji. W ruinach zasławskiego zamku Węgiełek wspomina krwawą legendę o ukrytych w podziemiach skarbach, śpiącej pannie i zakochanym w niej kowalu. Czy Wokulski i Izabela zasłuchani w opowieść Węgiełka rozpoznają w bohaterach owej smutnej historii miłosnej samych siebie...?

→ Ruiny.</document>
<document nplp_id="322" title="Łazienki Królewskie" slug="lazienki-krolewskie">[Wokulski] Przeszedł do Łazienek i tu znalazł spokojniejsze ustronie. Na niebie zaiskrzyło się kilka gwiazd, przez powietrze, od Alei, ciągnął szmer przechodniów, a od stawu wilgoć. Czasem nad głową przeleciał mu huczny chrabąszcz albo cicho przemknął nietoperz; w głębi parku kwilił żałośnie jakiś ptak, na próżno wzywający towarzysza; na stawie rozlegał się daleki plusk wioseł i śmiechy młodych kobiet. (I, 362)
W XVII Stanisław Lubomirski postawił w Ujazdowie mały pawilon z łaźnią. W połowie XVIII wieku teren przeszedł na własność króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który utworzył w tym miejscu – zachowawszy nazwę Łazienki – jeden z najpiękniejszych zespołów parkowo-pałacowych w Europie. Pawilon został rozbudowany i zmieniony przez włoskiego architekta Dominika Merliniego w klasycystyczny Pałac na Wodzie. Niewielki i malowniczo osadzony pośród stawu i drzew zachwycał – w porównaniu z monumentalnością pałaców europejskich – kunsztownością wykonania. Park, zaprojektowany przez Jana Christiana Schucha, harmonijnie łączył cechy klasycystycznego stylu francuskiego z elementami malowniczego, angielskiego ogrodu. Jego ozdobą były liczne eleganckie pawilony. Przy wejściu – Stara Pomarańczarnia z teatrem dworskim, dalej Wodozbiór i Biały Domek. Podstawowy kształt, nadany Łazienkom przez Stanisława Augusta, przetrwał do dzisiaj.
W czasie, w którym toczy się akcja Lalki, park był otwarty dla publiczności. Po głównych alejach jeździły dorożki, tłumy przychodziły na organizowane zabawy, można było uprawiać jazdę konną i pływać łódkami po stawie, a zimą jeździć na łyżwach. Popularna trasa spaceru (którą chadzał Wokulski) prowadziła od mostku, położonego na osi pałacu, obok Teatru na Wyspie, Pałacu na Wodzie i Starej Kordegardy; na końcu promenady stał konny posąg króla Jana Sobieskiego. Odnawiano go w 1876 roku, gdy „barbarzyńską jakąś ręką został uszkodzony”. Gdzieś w tamtej stronie parku Wokulski został napadnięty przez rabusiów.

W Lalce Łazienki tworzą scenerię dla szaleństwa uczuć Wokulskiego: wielość ścieżek, na których mijają się spacerowicze, sprzyja niby przypadkowym spotkaniom, budzi nadzieję ujrzenia Izabeli. Gdy czekał na nią w parku, wpadał w stan rozgorączkowanego oczekiwania. Noc miał pełną dzikich marzeń, zjawiał się w parku przed czasem, padał bez sił na ławkę i zlany potem czekał. Nareszcie na końcu alei ukazywały się dwie kobiece figury, czarna i szara. Wokulskiemu krew uderzyła do głowy. […] Podniósł się z ławki i szedł naprzeciw nich jak lunatyk, bez tchu. Gdy panna przechodziła obok, kierował do niej parę nieskładnych słów. Gdy się nie pojawiała, pozostawała gorycz rozczarowania. A później, upokorzony przez Izabelę, bohater znów powracał do parku, nękany wspomnieniami. Kontemplowany przez Wokulskiego pejzaż Łazienek był równie zmienny, jak widok Powiśla. Łazienki są piękne, wręcz kiczowate, gdy widzi je człowiek szczęśliwy; gdy wpada w rozpacz, zauważa wilgoć, nietoperza, żałosne kwilenie ptaków, przechodnie mają posturę złoczyńców, a widok sadzawki nasuwa pragnienie śmierci. Uroda parku była postrzegana subiektywnie, kryła się mniej w realiach, a bardziej w oku patrzącego. Widok cierpiącego Wokulskiego skłaniał hrabinę Karolową do refleksji o ludzkim losie: Coraz bardziej przekonywam się, Belu, że pieniądze nie dają szczęścia. Ten Wokulski zrobił świetną jak dla niego karierę, lecz – cóż stąd?... Już nie pracuje w sklepie, ale nudzi się w Łazienkach.
Park łazienkowski został w Lalce sprowadzany do roli upadającego ogrodu, miejsca towarzyskich gier, umizgów i zdegradowanej miłości.</document>
<document nplp_id="324" title="Łęcka Izabela" slug="lecka-izabela">Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe […] Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. (I, 90)


Izabelę Łęcką, obiekt uczuć głównego bohatera powieści, Stanisława Wokulskiego, Prus obdarzył modelowymi cechami pożądanej na małżeńskim targowisku panny z dobrego domu: wielką urodą, odpowiednią pozycją społeczną (stara szlachta, aspirująca do tytułu barona), posagiem (choć, co trzymano w tajemnicy, stopniał prawie do zera, jak wiele fortun szlacheckich). Otrzymała też odpowiednią dla jej społecznej pozycji edukację: minimum wiedzy, wystudiowane maniery, przeświadczenie o naturalnej wyższości własnej klasy nad pospólstwem, postrzeganym z odrazą jako istoty dziwne i przerażające. I tak ukazuje się Izabela w Lalce, odgrodzona od brutalnej rzeczywistości nieprzenikalną zasłoną iluzji, skrojonej ze strzępków wyidealizowanych opowieści, literackich fantazji i marzeń. Jak piękna lalka, toteż tytuł książki rozumiano dwojako: może lalką była Izabela, a może lalka prawdziwa – zabawka, o którą toczył się proces. 
W postaci Izabeli są skumulowane wszelkie cechy, najostrzej krytykowane przez Prusa. To jej absolutna nieprzydatność w obrębie społecznego organizmu, pasożytowanie na pracy innych, podporządkowanie się modzie i konwencjom. Pokazywanie się w nowych kreacjach, otaczanie się właściwie sytuowanymi wielbicielami i epatowanie znajomością artystów (Rossi, Molinari) – tak pisarz ukształtował treść jej życia. 
Oderwana od pospolitości świata, Izabela obdarza namiętnym uczuciem nie realnego człowieka, lecz pieści i całuje piękną rzeźbę Apollina, który w jej wyobraźni przybierał postać odmłodzonego jenerała, który wygrał bitwę i z wyżyn swego siodła patrzył na śmierć kilku tysięcy walecznych lub najsławniejszego tenora, któremu kobiety rzucały kwiaty pod nogi, a mężczyźni wyprzęgali konie z powozu.
Panna Izabela okazuje zainteresowania intelektualne. Czytała poezje dalekiego kuzyna Zygmunta Krasińskiego, znała też jego Nie-Boską komedię. Czytała Kartkę miłości – nową powieść głośnego wówczas francuskiego pisarza Emila Zoli, na jej stoliku leżały dzieła Szekspira, Dantego, albumy, francuski żurnal mód. Czasem – dla odmiany – brała do rąk książeczkę do nabożeństwa, w której odszukiwała Akt poddania się woli bożej. Troszczyła się o ubogich (dając im jałmużnę), i tkwiła w przekonaniu, że ludzie jej sfery obchodzą wieczne święto. Bawią się, chadzają do teatru, spędzają czas w salonach. Wiedziała, że istnieje również inny świat – rolników, kwiaciarek, posłańców. On również jej się podobał – był jakby teatrem marionetek, nawet ładniejszy od obrazów rodzajowych, gdyż poruszał się i zmieniał co chwilę. Żyjąc w przekonaniu, że natura urządziła dla niej piękne widowisko, Izabela patrzyła na świat z łagodnym pobłażaniem, obejmującym także dzieci, owe małe cherubiny, zesłane z nieba po to, żeby starsi mogli urządzać kinderbale.
Ta właśnie kobieta, pusta i egoistyczna, będąca zakałą w świecie wartości propagowanych przez Prusa, w warstwie fabuły przewróciła świat powieści. Doprowadziła do zguby Wokulskiego, to przez fatalne zauroczenie nią upadła spółka handlowa, a kwitnący sklep został sprzedany w obce ręce. 
Własne życie Izabela też przegrała. O wielkiej miłości nie marzyła, miłość bowiem, nie ta szalona, o jakiej marzą poeci, ale prawdziwie chrześcijańska, zjawia się dopiero po sakramencie i najzupełniej wystarcza, ażeby żona umiała pięknie prezentować się w domu, a mąż z powagą asystować jej w świecie, ale gdy kierując się rozsądkiem „była już zdecydowana wyjść za mąż” – zabrakło adoratorów, a nadto jej decyzję o zamknięciu się w klasztorze Prus kąśliwie skomentował słowami Szumana: czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?
</document>
<document nplp_id="325" title="Grób Agamemnona" slug="grob-agamemnona">„Tak więc – to los mój na grobowcach siadać

I szukać smutków błahych, wiotkich, kruchych.

To los mój senne królestwa posiadać,

Nieme mieć harfy i słuchaczów głuchych

Albo umarłych […]”.

(Słowacki 1956: 73)
(1) Jest niemożliwością, by Juliusz Słowacki, wstępując do grobu Agamemnona, nie wiedział nic o historycznych, a w związku z tym i nazewniczych kontrowersjach związanych z tym miejscem. Rozliczne relacje podróżnicze, pochodzące mniej więcej z tego samego czasu, co pobyt poety w Mykenach, świadczą o żywotności debaty, której przedmiotem stała się ta monumentalna budowla. Zresztą inna nazwa – skarbiec Atreusza – znana była już co najmniej od II wieku n.e. za sprawą popularnej Wędrówki po Helladzie autorstwa greckiego geografa i globtrotera Pauzaniasza; Chateaubriand, dokładnie przez Słowackiego czytany, w czasie swojej podróży na Wschód nie rozstawał się z tą książką. Wprawdzie pomysł, że budowla jest skarbcem, a nie grobowcem, nie był zbyt popularny, tym bardziej że przyczyną nazwania jej skarbcem było zapewne jej uderzające podobieństwo do skarbca Minyasa w Orchomenos. Nie zmienia to postaci rzeczy: kontrowersja istniała i bez wątpienia była głośna, szczególnie że niektórzy dopuszczali jeszcze inną myśl, a mianowicie że mogła to być, przynajmniej częściowo, świątynia. Przede wszystkim zaś nie bardzo było wiadomo (i nadal nie wiadomo), kto mógł zostać tam pochowany. Przez wzgląd na rozmiary budowli i jej bardziej domniemany niż widoczny przepych dekoracyjny – monument już w starożytności stał się przedmiotem rabunków – można było jedynie wnosić o najwyższym statusie społecznym i materialnym zmarłego bądź zmarłych. To, że do grobowca wdarła się legenda, wydaje się całkowicie naturalne – jeśli niedomaga historia albo ludzka pamięć, nie może dziwić fakt, że patronami budowli zostają mityczni królowie Myken: Atreusz i jego syn Agamemnon. I być może jest to głównie polska legenda, na co zwraca uwagę Maria Kalinowska: „Wywołane pobytem w tym miejscu refleksje poety nad dziejami Polski sprawiły, że grób Agamemnona został niejako zawłaszczony przez polską świadomość narodową, stał się bardziej tematem polskiej wyobraźni narodowej, motywem budującym wewnętrzną logikę poematu niż miejscem, które funkcjonuje samodzielnie w europejskiej przestrzeni kulturowej” (Kalinowska 2011: 27).

O ile Pauzaniasz mógł jeszcze dobrotliwie wierzyć, że budowla mieści grobowce Atreusza, Agamemnona, Elektry, Klitajmestry i Egista, to w wieku XIX, który w rezultacie różnych przewrotów filozoficznych wynalazł fenomen podwyższonej świadomości historycznej – co skutkowało chociażby dynamicznym rozwojem archeologii (apogeum stanowiło odkrycie przez Schliemanna ruin Troi w latach siedemdziesiątych XIX wieku) – wydawało się niepodobieństwem powtarzanie naiwnych ludowych podań i legend. Choć i takie rzeczy się zdarzały; na przykład wielokrotnie wznawiana Bibliotheca Classica autorstwa Johna Lemprière’a prostodusznie powtarzała ustalenia greckiego podróżnika sprzed ponad 1600 lat. Jak informuje ten popularny leksykon, monument „służył również jako komnata grobowa Atreusza i jego potomków” (Lemprière 1833: 209). Taka postawa była już wszakże rzadkością. Chateaubriand, który odwiedził skarbiec Atreusza i był jednym z pionierów romantycznej modły podróżowania na Wschód – tej samej, której czarowi uległ Słowacki – nie bardzo już wierzył, że duch Agamemnona unosi się u sklepienia grobowca. W popularnych, choć głównie w kręgu anglojęzycznym, wspomnieniach Richarda Burgessa z 1834 roku, tj. na dwa lata przed wyprawą Słowackiego (Greece and the Levant; or Diary of a Summer’s Excursion in 1834), autentyczność grobu Agamemnona nie zostaje wprawdzie zakwestionowana, ale czuć już lekki dystans autora do rozpowszechnionego przeświadczenia („jak uważają niektórzy…”; Burgess 1835: 180[przypis]Teksty wcześniej nietłumaczone podaję w przekładzie własnym (GM)[/przypis]). Realnym historycznym problemem staje się dla angielskiego obieżyświata raczej pytanie, czy to, co Pauzaniasz opisał jako skarbiec Atreusza, jest dokładnie tym samym obiektem, który XIX-wieczny turysta poznaje jako skarbiec Atreusza, bo i tu pewności mieć nie można. W wydanej w 1854 roku książce Greece and the Golden Horn[przypis]Autor zmarł w roku 1852, a książkę wydała jego żona. John McClintock pisze we wstępie: „Trzeba wszak mieć na uwadze, że poniższe strony nie zostały przygotowane do druku przez samego dr. Olina. Nie można przeto oczekiwać po nich finezji wykończenia ani nawet skrupulatności, które on [z pewnością] by im nadał” (Olin 1854: vii–viii). Wyprawa, której owocem były notatki Olina, odbyła się prawdopodobnie w roku 1840 lub na przełomie lat 1839/1840[/przypis] Amerykanin Stephen Olin pisze o budowli „zwyczajowo nazywanej grobem Agamemnona”, dodając, że „niezawodnie był to grobowiec jakieś znaczącego Greka” (Olin 1854: 131). Najlepszym komentarzem do nazewniczego rozchwiania, jakie stało się udziałem tego miejsca, była uwaga Jamesa Lairda Pattersona, który w swoim Journal of a Tour in Egypt, Palestine, Syria, and Greece (1852) („Dzienniku z podróży po Egipcie, Palestynie, Syrii i Grecji”) zanotował: „Pierwszy obiekt, do jakiego trafiamy, to grób Agamemnona albo skarbiec Atreusza – jako że jest on nazywany w ten sposób, jak i na pół tuzina innych sposobów” (Patterson 1852: 367). W wydanym w pierwszej dekadzie XX wieku i niezwykle popularnym podręczniku akademickim (Handbook of Greek Archaeology) mówi się już o „tak zwanym skarbcu lub grobie Atreusza” (Fowler i Wheeler 1909: 60) – nazwa „skarbiec Atreusza” jest później konsekwentnie umieszczana w cudzysłowie. Nie zaskakuje wobec tego fakt, że wydawnictwa, które zaczynają wzmiankować o grobie Agamemnona, to zwykle książki z zakresu archeologii i historii architektury, pełne dość szczegółowych i suchych analiz naukowych, głównie o charakterze porównawczym.

Słowacki musiał to wiedzieć i z pewnością wiedział. Tyle że Słowacki nie zdradzał w sposób typowy dla swojej epoki objawów zarażenia wirusem historyczności. Wolał być Pauzaniaszem swoich czasów, wolał zasiadać w grobowcu Agamemnona niż w skarbcu Atreusza czy w jakimkolwiek innym grobowcu, nawet jeśli odczuwał presję ze strony świadomości historycznej, domagającej się przejścia od mitów do faktów. Walczył z tym, oburzał się na to, czego wymownym dowodem jest jego deklaracja ze wstępu do zaczętego w 1832 roku, aczkolwiek nieukończonego Króla Ladawy: „Mamże więc zagrzebać się w ciemnych zakamarkach bibliotek, aby wyszukiwać tam skarby starożytnych tradycji? Mamże uczyć się hieroglifów dawnego gotyckiego pisma? Czy jestem zresztą pewny, że odgrzebując te martwe i okaleczone ciała potrafię przyodziać je właściwymi i żywymi barwami? Uczyniłbym to, gdybym czuł w sobie dość siły, aby wzbudzić w czytelnikach zamiłowanie do historii kronik, historii tak pięknej, przeplatanej tu i ówdzie dziwami i cudami. Gdybym czuł dosyć sił, aby walczyć z chłodnymi historykami naszych czasów, którzy już nie chcą, by naszego Popiela zjadły myszy, nie chcą, by nasz Przemysław zdobył tron sprawiwszy, że konie jego przeciwników biegły drogą posianą gwoździami, gdy swojego kazał podkuć tak, że zabezpieczył go od wszelkiej szkody. Według nich Krakus wcale nie walczył ze smokiem, ba, nie chcą nawet, aby Bolesław Śmiały zakończył życie w klasztorze w Osjaku po zabójstwie świętego Stanisława” (Słowacki 1958: 141–142; z fr. przeł. Leopold Staff). Słowa te mogą się wydawać zaskakujące dla dzisiejszego czytelnika, który z reguły z dobrodziejstwem inwentarza przyjmuje zasadniczą dla nauk historycznych, ugruntowaną w europejskim racjonalizmie, konieczność odróżniania faktów od legend. Słowacki odważnie występuje jednak przeciwko absolutystycznym roszczeniom racjonalizmu (racjonalizmu „chłodnych historyków naszych czasów”) i w pewnym sensie uprzedza nawet pewne XX-wieczne debaty o stanie i pozycji nauk historycznych. Wracając do sprawy statusu tego, co współcześni Słowackiemu podróżnicy i badacze nazywali „tzw. grobem Agamemnona”: dla autora Kordiana to jest grób Agamemnona, nawet jeśli doskonale zdaje sobie sprawę z wątpliwości historyków, archeologów i architektów. Nie chce – zupełnie świadomie – słuchać tej naukowej i racjonalistycznej gadaniny, i wstępuje do grobu Agamemnona, wstępuje nie w przestrzeń historii, ale mitu – lub, co najwyżej, historii zapośredniczonej przez mit. Fakt ten ma doniosłe konsekwencje.

Wpierw jednak, bo paradoksalnie domaga się tego dzisiejsza świadomość historyczna, kilka faktów. Słowacki znalazł się w Mykenach, a w zasadzie w mykeńskich ruinach, prawdopodobnie 18 września 1836 roku: prawdopodobnie, bo w itinerarium poeta zanotował, co następuje: „18 w Argos, 19 w Koryncie” (Sawrymowicz 1960: 264). Wędrówkę przez Półwysep Peloponeski, w stronę Przesmyku Korynckiego, odbywał więc Słowacki w kierunku północno-wschodnim. Jako że Mykeny leżą na drodze z Argos do Koryntu, dokładnie zaś 11 kilometrów na północ od Argos i 48 kilometrów na południe od Koryntu, poeta mógł dotrzeć na miejsce jeszcze 18 września, w niedzielę. Grób Agamemnona ma postać kopuły na planie koła (o średnicy 14,5 m), mającej w przekroju postać ostrołuku o wysokości 13,5 metrów. Stamtąd krótkim korytarzem można przejść do niewielkiego prostopadłościennego pomieszczenia, które jest właściwą komnatą grobową. Konstrukcję przysypano ziemią w taki sposób, by utworzyć rodzaj kopca albo wzgórza. Wejście do grobowca poprzedzone jest długim, niezadaszonym korytarzem, którego ściany, stanowiące część zbocza owego wzgórza, wyłożone są kamiennymi płytami. Trzeba tu od razu dodać, że skarbiec Atreusza zyskał swoją sławę głównie ze względu na imponujące rozmiary oraz całkiem niezły stan[przypis]Całkiem niezły w porównaniu z innymi tego typu monumentami odnalezionymi w mykeńskich wykopaliskach. Nie zmienia to jednak faktu, że grób Agamemnona był rabowany już w starożytności i właściwie tylko częściowo, głównie dzięki pracom Schliemanna w l. 1878–1879, wiadomo, jakie elementy wystroju zdobiły dawniej jego wnętrze. Być może z tego powodu sepulkralny charakter budowli poszedł na długo w zapomnienie. Jeszcze na przełomie XVIII i XIX w. swoje zrobili Anglicy: największą niesławą okrył się wprawdzie postępek lorda Elgina, który kazał wywieźć do Londynu rzeźby i płaskorzeźby z Partenonu, ale zarówno Mykeny, jak i grób Agamemnona nie uniknęły podobnych rabunków. Wiadomo np., że przy wejściu do grobowca stały dwie kolumny, które wywiózł do Anglii markiz Howe Peter Browne, jak na ironię przyjaciel Byrona, który tyle gorzkich słów wypowiedział pod adresem Elgina. Trafiły one wpierw do Westport House w irlandzkim Westport, gdzie przeleżały w magazynach, aż w 1906 r. trafiły do British Museum, które na potrzeby Irlandczyków zgodziło się sporządzić kopie. Trudno w każdym razie ocenić, jak pierwotnie mogła wyglądać zewnętrzna architektura grobowca.[/przypis], w jakim budowla się zachowała, a nie za wyjątkowość rozwiązań architektonicznych: budowli tego typu, określanych po grecku jako tholos, można znaleźć sporo nie tylko w innych krajach basenu Morza Śródziemnego, a nawet zachodniej Azji, ale również w Mykenach i ich okolicach. Majestatyczny charakter grobu Agamemnona oddaje nie tylko kopuła, ale i samo, wysokie na ponad 5 metrów, wejście, z rzucającym się już z daleka w oczy wielkim trójkątnym otworem (tzw. trójkąt odciążający). Szczególne wrażenie robi umieszczona nad drzwiami kamienna belka nadproża; wspomniany już Richard Burgess tak opisuje swoje pierwsze spotkanie z grobowcem: „Wyczuwa się w »skarbcu Atreusza« powagę, która każe przytaknąć jego roszczeniom do trzech tysiącleci starożytności. Co prawda wejście zostało zbrukane stosem drobnych kamieni ułożonych wzdłuż drewnianego obramowania; o tym wszystkim zapomina się wszakże, gdy wchodzący spostrzeże nad swoją głową ważący 133 tony kamień[przypis]Jego wagę oszacowuje się współcześnie na 120 ton. Stephen Olin zauważa: „Nigdy dotąd nie widziałem ciosanego kamienia tej wielkości. Pytanie, jak w ogóle udało się go dostarczyć z kamieniołomu i usadowić w obecnym miejscu, musi kłopotać każdego obserwatora; kwestia te pewnie nigdy nie znajdzie rozwiązania” (Olin 1854: 130).[/przypis]. Po niezbyt obiecującym zewnętrzu kopca znalazłem się, ku memu zaskoczeniu, w przestrzennej okrągłej komnacie, mając nad głową sklepienie zmierzające do punktu, który wpuszczał, przez wyłom u wierzchołka, tak dużo światła, jak tylko było potrzeba, by oświetlić konstrukcję wnętrza, wykonaną z ciosanych kamieni” (Burgess 1835: 179). Słowackiemu, który w Mykenach zjawił się dwa lata po Burgessie, wejście do grobowca wraz z prowadzącym doń korytarzem musiało podobać się jednak znacznie bardziej, skoro uwiecznił je w swoim szkicowniku.

Ruch turystyczny, już wówczas wielce wzmożony, nie był jednak na tyle intensywny, by nie było szans na samotne kontemplowanie grobowca. Słowackiemu się udało, o ile oczywiście jego wspomnienie zawarte w liście do matki (napisanym po przeszło trzech latach od wizyty w Grecji, w listopadzie 1839 roku) nie było przejawem nadmiernej egzaltacji: „Czy wiesz, że ja siedziałem sam jeden całą godzinę w grobie Agamemnona i myślałem o moich blaszanych zbrojach, zalewając się łzami… A świerszcze polne płaczącemu mówiły: csyt… jak gdyby nimfy przeszłości nakazujące milczenie” (Sawrymowicz 1962: 430, podkr. moje – GM). Podobną sugestię znajdujemy jednak i Burgessa, który tak komentuje stan skarbca Atreusza: „Nowoczesny akwedukt, który przebiegał przez szczyt wzgórza, a także nieliczne wiejskie domostwa stojące w jego pobliżu, są obecnie w stanie ruiny, i nie zostało nic, co mogłoby zakłócać poczucie odosobnienia” (Burgess 1835: 180).

&amp;nbsp;

(2)

We wspaniałym poemacie Słowackiego[przypis]Jak wiadomo, data powstania Grobu Agamemnona pozostaje sporna – podobnie jak kalendarium całej, niewydanej zresztą przez poetę Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu, której pieśń VIII stanowi interesujący nas tekst. W Kalendarzu życia i twórczości Juliusza Słowackiego przyjmuje się, że pieśni I i III, a może i część pieśni dalszych, powstały na greckiej wyspie Syra, między 28 września a 22 października 1836 r. Dalszy ciąg Słowacki miał pisać już po wyjeździe z Egiptu (15 grudnia 1836) – domysł na podstawie obecności motywów egipskich w tekście Podróży. Przy czym, jak można wnioskować z rękopisu, poeta pracował nad nim jeszcze długo po wyprawie wschodniej. Co do samego Grobu Agamemnona, to przyjmuje się raczej terminus ante quem: 5 grudnia 1839 r., bo właśnie wówczas, na zebraniu Towarzystwa Literackiego w Paryżu, Słowacki czytał fragmenty Podróży i prawdopodobnie, jak można wnioskować z relacji świadków, do recytacji wybrał m.in. Grób Agamemnona. Oczywiście datą całkowicie nieprzekraczalną jest rok 1840, kiedy to poeta opublikował wiersz jako dodatek do Lilli Wenedy, choć i tu nie wszystko wydaje się jasne, zdecydował się bowiem na wydanie 126 wersów tekstu, podczas gdy w rękopisie edytorzy Dzieł wszystkich zidentyfikowali 192 wersy – i wszystko wskazuje na to, że Słowacki nie skończył jeszcze pisać utworu. Wersja krótsza przedrukowana została w t. IV Dzieł wszystkich (m.in. z Lillą Wenedą), dłuższa – w t. IX (jako pieśń VIII Podróży). Zakłada się w każdym razie, że warianty pieśni VIII zaczęły powstawać być może już przed przyjazdem do Jerozolimy (12 stycznia 1837), po czym Słowacki pracę przerwał, by powrócić do niej dopiero w roku 1839 w Paryżu. Więcej tu jednak domysłów niż pewników.[/przypis] występują tak naprawdę aż cztery groby. Obok tytułowego grobu Agamemnona mamy jeszcze Termopile, Cheroneę i bliżej niezidentyfikowany polski grób, będący synonimem klęski i upadku polskiego ducha; być może chodzi tu o Maciejowice lub w ogólności o powstanie listopadowe, choć zapewne takie sprecyzowanie nie jest z punktu widzenia utworu wcale konieczne. Zarówno Termopile (interpretowane przez Słowackiego jako militarna porażka, ale zarazem duchowy triumf Grecji), Cheronea (gdzie w 338 r. p.n.e. Filip II Macedoński położył kres niepodległości Grecji), jak i ów bliżej nieokreślony polski grób określane są słowem „mogiła”: „Mnie od mogiły termopilskiéj gotów/ Odgonić legion umarłych Spartanów”; „Więc jeśli koń mój w biegu się przestraszy, / To tej mogiły – co równa jest – naszéj” (Słowacki 1956: 74). Termopile są jednoznacznie i dobitnie przeciwstawione mogile cheronejskiej i mogile polskiej, pomiędzy którymi, jak wynika z ostatniego cytatu, poeta stawia znak równości, uznając je za wyraz sprzeniewierzenia się duchowi Grecji i Polski.

Klasyczne, z ducha strukturalistyczne interpretacje Grobu Agamemnona – świetną egzemplifikacją takiej lektury jest odczytanie zaproponowane przez Ryszarda Przybylskiego w jego Podróży Juliusza Słowackiego na Wschód – opierają się na wyzyskiwaniu kontrastów, opozycji oraz analogii w bogatej sferze symbolicznej poematu. Można tu przywołać kilka wybranych, najbardziej wyrazistych zestawień: Termopile – brak polskich Termopil, Cheronea–Maciejowice, nagi trup Leonidasa – czerep rubaszny naszej szlachty, polska „dusza anielska” – polska „Dejaniry paląca koszula”, aojda Homer – zagubiony poeta Słowacki, i tak dalej. W tak konstruowanej interpretacji, prowadzącej koniec końców głównie do wniosków o charakterze politycznym i społecznym (krytyka społeczeństwa polskiego, szlacheckiego rozpasania, elit, które doprowadziły kraj do upadku)[przypis]Leszek Libera, w niezwykle intrygującej interpretacji poematu, polemizuje z dość powszechnym poglądem, że Słowacki daje w nim upust swoim demokratycznym, antyszlacheckim i proludowym poglądom. Zdaniem komentatora, w czasie gdy powstawał poemat, Słowacki nie tylko takich poglądów nie wyznawał, ale i sam utwór jest wręcz konserwatywny w wymowie. Nie wypowiada się tutaj krytyki szlachty i „szlacheckiej duszy”, ale rubaszności, rozumianej głównie jako scudzoziemczenie emigracji; to jest dla Słowackiego podstawowy powód klęsk narodu. Zob. Leszek Libera, «Grób Agamemnona», w tegoż: Juliusza Słowackiego «Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu», Poznań 1993. Nie podejmuję jednak tej kwestii, gdyż nie jest ona przedmiotem niniejszego szkicu.[/przypis], zakłada się milcząco, że domyślny sens tekstu można w całej rozciągłości uznać za rezultat gier między symbolami i metaforami kulturowymi, które w tekście są immanentnie obecne i dopominają się jedynie o biegłego czytelnika, zdolnego właściwie je zdekodować. Samo więc miejsce, w tym przypadku pierwsza z czterech mogił – grób Agamemnona, musi być traktowane jako gotowy symbol, o mniej lub bardziej widomym znaczeniu, które domaga się eksplikacji. Załóżmy jednak, że naszym punktem wyjścia będzie samo miejsce – może się wówczas okazać, że sprawy się skomplikują, a skarbiec Atreusza wyswobodzi się z systemu opozycji, które zazwyczaj się konstruuje w nurcie klasycznych interpretacji tekstu. Niewykluczone, że wpadnie ono w rygor jakichś innych paraleli bądź opozycji, ale wnoszących już nowy, różny od zastanego, sens.

Powtórzmy zatem: jest niemożliwością, by Juliusz Słowacki, wstępując do grobu Agamemnona, nie wiedział nic o historycznych, a w związku z tym i nazewniczych kontrowersjach związanych z tym miejscem; nie chce – zupełnie świadomie – słuchać tej naukowej i racjonalistycznej gadaniny, i wstępuje do grobu Agamemnona, wstępuje nie w przestrzeń historii, ale mitu – lub, co najwyżej, historii zapośredniczonej przez mit. Jadąc z bedekerem, jakim były wspomnienia Chateaubrianda, Słowacki domyślał się z pewnością, że obcuje z pustym grobem, co nie przeszkodziło mu napisać, że trafił do miejsca, w którym Atrydów „popioły śpią pod świerszczów strażą” (Słowacki 1956: 73). Prowadzi nas to do pierwszego istotnego odróżnienia czy prymarnej opozycji (jednak!): spośród czterech wymienionych w poemacie grobów trzy mają charakter przede wszystkim historyczny, jeden – tytułowy, co również jest swoistym wyróżnikiem – leży na terytorium mitycznym, przy czym oczywiście samo rozumienie owej mityczności domaga się eksplikacji. Zwróćmy wpierw jednak uwagę na fakt, że tekst poematu nic o wspomnianych kontrowersjach historycznych nie mówi. Dla Słowackiego skarbiec Atreusza wydaje się być rzeczywistym miejscem spoczynku prochów Agamemnona. Ktoś mógłby wobec tego argumentować, że poeta, nawet wiedząc o problematycznym statusie miejsca, postępuje w taki oto sposób: doskonale zdając sobie sprawę z toczącej się debaty historycznej, zamierza jako autor empiryczny udawać, że jej przedmiot nie jest relewantny dla materii samego tekstu, i traktuje ów monument jako grób Agamemnona właśnie, wiążąc z nim, dającą się wyczytać z poematu, określoną symbolikę. Inaczej rzecz ujmując, wytwarza podmiot wewnątrztekstowy – wewnątrztekstowego Juliusza Słowackiego, który zasadnie, nie narażając się przy tym na krytykę, może przyjmować, iż grób Agamemnona to miejsce prawdziwie historyczne. Jak widać, przez wzgląd na rozróżnienie person mówiących (autor zewnętrzny – autor wewnętrzny) argument ten pozostaje w swej istocie strukturalistyczną próbą pojednania wewnętrznej symboliki tekstu, jak najbardziej dlań relewantnej, z zewnętrznym kontekstem historycznym, uznawanym za raczej irrelewantny, a nawet destabilizujący to, co z samego wiersza da się w miarę jasno wyinterpretować. Jakkolwiek by się odnosić do takiej argumentacji, to, że Słowacki w żaden sposób nie podjął zagadnienia realności grobu, pozostaje niewypowiedzianym, milczącym, ale przez to tym bardziej jeszcze znaczącym wyzwaniem rzuconym charakterystycznej dla wieku XIX świadomości historycznej. W końcu nawet dla czytelnika nieobeznanego ze współczesną poecie dyskusją, w każdym razie dla wszelkiego czytelnika zarażonego wirusem historycznej świadomości, dyskusji domaga się sam fakt bardziej legendarnego (czy literackiego) niż historycznego bytu Agamemnona, który koniec końców pozostaje przede wszystkim bohaterem eposów i podań mitycznych. Wypada więc podkreślić, że ostatecznie to sam tekst daje sygnały, iż Słowacki pisał raczej w niezgodzie ze strukturalistycznym dyskursem naukowym – i nie trzeba nawet powoływać się tutaj na zasadną sugestię, że wmawianie XIX-wiecznemu poecie XX-wiecznej świadomości teoretycznej może być wątpliwe. Miejsce puste w tekście (w tym przypadku – brak refleksji historycznej wiążącej się z grobowcem króla Myken) również dla strukturalisty jest miejscem znaczącym, bo jest właśnie miejscem w tekście, nawet jeśli ewokowanym bezsłownie. Wskazówki, że takim tropem jednak można, a nawet należy podążać, znajdujemy wszak w Grobie Agamemnona również w zwerbalizowanej postaci. Muza romantyczna, której poświęca się w poemacie tyle miejsca i często cierpkich słów (albo ironicznych, jak w niektórych fragmentach Podróży do Ziemi Świętej), przedstawiana jest jako niezdolna do podjęcia tematyki mitu, co oczywiście na pierwszy rzut oka może wydawać się zaskakujące, jeśli wziąć pod uwagę, jak wiele romantycy zawdzięczali starym legendom i baśniom, niekiedy przez siebie samych fabrykowanym (vide: genialne fałszerstwo Jamesa Macphersona). Słowacki wydaje się jednak kwestionować moc romantycznego języka poetyckiego w zetknięciu z takimi fenomenami, jak być może pusty grób Agamemnona czy góra koryncka, po której stąpali bogowie:

„O Muzo moja, jakże ty pozdrowisz

Górę – gdzie siedział Apollo i Jowisz?

&amp;nbsp;

O romantyczna Muzo, na kolana!

Bo ja ukłony mam tu dla téj góry

Od lipy wonnéj klasycznego Jana

I od śpiewaka dzieci i tonsury,

I od śpiewaka Potockich ogrojca,

I cichy… łzawy pokłon mego ojca”.

(Słowacki 1956: 77)

Można by tutaj konstatować, że i Grób Agamemnona jest miejscem, w którym Słowacki podjął ważne dla siebie zagadnienia „giętkości języka romantycznego”, tym bardziej – i jest to kolejny dowód wewnątrztekstowy, że grób Agamemnona i trzy pozostałe groby czymś się od siebie różnią – że problematyka podejmowana przez poetę w mykeńskiej „kopule podziemnej” jest w gruncie rzeczy diametralnie odmienna od tej, jaką Słowacki wiąże z symboliką Termopil, Cheronei i „naszej mogiły”: jest to problematyka poezji i poetyckiego powołania. Zatrzymanie się na kwestii adekwatności językowego przekazu wydaje się jednak przedwczesne i wysoce niesatysfakcjonujące, bo w tle podziału na grób Agamemnona i trzy pozostałe mogiły majaczy widmo świadomości historycznej, której nierespektowanie, a nawet po prostu pominięcie milczeniem, jest, jak zdaje się sugerować poemat, policzkiem dla romantycznej muzy. W przywołanym wcześniej fragmencie z Króla Ladawy głównie to właśnie zagadnienie, nie przypadkiem zresztą, przykuwa uwagę poety.

Co zatem wydarzyło się, gdy Słowacki „wstąpił w grób Agamemnona”? Przede wszystkim, zapanowała ciemność, i to ciemność kłócąca się z przekazami historycznymi, bo, jak czytaliśmy chociażby u Burgessa, światła było tam dość, „by oświetlić konstrukcję wnętrza”. Na to samo zwraca uwagę relacja Chateaubrianda: „Naprzód obejrzałem grób, któremu nadano miano grobu Agamemnona; jest to budowla podziemna, okrągłego kształtu, światło do niej dochodzi przez otwór w sklepieniu; zresztą niczym się nie odznacza, chyba tylko prostotą budowy. Wchodzi się tu przez rozkop przylegający do bramy grobowca; brama ta była ozdobiona pilastrami z niebieskiego marmuru, wyciosanego w pobliskich górach. Lord Elgin kazał otworzyć ten grób i wyrzucić ziemię, która zawaliła jego wnętrze. Niskie drzwi prowadzą z głównej izby do drugiej, mniejszej. Gdym się baczniej przypatrzył, zorientowałem się, że ta druga izba jest po prostu wykopana w ziemi za obrębem grobowca, bo nie ma w niej ścian marmurowych. Małe drzwi były zapewne drugim wejściem do grobowca […] Nic nie znaleziono w tym grobie i nie jest nawet pewną rzeczą, że to był ów grób Agamemnona, o którym wspomina Pauzaniasz” (Chateaubriand 1980: 81–82). Tym samym u Słowackiego realny kształt miejsca staje się niebywale dwuznaczny, przestrzeń zostaje poetycko przetworzona, by stworzyć scenę dla dramatu samotności, który rozegra się, gdy tylko ciemność zostanie złamana jednym jedynym promieniem światła, po tym, jak poeta zerwał liść małego dębu, rosnącego „na granitu zrębie, w trójkącie z kamieni”. Chodzi tu o trójkąt odciążający u wejścia do kopuły i w zasadzie wydaje się wątpliwe, choć to tylko niczym niepotwierdzony domysł, by Słowacki w ogóle był w stanie dostać się do rosnącego ponad pięć metrów nad ziemią drzewka (takie właśnie znaki zapytania pojawiają się za podszeptem świadomości historycznej). Promień słoneczny wdziera się do środka i zostaje uznany za sygnał poetyckiego powołania czy wręcz arcypowołania, które z jakichś powodów okazuje się jednakże nietrafione: gdy zerwał liść,

„Tylko się słońcu stała większa szpara,

I wbiegło złote, i do nóg mi padło.

Zrazu myślałem, że ten co się wdziera

Blask, była struna to z harfy Homera;

&amp;nbsp;

I wyciągnąłem rękę na ciemności,

By ją ułowić i napiąć i drzącą

Przymusić do łez i śpiewu i złości

Nad wielkiém niczém grobów i milczącą

Garstką popiołów: – ale w mojém ręku

Ta struna drgnęła i pękła bez jęku”.

(Słowacki 1956: 73)

Trzeba tu od razu powiedzieć, że interpretatorzy poematu właściwie nie czuli dotąd potrzeby, by wziąć na warsztat pewną – nazwijmy to w ten sposób – pozytywistyczną namacalność grobu Agamemnona, skontrastowaną z poetyckim przekazem poety. Grób Agamemnona miał dotychczas jedynie „namacalność” symboliczną; to nic, że poeta stawił się tam własną osobą i że jego kontakt z monumentem dalece wykraczał poza sferę symboli. Niewykluczone więc, że w „trójkącie z kamieni” rzeczywiście wzrastał młody dąb – nie ma jednak o nim mowy w żadnej ze znanych mi relacji, a przecież niektóre pochodzą z czasu, gdy budowlę wizytował Słowacki. Być może istnieją inne, które coś na ten temat mówią. I sprawa najważniejsza: co właściwie rozumie Słowacki przez „grób Agamemnona”? Gdzie on właściwie się znajduje, gdy powiada „Bom oto wstąpił w grób Agamemnona”? Czy w głównej komnacie pod kopułą, czy może we właściwej komnacie pogrzebowej, w owym małym i rzeczywiście zaciemnionym ossuarium? Same zagadki. Tekst poematu zdaje się sugerować, że poeta przepędza ową samotną godzinę – chciałoby się powiedzieć: godzinę myśli – właśnie w pomieszczeniu głównym. Ale niektóre drobiazgi zdają się z tym oczywistym domysłem kłócić, bo przestrzeń naszkicowana w poemacie jest zarazem zaciemniona i jakby zminiaturyzowana, bardziej odpowiadająca ossuarium, którego niskie wejście również jest ozdobione trójkątem.

Przyczyny niepowodzenia („struna drgnęła i pękła bez jęku”) zwykle upatruje się w tym, że w grobie Agamemnona Słowacki uświadamia sobie własną poetycką izolację: „Jego harfa jest niema, ponieważ wokół harfisty nie gromadzi się krąg słuchaczy” (Przybylski 1982: 29–30). W tej mierze samotność twórcy jest postrzegana w szerszej perspektywie romantycznej samotności twórczej, której być może najlepszy wyraz dał Mickiewicz („Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?”). Słowacki wszakże, choć mówi o swojej harfie jako niemej, nie mówi, że nie ma żadnego audytorium:

„Tak więc – to los mój na grobowcach siadać

I szukać smutków błahych, wiotkich, kruchych.

To los mój senne królestwa posiadać,

Nieme mieć harfy i słuchaczów głuchych

Albo umarłych […]”.

(Słowacki 1956: 73)

Słuchacze głusi albo umarli to również słuchacze. Głusi to ci, którzy z jakichś względów nie są już zdolni do przyjęcia poetyckiego przesłania Słowackiego, publiczność literacka, z którą on się rozmija. Umarli to nie tylko po prostu ci, których już nie ma, ale wymarzony krąg słuchaczy, którzy, jeśliby nadal żyli, nie pozostawaliby głusi. Jednym z kluczowych powodów głuchoty głuchych wydaje się, w kontekście refleksji obecnej w Grobie Agamemnona, odrzucenie przez tych, którzy pozostają w obrębie nowożytnej świadomości historycznej, kłócących się z nią realizacji artystycznych. Homerycka „struna drgnęła i pękła bez jęku” nie dlatego, że Słowacki nie był jej godny, ale że i ona sama nie miała już tak istotnej siły rażenia, nawet jeśli kilkadziesiąt lat po wizycie Słowackiego miał się pojawić w grobowcu Schliemann z Iliadą w ręku (notabene przedsięwzięcie niemieckiego archeologa wydaje się rozpaczliwym, choć zakończonym częściowym sukcesem usiłowaniem uzgodnienia przedwiekowej tradycji literackiej ze świadomością historyczną). W każdym razie głusi nie dostrzegają potencjału, jaki zawiera się w poetyckim przekształceniu, które nie daje się pogodzić ze świadomością historyczną, a jednocześnie – to bardzo istotne odróżnienie – nie stwierdza na wstępie, że jest baśnią, dowolną wariacją na temat historyczny, literacką parafrazą itp. W takich przypadkach bowiem świadomość historyczna nie zostaje w gruncie rzeczy nawet zaalarmowana, zadowalając się konstatacją, że to, co literackie i wyobraźniowe, zostało z chirurgiczną precyzją oddzielone od tego, co prawdziwe i niegdyś realne. Słowacki tymczasem, przewrotnie, każe czytelnikowi traktować tę rzeczywistość grobu Agamemnona nie jako twór fantazji, choć w znacznej mierze nim jest, ale jak jakąś najbardziej realną z realności, jak mit rozumiany jako „rzeczywistość przeżywana” (Bronisław Malinowski), właśnie tak, jak poezja Homera żyła za Homera. W tej sytuacji audytorium poety zostaje jaskrawo ograniczone, w zasadzie może mówić już tylko wśród duchów do duchów, w „sennych królestwach”. To jest właśnie owo „wielkie nic” grobów, idea, która w świecie świadomości historycznej jest „niczém”, ale z punktu widzenia słuchaczy w grobowcu jest zarazem czymś „wielkiém”. To doświadczenie wyobcowania, jakie pojawia się podczas wizyty w grobie Agamemnona, w grobie, o którym Słowacki zapewne wie, że jest grobem pustym albo po prostu jakimś innym grobem, ma więc w dużej mierze związek z rozpoznaniem konsekwencji narodzin nowożytnej świadomości historycznej, odbierającej zmyśleniu prawo do realnego działania w sferze społecznej i kulturowej, sprowadzonego przez ową świadomość do postaci „pięknego zmyślenia”, a więc rzuconego wyłącznie na pastwę estetycznego podziwu i odartego z wszelkiej aktywnej prawdy. Dlatego oprócz ciemności (tylko na chwilę przerwanej) w grobowcu panuje cisza i nakaz milczenia; nie chodzi tu jedynie o spłacanie daniny zwyczajnemu wymogowi uszanowania spokoju zmarłych – tu się mówi wręcz o końcu poezji:

„Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie

Przed nadgrobowém pochowane słońcem,

Jakby mi chciały nakazać milczenie,

Sykają. – Strasznym jest Rapsodu końcem

Owo sykanie, co się w grobach słyszy –

Jest objawieniem, hymnem, pieśnią ciszy”.

(Słowacki 1956: 72)

Nic dziwnego zatem, że przestrzeń rozmyślań Słowackiego w grobie Agamemnona jest inna od tej, którą powiązał z trzema pozostałymi mogiłami. Grób Agamemnona przepełniony jest symboliką okołopoetycką: „fantastycznie lutnia nastrojona” – przy czym „fantastycznie” kieruje nas tutaj raz jeszcze w stronę mitu; harfa złota; świerszcze, które zgodnie z wyobrażeniami starożytnych były łącznikiem między światem ludzi a światem muz. Dość powiedzieć, że sam grób Agamemnona zostaje przedstawiony jako „druidyczna z głazów wielkich grota”, a druidzi to dla Słowackiego przede wszystkim kapłani poetyckiego misterium.

Być może w tym postulowanym przez poetę pomoście w postaci mitu niweczącego proste dychotomie fakt–zmyślenie, prawda–piękno, pojawiające się za przyczyną historycznej i estetycznej świadomości, być może w owej społecznej aktywności prawdy literackiej upatrywać należy ewentualnego łącznika między rozważaniami z początkowej części poematu i tym, co następuje potem, gdy poeta, jakby go „wicher gnał błyskawicowy”, rusza ku Cheronei. Tylko poeta-druid jest w stanie wyinterpretować z mitycznych przekazów przeszłości, nie będących li tylko legendami i bajaniem, istotne prawdy, które pozwoliłyby upokorzonym Polakom i Grekom odkryć „w marmurowych kształtach piękną duszę”, jak mówi się o Leonidasie. Ale to jest już temat na inną opowieść. </document>
<document nplp_id="326" title="Pustynia" slug="pustynia">W języku polskim słowo „pustynia”, zanim stało się określeniem geograficznym obszarów, na których brak wody i roślinności, oznaczało miejsce niezamieszkane i rzadko uczęszczane przez ludzi. Jako takie było synonimem słowa „puszcza”, którego na określenia pustyni Afryki używał jeszcze często Maurycy Mann. Pas pustyń występuje na obu półkulach Ziemi na obszarach zwrotnikowych i podzwrotnikowych, bliżej zachodnich wybrzeży kontynentów. Największe pustynie świata to afrykańska Sahara, przedzielona Nilem na Pustynię Zachodnią i Wschodnią, Libijska, Wielki Erg Wschodni i Zachodni, Arabska, Nubijska, Kalahari, Syryjska, azjatyckie pustynie Kara-Kum i Kyzył-Kum i Gobi. Obszary pustynne występują na podobnych szerokościach geograficznych także w Ameryce Północnej, w Australii i wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Południowej. Pustyniami określa się często także obszary wiecznych lodów. Najbardziej znane pustynie to obszary pokryte przez piaszczyste wydmy, ale pustynie mogą być także żwirowate lub skaliste; często porasta je uboga roślinność. Romantycy zamiennie ze słowem „pustynia” używali także słowa „step” – w ich wyobraźni te obszary odsyłały do siebie nawzajem, podobnie jak ich mieszkańcy – Arabowie i Kozacy.

Do kultury polskiej pustynia jako miejsce odludne, a zarazem związane z krajobrazem Bliskiego Wschodu, weszło dzięki biblijnym opowieściom o wędrówce ludu wybranego do Ziemi Obiecanej, ucieczce Świętej Rodziny do Egiptu i kuszeniu Jezusa. Z pustynią wiążą się więc toposy błądzenia, wygnania, oczekiwania, samotności i kuszenia.

Polakom (od XVI wieku) najlepiej znane były skraje wielkich pustyń afrykańskich i pustkowia Syrii, które oglądali lub przemierzali podczas swoich pielgrzymek do Ziemi Świętej. Jako jeden z pierwszych widział je książę Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (Sierotka), który w czasie swej pielgrzymki w roku 1583 postanowił zwiedzić także Egipt i prawdopodobnie jako pierwszy Polak podziwiał widok na Saharę rozciągający się z piramid. Od początku XIX wieku coraz więcej polskich pielgrzymów i podróżników podejmowało podobną, coraz to dłuższą podróż do Egiptu, w górę Nilu, wracając następnie z karawaną przez Pustynię Wschodnią do Gazy lub nad Morze Czerwone. W ten sposób podróżować będą w 1836 roku Juliusz Słowacki, w 1842 Władysław Wężyk, w 1853 Maurycy Mann. Wielu pielgrzymów zwiedzało także przy okazji Liban i Syrię, aby zobaczyć Bejrut, Damaszek, zabytki monastycyzmu chrześcijańskiego czy ruiny Palmiry. Góry Libanu i pustkowia Antylibanu zwiedza na przykład w 1839 roku ksiądz Ignacy Hołowiński, którego interesuje także mieszkająca tam tajemnicza sekta Druzów. W 1846 roku Władysław i Zdzisław Zamoyscy jako pierwsi Polacy zdobywają niektóre szczyty pustynnego Półwyspu Synajskiego. W drugiej połowy XIX wieku wyprawy Polaków na Bliski Wschód stają się coraz częstsze: podejmują je na przykład poeta i orientalista Karol Załuski, prezes PAU Stanisław Tarnowski, archeolog Michał Tyszkiewicz, były filomata Ignacy Domeyko. Trasy ich podróży zbliżają się jednak do typowej marszruty współczesnego turysty, ograniczającej się do pasa przybrzeżnego, z rzadkimi wypadami do Palmiry, na górę Synaj czy w górę Nilu. Wyjątkiem są ekspedycje naukowe: w wyprawie do źródeł Nilu w 1847 roku bierze udział Leon Cienkowski (jej trasa wiodła przez Pustynię Nubijską do Berberu za IV kataraktą); Saharę bada entomolog Antoni Waga; Stefan Szolc-Rogoziński podróżuje z żoną-pisarką do Kamerunu; po Półwyspie Arabskim, a także do źródeł Nilu podróżuje Ignacy Żagiell.

Pod koniec XVIII wieku pustynie Afryki – nie tylko Egiptu, ale Tunezji i Maroka – oglądał Jan Potocki. Dotarł także do pustyni Gobi w czasie swojej podróży dyplomatycznej do Chin w 1805 roku. Spośród nielicznych Polaków, którzy widzieli w XIX wieku pustynie Azji, warto wymienić zesłańca Józefa Kowalewskiego – filomatę i orientalistę, oraz geografa Antoniego Giedroycia– uczestnika wyprawy amudarskiej w latach 1879–1881. Potocki, który jako pierwszy w literaturze polskiej inspirował się Baśniami tysiąca i jednej nocy, w opisach swych podróży wspomina szczególne przyjemności przebywania na pustyni – wsłuchiwania się w jej ciszę i doświadczania jej spokoju[przypis]O swoich wschodnich podróżach Potocki pisał w Podróży do Turek i Egiptu (tytuł oryg. Voyage en Turquie et en Egypte fait en 1784), tłum. pol. Juliana Ursyna Niemcewicza: Podróż do Turek i Egiptu, z przydanym Dziennikiem podróży do Holandii podczas rewolucji 1787, Warszawa 1789).[/przypis]. Potocki był jednym z pierwszych Polaków dogłębnie zafascynowanych kulturą arabską i przekazał swą pasję sławnemu siostrzeńcowi, Wacławowi Rzewuskiemu.

Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku przybywają na Bliski Wschód i przemierzają tamtejsze pustynie także polscy żołnierze i oficerowie w służbie Napoleona: generał Jan Zajączek, który administrował jedną z egipskich prowincji, Józef Sułkowski – adiutant Napoleona o szerokich zainteresowaniach naukowych. W latach trzydziestych przybywa tu Henryk Dębiński z misją wciągnięcia Egiptu w wojnę z Rosją; w latach pięćdziesiątych generał Józef Bem (Murad Pasza) prowadzi działalność polityczną w Syrii. W tym samym czasie wyprawy w te rejony podejmują pierwsi orientaliści wileńscy. Najwybitniejszy z nich to Julian Sękowski, wysłany w podróż naukową na wschód – do Syrii, Libanu i Egiptu, w roku 1819. Wyprawił się także w górę Nilu, do Nubii i Etiopii. Mieszkał dość długo w Kairze, uczył się dialektów arabskich i pracował nad przekładem Koranu. Wielu wileńskich studentów, także filaretów, pod wpływem romantycznej tęsknoty do egzotyki podjęło potem u niego studia na orientalistyce w Petersburgu: byli wśród nich między innymi Aleksander Chodźko, Antoni Muchliński, Ludwik Spitznagel i jego brat Aleksander. Od Sękowskiego czerpał motywy swych orientalnych utworów Mickiewicz, ale sam Sękowski był też pierwszym krytykiem stereotypowego obrazu Wschodu w literaturze: zwracał uwagę na nietrafność przedstawiania Arabów jako ludzi dzikich, podczas gdy są to ludy piśmienne, posiadające bogatą literaturę pisaną i sztukę.

Polscy podróżnicy mieli swój skromny udział w poznaniu obszarów pustynnych. Ważne odkrycia geograficzne na Pustyni Atacama poczynił Ignacy Domeyko, uczestnik powstania listopadowego, który po jego klęsce odbył studia górnicze w Paryżu. W pierwszej połowie XIX wieku, jako jeden z pierwszych Europejczyków, zapuścił się w głąb pustynnego Półwyspu Arabskiego potomek kresowych magnatów Wacław Rzewuski, którego wyjątkowa postać zapadła głęboko w wyobraźnię romantyków: Mickiewicz poświęcił mu Farysa, Słowacki Dumę o Emirze Rzewuskim, Wincenty Pol Hetmana Złotobrodego, Tymko Padurra Zołotają borodę, Michał Budzyński Wacława Rzewuskiego.

Rzewuski założył orientalistyczne czasopismo naukowe „Kopalnie Wschodu”, które ukazywało się w Wiedniu (1809–1820). W 1817 roku car powierzył mu misję odbycia podróży handlowej do krajów arabskich po konie, które zakupywano wówczas na skraju Pustyni Syryjskiej – legendarne kohejlany sprowadzał stamtąd od dawna ród Sanguszków. Z Syrii Rzewuski wyprawiał się przez kilka kolejnych lat na obszary Libanu, Palestyny i w głąb Półwyspu Arabskiego, wprawdzie nigdy nie docierając do Arabii Południowej (dzisiejszy Jemen), ale był jednym z pierwszych Europejczyków, którzy zapuścili się w okolice muzułmańskich miejsc świętych: Kaaby i Mekki (do której jednak jako niewierny nie odważył się wejść). Opis swoich podróży i wiedzę o krajach arabskich Rzewuski zawarł przede wszystkim w dziele Sur les chevaux orientaux et provenants des races orientales (powst. 1821–1831; wyd. pol., fragmenty, 1866)[przypis]Biblioteka Narodowa podpisała w 2012 r. umowę z partnerami z Kataru, której celem jest naukowe opracowanie i wydanie w ciągu czterech lat całości dzieła Rzewuskiego wraz z jego tłumaczeniem z języka francuskiego na język polski i arabski. Projekt finansuje Quatar Museums Authority, a jego kierownikiem naukowym jest prof. dr hab. Tadeusz Majda (UW), kurator zbiorów sztuki orientalnej Muzeum Narodowego w Warszawie.[/przypis]. Na tę rozprawę o koniach arabskich składają się także uwagi podróżnika i naukowca na temat języka, literatury i kultury arabskiej, spostrzeżenia etnograficzne i geograficzne. Rzewuski sporządził mapy okolic Mekki i rozmieszczenia plemion arabskich, interesował się także klimatem Półwyspu. Wiele informacji podawał za innymi pracami – Syria była w jego czasach znana Europejczykom dzięki relacjom Constantina F. Volneya, słynnego z opisu Palmiry, a Liban opisywali Ulrich Gaspar Seetzen, Jean Baptiste Rousseau i Johann Ludwig Burckhardt. Choć Rzewuski poznawał Półwysep Arabski przed jego słynnym badaczem, Anglikiem G.F. Sadlierem, opis jego wędrówek jest według opinii znawców rozczarowujący. Jego trasa wiodła z portu Dżidda na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Arabskiego do Basry i Omanu nad Zatoką Perską. Twierdził, że kilkakrotnie w rozmaitych kierunkach przebywał Pustynię Syryjską, ale nie pozostawił opisów marszrut w głąb pustyni, choć one byłyby najciekawsze – do czasów Rzewuskiego w górach Szammar nie był prawdopodobnie żaden Europejczyk.

Stosunek Rzewuskiego do mieszkańców pustyni był entuzjastyczny. Rozpisywał się o niezwykłych przymiotach beduinów: ich szlachetności, poczuciu godności, odwadze, bezpośredniości, szczodrości. Jego Arabowie to ludzie pozostający w roussowskim stanie natury, szczęśliwi i wolni. Rzewuski chwalił ich patriarchalno-paternalistyczny porządek społeczny. Dostrzegał w Arabach także żywiołową siłę uczuć i skalę namiętności nieznaną w Europie, ale Wschód był dla niego także ojczyzną geniuszów, kolebką nauk i sztuk. Uważał, że wrodzoną cechą beduinów jest zamiłowanie do poezji. Rzewuski rozumiał duszę Araba (mężczyzny) poprzez cechy arabskiego krajobrazu:

„Gorejące słońce, pustynia bez granic, noce bez chmurki, niebo wyiskrzone gwiazdami, wszystko to daje jego wyobraźni polot nieskończony. Nic też nie ścieśnia myśli Araba, bo wzrok jego nie trąca o żaden przedmiot. W ogromach nieskończoności buja żywa fantazja, a do wyrażenia jej służy najbogatszy język obrazowy i malowniczy […] Uczucie miłości, wspomnienie, tęsknice, żądze, wszystko to u niego olbrzymie, odpowiednie scenerii pustyni […] Czczość pustyni jest dlań jakby przedsmakiem wieczności. Lotem rumaka zbiega jej przestrzenie; wierny ten towarzysz niesie go w bój, wynosi z niebezpieczeństwa, przeczuwa, gdy mu coś grozi, ostrzega i powraca ze swoim panem okrytym sławą i kurzem do plemienia, gdzie go czeka ukochana małżonka”[przypis]Cyt. z rękopisów Rzewuskiego za: J. Bystroń, Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie 1147–1914, Kraków 1930, s. 94.[/przypis].

Arab Rzewuskiego to już Arab romantyczny, choć nie bajroniczny – reprezentujący żywiołowość wschodniej natury, uczuciowość nieskrępowaną konwencjami, wolne od konwenansów życie w dzikiej przyrodzie. Jest to człowiek prosty, z ludu, który zastąpił oświeceniowego bohatera Orientu – mądrego, choć zdolnego do okrucieństwa kadiego czy wezyra, występujących w utworach Potockiego. Żywiołowa pochwała pustyni, beduinów i ich koni była tematem wierszy Rzewuskiego, które często przyjmowały formę ody, jak na przykład wiersz Neżdi – Kohejlany: „O Pustyni kochana! Ojczyzno wolności! / Bułat, dzida i rumak: te są moje skarby. / Wdzięczne ku nim me serce w nich wszystko odkrywa / Witam was Köhejlany! Ozdobo Nedżadu”.

Rzewuski chętnie posługiwał się swoim arabskim imieniem Tadż al-Fahr (a także Abd al-Niszan) i nosił się z arabska. Jego legenda zaczęła powstawać na Kresach w latach dwudziestych XIX wieku, kiedy po powrocie z Arabii zamieszkał w swej posiadłości w Kuźminie na Ukrainie, gdzie miał słynną stadninę koni arabskich (to od koni sprowadzonych przez Rzewuskiego wywodzi się m.in. dzisiejsza stadnina w Janowie Podlaskim). Emir „jadł i spał przy koniu arabskim, nosił się po turecku, czytał z koranu, ściany arabskimi wężykami popisał, tylko wodą i fajką gości częstował […] ciskał dzirytem” – informował za poznańskim Tygodnikiem Literackim z lat czterdziestych Tadeusz Stecki[przypis]Tadeusz Stecki, Wołyń pod względem statystycznym, historycznym i archeologicznym, Lwów 1871 ( seria 2), s. 172.[/przypis]. Rzewuski zginął w powstaniu listopadowym, prawdopodobnie z rąk sławionych przez siebie i porównywanych do beduinów Kozaków. O sile jego oddziaływania świadczą legendy o jego ucieczce do Arabii – wiele lat później spotykano tam jeszcze samozwańców podających się za niego. Rzewuski, kojarzony ze swoją ukochaną pustynią i arabskimi końmi, przyczynił się do stworzenia w kulturze polskiej trwałego skojarzenia pustyni z Arabem i koniem.

Pierwsze polskie utwory romantyczne, w których tłem akcji jest pustynia, powstają z jednej strony pod wpływem legendy Rzewuskiego, z drugiej – bajronizmu. Pustynia – podobnie jak morze, góry i step – oznacza w nich bezkresną przestrzeń, czyli naturę nieskażoną cywilizacją, bytującą poza tworzonym przez człowieka historycznym czasem, który nie odciska w jej krajobrazie żadnego piętna. Pustynia, tak jak step czy morze, ma moc niszczenia i zacierania śladów ludzkiej działalności. Trwa poza czasem historii, ukazując jego względność i marność. Jako taka staje się dla romantyków kuszącą przestrzenią ucieczki od cywilizacji, jej praw i ludzkiego tłumu, a także przestrzenią możliwego doświadczenia transcendencji. Jednak w Słowackiego Ojcu zadżumionych (1838) czy później, w Listach z Afryki (wyd. 1893) Sienkiewicza, powracają jej biblijne konotacje, w których okazuje się przestrzenią śmierci. Arab staje się w romantycznej poezji figurą człowieka naturalnego, wolnego, ale zarazem – inaczej niż u Rousseau – naprawdę dzikiego: zdolnego do aktów okrucieństwa i barbarzyństwa. Projektowane na wzór Araba romantyczne ja staje się u Mickiewicza i Słowackiego obrazem egzystencji spontanicznej, niepoddającej się prawu, a także skłóconej ze światem ludzi i zbuntowanej, aż po nihilistyczne odrzucenie wszelkiego ładu moralnego.

Dla orientalnych, trudnych do zaklasyfikowania gatunkowego utworów Mickiewicza i Słowackiego – Farysa, Almotenabbiego i Szanfarego – charakterystyczna jest, jak zauważa Marta Piwińska[przypis]Por. Marta Piwińska, Złe wychowanie, Warszawa 1981.[/przypis], szczątkowa fabuła, w której zamiast opisu przestrzeni pojawia się opis pokonującego ją ruchu. Te utwory o pędzie, wysiłku i sile pokonującej przeszkody opisują, zdaniem badaczki, wysiłek ducha i ciała, który służy „celowości bez celu”. Farys Mickiewicza to jednak także utwór o rozkoszy doświadczanej w takim pędzie, o wysiłku „bezwysiłkowym”: dzięki porównaniu pustyni do morza możliwe staje się przedstawienie ruchu w pustyni jako absolutnie płynnego, nienatrafiającego na żaden opór i przynoszącego rozkosz. Szaleńcza jazda Araba po pustyni to afirmacja swobodnej ekspansji romantycznego męskiego ja, które z łatwością pokonuje wszystkie przeszkody w walce odczuwanej jako upajająca manifestacja własnej mocy. Ekspansywne ja Araba na koniu wdziera się w przestrzeń nieprzyjazną człowiekowi, aby doświadczyć siebie jako żywiołu i zaafirmować siebie jako żywioł. W końcowych strofach, osiągnąwszy zwycięstwo nad mocami władającymi pustynią, jeździec oddaje się rozkoszy ekstazy, swobodny – bierze we władanie przestrzeń niestawiającą żadnego oporu. Ekspansja ta mierzy także w niebo: „Myśl moja ostrzem leci w otchłanie błękitu, / Wyżej, wyżej i wyżej, aż do niebios szczytu. / Jak pszczoła topiąc żądło i serce z niem grzebie / Tak ja za myślą duszę utopiłem w niebie!” (Farys).

Marta Piwińska określa Farysa jako niezwykłą, ale porzuconą ścieżkę poezji polskiej, a także utwór zapowiadający Wielką Improwizację. Opis jazdy przez pustynię to zdaniem Piwińskiej „jeden z najdziwniejszych, najbardziej może świadomych siebie i halucynacyjnie pewnych własnej drogi etapów naszej poezji”[przypis]Tamże, s. 352.[/przypis]. Podobny opis jazdy bez celu pojawia się także w wierszu Almotenabbi – tytułowy bohater, choć jest cierpiącym niedolę wygnańcem, także doświadcza raczej rozkoszy „lotu” przez pustynię niż cierpienia: „Pókiż przez głuche piaski i przez dzikie lądy / Mam lecieć, za gwiazdami wypuściwszy wodze?” – skarga Almotenabbiego wydaje się raczej afirmacją jego losu wygnańca.

Pustynia jako krajobraz zostaje jednak w wierszach orientalnych Mickiewicza sprowadzona do kilku znaków: kruka, sępa, orła, palmy czy huraganu, a jego Arabowie są jeszcze Arabami Rzewuskiego, którzy dopiero u Słowackiego – w Szanfarym, Mnichu i Arabie – zmienią się w bajronicznych nihilistów. W Szanfarym i Arabie bohaterowie utworów opisują pustynię jako raj mizantropa-samotnika. Opisy pustyni w tych utworach to jednak także opisy tego, co przerywa jej monotonię: dzikiego wycia wiatru, burz piaskowych, chmur szarańczy, drapieżnych zwierząt. „Orzeł czarnopióry” nad pustynią zostaje przyrównany do „Araba-zbójcy”. Nocne ogniska na pustyni upodabniają ją do innego bezkresu – nieba, od którego staje się nieodróżnialna.

W Szanfarym – podobnie jak u Mickiewicza – pustynia to przestrzeń wolności zamieszkiwana przez dzikiego Araba. Bezkres przestrzeni stanowi schronienie dla samotnika pragnącego w pełni zamanifestować swoją nieokiełznaną żywiołowość i niszczycielską siłę. Arabowie są jak drapieżne zwierzęta, bo takimi uczyniła ich matka-pustynia, która nie może ich wyżywić. Bohaterem Mnicha jest zaś Arab, który pod wpływem estetycznego uniesienia nawraca się na chrześcijaństwo i zostaje zakonnikiem. Bajroniczność tej postaci polega na szeregu usprawiedliwionych w wyższym porządku zdrad: najpierw zdradza on swoich bliskich dla chrześcijaństwa, by na łożu śmierci odstąpić od wiary pod wpływem wspomnień szczęśliwej młodości na pustyni. Pustynia w tej wizji skrywa rozkosz i jest przestrzenią miłości. Szatan pod postacią utraconej kochanki roztacza przed mnichem kuszące obrazy pustynnych oaz. Mnich przeciwstawia śmierć wśród obojętnych zakonników rozkoszy śmierci w takiej oazie, w której natura zdolna jest do empatii: „Tam drzewa czują – tu ludzie jak głazy”. Piękno Araba jest w tych poematach sataniczne, jego serce jest zaś porównane do obumarłego koralu – paradoksalnie śmierć wewnętrzna okazuje się tu rodzajem wyzwolenia – zniszczone odruchy empatii pozwalają sycić się zemstą bez końca.
</document>
<document nplp_id="327" title="Łęcki Tomasz" slug="lecki-tomasz">


Pan Tomasz Łęcki […] Nosił nieduże wąsy białe i do góry podczesane włosy, tej samej barwy. Miał siwe, rozumne oczy, postawę wyprostowaną, chodził ostro. Na ulicy ustępowano mu z drogi – a ludzie prości mówili: oto musi być pan z panów. (I, 86)


Ten zdeklasowany szlachcic, z rodziny o dawnych korzeniach i chwalebnych tradycjach, nie posiada ziemi, czyli podstawowego źródła tradycyjnego finansowania wydatków szlachty (może sam ją postradał, a może utracił przy okazji carskich represji po powstaniu styczniowym). Przyzwyczajony za młodu do szastania pieniędzmi, roztrwonił majątek; w Lalce sprzedaje ostatnie źródło stałych dochodów – kamienicę czynszową. Pracować zarobkowo – nie potrafi i nigdy by się nie zgodził na taką ujmę na szlacheckim honorze. Więc utrzymuje dom na dawnej wielkopańskiej stopie, popadając w coraz głębsze długi. 
Prus tak ukształtował sylwetkę Tomasza Łęckiego, by sprawiał on wrażenie człowieka, który nie zdaje sobie sprawy z przyszłych konsekwencji swych lekkomyślnych poczynań finansowych. Kiedy jednak bliżej mu się przyjrzymy, łatwo zauważyć, że w dużej mierze są to świetnie utrzymywane pozory. Ten niby lekkomyślny birbant potrafi przecież wyzyskiwać innych – nie uciekając się do oszustwa wygrywa w karty (Wokulski chętnie wspomaga w ten sposób ojca ukochanej), radzi sobie z dłużnikami, wyłudza wyjątkowo wysokie procenty od kapitału, uzyskanego ze sprzedaży domu. I, mimo rozchodzących się plotek o jego bankructwie, umie odzyskać wysoką pozycję w towarzystwie – sprytnie wkręcając się w rolę współorganizatora interesu, o którego prowadzeniu nie miał pojęcia: arystokratyczno-mieszczańskiej spółki handlowej: […] pan Łęcki wziął Wokulskiego na stronę i jeszcze raz wypytał go o cel i znaczenie spółki, do której należał już całą duszą, ale nigdy nie mógł dobrze spamiętać, o co chodzi. 
Autor Lalki wyposażył bowiem pana Łęckiego w niezwykłą umiejętność gry pozorami. Fizjognomia jego była zawsze tak spokojna, a postawa tak dumna […]. Można odczytać tę postać jako wcielenie naiwnego utracjusza, który daje sobą powodować kaprysom losu; byłoby to jednak wyraźne uproszczenie. Należy raczej widzieć w nim mistrza samozakłamania: kogoś, kto zdołał uwierzyć, że wszystkie przybierane przez niego pozy są autentyczne, że z racji jego rodowej i towarzyskiej pozycji należy mu się od życia dużo więcej, niż innym. Jego egocentryczną postawę odzwierciedlają „dziwne” myśli, które nasuwają mu się na widok elegancko ubranego Wokulskiego: Wokulski jest to parweniusz, który za prawo noszenia białego cylindra powinien by mu płacić przynajmniej pięćdziesiąt procent od wypożyczonego kapitału. Łęcki staje się kabotynem: z góry, z pogardą lub łaskawością patrzy na wszystkich, a pobłażając samemu sobie wynajduje znakomite usprawiedliwienia dla swych zachcianek. 
Wszystkie jego intrygi spełzły jednak na niczym przez nierozwagę Izabeli, flirtującej na oczach Wokulskiego ze Starskim. Gdy kupiec zerwał zaręczyny, a spółka się rozpadła, Łęcki przestał się liczyć w towarzystwie i zmarł na atak apopleksji. 
Tomasz Łęcki jest w Lalce świetnym, zabarwionym satyrycznie, portretem z galerii upadającej pod koniec XIX wieku klasy szlacheckiej. Nieprzystosowany do egzystowania w nowej sytuacji ekonomicznej, respektujący przestarzałe maniery obyczajowe i poglądy w sprawach społecznych, starzejący się szlachcic należy do wymierającego gatunku. Pisarz kompromituje bez litości jego zachowania i wyznawane przez niego wartości. 

→ Pieniądz; → Spółka handlowa; → Szlachta. 
</document>
<document nplp_id="328" title="Machiny parowe" slug="machiny-parowe">Świat maszyn pokazywany jest w powieści z daleka, tylko raz dystans między głównym bohaterem a maszyną zmniejsza się do minimum: w nieudanej próbie samobójstwa, do której dochodzi pod Skierniewicami. Pracujące urządzenia widzi Izabela Łęcka, gdy we Francji zwiedza fabrykę, a raczej – gdy przygląda się przez kłęby dymów i obłok pary tajemniczemu obrazowi, który jednocześnie zaciekawia i wzbudza odrazę. Jest to obraz przede wszystkim wizualny, ale bogaty także w różnorodne komponenty akustyczne (krwawa łuna, warczenie kół, jęki miechów, grzmot młotów i niecierpliwe oddechy kotłów), na tyle wyrazisty i zapadający w pamięć, że powróci jeszcze jako wspomnienie, nakładając się na turkot dorożki, jaki w warszawskim mieszkaniu dobiega do uszu panny Łęckiej. Z perspektywy paryskiej ulicy poznaje Wokulski pracę maszyn napędzających „przelatujące” Sekwaną parostatki. Tu także w kompozycji literackiego obrazu ważną rolę odgrywa dym – wymowne świadectwo wykonywanej przez mechanizmy pracy, a zarazem element, który wnosi do przedstawienia aurę tajemniczości, niepoznawalności i ulotności. Wokulski zbliża się do pracującej maszyny tylko jeden raz, ściślej mówiąc: pozwala, by zbliżyła się do niego maszyna, bo chodzi o lokomotywę na czole pociągu. Rozpędzony skład mija bohatera w najmniejszej odległości, lokomotywa „przelatuje” tuż obok, zostawiając za sobą ślad pary i – co bardzo znaczące – popiołu. W kluczowym dla powieści momencie Prus portretuje pracującą maszynę z bliska – jako instrument służący niszczeniu, nie budowaniu. Jasne barwy pojawiają się w dość nieoczekiwanych kontekstach. Dzieje się tak w porównaniach, gdy Wokulski myśli o węglu, który – jak serce – ożywia okręt, oraz gdy w sprawności i szybkości ruchów subiekta Szlangbauma Rzecki dostrzega podobieństwo do maszyny parowej. Przede wszystkim jednak w utopijnym projekcie machiny latającej, która mogłaby zmienić bieg historii.</document>
<document nplp_id="329" title="Magdalenki" slug="magdalenki">– Aha! – mówił [Wokulski] – list mojej magdalenki i jej opiekunek [...] (I , 502)
Magdalenkami potocznie nazywano dziewczęta, które po różnych życiowych perypetiach trafiały do tzw. zakładu poprawy prowadzonego przez Siostry Świętej Marii Magdaleny od Pokuty. W Warszawie miał on siedzibę przy ulicy Żytniej 1. W Przewodniku po Warszawie z 1873 r. pisano, iż instytucja, utrzymywana z funduszy prywatnych, jest miejscem przytułku dla kobiet upadłych chcących się z upadku swego podnieść. W tym też celu zakład Magdalenek daje im opiekę i zachętę moralną, a po nabyciu przekonania o poprawie penitentki zapewnia jej byt przez wynalezienie odpowiedniej pracy, nie przestając jednak i nadal rozciągać nad nią nadzoru.
Wokulski, aby pomóc dziewiętnastoletniej „upadłej” Marii, polecił ją listownie pod opiekę Sióstr Magdalenek. W czasie pobytu dziewczyny w zakładzie poprawy był informowany o jej postępowaniu i nauce praktycznych umiejętności, np. krawiectwa. Maria odznaczała się pobożnością i posłuszeństwem, po opuszczeniu zakładu ustatkowała się i wyszła za mąż.
Patronką Zakonu była św. Magdalena, dlatego często w zakonnej ikonografii prócz krzyża osadzonego na skale, występują jej atrybuty: lilia – symbol czystości, znak nawrócenia Magdaleny i balsaminka – naczynie zawierające wonne olejki, którymi obmywała nogi Chrystusa. Strojem sióstr był habit i szary welon.

→ Dobroczynność; → Maria (Marianna).</document>
<document nplp_id="331" title="Paryż – mapa główna" slug="paryz">Wybierz interesujące Cię hasło z mapy lub z poniższej listy:

&amp;nbsp;

	
Paryż. Collège de France

	
Paryż. Wyspa Świętego Ludwika

	
Paryż. Mała Polska

	
Paryskie adresy Mickiewicza

	
Paryż. Stolica znaków i polscy romantycy

</document>
<document nplp_id="332" title="Pornic" slug="pornic">Zdumiewające, że właśnie w Pornic, podążając śladem Juliusza Słowackiego, Czesław Miłosz uzmysłowił sobie siłę ekonomicznych zależności i przynajmniej na moment stał się marksistą:

„Tu w Pornic (Loire Atlantique) – pisał w lipcu 1960 roku do Thomasa Mertona – znowu czuję przypływ fali obrzydzenia. Ta potęga pieniądza – od pokoleń, jako że francuska burżuazja liczy sobie kilka stuleci – przekształcająca i zatruwająca wszelkie międzyludzkie stosunki. Skarży się Pan na Amerykanów i nie myli się Pan w tym, ale mnie się wydaje, że we Francji potęga pieniądza jest większa, bardziej podskórna, przenikająca wszystkie tkanki, tylko że negatywnie, w postaci strachu, skąpstwa, po prostu siedzenia na bogactwach nagromadzonych przez przodków. Te wille wzdłuż wybrzeży, te olbrzymie apartamenty w Paryżu, puste przez większą część roku, komody pełne dóbr wszelkiego rodzaju etc.” (Merton/Miłosz 1991: 71).

Widomy to znak. Objawienia nie zapewni wspólnota wileńskiej młodości. Podobne, prawnicze wykształcenie to stanowczo za mało. Ba, nie pomaga łączący los wygnańca ani nawet fakt bycia Poetą. Do bóstwa i duchów nie zbliża również tożsamość miejsca i krajobrazu. Względna, bo Miłosz odwiedzał już oczywiście inne Pornic: dzisiejszy obserwator zwróci uwagę na mnogość prywatnych łodzi zacumowanych na wybrzeżu, upstrzone neonami kasyno, duże pole golfowe i gigantyczną rezydencję, w której mieści się znane w całej Francji centrum talasoterapii. Symbolicznym obrazem zmiany jest lokal sieci McDonald’s, w którym 14 kwietnia 2000 roku Rewolucyjna Armia Bretońska przeprowadziła niegroźny zamach bombowy – jak gdyby nie dość dobrze pamiętając, że w 1910 roku przepędzał czas w Pornic największy rewolucjonista naszych czasów, Włodzimierz Lenin. W istocie rzeczy jednak Słowacki i Miłosz odwiedzili zupełnie różne miejsca z innej jeszcze przyczyny. Nie tyle z powodu przemian cywilizacyjnych (Miłosz mówi przecież o wielopokoleniowej ciągłości francuskiej burżuazji), ile za sprawą wyjątkowej wyobraźni poetyckiej Juliusza Słowackiego.

Pornic to niewielka miejscowość w Bretanii, nad samym Atlantykiem, w pobliżu ujścia Loary. Dziś liczy około 11 tysięcy mieszkańców; w połowie XIX wieku była to w zasadzie duża wioska, z populacją nieznacznie przekraczającą liczbę 1000 osób. Choć korzenie miasta sięgają antyku, to niejako właściwym jego aktem erekcyjnym stało się wzniesienie fortecy, której zadaniem była ochrona portu i doliny przed najazdami wikingów. Fortecę, rozbudowaną do postaci warownego zamku, postawił hrabia Alain Barbetorte, wnuk ostatniego króla Bretanii. Znacznie później budowla zyskała miano „zamku Sinobrodego”: w XV wieku jej właścicielem został Gilles de Rais, uznawany za pierwowzór tej postaci. Swoją renomę miasto zawdzięczało głównie staremu portowi (nazwa Pornic wywodzi się z galijskiego „porniti”, co znaczyło „port”) i walorom leczniczym, jakie wiązano z tamtejszym powietrzem i kąpielami w morzu. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Słowacki wojażował nad ocean, powiadał Georges Touchard-Lafosse:

„W okresie letnim Pornic cieszy się dość dużą popularnością wśród kąpielowiczów. Żadne uzdrowisko bretońskiego wybrzeża nie może w istocie lepiej im się przysłużyć, gdyż, jeśli nie liczyć kąpieli w morzu, w pobliżu miasta – chociaż w gminie Clion – znajduje się pewne mineralne źródło solno-żelazowe, którego wody są z powodzeniem stosowane przy różnych chorobach, szczególnie przy obstrukcjach” (Touchard-Lafosse 1851: 401)[przypis]Fragmenty cytowane za źródłami obcojęzycznymi podaję w przekładach własnych (GM).[/przypis].

Twierdzi autor, jakkolwiek brzmi to jak swoista miejscowa legenda, że „miejscowość Pornic słynie ze znakomitych marynarzy, stamtąd się wywodzących; armatorzy tam właśnie znajdują kapitanów do dalekich rejsów”, a sami mieszkańcy Pornic „są żywi i pracowici; zdrowe powietrze, którym oddychają, zapewnia im czerstwe i pełne rozkwitu zdrowie; mają dobrą krew. Kobiety, ogólnie rzecz biorąc, są dosyć ładne i schludne: zwłaszcza młode dziewczyny mają wiele blasku i świeżości” (Touchard-Lafosse 1851: 402).

Obie te kwestie – marynarska i kobieca, ze szczególnym uwzględnieniem tej ostatniej – znajdują wszak odzwierciedlenie w innych źródłach. „W klimacie pośrednim, ni to północy, ni południa, ni to Bretanii, ni Wandei, śniłem z rozkoszą, czułością i powagą o schronieniu w Pornic, o jego dzielnych żeglarzach i pięknych dziewczętach” – wspominał Jules Michelet. Z kolei Chopin we wrześniu 1833 roku wzdychał w liście do Auguste’a Franchomme’a: „A wieśniaczki z Pornic!” (tak w cyt. edycji) (Sydow 1955: 228). To właśnie po pobycie w Pornic w czerwcu 1855 roku Robert Browning napisał poemat Gold Hair. A Story of Pornic, z na poły wyśnioną przez siebie postacią martwej dziewczyny, która na łożu śmierci rozkazuje, by nie tykano jej złotych włosów. Dziewczyna przypomina anioła:

„Oh, the beautiful girl, too white,

Who lived at Pornic, down by the sea,

Just where the sea and the Loire unite!

And a boasted name in Brittany

She bore, which I will not write.

&amp;nbsp;

Too white, for the flower of life is red;

Her flesh was the soft, seraphic screen

Of a soul that is meant (her parents said)

To just see earth, and hardly be seen,

And blossom in Heaven instead”.

(Browning 1864: 27)[przypis]Strofy te, w nieco lichym przekładzie, można by oddać następująco: „Ach, cudne, lecz nadto blade dziewczę, / Któreś żyło w Pornic nad morzem, / Tam, gdzie Loara z morzem się jednoczy! / W Bretanii imię jej / Było sławne, lecz ja zbędę je milczeniem. / Nadto blade, jako że kwiat życia skrzy się czerwienią; / Jej ciało było kruchą, seraficzną przesłoną / Ducha, któremu przeznaczone (jak mawiali jej rodzice) / Widzieć ziemię, lecz samemu pozostać w cieniu, / A za to rozkwitnąć w niebie”.[/przypis]

W dziwny sposób z wizją poety skorelowany jest sen, który kilkadziesiąt lat później analizował Freud. Markizowi d’Hervey de St. Denis śniła się kiedyś kobieta o złotych włosach: „We śnie kobieta ta wydawała mi się znajoma, sądziłem nawet, że nieraz ją widywałem. Kiedy się obudziłem, jej twarz jeszcze żywo miałem w pamięci, wcale jednak nie mogłem sobie przypomnieć, kto to. Znowu zasnąłem, znowu nawiedził mnie ten sam obraz senny. Tym razem zagadnąłem ową damę, spytałem ją, czy już nie miałem przyjemności jej widzieć. «Ależ tak – odparła – proszę sobie tylko przypomnieć kąpielisko w Pornic». Zaraz się obudziłem – teraz umiałem dokładnie przypomnieć sobie wszelkie szczegóły, z którymi wiązał się obraz tej uroczej buzi” (Freud 1996: 26).

Do tej krainy, która okazała się dlań miejscem snów i wizji, Słowacki przybył dwukrotnie: najpierw spędził w Pornic cały wrzesień 1843 roku, by rok później wrócić na lipiec i sierpień. Relacje o tych pobytach znamy głównie z listów poety do matki, do Joanny Bobrowej i malarza Wojciecha Stattlera oraz z prowadzonego od chwili pierwszego wyjazdu Raptularza. Szczegóły pornickiego krajobrazu, swoiście przemienione, odnajdujemy w tekstach, które Słowacki napisał w samym Pornic lub pod wpływem reminiscencji; głównie chodzi tu o Genezis z ducha, wiersze Do pastereczki siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad Oceanem i Patrz nad grotą, a także o pozostawione w nieładzie karty, które wydawcy opatrzyli tytułami Dzieje Sofos i Heliona, Dialog troisty, Dialog jednolity czy Początek poematu o tajemnicach genezyjskich. Z żadnego z tych źródeł – ani też z tekstów, jakie pozostawili współcześni Słowackiego i badacze – nie dowiadujemy się tak naprawdę, dlaczego poeta pojechał do Pornic i czemu wybrał właśnie Pornic. Spróbujmy podjąć obie kwestie.

Miasto było podówczas dość już znane i ta prawie obiegowa wiedza mogła dotrzeć do uszu Słowackiego. Pochodząca z 1841 roku relacja Auguste’a Guilmina sugeruje, że gwiazda Pornic rozbłysła dość nagle: „przed dwunastu jeszcze laty mało było znane jako miejscowość kuracyjna” (cyt. za: Kowalczykowa 2014: 80). Podobnie, ale znacznie później, konkludował Ferdynand Hösick: „Była to miejscowość kąpielowa, nad Oceanem, dość modna podówczas, tak mniej więcej, jak dzisiaj Dieppes lub Dinard” (Hösick 1897: 279). Zgodnie z powszechnie akceptowanym przekonaniem, Słowacki jechał do Pornic podreperować nadwątlone zdrowie. Jest to jednak ten rodzaj wiedzy, który sam siebie tłumaczy (a więc może i niczego nie tłumaczy) na podstawie wzmianek Słowackiego i jego znajomych o postępującej u niego chorobie. Stattler, który widział go tuż przed wyjazdem, wspominał: „W ogóle wydawał się być ruiną dawnej świątyni, której ledwo drobne ślady pozostawały, a każde z osobna o innej części gmachu i o innym użytku mówiły” (Stattler 1873: 283). Sam poeta informował matkę w październiku 1843 roku: „[…] zawędrowałem nareszcie do małej mieściny nad Oceanem, gdzie wiele ludzi zjeżdża się na morskie kąpiele; mnie samemu przypadały one do smaku i moje ciało-kwiat potrzebowało odwilżenia…” (Sawrymowicz 1963: 19). Nic dziwnego, że przyczyna podróży była sama przez się zrozumiała; można ją było skonstatować albo wprost: „Morskie kąpiele miały dodać mu sił” (Kowalczykowa 2014: 79), albo nieco poetyczniej, puszczając wodze wyobraźni: „Jego suchotniczy wygląd, jego zapadnięte policzki i gorączkowo pałające oczy, budziły obawę, że poeta może umrzeć wcześniej, aniżeli przywiduje […]” (Hösick 1897: 278). Jeżeli tak, to Słowacki wybrał się do Pornic pod wpływem dość rozpowszechnionej wiedzy o uzdrowisku lub za czyimś podszeptem: np. Joanny Bobrowej, jak wzniośle mniemał Hösick, albo też rodziny Czartoryskich (Słowacki poznał Witolda Czartoryskiego w 1842 roku), która również jeździła do Pornic. Choć w tym przypadku mogło być odwrotnie: to Słowacki mógł zareklamować Witoldowi Pornic, a Czartoryscy w 1844 roku udali się tam prawie w tym samym czasie, co poeta. Pobudki zdrowotne nie wymagały żadnego tłumaczenia do tego stopnia, że wszystko to, co później miało przydarzyć się poecie, jawiło się jako zbieg okoliczności. Tak przynajmniej mniemał Juliusz Kleiner, którego zdaniem Słowacki wybrał się nad ocean, „nie przeczuwając zapewne, iż Pornic stanie mu się drugą Ziemią Świętą” (Kleiner 1999: 192). Jechał w tym samym celu, co Tytus Chałubiński w dwadzieścia kilka lat potem: spodziewając się poprawy[przypis]„Wziąłem tu dwie kąpiele morskie. W ogóle zawsze one mi dobrze robią. Co prawda, jednak więcej się spodziewałem poprawy. Cóż robić. Trzeba się i tym cieszyć, co jest” (Chałubiński 1970: 86). Z listu do Aleksandra Balickiego (9 września 1868).[/przypis].

Ale może i czegoś więcej spodziewał się po tym wyjeździe. Albo wręcz czegoś innego. Że się spodziewał, tego możemy być pewni:

„Zapach Oceanu, kolor jego zielonawy, brzegi Porniku takie, jak widziałem je w imaginacji czytając Walterskotowego Pirata, to jest szare, skaliste, okryte chwastami; natura obca, ale znajoma, bo widziana kiedyś przeczuciem, zapragniona sercem […]” (podkr. GM) (Sawrymowicz 1963: 19).

Zbyt małą dotychczas przywiązywano wagę do tego fragmentu. Pornic nie tylko że już dawniej chodził Słowackiemu po głowie, ale do tego jeszcze w trakcie jego zajęć czytelniczych. Akcja powieści Scotta nie toczy się w Pornic. W książce próżno nawet szukać tej nazwy. Co można w niej znaleźć? Na przykład opisy walk spienionego morza ze skałami szkockiego archipelagu Szetlandów: wyspa Mainland „iest zakończona przylądkiem niezmierney wysokości, zwanym Sumbugh; który swem czołem i nagiemi boki opiera się rozhukanym wód bałwanom” (Scott 1830: 1–2). Takich obrazków – a warto dodać, że przedstawiając osadę Jarlshof, Scott mówi o opuszczonym zamku, kilku nędznych chatach i dwóch czy trzech łódkach rybackich – jest w książce znacznie więcej. Słowacki napisze później w [Próbach poematu filozoficznego]: „rozhukane / Bałwany – pełne tajemnic morze” (Słowacki 1955: 96). Czy na tym właśnie mu zależało, aby widzieć bretońskie brzegi Atlantyku na modłę powieści Scotta? I czy mógł w Pornic zyskać coś poza krajobrazem?

„Podejrzewam, że w Bretanii schroniły się moce, które pomogłyby w dokonaniu się rytu przejścia […]” – pisał Krzysztof Rutkowski (Rutkowski 1993: 105). Słowacki istotnie mógł chcieć jechać do Bretanii lub Normandii właśnie pod wpływem celtyckich podań i legend (których niemało też u Scotta), licząc, że właśnie tam może się dokonać cudowna transgresja. Cezary Jellenta sądził, iż druidyczny charakter Bretanii był właśnie tym, co Słowackiego przyciągało w sposób szczególny. „Ten brzeg oceanu, tak często potem majaczejący w bezmiarach Słowackiego, dawał mu swój pomruk wszechświata, natchnienie do koniecznych zadum, wibracyę dla jego muszli Trytona, brzmiącej ogromem” (Jellenta 1911: 55). Nic dziwnego, że Słowacki sam miał czuć się druidem, a za największą Druidessę uznawać – zdaniem Jellenty – Polskę. Od samego poety wiemy, że taka była pobudka jego drugiego wyjazdu: „Pierwszego lipca wyjeżdżam znów nad Ocean do Pornik i nie tyle dla zdrowia, ile dla pewnego druidycznego monumentu, gdzie przeszłego roku zakląłem dawne cienie krwawych kapłanów…” (z listu do Joanny Bobrowej, 6 czerwca 1844 roku; Sawrymowicz 1963: 45).

Ale autor Genezis mówi też, że chciał czegoś więcej, że tamtejszą naturę widział przeczuciem i zapragnął sercem. Znamy słowa, w których Słowacki zapowiedział swój wyjazd w 1843 roku. Znamy, ale i nie do końca, ponieważ pochodzą one ze wspomnień Stattlera, spisanych dokładnie 30 lat później. To szmat czasu i pamięć tych, co zapisują, nie zawsze jest wiarygodna. Tu jednak mamy do czynienia z czystą poezją, z nierozstrzygalną zapewne zagadką, i Słowacki z pewnością mógł coś takiego powiedzieć, a to coś – nie zostać zapomniane czy przekręcone:

„Malując jego portret, dostrzegłem w jego spojrzeniu całą potęgę widzenia, a na ustach jego całą moc lania obrazami bez końca. Wspomniałem o tem, a on, w odpowiedzi, położył tylko gorejącą dłoń swoją na mej dłoni. – Muszę pojechać nad Ocean, rzekł, by zmaleć, by ostygnąć” (Stattler 1873: 283).

Czy chciał ostygnąć z gorączki („gorejąca dłoń”), czy raczej z tej potęgi widzenia? Czy właśnie po niej oczekiwał pomniejszenia, skarłowacenia? Czy więc liczył, mając w pamięci „szare, skaliste, pokryte chwastami” brzegi oceanu, że dzięki tej podróży jego literacki język stanie się silny nie umiejętnością „lania obrazami bez końca”, ale wypowiedzenia trzech słów, które zatrzęsą bryłą świata? Jedna rzecz zmalała na pewno. To przestrzeń miasteczka, którą szkicował Słowacki. Jego intymna, mistyczna przestrzeń.

Zdaniem Aliny Kowalczykowej cały świat w Pornic jest dla Słowackiego świadectwem ducha. Przekonanie to wydaje się słuszne do chwili, w której uświadomimy sobie, że w tych opisach pozostawionych przez Słowackiego praktycznie nie ma świata. Przestrzeń wycofała się albo uległa degradacji. Widać nagle, że w Pornic duch Słowackiego wrócił do pierwotnego momentu istnienia ducha i jego świadomości. Nie ma tu przestrzeni: uformowanej, jasnej, pełnej.

Miasteczko pozostaje ukryte, a Słowacki nie widzi nawet zamku, który jako pierwszy przykuwa uwagę turystów. Jest tylko morze, a z nim skały i gwiazdy, wszystkie wszak symbolicznie przemienione. Skały i ocean muszą być, bo w skałach, jak w egipskich mumiach (porównanie Słowackiego), zakonserwowany jest pierwotny duch, a w łonie oceanu „odbywały się pierwsze tajemnice organizmu” (Słowacki 1954: 50). Poeta narzuca nam czasoprzestrzeń zerowego momentu historii ludzkości i świata; oto jesteśmy w chwili, w której dopiero rozpoczyna się praca form. Nie jest to jednak absolutna rezygnacja z siebie i ze swojej rzeczywistości, znana z objawień mistyków: „Zapomnienie świata i wszystkiego oprócz BOGA” (Pascal 1962: 77), „Zapomnieć wszego stworzenia, / Pamiętać na Stwórcę swego” (św. Jan od Krzyża 1986: 85). Przestrzeń wycofuje się do jedynie koniecznych składników. To, co zostaje (ocean, skały, gwiazdy), to tylko symbole samoświadomości ducha. Słowacki potwierdza to wycofanie się czy skarłowacenie w notatce dorzuconej do Genezis: „[mówię] «jam», nie «ja», bo ja osobą jest, a tam osoby nie było jeszcze” (Słowacki 1954: 89). Duchy więc dopiero proszą Boga o formę, świat jest niewidzialny i czeka na ukształtowanie: „O! duchu mój, w bezkształcie więc twojego pierwszego zawiązku była już myśl i czucie” (Słowacki 1954: 52)

Dlatego Słowacki może mówić, że „duch mój […] zamienił punkt jeden niewidzialnej przestrzeni w rozbłysk sił magnetyczno-attrakcyjnych” (Słowacki 1954: 47) i że tłum duchów „ziemię [mu] zamienia w jakieś niewidzialne królestwo” (z listu do Joanny Bobrowej z 18 lipca 1844 roku; Sawrymowicz 1963: 48). Że zaś morze i skały mają charakter czysto symboliczny, przekonuje nas sam poeta: „[…] w szumie morza słychać ciągły głos pracującego na formę Chaosu […]” (Słowacki 1954: 47). Skały zaś nazywa raz to bezdnem, raz to druidyczną kopułą, pod którą skrywają się duchy.

Ten posępny cypel, to odludzie – jak Słowacki mówi o Pornic w liście do Stattlera z 15 stycznia 1844 roku (Sawrymowicz 1963: 30). Istotnie, w relacjach poety praktycznie nie ma ludzi. Entuzjastycznie wprawdzie wypowiada się o mieszkańcach Pornic: kiedy wracał tam w 1844 roku, wszyscy mieli go pamiętać, kiedy wyjeżdżał – z rozrzewnieniem żegnać. Ale wszyscy oni byli ludźmi z tego świata. Do wizji nie mieli już dostępu i kiedy Słowacki siadał na „skałach osypanych złotą i srebrną miką” (z cytowanego już wcześniej listu do matki z 2 października 1843 roku; Sawrymowicz 1963: 20), tracili realny byt. Oczywiście za sprawą poety: siłą swoich wizji przywracał Pornic do pierwotnej postaci, do chaosu, jaki rządził tu, gdy o tak mile przezeń wspominanym hiszpańskim małżeństwie czy miejscowym doktorze nie mogło być jeszcze mowy. Kiedy Mistrz mówi do Heliona: „Widzisz tam groby pornickiego cmentarza, a tu bliżej wianek dzieci rumianych nad morzem” (Słowacki 1954: 231), zaraz dodaje, że groby są puste, a ludzie są duchami, którzy je opuścili. Nie dziwią więc zapisy, w których poeta oznajmia, że był w Pornic otoczony „tłumem słuchaczów” albo „tłumem znajomym duchów”. Jedyna osoba, jaką spotyka Słowacki, to wypasająca krowę pastereczka; nie jest to jednak – jak wiemy – pastereczka, ale sam Król-Duch. Lub może raczej Matka Boska, bo wiersze, w których pastereczka została opisana, czerpią sposób obrazowania z wizji Dziewicy, jaką w Apokalipsie (12, 1) daje św. Jan.

Słowacki na pierwszy rzut oka w ogóle nie kłopocze się kwestią językowego przekazu wizji. Nie pojawiają się u niego sformułowania, jakie znajdziemy u mistyków, np. u Swedenborga: „Nie potrafię tego opisać, to była series mystica […] Byłem, jednym słowem, w niebie i słyszałem tam mowę – z jej wewnętrznym życiem, z którego brała się jej wspaniałość i słodycz – jakiej nie sprosta żaden ludzki język” (Swedenborg 1996: 35). Tym samym Słowacki popełnia grzech, przed którym Bóg ostrzega fałszywych proroków: „Oto się zwrócę przeciw prorokom – wyrocznia Pana – którzy używają swojego własnego języka, by wypowiadać wyrocznie” (Księga Jeremiasza, 23, 31; podkr. GM). Słowacki niezupełnie jednak mówi swoim językiem. Przyjechał tutaj wiedziony podszeptem literackim (Pirat) i jednym z jego zamiarów mogło być sprawdzenie, przetestowanie, czy literatura działa, czy ma moc sprawczą, czy – jak Mickiewicz – ma poeta zrezygnować z pisania na rzecz czynu, czy też obie te kwestie dadzą się pogodzić. Dlatego zamiast „po prostu” zapisywać wizje, przekłada je na język literatury, jak gdyby potoczna polszczyzna mu nie wystarczała, jak gdyby nie dowierzał własnej intuicji, że to wystarczy, żeby w przyszłości stać się największym z proroków. Dlatego to, co napisze prozą, zaraz ujmuje w poetyckie strofy. Zielony Ocean to dla niego „słone łzy nimf wodnych” (z listu do Joanny Bobrowej, 18 lipca 1844 roku; Sawrymowicz 1963: 47), a skały osypane miką „paliły się na słońcu niby tarcze ogromne albo trony Oceanid” (z listu do matki, 2 października 1843 roku; Sawrymowicz 1963: 20). Nawet modlitewna proza Genezis z ducha nie jest wolna od literackiego obrazowania. W pisanych w tym czasie tekstach Słowacki jak z rękawa sypie intertekstualnymi aluzjami i porównaniami (Homer, Dante, mity, Biblia). Wreszcie – co wskazywali już komentatorzy, w tym szczególnie trafnie, w cytowanym już eseju, Alina Kowalczykowa – przepisuje obrazy z tekstu do tekstu: z Apokalipsy do Snu srebrnego Salomei (postać Księżniczki), ze Snu… do Pastereczki. Widzi wciąż to samo: Księżniczka marzy o wieńcu z owoców oceanu, takim, jakie wiły Oceanidy, a Słowacki pisze Bobrowej, że marzył, by dla niej zebrać bukiet ze stepu i morza, z kwiatów, korali i pereł. Chciał zmaleć; mógł chwilowo pomniejszyć przestrzeń, ale język, jakim o niej mówi, już tak łatwo maleć nie chce i Słowacki wciąż „leje obrazami bez końca”. Można by, trzeba to powiedzieć szczególnie dobitnie, widzieć w tym pewną logikę. Jeśli bowiem krajobraz Pornic jest przez poetę ujmowany w metaforykę wypracowaną częściowo już przed pierwszym wyjazdem do bretońskich wód, jeśli już przedtem widział to, co zostało mu w pełni objawione dopiero nad oceanem, to do pewnego stopnia stanowiłoby to potwierdzenie – przynajmniej w oczach samego Słowackiego – że owe wizje stanowią logiczną kontynuację wtajemniczeń, do których dostęp otwierała jego poezja. Ktoś inny mógłby w tym wszakże widzieć świadectwo pychy – jak gdyby Słowacki dawał do zrozumienia, że objawienie może uzyskać swój językowy kształt wyłącznie pod jego piórem i tylko w ramach wypracowanych przezeń sposobów obrazowania. Jeśli tym, co wraz z epifanią, z krańcową redukcją rzeczywistości widzialnej do „punktu jednego niewidzialnej przestrzeni”, miało zmaleć i ostygnąć, był właśnie język poety, to stało się akurat na odwrót. Natrętne porównania literackie sprawiają, że pouczenia, jakie dawał matce, uzasadniając nowy ton swoich tekstów, szły w zapomnienie[przypis]Nieco inne wyjaśnienie tej językowej kwestii podaje w Rozhukanym koniu Ryszard Przybylski. Zauważa on, że zarówno dla gnostyków, jak i mistyków chrześcijańskich, mowa jest zjawiskiem materialnym, w sposób nieuchronny powiązanym z doczesnością. Tymczasem, zdaniem autora, „Słowacki nie uznawał związku języka z materią, ponieważ jego religijność, chociaż z takim zapałem grzebał w greckiej archaiczności, nie była religijnością chtoniczną” (Przybylski 1999: 205).[/przypis].

Miłosz, przytłoczony feerią barw, nie dopatrzył się szarych skał i ostów, po których stąpają duchy. Z pewnością nie uwierzył w możliwość objawienia, przynajmniej w takim miejscu. Wizje swojego poprzednika tłumaczył, z dobrotliwą ironią, kojącym wpływem morza:

„Zaiste, ocean czyni z nas to, czym jesteśmy naprawdę:

Dziećmi udającymi przez chwilę mądrość kapitanów,

I ludzkość jest wtedy kochaną rodziną,

A tysiąclecie liczy się za dzień jeden”.

(Kroniki miasteczka Pornic z tomu Król Popiel i inne wiersze; Miłosz 2011: 497)

Niewykluczone jednak, że szczególnie rozmyślał nad językiem wizji. Rewelatorstwo poezji to był bez wątpienia jego własny problem. Dwuznaczne zmagania Słowackiego z językiem – uciekanie od poezji i z powrotem w poezję – mogły mieć dla niego moc oczyszczającą. Możliwe więc, że zwracając się do Słowackiego, miał na myśli siebie:

O smętny, o kochany,

Srodze ty oszukany.

(Miłosz 2011: 497)

Ironia przeradza się tu być może w autoironię. Ironia – nie mylić z szyderstwem, choć może być mu bliska – bierze się stąd, że są to słowa samego Juliusza Słowackiego: w Samuelu Zborowskim wypowiada je Chór Duchów (Słowacki 1963: 142–143) – i to kilkakrotnie, niczym refren. Słowacki jest tu ironicznie potraktowany Słowackim. Jednakże Miłosz – niby drobiazg, ale jednak – nie wprowadza cudzysłowu ani żadnych innych znaków cytowania. Wydaje się, że bierze te słowa za własne. Kryje się za tym z pewnością milczące założenie co do lekturowych kompetencji czytelników. A może i coś więcej…

</document>
<document nplp_id="333" title="Zuchwil" slug="zuchwil">Zuchwil koło Solury jest dla Polaków miejscem ważnym od roku 1817, kiedy to ciało zmarłego w Solurze Tadeusza Kościuszki podzielono na trzy części. Serce przypadło jego wychowanicy Emilii Zeltner i wraz z nią powędrowało potem, gdy została żoną hrabiego Morosini, do Varese w północnych Włoszech i do Vezii koło Lugano we włoskojęzycznej Szwajcarii, by wreszcie przez Rapperswil trafić na Zamek Królewski w Warszawie. Zabalsamowane ciało uroczyście przewieziono do Krakowa, gdzie naród usypał swemu bohaterowi kopiec. Wnętrzności zaś (viscera) pochowano poza murami miejskimi, w przyległym Zuchwilu (na cmentarzu miejskim chowano wówczas wyłącznie obywateli Solury).

Do Zuchwil pielgrzymowały kolejne fale polskich emigrantów, którzy znaleźli się w Szwajcarii i okolicach. Już w roku 1832 (11 sierpnia) Vitalis Malewski założył księgę pamiątkową, która była przechowywana w pobliskiej gospodzie „Birchi” (obecnie w Muzeum Kościuszki w Solurze). Tydzień później wpisał się do niej poeta Gustaw Olizar z małżonką, która była wnuczką wielkiej miłości Kościuszki, Ludwiki z Sosnowskich ks. Lubomirskiej – Olizarowie zasadzili na grobie dwie wierzby płaczące, widoczne na późniejszych rycinach. 15 października wierszem wpisał się Ludwik Nabielak. Większe uroczystości, w których uczestniczyło 25 spośród „tych, co niewiele przedtem bohatersko walczyli pod Grochowem i pod Ostrołęką” (Runge), odbyły się 3 maja 1833 roku.

Poruszający w swej naiwnej prostocie jest wpis rymowany, ozdobiony stylizowanym rysunkiem wieńca laurowego: „Kościuszko! Milszej w życiu nie miałem pamiątki, / Nad ten mech, którym zerwał, co Twe zdobi szczątki. / Dn[ia]: 9 Czerwca 1833 roku / Leopold Barankiewicz / Obywatel Żołnierz / i tułacz w Szwajcarii”. W sierpniu tegoż roku 1833 byli tu dwaj członkowie tzw. Hufca Świętego, Jan Bartkowski i Adolf Zgórski, którzy, jak wspomina Bartkowski, odbyli „przyjemną pielgrzymkę przez malowniczą dolinę Moutier i górę Weissenstein do pierwotnego grobu [!] i pomnika Kościuszki na cmentarzu w Zuchwil”. Z tego samego miesiąca pochodzi wpis: „Dnia 17 sierpnia Napoleon Orda pielgrzym dla sprawy mojej Ojczyzny”.

Nie przypadkiem w tymże roku 1833 powstała Mickiewiczowska parafraza Horacego, w której padają słowa „Przetrwa Kościuszki grób”. Jeśli nawet poeta sam nie był w Zuchwil, niewątpliwie miał stamtąd relacje od wędrujących przez Szwajcarię i pielgrzymujących   do grobu Naczelnika rodaków.

Około roku 1835 niemiecki humorysta Jacob Singer z Moguncji widział przy grobie „sześciu Polaków”, którzy „opłakiwali los swej ojczyzny” (nie zdobył się na współczucie). W gospodzie w Solurze tenże Singer spotkał jakiegoś fantastę, mającego powiązania z braminami, który prorokował rychłe nadejście armii chińskiej w celu przywrócenia w Europie porządku. Na kolorowanej akwatincie Franza Graffa (1839), przedstawiającej polskich emigrantów na grobie Kościuszki widać patetyczną scenę: jeden Polak, z odkrytą głową, w ciemnym surducie i spodniach w niebieskie prążki, stoi plecami do grobu i ewidentnie śpiewa, prawą rękę przyciskając do serca (w lewej ma kapelusz, trzymany tak, że widać, iż jest pusty), podczas gry drugi, stojąc w alejce, obok starej gotyckiej kropielnicy, w kapeluszu i dobrze skrojonym czerwonym spencerze, dyryguje, jak się zdaje, laską.

9 stycznia 1844 roku w Solurze zamieszkał Andrzej Towiański. „W tym czasie pomnik Kościuszki, wedle instrukcji Tow[iańskie]go, odnowiony i upiększony został, za staraniem Sług Sprawy Polaków, a w szczególności ś. p. Romualda Januszkie[wi]cza, który będąc równie jak i [Gerszon] Ram wygnany z Francji za szerzenie Sprawy Bożej, przybył do Szwajcarii i zamieszkał przy Tow[iański]m. Dzieło to religijno-patriotyczne dopełniło się w spółce z kilku mieszkańcami Solury, którym drogą była pamięć chrześcijańskiego bohatera naszego. Tu po raz pierwszy Tow[iańs]ki wyjaśnił Sługom Sprawy Myśl Bożą, spoczywającą na Kościuszce, okazał w pełniejszym świetle chrześcijańskim zasługi Jego przed Bogiem i przed Ojczyzną, okazał wzór chrześcijański dany przez Niego Polsce i wszystkie przeznaczenia Jego dla Polski, przeznaczenie, które on począł spełniać na tym świecie, a które dziś dokonywa z tamtego świata, prowadząc Polskę do wolności i do życia chrześcijańskiego naznaczonego Jej. Tu Bracia Polacy, przejęci czcią dla tego Opiekuna i Wodza swojego, złożyli na Piśmie ślub spełniania natchnień podawanych przez Niego i służenia pod opieką Jego poznanej przez nich Myśli Bożej, która na Polsce i na Nim spoczywa. Tu też udawali się Słudzy Sprawy Francuzi, aby przez połączenie się z Duchem Opiekuńczym Polski utwierdzić spółkę swoją bratnią z Narodem tym” (Szubertowa).

Dokładny raport na temat odnowienia grobowca w Zuchwil przez Towiańczyków sporządził Eustachy Januszkiewicz. Jak z niego wynika, 7 października Romuald Januszkiewicz we Frankfurcie nad Menem „widział we śnie Tadeusza Kościuszkę, który mu rozkazał znajdować się na swej mogile w dzień wielkiej nocy”. Stanisław Chodźko zamówił we Francji i przesłał do Solury medalion z wizerunkiem Kościuszki, dzieło Pierre’a Jeana Davida d’Angers. Towiański „zdecydował, że nad napisem już zrobionym umieści się medalion w obwódce żelaznej i napis 15 października, albowiem w tym dniu Kościuszko po raz pierwszy ukazał się Mistrzowi (w mundurze polskim) w kościele Zuchwyl, kiedy on do zgromadzonych braci i sióstr przemawiał i nauczał ich, czym jest dziś w sprawie duch tego bohatera. Nad portretem ma być gwiazda ze złotymi promieniami na znak, że myśl Boża spoczywa nad nim [...]”. W rezultacie medalion Davida umieszczono w metalowym otoku z napisem łacińskim: FRATRES PATRI SUO / DIE XV OCTOBRIS MDCCCXXXXIV. Wyśnione przez brata Romualda słowa Kościuszki o „wielkiej nocy” Towiański wy- kładał jako czas zmartwychwstania Polski. Zgodnie z tą wykładnią pod medalionem Davida d’Angers umieszczono pergamin z następującym tekstem: „Ślub Polaków na grobie Kościuszki uczyniony, w grobie i na miejscu skonu Kościuszki złożony. / Urzędniku Boży! na Zmartwychwstanie Polski i na życie w Polsce słowa Bożego! / Opuszczając miejsce święte, gdzieś przeczystą ofiarę Twą dla Boga i Ojczyzny wypełnił, w spółce braci, którzy przyjęciem woli Bożej powtórne Twe dowództwo przyjmują: / Ślubujemy Tobie snuć przez wieki nasze, miłością naszą, nić najświętszą, którąś ofiarą Twą wypełnianą u źródła miłosierdzia przyjął i podał Narodowi Urzędnikowi Słowa Bożego, na wiekuisty Żywot jego.”

Pośród rad, jakie Towiański zostawił Romualdowi Januszkiewiczowi przed przeniesieniem się z Solury do Zurychu była i taka: „Po dokonaniu roboty każesz zrobić daguerrotyp pomnika jak jest i wszystkie szczegóły dotyczące twego obecnego zatrudnienia podasz do wiadomości braci, podzielisz się z nimi uczuciem aby się budzili nową łaską Pańską, że mamy wodza, którego Bóg wspierać będzie a przezeń i kroki nasze.” W dokumentacji nie ma nazwiska dagerotypisty, wszystko jednak wskazuje na to, że był nim pionier szwajcarskiej fotografii, czynny w latach czterdziestych i pięćdziesiątych w Bernie Jan Henryk Humnicki (1803-?) z Podlasia, o którym wiadomo, że akurat w tym czasie przyjechał na krótko do Solury, stanąwszy w domu sędziego Sądu Federalnego Amanza Fidela Glutza, i pokazywał swój kunszt (dagerotypy osób zmarłych zdejmował na życzenie rodziny w domu). W każdym razie dagerotypy zostały wykonane, a trzy egzemplarze przesłano paryskim towiańczykom. Otrzymali oni także laur, który „wieńczył skronie Kościuszki podczas kiedy zaraz po śmierci ciało jego przez dni 3 wystawione było w Kościele Jezuitów”. A 28 listopada 1844 Romuald Januszkiewicz pisał do braci: „Wynalazłem szczęśliwie bardzo wierny portret Kościuszki, ukradkiem zrobiony przez jednego malarza (bo Kościuszko zawsze się wzbraniał aby jego portret robiono), który go ofiarował przyjacielowi swemu P[anu] Amiet. Siostra nasza Urszula zrobiła jego kopię na wiązanie dla Mistrza. Dobrze by było aby wedle niej śliczną zrobić litografię, dodać rysunek pomnika z daguerrotypu, dołączyć akt na grobie złożony i to wszystko podać do wiadomości Narodowi naszemu. Myśl tę moją Mistrz pochwalił”.

Do dokumentacji odnowienia grobu w Zuchwil w roku 1844 dołączona została rycina Vollenwidera, przedstawiająca stan sprzed renowacji – na której ktoś dorysował ołówkiem mały krzyż z napisem POLONA, a pod tytułem ryciny (Monument du GÉNÉRAL KOSCIUSZKO à Zuchwyl près de Soleure) dodał następujące objaśnienie: „‚Polona cum fratre iuncta die 17 Januarii 1844’ taki jest napis na małym krzyżu oznaczającym miejsce, gdzie pochowane zostały zwłoki córki br[ata] Ferdynanda Gutta”. Z dopisku na jednym z rachunków wynika też, że w roku 1844 kontynuowano rozpoczętą przez Olizarów tradycję obsadzania pomnika Kościuszki wierzbami płaczącymi: „Syn mały krawca Fr[ancuza] Fernand Procurer sadził Drzewka koło grobu z ogrodnikiem Panem Pierre Berger (on pierwszy był użyty do zasadzenia wierzb)”.

Świadectwem trwałości zaproponowanej przez Towiańskiego interpretacji roli Kościuszki jest Polonez pisany na grobie Kościuszki pod Soloturn towiańczyka Karola Balińskiego, z taką strofą: „Win narodu on nie zmazał, / Polski z więzów nie wybawił: / Ale Polskę nam pokazał / I ślad do niej nam zostawił.”

W roku 1853 (23 września) do księgi pamiątkowej wpisał się fotograf Nikodem Kierblewski. 28 września 1859 anonimowy „Ziomek” zainicjował wraz z proboszczem w Zuchwil akcję zbierania funduszy na doroczny obchód rocznicy śmierci Naczelnika.

W styczniu roku 1856, wkrótce po śmierci Mickiewicza, powstał wiersz Norwida Inc. „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie...”, którego piąta zwrotka dotyczy dwóch grobów Kościuszki, w Solurze (czy raczej: pod Solurą) i w Krakowie (pod Krakowem).

Druga większa fala wpisów zaczęła się po upadku powstania styczniowego. „I teraz, kiedy Rosja stłumiła najnowsze powstanie polskie, cmentarzyk w Zuchwyl znów stał się miejscem pielgrzymek dla zbiegłych synów Polski” (Runge). I tak 25 sierpnia 1864 leśnik Filip Ludomił Skoraczewski (patrz: Miłosław) wpisał: „Nowa emigracja z R[oku] 1864. Dopóki zachowamy cześć dla Mężów Wielkich przynależną, nie zmarnujem, nie zginiem!” Nową księgę wpisów zainicjowało 15 października 1865 szwajcarsko-polskie Stowarzyszenie Kościuszkowskie Bratniej Pomocy w Szwajcarii z okazji wmurowania tablicy pamiątkowej na domu w Solurze, w którym mieszkał i zmarł Kościuszko. W czasie uroczystości Teofil Lenartowicz („lutnista kmiecy”) wygłosił długą Improwizację poetycką.

Z listów Kornela Ujejskiego wiemy, że będąc (latem 1868) w Zuchwil „gdzie leżą wnętrzności Kościuszki” przystąpił tu do spowiedzi - co czynił bardzo rzadko - „aby siebie rozpłomienionego uczuciem patriotycznym oczyścić tym aktem wobec pamięci najczystszego z Polaków”. Miejscowy ksiądz, nazwiskiem Walter, staruszek, który pamiętał Kościuszkę z dzieciństwa, ułamał i dał Ujejskiemu na pamiątkę „gałązkę z płaczącej wierzby zwieszającej się nad monumentem Polskiego Anioła-Naczelnika” […].

We wrześniu 1868 do Zuchwil przybył b. powstaniec, dr Leopold Bednarski z żoną i półtorarocznym synkiem – chciał pobyć w pobliżu miejsca pamięci Kościuszki, a sam znalazł tu śmierć. Zabiła go przypadkowa kula podczas odbywających się nad Aarą ćwiczeń strzeleckich szwajcarskiej piechoty. Wieczorem znaleziono nad rzeką ciało, a obok śpiącego synka Bronisława (który 19 kwietnia 1888, dorosły, wpisze się do księgi pamiątkowej – po niemiecku).

W roku 1880 na terenie cmentarza wzniesiono drugą polską pamiątkę: osadzone na kolumnie z piaskowca popiersie Tadeusza Rejtana. Napis łaciński upamiętniał – jakby w nawiązaniu do początku Pana Tadeusza – „polskiego Katona” (IN MEMORIAM / CATONIS POLONI / THADDEI REYTAN […]).

W roku 1917, w setną rocznicę śmierci Kościuszki, w Zuchwil zebrała się „garstka wygnańców”, którzy, choć nie wyzbyci nadziei, myśli mieli ponure. Trzy lata później jeden z obecnych, Szymon Askenazy, przemawiał przed pomnikiem Kościuszki jako przedstawiciel niepodległej Polski przy Lidze Narodów w Genewie. Mówił o krwi, niedawno przelanej w wojnie z bolszewikami, która, „dzięki Jego następcy, jak i On Polakowi i Litwinowi, odkupiła krew porażek pod Maciejowicami i na Pradze”. Askenazy wyraził nadzieję, że mieszkańcy Wilna zadecydują o swym losie, mówił też o zachodniej granicy Polski i o plebiscycie na Górnym Śląsku. Na koniec zapraszał do „medytacji, w rocznicę i na grobie KOŚCIUSZKI, nad cudownym faktem zmartwychwstania Ojczyzny”. Historyk Askenazy nie znał pozostającej w rękopisie relacji o działaniach, podjętych w Zuchwil przez Towiańczyków – inaczej nie omieszkałby wykorzystać w swym przemówieniu myśli Towiańskiego o bezpośrednim związku między przesłaniem Kościuszki a zmartwychwstaniem Polski.

25 listopada 1934 mieszkający w Szwajcarii Polacy „złożyli hołd bohaterowi Polski współczesnej Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu przesyłając ziemię z grobu Kościuszki organizatorom sypania kopca Marszałka Piłsudskiego”.

„Polskie księgi w restauracji ‚Birchi’ zawierają setki nazwisk ludzi, niekiedy sławnych, którzy tu okazywali głęboką cześć wielkiemu bohaterowi walk o wolność” (Adele Tatarinoff-Eggenschweiler). Najwięcej nazwisk pojawiło się w drugiej księdze w czasie II wojny światowej, kiedy do Zuchwil przybywali, grupami bądź indywidualnie, legalnie i nielegalnie, internowani w Szwajcarii polscy żołnierze i oficerowie. W tym czasie usunięto zmurszały pomnik Rejtana, nowy relief, wmurowany w ścianę odnowionej przez polskich internowanych kaplicy wykonał (posiłkując się sztychem Hopwooda i portretem olejnym E. Kobylińskiego) ppor. Tadeusz Tomaszewski. Wygląda on szczególnie pięknie, „gdy popołudniowe promienie słoneczne pozłacają pełen życia brąz” (Adele Tatarinoff-Eggenschweiler). Polski napis głosi: „BOHATEROWI WOLNOŚCI W HOŁDZIE / DYWIZJA STRZELCÓW PIESZYCH / 15. 8. 1941.”

W trakcie uroczystego poświęcenia kaplicy Dywizji Strzelców Pieszych 1 listopada 1942 jej dowódca, gen. Bronisław Prugar-Ketling powiedział m.in.: „I przyjdzie kiedyś okres, że na grobach żołnierzy-bohaterów ciężar czasu powali proste drewniane krzyże, postawione niewprawną ręką wiernych towarzyszy broni, że pług rolnika, posłuszny potrzebom życia, zaorze bezimienne mogiły, że wichry pustynne rozniosą po piaskach poniewierające się kości i prochy, że imiona poległych zapomniane zostaną przez najbliższe rodziny. [...] Jedno wydaje się być jednak nienaruszalne. Pamięć po nich żyć będzie długo w tej skromnej kapliczce w Zuchwilu.”

Po zakończeniu działań wojennych i uznaniu przez rząd szwajcarski nowych władz w Warszawie pamięć Kościuszki czczono z początku dwutorowo. I tak w roku 1947 obchody oficjalne, w czasie których przemawiał poseł RP, poeta Julian Przyboś, odbyły się 9 listopada, natomiast tydzień później miała miejsce uroczystość, zorganizowana przez stowarzyszenie kombatantów. Kazanie wygłosił profesor uniwersytetu fryburskiego, o. Józef Bocheński. Wedle informacji, jakie dotarły do poselstwa, powiedział, „iż należy ufać, że Opatrzność pozwoli wszystkim wrócić do wolnej i niezależnej Polski. Ponadto wzywał do nietracenia ducha i niezałamywania się”. Odczytano też depeszę prezydenta Zaleskiego z Londynu, „wyrażającą ufność, że okupacja Polski przez wroga skończy się wkrótce i nastąpią lepsze czasy”.

Niemal identyczne słowa padały w Solurze i w Zuchwil sto lat wcześniej, co zdaje się świadczyć o szczególnej sile duchowej tego miejsca. Cząstkowy grób Kościuszki od blisko dwustu lat przyciąga polskich wędrowców, pielgrzymów i turystów. Jest natchnieniem poetów i malarzy. Skłania do skupienia, zastanowienia. Trwa.</document>
<document nplp_id="334" title="Etzel" slug="etzel">Góra cudów, znaków i snów. W IX wieku benedyktyński mnich Meinrad (z książęcego rodu Hohenzollernów) marzył o tym miejscu z położonego po drugiej stronie Jeziora Zuryskiego klasztoru Bollingen. W końcu uzyskał zgodę przełożonych i założył pustelnię na przełęczy Etzel, w małej kaplicy oddając cześć Matce Bożej, której drewnianą figurę otrzymał w darze w Zurychu. Mieszkał tam z dwoma zaprzyjaźnionymi krukami i byłby szczęśliwy, gdyby nie ciągłe wizyty pielgrzymów, wabionych famą o jego świętości. Ruszył więc dalej w głąb lasu, z Matką Boską i krukami, i na południowym zboczu górskiego masywu założył w ciemnym lesie nową pustelnię. Przez dłuższy czas miał spokój, ale i tu zaczęli doń ściągać pielgrzymi. Ktoś widział nocą, jak Meinradowi służy do mszy piękny siedmioletni chłopczyk w białej szacie, przepowiadając mu przyszłość. Śmierć (zapowiedziana przez sen) przyszła w styczniu roku 861 w osobach dwóch zbójów, liczących na pozostawione przez pielgrzymów w ofierze dary. Meinrad przyjął ich chlebem i winem, a na pytanie o skarby pokazał swój jedyny skarb – drewnianą Madonnę. Został zabity pałkami, ale zabójcy spłoszyli się, gdy pustelnię wypełnił cudowny słodki zapach, świece zaś przy posłaniu mnicha same się zapaliły. Ścigały ich kruki, aż ich ujęto w Zurychu i przyznali się do winy.

Na miejscu drugiej pustelni Meinrada powstało wielkie benedyktyńskie opactwo Einsiedeln, w którym do dziś czczony jest sczerniały posążek Madonny. Konsekracja odbyła się nie na ziemi, realnie, tylko we śnie biskupa, z udziałem Chrystusa i Matki Boskiej we własnych osobach, co potwierdzone zostało cudem i bullą papieską. Inna legenda głosi, że gdy ciało męczennika wieziono do Niemiec, konie zatrzymały się na przełęczy Etzel i nie ruszyły, póki w kaplicy nie zamurowano serca świętego.

Pielgrzymi, przed którymi umykał mnich Meinrad, nadal tłumnie tędy podążają. Kaplica na przełęczy Etzel oraz opactwo Einsiedeln znalazły się na jednej z Dróg Jakubowych, która z wielkopolskiego Lądka wiedzie przez Niemcy, Szwajcarię i Francję do hiszpańskiej Composteli.

Góra Etzel przyśniła się w Polsce, bodaj w końcu lat dwudziestych wieku XIX (a w każdym razie przed 29 listopada 1830 roku), Ludwikowi Kobeckiemu (ok. 1779–1857) z Tylży, matematykowi, astronomowi i etnologowi, działającemu pod pseudonimem Ludmilew Korylski. Wyśnił on wówczas Powstanie i jego klęskę, wyśnił też tę górę, której nigdy przedtem nie widział, i spłynęła nań pewność, że „z tego to miejsca wyjdzie Polska wedle Boga” (Szubertowa). Wiosną roku 1845 w okolicach góry Etzel – najpierw w położonym nad Jeziorem Zuryskim Richterswilu, potem w Einsiedeln – zamieszkuje Andrzej Towiański z rodziną i grupą sług Sprawy Bożej. Mistrza odwiedzają tu Mickiewicz i Goszczyński, Celina Mickiewiczowa gra na fortepianie w richterwilskim hotelu Engel, na rozmowy z Towiańskim przyjeżdża członek pierwszego federalnego rządu szwajcarskiego, Henri Druey. Kapliczka św. Meinrada – w jej barokowej postaci z roku 1698 – i stojący obok niej dom zajezdny (w swym kształcie z roku 1759, dzieło brata Kaspara Brauna, który zbudował też stajnie przyklasztorne w Einsiedeln) stały się miejscem spotkań Towiańczyków. Tu 1 października 1845 roku Towiański odbył „biesiadę duchową” z Karolem Różyckim i ustanowił go Wodzem Sprawy Bożej. Różycki przyjmuje ofiarowane mu stanowisko w pokorze i składa „w ofierze dla Sprawy Bożej kubek srebrny otrzymany w darze od pułku swojego po rewolucji 1830 r[oku], na którym wyryte są nazwiska miejsc, na których odniósł on zwycięstwa, oraz imiona oficerów pułku jego” (Szubertowa). Po powrocie do Paryża Różycki odczytał braciom „akt etzelski” (wydany następnie drukiem), po czym „rzucił się do Chorągwi Sprawy, noszącej wyobrażenie Chrystusa «Ecce Homo», wołając: «O Panie Jezu Chryste, Ty Panie mój jedyny, poniosę na świat cały wkopaną w duszę moją Chorągiew Twoją!» – i ujął Chorągiew, jakby miał ją nieść pomiędzy nieprzyjacioły” (Szubertowa). W tym samym niewielkim kantonie Schwyz co Etzel i Einsiedeln, w gminie Sattel, znajduje się osada Ecce Homo, z barokową kapliczką z przedstawiającym ten motyw obrazem, która trafiła do literatury i filmu (nowela Meinrada Inglina Tod des Schirmflickers, 1958, i oparty na niej film Xaviera Kollera Das gefrorene Herz, 1979).

Towiańczyk Kobecki-Korylski wziął udział w powstaniu listopadowym i umarł jako emigrant w Paryżu (pochowany na cmentarzu Montmartre). Ciekaw świata, zajmował się tak różnymi zagadnieniami, jak sterowanie balonami dla celów pokojowych i militarnych, wyznaczanie orbity Słońca czy choroby winorośli; w razie potrzeby potrafił też nieźle symulować obłęd (za co otrzymał od Ludwika Napoleona pierścień, który potem, rozczarowany polityką cesarza, wrzucił do Sekwany). Z Mickiewiczem wieczorami grywał w szachy i śpiewał litewskie pieśni ludowe (dajny). W październiku roku 1845, kilka dni po „akcie etzelskim”, zwiedzał przełęcz Etzel i rozpoznał górę ze swego proroczego snu.

„Chwila ta dała starcowi pociechę na resztę dni życia jego” (Szubertowa).

W rocznicę mianowania Karola Różyckiego Seweryn Goszczyński napisał Modlitwę w rocznicę biesiady na górze Etzel, datowaną: „Bazylea, d[nia] 1 października r[oku] 1847”, z piękną barokową strofą: „Co w nas twarde, niechaj zmięknie, / Niech rozjaśnieje, co ciemne, / Co krępuje, niechaj pęknie, / Niech się wzniesie, co nikczemne”. Motyw powierzenia sztandaru Sprawy rozwinął Goszczyński w napisanym tego samego dnia wierszu Chrystus Pan wzywa Swego żołnierza.

Pod koniec XIX wieku kult przełęczy Etzel krzewił bibliotekarz w Muzeum Narodowym w Rapperswilu, Stefan Żeromski. „Za jeziorem, na przełęczy łańcucha niższych regli, okrytych ciemnymi lasami, u podnóża góry Hochetzel, o tysiąc metrów wyniesionej nad poziom jeziora, widać dwie białe budowle, małe z oddalenia. Jest to kościół świętego Meinrada, a obok niego hotel piętrowy. W tym domu przebywał ongi mistrz Andrzej Towiański i tam pisał nauki dla braci, datując je z «góry Etzel»” – pisał w przedmowie do katalogu zbiorów mickiewiczowskich (1898). Inne świadectwa też podkreślają siłę tego widoku:

„Z pracowni bibliotekarza, która mieściła się na drugim piętrze, otwierał się wspaniały widok na Sentis i Glärnitsch, gdzie toczyła się akcja Róży Żeromskiego, naprzeciw okien zamkowych wznosiła się góra Etzel z kaplicą Św. Meinharda na przełęczy, skąd Towiański i Karol Różycki w drodze do Einsiedeln wydawali pisma do wiernych Sprawie Towiańskiego” („Niepodległość”). Historyk Adam Lewak odczuwał duchowy wpływ tego miejsca podczas dłuższego pobytu w Rapperswilu: „Z okien zamku, ze sal muzealnych i pracowni bibliotecznych roztwierał się daleki widok na jezioro zurychskie, na Etzel i drogę do Einsiedeln, dokąd często odbywał pielgrzymki Andrzej Towiański z Karolem Różyckim, Sewerynem Goszczyńskim i innymi swymi uczniami”. Inny historyk wskazywał na „kult i entuzjazm dla pamiątek przeszłości”, charakterystyczny zwłaszcza „dla Żeromskiego, ze zbożnym skupieniem pielgrzymującego do miejsc pamiątkowych: schroniska Ulryka Huttena, mieszkania Goethego w Stäfa czy pod górę Etzel, skąd mistrz Towiański pisał swe posłanie do «braci [...]»” („Przegląd Historyczny”). Dziś tę tradycję podejmują polscy pielgrzymi na szlaku do Composteli.</document>
<document nplp_id="335" title="Genewa" slug="genewa">Najbardziej znane, cytowane we wszystkich genewskich bedekerach, słowo o Genewie padło z ust Ioannisa Kapodistriasa, wielkiego zwolennika szwajcarskiej niepodległości, który podczas obrad Kongresu Wiedeńskiego miał powiedzieć Talleyrandowi, znudzonemu ciągłym powrotem do kwestii genewskiej: „Genewa to piżmowe ziarenko, okadzające całą Europę”. Ziarenko, miasto istotnie małe; pod koniec lat dwudziestych XIX wieku liczyło niecałe 30 tysięcy mieszkańców, a centrum otoczone murami (fortyfikacje wedle szkoły Vaubana) jeszcze zamykano na noc. 50 lat później, gdy Europa przeżywała gwałtowną urbanizację, pod jego dachami żyło ledwie 50 tysięcy ludzi. Słowackiemu zdawało się mniejsze niż Krzemieniec; „miasto można z łatwością obejść w pół godziny”, notował pod koniec lat dwudziestych francuski diarysta Alexandre Andryane – lecz dla literatury romantycznej ważne, a już z pewnością bardzo ważne w perspektywie polonocentrycznej; „wszyscy wielcy”, poza Norwidem, romantycy tu przebywali, wszyscy tu lub w okolicach Genewy pisali.

Genewskie tradycje samorządowe i demokratyczne sięgają dalekiej przeszłości, miasto z nich słynie; Wolter tak oto wyjaśnia fakt, że napisane przez niego hasło „Genewa” w Encyclopédie Diderota i d’Alemberta jest tak długie: „Nie poświęcimy równie obszernych artykułów o wiele większym królestwom, ale w oczach filozofa republika pszczół jest nie mniej interesująca, niż dzieje wielkich imperiów, i to w małych właśnie państewkach znaleźć można wzór doskonałej politycznej administracji”. Nie ma wszak wątpliwości, że XIX-wieczne „odkrycie” Genewy dla literatury bardziej niż z atrybutami politycznymi wiąże się z formowaniem nowej romantycznej świadomości literackiej, której antecedencje sięgają dzieła i życia pierwszego w oczach wczesnych romantyków Szwajcara: Jana Jakuba Rousseau. Owszem, od roku 1813, po oderwaniu się od Cesarstwa Francuskiego, Genewa ma swoją nową urodę polityczną miasta wolnego i niezależnego, uwydatnioną przez przystąpienie do Konfederacji Szwajcarskiej w 1815 roku, jednak jej atrakcyjność kulturowa bierze się przede wszystkim z ulokowania w przestrzeni wokółgenewskiej wyobrażeń poetyckich tworzących kanon rodzącej się właśnie literatury romantycznej. Preromantyczne zainteresowanie Alpami, zachwyt Jeziorem Lemańskim zostały przełożone na romantyczny język Byrona (za nim Shelleya), którego popularność za życia – dzisiaj powiedzielibyśmy o nim „celebryta” – była fenomenalna. George Gordon Byron pojawił się nad Lemanem w roku 1816 i wszyscy zjeżdżający do Genewy – Malczewski, Słowacki, Krasiński, Mickiewicz – usiłowali tu również doświadczyć genius loci, obejrzeć na własne oczy miejsca opisane w lekturach, które ich formowały, jakkolwiek różne byłyby przyczyny ich przyjazdu.

Aleksander Jełowicki wspominał (epigońskim językiem romantycznego opisu) swój wjazd do miasta od strony Jury: „Między mną a górami położyła się zielona dolina; na tej dolinie jak na dłoni widać wsie i miasta, na prawo największe miasto, Genewa; przy niej jezioro czyste jak niebo, spokojne jak niebo, a wszystko, co to jezioro otacza, pokochało się w niem i pod wodami jego pozawieszało obrazy swoje. Spuszczałem się coraz niżej, a góry podnosiły się coraz wyżej, bladły światu na dobranoc, poświeciły jeszcze trochę białością swoją, potem obwinęły się szarym płaszczem i poszły zasnąć w miękkich obłokach; a ja do Genewy jechałem jeszcze ze dwie godziny”. Wolter sporo lat wcześniej tak przedstawiał swoje miasto: „Genewa leży na dwóch wzgórzach, w miejscu, w którym kończy się jezioro noszące dzisiaj jej imię, a zwane niegdyś Lemanem. Położenie jest nader przyjemne; z jednej strony widać jezioro, z drugiej Rodan, a w okolicach pogodną wieś, wzgórki z domami wzdłuż brzegu, w oddali zaś wiecznie zaśnieżone szczyty Alp, które, gdy tylko oświetli je słońce, zdają się zrobione ze srebra. Jeziorny port z swymi nabrzeżami, statkami, jarmarkiem, położenie między Francją, Włochami i Niemcami czynią z Genewy miasto bogate, handlowe i dobrze się rozwijające. Jest tu wiele pięknych budynków, przyjemnych promenad; ulice są nocą oświetlone i nad Rodanem zbudowano tak potężne pompy, że woda dochodzi do najwyżej położonych dzielnic. Jezioro ma około osiemnastu wiorst długości i cztery do pięciu szerokości. Jest niczym małe morze, na którym zdarzają się burze i inne ciekawe zjawiska”.

Z tych opisów, podobnie jak z opisów naszych romantyków zawartych w ich korespondencji, wynika wyraźnie, że miasto, w przeciwieństwie do metropolii zamkniętych we własnym ogromie, istnieje dwoiście: z jednej strony jako przestrzeń miejska, z drugiej zaś jako przestrzeń pozamiejska – jezioro i góry; to one, właśnie te dwa punkty bliskiego odniesienia, współtworzą miejską całość – będąc poza, są niejako w jej wnętrzu. W doświadczenie miasta wpisana jest pamięć o jego otoczeniu; bliski widok jeziora i nieodległy Alp, a zwłaszcza Mont Blanc, przesyłają wciąż swoje memento. Słowacki i Krasiński wielokrotnie odczuwają (wcześniej doświadczył tego Malczewski) tę obecność nie-miasta w mieście. Wyjmowanie Genewy z całości – w niniejszym Atlasie Alpom i Lemanowi poświęcone są odrębne hasła – jest przeto zabiegiem z konieczności porządkującym, lecz zarazem redukcyjnym; wspomniana dwoistość, szczególność położenia, fundują bowiem istotę genewskiego życia. Pożegnalny tekst Krasińskiego, poświęcony ostatecznemu wyjazdowi z miasta, skupi się wyłącznie na okolicach Genewy, jeziorze i temu, co jest dosłownie nad miastem – górom. Bo też w samym mieście, jako przestrzeni urbanistycznej i społecznej, rozgrywa się zewnętrzna warstwa biografii: tu się mieszka, edukuje, spotyka innych, lecz prawdziwa egzystencja dzieje się w otaczającej miasto naturze i to ona – okołogenewska natura, przeniknie do utworów literackich. Genewa ofiarowuje łatwość przejścia od jednego stanu do drugiego, stwarza dobre warunki dla codzienności, by ta mogła być w porządku symbolicznym przekraczana.

Miasto wyzwala dromomanię – namiętną pasję chodzenia. Wzorem Jana Jakuba Rousseau, pisarza-piechura, wycieczki piesze są na porządku dziennym; metodyczne opuszczanie miasta należy do sposobów tutejszego życia; duże przestrzenie spacerowe, tłumnie odwiedzane, istnieją również w obrębie samego miasta i na jego skrajach. Można przypuszczalnie mówić o stronie sentymentalnej i stronie romantycznej pejzażu dostrzeganego z miasta i wchłaniającego spacerowicza zaraz po przekroczeniu jego granic. Ta pierwsza wiązałaby się bardziej z sąsiedztwem francuskim, łagodnymi górami Jury, z odległym o milę Ferney i zamienioną w muzeum siedzibą Woltera (nikomu się nie podoba), druga – oczywiście z perspektywą alpejską; samo jezioro – o czym jest mowa w odrębnym haśle Atlasu – zawiera obie „opcje” krajobrazu; jego lektura sentymentalna, roussowska, bukoliczna będzie przez Słowackiego i Krasińskiego raczej odrzucana, lekceważona; obu wyraźnie ona irytuje.

Genewa i jej okolice wydają się zatem przestrzenią, by tak rzec, obrotową. Tak z punktu widzenia jej usytuowania politycznego, na granicy kilku państw i kilku regionów, zachowującą mimo różnych dziejowych atrybucji wysoką niezależność, jak i z punktu widzenia geograficznego: jest miastem-przedgórzem, które najpełniej łączy (i rozdziela) porządek horyzontalny i wertykalny. Jej dwoiste funkcjonowanie między naturą a cywilizacją, przyrodą a miejskością mogło sprzyjać formowaniu się romantycznej poetyki, która – z punktu widzenia „fizyczności” obrazów – będzie zarówno u Malczewskiego, jak i u Krasińskiego i Słowackiego naznaczona napięciem między tym, co poziome, a tym, co pionowe.

Samo miasto dzieli się na haute ville i basse ville; to pierwsze – dość wysokie budynki wzdłuż uliczek „wąskich, krętych, spadzistych” (Odyniec) – zamieszkiwała przede wszystkim klasa wyższa, arystokracja; tutaj też wynajmował stancje i apartamenty hrabia Zygmunt Krasiński; ten „fizyczny podział – sam zauważa – jest także i moralnym”; istniało genewskie powiedzenie, wedle którego stopniem szlachectwa są – dosłownie – schody. Słowacki przez niemal cały pobyt w Genewie mieszkał w pensjonacie pani Pattey położonym nisko, przy jeziorze, w wiosce Pâquis, która później została włączona w obręb miasta i skąd do centrum było nie więcej niż 20 minut spaceru. Ani Słowackiemu, ani Krasińskiemu – naszym najważniejszym świadkom miasta, którzy spędzili tu po kilka lat – śródmieście Genewy się nie podoba zanadto lub pozostaje obojętne. Odyniec, choć przebywa tu chętnie, przyznaje, że „jako miasto Genewa nie ma się czym tak bardzo pochlubić”; Słowacki użyje swojego ulubionego dla wyrażenia niechęci przymiotnika „szkaradny”, w którym zawiera się ocena estetyczna; krytyka ze strony Krasińskiego będzie częściej społeczna, dotknie ogółu Genewczyków jako „bankierów duszą i ciałem”, niezdolnych do uniesień. Mickiewicz również powie o Szwajcarach, że „o niczym nie wiedzą oprócz ceny syrów i wina”, a i Słowacki będzie ubolewał, że „arystokracja tutejsza, złożona z kupców i zegramistrzów, nudna bardzo i płaska”. Wspomniany Andryane, rozwodząc się nad przyziemną racjonalnością panującą w Genewie, nad zamieszkującym ją peuple calculateur, przytacza powiedzenie, wedle którego „jeśli Genewczyk skacze przez okno, warto skoczyć za nim, gdyż uczynił to z pewnością dla zysku”, oraz inne, wedle którego „na jednego Genewczyka trzeba trzech Żydów”; oto protestancki etos pieniądza w czystej postaci, ale też zbieżne świadectwa rzeczywiście ujawniają wybitnie „handlowe wyznanie” miasta. Dla młodego Krasińskiego jako krytyka władzy pieniądza i snów „fabrykanta” (genewczycy„żyją w teraźniejszości i jedząc trzy razy na dzień idą spać potem i zasypiają”) miasto staje się miejscem, gdzie ujawnia się dualizm niskiej materialności i arystokratycznej, dostępnej nielicznym, wzniosłości ducha; dualizm ten koresponduje ze wspomnianym dualizmem miasto–przyroda, który ożywia ówczesne pisma i korespondencję Krasińskiego, a który najpełniej jest symbolizowany przez medytację Mont Blanc widzianego z Genewy. W listach do Henryka Reeve’a Krasiński przypomina przyjacielowi ten genewski widok Alp jako obraz motywujący do pełni duchowego istnienia, wyzwolonego z wszelkich ograniczeń i przyziemnych uwarunkowań.

Genewa ze swym rozwiniętym systemem pensjonatów była jednym z miast najlepiej przygotowanym do obsługi przybywających tu w celach edukacyjnych młodych przyjezdnych, najczęściej dobrego pochodzenia, z północnej i wschodniej Europy. Dla Anglika Reeve’a, późniejszego przyjaciela Krasińskiego, nauki uniwersyteckie były tu tańsze niż w Anglii, chociaż przybyszom z Polski ceny wydawały się bardzo wysokie. Miasto już wtedy było kosmopolityczne, obcokrajowców tu lubiano, organizowano dla nich, przede wszystkim z myślą o Anglikach, którzy zjeżdżali tu tłumnie lub zatrzymywali się na dłużej podczas wojaży do śródziemnomorza („jaskółki angielskie – notował Słowacki – rozpoczęły swój przelot na południe”), specjalne uroczystości, bale i przyjęcia; z lewa i prawa nadchodziły zaproszenia na różne miejscowe wydarzenia. „Wszyscy Genewczycy bardzo dobrze nas przyjmują”, zapewnia ojca Krasiński. Joël Cherbuliez, lokalny autor, w swej książce o historii Genewy (wyd. 1867) podkreślał, że „protestantyzm i wolność świetnie się uzupełniają” i tworzą najlepszy podkład dla tolerancji; „flegma angielska, poczciwość niemiecka, lekkość francuska, włoska zręczność – pisał – w tym klimacie tracą odrębności i mieszają się pod naporem nieodpartego republikańskiego ducha”.
</document>
<document nplp_id="336" title="Leman" slug="leman">W swoim opasłym dziele Genève et les Rives du Leman z roku 1868 Rodolphe Rey tak opisywał jezioro: „Pejzaż nadlemański jest prosty w swym podstawowym wymiarze. Słońce zachodzi w ponurym i surowym regionie Jury; w środku rozciąga się wielki, harmonijny łuk Jeziora, ze swymi zatoczkami, niewielkimi przylądkami, uroczymi wzgórzami; słońce zachodzi wśród Alp, których pyszne i śmiałe kształty przeciwstawiają swą nieskończoną różnorodność skoncentrowanej sile Jury. W miarę, jak będziemy posuwali się wzdłuż brzegów Lemanu, ujrzymy, że będzie on rozwijał po kolei poszczególne swe motywy i przechodząc od jednego, powiększy swą scenę, do słodyczy i wdzięku dodając potęgę i powagę”. To tylko jedno z bardzo licznych przedstawień Jeziora Genewskiego w literaturze XIX-wiecznej. Nie brakuje ich tak u wielkich autorów, jak i w dziełach epigonów czy nawet w księgach całkiem praktycznych, o charakterze przewodnikowym, jak ta, z której zaczerpnąłem cytat. Odnosi się wrażenie, że opisanie Lemanu jest jednym z zadań, które piszący nad jeziorem sobie stawiają, zadań, chciałoby się rzec, warsztatowych: przez cały wiek rozgrywa się korespondencyjny konkurs na poetyckość, celność i oryginalność metafor. Zygmunt Krasiński natychmiast po przyjeździe do Genewy wysyła do Gaszyńskiego parustronicowy, pełen poetyzmów opis („Wzruszone fale snuły się jedna za drugą na kształt splotów ognistego węża”); ma siedemnaście lat i na romantycznej przyrodzie ćwiczy styl; do opisywania Lemanu będzie jeszcze parokrotnie powracał i będzie to brzmiało inaczej.

Jezioro weszło do literatury słowami Woltera (z poematu L’auteur arrivant dans sa terre, près de lac de Genève), Monteskiusza (Epître au lac de Genève) i przede wszystkim Jana Jakuba Rousseau, ojca założyciela lemańskiego toposu: bohaterowie najpopularniejszej powieści XVIII wieku, Nowej Heloizy, odbywają po jeziorze przejażdżki, a miejscem akcji jest jego najbliższe otoczenie. W roku 1816 nad jeziorem pojawił się Byron. W Child Haroldzie i w Sonecie do Jeziora Lemańskiego będzie już mówił o Lemanie, nie o Jeziorze Genewskim; od początku wieku dawna, udokumentowana jeszcze przez Juliusza Cezara nazwa (Lacus Lemanus) wraca do powszechnego użytku i funkcjonuje równolegle do „Jeziora Genewskiego” (rzadziej zwanego też Lozańskim), częściej w poezji. Wszystkie te teksty: Rousseau i celebrującego go Byrona, Woltera, Gibbona oraz pani de Staël – wraz z rosnącą legendą intelektualnego salonu tej ostatniej w Coppet nieopodal Genewy, utrwalają Leman jako jedno z najbardziej „podręcznikowych”, emblematycznych miejsc w europejskiej literaturze romantycznej; Krasiński, Słowacki, Mickiewicz dołączają do tej sztafety przekazującej doświadczenie jeziora jako szczególnego genius loci.  

Wyważony opis Rodolphe’a Reya, rodzaj, mówiąc językiem filmowym, panoramicznego travellingu, zbiera to, co powraca w wielu nadlemańskich świadectwach. Po pierwsze, harmonijny kształt jeziora, często porównywany do formy rogala, oka lub łuku (którego cięciwą jest brzeg południowy, sabaudzki); łagodność i owalność linii brzegowej zdaje się estetycznym preludium (Rey mówi o „scenie”) do wszelkich rozważań poetyckich czy filozoficznych. Leman jest dla wyobraźni sceną, matrycą, tym, co organizuje otaczający świat jak spektakl – pozostaje już tylko, a nawet należy w nim uczestniczyć. Leman jest dla piszących o nim czymś naturalnie „centralnym”, środkiem pejzażu, miejscem obserwacji imago mundi; narzuca panoramiczny właśnie, pełny ogląd. Po drugie, Rey przywołuje wymiennie dwa różne, wręcz przeciwstawne widoki, i co za tym idzie, dwa odmienne nastroje, dwa odmienne doznania świata, dające się ułożyć w parach przeciwieństw: ciężki–delikatny, silny–łagodny, wzniosły–uroczy, groźny–sielski; w literaturze lemańskiej powracają one często. .

Ta dwoistość wydaje się dla lemańskiego toposu ważna. Bailly de Lalonde w dziele Le Léman ou voyage pittoresque, historique et littéraire à Genève et dans le canton de Vaud z roku 1842 przytacza opinię słynnego Genewczyka Ferdinanda de Saussure’a, także znawcę i miłośnika Alp, porównującą Leman z alpejskimi jeziorami włoskimi, które w potocznej opinii „pretendują do wyższego piękna”. De Saussure ma odmienne zdanie, zauważa, że w przeciwieństwie do Lemanu jeziora włoskie „są otoczone ze wszystkich stron przez góry niezwykle strome, które nadają im posępny i dziki wygląd”. Sam Bailly de Lalonde, pomny słów de Saussure’a, zachwyca się przejażdżką z Genewy do Lozanny na pokładzie znanego naszym romantykom parowca „Winkelried”; dla wielu pasażerów obcokrajowców, pisze, była to najpiękniejsza podróż w ich bogatym pod względem odbytych wojaży życiu; widok, gdy odwrócić wzrok od gór, jest łagodny i idylliczny. „Z jakąż przyjemnością widziałem siebie na środku tego wspaniałego jeziora, które, jak każde niewielkie choć morze, ma swoje porty, statki, burze i okresy ciszy; którego brzegi po stronie szwajcarskiej układają się w amfiteatr i są utkane z mnóstwa miasteczek, wiosek, przysiółków, domków letnich, zamków, łąk, oddających swe odbicia wodzie, gdzie żenią się z lazurem nieba. Niepodobna trafić na obraz bogatszy, żywszy i zarazem tak wyniosły; oko nieznużenie przebiega wszystkie szczegóły”. Tym samym parowcem popłyną w 1830 roku Mickiewicz z Odyńcem; Odyniec również wyrazi, w krótszych słowach, swój zachwyt.

W opisach Lemanu strona przyjaźniejsza, bukoliczna – rozciąga się ona na północno-wschodnim brzegu, gdy już wzniesienia Jury stopniowo zaczynają zanikać, krajobraz się zniża, delikatnie fałduje i traci ostrość konturów na rzecz miękkiej linii pagórków z winnicami (od 2007 na Liście światowego dziedzictwa UNESCO) – staje wobec strony drugiej, górskiej, alpejskiej i jurajskiej, jako przeciwwaga lub jako uzupełnienie. Przez tę dwubiegunowość pejzażu jezioro wyobrażać może dwa porządki, które chciałoby się identyfikować z okresami w dziejach literatury: sentymentalnym i romantycznym. W poemacie Byrona obie te strony lemańskiego krajobrazu współgrają i współistnieją; Byron, ściśle łącząc swe nadlemańskie wędrówki i jeziorne żeglugi ze wspomnieniem dzieł i życia Rousseau przywołuje tak grozę gór, oślepiające wrażenie widokiem Mont Blanc, jak i urok „małych, prześlicznych gajów”, w których przebywała Russowska Julia. Jezioro jest tutaj rodzajem media res łączącym przeciwieństwa, ofiarowującym różne perspektywy i zbierającym je w sobie jako obrazie – pars pro toto – całości wszystkiego.

„Turnie nadbrzeżne i Leman uśpiony –

Wszystko to życiem jak najgłębszym dyszy:

Tu każdy promyk, powiew, liść zielony

Jest cząstką bytu, człek w nich moc tę słyszy,

Co stwórcą jest wszystkiego i panem tej ciszy...”.

Rousseau nie należy do ulubionych autorów Krasińskiego; odnotowuje on „literacką” przynależność Lemanu do Rousseau, lecz nie rozwodzi się, tak jak Byron, nad tym powinowactwem. Chodzenie za Byronem śladem Rousseau nie jest już duchową atrakcją; dzieli ich o jedno pokolenie za dużo. Krasiński ogląda, jak Byron, nadbrzeżne „skały Meillerie, sławne w Nowej Heloizie, a z drugiej strony Lemanu góry zielone, i lasy, i ogrody, i gaj w Klarencji. Ale te skały i ten gaj żadnego na mnie wrażenia nie uczyniły, bo Nowa Heloiza wydaje mi się nudnym dziełem; piękny styl, ale nie ma uczucia żadnego, jest tylko deklamacja [...]”. Krasiński swoje opisy szwajcarskich pejzaży będzie zatem z czasem coraz bardziej dramatyzował, ustanawiając – zwłaszcza w listach do Reeve’a – Mont Blanc i Leman jako miejsca obrazujące wyzwanie dla egzystencji, stawiające swym kształtem obraz czy symboliczny wzór do naśladowania; Mont Blanc wzywa do heroizacji własnego istnienia, do wielkiego czynu, Leman do głębokiej refleksji, oba te naturalne byty odwodzą od mieszczańskiego żywota pozbawionego wymiaru duchowego. W kolejnym, pisanym po francusku, opisie jeziora Krasiński – który spędził na jego brzegach, w Genewie, trochę ponad dwa lata (1829–1832) – odchodzi zatem od bukolicznej poetyki, jeszcze obecnej we wczesnych listach do Gaszyńskiego i do ojca, i wprowadza jezioro w obszar metafizycznej medytacji.

[caption id="attachment_1213" align="alignnone" width="893"] Leman - Lozanna, zamek Beau-Sejour (mieszkanie Mickiewicza)[/caption]

Słowacki spędzi nad Lemanem więcej, bo ponad trzy lata (1832–1836); mieszkając w pensjonacie w Pâquis, nie widzi z okna pobliskiego Lemanu, ma widok na Mont Blanc; jezioro („jak pół nieba wywróconego na ziemię”) dostrzega natomiast bezpośrednio z okna podczas dwumiesięcznego pobytu latem 1835 w wiosce Veytaux, położonej nieopodal zamku w Chillon, w pobliżu miasteczka Villeneuve; gdziekolwiek się tu zresztą ruszy, „widać je z każdej ścieżki, z każdej doliny, z każdej góry”. W listach do matki odnotowuje „turystyczne” asocjacje pobliskich miejsc, ich związki z Rousseau i Byronem; więcej zresztą w jeziorze pływa, niż o nim mówi. Wspomni je nieco dłużej po latach, w liście-dedykacji do Zygmunta Krasińskiego otwierającym Lillę Wenedę. Wyjaśnia w nim jedno ze źródeł swej inspiracji. Miał nią być właśnie widok pobliskiego Villeneuve („dawnego Avencium”). Słowacki mówi o wielkim kontraście między miasteczkiem „czarującym swą wiejskością i spokojną pięknością”, domkami „biało odbitymi w jeziorze”, ogólną delikatnością i sielankowym nastrojem, a bliskością „czarnych gór, które podobne rzymskiemu legionowi, stoją groźne, nachylone, gotowe spaść” i miasteczko zniszczyć, jak to się zdarzyło w odległej przeszłości – pamięć o katastrofalnym osunięciu się ziemi połączonym prawdopodobnie z falą powodziową w roku 563 była żywa w czasach Słowackiego i przetrwała do dzisiaj. Ten kontrast między pięknem (ujętym według klasycystycznego ideału) a jego kruchością wciąż Słowackiego niepokoi; kolejna tragedia wprost wisi w powietrzu. Słowacki – jak zawsze najmniej przewidywalny – zdaje się tu odwracać romantyczne wartościowanie nadlemańskiego pejzażu; pięknem i wartością są sielankowe nabrzeża, to, co zbudowane ręką człowieka; dzika, górska natura przynosi zaś śmiertelne zagrożenie i stoi po stronie jeśli nie zła, to fatalności. Jezioro w tej konfrontacji dwóch porządków jest świadkiem zdarzeń, rodzajem, by tak rzec, materialnego podkładu, wiecznej tafli, na której rysują się tragiczne przemiany. Opisując pięć lat wcześniej wiejski bal nad Lemanem, używa Słowacki wyrażenia „tło obrazu”: „złudzonemu oku zdawało się, że cały taniec mijał nad brzegiem przepaści – i zawsze jezioro było tłem obrazu”. To drobne określenie, lecz może znamienne. Leman u Słowackiego – całkiem inaczej niż u Krasińskiego, Malczewskiego czy Mickiewicza – wpisuje się bardziej, choć nie tylko, w perspektywę historiozoficzną; jest dekoracją mitycznej pierwotnej szczęśliwości, której konkretne ślady w codziennym wiejskim życiu Słowacki zdaje się nad Lemanem dostrzegać; to szczęśliwość dawnej, wiejskiej Szwajcarii (a za nią, aluzyjnie, innych krain), za którą – jak pisze w liście z roku 1835 – „ludzie i rycerzy ginęli” i której udało się przetrwać.
</document>
<document nplp_id="337" title="Muri" slug="muri">Podberneńska miejscowość o charakterze rezydencyjnym. Właścicielem willi Bellevue był w latach czterdziestych XIX wieku gen. Józef Korwin-Szymanowski. W czasie pobytu generała w Muri, 5 sierpnia 1849 roku, zmarła jego 23-letnia córka Anna (pochowana w Bernie). Willa była umeblowana sprowadzonymi z Gdańska stylowymi meblami, które następnie wróciły do Polski, do Kuryłówki – wzmiankę o nich znaleźć można we wspomnieniach z dzieciństwa kompozytora Karola Szymanowskiego.

Latem 1849 w domu doktora Dietricha mieszkał filozof Bronisław Trentowski. Po kolejnym ataku apopleksji lekarze zabronili mu pracy. „Spokój i łagodność wielka w nim – pisze Zygmunt Krasiński do Augusta Cieszkowskiego – ale rozwiązany, jąka się jak dziecko, czepia się drzew, widoku skał, odchodzący, co zwleka iść w drogę.” Trentowskiego odwiedzała wówczas w Muri żona Krasińskiego Eliza (poeta, sam chory, leżał w Bernie). W połowie czerwca, wracając późnym wieczorem od Krasińskich, Trentowski padł w połowie drogi do Muri i dopiero po paru godzinach znaleziony, został odniesiony do domu, po czym spał dwie doby bez przerwy. Wbrew pesymistycznym diagnozom poety Trentowski przeżył o 10 lat Krasińskiego, a o 20 opisywane tu wypadki.

W tym samym czasie mieszkał też w Muri inny polski filozof i polityk Adam Gurowski, wykładający ekonomię polityczną na uniwersytecie berneńskim, autor książki o Szwajcarii. Gurowski miał w Bernie bliską rodzinę – jego siostra Maria Matylda wyszła w Polsce w roku 1836 za berneńskiego patrycjusza, Rudolfa Emanuela Berchtolda von Mülinen (publikował pod nazwiskiem Mülinen-Gurowski), i urodziła mu sześć córek.

W dwudziestym wieku polskie tradycje kontynuowali w Muri: filozof z Krakowa, twórca panidealizmu Rudolf Maria Holzapfel (pochowany w kapliczce w lasku na skarpie nad Aarą; jest też w Muri ulica jego imienia), eseista Jerzy Stempowski (przybył tu w roku 1940 z Węgier, mieszkał najpierw w rezydencji von Erlachów przy Pourtalèsstrasse 103, potem przy Rainweg 30, następnie, najdłużej, przy Thunstrasse 27; w roku 1953 przeprowadził się do Berna), malarka i filantropka Elżbieta Rufener Sapieha ze Spuszy k. Grodna, rzeźbiarz i myśliciel Zygmunt Stankiewicz (na zamku w Muri założył Polskie Muzeum Historyczne; odbywały się tam też konferencje Polskiego Instytutu Badań Zagadnień Światowych).

„W nocy Foehn. Po nocnej rozmowie z Marcelle droga powrotna do domu, o czwartej nad ranem, strasznie mi się dłużyła. Wściekły wiatr łomotał dachówkami i szyldami w ciemnym mieście. Na drodze do Muri burza była podwójnie gwałtowna. W ciemności czułem na przemian masy zimnego powietrza, gnane ponad polami i fale dusznego, gorącego powietrza, spadające z nieba i rozbijające się o ziemię. Niskie chmury przelatywały jak olbrzymie smoki a ich cienie sprawiały, że ciemność stawała się nieprzenikniona. Potykałem się o słupki kilometrowe, o drogowskazy, o drzewa. Nogi mi się plątały wśród leżących na drodze gałęzi. Wiatr wydobywał zewsząd dziwne dźwięki: skargi, gwizdy, tajemnicze szepty, okropne sisling sounds. Przystanąłem, żeby wziąć się w garść, po czym ostrożnie ruszyłem dalej. Niewidoczne ręce szarpały mnie za płaszcz. Zeschłe liście i skrzydła nietoperzy muskały mnie po twarzy. Do tego dochodziły dziwne rozbłyski i fosforescencje, jakby wszystkie złe duchy wyznaczyły sobie tej nocy spotkanie. Szczęśliwi kochankowie umieją sprostać takim nocom. Wykrzykują ukochane imię, Dulcynei czy Korydona, aż ich zwycięskie brzmienie odstraszy złe duchy. Ja jednak gwoli ich oddalenia mógłbym jedynie przywołać imiona zjaw, bladych duszyczek, błędnych ogników, które okazywały mi nieco życzliwości, same jednak odnosiły się z lękiem do tych mrocznych i groźnych potęg. Ci, co nie stracili nadziei, spokojnie posuwają się naprzód, nie zniechęcają się przeszkodami i zawalidrogami. Ale tym, co nie zmierzają donikąd, tym stracili już nadzieję, dłuży się droga przez noc.” To nie romantyczny opis przygody Trentowskiego z roku 1849. Zacytowany fragment pochodzi z pisanego po francusku dziennika intymnego Jerzego Stempowskiego. Rzecz zdarzyła się w nocy z 22 na 23 stycznia 1941 roku, na tej samej drodze z Berna do Muri. Magia miejsca?</document>
<document nplp_id="338" title="Wędrówki po&amp;nbsp;Alpach" slug="wedrowki-po-alpach">Przedstawione zostały dwie mapy. Jedna, ogólna („Szwajcaria”) obejmuje tę część terytorium Szwajcarii, którą podczas swych podróży krajoznawczych przemierzali romantycy; jest to część południowo-środkowa kraju, w której mieszczą się przedgórze alpejskie i same Alpy. Zaznaczono na niej marszruty Mickiewicza i Odyńca (podróż z Włoch do Genewy w roku 1830), Mickiewicza, Odyńca i Krasińskiego (wspólna podróż po Szwajcarii w sierpniu 1830), Krasińskiego (w towarzystwie guwernera, Jakubowskiego, w lipcu 1830), Słowackiego (podróż po Szwajcarii w sierpniu 1830), oraz marszruty dwóch podróży wcześniejszych, Goethego (z roku 1780) oraz Byrona (z 1816).

Mapa druga, bardziej szczegółowa („Mont Blanc”), obejmuje jedynie – wyjęty z mapy ogólnej – wycinek masywu Mont Blanc, jednej z „obowiązkowych” atrakcji do odwiedzenia w trakcie szwajcarskich podróży. Na tej mapie – w większej skali niż na mapie „Szwajcaria” – zaznaczono miejsca, do których dochodzili podróżnicy, czy to w trakcie swych dłuższych, parotygodniowych wędrówek po Szwajcarii, czy pojedynczych wypraw z Genewy. Na mapie tej zaznaczone zostały cztery punkty. Po pierwsze, dwie góry po drugiej w stosunku do Mont Blanc stronie doliny Chamonix. Pierwsza to Brevent (2525 m n.p.m.), na którą wjechał na mule Krasiński, druga to La Flégère (1877 m n.p.m.), na którą wspięli się Mickiewicz z Odyńcem. Były to – rekomendowane wszystkim podróżnikom – bardziej spacery niż prawdziwe górskie wyprawy celem znalezienia się na odpowiedniej wysokości, z której można było podziwiać panoramę masywu Mont Blanc z jednej strony i krainy nadlemańskiej z drugiej.

Kolejny punkt, po stronie samego masywu, to tak zwany Ogród (w istocie dwa sąsiadujące miejsca: Le Jardin i Le Couvercle) przy lodowcu Mer de Glace, za wzniesieniem Montavert (1900 m n.p.m.). Nazwa „Ogród” wywodziła się z fenomenu natury, jakim było kilka kwitnących krzewów rosnących przy samym lodowcu, na wysokości ponad 2700 m n.p.m. Dla odwiedzających Dolinę Chamonix było to w istocie jedyne położone w miarę wysoko i w miarę blisko samego szczytu Mont Blanc miejsce , do którego dostęp nie sprawiał większych trudności; jego „zaliczenie” równało się spełnieniu wyprawy do Mont Blanc – choć takiemu Wiktorowi Hugo wystarczył sam widok z doliny. Co prawda niektóre opisy – jak Aleksandra Dumasa czy Odyńca – wzmagają trudności i przedstawiają wspinaczkę jako wielki wyczyn, lecz w istocie trasa była znana od dziesięcioleci i z czasem doczekała się pełnej „turystycznej” obsługi. Chodziły nią muły, a nawet pokonywały ją do znacznej wysokości powozy.

Dwie pozostałe zaznaczone na mapie trasy ilustrują pobyt Antoniego Malczewskiego w roku 1818. Pierwsza, dochodząca do Aiguille du Midi (3843 m n.p.m.) pokazuje drogę pierwszej próby zdobycia Mont Blanc przez autora Marii, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa postanowił wejść nań z innej strony niż jego dotychczasowi zdobywcy. Droga druga, prowadząca w pobliżu Glacier de Taconnaz, wyznacza tradycyjny szlak, którym Malczewski po niepowodzeniu pierwszej próby (zakończonej wszak zdobyciem wspomnianej dziewiczej Aiguille du Midi, czyli, jak pisał, „Sterty Południowej”) wspiął się na Mont Blanc jako ósmy (bądź szósty) odnotowany przez kroniki podróżnik.

Wyczyn Malczewskiego należy do rzadkich wydarzeń i w historii „alpejskich podróży romantyków” jest ewenementem. Znakomita większość wypraw, jak pokazuje mapa ogólna, grupująca kilka ich najważniejszych dla nas przykładów, odbywała się identycznymi szlakami, od dawna istniejącymi i dokładnie przedstawionymi w bardzo licznych przewodnikach po Szwajcarii oraz w bardzo w swoim czasie modnych opisach wrażeń, sporządzanych nie tylko przez pisarzy i poetów, ale też wędrowców na co dzień po pióro niesięgających. Oblicza się, że w pierwszej połowie XIX wieku powstało około 500 takiego rodzaju książek. Niektóre z nich, wielokrotnie wznawiane, były niezwykle popularne; czterotomowe niemieckie i francuskie (Manuel d’un voyageur en Suisse) wydanie przewodnika Ebla stało się turystyczną Biblią służącą wszystkim podróżnym. Należy też podkreślić, że w Szwajcarii szybko i dość skutecznie rozwinął się – jak dzisiaj byśmy to określili – przemysł turystyczny; w chwili gdy w roku 1830 i później ruszają w drogę Mickiewicz, Krasiński czy Słowacki, ma on już spore znaczenie.

Powstawały liczne miejsca pracy przy budowie i utrzymaniu dróg oraz schronisk i obsłudze gości. Pojawili się sprzedawcy pamiątek, litografii, żywności i kocy dla strudzonych wojażerów, przy słynnym wodospadzie w Staubbach wieśniaczki przebrane za „nimfy kasakady” śpiewały dla zwiedzających pieśni. Opowieści o rozczarowaniu cywilizacją i mnogością ludzi w miejscach zdawałoby się dzikich jest mnóstwo; francuski poeta Charles Nodier zanotuje: „Zmarnowano mi Alpy”. Szwajcarski paradoks podróżny polegał na tym, że kraj rozwijał się bardzo szybko i obsługa turystyczna była jedną z tego oznak, lecz goście poszukiwali wrażeń życia nieobrobionego, naturalnego, przekazywanych przez książki: to wiejskiej idylii, sielankowej pastoralności, to – w samych górach – wzniosłości i pierwotnej dzikości natury. Szwajcaria wydawać się miała sprzecznie i jednocześnie wyspą dziką, lecz uporządkowaną, zarazem pierwotną i dobrze prosperującą.

Należy zatem wziąć pod uwagę, że obraz szwajcarskich, a zwłaszcza alpejskich wędrówek romantycznych jest w przekazach nieco „podkręcony”, umityczniony. Nie można mówić w przypadku naszych i nie tylko naszych romantyków o jakichś niezwykłych wyprawach, narażaniu się na niebezpieczeństwo, ryzykownych przejściach i przeprawach. Ani też o jakichś indywidualnych wyczynach, ryzykownym zapuszczaniu się w okolice dzikie i bezludne, zdobywaniu szczytów; o bezkresnych wędrówkach, gubieniu się w obcej przestrzeni. Do takich osobnych miejsc dochodzą tylko bohaterowie poematów, powieści i dramatów. Jeden Malczewski wyszedł poza – dosłownie – utarte szlaki, stając się pierwszym na świecie poetą-alpinistą.

Podróżujący przez Alpy i przez alpejskie przedgórze rzadko przekraczają poziom 2500–2600 m n.p.m., przy czym trzeba pamiętać, że wysokość ta pod względem pejzażu nie odpowiada automatycznie wysokości tatrzańskiej; w Alpach na takiej wysokości jest jeszcze roślinność i prawie nie ma stromych turni. Ze względu na ukształtowanie terenu podróżowanie polegało na przemierzaniu długich dolin i pokonywaniu dzielących je – położonych niekiedy wysoko – przełęczy. Taka rzeźba geologiczna warunkowała itineraria i z niej również wynika w dużej mierze ich powtarzalność. Trasy romantycznych podróży alpejskich (mapa „Szwajcaria”) zostały rozmyślnie naniesione na współczesną mapę drogową. Obecne główne drogi, alpejskie i podalpejskie szlaki komunikacyjne, pokrywają się bowiem dokładnie z ówczesnymi marszrutami; poza nielicznymi wyjątkami tam, gdzie wędrowali lub jechali (na mułach, powozami) romantycy, dziś leży asfalt.

Dla wychodzących z Genewy podróż szwajcarska układała się w elipsę; szło się na zachód bliżej gór i wracało przez duże miasta od strony północnej. Z zaznaczonych na mapie „Szwajcaria” tras tylko marszruta Mickiewicza–Odyńca w lipcu 1830 prowadzi w drugim kierunku, gdyż przychodzili oni do Szwajcarii przez przełęcz Simplon ze strony włoskiej i na drodze z Włoch do Genewy zwiedzali okolice masywu Mont Blanc w, by tak rzec, „odwrotnym kierunku”.

Bardzo typowa, „podręcznikowa” marszruta wspólnej wyprawy Mickiewicza, Odyńca i Krasińskiego, dokładnie wcześniej opracowana, rozpoczynała się – po przebyciu statkiem Jeziora Genewskiego – w Montreux. Stamtąd wspinaczka na Dent de Jaman, najbardziej znany szczyt (1875 m n.p.m.) w pobliżu Jeziora; tędy szedł kilkanaście lat wcześniej Byron. Nocleg w wiosce Chateau-d’Oex, najczęstszym miejscu postoju w okolicy. Dojazd do miasteczka Thun. Z Thun przeprawa łodzią przez Jezioro i dalej powozem do Interlaken. Tu zaczyna się Oberland, czyli „część górzysta kantonu Bern”, Interlaken było głównym miejscem wypadowym. Z Interlaken przez jezioro Brienz do kaskady Giessbach – obok widoków na najwyższe szczyty wodospady były drugą podstawową „atrakcją” dla podróżujących po Szwajcarii. Powrót do Interlaken i stamtąd dalsza wędrówka do słynnej doliny Lauterbrunnen. Kolejne kaskady, w tym legendarna Staubbach. Stąd widok na Jungfrau. Dalej przez wierzchołek Wengern-Alp i Mały Scheidegg do doliny Grinderwald. Wejście na lodowiec przy Wetterhorn i przejście przez Wielki Schidegg do wsi Meiringen w dolinie Oberhasli – po drodze kaskada Reichenbach (w której Conan Doyle utopi później Sherlocka Holmesa). Z Meiringen przez dolinę Hasli im Grund do „dzikiej okolicy” przełęczy Grimsel. Tu nocleg w Hospicjum (dziś – Grimsel Hospiz) i kolejna podręcznikowa „atrakcja”: widok na spadek rzeki Aar. Zejście obok lodowców, skąd wypływa Rodan, początek kantonu Uri, dolina Urseren, dojście do miasteczka Andermatt obok Góry św. Gottharda i pół mili od Mostu Diabła. (nad nurtem rzeki Reuss, nowy most powstał w roku 1830), kolejnego słynnego miejsca, jak mówią dzisiejsze przewodniki, „godnego oddzielnej podróży”. Dalej do wioski Altdorf i przez jezioro Vierwaldstättersee (czyli jezioro Czterech Kantonów) do portu w Brunnen. Stamtąd w stronę góry Rigi (skąd słynny widok na „całą Szwajcarię”). Dalej do Lucerny i powrót równiną przez Lozannę do Genewy.

Słowacki rozpoczął swoją podróż niemal w tym samym miejscu, lecz poszedł na południe, w stronę Przełęczy św. Bernarda – drogą, jaką Krasiński szedł już wcześniej podczas wyprawy ze swym guwernerem Jakubowskim. Następnie przez przełęcz Gemmipass dotarł w okolice Interlaken, do Oberlandu, o który zahaczają wszyscy ówcześni wędrowcy. Dalej jego droga wiodła tą samą trasą, którą szli cztery lata wcześniej Mickiewicz, Odyniec i Krasiński. W dwóch miejscach Słowacki wydłużył swą marszrutę: podszedł nieco bliżej niż wspomniani w stronę Jungfrau oraz z wioski Andermatt nadrobił parę kilometrów i wszedł na Przełęcz św. Gotarda.

Szwajcarska runda wykonana przez Byrona była krótsza; Byron nie wszedł na najwyższe, wspomniane przed chwilą przełęcze. Goethe kilkadziesiąt lat wcześniej odwiedził Dolinę Chamonix, wspiął się na Montavert, później szedł drogą podobną do tej Słowackiego.</document>
<document nplp_id="339" title="Mont Blanc" slug="mont-blanc">Sztuce wchodzenia na Mont Blanc towarzyszyła od początku sztuka opisywania. Dyskurs o Białej Górze – jak ją nazywał Antoni Malczewski, poeta i zarazem pierwszy polski alpinista – rozwijał się od końca lat siedemdziesiątych XVIII wieku, równolegle z dokonaniami wspinaczy. Uczeni, artyści, łowcy wrażeń i wyczynowcy ruszali w trasę już oczytani, a po powrocie sami zdawali relację. Tak jakby nie wystarczyło wejść na szczyt – by prawdziwie zdobyć Mont Blanc, należało go opisać. Było to niemal powinnością wspinacza, jeszcze jedną próbą do przejścia. Próbą, która zapewniała błyskawiczną sławę, gdyż opowieści o wyprawach szybko obiegały Europę, docierając i do Ameryki. Drukowano je też od razu w gazetach i czasopismach, tłumaczono, przedrukowywano w naukowych traktatach, dziennikach podróży, w zbiorach quasi-autentycznych listów. Co głośniejsi pisarze, jak Chateaubriand czy Hugo, podpisywali lukratywne umowy wydawnicze i ruszali w stronę Chamonix. Teksty te – zarówno dokumentarne, jak i artystyczne – zawsze odnosiły się do już znanych, stanowiły wspólne źródło obserwacji, ale też wielokrotnie powtarzanych cytatów, porównań, metafor. Dlatego też Mont Blanc jest jedynym miejscem alpejskim, które stało się tak wyjątkową sumą podejść – dosłownych i literackich. Tylko Jungfrau i Przełęcz św. Bernarda mają – choć o wiele słabiej udokumentowany – tak odrębny status.

Pierwszeństwo przysługuje publikacjom dwóch genewczyków, które ukazały się jeszcze przed zdobyciem szczytu. Były to: Desrciption des glaciers de la Savoie (1773) i Description des aspects du Mont Blanc (1776) Marca Théodore’a Bourrita (także autora rysunków i akwareli, m.in. pierwszych widoków Mont Blanc), oraz obszerne tomy Voyages dans les Alpes (t. I–IV: 1779–1796) profesora filozofii i nauk przyrodniczych Horacego-Bénédicta de Saussure’a, dzieła należącego do najbardziej „kultowych” lektur nadchodzącej epoki. (Goethe, znający pisma obu, w listopadzie 1779 przyszedł właśnie do de Saussure’a, by się upewnić, że o tej porze roku można jechać do Chamonix).
To Bourrit i de Saussure zwrócili oczy Europy na jej najwyższy szczyt. Wcześniej Mont Blanc nie wywoływał większego zainteresowania, badaczy Alp wabiła tajemnica lodowców, którym poświęcono szereg naukowych opisów – na przykład lodowiec Mer de Glace, zwłaszcza oglądany od strony Montenvers, budził powszechną fascynację. Potężna góra wznosząca się gdzieś za nim uchodziła za niedostępną, a przez to jakby nieistniejącą i niemą. Pierwszym wyprawom w jej okolice przewodził więc imperatyw przyrodoznawczy i nawet wówczas, gdy de Saussure podejmował próby dostania się wyżej, myślał przede wszystkim o pobraniu materiału do badań mineralogicznych. O tym, że początkowo kierowała nim ambicja naukowca, nie zaś wspinacza, świadczy fakt, że w 1760 roku wyznaczył nagrodę dla tego, kto znajdzie drogę na szczyt i obiecywał zapłatę za każdy dzień poświęcony próbom wejścia.

Ani wysokość, ani niedostępna natura długo nie stanowiły dla turystów wyzwania, górale zaś wchodzili tylko tam, gdzie znaleźć mogli kryształy bądź dokąd zapędzili się za owcami. Jednak szczegółowe opisy Voyage dans les Alpes czy poruszające wyobraźnię relacje Bourrita miały swoją siłę: alpejscy podróżnicy powoli zaczęli zdawać sobie sprawę, że ponad jęzorami lodowców, malowniczymi dolinami, wąwozami i wodospadami wznosi się szczyt (wyższy niż Etna i Wezuwiusz – cele popularnych wycieczek), na który nikt jeszcze nie dotarł. Wolno zatem sądzić, że góra mogła się ukazać ludziom, wtargnąć w świadomość epoki, dopiero wtedy, gdy o niej opowiedziano. Opisy, relacje, rysunki (bardziej niż ogłoszony konkurs) wykreowały Mont Blanc jako szczyt do zdobycia – miejsce skupiające pragnienie. Rozpoczęła się rywalizacja o to, kto pierwszy stanie na górze.

W roku 1783 doktor Michel-Gabriel Paccard z Chamonix i Bourrit dochodzą z przewodnikami do Montagne de la Cote. Rok później Paccard próbuje wejścia na Aiguille du Gouter (3835), lecz tuż przed szczytem musi zrezygnować. Kolejna grupa, tym razem prowadzona przez Bourrita, zdobywa ten szczyt, a dwóch przewodników dociera trawersem jeszcze wyżej, aż na Col du Dôme (4237 m). Duża wyprawa prowadzona przez de Saussure’a tą samą drogą w roku 1785 kończy się fiaskiem. Dwie równoległe wyprawy ruszają 8 czerwca 1786 roku. Jedną z nich prowadzi Paccard, drugą przewodnik Pierre Balmat. Obie idą różnymi drogami i spotykają się na Dôme du Goûter (4303). Towarzyszący Paccardowi przewodnik Jaques Balmat gubi się w drodze powrotnej, samotnie spędza noc na dużej wysokości, udowadniając możliwość przedłużenia wyprawy do dwóch dni. Dwa miesiące później Paccard i Jacques Balmat ruszają ponownie, jednak krótszą drogą, przez Grand Plateau (ten fragment drogi nazwano Dolnym Ancien Passage). 8 sierpnia 1786 zdobywają Mont-Blanc. Z Chamonix, przy pięknym, słonecznym dniu, ostatnie metry wyprawy obserwuje przez lunetę kilka osób, co nie zapobiega jednak późniejszym sporom o pierwszeństwo. To Jaques Balmat (który zostanie legendarnym góralem-zdobywcą) otrzymał nagrodę genewskiego profesora, choć wszedł razem z Paccardem. De Saussure stanął na szczycie rok później, przebywszy wraz ze słynnym już guidem oraz z 17 innymi przewodnikami i lokajem drogę nieco krótszą (Górny Ancien Passage, odkryty przez Balmata). Uczynił przy tym wiele, by wspinający się tegoż dnia Bourrit musiał się wycofać (i nigdy na szczyt nie dotarł).

Piętnastoletni Wawrzyniec Dzieduszycki, przebywający wówczas w Chamonix, widział tę wyprawę, rozmawiał z jej uczestnikami i zaraz opisał ją w swym dzienniku (notatkę – jako pierwszą o tym wydarzeniu – odnotowują historycy alpinizmu). De Saussure uczynił to kilka dni później, po powrocie do Genewy. Opisy jego wędrówek były nie tylko sławne, ale i narzuciły „naukowy” styl wchodzenia (a więc i opowiadania) kolejnym wyprawom: przedstawiano szczegółowo trasę i techniczne trudności wędrówki, rodzaj skał, roślinność, temperaturę śniegu, zmiany powietrza i wahania ludzkiego pulsu oraz wszelkie prowadzone w trakcie doświadczenia. Owe eksperymenty na wysokościach oraz zbieranie próbek do dalszego badania na dole jeszcze przez wiele lat było przyjętym, „oficjalnym” uzasadnieniem wspinaczki. Wnoszono zatem na górę najrozmaitsze narzędzia do pomiarów, zwłaszcza barometry i pryzmaty. Nawet dźwigania butelek wina nie tłumaczono chęcią wypicia toastu po zdobyciu szczytu, lecz koniecznością analizy percepcji smaku na tak dużej wysokości. Szkot John Auldjo, zdobywca Mont Blanc w roku 1827, wyznaje rozbrajająco w swej relacji, że choć nie ma temperamentu ani wiedzy naukowca, zabiera ze sobą przyrządy, żeby „czymkolwiek przysłużyć się ludzkości”.

Jednak lektura tekstów de Saussure’a wskazuje, że Góra objawiła mu coś znacznie więcej, niż mogły wskazać instrumenty. W Voyages dans les Alpes (t. II, s. 562) czytamy: „Spokój i głęboka cisza panujące w tej wielkiej przestrzeni, powiększonej jeszcze przez imaginację, napawały mnie pewnego rodzaju przerażeniem; zdawało mi się, że ja jeden przeżyłem świat i że widziałem jego trupa rozciągniętego u moich stóp. Jakkolwiek smutne są myśli tego rodzaju, wywierają pewien urok, któremu trudno się oprzeć”. Warto te słowa porównać z tatrzański relacjami Stanisława Staszica (czytelnika Voyages) z jego dzieła O ziemiorództwie Karpatów (1815), w którym pisał: „Niezadługo straciliśmy wszystko z oczu, znikło nawet i skalisko, co nas na tej wysokości unosiło. Została się tylko groza nicości. Jest ona tu okropna. Jeszcze bardziej przeraża jak przepaść otwarta” (Kolbuszewski, Tatry w literaturze polskiej, s. 30). Staszic chodził także wcześniej po Alpach, a podobieństwo jego narracji do stronic genewczyka jest uderzające (co zauważył Jacek Kolbuszewski, badacz obrazu Tatr w literaturze polskiej). De Saussure i Staszic – wzorem Rousseau – zwracali uwagę również na uczucia człowieka postawionego wobec skał, pustki i ciszy. Obaj zatem wskazywali na „trwogę geologiczną”, przerażenie martwotą i nikłością świata oglądanego z górskich wysokości oraz na to szczególne doznanie, w którym metafizyczna groza łączy się z uniesieniem.

Najdonioślejszy ślad lektury Voyage stanowi Kantowska Analityka wzniosłości (wyd. oryg. 1790; wyd. pol. 1964). Dwoisty charakter alpejskiego przeżycia, „odstraszającego i pociągającego zarazem”, wsparł teorię o wzniosłym charakterze ogromu natury, który stawia ludzkie „ja” wobec idei nieskończoności. De Saussure – zdaniem Kanta – miał uświadomić współczesnym wzniosłość gór. Jakkolwiek – pisał filozof – intencją uczonego było „oświecanie ludzi”, to „podnoszące duszę uczucie posiadał ów znakomity mąż i udzielił go ponadto czytelnikom opisów swej podróży” (§ 29). Historia romantycznej kreacji Mont Blanc potwierdza słuszność tego zdania. W XVIII-wiecznym dyskursie można bowiem dostrzec wyraźną zapowiedź nowego doświadczenia Alp, które będzie łączyło dosłowną, fizyczną wysokość z obrazem mentalnego uniesienia ponad ziemię. W odróżnieniu od wycieczek po dolinach, wyprawy wysokogórskie przynosiły konfrontację z pionowym, transcendentnym wymiarem istnienia, coraz częściej obrazowanym przez doświadczenie wzniosłości – przerażenia i poczucia wyobcowania połączonych z fascynacją życia „na wysokościach”. Jednym z nielicznych podróżników okazujących w tym względzie wstrzemięźliwość był Chateaubriand, w swym Voyage au Mont Blanc (1805) krytykujący – jak pisał – świeży zwyczaj łączenia gór z wzniosłymi doznaniami.

„Prace Bourrita i de Saussure’a przyciągnęły uwagę publiczności do tego stopnia, że w latach 1780–1792 w Chamonix widziano od 800 do 1200 cudzoziemców rocznie” – informował turystyczny przewodnik po Szwajcarii Johanna Gottfrieda Ebela (wydany po niemiecku w roku 1793, a wkrótce po francusku i angielsku). Liczby odwiedzających rosły potem szybko, bo Mont Blanc już przyciągał, i to nie tylko amatorów wspinaczki czy sportowej rywalizacji (tę cenili szczególnie Anglicy). Przyciągał, bo stawał się faktem kulturowym – zmaterializowaniem wzniosłości, której pragnęła epoka. Kształtem ogromnym, nieforemnym i nie do ogarnięcia, tak różnym od ideałów harmonijnego piękna, a przez to zdającym się uosabiać istotę nadchodzących czasów. Był „niezmożoną potęgą” (Percy Shelley), monarchą „w lodowej koronie i śnieżnym płaszczu” (Victor Hugo), „bielą absolutną” (Teofil Gautier), „sławnym samotnikiem” (Jules Michelet). Literatura podsuwała coraz to inne określenia – były ich krocie – próbując wyrazić jego fenomen.

Słowom z Wędrówek Czajld Harolda: „Jak wiecznie czysty śnieg, co Alp krawędzie / Otula, spraw padołu nie mając na względzie”, towarzyszy odautorski komentarz: „Zwrotka ta pisana była w obliczu Mont-Blanc (3 czerwca 1816), który nawet w tym oddaleniu oślepiające wywiera wrażenie. Przyglądałem się przez pewien czas różnorodnym odbiciom Mont Blanc i gór Argentières w spokojnym jeziorze, po którym pływałem w swej łodzi”(pieśń IV). Byron na Mont Blanc nie wszedł. Antoni Malczewski, jego wierny czytelnik, pojawił się nad Jeziorem Lemańskim krótko po nim – około roku 1817. W liście do profesora Marc-Augusta Picteta (pisanym po zdobyciu Mont Blanc) Malczewski wspominał: „brzegi Genewskiego Jeziora nade wszystko mi się podobały. Przypatrywałem się stamtąd lodowym wierzchołkom Gór Szumańskich i ubolewałem, gdym przy zachodzie słońca nie mógł już ich widzieć lub gdy obłoki skrywały ich wierzchołki przed moim wzrokiem. Na koniec, podczas pięknego jednego wieczora w lipcu, tak mię wspaniały widok Góry Białej zachwycił, żem postanowił przypatrzeć się jej z bliska” (Gacowa, 1974, s. 138).

Do Chamonix przybył pod koniec lipca 1818. Wieś była już wtedy głośnym centrum turystycznym. Przyjeżdżało się tu, by zwiedzać okolice, wejść choćby na Montenvers, wzniesienie mające ledwie 1800 metrów, ale wystarczające do powiedzenia, że było się „au Mont Blanc” (tylko dotąd dotarł Chateaubriand). Tu także można było nasłuchać się do woli o wyprawach śmiałków, niektórych nawet zobaczyć w akcji, a przynajmniej porozmawiać z przewodnikami, chętnymi, bo liczącymi na nowych klientów. Désir Raoul-Rochette przedstawiał Chamonix w pisanych wówczas Lettres sur la Suisse (1823) jako świątynię mody i narzekał, że odkąd wprowadzono powozy dla wizytujących, da się już docierać na lodowce, „niemal nie opuszczając Paryża”. Organizowano dla nich także oczekiwaną grozę, prowadząc w miejsca dostarczające mocnych wrażeń, informatory zaś wskazywały szlaki, które były „wystarczająco przerażające”, a zatem „dość atrakcyjne dla turystów”.</document>
<document nplp_id="340" title="Splügen" slug="splugen">Przełęcz alpejska i miejscowość na granicy szwajcarsko-włoskiej. Wsławiona w literaturze polskiej wierszem Mickiewicza Do... (Na Alpach w Splügen), którego incipit, zdaniem Alfonsa Bronarskiego, nie odnosi się do nazwy gór, tylko do homonimicznego słowa, oznaczającego górskie pastwiska. W dawnym hotelu pocztowym Bodenhaus przechowywana jest księga pamiątkowa gości, obejmująca okres maj 1828 – lipiec 1844. Pod datą 26 września 1829 znajdują się w niej wpisy Mickiewicza i Antoniego Edwarda Odyńca. Mickiewicz w rubryce „miejsce urodzenia” wpisał: Pologne, w rubryce „stan i zawód” najpierw omyłkowo: St. Petersburg, następnie: Poète, w rubryce „skąd przybywa”: Petersburg, w rubryce „dokąd zmierza”: Milan, data: Sept. 26. ,,Pod wpisami Mickiewicz dopisał uwagę, wyrażającą zadowolenie z pobytu: „très contents de notre sejour”.

W księdze gości jest więcej wpisów polskich, m. in. „comte Krasinsky”. Zygmunt Krasiński zatrzymał się tu po raz pierwszy w roku 1839, w drodze z Neapolu do Drezna. Po raz kolejny przekraczał w tym miejscu Alpy w listopadzie tego samego roku, tym razem jadąc na południe.

Świadectwem następnego pobytu Krasińskiego na przełęczy (w drodze z Neapolu do Monachium) jest datowany w Splügen 11 lipca 1840 roku wiersz O ziemio włoska, zakończony wezwaniem, by ziemia włoska strzegła pozostawioną na niej ukochaną: „Mów jej północnym wiatrów twych powiewem, / Żeś na ostatniej granic twoich skale / Słyszała także mej rozpaczy żale – / I żem cię żegnał miłości westchnieniem!”. Pod koniec sierpnia 1840 roku poeta znów był na przełęczy, tym razem w drodze z Monachium do portu Civitavecchia. Podczas tego pobytu (26 VIII) napisał wiersz Do D., w którym pojawiają się miejscowe realia – „starożytny” kościół, wiejski domek, wyżyny, uwieńczone ruinami. Wracał przez Splügen rok później, tym razem, jak wynika z księgi gości, towarzyszyła mu adresatka poprzedniego wiersza, Delfina Potocka. 24 października 1841 roku Krasiński znów był na Splügen, jadąc z Włoch przez Niemcy do Francji (w księdze wpisał odpowiednio Wenecję i Kolonię).

Powstałe w Splügen wiersze świadczą o tym, że miejsce to było odczuwane przez romantyków nie jako cel sam w sobie, ale jako próg, granica – między Północą a Południem, między przeszłością a przyszłością, między wspomnieniem a rzeczywistością, między rzeczywistością a marzeniem, między ziemią a niebem.

W latach sześćdziesiątych XIX wieku przebywał w Splügen inż. Stephan Preiss, syn Stefana Preissa ze Staszowa, który w roku 1810 jako pierwszy Polak otrzymał obywatelstwo kantonu Gryzonia (na jego terytorium leży Splügen). Inż. Preiss wyjeżdżając pozostawił w zajeździe nie przeczytaną do końca książkę Aarona Bernsteina z Gdańska pt. Fantazyjna podróż po Wszechświecie w przekładzie, a raczej adaptacji Stanisława Löwenharda.

Całość jest przedsięwzięciem całkiem nowoczesnym, autor proponuje bowiem wirtualną podróż po kosmosie. Radzi – zamiast zbędnych w kosmosie paszportów – wziąć ze sobą intelekt i poczucie humoru, „a że fantazja ma swe siedlisko w mózgu, gdzie działa coś, co według najnowszych badań bardzo się do elektryczności zbliża, przeto właściwie zamierzamy odbyć elektryczną wędrówkę po świecie”. W ślad za Bernsteinem tłumacz proponuje – dla uzmysłowienia czytelnikowi proporcji poszczególnych ciał Układu Słonecznego – położyć słońce na placu Zamkowym w Warszawie, a planety rozmieścić na Krakowskim Przedmieściu i na Nowym Świecie. Merkury miałby wówczas wielkość ziarnka gorczycy. Wenus i Ziemia miałyby rozmiary grochu i mieściły kolejno na wysokości odwachu (na wprost wylotu ulicy Miodowej) i gmachu Towarzystwa Dobroczynności (słynny „Res Sacra Miser”, dziś siedziba „Wspólnoty Polskiej”). „Na planetę Mars wybrać musimy kuleczkę średnicy przez pół mniejszej od grochu i położyć ją wprost Poczty”, czyli budynku znanego dziś jako Pałac Wesslów (Krakowskie Przedmieście 25). Na planetoidy między Marsem a Jowiszem („38 nadzwyczaj delikatnych pyłków, prawie niewidocznych dla gołego oka”) przeznacza Löwenhard plac „między kościołem Karmelitów a Namiestnikowskim pałacem”. Co dalej? „Dla oznaczenia Jowisza w naszym modelu możemy śmiało użyć brzoskwini i położyć ją tuż na początku Nowego Światu, obok Akademii Medycznej” (dziś Pałac Staszica, od nazwiska pierwszego prezesa Akademii Lekarskiej; ciekawe, dlaczego Löwenhard nie wspomniał o stojącym już wówczas od 30 lat na miejscu wirtualnej brzoskwini pomniku Kopernika z wyobrażeniem układu słonecznego?). Dla uzmysłowienia wyglądu Saturna – kuli umieszczonej w pierścieniu – autor znajduje sprytną analogię, przywołując wyobrażenie wiśni: „wielkość jej bowiem dość dobrze do naszego modelu przypada, a jeśli korzonek w około okręcimy i umocujemy żeby się trzymał, to już możemy się z nią udać ku ulicy Chmielnej i tam stosowne miejsce do położenia wynaleźć.” Uran proponują autor z tłumaczem przedstawić w postaci malutkiego orzecha laskowego, umieszczonego na placu Aleksandra, czyli dzisiejszym Trzech Krzyży. „Wreszcie dla Neptuna, dopiero w roku 1846 odkrytego, potrzebujemy kuli wielkości truskawki, którą za Belwederem położyć wypadnie.” Kula wielkości koła dorożki, ziarnko gorczycy, dwa i pół ziarnka grochu, 38 pyłków, brzoskwinia, wiśnia z wirującą szypułką, orzeszek laskowy i truskawka, a wszystko to porozmieszczane dokładnie między kolumną Zygmunta a Belwederem. Trudno o ładniejszy obraz, tłumaczący Polakom proporcje naszego układu planetarnego. Książeczka z tym konceptem, rozcięta do s. 93, zachowała się na przełęczy Splügen do pierwszych lat XXI wieku (obecnie w zbiorach autora hasła).</document>
<document nplp_id="341" title="Tatry" slug="tatry">Gdyby w którymś ze światów równoległych rozwinął się alternatywny romantyzm, mógłby on wyglądać na przykład tak: Pielgrzym, bohater znakomitych Sonetów tatrzańskich, („Lubię poglądać wsparty na Krywania skale...”), pochwyciwszy cichutki głos z Litwy, pełen dobrych przeczuć wyrusza z powrotem do ojczyzny. Nie wie jednak, że dał się zwieść, głos bowiem dobiegał z niewysokiej chmurki, która bez trudu wyprzedziwszy wóz brodzący po przestworze suchego oceanu, unosiła do kraju Kordiana (ten niepokorny młodzian dopiero co wykrzyczał swoje racje z wierzchołka Łomnicy). Następnie pielgrzym mija się z alchemikiem Sędziwojem, który wybrał kierunek odwrotny – przed miejskimi rozterkami Krakowa ucieka w uroczyska Doliny Kościeliskiej. Tam miejscowy rozbójnik Janosz skutecznie uleczy go ze słabości do złotego kruszcu...

Taka gra wyobraźni nie może być całkiem jałowa, skoro uświadamia istotny brak – otóż najwyższe polskie góry okazały się za niskie, by było je dobrze widać ze szczytu ówczesnego parnasu. Co prawda od początku XIX wieku Tatry ze wzrastającą mocą przyzywały do siebie poetów, jednak ci, rozproszeni, „przynosząc z miasta uszy pełne stuku”, często nie byli w stanie dosłyszeć atrakcyjnej mowy mało znanych gór. Nieliczne poetyckie wzmianki – np. gmach „wysoki pod szczyt Krępaku” (jak nazywano Łomnicę lub całe Tatry) który miał wymurować Mefisto z ballady Mickiewicza (Pani Twardowska) – nie zmieniają faktu, że najwięksi poeci w swoich podróżach – zsyłkowych, emigracyjnych, konspiracyjnych, zdrowotnych, krajoznawczych, naukowych – najczęściej omijali Tatry raz z prawej, raz z lewej strony, zajeżdżając w modne Alpy, na Krym czy w dzikie góry Kaukazu. Droga środka, prowadząca wprost pod tatrzańskie opoki, była mało przetarta.

[caption id="attachment_2231" align="alignnone" width="890"] Giewont, drzeworyt J. Ceglińskiego, „Tygodnik Ilustrowany” 1862. Ze zbiorów IBL PAN[/caption]

Umiarkowana popularność „owych uroczych Alp naszej ziemi”, jak o rodzimych górach pisał Felix Berdau, autor Wycieczki botanicznej w Tatry (1851), nieodpowiadająca ich turystycznemu i literackiemu potencjałowi, martwiła już pisarzy tamtej epoki. „Heroiczny poemat śnieżnych Tatrów”, w który wmarza się Józef Kraszewski w gawędzie Krajobrazy (1857), pełnej pejzażowych postulatów stawianych rodzimej literaturze i malarstwu, pozostał jedynie w sferze projektów. Jeszcze nawet u schyłku epoki Bogusz Zygmunt Stęczyński, autor obszernego poematu Tatry w dwudziestu czterech obrazach (1860), świadom mierności własnej próby poetyckiej („Słowa były za słabe… tę prawdę przyznaję…”), apeluje: „Schodźcie się tu szlachetni malarze, poeci! / Tu macie wielkie skarby, widoki, kolory, / Tu czerpając natchnienie, bierzcie pyszne wzory”. Czyż nie ma swojej wymowy fakt, że Wielka Encyklopedia Tatrzańska za początek „epoki wielkich poetów tatrzańskich” uznaje rok 1876 (ze względu na pierwsze górskie liryki Adama Asnyka), w którym… umiera przecież Seweryn Goszczyński, autor Kościeliska, najwspanialszego, ale niestety istniejącego jedynie in potentia romantycznego poematu o Tatrach?

W roku 1826, w którym Mickiewicz unieśmiertelnił egzotyczne góry Krymu, pionier turystyki tatrzańskiej, Ambroży Grabowski, zastanawiał się na łamach „Dziennika Warszawskiego”: „Do rzadko zwiedzanych a stąd mało znanych okolic kraju naszego należą Tatry. Trudno powiedzieć dlaczego? Bo ani wielka odległość, ani podróż z przykrościami połączona stanie temu na zawadzie”. O trudnościach związanych z drogą ku Tatrom pisano różnie. Autor wiarygodnej relacji, profesor mineralogii z Krakowa, Ludwik Zejszner, potwierdza, że choć na Podhalu „gościńce w ogólności są bardzo dobre”, to jednak w samych górach „należą do rzędu najgorszych”. Ludwik Pietrusiński, jeden z pionierów turystyki tatrzańskiej, zauważa za to, że „łatwiej jest w Krakowie puścić się do Paryża o mil 200, niż w Tatry o mil 15”, natomiast pisarka Łucja Rautenstrauchowa wspomina ciężką przeprawę na ostatnim odcinku podróży z Bukowiny do Morskiego Oka: „Okrutnie kości nasze czuły ciągłe przerzucanie wózka po łomach, skałach, rowach i zdrojach”. Bardziej zahartowaną turystką była Maria Steczkowska: „Prawda, że w Tatrach prócz drogi do Morskiego Oka, i to nie bardzo wygodnej, nie porobiono dotąd dla podróżnych ścieżek, nie pozakładano hoteli na ich przyjęcie; ale pomimo to zwiedzanie ich nie jest bynajmniej połączone z trudami przewyższającemi siłę i odwagę kobiety”. Droga „w czasie słoty niewygodna” – podsumowuje omawiany szlak Eugeniusz Janota w pierwszym polskojęzycznym przewodniku po Tatrach z 1860 roku – „zresztą wszędzie dobra”. Katalog ten, pełen rozbieżności, można by dowolnie poszerzać, rzecz jednak w tym, że „na zawadzie” podróży stawały często okoliczności inne niż nierówny gościniec. Poza kapryśnym Duchem Dziejów, który naszym poetom rozdał inne poetyckie tematy do przepracowania, zaważył też urok bliższych sercu litewskich puszcz i ukraińskich stepów, ku którym ciążyła wyobraźnia romantyków.

Być może właśnie dlatego – jak spostrzegł Michał Jagiełło, twórca antologii poezji tatrzańskiej – w Tatry, podobnie zresztą jak w Alpy, „weszli najpierw uczeni, a dopiero ich śladami ruszyli artyści”. Poza pasterzami, myśliwymi („namiętność polowania na kozy dzikie jest w naszym góralu niezmierna, do wypowiedzenia trudna” – dziwił się już Stanisław Staszic) oraz zapaleńcami poszukującymi mitycznych skarbów, w które uparcie wierzono, w góry chodziło się coraz częściej w celach naukowych, estetycznych oraz sportowych. W drodze z Krakowa „na każden sposób wypada zanocować w Bukowinie” – pisał anonimowy autor relacji opublikowanej w „Przyjacielu Ludu” (1839). W tym pionierskim okresie była to główna baza wypadowa w góry, dlatego większość podróżnych wspomina o popasie w bukowińskiej leśniczówce-gospodzie. Można tu było nająć przewodnika do Morskiego Oka oraz „wieczór [...] spędzić na przeglądaniu ciekawej księgi, w której podróżni imiona swe zapisują”. Od tej książki, wspominanej przez Rautenstrauchową w Miastach, górach i dolinach (1844), rozpoczyna się literacka część wędrówki w głąb Tatr:

„W Bukowinie po doskonałym noclegu, i gdy już do własnych pojazdów na powrót siadać mieliśmy, podano nam wielką księgę, gdzie podróżni, wracając z Morskiego oka, zapisywać się zwykli. W niej tysiące znanych i nieznanych nazwisk, prawie tyleż rozmaitych wierszem i prozą konceptów, trochę nam czasu zabrały. Między niemi niektóre dość były ładne”.

Wobec deficytu arcydzieł romantycznej liryki tatrzańskiej trudno się oprzeć pokusie dociekania, czy w księdze tej, z pewną liczbą konceptów „dość ładnych”, nie zamieszkała po sąsiedzku jakaś perełka wczesnej liryki tatrzańskiej...? Leśniczy Franciszek Klein, autor niemieckojęzycznego opisu Tatr z 1827 roku (przetłumaczonego i wydanego po latach kowskiego), sporządził wypisy z pierwszej bukowińskiej księgi (pominięte w przekładzie, ale skomentowane później przez Juliusza Zborowskiego), które dają wyobrażenie o natężeniu ruchu turystycznego w Bukowinie (od jednej osoby w roku 1814 do 45 w roku 1824), pechowo jednak nic nie mówią o literackich „konceptach”. Ostatecznie jednak nie warto zadręczać się myślą o zaginionym arcydziele, lepiej założyć, że większość prób wyglądała podobnie do pomysłu na udaną wędrówkę, który, na zasadzie wyjątku, z bukowińskiej księgi przepisał i ocalił w swojej relacji leśniczy Klein:

„Jeśli zechcesz tatry zwiedzać z przyjemnością,
Radzęć postąp ostrożnie, z całą przezornością.
Zabierz ze sobą wszystko, czego ci potrzeba –
Nie zapomnij pieczeni, ni wina, ni chleba”.

Nie wiadomo, czy w utworze, który zawiera znacznie więcej tego typu rad, podróżny poszukiwać miał doznań estetycznych czy przydatnych informacji... Twórcy literatury tatrzańskiej, ufając regule synkretycznej, nie zabiegali za wszelką cenę o dostrojenie formy do funkcji tekstu – autorom dzieł naukowych i relacji z podróży trudno ukryć usposobienie liryczne bądź epickie, a utwory stricte literackie zdradzają zwykle jakieś ambicje poznawcze (geograficzne, etnograficzne itp.). Takie pomieszanie dawało niekiedy znakomite efekty, czego dowodzi zwłaszcza Dziennik podróży do Tatrów Goszczyńskiego (zapis podróży z 1832, wyd. 1853), najważniejsze tatrzańskie dzieło epoki. Nawet ono podporządkowuje się jednak konwencji, nakazującej wybór spośród trzech modnych wówczas szlaków: do Morskiego Oka, Doliny Kościeliskiej i na Łomnicę. Każdy z nich stawiał turyście inne wyzwania, posiadał własną historię oraz aurę, pobudzającą wybrane rejony estetycznej świadomości i literackiej erudycji wędrowców sięgających po pióro. Właśnie dlatego warto trzymać się tras, nawet za cenę drobnych uproszczeń historycznoliterackich. I tak, nad Morskie Oko szło się po lekcję romantycznej wzniosłości, do Doliny Kościeliskiej – studiować na poły legendarną historię Tatr i jego ludu, na wierzchołek Łomnicy zaś – wykuwać historiozoficzne tezy w duchu słowianofilskim, narodowym i mesjańskim.
Morskie Oko
Literacka mgiełka, unosząca się nad powierzchnią najsławniejszego górskiego jeziora, kusiła nawet poetów nieznających Tatr. W monologu diabła z dramatu Beniowski Juliusza Słowackiego „Morskie Oko pod lodów tarczą... jęczy głęboko”, jako tło diabelskiej autoprezentacji góry pojawiają się też w urywku Samuela Zborowskiego (Lucyfer łamie żebra, zmieniając się w kładkę łączącą dwa brzegi „karpackiego parowu”). Diabelsko-tatrzańską asocjację najpełniej wyzyskał jednak (podążając chyba tropem ballady Mickiewicza, o której już była tu mowa) poeta drugiego pokolenia, Julian Korsak. Dramat Twardowski, zrodzony z ducha Fausta, pęka w szwach od romantycznych odwołań. Cóż z tego, że najwyższym szczytem Tatr według Mefistofelesa jest Babia Góra, a Morskie Oko wieńczy „wspaniała katarakta, stroma, prostopadła”, skoro przekaz jest jasny – romantyczne okoliczności służą zintensyfikowanej ekspozycji faustowskich pragnień bohatera, który przyzywa wróżki Tatr i uczestniczy w sabatowym teatrze przypominającym harce na szczycie Brockenu. Atmosferę ludowej magii podsycały poczytne Klechdy Kazimierza Władysława Wójcickiego – według podania górskie jezioro miało powstać z łez córki, przeklętej przez ojca za małżeństwo z możnym cudzoziemcem. Klejnoty nieposłusznej dziewczyny utopiły się w stawie, a węgierski książę, który w mnisim przebraniu umyka przed gniewem ojca, zamienił się w skałę Mnich. Fantastyczne uzasadnienia dla skarbów trafiały do serc podróżników utożsamiających się z romantycznym przekonaniem o głębokiej prawdzie gminnego czucia i wiary. Nawet Ludwik Zejszner – który przyjechał w góry badać, nie bajać – przerywa naukową narrację, by snuć legendę o wielkim panu, co płynąc po Adriatyku, rozbił okręt i stracił kosztowności, odkryte później w Morskim Oku. Profesor czuł się jednak w obowiązku sfalsyfikować to „piękne zmyślenie” jako „przeciwne zasadniczym prawom fizyki”, opisującym działanie naczyń połączonych.

Legenda zwykle wyprzedzała moment osobistej konfrontacji z wysokogórskim pejzażem. Pierwszy wiersz zadedykowany Morskiemu Oku zawdzięczamy Józefowi Tetmajerowi:

„Skądże to wielkie i ciche zwierciadło
Na Karpaty spadło!
Któż nad niem te nagie skały
Ustawił w ółtarz wspaniały!”.

Utwór szybko przechodzi od pytań do mocnej konkluzji w ostatniej strofie: „Ugnij kolana i pochyl głowę”. Literatura pozostała zaskakująco wierna temu wezwaniu. Rautenstrauchowa daje opis niemal bliźniaczy, tyle że mową niewiązaną: „Wybiegłam, spojrzałam i padłam na kolana, na twarz... oczy obu rękami przykryłam, jakbym oblicze Boga, a przynajmniej tron jego ujrzała...”. Granitowe opoki niczym wieże, tron, ambona czy ołtarz – sakralizacja przyrody idzie w parze z jej „architekturyzacją”, poeci uciekają się do analogii, by ukazać nieadekwatność języka: „Brakuje mi słów, abym mógł opisać wrażenie, jakie na mnie zdziałał ten wspaniały widok […] Przenikniony wielkością Twórcy tego cudu, pełen uniesienia ukląkłem i przy tym wspaniałym ołtarzu potęgi jego głęboki mu pokłon uszanowania złożyłem…” (Grabowski). Manifestacjom językowej niemocy sprzyja pisarskie niewyrobienie, przeważnie jednak są one wynikiem rozmyślnego stosowania poetyki niewyrażalności. Tak jest w Morskim Oku Anny Krakowianki (Libery), zakończonym wymowną apozjopezą: „Ciszo! Ty dokończ reszty, gdyż sobą nie władam, / tylko twórcy tych cudów hołd głęboki składam”. Stęczyński kapituluje, nawiązując do stylu krymskiego Pielgrzyma: „Nie ma słów, nie ma głosu przed obrazy tymi, / nad myśli i pojęcie stokroć piękniejszymi!...”. „Cisza uroczysta w tej wielkiej wspaniałej kotlinie przerywana jedynie szumem strumienia, wiele do wzbudzenia wzniosłych uczuć się przyczynia”, zauważa autor relacji z „Przyjaciela Ludu”, i nawet Zejszner przyznaje: „Widok na to jezioro jest nadzwyczajnie pięknym i uroczystym; umysł przejmuje zdziwienie”.

Widać wyraźnie, że „wzniosłość i piękność stanęły na straży” tego zakątka kraju, co zauważył Podtatrzanin (Konstanty Maniewski), autor pierwszego cyklu poetyckiego poświęconego w całości Tatrom (Tatry, 1865). Zgodnie z upodobaniem epoki akcent padał na wzniosłość. Pietrusiński w Przelocie z Krakowa na szczyt Łomnicki w Tatrach tłumaczył: „Małe dusze lubią szczegóły, szczególiki. Geniusz szuka całości. Drobne umysły szukają pięknoty (le beau) w ułamkach; wielkie charaktery zwabia tylko wzniosłość (le sublime)”.

„Tatry chropawe, lodowate, ponure” przeznaczone są oczywiście dla „wielkich charakterów”. W ten sposób autor relacji odwoływał się do obowiązującego kodu estetycznego – w sądzie o pięknie, wykładał Immanuel Kant, umysł „trwa w spokojnej kontemplacji”, natomiast przy wzniosłości „czuje się poruszony”. Skutkiem tego bardzo pożądanego poruszenia były – o czym wiedziano już z Dociekań filozoficznych... Edmunda Burke’a – właśnie zdumienie, podziw, cześć i szacunek.

„Morskie Oko nie zrobiło na mnie wrażenia, jakiego się spodziewałem” – oznajmia tymczasem Goszczyński w swoim Dzienniku. I choć opinię tę natychmiast osłabia („mimo to zasługuje na to, co o nim mówią”), to przecież dysonans wprowadzony w obręb konwencji opisowej jest wyraźny. Jak go tłumaczyć? Autor podkreśla, że nie był to pierwszy podziwiany przez niego tatrzański pejzaż (nad Morskie Oko szedł z Pięciu Stawów), można jednak przypuszczać, że zgrzyt jest po części wynikiem sprzeciwu wobec zbyt wyeksploatowanego literackiego kodu, którego współtwórcą był wszak towarzysz podróży Goszczyńskiego do Tatr, Józef Tetmajer, i z którego niezliczonymi reprodukcjami musiał się poeta zetknąć w bukowińskiej księdze pamiątkowej.
Dolina Kościeliska
„Po Czarnym stawie, widok Kościelisk był dla mnie, jak po strasznej nocy, różowy wschód jutrzenki, po łzach rozpaczy, uśmiech swobody” – pisała Rautenstrauchowa. Rozbudowany opis „śmiejącej zielonej doliny, pełnej spokoju, łagodnej ciszy, swobody i szczęścia” nie ma walorów topograficznych, dobrze jednak wprowadza w klimat miejsca, które narzucało obrazowanie stanowiące kontrapunkt dla wzniosłych, groźnych, a niekiedy nawet przygnębiających pejzaży wysokogórskich. Łatwo dostępna i nieźle zorganizowana turystycznie (Emanuel Homolacz, ówczesny zarządca, wystawił zabudowania z myślą o wypoczynku dla turystów) była ulubionym celem spacerowiczów i oczywiście podstawowym wyzwaniem poetyckim. Zejszner uznał tę dolinę za „najpiękniejszą ze wszystkich tatrowych”. Prozatorskie opisy jej powabów wyszły spod pióra Deotymy i Marii Steczkowskiej. Pierwsza zachwalała widoki w dziwnie przeintelektualizowany sposób. Dolina, „jakby ustroń umyślnie stworzona przez mędrców”, sportretowana została z użyciem porównań do gatunków literackich (sielanka, ballada, hymn) oraz fikcjnych i mitologicznych postaci (rzeki i góry jako Hamlet czy Izyda). Druga autorka opisała „wypieszczone Tatrów dziecię” stylem bardziej uładzonym, odwołując się do sprawdzonych chwytów – poetyki niewyrażalności („Na samą myśl, że mam opisać Dolinę Kościeliską, pióro wypada mi z ręki”) oraz sakralizacji przyrody („arcydzieło wszechmocnej Jego ręki”). Obraz alternatywny znajdujemy w powieści Oda Goszczyńskiego, który wystawił tu średniowieczny zamek i uczynił Dolinę sceną wydarzeń rodem z gotyckiego romansu. W poezji urok okolicy, gdzie „wysiewa się słońce posiewy złotemi”, chwalił Felicjan Faleński (Kościelisko, 1871) oraz Podtatrzanin, który w swoim cyklu zamieścił aż trzy utwory poświęcone „najpiękniejszej dolinie”. Wiersz W dolinie Kościelisko jest próbą przełamania konwencji idyllicznej, czytania „duszą inną”, czyli po schillerowsku sentymentalną, nacechowaną dojrzałym niepokojem: „już nie z tą myślą naiwno-dziecinną / Wszedłem w dolinę zielenią usłaną”. Natomiast imponująco pedantyczne odwzorowanie Kościeliska dał Stęczyński w cytowanym już poemacie opisowym o Tatrach. Autor dodatkowo powiązał z Doliną historię rozbójnika Janosika. Klimat miejsca zdaje się zresztą sprzyjać przywoływaniu rozmaitych legend, zachęca do tego, by przenieść wzrok z wysokich turni na ludzi, którzy zaludniają tę literacką okolicę.

Opowieści o tatrzańskich rozbójnikach, stanowiących w tamtym czasie realne zagrożenie dla podróżnych, pojawiają się w licznych tekstach – na przykład Deotyma twierdziła, że nocowała w chacie, której gospodarze zostali wymordowani podczas rabunkowego napadu kilka lat przed opisywaną wycieczką. Dwie inne historie o zbójcach w Dolinie Kościeliskiej, zestawione w parę, ukazują ciekawy splot życia i literatury. Pierwsza spisana została przez wspomnianego już leśniczego Franciszka Kleina. Autor wsławił się jako pionier idei ochrony przyrody tatrzańskiej (w roku 1827, gdy spisywał swoje obserwacje, szacował, że w przeciągu kilku lat wskutek kłusownictwa znikną z Tatr wszystkie kozice!), sporo miejsca poświęcił również problemowi zbójnictwa. Leśniczy zmagał się z nim niejednokrotnie i był jak najdalszy od poetyzowania przestępczych obyczajów. Wśród licznych zrelacjonowanych przez niego awantur wyróżnia się ta, która miała miejsce w jego własnym domu w Dolinie Kościeliskiej. Zbójcy naszli gospodarza, „nasyceni i podchmieleni kazali grać na dudach, rzucili się na kobiety, porwali je bez zmiłowania i litości do tańca”, a natańczywszy się, polecili zarżnąć dwie owce i „mięso ugotować w maśle i słodkiem mleku”, by wreszcie zakończyć wieczór strzelaniem do ustawionych w rzędzie konewek mleka. Z tym wybrykiem, którego nie powstydziłaby się Kmicicowa kompania, wymownie kontrastuje historia innego miejscowego zbójnika, Janosza (odpowiednika słowackiego Janosika), z niedokończonego poematu Kościelisko Goszczyńskiego. Za życia autora ukazała się z niego jedynie pieśń Sobótka. O procederze zbójnickim myślał on po swojemu, jak poeta, nie jak leśniczy. Zbójnik po poetyckim retuszu nie zadaje gwałtu płci pięknej.

„Pierwszegom dostał od Kasi całuska,
I tak mi serce schwycił ten całusek
Żem odtąd przy niej, jak przy owcy dzwonek,
A ona przy mnie”.

Wystylizowana miłość do góralki uprowadzonej przez dziwożonę wpisywała się w plan ambitnego poematu, w którym góry stanowić miały kluczowy element pejzażu ideologicznego. Osobista strata (porwanie Kasi), związana z nią biograficzna skaza (Janosz „przez jedną dziewczynę / za życie zbójcy oddał swą dziedzinę”), składają się na obraz melancholijnego zbója, któremu nieraz zdarzy się otrzeć „gorzką łzę z lica”. Najazd Tatarów (od ich kości porozrzucanych po okolicy wywodzi poeta nazwę doliny) miał pomóc otrząsnąć się z rozpaczy i dać szansę zmazania winy. Rozbójnik musiał udać się do Jaskini pod Pisaną, rozgniewać tamtejszego ducha, który rozpętałby burzę, zabijającą Tatarów, ale za cenę życia głównego bohatera. „Śmierć jego taka lekka, bo ginie dla swojej ojczyzny” – tłumaczył Goszczyński w notatkach do poematu odnalezionych po jego śmierci. Tę jaskinię, przeznaczoną na grób dla rozbójnika, poeta zwiedzał podczas swojej „wyprawy w głąb Tatrów” i opisywał w Dzienniku w stylistyce ultraromantycznej: „Mimowolnie uległem groźnemu wrażeniu, zdało mi się w tej chwili, że się otwierają tajniki ciemnego duchowego świata”. Świat ten – według notatek do Kościeliska – ma kształt labiryntu, po którym oprowadza trup kochanki, ponadto jaskinia jest ukrytym źródliskiem Dunajca i miejscem, gdzie wrasta „korzeń Łomnicy”. Widzimy, że Goszczyński zamierzał rozkręcić w poemacie maszynerię romantycznego organicyzmu (świetnie działającą w Królu zamczyska), by podróży bohatera nadać charakter inicjacyjny i wpisać Tatry w przestrzenną metaforykę metafizycznej głębi.

[caption id="attachment_2230" align="alignnone" width="890"] Tatry - dolina Roztoki, drzeworyt M. Kluczewskiego wg obrazu Feliksa Brzozowskiego, „Tygodnik Ilustrowany” 1879[/caption]

W Kościelisku góry zajmowały poetę ze względu na romantyczną wizję i w powiązaniu ze światem ludzi i ich historią. Myśl tę wykładał też dobitnie w Dzienniku: „Tatry bez człowieka byłyby tylko ciałem bezludnym, trupem olbrzymim i zajmowałyby o tyle wędrowca, o ile może zająć człowieka widok niezwyczajnego trupa”. Goszczyński nie poznał samych gór zbyt dobrze, a nawet zdradza raz po raz budzącą zakłopotanie niewiedzę na ich temat (np. wyobraża sobie, że w sercu Tatr znajdują się lodowce na wzór alpejski), ale łapczywie chłonął atmosferę podhalańskiego życia: „Zdawałoby się, że Tatry były tylko rzuconą mi ponętą, aby mnie zwabić śród tego ludu”. Przy tym autor Dziennika wcale nie zamierza ukrywać, że interesuje go „jego strona wysoce poetyczna”: „Dzielę wiarę ludu w jego powieść, bo ma prawdopodobieństwo za sobą i otwiera ogromne pole uroku poetyckiego”. W śpiewie ludowym dostrzega Goszczyński „melancholię niewysłowioną”, mowa góralska przechowała według niego najbardziej pierwotne, źródłowe piękno słowiańskie, a o zabobonach góralskich powiada, że „tam na dnie jest głęboka prawda”, „siła twórcza ludu […] sięga do samego dna rzeczy, do ducha”. Pierwiastek duchowy przenika świat przyrody, dopełniając romantycznego obrazu symbiozy prostego człowieka i wspaniałej natury. Dolina nowotarska staje się dla pisarza wielkim zbiornikiem mądrości zaklętej w rozmaitych fantastycznych podaniach, co współbrzmi oczywiście z ludowym i słowianofilskim programem ziewończyków. W równej zażyłości z podhalańskim ludem pozostawał Wincenty Pol. W wędrówce przez Kościeliską poecie towarzyszy dziewczyna „jak jagoda słodka, / A pusta, i plotka”, z historyczną nieświadomością opowiadająca losy ukrywającego się w górach wojaka, a gościnny gazda, dowiedziawszy się, że złotem, którego szuka przybysz w jego stronach, jest „prawda żywota”, od razu każe posłać po wódkę – „trzeba pogościć tego człowieka”. Warto dodać, że romantyzacja ludu miała przeciwwagę w ujęciach mniej przychylnych, np. Podtatrzanin w jednym z wierszy pisał o góralu: „on przebiegły – chytry – bojny, / a nieufny i namiętny”. Zakładając istnienie poetyckiej relacji między prostym ludem a naturą, Goszczyński mitologizował meteorologiczne kompetencje górali (wyolbrzymiane zresztą do dziś), dlatego fenomeny takie jak „gwiżdżąca lipa” czy „mgła woniejąca siarką” prezentował jako podstawę „nieomylnych postrzeżeń ludu względem pogody”. Stanowczo zaprzeczała temu Steczkowska: „Co do pogody nie można się spuszczać na przepowiednie górali, gdyż się oni na tem nie znają”.
Łomnica
Już w 1837 roku Ludwig Greiner wykonał pierwszy pomiar, wykazujący, że najwyższym szczytem Tatr jest Gerlach, jednak literatura piękna długo jeszcze wierzyła w bardziej strzelistą Łomnicę. Goszczyński w Dzienniku... kreślił architektoniczną wizję „gmachu, którego kopułą są Tatry, a wieżami Łomnica i Krywań”. A zatem nawet znacznie niższy wierzchołek Krywania okrył się sławą większą niż Gerlach czy Lodowy, stając się dla Słowaków wręcz szczytem-instytucją, wyobraźniowym centrum słowiańszczyzny. W polskiej literaturze podobny ciężar ideowy wzięła na siebie Łomnica. Kolbuszewski nie ma wątpliwości, że na jej popularność znacząco wpłynęła magia nazwiska jednego z pierwszych zdobywców – Stanisława Staszica. Autor O ziemiorództwie Karpatów... nie dość, że znajomością gór i osiągnięciami sportowymi bił na głowę większość swoich romantycznych następców, to jeszcze zdołał narzucić pewien sposób myślenia i przeżywania wyprawy na szczyt, który dawnym zwyczajem nazywał Krępakiem (a właściwie Krapakiem). Jego dzieło inspirowało kolejne pokolenia górołazów, niczym sławne Voyages dans les Alpes de Saussure’a.

Narracyjny przekrój geologicznej rozprawy Staszica jest pasjonujący – warstwami nakładają się na siebie: ustępy ściśle naukowe, często zorganizowane w tasiemcowe enumeracje, drobne spostrzeżenia nacechowane nieemocjonalnym pragmatyzmem oraz niemal poetyckie uniesienia. Nierzadko zza fragmentu opisującego rodzaje skał czy wyniki pomiarów (autor zwiedza góry z termometrem, barometrem, eudiometrem itd.) wychyla się tego typu komentarz: „Ni tu znaku przemysłu; ni śladu rozumu”, „jest to świat stary, ponury, nieużyty, chropawy”. Jednak spod „rozumnej” skorupy dzieła wydostają się i takie wyznania: „Nagle jakieś dziwne zachwycenie: wzrok olśnion, wewnętrzny zmysł rozumu prawie osłupiony; pełno poruszeń, pełno wewnątrz czucia, ale przy tem żadnych wyobrażeń. Zdaje się i tu ostrzegać natura: iż ograniczone człowieka zmysły. Chcąc razem pojąć cały, staje się niepojętym dla niego ogół każdy. Nic nie widzi oko, kiedy razem widzi wszystko”. Nastrój zdobywcy, to „dziwne zachwycenie” podszyte chyba matematyczną wzniosłością płynącą z wrażenia nieogarnionego nadmiaru, prędko opuszcza autora: „Zdaje się, że w przeznaczeniu tej ziemi, zbytnia wysokość gór już niepotrzebną”. Przeczucie ukrytego sensu istnienia gór uchodzi ze Staszicowej narracji, by po chwili powrócić ze wzmożoną siłą: „te naokoło okiem niezmierzone ziemie, są wszystkie siedzibą, wielkiego narodu Sławian […] Te na zachód i północ aż ku morzom, rozlegające się równiny, są moją ojczystą krainą. Po niej rozpościera się najezdników gwałt […] Wy najtrwalsze pomniki dla wieków przyszłych, w niedostępną wzniesione wysokość, w obłokach utykając wasze szczyty, wy! Zachowacie niezgubne imię Polaków”. Ta sekwencja cytatów, poza tym że sygnalizuje ideologiczne napięcie wewnątrz samego dzieła Staszica, jest też zapowiedzią historiozoficznie nacechowanych wspinaczek romantyków.

Na szczycie, zgodnie z najlepszymi romantycznymi tradycjami, monologuje protagonista kolejnego niedokończonego poematu Goszczyńskiego Proroctwa księdza Marka (1833). Tytułowy bohater na wierzchołku Łomnicy rozlicza się ze swoją niejednoznaczną przeszłością, uzyskuje przebaczenie i „poświęcenie na proroka”, które umożliwi mu podróżowanie w wehikule mistycznych wizji („Polsko, ja jestem twoim obrazem”). Za ich sprawą poemat wielokrotnie oddala się od „Tatr stugłowych”, pozostawiając im jednak rolę granitowego skarbca narodowej tradycji: „Wieczne królewskie nasze panowanie”. Semantykę rojalistycznej metafory modyfikuje Ryszard Berwiński. W wierszu Na wysokości Tatrów staje się ona wyrazem upartej niewrażliwości na dynamikę historyczną – ani „wołający litości”, ani „lud buntowniczy” nie mogą zagrozić panującemu „na tronie ojczystych gór”. Za to w Widzeniu na górach Karpackich (1821) Kazimierza Brodzińskiego legendarny Bojan wieszczy Słowianom dobrą przyszłość: „I wasza idzie kolej; czekajcie jej godni!”. Wątek proroczy, wyraźnie nacechowany mesjanistycznie, dopełni się w późniejszym wierszu Goszczyńskiego Zmartwychwstanie (1839):

„Nad olbrzymem znów Łomnickim,
Błyśnie niebo dniem lechickim”.

Odrodzeńczym wizjom historiozoficznym sprzyjała miła dla oka strzelistość szczytu oglądanego od strony południowej. Goszczyński w Sobótce nazwał górę pieszczotliwie „olbrzymką-Łomnicą”, wszelako w najsłynniejsze poetyckie porównanie ubrał ją chyba Wincenty Pol w Pieśni o ziemi naszej (1843):

„Świat to chłodny – a Łomnica
świeci polskiej ziemi do dnia,
Nad Tatrami jak pochodnia,
A na pełni jak gromnica”.

Wygląd wierzchołka po prostu wymuszał na wyobraźni metafory wertykalne. Strzelistości i niedostępności Łomnicy zawdzięczamy wiele obrazów koturnowo patetycznych i heroicznych. Z wyolbrzymiania wyzwań sportowych stawianych przez szczyt – na który dzisiejszy turysta może wjechać kolejką linową – pokpiwał już Pietrusiński, pisząc, że zabrawszy się do sprawy od właściwej strony i z dobrym przewodnikiem, tylko tchórz nie wejdzie na górę gór romantycznej liryki tatrzańskiej. Jej strzelistość puentował zaś następująco: „To lubię, taką górę: bez przygotowań, przedmów, wstępów i dedykacyj, wyrasta z równiny prosto, jak szparag”. W momentach najwyższej satyrycznej świadomości Pietrusiński porzuca „przybory romantycznej muzy”, antycypując szerszą i poważniejszą krytykę szkoły uzależnionej od „wykrzykników i przenośni bladej”, którą ponad trzy dekady później przeprowadzi Adam Asnyk w programowym wierszu-apostrofie (Maciejowi Sieczce. Przewodnikowi w Zakopanem, 1879), kierowanym do tatrzańskiego przewodnika Macieja Sieczki.</document>
<document nplp_id="342" title="Kopiec Wandy" slug="kopiec-wandy">W przygotowaniu.</document>
<document nplp_id="343" title="Lublin" slug="lublin">Więzienie
Nie tylko Dania była więzieniem. Przekonał się o tym Onufry Pietraszkiewicz, filomata, przyjaciel Adama Mickiewicza i Jana Czeczota, który w 1822 roku zawitał do Lublina jako nauczyciel szkoły gubernialnej. Roczny pobyt w mieście opisywał swoim przyjaciołom jako zesłanie.

Z perspektywy ucznia lubelskiej szkoły wojewódzkiej, młodego Józefa Ignacego Kraszewskiego, miasto również wydawało się nieprzyjazne. Przywieziony przez babkę do Koziego Grodu w 1826 roku przyszły pisarz zamieszkał na stancji u profesora Franciszka Ostrowskiego uczącego znienawidzonej matematyki. W pamiętnikowych relacjach nie nazywa co prawda Lublina więzieniem, ale skarży się na poczucie izolacji, obcości, ograniczenia. Przyszły literat najpierw widzi Lublin „pustym, zimnym, bo w nim nie było jednej twarzy znajomej, jednego przyjaciela”, a potem upiornym, dostrzega bowiem zeszpecone nieumiejętnym restaurowaniem zabytki, a zwłaszcza zamek, który „pamiętny nauczycielstwem Długosza, tylu wojnami, najazdami; począwszy od Mindowsa i Lubarta świeżo w nowo-gotyckim szkaradnym smaku wyrestaurowany, stał się więzieniem”[przypis]Józef Ignacy Kraszewski, Obrazy z życia i podróży, t. 1, Wilno 1842, s. 78 i 80.[/przypis]. W tych okolicznościach miasto kojarzące się z nieustannym rozwiązywaniem zadań matematycznych okazuje się pułapką, od uciążliwości której uciec można jedynie w świat książek.

O Lublinie w kategoriach ograniczającego swobody osobiste więzienia spośród romantycznych pisarzy miała prawo mówić przede wszystkim Narcyza Żmichowska, więziona w latach 1849–1852 w klasztorze Karmelitanek, gdzie po powstaniu listopadowym w roku 1832 z rozkazu Paskiewicza została osadzona również generałowa Sowińska, taż sama, której pogrzeb w czerwcu 1860 roku zapoczątkował okres przedstyczniowych manifestacji patriotycznych.

W latach młodości Katarzyna Sowińska przyjaźniła się z Brygidą Kossakowską, skandalistką i patriotką, zarazem babką Henryki Pustowójtówny, która zasłynęła jako adiutantka Langiewicza w powstaniu styczniowym. Henryka, córka rosyjskiego generała, pod skrzydłami babki oraz miejscowych działaczek odbierała lekcje buntowniczego patriotyzmu, uczestnicząc w gorączkowym życiu miasta, które w tym czasie na moment otrząsnęło się ze stagnacji i odrętwienia. Powstała wówczas Delegacja Obywatelska (1861), której przewodziła „niejaka pani Pluszczyńska”[przypis]Mikołaj Berg, Zapiski o polskich spiskach i powstaniach, cz. 7, Warszawa 1906, s. 30.[/przypis], przyjaciółka Kossakowskiej. W rewolucyjnej atmosferze przez całą wiosnę Polacy gromadzili się w kościołach i na cmentarzach, by wspólnie śpiewać patriotyczne pieśni. Kiedy gubernator lubelski Mackiewicz zażądał rozwiązania Delegacji, w akcie protestu zorganizowano w Bramie Krakowskiej kocią muzykę połączoną z nabożeństwem. Henryce, która – chcąc „zmazać winę matki” – pragnęła brać udział w walce narodu, władze kilkakrotnie zwracały uwagę na niewłaściwe zachowanie. Jej udział w akcji na Krakowskim Przedmieściu przed (postawionym przez cara Aleksandra I) pomnikiem Unii Lubelskiej zakończył się wyrokiem deportacji. Pustowójtówna, konwojowana przez żandarmów, miała zostać wysłana do Moskwy, a następnie osadzona w żeńskim klasztorze. Tłum z płaczem żegnał główną manifestantkę Lublina, nie wiedząc, że było to zaledwie preludium do burzliwego życia Henryki[przypis]Por. tamże, s. 28–32.[/przypis].

W XIX wieku Lublin był postrzegany jako miasto pozostające na uboczu wielkiej historii, niepoddające się rytmom nowoczesności, nieulegające modzie czy nowinkom politycznym. Akcja powieści Isaaka Bashevisa Singera Sztukmistrz z Lublina toczy się po powstaniu styczniowym, a na kartach książki odnajdujemy miasto, które po chwilowej gorączce patriotycznej wraca do właściwego sobie rytmu, powolnieje i zapada w sen: „Na świecie, wszędzie poza Lublinem, wrzało. Co dzień polskie gazety zamieszczały wiadomości o wojnie, rewolucji lub kryzysie. Wszędzie wypędzano Żydów ze wsi. Wielu emigrowało do Ameryki. Ale tu, w Lublinie, odczuwało się tylko stabilność z dawna istniejącej społeczności. Niektóre synagogi zbudowano jeszcze za czasów Chmielnickiego. Na cmentarzu leżeli rabini, jak również autorzy komentarzy, prawnicy i święci, a każdy miał własny nagrobek lub kapliczkę. Panowały tu dawne obyczaje: kobiety zajmowały się interesami, mężczyźni studiowali Torę”[przypis]Isaac Bashevis Singer, Sztukmistrz z Lublina, przeł. K. Szerer, Warszawa 1983, s. 14.[/przypis].

Po przygodach często ocierających się o przestępstwo do Lublina wraca Jasza, bohater powieści Singera, złodziej, hochsztapler i filozof. Burzliwe wypadki jego życia sprawiają, że nawraca się i postanawia odbyć pokutę. Każe się zamurować w małym domku z niewielkim oknem, który staje się jego schronieniem, więzieniem i grobem. Sława świętego rabina, jaką wkrótce zyskuje, ma ogromny zasięg. Z całej Polski przybywają po radę i ozdrowienie chorzy, pielgrzymują doń również wszelkiego pokroju nieszczęśnicy. Wierzono, że ślepcom przywraca wzrok, a jak trzeba, potrafi ratować od poboru do wojska rosyjskiego.

Miasto przedstawione jako grób okazało się miejscem przemiany duchowej nie tylko powieściowego Jaszy, ale także przyszłej propagatorki darwinizmu, Narcyzy Żmichowskiej, która w listach do przyjaciółek donosiła, że w murach więziennych Lublina przeżyła powtórne objawienie towianistyczne i odnalazła Chrystusa.

Miasto postrzegane jako nie do końca istniejące, na pograniczu teraźniejszości i przeszłości, jawy i snu, zastygłe w trwaniu, było, jak się okazuje, doskonałym miejscem dla religijnych przeżyć. Niewychylające się w przyszłość, melancholijnie zapatrzone w siebie wytwarzało atmosferę mistycznej wzniosłości, pozwalającej też na wędrówkę w głąb własnego ja. Stan ten nie ogarniał wszystkich mieszkańców czy odwiedzających, dotyczył tylko ludzi o niezwykle wrażliwej wyobraźni. Dlatego też Wincenty Pol, romantyk twardo stąpający po ziemi, ani jednym słowem nie wspomina o mieście, w którym się urodził i mieszkał.

Z tego też powodu miasto nie wzbudziło entuzjazmu w „trzeźwym” Onufrym Pietraszkiewiczu, młodym nauczycielu geografii. Zmuszony do odrabiania rządowego stypendium w Lubelskiej Szkole Wojewódzkiej nie dostrzegał mistycznej aury tego miejsca. W pierwszych dniach pobytu jego uwagę zwracają liczne kamienice-rudery i sterczące wszędzie wieże kościelne, których doliczył się ponad dwudziestu. Podobny opis znaleźć można w Monochomachii Ignacego Krasickiego:

„W mieście, którego nazwiska nie powiem,

Nic to albowiem do rzeczy nie przyda;

W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,

W godnym siedlisku i chłopa, i Żyda,

W mieście – gród, ziemstwo trzymało albowiem

Stare zamczysko, pustoty ohyda –

Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,

Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki”.

W liście do Czeczota (5 listopada 1821 r.) Pietraszkiewicz opisuje Lublin jako miasto niemałe[przypis]Korespondencja Filomatów 1815–1823, t. 4, Kraków 1913, s. 34.[/przypis]. Według sprawozdań władz miejskich w 1821 roku miejscowość liczyła 12 071 mieszkańców; w 1823 miasto miało 21 ulic, w tym dziewięć brukowanych. Przebywając w samym sercu miasta, w mieszkaniu przy Grodzkiej 64, Pietraszkiewicz odnosił wrażenie, że mieszka niemal na wsi, do jego uszu dochodziły bowiem od czasu do czasu odgłosy chłopskich furmanek. Codzienną ciszę przerywał także ostry dźwięk dzwonów kościelnych, budzący niepokój i trwogę. Pod wpływem utrwalonych w pamięci wrażeń słuchowych Lublin staje się w jego listach miastem żałoby: „[…] a chociaż do 5 leżałem w łóżku, pasmo marzeń okropnych snuło się po moim umyśle; tak sen nawet przyjemny, marzenia, pojące zmysły widokiem chwil zbiegłych, które mogły mieć jakiś wdzięk w życiu zaprawnem goryczą, nie roją się w Lublinie. Jest to miasto żałoby, a wyjące dzwony (24 kościoły mamy) codziennie hasło roznoszą śmierci”[przypis]Tamże, s. 109.[/przypis].

Natrętnie przypominające o przemijaniu dzwony w młodym człowieku pragnącym życia i rozrywki musiały budzić uczucie melancholii i przygnębienia. Pietraszkiewicz czuł się samotny, ponadto dokuczał mu brak pieniędzy zmuszający do nieustannego życia na kredyt. Lekarstwem na wszystkie lubelskie bolączki okazały się poncz oraz inne mocne trunki. Onufry przyznawał się w żartach, że stał się pilnym uczniem Bachusa; piciem na umór skracał sobie czas pobytu w obcym, wrogim mu mieście.

Czytając pisane z Lublina listy Pietraszkiewicza, mamy wrażenie, że jego sytuacja nie była aż tak tragiczna, jak sugerowałyby to kierowane do przyjaciół skargi. Narzekający na lubelską martwotę autor dla „zażycia wód” odwiedzał łazienki na Sławinku, chętnie chodził na spektakle teatralne, wspólnie ze znajomymi robił wycieczki za miasto. W relacjach z tych eskapad dużo miejsca poświęcał kobietom. Nie ukrywał, że co chwilę rzucał się w wir przelotnych flirtów, przyciągały go zwłaszcza prostytutki, z którymi – mimo jawnej dla nich pogardy – zadawał się niezwykle chętnie. Pisane pod wpływem owych kontaktów listy rzucają nowe światło na stosunek filomatów do kobiet. Frywolność, jowialność, sarmacka fantazja, żarty na temat „krzywych” są tutaj mizoginiczną przesłoną świadczącą nie tyle o libertynizmie, ile o obowiązującym systemie wartości oraz podwójnym standardzie ustanawiającym kontinuum homospołeczne. Dla Pietraszkiewicza prawdziwą wartość miały bowiem związki męskie; kobiety – i te idealne, i te „wszeteczne”, były dla nich zagrożeniem.

Po rocznym pobycie Pietraszkiewicz opuszczał Lublin z uczuciem ulgi. Zostawiał za sobą nudnych uczniów, pijatyki z kolegami i, jak możemy się domyślać, strach przed syfilisem. Zostawiał także wszechobecne na ulicach miasta błoto, które kojarzyło się Żmichowskiej z miałkością życia lublinian. Ten nieodstępny i znienawidzony „towarzysz” często pojawia się w korespondencji pisarki. Narcyza, zwolniona z więzienia z powodu złego stanu zdrowia, czuła, że w Lublinie jakaś „nieokreślona kondemnata” zawisła nad jej głową i zniszczyła jej dotychczasową „biografię”. Budzące odrazę błoto pogłębiało to wrażenie tym bardziej, że przez cały okres odbywania kary nie wolno było Żmichowskiej opuszczać miasta, kontaktować się z osobami podejrzanymi, czytać, pisać ani pracować. W liście z 17 grudnia 1852 roku skarżyła się Bibiannie Moraczewskiej: „Wolno tylko po brukowanych błotnistych ulicach chodzić i patrzeć, jak się to świat psuje do dna serca, gdy o Polsce i o Bogu zapomni”[przypis]Narcyza Żmichowska, Listy, t. 3, Kraków 1885, s. 288.[/przypis]. Spacerując po tych ulicach, pisarka odkrywała, że otoczona jest samymi „trupami”. Również spotkania towarzyskie pozostawiały po sobie przykre wrażenie – źle czuła się między ludźmi, dla których była przedmiotem plotek i niezdrowego zainteresowania. Źle czuła się również w obecności tych, którzy bali się otwartych wypowiedzi na temat Polski. Wydawało się jej , że szybciej niż w Lublinie można by zbawić duszę na… Syberii.

Uwięzienie przypłaciła smutkiem, zwątpieniem i rozpaczą. Tęskniąc za Warszawą, popadała w „trupią obojętność”, tracąc poczucie własnego istnienia. Sądziła wówczas, iż upodabnia się do martwej mumii, przez którą przeciekają ludzkie słowa, nie zostawiając żadnego śladu czy wspomnienia. Po latach, kiedy powróciła do swojego więzienia, ze zdziwieniem skonstatowała, że miasto nie zmieniło się: „Lublin zastałam na tym samym miejscu, na którym go przed laty zostawiłam – żaden zwyczaj, żadna małostka się nie zmieniła – nawet plotki są tegoż samego gatunku co dawniej”[przypis]Tamże, t. 2, s. 61.[/przypis].

 
Miasto Żydowskie 
Nazywany Jerozolimą Królestwa Polskiego Lublin, chociaż w XIX wieku stanowił żywy, materialny znak obecności żydowskiej kultury na ziemiach polskich, jawi się w twórczości romantyków jako miasto niemal pozbawione żydowskiego oblicza[przypis]Zgodnie z ustaleniami monografisty Lublina Władysława Zielińskiego w 1873 r. Lublin liczył 21 954 stałych mieszkańców: katolików – 9241, prawosławnych – 86, grekokatolików – 70, protestantów 274, żydów – 12 283. W roku 1876 relacje te kształtowały się na analogicznym poziomie: chrześcijanie – 10 273, żydzi – 13 729. Można założyć, iż również w 1. poł. XIX w. owe proporcje były podobne – wyznawcy judaizmu stanowili ponad połowę mieszkańców Lublina. Por. Władysław K. Zieliński, Monografia Lublina, t. 1: Dzieje miasta Lublina, Lublin 1878, s. 17.[/przypis]. Owo „przeoczenie”, brak relacji na temat żydowskiego aspektu miasta, musi zastanawiać, zwłaszcza jeśli pamiętamy, iż po śmierci Widzącego – rabbiego Jakuba Icchaka Horowica (1815), Lublin zmienił się w stolicę chasydyzmu i stał się celem pielgrzymek ortodoksyjnych Żydów[przypis]Por. Robert Kuwałek, Włodzimierz Wysocki, Lublin – Jerozolima Królestwa Polskiego. Opowieść o żydowskim Lublinie, Lublin 2007, s. 28, 14.[/przypis].

O żydowskim obliczu miasta nie wspomina ani Pietraszkiewicz, ani Żmichowska. Kraszewski, który mieszkając na ulicy Grodzkiej, prowadzącej przez Bramę Żydowską do Miasta Żydowskiego, musiał na co dzień stykać się z kulturą żydowską, poprzestał w pamiętnikowej relacji na dość ogólnikowym stwierdzeniu, iż Żydzi mieli – podobnie jak w innych miastach – wydzieloną dzielnicę, w której można było zobaczyć „stare domy, brudów do sytości”[przypis]Józef Ignacy Kraszewski, Obrazy z życia i podróży, s. 84.[/przypis].

Przejście przez Bramę Żydowską oznaczało wkroczenie w inny świat. Z punktu widzenia Mejera Bałabana, który na początku XX wieku opisał lubelskie getto, ta część miasta odznaczała się malowniczym nieporządkiem i wielobarwnością. Nie był to jednak obraz wyidealizowany; historyk zauważa na przykład, że ulica Krawiecka okrążająca Górę Zamkową zamieszkana była przez najbiedniejszych, a tyfus był tam na porządku dziennym[przypis]Majer Bałaban, Żydowskie Miasto w Lublinie, przeł. J. Doktór, Lublin 1991.[/przypis]. Nieopodal znajdowały się największe ulice dzielnicy: Szeroka i Lubartowska, tworząc pozory wielkomiejskości, ale małe domki i rudery stojące między wielkimi kamienicami demaskowały prawdziwe oblicze getta. Współczesnemu czytelnikowi prozy Brunona Schulza opis ówczesnej lubelskiej dzielnicy Żydów przywodzi na myśl ulicę Krokodyli ze Sklepów cynamonowych.

Z perspektywy XIX-wiecznych doświadczeń polskich romantyków Miasto Żydowskie było rzeczywistością obcą, wrogą, niebezpieczną i abiektalną. Taki właśnie Lublin widział Kraszewski: „[…] ulica cała była jedną rzeką brudu, śmieci, obrzydliwości wszelkiego rodzaju, których od niepamiętnych czasów nikt nie pomyślał wymiatać lub wywozić. Na rozdrobnionym kołami wozów i nogami przechodniów błocie pływały stare pantofle, reszty butów, kawałki koszyków, skorupy od jaj, kości od mięs i ryb, okrawki sukna i łachmanów, ogryzki i warzywa! Niemiłosierny swąd wznosił się z głębi gnijących wiecznie kałuży, na których brzegu zdechłe psy i koty oczekiwały na próżno pogrzebu […] Ulica roiła się, wrzała, szumiała i od brzasku do nocy nie była próżną na chwilę […] Z Chrześcijan mało tu bardzo kto zwabiony taniością kwatery, najął mieszkanie i to chyba w ostateczności. Nie było bowiem całkiem bezpiecznie wśród żydostwa zamieszkać, a nawet długo lub w ciemną noc pozostać. Często tu zdarzały się rozboje, kradzieże, często ludzie na żydowszczyźnie znikali, których potem trupy tylko znajdowano gdzieś za miastem odarte albo z rzeką płynące”[przypis]Józef Ignacy Kraszewski, Maleparta. Powieść historyczna z XVII wieku, t. 1, Lwów 1874, s. 30–32.[/przypis].

Ten strach przed żydowskim Lublinem, zacierający jego realność i ustanawiający jego istnienie na poziomie kliszy i stereotypu, dotyczył również przedmieść. Wieniawa – bo o niej mowa – była typowym sztetlem, w którym mieszkała przede wszystkim biedna, zajmująca się głównie rzemiosłem i handlem ludność żydowska. Osada, która w 1916 roku została włączona do Lublina, pojawia się w powieściach Kraszewskiego pod zmienioną nazwą jako Winiary. Tam właśnie zaczyna się romantyczna historia pięknej Pepity (Syn marnotrawny), tam znalazła schronienie rodzina zubożałych Siekierzyńskich (Ostatni z Siekierzyńskich), tam również zamieszkał żyjący pragnieniem zemsty lichwiarz Zembrzyński (Morituri). Uboga dzielnica, bardziej przypominająca wieś niż naznaczone chaosem i turpizmem Miasto Żydowskie, ma w sobie coś magicznego. Ciemne zaułki, zapadające się powoli w ziemię domostwa dziwnych ludzi, ich mroczne tajemnice i rodzące się namiętności budują atmosferę tajemniczości, przypominając romantyczną powieść gotycką.

 
Miasto historycznych pamiątek
„Powiedz mi Józefie, odezwała się Babka – pamiętasz ty, co się w tem miejscu stało ważnego, pamiętnego?”[przypis]Tenże, Obrazy z życia i podróży, s. 78.[/przypis]. Pytanie babki Malskiej pozostało bez odpowiedzi, młody Kraszewski nie potrafił przypomnieć sobie podpisanego 1 lipca 1569 roku porozumienia między Królestwem Polskim a Wielkim Księstwem Litewskim, znanego jako Unia Lubelska. Podczas pobytu w Lublinie przyszły autor cyklu powieści historycznych szybko i z naddatkiem nadrobił te zaległości. Co ciekawe, dla tropiącego ślady dawności Kraszewskiego lubelskie spotkania ze „starożytnością” to spotkania z kościołami i klasztorami. Zamek w latach dwudziestych pełniący funkcję więzienia kryminalnego (od 1831 roku więzienie carskie), pozostał na drugim planie. Centrum historyczności wyznaczały klasztory i kościoły, wśród nich zwłaszcza związany z postacią Leszka Czarnego kościół farny pw. św. Michała Archanioła (rozebrany w 1846 roku), kościół Jezuitów (pw. św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty) oraz kryjący relikwie drzewa Krzyża Świętego kościół Dominikanów (pw. św. Stanisława), do którego pielgrzymowali m.in. Jan Kazimierz, Jan III Sobieski, Stanisław August Poniatowski[przypis]Por. tamże, s. 80–82.[/przypis].

Dla romantyków Lublin był przede wszystkim miastem historycznym. Dlatego Klementyna z Tańskich Hoffmanowa w swej podróży sentymentalnej po Polsce musiała je odwiedzić. Odrabiając lekcje patriotyzmu, interesowała się tylko tymi zabytkami, które mogły pobudzić jej imaginację oraz pamięć o dawnej Polsce. Nie odmawiając uroku pięknej okolicy, zachwycała się opisanymi już przez Ignacego Krasickiego wieżami trzynastu kościołów, nadającym miastu, w jej mniemaniu, starożytną i pobożną postać. Spędziwszy w Lublinie 21 maja 1827 roku zaledwie parę godzin, odwiedziła najważniejsze dla niej miejsca. I tak przed wojskowym szpitalem, niegdyś pałacem Radziwiłłów, wspominała Barbarę oraz księcia pruskiego Albrechta, który w tymże pałacu złożył królowi hołd. Mimo krótkiego pobytu znalazła czas, aby wskrzesić w pamięci Jana Kochanowskiego, który domagając się od króla Stefana Batorego sprawiedliwości dla zmarłego przyjaciela, z powodu nadmiernego wzruszenia dokonał żywota w Lublinie. Po wyjeździe Hoffmanowa żałowała, iż brak czasu nie pozwolił jej zwiedzić kościoła wizytek Wizytek, wystawionego przez Władysława Jagiełłę na pamiątkę zwycięstwa pod Grunwaldem[przypis]Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Opisy niektórych okolic Polski, w: tejże, Dzieła, t. 5, Warszawa 1876, s. 33–34.[/przypis].

Mimo obecności pamiątek czasów minionych wydaje się jednak, iż w dobie romantyzmu Lublin – świadek wielkiej chwały polskiego królestwa, nieco zgrzybiał, wyblakł i stracił swój renesansowy polor, a wraz z nim nieuchwytne piękno dawności tak ważne dla artystów romantycznych. Starożytność istniejącego już od XII wieku grodu jeszcze przemawiała do wyobraźni, ale raziła zaniedbaniem i brzydotą. Być może dlatego, że w wyniku przeprowadzonych na początku XIX wieku prac restauracyjno-budowlanych Lublin utracił swoje dawne oblicze, co sprawiło, iż wyglądał jak „stara kobieta w nowych, nie do jej wieku sukienkach, które nie pokrywając lat, czyniły ją tylko śmieszną”[przypis]Józef Ignacy Kraszewski, Obrazy z życia i podróży, s. 80–81.[/przypis].



</document>
<document nplp_id="344" title="Puławy" slug="pulawy">W 1831 roku cesarzowa Karolina-Aleksandra, żona Mikołaja I, szczęśliwa, że pensję panien pozostającą pod jej opieką planowano przenieść do Puław, ponoć zapytała na jednym z wydawanych przez siebie śniadań, nazywanych porankami, zgromadzone tam panie polskie: „Zdaje mnie się, że Puławy przedtem do kogoś należały podobno?”[przypis]Natalia Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, s. 134.[/przypis]. Puławy, własność Adama i Izabeli Czartoryskich, zrujnowane i splądrowane podczas powstania listopadowego, odwiedził Julian Ursyn Niemcewicz: „Nie znalazłem już Puław w dawnej świetności i okazałości swojej […] Dom zrabowany […] Księżna Czartoryska z największym staraniem, pracą i gorliwością zbierała najdawniejsze pamiątki i starożytności polskie i by im godny dać przytułek […] Niestety! Wszystko to stało się pastwą barbarzyńskich Moskali. Zburzyli, złupili ten pobyt, te zbiory już, szczęśliwszego istnienia naszego”[przypis]Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, Warszawa 1957, t. 2, s. 243.[/przypis].

Natalia Kicka, towarzysko i rodzinnie powiązana z Familią, na przełomie 1834 i 1835 roku odbyła pielgrzymkę do niegdyś okazałej rezydencji, teraz – jak relacjonowała – świecącej pustkami[przypis]Natalia Kicka, Pamiętniki, s. 403–407.[/przypis]. Los tego miejsca został przesądzony[przypis]Wszystkie majątki księcia Adama Jerzego Czartoryskiego w zaborze rosyjskim uległy konfiskacie po powstaniu listopadowym.[/przypis] – tutaj miał się mieścić instytut rządowy dla panien. Największe wrażenie zrobił na niej pokój sypialny księżnej generałowej – odarty i zrabowany przez oficerów rosyjskich – oraz zniszczona sala balowa, w której na pięknych posadzkach żołnierze rozpalali ogień, by móc w wielkich kotłach gotować kapustę. Zaniedbany park wydał się jej jednak piękny, przechadzka wśród porozrzucanych posągów niezwykle romantyczna i wzruszająca. Co prawda Dom Gotycki obrabowali turyści, ale Świątynia Sybilli pozostała nienaruszona. Na czele oddziałów moskiewskich, które zajęły Puławy, stał książę Adam Wirtemberski, syn Marii Wirtemberskiej, wnuk Izabeli i Adama Kazimierza Czartoryskich. Wydał on rozkaz ostrzału artyleryjskiego pałacu, w którym schroniły się jego babka i matka. Podobno Izabela spokojnie skubała szarpie do dużego kosza, kiedy służba zbierała wpadające do środka kule. Najstarsza córka Izabeli, Maria, autorka Malwiny, nieszczęśliwie wydana za mąż za księcia Wirtemberskiego, wywieziona przez niego i zamknięta w starym, omszałym, niemal opuszczonym zamczysku nad Renem, w końcu zdołała uciec od męża-potwora, który znęcał się nad nią i bił. Niestety, syn został jej odebrany i chował się przy ojcu. Adam, kiedy dorósł, wstąpił do wojska polskiego, ale w 1831 roku, tłumacząc się, że jest siostrzeńcem cesarza, przeszedł na stronę Rosjan. I jeśli postawa wnuka budzi negatywne uczucia, to historia babki nie jest wolna od kontrowersji. Być może była to sprawa miejsca, a nie ludzi. Puławy przeżywające rozkwit w czasie, kiedy Polska traciła niepodległość, za sprawą Familii stały się drugą stolicą Polski. W istocie dwór Czartoryskich zawsze rywalizował z dworem Poniatowskiego. Koźmian pisze, że Izabela wraz z księciem Kazimierzem Adamem otworzyli dom prawdziwie narodowy, znany w całej Polsce z gościnności. „Wszystkie rozbitki” z Polski znajdowały tam przyjęcie, a nawet zamieszkanie. Tu stale gościli Franciszek Dionizy Kniaźnin, Franciszek Zabłocki, Julian Ursyn Niemcewicz, Franciszek Karpiński i wielu innych. Działał teatr i kiedy w Warszawie grano komedie, tu podczas Sejmu Czteroletniego wystawiano Matkę Spartankę Kniaźnina.

Puławy w ciągu niespełna 40 lat przeżyły wiele wspaniałych i tragicznych chwil, nie ominęła ich żadna z zawieruch wojennych. Jednak powstanie listopadowe było ostatnim akordem w życiu tej siedziby. Na oczach romantyków przeistaczała się w „miejsce zanikające”. Czytając pamiętniki z tego okresu, widzimy, w jaki sposób Puławy, bezpowrotnie tracąc żywotną substancję, stały się ośrodkiem współtworzącym symboliczną sferę narodowego kanonu. Wycieczki, pielgrzymki do miejsca, gdzie zatrzymał się czas, należały do obowiązku patriotycznego. Oczywiście nie mogło to pomniejszać przyjemności estetycznej i wrażeń, jakie wiązały się z tą wizytą. Już od końca XVIII wieku dzięki Jacques’owi Delillowi i jego Ogrodom (1782; wyd. pol. 1783) niezwykłą estymą cieszyły się wielkie rezydencje polskich magnatów… Zofiówka, Puławy, Arkadia, największe w tym czasie parki, zaprojektowane jako ogrody pamiątek, nastrojowo urządzone, miały skłaniać do zadumy i refleksji. Delille, choć nigdy nie był w tej części Europy, za sprawą koronkowej intrygi księżnej, również autorki dzieła o ogrodach, która nie mogła znieść, że brakuje opisu Puław obok Wersalu czy Trianon, umieścił w drugim wydaniu swojej książki informacje o tym miejscu, co zapewne podniosło jego atrakcyjność w oczach Polaków.

Uderzające, że w relacjach romantycznych turystów opis Puław ma charakter „widokówkowy”, powtarzający się u wielu zwiedzających. Najbardziej typową relację znajdujemy u Klementyny z Tańskich Hofmanowej. W Opisie różnych okolic Królestwa Polskiego wymienia ona Kraków i Puławy jako miejsca najbardziej szczególne dla polskiej historii: „Tam prawdziwy skarb wspomnień i pamiątek narodowych, tam i oczy i serce nakarmić się mogą”[przypis]Klementyna z Tańskich Hofmanowa, Opis różnych okolic Królestwa Polskiego, Wrocław 1833, s. 38.[/przypis]. Dojeżdżając do Puław, podziwia gospodarną wieś Włostowice: domy chędogie, wygodne, dobrze utrzymane, suchą drogę i sąsiadującą Bochotnicę – wieś romantyczną, aczkolwiek zaniedbaną. Z daleka, od strony Wisły, jednym spojrzeniem nowoczesna turystka-patriotka ogarnia kościół, pałac, tarasy, fontanny, posągi, setki drzew, na wierzchołku góry Świątynię Sybilli, podkreślając, że „już wszystko w Puławach jest piękne, wszystko inaczej jak w innych miejscach Polski”[przypis]Tamże, s. 43.[/przypis].

Pałac główny z sadzawką i fontanną wzorowany na wersalskim Petit Trianon, pałac Marynki Marii Wirtemberskiej wzniesiony – jak większość budynków w Puławach – przez Piotra Chrystiana Aignera w latach 1794–1794, a w parku domki: Grecki, Chiński, Żółty, tzw. schody diabelskie na stromej stronie Wisły, Schody Angielskie – łączące Mały Ogród z Ogrodem Dolnym, tworzyły w odczuciu zwiedzających „niepowtarzalny” klimat tego miejsca. Jednak właśnie powtarzalność i manieryczność opisu jest znamienna. Puławy jako mauzoleum oświeceniowych pomników w dekadenckim stylu zapowiadały modę romantyczną na wpisy do sztambucha, od których nie stronili nasi poeci: Adam Mickiewicz (Do mojego Cziczerone, 1830) czy Juliusz Słowacki (W imionniku pani B.R., 1836)[przypis]Ireneusz Opacki, Pomnik i wiersz (Pamiątka i poezja na przełomie Oświecenia i Romantyzmu), w: tegoż, Poezja romantycznych przełomów. Szkice, Wrocław 1977.[/przypis]. We wpisach ich autorstwa, a także w innych imionnikach odnajdujemy metaforykę zaczerpniętą z konwencji ogrodu pamiątek, są tam klomby kwiatów, miejsca ustronne, groby i ruiny. Oświeceniowo-romantyczne szaleństwo pamiątek – upamiętniania siebie za wszelką cenę – wyrastało z pragnienia nieśmiertelności, przetrwania chociażby w ludzkiej pamięci. I kiedy pamiątka romantyczna zamykała się najczęściej w słowie poetyckim, to pamiątką oświeceniową zazwyczaj były materialne pomniki, drzewa, budynki, pozwalające uczynić z nich muzeum czy miejsce pamięci. Towarzyszyła temu optymistyczna wiara w ład natury i świata, nawet rozwaliska i szczątki były symbolem trwania. Inaczej było w przypadku romantyków, dla których ruiny stawały się symbolem przemijania, zabójczego upływu czasu. Romantyczna melancholia, którą z powodu nadmiaru nagromadzonych pamiątek i pomników paradoksalnie emanowały Puławy, dopiero z biegiem czasu mogła udzielić zwiedzającym lekcji dystansu do rzeczy materialnych ulegających działaniu historii i lat.

[caption id="attachment_1281" align="alignnone" width="893"] Puławy - pałac Czartoryskich[/caption]

Księżna znana była z tego, że sama lubiła oprowadzać po „muzeum jeszcze ciepłych pamiątek” – Świątyni Sybilli i Domku Gotyckim. Jak ważne były te pamiątki, świadczyć może zaangażowanie księżnej. W trakcie budowania Świątyni Sybilli, pragnąc przyśpieszyć pracę, sama pomagała w robotach murarskich. Siemieński pisze, że za pałacem obszernym, malowniczym, za tarasami polnych kwiatów, w cieniu wysokich drzew, Aigner wystawił świątynię na wzór rzymskiej świątyni Westy (Sybilli) w Tiburze, opisanej mową wiązaną przez Woronicza i Niemcewicza[przypis]Jan Paweł Woronicz, Świątynia Sybilli, w: tegoż, Pisma wybrane, Wrocław 2002.[/przypis]. Dookoła tej klasycystycznej rotundy ustawiono korynckie kolumny, na froncie wyryto napis: „Przeszłość przyszłości”.

Tańska pisze, że stojąca na szczycie stromej skarpy świątynia była budowlą kształtną, panującą nad całą okolicą, z jej tarasu odsłaniał się rozległy widok na łachy i dolinę Wisły[przypis]Klementyna z Tańskich Hofmanowa, Opis różnych okolic Królestwa Polskiego, s. 48.[/przypis]. Świątynia robiła na wszystkich ogromne wrażenie, urokowi jej nie oparł się nawet car Aleksander, który uczcił złożone tam pamiątki i złożył podpis w księdze pamiątkowej[przypis]Kajetan Koźmian, Pamiętniki, Warszawa 1907, cz. III, , s. 22 i 23.[/przypis]. Ponadto ofiarował taflę szklaną, zakrywającą otwór w kopule, a także dwa lwy wykute z porfiru umieszczone przed wejściem do budynku. Czartoryską dumą napawała myśl, że było to muzeum archeologiczne, jedyne, jakie wówczas na polskich ziemiach istniało. Jej ambicja zmierzała do tego, żeby znajdujący się tam każdy miecz, każda zbroja, każda chorągiew, każdy klejnot przypominały jakąś wielką postać historyczną, jakieś zwycięstwo lub fakt znaczący, budziły w sercu oglądającego uczucie żalu. Miały one zachęcać do wspomnień i patriotycznej kontemplacji, co podkreśla Tańska w sposób charakterystyczny dla rodzącego się tam pełnego egzaltacji języka wotywnego: „Kiedy nieszczęsna Polska po tak długim konaniu ostatnie tchnienie wydała, księżna Czartoryska, chcąc przynajmniej jej popioły od zguby uchronić, wzniosła jej ten grobowiec, napełniła go drogimi sławy naszej zabytkami, podobna owym dzieciom, dla których gdy Matkę ukochaną stracą, jedyną rozkoszą strzec zwłok jej, zbierać pozostałe po niej pamiątki”[przypis]Klementyna z Tańskich Hofmanowa, Opis różnych okolic Królestwa Polskiego, s. 46–47.[/przypis]. Zbliżając się do niego – pisze Tańska – ogarnia nas wzniosłe uczucie, jakie doznajemy na widok grobów. W świątyni znajdowały się prawdziwe relikwie narodowe: na ścianach wisiały tarcze i zbroje dawnych rycerzy polskich z napisami uwieczniającymi zwycięstwo wojsk naszych, wśród nich najznakomitsze miejsce zajmowały pomniki poświęcone Józefowi Poniatowskiemu i Adamowi Czartoryskiemu. Na środku stały zdobyczne chorągwie, laski marszałkowskie, pastorały biskupie, miecze z najsławniejszych bitew. Pod tym rycerskim wieńcem na granitowej podstawie umieszczono hebanową szkatułę ze szczerozłotym wiekiem wysadzanym brylantami oraz napisem: „Pamiątki polskie zebrała Izabela Czartoryska”. Na szafach stały puchary, szkatułki rozmaitego kształtu – „grobowce” sławniejszych królów i mężów; a w nich: kości Bolesława Chrobrego; koralowe popiersie Bolesława Wstydliwego na srebrnej tabliczce; pieczęć Przemysława; czarny płaszcz Łokietka; trzewik karmazynowy Jadwigi; dwa „miecze Krzyżaków na szyderstwo Jagiełły przysłane”; odkryte przez Czackiego popioły Kopernika spoczywające w czarnym pomniku; włosy, łańcuch, pierścień Zygmunta Starego; szpada, chorągiew, kawałek szaty po Zygmuncie Auguście; sztuciec koralowy i łyżka konchowa po Barbarze Radziwiłłównie; czaszka Jana Kochanowskiego; kości hetmana Zamoyskiego; kość Stefana Czarneckiego; wachlarz Królowej Bony; zegarek roboty Zygmunta III; a obok tych pamiątek – stół do pisania Kazimierza Wielkiego.

Nasze zdumienie może budzić fakt, że pamiątki zgromadzone przez Czartoryską nie wydawały się zwiedzającym osobliwe. Były to bowiem zarówno przedmioty godne królewskiego skarbca - dzieła sztuki, jak i marnej jakości podróbki lub zwykłe śmieci. Wątpliwe pochodzenie niektórych, rzucające cień ma autentyczność pozostałych dzieł sztuki, pozostawało niezauważalne choćby dla Tańskiej. I jeśli zbudowana na nich narodowa retoryka weszła na stałe do języka patriotycznego, to pochodzenie wielu przedmiotów zaczęło budzić już w romantyzmie pewne zastrzeżenia.

Pisze o tym wprost Siemieński, m.in. o trzebieniu bibliotek klasztornych. Skarbce, groby kościelne z łatwością otwierały się przed Izabelą. Ta rabunkowa działalność posługiwała się ideologicznym wybiegiem głoszącym, że praktyki te służyć mają zachowaniu przeszłości i odbudowie państwa polskiego. I tak Tadeusz Czacki w imię przyszłej Polski zdobywał dla Puław święte narodowe szczątki, otwierając groby królewskie na Wawelu czy domniemany grób Kopernika we Fromborku.

Księżna często więc otrzymywała dary od znajomych, ale również zamawiała i kupowała pamiątki z różnych miejsc Polski i Europy. Na przełomie XVIII i XIX wieku, podyktowany zmianami politycznymi, zaczął tworzyć się nowy rynek dzieł sztuki. Rewolucja francuska znacznie obniżyła wartość dzieł sztuki. Gwałtownie zubożała arystokracja wyprzedawała mienie, spieniężała swoje pamiątki. Histeryczny strach przed „reżimem równości” kazał jej pozbywać się obrazów, bibliotek, zbrojowni, które natychmiast stawały się przedmiotem handlu, i jak pisze Siemieński, przechodziły w ręce panów wołyńskich i podolskich (a potem innych), którzy rozporządzali wielkimi sumami zarobionymi na handlu zbożowym w Odessie[przypis]Lucjan Siemieński, Ogrody w historii i poezji, w: tegoż, Dzieła, t. 1, Warszawa 1881, s. 131.[/przypis].

Drugim niezwykłym budynkiem, ukochanym przez księżną, był Domek Gotycki, budowla zaprojektowana przez Piotra Aignera z myślą o ulokowaniu tam zbiorów i kolekcji sztuki europejskiej. O tym, że było to miejsce dla niej ważne, świadczył napis „Izabella 1809”. Tu wisiała Dama z gronostajem Leonarda da Vinci, Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem Rembrandta czy Autoportret Rafaela.

Szczątki murów i rzeźb zdobiły zewnętrzne ściany budynku. Wymowna sentencja z Eneidy (1, 462): Sunt lacrimae rerum et mentem mortalia tangunt („Mają i rzeczy łzy swoje, i serca ludzkie wzruszają”), została umieszczona nad drzwiami. Aby spełnić oczekiwania księżnej, nie szczędzono ozdób w postaci prawdziwych kapiteli, figurek etc. Ściany niemal pękały od nadmiaru pomników z kamienia, marmuru, cegieł, żelaza; każdy zaopatrzony był w stosowny napis. Siemieński uszczypliwie zauważa: „Nasze wawelskie pomniki królów i biskupów oczekujące naprawy i restauracji niejedną tam cząstkę swoją znalazłyby, podobnie jak inne gmachy krakowskie”[przypis]Tamże, s. 129.[/przypis]. Na głównej ścianie znajdowały się: orzeł Kazimierzowski z Łobzowa, cegła z grobu Dąbrówki, drzwi z krakowskiego Wawelu, kamienie z grobu Łokietka i Kazimierza Wielkiego, kule z grobowca Jagiełły, cegły z mieszkania Jana Zamoyskiego, kawał marmuru z Pałacu Lubelskiego; na ścianie drugiej: kule i kamień z progu domu Kościuszki; na dwóch pozostałych ścianach: gruzy pałacu Nerona, cegły Bastylii, kamień z pałacu Cezara, ułomki z domu Napoleona na wyspie Elbie. Tańska, wstydząc się swojej niedokładnej pamięci, wymienia z zachwytem, że w szafach Domku Gotyckiego znajdowały „sprzęty rzadkie i drogie”: filiżanka Washingtona, strzały Wilhelma Tella, pióro Woltera, butelka Franciszka I, buciki Montezumy, grzebień Bianki Capelli, pantofle pani de Maintenon, kałamarz Machiavellego, pióro Woltera, ubiór, w którym był chrzczony Rousseau, łyżeczka po kapitanie Cooku, kaftan Cromwella, popioły Heloizy i Abelarda, Romea i Julii[przypis]Klementyna z Tańskich Hofmanowa, Opis różnych okolic Królestwa Polskiego, s. 90–99.[/przypis].

Gabriela z Güntherów Puzynina swoją wizytę w Puławach w 1825 roku zapamiętała na całe życie. W pamiętniku napisała, że nawet po 42 latach w jej pamięci żyją wspomnienia: „nietknięte i narodowe, nasze”. Po latach ta podróż nabrała charakteru romantyczno-sentymentalnego: Puzynina wspomina Puławy jako zamek zaczarowany z 80-letnią wróżką o suchych rysach, przenikliwym wzroku. Izabela w stroju nieco zaniedbanym, nadającym jej tajemniczości, otoczona wielką rodziną, pełniła honory pani domu. O godzinie 2.00 po południu dzwon zamkowy wzywał gości na obiad. Do stołu siadało codziennie do 30 osób i tyleż im usługiwało. W pamięć młodej wówczas Gabrieli zapadły pikniki, przejażdżki po okolicy, spacery po parku. A najbardziej przypadł jej do gustu posąg Tankreda i Kloryndy, kupiony za 30 tysięcy dukatów przez hr. Rzewuskiego i podarowany Izabeli. Wcześniej ten pomnik stał w parku Łazienkowskim, a zamówił go Stanisław Poniatowski w 1791 roku u Francesca Lazzariniego: „Z tych dwóch postaci rycerza i dziewicy z jednej wykutych bryły jedna już nie żyła, druga żyła i cierpiała. Czuć było na ręku zrozpaczonego Tankreda omdlałą postać Kloryndy, której ani woda, ani łzy nie mogą przywrócić do życia”[przypis]Gabriela z Güntherów Puzynina, W Wilnie i w dworach litewskich. Pamiętnik z lat 1815–1843, Chotomów 1988, s. 87.[/przypis]. Spośród pamiątek zapamiętała pałasz Jagiełły i łańcuch Jadwigi. W Domku Gotyckim największe wrażenie zrobiły na niej kości Abelarda i Heloizy, Laury i Petrarki, dobyte własnoręcznie przez księżną z ich grobów.

Legenda głosi, że Adam Kazimierz, pragnąc zaspokoić kolekcjonerskie żądze swojej żony, niecierpliwej kolejnych pamiątek i osobliwości, kazał swojemu hajdukowi zdjąć z nogi łapcia i wysłał go księżnej jako but Czingis-chana. Żartobliwy gest świadczył, że miał świadomość jej graniczącej z lekkim szaleństwem słabości. Goście, znajomi, przyjaciele księżnej z grzeczności, patriotycznego żaru czy też zakłamania podziwiali gorące poświęcenie się sprawom ojczyzny. W puławskiej kolekcji widzieli nie rupieciarnię czy zbiór bardziej lub mniej przypadkowych rzeczy, lecz święte miejsce polskiej historii. Kajetan Koźmian w pamiętnikach wychwala Czartoryską, która miała obudzić obumarły patriotyzm Polaków. W jego oczach staje się wzorem Polki, żałującej ojczyzny, zbierającej pośmiertne po niej pamiątki po kościołach, po grobach, po trumnach królów polskich. W podobnym tonie wypowiadała się Tańska: „Ileż trudów, nakładu pracy, zachodów ponieść musiała, nim ten tkliwy zamiar przyprowadziła do skutku? Ileż jej winien wdzięczności, każdy w kim tylko krew Polaka płynie”[przypis]Klementyna z Tańskich Hofmanowa, Opis różnych okolic Królestwa Polskiego, s. 47.[/przypis].

[caption id="attachment_1280" align="alignnone" width="893"] Puławy – Świątynia Sybilli[/caption]

Choć Czartoryska należała do dwóch epok, to z pewnością można ją zaliczyć w poczet romantycznych wariatów-patriotów czy raczej wariatek-patriotek. Zgromadzone przez nią popioły monarchów, domniemane szczątki astronoma, ramię dzielnego wodza czy czaszka poety pozwalają nam snuć różne domysły i przypuszczenia. Czyż nie mamy do czynienia z fetyszystką i don Giovannim, osobą szaloną, kreującą swą polskość za pomocą dziwacznej kolekcji? Za jej metodą tworzenia polskości, tożsamości narodowej, skrywała się atawistyczna żądza polowania. Drapieżność, niepohamowany kolekcjonerski pęd Izabeli oscylował na granicy barbarzyństwa. Pod wpływem wewnętrznego przymusu, trudnego do uchwycenia i racjonalnego wytłumaczenia, Izabela-myśliwy tropiła, poszukiwała i zdobywała, co z kolei wywoływało w niej pragnienie kolejnego przedmiotu. Intensyfikacja tych przeżyć była sposobem osiągania estetycznej rozkoszy. Kierunek jej działań wyznaczała pogoń za tym, co sprawiało jej przyjemność.

Przedmioty i związane z nimi wrażenia zmysłowe tworzyły fundamenty nowego patriotyzmu. Nie ojczyzna – lecz związane z nią przeżycie było tym, co naprawdę pociągało księżnę, dostarczało możliwości bycia tu i teraz, mimo pozornego cofnięcia się w czasie. Kolekcja stworzyła własną przestrzeń, była gestem uniezależnienia się od aktualnego świata. Zgromadzone tam przedmioty nie tylko powtarzały historię, lecz także zawieszały i unieważniały czas. Ten estetyczny patriotyzm, budowany w dużej mierze na fantazji, również kształtował nowoczesną miłość do ojczyzny.

Na uwagę zasługuje fakt, że księżna, budując kolekcję, dopuszczała się dewastacji innych narodowych zabytków. Zamiana pamiątek narodowych we własność prywatną pokazuje, jak prywatne staje się narodowe, i jak to, co miało być przedmiotem historii, na stałe wchodzi do narodowej wyobraźni. Zawłaszczenie przez Izabelę polskości, a następnie udostępnianie jej nielicznym i wybranym stało się symbolem Izabeli miłości do ojczyzny.

Na uwagę zasługuje fakt, że księżna, budując kolekcję, dopuszczała się dewastacji innych narodowych zabytków. Zamiana pamiątek narodowych we własność prywatną pokazuje, jak prywatne staje się narodowe, i jak to, co miało być przedmiotem historii, na stałe wchodzi do narodowej wyobraźni. Polska zamknięta w świątyni w Puławach została udostępniona przez kolekcjonerkę w formie wysnutej z jej fantazji, która stała się pożywką zaspokajającą potrzeby patriotów owego czasu, a także narzuciła – obecny do dziś – sposób myślenia i mówienia sakralizujący polski naród. Szaleństwo Czartoryskiej graniczy z barbarzyństwem i okrucieństwem: krojenie, wycinanie, odłupywanie fragmentów z innych miejsc pamiątkowych przypomina akt rozbioru Polski. Paradoksalnie ten rodzaj operacji dokonywany przez Izabelę miał być ratunkiem i ocaleniem, ale czy tak było? Praca jej żałoby obejmowała swoim niszczącym potencjałem cały kraj, by ostatecznie wytworzyć miejsce służące narodowej melancholii, miejsce rozpaczy za tym, co – o ironio – za sprawą jej szalonego kolekcjonowania zostało bezpowrotnie utracone.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="345" title="Warszawa" slug="warszawa-mapa"></document>
<document nplp_id="346" title="Mazowsze" slug="mazowsze">Terytorium historyczne w dorzeczu środkowej Wisły. W średniowieczu udzielne księstwo. Dopiero Zygmunt Stary włączył je do Królestwa Polskiego (1526); własny sejm utrzymało do 1540. Po Unii Lubelskiej (1569) stało się centralną dzielnicą Rzeczypospolitej, a Warszawa stałym miejscem sejmów i elekcji królów, wreszcie siedzibą dworu królewskiego. Było jedyną dzielnicą Polski, której nie objęła reformacja, toteż niektórzy historycy dziewiętnastowieczni uważali, że właśnie po to, by obrać katolika, miejsce pierwszej elekcji przeniesiono pod Warszawę. Słabo zurbanizowane, wszakże tędy prowadziły ważne szlaki handlowe. Po kongresie wiedeńskim włączone do Królestwa Polskiego. Jednym słowem – matecznik.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego – kompendium nie tylko stanu ówczesnej wiedzy historycznej, ale i powszechnych, czy obiegowych w XIX wieku przekonań z zakresu świadomości narodowej podkreśla „uzdolnienia kolonizacyjne ludności [Mazowsza], które to plemię zapędzały na Ruś Czerwoną, w ziemię bialską, więc w sadyby dawnych Jadźwingów, na Podole. Wszędzie jednakże swoje plemienne cechy, a chociażby nazwę, zachowywali Mazurzy”. Stąd ich obecność w Soplicowie:

Różnili się Dobrzyńscy między Litwą bracią
Językiem swoim tudzież wzrostem i postacią.
Czysta krew lacka, wszyscy mieli czarne włosy,
Wysokie czoła, czarne oczy, orle nosy;
Z Dobrzyńskiej Ziemi ród swój starożytny wiedli,
A choć od lat czterystu na Litwie osiedli,
Zachowali mazurską mowę i zwyczaje
(ks. VI, w. 395-399)

co Stanisław Pigoń komentuje następująco: „Ziemią Dobrzyńską nazywają powiaty lipnowski i rypiński, położone na prawym brzegu dolnej Wisły, koło Dobrzynia. O ziemię tę przez dwa przeszło wieki (od 1233 r.) toczyły się zacięte walki Polski z Krzyżakami [...] mieszkańcy jej byli więc wypróbowani w walkach o polskość, mieli dobrą tradycję narodową, byli zatem mocni i pewni. Takich też ostoi polskości potrzebował tutaj poeta” (w wydaniu Biblioteki Narodowej przypis do w. 399).
Cytowany Słownik geograficzny Królestwa Polskiego podaje, dla pełności obrazu, również i taką informację: „Szczególną właściwością Mazowsza jest energia i samodzielność kobiet”.
*
Czym Litwa i Ukraina dla romantyzmu emigracyjnego, tym Mazowsze dla krajowego – to oczywiste, choć mocno upraszczające. Romantycy krajowi nie musieli przenosić swoich dusz utęsknionych w kraj lat dziecinnych, wystarczyło wyjść za rogatki. Wszakże zanim będzie o tym szerzej mowa, godzi się dla porządku przywołać jednego z obsesyjnych podróżników epoki, skądinąd późniejszego pana na kawałku tej ziemi, Zygmunta Krasińskiego. Z drogi w świat, ten siedemnastolatek tak pisał do ojca: „Sosnowe lasy i piaski Mazowsza milej mojej stawiają się pamięci niż urocze doliny i wzgórza brzegów Lemanu. Ciechanowskie wieże piękniej wznoszą się w moim wspomnieniu niż Mont Blanc, która do nieba dotyka, a wody Lidyni [właśc. Łydyni – nad tą rzeczką leży Ciechanów – przyp. I. J.] milej szemrzą w moich uszach, niż wodospady rozbijające się z szumem o Helwecji skały” (list z 9 XI 1829). Jak wiadomo, ten konwencjonalny przecież zachwyt z czasem zniknie; reguły innej z kolei konwencji, czyli gotyckiej powieści grozy, kazały młodemu autorowi lokować krwawe historie „z dziejów narodowych” tu właśnie (Władysław Herman i dwór jego oraz Mściwy karzeł i Masław książę mazowiecki, obie z 1830 r.).
„Odkrycie” Mazowsza wiąże się oczywiście z charakterystyczną dla epoki nobilitacją regionów i prowincji (w każdym sensie tego słowa) jako zapoznanych, a odwiecznie bijących źródeł kultury. W przypadku Mazowsza rzecz jest o tyle skomplikowana, że bądź co bądź – historycznie i geograficznie – było ono centrum, a jednocześnie, po rozbiorach, i wreszcie po roku 1815, staje się tylko jednym z regionów, a nawet prowincją, czego bolesnym świadectwem było rosyjskie określenie „Priwislinskij kraj”, urągliwie odbierające temu terytorium wszelką dotychczasową wartość i spychające je do statusu prowincji imperium. Stąd aktywność romantyków krajowych w kreowaniu wizerunku Mazowsza jako matecznika właśnie. Choć czasami wygląda to jak coś w rodzaju kompleksu wobec znanych i uznanych piękności: „Nad brzegami Wisły bieli się kościół w Dobrzyniu, ciągnie się wieniec gór, tych pięknych gór nadwiślańskich, które wytrzymują porównanie z brzegami Niemna, Wilii i Dniepru” (Jan Majorkiewicz: Młodość moja i przejażdżki po kraju, 1852). Romanowi Zmorskiemu marzyła się „szkoła mazowiecka” analogiczna? dorównująca? „szkole ukraińskiej” czy litewskiej: „Słusznie więc wrychle należało oczekiwać pieśni, w których by równie pięknie [jak litewska i ukraińska – I. J.] zajaśniała poezja innych plemion [...] Zaiste dziwić się należy obojętności, co pozwoliła i do dziś pozwala widomym leżeć marnie gdzie indziej skarbom, a osobliwie w Mazowszu” (R. Zmorski, recenzja powieści Anny Nakwaskiej Czarna Mara. Kronika dawnego zamku książąt mazowieckich, 1841). I trzeba przyznać, że w poezji własnej dokładał wszelkich starań, by coś takiego stworzyć. Wieża siedmiu wodzów przez swą bardzo wyraźną stylizację na Słowo o wyprawie Igora udatnie imituje rapsod o starodawnej, rycerskiej przeszłości Mazowsza:

Czy to tak szumi puszcza wysoka?
Czy to tak szumi Wisła głęboka
Środkiem cienistych Mazowsza puszcz? –
Nie puszcza to tak przez się z wiatrami,
Nie Wisła tak się bije z brzegami;
Gwar to wojownych obozu tłuszcz.
Nad białą Wisłą, śród czarnych lasów,
Jak długo zajrzeć żółtymi brzegi,
Niezliczonego tam koczowiska
Bielą się, czernią długie szeregi
Białych namiotów, ciemnych szałasów.
Z suchych gałęzi dymią ogniska,
U dymnych ognisk krwawe się skwarzą,
Na ostre drzewce wbite: jelenie,
Ogromne dzicze, łosie pieczenie.
Dokoła męże siedzą i gwarzą.
W głębokie czary miód złoty leją,
I z czar pieniących piją koleją;
Gwarzą i pieśni wojenne pieją.”

Skądinąd Pieśń o ziemi naszej Wincentego Pola (1835) można czytać jako swoistą odpowiedź na regionalny „separatyzm”, podkreślający odrębności. Katarynkowa opowieść Pola gładko łączy obrazki z Litwy, Żmudzi, Polesia, Wołynia, Ukrainy, Podola i Tatr w patriotyczną całość, której końcowe Mazowsze jest bynajmniej nie wyróżnioną klamrą.
*
Mazowsze było prawdziwą ojczyzną drugiego pokolenia romantyków polskich, urodzonych tutaj w latach 1815-1824, których działalność literacka, wydawnicza, a i konspiracyjna związana była z Warszawą i jej szeroko rozumianymi okolicami. To Seweryn Filleborn, Józef Bohdan Dziekoński, Seweryn Zenon Sierpiński, Roman Zmorski, Włodzimierz Wolski, Aleksander Niewiarowski, bracia Norwidowie, Teofil Lenartowicz i inni, zwani potocznie w historii literatury „warszawskimi cyganami”. Byli tej swojej ojczyźnie wierni, widzieli i opisywali ją z bliska, bez filtrów oddalenia i tęsknoty – i bywało, że nie mieli złudzeń.
„Za Warszawą, zaraz za Jerozolimskimi rogatkami rozpoczynają się nieprzerwane równiny Mazowsza, które niczym nie weselą oka. Jednostajna nieprzejrzana płaszczyzna jakieś ciężkie i duszne sprowadza myśli. Na ogromnym tle piasków, pola, lasy i wsie pocięte w kwadraty jak szachownice koło drogi mijają. Tu kwadrat owsa, tam kartofle, tu rzepak, tam znów kartofle. Gdzieniegdzie przy wsiach kościoły otoczone karczmami [...] Z głową przepełnioną klechdami, gawędami, podaniami, rozumiałem, iż każdy z wieśniaków cały tom Wójcickiego odrecytuje na pamięć, ale tak wcale nie jest. [...] Niech się nikt nie spodziewa, aby bogactwo poezji ludu, te skarby rodzinne, a niestety tak długo lekceważone, stały odkryte na zawołanie każdego.” (J. B. Dziekoński: Falenty – Radziejowice – Rawa, 1842).
Dziekoński przywołuje tu nazwisko Kazimierza Władysława Wójcickiego – niewątpliwego autorytetu w zakresie ówczesnego zbieractwa podań i legend historycznych i ludowych. W tomie Mazowieckie powiastki (1858) jego przewodnikiem jest niejaki Walek, który objaśnia wszystko, co po drodze. Ziemia, przyroda, domostwa, ludzie, a nawet kamienie nie mają dla niego tajemnic. Zna historię, krążące opowieści i wierzenia, a nawet czary: „Czapa na prawe ucho, przekrzywiona, na obliczu rumieniec ochoczy, uśmiech wesoły, oczy jaśniejące silnym ogniem życia, prawa ręka wzniesiona w górę, cała postawa to nachylona, to prostowana chwilowo, wśród pędu stępaka, wszystko dawało wizerunek wierny dzielnego parobczaka mazowieckiego.”
Świadectwem autorytetu Wójcickiego było powierzenie mu fundamentalnego i obszernego hasła o Mazowszu do Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda – Larousse’a epoki. Wójcicki nie zawahał się przydać swemu uczonemu artykułowi paru niezbędnych uzupełnień. Oto jedno z nich: „Mazurek, tak się nazywa placek z mąki pszennej, jaj, cukru, migdałów i bakalii, zarobiony w kruche ciasto, w kształcie płaskim, podłużnym, który na każdym stole zastawionym święconym w czasie Świąt Wielkanocnych znajdować się musi. Gatunek taki placków, pierwiastkowo wypiekany tylko w Mazowszu przez skrzętne i pracowite Mazurki, później upowszechniony we wszystkich ziemiach Rzeczypospolitej, nazwę pochodzenia swego zachował.” O mazurkach będzie jeszcze mowa.
Mazowiecki matecznik znalazł swojego wieszcza, a przede wszystkim kreatora w osobie Romana Zmorskiego. Ten chyba najbardziej „cygański” spośród cyganów warszawskich tak opisał tę przepastną krainę:
„Jakkolwiek Mazowsze nie posiada już dziś onych nieprzejrzanych puszcz, w których tur, łoś, bóbr mieli bezpieczne siedliska, jest to jednak kraina dotąd wielce lesista i prawie w każdej okolicy widnokrąg zamyka się ciemnym wieńcem borów. Ta fizjonomia leśna nie jest bez wpływu na zachowanie się u Ludu starożytnych wierzeń i podań. Ów ciemny krąg lasów jest dla wyobraźni prawdziwym kręgiem czarodziejskim, poza którym opowiadacze i słuchacze mieszczą cały świat podaniowych dziwów; tam to stoją jeszcze zaklęte zamczyska, chaty złych jędz i rozbójników, mieszkają straszne leśniki i przypołudnice, dobrzy królowie i wieszczki... Nieruchomość naszego wieśniaka, który często o kilka mil od swojej wsi przez życie całe się nie oddali, sprzyja temu łudzeniu wyobraźni. – Że to łudzenie nie jest obojętne, przekonałem się sam na sobie. Ileż to razy siedząc wieczorem przed chatą wieśniaczą, z oczyma wlepionymi w oddalone czarne ściany borów, słuchając opowiadania starej bajarki, zapominałem wraz z drugimi słuchaczami, że poza lasami tymi ciągną się bite drogi i dymią miasta fabryczne, i pewnie tak dobrze jak oni wierzyłem na chwilę, że w tych to lasach, przede mną mierzchnących, straszliwy zbójca pokutował pod jabłonką z pałki swej wyrosłą, a Waligóra z Wyrwidębem wiedli pustelnicze życie swoje!... Takie to chwile najlepiej nauczyły mnie pojmować ducha podań gminnych i ich u Ludu znaczenie.” (Podania i baśni ludu w Mazowszu, 1852). Wszakże ten poeta-wieczny rewolucjonista nie zadowolił się tylko urodą skansenu. W słynnym wówczas wierszu Wróżby Mazura (1845) pojawia się też taki motyw:

Lud szemrze w każdej wsi –
Będzież to, będzie rzeź!...

Symboliczną stolicą matecznika stał się z pewnością Czersk. Do literackiej legendy epoki przeszła wyprawa, a właściwie pielgrzymka warszawskich cyganów do ruin czerskiego zamku latem 1843 roku. Wybrali się na nią: Niewiarowski, Dziekoński, Zmorski, Wiktor Dłużniewski (nauczyciel i też literat), Tadeusz Brodowski (malarz) i Józef Komorowski (popularny aktor warszawski). Wedle relacji Niewiarowskiego, niewątpliwie podkolorowanej po trzydziestu latach, uczestnicy wyprawy po drodze przepytywali się ze znajomości historii, a zwłaszcza skomplikowanych działów tych ziem w okresie średniowiecza, a wdrapawszy się na ocalałe wieże zamkowe wykonali chórem Odę do młodości. Bardzo możliwe.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich opisuje Czersk tak: „Jest to jedna z najdawniejszych osad na Mazowszu i sięga swym początkiem przedhistorycznej epoki. Na początku XIII w. gród ten był stolicą udzielnych książąt czerskich, zabudowany w mury i kamienice, z warownym zamkiem. Tu Konrad I więził Henryka Brodatego. W 1262 Mazowsze zostało podzielone między dwóch synów Ziemowita I: Bolesław otrzymał księstwo płockie, Konrad został pierwszym księciem czerskim. Jako stolica księstwa i gród sądowy Czersk wzrastał w ludność i zamożność. W XIV w. gród ten zaczął z niewiadomych powodów upadać, może dlatego, że książęta przenieśli stały dwór do Warszawy. Szczyciło się to miasto starożytnymi kościołami, jak św. Jana i św. Piotra przy zamku. Ostatni z książąt mazowieckich Janusz często przebywał w Czersku dla wielkich kniei, w których swobodnie mógł polować. Po przyłączeniu Mazowsza do Korony zamek, w całości zachowany, z upodobaniem zamieszkiwała królowa Bona. [...] Odtąd chylił się Czersk do upadku, gdy Warszawa wzrastała jako stolica Rzeczypospolitej. Ostateczny kres na ten gród przyszedł za nieszczęśliwej wojny szwedzkiej (Szwedzi zamknęli się w zamku i spalili część miasta w pobliżu).” To miejsce było zatem szczególnym nośnikiem skomprymowanej historii Polski, a wycieczki do ruin czerskiego zamku z paskiewiczowskiej Warszawy miały niewątpliwie funkcję tyleż terapeutyczną (dziś mówi się o ładowaniu akumulatorów w miejscach świętych), co mitotwórczą i – poezjotwórczą:

I niech zamków kolosy potężnych
Połknie głębin mokrych wieczne łoże;
Niechaj ostatnie mogiły mężnych
Pług, z pancerzów ich skuty, rozorze –
Niech zginą! wy [pieśni] byleście zostały –
A rozpacz od serc naszych pozostanie daleko,
Łzy nie uronim po pomnikach chwały
Bo gorące piersi waszych mleko –
Niby kropla piorunowej rosy –
Boskie, ludzie przetworzy w pół-bogów.
A ludzie wtedy staną jak kolosy,
I stać będą na straży swych progów.
A piorunami będą ich ciosy –
I nowe się pomniki wzniosą: groby wrogów!
(Na zwaliskach zamku w Czersku, 1840)

[W nawiasie wypada zwrócić uwagę i na to, że ruiny zamku książąt mazowieckich są scenerią deklaracji jak z Pieśni Wajdeloty.]
Wszakże i tutaj – jak w przywołanym wzorze – możliwa była idylla: „Czersk jest dzisiaj jednym z najlichszych miasteczek Mazowsza. Nieliczni jego mieszkańcy wszyscy prawie bez wyjątku trudnią się rolnictwem, a strojem i obyczajami niczym od okolicznych nie różnią się kmieci [...] nieraz, gdy o zachodzie słońca wstępowałem w piasczyste Czerska ulice, a ryki trzód spędzonych z pastwiska i skrzyp wracających pługów i wozów, rześkie okrzyki parobków, pieśni odwiecznych rzewne nuty z rosą rozlegające się po polach, i szum drzew ponad płotami i fujar przeciągłe kwilenie i skrzypiec niestrojnych chrapliwe głosy, ta cała muzyka wieczorna zmieszana drżała w powietrzu, wiodąc w duszę rzewność błogą” (Miasto Czersk. Wspomnienia, 1854).

A jednak to nie z Romanem Zmorskim będzie kojarzony obraz Mazowsza jako utraconej Arkadii. Zadrapania, wieloznaczności, czy nawet skazy na różnych wizerunkach tej krainy przysłonięte zostały już chyba na zawsze przez „lirnika mazowieckiego”, czyli Teofila Lenartowicza:

Oj, śliczna to ziemia to nasze Mazowsze!
I czystsza tam woda, i powietrze zdrowsze,
I sosny roślejsze, i dziewki kraśniejsze,
I ludzie mocniejsi, i niebo jaśniejsze.
(Jak to na Mazowszu, 1849/1850)
*
Na mapie Mazowsza epoki romantyzmu nie może zabraknąć jeszcze jednego punktu, choć jego wizerunek i znaczenie są tak naprawdę dziełem epok późniejszych. To Żelazowa Wola – miejsce urodzenia jednego z największych romantyków polskich, położona w sercu Mazowsza, na skraju Puszczy Kampinoskiej, maleńka wioska nad brzegiem rzeki Utraty, w odległości 55 kilometrów na zachód od Warszawy. W czasach Chopina liczyła 15 domów i 140 mieszkańców. Podróż z Warszawy, z popasem w Błoniu, zajmowała wówczas 6 godzin.
Pałac zbudowano pod koniec XVIII wieku. Około roku 1800 zamieszkał tu hrabia Kacper Skarbek z rodziną. Jego syn Fryderyk – mąż stanu w Królestwie Kongresowym, nie gardzący też literaturą i malarstwem, w swych Pamiętnikach opisał takie oto zdarzenie: „Pamiętam świetną bardzo uroczystość [...] w Żelazowej Woli wyprawioną. Świat elegancki z Warszawy zjechał się na nią i kilkadziesiąt osób ze służącymi i końmi gościło u nas przez dni kilka. Uczty przerywane były tańcami i przedstawieniami scenicznymi, a między nimi kilka dam i młodych kawalerów w ubiorach tyrolskich przyprowadzili na podwórze dworskie tyleż krów z Tyrolu sprowadzonych, ofiarując je przy stosownych śpiewach matce mojej na wiązarek”. Wypisz – wymaluj słynny kulig z Popiołów.

Pałac spłonął między rokiem 1812 a 1814, dokładnie nie wiadomo. Jego funkcję przejęła zachodnia oficyna. Chopinowie już wcześniej przenieśli się do Warszawy, ale przyjeżdżali do Skarbków na letnisko. Fryderyk Chopin był tu ostatni raz w sierpniu 1830. Po śmierci ostatniego właściciela w 1834 r. kończą się związki Żelazowej Woli ze Skarbkami. W korespondencji Chopina właściwie brak o niej wzmianek. Fryderyk Skarbek lubił – znacznie później – malować jej pejzaż (obrazy można zobaczyć w warszawskim i poznańskim Muzeum Narodowym), gdzie powtarzającym się motywem jest młyn nad Utratą, trochę w guście holenderskim. W atlasie romantyzmu polskiego nie może jednak zabraknąć informacji, że w 1859 roku Żelazową Wolę kupił (w Paryżu) niejaki Adam Towiański, syn Andrzeja, i zaczął się tam rządzić po swojemu. W parku na przykład ustawił posąg Napoleona, sprowadzony – jak podają przewodniki – z majątku ojca.
Miejscem kultu Fryderyka Chopina stała się Żelazowa Wola pod koniec XIX wieku – ale to już inna historia.
Muzeum to jedno, a pejzaż i muzyka to drugie, tym bardziej, że z czasem doszło do ich absolutnej symbiozy.
Wedle naocznego świadka, kiedy młody Fryderyk Chopin popisywał się tu latem swoją grą, fortepian wystawiano do ogrodu, gdzie słuchaczami byli i państwo i dworska gawiedź. To właśnie utrwalił film Aleksandra Forda Młodość Chopina (1951):

Mgła wstaje od rzeki. Pałacyk Hrabiego Skarbka w Żelazowej Woli spowija mrok. W parku pod wierzbami gra Fryderyk. Dookoła, na przyniesionych z pałacu fotelach, krzesłach i ławkach siedzą zaproszeni goście. Na pierwszym planie zasłuchana w melodię mazurka a-moll Konstancja, dalej za płotem znieruchomiali chłopi wracający z pola, niektórzy z kosami, baba z dzieckiem i węzełkiem na plecach, jeszcze dalej ciągnące się aż po horyzont obszary pól i zarośla nad rzeką, w którą zapada słońce. Opary mgły zasnuwają fortepian i postać Fryderyka (literacka wersja scenopisu filmu).

A wpływ tego filmu na wyobrażenie o epoce kilku następnych pokoleń jest niewątpliwy – i nie do zlekceważenia. No i oczywiście trzeba odnotować rolę miejscowego folkloru. To mazurki, które przed Chopinem nie miały prawa wstępu na sale koncertowe, stały się – wedle kanonicznej formuły znanego ongiś muzykologa, profesor Zofii Lissy – „koncentratem indywidualnego i narodowego stylu Chopina”. Zresztą już Maurycy Mochnacki w recenzji z koncertu, podczas którego wykonano Finał f-moll i Rondo à la krakowiak zwrócił uwagę na „gminność” źródeł muzyki Chopina, przywołując w tym celu słynny już wtedy fragment z Konrada Wallenroda o „arce przymierza”.
Co bardzo zastanawiające, ani warszawscy cyganie, ani nawet Lenartowicz i Pol nie słyszą tej muzyki na Mazowszu. Nie ma też w ich rymowanych pejzażach wierzb – te pojawią się później, na słynnym plakacie Tadeusza Trepkowskiego na Konkurs Chopinowski w 1955 roku, z „klawiaturą wierzb” właśnie.
„Nie jest łatwo oswoić się z tym pejzażem tęsknym i odnaleźć całe jego piękno. [...] Rytm tych płaskich i monotonnych pól odkrywa się powoli, należy nieraz je przemierzyć, nieraz stanąć nad nimi i patrzeć w ich nieskończoność, aby pojąć ich muzykalną melancholię.”
Ale to już Jarosław Iwaszkiewicz.</document>
<document nplp_id="347" title="Gopło" slug="goplo">„Gopło położone w prowincji Wielkopolsce, najobszerniejsze i najsławniejsze wśród Polaków”, opisał dość dokładnie Jan Długosz. Dane historyczne Długosza porównał z informacjami sobie współczesnymi Wincenty Pol, poeta, autor Pieśni o ziemi naszej, który romantyczne i patriotyczne zainteresowania łączył z fachową wiedzą geograficzną. On pierwszy zbadał przemiany przestrzenne Gopła i przeniósł swe obserwacje na mapę. Obniżenie poziomu wód podzieliło pra-Gopło na osobne jeziora i odsunęło Kruszwicę od brzegu. Miało to konsekwencje historyczne.

Okres rozkwitu Kruszwicy przypada na wiek XI i XII, choć archeologowie odkryli ślady wcześniejszego osadnictwa. Położona u zbiegu dróg wodnych, na skrzyżowaniu szlaku handlowego z Zachodu na Wschód ze szlakiem bursztynowym, w wieku X była ośrodkiem państwa Polan, a w wieku XI – monarchii wczesnopiastowskiej. Straciwszy łączność ze szlakami wodnymi, Kruszwica zaczęła upadać, co prawdopodobnie przyczyniło się do rozwoju w wieku XIII i XIV historycznych legend.

Legendy o bajecznych początkach państwa podjęto na wielką skalę i programowo u schyłku dawnej Polski i po III rozbiorze jako legitymizację prawa narodu do samodzielnego bytu. Wśród licznych dzieł okresu preromantycznego wielką popularnością cieszył się Piast ze Śpiewów historycznych Juliana Ursyna Niemcewicza, gdzie autor opisał zamek Popielów, którego wieże odbijają się w jeziorze, zgromadzenie Słowian nad Gopłem,

„lepiankę” Piasta z gniazdem bocianim na dachu, jego pasiekę i odwiedziny niebiańskich gości, którzy odchodząc, zostawili po sobie „słodki zapach”. Ze zdumiewającą dokładnością powtórzył potem te szczegóły Słowacki w Królu Duchu.

Poza Słowackim inni wielcy romantycy nadgoplańską okolicą się nie interesowali. Preromantycy wyeksploatowali temat, nadali mu charakter dydaktyczny, a wreszcie Dzieje Polski, które stryj synowcom swoim opowiadał Lelewela przeniosły legendy do pokoju dziecinnego. Wydaje się, że na długo przed Mrożkiem i Białoszewskim od Lechów, Piastów i Popielów wiało nudą.

Bez większego powodzenia próbował nadać jezioru nową wartość poetycką pochodzący z Wielkopolski Ryszard Berwiński, który Gopło znał i, jeśli wierzyć jego wierszom, pływał po nim łódką. W wydanej w roku 1844 w Poznaniu Księdze życia i śmierci poświęcił mu sporo strof, przenosząc nocne obrazy Świtezi na „rodzinnych wód odmęty”. Ten poeta niezbyt wysokiego lotu i romantyczny folklorysta jest także autorem poematu Bogunka na Gople, która pozostała w pamięci kulturalnej raczej jako osobliwość niż dokonanie literackie. Berwiński napisał ją językiem sztucznie utworzonym, archaizowanym, który miał, wedle niego, oddawać słowiański ton opowiadanych legend. Nie udało mu się jednak tym sposobem Gopła „zaczarować wyobraźnią”, choć nie brakowało mu pomysłów, które czerpał z romantycznej fantastyki, ballad i folkloru. Jezioru, na którego dnie „śpią umarłe bogi”, nadał charakter demoniczny: „Gopło corocznie haracz swój odbiera – corocznie ktoś utonąć w nim musi” – pisał w komentarzach.

Większy sukces w przypomnieniu historycznej okolicy odniósł w 1876 roku Józef Ignacy Kraszewski, który nad Gopłem osadził Starą baśń. Zakrwawione wody Gopła, do którego zbrodniczy Popiel każe wrzucać stosy trupów, zgodnie zresztą z przekazami legendowymi, tutaj także są dość złowrogie. Pozytywną rolę Kraszewski przeznaczył dla jeziora sąsiedniego, Lednicy. Ulokował tam „chram Niji” – pogańską gontynę, która jednoczy w wierze Słowian. Powieść była czytana. Dodać jednak należy, że jej sukces do dziś jest dwuznaczny, ponieważ właśnie tę powieść Kraszewskiego najczęściej uznawano za romantyczny kicz. Ożywić piastowską tradycję nad Gopłem próbowano w przeddzień powstania styczniowego. Ponieważ początki państwa datowano wówczas na rok 860 – na rok 1860 planowano uczczenie tysiącletniej rocznicy. Pomysł wyszedł z Wielkopolski, komitet rocznicowy zwrócił się do Lelewela, który poparł przedsięwzięcie i przysłał zarys scenariusza uroczystości. Mieli w niej wziąć udział Polacy z wszystkich zaborów, Lelewel projektował patriotyczne śpiewy na błoniach przy Kruszwicy, kładł nacisk na masowe uczestnictwo ludu wiejskiego.

Ze względu jednak na trudności obchody odłożono na rok 1863. Inicjatywę tę zepchnął w niepamięć wybuch powstania.

Losy jeziora i ruin nie potoczyły się zbyt szczęśliwie. Pietyzm XIX-wieczny sprawił, że w roku 1896 „odrestaurowano” ocalałą z wczesnośredniowiecznego zamku Mysią Wieżę w Kruszwicy. Dziś wchodzi się do niej przez wykonane w roku 1956 betonowe schody. W roku 2008 powstał projekt zbudowania niedaleko Gopła kopalni odkrywkowej węgla brunatnego, co zagraża dalszym obniżeniem wód i zniszczeniem środowiska.

Gopło podniósł do poezji Słowacki w Balladynie, Lilli Wenedzie i w Królu Duchu. Słowacki nigdy Gopła nie widział. Nadał jednak legendarnej okolicy koloryt, który choć nie ma wiele wspólnego z jeziorem torfowym w Wielkopolsce, to ustanawia jedną z wyrazistych przestrzeni romantycznych w naszej tradycji kulturalnej. Przestrzeń tę zaczął tworzyć w Balladynie.

Umiejscowił ją w czasach bajecznych nad Gopłem. Lokalizacji tej Słowacki nie traktował dosłownie. Przestrzeń w tym dramacie ulega podobnej „ariostycznej” transformacji jak historia.

Zbanalizowana przez dydaktyzm nadgoplańska okolica popielowo-piastowska była zarazem znana i jakby zapomniana. Słowacki nadał jej rys szekspirowski, balladowy. Bardzo ostro romantyzował w sposób całkowicie jawny, przez tytuł. Topografia Balladyny jest ostentacyjnie balladowa: las, chatka pustelnika, złamany mostek, zamek i wioska, lud. Goplana jest literacką siostrą Świtezianki i wszystkich ondyn, Lorelei, nimf wodnych epoki. Folkloryści wprawdzie lubią wskazywać, że Słowacki korzystał także z pieśni ludowych, ale i to było zgodne z wzorami. Podobnie jak szekspirowanie: Makbet patronuje walce o koronę, Sen nocy letniej – erotycznej komedii. Wśród wielu gotowych wątków, z jakich czerpał poeta, zwykle wymienia się jeszcze wątek „z chłopa król” oraz gazety, aktualności polityczne. Przestrzeń w tym dramacie ma koloryt lektur Słowackiego. Albo: te wszystkie lektury stanowią współczesny mu filtr, przez jaki widzi i opisuje czasy bajeczne nad Gopłem.

Cechy niepowtarzalne i tzw. koloryt lokalny przestrzeni nadawało w romantyzmie przeżycie osobiste, emocjonalna, liryzująca lub gniewna wizja miejsc, która zakorzeniała w nich wyobraźnię. Dla Słowackiego przeżycie literackie miało często siłę równą przeżyciu rzeczywistemu. W liście dedykacyjnym do Balladyny, zapowiadając cykl sześciu dramatów, wspomina „sny swego dzieciństwa”: „Bo ileż to razy patrząc na stary zamek, koronujący ruinami górę mego rodzinnego miasteczka, marzyłem, że kiedyś w ten wieniec wyszczerbionych murów nasypię widm, duchów, rycerzy…”. W Balladynie spełnia te wczesne marzenia, zapewne dlatego wspomina o nich. To chyba nadaje osobliwą świeżość tak nasyconej literaturą okolicy… Ale Słowacki spełnia swe marzenia o dziele historycznym z dystansem, także do owych marzeń. „Fantastyczna legenda” wydobyta z „ciszy wiekowej” dzieje się nad Gopłem potraktowanym z „ariostycznym uśmiechem”, ironicznie umownym, ale i bardzo osobistym zarazem.

Pisał Balladynę, mieszkając nad Lemanem. W komentarzach do dramatu wyczytać można, że w przeciwieństwie do Mickiewicza motyw jeziora pojawia się u Słowackiego dopiero od chwili osiedlenia w Genewie. Przypomnieć jednak wypada wczesną powieść poetycką, Żmija, gdzie „sto wysp zielonych wiosną zatonie” w falach Dniepru, przypomnieć można „falę błękitną”, która kołysze „łódkę Greka” w morskiej powieści Lambro, by zauważyć, że to, co dzisiaj nazywamy wyobraźnią akwatyczną, Słowacki miał, jeszcze zanim osiedlił się nad Lemanem. Jakkolwiek było, szwajcarskie jezioro jest stale obecne przed jego oczami, świadczy o tym korespondencja.

Słowacki mieszkał w Szwajcarii od grudnia 1832 roku. Inaczej niż Mickiewicz, który w Lozannie, w swym „pięknym domu” miał olbrzymie okna „z widokiem na ogród i jezioro”, Słowacki w pensjonacie pani Pattey, pod Genewą, „w wiejskim domu o kilkadziesiąt kroków od miasta”, zajmował „pokoik” z oknami „jak zwyczajnie w Szwajcarii z małymi szybami” (list do matki z 30 grudnia 1832) i jeziora z okna nie widział. „Górę Mont Blanc widzę co dnia z moich okien” (list z 27 kwietnia 1834). Leman jest jednak wciąż obecny w jego listach. „Listy wasze często odczytuję nad Genewskim jeziorem, a po przeczytaniu myślę o was, patrząc na rozległe błękity fali” (15 marca 1833); „Siedzę cicho i spokojnie nad brzegami jeziora […] Kilka razy pływaliśmy w czółnach” (6 czerwca, 1833); „A po obiedzie bawimy się razem w salonie, często idziemy nad jezioro” (23 sierpnia 1833); „Wracaliśmy po jeziorze przy świetle księżyca” (22 września 1833); „Wystawcie sobie jezioro czyste i równe jak zwierciadło” (27 października 1833); ”Siedzę cicho i spokojnie nad brzegami jeziora” (15 lipca 1833) – to stały refren listów. Gdy w listopadzie i grudniu 1835 roku pisał Balladynę, która się zaczyna w „lesie blisko jeziora Gopła”, a zaraz potem, w trzeciej scenie pierwszego aktu, „widać jezioro Gopło”, skąd „wytryska z wody Goplana” w wieńcu z uśpionych na zimę na dnie jeziora jaskółek (wiele rozpraw napisano o tym wieńcu), zapewne widok

„błękitnego jeziora”, które w Szwajcarii miał wciąż przed oczami, nałożył się na jego wizję Gopła. Albo wywołał w jego wyobraźni polskie jezioro.

Zapewne o nim czytał. Nie znamy dokładnej listy lektur Słowackiego, wiadomo jednak, że jego oczytanie historyczne było imponujące. Marian Bizan i Paweł Hertz w Glosach do

«Balladyny» z 1970 roku przytaczają obszerny fragment z wydanego na emigracji przez Jędrzeja Słowaczyńskiego dziełka Polska w kształcie dykcjonarza historyczno-statystyczno-jeograficznego opisana (Paryż 1833–1838). Do opracowania hasła „Kruszwica” autor sięgnął po opis Wawrzyńca Surowieckiego: „Całe jej położenie obronne, przyjemne i wspaniałe nad Gopłem, tym pysznym jeziorem polskim, daje jej słusznie pierwszeństwo przed innymi miastami kraju. Stanąwszy na brzegach półwyspu, na krańcach potężnego niegdyś zamku, człowiek czuje się być wyniesionym nad poziom żyjących. Z trzech stron ogromna płaszczyzna wód przezroczystych, widok zielonych gajów, rozsianych wiosek, kwitnących pól, odbijający się wspaniale obraz zapadającego słońca; wszystko to mówi: że tu było kiedyś mieszkanie bóstw i wielkich ludzi. Z drugiej strony wieża, ten nieśmiertelny pomnik płukany zewsząd wodą jeziora, jako świadek odwieczny, wystawia cały szereg wypadków, jakim od tysiąca lat podlegał gród Swista i Polska cała”.

Słowacki nie widział Mysiej wieży, zwiedzał jednak zamek Chillon położony na wodach Lemanu. „[…] ogromny zamek, cztery wieże” hrabiego Kirkora jest podobny do zamków, których sporo dziś jeszcze stoi w Szwajcarii. Gopło Słowackiego stapia się w wyobraźni z Lemanem. Poeta o tym wiedział.

Od młodości, a w każdym razie od Godziny myśli, Słowacki z zainteresowaniem śledził własny proces twórczy. I jak zwykle u niego – we wspomnieniu wszystko staje się bardziej wyraziste – albo: wspominając, lepiej rozumie sam siebie. Z jakich źródeł czerpała jego wyobraźnia, gdy pisał tragedie nadgoplańskie, wyjawił w Liście drugim. Do Autora Irydiona, jakim poprzedził Lillę Wenedę: „Przed pięciu laty mieszkałem nad jeziorem Szwajcarii, blisko miasteczka Villeneuve, dawnego Avencium. Miasteczko to położone na zielonej równinie w końcu jeziora, niedaleko zamku Chillon i skał Heloizy, czarowało mię swoją wiejską i spokojną pięknością; na jasnych i wodnistych łąkach zbudowane, uśmiecha się wiosenną zielenią z pod czarnych gór, stoją groźne, nachylone, gotowe spaść i rozproszyć

– Co? – kilka małych domków, biało odbitych w jeziorze, mały kościołek z piramidalną wieżyczką i rząd ciemnych drzew kasztanowych, które jesienią owieszone mnóstwem chłopiąt, tłukących z koron owoce, rumienią się hożą czerwonością wesołych twarzy, niby jabłonie sadów [...] Takim jest dzisiaj to miasteczko – lecz niegdyś, przed wiekami, na tem samem miejscu odbywała się jakaś okropna ofiara; musiało być poświęcenie się, rozpacz, szczęk broni, miecz katowski ucinający głowę starca i słowo S.P.Q.R. błyszczące na Rzymskich chorągwiach. Z całej owej historii został tylko jeden grobowiec...”. Następnie cytuje napis na grobie Julii Alpinuli, podając kilka zdezawuowanych potem informacji. I obserwuje ex post przetworzenie, jakiego dokonał: owa Julia „skarżąca się tak cicho a tak przeraźliwie – z przeszłości; ona to zamieniła się w Lillę Wenedę; chciałem kwiat łączny przenieść do Polski [...] Ta mara srebrnej białości, która na dziwnej zieleni łąk Szwajcarskich, na odłamie skały, stawała przede mną; teraz, zmartwychwstawszy nad Gopłem...”.

W czasie, który tu wspominał, Słowacki nie mieszkał już w pensjonacie pod Genewą:

„Otóż przeniosłem się do wioski Veytoux, nająłem śliczny pokoik, błękitny – z okna widać winnicę – za winnicą jezioro, jak pół nieba wywróconego na ziemię – za jeziorem góry Meillere, sławne w Heloizie Roussa – słowem, trudny do opisania widok […] Prześliczne miałem księżycowe noce – wtenczas wychodziłem nad jezioro, siadałem na małym przylądku wchodzącym do wody, z jednej strony miałem księżyc, z drugiej zamek Chillon […] Co mi w takich nocach przechodziło przez głowę trudno wypowiedzieć. Czasem żałowałem ludzi i rycerzy, którzy ginęli niegdyś w tym zamku, a dziś zapomniani i zamek ich tak cichy stoi w księżycowym blasku. Potem pytałem siebie, za co ci ludzie ginęli […] i zawsze jezioro było tłem obrazu – widać je z każdej ścieżki, z każdej doliny, z każdej góry” (list do matki z 23 września 1835).

Łączył w pamięci Lillę Wenedę z tamtymi księżycowymi nocami nad Lemanem i nadlemańskim Gopłem Balladyny – ale jednak minęło kilka lat i gdy pisał Lillę Wenedę w 1838 roku (po podróży na Wschód i Podróży…, po Anhellim, po trzyletnim pobycie we Florencji i napisanych tam poematach), miał już przed oczami inne widoki. Czy dlatego jeziora w dramacie nie ma, choć w didaskaliach napisał: „Z czasów bajecznych – Blisko Gopła”. Ta sama imaginacyjna okolica, w innej tonacji. Niemal zapowiadała ją w finale Balladyny Goplana: „Rzucę ten ciemny obraz zbrodni w jasne koła Zwierciadlanego Gopła…”. W Lilli Wenedzie obrazy są jeszcze ciemniejsze, ale jeziora w niej nie widać.

Gdyby postępowanie takie miało sens wobec utworu otwarcie drwiącego z podobnych dociekań, można by się domyślać, że „wodne kwiaty”, które „od głodu bronią” w Lilli Wenedzie, bohaterka zebrała nad Gopłem. To byłby jakiś ślad nieobecnego jeziora. Gdyby to była literatura faktu, można by sądzić, że finalne pole bitwy w ostatnim akcie, gdzie giną Wenedzi, a Ślaz „grzęźnie w błocie”, leży na brzegach jeziora, ponieważ już Długosz kładł nacisk na bagnistość Gopła. Ta bagnistość się powtarza w obu dramatach imaginacyjnie nadgoplańskich. Czy Słowacki czytał Długosza? Może wiedział o bagnach z drugiej, trzeciej ręki, gdy kazał Chochlikowi wodzić Grabca w błocie? Choć równie dobrze mogły mu wystarczyć „jasne i wodniste łąki” nad Lemanem, w końcu wiele jezior ma błotne brzegi... Pewnych rzeczy się nie dowiemy, choć czytelnika może dręczyć pytanie, dlaczego w tragedii, która dzieje się nad Gopłem, nie ma Gopła.

Może dlatego, że Słowacki sięgnął do innych wspomnień, innych krain. Poinformował przecież, że lilie wodne zbierała Lilla Weneda nie w Szwajcarii ani w Wielkopolsce. Na nadlemańskie Gopło nakłada się kolejna przestrzeń: „pińskie wspomnienie”: „Dawniej jeszcze, jadąc przez pińskie błota, widziałem mnóstwo lilji wodnych i mnóstwo chłopów wychudłych od głodu; między chłopami a nenufarem litewskim taki był związek, że chłopstwo jadło kwiatów łodygi, nie mając chleba...”. Na kraj nadgoplański nakładają się więc kresy. Nie tylko one, także duchowe i pejzażowe kraje osjaniczne, północne i druidyczne, które Słowacki jakby najpierw sobie wyobraził, wyczytał, zanim je zobaczył nad Atlantykiem w Pornic.

Nie tylko Lilla Weneda ma na sobie ów rys dawnych kresów wschodnich. Także Balladyna. Wacław Kubacki w 1955 roku wydał dramat wraz z obszerną rozprawą: «Balladyna», baśń polityczna. Mimo znaków czasu, jakie nosi, tekst nie utracił wartości. Kubacki postawił tam, przyjętą przez późniejszych komentatorów, Bizana i Hertza, tezę dotyczącą geografii imaginacyjnej Słowackiego. Materiał folklorystyczny, przesądy, ziemiańskie zwyczaje charakterystyczne dla północnych i wschodnich prowincji Rzeczypospolitej „przenosił Słowacki do Wielkopolski”, tamte ziemie bowiem znał. Także „cechy językowe i stylistyczne Balladyny potwierdzają spostrzeżenie o litewsko-białorusko-ukraińskim kolorycie nadgoplańskiej tragedii Słowackiego”.

Słowacki wiedział, że kojarzy Leman z Gopłem, pińskie błota z wodnistymi łąkami Villeneuve, dawne pola bitew w Szwajcarii i w Polsce, zamek Lecha i zamek Popiela z zamkiem Chillon. To nakładanie się przestrzeni z lektur, ze wspomnień, z widoku przed oczami nadaje historycznej okolicy szczególną magię. Nigdy nieoglądana przez poetę nadgoplańska okolica staje się jedną z jego ulubionych krain. Już w roku 1834 pisał do matki o Balladynie, że „otworzyła mi nową drogę, nowy kraj poetyczny, nietknięty ludzką stopą, kraj obszerniejszy niż ta biedna ziemia, bo idealny. Zobaczysz kiedyś, Mamo kochana, co to za dziwna kraina…” (18 grudnia 1834).

Tę dziwną krainę Słowacki na dłuższy czas porzuca. Powraca do niej i do dawnych motywów w Królu Duchu. Nie tylko dlatego, że podejmuje te same legendy, choć w inny zupełnie sposób. Kraina wykreowana w obu dramatach jako „idealny” „kraj poetyczny” staje się teraz miejscem odwołań pamięci genezyjskiej. Pamięć owa, która u Słowackiego bywa często właśnie pamięcią miejsc godnych uwagi, stanowi stop wspomnień osobistych z historią. W Królu Duchu z pejzażem nadgoplańskim stapia się Rzym, Atlantyk, paryskie mieszkanie Słowackiego… W pewnym sensie stapiają się także wszystkie wody jezior, rzek, mórz. Z tych stopów Słowacki tworzy nie tylko dzieje Ja i Polski zarazem, lecz także własną, wewnętrzną, imaginacyjną mapę, na której kraina popielowo-piastowska zajmuje duży obszar – prawie trzy rapsody.

Nie opisuje poeta Gopła, gdy w rapsodzie II mowa o „szmaragdowych łąkach przy Kruszwicy”, na których miał swą chatę Piast, ale przecież jest ono obecne. Postrzyżyny ślepego Mieszka odbywają się w pogańskiej gontynie – też nie nad Gopłem, choć może jednak tak, bo gdy w kolejnej pieśni pojawia się pogańska kapłanka, powie o sobie, że pochodzi z wodnej głębi: „jam z topieli wyszła”. Jakiej topieli? Tej samej co Goplana? Tej samej i innej, genezyjsko pogłębionej o wszystkie wody i morza, jakie w swoim życiu widział Słowacki. Kapłanka mówi (rapsod III): „Ten warkocz, za mną wyciągnięty z morza, / Teraz z fal jeszcze słońcami wychodzi”.

Czytelnik rozpoznaje w niej jedną z postaci mitologii genezyjskiej, za słowiańską gontyną wyczuwa Atlantyk, ale jednak wszystko to Słowacki ściągnął w Królu Duchu do swojej własnej „dziwnej krainy”. Bardzo przetworzonej, lecz rozpoznawalnej. Gopło, nazwane po imieniu, pojawia się w pieśni II rapsodu IV, gdy Mieszko, żeby zobaczyć poselstwo z Czech, wiodące „Chrześcijankę”, wbiega „nad brzeg jednego jeziora”. Wdrapawszy się „na kurhan stary”, widzi, jak owo poselstwo idące „po nadjeziornej ścieżce” „nad fal błękitem” odbija się – nie wiadomo, czy w fali jeziora, czy w pamięci piszącego. Za chwilę w rapsodzie pojawia się Dobrawna, też jakoś osobliwie akwatyczna: „Na zieloności strugach, na strumieniach Kwiatów – na żwirach goplańskich najbielszych”, i leje z oczu blask... Ten prześwietlony obraz zapada w pamięć czytelnikom i zatrzymują się nad nim wszyscy, którzy interpretowali Króla Ducha. Gopło Słowackiego, jego okolica nadgoplańska: kraina poetycka, której koloryt poeta zachował w pamięci i którą przetworzył w najbardziej promienne miejsce swej mistyki.</document>
<document nplp_id="348" title="Miłosław" slug="miloslaw">Wielkopolski Miłosław jest miejscem wielokrotnie romantycznym. Romantyczne wydarzenia – bitwa – sztuka – sława – miłość – zdarzały się tu jednak dotąd na ogół nie w porę albo kończyły niezgodnie ze stereotypem.

Bitwa odbyła się 30 kwietnia 1848 między siłami polskimi pod dowództwem Ludwika Mierosławskiego a wojskami pruskimi. Uczestniczyli w niej m.in. przyszły arcybiskup warszawski, przyjaciel Słowackiego Zygmunt Szczęsny Feliński oraz zaprzyjaźniony z Norwidem malarz Leon Kapliński. Ranny w bitwie Feliński tak wspominał później ten okres: „w tej epoce mego życia uczucia patriotyczne tak dalece górowały nad wszystkimi innymi, nawet nad uczuciem religijnym, że nie pojmowałem szczęścia dla siebie, póki ojczyzna moja jęczała w kajdanach, wpadłem przeto w rodzaj apatii, zobojętniałem na wszystko, co mnie otaczało, osobista zaś przyszłość moja przedstawiała mi się tak bezbarwna i jałowa, iż życie samo ciężarem mi się wydawało”. Upadek powstania wielkopolskiego przyczynił się do podjęcia przezeń decyzji o kapłaństwie.

Sam Słowacki również przybył z Paryża by wziąć udział w walkach, ale nie pozwolił mu na to stan zdrowia. W Poznaniu mieszkał w domu Bukowieckich, których syn Leon walczył w powstaniu a zięć, Napoleon Korzkowski, zginął w bitwie miłosławskiej.

Bitwa w Miłosławiu, jedyna zwycięska bitwa powstania w roku 1848, nie przeszła do romantycznej legendy – może dlatego właśnie, że była zwycięska...

Sztuka w Miłosławiu w XIX wieku wiąże się m. in. z osobami Norwida, właściciela miejscowego pałacu Seweryna Mielżyńskiego (który sam był malarzem i architektem, a także pionierem dagerotypii i fotografii) oraz Leona Kaplińskiego.

Sprawa związków Norwida z Miłosławiem wymaga jeszcze dokładniejszych badań. Wiadomo, że w początkach kwietnia roku 1848 poeta wybierał się do Wielkopolski, ale z wyjazdu bodaj zrezygnował. Wedle Juliusza W. Gomulickiego słynna monumentalna „wizja nakolizyjska”, nad którą Norwid pracował w Rzymie w roku 1847 i 1848, powstawała na zamówienie Mielżyńskiego z przeznaczeniem do miłosławskiego pałacu. W latach 1849–53 Leon Kapliński był zaręczony z Marią Ronke, damą do towarzystwa rodziny Mielżyńskich (w listach do narzeczonego najpierw przestrzegała go ona przed bliższą przyjaźnią z Norwidem, a potem pytała „Jak Norwid? Mamy tu czasem próby jego pióra”). Seweryn Mielżyński korespondował z Norwidem. W roku 1867 zatrzymała się w Miłosławiu, czekając na pozwolenie wjazdu do Królestwa Polskiego, bratowa poety, Anna Norwidowa. W roku 1871 zamieszkała w pałacu, „w owym szczęśliwym Miłosławiu” (Jeske-Choiński) zaprzyjaźniona z Norwidem, a związana już wcześniej z Miłosławiem samarytanka Maria Bolewska (Skoraczewski: „R[oku] 1848 była rzeczywistą siostrą miłosierdzia i aniołem stróżem w lazarecie tutejszym”).

We wrześniu roku 1848 ogłoszono projekt budowy pomnika ku czci powstańców wielkopolskich, który miał stanąć pod pobliskim Sokołowem. Norwid nadesłał z Rzymu swój projekt, znany z fragmentarycznej publikacji: „Niech na pomniku poległych będzie lemiesz i szabla w krzyż złożone, a nad nimi drugi krzyż. A ten pomnik niech będzie na usypanej wpierw mogiłce, bo mogiłka rzecz ważna w symbolice słowiańskiej. […] Niech będą także i nazwiska poległych zapisane, żeby krewni czytali i znajomi, a zapisane złotem, czysto!”. Kiedy jednak mieszkający w Paryżu rzeźbiarz Henryk Dmochowski (1810-63, uczestnik powstania listopadowego i wyprawy Zaliwskiego, później uczestnik powstania styczniowego) zgłosił własny projekt pomnika, Norwid zareagował entuzjastycznym listem otwartym Do obywatela Dmochowskiego – rzeźbiarza, opublikowanym 9 XI 1849 w poznańskim „Dzienniku Polskim”. W tekście tym, pisanym „W Paryżu, w Dzień Zaduszny 1849”, nie szczędził superlatyw dla paryskiego rzeźbiarza, przypisując mu wynalezienie nowej formy architektonicznej, którą nazywał „ogiwem polskim”. Ponieważ zaś wynalazek Dmochowskiego polegał na połączeniu kształtów dwóch kos bojowych („Dwie wojenne kosy dziobami w siebie zachwycone czynią nie tylko najpiękniejszy i najwolniejszy kształt ogiwu, ale i treflę próżni, ostrzami kosy zakreśloną – ale i fasces kolumn, ale i palmę łuków, na którym czegoż nie postawisz?!...”), proponował nazwać tę formę słowem „O-Kos”. Propozycja nazewnicza została wyśmiana w krakowskim „Czasie”, pomnika pod Sokołowem nie wzniesiono, ale zaprojektowana przez Dmochowskiego a rozreklamowana przez Norwida forma znalazła zastosowanie... w Miłosławiu. Wynika to z zacytowanej przez Skoraczewskiego relacji ks. Jana Nepomucena Tułodzieckiego, od 8 IV 1849 proboszcza miłosławskiego (który zasłynął potem ostrym kazaniem, wygłoszonym w początkach roku 1856 na mszy za duszę Mickiewicza). Oto opis wieżyczki nad figurą św. Wawrzyńca na miłosławskim cmentarzu: „Ponad tą figurą wznosi się kończata wieżyczka miedzią pokryta i oparta na 6 filarach z cementu ulanych, przedstawiających pęk złożonych lanc ułańskich, których groty u góry tworzą kapitoliki, służące za podstawę dla ostrołuków łączących filary z sobą. Ostrołuki te były początkowo zrobione na podobieństwo kos kosynierskich, złożonych tak, że u góry ich końce pod kątem ostrym krzyżowały się.

Lecz podobizna ta, dostrzeżona przez policję pruską, musiała później na rozkaz Król[ewskiej] Regencji być zniesioną. Pod tą figurą i jej gradusowym piedestałem wymurowana i cementem obrzucona, a zewnętrznie ziemią zasypana jest hekatomba, w której zwłoki braci walecznych poległych w zwycięskiej potyczce pod Miłosławiem d[nia] 30 kwietnia 1848 r[oku] spoczywają” (podkr. moje – jz).

Za czasów Seweryna Mielżyńskiego pałac był gościnnie otwarty dla pisarzy i artystów. „Źródła odnotowują, że w pałacu tym w maju 1832 r. gościł poeta Wincenty Pol. Później przebywał tu także poeta Lucjan Siemieński. W czerwcu 1870 r. zamieszkała u Mielżyńskich, a następnie zachorowała tu i zmarła malarka Zofia z Szymanowskich, żona poety Teofila Lenartowicza i przyrodnia siostra Celiny, żony Adama Mickiewicza. Pochowano ją na cmentarzu miłosławskim. Pod koniec swego życia osiadł tu malarz Leon Kapliński, autor wspaniałych portretów i obrazów historycznych. Po śmierci spoczął w grobach rodzinnych Mielżyńskich na tutejszym cmentarzu. W maju 1867 r. przebywał w Miłosławiu powieściopisarz Józef Ignacy Kraszewski, a od 4 do 6 VII 1858 r. poeta Władysław Syrokomla. Na przełomie lipca i sierpnia 1869 r. bawił tu na wakacjach osiemnastoletni Józio, najmłodszy syn Adama Mickiewicza, a przez kilka miesięcy, przypuszczalnie od września 1870 r., mieszkał u Mielżyńskich Adam Chmielowski, późniejszy święty brat Albert” (Kucharski). Na grobie żony Lenartowicza poeta kazał wykuć słowa: „Nie biedną kości garsteczkę w zimne ziemi łono, ale całe tu moje szczęście pogrzebiono”.

Jesienią roku 1895 nabył pałac w Miłosławiu Józef Kościelski – poeta i mecenas sztuki, który kontynuował dobre tradycje poprzednika. W roku 1899, dla uczczenia 90. rocznicy urodzin i 50. rocznicy śmierci Słowackiego Kościelski ufundował w pałacowym parku pomnik autora Anhellego. Autorem pomnika, wykutego w kremowym marmurze sprowadzonym z okolic Triestu, był Władysław Marcinkowski; do siedzącej u stóp poety dziewczyny pozowała córka Kościelskiego, Katarzyna.

Miłosław jako miejsce miłości prawdziwie romantycznej spełnił się późno. Na uroczystości odsłonięcia pomnika Słowackiego doszło do coup de foudre między Henrykiem Sienkiewiczem (1846-1916) a Marią Radziejewską (1875-1911). On, pisarz narodowy, był gościem honorowym i głównym mówcą uroczystości. Ona była piękna, wrażliwa i wolna. Maria Radziejewska urodziła się w Środzie. Mając dziewięć lat straciła ojca, pozostając pod opieką matki, osoby niezrównoważonej psychicznie i chorobliwej intrygantki. Wywołało to u córki stany bliskie histerii, które próbowała uśmierzyć używkami („Cierpienia fizyczne były ogromne, wprost karmiłam się opium, winem i likierami”.) W roku 1898 wyjechała do Bytomia, gdzie podjęła pracę w redakcji pisma „Katolik”. Wytworzył się u niej w tym okresie światopogląd, będący osobliwym połączeniem anarchistycznego dążenia do wolności z egzaltacją seksualną na podłożu religijnym. Na uroczystość odsłonięcia pomnika została zaproszona jako przedstawicielka bytomskiego tygodnika.

W niedzielę 16 września 1899 roku doszło do spotkania w miłosławskim parku, pod osłoniętym jeszcze płótnem pomnikiem Słowackiego. Sienkiewicz przemawiał, stojąc na podwyższeniu („wysoka mównica, okryta barwnymi kilimami, spowita girlandami kwiatów, liści i wstęg o narodowych barwach”). A ona? „Z boku, po lewej stronie, z lekko pochyloną głową stoi smukła ciemnowłosa dziewczyna. Srebrzysta suknia z jedwabiu spowija ją miękkimi fałdami od szyi aż do kostek, sięgając do popielatych bucików z delikatnej skórki zapiętych na błyszczące guziczki. Do szerokiego paska podkreślającego kibić przyczepiony na łańcuszku zegarek w srebrnej kopercie zdradza pierwsze litery imienia i nazwiska właścicielki: ‚M. R.’” (K. Kolińska-Sochaczewska). Starszy o niemal trzydzieści lat pisarz wrażenie, jakie wywarła na nim „piękna Wielkopolanka” określi słowem „piorunujące”.

Dalsze losy tego związku były burzliwe, a w końcu tragiczne. Gdy czyta się listy Marii Radziejewskiej dziś, po ustaleniach Martina Pollacka na temat kodu językowego, używanego przez stręczycieli i sutenerów, eksportujących kobiety z Polski do Ameryki i na Bliski Wschód, trudno się oprzeć wrażeniu, że „piękna Wielkopolanka” wpadła w ich sidła i może lepiej się dla niej stało, że nagle zmarła w Berlinie, a nie wylądowała na plantacji w Ameryce Łacińskiej albo w lupanarze w Smyrnie. Ta późnoromantyczna miłosławska miłość w każdym razie nie skończyła się dobrze.

Od roku 2002 co trzy lata a od roku 2011 każdego roku Miłosław jest współgospodarzem festiwali literackich związanych z nagrodą im. Kościelskich (ustanowioną w Genewie dla uczczenia pamięci ostatniego właściciela pałacu w Miłosławiu i jego syna). Uroczystość wręczenia nagrody odbywa się w dawnym pałacu Mielżyńskich i Kościelskich, gdzie w parku stoi pomnik Słowackiego. Już pierwsza taka impreza była okazją do konfrontacji z duchem miejsca. „Wszyscy, którzy w zimne, jesienne przedpołudnie znaleźli się w miasteczku, stanęli przed zadaniem samodzielnego odczytania kodu zapisanego w tutejszym pejzażu”, napisała Agnieszka Sabor. Dla jednych kluczem do tego miejsca był pierwszy pomnik Słowackiego, dla innych przyroda, otaczające Miłosław lasy. Dla kogoś ślady jedynej zwycięskiej dla Polaków bitwy w burzliwym roku 1848, dla kogoś może świadomość, że tu właśnie nadleśniczym był przez wiele lat związany w młodości ze Szwajcarią, w której studiował, o której lasach pisał, gdzie w polonijnych organizacjach działał Filip Skoraczewski. Ale dla wielu uczestników tej uroczystości, zwłaszcza młodych, była ona nie tyle lekcją historii, ile okazją do zobaczenia „na żywo” kilku znanych pisarzy, do złapania za guzik, zapytania o ulubiony wiersz albo „jak żyć w małym miasteczku?” Może festiwal literacki stanie się dla tego miejsca szansą na spełnienie romantycznych porywów?</document>
<document nplp_id="349" title="Poznań" slug="poznan">„W Poznańskiem jednak, ach! w tym Poznańskiem,

W tym naszym polsko-germańsko-

Arysto-demo-kratyczno-pańsko-

Filozoficznie-kapłańskiem”.
Wybitni pisarze byli tu przejazdem, patrzyli na miasto okiem turysty, krajana, ciekawie i życzliwie, lecz przelotnie (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Julian Ursyn Niemcewicz, Narcyza Żmichowska). Pisarze tutaj zakorzenienieni zgoda zawsze mieli do Poznania wiele pretensji: o mieszczańskość i nudę, zatrzymanie czasu, i wyjeżdżali do innych miast Polski lub jeszcze dalej – Ryszard Berwiński udał się do Turcji, Stanisław Barańczak trafił na Uniwersytet Harvarda, Ryszard Krynicki wybrał Kraków. Wprawdzie Kazimiera Iłłakowiczówna, poetka z Wilna i Warszawy, na powojenne życie wybrała w 1946 roku jednopokojowe mieszkanie w grodzie Przemysła, nie kryła jednak poczucia wyobcowania w wierszu W Poznaniu na wygnaniu… 

Mentalny krajobraz Poznania XIX wieku kształtowały doświadczenia zróżnicowane – doniosłe i zwyczajne, nieraz ambiwalentne. Była dokuczliwa, lecz przewidywalna i legalistyczna biurokracja pruska, były patriotyczne uniesienia roku 1806, manifestacje i zbrojna walka 1848 roku, heroizm poznańskich kosynierów, przyłączanie się do powstań 1831 i 1863, powroty z przegranych bitew do pracy na roli, niezliczone akcje pomocy dla uchodźców i konspiratorów z innych dzielnic Polski, zakładanie towarzystw naukowych i oświatowych, kas pożyczkowych i fabryk. Nieoficjalna strategia trwania oparta była na programie kultywowania narodowości, ochrony języka i religii katolickiej. Stąd historyzm i regionalizm, zainteresowanie lokalnymi tradycjami Wielkopolski jako kolebki państwa polskiego i Słowiańszczyzny (Gniezno, Kruszwica, Gopło), działania edukacyjno-popularyzatorskie i literatura „dla ludu”.

W XIX-wiecznej niestabilnej geografii Poznań kilka razy zmieniał miejsce na mapie. Po II rozbiorze (1793) znalazł się poza granicami Rzeczypospolitej. Prusacy chcieli miasto unowocześnić, upodobnić do niemieckich metropolii. Powiększono jego obszar, wytyczono plany nowej reprezentacyjnej dzielnicy z szeroką aleją Wilhelmstrasse (dziś Aleje Marcinkowskiego), ulicą Friedrichstrasse (dziś 23 Lutego) i placem cesarza Wilhelma (Wilhelmplatz, dzisiejszy pl. Wolności). W roku 1806 miasto entuzjastycznie wita generała Józefa Henryka Dąbrowskiego i Józefa Wybickiego, przyjmuje cesarza Napoleona – Poznań wraca do macierzy, wchodzi w skład Księstwa Warszawskiego. Po terytorialnych roszadach Kongresu Wiedeńskiego w 1815 „powraca” do Prus – tym razem w charakterze stolicy autonomicznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Staje się miastem na wschodniej rubieży pruskiej, zaledwie 50 km od granicy z Rosją (przedtem – 300 km). Władze pruskie porzucają dawny plan i nadają miastu status twierdzy, osłaniającej Berlin przed ewentualną ekspansją rosyjską. W latach 1828–1869 miasto zostaje wtłoczone w sześciokilometrowy pierścień wałów obronnych, umocnionych bastionami, redutami, lunetami; wyjść można tylko przez strzeżone bramy, poza którymi są dalsze obwarowania, forty. Nad zamkniętym, chciałoby się rzec, „uwięzionym” miastem góruje od północy potężna twierdza, nazwana Fortem Winiary, obecnie wzgórze Cytadeli. Odtąd do końca wieku XIX Poznań będzie żyć w aporii pomiędzy wyniesieniem do roli stołecznej (w Księstwie) a degradacją do statusu statusu twierdzy na rubieżach państwa pruskiego. Pozbawione wolnych gruntów, odcięte od terenów zielonych, miasto rozwija się wolno; w roku 1816 liczy 18 tysięcy mieszkanców, w 1860 – niespełna 50 tysięcy, pod koniec wieku XIX – 73 tysiące. W tych liczbach zawsze jest sześciotysięczny korpus wojsk pruskich, usytuowanych w kilku koszarach. Dopiero na początku XX wieku, po ustępstwach władz berlińskich, pęknie linia obwarowań – Poznań przyłączy pobliskie przedmieścia (Jeżyce, Łazarz, Wildę) i gwałtownie zwiększy liczbę mieszkańców ze 117 tysięcy (w 1901) do 156 tysięcy w 1910 roku. Koniec XIX wieku przyniesie również odwrócenie innej groźnej tendencji demograficznej: ludność polska odzyskuje pozycję większości (51% populacji), podczas gdy w latach siedemdziesiątych odsetek populacji polskiej spadł do 38% (wobec 47% ludności niemieckiej i 16% żydowskiej). Trzeba stwierdzić, że poza krótkim momentem rewolucyjnego zbratania w 1848 roku te trzy społeczności narodowo-religijno-językowe żyły całkowicie odrębnie, starannie się omijając.

[caption id="attachment_1140" align="alignnone" width="893"] Poznań - Ratusz[/caption]

W XIX wieku następował proces swoistego niwelowania, spłaszczania fizycznej powierzchni miasta, co zapewne nie pozostało bez wpływu na wyobraźnię jego mieszkańców. Jeszcze w końcu wieku XVIII było schowane wśród wzgórz, na lewym zakolu Warty. Dzisiaj droga z Rynku na zachód do mostu Teatralnego lekko wznosi się pod górę, lecz nie ma śladu Góry Muszej (plac Wolności), nie widać wzgórza, na którym stał zamek królewski Przemysła I i II (to w podziemiach tego zamku zginęła królowa Ludgarda, tytułowa bohaterka tragedii narodowej Ludwika Kropińskiego z pocz. XIX w.); dla komunikacyjnej wygody spłaszczono wzgórze Świętego Marcina, niewidoczne pozostaje położone na północ od Rynku wzgórze Świętego Wojciecha, za nim dawna Cytadela – dziś park wypoczynkowy oraz miejsce pamięci ofiar powstań i dwóch wojen światowych, m.in. cmentarz żołnierzy sowieckich, jeńców brytyjskich z czasu I wojny i 300 lotników RAF-u zestrzelonych w II wojnie nad Polską zachodnią. W XIX-wiecznym Poznaniu również słabo widoczne i zaniedbane były perły architektury dawnej: wspaniały, renesansowy ratusz Jana Baptysty Quadro, pałac Górków, barokowy kościół farny św. Stanisława i dawne kolegium jezuickie.

A jednak, mimo tak trudnych warunków, pruskiego gorsetu murów i przepisów, w pierwszej połowie XIX wieku, zwłaszcza w latach trzydziestych i czterdziestych, Poznań staje się ośrodkiem zadziwiająco otwartym, gościnnym, dynamicznym. Pośredniczy i łączy Zachód z innymi dzielnicami Polski, jest mekką polskich emigrantów, konspiratorów, uchodźców z Królestwa Polskiego i Galicji. W latach czterdziestych, w toku przygotowań do kolejnego powstania – 1846, i w czasie Wiosny Ludów staje się centrum polskiego ruchu rewolucyjnego, pełni wręcz funkcję „zastępczej” stolicy Polski.

W wyobraźni  przedromantycznej Poznań obecny był w sposób mało spektakularny, lecz znamienny. Warszawski mieszczanin i dramatopisarz Jan Baudouin w sztuce wystawionej w 1782 roku pt. Burmistrz poznański (spolszczonej z komedii Calderona Alkad z Zalamei) Poznań – miasto „dosyć wesołe i ludne” – uczynił miejscem akcji i aktorem emancypacyjnego dyskursu mieszczańskiego; podobnie Józef Wybicki w sztuce z roku 1791 Szlachcic mieszczaninem. Wybicki, z urodzenia Pomorzanin, został Wielkopolaninem z wyboru od lat osiemdziesiątych – rozkoszował się życiem wiejskim majątku Manieczki pod Śremem. Autor hymnu narodowego trzy razy wkraczał do Poznańskiego: jako herold konfederacji barskiej, insurekcji kościuszkowskiej, legionów Dąbrowskiego. Zapewne dlatego do napisanej w Regio w 1797 roku Pieśni legionów Poznań trafił nie jako wyraziciel aspiracji trzeciego stanu, lecz miasto nad Wartą, jedna ze stacji polskiego czynu niepodległościowego: „Jak Czarniecki do Poznania / Po szwedzkim zaborze”. Wzmianka raczej zdawkowa, lecz gwarantująca obecność w hymnie.

Pytanie o status miasta, o jego wytrwanie przy polskości wobec pruskiej ekspansji i rangi kultury niemieckiej – będzie stanowiło leitmotiv zarówno autorefleksji poznańskiej, jak i wrażeń XIX-wiecznych przybyszów. Julian Ursyn Niemcewicz z dwóch wizyt w Poznaniu (w 1804 i 1821) wywiózł niepokój: „Nowe założone ulice, środkiem ich – jak w Berlinie – wysadzone drzewa czterema rzędami. Wszystko to może piękne, lecz wszystko to już nie nasze […] Niedługo miasto to zniemczeje zupełnie”. Wszechobecność żywiołu niemieckiego i nazbyt łatwe przyswajanie przez „poznańczyków” (tak w XIX w. nazywali siebie mieszkańcy miasta i całego regionu) niemieckiej mowy i obyczajów zaniepokoiły również Mickiewicza w 1831 i 1832 roku podczas eskapady w Poznańskie, która z przeprawy przez Prosnę do powstania zamieniła się w dziewięciomiesięczną gościnę, polowania i romanse w wielkopolskich dworach i pałacach.

[caption id="attachment_1138" align="alignnone" width="893"] Poznań - Bazar[/caption]

Mickiewicz był w Poznaniu kilka razy, zawsze na krótko, w konkretnych sprawach. W styczniu 1832 gościł przez dwa tygodnie; omawiał swe sprawy literackie z księgarzami i wydawcami (Józefem Łukaszewiczem, Józefem Muczkowskim, Juliuszem Adolfem Munkiem). Bywał w nowej bibliotece publicznej, ofiarowanej miastu w 1829 roku przez hrabiego Edwarda Raczyńskiego, wielkiego poznańskiego mecenasa, filantropa i mizantropa. Mickiewicz jest tu sławny i dobrze znany: w latach 1828–1829 ukazało się pięciotomowe wydanie jego Poezji, w marcu 1832 ukaże się drugie wydanie. Poznań zawsze znakomicie spełniać się będzie w goszczeniu i czczeniu narodowych sław. Na odjezdnym z Wielkopolski Mickiewicz tutaj notuje Redutę Ordona, Śmierć Pułkownika, Ucieczkę, lecz te utwory nie zmienią pejzażu Wielkopolski. Inaczej nieco jest z Panem Tadeuszem, nie tylko z powodu uporczywych pogłosek i legend o zrodzeniu się właśnie tutaj pomysłu poematu (co prawdopodobne) i napisaniu pierwszych fragmentów (wątpliwe). Wpisując na karty poematu szereg nazwisk Wielkopolan (Grabowskiego, Gorzeńskiego, Turny, Ponińskiego), poeta z ciepłym humorem odwdzięczy się swym gospodarzom i dobroczyńcom. Z drugiej strony, da wyraz swego zaniepokojenia postępującym zniemczeniem dzielnicy. W opowieści Bartka Prusaka o roku 1806 Mickiewicz nakreślił obraz znamienny:

„A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania

I cesarski przynosi rozkaz: do powstania!

W tydzień jeden, tak lud nasz Prusaków wychłostał

I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał!”.

Poznań kojarzył się poecie z gościnnością, zaradnością i nazbyt może wielkim pragmatyzmem, a nawet sybarytyzmem. Któremu sam uległ ku własnej zgryzocie, wiodąc tutaj „życie zwierzęce – zwierzył się Zinaidzie Wołkońskiej w liście z 16 kwietnia 1832 – albo raczej roślinne w lasach poznańskich”. Wszakże w tych stronach osadził na resztę życia brata Franciszka (zmarł w 1862 w Łukowie, 30 km od Poznania), a w latach czterdziestych wysyła córkę Marysię na wakacje do swej wielkopolskiej kochanki Konstancji Łubieńskiej, w poznańskiej pamięci zawsze wywołującej skojarzenia dość frywolne.

W odpowiedzi na pytanie o Poznań romantyków należy rozróżnić optykę przybyszów i gości, serdecznie witanych, niekiedy zostających na dłużej, oraz rodowitych poznaniaków. W pierwszej grupie byli Mickiewicz i Słowacki, poeci-żołnierze powstania listopadowego (Wincenty Pol), następnie uciekinierzy przed policją Paskiewicza, poeci drugiej generacji romantycznej, Cyganerii Warszawskiej (Teofil Lenartowicz, Roman Zmorski, Narcyza Żmichowska, Karol Baliński, Karol Brzozowski), pisarze z Wileńszczyzny i Galicji (Lucjan Siemieński, Władysław Syrokomla). Niektórzy byli krótko, nie utrwalili swych wrażeń; wielu związały z Poznaniem i Wielkopolską sprawy literacko-wydawnicze, gdyż tutaj w latach czterdziestych znajdowali najlepsze warunki do publikacji swych utworów i tomików. Tu ukazują się ich poezje, których nie przepuściłaby cenzura rosyjska i austriacka; Goszczyński drukuje Króla zamczyska, Zmorski Lesława, Norwid debiutuje Zwolonem, ukazuje się Irydion Krasińskiego. Niektórzy trochę nadużywają gościnności, Roman Zmorski tu romansuje i żeni się, pozą i strojem cygana budzi sensację na ulicach Poznania.

Orędownikami emigracyjnych poetów byli w Poznaniu arystokraci (Edward Raczyński, Seweryn Mielżyński), poznańscy inteligenci, księgarze, dziennikarze i filozofowie (radykalny demokrata Walenty Stefański, konserwatysta Jan Koźmian, Karol Libelt). Wielkim oparciem dla pisarzy emigracyjnych i krajowych był Jan Konstanty Żupański, syn greckiego imigranta, który przez 45 lat (od 1839) wydawał dzieła z zakresu historii, filozofii, ekonomii, także poezje; opublikował polskie wydanie prelekcji paryskich Mickiewicza (1851), edycję zbiorową Mochnackiego (1863), szereg dzieł Lelewela, powieści Kraszewskiego i Żmichowskiej.

Areną urozmaiconego życia literackiego w Poznaniu były przede wszystkim bardzo różnorodne czasopisma: demokratyczny „Tygodnik Literacki” Antoniego i Julii z Molińskich Woykowskich (1838–1845), regionalistyczny „Przyjaciel Ludu” (Leszno, 1834–1849), konserwatywno-słowianofilski „Orędownik Naukowy” (1840–1846), łagodnie „feministyczny” magazyn „Dziennik Domowy” (1840–1848), filozoficzno-naukowy „Rok” (1843–1846), konserwatywno-katolicki „Przegląd Poznański” Koźmianów (1845–1865). Z „Tygodnikiem Literackim” w roku 1939 zaczął współpracę Słowacki, opublikował kilka wierszy (m.in. Hymn „Smutno mi, Boże…”), ale rychło z powodu dwóch krytycznych recenzji poeta się do „Heglów poznańskich” zniechęcił i zaczął szydzić z filozoficznych zawiłości „panów” „Tygodnika” i „Orędownika”. Tej satyry poznańscy literaci już nie opublikowali. Poeta wziął odwet w 1846 roku, szydząc z kunktatorstwa Wielkopolan w wierszu Vivat Poznańczanie: „Gotują się na powstanie, / Pobłogosław, Panie Boże, / Tak jako kaczki za morze”.

W latach czterdziestych było w Poznaniu wiele miejsc (zob. niżej mapa „Poznań romantyków”), gdzie tętniło życie romantyczne, spotykano się, gorąco dyskutowano, czytano poezję. Rolę demokratycznych salonów pełniły stricte inteligenckie mieszkania Julii i Antoniego Woykowskich (długo ich wspólne życie bez ślubu było skandalem „na mieście”), Libeltów, rodzeństwa Bibianny i Jędrzeja Moraczewskich, doktorostwa Mateckich, Jarochowskich, Thielów. Bibianna Moraczewska notowała rozmowy o literaturze, rewolucji, kwestii kobiecej, prowadzone również w mieszkaniu Edwarda i Anieli Dembowskich (słynny konspirator mieszkał w Poznaniu w latach 1843 i 1844; został zapamiętany jako młodzieniec o ujmującej kulturze i „prawdziwej miłości do ludu”). Nieliczna, niewynosząca się ponad społeczeństwo, mimo wielu różnic solidarnie współpracująca z poznańskimi inteligentami i społecznikami arystokracja spotykała się w pałacu arcybiskupa Marcina Dunina, u księcia-namiestnika Antoniego Radziwiłła, w pałacu Tytusa Działyńskiego na Rynku. Organizowano akcje odczytowe w gimnazjum Marii Magdaleny, pałacu Działyńskich, koncerty w Bazarze Polskim, zbudowanym z inicjatywy Karola Marcinkowskiego, który w tych latach był motorem wszystkich poważnych działań polskich, prekursorem pracy organicznej (zmarł w 1846).

W latach poprzedzających Wiosnę Ludów wśród poznańskiej inteligencji dominowały nastroje demokratyczne, republikańskie i romantyczne. Przez moment wydawało się, że romantyzm w Poznaniu definitywnie zwycięży i zdominuje wielkopolskie życie umysłowe. Romantyczną świadomość Poznania w latach czterdziestych kształtowało kilka czynników i środowisk: oddziaływanie Wielkiej Emigracji (wzmacnione wizytami w Paryżu i Brukseli u autorytetów, takich jak Mickiewicz, Czartoryski, Lelewel), pamięć wcześniejszych spotkań i kontaktów wielkopolskich, wyczerpujące lektury (romantycy są tutaj wydawani prawie bez ograniczeń cenzorskich) i własne próby rozwijania romantycznej wrażliwości. Doskonałym reprezentantem romantycznej Wielkopolski stanie się Berwiński, demokrata i rewolucjonista, autor słowianofilskiej Bogunki na Gople (1840), poematu dygresyjnego Don Juan Poznański (1844), ciekawych liryków z Księgi światła i złudzeń i Księgi życia i śmierci. Berwiński ma surowy, ironiczny stosunek do poznańskiej przyziemności, arystokratyzmu i katolicyzmu. W Don Juanie Poznańskim pisze kąśliwie:

„W Poznańskiem jednak, ach! w tym Poznańskiem,

W tym naszym polsko-germańsko-

Arysto-demo-kratyczno-pańsko-

Filozoficznie-kapłańskiem”.

Lata 1846–1848, czas Wiosny Ludów i powstania poznańskiego, to apogeum romantyzmu w Poznańskiem. Równocześnie lata te stały się czasem konfuzji i początkiem przewartościowania romantycznych postaw. Poznańscy działacze narodowi, ziemianie, filozofowie i poeci początkowo próbowali „zalegalizować rewolucję”; władzę wojskową powstania komitet poznański powierzył legendarnemu Ludwikowi Mierosławskiemu, który ucieleśniał wszystkie najlepsze i najgorsze strony romantycznego rewolucjonizmu. W rezultacie skompromitowały się obie metody walki – umiarkowana i radykalna, paktowanie i bezkompromisowość. Obie strony miały do siebie pretensje: jedni o kunktatorstwo, drudzy o szafowanie krwią. Ucieleśnieniem, objawieniem romantyzmu w Poznaniu 1848 roku stał się Juliusz Słowacki. Przybył do Poznania 11 kwietnia, otoczony opieką, admirowany, słuchany z nabożeństwem. Przemawia z pozycji wieszcza, poety narodowego. Zaproszony na zebranie Komitetu Narodowego wzywa do walki ostatecznej, ogłasza nadejście „epoki świętej anarchii”; Walenty Stefański pada do jego stóp, Libelt się przed nim mityguje. Po latach świadek tych scen, Marceli Motty, w Przechadzkach po mieście (wyd. 1888–1891) ocenił, że „przez towianizm wzmogła się w nim jeszcze wrodzona wybujałość fantazji i wydawała się czasem chorobliwą”. Słowacki wyjeżdżał z Poznania 7 maja 1848 – po „miesiącu życia pełnego cudów”. Zachwycony duchem ofiarniczym mieszkańców, wierzył, że „Boży czas zaczynają” – zmienił radykalnie swój krytyczny pogląd na „Poznańczan” sprzed kilku lat, z wiersza Gotują się na powstanie… [Vivat Poznańczanie].
</document>
<document nplp_id="350" title="Opinogóra" slug="opinogora">Wiejska siedziba rodu Krasińskich, Dolina Issy małego Zygmunta, kraina jego pierwszych myśliwskich triumfów. Potem miejsce utrapienia, któremu w dorosłym życiu nie poświęci ani jednego utworu; w którym nie napisze żadnego ze swych najbardziej cenionych dzieł. Wreszcie miejsce jego wiecznego spoczynku. Bez autora Irydiona nie byłoby Opinogóry na mapie polskiego romantyzmu. W partii otwierającej opowiadanie Pan Trzech Pagórków (powst. 1828, wyd. 1904), niewydane za życia poety, szesnastoletni hrabicz pisał:

„W Mazowszu jest miejsce zwane Opinogórą. Trzy pagórki wznoszą się wśród rozległej równiny – lasy z dala czarnym ją okrążają wieńcem – gaje zielone, po niej rozsypane, przyjmują w swoje zacisze różnopióre ptaki lub trwożliwe zające – krzaki gdzieniegdzie z błot i trzęsawisk wznoszą gałęzie, wiatrem na wszystkie nachylone strony. – Ileż razy tam się uganiałem za szybko lecącym bekasem, ileż razy broń morderczą podnosiłem na szarą kuropatwę – ileż razy na tych błoniach hasałem i uniesiony namiętnością, pędziłem za uciekającym zwierzem! – Poznałem ciągłym zwiedzaniem najmniejszy krzaczek na rozległej równinie. – Ledwie że każdego kwiatka nie pamiętam. – Tu strąciłem z górnych niebios okrutnego jastrzębia – tu przepiórka, umierając, rozciągnęła swe skrzydła przed moimi nogami. – Tam znowu wystrzał mej broni nie trafił celu. – Tam dziką kaczkę aż pod chmurami raniłem. – Każde drzewo poznałoby mnie – nie ma kamienia na tych polach, którego moja nie trąciłaby stopa – nie ma strugu, przez który bym nie przeskakiwał. – Wody Sony unoszą na sobie liczne ptaki i nie ma fali, której by krew nie zarumieniała – krew płynąca z razu zadanego moją ręką”.

(Zygmunt Krasiński, Pan Trzech Pagórków. Ułomki ze starego rękopisu, w: tegoż, Dzieła literackie, oprac. P. Hertz, Warszawa 1973, t. 2, s. 22)

To miejsce i ten czas z nostalgią będzie po latach wspominał w listach do poety i emigranta, Konstantego Gaszyńskiego, serdecznego kompana w epoce myśliwskich zabaw. Zacytowany powyżej utwór, młodzieńcze świadectwo fascynacji frenezją, złożony w hołdzie ojcu w 1828 roku, miał zapewne otwierać cykl dzieł, tworzących kolejny mit krainy dzieciństwa. Byłoby to w guście epoki romantyzmu, której wyznawcą i adeptem czuł się nastoletni pisarz. W przestrzeni Mazowsza osadził akcję także innych, pisanych ówcześnie tekstów, zwłaszcza „powieści narodowej” Mściwy karzeł i Masław, książę mazowiecki („Pamiętnik dla Płci Pięknej” 1830, t. 1), ale Opinogóra nie była w nich miejscem centralnym. Pan Trzech Pagórków najpewniej nie przypadł ojcu, ordynatowi opinogórskiemu, do jego klasycyzującego gustu. Zygmunt zapisał w nim romantyczną fantazję na temat nazewniczego rodowodu Opinogóry, gdzie hrabia Wincenty w czasach Królestwa Kongresowego urządził główną rodową siedzibę – wcześniej mazowiecka linia Krasińskich rezydowała raczej w oddalonym o 20 kilometrów Krasnem. W opowieści początkującego pisarza nazwa ta wywodzić się miała od Opina, okrutnego władcy Dzierzan, ludu prasłowiańskiego, żyjącego – wtedy rozgrywają się wyimaginowane wypadki – 1500 lat wcześniej, w czasach, gdy „jeszcze światło nauki Chrystusa nie przebiło się do tych krain”. Dzikie to miały być czasy, mordowano się wzajemnie bez litości, a miejscowi Słowianie przy każdej okazji spełniali toasty, pijąc z czaszek swoich wrogów. Opin, prześladowany w młodości, przesiąkł nienawiścią do rodu ludzkiego i w zadawaniu brutalnych cierpień okolicznym mieszkańcom znajdował jedyne spełnienie: „Nie dla zysku pustoszy pobratymskie ludy, nie dla zysku zatapia mordercze żelazo w serca krewnych i sprzymierzeńców, ale dla własnej przyjemności, ale dla nienawiści, którą przeciw ludziom pała” (Pan Trzech Pagórków,t. 2, s. 25). Niepozbawiony swoistej wielkości, mściwy i przez lata niepokonany w walce wręcz władca mrocznej krainy, miażdżący czaszki przeciwników potężną maczugą, zginął w końcu z ręki Nadara, dzielnego młodziana, który nie uląkł się ponurej sławy zbrodniczego prześladowcy – historia zatem zawierała moralizatorską puentę. Opowieść tę – jak czytelnik dowiadywał się z epilogu – autor przytoczył ze starego pergaminu, który otrzymał pewnej nocy od tajemniczej zjawy. Dziełko, utkane z klasycznych motywów prozy gotyckiej, niestroniące od heroizacji zbrodniarza (mającego na sumieniu nawet zabójstwo własnego ojca) i sugerujące pesymistyczne spojrzenie na istotę ludzkiej natury, stanowiło ledwie literacką wprawkę: „Utwór ten – trafnie pisała Maria Janion – będący mozaiką obiegowych konwencji ‘gotycko-frenetycznych’, traktować należy przede wszystkim jako przejaw prywatnego, na domowy użytek, mitotwórstwa młodego hrabicza, mającego na celu nie tyle wywołanie uczucia grozy u czytelnika, ile – przede wszystkim – dorobienie rodowym posiadłościom modnie efektownej przeszłości legendarnej” (Zygmunt Krasiński. Debiut i dojrzałość, Warszawa 1962, s. 63). Wątpliwe, by ta próba zyskała akceptację ojca, głównego adresata utworu, bo ten zapewne wolałby opowieść wywodzącą genezę rodowego siedliska nie od pogańskiego mściciela, lecz od heroicznego, wiernego wobec władcy, rycerza chrześcijańskiego. Szacunek dla takich zasad bowiem starał się wtłaczać do głowy młodego Zygmunta.
*
Opinogóra stała się główną siedzibą wiejską Krasińskich po tym, gdy w 1814 roku generał Wincenty uzyskał od cara Aleksandra I pełne prawa do tych dóbr i od początku lat dwudziestych rozpoczął rozbudowę posiadłości. Znajdował się tam parterowy stary dwór, wzniesiony na przełomie XVII i XVIII stulecia, w którym hrabia zaczął gromadzić pamiątki, świadczące o długiej i chlubnej tradycji rodu, rozpoczęto też budowę neogotyckiego pałacyku i kościoła, w którym najpierw spoczną zwłoki zmarłej w 1822 roku Urszuli z Radziwiłłów, matki poety. Zygmunt od roku 1821 regularnie spędzał tam wakacje, wprawiając się w sztuce łowieckiej i pisząc debiutanckie powieści. Później, od czasu powrotu z pierwszego, kilkuletniego pobytu za granicą, miejsce to stanie się dla niego przede wszystkim areną gorzkich rozrachunków rodzinnych. Tu zapewne w roku 1832 dowiedział się od ojca o planowanej wyprawie do Petersburga celem zapewnienia dla niego kariery w imperialnej administracji, ale naciskom w kwestii służby carskiej potrafił się oprzeć. W tamtym roku złożył też miłosne wyznanie Amelii Załuskiej, wychowanicy generała, która odpowiedziała ofertą wieczystej przyjaźni, po czym opuściła Opinogórę. Uspokojenie odnalazł w polowaniach, odwiedzał też, jak pisał Zbigniew Sudolski, „groby znajomych wojskowych i nauczycieli, tych, którzy go niegdyś kochali, a zmarli na łaskawym chlebie u generała i pochowani zostali na uroczym cmentarzyku opinogórskim, nieopodal dworu, na lekko opadającym wzniesieniu, wśród pól, drzew i krzewów obficie tu rosnących” (Krasiński. Opowieść biograficzna, Warszawa 1997, s. 137).

Ponownie w Opinogórze na dłuższym popasie pojawił się dopiero w 1838 roku, po pięcioletnim pobycie na Zachodzie, już jako autor dwóch wybitnych dramatów. Ciężko przeżywał wówczas rozpad związku z Joanną Bobrową, o czym pisał w listach do przyjaciół. Rozmyślał też nad sposobami uchylenia się od małżeństwa z poznaną właśnie w Warszawie Elizą Branicką, do którego przymuszał go rodzic. Uskarżał się na rozliczne schorzenia i polował. U schyłku lata doszło tu do dramatycznych sporów Zygmunta z ojcem na temat jego przyszłości – generał żądał ostatecznego zerwania z panią Joanną, przeciwko czemu poeta starał się oponować. „ Cały czas na wsim siedział – pisał do Sołtana – a polowałem, by do nóg przenieść ból z mózgu. Z trzysta kuropatw, lewą ręką strzelając, zabiłem. Położenie moje w niczym się nie polepszyło, coraz bardziej względnie do Ojca się pogarszało. Co dzień łzy jego, to znów oburzenie i gniew rozdzierały mi serce. Do tego doszło, że już on mojej przytomności znosić nie mógł, ja zaś od jego oblicza się usuwałem, o ile to pogodzić mogłem z winnym mu uszanowaniem. Jeszczem nie był nigdy żył tak nędznie, nieznośnie. Wreszcie przyszedł dzień, w którym zażądano ode mnie, bym dał słowo, że już nigdy w życiu do niej nie napiszę. Zdaje się, że mój Ojciec poczytywał sobie za obowiązek ostateczne zniszczenie wszelkich pomiędzy nami stosunków. Pojmiesz, że nie zgodziłem się na takowe żądanie” (Listy do Adama Sołtana, oprac. Z. Sudolski, Warszawa 1970, s. 228). Wincenty Krasiński, rozdrażniony oporem syna, wprost z Opinogóry wybrał się na Podole i w Krzemieńcu wymusił na Bobrowej przyrzeczenie zerwania związku. W rodowej siedzi- bie doszły też najpewniej do Zygmunta wieści o aresztowaniach, będących konsekwencją wykrycia przez władze carskie spisku Szymona Konarskiego, które dotknęły m.in. najbliższych Słowackiego (prawie rok spędziła w więzieniu m.in. jego matka, Salomea). Opuścił to miejsce w listopadzie 1838 roku, by powrócić po kolejnych pięciu latach, w sierpniu 1843 roku, jako autor właśnie wydanego poematu Przedświt, który wyznaczał mesjanistyczny zwrot w jego twórczości. Towarzyszyły mu świeżo poślubiona żona, Eliza z Branickich, i plotki, stanowiące pogłos jego głośnego romansu z Delfiną Potocką.

Generał zgotował małżonkom królewskie przyjęcie. Zadbał, by państwa młodych od granicy prusko-rosyjskiej aż do samej Opinogóry witały liczne delegacje, złożone z przedstawicieli władz, duchowieństwa, mieszczan, chłopów, nawet Żydów. Ofiarował im nowy, budowany od kilkunastu lat, zameczek (pałacyk) neogotycki. Eliza była urzeczona, czego świadectwo pozostawiła w korespondencji, natomiast Zygmunt – jak wynika z listów do wielu adresatów – cierpiał, odwiedzał groby i pisał długie epistoły do kochanki. Zamieszkał nie w zameczku z Elizą, ale osobno, w starym dworze. Mimo nacisków ojca i Augusta Cieszkowskiego, z którym przed kilkoma laty odnowił przyjacielskie więzy, odmawiał dopełnienia małżeńskiej powinności i w Opinogórze w trakcie pierwszego z kilku tu pobytów (jakie miały miejsce w latach 1843–1844) najpewniej do miłosnego zbliżenia młodej pary jeszcze nie doszło. Pierwszą noc spędził zresztą na cmentarzu. „Do drugiej tam siedziałem, i tak mijała mi pierwsza noc na ziemi mojej, w domu niby to moim, w tej Opinogórze – i dobrze mi było, bo bez słońca i twarzy ludzkich […] A czasem zapominałem, żem na cmentarzu i obrazy życia mnie otaczały – śródziemnych fal westchnienia słyszałem” (Listy do Delfiny Potockiej, oprac. Z. Sudolski, Warszawa 1975, t. 2, s. 20; list z 18 sierpnia 1843). To nie był szczęśliwy rok w życiu osobistym poety i uroda opinogórskiej okolicy, jeśli wierzyć jego wyznaniom, nie przyniosła mu ukojenia. Niespełnienie w małżeństwie, konflikty z ojcem, który wyrzucał mu pozerstwo i sztuczny bajronizm, położyły się cieniem na rodzinnych wywczasach. Z kraju wyjechał w 1844 roku, gdy Eliza spodziewała się pierwszego dziecka, by wrócić w opinogórskie strony we wrześniu 1845 roku, bodaj po raz ostatni za życia. Czas kilkudniowego pobytu rozkładał między zmagania z artretycznymi bólami, modlitwy przy grobie matki i pisanie długich listów, w pierwszym rzędzie do Delfiny, i planowanie kolejnych wojaży w dalekie kraje.

W następnych latach, dzielonych między długie pobyty na Zachodzie i krótkie przystanki w rodzinnym kraju, Opinogóra – jako miejsce znaczone ważnymi przeżyciami – zniknęła z mapy losu Krasińskiego. Aż do roku 1859. Schorowany, nie przybył w listopadzie 1858 roku na pogrzeb ojca, którego ciało, po tłumnych uroczystościach żałobnych w Warszawie, złożono w rodzinnej opinogórskiej krypcie. Poeta zmarł w Paryżu trzy miesiące później, 23 lutego 1859 roku. Na początku czerwca tego samego roku trumna z jego zwłokami została przewieziona najpierw do Warszawy, a wkrótce potem do Opinogóry.
*
Dziś tam właśnie znajduje się główny ośrodek kultu romantycznego wieszcza. Teren i budowle, które stanowiły centrum dawnej ordynacji opinogórskiej, obecnie wchodzą w skład Muzeum Romantyzmu, cennej instytucji kulturalnej. Z obiektów pamiętających czasy Zygmunta ostał się neogotycki pałacyk (zameczek), ślubny prezent od ojca, w którym artysta spędził tak niewiele czasu i gdzie znajduje się stała wystawa jemu poświęcona. Budynek ten, mocno zniszczony w czasie I wojny światowej, przywrócono do dawnej postaci na początku lat sześćdziesiątych XX w. Nie istnieje natomiast stary dwór, główna ówcześnie siedziba rodowa, w którym Krasiński zamieszkiwał podczas opinogórskich popasów. Rozebrano go w 1913 roku, natomiast w tym miejscu przed kilkoma laty (2008) zbudowano rezydencję wedle projektu Józefa Gałęzowskiego, który wygrał konkurs rozpisany przez ordynata Adama Krasińskiego na początku wieku XX. Znajduje się w niej ekspozycja zatytułowana „Romantyzm polski”. Ostała się natomiast dawna, neogotycka oficyna dworska, miejsce pobytu dla gości (był wśród nich m.in. August Cieszkowski), w której ważną część zajmują dwie kolejne stałe wystawy: „W kręgu rodu Krasińskich” i „Napoleon a Polska”. Swoją postać zmienił też wzniesiony w latach dwudziestych XIX wieku mały kościół, pierwotnie mający kształt rotundy, rozbudowany w drugiej poło- wie XIX wieku na sposób neogotycki. W jego wnętrzu odnaleźć można znaną rzeźbę Luigi Pampalloniego (1841), przedstawiającą zgon matki poety i jego dziecięcą postać, klęczącą przy łożu śmierci. W podziemiach tej świątyni znajdują się groby Krasińskich, w tym Zygmunta, jego rodziców (Urszuli z Radziwiłłów i generała Wincentego) oraz jego dwóch synów i dwojga wnucząt. Nie ma tam natomiast trumny Elizy, małżonki autora Irydiona, którą przy pierwszej wizycie Opinogóra tak zachwyciła (Eliza Krasińska zmarła w 1876 roku w Krakowie i zgodnie z jej ostatnią wolą pochowana została w Krasnem, w mauzoleum rodowym Krasińskich). Istnieje piękny, w stylu angielskim urządzony park, pamiętający przyjęcie weselne z 1843 roku, na którym bawić się miało ponad 4000 gości. Jego ważną część stanowi cmentarz, miejsce dumań poety i pochówku kilku ważnych dla niego osób. Spoczywają tam m.in. wychowawcy – ksiądz Luigi Chiarini (zm. 1832), profesor języków wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim, który uczył Zygmunta greki oraz zaszczepiał mu niechęć do Żydów, oraz opiekunka – baronowa Helena de la Haye (zm. 1829), a także serdecznie wspominana w listach niania Katarzyna Rozpędowska czy też adiutant generała podpułkownik Tomasz Wyleżyński (zm. 1844), by wymienić tych tylko, nad których grobami przystawał hrabia Zygmunt.

W parku tym znajduje się też marmurowa ławeczka, ofiarowana mu w 1832 roku przez Amelię Załuską, z napisem „Niech pamięć moja zawsze ci będzie miła”. Jest tam też jedyny w Polsce (a na pewno największy) pomnik Krasińskiego, wykonany przez Mieczysława Weltera i odsłonięty w roku 1989. Pisarz, siedząc w fotelu, spogląda melancholijnie w trzymany w dłoni przedmiot, zawierający zapewne miniaturowy portret. Czyj portret? W jednym z listów do Delfiny, z czasów ostatniego pobytu w Opinogórze we wrześniu 1845 roku, czytamy: „Dziś tylko kilka słów naprędce napiszę. Migrena mnie zabija […] Do obaczenia, do obaczenia, do obaczenia, najdroższa i najlepsza, i najukochańsza. Zdaje mi się, jakbym z wśród światła w ciemność, z życia do grobu się dostał, boś Ty daleko”.</document>
<document nplp_id="352" title="Kowno" slug="kowno">Juliusz Kleiner w monografii Mickiewicza nazwał Kowno „szarzyzną gniotącą, w której duch Mickiewicza wybuchnął po raz pierwszy wulkanem własnej mocy twórczej”[przypis]J. Kleiner, Mickiewicz. Dzieje Gustawa, Lublin 1948, s. 164[/przypis] . Trafne zatem okazało się przeczucie Franciszka Malewskiego, wysłane na pociechę Adamowi w roku 1820: „I Szyllera młodość była podobną do twojej!... może Kowno będzie tym dla ciebie, czym dla Szyllera ucisk i nędza w żołnierskiej szkole”[przypis]Korespondencja Filomatów 1815-1823. T. II,. Wyd. J. Czubek. Kraków 1913, s. 156.[/przypis].
Kowno – mimo że nielubiane i traktowane przez Mickiewicza jako wygnanie (tam po studiach musiał w latach 1819-1823 odrabiać w szkole powiatowej swoje uniwersyteckie stypendium) – paradoksalnie przyczyniło się do jego samookreślenia duchowego i artystycznego.
Jakie cechy tego miasta złożyły się na to, że spełniło ono taką właśnie rolę w życiu poety?
Kowno w czasie, gdy zjawił się tam Mickiewicz (we wrześniu 1819), było w stanie podupadłym. Okres rozbiorów i wojen napoleońskich spowodował, że liczba ludności spadła dziesięciokrotnie (z 28 tys. w czasach stanisławowskich do ok. 3 tys.). Zamarł handel na Niemnie, poza powiatową szkołą, gdzie uczył poeta, nie istniało praktycznie żadne życie intelektualne. Siedem lat przed Mickiewiczem zobaczył to podupadłe Kowno żołnierz napoleoński Auguste de Sayve:

„Kowno, dawniej jedno z najbardziej kwitnących miast Litwy, doznawało wielkich zniszczeń od czasu wojen szwedzkich. Jego przedmieścia, tak jak w większości miast Polski, składają się z marnych drewnianych domów, bardzo źle zbudowanych, choć często na fundamentach starych, zniszczonych przez czas murów.
To małe miasto liczy nie więcej nad 3-4 tys. mieszkańców, gdzie prawie połowę ludności stanowią Żydzi. Domy gotyckie stojące frontonami od ulicy widzi się jeszcze w Kownie, te frontony różnią się kształtem, są ostro zakończone lub zaokrąglone. Na kowieńskim placu targowym znajduje się wieża ratusza, najwyższa w mieście. Brzegi Niemna są bardzo malownicze. Wzgórza na brzegach rzeki porastają lasy i dają się widzieć z każdego miejsca w mieście. Co do okolic Kowna, trudno nie zauważyć wielkiej ilości pszczół. Mnożą się w sposób nadzwyczajny, tak że gdy brak im miejsca na ul, to zakładają go w pniach lip i sosen, z których składa się większość lasów wokół Kowna. Niemen, zwany także Mesnel, bogaty jest w ryby u swego ujścia i umożliwia mieszkańcom Kowna wygodną komunikację handlową z Memlem. Można rzec w ogólności, że Niemen nawadnia żyzną krainę i tworzy nieskończenie piękne zakola na obfitych polach, przez które przepływa.
Samo miasto Kowno[...] jest zresztą dość brzydkie i pomiędzy jego siedmioma czy ośmioma kościołami jedynie stare kolegium jezuickie zasługuje na uwagę. Za to wspaniałym budynkiem, który oglądałem jest klasztor kamedułów. To samo mogę powiedzieć o kościele w Pożajściu, wzniesionym przez artystów włoskich.”[przypis]Auguste de Sayve,Souvenirs de Pologne et scènes militaires de la campagne de 1812, Paris 1833, s. 144-145, (przekł.– MZ).[/przypis] 

Mickiewicz, przybywszy do Kowna jesienią, nie interesował się tym miastem jako godnym poznania i zwiedzania. Większość czasu spędzał w szkole, a wolne chwile w skromnej kwaterze mieszczącej się w pojezuickim klasztorze, gdzie ślęczał nad opracowywaniem lekcji, a w przerwach pisał rozpaczliwe listy do przyjaciół w Wilnie, czytał i rozmyślał na temat swego nieciekawego losu. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, jednak stwarzająca dystans i warunki do introspekcji, podsycane licznymi listami kolegów, pełnymi pociech, porad i napomnień. Dzięki temu Mickiewicz mógł „rozpoznać się w swoim jestestwie”, wyodrębnić własne „ja” spomiędzy filomackiej grupy. Silnie przeżywane w samotności lektury Schillera, a wkrótce Goethego i Byrona, przewartościowały jego poglądy estetyczne, które w czasach uniwersyteckich mocno jeszcze były związane z klasycyzmem. Gdyby po studiach nie musiał opuścić Wilna lub gdyby trafił jako nauczyciel do szkoły w bardziej przyjaznym środowisku (jak wiemy starał się o Nowogródek bądź Krzemieniec) – wtedy proces ten mógłby wyglądać inaczej.
Poczuciu oddalenia, odrębności, wegetacji gdzieś na krańcu świata, sprzyjał także fakt, że Kowno było miastem granicznym. Po drugiej stronie Niemna, w Aleksocie, zaczynało się Królestwo Polskie. Mickiewicz „czerwone góry polskie” widział z okna swojej kwatery.

Pamięć tego widoku, pozwalającego na bezpośrednie doznanie skończoności obszaru Litwy, znalazła swoje odbicie w Konradzie Wallenrodzie, zarówno w scenach początkowych, gdzie krzyżackie zagrożenie przychodzi znad Niemna, jak i w chwili, gdy bohater, świadom, że nie ma już gdzie uciekać przed wrogiem, tłumaczy Aldonie swą decyzję o rozstaniu, dając niemal geograficzny wykład:

„Drogi Walterze, ujedźmy
Dalej w Litwę, skryjmy się w lasy i góry od Niemców”. -
„My odjedziem, a inne matki i dzieci zostawim? -
Tak uciekali Prusacy, Niemiec ich w Litwie dogonił.
Jeśli nas w górach wyśledzi?” – „Znowu dalej ujedziem”. -
"Dalej? dalej, nieszczęsna? dalej ujedziem, za Litwę?
W ręce Tatarów lub Rusi?” - Na tę odpowiedź Aldona
Pomieszana milczała; jej zdawało się dotąd,
Że ojczyzna jak świat jest długa, szeroka bez końca;
Pierwszy raz słyszy, że w Litwie całej nie było schronienia.”[przypis]A. Mickiewicz, Dzieła, Wyd. Rocznicowe, t. II, Poematy, opr. Wł. Floryan przy współpracy K. Górskiego i Cz. Zgorzelskiego, Warszawa 1994, s. 111.[/przypis]

Kowno leżało na granicy, ale też na trakcie, tędy jeździło się zarówno do Warszawy, jak i do Petersburga. Obok poczucia wygnania gdzieś na kraniec Litwy, budziło więc u poety tęsknotę do podróży w dalekie kraje, na zachód Europy, tęsknotę niezaspokojoną, gdyż wszystkie starania o pozwolenie na wyjazd zagraniczny, czynione od 1821 r. pozostawały daremne. Coś z tej tęsknoty udzielił Mickiewicz Aldonie zasłuchanej w opowieści Alfa:

„A gdy igły migocą, toczą się chybkie wrzeciona,
Walter stoi i prawi cuda o krajach niemieckich
I o swojej młodości. Wszystko, co Walter powiadał,
Łowi uchem dziewica, myślą łakomą połyka;
Wszystko umie na pamięć, nieraz i we śnie powtarza.
Walter mówił, jak wielkie zamki i miasta za Niemnem,
Jakie bogate ubiory, jakie wspaniałe zabawy,
Jak na gonitwach waleczni kopije kruszą rycerze,
A dziewice z krużganków patrzą i wieńce przyznają.
Walter mówił o wielkim Bogu, co włada za Niemnem,
I o niepokalanej Syna Bożego Rodzicy,
Której postać anielską w cudnym pokazał obrazku.”[przypis]Tamże, s. 107.[/przypis]

[caption id="attachment_1133" align="alignnone" width="893"] Kowno - stary zamek[/caption]

Kowno, w przeciwieństwie do białoruskiej Nowogródczyzny, znajdowało się na terenach litewskich, a historia wojen z Krzyżakami stanowiła mit założycielski tego miasta, które od czasu zwycięstw Jagiełły i unii polsko-litewskiej zaczęło się szybko rozwijać. Dopiero zniszczenia potopu szwedzkiego zahamowały ten rozwój, a w następnym stuleciu, gdy Kowno dzięki dogodnemu położeniu dla handlu znów rozkwitło i miało zostać stolicą województwa – rozbiory i kolejne wojny z powrotem doprowadziły je do ruiny i wyludnienia. Mickiewicz mógł oglądać w Kownie pozostałości warownego zamku, który podczas wojen krzyżackich tak ważną rolę odgrywał w dostępie do miasta. Zanim ów zamek zobaczył, poznał podczas lektury recenzowanej przez siebie w 1818 r. Jagiellonidy Dyzmy Bończy Tomaszewskiego epizod do Kowna się odnoszący:

„XI.
Za nimi przybył goniec z wiadomością słowną
Z twierdzy, której mur Niemen z Wiliją oblíwa.
Że na tych dwóch rzek brzegach posadzone Kowno
Winryk , do poddania się wielokrotnie wzywa,
A te to miasto, twierdzą zmocnione warowną,
Pewne odsíeczy, wzgardą jego groźby zbywa,
Nie zważając na srogie okolic zniszczenie,
Ciśnione głodem, zniesie długie oblężenie.”[przypis]Dyzma Bończa Tomaszewski, Jagiellonida: czyli zjednoczenie Litwy z Polsk : poema oryginalne, pieśń III,
Berdyczów 1818, s. 37.[/przypis]

Jednak w korespondencji poety z lat 1819-1823 opisy Kowna prawie nie występują. W porównaniu z innymi miejscami na Litwie niewiele tam było do odnotowania. Dopiero po ośmiu miesiącach od przyjazdu, wiosną 1820, Mickiewicz zauważył piękno okolic miasta i słynną dolinę kowieńską, która dzięki jego opisom w Grażynie i Konradzie Wallenrodzie stała się powszechnie znana. Nowi kowieńscy znajomi (prefekt Dobrowolski, rodzina Kowalskich, koledzy nauczyciele) zabierali niekiedy poetę na wspólne wycieczki i spacery w ciekawe miejsca: do klasztoru kamedułów w Pożajściu (dziś w obrębie miasta), do huty, do okolicznych majątków. Ale w porównaniu z tym, co oferowało Wilno czy Nowogródczyzna, nie było to wiele. W listach poety z Kowna najczęściej pojawia się prócz doliny kowieńskiej – Niemen. I kiedy wylewa, i kiedy płyną nim wiciny i baty, transportując wodnym szlakiem towary z Litwy. Położenie Kowna przy ujściu Wilii do Niemna było podstawową racją jego istnienia. Tu łączyły się drogi wodne wschodnich kresów Rzeczpospolitej i północnej Europy. I właśnie to topograficzne usytuowanie przekształciło się w Konradzie Wallenrodzie w obrazy, stanowiące punkt wyjścia do całej akcji poematu. Granica na Niemnie między Litwą i państwem Zakonu – symbolizowała „nienawiść narodów” burzącą porządek natury:

„Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności,
Łączący bratnich narodów dzierżawy,
Już teraz dla nich był progiem wieczności;
I nikt, bez straty życia lub swobody,
Nie mógł przestąpić zakazanej wody.
Tylko gałązka litewskiego chmielu,
Wdziękami pruskiej topoli nęcona,
Pnąc się po wierzbach i po wodnym zielu,
Śmiałe, jak dawniej, wyciąga ramiona
I rzekę kraśnym przeskakując wiankiem,
Na obcym brzegu łączy się z kochankiem.”[przypis]A. Mickiewicz, Dzieła, op. cit., s.71-72.[/przypis]

Z kolei obraz Wilii wpadającej do Niemna posłużył jako alegoria dramatycznej miłości dwojga głównych bohaterów poematu:

„Wilija gardzi doliny kwiatami,
Bo szuka Niemna, swego oblubieńca;
Litwince nudno między Litwinami,
Bo ukochała cudzego młodzieńca.

Niemen w gwałtowne pochwyci ramiona,
Niesie na skały i dzikie przestworza,
Tuli kochankę do zimnego łona,
I giną razem w głębokościach morza.”[przypis]Tamże, s. 83.[/przypis]

Na mapie romantyzmu Kowno nierozerwalnie połączyło się z Mickiewiczem. Tu dojrzał jako człowiek i romantyczny poeta, tu napisał sporo ballad i wierszy, częściowo Dziady, Odę do młodości, Żeglarza; tu spacerował po kowieńskiej dolinie (którą potem nazwano „doliną Mickiewicza”), tu romansował z doktorową Kowalską, bywał stałym gościem w jej domu, tu zarazem rozpamiętywał nieszczęśliwą miłość do Maryli Puttkamerowej. Nic więc dziwnego, że Auguste de Sayve, francuski autor wspomnień z wojen napoleońskich, wydanych w Paryżu w 1833, był przekonany, że to „ojczyzna sławnego poety Mickiewicza”.[przypis]Auguste de Sayve, op. cit., s. 145.[/przypis] W jakimś przenośnym sensie ten Francuz miał – wbrew faktom – rację: do Kowna przybył w 1819 nikomu nie znany absolwent wileńskiego uniwersytetu, a w 1824 po drodze na zesłanie do Rosji żegnał się z tym miastem znany już poeta, autor dwóch głośnych tomów wierszy, otwierających epokę romantyzmu w polskiej literaturze.</document>
<document nplp_id="353" title="Lwów" slug="lwow">Założony przez książąt ruskich Lwów przez wieki był miastem żydowskim. W XX wieku za sprawą mitologii narodowej stał się miastem wyjątkowym – symbolizującym polskość i przywiązanie do tradycji na Kresach Wschodnich. Utrata Lwowa przez Polskę po II wojnie światowej i dramatyczne losy jego mieszkańców przyczyniły się do powstania legendy miasta – ostoi polskości na wschodnich rubieżach dawnego państwa Jagiellonów. Ale nie tylko – obok Wilna Lwów stał się dla współczesnych poetów i pisarzy symbolem małej ojczyzny. Adam Zagajewski pisał:

„Zawsze było za dużo Lwowa, nikt nie umiał

zrozumieć wszystkich dzielnic, usłyszeć

szeptu każdego kamienia, spalonego przez

słońce, cerkiew w nocy milczała zupełnie

inaczej niż katedra, Jezuici chrzcili

rośliny, liść po liściu, lecz one rosły,

rosły bez pamięci, a radość kryła się

wszędzie, w korytarzach i w młynkach do

kawy, które obracały się same, w niebieskich

imbrykach i w krochmalu, który był pierwszym

formalistą, w kroplach deszczu i w kolcach

róż. Pod oknem żółkły zamarznięte forsycje.

Dzwony biły i drżało powietrze, kornety

zakonnic jak szkunery płynęły pod

teatrem, świata było tak wiele, że musiał

bisować nieskończoną ilość razy,

publiczność szalała i nie chciała

opuszczać sali”.

(Jechać do Lwowa, fragment)

Historia tego miejsca pełna była dramatycznych i burzliwych wydarzeń, jednak pierwsza połowa XIX wieku to dla niego czas szczególny. Za sprawą artystów, literatów, historyków zaczęto je identyfikować z wolnością intelektualną, która wpływała na klimat miasta. Zmysł krytyczny i swoisty rodzaj autoironii, jaki się z tym wiązał, wpłynął na rozwój takich literackich form, jak anegdota, paszkwil, pamflet, pastisz. Nie tylko literaci na co dzień zajmowali się opowiadaniem sobie różnych zabawnych i pikantnych historyjek, robili to wszyscy, poczynając od furmanów i straganiarek po urzędników i sklepikarzy. I jeśli nie napisano zbyt wielu utworów ani tym bardziej panegiryków na cześć samego Lwowa, to dlatego, że w centrum uwagi twórców było życie towarzyskie. Nie architektura, pomniki, szerokie ulice, ale barwne życie i ludzie tworzyli aurę tego miasta. Śmiech, jaki rozbrzmiewał na ulicach i na papierze, miał charakter wielowymiarowy i posiadał liczne odcienie: od sarkazmu po rodzaj ciepłego pobłażania. Dowcip był nie tylko monopolem hr. Aleksandra Fredry, w ostre pióra uzbrojeni byli także Józef Dzierzkowski czy bracia Aleksander i Józef Borkowscy. Kronika towarzyska: plotki, skandale i skandaliki, ale także niesprawiedliwość społeczna, głupota i egoizm szlachty i arystokracji były głównym tematem ich utworów. Obrazki lwowskie są świadectwem przekazywanego z pokolenia na pokolenia zmysłu obserwacyjnego, ale także jakiejś wewnętrznej pogody, akceptacji własnego bycia w tym miejscu, zgody na jego ułomności i wady mieszkańców. Publicystyka łatwo przechodziła w literaturę piękną i na odwrót. A formy pograniczne – felietony, reportaże – pozwalały na ujawnienie często złośliwego i przekornego temperamentu twórczego piszących.

Przez dłuższy czas Lwów nie był uznawany za piękny. Na tle Krakowa wypadał niemal mizernie, szaro i nieefektownie.

[caption id="attachment_1294" align="alignnone" width="893"] Lwów – widok miasta[/caption]

Nieliczne renesansowe kamienice nie mogły rywalizować z zabytkami dawnej stolicy, nie było to miasto starożytne, a swój wygląd, o czym wszyscy doskonale wiedzieli, zawdzięczało subsydiom rządu austriackiego, który postanowił uczynić z podrzędnej mieściny miasto nowoczesne. Jednak genius loci Lwowa narodził się nie za sprawą galicyjskiej biurokracji, ale ludzi. Wyjątkowość i niepowtarzalność pojawiły się wraz z romantycznymi spiskowcami. Rzecz charakterystyczna, polityczne zaangażowanie łączyli oni z entuzjazmem dla teatru, sztuki i nauki oraz zabawy.

Choć w mieście rozbrzmiewała polska mowa, to nie ona nadawała mu niezwykły klimat. Mieszały się tu różne języki, kolory, zapachy i dźwięki. Żydzi, Ormianie, Niemcy, Czesi, Rusini oraz Polacy tworzyli wielobarwną mozaikę, przyciągającą aktorów, kupców, masonów, uczonych, szulerów i złodziejów. Jeszcze w latach dwudziestych XIX wieku nic nie zapowiadało, że miasto stanie się galicyjską metropolią. We wspomnieniach księcia Ludwika Jabłonowskiego nie odnajdziemy zachwytu czy sympatii. Z jego opisu wyłania się raczej ponury i przygnębiający obraz prowincjonalnego miasteczka oddalonego od głównych szlaków: „Obraz Lwowa, jakim był w 1817 r., ciekawym być nie może. Była to wprawdzie czterdziestotysięczna, ale brudna i niepokaźna mieścina, otoczona wokół zwaliskami wałów, u nóg których składano z całego miasta po dołach śmiecie. Śródmieście (Krakowską, Ormiańską, Bosacką i Halicką bramą zamknięte, których nazwiska już tylko w pamięci istniały) było mniej więcej do dzisiejszego podobne […] W samym środku Rynku wznosiła się stara wieża ośmiokątna, od dzisiejszej smuklejsza i kształtniejsza, bezpośrednio otaczał ją czworobok jednopiętrowych brudnych kamieniczek, krętymi uliczkami poprzeżynany […] Kilkanaście ubogich sklepów bez wystaw stanowiły ozdobę Rynku, sukna zaś i – jak twierdzą – bogate bławaty leżały po żydowskich sklepach na Ruskiej ulicy, na Rynku była tyko jedna żydowska kamienica rodzinie Mizesów nadana […] Od Chorążczyzny […] wypływała bezwstydnie brudna Pełtew […] Spomiędzy gruzów, gdzie dziś plac Mariacki sterczało parę nędznych dworków z ogródkami i żółcił się odwach na moście […] Hotel George’a, dawniej Rosyjski, stał samotny. Podwalem ciągnęły się dworki i kamieniczki, parkany, sadzawki pełne żab i łysek aż po Krakowskie. Sykstuska, Jezuicka (Jagiellońska), Szeroka (Kopernika) dzisiaj najpiękniejsze ulice miasta pyszniły się lichymi kamieniczkami […] Od Niskiego Zamku (tam gdzie dziś teatr) zaczynało się czarne miasto, do Krakowskiego placu, na nim stały stragany Ormian z wyziną i kawiorem, balie z rybami, kramy z postronkami, owsem, starymi rzemieniami, a za nimi świat kapciów i łachman […] aż po tandetę, po Hyclową Górę i Okopisko […] Całe miasto otoczone było wsiami (dzisiejszymi przedmieściami) Kalinowskich, Jabłonowskich, Komorowskich, Potockich, Lanckorońskich […] Bezleśna góra białego, szczerego piasku ze zwaliskami Wysokiego Zamku dziś czarujący ogród, wtedy sama do przedpotopowej ruiny podobna, ocieniała z tej strony miasto obdrapana […] Brukowanym było całe śródmieście wielkimi okrąglakami, o chodnikach mowy nie były, więc błoto i pył po kostki” (Pamiętniki).

Brudne kamienice, kręte uliczki, sklepy bez wystaw, stragany z tandetą, ruiny zamków i wszechogarniające błoto to w XIX wieku stały element większości wschodnich miast polskich, co nie sprzyjało wzniosłym czy romantycznym uniesieniom. Uroków Lwowa nie dostrzegł też cesarz Józef II, którego sześciokonny zaprzęg ugrzązł, jak mówi legenda, w błocie na środku rynku. Być może ta niefortunna przygoda natchnęła go myślą o konieczności modernizacji miasta, które od 1772 roku znalazło się w granicach monarchii habsburskiej.

Prowincjonalność Lwowa, brud i inne niedogodności nie przeszkadzały polskim magnatom. Potoccy, Tarnowscy, Ponińscy „trzymali tam domy”, Czartoryscy mieszkali nieopodal Kaleczej Góry, Rzewuscy – w kamienicy królewskiej na rynku. Michał Wielhorski, przyjaciel Jana Jakuba Rousseau, który dla niego napisał Uwagi nad rządem polskim, oraz Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” mieli pałace na Krakowskim. Miasto znane z jarmarków i zabaw nie stawiało wysokich wymagań swoim mieszkańcom, każdy mógł oddawać się własnym upodobaniom i zachciankom. Nie podnosiło to jednak poziomu intelektualnego. W 1815 roku przybyły z Kongresówki Stanisław Chołoniewski pisał: „Nie możesz sobie nawet wyobrazić, jak się człowiek we Lwowie nudzić musi. Nie można tu nic skorzystać ze względu na naukę. Wielu ludzi poczciwych znalazłem, ale ani jednego wykształconego. Gromada suchych figur perorujących sofizmatami” (S. Wasylewski, Historie lwowskie). Również i później wielu światłych Polaków i Polek, m.in. Narcyza Żmichowska czy Bronisław Trentowski, z niechęcią wypowiadali się o Lwowie, gdzie w ich opinii panowała tępa beztroska i nieuctwo. W porównaniu z Wilnem czy nawet Poznaniem zarówno samo miasto, jak i cała Galicja postrzegane były jako miejsca pogrążone w marazmie i apatii.

Z rogatek Warszawy i Poznania otoczona kordonem Galicja wydawała się dziwaczną, niemal zamorską krainą. Wyśmiewano się z panujących tam obyczajów. Przedmiotem niekończących się dowcipów był akcent i wiedeńska elegancja. Goszczyński wspominał, że w 1831 roku jego towarzysze broni pochodzący z Galicji nawet na linii frontu nie zapominali o gorsetach i żelazkach do włosów.

Czas sprzyjał wszakże dawnej ormiańskiej osadzie i w krótkim czasie Lwów stał się jednym z najbardziej wyrazistych miast polskich. Tu bowiem powstał ośrodek naukowy Ossolineum, tu rozwijał się uniwersytet, seminarium unickie i prężnie działał teatr. Prawdą jest, że miasto lubiło się bawić i korzystało ze sprzyjających warunków politycznych. Teoretycznie jego położenie oraz bliskość Krakowa skazywały je na drugorzędność i prowincjonalizm. Ale stało się inaczej. Po pierwszym rozbiorze Polski, kiedy Lwów stał się stolicą Galicji i Lodomerii, szybko zaczął się zmieniać. Można też przypuszczać, że rząd austriacki świadomie wybrał go na stolicę prowincji jako przeciwwagę dla Krakowa – niebezpiecznego z powodu swojej historii i nastrojów społecznych. Austriacy wykorzystali położenie rozpościerającego się na pagórkach miasta. Wybudowali proste ulice, duże place oraz parki, jednak w oczach wielu przyjezdnych miasto nadal wydawało się brzydkie, nie podobał się wiedeński styl – mówiono, w duchu epoki, że jest bez twarzy i wyrazu. Jednak po jakimś czasie odwiedzający to miasto literaci zaczęli dostrzegać dobre strony Lwowa, i to Kraków zaczął tracić urok w ich oczach, postrzegany teraz „jako ruina przeszłości” (Deotyma, Pamiętnik, 1843), „trup stolicy” (Honoré de Balzac, 1847) i „miasto grobowe” (Walerian Kalinka, Listy o Krakowie, 1850), „wielkie cmentarzysko” (Józef Ignacy Kraszewski, Zagadki, 1870). W swoich relacjach podróżnicy często przeciwstawiali sobie te miasta – ściśnięty uliczkami, konserwatywny Kraków i wolnomyślicielski Lwów z szerokimi arteriami.

[caption id="attachment_1292" align="alignnone" width="893"] Lwów – ratusz[/caption]

Już na przełomie XVIII i XIX wieku rozpoczęto naprawę dróg i mostów, usprawniono pracę poczty, szkolnictwo nadrabiało zaległości. Jednak dla mieszkańców Lwowa i innych miast galicyjskich najbardziej dokuczliwe były nie nadmierne podatki czy pobór do wojska, ale poczucie bycia obywatelem gorszej kategorii i buta Austriaków. Wielu pamiętnikarzy wspominało suszącą się bieliznę i mundury austriackie w oknach Ratusza. Mimo tych niedogodności szło ku lepszemu – w następstwie kasaty zakonów kontemplacyjnych dokonanej przez Józefa II zostały oddane do użytku publicznego 23 kościoły i klasztory oraz siedem cerkwi. Klasztor i akademia jezuicka, której swego czasu uczniami byli abp Ignacy Krasicki, ks. Grzegorz Piramowicz czy Franciszek Karpiński, zostały przeznaczone na urzędy. Klasztor potrynitarski przerobiono na uniwersytet i gimnazjum, potrynitarski kościół na bibliotekę uniwersytecką. Kościół pofranciszkański stał się siedzibą teatru i pełnił tę funkcję aż do czasu wybudowania nowego gmachu przez Stanisława Skarbka w 1842 roku.

Kiedy przedmieścia połączyły się z centrum, władze przeprowadziły szereg prac regulujących cuchnącą Pełtew. Wzdłuż rzeki urządzono promenadę, czyli Wały Hetmańskie i Wały Gubernatorskie. Józef Dunin Borkowski, autor sonetów pełtewskich, będących parodią Mickiewicza (Pełtew z rana, Pełtew wieczorem), mieszając różne gatunki poetyckie, z humorem opisuje brudną, pełną nieczystości rzekę przepływającą przez miasto. Nie zapomina do obrazu dorzucić obyczajowego drobiazgu, który nadaje tej miniaturowej formie swoisty dramatyzm:

„Słońce głowę schowało ze Świętego Jura

W perły się rosy stroi pokrzywiana łąka

Szybko Pełtew w swym biegu ustawnie się jąka,

Jakby ją łaskotała swawolna natura

[…]

Melodyjnie słuch pieści dźwięk żaba i łąka,

Słychać, jak grzmi złodziejska przed policją skóra”.

(Pełtew wieczorem)

[caption id="attachment_1293" align="alignnone" width="893"] Lwów – Wały Hetmańskie[/caption]

Innymi ulubionym miejscem Borkowskiego był ogród pojezuicki (późniejszy Kościuszki). W satyryczno-realistycznym ujęciu ten park publiczny przeradza się w „miejsce niezwykłe”, w którym w oparach dymu i wyziewów alkoholu rozprawia się i decyduje o losach Europy. Groteska, blichtr, konwencjonalność tworzą ramy dla naszkicowanej przez poetę sceny z życia miasta:

„Błyszczy na stole piwem Europa skreślona

Strategia siłą owsa z butelek wytryska

Dymem kurcząt smażonych natura omglona

Jak twarz starej dewotki zza kwefu połyska

[…]

Pudel po ziemi – piłka po powietrzu lata

A obłok bakunowy przeciąga nad gajem.

Po tych czarach ogrody Pełtewy poznajem

Z tych ingrediencji czas tu powabne dni splata…”.

(Ogród jezuicki)

Kiedy w 1826 roku wichura zwaliła wieżę ratuszową, wybudowano nowy, ogromny gmach z imponującą liczbą 156 pokoi i dziewięciu sal, przypominający raczej koszary niż reprezentacyjny gmach miasta. W 1877 roku rozpoczęto wyburzanie starych fortyfikacji, rozebrano bramy Halicką i Krakowską, urządzając tam spacerowe planty, a po wschodniej stronie miasta już po roku 1830 zrobiono to samo, sadząc drzewa. Około 1840 roku Lwów miał 70 tysięcy mieszkańców, Kraków zaś czy nawet Poznań około 35 tysięcy, było to więc miasto jak na tamte czasy duże. I miało charakter wielonarodowy. Największą grupę stanowili Żydzi (w 1772 roku spośród 25 tysięcy mieszkańców ludności żydowskiej było 14,5 tysiąca). Pierwsze zapiski o Żydach lwowskich pochodzą z najstarszych ksiąg miejskich z roku 1387. Mieszkali oni przy ulicach Żydowskiej (Nowa Żydowska, w 1871 roku przemianowana na Blacharską), Ruskiej, Serbskiej, Boimów (Wekslarskiej) oraz poza śródmieściem w dzielnicach Krakowskiej i Żółkiewskiej. Żydzi mieli więc swoją ulicę Żydowską, Ormianie – Ormiańską, Rusini – Ruską i Ruską Boczną, a nawet Szkoci – Szkocką, nazywaną też Szkockim Targiem. Romantyczny Lwów miał cztery dzielnice: Chorążczyznę, Gródecką, Łyczakowską i cieszącą się złą sławą Żółkiewską, podobno będącą siedliskiem koniokradów, złodziei i wszelkiej maści wyrzutków.
</document>
<document nplp_id="354" title="Drezno" slug="drezno">Stolica Saksonii – barokowe Drezno – zachwycała polskich romantyków. Przybysze przebywali w mieście, którego kształt architektoniczny określiła rozbudowa za ostatnich lat panowania Augusta II, a właściwie można za Kraszewskim mówić o powstaniu nowego miasta w trzecim i czwartym dziesięcioleciu XVIII wieku. Drezno sprzed rozbudowy – to miasto „małe, murami obwiedzione i ściśnięte”, jak czytamy w Hrabinie Cosel. W końcowych partiach tej powieści, pisarz, który spędził w Dreźnie dobrych 20 lat, zamieścił obszerny, „dokumentarny” fragment ukazujący początki takiego Drezna, które ujrzeli romantycy, przybywający nad Elbę sto lat po opisanych przez Kraszewskiego faktach. Oto obszerniejszy opis przemiany „drewnianego” miasta w olśniewającą swym pięknem stolicę: „Drezno, drewniane dotąd i dość niepozorne miasto, rozkazano albo przebudowywać z muru, lub domy sprzedawać. Wzniesiono najprzód ratusz na Starym Rynku. Flemming, Vitzthum, Wackerbarth, Sułkowski musieli wznosić pałace. Od Flemminga odkupił król Pałac Japoński, wprzódy holenderskim zwany. Zakładano ogrody, wznoszono koszary, projektowano monumenta. Stał już piękny Zwinger, cacko w swoim rodzaju, który miał być tylko podwórcem do olbrzymiego pałacu nowego. Piękne drzewa pomarańczowe, które dziś zdobią latem Zwinger, mają bajeczną historię swoją. W tym roku 1731 król naukową ekspedycję wysłał do Afryki, jako balast wrzucono w okręt czterysta ściętych drzew, które do robót tokarskich miały być użyte. Spróbowano je posadzić, większa ich część ożyła. W okolicy Drezna wznosiły się zamki Moritzburg, Hubertsburg, domy letnie w Pillnitz itp.” (Kraszewski 2001: 328). Jak czytamy dalej – nowe gmachy wznosiło dwa tysiące robotników: „piramid gmach, Japoński Pałac, koszary, kościół, twierdzę” (tamże: 329).

To jedyny taki opis Drezna. Oczywiście, w powieściach saskich pojawiają się drezdeńskie realia, ale Kraszewskiego trudno byłoby określić mianem pisarza o wyobraźni architektonicznej. Drezdeńską osobliwość i splendor barokowo-rokokowy stara się oddać inaczej – z upodobaniem opisuje wspaniałe iluminacje miasta, określane mianem „czarodziejskich” (w Hrabinie Cosel i zwłaszcza w Brühlu, gdzie wyobrażenie rozświetlonego miasta pojawia się wielokrotnie), zamiłowanie do opery, widowisk, redut, balów i maskarad. Zresztą w pewnym miejscu wtrąci znamienne zdanie, oddające osiemnastowieczne genius loci miasta: „Berlin po Dreźnie był to klasztór po teatrze” (tamże: 233). Drezno to także miejsce, w którym gromadzono wspaniałe dzieła sztuki, co dało początek słynnej w XIX wieku galerii (w Brühlu pojawia się epizod, w którym Kraszewski opisuje wielką namiętność Augusta II do obrazów).

Interesujące opisanie miasta przedstawił Kraszewski w swych Kartkach z podróży, kompilując notatki z 1865 i 1871 roku. Co ciekawe, w wielu miejscach jego opis przypomina pierwsze „romantyczne” opisanie Drezna, które wyszło spod pióra Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, tak jak zapamiętała stolicę Saksonii z początku lat trzydziestych XIX wieku. Ale też, jak pisze Kraszewski, Drezno lat trzydziestych i to, które opisuje, tak bardzo się nie różnią – powstały nowe kwartały domów, zwłaszcza dla cudzoziemców wybierających stolicę Saksonii jako miejsce osiedlenia: Polaków, Anglików, Rosjan – niemniej stare Drezno utrzymało swój charakter. Z perspektywy drugiej połowy XIX wieku, kiedy swoje wrażenia spisuje Kraszewski, ów genius loci jest bardziej uchwytny, niż wówczas, gdy po raz pierwszy ujrzeli to miasto polscy romantycy. Przede wszystkim specyfikę Drezna – jak Weimaru czy Stuttgartu – określa dla autora Kartek z podróży rezydencjonalny charakter miasta. Jest ciche, spokojne, dość tanie, bez ostentacyjnego zbytku i uwłaczającej biedy. Podobne spostrzeżenie zanotuje Hoffmanowa. Ma swoje osobliwości – w Kartkach z podróży Kraszewski wymienia (to samo zauważyła Hoffmanowa) lektyki i zwyczaj robienia pończoszek przez panie na wolnym powietrzu. Bo i rysem drezdeńskiego stylu życia jest zamiłowanie do przechadzek. Miasto jest tak urządzone – sławne Brühlowskie tarasy i ogrody z Grosser Garten na czele – że drezdeńczycy, „którzy mają wszczepione sobie od dzieciństwa pragnienie świeżego powietrza i swobodnej natury (freie Natur), skoro dzień piękniejszy błyśnie w niedzielę i czas wolniejszy” (Kraszewski 1977: 2, 405) korzystają z przechadzek. Są w tym prawdziwymi mistrzami.

Nieduży stosunkowo obszar starego miasta sprawia, że wszędzie jest blisko; położenie kościołów, zamku, Zwingeru, galerii obrazów, Brühlowskich tarasów, mostu, przez który wystarczy przejść, by zwiedzić Pałac Japoński, zachęca do niespiesznej przechadzki. Drezno, zdaniem Kraszewskiego porównać można jedynie do Florencji, jest to miasto, które ma swoją oryginalną fizjonomię: „Wszystko, co tu widziemy, znajdzie się może gdzie indziej, ale tak ułożone, zrosłe z sobą, zamalgamowane w ten sposób – nigdzie” (tamże: 379).
Drezno i jego okolice przez Klementynę z Tańskich Hoffmanową opisywane
 Klementyna Hoffmanowa przybyła do Drezna 12 grudnia 1831 roku na siedem miesięcy i pozostawiła dość obszerny, bogaty w realia i osobliwości przewodnik, wydany w roku 1858 pt. Drezno i jego okolice. To urocza ramotka, ale przy tym rzeczywiście kopalnia informacji i wrażeń o saksońskiej stolicy, najpełniejsza tego rodzaju publikacja w piśmiennictwie romantycznym.

Drezno zachwyca położeniem, wysokim standardem życia i oczywiście zabytkami. Wiele miejsca poświęca autorka pewnym osobliwościom i cywilizacyjnym udogodnieniom, nieznanym w polskich miastach, jak na przykład uprzątanie śniegu zimą i posypywanie chodników piaskiem lub trocinami. W mieście nie ma rynsztoków, za to „kanały są podziemne, idą pod całym miastem środkiem ulic” (Hoffmanowa 1858: 20). Osobliwością i zarazem udogodnieniem jest zwyczaj noszenia dam w lektykach. Ma to tę przewagę nad powozami, że „w każdym powozie zgnieść suknię i zaziębić się możesz; tu przyjdą po ciebie jeśli chcesz do pokoju, i prosto z gotowalni wsiądziesz do tej karetki; zamkną cię, zaniosą za trzy srebrne grosze gdzie każesz, i wysiądziesz znowu pod dachem, świeża i nie zziębnięta jakby z pudełeczka” (tamże: 23). Inną osobliwością, tym razem architektoniczną, są wykusze, czyli „wystawki”, jak pisze autorka, tu zwane tu erkerami: „[...] jest to jakby ganek umieszczony w środku domu, lub na rogu, wypukły, okrągły, czasami tak duży jak pokoik, i użyteczny w każdej porze roku, bo ma dach swój i okna” (tamże: s. 24). W erkerach można siedzieć albo pracować, w niektórych sprzedają kwiaty i towary.

Drezno liczy 60 tysięcy mieszkańców, wedle przypisku autorki na s. 18 w roku 1853 liczyło ich już 104 500. Na początku lat trzydziestych imponowało czystością i schludnością. Autorka notuje, że zwyczajem jest tu sprzątanie targu przed świętami, dzięki czemu to idealne miasto „dla uczciwej, skromnej, prostej i pracowitej mierności” (Hoffmanowa 1858: 26). Dzisiaj powiedzielibyśmy o wzorcu mieszczańskiego stylu życia, odnajdywanym przez Hoffmanową w Dreźnie. Podobnie o stolicy Saksonii i panujących tam mieszczańskich porządkach pisze Antoni Edward Odyniec (Odyniec 1961: 1, 74). Nie ma nędzy, ani ostentacyjnego bogactwa. Jest więc Drezno miastem spokojnym – w przeciwieństwie do hałaśliwej Warszawy. Hoffmanowa zapisała interesujące spostrzeżenie, że w stolicy Saksonii wieczorem częściej „polską mowę niźli niemiecką słyszałam”, bo skrzętni Sasi już dawno śpią, a Polacy jak to Polacy... Zresztą, nawet zwierzęta są tu „rozsądne” – nie doświadczysz zbiegania koni, potrącenia pieszego, „wywrotu powozu” (Hoffmanowa 1858: 26).

Drezno to „polskie” miasto, jak pisze Hoffmanowa (tamże: 7). Nie eylko za sprawą Sasów zasiadających na polskim tronie, nie tylko za sprawą polskich herbów i pamiątek, które można znaleźć niemal na wszystkich gmachach publicznych. Związek między Polakami a Sasami określa pisarka jako relację między przyrodnim rodzeństwem, nic więc dziwnego, że skoro Polacy utracili swą ojczyznę-matkę, przybywają do Drezna jak do „dobrej ciotki”, która „osieroconą rodzinę przyjmuje, pociesza...” (Hoffmanowa 1858: 7). Zadzierzgnięta zostaje intymna więź rodzinna („ciotczyna”, by pozostać przy dość okropnym określeniu Hoffmanowej, oddającym wszakże ów szczególny rodzaj więzi Polaków i saksońskiej stolicy), wyrażająca się w tym, że jednym przypomina Drezno – Kraków, innym – Wilno (ale nie Warszawę, tylko właśnie dawne stolice). O podobieństwie Drezna do Wilna wspomina też Odyniec w Listach z podróży, dodając, że położenie miasta jest organicznie związane z pięknem okolic, tak że można saksońską stolicę określić mianem „miasta wiejskiego” (Odyniec 1961: 1, 74). (Inaczej „wiejski” charakter miasta widzi Kraszewski, wiążąc go z brakiem ostentacji w ubiorach: wszyscy ubierają się tu podobnie, bez różnicy, król czy mieszczuch: „po domowemu, po wiejsku [...] byle nie rażąco”; Kraszewski 1977: 2, 377). Polskie pamiątki znajdują się także w Rüstkammer na zamku – chaotycznym zbiorze osobliwości: pałasz Batorego, zbroja Sobieskiego, wypchany koń Leszczyńskiego czy figura Augusta II w stroju koronacyjnym.

Już sam wjazd do miasta, co potwierdzają inne relacje, jest przyjemnością. Jeszcze samego miasta podróżny nie widzi, ale w pejzażu odnajduje „znaki”, które okażą się jakby esencją stolicy. To rama – jak pisze Hoffmanowa – a sam obraz? Obraz „dotrzymał, co ramy obiecały”. „Drezno nie jest bardzo rozległe, w wieże i starożytne budowle niebogate; ale massy wysokich domów murowanych, ulica wjezdna szeroka, w sześć rzędów drzewami sadzona, czysta i wspaniała Elba [...] udatny most kamienny na arkadach z krzyżem Zbawiciela w środku, za nim pyszny kościół katolicki, zamek królów, kopuła z koroną Zwingeru, wieże ś. Krzyża i P. Marii, taras Brühla z wspaniałemi schodami, wokoło góry bliskie i dalekie, które okrążając miasto zdają się trzymać je w opiece [...]”. (Hoffmanowa 1858: 9–10 [nazwy własne tu i w cytatach poniżej – wg zapisu ówczesnego wydawcy]).

Drezno – czytamy w pierwszym liście, bo relacja Hoffmanowej przybrała kształt epistolarny – dzieli się na trzy części: Alstadt, „najdawniejsze i najznakomitsze”, na lewym brzegu Elby (nazywa je też „zimowym”, o zwartej zabudowie, domach sześcio- i siedmiopiętrowych), Neustadt, rozbudowane od czasów Augusta II, na prawym brzegu Elby, i Friedrichstadt – określany jako „niewspaniałe”, zamieszkały przez uboższych. Jak podkreśla w swych Kartkach z podróży Kraszewski, dzisiejszy Neustadt „w dawnych pamiętnikach zwał się Starym, a teraźniejsze stare, nowym. Dopiero w r. 1724 zmieniły się przymiotnikami [...] Stare Miasto jest właściwie owym Dreznem sławionym, do którego tysiącami ciągną cudzoziemcy, tu się znajduje wszystko, cokolwiek ich pociągać ku sobie może: zbiory, muzea, pałace, ogrody, teatr” (Kraszewski 1977: 2, 380).

Podobnie pisze Hoffmanowa: „Stare miasto właściwie stolicę stanowi, i każdy przybywający tam zwyczajnie stawa; tu bowiem zamek, najpiękniejsze kościoły, teatr, sklepy, składy, zbiory, resursa, poczta, biura, książęce i pańskie pałace, wyższych urzędników, posłów zagranicznych mieszkania, i najlepsze domy zajezdne, jako to: Goldener Engel, Hôtel de Saxe, Hôtel de Pologne i Stadt Berlin” (Hoffmanowa 1858: 18). Hoffmanowa zwraca uwagę na dwa duże rynki – Neumarkt i Altmarkt – zamykające przestrzeń Starego Miasta oraz piękne uliczki, przyrównywane do ulic Warszawy, jak najznakomitsza Schlossgasse (Zamkowa), „nie szersza od naszej Senatorskiej”; „a wszystkie inne niewiele okazalsze od ś. Jańskiej i Piwnej: niektóre daleko węższe i więcej podobne do długich kurytarzy, niżeli do ulic” (tamże: 19).

W swych systematycznych wędrówkach po mieście zwiedziła Hoffmanowa wszystko to, co powinno się zobaczyć w Dreźnie: naprzód kościoły, Panny Maryi (Frauenkirche), Świętego Krzyża (Kreutzkirche), św. Zofii (Sophiakirche), św. Anny (Annenkirche) i farę na Nowym Mieście (Pfarrkirche). Obszerniej opisała kościół katolicki, stojący nad Elbą, „cały z kamienia ciosowego, z wysoką wieżą na przodzie” (tamże: 40); zwróciła uwagę na rolę muzyki podczas nabożeństw, zwłaszcza żałobnych (pisze wręcz o teatralności tej muzyki) i osobliwy porządek – kilku szwajcarów pilnuje podczas mszy, by kobiety zajmowały miejsca po lewej stronie, panowie zaś – po prawej. „List czwarty” poświęciła Hoffmanowa sławnej galerii obrazów. Utyskuje w nim na chaos w ekspozycji zbiorów, złe oświetlenie, niedogrzewanie sal, brudne ramy i brak „spisu dokładnego” – „kilka razy być trzeba, zanim ładu dojść można” (tamże: 133). Obrazy nie są podzielone na szkoły, przeto Hoffmanowa sama postanawia zrobić porządek: na kilkudziesięciu stronach najpierw daje rys historyczny malarstwa, przedstawia szkoły i mistrzów, i na kolejnych dwudziestu stronach wedle tego porządku (dopowiedzmy – amatorskiego, dyletanckiego porządku) stara się opisać zbiory drezdeńskie. Najczęściej wylicza nazwiska i tytuły, czasem zatrzymuje się przy jakimś obrazie, zamierzając przez szczegół oddać charakter dzieła (na przykład Gerarda Dow: „Dentysta pokazujący ząb dzielnie wyrwany biednemu chłopcu, który go jeszcze szuka palcem w skrwawionych ustach”, tamże: 149). Nie unika wyrazistych ocen, jak w ekfrazie Wenus Tycjana: „Wenus a raczej Wenecjanka jakaś, bo niepodobna do bogini, leży na białem posłaniu bez żadnego odzienia; spojrzawszy na nią jest mimowolna ochota zakryć to ciało pełne życia, i przed oczyma patrzących, i przed zimnem jakie w tych nieogrzanych salach najczęściej panuje” (tamże: 144).

[caption id="attachment_1125" align="alignnone" width="893"] Drezno - Taras Bruhla 1[/caption]
Dygresja o drezdeńskiej Madonnie
Dłuższy opis poświęca klejnotowi kolekcji – Madonnie Sykstyńskiej Rafaela. Dodajmy, że w relacji Odyńca to arcydzieło „króluje” w całej sławnej galerii, określanej jako Elyseum. (Odyniec 1961: 1, 73–74). Hoffmanowa pisze, że pierwszy kontakt z arcydziełem był swego rodzaju rozczarowaniem – tyle słyszała o obrazie, że oczekiwała czegoś innego. Dopiero „za częstszemi odwiedzinami, zaczęłam podzielać uwielbienie powszechne” (Hoffmanowa 1858: 137). Hoffmanowa, starając się opisać dzieło, sięga po autorytet pani de Staël, obszernie ją cytując, ale i tak ma świadomość tajemnicy arcydzieła. Oto fragment opisu: „Wśród nieba zasnutego światłą ćmą aniołów, święta dziewica z boskiem dzieciątkiem na ręku, ciemnobłękitną draperią okryta, ukazuje się stojąca lekko na obłokach, św. Sykście papieżowi i św. Barbarze, którzy w pobożnem zachwyceniu klęczą na ziemi. Dwa aniołki [...] zdaje się, że wyglądają z płótna, tyle im pędzel dał okrągłości” (tamże). Ale opisawszy obraz, zastanawia się: „[...] wyraz tej boskiej dziewicy, myśl malarza, kiedy go stwarzał, jak oddać piórem?” (tamże: 138). Nie udzieli odpowiedzi – pozostanie z tajemnicą arcydzieła. Warto dodać, że Kraszewski w swym opisie galerii zatrzyma się oczywiście nad jej perłą, jak określi Madonnę di San Sisto (i porówna z nią inną Madonnę, Holbeinowską, to „drugie arcydzieło”). Także i on stara się oddać piórem istotę tajemnicy obrazu: „Od pierwszego na obraz wejrzenia oczów od głównej postaci oderwać niepodobna. Nigdy malarstwo nie stanęło wyżej w pochwyceniu niedoścignionego w stworzeniu oblicza, poza którym czuje się pełen tajemnic świat. Rafael chciał postawić nieodgadnioną wielkość w osłonach tych, których oko rozedrzeć nie może, które je trwożą i przerażają” (Kraszewski 1977: 2, 393).

Drezno oszołomiło także młodą pannę Elizę Branicką, późniejszą Krasińską, która przybyła tu po raz pierwszy na przełomie czerwca i lipca 1837 roku, w drodze do modnego Karlsbadu: „Całymi dniami szlifujemy bruki, zatrzymujemy się przed każdym sklepem, oglądamy, wybieramy, kupujemy. Złożyliśmy też kilka wizyt”. To jedno z nielicznych świadectw radości zakupów, jaką daje wizyta w europejskiej metropolii. Ale Drezno ma oczywiście do zaoferowania dużo więcej. Wspaniałe koncerty i przede wszystkim Galerię z Madonną Rafaela. Czarowne miejsce.

Panna Branicka jest zachwycona drezdeńską galerią: „Byliśmy zobaczyć galerię, lecz mam nadzieję, że tam jeszcze wrócimy, bo przelecieliśmy przez nią w wielkim pośpiechu [...] Co za szczęście znaleźć się tutaj. Ja! W Galerii Drezdeńskiej! Wydawało mi się, że to niemożliwe. Poszłam nocą zobaczyć Madonnę. Tyle arcydzieł, wydawało mi się, że śnię! A to jednak była prawda”.

I nagle – epifanijne spotkanie z arcydziełem Rafaela, jedynym takim obrazem pośród innych wspaniałości: „[...] widzę stworzenie podobne do zjawiska pośród glorii aniołów. Bezwiednie natychmiast krzyknęłam, że to Madonna. O tak, to była Ona! Jest w tym obrazie tyle harmonii, coś tak idealnego, tak niebiańskiego, że wydaje się on wznosić nad wszystkie pozostałe. Nie ma w nim nic uderzającego, żadnego kontrastu, żadnego jaskrawego czy żywego koloru, nic tylko ów boski wyraz, który jest wszystkim. To ta Maria pełna Łaski, Królowa Dziewic i Aniołów. Wszystko w niej jest ciche, słodkie, anielskie” (Krasińska z Branickich 1995: 1, 82).

Kolejnym miejscem jest Zwinger, wszakże nie podoba się on Hoffmanowej. Architektura w guście francuskim z czasów Ludwika XIV „przeciążona jest ozdobami”. Obejrzała tu Künstkammer, Modelkammer, „starozakonne pamiątki”, dłużej zatrzymuje się nad zbiorami gabinetu rycin. Opisawszy teatr, mostem przechodzi na drugą stronę Elby (opisując most, zatrzymuje się nad wbudowanym w piątą arkadę pozłacanym krzyżu Zbawiciela, który, jak czytamy w dopisku wydawcy, w 1854 roku porwały wezbrane wody i nie został odnaleziony). Tam godny uwagi jest „Japoński pałac”, zdaniem Hoffmanowej, najpiękniejszy gmach w całym Dreźnie, nazwany tak od zbiorów porcelany japońskiej (August II, „nadzwyczajny lubownik porcelany”, tymi „kosztownemi skorupami” gmach cały ozdobił); ważne miejsce zajmują zbiory porcelany miśnieńskiej, ale uwagę Hoffmanowej przykuwa mieszcząca się tu Biblioteka Królewska. Jej bogate zbiory są przedmiotem dość obszernego opisu.

I wreszcie przechadzki po ogrodach i promenadach drezdeńskich. Drezno to miasto pełne zieleni. Piękne parki i ogrody, małe ogródki w każdym wolnym miejscu, doniczki z kwiatami w oknach. Odyniec podczas pobytu w sierpniu 1829 roku odbywał przechadzki „po Brühlowskim tarasie” oraz „rendez-vous w Grosser Garten” (Odyniec 1961: 1, 66). Najsławniejszy z ogrodów to – jak zapisuje jego nazwę Hoffmanowa – „Gross-Garten”, wprawdzie położony już za rogatkami, ale niezmiernie popularny wśród drezdeńczyków: „Jest to miejsce, gdzie można według upodobania słyszeć koncert uczony, albo dzikich ptasząt śpiewy; znaleźć się w tłumie ludzi, widzieć, być widzianym, albo dumać samotnie w głębokiej ciszy” (Hoffmanowa 1858: s. 197). Inne piękne ogrody i zielone miejsca to: „Antons-Garten”, „Ostra-Allee”, „Orangen-Garten”, „Ogród księcia Maxymiliana”, „Milch-Garten”, „Ogród Markoliniego” oraz przepiękna „Lipowa ulica na nowem mieście”. Sławne miejsca przechadzek to „Taras Brühla” oraz promenady. Tarasy Brühlowskie to najpiękniejsza miejska przechadzka; urządzone zostały „na bardzo wysokim, kamieniem wyłożonym wale, opasanym żelazną kratą, nad samym brzegiem Elby, są poważne drzewa, zacienione ulice, chodniki wygodne, ławki i widok prawdziwie czarujący” (tamże: 193). Niżej płynie „nadobna Elba”, a na jej „złocistych wodach” – żaglowe statki handlowe, kolorowe gondole – za rzeką budowle „nowego miasta, ładne letnie pałacyki, wprost kościół katolicki, most napełniony ludźmi i powozami” (tamże). Można tu trafić na wieczór koncertowy, usiąść przy jednym ze stoliczków zastawionych kawą i ciastkami, słuchać muzyki, oglądać i być oglądanym – być w Dreźnie, po prostu.
Splendor, idylla i krzemienieckie tropy. Słowacki w Dreźnie
 Juliusz Słowacki przebywał w Dreźnie niecałe cztery miesiące, od 1 kwietnia do 25 lipca 1831 roku. W kraju trwa jeszcze powstanie, ale powoli Drezno zapełnia się Polakami, którzy niebawem – po klęsce – tu znajdą swój pierwszy przystanek w pielgrzymowaniu do wolności. Słowacki, jak doskonale zrekonstruowała kontekst jego pobytu w stolicy Saksonii Alina Kowalczykowa (1994: 91–105), trafił do miasta w szczególnym okresie propolskich, wolnościowych nastrojów (zresztą drezdeńczycy lubili Polaków od czasów saskich). Inaczej będzie, kiedy zjawi się tu rok później Mickiewicz – nastroje te zaczną powoli opadać. Entuzjazm wolnościowy zostanie zastąpiony przez politykę rugowania mas uchodźczych z Saksonii.

Słowacki, po Warszawie i Wrocławiu, przywitał Drezno jako miejsce szczęśliwe i piękne, podobne do przestrzeni krzemienieckiej idylli (rozpoznawanej przez niego także w nieodległej Dolinie Plauen: „śliczne miejsce, skały przypominają mi Krzemieniec”; Słowacki 1983: 16), choć oczywiście rozmachem i możliwościami europejskiej, modnej metropolii różne od cichego miasta nad Ikwą. Kowalczykowa nader wnikliwie, sięgając po źródła i materiały z epoki, nakreśliła kontekst pobytu Słowackiego nad Elbą (Kowalczykowa 1994: 91–105). To z jednej strony, ożywione życie towarzyskie Polaków (dla poety ważny był m.in. salon Ewy Dobrzyckiej, o czym donosił matce w liście z 12 kwietnia: „Dóm, gdzie najczęściej bywam, to jest dóm pani Dobrzyckiej” (Słowacki 1983: 16); jej córka pokazywała poecie drezdeńskie miejsca, m.in. Bibliotekę Królewską, mieszczącą się w Pałacu Japońskim, a także okolice podmiejskie; dużo czasu spędzał Słowacki także z Odyńcem), z drugiej – wspaniała i bogata atmosfera kulturalna stolicy Saksonii: koncerty, opera, teatr, muzea, osobliwości, a także – kąpiele w Elbie (o których 6 lipca donosi matce: „w południe kąpię się w Elbie co dnia, co mi bardzo służy, bo woda tej rzeki ma w sobie z gór części żelazne, a zatem jest wzmacniającą” (tamże: 18).

Słowacki zjawił się w mieście w Wielki Piątek, stanął „w hotelu pod «Złotą Koroną»” (tamże: 13); dopytuje matkę w listach, czy to jest ten sam hotel, w którym niegdyś ona się zatrzymywała. Jak pisze, tuż po wyjściu z hotelu trafił na koncert Tarquiniego – i odtąd zaczyna się cała seria niezwykłych podniet estetycznych i intelektualnych. Miejscem jego pobytu, dzięki protekcji Odyńca, którego spotkał pierwszego dnia w „najpiękniejszej cukierni” – wszystko wydaje się tu przybyszowi najpiękniejsze – „Cafe de l`Europe”, stanie się, jak to ustaliła Kowalczykowa, korygując wcześniejsze błędne ustalenia Sawrymowicza, „salonik” przy Neumarkt; nota bene rok później zamieszka tu Mickiewicz (Kowalczykowa 1994: 92).

Widok miał wspaniały: Marienkirche, niedaleko Brühlowskie Tarasy nad Elbą. Jak opisywał matce, z owego saloniku „o 5 oknach” widzi nie tylko miasto, ale przez każde okno – „inną widzę panienkę”: „Salonik cały umeblowany bardzo ładnie, nawet z lampą alabastrową”, a „oprócz ładnego widoku na plac wielki, na kościół, znajduję przyjemność patrząc na ładną córkę mojej gospodyni” (Słowacki 1983: 13). Przez inne okno może rozmawiać z Odyńcem, którego mieszkanie znajduje się naprzeciwko.

Słowacki był drezdeńskim splendorem oszołomiony. Z okazji narodzin królewicza odbywają się parady, strzelają „harmaty”, wiwatuje zgromadzona na bulwarach publiczność. Drezno jest wielkim spektaklem – Słowacki ów spektakl ogląda i w nim uczestniczy. To miejsce różne od Krzemieńca, który teraz wydaje się jemu prowincjonalną – choć jakże miłą – mieściną. „Dziwnie się musi teraz wydawać Krzemieniec, taki spokojny między górami, po których wiatr świszcze” (tamże: 19).

Słowacki zwiedza królewski skarbiec: „Znalazłem w Dreźnie wielu Polaków z Warszawy. Pozawczoraj [10 kwietnia] z trzema spomiędzy nich, z Platerem, bratem Ludwika, z Chwalibogiem i z Mikuliczem, byłem w Grüne Gewölbe” (tamże: 14). Skarbiec nie przypadł mu do gustu, ale wzrok jego zatrzymał się na brylantach zgromadzonych w ostatniej sali – „Przepyszne brylanty! Widziałem brylant 7-my na świecie, zielony” (tamże: 14) – czy nie te brylanty miał przed oczyma, kreśląc później tak liczne w poezji „brylantowe” obrazy? Warto dodać, że odwiedzająca w tym samym niemal czasie ów zbiór „zadziwiających a mało użytecznych robót” Hoffmanowa dłużej zatrzymała się przy teatrzyku ze złota, srebra, drogich kamieni „wystawiającym dwór wielkiego Mogoła w dzień jego urodzin” (Hoffmanowa 1858: 75) oraz dała opis pokoju pełnego klejnotów, przyrównując go do bajki z „Tysiąca i jednej nocy” („Kilkanaście szaf pełnych diamentów różnego koloru, szmaragdów, turkusów, safirów itp. Jest diament biały blisko 50 karatów ważący; drugi zielony 160 gramów; pereł mnóstwo” (tamże: 76). Słowacki zwiedzał Künstkammer (tam zwrócił jego uwagę „zbiór zbroi starożytnych”: „znajduje się w nim dwóch rycerzy na koniach, doskonale dających wyobrażenie o ówczesnych walkach – widzieć to dla poety i malarza bardzo potrzebne” (Słowacki 1983: 16). Chciał odwiedzić słynną galerię malarstwa, o czym pisał w początkach lipca do matki „Galeria Obrazów w Dreźnie wkrótce będzie otwartą – będę w niej całe poranki przepędzał i wielką stąd obiecuję sobie przyjemność” (tamże: 19), ale jak dowodzi Kowalczykowa, najpewniej nie zobaczył Rafaela, Murilla, Veronesa, galeria bowiem miała być wprawdzie otwarta 30 czerwca, ale jak wskazuje list Słowackiego, jeszcze w początkach lipca była zamknięta dla publiczności (Kowalczykowa 1994: 99). Odwiedził, jak wyżej już była o tym mowa, Bibliotekę Królewską – i te odwiedziny w wyobraźni poety wyzwoliły reminiscencję krzemieniecką: „[...] o panu Pawle Jarkowskim ciągle myślałem” (Słowacki 1983: 17). Uczęszczał do opery: „[...] póki była w mieście, zawsze prawie w niej bywałem, a najczęściej asystując jenerałowej Dąbrowskiej” (tamże: 16). Mógł widzieć: Wilhelma Tella Rossiniego, Wolnego strzelca Webera, Czarodziejski flet Mozarta, Niemą z Portici Aubera (jak rekonstruuje ówczesny repertuar Kowalczykowa, 1994: 103). Koncerty – mnóstwo koncertów. No i spacery – po mieście, bulwarami nad Elbą i po Grossen Garten. „Najczęściej chodziemy z Odyńcem do Wielkiego Ogrodu na spacer, dziwiemy się tam często, jak Niemcy mogą cały dzień przepędzać nad szklanką piwa z cygarem w gębie” (list z 6 lipca; Słowacki 1983: 19). Jak spuentowała pobyt Juliusza Słowackiego w Dreźnie autorka monografii poety: „[...] trochę pracował w Bibliotece Królewskiej, trochę pewnie w domu (jeśli tu uzupełniał Żmiję), ale głównie spacerował, zwiedzał, oglądał miasto, bywał na wizytach, w operze i w teatrze” (Kowalczykowa 1994: 104).

Także okolice Drezna urzekły Słowackiego. O jednej z wycieczek napisał do matki: „Śliczne są okolice Drezna – wczoraj panna Dobrzycka i pa[nna] Ashton Angielka zaprowadziły mnie do Briessnitz nad Elbą. [Nie widz]iałem jeszcze w życiu piękniejszego miejsca. Siedzieliśmy z pół [godziny] na płaskim szczycie świątyni, podobnej do Chłodnika Tetydy w Zofiówce; byliśmy jak zawieszeni nad Elbą. Z drugiej strony rzeki śliczne równiny, z prawej strony w odległości ładne Drezno, a okna domów przy zachodzącym słońcu paliły się jak tysiączne lampy. Kilka statków z rozpiętymi żaglami płynęło po wodzie – i kilka czółen rybackich”. Jakże romantyczny obraz maluje Słowacki! Nakreśliwszy ów portret najpiękniejszego miejsca spośród dotąd na świecie widzianych, zanotował znamienne słowa: „Oto jest obraz, który tak wprawia w smutne zamyślenie, że przez cały czas, pomimo etykiety, słowa do dam nie przemówiłem” (Słowacki 1983: 19).

25 lipca 1831 roku nieoczekiwanie, choć marzył o tym od miesięcy, otrzymał poeta do spełnienia patriotyczną misję kurierską. Przybyły z Poznańskiego Hieronim Gorzeński wręczył mu listy (Kowalczykowa 1994: 97, 104). „Dnia 25 lipca spokojnie sobie siedziałem w Dreźnie i z rana zapijałem niemiecką kawę, wtem drzwi się otwierają, wchodzi nieznajomy jegomość i powiada mi, że przywiózł listy od siostry mojej, z którymi jak najprędzej do Paryża i do Londynu mam jechać”. Cóż było robić. „Siostrzyczka moja była trochę chora i chciała, żeby ją tamtejsi doktorowie ratowali [...] O godzinie 12 w południe wyjechałem z Drezna” (Słowacki 1983: 20–21) – pisał do matki już z Londynu 6 sierpnia 1831 roku.

Chociaż Drezno nie zostawiło śladu w twórczości Słowackiego, te kilka listów to świadectwo idylli rozegranej w nadzwyczaj spektakularnych dekoracjach barokowego miasta nad Elbą.
Miasto natchnienia. Drezno Mickiewicza
Po raz pierwszy Mickiewicz znalazł się w Dreźnie w drodze z Rosji do Italii przez Szwajcarię na przełomie czerwca i lipca 1829 roku. Przebywał tam krótko, ledwie do połowy lipca, ale po Berlinie miasto wydało się mu, choć „ciasne i ciemne”, to jednak „milsze daleko”, jak pisał w liście do Franciszka Malewskiego około 10 lipca (Mickiewicz 1998: 606).

Mickiewicz był Dreznem zachwycony, chłonął jego atmosferę: „Mamy o pięćdziesiąt kroków Elbę i piękne przechadzki. Mam tyle do widzenia rzeczy!” (tamże). Opisał Malewskiemu rozkład swego drezdeńskiego dnia: „[...] o 6 (jeśli pogoda) w szkole pływania; po ósmej idę z katalogiem w kieszeni do galerii obrazów i tam siedzę, a raczej chodzę do 12 lub drugiej; potem z kochanym Jenerałem [Karolem Kniaziewiczem] gdzieś na obiad – lub gawędka, lub wizyty” (tamże: 606–607). Mickiewicz udziela się towarzysko. Bywa w kilku polskich domach – u państwa Łabęckich, w domu Ewy i Salomei Dobrzyckich; jak już wiemy, często bywał tu także Słowacki, o salonie pani Ewy Dobrzyckiej pisze też Odyniec w Listach z podróży, określając jej dom jako „główne ognisko” polskości, sama zaś p. Dobrzycka określona jest wielce pochlebnie jako „matrona-opiekunka polskiego towarzystwa” (Odyniec 1961: 1, 80). Na pewno wielkie wrażenie wywarła na poecie galeria obrazów – w liście daje wzmiankę, iż warto by o niej obszerniej napisać (tak jak i o niektórych Polakach, którzy tu bawią).

Kilka dni przebywał w Dreźnie także na początku sierpnia 1831 roku, skąd wyruszył do Wielkopolski. Stamtąd, po klęsce powstania, zawitał tu z powrotem, w czasie gdy miasto na kilka miesięcy stało się ważnym skupiskiem polskiego wychodźstwa. Mickiewicz bywa u Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, poznaje Klaudynę Potocką i Adolfa Cichowskiego (bohatera sceny więziennej Dziadów drezdeńskich). W mieście przebywają m.in. Antoni Edward Odyniec, Wincenty Pol, Ignacy Domeyko, Stefan Garczyński, Antoni Gorecki (Siwicka w: Mickiewicz. Encyklopedia 2001: 123).

W pisanych w tym czasie listach pojawia się formuła „przykucia” do miejsca (np. w liście do Flory Laskarys z 20 marca 1832; Mickiewicz 1998: 137), co można rozumieć dwojako. Brak paszportu uniemożliwia oczywiście swobodne poruszanie się – to jedno; ale w innych listach pojawia się jeszcze inne rozumienie owego „przykucia” do Drezna, a nawet do jednego niedużego pokoju. Przebywał tu poeta od początku marca do 23 czerwca 1832 roku. Mieszkał przy Töpfergasse, „w pobliżu Brülowskiego tarasu”, wedle świadectwa Domeyki („Mieszkałem z Wrotnowskim i Weyssenhoffem niedaleko Starego placu. Mickiewicz, Odyniec, Garczyński, każdy po osobno, mieli swoje mieszkania jedni przy drugich w pobliżu Brülowskiego tarasu”; Domeyko 1962: 1, 96), na drugim piętrze, w pokoju o pięciu oknach (Mickiewicz. Encyklopedia 2001: 129). W liście do brata Franciszka donosi: „Mnie tu dosyć dobrze w Dreźnie, zasklepiłem się w domu i wiele teraz piszę” (Mickiewicz 1998: 144). „Przykucie”, „zasklepienie”, a więc ścisły związek z pewnym miejscem staje się nieodrodnym elementem twórczej weny. Do Józefa Taczanowskiego napisał Mickiewicz w połowie kwietnia: „Przyjdzie nam tu święta samotnie przepędzić. Nigdzie zgoła nie bywam i rzadko nawet wychylam z domu” (tamże: 146). Ta sama fraza pojawi się w liście do Józefa Grabowskiego z 29 kwietnia („Nie wychylam się wcale z domu”; tamże: 152). O smutku Mickiewicza pisał Domeyko, wiążąc ów stan z przybliżającą się klęską powstania. Ale kiedy pozostawali we czterech, tj. oprócz Mickiewicza i Domeyki jeszcze Odyniec i Garczyński, rychło „rozpogadzało mu się czoło”. Mickiewicz niekiedy czytywał fragmenty z tego, co pisał, palił „bezustannie fajkę”. W tym przyjacielskim gronie chodzili na operę i przechadzki. „Niemało też chwil przyjemnych przepędziliśmy razem w Galerii obrazów przed boską Madonną Rafaela, przy Nocy Correggia, przy Chrystusie Tycjana” (Domeyko 1962: 1, 97).

Ten pobyt, jakkolwiek dość krótki, na trwałe związał miejsce z Mickiewiczowską biografią twórczą – to tu powstaje arcydzieło Dziady. Część III, zwane Dziadami drezdeńskimi ([Przedmowa], Objaśnienia [poety] i wiersz Do przyjaciół Moskali powstały później). Tu śni się poecie niezwykły sen – zimowy, z ewangelicznymi tropami przemiany pejzażu w pachnący różami i „jaźminem” zapach Włoch, to w tym śnie ujrzał ludzi ubranych w białe i czarne szaty, ujrzał Ewę Ankwiczównę (w autografie napisał „ujrzałem Ewę-Henryetę”) i wysłuchał jej tajemniczej opowieści; ten „cichy” – pozornie cichy – sen jest bardzo znaczącym drezdeńskim tropem, skoro przed tekstem zapisu położył poeta słowa „Miałem sen w Dreźnie 1831 marca 23 [w autografie data ta: rok, jest omyłkowy – choć jakże znaczący w tej omyłce!], który ciemny i dla mnie niezrozumiany. Wstawszy, zapisałem go wierszem. – Teraz, 1840, przepisuję dla pamiątki”. Jak ważny musiał być ten sen drezdeński, zapisany w 1832 i ponownie – w 1840 roku. Ten wiersz na zawsze odsłonił inne Drezno – „ciemnej”, „niezrozumianej” tajemnicy, która śni się właśnie tam, a nie gdzie indziej, która w swych obrazach, nigdy do końca niezinterpretowanych, zawiera wszakże, mówiąc bardzo tu ostrożnie – bo poruszamy się przecież w strefie groźnej i niejasnej tajemnicy – wewnętrzne pejzaże oniryczne: pejzażu zimy (inaczej zapisanego, ale wszak obecnego w powstających w tym czasie Dziadach), światła, które odkrywa niebo – niebo Italii – ujrzane i zapamiętane we wcześniejszej podróży włoskiej. W onirycznej przestrzeni ujawnia się – właśnie w Dreźnie – jakiś inny pejzaż, pozwólmy sobie na parafrazę, świeżego zapachu Włoch, zamkniętego w róże i jaśminy. I tylko sen mógł zmieścić w sobie tak różne przestrzenie – zimy, róż Italii i drezdeńskiego pokoju po obudzeniu.

Mickiewicz zaczyna pracę nad arcydramatem kilka dni po owym niezwykłym śnie, około 29 marca, kończy ją niezwykle szybko, bo w niedzielę przewodnią 29 kwietnia 1832. Jeśli wierzyć relacji Odyńca, impulsem do rozbicia „bani z poezją” były: modlitwa w kościele i spektakl opery Mozarta Czarodziejski flet. Domeyko w swych pamiętnikach podkreśli, że: „Nade wszystko główną pociechę i ożywienie, rozkosz wewnętrzną znajdowaliśmy na niedzielnych mszach w katedrze, uposażonej wyborną muzyką religijną” (Domeyko 1962: 1, 97).

W roku 1832 w Dreźnie Mickiewicz pisze także inne utwory: pracuje nad przekładem Giaura Byrona, tworzy wiersze powstańcze: Redutę Ordona – druga redakcja, Śmierć Pułkownika, Pieśń żołnierza („Ja w mej chacie spać nie mogę...”), Pieśń pielgrzyma („Te rozkwitłe świeżo drzewa...”), liryki religijne, jak: Mędrcy, Rozum i wiara, prawdopodobnie Rozmowa wieczorna. Pisze dużo. Jak donosi w listach: „po otrętwieniu przeszłorocznym [...] wracam teraz do dawnych zatrudnień, wiele rzeczy w tych czasach tłumaczę, inne kończę, inne zaczynam”(Mickiewicz 1998: 146). Kiedy indziej pisze, że stał się „Schreibmaschiną” (w liście do Józefa Grabowskiego z 29 kwietnia, a więc po ukończeniu Dziadów; tamże: 152). „Tak tu jestem zatrudniony od kilku tygodni, że ledwie mam czas brodę ogolić” – to do brata Franciszka, też 29 kwietnia (tamże: 154). I w tym samym liście, z nieukrywaną dumą: „Pisałem tyle, że liczba wierszy skleconych w ciągu tego miesiąca wyrównywa trzeciej części, a może i połowie wszystkiego, com dotąd ogłosił” (tamże).

Zarazem pojawi się bardzo szczególne określenie drezdeńskiego genius loci – bez reszty w listach wiązanego z „zamknięciem” w twórczości, a chciałbym tę formułę rozumieć jak najbardziej dosłownie: jako uwięzienie, przymus. Mickiewicz jest zamknięty w mieście, w jednym pokoju, swym przyjaciołom donosi, że nie bywa nigdzie. Widuje się jedynie z Odyńcem i Garczyńskim. Pisze, bo musi to, co pisze, skończyć, jest więc w pisaniu jak najdosłowniej zamknięty. A dopóki swego pisania nie skończy, jak to określił w liście do Grabowskiego: „nie ruszę z Drezna, chyba mię wypędzą” (tamże: 152). Musi skończyć Dziady, bo to sprawa polityczna, ważna, narodowa – „tyczy się mniej lub więcej naszej sprawy”, „to dziełko uważam jako kontynuacją wojny, którą teraz, kiedy miecze schowane, dalej trzeba piórami prowadzić” – donosi Lelewelowi (tamże: 156). Jeśli tak, to drezdeńskie „zamknięcie” Mickiewicza jawić się winno jako jedno z najważniejszych „więzień” na mapie polskiego romantyzmu. Inne to więzienie od wileńskiego, z Dziadów, tam w Dreźnie zapisywanego, ale jakże konieczne, by można było nakreślić topografię sceny więziennej Polaków wszystkich czasów.

Kiedy skończył, mógł poczuć się lekkim i lekko donosił bratu Franciszkowi, że wreszcie może Drezno opuścić (choć inne powody pojawiły się w liście do Zinaidy Wołkońskiej): „Będziesz zapewne widział się z Odyńcem i od niego dowiesz się w szczegółach o moim tu pobycie. Jestem zdrów, nic teraz nie robię, bo prawie wszystko, com zamierzył, pokończyłem; tyję tedy w dawnym lenistwie, zamiarów żadnych na dal nie mam, bo któż teraz z jutrem żyje?” (tamże: 162).

Drezno opuścił 23 czerwca, kierując się przez Strasbourg do Paryża.

[caption id="attachment_1126" align="alignnone" width="893"] Drezno - Taras Bruhla 2[/caption]
Miasto „przeklęte” Krasińskiego
Krasiński bywał w Dreźnie wielokrotnie, najczęściej przejazdem, choć było też kilka pobytów dłuższych, kiedy mógł korzystać z możliwości, które oferowało miasto. Jednak od 26 lipca 1843 roku dla niego stało się Drezno miastem „przeklętym”, „ohydnym”, jak donosił w histerycznej pozie adresatom swej korespondencji. „Przeklęte”, bo tu odbył się wymuszony przez ojca ślub z Elizą Branicką; ślub, który oczywiście niszczył niezwykłą więź poety z Delfiną Potocką.

Pierwszy, o którym wiemy więcej, dłuższy, kilkudniowy pobyt Krasińskiego w Dreźnie, z przełomu sierpnia i września 1841 roku, to przede wszystkim wizyta w operze i fascynujące przedstawienia z Karoliną Unger i Napoleone Marianim w Łucji z Lammermooru i Belisarii Donizettiego. Ale wirtuozeria gwiazd opery przypomina Krasińskiemu – oczywiście – śpiew Delfiny. Drezno staje się przestrzenią marzenia i nieukojonej tęsknoty za ukochaną. Miejsce, w którym przebywa Krasiński – znamy to z wielu listów pisanych do Delfiny czy do pani Bobrowej – przestaje jakby istnieć, staje się przestrzenią marzenia, wspomnień, tęsknoty, żalu. To dlatego w tej korespondencji tak mało Drezna, że tak dużo czującego „ja”, boleśnie przeżywającego dramat rozstania. Miejsce będzie o tyle istotne (nie każde w jednakowym natężeniu emocjonalnym), o ile romantyczne „ja” wykreśli w nim swoją przestrzeń przeżyć. Mogą one odnosić się do natury, jak w Alpach czy na Sycylii, czy do doświadczenia kultury, jak w Rzymie, ale w każdym przypadku miejsce staje się swoistą sceną spektaklu romantycznego „ja” i Wielkiej Nieobecnej. Bez Delfiny wszystko blaknie, kiedy zaś Krasiński jest z ukochaną, to sceneria nie ma znaczenia; czasem wraca po jakimś czasie – i wtedy opis owych dekoracji teatru uczuć (miejsca czy miejsc) nadaje im większą intensywność niż ta odczuwana w trakcie realnych przeżyć. Z Dreznem jest inaczej. List z 3 września 1841 roku jest bodaj jedynym „zawiązkiem” takiego widzenia miejsca – Drezna, jakim mogłoby się ono stać, gdyby nie 25 lipca 1843 roku. Drezno, w którym „po wysłuchaniu Lucji” pamięć podsuwa tak intensywne doznanie miejsca, że Drezno jako takie jest odsunięte na plan dalszy; miejsca, w którym własna topografia symboliczna zagarnia realne doznanie; w którym całą przestrzeń zagarnia Nieobecna (Delfina) – tak się działo też na Sycylii, w marzonych kurortach niemieckich, w Paryżu, Nicei. Wszędzie brak, nieobecność potęgowały skrajnie podmiotowe przeżycie miejsca. Oczywiście, ten rodzaj przeżywania miejsca niewiele ma wspólnego z turystyką romantyczną. Kiedy Krasiński pisze w liście do Delfiny Potockiej: „Doskonała, malibranowa metoda Ungerowej i śliczny głos Morianiego rozdarły mi duszę, bo mi Twoją metodę i Twój głos boski przypomniały. Nie możesz pojąć, jak zacząłem w tych czasach tęsknić za Twoim śpiewem” (Krasiński 1975: 1, 334), unieważnia Drezno „realne”, bez reszty wpisując w przestrzeń miasta, w którym przebywa, swoją ukochaną i własne uczucia, związane z jej brakiem. Dlatego napisze: „Pójdę na Lucję dzisiaj, by płakać i konać z tęsknoty za Tobą, o droga” (tamże: 335). Te kilka dni Delfina wypełniła bez reszty. Nie mamy wiedzy na temat tego, czy Krasiński zwiedzał, czy bywał. Wiemy natomiast, że szukał pieska i znalazł: „rok ma już, fizjonomia pełna wierności i jakiejś tęsknoty, melancholii jakiejś” (tamże: 336). Drezno Krasińskiego z tamtego czasu – to opera, to śpiew Delfiny przywołany i marzony, to melancholia rozstania, odczuwana w obcym miejscu, to melancholijny piesek, którego nazwał Iry.

Drezno natomiast, do którego poeta przybywa, by wziąć ślub z Elizą, staje się odtąd „przeklętym Dreznem”, jak donosi pani Delfinie. Ślub odbył się w kaplicy królewskiej i był „wydarzeniem sezonu letniego 1843 roku”, jak pisze Zbigniew Sudolski (1997: 314). Przybył ojciec pana młodego – generał Krasiński, stawili się licznie Braniccy i Potoccy, hrabina Małachowska, tudzież hrabiny Woroncow i Choaseil z córkami, księstwo Odescalchi i inni. W listach pisanych tuż przed ślubem i tuż po owym „horrendum” (to słowa Krasińskiego, rzecz jasna, z listu do Lubomirskiego) ujawnia się szczególne doznanie miejsca: „Mój Jerzy! Bardzo źle ze mną, stoję między śmiercią a szaleństwem. Wczoraj przyjechałem, postawiono mnie w domu osobnym przy samej Pirna-Thor, w domu przeklętym. Cała familia mnie otoczyła – umieram – dniem i nocą modlę się do Sorrenta [Delfiny]” (Krasiński 1965: 146). Zauważmy – do Drezna nieszczęśnik „przyjechał”, ale znalazłszy się w tym mieście „przeklętym”, ba!, w domu „przeklętym” jak to miasto, został tam „postawiony”. Żywy trup w Dreźnie. Udaje się do kościoła, przystępuje do spowiedzi, a po powrocie idzie „do innego pokoju” i pisze listy do Delfiny i Jerzego Lubomirskiego. To wtedy posyła 20 tysięcy franków na zakup willi w Nicei – Nicea stanie się miejscem intymnym, a Willa Rey najważniejszym miejscem na ziemi.

„Jak to wszystko się zrobiło, nie wiem – poszedłem i wróciłem z kościoła jak pies przez hyclów prowadzon” (w liście do Lubomirskiego; tamże: 151). „Zrobiło się” – oczywiście – bo nic nie dzieje się inaczej w tym mieście, o którym znów w nagłówku listu przeczytamy „31 lipca 1843, przeklęte Drezno”. Tuż przed opuszczeniem Drezna (co nastąpiło 10 sierpnia) pisze Krasiński do Delfiny słowa, które podsumują ten drezdeński epizod, wiążące w jedność egzystencję i miejsce w formie dirae – złorzeczenia rzuconego miastu w serii wspaniałych powtórzeń:

„Aniele mój! Raz ostatni piszę, z tego miasta, które niechaj będzie przeklętym; z tego miasta, w którym zguba moja poczętą jest [...] a skąd wyjeżdżając, puszczam się w długi smętek, w powolną zgryzotę, w leniwą rozpacz, zanurzam się w brak absolutny życia, w pustynią serca, w nicość, w śmierć wieczną! Przeklinam raz jeszcze to miasto i każden dzień mój w nim, wyjąwszy chwile, w których wspominałem Ciebie i modliłem się za Ciebie! Przeklinam to miasto, w którym uczułem, żem mały, niski, prawie podły, bezwładny, niemocny rozerwać z zewnątrz na mnie zarzucone sieci. Przeklinam to miasto, w którym tak rozpaczałem wydzierając się duchem całym do Ciebie, a nie mogąc ani krokiem jednym ku Tobie postąpić. Ach! Przeklinam wszystko, co tu się stało, wszystko, com tu widział, słyszał, czuł, dotknął – i wyjeżdżam stąd, jakom przybył – w rozpaczy!” (Krasiński 1975: 2, 8).

Dokonała się oto anihilacja miejsca. Kiedy po kilku latach, w październiku 1847 roku, przyjedzie tu na ślub siostry swojej żony Elizy, Katarzyny Branickiej, z Adamem Potockim, donosił w liście do Delfiny 15 listopada: „Mnie nieznośnie tu” (tamże: 3, 450). Był w Dreźnie jeszcze kilka razy. W grudniu 1852 doznał tu ataku kamieni nerkowych – jak pisał do Cieszkowskiego, tarzał się i ryczał z bólu wniebogłosy. Kilka miesięcy przed śmiercią, mocno schorowany, udał się z Ems do Drezna, gdzie przebywał około miesiąca – do 4 listopada 1858 roku. Zatrzymał się w „Hotelu Angielskim”, gdzie pojawiła się pani Potocka i następnie, z początkiem listopada, żona z dziećmi. Antoni Rolle pozostawił krótki opis miejsca ostatniego pobytu Krasińskiego w Dreźnie: „Na początku października [...] postrzegłem, że placyk, na którym wznosił się hotel, słomą był wyłożony. Dowiedziałem się, że nastąpiło to z racji choroby gościa, hrabiego polskiego, który przybył z Paryża [...] Znamiona zbliżającego się zgonu nosił na czole opromienionym nimbem niewysłowionego smutku [...] Na schodach hotelu spotkałem odźwiernego dźwigającego z gracją tym panom właściwą tłumoczek niewielki; za nim, w pewnym oddaleniu, podążała kobieta w podróżnym stroju, słusznego wzrostu, kształtna, z twarzą zakrytą ciemną zasłoną. Była to pani Delfina Potocka” (za: Sudolski 1997: 526–527).

Jak czytamy w ostatnim zachowanym liście do Delfiny Potockiej (w Wypisach… Józefa Kallenbacha), z 13 listopada 1858 roku, „Jeszcze Delfinie wiezie do Paryża ulubione jej cygaretki i z Drezna szwedzkich rękawiczek!” (Krasiński 1994: 661). Z miasta „przeklętego” wiezie więc prezent tej, którą na zawsze związał z tym miejscem – miastem marzonym obok „realnego”. Innym od „przeklętego” z 1843 roku.
Adresy Kraszewskiego
Kraszewski spędził w Dreźnie ponad 20 emigracyjnych lat. Przebywał tu najdłużej spośród polskich romantyków. Żył sam, żona, z którą małżeństwo już wcześniej się rozpadło, pozostała w kraju, podobnie jak dzieci (jeden z synów wrócił z Syberii, córka zmarła na zesłaniu). Najpierw mieszkał na Pragerstrasse 14. Swój pobyt w Dreźnie przyrównywał do siedzenia „w pustyni”; pisał do brata 17 marca 1863: „Moje położenie dziwne, przykre i nienormalne. Jeżeli to potrwa, nie ręczę, czy w tym pustym Dreźnie wysiedzę” (Kraszewski 1993: 19). Ale „wysiadywał”, mimo „myśli rozpaczliwych i czarnych”. Pod kolejnym adresem – Augustusstrasse 6, od roku 1864 – swoje położenie określał jako „ciężki żywot niedostatku” (tamże: 23). Swój drezdeński pobyt odczuwa także jako tożsamy z polskim doświadczeniem wychodźstwa – istnienie tymczasowe, bez perspektyw i możliwości zapuszczenia korzeni w nowym miejscu. „Z Niemiec w ogóle wypędzają wszystkich, we Francji ledwie cierpią, w Szwajcarii znoszą poczciwie” (tamże: 29). Drezno też jest pełne „rozbitków wszelakiego rodzaju”. Pisarz stara się żyć w miarę spokojnie: pobudka o 8 rano, herbata, malowanie do 13, obiad, potem krótka przechadzka, lektury i do 1 czy 2 w nocy pisanie powieści (tamże: 31). Jego drezdeńska egzystencja toczy się więc przede wszystkim w czterech ścianach wynajmowanego mieszkania. Następnym adresem jest Pragerstrase 16, parter. W kwietniu 1867 donosi bratu o monotonii tutejszego życia: „w ciągłym zajęciu, mało ma wypadków i rozmaitości” (tamże: 52). Kilkanaście godzin dziennie „nad papierem” – taki styl życia trwa i w kolejnych latach. Pisze, że rzadko bywa, nigdzie nie uczęszcza, jeśli już, to na obiady do ciotki (w swych wspomnieniach Maria z Przezdzieckich Walewska notuje, że pisarz był „rzadkim, ale bardzo oczekiwanym gościem w salonach ówczesnej Polonii”; 1930: 118). Musi pracować, by się utrzymać (a potem także drukarnię, którą założył tam w 1868 roku; to będzie kolejny adres drezdeński Kraszewskiego). Ale kiedy w lipcu 1867 roku zaprasza tu brata, zachęca go: „Muzyki w Dreźnie nasłuchasz się dobrej i po uszy napatrzysz obrazów”. Nie omieszka przytoczyć istotnego szczegółu swego adresu w drobnym wtrąceniu: „(I jest wychodek doskonały, co dla chorego rzecz ważna, po winogronach zwłaszcza. Perfekcja...)” (tamże: 61). Od listopada 1867 Kraszewski zamieszkuje na Dippoldiswaldergasse 8, parterre. To z czasów poprzedniego lub właśnie tego adresu zapamiętała wygląd pracowni pisarza Maria z Przezdzieckich Walewska, kiedy jako podlotek (urodziła się ok. 1850) przybyła z listem zapraszającym na podwieczorek. „Rozglądałyśmy się z ciekawością po pokoju, raczej po pracowni. Fortepian otwarty i na pulpicie piosnka do słów J.I. Kraszewskiego, którą pewnie autor próbował zagrać; na stalugach krajobraz wołyński niedokończony – dziewczyna niosąca kubeł wody wśród drzew – z dala lekkie wzgórza i kołyszące się żyta. W środku jedno duże biuro zawalone książkami, gazetami, materiałem do roboty, przy murach szafy z książkami – dwa biurka stojące i na każdym prace rozpoczęte. Niedyskretnie udało się zbliżyć do jednego z nich – były tam o ile sobie przypominam korespondencje do Warszawy do tygodnika ilustrowanego «Kłosów»; na drugiem leżały artykuły przeznaczone do Krakowa, Lwowa i Poznania. Na białych stronnicach, prawie bez żadnych przemazań, były opisane innemi słowami i z innymi szczegółami fakta często te same, recenzje dzieł literackich i sztuki” (Walewska z Przeździeckich 1930: 120–121). Kolejny adres pisarza to Pillnitzerstrasse 33. Od marca 1873 do połowy roku 1879 mieszka na Nordstrasse 27 (dzisiaj ulica nazywa się tak samo, ale jest to numer 28 i mieści się tam Muzeum Kraszewskiego, jedyna taka placówka poza granicami kraju). To już właściwie poza miastem – domek mały, ale ładny, z ogródkiem, nad brzegiem rzeczki. Przypomina dom dzieciństwa w Romanowie – i to jest pewnie główny argument na rzecz przeprowadzki. Kilkakrotnie ów romanowski trop przewija się w korespondencji.

„Ale drzewa i cień” (Kraszewski 1993: 132), domek „pod kasztanem i lipą” – to także miejsce wytężonej pracy („Ciotka mnie obdarzyła na nowe gospodarstwo biurkiem i krzesłem do niego”; tamże: 141). W tej przeprowadzce z miasta „na pustkowie”, jak w innym liście określił nowy adres, jest coś z symbolicznego powrotu do szlacheckiego dworu, nic to, że na obczyźnie. To miejsce intymne, bliskie, właśnie „dziecięce”, choćby w swej skali: „Żal mi, że chaty mojej nie zobaczysz – pisze do brata Kajetana 12 lipca 1874 roku. – Po Romanowie ta posiadłość miniaturowa wydałaby Ci się śmieszną, ale jest las dokoła, strumień pod oknami, za kilka tygodni wodotrysk będzie bił przed domkiem, a na piasku szczerym rosną niewybredne kwiatki. Wygląda to schludnie, ciasno i biedno, ale Bogu dzięki i za to” (tamże: 165). W innym liście intymne piękno wnętrza zostanie odmalowane w konwencji idyllicznej – jakże polska, swojska to idylla. Domek mały, ale ładny, podkreśla Kraszewski, stare drzewa, dużo „kwiatków”. „Biblioteczka i ciupki pełne różnych starych pamiątek. Między innymi tarcza żelazna z herbem Łabędź, zbroje dawne, ryngraf z N.P. Częstochowską, szable itp. [...] W pokoju i w ogrodzie ani pyłku nigdy, tak czyściuchno, aż do pedanterii” (tamże: 171).

Jednak po sześciu latach pisarz zaczyna na ten domek utyskiwać – stanie się „chatyną”, w której wszystko „ciupkie” i biedne. Kupuje dom niedaleko – Nordstrasse 31 – i to już będzie jego ostatni drezdeński adres. Po więzieniu magdeburskim, u schyłku życia, schorowany i zmęczony, wyjeżdża do Italii a stamtąd do Genewy, gdzie umrze.

Ów ostatni adres drezdeński opisał Kraszewski w liście do brata 18 grudnia 1879 roku:

„Przeniosłem się do nowego domu, nr 31 Nordstrasse, bez żadnego porównania wygodniejszego, bo mi nogi nie marzną i ciepło mam, nie wieje z kątów. Przez 7 lat cierpiałem tak w tej poczciwej chatce, że to się wypowiedzieć nie da. Od pieca piekło, od dołu i z boku wiało, katar był niepozbyty”. Dzięcięca idylla „romanowsko-drezdeńska” ustępuje więc miejsca prozie życia. Nie tak się pisze o domu intymnym. Schorowany i coraz bardziej zapadający na zdrowiu pisarz, dzisiaj powiedzielibyśmy: morderczo zapracowany, pragnie innego domostwa na jesień życia. O nowym domu skreślił dalej takie słowa: „Słodko, Dorotko, drogo, niebogo! Namyślałem się dosyć długo i palnąłem głupstwo, ale – stało się. Na parterze salon, pokój jadalny, gościnny, jubileuszowy, książki, na 1 piętrze ja i książki, na 2 piętrze służba, spiżarnie, kuchnia. Ogród prawie taki, jak dołżański co do wielkości [więc jednak – trop miejsc rodzinnych, tyle że teraz nie Romanów, a Dołhe], część z domem na górze, część w dolinie, a na bokach góry ścieżki i drzewa. Z okien widać całe miasto, słońce cały dzień” (tamże: 253).

Nieco inaczej, w żartobliwej stylizacji, pisał do Teofila Lenartowicza: „Dominę moją malutką wyhandlowałem z dopłatą na dużą stodołę na górze. Wydawało mi się, ino wleź i mieszkaj. Ano! Musiałem całą lepić, smarować, malować, przerabiać piece, okna itp. Mieszkam teraz wygolony na czysto w dużych apartame[n]tach, książki się panoszą w nich, a ja – w długach – ta i tyle” (tamże: 357).

W listach pojawiają się – wydawać by się mogło – marginalne sformułowania. Ale chciałbym się nad nimi zatrzymać. Dostrzegam w nich pewien egzystencjalny szyfr miejsca istotnego, prawdziwie własnego i niepowtarzalnego, związanego z Dreznem, choć mogłoby się znaleźć gdziekolwiek indziej, tam, gdzie los rzuciłby pisarza. Na parterze książki, jak pisze w liście do brata Kajetana, „na 1 piętrze ja i książki”. To jest miejsce, kto wie, czy dla Kraszewskiego nie najważniejsze. „Ja i książki”. Kiedy będzie musiał zlikwidować ten adres w połowie roku 1884, najbardziej zatroskany będzie o los książek, wśród których są „bibliograficzne kruki”, „broszury i dzieła rzadkie i osobliwie polskie” (tamże: 307). Drezdeńskie lata, choć tak pracowite, ostatecznie określi innego rodzaju bilans życia – „lata osierocone, tęskne, bolesne” (tamże). Pustka miejsc – pozostały wszakże napisane tam książki.

[caption id="attachment_1124" align="alignnone" width="893"] Drezno - dom Kraszewskiego[/caption]
Kres drezdeńskiej idylli?
Kończąc swoje zapiski o Dreźnie w Kartkach z podróży, Kraszewski zauważa cezurę roku 1866 i 1870 – zwycięstwa Prus i zjednoczenie Niemiec powoli kładą kres osobności drezdeńskiego stylu życia (choć przecież nie do końca), który tak fascynował romantyków. Kraszewski swoistość drezdeńską upatruje w hołdowaniu mierności, umiejętności poprzestawania na małym, wedle której ubodzy żyją skromnie, ale stać ich na kawę z odrobiną śmietanki w Wielkim Ogrodzie (Grosser Garten), gdzie król potrafi wyjść na przechadzkę „w starym surducie wytartym i niemodnym kapeluszu” i nikogo specjalnie to nie dziwi (Kraszewski 1977: 2, 377). „Gdyby co stałego było na ziemi, cieszyć by się zaprawdę można widokiem tego kątka prawie szczęśliwego, bo niepragnącego rzeczy niemożliwych i zadowolonego tym, co posiada” (tamże: 410).</document>
<document nplp_id="355" title="Weimar" slug="weimar">Weimar, niewielkie miasto będące stolicą Księstwa Sachsen-Weimar-Eisenach (od roku 1815 Wielkiego Księstwa), zwane Atenami nad Ilmą, stało się na przełomie XVIII i XIX wieku w powszechnej świadomości literacką – czy szerzej, intelektualną stolicą Niemiec. Gdzie się mieści na mapie polskich podróży romantycznych? Odpowiedzieć nietrudno – to miejsce zamieszkania sędziwego Goethego, który już w końcu XVIII wieku stał się jedną z „osobliwości”, „atrakcji” Weimaru. Wszakże nie on jeden – za panowania księżnej matki Anny Amalii i księcia Karola Augusta Weimar stał się miastem muz, a mieszkający tu obok Goethego i przybyłego później Schillera Wieland i Herder skutecznie przyczynili się do wydatnego skrócenia drogi ku nadaniu Weimarowi miana Aten nad Ilmą, że odwołam się do tytułu rozdziału literackiej monografii miasta Norberta Oellersa i Roberta Steegersa (dodajmy na marginesie, że niemiecki tytuł lepiej oddaje charakter miasta nad Ilmą – „Treffpunkt Weimar”). Rüdiger Safranski w książce Schopenhauer. Dzikie czasy filozofii wymownie pisze, że Weimar zamieszkiwały świetne postaci na dwóch piętrach kultury – jeśli na pierwszym piętrze mieszkała owa wielka czwórka, to w suterenie też niezgorsi twórcy epoki: August von Kotzebue, Stephan Schütze, Christian August Vulpius. Słynny salon po przybyciu do Weimaru na początku XIX wieku prowadziła Johanna Schopenhauer, matka Artura.

Specyfikę Weimaru, podobnie jak innych miast-rezydencji: Drezna, Stuttgartu, Karlsruhe, Józef Ignacy Kraszewski upatrywał w historii Niemiec. Pisał w Kartkach z podróży: „Długie wieki Niemcy, można powiedzieć, żyły rezydencjami takimi. W nich około dworu panującego skupiało się życie umysłowe, społeczne, artystyczne” (Kraszewski 1977: 375). Istotnym rysem takich miast-rezydencji jest więc poszanowanie tradycji i stopniowy rozwój, chociaż pielęgnowanie tradycji legitymizuje dwór i zanurza go w przeszłości silniej niż w miastach, które żyją z handlu, portu czy przemysłu. Takie miasta-rezydencje są więc zakonserwowane w przeszłości, osobliwe i powiedzielibyśmy dzisiaj – obnoszące się swoją dawnością, przywiązaniem do tradycji.

W przewodniku z epoki czytamy wszakże o dwu obliczach tego miasta, które jest niedużym, nawet jak na ówczesne standardy, ośrodkiem: liczy ok. sześciu tysięcy mieszkańców na początku „czasów Goethego” (w pierwszym zdaniu swej książki o takiej liczbie mieszkańców Weimaru w 1775 roku informuje Angelika Reimann; 1999: 7), natomiast w roku 1819 wedle książki Karla Gräbnera Die grossherzliche Haupt- und Residenz-Stadt Weimar, nach ihrer Geschichte und ihren gegenwärtigen gesammten Verhältnissen dargestellt („Stolica Wielkiego Księstwa i miasto rezydencjalne Weimar w ujęciu historycznym oraz z uwzględnieniem całokształtu obecnie w nim panujących stosunków przedstawione”), wydanej w roku 1830 w Erfurcie, stolica Księstwa liczyła 8232 mieszkańców, a w 1828 roku – 9917 (za: Oellers, Steegers 2004: 303).

Weimar stał się w świadomości kulturowej epoki miastem Goethego – zjeżdżali tu liczni przybysze z całej Europy. Za życia pisarza, by się z Olimpijczykiem spotkać, po jego śmierci – by oddychać powietrzem, którym oddychał największy z wielkich epoki. Duch Goethego – za życia i po śmierci – był nieodłącznie związany z tym miejscem. Oto Słowacki niecały rok przed śmiercią autora Fausta notuje dość zdawkowo, ale w pełni podporządkowując swe słowa ukształtowanemu toposowi Weimaru jako miejsca Goethego: „O godzinie 12 w południe [25 lipca 1831] wyjechałem z Drezna. Nazajutrz rano byłem w Lipsku, wieczorem 26. byłem w Weimarze. Interesowało mnie to miasto jako będące miejscem pobytu Goethego – bardzo ma ładną postać...” (Słowacki 1983: 21). Szkoda, że Słowacki nie skreślił kilku jeszcze zdań o „ładności” Weimaru, chociaż w tym samym liście – pisanym z Londynu 6 sierpnia 1831 roku – wszystko, co widział w Niemczech, wydało się mu „śliczne”: i miasteczka, jak Eisenach czy Weimar, i Ren, i nadreńskie prowincje. Na tym tle Francja jawi się jako „szkaradna”, a jej miasteczka – „gorsze od naszych”.

Weimar sławny „jako miejsce pobytu Goethego”, a przy tym miasto, które „ma ładną postać”. Ale kontrast między prowincjonalnym charakterem Weimaru, miasta spętanego silną etykietą dworską, która wszak ciążyła luminarzom: Wielandowi, Herderowi, Goethemu i Schillerowi, a sławą Aten nad Ilmą, był odczuwalny dla przybyszów z zewnątrz, choć nie wszystkie, rzecz jasna, relacje dają temu świadectwo. Istnieje oczywista tendencja do uwznioślenia Weimaru, jak we wczesnej relacji Karamzina z 1789 roku, który pisał o „czarująco położonym” mieście, choć nie dodał, że fatalny doń dojazd był bardzo męczący. Miasto wprawdzie jest „maleńkie” i „poza pałacem książęcym nie ma tu żadnych wielkich budynków”, ale są tu i Wieland, i Herder, i Goethe nieomal na wyciągnięcie ręki. To wystarczało dla szybkiego zbudowania sławy miasta sław. Nie wszystkim wszakże. Safranski przytacza wielce wymowny fragment z przewodnika z początku XIX wieku. „Przy wejściu do tego miasta towarzyszy pielgrzymującemu adeptowi sztuki, entuzjastycznemu przyjacielowi muz – czarodziejka – Weimar wydaje mu się wspaniały, niczym piękna świątynia muz [...] Ale architektura, domy ulice i zdobienia nie mają w tym żadnego udziału – oto Weimar fizyczny, tamten jest poetycki i jawi się przybyszowi w duszy” (Safranski 2008: 83).

Ów Weimar „fizyczny” to miasto rezydencjalne, które pewien podróżny o nazwisku Wölfling określił jako miejsce przeciętne, sprawiające „marne wrażenie biednego miasta na prowincji” (cyt. za: tamże: 84). Być może nie jest to w pełni sprawiedliwe określenie, niemniej jednak kontrast między prowincjonalnością Weimaru a jego duchowym promieniowaniem jest powszechnie odczuwany. Najkrócej rzecz ujmując – w tym prowincjonalnym mieście, będącym wszakże stolicą księstwa, najważniejszy był dwór (zamek, rozbudowywany w czasach Goethego), natomiast w duchowej stolicy Niemiec najważniejszym miejscem był dom Goethego przy Frauenplan (mniejsze znaczenia, acz i tam pielgrzymowano, miały domy Wielanda, Herdera czy dom Schillera na esplanadzie). Dla polskich pielgrzymujących – Mickiewicza i Odyńca – najważniejszym zrazu adresem był letni dom Goethego położony w parku, tuż za miastem, gdzie dostąpili audiencji. Później dom przy Frauenplan.

Co ciekawe, także w relacji Odyńca pojawia się owo dwoiste postrzeganie Weimaru – jako niezbyt interesującego miasta i wspaniałej „stolicy poezji”. Autor Listów z podróży notuje na początku swej bytności wrażenia z „włóczęgi” po mieście; „Obejrzeliśmy miasto – nic osobliwego. Obeszliśmy park, duży i piękny, i siedzieliśmy na «siedzeniu Szyllera» (Schillers Sitz), to jest na ławeczce pod drzewem, z widokiem na wieś poza rzeką” (Odyniec 1961: 106). Ale po kilku dniach dodaje: „Nie darmo jestem w stolicy poezji: pływam tu w niej jak szczupak w morzu – i to wody słodkiej, nie słonej. Jestem z Adamem; widuję Goethego (co dzień w parku, z ławki Szyllera, jak chodzi po swoim ogródku); stąpam po śladach Szyllera, Wielanda, Herdera [...] chodzimy co dzień razem na Vogelwiese, zwiedzamy okolice miasta, a jeśli nie jesteśmy zaproszeni gdzie razem albo nie idziemy na teatr, to wieczorem przy dźwiękach muzyki lub śpiewu w salonie [...] admirujemy gwiaździste niebo” (tamże: 120). (Warto wspomnieć, że owe „Vogelwiese” – zawody strzeleckie, fascynowały Odyńca jako istotny rys niemieckiego stylu życia; podczas pobytu w Dreźnie tym zawodom sportowym, w których widział także emanację ducha mieszczańskiej równości, poświęcił równie dużo uwagi jak osobliwościom historycznym).

Weimar sędziwego Goethego, a jest to Weimar polskich romantyków, to przede wszystkim miejsce żyjącego Olimpijczyka i śladów po wielkich, zwłaszcza – jak wtedy pisano jego nazwisko – Szyllerze. Jak wiemy z relacji Odyńca, wraz z Mickiewiczem zatrzymali się w sierpniu 1829 roku – roku wielkiego Jubileuszu: osiemdziesięciolecia Goethego – „w oberży «Pod Słoniem», najlepszej i jedynej w rynku” (tamże: 104). Odyniec, któremu nie zawsze możemy wierzyć, napisał tu prawdę. Wedle opracowania Gräbnera oberża „Pod Słoniem” i „U Następcy Tronu” to najlepsze miejsca kulinarne Weimaru, zdolne zaspokoić najbardziej wybredne podniebienia. Inne lokale gastronomiczne („Czarny Orzeł” czy „Dwór Aleksandra” mieszczący się przy placu Karola niedaleko Wielkoksiążęcego Urzędu Pocztowo-Kredytowego, dokąd zaraz po przybyciu pobiegł Odyniec), jedyna kawiarnia czy winiarnie stały na niższym poziomie.

Gräbner określa Weimar jako miasto niezbyt piękne, jakkolwiek dodaje, że „nie brak w nim tu i ówdzie ładnych ulic i budynków” (za: Oellers, Steegers 2004: 303). Zamek i dworskie urzędy, ładnie wytyczona droga do Belwederu, park, esplanada, 848 budynków mieszkalnych w 1824 roku (wśród nich dom Goethego), biblioteka z liczącymi się zbiorami, słynny teatr, któremu wiele lat dyrektorował autor Fausta. Brak przemysłu – w końcu XVIII wieku była fabryka sztucznych kwiatów, w której pracowała wielka miłość i późniejsza żona Goethego Christiane Vulpius, natomiast w latach dwudziestych XIX wieku Gräbner odnotowuje „wytwórnię wężów gumowych”, faktorię Bertucha, wytwórnię map i tkalnie sukna (za: tamże: 304). Dwa place targowe otwarte raz w tygodniu, a od roku 1825 odbywał się w lipcu targ wełniany. Jak podaje Gräbner, dwa browary warzą dobre piwo (potwierdza tę opinię Odyniec: „Notabene piwo bardzo smaczne w Weimarze”, Odyniec 1961: 132), a „opodal większych lub pomniejszych domków letnich z pięknymi niekiedy kwietnikami” mieszkańcy Weimaru sadzą kapustę, znaną daleko poza granicami miasta, także w Erfurcie i Jenie. Inne instytucje wymieniane przez Gräbnera to placówki szkolne, nowa kostnica („dzięki temu wspaniałemu zakładowi nie trzeba się już lękać, że można zostać pochowanym żywcem”, za: Oellers, Steegers 2004: 306), Kasa Oszczędnościowa i Dom Pracy dla płci żeńskiej („tu pod odpowiednim dozorem mają znów uczyć się pracowitości i porządku”; za: tamże).

Weimar to Goethe. Jak zwięźle ujmują autorzy monografii Weimaru: „Publiczne zainteresowanie osobą sędziwego poety było ogromne: nie ma w zasadzie relacji z podróży do Weimaru, które nie zawierałyby opisu wizyty u Goethego” (tamże: 344). Spośród polskich podróżników w odpowiednim czasie znaleźli się w Weimarze, w sierpniu 1829 roku, Mickiewicz z Odyńcem. Spotkanie z Goethem wydatnie umożliwiły listy polecające od Marii Szymanowskiej, którą Goethe bardzo cenił. Mickiewicz nie pozostawił niestety obszerniejszej relacji z pobytu – pewne reminiscencje pojawiają się w pisanym w języku francuskim liście do synowej Olimpijczyka, pani Otylii Goethe, w Rzymie 16 grudnia 1829 roku. Mickiewicz dziękuje za „gościnne przyjęcie” w domu Goethego, a ślady pobytu w „uroczym mieście” (charmante ville) zawarł w, wydawałoby się, zdawkowej formule: „Tymczasem staram się zniechęcić Anglików do ich przedsięwzięcia. Przedstawiam im, że raz wjechawszy do Weimaru, stracą chęć do wyjazdu, a nawet jeśli uda im się stamtąd wymknąć, zabiorą ze sobą żal i pragnienie, by tam powrócić. To ostatnie zdanie zupełnie serio” (Mickiewicz 1998: 621). Treść krótka i dość konwencjonalna, ale pobrzmiewa w niej owa nuta „serio” – chęci powrotu do miasta Goethego, łączonej z żalem konieczności wyjazdu.

Mickiewicz nie opisał więc pobytu w Weimarze w sierpniu i na początku września 1829 roku, ale uczynił to – także za niego? – Antoni Edward Odyniec i jego obserwacjom warto bliżej się przyjrzeć. Przypomnijmy, że dla polskich „pielgrzymów w Weimarze”, jak to określił Odyniec w pożegnalnym wierszu, stolica księstwa równa się Goethe – przestrzeń Goetheańska, mówiąc ściślej: wiejski dom poety, salon synowej – pani Otylii, w domu przy Frauenstrasse, teatr, którego sławę europejską zbudował autor Fausta, wreszcie cmentarz, gdzie na Goethego czeka puste miejsce w sławnym grobowcu, w którym spoczęli już na wieki książę Karol August i Fryderyk Schiller. Goetheańskim miejscem stanie się także zajazd „U Następcy Tronu” („Zum Erbprinzen”), gdzie odbyła się feta na osiemdziesięciolecie poety.

19 sierpnia 1829 roku obaj „pielgrzymi” z Polski odwiedzili Goethego w jego letnim domu w parku weimarskim i następnie udali się na Frauenstrasse, gdzie obiadem podjęła gości pani Otylia Goethe (na tym obiedzie był też „Papa”, jak za panią Otylią poufale nazywa Odyniec Olimpijczyka). Dom letni, zwany przez Odyńca „wiejskim domem Goethego”, zbudowany został na „zadrzewionym terenie nad rzeką, któremu w następnych latach systematycznie nadawano postać ogrodu krajobrazowego w stylu angielskim” (Oellers, Steegers 2004: 107). Na sztychu sporządzonym według rysunku Ottona Wagnera z 1827 roku widzimy pięknie położony piętrowy domek, do wysokości okien pierwszego piętra obrośnięty dzikim winem. Nad rzeką wytyczona jest aleja spacerowa, z której można podziwiać dom na tle wysokich drzew iglastych i liściastych. Odyniec dał dokładniejszy opis tego domu, do którego z oberży „Pod Słoniem” dotarli powozem w kwadrans: „Dom niewielki, o piętrze, musi być murowany, bo biały i opleciony liściem winogradu. Salon, gdzieśmy czekali, obszerny, umeblowany skromnie, po wiejsku, z podłogą w deski, nie w tafle, malowaną czerwono. W kominku umiecionym czyściutko, jakby w nim nigdy ognia nie było, leżał jakiś papierek rozdarty na dwoje. Podniosłem jedną połowę; Adam poznał pismo Goethego, które widział w sztambuchu pani Szymanowskiej, schowaliśmy je więc na pamiątkę. Jakiś urywek czegoś o fizyce” (Odyniec 1961: 113). Po kwadransie z góry zszedł „Jupiter”: wzrostu wysokiego i „kolosalnego” kształtu (który wziął się, jak pisali współcześni, z niepohamowanej chęci jedzenia, jaka nękała Goethego atakami wilczego głodu), a owa „jowiszowość” to blask bijący z czoła. „Ubrany był w surducie ciemnobrązowego koloru, zapiętym od góry do dołu. Na szyi chustka biała, bez kołnierzyka, złotą szpilką na krzyż zapięta. Jak zabłysk słońca zza chmury, dziwnie miły, uprzejmy uśmiech rozjaśnił surowość tej fizjonomii”. Goethe jako najcenniejszy eksponat weimarskiego muzeum. Nie ma w tym określeniu nic dziwnego, skoro, jak podają Oellers i Steegers, wszyscy przyjeżdżali oglądać Goethego (obserwowano z ukrycia poetę przechadzającego się po ogrodzie – o tym też pisze w swej relacji Odyniec; w pewnym momencie pół żartem, pół serio polski podróżnik określi Goethego mianem „przedmiotu”, który dalece przewyższa możliwości opisania jego fenomenu: „Stoi on dziś nade mną jak kolos rodyjski”, Odyniec 1961: 147), a niektórzy „dziwili się, że Goethego, który niczym magnes przyciągał do Weimaru tylu podróżnych, oglądać można za darmo” (Oellers, Steegers 2004: 345). Autorzy książki o Weimarze w czasach Goethego zaryzykowali na podstawie licznych świadectw odbioru ukucie terminu poetyki relacji z wizyt składanych Goethemu, w której „jednym z jej niezbywalnych elementów jest z całą pewnością opis klatki schodowej” (tamże: 346). Miejsce, gdzie przybysze oczekują na poetę, zanim przejdą do salonu, i zarazem miejsce, gdzie przybywa zstępujący z góry poeta. Autor satyrycznej powieści z 1826 roku pt. Doniesienia z memuarów szatana Wilhelm Hauff, tak opisuje to miejsce w domu przy Frauenplan: „Poeta mieszka sobie bardzo pięknie. Wchodzi się do niego na górę wygodnie po gustownych, ozdobionych statuami schodach; w przedsionku, gdzie się na chwilę zatrzymaliśmy, panowała tajemnicza cisza; służący w milczeniu poprowadził nas do salonu. Całe to pomieszczenie promieniowało pełną godności aurą przytulnej elegancji, gracji i wytworności. Mój młody towarzysz oglądał zdumiony te ściany, te obrazy, te meble. Nie tak pewnie wyobrażał sobie izdebkę poety” (za: tamże). Interesujące, że w poetykę „opisu klatki schodowej” znakomicie wszedł Odyniec: „Było już pół do pierwszej, gdyśmy stanęli u progu Goethego, spotkawszy mnóstwo wracających po drodze, którzy już swoje powinszowania złożyli. Przez drzwi sieni, otwarte na oścież, blask słońca padał wprost na wyraz Salve wyłożony mozaiką w podłodze [...] Po czym wmięszaliśmy się w tłum gości płci obojga, ruszających się i napełniających salon w apartamencie samego Goethego. Na stoliku pod zwierciadłem leżały rozłożone różne roboty damskie i spory stos powinszowań piśmiennych, wierszy i listów, które dziś solenizant odebrał” (Odyniec 1961: 142–143).

Weimar to salony – nie tylko w domu Goethego, choć ten jest najważniejszy. Szukając jakiegoś rysu weimarskiej osobności, specyfiki miejsca, Odyniec zaryzykował dość osobliwy wywód na temat określenia Weimaru mianem Aten Niemieckich, a to z racji kultury salonowej, reprezentowanej przez wykształcone panie, a także teatru, który przyczynia się do utrzymania owego „estetycznego nastroju” miejsca. Salony – pani Otylii Goethe, pani Róży Teresy Vogel godnie reprezentują tradycję salonową księżnej Anny Amalii czy Johanny Schopenhauer, choć o tych poprzedniczkach polski podróżnik nie wspomina. Elegancja salonów weimarskich to elegancja rozmowy (panie są wykształcone, świetnie znają twórczość weimarskich sław, zwłaszcza Goethego), elegancja wyglądu i wnętrza: „Dość, że jak w oranżerii wonią kwiatów, tak się tu jakoś wszędzie poezją oddycha. A czujesz ją nie tylko w rozmowach, ale nawet w ustroju mieszkań, w udrapowaniu firanek, w zieleni bluszczów wijących się po nich, w mnóstwie kwiatów w rogach i w oknach, a w klatkach ptasząt pomiędzy kwiatami. Przepychu elegancji nigdzie, ale wdzięk elegancji wszędzie” (tamże: 171). Ów wdzięk udziela się nawet wieśniaczkom, przybywającym dwa razy w tygodniu, w środy i soboty, na targ, które są „uszykowane w rzędy, każda przy swoim koszu, w różnobarwnych, a najczęściej czerwonych, krótkich a szerokich płaszczach, w jakichś turbanach na głowach, błyszczących galonami u wierzchu, a z tyłu zwisających wstążkami – ” (tamże). Salonowa wykwintność – inna od warszawskiego skąpstwa – wyraża się także w dbałości o gościa, który wszędzie otrzyma kawę lub herbatę z ciastem, „buttersznity z kieliszkiem wina i jak w tej porze, owoce – ” (tamże: 174); oczywiście daleko bogatsze menu oferują „proszone wieczory”. Z relacji Odyńca, a także z pamiętników Karola Holteia wiemy, że podczas z jednego z salonowych spotkań Mickiewicz zdobył sławę „weimarskiego czarodzieja pierścionków” – tak Holtei określa dyspozycję „mistycznego kierunku” poety, który w salonowej zabawie ujawnił swe niezwykłe umiejętności, potrafił mianowicie – podobno – z zebranych pierścionków wyczytać imię i wiek każdej z pań.

[caption id="attachment_1173" align="alignnone" width="893"] Weimar - widok miasta[/caption]

Głównym momentem pobytu polskich pielgrzymów w mieście były uroczystości jubileuszowe Goethego. Uczestniczyli w nich także inni sławni goście, w tym rzeźbiarz David d’Angers, który w Weimarze wykonał medalion oraz popiersia Goethego i Mickiewicza; ze słynnym rzeźbiarzem przybył Victor Parvie, literat. 28 sierpnia Mickiewicz i Odyniec wzięli udział w uroczystościach (jak informuje Odyniec, w tym dniu „solenizujący Papa” zjadł obiad z paniami, mężczyźni udali się na osobną uroczystość) – „Wszyscy zaś bez wyjątku mężczyźni biorący udział w dzisiejszym festynie zebrali się przed trzecią na składkowy obiad w oberży «Zum Erbprinzen»” (tamże: 143). Sala na czterdzieści osób została uroczyście przystrojona: „Stół i ściany ubrane w kwiaty i girlandy z liści laurowych” (tamże: 144). W laurowe liście, jako atrybut Jubilata, ubrany został także posąg ofiarowany Goethemu przez władcę Bawarii Ludwika. 29 sierpnia polscy podróżni zjedli obiad z Jubilatem (o innym obiedzie z Goethem, 25 sierpnia, na którym zaproszeni d’Angers i Mickiewicz ponoć żywo dyskutowali z Goethem, tak żywo, że Odyniec zmęczył się tą „sfinksową” rozmową, wiemy, że na stole był „pyszny indyk z truflami”) i obejrzeli przedstawienie Fausta. Sam Jubilat przedstawił dość oględnie swe wrażenia z jubileuszu: „W dzień urodzin odwiedziny i prezenty”, odnotowuje Goethe w dzienniku pod datą 28 sierpnia 1829. „W południe sam jeden. Potem przejażdżka z [wnukiem] Wolfim na spacer do dolnego parku [...] Wieczorem sam. Wcześnie do łóżka” (za: Oellers, Steegers 2004: 352).

Pamiątką weimarskiego pobytu miały być prezenty: „dwie złotobrzeżne kartki, jak do sztambucha, z napisanym już dawniej, jak widać, czterowierszem na każdej charakterem niemieckim z podpisem: Goethe, na których data tylko dzisiejsza świeżo dopisana była, oraz dwa pióra odarte z pierza i starannie, w kształcie iglicy, cieńszym końcem w rozszczepiony środek włożone” (Odyniec 1961: 180) – były to już zużyte pióra Goethego.

Do osobliwości estetycznych Weimaru zalicza Odyniec teatr i odczyty poezji. Teatr dzięki Goethemu i Schillerowi przeistoczył się „z miejsca chwilowej zabawy” – „w świątynię poezji i sztuki”. Konsekwentnie prowadzona linia repertuarowa sprawiła, że nobilitujący charakter teatralnej sceny Weimaru wykroczył poza granice Niemiec, ukształtowanie zaś gustu publiczności sprawiło, iż jej sąd „był albo hasłem powodzenia, lub wyrokiem upadku sztuki” (tamże: 172). Skreślenie tych uwag nie przeszkodziło bynajmniej Odyńcowi – i jeśli wierzyć jego relacji, także Mickiewiczowi – w utyskiwaniu na niejasny sens inscenizacji Fausta, którą obejrzeli wraz z zaproszonymi na osiemdziesięciolecie Goethego gośćmi (także Karol Holtei uskarża się w swych pamiętnikach na chybioną i niejasną inscenizację). Spektakl wystawiono na nowej scenie, bowiem budynek Teatru Weimarskiego, którego dyrektorem przez wiele lat był Goethe, spłonął – wraz z cennymi zbiorami teatraliów – w nocy z 21 na 22 marca 1825 roku (zob. Oellers, Steegers 2004: 336). Pierwotny projekt nowej sceny – Clemensa Coudraya i Goethego – został zastąpiony przez inny, cieszący się osobistym poparciem Caroliny von Heugendorf, znanej wcześniej jako Carolina Jagemann, sławnej aktorki, metresy księcia i intrygantki, za której sprawą Goethe po z górą dwudziestu latach w 1817 roku zrezygnował z funkcji dyrektora teatru. Stary teatr dworski, zmodernizowany w roku 1798, był najważniejszą wtedy niemiecką sceną. Nowa scena była miejscem jubileuszu pięćdziesięciolecia pracy twórczej Goethego w 1825 roku. Wystawiono tu Ifigenię w Taurydzie, ale na scenie króluje mniej ambitny repertuar. Johanna Schopenhauer skarży się na wilgoć i przeciągi w gmachu. W swej relacji, pisanej do Ignacego Chodźki, Odyniec podkreśli nieomal sakralny charakter teatru za dyrekcji Goethego; to rzeczywiście świątynia sztuki, a siedzący przed orkiestrą Goethe panuje nad całością, a kiedy trzeba, potrafi wyrzucić niepokorną widownię. Jakieś refleksy konfliktu wokół teatru weimarskiego odnotowuje polski podróżnik, ale nie myląc się co do meritum, dowolnie ustala fakty: „Lubo zaś od lat wielu, zaraz po śmierci Szyllera, Goethe zrzekł się dyrekcji teatru i nigdy w nim odtąd nie bywa, nadany przez niego kierunek tradycyjnie mniej więcej utrzymuje się dotąd i wpływa niezawodnie, jak już rzekłem wyżej, na gust i estetyczny nastrój ducha publiczności weimarskiej” (Odyniec 1961: 172).

Dość szeroko rozpisuje się Odyniec nad inną osobliwością życia intelektualnego miasta, jaką były odczyty poetyckie (warto dodać, że ta dawna tradycja jest do dzisiaj żywotna w Niemczech, gdzie publiczność potrafi bez znużenia słuchać pisarza czytającego swoje utwory dobrą godzinę, a bywa i więcej). Owe odczyty są imprezą ogólnoniemiecką, literaci lub aktorzy „przejeżdżają z miasta do miasta i za pewną opłatą zamiast koncertów dają podobne poetyckie wieczory, na które wykształceńsza publiczność wszędzie się gromadzi ochoczo”; tamże).

Osobnym miejscem, które zwiedza Odyniec w Weimarze jest nowy cmentarz, a w nim... grób Goethego (wspomina też polski pielgrzym o grobie Wielanda, który kazał się pochować w swym ulubionym ogrodzie, o milę od Weimaru, w Ossmannstedt). Grób Goethego? Tak, to grobowiec „z piękną rotundą na wierzchu” wybudowany przez księcia Karola Augusta w 1823 roku wedle projektu Clemensa Coudraya. „W sklepie grobowym pod rotundą wszystkie trumny książęce ustawione są około ściany, na środku zaś wznosi się jakby murowany katafalk z miejscami na trzy tylko trumny” (tamże: 176). Na najwyższym miejscu znajduje się trumna ze zwłokami księcia – sławnego mecenasa, ojca sławy Weimaru jako kulturalnej stolicy Niemiec – niżej, po lewej stronie, „czarna trumna Szyllera”. „Próżne miejsce po stronie prawej czeka na trumnę Goethego” (tamże). Trumna ze zwłokami Goethego znalazła się na swoim miejscu 26 marca 1832 roku.

Weimar znów stał się miastem prowincjonalnym. Jak to ujął Karl von Stein: „Weimar, który na moment wydostał się z nicości, pogrąży się teraz w niej na powrót, ponieważ jego dobry duch wzniósł się do Boga” (za: Oellers, Steegers 2004: 367).</document>
<document nplp_id="356" title="Białystok" slug="bialystok-2">Białystok na politycznej i kulturowej mapie Polski pojawił się w XVIII wieku jako rezydencja i prywatne miasto Jana Klemensa Branickiego, który wykreował to miejsce na „polski Wersal”, materialne świadectwo własnej potęgi i ambicji. Jan Klemens (właściwie Jan Kazimierz), dziedzic wywodzącego się z Branic pod Krakowem rodu Gryfitów-Branickich, posiadał w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej jedną z największych fortun magnackich, w większości ulokowaną na Podlasiu, i osiągnął również najwyższe godności państwowe: kasztelanię krakowską oraz buławę wielkiego hetmana koronnego. Był wreszcie poważnym kandydatem do tronu podczas ostatniej elekcji, przyszłym „Janem IV”, ale przegrał rywalizację ze swoim szwagrem, Stanisławem Poniatowskim, i po krótkim wygnaniu zamknął się w hołubionym Białymstoku, gdzie w 1771 roku bezpotomnie zmarł. Doskonale wykształcony (głównie we Francji), obdarzony dobrym gustem, reprezentował typ „oświeconego Sarmaty”[przypis]Zob. Anna Oleńska, Jan Klemens Branicki, «Sarmata nowoczesny». Kreowanie wizerunku poprzez sztukę. Warszawa 2011.[/przypis] i stał się przywódcą obozu „republikanckiego”, przeciwnikiem Familii, choć wcześniej korzystał ze wsparcia Czartoryskich; ożenił się ze spokrewnioną z nimi Elżbietą (Izabelą) Poniatowską. Oboje z żoną starali się prowadzić dwór w Białymstoku tak, by stał się z jednej strony ostoją staroszlacheckich wartości dawnej Polski, z drugiej zaś nowoczesną rezydencją, funkcjonującą zgodnie z europejskimi trendami i na miarę królewskich aspiracji Jana Klemensa. Hetman trzymał więc w swoich pokojach popiersie Stefana Czarnieckiego i nosił wyłącznie „strój polski”, ale w pałacu znajdowały się rokokowe wnętrza, pokój chiński (w ogrodzie chiński pawilon), ogromne akwarium, w rozległych parkach zaś powstawały okazałe stawy i kaskady oraz jedne z najwcześniejszych w Polsce budowle „gotyckie”[przypis]Opisowi ogrodu przy letniej rezydencji Branickich w podbiałostockiej Choroszczy poświęcony jest utwór Franciszka Karpińskiego Na Wokluz, wody i dom gocki pod Białymstokiem (w: tegoż, Poezje wybrane, opr. T. Chachulski, Wrocław 1997, BN, seria I, nr 89, s. 150–153).[/przypis]. Dużą rolę w realizacji politycznych ambicji Branickich odgrywała instytucja mecenatu – często przyciągająca tu artystów z otoczenia królewskiego – którego owocem stał się architektoniczny rozmach późnobarokowego pałacu i założeń ogrodowych, bogactwo jego wnętrz, okazały teatr (włoski), orkiestra, balet oraz życie literackie. Szczególnie związani z Branickimi byli Elżbieta Drużbacka i Franciszek Karpiński, ale pozycja hetmana, potem zaś wdowy po nim – siostry króla Stanisława Augusta – przyciągała tu w gościnę wiele osób należących do elity kulturalnej epoki (polskiego oświecenia i doby rozbiorów) oraz koronowane głowy i dyplomatów z całej Europy, z której do Petersburga podróżowało się właśnie przez Białystok (stąd miano „hotelu koronowanych głów”). Białystok był ośrodkiem ożywionego życia politycznego, zwłaszcza w epoce saskiej, jednym z najważniejszych w ówczesnej Polsce – tu odbywały się narady „stronnictwa hetmańskiego”, które współtworzył Branicki z hetmanem wielkim litewskim i Radziwiłłami. Zdaniem pamiętnikarzy (Franciszek Karpiński, Jędrzej Kitowicz) liczyło ono około 20 tys. szabel i miało szansę wygrać z partią Poniatowskiego i popierającą go Rosją – Jan Klemens był tym, który otwarcie sprzeciwiał się wpływom Rosji, stał się wręcz symbolem tego sprzeciwu. Goście przybywali tu na polowania i narady polityczne, ale też znajdowali w Białymstoku „raj ziemski […] przez Adama stracony, przez Jana przywrócony”, jak pisała Drużbacka, „sarmacka Safo”[przypis]Elżbieta Drużbacka, Raj białostocki każdemu otwarty w zupełnej szczęśliwości, w doskonałej roskoszy wszystkich kontentujący, przez Adama stracony, przez Jana przywrócony, w: tejże, Wiersze wybrane, opr. K. Stasiewicz, Warszawa 2003, s. 65.[/przypis], a więc ogrody (francuskie i angielskie), kaskady, zwierzyniec. Przy tym hetman Branicki, w Białymstoku budujący obraz swojej potęgi, był dziedzicem dużo starszych tradycji i związanych z nimi włości (Tykocin, Knyszyn), sięgających czasów potopu i Stefana Czarnieckiego (którego był prawnukiem po kądzieli), a pośrednio także ostatniego Jagiellona, Zygmunta Augusta, zmarłego w pobliskim Knyszynie.

Po śmierci Branickiego miastem opiekowała się wdowa, Izabela Elżbieta Branicka, „Pani Krakowska”, kontynuująca zwłaszcza oświatowe inicjatywy męża; hetman założył tu pierwszą w Polsce wojskową szkołę inżynierii, za czasów hetmanowej (1777) powstaje podwydziałowa szkoła KEN (6-letnia)[przypis]Adam Czesław Dobroński, Andrzej Lechowski, Izabela Branicka. W 200-lecie śmierci, Białystok 2008, s. 14.[/przypis], przekształcona następnie w gimnazjum wyższe, akademickie (1802), które podlega pod Uniwersytet Wileński i przygotowuje m.in. przyszłych filomatów[przypis]Jan Trynkowski, Gimnazjum. Z dziejów Gimnazjum Białostockiego (1777) 1802–1915, Białystok 2002.[/przypis]. Kiedy w 1808 roku Branicka zmarła, fortuna Gryfitów dostała się w spadku dalszym krewnym i uległa rozproszeniu. Wcześniej, w 1795 roku, miasto w wyniku III rozbioru Polski przeszło we władanie Prus – w 1802 straciło również prywatny charakter, zostało bowiem sprzedane Prusakom – awansując do roli stolicy nowego departamentu Neu-Ost-Preussen. Pałac przestał być wówczas centrum przestrzeni publicznej, za to bardzo dynamicznie zaczęło rozwijać się samo miasto, urzędy (o randze ministerialnej), osadnictwo niemieckie, urbanistyczne udogodnienia. Rządy te jednak nie trwały długo, bo już w roku 1807 na mocy traktatu w Tylży Napoleon podarował Białystok i okoliczne ziemie carowi Rosji Aleksandrowi I. Kreślone z rozmachem architektoniczne plany mające przemienić Białystok w jedno z tych rosyjskich miast gubernialnych z szerokimi ulicami, których neoklasyczny styl upodobała sobie Katarzyna II, pozostają jednak niezrealizowane[przypis]Małgorzata Dolistowska, W poszukiwaniu tożsamości miasta. Architektura i urbanistyka Białegostoku w latach 1795–1939, Białystok 2009, s. 75.[/przypis]. Zarazem miasto i jego szkoły znajdują się w promieniowaniu Wilna czasów Mickiewicza jako najbardziej zachodnia część Wileńskiego Okręgu Naukowego i wielu uczniów stąd – jak Michał Rukiewicz – „[biegnie] do Batora szkoły”[przypis]Zob. wierszowana autobiografia Michała Rukiewicza, Wspomnienie, w: Poezja filomatów, wyd. J. Czubek, Kraków 1922, t. I, s. 223.[/przypis], tj. na Uniwersytet. Położenie miasta i jego ranga administracyjna sprawiają, że w czasie powstania listopadowego ma w Białymstoku swoją główną kwaterę armia rosyjska maszerująca na Warszawę[przypis]Maurycy Mochnacki, Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831, opr. S. Kieniewicz, Warszawa 1984, s. 364.[/przypis]. Po 1831 roku pałac wraz z wyposażeniem i ogrodami (od 1807 własność cara i jego „podróżna” rezydencja) ulegają bezceremonialnej grabieży Rosjan, potem gmach staje się siedzibą elitarnej szkoły dla dziewcząt.

Znamienne postacie: ostatniego Jagiellona i ostatniego hetmana suwerennej Rzeczypospolitej, obu bezpotomnych, w połączeniu z katastrofą rozbiorów i wielokrotnym przesuwaniem granic – przesądziły o randze tych miejsc w czasach porozbiorowych i o XIX-wiecznym literackim wizerunku Białegostoku.

Już w twórczości Karpińskiego, który rezydował w dobrach Izabeli Branickiej po śmierci starego hetmana, w wierszu Na pomnik Czarnieckiego w Tykocinie (wiersz napisany w 1781 lub 1785–1795, pomnik zaś został ufundowany pradziadowi przez Jana Klemensa) pada bogate w ważne znaczenia zdanie: „Czarniecki, po nas pomników nie będzie”. Wskazywać ono może na koniec epoki bohaterów i poczucie skarlenia wobec wielkiej przeszłości, ważniejsza wydaje się jednak wyrażona tu świadomość zerwania ciągłości historycznej, zakłócenia pamięci. Zerwanie owo następuje tak w wymiarze pamięci rodzinnej, rodowej – hetmanowi nie będzie komu wznieść pomnika, bo nie ma on następcy, jak i narodowej – przyjdą tu obcy, którzy nie pozwolą na stawianie pomników dawnym bohaterom.

W XIX wieku, w dobie oczarowania czasami kontuszowymi, urządzeniami ustrojowymi Rzeczypospolitej Obojga Narodów, funkcjonują w dziełach wybitnych pisarzy (Adama Mickiewicza, Henryka Rzewuskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Kajetana Kraszewskiego, potem Henryka Sienkiewicza) i w historiografii (Joachima Lelewela) trzy istotne przekazy na temat Białegostoku: 1) jako miejsca uosabiającego wiążącą się z Branickim wizję świetności i ostoi sarmackiego republikanizmu, 2) jako miejsca uosabiającego jagielloński jeszcze mit zgody narodów, polskiego i „litewskiego”, które tutaj właśnie graniczyły ze sobą od czasów unii lubelskiej, 3) jako miasta kojarzącego się z procesem filomatów i prześladowaniami z ręki Nowosilcowa.

Wypada zacząć od ostatniego, najmniej czytelnego, „filomackiego” przekazu, który wprawdzie należał z perspektywy romantyków do historii najnowszej, jednak w zapisie może najsilniej podlegał konsekwencjom zerwania i tabuizacjom: z powodu spiskowego charakteru tych wydarzeń i groźby zaszkodzenia żyjącym ich bohaterom, z powodu śmierci lub zaginięcia tychże, straumatyzowanej pamięci pozostałych świadków itd. Filomacki Białystok w postaci owego niewyraźnego śladu daje się odnaleźć najpierw w poezji, jambach rówieśników Mickiewicza, potem zaś w III części Dziadów oraz Nowosilcowie w Wilnie Lelewela. Wszystkie tropy biorą swój początek w dziejach Gimnazjum Białostockiego, z którego wywodzi się kilkunastu członków ruchu, a spośród tych, których spotykamy w dziełach i korespondencji Mickiewicza: Michał Rukiewicz, Jan Sobolewski, Cyprian Daszkiewicz, Jan Heydatel. Uczył się również w tej szkole dużo młodszy od nich późniejszy zmartwychwstaniec Piotr Semenenko. Mickiewicz, który miał w planach – niezrealizowanych – odwiedzić Rukiewicza w podbiałostockich Zawykach, musiał myśleć o Podlasiu jako bezpiecznym azylu, skoro „białowieskie lasy” są w Konradzie Wallenrodzie[przypis]Adam Mickiewicz, Konrad Wallenrod. Powieść historyczna z dziejów litewskich i pruskich, w: tegoż, Dzieła, t. II: Poematy, opr. W. Floryan przy współpracy K. Górskiego i Cz. Zgorzelskiego, Warszawa 1994, s. 130.[/przypis] idealnym miejscem ucieczki przed historią.

„Są głuche cienie białowieskich lasów,

Kędy nie słychać obcej broni szczęku

Ani dumnego zwyciężcy [!] hałasów,

Ni zwyciężonych braci naszych jęku.

Tam w środku cichej, pasterskiej zagrody,

Na twoim ręku, u twojego łona

Zapomnę, że są na świecie narody,

Że jest świat jakiś – będziem żyć dla siebie!...”.

(VI, w. 66–73)

Rukiewicz jednak nie zaznał tu sielskiego życia, spotkał go najtragiczniejszy chyba los spośród wszystkich filomatów. Mimo że wciągał do „zabawy” (tajne związki tak nazywano w listach) gimnazjalistów ze swojej byłej szkoły w Białymstoku, to wywinął się z wileńskiego śledztwa w latach 1823–1824, ale wróciwszy w Białostockie, zaczął organizować tajne związki w jednostce wojskowej (był napoleończykiem) i aresztowany w 1826 roku, został skazany na śmierć. Wyrok zamieniono na katorgę i ślad po nim zaginął; zmarł prawdopodobnie w 1841 roku. Dosięgła go również śmierć zapomnienia – Mickiewicz nie wymienił go w Dziadach, nie objął Rukiewicza mitem filomackim. (Po latach Marian Brandys napisał o nim w Końcu świata szwoleżerów, Warszawa 1972–1979, oraz Siemion Bukczyn w „opowieści dokumentalnej” Echo pod Białymstokiem, tłum. A. Drawicz, Olsztyn 1982).
</document>
<document nplp_id="357" title="Tuhanowicze" slug="tuhanowiczowie">Tuhanowicze są dla polskiego romantyzmu miejscem symbolicznym. W powszechnej opinii kojarzą się z legendą nieszczęśliwej miłości Mickiewicza uwiecznioną w IV cz. Dziadów, i ze scenerią Ballad i romansów, włączającą w obręb majątku Wereszczaków Płużyny, jezioro Świteź i pobliski kościół w Cyrynie. Legenda niedokładnie odpowiada faktom, niemniej zawiera istotę rzeczy – centrum romantyzmu to właśnie Tuhanowicze. Pierwszy pobyt Mickiewicza we dworze Wereszczaków przypada na wakacje 1820, w każdym razie nie ma żadnych bezpośrednich dowodów, że odwiedzał je w latach wcześniejszych. Podczas tych wakacji Mickiewicz nie był jeszcze uznanym poetą romantycznym, nawet w gronie przyjaciół filomatów. Po pierwszym trudnym roku w Kownie, gdzie musiał zmierzyć się z samotnością i nudą nauczycielskich zajęć, dopiero formował swą indywidualną romantyczną świadomość, wzbudzoną wstrząsem, jakiego doznał po lekturze Schillera. Ballady w tym czasie pisali już Zan i Czeczot – od Mickiewicza oczekiwano wtedy Kartofli i Demostenesa. Poeta ukończyć tych klasycyzujących utworów już nie zdołał, próbował swoich sił w balladach: To lubię (nb. początkowo przeznaczona dla Johasi). Tukaj, Lilie - i w przekładach wierszy Schillera. Nie był to wszak dorobek wystarczający do wypełnienia debiutanckiego tomiku. Jednocześnie w maju 1820 Tomasz Zan zorganizował w Wilnie trzy majówki dla młodzieży, gromadzącej się pod hasłem „pożytecznej zabawy”. Od Zańskiej teorii promionków członkowie stowarzyszenia zwali się Promienistymi. Akcja kierowana tajnie przez filomatów zdobyła duży rozgłos. Zan obrany Arcy-Promienistym okazał się zdolnym przywódcą, stał się bardzo popularny, w mieście mówiono o nim i o moralnych zasadach Związku Promienistych. Sława majówek nie bez udziału podróżujących w okresie wakacji filomatów rozlała się szeroko na okoliczne powiaty. I w takim właśnie momencie latem 1820 pojawili się w tuhanowickim dworze dwaj skromni młodzieńcy – Zan z Mickiewiczem. Pierwszy otoczony nimbem sławy Arcy-Promienistego, drugi wiele obiecującego poety. Zan znał młodych Wereszczaków jeszcze ze szkół mińskich, toteż łatwo mu przyszło zaprowadzenie wśród tuhanowickiego towarzystwa swobodnej wakacyjnej atmosfery, pozbawionej wszelkiej „etykietalności”, gdzie różnice w pozycji społecznej i majątkowej między gośćmi i gospodarzami dworu przestały się liczyć. Jednym słowem zapanował wtedy w Tuhanowiczach swoisty karnawał, czas beztroskiej zabawy, czego dowodzi żartobliwy list Mickiewicza do Zana, pisany 16 sierpnia wspólnie z Puttkamerem i Józefem Wereszczaką:

Arcy-Tomaszu Zanie!

[…]

Wart jesteś arcypołajania za twoje hasanie, nie wiedzieć gdzie, bez zjawienia się na naszym horyzoncie.

[...]

Czekają tu na ciebie WWWereszczakowie, WPutkamer, wszyscy znajomi, a nawet WSędzia Mitarnowski, który miał wyjechać przed obiadem, zostaje umyślnie dla ciebie i dla krup perłowych* (*o krupach perłowych będzie niżej).

Z a d a n i e m a t e m a t y c z n e

Dajmy sobie, że promyk To[masz] Za[n], ciśniony z pewnego punktu w linii prostej, ma paść na punkt, tym czasem nie pada, ale się zatrzymuje w punkcie N. i koło niego się obraca. Odgadnąć trzeba, co go w drodze zatrzymało, dla czego zboczył z linii prostej. — Ilość nieznajomą nazwijmy N. Ty sam oznaczysz jej wartość. My tylko wnosiemy: 1. że to być musi ilość biała, gdyż ten tylko kolor ma własność zatrzymywania promionków. 2. że i ciała promieniste ulegają atrakcji ziemskiej.

	S. Wychodzi bryka czterokonną dla zabrania Pana Tomasza i wszystkich jego konceptów.

ANM.[przypis]A. Mickiewicz, Dzieła, t. XIV, Listy. Część pierwsza 1815-1829, opr. M. Dernałowicz, E. Jaworska, M. Zielińska, Wyd. Rocznicowe, Warszawa 1998, s. 135-137.[/przypis]

Mapka, własnoręcznie wyrysowana w tym liście[przypis]Reprodukcja mapy za: Wiersze Adama Mickiewicza w podobiznach autografów, oprac. Cz. Zgorzelski, cz. !, Wrocław 1973.[/przypis] przez Mickiewicza, warta jest uwagi. Pokazuje trójkąt Szczorse-Tuhanowicze-Nowogródek, czyli miejsca, pomiędzy którymi przemieszczał się Zan i Mickiewicz tego lata. W Szczorsach, posiadłości hrabiego Chreptowicza, spędzał wakacje Malewski, dzieląc czas na pracę w zasobnej bibliotece hrabiego i projekty organizacyjne filomatów, w skromnym domu rodzinnym Mickiewicza w Nowogródku oczekiwała matka i bracia, z których Aleksander nie miał nawet butów, żeby wyruszyć gdzieś dalej, Tuhanowicze natomiast, to była pełnia szczęścia, dostatku i zabawy oderwanej od prozy życia.

Mickiewicz kreślił mapkę pośpiesznie, więc trudno wymagać od niego precyzji, jednak przesunięcia w stosunku do realnego położenia miejscowości są znaczące.

W rysunku Mickiewicza Tuhanowicze zajmują centralne miejsce, Nowogródek wprawdzie nienaturalnie blisko, ale umieszczony gdzieś w dole, jakby spychany z pola widzenia, Szczorse z kolei, odsunięte nieproporcjonalnie daleko od Nowogródka, w jakimś stopniu zostały zmarginalizowane, choć Malewski oczekiwał, że Mickiewicz tam powróci naradzać się nad ustawami związku filomatów.

Do korespondencji przyjaciół z tego lata Tuhanowicze wtargnęły jako miejsce magiczne, rajskie, odrywające dwóch przebywających tam kolegów od obowiązków i codzienności.

„Dwóch panów rady naszej [tzn. Mickiewicz i Zan – MZ] jak się dorwało tuhanowieckiego raju, żadnej o nich długo nie miałem wiadomości” - skarżył się w Szczorsach Malewski do Jeżowskiego.[przypis]Szczorse, 1-4/13-16 września 1820, list do J. Jeżowskiego, w: Korespondencja Filomatów 1815-1823. T. II,. Wyd. J. Czubek. Kraków 1913, s. 267.[/przypis]

Mickiewicz podsumował ów czas następująco:

&amp;nbsp;

Jeżdżenie, polowanie, patrzenie na piękności, słuchanie, granie, działanie, rozmawianie nawet o □ z cietrzewiami, kalkulowanie, śmianie się do rozpuku, całą noc pieśni rewolucyjne w licznej drużynie – spliny czasem i zasmucenie […] – oto obraz krótki wakacji.[przypis]Nowogródek, 27 sierpnia 1820, list do J. Jeżowskiego i O. Pietraszkiewicza, A. Mickiewicz, Dzieła, t. XIV, s. 138.[/przypis]

&amp;nbsp;

Podobnie, choć w innym stylu zrobił to wcześniej Zan w liście do Pietraszkiewicza:

&amp;nbsp;

[…] w Tuhanowiczach nie tylko z Adamem, ale z prawdziwie zacnymi i promienistymi Wereszczakami, z promienistą i najlepszą Marią, którą sam Adam uwielbia, z którą pan Tomasz śpiewów Niemcewicza kilka nauczył się i śpiewał, z którą w szachy grał, wygrywał i przegrywał, której prawidła promieniste posłał, która i dobra, i piękna, która warta być nawet kanclerzyną. Życie prawdziwie wygodne: gruszki są, kawa jest, jabłka są, wino jest, przednie obiady są, herbata jest, konie są, Maria jest.. Jak wspomnę na Wilno, strach mnie bierze: jeszcze bym, zda się, pięć tygodni chciał tu bawić […]. Gdzie się powinę, i w wielkiego tonu domy wprowadzam poufałość […]. Promienistość tam uwielbiają starzy i młodzi.[przypis]Iszkołdź, 23sierpnia/4 września 1820, list do O. Pietraszkiewicza, Korespondencja Filomatów. T. II, s. 248-249.[/przypis]

W Tuhanowiczach zaczął się polski romantyzm. Tam, w wakacyjnej atmosferze zamożnego szlacheckiego dworu, gdzie tradycja starszych łączyła się z romantycznymi nastrojami i lekturami młodzieży, Mickiewicz spotkał pannę niepodobną do tych, które widywał w okolicznych zaściankach: jeździła konno, grywała w warcaby, komponowała, a przy tym prawdy wyczytane w „książkach zbójeckich” uznawała za własne. W tej aurze zauroczenia Marylą i jej otoczeniem skrystalizowały się jego potrzeby duchowe i artystyczne, niejasno już przeczuwane podczas nudnych miesięcy kowieńskich. Miłość, skomplikowana wkrótce ślubem Wereszczakówny z Puttkamerem, stała się katalizatorem tego procesu.

Po tych wakacjach nie wrócił już Mickiewicz do Kartofli i Demostenesa, zmienił się, stał się „zdziczały i ponury”, zainteresowany lekturą romantyków niemieckich i angielskich. Latem 1821 poeta również odwiedził Tuhanowicze, tym razem z uczuciem goryczy i zawodu po ślubie Maryli, niemniej romantyczna atmosfera tego miejsca ciągle go fascynowała.

&amp;nbsp;

Tuhanowicze mają zawsze wiele raju; Michał światły, oczytany i najzagorzalszy romantyk. Unosi się nad wiekami rycerskimi, wyrywamy sobie z ust słowa, mówimy o rzeczach ważnych […]. Lada dzień […] pojedziem w puszczę nad Świteź do małego folwarczku na dni kilka, będziemy jeździć po lesie i dumać. Takiego człowieka trzeba kochać! Ale to w porównaniu do przeszłego roku jest jak nasz pusty dziedziniec – tak wiele ubyło.[przypis]Tuhanowicze, ok. 25 lipca/6 sierpnia 1820, list do J. Czeczota, A. Mickiewicz, Dzieła, t. XIV, s.199.[/przypis]

Plonem drugich tuhanowickich wakacji były kolejne ballady i pomysł IV cz. Dziadów, gdzie opisze swoje uczucia z tego czasu. Na tym wszak romans jego z Marylą się nie skończył, a raczej rozwinął się dopiero jesienią 1821 i w roku następnym. Poeta uzyskał wówczas urlop zdrowotny i zamieszkał w Wilnie, tam też przyjeżdżała młoda pani Puttkamerowa z pobliskich Bolcienik. Do legendy weszły jednak

Tuhanowicze, a nie tamte miejsca, również naznaczone historią tej miłości. Po pierwsze dlatego, że do nich nawiązywały utwory wieszcza, po drugie, ponieważ romans panienki ze dworu z ubogim poetą, zakończony ślubem z innym młodzieńcem, lepiej mieścił się w ramach obyczajowych epoki i samej rodziny Maryli, aniżeli zdrada mężatki, toteż kultywowano wersję o początku tej historii w roku 1818, poświadczaną przez Odyńca i Domeykę w ich późniejszych wspomnieniach.[przypis]A. E. Odyniec, Listy z podróży, oprac. M. Toporowski, wstęp M. Dernałowicz, Warszawa 1961, t. I, s. 266; I. Domeyko, [List do księdza J. Siemieńskiego z 25 X 1880], w: Korespondencja Adama Mickiewicza, wyd. 4, Paryż 1885, t. IV, s. 2.[/przypis] W rzeczywistości wiadomo tylko, że poeta odwiedzał Tuhanowicze latem 1820 (przypuszczalnie trzykrotnie[przypis]J.M. Rymkiewicz w haśle Tuhanowicze (w: Mickiewicz. Encyklopedia, Warszawa 2001) utrzymuje, że pierwszy raz poeta był w Tuhanowiczach 16 sierpnia 1820, co poświadcza cytowany wyżej list. Jeżeli jednak Mickiewicza do Wereszczaków wprowadził Zan, jest to koncepcja nie do utrzymania, ponieważ z tego listu wynika, że Zana od dłuższego czasu w Tuhanowiczach nie ma. Zatem stać się to musiało wcześniej, prawdopodobnie w końcu lipca, przed wizytą Mickiewicza w Szczorsach (3 sierpnia), o której Malewski pisał: „Wyjechał wreszcie Adam, niezmiernie romansowy, naczytawszy się dużo estetyczności, sprawdzać dalej i nowymi wzbogacać przykładami swoją teorią sztuk pięknych.”(F..Malewski do J. Jeżowskiego, 18/30 sierpnia 1820, Korespondencja Filomatów. T. II, s. 232.[/przypis]) i raz podczas następnych wakacji.

Tuhanowicze nie różniły się wiele od innych podobnych szlacheckich posiadłości Nowogródczyzny. Dwór, oficyny, kapliczka, aleja lipowa, altana, wzgórek, sad, park, stawy, rzeczka i las w okolicy - te elementy istniały i gdzie indziej. Jednak w Tuhanowiczach nabrały znaczenia jako sceneria romansu wieszcza. Toteż późniejsi właściciele majątku (wnuczka Józefa Wereszczaki, po mężu Tuhanowska) zadbali o pamiątki po poecie ważne dla podróżników, wędrujących jego śladami. W altanie ustawiono popiersie poety, a obok dworu tablicę pamiątkową: „Tu mieszkała Maryla, pierwsza miłość Adama Mickiewicza”.[przypis]Zob. B. Dybowski, Dwie Świtezie, „Ziemia” 4 marca 1911, nr 9, s. 133. Tamże ilustracja.[/przypis]

Zarazem dwór Wereszczaków był jednym z miejsc, w którym dopatrywano się pierwowzoru Soplicowa. Największym zwolennikiem tej tezy był Podhorski-Okołów, który pieczołowicie odtworzył plan majątku, lokalizując tam sceny z poematu.[przypis]L. Podhorski-Okołów , Przez Cząbrów czy przez Tuhanowicze. Którędy droga do Soplicowa? W tegoż Realia Mickiewiczowskie,wyd.2 powiększone, Warszawa, „Rytm”, 1999. Ilustracja s. 320.[/przypis] Podczas pierwszej wojny światowej działania na froncie niemiecko-rosyjskim zniszczyły wszystkie zabudowania Tuhanowicz. Została tylko lipowa altana.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="358" title="Nowogródczyzna" slug="nowogrodczyzna">Mickiewicz – to w zasadzie jego całkowicie własna zasługa – wyczarował i wykreował Nowogródczyznę jako kolebkę i zarazem centrum polskiego romantyzmu. Zrobił to w sposób na tyle przewrotny, że z łatwością ulegamy wrażeniu, że to Nowogródczyzna wykreowała Mickiewicza i że bez niej polski romantyzm byłby jeśli nie nie do pomyślenia, to z pewnością radykalnie odmienny. Bez wątpienia zatem jest coś swoistego i urokliwego, dajmy na to, w Świtezi, skoro – jeszcze przed Mickiewiczem – próbowali się z nią Zan i Czeczot, ale to twórcy Ballad i romansów wierzymy, że obraz odbitego w tafli jeziora nocnego nieba („Gwiazdy nad tobą, i gwiazdy pod tobą, / I dwa obaczysz księżyce”; Mickiewicz 1998a: 58) jest w tych stronach – w „nowogródzkiej stronie” – cechą krajobrazu o szczególnie doniosłym, wręcz zjawiskowym charakterze, choć oczywiście można by wskazać wiele innych, podobnych jezior.

A jednak w młodzieńczych, pisanych jeszcze w duchu klasycyzmu i pod patronatem Trembeckiego wersach poświęconych Nowogródczyźnie:

„O nowogrodzka ziemio, kraju mój rodzimy,

O, Trębeckimi godzien uwielbienia rymy!”

(Mickiewicz 1998b: 249),

poeta właśnie w zwyczajności krajobrazu, w jego praktyczności („zyskach treściwych”, jak mówi) upatruje jego szczególnej siły. Wydawać by się mogło, że ta zwyczajność i praktyczność może się wiązać z jakąś formą wzniosłości. Tymczasem z przedstawionej tam konfrontacji nowogródzkiej strony z obszarami, które są atrakcją dla „gminniejszych podróżnika zmysłów” (Mickiewicz 1998b: 249), wynika, że to, co w analizach filozoficznych jest rdzennie powiązane ze wzniosłością (porażające zjawiska natury, walki żywiołów, wysokie szczyty i głębokie otchłanie, które dają wyobrażenie skończoności ludzkiego umysłu i nieskończoności zewnętrznych potęg), tutaj przynależy właśnie do owej powierzchownej, pozbawionej „zysków treściwych” formy natury. Jeśli więc coś u Mickiewicza jest wzniosłe, to prozaiczność życia, znajdująca ujście w „wielkości duszy, prostości zwyczaju” (Mickiewicz 1998b: 250) – to nic, że krajobrazu „nie szarpią przepaści, nie jeży opoka” (Mickiewicz 1998b: 250) – co zapewne znalazło swój pełniejszy i artystycznie doskonalszy wyraz w księgach Pana Tadeusza, który, jak wiadomo, też jest geograficznie zakorzeniony w Nowogródczyźnie. W znacznie późniejszym okresie życia powróci u Mickiewicza ta idea dostępnej od ręki praktyczności krajobrazu, który skontrastowany będzie z lozańskim, nader eterycznym widokiem Alp i Lemanu: „Wolę ja nasze litewskie krajobrazy, na których zaraz można położyć się i przespać się, niż te dalekie bliktry, co oczy łudzą jak kamer-obscura” (list do Ignacego Domeyki z 11 sierpnia 1839 roku; Mickiewicz 2003: 481). Inna rzecz, że w twórczości Mickiewicza znalazło się również miejsce na namysł nad tą drugą, niebezpieczniejszą stroną wzniosłości – chodzi tu głównie o Sonety krymskie.

Wszystkie te aporie i komplikacje tym lepiej tłumaczą fakt, że to w szczególności Nowogródczyzna stała się celem pielgrzymek zarówno poetów i pisarzy, jak i rozlicznych badaczy Mickiewicza; przyjechał tu również dwukrotnie, raz jako młodzian, drugi raz w sędziwym już wieku, Władysław Mickiewicz, który podobno zamierzał tu umrzeć. Tak jakby realne miejsca stanowiły wyjątkowy klucz do zrozumienia poety, nawet jeśli jego twórczość, jak akcentował Wacław Borowy, to nie „poezja prowincjonalno-geograficzna ani muzealna, dla której główną sprawą byłyby rzeczywiste miejscowości czy zabytki” (Borowy 1926: 67). A jednak, wbrew twierdzeniu Borowego, poezja Mickiewicza, mimo swego globalnego zasięgu, jest w znacznej mierze prowincjonalna. Rezygnujemy rzecz jasna z ewentualnych deprecjonujących konotacji tego przymiotnika: jest ona prowincjonalna w sensie czysto geograficznym. Pouczające byłoby tu zestawienie Mickiewicza ze Słowackim, który nie tylko wydaje się twórcą mniej od autora Dziadów wrażliwym na szczególność pojedynczego krajobrazu – tak że nie czuje się, z kilkoma, znaczącymi zresztą, wyjątkami, wielkiej potrzeby odwiedzania miejsc uwiecznionych w jego tekstach – ale jednocześnie nie jest tak terytorialnie związany jak Mickiewicz ani z krajem lat dziecinnych, ani żadnym innym. U Słowackiego ani Krzemieniec (czy też Wołyń i Podole), ani Warszawa, ani Francja, Szwajcaria czy kraje poznane w trakcie podróży do Ziemi Świętej nie okupują tak niepośledniej pozycji jak Nowogródczyzna u Mickiewicza. To jednocześnie pozwala postawić diagnozę, że Mickiewiczowska Nowogródczyzna nie zawdzięcza swojego statusu wyłącznie faktowi bycia przestrzenią rodzinną i pamiętaną z dzieciństwa – a taka dość banalna sugestia nasuwa się już na samym początku. Nie jest również tak, że nowogródzkie skarby natury były w oczach Mickiewicza z niczym nieporównywalne; na przykład w 1820 roku rozpływa się w liście do Czeczota i Zana nad urokami doliny kowieńskiej: „Trudno sobie coś rozkoszniejszego wymyślić, a niepodobna widzieć, przynajmniej w Litwie” (Mickiewicz 1998c: 111). Inna rzecz, że miłostki poety, w zależności od rozwoju wypadków, znajdowały w epistolografii swoje przełożenie na jego stosunek do bliskich mu miejsc. Romansując z Karoliną Kowalską, czuł się szczęśliwy w Kownie, skąd pisał do Franciszka Malewskiego (listopad/grudzień 1822): „Przywykłem do wielu rzeczy. Kowno staje się dla mnie domem, Wilno gościną, Nowogródek zagranicą. Dawniej duszą byłem w Wilnie. Teraz nie mam tam chęci jechać” (Mickiewicz 1998c: 245). Jeszcze rok wcześniej zwierzał się Czeczotowi: „Nowogródek cóż ma w sobie dla mnie oprócz pamiątek? Często pytam siebie, gdzie moja właściwie ojczyzna – bo Kowno za gościnę uważam – i nie znajduję odpowiedzi. Wcale nie wiem, czy jechać do Nowogródka, i nie jechałbym, gdyby nie bracia, z którymi widzieć się muszę. Wilno teraz stało się dla nas jakimś wspólnym domem i tam oczy się często obracają; ale czyż to na długo; już się powoli rozsypujem. Przyjdzie do tego, że wszystkie miejsca staną się obojętne, wszędzie będzie równie miło, czyli, co jedno, nigdzie nie będzie” (Mickiewicz 1998c: 192). Sporo tego rodzaju żółci, w nawiązaniu do Tuhanowicz, Płużyn, Bolcienik czy Ruty, wylewało się z poety po zamążpójściu Maryli Wereszczakówny. Sprowadzenie Nowogródka do czysto sentymentalnej roli „pamiątek” – co czyni z tego miasta po prostu jedno z wielu miejsc, w których się kiedyś było – jest bodaj najbardziej wymowne.

Twierdzenie o wyczarowaniu i wykreowaniu Nowogródczyzny przez Mickiewicza może na pierwszy rzut oka kłócić się z jego własną, kategoryczną deklaracją, którą w 1828 roku przedstawił w liście do Antoniego Edwarda Odyńca: „Mam wstręt okrutny do wszystkich wysp i krajów, których nie ma na mapie, i królów, których nie ma w historii. Owe intrygi osnowane na przebraniach się, siurpryzach, wyroczniach, dla mnie nieznośne” (Mickiewicz 1998c: 478). Mickiewicz, oceniając literackie próby Odyńca, daje tu upust własnym poglądom estetycznym. W słowach tych wszakże – czego dowodzi niejeden utwór samego Mickiewicza – nie stawia się oczywiście postulatu postawienia prawdy faktograficznej ponad kategorią zmyślenia. Zgodnie z rozróżnieniem Goethego, które po części jest odpryskiem Arystotelesowskiej dychotomii „prawdziwy–prawdopodobny”, Dichtung i Wahrheit nie są sobie przeciwstawne. Zmyślenie może być nawet prawdziwsze od samej prawdy, jeśli zawiera „ducha poetyckiego” (by użyć słów Mickiewicza z tego samego listu), który jedynie emanuje pod postacią zewnętrznych zjawisk i zdarzeń. Nie jest więc konieczne, by na konkretnej mapie zlokalizować Soplicowo, jeśli w odczuciu czytelników Pana Tadeusza utrafia ono w ducha całej Nowogródczyzny. Tak czuł to sam poeta, który parokrotnie podkreślał w listach, że pisząc poemat przenosił się „w miłe strony rodzinne”.

Analiza geografii Ballad i romansów pokazuje, o ile jest trafna, że Mickiewicz, mniej lub bardziej świadomie, konstruuje wizję Nowogródczyzny – nawet nie Litwy, ale Nowogródczyzny właśnie – jako życiodajnego centrum otoczonego z każdej strony obcymi, a nawet wrogimi terytoriami ościennymi. Intrygujące, że na zachód od Nowogródczyzny nie ma właściwie Polski: rodzima kraina poety jest bytem niejako osobnym i samowystarczalnym. Relacje z sąsiadami ujmowane są w metafory obustronnego ruchu, nierzadko mającego postać konfliktów zbrojnych. To odizolowanie „nowogródzkiej strony”, przy jednoczesnym, jakże wymownym pominięciu terenów Królestwa Polskiego, może znaleźć co najmniej kilka wyjaśnień; tutaj wszakże najciekawsza wydaje się interpretacja, dla której niejedną przesłankę znajdziemy u samego Mickiewicza, a która sytuuje Nowogródczyznę w historycznoliterackim kontekście kształtowania się polskiego romantyzmu i jego walki z „kongresowym” klasycyzmem warszawskim.

„Że Warszawa jest złym siedliskiem dla poetów, nie ma kwestii” – pisze Mickiewicz z przekąsem do Odyńca (Mickiewicz 1998c: 484). Kryje się za tą ironią nie tylko niechęć do zmurszałych gustów warszawskiej elity literackiej[przypis]O próbie wydania Izory Odyńca: „W Warszawie może się inaczej wydawać; na teatrze może pozyskać oklaski, ale próba ogniowa druku jest na nią za ciężka” (Mickiewicz 1998c: 477).[/przypis], ale także przekonanie, że prawdziwego poetę może wydać i stworzyć tylko ziemia mająca „ducha poetyckiego”, a Warszawa w najgłębszym mniemaniu autora Dziadów taką nie jest. Można więc powiedzieć: nie ma Warszawy na mapie Ballad i romansów, bo choć pisze się w Warszawie wiersze, to nie ma w niej ani Poetów, ani Poezji. Osamotniona na mapie Nowogródczyzna pełni wobec tego rolę synekdochy nowej, torującej sobie drogę Poezji, której Mickiewicz jest naczelnym, a może i jedynym ambasadorem. Romantyzm i Nowogródczyzna są ze sobą nierozerwalnie sprzęgnięte nie dlatego, że stamtąd był Mickiewicz (a także spora grupa filomatów i filaretów, choć wielu z nich nie było poetami), ale dlatego że Mickiewiczowi udało się przekonać całe generacje czytelników, że bez Nowogródczyzny nie byłoby Mickiewicza – nawet jeśli to tylko złudzenie zawdzięczające cały swój powab, całą swoją potęgę sile jego poetyckiego wyrazu. O ile więc można z łatwością myśleć o Słowackim bez kontekstu krzemienieckiego, o tyle Mickiewicz, „Adam nowogródzki” – jak wielokrotnie przedstawiał się adresatom swoich listów, wydaje się trwale z Nowogródczyzną zrośnięty.

Można w każdym razie domniemywać, że wyczarowanie i wykreowanie Nowogródczyzny było dla Mickiewicza aktem poetyckiej dyferencjacji – zarówno w kontekście krajowym, jak i nawet ogólnoeuropejskim. Na ironię zakrawa fakt, że dokonało się to w pewnej mierze przy użyciu narzędzi, które później, w zgodzie ze swoimi pozytywistycznymi i deterministycznymi przekonaniami, Hippolyte Taine określił jako „rasa, moment i środowisko”. Różnica polega na tym, że – jak się wydaje – Mickiewicz dokonał tutaj świadomego wyboru każdego z tych elementów, akcentując swoją litewskość (rasa) (która później tak będzie kłuła w oczy Słowackiego, co szczególnie widać w Beniowskim), wagę wyjazdów do Tuhanowicz i Płużyn (moment) oraz zakorzenienie w Nowogródczyźnie (środowisko). Waga tego trzeciego czynnika jest w sposób szczególny nie do przecenienia, bo „duch poetycki” nowogródzkiej strony, w swej wyjątkowości objawiający się poprzez dzieła Mickiewicza i chyba tylko poprzez nie, może być konfrontowany z „duchem poetyckim” miejsc opisywanych, dajmy na to, przez Schillera czy Byrona. Między innymi dzięki temu Nowogródczyzna mogła być czymś więcej niż tylko krajem lat dziecinnych czy nawet krajem ojczystym: „Uważ, że kiedy marzę o Litwie, myślę tylko w szczególności o kilku miejscach, o kilku osobach, i dla tych nigdy serca nie zmienię; resztę kocham tylko miłością chrześcijańską i cywilną, jak kraj ojczysty” (list do Domeyki z czerwca 1830 roku; Mickiewicz 2003: 46).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="359" title="Litwa średniowieczna Mickiewicza" slug="litwa-sredniowieczna-mickiewicza-2">Średniowieczna Litwa Mickiewicza jawi się jako konstrukcja wypełniona postaciami, miejscami i wydarzeniami, które faktycznie żyły względnie zaistniały w przeszłości, równocześnie nie brak w niej jednak osób, lokalizacji i zdarzeń mitycznych, które powołał do życia Mickiewicz.
Pierwszy plan: prawda historyczna
 1. Miejsca
Przestrzeń średniowiecznej Litwy w ujęciu Adama Mickiewicza wypełniają różnego typu punkty osadnicze, historyczne krainy, jednostki administracyjne i obiekty hydrograficzne. Wśród punktów osadniczych wyróżnić należy przede wszystkim miasta. Występujące w Trzech Budrysach, Grażynie i Konradzie Wallenrodzie Wilno (dziś Vilnius) po raz pierwszy zostało wymienione w liście z 1323 roku, skierowanym przez wielkiego księcia litewskiego Giedymina (zm. 1341) do papieża Jana XXII (zm. 1334). Giedymin uczynił z Wilna stolicę swojego państwa, wznosząc na obecnej Górze Zamkowej (Górze Giedymina) u ujścia Wilejki do Wilii drewniano-ziemny gród, od początku XV wieku stopniowo przekształcany w murowany zamek. Wilno stało się miastem formalnie w 1387 roku, gdy nadano mu prawo magdeburskie. Od czasów Giedymina nieprzerwanie do końca XVIII wieku pozostawało stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego[1]. We wcześniejszym okresie centrum państwa litewskiego znajdowało się m.in. w Nowogródku (dziś białoruski Навагрудак). Ów ośrodek, występujący w Świtezi, stolicą Litwy był przypuszczalnie za panowania księcia Mendoga (zm. 1263). Najprawdopodobniej to właśnie tutaj Mendog latem roku 1253 został koronowany na króla Litwy. Rezydował w grodzie wzniesionym w pierwszej połowie XIII wieku, który następnie, w XIV i XV wieku, został ostatecznie przekształcony w murowany zamek, zachowany po dziś dzień w formie malowniczej ruiny. Osada u stóp zamku otrzymała prawo miejskie z rąk Kazimierza Jagiellończyka pod koniec pierwszej połowy XV wieku. W sąsiedztwie ruin zamkowych znajduje się wzniesienie, zwane Górą Mendoga, występujące w Ucieczce i Konradzie Wallenrodzie, według lokalnej legendy będące miejscem pochówku Mendoga[2].

[caption id="attachment_1200" align="alignnone" width="893"] Litwa średniowieczna Mickiewicza - ilustracje do Konrada Wallenroda[/caption]

Mickiewicz w kontekście średniowiecznej Litwy przywołuje także inne miasta. W Konradzie Wallenrodzie pojawia się Kowno, Połąga i Kiejdany. Kowno (lit. Kaunas) w źródłach pisanych wzmiankowane jest od początku lat sześćdziesiątych XIV wieku. W połowie lat osiemdziesiątych tego stulecia Krzyżacy, którzy na pewien okres opanowali Kowno, wznieśli tu murowany zamek, który zachował się do dziś. Od roku 1408 osada posiadała prawo miejskie. W obecnych granicach Kowna zlokalizowana jest też wspominana w Konradzie Wallenrodzie dolina Kowieńska, przez którą przepływa Wilia. Nad rzekę często docierał Mickiewicz. Znacznie później, bo dopiero w 1791 roku, prawo miejskie otrzymała Połąga (lit. Palanga), której przynależność do Litwy ostatecznie zatwierdził pokój zawarty z Zakonem Krzyżackim w roku 1422. Położona tuż nad brzegiem Bałtyku osada odgrywała dzięki posiadanemu portowi poważną rolę w skali całej Żmudzi, co spowodowało, że w pierwszej połowie XVI wieku stała się stolicą jednego spośród żmudzkich traktów. Zgodnie z litewską tradycją z Połągi pochodziła Biruta (zm. 1382), żona wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta[3]. Wreszcie Kiejdany (lit. Kėdainiai), istniejące już w wieku XIV jako niewielka osada, od końca XV wieku w rękach rodu Kiszków, później należąca do Radziwiłłów, prawo miejskie otrzymała dopiero w 1647 roku[4].

W Grażynie występuje z kolei Lida i Wielona. Lida (dziś białoruska Ліда) prawo miejskie otrzymała w 1590 roku, ale już od lat dwudziestych XIV wieku znajdował się tu zamek wzniesiony z polecenia wielkiego księcia Giedymina[5]. Położona nad Niemnem Wielona (lit. Veliuona) wzmiankowana jest już pod koniec XIII wieku. Przez długi okres w wieku XIV znajdowała się w rękach Krzyżaków, którzy wznieśli tu nawet zamek (na początku XV wieku stał się on centrum pozostającej w rękach krzyżackich Żmudzi). Po roku 1409 z polecenia wielkiego księcia Witolda wzniesiono w Wielonie kolejny murowany zamek, a za panowania Aleksandra Jagiellończyka położona u stóp warowni osada otrzymała prawo miejskie (1500). Na jednym ze wzgórz w sąsiedztwie Wielony (Góra Giedyminowa), został rzekomo pochowany wielki książę Giedymin[6].

Mickiewicz wymienia także w swoich utworach mniejsze punkty osadnicze. W Świtezi występują Płużyny i Cyryn, położone w niedalekiej odległości od jeziora Świteź. Płużyny (obecnie Плужыны) w XIX wieku należały do rodziny Wereszczaków. Brak jednak pewności, czy osada posiada średniowieczną chronologię[7]. Cyryn (dziś białoruski Цырын) istniał z kolei już w wieku XVI, ale nie było tu parafii katolickiej, lecz prawosławna. W 1792 roku Cyryn otrzymał prawo miejskie[8]. Obecne w Grażynie Rumszyszki (lit. Rumšiškės) funkcjonowały już w latach osiemdziesiątych XIV wieku, kiedy to w ich sąsiedztwie przechodziły oddziały krzyżackie wyprawiające się na Litwę. W czasach późniejszych Rumszyszki posiadały status miasteczka, ale brak informacji na temat daty ewentualnego otrzymania prawa miejskiego. Na początku XVI wieku były wzmiankowane jako centrum powiatu rumszyskiego. W pobliżu miasteczka, na Niemnie istniał jeszcze w wieku XIX szereg rap (progów), utrudniających żeglugę[9].

W Grażynie wzmiankowana jest także Żmudź. Władcy litewscy próbowali ją podporządkować ze zmiennym szczęściem już w pierwszej połowie XIII wieku, głównie w okresie panowania wielkiego księcia (potem króla) Mendoga. Ostatecznie związek Żmudzi z Litwą został utrwalony za rządów wielkich książąt litewskich Witenesa (1295–1316) i Giedymina (1316–1341). Od lat osiemdziesiątych XIV wieku, formalnie aż do roku 1411, Żmudź pozostawała w mniejszym lub większym stopniu zależności od państwa krzyżackiego w Prusach. Następnie została już na trwałe przyłączona do Wielkiego Księstwa Litewskiego (jako Księstwo Żmudzkie)[10].

Występujący w utworze Przyjaciele powiat oszmiański[11] funkcjonował zapewne już w XV wieku, jako część składowa istniejącego w latach 1413–1793 województwa wileńskiego. Centrum powiatu stanowiła Oszmiana (dziś Ашмяны), osada istniejąca dowodnie już w XIV wieku, która od pierwszej połowy wieku XVI posiadała prawo miejskie (Nowa Oszmiana)[12].

Mickiewicz w swoich utworach przywołuje również liczne rzeki i jeziora. Niemen, występujący w Trzech Budrysach i Konradzie Wallenrodzie, i jego dopływ – Wilia, pojawiająca się w Konradzie Wallenrodzie, już w średniowieczu należały do głównych szlaków transportowych Litwy umożliwiających dotarcie do Zalewu Kurońskiego. Jezioro Świteź (Świteź, Świtezianka) i Jezioro Trockie (Grażyna), dziś jezioro Galwe, już w średniowieczu przyciągały osadników. Na jednej z wysp tego ostatniego w drugiej połowie XIV wieku wielki książę Giedymin rozpoczął wznoszenie potężnego zamku. Budowa została zakończona za rządów wielkiego księcia Witolda, który tu zmarł w roku 1430. Obiekt ten występuje w Grażynie jako „Witołda gmach”.

Wzmiankowane w Trzech Budrysach Nowogród i jezioro Ilmen (współcześnie: Ilmień) były położone poza litewskimi granicami, ale z historią średniowiecznej Litwy pozostają w ścisłym związku. Początki Nowogrodu Wielkiego sięgają schyłku X wieku. W wieku XI był to, obok Kijowa, najważniejszy ośrodek państwa kijowskiego. W ciągu XII wieku więzi te osłabły wskutek postępującego rozdrobnienia dzielnicowego Rusi Kijowskiej. Nowogród jako jedyny spośród największych miast ruskich nie ucierpiał podczas najazdów tatarskich w pierwszej połowie XIII wieku, zdołał także zachować prawie całkowitą niezależność od tatarskich władców. W wieku XIII w mieście ostatecznie utrwalił się prymat wiecu (zgromadzenia mieszkańców) nad księciem, a sam Nowogród, którego mieszkańcy bogacili się (głównie bojarzy i bogaci kupcy) na handlu z Hanzą, rozszerzył swoją strefę wpływów na obszar rozciągający się od wschodnich granic Inflant po zachodnie rejony Syberii. Przeżywająca największy rozkwit w XIV wieku „republika nowogrodzka” została ostatecznie włączona do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego w 1478 roku. W wieku XIV i XV daje się zauważyć silna rywalizacja pomiędzy państwem litewskim i księstwami ruskimi, głównie moskiewskim, o wpływy w Nowogrodzie. Wiec nowogrodzki wielokrotnie w tym okresie zapraszał na miejscowy tron Giedyminowiczów – krewnych aktualnego wielkiego księcia litewskiego. Książęta litewscy, mimo świadomości niewielkiego zakresu prerogatyw funkcji księcia Nowogrodu, chętnie przyjmowali ofiarowywaną przez wiec nowogrodzki godność[13].

Litwa zaczęła bezpośrednio graniczyć z „republiką nowogrodzką” dopiero w pierwszej połowie XIV wieku, po opanowaniu księstwa połockiego (początek XIV w.) i księstwa witebskiego (ostatecznie w 1320 r.)[14]. W wieku XIV i XV władcy litewscy próbowali także podboju państwa nowogrodzkiego. Ich wyprawy kierowały się głównie w rejon rzeki Łować, dopływu jeziora Ilmień[15], wzmiankowanego w Trzech Budrysach, lub na sąsiednie tereny państwa pskowskiego. Oddziały litewskie nigdy jednak­ nie zdołały podejść pod Nowogród, nawet przedsięwzięta w 1428 roku z olbrzymim rozmachem wielka wyprawa księcia Witolda dotarła – głównie z powodu trudności z przedostaniem się przez olbrzymie połacie leśne – jedynie do Porchowa[16].

Na koniec należy odnieść się do terminu Ruś, który jest obecny zarówno w Trzech Budrysach, jak i w Świtezi i Grażynie. W wiekach X–XIII geograficzne pojęcie Rusi ograniczało się do dorzecza środkowego Dniepru. W przeciągu dwóch następnych stuleci zaczęto nim określać także sąsiednie regiony, w wiekach X–XII zdominowane przez element prawosławny i/lub związane z dawnym państwem kijowskim. Wewnętrzne zróżnicowanie ziem ruskich (kulturowe, historyczne, gospodarcze, polityczne) przyczyniło się do wyodrębnienia szeregu krain: Rusi Nowogrodzkiej, Moskiewskiej, Włodzimiersko-Suzdalskiej, Czerownej itd.[17].
2. Osoby
Obecność postaci historycznych związanych z dziejami średniowiecznej Litwy w utworach Mickiewicza ogranicza się przede wszystkim do grona władców ziem litewskich. Obecny w Ucieczce, Świtezi, Konradzie Wallenrodzie i Grażynie Mendog (także jako Mindowe; lit. Mindaugas) w pierwszej połowie XIII wieku władał ziemiami między Wilią, środkowym Niemnem i Mereczanką. Najpóźniej pod koniec lat czterdziestych tego stulecia zjednoczył w swym ręku dużą część ziem litewskich i część ruskich (uprzednio podbitych przez Litwinów). W 1251 roku wraz z żoną przyjął chrzest w obrządku zachodnim i latem roku 1253 został koronowany – prawdopodobnie w Nowogródku – na króla Litwy. W końcu 1263 roku zginął wraz z dwoma synami z inspiracji księcia Dowmonta (lit. Daumantas)[18].



Postacią historyczną był także wielki książę Giedymin (lit. Gediminas), występujący w Grażynie. Panujący w latach 1316–1341 władca przyczynił się do znacznego rozszerzenia granic państwa litewskiego na wschodzie, a także skutecznie powstrzymywał napór Zakonu Krzyżackiego, zarówno jego pruskiej gałęzi, jak i inflanckiej. Synami Giedymina byli Olgierd (lit. Algirdas), wielki książę litewski w latach 1345–1377, oraz Kiejstut (lit. Kęstutis), wielki książę litewski w latach 1381–1382. Obydwaj występują w Trzech Budrysach: „Bo mówiono mi w Wilnie, że otrąbią niemylnie / Trzy wyprawy na świata trzy strony: / Olgierd ruskie posady, Skirgiełł Lachy sąsiady, / A ksiądz Kiejstut napadnie Teutony”. Potwierdzenie w źródłach znajdują wyprawy Olgierda na księstwa ruskie, m.in. na Moskwę, w latach 1368, 1370 i 1372 oraz Kiejstuta na ziemie Zakonu Krzyżackiego w Prusach, będące głównie odpowiedzią na krzyżackie „rejzy”[19]. Problem stwarza jedynie kwestia wyprawy „Skirgiełły” (ur. około 1354/1355) na „Lachy sąsiady”. W litewskich wyprawach sprzed roku 1366[20] Skirgiełło zapewne nie uczestniczył z racji młodego wieku. Mało prawdopodobne, by brał udział w ataku na Włodzimierz Wołyński po śmierci Kazimierza Wielkiego (1370), jak również w wielkiej wyprawie na ziemie polskie z 1376 roku, których opis zawiera m.in. kronika Jana z Czarnkowa[21]. W obu tych wyprawach dowodzili osobiście książę Kiejstut i jego młodszy brat Lubart (Lubko, Lubartas)[22]. Abstrahując od tych wątpliwości należy jedynie podkreślić, że „Skirgiełł”, czyli Skirgiełło (lit. Skirgaila), był postacią jednoznacznie historyczną. Ten syn wspominanego księcia Olgierda od roku 1386 do około 1392/1394 sprawował funkcję namiestnika Wielkiego Księstwa Litewskiego lub był nawet jego wielkim księciem[23].

Ostatnią postacią historyczną, na którą warto zwrócić uwagę, jest występujący w Konradzie Wallenrodzie i Grażynie książę Witold, syn wspominanych już księcia Kiejstuta i Biruty. Będący w latach 1401–1430 wielkim księciem litewskim Witold uchodzi (w polskiej historiografii) za jednego z czołowych władców w dziejach Litwy.
Drugi plan: wyobraźnia Mickiewicza
1. Miejsca
Mickiewicz w Grażynie przywołuje tajemnicze „bagna Warega”. Można tylko domniemywać, że chodzi o bliżej nieokreślony region położony nad Bałtykiem, zwanym we wczesnym średniowieczu Morzem Wareskim. Z opisu zawartego w Grażynie wynika, że „bagna Warega” znajdowały się poza Litwą i że stanowiły region, do którego książę Witold miał wysyłać własnych braci i krewnych. Określenie „Morze Wareskie” występuje jeszcze w Powieści minionych lat z początku XII wieku.[24], w kontekście czasów księcia Witolda jest już jednak jednoznacznym anachronizmem. „Bagna Warega” należy uznać za miejsce wyobrażone przez Mickiewicza.

Identycznie rzecz ma się z „zamkiem Swentoroga” wspominanym w Konradzie Wallenrodzie. W wydaniu poematu z 1851 roku znalazły się komentarze wydawcy (Jana Tysiewicza) do tekstu. Znajdujemy wśród nich informację, że ów „zamek Swentoroga” był zlokalizowany u stóp Góry Giedymina (Turzej Góry), w rejonie późniejszego Zamku Dolnego[25]. Informację o funkcjonowaniu w tym miejscu pogańskiej świątyni i stosu, na którym palono ciała władców litewskich (rzekomo również księcia „Swentoroga”), podaje także Teodor Narbutt (1784–1864), autor wielotomowego, niestety w dużej części bałamutnego dzieła Dzieje starożytnego narodu litewskiego. Z pracy Narbutta informacje te przeniknęły następnie do literatury popularnej, np. do przewodnika po Wilnie Lucjana Rydla z roku 1915[26].

Mickiewiczowskim miejscem wyobrażonym jest ponadto miasto „Świteź”, zlokalizowane rzekomo w miejscu jeziora o tej samej nazwie (Świteź).


2. Osoby
Fikcyjnymi postaciami są bohaterowie Przyjaciół – Mieszek i Leszek, wspominany w Trzech Budrysach Budrys czy Rymwid z Grażyny. Wymienionego w Konradzie Wallenrodzie Swentoroga za postać historyczną uznał Maciej Stryjkowski (1574–1586/1593), a za nim Wojciech Wijuk Kojałowicz (1609–1677). Swintorog (czy też Szwentorog) miał się urodzić rzekomo w 1171 roku i być synem niejakiego Utenesa. W wieku 96 lat miał nawet zostać księciem litewskim i nowogrodzkim. Wątpliwości związane z jego postacią prezentował już Adam Naruszewicz (1733–1796)[27], ale w XIX wieku za istnieniem Swintoroga opowiadał się nadal szereg historyków (np. T. Narbutt). Aleksander Brückner (1856–1939) pisał na ten temat: „Fałszerze nie znający litewskiego języka łatali luki rodowodów nazwami miejscowości; tak powędrowali Szwentorog, Kiernus, Kukowojtis i inni z topografii do genealogii”[28]. Wreszcie kilku słów komentarza wymaga ród „książąt Tuhanów”, występujący w Świtezi. Tuhanów brak w pracach staropolskich heraldyków Bartosza Paprockiego (ok. 1543–1614) i Kaspra Niesieckiego (1682–1744). Znany jest jedynie herb Tuhan, używany przez niektóre rodziny litewskich Tatarów[29].
Podsumowanie
Adam Mickiewicz dysponował rozległą wiedzą na temat średniowiecznej Litwy, głównie w odniesieniu do wieków XIII–XV. Nakładając na mapę miejsca, w których rozgrywa się akcja wybranych utworów Mickiewicza, dostrzegamy, że skupiają się one w okolicach Nowogródka oraz ziem położonych nad Niemnem i jego dopływem – Wilią. Poza strefą zainteresowania Mickiewicza pozostaje większość ziem ruskich, które w przeciągu wieków XIII–XV zostały przyłączone do Wielkiego Księstwa Litewskiego.

[1] Por. Maria Łowmiańska, Wilno przed najazdem moskiewskim 1655 roku, wyd. 2, Poznań 2005.

[2] Nowogródek, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. VII, Warszawa 1888, s. 255–262.

[3] Gustaw Manteuffel, Połąga, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. VIII, Warszawa 1887, s. 707–710.

[4] Kiejdany, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. IV, Warszawa 1883, s. 17–19.

[5] Wandalin Szukiemcz, Zamek w Lidzie, „Ziemia”, R. II, nr 46, Warszawa, 18 XI 1911 r., s. 748–749.

[6] J. Krz., Wielona, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. XIII, Warszawa 1893, s. 359–360.

[7] A. Jel., Płużyny, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. VIII, s. 330.

[8] Cyryn, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. I, Warszawa 1880, s. 724–725.

[9] J. Krz., Rumszyszki, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. X, Warszawa 1889, s. 11–12; Zbysław Wojtkowiak, Lithuania Transwilniensis saec. XIV–XVI. Podziały Litwy Północnej w późnym średniowieczu, Poznań 2005, s. 62.

[10] Aleksander Dowojna-Sylwestrowicz, Żmudź, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. XIV, Warszawa 1895, s. 795–807.

[11] Adam Mickiewicz, Wybór poezyj, t. 2, opr. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1986, s. 26.

[12] Por. Czesław Jankowski, Powiat oszmiański. Materjały do dziejów ziemi i ludzi, cz. 1–4, Petersburg 1896–1900, przede wszystkim cz. 1, s. 1–50.

[13] Szerzej: Katarzyna Krupa, Książęta litewscy w Nowogrodzie Wielkim do 1430 roku, „Kwartalnik Historyczny”, t. 100: 1993, z. 1, s. 29–46; Валентин Лаврентьевич Янин, Новгород и Литва. Пограничные ситуации XIII–XV веков, Москва 1998, s. 90–101.

[14] Zob. Ludwik Bazylow, Historia Rosji, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1985, s. 70.

[15] Zob. Новгородская первая летопись старшего и младего изводов, Москва–Ленинград 1950, s. 97.

[16] Artur Kijas, Nowogród Wielki w «Rocznikach» Jana Długosza, w: Europa orientalis. Polska i jej wschodni sąsiedzi od średniowiecza po współczesność. Studia i materiały ofiarowane Profesorowi Stanisławowi Alexandrowiczowi w 65. rocznicę urodzin, red. Z. Karpus, T. Kempa, D. Michaluk, Toruń 1996, s. 30–32. Zob. też: Валентин Лаврентьевич Янин, Новгород и Литва, s. 85–88.

[17] Henryk Paszkiewicz, Początki Rusi, Kraków 1996, s. 367–369.

[18] Henryk Wisner, Litwa. Dzieje państwa i narodu, Warszawa 1999, s. 7–10.

[19] Tamże, s. 14–15.

[20] Zob. Jan Dąbrowski, Kazimierz Wielki. Twórca korony Królestwa Polskiego, Kraków 2007, s. 35–39.

[21] Kronika Jana z Czarnkowa, tłum. J. Żerbiłło, opr. tekstu i przypisy M.D. Kowalski, Kraków 1996, s. 33–34, 64–66.

[22] Jan Dąbrowski, Ostatnie lata Ludwika Wielkiego 1370–1382, Kraków 2009, s. 254–269.

[23] Jan Tęgowski, Pierwsze pokolenia Giedyminowiczów, Poznań–Wrocław 1999, passim; Henryk Wisner, Litwa. Dzieje państwa i narodu, s. 10–15.

[24] Powieść minionych lat, przełożył i opr. F. Sielicki, Wrocław–Warszawa–Kraków 1999, s. 4.

[25] Adama Mickiewicza Konrad Wallenrod i Grażyna, z przekładem francuskim K. Ostrowskiego i angielskim L. Jabłońskiego, Paryż 1851, s. 244, 247.

[26] Lucjan Rydel, Wilno, Kraków 1915, s. 8 nn.

[27] Adam Naruszewicz, Historya narodu polskiego, t. VII, Lipsk 1836, s. 200.

[28] Aleksander Brückner, Starożytna Litwa. Ludy i bogi. Szkice historyczne i mitologiczne, Olsztyn 1985, s. 71.

[29] Stanisław Dumin, Herbarz rodzin tatarskich Wielkiego Księstwa Litewskiego, Gdańsk 2006, s. 154.</document>
<document nplp_id="360" title="Wilia" slug="wilia">„Twarz jak hostia taka blada

Tam, gdzie Wilia z Niemnem gada

Tam, gdzie gałązeczka chmielu

Pnie się po litewskim zielu

Gdzie młodziutka narzeczona

Bierze strumień krwi w ramiona”.

Jarosław Marek Rymkiewicz, Twarz odbita w wodach Niemna
&amp;nbsp;

„Dialog” rzek trwa nieprzerwanie już od kilkuset lat, choć do głosu dopuszczone zostały dopiero w XIX stuleciu, za sprawą autora Konrada Wallenroda. Wtedy to utworzyły na literackiej mapie Litwy prawdziwie „małżeńską jedność”. O rękę czarownej Wilii zabiegają nawet „kwiaty”. Ale nie do nich wzdycha tajemnicza Neris. Jej wody usilnie szukają właściwego „oblubieńca”. Na spotkanie z nim przybierze rzeka najpiękniejsze szaty. Zanim urocza „Litwinka” przyodzieje uroczyste suknie, wyraziście nakreśli na mapie zaplanowany przez się szlak. Gościnnie przygarnie do siebie mniejsze strumyki, rzeczułki i rzeki. Płynąc wraz z nimi ku swemu „wybranemu”, nie ominie także wszelkich jezior, łąk czy pól. Krajobrazy Wilii maluje przecież nie tylko jej błękitna toń.

Droga, którą przemierzy rzeka, rozpoczyna się na niewielkim trzęsawisku, położonym w północnej części dawnego powiatu borysowskiego, nieopodal majątku Szylińce. Stamtąd wypływa „jako nieznaczny strumień, sączący się ze wschodu na zachód, zasilony niedaleko od początku ukrytemi źródłami”[przypis]Zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, red. B. Chlebowski, t. XIII, Warszawa 1893, s. 470.[/przypis]. Nie ujawni jednak dokładnie swego prawdziwego imienia. Konstanty Tyszkiewicz[przypis]Zob. Andrzej Abramowicz, Sprawozdanie z podróży naukowej Konstantego Tyszkiewicza. Międzynarodowa Ankieta Konstantego Tyszkiewicza, w: Dalecy i bliscy. Szkice z dziejów archeologii, Łódź 1974, s. 65–84.[/przypis] – „pierwszy turysta” Wilii, miłośnik archeologii i etnografii, a zarazem autor gruntownej XIX-wiecznej monografii rzeki, zastanawia się nad jej etymologią – „Wilija nasza, którą teraz pod rozbiór bierzemy, ma dwa różne nazwania: od źródła, płynąc przez słowiańską ziemię, nazwę Wilji nosi – dalej zaś przepływając Litwę – Nerysą a często i Wiliją po litewsku się nazywa”[przypis]Konstanty Tyszkiewicz, Wilija i jej brzegi, Drezno 1871, s. 19.[/przypis]. Potwierdzenia swoich domysłów Tyszkiewicz doszukuje się w dawnych kronikach, dokumentach i odwiecznie przechowywanych nad brzegiem Litwy podaniach ludowych. Ślady funkcjonowania nazwy znajduje także w archiwach krzyżackich, gdzie w opisie dróg po Litwie, Wilię nazywano „Nerige”. Według badacza, król Władysław Jagiełło posługiwał się nazwą „Wigilija”, czego dowodzi przywilej z 1390 roku, gdzie pojawia się łacińskie określenie „Vigilja”. Swoją tezę uzupełnia, powołując się na Michała Balińskiego, który twierdzi, że wyraz „Wilija” w języku litewskim „może pochodzić od wiloju – łudzę, albo od wilus – zdrada”[przypis]Tamże, s. 20.[/przypis]. Wówczas „Wilija” znaczyć będzie – „zdradzał”. „Może od tego – dodaje Tyszkiewicz – że ta piękna rzeka łudziła i zwabiała na swoje wybrzeża samotnie błąkających się w niezgłębionych borach starodawnych Litwinów i ich Wajdelotów. Albo przeciwnie, że ukrytemi pod wodą rafami zdradzała kupców ośmielających się odbywać pierwszą żeglugę na tratwach w początkach handlu między Litwą i Prusami”[przypis]Tamże.[/przypis]. Swoje rozważania nad etymologią nazwy rzeki podsumowuje natomiast wyjaśnieniem, że „Litwini nazywali dawniej Wiliję Neris, albo Nerya dla tego, że ta rzeka wymyła sobie głębokie koryto, tworząc wyniosłe z gór piaszczystych nadbrzeża. Wieśniacy nasi litewscy nazywają Niarys i mówią, że to po polsku ich piękna rzeka Wilija się nazywa”[przypis]Tamże.[/przypis]. Do tej dyskusji włącza się również pisarz Józef Ignacy Kraszewski, który zakłada, iż nazwa „Nerys” może pochodzić od bóstwa Nerys, biorącego swą nazwę od słowa „neru”, tzn. „ciągnę”[przypis]Zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. XIII, s. 472.[/przypis]. Warto przywołać też inne historyczne źródła, np. XVI-wieczną Kronikę polską, litewską, żmudzką i wszystkiej Rusi Macieja Stryjkowskiego, gdzie funkcjonuje już właściwa nazwa: „Wilia”: „Tym też sposobem srzedni syn Palemonów Konas albo Kunas zamek nad Niemnem, gdzie do niego Wilia wpada, zabudował, który Konassowem od swego imienia przezwał, potym ten zamek Kownem, i z miastem, za czassów postępkiem, aż po dzisiejszy czas zowią. Także nad Wilią, Niemnem, Niewazą, Dubissą rzekami, sam Kaunas panował, a Borkus nad Jurią aż do morza Pruskiego i Kurlandskiego krainy rządził”[przypis]Motiejus Strijkovskis [Maciej Stryjkowski], Kronika polska, litewska, żmudzka i wszystkiej Rusi, ks. 3, rozdz. 2 [Królewiec 1582], w: Baltų religijos ir mitologijos šaltiniai, red. N. Vėlius, t. 2, Vilnius 2001, s. 504.[/przypis]. Hrabia Tyszkiewicz przywołuje także podanie o niejakiej Wuliannie, która płacząc z żalu za ukochanym krawcem Ściepanem, zamienionym w kamień, przemieniła się w łzy, a następnie popłynęła rzeką, zwaną odtąd jej imieniem – Wulianna – Wilianna, czyli Wilija. Choć zniknął już ślad po pięknej dziewczynie, to rzeka wciąż nie przestaje łudzić, zdradzać i wabić. Nad swe brzegi przyciąga coraz to nowych żeglarzy. Na przykład Ignacy Chodźko, autor książki Brzegi Wilii z 1862 roku, życzliwie zachęca: „przejdźmy po brzegach naszej ojczystej Wilii!…, tej odwiecznej przyjaciółki naszej, w której wodach dziki niegdyś Litwin poił swego rumaka”[przypis]Ignacy Chodźko, Brzegi Wilii, w: tegoż, Obrazy litewskie, t. IV, Lwów 1862, s. 4.[/przypis]. Adam Mickiewicz, malując w wierszach filomackich widoki „miejskiej zimy”, zatrzymuje wzrok nad zwierciadłem rzeki: „Czy na niebieskie zmysł podniosę lica, / Czyli się śnieżnej przypatruję kiści; / Jedna z nich pływa w niepewnym żywiole, / Druga ciężarem sporsza już osiadła; / Tą wiatr poleciał stwardniałe kryć role / Albo pobielić Wiliji zwierciadła”[przypis]Adam Mickiewicz, Zima miejska, w: tegoż: Wybór poezyj, opr. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1974, s. 4.[/przypis]. Władysław Syrokomla dedykuje swoje Gawędy gminne braciom znad Wilii i Niemna: „O, bracia moi znad Wilii, znad Niemna”[przypis]Władysław Syrokomla, Dedykacja gawęd gminnych Litwinom, w: tegoż, Poezje wybrane, Kraków 2003, s. 5.[/przypis]. Antoni Kolankowski rozmawia z Wilią jak z matką. Widok rzeki, spokojnie toczącej swoje wody, pozwala poecie odnowić w pamięci drogie sercu wspomnienia: „Wilijo matko! W twojej przezroczy, / Może dziś jeszcze ta łza się toczy, / Którąm ze szczęścia uronił wtedy, / Przeszły nad głową lata i biedy; / Trawą porosły drogie mogiły, / Ale te chwile w sercu utkwiły”[przypis]Antoni Kolankowski, Miłość starodawna, w: tegoż, Ostatnie akordy. Zbiór poszyj, Suwałki 1875, s. 23–24.[/przypis]. Poeta polsko-kaukaski Tadeusz Łada-Zabłocki kieruje do „pięknej rzeki” słowa elegii: „Przyjdź, muzo! i kwiatami uwieńczone skronie / Przechyliwszy nad kłęby fali zapienionej, / Ściągnij do czarnoksięskiej harfy boskie dłonie / I wtórz piosence nieuczonej”[przypis]Tadeusz Łada-Zabłocki, Wilija, w: Nie chyliłem czoła przed mocą. Antologia poezji białoruskiej od XV do XX wieku, przeł. U. Marchel, Wrocław 2008, s. 165.[/przypis]. Do „pięknej Wilii” wzdycha również Antoni Edward Odyniec w utworze pt. Dumanie: „Pomnę te brzegi gdzie piękna Wilija, / Śród grodu Wilna swą wstęgę rozwija, / I w lazurowem przezroczu swej wody, / Odbija ojca mojego ogrody”[przypis]Poezye Antoniego Edwarda Odyńca, Poznań 1832, s. 83–84.[/przypis]. Antoni Kruman umieszcza nad jej brzegiem rozśpiewanego grajka, który wesoło nuci: „Szum, falo Wilejska, przy cichym twym szumie / Tak miło odpocząć w dolinie! / I piosnka się marzy, więc nućmy w zadumie / O jednej wioskowej dziewczynie”[przypis]Antoni Kruman, Grajek i dziewczyna, w: tegoż, Wybór poezyi. Wydanie pośmiertne, Warszawa 1896, s. 50.[/przypis]. Redaktor „Kłosów” Antoni Pietkiewicz w Głosie z Litwy z 1859 roku testamentalnie woła: „Wezmę drogich skarbów skrzynię – / W cztery deski jedlinowe / Ziół święconych w tej krainie, / Na wieczysty sen pod głowę. / Garstkę piasku na powieki, / I tej wody z Wilji rzeki, / Co mi łzami przeczystemi / Grób poświęci w obcej ziemi”[przypis][Antoni Pietkiewicz ps. Adam Pług], Głos z Litwy. Przez Autora «Kłosy z rodzinnej niwy», Mińsk 1859, s. 134.[/przypis]. Gabriela Puzynina wspomina w swym pamiętniku podróż przez Wilię: „Nie ma co robić, trzeba wracać do miasta i to inną drogą, promem przez Wilję, Antokol do Tivoli, gdzie traktjer; tam może coś się znajdzie. Schodzimy zatem z góry, przepływamy Wilję, jesteśmy już na Antokolu i wjeżdżamy w dziedziniec pachnący bzami Tivoli”[przypis]Gabrjela z Güntherów Puzynina, W Wilnie i w dworach litewskich. Pamiętnik z lat 1815–1843, opr. A. Czartkowski, H. Mościcki, Chotomów 1988 [przedruk fotooffsetowy wyd.: Wilno 1928], s. 202.[/przypis]. Edward Pawłowicz zaś, w utrzymanych w podobnym tonie zapiskach pt. Wspomnienia znad Wilii i Niemna wspomina rozniecany nad rzeką ogień: „poczem rozsypaliśmy się w różne strony, dla wyszukania miejsca do złożenia obozu, a znalazłszy się w punkcie skąd otwierał się widok na Wilię, Zakręt i Wilno, roznieciliśmy obyczajem litewskim ogień”[przypis]Edward Pawłowicz, Wspomnienia znad Wilii i Niemna, Lwów 1882, s. 115–116.[/przypis]. Konstanty Tyszkiewicz bez trudu nazywa także rzeczne kamienie[przypis]Konstanty Tyszkiewicz podaje dokładne nazwy własne ryb i kamieni oraz ich odpowiedniki łacińskie.[/przypis], a nawet ryby. W okolicach Wilna zachęca na przykład do połowu łososi i węgorzy, a w Werkach do łowienia karpi. Wspomina też o rakach, które, jak pisze, „znajdują się wszędzie wzdłuż rzeki, wyjąwszy Michaliszki; w części Wilij, co to miasteczko opływa”[przypis]Konstanty Tyszkiewicz, Wilija i jej brzegi, Drezno 1871, s. 89.[/przypis]. Warto również wymienić zachowaną jedynie w rękopisie „Mapę rzeki Willii od jej źródła aż do przez geometrę, Jerzego Szantyra, Komisji Archeologicznej Wileńskiej przystani w Kostykach” z 1857 roku[przypis]Zob. rękopis w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie, 18 sekcji, każda po 65–85 cm z osobnym Atlasem Raf Głównych.[/przypis], powstałą z inicjatywy hrabiego Tyszkiewicza, opartą na jego długotrwałych badaniach i studiach. Jak podaje Bolesław Olszewicz[przypis]Zob. Bolesław Olszewicz, Kartografia polska XIX wieku. Przegląd chronologiczno-bibliograficzny, t. 1, Warszawa 1998, s. 249–250.[/przypis], autor monografii Wilii przedstawił mapę, narysowaną w 1860 roku. Zamierzał ją wydać w formie atlasu, złożonego z 12 tablic i 62 rysunków wykonanych w drzeworycie, w Dreźnie[przypis]Tamże.[/przypis]. Jednakże do publikacji ostatecznie nie doszło. Olszewicz uzupełnia[przypis]Tamże.[/przypis], że oryginał mapy znalazł się w Wileńskim Muzeum Starożytności, założonym przez Eustachego Tyszkiewicza, a następnie przeszedł w posiadanie Wileńskiej Biblioteki Publicznej, skąd trafił do Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie. Informacje geograficzne, przytoczone przez Tyszkiewicza, pojawiają się również w pracy Ignacego Chodźki, szkicującego nad Wilią liczne „obrazy litewskie”. Jeden z nich literatura romantyczna upodobała sobie szczególnie: „Wilija […] ku południowi posuwa się korytem, lecz wkrótce rzeczki mniejsze, jak drużki jej młode, podbiegają z boków; bierze ona je pod ręce i prowadzi się z niemi do Niemna, z którym w małżeńską jedność zlewa się pod Kownem”[przypis]Ignacy Chodźko, Brzegi Wilii, w: tegoż, Obrazy litewskie, t. IV, Lwów 1862, s. 5.[/przypis]. Lecz jego poetycką kreację w pełni zawdzięcza Adamowi Mickiewiczowi, który ten niezwykły moment „połączenia rzek” uczcił Pieśnią o Wilii w Konradzie Wallenrodzie: „Wilija, naszych strumieni rodzica, / Dno ma złociste i niebieskie lica. / Piękna Litwinka, co jej czerpa wody, / Czystsze ma serce, śliczniejsze jagody./ Wilija w miłej kowieńskiej dolinie / Śród tulipanów i narcysów płynie”[przypis]Adam Mickiewicz, Konrad Wallenrod, opr. S. Chwin, Wrocław 1991, s. 29–30.[/przypis]. Tak jak zakochani, których jednoczy święty węzeł małżeński, tak i rzeki łączą swe wody. Wilia może już założyć „ślubną suknię”. Przemierzyła na mapie długą drogę i odnalazła wreszcie swego „oblubieńca”: „Niemen w gwałtowne pochwyci ramiona, / Niesie na skały i dzikie przestworza, / Tuli kochankę do zimnego łona I giną razem w głębokościach morza”[przypis]Tamże.[/przypis]. Tekst Pieśni o Wilii stał się później inspiracją do powstania kilku pieśni. Wykonywali je solowo m.in. Karol Lipiński, Ignacy Komorowski, Stanisław Moniuszko, Juliusz Zarębski[przypis]Pieśni solowe do słów Adama Mickiewicza, opr. E. Wąsowska, Warszawa 1998, s. 8.[/przypis]. W XX wieku nurtem Wilii zaczynają płynąć kolejni „żeglarze”. Na przykład Ałaiza Paszkiewicz w wierszu Z obczyzny z 1909 roku tęsknie marzy, by choć przez chwilę znaleźć się nad brzegiem Wilii: „Tam znaleźć się znowu, gdzie Wilia ma droga / I gdzie Wilno uwiło gniazdo wśród wzgórz, / Gdzie krzyż mnie przydrożny i każda zna droga, / Gdzie wszystko mnie wzywa: ach wracajże już”[przypis]Ałaiza Paszkiewicz, Z obczyzny, w: Antologia poezji białoruskiej, opr. J. Huszcza, Wrocław 1978, s. 97.[/przypis]. Od 1989 roku ukazuje się w Wilnie dwutygodnik, a od roku 2000 kwartalnik o znamiennym tytule Znad Wilii, na łamach którego publikowane są liczne teksty literackie. W 2007 roku z okazji 150. rocznicy wyprawy Tyszkiewicza, w czasie której badacz zbierał materiały do wydania monografii, ukazuje się litewska wersja Wilii i jej brzegów pt. Konstantinas Tiškevičius ir Neris, arba Kelione ir Knyga[przypis]Reda Griškaitė, Tiškevičius ir Neris, arba Kelionė ir Knyga, Vilnius 2009.[/przypis], poprzedzona wstępem autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego, oraz sprawozdanie z ekspedycji po Wilii śladami hrabiego Tyszkiewicza pt. Neris. 2007 metu ekspedicija[przypis]Vykintas Vaitkevičius, Neris. 2007 metų ekspedicija, Vilnius 2009.[/przypis]. Wymienić także należy białoruską monografię Wilii, w której odnaleźć można m.in. zapiski z podróży oraz informacje o atrakcjach turystycznych rzeki, pt. Па Вiлii[przypis]Чэслав Кудаба, Па Вiлii, Мiнск 1992.[/przypis]. Wyobrażony przez Mickiewicza „mariaż rzek” w poezji się nie kończy. Mapa połączonych w jedno Wilii i Niemna sugerować może jego dopełnienie. Jak dopisuje Helena Subotowicz, autorka tomiku pt. Gdzie Wilia płynie cicho, jak łza z 2008 roku: „A Wilia ciągle płynie i płynie, / Brzeg złocą kaczeńce, niezapominajki, / Wpada w ramiona w kowieńskiej dolinie / Kochanego Niemna – królewicza z bajki”[przypis]Helena Subotowicz, Ojczyzna moja, w: tejże, Gdzie Wilia płynie cicho, jak łza, Wilno 2008, s. 16.[/przypis].





</document>
<document nplp_id="361" title="Wilno romantyczne" slug="wilno-romantyczne-2">Kiedy zaczyna się romantyczny rozdział w biografii stolicy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego? Odpowiedź wydaje się prosta – w 1822 roku, kiedy tutejsza drukarnia Zawadzkiego (jej księgarnia mieściła się w domu przy ul. Zamkowej – dziś Pilies – pod numerem 8) wypuściła spod swoich pras pierwszym tom Poezji Adama Mickiewicza. Jeśli jednak zapytać, od kiedy Wilno wkraczało do romantycznych utworów oraz kształtowało wyobraźnię twórców, to należałoby chyba cofnąć się do roku 1817, kiedy uniwersytecka młodzież – z Tomaszem Zanem i Mickiewiczem na czele – zawiązała Towarzystwo Filomatów, co zainicjowało sześcioletni okres żywego i stale ewoluującego (światopoglądowo, politycznie i estetycznie) wileńskiego ruchu młodzieżowego.

 

I.

1. Filomaci doskonale zdawali sobie sprawę – świadczą o tym ich listy, materiały związkowe oraz przede wszystkim wiersze (nie tylko te okolicznościowo-towarzyskie) – że przebywali w mieście o wyrazistej i barwnej przeszłości, że studiowali na uczelni, która z jednej strony, miała ustaloną renomę, z drugiej, znajdowała się właśnie w fazie bujnego rozkwitu naukowego. W ich pismach dużą rolę odgrywały fragmenty wileńskiej przeszłości oraz współczesna topografia miasta. Gdy chodzi o poetycko-piosenkowe odwołania do dawnego Wilna, to warto zauważyć, że wielokrotnie miniona świetność stolicy bywała wykorzystywana jako składnik zakamuflowanego komentarza politycznego do jej bieżącej degradacji jako jednej z wielu siedzib rosyjskich władz gubernialnych. Aluzje bywały dyskretne, co umożliwiał urbanistyczno-historyczny kształt miasta. Szczególnie trzy utwory wpisują się w taką topograficzno-ezopową strategię poezji filomackiej: Duma nad mogiłami Francuzów, roku 1813 za Wilnem przy drodze, do Nowogródka prowadzącej, pogrzebionych (powst. 1818) Jana Czeczota, Onufrego Pietraszkiewicza Dumanie u rozwalin zamku Giedymina (powst. 1817) i wreszcie druga pieśń Tabakiery (powst. 1817), poematu (poetycko najsłabszego w tym gronie) autorstwa Tomasza Zana.

Pietraszkiewicz wywiódł swoją medytację nad heroiczną przeszłością Litwinów (przede wszystkim opór stawiany Zakonowi Krzyżackiemu) z ruin zamku Giedymina, znajdujących się na górze nazwanej tym samym imieniem, oraz z pustego miejsca między tym wzgórzem a wileńską katedrą – z placu pozostałego po dawnej rezydencji Jagiellonów (Dolny Zamek). W dumaniu splecione zostały w jedno elementy tradycji litewskich, sarmackich i słowiańskich, a za puentę posłużyło przekonanie o tym, że niszcząca siła czasu „Uczuć nie stłumi ojczyzny”. U Czeczota z kolei podwileńskie, ledwo rozpoznawalne ślady mogił żołnierzy napoleońskich wyzwalają reminiscencje dawnych litewskich zwycięstw oraz nie tak już odległego powrotu spod Moskwy pokonanych wojsk francuskich. Podmiot dumy nad mogiłami czuje się zintegrowany tym aktem pamięci: „Szczęśliwym, że przynajmniej, gdy ją [miłość ojczyzny] widzę w grobie, / Wejdę w siebie i całą moc jej znajdę w sobie”. Utwory obu filomatów wyrosły więc z pozostałych na terytorium Wilna śladów dziejowej sławy ich przodków. Owe pozostałości podsuwały także formę dumania, elegijnej medytacji, która rozpowszechnił Niemcewicz w swoich Śpiewach historycznych (1816).

Odciśnięta w wileńskiej przestrzeni przeszłość była także jednym z fundamentów Tabakiery Zana. Jej bohater – zamieszkały w Wilnie były konfederat barski („nie desperat […] płacząc losu ojczyzny”) – oddawał się ryciu ozdobnej tabakiery przedstawiającej historyczne obrazy polsko-litewskie (rzeźbi w korze zdjętej z poświęconego „Dyannie drzewa”, które rosło w „miłej Rybiszek dolinie”, czyli na wiejsko-sielskich wileńskich przedmieściach). A wyrył między innymi pogański obrzęd palenia wodzów litewskich w dolinie u stóp wileńskiej Góry Giedymina, do czego wrócę w tym haśle osobno. Wykreował także sceny z codziennego i odświętnego życia litewskiej wsi, przerwane pochodem wojsk napoleońskich. Nieco chaotycznie komponowane strofy Tabakiery przynoszą historyczne migawki, które łatwiej czytelnikowi rozpoznać dzięki wileńskiemu kontekstowi.

Filomackie jamby, miodowe walki, majówki Promienistych organizowano w starannie dobieranej – miejskiej i podmiejskiej – scenerii. Odbywały się one na studenckich kwaterach, w kawiarniach, w oficynie pałacu Paca (tutaj Mickiewicz po raz pierwszy improwizował). Spotykano się w lasku za Rossą, w tzw. Górach (majątek generała Paca), w leżących na skraju Zarzecza (między bezimiennym strumieniem a Wilenką) Popławach. Dość obszerny jest też indeks nazw miejsc wileńskich, pojawiających się we wspomnianych jambach i innych okolicznościowych utworach, m.in. Ponary, Antokol, Hrybiszki, Subocz. Miasto staje się częścią najbardziej intymnej przestrzeni filomackich poetów. Jest to zarówno terytorium ich codziennej egzystencji, jak i obszar poetyckiej inicjacji. Najlepiej potwierdzają to sygnały wileńskości obecne w Mickiewiczowskim debiucie – Zimie miejskiej (1818). Sposób artystycznej obróbki owych sygnałów Wilna – „Wiliji źwierciadła”, „bruk ziębiącą obleczony szatą”, „szklanne światło kamienic” na tle rozpiętych przez noc „ciemnych zasłon”, saniami wyszlifowane ulice – można potraktować jako jeszcze jeden efekt Mickiewiczowskiego myślenia wierszem (o czym pisał Dariusz Seweryn w «…jak tam zaszedłeś». Mickiewicz w szkole klasycznej, 1997). Barokowe, rokokowe i klasycystyczne oblicze Wilna świetnie zostało tu wykorzystane przez romantycznego adepta do poetyckiej (hermeneutycznej – jak chce tenże Seweryn) interpretacji klasycystycznego kodeksu.

2. Po 1824 roku Wilno (w wyniku wyroku w procesie filomatów i filaretów miasto opuścił Mickiewicz i jego kilkunastu towarzyszy) odciska swoje piętno na utworach romantycznych w dwojakim wymiarze. Dominuje – podobnie jak w tekstach filomackich – pogańska, a potem średniowieczna, jagiellońska i unijna przeszłość, dzieje Litwy oraz jej stolicy wpisane zazwyczaj w konkretne miejsca (oraz powiązane z nimi postaci z historii miasta), ale ujmowane także w sposób bardziej syntetyczny. Wymiar drugi to Wilno jako XIX-wieczne miasto wkraczające na karty dzieł literackich – przede wszystkim prozy, ale także poezji. Wymiar zupełnie osobny to kreacja miasta w III części Dziadów Mickiewicza.

&amp;nbsp;

II

3. Początki. Być może najtrafniej przyczyny owej dominacji dawnego Wilna w literaturze romantycznej ujął Kraszewski w swoich Wspomnieniach Wilna z lat 1830–1835 (ogłoszone w 2 tomie Obrazów z życia i podróży, 1842):

„Niegdyś miało Wilno fizjonomią swoją własną, oryginalną, charakterystyczną, odrębną [...] teraz, jak większa część miast i miasteczek, którym szczególne położenie jeograficzne, udzielne stosunki handlowe, napływ cudzoziemców nie nadają fizjonomii właściwej, podobne one do wielu a wielu innych, i niczym się szczególnym nie odznacza [...] mieszkańcy różnych stanów powierzchownością do siebie się zbliżają i jedną bezfarbną całość stanowią, starożytności tylko nieco wyszczególniają miasta, Wilno zaś z mnóstwa pamiątek starożytnych niewiele bardzo zachowało nienaruszonych i nieprzeistoczonych, już to z koniecznej potrzeby, już to z niepojęcia wartości pamiątek. Wojny, pożary i sama niszcząca powolnie, niewidomie siła czasu skruszyła pomniki, po których wspomnienie głuche (na krótko) i miejsce (niepewne najczęściej) pozostało”.

Im bliżej XIX stulecia, tym mniej oryginalności w urbanistycznej i społecznej strukturze miasta. Do tego dochodziła – spowodowana przez władze carskie – degradacja znaczenia administracyjnego i kulturalnego Wilna po powstaniu listopadowym (likwidacja podupadającego od 1824 roku Uniwersytetu Wileńskiego; przerabianie świątyń katolickich na prawosławne). Urzeczony pogańską oraz wczesnochrześcijańską Litwą autor Starej baśni nie ukrywał w tych samych wspomnieniach rozczarowania klasycystycznym kształtem katedry wileńskiej, nadanym jej przez architekta Wawrzyńca Gucewicza.

[caption id="attachment_1185" align="alignnone" width="893"] Wilno - widok miasta[/caption]

Taki stosunek pisarza do miasta zaowocował dziełem monumentalnym – czterema tomami: Wilno od początków jego do roku 1750 (1838–1842). Tom pierwszy i połowa drugiego przynoszą uwagi o położeniu, geologii, klimacie Wilna oraz o pochodzeniu, języku i piśmie Litwinów. Dalej następują Dzieje ogólne miasta do roku 1750, ujęte w ramy Chronikonu Wilna. W dalszej części tomu drugiego czytelnik wchodzi niejako przez bramy miasta do jego wnętrza. Na ten i następny tom składają się Dzieje miasta szczegółowe, stan jego wewnętrzny. Tom ostatni zawiera kronikę „ruchu umysłowego” (szkolnictwo, biblioteki, archiwa). Chronikon wypełniają dwie narracje – kronikarska i źródłowa Pierwsza rozszczepia się na kilka strumieni, którymi płyną rozmaite problemy i kwestie sporne z przeszłości miasta (np. polemika z polskimi i obcymi kronikarzami na temat pochodzenia Litwinów czy przegląd i krytyka legend o założeniu Wilna). Źródła pełnią rolę rozbudowanych dygresji względem kronikarskiej narracji. Cytaty z nich tworzą strefę rozległych, poniekąd autonomicznych przypisów oraz dodatków. Jest to prawdziwa kopalnia archiwaliów. Złoża obejmują obszerne przytoczenia z polsko- i obcojęzycznych źródeł. Dzięki nim dawna stolica wielkiego księstwa przemówiła swoim dawnym narzeczem – wielkoksiążęcym językiem kancelaryjnym, z którego później wyłonił się język białoruski. Portret miasta od wewnątrz odtworzył Kraszewski przede wszystkim na podstawie kronik parafii, gmin, wspólnot i świątyń wszystkich wyznań obecnych w Wilnie. Doszli więc tu do głosu także Żydzi (m.in. słynna Historia Sprawiedliwie Nawróconego – Ger Cedeka).

W efekcie powstało coś na pograniczu historycznego eseju, pracy historiograficznej i zbioru dokumentów. Gdy się wertuje ten gąszcz informacji, gdy się buduje własne tablice zestawiające chronologie i topografię, dochodzi się do wniosku, że samo miasto odcisnęło na kartach dzieła Kraszewskiego swoje niepowtarzalne linie papilarne. Z wszystkimi nieregularnościami (krzywe ulice, nieproporcjonalne wieże, zrujnowane budowle średniowiecza i renesansu, zatarte ślady pogaństwa), oryginalnymi koleinami (dziejów miasta oraz jego znanych i anonimowych mieszkańców), znakami szczególnymi i unikatami (choćby ślady po wspólnocie Karaimów), cudownościami…

Góra Giedymina (Zamkowa), dolina Świntoroga, Wilia, Wilenka. W porządku zachwytu nad wileńską dawnością pozostają te wszystkie utwory poświęcone Wilnu, w których do głosu dochodzą echa legend o założeniu miasta oraz o jego sercu, jądrze. Najbardziej znane jest zapewne ujęcie z inwokacji do IV księgi Pana Tadeusza:

„I Giedymina, kiedy na Ponarskiej Górze,

Przy ognisku myśliwskim, na niedźwiedziej skórze

Leżał, słuchając pieśni mądrego Lizdejki,

A Wiliji widokiem i szumem Wilejki

Ukołysany, marzył o wilku żelaznym;

I zbudzony, za bogów rozkazem wyraźnym

Zbudował miasto Wilno, które w lasach siedzi

Jak wilk pośrodku żubrów, dzików i niedźwiedzi.

Z tego to miasta Wilna, jak z rzymskiej wilczycy,

Wyszedł Kiejstut i Olgierd, i Olgierdowicy,

Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,

Czyli wroga ścigali, czyli dzikie zwierzę”.

Na pozór wydaje się, że Mickiewicz dokonał poetyckiego powtórzenia kanonicznej postaci legendy o założeniu wileńskiego grodu. Jest Giedymin, który śni. Jest wilk żelazny, nawiązujący do wilczycy, dającej początek antycznej Romie. Jest litewski wajdelota dokonujący wykładni sennego marzenia. Są wreszcie Wilia i Wilenka, których nurty także i dziś łączą się ze sobą w pobliżu Góry Giedymina (zwanej też Zamkową). Nie jest tylko jasne, dlaczego Giedymin zasypia na Ponarskiej, a więc podwileńskiej górze. Może to wynikać z lesistego charakteru Ponar. Tak czy owak, to wileńska topografia – z malowniczym wzniesieniem i nie mniej urokliwym splotem szerokiej, leniwej Wilii i rwącej oraz meandrującej niczym górski potok Wilenki – jest źródłem poetyckiej wizji. Ponarskie wzgórza także były świadkami wielu ważnych w dziejach miasta i Litwy zdarzeń (aż po eksterminację ludności żydowskiej w czasie drugiej wojny światowej, o czym przejmująco pisze Józef Mackiewicz w opowiadaniu-reportażu Ponary-Baza).

Mickiewiczowska wizja początków Wilna jest częścią większej całości – pochwalnego hymnu na cześć pierwotności i dostojności litewskich lasów i puszcz. Inwokacja jest swego rodzaju wprowadzeniem do bodaj najbardziej tajemniczego i poetycko wspaniałego w całym poemacie opisu matecznika, który pojawi się w tejże IV księdze. Oznaczałoby to, że wileńskie ślady przeszłości zmagazynowane w dwóch wzniesieniach oraz dwóch rzekach przynależą zdaniem poety (precyzyjniej: jednego z podmiotów poematu, który daje poetycką wykładnię najbardziej zakrytych tajemnic natury i egzystencji) do ontologicznego fundamentu litewskiego uniwersum, wyłaniającego się z Pana Tadeusza. Wilno domaga się tutaj innych niż tylko racjonalno-historiograficzne narzędzi poznania.

U stóp Góry Giedymina leży – była już o tym mowa w Tabakierze Tomasza Zana – dolina, w której palono litewskich książąt. Wedle starych podań nosi ona miano Świntoroga. Obraz takiego rytualnego, pogańskiego pogrzebu dał Jan Czeczot w swoich Śpiewkach o dawnych Litwinach… (powst. 1842–1844), pisanych po powrocie z zesłania i pomyślanych jako wierszowana kronika dziejów Litwy od czasów pogańskich do śmierci Władysława Jagiełły (kolejne śpiewki są poetycką parafrazą Kroniki polskiej, litewskiej, żmudzkiej i wszystkiej Rusi Macieja Stryjkowskiego, wyd. 1582, i Dziejów starożytnych narodu litewskiego Teodora Narbutta, wyd. 1835–184 – każdy utwór filomata poprzedza odsyłaczem do konkretnego urywka z jednego bądź drugiego dzieła). W śpiewku Swintoróg Utenesowic 1268–1271 autor wskazał na kronikę Stryjkowskiego, w której była mowa o Świntorogu jako legendarnym księciu litewskim. Podczas jednego z polowań miał się on zachwycić miejscem, gdzie Wilejka wpada do Wilii. Poprosił syna (Giermunta), aby właśnie tu spopielono jego ciało po śmierci. Czeczot dołożył od siebie poetycki opis owego obrzędu:

„Lud się smutny zewsząd spieszy,

Gdzie zamkowa w Wilnie góra;

Aby pogrześć Swintoroga,

Jako życzył, u jej proga.

&amp;nbsp;

W szaty go przybrawszy, w zbroję,

Szablę, sajdak, włócznię, dali;

Chartów parę, wyżłów dwoje,

I sokoła przywiązali,

I z jastrzębiem, i z rumakiem

[…]

&amp;nbsp;

Przy tem sługa wierny, miły

Z nim pospołu się palili” […].

&amp;nbsp;

Wilna jeszcze wtedy oczywiście nie było. Autor – idąc za dawnym kronikarzem – niejako przygotowuje prehistorię miejsca, na którym wyrośnie ostatnia, najznaczniejsza stolica wielkiego księstwa. Dolina – jak chciał Stryjkowski – była także siedzibą wiecznego ognia, płonącego w pogańskiej świątyni Perkunasa. Stylizowany na zgrzebny utwór – podobnie jak większość piosnek – wkłada Czeczot w usta wajdeloty pochłoniętego tym, aby przyciągnąć uwagę swoich ludowych słuchaczy. Tym sposobem przenosi ich do wielu historycznych i fikcyjnych miejsc z mapy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jednym z nich jest wileńska dolina.

4. „Obmurowanie Wilna” – pierwsze dekady XVI wieku. W poemacie Marcin Studzieński. Kartka z kroniki Wilna (1859) Władysław Syrokomla umieścił część poświęconą wznoszeniu murów obronnych wokół miasta. Osadził swój utwór w czasach umacniania się grodu i kształtowania warstwy mieszczan. Tutaj istotne wydaje się to, z jaką zręcznością poeta przywołuje w kolejnych ogniwach różne punkty miasta i splecione z nimi postacie historyczne, a także przełomowe momenty w pogańskich, średniowiecznych i trochę późniejszych dziejach miasta: bramy (Ostra i inne), baszty, mury Zamku Dolnego, katedra. Dokonuje literackiego obwarowania miasta. Akcentuje te miejsca i momenty dziejowe, w których litewska stolica odpierała ataki najeźdźców (krzyżackich, ruskich i wszelkich innych). Powstaje w ten sposób wierszowana kronika przedmurza. Swoją drogą to ciekawe, że po raz kolejny litewska stolica podsuwa twórcy gatunek kroniki. Autor Lirnika wioskowego traktuje oczywiście z poetycką swobodą genologiczne wymogi tego typu tekstów. Ważniejsze wydaje się, że dzięki temu chwytowi poeta – podobny w tym do Kraszewskiego – może dokonać poetyckiego zbliżenia, wejść w szczegóły małego wycinka z historii miasta.

Wypady poza miasto. Połowa XIX wieku. Od razu dodać warto, że mniej więcej w tym samym czasie Syrokomla przekraczał miejskie mury, pisząc i publikując w latach 1857–1860 dwa tomy Wycieczek po Litwie w promieniach od Wilna. Szereg pisarskich wypadów za miasto (w formie eseizowanego przewodnika) w stronę historycznych siedzib Litwinów (Kiernów, Oszmiana, Troki) stanowi okazję do opowieści o wyglądzie i dziejach wileńskich przedmieść. Autor tak wyjaśnia genezę tego zabiegu w tomie pierwszym, opisując rogatki Wilna w drodze do Trok: „Miasto nasze tyle już miało i ma swoich badaczów, żeśmy raz na zawsze postanowili nic nie pisać o nim i jego przeszłości”. W drugiej połowie XIX wieku wydaje się więc, że literacka źródłowość Wilna wyschła, że nie ma już nic odkrywczego do powiedzenia – wileńskie terytorium jakby przestało dyktować twórcom coś nowego. Pozostało powielanie. I w jednym z następnych akapitów Syrokomla wyraźnie ulega przymusowi multiplikowania słownych pejzaży miasta. Czuje się niejako zniewolony do medytacji – zapisanej w trybie na pozór czysto informacyjnym – nad widokami Wilna. Jej tonacja jest z lekka elegijna: mówiącemu żal opuszczać miasto. Powtarza więc spojrzeniami i zapisem widok wież kościelnych (św. Katarzyny, św. Jana, Świętego Ducha, które dopiero z oddalenia można zobaczyć w całej ich krasie) i puentuje: „To już urok tajemniczego talizmanu, jaki Wilno posiada, iż każdy, co w nim choć krótko pomieszkał, musi je polubić i całą duszą doń przyrosnąć”. Uderza to tym bardziej, że – dowodzi dalej Syrokomla – litewski gród ani nie może się pochwalić „świetną regularnością swojej zewnętrznej fizjonomii, ani nawet zbyt rozwiniętym życiem towarzyskim”. W kolejnych wyprawach autor wypracował własną metodę opisu i zarazem nostalgicznego opiewania opuszczanego miasta. Sam też nazwał swój chwyt, posługując się porównaniem: „obrazek po obrazku przesuwa się jak w dioramie”. Wilno widziane z oddali podsuwa nowy sposób percepcji i opisu. I tak, w trakcie jazdy na południe (do Oszmiany) Syrokomla zwrócił uwagę na serię obrazków z Wilenką i Rossą w roli głównej. Z kolei gdy wyruszył na północny zachód, w kierunku Kiernowa, skupił się na widokach świątyń – synagogi, meczetu i kościoła katolickiego. Powstaje w ten sposób diorama wyznań i nacji od zawsze obecnych w litewskiej stolicy. Tytułowa metafora promieni rozchodzących się z Wilna akcentuje nie tylko stołeczny charakter miasta, ale również zwraca uwagę na jego potencjał symboliczny. Nie zrozumiesz – zdaje się mówić autor – dawnej i obecnej Litwy bez jej centrum.

5. 4 października 1639 – katolicy i kalwini. Próbę literackiego scalenia obiektów i ulic średniowieczno-renesansowego miasta podjął Kraszewski w Kościele Świętomichalskim w Wilnie (1833). Rzecz osnuta jest na wydarzeniach z 4 października 1639 roku, kiedy to doszło do rozruchów między katolikami i „dysydentami” (w tym przypadku kalwinami). Ważniejsze niż wątła intryga jest dość konsekwentne osadzenie przez pisarza akcji w realiach i topografii Wilna gotycko-renesansowego. Tytułowa świątynia, jeden z niewielu okazów renesansu w Wilnie, sąsiaduje ze zborem kalwińskim. W pobliżu gotycka perła – kościół św. Anny, oraz w tym samym stylu wzniesiony kościół i klasztor bernardynów. Plac przed kościołem św. Michała jest osią akcji i starć na tle wyznaniowym. Stąd biegną drogi na Akademię (poprzedniczkę Uniwersytetu Wileńskiego), do Pałacu Biskupiego, do Katedry, do stojącego jeszcze wówczas królewskiego Zamku Dolnego (u stóp Góry Giedymina). Kraszewski usiłuje wskrzesić XVII-wieczne miasto, któremu rytm życia nadawał dobrze zachowany średniowieczny labirynt ulic, uliczek i zaułków (częściowo utrzymany do dziś – stąd mówi się o Wilnie jako mieście barokowym na średniowiecznym planie). Najistotniejsze wydaje się jednak, że z powieści emanuje wizerunek Wilna wielowyznaniowego i wieloetnicznego. Egzystencja reprezentantów różnych religii i narodów wcale nie jest bezkonfliktowa. W jednej z dygresji narrator przypomina podobne napięcia w czasach, gdy z kazalnic Wilna przemawiał ks. Piotr Skarga. Kościół Świętomichalski… to pierwszy rozdział zmagań Kraszewskiego z gatunkiem powieści historycznej. Pełna historycznych pamiątek topografia wileńska niejako podyktowała pisarzowi wzorzec prozy historycznej mocno zdystansowany do fikcjonalizacji przeszłości, którą podsuwała twórczość Waltera Scotta. Można powiedzieć, że powieść ta była poligonem autora historycznych fabuł i historiografa Wilna (oraz dawnego Wielkiego Księstwa). Ten drugi wybierze w przyszłości formę paranaukową (w przywoływanym już tutaj dziele Wilno od początków…), powieściopisarz pójdzie zaś walterscotowskim szlakiem, na którym zahaczy o Wilno w Zygmuntowskich czasach.

6. 1794 – oddziały Jasińskiego na ulicach miasta (igrzyska Historii). W Horsztyńskim Słowackiego Nieznajomy relacjonuje Szczęsnemu wileńską fazę powstania narodowego, w ramach której powieszono jego ojca uznanego za zdrajcę. Odziały Jasińskiego wchodzą do miasta pod osłoną nocy wyłomem w murze koło Ostrej Bramy („księżyca jeszcze nie było… przed Ostrą Bramą świeciła lampa… spiskowi idąc przed nią żegnali się…”). Dalej likwidują rosyjski posterunek przy więzieniu naprzeciw Ratusza (tuż przy kościele św. Kazimierza) i ulicą Zamkowa docierają do Arsenału położonego u stóp Góry Giedymina. Moskale uciekają w popłochu. Teraz nadchodzi czas zemsty na zdrajcy – ojcu Szczęsnego. Wedle opowieści Nieznajomego ujęto hetmana Kossakowskiego w jego pałacu (stoi do dziś przy ul. Dominikańskiej; w rzeczywistości złapano go przy próbie ucieczki łodzią – płynął zapewne wodami Wilii) i powieszono. Przywołuję topograficzny porządek zdarzeń, aby ukazać, jak Słowacki zarządza miejską przestrzenią rebelii. Symboliczne i strategiczne punkty miasta, błyskawiczny przebieg wypadków sygnalizują rewolucyjny szał oraz sugestywnie oddają narastanie emocji i desperacji w głównym bohaterze dramatu, „polskim Hamlecie”.
</document>
<document nplp_id="362" title="Krzemieniec. Doświadczenie miejsca" slug="krzemieniec">„Tam – pod okiem pamięci – pomiędzy gór szczytem,

Piękne, rodzinne miasto wieżami wytryska

Z doliny wąskim nieba nakrytej błękitem”
Kiedy czytałem teksty Słowackiego, w których pojawiał się Krzemieniec – głównie Godzinę myśli, mój zasadniczy punkt odniesienia – miałem dojmujące wrażenie bezwzględnej brutalności języka, jego całkowitej nieprzejrzystości, która oddzielała mnie od realnie istniejącego miejsca. Że zbliżone myśli i Słowackiemu nie były obce, to najlepiej widać w poetyckim wstępie do Jana Bieleckiego, gdzie w podobnym duchu referuje się doświadczenie lektury dawnych ksiąg.

Hermeneuci tymczasem wierzą, że język jest miejscem, w którym pojawia się lub przynajmniej rozbłyska prawda, miejscem, w którym istnieje możliwość prześwitu – podczas gdy ja borykałem się nieustannie z całkowitym zaciemnieniem, które serwował mi właśnie język, w ten mniej więcej sposób, że moja lektura była niejako zamknięta w ramach tego, co Ingarden określił jako quasi-sądy; a jednocześnie doskonale zdawałem sobie sprawę z faktu, że Krzemieniec jako taki, mniej lub bardziej od czasów Słowackiego zmieniony, fizycznie istnieje i można go odwiedzić. Nawet jeśli, jak w przypadku podróży Antoniego Słonimskiego, niełatwo dostać się do Krzemieńca, a na drogę wypada wziąć ze sobą rewolwer (zob. Słonimski 1989: 103–109).

W tej podróży – wyobrażonej, bo muszę nadmienić, że nigdy w Krzemieńcu nie byłem – towarzyszyło mi pytanie, czy jest możliwe coś takiego, co Frank Ankersmit nazwał doświadczeniem historycznym – w tym przypadku należałoby mówić o doświadczeniu geograficznym albo lepiej doświadczeniu miejsca, a może – różnica z pozoru błaha – doświadczaniu miejsca. Jak więc ugryźć geografię? Jak wgryźć się w miejsce, którego ślad pozostał w tekście poety? Zanim spróbuję odpowiedzieć na te pytania, zanim wyjaśnię, co Ankersmit rozumiał przez doświadczenie historyczne, spełnię wstępne obietnice i skreślę w kilku słowach inne drogi, których nie wybrałem, a które z różnych względów wydały mi się nie do końca atrakcyjne. Najlepiej uznać, że po prostu nie były to drogi, którymi ja sam zamierzałem podążać. Można to opisać jako moje kłopoty z literacko ujętą geografią.

Po pierwsze, jeśli damy fory miejscu i uznamy, że tekst na sposób literacki oddaje mu sprawiedliwość, to istnieje uzasadniona obawa, że zaczniemy uprawiać najbardziej tradycyjną, pozytywistyczną historiografię.

Po drugie, jeśli dla odmiany zaczniemy faworyzować sam tekst, to pojawi się co najmniej kilka niebezpieczeństw, których może lepiej byłoby uniknąć. Przede wszystkim możemy utknąć w również tradycyjnym – powiedzmy, strukturalistycznym i fenomenologicznym – badaniu samego tekstu; wówczas pozostanie nam opiniować jedynie o tym, w jakiej mierze może wpłynąć na ogólny sens utworu sposób literackiego ujęcia przestrzeni i miejsc, o których jest w nim mowa. W efekcie nie byłbym w stanie mówić o jednym Krzemieńcu, a tylko o kilku różnych, nieprzystających do siebie Krzemieńcach – z których każdy byłby ulokowany w innym utworze Słowackiego, a dodatkowo jeszcze w listach i wspominkach. Druga pułapka jest tutaj innego rodzaju: możemy znaleźć się w obrębie tego, co Ankersmit określił jako „językowy transcendentalizm”, za jego głównych przedstawicieli uważając hermeneutów (z Gadamerem na czele), dekonstrukcjonistów (Derridę) i pragmatystów w typie Rorty’ego. Językowy transcendentalizm uznaje, że całość naszej ziemskiej egzystencji jest zdeterminowana przez język, od którego nie ma ucieczki, w konsekwencji czytamy zawsze zamknięci w obrębie jakiegoś tekstu, patrząc na miejsce przez półprzezroczyste szkło języka. Co najwyżej – przypomnę znaną tezę Heideggera, wyeksplikowaną dodatkowo przez autora Prawdy i metody – możemy liczyć, że w tekście pojawi się jakaś prawda miejsca – ale tylko w taki sposób, jaki nie byłby możliwy w żadnym innym przedstawieniu, w żadnym innym tekście. Inaczej rzecz ujmując, to, że miejsce możemy ujrzeć w określony sposób, zawdzięczamy tylko i wyłącznie jego jednorazowej tekstowej egzemplifikacji. A ponieważ prawda opisywana jest tutaj jako nagłe i nieprzewidywalne wydarzanie się, otwarta zostaje furtka dla różnego rodzaju mistycyzmów.

Gdy z kolei – pozostaję w orbicie faworyzowania tekstu – zwrócimy się ku pytaniu, jak jednostka opanowała przestrzeń, miejsce, pejzaż, jak literacko zdołała nimi zawładnąć, to pojawią się co najmniej trzy rozwiązania. Primo, naszą muzą zostanie psychoanaliza albo, zgodnie z określeniem Pouleta, coś na kształt Bachelardowskiej „geografii wyobraźni”. Zasadnie zostanie tu postawione pytanie, dlaczego Słowacki tak chętnie wybierał z przestrzeni Krzemieńca górę Bony i zamek na tle księżycowej tarczy, i dlaczego powielał ten obraz również w tekstach, gdzie nie Krzemieniec był przedmiotem opisu. Może więc Słowacki nie jest tym poetą, od którego należałoby zaczynać namysł nad doświadczeniem miejsca. Te motywy są obecne już w juweniliach – myślę o wierszu Księżyc – i później się co jakiś czas powtarzają, co sugerowałoby, że w przypadku autora Godziny myśli potrzeba raczej dogłębnej, acz wyważonej psychoanalizy, nie zaś dywagacji geograficznych.

Secundo – może pojawić się przekonanie, iż estetyczne ujęcie pejzażu jest rezultatem percepcji, która jest uwarunkowana czysto środowiskowo; zakłada się tutaj, że relacja obserwatora z obserwowanym miejscem jest niemal identyczna jak zawłaszczająca relacja zwierzęcia z jego środowiskiem. Ten fenomen znany jest w filozofii jako wola mocy. Tertio – można zająć się badaniem i katalogowaniem geograficznych motywów, toposów, archetypów i pokazywać ich ewentualną obecność w innych tekstach i u innych autorów. Byłoby to pewnie ulubione zajęcie mitologów, antropologów i raz jeszcze badaczy z kręgu psychoanalizy. Krytyczną analizę punktów secundo i tertio przynosi książka Chrisa Fittera Poetry, Space, Landscape, za którą zostały tu lakonicznie zreferowane[przypis]Zob. Chris Fitter, Poetry, Space, Landscape. Toward a New Theory, Cambridge 1995, s. 1–8.[/przypis].

Wreszcie – znowu jesteśmy w obrębie faworyzowania i dopieszczania tekstu, ale teraz to już raczej jakiegoś Wielkiego Tekstu, ba, należałoby tutaj mówić o Dyskursie (i to jest droga, którą podąża sam Fitter) – możemy uznać, że miejsce czy może sposób jego przedstawienia jest pochodną czasu, intelektualnego klimatu, panoszących się w danym momencie ideologii, uwarunkowań ekonomicznych (a więc przestrzeń dla swoich poszukiwań znajdzie tu również marksista): czyli w istocie różnego rodzaju obowiązujących na przestrzeni historii wielkich i małych Dyskursów – nazwisko Foucault nie byłoby w tym miejscu od rzeczy. Tutaj pojawia się również otwarte pole do testowania dyskursów teoretycznych, dajmy na to: feminizmu, postkolonializmu, poetyki kulturowej i wielu innych, testowania i sprawdzania, na ile ich fundamentalne założenia znalazły swoje odzwierciedlenie w literackiej realizacji. Wydaje się wszakże w przypadku wszystkich podejść dyskursywnych, że realne miejsca stają się po prostu funkcją zewnętrznego względem nich Dyskursu. Co oznacza ni mniej, ni więcej, że miejsce jako takie przestaje nas interesować.

Przywołałem wszystkie te koncepcje, teorie, drogi rozumienia, żeby podkreślić, iż – niezależnie którą wybierzemy, weźmiemy za przewodnika – niezwykle trudno jest lawirować gdzieś in-between, w owym pomiędzy tekstu i miejsca. Że wybór, jakikolwiek by był, doprowadzi nas albo do miejsca bez tekstu, albo do tekstu bez miejsca. Tak może stać się również wtedy, gdy wyjdziemy od pytania „Co miejsce dało tekstowi? Dlaczego zostało przedstawione w taki a nie inny sposób?”. Istnieje obawa, że udzielona odpowiedź doprowadzi do ponownego zakleszczenia albo w geografii, albo w tekście – ale tylko albo w jednym, albo w drugim.

Wracam do Ankersmita. Namacalnie dotknąć przeszłości – oto zadanie, jakie holenderski historyk dostrzegł u tych, których nazywa „wielkimi poetami nauk historycznych”: Micheleta, Guicciardiniego, Tocqueville’a i Huizingi. Jak sam mówi, „tym, co się wydaje oczywiste w twierdzeniach tych historyków na temat ich doświadczenia historycznego, jest całkowita autentyczność owego doświadczenia, to znaczy przekonanie historyka, że doświadczył przeszłości takiej, jaką ona rzeczywiście była, «an und für sich», niezapośredniczonej przez istniejącą wiedzę historyczną czy historiograficzną. W doświadczeniu historycznym doświadcza się radykalnej niezwykłości przeszłości [the radical strangeness of the past]; przeszłość nie jest tu konstruktem rozumienia, ale rzeczywistością doświadczaną z tą samą bezpośredniością i prostotą, jaką często łączy się z wzniosłością”[przypis]Wywiad z F. Ankersmitem w: Ewa Domańska, Encounters. Philosophy of History after Postmodernism, introduction A. Megill, Charlottesville and London 1998, s. 93. Podaję w tłumaczeniu własnym (GM).[/przypis]. Ostatnie zdanie informuje w istocie, że Ankersmit nie ma na myśli jakiegoś naiwnego programu epistemologicznego, jakiegoś nowego sposobu zdobycia wiedzy kognitywnej. Wprost przeciwnie – i mówi to gdzie indziej[przypis]Zob. Frank Ankersmit, Gadamer i doświadczenie historyczne, przeł. P. Ambroży, w: tegoż, Narracja, reprezentacja, doświadczenie. Studia z teorii historiografii, red. i wstęp E. Domańska, Kraków 2004.[/przypis] – jego celem jest wyrwanie pojęcia doświadczenia zarówno z obszaru epistemologii, jak i prawdy, oraz zbliżenie go do kategorii estetycznych, głównie wzniosłości (stąd często mówi o „wzniosłym doświadczeniu historycznym” – jakiś czas temu wydał nawet książkę o takim tytule[przypis]Frank Ankersmit, Sublime Historical Experience, Stanford 2005.[/przypis]). Ponieważ wkraczamy na teren estetyki, pozbądźmy się prawdy, nie wymagajmy od doświadczenia, żeby było epistemicznym utrafianiem w sedno samej rzeczy – celem polemiki jest tutaj Gadamerowska koncepcja doświadczenia historycznego, która w analizie hermeneutycznej nieuchronnie została powiązana z pojęciem prawdy. Trzeba, powiada Ankersmit, „przeciąć więzy łączące doświadczenie i prawdę”[przypis]Tenże, Gadamer…, s. 291.[/przypis]. Doświadczenie historyczne nie należy do porządku wiedzy, ale bycia, i to takiego bycia, w którym zanika podmiotowość tego, kto doświadcza: uczucia i nastroje biorą górę nad jakimkolwiek przedmiotowym posiadaniem wiedzy o sobie samym. Nic dziwnego, że kto szukał takiego rodzaju doświadczenia, kto podjął krytykę Gadamerowskiej zasady dziejów efektywnych, opisywanej jako demon transcendentalnie pojmowanego tekstu (mający zastępować demona Kantowskiego podmiotu transcendentalnego), doszedł koniec końców do wzniosłości i powiązał ją z doświadczeniem. Naturalną konsekwencją takiego mariażu jest również ostra krytyka wspominanego transcendentalizmu językowego, bo wzniosłe doświadczenie wymyka się językowi i wysłowieniu, a język nie jest w stanie doświadczeniu sprostać. Jak napisał Jarosław Marek Rymkiewicz, „Można żyć to wie każdy – także bez języka / Jest coś co językowi odwiecznie umyka”[przypis]Jarosław Marek Rymkiewicz, Ludwig Wittgenstein odpływa, w: tegoż, Do widzenia, gawrony, Warszawa 2006, s. 14.[/przypis].

Oczywiście mnie samego nie interesuje w tej chwili doświadczenie historyczne, ale – per analogiam – być może duchem zbliżone doświadczenie geograficzne. Być może – bo zapytany, co chciałbym wziąć z tej koncepcji Ankersmita, odpowiem: na razie niewiele więcej niż intuicję, że można wstrzelić się w przestrzeń czy w miejsce, nie będąc wszak skazanym na epistemologicznie uwarunkowane poznawanie przestrzeni i nie będąc absolutnie skazanym na tekst. Resztę pomysłów biorę w nawias, przynajmniej na razie, bo ich pozostawienie tutaj prowadziłoby do nieobliczalnych komplikacji[przypis]Pierwszą i podstawową zawiłością jest fakt, że doświadczenie historyczne jest przez Ankersmita definiowane przede wszystkim w sposób negatywny – niejako w opozycji do zastanych sposobów pisania o przeszłości i kategoryzowania samego doświadczenia. W rezultacie łatwiej powiedzieć, czym doświadczenie historyczne nie jest, aniżeli czym jest. Co gorsza, koncepcja Ankersmita rodzi rozliczne problemy i paradoksy, które nie tak łatwo przezwyciężyć nawet z największą dozą życzliwości. Oto jedna z nich: we wzniosłym doświadczeniu, sugeruje Ankersmit, język wycofuje się; wszelkie wysłowienie staje się problematyczne i w gruncie rzeczy nie dochodzi do głosu. Nie ma więc nie tylko prawdy; nie ma ani podmiotu doświadczenia, ani symbolicznych środków, które wyrażałyby wzniosłość, odczuwaną przez bliżej nieokreślone egzystencjały (zdaniem Ankersmita podmiot doświadczenia unieobecnia się, przechodzi z epistemologicznego obszaru „posiadania”, np. posiadania wiedzy, do jak najdalszego od epistemologii obszaru „bycia”, gdzie jest się określanym przez uczucia i nastroje, a więc obszaru nieustannego przekształcania tożsamości). Ale Ankersmit wie, że doświadczenie historyczne musi zostać wyrażone w języku: jako czytelnik historyków takich jak Huizinga czy Michelet jest przede wszystkim ich czytelnikiem; wzniosłe doświadczenie odnajdywane w ich pracach (albo w dokumentach i świadectwach), jakkolwiek by je opisać, pozostaje doświadczeniem zapisanym. Wydaje się wobec tego, że z istoty pozajęzykowe doświadczenie musi utracić swój sens, bo właściwym bytem owego doświadczenia okazuje się koniec końców jakieś językowe sformułowanie. Jak rozwiązać ten paradoks? Chyba nie można zrobić tego inaczej, jak stosując następujący tok rozumowania. Otóż w doświadczeniu język napotyka swoje granice. W tej samej jednak chwili język wypowiada doświadczenie, ale samo doświadczenie nie może zostać sprowadzone do tego, co w tym języku zostało powiedziane. Wzniosłe doświadczenie historyczne pozostaje swoistym naddatkiem względem użytych do jego wyrażenia słów albo, przeciwnie, brakiem bądź niedoborem. Historyk występujący z pozycji tradycyjnego badacza (poszukiwacza prawdy) zajmie się tym, co jawi się jako bezpośrednio powiedziane w zapisie historycznego doświadczenia. Historyk, który nad prawdę przedkłada wzniosłość, będzie oddawał się nastrojom biorącym się z odkrycia owych naddatków lub niedoborów w tym, co pozornie jasno i przejrzyście zostało stwierdzone w źródłach i komentarzach do nich. Jeśli jednak tym tokiem podążałyby myśli Ankersmita, to w zasadzie niewiele albo nawet wcale nie różniłyby się one od przekonań jego adwersarzy – mam tu na myśli głównie Gadamera, bo w pełni Gadamerowskie jest przekonanie, że wypowiedź w żadnej mierze nie może wyczerpać tego, co w doświadczeniu hermeneutycznym stanie się udziałem rozumiejących podmiotów. I to przynajmniej z dwóch powodów: wypowiedź nie może zostać sprowadzona do tego, co powiedziane, jako że jest odpowiedzią na niewyrażone wprost pytanie, a zarazem rozumienie jest ontologicznym uczestnictwem w grze, która zakłada, że żadna subiektywność nie wyczerpie tego, co w tekście „się zawiera”. Gdy z kolei zacznie się argumentować, że wzniosłość jako przynależna do estetyki musi umykać brutalizacji pełnego wysłowienia, przeżycie (doświadczenie) estetyczne jest bowiem pozajęzykowym olśnieniem, można odpowiedzieć następująco: kategorie estetyczne trudno w ogóle pomyśleć poza obszarem ich teoretycznej i filozoficznej eksplikacji; inaczej rzecz ujmując, są nierozerwalnie związane z systemami myślowymi, które w znacznej mierze powołały je do istnienia. Wzniosłość jako taka z pewnością jest wcześniejsza od jakichkolwiek metafizycznych postulatów i oczywiście możemy mówić o wzniosłości bez tego typu konotacji: „wzniosłość” jest przecież słowem, które funkcjonuje w potocznym języku, języku osób, które mogły nigdy nie spotkać się z Kantem czy Burkiem. Gdy mowa jednak o tej wzniosłości, wzniosłości Kanta lub Burke’a, wszelkie zadłużenie się w określonej filozofii powoduje, że ów dług w pewnej mierze pozostaje dozgonny: nie można uważać, że doświadcza się wzniosłości Kanta lub Burke’a, ale dzieje się to zupełnie poza skonstruowanymi przez nich filozofiami. Czyli: dla stosowanych przez Ankersmita określeń wzniosłości kluczowa jest teoria wzniosłości, ale wzniosłe doświadczenie ma poprzedzać teorię i być wolne od bagażu wszelkich metafizycznych określeń. Wydaje się, że w tej sytuacji nie jest jednak zdolne pozbyć się tego ciężaru. Gdyby z kolei potrafiło to uczynić, sensownie moglibyśmy zapytać, czy Ankersmit istotnie powinien powoływać się na wzniosłość, bo przedstawione przezeń charakterystyki dałoby się być może bez problemu związać z jakimiś całkowicie innymi niż wzniosłość kategoriami filozoficznymi.[/przypis]. Doświadczenie miejsca miałoby mocniejsze ugruntowanie – to najlepsze słowo – niż jest to w przypadku doświadczenia historycznego, ponieważ byłoby wsparte na fundamencie nie tylko tekstowym, ale i przestrzennym. Że takie doświadczenie jest możliwe nawet bez wycieczki do określonego miejsca (pocieszające dla kogoś, kto jeszcze nie wybrał się do Krzemieńca), to wiedziała już Salomea Becú. Tak pisała do Antoniego Odyńca po powrocie z Wilna: „Śliczny Krzemieniec, warto go widzieć, ale w lecie, bo w zimie wiele traci. Księżyc tu prześlicznie świeci, spacery po górach przy świetle księżyca czarujące, zachwycające, ale z doświadczenia nie wiem tego [podkr. GM], bo z dziećmi nie chodziłam, z Julkiem będę chodzić”[przypis]W kręgu bliskich poety. Listy rodziny Juliusza Słowackiego, opr. St. Makowski i Z. Sudolski, red. E. Sawrymowicz, Warszawa 1960, s. 257 (list z czerwca 1827 r.).[/przypis]. A więc doświadczyła, choć fizycznie, realnie nie doświadczyła.

Jak jednak przejść do doświadczenia miejsca? W Godzinie myśli – gdzie mówi się, że

„[…] trzeba w przeszłość wrócić;

I przeszłość jako obraz ściemniały i płowy,

Pełny pobladłych twarzy, ku słońcu odwrócić…”[przypis]Juliusz Słowacki, Godzina myśli, w: tegoż: Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. II, Wrocław 1952, s. 79.[/przypis]

– a zatem otwiera się tu również miejsce dla doświadczenia historycznego – otóż w Godzinie myśli pada istotna moim zdaniem wskazówka dla poszukiwaczy doświadczenia miejsca:

„Tam – pod okiem pamięci – pomiędzy gór szczytem,

Piękne, rodzinne miasto wieżami wytryska

Z doliny wąskim nieba nakrytej błękitem”[przypis]Tamże.[/przypis].

Chciałbym zwrócić uwagę Czytelnika na owo krótkie i z pozoru niewiele wnoszące sformułowanie „pod okiem pamięci”. Te metafory wzrokowe były zapewne swoistym znakiem czasu – „oko pamięci”, „oko duszy”, „oko wyobraźni” – popularnymi metaforami, nie znaczy to jednak, że ich użycie jest czystko konwencjonalne. Przede wszystkim stanowi ono mniej lub bardziej uświadomione nawiązanie do starożytnej i średniowiecznej tradycji retorycznej, która ilekroć próbowała scharakteryzować mechanizmy pamięciowe, tylekroć powoływała się na zmysł wzroku – można tu wręcz mówić o faworyzowaniu tego zmysłu[przypis]Por. Aleida Assmann, Cultural Memory and Western Civilization. Functions, Media, Archive, Cambridge 2013, s. 17–18.[/przypis]. Związek wzroku i pamięci („oko pamięci”) brał się z proponowanych przez retorykę metod mnemotechnicznych, które zwykle odwoływały się do myślenia przy użyciu kategorii przestrzennych – to właśnie tu otwierało się pole dla tak popularnych konceptów, jak pałace pamięci. Pomimo że „oko pamięci” z Godziny myśli pozostaje w obrębie tej tradycji, to jednocześnie i mocno się od niej odróżnia, głównie poprzez fakt, że u Słowackiego owo oko nie gwarantuje już – jak to było u retorów – iż proces pamięciowy da się odwrócić bez uszczerbku i konsekwencji dla zapamiętanej treści, a także dla pamiętającego podmiotu. Podczas gdy mnemotechniki wychodziły z założenia, że pamięć jest w stanie przechować informacje i mimo upływu czasu oddać je w stanie nienaruszonym, „oko pamięci” Słowackiego ma przed sobą jedynie „obraz ściemniały i płowy”. W tym sensie myślenie Słowackiego o pamięci ma już charakter nowoczesny: jest pytaniem o podmiot, o czas, o tożsamość.

Otóż wydaje mi się, że Słowacki sam otwiera drogę ku doświadczeniu miejsca, kierując nasz wzrok właśnie na sprawę pamięci, która niejako sterowała jego własnym rozpoznaniem. Moja teza jest następująca: można oczywiście czytać te strofy – a rzecz jasna przytoczyłem tylko fragment znanego tekstu, nie przywołałem też innych, dość licznych reminiscencji Krzemieńca – jako poetyckie, literackie przywołanie miejsca, ale wówczas w gruncie rzeczy pozostajemy w kleszczach tekstu; może i nawet rozkoszujemy się tymi czy innymi sformułowaniami, środkami poetyckiego wyrazu, ale w żaden sposób z tekstu nie potrafimy się wyrwać czy wydobyć. Można nawet potraktować je jako przewodnik i posłuchać wezwania poety – to wezwanie pochodzi akurat z wyprawy do Ziemi Świętej:

„Ja doskonalej nie opiszę rymem…

Trzeba, ażebyś wziął sakwę podróżną,

Mój czytelniku, i został pielgrzymem,

Inaczej z wielką litością i żalem

Będę o tobie myślał – w Jeruzalem”[przypis]Juliusz Słowacki, Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu, w: tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. IX, Wrocław 1956, s. 67.[/przypis].

Wziąć więc ze sobą literacki bedeker i pojechać do Krzemieńca[przypis]Traktuję to wezwanie całkiem dosłownie, choć sens cytowanej strofy jest z pewnością bardziej złożony. Doskonale tłumaczy to Ryszard Przybylski: „Pejzaż opisywany przez poetę czytelnik może zobaczyć tylko w stworzonym przez siebie śnie na jawie. Słowacki nie odwoływał się więc do pamięci czytelnika. Odwoływał się do jego fantazji. Romantyk, który istoty poezji upatrywał nie w imitacji, lecz w kreacji, śmiałej, szalonej i nieskrępowanej, musiał w końcu zażądać od czytelnika, aby zaczął uczestniczyć w misterium tworzenia. Potraktował tedy opis jako instrukcję, której realizacja miała przekształcić czytelnika w poetę. Mając świadomość, że zobaczenie opisywanego pejzażu jest uzależnione od wyobraźni odbiorcy, postanowił pokierować jego okiem wewnętrznym” (Przybylski 1982: 25–26).[/przypis], by ujrzeć to miasto takim, jakim widział je Słowacki; nałożyć na tę przestrzeń jego quasi-oniryczną optykę i widzieć je jako miasto, zgodnie z własnymi słowami poety, „czarowne” lub „błogosławione” (to drugie sformułowanie pojawia się we [Fragmencie o Helijaszu]), choć podobno, tak przynajmniej twierdziła matka, Słowacki okropnie się w Krzemieńcu nudził, ba, źle ponoć mu tam było. Tylko że wciąż, nieustannie pozostaniemy w okowach tekstu, to tekst będzie miał kluczowe znaczenie, a nasze postrzeganie, raz jeszcze, będzie bliskie hermeneutycznej koncepcji widzenia w prawdzie takiej, jaka jest dostępna tylko i wyłącznie za pośrednictwem określonego językowego przekazu – notabene, Heidegger i Gadamer do opisu swojej koncepcji prawdy używali głównie przykładów wzrokowego doświadczania prawdy, doświadczania w obrazie. Jeśli więc chcemy się udać w owo in-between, pomiędzy miejsca i tekstu, powinniśmy posłuchać wskazówki autora i pójść pod okiem pamięci, a następnie spróbować powrócić do konkretnego miejsca. Trzeba by więc – wytyczam żmudną drogę, której sam jeszcze nie przebyłem, ledwie stanąłem na początku, i wcale nie mam przekonania o sukcesie takiej wyprawy – nakreślić mapę poetyckiej pamięci Słowackiego, a dopiero potem zwrócić się ku miejscu i zapytać, jaką rolę na owej mapie pamięci pełnią przywołane w tekście elementy, fragmenty tego miejsca, obrazy z nim związane; jak to się stało, że to właśnie one się pojawiły, i to w takim a nie innym kształcie.

Bo „oko pamięci” to nie jest zwyczajne wspominanie, zwykle nostalgiczne uobecnianie tego, z czym straciliśmy kontakt. Gdyby tak było, moja propozycja byłaby chyba całkiem bez sensu, a tak może jakieś strzępy i okruchy sensu w niej się tlą. Powtórzę za Kordianem: „O! dla mnie za rano / Na bladą gwiazdę wspomnień!…”[przypis]Juliusz Słowacki, Kordian, w: tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. II, s. 124.[/przypis]. „Oko pamięci” to mechanizm o obosiecznym ostrzu, bo oko jest w ruchu: nie tylko się otwiera, ale i zamyka; potrafimy na coś spojrzeć przychylnym okiem, na coś innego przymknąć oko. Przy czym nie chodzi mi tutaj o to, że Słowacki celowo wybierał jedne elementy pejzażu, przymykał zaś oko na inne. Sprawa jest o wiele istotniejsza. Nie ma tu niestety miejsca na dowodzenie, że istnieje coś takiego jak polski dyskurs pamięci – ale może pobieżne zwrócenie uwagi na język publiczny i polityczny, w którym słowo „pamięć” jest szarpane deklinacją, jak powiedziałby Tuwim, da nieco do myślenia. Pamięć ma status tak dalece zinstytucjonalizowany, że konieczne okazuje się tworzenie państwowych instytutów pamięci. Bez wielkiej przesady można by powiedzieć, że dla tego dyskursu fundamentalne znaczenie mogą mieć słowa Mickiewicza:

„Precz z mej pamięci!… nie… tego rozkazu

Moja i twoja pamięć nie posłucha”[przypis]Adam Mickiewicz, Do M***, w: tegoż, Dzieła, t. I, opr. Cz. Zgorzelski, Warszawa 1998, s. 155. W Prelekcjach paryskich (Dzieła, t. VIII, przeł. L. Płoszewski, opr. J. Maślanka, Warszawa 1997, s. 273) poeta posuwa się nawet do stwierdzenia, że historycznie ukierunkowana pamięć jest szczególną dyspozycją ludów słowiańskich, które „zdają się mieć szczególny dar pamięci, zamiłowanie do przeszłości. Przeszłości tej nie zmyślają sobie, nie tworzą sobie wyobrażenia o niej, ale – rzecz można – ich imaginacja, zamieszkała w przeszłości, ma nieustanne i błyskawiczne jej wyczucie, i to w stosunku nie tylko do tradycji poetyckich, ale nawet do rzeczy bardziej powszednich i obojętnych. Np. w sprawach sądowych również przywołują przeszłość, zwracają się do starców niby do archiwów ludności”.[/przypis].

Słowacki doskonale czuł ten związek polskości z pamięcią. Upiorność Poemy Piasta Dantyszka tym się między innymi objawia, że niosący przez piekło głowy swoich zmarłych synów szlachcic zapomina, że niesie je do samego Boga, co i rusz porzucając je w celu załatwienia tej czy innej, mniej lub bardziej szczytnej sprawy. Nic więc dziwnego, że sam poemat może być traktowany jako historia o nie-pamiętaniu. Dlatego odnajdziemy w utworze fragmenty poświęcone kwestii pamiętania i zapominania. Oto jeden z nich:

„Polak prawdziwy kiedy się upije,

Wspomni ojczyznę i płaczem zawyje;

Potem jak ludzie w zmysłach nieprzytomni,

Śmieje się głośno, gdy o niej zapomni”[przypis]Juliusz Słowacki, Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa o piekle, w: tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. III, Wrocław 1952, s. 89.[/przypis].

Jak widać, Słowacki bez pardonu powiązał polskość z pamięcią – w tym konkretnym przypadku z pamięcią o ojczyźnie, ale myślę, że mamy prawo to równanie polskość = pamięć uogólnić. Być Polakiem – to pamiętać. Wiedząc, że pamięć może być groźna: „…bogdaj mnie pożarła / Pamięć”[przypis]Tamże, s. 106.[/przypis] – mówi Dantyszek. Polak nie może albo nie potrafi uwolnić się od pamięci, od pamiętania, od wspominania. Anhelli mówi o tym dobitnie: „Oto już jednego włosa nie ma na mojej głowie z tych, które były dawniej, oto się nawet kości we mnie odnowiły, a ja zawsze pamiętam”[przypis]Juliusz Słowacki, Anhelli, w: tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. III, s. 39.[/przypis]. Zawsze pamiętać. Ale, jak dobitnie pokazuje Słowacki we fragmencie z piekielnej odysei Piasta Dantyszka, owo „zawsze pamiętać” – mniejsza, o czym – prowadzi nas do szaleństwa. Wydaje się w związku z tym, że Słowacki doskonale pokazuje, iż to, co Polacy najchętniej opisują na sposób pozytywny, afirmatywny – w tym przypadku pamięć albo, używając modnego słowa – dyskurs pamięci, podskórnie ma swój konieczny bytu cień: nie-pamięć, nie-pamiętanie, zapomnienie. Afirmatywny charakter dyskursu pamięci polegałby na tym, że jego językowym wyrazem są z reguły sformułowania: „pamiętajmy, że…”, „pamiętajmy o…”. Dzięki temu pamięć może być intersubiektywną podstawą, na której zbudowana jest lub może być istota samej polskości. Ponieważ pamiętamy o tym i o owym, jesteśmy właśnie Polakami. I nie wolno nam o tym zapomnieć. Właśnie: zapomnieć. Bo ilekroć powiemy „pamiętajmy o…”, to nie będzie to samo, co powiedzieć „nie zapomnijmy o…”. Nie wolno nam zapomnieć o tej różnicy. Na czym ona polega? Z grubsza rzecz ujmując na tym, że gdy mówimy „pamiętajmy o…”, odwołujemy się za każdym razem do jakiejś pozytywnej wartości – pozytywnej, to nie znaczy, że koniecznie musi to być coś miłego, może to być np. coś straszliwego i traumatycznego, co jest jednak pozytywne w tym sensie, że uznajemy to za wspólną wartość, do której możemy się odnieść i na którą możemy się powołać w dowolnej chwili. W tym sensie można mówić o pozytywnym charakterze takich fenomenów. Właśnie wtedy, gdy mówimy „pamiętajmy o…”, wspólnota umacnia się, ma solidniejsze fundamenty: wiemy, że ilekroć pomyślimy o tym, co czyni nas Polakami, zawsze będziemy mogli odnieść się do tego, o czym mamy pamiętać. Gdy zaś mówimy „nie zapomnijmy…”, to jednocześnie, takie odnoszę wrażenie, stawiamy znak zapytania (mniej lub bardziej wyraźny) przy tym, co uznajemy za spoiwo naszej wspólnoty. Wiemy, że zagraża jej nie-pamiętanie. Zagraża, ponieważ jeśli mówimy „nie zapomnijmy…”, to rzecz, o której mamy pamiętać, sama jawi się jako taka, o której można z jakiegoś powodu zapomnieć. Albo więc nie jest wystarczającym fundamentem do budowania wspólnej tożsamości, albo my, Polacy, możemy mieć w swoim stadzie czarne owce, które zdolne są, mniejsza, z jakich powodów, do zapomnienia. Ponieważ o tej rzeczy można zapomnieć, to w konsekwencji można dojść do wniosku, że nie jest nam niezbędna, że możemy się bez niej doskonale obejść, że możemy bez niej żyć. Gdy mówimy „pamiętajmy”, ta rzecz przedstawiona jest jako coś absolutnie niezbędnego. Gdy jednak, powtórzę, powiemy „nie zapomnijmy…”, przedstawiamy ją jako coś, co pod pewnymi warunkami, a może i bezwarunkowo, może zostać zapomniane. To ważna różnica i w moim przekonaniu Słowacki doskonale zwraca na nią naszą uwagę.

Ryszard Tymański napisał kiedyś dla swojego zespołu Kury piosenkę Ideały Sierpnia, w której w ciągu składniowych paralelizmów obrazuje ten pamięciowy dyskurs właśnie w sposób negatywny: „Nie zapomnijmy o…”. W ten sposób doskonale pokazuje, że za owym „pamiętajmy” – o czym się zapomina, bo „pamiętajmy” istotnie zmierza ku wszechogarniającej i wszystkim dostępnej dyskursywności – jak cień, absolutnie nieusuwalny, ciągnie się zagrożenie zapomnienia, pominięcia, wyrwania z intersubiektywnej przestrzeni pamięci. Chodziłoby mi zatem o to – wracam do Słowackiego – że istnieje przeddyskursywna wola zapominania, która na równi z dyskursem pamięci steruje u poety jego literackim obrazowaniem. I że toczy się tu jakaś wewnętrzna gra, której stawką może być między innymi – jako jedna z konsekwencji – możliwość zrozumienia miejsca na tle owej pamięciowej mapy. Że jest napięcie, że jest gra, to najlepiej wyczytać można z wersów Jana Bieleckiego:

„Gdy pogrzebałem pamięć dawnych czasów,

Jestem wesoły, jak biesiadnik stypy”[przypis]Juliusz Słowacki, Jan Bielecki, w: tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, t. I, Wrocław 1952, s. 59.[/przypis].

Ta wesołość biesiadnika stypy jest widomym znakiem napięcia albo gry na styku pamięci i zapominania, trochę może jak we Freudowskiej analizie żałoby i melancholii. Przy czym, od razu zaznaczę, istnieje istotna różnica między tą moją dość enigmatyczną propozycją a psychoanalizą – w tej ostatniej, trochę to zapewne strywializuję, tworzy się pewien katalog motywów i pobudek psychicznych, archetypicznych zachowań, typowych źródeł chorób umysłowych itd., a następnie szuka się ich przejawów w tym, co powiedziane i zapamiętane, a zwłaszcza w tym, co niepowiedziane, przemilczane, „przejęzyczone” i zapomniane, wyparte. W mojej propozycji nie ma żadnego uprzedniego bagażu czy zasobu dekodowalnych motywów, które potem, z większą lub mniejszą łatwością, można by odnajdywać w tekstowej realizacji. Trzeba się natomiast wczytać w teksty i próbować zrozumieć nie jakąś ogólnoludzką czy ogólnodyskursywną, ale Słowackiego pracę pamięci, zrobić wiwisekcję owego oka. Czyli: najpierw mapa pamięci, potem mapa Krzemieńca. I może stanie się bardziej jasne, jak za pośrednictwem tekstu można doświadczyć miejsca, jak można doświadczyć spacerów, których się nie doświadczyło. I może wtedy pojęcie doświadczenia miejsca zyska bardziej namacalny kształt.

</document>
<document nplp_id="363" title="Minkowce" slug="minkowice">Minkowce (Mińkowce), dawniej miasteczko nad rzeką Uszycą w powiecie uszyckim, obecnie wieś w rejonie dunajowieckim (Ukraina), od roku 1794 należało do Ignacego hr. Ścibor Marchockiego, dzięki któremu wielokrotnie weszło do literatury, tworząc samodzielne, wielce oryginalne „państwo minkowieckie“. Beznamiętny zazwyczaj Słownik geograficzny Królestwa Polskiego tym razem informował z wyraźną fascynacją o osobie sprawcy rozkwitu Minkowiec: „Godzien wspomnienia przedostatni dziedzic M[ińkowiec] hr. Ignacy Ścibor Marchocki, h[erbu] Ostoja, na M[ińkowcach], Belmoncie, Przytulii, Otrokowie pan, bo tak się tytułował, człowiek prawego charakteru, ale głośny dziwak; w dziwactwach jednak jego maluje się dowcip i szlachetność. Nosił długą brodę i purpurową, złotem obszytą szatę, ograniczył majątek swój słupami z napisami: Granica państwa minkwieckiego od cesarstwa rosyjskiego. Odprowadzał rekwizyta rządowi do armii i dlatego przybrał tytuł: Dux i Redux, i to początek jego dziwactw, czy też choroby. Ustawy i prawa w minkowieckim państwie zastosowane były do obyczajów narodu; osobna moneta papierowa ze stemplem hrabiego, kurs miała w obrębie państwa. Przy osobie dziedzica była rada stanu, trybunał z kmiotków złożony, którego wyroki nie przypuszczały żadnej apelacji. Na ławkach, suknem zielonym pokrytych, zasiadali sędziowie. Dux i Redux w purpurowej todze miał przeznaczone dla siebie szkarłatne krzesło i stolik szkarłatem pokryty; zbierano głosy i wyrok ogłaszany bywał. Na wysokiej górze stał zamek Otroków, z żelazną chorągiewką na szczycie; w Belmoncie była letnia rezydencja, w Przytulii było także ulubione mieszkanie właściciela i tu najwięcej pamiątek zostawił; świątynia pokoju, świątynie Fenelona, Krasickiego, Wilhelma Tella, upiększały przytuliskie ogrody, i tu dzieci hr, Ścibora, na wzór Emila – Jana Jakuba, chowały się i rosły, jak dzieci natury. M[iastecz] ko za jego rządów bardzo się podniosło, powstały liczne fabryki: sukna, papieru, powozów, lakierów i drukarnia. Robiono tu saletrę i chodowano jedwabniki. [...] Co rok na dożynki obchodzono w minkowieckim państwie święto Cerery. Dziewczyny ze wszystkich wiosek czysto poubierane, w białych sukienkach, uwieńczone złotymi kłosami pszenicy, otaczały młodą boginię (zwykle jedna z córek hrabiego). [...] Dziwactwa te Marchockiego długo były znoszone bezkarnie; na koniec duchowieństwo miejscowe, upatrujące w święcie Cerery zabytki bałwochwalstwa, wytoczyło mu proces, wskutek którego dostał się do więzienia. W czasie przejazdu Cesarza Aleksandra I w Kamieńcu, przed koła pojazdu rzucił się Redux w purpurowej szacie na kolana, uzyskał natychmiastowe uwolnienie, lecz wkrótce umarł“.

Ale też mało która niewielka kresowa miejscowość i mało który kresowy oryginał mogą się pochwalić, że byli inspiracją dla trzech z czterech wieszczów i dla całego szeregu innych autorów, piszących po polsku i po francusku. Pierwszy z osobą Marchockiego zetknął się w maju roku 1825 Mickiewicz, kiedy to syn Reduxa, Karol, wywiózł go do futoru Lubomiłła, położonego w delcie Dniestru: „Pod osłoną wojłoków tatarskich, poza oponami namiotów, spotykano cenne kotary, broń ozdobną, wykwint cywilizacji europejskiej, która tu właśnie, na ‚Dzikich Polach’, spotykała krańce Orientu z jego obliczem surowym...” (Dubiecki). Tutaj, na styku dwóch cywilizacji, w odziedziczonym po Reduxie przepychu na łonie natury napisał Mickiewicz Stepy Akermańskie. Rozmowy siłą rzeczy dotyczyły postaci Reduxa, z którym Karol kłócił się za jego życia, ale którego styl bycia w pewnej mierze kontynuował: „Otaczało go grono czeladki, którą on swym postępowaniem uczynił prawdziwie ‚Bożą czeladką’. Współpracownicy ci w znacznej części byli rodem z ‚państwa minkowieckiego’, a widziano między nimi woźnicę, który sześćdziesiąt lat mu służył, całą duszą oddany” (Dubiecki).

Słowacki był w Minkowcach i w Ogrodach Przytulii trzy lata później, w lipcu lub sierpniu 1828. Odwiedziny tych miejsc i zasłyszane wieści o założycielu minkowickiego państwa musiały nań wywrzeć niezatarte wrażenie, skoro po przyjeździe do Paryża zaczął pisać, po francusku, powieść Le roi de Ladawa. W liście do matki z 24 I 1832 roku tak ją anonsował: „Scena na Ukrainie – głównymi osobami są: śp. Szlachcic, co obchodził święta Cerery i drugi, co podróż do Turcji czy Arabii odbywał, a trzeci – jeometra Zszantyr, znajomy Wam ze sztuki śpiewu i innych doskonałości. Wszystko sprzężone z wielu fikcjami – i długimi rozmowami w guście Walterskota – i z długimi obiadami w guście tegoż autora i Niemcewicza i w guście Polaków”. Na koniec miał być szekspirowski rozlew krwi – by uniknąć pretensji, że zbyt złośliwie sportretował jakiegoś nadal żyjącego oryginała. Liczył, że na książce sporo zarobi.

Niezależnie od francuskiej powieści o „królu Ladawy“, zaniechanej po napisaniu kilku rozdziałów, postać Marchockiego i Minkowce były inspiracją przy pisaniu Beniowskiego, a częściowo także Fantazego. Dla współczesnych zawarte tam aluzje były od razu czytelne. Leonard Niedźwiecki zanotował w kalendarzyku pod datą 9 II 1840 roku, po wizycie u Słowackiego i wysłuchaniu pierwszej pieśni Beniowskiego: „Czytał nową pracę w rodzaju Don Juana – kawałki jak młode życie rozpustne gonione – wyjazd panicza z domu rodzicielskiego, który utracił – opis Marchockiego“.

Na powrót Słowackiego do postaci Marchockiego miała, jak się zdaje, wpływ wiadomość o tym, że jego zaniechany pomysł francuskiej powieści o „królu Ladawy“ podjął Ludwik Mierosławski. W liście Goszczyńskiego z 16 VII 1840 roku do Józefa Bohdana Zaleskiego zachowała się informacja o tej wczesnej (czasopiśmiennej?) wersji powieści, która otrzyma w końcu tytuł Kainowe piętno: „Mierosławski drukuje romans po francusku pod tytułem Le batard premier. Bohaterem emigrant polski, syn Mikołaja i Francuzki karlistki. Jest to utwór humorystyczno-fantastyczny w rodzaju Jean-Paula. Czytał mi wyjątki. O ile mogę z nich sądzić o całości, jest to rzecz wcale ładna i z talentem napisana, ma wiele poezji. Wprowadza sławnego Marchockiego z Podola, masonów, fanfaronów paryskich jako moskiewskich szpiegów i.t.d. Ja sądzę, że to jest najwłaściwszy jemu rodzaj i że na tej drodze będzie miał powodzenie“.

Norwid osobiście nie był w Minkowcach, ale też sporo o nich słyszał i czytał. Dopiero niedawno udowodniono, że państwo minkowieckie hrabiego Marchockiego herbu Ostoja, zwanego Redux były główną inspiracją dla Serionic w poemacie A Dorio ad Phrygium i dla postaci szambelana Serionickiego herbu Przyjaciel, zwanego Salomonem (to w poemacie cały rozbudowany rebus: rzecz dzieje się u Arcyksięcia; Książę to po łacinie Dux; Arcyksiążę odgrywa wobec jednej z dam, przebranej za królową Sabę, rolę króla Salomona; skoro nastąpiło podwojenie i są dwie Saaby, trzeba też drugiego Salomona: „Arcyksiążę/ Delegował wtórego Salomona”; w tej grze redundancji odpowiednikiem Duxa staje się Redux, a to, jak wiadomo, był przydomek Marchockiego).

Poemat Norwida łączy z państwem minkowieckim także tematyka braterstwa między szlachtą a ludem. W tym samym roku 1863, w którym w redagowanym przez Józefa Ignacego Kraszewskiego ukazało się główne, jak się zdaje, źródło informacji Norwida o Marchockim (Szaszor), Leon Kapliński namalował obraz Szlachta i lud, na którym starszy szlagon z sumiastym wąsem i dzierżący sztandar z białym orłem chłop z solennymi minami ściskają sobie prawice. „Aktualność połącza uścisk dwóch rąk” – to gest, na który zwrócił szczególną uwagę Norwid w liście do Kaplińskiego. Kapliński (który był też pisarzem) wspomina „ukraińskiego Marchockiego, co święto Cerery i Bachusa obchodził“ w galerii dziwaków, zaprezentowanej w Emirze Rzewuskim.

Oprócz Mickiewicza, Słowackiego i Norwida postać Marchockiego bądź jego państewko znalazły echo w tak różnych utworach literackich, jak wiersz Rajmunda Korsaka W ogrodach Przytulii (1827), powieść Klementyny z Tańskich Hoffmanowej Karolina (1839), wspomnienia Aleksandra Jełowickiego (1839), francuska powieść Ludwika Mierosławskiego La tache de Caïn (1841), szkic Aleksandra Przezdzieckiego Uszyckie jary (1841), dwutomowa powieść Sylwestra Grozy Hrabia Scibor na Ostrowcu (1848), zaś w dwudziestym wieku proza Jarosława Iwaszkiewicza (Demeter) czy wspomnienia Stanisława Stempowskiego. Całkiem pokaźna galeria jak na jedno małe miasteczko i jednego podolskiego oryginała.</document>
<document nplp_id="364" title="Okopy Świętej Trójcy" slug="okopy-swietej-trojcy">Dawna warownia i miejscowość w widłach Dniestru i Zbrucza na Podolu. Powstała z inspiracji Jana III podczas kolejnej kampanii przeciw Turkom. Wybudował ją własnym kosztem Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski i hetman wielki koronny w 1692 roku. Nadworny inżynier wojskowy – Tylman z Gameren, zaprojektował fort ziemny na 4000 ludzi. Budową kierował generał artylerii koronnej Marcin Kątski. W ciągu sześciu tygodni wojsko usypało wały i szańce mimo trwającego ostrzału ze strony tureckiej. Komendantem Okopów został pułkownik Michał Brand. Warownia przestała spełniać swą rolę w roku 1699, po zwróceniu Podola Rzeczypospolitej. Wtedy August II przywilejem z 4 czerwca 1700 roku nadał istniejącej wokół twierdzy osadzie wraz z twierdzą prawa miejskie, nie spowodowało to jednak ponownego wzrostu znaczenia tego miejsca. Jeszcze za czasów Augusta III utrzymywano załogę zamkową, a na wałach osadzone były działa. Uchwałą sejmową z 1764 roku przeznaczono nawet pewną kwotę na potrzeby warowni, ale nie starano się zbytnio o utrzymanie jej w dobrym stanie. W 1769 roku zajął Okopy Kazimierz Pułaski, z garstką konfederatów barskich bohatersko walcząc tu przeciw Rosjanom. Jak wiadomo, Pułaski nie obronił Okopów i jego konfederaci, którzy nie zdążyli zbiec na drugą stronę Dniestru, zostali tu wymordowani przez Rosjan. Po pierwszym rozbiorze Polski twierdza stała się własnością Austrii.

Okopy położone są w niezwykle malowniczym miejscu – przy ujściu Zbrucza do Dniestru. Obie rzeki stanowiły naturalną fosę dla twierdzy. Zamysł architektoniczny Tylmana polegał na wzmocnieniu urwistych brzegów wałami i murami. Od strony wschodniej i zachodniej utworzono podwójne linie bastionowych fortyfikacji ziemnych typu holenderskiego. Zachodnia linia wewnętrzna fortyfikacji składała się z dwóch półbastionów. W kurtynie między nimi umiejscowiono Bramę Lwowską. Wschodnia linia zaś wspierała się na bastionie o prostych barkach i dwóch półbastionach. Drugą bramę – Kamieniecką, wybudowano w kurtynie północno-wschodniej. Obie wzniesione były z kamienia, miały kształt piętrowych budynków postawionych na planie prostokąta z półkoliście sklepionymi przejazdami i zwieńczeniami. Na terenie warowni istniał mały kościół wybudowany przez Jana III Sobieskiego w 1693 roku.

Zygmunt Krasiński widział Okopy Świętej Trójcy w 1825 roku. Wtedy nie było już zewnętrznych linii fortyfikacji ziemnych, które Austriacy usunęli w latach siedemdziesiątych XVIII wieku. Pozostały tylko częściowo zachowane wewnętrzne wały, także bramy, ale bez dachów, sklepień i stropów; fragmenty baszty strażniczej, zwanej basztą Pułaskiego, z furtą znajdującą się od północy, nad Zbruczem. Mieszkańcy niewielkiej osady, jaka tu przetrwała, do budowy i utrzymania swych domów używali głównie kamienia uzyskanego z rozbieranych murów twierdzy. Również kościół ufundowany przez Jana III Sobieskiego pozostawał w ruinie od czasów konfederackich, kiedy to zniszczyli go Rosjanie.

Okopy Świętej Trójcy, choć nigdy nie odegrały tak znaczącej roli w polskiej historii jak Kamieniec Podolski, dzięki Zygmuntowi Krasińskiemu stały się symbolem polskich Kresów. To o tych ziemiach poeta stworzył literacki mit w Nie-Boskiej komedii. Temu też zamysłowi podporządkował wizerunek zamku. Pojawia się on w dramacie Krasińskiego w kilku odsłonach. Pierwsza przedstawia obraz widziany z oddalenia: „mury, okopy i cztery bastiony”, i nawiązuje do realiów, zwraca bowiem uwagę na bastionowe fortyfikacje twierdzy; druga proponuje obraz w zbliżeniu. Tu poeta podporządkowywał wizerunek Okopów kliszy feudalnego zamku, stąd nieodzowna wieża z lochami, dziedzińce zamku dolnego i górnego, krużganki, taras z powiewającym sztandarem i baszta nazwana imieniem kobiety. Trzecia odsłona odkrywa wnętrza twierdzy: „zbroje zawieszone, gotyckie filary, ozdoby, okna”, oraz katedry: „pod posągiem jakiego króla lub rycerza”. Konwencja teatralna zadecydowała tu o wymownym skrócie. Wyeksponowana została „gotyckość”, która w Nie-Boskiej stawała się wartością nadestetyczną; kierowała uwagę ku ukrytej, duchowej stronie przestrzeni. Zwłaszcza że już sama nazwa – Okopy Świętej Trójcy – sugerowała jakiś tajemny związek realnego miejsca z transcendencją.

Zgodnie z tą strategią autor przedstawiał zamek jako bastion chrześcijaństwa i jego duchowości. W tym celu wprowadzał do jego wnętrza bohatera, którego wystylizował na średniowiecznego rycerza. Hrabia Henryk, jak niegdyś jego przodkowie, wierny etosowi rycerskiemu wystąpił w obronie wiary, honoru i ojczyzny. Taki wzór wyczytał z zamkowej przestrzeni. Okopy Świętej Trójcy znakomicie się do takiej lektury nadawały. Także nazwa warowni jest jak „zwinięta” fabuła, przez którą prześwitują dawne dzieje. Przede wszystkim była nierozerwalnie związana z Kamieńcem Podolskim, który nazywano „przedmurzem chrześcijaństwa”, czyli zaporą przed ekspansją Orientu na zachód, w głąb Europy. Krasiński, wybierając zamek Świętej Trójcy jako wzór dla literackiej kreacji, przypominał o polskim antemurale. Okopy bowiem spełniały szczególną rolę – były siedzibą obozu wojsk koronnych, które utrudniać miały swobodę działania Turków stacjonujących w Kamieńcu Podolskim. Poeta tę więź obu miejsc literacko wykorzystał, dlatego w Nie-Boskiej obrazy jakby nakładają się na siebie. Okopy otrzymały potęgę Kamieńca, toteż zyskały inny niż w rzeczywistości wygląd: miały, jak Kamieniec, lochy, dolny i górny zamek, katedrę. Poeta w ten sposób uaktualniał w Nie-Boskiej dawny wizerunek zamku jako przedmurza. Jego bohater zaś nie tylko przypominał o dziejach swoich przodków, którzy walczyli z „pohańcami”, ale także wystąpił w podobnej roli – obrońcy chrześcijańskiego świata, tyle że już nie przed Turkami, lecz masą „żądną użycia i zemsty”, czyli przed ludźmi „nowymi”. W zamkowej katedrze składał rycerską przysięgę wierności, a arcybiskup ofiarowywał mu błogosławiony miecz. Poeta wzmacniał symboliczną wymowę zdarzenia, wybierając bohaterowi szczególnego patrona w walce z ludźmi „nowymi”. Nieprzypadkowo został nim święty Florian – obrońca chrześcijan, męczennik, który oddał życie za wiarę. Wybór ów eksponował rolę religii w kreacji bohatera oraz nadawał polską aurę wykreowanemu zdarzeniu. Świętego Floriana uważano bowiem za patrona Polski – w ikonografii przedstawiano go jako żołnierza dzierżącego proporzec z orłem. Ów polski akcent, nie jedyny zresztą w Nie-Boskiej, pojawił się nie bez znaczącej przyczyny. Wydaje się, że Okopy Świętej Trójcy przypominać miały nie tylko o zaporze przed Turkami, ale przywoływać też pamięć o walce konfederatów barskich z Rosjanami. W owym kościółku bowiem, ufundowanym przez Jana III Sobieskiego, który w dziele Krasińskiego rozrósł się w katedrę o królewskich zarysach, konfederaci walczyli aż do śmierci. Okopy przez swą tradycję stawały się w Nie-Boskiej symbolem twierdzy broniącej religii i wolności. Stefania Skwarczyńska uważała nawet, że to właśnie pamięć o starciu konfederatów barskich z Rosjanami, bohaterskiej obronie i heroicznej śmierci wpłynęła zarówno na wybór miejsca akcji, jak i kreację Hrabiego Henryka modelowaną według wzoru Kazimierza Pułaskiego. W jej przekonaniu Krasiński przypominał o konfederacji barskiej także ze względów osobistych, by zwrócić uwagę na przeszłość swych przodków: Adama i Michała Krasińskich – wybitnych osobowości konfederacji – i w ten sposób złagodzić w oczach opinii publicznej carofilską postawę swego ojca.

Poeta wprowadzał do parabolicznie kształtowanego wizerunku świata polski temat. Uniwersalizował go, bowiem w jego dziele Okopy stawały się przedmurzem, bastionem, murem, tarczą, pancerzem Europy przed ekspansją „nowych” ludzi, odrzucających duchowość chrześcijańską. Na przeszły wizerunek zamku-przedmurza nakładał obraz rewolucji, który związał z proroczą wizją katastrofy świata. W centrum dramatycznej opowieści umieścił zamek przeciwstawiający się zalewowi „nowego” świata – rewolucjonistów, ludzi „bez imienia, bez przodków, bez anioła stróża”. Ów nowy mit, który Krasiński próbował formować o Polsce jako przedmurzu broniącym duchowości dawnego świata, nie miał już jednak rysów heroicznych, choć poeta nie pozbawił go wzniosłości. Pokazał, z jakim trudem bohater mobilizował w zamku swą klasę do obrony przed ludźmi „nowymi”. Presja i rozkazy: „Obejdź sale zamkowe i pędź do murów wszystkich, co spotkasz”, pozwoliły co prawda na dwumiesięczny opór, ale w broniącym się zamku tylko Hrabia Henryk nie sprzeniewierzył się rycerskiemu etosowi. Tylko on był wierny zamkowej tradycji, bo też tylko on ją w pełni rozpoznał. Bez nadziei na zwycięstwo, z tragiczną świadomością zbliżającego się końca, w dramatycznym konflikcie ze swą klasą dowodził w Okopach Świętej Trójcy arystokracją, która pozbawiona została moralnej siły, godności, wreszcie woli walki w obronie chrześcijańskich wartości i starego świata. Poeta przypisał Henrykowi ekstremalne doświadczenia podobne do tych, przed jakimi stawali w przeszłości wszyscy walczący z wrogiem dowódcy zamków, a więc braku broni, głodu, cierpienia matek i dzieci, samotności, śmierci. Tyle że heroiczna postawa walczących stawała się w literaturze najczęściej przedmiotem gloryfikacji. Krasiński zadecydował inaczej. Co prawda jego bohater ocalił honor wedle wzorów z przeszłości, ale to nie wystarczyło, by został w świecie Nie-Boskiej zbawiony.

Poeta, przeciwstawiając się heroicznemu modelowi, reinterpretował przeszłość zamkową. Zadbał więc o to, by Okopy Świętej Trójcy były (tu wbrew realiom) symbolem feudalnej siedziby, gdyż tylko taką mógł obarczyć grzechami nie do wybaczenia. Przypominać o nich miały podziemia zamku wypełnione kośćmi pomordowanych poddanych. W lochach Okopów duchy-ofiary przemocy wypominały bohaterowi winy jego klasy i przepowiadały przyszłość: „Na Tobie się kończy ród przeklęty – w tobie ostatnim zebrał siły swoje i wszystkie namiętności swe, i całą dumę swoją, by skonać”. Poeta nie podporządkował więc wyobrażenia zamku w całości heroicznej wizji. Natomiast nasycił swe o nim wyobrażenia tragicznie, a jego przestrzeń określił aksjologicznie: góra mówiła o bohaterstwie i zasłudze, dół zaś o zbrodni i winie. Poeta przez przypomnienie feudalnych zbrodni niejako poszerzał wizerunek Okopów Świętej Trójcy, które stawały się metaforą dawnego świata – jego zasług i grzechów.

Krasiński w Nie-Boskiej przedstawiał świat na styku cywilizacji starej i nowej – dopiero powstającej. W tej perspektywie zamek stawał się przestrzenią anachroniczną, którą trzeba było w imię przyszłości porzucić. Ta dziejowa konieczność okazała się dla bohatera Krasińskiego problemem tragicznym. Na przekór dziejom, ze świadomością czekającej go klęski, opowiedział się za tradycją, która nakazywała bronić Okopów do końca, czyli uczestniczyć w katastrofie dawnego świata. Hrabia Henryk, zapatrzony w przeszłość, nie dostrzegał możliwości odrodzenia świata, przekonany, że wraz ze zburzeniem zamku nastąpi zerwanie ciągłości dziejów – apokaliptyczna katastrofa, bo też jak inaczej pojąć zatratę honoru, upadek wiary, utratę więzi z domem, ojczyzną? Adwersarz Hrabiego Henryka – Pankracy – mówił jasno o honorze rycerskim jako o „zwiędłym łachmanie w sztandarze ludzkości”; wyśmiewał przywiązanie do tradycji i przeszłości: „wierzysz jeszcze w kasty, w kości prababek, w słowo ojczyzna i tam dalej”, czyli odrzucał dawny świat, którego symboliczną siedzibą w przekonaniu Hrabiego Henryka i samego Krasińskiego był zamek. Odrzucenie wartości – zniszczenie zamku – poeta rozpoznawał jednoznacznie. Kojarzył z zerwaniem ciągłości dziejów, z utratą zakorzenienia, gdyż pustka, która rodziła się na zgliszczach zdewastowanej przeszłości, nie miała już – w jego przekonaniu – czym być wypełniona. Konkluzja była oczywista: stratowana przeszłość nie będzie mogła zrodzić w swoim łonie przyszłości. W Nie-Boskiej zamek stawał się ostatnim szańcem dawnego świata – ruiny, której nie będzie już miał nawet kto „czytać”, bo przecież zwycięzcom Okopy Świętej Trójcy niczego nie mówiły o heroicznej przeszłości. Dla nich to była jedna z warowni, którą trzeba obrócić w perzynę jak cały stary, gnijący świat. Poeta wieszczył w Nie-Boskiej, że także pamięć przeszłości ulegnie zatracie. Nie bez przyczyny Pankracy mówił Hrabiemu, że jego klasie za popełnione grzechy należy się „niepamięć”. Krasiński jednak, choć rozpoznawał przyszłość tragicznie, nie godził się na zapomnienie. Teatralizował przestrzeń Okopów Świętej Trójcy, by sens literackiej kreacji narzucić przestrzeni rzeczywistej i uczynić z niej miejsce zbiorowej pamięci, którą wstrząsnąć miało ostrzegawcze proroctwo oraz dramatycznie niejasna wizja przedstawiona w Nie-Boskiej. Poprzez tekst poeta inspirował lekturę rzeczywistego miejsca-zamku. Postawił na wizualizację Okopów Świętej Trójcy. Zainscenizował pochód ludzi „nowych” na zamek w wizyjnym obrazie, który zbudował przez wykorzystanie alegorycznych odniesień do świata przyrody. Pokazał więc Okopy jako część wiecznej natury, przypisując im jej rytm i trwałość (wieże „wbite w skałę […] i zrosłe ze skałą jak pierś ludzka z grzbietem u Centaura”), co w konsekwencji wzmocniło mityczny ich wizerunek w Nie-Boskiej. Był to pierwszy etap parabolizacji zamku w lekturowym doświadczeniu. Drugi związał Krasiński z wprowadzeniem Okopów w ramy katastroficznego pejzażu, który skojarzył z biblijnym potopem, o czym świadczyć miała intensywna obecność wodnej metaforyki – „oceanu” mgieł, „mglistych bałwanów roztrącających się o stopy zamku”, kry, „tłumów płynących”. Ów „metaforyczny” potop we Wstępie do Części IV dramatu miał „zatopić” zamek – stary świat w rozwijanym przez Krasińskiego parabolicznym planie, którego wymowę poeta konkretyzował przez wyraźne odwołanie do tradycji biblijnej: „Dolina Świętej Trójcy obsypana światłem migającej broni i Lud ciągnie zewsząd do niej jak do równiny Ostatniego Sądu”. Poeta pochód na zamek przedstawił jako starotestamentowy potop – „Ostatni Sąd”. I do tak modelowanej lektury nawiązywać będzie w dalszych partiach tekstu, aż ostatecznie zepnie klamrą wizję katastrofy w zakończeniu Nie-Boskiej. Zanim to nastąpi, stworzy różne plany alegorycznych odniesień. Pejzażom natury narzuci apokaliptyczny wymiar. Na przykład wizję wschodu słońca w tonacji szarobłękitnej nie tylko skojarzy z potopem, ale i skontrastuje z obrazem zachodzącego słońca, który podporządkuje kolorystyce czerwieni – barwie krwi („Krew promienista zewsząd leje się na dolinę”), po to, by zarysować czasową więź projektowanej w obu pejzażach tragedii: jej początku i końca, a w konsekwencji wzmocnić apokaliptyczny klimat całości. Krasiński do obrazu „Ostatniego Sądu” nawiązał nie tylko w krajobrazach z zamkiem, ale przywoływał podobne skojarzenia, pokazując zamkowe lochy. Tam zainscenizował sąd nad Henrykiem („Widzę duchem blade ich postacie, poważne, kupiące się na sąd straszny”), tam też narzucił bohaterowi kolejną misję: kazał wystąpić w imieniu swej klasy i wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystkie grzechy i winy, by zostać, jak ona, potępiony. Reminiscencje „Ostatniego Sądu” zostały wzmocnione obrazem uformowanym na wzór ikonograficznej kliszy. Pankracy, który zdobył Okopy Świętej Trójcy i wstąpił na basztę, zobaczył w górze, a więc nad zamkiem, Chrystusa. Krasiński umieścił go, podobnie jak w malarskich kompozycjach Sądu Ostatecznego, w chmurach, w blasku, wyposażył w krzyż-szablę („wspart na krzyżu, jak na szabli mściciel”), karzący miecz zaś, oblany blaskiem z ikonograficznej tradycji, zastąpił błyskiem cierniowej korony z piorunów. Wprowadzając do świata Nie-Boskiej ów wizerunek Chrystusa, nakładał na panoramę dziejowej katastrofy urzeczywistniającej się w zamku obrazowe reminiscencje „Ostatniego Sądu”, których jednak, co ważne, nie obiektywizował, lecz przedstawiał jako wyraz wewnętrznych doświadczeń bohaterów: Henryka i Pankracego. Tym samym wskazywał jedynie na pewien możliwy, ale nie całkiem oczywisty, trop lekturowy. Wprowadzając poetyckie wyobrażenie o „Ostatnim Sądzie” i kojarząc je z wizją kresu starego świata, Krasiński wspierał się na tradycji chrześcijańskiej, w której niejednokrotnie łączono Apokalipsę z Sądem Ostatecznym. Również kreując wizerunek zamku, odwoływał się do biblijnych wyobrażeń o państwie-twierdzy chroniącym chrześcijańską duchowość jak symboliczna Jerozolima. Tego typu nawiązania mogą dowodzić, że poeta wskazywał pewien bardzo subtelnie zaznaczony trop lektury, który, tym razem, miał prowadzić do namysłu nad ukrytymi znaczeniami zamku. Otóż w tradycji ikonograficznej Sądu Ostatecznego bardzo rzadko posługiwano się motywami architektonicznymi – oczywiście z wyjątkiem wizerunku Jerozolimy, którą przedstawiano najczęściej jako gotycką katedrę i, jak wiadomo, utożsamiano z przestrzenią niebiańską. Krasiński, wbrew tradycji, do wieloplanowego obrazu „Ostatniego Sądu” wpisał zamek wraz z królewską katedrą. Tam właśnie biskup, oddając dowództwo Henrykowi, mówił o zamku jako o „ostatnim państwie” Kościoła i arystokracji. Krasiński, podobnie jak we wstępie do Części IV, i tu odwoływał się do planu biblijnego. W Piśmie Świętym (w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka), posługiwano się obrazem państwa-twierdzy, przez które rozumiano oczywiście Jerozolimę. Wydaje się, że poeta na tę analogię zwracał uwagę (po to również potrzebna mu była królewska katedra w zamku oraz nazwa – Okopy Świętej Trójcy, odwołująca się do tradycji chrześcijańskiej). Pozwolił jej jednak tylko prześwitywać przez obraz dziejowej katastrofy, by w ten sposób nie pozbawić siebie i czytelnika choćby skrawka nadziei i zbudować swoisty most między historyczną katastrofą a religią. Dlatego wpisywał zamek w katastroficzny pejzaż utrzymany w poetyce Sądu Ostatecznego. Uwznioślał go, czynił symbolem zarówno kresu ludzkich zmagań, jak i triumfu Boga. A przede wszystkim nie zamykał lektury zamku-miejsca, tak jak nie puentował ostatecznie jego dziejów. Pankracy co prawda wydał rozkaz zniszczenia, ale autor Nie-Boskiej tego już nie pokazał. Natomiast subtelnie zarysowane podobieństwo Okopów Świętej Trójcy do biblijnego państwa-twierdzy służyło prawdopodobnie także temu, by pokazać konieczność przeobrażenia się materialnego zamku w duchowy. Można by więc powiedzieć, że Krasiński preferował lekturę, która zmierzała do uwolnienia czytelnika od stereotypowych wyobrażeń i prowadziła ku zamkowi-symbolowi pojmowanemu jako ufortyfikowana przestrzeń, w której murach może schronić się duchowość człowieka przed katastrofą historycznego świata. Taką właśnie lekturę Okopów Świętej Trójcy, mocno zwizualizowaną i steatralizowaną, narzucał współczesnym i potomnym. Mitologizując miejsce geograficzne w Nie-Boskiej, nie tylko aktualizował kulturową pamięć Polaków, ale i reinterpretował stary mit o Polsce-przedmurzu.</document>
<document nplp_id="365" title="Step" slug="step">Utożsamianie Ukrainy ze stepem, charakterystyczne dla geografii romantycznej i wy- obrażeń tego czasu, potwierdza jeszcze w końcu XIX w. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, zawierający takie wyjaśnienie: ,,Ukraina, nazwa nie tyle historyczna, ile zwyczajowa, nadawana obszarowi stepowemu Rusi południowej, ogarniającemu dolne dorzecza Dniepru i Bohu”.

W poetyckim ujęciu znajdziemy utożsamienie to w pierwszych słowach powieści poetyckiej Wacław Juliusza Słowackiego:

„Witaj mi, ziemio stepów gładka, cicha,

Gdzie kwiat dla Boga kwitnie i usycha”.

Oto obraz stepu jako obszaru dzikiego (roślinność żyje tu poza wzrokiem i ingerencją ludzi, „dla Boga”), a jednocześnie przechowującego pamięć o dawnych waśniach i wojnach: na jego powierzchni spotkać można jedynie kurhany, pod powierzchnią trupy i ,,zemstę śpiącą w grobie”, nad stepem zaś „wicher głuchy” i drapieżne ptaki. Jest to ekscerpt z wizji stepu wpisanej w metaforyczne obrazowanie Marii Malczewskiego, dokonany niejako pośpiesznie i pobieżnie zbierający najważniejsze elementy w przekonaniu, że czytelnicy wiedzieć muszą, że utwór stanowi dialog z Marią przez podjęcie i rozwinięcie niektórych wątków fabularnych.

Wizja Malczewskiego stanowi bodajże centralny punkt odniesienia dla romantycznego obrazu stepu. Jednak nasycona jest tak bogatymi znaczeniami, że wśród licznych nawiązań (o których przyjdzie jeszcze wspomnieć) do obrazowania Marii – żadne nie jest pełne, całkowite, a jedynie porusza niektóre ze strun, wykorzystuje niektóre aspekty stepu Malczewskiego. W Marii bowiem step to świat, ponieważ zawiera całą prawdę o świecie, ale w szczególnej optyce melancholika.



Utwór zaczyna się od obrazu stepu, po którym cwałuje kozak, a na koniec narrator znów powraca wzrokiem na bezkresny step, by powtórzyć jeden z refrenów: ,,I pusto – smutno – tęskno w bujnej Ukrainie”. W ten sposób narracja zatacza melancholijne koło: świat melancholii to zaklęty krąg, gdzie wszystko już było i powraca powtórzeniem bez nadziei, wszystko dąży też do zaniku, obumarcia, do śmierci. Ten ton jest dominujący w Marii analizowanej jako dzieło melancholiczne przez Marka Bieńczyka. Nostalgia, nieuzasadniony smutek (który potem nie tyle uzasadnia, ile potwierdza się w smutnych losach utopionej Marii, zdradzonego w swej ufności Wacława, Miecznika pozbawionego wszelkiej nadziei i nagrody za cnotliwe życie i ofiarność na rzecz ojczyzny) – zostały wplecione w narrację już od pierwszych wersów. Głównym szafarzem melancholii, tym, który rozsnuwa jej pajęcze nici, jest tu narrator. To jego spojrzenie odkształca przedstawioną rzeczywistość w sposób właściwy charakterom saturnicznym. Tylko w powieści Malczewskiego ukraińskie stepy są aż tak jałowe, puste, gdzieniegdzie tylko „skrwawione” czerwonymi kwiatami bodiaków, czyli kolczastych zarośli (ostów). Stanowi to wyraźny anamorfizm. U innych autorów zafascynowanych Ukrainą step nie jest aż tak pustynny, natomiast w Marii jego wygląd został określony przez to, że patrzy nań i opisuje go narrator-melancholik przeżywający własną pustkę, wewnętrzne wygnanie.

Fizycznym czynnikiem pobudzającym melancholię jest ogromna, pusta przestrzeń stepu, po której wzrok się błąka, nie znajdując żadnego oparcia; z przestrzeni takiej rodzi się dla melancholika-Malczewskiego rozpacz, krajobraz zewnętrzny – step – staje się krajobrazem wewnętrznym opowiadającego historię Marii i Wacława: myśl ,,po polach błądzi nie sparłszy się na nic. / Jak Rozpacz bez przytułku – bez celu – bez granic” (Maria, pieśń I, cz. VIII, w. 17–18).

Co ciekawe, również u sangwinicznego Kraszewskiego spotykamy to samo przykre błądzenie wzroku niemogącego oprzeć się na niczym:

„Od Horodyszcza do Hrycowa samym prawie stepem droga. Tu mocno dał mi się uczuć brak drzew, które tak ożywiają najmniej znaczące widoki. Jak zajrzysz okiem przez góry i doliny, tylko zieloność runi jesiennej lub czarne widać ugory, czasem tylko w parowie nad strumykiem kilka wierzb pochylonych” (s. 152).

Pustka stepu naturę skłonną do melancholii doprowadza do rozpaczy, ale wobec tej specyficznej przestrzeni i charakter odporny na tego rodzaju nastroje najwidoczniej odczuwa przykrość.

Powieść poetycka Malczewskiego obfituje w obrazy straty, co analizował Marek Bieńczyk w swoim artykule Estetyka melancholii. Co więcej, Bieńczyk twierdzi, że strata przedstawiona tu została jako doświadczenie najważniejsze, fundamentalne ,,w tym sensie, że nic jej nie opanowuje i nic nie tłumaczy i że kreuje wszechświat – kosmiczny, moralny, społeczny, poetycki” (s. 9).

Cokolwiek pojawi się na stepie – zaraz zniknie, i narrator każe nam ten zanik, tę stratę przeżywać, zatrzymując przy niej uwagę. Po opisie hucznego odjazdu rycerzy na wyprawę przeciw Tatarom, zawierającym natłok obrazów i dźwięków, czytamy: „I ciche, puste pola, znikli już rycerze. / A jakby sercu brakli, żal za nimi bierze […] I głucho, tylko jakaś w powietrzu rozterka” (Maria, pieśń I, cz. VIII, w. 1–2, 8).

Opustoszenia na stepie dokonuje również wiatr pędzący chmury nad pustą przestrzenią. W swoim monologu pacholę przestrzega:

,,Ale na pola nie chodź, gdy serce zbolało;

Na równinie mogiły – więcej nie zostało –

Resztę wiatr ukraiński rozdmuchał do znaku”.

(Maria, pieśń II, cz. I, w. 19–22)

Doszczętne zniszczenie, jakiego dokonuje wiatr na stepie, jest jeszcze jednym znakiem straty, ale też uniwersalnego losu świata i człowieka. Odnosi się wrażenie, że w Marii Malczewskiego wiatr rozdmuchuje, niszczy wszystko z jakąś dziką zawziętością, będąc wspólnikiem melancholii, obrazuje w przyśpieszonym niejako tempie działanie czasu – natychmiast unicestwia wszelkie działania i starania człowieka, niszczy też znaki historii. Błądząca myśl narratora, o której już była mowa – postrzega właśnie zacieranie pamięci o dziejach:

,,To jakże? Myśl przeszłości w całej tej krainie

Na żaden pomnik ojców łagodnie nie spłynie,

Gdzie by tęsknych uniesień złożyć mogła brzemię?

Nie – chyba lot zwinąwszy, zanurzy się w ziemię:

Tam znajdzie pełne ziarno w rodzajnym popiele

Lub robactwo rozlęgłe w świeżym jeszcze ciele;

Ale po polach błądzi nie sparłszy się na nic

Jak Rozpacz [...]”.

(Maria, pieśń I, cz. VIII, w. 9–18)

W ten sposób i tu są przechowane znaki wojen, starć, historii – skryte przed okiem, dosięgalne jedynie dla myśli (gdy ta „zwinie lot”) i – podległe rozpadowi, unicestwieniu. W popiele ciał pogrzebanych na stepie, poległych może w bohaterskim dziele – zakorzenia się roślinność stepowa.

Ważnym rysem charakterystycznym opisów stepu ukraińskiego jest to, że raz mówi się o jego bujnej roślinności, innym znów – o pustynności. Nawet Malczewski oprócz omówionych obrazów pustki daje słynny opis rycerzy na koniach całkowicie znikających w morzu krwistoczerwonych bodiaków stepowych. Dwoistość „bujności” z jednej strony, a pustynności z drugiej, w odniesieniu do całej Ukrainy, a także jej stepów dostrzegł i skomentował Kraszewski: ,,Wołyń z Ukrainą i Podolem za najżyźniejszy w dawnych posiadłościach Polski obwołany i nie bez przyczyny. Wielkie jego stepy, okryte kłosami, nie tylko żywiły małą w proporcją ludność, która je obrabiała, nie tylko zasilały zabiegających się tu Poleszuków, zbierających za siódmy i ósmy snop, lecz ożywiały jeszcze handel zbożowy na Morzu Czarnym i Bałtyckim” (s. 228). Jednak na temat tej sławnej żyzności stwierdza Kraszewski, że ,,obcy pisarze wiele o niej bajek napletli” i nie tylko obcy, ale też Łukasz Opaliński czy Miechowita. Pisano o tym, że ziemia nietknięta pługiem sama rodzi i daje do dwóch zbiorów rocznie, a ,,pług na parę dni zostawiony w polu trawą się pokrywał” (s. 228). Po pierwsze, Kraszewski zwraca uwagę, że owe ogromne byliny to nie trawy, ale ,,bodiaki, chwasty grubej łodygi, różowo kwitnące, rodzaj ostu”; a po drugie, zauważa: „Mało z opisujących cuda owe wspomniało, jak ciężka jest uprawa tej ziemi” (s. 228).

Oczywiście stepy zajmowały ogromne obszary. Bardziej pustynne były słone stepy – te, o których pisał jeszcze w XVII wieku Szymon Starowolski: ,,Również na opustoszałych stepach Ukrainy, czyli z tamtej strony Podola, w pobliżu Dniepru jest pewne jezioro, gdzie woda pod wpływem gorącego słońca w twardą sól krzepnie” (s. 94).

Dziewiętnastowieczny Wykład geografii powszechnej podług zasad Karola Rittera (jednego z najważniejszych geografów tamtego czasu) opisuje cały ten obszar od wschodniej części Niziny Wschodnioeuropejskiej (na zachód od Odry) po Nizinę Nadkaspijską – jako ,,Płaszczyznę Sarmacką”, następująco wyodrębniając obszary suchych, pustynnych stepów:

,,Układ geologiczny, a więcej jeszcze kierunek i natura rzek, dzielą ją na większą część wschodnią i mniejszą zachodnią. Granicę stanowią ku północy Dźwina zachodnia, a ku południowi Boh czyli Bug wschodni. Ostatnia z tych obszernych równin rozdzieloną jest znowu łęgiem błot Pińskich na północną i południową, z których pierwsza lasami zarosła, chłodna, a druga sucha przedstawia świat stepowy” (s. 224).

Krainę tę opisywano jako ziemie niegdyś zamieszkałe przez Sarmatów spokrewnionych ze Scytami. Joachim Lelewel na podstawie krytycznego rozbioru źródeł greckich przedstawił w pracy Narody na ziemiach słowiańskich przed powstaniem Polski omawiane tereny jako obszar zamieszkiwania koczowniczych Scytów i pokrewnych im prasłowiańskich Skolotów. Pisał, że ,,Scytowie mieli się za zrodzonych na stepach czarnomorskich (około r. 1511) na tysiąc lat przed wyprawą Dariusza” (s. 83); następnie znaleźli i zajęli „krainę pustą”, rozbijając swe namioty na stepach między rzekami: Ister (Dunaj), Borystenes (Dniepr) oraz Tanais (Don) ,,zostawiając stepy zachodnie oraczom do uprawy” (s. 99). Na północ od rzeki Tanais miały rozciągać się „siedmiodniowe pustynie”, o których pisze Herodot. Oś Scytii stanowił Tyras – Dniestr, wypływający z wielkiego jeziora na krańcach Scytii i płynący z północy na południe przez całą ziemię kraju Scytów. Na zakończenie tego rozdziału dziejów Lelewel pisał: „Co bądź, plemię Skolotów na stepach swych wyginęło, było parte w południe, nie poszło w północ szukać pastwisk po ciemnych kniejach lub grząskich zaroślach. Bo żaden koczowniczy lud z trzodami i stadami swymi pospolicie nie szedł marnieć w krainach i klimacie, gdzie wprzód musiałby być pomorkiem zdrobniony, nim by się odrodził przeobrażony. Każdy zwykle ginął na stepach i otwartych błoniach, rozbity, rozsypany, przepadał między sobie podobnymi albo między innego rodzaju plemieniem, w który przeciwny los zagnał, kiedy rozsypka pojedynczo rozwiewała” (s. 122). Tak więc na płaszczyznach i stepach rozciągających się od Istru (Dunaju) po Tanais (Don), stanowiących dawne posiadłości Scytów i Skolotów, pozostały po nich najdawniejsze starożytne kurhany, których sypanie należało do ich kultury materialnej. Kurhany stały się następnie nieodłącznym elementem krajobrazu stepów – również tych, o których tu mowa.

Niejako całą tę przestrzeń ogarniają najbardziej może znane wersy poświęcone stepo- wi, określonemu tu najsłynniejszym oksymoronem: „suchego przestwór oceanu”. Stepy akermańskie Mickiewicza to droga wyjazdu na wschód, na Kaukaz, ku orientowi. Oto step ogromny (niczym ocean), suchy, lecz obfitujący w roślinność: wóz brodzi w niej jak łódź, łąki szumią jak fale, a kwiaty zalewają go powodzią. Nie dziki wiatr tu panuje, lecz wielka cisza, wśród której słychać pełznącego po ziołach węża, wysoki lot żurawi, a nawet „kędy się motyl kołysa na trawie”. Wizualnie osią obrazu i drogowskazem podróży jest Dniestr. Tu step jest bujny – ale nam trzeba z tej drogi zawrócić – ku stepom Ukrainy. Do Aker- manu (Biełogrodu Dniestrowskiego), na tereny Mołdawii, zapuszczali się często kozacy ze swych stepów, i o tyle tylko – jako najdalszy przyczółek, włączyć można ten punkt na mapie polskiego romantyzmu do niniejszego hasła.

Wyraźną (i logiczną) granicę między stepem pustynnym a „bujnym” wyznaczył Słowac- ki. Obrazy stepu pojawiają się u niego raczej w utworach niedramatycznych (choć akcja tak wielu przecież, tak ważnych dramatów Słowackiego jest osadzona na Ukrainie), ale w epickich: Beniowskim, Żmii. Kazimierz Wyka w artykule Kariera burzanu tak analizuje obraz krajobrazów stepowych Słowackiego: „Używając ukraińskiej oboczności fonetycznej burjan […] stwierdza mianowicie poeta istnienie dwóch krajobrazów ukraińskich. Jednego, w którym step został już wzięty pod uprawę, drugiego, gdzie step pozostał w stanie pier- wotnym dzikości. Tam właśnie spotykać się daje burjan […] «ze złą swoją twarzą wężową burjany, Koralowymi w stepy ciągnące się pasy, Jako dzid, wężów i ludzi połamane lasy». Ten pierwotny step kurczy się i cofa przed ludzkim pługiem i osiedlem, a wraz z nim «srebrne morza cierni» zostają wytrzebione”.

Słowacki jest prawdziwym smakoszem stepu – nie tak rozpaczliwie jak Malczewski, jednak równie sugestywnie pokazuje jego charakter cmentarza, świadka krwawych walk – ale też przestrzeni budzącej nudę, znużenie – ogromną, jednostajną płaszczyznę „wytrzebionych pól” (Ksiądz Marek, w. 28–52, 54):

„Dzisiaj podróżny przejeżdża te stepy

I nie wie o krwi, co się na nich lała

[…] Dawna chwała

Już zapomniana; serce tylko nuży

Pól jednostajność, tęsknota podróży”.

(Beniowski, Pieśń VI, w. 543)

Tymczasem dla Słowackiego właśnie krew wylana na stepach ma najistotniejsze znaczenie i stanowi stały przedmiot rozmyślań, interpretacji.

Bohdan Zaleski stoi na czele popularyzatorów motywów stepowych. W jego obrazowaniu „stepu rodzinnego” powracają porównania do morza, ogromu roślinności do fal, koniecznie pojawiają się starożytne kurhany i nowe groby („Witaj – wielki mogilniku, / Krwią praojców naszych żyzny!” [Step]). Obfitość twórczości poświęconej krajobrazom i kulturze Ukrainy oraz ciągłe powracanie typowego obrazowania zaowocowało pewną dokładnością obrazu stepu, np. znajdziemy u Zaleskiego – nie w jednym tekście, lecz przeglądając całość dorobku sztandarowego poety szkoły ukraińskiej – cały katalog wymienionych z nazwy rozmaitych roślin porastających step, np. barwinki i dziewanny obok słynnych burzanów.

Nawet schyłek swego życia opisywał Zaleski poprzez metaforę przekwitającego stepu:

„Step – step bezbrzeżny znowu mnie okola,

I mogił na nim piętrzy się bez liku,

Za pokoleniem bratnim schodzę z pola,

Żegnam swój zachód słońca w mogilniku.

&amp;nbsp;

Tak pusto – niemo – i w lewo i w prawo,

Ścieżki zarosły przekwitłym burzanem,

Młodości moja! Bujna ongi trawo,

Dziwnie zapachłaś ku mnie zwiędłym sianem”.

(Niewyśpiewana)

Dość konwencjonalnym tym obrazom (lub może ulegającym stopniowo konwencjonalizacji pod piórem Zaleskiego) nie towarzyszy już jednak głębsza refleksja filozoficzna jak u Malczewskiego czy Słowackiego.

Romantyczny obraz stepu, z wszelkimi jego „rekwizytami” – od mogił po burzany – długo jeszcze później był kultywowany.

Jeszcze pod koniec XIX wieku kompozytor Zygmunt Noskowski w towarzyszącym jego poematowi symfonicznemu pt. Step (1896) wprowadzeniu pisał: „Stepie wspaniały, pieśnią cię witam. Pośród twoich niezmierzonych przestrzeni słychać było i szum skrzydeł, i dźwięk kopyt konnicy, rozbrzmiewała fujarka pastusza i tęskna pieśń kozacza, której towarzyszyły teorbany i bębenki, rozlegały się okrzyki wojenne i zgrzyt ścierających się szabel. Walki i zapasy olbrzymie skończyły się, wojownicy w grobie legli. Ty jeden tylko, wielki stepie, pozostałeś wiecznie piękny i spokojny!”. Ale to już step przefiltrowany również przez „kresowe” powieści Sienkiewicza.</document>
<document nplp_id="366" title="Humań" slug="human">Nie jest to z pewnością wielka turystyczna atrakcja. Pod względem architektonicznym miasto stanowi dość bezbarwną mieszankę carskich gmachów, komunistycznych blokowisk i poradzieckiej nowoczesności. Przyjeżdża się tutaj zazwyczaj z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zachwycać się Zofiówką, okazałym założeniem ogrodowym stworzonym przez Stanisława Szczęsnego Potockiego i wciąż znakomicie zachowanym na wschodnich obrzeżach miasta. Po drugie, aby w święto Rosz ha-Szana uczestniczyć w dorocznej pielgrzymce do grobu Nachmana z Bracławia - otaczanego powszechną czcią chasydzkiego admora, który osiedlił się w Humaniu na krótko przed swoją śmiercią w 1810 roku, żeby, jak podobno oświadczył, móc zostać pochowanym pośród „dusz męczenników (zamordowanych przez Gontę)”. Natomiast rzadko kto odwiedza Humań, aby upamiętnić ową rzeź, tak zwaną koliszczyznę, kiedy późną wiosną 1768 roku połączone siły Kozaków, ukraińskich chłopów oraz zwykłych zbirów pod dowództwem Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty zmasakrowały kilka tysięcy mieszkających w Humaniu Polaków i Żydów. Jedyną ocalałą pamiątką po tym wydarzeniu jest XVIII-wieczny bazyliański klasztor, którego gmach, „we środku miasta zbudowany, o trzech […] liniach i o dwóch piętrach, leżąc między wschodem i południem”[przypis]Wołyniak [Jan Marek Antoni Giżycki], O Bazylianach w Humaniu, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1899, nr 10, s. 943.[/przypis], wymaga pilnego remontu.

Jest w tym jakaś psychoanalityczna logika, bo właśnie ten zdewastowany klasztor, wraz z mieszczącą się w nim niegdyś szkołą, trwa jako wielce wymowne ogniwo łączące barokową frenezję przywołaną przez rabina Nachmana z neoklasycystyczną sielskością drzew i fontann Zofiówki. Zgodnie bowiem z miejscową legendą, zapisaną przez Aleksandra Grozę w jego poemacie Śmieciński z 1860 roku, „była głęboka, pełna najdoskonalszej wody studnia na Bazyliańskim dziedzińcu, ale gdy jedna kropla krwi niewinnej do niej wpadła, woda znikła, a rizuny pustą krynicę zarzucili ciałami studentów. Później woda ta okazała się w jarze, w którym założono Zofijówkę”[przypis]Aleksander Groza, Śmieciński. Powieść szlachecko-ukraińska, Żytomierz 1860, s. 192.[/przypis]. Przede wszystkim jednak dzięki wyjątkowej grupie uczniów, którzy uczęszczali do bazyliańskiej szkoły jakieś pięćdziesiąt lat po masakrze – chodzi tu między innymi o Józefa Bohdana Zaleskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Michała Grabowskiego (tworzących grupę Za-Go-Gra), Jana Krechowieckiego i samego Grozę – Humań pojawił się na mapie romantycznej wyobraźni jako symboliczne centrum polskiej mitycznej Ukrainy, zarazem jako locus amoenus i locus horribilis.

Tak klasztor, jak i ulokowana w nim szkoła zawdzięczały swoje istnienie Franciszkowi Salezemu Potockiemu, „królikowi Rusi”, który w 1766 roku, podczas jednej z okresowych renowacji miasta, zaprosił bazylianów do osiedlenia się w Humaniu. Usytuowane w ówczesnym województwie bracławskim Rzeczypospolitej Obojga Narodów, na przecięciu dróg z osmańskiej Mołdawii i Jedysanu (od południa) oraz ziem ruskich i kozackiego Zaporoża (od północy i wschodu), miasto doświadczało przemocy i przelewu krwi już od samych swoich narodzin, gdy na początku XVII stulecia wyłoniło się jako handlowe centrum tego żyznego, ale niestabilnego terytorium. Rabunkowe najazdy Tatarów na tak zwanym czarnym szlaku należały do zdarzeń powszednich. W roku 1648 miasto, wraz ze swoim „olbrzymim drewnianym zamkiem […] okopami […] i kwadratowymi basztami”[przypis]Paul of Aleppo [Paweł z Aleppo], The Travels of Macarius, Patriarch of Antioch, translated by F.C. Belfour, vol. 1, London 1836, s. 185.[/przypis], zostało zajęte przez wojska hetmana Bohdana Chmielnickiego, który wprowadził tam kozacki pułk rejestrowy (tzw. pułk humański) i uczynił z Humania jeden z ośrodków administracyjnych w jego nowo powstałym państwie. W czasie kozackiej wojny domowej, tzw. ruiny, która rozpoczęła się po śmierci Chmielnickiego (zmarł w roku 1657), miasto przechodziło z rąk do rąk, stając się raz za razem własnością współzawodniczących hetmanów oraz ich polskich, rosyjskich lub osmańskich sprzymierzeńców. Ci ostatni w 1674 roku zrównali miasto z ziemią, wycinając w pień niemal wszystkich mieszkańców; „na pamiątkę” pozostało przedmieście nazywane Turkiem.

Koliszczyzna zapisała się w XVIII-wiecznej historii Humania jako największy i najbardziej makabryczny spośród kilku hajdamackich najazdów na miasto. W kilka lat po jej nie mniej makabrycznym stłumieniu Humań rozkwitał na nowo, w znacznej mierze dzięki staraniom, których nie szczędził nowy właściciel miasta, syn Franciszka – Stanisław Szczęsny. Z odnowioną szkołą, a także z nowym, wspaniałym parkiem na początku XIX wieku Humań stał się „jakoby ogniskiem życia społecznego w Ukrainie”[przypis]E. Heleniusz [Eustachy Heleniusz Iwanowski], Rozmowy o Polskiej Koronie, t. 1, Kraków 1873, s. 568.[/przypis]. W rękach rodziny Potockich pozostał do roku 1832, kiedy to z rozkazu cara Mikołaja I został skonfiskowany synowi Stanisława, Aleksandrowi, z powodu jego udziału w powstaniu listopadowym. Niedługo potem miasto przekształcono w „kolonię wojskową kijowskiej i podolskiej guberni”, a Zofiówkę przemianowano (przynajmniej nieoficjalnie) na Carycyn Sad (Ogród carycy)[przypis]I. I. Kryvosheia, Pototsʹki na Umanshchyni: persha polovyna XIX stolittia (naukovo-metodychni materialy do vyvchennia tem z istoriï Ukraïny XIX st.), Kyiv 1999, s. 21.[/przypis]. Szkoła bazyliańska została zamknięta już wcześniej, w roku 1831, „z powodu cholery, rzekomo grasującej w różnych [okolicznych] powiatach”; nigdy nie została otwarta ponownie[przypis]Wołyniak, O Bazylianach w Humaniu (ciąg dalszy), „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1899, nr 12, s. 1147.[/przypis].

Chociaż od czasu koliszczyzny wiele się w Humaniu zmieniło – znikły mosty zwodzone, warowne bramy, cytadela gubernatora, a także otaczająca miasto drewniana palisada – to w drugiej dekadzie XIX stulecia niejedno wciąż przypominało o tamtych wydarzeniach. Można tu chociażby wymienić „dość znaczną fosę” położoną zaraz za murami bazyliańskiego klasztoru, „którędy Gonta i Żeleźniak podstępem weszli do miasta”[przypis]Tamże, s. 1146–47.[/przypis], a także odrestaurowany rzymskokatolicki kościół św. Antoniego, „obdarty brzydko” przez hajdamaków: „podłoga z niego wyrzucona, ławki porąbane; środek rozkopany został jamą, w której szukano zakopanych pieniędzy”[przypis][Paweł Mładanowicz], Rzeź humańska czyli historia rewolucji zrobionej przez Żeleźniaka i Gontę, w: Bunt hajdamaków na Ukrainie r. 1768 opisany przez Lippomana i dwóch bezimiennych, wyd. E. Raczyński, Poznań 1854, s. 97.[/przypis]. W grubych murach klasztoru ślady koliszczyzny były najbardziej namacalne. „Wzdłuż kurytarza – wspomina jeden z byłych uczniów – [wisiały] ogromne obrazy św. Bazylego, Mikołaja, Onufrego i Jozafata, poprzestrzelane i pokłute podczas rzezi Humańskiej”[przypis]Słowa Edmunda Liwskiego cyt. za: Wołyniak, O Bazylianach w Humaniu, tamże, s. 1146.[/przypis]. U wejścia do biblioteki zawieszono obraz przedstawiający śmierć ojca Herakliusza Kosteckiego, pierwszego rektora szkoły, zabitego przez hajdamaków. Obraz ten nie tylko rzucał się w oczy, ale pełnił też funkcję codziennego memento, ukazującego uczniom objęte przez nich dziedzictwo i stanowiącego porękę, że w ostatecznym rozrachunku męczeństwo jest nagradzane: „Stoi on na dwóch skrwawionych włóczniach, w lewej ręce krucyfiks, w prawej Przenajświętszy Sakrament z piersią dwiema ranami pokrytą. Scena odbywa się za obrębem klasztoru w perspektywie źle zachowanej. Hajdamacy mordują klęczących zakonników i studentów. Ciała ich wrzucają do znajdującej się obok studni. Postawa męczennika wzniosła, szlachetna, oblicze wypogodzone, piękne ślady umartwionego życia noszące, z bródką krótko zaokrągloną, tą cechą misjonarskiego w zakonie powołania, podpis pod obrazem łaciński, jako w obronie wiary św. Katolickiej «crudiliter occisus»”[przypis]Jan Krechowiecki, Księża Bazylianie na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, „Przegląd Lwowski” 1871, z. 15, R. 1, t. 2, s. 151.[/przypis].

Nad ową osławioną studnią, jeszcze do roku 1779 oznaczoną mogilnym kopcem, wzniesiono wszakże nowy ratusz.

Jednak, jeśli wierzyć słowom poety Aleksandra Grozy, to właśnie woda z tej studni „młodzież jasnym napawała stokiem”[przypis]Aleksander Groza, op. cit., s. 192.[/przypis] – wszelako nie w samym mieście, lecz jakąś godzinę marszu na wschód, w Zofiówce, gdzie parku „przejrzyste fale / Żywym potokiem zaszumiały w skale”[przypis]Tamże.[/przypis]. Uczniowie odwiedzali ogród w soboty (podobno w celu uniknięcia tłumów[przypis]Aleksander Groza, Mozaika kontraktowa. Pamiętnik z roku 1851, Wilno 1857, s.127.[/przypis], przy czym sami stawiali się dość licznie) i wędrowali pośród natury, „Co tak rozkwita urocznie, dziewiczo, / Między surową krain tych dziczą, / Jak niebiański rumieniec, kwiat świętej wieczności”[przypis]Seweryn Goszczyński, Noc w Zofiówce, w: tegoż, Dzieła zbiorowe Seweryna Goszczyńskiego, wyd. Z. Wasilewski, Lwów 1911, s. 15.[/przypis]. Park, położony tuż przy południowym krańcu sławetnego „lasu greckiego”, w którym hajdamacy Żeleźniaka rozbili obóz w czasie oblężenia Humania, ----- został założony w 1796 roku przez Stanisława Potockiego, określonego w „Sofiówce” jako „Humania pan”, i był prezentem dla jego trzeciej żony. Przy czym, jak natychmiast zauważa jego panegirysta, w krainie, gdzie nie tak dawno temu „z szlachtą wielokrotnie łamały się chłopi”, gdzie „to sieczowe nachody, to tauryckiej ordy / zdradne zawsze nad karkiem strzały, spisy, kordy; / dzicz wnętrzna, częsty rozruch i sąsiad niemiły / majętniejszych opodal mieszkać niewoliły” – w ostatecznym rozrachunku prezent ten mógł się zmaterializować dzięki Katarzynie II, niegdysiejszej patronce Potockiego, która „zniosła Zaporoża i Krymu rozboje” oraz ujarzmiła ten „barbarzyński” kraj z pożytkiem dla jego polskiego właściciela[przypis]Stanisław Trembecki, Sofijówka, red. i opr. J. Snopek, Biblioteka Pisarzy Polskiego Oświecenia, t. 1, Warszawa 2000, s. 21–22.[/przypis].

Groza opowiada w Śmiecińskim, jak to w Zofiówce „[…] przywabione młode pokolenie, / Na jasne zdroje i na chłodne cienie, / Krzepiło serce i ducha i wolę, / I na szerokie wyszło świata pole, / Z pieśnią – jakowej nie słyszano jeszcze, / A jaką pieją ukraińscy wieszcze”[przypis]Aleksander Groza, Śmieciński, s. 192–193.[/przypis]. I faktycznie, wszyscy towarzysze Grozy wydają się być zafascynowani parkiem („skąd widok był piękniejszy”[przypis]Aleksander Groza, Mozaika kontraktowa, s. 127.[/przypis]), po którym, trzymając się pod rękę i „sprzeczając się” – jak pisze Groza w swoich wspominkach Mozaika kontraktowa z 1857 roku – po wielokroć się przechadzali. W notatkach do swojego pamiętnika Goszczyński wspomina, jak w pewnym momencie dzielił z Zaleskim kwaterę w domostwie położonym na samym skraju Zofiówki, którą zdarzało im się odwiedzać „przed czwartą rano”[przypis]Seweryn Goszczyński, Podróż mojego życia. Urywki wspomnień i zapiski do pamiętnika: 1801–1842, wyd. S. Pigoń, „Rozprawy i Materiały Wydziału I Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie”, t. 1, z. 3, Wilno 1924, s. 17.[/przypis]. O ile wczesny poemat Goszczyńskiego Noc w Zofiówce (1824) dość wyraźnie już ukazuje, z jaką mocą przyroda parku może jednocześnie stymulować i wyrażać romantyczną wyobraźnię, o tyle równie słusznie można twierdzić, jak robi to Józef Tretiak w pierwszym tomie biografii Zaleskiego, że w przypadku ostatniego z wymienionych przyroda Zofiówki, jej „wody, skały, wzgórza, bujna zieloność i bielejące na jej tle posągi”, nadała charakter całej jego poetyckiej twórczości[przypis]Józef Tretiak, Bohdan Zaleski do upadku powstania listopadowego 1802–1831. Życie i poezja. Karta z dziejów romantyzmu polskiego, Kraków 1911, s. 47.[/przypis]. Jest w tym sporo racji, bo koniec końców to Zofiówka właśnie ukształtowała wspomnienia Zaleskiego o Humaniu, a w konsekwencji – również o całej Ukrainie. W późnych latach życia, dumając nad dniami, które przepędził tam jako młodzieniec, tak pisał w poemacie zatytułowanym Nieszpor:

„Śnię, Ukraino, wiecznie śnię o tobie!

Gdzieś w Zofijówce twojej i w Humaniu

Goduję wesół, jak na dnia zaraniu.

[…]

I widzę ciebie, jak na dnia zaraniu,

Tam w Zofijówce twojej i w Humaniu,

Rozkoszny sadzie mój, o rajska strono,

Po dziś dzień gonisz mnie ciągle jak zmora;

Widzę cię jakby pożegnaną wczoraj”[przypis]Józef Bohdan Zaleski, Bohdana Zaleskiego dzieła pośmiertne, z przedmową S. Tarnowskiego, t. 1, Kraków 1899, s. 18.[/przypis].

Humań Zaleskiego, synonimiczny – tak jak w tym przypadku – z oszałamiająco piękną, niemniej jednak ludzką ręką stworzoną i przez człowieka doglądaną przyrodą Zofiówki, ustanawia Ukrainę jako przedmiot świadomości, poza obręb której, by przywołać Trembeckiego, „Wygnała barbarzyństwo rzeczy postać inna / I obfita ziemica jest, czym być powinna”[przypis]Stanisław Trembecki, Sofijówka, s. 22.[/przypis].

Jednak to, co tłumione, zwykle potrafi się na powrót uobecnić, i to w nader nieprzyjemny sposób. A wówczas, jak w niejednym utworze Goszczyńskiego, Grabowskiego i Grozy (przedstawicieli tak zwanej szkoły ukraińskiej), ale również całego pokolenia romantyków, którzy odnajdywali swoje źródła na Ukrainie, dochodzi tu do zintensyfikowania podskórnego pierwiastka: „surowej krain tych dziczy”.

Jeżeli portret ojca Kosteckiego nie był dla uczniów bazyliańskiej szkoły wystarczającą przestrogą przed siłą żywiołów czających się pod zwodniczą powierzchnią tej „miłej oku”[przypis]Tamże, s. 21.[/przypis] ziemi, mieli zawsze na podorędziu klasztorną kronikę, zawierającą sugestywne – a w związku z tym odpowiednio umoralniające – opowieści o losach ich poprzedników, przykładowo Rzeź humańską, narracyjny poemat napisany przez niejakiego Darowskiego, ucznia szkoły, który „całą rzeź przesiedział w kopule farnego kościoła”, a następnie opisał swe zatrważające doświadczenia w ramach szkolnego wypracowania[przypis]Seweryn Goszczyński, Kilka słów o Ukrainie i rzezi humańskiej. Przedmowa do «Zamku Kaniowskiego», w: tegoż, Zamek Kaniowski. Powieść, opr. J. Tretiak, Biblioteka Narodowa I: 44, Kraków 1925, s. 162; tegoż, Podróż mojego życia, s. 84. Por. Hryhorii Iu. Khraban, Memuary iak istoriohrafichne dzherelo vyvchennia narodno-vyzvolʹnoho povstannia 1768 r., w: Koliîvshchyna 1768. Materialy juvileinoî sesiî, prysviachenoî 200-richchiu povstannia, red. P.T. Tronko [i inni], Kyiv 1970, s. 139.[/przypis].

Równie przejmujące, szczególnie w przypadku formacji literackiej, która przywiązywała ogromną wagę do głosu gminu, były przekazy mówione tych, „którzy byli oczywistymi świadkami tych strasznych wypadków, a mało się znajdzie, kto by o nich nie słyszał dokładnych powieści”[przypis]Michał Grabowski, Literatura i krytyka, Wilno 1839, s. 130.[/przypis]. W krótkiej charakterystyce zakonu bazylianów na Ukrainie (1871) Krechowiecki wraca pamięcią do jednego z takich ocalałych; był to „żyjący jeszcze za czasów moich podeszły w wieku obywatel, sąsiad mój Kajetan Ułaszyn, dziedzic wsi Kopiowaty, [który] sam mi opowiadał, iż był wtedy studentem w tej szkole, i że już po zamordowaniu ks. Kosteckiego, kiedy całą gromadkę studentów spędzono dla przyjęcia Chrztu prawosławnego do studni obok klasztorku będącej, w którą uporczywszych wtrącono, wśród zamieszania udało mu się umknąć i szczęśliwie dobiec do futoru zamiejskiego”[przypis]Jan Krechowiecki, Księża Bazylianie na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, s. 150.[/przypis]. Podobne wzmianki, dające wiarę miejscowym legendom oraz relacjom naocznych świadków, odgrywają ważną rolę w słowie wstępnym, którym Goszczyński poprzedził swój Zamek kaniowski (1832) – jak również w samym poemacie, a także w politycznej powieści Michała Czajkowskiego Wernyhora (1838) i w Śmiecińskim Grozy, gdzie sprawdzają się nie tylko jako poręczenie prawdziwości fikcyjnych fabuł – „jako najwierniejszy obraz tej krwawej dramy”[przypis]Seweryn Goszczyński, Zamek kaniowski, s. 61.[/przypis] – ale są również sygnałem, że sami ich autorzy podjęli archeologiczny trud wydobycia na światło dzienne strzępków historycznych wydarzeń oraz zachowania ich dla potomności. Właśnie dlatego pierwszoosobowy narrator dokumentalnej powieści Koliszczyzna i stepy (1838) Grabowskiego ubolewa nad faktem, że relacje o rzezi słyszał „z ust stronnika Polaków”. „Sądzę – kontynuuje – że opowiadanie o tej samej rzeczy, szczerego hajdamaki, byłoby daleko wyższej barwy”[przypis]Michał Grabowski, Koliszczyzna i stepy, Wilno 1838, s. 97. Udaje się to natomiast narratorowi noweli Nestor Pisanka (1856) Zenona Fisza. Przedmiotem dyskusji pozostaje jednak pytanie, czy to, co słyszy on od tytułowego weterana powstania hajdamaków, jest rzeczywiście w jakimkolwiek stopniu „daleko wyższej barwy”.[/przypis].

Z analogiczną funkcją – jednoczesnego poświadczania, uwiarygodniania i zachowywania – wiązano te relacje z koliszczyzny, które, zapewne w wiele lat po samej rzezi, zostały spisane przez naocznych świadków, najwyraźniej nader chętnych, by dzielić się swoimi rękopisami z wszystkimi zainteresowanymi. I jeżeli w 1832 roku Goszczyński wyrażał obawy, że opowieści takie, jak jego znajomej, Weroniki z Mładanowiczów Krebsowej, córki zamordowanego przez hajdamaków gubernatora Humania, mogłyby z czasem zaginąć[przypis]Seweryn Goszczyński, Zamek kaniowski, s. 161.[/przypis], to martwił się bez potrzeby. Rękopis Krebsowej został bowiem opublikowany w 1840 roku jako jedno z wielu podobnych świadectw, które w latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku ukazały się drukiem. Fakt, że na przykład Bunt hajdamaków Jana Lippomana w wydaniu Edwarda Raczyńskiego miał dwa nakłady (1842, 1854), mógłby wskazywać, iż istniała wówczas chętna publiczność dla tego „teatru niesłychanych mordów”[przypis]Tamże, 159. W wydaniu Raczyńskiego, oprócz relacji Lippomana, znaleźć można również pamiętniki Pawła Mładanowicza (patrz wyżej, przyp. 10), młodszego brata Krebsowej, z którym w szkole w Międzyrzeczu Koreckim zaprzyjaźnił się Czajkowski; wspomnienia Mładanowicza posłużyły jako źródło do Wernyhory (zob. Michał Czajkowski, Wernyhora, wieszcz ukraiński. Powieść historyczna z roku 1768, t. 1, Lipsk 1868, s. 267–268).[/przypis].

Spoiwem, które łączyło owe relacje naocznych świadków, jest pewien zasób nieodzownych atrybutów, w pełni współgrających z estetyczną wrażliwością pokolenia wychowanego na Szekspirze, Scotcie, Byronie i powieści gotyckiej: ufortyfikowane miasto, usytuowane na nierządzącym się żadnymi prawami i na poły egzotycznym pograniczu; okrutni łajdacy o nieco egzotycznych imionach (Szwaczka, Szyło, Neżyvyj, Żurba); knujący (prawosławny) mnich; tajemnicze nocne obrzędy (poświęcenie noży); zdradziecki sługa kozacki, który w dodatku morduje swoje własne dzieci (Gonta); niewinna młoda panna, która „tylko brwiom czarnym” zawdzięcza ratunek i może opowiedzieć historię (Krebsowa)[przypis]Tamże, s. 161.[/przypis]; no i oczywiście sama rzeź: „Kłóto, rznięto, zabijano po ulicach i domach, bez żadnego ni na osoby, ni na płacz i prośby względu, rzucano w górę na powietrze, lub na dachy przeszyte niemowlęta, a kiedy spadłszy żyły, tęż samą im mękę zadając, powtórnie gubiono. Płacz, wrzask, prośby napełniały powietrze; okropny jęk wydawały matki, którym pruto wnętrzności, aby z nich wydobyty płód okrucieńskim zatracono sposobem”[przypis][Tuczapski], Opis Krótki rzezi w mieście Humaniu od czerni ukraińskiej dnia 20. miesiąca Czerwca 1768go roku zdziałanej, w: Bunt hajdamaków na Ukrainie, s. 130.[/przypis].

By użyć słów hrabiego Henryka Krasińskiego, który wprowadził Humań do świata anglojęzycznego swoim „dramatem historycznym” Gonta (1848)[przypis]Bezwstydnie przemilczająca ten fakt dramatyzacja pierwszego tomu Wernyhory Czajkowskiego.[/przypis], jak również złożoną z „uwag biograficznych” książką The Cossacks of the Ukraine (1848), było w koliszczyźnie coś takiego, co pozwalało opisywać ją przy użyciu „przedziwnej mieszanki wschodniego, południowego i północnego obrazowania; [gdzie stoją obok siebie] anioły i demony, gwarna zabawa oraz ponure tony i rozpacz. A także, w pewnej mierze, Arab na pustyni, Kozak na swoim rumaku, biały orzeł i dziecię Osjana, wszystko to w dość jawnej sprzeczności, w gruncie rzeczy jednak doskonale przystające do ziem, które zwiedziłem, dzikiej poezji, którą umiłowałem, i do rozmaitych przygód, które stały się moim udziałem”[przypis]H. Krasinski [Henryk Krasiński], Gonta. An Historical Drama in Five Acts, London 1848, s. xiv.[/przypis]. Można by do tej wyliczanki dodać jeszcze coś, co da się określić mianem sporej dawki pornografii krwi.

W praktyce prowadziło to do stałego zacierania granicy pomiędzy fikcją i dokumentem, przy czym autorzy opowieści fikcyjnych kształtowali swoje fabuły, jak sugerował Czajkowski, „na tle historycznym i bez żadnego krzywienia wypadków”[przypis]Michał Czajkowski, Wernyhora, wieszcz ukraiński, s. 258.[/przypis], natomiast autorzy relacji dokumentalnych dawali świadectwo prawdziwości czegoś, co pod wieloma względami dowodziło, że jest dziwniejsze od fikcji – począwszy od idącej w dziesiątki tysięcy liczby ofiar, na opowiadaniu o Goncie mordującym swoich dwóch młodych synów skończywszy. O ile jednak sam charakter zdarzeń, nawet w takiej postaci, w jakiej zostały one zrekonstruowane przez względnie nieuprzedzonych historyków współczesnych – takich jak Władysław Serczyk bądź Hryhorii Iu. Khraban[przypis]Zob. Władysław Serczyk, Koliszczyzna, Kraków 1968; oraz Hryhorii Iu. Khraban, Spalakh hnivu narodnoho (Antyfeodalʹne, narodno-vyzvolʹne povstannia na Pravoberezhnii Ukraïni u 1768–1769 r.), Kyiv 1989.[/przypis], był na tyle drastyczny, że niemal wszystko było zdane na łaskę i niełaskę autorskiej wyobraźni, o tyle materialna topografia rzezi pozostawała zawsze ta sama: mosty zwodzone, palisada oraz baszty, z których mieszkańcy Humania, mając do dyspozycji armaty i broń palną, próbowali bronić się podczas pierwszego dnia oblężenia; brama, przez którą spanikowany gubernator Mładanowicz, kierując się naiwnym instynktem samozachowawczym, pozwolił wkroczyć do miasta Żeleźniakowi i Goncie; cytadela, ratusz, rzymskokatolicki kościół, kaplica bazyliańska, a także szul, w którym zabito licznych mieszkańców miasta, daremnie szukających schronienia przed siejącymi zniszczenie hajdamakami; prawosławny kościół św. Michała, w którym katolicy i Żydzi, zdeterminowani, by przeżyć, zgadzali się na chrzest według obrządku wschodniego; na koniec wreszcie – wyschnięta studnia, do której w dzień po masakrze wrzucano rozkładające się zwłoki.

Ale w takim razie rzeź humańska, jako zarazem kulminacja koliszczyzny i jej owiany najczarniejszą sławą epizod – stanowi jeden z owych wybitnie naddeterminowanych (by użyć terminu Freuda) momentów w polskiej historii, natychmiast podchwyconych przez romantyczną imaginację, która przekopywała się przez ich ukryte znaczenia i odniesienia. Następując w przededniu pierwszego rozbioru, a także przecinając się na linii czasu z konfederacją barską, owo bezwzględne starcie pomiędzy ukraińskim poddanym i polskim panem, pomiędzy prawosławiem i kościołem katolickim (vel unickim), pomiędzy barbarzyńskim Wschodem i cywilizowanym Zachodem, z rzekomo pociągającą za wszystkie sznurki nikczemną Rosją w tle, mogło być w rezultacie interpretowane jako hipertroficzny wyraz nawarstwionych napięć – o charakterze społecznym, religijnym, etnicznym, politycznym – które na długo określiły relacje Polski z Ukrainą i jej mieszkańcami. W związku z tym Humań zaczyna służyć jako potężny metonimiczny symbol, dzięki swej wieloznaczności potrafiący wyartykułować zarówno bajroniczny bunt w Zamku kaniowskim i we Wsi Serby Lucjana Siemieńskiego, jak i Scottowski patriarchalizm w Koliszczyźnie i stepach oraz w Nestorze Pisance Zenona Fisza; zarówno naiwnie paternalistyczną wizję polsko-ukraińskiej solidarności w Wernyhorze, jak i radykalny program rezydującego na wyspie Jersey odłamu organizacji Lud Polski, którego decyzja, by „przybrać nazwisko Humania”, była pomyślana jako „pokorna ekspijacja za winy ojców […] za prześladowanie ludu Ukrainy”[przypis]Lud Polski. Wybór dokumentów, wybór i wstęp H. Temkinowa, Warszawa 1957, s. 103.[/przypis]. Co jednak istotniejsze – w sposób wzorcowy widać to w Śnie srebrnym Salomei Słowackiego – jest figurą tego, co zdaniem niektórych stanowi samo sedno ukraińskiego mitu w polskim romantyzmie: pośród odrażającej i obscenicznej obfitości dokonuje się orgia obscenicznej przemocy, znamionująca konwulsyjną agonię I Rzeczypospolitej, a zarazem proces wyłaniania się dwóch nowoczesnych bytów narodowych[przypis]Zob. G. Grabowicz [Hryhorii Hrabovych], Hrani mifichnoho. Obraz Ukraïny v polʹsʹkomu ta ukraïnsʹkomu romantyzmi, w: tegoż, Do istoriï ukraïnsʹkoï literatury, Kyiv 1997, s. 175–178; Maria Janion, Maria Żmigrodzka, Romantyzm i historia, Warszawa 1978, s. 124–30.[/przypis].

Naszkicowany przez romantyków obraz Humania nie został jednak bez odpowiedzi. W 1841 roku ukraiński poeta Taras Szewczenko ogłosił poemat Hajdamacy, którego kulminacyjny fragment przedstawia rzeź humańską i apokryficzne zamordowanie przez Gontę jego dwóch synów, obu – podobnież – uczniów bazyliańskiej szkoły. Sam Szewczenko urodził się na prawobrzeżnej Ukrainie, jakieś 100 kilometrów na północny wschód od Humania, i w „pomowie-przedmowie” do swojego poematu stwierdza: „O tem, co działo się na Ukrainie w 1768 r., rozpowiadam tak jak słyszałem od starych ludzi”. A następnie dodaje: „drukowanego i krytykowanego nic nie czytałem, a zdaje się, że i nic nie ma”[przypis]Taras Szewczenko, Hajdamacy, w: Leonard Sowiński, Szewczenko Taras. Studium z dołączeniem przekładu «Hajdamaków», Wilno 1861, s. 6.[/przypis]. Nie jest to prawda. Szewczenko czerpie pełnymi garściami z Wernyhory Czajkowskiego, a w szczególności wykorzystuje informacje stamtąd w swoich własnych objaśnieniach. Pełnią one w Hajdamakach tę samą funkcję, co w polskich dziełach opisujących rzeź, ale zarazem stanowią coś w rodzaju polemiki. I pod tym względem zapewne najbardziej wymowny w swoim minimalizmie – oraz w swej ironii – jest przypis dołączony przez Szewczenkę do rozdziału zatytułowanego „Gonta w Humaniu”: „Humań – miasto powiatowe w guberni kijowskiej”. Ani mniej, ani więcej, po prostu jeszcze jedno miasto na Ukrainie.
POSTSCRIPTUM
W dniu 5 grudnia 2015 r., niemalże ćwierć wieku po powstaniu niepodległego państwa ukraińskiego, w Humaniu odsłonięto oficjalnie pomnik Iwanowi Goncie i Maksymowi Żeleźniakowi na ulicy Radzieckiej, w równej odległości (650 metrów) od grobu Rabina Nachmana i od klasztoru Bazylianów.[przypis]Zob. zapis wideo całej uroczystości (pobrane 9 lutego 2016): http://youtu.be/b835amveVh0. W rzeczy samej pomnik odsłonięto dwa tygodnie wcześniej, 21go listopada, dokładnie w dwa lata po wybuchu Euromajdanu. Jak można się spodziewać, wzniesienie pomnika wywołało różnorakie, i rzecz jasna żywe, reakcje u każdej z dotkniętych grup etnicznych, przykłady czego można zobaczyć googlując następujące np. frazy: „пам'ятник гонті умань”; „pomnik goncie humań”; „אומן גונטה אַנדַרטָה”; „אומאנער גאָנטע דענקמאָל”; „памятник гонте умань”; oraz „monument to gonta uman.[/przypis] Budowę pomnika, według koncepcji Iwana Honczara, przewidywano jeszcze w 1968 roku, w okresie kiedy przedstawiano koliszczyznę wedle interpretacji marksistowsko-leninowskiej jako „antyszlacheckie [vel antyfeudalne] powstanie chłopów” spowodowane „zaostrzenie[m] pańszczyzny, przymus[em] przechodzenia ludności ukr. na obrządek unicki i związanie[m] konfederacji Barskiej, przekreślającej żądania dyzunitów, które dla celów polit. popierała cesarzowa Katarzyna II”.[przypis]Wielka encyklopedia powszechna PWN (Warsaw: PWN, 1965), s.v. “Koliszczyzna.” Cf. Wikipedia, “Пам'ятник Залізняку і Гонті (Умань),” https://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%B0%D0%BC'%D1%8F%D1%82%D0%BD%D0%B8%D0%BA_%D0%97%D0%B0%D0%BB%D1%96%D0%B7%D0%BD%D1%8F%D0%BA%D1%83_%D1%96_%D0%93%D0%BE%D0%BD%D1%82%D1%96_%28%D0%A3%D0%BC%D0%B0%D0%BD%D1%8C%29?previous=yes (pobrane 7 lutego 2016).[/przypis] Tablica z przodu zrealizowanego po 43 latach pomnika (błogosławionego tego grudniowego dnia przez miejskich hierarchów prawosławnych) brzmi nieco inaczej: „Maksym Żeleźniak. Iwan Gonta. Bohaterowie koliszczyzny, hajdamackiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego na Ukrainie Prawobrzeżnej 1768-69 r.”[przypis]Na tablicach po pozostałych dwóch stronach pomnika widnieją:1) fragment wiersza Tarasa Szewczenki „Do Osnowianenka” (1840) oraz 2) cały tekst ukraińskiego hymnu duchowego „Boże wielki, jedyny”. Zob. ibid.[/przypis]





 

Przekład: Grzegorz Marzec, IBL PAN.  Tekst oryginalny jest zamieszczony tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="367" title="Słupy Bolesława" slug="slupy-boleslawa">Zabory Polski oznaczały rozpad państwowości i jej granic. Wszakże jeszcze zanim one nastąpiły, obszar państwa powoli się kurczył, a granice przesuwały bliżej centrum.   Symboliczną wymowę wiecznych granic Chrobrego utrwalały kolejne pokolenia Polaków, również romantycy. Słupy Bolesława stały się częścią wyobrażeniowej mapy Polski, która przetrwała w pamięci zbiorowej do naszych czasów.

Legenda o słupach postawionych przez Chrobrego na Dnieprze i Sawie narodziła się w średniowieczu. Pierwszą wzmiankę o takiej praktyce znajdujemy u Kadłubka, który wspomina tylko słupy na zachodzie Polski, na Sali (Soławie). Długosz częściowo podąża za Kadłubkiem, ale w swojej opowieści dodaje słupy na Dnieprze. XV-wieczny historyk odwołuje się do greckiego mitu, dzięki czemu jego historia nabiera antycznego rozmachu i wpisuje się w dzieje Europy: „Następnie król Bolesław, naśladując owego mocarza Herkulesa, który na krańcach Hesperii trzy wieże postawił, sam też w rzece Dnieprze, w tym miejscu, gdzie rzeka Suła do niej wpada, wbił słupy z litego żelaza, podobno do dnia dzisiejszego istniejące, dla uwiecznienia nimi granic”[przypis]Jan Długosz, Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa polskiego, przekł. zb., red. J. Dąbrowski, t. 1, Warszawa 1962, s. 335.[/przypis].

W kulturze antyku figura granicy znana była jako Słupy Heraklesa. Znajdowały się one na zachodnich krańcach greckiej oikumene (dzisiejszy Kadyks) i oddzielały Morze Śródziemne od Oceanu (Okeanos). Za nimi znajdował się nieznany świat: Tartar, Wyspy Szczęśliwe i Atlantyda. O kulturotwórczej sile Słupów Heraklesa świadczą graniczne słupy z kamienia stawiane do dziś między państwami. Charakterystyczne, że w polskiej legendzie nie były one z granitu, ale z żelaza. Antyczny motyw wyznaczania granic znajdujemy też u Juliana Ursyna Niemcewicza. W jednym z okolicznościowych wierszy podkreśla on, że Bolesław wyznaczył nie tylko granice Polski, ale i Słowiańszczyzny:

„Słowiańską ziemię swoim uczyniwszy krajem

Kładł kresy swym zaborom Alcida zwyczajem

Stawiąc w Elby i Dniepru nurtach zadziwionych

Żelazne słupy”[przypis]Julian Ursyn Niemcewicz, Władysław pod Warną, w: tegoż, Dzieła poetyczne, wierszem i prozą, t. 5, wyd. J.N. Bobrowicz, Lipsk 1938, s. 165.[/przypis].

Mapa Polski pokrywającej się z obszarem Słowiańszczyzny, jaka zakorzeniła się w tym czasie w wyobraźni kulturowej, miała wpływ również na sposób myślenia romantyków na temat geografii. Kartografia stała się dla nich niezwykle ważną dziedziną wiedzy, chociaż, co trzeba podkreślić, nie była pozbawiona elementów mitycznych, a przede wszystkim ideologicznych. Dla Mickiewicza geografia jako gałąź nauk historycznych wytyczała podstawy dla rodzącej się myśli narodowej. Nic dziwnego, że granice na zachodzie i wschodzie Polski symbolizowane przez słupy były niezwykle ważne. Mickiewicz w Pierwszych wiekach historii polskiej (1838, wyd. 1868) pisał: „Jego [Bolesława] słupy żelazne wbiły się mocno w pamięć narodu i są kardynalnymi punktami popularnej mapy Polski”[przypis]Adam Mickiewicz, Dzieła, t. VII, Wydanie Rocznicowe, Warszawa 1999, s. 80.[/przypis].

Tę popularną mapę Polski, odwołującą się do dziejów historycznych, odczytywano jako zapowiedź powrotu do starych granic. Trzeba dodać, że ten wytwór wyobraźni narodowej kształtował nie tylko wyobrażenie granic przyszłego państwa, lecz również czerpał wsparcie z ówczesnej wiedzy kartograficznej. W XIX wieku mapy zarówno fizyczne, jak i historyczne miały wielu gorących wielbicieli. Stanisław Staszic jako przedstawiciel nauk przyrodniczych, geologii i fizyki dostrzegał ich ogromną wagę i w 1807 roku wystosował do uczonych apel wzywający do wykonywania map Polski. Pierwszą mapę historyczną sporządził Adam Naruszewicz i zamieścił ją w Historii narodu polskiego od początku chrześcijaństwa w 1780 roku. Była to mapa Polski za Mieczysława (Mieszka) I. Również wykłady Mickiewicza w Collège de France świadczą o jego rozległej wiedzy geograficznej i kartograficznej; przy wielu okazjach poeta odwoływał się do map wykonanych przez Joachima Lelewela, Jana Śniadeckiego, Adama Naruszewicza i Jana Potockiego. W kraju i na emigracji najbardziej znane były atlasy przeznaczone głównie do użytku szkolnego: Atlas do Dziejów Polski z dwunastu krajobrazów złożony Lelewela, będący uzupełnieniem jego Dziejów Polski (1829), a z innych autorów: Mały atlas do historii polskiej (1824) Józefa Miklaszewskiego i Teodora Wagi oraz Atlas historyczny, geograficzny, geologiczny (1831) Marii Reginy Korzeniowskiej.

Podręczną mapą paryskiego wykładowcy z pewnością były tzw. Pasy Słowiańskie Ignacego Domeyki. Przed wyjazdem do Ameryki Domeyko oddał Mickiewiczowi przygotowaną do druku mapę, która z powodu braku funduszy została w tekach i nigdy nie ujrzała światła dziennego. Wielu badaczy przypuszcza, że włączono ją później bez wiedzy autora do atlasu Feliksa Wrotnowskiego i Adolphe’a Hippolyte’a Dufoura[przypis]Por. Maria Piwińska, Wstęp, w: Adam Mickiewicz, Prelekcje paryskie, Kraków 1997, s. 38.[/przypis]. Na jednym z wykładów Mickiewicz za Domeyką podzielił Słowiańszczyznę między Karpatami a Bałtykiem na trzy obszary:

1) pas środkowy, zwany leśnym, który rozciąga się od Odry przez Wisłę do Niemna, Prypeci, Dniepru;

2) pas południowy, który obejmuje południową część Polski, Karpaty, Wołyń, Podole;

3) pas północny – jeziorny, który ciągnie się od jeziora Gopło do jeziora Pejpus[przypis]Por. Adam Mickiewicz, Dzieła, t. VIII, s. 60–61.[/przypis].

Podobnie jak w wierszu Niemcewicza mapa Słowiańszczyzny według Domeyki pokrywa się z wyobrażeniową mapą Polski rozciągającą się między Słupami Bolesława. Ta słowiańska optyka jest jednym z powodów większego zainteresowania granicą wschodnią niż zachodnią. Mickiewicz, opisując narodziny Polski, Czech i Rusi, „wytycza” wschodnią granicę Słowiańszczyzny, oddzielającą Azję od Europy. Wykreślenie przez niego granicy między Polską a Rusią jest aktem zarówno mitycznym, jak i politycznym. W swoim wyobraźniowym atlasie Mickiewicz, umieszczając te państwa na dwóch kontynentach, w sensie symbolicznym „odsuwa” je od siebie. Azja zaczyna się już nad Bałtykiem – rozpościera się wokół koła podbiegunowego, a następnie okrąża kulę ziemską: „Znad Morza Bałtyckiego zakreślając łuk, którego cięciwą byłby Dniepr, otrzymamy granicę między obszarem słowiańskim a uralskim”, tzn. azjatyckim, zamieszkiwanym przez trzy szczepy: fiński, chiński, mongolsko-tatarski[przypis]Tamże, s. 27.[/przypis].

Słupy Bolesława są ważnym elementem romantycznego mitu Polski jako mocarstwa. Gall Anonim w pierwszej kronice polskiej opisuje zdobycie Kijowa i ugodzenie mieczem w Złotą Bramę miasta. W tej historii wytyczania wschodniej granicy przywołuje również opowieść o gwałcie na ruskiej księżniczce przedstawianym jako zemsta za zniewagę rodu polskiego, „Rusinom zaś ku obeldze i hańbie”[przypis]Gall Anonim, Kronika polska, przeł. R. Grodecki, Wrocław 2008, s. 23.[/przypis]. Gwałt i triumfalny cios mieczem w Złotą Bramę nakładają się na siebie i eksponują symboliczny wymiar tradycyjnego rycerskiego gestu, mający wyobrażać objęcie uderzonego przedmiotu w posiadanie. U Kadłubka czytamy: „Tam po zajęciu miasta, wielokrotnym uderzeniem miecza wyrzezał na Złotej Bramie miasta [też] jakby znak graniczny”[przypis]Wincenty Kadłubek, Kronika polska, przeł. B. Kürbis, s. 5.[/przypis]. Pod piórem naszych kronikarzy historia zdobycia Kijowa staje się emblematyczną opowieścią o tworzeniu państwa i wykreślaniu jego granic. Jego akt założycielski, jakim jest gwałt, zostaje wymazany, ustępuje miejsca opowieści „o słupach wbitych w rzekę” i gladius iusticiae niosącym boski i jurydyczny porządek na tereny pobite i włączone do Polski. W Kronice Wielkopolskiej zostaje podkreślony akt darowania miecza królowi przez samego anioła: „Wspomniany zaś miecz króla Bolesława, dany mu przez anioła, nazywa się Szczerbiec dlatego, że na wezwanie anioła przybywszy na Ruś, pierwszy uderzył w Złotą Bramę, która zamykała gród kijowski”[przypis]Kronika Wielkopolska, przeł. K. Abgarowicz, opr. B. Kürbis, Warszawa 1965, s.73–74.[/przypis]. Dzięki jego nadprzyrodzonej mocy Bolesław odnosił zwycięstwa, a po nim jego następcy, wszyscy królowie Polski. Szczerbiec, symbol polskiego dziejowego triumfu, jest narodowym fetyszem, czczonym i uwielbianym rekwizytem naszej historii. Miecz bojowy Chrobrego znajduje się obecnie na Zamku Wawelskim i był przez wieki ceremonialnym orężem używanym przy koronacjach królów polskich od czasów Władysława Łokietka. Wprowadzenie do historii kijowskiej motywu anielskiego daru i boskiego protektoratu umożliwiło sakralizację przemocy, a legenda służyła do podkreślenia ciągłości tradycji dynastycznej Piastów. Legitymistyczna legenda o Szczerbcu i zajęciu Kijowa odegrała więc swą rolę ideową w programie Renovatio regni Poloniae w XIV wieku, a potem wykorzystywano ją jako instrument wzmacniający politykę dynastyczną Jagiellonów.

[caption id="attachment_1265" align="alignnone" width="893"] Słupy Bolesława - wjazd do Kijowa[/caption]

Wyjątkowe podejście do legendy prezentuje Ignacy Krasicki w Rozmowach zmarłych (1798). Zaaranżowany przez niego dialog między Bolesławem Chrobrym a Kazimierzem jest wykładnią dwóch przeciwstawnych wizji państwa – zaborczego/wojującego i pokojowego:

„Bolesław: Lepiej stawiać słupy wśród rzek na znak zwycięstwa i szczerbić mieczem drzwi dobytego miasta, niż zamki stawiać, bez których się naród waleczny obejść może.

Kazimierz: Gdybym był te słupy znalazł, przebacz, iż kazałbym je natychmiast z rzek wyjąć, żeby nie przeszkadzały spławom zboża i towarów”[przypis]Ignacy Krasicki, Rozmowy zmarłych, Warszawa 1978, s. 29–30.[/przypis].

W XIX wieku symboliczna treść insygniów królewskich i historia ustalania granic na wschodzie, gwałtu na ruskiej księżniczce i upokorzenia Rusi była odczytywana jako rekompensata za rozbiór Polski. Była to fantazja na temat pokonania Rosji. W tym też czasie mimo przemian podstaw doktrynalno-ideowych instytucji królestwa historia o Szczerbcu zachowała swoją symboliczną wagę – miecza wyznaczającego granice polskie i karzącego wrogów narodu polskiego. W czasie powstania listopadowego w pisemku wojskowym o znamiennym tytule „Szczerbiec” drukowano odezwy i hasła dotyczące przyszłości Polski, do której mają wrócić wszystkie ziemie sprzed pierwszego rozbioru. Tam też został zamieszczony Mazur na nutę „Jeszcze Polska…”:

„Wznowimy w bojowym szyku

Granice sarmatów

Brzeg Dniepru, Odry, Bałtyku

I szczytu Karpatów”[przypis]Był to anonimowy utwór drukowany w pisemku „Szczerbiec” 1831, nr 1. Cyt. za: Andrzej Zieliński, Wstęp, w: Poezja powstania listopadowego, wybór i opr. A. Zieliński, Wrocław 1971, s. XLVIII.[/przypis].

Motyw żelaznych i niezmiennych granic na wschodzie i zachodzie przewija się przez ulotną poezję tego okresu. Konstanty Gaszyński w Warszawiance pisał:

„Wspólnymi siłami będziemy szukali

Żelaznych słupów przy Dnieprze i Sali”[przypis]Poezja powstania listopadowego, s. 152.[/przypis].

Już w XIX wieku niektórzy historycy wskazywali na anachroniczność opowieści średniowiecznych, ujawniali fałszywe szczegóły biograficzne: tym, który wyszczerbił bramę, miał być Bolesław Śmiały, Chrobry nie mógł tego uczynić, bo w jego czasach takowej bramy nie było. Inni też zaczęli zwracać uwagę na niepasujące do siebie szczegóły geograficzne, Kijów w tym czasie nie leżał nad Dnieprem, więc władca polski nie mógł zaznaczyć granicy na rzece. A słupy nie były żelazne, tylko z kamienia, natomiast wbijano je żelazem. Te szczegóły i historyczno-geograficzne korekty nie miały znaczenia dla samej legendy i jej recepcji, która najpierw zależna była od panującej polityki dynastycznej, a później innych czynników historycznych i społecznych. Modyfikacje treści legendy były też z pewnością przejawem pomysłowości i wyobraźni pisarzy. W poemacie Lucjana Siemieńskiego Trąby w Dnieprze przełomowym momentem jest wyznaczanie granicy przez wbicie słupów żelaznych w rzece. Zdobycie miasta, gwałt na ruskiej księżniczce, opanowanie rzeki mają taką samą konotację polityczną i seksualną:

„Jeno król Lachów ze zbrojną drużyną

Wjechał na zalew dnieprowy w półkręże.

– Tu kres! – grzmiał piersią. – Tu kres! Rykną męże.

Tu słup żelazny! – gdzie koń wrył kopyty,

Koń Bolesława, słup żelazny wbity”[przypis]Lucjan Siemieński, Trąby w Dnieprze, w: tegoż, Dzieła, t. 9, Warszawa 1892, s. 7.[/przypis].

U Siemieńskiego obraz trąb zatopionych w rzece wydaje się bardzo poetycki, nie należy jednak zapominać, że stoi za nim przesłanie ideologiczne. Trąby jako symbol dominacji głoszą chwałę wielkiego imperium polskiego, któremu podporządkowana jest cała Słowiańszczyzna. Tę chwalebną pieśń, potwierdzającą bezczasowe granice państwa Lechitów, przejmują inne wodne żywioły: Odra wyznaczająca kres imperium na zachodzie i Morze Bałtyckie na północy.

„Z łodzi wielkie trąby cztery

Dźwignięto, jako słupy chramu w Retrze,

I zatopiono razem w Dniepru wiry

Podwodną pieśnią zagrało powietrze.

[…]

I wenedzka Odra, i morze Waregów,

Pieśnią tą grały gwoli lackich brzegów

Sam Lech, a nie kto, tę gędźbę rozumie”[przypis]Tamże.[/przypis].

Wody okalające ten świat ewokują obraz wyspy czy raczej kontynentu słowiańskiego, który odnajdujemy również w Prelekcjach paryskich Mickiewicza. Zdobycie miasta, ustanawianie granic i związana z tym wizja imperium słowiańsko-polskiego należą do zbioru licznych fantazji narodowych wchodzących w skład kanonu romantycznego, będącego budulcem narodowej tożsamości. Wbicie słupów – akt ustanowienia polskich granic na wschodzie – obejmuje przyszłość, ale dotyczy też zamierzchłej przeszłości. U Kadłubka pojawia się znaczące zdanie, że Bolesław Śmiały wyznaczył ponownie granice. Kolejne pokolenia czytelników dobrze rozumiały ten przekaz: ziemie na Wschodzie należały już wcześniej do państwa polskiego a akt szczerbienia bramy i stawiania słupów w Dnieprze przypomina, iż na tym terenie władza zawsze należała do dynastii polskiej.

Dla romantyków Bolesław Chrobry stał się przykładem monarchy doskonałego. Ucieleśniał pragnienie zwycięstwa i władzy nad światem. W czasach, kiedy Polska straciła suwerenność, akt ustanowienia granic nabrał jeszcze większego znaczenia i stał się symbolem polskiej polityki. Karol Szajnocha w książce Bolesław Chrobry pisał: „Takim wróżebnym królem-założycielem był nasz Bolesław. Dziedzic małego, uszczuplonego przez sąsiadów królestwa, rozmógł on je w niespodziewaną wielkość i na złotej Bramie Kijowa, i w rzece Sali, w pośrodku kraju Sasów, żelazną metą granice Polsce wytknął. Przez długie lata po Bolesławach pracowała Polska nad rzeczywistym rozpostarciem się ku wschodowi aż po złotą bramę kijowską; zachodnia część pierwotnego zarysu, to aż po Salę wyciągnięte skrzydło narodowego gmachu, zostało na zawsze nie wybudowane, lecz mniej więcej stanęła Polska późniejsza, po długoletnim ściśnieniu, w Bolesławowskich przecież granicach”[przypis]Karol Szajnocha, Bolesław Chrobry, Lwów 1849, s. 65.[/przypis].

Słupy graniczne na rzece Sali były więc świadectwem zwycięskiej walki z Niemcami, a uderzenie mieczem w Złotą Bramę w Kijowie i słupy w Dnieprze – symbolem ekspansji wschodniej. Bolesław nie był zwyczajnym królem. Sukcesy polityczne zawdzięczał, według kronikarzy, opiece boskiej i anielskiej. Plany Opatrzności obejmowały również rozwój terytorialny państwa. Bóg uczynił Polskę państwem wybranym – świętym królestwem. Sankcja boska w pełni więc legitymizowała podporządkowanie wszystkich krajów ościennych. Epitafium dla Bolesława wyryte na jego grobie poznańskim z pierwszej połowy XIV wieku głosiło chwałę króla jako heroicznego bojownika Chrystusa, świętego monarchy – twórcy świętego imperium.

Wielu romantyków, a szczególnie ziewończyków, upajała nie tyle rozległość tego imperium, co władza nad innym słowiańskimi krajami. Rządy Chrobrego obejmowały Słowian nadbałtyckich i Bałtów, kraje serbsko-łużyckie, Czechy, Morawy, część Węgier, Ruś Kijowską. Mit Bolesławowy stał się podstawą mitu piastowskiego i jagiellońskiego; uaktualniany przez kolejne pokolenia utwierdzał w Polakach poczucie własnej wielkości i legitymizował ich pretensje do odgrywania głównej roli politycznej wśród państw słowiańskich. Ożywiany w zależności od czynników historycznych, mit ten miał niezwykłą zaletę. Oferował możliwość projektowania własnych życzeń i umieszczania ich w czasach przedchrześcijańskich, dając podstawę kreowania fantazji o starożytnym imperium Lechitów-Polaków, którzy dawno temu panowali w Słowiańszczyźnie. Jednak sprawą zasadniczą dla mitu potężnej Słowiańszczyzny i uzasadnienia roli Polski jako państwa jednoczącego ludy słowiańskie było połączenie idei imperium słowiańskiego rządzonego przez naród Lechitów oraz idei chrześcijańskiego dziedzictwa monarchii Chrobrego, będącego kontynuacją wielkiej wspólnoty Słowian, której naród polski był hegemonem.

</document>
<document nplp_id="368" title="Odessa. Perspektywa polskich podróżopisarzy z&amp;nbsp;pierwszej połowy XIX wieku" slug="odessa">Odessa powstała pod koniec XVIII wieku i od tego czasu przeżywała intensywny rozwój urbanistyczny i ekonomiczny, szybko stała się magnesem nie tylko dla inwestorów i szukających rozrywek zamożnych rodzin magnackich czy burżuazyjnych, ale także dla wielu uczonych i twórców literackich z całej Europy. Czarnomorski port przyciągał właścicieli ziemskich polskiej narodowości, szczególnie tych zamieszkujących terytoria Polesia, Wołynia, Podola i dawnej Rusi Czerwonej. Przybywali tutaj, gdyż Odessa ze swym portem gwarantowała zbyt na płody rolne z ich wielkich posiadłości, ale również dostarczała wielu rozrywek towarzysko-kulturalnych. Rytmy wznoszenia i funkcjonowania tego miasta syntetycznie i sugestywnie opisuje Neal Ascherson w eseju Morze Czarne:

„Odessę zbudowali cudzoziemcy i zarządzali nią w imieniu imperium rosyjskiego; dopiero po z górą dwudziestu pięciu latach generał-gubernatorem został Rosjanin. Planiści wywodzili się głównie spośród emigrantów francuskich: duc de Richelieu miał stać się ojcem, dobroczyńcą i guwernerem dzieciństwa Odessy […] Alexandre Langerom oddał swoje nazwisko cyplowi i szerokiej plaży na wschód od portu, gdzie dzieci wciąż się kąpią i łowią ryby. Architektami byli w większości Włosi, podobnie jak pierwsze pokolenie handlarzy zbożem, i włoski był oficjalnym językiem handlu w początkowych latach istnienia miasta. Statki w dużym procencie należały do armatorów greckich. Pszenicy, przez pierwsze sto lat racji istnienia Odessy, dostarczali polscy właściciele majątków ziemskich na odległym Podolu i Galicji”[przypis]Neal Ascherson, Morze Czarne, przeł. T. Bieroń, Poznań 2002, s. 149–150.[/przypis].

„Odessa miała […] przerwy - czasami wieloletnie - kiedy puls spowalnia i ulice cichną, kiedy jakaś katastrofa skuwa port i ruch statków niby styczniowy lód, odcinając miasta od Morza Czarnego. Przerwy te należą jednak do natury Odessy: portu pospiesznie skleconego na jałowym wybrzeżu celem wciągnięcia Kraju Noworosyjskiego w kapitalistyczną epokę gwałtownych wzrostów i spadków koniunktury. W Odessie zawsze albo ucztowano, albo przymierano głodem”[przypis]Tamże, s. 149.[/przypis].

&amp;nbsp;
 1. Na szlaku polskich podróżopisarzy
&amp;nbsp;

W pierwszej połowie XIX wieku w mieście powołanym do życia przez Katarzynę II przebywało kilku polskich podróżopisarzy. Bawili tu krócej lub dłużej, częściej jako turyści i zażywający odpoczynku, rzadziej jako podlegający nadzorowi carskiej administracji zesłańcy w zachodnich guberni imperium (filomaci i filareci). Pisarskie relacje (lub choćby ich strzępy, jak to miało miejsce w przypadku Potockiego) z pobytu w Odessie pozostawili: Jan Potocki, Edward Raczyński, Julian Ursyn Niemcewicz, Józef Sękowski, Karol Kaczkowski, Józef Ignacy Kraszewski, Edmund Chojecki.

Janowi Potockiemu Odessa wpadła w oko od pierwszych chwil swego istnienia. Bywał w samym mieście oraz jego bliższych i dalszych okolicach wielokrotnie (w ostatnich latach XVIII oraz pierwszych XIX wieku) i poświęcił im historyczno-antropologiczne narracje sięgające dziejów starożytnych i odwołujące się do bogatej literatury przedmiotu (od Herodota zaczynając). Zarazem upatrywał w nowym grodzie szansy dla swoich interesów. Edward Raczyński w Dzienniku podróży do Turcji odbytej w MDCCCXIV (1821) wspominał o pięciu sierpniowych dniach z roku 1814, które spędził w Odessie. Skupiał się jednak na swej wiedzy historycznej na temat tego miejsca. Julian Ursyn Niemcewicz rejestrował w swej Podróży po Wołyniu, Podolu aż do Odessy, w roku 1818 wojaż z lata tegoż roku (opracowywał go w latach 1820–1821, rzecz została opublikowana dopiero w roku 1858). W połowie września 1819 roku w mieście nad Morzem Czarnym zjawił się Józef Sękowski - absolwent Uniwersytetu Wileńskiego i biegły znawca języków wschodnich - który podążał w głąb Azji (gościł potem m.in. w Stambule i Syrii) i opisywał swoje wrażenia zarówno w listach („Pamiętnik Warszawski” 1820–1821), jak i w osobnej relacji na łamach „Dziennika Wileńskiego” (1819–1820). Sześć lat później z Krzemieńca wyruszył ceniony lekarz Karol Kaczkowski, a efektem wyprawy stał się ogłoszony w 1829 roku czteroczęściowy Dziennik podróży do Krymu odbytej w 1825 roku. Niecałe dwie dekady po Kaczkowskim wyprawił się nad Morze Czarne Józef Ignacy Kraszewski, a plonem literackim stały się Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku. Dziennik przejażdżki w roku 1843 od 22 czerwca do 11 września (wyd. 1: 1845–1846). Dalej, „w tym samym czasie, co Kraszewski, wyrusza z Odessy na Krym, śladami Kaczkowskiego i Mickiewicza, Edmund Chojecki. Jego Wspomnienia z podróży po Krymie (1845) są - jak zauważa Stanisław Burkot - dziełem w sensie informacyjnym - interesującym, a w sensie artystycznym i stylistycznym - wręcz znakomitym. Narracja, podobnie jak u Sękowskiego, jest dwupłaszczyznowa: dotyczy z jednej strony historii i teraźniejszości mieszkańców Krymu, a z drugiej, w warstwie ironicznych dygresji - orientalnych mód w literaturze. Piękno stepów, tylekroć opisywane, wywołuje u podróżnika znużenie”[przypis]Stanisław Burkot, Polskie podróżopisarstwo romantyczne, Warszawa 1988, s. 90–91.[/przypis].

Większość ze wspomnianych podróżników przystępowała do spisywania swych wrażeń z wojażu, mając na koncie spore, profesjonalne dokonania. Czterech z nich - Potocki, Niemcewicz, Kraszewski i Chojecki - było zawodowymi pisarzami. Pozostałych można uznać za uczonych, którym nieobce były arkana literackiej, podróżopisarskiej roboty. W większości przypadków są to zapisy składające się z rekonstrukcji dawniejszych i najnowszych dziejów tej części brzegu Morza Czarnego, na którym wzniesiono miasto. Relacje te splecione zostały z uwagami o współczesnym stanie ekonomicznym, rozwoju urbanistycznym, życiu codziennym i rozrywkach kulturalnych Odessy. Jedynie Wspomnienia… Kraszewskiego zawierają bardziej wyodrębnioną i rozbudowaną (kilkusetstronicową) relację z letnich miesięcy spędzonych w tym mieście.

Trzeba dodać, że wielu spośród autorów i podróżników, o których dalej będzie mowa, ze szczególną pasją opisywało także przeszłość i teraźniejszość dawnych polskich terenów przyległych do czarnomorskiego nadbrzeża, a więc Wołynia, Podola, ziemi kijowskiej. W mniejszym lub większym stopniu diagnozowali kondycję społeczną i ekonomiczną kresów południowo-wschodnich dawnej Rzeczypospolitej i na tym tle przyglądali się fenomenowi Odessy, miasta, które nie ukończyło wówczas nawet 50 lat.

Przywołuję relacje zarówno przedromantyczne, jak i te, które powstały w dobie międzypowstaniowej. Pozwoli to zobaczyć, jak na przestrzeni 20 lat zmieniły się sposoby podróżowania oraz formy ich słownej reprezentacji, szczególnie gdy idzie o przedstawianie cywilizacyjnych i polityczno-społecznych przemian, a także dostrzec w pracach Potockiego, Raczyńskiego i Niemcewicza ich pre- i proromantyczny charakter.

&amp;nbsp;
2. Potocki i Raczyński - podróże zamożnych, uczonych zapaleńców
&amp;nbsp;

Jan Potocki swymi podróżniczo-naukowymi narracjami z wypraw do Turcji i Egiptu (1784), Holandii (1787), cesarstwa Maroka (1791) oraz Dolnej Saksonii (1794) w pełni zasłużył na miano „reportera ze świata” oraz „historyka-antropologa”, które przyznali mu autorzy biografii - François Rosset i Dominique Triarie[przypis]François Rosset, Dominique Triaire, Jan Potocki. Biografia, przeł. A. Wasilewska, Warszawa 2006, s. 229–287.[/przypis]. W swych relacjach - erudycyjnych, a zarazem nastawionych na rejestrację wyników badań terenowych i zapis impresji poznawczych i estetycznych – autor Rękopisu znalezionego w Saragossie - dążył do takiego opisu odwiedzanych miejsc, aby jak najgłębiej zanurzyć się w ich przeszłości, odmalować ich krajobraz, a zarazem oddać obecny stan panujących tam stosunków społecznych i politycznych. Trzeba podkreślić, iż nie pozostawił żadnej większej pracy o samej Odessie. Można jednak odnaleźć w obszernej bibliografii jego dzieł kilka pozycji, w których odnosił się do tej części brzegu Morza Czarnego, na której leży miasto-spadkobierca dawnej tatarskiej warowni Hadżibej. Chodzi przede wszystkim o jego prace historyczne z lat 1796–1805, a szczególnie o cztery dzieła: Mémoire sur un nouveau périple du Pont-Euxin, insi que sur la plus ancienne histoire des peuples du Taurus, du Caucase, et de la Scythie (Opis nowej podróży do wybrzeży Morza Czarnego wraz z najdawniejszymi dziejami Krymu, Kaukazu i Scytii, 1797), Podróż przez stepy Astrachania i na Kaukaz (1797–1798), Histoire ancienne du gouvernement de Cherson (Starożytne dzieje guberni chersońskiej, 1804) oraz Histoire ancienne du gouvernement de Podolie (Starożytne dzieje guberni podolskiej, 1805)[przypis]Większość polskich brzmień tytułów prac Potockiego za: tamże, s. 454–455.[/przypis]. Można chyba do każdej z tych relacji odnieść to, co o pierwszej z nich napisali Rosset i Triaire, wskazując, iż badacz podaje „nazwy nadane przez poszczególne mapy każdemu miejscu i każdej wiosce; wyznacza tym samym «péryple», czyli «nawigację wokół» […] Utrzymana jest ciągłość geograficzna, a zarazem ciągłość historyczna, ponieważ ilekroć jest to możliwe, Potocki wymieniając konkretne miejsca, podaje ich nazwy z czasów starożytnych i we współczesnym brzmieniu”[przypis]Tamże, s. 251.[/przypis]. Jest tak, jakby tworzył nawigacyjne narracje, które zawierały sporą porcję wiedzy o przeszłości ziem, na których leży Odessa.

W czerwcu 1803 roku Jan Potocki przebywał w Odessie, do której wcześniej wysłał swego podwładnego Ibrahima, aby zajął się interesami pisarza i właściciela parceli, nabytych w chwili założenia Odessy przez Katarzynę II. Lubił to miasto, które dawało wiele możliwości zarówno ekonomicznych, jak i politycznych. Była to bowiem ta faza w życiu autora Parad, kiedy snuł projekty kariery administracyjnej w centralnych urzędach imperium, na którego czele stał Aleksander I. Latem 1803 roku napisał z czarnomorskiego portu do swego teścia Stanisława Szczęsnego Potockiego:

„Święte zasady prawdy nakłaniają mnie, bym Cię powiadomił, że niezbyt dobrze postąpiłeś, nie zjeżdżając do Odessy, która w tym roku błyszczy handlową świetnością. Wzniesiono tu blisko dwadzieścia budowli, w porcie panuje duży ruch, los miasta jest zapewniony, gdyż Jego Cesarska Mość wyłożył pieniądze na budowę portu, która rozpocznie się pierwszego sierpnia”[przypis]Cyt. za: tamże, s. 307.[/przypis].

Dorzucił jeszcze pochwałę serwowanych w mieście owoców morza, które podają z wyborną oliwą i przednim winem z Bordeaux. Wiadomo także, że sprzedał wówczas swoje odeskie grunty, zapewne na poczet kosztów czekającej go wyprawy do Włoch.

W pierwszych latach XIX wieku znacznie częściej gościł jednak w Petersburgu, próbując się zbliżyć - za pośrednictwem Adama Jerzego Czartoryskiego - do cara. Starania zakończyły się sukcesem, jakim było mianowanie go na szefa eskapady naukowej rosyjskiej ambasady do Chin. Stało się to możliwe także dzięki naukowo-podróżniczej aktywności Potockiego, której efekty potrafił przekuwać na konkretne koncepcje polityczno-gospodarcze, przybierające postać pisemnych analiz i memoriałów. Jedna z nich, dotycząca umocnienia handlowej i politycznej pozycji Odessy, wyłożona została w listach z 1804 roku skierowanych do wspomnianego już Czartoryskiego. Dowodzą one świetnej orientacji pisarza w mechanizmach administracyjnych i ekonomicznych południowej części carskiego imperium. Sporo w tych pismach konkretnych obserwacji i propozycji posunięć mających się przyczynić do ugruntowania statusu Odessy jako strategicznego portu i handlowego centrum[przypis]Daniel Beauvois przypomina, iż „Jan Potocki, zadedykowawszy w roku 1802 swą Histoire primitive des peuples de la Russie Aleksandrowi I, w której wychwalał siłę nowego mocarstwa słowiańskiego pod berłem wnuka wielkiej Katarzyny, za co otrzymał tytuł osobistego radcy Jego Cesarskiej Mości, odbył podróż po Europie w poszukiwaniu wzorców mogących posłużyć rozwojowi Odessy oraz założeniu szkoły języków orientalnych «dumny, że odbywa wojaże w imieniu Rosji i z rosyjskiego namaszczenia»”; Daniel Beauvois, Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793–1914, przeł. K. Rutkowski, Lublin 2011, s. 48.[/przypis].

Odessa znalazła się więc wśród obiektów szczególnie bliskich Potockiemu-historykowi i Potockiemu-reporterowi. Zasadność tego drugiego miana w odniesieniu do polskiego podróżnika i pisarza tak uzasadniają Rosset i Triaire:

„Potocki jest […] jak najbardziej sprawozdawcą (rapporteur). W każdym razie tak to rozumie: zachowuje oświeceniową wiarę, wciąż jeszcze niezachwianą, w obiektywizm spojrzenia. Nie dlatego, żeby był naiwny, przeciwnie, przed każdym odjazdem szykuje sobie bagaż «wiadomości», głównie zaczerpniętych od starożytnych. Jest rapporteurem w podwójnym znaczeniu: z jednej strony składa raport swoim czytelnikom, z drugiej czerpie ze swoich lektur”[przypis]François Rosset, Dominique Triaire, Jan Potocki. Biografia, s. 261.[/przypis].

&amp;nbsp;

Przybywający do Odessy w sierpniu 1814 roku Edward Raczyński zwrócił uwagę na stepowe przedpole miasta, mocno dotknięte zarazą, która dotarła tu z portu przed niespełna dwoma laty. Autor spotkał w drodze z Uściługu niemieckich włościan, przybyszy z ziem polskich, którzy - zwabieni namową władz rosyjskich - zamierzali zakładać na tym terytorium nowe kolonie. Ubolewał nad ich niewiedzą co do niekorzystnych warunków dla rolnictwa w stepach.

Pisząc o samej Odessie, wywodzi jej nazwę, nadaną przez carycę Katarzynę, od scytyjskiego portu Odessus, o którym wiadomości odnalazł u starożytnych dziejopisów (w przypisach padają liczne odwołania do geografów, historiografów i pisarzy antycznych). Polski podróżnik zauważył, iż właściwie ośrodek ten należałoby nazwać „miastem Richelieu”, i podkreślił zasługi księcia dla Odessy. Sporządził też coś w rodzaju ogólnego, pisemnego rzutu planu miasta. Wzmiankuje o szerokich ulicach, świątyniach, teatrach, kwarantannie, parku, a także o instytucjach handlowych, sądowniczych i lekarskich. Mimo iż nie jest zachwycony architekturą i urbanistycznymi rozwiązaniami, nieco dłużej zatrzymuje się przy dwóch okazałych obiektach - cerkwi świętego Mikołaja oraz teatrze. Gmach teatralny „wystawą (Peristile) ku morzu obrócony przypomina świątynie starożytnej Grecji i Rzymu”[przypis]Edward Raczyński, Dziennik podróży do Turcji odbytej w MDCCCXIV, Wrocław 1821, s. 10.[/przypis]. Odsyłał też do ryciny włączonej w relację i przedstawiającej dość efektowną panoramę miasta z dominująca fasadą siedziby odeskiej sceny. Nieco więcej uwagi poświęcił wzmiankowanej już zarazie, która kosztowała Odessę życie 2632 osób (w odsyłaczu Raczyński umieszcza dokładne zestawienie ofiar morowego powietrza za okres od końca sierpnia 1812 do 1 stycznia 1813 roku). Krótko, acz ze sporo dozą dramaturgii relacjonuje początek epidemii, która dotarła ze Stambułu w zdradliwie zarażonej „chustce dywdykowej” dla odeskiej aktorki.

Podróżnik sporo pisał o rosnącym znaczeniu gospodarczym czarnomorskiego portu. Z tego względu - jego zdaniem - powinni się Odessą zainteresować polscy ziemianie z Podola. Raczyński dokonał dokładnych obliczeń odeskich zysków, co ilustrowały „tablice wartości wprowadzonych i wyprowadzonych przez dziesięć lat towarów i przychodu ceł skarbowi opłaconych”. Obejmowały one okres do roku 1804 do 1813 i ilustrowały wzrost gospodarczy[przypis]Zestawienie to Raczyński przytacza za cenioną pracą Gabriela marquisa de Castelnau Essai sur l'histoire ancienne et moderne de la nouvelle Russie... z roku 1820. Polski autor podróżował co prawda w roku 1814, ale rzecz wydał w roku 1821 i z pewnością uważnie przestudiował francuską pracę.[/przypis]. Równie rzetelnie wyliczył nazwy towarów przywożonych do Odessy m.in. z Anglii, Włoch, Portugalii, Hiszpanii. Na pożegnanie z miastem, w którym był tylko przejazdem, wskazał na nienajlepsze jego oszańcowanie. Wreszcie 6 sierpnia wsiadł na pokład kupieckiego statku i udał się do Stambułu.

Przywołuję te zdawkowe odeskie relacje Potockiego i Raczyńskiego przede wszystkim ze względu na czas ich powstania. Obaj podróżnicy i uczeni widzieli miasto u samego zarania jego dziejów. Patrzyli na nie jako wykształceni i poznawczo chłonni znawcy starożytnych dziejów tych stron europejskiego kontynentu. Przyglądali mu się także okiem podróżopisarzy potrafiących na piśmie zatrzymać widok grodu, który znajdował się w fazie imponującego, choć niewolnego od niepowodzeń wzrostu.

 
3. Niemcewicz i miasto-zagadka
&amp;nbsp;

Autor Śpiewów historycznych stanął w Odessie 7 lipca 1818 roku. Od informacji o tym zaczął opis czarnomorskiej części swej Podróży po Wołyniu, Podolu, aż do Odessy. Od razu też usiłował wciągnąć czytelnika w próbę rozwikłania „zagadki”, którą stanowiło młode i tak rozwinięte miasto. Chwyt ten pozwolił mu uruchomić historyczny wywód. Na kilku stronicach podróżnik i historyk przebiegł kilkanaście stuleci, sugestywnie oplatając narrację wokół węzłowych wydarzeń i zmian. Pojawiły się więc wzmianki o fenickich i egipskich żeglarzach, o Grekach i Rzymianach, o średniowiecznym kupiectwie greckim, wreszcie o muzułmańskiej dominacji. Niemcewicz skupił się na ukazaniu strategicznego położenia akwenu Morza Czarnego oraz na dalekowzrocznych działaniach carycy Katarzyny II. Była to rzecz jasna dalekowzroczność imperatorki, budującej kolonialną de facto potęgę. Niemcewicz wyraźnie dawał to do zrozumienia, wypunktowując kolejne akty rosyjskiej supremacji nad Morzem Czarnym pod koniec XVIII i na początku XIX wieku.

Po historiograficznym wyjaśnieniu fenomenu rozkwitu Odessy autor Podróży zmienił strategię swej opowieści, analizując kolejne lata krótkiej biografii miasta pod kątem jego gospodarczej prosperity, ale i ekonomicznych tąpnięć. Sporo uwagi poświęcił kontaktom polskich magnatów i przedsiębiorczych szlachciców, którzy spławiali swoje plony (przede wszystkim zboże) podolskimi rzekami do odeskiego portu nad Morzem Czarnym, a tu znajdowali towary przywożone przez statki pod obcymi, często azjatyckimi banderami. Na przestrzeni kilku stronic Niemcewicz przeszedł od syntezy do analizy i mógł pozwolić sobie na szereg przybliżeń, na przykład na takie, dotyczące odeskich bazarów:

„Sześć jest niezmiernych bazarów, czyli rynków. Są to czworogranne place, w około mające wystawy, z ogromnych lecz niezgrabnych kolumn. Pod nimi siedzą brodacze ze wszystkimi krajowymi towarami: futra, żelaza, miedź, cyna, ołów, skóry, powrozy surowe lub wyrabiane, i rozmaite do potrzeb domowych naczynia. Zastanowiły mię magazyny moskiewskie krajowej porcelany, fajansów, perkalów, chustek, kryształów, szkła, lamp itd. Porcelany nie najprzedniejsze, dość jednak piękne; kryształy i szkła, podług mnie, przechodzące czeskie. Wszystkie żelazne, brązowe, cynowe, blaszane naczynia, narzędzia, wszystko z fabryk krajowych. Ludy moskiewskie do przemysłu, fabryk, rękodzieł, zdają się mieć większą i skłonność i zdatność niż do rolnictwa […] Grecy i Karaimy osobny mają bazar. Tam najprzedniejsze tytunie, szale i rozmaite wschodnie zapachy. Kupcy francuscy i Włosi ze własnych pięknych składach przedają mody i krajowe przemysłu swego towary”[przypis]Julian Ursyn Niemcewicz, Podróż po Wołyniu, Podolu aż do Odessy, w roku 1818, w: Podróże historyczne po ziemiach polskich miedzy rokiem 1811 a 1828 odbyte, Paryż 1828, s. 318.[/przypis].

          Narodowości i handel. Katalog towarów, przedmiotów i zwyczajów. Wpływ środowiska etc., etc. Wszystko w jednym akapicie, który jest dla czytelnika niczym spacer po małym kwartale nowoczesnego grodu. Trudno odmówić sobie przytoczenia puenty odeskich stronic Podróży Niemcewicza: „W niedzielę, po dobrej greckiej kąpieli, wyjechałem z Odessy, rad, żem widział miasto, jak drugą Palmirę wśród pustyń, zamożne i kwitnące. Wszystko w nim było zażywione niedzielnym ruchem; bez względu na święto”[przypis]Tamże, s. 324.[/przypis].

Kąpiel i w drogę. Palmira w rozkwicie. Skoro jednak Palmira, to już mająca wyznaczony swój kres. Taki jest skutek łączenia syntez dawnych cywilizacji z analitycznymi obserwacjami na temat cywilizacji nowej.

&amp;nbsp;
4. Sękowski i oblicza odeskiego szkolnictwa
 

„Dziennik Wileński” z 1820 roku przyniósł kolejną część relacji zatytułowanej Dziennik podróży Józefa Sękowskiego z Wilna przez Odessę do Stambułu[przypis]„Dziennik Wileński” 1820, t. 1, z. 2, s. 146–165.[/przypis]. Kolejny to podróżnik, dla którego Odessa była tylko postojem w drodze do Turcji. Fragment publikacji opatrzono czymś w rodzaju argumentu-streszczenia, który warto tu przytoczyć w całości:

„Opisanie Odessy. Okolice. Położenie. Nazwanie. Postać zewnętrzna. Plan. Domy. Ludność. Handel. Port wolny. Liceum. Oświecenie i patriotyzm Greków. Szkoła helleńska. Towarzystwo typograficzne. Teatr amatorski”[przypis]Tamże, s. 146.[/przypis].

Wileński orientalista, kolega filomatów i filaretów, wjechał do Odessy 15 września 1819 roku. Swą relację zaczął od zgrabnej miniatury historyczno-filologicznej poświęconej imieniu miasta. Czerpał, podobnie jak Raczyński i Potocki, z dzieł starożytnych i nowożytnych historyków oraz geografów. Dodał też odmianę nazwy, której używali Polacy na Podolu, a która brzmiała „Odessy”. Dalej następuje porównanie dwóch panoram miasta - północnej (ubogiej, wiejskiej) i południowej (znacznie bardziej okazałej). Jednak wyczulony na najdrobniejsze przejawy piękna pejzażu, podkreślił pewien walor części północnej, pisząc, że „upięknia je cokolwiek kilkadziesiąt młynów wietrznych, stojących tuż przy mieście”[przypis]Tamże, s. 147.[/przypis]. Dalej zajął się wypełnianiem czegoś na kształt formularza podróżopisarskiej relacji z Odessy - pisał więc o planie miasta (układ kwadratów), o jednopiętrowej zabudowie i używanym do niej budulcu, o kiepskim stanie dróg, następnie o składzie narodowościowym ludności (Grecy, Żydzi, Włosi, Turcy, Francuzi, Polacy, Rosjanie) i o żywiole rozmaitych języków, które można w mieście usłyszeć. Nie zabrakło wzmianek o handlu i pomyślnych prognozach rozbudowy portowego grodu. Wszystko to stanowiło jednak zaledwie przygrywkę.

Uwagę Sękowskiego zwróciło bowiem przede wszystkim odeskie szkolnictwo. Bliższej analizie poddał Liceum Richelieu. Pisał o jego radzie administracyjnej, o dyrektorze - jezuicie L’Abbé Nicole, o podziale na liceum zewnętrzne i wewnętrzne oraz o warunkach bytowych uczniów, mieszkających na pensji. Przyglądał się pracy licealnego instytutu pedagogicznego oraz finansom szkoły. Wreszcie omówił wykładane przedmioty. Sporo uwagi poświęcił rytmowi życia codziennego uczniów: godzina pobudki, ramy czasowe lekcji, zajęcia w dni wolne od nauki. Relację zamyka ciekawa wzmianka o szkole założonej w Odessie przez greckich kupców. Sękowski szczegółowo omówił strukturę tej placówki i jej poziom naukowy. Wskazał na jej udział w helleńskim odrodzeniu oraz polemizował z obserwacjami angielskich dziennikarzy, którzy negatywnie oceniali kondycję współczesnych Greków, znajdujących się pod otomańskim panowaniem. Autor relacji był przekonany, iż troska greckich emigrantów o szkołę i założone przez nich wydawnictwo dowodzą wielkiego ich wkładu w „oświecenie narodu swego”[przypis]Tamże, s. 165.[/przypis].

Doniesienia wileńskiego filologa z Odessy wyróżniają się na tle innych polskich, XIX-wiecznych relacji z tego miasta. Sękowski skupił się przede wszystkim na jednej z form miejskiego życia i poddał ją gruntownemu opisowi. Uwagi czerpał z autopsji i pozostawił po sobie coś na kształt raportu samozwańczego wizytatora szkół w imperium rosyjskim.
</document>
<document nplp_id="369" title="Sonety krymskie" slug="sonety-krymskie">Cykl Sonetów krymskich nawiązuje do podróży odbytej przez Mickiewicza między końcem lipca i pocz. października 1825 r. Nie jest to wszakże zapis peregrynacji, lecz poetycko przetworzona materia wrażeń i wspomnień. Nie znamy dokładnego przebiegu wycieczki Mickiewicza po Krymie poza etapem początkowym podróży statkiem i pobytu w Eupatorii (Kozłowie). Można się domyślać, że Eupatoria była bazą wypadową do krótszych wędrówek, a potem prawdopodobnie taka bazą był Artek, gdzie poeta spędził czas jakiś w gościnie u Gustawa Olizara.

Pierwszą mapę „Krymu Mickiewicza” stworzył Stamisław Makowski w swojej publikacji Świat "Sonetów krymskich” Adama Mickiewicza (Warszawa 1969). Jest to mapa syntetyczna, zaznaczająca poświadczone w źródłach i w samych sonetach miejsca odwiedzane przez poetę na Krymie.

Materiału do moich map dostarczyły wyłącznie teksty sonetów z uwzględnieniem przypisów autora. Dodatkowo posłużyłam się Albumem Moszyńskiego (Mickiewicziana w zbiorach Tomasza Niewodniczańskiego w Bitburgu. Wiersze w albumie Moszyńskiego, 1993), zawierającym część rękopisów Sonetów w kolejności ich powstawania, aby nanieść geograficzne wyznaczniki przypuszczalnego procesu formowania się cyklu.

Poniższa mapa pokazuje geograficzny zasięg najdalszych miejsc przywoływanych w tekście sonetów. Trzy są kierunki, w których podąża myśl poety. Refleksyjna – na północ, w stronę ojczyzny, określanej bliżej jako Litwa, bardziej ogólnie (w odniesieniu do kraju pochodzenia Potockiej) jako Polska, choć zapewne chodziło o tereny Ukrainy. Drugi kierunek odnosi się do erudycyjnych objaśnień sonetu Ruiny zamku w Bałakławie, przywołujących dawnych budowniczych z Miletu, a potem z Genui. W tym też charakterze występują nazwy Ukrainy i Pobereża przy objaśnianiu „burzanu” w Stepach akermańskich. To ostatnie jest o tyle interesujące, że określa te tereny jako językowo obce, odmienne od odczuć obywateli dawnej Rzeczpospolitej.

Ostatnim kierunkiem są miejsca egzotyczne – Carogród, Kair, Mekka użyte w porównaniach wierszy, w celu podkreślenia orientalnej kultury otaczającej mówiące postacie.



Z kolei mapa na początku hasła zawiera kilka różnych informacji. Wpisano w nią miejsca, które wystąpiły w drukowanej wersji Sonetów krymskich (teksty + objaśnienia autora). Obok tych miejsc są rzymskie cyfry kolejnych sonetów z nimi związane, połączone strzałkami rekonstruującymi przebieg poetyckiej, a nie rzeczywistej wędrówki autora. Raczej trudno przypuszczać, że faktyczna podróż Mickiewicza polegała na dwukrotnym okrążeniu południowego cypla Krymu i zakończyła się w pobliżu Ajudahu, gdzie leżała posiadłość Gustawa Olizara, goszczącego poetę przez jakiś czas. Wartość tego zapisu na mapie jest inna. Pokazuje ona mianowicie pewną geograficzną – podróżniczą logikę tego cyklu, nie pomijającą żadnego godnego uwagi punktu. Krym cieszył się już wówczas turystyczną popularnością, zwłaszcza wśród Rosjan i Polaków, toteż na wyobrażonej mapie sonetów nie mogło zabraknąć miejsc już znanych, omawianych i opisanych.

Kolejne zaznaczenia na mapie dotyczą rekonstrukcji przypuszczalnego procesu kształtowania się charakteru tego cyklu wierszy na podstawie części autografów zachowanych w Albumie Moszyńskiego. Trudno w tej chwili rozwodzić się nad ustaloną już w badaniach prawdopodobną historią pojawiania się tam kolejnych grup wierszy – czystopisów i brulionów, przejdę zatem do wniosków uwidocznionych na mapie. Cyframi arabskimi oznaczone są autografy sonetów związanych z Krymem w kolejności, w jakiej najprawdopodobniej były zapisywane w albumie. Wśród nich są dwa szczególne. Nr 3 odnosi się do wiersza Jastrząb, którego Mickiewicz nie ogłosił i nr 4 (Cisza morska), którego autografu nie ma w albumie, a o jego istnieniu i powstaniu wcześniejszym niż Burza dowiadujemy się z notatki poety zrobionej przy autografie Burzy – gdyż oba w pierwszym zamyśle umiejscawiał na morzu w okolicy przylądka Kikineis.

Jak przedstawia się formowanie cyklu zwizualizowane na mapie? Oto pierwszym jego zaczątkiem, potwierdzonym w notatkach Malewskiego był „Sonet w Krymie na Czatyrdahu”, noszący potem tytuł Pielgrzym, znajdujący się między czystopisami sonetów odeskich. Poza tytułem w wierszu nie ma żadnych wskazówek, pozwalających bliżej zlokalizować miejsce, o którym jest mowa. Kolejny, Bakczysaraj, już miejsce wyraźnie określa, podobnie jak cztery następne (Jastrząb, Cisza morska, Żegluga, Burza). Ta grupa sonetów nie układa się jeszcze w krymską podróż, raczej wyraża rozmaite refleksje i duchowe doświadczenia poety na górze, na morzu czy w pałacu chanów. Takim granicznym wierszem w Albumie Moszyńskiego, wskazującym na moment zmiany koncepcji i podział sonetów na dwa cykle (krymski i odeski) są Stepy akermańskie, noszące pierwotnie tytuł „Podróż do Akermanu”. W albumie mamy dwie redakcje tego utworu, odbiegające w wielu szczegółach od postaci, jaką przybrał on w pierwodruku. Można przypuszczać, że ostateczny kierunek kolejnym zmianom nadała zarysowująca się w dalszych partiach albumu koncepcja osobnego cyklu krymskiego. Kolejne i ostatnie „krymskie” autografy różnią się wizualnie od poprzednich, mają wyraźnie charakter brudnopisu, a poza tym mocno są już osadzone w krymskich i orientalnych realiach. Oznaczone są na mapie cyframi 8 (Na widok Czatyrdahu – w stepie za Kozłowem, Widok gór ze stepów Kozłowa), 9 (Nad przepaścią &amp;lt;Kikineis&amp;gt; w Czufut Kale, Droga nad przepaścią w Czufut Kale) i 10 (Kikineis droga nad przepaścią, Góra Kikineis). Autografy pozostałych sonetów nie są znane.

Nie da się precyzyjnie określić czasu powstania Sonetów krymskich. Częściowo mogły być zapisane jeszcze na Krymie i w Odessie, całość opracowywał poeta w Moskwie. Wg słów Malewskiego Mickiewicz nosił się z planem podróżniczego poematu. („Jest kilka [sonetów- MZ], do których nic dodanem, ani ujętem być nie mogło i te były od razu napisane. W Krymie zamierzone poema, do którego miały wejść obrazy miejscowe. Nieuchronne podobieństwo z Child Haroldem odstraszyło […]. Najpierwszy sonet na Czatyrdahu. Sonety trudne w porównaniu z ciągłym poematem” (Z teki Franciszka Malewskiego, w: Rok Mickiewiczowski I, Lwów 1899, s. 265).

Najczęściej powtarzającą się w sonetach (jeśli uwzględnić autografy) nazwą jest Czatyrdah i Kikineis – odnoszące się do góry oraz przylądka. Dopiero potem wrażenia stamtąd wyniesione umieszcza poeta w innych miejscach (przylądek Tarkankut, Czufut Kale), stwarzając szczególną poetycką kontaminację realiów geograficznych, co wykazał St. Makowski (op. cit.).

Czy wolno przypuszczać, że właśnie tam skrystalizował się pierwszy artystyczny pomysł? Że te przede wszystkim górskie widoki większe wrażenie wywarły niż wschodnia egzotyka? A może sugestywne opisy tych miejsc odnalezione w podróżniczej relacji I.M. Murawiewa-Apostoła (Putieszestwije po Tawridie w 1820 godu, Sankt Petersburg 1823) ożywiły własne wspomnienia?

Moje mapy nie są interpretacją, tylko wizualizacją złożonych problemów związanych z cyklem krymskim. Ukazują geograficzną przestrzeń sonetów w różnych porządkach. Nie jest to przestrzeń prosta, wiodąca z punktu do punktu, jak by to mogło być w poemacie podróżniczym. Mickiewicz początkowe sonety ułożył co prawda w realnej sekwencji swojej peregrynacji, lecz później ta linia krąży, nawraca i zanika „przy Judahu skale”. Zmienia się w linię wyobraźni i pamięci. Oglądając te mapę nie powinniśmy też zapominać, że w książce Murawiewa , którą poeta czytał, jest piękna i dokładna mapa Krymu oraz plany rozmaitych miejsc.</document>
<document nplp_id="370" title="Malta" slug="malta">Wyspa na Morzu Śródziemnym, wsławiona cudami św. Pawła, w XVI wieku oddana we władanie chrześcijańskiego zakonu, miejsce manifestacji polskiego Ducha w czasie powstania styczniowego, kraina w swej językowej hybrydyczności paradoksalna. Cudowny pobyt św. Pawła na wyspie przytoczmy w relacji, z roku 1845, którą mogli czytać nasi romantycy: „Paweł oddanym został wraz z kilku innymi niewolnikami setnikowi z wojska cesarskiego, aby był przewiezionym do Włoch. Kilku przyjaciół towarzyszyło mu. Gdy na wyspę Kretę przybyli, radził Paweł pozostać na niej przez zimę, albowiem już była późna pora roku, a żegluga niebezpieczną. Lecz setnik zawierzając bardziej właścicielowi okrętu i sternikowi niż Pawłowi, popłynął dalej. Wkrótce atoli powstał wiatr gwałtowny, który porwał okręt tak, iż on nie mógł się wichrom oprzeć i miotanym był na wszystkie strony. Po czym wrzucono w morze część ładunku, a nareszcie i sprzęty okrętowe. Przez wiele dni nie widzieli ani słońca, ani gwiazd, a burza się wzmagała, a wszelka nadzieja ocalenia znikła. Wówczas pocieszał ich Paweł, mówiąc: «Bądźcie dobrej myśli i spokojni, albowiem tej nocy oznajmił mi anioł Pański, że wszyscy będziemy ocaleni». Byli więc dobrej myśli, i zboże wrzucili w morze, aby okrętowi ulżyć. Gdy dnieć zaczęło, spostrzegli zatokę i chcieli do niej przybić. Ale nagle uderzył okręt, przodek stanął nieporuszony, a tył rozbił się od gwałtownego bicia wałów. Na widok ten, rzucili się wszyscy, którzy na okręcie byli na morze, i ocalając się częścią pływaniem, częścią na deskach, przybyli wszyscy szczęśliwie do lądu. — Gdy więc na lądzie byli, dowiedzieli się, że wyspa nazywała się Melita (Malta). Mieszkańcy jej okazali się względem nich bardzo ludzkimi, a naniósłszy chrustu, napalili ogień. Pomagał i Paweł Ś. znosić drzewo, a gdy chrust kładł na ogień, ukryta w nim żmija, przyszedłszy z odrętwienia do życia przy cieple, uczepiła się jego ręki. Widząc to, poganie mówili: człowiek ten musi być mężobójca, bo chociaż na morzu śmierci uszedł, pomsta Boża nie dopuszcza mu żyć. Lecz Paweł Ś. strząsnął żmiję w ogień. Ludzie więc, gdy widzieli, że mu się nic złego nie stało, zmienili zdanie swoje, i mniemali go być Bogiem, a rządzca wyspy przyjął rozbitków w swojej włości i przez trzy dni uprzejmie podejmował. Paweł uzdrowił ojca jego i wszystkich chorych na wyspie. Po trzech miesiącach odpłynęli znowu i przybyli szczęśliwie do Rzymu” (X. A. R. [Radzki] 1845: 131–132). Stąd legenda o braku na wyspie wszelkich trucizn i jadów, którą tak ujął jeden z wczesnych (w roku 1595) polskich podróżników na Maltę: „[…] tak są zaklęte od Pawła świętego wszytkie gadziny, że nie tylko żadna, którakolwiek się tam rodzi, jadowita nie jest, ale i ziemi tamtecznej taką u P. Boga moc uprosił, że gdy ją na trucizny zażywają, pomaga i każdy jad i wewnątrz i zwierzchu człeka uleczy” (Anonima [1595] 1925: 24). Tenże podróżny doświadczył też leczniczego działania maltańskich kamieni. „Obchodząc tę wyspę, na jednym miejscu przy porcie Marza Scala znalazłem skałę, to jest kamienie, którymi sobie jakoby łąki grodzą, na kupy składając, tak twarde, że nigdy krzemień nie jest twardszy, a bieluchne; które rozbijając, znajdowałem w nich kamyki na kształt rakowych żółte, pomarańczowej farby, które mi powiadali na oczy bolenie być pomocne [...]” (tamże: 27/28).

Przekazanie wyspy we władanie kawalerom maltańskim postrzegane było w polskiej historiografii jako przeciwieństwo tego, co równolegle działo się na pograniczu polsko-pruskim. „W tym samym czasie, w którym Soliman II przypuszczał szturmy do stolicy zakonu Kawalerów ś. Jana w Rodus, Albrecht, ostatni wielki mistrz rycerzów niemieckich, którego rodziła Zofia, córka Kazimierza IV, siostra Zygmunta I, a żona Fryderyka margrabi brandenburskiego, kusił się na drodze wstępnego boju opanować Pomorze polskie i połączyć tym sposobem brandenburską krainę z królewiecko-pruską” – pisał w roku 1845 Adrian Krzyżanowski. I pomstował: „Chciało przeznaczenie, aby w Zygmuncie I, Albrecht swego wybawiciela, Polska sprawcę swego upadku znalazła”.

W roku 1777 był na Malcie Inflantczyk Jan Michał Borch, przyrodnik, bibliofil i naukowiec, który pozostawił dwutomowe „Listy”, wydane po niemiecku i po francusku. W trakcie rozpoczętej w roku 1783 podróży po Europie odwiedzili Maltę ks. Adam Czartoryski i Julian Ursyn Niemcewicz.

W czasie podróży do Włoch i Tunezji (1778/1779) zatrzymał się na Malcie Jan Potocki, biorąc udział w walkach kawalerów maltańskich z piratami berberyjskimi. Wątki maltańskie pojawiają się w Rękopisie znalezionym w Saragossie. W roku 1798 znalazł się na wyspie u boku Bonapartego jego adiutant Józef Sułkowski. W roku 1802 zwiedzał Maltę Jan Michał Henryk Dąbrowski (syn twórcy Legionów).

W roku 1837 zatrzymał się na wyspie w drodze z Włoch do Anglii skrzypek Jan Nepomucen Wański. Słowacki pisał 24 listopada 1837 z Florencji do matki: „Skrzypek do Anglii pojechał i nic o nim nie słychać...”, a Bernard Zaydler precyzował w dopisku do następnego listu poety, z 2 stycznia 1838: „Wański, jak słyszę, udał się z Malty do Anglii [...]”.

W latach 1839–1846 trzykrotnie przebywał na Malcie o. Maksymilian Ryłło. Za drugim pobytem (październik 1841 – wrzesień 1843) założył tu konwikt dla chłopców i pisał komentarz do Ćwiczeń duchownych Loyoli. Ojciec Ryłło, z brodą i w stroju arabskim, postawny i przystojny, był na Malcie niezmiernie popularny. „Robiono w kościele, kiedy kazał, jego wizerunki, które odbite wkrótce były rozchwytane, mnóstwo młodych Maltańczyków prosiło go o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego” – wspomina Hołowiński (Hołowiński 1842: 11).

W roku 1840 była na Malcie rodzina Iwanowskich (spowinowacona z Zaleskimi). W roku 1843 wyspę odwiedzili w drodze do Ziemi Świętej Józef Bohdan i Józef Zalescy, wracając zaś z pielgrzymki zatrzymali się na dłużej (trzytygodniowa kwarantanna). Za pierwszym pobytem poznali się z o. Ryłłą („Nos orli, czoło wysokie, włosy i broda blond, twarz, postawa i charakter czysto polskie”), u którego spowiadali się w kościele jezuitów („Kościół czyściutki, jak wszystkie jezuickie, może najpiękniejszy na Malcie”).

W roku 1841 Edward Raczyński wydał biografię Bartłomieja Nowodworskiego pióra Andrzeja Edwarda Koźmiana (napisaną w roku 1832). Koźmian ustalił, że Nowodworski przebywał na Malcie w latach 1599–1607, został kawalerem maltańskim i za swe zasługi przy zdobywaniu Lepantu i twierdz tureckich w północnej Afryce „dziwnie u wielkiego mistrza w szacunku wzrastał” (Koźmian 1841: 34). Zarazem „nie było utarczki podczas jego pobytu na Malcie, do której by nie należał” (tamże). Nowodworski podczas pobytu na Malcie przyjaźnił się z Piotrem Kochanowskim, który w liście do posła króla polskiego, Jana Próchnickiego, „zalecał mu swego brata Nowodworskiego” (tamże: 35). Po powrocie do kraju Nowodworski ustanowił naukowy fundusz wydawniczy przy Akademii Krakowskiej i kilka stypendiów.

Michał Wiszniewski, który przybył na Maltę z Syrakuz w sierpniu roku 1844, szukał śladów swoich polskich poprzedników: „Między świętymi, przed którymi w nocy pali się lampa, znaleźliśmy rodaka naszego Ś. Stanisława Kostkę, który tu może Piotr Kochanowski albo Nowodworski postawili”. Miejscowe budowle przypominały mu Polskę; zwiedzając pałac Boscetto, który był letnią rezydencją wielkich mistrzów, stwierdzał: „Pałac zaś dosyć wspaniały, stoi teraz pustkami i przypomina Łobzów”. W miejscowej bibliotece oglądał zabytki pozostałe po ludach władających dawniej wyspą, przyglądał się też z uwagą sprawom językowym: „Największym zabytkiem dwuwiecznego panowania Arabów w Malcie jest ich język, którym lud po wsiach mówi, ale ten język jeszcze u nich nie został piśmiennym [podkr. MW], bo liter arabskich nie znają, a włoskiego abecadła do nowego języka zastosować nie umieją […] Anglicy chcąc Maltensów oderwać całkiem i odłączyć od Włoch […] mają zamiar zaprowadzić po szkołach język maltańsko-arabski, na miejsce używanego dotychczas języka włoskiego, i w tym celu zrobili z łacińskich i niektórych arabskich liter alfabet, i na nim mają się dzieci uczyć czytać”.

Pod koniec roku 1844 znalazł się na Malcie, w drodze do Ziemi Świętej, nawrócony na katolicyzm (i na towianizm) Jan Andrzej Ram.

W czerwcu roku 1845 przybyła na Maltę Maria Kalergis, rozstawszy się w Neapolu z Norwidem, z którym razem odbyli wycieczkę na Wezuwiusz.

W roku 1846 znalazł się na wyspie publicysta Franciszek Duchiński.

„Rozbiliście się też kiedy na morzu? – Nie. Posłuchajcież – opowiem wam, czerpiąc treść do opowiadania z własnych moich a rzeczywistych wspomnień, jak się rzecz miewa i jaką sprawia sensację. Dnia 10 kwietnia, roku 1850, wyruszyliśmy z Malty w podróż, która, rozpoczęta w Warnie, skończyć się miała w Southampton” – tak Teodor Tomasz Jeż rozpoczyna opis morskiej katastrofy, na szczęście bez ofiar, która przytrafiła się grupie 180 niedobitków polskiego legionu, płynących z obozu internowanych w Szumli przez Maltę do Southampton (Jeż 1879: 373). Był wśród nich Władysław Sylwester Kossak, młodszy brat malarza Juliusza Kossaka. Potem trafił do Australii, gdzie został oficerem policji konnej, a na wieść o wybuchu powstania styczniowego wrócił do Polski i wziął udział w walkach.

Norwid był na Malcie prawdopodobnie latem roku 1848. Roman Zrębowicz, mylnie datując tę podróż na rok 1847, pisał: „[…] charakterystyczne wzmianki w poszczególnych utworach, a przede wszystkim ascetyczne badanie źródeł powstającego chrystianizmu nasuwają myśl, że Norwid pielgrzymował wówczas śladami św. Pawła”. Autorki obszernego norwidowskiego Kalendarza... piszą: „Wydaje się prawdopodobne, że z Syrakuz Norwid popłynął na Maltę [...]”. Drobne reminiscencje pobytu na Malcie znaleźć można w utworach Norwida, np. w wierszu Do Bronisława Z. („ma się pod wieczór, mniemałbyś może, / Iż na Malcie w zakonu gdzieś rycerskiego ostatku / Zatułałeś się”) oraz w wierszu Ostatni despotyzm („«[...] – Pomarańcza, jak widzę, z Malty – wyśmienita!» / «Może drugą?»”).

Stanisław Koźmian z kolei wspomina: „Wyborny miód maltański zaleca się zapachem kwiatu pomarańczowego, tak obfitego na tej wyspie”.

W latach 1852–1860 mieszkał na Malcie Aleksander Izenszmidt de Milbitz z Litwy, weteran powstania listopadowego, garibaldczyk, ostatni dowódca Legionu Mickiewicza. Sam Mickiewicz z Malty wyruszył we wrześniu roku 1855 w ostatni odcinek swej ziemskiej podróży. Podróż tę opisał w liście do rodziny, pisanym z Konstantynopola 3 października tego roku, proponując: „Kiedy dzieci przyjdą w niedzielę ze szkoły, niech na mapie wykryślą drogę, kędyśmy żeglowali; będzie to egzamin z geografii. Książka zawierająca mapy starożytne znajduje się w szafce obok biblioteki mojej na najniższej półce”.

W roku 1857 odwiedził Maltę, w drodze do Ziemi Świętej, młody Stanisław Tarnowski – jego relacja z tej podróży (Z Dzikowa do Ziemi Świętej) ukaże się drukiem 150 lat po napisaniu.

W marcu 1863 Malta odegrała pewną rolę w staraniach Rządu Narodowego o utworzenie polskiej floty wojennej, związanych z obietnicą lorda Russella, że w razie pojawienia się na morzu polskiej bandery Anglia uzna Polskę za stronę wojującą. „Projektowano początkowo uzbrojenie dwóch okrętów, które miały wypłynąć pod polską banderą na Maltę” (Paszkowski). W Konstantynopolu zakupiono statek „Samson”, którym miał dowodzić były korsarz, francuski kapitan André Magnan. W Anglii nabyto okręt „Princess”, przemianowany na „Kościuszko” – miał on na Malcie podnieść polską banderę, został jednak po drodze zajęty przez Hiszpanów w Maladze, a załogę internowano. Dopiero w październiku 1863 roku utworzono Organizację Główną Sił Narodowych Morskich pod wodzą Władysława Zbyszewskiego. Polskie okręty wojenne będą operowały z bazy brytyjskiej na Malcie dopiero w czasie II wojny światowej („To marynarskie tango było już w Murmańsku / Na Malcie było, i w Afryce, i gdzie chcesz” – Wiktor Budzyński, Tango marynarskie).

Polski Duch objawił się na Malcie w czasie powstania styczniowego, konkretnie 8 marca roku 1863, kiedy to Czesław Karski ukończył na wyspie tak zatytułowaną (L’esprit polonais) rozprawę, ogłoszoną następnie w lipcu w mediolańskim piśmie „Il Politecnico”. Zaczyna od porównania Polaków i Włochów jako tych narodów, które w obrębie większych wspólnot występują w imię wolności a przeciw tyranii – pierwsi przeciw Rosji, drudzy przeciw Francji (dodaje jeszcze Anglików w opozycji do Niemców). Charakteryzując polską religijność, Karski powiada, że Polacy są właściwie panteistami. Równie dobrze mogliby być mahometanami, gdyby ta religia pierwsza do nich trafiła. Ich Bóg jest bogiem narodowym, jest Polakiem. Jeśli Polacy są katolikami, to właściwie na przekór: bo Rosjanie są prawosławni, a Prusacy protestanccy.

Przechodząc do literatury, Karski tłumaczy (prozą) dwie dumki Józefa Bohdana Zaleskiego (nazywając go największym obok Mickiewicza polskim poetą), po czym obszernie streszcza, cytując fragmenty, Marię Malczewskiego, podkreślając zbieżności z malarstwem Rembrandta (światłocień w opisie pędzącego konia) i Rafaela (opis Marii, przypominający cenioną przez poetę Świętą Cecylię tego malarza).

Dalej powiada autor, że Polska stała się grobem. „Despotyzm, wcielony w brutalną postać Mikołaja I, nie znał hamulców: mężczyzn wieszano, dzieci setkami pędzono na Sybir, kobiety smagano biczem, zakazywano książki, zamykano szkoły, zabraniano podróży, hańbiono narodową religię, kąpiąc katolickie ołtarze we krwi biednych zakonnic”. Z tego upadku jednak, z tego grobu zrodziło się nowe życie. Podniósł się tłum proroków, którzy ogłosili Polskę „Mesjaszem narodów, królową czasu przyszłego, czasu sprawiedliwości i miłości”. Równocześnie zaś z ideą odrodzenia narodowego szerzyła się idea wewnętrznej rewolucji. Doszło przy tym do podziału na stronnictwo czynu i stronnictwo arystokratyczne. Nad tym drugim zaciążył rychło duch jezuityzmu, dążąc do uczynienia z katolicyzmu religii Polaków. Na szczęście rozcieńczyła go polska wyobraźnia: Polki i poeci przekształcili katolicyzm w „mglisty mistycyzm”, pełen uroczych a niepochwytnych barw, niczym „zorza poranna wokół białego szczytu Jungfrau”. Walka między dwoma stronnictwami stworzyła dynamiczną literaturę, przesyconą poezją. Nawet wybitne dzieło z zakresu ekonomii politycznej, Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego, jest pełne mistycznej poezji. Główni przedstawiciele obu stronnictw to Mickiewicz (szlachta) i Krasiński (arystokracja).

Mickiewicz został bodaj sportretowany z natury: „Rysy twarzy głęboko poorane, włosy w nieładzie, oczy natchnione, charakter niespokojny prowokował wieczną burzę, która huczała mu w głowie i w końcu doprowadziła go na manowce obłąkanego mistycyzmu”. Spośród jego utworów streszcza Karski Konrada Wallenroda, Pana Tadeusza i Redutę Ordona. Krasiński został przedstawiony zwięźle, jako ten, kto uległ wpływom jezuityzmu.

Na koniec rozprawy Karski daje swój autoportret. „Piszący te słowa nigdy nie zaciągnął się pod żaden z politycznych sztandarów, powiewających w jego ojczyźnie; nie jest ani katolikiem, ani antykatolikiem, ani arystokratą, ani demokratą – jest człowiekiem wolności, ponieważ jest w sposób czysty i całkowity Polakiem”.

Kim był ten, przez czyje usta przemówił na Malcie polski Duch? Jak wynika z raportów Edgara Bauera, który stykał się z nim w Londynie oraz korespondował, i z innych źródeł z epoki, Czesław Karski urodził się w Poznaniu jako syn tułacza, uczestnika powstania listopadowego. Wychował się w Paryżu i w Belgii (w Namur jego szkolnym kolegą był malarz Félicien Rops, z którym później założy studenckie pismo satyryczne „Le Crocodile”); po śmierci rodziców wiele podróżował (Turcja, Egipt, Afryka Północna; z jego tekstów wynika, że dotarł także do Indii). W roku 1859 wydał w Brukseli tom wierszy po francusku – recenzenci dziwili się ekstrawagancji i iście południowej dynamice tej poezji.

Eugène Van Bemmel zauważał „zupełny brak wspomnień wyniesionych z ojczyzny, czy z lat dzieciństwa; fantazje bez końca […] Ale co za talent! Co za oryginalność! Co za werwa, jaka gwałtowność, jaki ogień”. Anonimowy recenzent „Revue anecdotique de lettres et des arts” pisał, że mimo nazwiska nie do wymówienia Czesław Karski jest „prawdziwym” poetą i zdumiewał się jedynie, skąd u tego syna Septentrionu poezja „gorąca, wielobarwna, bujna, gwałtowna, jakby zrodzona w pełnym słońcu Południa; pełna osobliwych śmiałości, powalających czytelnika” (recenzję tę, nawiasem mówiąc, poprzedza artykuł na temat rzekomego końca Zakonu Maltańskiego). Alphonse Le Roy pisał o wznoszeniu się „w regiony najdziwaczniejszej i najbardziej chaotycznej fantazji”. Fotograf i entuzjasta lotów balonem Nadar rekomendował wiersze Karskiego Baudelaire’owi, który mu odpowiedział z Honfleur 16 maja 1859 roku: „Jeśli wiersze p[ana] Karskiego (czyż tak?) są rzeczywiście piękne, powinieneś się dla mnie postarać o egzemplarz aczkolwiek, jeśli dobrze rozumiem, rzecz ta nie ma debitu w Paryżu” (Baudelaire 1947: 314). Nadar spełnił prośbę przyjaciela z nawiązką: namówił swego wydawcę (był nim Michel Lévy) na przejęcie części nakładu książki Karskiego od brukselskiej firmy Veuve Parent et fils.

W początkach roku 1859 Karski zamieszkał w Londynie. Nawiązał kontakt z Mazzinim i z Zenonem Świętosławskim, pisywał do „Pensiero ed Azione”. Został też członkiem redakcji „La Presse de Londres”. Bywał aresztowany (w Belgii, gdy znaleziono przy nim listy dotyczące „Międzynarodowego Komitetu”, organizacji, jaką próbował stworzyć Mazzini; potem w Paryżu). 9 listopada roku 1859 Bauer pisał: „Natomiast urzeczywistnia się założenie nowego związku, który ma się nazywać Association communale i jednoczyć emigrantów wszystkich nacji. Nad urzeczywistnieniem tego planu pracuje Polak Ceslaw Karski, niewątpliwie jeden z najbłyskotliwszych pisarzy i pełen rozmachu poeta (tom wierszy po francusku, wydany w Paryżu pt. La Crise, zdobył mu wśród współczesnych poetów francuskich poczesne miejsce)”. W roku 1860 Karski wyjechał do Włoch, by przyłączyć się do Garibaldiego. Brał udział w zdobyciu Capuy. Wszedł do redakcji „Popolo d’Italia”. Wreszcie zamieszkał na Malcie.

Manifestacja polskiego Ducha nie była jedynym czynem Karskiego na wyspie. O drugim wspomina Alfred Delvau w swej sylwetce Nadara, zamieszczonej w tomie Les Lions du jour. Physionomies parisiennes (1867). Wymieniwszy rozmaite tytuły Nadara do chwały, jego działalność artystyczną i literacką, a także zakończoną katastrofą pod Hanowerem wyprawę olbrzymim balonem „Le Géant” w listopadzie roku 1863, Delvau podaje zagadkową informację. Po latach fragment ten przytoczy bez żadnego komentarza Walter Benjamin w Pasażach: „Co pozostanie kiedyś z autora Miroir aux alouettes, La Robe de Déjanire, Quand j’étais étudiant? Nie wiem. Wiem tylko, że na jakimś cyklopowym głazie z wyspy Gozo polski poeta Czesław Karski wyrył napis po arabsku, lecz łacińskimi literami: «Nadar o włosach płomienistych przeleciał nad tą wieżą» – i że jest bardzo prawdopodobne, iż w tej właśnie chwili mieszkańcy owej wyspy oddają mu cześć jak jakiemuś nieznanemu Bogu”. Wymienione tytuły to utwory literackie Nadara z lat sześćdziesiątych XIX wieku, dziś rzeczywiście popadłe w zapomnienie. „Cyklopowy głaz” z wyspy Gozo to pozostałości megalitycznych świątyń ku czci bogini płodności, zwane Ġgantija – Olbrzymy, tak samo, jak balon Nadara. Napis „po arabsku, lecz łacińskimi literami” to niewątpliwie napis po maltańsku. Czy inskrypcja przetrwała? Zapytanie ogłoszone w „The Times of Malta” pod koniec roku 2005 (Zieliński 2005), nie przyniosło żadnej odpowiedzi.

Czesław Karski, poeta i rewolucjonista, jeden ze swych późnych wierszy zakończył strofą: „Je crois que s’il fallait absolument mourir, / D’une façon meilleure on ne pourrait finir. / Si seulement au lieu d’un nom vil ou vulgaire, / On avait nom Saint-Paul, César ou Robespierre” („L’Art libre” 1872: 318). Wymieniając jednym tchem św. Pawła, Cezara i Robespierre’a, nawiązywał do maltańskiej tradycji, zgodnie z którą mieszkańcy wyspy uważali czyniącego cuda apostoła za Boga. Nieznanego Boga, jak jego przyjaciel Nadar, latający ponad Europą balonem.</document>
<document nplp_id="371" title="Wezuwiusz i&amp;nbsp;Pompeje" slug="wezuwiusz">Na początku maja 1830 roku pocztowy dyliżans z Rzymu do Neapolu wiozący dwóch Szwedów, Włocha i troje Polaków, a wśród nich Adama Mickiewicza wjechał do Aversy:

„Widoków szczególnych żadnych. Zboże, drzewa i między nimi rozwieszony girlandami winograd. Ale widziałem już Wezuwiusz!!! Ujrzeliśmy go z wierzchu jednej góry. Nie odpowiedział wszakże mojej wyobraźni. Wygląda jak skruszona baszta. Adam zdjął sam i kazał mi zdjąć czapkę, aby go powitać”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, opr. M. Dernałowicz, Warszawa 1961, t. 2, s. 322.[/przypis].

Zapisujący te słowa Antoni Edward Odyniec przywitał słynny wulkan trzema wykrzyknikami, a potem bezlikiem wykrzykników uzupełniających opis wrażeń, jakich dostarczyło mu oglądanie Wezuwiusza z bliska w nocnej scenerii. Aż zawstydził się swojej nieumiarkowanej egzaltacji i dla kontrastu spróbował lekkim wierszem wyrazić zachwyt: „Koroną góry – Gdzie Wulkan z cyklopy / kują pioruny i smolne ukropy / Warzą na ognia sodomskie potopy”. Odyniec wita Neapol ekstazą i erupcją słów, natomiast Mickiewicz milczy. Nie trwoni słów, zastępuje je gestem, tylko jednym, pokornym. Zdjęcie czapki ma najlepiej wyrazić hołd dla świętego miejsca i powagę spotkania z cudem natury.

[caption id="attachment_1183" align="alignnone" width="893"] Pompeje[/caption]

„Jest przysłowie we Włoszech – pisze Odyniec w następnym liście – Vedi Napoli, e poi muori! (Obacz Neapol, a potem umieraj)”. Kto patrzy na Neapol z górującym Wezuwiuszem, ten doświadcza niewyrażalnego. To przeżycie wzniosłości, które estetycy tradycyjnie kojarzą z fenomenem wulkanów. Już Pseudo-Longinos wyrażał zdziwienie, że zapalony przez nas płomyk nie wydaje się nam „godniejszy podziwu, niż kratery Etny, której wybuchy wyrzucają z otchłani kamienie, a niekiedy i strumienie owego ognia z ziemi zrodzonego”[przypis]Pseudo-Longinos, O wzniosłości, w: tegoż, Trzy poetyki klasyczne, przekł. T. Sinko, Wrocław 1951, s. 141.[/przypis]. Kant w Analityce wzniosłości eksponował „wulkany w całej swej niszczącej potędze”, Schiller zaś pisał wprost „o zdradliwym kraterze Wezuwiusza”, dostrzegając w nim „budzące grozę i wspaniałe widowisko zmian niszczących wszystko i tworzących na nowo, by znowu niszczyć”[przypis]Immanuel Kant, Krytyka władzy sądzenia, przekł. J. Gałecki, Warszawa 1964, s. 158. Friedrich Schiller, O wzniosłości, w: tegoż, Listy o estetycznym wychowaniu człowieka i inne rozprawy, przekł. I. Krońska i J. Prokopiuk, Warszawa 1972, s. 184.[/przypis]. Chateaubriand tak wytrwale kontemplował tam „przerażającą dostojność natury”, iż zyskał przydomek „Samotnika z Wezuwiusza” («le Solitaire de Vésuve»)[przypis]Por. Irena Grudzińska-Gross, Piętno rewolucji. Custine, Tocqueville i wyobraźnia romantyczna, przekł. B. Shallcross, Warszawa 1995, s. 170.[/przypis]. Goethe ryzykował życie wśród kamieni miotanych z krateru, ale kiedy już z oddali podziwiał tę „dymiącą górę”, wtedy czuł się jeszcze bardziej bezradny – „brak mi środków do opisania tego wszystkiego”, natomiast opis neapolitańskiego piękna wydawał się daremny: „Można o tym wszystkim mówić i opowiadać, można malować, ale to, co się widzi, przekracza wszelkie wyobrażenie”[przypis]Johann Wolfgang von Goethe, Podróż włoska, przekł. i opr. H. Krzeczkowski, Warszawa 1980, s. 168, 189.[/przypis]. Doświadczał ułomności tych przedstawień, a zarazem rozumiał, że to właśnie one kształtują naszą wyobraźnię: „Wszędzie po drodze, z prawa i z lewa natrafialiśmy z bliska na te wszystkie śliczne widoki, znane nam z niezliczonych rysunków”[przypis]Tamże, s. 178.[/przypis].

Mickiewicz także odczuwał respekt wobec niezwykłości i famy okolic Neapolu, ale kiedy zwracał się do bezskutecznie adorowanej Henrietty Ankwiczówny, to sięgał po ironiczny ton i gesty zblazowanego wędrowca. W liście zaadresowanym do jej matki, Zofii, pisał:

&amp;nbsp;

„O moich podróżach odkładam do przyszłego listu dokładny raport. Niestety, panna Henrietta zna Neapol lepiej ode mnie, a o kraterze Wezuwiusza tyle słyszała opowiadań, ile menuetów Don Juana i rondo Herza. Wystąpię przecież z opisem krateru i świątyni Paestum [...] Dodam tylko, że mię pobyt w Neapolu nie bardzo zachwyca, może to w skutek złego humoru i niedobrego zdrowia. Powietrze tutaj zgoła mi nie służy”[przypis]Adam Mickiewicz, Listy, Część I, w: tegoż, Dzieła, Wydanie Narodowe, Warszawa 1955, t. XIV,  s. 535–536.[/przypis].

&amp;nbsp;



&amp;nbsp;

Poeta rozumiał, że nie będzie łatwo zaimponować ukochanej, która w Rzymie była jego anielskim cicerone. Relacja z Wezuwiusza skazana jest na rywalizację z masą spetryfikowanych wyobrażeń i legionem sławnych zdobywców. Dlatego w uwodzącej korespondencji próbuje przelicytować konkurencję: „Mam jeszcze coś ciekawszego: byłem w Sycylii w czasie trzęsienia ziemi i wybuchu Etny”[przypis]Tamże.[/przypis]. Wiadomo jednak z listu do Franciszka Malewskiego, że Adam nie zdobył zachmurzonej „małżonki Wezuwiusza” (nawet jej nie widział), a trzęsienie ziemi zwyczajnie przespał[przypis]Tamże, s. 542[/przypis].

Wulkany służyły romantykom do epatowania pięknych pań, ale widok Wezuwiusza bywał też bolesnym, a nawet wulgarnym afrodyzjakiem (erupcja wywołująca erekcję), na co skarżył się w roku 1834 Hans Christian Andersen:

&amp;nbsp;

„Wezuwiusz wyrzucał wielkie strumienie lawy, która jaśniała z daleka […] Ale nie mogłem spokojnie patrzeć, bo przeszkadzali mi stręczyciele. Chłopiec 10–12 letni szedł za mną przez całą ulicę i mówił o donna molte bella, excelenca. Poczułem straszliwe pożądanie, ale jednak stawiłem mu opór”[przypis]Cyt. za: Jackie Wullschläger, Andersen. Życie baśniopisarza, przekł. M. Ochab, Warszawa 2005, s. 163.[/przypis].



Mickiewicz wszedł na Wezuwiusz 1 czerwca 1830 roku, a dokładnie sześć lat później, także w czerwcu, w tym samym miejscu stanął Juliusz Słowacki. Oto dwa „słońca” polskiej poezji znalazły się na szczycie krateru! Porównanie obu zdarzeń (tj. listu Odyńca z listem Słowackiego do matki) wydawać by się mogło ekscytujące, tymczasem te sprawozdania więcej zawierają podobieństw niż różnic. Przypominają też relacje innych romantycznych turystów: Rautenstrauchowej, Kraszewskiego, Wołowskiego, Kremera, a przede wszystkim słynnych poprzedników i przewodników wyobraźni: Goethego i Madame de Staël. Inna sprawa, że plan wyprawy, scenariusz zwiedzania i amplituda emocji nie uległy w tym czasie większym wahaniom[przypis]Scenariusz wypraw tylko nieznacznie zmienił się na początku XX w. wraz z budową kolejki krzesełkowej. Wnikliwe porównanie romantycznych świadectw z nowoczesnymi realiami przeprowadził Bronisław Biliński (Kwerenda pustelnicza. Ze Słowackim na Wezuwiuszu, „Nowa Kultura” 1960, nr 3).[/przypis]. Odmienności objawiały się dopiero na wierzchołku, gdzie wszystko zależało od aktywności wulkanu. A po za tym – rutyna. Wszyscy zwracali uwagę na naturalną granicę żywej zieleni i martwej gleby wulkanicznej, wszyscy też odpoczywali obok domku pustelnika. Obowiązkowo raczyli się dojrzewającym tam winem Lacrima Christi i snuli rozważania o naturze malowniczych przewodników – lazzaronów. W tym samym miejscu spoglądali w stronę Neapolu, a potem kontemplowali strukturę lawy, żużlu, popiołów i siarkowego nalotu, zgodnie kojarząc je z piekłem. I bodaj tylko Słowacki błysnął tu infernalnym konceptem antycypującym fantazmaty Vernowskiej Wyprawy do wnętrza ziemi:

&amp;nbsp;

„Na wulkanie przychodziły mi do głowy różne dziwaczne myśli. Na przykład – myślałem sobie, że nie byłoby cudem wielkim przyrodzenia, gdyby trumny złych ludzi, zakopane w ziemi, przerzynały się przez nią jak strumienie i wpadały podziemnymi drogami do żaru wulkanicznego”[przypis]Juliusz Słowacki, Listy do matki, w: tegoż, Dzieła, Wydanie Narodowe, t. XI, Wrocław 1949, s. 268.[/przypis].

&amp;nbsp;

Od chóru zgodnych opinii bardziej jeszcze odbiega kobiecy głos przyrodniej siostry Słowackiego, Hersylii:

&amp;nbsp;

„Widziałam Herculanum, Pompeję, wszystko, co jest bardziej ciekawe, oprócz Wezuwiusza, ale to sekret i Ty o tym nie mów. Opowiem Ci najdokładniej, co to jest, jak on wygląda, i nie widząc doskonałe mam wyobrażenie. Był Julek, Teofil, fatyga tak wielka, że trzeci z nimi idący omdlewał kilka razy, mając piersi słabe, będąc ciągniętym przez gidów, jadąc pierwszy na ośle. Kobiety unoszą, ale to niesienie, z takim trudem niosących połączone, tak jest straszne, z taką obawą osunięcia się nogi, żem wyrzekła się widzenia, tym bardziej jak mi powiedziano o kilku napisach, że trud nie jest wart tego, co się widzi, czyli bardziej, bom źle napisała – to co widzisz nie warte trudu Twego jakiś poniósł”[przypis]List Hersylii Januszewskiej do Jerzego Mianowskiego, Neapol, sierpień 1836, w: W kręgu bliskich poety. Listy rodziny Słowackich, opr. S. Makowski, Z. Sudolski, red. E. Sawrymowicz, Warszawa 1960, t. 1, s. 648–649.[/przypis].



&amp;nbsp;

Można zatem wiedzieć wszystko o Wezuwiuszu, nie wchodząc nań! Tak był sławny, zadeptany, obgadany i opisany, że wydawał się „spalony” dla ambitniejszych piór. A jednak Mickiewicz, który w trakcie włoskiej podróży pióra nie używał, właśnie tu zrobił wyjątek i skreślił „raport” z wulkanicznej wyprawy. Tekst szumnie zapowiedziany w liście do Ankwiczowej i wysłany do redakcji „Tygodnika Petersburskiego” nie trafił jednak do druku, autograf zaś zaginął (więcej szczęścia miał Goethe, którego sprawozdanie z Wezuwiusza zachowało się lekko nadpalone). W ten sposób z osobistej relacji Mickiewicza ocalało tylko jedno esencjalne zdanie z listu do Malewskiego: „Byłem w kraterze Wezuwiusza nad samą paszczą i zajrzałem mu w gardziel, w jego ogniu zapaliłem laskę i cygaro”[przypis]Adam Mickiewicz, Dzieła, t. XIV. s. 541.[/przypis]. Brzmi ono jak przechwałka pogromcy potworów, co trzeba uzupełnić informacją, iż sejsmiczny olbrzym trwał wówczas w dobrotliwej drzemce. Rozczarowani tym faktem zdobywcy zamiast piekielnego żaru zobaczyli płomień na miarę ludzkiej wyobraźni: taki „jak w hucie”, „jak z pieca”, a nawet „jakby na patelni”. Dlatego mogli śmiało przyklęknąć nad rozjarzoną szczeliną i zapalić cygara, a niedopałki, jak notuje Odyniec, „na pamiątkę sobie zachować”[przypis]Owo nadpalone cygaro można było oglądać w grudniu 1998 r. na krakowskiej wystawie Śladami Adama Mickiewicza w Bibliotece Jagiellońskiej (por. R.R., Pierwodruk, listy i cygara, „Gazeta Wyborcza” 21 grudnia 1998). Ten szczegół zawdzięczam wnikliwości Jarosława Marka Rymkiewicza.[/przypis]. W arcyromantycznym geście zbierania pamiątek jest jednak coś błazeńskiego, wszak święty płomień natury zostaje komicznie pomniejszony i zduszony w niedopałku.

Podobną dezynwolturą u stóp Wezuwiusza popisywał się Słowacki: „Chodziłem po ulicach Pompei z cygarem w zębach jak po spalonej wiosce”. Z cygarem „della Fama” w zębach po pokładzie statku mijającego Neapol spacerował też Pan Alfons, tytułowy bohater opowiadania Słowackiego, a dym wydmuchiwany przez Alfonsa i okrętowy komin buchał „jak gdyby z wulkanu”, zasłaniając widok Wezuwiusza. Wzniosły olbrzym zostanie tu oswojony i groteskowo pomniejszony, także wtedy, gdy Słowacki prześle matce jako pamiątkę z Wezuwiusza „wanienkę z lawy na łzy po Julku”.

A zatem polski romantyk czuł się w okolicach Neapolu „nadto lekki”, bo mierziła go powierzchowność życia turysty, pięknoducha, kuracjusza albo męża snobistycznej żony przymuszonego do włoskich wędrówek (z czego kpił Krasiński jako autor Trzech myśli Ligenzy, 1840). Ambicją polskich wędrowców było spoglądać na Wezuwiusz, a myśleć o duchu swojego narodu, a nawet rozmawiać z polskimi duchami. Tę sztukę posiadł także autor napisanych po francusku Konfederatów Barskich (1836). W niedokończonym dramacie Mickiewicza z ust Doktora, „rosyjskiego agenta dyplomatycznego”, niewątpliwie bywalca Neapolitańskiej Kampanii, padnie znamienna kwestia:

„Zauważyłem, że mieszczanie krakowscy zwracają za często głowę w stronę gór, jak lazzaroni w stronę Wezuwiusza, co zawsze jest zapowiedzią wybuchu... ”[przypis]Adam Mickiewicz, Konfederaci barscy, w: tegoż, Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. III: Dramaty, Warszawa 1995, s. 375.[/przypis].

Inny Rosjanin, powątpiewa w tę wróżbę: „Pan Pułaski nie zrobi z Krępaku Wezuwiusza”. Ale Jenerał się myli, nie doceniając wulkanicznej mocy konfederata – Pułaskiego. Jakby nie czytał powieści Madame de Staël, a już na pewno III części Dziadów, gdzie inny polski bohater, przyszły powstaniec – Wysocki, w Salonie Warszawskim przemówi słowami, które brzmią jak parafraza proroctwa Korynny:

&amp;nbsp;

„Nasz naród jak lawa,

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”[przypis]Adam Mickiewicz, Dziady. Część III, w: tegoż, Dzieła, t. III: Dramaty, s. 209.[/przypis].

&amp;nbsp;

Dzięki wulkanicznym doświadczeniom znalazł Mickiewicz figurę oddającą osobliwość polskiego narodu. Oto powierzchniowa martwość, jałowość warstwy przewodzącej, pod którą kryje się niewidzialny nurt podskórny, wytrwały zapał zniewolonego ludu, który kipiąc w głębi, może wybuchnąć po latach, tak jak zerwali się Polacy po stuleciu zaborów. Bo kiedy Mickiewicz w czerwcu 1830 roku stał na uśpionym wulkanie, to uśpioną Polskę ledwie parę miesięcy dzieliło od listopadowej erupcji. I ta metafora przyniesiona z Wezuwiusza, wykradziona opiekuńczemu duchowi Neapolu, okazała się najcelniejszą i zarazem najsłynniejszą definicją ducha polskiego.



*

Kiedy Korynna dotarła do krateru Wezuwiusza, posępnie zamilkła, a po chwili powiedziała do towarzysza:

„Kochany Oswaldzie, rzućmy tę pustynię, a wróćmy do żyjących; ciężko tu mojej duszy. Wszystkie inne góry zbliżają nas ku niebu, zdają się nad ziemskie unosić życie; tu zaś czuję tylko zawrót i trwogę, tu natura doznaje losu zbrodniarza, dla którego nie ma już łaski i przebaczenia Stwórcy. Nie może to być kraina istot dobrych, odejdźmy stąd”[przypis]Anna Luiza Herminia de Staël, Korynna, czyli Włochy, przekł. Ł. Rautenstrauchowa i K. Witte, Wrocław 1962, s. 328.[/przypis].

A kiedy z tego samego miejsca oddalał się Odyniec, to pomyślał:

&amp;nbsp;

„Koniec końców – dobrze, żeśmy byli na Wezuwiuszu, lepiej żeśmy już, Bogu dzięki, szczęśliwie wrócili, a najlepiej, że takich ciekawości nie ma u nas nad Niemnem i Wisłą”[przypis]Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, s. 375.[/przypis].

&amp;nbsp;

Niniejsze hasło jest wersją skróconą i przeredagowaną artykułu: Aleksander Nawarecki, «Il nostro popolo è come la lava». I romantici polacchi all’ombra del Vesuvio, tłum. C. Costa, w: Genius Loci. Napoli, un fenomeno della cultura, storia e natura mondo, red. T. Lewandowska-Wilkoń, T. Sławek, U. Cinque, Università degli Studi di Napoli „L’Orientale”, Napoli 2006, s. 97–117; w jęz. Pol.: Aleksander Nawarecki, «Nasz naród jak lawa». Romantycy polscy pod Wezuwiuszem, w: Genius loci w kulturze europejskiej. Kampania i Neapol. Szkice komparatystyczne, red. T. Sławek i A. Wilkoń przy współudziale Z. Kadłubka, Katowice 2007, s. 9–26.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="372" title="Iliria" slug="iliria">Idea Ilirii obejmowała w polskim romantyzmie zróżnicowany obszar geograficzny. Był uzależniony od jej ładunku ideologicznego. Sformułowali ją przede wszystkim Adam Mickiewicz oraz Zygmunt Miłkowski (Teodor Tomasz Jeż). Najwybitniejszymi komentatorami ich pomysłów geograficznych byli: Marian Zdziechowski oraz Ludwik Gumplowicz [Gumplowicz 1902] i Jerzy Pogonowski [Pogonowski 1924].
Mickiewicz zobaczył w Ilirii terytorium, z którego mieli wywodzić się Polacy. Iliria stanowiła zatem zalążek Polski, szerzej kolebkę Słowiańszczyzny. W części otwierającej Pierwsze wieki historii polskiej zatytułowanej Sławiańszczyzna od wyjścia jej z Azji do czasów Lecha, Czecha i Rusa, czyli Ruryka (1836 – 1838) postawił tezę, iż Iliria w V wieku została przejęta przez Słowian w wyniku ich migracji: „Wkrótce doświadczyła takiego okropnego najścia Iliria i nawet pobrzeże adriatyckie” [Mickiewicz 1996; 25]. Choć Mickiewicz nie wyliczył dokładnie obszarów, którym nadawał miano Ilirii, możemy przyjąć, iż najprawdopodobniej chodziło mu o tereny rzymskiego Illyricum, zamieszkanego przez plemiona zwane Ilirami. Po ostatecznym podboju przez Rzymian stworzyli oni w I wieku prowincję, obejmującą późniejszą Chorwację, Slawonię, Dalmację, wschodnią Istrię, Bośnię, Hercegowinę, Czarnogórę, zachodnią Serbię i północną Albanię. Została ona następnie podzielona na dwie części: Dalmację i Panonię [Rapacka 1997; 70].
Formułując koncepcję Ilirii jako kolebki Słowiańszczyzny, Mickiewicz odwoływał się do poglądów Joachima Lelewela, który twierdził, iż Iliria jako rzymska prowincja była słabo osłaniania, przez co stała się przedmiotem „napaści Awarów a z nimi i Sławian” [Lelewel 1853; 581]. Historyk zilustrował w ten sposób teorię o osadniczym charakterze Słowian – Ilirię zajęli Chorwaci (Chrobaci). Poeta powielił poniekąd również schemat myślenia Aleksandra Sapiehy, który w Ilirii widział model Księstwa Warszawskiego. W Podróżach w krajach słowiańskich odbywanych (1811) wyraził się, iż „Uważajmy Księstwo Warszawskie jak dar jego szczególny (Napoleona I), jak wzór małego Illium, dawniej wystawionego na brzegach Adriatyku” [Sapieha 1983; 32]. Jest to aluzja do Eneidy Wergiliusza (III, 294-505), że Księstwo Warszawskie, jako „małe Illium” jest starożytną Troją odbudowaną przez Helenosa. Podróż Sapiehy wiodła właściwie przez Styrię, Gorycję, Karyntię, Istrię, Chorwację, Dalmację, Bossynię, Hercegowinę, Albanię, Czarnogórę i archipelag dalmacki. Różnica między wyobrażeniem Ilirii Mickiewicza i Sapiehy jest li tylko funkcjonalna. Poeta ujął za jej pomocą wywody genealogiczne dotyczące pochodzenia Słowian, podróżnik wyraził pogląd polityczny – wiarę w misję Napoleona. W obu przypadkach południowa Słowiańszczyzna była źródłem idei polskości. Nawiązując do Mickiewicza, teorię tę potwierdził pod koniec dziewiętnastego wieku Gumplowicz w rozprawie Chorwaci i Serbowie.
W części rozprawy Pierwsze wieki historii polskiej noszącej tytuł Dzieje mityczne Sławian pod Lechami przytoczył podania o królu Lechu, który „już to z Kolchidy, już Ilirii lub Morawii przyszedł”, a „podług Czechów był młodszym bratem Czecha, i Gniezno założył, orła białego za godło narodu obrawszy” [Mickiewicz 1996; 35]. Poeta zerwał z oświeceniowym poglądem o zromanizowaniu tych ziem w wyniku podboju rzymskiego i o pierwotnym podziale Europy na obszary, które znalazły się pod panowaniem cesarstwa i te, od niego niezależne, m.in. polskie [Jezierski 2005; 149 – 150].
Świadczy to o „literackim” („mitycznym”) charakterze wyobraźni geograficznej Mickiewicza, ukształtowanej przez wypadki historyczne i lektury. W Ilirii poeta nigdy nie był.
Ideą Ilirii Mickiewicz posługiwał się w okresie formowania i działania Legionu włoskiego. Jednym z celów ponownego podjęcia problematyki iliryjskiej, w kontekście upadku utworzonych przez Napoleona Prowincji Iliryjskich (1811) oraz powołanego przez Austrię Królestwa Ilirii, od 1822 roku obejmującego również część ziem chorwackich, było odmienne rozwiązanie austro-włosko-słowiańskiego sporu o obszary Bałkanów. Pisząc z Florencji 17 kwietnia 1848 roku do Prezydenta Rządu Modeny Giuseppe Malmusiego, przedstawił plany wymarszu do Mediolanu i „uczynienie wezwania” stamtąd do „Polaków wcielonych do armii austriackiej tudzież do wszystkich innych Słowian, braci naszych: Dalmatyńców, Iliryjczyków, Kroatów, Czechów i Słowaków” (w org. „Dalmates, Illyriens, Croates, Bohêmes et Esclavons”) [Mickiewicz 2004; 511, 510]. Zobowiązanie to wskazuje na kierunki działania Mickiewicza. Terenem wojny zamierzał objąć nie tylko północno – wschodnie tereny Włoch, lecz również zachodnie wybrzeże Bałkanów. Do Legii oprócz Polaków mieli wstąpić przedstawiciele innych narodów słowiańskich, w tym Ilirowie, których Henryk Batowski utożsamił ze Słoweńcami [Batowski 1958; 64]. Działalność Mickiewicza wspierała się nie tylko na założeniu wspólnoty słowiańskich interesów, lecz również poczuciu słowiańsko – romańskiej wspólnoty w wariancie italo-polskim. W tej koncepcji Iliria urasta do rangi mitu wspólnoty słowiansko-romańskiej, ma być nie tylko kolebką narodu polskiego, lecz również ludów italskich. Mickiewiczowska wykładnia Ilirii uległa w owym okresie przeformułowaniu i znacznemu poszerzeniu.
W liście o niepewnej chronologii (Florencja, ok. 22 kwietnia – Parma 28 kwietnia 1848) wystosowanym do Ministra Spraw Zagranicznych Republiki Francuskiej Julesa Bastide’a, Mickiewicz określił ów obszar geograficzny „le Littoral slave”, co w tłumaczeniu polskim zwykło się oddawać za pomocą trafnego wyrażenia „Przymorze słowiańskie” Adriatyku. Zdaniem poety, obejmowało Triest, Zadar, Dubrownik i Split (w org. „Trieste, Zara, Raguse, et Spoltro”, czyli podług nazewnictwa włoskiego; u Mickiewicza błędnie „Spoltro” zamiast „Spalato”). Tam właśnie miała rozpocząć się rewolucja słowiańska, prowadząca do pokonania Austrii, a w konsekwencji odzyskania niepodległości przez Północne Włochy oraz Polskę położoną na dalekiej Północy Europy [Mickiewicz 2004; 520 – 526].
Batowski sądził, iż wiadomości na temat tych obszarów geograficznych Mickiewicz czerpał od Meda Pucicia (Orsata Pozza), dalmackiego poety i działacza wolnościowego [Batowski 1958; 72]. Nie można wykluczyć, że informatorem Mickiewicza był również Niccolò Tommaseo – Dalmata, w początkach 1848 roku minister oświaty w Rządzie Tymczasowym Wolnej Republiki św. Marka, kierowanym przez Daniele Manina. Tommaseo był m.in. autorem odezwy do Chorwatów, wzywającej do czynu zbrojnego przeciwko Austriakom oraz kolekcjonerem pieśni iliryjskich.
Pomysł Mickiewicza wykraczał poza narodowe partykularyzmy i separatyzm. Budził kontrowersje nie tylko wśród establishmentu włoskiego, lecz także pośród jego sprzymierzeńców. Michał Chodźko przedrukował w Adam Mickiewicz. Legion polski we Włoszech. Czterdziestego ósmego lata wspomnienie list wystosowany do poety przez Gabria Casatiego w imieniu Rządu Tymczasowego Lombardzkiego (Mediolan, 9 maja 1848 roku). Wyraża wątpliwości związane z apelem Mickiewicza, pragnącego sformować oddział z Czechów, Iliryków i Chorwatów, którzy zostali określeni jako „niepewni opowiadacze naszej wolności, ani dobrze widziani towarzysze broni naszych obywateli” [Chodźko 1862; 47]. Włochów niepokoiła postawa Słowian Bałkańskich, którzy walcząc z Austrią, dążyli do niepodległości także od jednoczącego się państwa włoskiego.
W formie zalążkowej idea Ilirii jako wspólnego Słowianom i ludom italskim dziedzictwa została przez Mickiewicza wyrażona podczas szóstego wykładu (badanie pierwsze), trzeciego kursu literatury słowiańskiej (13 stycznia 1843 r.). Przyznał wtedy, iż ludy Osków, Sabinów i Samnitów, przylegające do Rzymu były spokrewnione z mieszkającymi na wybrzeżach Adriatyku Wenetami i Lydami. „Owi Lydowie i Weneci – dowodził Mickiewicz – ukazują się później nad Renem oraz w Mezji, w Ilirii, w Panonii. Otóż Mezja, podobnie jak Iliria, była za czasów Trajana zamieszkana przez Słowian, potomków owych dawnych Wenetów i Lydów” [Mickiewicz 1998; 64]. Według Mickiewicza, ludy słowiańskie i italskie łączy wspólne pochodzenie. Podejmując temat Ilirii poeta nie dokonał nowej atrybucji tych obszarów, nie przypisał ich ani Włochom, ani Słowianom. Pokazał, że jest to ich wspólne dziedzictwo.
Mickiewicz inspirował się iliryjskim humanizmem, który należy odróżniać od humanizmu toskańskiego, a jego myśl byłaby z pewnością ważkim punktem odniesienia dla współczesnych mniejszości włoskich w Chorwacji [Pinelli 2010].

Podstawową cechą humanizmu iliryjskiego jest swoistość, aby nie powiedzieć odrębność od renesansu włoskiego i jego wariantów północnoeuropejskich, w tym polskiego. Humanizm ten wspierał się na idei zlatynizowania ludów słowiańskich zamieszkujących wybrzeże Adriatyku. W wyniku tego procesu powstała nowa kultura w sposób harmonijny łączącą wartości antyczne (tak rzymskie, jak greckie) oraz wyobrażenia charakterystyczne dla Słowiańszczyzny. Figurą dzisiejszej identyfikacji Włochów zamieszkujących Chorwację jest Marino Darsa (Marin Držić). Problematyka ta była żywo dyskutowana we Włoszech na przełomie XVIII i XIX wieku, czego dowodem liczne publikacje (w tym wznowienia) prac dalmackich autorów oraz opracowania ich twórczości. Dynamicznie rozwijała się leksykografia, obejmująca m.in. słowniki iliryjsko-weneckie.
Mickiewiczowi przyświecała sformułowana na tym gruncie idea pokrewieństwa historii, geografii i literatury (filologii). Scharakteryzował ją Francesco Maria Appendini we wprowadzeniu do „poematu iliryjskiego” Giovanniego Gondoli (Osmanide, Ragusa 1827, s. 32). Jego zdaniem, obszar Ilirii sięga tam, dokąd jej ekspansja historyczna oraz tam, gdzie powstaje charakterystyczna dla niej twórczość literacka. Gondola w początkach wieku XVII miał wytyczyć epokę w historii literatury. Wykroczył poza paradygmat reprezentowany przez Francesca Petrarcę oraz Torquata Tassa i otworzył poezję romańską (ufundowaną na tradycjach antycznych: rzymskich i greckich) na Słowiańszczyznę. Narodziła się nowa kultura. Jej czołowymi reprezentantami byli: Andrea Cjubranovich, Niccolò Nale, Francesco Luccari, Marino Boresich, Domenico Ragnina, Francesco Bobali i Andrea Sorgo. Stworzyli w oparciu o iliryjski nowy język poetycki. Współcześni znawcy tej problematyki (Luciano Monzali) stoją na stanowisku, iż doszło do „fuzji” pierwiastka włoskiego i słowiańskiego, w wyniku czego ukształtowała się kultura, którą można określić terminem „mixed” [Monzali 2009; 54]. Monzali posługuje się terminem „a Slav-Italian nation” – „naród słowiańsko-włoski”. Nawiasem mówiąc, podobna kombinacja elementów antycznych i słowiańskich występuje i w Panu Tadeuszu – epopei Mickiewiczowskiej. Autor znał poemat bohaterski Gondoli. Na tłumaczeniu Karola Brzozowskiego miał uczynić poprawki i dopisać żartobliwy dwuwiersz – przestrogę dla tłumacza [Mickiewicz 2005; 510 – 511].
Konstatacja o pokrewieństwie geografii i filologii upoważniała do zestawiania jednostek terytorialnych, często nie mających ze sobą nic wspólnego, na podstawie domniemanych zbieżności językowych (np. podobieństwa fonetycznego nazw geograficznych).
W Notizie istorico – critiche sulle antichità. Storia e letteratura de’Ragusei divise in due tomi Appendiniego czytamy, iż język iliryjski jest jedynym językiem słowiańskim, z którego można wydedukować dawność wszystkich narzeczy i narodów Azji Mniejszej, a także Europy [Appendini 1802; X]. Podobne konstatacje, o pierwotnym charakterze języka iliryjskiego, z którego miałyby się wywodzić pozostałe dialekty słowiańskie, w tym także język polski, znajdujemy w słownikach [Della Bella 1785]. Gioacchino Stulli tezę o wspólnocie językowej iliryjsko – łacińsko – włoskiej (pierwszeństwo przyznawał iliryjskiemu), ujawniającej się również w mitologii, wspierał dociekaniami etymologicznymi opartymi na materiale geograficznym. Jego zdaniem, zbieżności nazw topograficznych występujące w terminologii iliryjskiej, a także polskiej i rosyjskiej świadczą o przynależności do tego samego pnia cywilizacyjnego [Stulli 1810; 21]. Metodą tą posługiwał się również Mickiewicz – pozostawał w zgodzie z romantycznym duchem filologii, a poniekąd i geografii.
16 stycznia 1844 roku, podczas czwartego wykładu czwartego kursu literatury słowiańskiej, Mickiewicz nawiązał do tematu Ilirii. Jego wypowiedź wskazuje, iż poeta z obszarem iliryjskim utożsamiał zasięg oddziaływania Kościoła katolickiego: „W tym stanie rzeczy ludzie prywatni, świeccy próbują pomóc Kościołowi; zjeżdżają do Francji; Polacy, Dalmatyńcy, Iliryjczycy zawiązują zgromadzenia zakonne; są wśród nich ludzie pełni poświęcenia, którzy, odbywszy służbę dla ojczyzny, składają oręż i wstępują do zakonu, aby w religii szukać dróg służenia ludzkości” [Mickiewicz 1998a; 35]. Słowa Mickiewicza stanowią aluzję do działalności na terenach iliryjskich zakonów, np. franciszkanów. Do ich zadań należało zapewnienie Kościołowi wpływów w regionie, budowa na Bałkanach jego struktur oraz obrona Słowian i Włochów przed ekspansjonizmem tureckim [Cusmich 1864]. W tym sensie Mickiewiczowskie wyobrażenie Ilirii odpowiada geograficznemu zakresowi stosowania pojęcia „illirico sacro”.
O utracie wiary w mit Ilirii świadczy artykuł Mickiewicza z 4 października 1849 roku, zamieszczony w „Trybunie Ludów”. Kończy go smutna konstatacja o losie Czechów i Ilirów [Mickiewicz 1907; 312].
Iliria Mickiewicza luźno tylko wiąże się z ilyryzmem definiowanym jako romantyczny ruch niepodległościowy w Chorwacji w latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku. Według Zdziechowskiego oraz badaczy współczesnych Mickiewicz ów ruch inspirował (Gjalski) [Zdziechowski 1902; Durković – Jakšić 1984].
Dla Jeża Iliria była zarówno metaforą rozbiorów Polski, jak ideą jednoczącą Słowian Południowych. W powieści pt. Uskoki (1870) nakreślił ów obszar geograficzny: „Wybrzeża zachodnie Morza Adriatyckiego zamieszkali Włosi i wschodni Słowianie. Punktem, w którym się dwie te narodowości stykają, jest ten punkt, w którym Adriatyk dochodzi do szczytu swego zaokrąglenia na północy. Jest to ujście Isonzy. Rzeka ta, a raczej rzeczka, mająca źródło swoje u stóp Terglau (Triglaw), najwyższego szczytu w łańcuchu Alp Julijskich, stanowi linię demarkacyjną pomiędzy dwiema narodowościami, posiadającymi na wspólną własność morze, zwane przez Słowian Sinym” [Jeż 1948; 77]. Wybrzeże to ma kształt labiryntu – archipelagu złożonego z nieskończonej liczby małych wysepek: „Natychmiast od ujścia Isonzy wybrzeże wygina się w zatoce Sokolej Góry (Montfalcone), która jest częścią większej zatoki, Triesteńskiej, a ta w sobie pomniejszych liczy jeszcze kilka. Cały zachodni brzeg Półwyspu Istryjskiego nastrzępiony jest przylądkami i zatoczkami raz koło razu. Południowy jego cypel rozszczepia się, niby palce rozwartej dłoni, a jeden z tych palców wygina się ku północy i formuje port Pola, zasłonięty innym cyplem, od północy ku południowi sterczącym i wysepką Brioni, u wejścia leżącą. Cypel, najbardziej ku południowi wysunięty, nazywają Włosi Promontore” [Jeż 1948; 79].
Rozszczepienie tamtego terenu jest w interpretacji Jeża figurą rozpadu wspólnoty Słowian, którego efektem rozbiór Polski. Na Bałkanach zanik jedności Słowian nastąpił w wyniku ekspansjonizmu tureckiego – Turcja okupowała Serbię, Bośnię, Hercegowinę, południową Chorwację oraz część wybrzeża, „niemieckie państwo” sprawowało rządy w Ilirii właściwej, w części Istrii oraz Chorwacji i na wybrzeżach zatoki Istryjskiej oraz Kiernerońskiej. Wenecja zajęła Istrię, niektóre wyspy i porty dalmatyńskie [Jeż 1948; 93]. Cechą opisu geograficznego Jeża jest zrównanie pierwiastka „niemieckiego” (austriackiego), włoskiego z tureckim. Trzech zaborców dokonało podziału Ilirii, tak jak trzech imperatorów dokonało rozbioru Rzeczpospolitej.
Jeż podejrzewał, iż wybrzeża Adriatyku oddzielały od reszty lądu dwa szeregi gór, które odpowiadają dwuszeregowemu układowi wysp. Zdaniem autora, góry te niegdyś zatonęły, a wystające szczyty stały się wyspami. „Tak narys zatoki jak rozkład wkluczonego w nią archipelagu przypuszczać każą, że w epoce ostatecznego formowania się powierzchni globu ziemskiego w tym miejscu odbyć się musiała jedna z tych rewolucji fizycznych, których ślady geologowie w różnych znajdują miejscach. Pierwotnie musiał tu aż do wysokości południowego cypla Istryjskiego Półwyspu ciągnąć się stały ląd, najeżony odpryskami Karnickich i Julijskich Alp, ciągnących się wzdłuż illirskich i dalmackich wybrzeży równolegle do łańcucha Dynarskiego” [Jeż 1948; 81].
Ideą, która spajała wyobrażenie południa Europy Jeża, była Serbia. Problematyka ta znalazła odzwierciedlenie w jego powieściach południowosłowiańskich m.in. Słowiańskim Hercogu (1875) oraz Palcu bożym, czyli zemście Bośniaka. Wyłożył ją we wspomnieniach zatytułowanych Od kolebki przez życie, gdy charakteryzował swoją działalność na Bałkanach w latach 1864 – 1866: „Serbja jako naród, jako wyraz etnograficzny, ocechowany językiem, zajmuje dużą, ogniskującą się głównie na porzeczu Sawy, połać Europy. […] Serbami są Czarnogórce, Dalmaci, Hercegowina, Bośniacy, Ilirowie, Slawoni, Kroaci” [Jeż 1937; 298].
Luźno łączy się z problemem Ilirii Jeża kwestia Uskoków – uciekinierów z obszarów znajdujących się pod okupacją turecką, którzy znaleźli schronienie na terenie Pogranicza Wojskowego, w Senju.
Podejmując zagadnienie Uskoków, znane i literaturze zachodniej dzięki powieści George Sand L’Uscoque, zakwestionował ustalenia Minuccia Minucciego (Storia degli Uscocchi wraz z Aggiunta alla Storia degli Uscocchi i Supplemento della Storia degli Uscocchi), a także Marca De Casottiego (Il Bano Horvath), zawierające niejednokrotnie negatywny obraz Słowian – gwałcicieli, złodziei, ograniczonych intelektualnie i niedorozwiniętych emocjonalnie obrońców chrześcijaństwa, którzy porzucili swoje rzemiosło na rzecz korsarstwa. Zostały przedstawione i omówione przez Karola Sosnowskiego w artykule Uskocy w Kroacyi („Biblioteka Warszawska” 1860, t. 4). W połowie dziewiętnastego wieku były źródłem niechęci mieszkańców Veneto do Legii Mickiewicza.
Zdaniem Sosnowskiego, Uskocy to ci, którzy uskoczyli z niewoli bądź przez granicę (Ueberlaüfer, Fuorusciti), czyli mieszkańcy Bośni, Chorwacji i Zachełmii (Hercegowiny). W XV wieku mieli schronić się przed Otomanami w Dalmacji. Osiedlali się w rzeczpospolitej dubrownickiej (raguzańskiej) i polickiej [Sosnowski 1860; 238]. W ujęciu Jeża, Uskocy – to mały naród słowiański stający w obronie chrześcijańskiej Europy. Umieścił ich przede wszystkim w Senju. Opis zamieszczony w powieści Uskoki dzieli miasto między rynek z włoską strukturą otaczających domów (wiek XVI) oraz zamek. Podczas gdy w mieście mówiono po serbsku, na zamku posługiwano się językiem niemieckim [Jeż 1948; 85 – 86]. Pisarz odrzucił sformułowania m.in. Aurelia Bianchiego-Gioviniego, przyznającego Wenecji prawo do miana głównego na Południu obrońcy chrześcijaństwa przed siłami pogańskimi, reprezentowanymi między innym przez Uskoków [Bianchi-Giovini 1836]. Zdziechowski podkreślił, iż Jeż wyzyskał fakt powiązania Chorwacji, unią węgierską, z dynastią Habsburgów [Zdziechowski 1915; 23], wyrzucał jednak, iż ostatecznie nie wyzyskał wątku odbicia Węgier z rąk Austriaków.</document>
<document nplp_id="373" title="Rzym" slug="rzym">&amp;nbsp;

Rzym to bez wątpienia miasto będące prawdziwą obsesją romantycznej wyobraźni. To miejsce, w którym egzystencjalne niepokoje przemieszały się z refleksją głęboko osadzoną w historii – czego najlepszym bodaj przykładem są słynne strofy[przypis]G.G. Byron, Wędrówki Czajld Harolda, przeł. Jan Kasprowicz, w: tegoż, Wybór dzieł, t. I, wybór, przedmowa, redakcja i przypisy Juliusz Żuławski, Warszawa 1986, s. 592.[/przypis] pochodzące z pieśni czwartej Childe Harold’s Pilgrimage (1809–1819) George’a Gordona Byrona. To wreszcie „miasto śmierci”[przypis]F.R. de Lamennais, Affaires de Rome, Bruxelles 1837, s. 101.[/przypis] – zgodnie z dość kontrowersyjnym określeniem Félicité Roberta de Lamennais z Affaires de Rome (1837) – sąsiadujące z wyłaniającą się z ruin i gruzów metropolią.

&amp;nbsp;
1. Rzym: miasto-pustynia
Rzym jawił się zatem romantykom jako przestrzeń porzucona, opuszczona, jako miasto przepełnione uczuciem straty, a przez to wywołujące w zwiedzającym je turyście doznania bliskie melancholii. O takim właśnie doświadczeniu pisze Juliusz Słowacki w wierszu Rzym, powstałym zapewne w latach 1836–1838: „ – a ja zostałem / W pustyni sam – z Rzymem, co już się wali”. Podmiot tego utworu znajduje się w sytuacji zawieszenia: za plecami ma odbijający od brzegu „tłum okrętów”, a przed sobą miasto, które postradało już dawną świetność i straszy wędrowca kikutami ruin. Czytamy o bardzo intymnym doświadczeniu miasta jako braku i nieobecności, prowadzących do tego, że podmiot zaczyna nawet wątpić, czy naprawdę widział Rzym. Niepewne i utrudnione „wielkim płaczem” spojrzenie jest we władzy melancholii, to bowiem, co widziane, wydaje się nie miastem, ale raczej jego brakiem bądź ubywaniem. Tej smutnej konstatacji towarzyszy inny obraz: siedzącego na koniu „pasterza trzód”, który rzewnie zawodzi: „Rzymie! nie jesteś ty już dawnym Rzymem”. Słowacki nawiązuje w ten sposób do dwóch ważnych tradycji. Po pierwsze, konfrontacja ubogiego pasterza z rozpadającącym się i tracącym swą potęgę miastem utrwaliła się w sztuce przełomu XVIII i XIX wieku dzięki tak zwanej poezji ruin i grobów, przede wszystkim zaś dzięki zachłyśnięciu się archeologią i jej odkryciami. Słynnym malarzem takich m.in. wizerunków Rzymu był Hubert Robert – wystarczy wspomnieć jego Ruines romaines avec le Colisée (1798). Po drugie, polski poeta, wkładając w usta pasterza wypowiedź o przemijaniu, łączy element arkadyjski z wanitatywnym, czerpiąc w tej sposób z tradycji zapoczątkowanej przez Nicolas’a Poussina (chodzi o dwa płótna francuskiego malarza zatytułowane Et in Arcadia ego z lat 1628–1630 i 1637–1638). W konsekwencji obraz Rzymu staje się w liryku Słowackiego obrazem straty i pustki, ukazującym nie tylko niszczącą moc czasu, ale będącym również uzewnętrznieniem stanu ducha samego poety.

Podobne doświadczenie miasta jako pustyni, przestrzeni naznaczonej stratą, pojawia się w Kampanii rzymskiej (1847) Zygmunta Krasińskiego: „Kampania rzymska, gdzie tak pusto, smętno, / Gdzie jak nagrobek, starty czasu nogą, / W proch się rozpadło wszelkiej pychy piętno / I gruzy tylko stoją ponad drogą –”. Już Zygmunt Kubiak w eseju Rzym romantyczny wskazywał, jak głęboko ten utwór tkwi w XVIII-wiecznej fascynacji Rzymem jako przestrzenią, w której elementy pejzażu sielskiego mieszają się z ruinami i myślą o przemijaniu oraz o śmierci. Łudząco podobne obrazy Kampanii pojawiły się też w innym, wcześniejszym liryku Krasińskiego zatytułowanym Jak anioł spadły (1838): „Tu żywych nie patrz – tu umarłych włości: / Pałace dumnych, w żółty piasek wryte, / Kościoły Bogów, na szczątki rozbite, / Zielonym bluszczu całunem obwite!”. Zaledwie rok później w Dzienniku sycylijskim (1839) Krasiński porówna Kampanię do przepełnionego smutkiem „szarego morza”. W podobny sposób Kampanię widział też Lamennais, nazywając ją w Affaires de Rome morzem, którego fale skamieniały, oraz François-René Chateaubriand. Ten drugi, w zakończeniu Voyage en Italie (1827), opisuje Kampanię jako pustynię, przestrzeń cichą i samotną, kompletnie suchą i pozbawioną życia. Tylko szczątki dawnych budowli, akweduktów oraz dróg przypominają temu, kto tam pobłądzi, o istniejących niegdyś ludziach, ich namiętnościach i pragnieniach. Tym, co wydaje się zaskakujące w Kampanii rzymskiej Krasińskiego, jest próba dostrzeżenia pierwiastków życia w pustej i na pozór martwej przestrzeni – podmiot liryczny tego wiersza poszukuje bowiem wśród ruin dawno postradanej młodości, wysiłkiem pamięci stara się przezwyciężyć zgubne działanie czasu.

Tak również włóczenie się po Rzymie traktuje Adam Mickiewicz w wierszu Do mego cziczerona (1830). W tym sztambuchowym utworze, wpisanym do imionnika Ewy Henrietty Ankwiczówny, wędrówka po zniszczonym mieście, zwłaszcza zaś przyglądanie się śladom, które w jego przestrzeni pozostawili inni turyści (Mickiewicz odwołuje się w tym przypadku do romantycznej obsesji rycia imion), przekształca się w prośbę o uwiecznienie, o przechowanie w pamięci. Okolicznościowy wpis jest tym samym potraktowany tak jak „niekształtne, nieznajome imię” wyryte na przypadkowym rzymskim kamieniu – jak hieroglif do odczytania. W ten sposób wiersz Mickiewicza uświadamia nam, że przestrzeń miejska – ze wszystkim zachowanymi w niej elementami (przede wszystkim ruinami) – może być uznana za rodzaj pisma historii.

&amp;nbsp;
 2. Rzym: miasto-palimpsest
Wydaje się, że to właśnie ten aspekt Rzymu – miasta przemienionego w alfabet ruin – przyciągał romantyków najbardziej. Ruina dawała im bowiem nie tylko możliwość podróży w głąb dziejów, ale i (na wzór tego, co zanotował Constantin-François Volney w swych Les Ruines, ou Méditations sur les révolutions des empires wydanych w 1791) pozwalała przyjrzeć się od podszewki mechanizmom funkcjonowania historii. Co więcej, topograficzna wrażliwość romantyków podpowiadała im, że istnieje zasadnicza różnica między wcześniej przeze mnie opisaną Kampanią, będącą przestrzenią pustki oraz śmierci, a samym miastem, w którym uwagę przykuwają place, fontanny i obeliski, a także nędzne domostwa oraz walące się ruiny. Tak o Rzymie pisał Stanisław hrabia na Skrzynnie Dunin Borkowski w Podróży do Włoch w latach 1815–1816 (1820), podkreślając, że „tu kontrastuje z przeszłością stan teraźniejszy. Nie można tu na chwilę zapomnieć, czym Rzym był, a czym jest, a dawna wielkość wydaje tym bardziej teraźniejszy upadek”.

Romantyczna podróż w przeszłość związana była z próbą rekonstrukcji antycznego Rzymu, z pragnieniem przemienienia ruin w niegdyś istniejące miasto: początkowo potężne, a potem chylące się ku upadkowi z powodu zepsucia i zakłamania. Tak sportretowany został Rzym za rządów Heliogabala w Irydionie (1836) Krasińskiego. We wstępie oraz w odautorskich przypisach do tego dramatu czytelnikowi przedstawiane jest miasto upadłe, pogrążone w chaosie i spiskach. Co więcej, Rzym to przestrzeń eklektyczna, złożona z zapożyczeń; mieszkańcom miasta nie udało się stworzyć niczego, co mogłoby stanowić ich oryginalny wkład w historię cywilizacji europejskiej. Z takim miastem „nieprawości”, które „stało się bogiem kłamstwa i ucisku”, walczyć pragnie Irydion, tytułowy bohater dramatu. Co ciekawe, w samym tekście upadłemu Rzymowi przeciwstawiony został Rzym inny, niebieski i czysty, o którym z nienawiścią mówi Masynissa. W sensie politycznym i historycznym Rzym Heliogabala jest zatem miastem skarlałym; w sensie religijnym (silnie powiązanym z narodzinami i rozwojem chrześcijaństwa) Rzym okazuje się trwałą potęgą, miejscem, nad którym wzejdzie jeszcze słońce. Tak właśnie sens dramatu rozumiał już Cyprian Norwid, czego dowodem jest wiersz Odpowiedź do Włoch... (Fraszka) (1851), w którym wspomnienie Kolumny Trajana oraz katakumb (potraktowanych jako symbole miasta) sąsiaduje z myślą o chrześcijańskich zaświatach. Warto może dodać, że Rzym jest w tym wierszu figurą Paryża, wstrząsanego niepokojami w listopadzie 1851 roku – tuż przed zamachem stanu Ludwika Napoleona.

O podobnym momencie przesilenia w historii Norwid pisze także w Quidamie (1856). Tym razem poeta podsuwa nam rekonstrukcję miasta z czasów Hadriana. Rzym w poemacie Norwida – podobnie jak w dramacie Krasińskiego – ma dwa, pozornie wykluczające się oblicza. Jest przedstawiony jako miasto święte, będące centrum świata: „Rzym jeden Rzymem, a świat – jego murem”. Powstają w nim drogi oraz mosty; miasto może więc zachwycać bogactwem i przepychem. Dlatego właśnie przybywa do niego bezimienny bohater z Epiru, pragnący znaleźć mądrość oraz dowiedzieć się czegoś o sobie samym. Obok tej jasnej twarzy Rzymu jest jednak także druga – mroczna i odbierająca nadzieję. To miasto dekadenckie, w którym wszelka kultura jest nieudanym przeszczepem tradycji greckiej lub judaistycznej. Również rzymskie budowle i kształt ulic grzeszą eklektyzmem. Władcy poszukują sztucznych uciech, a życie nie jest regulowane mądrym prawem czy wzajemnym poszanowaniem, ale bezdusznymi edyktami. To zadziwiające, jak bardzo obraz Rzymu z Quidama przypomina schyłek cesarstwa opisany przez Paula Verlaine’a w wierszu Langueur (1883). Dodać jednak należy, iż zarówno w przypadku Krasińskiego, jak i Norwida podróż w głąb czasu nie wynika jedynie z zamiłowań archeologicznych czy antykwarycznych, nie jest próbą teatralnego ukazania minionych epok; polscy autorzy, opisując Rzym, starają się przede wszystkim malować własną teraźniejszość – antyczne miasto staje się maską, pod którą kryją się refleksje dotyczące sytuacji XIX-wiecznych państw i narodów.

[caption id="attachment_1269" align="alignnone" width="893"] Rzym - via Appia[/caption]

Jednak poetyka maski sąsiaduje w tym przypadku z nieskrywaną fascynacją konkretnymi miejscami oraz budowlami. Chyba najlepszym tego dowodem są zapiski poświęcone Koloseum, które stało się prawdziwą obsesją wyobraźni Krasińskiego. W liście do Delfiny Potockiej, pisanym najprawdopodobniej w pierwszej połowie 1839 roku, poeta wyznaje: „Wczoraj o 12-ej byłem w Kolizeum patrzeć na księżyc” – poszedł tam, by marzyć wśród ruin (podobne pragnienie kazało mu także powędrować do Term Karakalli, o czym szczegółowo informuje przyjaciółkę w liście z 19 stycznia 1840 roku). Łudząco podobny opis nocnego spaceru w okolicach Koloseum pojawia się także w liście poety pisanym z Genewy 21 czerwca 1831 roku do Henryka Reeve’a. Natomiast 9 kwietnia 1836 roku Krasiński wyznaje w liście do Konstantego Gaszyńskiego: „Koliseum było [...] ulubionym miejscem dla mnie. Ze wszystkich martwych rzeczy ono najmocniejsze może wrażenie wywarło na moją młodość. Nie było marzenia przez ciąg lat kilku we mnie nie połączonego z jego krzyżem samotnym i rozłamanymi arkady”. Warto dodać, że Koloseum robiło ogromne wrażenie również na innych polskich romantykach.

Antoni Edward Odyniec w Listach z podróży, będących zapisem jego wędrówki z Mickiewiczem do Niemiec, Włoch i Szwajcarii w latach 1829–1830, określa Koloseum jako „najwspanialszą ze wszystkich starożytnych ruin”. Pogląd ten podzielał zapewne Gaszyński, który w Listach z podróży po Włoszech (1851) uznał, iż ten właśnie budynek „uosobistnia w sobie Romę pogańską”, a konkurować może z nim chyba tylko Panteon.

Pochylenie się nad Rzymem, jego historią i ruinami może być zatem – zgodnie z tym, co napisałem o recepcji poematu Volneya – zarówno zaproszeniem do snucia historiozoficznych refleksji na temat mechanizmów działania historii, jak i pełnym zachwytu podziwem dla niegdyś istniejącej potęgi. W tym właśnie duchu utrzymane są na przykład wypowiedzi Johanna Wolfganga Goethego, pomieszczone w jego Podróży włoskiej (1813–1817): „Tu studiuje się historię całkiem inaczej niż gdziekolwiek na świecie. W każdym innym miejscu czyta się ją jakby od zewnątrz do środka, tu zaś ma się wrażenie, że się ją czyta od środka. Cała historia rozłożyła się wokół nas obozem i od nas wyrusza znowu przed siebie. I nie tylko historia rzymska, lecz cała historia świata” (przekł. Henryka Krzeczkowskiego). A zatem – można by rzec za Goethem – poznać historię Rzymu i przeniknąć tajemnicę jego ruin to odnaleźć klucz do historii świata. Nie bez powodu więc Krasiński w wierszu Do Elizy (1852), zatytułowanym pierwotnie Rzym, opisuje upadek rzymskiego imperium jako zapowiedź przegranej mocarstw, które doprowadziły do rozbiorów Polski (podobny motyw pojawił się we wspomnianym już liście do Reeve’a). Podkreślić wypada, że poeta dostrzega schyłek imperium na kilku poziomach – jest on związany z destrukcją systemu demokratycznego (jego symbolem jest rozpadające się Forum), z niestałością architektury i, szerzej, cywilizacji (rozsypujące się korynckie kolumny, „wieże, termy, łuki, wodociągi”), a także z umarłą religią Rzymian (posągi ich bogów „pryśnięte [są] w kawały”). Poetycka wizja upadku Rzymu pozwala podmiotowi lirycznemu żywić przekonanie, że ponieważ „giną rzymskie tryumfy i chwały”, zginąć musi i przemoc wrogich mocarstw, co stanowi z kolei podstawę wiary w to, iż „Polska nie zginie”. Podobne konstatacje pojawiają się wielokrotnie także w korespondencji Krasińskiego – na przykład w liście z 21 listopada 1833 roku do Gaszyńskiego: „Ja tu zimę prześlęczę, bo lubię te gruzy, lubię tę karę, która spadła na miasto wieczne, na miasto ucisku i podłości, egoizmu i zbytku, słowem na ten Rzym, co był otchłanią spożerającą wszystkie narodowości świata. A teraz spojrzyj na te ruiny, na ten bluszcz, rozkosz zieloną jaszczurek, na te groby pomieszane, powikłane, leżące w pustyni, w Kampanii Rzymskiej, a potem pójdź do pałacu cezarów, do Koliseum, do gmachów Karakalli! Olbrzymy stawiali te mury, tysiąc ludzi skonało, nim drugie tysiąc dźwignęło te filary, te stosy rzniętych, dłutowanych opok – a dziś wyryte na nich dłonią czasu przekleństwo, jak na czole zbrodniarza, i Rzym leży zwalony, leży i gnije, leży i nie powstanie więcej!”. W tym kontekście wspomnieć można wiersz Rzym Italia Teofila Lenartowicza, a także szczególną wrażliwość na pismo ruin oraz ich metafizyczne znaczenie, jakie zaprezentował Norwid w jednym z fragmentów Pięciu zarysów (1847) – o tego rodzaju przejawach wyobraźni ruin w wyczerpujący sposób pisze Grażyna Królikiewicz w książce Terytorium ruin. Ruina jako obraz i temat romantyczny (1993).

Interesujący wydaje się również fakt, iż to właśnie Rzym stał się dla wielu polskich romantyków miejscem ostatniego ważnego przeżycia pokoleniowego – mam w tym przypadku na myśli perypetie ich biografii w okresie Wiosny Ludów. To przecież w Rzymie na początku lutego 1848 roku dochodzi do spotkania Norwida z Mickiewiczem, to tutaj od stycznia do połowy czerwca tego samego roku autor Quidama spotyka się wielokrotnie z Krasińskim, tocząc z nim niekończące się dyskusje na temat rewolucyjnych wstrząsów, które zachwiały Europą. To w Rzymie Mickiewicz – za namową Makryny Mieczysławskiej – pada na kolana i spowiada się w klasztorze Trinità dei Monti przed księdzem Aleksandrem Jełowickim (historię tej spowiedzi szczegółowo opisał Bogdan Zakrzewski w książce «Spowiednicy» Mickiewicza i Fredry, 1994). To w Rzymie Mickiewicz i Norwid dostępują zaszczytu audiencji u papieża Piusa IX – wyrazem hołdu złożonego władzy papieskiej jest zresztą wiersz Norwida zatytułowany Do władcy Rzymu (1861). Tutaj także pod koniec marca 1848 roku odbywają się pierwsze spotkania, których celem jest utworzenie legionu polskiego, a Mickiewicz głosi konieczność zredagowania Składu zasad. Miesiąc później Norwid i Krasiński w pośpiechu udają się na Kwirynał, by bronić Piusa IX przed plebejuszami rozwścieczonymi papieską alokucją Non semel. W roku 1848 Rzym stał się bez wątpienia miastem, które nie tylko ożywiało literacką i historyczną wyobraźnię polskich romantyków, ale wręcz popychało ich do czynów, zmuszało do działania. To Rzym był dla nich wówczas prawdziwą stolicą Europy.
</document>
<document nplp_id="374" title="Florencja" slug="florencja">Mickiewicz z Odyńcem byli tu od 17 X do 14 XI 1829 roku w drodze do Rzymu, zwiedzali zabytki, groby Michała Anioła, Machiavellego, Galileusza, poznali ks. Michała Kleofasa Ogińskiego.

Ponownie odwiedzili Florencję w lipcu 1830 roku w drodze do Szwajcarii, znów zwiedzali, gościli na obiadach u Ogińskiego. Mickiewicz grywał z kompozytorem w szachy, słuchał też chętnie jego wspomnień z Litwy, zwłaszcza na temat napoleońskich emisariuszy, czego echa niektórzy badacze dopatrują się w postaci ks. Robaka (Windakiewicz).

Ogiński zmarł we Florencji w roku 1833 (pochowany w Santa Croce), ale już przedtem uważany był za zmarłego śmiercią samobójczą – zdarzało mu się oglądać ryciny z wyobrażeniem jego zgonu z powodu nieszczęśliwej miłości albo widzieć panny, wylewające łzy nad nieszczęsnym autorem słynnego poloneza.

W 1831 Mickiewicz krótko bawił we Florencji (24–28 IV) w drodze do ogarniętej powstaniem Polski.

Po raz czwarty Mickiewicz był w tym mieście przez tydzień od 15 IV 1848 roku – w dodatku do „Gazzetta di Firenze” ukazał się wówczas zredagowany przez niego komunikat, wyjaśniający cele powołania Legionu. Zatrzymał się w Albergo San Marco przy Piazza d’Arno. 16 IV miała miejsce duża manifestacja ku czci Polaków, w kościele Santa Croce modlitwę odmówił ks. Raffaello Lambruschini, pedagog i poseł (a nie, jak się niekiedy podaje, konserwatywny kardynał tegoż nazwiska), w obecności „polskiego Dantego” zapowiadając zmartwychwstanie Polski i Włoch. Tego samego dnia odbyło się spotkanie z radykalną młodzieżą florencką w kawiarni Ferruccio, zwanej też Elvetico (naprzeciw Mercato nuovo). 17 IV Mickiewicza przyjął na audiencji w palazzo Pitti wielki książę Toskanii Leopold II, który przekazał legionistom fundusze na drogę do Bolonii. 18 IV legioniści byli u ks. Karola Poniatowskiego, gdzie otrzymali chorągiew narodową, zaś książę zaśpiewał im wyjątki z Don Juana Mozarta. We Florencji uszyto legionistom polskie mundury („czamarka granatowa z kołnierzem amarantowym, czapka polska, krzyż biały na sercu”). Wymarsz odbył się 21 IV z ogrodu willi Emila i Elizy Jurkiewicz-Boratyńskich (Casino Standish, via Larga) – gospodarze obdarowali każdego z legionistów pałaszem i kokardą, Mickiewicz dał pani domu „miniaturkę Najświętszej Panny podług Carlo Dolce, którą nosił przy sobie od czasów litewskich”. Poeta zostawił u Boratyńskich kufer ze swoimi rzeczami, który potem zaginął. Podczas pobytu we Florencji poeta namówił Bernarda Zaydlera do napisania po włosku historii legionu Dąbrowskiego (z aktualizującym nawiązaniem do legionu z roku 1848). Na widok drzwi Lorenzo Ghibertiego do Baptysterium miał powiedzieć „Piękna to rzecz, ale Kościuszko robił piękniejsze” (ale może to tylko złośliwość Lenartowicza, poety i rzeźbiarza).

Żegnając odchodzących do Bolonii legionistów dziennik „Alba” pisał (21 IV, wyd. wieczorne): „Wśród tej młodzieży o marsowym wyglądzie, w mundurze bardzo przypominającym toskański, podziwiano czcigodną postać apostoła ludów słowiańskich, Mickiewicza”. Rosyjski konsul w Genui, Biucow (żonaty z Polką, Heleną z Jezierorańskich) napisał 9/21 maja w raporcie do kanclerza Nesselrode: „Panie Kanclerzu, po kilkudniowym pobycie we Florencji Mickiewicz ze swą bandą skierował się do Bolonii, skąd dwa tygodnie temu przybył do Mediolanu. Wszędzie urządzano mu owacje, a demonstracje teatralne były na porządku dziennym. W Mediolanie wygłosił przemówienie sam Casati, przewodniczący rządu tymczasowego, witając w jego osobie 'przedstawiciela tego narodu bohaterskiego, który był opoką chrześcijaństwa i cywilizacji'”. Sformułowanie „Mickiewicz ze swą bandą” to trybut, złożony carskiej machinie państwowej, dalszy ciąg brzmi całkiem pochlebnie dla Legionu Polskiego i dla jego twórcy.

Słowacki przybył do Florencji po powrocie z Ziemi Świętej, w lipcu roku 1837. Zatrzymał się najpierw w hotelu New York, następnie, za pośrednictwem Bernarda Zaydlera, zamieszkał przy Via dei Banchi (obecny numer: 7). „Z okien mam widok na ładny plac St. Maria Novella i lubię patrzeć na ten kościół, zwłaszcza kiedy wieczorem oświeca go księżyc. Ulubionym także moim miejscem spacerowym jest jeden bok katedralnego kościoła. Nieraz marzę sobie, że tak chodził po tych kamieniach zamyślony Dante”. W październiku 1837 roku poeta zamieszkał w domu Zaydlera (Via della Scala 65). Miał do swej dyspozycji: „ładny salonik z terasem i statuami, sypialny pokoik ciepły, bo na południe, i małe obserwatorium, to jest wieżyczkę, nazwaną belwederem, w której jest mała stancyjka z oknami na cztery strony świata, z najpiękniejszym widokiem na wszystkie góry Toskanii i na wszystkie gwiazdy nad Toskaniją świecące”. Bywał u Hermana i Józefa Potockich, u Józefy i Zdzisława Zamoyskich, u rodziny Moszczeńskich, a także u Charlotty de Survilliers (Bonaparte), z którą być może łączyło go coś więcej, niż towarzyska znajomość.

Oczywiście zwiedzał florenckie muzea. Bodaj największe wrażenie wywarły na nim, w galerii Pitti, dwa obrazy Veronese’a (lub, jak się dziś niekiedy uważa, jego krewnego, Benedetto Caliariego), przedstawiające pożegnanie Chrystusa z matką i Niewiasty u grobu. Reminiscencje tych obrazów znaleźć można w Mazepie i w Beniowskim.

Czas pobytu we Florencji jest bodaj najbardziej umuzykalnionym okresem w życiu Słowackiego. Poeta wynajął tu, a następnie kupił fortepian, nauczył się grać z nut, improwizował, a nawet komponował („Skomponowałem był walec do tańcowania, który się bardzo wszystkim podoba, chociaż nie bardzo oryginalny”, pisał do matki). Był to też czas bardzo płodny; z Florencji poeta posłał do druku w Paryżu Anhellego, poemat Poema Piasta Dantyszka (w przypisku objaśnia zwyczaje, panujące na florenckim cmentarzu Trespiano), wkrótce po jego powrocie do Paryża (grudzień 1838 roku) ukażą się Trzy poemata, następnie (w lipcu 1839 roku) Balladyna.

Pod koniec pobytu Słowackiego we Florencji zjawił się tu – w drodze z Wenecji do Neapolu – Krasiński. W jego liście do Słowackiego mamy wspomnienie czułego pożegnania w wieżyczce belwederu na domu Zaydlera („W tej wieżyczce ciemno było, możeś nie spostrzegł, żem płakał!”), płacz ten, obopólny, utrwalił też Słowacki w wierszu Do Zygmunta: „Żegnaj, o żegnaj, archaniele wiary! / Coś przyszedł robić z moim sercem czary. / Coś w łzy zamienił jego krew czerwoną [...]”.

Krasiński bywał we Florencji wielokrotnie. Ale nawet będąc w tym mieście ciałem, duchem często wędrował gdzie indziej. 4 III 1836 roku pisał z Florencji do Konstantego Gaszyńskiego: „Kiedy człowiek żyje nie na ziemi, nie ma czasu się rachować. Miłość jest niszczycielką wszelkich ziemskich porządków, bo sama ziemską nie jest i walczy na zabój z ziemią.”

Spośród utworów Krasińskiego z Florencją szczególnie związany jest, napisany w tym mieście po francusku, w marcu roku 1831, a następnie przetłumaczony na polski przez samego autora krótki tekst prozą, zatytułowany L’Exilé (Wygnaniec). Nie tylko dlatego, że ten apokryficzny biogram rozpoczyna się zdaniem „We Florencji, w pałacu księcia S*** jest obraz Galeazzo Pesquieri, sławnego w średnich wiekach przywiązaniem do R[rzeczypos]politej Florenckiej i wieloma nieszczęściami”. Także dlatego, że układ tekstu i styl wzorowany jest na artykułach monumentalnej ośmiotomowej publikacji Le Muséum de Florence z przełomu XVIII i XX wieku.

Norwid przybył do Florencji w listopadzie roku 1843, z Wenecji. Zamieszkał przy Via della Colonna (dom nr 6535). Zapisał się do akademii sztuk pięknych, studiował rzeźbę pod kierunkiem Lorenza Bartoliniego i Luigiego Pampaloniego, uczęszczał też do klasy aktu malarza Giuseppe Bezzuolego (Bartolini, „u którego całymi godzinami siadywał Byron i całymi godzinami mawiał” był dla niego źródłem informacji o angielskim poecie – „szczegóły bardzo żywe mawiano mi o nim”). Czytywał Dantego. 15 marca 1844 roku zapisał się do czytelni Jeana Pierre’a Vieusseux. Nie stronił też od rozrywek (wspomina cyrkowe sztuczki psów, Stenterella – rodzaj arlekina – i małpę przebraną w mundur urzędnika). W maju wyjechał do Rzymu i Neapolu, powrócił do Florencji latem 1844 roku. Spotykał się z Antonim Zaleskim, Klementyną z Tańskich Hoffmanową i jej mężem Karolem, Ludwikiem Orpiszewskim, Hermanem Potockim (jego córka wspominała, że gdy we Florencji przychodził do jej ojca „wszyscy byli tego przekonania, że z niego rozwinie się polski Michał Anioł”), pisarką i podróżniczką Łucją z Giedroyciów Rautenstrauchową. Bywał w kawiarni Elvetico. Jesienią zwiedzał Wystawę Przemysłu i Sztuk Pięknych. W weekend 2/3 listopada przeżył wylew rzeki Arno – w mieście odsłonięto słynące cudami obrazy i zanoszono powszechne modlitwy. W Wigilię był na wieczerzy u Marii Kalergis. Na przełomie stycznia i lutego 1845 roku ponownie wyjechał do Rzymu.

We Florencji rozgrywa się akcja Bransoletki. Istnieje także rysunek satyryczny Norwida, znany jako Akademia florencka, którego geneza wiąże się z anegdotą, opowiadaną w roku 1917 przez Władysława Mickiewicza we Fryburgu Szwajcarskim i zanotowaną przez Tadeusza Skowrońskiego, a którą wiązać można z wyjazdem Norwida z Florencji do Rzymu w maju roku 1844, anegdotą o tym, jak Norwid, chcąc malować obraz historyczny, kupił zdechłego konia, a gdy zwłoki zaczęły się rozkładać opuścił w popłochu pracownię i wyjechał z miasta.

W styczniu roku 1877 Norwid nosił się z myślą przeniesienia się do Włoch i nawet wysłał do Florencji swoje książki i rozpoczęte prace artystyczne („Jedna paka zawiera moją bibliotekę, a druga nie pokończone płótna”). Pogarszający się stan zdrowia nie pozwolił na realizację tych planów i zamiast do Florencji czy Rzymu poeta trafił do Zakładu św. Kazimierza w Ivry na przedmieściach Paryża.

Józef Ignacy Kraszewski podczas swej wielkiej podróży po Włoszech, rozpoczętej w roku 1858, przybył do Florencji koleją z Pizy. Zatrzymał się w hotelu York. Widział uroczystości ku czci św. Jana z udziałem wielkiego księcia Toskanii („jechał w karecie paradnej złoconej, otwartej, nad którą w górze czterej aniołkowie trzymali wielką koronę”). Szczególnie zachwyciła go barwna przemowa sprzedawcy sorbetu („patrzajcie, z jaką rozkoszą go połykam, jak masełko delikatny, rozpływający się...”). Spośród artystów związanych z Florencją sporo miejsca poświęcił kilku: Fra Angelico, Michałowi Aniołowi, Rafaelowi. Spośród galerii: Uffizi, Pitti. Z kościołów katedrę, klasztor San Marco, Santa Croce, Annunziata, Santa Maria Novella. Nie zapomniał pochwalić jako kopisty i naśladowcy Fra Angelico mieszkającego we Florencji ziomka, Klemensa Rodziewicza. Opisał pracownię i dom Emila Boratyńskiego w Castel di Poggio. Oraz czytelnię J. P. Vieusseux. Pochwalił się korzystnymi nabytkami książkowymi. Użalił się nad losem Bernarda Zaydlera, który pod koniec życia „wpadł w melancholię dziką”, a jego majątek rozgrabiono. O drzwiach Baptysterium napisał: „są arcydziełem, którego pominąć bez uwielbienia nie można. Michał Anioł uznał je godnymi by były wrotami raju”. Generalnie jednak był miastem nieco rozczarowany: „Florencja nie obudza tej sympatii [co Wenecja], bo umarła politycznie, żyje żywotem nieśmiertelnym sztuki a pragnienia jej nie zdają się sięgać nad teraźniejszość.” To wrażenie zatarły późniejsze o dwadzieścia lat odwiedziny u przyjaciela, Teofila Lenartowicza, kiedy to Kraszewski przeżył we Florencji „wypadek osobliwy” natury artystyczno-religijnej. Tak o tym pisał 19 III 1878 do brata, Kajetana Kraszewskiego: „Cała korzyść podróży, wypadek osobliwy, którego mi tu zazdroszczą wszyscy. Włócząc się po małych uliczkach, nabyłem Madonnę starą, na drzewie malowaną, tak piękną, że ją niektórzy aż Rafaelowi przypisują. Byłem przez dwa dni jak pijany. Stoi przede mną ciągle. Cudna jest. Lenartowicz aż klęczał przed nią.”

Od roku 1860 do śmierci (3 II 1893) mieszkał we Florencji Teofil Lenartowicz. Po śmierci syna (1864) i żony (7 VII 1870 – zob. Miłosław) przeżywał okres ciężkiej depresji. Wątki włoskie, w tym florenckie (wiersz Na posąg Danta z obszernym komentarzem), pojawiają się w tomie Album włoskie (Lwów 1870). Z jego rzeźb we Florencji zachowały się drzwi z brązu do grobowca matki Augusta Cieszkowskiego (Santa Croce), płaskorzeźba, przedstawiająca rozstrzelanie Stanislao Bechiego, powstańca roku 1863 (tamże, krużganek koło kaplicy Pazzich). W roku 1886 Lenartowicz wydał we Florencji swe wykłady o literaturze polskiej, wygłaszane w Bolonii; rozwija w nich m. in. obszernie hipotezę, że to Antoni Malczewski w Wenecji zapoznał Byrona z historią Mazepy. Wiosną roku 1892 odwiedziła Lenartowicza we Florencji Maria Konopnicka, z którą prowadził korespondencję i w której widział kontynuatorkę bliskiego mu sposobu uprawiania poezji. Konopnicka zachwycała się pustelnianą atmosferą domu Lenartowicza („Ogólne wrażenie zdawało się mówić, że upływa tu wpółzakonne życie”), a w nim samym wyczuwała „pogotowie długoletniego wędrowca”. Poetka wielokrotnie wracała do miasta nad Arno, choć zżymała się czasem na polskie towarzystwo (5 II 1902 pisała do Orzeszkowej: „Towarzystwa tak jak żadnego. Paru zdziwaczałych Polaków i paru znów nędzarzy-Polaków”).

Na domu przy Montebello 24, gdzie mieszkał i zmarł Lenartowicz, popiersie, wykonane przez podopiecznego poety, krakowskiego rzeźbiarza Mieczysława Zawiejskiego (Feintucha), który dłuższy czas mieszkał we Florencji. To o nim, jak się zdaje, pisał Lenartowicz 3 IX 1892 do Heleny Mickiewiczówny (wnuczki Adama, którą poznał w roku 1882 i z którą prowadził do śmierci intensywną korespondencję): „brzydka bestia, bo brzydka, ale jak zrobione, co za majsterstwo, jaka znajomość anatomii”.

W latach siedemdziesiątych XIX wieku sporo czasu spędził we Florencji Julian Klaczko, czego owocem są m. in. Causeries florentines (Wieczory florenckie) – dialogi o literaturze i sztuce, Dantem, Petrarce, Michale Aniele. Polski tłumacz tej książki, Stanisław Tarnow- ski, twierdził w przedmowie: „To wiem, że odkąd w Polsce pisać zaczęto, nigdy jeszcze w kwestiach literatury zagranicznej lub sztuki nie było przez Polaka napisanem nic, co by wagą swoją, głębokością nauki, przenikliwością myśli, wykwintnością krytycznego i artystycznego zmysłu, i wreszcie układu doskonałą proporcją i stylu świetnością, choćby z daleka bardzo przybliżało się do tych Florenckich Wieczorów”.

Nie 6 IX 1831 roku w Warszawie, wraz z wolską redutą nr 54, (jak to opisał Mickiewicz w Reducie Ordona), tylko 4 V 1887 roku we Florencji zmarł, zastrzeliwszy się, Juliusz Kon- stanty Ordon. Lenartowicz napisał o tym wiersz Ordon (Konopnicka 12 IV 1892 do stryja, Ignacego Wasiłowskiego: „Szczególniej podobał mi się wiersz na śmierć samobójczą Ordona, który obronił sławną redutę, ale duszy własnej przed rozpaczą obronić nie mógł”). Ostatnie lata życia spędził we Florencji i tu jest pochowany krytyk i filozof Stanisław Brzozowski. Tu napisał m. in. Pamiętnik. W latach 1913–14 mieszkał we Florencji Stefan Żeromski (tablica pamiątkowa na Piazza d’Azeglio).

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="375" title="Mapa romansu Zygmunta Krasińskiego i&amp;nbsp;Delfiny Potockiej" slug="mapa-romansu-krasinskiego-i-potockiej">Dla historyka literatury romans między Delfiną Potocką a Zygmuntem Krasińskim to przede wszystkim ogromny zbiór listów – pisanych okresami tak często, że stanowiących rodzaj dziennika. Słowa wypełniały czas rozdzielenia kochanków. Chwile spędzane razem są w zasadzie opieczętowane milczeniem. Miejsca spotkań, trasy wspólnych podróży, drogi przebyte ku sobie – ponieważ kochankowie, dla niepoznaki i uniknięcia (i tak nieuniknionych) plotek, przybywali na umówione randez-vous z różnych stron – kreślą mapę tego niezwykłego romansu. Niektóre z odwiedzanych miejsc, jak Fryburg, Sorrento, Varenna, pełniły rolę osi krystalizacji „mitologii” osobistej czy też prywatnego systemu symbolicznego Krasińskiego (Sorrento stało się przecież pseudonimem Delfiny).

Chociaż Potocka z Krasińskim poznali się przelotnie w dzieciństwie, romans między nimi zawiązał się pod koniec 1838 roku podczas Wigilii u Komarów[przypis]Pani Delfina, z domu Komarówna, nosiła nazwisko po mężu, Mieczysławie Potockim, którego poślubiła, mając 18 lat, miała z nim dwie córki, które zmarły we wczesnym dzieciństwie.[/przypis] w Neapolu. Dalsze spotkania i wojaże są do odtworzenia z korespondencji Krasińskiego[przypis]Najwięcej informacji dostarczają listy Zygmunta Krasińskiego do Delfiny Potockiej, ale wiele wyjaśnia również jego korespondencja z Adamem Sołtanem czy Jerzym Lubomirskim.[/przypis] do różnych adresatów, choć dokładne daty bywają nie do ustalenia. W późniejszym czasie, szczególnie w latach pięćdziesiątych, trudno niekiedy domyślić się, czy przebywając razem w jednym miejscu, Potocka i Krasiński w ogóle się widzieli – stąd przy niektórych miejscach i datach pojawiają się znaki zapytania. Wiele zapewne jest przyczyn tego osłabienia intensywności spotkań i braku jakichkolwiek relacji z nich: poeta był coraz bardziej cierpiący i coraz poważniej schorowany, przy tym jak zawsze stały tym dwojgu na przeszkodzie względy obyczajowe, a wreszcie, jak się można domyślać, choć znajomość między nimi przetrwała do końca, jednak jej charakter przez lata zmienił się na tyle, że później trudno właściwie mówić o romansie.
Kalendarium – miejsca i daty
1/ Neapol (24 XII 1838 – przed 17 II 1839)

24 grudnia 1838 r. na uroczystej polskiej Wigilii w Neapolu, w domu wdowy po Stanisławie Komarze, majorze wojsk rosyjskich i marszałku gubernialnym Podola, Honoraty z Orłowskich Komarowej, Zygmunt odnawia znajomość z córką pani majorowej, trzydziestodwuletnią Delfiną Potocką. Dalsze spotkania pozwalają zacieśnić przyjaźń (,,gawędzę z nią długie godziny”, wyznaje Krasiński w liście do Sołtana z 28 I 1839). Prawdziwa czułość budzi się w sercu Krasińskiego, gdy Delfina troszczy się o niego w chorobie „jak siostra miłosierdzia”: „5 lutego. Przez te wszystkie dni leżałem w wściekłej gorączce, która mi całe ciało i twarz całą osypała krostami, słowem ospę miałem [...] Nie mogę Ci opisać, o ile przez czas ten mojej choroby Delfina była dobra, prawdziwie szczerze dobra dla mnie. Po trzy razy na dzień przyjeżdżała się pytać [...] Co dzień z rana pisała do mnie, kwiaty mi przysyłała, lampę do oświecenia pokoju w nocy [...]”[przypis]Zygmunt Krasiński, Listy do Adama Sołtana, opr. Z. Sudolski, Warszawa 1970, s. 267.[/przypis].

15 lutego Krasiński opuszcza Neapol, udając się do Rzymu; pożegnanie z nową muzą upamiętnia wierszem Ledwom Cię poznał, już Cię żegnać muszę... 18 lutego 1839 r. Krasiński pisze do Delfiny pierwszy list (i zaraz potem, tego samego dnia, drugi).

2/ Albano – Rzym (3 III i 31 III 1839)

Krasiński wyjeżdża do Albano[przypis]Ślad tego spotkania pozostał jedynie w liście Krasińskiego do Delfiny pisanym z okazji 9. rocznicy poznania i zawierającym wykaz wszystkich dotychczasowych spotkań; por. List 597 z 19 XII 1847 r., w: Zygmunt Krasiński, Listy do Delfiny Potockiej, opr. Z. Sudolski, Warszawa 1975, t. III, s. 496.[/przypis] na spotkanie przybywającej z Neapolu do Rzymu Delfiny. Potem przez dłuższy czas przebywają oboje w Rzymie, spotykając się przy różnych towarzyskich okazjach. W niedzielę wielkanocną 31 marca razem, stojąc na stopniach Bazyliki św. Piotra, przyjmują błogosławieństwo Urbi et Orbi. Niekiedy ruiny Wiecznego Miasta udzielają kochankom swego zacisza, jak miesiąc później wspominał poeta w Neapolu: „Na rzymskich cmentarzach lepiej nam było [...] tam nocy czarne i pełne pokoju – tam wszystko nosi cechę wieczności […] Kampania dobrą dla nas była – ruiny kochały nas – grób Augusta strzegł nas – księżyc, co zazierał przez okna i siatką srebrną oplatał błękitną kurtynę, był nam przyjacielem”[przypis]Zygmunt Krasiński, [Dziennik sycylijski (1839)], w: tegoż, Dzieła literackie, opr. P. Hertz, Warszawa 1973, t. III, s. 97–98.[/przypis].

3/ Albano (20 IV 1839)

Krasiński przybył tu po rozstaniu się z ojcem w Rzymie 18 kwietnia i czekał na Delfinę, by towarzyszyć jej w drodze do Neapolu.

4/ Mola di Gaeta – Neapol (21–28 IV 1839)

Kilka dni spędzonych razem w Neapolu, dokąd przybyli przez ulubione Mola di Gaeta, zakłócane są zgiełkiem miasta i koniecznością zachowania pozorów (mieszkają osobno, Delfina w willi swej matki). Potem, 28 kwietnia 1839, Krasiński wyrusza w towarzystwie Jerzego i Kazimierza Lubomirskich na Sycylię, skąd będzie pisał dziennik dla Delfiny, oprowadzając ją w marzeniach po odwiedzanych miejscach: „Sycylia, co nikomu domem nie była, mogłaby nam być schronieniem [...] O śnie dziki, namiętny, jasny, czego mnie dręczysz? – Już czuję jej dłoń w mojej, już ją wiodę pomiędzy te skały. Teraz zasłaniam jej czoło przed tym gorejącym słońcem, teraz znowu siadam z nią w chłodzie i cieniu nad tym ruczajem, wśród poziomych dębów, wśród sosen, do palm podobnych, okolony rzędem wysmukłych cyprysów. – Ona lubi kwiaty […] Powiedz, co wolisz: czy rozkwitły aloes, czy prostą małgorzatkę, czy tę różę świeżą, stulistną, której tu nikt nie zasiał, którą wiatr posadził? Patrz! sama to jesteś – nie słychać głosu ludzi – nie widać śladu ich stóp na piasku! – Przywiodłem cię tutaj [...] – Tyś panią świata tego!”[przypis]Zygmunt Krasiński, [Dziennik sycylijski (1839)], w: tegoż, Dzieła literackie, opr. P. Hertz, Warszawa 1973, t. III, s. 108–109.[/przypis] (Mesyna, 1 V 1839).

5/ Neapol (6 V 1839)

Po powrocie z Sycylii Krasiński spędza ponad miesiąc w Neapolu w towarzystwie przyjaciół (Jerzego Lubomirskiego, Konstantego Danielewicza), ale również uczestnicząc w życiu rodzinnym państwa Komarów, będąc stale dyskretnie w pobliżu Delfiny, niekiedy widując ją potajemnie sam na sam.

6/ Civitaveccia (1 VII) – Genua (3–5 VII) – Pavia – Mediolan (6 VII) – Como – Splügen (8 VII) – Bregenz nad Jeziorem Bodeńskim (10 VII 1839)

Kochankowie ruszyli morzem z Neapolu przez Civitaveccia i Livurno (gdzie dołącza Danielewicz) do Genui, następnie lądem do Mediolanu, w Como przepłynęli jezioro i przez przełęcz Splügen dotarli do Szwajcarii. Po tej pierwszej podróży alpejskiej Krasiński razem z Delfiną jedzie też w kierunku Drezna, gdzie 15 lipca ma spotkać z ojcem. Rozstaje się z ukochaną w Bregenz, Delfina podąża do Baden, a Krasiński z Danielewiczem dalej do Drezna.

7/ Baden (25 VII 1839)

Jednodniowe spotkanie, po którym Krasiński „ucieka“ przed plotkami do Frankfurtu, umawiając się z Delfiną na sierpień.

8/ Mannheim (trzy dni po 9 VIII 1839); Baden (poł. VIII 1839)

Odprowadziwszy Delfinę, Krasiński rusza do Fryburga Badeńskiego sam, dla zachowania pozorów.

9/ Baden (25 VIII 1839) – Fryburg Badeński (koniec VIII – koniec X 1839)

Po kilkudniowym niewidzeniu Delfina Potocka dołącza do Krasińskiego (on wyjeżdża na jej spotkanie do Baden 25 sierpnia); spędzają razem dwa miesiące urozmaicone wycieczką po Renie. Szczególnych wzruszeń i rozmarzeń dostarcza fryburska katedra, a sam Fryburg staje się dla Krasińskiego synonimem (nomen omen) miasta wolności. Na początku października dołącza do nich Danielewicz; we troje wędrują po okolicy, celebrując urze- czywistniony ideał romantycznej miłości i przyjaźni.

10/ Podróż statkiem po Renie; wycieczka do Badenweiler (30 X) Krajoznawcza przejażdżka odbyta we troje, z Danielewiczem.

11/ Podróż: Fryburg – Szafuza (Schaffhausen) – Konstancja – Splügen – Chiavenna– Varenna – Lecco – Mediolan (3–9 XI 1839)

Po powrocie z wycieczki Renem, na zakończenie pobytu we Fryburgu, wracają razem przez Szwajcarię i przełęcz Splügen do Mediolanu, powtarzając niemal dokładnie lipcową marszrutę w odwrotnym kierunku, przy czym Splügen w zimowej szacie dla wyobraźni poety staje się obrazem Sybiru.

12/ Mediolan (9 XI – pocz. XII 1839)

Pobyt w Mediolanie przedłużył się z konieczności – Potocka i Krasiński z powodu ulew zostali zamknięci „w rygle rzek i potoków”. Spędzają czas na dysputach filozoficznych ze spotkanym przypadkowo Augustem Cieszkowskim, niekiedy szukając rozrywki w operze.

13/ Podróż: Pievepelago – Serravalle – San Marcello – Modeny – Pistoi – Civitaveccia (pocz. XII – 10 XII 1839)

Po wydostaniu się z zalanego wodą Mediolanu, kochankowie udają się w kierun- ku Rzymu.

14/ Terracina pod Rzymem (12 XII 1839)

Krasiński odprowadza Delfinę udającą się na zimę do Neapolu.

15/ Neapol (koniec I – ok. 15 II 1840)

Do Neapolu, do Delfiny, uciekał Krasiński z Rzymu przed scenami zazdrości i rozpaczy, jakie robiła mu w tym czasie poprzednia kochanka, Joanna Bobrowa.

16/ Neapol (koniec II – 11 III 1840)

Dłuższy pobyt Krasińskiego w Neapolu spowodowany jest chorobą Delfiny.

17/ Civitaveccia – Neapol (ok. 13 III 1840)

18/ Mola di Gaeta (21 III 1840)

Na spotkanie Krasiński przybywa z Rzymu 17 III i czeka na Delfinę zdążającą w jego kierunku z Neapolu.

19/ Albano (25 III 1840) – Castel Gandolfo – Ariccia di Roma – Genzano

20/ Rzym (19 IV – VI 1840)

Wspólna Wielkanoc w Rzymie, Zygmunt Krasiński przyjmuje błogosławieństwo Urbi et Orbi w karecie Delfiny w towarzystwie jej samej i Stanisława Małachowskiego. Dalszy pobyt w wiecznym mieście wypełniają m.in. konne wycieczki za miasto (w towarzystwie Jerzego Lubomirskiego).

21/ Mola di Gaeta (26–30 VI) – Neapol (do 7 VII 1840)

22/ Capodimonte – Neapol – Sorrento – Capodimont (15 IX – 15 X 1840)

Capodimonte jest miejscem spotkania i rozstania; miesiąc ten Potocka z Krasińskim spędzają w Neapolu i nigdy niezapomnianym Sorrento, którego nazwa staje się jednym pseudonimów Delfiny w korespondencji Krasińskiego.

23/ Mola di Gaeta – Albano – jezioro Castel Gandolfo (pocz. XI 1840)

24/ Rzym (XII 1840) – ?

W tym czasie Zygmunt Krasiński znajduje się w położeniu „fantastycznym i rozdziera- jącym serce” – w Rzymie jest wówczas Joanna Bobrowa, z którą przeprowadza ostateczne pożegnanie, oraz Delfina, z którą zapewne również się spotyka.

25/ Neapol – Terracina (koniec I 1841)

26/ Rzym (31 I 1841 – koniec II 1841)

Po pobycie w Neapolu Krasiński wraca spędzić karnawał w Rzymie, gdzie w tym czasie przebywa również Delfina.

27/ Rzym (przed 11 IV – 7 VII 1841) – Neapol

Od Wielkanocy (Krasiński przyjmuje błogosławieństwo Urbi et Orbi na placu Świętego Piotra w towarzystwie Delfiny i jej szwagra, księcia Beauvau) do lata bawią w Rzymie oboje. Następnie Krasiński odprowadza Delfinę do Neapolu, a sam udaje się w kierunku Monachium na spotkanie z Danielewiczem.

28/ Varenna – Tremezzo (koniec IX – 27 X 1841)

Miesiąc ten, spędzony w Varennie we Włoszech, nad jeziorem Como, określił Krasiński jako „ferie duszy”. W połowie października odbywają krótką wycieczkę do Lago Maggiore. Varenna staje się dla Krasińskiego synonimem nieba kochanków, krainy szczęścia, kwitnącego raju otoczonego górami; zyskała swój poetycki obraz w Przedświcie.

29/ Provins – Melun (5 XI 1841)

Krasiński odprowadza Delfinę przez Alpy do Francji.

30/ Bazylea (15 IV 1842)

Miejsce spotkania po kilkumiesięcznym niewidzeniu.

31/ Lucerna (30 IV) – góra Righi – Brienz – Interlaken – Thun – Interlaken – dolina Lauterbrunnen u podnóża Eigeru w Alpach Berneńskich – Grindelwald u podnóża lo- dowca Gauli – Meiringen – Lucerna – Mormant (26 VI 1842)

Razem, ale incognito, Potocka i Krasiński spędzają dwa wiosenne miesiące w Szwajcarii, odbywając wędrówkę po Alpach.

32/ Bazylea – Sestri di Levante – Chiavari – Genua – Monaco? – Lavagna – Savona

(IX 1842)

Po ponownym spotkaniu w Bazylei cały wrzesień 1842 roku wypełnia parze podróż do Włoch.

33/ Nicea (ok. 12 X – 17 XI 1842)

Na zakończenie włoskich peregrynacji Krasiński odprowadza Delfinę do Nicei, do matki; sam pozostaje w mieście ponad miesiąc.

34/ Nicea (2–9 III 1843)

35/ Nicea (21 III – 3 IV 1843)

Korzystając z okazji czy pretekstu, przez Montpellier, gdzie widzi się z lekarzem, Kra- siński jedzie do Nicei spotkać się z Delfiną.

36/ Tullins pod Grenoble (27 V 1843) Miejsce spotkania przed dalszą   podróżą.

37/ Uriage – Aix-les-Bains – czerwiec (do 24 VI) 1843

Ostatnie przedślubne spotkanie Krasińskiego z Delfiną – miesiąc spędzony razem.

38/ Aix-les-Bains – (Lugdun?) – Sens (Sens-sur-Yonne) (3 VII – 15 VII 1843)

Krasiński robi w tym czasie wypady z Heidelbergu, gdzie odbywa kurację, do Aix-les-Bains, by ratować, jak sam pisze, Delfinę przed zalotnikami; ostatecznie w połowie lipca rozstają się na rok. Jednak w tym czasie sfinalizowany zostaje zakup willi w Nicei, która ma być zacisznym, idyllicznym miejscem spotkań kochanków. Umowa zostaje podpisana 31 X 1843, transakcję sfinansował w przeważającej części lub w całości Krasiński. Willa Rey (od nazwiska wcześniejszego właściciela) staje się willą Irydią (na pamiątkę tytułowego bohatera dramatu Irydion); położona w dzielnicy Carabacello (dzisiejszy adres: Bulwar de Cimiez nr 2) posiadłość obejmowała ogrody z drzewkami oliwnymi i szczepami winnymi.

39/ Haga – Scheveningen – Kolonia (do 14 VII 1844)

Po krótkim pobycie w Holandii i Belgii kochankowie oddzielnie jadą do Kolonii, gdzie najpierw zatrzymuje się Krasiński, a 12 lipca dołącza do niego Delfina; tu spędzają razem trzy dni.

Opuściwszy Kolonię, wspólnie odbywają podróż Renem do Moguncji i Frankfurtu, skąd Krasiński udaje się do Heidelbergu, a Potocka do Hamburga.

40/ Moguncja (26 VII 1844)

Po odbyciu kuracji Krasiński wraca do Moguncji, gdzie 26 lipca spotyka się z Delfiną. Podróżują statkiem po Renie do Bonn, stamtąd koleją do Kolonii i znów statkiem do Rotterdamu.

41/ Paryż (10 VIII – 14 IX 1844)

10 sierpnia Krasiński pojawia się incognito w Paryżu; razem z Delfiną odbywają przechadzki w Lasku Bulońskim.

42/ Nicea (20 V 1845)

43/ Między Antibes a Grasse (10 VI 1845)

Po spotkaniu w Nicei Zygmunt Krasiński odprowadza Delfinę do Cagnes i Antibes na początku czerwca, sam zaś jedzie do Turynu.

44/ Podróż: Chambery – Annecy – Chamonix – Genewa – Montreux – Vevey – Lo- zanna – Dole – Dijon (15–29 VI 1845) [niezaznaczone na mapie]

Po kilkudniowej przerwie Krasiński spotyka się z Delfiną ponownie 15 czerwca   w Chambery, stąd udają się na wycieczkę po Sabaudii i Szwajcarii.

45/ Paryż (20 VII – ok. 17 VIII 1845)

Krasiński przyjeżdża do Paryża w największej tajemnicy, w związku z drukiem Psalmów przyszłości; zapewne widuje się z mieszkającą tu Delfiną, skoro w tym czasie zamówiony zostaje u Ary Scheffera jej portret.

46/ Nicea (7 XII 1845) – Cannes (10 VI 1846)

Dłuższy pobyt w Nicei. Początkowa data oznacza przyjazd Krasińskiego do Nicei, końcowa zaś – wyjazd Delfiny z Nicei; Krasiński odprowadza ją do Cannes, gdzie się rozstają; Delfina udaje się do Paryża.

Krasiński jeszcze na jakiś czas wraca do Nicei i zamieszkuje w willi Delfiny.

47/ Boppard (25 VIII – 25 IX 1846)

Przez Frankfurt i Moguncję Krasiński dociera do Boppard, by spędzić z Delfiną wspól- ny miesiąc.

48/ Podróż: Bonn – Kolonia – Rotterdam (koniec września 1845) – Vallenciennes –

Paryża (5 X 1846)

Z Boppard para odbywa wycieczkę statkiem w dół Renu, następnie Krasiński dowozi Delfinę przez Vallenciennes do Paryża, gdzie przebywa w najgłębszej konspiracji i tylko trzy godziny.

49/ Fontainbleau (od 21 XI 1846) – Paryż 19 (?) XI – St.-Assise (10 XII 1846)

Krasiński zatrzymuje się w Fontainbleau, skąd na krótko jedzie do Paryża; można przypuszczać, że w Paryżu towarzyszy mu Delfina.

50/ Aix-en-Provence (24 III 1847) – Nicea (29 III – 24 V 1847) – Fontainbleau (10–24/25 VII 1847) – St.-Laurent-du-Var na drodze do Melun (27 V 1847)

Krasiński przebywa w Nicei od 17 grudnia, następnie wyjeżdża na spotkanie Delfiny; od 29 marca ona również przebywa w Nicei, by 25 maja wraz z jego rodziną – żoną i dziećmi, wyjechać do Paryża; Krasiński pozostaje w Nicei i zamieszkuje w willi Delfiny aż do początku lipca, kiedy to udaje się do Fontainbleau, by spędzić z Delfiną dwa tygodnie.

51/ Akwizgran (5 IX – ok. 5 X 1847) – Moguncja (6 X) – Heidelberg (8–20 X 1847) – Akwizgran – Paryż (5 XI 1847)

Z Akwizgranu, gdzie przebywają przez miesiąc, Krasiński i Potocka robią wypad do Heidelbergu na 10 dni (w towarzystwie Konstantego Gaszyńskiego). Następnie Krasiński odprowadza Delfinę do Akwizgranu, a sam na kilkanaście dni udaje się do Paryża z Gaszyńskim, by na początku listopada (najprawdopodobniej) wrócić do Akwizgranu po Delfinę i odprowadzić ją do Paryża.

52/ Fontainbleau (7 XII 1847) – Melun (12 XII 1847)

Krasiński przybywa na spotkanie w Fontainbleau z Heidelbergu, Delfina z Paryża; po kilku dniach ona odprowadza go do Melun, gdzie się rozstają.

53/ Paryż (druga poł. / koniec VI – 14 VII 1848)

W tym czasie Krasiński mieszka u Delfiny w Paryżu (jak zawsze tu – incognito); przyjechał, by ją „zbawić ze szponów rewolty czerwonej, gdyby takowa zwyciężyła”.

54/ Nancy (ok. 8 września 1848) – Dieppe (poł. IX – pocz. X 1848) ? – Paryż – (ok. 13 X – 5 listopada 1848)

Na początku września Krasiński wyrusza z Heidelbergu w kierunku St. Assise pod Paryżem na spotkanie z Delfiną i przez Nancy jadą już razem, by spędzić miesiąc w Dieppe nad Kanałem La Manche; stamtąd na kilka tygodni Krasiński w największej konspiracji jedzie do Paryża, odprowadzając Delfinę.

55/ Heidelberg (ok. 4–13 września 1849 – ?)

Od 5 VIII 1849 Krasiński przebywał w Baden, skąd we wrześniu jeździ do Heidelbergu, gdzie może spotkać się z Delfiną.

56/ Karlsbad (16 VIII 1850) Spotkanie zaledwie kilkugodzinne.

57/ Bruksela (8 IX 1850) – Blankenberg nad Morzem Północnym – Calais – Tréport nad Kanałem La Manche (ok. 20 IX 1850) – Dieppe (pocz. X 1850) – Paryż (ok. 20 X do 26 XI 1850)

Po krótkim widzeniu się w sierpniu w Karlsbadzie Potocka i Krasiński wyjeżdżają stamtąd osobno, by spotkać się 8 września w Brukseli. Stamtąd ruszają na wspólną wędrówkę po nadmorskich uzdrowiskach. Na koniec tych wojaży spędzają wspólny tydzień w końcu października w Paryżu.

58/ Frankfurt (koniec VII 1851)

59/ Nancy – Craon (ok. 18–28 IX 1851)

Od 6 czerwca do późnej jesieni 1851 roku Krasiński przebywa na kuracji w Baden, skąd robi wypady do Frankfurtu, Bonn oraz właśnie do Nancy w celu widzenia się z Delfiną. Ok. 23 października wyjeżdża z Baden na kilka tygodni (do połowy listopada) do Paryża, gdzie zatrzymuje się u Delfiny (nie wiadomo, czy gospodyni jest obecna).

60/ Nicea (druga poł. III 1852)

61/ Nicea – (ok. 21–30 V 1852)

Kilka dni spędzonych razem w willi Irydia, już po raz ostatni.

62/ Heidelberg (23 VI – 2 VII 1852)

64/ Paryż (X 1852)

65/ Paryż (11 VII 1853)

Przebywając w Paryżu, Krasiński zatrzymuje się u Delfiny.

66/ Baden (jesień 1854) – ?

Od Wielkanocy 1854 roku Zygmunt Krasiński przebywa na kuracji w Heidelbergu, Delfina zaś – w Baden; możliwe, że odwiedza Krasińskiego latem, dość prawdopodobne jest też, że kiedy jesienią Krasiński udaje się do Baden, Delfina jeszcze tam jest i spotykają się.

67/ Baden (lato 1855)

68/ Paryż (poł. I – pocz. II 1856) – ?

Krasiński był na pogrzebie Mickiewicza 21 stycznia 1856 roku w Paryżu, Delfina również. Mogli się spotkać wtedy lub podczas późniejszego pobytu Krasińskiego w Paryżu.

69/ Baden (VI 1856)

W uzdrowisku przebywa wówczas całe towarzystwo, przyjaciele, odbywa się zjazd rodzinny; jest tam również Delfina i najprawdopodobniej dochodzi do jakiegoś spotkania.

70/ Paryż (koniec XII 1856 – VI 1857) – ?

Nie wiadomo, czy Krasiński widzi się z Delfiną Potocką, kiedy wraz z żoną przebywa w Paryżu (po raz pierwszy nie incognito), gdzie Delfina mieszka.

71/ Paryż (poł. IX 1857 – VII 1858 oraz w VIII 1858) – ?

Nie wiadomo też, czy dochodzi – choć mogło dojść – do spotkania Krasińskiego z Delfiną w Paryżu, gdzie poeta przebywa (znów jawnie) od jesieni 1857 do lata 1858 roku; w lipcu wyjeżdża stamtąd na pięć tygodni do Plombières w Wogezach, by w sierpniu wrócić znów do Paryża (dopiero w końcu sierpnia 1858 jedzie spotkać się z żoną i dziećmi w Trouville).

72/ Paryż (jesień 1858) – ?

Delfina pociesza Krasińskiego po śmierci ojca, gdy w pierwszej połowie listopada 1858 roku jedzie do Paryża. Nie wiadomo, czy widzieli się jeszcze przed śmiercią poety 23 lutego 1859.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="376" title="Caprera" slug="caprera">Caprera jest wyspą pochodzenia wulkanicznego, położoną w archipelagu Maddalena, nieopodal Sardynii. Nazwa pochodzi od włoskiego słowa „capra” oznaczającego kozę – podobno zamieszkiwało tam wiele dzikich kóz. Powierzchnia wyspy wynosi 15, 7 km kw, a linia wybrzeża ma niecałe 50 kilometrów długości. Najwyższym punktem jest Monte Tejalone licząca 212 metrów. Z Maddaleną połączona została 600 metrową groblą. Obecnie jest celem wizyt turystów i rejsów luksusowych jachtów. Główną atrakcją jest „Biały Dom” należący ongiś do Giuseppe Garibaldiego i zaświadczający o niejakim wpływie amerykańskiego republikanizmu na jego wyobraźnię.
Garibaldi wprowadził Caprerę na romantyczną mapę Europy. Obierając ją w roku 1855 na siedzibę, uczynił jednym z centrów dowodzenia, miejscem z pozoru tylko peryferycznym, w którym wykuwały się ideały Risorgimenta. Później gwarantowała mu bezpieczne schronienie przed zgiełkiem świata. Po śmierci Garibaldiego, która miała miejsce w roku 1882 właśnie na Caprerze, wyspa bezpowrotnie utraciła znaczenie historyczne.
Caprera była obiektem licznych wizyt, składanych Garibaldiemu również przez polskich romantyków, przedmiotem debat, a nawet plotek (Teofil Lenartowicz). Często odwoływano się bądź wprost naśladowano wspomnienia Garibaldiego lub relacje jego współpracowników i gości. Z czasem skonwencjonalizowały się na tyle, iż można mówić o dziale epistolografii, jaki stanowiły listy z Caprery lub o Caprerze (list jest tu formą, a nie autentykiem). Wpisują się w kult osoby Garibaldiego (Ferdynand Gutt), czasami współtworzą jego czarną legendę (Lenartowicz).
Pojawia się również Caprera jako miejsce ważnego porozumienia między Garibaldim – włoskim przywódcą i Ordęgą – przedstawicielem Rządu Narodowego (czerwiec 1864) [Bersano Begey 1935; 70 (tamże odwołanie do pracy A. Lewaka)].
Legenda stanowi, iż wyspa była bezludna, a osiedleńcy pojawili się w wieku XII. Pierwszy dom miał wznieść korsarz z Porto Vecchio na Korsyce. Po jego ucieczce na Sardynię na wyspie nie było stałych mieszkańców. W tym sensie Garibaldi był pierwszym stałym mieszkańcem wyspy. Kupił tam posiadłość od Collinsa [McGrigor 1866; 95]. Wieść niesie, że Garibaldi stał się właścicielem całej wyspy, a nie tylko niewielkiej parceli.
Garibaldi był nie tylko „twórcą” Caprery jako pojęcia historycznego, lecz również współtwórcą zjednoczonego państwa włoskiego. W tym sensie wyspa stanowi metaforę nowej jednostki administracyjnej na mapie Europy. Stanowiła ogniwo archipelagu – podobnie do poszczególnych regionów, które weszły w skład państwa włoskiego, była częścią całości, jednocześnie zachowującą pewną odrębność [McGrigor 1866; IX].

Na Caprerze Garibaldi mieszkał w bungalowie wzorowanym na południowoamerykańskich. Gospodyni Garibaldiego – Battistina Ravello urodziła mu w 1859 roku córkę – Anitę. W początkach lat sześćdziesiątych Generałowi towarzyszyli m.in. pułkownik Specchi, generał Nino Bixio oraz lekarz Timoteo Roboli [Vecchi 1862; 15].
Opisy Caprery są „picturesque” – obok obserwacji topograficznych zawierają ładunek emocjonalny i wkład ideologiczny [McGrigor 1866; 49]. Widać w nich wpływ poezji m.in. Williama Wordswortha i jego wizji klifu zawartej w Preludium. W zależności od stosunku do Generała kształtuje się opis wyspy.
Twórcami mitu Garibaldiego jako kolonizatora nieznanego i nieujarzmionego lądu, pierwszego człowieka i prawodawcy na Caprerze (pełniącej rolę metafory Włoch i Europy) byli m.in. Candido Augusto Vecchi i Charles R. McGrigor. Był podług nich: „lo Adamo nuovo della creazione” – „nowym Adamem stworzenia” [Vecchi 1862; 16], Krzysztofem Kolumbem odkrywającym i cywilizującym nowe kontynenty [McGrigor 1866; 34], geniuszem porównywalnym z największymi indywidualnościami renesansu (łączącym sztukę z umiejętnością prowadzenia wojny, uprawy roli i nawigacji) [Vecchi 1862; McGrigor 1866; 66, gdzie autor twierdzi, iż Generał „unites mental culture with poetic feeling” – „łączył kulturę umysłową z poetycznym uczuciem”]. McGrigor sugerował, iż był bohaterem znacznie przewyższającym swoimi osiągnięciami Napoleona I – Caprera nie stała się nigdy Elbą ani Świętą Heleną [McGrigor 1866]. Konstatacja ta zdradza nadzieję Brytyjczyka na zbliżenie Włoch z Anglią w kwestii produkcji i handlu bawełną. Jest wymierzona w ewentualne sojusze franco-włoskie. W tym ujęciu Caprera i jej mieszkaniec stają się strażnikami Sardynii, na której uprawiano ten surowiec [McGrigor 1866; VIII]. Opis wyspy zawarty w pracy Vecchiego Garibaldi e Caprera ukazuje teren z granitu utworzony przez podziemny ogień i smagany wiatrami. Nie ma godniejszego miejsca dla bohatera, który pragnie medytować i odczuwać „gioie dolorose” – „dojmujące radości” i który gardzi dobrami doczesnymi [Vecchi 1862; 81]. Jest to właściwie „montuosa e selvaggia” – „górzysta i dzika” kryjówka tego, kogo zwie „leone d’Italia” – „lwem Włoch” [Vecchi 1862; 28, 11].
Kapitan Beauregard dostarczył syntetycznego obrazu Garibaldiego na Caprerze. Jego „biały domek” usytuowany na wzniesieniu miał dominować nad morzem. Generał okazał się panem Śródziemnomorza, z obserwacji ruchu morskiego wnoszącym o rozwoju wypadków historycznych [Dumas 1861; 913 – 914].

Polskie wyobrażenia Caprery są zgodne z konwencją. Różnią się jednak w szczegółach. Gutt w listach stanowiących dzisiaj część Świadectwa o Sprawie Bożej złożonego Garibaldemu w 1860 roku, na wyspie Caprera przez Ferdynanda Gutta, Jana Scovazzi, Tankreda Canonico i Hyacenta Forni (wyjątki z listów), opisał wizytę u Generała wraz z piemonckimi zwolennikami Andrzeja Towiańskiego. Nosił się z „przeczuciem chrześcijańskiego powołania Włoch”, współczuł z „wszystkim co się tam działo [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 1]. Zdjęła go również „wielka trwoga o los Sprawy Bożej we Włoszech” [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 2]. Wybór Garibaldiego nie był przypadkowy – towiańczycy chcieli nawrócić sceptycznego w sprawach wiary przywódcę Risorgimenta na towianizm, pragnęli, aby zjednoczone Włochy stały się krajem katolickim. 11 grudnia postanowili wyruszyć do Genui. 13 zaś znaleźli się w Sassari, skąd następnie wzięli statek na Maddalenę. Podróżowali przez Tempio i Parao (Parco). Zanim osiągnęli cel, wielokrotnie upewniali się, czy ich duch wzniósł się wystarczająco wysoko, aby sprostać tak delikatnej misji. Na Maddalenie wylądowali 17 grudnia o poranku. Niezwłocznie udali się na Caprerę.
Opis warunków atmosferycznych i uwarunkowań topograficznych pełni określoną funkcję. Wyruszyli przy pięknej pogodzie, lecz ta rychło uległa załamaniu – wiał sirocco. Fakt ocalenia statku pocztowego Italia, którym podróżowali, uczestnicy wyprawy odebrali jako znak Boga, czuwającego nad jej powodzeniem [Świadectwo o Sprawie Bożej; 7]. We wiadomym dniu do Generała udali się tylko Włosi, Gutt miał pozostać na brzegu.

Kiedy odwiedzili go towiańczycy, Garibaldi uprawiał ziemię. Informacja o pielęgnacji ogródka przez Generała często powtarza się w relacjach gości. Potrafił nieprzyjazną ziemię, przemienić w żyzną glebę. Marzył, aby posadzić i utrzymać na wyspie drzewa owocowe [Vecchi 1862; 18; Dumas 1861; 917].
W trakcie rozmowy Forni, Canonico i Scovazzi przedstawili mu założenia towianizmu i zaproponowali, aby się do nich przyłączył. Garibaldi miał odpowiedzieć, że towianizm jest „mistycyzmem” (mystique), Jezus Chrystus człowiekiem, a Bóg „tajemnicą” (un mystère). Poinformował ich ponadto o planie przegnania papieża i ogłoszenia świętymi m.in. Kopernika i Galileusza, a także Keplera. Jak świętego traktował również Washingtona [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 12].
Niezadowolony z rezultatów misji Gutt postanowił ponownie złożyć wizytę Garibaldiemu. Jego opowieść o Caprerze przekształca się w opowiadanie o miejscu nawrócenia. Podobne ambicje żywił McGrigor. Wydawało mu się, iż areligijny wymiar Risorgimenta stanowił dziedzictwo rewolucji francuskiej i mógł wprowadzić Włochy na orbitę Francji [McGrigor 1866; 71]. Gutt zobaczył się z Garibaldim 19 grudnia.
Scovazzi, który towarzyszył polskiemu towiańczykowi, przedstawił go jako Polaka z Litwy, która tak ma się do Polski, jak Nicea do Włoch [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 16]. Gutt zapewnił Generała, iż „dusza i serce polskie znają go”. Rozpostarł przed nim wizję upadku spowodowanego odrzuceniem wiary i Kościoła, przekonywał, iż prawdziwym wybawicielem Włoch może być tylko Jezus Chrystus, o którym rozwodził się Towiański. Namawiał Garibaldiego, aby zechciał uczynić to, do czego wedle Polaka, został predysponowany: „wprowadzić do Rzymu Chrystusa wypędzonego z Rzymu! [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 17]. Widać Gutt czuł płynące z góry natchnienie.

Wstępny sąd Garibaldiego o Sprawie Bożej miał ulec zmianie: „Ja wypowiedziawszy już wszystko co czułem, skupiłem się w uczuciu nicości mojej – aż tu, prawdziwie jakby Anioł Pański potrącił Skowacego, który podczas gdy mówiłem nie odzywał się wcale, a tylko duchem poruszonym mię wspierał: on więc podaje Garybaldiemu spisane o nim słowa Męża Bożego w wyjątku z not Tankreda. Garybaldi czyta je skwapliwie, i oto widzę przemienienie się jego oblicza tak jak mi to było okazane w podróży 14go Grudnia. Następnie podał mu Skowacy kopię listu księdza Barone pisanego z Zurych do brata swego, o tem co znalazł przy Mężu Bożym, o tonie i życiu Karola Różyckiego i całego otoczenia. Garybaldi po przeczytaniu położył list mówiąc z uradowaniem: c’est bien! [Świadectwo o Sprawie Bożej; 18].
Rozmowa toczyła się jeszcze przez czas jakiś, m.in. Generał pytał o ich zdanie na temat Ludwika Mierosławskiego. Przy pożegnaniu miał zaś powiedzieć: „Mam adres Scovazzego, więc zgłoszę się do was quand j’aurai quelque chose à vous dire… oui, la vérité – rien que la vérité… Serrez la main à vos amis” – „[…] kiedy będę miał wam coś do powiedzenia… tak, prawdę, tylko prawdę. Uściśnijcie dłoń kompanom” [Świadectwo o Sprawie Bożej; k. 20].

Pisząc 16 grudnia 1869 roku z Florencji do Józefa Ignacego Kraszewskiego, Teofil Lenartowicz uderzył w akordy religijne. Na określenie Generała posługiwał się słowem „dziad”: „Zdrowie dziada zrujnowane i lekarze niedługi mu pobyt wpośród żyjących zapewniają. Leży w łóżku przeszło od miesiąca, ręce paraliżem pokurczone, twarz wybladła, koloru przezroczystego papieru, nogi popuchłe, słowem, ma się ku końcowi, jak wszystko na tej biednej ziemi; obok siebie zaś widzi, niestety, tylko… pustkę. Chata, w której się gnieździ, wilgotna i żywność, Boże się zmiłuj, cavoli i faghioli [kapusta i groch]. Stare dwie baby obsługują go, a wierny przyjaciel Bassy wypełnia obowiązki pisarza i zawiadowcy gospodarstwa, które znajduje się w stanie arcynieświetnym. Synowie kręcą się po stałym lądzie, a z odwiedzających mało kto wybiera się w podróż nużącą, 24-godzinną, morzem od Genui w czasie, kiedy to przewraca się, huczy i szumi, i pryska. Droga ocieniona drzewami od wybrzeża, w górę po skałach puściuteńka, służy za miejsce delicji bogom. Nieporządeczek włoski dozwala krzewić się swobodnie około chaty nowego Cyncynnata niewyborowej florze, aloesy gniją, palma opada z liści, deszcz siecze, zabrudzając horyzont, kiedy indziej czarującej piękności, żadnej łódki na morzu – oto obrazek, jaki mi skreślił tylko co przybyły z Caprery p. B. [prwd. Berton]. Jedyną rozrywką chorego, spoczywającego na szerokim, chłopskim łożu, jest korespondencja. Każdy statek rybacki przybywający z Genui dostarcza mu pakę listów i każdy odpływający pakę dyktowanych listów zabiera. [O braku urzędu pocztowego na Caprerze zob. McGrigor 1866; 40] Duch nie uciszony dziada wciąż się miota, a im bliższy charonowej przeprawy, tym zdaje się być czynniejszy, ale czynność to gorączkowa, krzątanie się podróżnego około tłomoczków, w chwili kiedy machina już świszcze i konduktorzy krzyczą: „Partenza!”” [J.I. Kraszewski, T. Lenartowicz 1963; 148 – 149].

Obraz Garibaldiego na Caprerze jest zaprzeczeniem mitu Generała i został podyktowany Lenartowiczowi niechęcią do jego antykościelnej działalności. Garibaldi przebywał na wyspie od końca 1867 roku, z powodu niepowodzenia akcji przeciwko Państwu Kościelnemu. Zdaniem poety, Generał nie tylko że nie zapanował nad dziką naturą wyspy, lecz wręcz został przez nią ujarzmiony. Opuszczony i niesamodzielny był skazany na łaskę przypadkowych pomocników. Nie pozostało nic z dawnej, doskonałej organizacji życia na Caprerze.
Opis Lenartowicza zawiera życzenie śmierci. Caprera miałaby się okazać grobem bezbożnych idei Generała oraz niego samego, a nie źródłem odrodzenia Włoch i Europy. Autor ironicznie polecił pisarzowi „okruszynę korala, oddziobanego motyką przez dziada od skały Maddaleny” [J.I. Kraszewski, T. Lenartowicz 1963; 149]. Radził, aby zrobił sobie z niego szpilkę do koszuli. Stanowiłaby pamiątkę po „jedynym poczciwym, pomimo wszystkich ekstrawagancji, Włochu [J.I. Kraszewski, T. Lenartowicz 1963; 149]. W słowach tych słychać szacunek dla Generała za jego pomoc dla Polski. Być może również podziękowanie za zainteresowanie okazane towianizmowi.
Styl życia Garibaldiego na Caprerze stał się synonimem „świeckiego świętego” i podstawą jego pośmiertnego kultu [Riall 2007; 4, 13].</document>
<document nplp_id="377" title="Nicea" slug="nicea">„[...] chciałbym tam willę kupić –  i skrytą, i cichą, tam zapomnieć, że świat pełen ruchu i trosk, i łez, i walk; ale są to sny marne, próżne westchnienia, dola mnie moja porywa na ocean łez gorzkich, między skały rozbicia”
Jeszcze Stendhal narzekał w Pamiętnikach turysty, że do Nicei ciężko dotrzeć; drogi są fatalne, wszędzie wokół stoją niezdrowe wody, ludzie u wybrzeża gorączkują nawet w sierpniu i przedzieranie się na Południe przynosi więcej znoju niż przyjemności. Później sławnych narzekających kronikarze nie wspominają. Owszem, Berlioza policja wyprosiła z Nicei, gdyż wszędzie przechadzał się z papierami i coś jak każdy szpieg notował (pisał wówczas uwerturę do Króla Leara), jednak kolejni pisarze i artyści, odwiedzający miasto, będą tworzyli – Prosper Merimée, Paul Delaroche, dalej Fryderyk Nietzsche (kończył tu między innymi ostatnią część Zaratustry), Maurice Maeterlinck, Katherine Mansfield – z miłością dla miejsca pobytu. Zygmunt Krasiński pracował w Nicei nad ostateczną wersją Dnia dzisiejszego, tu redagował rzecz wraz z Edwardem Koźmianem i Konstantym Gaszyńskim, pisał setki listów, memoriały francuskie, poprawiał Ostatniego i Fantazję konania. Nicejskie almanachy go nie odnotowują, ze stratą dla miasta. To Krasiński wprowadził Niceę do panteonu miejsc romantycznych, epizodycznych, lecz wyrazistych – idyllicznych loci amoeni, ucieleśniających piękno istnienia. „Niceafidelis”, jak zdarzało mu się nazywać miasto, była dla niego tym miejscem na ziemi; ostoją, gdzie miały się wyciszać wszystkie wzburzenia dziejów wielkich i dziejów prywatnych. „Zdążaj do Niceafidelis”, pisał do swej kochanki Delfiny Potockiej, udzielając nie tyle wskazówki, co rzucając zaklęcie. Ale też ten brak historycznych odnotowań przez historyków nicejskich nie dziwi. Poeta widział Niceę w obrazach tak fantazmatycznych i idealistycznych, że jego przebywanie w realnym mieście zdawało się nie zostawiać niemal żadnych śladów.

Nicea leży na marginesie romantycznej geografii polskiej (i poza romantyczną geografią francuską i włoską), tak jak idylla leży na uboczu rzeczywistości, poza biegiem zdarzeń. Bez Krasińskiego nie miałaby swego miejsca w tym inwentarzu, z Krasińskim musi najpierw przybrać formę marzenia. W kwietniu 1843 roku Krasiński pisał z Nicei do Gaszyńskiego: „Nie uwierzysz, jak się rozkochałem w naturze nicejskiej, w konnych przejażdżkach po tym gór kolisejskim okręgu; chciałbym tam willę kupić, i skrytą, i cichą, tam zapomnieć, że świat pełen ruchu, i trosk, i łez, i walk”. Obraz ciepłego, bezpiecznego kręgu, figury przestrzeni idealnej, będzie powracał; parę miesięcy później Krasiński opowie Delfinie o tym, jak w Nicei staje się „duszą oderwaną od ciała i chodzącą po lubych miejscach, odwiedzającą ten amfiteatr wzgórzów, gdzie jej błogo było za dni życia jeszcze”. Spaceruje po Nicei, gdy Delfiny tam nie ma, sommnabulicznie, jak sam to określi, odgrywa melancholijny rytuał wiecznego powtórzenia: odnajdywania przestrzeni szczęśliwej, chwilowo naznaczonej stratą. Z dala od Nicei, przebywając w Niemczech, w Warszawie, oddaje się marzeniom o powrocie, fantazmatycznej rekonstrukcji miejsca („błądzę po łąkach na Geoffroy, po wzgórzu nad Reyem”). Identyfikuje swoją przyszłość z miastem, deklarując: „będę znaczy Niceę”. Opowiada wciąż o swoim w nim zmartwychwstaniu, snując w listach do Delfiny co rusz tę samą alternatywę: Nicea albo śmierć. Nicea trwa po drugiej stronie tego świata, w idyllicznej ciszy wielkiego spokoju, owym „tam”, które nie ma nic wspólnego z fatalnym „tu”. „Tam nad błękitnym morzem taki stęków drzewowych nie słychać, tam oliwne gałązki nie zaskrzypią w świetle i ciszy powietrza”. Niemniej jednak Krasiński wspomni parę razy o mistralu i sirocco.

Na mapie romantycznych przestrzeni idyllicznych Nicea Krasińskiego zajmuje miejsce skrajne po stronie przeciwnej w stosunku do najmocniejszych ich reprezentacji, jak choćby Mickiewiczowskiego Soplicowa. W Nicei idyllicznej nie znajdują rozwiązania żadne sprzeczności, konflikty nie rozpływają się w wyższym porządku prawdy; nie dochodzi tu do spełnienia, do apoteozy. Przeciwnie, idylla nicejska wpisuje się bardziej w barokowy niż w romantyczny porządek idylliczny, w takim mianowicie sensie, że w intencji jej twórcy oznacza ona dezercję ze świata, unieobecnienie się, wykluczenie siebie z dziejów, z czasowości ludzkiej po to, by w odosobnieniu, ukradkiem, smakować piękno życia, niejako życia po życiu, ze świadomością, że jest to piękno kruche, zagrożone brutalną deziluzją. „[...] chciałbym tam willę kupić – przywróćmy cytat w całości – i skrytą, i cichą, tam zapomnieć, że świat pełen ruchu i trosk, i łez, i walk; ale są to sny marne, próżne westchnienia, dola mnie moja porywa na ocean łez gorzkich, między skały rozbicia”. O takim projekcie idylli zapomnienia Jean Starobinski pisał: „za nieciągłym następstwem chwili, w których powtarza się cud początku bez przyszłości, działa potajemnie inny czas – czas niszczycielski, który wszystko kieruje ku śmierci”.

Owa śmiertelna deziluzja ma tu wszak bardzo mało z metafizyki. Tę zastępuje przykry konkret życiowy. Idylliczny zakup (willi dla Delfiny i kochanka) przygotowuje się bowiem w chwili, gdy milowymi krokami zbliża się data ślubu Krasińskiego z Elizą Branicką – i to w zupełnie innej części Europy. Im bardziej się Krasiński ma żenić, tym usilniej naciska Delfinę, by ta na zakup – przez niego zresztą finansowany – się zgodziła. Wcześniej, jesienią roku 1842, spędził tu z nią, mieszkającą wówczas w willi Geoffroy, już nieco czasu; to miejsce wspólnego pobytu, w którym cieszyli się względną samotnością, urzekło go bardziej od innych. Dlaczego Krasiński zdecydował się na Niceę jako miasto, gdzie będzie mógł spotykać się z kochanką już w trakcie swego małżeństwa? Wiedział, że dla samotnej Delfiny miasto, w którym ciągle mieszkała jej matka, Honorata Komarowa (umrze w roku 1845), będzie naturalnym domem, portem, gdzie będzie wracała ze swych licznych wojaży; zapewne chciał ją osadzić w jednym, niezmiennym miejscu, gdzie ryzyko jej nowych romansów będzie mniejsze. Miał nadzieję, że Nicea, leżąca na uboczu, wciąż dość trudno dostępna i poza głównym szlakiem polskich emigranckich transferów, zabezpieczy ich nieco lepiej niż bardziej uczęszczane miasta przed plotkami i komerażami: marginalności miasta miała odpowiadać skrytość i „pozaziemskość” jego miłosnego związku. Mógł wreszcie sądzić, że będzie mu łatwiej posłużyć się pretekstem ciepłego klimatu jako remedium na szwankujące zdrowie, którego fatalny stan od lat obwieszczał urbi et orbi; wiara we wpływ ciepłej zimy na samopoczucie, wcześniej przez lekarzy negowana, stawała się w Europie nową modą terapeutyczną i ofiarować mogła ewentualnie dobre alibi. Od czasu gdy znany profesor angielski J.B. Davies oznajmił, że klimat nicejski sprzyja leczeniu chorób płucnych (a na wszelkie nowe medyczne iluminacje Krasiński był bardzo czuły), do miasta zaczęły spływać, jak napisze historyk, „nieprzebrane kolonie jasnych bladych Angielek i smętne zastępy dogorywających lordów”. W chwili gdy Krasiński postanowił osiedlić się w Nicei per procura, przez medium Delfiny, miasto zaczynało być coraz bardziej popularne wśród arystokracji zachodniej i rosyjskiej. Liczba, jak się wówczas powiadało, hivernants, czyli spędzających tu zimę, rosła z roku na rok. „Miasto jest pełne Anglików i Rosjan – pisał Merimée zaraz po przyjeździe – i już mi wydano resztę fałszywym banknotem”. Listy przebywających gości zaczyna ogłaszać się dopiero pod koniec lat czterdziestych, ale Krasiński, choć skryty i niechętnie „uczęszczający”, zna dobrze nicejską śmietankę, w zażyłych relacjach pozostaje z samym gubernatorem, de Maistre’em.

Najbardziej znanym obywatelem Nicei jest urodzony tu w 1807 roku Giuseppe Garibaldi. Powraca on na krótką chwilę do miasta w roku 1848 i na nieco dłużej w 1854, w przerwach między rewolucyjnymi czynami. Ale rewolucyjne esprit – jakąkolwiek miałoby przybrać formę – skrzętnie omija Niceę. Historycy mówią o spokoju, a nawet kwietyzmie życia politycznego w interesującym nas okresie; dyskusje są gorące, faktów brak. Po zamachu stanu Ludwika Napoleona w roku 1852 doszło do krótkotrwałych rozruchów w departamencie Basses-Alpes, lecz wszelki przelew krwi oszczędził miasto, które, choć targane rozbieżnymi sympatiami profrancuskimi i prowłoskimi, zdawało się istnieć – podobnie jak chciał tu żyć Krasiński – na uboczu dziejów. Po upadku Cesarstwa Hrabstwo Nicejskie wróciło w 1815 roku pod rządy króla Sardynii; Francja wchłonie je po raz kolejny w roku 1860. Tych ostatnich 45 lat poza Francją byłoby w dziejach miasta, którego nie objęła dynamiczna rewolucja przemysłowa, okresem całkowitej stagnacji, gdyby nie napływ coraz liczniejszych gości spoza Hrabstwa. Nicea jest ciągle niewielka i słabo rozwinięta; w latach pięćdziesiątych liczy około 45 tysięcy mieszkańców, wobec 25 tysięcy w latach dwudziestych; przyrost naturalny jest co prawda wyższy niż we Francji, ale i śmiertelność duża. Nicea jest biedna, co zauważy z arystokratycznym dysgustem ojciec Krasińskiego, gdy przyjedzie tu z wizytą: „Lud brzydki, brudny – napisze do Amelii Załuskiej – ubogich tak, że trudno się przecisnąć, co krok to ręka lub kapelusz jest nastawiony, nie rachując dobrze ubranych, co po domach chodzą”. Ówczesny statystyk naliczył 3535 żebraków i jeszcze więcej osób żyjących na skraju ubóstwa, bez stałego zajęcia. Fluktuacje ludności są niewielkie. Transport, ze względu na ukształtowanie terenu, jest powolny; w roku 1847 droga do Marsylii zajmuje dobę; w 1855 – 20 godzin; kolej dochodzić będzie tylko do Toulonu; na nielicznych drogach panuje ścisk od nadmiaru prywatnych powozów, wypadki są częste (Krasiński miał własny kocz, lecz niekiedy docierał do Nicei drogą morską). Przemysł rozwija się niemrawo, więcej fabryk się zamyka niż otwiera, miasto żyje w niemałej mierze z wolnej – do czasu – portowej strefy celnej, ponadto z poważnej produkcji oliwy (niemal 50% całej produkcji rolnej) i wina. Po jednym z dłuższych wyjazdów Delfiny Krasiński musi się uporać na miejscu z dużym zasobem świeżej oliwy, którego część zamierza sprzedać, podobnie jak beczkę wina. Sądzić można, że do willi należało dość drzew oliwnych, by tłoczyć oliwę; do posiadłości należała też winnica; wino było na tyle dobre (wina nicejskie, od historycznej nazwy winnicy zwane do dzisiaj Bellet, były cenione i parę razy droższe od większości win prowansalskich), że nadawało się na zyskowną sprzedaż. Krasiński sadzi też przy wilii drzewa morwowe, by w przyszłości sprzedawać surowiec do produkcji jedwabiu, w Nicei masowo wytwarzanego; o figach i kasztanach jadalnych, tytoniu i rybach, czyli innym miejscowych bogactwach Krasiński, podobnie jak o tylu innych szczegółach życia codziennego, nie wspomina. Na podstawie skąpych opisów widać jednak wyraźnie, że obok ogromnej nadbudowy idyllicznej również pod względem gospodarskim willa było porządnie doinwestowana i prowadzona z zachowaniem wszelkich zasad ekonomii.

To, co dziś nazwalibyśmy przemysłem turystycznym, zaczyna rozwijać się w Nicei po roku 1830; pierwszy przewodnik (Guide des étrangers à Nice) zostaje wydany w 1826 roku i pojawia się w nim w nieśmiałym jeszcze użyciu samo to nowoczesne słowo „turystyka”. W ciągu 30 lat liczba rodzin spędzających w Nicei kilka zimowych miesięcy i najczęściej posiadających tu domy wzrosła ponad ośmiokrotnie. W latach pięćdziesiątych w Nicei mieszka m.in. ponad 350 rodzin angielskich (statystyki obejmują tylko te najbogatsze), ponad 60 niemieckich, ponad 170 francuskich, 119 rosyjskich, 20 rodzin amerykańskich i 21 rodzin polskich (przyrost tych ostatnich notuje się zwłaszcza po 1850 roku).

Powstał spory rynek nieruchomości, obcokrajowcy chętnie kupują wille na własność, wynajmowanie pokoi stało się jednym z głównych źródeł dochodu ubogiej ludności (są świadectwa mówiące o tłoczeniu się gospodarzy w kuchni czy piwnicy). Już po zakupie willi przez Krasińskiego, w połowie lat czterdziestych, zaczęto bardziej masowo stawiać hotele, wśród nich „Hôtel des Etrangers”, „Hôtel des Princes”, „Hôtel Paradis”; nazwy mówią same za siebie. Władze planują wprowadzenie mouvement de distractions et de plaisir, czyli organizację rozrywek, aby umilić pobyt zagranicznym gościom. Słodycz przede wszystkim: w Nicei powstają liczne cukiernie, w ciągu kilku lat otworzono ich dobrze ponad 20. Odpadnie na jakiś czas projekt stworzenia kasyna (w 1880 już jest, okazałe) i domów rozkoszy, jak w pobliskim Cannes; coraz większą atrakcją staje się z roku na rok tradycyjny tu karnawał, wraz z rytualną batalią na cukierki i kwiaty na Corso; generał Krasiński będzie obserwował przebierańców z okien willi, a jego syn w swoim apokaliptycznym stylu pomyli pewnego razu, patrząc z dystansu, wielki karnawałowy czerwony balon z rozpalonym Jowiszem, który zniżył swe loty, by wieścić Ziemi nadchodzący koniec. Specjalne komisje sprawują pieczę nad planami urbanistycznymi. Uporządkowany zostaje brzeg morski, przy którym buduje się największa do dziś atrakcja turystyczna Nicei – La Promenade des Anglais. Jej pomysłodawcą był Anglik, przewielebny Lewis Way, który stworzył projekt tej nadmorskiej alei po to, by zatrudnić przy jej budowie nicejskich żebraków, którzy tak przeszkadzali generałowi Krasińskiemu. Od roku 1839 działa w Nicei duża księgarnia „Visconti”; odbywają się tu wystawy i kameralne koncerty; tutaj Krasiński wpada czytać gazety, by śledzić, „co dzieje się w Księstwie”. Dość prężnie działa towarzystwo filharmoniczne, w roku 1838 koncertuje w Nicei Paganini, Krasiński wspomina trzy razy o wizycie w teatrze, działającym regularnie od początku lat trzydziestych i wystawiającym też opery.

Anglicy (Krasiński odnotowuje istnienie całych pension anglaise) i inni obcokrajowcy najczęściej kupowali lub wynajmowali wille w położonej na zachodzie miasta dzielnicy Croix-de-Marbre; na ulicę o tej nazwie chadzał Krasiński do „ebenisty”, stolarza od wykwintnych mebli. Towarzystwa generała Krasińskiego szukało uparcie dwóch angielskich lordów, weteranów wojen hiszpańskich, ale mizantrop „obiady odmówił”; zamówił natomiast portret syna u „pana Mayera, człowieka talentu, co z Anglii tu przybył”. Wynajem domu kosztował od 3000 do 7500 franków na sezon; szacuje się, że na dostatnie życie trzeba było wydać ponad 500 franków miesięcznie plus koszta na służbę. Krasiński na zakup willi, dokonany na nazwisko matki Delfiny, wysłał kilka czeków; o jednym z nich wiemy, że był wystawiony na sumę 30 tysięcy franków bądź lirów, całość transkacji opiewała na 50 tysięcy lirów (w Nicei liczono w obu walutach); opłacał też kucharkę i ogrodnika „złotą rączkę”. Do podpisania umowy doszło już po ślubie Krasińskiego, 31 października 1843 roku. Willa należała kiedyś do wdowy po Ludwiku Rey, Marii Franciszki Galli. Stąd nazwa „Willa Rey”, której używa Krasiński; dodajmy, że w Nicei istniały wówczas avenue oraz ruelle Rey (lub Ray) – w dialekcie nicejskim „rey” oznaczało wszak strumień. Willa usytuowana była w północno-zachodniej części miasta, w dzielnicy Carabacel (lub Carabacello), na dzisiejszym Bulwarze de Cimiez pod numerem 2. Górowało nad nią wzgórze, cała okolica była dość wysoko położona i odległa od morza; widać stąd było nawet latarnię morską w Antibes. Ze względu na ukształtowanie terenu Nicea odwzorowywała jeszcze konserwatywny układ społeczny: na samej górze w swych willach warstwy bogate, na samym dole (bas-fonds) warstwy ubogie. Krasiński podczas pobytów w Nicei bardzo rzadko zdaje się schodzić w dół miasta; jego domeną pozostaje dzielnica wyższa, nienawiedzana przez tłum i motłoch. Tutaj, z dala od gawiedzi, może urządzać swą mityczną przestrzeń, kultywować figury pożądania i straty. Tylko willa i ogrody – wzrok Krasińskiego omija życie prawdziwie miejskie (już strzępki zachowanej korespondencji jego ojca dają więcej „realistycznych” miejskich szczegółów), by zamykać się w idealnych pustelniach z wyboru. Tutaj wszystko jest uładzone i wpisane w wyższy, lepszy porządek rzeczy. Nawet gdy syn kucharza w ogrodzie zabił węża („na dwa i pół łokcie długiego, grubego znakomicie, pyszne kolory, złoto-srebro na brzuchu, malachit-fiolet na grzbiecie [...] nie z rodzaju jadowitych”), gad zostaje w pejzażu arkadyjskim sielankowo rozbrojony; wypchany słomą ma wkrótce zostać jednym z pysznych eksponatów w nietkniętej złem willi.

„Z tym domem połączyłem się w organizm jeden, jakoby żywy, i on mnie boli, jakby częścią ciała mego”. Siła projekcji własnej tożsamości jest niezwykła. Żaden dom i, przez metonimię, żadne miasto, nie zyskały w naszym piśmiennictwie romantycznym takiego pozytywnego, egzystencjalnego wyróżnienia. Symboliczne ożywienie domu, przetworzenie siebie w jego przestrzeń nadawały całemu nicejskiemu doświadczeniu wymiar magiczny, sakralny. Krasiński urządza dom z namaszczeniem, jak świątynię i jak dzieło sztuki. Urządza fantazmatycznie w jeszcze większym stopniu niż realnie, gdyż planując z odległości (chce wysłać z Polski krzesła i kanapy, także obrazy), wyobrażając sobie, rysując, śniąc, „że tam układa firanki jakieś błękitne i wnosić każe fortepian”. Kieruje wściekłe słowa oskarżające matkę i siostrę Delifny, gdy te zatrudniły niejakiego Prosta, capitaine de génie, do projektowania wnętrza willi; później, gdy wróci do Nicei, przegoni domorosłego designera i na złość przeniesie kuchnię w inne miejsce. Zapewne można by na podstawie tych marzeń i planów tworzyć obraz kolejnego „domu romantycznego artysty” (te sosnowe szafy biblioteczne, które dla lepszego wrażenia zostały pokryte palisandrowym wzorem!), lecz istotniejszy się zdaje sam wysiłek stworzenia dekorum idealnego, pierwszego, pierwotnego jak świat wyłoniony z chaosu, któremu boskim przykładem Krasiński nadaje imiona: Willa Sorrentowa (Sorrento nazywał Krasiński Delfinę), Irydia, Dialina, Lubienica („lubię Nizzę”), Resurectis. Niczym westalka strzeże każdego świętego drobiazgu, „każda rysa na podłodze lub drzwiach, każde niedomykanie się okiennicy lub niedochodzenia klucza już mi ością w gardle” – wyznaje. Dba – sam przyzna, że aż „rydykulnie” – „o każdą łyżkę, krzesło, gzyms, kwiatek, mur”. Dosłownie; liczy łyżki, talerze i garnki (było ich około 50), układa na nowo przyprawy (stały obok książek), spisuje całe katalogi „mebli, kuchni, książek”, jest „przejęty jakąś religijnością dla każdej cegły, kamienia, drzewa”, i jest to „jakby poemat pisał”. Dogląda sobolich futer Delfiny, pieprzem i kamforą chroniąc je przed molami. Każe urządzić przed willą krytą sadzawkę, marząc, by na jej dnie wyryto kiedyś jego grobowy napis. Własnymi rękami podejmuje się przy niej prac kamieniarskich. Pilnuje, nadzorując pracę ogrodnika, kwiatów, gdyż „roślinienie nicejskie” jest bujne. Azalie, rododendrony, banksje, bluszcze (specjalnie sprowadzone z Hyères), konwalie – spis świata powszechnego ogrodu nie ominie żadnej nazwy botanicznej, której na ogół próżno szukać w pozanicejskich pismach Krasińskiego.

Jesienią roku 1845 Krasiński wynajął (za około 6000 franków) willę w bezpośrednim sąsiedztwie Willi Rey; nazywał ją różnie, Willą Venansona od nazwiska właściciela bądź później domem Ponzio od nazwiska damy, która najęła dom po Krasińskim; willa w mieście znana była jako „Willa St. Charles”. Wynajęcie wiązało się z przyjazdem do Nicei żony – Elizy, a później, na krótszy czas, i ojca – generała Wincentego Krasińskiego; wszyscy razem – łącznie z Delfiną – mieli spędzić wspólnie święta Bożego Narodzenia, całą zimę i wiosnę. W ten sposób obie sąsiadujące wille stały się przestrzenią dla bodaj najbardziej nieprawdopodobnej, spektakularnej – zważywszy jedność czasu i miejsca – inscenizacji życia w trójkącie, jaka przeszła, dzięki zapisom epistolarnym, do historii polskiej literatury. Czy zjeżdżając z rodziną do Nicei, Krasiński spodziewał się, że szczodry, sielankowy, życiodajny klimat miejsca ukoi wszystkie konflikty, umożliwi współbycie, które uporządkuje mu przyszłość? Czy spodziewał się, że jego własne racjonalizacje układu – z jednej strona wieczna miłość kosmiczna z kochanką, czerpiąca niezbywalną prawdę i usprawiedliwienie z najwyższego porozumienia duchów, z drugiej, przez małżeństwo, chwilowe, mniej istotne wcielenie siebie w materię życia ziemskiego – znajdą w Nicei zrozumienie? Z niemniejszą filozoficzną hipokryzją, z podobnym antymieszczańskim imperatywem, będą tworzyli swoje niemożliwe trójkąty wiek później egzystencjaliści (z Sartrem i Simone de Beauvoir na czele); ci ostatni wszak, głosząc absolutną „szczerość” w trójkątnych związkach i odrzucając wszelkie „zakłamanie”, okazywali w końcu wierność mieszczańskiej moralności „prawdy”, podczas gdy Krasiński szedł rozpaczliwie do kresu własnego ideału romantycznej miłości, którego fantazmatami zakłamywał rzeczywistość arystokratycznie.

Jakkolwiek bądź, to niewiarygodne piekło, rewers nicejskiej idylli, trwało niemal pół roku; w czasie tego półrocza Eliza zdążyła powić syna. W czerwcu 1846 Delfina wyjeżdża z Nicei, dwa miesiące później opuszcza miasto Krasiński, pozostawiając rodzinę. Powróci tu, by spędzić w Nicei zimę z 1846 na 1847 rok. Być może będą to najlepsze jego nicejskie chwile; doglądając willi, może w jej pustce i nieopodal żony spokojnie uprawiać melancholię i tęsknotę, mając wszak dość materialnych drobiazgów do załatwienia, by zająć nimi dzień. Od czasu do czasu zjeżdżają do niego najbliżsi przyjaciele – Konstanty Gaszyński, Stanisław Egbert Koźmian, Stanisław Małachowski (tego ostatniego przekonuje, że może przyjechać tu nawet bez wizy, bo „wpuszczą go niechybnie”), z którymi redaguje swoje teksty.

Wyjeżdża w sierpniu roku 1846 i wraca na grudzień 1847, tym razem samotnie. Ponieważ Willę Geoffroy po śmierci Venansona już mu wymówiono, zatrzymuje się w „Hotelu Francuskim” (w „Londyńskim” nie było „ani pokoju jednego”). Odgrywa ostatnią odsłonę swego nicejskiego epizodu. Na życzenie Delfiny, na dłużej nieobecnej, willa zostaje wynajęta. Teraz przeżywa i opisuje swe stopniowe z niej wygnanie. Nadal strzeże jej wyglądu, dba, by nie utraciła nic ze swej świetności, zajmuje się drobiazgami (trzeba nająć dla lokatorów łyżkę dużą do zupy i cztery łyżeczki do kawy), jednak obca obecność plami ideał, choć – wyliczenia przesyłane Delfinie są dokładne – przynosi godny zysk, który pozwala „balsamować serce myślą 3000 franków”.

Willę wynajmuje staraniem jej zarządcy Anglik William Lumley z rodziną; osobnik cichy i spokojny, ale wedle Krasińskiego dziki mizantrop. Podobny „wariat i odludek” zamieszkał obok, w Willi Venansona; był to dyplomata sardyński z dyplomacji wycofany, „stroniący od niewieścich twarzy”. Jeszcze inny znany Krasińskiemu emigrant i dziwak, Holender, mieszkał w swej wilii ćwierć mili za miastem, pił osiem butelek wina dziennie, ale już znudzony szykował się do podróży na Maderę. Nicea, jak każdy kurort, przyjmowała na czas jakiś podobnych do nich wszystkich arystokratów – Anglika, Włocha, Holendra, Polaka – stwarzając im możliwość rozgrywania tu ich szaleństwa, obsesji czy egzystencjalnych dramatów, zanim nie ruszą dalej nachodzić inne tego rodzaju miasta. Krasiński zapisał swoje dziwactwa, szaleństwa, swój dramat, przeto bardziej niż inne kurorty Nicea pozostaje z nami.

23 grudnia 1847 roku Krasiński wyjeżdża z miasta. Pojawi się tu jeszcze raz, na krótko, w 1852 roku. Po śmierci Delfiny w roku 1877 Willa Rey przejdzie na własność jej bratanicy, Aleksandryny Tyszkiewiczowej, w roku 1880 zostanie sprzedana. W 1927 księża lazaryści utworzą w niej École Masséna.</document>
<document nplp_id="378" title="Zante" slug="zante">Zante, której po przyłączeniu w roku 1863 wysp do Grecji przywrócono starogrecką nazwę Zakintos, należy do archipelagu Wysp Jońskich. Położone wzdłuż zachodnich wybrzeży Grecji były tradycyjną drogą morską pielgrzymów do Jerozolimy. Tędy płynął z Triestu w 1806 roku Chateaubriand – jego Opis podróży z Paryża do Ziemi Świętej wydawano parokrotnie w wieku XIX[przypis]F.R. de Chateaubriand, Opis podróży z Paryża do Jerozolimy, na podstawie tłumaczenia Franciszka Salezego Dmochowskiego przygotował, według oryginału uzupełnił i notami opatrzył Paweł Hertz, Warszawa 1980.[/przypis]. Tędy płynął Byron – najpierw w 1809 roku w młodzieńczej grand tour; nienazwane „wyspy szczęśliwe” z Giaura, który zaczyna dzieje romantycznego hellenizmu, uważane są za Wyspy Jońskie właśnie. Wezwany przez Komitet Grecki Byron przybył tu powtórnie w roku 1823. Na największej z wysp, Kefalonii, szkolił żołnierzy, gromadził broń, czekał daremnie na pomoc Anglii. Pod koniec grudnia popłynął z Kefalonii do Missolungi[przypis]Kilkustronicowy Dziennik cefaloński w: G.G. Byron, Listy i pamiętniki, przekł Z. Kubiak, S. Kryński, B. Zie- liński, H. Krzeczkowski, M. Sroczyńska, Warszawa 1960.[/przypis]. (Pomoc, na którą czekał, przyszła, ale już po klęsce pod Missolungi[przypis]Oblężenie Missolungi miało miejsce w latach 1822–1823. Była to jedna z najbardziej krwawych walk powstańców greckich z Turcją osmańską. Z pokonanymi Grekami Turcy rozprawili się wyjątkowo okrutnie. Docierające do Europy zachodniej prasowe relacje wstrząsnęły opinią publiczną. Pod ich wpływem E. Delacroix namalował słynny obraz Grecja na ruinach Missolungi. Missolungi to w historii Grecji jedno z najważniejszych „miejsc pamięci”, ma też wartość symboliczną w całej XIX-wiecznej historii walk o wolność.[/przypis] i pod wrażeniem jego śmierci).

Słowacki, w towarzystwie Zenona Brzozowskiego, przybił na Zante 8 września 1836 roku. Płynął przez archipelag, który był już obecny w wielkich romantycznych tekstach i miał antyczny prestiż: wedle mitów Wyspy Jońskie były królestwem Odyseusza. Nie tylko Itaka, wszystkie wyspy mają legendy sięgające Homera – a także późniejsze, bardzo liczne legendy o lokalnych świętych, bo wyspy są pobożne. Zapewne żywe były jeszcze w 1836 roku także legendy najnowsze, związane z walką o niepodległość Grecji. Płynąc z Włoch wzdłuż archipelagu do Patras na Peloponezie, przed oczami miał krajobrazy realne, a w żywej pamięci krajobrazy mentalne.

Słowacki w swej Podróży miał więc do czynienia nie tylko z Grecją, lecz także z romantycznym hellenizmem – i z własną młodością. Był przecież jednym z romantycznych hellenistów, gdy czytał w latach dwudziestych w warszawskich gazetach liczne doniesienia o walkach w Grecji i kiedy pisał Lambra. Jeśli Chateaubriand w swej Podróży melancholijnie konfrontował antyk ze współczesnością, konfrontacje Słowackiego były piętrowe: Grecja antyczna, Grecja współczesna, oglądana na własne oczy w podróży, a wreszcie konfrontacja z Grecją własnej młodzieńczej wyobraźni. Młodość przywołuje w poemacie wielokrotnie i bardzo różnie. Oto mija (p. III, s. 19[przypis]p. – pieśń, s. – sekstyna lub, zamiennie, strofa.[/przypis]) Santa Maura ze skałą Leukady i zestawia antyczną wzniosłość skoku Safo z trywialną historią współczesnej Saffo, którą „angielski porzucił oficer” – a przy tej konfrontacji pisze mściwe, groteskowe strofy o szukającej zwłok Moskala innej Saffo – łatwo rozpoznawalnej Ludwice Śniadeckiej. Może finał IV pieśni Beniowskiego poświęcony „kochance pierwszych dni” miał być jakąś drugą, poetyczną stroną pamięci o młodzieńczej miłości?

Cały czas w poemacie Słowacki spotyka oba pejzaże i samego siebie, swoją młodość, nadzieje, lektury („kartki rozwiane przycisnę kamykiem…”, Demetrius, Ipsylanty – i „Lutka” – p. IV, s. 37, 38, 39, 40). Spotyka siebie – albo raczej szuka siebie, odbijając teraźniejszość i przyszłość w przeszłości, wedle sposobów, jakie opisał już w Godzinie myśli. Wiemy przecież, że podróż romantyczna jest tyleż zewnętrzna, co wewnętrzna. Trzeba jednak przyznać, że zewnętrzności nie lekceważył. Słowacki był bystrym obserwatorem i dobrze się orientował w sytuacji Grecji, która wprawdzie zyskała niepodległość wtedy, gdy w Polsce wybuchło powstanie listopadowe, lecz nowe państwo, zależne od wielkich mocarstw, było dalekie od marzeń przywódców greckich powstań, o których czytał w Warszawie i których odwiedzał w podróży. Na tronie Grecji – książę bawarski Otton I (zdetronizowano go w 1843 roku); bohater walk o wolność, Kanarys, którego Słowacki parokrotnie wspomina i którego odwiedził, mieszka w „domku glinianym”, a ścieżkę do jego progu zarosły „dzikie chwasty” – znaki zapomnienia (p. IV, s. 34).

Wyspy archipelagu zmieniały nazwy, w XIX wieku używano włoskich. Zmieniała się linia brzegów i ukształtowanie wzgórz, ponieważ leżą one w pasie aktywności geologicznej. Zmieniał się także ich stan polityczny, a był on bardzo zawiły. W skrócie: poza Leukadą nie zostały nigdy podbite przez Turcję. Najdłużej, od 1386 roku do 1797, pozostawały pod panowaniem weneckim i są tego ślady w architekturze, obyczaju, języku. W 1800 roku pod protektoratem rosyjsko-tureckim została utworzona Republika Siedmiu Wysp[przypis]Eptanissos – pisze Słowacki (p. III, s. 37). Tak samo nazywał się statek, na którym płynął. Kolejność mijanych wysp jest taka: od północy, tak jak się płynie z Włoch, są to: Korfu (obecnie przywrócono antyczną nazwę Kerkira), maleńka Paksi, Leukada będąca raczej półwyspem (w wieku XIX nosiła nazwę Santa Maura, od położonej tam fortecy), Itaka, Kefalonia, Zante (Zakintos). W wieku XIX do archipelagu zaliczano także odległą Cerigo (obecnie Kithira, czyli – Cytera).[/przypis]. Po kongresie wiedeńskim archipelag zyskał umiarkowaną niepodległość: ustanowiono Stany Zjednoczone Wysp Jońskich pod protektoratem Anglii, ze stolicą na Korfu, co nałożyło na weneckość charakter brytyjski. Słowacki z Otranto pisał 20 sierpnia 1836 roku do matki, że czeka na statek do Korfu, „aby dostać się do tego anglo-greckiego miasta”.

Wszystko, co wiemy o jego greckiej podróży, opiera się na poemacie, ponieważ dwa listy, które wysłał do matki z Aten i z Aleksandrii, zaginęły. Realia poematu zostały sprawdzone, gdy chodzi o podróż i statek[przypis]G. Maver, Osservazioni marginali sur «Viaggio In Oriente», w: Księga ku czci Słowackiego, Londyn 1951. R. Przybylski, Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód, Kraków 1982.[/przypis]. Zgadza się wizerunek pasażerów drugiej klasy, wśród których zgodnie palą fajki Grek i Turek; nad pokładem klasy pierwszej istotnie był daszek, dający „cień i lekkie chłody”, zgadzają się ceny biletów: wśród pasażerów tego rejsu był sędzia z Zante z żoną, Maver podaje ich nazwisko. Na liście nie odnotowano ich niedołężnego synka „z twarzą zwierzęcą kretyna”, o którym Słowacki sądzi, że „przezeń Bóg rodziców karze” (p. III, s. 5). Inaczej z wyspą. Włoski uczony jej nie konfrontował z poematem, a szkoda, bo katastrofalne trzęsienie ziemi w 1953 roku zrównało z ziemią stolicę Zante i wszystkie osiedla. Po domku Solomosa została fotografia w poświęconym mu muzeum, gdzie też znajduje się krypta poety.

Tu nasuwa się pytanie: dlaczego właśnie Zante reprezentuje u Słowackiego Wyspy Jońskie? Dlaczego nie Korfu lub związana z legendą Byrona Kefalonia?

W korespondencji wiele razy wspomina o Korfu i wiemy, że zatrzymał się tam na kilka dni, od 4 do 8 września[przypis]Por. R. Przybylski, dz.cyt.[/przypis]. Natomiast w poemacie wyspa wspomniana jest w jednym wersie, jakby ją tylko mijał: „Już zbłękitniało Korfu – już się kryje…” (p. III, s. 17). Korfu było stolicą Stanów Zjednoczonych Wysp Jońskich, właśnie się stawało centrum odrodzenia kulturalnego kraju, tam powstała Akademia Jońska, Towarzystwo Czytelnicze, miasto i wyspa się unowocześniały, bogaciły, nabierały brytyjskiego charakteru. To może właśnie jest powód. Może to anglo-greckie miasto było mu za mało greckie?

Morska podróż w poemacie dość dokładnie zgadza się z trasą okrętów linii jońskich: Korfu, potem Leukada. Dlaczego nie ma ani słowa o następnej z wysp, Kefalonii, nie umiem się domyślić. Wydaje się, że z Byronem, przywołanym na patrona podróży w ostatniej strofie pieśni I – Słowacki pisze, że chce „Na Archipelag uciekać po laur / I awantury – jak Korsarz czy Giaur” – po Wyjeździe z Neapolu Słowacki jakby nie chciał podejmować konfrontacji, bo wers „Gdybyś, Byronie, był nie umarł z febry…” (p. IV, s. 26) jest jednak zbyt małoduszny, a oda do Missolungi, zaczęta w 21 strofie pieśni IV, została przerwana. Więc Kefalonii może nie ma w poemacie dlatego, że sprawa z Byronem nie została zamknięta? I dlatego tak osobliwie rysują się w poemacie Wyspy Jońskie? Korfu ledwo wspomniana, Kefalonia i Itaka bez słowa, natomiast Zante, która w hierarchii kulturalnej i politycznej archipelagu nie liczyła się najwyżej, Słowacki poświęca wiele miejsca. Zapowiada wyspę z morza (p. III, s. 33), gdy z pokładu „nad czołem Zanty / Widać fortecy uzbrojoną głowę”, a pieśń IV, która zaczyna się od porwania przez natrętnego hotelarza, nosi tytuł Grecja. Dla Słowackiego Grecja zaczyna się więc nie w anglo-greckim Korfu, ale na Zante.

Nie na kontynencie, w Patras. I słusznie, bo wprawdzie Wyspy Jońskie późno, w roku 1863, weszły w skład greckiego państwa, lecz to tu, pod teoretycznie neutralnym protektoratem angielskim, rozpoczęło się odrodzenie kulturalne, tu, głównie na Zante, były w swoim czasie silne echa Wielkiej Rewolucji Francuskiej, tu działały silne związki patriotyczne, stąd płynęło wielu powstańców na Peloponez. Wyspy Jońskie mają swoje miejsce w historii europejskiego hellenizmu i w dziejach greckich walk o niepodległość. U Słowackiego reprezentuje je Zante.

Podobała mu się ta wyspa, nic nie traciła w porównaniu z Zatoką Neapolitańską, ale w jej wizerunku zastanawiają pewne przemilczenia. Pisał poemat, nie reportaż, lecz wizję jakiegoś miejsca u pisarza kształtuje zarówno to, co „widzi i opisuje”, jak i to, czego zobaczyć nie chce. Co Słowacki zobaczył, wpływając na Zante? Czego zobaczyć nie chciał?

Zobaczył regularny półokrąg zatoki, zwieńczonej na obu krańcach lesistymi skarpami, i na tle wzgórz miasto, uważane za najpiękniejsze z jońskich miast przed trzęsieniem ziemi w roku 1953. Widok pewnie jest podobny, bo Grecy nie paskudzą swych wybrzeży nowoczesną architekturą, a wyspy zwykle są trochę cofnięte w czasie. Port znajduje się mniej więcej w tym samym miejscu dziś co w wieku XIX. W samym środku zatoki widać renesansową bryłę Agios Dionisos ze stojącą obok czworokątną dzwonnicą w weneckim stylu i z wnętrzem w stylu cerkiewnym. Ten kościół dominujący nad wejściem do miasta stał się w naszych turystycznych czasach niemal znakiem firmowym wyspy, jego wizerunek jest na każdym opakowaniu i foliowej torbie. Dziś gruntownie odnowiony, stał w tym samym miejscu i bardzo podobnie zapewne wyglądał, gdy go widział – a raczej widzieć go nie chciał – Słowacki. Nie zanotował ani Agios Dionisos, a widzieć go musiał, bo wybu- dowany został w XVII wieku, ani pięknego Agios Nicolaos, który stoi tuż nad morzem od wieku XV. Trzeba dodać, że obie świątynie ocalały w trzęsieniu ziemi. Jego wizja Zante jest więc dziwna: bardzo wierna i bardzo niewierna… Dlaczego pomijał te kościoły? Wydaje się, że poemat daje odpowiedź w dalszych pieśniach.

Wizerunek Zante narzucała Słowackiemu chyba jeszcze wizja Grecji stworzona w europejskim hellenizmie. Było w niej miejsce na melancholijne wspomnienia antyku, na ruiny, na piękno pejzażu, na walki o wolność, nawet na Turków, ale nie było miejsca na to, co rzuca się w oczy także dziś w Grecji: wszechobecne prawosławie. Twórcy hellenizmu jakby starali się go nie zauważać. Klasztor, do którego schronił się giaur u Byrona, jest tylko ponurym tłem dla opowieści. Chateaubriand raz jeden wstąpił do ubogiej cerkwi i odwiedził, nieco przymuszony, wysokiego hierarchę prawosławnego, ale wolał się zatrzymywać w klasztorach francuskich misjonarzy – pytanie, kogo ci misjonarze mieli nawracać? Mahometan? Prawosławnych? W swojej ciężkiej od erudycji Podróży Chateaubriand nie wymienia nawet nazwy świętej góry Atos. Tymczasem cerkwie były ważne dla Greków – chrześcijan pod panowaniem muzułmańskim. Były znakiem nie tylko wyznania, lecz także tożsamości narodowej. Anglik i Francuz ich obecność kwitowali trochę niechętną obojętnością, ale dla Słowackiego to nie było obojętne – w Warszawie cerkwie budowali zaborcy.

Wyspy Jońskie wprawdzie przez Turcję nie zostały podbite, ale Słowacki spotkał się tu z innością polityczną i kulturalną, z której chyba nie zdawał sobie sprawy wtedy, gdy czytał w warszawskiej prasie doniesienia o walkach w Grecji. To spotkanie z prawosławiem, stało się, jak sądzę, dla niego poważnym problemem, skoro później poświęcił pieśń VII Megaspilleon klasztor mnichom, którzy są nietolerancyjni, ciemni, leniwi, pełni „grubości chłopskiej”, w ich klasztorach wiszą dziwaczne vota i dzieje się „kłamstwo cudów” (p. VII, s. 25) i, co najgorsze, mają kontakt z cerkwią rosyjską. Właśnie do klasztoru „przysłano z Moskwy obraz Nikołuszki” (p. VII, s. 34). Poeta, który greckie prawosławie zobaczył odmiennie niż europejscy helleniści i któremu zresztą ta gościnność stawała kością w gardle, tak wprost czytamy (p. VII, s. 33), pisze pełen niechęci atak, ale jednak chce zrozumieć – i, w końcu, wiele rozumie. Po inwektywach przeaniela klasztory dosłownie: „Aniołem stróżem każdy kamień gmachu…” (p. VII, s. 27), ponieważ chronią nieszczęśliwą i głodną ludność[przypis]Por. M. Kalinowska, Juliusza Słowackiego «Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu». Glosy, Gdański 2011. W Ko- mentarzach do Pieśni VII Megaspilleon klasztor (s. 349–360) autorka szerzej omawia stosunek Słowackiego do prawosławia oraz nowsze prace poruszające ten temat.[/przypis]. W dalszych pieśniach już tę pobożną Grecję zauważa, przekracza wizję romantycznego hellenizmu. Notuje dźwięk klasztornych dzwonów nad górami: „A nie były to pogrzebowe dzwony / Lecz jakieś wielkie, pomieszane tony…” rozpaczy i zemsty (p. IV, s. 52), ale na początku, stawiając pierwszy krok na ziemi greckiej, chyba nie chciał zobaczyć Grecji prawosławnej. Tak bym wyjaśniła, dlaczego w jego pejzażu Zante nie ma tego, co dla Zante jest tak bardzo charakterystyczne.

Coś tej wyspie odebrał, lecz także coś dodał: na Zante pada jakby cień pobliskiej Itaki. Wiadomo, że Słowacki na statku spotkał się z poetą greckim Solomosem. Historycy literatury poświęcili temu wiele uwagi, ale Słowacki w poemacie sporo miejsca poświęcił przedtem innemu spotkaniu. Rano, tuż przed przybiciem do wyspy, gdy podróżni piją na pokładzie kawę, „akcentem z Genewy” – Słowacki akcent rozpoznał – przywitał go „młody Zantejczyk”, który po dwunastu latach wraca (niby Odys?) na rodzinną wyspę – lecz inaczej niż Odys, wraca bez wzruszenia. I tu w poemacie następuje liryczny wybuch, jakby ponad miarę owego Zantejczyka, w pieśni III, strofie 35, 36 i 37 aż po zwrot: „z jakiejże gliny byli ulepieni / Ci, co wracając na ziemię ojczystą / Padali czołem…”. Młody Zantejczyk nie pada czołem, nie płacze – a gdybym ja wracał? Na to niewypowiedziane pytanie jest w poemacie odpowiedź nawet parę razy powtórzona: „ja nie wrócę”, „wszystko mię wstrzyma w obcej ziemi łonie”. Tym kończy się pieśń III – i zaczyna temat powrotu – a raczej temat niepowrotu, wiecznego wędrowania.

Zaczyna się nie bez powodu, bo Zante ma swoją legendę antyczną, której Chateaubriand nadał romantyczny koloryt. Od niego Słowacki się dowiedział, że mieszkańcy Zante pochodzą od uchodźców z Troi, że znajdowali tu schronienie znakomici wygnańcy z Rzymu, że była wygnańców przytułkiem. Słowacki Chateaubrianda dokładnie czytał i są ślady, że traktował jego Podróż trochę jak przewodnik turystyczny, do czego zresztą nadaje się ta pełna historycznych informacji książka. Temat powrotu łączy się z tematem wygnania, a oba rzucają światło na spotkanie z Solomosem.

Było ono zresztą swoistym powrotem do czasów, gdy parafrazował hymn Solomosa w 1830 roku w Odzie do wolności. Osobiste spotkanie ze sławnym na całą Europę greckim poetą mogło być dla Słowackiego równie fascynujące, jak irytujące. Jeśli dziś dostrzega się między nimi podobieństwa i zestawia glansowane białe rękawiczki Greka z bladożółtymi rękawiczkami Polaka, Słowacki mógł je także zauważyć. Dwóch poetów dwóch walczących o wolność narodów na jednym pokładzie; obaj chorzy, obaj bardzo ambitni, obaj trochę dandysi. Spotkanie bardzo w stylu epoki – wzniosłe czy śmieszne? Słowacki był wyczulony na śmieszność. Czy stąd bierze się aż tyle okrutnej ironii u Słowackiego wobec Solomosa? Solomos miał trudny charakter. Był snobem: wydawał poezje, przydając sobie tytuł, do którego na dodatek nie całkiem miał prawo. Słowacki tytuł „poety hrabi” złośliwie eksponuje. Lecz skąd zarzut tchórzostwa? Solomos chwyta się u niego za serce, bo jest chory. Choroba chyba nie powinna być powodem do kpin? Ale może chwyta się za serce także ze strachu – tekst pozwala na takie domniemanie. Podobno Solomos pił, zwłaszcza na statkach – może pijanego widział go Słowacki? Tekst jednak nie pozwala niczego domniemywać na ten temat, a wnioskując z tego, że poeta nie oszczędzał Solomosa, wypada ograniczyć wyobraźnię. Solomos w poemacie jest tylko próżny, słaby, tchórzliwy i niepłodny jako poeta. Okrutne są te strofy 7, 8, 9, 10, 11, 12 pieśni III, lecz Maver, który wizerunek Solomosa w literaturze epoki przestudiował, sądzi, że Słowacki sportretował go dość wiernie, choć bezwzględnie.

Wydaje się, że był jeszcze inny powód tego znęcania się wierszem nad Solomosem. Otóż Solomos był – albo raczej głosił się – wygnańcem. Urodził się na Zante, lecz ze względu na spory rodzinne przeniósł się na Korfu, ma tam zresztą piękną kartę – a obecnie, nawiasem mówiąc, drugie muzeum. Na Zante miał jednak letni dom i drugi, dom rodzinny. Ten wygnaniec miał więc dom – a nawet trzy domy, bo jeszcze jeden na Korfu, miał swój ogród i drzewa… Tego chyba było już za wiele jak na obraz bezdomnego emigranta.

Czy Słowacki zobaczył dom Solomosa – i który? Jak spędził czas postoju na Zante, ile ten postój trwał, co w tym czasie robił? Opisane to zostało wprawdzie dość dokładnie, ale bardzo poetycko, więc trudno odtworzyć. Przewieziony łódką na ląd przez natrętnego hotelarza, zjadł obiad w hotelu. Był to obiad angielski (p. IV, s. 4; kuchnia grecka, zwłaszcza na statkach, chyba ówczesnym Polakom nie smakowała, wspominał ją bardzo źle jeszcze Maurycy Mann w swej Podróży na Wschód[przypis]Kraków 1854–1855.[/przypis]. Płynął tą samą trasą co Słowacki, nie zatrzymał się jednak na Zakintos). „A potem wszedłszy na fortecy góry, / Spojrzałem…”. Na każdej z Wysp Jońskich stoi na wzgórzu forteca, budowana przez Wenecjan, wykorzystywana potem przez Anglików. Na Zante znajduje się przy niej punkt widokowy, na który dziś także wozi się turystów, prawdopodobnie stamtąd Słowacki spojrzał z góry – i spodobała mu się ta wyspa: „Zante szmaragdami siana, / W szczerych szafirów oprawna lazury…” (p. IV,s. 6.). W dali widać domki, wśród nich domek „poety hrabi Solomona”, który w następnej (7) sekstynie zostaje opisany całkiem z bliska.

Nie wiadomo, czy Solomos zaprosił Słowackiego. Nie udało mi się ustalić, ile czasu trwał postój statku. Wiadomo jednak, że jeden dom Solomosa znajdował się w pewnym oddaleniu, drugi bliżej miasta i fortecy. Na to, żeby dojść z wybrzeża do fortecy i złożyć jeszcze wizytę w całkiem innej stronie, potrzebny był cały dzień, a także chyba jakiś pojazd. Ale jeśli do fortecy, czyli na castro, Słowacki pojechał jakimś powozem, a tak zapewne było, mógł po drodze wstąpić do Solomosa. Do końca jednak nie wiadomo, czy ten na wpół ironiczny i na wpół rozmarzony opis „domku poety hrabi Solomona” opiera się na obserwacji czy na wyobraźni. Wygląda raczej, że tam był. Grecki poeta wiedzie w swoim domku żywot sielankowy, który narratora poematu nieco śmieszy. Ma wiernego psa – jak z Homera, ale kanapa, ocienione łoże, stolik, gdzie poeta „pisze i ziewa”, już trochę filisterskie. Kwiryna Ziemba zobaczyła w tym opisie powracające u Słowackiego marzenie o domu[przypis]Por. K. Ziemba, Wyobraźnia a biografia, Gdańsk 2006, szczególnie s. 149–150, 155 i 211.[/przypis]. Mnie ten opis domu Solomosa – podobnie jak samego Solomosa – wydaje się dosyć dwuznaczny.

Spotkanie z greckim poetą przyniosło Słowackiemu rozczarowanie tym większe, że trwa pamięć dawnego zachwytu. Słowacki parafrazuje fragment hymnu do wolności jeszcze raz (p. III, s. 9: „«O znam ja ciebie! której ręka…»” itd.). „Wielki poeta” – pisze o nim (p. III, s. 8), ale coś złego stało się z Solomosem. Wiadomo, co: jak tytan między skały, tak on rzucony między lokai, snobizm, sławę, dobrobyt i „mówią, że co napisze spali” (p. III, s. 10). Słowacki wyraźnie buduje kontrast między losem greckiego poety i swoim: „Miło powrócić i usiąść na ławach / Przed własnym domkiem” – pisze w pieśni IV, sekstynie 8, lecz niedługo, w sekstynie 10: „Miło być także dumnym i samotnym”.

Solomos przestał być poetą, a Słowacki, gdy statek już wypłynął, patrzy z pokładu w nocne niebo, widzi Lutnię z siedmiu gwiazd, przelatującego Pegaza i słucha „harf takich, jak ludzie nie słyszą” (p. IV, s. 10). Nie ma wątpliwości, że jest poetą.

Słowacki wiele w swoim życiu podróżował, lecz ta podróż miała być – i stała się w jego micie osobistym, w dalszej twórczości – podróżą szczególną. Dlatego zapewne sam proces podróżowania staje się ważny. Dla młodego Zantejczyka statek „prostą był tylko machiną / Na której ludzie za pieniądze płyną” (p. III, s. 37), ale dla twórcy poematu stał się symbolem drogi. Tam spędza godziny zawieszony między nieskończonością nieba i morza, zwłaszcza nocą. Wiele jest w pieśniach III i IV Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu takich morskich pejzaży.

Zbierając: koloryt lokalny, czyli legendy Zante i Itaki, mity wygnania i powrotu brzmiały znajomo, były bliskie XIX-wiecznemu emigrantowi, ale Słowacki inaczej widział i tworzył swój los:

„Ojczyzno moja! może wszyscy wrócą Na twoje pola, ale ja nie wrócę!

Śmierć – […] płuce

Ogniem pożarte […] wszystko mię zatrzyma”.

(p. III, s. 39)

Kształtował mit osobisty? Zapewne, ale przewidział prawdziwie. Skąd to przeczucie, ta przepowiednia? Przecież nie chorował wtedy, był w dobrej formie, a w każdym razie tak donosił w listach. Chciał tylko być w dobrej formie? Tego się już nie dowiemy, ale ta podróż, zaczęta przepowiednią zaczerpniętą z Biblii, pełna była wróżebnych wydarzeń i dziwnie znaczących spotkań, które się wydają jakby osobiście do niego skierowanymi sygnałami, a przynajmniej tak zostały zapisane w poemacie. Jednym z nich jest postój na Zante.

Wydaje się, że stał się dla niego ważny z wielu względów. Tematy wygnania i powrotu współbrzmiały, ale i kontrastowały z losem, jaki widział przed sobą czy też, jeśli chcemy: jaki kreował. Oto Itaka, znak powrotu, oto Zante, isola d’oro, tam od tysiąca lat chronią się wygnańcy, poeta i jego dom… Nie dla niego te znaki. Jego podróż wiedzie dalej, ma cel – to pielgrzymka do Jerozolimy. A jeśli podróż romantyczna miała także cel drugi: miała prowadzić do wnętrza, do poznania samego siebie, to Słowacki rozpoznawał się – albo też się formował – także przez porównanie i przez kontrast z Solomosem. Rozpoznał się jako pielgrzym, jako wędrowiec, na pełnym morzu, bez powrotu, w drodze do Jerozolimy – potem się okazało, że nie tej ziemskiej, lecz niebieskiej. Takie rozpoznanie – albo: taka kreacja – była, jak sądzę, jednym z pożytków pobytu na wyspie Zante.</document>
<document nplp_id="379" title="Konstantynopol" slug="konstantynopol">W roku 330 Konstantyn Wielki przeniósł stolicę cesarstwa rzymskiego do Bizancjum. Nazwał to miasto Nowym Rzymem, również dlatego, iż rozłożone jest ono na siedmiu wzgórzach (od razu trzeba zaznaczyć, że znacznie wyższych od tamtych). Jednocześnie zaczęła funkcjonować nazwa Konstantynopol (miasto Konstantyna). Był stolicą ówczesnego świata; od 1453 r. – stolicą sułtana i państwa tureckiego. Wtedy pojawiła się kolejna nazwa – Stambuł, po turecku Istanbul, co – może nie do końca filologicznie – tłumaczy się jako „pełnia Islamu” lub „matka świata”, wszakże pieczęć oficjalności posiada „Stambuł” dopiero od 1930 roku. Słowianie – również Adam Mickiewicz – lubili posługiwać się nazwą Carogród. 13.X.1923 przeniesiono stolicę do Ankary. „Miasto chronione przez Boga” – tak Turcy nazywali Stambuł, który nigdy nie musiał się bronić przed żadnym najeźdźcą. Ale od zawsze nękały je inne klęski: pożary (drewniana zabudowa!) i epidemie (dżuma i cholera). Położone na dwóch kontynentach, otoczone trzema morzami – budzi zdumienie, zachwyt, a niekiedy też odrazę. „Stambuł nie jest miastem, ale aglomeracją, miejskim potworem. Jego położenie stawia go w opozycji do samego siebie i jest źródłem zarówno wielkości, jak i problemów. Niewątpliwej wielkości.” (F. Braudel, podkr. moje – I. J.).

W roku 1414 zostały nawiązane pierwsze stosunki dyplomatyczne między Polską i Turcją. Wszakże o prawdziwie ożywionym ruchu w tamtą stronę można mówić dopiero od XVIII wieku, choć i wcześniej (i później) była ona na szlaku pielgrzymów do Ziemi Świętej. Oświecenie wylansowało modę na Orient oraz zainteresowanie różnymi starożytnościami. No i Stambuł zaczął być znany jako metropolia nęcąca przeróżnych awanturników, z Giacomo Casanovą na czele. W dodatku odkąd Rosja objęła dużą połać Morza Czarnego coraz lepsze są warunki żeglugi i jest po prostu bezpieczniej.
Kontakty polsko-tureckie w XVIII wieku miały przede wszystkim charakter dyplomatyczny i handlowy. To na ich użytek Stanisław August powołał w Stambule w 1767 roku słynną i znakomitą „szkołę orientalną” dla tłumaczy, kształcącą fachowców w zakresie wschodnich języków, kultur, obyczajów i zawiłości różnych sfer życia politycznego i społecznego. Funkcjonowała do rozbiorów; likwidacja nastąpiła w roku 1793, wszakże jej absolwenci i w ogóle ludzie mający z nią kontakt jeszcze długo przydawali się przybyszom do Stambułu. To owi wierni „drogmani”, na ogół bystrzy i uczciwi, od których roją się relacje podróżników.
Przelotnie w stambulskim klubie jakobinów pojawili się książę Józef Sułkowski oraz Michał Kleofas Ogiński. Bez konsekwencji. Za to ponad miesiąc w roku 1784 bawił nad Bosforem Jan Potocki, czemu zawdzięczamy Podróż do Turek i Egiptu, rzecz w tak popularnej w epoce formie listów do bliżej nieokreślonej damy. Listów jest siedem, ale bardziej są one szufladkami dla kolejnych „powieści wschodnich”, niż przewodnikiem turystycznym (z wyjątkiem opisów paru miejsc zakazanych, jak np. palarnia opium). Wszakże początek Podróży Potockiego jest jak owo słynne „Aa!!” zwiedzającego Krym: „Zawinęliśmy na koniec do Carogrodu. Tutaj porzucam pióro, gdyż widok ten wszelkie przechodzi opisanie. Wystawiaj sobie, wyobrażaj, czytaj opisy w książkach – nigdy dostatecznie piękności jego nie pojmiesz.”
13.IX.1806 roku, wpływając do Konstantynopola około godz. 9.00 rano, François René de Chateaubriand zanotował: „Nie przesadza ten, kto powiada, że widok Konstantynopola nie ma sobie równego w świecie. Wolę jednak widok Zatoki Neapolitańskiej.” W mieście od razu uderza go brak kobiet, brak zaprzężonych powozów, gromady bezpańskich psów – i cisza: „Ponieważ wszyscy chodzą w pantoflach, ponieważ nie słychać turkotu pojazdów i wozów, ponieważ nie ma dzwonów ani warsztatów kowalskich i ślusarskich.” A po pięciu dniach podsumowuje na wyjezdnym: „Pobyt w Konstantynopolu był mi ciężarem. Lubię zwiedzać tylko miejsca upiększone przez cnotę albo przez sztukę, a w tej ojczyźnie Fokasów i Bajazetów nie znalazłem ani jednej, ani drugiej.”
Przeszło ćwierć wieku później pan de Lamartine spędził w Konstantynopolu kilka tygodni – i jego zachwyt ani na chwilę nie osłabł. Warto przytoczyć opis „azjatyckiego brzegu” oglądanego przezeń podczas przejażdżki łodzią po Bosforze: „[...] brzeg Azji przybliżał się, a między ciemnozielonymi wzgórzami i wzgórzami na przeciwległym brzegu, które wyglądały jak pomalowane wszystkimi barwami tęczy, zaczęło się ukazywać ujście Bosforu; [...] roześmiane wybrzeże Azji, około mili od nas odległe, rysowało się po naszej prawej stronie, całe powycinane w wielkie wysokie wzgórza, których wierzchołki porastał czarny las o strzelistych koronach; na zboczach ciągnęły się pola obramowane rzędami drzew i zabudowane czerwono pomalowanymi domami” (podkreślenie moje – I. J.). Po dziesięciu latach lat ten sam widok urzeknie już na zawsze bodaj największą heroinę polskiego romantyzmu – Ludwikę Śniadecką. Tu także polscy wygnańcy własnymi rękami zbudują sobie Soplicowo.
[Poeta Lamartine z iście romantyczną fantazją kręcił się po Stambule. W przebraniu – bo to miejsce nie dla cudzoziemców – zwiedził targ niewolników i całkiem serio chciał kupić sobie, a nie wykupić!, piękną kobietę z dzieckiem. Dopiero pod koniec pertraktacji okazało się, że oboje nie są na sprzedaż. Bardzo żałował.]

Mniej więcej od połowy lat 30-tych XIX wieku datuje się polski przypływ – nie tylko podróżników, lecz przede wszystkim uchodźców i wygnańców, najpierw polistopadowych. W tym czasie – wedle Encyklopedii Orgelbranda, prawdziwego świadectwa stanu świadomości epoki – „Konstantynopol razem z przedmieściami liczy do 90 tysięcy domów i około 800 000 mieszkańców, z których 140 tysięcy Greków, 230 tysięcy Ormian, 30 tysięcy Żydów i 14 tysięcy osób zostających pod opieką poselstw zagranicznych”, czyli – jak łatwo obliczyć – Turcy stanowili połowę jego mieszkańców. Było to również miasto wielowyznaniowe: „1 kaplica greko-rosyjska, 3 kościoły ormiańskie z patriarchą, 9 kościołów katolickich z 2 kaplicami, 6 klasztorami i 1 biskupem; gminy: angielska protestancka i szkocka z kaplicami, na koniec liczne synagogi żydowskie”. Meczetów większych około 400, mniejszych – ok. 5 tysięcy.
Z tym wszystkim Stambuł od zawsze miał parę chronicznych i poważnych bolączek, dających się we znaki zwłaszcza stałym jego mieszkańcom. To woda, pożary i transport miejski.
Leżące na suchym półwyspie miasto stale potrzebowało dostaw słodkiej wody, stąd siatka akweduktów, krytych cystern i otwartych zbiorników. Bizancjum stworzyło system zaopatrzenia w wodę na wypadek oblężenia: każdy mieszkaniec miasta miał własny zbiornik na deszczówkę. Stambuł do dziś czerpie wodę z Lasu Belgradzkiego i ze źródeł na wzgórzach nad Złotym Rogiem i Morzem Marmara. Las Belgradzki, piękne miejsce na wzgórzach za miastem, „jest u Turków jakby świętym gajem, którego siekiera tknąć nie śmie z obawy, by źródłom, które stąd wodociągiem do samego Stambułu płyną, wody nie zabrakło” (Sześć tygodni na Wschodzie. Podróż do Carogrodu odbyta w roku 1846 i opisana przez ks. Antoniego Waśniewskiego). „Jaką ty masz dobrą wodę” cieszył się Mickiewicz goszcząc u Ludwiki Śniadeckiej. Ona mieszkała w pięknej dzielnicy na wzgórzach, on – w slumsach na dole, mimo że generałowa wielokrotnie i z naciskiem prosiła, by przeniósł się na mieszkanie do niej. Kto wie, czy to nie zła woda go zabiła?
[Skądinąd woda, zarówno jej brak, jak i nadmiar do dziś stanowi stambulski problem. Bohater powieści Orhana Pamuka Muzeum Niewinności często odwiedza nędzną dzielnicę, która już w nazwie ma dół, a która znajduje się mniej więcej w tej „mickiewiczowskiej” części miasta. Jest jesień, pora deszczowa: „[...] podeszliśmy obaj do okien w wykuszu, by wyjrzeć na ulicę. Mężczyźni z okolicy, bosi, z podwiniętymi nogawkami spodni, blaszanymi wiadrami i plastikowymi miednicami starali się wylewać wdzierającą się do domów wodę, a tamami z kamieni i szmat zmienić kierunek spływających w dół wzgórza potoków.” Jest rok 1975. A jak to mogło wyglądać w roku 1855?]
Plagę pożarów wprost prowokowała drewniana zabudowa: „niedługo szedłem z przewodnikiem moim, a już mię niepomału zdziwiło, że zamiast szerokich i porządnych ulic, jakie w głównych miastach naszych zwykle widzimy, wszedłem w wąziutkie kręte uliczki, składające się po większej części z drewnianych, ściśle z sobą spojonych, czerwono pomalowanych, dachówką pokrytych domków” (A. Waśniewski: Sześć tygodni na Wschodzie. Podkreślenie moje – I. J.). Drewniany dom, w którym zmarł Mickiewicz, spłonął w roku 1870.
I wreszcie ta specyficzna zabudowa uniemożliwiała poruszanie się po mieście powozami, których brak tak zdziwił i nawet zgorszył hrabiego Chateaubrianda. W lepszych dzielnicach podróżowano czymś w rodzaju dorożek. Były to drewniane kolaski, zaprzężone w białe woły. Mężczyźni poruszali się jednak po mieście wynajmowanymi końmi. „Te konie, które właściciele spokojnie obcym powierzają, są tu rzeczą niezbędną, gdyż niepodobna jest przez ciasne i zapchane ludźmi uliczki powozami jechać”. Ostatecznie europejski powóz można było wynająć u pewnego Polaka, niejakiego Olszewskiego, „pięknego i rosłego mężczyzny, niegdyś wojsk polskich kapitana” (ibidem). Wóz z trumną Mickiewicza też był zaprzężony w woły, które z trudem pięły się do góry w deszczu i w błocie. Eskorta wojskowa (nawet Kozacy!) mogła być tylko piesza.</document>
<document nplp_id="380" title="Adampol" slug="adampol-2">„Około pięciu godzin drogi od Konstantynopola, po azjatyckiej stronie Bosforu, leży kolonia polska nazwana Adampolem. Nazwa ta pochodzi od jej założyciela, ks. Adama Czartoryskiego, który chcąc przyjść w pomoc wychodźcom polskim w Państwie Ottomańskim nabył w 1842 r. od o. o. łazarystów 500 ha lesistej ziemi i oddał ją byłym żołnierzom – Polakom w wieczyste używanie”. Tak zaczyna się książka Pawła Ziółkowskiego pt.: Adampol (Polonezkioj). Osada polska w Azji Mniejszej. Zapiski historyczne wydana w Poznaniu w roku 1929 „nakładem Autora i Adama Dochody w Turcji”. To pierwsza książka o historii tego miejsca. Sam autor (1878-1938) przedstawia się jako „osadnik Adampola od 1902 r.”, gdzie „oprócz kilku lat nauczycielstwa, również urząd wójta i delegata kolonii sprawował”. Stąd ta książeczka ułożona „na podstawie ustnych relacji pierwszych pionierów tej osady, jak i pisemnych notatek tudzież dokumentów administracyjnych”.
Zakupiony teren nazywany był wcześniej Czingiane-Konak, czyli Cygański Dwór (Obozowisko), jako że często koczowali tutaj Cyganie.
Regulamin nowej kolonii stanowił, iż: „Aby być przyjętym do osady, trzeba być Polakiem, a przynajmniej Słowianinem, katolikiem.” Dyrektorami kolonii byli – z ramienia księcia Czartoryskiego – kierownicy Agencji Wschodniej, potem w imieniu Czartoryskich działali pełnomocnicy. Na miejscu (do r. 1860) wsią kierowali administratorzy; osada miała też samorząd – radę gminną i wójta.
Pierwszym administratorem kolonii był Michał Czajkowski. 19 marca 1842 r. został poświęcony zrąb pierwszej chaty. Z tej okazji Czajkowski zwrócił się do osadników tymi słowy: „Dziękujmy Bogu, że nam dał kawał ziemi, na którym możemy modlić się za Polskę, i gadać o Polsce po polsku – módlmy się, róbmy dobrze, a Bóg nam wróci Ojczyznę i nas do Niej powróci.”
Nawiasem mówiąc, w pierwszych latach płynęły do Adampola dotacje z rzymskiej Kongregacji Rozkrzewiania Wiary. Z czasem główny ciężar utrzymania osady spoczął na Agencji Wschodniej, czyli księciu Czartoryskim.



Każdy osadnik – a było ich na razie dosłownie kilku, wszyscy ex-żołnierze – otrzymał na początek zapomogę pieniężną, drzewo budulcowe i jeden hektar lesistej ziemi, którą miał zamienić w pole uprawne. Było naprawdę ciężko: doskwierał im głód, chłód, złe stosunki z sąsiadami, czyli lazarystami, wreszcie docierające i tutaj stambulskie epidemie. Wszakże w „zapiskach” pierwszego kronikarza Adampola ten pionierski okres wygląda jak z malowniczego westernu: „Zamieniwszy miecze na siekiery [...] wzięli się z całą wytrwałością do karczowania lasu, budowy mieszkań i uprawy ziemi. [...] Stopniowo lasy i pustkowia zamieniały się na żyzne pola, na których uprawiano kukurydzę, ziemniaki, pszenicę i owies oraz wszelką ogrodowiznę, również zakładano sady i pasieki”. Gwoli ścisłości należy dodać, że taki ruch stał się możliwy dopiero po klęsce Wiosny Ludów na Węgrzech i po wojnie krymskiej, kiedy do Adampola – bo i gdzie mieli się podziać? – zaczęli napływać dymisjonowani żołnierze Polskiej Dywizji Kozaków Sułtańskich.
Wszakże już wcześniej pojawił się prawdziwy problem, który Czajkowski w połowie 1843 roku w liście do księcia sformułował następująco: „dziewek na żony sprowadzać nie ma za co” (a chciał je – miłośnik Kozaczyzny – sprowadzać z Niżu). Toteż rzeczywiście mogło to i tak wyglądać:
„My z Czaykowskim zajęliśmy się wyszukiwaniem żon dla kolonistów. Wyprawiono ekspedycję do Antoniego Ilaya [Ilińskiego] nad Dunaj, i krzątano się w okolicy Stambułu. Wskutek tego w przeciągu trzech miesięcy odbyło się pięć ślubów naszych wiarusów w Adampolu. Kazimierz pojął Cygankę, bardzo przystojną, Franciszek Ormiankę, Jan Radomski i Iwan Kiryluk z Podola, niegdyś majtek na parowym statku rosyjskim, pożenili się z Hańdzią i Jedwaszką, Kozaczkami ze wsi Semenów nad Dunajem. Nawrócona cichaczem Turczynka wzięła ślub z Dominikiem, zwanym Czerkies[em]”. (M. Budzyński: Wspomnienia z mojego życia). Sama też księżna Czartoryska sfinansowała w 1846 roku dwa małżeństwa.
[Na cmentarzu w Adampolu jest bardzo dużo grobów kobiet i całkiem małych dzieci; z powodu ciężkich warunków ich śmiertelność, zwłaszcza w pierwszych latach, była bardzo duża.]
Pierwsza kaplica, pod wezwaniem św. Anny (patronki księżny Czartoryskiej) zbudowana została w l. 1845-1846 przez sprowadzonych z Bośni franciszkanów. W 1869 r. postawiono drewniany kościół, który nie przetrwał trzęsienia ziemi w 1894 roku. Obecny kościół, pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej, wybudowany został w 1914 roku.
W pierwszym okresie głównym źródłem utrzymania mieszkańców Adampola było myślistwo. Czajkowski niemal od razu założył hodowlę psów gończych; na polowania – zwłaszcza zimą na dziki – zaczęli przyjeżdżać dyplomaci ze stambulskich placówek, a potem i Turcy, co trwa do dziś.
Osada otoczona jest górami i trudnymi do przebycia lasami. Bezpośredni dostęp utrudniały też gęste zarośla na pobliskich wzgórzach. Toteż niemal od razu zaczęto przypisywać jej szczególną rolę polityczną: „wieś była dobrym miejscem przygotowywania wszelkich akcji przeciwko Rosji. W Adampolu ludzie Czaykowskiego czuli się całkowicie bezpieczni. Tu właśnie gotował się do wyprawy na Kaukaz zdolny pirotechnik Kazimierz Gordon. W odpowiednim laboratorium sporządził cały arsenał granatów ręcznych, rakiet i sztucznych ogni. Cel misji polegał na nakłonieniu walczących z Rosjanami Czerkiesów do korzystania z nowoczesnych środków pirotechnicznych, co mogłoby zmienić charakter prowadzonej przez nich wojny. Przed wyjazdem urządził dla Czerkiesów imponujący pokaz możliwości sygnalizacyjnych rakiet, granatów bojowych i wystrzeliwanych na odległość 50 kroków ogni zapalających.” (J. S. Łątka: Adampol. Polska wieść nad Bosforem. Kraków 1992). Na zakończenie fajerwerk ułożył się w półksiężyc otoczony gwiazdami oraz w herby Polski i Litwy.
Adampolanie byli świadomi swojej misji. Na ich cześć niejaki August Rotter-Eger, człowiek, który przez wiele lat gorliwie i bezinteresownie służył temu miejscu, ułożył następujący wiersz:

Adampolem dzisiaj zwie się –
Ongi – obszar nieużytków
Za Bosforem, w górach w lesie,
Jaki nabył dla rozbitków,
Tronu i serc polskich bliski
Adam Książę Czartoryski.
[...]
Garstka mężnych, gdy jej z ręki
Miecz wyrwano, mszcząc swe szkody
I by skrócić serca męki,
Przyszła tutaj, iść w zawody
Z wilkiem, dzikiem i szakalem,
Byle nie żyć w druh z Moskalem.
[...]
Mazur, Litwin, Podolanin
Szli żyć w puszczy – miast z żebranin. (Cyt. za P. Ziółkowski: Adampol, 1929).

Adampol przedstawia się tutaj jako wyrazista alternatywa paryskiej, czy nawet stambulskiej emigracji. Skądinąd służyła temu również konsekwentna ochrona polszczyzny i pamięci historycznej. Gości i kronikarzy tego miejsca uderzało od zawsze, iż mieszkańcy posługują się „dźwięcznym językiem książkowym”, co ciekawe – pozbawionym naleciałości gwarowych. Dzieciom nadaje się tradycyjne polskie imiona, a wszelkie święta religijne i rocznice narodowe obchodzi się bardzo solennie.
W ten sposób Adampol rychło stał się czymś w rodzaju patriotycznego skansenu. Przebywający w Turcji Zygmunt Skórzewski (ważna postać z kręgu Hotelu Lambert) odwiedził Adampol w czerwcu 1855 (a więc przed wyprawą Mickiewicza): „Spędziliśmy jeden dzień w tej wiosce polskiej wśród rodzinnej mowy i rodzinnych obyczai. W dworku, w którym zarządca mieszka, jest wszystko po starodawnemu, jak za czasów Jana Kochanowskiego, jest i stół dębowy, i ława, i wizerunek Chrystusa, i broń zawieszona, a przy wieczerzy był bigos i zrazy”. (Cyt. za J. S. Łątka: Adampol, 1992). W takim też charakterze prezentuje się go od zawsze. Na przykład już latem 1847 roku odwiedził wieś Franciszek Liszt z niewielką grupką Francuzów i Anglików. Towarzyszący im Władysław Zamoyski tak to skomentował: „Wszyscy odjechali uradowani i wzruszeni tym widokiem, wszyscy obiecali pamiętać i dary zebrane przesyłać” (Adampol. Polonezköy. Warszawa 2004).
Gustaw Flaubert wybrał się do Turcji późną jesienią 1850 roku. Jego wrażenia z Konstantynopola w gruncie rzeczy nie odbiegają od relacji współczesnych mu podróżników (zwłaszcza francuskich). Ale w swoje urodziny (12.XII) wybrał się z hrabią Władysławem Kościelskim na wycieczkę do Adampola. Konno przemierzyli 15 mil po ośnieżonych wzgórzach, w końcu zabłądzili. Późną nocą dotarli do domu administracji, gdzie czekał na nich ogień na kominku oraz pieczeń z rożna. Mimo tych niezwykłych okoliczności, Flaubert zauważył na ścianach litografie przedstawiające Polaków na Syberii. W dzienniku podróży zanotował: „Miłość do ojczyzny zaprowadzić może daleko, dosłownie bardzo daleko” (J. S. Łątka, Adampol). Nawet jeśli to nie całkiem prawdziwe – jest dobrze wymyślone.
Bardzo ważną częścią Adampola jest cmentarz. Niemal od razu wydzielono w obrębie osady miejsce na chowanie zmarłych (pierwszy zarejestrowany w księdze zgon miał miejsce w 1848 roku). Wszakże najwcześniejszy imienny grób – to grób Ludwiki Śniadeckiej, zmarłej w Stambule 22 lutego 1866. Co prawda, tak zwane Wzgórze Gordona, na którym ją pochowano, nie znajdowało się wówczas w obrębie cmentarza, ale po jego ogrodzeniu góruje z głębi nad całością.



Pogrzeb odbył się 24 lutego. Oto relacja doktora Augusta Kwaśnickiego, przyjaciela z ostatnich lat życia generałowej: „Wczesnym rankiem wyruszyliśmy z Dżenhangiru na wybrzeże Bosforu. Do przygotowanej łodzi wstawiliśmy trumnę i przeprawiliśmy się na stronę anatolską. Tu wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy za wozem, na którym znajdowały się zwłoki. Ze względu na wyboistą drogę wóz posuwał się powolnie i dopiero po sześciogodzinnej podróży dotarliśmy do miejsca przeznaczenia. Prócz Czaykowskiego i jego synów Adama i Władysława w orszaku żałobnym znajdowali się: artysta malarz Stanisław Chlebowski, rotmistrz Ryszard Berwiński i kilku jeszcze oficerów i podoficerów”.
[W tym miejscu należy się chwila uwagi jednemu z nielicznych uczestników pogrzebu. „Rotmistrz Ryszard Berwiński” to przecież jeden z najbardziej znanych kiedyś „krajowych romantyków” wedle określenia Marii Janion, ongiś dandys i lew salonowy, autor Don Juana poznańskiego (1843) i płomiennego Marsza w przyszłość (1844), który to utwór Juliusz Słowacki nazwał „genialnym”. Więzień polityczny, poseł na sejm pruski, uczestnik walk 1848 roku, via Paryż żołnierz Czajkowskiego, co Teodor Tomasz Jeż krótko skwitował: „do Kozaków wstąpił i rozpił się”. Kiedy po dymisji w 1871 roku stracił jedyne źródło utrzymania – ostatecznie popadł w nędzę i rozpacz. „Polski poète maudit” (znów Maria Janion) zmarł we francuskim szpitalu w Konstantynopolu 19 listopada 1879 roku. Nie wiadomo, gdzie jest pochowany i czy ktokolwiek był na jego pogrzebie.]
Skądinąd z pochowaniem Ludwiki Śniadeckiej w Adampolu nie było łatwo. Koloniści zaprotestowali z powodu konwersji Czajkowskiego, sprawa oparła się o Hotel Lambert. Ostatecznie jednak doszło do porozumienia. Grobowiec jest z białego marmuru, na cokole i wysmukłej kolumnie wyryte są godła Rzeczypospolitej (Polski, Litwy i Rusi) oraz herby Śniadeckich i Czajkowskich. Kolumna jest złamana, co podobno adampolanie interpretują jako symbol odstępstwa od wiary. Inskrypcja nagrobna głosi:

Ludwika / ze Śniadeckich / Sadyk
Córka Jendrzeja synowica Jana
Żona Generała Dowódcy Kozaków i
Dragonów Ottomańskich
Zmarła 22 lutego 1866 roku
Na Dzehangirze w Konstantynopolu
Pochowana na ziemi polskiej w Adamkioj

Staraniem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa cmentarz jest w bardzo dobrym stanie. Staraniem obecnych adampolan tuż przy wejściu, w tak zwanym centralnym miejscu pamięci, znajduje się ziemia z Sieniawy – gniazda Czartoryskich.

Cmentarz wita wjeżdżających do Adampola. Sama droga zresztą jest atrakcją, bo ze Stambułu przejeżdża się nad Bosforem przez trzeci co do długości na świecie most wiszący, zbudowany w 1987 roku. Widok z mostu rzeczywiście odbiera mowę. Po zapadnięciu zmroku most jest oświetlany różnymi kolorami. Na azjatyckim brzegu droga od razu wije się serpentynami przez wzgórza, po czym po obu stronach wyłania się panorama Soplicowa. Po lewej stronie cmentarz, po prawej, nieco niżej – kościół. Przy każdym domu jest sad, wszędzie kwiaty, tu i ówdzie pasieki.
W 1968 roku wszyscy spadkobiercy Czartoryskich zrzekli się swojej własności. I wtedy stała się rzecz dziwna: uwłaszczeni adampolanie zaczęli sprzedawać swoje działki i całe rodziny powyjeżdżały z Adampola. Na przykład do Australii. Niektórzy wrócili, a niektórzy z tych, co wyjechali, kazali się pochować na adampolskim cmentarzu. Podobno do dziś jeździ się po żony do Polski.
W 1973 roku doprowadzono do Adampola elektryczność, co niewątpliwie wpłynęło na gwałtowny rozwój usług turystycznych. Soplicowo, oficjalnie przemianowane na Polonezköy (polska wieś), stało się modną miejscowością weekendową dla stambulskich snobów – i nie tylko. Jest też celem różnych oficjalnych wizyt i wycieczek z różnych stron świata. Rzeczywiście, infrastruktura jest tu na poziomie zaspokajającym przeróżne gusta i potrzeby. W dużej części jest to imperium rodziny Dochodów – potomków w prostej linii pierwszych osadników.
Z okazji 150-lecia osady, w lipcu 1992 roku został oficjalnie otwarty Dom Pamięci Zofii Ryży, czyli właściwie Muzeum Adampola. Nazwa upamiętnia fakt, iż mieści się ono w domu zesłańca syberyjskiego Wincentego Ryżego, który to dom był zawsze ośrodkiem życia społecznego i kulturalnego wsi. Znajdowała się też tu bogata, polskojęzyczna biblioteka. Zofia Ryży – córka zesłańca – przekazała ten dom na miejsce, w którym zgromadzone zostały i są udostępniane pamiątki z historii Adampola i życia jego mieszkańców. Tak powstaje i utrwala się legenda.

Zob. też hasło KONSTANTYNOPOL</document>
<document nplp_id="381" title="Piramidy" slug="piramidy">Najsłynniejsze starożytne budowle w kształcie piramid znajdują się w Egipcie; budowano je jednak także w Ameryce Środkowej, Południowej i Północnej, w Chinach i na terenie starożytnej Mezopotamii. Zwężający się ku górze kształt piramid posiadał zapewne we wszystkich kulturach znaczenie symboliczne związane z kultem słońca, ale warto pamiętać, że był to także kształt zapewniający największą stabilność wysokim budowlom i umożliwiający ich stawianie na wczesnym etapie rozwoju techniki budowlanej. Wielkie piramidy egipskie wzniesiono w okresie Starego Państwa, pomiędzy I a VI dynastią, czyli między XXVII a XXII wiekiem p.n.e. Były one grobowcami władców. Już w tamtym okresie stawiano mniejsze piramidy dostojnikom państwowym i żonom faraonów, a w późniejszych czasach małe piramidy – także zwykłym ludziom. Słynna nekropolia tego typu znajduje się na terenie dzisiejszej Etiopii. Najbardziej znany jest zespół piramid wybudowanych w okresie IV dynastii, położony 10 kilometrów na południowy zachód od Kairu, w Gizie, na skraju Pustyni Zachodniej, na zachodnim brzegu Nilu (strona zachodnia była w wierzeniach egipskich stroną umarłych). Składa się on z trzech dużych piramid z okresu IV dynastii, kiedy stolicą Egiptu było pobliskie Memfis: tak zwanej wielkiej, czyli piramidy Cheopsa, oraz z piramid Chefrena i Mykerinosa. W Gizie znajdują się także trzy małe piramidy – grobowce dostojników, świątynie, pomnik Sfinksa i stelle. Ze szczytu piramid w Gizie widać piramidy w Abusir, Sakkarze i Dahszur. W okolicach Kairu po zachodniej stronie Nilu było kiedyś około 70 piramid – wiele z nich uległo jednak całkowitemu zniszczeniu.

Piramida Cheopsa mierzy u podstawy około 200 metrów długości i miała z początku niemal 150 metrów wysokości, ale jej stożek oraz licówka pokrywająca boki zostały rozebrane na budulec. W starożytności odbijające się w licówce słońce musiało wywoływać niezwykły efekt – jej rozebranie ujawniło bloki skalne (około 2,3 milionów, o łącznej wadze 6 milionów ton), z których jest zbudowana. Druga co do wielkości piramida, wzniesiona przez Chefrena, ma dziś najlepiej zachowany kompleks grobowy. Chefren wybudował także olbrzymi pomnik Sfinksa (wysoki na około 20 metrów i na około 70 metrów długi), którego twarz jest prawdopodobnie jego podobizną. Sfinks był zapewne strażnikiem nekropolii. Powstanie piramid wiąże się z samymi początkami kultury egipskiej, dużo mniej znanymi niż jej późniejsze epoki, kiedy to władców chowano już w grobach skalnych (Dolina Królów w okolicach Teb).

We wnętrzu piramid kryją się tunele wiodące do komór z sarkofagami zawierającymi mumie faraonów. Tunele te po obrzędzie pogrzebowym zamurowywano, a naruszenie spokoju zmarłego było obłożone klątwą. Piramidy świadczyły o potędze władcy, pełniły jednak także ważną funkcję religijną, zapewniając mu przetrwanie duszy dzięki trwałości jego ziemskich szczątków. Legendarne skarby piramid były zawsze celem złodziei, na których czyhało w ich wnętrzu wiele niebezpieczeństw. Pierwsi Europejczycy badający piramidy zastali sarkofag Cheopsa pusty, a sarkofagi Chefrena i Mykerinosa uszkodzone. Piramidy były od czasów antycznych znane w Europie jako jeden z ośmiu cudów świata. Systematyczne studia nad nimi i innymi zabytkami Egiptu Europejczycy zaczęli prowadzić po wyprawie Napoleona do Egiptu – pojawiało się tam odtąd coraz więcej zawodowych archeologów i kolekcjonerów-hobbystów, wywożących egipskie starożytności do Europy. Wcześniej wiedzę o piramidach czerpano od pisarzy i historyków starożytnych, przede wszystkim Strabona i Herodota, którego rozważania i obliczenia dostarczyły długo niekwestionowanych informacji o wymiarach piramid i sposobie ich budowy, oraz od zapuszczających się do Egiptu podróżników, często sprowadzających do Europy fragmenty egipskich mumii, które budziły fascynację i którym przypisywano wyjątkowe właściwości lecznicze. Pierwsze naukowe rozważania im poświęcone znajdują się w dziełach orientalistów oświeceniowych: Constantina F. de Chasseboeuf de Volneya i Reinholda Niebuhra. Wśród XIX-wiecznych archeologów zgłębiających tajemnice piramid warto wymienić Giovanniego Battistę Belzoniego, który w 1818 roku odnalazł wejście do piramidy Chefrena, Karla R. Lepsiusa, który badał pozostałości innych piramid wokół Gizy i odkrył tam groby szybowe, i Williama Petriego, który – dopiero pod koniec XIX wieku – opublikował kilkutomowe dzieło A history of Egipt (London 1894[przypis]Por. http://www.yare-egyptology.freeola.org/bibliographies/wmfpetrie.pdf[/przypis]) zawierające do dziś uznawane zaważne interpretacje okresu Starego Państwa, w tym rozważania nad religijnym sensem piramid oraz technologią ich budowy.

Kultura starożytnego Egiptucieszyła się wielkim zainteresowaniem w okresie oświecenia, co znalazło odzwierciedlenie także w tradycji masońskiej (Wielka Loża Wschodu, ryt egipski itd.). Przykładem takich zainteresowań są pisma egiptologiczne Jana Potockiego, który uznał egipski politeizm za pozorny – uważał, że najgłębszą intuicją religijną Egiptu był teizm i że w religii tej mają źródło podstawowe wierzenia Żydów i chrześcijan. Potockiego jednak nie interesowały zbytnio same piramidy – w egiptologicznych wywodach w Rękopisie znalezionym w Saragossie nie znajdziemy o nich nawet wzmianki. Podobne myśli na temat Egiptu jako źródła najgłębszych intuicji filozoficznych i religijnych zachodu (corpus hermeticum, filozofia presokratyków i platonizm wraz z neoplatonizmem) odnajdziemy u romantycznego poety Władysława Wężyka (Podróże po starożytnym świecie, część I: Dzieje). Same piramidy wydawały mu się mimo to odzwierciedlać ducha stagnacji, który – zgodnie z orientalistycznym stereotypem opisanym wiele lat później przez Edwarda Saida (Orientalism, 1978; wyd. pol. Orientalizm, tłum. W. Kalinowski, 1991) – zdominował tę kulturę niemal u jej samych źródeł. Wężyk przeciwstawia niezmienność, hieratyczność i „nieludzkość” sztuki egipskiej, przez którą nie przebija „żywotność ludzka”, sztuce greckiej, zbliżającej bogów do ludzi: „Świątynie i pałace Egipcjan nie są dla ludzi, a o ich piramidach można by powiedzieć, że nie są przez ludzi budowane!” (Wężyk 1842, s. 37). Orientalizującą interpretację kultury egipskiej odnajdziemy także w dramacie Kleopatra i Cezar Cypriana Norwida, dla którego egipskie mumie były symbolem materializmu, kultu ciała i zaniku ducha. Bohaterka dramatu, Kleopatra, jako spadkobierczyni od dawna obumarłej kultury, wierzy, że jej odnowa może przyjść od strony ducha Rzymu, a więc Zachodu.

Jako jeden z ośmiu cudów świata piramidy były do XVIII wieku znane dzięki licznym opisom encyklopedycznym, kompilującym starożytną i nowożytną wiedzę na temat Egiptu. Opis taki znaleźć można na przykład u Benedykta Chmielowskiego, który kojarzy piramidy przede wszystkim z mumiami („pod Pyramidami obszerne groby pełne Numii”) i którego szczególnie interesuje pikantna historia księżniczki Rhodope, „nierządnicy”, która kazała swoim kochankom płacić za wyświadczone łaski kamieniami na swój grobowiec[przypis]Cytat i streszczenie rozważań Chmielowskiego o Egipcie za: Jan Bystroń, Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie.1147–1914, Kraków 1939, s. 74–75. Rozważania te zamieścił Chmielowski w rozdziale Nowych Aten albo Akademji wszelkiej scjencji pełnej pt. „Wiek siwy czynieł dziwy”.[/przypis]. Anegdotę o Rhodope znajdziemy zarówno w podróżniczej relacji Sierotki, jak i Potockiego – widać, że oddziaływała na wyobraźnię staropolskich podróżników czasem silniej niż same piramidy.

Piramidy jako figura ogromu i tajemnicy pojawiły się w barokowych wierszach Miaskowskiego i Grochowskiego, ale przed XIX wiekiem tylko nieliczni Polacy mieli okazję je obejrzeć – wszyscy oni, aż do świeckiej podróży Jana Potockiego, z rozmysłem pomijającej Ziemię Świętą, byli pielgrzymami do Jerozolimy, którzy przy okazji tej wyprawy chcieli czasem także zobaczyć słynne zabytki starożytności. Pierwszy polski opis wspinaczki na piramidę pozostawił po sobie Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (Sierotka)[przypis]Por. Mikołaj Krzysztoł Radziwiłł „Sierotka”, Podróż do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu 1582–1584, opr. L. Kukulski, Warszawa 1962, informacja za: Jan Bystroń, Polacy w Ziemi Świętej…[/przypis]. Potocki ze względu na złe samopoczucie nie wszedł na szczyt piramidy, ale zwiedził komorę grobową i spędził kilka godzin u podnóża piramid na rysowaniu pejzażu. Wyrył tu jako swoją inskrypcję barokowy z ducha cytat z francuskiego poety Delille’a: „Gmachy te niewzruszone sam czas zmordowały”. Potockiego fascynował kontrast pomiędzy niewspółmiernie skromnym wobec ich legendy widokiem piramid a wrażeniem potęgi i nieskończoności, jakie robią obliczenia ich dotyczące: to nie bezpośrednie oddziaływanie na zmysły, ale intelektualne zmierzenie się z nimi dało mu wrażenie przytłoczenia ogromem.

Po Potockim ważną kategorię Polaków, którzy zetknęli się z piramidami, stanowili żołnierze napoleońscy: wśród nich Józef Sułkowski – adiutant Napoleona w czasie wyprawy egipskiej, i oficerowie: Szumlański, Grabiński, Hauman z 7 Pułku Huzarów. Szumlański wszedł na piramidę Cheopsa jako jeden z członków „wyprawy sawantów”, a także pozostawił po sobie opis bitwy pod piramidami, w której brał udział: po wylądowaniu w okolicach Aleksandrii i marszu przez pustynię w lipcu 1798 roku wojska Napoleona dotarły pod Kair, gdzie stoczyły zwycięską bitwę z wojskami Mameluków. Bitwa ta już przez samego Napoleona nieprzypadkowo została nazwana bitwą pod piramidami – wódz miał przed nią zachęcić żołnierzy do walki słynnymi słowami: „Żołnierze! Czterdzieści wieków spogląda na was!”. Słowa te są wspominane w niemal wszystkich polskich relacjach podróżniczych spod piramid. W 1836 roku Juliusz Słowacki ze wzruszeniem odczytał na szczycie piramidy Cheopsa napis: „Przekażcie wiekom pamiętny dzień 29 listopada 1830 roku”, który wyrył tam prawdopodobnie Henryk Dębiński, pełniący misję wojskową w Egipcie w latach trzydziestych XIX wieku.

Relacje polskich podróżników w XIX wieku (Juliusz Słowacki, Maurycy Mann, Władysław Wężyk) zwracają uwagę na trudności wspinaczki na piramidy; często w bardzo obrazowy sposób opisują asystę Arabów, którzy na wiele sposobów starają się pomóc i zaimponować europejskim turystom, aby dzięki nim zarobić – w relacjach tych uderza tyleż podziw dla ich zręczności we wspinaczce, co irytacja z powodu ich natrętnego towarzystwa – paradoks romantycznego historyzmu pod piramidami polega na tym, że próbując uzyskać głęboki wgląd w sens ludzkiej historii, przybysze starają się kontaktować z egipską starożytnością ponad rzeczywistą historią tego kraju – jego obecni mieszkańcy postrzegani są jako intruzi na ziemi Egiptu, zakłócający próbę duchowego kontaktu ze źródłem. Przez relacje polskich podróżników, nawet Słowackiego, przebija ton rozczarowania piramidami, które nie dają tych wrażeń, które sobie po nich obiecywali. Właściwie już u Władysława Wężyka pojawia się nuta zniecierpliwienia: „Wszystko to wspaniałe, ale trudne do opisania, chociaż tyle razy opisywane...” (Podróże, s. 42). Polski archeolog, Michał Tyszkiewicz, który podróżował po Egipcie w 1862 i 1863 roku, poświęca im jedną, ostatnią stronę swojego długiego opisu, zauważając między innymi, że widok roztaczający się z ich szczytu nie był wart fatygi wchodzenia na nie[przypis]Por. Michał Tyszkiewicz, Egipt zapomniany, czyli Hr. Tyszkiewicza dziennik podróży do Egiptu i Nubii (1861–1862), opr. i wstęp A. Niwiński, Warszawa 1994, s. 409.[/przypis]. Co dziwne jak na archeologa, rezygnuje z wejścia do wnętrza piramidy zniechęcony niewygodą tej wyprawy. Jako typowy turysta odwiedza piramidy Henryk Sienkiewicz, który wybiera się do nich nocą, bo słyszał od innych, że Sfinks oglądany przy świetle księżyca robi wyjątkowe wrażenie. Pisarz zachowuje się pod piramidami jak nowoczesny kolekcjoner wrażeń:

„Ogrom, tajemnica, samotność i wielkie groby, a oprócz nich naokół nic – żadnej rozmaitości przedmiotów, żadnej możności porównań, jeno w krąg pustynia, zalana blaskiem uroczystym i ogromnie smutnym.

Ale w owej melancholii nie ma nic przykrego. Przeciwnie, jest to wielka i nad wszelki wyraz doskonała symfonia, której pojedynczymi akordami są Piramidy, Sfinks, księżyc i pustynia. Bierze ona duszę ludzką i kołysze ją, jak do snu. Warto przyjechać do Egiptu, by się raz w życiu taką symfonią upoić!”[przypis]Henryk Sienkiewicz, Listy z Afryki, Warszawa 1893, s. 37–38.[/przypis].

Sienkiewicz opisuje jednak z ironią gości hotelu w Gizie, „którym do porannej kawy na werandzie potrzebny jest widok Piramid”[przypis]Tamże, s. 30.[/przypis]. Piramidy, fascynujące jako wyobrażenie, z bliska rozczarowują, a nawet nudzą. W latach dwudziestych XX wieku Ferdynand Goetel, popijając w ich pobliżu whisky z lodem, w fikcyjnym dialogu z turystą przejętym mistyką liczb (według tradycji masońskiej, a potem teozoficznej, znajdującej dziś przedłużenie w popularnej ezoteryce, wszystkie parametry konstrukcyjne piramid są nieprzypadkowe) ze sceptycyzmem odpiera argumenty na rzecz ich niezwykłości: „Jeżeli kiedyś istniała ludzka rasa, która znała odległość ziemi od słońca, pi, promień polarny etc. […] i, chcąc ją przekazać historii, wcieliła ją do prostackiej, niedołężnej piramidy – to szkoda się nią doprawdy zajmować”[przypis]Ferdynand Goetel, Egipt, Lwów–Warszawa–Kraków 1926, s. 58 (rozdz. „Whisky and soda pod piramidami”).[/przypis]. Goetel także przeciwstawia w ten sposób ducha cywilizacji wschodniej duchowi Zachodu, który z wiedzy tej uczynił podstawę opanowania świata przez technikę. Sienkiewicz uważał, że w przeciwieństwie do piramid Sfinks wyobraża żywą istotę, a więc mimowolnie sprawia wrażenie „czującego i myślącego ogromu” i dzięki temu jest od nich ciekawszy. W relacji spod piramid opisuje „staroegipskie misterium, obrzęd święty i tajemniczy” pomiędzy Sfinksem a księżycem-Izys. Sfinks – wcześniejszy od piramid – wydaje się mu bardziej tworem natury niż kultury[przypis]Por. Henryk Sienkiewicz, Listy z Afryki, s. 37–38.[/przypis]. Nie tylko Sienkiewicza, ale także na przykład polskiego poetę piszącego po francusku, Karola Załuskiego, romantycznego archeologa Michała Tyszkiewicza czy Ferdynanda Goetla Sfinks interesował bardziej niż same piramidy.

Inaczej niż Potocki, wywodzący z Egiptu korzenie monoteizmu, czy Wężyk, który uważał obyczaje pogrzebowe Egipcjan za bardzo głębokie (zwyczaj mumifikacji wyrażał według niego ich najgłębszą intuicję, którą była intuicja przemiany i nieśmiertelności: mumia nie tylko w wymiarze symbolicznym, ale także poprzez swoją materialność nawiązuje do formy poczwarki, chryzalidu, której obserwacja dała Egipcjanom przeczucie nieśmiertelności i natchnęła pomysłem upodobnienia zwłok do kokonu), Słowacki przeciwstawiał egipskie przywiązanie do cielesności, materialnej formy egzystencji, chrześcijaństwu. Zdaniem Ryszarda Przybylskiego, autora książki o wschodniej podróży Słowackiego[przypis]Por. Ryszard Przybylski, Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód, Kraków 1982.[/przypis], poeta nieprzypadkowo odwiedził Egipt przed Jerozolimą. Choć brak na to rozstrzygających dowodów, zdaniem Przybylskiego celem tej egipskiej podróży były przede wszystkim grobowce egipskich władców, w których Słowacki chciał – śladem innych romantyków – przeniknąć sens ich wierzeń religijnych i ich miejsce w dziejach ludzkości.

Słowacki opisał swoje zetknięcie z piramidami w kilku utworach pisanych w czasie podróży (Piramidy, Na szczycie piramid, List do Aleksandra H.[ołyńskiego], Rozmowa z piramidami), a do sensu wierzeń egipskich nawiązywał także w swym okresie mistycznym w Dialogu troistym i Samuelu Zborowskim. W liście do matki poeta przyznawał, że widok piramid zawiódł jego oczekiwania, gdyż wyobrażał je sobie jako znacznie większe i wspanialsze. W 1836 roku, aby je oglądać, wyruszył ze Starego Kairu łódką przez Nil, a potem podróżował na osiołku kilka mil przez las daktylowy i nilowe rozlewiska, aż dotarł na skraj pustyni, gdzie stoją. (W latach dziewięćdziesiątych, kiedy przybędzie tu Sienkiewicz, na Nilu będzie już wybudowany most, do piramid będzie wiodła wygodna utwardzona droga, a niedaleko od nich będzie stał hotel). W wierszach Piramidy i Na szczycie piramid Słowacki szczegółowo opisuje swoje doświadczenie tego miejsca jako podróżnik, przeplatając swą relację wieloma sensami symbolicznymi. Intensywność jego doświadczenia podkreśla wyznanie, że w oczekiwaniu na zetknięcie z nimi już w łódce na Nilu „na oczach usiadła [mu] dusza”.

Poeta zaczyna zwiedzanie piramid od wejścia do komór grobowych, które wydają się dla niego ważniejsze niż widok ze szczytu piramidy, który stanowi tylko turystyczny dodatek do wyprawy ku Tajemnicy. We wnętrzu piramidy zastanawia go przede wszystkim paradoks braku ciała faraona w tym niezwykłym grobowcu, który miał uczynić je wiecznym. Według Przybylskiego poeta napotkał w swej wschodniej podróży dwa powiązane ze sobą znaki mistyczne, którymi były dwa puste groby – faraona i Chrystusa: pierwszy obnażał fałsz ludzkich rachub na nieśmiertelność ciała, a drugi objawiał nieśmiertelność ducha.



Zapis pobytu na szczycie piramidy jest u Słowackiego również niezwykle bogaty w sensy: poeta doświadcza tu znikomości życia ludzkiego wobec trwania w czasie kamiennego pomnika, patrzy w dół na wąwóz pomiędzy piramidami Cheopsa i Chefrena, który – zalany o zachodzie słońca czerwonym blaskiem – symbolizuje krwawość ludzkich dziejów. Przedłużeniem tego skojarzenia stają się odnalezione wzrokiem nagle, przypadkowo, wśród innych napisów wieńczących szczyt piramidy, słowa upamiętniające powstanie listopadowe. Także to poruszające odkrycie wydaje się mieć dla poety rangę kolejnego znaku. W wierszu Rozmowa z piramidami Słowacki przymierza grobowce faraonów do potrzeb Polaków i uznaje je za mauzoleum godne stać się grobowcem męczenników, a także miejscem przechowania idei zemsty. Już w tym wierszu dochodzi jednak do głosu przeświadczenie, że piramidy nadają się jedynie na pomnik i grób ciała, lecz że nie ma w nich miejsca dla ludzkiego ducha, bo nie są jego pełnym wyrazem. W poetyckim liście do Hołyńskiego, pisanym w dalszej podróży w górę Nilu, Słowacki zdobywa się już na wyraźny dystans wobec piramid, przeciwstawiając im prawdziwe „piramidy ducha”, czyli dzieła Szekspira. W wierszu tym przeciwstawia także duchowi Egiptu ducha judeochrześcijańskiego, czyli Mojżesza, który wywiódł naród wybrany (ducha) z domu niewoli (ciała). W okresie mistycznym, w Dialogu troistym, Słowacki wraca do swych intuicji dotyczących miejsca religijnego doświadczenia Egiptu w dziejach ludzkości. Podobnie jak Hegel, który uważał zwyczaj mumifikowania ciała za wyraz docenienia ludzkiej indywidualności, Słowacki dostrzega w wierze egipskiej w wieczny powrót wyraz intuicji nieśmiertelności bardziej wartościowej niż indyjska wiara w reinkarnację, która odmawia znaczenia jednostkowemu trwaniu. W Samuelu Zborowskim poświęcił wierze Egipcjan poruszające, pełne współczucia i melancholii strofy: „O! smętny – o! kochany! / Srodze ty oszukany… Przez sfinksowe aleje / Piasek pustynny wieje […] / Na Luksoru wyżyni / Cicho jak na pustyni…”. W liście do matki Słowacki – poeta-tułacz, tak jeszcze wspomni swoje wejście na piramidę: „Szczyt Faulhornu, kopuła świętego Piotra, Wezuwiusza, piramidy, były dla mnie jak najwyższe gałązki na drzewie, na których ja, biedny ptaszek wędrujący, siadałem na chwilę, aby odetchnąć” (Koresp. I, s. 343).

Śladem XVIIIi XIX-wiecznych fascynacji piramidami i ich religijnym, ezoterycznym znaczeniem jest w Polsce również grobowiec rodzinny Farenheitów położony w głębi puszczy niedaleko Bań Mazurskich. W sumie można jednak stwierdzić, że piramidy i ich tajemnice są prawie nieobecne w wyobraźni polskich romantyków – poza dziełami Słowackiego oraz znaczeniem, jakie piramidom nadał kult Napoleona i pamięć o słynnej zwycięskiej bitwie rozegranej w ich okolicach, oraz ogólnym związkiem z wyobrażeniem o kulturze egipskiej, zdominowanym przez orientalny stereotyp. Nie zostały zwłaszcza wykorzystane te ich znaczenia, które czyniły je idealnym tłem akcji egzotyzujących utworów fantastycznych. W następnej epoce pozytywista Prus przedstawi je w Faraonie już tylko jako wyraz pychy i bezduszności egipskich władców, zmuszających swoich poddanych do życia w niedoli i morderczej pracy. Piramidy były dla niego przejrzystą figurą źle rządzonego, hierarchicznego społeczeństwa, jakim była także przedrozbiorowa Polska.</document>
<document nplp_id="382" title="Egipt Juliusza Słowackiego" slug="egipt-slowackiego">„Gdy zazierała w grobu głębokiego cienie,
Nie ma go tu... powiedział anioł Magdalenie.
Taką odpowiedź próżne grobowce przyniosą
Wędrownikowi... nie ma ich tutaj – lecz gdzie są?
Pytanie wielkiej – dziwne dzwoniące próżności
Jak trąba sądu... w tłumy ciał nie zbierze kości”.
Juliusz Słowacki[przypis]Redakcja pierwotna wersów 175–179 z Listu do Aleksandra H. (pisanego na łódce nilowej), cyt. za: Juliusz Słowacki, Wiersze. Nowe wydanie krytyczne, opr. J. Brzozowski i Z. Przychodniak, Poznań 2005, s. 173.[/przypis]
 
Ziemia przemiany
&amp;nbsp;

Między Grecją a Ziemią Świętą na trasie wschodniej podróży Słowackiego znalazł się Egipt. Egipt, który, śmiem twierdzić, jako badacze i po prostu czytelnicy poety zagubiliśmy gdzieś, straciliśmy z oczu. Stał się może i ciekawym, ale niezrozumiałym fragmentem podróżniczej odysei, wiodącej – koniecznie – do Betlejem i Jerozolimy, gdzie pisarz miałby doznać dosłownie już nie tylko trzęsienia ziemi, ale wstrząsów swego życia duchowego. Tam, w Ziemi Świętej, powinien się zacząć proces nawrócenia. A że Słowacki z wrażeń egipskich niewiele utrwalił na papierze, przyzwyczailiśmy się rekonstruować ten odcinek orientalnej peregrynacji, przywołując zamiast nieistniejących pism poety świadectwa innych podróżników: od Maurycego Manna przez Władysława Wężyka po Alphonse’a de Lamartine’a[przypis]Metodę tę przyjął Ryszard Przybylski w: Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód, Kraków 1982. Zob. też: Adam Bajcar, Podróże i twórczość Słowackiego, w: Juliusz Słowacki. Wielokulturowe źródła twórczości, red. A. Bajcar, Warszawa 1999.Wanda Amarantidou, Juliusz Słowacki i Grecja nowożytna, Łódź 2006.[/przypis]. Przy tym przyjęliśmy jako oczywistość stylistykę wspólnych wszystkim wojażerom zachwytów i zadziwień: piramidami, zasypanym wtedy prawie w całości Sfinksem, Nilem, ludźmi Wschodu, Kairem lub Tebami.

A co z kartkami niezapisanymi, pustymi, na których wieszcz nie utrwalił porywających dzieł w czasie podróży? Dlaczego nie zapisywał lirycznych obrazów wierszem? Dlaczego teksty, które notował, były tylko szkicami. Podda je potem opracowaniu poetyckiemu, wyda już skończone, dopracowane. Tu, na Wschodzie, notuje pomysły, całe strofy, ale są to tylko rzuty, szkice. Przede wszystkim rysuje.

Co wydarzyło się w nim samym między 20 października 1836 roku, gdy statek dobił do portu w Aleksandrii, a 4 stycznia, gdy poeta, wjechawszy do Gazy, przekroczył granice Palestyny? Przecież w tej trwającej od 24 sierpnia 1836 roku do 16 czerwca 1837 roku (Livorno) podróży Egipt stanowił etap centralny i, bez dwóch zdań, najbardziej orientalny. To prawie rok! I to w tym kluczowym momencie, w Egipcie, podróży jakże intensywnej. Nie, tego nie mógł dokonać cherlawy, czy jak chciał Krasiński – tchórzliwy mężczyzna[przypis]Kalendarz życia i twórczości Juliusza Słowackiego, opr. E. Sawrymowicz, współpr. S. Makowski, Z. Sudolski, Wrocław 1960, s. 273. Z listu Z. Krasińskiego do A. Sołtana 20 XI 1836: „Dziwny to kontrast w tym człowieku: awanturniczy wyobraźnią, tchórz zaś nerwami i całym ciałem”.[/przypis]. Mógłby przecież ograniczyć się do Kairu i Gizy, i na tym poprzestać. Gdy tymczasem dynamika pisarza w przemieszczaniu się okazała się wprost zatrważająca.

Dziedzicznie obciążony gruźlicą, Słowacki w tym kraju, gdzie zazwyczaj temperatura sięga trzydziestu kilku, czterdziestu stopni, rzuca się na gorące, nubijskie południe. 20 października jest w Aleksandrii, 1 listopada w Kairze, między 6 listopada a 10 grudnia odbywa ponad miesięczny rajd na południe Egiptu aż po Asuan i wyspę Philae, w dniach 10–15 grudnia znów bawi w Kairze, by potem między 15 grudnia a 4 stycznia odbyć na wielbłądzie słynną trasę do Gazy z kwarantanną w El-Arish[przypis]O podróży na Wschód zob. też: Kalendarz życia i twórczości, s. 260–293. Także: Hanna Szymańska, Krzysztof Babraj, Recepcja cywilizacji starożytnego Egiptu w środowisku europejskim i polskim w XVIII, XIX i na początku XX wieku. (Zarys); Joanna Dębowska, Badania nad pismem egipskim w XIX wieku, obie prace w: «Hieroglifem pisane dzieje...». Starożytny Wschód w wyobraźni romantyków, red. W. Szturc, M. Bizior-Dombrowska, Warszawa 2007.[/przypis]. Jakaż aktywność!

Lecz – gdzie dzieła? Skąd to milczenie? Dopiero we Florencji po 2 kwietnia 1838 (terminus a quo) zaczną powstawać teksty poetyckie związane z Egiptem. Czemu tak późno? Z roku poprzedzającego orientalny wojaż Słowackiego znamy około piętnastu jego listów. Z całej podróży zachowały się raptem... trzy, zaginęły cztery[przypis]Listy zachowane: 17–18 II 1837 z Bejrutu, 19 II z Bejrutu, 14 VI na Morzu Śródziemnym (wszystkie do matki); listy niedochowane: 20–27 IX 1836 z Aten, 20–27 X 1836 z Aleksandrii (oba do matki), 16 VI 1837 Livorno (do E. Pattey), 17 VI – 11 VII 1837 z Livorno do matki. Zob. Korespondencja Juliusza Słowackiego, opr. E. Sawrymowicz, t. 1–2, Wrocław–Warszawa–Kraków 1962–1963.[/przypis]. Mało! Do tego dodajmy jakieś 72 wersy suchych notatek (o tym piszę w innym miejscu[przypis]Zob. J. Ławski, «Od Assuan aż do Siout...». Egipskie notatki Juliusza Słowackiego, w: Album gdańskie. Prace ofiarowane Profesorowi Józefowi Bachórzowi, red. J. Data, B. Oleksowicz, Gdańsk 2009.[/przypis]), wspaniałe, moim zdaniem, ale jakże szczupłe listy poetyckie pisane we Włoszech[przypis]Są to po kolei następujące utwory („listy”): Do Teofila Januszewskiego, Piramidy, Na szczycie piramid, List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej), Z Nilu – do...[/przypis], kilka liryków (Pieśń na Nilu, Rozmowa z piramidami, O stepowy mój namiocie..., Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika...)[przypis]Wiersz Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika..., parafrazujący fragment Księgi Hioba, powstał być może w chwili, gdy poeta opuszczał Egipt. Zob. Jarosław Ławski, Hiob. Wojownik. O lirycznym arcydziele Juliusza Słowackiego: «Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika...», w: Modernizm. Zapowiedzi, krystalizacje, kontynuacje, red. A. Grzelak, M. Kurkiewicz, P. Siemaszko, Bydgoszcz 2009.[/przypis], plan nienapisanego dramatu o Ramzesie II.

Pojechał, zobaczył, zapomniał – czy tak? O nie! Fenomen notatnika jest tu nadzwyczajnie wymowny. To, co niezapisane, mówi równie wiele, jeśli nie więcej, jak to, co zapisane, utrwalone z wrażeń. I nie chodzi o to, że odtąd motywy egipskie pojawiać się będą u poety aż po Króla-Ducha. Idzie o to, że tam, w Egipcie, musiał doświadczyć czegoś, co go istotnie i w samej istocie jego wnętrza, myśli oraz imaginacji przemieniło, jakby wywracając na drugą stronę tę płachtę wyobrażeń o świecie, które powziął był w czasie dotychczasowej po tymże świecie wędrówki. Tak: po świecie – nie tylko po Europie.

Bo od Egiptu, moim zdaniem, a nie od Ziemi Świętej, liczy się moment, od którego Słowacki myśleć zaczyna w skali kosmicznej. I ta skala jest również po to, by to jego wątłe, ale wciąż silne jestestwo osadzić w... właśnie: w tym, co nieśmiertelne, w dominium aeternitatis, w nieskończoności i wieczności. Niech sobie ciało mrze i obumiera, skoro to w Egipcie, gdy właził na piramidy i do piramid, ukonstytuowała się ta genialna, rozwinięta z ducha inicjacji, myśl, iż groby, największe nawet, są puste, bo to nie wieczność zabalsamowanego truchła i w proch sypiących się szczątków, ale wieczność duszy, a wkrótce boskiego Ducha stanowi porękę trwania podmiotu przeciw śmierci.

W Egipcie więc, wynikałoby z tego, już w Egipcie starożytnym zaszczepił Bóg drzewko nieśmiertelności i wiary, które wyrośnie potem w Drzewo Krzyża Chrystusa, by następnie udzielić się ziarnem wiary każdemu z tych, którzy odkryją w sobie drzewo Nieśmiertelnego Ducha! Jeszcze kilku lat, jeszcze Towiańskiego i własnych widzeń będzie potrzebował Słowacki, by egipskie doświadczenie pustego acz monstrualnego w swym gigantyzmie grobu-piramidy przemieniło się w wewnętrzne doświadczenie trudnej, ale pewnej wiary w nieśmiertelność nie ciała, lecz ducha i duszyczki poety zawierającej Bożą iskrę.

Nie było to jednak takie proste. Żeby Egipt zobaczyć, przemierzyć musiał ogromne odległości, w sumie ponad... dwa tysiące kilometrów. A wszystko w takim klimacie, gdzie trudno czasem myśleć, bo w dzień jest za gorąco, w nocy bywa zimno. Myśleć trudno, ale można patrzeć. I Słowacki w nielicznych przekazach to nam właśnie mówi: że zachłannie napawa się obrazami, że bierze z egipskich atrakcji, co tylko przy jego kondycji się dało: egzotykę miast, ale i pustyni, Nilu i zabytków, ludzi i niezwykłą przyrodę. Zachowywał się trochę jak wytrawny i wytworny wojażer, trochę jak zachwycone dziecko. Dysponował swoim ciałem tak intensywnie, jak tylko był w stanie, by wspomnieć wspinaczkę na szczyt piramidy czy wczołgiwanie się do jej wnętrza (w obu przypadkach z pomocą Egipcjan-przewodników). Podróż Słowackiego stanowi integralną całość na wszystkich jej etapach: greckim, morskim, egipskim, palestyńskim, syryjskim, libańskim i znów morskim. Więcej: trwa ona jeszcze... w Italii, gdy poeta obrabia obrazy i myśli ze Wschodu w poetyckich dziełach. Ale, co podkreślę dobitnie, to Egipt jest tej podróży punktem szczytowym, to tu znalazł się poeta nie tylko dosłownie, ale i egzystencjalnie na szczycie piramid. Na szczycie piramidy swego życia. Z którym musiał „coś zrobić”. I zrobił. Dzięki Egiptowi[przypis]Zob. studium autorstwa Anny Ziętek-Ptak, Podróż Juliusza Słowackiego do Egiptu, w: «Hieroglifem pisane dzieje...». Starożytny Wschód w wyobraźni romantyków.[/przypis]. Dopełnił dzieła przemiany w Ziemi Świętej, lecz główny i ostateczny impuls wyszedł z ziemi faraonów, Arabów i Koptów. Zresztą: on ten Egipt znał i opisał, jeszcze zanim do niego przybył. W Kordianie opisał...

 
Osły i uczeni...
Wiemy przecież dobrze, iż niedostatek, pewną skąpość dzieł powstałych z inspiracji egipskiego wojażu równoważy naddatek, by tak rzec, Orientów wyobrażonych, przedstawionych przez młodego pisarza, który o Wschodzie realnym nie miał pojęcia, ale napisał dwie wersje Szanfarego, Araba i Mnicha[przypis]Jednak orientalny styl (Żmija, Lambro) to u Słowackiego także wątki związane z prawosławiem i Turcją. Zob. Barbara Sawicka-Lewczuk, O sposobie oglądania Wschodu przez Słowackiego mistycznego; Lucyna Nawarecka, Postać Króla Ducha w kontekście idei przebóstwienia; Krzysztof Korotkich, Ikony Słowackiego. Wyobrażenia Theotokos w «Żmii», «Śnie srebrnym Salomei» i «Beniowskim»; wszystkie w: Bizancjum. Prawosławie. Romantyzm. Tradycja wschodnia w kulturze XIX wieku, red. J. Ławski, K. Korotkich, Białystok 2004.[/przypis]. Plastycznie oddał też w Kordianie imaginacyjną wizję Egiptu, sprowadzonego właśnie do wizji piramid w Gizie. Był to Egipt wielorako zmitologizowany w podróżniczych relacjach i zhiperbolizowany. Wyjaśniam, co mam na myśli: Słowacki dał swój obraz Egiptu w opowieści Grzegorza już w I akcie, w I scenie dramatu, konfrontując niedojrzałą, łaknącą idei lub jakiejś projekcji mitycznej psychikę młodziutkiego bohatera z fascynującym doświadczeniem historycznym, to jest bitwą Napoleona pod piramidami (21 VI 1798)[przypis]Jean Tulard, Napoleon – mit zbawcy, tłum. K. Dunin, posł. A. Nieuważny, Warszawa 2001, s. 102: „Wystarczyła jedna bitwa, która rozegrała się 21 lipca pod Gizą, naprzeciwko Kairu, w pobliżu piramid. Szarża kawalerii Mameluków rozbiła się o czworoboki francuskiej piechoty. Zwycięstwem tym zawładnęła legenda, bezmiernie je powiększając. Z pewnością otworzyło ono Bonapartemu drogę do Kairu”.[/przypis]. Orient powieści poetyckich wolno określić jako kosmos fantazmatyczny, wysnuty z szeregu praobrazów: nieskończonej przestrzeni, słońca nad pustynią, nocą rozgwieżdżonego nieba z księżycem, obrazu jeźdźca (koń, wielbłąd), pustyni, oazy, minaretu, wschodniego przepychu, wschodniej religijności (surowej i bezwzględnie poddanej Allahowi), wreszcie człowieka obdarzonego jakąś nadwyżką emocjonalności, nadwrażliwego, ale i okrutnego, czułego kochanka i mściwego dzikusa (tu wspomnijmy głównego bohatera Araba!).

I owszem, Egipt w Kordianie zachowuje rysy tego obrazu, szczególniej w oddaniu obrazów natury, gdzie pustynia to „pole”, na którym „[...] równo jak po stole [...] / Oko biegnąc po piaskach Boga szuka w niebie” (K, 29)[przypis]Wszystkie cytaty z dramatu za: Marian Bizan, Paweł Hertz, Juliusz Słowacki. Kordian. Glosy do «Kordiana», Warszawa 1967. Cytaty oznaczam w tekście skrótem K i numerem strony.[/przypis]. Ewokacja nieskończoności jest tu, przyznajmy, niewyszukana, podobnie jak mglista sugestia zmienności, upływu czasu, którą wnosi obraz rzeki: „Jak dziś pamiętam, z dala lał się Nil błękitny” (K, 29). Gdy wspomnimy arcydzielne wykorzystanie motywów Nilu w wierszach takich, jak Z Nilu... do lub Pieśń na Nilu, gdzie stają się one najgłębszym symbolem vanitatis, obrazy z Kordiana rażą sztucznością. Nil „leje się” jak strużka „błękitu”, a dalej „jakiegoś miasta widać było mury”. Topos nieokreśloności wtłoczony w słówko „jakiegoś” nie jest tu tylko funkcją słabej pamięci opowiadającego, lecz równocześnie oznacza, koduje niewiedzę i wysiłek wyobraźni autora dramatu, który bitwę pod piramidami rozgrywa we własnej głowie, inspirowany lekturami. Słowacki pisze lekko, ale, zaiste, nader ogólnikowo.

Poeta imaginacyjnie rekonstruuje obraz Egiptu, co niezbyt jest zgodne z jego kreacjonistycznymi zdolnościami. Opowieść Grzegorza musi zawierać elementy historycznie, kulturowo i nawet przyrodniczo, geograficznie sprawdzalne i wiarygodne, gdy tymczasem Słowackiemu najbardziej udają się wizje, a nie rekonstrukcje. Jeśli więc rzeczywiście pisarz odwołał się do poematu Augusta Barthélemy i Józefa Méry Napoléon en Egypte (1828)[przypis]Podaję za: Marian Bizan, Paweł Hertz, Glosy do «Kordiana», s. 225–226.[/przypis], jeśli przywołał (a musiał) jakieś relacje historyków, to i tak jednak wykonał kilka gestów mających na celu przekroczenie nakazu wiarygodności jedynie faktograficznej oraz odcięcie wędzidła surowej prawdy przekazów pamiętnikarskich i dziejopisarskich, którą spostponował we wstępie do Jana Bieleckiego („Czytam... Jak dziko ten język umarły, / Pod piórem w kształty nieżywe się łamie”)[przypis]Juliusz Słowacki, Jan Bielecki, cyt. za: tegoż, Powieści poetyckie, opr. M. Ursel, wyd. 4, Wrocław 1986, s. 79, fragment pt. Wyprawa nocna.[/przypis] i w Prologu, w głosie Trzeciej Osoby Prologu, będącym wręcz gigantomachiczną, jeśli nie megalomańską manifestacją siły kreacyjnej poety, mocy wyobraźni („Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie”; K, 22). Jak więc Egipt w Kordianie wymyka się prawdzie historycznej, przechodząc w sferę poezji-wizji? Najpierw właśnie wizja piramid jest tu decydująca. Piramid zogromniałych i jakoś... sztucznych. Słowackiego już w Egipcie piramidy rozczarują swą wielkością. Nic dziwnego! W dramacie – zapewne myśląc o szczytach Alp jeszcze niedawno podziwianych w Szwajcarii – zmonumentalizował je, rzucając ich obraz na tło rodzimych Karpat, których sam nie widział:

„I nad głowami niebo czyste, bez obłoku,

A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku,

Nad katafalkiem niby od gromnic płomyki...

Lecz co najbardziej ludu zadziwiło szyki,

To były owe wielkie, murowane góry;

Stąd by je było widzieć, gdyby nie Karpaty

I gdyby z nieba można zetrzeć wszystkie chmury”.

(K, 29)

To oczywiście „piramidalny” fantazmat. Zwróćmy uwagę na to, że sygnał dotyczący właściwego przeznaczenia i znaczenia piramid jako grobowców jest tu nienachalny („katafalk” i „od gromnic płomyki”). Tymczasem Egipt realny będzie dla Słowackiego w dużej mierze światem pustych i monstrualnych grobowców – piramid.

Następnie dokonuje się mityczna heroizacja bitwy, tym samym jednak całego otoczenia, entourage’u pustynnego, na którym wybijają się piramidy, stanowiące starożytny punkt odniesienia dla bohaterskiej teraźniejszości. Przypomnijmy, iż podług przekazów historycznych Napoleon miał zawołać przed bitwą: „Żołnierze, pomnijcie, że ze szczytu piramid czterdzieści wieków na was spogląda”[przypis]Cyt. za: Marian Bizan, Paweł Hertz, Glosy do «Kordiana», s. 226.[/przypis]. Oto realizm historyczny godzien dziedzica kultury racjonalnej Francji i oświecenia. W istocie cztery tysiące lat to przy ówczesnym stanie wiedzy doskonałe określenie wieku kultury Egiptu. Ale tego było mało Słowackiemu! Dał 100 wieków...

„Wtem wódz przyjechał konno... zagrzmiały wiwaty,

Acz bez winnych kielichów. Wódz wskazał na wieże

I rzekł: «Soldats!» co znaczy, powiedział: «Żołnierze!»

Słyszałem wszystko; wódz rzekł: „Patrzcie, wojownicy!

Ze szczytu piramidy – co znaczy: z dzwonnicy –

Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi»”.

(K, 29)[przypis]Najstarsza epoka w dziejach Egiptu to „epoka predynastyczna (do ok. 3000 p.n.e.): formowanie się kultury egipskiej” (za: Wiesław Bator, Religia starożytnego Egiptu, Kraków 2004, s. 25).[/przypis]

A ponieważ i ta temporalna hiperbola nie syciła wyobraźni autora Szanfarego, więc kazał Grzegorzowi ujrzeć na szczycie piramid wizję walki archanioła Michała ze smokiem rodem z inferno, ze złem po prostu, walkę chrześcijan z pogaństwem. W ten sposób dramatopisarz fakt historyczny poddany rekonstrukcji najpierw hiperbolizował, a potem przeobraził w symboliczną wizję, zbliżającą się w swej warstwie znaczeniowej do alegorii z jej jednowymiarowością znaczeń. Oto wiarusy Napoleona jak archanielskie pułki zaraz pokonają samo zło, zastępy wrogich mameluków, przekształconych zoomorficznie w kruki i małpy:

„Więc spojrzałem, gdzie wskazał, po nieba błękicie;

Aż tu patrz... niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi,

Opowiem... Klnę się panu, na piramid szczycie,

Jak w kościołach sławnego malują Michała,

Taki stał rycerz w zbroi, promiennego ciała,

I płomienistą dzidą przebijał z wysoka

Wijącego się z dala na pustyni smoka,

Co ku nam leciał w chmurze kurzawy i piasku.

Sto dział zagrzmiało, oczy zgubiłem od blasku.

A kiedym wzrok odpytał, aż tu mameluki

Krzywymi nas szablami dziobią gdyby kruki,

To końmi do ucieczki obróceni wrzkomo,

Siadają na bagnetach jak małpy”.

(K, 29–30)

Tak oto od konstatacji Grzegorza „Byłem ja w Egipcie!” (K, 28) przeszliśmy do wizji Egiptu z opowieści starego sługi, wizji zapamiętanej, subiektywnej, współtworzonej przez wyobraźnię. Tymczasem piramidy oglądane we wnętrzu, widoki ze szczytów i spod piramid w 1836 roku to zupełnie inna rzeczywistość obrazowa. Też ulegają obrazowym metamorfozom, ale nie nad-pisuje Słowacki nad nimi wizji rodem z chrześcijańskiego imaginarium. W Kordianie bohaterowie widzą to, co chcą zobaczyć, zmysłowo obcują z własnymi fantazmatami. Grzegorz z archaniołem i smokiem, Kordian z Winkelriedem, a wcześniej z „wzorcową” ukochaną Laurą (ironia!), potem z własnym Strachem i Imaginacją. Rzeczywisty Egipt wymyka się tym fantazmatycznym projekcjom przesłaniającym realność bytu. Ma rację badacz, pisząc, że w dramacie: „Problematyka heroizmu została ukazana z kolei jako skażona przez nowoczesną relatywizację wartości i rozbicia osobowości na byt i maskę bytu (être i paraitre)”[przypis]Michał Masłowski, Zwierciadło Kordiana. Rola i maska bohatera w dramatach Słowackiego, red. H. Żytkowicz, Izabelin 2001, s. 24.[/przypis].

Powiedziałbym inaczej: natura jako scena heroicznych dokonań została przesłonięta przez pamięciowe i wyobraźniowe fantazmatyzacje, kreujące maskaradowy teatr historii, tworzonej przez marzycieli i histrionów, którzy poddani zostają prawom najpierw dziejowej, a potem egzystencjalnej ironii.

Zbawca Polski, Kordian, mdleje na progu carskiej sypialni, by w końcu ułaskawiony przez tych, których chciał zgubić, stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Bohater z Egiptu, Grzegorz, jest tu sługą pustego, wydrążonego jestestwa, jakim okaże się Kordian, mówiący doń „stary”, „starzec”, „sługa, co rozwlekłym wątkiem / Snuje głupie powieści” (K, 30). Protekcjonalne, niemal pogardliwe traktowanie Grzegorza („Idź sobie, Grzegorzu!”) pokazuje jeszcze jeden aspekt obrazu Egiptu. Otóż byłby to Egipt, którego ani Kordian, ani sam Słowacki nie zaznali, nie poznali. Ani jako bohaterskiej kampanii wojennej (bo skądże?), ani jako przygody podróżnika. Jest to perspektywa poznawczego nienasycenia i nudy, które skazują podmiot na imaginowanie i fantazmatyzowanie bytu, w tym Egiptu.

Pewnym powetowaniem tego braku rzeczywistego doświadczenia Egiptu okazuje się ideologiczny dyskurs, krytykujący ariergardę napoleońskiej wyprawy złożoną z uczonych, którzy towarzyszyli armii francuskiej. To uczeni stanowią tu pogardliwie powiązany z oślą naturą „ogon” elity francuskiej, jaką tworzy braterska społeczność żołnierzy, kąpiących się w słońcu sławy, heroizmu i stuwiekowej historii. Tchórzliwe psy lub świnie przeszkolone do szukania w ziemi smakowitych trufli, ośli ogon ludzkości, mędrkujący pisarczykowie od kalendarzowych zmyśleń, w końcu wrodzy Niemcy – oto uczeni:

„Przed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery;

Bo, trzeba panu wiedzieć, na wojska ogonie

Snuły się z bagażami osły... przy bagażach

Przywlekli się z Francji w bagnetów zachronie

Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach.

Gardziliśmy jak Niemcem tą chmurą komorów,

Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni;

Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów,

Zawołaliśmy głośno: «Osły i uczeni,

Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!»

Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi”.

(K, 29)

Nawet jeśli uwzględnić perspektywę nieuczoności Grzegorza, człeka dzielnego i bitnego a niepiśmiennego, to ta wizja skundlonych i chciwych łupów, wprost zezwierzęconych mędrków francuskich robi odrażające wrażenie. Słowacki odwrócił jednak znaczenia. Nędzę francuskiej armii, która przybyła do niegościnnego, upalnego Egiptu, przedstawił jako wielki sukces, gdy w rzeczywistości „zapał szybko ustąpił wobec panujących upałów [...] pustyni, brudu i nędzy. Według świadectwa kanoniera Bricarda: nasi żołnierze ginęli w piaskach z braku wody i pożywienia, a nadmierny upał zmuszał ich do porzucania zdobytych łupów; częstokroć, znużeni cierpieniami, woleli sobie strzelić w łeb”[przypis]Jean Tulard, Napoleon – mit zbawcy, s. 102.[/przypis]. Inaczej przeto niż w bohatersko-wizyjnej narracji Grzegorza, to raczej smok pokonał i pożarł tu, w Egipcie, archanioła. Tymczasem osiągnięcia cywilizacyjne i kulturalne wyprawy były rzeczywiste, mimo politycznej i militarnej „ewidentnej klęski wyprawy do Egiptu”[przypis]Tamże, s. 104.[/przypis]. Ale Słowackiego nie interesowało to, że „uczyniono wszystko, aby zdobyć sympatię ludności. Okazywano szacunek dla wiary, likwidowano stosunki feudalne, remontowano kanały, pobudzano działalność gospodarczą. Przedsięwzięto niwelację przesmyku sueskiego i prace przygotowawcze do połączenia Morza Czerwonego ze Śródziemnym – pod wodzą naczelnego inżyniera Le Père’a. Powstał Instytut Egipski wzorowany na Instytucie Francuskim, którego zadaniem miało być szerzenie «postępu i propagowanie oświecenia w Egipcie». Wydawano dwa dzienniki w języku francuskim: «Le Courrier de l’Egypte» (Kurier Egipski) i «La Décade égyptienne» (Dekada Egipska). Można było mówić o ponownym przeobrażeniu Egiptu, wyzwolonego od narzuconych przez Mameluków ograniczeń gospodarczych i społecznych, a także religijnych. Nie zaniedbano badań nad przeszłością: wykopaliska w Tebach, Luksorze i Karnaku, odkrycie kamienia z Rosetty, liczne szkice Vivanta Denona i jego ekipy rysowników stanowiły główne elementy owocnego zbioru – od roku 1809 zaczęto publikować opasłe tomy Description d’Egypte (Opis Egiptu)”[przypis]Tamże, s. 103.[/przypis].

Słowacki, już po powrocie z Egiptu, podtrzymał złowieszczą wizję Europejczyków jako złodziei dóbr kulturowych starożytnej cywilizacji. Choć jednogłośnie podkreśla się, iż „przybycie Francuzów do Egiptu otwierało nową epokę w życiu tego kraju, a pośrednio i innych krajów arabskich”, że „napoleońska wyprawa na Egipt odegrała wielką rolę w rozwoju orientalistyki”[przypis]Marek M. Dziekan, Dzieje kultury arabskiej, Warszawa 2008, s. 238.[/przypis], to jednak w oglądzie Słowackiego wszystkie te dobrodziejstwa nie zaćmiły kulturowego barbarzyństwa podboju, rabunku zabytków.

Słowacki (teoretycznie!) zakwestionował w swej wyobraźni – w tej jednej dziedzinie – europocentryczny punkt widzenia z jego kulturowym narcyzmem, egotyzmem i imperializmem, zgodnie z którym dla zachłyśniętych sobą Europejczyków dobra historii i kultury posiadają znaczenie o tyle, o ile zostaną umieszczone w ramie semantycznej rzekomo najbardziej rozwiniętej kultury Starego Kontynentu. Czyli w muzeum. W londyńskim czy paryskim zbiorowisku przedmiotów, w muzealnej rupieciarni czy wręcz kostnicy, która zamraża prawdziwe znaczenia egipskich skarbów historii. (Inna rzecz to zachowanie poety: bardzo europejskie...).

Stąd monstrualna wizja w Kordianie: obraz psiarni uczonych-osłów podobnych komarom, zmienionych w Liście do Aleksandra H. w cudzoziemców „podobnych do Mojżesza plagi”[przypis]Juliusz Słowacki, Wiersze, s. 172; zob. też: Czesław Zgorzelski, Listy poetyckie z Egiptu, w: tegoż, Liryka w pełni romantyczna, Warszawa 1981.[/przypis]. Bardzo więc – jak by nie patrzeć – nowocześnie pobrzmiewa w tym kontekście myśl wiarusa Grzegorza, prostaczka pogardzającego uczonymi, którzy przybyli do Egiptu, by w imię nauki niszczyć i kraść: „Zawołaliśmy głośno: «Osły i uczeni, / Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!» Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi” (K, 29).

Tchórze!..

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Tezy, hipotezy, obserwacje
Podkreślę raz jeszcze i już na samym początku tej części rozważań: nie pragnę tu dokonywać kolejnej rekonstrukcji egipskiej marszruty Słowackiego, nie chcę kolejnych odkryć biograficznych, opisów kontaktów poety, tym bardziej nie ekscytują mnie sensacje z pogranicza biografistyki i plotkarskiej erotyki[przypis]Zob. Ryszard Przybylski, Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód; Anna Ziętek-Ptak, Podróż Juliusza Słowackiego do Egiptu; Adam Bajcar, Podróże i twórczość Słowackiego, w: Juliusz Słowacki. Wielokulturowe źródła twórczości, red. A. Bajcar, Warszawa 1999; Bożena Czyż-Rhein, Teresa Rębelska-Atallah, Juliusz Słowacki w Libanie. Historia i współczesność, Warszawa 2003.[/przypis]. Chodzi mi o ustalenie znaczenia egipskiego wojażu, jego sensu wobec tego, co zapowiada, to jest podróży do Ziemi Świętej. Dopowiem: chcę jednak Egipt traktować jako część autonomiczną i równowartościową wobec kolejnych i poprzednich etapów podróży. Taką, która wnosi znaczenia niesprowadzalne do żadnych innych, a czytana w kontekście Grecji i Palestyny, Syrii, Libanu rzuca światło na dokonujące się w tych innych przestrzeniach kulturowo-historycznych rozstrzygnięcia egzystencjalne, religijne i estetyczne.

Tak czy inaczej, niezależnie od orientacji interpretacyjnej lub politycznej wszyscy wychodzą z przeświadczenia będącego truizmem, że: „Najgłębiej wstrząsnęła nim podróż na Wschód, poznanie Grecji, Egiptu i Ziemi Świętej”[przypis]Stanisław Kozicki, Dziedzictwo polityczne trzech wieszczów, Warszawa 1949, s. 161–162.[/przypis], że była to „podróż mistyczno-kosmiczna”[przypis]Jan Zieliński, Szatanioł. Powikłane życie Juliusza Słowackiego, Warszawa 2000, s. 168.[/przypis]. Owszem, to ostatnie też jest prawdziwe w odniesieniu do całego wojażu, posiadającego i mistyczny, i kosmiczny aspekt. W odniesieniu do Egiptu jednak wymiar „mistyczny” trudno z doświadczeń poety wyłowić. Raczej już można by tu zakrzyknąć słowami Zygmunta z dramatu Życie snem Calderona: „Co widzę? Niech Bóg mnie strzeże! / O nieba – cuda i dziwy! / Zaliż to świat jest prawdziwy? / Gdy patrzę, lęk duszę mą bierze!”[przypis]Pedro Calderon de la Barca, Życie snem, tłum. E. Boyé, wstęp M. Strzałkowa, Wrocław 1956, s. 57, a. III, sc. III.[/przypis]. Ale nie samym zdziwieniem i lękiem żył poeta nad Nilem... Czym więc jeszcze? – po kolei...

Inność. Słowacki zobaczył, jak sądzę, w Egipcie to, co w całej podróży było najbardziej odmienne od jego kulturowego zakorzenienia jako Europejczyka. Percepcję zdominowała absolutna inność, odmienność, „totalna” egzotyka Egiptu jako świata natury (Nil, pustynia, delta rzeki), jako fenomenu kulturowego (Arabowie, Nubijczycy, Koptowie), historycznego (piramidy, ruiny Luksoru, wyspy Philae) i wreszcie socjologicznego (społeczności wielonarodowego kraju, Arabowie). Nigdzie przedtem i nigdy potem czegoś tak innego od jego własnego środowiska, wyobrażeń o świecie i człowieku, od rodzimego matecznika wartości nie widział. „Na oczach usiadła mi dusza” – jak napisał[przypis]Juliusz Słowacki, Piramidy, w: tegoż, Wiersze, s. 150, w. 16.[/przypis]. Sycił się tą odmiennością w sposób zachłanny, wpatrywał w nią, zawieszając aktywność pisarską – poetycką.

Podróż tego typu ma swoje prawa: wymaga wysiłku fizycznego, uzależnia możliwość pisania od okoliczności wędrówki, pogody, pór posiłków, miejsc noclegu, niewygód, a nawet konieczności utrzymywania elementarnych zasad higieny osobistej. Słowacki pozostawił fundamentalne świadectwa podróży na Wschód: Album rysunkowe z podróży na Wschód (znajduje się w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu) oraz Dziennik podróży na Wschód (do II wojny światowej znajdował się w Bibliotece Krasińskich, do 2009 roku uważany za zniszczony w czasie wojny, tymczasem odnalazł go w Moskwie dr Henryk Głębocki, w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej).

Album rysunkowe z podróży na Wschód zawiera 20 rysunków i akwarel Słowackiego z Egiptu – to bezcenne świadectwo jego wrażliwości. Z kolei odnaleziony w tak „cudowny” sposób Dziennik podróży na Wschód przynosi materiał z okresu 24 sierpnia 1836 – 2 stycznia 1837 (diariusz), fragmenty Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu, pierwsze wersje poetyckich listów z Egiptu, notatki, rachunki poety[przypis]Henryk Głębocki, Zaginiony raptularz Juliusza Słowackiego z podróży na Wschód (1836–1837) – odnaleziony po 70 latach w zbiorach rosyjskich, „Pamiętnik Literacki” 2011, z. 2, s. 143–164; Maria Kalinowska, Odnalezienie albumu Juliusza Słowackiego, „Pamiętnik Literacki” 2011, z. 2, s. 165–170; Maria Kalinowska, Juliusza Słowackiego «Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu». Glosy, Gdańsk 2011; Leszek Libera, Juliusza Słowackiego «Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu», Poznań 1993.[/przypis].

Oba źródła są przede wszystkim szkicownikami, raptularzami, chwytającymi na gorąco słowem lub kreską rzeczywistość podróży na Wschód. Jako takie stały się poetyckim „matecznikiem” wielu sławnych potem utworów Słowackiego, które dopracowywał już po powrocie z Ziemi Świętej, Egiptu, Syrii, Libanu. Z całą odpowiedzialnością powiedzieć możemy, że podróż po Egipcie jest tego typu doznaniem dla Europejczyka, które w formie wykończonej może być przedstawione literacko tylko na kanwie raptularzowych zapisek, wspomnień lub w trakcie bardzo długo trwającego pobytu, w sytuacji gdy wędrowiec zmienia się w mieszkańca zwiedzanego kraju. Tak nie było w przypadku Słowackiego!

Podróż wielomiesięczna przytłaczała bogactwem wrażeń, które zamknąć się dały tylko i jedynie w szkicowej, raptularzowej formie „album”, zeszytu, notatnika[przypis]Zob. Juliusz Słowacki, Raptularz 1843–1849, pierwsze całkowite wydanie wraz z podobizną rękopisu, opr., wstęp, indeksy M. Troszyński, Warszawa 1996; Juliusz Słowacki, Album rysunkowe z podróży na Wschód, wstęp i komentarze E. Grzęda, transliteracja E. Grzęda i J. Jesionowska, zasady transliteracji J. Jesionowska, Wrocław 2009; Juliusz Słowacki, [Dziennik z lat 1847–1849], transliteracja, transkrypcja, nota edytorska, komentarz edytorski, objaśnienia J. Brzozowski i K. Szumska, wstęp J. Brzozowski, Wrocław 2012.[/przypis]. Wolno natomiast uznać – z dzisiejszej perspektywy – że właśnie te szkice, notatki, rysunki są skończonym, pełnym, właściwym „dziełem” literackim o takiej właśnie niezwykłej strukturze wewnętrznej. Natomiast nie mamy prawa twierdzić, że nasz punkt widzenia był punktem widzenia Słowackiego: nie tylko nie miał on intencji publikowania tych notatek jako osobnych dzieł, ale zapisane w nich szkice utworów przerabiał, cyzelował. Być może nie był „nowoczesny” w naszym znaczeniu, ale zapewne wiedział, jakie są jego, Juliusza Słowackiego, intencje[przypis]Por. Agnieszka Markuszewska, Odkrywanie Słowackiego, „Sztuka Edycji” 2013, nr 1, s. 127–130.[/przypis].

Fundamentalnym aktem poznawczym stało się tu, w Egipcie, po prostu patrzenie, równoznaczne z napawaniem się, syceniem materią dziwnie szokujących obrazów Orientu. Jest to więc szok nie tylko kulturowy, ale nade wszystko zmysłowy. Z alternatywy: rozstrojenie–skupienie zmysłów na percypowanym świecie, nie ma jednoznacznego wyjścia. Inność Egiptu przynosi najpierw akt „poddania” zmysłów obco-fascynującej rzeczywistości. Egipt jest jak numinosum – fascynuje i odstrasza obcością[przypis]Numinosum – pojęcie wprowadzone przez Rudolfa Otto (1869–1937), oddające specyficzny aspekt świętości jako zjawiska budzącego zarazem fascynację i lęk (grozę, trwogę), będącego niemożliwym do uchwycenia za pomocą pojęć i rozumu wydarzeniem spotkania z tym, co święte/inne.[/przypis]. Podróżnik zostaje więc niejako zdominowany, staje się niewolnikiem obrazów:

„Nawet w ubiorach ludzi – taka rozmaitość,

Że cię wkrótce dusząca opanuje sytość –

I szukasz znużonymi oczyma błękitu,

Lecz próżno – bo dom szczytem przyrasta do szczytu;

Bo ledwo się oglądniesz... zaraz ciebie horda

Oślarzy – za złotego zwąchała milorda

I osiłkami drogę zwężoną przegradza,

Chwyta – piastuje – z ziemi podnosi – i sadza

Na szybkolotnym ośle, razów mu się szczędzi

Aż biegnąc, pod złotego orła cię zapędzi...

Szczęśliwy, kto tak gnany, pod rozsądek ścisły

Oczy podda – i wszystkie razem zwiąże zmysły!”[przypis]Juliusz Słowacki, Do Teofila Januszewskiego, w: tegoż, Wiersze, s. 143.[/przypis].

Konsekwencją takiej strategii epistemologicznej, gdy umysł, w tym pamięć i wyobraźnia, ulega warstwie obrazowej, jest nie tylko wycofanie się na pozycję obserwatora, który niczym kamera utrwala obrazy. Egipskie numinosum pozwala również na zwrot ku sobie, własnemu wnętrzu, ku noumenom jaźni. Ale też – ! – na zwrot i przemyślenia znaczeń i sensów własnego kręgu kulturowego. W tym sensie to Egipt otwiera możliwości „właściwej”, czyli religijnej przemiany poety w Ziemi Świętej. To puste groby-piramidy pokazują Słowackiemu znaczenia grobu, którego nie chciał głębiej dotąd postrzegać: pustego grobu zmartwychwstałego Jezusa. Nie odwrotnie, nigdy odwrotnie! W konfrontacji z tak-absolutnie-innym, to jest Egiptem, nowego blasku nabierają wartości, jakie pisarz przeoczył w Europie. Ziemia egipska krzepi więc poetę w sposób przewrotny, jak gdyby podpowiadając: wróć tam, skąd przychodzisz, szukaj w sobie i wokół siebie, a nie w tym, co inne i obce. Chcąc nie chcąc: na Wschodzie czuje się piękno inności, ale też odczuwa się lęk niezadomowienia, strach przed odmiennością, pustkę samotności.

Niewypowiadalność staje się konsekwencją wskazanych wyżej doświadczeń. W kraju i na emigracji mógł sobie Słowacki do woli fantazjować i fantazmatyzować na temat Wschodu. Wschód realny go wyciszył, pisał: „Rysowałem wiele, słowa bowiem były niedostateczne do wydania wszystkiego, co uderzało w oczy”[przypis]Zdanie z listu do matki pisanego: Bejrut 1837r., 17 lutego, za: Juliusz Słowacki, Dzieła wybrane, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 6, Listy do matki, opr. Z. Krzyżanowska, Wrocław 1990.[/przypis]. Uderzenie, szok, wstrząs – adekwatnym znakiem tych przeżyć jest tylko znak graficzny. Słowa na początku jak gdyby duszą się, zatykając treścią, albo odpadają od obrazów, których panuje tu przesyt. Oniemienie takiego mistrza słowa trzeba uznać za samoistny fenomen i wartość podlegającą interpretacji[przypis]Niczego podobnego nie stwierdzimy u podróżujących po Egipcie Lamartine’a, Chateaubrianda, Maurycego Manna czy Władysława Wężyka. Ci mówią oraz piszą – i to wylewnie, z afektacją.[/przypis].

Widać tu, jak akcent w życiu wewnętrznym poety przesuwa się z myślenia i mówienia/pisania na percepcję zmysłową, na głęboko uwewnętrznione przeżywanie, potem na próby metaforyzacji, ujęcia tego „innego” (na przykład jako „w imaginacji sen bardzo piękny”[przypis]Wyrażenie z listu do matki pisanego: Bejrut 1837 r., 17 lutego, za: Juliusz Słowacki, Dzieła wybrane, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 6, Listy do matki, opr. Z. Krzyżanowska, Wrocław 1990.[/przypis]). Dopiero na końcu, już po podróży, niewypowiadalne numinosum egipskie zostanie wyrażone w słowie (Florencja, Italia). A zatem: najpierw zmysły, potem myśli, na końcu słowa. Wynika to z czegoś innego jeszcze.

Cielesność, somatyczność podróży bywa często niezauważana. Podróż zawsze okazuje się doświadczeniem ciała w ruchu. U Słowackiego rzeczywiste przemieszczanie się co rusz zmieniać się będzie w głębokie symbolizacje egzystencji. Ale najpierw jest ruch ciała, które porusza się na okręcie, potem zostaje osadzone na małym osiołku, co samo w sobie jest dla Europejczyka dość żenującym przeżyciem pewnej nieproporcjonalności, nawet pokraczności: mały osioł plus wielki, ciężki człowiek. Potem jest podróż na wielbłądzie, wcale nie komfortowa, wywołująca pewien lęk (wysokość, zsiadanie). Następnie wielodniowa wycieczka łódką nilową z ośmioma ludźmi aż do Asuanu. Dalej jest doświadczenie burzy, piasku pustynnego, żaru słońca, upału, lęk przed obcymi wodami Nilu, zamieszkanego przez tak często wspominane u Słowackiego krokodyle. Wszystko to daje obraz ciała rzuconego w opresyjną rzeczywistość, w naturalne uwarunkowania Orientu.

Bez wstydu trzeba napisać, iż musi to być – w upale – ciało poddane innemu reżimowi higieny i fizjologii. Brud i nędzę czy raczej brud nędzy na Wschodzie, szczególniej w miastach, zauważali wszyscy podróżnicy[przypis]O brudzie: Jan Zieliński, Szatanioł, s. 174. Okropne też pod tym względem wrażenie na podróżnikach XIX-wiecznych robił Stambuł. Kair też był miastem brudnym. Asuan poza dzielnicą reprezentacyjną do dziś pozostaje dla Europejczyka przestrzenią higienicznej zgrozy.[/przypis]. Nie każdy chciał o tym pisać. Słowacki nie chciał. Czuł się, jak pisał matce, arcyświetnie. Czy na pewno?

Gdy spojrzeć, jak potem ten ruch przekształcał w symbole marności, można zwątpić w jego zapewnienia. Nie przypisał egipskim wojażom kontekstu ekstazy ruchu, jak Mickiewicz w Farysie. Ujął swą cielesność w trzech wymiarach. Najpierwszym i najgłębszym był wymiar egzystencjalno-doczesny („Cicho... zegarek słyszę idący... i serce... / Czas i życie.”[przypis]Juliusz Słowacki, Na szczycie piramid, w: tegoż, Wiersze, s. 158, w. 9–10. Por. Jan Zieliński, Szatanioł, s. 164: „Zdumiewający w swej zwięzłości i oszczędności fragment (nic dziwnego, że będzie się nim zachwycał Miron Białoszewski, który do Egiptu śladami S. pojedzie)”.[/przypis]), gdy w chwili-punkcie-momencie dokonywało się zjednoczenie właśnie w strumieniu egzystencji poddanych wspólnemu wysiłkowi: cielesności, myśli, jak też zmysłowej otwartości na obrazy i czasoprzestrzeń. To punkt, tam na szczycie piramidy, gdy Słowacki stanowi jedność sam ze sobą, jako ciało-dusza.

Zarazem jednak ów przymus wysiłku i zmęczenia wnosi coś, co tę jedność rozsadza. Bo na szczycie monstrualnego grobowca-piramidy doznanie czasu musi niepokoić: „Czas i życie”. Czas płynie, życia ubywa. Ars longa, vita brevis? No nie, bo sztuki na razie tu brak. Słowo zapchało się obrazowością, jego semantyczny potencjał okazał się niewydolny. Zostało ciało.

I to ciało w drugim ujęciu – właśnie jako ciało płynące łodzią po Nilu – staje się zapisem przemijania: jest figurą wstępowania w grób, inicjacją w śmierć, w którą by się Słowackiemu wchodzić nie chciało. Stąd przerażający finał Pieśni na Nilu, gdzie realny nocleg „W Ramazesa starym grobie” staje się figurą pochłonięcia przez nicość: „Poeta: [...] Czy daleko stąd ten grób? / Gdzie ja będę spał jak trup / Umęczony... // Arab: Niedaleko! / Za tą palmą, tam nad rzeką; / Lecz go teraz kryje mgła // Mówił tak – a łódka szła”[przypis]Juliusz Słowacki, Pieśń na Nilu, w: tegoż, Wiersze, s. 180.[/przypis]. To jest – właśnie – arcydzieło trwogi, tanatycznego lęku. Dzięki Egiptowi Słowacki uświadomi sobie nie tylko przyśpieszającą wciąż z biegiem lat, ze starzeniem się, przemijalność wszystkiego, uszczuplanie się horyzontu możliwego życia, ale poweźmie myśl o rozproszeniu tych mgieł, za którymi jest – jako pewność nad pewnościami – grób.

Rzucił więc to ciało w głąb górnego Egiptu, aż do Nubii, jak gdyby, mimo pozoru blasków Orientu, zstępował do otchłani. Ciało w ruchu objawiło mu nieubłagany ruch czasu i niepowstrzymaną erozję samej cielesności.

Ale miało ono, to ciało, jeszcze inny wymiar. Już ex post, z włoskiej perspektywy ukazywał swą cielesność jako rzecz śmieszną, dziwaczną i pokraczną. Szczególniej odmalowując, jak wpełzał na czworaka – ciągnięty i popychany przez Arabów – do wnętrza piramidy:

„W piramidy ścianach

Jest otwór... gdzie do grobu wchodzisz na kolanach.

Arab z pochodnią wpełznął... i zniknął. – Musiałem

Synom stepów się oddać i z duszą, i z ciałem.

Dwóch zaprzęgło się do mnie, dłonie wzięli w kleszcze,

Trzeci lazł rakiem, świecąc, a czwarty mię jeszcze

Popychał – i w ciemnościach mnie gmachu pogrzebli

I śliskimi kominy, bez schodów i szczebli,

Wiedli w górę, aż wreszcie mogłem podnieść głowy,

Obaczywszy się żywym w Komnacie Królowéj,

I dalej korytarzem trumnianego ula

Pełznąc, obaczyłem się w Sali trupa Króla”[przypis]Juliusz Słowacki, Piramidy, w: tegoż, Wiersze, s. 154–155.[/przypis].

Śmieszne, żałosne ciało i niesyta wrażeń dusza, dusza-ciało, znajdujące we wnętrzu grobowca „Salę trupa Króla”[przypis]Tendencji gnostyckich, choć bez ostatecznego akcentu gnosis, Jan Tomkowski dopatrzył się już w Kordianie: Gdy Bóg odpoczywa... (Mistyka i gnoza w «Kordianie»), w: tegoż, Don Juan we mgle. Eseje o wierności, Warszawa 2005.[/przypis]. Oto „trumniany ul”. I w środku, i na szczycie piramidy ujawnia się ta sama dziwaczność, zaskakująca marność własnego ciała, które – zaiste, musiało to poruszyć poetę – nie zostaje w tym gigantycznym ulu-sarkofagu przemienione. Wchodzenie do grobu i na grób faraonów nie jest inicjacją. To antyinicjacja. I soma, i nous doznają tu szoku pustki wzmocnionego albo przez klaustrofobię ciemnych, wąskich, dusznych korytarzy, albo przez agorafobię nieskończonej, lecz pustej, bo oblanej pustynią przestrzeni około piramid. Jak nie było gnosis i objawienia w Kordianie, tak nie przynosi poznania i epifanii ciało upokorzone we wnętrzu oraz na szczycie tej sterty martwych kamieni.

&amp;nbsp;
Kobieta, Araby...
Kobieta i mężczyzna jako inni to właściwie osobny motyw egipskiej eskapady. Słowacki z fascynacją przygląda się ludziom innych kultur, także ich płciowym dystynkcjom. Jest to spojrzenie Europejczyka niepragnącego bynajmniej społeczno-obyczajowej rewolucji w świecie Arabów czy Nubijczyków, gdzie panuje określony typ relacji mężczyzna–kobieta, gdzie wciąż istnieje niewolnictwo. To właśnie inność jest tym, co atrakcyjne dla Europejczyka w ludziach Wschodu. Są odmienni wyglądem, językiem, obyczajem, wiarą i szatą. O pewnych usiłowaniach przybliżenia się do tych innych świadczy opanowanie przez poetę pewnej liczby słów języka arabskiego i jego otwartość na opowieści tubylców[przypis]Zob. Jan Zieliński, Szatanioł, s. 165–166: „W dzienniku podróży zachował się własnoręcznie przez S. sporządzony «dykcjonarz arabskiego», zawierający siedemdziesiąt kilka słów i zwrotów arabskich wraz z polskimi odpowiednikami”.[/przypis]. Jednak mimo wszystko nie ma w nim utopijno-infantylnej fascynacji Arabami ani tym bardziej chęci zorientalizowania się, przebrania w strój Egipcjanina. Słowacki nie jest XIX-wiecznym Lawrencem z Arabii z filmu Davida Leana (1962) ani nie upodobnił się do spotkanego w Libanie o. Maksymiliana Ryłły, doskonale poruszającego się w tym świecie[przypis]To o. Maksymilian Ryłło wyspowiadał Słowackiego w Libanie. Zob. Elżbieta Kiślak, Spotkanie w drodze. Maksymilian Ryłło SJ i Juliusz Słowacki, w: Światło w dolinie. Prace ofiarowane Profesor Halinie Krukowskiej, red. K. Korotkich, J. Ławski, D. Zawadzka, Białystok 2007.[/przypis].

Słowacki po prostu patrzy, dotyka, odczuwa Wschód zmysłami. Gdy idzie o cielesny aspekt tych kontaktów, widać wyraźnie, jak fascynuje go możliwość bezpośredniego kontaktu z Arabami. Ci wynajęci do zwiedzania piramid, ci z łodzi nilowej arabscy mężczyźni dają mu możliwość przekraczania bariery inności we wspólnym doświadczeniu ciała poddanego opresji i wysiłkowi. Być może każdy dotyk ma pewien aspekt erotyczny. Być może. Słowacki jednak najwyraźniej przeżywa wszelkie bezpośrednie kontakty zmysłowe ze swymi arabskimi pomocnikami. Dotknięcia ręki Arabów, wczołganie się z nimi do wnętrza piramidy – to przeżycia odnotowywane jeszcze przecież – w listach poetyckich – we Włoszech:

„Wtenczas wypadli słońcem wyschli Beduiny,

[...] I porwały mię czarnych szatanów zastępy

I wiedli z krzykiem w groby od wieków milczące,

Araby mię w grobowcach otoczyli gęściej,

I szedłem z Arabami... w piramidy tonie

Szukając drzwi – te były na zachodniej stronie.

Arab z pochodnią wpełznął... i zniknął. – Musiałem

Synom stepów się oddać i z duszą, i z ciałem.

Wiedząc jak się grobowce pod nogami kruszą,

Arabom się oddałem ciałem, Bogu duszą... //

Z dwóch Beduinów tylko mój orszak się składał,”.

Z wiersza Piramidy

&amp;nbsp;

„Dwaj Araby na rogach pomnika stanęli […]

Araby stali cicho – za nimi zwierciadłem

Był sklep błękitu... w niebo – spojrzałem... i siadłem,

[„chłodnik”] A w nim stał mój osiołek i Arab przewodnik”.

Z wiersza Na szczycie piramid

&amp;nbsp;

„Przy świeczniku Araba zaglądałem w trumny:”.

Z wiersza List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej)[przypis]Wszystkie cytaty za: Juliusz Słowacki, Wiersze, s. 133–181.[/przypis]

&amp;nbsp;

A zatem to nie – pozbawione nadziei – przekraczanie barier językowo-kulturowych, ale wymowa innych i zarazem takich samych ciał stanowi fascynujące, pełne nieokreślonej podniety doświadczenie Słowackiego. Jest to, co wynika też z rzeczywistych relacji społecznych u Arabów, tylko ciało, dłoń i osoba mężczyzny. I widać, że to akurat Słowackiemu nie przeszkadza. Jest to jeszcze u poety ten etap życia wyobraźni, kiedy cielesność nawet w swej arabskiej, antropologicznie wyraziście określonej formie jest wartością samą w sobie. Jest, bo oznacza fascynującą – może też zmysłowo-erotycznie – inność. Przeciwstawia się ona jednak pustce piramid-grobów, figurze „wiecznie” żywej, lecz przecież makabrycznie martwej, strupieszałej mumii. I ten drugi aspekt – konieczność przekroczenia progu trwogi o śmiertelne ciało, rozkładające się, starzejące ciało – okaże się ważniejszy niż zmysłowe radości dotyku. I, jak wiemy, te ciała poeta podda potem torturze rozcinania, gwałtu, palenia[przypis]Zob. Marcin Bajko, Symbolika ognia w «Śnie srebrnym Salomei» Juliusza Słowackiego, w: Symbolika mistyczna w poezji romantycznej. Słowacki i inni, red. G. Halkiewicz-Sojak, B. Paprocka-Podlasiak, Toruń 2009; Grzegorz Kowalski, Duch w osobie. Bohater w dramatach Juliusza Słowackiego, red. tomu J. Ławski, Białystok 2012.[/przypis].

W Egipcie widać rozdroża Słowackiego jako człowieka i myśliciela: ciało wciąż zmysłowo nęci, kusi. Ale: i z Egipcjan starożytnych, i z Arabów, z ich ciał, zostają nicość, nic, nicestwo. Albo ekstaza ciała, albo makabryczne mumie. Rozkosz albo proch. Krótkie, ale intensywne napawanie się i adoracja ciał – albo wieczność duszy „nabalsamowanej” przez Chrystusa. Hedonizm i erotyka albo samoumiarkowanie i mistyka. Vanitas albo wieczność. Nic albo Coś. Ciało lub... Duch. Śmierć albo nieśmiertelność. To wszystko musiał Słowacki rozstrzygnąć, przypatrując się obcym i... takim samym ciałom Arabów, mężczyzn, którym w śmieszno-żałosnej sytuacji wchodzenia do trumiennego ula piramidy „oddał się i z duszą, i z ciałem”[przypis]Juliusz Słowacki, Piramidy, w: tegoż, Wiersze, s. 154.[/przypis]. Tak się nie pisze o doznaniach obojętnych.

Nie dziwi, iż kobietę arabską postrzegał był przez pryzmat... szaty. A więc ujęło go wierzchnie, szczelne okrycie, przesłaniające cielesność:

„[...] – i znów idzie całunem nakryta

Jakaś trumna – szeroka – czarna – to kobiéta!

Płaszczami rozszerzona na całą ulicę!

Z oczami błyszczącymi jako dwie gromnice

Przez dwa białe otwory... z jedwabiu szelestem

Biegnąca... zda się tobie, że pyta: Kto jestem?

W łokciach ufaj, jak ryba pływająca w skrzelach,

Rozpychaj tłum... – błękitny ustępuje felach.

Tu pilnująca – głową równowagi dzbanka,

Wyprężona – przy murach staje Egipcjanka,

Podobna kariatydzie – w ścianę wmurowanej[przypis]Tegoż, Do Teofila Januszewskiego, w: tegoż, Wiersze, s. 144–145. Spór o zakrywanie twarzy u kobiet trwa już ponad sto lat: Guy Sorman, Dzieci Rifa’y. Muzułmanie i nowoczesność, przeł. W. Nowicki, Warszawa 2007, s. 36–37: „Pierwsze kampanie społeczne przeciw chuście zaczęły się pod koniec XIX wieku i były inspirowane przez Brytyjczyków [...] Ich ambicją było raczej ułatwienie misjonarzom zadania, polegającego na przywróceniu Egipcjan na łono chrześcijaństwa”.[/przypis]”.

Przerażający w wymowie, ale zrozumiały dla tych Europejczyków, którzy widzieli kobiety okryte od stóp do czubka głowy czarną szatą, niosące na głowie towary i sprzęty, jest obraz kobiet-trumien okrytych całunem. Tu inność przeradza się w obcość, a nawet w strach. Kobieta w okrutny sposób kojarzy się z atmosferą piramid – ze śmiercią: jej oczy płoną jak... gromnice. Ma to wszystko kulturowe ugruntowanie. XIX-wieczna kobieta arabska nie opuszcza właściwie domu, w którym – ale Słowacki już tego nie dociekał – ubiera się z elegancją, stroi się, lecz:

„Kobiety używały opisanych powyżej ubiorów w apartamentach domowych, w których przebywały właściwie przez całe życie. Nie bez powodu utarło się powiedzenie, że kobieta wychodzi z domu dwa razy: na swoje wesele i na cmentarz. Zdarzały się jednak powody, dla których kobiety ze sfer zamożnych (choćby z okazji świąt czy wizyt towarzyskich) albo biednych (kobiety pracujące) mogły opuszczać dom. Najczęściej odwiedzały krewnych albo cmentarz, przybywały na modlitwę do mauzoleum świętego lub świętej, szły do łaźni. Zakaz wychodzenia z domu był we wczesnym islamie nakazem pobożności. W późniejszych czasach stał się miarą przyzwoitości. Kobiety z warstw średnich i wyższych mogły wychodzić tylko zawoalowane i za pozwoleniem męża.

W wyższych warstwach społeczeństwa obowiązywało dokładne zasłonięcie postaci i twarzy. Gdy kobiety wychodziły z domu, wkładały rodzaj czarnej opończy, szerokiej, okrywającej całą sylwetkę. Jeżeli ciężko pracowały, zasłony przeszkadzały im, więc je zdejmowały. Niezbyt rygorystycznie wymagano zasłaniania twarzy od beduinek i niewolnic, zaś stare kobiety mogły to robić mniej dokładnie. Zasłony miały różne nazwy: w Egipcie nazywano je milają, w Iraku abają, w Iranie czadorem, a w Turcji czarczafem”[przypis] Barbara Stępniewska-Holzer, Życie codzienne na Bliskim Wschodzie w XIX wieku, Warszawa 2002, s. 62–63.[/przypis].

W konsekwencji opisanych nakazów opuszczenie domu staje się równoznaczne z obowiązkiem kulturowego i zmysłowego odcięcia od obcych oraz innych. I taką istniejącą/nieistniejącą, żywą/martwą kobietę arabską zobaczył Słowacki. I przeraził się nią, co z opisu poetyckiego wynika. Jednak, jak badacze podkreślają, zdarzył się jeden wyjątek.

Na kairskim targu niewolników poeta zobaczył ładną Abisynkę, którą, co zaznaczam, gdyby się uparł, mógł kupić. Słowacki odnotowuje spotkanie kilkakrotnie, najpierw w notatkach: „[...] targ niewolników – ładna Abisynka – meczety – targ”, potem w znanym fragmencie listu do matki pisanym: Florencja, d. 3 październ. 1837 r. Wyznaje tu:

„Musiałem także odbyć drugą, formalniejszą bataliją z młodą babą, która mię koniecznie pod swoje prawa podbić chciała, myśląc, że jestem także bogaty jak ten, co w dziewięciu pokojach mięszkać może. Bogu dzięki, bez mentora żadnego wyszedłem zwycięsko – i wolny jestem, nie żałując wcale, żem się nie dał zwyciężyć, chociaż użyła na mnie broni strasznej, to jest rzadkiej tu sentymentalności niemieckiej. A wyznam ci, droga moja, że ta sentymentalność jakoś bardzo mi się teraz podoba – a brak jej zupełny we Włoszkach pozbawia je dla mnie wszelkiego uroku. – W podróży mojej wschodniej żałowałem trochę, że nie jestem dobrze złotem nadziany, bo mi przychodziła myśl romansowa – kupić na rynku kairskim ładną Abisynkę, przebrać ją za pazia i być nowym Larą z nową Gulnarą – ale nie mogłem tego uczynić i dobrze się stało dla zbawienia duszy mojej... Wyznam ci jednak, że to było jedyne i istotne zachcenie na Wschodzie. Zdawało mi się nawet, żebym kochał szalenie tak nieszczęśliwą dziewczynkę, która by nikogo oprócz mnie na ziemi nie miała. Czy ty się nie obrazisz, że ja ci piszę takie moje tajemnice i szaleństwa rozsądnego już na pozór człowieka?.. Cóż, kiedy u mnie na nowo jakiś wulkan zaczyna wybuchać – serce moje znów się napełnia jakimiś nieograniczonymi zachceniami i znów muszę pracować, aby się stać jego panem”[przypis]Korespondencja Juliusza Słowackiego, opr. S. Sawrymowicz, t. 1, Wrocław–Warszawa–Kraków 1962, s. 375. (O Abisynce interesująco pisze Ryszard Przybylski, Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód, s. 245–248).[/przypis].

Chcemy tego czy nie, fragment o Abisynce, czytany w kontekście rozważań o okropnych kobietach, zamyślających, jak usidlić małżeństwem Juliusza, któremu czegoś wciąż brak, ma charakter idealizującej projekcji mizoginicznej. Abisynka to „to inne”, „ta inna”, którą trzeba by jeszcze przebrać w męski strój pazia, by stała się bajroniczną... nie! nie kobietą, nie Gulnarą, lecz istotą. Istotą z narracji, z fikcji, z fabuły o nieszczęśliwych miłościach. Byłaby to jeszcze jedna przebieranka kobiety w mężczyznę, znana Słowackiemu z jego własnych dzieł: krzyżackiego Hugona i grecko-orientalnego Lambra.

Ten motyw zawsze kończy się śmiercią istoty o podwójnej tożsamości. Wyjściem z opresji „tożsamościowej” nieokreśloności samego pisarza stają się natomiast sublimujące erupcje „wulkanu”, która „zaczyna wybuchać”, a więc erotyka, pisanie, po prostu tworzenie.

Jeszcze jeden akcent jest tu znamienny: niewolnica. Słowacki niewolnictwo przyjmuje, jednak tak jak konieczność zjedzenia pięknego baranka lub żółwia, z którymi płynął statkiem po Morzu Śródziemnym[przypis]Zob. tamże, t. 1, list pisany: Na morzu, d. 14 czerwca 1837 r., s. 358.[/przypis]. To jest, tak musi się dziać! I tyle. Słychać tu ton użalania się „nieszczęśliwą dziewczynką”, ale i widać hipokryzję egotyka, gdy pisze „zdawało mi się nawet, żebym kochał szalenie”. W opisie podmiotu tej miłości pojawia się niepokojący tryb przypuszczający: „która by nikogo oprócz mnie na ziemi nie miała”. To uczucie byłoby więc, strach rzec, zawłaszczeniem i emocjonalnym niewolnictwem!

Słowackiemu najpiękniej i skutecznie udawały się po prostu marzenia o miłości, zakochania w samym kochaniu i rozstania z kobietami, które granice jego własnej osobności/osobliwości usiłowały przełamać. Piękna Abisynka w liście pisanym: Bayrut, 1837 r. 17 lutego, to jednak tylko... ładny człowiek, wartościowy towar: „Widziałem targ niewolników – i ładną jedną Abisynkę, za którą dawano już 1000 fr.”[przypis]Tamże, list pisany: Bayrut, 1837 r. 17 lutego, s. 344.[/przypis]. Na co tutaj cena? Czy tylko po to, by powiedzieć, że może by i chciał, ale nie mógł kupić? Nie uchybił przecież prawdzie cenników:

„O wartości niewolnika świadczyły ceny, jakie za niego można było uzyskać. Najtańsi byli dorośli mężczyźni, za których płacono w Egipcie od 500 do 1000 piastrów. W kalkulację ceny wchodziło pochodzenie niewolnika. Najmniej płacono za niewolników z Darfuru, najwięcej za kupionych z Etiopii. Ich cena zaczynała się od 700 piastrów. Eunuch kosztował od 1000 do 1500 piastrów. W Kairze spotkać można było eunuchów afrykańskich, greckich i słowiańskich, rzadko zaś chińskich [...].

Ceny czarnych dziewcząt wahały się w zależności od zdrowia, urody i wieku. Najdroższe były dziewczęta mające 10–12 lat, tańsze w wieku 12–14 lat i najtańsze – 15-letnie. Za czarne niewolnice płacono od 800 do 1000 piastrów. Niewolnice z Etiopii, z prowincji Amhara i Galla, cenione były wysoko ze względu na urodę. Najdroższe były białe niewolnice, ich cena wahała się między 1500 a 10 tys. piastrów, co na owe czasy stanowiło sumy zawrotne. Dla porównania: dniówka dobrze płatnego służącego wynosiła wtedy w Egipcie 1 piastr”[przypis]Barbara Stępniewska-Holzer, Życie codzienne na Bliskim Wschodzie, s. 120.[/przypis].

Niewolnictwo zaczęto znosić w Egipcie w 1854 roku, ale nieskutecznie. Kolejną konwencję Wielka Brytania podpisała z Egiptem w 1877 roku, jednak (sic!), jak podkreśla Barbara Stępniewska-Holzer, „ostateczny akt abolicji został wydany w 1895 roku”; system zależności pan–niewolnik „utrzymywał się jeszcze przez pierwsze dziesięciolecia XX wieku”[przypis]Tamże, s. 122–123.[/przypis]. Słowackiego to nie przywiodło do buntu i rozpaczy. Niewolnictwo zobaczył jako najpierw element nie tylko całkowicie innej, ale wprost fascynująco obcej kultury. Podobnie ujrzał kobiety arabskie w ogóle[przypis]O kobiecie w krajach islamu naukowo: Janine i Dominique Sourdel, Cywilizacja islamu (VII–XIII w.), Warszawa 1980; Marek M. Dziekan, Ciało i seks, w: tegoż, Dzieje kultury arabskiej, s. 443–453.[/przypis]. Dalej zaś jako substrat egzotyki. Ciało pięknej Abisynki potraktował jako obiekt estetyczny oraz część odysei egzystencjalnej własnego „ja”. Bo tylko ono się liczyło. Ono zaś, to „ja”, od własnego i cudzego ciała chciało uciec. I tę prawdę o ciemnej, wanitatywnej stronie cielesności też dał mu Egipt. Zachwyciło go ciało innego, obcego, ale zobaczył też ciała królów, ich pełną i nieskończoną nicość, podkreśloną z rozmachem przez sterty kamiennych grobów, piramid, z których zionie pustką i pleśnią. Że sam miał słabe i chore ciało, w dalszą podróż udał się syty zmysłowych wrażeń, ale i pewien, iż winien zaopiekować się nade wszystko nieśmiertelnością swej duszy, jej wiecznością. Dlatego zaraz potem „wydarzyła się” Ziemia Święta, oczywiście...

&amp;nbsp;
Lustro Innego
Te wszystkie cielesne doznania Słowackiego miały jednak osobliwy kontekst przestrzeni, w jakich się zdarzały: pustyni, miast Wschodu, rzeki, a nade wszystko ruin i piramid.

Groby są tym, co spina w całość podróż wschodnią. W Grecji – grób Agamemnona; morze – jako grób śmiałków, którzy chcieliby je przepłynąć, Egipt – piramidy i mastaby; Ziemia Święta – Bazylika Bożego Grobu w Jerozolimie; w czasie podróży – osobliwy nocleg w „grobowcu szeika”, w czasie podróży po Palestynie – trzęsienie ziemi, a więc ziemia stająca się grobem; w czasie całej podróży – opowieści o zmarłych Egipcjanach, historia starca poznana w El-Arish, opowiadana w Ojcu zadżumionych; w Libanie – spokój i odpoczynek w klasztorze Betcheszban, co znaczy „spoczynek umarłych”[przypis]Objaśnienie nazwy Betcheszban za: Elżbieta Kiślak, Spotkanie w drodze, s. 194. Zupełnie inne objaśnienie w: Bożena Czyż-Rhein, Teresa Rębelska-Atallah, Juliusz Słowacki w Libanie, s. 65: „Beit-Khasz-ban: wyraz pochodzący z języka syriackiego [...] co w tłumaczeniu znaczy Dom Modlitwy i Inwokacji do Boga, zaadoptowany w języku arabskim znaczył dosłownie: dom wśród drzew”.[/przypis]. I pewno nie wszystkie to groby!

Najwyrazistsze były piramidy. Najważniejsze ze wszystkich, choć dla Słowackiego – przedmiot równocześnie fascynacji i rozczarowania. A mimo to spełniły one zasadniczą rolę drogowskazu, pokazującego duchową drogę do Jerozolimy i Betcheszban, do Betlejem i Morza Martwego. Jak to?

Piramidy ukazały pisarzowi i swą zewnętrzność, i swe wnętrza. To ironicznie pokazane w Listach poetyckich z Egiptu przepełzywanie, przeczołgiwanie się przez piramidy można by – natychmiast, a jakże! – uznać za doświadczenie inicjacji, za rodzaj wtajemniczenia w święte prawdy grobów. Ale właśnie tak nie było. Na szczycie piramid przed Słowackim „stanęła” jego własna egzystencja skupiona w rytmach bijącego serca (wciąż bijącego!) i tykającego zegarka, odmierzającego wciąż płynący dlań i przezeń – dla poety i przez poetę, Czas. We wnętrzu piramid zobaczył zaś grozę pustki: poznał urojeniowość starożytnych marzeń o nieśmiertelności zabalsamowanych ciał, których rozkładu nie powstrzymują gigantyczne konstrukcje skalne, jakimi są – same sypiące się w proch, zapadające w piach pustyni – piramidy. Ta głęboko przeżyta w wyobraźni poetycka ekshumacja ciał faraonów, ciał nieobecnych, które rozprószyły się w ziemskich nicościach materii, ujawniła przed autorem Wacława realność pustki. Ciało nie gwarantowało nieśmiertelności. Podobnie piramidy okazały się rozczarowującym i niedoskonałym wcieleniem fascynującego fantazmatu piramid ujawnionego w Kordianie, gdzie na ich szczycie toczy się ponadkosmiczna „walka między siłami uosabiającymi dobro/zło” (wizja Grzegorza)[przypis]Jarosław Maciejewski, «Kordian». Dramatyczna trylogia, Poznań 1961, s. 210.[/przypis], zapalająca w młodzieńcu, zgaszoną zaraz, „iskrę ducha”[przypis]Józef Ujejski, Juliusza Słowackiego «Kordian», w: tegoż, Romantycy, wybór Z. Libera, wstęp Z. Szmydtowa, Warszawa 1963, s. 79. (Pierwodruk: Kraków 1909).[/przypis].

Piramidy stają się doświadczeniem antyinicjacyjnym. Inaczej: są ciemną fazą inicjacji, kiedy epopt (inicjowany) wstępuje w głębiny podziemi, w chtoniczne ciemności. Ta katabaza, zstąpienie do otchłani, ma jednak zbawienny charakter. Mówi ona: to są puste groby i nic więcej. Powiada ona: szukaj w sobie, szukaj swej duszy siłą własnej wyobraźni, a nie w trumiennym ulu piramid:

„Sarkofag – próżny – ręką uderzyłem – dzwonił,

Jak rzecz pusta...

Wyszedłem... z granitowej skały

Jak senny... zadziwiony dniem... co świecił biały,

Palm zielonością, piasków oświeceniem złotem,

Westchnąłem z głębi piersi za niczym... a potem

Obróciwszy się, czarne – zapytałem guidy,

Gdzie – którędy się idzie na szczyt piramidy...

Pokazali mi lewy brzeg... nierówno zlany

Z ciemnej – nie oświeconej promieniami ściany.

Przemierzywszy, jak czynią podróżni roztropni,

Wielkość każdego – mnogość do przebycia stopni,

Wiedząc, jak się grobowce pod nogami kruszą,

Arabom się oddałem ciałem, Bogu duszą...”[przypis]Juliusz Słowacki, Piramidy, w: tegoż, Wiersze, s. 156.[/przypis].

Droga wiodła więc od spojrzenia z zewnątrz do wnętrza grobu, a potem przez kruszące się pod nogami stopnie piramidy na jej szczyt. Droga prowadziła od patrzenia, które było oczarowaniem napawającego się widokami podmiotu, do rozczarowania i ironicznego dystansu wobec „wieczności światowej pomników”, „bogów różnodzielności” oraz „trupów nieśmiertelności”[przypis]Tegoż, List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej), tamże, s. 166.[/przypis]. To są wszystko jadowicie ironiczne oksymorony. Przede wszystkim o wymiarze ontologicznym. Bo „światowe” nigdy nie jest „wieczne”, Boskość nie może oznaczać wielkości, sporu i podziału. Prawda podróżnika nie jest więc wiedzą uczonego, tak jak myśl i wyobraźnia poety nie mogą być tożsame z danymi zmysłów.

Kreacjonistyczne ujęcie Egiptu prowadzi do afirmacji Wyobraźni: mocy stokroć potężniejszej i trwalszej niż siła, władza i potęga faraonów, ucieleśnione w marnych piramidach. Co więcej: Szekspir, a zatem własny krąg kulturowy, znaczy tu więcej niźli piramidalne iluzjotwórstwo Egipcjan: „Jakże się piękną zdaje przy dumań pochodni / Makbet, ta granitowa piramida zbrodni”[przypis]Tamże, s. 167–168. Zob. w tym kontekście: Wyobraźnia Juliusza Słowackiego, Materiały konferencji naukowej, Bydgoszcz, 21 kwietnia 2004 roku, pod red. D.T. Lebiody, Bydgoszcz 2006; Olaf Krysowski, Słońc ogromnych kręgi… Malarskie inspiracje Słowackiego, Warszawa 2002; Andrzej Kotliński, Mistrz «czerwonego rymu» Słowacki, Warszawa 2000; Agnieszka Czajkowska, «Poeci uczeni». Związki nauki i literatury w twórczości romantyków, Częstochowa 2014.[/przypis]. A dalej: autor sadystycznej i sadycznej kreacji Araba zobaczył w Egipcie innych Arabów, to jest po prostu ludzi z krwi i ciała, których zaraz przedłożył nad martwe mumie faraonów.

O grobowej dominancie tego wojażu pisano wiele. Ale ani nie była ona jedyna, ani nie miała takiego sensu, jaki jej przypisano, oświetlając z punktu widzenia wydarzeń, przeżyć poety w Ziemi Świętej. Tymczasem najpewniej to „gadająca piramidy próżność” otworzyła świadomość i wyobraźnię poety na prawdę Grobu Chrystusa:

„Ten wniosek, może wniosków uczonych nie bliski,

Rzuciłem w porfirowe umarłych kołyski,

Gdy wejściem pod sklepienia piramidy dumny,

Przy świeczniku Araba zaglądałem w trumny:

A ty może zaprzeczysz, zdań uczonych różność

Rzucając w gadającą piramidy próżność;

I wielkie echa, ludzi nie mogąc przekonać,

Będą w łonie grobowym budzić się i konać.

Wyznam ci, że mi widać głębiej i wyraźniéj

Gmachy stawiane myślą w krajach wyobraźni”[przypis]Tamże, s. 167.[/przypis].

Nie można więc podróży Słowackiego stawiać na głowie, nie wolno zawracać biegu Nilu i oświetlać z jerozolimskiego punktu widzenia (doświadczenie wiary) egipskich przeżyć, greckich wojaży czy syryjskich i libańskich „rekolekcji”[przypis]Inaczej, a więc z punktu widzenia późniejszych doświadczeń jerozolimskich u Grobu Chrystusa, czyta przeżycia egipskie Słowackiego, jego spotkania z grobami, Wacław Pyczek: Motywy pasyjne w liryce wielkich romantyków. Mickiewicz – Słowacki – Krasiński, Lublin 2008; podrozdział „Lekcja egipska” zaczyna on od zaakcentowania, wspartego autorytetem Ryszarda Przybylskiego, „wyjątkowej roli momentu nawiedzenia Grobu Pańskiego przez Słowackiego” (s. 103).[/przypis]. Przeciwnie: po arcyważnym doświadczeniu Grecji, przynależącej jednak do grecko-bizantyjskiej gałęzi kultury europejskiej, Egipt okazał się szokiem inności i nicości, był zmysłowym wstrząsem jako zniewalająca, cudna, egzotyczna kraina, z której porażony cudownością i innością wojażer wyjechał nader pokrzepiony i pewny już tego, gdzie, w jakich sferach trzeba, a w których wprost nie warto szukać głębokiej prawdy o świecie, wyższej niż słabość chorego i śmiertelnego ciała. Chodziło bowiem o zasadę uniwersalną, gwarantującą nieśmiertelność i pozacielesne umocowanie podmiotu, który w Horsztyńskim napawał się swą nicością. Gra szła o duszę. Której nie było w monumentalnych formacjach skalnych – bo tak ukazały się Słowackiemu piramidy.

Było to spotkanie z Egiptem oryginalne i zupełnie, moim zdaniem, niepodobne do przeżyć Wężyka, Manna, Lamartine’a, de Chateaubrianda. Nic dziwnego, że inspirowało potem literacko nawet takiego sceptyka jak Jarosław Iwaszkiewicz (Gody jesienne), że oddziaływało na wyobraźnię Mirona Białoszewskiego[przypis]Zob. Janina Abramowska, Na Ukrainie, nad Morzem Śródziemnym, w: Powroty Iwaszkiewicza, red. A. Czyżak, J. Galant, K. Kuczyńska-Koschany, Poznań 1999; Danuta Szejnert, Romuald Kanarek, Mirona Białoszewskiego podróż na Wschód, w: O wierszach Mirona Białoszewskiego. Szkice i interpretacje, red. J. Brzozowski, Łódź 1993.[/przypis]. Osobiście egipską pozę Słowackiego porównałbym z dezynwolturą Gombrowicza, któremu nie aż tak bardzo podobał się Paryż, by w Luwrze piać z zachwytem na widok każdego obrazu.

Chyba był jeszcze jeden powód dystansu Słowackiego...

Rys artystowsko-dandysowski zdaje się nie pasować do duchowych zmagań Słowackiego z wymową zupełnej pustki piramid. A jednak! Przypomnijmy, że Słowacki w Egipcie był na audiencji u Muhammeda Alego (1769–1849), że w czasie podróży, nie mogąc ogarnąć Orientu słowem, malował i rysował. Trzeba pamiętać, że podróżował z przyjaciółmi, w kompanii ze Stefanem i Aleksandrem Hołyńskimi oraz Zenonem Brzozowskim[przypis]O Hołyńskim i Brzozowskim zob. Jan Zieliński, Szatanioł, s. 168–170 (Ludzie).[/przypis]. Nie od parady będzie tu wspomnienie, że autokreował się trochę na angielskiego milorda, bo to Anglików i Francuzów najłatwiej było spotkać w Egipcie. Szkot David Roberts (1796–1864), którego litografie ilustrują niniejszy tekst, podróżował przecież po ziemi egipskiej w tym samym niemal czasie (1838/1839), docierając dalej na południe niż Słowacki, bo 9 listopada 1838 roku aż do Abu Simbel (odkrytego w roku 1813), gdzie utrwalił widok słynnych świątyń Ramzesa II i królowej Nefertari jeszcze sprzed epoki, gdy zabytki musiano przenieść, bo ziemie te zalały wody sztucznego Zbiornika Nasera[przypis]Zob. po polsku: David Roberts, Ziemia Święta wczoraj i dziś, Warszawa 1997; David Roberts, Egipt, Warszawa 1998. We współczesnym Egipcie Roberts jest obecny w popularnym, turystycznym wydaniu. Po hiszpańsku na przykład: David Roberts, Imágenes del Oriente. Egipto y Nubia, Cairo 2007.[/przypis]. Egipt Robertsa jest przecież urzekający i piękny, zasypany piaskiem, ale barwny. Jak u Słowackiego, nie ma w nim udawania orientalnej wizji świata czy pozy niby-Egipcjanina lub pseudo-Araba.

Słowacki też nie udawał. Raczej bawił się w wojażera-Europejczyka. Był w pełni artystą. Podróż, a nie książki, była dziełem sztuki samym w sobie. Nie przebrał się w tradycyjną szatę Araba (galabiję). Bo i po co? To nie był jego świat. To nie mogły być jego przestrzeń ni jego czas. O czasie myślał jak Europejczyk: przez medium i przyrząd, jakim jest zegarek. Nie było mowy o polichronicznej wersji czasu właściwej ludziom Wschodu[przypis]Jacek Jan Pawlik SVD, O potrzebie dialogu w relacjach międzyludzkich, w: Światło w dolinie..., s. 672: „Najważniejszym jest człowiek i zdarzenie. Umówione spotkanie może się opóźnić w zależności od ilości spotkanych po drodze ludzi oraz od zdarzeń nieprzewidzianych. Nie ma czasu straconego, ponieważ jeśli na jednym poziomie akcja się opóźniła, na drugim trwa”.[/przypis]. Czas kwantyfikował, linearyzował, dzielił na odcinki, podobnie jak podróż, poddając czasoprzestrzenną całość wędrówki procesowi egzystencjalizacji, przymierzając do własnego „ja”. Nie było tu mowy o anonimowości, o uczynieniu się nic nieznaczącym atomem, drobiną pustynnego piasku. Słowacki nie zapomniał na Wschodzie siebie: ironisty i tragika, narcyza i pięknoducha. Więcej powiem: zgubił za to gdzieś pozę melancholika, powiązał ze sobą własną przeszłość i przyszłość, a nawet potrafił sobie wyobrazić własne, przyszłe wspomnienia Egiptu. To nie był melancholik, u którego: „Hipertroficzna, hiperboliczna przeszłość zajmuje wszystkie wymiary ciągłości psychicznej”[przypis][/przypis].

U Słowackiego przeszłość została zdominowana przez różnorodność doznań. Notuje obrazy modlących się Arabów, sam modli się jeszcze przez przybyciem do El-Arish, ale też... ten przewrażliwiony wróg śmierci i słabości ciała.... poluje: „polowanie na piasku nad brzegami rzeki – [...] – myśl ewangelii Wahabitów – piszę imię swoje na piasku i drugie imię – zabicie dwóch gołębi pod wioską palmową pijących wodę”[przypis]Juliusz Słowacki, Dziennik podróży na Wschód, w: tegoż, Dzieła, red. J. Krzyżanowski, wyd. 2, t. XI, Pisma prozą, Wrocław 1952, s. 186.[/przypis]. „Szczęśliwe”, martwe gołębie – ich pamięć przetrwa na kartach Dziennika podróży na Wschód dłużej niż imię tej drugiej persony, które zaraz zasypie piasek pustyni. Jest coś prawdziwie niezwykłego w przepoczwarzaniu się europejskiego dandysa w pielgrzyma do Ziemi Świętej. Są w tym sprzeczności.

Także w tym, jak ukazuje Słowacki relacje Europy i Orientu. W Kordianie sławi Napoleona, ale w wierszach florenckich gromi Francuzów i Anglików jako kolonizatorów-złodziei, czyniąc to jakby z pozycji jakiegoś kulturowego antyimperializmu. Bo polityczny protektorat i wpływy w Egipcie, o które walczą Francja, Anglia, Rosja, Turcja i Austria, zdają mu się nie przeszkadzać, podobnie jak nie wspomina o okrucieństwach Muhammeda Alego w Sudanie czy w Grecji, o wyrżnięciu podstępem emirów mameluckich. Za to drażni go zachłanność Europejczyków:

„Dziś gorsi i podobni do Mojżesza plagi,

Cudzoziemcy wynoszą z grobów sarkofagi.

Anglik dumny w sterlingi zmienione na piastry,

Rzuca trupy, trumiane bierze alabastry,

I w Londynie zachwyca zgraję zadziwioną,

Wstawiwszy świecznik w próżne alabastru łono”[przypis]Juliusz Słowacki, List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej), w: tegoż, Wiersze, s. 172.[/przypis].

Daleki byłbym od wyciągnięcia wniosków na temat antykolonialnej formacji umysłu Słowackiego. To raczej niezgoda artysty na szalbierstwo wobec zabytków i sztuki, a nie ideowy czy ideologiczny imperatyw walki z kolonializmem. Słowackiego przecież nie gorszy niewolnictwo (także pięknej Abisynki). Sam zachowuje się jak „pan” wśród najmitów Arabów – z poczuciem osobności własnego „ja”. Może się ono zafascynować „innym” i „obcym”: kulturą, ciałem, językiem, zwyczajem. Lecz nie jest to „ja” rewolucjonisty. Zresztą: to było podejście trzeźwe i praktyczne. Słowacki łaknął bowiem właśnie tej absolutnej odmienności, by się w niej przejrzeć inaczej niż w mglistym i niejednoznacznym lustrze kultury europejskiej. I się przejrzał, a spojrzawszy w INNE, spostrzegł... DUSZĘ. Własną. I z nią mógł pojechać do Jeruzalem.

&amp;nbsp;
„Jest sens...”
Egipt Słowackiego był przede wszystkim doświadczeniem wewnętrznym, stanowił rozwinięcie tematów zarysowanych właśnie jeszcze w Kordianie: problematyki istoty i trwałości, śmiertelności „ja”, idei rządzącej egzystencją człowieka, która chciałaby się umocować w jakiejś wierze, w – nawet – pewnym „wiem”, problemu zła oraz cierpienia (umysłu i ciała). Stary Grzegorz zderzył swe opowieści z pustką wnętrza młodego, wrażliwego, ale narcystycznie, solipsystycznie uwięzionego w sobie chłopca. Chłopiec ten nie mógł pojąć mądrości sędziwego wieku, tak jak doświadczenie życia nie było w stanie przekonać rozumu, iż życie po prostu ma sens. To był problem samego Słowackiego, wyłożony znakomicie tuż przed opowieścią o wysnutym z imaginacji obrazie napoleońskiego Egiptu:

„GRZEGORZ

A widzi pan, widzi,

Jak zabawiłem gadką... Niech się pan nie wstydzi,

W tej powieści moralna kryje się nauka.

KORDIAN

Jaka? powiedz mi, stary.

GRZEGORZ

A któż jej wyszuka?

Dość, że jest sens, powiadam.

KORDIAN

Wierzę.

GRZEGORZ

Trzeba wiary.

Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary,

To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny”[przypis]Juliusz Słowacki, Kordian, a. I, sc. I, s. 28; podkr. J.Ł.[/przypis].

Słowa-klucze tego passusu: moralna nauka, sens, wiara. To po stronie Grzegorza. Do Kordiana trzeba odnieść: wstyd, młodość (jako odwrotność starości), wątpienie (wyrażone w ironicznym „wierzę”) i rozdrażnioną nieufność. Obu rozmówców spina narracja, łączy opowieść. Młodzieniec kwestionuje heroiczno-wizyjną opowieść i wymowę historii, „gadki” Grzegorza o Egipcie: jako „głupie opowieści”[przypis]Tamże, s. 30.[/przypis]. Rzecz w tym, że nie odrzuci idei konfrontacji swego życia z rzeczywistością. Zazna ironii losu. Salwator Polski i świata stanie się marionetką, ironiczną, słabą figurą. Pozostaną problemy: sensu, „ja”, trwania po śmierci, cierpienia i upływu czasu.

Egipt w Kordianie był „łatwy”, książkowy, wyczytany, zasłyszany jak opowieść Grzegorza w uchu Kordiana. Egipt realny A.D. 1836 stał się wielokrotnym wstrząsem dla poety: zachwytem, oniemieniem, wpatrzeniem, nienasyceniem obrazową materią Orientu – z jednej strony. Z drugiej – okazał się rozstaniem ze złudą odpowiedzi, której Słowacki poszukiwał poza sobą: w naturze (Alpy), zgiełku wielkich miast (Londyn, Paryż, Rzym), w teatrze nieco infantylnych flirtów (Eglantyna Pattey), pragnieniu sławy, której się dostępuje dzięki słowu (tomy poezji i dramatów), w zażartej polemice z Mickiewiczem (milczy o nim w spisanych echach wyprawy), finalnie w pomnikach historii i kultury (tlejące w pył piramidy...).

W Egipcie zobaczył, że prawda jest, ale w nim, a więc także w jego własnym dominium kulturowym Europy i Śródziemnomorza. Że w Egipcie czy w Azji, gdyby tam pojechał, w Ameryce czy gdziekolwiek, nie znajdzie niczego z rzeczy, których nie powiedziano już wcześniej i później, gdzieś daleko i tuż przy nim, do kogoś i do niego. A mianowicie: że istnieją wątpienie i pustka, nicość (z) przemijania i lęki (ze) śmierci, ale też można doświadczyć Absolutu i wiary, poczucia celu i sensu. Że życie, jako opowieść, można pojąć przez intuicyjnie przywołane w Kordianie słowa Grzegorza: jest sens. Egipt nie przestraszył pustką piramid. Zniknione w nicości, a mające trwać wiecznie mumie zabalsamowanych ciał złożonych w sypiących się i zasypywanych piachem piramidach natchnęły go myślą, o dziwo! – krzepiącą i głęboką: że ów sens zawsze miał w sobie, gdziekolwiek bawił, i że niezbędne było tylko spojrzenie jego, Słowackiego, w pustkę grobów, ażeby powtórzyć za Marią Magdaleną, za zdziwionymi Arabami: tu ich, czyli naszych zmarłych, nie ma! Nie ma Chrystusa w grobie, bo powstał z martwych, no i nie ma boskich i potężnych faraonów. „Lecz gdzie są?”. „Tam”... po prostu na razie są – dla Słowackiego – „tam”, w wieczności, którą nosi w swej duszy nieśmiertelny Każdy, Jedermann, Everyman:

„«Nie ma go tu» – powiedział anioł Magdalenie

Zazierającej w grobu skrwawionego cienie.

Taką odpowiedź tobie Araby wyniesą

Z pustych katakumb: «Nie ma ich tutaj» – lecz gdzie są? //

Zamiast balsamu tego, co trupy przechował

Chrystus nam łona naszych dusz nabalsamował;

I duszę ludzką, duszą namaściwszy własną,

Uczynił ją na wieki niezgonną i jasną.

Już na palmie egipskiej naukę zaszczepił,

Już się był tym balsamem Egipcjanin krzepił;

Już z grobowców, nauki uczyniwszy pszczelnik,

Na Tebaidzie święty zamięszkał pustelnik,

Czyniąc mogiły – wiary podobne latarniom:

Gdy Omar straszny głowom, gmachom i księgarniom,

Kraj, sto razy różnymi pługami przeoran,

Pod ognisty Proroka dał bułat i Koran”[przypis]Juliusz Słowacki, List do Aleksandra H. (pisany na łódce nilowej), w: tegoż, Wiersze, s. 173–174.[/przypis].

Miało to zasadnicze znaczenie dla rozwoju Słowackiego. Nie każdy musi lubić mistykę poety. Skądinąd właśnie ona nie była i nie jest dla każdego. Widzę w niej przede wszystkim skok samego Słowackiego ku dojrzałości. Jemu były i ta wiara, i ten sens potrzebne. Nam mogą być, tylko mogą. I to nie każdemu z nas.

Egipt utrwalił też i ostatecznie przypieczętował strategię pisarską Słowackiego, którą znamionują: kreacjonizm, antymimetyzm, estetyzm i heterogeniczność stylistyczna, wizyjność i hipertrofia wyobrażeń. W jakimś sensie właśnie w Egipcie zaczyna się gigantyczna historia Króla-Ducha. To właśnie będą poema na skalę piramid i pustynnego bezkresu, ale są to już poema, gdzie piramidy i pustynie zasiedla Duch. Boski, dodam. Jan Kasprowicz powie o Słowackim: „Potem wypełniał sobą dzieje świata – / On, w mitycznego wyrosły olbrzyma”. I dalej z emfazą: „Król-duch wspaniały! niezmarły Syn słowa! / Mściciel, zrodzony z zgliszcz i popiołów!”[przypis]Jan Kasprowicz, Słowacki, w: tegoż, Dzieła wybrane, t. I, Poezje, red. J.J. Lipski, Kraków 1958, s. 547.[/przypis]. Gdy tak na to spojrzeć, widać, jak wątki Lilli Wenedy (zapłodnienie popiołami, okrucieństwo, św. Gwalbert) także tkwią korzeniami w egipskim imaginarium, które nabiera treści w Ziemi Świętej.

Egipt stworzył dla myśli Słowackiego formę, Jerozolima dała treść: wiarę w nieśmiertelność duszy. Egipt wydobył „ja” z magmy, z chaosu wrażeń, myśli i doświadczeń, które dotąd porządkowała na swój przewrotny sposób ironia. Palestyna i Liban określiły kierunek nowych poszukiwań.

Postawa poety w Egipcie wyda nam się znamienna. Można by rzec, iż jest to postawa antyreportażysty, jeśli przez doświadczenie reportera rozumieć przekonanie o tym, że wypełnia on misję, jest „oczami, uszami, powonieniem, niekiedy nawet sercem czytelników”, że czuje odpowiedzialność, jest wyczulony „na szczegóły, dokładanie starań, aby precyzyjnie przytaczać fakty, liczby, nazwiska” (Tiziano Terzani)[przypis]Tiziano Terzani, W Azji, przeł. J. Wajs, Warszawa 2009, s. 10.[/przypis]. No! – powie ktoś – ale jemu nigdy o to nie chodziło. Właśnie. I nigdy już nie będzie chodziło. Robi w Egipcie notatki, ale spożytkowuje je jak poeta o rozpasanej imaginacji, a nie reporter. To także różni go od sławnych podróżników na Wschód. Wsączające się w pamięć i w wyobraźnię obrazy Wschodu wywozi ze sobą do Włoch.

Nie może dopóty pisać o Egipcie, „pisać Egiptem”, dopóki tej wyobraźniowej masy wrażeń-obrazów nie opracuje, nie przyda im formy, nie obrobi. Osobliwości poetyki tak daleko ironicznych, a jednak już nie nihilistycznych czy cynicznych Listów poetyckich z Egiptu biorą się z trudności opracowania obrazów: z jednej strony zachwyt, z drugiej rozczarowanie; tu pustka grobów, tam rodząca się wiara w wiecznotrwałość duszy. Jak to ująć? Po prostu: w wiersze o klasycznej i zarazem ironicznej dykcji.[przypis]Trzeba raz jeszcze podkreślić klasycyzm tych wierszy, przesyconych zarazem ironią i empatią. Jest to też zapewne dalekie echo skomplikowanego stosunku Słowackiego do dziedzictwa klasycyzmu. Zob. Łukasz Zabielski, Meandry antyromantyczności. Kajetan Koźmian i romantycy polscy, Karków 2015; tegoż, «Anioł-Duch z tamtego świata» czy starzec o «szatańskim rodowodzie»? O Słowackim i «ojcach» raz jeszcze; w: Piękno Juliusza Słowackiego, t. III: Metamorphosis, red. J. Ławski, A. Janicka, Ł. Zabielski, Białystok 2014–2015.[/przypis] W wiersze-piramidy o pustce grobów, a przecież pełne rodzącej się wiary. W notatkach egipskich najpierw znika – co niesamowite u tego człowieka – „ja” Słowackiego. Ale potem w Listach... wybłyskuje ono tak mocną tonacją, tak wybrzmiewa dobitnie, że tu nie może być wątpliwości: opracowanie egipskiego doświadczenia potwierdza jego siłę. Było to doświadczenie metamorfozy, przeżycie początkujące metanoię oraz wewnętrzne dojrzewanie, spojrzenie prawdzie śmierci w oczy. Kordian w ostatniej scenie dramatu patrzy nieuchronności w oczy. Przed plutonem egzekucyjnym: „Pierwszy z ludu. Chcą zawiązać oczy – / Nie pozwolił...”[przypis]Juliusz Słowacki, Kordian, sc. III, Scena ostatnia: Plac marsowy. Z dala widać Kordiana przed plutonem żołnierzy. Na przodzie sceny lud rozmawia, s. 114.[/przypis]. W Egipcie, gdzie pisarz pojechał nie jako nasz wysłannik, ale dla siebie, z premedytacją po prostu przekłada wszystkie doświadczenia na wyobrażenie własnego spotkania z Ostatecznym. Ze śmiercią.

Zapisze to w Listach…, które wbrew licznym głosom uważam za arcydzieła, podobnie jak inne, nieliczne wiersze spod piramid i na Nilu wybłysłe. Parafrazując bon mot Zbigniewa Jarosińskiego: „Poeta współczesny nauczył się skromności”[przypis]Zbigniew Jarosiński, Postacie poezji, Warszawa 1985, s. 180.[/przypis], powiem, że nad Nilem Słowacki nauczył się pokory. Jako poeta także. Jako człowiek i myśliciel przekroczy jednak wkrótce próg wszelkich ograniczeń. Ale: uczyni to tylko dla siebie, nie jako misjonarz i prorok. I to też będzie jakoś – skromne.

Kiedy powróci do Europy, w Italii i Florencji, napisze i/albo opublikuje teksty, które napełnią strachem i bezradnością samego Juliusza Kleinera: Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa o piekle, Ojca zadżumionych, Wacława. Dodałbym do tej serii Anhellego z wizjami ukrzyżowania, kanibalizmu i głodowej śmierci oraz wiersz-parafrazę z Księgi Hioba wysnuty: Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika. Wszystkie teksty łączy makabra, hiperbola w obrazowaniu śmierci, makabreska rozkładu, odwaga zaglądania w najstraszniejsze otchłanie piekła: umysłu i ciała. Ta odwaga czy wręcz neoficka gorliwość i zapamiętałość w pokazywaniu śmierci została wyzwolona somatycznym doświadczeniem Egiptu: własnego, ułomnego ciała w podróży i ciał zniknionych, co miały trwać wiecznie, czyli mumii. Tymczasem mumie te świecą oczami pustki... ze wstydu. Tu, w Egipcie, w grobach nie ma zmarłych, bo jako ciała stali się prochem prochów. Zżarci przez czas, istnieją pewno inaczej. Jak? To się okaże u Słowackiego po 1841 roku.

Od Egiptu zaczyna się wzmacniać zapoczątkowana już w powieściach poetyckich – choć tam bez naddanego sensu wiary – tendencja do maksymalizacji doświadczenia śmierci w obrazach uśmiercanego, udręczonego torturą ciała. Zamiast wypierać, zapominać, udawać, że nic się nie stało, grać Piotrusia Pana, Słowacki obiera inną strategią: siec, rozcinać, ciąć, szarpać ciała, by pokazać, że są, owszem, najbardziej śmiertelnym ze śmiertelnych zjawisk natury. Ciała – pokarm nicości. Ale za to... jaka piękna nieśmiertelność duszy i ducha. Ech, a jaka ranga piękna, które musi być wieczne. To podnosi też rangę słowa i poety, a ostatecznie przeobraża słowo i poetę w narzędzia Stwórcy, w proroctwo sensu, a potem w Logos i w Ducha (czyli... w Boga).

Wszystko zaczęło się w Egipcie. Tu Słowacki zamilkł i zaniemówił z wrażenia, by przeżywać, patrzeć i odczuwać. Tu ogarnął swoją tożsamość w sławnym: „zegarek słyszę idący i serce... Czas i życie”, i skonstatował swoją inność, a nawet obcość na tle orientalnego świata. To tutaj to, co skończone, ukazało mu się właśnie jako skończone ciało, otwierając go na horyzont romantycznej nieskończoności najbardziej elitarnego rodzaju: nie tej zewnętrznej (morze, góry, pustynia), ale wewnętrznej, odsłoniętej w jaźni. Stąd, spod piramid i z Kairu, z Nilu i Asuanu, z Aleksandrii i Teb wyjechał pełen siły i wiary, którą dostał od tych, których spodziewał się zobaczyć, a nie spotkał: od zmarłych mieszkańców pustych grobów:

„I wstawszy... szedłem prosto – do Cheopsa grobu...

A kiedym był – u piasków przebytych połowy,

Wzniosłem czoło – spojrzałem górą ponad głowy

I nie mogłem oczyma dolecieć do szczytu

Grobów – co uleciały w krainę błękitu –

A więc oczy, ogromem piramid odparte,

Spuściłem... wkoło były grobowce otwarte,

W których... i proch umarłych – dawno powymierał.

Sfinks – czarną Kopta twarzą nad piasek wyzierał

I straszną była dzikość grobowej doliny...”[przypis]Juliusz Słowacki, Piramidy, w: tegoż, Wiersze, s. 152–153. Por. Magdalena Saganiak, Człowiek i doświadczenie wewnętrzne. Późna twórczość Mickiewicza i Słowackiego, Warszawa 2009, s. 217: „Słowacki usilnie stara się przekroczyć granice sztuki – ku prawdzie” (podkr. J.Ł.). I konkluzja uprzedzająca wynik usiłowań: „Poeta jest pewien sukcesu swoich założeń”. Tak.[/przypis].

Piramidy więc, już piramidy, powiedziały mu: czego się zatem bać, poeto, skoro tu ich nie ma? Nicości? Czego się bać? Niczego. Oni są. Tam. – Powtórzyły mu słowa prostaczka Grzegorza: jest sens.

















</document>
<document nplp_id="383" title="Jerozolima" slug="jerozolima">Miasto o tradycji trwającej 3000 lat, otoczone aurą symboliczną, ważne dla trzech religii monoteistycznych – judaizmu, chrześcijaństwa oraz islamu. Dla wszystkich trzech Jerozolima była i jest miastem pielgrzymek i miastem Świątyni – dla każdej religii innej.

Jerozolima leży na Wyżynie Judzkiej, na skraju pustyni, na zachód od Morza Martwego. Ze względu na otaczające ją góry, które wznoszą się około 200 metrów ponad miasto, ma się wrażenie, że leży ono wysoko, choć wzgórza, na jakich je zbudowano, sięgają tylko 600–800 metrów; wrażenie to potęguje stromy podjazd od strony Jaffy – jest to odwieczna, sięgająca IV wieku n.e. trasa chrześcijańskich pielgrzymów z Europy. Przemierzał ją w drodze z Kairu do Gazy, stamtąd do Jaffy, a następnie do Jerozolimy – Słowacki. Druga droga prowadziła wprost z Gazy – portu położonego na północ od Jaffy. Tędy jechał z karawaną wielbłądów Maurycy Mann. Droga z Jaffy, obecnie autostrada łącząca Tel Awiw z Jerozolimą, dziś prowadzi przez wzgórza częściowo zalesione. W wieku XIX otaczały ją skaliste pustkowia, na których można było spotkać trzody owiec i kóz pasących się jak za czasów Abrahama, czasem jadących konno lub na wielbłądach Beduinów, groziły rozboje. Zmieniło się to dopiero pod koniec wieku. Ignacy Domeyko, jadąc z Jaffy do Jerozolimy w roku 1885, zobaczył i opisał budowę nowej, „szerokiej drogi”, którą właśnie rozpoczął rząd turecki, i notował, że co kilka kilometrów pobudowano wzdłuż niej wieże, przy których były posterunki dla ochrony podróżnych.

Położenie miasta, wcześniej cenione ze względów obronnych, podróżnych XIX-wiecznych odstręczało. „Góry [...] na których stoi Jerozolima, dzikie, niepłodne, nadają temu miastu straszliwą fizjonomię” – pisał Słowacki. Chateaubriand (był tam w roku 1806) odczuwał podobnie: „Krajobraz otaczający miasto budzi przerażenie: ze wszystkich stron nagie góry [...] na wielu z nich z wielkiej odległości rysują się zwaliska wież i meczetów…” (Chateaubriand: 272). Maurycy Mann, autor trzytomowej, świetnie napisanej relacji Podróż na Wschód, wydanej w Krakowie w latach 1854–1855, przyjechał do Palestyny w styczniu 1853 roku, w porze wiosennej. Przebywszy pustynię i kwietne łąki, które go zachwyciły („trawa wysoka po kolana, lecz jej prawie nie widać spod kwiecia…”; Mann: II, 81), gdy dotarł przez skalistą drogę i wąwozy do miejsca, skąd widać było miasto, przykro się rozczarował: „Pomimo licznych Jerozolimy opisów, widok jej całkiem inaczej sobie wystawiałem [...] Miasto niewielkie – w czworobok na kilku pagórkach zbudowane – opasane murem – forteca rażąca białością domów – z minaretami strzelającymi w powietrze – otoczona dokoła górami nagimi, gdzie prócz kilku drzew oliwnych żadnego drzewa, krzaka lub murawy – górami, których każdy odłam skalisty [...] wygląda z kształtu i barwy jak ruina…” (Mann: II, 90).

Nieregularny czworobok opasany murem i podzielony tradycyjnie na cztery dzielnice – chrześcijańską, muzułmańską, ormiańską, żydowską – to dziś Stare Miasto (kształt tego czworoboku stał się podstawą symbolicznych wizerunków Jerozolimy). To tu znajdują się najważniejsze cele pielgrzymów wszystkich trzech religii.

Dla Żydów jest to Ściana Płaczu: mur po zachodniej stronie, jedyny ocalały fragment Świątyni. Znajduje się na osobnym placu, poniżej wzgórza – biblijnej góry Moria, dziś zwanego Wzgórzem Świątynnym, miejsca, gdzie w roku 968 p.n.e. Salomon wzniósł świątynię, w której przechowywano Arkę Przymierza. Od blisko 2000 lat mur ten jest miejscem modlitw i opłakiwania utraty Świątyni, spalonej po oblężeniu miasta przez Rzymian w roku 70 n.e. Zwyczajowo, wedle tradycji chasydzkiej, w jego szczeliny pielgrzymi wkładają zapisane prośby – listy do Boga. Nie notują tego obyczaju polscy podróżnicy z XIX wieku. Wielu Żydów pielgrzymowało także po to, by umrzeć w Jerozolimie i spocząć pod murami miasta na najstarszym z cmentarzy w Dolinie Jozafata.

Dla chrześcijan miejscem takim jest Bazylika Grobu Pańskiego i Via Dolorosa. Pierwsza świątynia Grobu została zbudowana w IV wieku, w miejscu, które święta Helena, matka cesarza Konstantyna, zlokalizowała jako Golgotę, miejsce ukrzyżowania Chrystusa. Po jej zniszczeniu przez Fatymidów (1009) nową bazylikę wznieśli krzyżowcy w wieku XI w kształcie zasadniczo zachowanym do dziś, choć przez stulecia była wielokrotnie przebudowywana – w nowszych czasach: po wielkim pożarze w roku 1808. Dawną świątynię przed pożarem widział i dokładnie opisał – jako pierwszy i ostatni z romantyków – Chateaubriand. Zbudowana na planie krzyża ma zawiłą strukturę architektoniczną, ponieważ postarano się pomieścić w niej najświętsze dla chrześcijan miejsca, także pięć ostatnich stacji drogi krzyżowej.

Via Dolorosa, czyli Droga Krzyżowa, o 14 stacjach, biegnie obecnie od Bramy Lwów w części muzułmańskiej do Bazyliki Grobu – niemal przez całe miasto. Nieprzygotowanych pielgrzymów zdumiewa, że część jej prowadzi, jak za czasów Chrystusa, przez orientalny bazar. Tuż obok drugiej stacji wznosi się nad ulicą łuk Ecce Homo z II wieku. Trasę tę ustalono późno, bo choć procesje Drogą Krzyżową notowane są od wieku III, rozmaicie ją wyznaczano, choć zawsze w oparciu o ewangelie i tradycję. Po zaciętych sporach w wieku XVI przyjęto wariant trasy znany do dziś. Szedł tędy pobożnie Ignacy Domeyko, nie notuje przejścia Drogą Krzyżową Juliusz Słowacki.

Dla świata islamu święte są dwa meczety: zbudowane w wieku VII Al-Aksa oraz Kopuła na Skale, który dominuje nad miastem charakterystyczną złotą kopułą. Stoją na rozległym dziedzińcu, otoczonym osobnym murem. W meczecie Kopuły mieści się fragment nagiej skały, na której wedle tradycji Abraham złożył w ofierze Izaaka i skąd Mahomet wzbił się na wierzchowcu do nieba. Stąd też przy końcu świata zabrzmi trąba Sądu Ostatecznego. Dla mahometan pielgrzymka do Jerozolimy waży niewiele mniej niż do Mekki i Medyny. Miejsce to wyglądało bardzo podobnie w wieku XIX, sądząc po świetnych opisach Ignacego Domeyki (Domeyko: 278–280) i Maurycego Manna.

Dzielnica ormiańska, najmniejsza, była dzielnicą kościołów i klasztorów, w których znajdowały się (i znajdują) cenne biblioteki, a to, że była spokojna i stosunkowo zamożna – zauważył i odnotował Chateaubriand, który odwiedził tu m.in. patriarchę Ormian. 

Miasto – czyli dzisiejsze Stare Miasto – jest otoczone murem wzniesionym po podbiciu Palestyny przez Sulejmana Wspaniałego w 1517 roku. Fortyfikacje te po części są odtworzeniem murów z czasów rzymskich, a prawdopodobnie jeszcze wcześniejszych, z czasów Heroda czy nawet Salomona. Liczba i nazwy bram w murach zmieniały się w ciągu wieków. Ich historia i związane z nimi legendy stanowią osobną część jerozolimskiej tradycji. Słowacki w swych skromnych notatkach z pobytu w Świętym Mieście zapisał ich sześć: „1. Brama Jaffy, 2. Damaszku na północ (Bab Esz Szam), 3. Św. Stefana do Oliwetu, 4. Złota Brama, zamurowana, do meczetu Omara, 5. Syjońska na zachód, 6. Sterkoryska dla pieszych”. Obecnie wylicza się ich osiem (Damasceńska, Gnojna, Heroda, Jaffy, Lwia, Nowa, Syjońska, Złota). Przez bramę Złotą, obecnie zamurowaną, wjechał do Jerozolimy Chrystus. W praktyce używane są dwie – tak dziś, jak i w wieku XIX: brama Jaffy, prowadząca do trzech części miasta, i brama Damasceńska, prowadząca do części muzułmańskiej, niedaleko której położony jest Stary Dom Polski, gdzie obecnie zatrzymują się pielgrzymi. W wieku XIX mieszkali oni w prowadzonym przez zakonników Hospicium Franciscanum, zwanym Casa Nova. Przyjmowani byli bez względu na narodowość i stan. Zatrzymał się tu Słowacki, Domeyko wraz z towarzyszącym mu księdzem Piotrem Semenenką i wielu innych.

Bramy miasta zamykano o zachodzie słońca, dlatego podróżni, którzy zwykle przybywali nocą, musieli aż do świtu czekać na ich otwarcie. Maurycy Mann wylicza pięć bram. Interesują go związane z nimi legendy i historyczne konfrontacje, na przykład murów postawionych przez Sulejmana z opisem Józefa Flawiusza, wedle którego antyczna Jerozolima była „po trzykroć opasana murem”. Za murami znajdowały się ogromne cmentarze.

Wskazując „ważniejsze miejsca” miasta, Mann dokładniej opisuje wzniesioną na prawo od bramy Jaffy cytadelę, zwaną też (błędnie) wieżą Dawida, „która góruje nad całą Jerozolimą” (Mann: II, 204) – i podaje jej historię. Cytuje Radziwiłła, który też się przyglądał owej budowli, ponieważ jej dzieje to swego rodzaju skrót historii miasta. Zbudowana została w 1000 lat po Dawidzie przez Machabeuszów, Herod dobudował do niej trzy wieże, na ruinach których Arabowie wznieśli twierdzę. Krzyżowcy powiększyli ją o duże sale dla straży. Turcy jeszcze rozbudowali i dodali widoczny dziś minaret. Dodajmy, że za czasów mandatu brytyjskiego założono w niej małe muzeum, a w 1989 roku otwarto tu muzeum historii Jerozolimy.

Dziś olśniewająca nawet z daleka Jerozolima w wieku XIX robiła posępne i przykre wrażenie. Było to prowincjonalne miasto wyniszczone 300 latami rządów tureckich. Choć podróż przez ubogie, zdewastowane osiedla i zaniedbane drogi Grecji była dla XIX-wiecznych podróżników pewnego rodzaju przygotowaniem do widoku Jerozolimy, mimo to byli oni, bez wyjątku, porażeni jej upadkiem. Chateaubriand, cytując lamentacje Jeremiasza o Jerozolimie, pisze, iż „mogłoby się zdawać, że zostały ułożone w obliczu Jerozolimy współczesnej” (Chateaubriand: 328–329). „Domy Jerozolimy są ciężkie, masywne, kwadratowe, bez kominów i okien, zamiast dachów mają płaskie tarasy lub kopuły i są podobne do więzień albo grobów”. „Wejdźmy do miasta; nic tu nie przerywa posępności i nie pociesza; błądzimy po niebrukowanych uliczkach, pnących się w górę lub zstępujących w dół, pośród tumanów kurzu albo wśród kamieni usuwających się spod nóg. Płótna zawieszone między domami jeszcze powiększają ciemność tego labiryntu; sklepienia smrodliwych bazarów odbierają resztę światła temu nieszczęsnemu miastu; w biednych kramach widać nędzę i pustkę, a nieraz nawet i te sklepiki są pozamykane, gdy ma tędy przechodzić kadi. Nikogo nie ma wtedy na ulicach, nikogo przy bramach miasta, niekiedy tylko jakiś bojaźliwy wieśniak przesunie się w cieniu, ukrywając pod suknią owoc swojej pracy i drżąc, żeby mu żołnierz jej nie wydarł. [...] Jedynym odgłosem [...] jest dobiegający niekiedy galop klaczy arabskiej: to janczar wiezie głowę Beduina lub mknie na rabunek biednych włościan” (Chateaubriand: 330).

W drugiej połowie XIX wieku niewiele się zmieniło. Pielgrzymi odwracali oczy od miasta i właściwie w polskich relacjach z podróży do Ziemi Świętej mało jest jego opisów. Wyjątkiem jest Maurycy Mann, który był turystą i publicystą, nie pielgrzymem. Opisał ówczesną Jerozolimę dość dokładnie, choć mieszając – jak wszyscy – opis z historią. Powtarza za Chateaubriandem, że Jerozolima była 17 razy burzona i że nie ma nic wspólnego „między dawnym Jeruzalem, stolicą cudów, matką proroków, panią narodów, ogniskiem wiary, chwałą chrześcijańskiego świata – a dzisiejszym El Kuts, fortecą turecką, rezydencją paszy!” (Mann: II, 91); „…nigdy dość powtarzać […] że to El Kuts ma się przed oczami, tylko siedemnaste niejako odbicie Jerozolimy pierwotnej. Szuka się w niej ciągle tego, czego nie ma […] Dziwne więc uczucie złożone z żalu i niezaspokojonej nigdy żądzy towarzyszy przebiegającemu dzisiejszą Jerozolimę…” (Mann: II, 191–192). „Ulice w Jerozolimie są wąskie, nierówne, częstokroć po obu stronach sklepione, ciemne, prawie zawsze brudne a wyjąwszy kilka głównych po największej części puste. Jak we wszystkich miastach wschodnich nie mają one napisów [...] przerywane są co kilka lub kilkanaście kroków pustkowiem lub jakim zwaliskiem a nie masz prawie żadnej, która by nie była mocno zaniedbana [...] mało bardzo widać ruchu [...] Domy murowane, niskie, czworograniaste, bez drzwi i okien na ulicę; jeżeli są okna to założone gęstą kratą [...] podobne są raczej więzieniom [...] Bruku w Jerozolimie nie ma prawie nigdzie [...] a jeśli, to śliski i niebezpieczny [...] Kupy psów nie mających właścicieli tak jak we wszystkich miastach wschodnich błąkają się i tutaj po ulicach [...] Wszędzie atoli snuje się wielka liczba żebractwa [...] Wszędzie przebija ubóstwo. Nigdzie nie widać przepychu: ani w domach, ani w strojach, ani w sprzętach; bazary nawet lichsze niż gdzieindziej” (Mann: II, 196–199). Przy bramie Syjonu „lepianki jakby jaskółcze, które się zwią chatami trędowatych” (Mann: II, 216). Uparcie nazywa Jerozolimę „turecką mieściną” i dodaje rzeczowy opis wielkiej uciążliwości życia w tym mieście: komunikacja ze światem jest ograniczona, przesyłki kosztowne i powolne, ponieważ są narażone na napady, a wszystko się odbywa na wielbłądach i mułach. Trudno o chleb, bo z daleka trzeba sprowadzać mąkę, trudno o wodę… A wreszcie z wielu względów niesłychanie utrudniony jest wykup ziemi i domów. Toteż, dodaje, Jerozolima „zgoła nie ma mieszkańców – ma tylko przechodniów” – pielgrzymów.

„Mało kto długo przebywa w Jerozolimie, wyjąwszy Żydów [...] wtłoczonych w mały zakątek wielkiej stolicy Dawida”, czytamy dalej (Mann: II, 200, 221). Nie można przejść obojętnie „obok tej nędzy wytrwałej i pełnej rezygnacji…”. W I i II wieku n.e., po zlikwidowaniu niepodległego państwa i zdziesiątkowaniu ludności przez Rzym, zaczęła się masowa migracja Żydów z Palestyny – diaspora. Jednak mimo tysiącletnich prześladowań niezbyt liczna społeczność żydowska wciąż mieszkała w Jerozolimie, pośród „zwalisk” i „niezwykłego spustoszenia”. Chateaubriand pisze o jerozolimskich Żydach: „niezwykłe, nadnaturalne zdumienie ogarnia nas, gdy na nich patrzymy w Jerozolimie, gdy widzimy tych prawych właścicieli Judei jako niewolników i cudzoziemców we własnym kraju…” (Chateaubriand: 331).

Niewiele się zmieniło w obrębie Starego Miasta także u schyłku wieku XIX. Twórca syjonizmu, Teodor Herzl, w notatkach ze swego 10-dniowego pobytu w Jerozolimie w roku 1898, pisał: „Wspominając cię, Jerozolimo, w dniach, które nadejdą, nie będę tego czynił z radością. W twoich śmierdzących zaułkach leżą zatęchłe osady dwóch tysięcy lat bestialstwa, nietolerancji i ohydy…” (Herzl: 163).

Do cech charakterystycznych Jerozolimy dodać należy, że jest jedynym chyba miastem na świecie, które u słabszych psychicznie pobożnych pielgrzymów wywołuje pewien niezwykły syndrom chorobowy. Wyznawcy judaizmu identyfikują się z prorokami Starego Testamentu. Chrześcijanie, a zwłaszcza, podobno, młodzi protestanci – z postaciami Nowego, często z Janem Chrzcicielem. Muzułmanie na syndrom jerozolimski narażeni są mniej. Fenomen ten zdarza się tak często, że jerozolimscy psychiatrzy wyodrębnili jednostkę chorobową, której wczesne symptomy, ułatwiające rozpoznanie, to odłączenie się danej osoby od grupy i odmowa opuszczenia miasta. Dotknięci syndromem często też prorokują przebrani w białe szaty – dziś są to zwykle prześcieradła. Poczucie misji sprawia, że są szaleńcami spokojnymi, a nawet pełnymi godności. W polskiej literaturze dość dokładnie ów syndrom – bez diagnozy – opisał Radziwiłł Sierotka. Spotkał on Dorotę Siekierzyńską, w której rozpoznał osobę obłąkaną, choć pisze, że jej „nabożeństwo wielkie i dziwne”. Od kilku lat mieszkała w Jerozolimie w „największej nędzy i poniewierce”, wyszydzana i czasem bita przez Turków. Chciał jej umożliwić powrót do kraju, a gdy odmówiła, przemocą wywiózł z Jerozolimy, lecz ona trzykrotnie rzucała się z okrętu, aż wreszcie udało jej się uciec; o jej dalszych losach nic nie wiadomo. Występowanie syndromu badacze jerozolimscy notują od średniowiecza.

W wieku XIX korupcja i inercja władz tureckich powodowały rozkład państwa i miasta. Na porządku dziennym były dowolnie nakładane na przybyszy z Europy bakszysze, opłaty pobierane za wejście do chrześcijańskich świątyń, wciąż nowe haracze narzucane franciszkanom, którzy jedyni pełnili straż przy Grobie i roztaczali opiekę nad pielgrzymami, ponieważ po klęskach krucjat papieże nie zalecali pielgrzymek do Jerozolimy. Franciszkanie „opuszczeni od całej niemal Europy” (Mann: II, 138) mieli niewielkie fundusze. Watykan bardzo umiarkowanie dbał o jerozolimskie zabytki chrześcijańskie, więc choć w Bazylice wszystkie odłamy chrześcijaństwa miały i mają swe miejsce, najsilniejsze są tu rysy prawosławia, dłużej i silniej związanego z Jerozolimą niż Rzym. Kościoły katolickie w Jerozolimie, podobnie jak wspólna dla wielu wyznań chrześcijańskich Bazylika Grobu Świętego – mają i miały, dość zaskakujący dla nieprzygotowanych podróżników, zarówno teraz, jak i w wieku XIX, wystrój raczej cerkiewny. Wspomina o tym także współczesna relacja Mariana Bizana.

Palestyna i Jerozolima późno, dopiero w 1917 roku, weszły pod mandat brytyjski. Od tego czasu zaczyna się intensywny rozwój miasta, choć nowe dzielnice za murami zaczęły powstawać już w drugiej połowie wieku XIX. W latach sześćdziesiątych wieku XIX milioner i filantrop żydowski sir Moses Montefiore zbudował pierwsze osiedle żydowskie wokół wiatraka, który zaopatrywał w mąkę 60 rodzin. W roku 1875 jako enklawa dla rodzin chasydzkich powstało osiedle Me’a Sze’arim – dziś jest to najbardziej tradycyjna dzielnica Jerozolimy, w której skupiają się szkoły religijne i nosi się tradycyjne stroje. Po wojnie krymskiej Aleksander II z myślą o pielgrzymach rosyjskich (a pielgrzymów prawosławnych przez długie wieki było więcej niż katolików i byli bogatsi) zakupił tereny na wschodzie miasta, gdzie następnie zbudowano cerkiew Trójcy Świętej. Podobnie powstała dzielnica niemiecka – z okazji wizyty cesarza pruskiego. W końcu XIX wieku grupy rodzinne zaczęły wspólnymi siłami budować dzielnice, które dziś stanowią stare centrum części za murami. Pełne uroku placyki i ulice o nieco paryskim charakterze dziś są odnowione. Jakkolwiek osądzać czas mandatu brytyjskiego, dla ogromnej urody współczesnej Jerozolimy wielkie znaczenie ma wprowadzony w 1918 roku i utrzymany dotąd nakaz używania w budownictwie wyłącznie kamienia jerozolimskiego. Złocisty piaskowiec nadaje miastu niezwykłą, z dala widoczną jasność.

Z Polski do Jerozolimy pielgrzymowano od wczesnego średniowiecza, polscy rycerze wzięli także udział w lewantyńskich wyprawach krzyżowych, wśród nich Henryk Sandomierski, któremu Długosz poświęcił wzmiankę. Sam Długosz także do Jerozolimy pielgrzymował. Była to przez całe wieki i jeszcze do wieku XIX podróż długa, trudna i niebezpieczna. Informacje o wielu zgonach na tym szlaku w dawnych wiekach znajdziemy na przykład u Jana Bystronia w książce Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie (Kraków 1930).

Z relacji staropolskich najciekawsza i znana jest Peregrynacja albo pielgrzymka do Ziemi Świętej Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, zwanego Sierotką, który w połowie kwietnia 1583, włożywszy strój pielgrzymi, otoczony liczną świtą odpłynął z Wenecji przez Rodos i Cypr do Jaffy. Napisany około 1590 roku (wyd. łac. 1601, pol. 1607) tekst znany jest pod wieloma podobnymi tytułami. Był wielokrotne wydawany i szeroko czytany w całej Europie, także w wieku XIX. Znał go Słowacki, choć we fragmentach pisanych później Preliminariów peregrynacji do Ziemi Świętej J.O. Księcia Radziwiłła Sierotki, gdzie pobożnemu i wykształconemu Mikołajowi Słowacki nadał rysy księcia Panie Kochanku, o samej pielgrzymce nie ma mowy. Zestawiali opisy Mikołaja Radziwiłła ze stanem współczesnym podróżnicy XIX-wieczni – Maurycy Mann i Ignacy Hołowiński.

Od XVII wieku, gdy kontakt Polski z Zachodem malał, a rosła sarmacka pobożność, Jerozolimę przenoszono do Polski, zamiast pielgrzymować do niej. Golgotę i Drogę Krzyżową wbudowywano w krajowe kalwarie, które powstawały zresztą w całej Europie, najwcześniej w Hiszpanii. Ze Świętego Miasta przywożono ziemię, czasem w wielkich ilościach, powtarzano dokładne wymiary Drogi Krzyżowej, a XVII-wieczne kalwarie dziś są cenionymi zabytkami, jak nasz kompleks sanktuaryjny w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Wiek XVIII nie odnotowuje wielu polskich przybyszów. Od końca wieku XVIII wzrasta zainteresowanie „nieklasycznym wschodem” i „krajami biblijnymi”, rozwija się orientalistyka, co jest związane zarówno z kolonializmem, jak i z odkryciami w „krajach biblijnych” – wyrazem kulturalnych fascynacji jest słynna książka Constantina F. Chassebeuf de Volneya (Les Ruines, ou Méditations sur les révolutions des empires, 1791; wyd. pol. Rozwaliny, czyli uwagi nad Rewolucyami narodów, 1794).
Wielkie podróże zaczynają się w wieku XIX – a są po temu wielorakie przyczyny: od politycznych (kolonializm, zwłaszcza brytyjski) po filologiczne – odczytanie hieroglifów staje się wydarzeniem kulturalnym o wielkim rozgłosie. Ogromne znaczenie ma wyprawa Napoleona do Egiptu i przywieziony stamtąd bogaty plon uczonych i artystów – popularne stały się zwłaszcza rysunki Dominique’a Vivanta Denona. Wreszcie – większa łatwość i bezpieczeństwo transportu oraz otwarcie Palestyny dla przybyszów z Europy dzięki liberalizacji rządów osmańskich. Na koniec dodać trzeba, że nie było to całkiem bezinteresowne, Europa szykowała się bowiem do wojny z Turcją. W wieku XIX pogłębił się rozziew cywilizacyjny między gwałtownym postępem technicznym Europy a zastojem imperium osmańskiego. Wielokrotnie wznawiana Podróż Chateaubrianda otworzyła drogę literaturze: była przewodnikiem i wzorem (artystycznym, filozoficznym) dla następnych podróżników; czasem wzorem, z którym na wiele sposobów polemizowano: zrobił to Słowacki w Podróży z Neapolu do Ziemi Świętej.

Pamięć o królestwie jerozolimskim krzyżowców trwała – bardziej może jako pamięć o Jerozolimie wyzwolonej Torquata Tassa niż o realnej historii i Baldwinach jerozolimskich. Po tradycję tę sięga manifestacyjnie Chateaubriand, zresztą jako jeden z ostatnich mianowany rycerzem jerozolimskim, wedle sięgającego średniowiecza obyczaju. Podobnie przedtem Krzysztof Radziwiłł. W pamięci Słowackiego ledwo przewija się echo tradycji krzyżowców, inni polscy pielgrzymi też nie wspominają o krucjatach. Oglądano kościoły i ruiny zamków krzyżowców, można zresztą oglądać je także dziś, choć nie należały i nie należą do zbyt eksponowanych zabytków.

Jerozolima, jako cel pobożnych pielgrzymek chrześcijan, była przede wszystkim miejscem podróży duchowej. Zapisują to niemal wszyscy, tym bardziej że skupienie na modlitwie, udział w mszach i pobożna kontemplacja miejsc świętych pozwały odwrócić uwagę od Jerozolimy, jaką mieli przed oczami. Przyjeżdżali zazwyczaj wieczorem, zatrzymywali się u franciszkanów, podobnie jak wcześniej, w Jaffie. Następnego dnia, zwykle rankiem, szli na mszę do Kościoła Grobu.

W relacjach więcej miejsca zajmuje opis Bazyliki Grobu niż Jerozolimy. Pewnym szokiem było samo wejście do niej: w przedsionku stale obecna była straż turecka, czasem domagająca się bakszyszów, choć było to regulowane. „Grób Pański stanowi dość ważną rubrykę w dochodach Ejaletu Damasceńskiego. Każde otwarcie drzwi do kościoła jerozolimskiego opłaca się [...] kosztuje blisko trzy franki” (Mann: II, 106). Autor tej relacji dodaje jednak, że książę Radziwiłł przy tych samych drzwiach w roku 1583 musiał dać Turkom o wiele wyższą opłatę. Pobiera ją straż, której obecność notowali z goryczą i Mann, i Domeyko. U wejścia do świątyni „siedzi trzech do czterech Turków, w całej okazałości stroju, to jest turbanach, pysznych hałatach, złotolitych pasach…” (Mann: II, 108) Domeyko widzi „z bólem serca” to samo: „na czerwonym dywanie siedzi z siwą brodą, poważny, surowego wejrzenia, w bogatym zawoju Turek, ma przy sobie u nóg fajkę z wodą…” i pobiera opłaty. O straży i o opłatach nie wspomina Słowacki w liście do matki, z Bejrutu, z 19 lutego 1837 roku, w którym opisuje pobyt w Jerozolimie i podróż po Ziemi Świętej.

Jak wówczas wyglądał Kościół Grobu? Mann pisze, że „o zewnętrznym kształcie jego sądzić wcale nie można”, otaczają go bowiem zabudowania tak gęste, że tylko kilka pięknych bizantyjskich ozdób odróżnia Bazylikę od przylegającego do niej klasztoru Greków, czyli prawosławnych. Ponieważ był tam dokładnie 17 kwietnia, „w niedzielę poprzedzającą Niedzielę kwietną według kalendarza Greckiego”, przed kościołem tłoczyło się „mnóstwo pielgrzymów z całego Wschodu. Przybywali oni z głębi Rosji i z Afryki, z Kaukazu i znad brzegów Bosforu i Archipelagu…”. Słowacki może aż takiego tłumu nie oglądał, na pewno jednak uderzyła go przewaga pielgrzymów ze Wschodu nad tymi z Zachodu.

Ogromna, labiryntowa, w niektórych częściach niezmiernie ozdobna i wyzłocona, w innych mroczna i zaniedbana wówczas Bazylika posiada wiele kaplic. Jedną z nich jest – należąca do Ormian – kaplica św. Heleny z miejscem znalezienia Krzyża. Kaplica Grobu Świętego wznosi się pośrodku rotundy; centralne sanktuarium, czyli Kalwaria, składa się z dwóch naw (kaplic, z których prawa należy do wspólnoty łacińskiej, lewa do greckiej), gdzie rozmieszczone są ostatnie stacje Drogi Krzyżowej i fragment świętej skały, na której stał Krzyż. Te trzy wspólnoty (rzymskokatolicka, grecka i ormiańska) mają w Bazylice swoje siedziby, są współwłaścicielami jej głównych części, w których na zmianę i o różnych porach odprawiają swoje nabożeństwa, na podstawie dekretu sułtańskiego z roku 1757. Do dziś też trwa – choć dziś raczej symboliczna – muzułmańska kontrola nad grobem Chrystusa, jako że kluczem do obu skrzydeł świątynnej bramy dysponuje odźwierny mahometanin, co także odnotował Maurycy Mann.

Bazylika była też w wieku XIX mieszkaniem zakonników, którzy się zmieniali, by pełnić w niej straż przez całą dobę. Zamykano ją bowiem na noc i otwierano rano, dlatego wierni, pragnący spędzić noc u Grobu Chrystusa i uczestniczyć w nocnej mszy, nocowali u franciszkanów w świątyni. Tak właśnie zrobił Słowacki.

Podobnie jak całe miasto, i Bazylika Grobu w tamtej epoce była bardzo zaniedbana. Maurycy Mann pisał, że utrzymanie czystości jest w niej „prawie niemożliwe. W niektórych też częściach, zwłaszcza północnej, brud nie do opisania i woń tak odrażająca, że dłuższy pobyt prawie niepodobny” (Mann: II, 139).

Słowacki nie wracał do widoku miasta i świątyni. Był tam krótko. Przyjechał wieczorem 12 stycznia 1837 – w Bazylice Grobu spędził noc z 14 na 15, 16 rano wyjechał do Betlejem i zwiedzać Ziemię Świętą, po czym wrócił do Jerozolimy 19 stycznia, a 21 stycznia wyjechał do Nazaretu, skąd udał się w drogę powrotną przez Damaszek i Bejrut. Przybylski przypuszcza, że dopiero wtedy „obszedł dokładniej samo miasto” (Przybylski: 411), i być może tak było. W późniejszej twórczości poety obraz Jerozolimy realnej został zupełnie wyparty przez obrazy symbolicznej Niebiańskiej Jeruzalem: promiennej, zbudowanej z klejnotów, zawieszonej na niebie wizji rodem z Apokalipsy św. Jana. Taka jest w Samuelu Zborowskim, w Królu Duchu, w lirykach. Pisał o tym Wacław Pyczek (Jerozolima słoneczna Juliusza Słowackiego, Lublin 1999). Zresztą obraz symboliczny Świętego Miasta nałożony na realną Jerozolimę oraz ją zastępujący ma w europejskiej kulturze długą tradycję. W sztuce sakralnej uległ rytualizacji: w ikonografii, rzeźbie, budowie relikwiarzy i kadzielnic. Opis tej transformacji i wybór charakterystycznych wizerunków przedstawił Stanisław Kobielus w książce Niebiańska Jerozolima. Od sacrum miejsca do sacrum modelu (Warszawa 1989).

O realnej Jerozolimie Słowacki chyba wolał zapomnieć, przybył na dodatek w najgorszej porze roku i dnia: „W Jeruzalem stanąłem d.13 Stycznia o godzinie 9 w nocy. Bramy miasta zamknięte – cisza grobowa – księżyc – szczekanie psów, odpowiadające na nasz stuk do bramy – niepewność, czy firmamy nasze otrzymają nam wejście, czy trzeba będzie na polu nocować [...] Na koniec po 2 godzinach otwierają się bramy i zajeżdżam do klasztoru” (Koresp.: 1, 348) – pisał do matki 19 lutego z Bejrutu. Dokładnie, godzina po godzinie, relacjonował w tym liście, jak spędził noc u grobu Chrystusa, samotnie czytał Biblię, modlił się i z płaczem rzucił na „kamień grobu”, a o drugiej w nocy ksiądz rodak odprawił mszę na intencję „kuzynki”. Mimo wielu szczegółów raczej trudno na podstawie opisu poety wyobrazić sobie Bazylikę Grobu Świętego taką, jaką zobaczył. Jerozolima miała być punktem kulminacyjnym podróży Słowackiego, którą on sam często nazywał pielgrzymką. Można jednak odnieść wrażenie – i tak przypuszcza Bystroń – że mimo intensywnych przeżyć w czasie nocnej mszy, pobyt w tym mieście go rozczarował.

Nie opisał Jerozolimy w Podróżach po starożytnym świecie (Warszawa 1842) Władysław Wężyk, który przez dwa lata (1839–1841) zwiedzał Egipt, Palestynę, Syrię, Liban, Turcję i Grecję. Toteż w mniejszym stopniu gorszy zdanie Bohdana Zaleskiego z listu do brata (z 1843 roku), gdzie donosi o „nudnej Jerozolimie i wesołym Betlejem” (za: Bystroń).

W wieku XIX z Polski, podobnie jak przez cały ciąg wieków, jeździli do Ziemi Świętej księża i zakonnicy, ich relacje opisuje Bystroń. Niedługo po Słowackim, w roku 1839 wyruszył z Kijowa do Jerozolimy przez Smyrnę i wyspy greckie młody wówczas, przyszły arcybiskup mohylowski Ignacy Hołowiński. Niefortunny, choć pierwszy u nas tłumacz dzieł Szekspira (pod pseudonimem Ignacy Kefaliński) wydał w roku 1853 (Pielgrzymka do Ziemi Świętej wyd. 2, poszerzone, Petersburg) obszerną, pełną erudycji i dobrze napisaną relację. Słowacki spotkał w swej pielgrzymce ojca Maksymiliana Ryłłę, jezuitę skierowanego w 1836 roku do Palestyny, wielkiego podróżnika, poliglotę i ekscentrycznego misjonarza, o którym sporo pisał Bystroń (to właśnie o. Ryłło namówił później Słowackiego na wielkanocną spowiedź).

Najpóźniejsza z XIX-wiecznych polskich literackich pielgrzymek jest podróż Ignacego Domeyki, który 17 września 1885 roku wypłynął ze Stambułu do Jaffy. Relacja z niej, pełna wzruszenia, ale też rzeczowych informacji, znajduje się w książce Moje podróże. Pamiętniki wygnańca. Mając 82 lata, Domeyko chodził kilka razy dziennie na mszę i objechał konno leżące wokół miasta miejsca za murami związane z tradycją biblijną.

Ze współczesnych relacji odnotować należy Mariana Bizana Ziemia Święta. Zapiski z podróży, Warszawa 2000. Autor – znawca, wielbiciel i edytor Słowackiego – śledzi także trasę poety i sporo go cytuje. To również należy do tradycji: podróżnicy często szli śladem poprzedników. Chateaubriand omawia i przytacza opisy Palestyny, od starożytnych poczynając, Maurycy Mann i Ignacy Hołowiński często cytują Radziwiłła Sierotkę.

Polacy w wieku XIX zwiedzali też zwykle oba meczety, notując z goryczą, że ich piękno przewyższa Bazylikę Grobu Pańskiego. Czasem, oczywiście po zdjęciu butów, wolno było wejść do wnętrza – udało się to Domeyce. Mann natomiast notuje, że chrześcijanom wejście do meczetu Omara grozi śmiercią.

Na naszych podróżnikach zwykle większe wrażenie niż samo miasto robił objazd owianych sakrą miejsc wokół Jerozolimy i podróż po Ziemi Świętej.</document>
<document nplp_id="384" title="Ziemia Święta" slug="ziemia-swieta">W polskiej literaturze nie ma romantycznej wizji Ziemi Świętej, choć przynajmniej jedna relacja: trzytomowa Podróż na Wschód Maurycego Manna (Kraków 1854–1855), godna jest stanąć obok słynnych francuskich dzieł podróżniczych wieku XIX – Chateaubrianda, Lamartine’a, Nervala. Podróż – na poły reportaż, na poły dziennik intymny, pisana wierszem, a częściej prozą – była gatunkiem uprawianym przez wielu romantyków. Dawniej wyżej ceniono pobożną, pięciotomową Pielgrzymkę do Ziemi Świętej księdza Ignacego Hołowińskiego (wyd. 1: Wilno 1842–1845). Zapomniane dziś, obie „podróże” (i parę innych) chętnie czytano w wieku XIX. Palestyna była znana i nieznana, daleka i bliska. Pięknie to ujął Ignacy Hołowiński, który jako młody człowiek w 1839 roku jechał do Ziemi Świętej z Kijowa przez Smyrnę, Rodos, Cypr, przez Damaszek, Liban, odwiedzając po drodze klasztory: karmelitów na górze Karmel i klasztor ormiańsko-unicki Betchezban, gdzie dwa lata wcześniej, w 1837 roku na kilka tygodni zatrzymał się Słowacki. Palestyna była odległa, co nie znaczy, że obca polskiej wyobraźni. Pisał Hołowiński: „Tu niema nic obcego, tu ziemia rodzinna. Wszystkie miasta i miasteczka, rzeki i góry były ci znajome, wychodziły z ust twoich po tysiąc razy ze świętym poważaniem […] tu nie rozłączasz się ze swoim krajem i rodziną. Każde imię, każda okolica słodko się odzywają w twem sercu […] i tak mieszają tę ziemię świętą ze stroną rodzinną, że mówiąc o jednej niepodobna zapomnieć o drugiej…”[przypis]Cyt za: J.S. Bystroń, Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie. 1147–1914, Kraków 1930, s. 185.[/przypis].

Pielgrzymi nie mieli w swym ekwipunku bedekera – bo go nie było. Mieli jednak w pamięci – i zwykle przy sobie – Biblię, czytali ją po drodze. Mann zabrał ze sobą do „biblioteki podróżnej” Biblię Wujka i narzekając na jej format, zalecał, by wydano ją w postaci bardziej nadającej się w daleką drogę. Podróżnicy XIX-wieczni czytali zwykle jeszcze Volneya, który podróżował do Egiptu, Syrii i Palestyny w roku 1782. W 1787 wydał Podróż do Syrii i Egiptu, w 1791 – główne dzieło: Les ruines[przypis]C.F. de Chaseboeuf de Volney, Les ruines, ou Méditations sur les révolutions des empires; wyd. pol. Rozwaliny czyli Uwagi nad rewolucyami narodów, 1794.[/przypis]. Czytali też Chateaubrianda, który w 1806 płynął z Wenecji przez Grecję w podróży z Paryża do Jerozolimy[przypis]F.R. de Chateaubriand, Opis podróży z Paryża do Jerozolimy, na podstawie tłumaczenia Franciszka Salezego Dmochowskiego przygotował, według oryginału uzupełnił i notami opatrzył Paweł Hertz, Warszawa 1980.[/przypis], „aby szukać obrazów”. Była to więc raczej podróż turystyczna i artystyczna, choć wicehrabia nie bez satysfakcji opisał, jak go pasowano, wedle starego obyczaju z czasu krucjat, na „rycerza jerozolimskiego”. Z pewnym zdumieniem czytamy jednak, że aby ukryć swą zamożność przed rabusiami, w Ziemi Świętej „przebrał się za pielgrzyma”. Więc nie był pielgrzymem? Podobnie można pytać Słowackiego, który wprawdzie pielgrzymował, jeśli za wyznacznik uznamy cel duchowy, religijny podróży – nie przestając jednak szukać obrazów. Od wieku XIX, gdy mowa o wyprawach do „krajów biblijnych”, nie można oddzielić turystycznej ciekawości świata od pielgrzymowania – a może było tak od wieków?

Z Polski do Ziemi Świętej wyprawiano się od wczesnego średniowiecza, było także niewielu rycerzy w wyprawach krzyżowych, wśród nich w roku 1154 Piast, książę Henryk Sandomierski, który spędził rok w Palestynie. Długosz poświęcił mu wzmiankę, a Jarosław Iwaszkiewicz powieść Czerwone tarcze. Sam Długosz także do Jerozolimy pielgrzymował. Pielgrzymował Dantyszek. U schyłku wieków średnich i w renesansie jeździli do Ziemi Świętej ówcześni intelektualiści, arystokraci, wysocy urzędnicy: hetman Jan Tarnowski, kasztelan Andrzej Tęczyński i wielu innych. Niektóre rodziny szlacheckie miały wręcz taką tradycję. Wiek XVI, pisze Bystroń, można „śmiało nazwać złotym wiekiem pielgrzymek”[przypis]J.S. Bystroń, dz.cyt., s 10.[/przypis] – a to ze względu na dobre stosunki Rzeczypospolitej z Turcją. Ruch ten osłabł w wiekach następnych. Polityka Watykanu oraz zasklepiająca się w rodzimości sarmacka pobożność sprawiają, że w wieku XVII pielgrzymek było mniej, podobnie w wieku XVIII.

Po raz kolejny wielkie podróże do „krajów biblijnych”, także Polaków, zaczynają się dopiero w wieku XIX. Liczne i złożone były przyczyny tego zwrotu. Wyprawa Napoleona do Egiptu (1798–1801) rozpoczęła kolonialną rywalizację Francji i Anglii, do której niedługo potem dołączyła Rosja. W wieku XIX wzrósł rozziew cywilizacyjny między wschodem a Europą: gwałtowny postęp techniczny z jednej strony, zastój i inercja rozpadającego się imperium osmańskiego z drugiej. Europa szykowała się do wojny z Turcją. Uwaga polityków skupia się na Palestynie, Egipcie, Syrii – i Grecji, traktowanej jako „przedsionek wschodu”. W pierwszej połowie XIX wieku przyszłość polityczną zapowiadają walki w Grecji z turecką okupacją i odzyskanie przez nią niepodległości – względnej.

[caption id="attachment_2212" align="alignnone" width="890"] Ziemia Święta – ruiny Palmiry[/caption]

Podobnie w kulturze. Języki wschodnie, mity, religia, obyczaje stają się atrakcyjne dla kultury i nauki. Moda poetycka na nie przyjdzie niedługo. Od przełomu wieków (XVIII–XIX) nieklasyczny Wschód przeciwstawiano łacińskiemu Zachodowi, a romantyczna krytyka Kościoła oficjalnego połączona z odrodzeniem chrześcijaństwa przesuwa uwagę z Rzymu na Jerozolimę – później czasem pielgrzymowano z jednego świętego miasta do drugiego – tak w centrum zainteresowania nauki i literatury europejskiej: wiek XIX nazywano „renesansem orientalnym”. Orientacja kulturalna bywa jednak polemiczna wobec polityki. Pielgrzymowano z jednego miasta do drugiego. Tak zrobił Bohdan Zaleski i Ignacy Domeyko. Zainteresowanie Bliskim Wschodem docierało do Polski wcześnie. Słowacki w liście do matki z Bejrutu (19 lutego 1837) wspominał: „Pamiętasz, droga moja, że kiedyś, a temu bardzo dawno, leżało u nas na fortepianie dzieło wielkie, z ogromnymi sztychami, o ruinach Belbaku i Palmiry”. Nikt, jak dotąd, nie zidentyfikował tego dzieła. Na wizję Ziemi Świętej i jej związków z chrześcijańską Europą nałożyła się wreszcie trwająca od wieku XVIII dyskusja o roli krucjat – od ich ostrego potępienia przez Woltera po bardziej wyważone opinie. Jej ślady słychać u młodego Mickiewicza w wierszu Do Lelewela. Poświęcił tam krucjatom dłuższy, dość krytyczny passus. Mimo pewnych wysiłków Chateaubrianda do ożywienia tradycji krucjat w wieku XIX nie doszło i nie stały się one tematem dzieł romantyków. Coraz wyraźniej słychać u nich ton antyokcydentalny. Także u nas.

Krakowski dziennikarz, Maurycy Mann, wyprawiwszy się w grudniu 1852 roku do Ziemi Świętej, Syrii i Egiptu, prawdopodobnie na zlecenie „Czasu”, tak tłumaczy swą decyzję: „Była w tym może pewna chęć odwrócenia myśli od tego Zachodu, którego koleje wszystkich nas, dzieci dziewiętnastego wieku i wychowańców jego cywilizacji, tak bardzo w ostatnich czasach znużyły… Było może i przeczucie, że Wschód, owa kolebka rodzaju ludzkiego, stanie się znowu celem jego zabiegów, a przynajmniej środkiem do wyrwania się z odrętwienia, w jakim go uwielbienie siebie samego pogrążyło…”[przypis]M. Mann, Podróż, t. I, Przedmowa, s. II.[/przypis]. Inaczej mówiąc: XIX-wieczne podróże i pielgrzymki do Ziemi Świętej były wyrazem orientalizmu romantycznego – dosłownie, bo często się wiązały – jak u Słowackiego, z wyprawą do Egiptu, Syrii, Libanu. Były też czymś więcej: pielgrzymowaniem w tradycyjnym i w nowym, romantycznym stylu. Ich celem było uzdrowienie z cierpień fizycznych lub psychicznych, duchowe odrodzenie, szukanie nowych obrazów, nowych natchnień. Często też przynosiły rozczarowanie.

Zbierając: szybki postęp środków transportu i apetyty kolonialne wielkich mocarstw czynią kwestię wschodnią jednym z głównych zagadnień polityki europejskiej, a Europa popiera wyprawy pielgrzymów. Ruch wzmaga się do tego stopnia, że Maurycy Mann pisze wręcz o „krucjatach XIX wieku” – wyjaśniając, że ich cel jest nie tylko pobożny, lecz także handlowy i cywilizacyjny. Krzyżowanie się interesów politycznych i prądów kulturalnych na Wschodzie, zwłaszcza w Palestynie, budzi zainteresowanie polskiej emigracji Ziemią Świętą.

Od najdawniejszych czasów jeździli do Ziemi Świętej księża i zakonnicy, ale w wieku XIX zmieniła się polityka Watykanu – w miejsce delikatnego odradzania się pielgrzymek zaczynają się ostrożne prace misyjne.

Zaangażowany był w nie zakon jezuitów, a szczególną misję pełnił ojciec Maksymilian Ryłło, Polak z Wilna, o którym sporo pisał Bystroń. Ksiądz ten był wielkim podróżnikiem i misjonarzem w dość ekscentrycznym stylu. Utalentowany poliglota, żarliwy misjonarz, a po trosze polityczny awanturnik, nosił się po arabsku, lubił teatralne gesty i obdarzony był zapewne charyzmą. Jego kazania budziły entuzjazm, lecz był parokrotnie napominany przez Watykan, a wreszcie odwołany ze Wschodu, ponieważ samowolnie i zbyt otwarcie mieszał się do polityki. Było o nim głośno w tym czasie na Wschodzie i dziwnie często spotykali go pielgrzymujący Polacy. Poznał go na Malcie w drodze do Jerozolimy Bohdan Zaleski w roku 1843. To on zapewne odprawiał nocną mszę w Kościele Grobu, którą Słowacki dokładnie opisał matce. On też namówił poetę na wielkanocną spowiedź w klasztorze w Libanie, gdzie Słowacki pisał Anhellego – czy specjalnie w tym celu przyjechał do ormiańskiego klasztoru? W jakim języku spowiadał, nie wiadomo, bo choć ojciec Ryłło gorąco się deklarował jako Polak z Wileńszczyzny, po długim pobycie poza krajem zapominał języka. Bystroń podaje świadectwa, że miał już trudności w kazaniu po polsku. Z właściwym sobie humorem anachronicznym – a może dla pamiątki – umieścił Słowacki potem „ojca Ryłło, jezuitę” na dworze księcia Radziwiłła wybierającego się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Jeszcze raz go wspomniał, tym razem bez sympatii, ponieważ ojciec Ryłło, z księżmi Jełowickim i Leitnerem w listopadzie i grudniu 1845 roku przesłuchiwał Makrynę Mieczysławską i spisywał jej zeznanie. Słowacki wymieni jego nazwisko w poemacie[przypis]Makryna Mieczysławska – oszustka podająca się za ocalałą przełożoną unickiego klasztoru bazylianek w Mińsku, który miał być zlikwidowany z rozkazu prawosławnego biskupa. W 1845 r. zjawiła się w Paryżu i opisywała prześladowania i tortury, jakim poddano zakonnice, by je skłonić do przejścia na prawosławie, co odbiło się szerokim echem także w prasie francuskiej. W 1845 r. uzyskała audiencję u papieża Grzegorza XVI, wtedy też wyznaczono komisję w celu spisania jej zeznań. Słowacki, podobnie zresztą jak Mickiewicz, Norwid i wielu innych, uwierzył jej opowieściom. Spotkanie z nią przetworzył poetycko, korzystając też ze źródeł drukowanych, w Rozmowę z matką Makryną Mieczysławską. Poemat napisał z początkiem 1846 r. Juliusz Kleiner uważa Rozmowę za „ostatni triumf realizmu w twórczości poety i mistyka (J. Kleiner, Słowacki, Wrocław 1972, s. 245). Już w wieku XIX podejrzewano, że kobieta jest oszustką, ostatecznie dowiódł tego o. Jan Urban SJ: Makryna Mieczysławska w świetle prawdy, Kraków 1923. Współcześnie na jej sprawie osnuł powieść Jacek Dehnel: Matka Makryna, Warszawa 2014.[/przypis].

Misja ojca Ryłły dotyczyła chrześcijan wschodnich, maronitów i unitów, ale można przypuszczać, że także współczesnych heretyków. Bo jakieś plany, jakąś politykę wschodnią prowadzili towiańczycy. W roku 1845 z niejasną misją od Towiańskiego przyjechał do Ziemi Świętej Andrzej Ram – przechrzczony Żyd i towiańczyk. Jego losy, a także domniemane kontakty z religijnymi wspólnotami Żydów jerozolimskich stały się niedawno tematem książki pisarza węgierskiego, Gyorgy Spiro, Mesjasze[przypis]G. Spiro, Mesjasze, przeł. E. Cygielska, Warszawa 2009.[/przypis]. Nie próżnowali zmartwychwstańcy: z kielichem srebrnym od księdza Jełowickiego w 1847 przybył do Jerozolimy inny ksiądzunita. Leszek Libera postawił hipotezę, że także podróż Słowackiego była rekonesansem politycznym na Bliskim Wschodzie z inicjatywy lub wręcz na zlecenie księcia Adama Czartoryskiego[przypis]L. Libera pisze: „Z inicjatywy Czartoryskiego i Dwernickiego emigracja nawiązała kontakty i ze stroną egipską, i ze stroną turecką, stwarzając możliwości dogodnej dla siebie interwencji czy pomocy militarnej. Marszruta Słowackiego przecinała więc obszary najbardziej wartościowe dla politycznych rozpoznań”. L. Libera, Juliusza Słowackiego «Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu», Poznań 1993, s. 58–59.[/przypis].

Mimo liberalizacji rządów osmańskich, mimo statków parowych, które znacznie ułatwiły podróże, pielgrzymka do Ziemi Świętej była jeszcze w wieku XIX długa, męcząca i niebezpieczna. Jan Stanisław Bystroń, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1925–1926, wędrował śladami Polaków, którzy jeździli na Bliski Wschód od czasu średniowiecza; w książce Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie, omawiając kolejne pielgrzymki, odnotowuje wiele zgonów po drodze. Groziły burzliwe morza, skaliste wybrzeża wokół Jaffy, chamsiny na pustyni i ulewne deszcze jesienią. Szykany i trudności stwarzane przez urzędników tureckich dla wymuszenia „bakszyszów”. Brud, częste epidemie, brak lekarzy i długie, często aż czterdziestodniowe kwarantanny. Kradzieże i rozboje – napady „Arabów” – zapewne Beduinów? – zwłaszcza na drodze przez pustynię do Morza Martwego. Złe drogi albo raczej brak dróg. Brak hoteli i zajazdów; ich funkcję pełniły klasztory, nie zawsze katolickie, lecz zwykle gościnne, ale zdarzało się, że trzeba było nocować w szczerym polu. Jechano różnie. Na własną rękę lub z karawaną – tak było bezpieczniej. Wymagało to także dobrej kondycji fizycznej. Znany jest rysunek Słowackiego na koniu z tej podróży.

„Podróże po Palestynie odbywają się konno” – pisze Maurycy Mann, z wielką ulgą porzucając wielbłądy, którymi jechał przez pustynię. Jazda na nich jest męką dla Europejczyków, pisał. Poeta o tym nie wspomina. Daje w pięknym, pisanym prozą wstępie do Ojca zadżumionych poetycki obraz klękających wielbłądów, które wyciągały „długie wężom podobne szyje ku grobowcowi Chrystusowemu”, gdy po dwunastu dniach kwarantanny na granicy Egiptu z Palestyną wjeżdżał do Ziemi Świętej. Niewygody i niebezpieczeństwa znosił Słowacki całkiem dobrze, po części je przemilczał, nie skarżył się w listach ani w poezji. Podobnie jak 83-letni Ignacy Domeyko, który pod koniec wieku zjeździł konno niemal całą Palestynę.

O ówczesnym stylu podróżowania dobrze informuje ekwipunek, jaki radzi zabrać ze sobą Maurycy Mann jeszcze w drugiej połowie XIX wieku: jak najmniej odzieży, którą należy kupować na miejscu, stosownie do klimatu, za to „broń, jako to sztucice, dubeltówka, pistolety lub krucice lepiej także mieć ze sobą, a nawet proch i szrut […] Nie jest źle zaopatrzyć się w pewną ilość rzemieni, sznurów wszelkiego rodzaju, w młotek, obcęgi, świder, gwoździe …” – wszystko to do budowania schronień na noc, „co bardzo często się trafia”. Radzi zaopatrzyć się w siodło angielskie, bo wschodnie kulbaki są niewygodne. Gdy towarzystwo liczniejsze, „korzystnym będzie nabycie skrzyni, mieszczącej w sobie małe domowe gospodarstwo”, a więc: talerze, szklanki, filiżanki, sztućce… Podaje także wskazówki, jak gospodarować pieniędzmi, oraz – bardzo ważne – jak umawiać się z przewodnikiem i tłumaczem, czyli drogmanem[przypis]Dz.cyt., s. 15–16.[/przypis]. Była to ważna osoba w każdej podróży. Słowacki chętnie słuchał jego opowieści: „Drogman mój Soliman, sławny z tego i chełpliwy, że był niegdyś tłumaczem Champoliona, Roseliniego, Fresnela i wielu innych, opowiadał mi o swoich dawnych panach…”[przypis]Objaśnienie do Ojca zadżumionych.[/przypis]. Czy drogman kłamał czy nie, znajomość nazwisk świadczy, że Słowacki nieźle się orientował w ówczesnej nauce i odkryciach czynionych na Wschodzie.

Trasa podróży czy też pielgrzymki po Ziemi Świętej jest taka sama od najdawniejszych czasów do dziś, śladami Chrystusa. Zmieniała się kolejność, zależnie od tego, czy przyjeżdżano lądem, od strony Libanu, czy morzem od Jaffy. Czasem rezygnowano z jakiegoś etapu ze względu na zagrożenie napadami. W wieku XIX oglądano jednak te same ewangeliczne miejscowości: Betlejem, Nazaret, jezioro Genezaret, Jordan, Pustynię Judzką i Morze Martwe – przy okazji miejsca znane ze Starego Testamentu. Zapisów wzruszeń w kolejnych miejscach znanych z historii świętej jest sporo, opisów tego, co miano przed oczami – znacznie mniej. I można to zrozumieć, choć mało kto miał prawdomówną odwagę Chateaubrianda, który po odwiedzeniu Betlejem pisał: „…niezwykły kontrast sprawia, iż siła odczuwanych tu wrażeń jeszcze bardziej się wzmaga; oto bowiem wychodząc z groty, gdzie znaleźliśmy przepych, sztukę i wiarę ludów cywilizowanych, znajdujemy się nagle wśród ogromnego pustkowia, pośród arabskich lepianek, półnagich dzikusów i niewiernych muzułmanów. A przecież są to te same miejsca, gdzie stało się tyle cudów; lecz ta święta ziemia nie śmie już okazywać swej radości, a wspomnienia dawnej chwały są zamknięte w jej łonie”[przypis]F.R. de Chateaubriand, dz.cyt., s. 211.[/przypis]. Szokująca odmienność kulturowa i degradacja kraju pod rządami tureckimi sprawiały pewnie, że podróżnicy woleli słuchać, czytać i wspominać liczne lektury niż patrzeć.

Im bardziej pielgrzymi byli pobożni, tym większe chyba mieli trudności ze wszystkim, co na miejscu odstręczało od wymarzonej ziemi. Towarzysz podróży Bohdana Zaleskiego, major Józef Zaleski, znalazł na to sposób. Wymieniwszy, w liście do Ignacego Domeyki z maja 1843 roku, miejsca, gdzie byli: Nazaret, Betlejem, puszcza św. Jana (?), pointuje: „Stary i Nowy Testament w tej tam Palestynie leży otworem, rozrzucony po ziemi i warstw geologii duchowej uczy się tam pielgrzym bez książek, z ust ludu”[przypis]Cyt. za: J.S. Bystroń, dz.cyt., s. 170.[/przypis]. Trzeba dodać, że ówcześni przewodnicy opowiadali im mnóstwo legend apokryficznych, wskazując, na przykład, miejsca, gdzie Matka Boska prała pieluszki i skąd Jezus w dzieciństwie nosił wodę dla matki. Odwiedzano dom Łazarza, studnię, do której bracia wtrącili Józefa, i tak dalej i dalej. Była to podróż tyleż przez realną ziemię, co przez Biblię i religijną wyobraźnię. Nie znaczyło to, by pielgrzymi, zwłaszcza z polskiej emigracji, uciekali od współczesnych niepokojów. Wszyscy modlili się w Jerozolimie w intencji ojczyzny i płakali nad nieszczęściami kraju. Bohdan Zaleski jechał z Rzymu do Jerozolimy w 1843 roku ogarnięty na dodatek osobistym i religijnym kryzysem duchowym. Dręczyły go sny o Towiańskim, Goszczyńskim, Mickiewiczu – osobistą żałobę pogłębiały wątpliwości wobec Sprawy. Nie pomógł mu ani spotkany po drodze ojciec Ryłło, ani noc spędzona w kościele Grobu Świętego. Może tajemniczy związek Sprawy z Ziemią Świętą nie skończył się z wyjazdem Rama z Jerozolimy? Odmiennie niż paryscy emigranci przeżywał swoją pielgrzymkę sędziwy uczony i dawny filomata, Ignacy Domeyko, który przyjechał do Palestyny w roku 1885, 42 lata po otrzymaniu cytowanego listu Józefa Zaleskiego. „Na początku lipca wyjechałem z Rzymu na Kraków do Ziemi Świętej” – pisze we wspomnieniach. Droga wiodła przez Stambuł, skąd płynął do Jaffy. Przez cały czas prowadził dziennik, opublikowany współcześnie, choć chyba nie był przeznaczony do druku. Przepełnia go wdzięczność, że udało mu się odbyć wymarzoną pielgrzymkę w zdrowiu i pełni sił – w wieku, którego mało kto dożywa. Domeyko zwiedza Jerozolimę i Ziemię Świętą pobożnie i skrupulatnie, cały czas w nastroju uniesienia, które mu nie przeszkadza czynić chemicznych i geologicznych obserwacji. Zwłaszcza pustynię i Morze Martwe ogląda okiem fachowca-geologa. Zaprawionego podróżnika nie odstręcza prymityw i zaniedbanie kraju. Jego dziennik zawiera może więcej niż inne obserwacji, ale jest bardziej wzruszający niż oryginalny. Pisany pod koniec wieku powtarza i często cytuje poprzedników. Warto jednak odnotować, że Domeyko widział już rozbudowującą się za murami Jerozolimę i wkraczającą w wiek XX Palestynę. Czyta się go ciekawie, choć Domeyko przestrzega: „Opisywać szczegółów nie myślę, bom tu przybył na pielgrzymkę, a nie na pisanie podróży i opisanie kraju. Patrzyłem nie oczami, ale duchem…”[przypis]I. Domeyko, Moje podróże, s 299.[/przypis].

Słowacki pół wieku wcześniej mógłby rzec coś podobnego, ale chyba bardziej przeszkadzało mu to, co widział. Lepiej się poczuł, wyjechawszy z Jerozolimy, mimo ekstatycznej nocy spędzonej u grobu Chrystusa. Podobał mu się pejzaż. W liście z Bejrutu z lutego 1837 roku, po zakończeniu podróży przez Grecję i Egipt do Ziemi Świętej, pisał do matki: „A ziemia ta […] tak piękna! Jakiemi rununkułami ognistego koloru, błękitnej i białej barwy okryta, jakie narcyzy, jakie irysy, jak podobna do pięknego kobierca…”. Wiosna w Palestynie jest podobno bardzo piękna, ale zachwycać się kwiatami można w każdy innym miejscu… Pisał dalej: „Jeździłem do Morza Martwego, do Betleem, gdzie także na żłóbku Chrystusa słuchałem odprawianej mszy. Wszystkie te okolice Jerozolimy napełniają serce jakąś prostotą i świętością. Miło być w prostej grocie, gdzie anieli zwiastowali pasterzom narodzenie się Pana. Miło widzieć wioseczkę Jericho, niegdyś zrujnowaną głosem trąby wodza Boskiego. Ale żeby opisać wszystkie te szczegółowe wypadki i wszystkie wrażenia, jakich się doznało, depcąc ziemię palestyńską, trzeba by na to dzieła…”.

Dzieła tego Słowacki nie napisał – i nawet nie wiadomo, czy miał je w planie. Wrażenia z podróży po Ziemi Świętej są dość zdawkowe i jest ich niewiele. Znajdują się w owym liście do matki, w bardzo skrótowym dzienniku i we fragmencie pięknej prozy, jakim poprzedził Ojca zadżumionych. Poemat ten nie zachwyca współczesnych czytelników, jednak owo kilkustronicowe „objaśnienie”, które zawiera opis kwarantanny na pustyni i okoliczności, w jakich poznał historię opisaną w poemacie, jest znakomitą prozą i świetnym przyczynkiem do podróży Słowackiego.

Poeta raczej nie miał szczęścia w Ziemi Świętej, czego nie uwydatnił Ryszard Przybylski, który odtworzył, dzień po dniu, całą jego podróż na Wschód, posługując się opisami innych podróżników, by zastąpić milczenie poety. Na samym progu przeżył okropną burzę, która zalała namioty tak, że nocował na wilgotnym piasku pod gołym niebem. „Pod namiotem […] zastało nas trzęsienie ziemi, które w Syryi do szczętu wiele miast pochłonęło. Widziałem sam Tyberiadę, w której 500 ludzi zginęło, a domu jednego całego nie zostało…”, a później, między ruinami, „gdzie wszyscy kogoś płaczą”, nocował pod gołym niebem; „kiedym się obudził i odkrył głowę, widziałem księżyc późno wschodzący nad jeziorem Genezareńskim…”. Nie był chyba zbyt dobrze wyposażony w tę podróż. Wprawdzie zabrali ze sobą, z Brzozowskim, „maleńki namiocik”, ale chyba był on mało przydatny, skoro korzystali z miejscowych namiotów w czasie kwarantanny na granicy między Egiptem a Syrią. Nie wozili ze sobą pościeli, sznurów, siekier ani skrzynki z porcelaną.

Czemu nie opisał Morza Martwego, któremu wiele uwagi poświęcali inni podróżnicy, trudno się domyśleć. Może dlatego, że przeżył tam kolejną przykrą i wręcz niebezpieczną przygodę. Na wybrzeżach Morza Martwego bywają ruchome piaski, przed którymi do dziś ostrzega się turystów. W takie piaski wpadł: „Pyszny jest dzikością widok Martwego morza – zwłaszcza że będąc tam, cała kawalkada nasza konna wjechała w trzęsawicę i konie zapadły z nami w ziemię aż po głowę… Widok to był dla mnie, który wyrwawszy mego konia, postawiłem go dęba przedniemi nogami na krzaku, przypominający ustęp z Biblii, gdzie pisze o pożarciu przez ziemię całego wojska…”. Słowacki napisał do matki o tej groźnej przygodzie późno (list z Livorno z 11 lipca 1837), a jeszcze wspominając, jest do tego stopnia zdenerwowany, że rozchwiana jest składnia tej relacji.

Czemu w drodze powrotnej, zatrzymawszy się w klasztorze Bethezban, jednym z najpiękniejszych miejsc w Libanie, pisał Anhellego? Skąd ten zwrot wyobraźni w stronę Syberii – tak odmiennej od Palestyny? Może jednak są w tym poemacie ślady podróży: może „okropna” dolina Jozafata pod Jerozolimą, Judzka pustynia, myśl o Golgocie i postać Chrystusa jakoś się przetworzyły w wyobraźni poety w śnieżne pustkowia, bluźnierczą Golgotę zesłańców, dzień sądu zamykający poemat i postać tytułowego bohatera? Trudno się domyślić, skąd tak dziwny jest niewielki plon tej podróży: Ojciec zadżumionych, Anhelli i dwa fragmenty sarmackiej gawędy, pisane zresztą później, w Paryżu: Preliminaria i Śniadanie .

Domniemywa się, z dużą dozą prawdopodobieństwa, że pobyt w Egipcie i w Ziemi Świętej miał wpływ na późniejszy przełom mistyczny. W twórczości Słowackiego bezpośrednich śladów pobytu w Ziemi Świętej nie ma. Może dosyć traumatyczne przeżycia z tej podróży znalazły wyraz we wspomnieniu świętego Gwalberta w Lilli Wenedzie, który zresztą nosi pożyczone od jednego z tamtejszych duchownych imię. Co ten dwuznaczny święty robił w Palestynie, nie wiadomo, ale nie spotkało go tam nic dobrego, wręcz przeciwnie. Wróżące zmianę komety czerwone

„… jak wiedźmy rozczochrane
Goniły za mną aż do Jeruzalem
Grożąc mi chłostą, krzyżem, albo palem…”.
(Akt I scena 2)

Skąd złowrogie odwrócenie komety, która prowadziła do nowonarodzonego Chrystusa trzech króli – dziś się ich tłumaczy jako mędrców lub magów?

Może dlatego, że Słowackiemu też wiele groziło. Burze, trzęsienie ziemi, miasto pełne ruin, płaczu i trupów nad jeziorem Chrystusowym i biedna, brudna, zdewastowana Jerozolima; bardzo przykre spotkanie z Aleksandrem Spitznaglem, który go nie poznał – lub poznać nie chciał, co Słowacki ciężko przeżył (w liście do matki z Bejrutu 19 lutego pisze: „…biorę go w ramiona, obracam ku sobie, mówiąc mu Oleś! Nie poznaje mnie… Na koniec musiałem mu ze ściśnionym wymówić moje imię i nazwisko…”; Aleksander Spitznagel był wówczas wicekonsulem rosyjskim i prawdopodobnie nie chciał przyznać się do bliskiej znajomości z poetą emigrantem); dwie godziny nocą u bram Świętego Miasta, obojczyk zwichnięty w drodze, po którym to urazie przez resztę życia nosił lekki ślad – to nie były zapewne przeżycia, jakich oczekiwał. Może stąd ten bezbrzeżny smutek Anhellego? A może Słowacki nie znalazł takiego sposobu zdystansowania się do literatury podróżniczej i wielkiego wzoru – Chateaubrianda – jak w podróży greckiej czy egipskiej? A może nie chciał, by Ziemia Święta stała się dla niego literaturą? We wstępie do Ojca zadżumionych, opowiadając, jak właśnie wyrusza „ku grobowcowi Chrystusowemu”, dość nagle zatrzymuje opowieść: „Lecz dosyć już o tym śnie tajemniczym życia mego…”.

Jak jednak czytać oba fragmenty: Preliminaria peregrynacji do Ziemi Świętej Księcia Radziwiłła Sierotki i Śniadanie? Z relacji staropolskich najciekawsza i do dziś ceniona jest Peregrynacja albo pielgrzymka do Ziemi Świętej Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, zwanego Sierotką, który w połowie kwietnia 1583 roku, włożywszy strój pielgrzymi, odpłynął, otoczony liczną świtą, z Wenecji przez Rodos i Cypr do Jaffy, by spełnić złożone wiele lat przedtem ślubowanie. Dyktowany zapewne przez księcia sekretarzowi około 1590 roku tekst czytany był w odpisach. Przekształcony w zestaw listów i przełożony na łacinę został wydany drukiem w roku 1601 i potem jeszcze kilkakrotnie. W 1611 ksiądz Andrzej Wargocki przełożył go na polski i wydał, następnie wychodził drukiem jeszcze w 1685, 1745, 1847[przypis]Wyd. współczesne opracował Leszek Kukulski, Warszawa 1962.[/przypis]. Czy Słowacki znał Peregrynację czy tylko o niej słyszał?

Nie ma żadnego podobieństwa między pisanymi w Paryżu jesienią 1839 roku gawędami a Peregrynacją Radziwiłła. Pobożnemu, kulturalnemu, dobrze wykształconemu Mikołajowi Słowacki nadał rysy rubasznego sarmaty, księcia Radziwiłła Panie Kochanku. O samej pielgrzymce nie ma mowy, została ledwo zapowiedziana. Zestawiali opisy Mikołaja Radziwiłła ze stanem współczesnym inni podróżnicy XIX-wieczni, ale nie Słowacki. Można sądzić, że czytał tę relację dopiero po powrocie – i może zapragnął ją napisać na nowo, w stylu szlacheckiej gawędy, naśladując Paska i Rzewuskiego. Pamiętniki Paska wyszły w roku 1836 i cieszyły się taką poczytnością, że wznawiano je w 1837 i 1840. Słowacki miał do nich stosunek złożony, jak do całej szlacheckiej tradycji. Pisał pastisz przesadny, wręcz szalony, gdy Księciu kazał mówić: „Ja myślę, panie kochanku, pobić Turków i wziąść Jerozolimę, abym tam wypędził żydów z Polski, – mój arendarz Josiel jedzie ze mną i weźmie dolinę Józefa w arendę…”. Co myśleć o takich konceptach? Głosem pomiarkowania z przeszłości, może prywatnym szyfrem staje się ojciec Ryłło, który w Święconym napomina dworzan i księcia bawiących się sadystyczną krotochwilą: „Księże panie, wybierasz się na wędrówkę do grobu świętego – a dopuszczasz tu, aby dla żartu krew się lała…”. Zgrzytliwe to gawędy, mieszające cel pobożny z sarmackim rozpasaniem, pobożność z dzikimi „krotochwilami”. Może w barokowym rozpętaniu języka i fantazji Słowacki szukał formy – sposobu wyrażenia sprzecznych i zgrzytliwych, jak sądzę, własnych przeżyć w Ziemi Świętej?</document>
<document nplp_id="385" title="Małżeństwo" slug="malzenstwo">Małżeństwo jest zbyt doniosłym aktem, ażeby, przystępując do niego, można było radzić się tylko serca. To nie jest poetyczny związek dwu dusz, to jest ważny wypadek dla mnóstwa osób i interesów. (II, 231)
Te praktyczne słowa wypowiada jeden z bohaterów Lalki, Kazio Starski, uzasadniając przy ich pomocy swoje poglądy na temat konieczności ożenku z właściwą (czyli dysponującą odpowiednio wysokim posagiem) kandydatką, bez czego człowiek kierujący się wyłącznie porywami uczuć będzie zgubiony w swojej sferze. Oburzona tak cyniczną postawą Kazimiera Wąsowska broniąc się wskazuje na bardziej skomplikowane motywy, dla których to zrobiła, by doczekać się ironicznej riposty: Ale pani to zrobiła i babcia to zrobiła, i my wszyscy to samo zrobimy.
Małżeństwo jest w powieści Prusa nierozłącznie związane z motywem pieniędzy z małżeństwem – nawet bohaterowie gardzący wizją ślubu dla interesu i poszukujący „związku dusz” sami krytycznie oceniają swoje relacje małżeńskie jako zaprzedanie się (jak o swoim pierwszym, nieszczęsnym małżeństwie z Małgorzatą Minclową mówi Wokulski). Kwestie finansowe (w kontekście odzyskania wolności dla zawarcia nowego związku) porusza nawet poczciwy Ignacy Rzecki, zachwycony panią Stawską i usiłujący wyswatać ją ze swoim przyjacielem: Z męża już pewno nie ma ani kosteczki, jeżeli nie pisał przez dwa lata. Wreszcie, od czego są rozwody?... na co Stach ma taki majątek?...

Jednak nawet te postaci, które nie zgadzają się z wizją „małżeństwa jako interesu”, nie mają w tej dziedzinie dobrych doświadczeń. Lalka jest bowiem powieścią pełną ludzi samotnych – starych kawalerów (Rzecki, Szuman), panien na wydaniu (Izabela Łęcka), wdów i wdowców (Wokulski, Wąsowska, Łęcki, pani Zasławska, pani Misiewiczowa), porzuconych żon (Stawska), zaś większość ukazanych w niej małżeństw jest nieudana i nieszczęśliwa. Różne są tego przyczyny. Małżeństwo rządcy Wirskiego nie wygląda na najszczęśliwsze z powodu problemów finansowych rodziny, związek Marii i Węgiełka zatruwa podejrzliwość męża, który nie może wybaczyć żonie jej przeszłości prostytutki, a pożycie małżeńskie pozostających w separacji Krzeszowskich określane jest jako „wojna”. Polega bowiem na nieustannym wzajemnym uprzykrzaniu sobie życia przez parę rozczarowanych sobą ludzi: On chce rozwodu, na co ona się nie zgadza; ona chce przepędzić go od zarządzania swoim majątkiem, na co on się nie zgadza. Ona nie pozwala mu trzymać koni, szczególnie jednego wyścigowca; a on nie pozwala jej kupić kamienicy po Łęckich, w której pani Krzeszowska mieszka i gdzie straciła córkę. Oryginały!... Bawią ludzi, wymyślając jedno na drugie. Ten komiczny obraz skrywa jednak poważną treść – małżeństwo Krzeszowskich zostało bowiem zawarte właśnie jako „interes”: posażna panna młoda zyskała tytuł arystokratyczny, a baron – pieniądze na hulanki. Podobnie nieszczęśliwe (i zakończone skandalicznym rozwodem) będzie małżeństwo barona Dalskiego z Eweliną, w którym można widzieć groteskową wersję niedoszłego związku Wokulskiego i Izabeli. Narrator w ironiczny sposób prezentuje poglądy panny Izabeli na małżeństwo – panna Łęcka uważa je za połączone węzłem sakramentu […] dwie dusze z pięknymi nazwiskami i majątkami, a przyczyny wszelkich nieszczęść widzi w mezaliansach (czyli małżeństwie poza swoją sferą). Ale wychowana w świecie iluzji bohaterka również szybko pozbywa się naiwnych złudzeń. Poznawszy sekrety domowe przyjaciółek, panna Izabela stwierdza bez ogródek: Mąż w szlafroku, który ziewa przy żonie, całuje ją, mając pełne usta dymu z cygar, często odzywa się: „A dajże mi spokój”, albo po prostu: „Głupia jesteś!...” – ten mąż, który robi hałasy w domu za nowy kapelusz, a poza domem wydaje pieniądze na ekwipaże dla aktorek – to wcale nieciekawe stworzenie.

W epoce Bolesława Prusa coraz częściej zaczęto podważać tezę, że miłość […] prawdziwie chrześcijańska, zjawia się dopiero po sakramencie. Wzajemne rozczarowania spowodowane były często rozbieżnością charakterów, zainteresowań, wreszcie horyzontów myślowych mężczyzn i kobiet, wynikających z drastycznych różnic w wychowaniu i przypisywanych obu płciom tradycyjnych ról społecznych. Brak uczuć lub świadome oszukiwanie partnera (zachowanie narzeczonej powieściowego Dalskiego) prowadziły do rozpadu rodziny. Trzeba zgodzić się z diagnozą pisarza, choć została włożona w usta panny Łęckiej: I nie ma szczęścia w małżeństwach.

→ Kobiety i miłość; → Pieniądz; → Rodzina.</document>
<document nplp_id="387" title="Maria (Marianna)" slug="maria-marianna">
[…] zawiadomiono go [Wokulskiego], że taka to a taka Maria, niegdyś dziewczyna złego prowadzenia, obecnie nauczyła się szyć bielizny [sic!], krawiectwa, odznacza się pobożnością, posłuszeństwem, łagodnością i dobrymi obyczajami. (I, 502)


Maria, nazywana też Marianną, była dziewiętnastoletnią prostytutką. Zwracała uwagę otoczenia wulgarnym makijażem (zbyt mocno pokryte różem policzki) oraz wyzywającym strojem (aksamitny kaftanik i jaskrawy kapelusz). Zanim zajęła się prostytucją, pracowała w szwalni, ale głodowe zarobki nie starczały na utrzymanie się i opłacenie mieszkania. W domu publicznym znów wpadła w długi, miała spór z „gospodynią”. Próbowała uciec, szukała bogatego opiekuna – bez skutku.
Przełomowym momentem w życiu Marii była kwesta wielkanocna w kościele, tam zobaczył ją Wokulski. Dziewczyna wyróżniała się wyglądem i zachowaniem. Nie śmiała dotknąć krzyża, płacząc padła na kolana i ucałowała nogi Chrystusa. Jej zachowanie wzruszyło Wokulskiego, który postanowił odmienić jej los. Mimo oporu dziewczyny, skierował ją do zakładu poprawy prowadzonego przez siostry z Zakonu Sióstr Świętej Marii Magdaleny od Pokuty. Opór ten świadczył o bierności Marii, przyzwyczajeniu do dotychczasowego sposobu zarabiania i sposobu życia. Podczas pobytu u sióstr dziewczyna uległa przemianie: zdobyła zawód – nauczyła się krawiectwa, wyróżniała się pobożnością i posłuszeństwem. Po wyjściu z zakładu poprawy Maria zamieszkała w domu furmana Wysokiego na Tamce. Wokulski pożyczył jej pieniądze na zagospodarowanie się i ułatwił znalezienie pracy w składzie bielizny. Maria wróciła do pracy szwaczki (już wykwalifikowanej), a potem wyszła za mąż za Węgiełka, którego ujęła troskliwą opieką w czasie choroby, łagodnością i pracowitością. Posag, otrzymany od Wokulskiego, pozwolił osiedlić się w Zasłaniu. Maria stała się pracowitą, staranną gospodynią. Odnalazła szczęście, jednak nie na długo. Dla męża była dobrą i kochającą żoną, ale Węgiełek nie potrafił zapomnieć o jej przeszłości, co zamieniało ich życie w piekło.

→ Magdalenki; → Skandal.
</document>
<document nplp_id="388" title="Mieszczaństwo" slug="mieszczanstwo">W renomowanej jadłodajni […] na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z własnych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia […]. Zatopieni w kłębach dymu cygar i pochyleni nad butelkami z ciemnego szkła […] (I, 4-5)
W kulturze polskiej mieszczaństwo nie osiągnęło znaczącej pozycji aż do wieku XVIII. Sytuacja ta uległa zmianie po ustaleniach Sejmu Wielkiego, kiedy zaczęło ono odgrywać znaczącą rolę polityczną wraz ze wzrostem gospodarczego znaczenia miast. W drugiej połowie XIX wieku było już dominującą klasą społeczeństwa polskiego. W powieści Prusa znajdujemy panoramiczny przegląd postaw i interesującą galerię postaci tworzących rozrastającą się warstwę mieszczańską, bez wątpienia najbardziej w powieści zróżnicowaną. Przynależą do niej zarówno posiadający milionowy majątek Wokulski, jak i jego ubogi przyjaciel Rzecki czy też marzący o awansie i bogactwie subiekci. Gdy idzie i styl życia i obyczaje, Prusa interesuje dosłownie wszystko: od poważnych przedsięwzięć gospodarczych począwszy, na ilości wypijanych kufli piwa skończywszy. Rejestruje antropologiczne bogactwo tej sfery, jej przyzwyczajenia i osobliwości, próbuje wskazać kierunek i dynamikę rozwoju. Mieszczaństwo jest ukazane jako klasa, która zdecydowanie krzepnie, nabiera świadomości swego znaczenia, konsekwentnie się bogaci i organizuje (warto podkreślić, iż jedną z nielicznych organizacji społecznych działających naówczas w Warszawie była Resursa Kupiecka).

→ Kupiec; → Kupiectwo warszawskie; → Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="389" title="Mieszkania" slug="mieszkania">Pan Tomasz Łęcki z jedyną córką Izabelą i kuzynką panną Florentyną […] wynajmował lokal złożony z ośmiu pokojów, w stronie Alei Ujazdowskiej. Miał tam salon o trzech oknach, gabinet własny, gabinet córki, sypialnią dla siebie, sypialną dla córki, pokój stołowy, pokój dla panny Florentyny i garderobę, nie licząc kuchni i mieszkania dla służby […]
Mieszkanie posiadało wielkie zalety. Było suche, ciepłe, obszerne, widne. Miało marmurowe schody, gaz, dzwonki elektryczne i wodociągi. Każdy pokój w miarę potrzeby łączył się z innymi lub tworzył zamkniętą w sobie całość. (I, 85-86)
Dzięki Lalce mamy szansę zajrzeć do wielu dziewiętnastowiecznych warszawskich mieszkań. Prus ukazuje zarówno mieszkania biedoty, ludzi średniozamożnych, jak i arystokratów, w opisie skupia się na przedstawieniu wyposażenia ówczesnych mieszkań (tak opisywane są lokale jednoizbowe) lub na wyliczeniu i charakterystyce pomieszczeń, którym przysługiwały różne funkcje. Ponadto w powieści znajduje się wiele informacji na temat stanu sanitarnego miasta i systemu wodociągów.
W drugiej połowie XIX w. spora część ludności, nie tylko najbiedniejszej, zamieszkiwała w lokalach jednoizbowych. Mieszkania mniej zamożnych kupców i rzemieślników składały się tylko z pokoju z kuchnią, znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie sklepu lub warsztatu rzemieślniczego, a niejednokrotnie z nim się. łączyły Przestrzeń pokoju dzielono zasłoną lub parawanem na część paradną i czysto mieszkalną. W przypadku skromnego mieszkanka Rzeckiego nie ma mowy o takim podziale, chociaż zestaw sprzętów znajdujący się w jego pokoju (stół, kanapa, krzesła) odpowiada tzw. garniturowi mebli, który był przeznaczony do urządzenia „bawialnej” części mieszkania lub pokoju. Wykonywano go z jednego gatunku drewna, pokrytego jednakowym obiciem. Porównania mieszkania Rzeckiego i salonu baronowej Krzeszowskiej do grobu i cmentarza świadczą o tym, że te mieszkania dawno już straciły swój reprezentacyjny charakter. Opis tych pomieszczeń stanowi niejako część charakterystyki ich właścicieli. Rzecki śpi na znacznie bardziej ascetycznym niż drewniane łóżku żelaznym. Takie meble wytwarzano w fabrykach metali w Warszawie od połowy XIX wieku. Sprzęty służące do oświetlenia mieszkania starego subiekta (mosiężne lichtarze, stalowe szczypce) były typowe dla ówczesnych wnętrz. Szczypcami obcinano knoty świec, które inaczej spalałyby się zbyt szybko i nadmiernie kopciły. Oprócz lichtarzy mosiężnych używano także blaszanych, cynowych lub fajansowych, a w zamożniejszych domach – srebrnych lub platerowanych. Wiszące i stojące lampy olejne oraz naftowe wciąż należały do rzadkości.

Warszawiacy posiadali niewielkie księgozbiory – w Lalce oprócz mieszkania studentów, gdzie mnóstwo książek leżało na półkach, na kufrze i na podłodze i wymienienia biblioteki jako jednego z pomieszczeń w mieszkaniu księcia, w pozostałych opisach wnętrz książki nie pojawiają się w ogóle, mimo iż bohaterów powieści widzimy czasem przy lekturze. Z ozdób najważniejsze były obrazy, o tematyce przede wszystkim religijnej, chociaż zdarzały się także pejzaże, portrety członków rodziny, panującego cara lub (jak w rodzinnym domu Rzeckiego) osób otaczanych szczególnym kultem – Napoleona, księcia Józefa Poniatowskiego, Tadeusza Kościuszki. Wśród instrumentów muzycznych gitara była popularna w uboższych środowiskach, inteligenci uważali ją za instrument plebejski, marząc raczej o fortepianie, który, choć drogi i dla niewielu dostępny, świadczył o prestiżu domu. W cmentarnym salonie baronowej Krzeszowskiej, przykryty pokrowcem, nie pełnił już nawet takiej funkcji.
Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku przy sklepie. […]
(I, 21-22).
Do utrzymania higieny służyły różnego rodzaju szafliki, wanienki, miednice, wodę trzeba było donosić z ulicy, tylko nieliczne kamienice miały wodociągi doprowadzone bezpośrednio do mieszkań – tak było w przypadku mieszkania Łęckiego w Alejach Ujazdowskich, ale już w jego kamienicy znajdującej się przy ulicy Kruczej wodociąg kończył się na podwórku. Tam znajdował się śmietnik, pralnia i zapewne ustęp, chociaż o nim Prus nie wspomina. Brudną wodę z mieszkań i z pralni wynoszono i wylewano do rynsztoków na podwórzu lub ulicy. Pranie odbywało się najczęściej poza domem, utrzymywały się z niego setki ubogich kobiet. Sieć wodociągowa została zbudowana według projektu Henryka Marconiego w latach 50-tych XIX wieku, ale obejmowała tylko śródmieście, w innych rejonach ludność czerpała wodę marnej jakości z licznych studni, które kopano przy posesjach. Akcja Lalki toczy się przed realizacją projektu sieci kanalizacyjno-wodociągowej Williama Lindleya i przed uruchomieniem Stacji Filtrów na Koszykach.

W 1882 lokale pięcioizbowe i większe zamieszkiwało około 18% warszawiaków, mogli oni sobie pozwolić na podział przestrzeni zgodnie ze zwyczajami domowników. Naczelną zasadą było rozgraniczenie sfery prywatnej i publicznej. Najważniejszym pomieszczeniem był salon. Salonik mógł być częścią także skromniejszego lokalu, o czym świadczy opis mieszkania pani Stawskiej, gdzie piękne przedmioty i kwiaty tworzą nastrój, który urzeka Rzeckiego (Salonik nieduży, koloru perłowego. Szafirowe sprzęty, pianino, w obu oknach pełno kwiatów białych i różowych, na ścianach premia Towarzystwa Sztuk Pięknych, na stole lampa ze szkłem w formie tulipana.).
W opisach mieszkań arystokracji Prus wymienia gabinet, buduar, pokoje jadalne i pokoje stołowe, pokoje dla służby, sypialnię, bibliotekę, a nawet fajczarnię (jak w mieszkaniu księcia). Buduar był wykwintnym pokojem, w którym pani domu odpoczywała, oddawała się lekturze, pisała listy, ale także mogła przyjmować gości; gabinet służył panu domu do pracy i odpoczynku, tutaj można było oddać się lekturze gazet i książek lub planować kolejne interesy.

→ Higiena osobista; → Ir i inne zwierzęta; → Kamienice warszawskie; → Kanalizacja i ścieki.</document>
<document nplp_id="391" title="Minclowie" slug="minclowie">[…] Jan Mincel, starzec z rumianą twarzą i kosmykiem siwych włosów pod brodą. W każdej porze dnia siedział on pod oknem, na fotelu obitym skórą, ubrany w niebieski barchanowy kaftan, biały fartuch i takąż szlafmycę. (I, 56)


Jan Mincel senior pojawia się w piątym odcinku Lalki, w „Kurierze Codziennym” z 4 października 1887 r. To nestor kupieckiego rodu – prowadzi sklep na Podwalu. Jest w powieści Prusa reprezentantem Niemców. On sam mówi już po polsku, choć z silnymi niemieckimi wpływami, natomiast jego matka – zwana w powieści Grossmutter (babcia) – posługuje się wyłącznie językiem niemieckim. Stary Mincel to nauczyciel zawodu kupieckiego Ignacego Rzeckiego. Rzecki z kolei wprowadza domu Minclów Wokulskiego.
Sklep Mincla – z racji swego demokratyzmu – staje się „centrum spacjalnym powieści” (jak twierdzi Ewa Paczoska). Jan Mincel ma dwóch synowców: Jana i Franca. Pierwszy z nich uważa się za Polaka i spadkobiercę tradycji polskiej szlachty, drugi ciąży raczej ku niemieckiemu dziedzictwu. Jan Mincel stanie się wspólnikiem Wokulskiego, czemu zawdzięczamy firmę Mincel&amp;amp;Wokulski. Po śmierci Jana Mincla Stanisław Wokulski wziął za żonę wdowę po nim, Małgorzatę Minclową.

Autentyczni Minclowie to lubelska rodzina kupiecką. Familia Jana Mincla pojawiła się w Lublinie wraz z falą migracyjną Niemców na tereny wschodnie. Jan Mincel senior urodził się 1. marca 1795 roku w Czechach w miejscowości Oberprechau. Do Lublina przyjechał w latach dwudziestych XIX wieku. Sądzić tak możemy, gdyż od tego czasu mówi się o kamienicy i sklepie Mincla. Ten jeden z ważniejszych magazynów korzenno-galanteryjnych w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście znajdował się naprzeciwko kościoła Świętego Ducha, tuż obok Bramy Krakowskiej i placu przed ratuszem miejskim. Z akt katastralnych wiemy, że Jan Mincel był współwłaścicielem z Józefem Wenclem (w latach 1838-1864), a następnie właścicielem domu w tym mieście przy Krakowskim Przedmieściu nr 6 (nr policyjny 196, nr hipoteczny 132). Na parterze tej kamienicy mieścił się sklep. Prowadziło do niego wejście z dwuskrzydłowymi drzwiami, nad którymi umieszczony był daszek. Po lewej stronie znajdowało się okno wystawowe. Sam sklep był długim, wysoko sklepionym, mrocznym pomieszczeniem. Na jego tyłach mieściła się izba, w której mieszkał subiekt. Autorzy opracowań o historii gospodarczej Lublina podkreślają, że sklep Mincla był jedną z bardziej znanych firm należących do chrześcijan (obok sklepów Karola Bełcikiewicza, Kasperka, Trojańskiego, Adama Frycza, Henryka Hoenego, Stanisława Streibla), a sama kamienica jedną z bardziej okazałych. Jan Mincel zmarł w Lublinie 29 lipca 1864 r. i jest pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej (kwatera nr 4).
Gdyby Jan Mincel miał być tylko postacią humorystyczną, epizodyczną, gdyby miał tylko realizować stereotyp Niemca, zostałby sam, ewentualnie w jego otoczeniu pojawiałaby się Grossmutter. Ale Janowi Minclowi dodano w powieści dwóch synowców, by wskazać na jeden z bardziej złożonych problemów, jakim było polonizowanie się Niemców, przebiegające w środowiskach miejskich w XIX wieku niezwykle szybko. Franc Mincel mówi: Nasz ojciec przyjechał taczkami we dwa psy... Podobnie jak autentyczni Minclowie – korzystając z udogodnień inwestycyjnych zaczęli piąć się w hierarchii społecznej – od prostego kantoru do magazynu w najlepszej części miasta aż po stanowiska, które w społeczności mieszczańskiej możemy określić patrycjuszowskimi. Następne pokolenie Minclów, dobrze już spolonizowane, dostępuje znacznych zaszczytów w Lublinie.

Polonizacja Minclów jest sprawą bezdyskusyjną. O ile Jan Mincel nie mówi jeszcze niczego o swojej narodowości, lecz zachowuje się jak typowy Niemiec, to już jego synowiec – Jan Mincel junior ma się za Polaka... z dziada pradziada. Jan Mincel był romantyk i entuzjasta, Franc spokojny i zgryźliwy; Jan był gorącym bonapartystą, Franc republikaninem i specjalnym wrogiem Napoleona III. Nareszcie Franc Mincel przyznawał się do niemieckiego pochodzenia, podczas gdy Jan uroczyście twierdził, że Minclowie pochodzą ze starożytnej polskiej rodziny Miętusów, którzy kiedyś, może za Jagiellonów, a może za królów wybieralnych, osiedli między Niemcami.
Historyczny Jan Mincel mógł być zwyczajnym synem kupca, ale być nim nie chciał. Urodził się w roku 1822 i w spisie ludności przy jego nazwisku czytamy dopisaną uwagę – „wieczysty kaleka”. Zaangażował się wraz z grupą młodzieży lubelskiej w spisek księdza Piotra Ściegiennego, który w roku 1844 został wykryty, a jego uczestnicy zostali osadzeni w areszcie.

→ Kupiectwo warszawskie; → Mieszczaństwo.
</document>
<document nplp_id="393" title="Moda" slug="moda">[Izabela] bierze: „Le Moniteur de la Mode” […] Oto jest toaleta obiadowa; oto ubiory wiosenne dla panienek, panien, mężatek, młodych mężatek i ich matek! oto suknie wizytowe, ceremonialne, spacerowe; sześć nowych form kapeluszy, z dziesięć materiałów; kilkadziesiąt barw… (I, 114)
Uroda była największym kapitałem kobiet; toteż czyniły wszystko, by utrzymać ją w granicach wytyczanych przez modę i by jej nie utracić. Nadmierną troskę o nią czasem przypłacano nieszczęściem. Tak stało się z Małgorzatą, pierwszą żoną Wokulskiego która, by nadać sobie modną bladość, wytarła się bielidłem pewnego wieczoru tak starannie od stóp do głów, że tej samej nocy wezwani na pomoc lekarze już nie mogli jej odratować.

Przestrzeganie wymogów mody było ważne ze względu nie tylko na towarzyskie snobizmy, lecz także na praktyczne korzyści. Strój odzwierciedlał towarzyską i materialną pozycję, musiał być odpowiedni do wieku i stanu cywilnego człowieka. Wydatki na suknie, koronki, kamizelki czy salopy, mające świadczyć o wyższym niż rzeczywisty statusie finansowym, rujnowały niejedną rodzinę. W Lalce panna Izabela Łęcka, mimo że z braku pieniędzy wyprzedaje rodzinne srebra i zastawę stołową, jako wydatek pierwszej potrzeby traktuje zakup nowej garderoby z okazji udziału w nadchodzącej kweście kościelnej. A należało uszyć nie tylko suknię; nowe i zgodne z aktualną francuską modą musiały być także wszelkie dodatki: kapelusz, parasolka, rękawiczki…
Latem prezentowała nowe kreacje wszędzie, gdzie spotykało się ludzi z jej towarzyskiej sfery: podczas spacerów w Łazienkach, przejażdżek powozem po mieście, na wyścigach konnych; zimą modne (i kosztowne!) suknie kupowała z myślą o balach i wizytach w teatrze. Kiedy rozmyślała nad kwestą wielkanocną, jej uwaga skupiła się na wyborze kostiumu, odpowiedniego do pójścia na groby i o szykownej toalecie na Wielkanoc. Zarówno suknia, kapelusz, peleryna, jak i parasolka musiały być uszyte na zamówienie według najnowszych modeli. Oczekując na wizytę Rossiego, Łęcka ubrała się w jedwabną sukienkę kremowej barwy (z daleka wyglądało to jak zmięte płótno), miała brylantowe kolczyki (nie większe od ziarn grochu) w uszach i pąsową różę na ramieniu. Kąśliwe komentarze Prusa (zmięte płótno, rozmiar brylantów) jasno świadczą o jego dezaprobacie.

Suknie noszone przez zamożne damy były szyte z jedwabiów, wełen, aksamitów, pluszów; często łączono w nich tkaniny o kontrastujących barwach i fakturach. Izabela, jako panna, miała suknie odpowiednie dla swego stanu i wieku: oszczędnie zdobione, w kolorach jasnoniebieskim i białym.
Noszono wtedy dwa modele sukien: suknia z turniurą i princeska. Krój pierwszego modelu był oparty na turniurze, czyli umieszczonej z tyłu sztywnej poduszce z włosia; zdobiono ją haftami, falbanami i koronkami. Princeska była na pozór skromniejsza: pozbawiona turniury, przylegała do ciała, co spowodowało ważną zmianę w wyglądzie kobiecej sylwetki, która stawała się smukła. Ubiór wykańczano trenem, rozkładającym się na kształt gołębiego ogona, obszyty taśmą z drobną szczoteczką, chroniącą materię przed zabrudzeniem. Ważnym elementem modnego stroju kobiecego był sznurowany gorset, usztywniony metalowymi listewkami, który uwydatniał biust, ściskał talię, spłaszczał brzuch i podkreślał biodra.
Prus w Kronikach kpił z tej nadmiernej dekoracyjności: Nie myślę dotykać wszystkich stron szczęśliwie panującej mody, która za pomocą ogonów, fałdów, frędzli i tym podobnych dodatków robi z kobiet – ruchome wystawy tapicerskie.

Liczne zakazy obyczajowe narzucały reguły mężczyznom (na przykład mogło gorszyć publiczne rozpięcie marynarki czy włożenie na bal surduta zamiast fraka). Przed dylematem, jak się ubrać, stał wielokrotnie Wokulski, chcący zyskać aprobatę i nie narazić się na śmieszność: Jeżeli włożę frak, wyjdę na eleganta pilnującego się przepisów, które mnie w rezultacie nic nie obchodzą. A jeżeli włożę surdut, mogę Łęckich obrazić... Na kpiny spowodowane niemodnym ubraniem naraził się Rzecki podczas koncertu Rossiego. Drwiono z jego pochodzącego sprzed dziesięciu lat cylindra, pięcioletniego krawata, starego surduta i niemodnych obcisłych spodni w kratę. On z kolei narzekał, że skromni subiekci zajmują się modą, co kwartał ubierają się w spodnie innego fasonu, zakładają coraz dziwniejsze kapelusze i wymyślnie wykładają kołnierzyki koszul. Natomiast Tomasza Łęckiego oburzało noszenie przez Wokulskiego białego cylindra, ponieważ uważał, że jest on nakryciem głowy dla arystokracji.
Dopełnieniem eleganckiego stroju była biżuteria, której jednak Prus w Lalce poświęcił niewiele miejsca. Nie pisał o walorach estetycznych, nie zachwycał się pięknem, wymieniając nazwy kosztownych cacek. Wiadomo o nich tyle, że baron Dalski przywiózł z Wiednia dla narzeczonej komplet szafirowej biżuterii: bransoletę, broszę, kolczyki oraz naszyjnik. A panna Łęcka zakładała ogromne, białe perły.

W czasach Prusa noszono także krzyżyki, srebrne, złote lub platynowe. Po śmierci bliskich panie nosiły biżuterię żałobną: czarne rozety z krepy przystrojone szlachetnymi kamieniami, czarne kolie, szpile i grzebienie do włosów. Noszono ją także jako manifestację żałoby po ojczyźnie: ten zwyczaj, upowszechniony po powstaniu styczniowym, przetrwał również w latach późniejszych.
Biżuteria męska była znacznie skromniejsza: dewizki zegarków, ozdobne szpilki do krawatów, spinki do mankietów oraz sygnet z herbem, świadczący o szlacheckim rodowodzie. Najbardziej fantazyjne bywały spinki do mankietów. Baron Krzeszowski, jako amator koni i wyścigów, wybrał w sklepie Wokulskiego parę spinek w kształcie czapki dżokejskiej, a drugą w formie podkowy.
Nieodzownym warunkiem modnego wyglądu była starannie ułożona fryzura. Fryzjerzy wykonywali usługi w domu zamożniejszych klientów. Kiedy Wokulski miał ważne spotkanie, przychodził fryzjer Fitulski, który golił go, strzygł, układał włosy i proponował ich przyciemnienie (na to Wokulski się nie godził). Ale baron Dalski, który wcześnie zaczął siwieć, farbował włosy i usztywniał wąsy gęstą pomadą, tak zwanym fiksatuarem. Modnym męskim uczesaniem były wtedy miękko układające się krótkie włosy z przedziałkiem na środku głowy, nabłyszczone, wygładzone brylantyną i zaczesane do tyłu lub na boki.

→ Higiena osobista; → Uroda.</document>
<document nplp_id="395" title="Napoleon" slug="napoleon">[…] Bonapartów Bóg zesłał [mówił ojciec Ignacego Rzeckiego], ażeby zrobili porządek na świecie; a dopóty nie będzie porządku ani sprawiedliwości, dopóki nie wypełni się testament cesarza. (I, 47)
Okres napoleoński zajmuje w powieści miejsce szczególne. Autor pamiętał, że w okresie panowania Napoleona w Europie znalazło się w niej miejsce na polskie państewko – Księstwo Warszawskie (1807-1813) i pojawiła się perspektywa powiększenia go kosztem ziem zaboru rosyjskiego (1812). Nadzieje te przekreśliła klęska cesarza w wojnie z Rosją i dalsze wydarzenia wojenne, zakończone w roku 1815 zamknięciem Francji w granicach sprzed rewolucji 1789 i likwidacją jej wpływów w Europie.
W Lalce wielbicielem Napoleona i wyznawcą tezy, że pochodzącej od niego dynastii dane będzie zmienić stosunki w Europie, zaprowadzić porządek i sprawiedliwość był Ignacy Rzecki. Zgodnie z zamysłem Prusa był on synem żołnierza napoleońskiego, chociaż autor nie daje wskazówki, czy ojciec walczył w Legionach, czy w armii Księstwa Warszawskiego. Ojciec miał od dzieciństwa przygotowywać bohatera do udziału w przyszłej wojnie. Poeta Jan Lechoń widział w nim przedstawiciela polskich powstańców, którzy bili się we Włoszech, w Turcji, na Węgrzech i którzy życie spędzali na wypatrywaniu w gazetach czy się jaki nowy Bonaparte nie rusza, ten, który nareszcie raz na zawsze zabije Niemców i Moskali.
W wielu miejscach, głównie w Pamiętniku starego subiekta odnotowane są kolejne wydarzenia związane z karierą Ludwika Napoleona Bonaparte, bratanka Napoleona I: pierwsze wystąpienie polityczne w roku 1840, jego aresztowanie, ucieczka z więzienia, rola, jaką odegrał w Wiośnie Ludów, wybór na prezydenta Francuzów, zamach stanu i ogłoszenie II cesarstwa, tryumf w wojnie włoskiej. Na kartach Pamiętnika... pojawia się również Napoleon IV – Lulu (faktycznie Eugeniusz Ludwik Jan Józef), jedyny syn Napoleona III, który zgodnie z wyobrażeniami Ignacego Rzeckiego miał przygotowywać się do roli wojownika i wodza.

Dzieje Napoleona III autor pamiętnika streścił w zdaniu: wszyscy widzieliśmy drugą gwiazdę napoleońską, która obudziła Włochy i Węgry a chociaż spadła pod Sedanem nie wierzę w jej ostateczne zgaśnięcie.
W rzeczywistości Wiosna Ludów zaczęła się od rewolucji lutowej w Paryżu, usunięcia z tronu Ludwika Filipa i proklamowania republiki, ale jednocześnie rewolucje i powstania objęły znaczną część Europy (Niemcy, Włochy, Węgry), a ruch francuski nie odegrał w tym roli decydującej. Również w rewolucji lutowej Ludwik Napoleon nie odznaczył się specjalnie, natomiast dość niespodziewanie został wybrany prezydentem republiki głównie głosami chłopów francuskich. 2 XII 1851 roku dokonał zamachu stanu, rozpoczynając okres II cesarstwa (1852-1870). Cesarz prowadził aktywną politykę zagraniczną. W latach 1853-1856 Francja wraz z Anglią wsparła Turcję przeciw Rosji, wygrywając wojnę krymską. W roku 1859 Napoleon wystąpił jako protektor zjednoczenia Włoch, w sojuszu z królem Piemontu Wiktorem Emanuelem rozbijając Austrię. W roku 1870 dał się sprowokować Bismarckowi i wypowiedział wojnę Prusom, licząc na zdobycze terytorialne. Tymczasem wojna rozpoczęła się od wielkich klęsk: bitwy pod Sedanem, w której sam Napoleon dostał się do niewoli, i kapitulacji armii Metzu. Po tych klęskach zdetronizowano cesarza, ale nowy rząd republikański po wyniszczającym oblężeniu Paryża musiał zgodzić się na warunki zwycięzcy: Francja utraciła Alzację i Lotaryngię, zapłaciła kontrybucję 5 miliardów franków w złocie, przez pewien czas część jej terytorium była okupowana. Ludwik Napoleon nie wrócił do polityki. Jego syn nie odegrał w niej żadnej roli.

→ Rzecki Ignacy.</document>
<document nplp_id="397" title="Nihilizm" slug="nihilizm">Kiedym zakomunikował Wokulskiemu moje podejrzenia co do „prykaszczyków” – Stach tylko uśmiechnął się i odparł: – To jeszcze nic… Z czego wnoszę, że Stach musi być grubo zaawanturowany w stosunkach z nihilistami. (I, 310-311)
Nihilizm to pogląd filozoficzny głoszący, że nie istnieje żadna wiarygodna podstawa jakichkolwiek poglądów wartościujących otaczającą nas rzeczywistość (np. etycznych lub estetycznych), a także opinii na temat świata, w którym żyjemy, oprócz naszego własnego mniemania lub czysto subiektywnego osądu. Rozległe światopoglądowe, społeczne, a nawet polityczne konotacje nihilizmu odróżniają go od tzw. „relatywizmu” (tezy, że wszelkie osądy i wartości są względne) czy też „immoralizmu” (radykalnego poglądu uzasadniającego odejście od zasad moralnych), jakkolwiek część myślicieli uważa relatywizm, a także immoralizm za składniki nihilizmu.
W czasach Prusa pojęcie nihilizmu zostało spopularyzowane przez niemieckiego filozofa Fryderyka Nietzschego, który uważał się za głównego przeciwnika nihilizmu w kulturze europejskiej tego okresu. Określał on nihilizm mianem „dziwnego gościa” w tej kulturze, akcentując w ten sposób zaskakujący charakter jego pojawienia się w dobie optymizmu poznawczego i postępu cywilizacyjnego.
Określenia „nihilista” oraz „nihilizm” pojawiają się w Lalce przede wszystkim w kontekście ironicznym lub humorystycznym. Słowa „nihiliści” używa baronowa Krzeszowska w odniesieniu do „dręczących” ją, mieszkających piętro wyżej w jej kamienicy studentów, najczęściej jednak w związku z ich prowokacyjnym stylem bycia, a nie rzeczywistymi poglądami politycznymi. (A wieczorem chodzą do nich praczki… Panie! – zawołała, składając pobożnie ręce – wygnajcie tych nihilistów, bo to źródło zepsucia i niebezpieczeństwa dla całego domu… Oni w trupich główkach trzymają herbatę i cukier… Oni kośćmi ludzkimi poprawiają węgle w samowarze… Oni chcą tu kiedy przynieść całego nieboszczyka!...). Jako „nihiliści” określani są również przez Rzeckiego (w Pamiętniku starego subiekta) tzw. „prykaszczykowie” (subiekci, słudzy), przywiezieni przez Mraczewskiego z Moskwy (z działającej tam filii sklepu Wokulskiego).
W psychice i przemyśleniach Wokulskiego można odnaleźć pewne wątki, które kojarzą się z nihilizmem, a mają swoje źródło bądź w dekadenckiej atmosferze, ogarniającej kulturę Zachodu u schyłku XIX wieku, bądź też w głębokim konflikcie wewnętrznym bohatera. Widoczne jest to zwłaszcza po zerwaniu Wokulskiego z Izabelą, na przykład w trakcie jego samotnego spaceru po Łazienkach: Przeszedł nad stawem i obojętnie przypatrywał się czółnom i łabędziom. Potem skręcił w aleję ku Pomarańczarni […] Ale gdy wracał tą samą drogą, opanował go gniew i z dziką radością złośliwego dzieciaka poprzednie ślady własnych stóp zacierał nogą. «Gdybym mógł wszystko tak zetrzeć… I tamten kamień, i ruiny… Wszystko!...» W tej chwili uczuł, że budzi się w nim niepokonany instynkt niszczenia pewnych rzeczy; lecz zarazem zdawał sobie sprawę, że jest to objaw chorobliwy.
Wydaje się, że we fragmencie tym kryje się interesująca refleksja psychologiczna i socjologiczna Prusa, mianowicie sugestia, aby korzeni filozoficznego, politycznego lub społecznego nihilizmu poszukiwać w emocjach indywidualnej ludzkiej psychiki, które, przybierając postać masową, mogą odegrać ważną rolę w dziejach całych społeczeństw i państw.

→ Dekadentyzm; → Filozofia.</document>
<document nplp_id="399" title="Nieobecne?" slug="nieobecne">Warto zwrócić uwagę na znaczącą nieobecność w Lalce różnych grup społecznych, które stanowiły w owym czasie część miejskiego społeczeństwa lub element warszawskiego krajobrazu. W powieści nie znajdziemy więc obrazów Rosjan (wyjątkiem potwierdzającym regułę jest przyjaciel Wokulskiego z czasów zesłania, Suzin) ani przedstawicieli innych nacji europejskich, ponadto wojska carskiego, urzędników rosyjskich i ich rodzin, ale także patroli kozackich lub kleru prawosławnego. Nie ma zresztą w utworze także znaczniejszej reprezentacji duchowieństwa polskiego (wyjątkiem jest postać biskupa pojawiającego się migawkowo w salonach arystokracji). Brakuje też obrazów żydowskiego, protestanckiego czy też prawosławnego życia religijnego.

→ Religia (wyznania); → Rosjanie w Warszawie; → Społeczeństwo; → Suzin.</document>
<document nplp_id="400" title="Niższe warstwy społeczne" slug="nizsze-warstwy-spoleczne">[Wokulski] Już zdawał sobie sprawę z tego […], że w chwili nieszczęścia, kiedy go wszystko zdradziło, jeszcze pozostała mu wierną – ziemia, prosty człowiek i Bóg. (II, 531)
Wprowadzeni do Lalki „prości ludzie” odgrywają w niej niezwykle ważną rolę, także w planie ideowym. Należą do nich zarówno postaci znane z imienia (służący Mikołaj, służąca Anusia) bądź z nazwiska (furman Wysocki i jego brat dróżnik – Kacper Wysocki, Węgiełek), jak też szereg postaci anonimowych, zazwyczaj z dalszych planów powieści (służba, robotnicy budowlani, szwaczki, itd.) czy nędzarze obserwowani przez Wokulskiego na brzegu Wisły (kilku drzemiących na słońcu pijaków czy złodziei, dwie śmieciarki i jedna kochająca się para, złożona z trędowatej kobiety i suchotniczego mężczyzny, który nie miał nosa).
Postaci te pojawiają się często w zasadniczych, węzłowych scenach powieści (próba samobójcza Wokulskiego pod Skierniewicami), a ich niskie socjalne uposażenie staje się po wielokroć punktem wyjścia do rozmyślań Wokulskiego o kondycji społeczeństwa polskiego – wówczas grają one rolę uzasadnienia dla pomysłów reformatorskich głównego bohatera, jak też uwiarygodniają zasadność jego projektów. Bohaterowie z niższych warstw społecznych nabierają często w powieści znaczenia postaci symbolicznych, związanych z ewangelicznym wzorem człowieka prostego, maluczkiego (na przykład Kacper Wysocki w scenie skierniewickiej).

→ Służba domowa; → Społeczeństwo; → Ubodzy.</document>
<document nplp_id="402" title="Ochocki Julian" slug="ochocki-julian">Wokulski spotyka Juliana Ochockiego po raz pierwszy u Łęckich, gdzie w przedstawionym mu przez pana Tomasza kuzynie rozpoznaje widzianego wcześniej adoratora panny Izabeli. Z rozmowy wynika wszakże, że zainteresowanie Ochockiego piękną kuzynką już osłabło i że młody człowiek nie zabiega bynajmniej o powodzenie u kobiet, bo jego prawdziwą miłość stanowi nauka. Jest gruntownie wykształcony: ma za sobą ukończone studia przyrodnicze na uniwersytecie i mechaniczne na politechnice; pomimo młodego wieku (liczy dwadzieścia osiem lat) może się pochwalić wynalazkami, nie dają mu jednak one satysfakcji (Ogniwo Ochockiego albo lampa elektryczna Ochockiego… jakież to głupie!...), bo jego niespokojny umysł i wyobraźnię nurtuje od dłuższego czasu idea machiny latającej, która – inaczej niż balon – miałaby być aparatem cięższym od powietrza. Wokulski budował w młodości modele sterowców, ale swoje próby skonstruowania kierowanych balonów uznał za chybione, przytakując pomysłowi, iż przyszły statek powietrzny – jak wszystko, co w naturze lata (od muchy do sępa) – musi być od powietrza cięższy. Dzieli się więc z Ochockim wrażeniami ze spotkania z Geistem, pracującym nad nowymi, ultralekkimi metalami, i rozpala tym nadzieje młodego wynalazcy. Ochocki nie czuje się dobrze w arystokratycznym towarzystwie (w Zasławku, gdzie większość gości prezesowej spędza czas na zabawach, prowadzi obserwatorium astronomiczne i puszcza latawce). Z czasem coraz bardziej irytuje go Warszawa i brak zrozumienia dla posłannictwa ludzi nauki. Myśli o wyjeździe na Zachód (do Zurychu), ale przed kontaktem z Geistem wstrzymuje go brak środków finansowych, jakich wymagałyby dalsze prace nad uzyskaniem metalu lżejszego od powietrza. W jakiś czas po zniknięciu z Warszawy Wokulskiego, okazuje się, że zostawił on testament, w którym rozporządzał posiadanym majątkiem. Ogromna suma przypadła Ochockiemu, który mógłby zrealizować swoje marzenia – jednak fabuła Lalki nie zawiera informacji o jego dalszych losach.

→ Geist; → Testamenty; → Wakacje.
</document>
<document nplp_id="404" title="Ochronki" slug="ochronki">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
Wyobraź sobie, co za szczęście spotkało moją ochronkę. Będąc wczoraj w sklepie tego sławnego Wokulskiego przymówiłam się o mały datek dla sierot. Liczyłam na jakie kilkanaście rubli, a on, czy uwierzysz, ofiarował mi tysiąc, wyraźnie: tysiąc rubli [...] (I, 117)
Ochrony – pierwowzory przedszkoli – były filantropijnymi instytucjami wychowawczymi. Otaczały troską dzieci pochodzące ze środowisk najuboższych i proletariackich, w wieku od 3 do 7 lat, pozbawione w ciągu dnia należytej opieki. Pomysłodawcą ich zakładania na terenie Królestwa Polskiego był kupiec warszawski, jeden z członków Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, Teofil Janikowski. W 1838 roku – w ramach Towarzystwa – powstał Wydział Ochron, przemianowany cztery lata później na Wydział Sierot i Ubogich Dzieci.
Pierwsza ochronka została uroczyście otwarta w siedzibie Towarzystwa na Krakowskim Przedmieściu 3 sierpnia 1839 roku. W 1870 takich ochronek było już w Królestwie Polskim 32, z czego w samej Warszawie aż 16. W roku 1887 Warszawa mogła się już poszczycić 26 ochronami. Utrzymywane były ze składek członków Towarzystwa, symbolicznych opłat wnoszonych przez rodziców, a przede wszystkim z ofiar prywatnych darczyńców. Takim darczyńcą, niezwykle hojnym, był w Lalce Wokulski, który na ręce hrabiny Karolowej, dumnej opiekunki jednej z warszawskich ochronek, składał nie tylko ofiary pieniężne, ale i rzeczowe, choćby w postaci sztuk płótna.

Podobne placówki powstawały również na wsiach. August Cieszkowski w rozprawie O ochronach wiejskich (1842) przekonywał, że najwyższy czas zająć się wychowaniem dzieci włościańskich, które pędzą przytłumiony poranek życia w jedynym towarzystwie krowy, świni i gęsi (sic!). O chłopskich pociechach nie zapomniała powieściowa prezesowa Zasławska, utrzymująca w swoim majątku ochronę dla parobcząt, gdzie było ich ze trzydzieści sztuk, wszystkie umyte i obłatane jak książątka...

→ Dobroczynność; → Towarzystwo Dobroczynności; → Ubodzy.</document>
<document nplp_id="406" title="Odkrycia i&amp;nbsp;wynalazki" slug="odkrycia-i-wynalazki">Popularne określenie dziewiętnastego stulecia jako „wieku pary i elektryczności”, wiąże ze sobą dwa bardzo ważne osiągnięcia ówczesnej myśli technicznej: wynalezienie silnika parowego i odkrycie zjawiska elektryczności. Prymitywne maszyny parowe konstruowano w Europie już pod koniec osiemnastego stulecia (do napędzania kopalnianych pomp wodnych), udoskonalenie i szerokie zastosowanie tego wynalazku przypadło jednak dopiero na stulecie następne. W pierwszych dekadach XIX w. napęd parowy rewolucjonizował transport – najpierw wodny (pierwszy statek parowy zwodowano w 1807 r.), a nieco później lądowy (pierwsza linia kolejowa uruchomiona została w 1825 r.). W Lalce przełomowe znaczenie przypisuje się jeszcze innej możliwości zastosowania pary: Wokulski i Ochocki myślą mianowicie o wykorzystaniu maszyny parowej do napędzania statków powietrznych. Pierwszy w młodości chciał skonstruować perpetuum mobile, a później zainteresował się problemem kierowania balonami, drugi natomiast marzył o skonstruowaniu machiny latającej. Podczas wizyty w Paryżu Wokulski ma okazję wznieść się na wysokość pół wiorsty w gondoli wielkiego balonu i zobaczyć miasto z tej niezwykłej perspektywy. Prus nawiązuje tu do prawdziwych wydarzeń. Atrakcja, o jakiej bohater opowie w Zasławku, przygotowana została z okazji paryskiej Wystawy Światowej (1878). Twórca balonu, francuski konstruktor Henri Giffard, miał już za sobą udaną próbę ze sterowcem: w 1852 r. skonstruowany przez niego wehikuł (o kształcie gigantycznego cygara, napędzany śmigłem poruszanym przez maszynę parową) pokonał niedużą odległość z prędkością około 8 km na godzinę. Na wspomnianej wystawie wśród eksponatów prezentujących osiągnięcia Francji można było podziwiać m.in. „Monopłat”, pierwowzór samolotu (napędzanego silnikiem parowym), mający za sobą udane kilkusetmetrowe loty.

Interesujący rys dyskusji o lataniu, jaka prowadzona jest w powieści, stanowi konsekwentne traktowanie podróży powietrznej jako rodzaju „żeglugi”. Ma to, oczywiście, uzasadnienie, gdy w grę wchodzi przemieszczanie się w przestworzach balonem bez napędu lub stosunkowo powolnym sterowcem, model żeglugi odnoszony jest wszakże w powieści do każdego sposobu latania – także za pomocą projektowanych przez Ochockiego aparatów. Idea machin latających rozwijana jest w powieści z wyraźnym nawiązaniem do współczesnych Prusowi osiągnięć w zakresie sztuki prowadzenia działań wojennych na morzu. Działania te, począwszy od lat 60-tych XIX w. (i amerykańskiej wojny secesyjnej), radykalnie zmieniał nowy typ jednostki pływającej, który przeszedł do historii pod nazwą pancernika. Zastosowanie jako napędu silniejszej maszyny parowej umożliwiło konstruowanie okrętów większych, wyposażonych w działa dużego kalibru, umieszczone w obrotowych wieżach (na śródokręciu, potem też – na dziobie i rufie) i zabezpieczonych przed działaniem nieprzyjacielskich środków rażenia za pomocą grubego, żelaznego pancerza (odporność jednostki zwiększała też przenosząca napęd śruba, która zastępowała wrażliwy na uszkodzenia układ bocznych kół z łopatkami). Projekt Ochockiego to powietrzny odpowiednik takiego właśnie okrętu, mówi on bowiem o machinie obwarowanej jak pancernik. Do tej idei zapali się Wokulski i w jego głowie pozostanie odtąd charakterystyczny obraz przyszłej, niewyobrażalnie skutecznej broni (pancerniki unoszące się w powietrzu!...). W Paryżu Wokulski doradza Suzinowi w rozmowach handlowych z budowniczymi okrętów. Niewykluczone, że przedmiotem transakcji zbrojeniowej stać się miały właśnie pancerniki.

Militarną genezę ma też inny wynalazek, który odgrywa istotną rolę w sfinalizowaniu losów głównego bohatera – dynamit, materiał wybuchowy, którego technologię otrzymywania opatentował w 1867 r. szwedzki chemik Alfred Nobel. W Lalce wspomina się o nim kilkakrotnie. Najpierw w marzeniach panny Izabeli zjawia się inżynier przewiercający Alpy, krusząc skały ładunkami dynamitu. Zdesperowanego Wokulskiego na myśl o zamążpójściu panny Łęckiej nachodzi pokusa, by rozsadzić cały świat. Kiedy bohater na koniec wyjeżdża z Warszawy i gdy Węgiełek śle później wieść o wysadzeniu w powietrze zamku w Zasławiu, to oba te zdarzenia wiązane są ze sobą, tym bardziej, że – jak wspomina się w powieści – Wokulski przed eksplozją przebywał w Dąbrowie, gdzie prawdopodobnie kupował naboje dynamitowe. Nowy materiał wybuchowy, jaki Geist oferował Wokulskiemu podczas pierwszego spotkania w Paryżu, zapewne również miał być produkowany na bazie dynamitu. Propozycja Geista pozostaje w związku z celem, z jakim bohater zjawił się w Paryżu (oprócz zwiedzania wystawy chodziło wszak o konsultacje przy zakupach sprzętu wojennego, realizowanych na rzecz Rosji przez Suzina). Podobny związek ma inna oferta, którą otrzymuje warszawski „kupiec galanteryjny”: dotyczy ona karabinów maszynowych. Klęska Francji w wojnie z Prusami ujawniła technologiczne zacofanie armii francuskiej. Karabin maszynowy był rozwiązaniem, nad którym w XIX w. intensywnie pracowano w różnych krajach, pomysł, jaki przedstawia Wokulskiemu tajemniczy rozmówca, zrealizowany został później (w 1883 r.), ale – zważywszy na parametry oferowanej broni (wyrzucającej do 30 kul na minutę; karabin skonstruowany przez Hirama Maxima dawać będzie aż 600 strzałów) – można potraktować to jako prawdopodobny (i mający swój historyczny odpowiednik) pierwowzór przyszłego wynalazku.

Na froncie wojny francusko-pruskiej sprawdził się inny wynalazek, który zarejestrowany (opatentowany) został wprawdzie w pierwszej połowie XIX w., ale który dopiero w drugiej połowie w pełni zademonstrował swą skuteczność – jako środek łączności umożliwiający armii niemieckiej na osiągnięcie niespotykanej wcześniej koordynacji i precyzji działań. W Lalce telegrafowanie (bo o nim mowa) służy nie wojsku, ale potrzebom cywilnym. O telegramie jako znaku nowych czasów rozmyśla Rzecki, szybkość, z jaką przekazywać można informacje, ocenia wszakże stary subiekt raczej krytycznie, pomstując na prasę, która – podnosząc tempo informowania – staje się coraz mniej wiarygodna. Telegraf i telegram odgrywają ważną rolę w scenie, gdy Wokulski szuka pretekstu, by opuścić towarzystwo, z jakim rozpoczął niefortunną podróż do Krakowa. W Skierniewicach bohater nakłania nadkonduktora, by ten wywołał jego nazwisko jako adresata wiadomości przesłanej tutaj drogą telegraficzną.

Z rozwiązań, które stanowić mogą wizytówkę czasów, w jakich toczy się akcja powieści, wymieć należy również te, które modernizowały miejską infrastrukturę. Do pierwszego kontaktu Wokulskiego z nowoczesną metropolią, jaką jest Paryż, dochodzi na dworcu kolei północnej, a dokładniej – pod dachem hali peronowej, skonstruowanej z żelaznego szkieletu i wielkich szklanych tafli. Gdy Wokulski przemierza Paryż, wspomina się o sztucznym oświetleniu: jego uwagę przyciągają równe szpalery drzew i dublujące je rzędy latarń gazowych. W biografii Ochockiego-wynalazcy pojawia się osiągnięcie, będące – podobnie jak telegraf – wynikiem praktycznego zastosowania elektryczności. Młody uczony pracował mianowicie nad lampą elektryczną, notując w tym zakresie znaczące osiągnięcia. Wysiłki bohatera lokuje zatem Prus w głównym nurcie technologicznych poszukiwań, jakie doprowadziły do zastosowania prądu elektrycznego w celach oświetleniowych: wystawa z 1878 r. była miejscem, gdzie zademonstrowano m.in. lampę łukową (w iluminacji Placu Opery), wkrótce potem (bo w 1879 r.) Thomas Edison opatentował żarówkę.

→ Geist; → Koleje żelazne; → Ochocki Julian; → Paryż i wystawa światowa; → Rzecki Ignacy; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="408" title="Ogród Botaniczny" slug="ogrod-botaniczny">Ogród Botaniczny założono w 1818 roku dla celów naukowych, na wydzielonym z północnej części Łazienek fragmencie gruntu przy Alejach Ujazdowskich. Wybudowany przy wejściu imponujący budynek Obserwatorium Astronomicznego oddzielał Ogród od starego parku. Wstęp był płatny, ale Ogród był tak pięknie urządzony i zadbany, tak szybko wzbogacał się o wciąż nowe rośliny, sadzone na misternie rozplanowanych klombach, że szybko stał się ulubionym miejscem spotkań warszawiaków. W czasie akcji Lalki to w nim tłoczyły się szeregi spacerujących; każda ławka uginała się pod ciżbą osób. Zastępowano Wokulskiemu drogę, deptano po piętach, potrącano łokciami; rozmawiano i śmiano się ze wszystkich stron. Było to na tyle uciążliwe, że bohater, by znaleźć spokojniejsze ustronie, schronił się w Łazienkach.

A jednak to właśnie Ogród Botaniczny stanowił przestrzeń wyraźnie sprzyjającą rozmyślaniom Wokulskiego i skłaniał go do podejmowania ważnych decyzji. To tu bohater rozmawiał z Ochockim o sensie życia, tu otrząsnął się z melancholii i pojął, że zdobycie sławy jest nieporównanie ważniejsze, niż kupieckie zatrudnienia i majątek. Droga do sławy miała jednak wieść przez pracę i niebezpieczeństwa, co dziwnie nie pasuje do marzeń o naukowych odkryciach i wynalazkach. Bo zapewne nie tylko o nie tu chodzi. Kontekst wyraźnie wskazuje, że ze względu na cenzurę coś jest niedopowiedziane; że pagórek, wznoszący się nad Ogrodem i Łazienkami, kieruje myśl ku nieodległej historii. Gdyż pozostałe przy nim ruiny to resztki Świątyni Opatrzności, stawianej w 1792 roku dla upamiętnienia Konstytucji 3 Maja; a wspomnienia Wokulskiego, wywołane przez to miejsce, odwołują się do powstania styczniowego, w którym uczestniczył. Ożywiona przez to miejsce pamięć daje bohaterowi moc i wolę przetrwania, szlachetnie przemienia (chociaż nie na długo) hierarchię wartości, kierujących jego życiem.
Ogród Botaniczny, osadzając teraźniejszość w narodowych dziejach i patriotycznej tradycji powstania, urasta do rangi symbolu walk o Polskę. Walk toczonych w Sejmie – i na placu boju. A zarazem ukazuje – w świecie ideałów pozytywistycznych – rangę historii jako niezbędnego elementu myślenia o przyszłości.

→ Cierpienie; → Odkrycia i wynalazki; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="410" title="Ogród Saski" slug="ogrod-saski">Wokulski na chwilę tylko wpadł do sklepu, przy obiedzie nie mógł jeść, potem poszedł do Saskiego Ogrodu […] (I, 403)
Ogród Saski jest najstarszym parkiem publicznym w Warszawie, został założony w połowie XVII wieku, był własnością Sasów. W czasach Lalki był rozbudowany i wyposażony w rozmaite atrakcje: stylizowaną świątynię, posągi, altany, sadzawkę, wodotrysk, strzelnicę i plac zabaw dla dzieci. Mieścił się tu także zbudowany w 1870 roku Teatr Letni. W 1876 roku budynek dawnej ujeżdżalni Kubickiego zamieniono na giełdę, która jest wspominana w powieści.
Położony w centrum wielkomiejskiej zabudowy, dzięki siedmiu wiodącym do niego bramom Ogród był łatwo dla wszystkich dostępny. Franciszek Sobieszczański w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1869 roku notował: Od 9 do 1 z południa Saski Ogród staje się pastwą dzieci, guwernantek, bon i nianiek rozmaitego stanu i języka. Przechodnie muszą ustępować z drogi popychanym wózkom, małym welocypedystom, podrzucanym piłkom i kółkom wirującym we wszystkich kierunkach. Po południu w Ogrodzie odbywała się rewia mody, znakomitym miejscem obserwacji spacerowiczów była weranda cukierni, założonej przez Lessla. Wieczorem, po pracy, schodzili się tutaj mieszkańcy stolicy. Wszyscy jednak musieli opuścić Ogród na wezwanie strażników, dających znać grzechotkami, że nadeszła już godzina zamknięcia.

Fritz Wernick, wszechstronnie wykształcony niemiecki dziennikarz i podróżnik, pisał: Spośród parków najwięcej walorów ma Ogród Saski. Niewiele miast europejskich pochlubić się może posiadaniem w samym sercu tak pięknie położonej, rozległej zielonej przestrzeni. […] Rzeczony ogród jest w porze gorącej niewyczerpanym źródłem rozrywki i zdrowia, oazą świeżego powietrza i zieloności, najbardziej uczęszczaną promenadą spacerową mieszkańców Warszawy.
Ogród Saski był nazbyt zatłoczony, by stać się miejscem spotkań bohaterów Lalki. Nie mogło go jednak zabraknąć w realistycznej powieści o Warszawie drugiej połowy XIX wieku. Znalazła się tylko jedna o nim wzmianka. Oto Wokulski, spacerując po Ogrodzie, rozmyślał o starcie nowo nabytej klaczy na wyścigach – i o pannie Izabeli.</document>
<document nplp_id="411" title="Opera" slug="opera">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
„Był na «Hugonotach» w ósmym rzędzie krzeseł z niejaką Matyldą…???” (I, 33)
Opera pojawiła się w Polsce w wieku XVII, jednak popularność zdobyła dopiero dwieście lat później. Na miano twórcy opery narodowej zasłużył Stanisław Moniuszko, jego trzy dzieła: Halka, Straszny dwór i Paria powstały na przestrzeni dwudziestu lat (1848-1868) i z powodzeniem są wystawiane do dnia dzisiejszego. Po śmierci Moniuszki w 1872 roku z Krakowa do Warszawy przeniósł się Władysław Żeleński, ojciec Boya. W 1878 roku został dyrektorem artystycznym Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Jego najsłynniejsze opery to: Konrad Wallenrod, Goplana i Stara Baśń.
W okresie postyczniowym Rosjanie patrzyli niechętnym okiem na polską sztukę, dla Polaków od wartości artystycznych ważniejsze były intencje patriotyczne. Kompozytorzy zmuszeni byli liczyć na łaskę cara i przychylność cenzury. Sceną warszawskiej operze służył Teatr Wielki, ale na przestrzeni dwudziestu pięciu lat (1865-1890) wystawiono tam zaledwie siedem polskich dzieł. Spośród obcych dominowały włoskie, najczęściej wykonywane przez również włoskie zespoły. Czasem dyrekcja ośmielała się ukazać niektóre z nich w interpretacji polskiego zespołu, ale soliści śpiewali swoje partie po włosku. Dla ratowania sytuacji opery warszawskiej Jan Quarantini, współpracujący z Moniuszką, zasłużony wieloletni dyrygent włoskiego pochodzenia, założył prywatną szkołę śpiewu mieszczącą się przy teatrze i zorganizował nowy zespół operowy. Mimo tych zabiegów koniec XIX wieku nie należał do najlepszych dla warszawskiej opery.
Po śmierci Moniuszki na stanowisko dyrygenta zaangażowano Cezara Trombiniego, który najczęściej prowadził opery wykonywane przez zespoły włoskie. Znaczący sukces odniosły inscenizacje: Aida, Otello, Siła przeznaczenia Verdiego, Duch wojewody Grossmana, Gioconda Ponchiellego, Cavaleria rusticana Mascagniego.

W roku 1879 wielkim wydarzeniem okazała się warszawska prapremiera Lohengrina Wagnera. Jego muzyką interesowano się w Polsce znacznie wcześniej, Moniuszko nazywał go nie tylko reformatorem, ale nawet zbawicielem muzyki dramatycznej.
Warszawscy krytycy często ubolewali nad schematyzmem reżyserii, ubóstwem scenografii i kostiumów. Władysław Bogusławski, wnuk Wojciecha pisał: Landau skarży się na wystawę w „Faworycie”, jakież to dla nas szczęście, że nie widział „Roberta Diabła”, „Żydówki”, „Hugonotów” albo „Proroka”, jakie szczęście, że nie przedefilowała przed nim procesja duchów wynurzających się z zapadni, skrzypiących i jęczących jak stara komoda, że nie roztoczyły się przed nim odrapane wdzięki okolicy, w której Alicja szuka swego narzeczonego […]. Na to, żeby w ostatnim akcie „Halki” bohaterka, wybiegłszy topić się jako blondynka, nie skakała do wody jako brunetka, nie potrzeba pieniędzy, tylko reżysera; […] żeby aktorzy i śpiewacy, otwierając czy zamykając okna nie wysuwali rąk za ramy, jakby w nich szyb nie było, na te wszystkie drobiazgi nie nakład jest konieczny, ale myśl baczna, czujna, przenikniona artyzmem praw jego wszędzie i na każdym kroku. […] Teatr nasz posiada składy dekoracji, kostiumów i rekwizytów tak zaopatrzone, że zestawienie tego, co się w nich znajduje, z tym co się widzi na scenie, wyda się zagadką dla każdego, kto nie wie, jaką potęgę bezwładności ma rutyna.
W Lalce znajdujemy tylko jedną wzmiankę na temat opery. Ignacy Rzecki zanotował w swoim pamiętniku, iż na Hugonotach Meyerbeera był Mraczewski z nikomu nie znaną Matyldą. Mogłoby to świadczyć o niskiej ocenie Prusa dla tego gatunku muzycznego.</document>
<document nplp_id="413" title="Organicyzm" slug="organicyzm">Pan Tomasz cofnął się w głąb gabinetu i usiadłszy na fotelu, wziął do ręki tom przygotowanej na ten cel ekonomii Supińskiego. (I, 482)
Ten pogląd zakładający, że społeczeństwo, państwo, kultura, a nawet cywilizacja kształtuje się i rozwija tak, jak żywy organizm biologiczny, w myśli pozytywistycznej prowadził np. do przekonania, iż u ludzi istnieje naturalny „instynkt społeczny”, który nakazuje im grupować się w zbiorowiska; że zasada ewolucji społeczeństw jest taka sama, jak organizmów żywych, a jest nią postępująca różnorodność i rosnąca specjalizacja poszczególnych części; że zachowania ludzkie w społeczeństwie ewoluują od najprostszych do najbardziej złożonych, a zarazem od destrukcyjnych (wojna) do konstruktywnych (działania oparte na dialogu i współpracy); że ogólny schemat rozwoju organizmu żywego od powtarza się w dziejach społeczeństw.
Wszystkie te poglądy znajdują swoje odzwierciedlenie w Lalce. Znajdujemy tam także odniesienia do koncepcji, związanej z bezpośrednim, praktycznym zastosowaniem organicyzmu w obrębie zacofanego społeczeństwa polskiego: idei „pracy organicznej”. W najogólniejszym zarysie miała ona polegać na różnorodnych zabiegach w celu osiągnięcia równomiernego rozwoju wszystkich warstw społecznych oraz ich wzajemnych więzi w warunkach rosnącego dobrobytu społeczeństwa jako całości, a także rozwoju cywilizacyjnego na ziemiach polskich we wszystkich trzech zaborach. Najbardziej znanym rzecznikiem tak rozumianego organicyzmu był pionier polskiej myśli pozytywistycznej, Józef Supiński, przede wszystkim jako autor Szkoły polskiej gospodarstwa społecznego (1862-8165), gdzie głosił między innymi tezę, iż dobrobyt materialny jest najważniejszym fundamentem wolności i godności narodów oraz państw. Właśnie tę książkę ma w ręku Tomasz Łęcki na początku jednej ze złożonych mu przez Wokulskiego wizyt, jednak z informacji narratora wynika, że nie czyta on jej naprawdę, a jedynie bierze do ręki, aby przypodobać się „przyjacielowi domu” i swojemu dobroczyńcy.

W innych, bardziej szczegółowych wersjach organicyzm pojawia się w Lalce w związku z rozważaniem relacji pomiędzy stanem społeczeństwa polskiego a poziomem rozwoju społeczeństw przewodzących w postępie cywilizacyjnym (francuskiego i angielskiego), na przykład w obrazach Paryża, widzianych oczyma Wokulskiego: […] wielkie miasto, jak roślina i zwierzę, ma właściwą sobie anatomię i fizjologię. Zatem – praca milionów ludzi, którzy tak głośno krzyczą o swojej wolnej woli, wydaje te same skutki, co praca pszczół, budujących regularne plastry, mrówek, wznoszących ostrokrężne kopce, albo związków chemicznych, układających się w regularne kryształy.
Swoistą antytezą, przeciwieństwem organicznego ładu Paryża okazuje się w tej perspektywie wcześniej odwiedzone przez Wokulskiego warszawskie Powiśle: Szedł, przez brudne szyby zaglądał do mieszkań i nasycał się widokiem szaf bez drzwi, krzeseł na trzech nogach, kanap z wydartym siedzeniem, zegarów o jednej skazówce z porozbijanymi cyferblatami. […] „Oto miniatura kraju – myślał – w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty.” Okazuje się zatem, że najważniejszą przyczyną zacofania i fatalnego stanu, w jakim znajduje się polskie społeczeństwo, są zdaniem Prusa niewłaściwe, „chorobliwe” niejako relacje pomiędzy jego poszczególnymi częściami składowymi. Z takiego właśnie, funkcjonalnego punktu widzenia, jako idealny model organicznego społeczeństwa jawi się w refleksjach Wokulskiego także Anglia.
Społeczeństwa słabo rozwinięte lub nie mające przed sobą perspektyw (jak ówczesne społeczeństwo polskie) jawią się jako organizmy „chore”. W Lalce pojawiają się zatem nieustannie ponawiane (głównie przez Wokulskiego, ale czasem także Rzeckiego czy Szumana) próby stawiania lekarskiej niemal diagnozy przyczyn choroby społeczeństwa polskiego, a tym samym szans przeprowadzania skutecznej terapii.

Istnieje również w Lalce pewien wariant organicyzmu, który można byłoby określić mianem „organicyzmu fałszywego”, opartego jedynie na deklaracjach społecznego solidaryzmu, nie mających realnej treści. Celuje w takich „organicznych” frazesach książę, jednak od początku można dostrzec, iż ich prawdziwym uzasadnieniem jest jego własny, finansowy sukces, a w najlepszym wypadku – interes jego klasy społecznej, arystokracji. Narrator krytycznie komentuje „troskę” księcia o polepszenie sytuacji kraju: Czuł i myślał, cierpiał i pragnął – za miliony. Tylko – nic nigdy nie zrobił użytecznego.
Wydaje się, że do najważniejszych dylematów samego Wokulskiego należą równocześnie: przeświadczenie, że bez skutecznie przeprowadzonego programu pracy organicznej społeczeństwo polskie czeka nie tylko jeszcze głębsza polityczna klęska, ale być może również mentalna i biologiczna degradacja (Wokulski w rozmowie z Rzeckim: […] społeczeństwo musi się przebudować od fundamentów do szczytu. Albo zgnije.) oraz świadomość, że program taki jest niemożliwy do przeprowadzenia bez skoordynowanych wysiłków potężnej grupy ludzi możnych i wpływowych. Do rozdarcia Wokulskiego pomiędzy obowiązkiem (praca organiczna, poświęcenie dla ogółu) a miłością dodać należałoby zatem także dylemat, wynikający z poczucia bezsilności jednostki wobec ogromu ludzkich cierpień i krzywd, zasygnalizowany przez lapidarne sformułowanie: Nie jestem Chrystusem, ażeby poświęcać się za całą ludzkość. On właśnie, wraz z przeciwnościami i brakiem zrozumienia innych, zadecyduje o niemożliwości praktycznego przeprowadzenia przez Wokulskiego programu pracy organicznej na rzecz polskiego społeczeństwa.

→ Anglia; → Filozofia.</document>
<document nplp_id="415" title="Palestra" slug="palestra">Jest to jednak adwokat, o czym świadczy srebrny znaczek, przypięty do klapy bardzo wytartego fraka; szaraczkowe zaś spodnie kapłana sprawiedliwości są na kolanach tak wytłoczone, jak gdyby ich właściciel, zamiast bronić swoich klientów, nieustannie oświadczał się bogini Temidzie. (I, 555)
W Lalce Prus ukazał adwokatów jako osobników moralnie podejrzanych. Oskarżał ich o oszustwa, przekupstwo, dwulicowość, krętactwo, kłamstwa, efekciarstwo, kierowanie się własnym interesem, zdzierstwo, brak wymaganej znajomości prawa. Uosobieniem takiego nieetycznego zachowania jest w powieści adwokat baronowej Krzeszowskiej. Nie inaczej postępuje adwokat hrabiego Łęckiego, który lekceważy jego wolę i nie prowadzi licytacji zgodnie z jego zaleceniami. Posąg bogini sprawiedliwości z brudnymi kolanami, stojący w mieszkaniu adwokata, symbolizuje upadek moralny wymiaru sprawiedliwości i adwokatów jako obrońców prawa. Niechlujnie wygląda także adwokat baronowej Krzeszowskiej, którego spodnie są rozciągnięte na kolanach. Sugeruje to czytelnikowi, że zachowuje się on uniżenie i służalczo; w sposób zakamuflowany wskazuje to na fakt upadku adwokatury w sądach, opanowanym przez rosyjskich sędziów i rosyjskie władze.
Trzeba jednak pamiętać, że bycie adwokatem w okresie zaborów stanowiło dla wielu wykształconych prawników, jako przedstawicieli inteligencji, ważne powołanie społeczne i polityczne. Natomiast dobrze zorganizowana i samorządna adwokatura (palestra), rozumiana jako ogół wszystkich adwokatów, stanowiła gwarancję uczciwego i rzetelnego wykonywania zawodu. Adwokaci wykonujący ten zawód w Królestwie Polskim angażowali się w działalność niepodległościową, w obronę oskarżonych w procesach politycznych, powoływali nielegalne organizacje społeczne oraz prowadzili działalność w duchu ideałów pozytywizmu.</document>
<document nplp_id="417" title="Paryż i&amp;nbsp;Wystawa Światowa" slug="paryz-i-wystawa-swiatowa">Wokulski odwiedza Paryż, by spotkać się z przebywającym tam w interesach kupcem Suzinem i z zamiarem obejrzenia wystawy światowej, otwartej w maju 1878 r. Miasto od pierwszego momentu robi na przybyszu wrażenie miejsca niezwykłego. Niezwykły jest dworzec, gdzie uwagę podróżnego zwraca, z jednej strony, wzmożony ruch i towarzyszący mu hałas, z drugiej – konstrukcja hali peronowej, która oszołomionemu Wokulskiemu każe myśleć, iż pociąg staje pod dachem. Zadaszenie przestrzeni, która służy celom komunikacyjnym (paryski „dworzec kolei północnej”, wzorem innych wielkich europejskich terminali, miał halę wzniesioną z użyciem żelaza i szkła), stanowi kwintesencję nowoczesnej metropolii, której infrastruktura spełnia jednocześnie dwa warunki: podnosi prędkość przemieszczania się jej mieszkańców i pozwala ten ruch skutecznie kontrolować. Wokulski poznaje Paryż najpierw z perspektywy powozu, którym jedzie z Suzinem z dworca do centrum, poruszając się wzdłuż szerokiego i prostego bulwaru, wytyczonego niemal w osi linii kolejowej, którą przyjeżdża się do Paryża. Bulwar Lafayette jest częścią wielkiego dzieła przebudowy Paryża, zaprojektowanego i zrealizowanego pod kierunkiem Georgesa Haussmanna w latach 1852-1869. Przesłanki tej przebudowy miały w części charakter polityczny, w części – ekonomiczny. Polityczne uwarunkowania wiązały projekt z zadaniem przystosowania miasta do operacji militarnych i akcji pacyfikacyjnych, których skuteczność (jak pokazywały doświadczenia z przeszłości) cierpiała wskutek gęstej zabudowy centrum i sieci wąskich, krętych uliczek (pamiętających jeszcze czasy średniowiecza), znakomicie nadających się do budowy barykad, zaś utrudniających operowanie konnicą i użycie wobec demonstrantów ciężkiej broni. Na militarne wymagania, jakim sprostać miała przebudowana stolica, nakładały się ambicje modernizacyjne cesarza Napoleona III, którym wychodzić miało naprzeciw miasto pomyślane jako jedna całość, gdzie wyspecjalizowane w pełnieniu określonej funkcji części są ze sobą powiązane ulicami, zapewniającymi sprawną wewnętrzną komunikację. Projekt Haussmanna rewolucjonizował rolę ulic i placów: w średniowiecznym Paryża były to przede wszystkim miejsca spotkań i załatwiania spraw publicznych, później na tę funkcję nałożyła się inna – dekoracyjno-paradna. Paryż nowoczesny miał ułatwiać cyrkulację, stając się podobny w tym względzie do, znacznie już rozwiniętej, francuskiej (i europejskiej) siatki dróg żelaznych. Przebudowa nadsekwańskiej metropolii przebiegała wedle wzoru, jakiego dostarczała ówczesna inżynieria kolejowa. Punktem wyjścia było zatem sporządzenie planu miasta; był to pierwszy plan, jakiego doczekał się Paryż w całości (wcześniej istniały jedynie mapy odzwierciedlające poszczególne dzielnice). Główne założenie przebudowy opierało się na przekonaniu, iż wytyczone trasy mają miejski ruch przyspieszać i intensyfikować, dlatego paryskie bulwary trzymać się miały linii prostej, dla której poświęcić trzeba było istniejącą zabudowę (rozebrano łącznie ok. 20 tys. domów). Linie bulwarów przecięły paryskie centrum, wiążąc je z dzielnicami peryferyjnymi i wielkimi dworcami, wyprowadzającymi ruch dalej – ku francuskiej prowincji. Paryż zmodernizowany ogląda też Wokulski z perspektywy trotuarów, co pozwala jeszcze lepiej uchwycić charakter zabudowy (pięciopiętrowe domy o ujednoliconych fasadach, szpalery drzew). Równolegle z poznawaniem fragmentów metropolii bohater oddaje się studiowaniu całości: temu celowi służy plan Paryża. Oba sposoby poznawania (spacer lub przejażdżka i czytanie przewodnika) pozwalają Wokulskiemu wyrobić sobie pojęcie o nowoczesnym wielkim mieście: przypomina ono swą budową żywy organizm, gdzie poszczególne części, podtrzymywane przez „kręgosłup” (biegnący od placu Bastylii do Łuku Gwiazdy), spełniają analogiczne zadania co narządy (Hale Centralne rozwiązują problem aprowizacji, szerokie ulice i parki zapewniają wentylację, ścieki usuwają odpadki).

Paryż zaoferował przybyszowi z Polski tyle różnych i nieoczekiwanych atrakcji, że główny cel przyjazdu, tj. odwiedzenie wystawy światowej, zginął w powodzi innych doświadczeń. Wystawa paryska kontynuowała tradycję imprez, które zapoczątkowane zostały w Londynie w 1851 r., a które robione były cyklicznie dla zaprezentowania osiągnięć poszczególnych krajów w różnych dziedzinach, ze szczególnym wszakże zaakcentowaniem postępów w technice i w przemyśle. Organizacja wystawy w 1878 r. miała też zwiedzających przekonać, iż gospodarka francuska zdołała skutecznie podnieść się po wysiłku, do jakiego zmusiła ją wojna z Prusami. Prawie połowa terenów wystawowych służyła zatem przedstawieniu osiągnięć Francji, reszta podzielona została nierówno pomiędzy pozostałe kraje (aż jedną trzecią tej powierzchni oddano Wielkiej Brytanii i jej koloniom; z imprezy wykluczone zostały Niemcy). Główne obiekty ekspozycyjne wzniesione zostały na lewym brzegu Sekwany: wśród nich wyróżniała się imponująca Galeria Maszyn. Spośród wielu pokazanych osiągnięć technologicznych i wynalazków do najważniejszych należały telefon i fonograf. W czerwcu zademonstrowana została na Placu Opery inna nowość: elektryczne oświetlenie (lampy łukowe). Wokulski miał okazję obejrzeć w Paryżu szczególnie go interesujące machiny latające. W czasie trwania wystawy można było wznieść się kilkaset metrów nad miasto w gondoli balonu na uwięzi. Można było też zobaczyć francuski „Monopłat”, jeden z pierwszych statków powietrznych cięższych od powietrza (zdolny do wykonania kilkusetmetrowych lotów).

→ Bedeker; → Odkrycia i wynalazki.</document>
<document nplp_id="418" title="Paszporty" slug="paszporty">Zacząłem się już starać o paszport; myślałem, że mi zejdzie z miesiąc. Tymczasem wziął się do tego Wirski i paf!... traf!... wyrobił mi paszport w ciągu czterech dni... (II, 544)
W XIX wieku nastąpiła prawdziwa eksplozja podróży, jednak nie wszyscy mogli korzystać ze swobody ruchu. Polacy planujący wyjazdy zagraniczne – szczególnie ci z Kraju Nadwiślańskiego – stawali przed koniecznością przejścia skomplikowanych formalności paszportowych, związanych ze sporymi wydatkami (również w postaci łapówek). Zezwolenia paszportowego wymagała również podróż do Rosji, a nawet przejazd z guberni do guberni. Dokument ów był niezbędny, ale trudno było go otrzymać. Jeszcze trudniej – przekazać czytelnikom opis kłopotów związanych z jego zdobyciem. Cenzura carska tematu nie dopuszczała. Dlatego w Lalce oprócz lakonicznych wzmianek typu: A co to był za kłopot z tymi paszportami!..., niewiele więcej na ten temat znajdziemy.
W ówczesnych przewodnikach obcojęzycznych (Baedekera, Murraya i innych), jak również w relacjach podróżników angielskich, niemieckich czy francuskich, Imperium Rosyjskie jawi się jako kraj bezużytecznych i uciążliwych czynności urzędowych, otwarcie przekupnych funkcjonariuszy; jako kraj, w którym należy zachować powściągliwość w wypowiadaniu poglądów politycznych: przede wszystkim niepożądane było czynienie jakichkolwiek aluzji dotyczących Polski.

→ Bedeker; → Cenzura; → Podróże Prusa; → Podróże bohaterów Lalki; → Rosja.</document>
<document nplp_id="419" title="Pieniądz" slug="pieniadz">Pieniądz [mówił Szuman] jest śpiżarnią najszlachetniejszej siły w naturze, bo ludzkiej pracy. On jest sezamem, przed którym otwierają się wszystkie drzwi, jest obrusem, na którym zawsze można znaleźć obiad, jest lampą Aladyna, za której potarciem ma się wszystko, czego się pragnie. (II, 451)
W powieści chyba nie ma osoby, która nie mówiłaby o pieniądzach. Od najbogatszych do najbiedniejszych – wszyscy rachują, zyskują, tracą, dziedziczą, kupują, sprzedają, zadłużają się i płacą odsetki. Tu wszystko ma wymierną wartość. Nawet zamroczony miłością Wokulski na pierwszym obiedzie u Łęckich patrząc na pannę Izabelę, robił sobie następujący rachunek: Suknia. Piętnaście łokci surowego jedwabiu po rublu – piętnaście rubli… Koronki z dziesięć rubli, a robota piętnaście… Razem – czterdzieści rubli suknia, ze sto pięćdziesiąt rubli kolczyki i dziesięć groszy róża…
Nie dziwnego, jest kupcem. Czy możliwe jednak było, by w kilka lat dorobił się takiej fortuny? Po powrocie z Syberii, z lęku przed śmiercią głodową, ożenił się z wdową po właścicielu sklepu. Po jej śmierci odziedziczył 30 tysięcy rubli. Zakochany w Izabeli postanowił zwielokrotnić majątek i wyjechał na wojnę do Turcji, a tam, jak mówi: Sam jeden przez pół roku zarobiłem dziesięć razy więcej aniżeli dwa pokolenia Minclów przez pół wieku. Wokulski miał nie tylko talent do pomnażania dochodów, ale też ogromne szczęście: Jak gracz, któremu dziesięć razy z rzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Przez następne półtora roku podwoił majątek. Stać go na wielkopańskie gesty: rzuca na tacę stos półimperiałów podczas kwesty wielkanocnej, kupuje klacz wyścigową, po mieście jeździ własnym powozem. Z okazji otwarcia nowego sklepu wydaje przyjęcie w Hotelu Europejskim. Dzięki tym wszystkim zabiegom urasta w oczach panny Izabeli, która jeszcze na początku powieści nie rozumie procentów, ale w ciągu roku dochodzi w rachunkach do takiej wprawy, że duże sumy oblicza w pamięci. Rozrzutność Wokulskiego może oszałamiać, ale dokładność Prusa w odnotowywaniu cen jest wiarygodnym dokumentem epoki.

W ówczesnej Warszawie, środkiem płatniczym były monety opatrzone podwójnymi nominałami: 1 1/2 rubla = 10 zł, 3/4 rubla = 5 złotych, 30 kopiejek = 2 złote i 15 kopiejek = 1 złoty. Przeciętny roczny zarobek polskiego pracownika umysłowego wynosił 2400-4000 rubli. Pensje roczne profesorów uniwersytetu wahały się od 2000 do 3500 rubli, przeciętna roczna pensja nauczyciela szkoły średniej rzadko dochodziła do 1500 rubli, urzędnicy kolei Warszawsko-Wiedeńskiej zarabiali od 500 do 1000 rubli rocznie. Nieco wyższe były zarobki lekarzy i adwokatów, znacznie wyższe inżynierów, właścicieli przedsiębiorstw oraz biur.
Gaże aktorów wahały się od 500 do 5000 rubli rocznie dla mężczyzn (najwyższą stawkę pobierali dyrygenci opery) i od 400 do 1900 rubli dla kobiet. Wyjątek stanowiła gaża Heleny Modrzejewskiej, która w Teatrze Wielkim zarabiała rocznie ok. 7 000 rubli. Średnia roczna pensja robotnika fizycznego wynosiła 600 rubli.
To przychody, a wydatki? Zacznijmy od artykułów pierwszej potrzeby: 1 funt chleba (0,4 kg) ok. 4 kopiejek, 1 pud (40 funtów) mąki – 179 kopiejek, korzec kartofli ok. 4 rubli, 1 funt mięsa ok. 15 kopiejek, garniec mleka ok. 32 kopiejek, 1 pud węgla ok. 17 rubli.
Ponadto w budżecie domowym należało uwzględniać wydatki na komorne, ubranie, urządzenie mieszkania, życie towarzyskie (bilet do teatru na najdroższe loże parteru i pierwszego piętra kosztował około 8 rubli, bilet na jaskółkę – kilkadziesiąt kopiejek).
Jak widać z powyższego, dysproporcje w zarobkach były ogromne, krocie wydawali najlepiej sytuowani przedstawiciele burżuazji i mieszczaństwa (bankierzy, kupcy) oraz nieliczni arystokraci, a biedę klepały miliony. Nieliczni mieli szansę na wybicie się ponad swoja klasę społeczną; wymarzonym sposobem na poprawę trudnych warunków materialnych był bogaty ożenek.</document>
<document nplp_id="420" title="Plotka" slug="plotka">Rola plotki w Lalce jest ogromna: powieść zaczyna się od relacjonowania rozmaitych opinii i plotek na temat Wokulskiego – to o powodzenie jego przedsięwzięć publiczność „renomowanej jadłodajni” w osobach radcy Węgrowicza, ajenta Szprota i fabrykanta powozów Deklewskiego czyni zakłady, krytykuje jego postępowanie i snuje domysły na temat przeszłości i planów ambitnego kupca.

Plotkowanie, czyli przekazywanie informacji pochodzącej najczęściej z nieustalonego źródła, przez każdego rozmówcę uzupełnianej o kolejne elementy, jest uznawane za cechę obyczajowości mieszczańskiej. Plotkują Szprot i Węgrowicz, rządca Wirski i pani Misiewiczowa, nieprawdopodobne pogłoski polityczne z upodobaniem powtarza Rzecki, wśród naczelnych plotkarzy powieści poczesne miejsce zajmuje Krzeszowska – podglądająca sąsiadów przez lornetkę intrygantka i autorka anonimów. Ale plotka funkcjonuje obrębie wszystkich ukazywanych na kartach powieści grup społecznych. Kolejne pogłoski o bankructwie lub ukrytych zasobach Tomasza Łęckiego powodują przypływy i odpływy gości jego salonu, a zwłaszcza wielbicieli pięknej panny Izabeli (w towarzystwie powstał zamęt. […] Kandydaci do małżeństwa i ich rodziny znaleźli się w dręczącej niepewności. Ażeby więc nic nie ryzykować i nie stracić, składali hołdy pannie Izabeli nie angażując się zbytecznie). Józef Bachórz pisze Prus nie pochwala plotkarstwa, jednakże motywu plotkowania nie wykorzystuje wyłącznie dla efektu humorystyczno-satyrycznego, dla pokazania czytelnikowi, jak nieładnie być plotkarzem; wie dobrze, że plotkarstwo należy do symptomów patologii społeczeństwa w okresie ,,rozkładu” i że da się wyrazić pewne prawdy o ludziach i zbiorowościach ludzkich, gdy się bada plotki. Tradycyjne „ziarno prawdy” obrasta fantastycznymi domysłami, podawanymi jako fakty (które stanowią w istocie uprzedzenia, przypuszczenia czy oczekiwania bohaterów), co pozwala Prusowi na tworzenie kolejnych wersji losów postaci i wariantów fabularnych.

Plotka stanowi również ważne narzędzie kontroli społecznej, „mści się za odmienność”, piętnuje jednostki wyróżniające się, nieprzystosowane, nie przestrzegające norm grupy. Pogłoska rujnuje reputację pani Stawskiej (uznanej za kochankę Wokulskiego), zaś głównemu bohaterowi szkodzi w interesach. Jednak plotka stanowi również najlepszą reklamę, będąc dźwignią handlu: wiele lat wcześniej, kiedy po Warszawie rozeszła się wieść, że subiekt Hopfera [czyli młody Wokulski] chce wstąpić do szkoły przygotowawczej, tłumy zaczęły tam przychodzić na śniadanie, a zaciekawiona pogłoskami o bankructwie publiczność tłumnie odwiedza magazyn firmy J. Mincel i S. Wokulski.

→ Krzeszowska, Baronowa; → Kamienice warszawskie; → Schyłek wieku.</document>
<document nplp_id="422" title="Podróże bohaterów „Lalki”" slug="podroze-bohaterow-lalki">Wyjechał do Odessy, stamtąd ma zamiar udać się do Indii, z Indii do Chin i Japonii, a później przez Ocean Spokojny do Ameryki... (II, 668)
W XIX wieku nastąpił żywiołowy rozwój dróg żelaznych. Gęsta sieć połączeń kolejowych radykalnie skróciła czas podróży, uczyniła ją wygodniejszą i tańszą. Nadal jednak– z uwagi na fatalną sytuację majątkową mieszkańców Królestwa Polskiego – tylko najzamożniejsi mogli zwiedzać Europę, przy okazji załatwiając interesy i nawiązując stosunki towarzyskie. W Lalce czynił tak Tomasz Łęcki, który błyszczał na obcych dworach, dopóki nie popadł w długi. Jeżdżono najchętniej do Paryża, nazywanego przez Izabelę Łęcką stolicą świata, a przez panią Wąsowską czule – kochanym miastem. Niektórzy (jak pisał Prus w Kartkach z podróży) objeżdżali wszystkie kąty Europy, gdzie tylko w ruletę grano i – jak na przykład Starski – tracili fortuny w kasynach w Monaco czy w Monte Carlo. Popularne były również wyjazdy do zagranicznych uzdrowisk, modnych „badów”. O podróży do wód – z nadzieją pozbycia się tych głupich duszności – marzył Ignacy Rzecki. Zaś Suzin, zaniepokojony stanem Wokulskiego, radził mu: Doktorów by zwołał, do Karlsbadu by jechał, ha?...

Handlowy charakter miała wyprawa Wokulskiego do Bułgarii, gdzie zdobył swój olbrzymi majątek, a także jego wyjazdy w interesach do Moskwy czy Paryża. Ochockiego aż do Petersburga powiodła sprawa testamentu prezesowej Zasławskiej, którego zapisów chciał bronić przed zakusami niewdzięcznej rodziny.
W powieści wspomniane są także inne, przymusowe podróże. Rzecki brał udział w walkach Wiosny Ludów na Węgrzech, a potem przez parę lat tułał się po świecie. Wokulski za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir, do Irkucka. Ta zsyłka, dzięki nawiązaniu znajomości z wybitnymi polskimi badaczami: Janem Czerskim, Aleksandrem Czekanowskim i Benedyktem Dybowskim, przerodziła się w osobliwą podróż edukacyjno-naukową, z której bohater wrócił do kraju prawie uczonym.

XIX wiek to także okres egzotycznych i dalekich wypraw do Afryki, Azji, Australii, obu Ameryk. Za człowieka bywałego w świecie, który rzekomo opłynął kulę ziemską, uchodził Starski. Opowiadał o swych podróżach, by zaimponować słuchaczkom, snuł niewiarygodne wręcz opowieści. Ochocki – w przeciwieństwie do łatwowiernych dam – nie dawał się im zwieść. Kpił, że Starski, owszem, trochę podróżował, zdaje mi się jednak, że głównie po paryskich i londyńskich knajpach, bo w te jego Chiny wierzyć mi się nie chce. A czy możemy wierzyć plotkom, że Wokulski, wyjeżdżając bez słowa wyjaśnienia z Warszawy po dotkliwej klęsce uczuciowej, dotarł do Azji i Ameryki?...
W tamtym czasie jeżdżono również po Polsce. W Lalce pojawiają się miejscowości podwarszawskie, Kraków, Częstochowa, Skierniewice, ale w kontekście turystyki wakacyjnej, wyjazdów za pracą czy do rodziny. Zanikło już bowiem, tak żywe w poprzednim pokoleniu (szczególnie wśród artystów i pisarzy), piękne zjawisko „piechotnych wędrówek” po swojszczyźnie, obyczaj poznawania własnego kraju zamiast wojaży zagranicznych.

→ Bedeker; → Paszporty; → Podróże Prusa; → Syberia Polaków; → Wakacje.</document>
<document nplp_id="424" title="Podróże Prusa" slug="podroze-prusa">...ażeby młodzi podróżnicy nie wyobrażali sobie, że chcąc poznać kraj jakiś choćby w najogólniejszych, ale to – najogólniejszych zarysach, dosyć jest mieć w kieszeni bilet jazdy, a na nosie binokle. (B. Prus, Kartki z podróży, t.1, s.176).
Bolesław Prus rzadko opuszczał Warszawę. Pisał w Kronikach: Są ludzie-ptaki i ludzie-drzewa. Ja na przykład lubię kwitnąć na miejscu. Pomimo deklarowanej niechęci do walizek – podróżował: i prywatnie (najczęściej do Nałęczowa), i służbowo jako korespondent redakcji prasowych. Swoje dziennikarskie obowiązki wypełniał jeżdżąc głównie po Mazowszu i Małopolsce. W 1895 roku podjął podróż do Niemiec, Szwajcarii i Francji. Jego relacje krajowe i zagraniczne ukazywały się w odcinkach na łamach „Kuriera Warszawskiego”, „Kuriera Codziennego”, „Tygodnika Ilustrowanego” – najczęściej pod nazwą: Kartki z podróży.

Wojaże Prusa poprzedzone były solidnym teoretycznym przygotowaniem. Wiedzę czerpaną z opracowań naukowych pisarz uzupełniał informacjami z bedekerów i almanachów. W Kartkach z podróży twierdził, że studia książkowe stanowią grunt, na nich oprzeć należy bardzo staranne obserwacje własne, robione gdzie można i o ile można; im zaś jest więcej i studiów, i obserwacji, tym znajomość kraju dokładniejsza. Do przygotowań praktycznych nie przywiązywał zbyt dużej wagi. Almanachowe porady Hachette’a dotyczące turystycznego ekwipunku zbagatelizował, wyruszając w podróż do Berlina i – tam dalej jedynie z małą walizką, bez pościeli i stu innych zalecanych przedmiotów.
Lektura Kartek z podróży wyraźnie pokazuje, że nie mamy do czynienia z rejestratorem „wrażeń” ani z historiozofem zbierającym „pamiątki”. Nie ma w Kartkach… malowniczych opisów miejsc i krajobrazów ani poetyckiej wykładni historii. Prus był faktografem, pilnym obserwatorem rzeczywistości, stawiającym na rzetelną informację. Prezentował podejście utylitarne, pozytywistyczny punkt widzenia. Jego reportaże zawierały nierzadko szkice socjologiczne. Podkreślał funkcję edukacyjną i poznawczą przedsięwzięć podróżniczych i takie podejście najchętniej widział u innych wojażerów. Gdy dyskutowano nad zasadnością wyprawy Stefana Szolc-Rogozińskiego do Afryki, Prus gorąco ją poparł, doceniając walory naukowe projektu i zapał młodego odkrywcy, dzięki któremu – jak pisał w Kronikach – świat wie, że są jacyś Polacy, których interesuje jeografia (sic!). Ubolewał zaś nad powierzchownymi i bezcelowymi podróżami zagranicznymi Polaków, którzy żadnych faktów pouczających, żadnej wiedzy o cywilizacji europejskiej i zwyczajach innych ludów z obczyzny nie przywożą. Tym bardziej zachęcał do wycieczek po własnym kraju, którego ani nie znamy, ani nawet myślimy o jego zbadaniu.

Zależnie od okoliczności Prus podróżował karetą pocztową, furmanką, statkiem rzecznym, ale przede wszystkim koleją. Niech błogosławione będą cienie Wattów, Stephensonów i tych wszystkich, którzy nad parą i kolejami pracowali! – pisał w Kartkach... – Dzięki im [sic!] droga do Siedlec, którą kiedyś przebywało się pocztą w 12 godzin a Żydkiem w 11, dziś ledwie czwartą część tego czasu zabiera... Pomimo zachwytu nad szybkością kolei żelaznej w Kronikach przyrównywał ją do latającego więzienia, którego nie wolno mi ani opuścić, ani zatrzymać, a które muszę dzielić z towarzystwem, nie zawsze przypadającym mi do smaku. Co innego welocyped – ówczesny rower. Ta najznakomitsza, zdaniem Prusa-cyklisty, machina XIX wieku, nie tylko dawała człowiekowi dużą prędkość (dwudziestu wiorst na godzinę), ale i swobodę: jadę, kiedy mi się podoba, popasam lub odpoczywam, gdzie chcę, i – nie mam sąsiadów.

→ Bedeker; → Podróże bohaterów Lalki; → Wakacje.</document>
<document nplp_id="426" title="Pojedynek" slug="pojedynek">– W takim razie ośmielę się proponować… Przeciwnicy stają o dwadzieścia pięć kroków, idą naprzód po pięć kroków… […] Pistolety gwintowane z muszami… Strzały do pierwszej krwi… (I, 418)
W Lalce często mówi się o pojedynku – starciu zbrojnym dwóch dorosłych mężczyzn w obronie znieważonego poczucia honoru jednego z nich. (Kobiety zdolności honorowej nie posiadały, a ich obrażonej czci bronili mężowie, bracia, synowie czy ojcowie). Na kartach powieści wspomina się o dwóch pojedynkach, które doszły do skutku, choć żaden nie zakończył się śmiercią: pojedynek barona Dalskiego z kochankiem jego żony, Starskim, oraz Stanisława Wokulskiego z baronem Krzeszowskim. Wokulski żądał od barona satysfakcji pod pretekstem potrącenia w tłoku na wyścigach – w istocie chodzi o zadośćuczynienie za przykrość, jaką Krzeszowski sprawił pięknej Izabeli Łęckiej złośliwym komentarzem. Dokładnie opisany pojedynek Wokulskiego z baronem odbywa się o poranku w lesie na warszawskich Bielanach i kończy dość groteskową sceną wybicia zęba arystokracie przez wylatujący zamek uszkodzonego kulą pistoletu, po czym wszyscy bohaterowie żegnają się bardzo zadowoleni. […] Wokulski był zamyślony, Rzecki zachwycony odwagą i uprzejmością barona, a tylko Szuman zły […] doktór spojrzał na Wokulskiego i mruknął: – A to bydlęta!... I że ja na takich błaznów nie sprowadziłem policji…

W drugiej połowie XIX wieku pojedynkowano się na broń białą (szpady, szable, pałasze) lub na pistolety. Wybór broni należał do obrażonego, choć uważano, że każdy cywil ma prawo odmówić wojskowemu starcia na pałasze – broń, którą oficerowie umieli fechtować się niejako „zawodowo”. Jeśli walczono„do pierwszej krwi” po zranieniu przeciwnika należało zaprzestać strzałów lub wymiany ciosów. Pojedynki pistoletowe prowadzono najczęściej idąc naprzeciwko siebie od wyznaczonej odległości –najbliższą dopuszczalną odległość strzału stanowiło 15 kroków (około 12 metrów), pistolety powinny być od pary (a przynajmniej mieć lufy podobnej długości i kalibru), z przymocowaną na stałe muszką, ułatwiającą celowanie. Warunki spotkania były wcześniej ustalane przez świadków (sekundantów), którymi byli zazwyczaj przyjaciele walczących. Mieli oni również pilnować przebiegu samego pojedynku i sporządzić z niego protokół. Do obowiązków świadków należało zapewnienie walczącym opieki medycznej – przy każdym pojedynku powinien być obecny chirurg, którego interwencja może rannemu uratować życie.

W Warszawie epoki Prusa pojedynki były zakazane przez prawo i w myśl obowiązującego wówczas Kodeksu kar głównych i poprawczych (§ 1497-1512) zadanie śmierci lub ciężkiej rany w pojedynku karano skazaniem na więzienie w ciężkich warunkach (od 8 miesięcy do 10 lat), pozbawienie praw stanu i osiedlenie na Syberii. Gdy okoliczności pojedynku ze skutkiem śmiertelnym mogły budzić wątpliwości, sąd uznawał to przewinienie za umyślne zabójstwo i ustanawiał najwyższy wymiar kary. Nawet samo wyzwanie na pojedynek wykryte przez policję skutkowało aresztem (od 3 dni do tygodnia), a jedynie pogodzenie się bez rozlewu krwi uwalniało od kary. Temu właśnie należy przypisać popularność Lasku Bielańskiego jako ustronnego miejsca, gdzie odbywały się zakazane prawem spotkania pojedynkowe, co ówczesna prasa utrwaliła w okolicznościowych wierszykach: Czasem się panowie / Zjawią wyfraczeni;/ Blade mają twarze, / Testament w kieszeni./ Jeden się drugiemu / Kłania naprzód czule, / Potem w pierś mu wsadza / Szpadę albo kulę. (1881).

W XIX wieku pojedynki były popularnym zjawiskiem, choć zaczęły się coraz częściej pojawiać głosy, że to barbarzyński zwyczaj, który wstyd przynosi temu wiekowi. „Zdolność honorową”, czyli prawo żądania od przeciwnika spotkania z bronią w ręku, utożsamiano najczęściej ze szlacheckim pochodzeniem. Dlatego też fakt, że baron Krzeszowski przyjmuje wyzwanie na pojedynek od Wokulskiego, warszawskiego kupca, oznaczał dla tego ostatniego swoistą nobilitację, jaką było uznanie przez arystokratę przeciwnika za równego sobie. Powieść Prusa pokazuje bardzo wyraźnie przemiany obyczajowe oraz odmienne traktowanie pojęcia honoru w różnych warstwach społecznych: dla barona Krzeszowskiego pojedynki są niemal chlebem powszednim, natomiast kiedy Ignacy Rzecki (były oficer), oburzony słowami ajenta handlowego Szprota na temat Wokulskiego, żąda od niego satysfakcji, słyszy w odpowiedzi: jakbyś mi pan powiedział coś podobnego po trzeźwemu, tobym poszedł do cyrkułu i daliby panu pojedynek. Zarzut „braku honoru” uchylający się od spotkania z bronią w ręku kupiec kwituje: nie płacę weksli czy daję zły towar, czym zbankrutował?... Zobaczymy w sądzie, kto ma honor!..., zaś godzący uczestników sprzeczki radca Węgrowicz podsumowuje: Pojedynki to były w modzie dawniej, nie teraz…</document>
<document nplp_id="428" title="Pomniki" slug="pomniki">Z jednej strony król Zygmunt, stojący na olbrzymiej świecy, pochylał się ku Bernardynom, widocznie pragnąc coś zakomunikować przechodniom. Z drugiego końca nieruchomy Kopernik, z nieruchomym globusem w ręku, odwrócił się tyłem do słońca, które na dzień wychodziło spoza domu Karasia, wznosiło się nad pałac Towarzystwa Przyjaciół Nauk i kryło się za dom Zamoyskich jakby na przekór aforyzmowi: „Wstrzymał słońce, wzruszył ziemię…” (I, 466-468)
Prawie wszystkie warszawskie pomniki istniejące w czasach Lalki były zgrupowane przy reprezentacyjnym trakcie królewskim. Z wysokiej kolumny przed Zamkiem strzegł miasta król Zygmunt III. Przed budynkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk spoczął monumentalny Mikołaj Kopernik, dzieło słynnego Bertholda Thorwaldsena. Dalej, na ulicy Agrikoli przy wejściu do Łazienek znajdował się piękny pomnik Króla Jana Sobieskiego, wystawiony przez króla Stanisława Augusta.
Przed pałacem namiestnikowskim w 1870 roku usytuowano pomnik carskiego namiestnika Iwana Paskiewicza, o który Zygmunt III miał zapytywać Kopernika: Dlaczego ten wszarz/ Pomiędzy nas wlazł? (Pomnik ten został rozebrany w 1917 roku, a w 1965 w jego miejscu stanął pomnik księcia Józefa Poniatowskiego).
Po przeciwnej stronie Krakowskiego Przedmieścia, przy Placu Saskim, stał obelisk upamiętniający polskich generałów, którzy stanęli po stronie rosyjskiej władzy w czasie powstania listopadowego. Pomnik Mickiewicza, wykonany przez sławnego rzeźbiarza Cypriana Godebskiego, został odsłonięty dopiero w kilka lat po publikacji Lalki.
Prus nie był zwolennikiem budowy pomników. Pisał, że lepiej byłoby wygospodarowane środki przeznaczyć na cele społeczne: szkoły, szpitale, ochronki dla sierot. Jako jeden z niewielu oprotestował inicjatywę upamiętniającą setną rocznicę urodzin wieszcza.
W powieści występuje inny jeszcze pomnik – mający charakter sentymentalnej pamiątki. Na prośbę prezesowej Wokulski miał przystosować do tej roli opatrzony fragmentem wiersza Mickiewicza kamień opodal ruin w Zasławiu, na którym staruszka niegdyś siadała z ukochanym.
Osobliwa jest opowieść o niezwykłej fascynacji panny Izabeli Łęckiej posągiem Apollina. Piękna panna miała kopię słynnej rzeźby i wielbiła ją w samotności. Pewnego dnia pieszczony i całowany głaz ożył i od tej pory zaczął ją nawiedzać w erotycznych snach, przybierając upiększone rysy kolejnych adoratorów.
W Lalce wzmiankom na temat pomników często towarzyszą ironiczne komentarze o marnowaniu pieniędzy. Przeczy im scena ulokowana w powieści w kaplicy kościoła Św. Krzyża, w którym uwagę Wokulskiego przyciągnął posąg Chrystusa, rozjaśniającego oblicze na widok zbliżającego się biedaka. To złudzenie ilustruje zmianę, jaka dokonała się w bohaterze, który jeszcze wchodząc do kościoła zadawał sobie pytanie: Cóż to jest za ogromny gmach, który zamiast kominów ma wieże, w którym nikt nie mieszka, tylko śpią prochy dawno zmarłych?... na co ta strata miejsca i murów, komu dniem i nocą pali się światło, w jakim celu schodzą się tłumy ludzi?...</document>
<document nplp_id="429" title="Powiśle" slug="powisle">[Wokulski] szedł, przez brudne szyby zaglądał do mieszkań […] i cicho śmiał się na widok robotników wiecznie czekających na robotę, rzemieślników, którzy trudnią się tylko łataniem starej odzieży […] na widok obdartych mężczyzn, mizernych dzieci i kobiet niezwykle brudnych. (I, 158)
Powiśle, dzielnica Warszawy zaludniona przez najbiedniejszą ludność, rozciągało się wzdłuż Wisły od ulicy Solec po Nowy Zjazd i Most Kierbedzia (ukończony w 1864 r.), aż do Nowego Miasta. Zaniedbana, pozbawiona podstawowych wygód miejskich okolica ruder, w czasach Lalki zaczęła się modernizować. Rozwój przemysłu prowadził do wykorzystywania gruntów pod budowę fabryk i gmachów rządowych, przy rzece ułożono wąski kamienny bulwar, a włodarze miasta snuli plany szerokiej rozbudowy. Pierwszym wielkim przedsięwzięciem (imponującym Europie!) miało być wybudowanie wielkich, eleganckich bulwarów, które otworzyłyby zamożne śródmieście na skarpę i rozległe widok przestrzeni nadrzecznej. Rozmach tych planów był w Lalce tematem ważnych dyskusji: Bój się pan Boga, z Paryża ogromnie ekscytują nas o te bulwary. Wokulski także był zafascynowany wizją bulwarów – łączyła się w jego myślach z ideą polepszenia doli plebsu: Gdyby brzeg rzeki obwarować bulwarami, powstałaby tam najpiękniejsza cześć miasta: gmachy, sklepy, aleje…
Spacer Wokulskiego z miasta ku Wiśle jest ukazany w Lalce dwukrotnie; za każdym razem przystaje po drodze, by objąć wnikliwym spojrzeniem panoramę miasta. Raz jest piękna i radosna, drugi raz – rozpaczliwie smutna. Bo jej obraz jest zmienny, jak emocje bohatera. Gdy Wokulski żywi się marzeniami o łaskawości uwielbianej panny, szczęście nadaje barwy jego obrazowi świata: Doszedł do Alei Jerozolimskiej i skręcił nią ku Wiśle. Owiał go rześki wiatr wschodni […] Uśmiechał się do piaskarza wiozącego swój towar nędznym koniem w podługowatej skrzyni, a żebrząca wiedźma wydała mu się bardzo miłą staruszką; cieszył go świst rozlegający się w fabryce i chciał pogadać z gromadką rozkosznych malców… Nie dostrzega nawet, że „rozkoszni malcy” rzucają właśnie kamieniami w Żydów.
Gdy bohater jest zrozpaczony, inaczej postrzega to samo Powiśle: jako uosobienie zła, nędzy i występku, ohydne zagrożenie dla całego miasta: wznosił się tu pagórek najobrzydliwszych śmieci, cuchnących, niemal ruszających się pod słońcem, a o kilkadziesiąt kroków dalej leżały zbiorniki wody, którą piła Warszawa. Symbol końca wszelkich nadziei, rozkładu, choroby i śmierci.</document>
<document nplp_id="430" title="Powstanie Styczniowe" slug="powstanie-styczniowe">Powstanie styczniowe nigdzie w Lalce nie jest omówione bezpośrednio, ale z napomknień widać, że w życiu bohaterów odegrało istotną rolę. Mocno też odczuwano jego skutki, o czym mówi określenie: „Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy” (o Wokulskim).
O udziale postaci powieściowych w powstaniu domyślamy się z napomknień, że ktoś zniknął a w dwa lata napisał list z Irkucka, od 15 lat nie widzieliśmy się (czyli w latach 1863-1878), dowiódł patriotyzmu nie tylko językiem. Podobnie mówi się o okresie przygotowań do powstania: Wszystkim paliło się we łbach a on nie chciał być gorszy od innych; mowa jest o zebraniach poprzedzających wybuch powstania, o nabożeństwach. Naturalnie o samym przebiegu powstania i udziale w nim poszczególnych osób nie ma mowy, co najwyżej pojawia się ogólnikowe, enigmatyczne określenie wydarzenia polityczne.

Rzeczywistość przedstawiała się jednak inaczej. Po klęsce w wojnie krymskiej (1853-1856) w całym państwie rosyjskim rozpoczął się opór wobec władzy, a osłabiony klęską carat zdecydował się na ustępstwa: amnestię, faktyczne rozszerzenie swobód obywatelskich, w tym ograniczenie cenzury, a w roku 1861 przeprowadził w Rosji zniesienie poddaństwa i uwłaszczenie chłopów. W Królestwie Polskim Aleksander Wielopolski, od roku 1862 naczelnik rządu cywilnego, przeprowadził stopniowo polonizację administracji, zastępując stopniowo urzędników Rosjan Polakami, założył w Warszawie Szkołę Główną; reformy jednak były niepełne, bowiem Wielopolski nie chcąc narażać się szlachcie nie przeprowadził uwłaszczenia chłopów, a jedynie zamianę pańszczyzny na okup pieniężny. Liczył, że za cenę spokoju uzyska rozszerzenie autonomii, w tym przywrócenie konstytucji z 1815 roku.

Polityka Wielopolskiego spotkała się ze sprzeciwem. Dla znacznej części społeczeństwa „wiosna posewastopolska” stała się okazją do podjęcia na szeroką skalę manifestacji patriotyczno-religijnych, zwłaszcza uroczystych nabożeństw w rocznice ważnych wydarzeń historycznych, takich jak uchwalenie Konstytucji 3 Maja lub za dusze wybitnych Polaków. Władze reagowały niekonsekwentnie, raz nie przeszkadzając manifestacjom, innym razem rozpraszając je siłą. Padały przy tym ofiary śmiertelne, a ich pogrzeby były okazją do następnych manifestacji. Szczególnie krwawo została rozbita manifestacja na placu zamkowym 11 IV 1861. W tej sytuacji politykę Wielopolskiego traktowano jako przejaw zdrady narodowej, a opozycja rozpoczęła przygotowania do powstania zbrojnego. Aby nie dopuścić do wybuchu Wielopolski zdecydował się na przeprowadzenie poboru do wojska na podstawie list imiennych, na których znaleźli się podejrzani o spiskowanie, a nie drogą losowania rekrutów spośród objętych poborem. Branka nie dała rezultatów, większość zainteresowanych ukryła się w lasach. W tej sytuacji Komitet Centralny „Czerwonych” ogłosił się Rządem Narodowym i 22 I 1863 wydał manifest, nawołujący naród Polski, Litwy i Rusi do powstania zbrojnego. Jednocześnie dekretem Rządu Narodowego ogłoszono uwłaszczenie chłopów, obiecując szlachcie odszkodowanie ze skarbu narodowego, a chłopom powstańcom dodatkowo ziemię z dóbr narodowych, ale do realizacji tych postanowień nie doszło.
Powstanie objęło teren Królestwa Polskiego, Litwy, częściowo Białorusi. Trwało do lata 1864, pojedyncze oddziały broniły się do jesieni, a niektóre podejmowały działania jeszcze wiosną 1865 roku. Walka miała charakter wyłącznie partyzancki, oddziały (których liczebność rzadko przekraczała kilkadziesiąt osób) mobilizowały się na ogół do jednego uderzenia, a potem się rozpraszały. Dyktatorzy powstania – kolejno: Ludwik Mierosławski i Marian Langiewicz – nie mieli wpływu na ich poczynania. Ponieważ Rosjanie od początku ściągnęli wojsko do dużych garnizonów, byli zabezpieczeni przed uderzeniami tych niewielkich grup powstańców, a sami urządzali wyprawy pacyfikacyjne. Dopiero trzeci dyktator, Romuald Traugutt jesienią 1863 roku próbował stworzyć większe jednostki – korpusy pod wspólną komendą, ale ten plan się nie powiódł. W lutym 1864 roku rząd rosyjski ogłosił uwłaszczenie chłopów i w ciągu kilku tygodni je przeprowadził. To ostatecznie odcięło chłopów od powstania.

Powstanie styczniowe trwało najdłużej z powstań narodowych, ale nie miało żadnych szans na sukces, mimo że rząd Napoleona III zachęcał walczących do wytrwania i łudził obietnicami pomocy. Powstańców było niewielu: w momencie wybuchu powstania do walki stanęło 6 tysięcy, w lecie 1863 roku liczba ta wzrosła do ok. 25 tysięcy, przez cały czas trwanie walk w szeregach powstańców znalazło się około 50 tysięcy. Powstanie praktycznie pozbawione było uzbrojenia – walczono bronią myśliwską i historyczną.
Klęska powstania spowodowała nie tylko doraźne represje – wyroki śmierci, katorgi, zesłania, konfiskaty majątków – ale również likwidację reszty odrębności Królestwa. W latach 1864-1876 działał Komitet Urządzający, który przeprowadził rusyfikację administracji, szkolnictwa i sądownictwa. Wprowadzono podział na gubernie zamiast województw, zlikwidowano samorządy miejskie i wiejskie. W szkolnictwie wprowadzono programy rosyjskie, ograniczono zatrudnienie nauczycieli – Polaków, niektórych przedmiotów mogli uczyć tylko Rosjanie. Językiem urzędowym stał się wyłącznie język rosyjski, w urzędach, szkołach i sądach nie wolno było używać polskiego. Obowiązywały dwujęzyczne nazwy miejscowości, ulic, dwujęzyczne szyldy. W administracji nie zatrudniano Polaków, jeżeli nie przeszli na prawosławie. Prasa i wydawnictwa podlegały ostrej cenzurze. Poprawa nastąpiła dopiero w czasie rewolucji 1905-1907 roku.

→ Język ezopowy; → Rosja; → Rosjanie w Warszawie; → Syberia Polaków.</document>
<document nplp_id="431" title="Prasa" slug="prasa">[…] przed chwilą czytałem, że flota angielska wypłynęła na Dardanele (I, 26) – wtrąca do toczonej w sklepie rozmowy subiekt Klejn.

Lalkę rozpoczyna scena w jadłodajni, w której „mieszczanie i inteligencja” komentują z równym zapałem lokalne plotki, jak wszystko, o czym docierają wieści ze świata: zbrojenia Anglii, poczynania Bismarcka, układy Mac Mahona z Ducrotem, nowinki z dziedziny mody… . Skąd czerpią informacje? Zapewne głównie z gazet, chociaż cenzura wykreślała wszystko, co było niezgodne z oficjalnie akceptowaną wersją wydarzeń.
W drugiej połowie XIX wieku czasopiśmiennictwo warszawskie prężnie się rozwijało, prasa pełniła coraz ważniejszą rolę w społecznym i kulturalnym życiu miasta. Gazety różniły się profilem i były adresowane do różnych kręgów odbiorców. Wśród tych, które miały dotrzeć do masowego czytelnika, największym powodzeniem cieszył się wymieniony parokrotnie w Lalce (a ukazujący się nieprzerwanie od 1821 r.) „Kurier Warszawski”. Popularności dziennika sprzyjało między innymi szerokie rozbudowanie działu informacyjnego (szczególnie wiadomości lokalnych), zamieszczanie szarad i osobnego dodatku reklamowego. W „Kurierze Warszawskim” Bolesław Prus publikował od 1874 r. swoje słynne Kroniki tygodniowe. Współpracował również często z innymi gazetami; Lalka ukazywała się (w latach 1887-1889) jako powieść odcinkowa, we współredagowanym przez niego „Kurierze Codziennym”.

Znaleziono niemożliwy do zakwestionowania przez cenzurę sposób krzewienia myśli patriotycznej: przypominano pamiątki historyczne, zabytki, piękno polskiego pejzażu. Celował w tej tematyce „Tygodnik Ilustrowany”, szły za nim inne ilustrowane czasopisma: „Kłosy” i adresowany do kobiet „Bluszcz”, wprowadzający współczesną tematykę (jak praca zarobkowa kobiet). Stałymi współpracownikami gazet codziennych byli najwybitniejsi pisarze – Eliza Orzeszkowa, Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz – mimo to w Lalce, którą nazywano „zwierciadłem epoki”, rola prasy, społeczna i kulturotwórcza, znajduje tylko nikłe odbicie. Nawet tytuły gazet pojawiają się w niej rzadko i tylko marginalnie. Problematykę społeczną rozwijano w „Przeglądzie Tygodniowym”, organie młodych pozytywistów. Charakterystyczne, że to właśnie, głośne wtedy czasopismo, w ogóle nie zostało w powieści wymienione; jakby autor świadomie pomijał publicystykę społecznie zaangażowaną, formującą wzorce obywatelskiej działalności.

Wzmianki, dotyczące prasy, mają w Lalce charakter marginalny. Wokulski wspomina, że „Kurier” często ginął na poczcie i z trudem docierał za granicę; „stary Żyd” Szlangbaum, czytuje „Kuriera” w swoim niepozornym sklepiku; panna Łęcka przegląda francuskie żurnale. Poważniejszą rolę gazety odgrywały tylko w życiu Ignacego Rzeckiego: zewsząd zbierał wieści i czerpał nadzieje na powrót do władzy napoleonidów. Stary subiekt z rozrzewnieniem wspominał także dobre lata konserwatywnej „Gazety Warszawskiej” za redakcji Józefa Keniga i poświęcone polityce artykuły Edwarda Sulickiego w „Gazecie Polskiej”, sięgał także do „Warszawskiej Gazety Policyjnej” w poszukiwaniu ekscytujących wiadomości. Korzystanie z gazet jest jednak przez Prusa wyraźnie dyskredytowane: jeśli bohaterowie nawet biorą je do ręki, to nie po to, by czerpać z nich wiedzę o najnowszych wydarzeniach. Szlangbaum szuka szarad, Rzecki wyraża opinię, że wszelkie nowości w gazetach służą do bałamucenia w głowach, a Wokulski poszukuje jakichkolwiek wzmianek o pannie Izabeli.

Minimalizacja roli prasy w Lalce podważa opinie krytyków, że jest to powieść-zwierciadło. Portretując Warszawę i warszawiaków schyłku wieku, Prus wybierał bowiem na bohaterów postacie pasywne i zmierzające ku przegranej, nie wprowadzając do powieści tych, którzy zmierzali ku wyższym celom, którzy serio interesowali się tym, o czym informowała prasa: życiem intelektualnym, osiągnięciami gospodarczymi czy artystycznymi. Toteż w świecie powieści gazeta niemal nie istnieje: może dlatego, by nie kolidowała z ukazywaniem gromadzących się wokół Wokulskiego aferzystów jako godnych pogardy ignorantów. Skądinąd rozsiewane w powieści zwroty takie, jak „mówią, że…”, „słychać, że…” (częste w ustach Rzeckiego), postacie gazeciarzy i reportera (w fragmencie nie wprowadzonym do tekstu książkowego) sugerują, że właśnie z wieści zasłyszanych można dowiedzieć się tego, czego do gazet nie dopuściła cenzura. I że można w nich znaleźć pożywkę dla politycznych nadziei i marzeń – jakie wciąż jeszcze pielęgnował Ignacy Rzecki. Ich niweczenie współgra w Lalce z informacjami, świadczącymi o narastającym kryzysie; rozwiewają się wiązane z Francją i z potomkami Napoleona nadzieje starego subiekta, spółka handlowa upada, znika Wokulski, panna zamyka się w klasztorze, szerzy się nędza i tandeta.

→ Inteligencja; → Plotka; → Schyłek wieku.</document>
<document nplp_id="432" title="Proces o&amp;nbsp;eksmisję studentów" slug="proces-o-eksmisje-studentow">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
[…] pani Krzeszowska zostawszy właścicielką domu chce z niego wyrzucić swoich najzapamiętalszych wrogów, a zarazem najniewypłacalniejszych lokatorów. (II, 378)
Baronowa Krzeszowska wnet po kupnie kamienicy wytoczyła sprawę sądową studentom, najmującym jedno z mieszkań. Żądała, by natychmiast opuścili lokal, ponieważ nie płacili komornego (czyli czynszu). Krył się za tym ważniejszy jeszcze powód – zakłócanie przez studentów spokoju i porządku domowego: nocne hałasy oraz ciągłe ośmieszanie i obrażanie właścicielki.
Proces cywilny wszczęty z powództwa baronowej prowadził w jednoosobowym składzie sąd pokoju, który w czasach Królestwa Polskiego rozpatrywał sprawy cywilne oraz sprawy dotyczące wykroczeń karnych. Mimo wyraźnej sympatii do pozwanych sąd nie przychylił się do ich próśb o przesunięcie terminu zapłaty ani do propozycji oddana w zastaw mebli jako zabezpieczenia długu. Sędzia po zakończeniu rozprawy (nie obyło się bez teatralnych gestów Krzeszowskiej i komicznych zachowań studentów) ogłosił wyrok, nakazujący zapłatę zaległego czynszu i opuszczenie mieszkania. Ponieważ studenci nie podporządkowali się decyzji sądu, Krzeszowska doprowadziła do eksmisji, wykonanej przez pomocy komornika i policji.

→ Krzeszowska, Baronowa; → Studenci.</document>
<document nplp_id="433" title="Proces o&amp;nbsp;kradzież lalki" slug="proces-o-kradziez-lalki">Sędzia przez parę minut coś pisał, a skończywszy, zawiadomił obecnych, że teraz toczyć się będzie sprawa Krzeszowskiej przeciw Stawskiej o kradzież lalki. (II, 384)
Proces karny wszczęty z oskarżenia prywatnego, bez udziału prokuratora, przez baronową Krzeszowską przeciwko Helenie Stawskiej o kradzież lalki (zakupionej ponoć w sklepie Lesserów), prowadził sąd pokoju, czyli sąd pierwszej instancji, który w czasach Królestwa Polskiego mógł rozpatrywać sprawy dotyczące wykroczeń karnych. Na życzenie baronowej rozprawę główną poprzedziło przeszukanie mieszkania Stawskiej, dokonane przez Krzeszowską w obecności rewirowego (który był odpowiednikiem dzisiejszego dzielnicowego). Baronowa pomówiła Stawską o kradzież zabawki i domagała się jej aresztowania. Ponadto zażądała zabrania lalki i sporządzenia protokołu z wykonanych czynności. Stawską wezwano do cyrkułu (czyli na komisariat policji) w celu złożenia wyjaśnień.

Rozprawa sądowa odbyła się w biurze sędziego pokoju, wyposażonym w dwa rzędy ławek dla stron sporu oraz miejsca siedzące i stojące dla publiczności. Po jednej stronie stołu sędziowskiego zasiedli przedstawiciele strony oskarżającej: baronowa Krzeszowska i jej adwokat. Po drugiej zaś stronie oskarżona Helena Stawska z adwokatem i świadkami obrony. Sąd rozpatrywał sprawę w składzie jednoosobowym. Przesłuchania stron i świadków nie dostarczyły argumentów, wystarczających dla wydania wyroku. Dopiero oględziny lalki, okazanej przez Helenę Stawską, przesądziły o jej uniewinnieniu. Dokonano operacji nożem na ciele zabawki, przeprowadzając swoistą egzekucję – odcięto głowę od tułowia i znaleziono znak firmy „Jan Mincel i Stanisław Wokulski”. Przeprowadzone przez sędziego śledztwo i dalsze przesłuchania wykazały niezbicie, że oskarżenie było całkowicie bezpodstawne.

W ten oto sposób doszło przed sądem do oczyszczenia z fałszywych zarzutów niewinnej kobiety oraz do odzyskania przez nią dobrego imienia i szacunku w oczach opinii publicznej. Prus jako godne pochwały ukazał przy tym zachowanie sędziego, który po zamknięciu rozprawy i ogłoszeniu wyroku złożył wyrazy uszanowania pani Stawskiej.
„Proces o lalkę”, który stanowi ważny wątek fabularny powieści i (jak utrzymywał sam Prus) jest źródłem jej tytułu, miał swój pierwowzór w autentycznej historii. Zdarzyła się ona w roku 1887 w czeskim mieście Brnie na Morawach, kiedy to dzięki „sekcji” zabawki udowodniono niewinność niesłusznie oskarżonej młodej wdowy.

W Lalce został pokazany także fragment rozprawy głównej procesu karnego o przestępstwo ciężkie. Prus opisuje obrazek znów w konwencji humorystycznej. Oto Rzecki trafia przypadkowo na salę rozpraw, podczas odczytywania przez prokuratora aktu oskarżenia i zawartych w nim zarzutów: W sali jest duszno; mowę prokuratora tłumi nieco hałas dorożek. Sędziowie wyglądają, jakby drzemali, adwokat ziewa, oskarżony ma minę jakby chciał oszukać sąd najwyższej instancji, starozakonni przypatrują mu się ze współczuciem, a oskarżenia słuchają z uwagą.
Analizując przebieg procesów karnych w czasach Lalki, także tych przedstawianych na kartach powieści z dużą dawką humoru, możemy dostrzec ważną zmianę, która dokonywała się właśnie w tamtym czasie: oddzielono funkcje oskarżenia, obrony i sądzenia. Oskarżony jest stroną w procesie i posiada już gwarancje prawne obrony. Na sądzie ciąży obowiązek wysłuchania obu stron i rozważenia przedstawionych argumentów oraz dowodów. Proces toczy się z zachowaniem zasady jawności. Sędzia styka się bezpośrednio ze świadkami i ogląda dowody, a wyrok wydaje w oparciu o własne obserwacje, rozumowania i sumienie. Może je swobodnie oceniać, może też zgodnie z prawem uznać za dowód wszystko to, co pozwoli dotrzeć do prawdy i wyjaśnienia okoliczności świadczących o winie lub niewinności oskarżonego. Bolesław Prus, jak widać, dobrze się w tych zawiłościach orientował.

→ Lalka.</document>
<document nplp_id="435" title="Przypadek" slug="przypadek">„A przecież nie próżnowałem [myślał Wokulski]; szarpałem się za trzech ludzi i gdyby mi nie pomógł przypadek, nie miałbym nawet tego majątku, jaki posiadam!…” (II, 151)
Przypadek ujawnia w powieści swe Janusowe oblicze. Uznać go możemy za bezrozumny, chaotyczny impuls, który napędza rzeczywistość, lecz można zobaczyć w nim także epifaniczne ujawnienie porządku, który jest zazwyczaj niedostępny dla człowieka i objawia mu się tylko w chwili refleksji.
W istocie swej przypadek mieści w sobie sprzeczność. Warto jednak podkreślić, że Lalka jest jedną z pierwszych w literaturze polskiej powieści, w której sprzeczność budowana jest konsekwentnie jako figura sensu. Przede wszystkim przypadek określa losy głównego bohatera powieści: za jego przyczyną Wokulski spotyka w teatrze Izabelę Łęcką i fakt ten nieodwołalnie zmienia jego życie. Od tej pory dynamikę jego biografii wyznacza rytm zachwytów i rozczarowań związanych z postacią ukochanej, którą jego wyobraźnia poddaje daleko idącej idealizacji. Można powiedzieć, że to przypadek zdecydował o tym, iż Wokulski spotkał osobę ucieleśniającą wszystkie jego pragnienia – jawne i nieuświadamiane. Spotkanie tych dwojga można więc określić jako los Wokulskiego, jego fatum lub przekleństwo, ale może być też ono odczytane jako wydarzenie szczęśliwe. Przypadek sprawia, że Wokulski uformował dalsze życie Marianny, kierując ją do zakładu poprawy. Doświadczenie przypadku skłania nas więc do przypuszczenia, że to nie my decydujemy o naszych wyborach, losie i przeznaczeniu.</document>
<document nplp_id="436" title="Religia bohaterów „Lalki” – kryzys wiary" slug="religia-bohaterow-lalki-kryzys-wiary">[Rzecki:] Panie Boże, jeżeli jesteś, zbaw pomimo to duszę moją, jeżeli ją mam – jak mówił pewien żołnierz z czasów rewolucji francuskiej. (II, 433)
Akcja Lalki rozgrywa się w epoce wielkiego kryzysu tradycyjnego chrześcijaństwa, zwłaszcza Kościoła katolickiego. W szczególności doświadczał go z różnych powodów katolicyzm polski II połowy XIX wieku.
Działo się tak po pierwsze dlatego, że w warunkach zaborów, nade wszystko w zaborze rosyjskim, z powodu rozmaitych represji nie mogło się rozwijać normalne życie religijne. Po drugie natomiast, wyczerpały się już bardzo dotychczasowe wzorce wiary, wiary sprowadzającej się do sztywnej obrzędowości zewnętrznej (rytualizm) oraz nie pogłębionej intelektualnie i odwołującej się na ogół do płytkich, naskórkowych uczuć (fideizm), maskujących z trudem duchową pustkę. Także w sprawach moralnych.
Religijność taka była bezradna wobec dramatycznych wyzwań nowoczesności – postępów nauki, kształtowania się nowych światopoglądów masowych (liberalizm, socjalizm, nacjonalizm, antysemityzm), utraty znaczenia przez feudalne klasy i warstwy społeczne (arystokracja, szlachta) oraz wyłanianie się klas i warstw nowych, świadomych siebie (kapitaliści, drobnomieszczaństwo, proletariat, inteligencja, uwolnione od pańszczyzny chłopstwo), drapieżności wczesnego kapitalizmu, który na dodatek był w Polsce kapitalizmem słabym i zależnym. Traciła jednocześnie na znaczeniu biedna i przeludniona wieś polska i związane z nią formy wiary, mentalności oraz obyczaju, a rodziły się w bólu i trudzie wielkie miasta, takie jak Warszawa z powieści Prusa (czy też opisana przez Reymonta w Ziemi obiecanej Łódź) – z właściwymi dla nich postaciami moralności, zachowania i praktyk religijnych. Polski Kościół zupełnie nie radził sobie z tymi wyzwaniami.
W Lalce na pozór wiara religijna w katolickim wydaniu jest powszechnie obecna. Ale jest to wiara w stanie kryzysu – wiara na ogół zbanalizowana, sprowadzona do form naskórkowych, zewnętrznych, „wytarta” niejako i sprowadzona do form obrzędowych pozbawionych głębszego znaczenia.

Dowodzą tego chociażby wyświechtane, zużyte zwroty, które – mimo wszechobecności – o niczym właśnie nie świadczą. Nie świadczą przede wszystkim o jakiś poważniejszych uczuciach czy przeżyciach. I z tego też powodu Prus każe bohaterom swojej powieści posługiwać się nimi, na dodatek w kontekstach zgoła niereligijnych. Oto kilka znamiennych przykładów: Boże – pomyślał [Wokulski] – jak ja głupio muszę wyglądać z tymi pieniędzmi; Dzięki Bogu – pomyślał – że jestem legalnym dzieckiem moich rodziców; [Łęcki] Prosi Boga, ażeby jego dom poszedł za sto dwadzieścia tysięcy rubli; Chwała Bogu! Byle o tej porze nie wpadł do nas Starski – rzekła panna Izabela biorąc do ręki trzeci list.
Ale tandetny i farsowy jest także w powieści Prusa drobnomieszczański antyklerykalizm, sprowadzający się do nic nie znaczących słów i gestów i reprezentowany przez ojca Rzeckiego oraz jego przyjaciela, pana Raczka.

Żadnych głębszych uczuć ani przeżyć nie przedstawiają nade wszystko praktyki religijne warszawskich arystokratów czy przedstawicieli zamożnego mieszczaństwa. Skwapliwie wprawdzie zdają się oni przestrzegać formalnych reguł katolickiej religijności (groby wielkanocne, święcone), lecz w gruncie rzeczy są bezreligijni, doświadczają duchowej pustki, którą starają się zapełnić na różne sposoby. Katolicka obrzędowość ponadto jest dla nich kolejną okazją do zademonstrowania swej pozycji społecznej, a także pokazu mody. Stąd problem nowej sukni Izabeli czy jej powozu – słowem: problem „pokazania się światu” - całkowicie wypełnia czas Wielkiego Tygodnia, rzekomo przeznaczony na duchową odnowę, pobożne praktyki i dobroczynność. Ta ostatnia zaś z kolei jest dwulicową, obłudną i farsową techniką tworzenia moralnego alibi, swoistej „zasłony dymnej”, która ma przysłonić nieczułość wobec nędzy i upodlenia ludu oraz własną rozrzutność, rozpustność i nieodpowiedzialność. Która – na dodatek – służy przede wszystkim swoistej licytacji w sprawach pozycji społecznej i materialnej siły.
Prus – nie bez pewnej naiwności – przeciwstawia tej fałszywej i pozornej religijności nasyconą głębokimi przeżyciami i wzruszającą religijność dzieci oraz ludu. W Lalce zatem tylko dzieci i lud potrafią zrozumieć rozpacz, nędzę i upodlenie oraz wybaczyć. I tylko dzieci i lud doznają prawdziwej, niekłamanej więzi z Chrystusem umęczonym, zabitym i powstającym z martwych, a także radości i nadziei.

Co więcej, nawet pozytywni bohaterowie powieści – Rzecki czy Wokulski – nie są wcale wolni od tej pustki duchowej. I także oni doświadczają powszechnego kryzysu wiary. Rzeckiemu zastępują ją zatem mity patriotyczne i napoleońskie, nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa i wojaczki w węgierskim powstaniu 1848 roku, a wreszcie drobne, drobiazgowo przestrzegane rytuały dnia codziennego. Wokulski najwyraźniej poszukuje odpowiednika wiary w naiwnych „snach o potędze” i marzeniach dziewiętnastowiecznej nauki, jak również w paryskim spirytyzmie czy mediumizmie. Nie bez powodu: pierwsze seanse spirytystyczne odbyły się wprawdzie w Warszawie już około 1853 roku (m.in. w Pałacu Karasia na Krakowskim Przedmieściu), ale dopiero przybycie do Warszawy w listopadzie 1893 roku – na zaproszenie psychologa i filozofa Juliana Ochorowicza (uważanego za pierwowzór Ochockiego) – słynnego włoskiego medium, Eusapii Palladino, stało się katalizatorem dla eksplozji tego zjawiska. Prus zatem zajmie się nim obszerniej i poważniej dopiero w Emancypantkach i późniejszych Kronikach tygodniowych.
Z kolei Izabela Łęcka, próbując pogodzić swą wewnętrzną pustkę z sentymentalizmem, resztkami katolickiej wiary i erotycznymi pożądaniami, będzie próbowała dokonać – budzącego moralną zgrozę – połączenia chrześcijaństwa z pogaństwem, kultu Chrystusa z kultem Apollina.

Dla głównych bohaterów Lalki nie ma jednakże wyjścia: pogrążeni w rozpaczy i poczuciu nicości, w nihilizmie prowadzącym do klęski, dostrzegają – podobnie jak Fryderyk Nietzsche, pracujący właśnie nad swoimi pierwszymi dziełami – że „Bóg umarł”. I więcej: że nie sposób znaleźć innego, nowego Boga.

→ Nihilizm; → Religia (konflikty religijne); → Religia (wyznania); → Spirytyzm i media.</document>
<document nplp_id="438" title="Religia (Konflikty religijne)" slug="religia-konflikty-religijne">Prus nie wspomina bezpośrednio w Lalce – zapewne w obawie przed cenzurą - o konfliktach zachodzących w tak zróżnicowanej religijnie metropolii. Były one jednak bardzo głębokie i przybierały niekiedy burzliwy charakter. I zawsze przy tym mieszały się z innymi niż tylko religijne napięciami – narodowymi, ekonomicznymi, społecznymi, rasowymi. Trudno je zatem określić jako czysto wyznaniowe, tym bardziej, że sam Prus jedyny tego rodzaju konflikt – narastający w latach siedemdziesiątych XIX wieku między Polakami a Żydami – ujmuje wyłącznie w kategoriach gospodarczo-społecznych, kulturowych i moralnych.

Po zakończeniu druku Lalki jako powieści odcinkowej a przed jej edycją książkową wybuchnął w Warszawie krwawy konflikt, pogrom ludności żydowskiej. Rozpoczął się bowiem 25 grudnia, podczas trwającej w kościele św. Krzyża mszy świątecznej, kiedy to rozległ się okrzyk „Gore!”. W panicznym zamieszaniu stratowano na śmierć dwadzieścia osób, a wiele innych odniosło obrażenia. A kiedy już okazało się, że zagrożenie pożarem było fałszywe, pojawiła się pogłoska, że okrzyk, który wywołał panikę, wzniósł Żyd, kieszonkowiec, który w ten sposób chciał odwrócić uwagę od dokonanej przez siebie kradzieży. Rozjątrzony tłum zaczął więc rozbijać szyby w żydowskich sklepach i atakować przechodzących Żydów. Niektórzy mieszkańcy Warszawy stawali w ich obronie, sprawa odbiła się głośnym echem w publicystyce. Artykuł w ich obronie napisał między innymi Cyprian Norwid.
Nastroje antysemickie utrzymywały się także po zakończeniu pogromu – na murach wypisywano antysemickie hasła, wybito szyby w synagodze, sparaliżowane zostało w znacznym stopniu życie obrzędowe (Żydzi obawiali się urządzać wesela i świętować).

Z kolei pozytywiści warszawscy, którzy wcześniej wspierali integrację społeczeństw chrześcijańskich i żydowskich, po pogromie zwątpili w sensowność takiego programu. Już więc 29 grudnia 1881 roku Bolesław Prus w Kronice tygodniowej uznał antysemickie zamieszki za wyraz upadku moralnego, a Aleksander Świętochowski upatrywał w nich przejaw najniższych skłonności ludzkich i dochodził do wniosku, że – skoro nie można pokojowo zespolić dwóch tak różnych wspólnot – trzeba przymusowo asymilować Żydów (tę szaleńczą ideę Prus wykpił w Kronice tygodniowej z 21 lutego 1882 roku). Pogrom Żydów w Boże Narodzenie 1881 roku wywołał wielkie poruszenie w Warszawie. Nikt czegoś podobnego tu nie pamiętał.
Podstawowe źródło konfliktów religijnych stanowiła jednak w epoce Lalki nasilająca się rusyfikacja, a co za tym idzie – bezwzględne, nie znoszące sprzeciwu wspieranie prawosławia kosztem innych wyznań, głównie katolicyzmu, choć nie tylko.
Polityka religijna caratu w Warszawie (i w całym Królestwie Polskim) najwyższy swój symboliczny wymiar znajdowała we wznoszeniu cerkwi prawosławnych oraz przekształcaniu na nie dotychczasowych kościołów katolickich oraz niektórych budynków świeckich.

→ Antysemityzm; → Religia (wyznania); → Żydzi.</document>
<document nplp_id="440" title="Religia (Wyznania)" slug="religia-wyznania">Dowiadujemy się z Lalki, że Warszawa jest miastem wieloetnicznym, że mieszkają w niej zatem – oprócz Polaków – także m.in. Żydzi, Rosjanie czy Niemcy. Nie dowiadujemy się z niej jednak, że jest ona również miastem wielu wyznań, wielu religii. I że oprócz katolików, o których mowa w powieści, stanowiących najliczniejszą, przeważającą nad innymi społeczność wiary, żyją tu – czego możemy się zaledwie domyślać – bardzo liczni wyznawcy judaizmu i prawosławia (nie tylko urzędnicy i wojskowi rosyjscy, ale również kupcy, inżynierowie i nauczyciele czy zwykła biedota), a także mniej liczni protestanci. Pośród tych ostatnich luteranie (członkowie Kościoła ewangelicko-augsburskiego) dominują liczebnie nad kalwinistami (członkami Kościoła ewangelicko-reformowanego). Oba te wszakże środowiska ewangelickie, ukształtowane w dwie odrębne parafie, tworzą zwarte i wpływowe wspólnoty, wywodzące się głównie ze spolonizowanych Niemców oraz przechrzczonych Żydów (np. rodzina wielkich finansistów i przemysłowców Kronenbergów) i zaliczające się do mieszczańskiej czy wręcz kapitalistycznej elity.

Poza owymi wielkimi grupami na pejzaż wyznaniowy Warszawy Prusa składały się między innymi – o czym świadczą choćby powstające w XIX wieku cmentarze – takie wspólnoty wyznaniowe jak muzułmanie (żołnierze carscy z Kaukazu, Tatarzy litewscy), nie uznający urzędowego prawosławia starowiercy bezpopowcy (głównie kupcy), Karaimi, wreszcie, już u kresu życia pisarza, katoliccy mariawici, potępieni przez oficjalny Kościół. Sami katolicy warszawscy byli zróżnicowani pod względem obrzędowym: prawie wszyscy byli oni wprawdzie obrządku łacińskiego, ale żyli pośród nich także wierni tych Kościołów wschodnich, które zawarły ongiś unię z Rzymem: Ormianie oraz grekokatolicy różnych narodowości, zwani potocznie „grekami”.

Prawosławni stanowili trzecią co do wielkości – po katolikach oraz wyznawcach judaizmu – wspólnotę religijną w Warszawie. W 1864 roku Żydów w Warszawie było 72 800 i stanowili 32,7% mieszkańców. Liczba ich zresztą stale rosła – po pierwsze, z powodu nadania w 1862 roku w Królestwie Polskim praw obywatelskich, zniesienia obowiązujących ich ograniczeń mieszkaniowych, a także tzw. podatku biletowego utrudniającego im przyjazd do Warszawy; po drugie, z powodu napływu do miasta prześladowanych w głębi carskiego imperium Żydów rosyjskojęzycznych, tzw. Litwaków.
Tylko dwie synagogi – okrągła synagoga praska, zbudowana w 1836 roku u zbiegu ulic Szerokiej i Petersburskiej (obecnie Kłopotowskiego i Jagiellońskiej), i tzw. postępowa Wielka Synagoga na Tłomackiem, wzniesiona w latach 1876-1878 – były osobnymi, wolnostojącymi bożnicami. Przeważały małe prywatne domy modlitwy oraz jesziwy, mieszczące się najczęściej we wnętrzu czynszowych kamienic, a rzadko tylko w budynkach bardziej okazałych (jak jedna z najdroższych synagog miasta – luksusowy dom modlitwy założony w 1872 roku w sali wiedeńskiej pałacu Lubomirskich, który mógł zmieścić kilkaset osób).

Judaizm reformowany, choć najpierw w formach złagodzonych, z oddzieleniem więc kobiet, został przyswojony przez zamożne i lepiej wykształcone środowiska żydowskie w Warszawie (finansistów, kupców i inteligentów). Na początku wieku pojawiły się jego świątynie: Stara i Nowa Niemiecka na Daniłowiczowskiej, Polska Synagoga na Nalewkach, wreszcie najważniejsza i najwspanialsza z synagog warszawskich – Wielka Synagoga na Tłomackiem, zaprojektowana przez Leandra Marconiego w stylu neoklasycznym, planowana i budowana przez dwadzieścia lat i otwarta w 1878 roku. Ponadto w Warszawie obecny był oczywiście – reprezentowany jednak przez nielicznych wyznawców – judaizm konserwatywny, stworzony przez reformowanego rabina Zachariasza Frenkla w 1845 roku jako pośrednia między judaizmem ortodoksyjnym a postępowym postać wiary, opowiadająca się za utrzymaniem języka hebrajskiego w liturgii, zachowaniem szabatu i przepisów koszerności.

→ Religia (konflikty religijne); → Rosja; → Żydzi.</document>
<document nplp_id="441" title="Restauracje i&amp;nbsp;cukiernie" slug="restauracje-i-cukiernie">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
Jednego dnia weszła [panna Izabela] z panną Florentyną na czekoladę do cukierni, przez figle. Usiadły przy oknie, za którym zebrało się kilkoro obdartych dzieci. Dzieci spoglądały na nią, na czekoladę i na ciastka z ciekawością i łakomstwem głodnych zwierzątek […] (I, 128)
Bohaterowie Lalki zaglądają do jadłodajni i cukierni, wspominają o istniejących naprawdę w Warszawie składach win Lesisza czy najsłynniejszym – Fukiera na Rynku Starego Miasta (gdzie można było nie tylko spróbować wina, ale również w „pokoju śniadaniowym” spożyć posiłek), a także o wytwornych restauracjach, często mieszczących się w znanych hotelach (jak choćby ta w Hotelu Europejskim, gdzie Wokulski wydaje kolację z okazji otwarcia nowego magazynu). Powieść zaczyna się sceną w anonimowej renomowanej jadłodajni, gdzie zamożni kupcy zapijają zrazy nelsońskie piwem i wymieniają plotki o firmie Wokulskiego. Subiekci i właściciele magazynów zamawiają też obiady, które są przynoszone do domu lub do sklepu. Charakterystyczne, że w tych zakładach gastronomicznych widzimy głównie mężczyzn, którzy jedzą, piją, spędzają czas na lekturze gazet czy rozmowach i ubijają interesy. Ignacy Rzecki po wyprawie do teatru zachodzi do restauracji, gdzie grała muzyka złożona ze skrzypców, fortepianu i arfy. Zjadł pieczeń z kartoflami i z kapustą, po czym siedem kufli piwa skłoniło go do rzucania nader nieprzychylnych spojrzeń na siedzących przy sąsiednim stoliku przy pekeflejszu z grochem Niemców, a dźwięki Marsylianki omal nie doprowadziły do łez. Następnego dnia staremu subiektowi niemile przypomina o pijatyce widok tzw. domu Rezlera na Krakowskim Przedmieściu, gdzie mieściła się znana bawaria. (Zakłady tego typu, wzorowane na niemieckich, oferowały przede wszystkim piwo bawarskie oraz rozrywki w rodzaju kręgielni, gromadząc warszawskich mieszczan i powoli wypierając z centrum miasta tradycyjne szynki.) Rzecki przed licytacją kamienicy wpada do cukierni na rogu Kapitulnej i Miodowej (czyli do założonego w 1791 roku przez Wawrzyńca Lourse’a, „ojca warszawskich cukierni”, lokalu naprzeciwko kościoła Kapucynów), gdzie przy filiżance pienistej czekolady pan Ignacy zasłania się podartą gazetą i przypadkowo słyszy przy sąsiednim stoliku rozmowę starego Szlangbauma oraz zadłużonego jegomościa, którzy przy herbacie i ciastkach ustalają płacę dla tego ostatniego jako podstawionego uczestnika licytacji. Na werandzie cukierni kostyczny doktor Szuman je lody, od których się odrywa, by podbiec do Wokulskiego i pogratulować mu byczej miny.

Cukiernie w Warszawie Bolesława Prusa oferowały gorące napoje i ciastka, a także zapewniały gościom takie rozrywki jak hazardowa gra w bilard, spotkania najlepszych warszawskich szachistów i „giełda plotek”, z których słynął w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lokal firmy Lourse w Hotelu Europejskim (prowadzony wówczas już przez Bernarda Semadeniego), gdzie regularnie bywali redaktorzy i współpracownicy „Kuriera Warszawskiego” – między innymi autor Lalki. Przyciągnięciu klienteli służyły i bardziej ambitne wydarzenia: pierwsze próby rozmów telefonicznych na ziemiach polskich odbyły się 12 stycznia 1878 r., kiedy to przeciągnięto przewody między cukiernią „Saską” a zakładem optycznym Pika przy ulicy Niecałej. Nie przywiązywano natomiast szczególnej wagi do estetyki wnętrz – były to ciemne, często zadymione i ciasne pomieszczenia, wyposażone w oszklone bufety, chroniące słodycze przed zakurzeniem, twarde krzesełka i stoliki o marmurowych blatach. Na wyściełane foteliki, portiery, lustra, zwyczaj stawiania na stolikach kwiatów i serwetek do wycierania ust trzeba było jeszcze poczekać do końca stulecia… Nic dziwnego, że jeszcze w czasach Lalki nie bywały tam kobiety (które ze względu na reputację w ogóle nie odwiedzały publicznych lokali) – toteż wyprawa panny Łęckiej pod opieką przyzwoitki jest nieco ekscentrycznym zachowaniem znudzonej damy, wchodzącej do cukierni przez figle.

Prus w ogóle nie wspomina natomiast o warszawskich kawiarniach, których w drugiej połowie XIX wieku było w mieście wiele. W odróżnieniu od cukierni były zazwyczaj skromniej urządzone, nie prowadziły sprzedaży słodyczy na wynos ani własnej produkcji, starały się zaś znęcić gości możliwością konsumpcji alkoholu oraz szerszą ofertą potraw prócz ciast i słodkości, a także innymi niż kulinarne atrakcjami w rodzaju występów artystycznych, teatrzyków ogródkowych czy nawet pokazów sztuk magicznych. Kawiarnie są natomiast stałym elementem rzeczywistości Paryża – przesiaduje w nich często Wokulski, który pije tam koniak i mazagran, obserwuje życie metropolii i myśli o niedosiężnej Izabeli Łęckiej.
Pojawiające się w powieści prawdziwe nazwiska Rezlera, Lesisza, Fukiera, opisy wnętrz zatłoczonych cukierenek i nazwy potraw podawanych w jadłodajniach składają się na realistyczny portret „mieszczańskiej Warszawy” (jak pisze Józef Bachórz), miasta końca XIX wieku, „Warszawy rzeczywiście istniejących wtedy magazynów, jadłodajni, kawiarni, winiarni, kwiaciarni”.

→ Alkohol; → Hotel Europejski; → Kulinaria.</document>
<document nplp_id="443" title="Rodzina" slug="rodzina">Nie ma w Lalce obrazu ani jednej takiej rodziny, która by tworzyła spójną komórkę podstawową wspólnoty narodowej i ocalała tę wspólnotę przed burzami dziejowymi. Takiej rodziny, która by zgodnie z marzeniami zapisanymi w literaturze romantycznej była synonimem i figurą ojczyzny, jak idealna Litwa Mickiewicza z epilogu do Pana Tadeusza, gdzie do pana przywiązańszy sługa / Niż w innych krajach małżonka do męża. I takiej jak ojczyzna w Księgach narodu polskiego ojczyzna, w której Litwa, połączyła się z Polską jako mąż z żoną, a jej rycerze nazywali się bracią. Nie ma wprawdzie rodziny kompletnej w Panu Tadeuszu, ale w Soplicowie panują rodzinne stosunki i solidną rodzinę założą tu Zosia i Tadeusz. Apoteoza rodziny dokonuje się także w powieściach międzypowstaniowych, a jej ideał widać w obrazie dworku zacnych państwa Starzyckich w Kollokacji (1847) Józefa Korzeniowskiego, w Bożej czeladce (1857) Kraszewskiego i wielu innych utworach ukazujących dom szlachecki jako twierdzę polskości i ostoję wartości moralnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Do tej tradycji w czasach Prusa nawiązywał Sienkiewicz w finałach powieści historycznych i w Rodzinie Połanieckich; nawiązywała też Maria Rodziewiczówna. Już jednak pod koniec romantyzmu pojawiały się sygnały kryzysu zaufania do „szlacheckich gniazd”, ponawiające bunt wczesnoromantyczny synów przeciwko ojcom i nieufność do domowej mitologii. Widać ten bunt w książkach, pod których urokiem dorastali rówieśnicy Prusa i on sam – w Alkhadarze (1854) Edmunda Chojeckiego i Zaklętym dworze (1859) Walerego Łozińskiego. Później ponawiali gest buntowniczy młodopolscy krytycy szlachetczyzny znający już Lalkę, m. in. Stanisław Brzozowski i Stefan Żeromski. W Lalce bohater główny nie wraca żadnym wspomnieniem do domu dzieciństwa, a zdziwaczały ojciec nie dał mu żadnego oparcia życiowego, bo sam wymagał opieki. Prezesowej Zasławskiej jej wielkopańska rodzina zatruła młodość i odebrała szansę szczęścia. Marne wiano duchowe dostała od rodziny panna Izabela Łęcka, a jej posag materialny zwietrzał po latach beztroskich wojaży. Nie do pozazdroszczenia byłby los przedwcześnie zmarłej córeczki wiecznie zadłużonego barona Krzeszowskiego i jego histerycznej małżonki. Nie najlepszą przyszłość szykuje zdeklasowany szlachcic Wirski gromadce swoich wrzaskliwych dzieci. Wszystkie rodziny w Lalce są na różne sposoby poszczerbione, zdefektowane, kulawe. Także i te, które zadbały o moralny posag dziecka, jak plebejska familia starowarszawska Ignacego Rzeckiego (wychowywał go ojciec, były żołnierz, który wprawdzie nauczył go czytania, pisania, klejenia kopert i musztry wojskowej, ale także nabawił fanatycznego bonapartyzmu) czy jak rodzina pani Stawskiej (jej małżonek niesłusznie oskarżony o morderstwo zbiegł za granicę). Nie brak tarapatów rodzinnych w familii starozakonnego S. Szlangbauma, którego syn próbuje asymilować się do środowiska polskiego. Samotność jest udziałem Żyda Michała Szumana – i to od młodości, gdy odratowano go po próbie samobójczej, bo jego chrześcijańską narzeczoną rodzina zaszczuła na śmierć. Można by omawiać Lalkę jako powieść o kryzysie rodziny, o synach i córkach bez matek (ani słowa nie wiemy o matce Wokulskiego, Rzeckiego i panny Łęckiej), o wdowach i wdowcach, o starych kawalerach i starzejących się pannach, o rozwodnikach i o tym, jak te okulawione rodziny nie stwarzają swym członkom perspektyw wytchnienia, pomyślności i samorealizacji – nie są też krynicami moralności ani ostojami ładu społeczno-obyczajowego. Wymowa Lalki jest tu stanowczo odwróceniem dość u nas powszechnego przekonania o tym, że od kondycji rodziny zależy kondycja społeczeństwa. Prus zdaje się mówić: to od stanu społeczeństwa, od jego organizacji, od jego zasobów materialnych, od jego kultury i oświaty, od jego potencjału rozwojowego zależy życie rodzin. To prawda, że z domów rodzinnych przenikają do społeczeństwa złe lub dobre powiewy, ale dużo donioślejsze jest to powietrze, które do domowych pieleszy wciska się z zewnątrz. Takie powietrze – przytrute przesądami kastowymi, antysemityzmem, uprzedzeniami i zawiściami – sprzyja patologiom rodzinnym. Przykłady rodzinnych uczuć przedstawianych z autorską asercją są w powieści rzadkie. Dotyczą środowisk plebejskich (bracia Wysoccy) i wizerunków matek (pani Misiewiczowa, pani Stawska, matka Węgiełka). Szanse związków pomiędzy ludźmi trwalszych i istotniejszych, niż stwarza tradycyjna rodzina, kształtują się na płaszczyźnie życia społeczno-zawodowego, pokrewieństwa poglądów i wspólnoty losu. Rzeckiego i Wokulskiego połączyła przyjaźń mocniejsza niż pokrewieństwo. Szuman i Wokulski przez wiele lat będą sobie bliscy jako ludzie podobnie dyskryminowani. Ochockiego do Wokulskiego zbliżyła pasja naukowa. Żydów zbliża do siebie poczucie zagrożenia i interes materialny. Arystokratów łączy kastowość. Subiekta Kleina do studentów zaprowadziła wspólnota przekonań ideowych. Wszystkie jednak tego rodzaju związki nie układają się w obraz zdrowego i dobrze funkcjonującego „organizmu” społecznego.. Prus w 1890 roku akcentował, że tematem Lalki było przedstawić naszych polskich idealistów na tle społecznego rozkładu. I dodawał: Rozkładem jest to, że ludzie dobrzy marnują się lub uciekają, a łotrom dzieje się dobrze, dowodem zaś fatalnego obrotu naszych spraw jest to, że ludzie niepospolici rozbijają się o tysiące przeszkód (Wokulski), że uczciwi nie mają energii (książę), że człowieka czynu gnębi powszechna nieufność i podejrzenia itd. Destrukcyjnym zjawiskiem życia zbiorowego u nas jest kastowość, powodująca marnowanie sił na gry taktyczne, fałszywe sojusze i wojny podjazdowe, wśród których w najlepsze krzewią się przesądy, plotki, podejrzliwość i kłamstwa. Nie rodzina może być lekarstwem na te choroby, lecz ci, co stoją „na narodu czele”, czyli elita arystokratyczna, ale nasze nieszczęście polega na tym, że w elicie nie widać sygnałów zmian na lepsze.

→ Małżeństwo; → Samobójstwo; → Żydzi.</document>
<document nplp_id="445" title="Rosja" slug="rosja">Śladów Rosji i rosyjskości jest w Lalce niewiele. Prus zastosował bowiem strategię typową dla ówczesnych polskich pisarzy, polegającą na ignorowaniu obecności zaborcy w artystycznych obrazach świata, na starannym unikaniu wszelkich wzmianek o aparacie rosyjskiej władzy. Ale była też druga przyczyna tego zjawiska: carska cenzura prewencyjna, która po prostu uniemożliwiała druk tekstów zawierających jakiekolwiek nieprzychylne uwagi o polityce Rosji wobec Królestwa Polskiego, albo też ukazujących kontrowersyjne problemy stosunków dwustronnych (np. tematykę polskich zesłańców na Syberii czy prześladowań Polaków). Cenzorzy byli wtedy szczególnie wyczuleni na wzmianki o polskich zrywach niepodległościowych. Mimo to w Lalce istnieją całkiem wyraźne – choć zapisane „językiem ezopowym” – motywy powstań: listopadowego oraz styczniowego. Uczestnikiem pierwszego był stryj Wokulskiego, w drugim zaś wziął udział sam główny bohater powieści (o jakiejś niebezpiecznej akcji konspiracyjnej bohatera z okresu przedpowstaniowego, nazwanej metaforycznie „skokiem z Nowego Zjazdu”, wspomniał w pamiętniku Rzecki).

Główna przestrzeń akcji Lalki, Warszawa, została przez Prusa przedstawiona z mistrzowskim wyczuciem ówczesnych realiów, jednakże w jej obrazie ślady rosyjskości uległy świadomemu zatarciu. I tak autor ani słowem nie wspomniał o miejscach, w których urzędowały zaborcze władze lub wojsko: Zamku (ówczesnej siedzibie namiestnika carskiego), Pałacu Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu, Belwederze, Cytadeli. Tymczasem w chronologicznych ramach akcji powieści, czyli u schyłku lat siedemdziesiątych XIX wieku, trwała brutalna akcja rusyfikatorska (stanowiąca konsekwencję polityki represji po zdławieniu powstania styczniowego): jej wpływy stały się widoczne choćby w architekturze czy w rosyjskojęzycznych szyldach sklepów albo urzędów. I jakkolwiek Prus o tych kwestiach otwarcie pisać nie mógł, to przecież aluzyjnie oddawał ciężką atmosferę niewoli, jaka przytłaczała ówczesne życie Warszawy, oraz pośrednio ukazywał opresyjne działania reżimu zaborczego. Ignacy Rzecki z lękiem i ostrożnością porusza w pamiętniku (albo w rozmowach z Wokulskim) drażniące tematy polityczne, niewiele na przykład pisze o swoim pobycie w więzieniu w Zamościu, dokąd trafił (eskortowany przez żandarmów), wracając z tułaczki po klęsce Wiosny Ludów na Węgrzech (ówczesny czytelnik nie miał oczywiście kłopotów z prawidłowym odczytaniem sensu zapisków Rzeckiego:W Zamościu bawiłem rok z czymś. A żem dobrze drwa rąbał, więc byłem co dzień na świeżym powietrzu.). Na wzmagający się ucisk cenzury uskarża się stary Żyd Szlangbaum, którego szaradę o kozakach redakcja wycofała z druku właśnie z obawy przed interwencją cenzora. O aresztowaniach przez rosyjską policję studentów-socjalistów i subiekta Klejna wspomina Wokulskiemu Rzecki (o tym jednak, że studenci ci uczyli się na rosyjskim uniwersytecie warszawskim nie ma w powieści ani słowa!). Także stary subiekt z przygnębieniem ogląda przemarsz zakutych skazańców.

Cień zaborczego mocarstwa ogarnia więc świat przedstawiony Lalki. Wszakże Prus, oprócz strategii przemilczeń i dyskretnych aluzji, zastosował też jeszcze inną metodę w ukazywaniu motywów rosyjskich w Lalce. Chodzi o kreację rosyjskiego kupca Suzina. Już samo jego nazwisko wzbudzało zastrzeżenia współczesnych, jako że utrwaliło się ono w świadomości Polaków chlubną kartą. Rodzina Suzinów cieszyła się szacunkiem na Litwie; Adama Suzina, skazanego w wileńskim procesie filomatów i filaretów, uwiecznił Mickiewicz w scenie więziennej III części Dziadów. Suzin z Lalki to handlowy partner i przyjaciel Wokulskiego, człowiek jowialny i dobroduszny, przy tym rzetelny w interesach. Bohaterowie poznali się na Syberii, potem Rosjanin nakłonił Wokulskiego, by w charakterze dostawcy żywności dla wojska rosyjskiego udał się z nim do Bułgarii na wojnę rosyjsko-turecką (wybuchłą w 1877 roku). Gdy później Wokulski wziął jeszcze udział w niejasnych transakcjach Suzina w Paryżu (dotyczyły one najpewniej układów zbrojeniowych między Rosją a Francją) i gdy znowu zarobił na tym duże pieniądze, to tym samym ponownie musiał narazić się polskiej opinii publicznej (ponownie, bo już po powrocie bohatera z Bułgarii ludzie uznający się za patriotów zarzucali mu nawet zdradę narodową). Jednakże Prus – odrzucając myślenie o własnym narodzie w duchu wyłącznie martyrologicznym – chciał ukazać możliwość nawiązania stosunków polsko-rosyjskich na innej zasadzie aniżeli układ: prześladujący zaborca – ofiara. Tą zasadą była ekonomiczna współpraca, z której korzyści mogła czerpać także strona polska (Wokulski organizuje przecież spółkę do handlu z Cesarstwem). Ale to nowe pojmowanie relacji między Rosjanami a Polakami, sprzeczne zarówno z kanonem polskiego patriotyzmu dziewiętnastowiecznego, jak i z polityką zaborczą Rosji, zostało zakwestionowane przez carskiego cenzora: wykreślił on z tekstu powieści fragment, w którym przyjacielsko nastawiony do Wokulskiego Suzin, krytykując miłosne zaślepienie przyjaciela Izabelą, wspominał o zakochanej w nim młodej bogatej Rosjance, a zarazem ironizował na temat mentalności Polaków. Ach, ty pan! ach, ty bezmózgi szlachcic polski! – śmiał się Suzin. – Ot, co was gubi wszystkich Polaków: u was na wszystko, i na handel, i na politykę, i na kobiety […] – serce i serce… I to jest wasze głupstwo. W opinii Suzina pobrzmiewał pogłos stanowiska samego autora, albowiem Prus starał się nakłonić rodaków do takich zmian w myśleniu o otaczającej rzeczywistości, które by polegały na uwzględnianiu czynników innych niż polityczne i zamiast idei bezkompromisowej walki preferowały organicznikowskie prawo „wspierania się” i „wymiany usług”. W Lalce o Rosji i rosyjskości Prus nie mógł wiele napisać, ale nawet te nieliczne motywy poświęcone tej tematyce mają dużą wartość poznawczą.

→ Cenzura; → Język ezopowy; → Rosjanie w Warszawie; → Suzin; → Syberia Polaków.</document>
<document nplp_id="447" title="Rosjanie w&amp;nbsp;Warszawie" slug="rosjanie-w-warszawie">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]

Realistyczny obraz Warszawy lat 80-tych XIX wieku na kartach Lalki badacze przyrównują do starannie wyretuszowanej fotografii. Przy całej faktograficznej skrupulatności autora, powieść świadomie pomija ogromną liczbę elementów świata przedstawionego, które wiążą się z obecnością zaborcy.
W Lalce jedynym bohaterem, którego określa się jako Rosjanina, jest rubaszny przyjaciel Wokulskiego, kupiec Suzin. Tymczasem w latach 80-tych ok. 3 % mieszkańców Warszawy stanowili Rosjanie, i to nie licząc oddziałów stacjonującej tu armii. Charakterystyczne, że o wojskowym, którego Wokulski spotkał na święconym u hrabiny Karolowej, mówi się krótko „jenerał”, nie dodając żadnych informacji na temat armii, w której służył. Urzędnicy, uczniowie, studenci byli przymuszani do noszenia uniformów rosyjskiego kroju. Zaborcy szczególnie dbali o nadanie kolei rosyjskiego charakteru: Rosjanami obsadzali wszystkie posady kolejowe, wyłącznie po rosyjsku drukowali rozkłady jazdy pociągów, by sugerować podróżnym, że są już w Cesarstwie.

Charakterystyczne niedomówienia obejmują również architekturę. W Warszawie Prusa są liczne odwiedzane przez bohaterów kościoły, ale nie ma cerkwi, których było wówczas kilkanaście (np. sobór i cerkiew przy ul. Długiej, cerkiew przy ul. Miodowej i na Podwalu) – codziennie odbywały się w nich nabożeństwa i biły dzwony. W powieści mówi się o pomnikach polskich, demonstracyjnie nie wspomina się natomiast o rosyjskich (które znajdowały się w reprezentacyjnych miejscach miasta, jak np. pomnik Katarzyny II w Ogrodzie Belwederskim, pomnik Iwana Paskiewicza przez Pałacem Namiestnikowskim – dziś Prezydenckim). W czasie spaceru po reprezentacyjnej ulicy Warszawy Wokulski nie dociera do Zamku Królewskiego, mieszczącego w sobie siedzibę namiestnika, a w skrzydle od strony placu – koszary, zaś wyglądając przez okna swojego mieszkania bohater nie widzi przerobionej fasady Pałacu Staszica, której klasycystyczny styl gubernator Apuchtin postanowił „zruszczyć” bizantyjskimi ozdobami (komentowanymi zjadliwie przez współczesnych, którym przywodziły na myśl „kolorowe ręczniki jarosławskie”). Opisując wystawy sklepowe Prus nie mówi też nic o jaskrawym kolorze szyldów, który został narzucony urzędowo jako reakcja zaborcy na ponury, czarno-biały wygląd magazynów w latach żałoby narodowej, ani o tym, że musiały one być napisane po rosyjsku lub przynajmniej dwujęzyczne, zaś urzędnicy pilnowali bardzo skrupulatnie, by litery polskie nie były przypadkiem większe od rosyjskich.

W Lalce nie widzi się i nie słyszy ruszczyzny. Zwroty rosyjskie pojawiają się tylko w wypowiedziach przybyłych z Moskwy „prykaszczyków”, czyli subiektów (Polki to sama prelest – ros. ‘rozkosz’, ‘cudowne’) lub Suzina. Pewne charakterystyczne echa rosyjskiej wymowy i składni można znaleźć w słowach sędziego pokoju podczas procesu o lalkę (Tak i cóż?; U was była ta lalka?; Nu, tak…), co dla wprawnego ucha współczesnych czytelników wyraźnie świadczyło o jego narodowości. Tymczasem rosyjski był obowiązkowym językiem warszawskiej ulicy, urzędu i szkoły. Polszczyznę dopuszczano zasadniczo wyłącznie w teatrze i w kościele, na pewno jednak nie w sądzie, gdzie językiem rozprawy był rosyjski, a tym, którzy go nie znali, obowiązkowo musiał towarzyszyć tłumacz z urzędu.
Bohaterowie powieści konsekwentnie ignorują wprowadzony przez zaborcę kalendarz. Tymczasem na obwieszczeniach czy w czasopismach podawano wówczas podwójny system datowania: według nowego stylu, obowiązującego w Europie, i starego, rosyjskiego, jeszcze sprzed gregoriańskiej reformy kalendarza, co w roku 1878 dawało różnicę 12 dni. Obchodzono również bardzo liczne święta prawosławne i państwowe, tzw. galówki, które były dla uczniów i studentów dniami wolnymi od nauki, a dla urzędników – od pracy. Do ich charakterystycznych elementów należały obowiązkowe nabożeństwa prawosławne, przyozdabianie domów rosyjskimi flagami i jaskrawe oświetlanie ulic – nawet w rynsztokach płonęły łojówki, z których układano inicjały przedstawicieli rodziny panującej. Na rok przypadało ok. 50 takich galówek – w czasie trwania akcji powieści Prus nie wspomina ani jednej.

Rosjanie mieszkający w Warszawie tworzyli raczej zamkniętą społeczność, dość rzadko stykającą się z Polakami na gruncie towarzyskim. Mieli własne kluby i towarzystwa (np. osobne, działające od 1866 r. Rosyjskie Towarzystwo Dobroczynności). Akceptowanymi społecznie miejscami spotkań Polaków i Rosjan na „neutralnym gruncie” były: teatr, wyścigi (na które zresztą z tego też powodu patrzono czasem niechętnie) oraz Klub Myśliwski.
Widoczne na kartach Lalki demonstracyjne ignorowanie świata rosyjskiego było odpowiedzią polskich pisarzy i publicystów na zakaz umieszczania w tekstach rosyjskich nazwy „Polska”, którą od lat 70-tych XIX wieku zastępowano tam określeniem Priwislinie, Priwislinskij Kraj (Kraj Nadwiślański). Właśnie w wyniku tej umowy społecznej w realistycznej powieści Prusa brakuje bardzo wielu realiów miasta żyjącego pod zaborami.

→ Cenzura; → Język ezopowy; → Pomniki; → Rosja; → Suzin.</document>
<document nplp_id="449" title="Rozrywki" slug="rozrywki">To, co współczesnemu czytelnikowi Lalki kojarzy się z rozrywkami – wizyty w teatrze i operze, bale, koncerty, odczyty, rauty (czyli wystawne kolacje) – dla jej bohaterów ze sfer arystokratycznych często wcale nie jest miłym sposobem spędzania czasu, lecz po prostu oczywistym stylem życia. Wbrew pozorom nie wydaje się, aby te zajęcia rzeczywiście ich bawiły. Panna Łęcka bywa w teatrze i na balach, a także spaceruje w Łazienkach raczej dla zaprezentowania pięknych sukien i własnej urody, niż dla przyjemności (niekiedy zachwyca się też aktorem, którego aparycja zrobiła na niej wrażenie). Bardziej wyrafinowane intelektualnie i twórcze zajęcia zdają się bohaterów po prostu nużyć i są daniną składaną snobizmowi (jak lektura modnych francuskich powieści w przerwach między wertowaniem żurnali mód). Ukazane pod piórem Prusa rozrywki są natomiast pretekstem do zrealizowania innych celów: zachowywania stylu życia właściwego dla klasy, do której się należy lub aspiruje (jak Łęccy czy wzbogacony Henryk Szlangbaum), zawarcia wymarzonego małżeństwa lub nawiązania odpowiednich kontaktów towarzyskich. Właśnie tak zachowuje się główny bohater, gdy pragnąc poznać bliżej kobietę, która go zafascynowała, dostosowuje swój tryb życia do niej i gotów jest zrobić wszystko, by się jej przypodobać – łącznie z zachowaniami, które jako człowiek pracy i niebezpieczeństwa w gruncie rzeczy uważa za marnowanie czasu i pieniędzy. Podobną postawę prezentuje wynalazca Ochocki, który wakacje w wiejskim majątku prezesowej Zasławskiej podsumowuje słowami: Straciłem dwa miesiące na rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych głupstwach... Prawdziwą przyjemność goście salonu czerpią natomiast z wymiany plotek, hazardu (panowie grywają w karty lub na wyścigach, nawet damy zawierają między sobą zakłady) i wydawania pieniędzy na zakupy, niekiedy z jazdy konnej, a wreszcie z flirtu, jak Starski czy pani Wąsowska, która deklaruje, bawiąc się adoratorami: Zapełniam sobie pustkę życia.

Konwencjonalne sposoby spędzania wolnego czasu preferowane przez mieszczaństwo to również wieczorne wizyty w teatrze albo spotkania ze znajomymi przy kartach czy też wieczorki tańcujące. Tak właśnie wyglądało życie Wokulskiego po ślubie z Małgorzatą Minclową – te rozrywki także stanowiły dla niego przykry obowiązek, od którego wymykał się na polowania do znajomego leśnika, do książek naukowych lub na pogawędki polityczne z Ignacym Rzeckim. Stary subiekt trafnie ocenił demoralizujący i wyjaławiający wpływ takiego trybu życia na przyjaciela, komentując: W ten sposób powoli i stopniowo lew przerabiał się na wołu.

Zabawa sprawiająca niekłamaną satysfakcję, szczere cieszenie się chwilą bez ubocznych myśli, ambicji i planów zdaje się być udziałem wyłącznie dzieci i ludzi prostych. Wokulski obserwuje zabawę ludową na placu Ujazdowskim, gdzie kilkanaście tysięcy warszawiaków bawi się przy dźwiękach trąb i katarynek przy barwnych namiotach i kolorowych, pasiastych budach, ozdobionych potwornymi malowidłami, lalkami i pajacami, dopingując odbywające się na środku placu zawody: ustawiono tam dwa wysokie słupy, na które teraz właśnie wspinali się amatorowie frakowych garniturów i kilkurublowych zegarków. Ten widok wzbudził w nim gorycz, przypominając szczęśliwe i bezpowrotnie minione chwile z dzieciństwa. Jakże mu wtedy, wygłodzonemu, smakowała bułka i serdelek! Jak wyobrażał sobie siadłszy na konia w karuzeli, że jest wielkim wojownikiem! Jak szalonego doznawał upojenia wylatując do góry na huśtawce! Dla dorosłego mężczyzny jest to świat doznań, których – podobnie jak dziecięcej niewinności – nie da się już odzyskać.

→ Bale; → Hazard; → Salon.</document>
<document nplp_id="450" title="Rzecki Ignacy" slug="rzecki-ignacy">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]

Ignacy Rzecki jest w Lalce postacią pierwszoplanową, przede wszystkim jako narrator, ponieważ Pamiętnik starego subiekta stanowi prawie jedną trzecią powieści – zajmuje dziewięć rozdziałów z dwudziestu ośmiu, stanowiących całość. Jest też drugim, po Stanisławie Wokulskim, bohaterem głównym. Prus tworzy tę postać z wyraźną sympatią i do podobnej postawy prowokuje czytelnika. Wśród licznych postaci Lalki zasłużył na miano ostatniego romantyka, wyraźnie spóźnionego w epoce, w której przyszło mu żyć. Autor umieszcza jego dzieciństwo i młodość w epoce między powstaniem listopadowym i styczniowym, a ostatnie 15 lat życia starego subiekta przypada w epoce już zupełnie odmiennej.

Akcja Lalki rozgrywa się w ciągu niespełna dwóch lat, od marca 1878 do października 1879. W tym czasie Ignacy Rzecki jest zdziwaczałym starym kawalerem, jego poglądy, jak również strój i styl życia, nie przystają do nowych czasów. Wykazuje naiwność zarówno w ocenie ludzi, jak i wydarzeń. Odnotowuje w Pamiętniku aktualne wiadomości zaczerpnięte z gazet, ale uparcie szuka w nich potwierdzenia, że wkrótce pojawi się na arenie międzynarodowej nowy Napoleon i zaprowadzi w Europie porządek i sprawiedliwość. Jednocześnie ten dziwak i samotnik przez szereg lat prowadzi z powodzeniem duże przedsiębiorstwo, jakim jest sklep na Krakowskim Przedmieściu.

Z firmą „Jan Mincel” a następnie „Jan Mincel i Stanisław Wokulski” związany jest blisko 40 lat, najpierw na Podwalu jako młody uczeń (1840-1846) następnie subiekt (1846-1848), by po czteroletniej przerwie (1848-1853) wrócić na stanowisko subiekta już w nowym sklepie na Krakowskim Przedmieściu. Wyrazem jego związku z firmą było również to, że cały czas mieszkał przy sklepie, najpierw kątem u rodziny pryncypała, następnie w jednopokojowym mieszkaniu, oddzielonym od sklepu tylko sienią. Po przeniesieniu sklepu do nowego lokalu Rzecki ponownie zajmuje mieszkanie obok. Warto zauważyć, że pod koniec życia ma wystarczające dochody, żeby mieszkać wygodniej, ale najwyraźniej nie dba o to, korzystając tylko z doraźnej posługi pracownika sklepu, który przynosi mu obiady z restauracji.

Autor właśnie oczami Rzeckiego, poprzez Pamiętnik... pokazuje jak rozwija się sklep od małej firmy rodzinnej do wielkiego magazynu. Rzecki przyjmuje zmiany krytycznie, właściwie tęskni do modelu sklepu z lat swojej młodości, widzi trudności w kierowaniu pracą coraz liczniejszego personelu, kłopoty związane z rosnącą liczbą dostawców i klientów. Formalnie Rzecki był w dalszym ciągu subiektem, ale ponieważ właściciel sklepu Jan Mincel młodszy przez kilka lat chorował (zmarł w 1871 r.), pan Ignacy faktycznie kierował całym przedsiębiorstwem. Kiedy firmę odziedziczył Stanisław Wokulski, Rzecki został już formalnie jego plenipotentem. Wycofał się dopiero, kiedy sklep kupił Henryk Szlangbaum. W koncepcji Prusa, Rzecki był nosicielem cnót kupieckich: rzetelności, obowiązkowości, ambicji zawodowych.

Nie jest to jednak postać jednowymiarowa. Autor pokazuje Ignacego Rzeckiego jako patriotę, który nie tylko wiązał nadzieje na radykalną zmianę sytuacji ogólnej z Napoleonidami, ale zdecydował się na udział w walce „za naszą i waszą wolność” w powstaniu węgierskim 1849, gdzie uzyskał patent oficerski i był dwukrotnie ranny. Po powrocie do Królestwa Polskiego spotkało go dwuletnie uwięzienie w twierdzy (1851-1853). Brał również udział w spiskach patriotycznych przed powstaniem styczniowym, jednak nic nie wskazuje na jego udział w samym powstaniu. Wiele jest za to wspomnień o węgierskich przewagach wojennych. Dla siebie stary subiekt chciał tylko pięknej śmierci w ewentualnej następnej Wiośnie Ludów.
Szczególną rolę odgrywa w powieści jego związek ze Stanisławem Wokulskim. Był to jego jedyny przyjaciel, pan Ignacy był bez reszty oddany jego firmie, troszczył się o jego sprawy i święcie wierzył, że „Stach” prowadzi tajemniczą polityczno-patriotyczną działalność.

Patrząc obiektywnie, można sądzić, że Ignacy Rzecki osiągnął sukces życiowy. Pochodził przecież z bardzo skromnego środowiska, jego ojciec był woźnym, a ciotka praczką. Wykształcenie miał bardzo niskie, ojciec nauczył go czytać i pisać, potem w sklepie Mincla dzięki praktyce nauczył się zawodu kupca. Mimo to stale czytał gazety, śledził wydarzenia polityczne, czytał również Historię konsulatu i cesarstwa. Prowadził monotonne życie, całe dnie przebywał w sklepie, a gdy znalazł się na bankiecie czy w teatrze, wyraźnie czuł się nieswojo. Mimo ustabilizowanej sytuacji życiowej nigdy się nie ożenił. Potrzebę rozrywki zaspokajał grając na gitarze dla starego psa Ira czy próbując śpiewać. Nie miał krewnych, a jego życie towarzyskie ograniczało się do spotkań ze znajomymi przy piwie.

→ Ir i inne zwierzęta; → Napoleon; → Powstanie styczniowe; → Węgierska Wiosna Ludów.</document>
<document nplp_id="451" title="Salon" slug="salon">Świat salonów kochała panna Izabela na śmierć i życie, wyjść z niego mogła tylko do grobu […] (I, 442)
Słowo „salon” pojawia się na kartach powieści wielokrotnie. „Salon” czy w wersji skromniejszej „salonik” to nazwa pomieszczenia, przeznaczonego do przyjmowania gości (saloniki mają nawet ludzie o niewielkich dochodach, jak pani Stawska czy rządca Wirski). Określenie używane jest również na oznaczenie specyficznej formy kontaktów towarzyskich klas zamożnych i utytułowanych (wieczorne spotkania po wizycie w teatrze) – w takim znaczeniu właśnie panna Izabela mówi o „salonach paryskich”. W Przewodniku po Warszawie z 1873 roku stwierdza się, że do niezbędnych warunków dla stworzenia salonu należą środki materyalne dozwalające rzeczywiście albo pozornie prowadzić wystawne życie, pewna miara ogłady salonowej i, niestety język Francuzki (sic!), konstatując równocześnie ze smutkiem: Salon w Warszawie nie istnieje w rzeczywistem znaczeniu tego wyrazu.

Życie salonowe pod piórem Prusa zostało bezlitośnie ukazane jako płytkie i czcze poszukiwanie rozrywki, polegającej na jedzeniu, grze w karty, flircie i wymianie plotek, „świat wiecznego święta”, obchodzonego przez grupę uważającą się za elitę społeczną (przede wszystkim dzięki urodzeniu, niekiedy również majątkowi). Nie tworzy ona jednak żadnych wartości materialnych, intelektualnych ani artystycznych, zaś uczonych czy przedstawicieli świata sztuki traktuje jako chwilową atrakcję sezonu. Dlatego też w chwili zwątpienia Wokulski, który szturmuje świat salonów po to, aby zdobyć pannę Łęcką, mówi sobie z goryczą: Co warte życie, pleśniejące między resursą, sklepem i prywatnymi salonami, gdzie trzeba grać w preferansa, ażeby nie obmawiać, albo obmawiać, ażeby nie grać w preferansa?..., a o pannie Izabeli myśli: Co robiła?... Nic. Przyozdabiała salony.

→ Bale; → Mieszkania.</document>
<document nplp_id="453" title="Sambójstwo" slug="sambojstwo">[…] Przecież to jasne, że Stach zabił się w Zasławiu… […] – Gdyby zechciał się zabić, mógłby to zrobić dawniej… Zresztą i pistolet by wystarczył, nie dynamit – odparł Rzecki. –Toteż zabijał się… Ale że w każdym calu była to wściekła bestia, więc mu pistolet nie wystarczał… Jemu trzeba było lokomotywy, ażeby zginąć… Samobójcy umieją być wybredni, wiem o tym!… (II, 686-687)
Motyw samobójstwa pojawia się w Lalce wielokrotnie, co pozwala na podkreślenie w powieści motywu dekadentyzmu, schyłku wieku i upadku wartości. Przede wszystkim odbierają sobie życie mężczyźni, co wiąże się z przyczynami samobójstw: oprócz popełnianych z rozpaczy (ze względu na zawód miłosny czy rozczarowanie życiem) pojawiają się tu samobójstwa lub groźby samobójcze w obronie honoru (wojskowi po kapitulacji, pracownicy handlu oskarżeni o defraudację czy zagrożeni bankructwem, jak inkasent Oberman, który „przysięgał, że zabije się” z powodu zgubionych pieniędzy).
Bohaterowie powieści Prusa używają pistoletu (milczący August Katz, przyjaciel i towarzysz broni Ignacego Rzeckiego, zastrzelił się po upadku rewolucji węgierskiej) lub trucizny (po śmierci narzeczonej Michał Szuman próbował otruć się chloroformem, ale został odratowany przez kolegę, który wyważył drzwi, co z perspektywy lat zgryźliwy doktor komentuje: Najpodlejszy rodzaj miłosierdzia!... Ja zapłaciłem za drzwi zepsute, a kolega odziedziczył moją praktykę ogłosiwszy, żem wariat…). Najbardziej dramatycznym samobójstwem z rozpaczy byłaby nieudana próba odebrania sobie życia przez Wokulskiego – przez rzucenie się na tory pociągu (niektórzy badacze widzą w lokomotywie ulubiony pozytywistyczny symbol postępu, który miażdży rozczarowanego idealistę), a później – być może – przez wysadzenie się w powietrze razem z ruinami zamku zasławskiego. Doktor Szuman (który twierdził zresztą, że samobójcom nie należy przeszkadzać) jest znacznie bardziej wstrząśnięty „wybrednością” przyjaciela w doborze środków samozniszczenia, niż samą jego decyzją, którą kwituje ze złością słowami: Z czego widzę, że kochany Stasieczek, obok romantyzmu, miał jeszcze manię samobójstwa...

Myśli samobójcze prześladują głównego bohatera powieści Prusa od dawna, dręczą go „przywidzenia” czy wręcz (w Paryżu) „marzenia” o samobójstwie na tyle wyraźne, że spotkany tam tajemniczy Geist na pierwszy rzut oka rozpoznaje w nim niedoszłego desperata, stwierdzając spokojnie: w moim laboratorium miałem czterech samobójców i ofiarowując Wokulskiemu możliwość złożenia życia na ołtarzu nauki przez branie udziału w niebezpiecznych eksperymentach badawczych.
W kulturze XIX wieku „epidemię samobójstw” zapoczątkował wzorzec literacki w postaci Cierpień młodego Wertera J.W. Goethego, których bohater wyrażał niezgodę na istniejący porządek świata w dramatycznej formie targnięcia się na własne życie. Z punktu widzenia prawa samobójstwo było traktowane jako przestępstwo. Kary, przewidziane dla samobójców w Kodeksie kar głównych i poprawczych (§ 944, 948) to odebranie wagi prawnej ich testamentom oraz pozbawienie chrześcijańskiego pogrzebu; odratowani musieli odbyć pokutę kościelną. Równocześnie jednak w § 946 ten sam kodeks prawny, obowiązujący w Królestwie Kongresowym w czasach Bolesława Prusa, zaznacza, że wolne są od wszelkich sankcji osoby, popełniające lub usiłujące popełnić samobójstwo w obronie honoru (np. wojskowi, urzędnicy chroniący tajemnicę stanu lub kobiety w obliczu grożącego im gwałtu).

Wspominane w Lalce zamachy na własne życie bywają jednak również pustymi gestami. Samobójstwem (i zabójstwem) grozi Wokulskiemu w teatralnej scenie Maruszewicz, którego defraudacje i oszustwa wyszły na jaw, a panu Szastalskiemu, jednemu z wielbicieli Izabeli Łęckiej, rozgłaszany przezeń zamiar popełnienia samobójstwa przydaje w oczach dam nieodpartego czaru. Stary subiekt w swoim pamiętniku również wspomina o samobójstwach nie zawsze w tonacji serio – np. gdy w katakumbowej atmosferze u zrozpaczonej pani Stawskiej popada w spokojną rozpacz i stwierdza: […] byłem przekonany, że sprawa o lalkę skończy się aktem jakiegoś ogólnego samobójstwa, czy kiedy wspomina spory braci Minclów: obrażony na Jana Franz nie rozmawiał z nim, lecz na weselu na śmierć zatańcowywał mu żonę i prawie do samobójstwa upił się jego winem.

→ Dekadentyzm; → Szuman Michał; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="455" title="Savoir-vivre" slug="savoir-vivre">– Więc pan jesteś nieprzyjacielem etykiety? – spytała [panna Izabela]. – Nie. Nie chcę tylko być jej niewolnikiem. (I, 490)
Wokulski na obiedzie u Łęckich świadomie i prowokacyjnie łamie zasady etykiety, (np. jedząc rybę nożem), co gorszy współbiesiadników, ale gdy bohater opatrzył swe zachowanie odpowiednim komentarzem na temat „niewoli etykiety”, zyskało mu ono uznanie panny Izabeli. Bywa jednak, że Wokulski zdaje się po prostu nie być pewnym właściwej formuły – przykładem są choćby jego wahania przed wizytą u Łęckich nad doborem odpowiedniego stroju: „frak czy surdut?”. Niewidzialną „granicę dobrego obyczaju” widać wyraźnie w scenie, w której Wokulski, zbyt późno zaproszony przez księcia, nie odważa się pojawić na balu, tylko obserwuje tańczących z ulicy, stojąc pod zaśnieżonym drzewem.

Skomplikowane zasady etykiety w XIX wieku stanowiły rodzaj ochronnej bariery, zamykającej dostęp do wyższych sfer osobom niżej postawionym w hierarchii społecznej. Z punktu widzenia członków warstw dobrze wychowanych savoir-vivre stanowił dla parweniuszy barierę nie do przebycia, zwłaszcza że nie dotyczył tylko ukłonów, kart wizytowych, zachowania na balu i w podróży, ale także nieuchwytnych dla żadnego czytelnika podręczników towarzyskich reguł wdrażanych od dzieciństwa. Nuworysza zawsze miał zdradzać brak swobody i wdzięku. Savoir-vivre (franc. ‘znajomość zasad dobrego wychowania’) nie wszystkich obowiązywał w jednakowym stopniu, na odrzucanie jego zasad pozwalali sobie ludzie pragnący zademonstrować swoja wyższość: Izabela, która głośno zwracała uwagę na gafy Wokulskiego czy rozmawiała przy nim w obcym języku.
Odpowiednie maniery stanowiły przepustkę do dobrego towarzystwa, mogły ułatwiać także zdobycie lepszej pracy: było tak w przypadku subiekta Mraczewskiego, którego wdzięk i uprzejmość pozwalają na czarowanie klientek.

Bolesław Prus w Lalce pokazuje również przemiany, zachodzące w dziedzinie dobrych obyczajów – należy do nich narastająca z czasem płynność zaleceń (to, co sprawdza się w jednych okolicznościach, w innych okazuje się niewybaczalnym błędem), zanikanie starych wzorców (nad czym ubolewają arystokraci, a także poczciwy Ignacy Rzecki, przedstawiciel odchodzącego w przeszłość dawnego etosu kupiectwa, z melancholią obserwujący dobre maniery ludzi starych i zdeklasowanych: rządcy Wirskiego i pani Misiewiczowej, którzy zachowywali się jak książęta). Wszystko to świadczy o podważaniu utrwalonych wzorców i przechodzeniu do świata innych obyczajów – do epoki dekadencji.

→ Bale.</document>
<document nplp_id="456" title="Schyłek wieku" slug="schylek-wieku">„Głupstwo handel… głupstwo polityka… głupstwo podróż do Turcji… głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy… Gdzież prawda?...” (I, 37)
Kategoria schyłkowości odnosi się do metaforycznego planu odczytania powieści. W świecie przedstawionym Lalki oznacza ona pewien określony stan świadomości bohaterów, opisuje zarówno relacje między nimi, jak i kondycję otaczającego ich świata.
Rzeczywistość przedstawiona w powieści jest rzeczywistością rozwarstwioną i zatomizowaną, znajduje się w stanie rozpadu. Wyczerpaniu uległy już stare formuły przeżywania rzeczywistości i uczestnictwa w niej, nowe zaś jeszcze się nie narodziły. Dotyczy to zarówno planu losów indywidualnych (na przykład wyidealizowane wzorce miłosne Wokulskiego), jak też historii (zagubiony w przeszłości, w przeżywaniu mitu napoleońskiego Rzecki). Rozpada się zwarta, ugruntowana na wyraźnych podziałach struktura społeczna. Procesy demokratyzacji, zachodzącej pomiędzy różnymi warstwami (arystokracja, mieszczaństwo, szlachta, mniejszości narodowe) dopiero nabierają rozpędu i nie wyznaczają jeszcze kształtu i rytmu życia. Zachwianiu ulega również reguła ciągłości – współczesność nie jest osadzona w doświadczeniach przeszłości, zaś przyszłość jawi się jako niepewna i mglista.

Relacje międzyludzkie naznaczone są podejrzliwością i brakiem zaufania. Społeczny obieg informacji opiera się w dużej mierze na plotce, donosie, podsłuchiwaniu i podglądaniu (odsłonięte okna pani Stawskiej, towarzyska „kariera” pani Meliton). Ludzie szlachetni ponoszą klęskę, szubrawcy i kombinatorzy robią zawrotne kariery – świat Lalki pochłaniają bylejakość i tandeta. Dominuje poczucie rozczarowania. Losy powieściowego protagonisty Wokulskiego wyznacza bolesny rytm iluzji i deziluzji, wielkich nadziei i rozczarowań. Bezradny i zagubiony Rzecki ucieka we wspomnienia, w ciągłe przeżywanie historii. Losy jednostek i losy zbiorowości zmierzają ku niewiadomej – finał powieści wyraźnie już wyznacza schyłek starego, uporządkowanego świata i jego wartości (umiera ich strażnik i „kronikarz” Ignacy Rzecki).

Lalka zawiera wyraźne sygnały, iż świat zmierza ku chaosowi lub katastrofie. Całą rzeczywistość przenika poczucie niepewności. Symbolicznego znaczenia nabiera w tym kontekście fakt, że metal o niezwykłych wprost właściwościach wynaleziony w laboratorium prof. Geista i ofiarowany Izabeli Łęckiej zostaje przez nią zagubiony prawdopodobnie w czasie igraszek miłosnych z kuzynem Starskim. Rzeczywistość okazuje się pozbawiona planu i celu, nie włada nią raczej Opatrzność. Dominującą siłą staje się natomiast przypadek, będący wyrazem szyderstwa i ironii losu.

→ Ironia; → Plotka; → Przypadek; → Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="457" title="Skandal" slug="skandal">[Mraczewski o Wokulskim:] Ale jakie ten „stary” głupstwa wyrabia, to przecie skandal... (I, 574)
O skandalu mówi się w Lalce często i chętnie. Bohaterowie „robią skandale” bądź się ich obawiają, stają się ich ofiarami lub przyczyniają się do ich wybuchu. Skandal (z łac. scandalum ‘zgorszenie’) to naruszenie pewnej normy społecznej, konwencji, powszechnie akceptowanej formy zachowań, wywołujące gniew i oburzenie otoczenia. „Skandalem” jest zachowanie wykraczające poza przyjęte reguły, niezrozumiałe, kompromitujące – dotyczy to zwłaszcza kobiet, które muszą dbać o swoją reputację. Ignacy Rzecki niepokoi się o to, jakie skutki dla Heleny Stawskiej może mieć nieustanne inwigilowanie przez czającą się w oknie naprzeciw Krzeszowską: z tego lornetkowania wyniknie kiedy skandal – i rzeczywiście, zabranie przez rewirowego Stawskiej i zabawki do cyrkułu, które stanowi pierwszy akt procesu o lalkę, określane jest przez oburzonego rządcę Wirskiego jako Skandal, no, straszny skandal… Tu „skandalem” jest oskarżenie o kradzież, które ubogiej, samotnej kobiecie zarabiającej na swoje utrzymanie dawaniem lekcji grozi utratą pracy.

Skandal w powieści Prusa ma jednak przede wszystkim związek ze sferą erotyki, często ukrywanej, której wyjście na jaw czyni ją skandaliczną. Skandal to właśnie ujawniona tajemnica. Wokulski prowadząc do sklepu spotkaną w kościele prostytutkę widzi, jak przechodnie oglądają się za nimi na ulicy, i w duchu wymyśla sobie od błaznów: Mniejsza o skandal, ale co, u diabła, za projekty snują mi się po łbie? Dyskretne korzystanie z usług prostytutki nie jest dla zamożnego kupca kompromitujące – ale rozmowa z nią w miejscu publicznym zdecydowanie tak. Podobnie zresztą rozstrojony kupiec po zerwaniu z Izabelą większość czasu spędza w domu, bowiem boi się, że na ulicy mimo woli zrobi jakiś śmieszny skandal. Damy „z towarzystwa” w kategoriach skandalu widzą nie samą zdradę małżeńską, ale jej ujawnienie (pani Wąsowska oburza się na zachowanie barona Dalskiego, który starając się o rozwód rozgłasza wiarołomstwo żony: ażeby skandal uczynić głośniejszym, strzelał się ze Starskim i w ten sposób postawił ją pod pręgierz opinii publicznej). Panna Izabela uważa, że przegrany baron Krzeszowski w dniu wyścigów stracił władzę nad sobą i przybiegłszy do powozu zrobił skandal.

Sytuacje „skandaliczne” bywają jednak na kartach powieści budowane w sposób nietypowy i często zawierają duży ładunek komizmu. Przebywanie młodych ludzi sam na sam, bez przyzwoitki, nawet w zbożnych celach nauki meteorologii (której lekcji miał udzielać Ochocki w Zasławku pannie Felicji) od razu budzi podejrzliwość otoczenia i protesty pani Wąsowskiej, na co zaperzony uczony odpowiada: Pani zawsze musi mi zrobić jakiś skandal! Baronowa Krzeszowska łamie ręce na widok nikłości niesionego przez kamerdynera majątku powracającego na łono rodziny męża (są to walizka i parasol) – i to służący ostro przywołuje ją do porządku: Niechże jaśnie pani nie robi skandalu przy służbie! Stary subiekt często pisze o skandalach z przymrużeniem oka, np. wspominając szczególne stosunki między braćmi Minclami i „skandal” na weselu Jana, który zaopatrzył się na tę uroczystość w amarantowy kontusz, żółte buty i szablę, podczas gdy Franz oświadczył, że nie pozwoli na taka maskaradę przy ślubie, choćby miał podać skargę do policji. Usłyszawszy to Jan przysiągł, że zabije denuncjanta, jeżeli go zobaczy, i do weselnej kolacji ubrał się w szaty swoich przodków Miętusów. Jednak sam Rzecki również mimowolnie staje się bohaterem takiego publicznego zgorszenia, pojawiając się w teatrze w niemodnym cylindrze i krawacie, ciemnozielonym surducie i kraciastych spodniach, który to strój wywołuje zdumienie i kąśliwe docinki: Uważasz pan jego breloki przy dewizce? Skandal!...

→ Humor; → Język ezopowy; → Małżeństwo.</document>
<document nplp_id="459" title="Służba domowa" slug="sluzba-domowa">[…] Wokulski [siedział] zamknięty w gabinecie z niejakim panem Wiliamem Colins. Służący, którego od dawna intrygowały te konferencje […] ścierał kurze w pokoju obocznym i od czasu do czasu przysuwał bądź oko, bądź ucho do dziurki od klucza. (I, 426)
Posiadanie służby domowej nawet w średnio zamożnych domach od wieków stanowiło konieczność, dyktowaną tak troską o prestiż (świadczyła bowiem o statusie społecznym), jak i kwestiami czysto praktycznymi. Sprawne funkcjonowanie gospodarstwa domowego w mieście, które w czasie trwania akcji powieści nie miało kanalizacji (Warszawa doczekała się jej dopiero w latach 1883-1886), wymagało zaangażowania dodatkowych osób, odpowiedzialnych za dostarczanie opału i wody, usuwanie odpadków, przygotowywanie skomplikowanych potraw, utrzymywanie mieszkania w czystości, dbanie o odzież, powóz i konie państwa. Lalka daje wiarygodny obraz liczby i rodzaju służby, zatrudnianej w zależności od statusu i poziomu finansowego państwa. W domu Łęckich, reprezentujących przeciętny poziom bogatszych mieszkańców Warszawy, mamy trójkę służby składającej się ze starego kamerdynera Mikołaja, jego żony, która była kucharką, i panny służącej, Anusi. O Wokulskim wiemy, że zatrudniał służącego, pełniącego obowiązki lokaja (który w hierarchii służby stał niżej od kamerdynera, dbającego o osobę pana), a decyzja sprawienia sobie powozu wymusiła na nim wynajęcie również stangreta. Mniej zamożna pani Stawska zadowala się „służącą do wszystkiego”. Służący mieszkali pod jednym dachem z państwem, sypiając w kuchni lub przeznaczonych dla siebie pomieszczeniach (tzw. służbówkach). Pod koniec XIX wieku o liczbie służby decydowały głównie względy praktyczne: czynniki ekonomiczne (służbie trzeba było płacić, toteż baronowa Krzeszowska ze skąpstwa trzyma na tak wielki dom tylko jednę służącę) i rozwój techniki, ułatwiający prowadzenie domu.

W epoce Prusa wśród służby domowej dominowały kobiety (w 1880 r. stanowiły one 60% służących w Królestwie Polskim). Stały napływ siły roboczej ze wsi sprawiał, że nawet początkujące dziewczęta, pogardliwie zwane „czarnoszyjkami”, zatrudniano często i chętnie, ale też opłacano je znacznie niżej niż mężczyzn. Natomiast posiadanie służącego-mężczyzny: kucharza, lokaja czy kamerdynera traktowano jako świadectwo wyższej pozycji społecznej państwa domu. Od roku 1857 w Królestwie Kongresowym funkcjonował Wydział Kontroli Służących (zastąpił on wcześniejsze Biuro Kontroli Służących), który prowadził ich spisy, rejestrował zmiany zatrudnienia oraz wystawiał „książeczki służby”.

Służący są w powieści Prusa postaciami drugoplanowymi, niekiedy bezimiennymi. Oprócz budowania realiów świata przedstawionego służba w Lalce występuje niekiedy w roli komentatora poczynań głównych bohaterów (jak służący Wokulskiego czy kamerdyner barona Krzeszowskiego), choć bywa również przyczyną intrygi (stłuczona i ukryta przez przerażoną służącą lalka baronowej staje się powodem procesu). W relacjach arystokratów ze służbą dochodzi również do pewnych wynaturzeń – pan Tomasz Łęcki traktuje kamerdynera Mikołaja z dystansem, ale akceptuje to, że panna Florentyna pożycza od niego pieniądze na utrzymanie domu.

→ Pieniądz; → Proces o kradzież lalki.</document>
<document nplp_id="460" title="Socjalizm" slug="socjalizm">[Ilustracja ze zbiorów Biblioteki M.St. Warszawy]
– […] Wierz mi, panie Klejn, bonapartyzm to potęga!…– Jest większa od niej. – Jaka? – oburzył się pan Ignacy. […] – Socjalizm… (I, 27-28)
Ta rozwijana w drugiej połowie XIX wieku ideologia polityczna i społeczna przybierała różne formy, wspólne im było przeświadczenie, iż kapitalizm opiera się na wyzysku pracujących mas i ma wielkie wady moralne. Socjaliści zaś zmierzają do utworzenia ładu, opartego na zasadach wspólnoty, równości i racjonalnego zarządzania gospodarką.
Jako zdeklarowany zwolennik socjalizmu ujawnia się w Lalce sprzedawca w sklepie Wokulskiego, Klejn (choć wypowiada słowo „socjalizm” szeptem i „kryjąc się za porcelanę”). Socjalizm bywa w powieści przedmiotem ostrych kontrowersji i polemik, chociaż zaprawionych dozą łagodzącego humoru: w sporze między Klejnem i Mraczewskim ten ostatni, jako wróg socjalizmu, twierdzi: Wszyscy socjaliści są złodzieje, bo chcieliby dzielić się cudzym, i – szubrawcy, bo mają na dwu jedną parę butów i nie wierzą w chustki do nosa.

Lalka odzwierciedla poglądy ówczesnych warszawiaków. W latach 1878-80 rozwijano propagandę idei socjalistycznych (ich urokowi uległ także drugi subiekt Wokulskiego, Mraczewski), dochodziło na tym tle do aresztowań. Obiegowe mniemania na temat socjalizmu prezentuje Ignacy Rzecki: socjaliści uważają ponoć, że ziemia powinna należeć do tych, którzy ją uprawiają, że fabryki, kopalnie i maszyny powinny być własnością ogółu, że nie ma wcale Boga ani duszy, którą wymyślili księża, aby wyłudzać od ludzi dziesięcinę.
Do aresztowań w środowisku socjalistów warszawskich w lipcu 1879 roku nawiązywała w powieści scena zatrzymania przez policję Klejna i studentów, mieszkających w kamienicy baronowej Krzeszowskiej. Jeden z nich tak oto uzasadniał odmowę płacenia komornego: Społeczeństwo, jeżeli nie zabiło mnie przy urodzeniu, jeżeli każe mi się uczyć i zdawać kilkanaście egzaminów, zobowiązało się tym samym, że da mi pracę ubezpieczającą mój byt… Tymczasem albo nie daje mi pracy, albo oszukuje mnie na wynagrodzeniu… Jeżeli więc społeczność względem mnie nie dotrzymuje umowy, z jakiej racji żąda, abym ja ją dotrzymywał względem niego. Ta argumentacja była odbiciem tezy Proudhona, że każda własność, która nie została zdobyta pracą własnych rąk, jest rodzajem kradzieży.

Poglądy socjalistyczne prezentują w Lalce ludzie ubożsi (sprzedawcy, ubodzy studenci). Lecz również w niektórych opiniach Wokulskiego i Ochockiego możemy odnaleźć elementy socjalistycznych teorii. Refleksem idei Proudhona może być na przykład następująca refleksja Wokulskiego: Mówiąc prawdę […] powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi. Ukazuje to zarówno przenikanie poglądów socjalistycznych do umysłów inteligencji, jak i aprobatę Prusa dla krytycznego wymiaru tej doktryny.</document>
<document nplp_id="462" title="Spirytyzm i&amp;nbsp;media" slug="spirytyzm-i-media">To są media […] Na nich Palmieri pokazuje swoje sztuczki. Widowisko, trwające około dwu godzin, polegało na tym, że Palmieri z pomocą wzroku usypiał swoje media, w taki jednak sposób, że mogły one chodzić, odpowiadać na pytania i wykonywać rozmaite czynności. (II, 169)
Ważnym wydarzeniem w czasie pobytu Stanisława Wokulskiego w Paryżu był jego udział w seansie spirytystycznym, prowadzonym przez profesora Palmieri. Szczególnie mocne wrażenie wywarły na bohaterze doświadczenia magnetyczne z zakresu hipnozy. Nazwą medium określano osobę, podatną na hipnozę i sugestię, której przypisywano zdolność odczuwania zjawisk telepatycznych, jasnowidztwo, zdolność obcowania z duchami podczas seansów mediumicznych (spirytystycznych).

Między nadprzyrodzonymi talentami medium miały znajdować się: lewitacja, czyli bezdotykowe unoszenie przedmiotów i ciał w powietrzu, wytwarzanie widm (fantomów) ludzi, zwierząt i przedmiotów, fotografowanie myśli, polegające na wytwarzaniu na materiale światłoczułym obrazów będących odbiciem wyobrażeń medium, oraz tworzenie materialnego sobowtóra, przejawiające się obecnością medium jednocześnie w dwóch różnych miejscach. Medium mogło ponoć przekazywać zebranym informacje od kontaktującego się ducha, cytować jego słowa, przemawiać głosem zjawy.
W Warszawie czasów Lalki rozwinął się biznes mediumiczny. Wytwarzano i sprzedawano rozmaite rekwizyty, używane podczas seansów: specjalne stoliki, ekrany fosforyzujące, którymi oświetlały się zjawy i inne rekwizyty, które stanowiły oprawę seansów. Robiono także fotografie funeralne, w tle których za zmarłym pojawiał się duch osoby mu bliskiej.

Istniało wiele metod nawiązywania kontaktu z duchami. Najczęściej media (i uczestnicy spotkania) byli wprowadzani w trans – szczególny stan, w którym odczuwano nadprzyrodzone emocje; seanse odbywały się z reguły w zaciemnionym pomieszczeniu, wokół drewnianego, przeważnie okrągłego stołu, wieczorem lub w nocy, przy świecach, co miało ułatwić materializację duchów.
Najwybitniejszym ówczesnym badaczem hipnozy, magnetyzmu i mediów był Julian Ochorowicz, filozof, psycholog, poeta, wynalazca w dziedzinie elektroakustyki i telefonii. Był zaprzyjaźniony z Bolesławem Prusem, który uwiecznił go w Lalce jako inżyniera wynalazcę Juliana Ochockiego.</document>
<document nplp_id="463" title="Społeczeństwo" slug="spoleczenstwo">„Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony… Lecz właśnie to, co oni dziś nazywają – szaleństwem, popycha mnie do pełnienia jakichś fikcyjnych obowiązków. Gdyby nie ono, siedziałbym dziś jak mól w książkach i kilkaset osób miałoby mniejsze zarobki. Więc czego oni chcą ode mnie?” – pytał sam siebie w rozdrażnieniu [Wokulski]. (I, 461-462)
Lalka jest powieścią wielowarstwową i znaczeniowo skomplikowaną. Przejawia się to na wielu poziomach świata przedstawionego, przede wszystkim zaś dotyczy postaci i warstwy metaforycznej utworu. Powieściowa wieloznaczność związana jest z kategoriami panoramiczności i polifoniczności. Prus bowiem, żeby sprostać budowanej przez siebie, oryginalnej formule realizmu – wykraczającej poza obowiązujące w epoce koncepcje i reguły powieściopisarskie – postanowił opisać świat sobie współczesny jako rzeczywistość pogmatwaną, wielowarstwową i niejednoznaczną. Zgodnie więc z taką filozofią realizmu skomponował Lalkę jako powieść panoramiczną, to jest taką, która nie tracąc z pola widzenia chwili bieżącej, szczegółów i codzienności, mierzy się z wyzwaniami współczesności i historii, dając w efekcie syntezę całego wieku XIX.

Wielość i splątanie wątków, postaci i problemów staje się Prusowskim żywiołem, dla którego konieczne okazuje się znalezienie odpowiedniego języka. Autor znajduje go w mowie potocznej, pozbawionej sztuczności i koturnowości. Każdy z bohaterów posługuje się słowem własnym, autonomicznym wobec słowa narratora. Ta powieściowa wielogłosowość sprzyja opisaniu świata jako całości dramatycznie złożonej i pełnej sprzeczności, słowa powieściowych postaci nie są bowiem korygowane przez wszechwiedzącego narratora. Prus nie hierarchizuje tym samym opisywanej przez siebie rzeczywistości.

Psychologiczna przenikliwość oraz socjologiczna bystrość każą mu z uwagą przyglądać się powieściowym postaciom w sytuacji, którą można określić jako sytuację przemiany dokonującej się na dwóch poziomach: metaforycznym i dosłownym. Na tym pierwszym Lalka okazuje się powieścią o poszukiwaniu nowego człowieka. Wpisane jest jednak ono w sytuację społecznych przeobrażeń. I w ten sposób pisarz buduje ów drugi poziom, dosłowny – Prusa przede wszystkim interesuje struktura, jak również dynamika przemian społecznych w momencie, kiedy tradycyjne formy życia społecznego wyczerpują się zarówno w perspektywie historycznej i cywilizacyjnej, jak też antropologicznej (dawne wzorce osobowe, na przykład Polaka, kochanka czy katolika, albo załamują się, albo nie przystają do zmieniającego się świata). Rzeczywistość opisana w Lalce jest zatem rzeczywistością ukazaną w momencie przełomu.

Społeczeństwo przedstawione w powieści nie jest strukturą zamkniętą i statyczną, lecz dynamiczną i otwartą, w obrębie której, jak wydaje się niektórym bohaterom (choćby Wokulskiemu), możliwy jest awans lub degradacja. Ulega ono przekształceniom, które warunkowane są przez wiele czynników, takich jak historia, zmiany cywilizacyjne czy kulturowe.
Przemiany społeczne, zachodzące w świecie Lalki, nie mają jednak charakteru uporządkowanego postępu czy rozwoju, przebiegają raczej bez wyraźnego kierunku czy rytmu. Społeczeństwo polskie nie jest bowiem zorganizowaną wewnętrznie, spójną całością, lecz zbiorowością klas, warstw i grup społecznych, które nie są powiązane ze sobą żadnym węzłem wspólnotowym, interesem czy wizją przyszłości. Reguły życia zbiorowego oparte zostały na wzorcach dysfunkcjonalnych i anachronicznych (takich, które się nie sprawdzają), a jedynym doświadczeniem wspólnotowym staje się doświadczenie niewoli. Powiedzieć można, że Prus daje nam panoramę społeczeństwa w rozpadzie – zbiorowości anomicznej, to jest takiej, w której więzi międzyludzkie są pozorne, kalekie bądź w ogóle ulegają zerwaniu, w której dominują tandeta i sprzeciętnienie. Warszawa może być uznana za symbol tego procesu. Jawi się ona jako miasto smutne, mało atrakcyjne, zamieszkiwane przez społeczeństwo, które nie ma w sobie cywilizacyjnego rozmachu oraz potencjału.

→ Arystokracja; → Inteligencja; → Mieszczaństwo; → Niższe warstwy społeczne; → Szlachta.</document>
<document nplp_id="464" title="Spółka handlowa" slug="spolka-handlowa">Wskazuję panom drogę uporządkowania handlu Warszawy z zagranicą, co stanowi pierwszą połowę mego projektu i jedno źródło zysku dla krajowych kapitałów. Drugim źródłem jest handel z Rosją. […] Spółka, która zajęłaby się nimi, mogłaby mieć piętnaście do dwudziestu procentów rocznie od wyłożonego kapitału.” (I, 342)
Grupa bohaterów Lalki, wywodzących się z arystokracji i ze szlachty (Tomasz Łęcki, książę, hrabia Liciński, hrabia Sanocki i inni), założyła spółkę handlową w celu prowadzenia handlu ze Wschodem. Liczyli oni na to, że spółka, kierowana przez doświadczoną osobę i obracająca sporym funduszem wpłaconym przez wspólników, szybko przyniesie duże zyski. Nie mieli jednak ani odpowiedniej wiedzy z dziedziny finansów, ani wystarczającego kapitału; kierowanie spółką powierzyli zatem Stanisławowi Wokulskiemu, który handlując ze Wschodem zbił wielką fortunę.
Prus, wprowadzając na karty powieści wątek spółki handlowej, uzupełnił go wieloma szczegółowymi informacjami, dotyczącymi wspólnych uzgodnień, finansów i prowadzenia interesów.
Każda spółka powinna być zbudowana na wzajemnym zaufaniu wspólników. Jednakże zakładaniu przez Wokulskiego spółki do handlu z Rosja towarzyszyła atmosfera nieufności i niechęci do głównego udziałowca. Inne były interesy kupca, który chciał zdobyć Izabelę Łęcką i związać się bliżej z arystokracją, a inne pozostałych wspólników-założycieli, którzy myśleli o szybkim podziale zysków. Różnice te doprowadziły wkrótce do konfliktu interesów. Ale i Wokulski nie był bez winy. Namawiał arystokratów, żeby powierzyli mu swoje kapitały, a sam zachowywał się nieodpowiedzialnie. Jego gra na wyścigach, pojedynek z Krzeszowskim, niefortunne zaloty i zakup kamienicy na niekorzystnych warunkach były oceniane jako narażenie spółki na straty i bankructwo. Wokulski – zdaniem jednego ze wspólników, hrabiego Licińskiego – to żaden kierownik interesu kupieckiego. Bo dzisiaj rzuci miliony w przedsiębiorstwo, a jutro wyzwie kogo na pojedynek i wszystko narazi…
Główny bohater Lalki po roku wystąpił ze spółki. Prus zaprezentował z tej okazji dwie możliwości jej dalszych losów: powolny upadek po utracie kompetentnego kierownika lub wykupienie jej udziałów przez osobę trzecią. W Lalce głównym udziałowcem został Henryk Szlangbaum, który obniżył zyski udziałowców, i powoli przekazywał ją w ręce żydowskie. Tu znów pisarz hołduje stereotypom.

→ Kupiectwo warszawskie; → Szlangbaum Henryk (syn); → Wokulski Stanisław; → Żydzi.</document>
<document nplp_id="465" title="Starość" slug="465">Jestem tak stary, że mi wygodniej nic nie wiedzieć; jestem już nawet tak stary, że pragnę tylko jednej rzeczy – pięknej śmierci. [mówi Ignacy Rzecki] (I, 81-82)
&amp;nbsp;

Granica życia w XIX stuleciu przesuwała się coraz dalej. Francuskie źródła podawały, że przewidywana średnia wieku człowieka w tym kraju w chwili śmierci w 1850 roku, a więc rok po urodzeniu Bolesława Prusa wynosiła – 38 lat dla mężczyzn i 41 dla kobiet. W 1913, rok po śmierci pisarza (autor Lalki zmarł w wieku 65 lat), długość życia szacowano już na 48 lat u mężczyzn i 52 – u kobiet. Dane statystyczne, na które Prus tak chętnie powoływał się w swoich Kronikach, podają, że pod koniec XIX wieku mieszkaniec Warszawy umierał, mając zaledwie 33 lata!... Najmniejsze szanse na bycie starymi mieli najbiedniejsi (m.in. mieszkańcy Pragi, Powiśla – najuboższych dzielnic miasta), wśród których śmierć zbierała największe żniwo.

Paradoksalnie więc starzy ludzie pojawiają się w powieści częściej niż wskazywałaby na to rzeczywista sytuacja epoki, w której niewielu dożywało sędziwego wieku. Są to bohaterowie zarówno pierwszego, jak i drugiego planu: obok hrabiny Joanny Karolowej, Tomasza Łęckiego czy prezesowej Zasławskiej pojawiają się również stary służący Mikołaj czy stary lokaj Józef, starzec Geist, a także pan Raczek, stary Szlangbaum z łysą głową i siwą brodą, Jan Mincel – starzec z rumianą twarzą, jego matka – chuda staruszka w żółtej sukni nazywana Grossmutter. O rękę Izabeli Łęckiej starają się marszałek i baron, obaj w podeszłym wieku, co dyskredytuje ich w oczach panny (choć sędziwa hrabina Karolowa tłumaczy swojej bratanicy, jak bardzo w środowisku arystokracji jest poważana kobieta, która ma starego męża). Do ludzi starych w Lalce zaliczyć możemy także Jadwigę Misiewiczową (rówieśniczkę Rzeckiego). Ta mama i babcia, zatroskana o los swoich bliskich, jest stara przede wszystkim ze względu na przynależność do wcześniejszego pokolenia i posiadanie kilkuletniej wnuczki Heluni. Także pani Meliton postrzegana jest jako stara kobieta, choć jej starość wynika z trudnych życiowych doświadczeń, długotrwałej choroby, poczucia osamotnienia i rozmyślań: Pół roku leżała w szpitalu, w osobnym gabinecie, samotna i zapomniana […] wyszła stamtąd chuda, stara, z posiwiałymi i przerzedzonymi włosami.

Obrazy starości przybierają różne kształty i barwy (dominuje kolor siwy i biały, np. białe wąsy i białe włosy sześćdziesięciokilkuletniego Tomasza Łęckiego; przygarbiona sylwetka, „suche rączyny” Grossmutter, nie zawsze jest to stan budzący respekt i szacunek, jak w przypadku prezesowej Zasławskiej, o której wszyscy wyrażają się z troską i czułością, nazywając ją staruszką.
Starzy zalotnicy Izabeli wzbudzają w niej niechęć – marszałka, który według starej damy, hrabiny Karolowej nie jest wprawdzie Adonisem, panna nazywa wręcz obrzydliwym ze względu na starcze ślinienie się, zauważając, że potrzebna mu raczej niańka niż żona, natomiast obserwacja barona skłania młodą kobietę do stwierdzenia, że ten farbuje się, różuje i ma jakieś plamy na rękach. Podkreślony został aspekt odrażającej fizyczności (o dziwo, dotyczy to przede wszystkim mężczyzn! – baron Dalski pojawia się jako ufarbowany „trup”, na złość żonie ukrywając siwiznę) obok wyraźnie zaakcentowanych psychicznych cech starości, np.: spoglądania w przeszłość, przywoływania wspomnień, przeskakiwania od skojarzenia do skojarzenia, nadmiernej czułostkowości (Zasławska, Karolowa, Grossmutter, Misiewiczowa, poniekąd też Rzecki).
[...] nad tym wszystkim [...] unosiły się wspomnienia starej arystokratki, przesiąknięte westchnieniami i łzami. (I, 236)
Ignacego Rzeckiego starym czyni nie tyle wiek, co jego duże doświadczenie w handlu, wieloletnia praca w sklepie (jest przede wszystkim „starym” subiektem), a także jego sposób bycia charakterystyczny dla epoki, która już minęła. Znawca Lalki Józef Bachórz sugeruje, że: „Starość, o której mówi [Rzecki] jest raczej wyrazem jego samopoczucia i temperamentu niż wieku.” Rzecki jest też, podobnie jak doktor Michał Szuman, starym kawalerem uważanym za dziwaka, który prawdopodobnie nie doświadczy już tego aspektu ludzkiej egzystencji, jakim jest małżeństwo czy posiadanie rodziny. Nie staremu, choć i nie młodemu już panu Ignacemu towarzyszy jego wierny przyjaciel – stary pudel Ir.
Starość określa także pozycję człowieka w jego grupie społecznej i tak np. sędziwe matrony-arystokratki były strażniczkami etykiety, a starzy panowie, mający prawo do zajmowania pierwszych miejsc przy stole oświadczali młodzież, błogosławili ją i grywali w karty.

→ Ir i inne zwierzęta; → Powiśle; → Rzecki Ignacy.</document>
<document nplp_id="467" title="Stawska Helena" slug="stawska-helena">Co to za kobieta!… Co za rysy… co za gra fizjognomii… W życiu nie widziałem nic podobnego!… A rączka, a figurka, a wzrost, a ruchy, a oczy, oczy!… (II, 90) 


Mniej więcej trzydziestoletnia – wysoka szatynka o klasycznych rysach, z szarymi oczami i zmysłowymi ustami, o wrażliwym sercu i uczciwości Penelopy, na kartach powieści niejednokrotnie określana jest mianem anioła. Spokojna, cierpliwa, nieśmiała, dobra i lojalna jest uosobieniem wszystkich zalet typowej żony i matki. Jednak nie taką rolę wyznaczył jej Prus: nie panna, nie mężatka, nie wdowa, nie rozwódka, słowem – nie wiadomo co i nie wiadomo za co…

Pani Stawska reprezentuje w powieści kobiety skazane przez los na samotne borykanie się z trudami codziennego życia. Jej rodzina utraciła majątek wskutek represji postyczniowych, po przeprowadzce do miasta dołączyła do tzw. „wysadzonych z siodła”; jej mąż, oskarżony o zabójstwo, uciekł za granicę przed wyrokiem sądu i ślad po nim zaginął. Lekcjami zarabiała na utrzymanie kilkuletniej córeczki i starzejącej się, gderającej matki: I to nazywa się lekcja, Boże odpuść! Helenka pracuje z nią przynajmniej półtorej godziny i za taką lekcję bierze czterdzieści groszy… Zarządca kamienicy mówi Rzeckiemu: Najuczciwsza kobieta. Młode to, piękne i pracujące na cały dom… Bo emerytura jej matki ledwie starczy na komorne…
Pani Stawska pracuje, zarabia, utrzymuje dom, trudno by jednak odnaleźć w tej postaci cechy charakteru kobiet wyzwolonych, (ukazanych później przez Prusa w powieści Emancypantki). Do podjęcia pracy zawodowej zmuszają ją konieczności życiowe, a nie przekonania społeczne czy polityczne. Jest w powieści jedną z niewielu pozytywnych postaci, ale brak jej energii i silnej woli, wybiera rozwiązania kompromisowe: choć kocha się w Wokulskim, decyduje się na małżeństwo z rozsądku – z Mraczewskim.

→ Kobiety i miłość → Małżeństwo.</document>
<document nplp_id="468" title="Studenci" slug="468">Studenci, czyli Maleski, Patkiewicz i „ten trzeci” pojawili się 1. lutego 1888 roku, w siedemdziesiątym odcinku Lalki, opublikowanym w 32. numerze „Kuriera Codziennego”. Zjawili się z szumem, który Wokulski wizytujący kamienicę Łęckich usłyszał jako charakterystyczny szelest: […] z trzeciego piętra padł strumień wody, trafił na wychyloną głowę pani Krzeszowskiej i rozprysnął się na podwórku.

Z tekstu Lalki trudno wywnioskować, że mieszkańcy poddasza uczą się w uniwersytecie rosyjskim. Studenci byli kojarzeni, podobnie jak wcześniej w Szkole Głównej, z pracami nad zbudowaniem nowoczesnego społeczeństwa, zdolnego wytrzymać konkurencję z zaborcą i cieszyli się najzwyczajniej w świecie sympatią mieszkańców Warszawy. Najbardziej przychylny studentom zdaje się być Rzecki. Po początkowym zaskoczeniu i swego rodzaju oszołomieniu elokwencją lokatora poddasza, stary subiekt staje się ich zagorzałym kibicem w zmaganiach z Krzeszowską; wyraża się o nich poczciwe studenciny, przyjemni młodzieńcy, a o Patkiewiczu wprost – kochany chłopak. Sympatią obdarza ich także rządca Wirski, a nawet pani Misiewiczowa.
W pokojach podobnych do tego, jaki zajmują studenci w Lalce, mieszkała znaczna część ówczesnych akademików. Stancja na poddaszu w Lalce, jakże podobna do wielu innych oraz do mieszkania samego Prusa z czasów studenckich, wygląda tak: Trzy łóżka. [...] Widzę też kufer, pustą walizkę tudzież mnóstwo książek, leżących na półkach, na kufrze i na podłodze. Jest nareszcie kilka krzeseł giętych i zwyczajnych i niepoliturowany stół, na którym, przyjrzawszy się uważniej, spostrzegłem wymalowaną szachownicę i poprzewracane szachy.
W tej chwili mdło mi się zrobiło; obok szachów bowiem spostrzegłem dwie trupie główki: w jednej był tytuń, a w drugiej… cukier!…

Niezwykle istotną kwestią jest sprawa stroju studentów. Ich mundur jest wyznacznikiem nie tylko „ducha policyjnego w uniwersytecie”, ale też elitarności. Student umundurowany jest rozpoznawany w tłumie na warszawskiej ulicy. Studenci na przełomie lat 70-tych i 80-tych XIX w. to tylko ok. 0,26% populacji Warszawy, a więc grupa bardzo nieliczna. Mundur pozwalał więc na wyraźne wskazanie, że ma się do czynienia z osobą, której można zaufać i obdarzyć ją sympatią, troską etc. Mundur studencki jest elementem demokratyzującym społeczność akademicką. Pozwala on na niedokonywanie rozróżnień co do warstwy społecznej, z której pochodzi jego posiadacz, przykrywa przynależność społeczną, narodową (jednakowy dla Polaków, Żydów czy Rosjan) oraz stanową (identyczny dla chłopów, mieszczan i arystokracji). Ponadto powinien budzić konotacje niepodległościowe, wspomnienie wolnej wszechnicy, jaką była Szkoła Główna. Studenci Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego używają jeszcze bowiem w tamtych latach munduru Szkoły Głównej. A studenci Szkoły Głównej z lat 1862-1869 w latach 1878-1879 są już ludźmi bardzo zasłużonymi,. Stanowili elitę społeczną, którego to miana nikt im nie mógł odmówić.
Kim są w rzeczywistości mieszkańcy poddasza kamienicy Łęckich? Józef Bachórz komentując wypowiedzi jednego ze studentów pisze, że świadczą one o przyjęciu przezeń przesłanek analizy systemu kapitalistycznego dokonanej przez Marksa. Za socjalistów uznają ich także Zygmunt Szweykowski i Henryk Markiewicz. Studenci to socjaliści, oświadcza baronowa Krzeszowska, ale słowo „socjalista” w ustach Krzeszowskiej jest najzwyczajniejszą obelgą.

Maleski, Patkiewicz i „ten trzeci” są także jako grupa niezwykle podobni do cyganerii. Staje się to jednym z kluczy do zrozumienia stylu zachowań studentów. Wszelkie wskaźniki, które w teorii kultury odnoszą się do bohemy, mają zastosowanie także do Maleskiego, Patkiewicza i trzeciego z nich. Od cyganerii w ścisłym znaczeniu trójkę studentów z Lalki różni tylko ten fakt, iż nie są oni artystami. Pamiętać jednak trzeba, że w cyganerii sama twórczość jest czynnością okazyjną, dodatkową, niekonieczną do bycia jej uczestnikiem. Ważniejszy jest sam sposób życia, jego kształtowania, reżyserowania go w sposób artystyczny. Cyganeria studencka nie jest czymś dziwnym w żadnej epoce. Środowiska studenckie najczęściej swoją organizacją przypominają bohemę i jej specyficzną obyczajowość. Brak stabilizacji życiowej, strój i zachowanie prowokujące osoby spoza własnego kręgu, bieda, swoista moralność (w tym także erotyczna), kwestie obecności tzw. używek w życiu zbiorowości studenckich, a także outsiderstwo ideologiczne. Głównym zaś zadaniem jest walka z filistrem. Sygnałem wprowadzającym w tekst Lalki modelowego filistra jest pojawienie się dwóch osób, którym starają się dokuczyć studenci właśnie w imię walki z nim. Są to baronowa Krzeszowska i Maruszewicz. Oboje sygnowani są znakami, które pozwalają w nich dostrzec obecność „formacji filisterskiej”. Krzeszowska, jak wiadomo, pochodzi z mieszczaństwa, Maruszewicz zaś jest ucieleśnieniem wszystkich negatywnych cech przypisywanych filistrom – obłudy, ciasnoty poglądów, dwulicowości, interesowności; przy czym Maruszewicz jest filistrem nieudanym, tzn. nie posiadającym dostatecznego majątku. Oboje oddają się ulubionym rozrywkom filistrów: podglądaniu sąsiadów i plotkom.

Studenci zachowują się jak typowi przedstawiciele cyganerii, a zatem starają się, po pierwsze, uprzykrzyć życie domniemanemu lub faktycznemu filistrowi, po drugie – wprawić go w zdumienie, oszołomić, zgorszyć wreszcie. Walka z filistrem w takim rozumieniu miała doprowadzić nie do fizycznej eliminacji filisterstwa ze świata, ale raczej do wstrząsowej terapii rozszerzania horyzontów intelektualnych i kulturowych, do uświadomienia faktu nieposiadania wyłączności na prawdę w tym świecie, ośmieszyć mieszczańskie zadufanie w sobie i samozadowolenie.
Studenci starają się zgorszyć filistra i doprowadzić otoczenie do zdumienia. Czynią to także za pomocą specyficznej moralności erotycznej, która jest również jedną z cech cyganerii. I rzeczywiście odnoszą na tym polu pewne sukcesy. Gorszące dla wielu mieszkańców kamienicy jest zapraszanie przez nich do siebie wszystkich dziewcząt pracujących w pralni znajdującej się w oficynie kamienicy. Studenci nie kryją się ze swoim życiem erotycznym i starają się także nie czynić tajemnic… z osobistego życia Maruszewicza. Paradują także – jeżeli brać pod uwagę skargi sąsiadów – nago lub raczej – wedle oświadczenia studenta – w ubraniu wysoce niekompletnym: Maleski bez koszuli, ale w majtkach, Patkiewicz bez majtek, lecz za to w koszuli, ergo panna Leokadia, córka ich sąsiada z przeciwka, widzi cały garnitur.
Cyganeria jest tworem o wysokim stopniu teatralizacji życia. W związku z tak rozumianymi ideami konstruującymi życie, każde jego ważniejsze zdarzenie nie może nie mieć właściwej oprawy. Taką zyskuje moment przełomowy, którym jest przeprowadzka studentów, spowodowana przegranym procesem z Krzeszowską. Są świadomi, że ich przeprowadzka będzie demonstracją: Zrobimy uciechę całemu domowi! – zapowiada jeden z nich.

Historia studentów kończy się źle. Wracali do kamienicy Łęckich, teraz już kamienicy Krzeszowskich, po cichu, chyłkiem, bez zwyczajnego rozmachu. Denuncjacja Maruszewicza była powodem odkrycia przez policję carską przyczyn spotkań Klejna ze studentami. Winę jednak ponosi także ich „idealizm nie liczący się z rzeczywistością”. Zdaniem Zbigniewa Szweykowskiego nawet najszlachetniejsze pobudki pozbawione znajomości życia prowadzą do klęski. Cyganeria zaś jest z natury przeciwna wszelkiemu racjonalizmowi. Taki splot okoliczności musiał skończyć się katastrofą.

→ Baronowa Krzeszowska; → Skandal; → Socjalizm.</document>
<document nplp_id="470" title="Suzin" slug="suzin">Wśród bohaterów Lalki Suzin jest jedynym Rosjaninem. Zalicza się do „przyjaciół Moskali”, a Bolesław Prus kreśli jego sylwetkę z wyraźną sympatią. To człowiek potężny, choć niewysoki, z siwiejącą brodą i włosami, w zachowaniu serdeczny i bezpośredni. Ubrany niegustownie, ale jednocześnie obwieszony złotem (pierścienie, dewizka). Jest milionerem, cały majątek zawdzięcza sobie, wykazuje cechy dorobkiewicza: nie posiada wykształcenia, nie zna języków obcych, w jego światopoglądzie latanie balonem uchodzi za rzecz niegodną chrześcijanina, a zarazem za błazeństwo kompromitujące poważnego człowieka.

Jest kupcem, prowadzi transakcje na wielka skalę w różnych branżach: od galanterii do statków, jednak najważniejszą dziedziną jego działalności jest handel bronią, a głównym odbiorcą – rząd rosyjski. Umie korzystać z okazji, ale w stosunku do partnerów jest lojalny, potrafi być wdzięczny za wyświadczone przysługi. Ceni swoją pozycję społeczną, uważa, że posiadacz milionów zasługuje na szacunek.
Na Syberii zetknął się ze Stanisławem Wokulskim, z którym się zaprzyjaźnił i czynił go wspólnikiem w poważnych przedsięwzięciach.

Na szczególną uwagę zasługuje język Suzina. Jego wypowiedzi są poprawne gramatycznie, nie ma w nich pospolitych rusycyzmów, ale autor zastosował swoistą stylizację wprowadzając w dosłownym tłumaczeniu zwroty takie jak na przykład: ty gołąbku, ojciec rodzony, ja nie wasz człowiek, a nawet całe zdanie: Czort mnie do ich parszywej Polski, niechaj ona i nie zginęła. Bez znajomości języka rosyjskiego trudno zrozumieć zwroty w rodzaju: „bałaganowy skoczek” (‘jarmarczny akrobata’), ponieważ „bałagan” to nie ‘nieporządek’, tylko ‘buda jarmarczna’, czy „rozbita kopiejka”, bo „rozbity” to tyle, co ‘złamany’. W ten sposób nie wprowadzając dialogów rosyjskich Prus sygnalizuje, że właśnie w tym języku toczyły się rozmowy.
Z postacią Suzina wiąże się najpoważniejsza ingerencja cenzury, polegająca na usunięciu z tekstu, publikowanego pierwotnie w „Kurierze Codziennym”, całego odcinka 109 (dn. 20 IV 1888), zawierającego opis pobytu Suzina w Warszawie.

→ Język ezopowy; → Rosjanie w Warszawie; → Syberia Polaków; → Wokulski Stanisław.</document>
<document nplp_id="471" title="Syberia Polaków" slug="syberia-polakow">Odetchnął dopiero na Syberii. Tam mógł pracować, tam zdobył uznanie i przyjaźń Czerskich, Czekanowskich, Dybowskich. Wrócił do kraju prawie uczonym […] (I, 159)
Stanisław Wokulski należał – ujmując rzecz z historycznego punktu widzenia – do wielotysięcznej rzeszy zesłańców – uczestników powstania styczniowego. Badacze szacują, iż w latach 1863-1865 na zesłanie poszło 18 do 20 tysięcy ludzi, z czego na katorgę ok. 4 tysięcy. Spora część z nich trafiła do Irkucka lub w jego okolice, czyli miejsce pobytu bohatera powieści. Wśród zesłańców z lat 40-tych znajdziemy takie samo nazwisko – Henryk Wokulski, aresztowany (1844) i osadzony za Bajkałem za zamiar zamachu na Mikołaja I, trudnił się tam wyrobem świec; wrócił do kraju w końcu lat 50-tych. Jego historię Prus mógł poznać z Opisania Zabajkalskiej krainy w Syberii Agatona Gillera, brak jednak dowodów, iż od tego Sybiraka pisarz „pożyczył” nazwisko dla bohatera Lalki.

Spośród powieściowych postaci pierwszego bądź drugiego planu przeszłość powstańczo-syberyjską mają także dwaj Polacy żydowskiego pochodzenia, czyli doktor Szuman i Henryk Szlangbaum, ale o ich losach na Syberii wiadomo niewiele. Wokulski spośród zesłańców, którzy wrócili do kraju, bliższe relacje utrzymywał bodaj tylko z tymi dwoma. Wiadomo, iż niektórzy z byłych Sybiraków krytycznie oceniali jego działalność, w tym zapewne sposób, w jaki pomnożył swój majątek w czasie wojny rosyjsko-tureckiej: byli jednakże i tacy, którzy z widoczną niechęcią odwracali od niego głowę. Między nimi zauważył dwu znajomych jeszcze z Irkucka, co go dotknęło w przykry sposób. Dodajmy tu, iż w pierwszym wydaniu książkowym słowa „jeszcze z Irkucka”, podobnie jak i inne nawiązania do wygnańczego losu Wokulskiego, zostały usunięte przez cenzurę.

Na Syberii, głównie w Irkucku, Wokulski spędził siedem lat, w Warszawie pojawił się jesienią 1870 r., dzięki amnestii z końca lat 60-tych. Wrócił w palcie z foczej skóry, z potężną brodą i sumą 600 rubli, zarobionych na udzielaniu lekcji, zapewne dzieciom zamożnych Rosjan, co było zajęciem praktykowanym przez wielu zesłańców. O dalekiej krainie w rozmowie z Rzeckim wypowiadał się przychylnie, podobnie jak i o tamtejszych mieszkańcach (– Cóż kraj tamtejszy? – Niczego. – Phi!... A ludzie? – pytam. – Niezgorsi.). Do Rosjan nie żywił nienawiści, czego świadectwem może być podtrzymywany później związek towarzysko-handlowy z Suzinem, którego poznał właśnie na zesłaniu. Pobyt na Syberii stał się punktem zwrotnym w jego biografii, Wokulski porzucił tam idee politycznego romantyzmu (wiarę w sens spisków i powstań) i poświęcił się nauce (Chyba nie wiesz – dodał – że jestem uczonym, mam nawet rozmaite podziękowania od petersburskich naukowych towarzystw). Tworząc ten wątek, Prus odwołał się do znanego faktu, iż wielu zesłańców zaangażowało się w badania naukowe na Syberii, w czym byli wspierani zwłaszcza przez petersburski Wschodniosyberyjski Oddział Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego, którego filia mieściła się właśnie w Irkucku i działalność ta w niektórych przypadkach była przyczyną wcześniejszego uwolnienia od kary. Czy ten motyw wykorzystał również w biografii Wokulskiego – nie wiadomo. Wolno domniemywać, że bohater prowadził badania także na Uralu (Przypomniał sobie, że w czasie jego wędrówek po Górach Uralskich pewien uczony, który znalazł nowy minerał, radził się, jak go nazwać?). Wokulski na Syberii zaprzyjaźnił się z najwybitniejszymi uczonymi spośród postyczniowych zesłańców, geologiem i geografem Janem Czerskim, Benedyktem Dybowskim (badacz flory i fauny Bajkału) i przyrodnikiem Piotrem Aleksandrem Czekanowskim. Inna rzecz, że sławę uczonych i znakomitych badaczy Sybiru zyskali oni po 1870 r. O znaczeniu zesłańczego epizodu w biografii Wokulskiego trafnie pisał Józef Bachórz: To, co się stało z Wokulskim na Syberii, a co trwa po jego powrocie do kraju, można by opisać parafrazując znane zdanie Norwida: swoją polskość dopełnił człowieczeństwem. Nie wyzbył się jej […] uwolnił się jednak od narzucanych przez nią schematów i stereotypów. Prus w potraktowaniu tematu zesłania zerwał z martyrologicznym mitem Sybiru, narzuconym zbiorowej wyobraźni przez kulturę romantyczną, nie eksponował wątków cierpiętniczych, choć niektórzy przypuszczali, że „czerwone ręce” Wokulskiego to konsekwencja odmrożeń syberyjskich.

Wspomnienia Sybiru powracały w pamięci bohatera powieści wielokrotnie, najczęściej w sytuacjach szczególnie go poruszających. Najmocniej zagrały w momencie, gdy w teatrze po raz pierwszy ujrzał Izabelę Łęcką. Wyraz i barwa jej oczu nasunęły mu skojarzenia z tamtym światem, ale i z literaturą romantyczną, pojawił się bowiem w jego myśli w owej chwili kryptocytat z Anhellego, poematu Słowackiego, budującego martyrologiczny i gorzki zarazem mit krainy zesłania: Wpatrzył się lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że prawie słychać szelest duchów wracających ku zachodowi. Tak zaczął się „romans życia” Wokulskiego.

→ Cenzura; → Język ezopowy; → Rosja; → Rosjanie w Warszawie; → Suzin.</document>
<document nplp_id="473" title="Szlachta" slug="szlachta">[…] wszedłem do saloniku, którego główną ozdobę stanowiła kanapa z wyłażącym na środku włosieniem.
– Oto los rządcy – odezwała się pani, wskazując mi nie mniej obdarte krzesło. – Mój mąż służy niby to bogatym panom, a gdyby nie chodził do składu węgli i nie przepisywał u adwokatów, nie mielibyśmy co włożyć w usta. (II, 61)
Los rządcy kamienicy nabytej przez Wokulskiego, byłego obywatela ziemskiego, pana Wirskiego, jest typowym przykładem biografii szlacheckiej w warunkach postyczniowych. Na skutek represji popowstaniowych, przede wszystkim zaś dekretu uwłaszczeniowego znoszącego pańszczyznę, wprowadzonego przez władze carskie w roku 1864, większość obywateli ziemskich utraciła majątki i zmuszona była przenieść się do miasta. Tutaj podejmowali jakąkolwiek pracę. Z tej właśnie zdeklasowanej szlachty, z „wysadzonych z siodła” byłych obywateli ziemskich wywodzi swój rodowód część mieszczaństwa i inteligencji (warto pamiętać, że także Wokulski pochodził z rodziny szlacheckiej).
Prus z właściwą sobie przenikliwością pokazuje, jak szlachta, która do tej pory tworzyła fundament kultury narodowej i wyznaczała podstawowe zakresy polskości, normy patriotyzmu, traci swoją dominującą rolę w kulturze i gospodarce, stając się tym samym reliktem przeszłości. Symbolicznego znaczenia nabiera w tym kontekście scena, kiedy Wirski wspomina w towarzystwie Rzeckiego triumf Napoleona pod Magentą: a z oczu spływały mu łzy na poplamiony surdut. Autorowi udało się uchwycić w kulturze i dziejach polskich ten moment, kiedy szlachta schodzi ze sceny. To odejście uznać można za oznakę przełomu w kulturze polskiej.

→ Społeczeństwo.</document>
<document nplp_id="475" title="Szlangbaum Henryk (syn)" slug="szlangbaum-syn">Prus tak uformował postać Henryka Szlangbauma, aby na jej przykładzie ukazać zarówno krach dążeń asymilacyjnych, jak również przedstawić charakterologiczne studium przeobrażania się Polaka wyznania mojżeszowego w przebiegłego i cynicznego Żyda, zagrażającego polskiej substancji narodowej. Henryk Szlangbaum uosabia lęki polskich antysemitów.

Dawniej Szlangbaum nazywał się Szlangowski, razem z doktorem Szumanem i Wokulskim był na Syberii, co jest aluzją do jego patriotycznej postawy w przeszłości. W karykaturalny sposób Prus ukazuje jego dążenia asymilatorskie: obchodził Wielkanoc i Boże Narodzenie, i z pewnością najwierniejszy katolik nie zjadał tyle kiełbasy, co on. Dodajmy, że chodziło o kiełbasę bez czosnku, bo Szlangowski twierdził, że czosnku nie znosi. Pracował w sklepie u chrześcijan, mimo iż Żydzi dawali mu lepsze warunki, a kiedy stracił posadę, zwlekał z proszeniem Wokulskiego o pomoc, żeby nie mówili o mnie, że Żyd musi się wszędzie wkręcić. Wokulski przyjmuje go do sklepu, ale wszyscy subiekci nie lubią go i dokuczają mu, gdyż – ma nieszczęście być starozakonnym… Rosnąca niechęć do Żydów wpływa na zahamowanie zapędów asymilatorskich Szlangbauma. Wyznaje Rzeckiemu, że był nawet o krok od konwersji, ale uświadomił sobie, że oderwawszy się radykalnie od żydostwa pozostanie w próżni: odrzucony zarówno przez Żydów, jak i chrześcijan, na których akceptację nie może liczyć. Kulturowa i społeczna motywacja miesza się w jego przypadku z materialną. Chodzi bowiem o spadek: Dziś zrozumiałem, że jako Żyd jestem tylko nienawistny dla chrześcijan, a jako meches byłbym wstrętny i dla chrześcijan, i dla Żydów. Trzeba przecie z kimś żyć. Zresztą – dodał ciszej – mam pięcioro dzieci i bogatego ojca, po którym będę dziedziczyć… Dawny Szlangbaum jest Mały, czarny, zgarbiony, zarośnięty, słowem – trzech groszy nie dałbyś za niego. Oprócz przygarbienia i karłowatego wzrostu ma czerwone oczy i wyraz zajadłości na twarzy. Wygląd Szlangbauma wpisuje się doskonale w fizjonomiczny stereotyp Żyda. Jest pokorny, cichy, perfekcyjnie wykonujący swoją pracę, ale także dumny: odważnie broni honoru swego ojca, nazywanego przez Łęckiego „podłym lichwiarzem”, „nikczemnym Żydem”, „nędznym Szlangbaumem”.

Szlangbaum zaczyna się zmieniać, od kiedy pojawiają się pogłoski, że Żydzi kupują bądź już kupili sklep Wokulskiego. Stary subiekt czuje się w związku z tym osobiście zagrożony, dręczą go senne koszmary, że Żydzi naprawdę sklep nasz kupili i że ja, aby nie umrzeć z głodu, chodziłem po podwórzach z katarynką. Pierwsze objawią się zmiany w zachowaniu i wyglądzie: dotychczas zgarbiony, pochylony, pokorny, teraz – „podnosi głowę” (ważna jest tu metaforyka przestrzenna). Zdziwiony Rzecki zauważa: Patrzę, mój Szlangbaum zaciera ręce, wąs do góry, głowa pod sufit… Myślę: „Zwariował czy co?...” A on kłania mi się, ale z głową zadartą […]. Szlangbaum zmienia się w „hardego Żyda”, „zadziera nosa”, staje się cyniczny, usiłuje wślizgnąć się do arystokracji polskiej, „panoszy się” w sklepie, zwalnia starych subiektów, przyjmuje na ich miejsce Żydów, jest uniżony wobec możnych, a słabym i zależnym od niego okazuje pogardę, gniew, żąda posłuchu i respektu. Działania Szlangbauma realizują czarny scenariusz antysemitów. Żyd krok po kroku przejmuje polski stan posiadania: sklep Wokulskiego, jego spółkę do handlu z Rosją, na koniec Wszystkie jego ruchomości, począwszy od sprzętów, skończywszy na powozie i koniach. Co więcej, Żyd „z natury” jest nielojalny wobec Polaka. Szlangbaum publicznie spoufala się ze swym dobroczyńcą Wokulskim, a jednocześnie powtarza plotki o jego rzekomej „utrzymance Stawskiej”, na co Rzecki spluwa mu pod nogi. Trudno o większy kontrast między dawnym szacunkiem (Szlangbaum jest w całym znaczeniu porządnym obywatelem) a obecną pogardą. Ale Szlangbaum posuwa się jeszcze dalej: każe nowemu subiektowi Gutmorgenowi szpiegować Rzeckiego w sklepie podczas ukochanych przez niego godzin zadumy, spędzanych z marionetkami z wystawy. Dopełnia to miary upokorzenia starego subiekta i staje się pośrednią przyczyną jego śmierci.

Syntetyczne ujęcie metamorfozy Szlangbauma znajdziemy w pamiętniku starego subiekta: Dawniej był potulny, dziś arogant i pogardliwy; dawniej milczał, kiedy go krzywdzono, dziś sam rozbija się bez powodu. Dawniej mianował się Polakiem, dziś chełpi się ze swego żydostwa. Dawniej nawet wierzył w szlachetność i bezinteresowność, a teraz mówi tylko o swoich pieniądzach i stosunkach. Powieść kończy się znamiennym obrazem, wyrażającym pesymizm Prusa, ale też oddającym narastające obawy antysemitów przed „zażydzeniem” Polski. Nad ciałem Rzeckiego doktor Szuman zadaje retoryczne pytanie: Któż tu w końcu zostanie?... – My!... – odpowiedzieli jednogłośnie Maruszewicz i Szlangbaum. Czyli oszust i kanalia oraz Żyd.

→ Antysemityzm; → Szuman Michał; → Szlangbaum (ojciec); → Żydzi.
</document>
<document nplp_id="477" title="Szlangbaum (ojciec)" slug="szlangbaum-ojciec">Stary Szlangbaum, ojciec Henryka, prowadzi „Kantor wekslu i loterii” przy ul. Elektoralnej. Prus nadał mu stereotypowe rysy bogatego i religijnego Żyda tradycjonalisty z łysą głową i siwą brodą. Szlangbaum w charakterystyczny sposób kaleczy język polski, uprawia lichwę (baronowi Krzeszowskiemu pożyczył 10 tysięcy rubli na pół roku biorąc 800 rubli procentu), obraca sporymi kapitałami, ale targuje się z dorożkarzem o kilka kopiejek. To z nim Wokulski zawiera umowę w sprawie kupna kamienicy Łęckich na licytacji. Podstawieni licytatorzy windują cenę do 90 tysięcy rubli, taką właśnie sumę Wokulski pożycza Szlangaumowi, ten kupuje kamienicę, a potem przekazuje ją Wokulskiemu jako zabezpieczenie długu, którego nigdy nie miał zamiaru spłacić. Kiedy Henryk Szlangbaum kupuje sklep Wokulskiego i przejmuje po nim zarząd nad spółką do handlu z cesarstwem – stary Szlangbaum triumfuje. Godzi się z synem, którego jeszcze niedawno chciał wydziedziczyć za odchodzenie od żydostwa, pojawia się na posiedzeniu, by wygłosić laudację na część syna „Henrysia” i zapowiedzieć zmniejszenie gwarantowanego dotąd udziałowcom procentu od kapitałów. Wizerunek żydowskiego lichwiarza ocieplił Prus cechami, które przydają staremu Szlnagbaumowi sympatii w oczach czytelników: mądrością życiową, uczuciami rodzinnymi, lojalnością w interesach, pasją szaradzisty. Uważnie obserwuje on otaczający go świat i ma swoje zdanie o Żydach i Polakach. Jego rozpoznania uderzają trafnością, ale brzmi też w nich złowroga fraza o „zawojowaniu świata”: u Żydów, jak się młodzi zejdą, to oni nie zajmują się, jak u państwo, tańcami, komplementami, ubiorami, głupstwami, ale oni albo robią rachunki, albo oglądają uczone książki, jeden przed drugim zdaje egzamin albo rozwiązują sobie: szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas ciągle jest zajęty rozum i dlatego Żydzi mają rozum, i dlatego, niech się pan nie obrazi, oni cały świat zawojują. U państwa wszystko się robi przez te sercowe gorączkę i przez wojnę, a u nas tylko przez mądrość i cierpliwość.

→ Szuman Michał; → Szlangbaum Henryk (syn); → Żydzi.</document>
<document nplp_id="478" title="Szuman Michał" slug="szuman-michal">Powieściowa biografia doktora Szumana równie wiele mówi o tendencjach epoki pozytywizmu, co o nadziejach i rozczarowaniach samego Prusa. Ostry krytyk sentymentalnych uniesień, romantycznej pozy i irracjonalnych porywów – chociaż razem z Wokulskim siedział na Syberii, co zaświadcza jego patriotyczną przeszłość – deklaruje się jako wyznawca rozumu. Jest lekarzem, darwinistą, empirystą i etnografem. Realizuje swą naukową pasję badając ludzkie włosy. Wydał rozprawę o kolorze i formie włosów ludności zamieszkującej Królestwo Polskie, skupiając się na kwestii koloru włosów i stosunku długości ich średnic, która nie wzbudziła specjalnego zainteresowania. W przeszłości był Szuman entuzjastą asymilacji, Miał nawet ochrzcić się, gdyż zakochał się w chrześcijance; ale umarła, więc dał spokój – pisze o nim Rzecki w pamiętniku. Osobista tragedia (śmierć narzeczonej zaszczutej w imię konwenansów przez środowisko, nieudana próba samobójcza, utrata praktyki lekarskiej) napełnia go goryczą i sarkazmem. Przyczynia się też do reorientacji jego poglądów w kwestii żydowskiej. Szuman – podobnie jak sam Prus – porzuca złudzenia asymilatorów, deklaruje swoje „nawrócenie na żydostwo”, jednak jego stosunek do Żydów jest niepokojąco ambiwalentny. 

W swoich tyradach Szuman posługuje się mieszaniną inwektyw i zachwytów, zarazem chwali i gani Żydów. Fakt, że sam zdecydowanie podkreśla swoje żydostwo, uwiarygodnia zarówno krytyczne, jak i profetyczne akcenty jego wystąpień. Niektóre stwierdzenia zdają się być echem antysemickiej argumentacji. Przedstawia się Rzeckiemu jako nowo nawrócony czciciel potęgi pieniądza, przed którym otwierają wszystkie drzwi […]. Czarodziejskie ogrody, bogate pałace, piękne królewny, wierna służba i gotowi do ofiar przyjaciele, wszystko to ma się za pieniądze. Przeciwstawia bankrutujący „polski system”, polegający na grze pozorów i trwonieniu majątku, „systemowi żydowskiemu”, w którym wszystko podporządkowane jest budowaniu potęgi finansowej i powiększaniu wpływów. Przykładem jest rodzina Szlangbaumów, kumulującej przez pokolenia pieniądze: Zbierał je dziad i ojciec, tak że dziś syn, do niedawna skromny subiekt, za rok będzie trząsł naszym handlem. W rozmowie z Wokulskim Szuman wieszczy, że Żydzi zdobędą świat nawet nie rozumem, tylko szachrajstwem i bezczelnością, że prześladowania tylko ich wzmocnią i wyjdą jeszcze mędrsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi… A jak oni wam kiedyś zapłacą!. Szuman wskazuje na rywalizację między Żydami „uniwersyteckimi” i „chederowymi” o schedę po Wokulskim: Nas z nimi łączy rasa i wspólne położenie, ale dzielą poglądy. My mamy naukę – oni Talmud, my rozum – oni spryt; my jesteśmy trochę kosmopolici, a oni partykularyści, którzy nie widza dalej poza swoja synagogę i gminę. Gdy chodzi o wspólnych nieprzyjaciół, są wybornymi sprzymierzeńcami, ale gdy o postęp judaizmu… wówczas są dla nas nieznośnym ciężarem. Dlatego w interesie cywilizacji leży, aby kierunek spraw był w naszych rękach. Tamci mogą tylko zaplugawić świat chałatami i cebulą, ale nie posunąć go naprzód. Odpowiada to akcentowanemu w publicystyce pozytywistycznej podziałowi na Żydów „postępowych” i „zacofanych” (takimi kategoriami operuje Wokulski).

Pozostaje pytanie, na ile możemy wierzyć w szczerość deklaracji Szumana, posługującego się stale ironią, sarkazmem, skłonnego do prowokacji i przewrotności. Niekwestionowana jest na pewno przemawiająca przez niego gorycz oraz ambiwalencja, dobrze oddająca ewolucję postawy samego Prusa wobec Żydów.

→ Antysemityzm; → Szlangbaum Henryk (syn); → Szlangbaum (ojciec); → Żydzi.</document>
<document nplp_id="479" title="Teatr" slug="teatr">Ku wieczorowi […] jechano […] do teatru, ażeby tam zobaczyć inny sztuczny świat, gdzie bohaterowie rzadko kiedy jedzą i pracują, ale za to wciąż gadają sami do siebie – gdzie niewierność kobiet staje się źródłem wielkich katastrof i gdzie kochanek, zabity przez męża w piątym akcie, na drugi dzień zmartwychwstaje w pierwszym akcie, ażeby popełniać te same błędy i gadać do siebie, nie będąc słyszanym przez osoby obok stojące. (I, 94)
W latach siedemdziesiątych XIX wieku prezesem Warszawskich Teatrów Rządowych był Rosjanin Siergiej Muchanow, który doprowadził do wydźwignięcia teatru z popowstaniowego marazmu – sceny ożyły. Zaangażowano świetnych aktorów, znakomity poziom prezentowała Helena Modrzejewska, która jednak opuściła kraj w 1976 roku i później występowała tylko z okazji przyjazdów do Warszawy.
Działało wówczas siedem teatrów, cztery z nich regularnie przez cały rok. Reprezentacyjny charakter miał Teatr Wielki, w którym dzięki Modrzejewskiej znacznie poszerzył się repertuar: dla niej wyszukiwano role, dobierano sztuki, a pozycja Muchanowa ograniczała interwencje cenzury. Wystawiano sztuki Szekspira, Schillera, po raz pierwszy ukazały się na warszawskiej scenie dwa dramaty Słowackiego. Dużą popularnością cieszył się położony w sąsiedztwie Teatru Wielkiego, Teatr Rozmaitości. W pobliżu, przy Daniłowiczowskiej, mieścił się Teatr Mały, a przy Królewskiej Teatr Nowy. Sezonowy charakter miał położony w Ogrodzie Saskim, modny Teatr Letni. Chętnie odwiedzano Teatr na Wyspie w Parku Łazienkowskim, czasem grano w Pomarańczarni, gdzie przedstawienia odbywały się tylko z okazji przyjazdu carskiego dworu.

Znacznie wzbogacał się także lżejszy repertuar. Obok cieszących się niesłabnącym powodzeniem sztuk Fredry wystawiano sporo dzieł współczesnych polskich komediopisarzy. Często zmieniał się repertuar – gdy sztukę wystawiano dziesięć razy, można było mówić o sukcesie przedstawienia. Wskaźnikiem pozycji zajmowanej w hierarchii społecznej była cena zakupionego biletu. Osiem rubli kosztowały najdroższe loże parteru i pierwszego piętra; miejsca na parterze kosztowały powyżej rubla. Najtańsze znajdowały się na paradyzie (położona najwyżej część widowni, inaczej: jaskółka); to tam tłoczyli się rzemieślnicy, praktykanci, studenci i księża (w świeckich ubiorach). Znanych aktorów otaczano kultem. Wręczano im kwiaty na scenie, przedłużano brawa, wielokrotnie przywoływano wykonawców po zapadnięciu kurtyny. Uruchamiano reklamę: w dniach premiery, benefisów i występów gościnnych fotografie sław widniały w witrynach sklepów. Umieszczano je nawet na cukierkach, a w restauracji podawano polędwicę à la Żółkowski. O powodzeniu przedstawienia decydował w dużej mierze głos klakierów i publiczności stłoczonej na „jaskółce”, którzy głośno wyrażali swe opinie. Ogromną rolę opiniotwórczą odgrywali redaktorzy prasy codziennej.
Kryzys teatrów warszawskich nastąpił wraz ze śmiercią sławnych aktorów (Jan Królikowski, Alojzy Żółkowski) i z usunięciem Muchanowa z funkcji dyrektora teatrów rządowych.

W Lalce teatr zajmuje mało miejsca, ale pełni ważną funkcję – to tam Stanisław Wokulski ujrzał Izabelę i natychmiast wpadł w sidła miłości. To zadecydowało o jego losie: może z galanteryjnego kupca zostałby na dobre uczonym przyrodnikiem, gdyby, znalazłszy się raz w teatrze, nie zobaczył panny Izabeli… Odtąd często bywał w teatrze – nie po to jednak, by oglądać przedstawienia, lecz by patrzeć na pannę i spełniać jej życzenia, na przykład organizować owację dla wielbionego przez nią Rossiego.
Na kartach powieści słowo „teatr” ma także inne znaczenie: Prus krytykując arystokrację wskazywał, że jej życie przybierało często teatralne formy i gesty. Ignacy Rzecki złośliwie zauważył, iż na sali sądowej podczas licytacji odbywają się ciekawsze przedstawienia niż w teatrze, aktorzy bowiem urzędowego widowiska grają jeżeli nie lepiej, to z pewnością realniej od dramatycznych. Osobom niezamożnym, nie rozmiłowanym w sztuce wyższej okno kamienicy starczało za teatr, jak mówiła pani Misiewiczowa, matka Heleny Stawskiej, a baronowa Krzeszowska penetrowała przez teatralną lornetę mieszkania sąsiadów. Zaś do ulubionych zajęć Ignacego Rzeckiego należało projektowanie wystawy i nakręcanie mechanicznych marionetek. Często jednak przy tej okazji towarzyszyła mu smutna refleksja: przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał: – Marionetki!... Wszystko marionetki!... Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one… Wprowadzony tu motyw człowieka-aktora i życia-teatru nawiązuje – jak się uważa – do koncepcji filozoficznych Platona.

→ Klaka; → Łazienki Królewskie; → Pieniądz.</document>
<document nplp_id="480" title="Testamenty" slug="testamenty">[…] nieboszczka prezesowa, oprócz drobnej części, cały swój majątek zapisała na cele dobroczynne. […] [Starski] oświadcza nam, że w imieniu pokrzywdzonej rodziny wytoczy proces o zwalenie testamentu. (II, 606)
Lalka jest powieścią, w której trudno znaleźć wątki związane z narodzinami i budzeniem się nowego życia. Natomiast bardzo często występuje w niej motyw schyłku, upadku, przemijania i śmierci. I testamentu. Kilka razy spotykamy się z tą formą przekazywana majątku. Na przykład Franc Mincel zapisał cały majątek bratu Janowi, wdowa po Janie zapisała sklep Stanisławowi Wokulskiemu, prezesowa Zasławska wprowadziła do testamentu wiele zapisów na rzecz krewnych i osób spoza rodziny, a ciotka Hortensja zapisała w spadku Izabeli Łęckiej 60 tysięcy rubli.
Spadkodawca mógł też uczynić spadkobiercą osoby spoza rodziny lub instytucje, na przykład kościół, instytucje naukowe, oświatowe, kulturalne lub dobroczynne. Mógł on także powołać wykonawców testamentu, których zadaniem było dopilnowanie, by dokładnie wypełniono warunki, zapisane w jego ostatniej woli. Jeżeli jakieś osoby, na przykład członkowie rodziny zmarłego, poczuły się pokrzywdzone i chciały podważyć ważność testamentu, musiały złożyć w sądzie wniosek o jego obalenie. Tak właśnie postąpił Starski, oświadczając wykonawcom testamentu prezesowej Zasławskiej, że występuje w imieniu pokrzywdzonej rodziny. Jako przyczynę podał, że cioteczna babka zwariowała, czyli była niepoczytalna w chwili sporządzania testamentu.

Moralizatorska postawa Prusa w Lalce przejawiała się w negatywnych ocenach tego typu postępowania wielu arystokratów, którzy zamiast dochodzić do majątku własną pracą czekali na dziedzictwo po krewnych, a następnie trwonili pieniądze równie szybko, jak je zdobyli. W powieści stawali się przedmiotem drwin lub lekceważenia ze strony innych bohaterów. Ochocki mówi np. o Starskim, że mieszka u swojej ciotecznej babki [...] i martwi się, że zapewne nie odziedziczy po niej majątku. […] prezesowa uważa, że lepiej wesprzeć nim podrzutków aniżeli kasę w Monaco.
Zagadką do wyjaśnienia pozostaje dokument sporządzony przed rejentem przez Wokulskiego, nazywany przez badaczy „formalnym testamentem”. Zawierał on rozporządzenie pieniędzmi na wypadek śmierci: sumą 70 tysięcy rubli znajdującą się w banku i 120 tysięcy rubli pozostawioną u Szlangbauma. Wokulski zapisał te pieniądze Ochockiemu, Rzeckiemu, Helence Stawskiej, Węgiełkowi, stolarzowi z Zasławia, braciom Wysockim (furmanowi z Warszawy i dróżnikowi ze Skierniewic). Prus dodaje: Wokulski rzewnymi słowami prosił obdarowanych, ażeby zapisy przyjęli jak od zmarłego; rejenta zaś zobowiązał do nieogłaszania aktu przed pierwszym październikiem. Powstaje więc w tym miejscu pytanie – czy był to testament, czy dokonana za życia darowizna? Czy notariusz miał prawo ujawnić treść dokumentu, mimo że nie potwierdzono oficjalnie śmierci ani zaginięcia Wokulskiego?
W tamtych czasach otwarcie spadku było możliwe dopiero z chwilą uznania przez sąd danej osoby za zmarłą. Notariusz raczej nie mógł pomylić testamentu z darowizną. Odpowiedź na powyższe pytanie musi być więc negatywna: dokument odczytany Rzeckiemu przez rejenta nie jest testamentem, a raczej rozporządzeniem majątkiem na wypadek śmierci, rodzajem darowizny, ukrytej pod nazwą testamentu. Dlatego też bohaterowie Lalki postąpili tak, jakby to była darowizna: żądali bezzwłocznej wypłaty funduszy.</document>
<document nplp_id="482" title="Towarzystwo Dobroczynności" slug="towarzystwo-dobroczynnosci">Członkowie Towarzystwa Dobroczynności we frakach składali mu [Wokulskiemu] podziękowania za ofiarę dla wiecznie łaknącej instytucji […] (I, 181)
Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności było jedną z pierwszych filantropijnych organizacji na ziemiach polskich czasów zaborów, która miała za zadanie pomaganie najuboższym. Powstało w 1814 roku z inicjatywy hrabiny Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej. To dzięki jej energicznym staraniom Towarzystwo w 1819 roku przejęło budynki po przeniesionych przez władze carskie do Krakowa Karmelitankach Bosych. Odtąd siedziba WTD mieściła się przy Krakowskim Przedmieściu 62.
W czasach Prusa była to wielka instytucja, składająca się z siedmiu wydziałów, między innymi były to: Wydział wsparcia ubogich na mieście, Wydział udzielania ubogim pomocy lekarskiej, Wydział opieki nad sierotami i Wydział Zupy Rumfordzkiej. Władze Towarzystwa były wybierane dożywotnio, w latach siedemdziesiątych prezesem był książę Lubomirski, a jego zastępcą hrabia Ostrowski; pełnienie tych funkcji wymagało sporego osobistego zaangażowania, które okazywała – nie tylko podczas kwest, jak w Lalce – warszawska arystokracja.
Towarzystwo zarządzało wieloma zakładami, a zdobywało fundusze ze składek od członkowskich, z darowizn, ofiar, zapisów testamentowych. Wielkim powodzeniem cieszyły się organizowane na cele dobroczynne loterie, bale i koncerty. Zebrane w ten sposób środki przeznaczano na szeroko zakrojoną działalność: domy noclegowe, przytułki, tanie kuchnie, czytelnie, biura pośrednictwa pracy, kasy pożyczkowe i oszczędnościowe, a także na sierocińce, żłobki, ochronki.
Wśród bohaterów Lalki można znaleźć członków WTD. Na przykład podczas kwesty wielkotygodniowej w kościele datki przyjmowały hrabina Karolowa i Izabela Łęcka. Hrabina opiekowała się nadto jedną z podległych Towarzystwu ochronek. Zaś Wokulski rzucał tysiące rubli do kas urzędowych dobroczyńców wyrabiając sobie opinię hojnego filantropa.

→ Dobroczynność; → Ochronki; → Ubodzy.</document>
<document nplp_id="483" title="Ubodzy" slug="ubodzy">– […] Taki już widać czas nastał, że wszyscy muszą zginąć – westchnął ubogi człowiek. (I, 169)
Warszawa w drugiej połowie XIX wieku borykała się z problemem ubóstwa. Zaludniana masowo przez ludność napływową, przeżywająca boom demograficzny, nie dla wszystkich stawała się Ziemią Obiecaną. Dynamicznemu rozwojowi gospodarczemu, industrializacji, towarzyszyła pauperyzacja (przy jednoczesnym wzroście dochodów burżuazji). Po ulicach i podwórzach snuło się takie mnóstwo osób żądających wsparcia, iż Warszawa wyglądała na gród zdobyty przez armię dziadowską. – pisał Prus w Kronikach. Miasto wydało walkę tej armii. O jej efektach autor Lalki pisał z przekąsem: [...] żebracy są spłoszeni. Można wprawdzie jeszcze spotkać dżentelmenów klęczących na ulicy z miseczkami w rękach; no, ale ci nie żebrzą, oni tylko modlą się na ulicy i pokazują przechodniom, iż są właścicielami miseczek.

Do Lalki Prus wprowadził żebraków bezimiennych, pojawiających się przy kościołach, błagających o jałmużnę, którą Bóg zwróci litościwym w życiu przyszłym. Pojawiają się też postacie bezczelnych próżniaków, pijaków, złodziei, którym przygląda się spacerujący po Powiślu Wokulski. Ale w owym – sugestywnie odmalowanym – królestwie nędzy mieszka nie tylko nędza rozpróżniaczona i zuchwała, ale i nędza wstydliwa, której potrzeba szukać i nieledwie narzucać się z pomocą (jak pisze Prus w Kronikach). Ot, chociażby Wysocki, furman, któremu padł koń. Straciwszy konia, stracił zarazem zajęcie i zaczął popadać w ruinę. Na pytanie głównego bohatera, dlaczego nie przyszedł po pomoc do Rzeckiego, odpowiedział: Nie śmiałem, panie.
Wokulski pomaga Wysockiemu. Widząc łzy wzruszenia w oczach woźnicy, myśli: Jakże oni szczęśliwi, ci wszyscy, w których tylko głód wywołuje apatię, a jedynym cierpieniem jest zimno. I jak łatwo ich uszczęśliwić!... Sam, udręczony rozmyślaniami o Izabeli, nie może dotrzeć do źródła, w którym mógłby ugasić pragnienie, zaspokoić głód serca.
W porządku sfer społecznych ubodzy – ze względu na swe możliwości życiowe – znajdują się na przeciwległym biegunie niż syte mieszczaństwo i arystokracja. Ale to na ich biegunie istnieje nie tylko prawdziwa radość życia, lecz także prawda i szczerość. Wokulski, bywalec salonów, dochodzi do wniosku, że to ludzie biedni i ciemni są jednocześnie najczcigodniejszym materiałem...

→ Dobroczynność; → Powiśle; → Towarzystwo Dobroczynności.</document>
<document nplp_id="484" title="Uroda" slug="uroda">Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. (I, 90)
Tak wyglądał idealizowany przez Wokulskiego ziemski anioł, eteryczna, niebieskooka Izabela Łęcka. Ignacy Rzecki podziwiał urodę „niezwykle pięknej” Heleny Stawskiej, postawnej szatynki z wydatnym biustem o wyrazistych, klasycznych rysach twarzy, szarych oczach i pełnych, czerwonych ustach. Starzec, baron Dalski, został otumaniony przez delikatną urodę Eweliny Janockiej, w której widział odzwierciedlenie jej kryształowego charakteru. Zainteresowanie i pożądanie mężczyzn budziła czarnooka, kasztanowowłosa Kazimiera Wąsowska: wysoka, długonoga kobieta o wąskiej talii, podkreślanej dopasowanymi strojami. Wokulski, chociaż nieskończenie wielbił Izabelę, też nie pozostał obojętny na zmysłowe uroki pani Kazimiery: spomiędzy tych ładnych ona jest najładniejsza, a co lepiej – najponętniejsza… […] Co to za figura, jaki wspaniały kontur nogi, a płeć, a oczy mające w sobie coś z brylantów i aksamitu! Urody nie przydał Prus tylko początkującej prostytutce, Mariannie; była to bardzo młoda dziewczyna, ale wyróżniały ją tylko nijaka bladość i atrybuty profesji: uróżowana twarz, wulgarny aksamitny kaftanik i jaskrawy kapelusz.

Różnorodne wizerunki kobiet, ukazane w Lalce, łączyło jedno: wszystkie są oglądane z punktu widzenia oddziaływania ich walorów na mężczyzn. Były idealne, ponętne, czasem intrygujące, lecz daremnie by u nich szukać śladu głębszej myśli. Nie tego od nich oczekiwano.
Według innych kryteriów oceniano urodę mężczyzn. Tu o urodzie świadczyła postawa, dowodząca dobrego pochodzenia. Damy w Lalce mówiły o Wokulskim: cóż za fizjognomia, jaka duma!... Szlachetnej rasy nie ukryje się nawet pod łachmanami. Pani Stawska w myślach nazywała go pięknym mężczyzną i podziwiała jego szlachetną twarz i niezwykłe oczy. Izabela Łęcka, dla której wzorem męskiej urody był Apollo Belwederski, czasem zauważała u Wokulskiego brzydotę, ostre rysy twarzy, niezgrabną figurę i czerwone dłonie. Lecz w chwilach uniesienia przypominał jej posąg gladiatora, miał rysy wyraziste i stanowcze, włos jakby najeżony gniewem, mały wąs, ślad bródki, kształty posągowe, wejrzenie jasne i przejmujące…

Elementem ważniejszym niż tradycyjne znamiona urody jest w powieści mowa ciała i twarzy, która, mniej kontrolowana niż słowa, zdradza prawdziwe emocje i charakter postaci. Józef Bachórz pisał we wstępie do edycji Lalki, że Prus nie rezygnował z lapidarnych opisów wyglądu i zachowań, ale – korzystając z literatury fachowej - zadziwiająco licznie powiadamiał o gestach, grymasach, o drgnieniach ciała i mruganiu powiekami, o bezwiednym otwieraniu ust, o bladości przechodzącej w nasilające się rumieńce. Te fizjologiczne objawy mocniej niż słowa świadczyły o bólu, strachu, niepokoju czy radości bohaterów.

→ Darwinizm; → Kobiety i miłość; → Moda.</document>
<document nplp_id="486" title="Utopia" slug="utopia">[…] kiedym tu pierwszy raz zajechał, przetarłem oczy. Zdawało mi się, że jestem na wyspie Utopii albo na kartce nudnego a cnotliwego romansu, w którym autor opisuje, jakimi szlachcice być powinni, lecz jakimi nigdy nie będą. (II, 229)
Utopia (z gr. ou tópos – miejsce, którego nie ma) to idealna kraina szczęścia, stworzona głównie dzięki odpowiedniej organizacji społeczeństwa. Za pierwszy projekt społeczeństwa utopijnego uważa się książkę angielskiego filozofa, Tomasza Morusa, O najlepszym urządzeniu rzeczypospolitej i o nowej wyspie Utopii (1516), w której przedstawił on wizję takiej właśnie ludzkiej wspólnoty.
W Polsce tworzeniem dydaktycznych wizji społeczeństwa lub gospodarstwa ziemiańskiego o cechach utopii zajęli się najwcześniej autorzy oświeceniowych powiastek filozoficznych, takich, jak np. Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki (1776) oraz Pan Podstoli (1778-1803) Ignacego Krasickiego. W takim właśnie rozumieniu za utopijne można uznać obrazy Zasławka pod rządami prezesowej, o czym opowiada Ochocki w rozmowie z Wokulskim: Widzi pan te pałace?... To wszystko czworniaki, mieszkania parobków. A tamten dom – to ochrona dla parobcząt; bawi się ich ze trzydzieści sztuk, wszystkie umyte i obłatane jak książątka. A ta znowu willa to przytułek dla starców […].

Temu pierwszemu, najbardziej dosłownemu rozumieniu utopii towarzyszą w Lalce także inne jej znaczenia. Kolejne z nich określić można mianem „utopii patriotycznej”, charakterystycznej dla czasów poprzedzających powstanie styczniowe, a w powieści reprezentowanej przez pana Leona, przedstawiciela rozbudzonej patriotycznie młodzieży (studentów i młodych urzędników) z kręgu ówczesnych przyjaciół Wokulskiego: – Od tej chwili – mówił z uniesieniem [pan Leon] – nie będzie już różnic między ludźmi. Szlachta i mieszczanie, chłopi i Żydzi, wszyscy będą braćmi… Takiemu entuzjastycznemu opisowi życia w wyzwolonym kraju odpowiada pod koniec powieści ocena doktora Szumana, który – z perspektywy swego stopniowo zdobywanego praktycyzmu – ocenia tę tendencję do tworzenia utopii jako wadę, a nawet „chorobę” Polaków.

Kolejny typ utopii obecnej w Lalce – to utopia naukowa, odnosząca się do wiary, że nowe wynalazki epoki szybkiego postępu technicznego (którą był wiek XIX) w sposób skokowy i radykalny polepszą poziom życia oraz samopoczucie ludzi. Przykładem takiego pasjonata nauki może być Ochocki, który rozczarowuje się jednak niewłaściwą reakcją pani Wąsowskiej na swoje utopijne marzenia: Wczoraj […] przez pół godziny tłumaczyłem Wąsowskiej: na co przyda się kierowanie balonami? Mówiłem o zniknięciu granic, o braterstwie ludów, o olbrzymich postępach cywilizacji… Ona patrzyła mi w oczy tak, iż głowę oddałbym, że mnie rozumie. A kiedy skończyłem, zapytała: – Panie Ochocki, czemu pan się nie żeni?...

Innym „utopijnym” pasjonatem nauk ścisłych jest mieszkający i pracujący w Paryżu niemiecki naukowiec Geist. Nabiera on swoiście „nadludzkiej” mocy kreowania utopijnych marzeń przede wszystkim w oczach Wokulskiego, zainspirowanego otrzymanym od niego podarunkiem: bryłką metalu pięciokrotnie lżejszego od wody. Po zerwaniu z Izabelą Wokulski snuje wizje potęgi, jakie może dać jemu i ludzkości nauka: […] marzył, że on jest czarodziejem, który posiada dwie bagatelki: władzę nad siłami natury i zdolność stawania się niewidzialnym… „Myślę – rzekł – że po kilku latach mojej gospodarki świat wyglądałby inaczej… Najwięksi hultaje zamieniliby się w Sokratesów i Platonów”. Wtem spojrzał na list paryski i przypomniał sobie Geista […]. Utopijne dążenia jako element samopoznania Wokulskiego powtórzy się jeszcze pod koniec Lalki, gdy ten pierwszoplanowy bohater powieści, odpowiadając samemu sobie na pytanie, jaką rolę w jego życiu odegrał przypadek, stwierdzi: Najpierw podsunął książki, z których jedne oświeciły go, że jest don Quichotem, a inne obudziły w nim pociąg do cudownego świata, w którym ludzie posiadają władzę nad wszelkimi siłami natury. Zainteresowanie nauką zastępuje w biografii Wokulskiego „donkiszotowską” utopię polityczną – zbrojną walkę o niepodległość kraju, czyli zakończony zesłaniem udział w powstaniu styczniowym.

Można mówić o dwóch jeszcze rozumieniach utopii w Lalce. Pierwsze z nich odnosi się do utopijnego rozumienia socjalizmu, a jego reprezentantem jest subiekt Mraczewski, który po przybyciu z Moskwy snuje wizje uszczęśliwienia ludzkości (m. in. przez radykalne ograniczenie czasu pracy) po rewolucji proletariackiej. Drugie natomiast określić można mianem „realistycznej utopii Paryża”, ponieważ polega na przedstawieniu tego miasta (widzianego co prawda oczyma Wokulskiego, który, jak się zdaje, nieco idealizuje stolicę Francji) jako miejsca niemal doskonale szczęśliwego: Praca nad szczęściem we wszystkich kierunkach – oto treść życia paryskiego. Tu przeciw zmęczeniu zaprowadzono tysiące powozów, przeciw nudzie setki teatrów i widowisk, przeciw nieświadomości setki muzeów, bibliotek i odczytów. Tu troszczą się nie tylko o człowieka, ale nawet o konia, dając mu gładkie gościńce; tu dbają nawet o drzewa […].
To ostatnie pojmowanie utopii – wraz z wymienionym na początku, odnoszącym się do Zasławka – wydaje się najbliższe intencjom Prusa-pozytywisty, żywotnie zainteresowanego powodzeniem praktycznych planów polepszenia ludzkiego losu, czemu miała służyć utopia, inspirując wyobraźnię oraz stymulując do działania.

→ Filozofia; → Przypadek; → Socjalizm.</document>
<document nplp_id="488" title="Wakacje" slug="wakacje">– W każdym razie powinien pan zaraz wyjechać na wieś – ciągnęła dalej [Wąsowska]. – Kto słyszał siedzieć w mieście na początku sierpnia?... (II, 620)
Obyczaj spędzania letnich wakacji poza miastem stał się niezwykle popularny w drugiej połowie XIX wieku. Mieszkańcom Warszawy, niezależnie od zajmowanej pozycji społecznej czy zasobności portfela, marzył się wyjazd. Zmęczeni nieustannym zgiełkiem i ciasnotą, uciekali na wieś, gdzie mogli – jak pisał Prus w Kartkach z podróży – odetchnąć swobodniej nie potrzebując – jak pisał Prus – z tłumem suchotników walczyć o kroplę powietrza.

Najzamożniejsi spędzali wakacje w swoich wiejskich rezydencjach, bawili w europejskich stolicach albo wyjeżdżali do zagranicznych kurortów (Karlsbad, Davos, Wiesbaden). Izabela Łęcka, choć marzyła o spędzeniu lata w Szwajcarii, skorzystała z zaproszenia prezesowej Zasławskiej, by wypocząć w jej wiejskim majątku – w towarzystwie innych gości. Rozrywki w Zasławku najmniej przypadły do gustu Ochockiemu: Straciłem dwa miesiące na rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych głupstwach... [...] Wybierałem się do Paryża, ale prezesowa tak nalegała, żebym u niej wypoczął... I pięknie wypocząłem...

Mniej zamożni warszawiacy wybierali uzdrowiska rodzime, takie jak Zakopane, Krynica, Sopot, Ciechocinek czy wreszcie Nałęczów, w którym Prus spędził aż 28 sezonów wakacyjnych!
Jednak taka forma wypoczynku – z racji wysokich kosztów pobytu i samego przejazdu – pozostawała poza zasięgiem większości. Tym bardziej, że dla wielu nieosiągalnym luksusem był wolny czas, urlop. Wokulski – ku utrapieniu Rzeckiego – wyjeżdżał, kiedy chciał; ale on nie był przecież lichym subiektem, który musi żebrać u pryncypała o urlop raz na kilka lat. Decydowano się więc na z pewnością mniej atrakcyjny, ale dużo bardziej dostępny (materialnie i czasowo) wypoczynek nieopodal Warszawy, którą oplotła sieć dróg żelaznych. Wynajmowano pokoje bądź całe domy w podwarszawskich miejscowościach powstających w pobliżu stacji kolejowych. Prus wspominał w tychże Kartkach…, że około Warszawy znajdują się śliczne mieszkania letnie, np. Mińsk, Sobolew albo Grodzisko. Sporo warszawiaków dojeżdżało codziennie z „letniego mieszkania” do pracy w Warszawie. Inni odwiedzali wypoczywające pod miastem żony i dzieci tylko w weekendy. Z końcem lata letkiewicze, inaczej: osoby bawiące się w letnie mieszkania, powracali do roztrajkotanej Warszawy.

Nie wszyscy ulegali wakacyjnej gorączce. Ot, Rzecki. Myślał, marzył o wyjeździe. Kupił nawet bilet i wsiadł do pociągu, jednak przed samym odjazdem z niego wyskoczył przyznając: Nie mogę ani na chwilę rozstać się z Warszawą i ze sklepem...

→ Podróże bohaterów Lalki; → Podróże Prusa.</document>
<document nplp_id="490" title="Wąsowska Kazimiera" slug="wasowska-kazimiera">Brylant, nie kobieta, a jaka oryginalna!… Ani myśli iść drugi raz za mąż, choć lubi pasjami, ażeby ją otaczano. (II, 213)


Na tle innych, dość bezbarwnych kobiet przedstawionych w Lalce, Kazimiera Wąsowska wyróżnia się temperamentem, skandalizującą swobodą słów i zachowań, emanującym z niej erotyzmem. Tę pewność siebie zawdzięcza przede wszystkim dwóm czynnikom. Fortunie, odziedziczonej po zmarłym mężu, i towarzyskiej pozycji, jaką zapewnia wdowieństwo: łatwość nawiązywania flirtów, omijania konwenansów, lekceważenia plotkarskich opinii. I prowokujące, niestosowne dla osoby z jej sfery, zachowania, jak kuszenie Wokulskiego czy takie oto pozbawione skrupułów igranie z adorującymi ją mężczyznami: Zapełniam sobie pustkę życia. Z dziesięciu tych, którzy mi się oświadczają, wybieram jednego, który wydaje mi się najciekawszy, bawię się nim, marzę o nim, a potem... robię przegląd następnej dziesiątki i wybieram nowego.

Tę właśnie piękną i elegancką damę wyposażył Prus w inteligencję, spryt i błyskotliwość, kreując jakby prototyp kobiety wyemancypowanej, rozwinięty później w powieści Emancypantki. I kobiety-wampa, wyzwalającej w mężczyźnie zwierzęce instynkty. Wokulski mówił do siebie: Spomiędzy tych ładnych ona jest najładniejsza, a co lepiej – najponętniejsza… Co to za figura, jaki wspaniały kontur nogi, a płeć, a oczy mające w sobie coś z brylantów i aksamitu!... Byłby przysiągł, że czuje zapach jej ciała, że słyszy spazmatyczny śmiech, i w głowie zaszumiało mu na samą myśl zbliżenia się do niej. – Co to musi być za wściekła kobieta!...- szepnął. – Kąsałbym ją…
Chociaż Kazimiera Wąsowska jest w powieści postacią drugoplanową, została obdarzona wyrazistymi cechami, utrwalającymi się w pamięci.

→ Kobiety i miłość.
</document>
<document nplp_id="491" title="Węgierska Wiosna Ludów" slug="wegierska-wiosna-ludow">Węgierska Wiosna Ludów stanowi część wydarzeń rewolucyjnych, które rozegrały się wiosną 1848 roku w wielu krajach Europy. Już 23 lutego wybuchła rewolucja w Paryżu, wkrótce jej płomień ogarnął państwa niemieckie, w połowie marca dotarł do Wiednia, a stamtąd natychmiast do Budapesztu. 15 marca na placu Muzeum zebrał się wielotysięczny tłum. Żądano m.in. wyzwolenia chłopów, równouprawnienia wszystkich obywateli, powszechnego opodatkowania, wolności prasy. W ciągu kilku godzin przygotowano pakiet nowych ustaw, które w kwietniu weszły w życie. Bohaterami tych dni stali się Lajos Kossuth i dwudziestopięcioletni poeta, Sandor Petöfi, którego płomienny wiersz, Pieśń narodowa, krążył z rąk do rąk. Na czele rewolucyjnego rządu – zatwierdzonego pod presją okoliczności przez Wiedeń – stanął późniejszy męczennik sprawy narodowej, Lajos Batthyany. Wszelako władze imperialne nigdy nie pogodziły się z rewolucyjnymi dążeniami i postulatami Węgrów. Podjęły kroki dyplomatyczne i polityczne, których celem było zwrócenie przeciwko Madziarom innych narodowości wchodzących w skład Korony Węgierskiej. Rozpoczęto zarazem działania militarne i we wrześniu stało się już jasne, że rewolucji trzeba będzie bronić na polach bitew. Niemal dokładnie pół roku po wybuchu Węgierskiej Wiosny Ludów ukonstytuował się Krajowy Komitet Obrony Ojczyzny, na którego czele stanął wkrótce Kossuth, mający poparcie całego narodu. Z miejsca przystąpił do akcji werbunkowej. W ten sposób rewolucja przekształciła się w powstanie narodowe. Wzięło w nim udział około 3,5 tysiąca Polaków, ochotników z ziem dawnej Rzeczypospolitej. Byli wśród nich sławni dowódcy, jak Józef Bem, Henryk Dembiński czy Józef Wysocki, ale też wielu nieznanych bohaterów, których dramatyczne niekiedy losy są stopniowo odsłaniane dzięki pracom historyków. Walczyli w szeregach legionu polskiego bądź w węgierskiej armii honwedów. Przybywali głównie z Galicji; ochotników z Warszawy, skąd wyruszyli bohaterowie Lalki: młody Ignacy Rzecki wraz ze swym przyjacielem Augustem Katzem, było stosunkowo niewielu. Podobnie jak oni, z dawnej stolicy udał się na Węgry Antoni Jeziorański ze swym kuzynem Julianem Dolańskim. Opuścili oni Warszawę na początku maja 1848 roku, a granicę węgierską przekroczyli dopiero w końcu listopada, o kilka tygodni później niż bohaterowie Lalki. Jeziorański opisał swe przeżycia z tego okresu w Pamiętnikach, wydanych we Lwowie w 1880 roku (Prus mógł również zapoznać się przed napisaniem swej powieści z relacjami kilku innych jeszcze uczestników węgierskich walk narodowowyzwoleńczych). Jeziorański zdążył wstąpić na Węgrzech do formowanego akurat legionu polskiego, zaznać smaku klęski w pierwszych miesiącach działań militarnych, kiedy to jedynie Bem zdołał odnieść – w Siedmiogrodzie – kilka pięknych i ważnych zwycięstw, uczestniczyć w węgierskich tryumfach wiosną 1849 roku, by wreszcie po interwencji rosyjskiej i zdławieniu powstania pójść z setkami powstańców na wygnanie do Turcji. Podobny szlak przeszli dwaj bohaterowie Lalki, z tym, że po złożeniu broni przez naczelne dowództwo wojsk powstańczych, co nastąpiło w sierpniu pod Wilagoszem, jeszcze na początku października brali udział w legendarnej obronie zamku w Komarom. Stary subiekt, tak jak Jeziorański, rozwodzi się nad entuzjastycznym stosunkiem miejscowej ludności, także młodych Węgierek, do dzielnych Polaków. Przywołują też obaj pamiętne sceny z placu boju. Rzeckiemu szczególnie zapadła w pamięć bitwa, którą określa jako „jeneralną”. Wiemy, że odbyła się w trakcie wiosennej kampanii i była zwycięska. Było to bodaj czy nie ostatnie nasze zwycięstwo – dodaje stary subiekt. Do ostatniej zwycięskiej dla Madziarów bitwy doszło w czasie tej kampanii w czerwcu, ale rozmaite epizody i szczegóły topograficzne, przytoczone przez starego subiekta, dość wyraźnie wskazują, że Rzecki i Katz uczestniczyli w bitwie pod Iszasegiem, która odbyła się 6 kwietnia.

→ Bem Józef; → Historia; → Kossuth Lajos; → Rzecki Ignacy.</document>
<document nplp_id="492" title="Wokulski Stanisław" slug="wokulski-stanislaw">W Lalce występuje 156 postaci fikcyjnych, nazwanych imieniem i nazwiskiem lub tylko imieniem (nadto ponad 100 postaci bezimiennych), a statystyczny prym dzierży wśród nich Stanisław Wokulski. Jego nazwisko pojawia się w tekście ponad 2100 razy, oprócz tego kilkadziesiąt razy nazywa się go po imieniu (Stach, Staś, pan Stanisław). Drugie miejsce w tej statystyce zajmuje przywoływana ponad 700 razy Łęcka (ok. 650 razy jako „panna Izabela”, nadto ok. 60 razy po nazwisku). Miejsce trzecie należy do Ignacego Rzeckiego, wymienianego ok. 650 razy (po nazwisku 360 razy, a jako „pan Ignacy” ok. 280 razy). Nazwisko „Wokulski” należy do zasobu nazwisk polskich faktycznie istniejących, ale rzadko spotykanych: z tomu X Słownika nazwisk współcześnie w Polsce używanych wynika, że nosiło je tylko 13 osób (tymczasem nazwisko „Wysocki”, przydzielone w Lalce warszawskiemu woźnicy, miało 24 919 osób). Jest możliwe, że Prus coś wiedział o którymś z Wokulskich, bo należeli oni do szlachty pieczętującej się tym samym herbem „Prus I” co i Głowaccy, a nie można wykluczyć, że o jednym Wokulskim – Henryku – mógł słyszeć w młodości, ale nie ma na to dowodów. Ów Wokulski był synem dzierżawcy, urodził się w 1825 roku we wsi Olszewnica k. Radzynia, uczył się w szkołach w Łukowie, Szczebrzeszynie i Lublinie, potem mieszkał w Warszawie, w 1844 roku został skazany na ciężkie roboty na Syberii za udział w spisku, karę odbywał w Nerczyńsku za Bajkałem, w roku 1856 pozwolono mu na pobyt w Irkucku, a w 1857 wrócił do kraju. To zapewne on w 1876 roku nabył dobra w okolicy Stoczka Łukowskiego, a w 1891 jako ziemianin z Siedleckiego został wybrany do „dyrekcji szczegółowej” Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie. Zmarł w 1901 roku i został pochowany w Siedlcach. Stanisław Wokulski w w rozmowie z Ochockim przyznaje że ma 46. rok życia, a więc urodził się chyba w 1832 roku. Jego życiorys sprzed roku 1878 poznajemy po trosze z jego własnych wspomnień, po trosze z wypowiedzi innych postaci, a przede wszystkim z pamiętnika jego przyjaciela – Ignacego Rzeckiego. Na życiorys ten składają się takie zdarzenia, jak praca w warszawskim sklepie win i delikatesów Hopfera, w 1862 roku rozpoczęcie studiów w Szkole Głównej, udział w konspiracjach i powstaniu styczniowym w 1863 roku, zesłanie na Sybir do Irkucka, po powrocie w 1870 roku do Warszawy kłopoty ze znalezieniem pracy, ślub ze spragnioną małżeństwa wdową Małgorzatą Minclową, właścicielką sklepu, po jej śmierci pół roku apatii, potem niespodziewana miłość od pierwszego wejrzenia do panny Izabeli Łęckiej, arystokratki ujrzanej na przedstawieniu w Teatrze Wielkim na początku 1877 roku, w czerwcu tegoż roku wyjazd do Bułgarii dla zrobienia majątku na dostawach aprowizacji dla armii rosyjskiej, w marcu 1878 roku powrót do Warszawy z wielkim kapitałem 300 000 rubli i energiczne starania o dostanie się do sfer salonowych i do serca panny Izabeli. Starania te, pełne dramatycznych meandrów i bliskie pomyślnego finału, kończą się jednak fatalnie: odkryciem nielojalności narzeczeńskiej panny i próbą samobójstwa bohatera. Po odratowaniu nie wróci już do równowagi psychicznej i na początku jesieni 1879 roku tajemniczo znika z Warszawy. Na tle bohaterów powieściowych, upowszechnionych przez beletrystykę wczesnego pozytywizmu, protagonista Lalki – po latach podziwiany przez historyków literatury jako kreacja rewelacyjnie dojrzała i imponująco nowoczesna – został przez większość krytyków pozytywistycznych uznany za postać zupełnie nieudaną, wręcz urągającą wymogom prawdopodobieństwa. Przypominał im figurę pozlepianą z kiepsko przystających do siebie kawałków: miał być w intencji autora człowiekiem mądrym, energicznym i przenikliwym, tymczasem okazał się niedołęgą i mazgajem, dającym się wodzić za nos kobiecie, która go lekceważy. Prus na zarzut braku spójności charakteru Wokulskiego odpowiadał stanowczo, że jego bohater jest typem bardzo złożonym jako człowiek epoki przejściowej, że wychował się w epoce czasu, który zaczął się poezją, a skończył nauka, zaczął się ubóstwieniem kobiety, a skończył wyrozumowaną prostytucją, zaczął się rycerskością, a skończył kapitalizmem, zaczął się poświęceniem, a skończył geszefciarstwem, gonitwą za pieniędzmi... Na zarzut zaś, że to niezborny zlepek sprzeczności, autor Lalki replikował: Wokulski nie jest «zlepkiem», ale typem bardzo często spotykanym u nas. Mickiewicz był poetą, a przy tym miał popędy wojskowe, polityczne i reformatorskie i „kochał się jak gimnazista”. [...] Kaczkowski był poetą i finansistą, a ktoś inny żołnierzem, poetą i geografem. Złożoność Wokulskiego jest na różne sposoby eksponowana w powieści. On sam parokrotnie dziwi się własnej skomplikowanej naturze, a i niechętna mu panna Izabela ze zdumieniem zauważa, że nie można go porównać do żadnego ze swych znajomych, których można było streścić w jednym zdaniu: Jego niepodobna było określić jednym wyrazem, a nawet stoma zdaniami. Nie był też do nikogo podobny, a jeżeli można go było czymś porównywać, to chyba – z jakąś okolicą, przez którą jedzie się cały dzień i gdzie spotyka się równiny i góry, lasy i łąki, wody i pustynie, wsie i miasta. I gdzie jeszcze, spoza mgieł horyzontu, wynurzają się jakieś niejasne widoki, już niepodobne do żadnej rzeczy znanej. Tym razem panna Łęcka ma rację. Dla opisania Wokulskiego nie starczają formuły realizmu i kategorie psychologii zdroworozsądkowej – choć i bez nich nie można się obyć – jest on bowiem osobowością, do której opisania potrzeba wiedzy o stanach neurotycznych i psychopatologii, a jak dowodzą nowsze badania nad Lalką – także psychoanalizy. Wokulski interesuje się hipnozą (paryskie pokazy „magnetyzmu” Palmieriego), doświadcza stanów wewnętrznych i przeżyć, które wykraczają poza „normalny” standard, jak przywidzenia, sny i marzenia półsenne, zdumiewające doznanie własnego odbicia w lustrze jako sobowtóra, próba samobójstwa i traumatyczne przeżycia po tej próbie. Osobną a bogatą sferą przeżyć bohatera jest erotyka i miłość dająca odkrycie bezradności wobec tajemnic własnego serca i tragizmu egzystencji. Także sfera tęsknot metafizycznych. W sumie więc jest Wokulski osobowością, którą koniecznie trzeba rozpatrywać jako kreację wielu możliwości samorealizacyjnych. Można przecież mówić o nim jako o kupcu, przedsiębiorcy, społeczniku, uczonym, myślicielu, polityku, kochanku, przyjacielu, filantropie – itd. Jego status powieściowy kształtuje się tylko w niewielkim stopniu poprzez narrację odautorską, w decydującej zaś mierze poprzez wypowiedzi wielu różnych postaci. Nim pojawi się w powieści – oplotkowują go bywalcy renomowanej jadłodajni warszawskiej jako ryzykanta i awanturnika, który nie wiadomo czego chce od życia. Ich wersja okaże się wersją prostackich zawistników i znajdzie się w jaskrawej sprzeczności z wersją zapisaną w pamiętniku Rzeckiego, który widzi w nim umysł wybitny romantycznego idealisty i heroicznego patrioty. Niebanalną wersję Wokulskiego odczytamy z wypowiedzi doktora Szumana. Zrozumiale inną wersję Wokulskiego kształtuje sobie panna Izabela, które początkowo widzi w nim negatywnego bohatera romansu tajemnic, sprytnie osaczającego niewinną piękność, a potem – według innego schematu powieściowego – kandydata na safandułę i pantoflarza. Z jej wersją zupełnie nie zgadza się to, co o Wokulskim sądzi pani Wąsowska, a także zakochana w nim pani Stawska. Jeszcze inne wersje Wokulskiego można odczytać z mniemań i wypowiedzi pana Łęckiego, księcia, barona Krzeszowskiego, jego małżonki i kilkunastu innych postaci. Wszystkie te wersje – a łatwo w nich odnaleźć echa różnych stereotypów – ścierają się, korygują i dopełniają, ale nie doczekają się definitywnego rozstrzygnięcia w narracji trzecioosobowej. Czytelnik ciekaw, kim ostatecznie jest Wokulski, nie uzyskuje satysfakcjonującej odpowiedzi, podobnie jak nie uzyskuje odpowiedzi na pytanie o zakończenie jego fabularnych losów. Nie było bowiem intencją Prusa stereotypowe upewnianie nas o tym, że „jakoś to będzie”, lecz wytrącanie czytelnika z pocieszającej drzemki i posiewanie w nas niepokoju o naszą wiedzę o innych oraz pytań o nasz własny los i o stan naszego społeczeństwa.

→ Kobiety i miłość; → Samobójstwo; → Syberia Polaków.
</document>
<document nplp_id="494" title="Wydarzenia (1878-1879)" slug="wydarzenia-1878-1879">Zaraz po obiedzie zbierała się u niej [Minclowej] jakaś sesja dam, które w oczekiwaniu doniosłych wypadków opuszczały mężów i dzieci, ażeby zajmować się plotkami. Nad wieczorem zaś schodzili się do niej panowie; ale ci, nawet nie gadając z panią Małgorzatą, odsyłali ją do kuchni. (II, 43-44)
Akcja Lalki rozgrywa się w ciągu niespełna dwóch lat – od marca 1878 do października 1879 roku. Czas ten obfituje w świecie rzeczywistym w wiele różnorodnych wydarzeń rozgrywających się zarówno na ziemiach polskich, jak i za granicą na scenie politycznej, społeczno-obyczajowej i kulturalnej, o których wspomina Prus w Kronikach oraz na kartach powieści. Prezentowane sprawy mają bezpośredni wpływ na życie autora i jemu współczesnych, nadają bieg historii i realny kształt życiu codziennemu w XIX wieku.
W 1878 roku Prus żył w stałym napięciu nerwowym, po spoliczkowaniu go przez socjalizujących studentów, którzy mieli mu za złe uwagi o ich zachowaniu na odczycie Włodzimierza Spasowicza. Wycofał się z pracy kronikarskiej na dwa miesiące, aby potem wrócić do pisania felietonów tylko dla „Kuriera Warszawskiego”. Narastająca obawa przed kolejnymi atakami przekładała się na stan wzmożonej czujności autora Lalki. Prus bardziej niż kiedykolwiek starał się o zachowanie samokontroli, koncentrację i o wiarygodność szczegółów. Wyraża się to – jak zauważa Józef Bachórz – wprowadzaniem do powieści dokładnych danych odpowiadających rzeczywistości, np. o wyjątkowo słonecznej, jak na tę porę roku, pogodzie w Wielkim Tygodniu 1878 roku (ciepła środa przypadająca 18 kwietnia). Miało to wpływ także na wyraźne, zdeterminowane działania Prusa, wysyłającego ostatecznie sekundantów do jednego ze studentów (głównego napastnika – Sawickiego), który jednak wymówił się chorobą. Temu powszechnemu jeszcze w XIX wieku zwyczajowi dał autor wyraz także w powieści, konstruując bohaterów, mających skłonność do „dawania satysfakcji”, np. Stanisława Wokulskiego, Ignacego Rzeckiego czy barona Krzeszowskiego.
Wokulski, niczym Prus-felietonista w poszukiwaniu tematów do kolejnych odcinków Kronik, chadzał w Warszawie na wszelkie przedstawienia, koncerty i odczyty jeszcze przed wyjazdem do Bułgarii i po powrocie stamtąd, mając nadzieję, że zobaczy pannę Izabelę.
Bohaterowie powieści zdają się bardzo żywo reagować na realne wydarzenia – kiedy 9 stycznia 1878 r. zmarł król Włoch, Wiktor Emanuel II, pan Tomasz Łęcki przez dwa miesiące nosił krepę na kapeluszu na znak żałoby po władcy, który był ponoć oczarowany pięknością jego córki. Izabela Łęcka zaś miała nadzieję na wyjazd do Paryża (nawet w towarzystwie Wokulskiego) na otwarcie wystawy światowej zorganizowanej dla celów reklamowych i wymiany informacji, które rzeczywiście odbyło się 1 maja 1878 r.
W Kronikach wspomina Prus także o słynnej tomboli z maskaradą i fajerwerkami –]organizowanej w Dolinie Szwajcarskiej przez Komitet Zabaw Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności podczas dorocznego festynu na świętego Jana – w czasie której wybuchła awantura o nagrodę (ze znanym baletmistrzem warszawskim Władysławem Przedpełskim w roli głównej).
Autentyczne wydarzenia kulturalne – przedstawienia teatralne, koncerty, odczyty publiczne (które odbywały się tradycyjnie w Resursie Kupieckiej, miejscu spotkań towarzyskich i działalności publicznej) stały się ilustracją dla wątków fikcyjnych w Lalce. W Warszawie w pierwszym półroczu 1878 r. w Teatrze Wielkim grano Hugonotów, operę Giacomo Meyerbeera, na której był subiekt Mraczewski w towarzystwie niejakiej Matyldy, co Rzecki skrupulatnie odnotował w swym prywatnym katalogu.
Prus zamieszcza w Lalce informacje o bieżących wydarzeniach literackich czy związanych z odkryciami i pionierskimi podróżami, jaką była np. wyprawa w głąb kontynentu afrykańskiego (opowiadała o niej książka Henry’ego Stanleya Tajemnicza część świata z 1878 roku, tłum. polskie 1879 r.). Jej autora, a zarazem uczestnika wyprawy, pisarz przedstawił z punktu widzenia panny Izabeli: Wśród stałej ludności zaczarowanego świata ukazywał się od czasu do czasu zwykły śmiertelnik […] Zwykle bywał nim jakiś inżynier […] Był podróżnik, który podobno odkrył nową część świata, rozbił się z okrętem na bezludnej wyspie i bodaj czy nie kosztował ludzkiego mięsa. Izabela Łęcka w zaciszu swego gabinetu czytała też najnowszą powieść Emila Zoli Kartka miłości, która ukazała się drukiem w kwietniu 1878 roku.
Ale bohaterów powieści zajmowała przede wszystkim polityka. Zgromadzeni w renomowanej jadłodajni znajomi zatopieni w kłębach dymu cygar i pochyleni nad butelkami z ciemnego szkła […] komentowali zmiany, będące wynikiem ostatnich wydarzeń: wojny rosyjsko-tureckiej (europejska wojna […] wisi na włosku), pokoju san-stefańskiego, kongresu berlińskiego. Dyskutowali o uzbrojeniach Anglii, […] nazywali geniuszem Bismarcka, […] krytykowali postępowanie prezydenta MacMahona […].
W powieści wzmiankuje się także o sławnych postaciach życia społeczno-polityczno-kulturalnego Europy. Są wśród nich: prowadzący grę polityczną przeciwko Rosji kanclerz Niemiec Otto von Bismarck, polityk austriacki Metternich, popierający ruchy powstańcze w Polsce i Belgii premier angielski Palmerston, papież Leon XIII, Napoleon III i jego syn, pretendent do tronu, „Napoleonek” IV, Beniamin Earl of Beaconsfield, angielski polityk i pisarz ceniony przez królową angielską Wiktorię czy Ernesto Rossi, aktor włoski, który bywał w Warszawie, a zasłynął rolami w sztukach Szekspira.

→ Dolina Szwajcarska; → Historia; →Teatr.</document>
<document nplp_id="496" title="Zabawki" slug="zabawki">W lewym znowu oknie, napełnionym okazami krawatów, rękawiczek, kaloszy i perfum, miejsce środkowe zajmowały zabawki, najczęściej poruszające się. (II, 36)
Jednym z towarów sprzedawanych w sklepie Wokulskiego były zabawki. Rozmieszczone obok galanterii w środkowej części lewego okna wystawowego, przyciągały wzrok klientów. Rzecki często wymieniał najatrakcyjniejszą zabawkę z wystawy na inną, równie interesującą, np. wystawiał karuzelę, kiedy spowszedniała fontanna.
W Warszawie nie było fabryk produkujących zabawki. Wokulski, jak inni kupcy, kosztowne zabawki sprowadzał z renomowanych firm zagranicznych, głównie z Kopenhagi, Paryża i Norymbergi. Zabawki drewniane kupcy zamawiali u polskich majstrów – zabawkarzy z południa kraju (okolice Kielc, Krakowa, Żywca).
Ignacemu Rzeckiemu zabawki przypominały beztroskie dzieciństwo. Wtedy z ciekawością podziwiał zabawki w oknie wystawowym sklepu Mincla: fikającego kozaka, bęben, pałasz i konia ze skóry z prawdziwym ogonem. Kiedy był subiektem, często po zamknięciu sklepu wystawiał na kontuar rozmaite lalki, figurki zwierząt, akrobatów, żołnierzy, a następnie nakręcał ruchome i dźwiękowe zabawki: cyrkowe pajace cwałujące na koniu, pary tańczące walca przy dźwiękach muzyki, pociąg z pasażerami, kota goniącego mysz, niedźwiedzia wdrapującego się na słup. Wówczas Rzecki wyobrażał sobie fantastyczny, baśniowy świat. Śmiał się i przemawiał do zabawek jak zachwycone dziecko. Czasem wpadał jednak w melancholię. Poruszające się i wydające dźwięki figurki porównywał do ludzi, będących jak marionetki, którym brakuje spontaniczności, mechanicznie odgrywają życiowe role, a kiedy nie są potrzebne, zostają odrzucone niczym niechciane zabawki: Wykręcą się sprężyny i pójdziecie na powrót do szafy. Głupstwo, wszystko głupstwo!

Sprzedawano zabawki typowo dziecięce (lalki, wózki, żołnierzyki, figurki, itp.) oraz ruchome i dźwiękowe dla dorosłych (np. karuzele, papierośnice, tańczące pary). Miały one różne przeznaczenie. Zabawki ludowe (grzechotki, zwierzęta, wózki), wykonane z drewna, wikliny, wosku, gliny, papieru, materiału, były odbiciem folkloru danego regionu i najczęściej bawiły się nimi dzieci we wsiach i z ubogich rodzin. Zabawki pamiątkowe (pozytywki, grające albumy, lalki), zwykle zrobione z porcelany, ocynowanej blachy, masy papierowej, miały wartość sentymentalną. Zabawki obrzędowe (figurki świętych, szopki, miniaturowe kościoły, ołtarze), za pomocą których dzieci mogły odgrywać chrześcijańskie obrzędy, wykorzystywano także jako ozdoby świąteczne.
Jakość i ilość zabawek przeznaczonych dla dzieci zależały od zamożności rodziców. Dzieci z ubogich domów bawiły się zabawkami, które zazwyczaj same wykonały z dostępnych materiałów i przedmiotów codziennego użytku, natomiast dzieci zamożnych rodziców otrzymywały zabawki kosztowe, dostosowane do ich wieku i płci. Dziewczynki, bawiąc się zabawkami, naśladowały kobiety i uczyły się obowiązków dorosłych. Służyły do tego: lalki, domki z pełnym wyposażeniem, małe serwisy fajansowe, wózki, kołyski, przybory do robótek ręcznych. Prezentem Rzeckiego dla Heluni Stawskiej były: las ze zwierzętami, umeblowanie domku dla lalek, mały serwis i mosiężny samowar.
Zabawki chłopców miały na celu przygotowanie ich do przyszłych zawodów i męskich zajęć. Były nimi: ołowiane żołnierzyki, trąbki, bębenki, pojazdy, fuzyjki, szable, statki, pociągi. Do wspólnych zabaw dziewcząt i chłopców służyły: konie na biegunach, bryczki, klocki, zagrody ze zwierzętami, malowanki, wycinanki, układanki.

→ Lalka.</document>
<document nplp_id="497" title="Żydzi" slug="zydzi">W ogóle, może od roku uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć; nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo. (I, 304-305)
W Lalce wielokrotnie pojawia się fraza: „do starozakonnych rośnie niechęć”, co znakomicie charakteryzuje nakreślony w powieści obraz Żydów i oddaje dynamikę rozwoju stosunków polsko-żydowskich w portretowanym przez Prusa momencie historycznym. Należy pamiętać, że czas akcji powieści (między marcem 1878 a październikiem 1879) o 10 lat poprzedza czas jej pisania. Lalka (ukazująca się w „Kurierze Codziennym” od 29 września 1887 do 24 maja 1889) powstawała w okresie wyraźnego załamywania się pozytywistycznego optymizmu co do możliwości rozwiązania podnoszonej przez całe XIX stulecie „kwestii żydowskiej”. Można przyjąć, że ten okres w sposób symboliczny wyznaczają dwa wydarzenia, pozostające poza fabularnymi ramami powieści. Pierwsze to uroczyste otwarcie 26 września 1878 roku Wielkiej Synagogi Warszawskiej na Tłomackiem, która stała się reprezentacyjną świątynią środowisk postępowych, z kazaniami wygłaszanymi po polsku. Drugie to cezura, jaką stanowi pogrom, który wybuchł w Warszawie w Boże Narodzenie 1881 roku: zabito wówczas 2 Żydów, 24 raniono oraz zniszczono majątek żydowski znacznej wartości. Inteligencja polska była wstrząśnięta, a prasa warszawska potępiła krwawe zajścia. Pogrom warszawski miał miejsce dwa lata po zakończeniu akcji powieści, ale sześć lat przed rozpoczęciem jej pisania. Prus niejednokrotnie wskazuje w Lalce na narastanie antyżydowskich, czy wręcz pogromowych nastrojów. Komentując przy piwie „w renomowanej jadłodajni” pogłoski o sprzedaży sklepu Wokulskiego Żydom, radca Węgrowicz ostrzega: Z tymi Żydami to może być kiedyś głupia awantura. Tak nas duszą, tak nas ze wszystkich miejsc wysadzają, tak nas wykupują, że – trudno poradzić z nimi. Już my ich nie przeszachrujemy, to darmo; ale jak przyjdzie na gołe łby i pięści, zobaczymy, kto kogo przetrzyma… Rzecki zaś składa wtedy zdumiewającą deklarację: jeżeli nasz sklep kupią Żydzi, to i ja się z wami połączę. Jeszcze moja pięść coś zaważy… W rozmowie z Wokulskim natomiast stary subiekt przewiduje: Będzie kiedyś awantura z tymi Żydami. Potwierdza to później socjalista Klein, który przechodzi na pozycje antyżydowskie: Bo my dobrze ich znamy, choć się i do nas umizgają. […] My wiemy, do czego oni są zdolni, gdyby mieli siłę. Reprezentuje on rodzący się wówczas „antysemityzm postępowy”, atakujący Żydów z pozycji lewicowych. Zgorzkniały Rzecki notuje przy końcu powieści: Przeciw Żydom ciągle rosną kwasy. Nie brak nawet pogłosek o tym, że Żydzi chwytają chrześcijańskie dzieci i zabijają na macę.

Obraz Żydów i stosunków polsko-żydowskich w Lalce jest wypadkową kryzysu pozytywistycznych koncepcji rozwiązania „kwestii żydowskiej” i ewolucji poglądów samego Prusa w tej sprawie. W uproszeniu można powiedzieć, że zaczynał od optymistycznego programu sformułowanego w końcu lat 70-tych XIX wieku, według którego postęp, oświata i wzrost zamożności społeczeństwa miały doprowadzić do stopniowego zanikania odrębności Żydów, by w połowie lat 80-tych utracić nadzieję na spełnienie się tych postulatów. Objawiało się to wzrostem obaw pisarza przed dominacją Żydów w rzemiośle czy handlu oraz coraz większym rozczarowaniem do programu asymilacji. Nadzieje pozytywistów na pełną asymilację Żydów rozwiewały się w obliczu narastających napięć w ostatnich dwóch dekadach XIX stulecia. Poczucie zagrożenia ekonomicznego ze strony Żydów łączyło się z obawą o narodową i kulturową tożsamość. Miała być ona zagrożona zarówno przez tych, którzy asymilując się przenikali do polskiego społeczeństwa, jak i przez tych, którzy manifestowali swoją odrębność kulturową i religijną. Znamienne dla tych czasów jest wzajemne rozczarowanie. Z jednej strony załamuje się pozytywistyczny program asymilacji, ponieważ Żydzi – wbrew oczekiwaniom i postulatom ideologów – nie chcą się masowo asymilować, przeciwnie – umacnia się w nich poczucie odrębności. Polacy zaś wykazują daleko idącą rezerwę, by zasymilowanych Żydów przyjmować i akceptować. Z drugiej strony w środowiskach żydowskich rośnie rozczarowanie do postulatów integracji społecznej, językowej i obyczajowej asymilacji, ale przy zachowaniu żydowskiej tożsamości religijnej i kulturowej. Sposób przedstawienia Żydów w Lalce jest zatem świadectwem narastającego kryzysu „kwestii żydowskiej”, zaostrzania się antagonizmów polsko-żydowskich i zaogniania się antysemityzmu w społeczeństwie polskim. Wszystkie te zjawiska uwidaczniają się w konstrukcji kluczowych dla tego wątku postaci, a świat przedstawiony stopniowo nasyca się tą kryzysową atmosferą.

→ Antysemityzm; → Szuman Michał; → Szlangbaum Henryk (syn); → Szlangbaum (ojciec).</document>
<document nplp_id="697" title="Warszawa Głowackiego" slug="warszawa-glowackiego">Dziecię starego miasta
[caption id="attachment_710" align="alignleft" width="300"] Stare Miasto[/caption]

Stare Miasto było niezwykle istotnym punktem wydarzeń warszawskich lat 1860-61, które poprzedzały wybuch powstania styczniowego. Stopniowo narastającym nastrojom patriotycznym towarzyszyły coraz odważniejsze manifestacje narodowe (m.in. towarzyszące sprowadzeniu do kraju zwłok Zygmunta Krasińskiego czy też pogrzebowi generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli podczas powstania listopadowego), które przeradzały się w otwarte demonstracje polityczne. Śpiewano publicznie pieśń Alojzego Felińskiego Boże, coś Polskę... ze zmienionym refrenem „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie”. 27 lutego 1861 r. podczas wielkiej manifestacji od rosyjskiej salwy padło pięciu zabitych, ich pogrzeb i dalsze manifestacje zakończyły się masakrą na Placu Zamkowym 8 kwietnia, kiedy to od kul rosyjskich zginęło według różnych szacunków od 10 do 110 osób. 14 grudnia wprowadzono w Warszawie stan wojenny, kończący okres przedpowstaniowych manifestacji. Działania patriotyczne wówczas zeszły do podziemia.

Dzięki cyklowi podpisywanych jako Bolesławita powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego (m.in. Dziecię Starego Miasta, Moskal, My i oni) oraz cyklom rysunkowym Artura Grottgera (zwł. Warszawa I) wydarzenia te weszły do mitologii powstańczej i stały się istotnym elementem legendy powstania, z takimi jej cechami jak celebracja klęski, kult ofiar czy stereotyp jedności (do manifestacji przyłączali się bowiem reprezentanci licznych w Warszawie mniejszości narodowych).



Rozbudowa Warszawy po Powstaniu Styczniowym
[caption id="attachment_708" align="alignleft" width="300"] Plac teatralny[/caption]
W czasach Prusa, w ciągu ostatnich trzech dekad XIX wieku Warszawa z europejskiej prowincji staje się nowoczesnym ośrodkiem przemysłu i handlu, dynamicznie rozwijającym się miastem wielu kultur. Paradoksalnie, w tym okresie granice miasta się nie przesuwają, przez co zresztą u progu XX stulecia Warszawa stanie się jednym z najbardziej przeludnionych miast Europy. Przyczyna jest prosta: od 1879 do 1913 Warszawa ma status miasta-twierdzy, jej granice wyznaczają zabudowania forteczne.
Status bazy wojskowej mimo wszystko nie zakłócił rozwoju miasta. Decydujące znaczenie miały rozbudowa sieci kolejowej oraz położenie geograficzne. Na Warszawie kończyły się europejskie szlaki torowe, na prawym brzegu Wisły zaczynały się, szersze niż europejskie, torowiska Imperium - czyniło to z miasta oczywiste centrum tranzytowe. Nie przypadkiem Dworzec Wiedeński na lewym brzegu i położone tuż obok siebie dworce na brzegu praskim: Terespolski (obsługujący kierunek moskiewski) i Petersburski (zbudowany na potrzeby połączenia z Nową Stolicą, ale z biegiem czasu obsługujący niemal wszystkie trasy w głąb Cesarstwa) były centralnymi punktami rozbudowy miasta. Równie wielkie znaczenie miał fakt, że Warszawa była najbardziej wysuniętym na Zachód miastem Imperium, a więc naturalną rzeczy koleją nowinki zachodnie mogły docierać tu najwcześniej.


[caption id="attachment_720" align="alignleft" width="300"] Żeby zobaczyć, jak rozbudowywała się Warszawa po powstaniu styczniowym, kliknij mapę[/caption]
Mimo stałych granic, kształt Warszawy zmienia się w czasach Prusa w zasadniczy sposób. W czasach powstania centrum miasta wyznacza trakt królewski. Wciąż żywym miejscem jest Stare Miasto, ostoja drobnego handlu i rzemiosła, siedziba starego warszawskiego patrycjatu, niejako symbol warszawskich tradycji patriotycznych. Rytm życia w większym stopniu wyznaczają jednak Krakowskie Przedmieście i jego przecznice, gdzie siedziby mają instytucje finansowe, a prym wiodą związane z wielkimi inwestycjami kapitałowymi rodziny starej szlachty i magnaterii, jak Zamoyscy, i potężne rodziny bankierskie, jak Blochowie i Kronenbergowie. Poniżej, na Powiślu, skupił się warszawski przemysł. W tym czasie zachodzą trzy brzemienne w skutki zmiany. Po pierwsze, w latach 50. zaludnia się i rozbudowuje Praga, w I połowie wieku bardziej przypominająca wieś niż miasto. Przed Powstaniem była ona głównie dzielnicą biedoty; z biegiem czasu coraz bardzie przyciągać będzie, dzięki linii kolejowej, drobny handel i przemysł. Po drugie, powstają linie kolejowe do Wiednia (1845-48) i do Petersburga (1862). Po trzecie, w 1864 otwarty zostaje, zaprojektowany przez Stanisława Kierbedzia, pierwszy stalowy most na Wiśle.
W latach 80. układ centrum i peryferii przebiega w Warszawie już całkiem inaczej. Wyludnione Stare Miasto staje się dzielnicą wielkich cieniów historii, coraz bardziej na peryferiach życia miejskiego. Przyczyniły się do tego po części represje popowstaniowe, częściowo zaś rozkwit przemysłu i handlu, przez co znaczenie starych rofzin kupieckich i rzemieślniczych staje się marginalne nawet na wewnętrznym rynku warszawskim. Kto chciał robić prawdziwe interesy, przenosił się na południe. Wciąż duże znaczenie ma Krakowskie Przedmieście, ale najelegentsze sklepy i kawiarnie gromadzą się też wokół placu Teatralnego, który w tym czasie staje się sercem miasta. Najelegentszy adres i prawdziwy salon Warszawy to wówczas aleje Ujazdowskie. Im bliżej nowego wieku, w tym większym stopniu drugą osią centrum staje się peryferyjna dotychczas Marszałkowska, gdzie otwiera swe składy większość liczących się firm handlowych.  Wielki przemysł pozostaje na Powiślu, ale nowe fabryki otwierane są na Woli, ze względu na mnogość wolnej przestrzeni i położenie blisko linii kolejowej. Północna dzielnica miasta, przed Powstaniem skupisko biedoty różnych wyznań i zaplecze drobnego przemysłu (główne skupisko prężnych w Warszawie garbarni), staje się największym na wschodzie Europy skupiskiem ludności żydowskiej, swoistym miastem w mieście. Dla diaspory, rugowanej ze stolic Imperium, a prześladowanej na prowincji, Warszawa staje się miastem największych możliwości.
Mniejszość żydowska jest tylko częścią bogactwa języków i wyznań. Prus z premedytacją jest kronikarzem polskiej Warszawy, ale to tylko wycinek rzeczywistego miasta. Ze względu na charakter bazy wojskowej i rusyfikację urzędów do miasta ściąga potężna fala Rosjan, gł. urzędników i wojskowych. Mniejszość rosyska skupia się wokół ulicy Miodowej. Ważną część kadr carskich stanowią naturalizowani Niemcy. Dołączają oni do bardzo silnej w mieście od końca XVIII w. mniejszości, do której należy znakomita większość warszawskiej plutokracji. Rodziny niemieckie (oraz, mniej licznie, zniemczone rodziny żydowskie) zdominowały bankowość i przemysł nad Wisłą już w I połowie wieku; ta sytuacja nie uległa zmianie. Nie przypadkiem zatem do najbardziej znanych rodowitych warszawiaków, którzy przyszli na świat za czasów Prusa należą wielcy poeci języka rosyjskiego, Aleksandr Błok (pochodzenia niemieckiego) i Osip Mandelsztam (pochodzenia żydowskiego) oraz terrorysta nr 1 pierwszych dekad XX wieku, Borys Sawinkow.  Wydaje się jednak, że rusyfikacja miasta (obowiązkowa dwujęzyczność szyldów, rusyfikacja szkół i urzędów, bizantyńska szata części budynków w centrum, na czele z budową na placu Saskim ogromnej, a zupełnie niepotrzebnej, cerkwi) miała też dobroczynny wpływ na rozwój kultury polskiej, zmuszonej do intensyfikacji działań i zdobycia dojrzałości artystycznej i światopoglądowej - czego widomym znakiem jest twórczość Bolesława Prusa.

Rozwój przemysłu w Warszawie
[caption id="attachment_715" align="alignleft" width="300"] Fabryka na Woli[/caption]

&amp;nbsp;
W II połowie wieku Warszawa jest niewątpliwie jednym z najważniejszych ośrodków przemysłu i handlu Imperium Rosyjskiego, jego przemysłowym oknem na świat. Poza oczywistym ze względu na położenie charakterem miasta tranzytowego, Warszawa może też pochwalić się dynamicznie rozwijającym się przemysłem kilku gałęzi. Przemysł metalowy jest wizytówką Warszawy jeszcze przed powstaniem - pod koniec wieku jest wręcz regionalną potęgą, drugim ośrodkiem monarchii po Petersburgu; w II połowie wieku rozwinęły się też przemysł chemiczny i lekki oraz spożywczy, choć wszystkie produkowały gł. na potrzeby rynku wewnętrznego. Dobrze ma się też tradycyjne rzemiosło.
Poza rozbudową kolei, przyczyną takiego stanu rzeczy paradoksalnie była klęska powstania styczniowego i postępująca w dekadzie po nim likwidacja polskiej odrębności. Przed Powstaniem eksport polskich towarów do Rosji był obłożony gigantycznym cłem, w związku z czym produkcja warszawska skazana była na rynek wewnętrzny; po Powstaniu ten problem przestał się liczyć. Unifikacja części Imperium otworzyła też rynki wewnątrzrosyjskie przed polskimi finansistami, których dynamiczna działalność znalazła w ten sposób właściwe ujście. W roku 1870 zostaje założony zdominowany przez rodzinę Kronenbergów Bank Handlowy, rok później rodzina Epsteinów zakłada Bank Dyskontowy. Do końca stulecia dzięki inwestycjom w przemysł, gł. na rynku rosyjskim, Bank Dyskontowy powiększył swój kapitał z 2 do 10 mln rubli, Bank Handlowy zaś - z 3 do 20 mln. Potężne inwestycje na rynku rosyjskim poczyniły też inne warszawskie rodziny finansistów: Blochowie, później Landauowie, Lesserowie czy Wawelbergowie. Byli to wyłącznie Niemcy i zniemczeni Żydzi. Podobnie wyglądała struktura narodowościowa warszawskiego przemysłu, z tą różnicą, że główne jego gałęzie były w rękach rodzin niemieckich i polskich. Największymi producentami przemysłu metalowego byli: Lilpop, Rau i Loewenstein (koleje i tramwaje), Borman i Szwede (aparatura cukrownicza i gorzelniana), mający podobną specjalizację Scholtze i Repphan, Rudzki (mosty stalowe) oraz mniejsze firmy, jak Rohn i Zieliński (pompy) czy Orthwein i Karasiński (maszyny parowe). Wiodącymi producentami galanterii metalowej były firmy „Wulkan”, „Labor” oraz mający niemal monopol w zakresie produkcji szpitalnych łóżek Konrad i Jarnuszkiewicz; warszawska produkcja platerów, zdominowana przez zakłady Fragetów i Norblinów, stanowiła 80% całej produkcji Cesarstwa.
Niemiecka dominacja w warszawskim świecie wielkiego kapitału nie oznaczała jego zniemczenia. Patrycjat niemiecki już przed Powstaniem Listopadowym mocno wrósł w Warszawę i silnie się spolszczył. Piękny tego przykład stanowią losy stanowiących jeden organizm rodzin Minterów i Beyerów, brązowników i inżynierów. Wilhelm Henryk Minter, wybitny inżynier wojskowy, trafił do Warszawy w czasach pruskiego zaboru; szybko stanął po polskiej stronie i spędził lata całe w służbie wojsk Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego. Gdy opowiedział się po stronie Powstania Listopadowego, został zaszczuty przez część powstańców, szukających kozła ofiarnego po bitwie pod Olszynką Grochowską, przy czym zdaje się, że polski patriotyzm, odwaga i zasługi Mintera były nieposzlakowane w przeciwieństwie do części jego rdzennie polskich krytyków. Jego siostrzeniec, Karol Beyer, pionier warszawskiej fotografii, kilkakrotnie za działalność patriotyczną padał ofiarą represji, także finansowych, ze strony władz - zaangażowanie po stronie Powstania Styczniowego stało się przyczyną jego ruiny finansowej. Również następne pokolenia warszawskich Niemców, już nie mieszczańskie, a plutokratyczne, nie przynosiły polskości wstydu. Za wizytówkę Warszawy lat 70. można uznać trzy najważniejsze salony miasta, wszystkie przy Królewskiej - salon poetessy Deotymy (Jadwigi Łuszczewskiej) oraz bankierskie salony w wystawnych pałacach Blochów i Kronenbergów. Ich zasługi dla rozwoju kultury narodowej (salon Kronenberga choćby był niemal domem warszawskiej szkoły historyków) były nie mniejsze niż arcypatriotycznego salonu poetki.
Rozwijające się miasto ochoczo przyjmowało kolejne udogodnienia cywilizacyjne. Nowa sieć wodociągów była tu osiągnięciem najważniejszym, ale nie jedynym. Bardzo szybko, w 1880 roku, firma „the Telephone Bell Company” założyła w Warszawie sieć telefoniczną. Rok później miała ona 800 abonentów; w 1906 firma Cedergren, która przejęła monopol w roku 1900, mogła pochwalić się liczbą abonentów nieco tylko niższą niż 8 000. Monopol gazowy posiadało, wielokrotnie krytykowane przez Prusa, Towarzystwo Dessauskie, które w 1888 r. otworzyło drugą gazownię (pierwsza była na Powiślu), na Woli przy ulicy Dworskiej, co skądinąd dobrze oddaje topografię warszawskiego przemysłu - jego matecznikiem było Powiśle, a centrum boomu - właśnie Wola. Dość późno doszło tylko do elektryfikacji miasta, którą w 1902 przeprowadziła firma Schuckert i s-ka. Nic dziwnego, że w takim mieście kwitł rynek usług - poziomem gastronomii, rzemiosła, firm handlowych (wśród których perłą był działający od 1898 r. między Marszałkowską a placem Zielonym /dziś Dąbrowskiego/ dom mody Bogusława Hersego) Warszawa wyróżniała się wśród głównych miast Imperium. Tych wszystkich przemian Bolesław Prus był niedościgłym, choć często złośliwym, piewcą.

Rozwój transportu miejskiego
[caption id="attachment_711" align="alignleft" width="300"] Dworzec kolei Warszawsko-Wiedeńskiej[/caption]

Bolesław Prus pisał:

"Do wypadków warszawsko-społecznych należy przede wszystkim doniosły fakt otworzenia komunikacji tramwajowej albo, jak chce mieć p. Prószyński, kolej-nicowej. Wyraz wydaje mi się o tyle trafny, że istotnie nasza konna kolej była nicowana przez prasę.
Pomiędzy warszawiakami panuje dość jednomyślna opinia, że tramwaje należą do najpiękniejszych wynalazków XIX wieku.
Ja także, który od kilku dni stałem się namiętnym wielbicielem jazdy tramwajami, zupełnie podzielam to zdanie, chociaż nie mogę zataić, że ów najnowszy utwór cywilizacji, przynajmniej na warszawskim bruku, posiada jedną stronę wadliwą i jedną niezrozumiałą.
O wadach tramwajów dużo mogłyby powiedzieć – konie. [...]Przynajmniej z tego, na co patrzyłem, można sądzić, że koń, ruszający z miejsca, pragnąłby wyleźć z własnej skóry bez względu na to, że niektórzy dobrego serca pasażerowie unoszą się na ławeczkach.

[caption id="attachment_719" align="alignleft" width="300"] Aby zobaczyć plan warszawskiej linii tramwajowej kliknij mapę[/caption]

Praca zaś mechaniczna motorów elektrycznych pod względem ceny nie tak znowu strasznie odskakuje od pracy machin parowych, jak to bywało dawniej.
Nareszcie demon elektryczny stał się o tyle tanim, że o posiadaniu go mogła pomyśleć nawet uboga Warszawa.

Wkrótce zapowiedziano, że ruch elektrowozów rozpocznie się niebawem, następnie zrobiono poprawkę, że ruch jeszcze się nie zacznie. Potem odbyło się poświęcenie i pierwsze próby elektrowozów w remizach i na przyległych podwórkach… A potem zaczęto sobie życzyć z powodu rozmaitych uroczystości:
– Bodajbyś doczekał wypuszczenia tramwajów elektrycznych!…
[...]
Kiedy pierwszy raz pokazały się olbrzymie, niby meblowe, wozy bez koni, publiczność skupiła się na chodnikach tak gęsto, jak w czasie przejazdu nieboszczyka szacha perskiego. A kiedy pierwszy raz pozwolono dostać się do wnętrza, ludzie pchali się, jak po bilety loteryjne. I przez kilka dni należało do szyku, jeżeli mógł kto powiedzieć o sobie:
– Jechałem tramwajem elektrycznym!

W Warszawie przybyło sporo nowych domów, a między nimi kilka ozdobnych, ba, nawet stylowych. Jednocześnie na głównych ulicach otrzymaliśmy lepsze bruki, chodniki i coraz częściej – widujemy jaśniejsze oświetlenie, przynajmniej po sklepach.
Ukazały się też na warszawskim bruku nowe narzędzia miejscozmienności: rowery przenoszące ludzi i trójkołowce do przewożenia towarów. W miarę jednak zwiększonego ruchu wzrosła i liczba przejechań; czemu w ostatnich czasach policja usiłuje zapobiec, przyzwyczajając dorożki do powolniejszej jazdy, szczególniej na przecięciach się ulic.
Zawiązała się wreszcie spółka do wypuszczania na miasto „samochodów”, czyli powozów nie obsługiwanych przez konie, lecz – przez motory cieplikowe lub elektryczne. Samochody mają krążyć między placami: Świętego Aleksandra i Krasińskich."
Kurier Codzienny nr 10; dn. 10 stycznia 1897




[caption id="attachment_713" align="alignleft" width="300"] Filtry[/caption]
Rewolucja sanitarna
Bolesław Prus pisał:

"Czytelnicy wiedzą już, że był w Warszawie pan Lindley, angielski inżynier, mający uleczyć miasto z choroby zwanej brakiem kanalizacji. Niektórym nie podobała się ta kosztowna wizyta obcokrajowca i naturalnego wroga Słowian, ogół jednak z odwiedzin tych jest zadowolony. I nic dziwnego. Ja sam przecież mam jedno tylko serce, ale w nim bardzo dobrze mieszczą się moje osobiste idee słowiańskie i nienawiść do zmahometanizowanych Anglików obok kwestii higieny i porządku miejskiego.
Pan Lindley chwilową obecnością nie zdążył wprawdzie zmniejszyć cyfry śmiertelności, zrobił przecież jedną rzecz dobrą, a mianowicie: usankcjonował swoją powagą sprawę potrzeby zaprowadzenia w mieście źródlanej wody do picia.
A potrzeba to gwałtowna: woda bowiem wiślana, którą pod wszelkimi formami pochłaniamy, dobra jest do pławienia bydła, prania, mycia szaflików i podłóg, ale nigdy do picia." [1876]

"Ci, którzy krytykować będą rurki i przykanaliki, wytykać drukarskie błędy projektu albo oponować przeciw oddaniu robót pod kierunek Lindleya, niech też z wysokości swoich obliczeń spojrzą na chore miasto i jego lud w zgniliźnie brodzący. W sprawie tej specjalistom chodzić może o kierunki i spadki, kapitalistom o Wzięcie przedsiębiorstwa w swoje ręce, ale nam, zwykłym dwunogom, których jest znacznie więcej aniżeli specjalistów i kapitalistów, chodzi przede wszystkim o pośpiech." [1879]

"Gdyby kanalizacja była sztuką piękną, [...] gdyby można ją wyśpiewać, wytańcować albo pokazać na scenie – kanalizacja zyskałaby wielki rozgłos, a p. Starynkiewicz wielką popularność. Zasłużony mąż ten musiałby się fotografować przynajmniej w trzydziestu pozach, pokazywano by go palcami na ulicach, damy kochałyby się w nim.
Ale kanalizacja nie jest sztuką piękną i choć w długim szeregu lat odda pierwszorzędne usługi milionom ludzi, prawdziwą wartość jej rozumieć będą tylko tysiące.
Niechże mi wolno będzie w imieniu tej garsteczki złożyć pierwsze podziękowanie p. Starynkiewiczowi za jego pożyteczną i uczciwą pracę dla naszego miasta. Nie jest to bukiet, nie jest to sonet, ale – dobre słowo od ludzi, którzy nie mają zwyczaju o nic prosić ani zbyt częstych okazyj do podziękowań." [1880]

"Trzeba przyznać, że panowie ci postępują z Warszawą bez ceremonii, o czym dziwne rzeczy opowiadają specjaliści. Przede wszystkim kanalizacją miał budować p. Lindley-ojciec, istotnie znakomity praktyk. Lecz już przy podpisywaniu kontraktu z miastem na pierwszy plan, jako kierownik przedsiębierstwa, wystąpił p. Lindley-syn, który następnie cały ciężar prowadzenia robót złożył na wątłe barki swego jeszcze młodszego brata.
Takie, często praktykowane w zabawach cyrkowych, podstawianie osób, z których żadna nie siedzi w Warszawie i nic nie robi, choć wszystkie razem biorą dwadzieścia tysięcy rubli pensji, dowodzi, że pp. Lindleye nigdy chyba nie staną się męczennikami obowiązków." [1883]

"Dla tego samego powodu nie radziłbym zmieniać p. Lindleya. Targujmy się z nim, bo może co opuści, wymyślajmy mu, bo może nam to ulży, ale – zachowajmy go do końca. Nie wiemy bowiem, czy pod nowym kierunkiem roboty będą w tym stopniu dokładne jak dziś, i nie wiemy, czy pragnąc oszczędzić kilkadziesiąt tysięcy rubli, nie stracimy kilkuset tysięcy.
Wreszcie kto nam go zastąpi? Czy mamy nowego «kanalisty» szukać dopiero po całej Europie, czy też dla nietracenia czasu mamy któregoś z naszych techników mianować kierownikiem robót? Ale którego, skoro żaden z nich nie zbudował dotychczas ani jednej kanalizacji?" [1887]

"Nie posądzamy nikogo o złą wolę. Ci, którzy chcieli obdarzyć nas „tanią” kanalizacją, działali w najlepszej wierze. Ta tylko między nimi a Lindleyem jest różnica, że Lindley skanalizował już kilka czy kilkanaście miast i nabrał praktyki, podczas gdy nasi panowie dopiero na przykanalikach uczyć się muszą tej, starej zresztą, prawdy, że „za tanie pieniądze psi mięso jedzą”. [1888]

</document>
<document nplp_id="698" title="Warszawa Prusa" slug="warszawa-prusa">Powstanie styczniowe
[caption id="attachment_717" align="alignleft" width="300"] Cytadela[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Spirtyzm
[caption id="attachment_716" align="alignleft" width="178"] Nagrobek Lusi Raciborowskiej na Powązkach[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Prus, nauka i religia
[caption id="attachment_714" align="alignleft" width="300"] Uniwersytet Warszawski[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;



Sztuka czasów Prusa
[caption id="attachment_712" align="alignleft" width="300"] Zachęta[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;



Aleksander Głowacki
[caption id="attachment_709" align="alignleft" width="296"] Kamienica Prusa[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;



Prus i Sienkiewicz
[caption id="attachment_707" align="alignleft" width="300"] Aleje Ujazdowskie z Placem Trzech Krzyży[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="789" title="Mapy Joachima Lelewela" slug="mapy-lelewela">Joachim Lelewel był autorem oraz rytownikiem (wykonawcą) kilkuset map oryginalnych i kopiowanych, ich znawcą i zapamiętałym kolekcjonerem. Zaproponował też polską nazwę mapy (z łac. mappa – obrus, serweta, ścierka, flaga) – „krajobraz”, słowo to jednak przyjęło się w innym znaczeniu. Publikowane jako załączniki do jego dzieł lub w postaci samodzielnych atlasów, mapy Lelewela ukazywały się przez cały wiek XIX, a także później; najsłynniejszy atlas 12 map Polski w latach 1829–1920 przedrukowano 23 razy[przypis]Mikołaj Dzikowski, Katalog atlasów Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie, za szczególnym uwzględnieniem zbiorów Joachima Lelewela oraz map Polski, opracowany w latach 1935–39, Wilno 1940, pozycja 399.[/przypis]. Dzisiaj bogata kolekcja Lelewela, według jego własnych wyliczeń obejmująca „sto dwadzieścia z okładem foliałów, trzysta prawie różnej objętości woluminów, a w tym kilkanaście tysięcy map”, znajduje się w bibliotece uniwersyteckiej w Wilnie, zgodnie z wolą uczonego.

Tworzenie map łączyło się w przypadku Lelewela z zainteresowaniem geografią historyczną oraz historią geografii – w obu tych dziedzinach Lelewel był pionierem i uczonym o międzynarodowej renomie. Jednak zaznaczał, że prócz zamiłowania do rysunku ku kartografii przywiodła go chęć ustalenia pierwotnych siedzib Słowian, szukał więc o nich świadectw u starożytnych, żeby jednak ustalić wiarygodność tych przekazów, musiał zająć się ówczesnym wyobrażeniem świata. Geografię i kartografię traktował na ogół jako nauki pomocnicze historii, co oznacza, że jego mapy w ogromnej większości reprezentują typ mapy historycznej, a więc odzwierciedlają przeszłość. Dokumentują zmieniające się przez tysiąclecia wyobrażenie Ziemi, proces jej poznawania oraz zachodzące zmiany terytorialne i polityczne – nie zaś realia XIX wieku. Map „statystycznych”, współczesnych, utrwalających np. Polskę w porozbiorowych granicach wykonał niewiele, kończąc na stanie z roku 1815. Jednak dysproporcja pomiędzy liczbą map historycznych i „statystycznych” w dorobku Lelewela zapewne wynika nie tylko z niesamodzielnego statusu geografii w ówczesnej nauce, wybór kartografii historycznej zbiega się bowiem z ogólnokulturowym zwrotem ku przeszłości i jej wysoką rangą w XIX wieku.

Nie badano dotąd, jaki wpływ mapy Lelewela – częstokroć rozrzucone po drobnych lub zapomnianych pismach albo funkcjonujące jako anonimowe – mogły mieć na literaturę tego okresu. Same w sobie stanowią odzwierciedlenie przepastnej wyobraźni historycznej Lelewela oraz studium dziejów wyobraźni historycznej i geopolitycznej wielu autorów starożytnych i nowożytnych z kilku kręgów cywilizacyjnych: poetów, podróżników, astronomów, filologów, dziejopisarzy. Od innej strony patrząc, mapy Lelewela są przejawem zainteresowania uczonego eksperymentami formalnymi, m.in. komparatystyką jako strategią poznawczą i narracyjną, zwłaszcza zaś ikonicznością narracji. Być może historiografia sytuowała się dla niego bliżej malarstwa i teatru niż literatury, na pewno był wrażliwy na piękno starych map – częściowo dokumentuje to jego Album rytownika polskiego – m.in. tych zaliczanych do „geografii obrazkowej”, które przypominają alegoryczne pejzaże czy „widoki” i niewiele mają wspólnego z dzisiejszą kartografią diagramu. Jednak to ciążenie dziejopisarstwa Lelewela ku obrazowi i wizualizacji, pozornie antynarracyjne, mogło bardzo owocnie wpływać na literaturę dzięki właśnie sugestywnemu uobecnianiu przeszłości. Popularność i naukowy autorytet Lelewela oraz jego związki z wieloma wybitnymi poetami XIX wieku pozwalają przypuszczać istnienie interesującej recepcji jego „mappowania”. J.K. Żupański we wstępie do wspomnianego Albumu rytownika polskiego gromadzącego przykłady Lelewelowskich prac m.in. kartograficznych i numizmatycznych podkreślał – starannie unikając, ze względu na cenzurę, nazwiska owego „rytownika” – że ważne są nie przez swój artyzm, lecz dlatego, że „ten wyrób sztycharstwa” „posłużył nieraz za wzór dla rozmaitych dzieł, dał popęd do podobnej pracy, wywołał ważne przedsięwzięcia, które wystawiły w żywym świetle pomniki i historię narodową”[przypis]Jan Konstanty Żupański, wstęp w: [Joachim Lelewel] Album rytownika polskiego, Poznań 1854, s. 12.[/przypis].

 
Ważniejsze atlasy
W kontekście owego „popędu”, tj. recepcji, prócz sumującego wcześniejsze dokonania Albumu rytownika polskiego na uwagę zasługują publikacje następujących zbiorów map Lelewela: 1) atlas-załącznik do J. Lelewela Badań starożytności we względzie geografii (Wilno 1818) zawierający 51 mapek, w tym wiele wyczytanych z literatury, 2) atlas-załącznik do J. Lelewela Dziejów starożytnych (Wilno 1818–1819) złożony z 46 mapek, z najciekawszą chyba filozofią „mappowania”, 3) osobny Mały atlas do Historyi Polskiej Józefa Miklaszewskiego i Teodora Wagi (Wilno 1824), ponieważ zawiera pierwsze sześć map Polski, 4) osobny Atlas do Historyi i Geografii starożytnej […] polecony do użycia Szkołom i Instytutom naukowym (Warszawa 1828), zawierający 28 mapek, w tym kilka z literatury – ze względu na oddziaływanie poprzez szkoły; na czarno-białych kartach z ręcznie kolorowanymi granicami kontynentów i państw znajdują się m.in. mapki: Arabja za czasow Moiżesza, Państwo Dawida i Salomona, Państwo Aleksandra Wielkiego i jego rozpad, szczegółowy plan miasta Aten wraz z portami, Grecja z okresu wojen punickich, szczegółowy plan miasta Rzymu obejmujący 75 punktów topograficznych wraz z legendą, kraje podbite przez Rzym z podziałem na część wschodnią i zachodnią imperium, Świat za czasów Justiniana – najrozleglejsza starożytnych ziemi znajomość, Homer, Hesiod ziemia okrągle Oceanem wkoło opłynięta, Herodot – Grecy tworzą sobie wyobrażenie ziemi podłużnej, 5) osobny, ale współoprawny Atlas do dziejów polskich z dwunastu krajobrazów złożony (Warszawa 1829), najpopularniejszy atlas Lelewela, towarzyszący jego Dziejom Polski potocznym sposobem opowiedzianym, na których wychował się polski wiek XIX; znaleźć tam można mapy: Sławiańszczyzna przed powstaniem Polski roku 850, Polska za Mieczysława I r. 992, Polska za Bolesława Wielkiego r. 1025, Polska czyli Lechia od Bolesława Krzywoustego między synów podzielona r.1139, Lechia za Bolesława Wstydliwego r.1279, Polska za Władysława Łokietka r.1333, Polska za Kazimierza Wielkiego r. 1370, Polska za Jana Alberta r.1500, Polska za Zygmunta Augusta r. 1572, Polska za Stefana Batorego r. 1586, Polska za Jana Kazimierza i za Michała Wiśniowieckiego r. 1673 wraz z klęskami 1648–1717, Polska za Stanisława Augusta, podzielona w l. 1772, 1793, 1795; wszystkie mapy obejmowały szeroki pas krajów sąsiedzkich, a nawet dalsze okolice, 6) atlas-załącznik do Histoire de Pologne (Paris 1844), gdyż do 12 map Polski znanych z atlasu z roku 1829 i zakończonych na 1795 roku dodaje cztery nowe, dokumentujące wysiłki „Polski odradzającej się”, 7) atlas do Géographie du moyen âge (Bruxelles 1850) złożony z ponad setki map, w tym dwie reprezentują nieopublikowany cykl „krajobrazów” z historii powszechnej – ten ze względu na swoją monumentalność, bo o wpływie na polskiego czytelnika trudno mówić.

 
Charakterystyka map, technika „mappowania”
Można podzielić kartografię historyczną Lelewela na kilka kręgów tematycznych: 1) mapy dotyczące starożytności (lecz wykraczające poza antyk grecki i rzymski), 2) dziejów powszechnych, 3) historii regionalnej – Polski, Litwy, Słowiańszczyzny, 4) średniowiecza (powszechnego). Mapy były rysowane, sztychowane i publikowane mniej więcej w podanej tu kolejności, z tym, że „krajobrazy” przygotowane około 1825 roku do edycji wykładów z historii powszechnej w ogóle się nie ukazały (z 12 wyszły dwie w 1850 roku), pozostają w kolekcji Lelewela w postaci próbnych odbitek, choć jest prawdopodobne, iż osoby blisko związane z uczonym w czasach wileńskich i warszawskich mogły mieć w nie wgląd. Chronologia pozostałych map – poza ogromnym atlasem średniowiecza (ok. 150 kart) do Géographie du moyen âge (1850), do dziś słabo znanym na polskim gruncie – zamyka się w latach 1818–1829, kiedy to ukazują się atlasy map starożytnych i polskich. Sądząc po liczbie przedruków, te właśnie mapy, publikowane przed powstaniem listopadowym, miały największy wpływ na odbiorców. Trzeba dodać, że grupa map starożytnych i średniowiecznych zawiera dwa typy kartograficznych opracowań: zazwyczaj spotykane także w pozostałych grupach tematycznych mapy o charakterze przedmiotowym, np. Arabia Kanaan i okolice za czasów Moiżesza (1828), i rzadsze – o charakterze podmiotowym, np. Homer, Hesiod ziemia okrągle Oceanem wkoło opłynięta (1818, 1828) lub Imago cosmographica Hindorum. Abu Ishak Persae Istakhri 950 (1850), przedstawiające wyobrażenie przestrzeni danego autora (poety, podróżnika).

Podmiotowe mapy dotyczą przeważnie najdawniejszych dziejów, do których istnieją tylko pojedyncze świadectwa – najciekawsze są oczywiście te wyczytane z tekstów. Stanisław Warnka zauważa, że choć odrysowywanie map starożytnych nie było nowością, to „nikt przed Lelewelem ani po Lelewelu, nie pokusił się o odtworzenie kartograficzne systemów geograficznych wszystkich znakomitszych pisarzy starożytnych. Mamy w atlasie naszego badacza krajobrazy podług wyobrażeń poetów, logografów, Herodota, Arystotelesa, Pyteasza i tak dalej”[przypis]Stanisław Warnka, Zasługi Joachima Lelewela na polu geografii, Poznań 1878, s. 23.[/przypis], aż do Ptolemeusza. Nie dotyczyło to wyłącznie pisarzy antyku, „rytownik” odtwarzał również polskie starożytności, już w 1812 roku wysztychował i ogłosił mapę do kroniki Kadłubka: Krajobraz do objaśnienia opisów Mateusza Cholewy[przypis]Bardziej dostępna dzisiaj w: Joachim Lelewel, Polska wieków średnich, t. I, Poznań 1846, s. 180, jako Krajobraz do objaśnienia powieści Mateusza herbu Cholewa.[/przypis]. Lelewel opowiada, jak wyglądało to „odtwarzanie kartograficzne”: poprzedzały je żmudne obliczenia matematyczne, poparte wiedzą z astronomii, bo z dawnych miar (ich wielości) trzeba było wyprowadzić ówczesne odległości między danymi miejscami, potem porównać te odległości u kilku pisarzy żyjących w tym samym czasie na określonym obszarze, metodą eliminacji ustalić odległości najbliższe rzeczywistym i przyjętą przez wybranego pisarza skalę, a następnie kreślić cząstkowe kształty wyobrażonych brzegów, wysp, lądów, próbując z nich uzyskać cały „systemat” wyobrażeń np. Homera. Wszystko wymagało wielokrotnych prób, co podsumowuje lakonicznie: „Słowem geograficznych wykreśleń stos się uformował” (Badania starożytności we względzie geografii, 1818). Jeśli zaś „systemat” był już przez kogoś odtwarzany wcześniej (Lelewel przyznawał, że korzystał z map Gosselina, Vossa i Malte Bruna), to należało i tak powtórzyć wyżej zarysowaną procedurę, by sprawdzić i ewentualnie skorygować rysunek poprzednika. Po wykonaniu rysunku Lelewel rozpoczynał sztychowanie, a więc przenoszenie odręcznego rysunku „na miedzianą lub stalową blaszkę pokrytą warstwą wosku; służyła do tego celu specjalna igiełka. Tak spreparowaną płytkę trawiono następnie kwasem azotowym, otrzymując rysunek wklęsły”[przypis]Stefan Kieniewicz, Samotnik brukselski. Opowieść o Joachimie Lelewelu, Warszawa 1964, s. 37.[/przypis], ten zaś pokryty farbą drukarską odbijał mapę na papierze. Całą tę pracę wykonywał Lelewel we własnym mieszkaniu (wileńskim, warszawskim albo brukselskim), w oparach kwasu, przy użyciu igiełki lub paru rylców, a w ostateczności nawet scyzoryka.

 
Wpływy epoki
Kartograficzna pasja Lelewela wiele ma wspólnego z duchem oświecenia, przypomina również niemieckie zauroczenie „światem książek” i wyczytywaniem z nich „świata rzeczywistego”. W oświeceniowych, zreformowanych przez KEN szkołach, także wyższych, mapa i globus należały do ważnych instrumentów poznania i nauczania, ponieważ wprowadzano wówczas metodę poglądową. Przykładowo w Gimnazjum Białostockim na lekcjach geografii wykorzystywano gazety i mapę: „Przy czytaniu gazet zmiankowane w onych miejsca pokazuje się na mapach z przytoczeniem zaraz szczególniejszych o tychże miejscach wiadomości, na co się wprzód kilka ochotniejszych uczniów z dykcjonariów geograficznych przygotowuje”[przypis]Hanna Pohoska, Wizytatorowie generalni Komisji Edukacji Narodowej, cyt. za: Danuta Teofilewicz, Z działalności Komisji Edukacji Narodowej w Białymstoku, w: Studia i materiały do dziejów miasta Białegostoku, t. III, red. Jerzy Joka, Białystok 1972, s. 17. Zob. też Wykład materii na publiczny popis uczniów Gimnazjum Białostockiego […] roku 1818, Białystok [b.r.w.], s. 2–3.[/przypis] Jak Kołłątaj nazywał geografię „echem odpowiadającym prawdziwemu głosowi dziejów”[przypis]Hugo Kołłątaj, Rozbiór krytyczny zasad historii początkowej wszystkich ludów, opr. i wstęp H. Hinz, Warszawa 1972, s.79.[/przypis], tak i Lelewel w swoich pismach metodologicznych postulował włączanie geografii i kartografii do nauczania historii[przypis]Joachim Lelewel, O łatwym i pożytecznym nauczaniu historii, w: tegoż, Dzieła, t. II: Pisma metodologiczne, opr. N. Assorodobraj, Warszawa 1964, s. 510–511, 520–521.[/przypis]. Cenił wszelkie wizualizacje przeszłości, jej „pamiątek” i procesu rozumienia istoty dziejów (tabele, diagramy, emblematy, ryciny). W mapie i geografii widział podstawowe narzędzia wykładu „historii opisującej” (wypadki co do miejsca), tak jak chronologia miała służyć „historii opowiadającej” (wypadki co do czasu). Oświeceniowa kultura oka i jej późniejsze przemiany uwrażliwiała na bogactwo „pisma dziejów” – mapy, monety, pieczęcie, herby, epigrafy, dyplomata – wykształcony w podobnym klimacie Lelewel potrafił je dostrzegać w otoczeniu, czytać i upowszechniać; nie wydał chyba dzieła w postaci tylko tekstowej. Na niego samego szczególnie inspirująco oddziaływało najbliższe mu środowisko – wileńskie. Uniwersytet Wileński od dawna posiadał tak istotne dla rozwoju kartografii obserwatorium astronomiczne, działali tu: wybitny geograf i astronom Jan Śniadecki (O Koperniku, 1802; Jeografia, czyli opisanie matematyczne i fizyczne ziemi, 1803) oraz filolog Gotfryd Ernest Groddeck (Ȕber das Lokal der Unterwelt beim Homer, 1791; De Orbis antiqui Graecis cogniti descriptione e pricis eorum carminibus tentata, powst. 1805), który przeszczepiał na tutejszy grunt charakterystyczne dla szkoły getyńskiej zainteresowanie geografią historyczną i naukami pomocniczymi. Obaj profesorowie (z „Grodkiem” zetknął się Lelewel już podczas studiów) byli dobrze zorientowani w osiągnięciach oświeceniowej geografii europejskiej, znali też zachodnie ośrodki. Dziedzina ta dzięki rozwojowi nauk (matematyki), postępowi technologicznemu (astronomia, obserwatoria) i wyprawom badawczym w tej właśnie epoce przeżywała swój największy rozkwit, co Lelewel wiele razy potwierdzał w swoich pracach z historii geografii i odkryć (Pisma pomniejsze geograficzno-historyczne, 1814; Badania starożytności we względzie geografii, 1818). Szedł z tym w parze rozwój kartografii, o czym można się przekonać, analizując Lelewelowską kolekcję map – Dzikowski w ich katalogu[przypis]Mikołaj Dzikowski, Katalog atlasów Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie, za szczególnym uwzględnieniem zbiorów Joachima Lelewela oraz map Polski, opracowany w latach 1935–39, dz.cyt.[/przypis] notuje 173 pozycje z XVIII wieku, natomiast dwa poprzednie stulecia reprezentuje łącznie 138 atlasów. Mapa w tej epoce staje się także jedną z ważnych metafor i zadomowia się w przestrzeni publicznej (J. Kolberg w 1825 roku wydaje atlas szkolny z wzorami rysowania map), wchodząc w alians nie tylko z podróżopisarstwem, ale i wyobraźnią polityczną. Wystarczy przypomnieć tzw. kołacz królewski, a więc alegorię rozbiorów Polski w postaci sceny nad obrusem-mapą, rozszarpywanym przez zaborców. Również w ikonografii napoleońskiej pojawiały się portrety „boga wojny” nad mapą, Napoleon zresztą miał zwyczaj zdobywać nowe terytoria w asyście kartografów (wyprawa do Egiptu, ale i do Polski). Fakt, że Lelewel wydaje większość swoich najsłynniejszych map w dekadzie przedlistopadowej, może świadczyć o swoistej wojnie na mapy, w jaką się angażował, bo przecież ukazywały się w tym czasie atlasy rosyjskie i niemieckie (ale i francuskie), zawierające właśnie „statystyczne”, współczesne mapy, które graficznie legalizowały obraz Europy bez niezależnej Polski. Lelewel mógł im przeciwstawić tylko mapy historyczne, politycznie nieaktualne, lecz umieszczane w atlasach dowodziły one nietrwałości wyroków historii i pokazywały dzieje jako nieustający proces zmian.

&amp;nbsp;
Funkcje map w dziełach Lelewela
Jednak nie polityka kartograficzna tłumaczy Lelewelowską namiętność do map, odgrywały one niesłychanie ważną rolę w jego historyce, od aktu poznawczego poczynając, przez narrację, aż do projektowania odbioru i rozumienia istoty historiografii. Lelewel pisał o takim poznaniu przeszłości, w którym trzeba „spłynąć na badane wypadki”, być ich naocznym świadkiem, i stąd właśnie pochodzi dążność jego wyobraźni historycznej do graficznego odtwarzania miejsc, w których rozgrywały się wielkie wydarzenia. Wydaje się, że to bardzo literacka wersja historyzmu – choć bez fikcji – i tłumacząca jego wpływ na wielu poetów XIX wieku. Rzadko używał w tytułach swoich dzieł słowa „historia”, albowiem uważał, że opowiadanie dziejów, tj. zdarzeń, które bywa „suche” i „rozsypane”, nie odpowiada godności tego słowa. „Wypracowane dzieje krytycznie, przejęte i przetrawione filozoficzną pracą; wyjaśniające ścisłą wzajemną wypadków zależność, spójność i harmonię; w myślach, duchem godności, mocy i wysokości napełnione” – oto jest historia. W scalaniu rozsypanych wypadków bardzo pomaga mapa, gdyż operuje ona oglądem synoptycznym, równoczesnym. Lelewel od najwcześniejszych prac lubił narracyjne rozwiązania ikoniczne, przykładem druk dwuszpaltowy w Historycznej paraleli Hiszpanii z Polską, na emigracji zaś częściej chyba sięgał po graficzną opowieść historyczną niż tekstową. Wileńskie jego prace geograficzno-kartograficzne zawierają też ciekawy projekt aktywnego odbiorcy i odbioru dzieł historycznych, przypominający późniejsze koncepcje Norwida w odniesieniu do poezji. W Badaniach starożytności we względzie geografii Lelewel wydrukował mapy bez naniesionych kolorów, ale z dokładną instrukcją kolorowania, która – po wykonaniu zadania przez właściciela książki – automatycznie przekształcała się w legendę. Zapraszał czytelnika do osobistego wniknięcia w świat przeszłości i współtworzenia historii – efekt miał zależeć od wkładu pracy, staranności „iluminowania” oraz „powolnego, cierpliwego i z wielką rozwagą czytania”.

Jednak ukoronowaniem inwencji kartograficznej Lelewela, a jednocześnie świadectwem mistrzowskiego powiązania narracji z mapą jest dzieło, którego tytuł w pierwszym wydaniu z 1829 roku brzmiał: Dzieje Polski Joachim Lelewel potocznym sposobem opowiedział, do nich dwanaście krajobrazów skreślił, które zwyczajowo tytułuje się Dziejami potocznymi. Mapy są tu nie tylko dołączone do tekstu, ale Lelewel przywołuje je i słownie objaśnia w tych partiach narracji, które odpowiadają chronologicznemu zakresowi mapy. Lelewel nawiązuje do znanej sobie i popularnej wówczas konwencji narracyjnej – wcześniej obecnej w Śpiewach historycznych (1816) Juliana Ursyna Niemcewicza oraz Pielgrzymie w Dobromilu Izabeli Czartoryskiej (1817) – polegającej na wprowadzaniu rodzaju paraleli graficznej do przekazu literackiego. Szczególne nawiązanie należy odnotować w przypadku dzieła Czartoryskiej, która nie tylko – jak Niemcewicz – dołącza „obrazki” na zasadzie wtórnej ilustracji tekstu, ale wprowadza je do świata przedstawionego i czyni zalążkami kolejnych opowieści tytułowego pielgrzyma, Chwaliboga. Podobną zasadę wewnątrztekstowego komentowania obrazu przyjmuje autor Dziejów Polski, tyle że zamiast portretów biskupów, książąt i królów (od św. Wojciecha po Stanisława Augusta), którymi księżna Czartoryska ozdobiła Pielgrzyma w Dobromilu, czy scen hołdów, bitew, oblężeń z Niemcewiczowskich Śpiewów daje Lelewel owe 12 map, zaczynając od Sławiańszczyzny przed powstaniem Polski roku 850, a kończąc na Polsce za Stanisława Augusta podzielonej 1772, 1793, 1795. W zamianie portretów królów z jednego oraz scen historycznych z drugiego dzieła na Lelewelowskie mapy można upatrywać swoisty skrót ogromnej zmiany w pojmowaniu istoty dziejopisarstwa, jaka dokonała się w Polsce w obrębie jednego dziesięciolecia (1816–1829). Polega ona m.in. na przejściu od historii królów i bohaterów do dziejów Polski wyobrażanej jako jej terytorium wraz ze zmiennymi losami żyjącego na nim narodu (w sensie nieetnicznym) oraz na zdystansowaniu się wobec fikcyjnego portretu czy sceny batalistycznej na rzecz opartej na źródłach diagramowej prawdy mapy. Ważność tej zmiany pozostaje w mocy, nawet jeśli wiemy, że Lelewel jako historyk geografii wyjątkowo dobrze zdawał sobie sprawę z relatywnej prawdy map jako produktów danego czasu i miejsca. Kwestia adekwatnego odniesienia do realnego świata – już nie historia magistra vitae – pozostawała bowiem i tak w centrum owej kartograficznie inkrustowanej historii.

 
Przykładowa obecność map (Lelewela) w literaturze romantyzmu
Już w epoce stanisławowskiej rośnie popularność map, nie tylko jako pamiątek przeszłości, ale i dokumentów aktualnego stanu państwa. Ostatni król jest kolekcjonerem map i mecenasem kartografów, powstają bądź są modernizowane obserwatoria (Kraków, Wilno, Warszawa), w oparciu o nie dąży się do wykonywania rzeczywistych pomiarów kraju i jego „mappowania”. Można w tym widzieć kartograficzny aspekt troski o fundamenty nowoczesnego państwa i ugruntowanie reform. J. Śniadecki o mapach wykonywanych bez pomiarów pisze, iż „są to, że tak powiem, zarażone pierwsze źródła istotnych wiadomości dla rządców państw, dla wodzów wojsk, dla ministrów układających traktaty i sojusze. Granice kraju na źle zrobionej karcie oznaczone, mogą być przyczyną zakłócenia i wojny”[przypis]Jan Śniadecki, Jeografiia czyli opisanie matematyczne i fizyczne ziemi, Wilno 1809, s. 474.[/przypis]. Śniadecki wydobywa tu jedną z istotnych cech mapy, a więc ścisły związek ze światem realnym, którego ważność i obecność zawsze ona sygnalizuje oraz zastępuje. Ścisły, choć w klasyfikacji znaków Charles’a S. Peirce’a mapa uznana została za diagram, a więc za znak, który nie odtwarza prostych jakości rzeczy, lecz zależności pomiędzy elementami rzeczywistości; jest znakiem – „ikonem relacji”[przypis]Zob. komentarz do Ch.S. Peirce’a: Zofia Mitosek, Mimesis. Zjawisko i problem, Warszawa 1997, s. 38.[/przypis]. Mimetyczność mapy jest tą jej właściwością, która stała się podstawowym źródłem jej atrakcyjności zarówno w polityce, jak i w sztuce, niezależnie od epoki. To dlatego Jan Śniadecki z Tadeuszem Czackim w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku myśleli o zrobieniu dokładnej mapy Polski i ten sam cel, choć odmiennie motywowany, przyświecał polistopadowym emigrantom z kręgów wojskowych, którzy wykonali we Francji tzw. mapę Chrzanowskiego, potrzebną do planowanych operacji militarnych w kraju (niestety, okazała się wadliwa). Adekwatność związku pomiędzy realnym światem a jego kartograficzną reprezentacją sprawiła, że niderlandzki malarz Jan Vermeer mapę właśnie – jak to widzimy na jego autotematycznym obrazie – uczynił wzorem swojej „sztuki malowania”[przypis]Svetlana Alpers, The Mapping Impulse in Dutch Art, w: Art and Cartgraphy. Six historical Essays, ed. by D. Woodward, Chicago 1987.[/przypis]. Artysta ma realizować wyobrażenia geografów, mapa, w którą jest zapatrzony, malując obraz, sygnalizuje bowiem „triumf reprezentacji”[przypis]Stephen Bann, The truth in mapping, w: The Inventions of History. Essays on the representation of the past, Manchester – New York 1990.[/przypis]. Wyraża ona wiarę w referencyjny charakter i prawdziwościowe roszczenia sztuki, niekoniecznie jednak – jak się z czasem okaże – oparte o mimetyzm typu realistycznego. Referencyjność mapy nadaje jej swoistą moc performatywną, bo – jak pokazuje znany przykład Umberta Eco[przypis]Umberto Eco, Tryb symboliczny, w: tegoż, Czytanie świata. Eseje, Kraków 1999.[/przypis], zmiana linii oznaczającej na mapie granicę pomiędzy Francją a Niemcami powoduje, że natychmiast przewidujemy, jak zmieniłaby się sytuacja geopolityczna tych państw w świecie rzeczywistym.

W dobie okołorozbiorowej zainteresowanie mapami wzrosło ze względu na ich znaczenie polityczne – np. z powodu udziału argumentacji kartograficznej w ówczesnych sporach terytorialnych – ale i z uwagi na artystyczno-performatywne oddziaływanie mapy. Toteż wprowadzenie map do szkół KEN, w których wychowywali się późniejsi romantycy, wynikało nie tylko z rozwoju metodyki nauczania, ale również z coraz bardziej istotnych związków pomiędzy kartografią a historią i modelowaną przez dziejopisarstwo oraz sztukę świadomością historyczną obywateli, ich patriotyzmem. Obecność map w szkołach należałoby więc traktować jako część procesu edukacji patriotycznej, w którym odgrywają one rolę zwierciadła tożsamości historycznej. Znamienne, że kiedy Naruszewicz w przedmowie do inicjalnego II tomu Historii narodu polskiego tłumaczy, dlaczego pomija tom I, poświęcony przedchrześcijańskim i niepewnym dziejom, a zarazem nie chce z niego zrezygnować – ucieka się do metafory mapy: „A kto dóbr swoich zupełność ręką mierniczą na kartę przenosi rad przynajmniej dla ciekawości widzieć i te pustynie na papierze, z których mało pożytkuje w istocie. Nie będzie więc od rzeczy dać wkrótce na widok kochającemu naród swój Polakowi, czasy daleko wstecz usunione przodków naszych”[przypis]Adam Naruszewicz, Do czytelnika, w: Historia narodu polskiego od początku chrześcijaństwa, t. II, Warszawa 1803, s. 17–18.[/przypis]. Mapa staje się tu przestrzennym uobecnieniem całości i ciągłości historycznej, do której należą również białe plamy, „kochane”, choć niepożyteczne. Mapa jednak oznacza dla Naruszewicza historię racjonalną i krytyczną, dzieje bajeczne zaś, owe „pustynie na papierze” są jej częścią o tyle, o ile – w myśl optymizmu naukowego – wskazują miejsca historiograficznej ekspansji.

Ów proces przestrzennego wyobrażania ojczyzny i jej historii osiąga swoją pełną realizację właśnie w kartograficzno-narracyjnych dokonaniach Lelewela. Jeśli bowiem Leonard Chodźko mówi o wspomnianych 12 mapach dołączonych przez Lelewela do Dziejów potocznych, że „żaden kraj nie może poszczycić się podobnym atlasem”[przypis]Leonard Chodźko, Notice biographique sur Joachim Lelewel, Paris 1834, s. 16.[/przypis], to nie ma on na myśli zdobyczy Lelewelowskiej sztuki rytowania map – nie były one wizualnie piękne ani przesadnie czytelne – lecz wyjątkowość i ogromną rangę tego kartograficznego zapisu opowieści tożsamościowej. Trzeba w nim widzieć ważny kontekst wyprzedzający manifesty Mochnackiego i program „uznania się” narodu poprzez literaturę i szerzej: piśmiennictwo. Gdy w O literaturze polskiej w wieku XIX dosłownie przeczytamy słynne pytanie: „Czegoż chcieli romantycy na ziemi Bolesława Chrobrego?”, i sięgniemy do Dziejów potocznych, zobaczymy, że nie tylko opis czasów Bolesławowych zaczerpnął Mochnacki z tekstu Lelewela, czego nie kryje, ale znalazł tam również samą „ziemię Bolesława” wyobrażoną w postaci mapy nr 3: Polska za Bolesława Wielkiego roku 1025. „Oni to chcieli – odpowiada sobie Mochnacki – obraz malarski roztrąconego jestestwa w zwierciadlanym pokazać przeźroczu”. Wydaje się zatem, że romantycy na ziemi Bolesława mogli zamieszkać – w wyobraźni – m.in. dzięki mediom Lelewelowskim: narracji i atlasowi z 1829 roku. „Obraz malarski” rycerskiej przeszłości, zanim ożył w „przeźroczu” literatury, miał swoje zwierciadło kartograficzne, którego obecność była rodzajem gwarancji tak drogich Mochnackiemu „snycerskich”, prawdziwościowych aspiracji literatury narodowej. Tak więc u Mochnackiego są mapy Lelewela busolą realizmu historycznego, który ma sprawić, że kształtowana przez literaturę tożsamość narodu będzie organicznie wyrastać z jego dziejów.

Kartografia Lelewela mogła być w romantyzmie odbierana w duchu Vermeerowskim, a więc w perspektywie fundamentalnych problemów i zadań sztuki. Wolno przypuszczać, że otwierający Vade-mecum wiersz Ogólniki Norwida zawdzięcza coś Lelewelowi, którego poeta odwiedził w Brukseli, kiedy przyjechał tam nb. studiować sztukę niderlandzką. Alegoryczna opowieść o „duchu Artyście”, który nazywa Ziemię najpierw „krągłą” i „kulistą”, a potem „u biegunów – spłaszczoną – nieco” kojarzy się z jedną z map Lelewela, przedstawiającą wyobrażenia Greków o kształcie Ziemi. Norwid zetknął się z nią być może w warszawskim gimnazjum, ponieważ Atlas do historii i geografii starożytnej, z którego mapa pochodzi, zgodnie z brzmieniem karty tytułowej został „polecony do użytku szkołom i instytutom naukowym”. Na jednej karcie zamieszczone są trzy mapki opisane w sposób następujący: 1) Homer, Hesiod ziemia okrągle Oceanem wkoło opłynięta 2) Herodot, Grecy tworzą sobie wyobrażenie o Ziemi podłużnej, 3) [Ziemia] mieszkana owalna czyli jajowata podług wyobrażenia czasów Arystotelesa i wyprawy Aleksandra Wielkiego[przypis]Joachim Lelewel, Atlas do historii i geografii starożytnej, Warszawa 1828, s. XIII.[/przypis]. Puenta wiersza Norwida: „Odpowiednie dać rzeczy – słowo!”, jako wysoki cel „Poezji” i „Wymowy” byłaby analogiczna wobec Vermeerowskiej sztuki deskrypcji malarskiej, natomiast archipelag „greckich” mapek Lelewela ze szkolnego atlasu – ekwiwalentem mapy Niderlandów ze ściany „w pracowni malarza”.

„Odpowiedniość” rzeczy i słowa – w której uczestniczy mapa – nie musi się realizować w konwencji realistycznej (jeśli w ogóle może), a zachętę do jej przekraczania znajdziemy u samego Lelewela. Paradoksalnie bowiem nieco melancholijna atrakcyjność jego kartografii wynikała z tego, że materializowała przestrzenie utracone – jak przeszłość, lub w ogóle nie poświadczone, zaliczane do dziejów bajecznych. Typ mapy historycznej, który reprezentuje cała niemal kartografia Lelewela, to – nawiązując do rozważań Jeana Baudrillarda o symulakrach – mapa bez terytorium.

Podwójnie nieobecnym, niewidzialnym terytorium była pierwotna Słowiańszczyzna i kiedy Lelewel omawiał pierwszą mapę do Dziejów potocznych, która przedstawiała te właśnie ziemie, w perspektywie kolejnych kart atlasu, przyrównał ich kartograficzny obraz Słowiańszczyzny do drzewa, z niezmiennymi konarami-górami, morzami i rzekami-gałęziami oraz zmiennym listowiem narodów: „Ale jak na drzewie, na jego pniu i gałęziach co rok inne są liście, tak na tych krajobrazach coraz to inne są krajów i miast nazwiska i odmienne granice, które wam na oczy niestateczność losów ludzkich okazują”. Dalej, ciągle zwracając się ku „dzieciom” / „synowcom”, którym dedykowane są Dzieje, wymienia nazwy różnych plemion słowiańskich, potem zaś ich prześladowców: „Powiedziałbym wam, co to były za narody, co ich [Słowian] uciskały, ale się boję, abyście się nie przelękły. Byli to Scytowie, Sarmatowie, Bastarnowie, Gotowie, Hunowie, Gepidowie, Awarowie czyli Obrzyni”[przypis]Tenże, Dzieje Polski potocznym sposobem opowiedziane, w: tegoż, Dzieła, t. VII, opr. J. Bierniarzówna, Warszawa 1961, s. 48–49.[/przypis]. Słowacki, kiedy w Królu-Duchu wraz ze swoim bohaterem „wpada” na ową „ziemię nieszczęśliwą”, widzi Słowiańszczyznę podobnie, tylko „liście” zamienia na „ptaki” i „mary”:

„Ilekroć wieczór mgłami się zabrudzi,

To jako ptaki nocne albo mary

Wstają po bagnach Wenedy i Czudzi,

Żółte Połowce, nadmorskie Tatary,

I w twarze nasze strzał tysiącem brzęczą:

A nic gdy biją – straszniejsi, gdy jęczą.

Jeszcze pamiętam ten wrzask i to wycie

Różnych narodów i różnych języków…

Gdy te ludyszcza, przy Wisły korycie

Przyparłem do fal falą moich szyków”.

(r. I, p. II)

Obaj, Lelewel i Słowacki, wykraczają poza synchronię i deskryptywną nieruchomość mapy, czynią z niej dynamiczne medium wizji historycznej – synkretycznej i symbolicznej – która dzieje się oto na tej kartograficznej scenie.

Największą pewność co do udziału mapy w kreowaniu świata przedstawionego danego tekstu mamy w sytuacji, gdy wiemy, że mapa była dołączona do dzieła lub że autor korzystał z mapy na jakimś etapie procesu twórczego. Niewiele jest takich świadectw, warto jednak pamiętać, że historia milczy nie tylko o rzeczach mało istotnych, przemilcza też oczywiste. Lelewel zapewne w znacznym stopniu przyczynił się do „zoczywistnienia” mapy jako medium przeszłości wśród tych, którzy znali warsztat jego pracy, a choćby tylko publikacje. Do nich zalicza się Mickiewicz, wychowany przez wielkich geografów i kartografów wileńskich: „Grodka”, Śniadeckiego i Lelewela. Informację o genetycznym wpływie mapy na dzieło mamy w przypadku Historii Polski oraz, prawdopodobnie, prelekcji paryskich i wiemy – wydobyła to Marta Piwińska[przypis]Adam Mickiewicz, Prelekcje paryskie. Wybór, przeł. L. Płoszewski, wybór, wstęp i opr. M. Piwińska, Kraków 1997, t. I, s. 37–38.[/przypis] – że Mickiewicz korzystał z czterech map Polski wykonanych przez Ignacego Domeykę do tego pierwszego, nieukończonego tekstu, ale miał je u siebie (w rękopisie) również podczas przygotowywania się do wykładów. Domeyko raczej nie był pierwotnym źródłem inklinacji Mickiewicza do łączenia wyobrażenia przeszłości z mapą, wywodzi się ona zapewne od „Grodka” (sama potrzeba mapy), a przede wszystkim Lelewela, którego również „Żegota” był studentem. Za stałą, przedemigracyjną skłonnością Mickiewicza do „mappowania” wyobraźni przemawia fakt, że już w maju 1828 roku z Rosji (Domeyko nie został zesłany) pisał Mickiewicz do Odyńca: „Mam wstręt okrutny do wszystkich wysp i krajów, których nie ma na mapie, i królów, których nie ma w historii”. Wydaje się też, że cztery mapy kopiowane przez Chodźkę, obejmujące Polskę, nie odpowiadają swoim zakresem prelekcjom o Słowiańszczyźnie, a już w pierwszym wykładzie wizja kontynentu europejskiego zdaje się mieć podnietę w mapie (może z atlasu do Dziejów potocznych Lelewela z roku 1829). Dlatego spostrzeżenie Piwińskiej o istnieniu związku pomiędzy mapą i perspektywą „z lotu” ptaka w Historii Polski Mickiewicza należałoby potraktować modelowo i uznać spojrzenie z góry za wewnątrztekstowy sygnał każdorazowo skłaniający do wzięcia pod rozwagę inspiracji kartograficznej. Widzenie ptasie z kartograficznym łączy synoptyczność, która pozwala na jednoczesne objęcie wzrokiem ogromnych, zróżnicowanych względem siebie przestrzeni, a także zewnętrzna pozycja obserwatora, należącego i nie do postrzeganego świata. Niebagatelna jest jednak i różnica pomiędzy nimi: tylko narrator-kartograf zdolny jest odczytać historyczny i kulturowy wymiar przestrzeni – czasem wypełnionej toponimami – jej humanistyczny sens, oraz czuje się współodpowiedzialny za jej kształt. W oglądzie kartograficznym na plan pierwszy wysuwa się zatem refleksyjność, której owocem jest studium, lektura, hermeneutyka przestrzeni – nie jej zmysłowe i emocjonalne doznanie czy pokonanie (jak np. Dumaniach w dzień odjazdu czy Epilogu do Pana Tadeusza, gdzie realizuje się perspektywa ptasia). Atrakcyjność kartografii zarówno dla historiografa, jak i poety wynika z możliwości komplementarnego łączenia geografii z historią, trwania ze stawaniem się, spacjalności obrazu z czasowością narracji. U Mickiewicza mapa pojawia się w różnych konwencjach, od jej niemal realistycznego opisu, ekfrazy, po wysnutą z niej syntetyczną i profetyczną wizję. Pokazuje on także koligacje mapy z władzą, kiedy myślenie kartograficzne staje się impulsem dziejotwórczym, najczęściej złowieszczym. Przykładem realistycznego punktu wyjścia – prócz Historii Polski i opisu kontynentu słowiańskiego z prelekcji, układu jego fauny i flory – może być przedmowa do Konrada Wallenroda. Tu poeta analizuje miejsce Litwy na mapie synchronicznie – w relacji do sąsiadów, i diachronicznie – zmienność jej obszaru w czasie. Z kolei „Droga do Rosji” z Dziadów cz. III cała jest oparta na migotliwym statusie przestrzeni, gdzie „biała karta” Rosji jest zarazem niezapisaną księgą i potencjalną kartą geograficzną a oglądany z góry pejzaż płynnie przechodzi w mapę:

„Na wskroś pustyni krzyżują się drogi:

Nie przemysł kupców ich ciągi wymyślił,

Nie wydeptały ich karawan nogi;

Car ze stolicy palcem je nakryślił.

Gdy z polską wioską spotkał się ubogą,

Jeżeli trafił w polskich zamków ściany,

Wioska i zamek wnet z ziemią zrównany

I car ruiny ich zasypał - drogą.

Dróg tych nie dojrzeć w polu między śniegi,

Ale śród puszczy dośledzi je oko:

Proste i długie na północ się wloką,

Świecą się w lesie, jak w skałach rzek biegi”.

(w. 97–108)

W całym utworze karta Rosji zdaje się być wielką białą plamą, która skrywa zapis jej przeszłości i przyszłości. Ilekroć owa biała plama bywa zapełniana, to przez szalonego cara-kartografa, który konstruuje mapę, niszcząc istniejący świat i życie. Co ciekawe, kiedy Mickiewicz relacjonuje w Księgach narodu polskiego opartą na kartografii doktrynę tzw. zaokrąglenia politycznego (historyczną, wielokrotnie opisywaną przez m.in. Lelewela) i działającego w jej myśl „pruskiego króla” – nie sięga po język mapy, korzysta z metaforyki rzeźbiarsko-numizmatycznej. „Droga do Rosji” z innego jeszcze względu jest interesującym utworem, pokazuje bowiem jak blisko u Mickiewicza od „krajobrazu” kartograficznego do poetyckiego, co znowu przywodzi na myśl Vermeera.

Literacki dyskurs kartograficzny wykorzystuje również efekt braku, i to nie tylko poprzez metaforykę białych plam, ale i przez znaczenie ram mapy oraz jej marginesów. Na wspomnianej mapie Słowiańszczyzny, otwierającej atlas do Dziejów Polski potocznie opowiedzianych Lelewela południowa jej rama pokrywa się z biegiem Dunaju. Dla Mickiewicza w prelekcjach paryskich rzeka Dunaj oddziela „krainę rzeczywistości” i „historii”, pokrywającą się z wpływami grecko-rzymskimi, od słowiańskiej „krainy poezji” z pasem pogranicznym w postaci ziem serbskich i bułgarskich, sygnalizowanym też na mapie Lelewela: „[...] wodzowie barbarzyńców, wodzowie hord koczowniczych, póki zostawali poza Dunajem, znani byli jedynie z niepewnej wieści, z odgłosu; lecz skoro tylko przeszli przez Dunaj, wkraczali w historię, ukazywali się jako postacie historyczne. Dość przytoczyć imię Attyli, który właśnie nad Dunajem ukazuje się jako postać realna, historyczna” (k. I, w. IV, w. 10–15). Magia Dunaju staje się bardziej zrozumiała przy założeniu, że w kartograficznej wyobraźni Mickiewicza rzeka ta stanowiła nie tylko naturalną granicę, ale i ramę mapy świata starożytnych, mentalną i utrwaloną w piśmiennictwie, wewnątrz której – jak na obrazie lub scenie teatralnej – wszystko „ukazuje się” i zyskuje „postać realną”, poza nią zaś znika. Naturalnie Mickiewicz pokazuje zarazem, napomykając o Attyli, potęgę świata nieobjętego ramą historii i jego realność, podobnie jak wcześniej czynił to Lelewel, którego – mimo wykładów z dziejów starożytnych i powszechnych – można by nazwać historykiem i kartografem marginesów mapy: Polski, Litwy, Rusi, Słowiańszczyzny.

</document>
<document nplp_id="790" title="Petersburg. Miasto" slug="petersburg-miasto">Petersburg przez pierwsze dwa bez mała stulecia swojego istnienia wymuszał na obserwatorach bardzo szczególny punkt widzenia, nieznany w przypadku innych miast europejskich. Sprawiło to zarówno jego położenie na północno-wschodnich krańcach kontynentu, jak też fakt, że postawiono go od podstaw według z góry założonego planu i wkrótce potem, zanim zdążył się rozrosnąć, został nową stolicą rosnącego w siłę cesarstwa rosyjskiego.

Petersburg (którego początkiem była budowa w 1703 r. twierdzy pietropawłowskiej) miał symbolizować nowoczesną Rosję, modernizowaną na wzór europejski przez reformy Piotra Wielkiego. Główną praktyczną rację jego istnienia stanowił port wojenny u ujścia Newy strzegący zdobytych w wojnach północnych terenów Inflant i ustanawiający militarną obecność Rosji na morzu Bałtyckim. Wzniesienie nowej Piotrowej stolicy było jednym (choć nie jedynym) z przejawów zmiany geograficznego samookreślenia państwa rosyjskiego. Jeszcze w XVII w. tożsamość Rosji i jej postrzeganie przez Europę wiązało się z pojęciem Wschodu. Identyfikowało ono Rosję z religijną tradycją Bizancjum, podkreślało jej mesjanistyczną rolę jako ostatniego dziedzica Konstantynopola, gdzie Moskwa miała być trzecim Rzymem i ostoją ortodoksyjnego chrześcijaństwa, niosącą duchowe zbawienie ludzkości (ex Oriente lux). Polityka Piotra I zmierzała do zmiany tego wizerunku. Modernizacja, sekularyzacja, westernizacja wymagały przeorientowania geograficznej tożsamości rosyjskiej, zarówno na użytek polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej. Nowa Rosja stała się imperium Północy. Północ wyrażała młodszość cywilizacyjną względem Zachodu, co czyniło naród rosyjski (jak listownie przekonywał Piotra I Leibniz, pozostający pod wrażeniem jego reform) czymś w rodzaju tabula rasa, ludem żyjącym w pierwotnej niewinności, umożliwiającej przyswojenie kulturowych osiągnięć starej Europy w sposób doskonalszy, niż to uczyniła ona sama. Rosja w ten sposób stawała się nie tylko pomostem między Europą a Wschodem, ale pełnoprawnym członkiem kontynentalnej wspólnoty jako jej północna flanka, wypierając z tej pozycji osłabioną po przegranych wojnach Szwecję.

Petersburg pełnił w tym procesie geograficznego i ideologicznego przeorientowania istotną rolę – jako materialne ucieleśnienie nowego oblicza Rosji, aspirującej do oświeconej Europy.

W drugiej połowie XVIII w., za rządów Katarzyny II, która intensywnie go rozbudowywała, kontynuując dzieło Piotra Wielkiego, powstawała „złota legenda” Petersburga sławionego w panegirykach rosyjskich poetów doby klasycyzmu na czele z Dzierżawinem. Wychwalano piękno i bogactwo nadnewskiego grodu, wcielającego swoim kształtem triumf ludzkiego rozumu nad naturą. Życie miasta wszakże nie rozwijało się w sposób naturalny, odpowiadający potrzebom gospodarczym regionu. Powstało ono w miejscu niezaludnionym, o niesprzyjającym klimacie, na bagnistym podłożu zagrożonym powodziami. Racją jego istnienia była obsługa cesarskiego dworu, zagranicznych przedstawicielstw, państwowej administracji i licznych koszar wojska. Toteż wśród ludności, składającej się (prócz elity) z urzędników, kupców, służących, przeważali mężczyźni, co dawało się zauważyć jeszcze na początku wieku XIX (wspomina o tym Pietraszkiewicz w swoich listach z zesłania). W osiemnastym stuleciu i w pierwszych dekadach następnego do Petersburga podróżowali przede wszystkim zagraniczni posłowie, zainteresowani rosyjskim poparciem dla swoich spraw, oraz cudzoziemcy różnych profesji, potrzebni w rozbudowie, organizacji i upiększaniu stolicy wg europejskich wzorów. Relacje z ich peregrynacji mają wiele wspólnych cech. Po pierwsze, opisują z uwagą samą drogę do tego miejsca na krańcu Europy, czyli doświadczenie jego ex-centrycznego położenia. W miesiącach wiosenno-letnich można się było dostać tam z Europy morskim szlakiem przez Bałtyk (de Custine). Większość jeździła lądem, przez Litwę i Inflanty, jak jadący na zesłanie Mickiewicz z filomatami. Rzadziej docierano od południa, przez Moskwę (pani de Staël). Podczas jazdy, oprócz samych trudności podróżowania, uwagę pamiętnikarzy zwracały wielkie przestrzenie i prymitywny poziom życia ludności zamieszkującej te tereny. Osobnym tematem bywała pogoda, w okresie jesienno-zimowym decydująca o tempie wędrówki i rodzaju pojazdu. Te wrażenia z drogi wyraźniejszymi czyniły potem kontrasty samego Petersburga, gdzie budynki naśladowały najlepsze przykłady europejskiej architektury, natomiast organizacja życia przywoływała na myśl wschodnie satrapie. Wszyscy podróżni zwracali też uwagę na klimat, jednoznacznie kwalifikowany jako północny. Klimat bowiem właśnie decydował o szczególnej percepcji miejskich widoków. Długie noce zimą, a dnie latem, charakterystyczne blade światło od poziomo padających promieni słonecznych, mgły, krótki okres wegetacji ubogiej roślinności, zimno, zagrożenie powodzią. Samo miasto, rozrzucone na rozległej przestrzeni dzielonej szerokimi taflami wody, z wielkimi kamiennymi prospektami i nabrzeżami robiło wrażenie płaskiego, mimo okazałości reprezentacyjnych budowli. Kolejną odnotowaną przez podróżnych cechą wyróżniającą Petersburg była duża liczba cudzoziemców różnych profesji – od niemieckich urzędników i europejskich artystów, po różnorodną etnicznie ludność niższych stanów przybywającą do stolicy z nadzieją na zarobki czy załatwienie swoich prywatnych spraw w urzędach.

Polacy w wieku XVIII jeździli do Petersburga przede wszystkim w interesach politycznych, szukać poparcia dworu rosyjskiego dla planów swoich stronnictw. Najfatalniejszy okazał się blisko roczny tam pobyt dyplomatyczny młodego stolnika litewskiego Stanisława Poniatowskiego w 1755, kiedy dał się omotać flirtem Katarzynie - wówczas małżonce Piotra III. Owocem tego związku było dziecko (zmarłe w niemowlęctwie) oraz obietnica przyszłej carycy, że uczyni przyjaciela królem Polski. Rosyjska ingerencja w polityczne sprawy Polski w okresie rozbiorów nasiliła dyplomatyczne podróże do nadnewskiej stolicy, najczęściej wiernopoddańcze (relację z takiej wyprawy K. Broël-Platera opublikował w 1840 Kraszewski). Po powstaniu kościuszkowskim pojawili się w Petersburgu pierwsi polscy więźniowie, a wśród nich Niemcewicz z Kościuszką, osadzeni w twierdzy pietropawłowskiej. W tymże czasie młody Adam Jerzy Czartoryski na petersburskich salonach nawiązywał młodzieńczą przyjaźń z przyszłym carem Aleksandrem I, a Stanisław August powoli zbliżał się do końca swojej życiowej drogi.

W okresie porozbiorowym Polonia petersburska zaczęła się zwiększać o szukających tam nauki i kariery polskich artystów (Orłowski, Oleszkiewicz, Wańkowicz, Szymanowska) i inteligencję – przybywającą dobrowolnie (jak Sękowski czy Bułharyn) lub po wyroku zesłania (jak filomaci i filareci, a wśród nich Mickiewicz). Migawki z życia owej Polonii sprzed 1812 r. pokazał Mickiewicz w opowieściach Telimeny, traktowanych przez narratora z humorem, chwilami zjadliwym.

Osobny rozdział w percepcji Petersburga rozpoczęli romantycy. Głównie rosyjscy. Zaczęła się rodzić „czarna legenda” miasta, wyrażająca sprzeciw wobec niezgodnej z naturą, racjonalistycznej kultury Oświecenia, która powołała je do istnienia kosztem wielu tysięcy ofiar i w miejscu nieustannie zagrożonym przez siły przyrody. Ważnym elementem tej „czarnej legendy” były ponure opowieści od dawna krążące wśród okolicznego rosyjskiego ludu. Petersburg jako skazane na zniszczenie siedlisko despotycznej carskiej władzy znalazł odzwierciedlenie w poezji konspiracyjnej środowisk dekabrystowskich. Widziano w nim drugi Babilon i wieszczono zagładę, najczęściej na skutek powodzi. Znacznie później, bo w przededniu powstania styczniowego, w roku 1862, nasz Lenartowicz napisał podobny w duchu utwór Pożar Petersburga, oparty o relację naocznego świadka tego zdarzenia.

Mickiewicz po raz pierwszy zobaczył Petersburg jesienią 1824, zaraz po wielkiej powodzi, kiedy romantyczny ferment dekabrystów przeżywał swoje apogeum. Poeta zdążył wówczas poznać Konrada Rylejewa i jego przyjaciół. Następny pobyt Mikiewicza w tym mieście, już dłuższy, w latach 1827-29, przypadł na czas po klęsce rosyjskiego grudniowego zrywu, która jednak nie zatrzymała twórczości romantyków rosyjskich, z Puszkinem na czele. Ten szczególny okres, w jakim dane było Mickiewiczowi żyć w Petersburgu, sprawił, iż w tamtejszych literackich salonach mógł poznać niemal wszystko – od historii założenia miasta po ponure wizje teraźniejszości i przyszłe kataklizmy. Swoje doświadczenia zawarł poeta w Ustępie III cz. Dziadów, będącym wielką krytyczną syntezą Petersburga. Mickiewicz, wyprzedzając arcydzieła rosyjskiej literatury, stworzył całość mieszczącą się w typologii „tekstu petersburskiego” sformułowanej przez Toporowa. Znajdziemy tam większość wymienionych przez badacza radzieckiego motywów. Mamy więc opis przyrodniczo-pejzażowo-klimatyczny, wyróżniający negatywne zjawiska: mróz, śnieg, mrok, wiatr, deszcz, powódź, pustkę, monotonię krajobrazu. Przestrzeń stolicy – oglądana z perspektywy innych miast – ujawnia swą sztuczność; rozległe widoki na zbyt szerokich i prostych ulicach czy ogromnych placach wywołują poczucie zagrożenia (dlatego zesłańcy wolą spacerować po zmroku). Zarazem panuje chaos, miraże, nierzeczywistość – co sprzyja mieszaniu się faktów z przywidzeniami, ale i wizjom proroczym. Wewnętrznymi stanami bohaterów są: samotność, bezsilność, odrzucenie – a wynikają one z poczucia obcości i lęku przed diabelskim miastem, postawionym na ludzkich kościach. W drobniejszych szczegółach Mickiewicz również nie odbiega od „petersburskiego tekstu”. Zauważa nienormalny świat urzędników, pozory, kamuflaże, fałsz, teatralność. Wszystko to dotyczy w równym stopniu architektury miasta i jego mieszkańców. Widzi też poeta, że Petersburg to miejsce chorób, śmierci, nędzy, moralnej dekadencji oraz powszechnego strachu przed carem. W podobnym kierunku szła potem wielka literatura rosyjska (Puszkin, Odojewski, Gogol, Dostojewski i in.), począwszy od Jeźdźca miedzianego, będącego swoistą polemiką z utworem Mickiewicza. Ta właśnie wywodząca się z romantyzmu literatura stworzyła kolejną, XIX-wieczną legendę miasta, w której mieszczą się zarówno realne wydarzenia i fakty, związane z pisarzami, jak i silnie z przestrzenią Petersburga związane losy ich literackich bohaterów.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="791" title="Romantycy na&amp;nbsp;Syberii" slug="romantycy-na-syberii">W ścisłym znaczeniu geograficznym Syberia obejmuje obszar państwa rosyjskiego od Uralu do Oceanu Spokojnego, tu jednak pojęcie to potraktujemy szerzej, zgodnie z jego potocznym rozumieniem przez wielu Polaków w XIX w., którzy za ofiary Sybiru uważali także tych zesłańców, których imperialne wyroki przykuły do linii orenburskiej, Archangielska, Kazania, okolic Kaukazu czy kazachskich/kirgiskich stepów. Taki też sposób pojmowania przestrzeni Sybiru utrwalił się w rodzimej literaturze romantycznej. W pierwszej połowie XIX w. doświadczenie zesłania stało się udziałem tysięcy Polaków, byli wśród nich także pisarze, niektórzy zresztą literackiej sztuki po raz pierwszy spróbowali dopiero na wygnaniu bądź też po powrocie, spisując pamiętniki. I choć żaden z nich nie dostał się na wyżyny literackiego parnasu, to przecież stworzyli oni ważny w tamtym stuleciu nurt literatury zsyłkowej, a nazwiska części z nich stały się powszechnie znane. Geografia ich losów obejmuje bez mała wszystkie najważniejsze centra życia kulturowego na Sybirze.

Z powiązanych z hasłem map (fizycznej i regionalnej – zob. niżej) Imperium Rosyjskiego, na które naniesiono istotne miejsca pobytu polskich zesłańców parających się pisarstwem, można wyciągnąć kilka wniosków. Pozostawmy je na zakończenie, a teraz wypowiedzmy jeden: kolejne pokolenia polskich zesłańców dotarły do punktów, które ująć można za pomocą biegunowej konstrukcji: od Archangielska do Kamczatki, oraz uporządkować za pomocą tabel:
• Część europejska – Adam Mickiewicz (1824–1829), filomaci (1824–1860) oraz Ewa Felińska



Na zachód od Moskwy (terytoria nienazywane potocznie Sybirem)
Na wschód i północ od Moskwy i Petersburga (obszar w XIX w. potocznie nazywany Sybirem)


Petersburg – Kułakowski, Malewski, Mickiewicz, Zan
Moskwa – Daszkiewicz, Jeżowski, Malewski, Mickiewicz,
Pietraszkiewicz, Wiernikowski


Archangielsk, Witegra
– Heydatel, Sobolewski, Piotrowski
Wołogda – Jankowski


Twer – Budrewicz, Czeczot
Symbirsk – Wiernikowski


Odessa – Daszkiewicz, Jeżowski, Malewski, Mickiewicz
Saratów – Felińska


Charków – Jeżowski, Krynicki
Wiatka – Łoziński, Wiernikowski



Uralsk – Suzin, Zan



Kazań – Kowalewski, Kułakowski, Kozłowski, Łoziński, Łukaszewski, Wiernikowski



Orenburg, linia orenburska – Migurski, Suzin, Zan



Kizył – Czeczot, Suzin, Zan



Orsk – Suzin



Złatoust – Zan



Ufa – Czeczot, Łukaszewski



&amp;nbsp;
 • Azja – zesłańcy z drugiej połowy XVIII w. oraz z lat 1831–1856



Syberia Zachodnia
Syberia Wschodnia


Tobolsk (stolica) – Baliński, Felińska, Pietraszkiewicz, Wolicki, Zieliński
Irkuck (stolica) – Ehrenberg, Giller, Migurski


Jekateryńsk – Piotrowski, Błoński
Zabajkale – Ciecierski


Berezów – Felińska
Nerczyńsk – Giller, Kowalewski, Migurscy


Iszym – Januszkiewicz, Zieliński
Nercz. Zawod – Giller, Ehrenberg, Krajewski


Omsk – Wolicki, Tokarzewski
Kliczk. Rudnik – Ehrenberg


stepy kirgiskie – Suzin, Zan
stepy buriackie – Żmijewski



Kiachta – Kowalewski



Urga – Kowalewski



Kamczatka – Niżnie Kamczack – Kopeć



Bolszerieck – Beniowski



&amp;nbsp;

Do Moskwy, Petersburga i innych miast oraz miasteczek europejskiej części imperium zesłano przede wszystkim 17 filomatów i filaretów skazanych po wileńskim śledztwie Nowosilcowa (1823–1824). Przywołujemy spośród nich tych, którzy pozostawili po sobie pisarskie świadectwa o zsyłce i miejscach, w których przebywali.

Pod koniec listopada 1829 Mickiewicz pisał z Rzymu do przebywającego na zesłaniu w Petersburgu Franciszka Malewskiego: „Odbieram dziś twój list, pełen nowin smutnych   i zgryźliwych. Biedny Sobolewski, mój niegdyś towarzysz u bazylianów i na kibitce. Słowa twoje, że to pierwszy nasz nieboszczyk, głęboko utkwiły mi w duszy”[przypis]Adam Mickiewicz, Listy. Część pierwsza 1815–1829, opr. M. Dernałowicz, E. Jaworska, M. Zielińska, w: Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. XIV, Warszawa 1998, s. 612.[/przypis]. Sobolewski – obok przedwcześnie zmarłych Cypriana Daszkiewicza i Feliksa Kułakowskiego – był jednym  z trzech filomackich „spółuczniów, spółwięźniów i spółwygnańców”[przypis]Adam Mickiewicz, Dziady. Część III, w: Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. III, Dramaty, opr. Z. Stefanowska, Warszawa 1995, s. 119.[/przypis], którym Mickiewicz dedykował III cz. Dziadów. Zmarł (lub zginął w wypadku – dokładnie nie wiadomo) w A r c h a n g i e l s k u jesienią 1829, gdy upłynął – jemu i innym wileńskim studentom piąty rok zsyłki. Do Petersburga przybył (w jednym wozie pocztowym z Mickiewiczem) 8 lub 9 listopada Trzy miesiące później otrzymał – wraz z filaretą Janem Heydatelem – tytuł zawodowy w petersburskim Instytucie Inżynierów Komunikacji, nominację na oficera i został wysłany do W i t e g r y nad j e z i o r e m O n e g a. Od czasu do czasu wpadał do Archangielska, miasta położonego u ujścia Siewiernoj Dwiny do Morza Białego. Z jednej strony, był to ośrodek prowincjonalny, z drugiej, punkt o strategicznym znaczeniu W jedynym zachowanym liście Sobolewskiego (do Cypriana Daszkiewicza z 1827) czytamy o próbach wydostania się z miasta, w którym jedynie „dziarskich dziewuch nie brak”[przypis]Archiwum Filomatów. Lity z zesłania, t. 1, Krąg Onufrego Pietraszkiewicza i Cypriana Daszkiewicza, opr. Sudolski przy współpracy M. Grzebień, Warszawa 1997, s. 362–363.[/przypis]. Trudno zaś o przyjaciół czy choćby ludzi skłonnych do intelektualnej dysputy. W dniu pisania listu wieczorem wybierał się do klubu, aby spoglądać na niemieckie i rosyjskie piękności: „Wymawiam sobie często, że czas w marnościach trawię, ani Tassa przestroga, że: «perduto è il tempo / Che non sé in amore spenda»[przypis]Właśc. „Perduto è tutto il tempo, / che in amar non si spende” („Stracona każda godzina, której nie przeznacza się na kochanie”; Torquato Tasso, Aminta).[/przypis] – nie jest w stanie dosyć mię ucieszyć”[przypis]Archiwum Filomatów. Listy z zesłania, t. 1, s. 362–363.[/przypis]. Na marginesie ostatniej strony listu dopisał: „Dziś z poczty donoszą mi, że zabroniono mi przyjechać do Petersburga. Zmiłujcie się, przyszlijcie mi choć książek”. Niepowodzeniem skończyły się również starania Sobolewskiego o wyjazd na południe do Wiosną 1828 roku odwiedził Petersburg i widział się z Mickiewiczem, który z satysfakcją donosił Zanowi o tym spotkaniu. I tak oto za sprawą przedwcześnie zmarłego Sobolewskiego i dedykującego mu Dziady Mickiewicza Archangielsk – północna rubież imperium – znalazł się w granicach romantycznej kartografii syberyjskiej.

K a z a ń (dziś stolica autonomicznego Tatarstanu) nazywany był wrotami Sybiru, swoistą syberyjską poczekalnią, która mieściła się w etapowym więzieniu dla zesłańców podążających za Ural. Tutejszy uniwersytet w XIX wieku specjalizował się w badaniach nad językami wschodnimi. Od drugiej połowy lat dwudziestych XIX wieku przebywało tu sześciu skazanych w procesie filaretów absolwentów i studentów Uniwersytetu Wileńskiego: Józef Kowalewski, Mikołaj Kozłowski, Feliks Kułakowski, Teodor Łoziński, Hilary Łukaszewski i Jan Wiernikowski. Tatarskie miasto najmocniej odcisnęło swe piętno na biografii i karierze naukowej (językoznawczej i leksykograficznej) Józefa Kowalewskiego oraz na twórczości (oryginalnej i przekładowej) Feliksa Kułakowskiego i Jana Wiernikowskiego. Józef Kowalewski (zwany przez filaretów Longinusem) jeszcze przed rozpoczęciem wileńskiego śledztwa razem z Kułakowskim i Wiernikowskim wyraził chęć uczenia się języków wschodnich w kolegium zagranicznym w Petersburgu. Uwzględniono to w wyroku, zgodnie z którym cała trójka została odprawiona na studia orientalistyczne, ale na Uniwersytet Kazański. Początkowo Kowalewski pracował nad słownikiem tatarskim oraz zajmował się historią Chanatu Kazańskiego. W maju 1828 roku wyjechał na studia (język mongolski) do I r k u c k a. W trakcie pięcioletniego pobytu na Syberii Wschodniej podróżował w s t e p y b u r i a c k i e, a w sierpniu 1830 wyruszył wraz z rosyjską misją religijną do Pekinu. Podróże zaowocowały tekstami o mongolskiej religii, kulturze i języku. Dzięki staraniom Kowalewskiego kazańska uczelnia weszła w posiadanie najobszerniejszego wówczas w Rosji zbioru druków i rękopisów wschodnich. Uczony zesłaniec dotarł także do kopalń n e r c z y ń s k i c h, gdzie poznał zesłanych dekabrystów. W 1833 roku został mianowany profesorem-adiunktem katedry filologii mongolskiej uniwersytetu w Kazaniu (pierwszej w Europie). Spośród jego wielu publikacji mongolistycznych szczególną wartość przedstawia słownik mongolsko-rosyjsko-francuski (Kazań 1844–1849). Wcześniej, w roku 1830, staraniem Kułakowskiego w polskojęzycznym „Tygodniku Petersburskim” ukazały się relacje Kowalewskiego z jego dalekowschodnich wojaży. Z biegiem lat filomacki filolog konsekwentnie podążał ścieżką kariery naukowo-administracyjnej, aż po stanowisko rektora kazańskiej uczelni. Uważano go za lojalnego poddanego, co nie zmienia faktu, że zesłańcze podróże oraz znaczące osiągnięcia naukowe Kowalewskiego jako mongolisty i wschodoznawcy wyrastały z istotnego składnika filomackiej formacji – kultu samokształcenia i poznawczej chłonności.

Dwaj inni osadzeni w Kazaniu – Kułakowski i Wiernikowski – przybyli tutaj również jako filologiczni zapaleńcy, a także znani w filomackim gronie poeci. Poleski bard (Kułakowski) i Pindar (Wiernikowski) kontynuowali na zsyłce w Kazaniu swoje poetyckie i filologiczne pasje. Wiernikowski bliżej zajął się językiem arabskim. W roku 1827 został mianowany profesorem Uniwersytetu Kazańskiego i nauczycielem języka arabskiego w gimnazjum w Kazaniu (dla gimnazjalistów napisał gramatykę języka arabskiego). W Kazaniu spotykał się z co ważniejszymi zesłańcami polskimi zmierzającymi na Sybir lub stamtąd wracającymi. To spowodowało rewizje w jego kwaterze w 1831. Później kontynuował działalność pedagogiczną w W i a t c e (tu poznał się z Aleksandrem Hercenem), Symbirsku i Charkowie.

Kułakowski na pytanie Daszkiewicza: „Feliks, kochany Poeta, co znaczy w Kazaniu?”, odpowiedział: „Zaiste mogę Cię zapewnić, że [...] to samo prawie znaczy tu, co zero”[przypis]Tamże, s. 369[/przypis]. Filarecki bard czuł się „lokajem poetyckim”. Usiłował ukończyć opis wrażeń ze wspólnej z Kowalewskim przejażdżki do ruin Briachimowa („niegdyś stolicy Bołgarow, gdzie dziś wieś Bołgary”). Poza tym tłumaczył objaśnienia do Metamorfoz Owidiusza, które Kowalewski przełożył na język rosyjski. W liście do Mickiewicza Feliks pisał: „Jeślibym się nie wstydził mojej do wierszowania pretensji, przesłałbym mój wierszyk, na pożegnanie z Józefem, który w szczupłym naszym gronie, przy wyprawianiu jego z mego mieszkania, idąc za przyjętym w dawne czasy zwyczajem, przeczytałem i na pamiątkę mu zapisałem”[przypis]Kazań, 23 lipca 1828, w: Korespondencja Adama Mickiewicza, t. 2, Paryż 1872, s. 57.[/przypis]. Chodziło tu o bardzo interesujący wiersz Do Józefa Kowalewskiego, gdy z Kazania odjeżdżał na Wschód (powst. 1828). Poeta zaopatrzył wiersz w motta z Psalmów w przekładzie Kochanowskiego oraz z Tristiów Owidiusza. Uderza cytat z wygnańczych elegii Nazona, którym Kułakowski wpisał się w uniwersalny krąg pisarzy tworzących w cieniu wygnania. Zmarł przedwcześnie w roku 1831 w Pe t e r s b u r g u.

Jan Czeczot, Adam Suzin i Tomasz Zan – najsurowiej ukarani w tzw. procesie filaretów – pierwszą fazę zesłania odbyli w twierdzy K i z y ł na linii orenburskiej. Jej centrum stanowił O r e n b u r g – miasto-forteca położone nad rzeką Ural. L i n i a o r e n b u r s k a była swoistym pomostem miedzy południowym krańcem łańcucha Uralu a kirgiskimi (dziś kazachskimi) stepami. Czeczot i Suzin wyszli z „obwachtu” po odsiedzeniu sześciu miesięcy, Zan natomiast (mocno złamany na duchu) po roku. Czeczot trafił – dla poratowania zdrowia – do Uf y (położonej na północ od Orenburga). Suzin i Zan spędzili w zasięgu linii orenburskiej następne 11 lat zesłania. Obaj nawiązali dobre stosunki z osiedlonymi tu Rosjanami i potrafili zyskać przychylność kolejnych swoich przełożonych, orenburskich generał-gubernatorów – Suchtelena i Perowskiego. Brali więc udział w licznych ekspedycjach wojskowo-eksploracyjnych zarówno na północ (aż po Z ł a t o u s t i J e k a t e r y n b u r g), jak i na południe od Orenburga (stepy zamieszkiwane przez koczowniczych Kirgizów). Zajmowali się poszukiwaniem bogactw naturalnych, obserwacjami botanicznymi, badaniem obyczajów i zwyczajów mieszkańców podbijanych ziem.

Zan z biegiem czasu stał się wytrawnym geologiem cenionym przez niemieckich uczonych odwiedzających Orenburg oraz tutejszych Rosjan, których opanowała gorączka złota (w pierwszej połowie lat trzydziestych Zan odkrywał bogate złoża tego metalu, a także rud miedzi i żelaza). Filomacki przywódca zawarł znajomość z dorpackimi uczonymi: Hofmannem i Helmersenem, oni zaś polecili go Aleksandrowi von Humboldtowi, z którym prowadził wspólne badania. Plonem wypraw Zana było muzeum geologiczno-przyrodnicze (z elementami etnografii tubylczych plemion), które założył i przez kilka lat prowadził w Orenburgu, a także mapa geograficzno-petrograficzna. Zan tak charakteryzował swoje pisarstwo i działalność w liście z roku 1834 do Pietraszkiewicza: „Dwa główne przedmioty zatrudnień i prac moich, geognozja [geologia] i romantyzm, przybierają wyraźniej stanowczy charakter. Na przyszłą zimę spodziewam się w romansie wyłożyć ideały moich przemyśleń i uczuć takich, które już od nowych doświadczeń i wrażeń niczego nie potrzebują i są w sobie dojrzałe, a z każdą wiosną rozszerzać moje geologiczne nabytki”[przypis]Archiwum filomatów. Na zesłaniu, t. 1, red. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1973, s. 202.[/przypis]. Projektowana powieść nigdy nie powstała. Można ją jednak zrekonstruować na podstawie setek listów (1825–1837, przede wszystkim do Malewskiego, Pietraszkiewicza, kilka do Mickiewicza, a także spory blok do byłego orenburskiego współwygnańca Karola Chodkiewicza)[przypis]Zob. obszerne kolekcje listów Zana w: Archiwum filomatów. Na zesłaniu, t. 1, red. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1973 oraz Archiwum Filomatów. Listy z zesłania, t. 2: Krąg Tomasza Zana, Jana Czeczota i Adama Suzina, opr. Sudolski, Warszawa 1999.[/przypis], dziennika Z wygnania (1824–1832 – opisy uralskiej natury, zapisy codziennych czynności, notatki o lekturach), wierszy i piosnek[przypis]Danuta Zamącińska, Wiersze i piosnki Tomasza Zana, w: Miscellanea z lat 1800–1850, red. Cz. Zgorzelski, seria Zakładu Narodowego im. Ossoliskich: „Archiwum Literackie”, t. 7, Wrocław 1963.[/przypis] oraz kilku relacji z podróży (rozpięte między reportażem a naukową analizą uralskich złóż mineralnych). Można tu mówić o obszernym zbiorze sentymentalno-romantycznej prozy, cechującej się sporymi walorami estetycznymi i dużym kapitałem poznawczym. Spoczywa on w opisach przyrody, refleksjach filozoficznych i psychologicznych autoanalizach, etnograficznych obrazkach z życia Kirgizów i Buriatów. Charakter epistolograficznego i naukowo-podróżniczego pisarstwa oraz zesłańczego doświadczenia zawarł Zan w figurze „człowieka wojażera” ze szkicu O wojażowaniu (powst. około 1831–1833). Podróżnik winien w sobie łączyć czułość z uczonością; wrażliwość i otwartość z wiedzą i doświadczeniem. Jest podobny „do panoramu, w którym się mają przesunąć wszystkie obrazy, rzeczy i żyjątka nowo dopiero co widzianych, słyszanych, dotykanych, smakowanych i powąchanych. Musi być sam i narzędziem i widzem, podziwiaczem i malownikiem”. Jesienią 1837 roku Zan opuścił linię orenburską i po kilku latach spędzonych u Franciszka Malewskiego w Petersburgu wrócił w 1841 w strony rodzinne. Dwa lata wcześniej opuścił Orenburg i ruszył do domu Adam Suzin. U schyłku pobytu wziął udział w rosyjskiej wyprawie wojskowo-dyplomatycznej w s t e p y k i r g i s k i e. Ich przedmiotem były negocjacje z sułtanem i uregulowanie stosunków Imperium ze stepowymi koczownikami. Na kanwie tej wyprawy powstała relacja zatytułowana Wycieczka w stepy kirgiskie odbyta w 1834 roku (ukazała się pod koniec życia filarety w „Kronice Rodzinnej”). „Wśród koczujących przyjaciół” Suzin czuł się bardzo dobrze. W swoim szkicu (mocno nasączonym podmiotowością podróżnika) pisał o życiu codziennym i odświętnym Kirgizów; strojach, rytuałach gościnnych, kobietach – ich miejscu w koczującej społeczności; o kirgiskim charakterze, religijności, rodzinie; o obrzędzie weselnym; o koczowaniu, igrzyskach (wyścigach konnych); wierszach i pieśniach. Jeśli dodamy do tego zapiski Zana, w których znalazły się oryginalne kirgiskie teksty ludowe, improwizacje koczowników, wzmianki o kirgiskim poecie i śpiewaku Guibalu, poetyckie impresje o stepach samego filomaty, to możemy mówić o narodzinach w obrębie polskiej literatury zesłańczej czegoś na kształt kirgiskiego tekstu. Kolejne jego rozdziały dopiszą zesłańcy z lat trzydziestych i czterdziestych – Zieliński i Januszkiewicz.

Z linią orenburską wiążą się też losy dwóch pamiętnikarzy, Adolfa Jabłońskiego i Maksymiliana Jatowta, karnie wcielonych do wojska za działalność konspiracyjną w latach czterdziestych. Jabłoński, po dwuletnim pobycie w Cytadeli, w roku 1849 wysłany został do służby w małym garnizonie w Uralsku (potem stacjonował m.in. w Orsku), na wygnaniu spędził całą dekadę, co opisał w barwnym pamiętniku Dziesięć lat niewoli moskiewskiej, wydanym pod pseudonimem Julian Jasieńczyk. Tekst ten przynosi jeden z najciekawszych obrazów życia sołdackiego – w intencji autora demaskować miał system represji stosowany  w wojsku carskim oraz przedstawić brutalną prawdę o pacyfikacjach plemion kirgiskich. Jabłoński po powrocie z zesłania walczył w powstaniu styczniowym, później – blisko współpracując z Ignacym Łukasiewiczem – stał się uznanym specjalistą w branży naftowej. Większą popularność jako pisarz zyskał drugi z tu wymienionych. Jatowt, człowiek o bujnej i niewolnej od niejasnych epizodów biografii (wedle niektórych badaczy w latach czterdziestych na emigracji w Paryżu współpracował z ambasadą rosyjską), aresztowany (po raz wtóry, przy pierwszym razie udało mu się zbiec z drogi na zesłanie) w 1849 roku, wcielony do karnych batalionów, do roku 1856 służył m.in. w Uralsku i Orenburgu. W tymże roku podczas służbowego przejazdu na Krym zbiegł z Rosji. W latach sześćdziesiątych pod pseudonimem Jakub Gordon wydał dwa poczytne dzieła wspomnieniowe: Obrazki caryzmu (Lipsk 1861) oraz Sołdat, czyli sześć lat w Orenburgu i Uralsku (Bruksela 1864), w których przedstawił swoje przeżycia więzienne, z drogi na zesłanie oraz z okresu służby sołdackiej. Drugi pamiętnik, podobnie jak dzieło Jabłońskiego, obszernie dokumentuje m.in. losy Polaków wcielanych do karnych batalionów na linii orenburskiej.
∗
Na Syberii Zachodniej losy zesłańców koncentrowały się w trójkącie wyznaczanym przez To b o l s k (stolicę tego regionu do późnych lat trzydziestych XIX w.), O m s k (siedziba władz generalnej guberni od końca lat trzydziestych) oraz I s z y m. W tych miastach, często na przemian, żyli najbardziej znani ludzie pióra: filomata Onufry Pietraszkiewicz, poeci Gustaw Zieliński i Karol Baliński, epistolograf Adolf Januszkiewicz (uwieczniony w III cz. Dziadów) i pamiętnikarz Konstanty Wolicki.

„Fizjonomia Tobolska przedstawia się dosyć smutnie – pisał we Wspomnieniach (Lwów 1876) Wolicki – ledwie znajdziesz tam 6 murowanych cerkwi i tyleż takich domów rządowych i bogatych kupców […] zresztą wszystkie domy drewniane i wszystkie prawie ulice, osobliwie w dolnym mieście, wyłożone balami zamiast bruku. Okolice Tobolska, chociaż dzikie, wiele mają piękności, ale tylko w czasie lata, t.j. przez 3 miesiące, bo już ku końcowi września (naszego) śniegi padają […] Straszny i zadziwiający jest widok Tobolska w zimie, domy wszystkie nikną pod śniegiem, który całe miasto do wysokości pięciu arszynów pokrywa i wjeżdża się w przekopane wąwozy tego śniegowego Herkulanum”. Cytowany tu pamiętnikarz w mieście tym przeżył cztery lata. Zesłany w 1834 roku za pomoc udzieloną jednemu z zaliwszczyków, zrobił na Syberii – jak na możliwości więźnia politycznego – karierę, kierował bowiem gubernialną orkiestrą, komponował wodewile, wystawiane z powodzeniem w syberyjskich miastach. Wprowadzony w krąg rosyjskiej elity regionu wykorzystywał swoje kontakty do wspierania innych zesłańców. W roku 1839 przeniesiony został wraz z orkiestrą do Omska. Dość wcześnie, bo już w 1840 roku, ułaskawiony, wrócił do Królestwa. Przeżycia z tego czasu barwnie opisał w pamiętniku.

Znacznie dłużej w Tobolsku przebywał Pietraszkiewicz. Najpierw kilka miesięcy spędził w Petersburgu, a następnie sześć lat w Moskwie. Z tego okresu pochodzi jego Opisanie Rosji i jej mieszkańców, stolicy Petersburga i Moskwy w roku 1824–1830 – obszerna relacja w formie listu (najprawdopodobniej do filarety Stanisława Kozakiewicza). Autor pisał m.in. o paradoksach potęgi rosyjskiego imperium. Okazuje się, że gdy jedni podziwiają wielkość samodzierżawnego państwa, inni są „przerażeni nieładem, zdzierstwami i niemoralnością administracji” i czekają chwili, „w której gmach ten samą wielkością runie i w rozwalinach zaginie”. Napomyka również o „sprężynach tajemnie poruszających narodem”, czyli być może o dekabrystach, z którymi kilku filomatów miało kontakt w Petersburgu pod koniec 1824 roku. Zajmuje go stan rosyjskiej oświaty. Sporo uwagi poświęca architekturze, życiu kulturalnemu i handlowi Petersburga. Określa je jako miasto, które „chłodem oddycha”, w którym „jedno skinienie władcy, jedno spojrzenie łaskawe albo zachmurzone, stanowi tutaj o związkach i przyjaźni”. Słabo – zdaniem filomaty – manifestuje się w Petersburgu „duch narodowości”. W 1831 roku w Moskwie skazany został na karę śmierci za kontakty z konspirującymi oficerami polskimi, którą zamieniono na dożywotnie osiedlenie na Syberii. W Tobolsku mieszkał od roku 1832 do 1860. Najpierw utrzymywał się z korepetycji udzielanych dzieciom miejscowej socjety, później uzyskał zgodę na wstąpienie do służby w miejscowej administracji. Był jednym z największych autorytetów w wygnańczej wspólnocie, na różne sposoby wspierał żyjących tam rodaków (o czym pięknie w pamiętnikach pisała Felińska[przypis]Ewa Felińska, Wspomnienia z podróży do Syberii, pobytu w Berezowie i Saratowie, t. 1–3, Wilno 1852–1853.[/przypis]), od 1834 roku opiekował się zesłańczą biblioteką, którą ufundował hr. Piotr Moszyński i z której polskie i obce książki pożyczało wielu zesłańców z tej guberni. Pamiętnikarz Justynian Ruciński we wspomnieniach, o których będzie tu jeszcze mowa, pisał, że „Pietraszkiewicz zebrał bardzo ładną bibliotekę, z której każdy z nas mógł bezpłatnie korzystać”. Zarówno w czasach moskiewskich, jak i w Tobolsku starał się skupić rozrzuconych po Rosji filomatów i filaretów. Prowadził systematyczną i rozległą korespondencję m.in. z Czeczotem, Zanem, Łozińskim, Mickiewiczem, Jeżowskim, Malewskim.   Z upoważnienia Mickiewicza w październiku 1826 złożył w komitecie cenzury przy Uniwersytecie Moskiewskim rękopis jego Sonetów. Wiele uwagi poświęcił staraniom o scalenie i zachowanie archiwum filomatów. Szczególnie zależało mu na utworach Czeczota i Zana. W czasach filomackich pisywał sielanki i triolety, na zesłaniu (moskiewskim i tobolskim) poezją trudnił się sporadycznie (w Moskwie) i bez znaczniejszych osiągnięć.

Najpłodniejszym i najbardziej znanym poetą spośród zesłanych w te okolice był Gustaw Zieliński, wykształcony ziemianin. Wywieziony na Sybir w 1834 roku, w Tobolsku przebywał krótko, od 1835 roku aż do uwolnienia (1842) mieszkał w Iszymiu. W Tobolsku stworzył poemat Samobójca, w Iszymiu powieść poetycką Kirgiz oraz rozpoczął pracę nad poematem opisowym Stepy (mającym portretować krainę wygnania), wszystkie pisane z zamiarem publikowania[przypis]Pierwodruki całości utworów: Gustaw Zieliński, Kirgiz. Powieść, Wilno 1842; Gustaw Zieliński, Stepy. Poemat, Poznań 1856, natomiast Samobójca powstał w 1835 roku, a ukazał się w Toruniu w 1878 roku.[/przypis] w kraju. Utwór pierwszy, epigoński w formie i treści, przedstawiał losy tytułowego bohatera, więźnia i zesłańca syberyjskiego, który po fazie bajronicznego buntu w więziennym lochu (widoczne nawiązania do figury Konrada) popada na wygnaniu (właśnie w okolicach Tobolska) w duchowe odrętwienie i popełnia samobójstwo. Zieliński, prowadząc grę z cenzurą, próbował w aluzyjny sposób przedstawić tragizm sybirskiego losu i zarazem moralizatorsko potępić postawy kapitulacyjne. Sławę przyniosło mu dzieło następne, Kirgiz (Wilno 1842), a to z racji wolnościowego szyfru, wpisanego w obraz życia Kirgizów oraz orientalizmu, zawierającego próbę – mało zgodnego z rzeczywistością – uchwycenia fenomenu stepowego życia tubylców. Temat miłości i zemsty, wokół którego zogniskował akcję utworu, powielał schematy utrwalone w kulturze romantycznej.

W Iszymiu – „tak małym miasteczku, gdzie jeśliby nie literatura i przyjemne towarzystwo, toby przyszło z nudów umierać”[przypis]Cyt. za: Poezje Gustawa Zielińskiego, wydanie zupełne, poprzedzone życiorysem na podstawie listów poety skreślonym i oceną jego działalności przez dra Piotra Chmielowskiego..., Toruń [l901], t. l, s. 103–104.[/przypis] (Zieliński w liście do siostry) – przebywali też Adolf Januszkiewicz, powstaniec, przymusowy osiedleniec, i poeta Karol Baliński, skazany za przynależność do tajnego Stowarzyszenia Ludu Polskiego (1838). Ten drugi na zesłaniu prawie zaprzestał pisania: „Bo na cóż było pisać, kiedy nie było nadziei powrotu – tłumaczył we wstępie do swoich Pism (1849) – gdyż byliśmy skazani bez ograniczenia czasu. Zresztą, odcięci od kraju jak gałązka od drzewa, straciliśmy wszystkie siły żywotne”. Poetyckim świadectwem tej postawy jest jego wiersz Do współtowarzysza zesłania żądającego pieśni w Sybirze. Baliński już w 1841 r. wrócił do kraju już w roku 1841. Natomiast Januszkiewicz, przygodnie tworzący drobne wiersze, od początku lat czterdziestych osiadły w Omsku, pośmiertnie (zmarł w 1857) doczekał się uznania jako jeden z najciekawszych romantycznych epistolografów za sprawą wydanych przez Feliksa Wrotnowskiego Listów ze stepów kirgiskich (1875). Zawarł w nich pasjonujący, świetny pod względem stylu, werystyczny opis realiów życia „kochanych Kirgizów”, traktowany i dziś w Rosji i Kazachstanie jako ważny i wiarygodny dokument etnograficzny. Do rodzinnej Dziahylni wrócił kilka miesięcy przed śmiercią, na zesłaniu spędził 25 lat, parokrotnie zmieniając miejsce pobytu. Omsk, największe miasto Syberii Zachodniej, leżące na granicy stepów kirgiskich (jak pisał Wolicki „Omsk w tym stepie jakby murowana wyspa samotnie zalega”[przypis]Konstanty Wolicki, Wspomnienia [...] z czasów pobytu w Cytadeli warszawskiej i na Syberii, Lwów 1876, s. 259. [/przypis]), był też miejscem największej tragedii zesłańczej, tu bowiem w 1837 roku wykonano krwawą publiczną egzekucję na przywódcach tzw. spisku omsko-tobolskiego, którego celem było najprawdopodobniej zorganizowanie zbiorowej zbrojnej ucieczki wielkiej grupy zesłańców w stepy, z zamiarem przedarcia się, przy pomocy Kirgizów, do Indii. Wśród ofiar znalazł się bazylianin Jan Henryk Sierociński[przypis]Jan Henryk Sierociński – urodzony we wsi Kalnik (gubernia kijowska) w 1798 roku, zmarł w 1837. Jego Śpiew historyczny opublikowano w zbiorze: Społeczeństwo polskie i próby wznowienia walki zbrojnej w 1833 roku, red. W.A. Djakow, S. Kieniewicz, W. Śliwowska, F.I. Steblij, Wrocław 1984, s. 570.[/przypis], powstaniec, uznany za głównego organizatora sprzysiężenia, który skazany na 6000 kijów – zmarł w trakcie egzekucji (tak samo 11 innych). Jak wielu innych wygnańców, i on bywał „poetą przygodnym”: w Śpiewie historycznym, wierszu zdradzającym pewną kulturę literacką oraz znajomość reguł gatunku przywołanego w tytule,  przedstawił martyrologiczny obraz wygnańczego doświadczenia oraz wyjaśniał motywy akcji spiskowej. Wiersz ten, napisany w więzieniu i krążący w odpisach wśród zesłańców, dołączony został do aktu oskarżenia jako materiał obciążający.

Poza centrami wygnaństwa w Syberii Zachodniej rozegrały się losy wybitnych pamiętnikarzy syberyjskich, Rufina Piotrowskiego i Ewy Felińskiej. Piotrowski, powstaniec, emigrant i samorzutny emisariusz, aresztowany na Podolu, posłany został w 1844 roku na „katorżne roboty” do maleńkiego J e k a t e r y ń s k a. Pracował w gorzelni, z determinacją przygotowując się do ucieczki, którą w brawurowy sposób wykonał w roku 1846. r. Przewędrował szlak z guberni omskiej do Archangielska, po czym przedostał się do Prus i dalej, do Paryża. Jego Pamiętniki z pobytu na Syberii (Poznań 1860–1861) zyskały znaczny międzynarodowy rozgłos. Piotrowski barwnie przedstawił swoje więzienne i zesłańcze losy oraz szczegółowo przebieg dramatycznej eskapady. Opowieść o osobistych perypetiach powiązał z relacją o zasłyszanych losach współwygnańców, eksponował przy tym elementy tragiczne (z kaźnią omskich spiskowców i nieudaną ucieczką w 1835 r. Piotra Wysockiego – skazanego za ten czyn na karę chłosty oraz, jak pisze W. Śliwowska, „katorgę w kopalni w Akatuju z zakuciem w kajdany i prowadzenie do robót w nożnych kajdanach pod ścisłym nadzorem uzbrojonej eskorty”[przypis]Wiktoria Śliwowska, Zesłańcy polscy w Imperium Rosyjskim w pierwszej połowie XIX wieku, Warszawa 1998, s. 690–691.[/przypis]). Osobny nurt stanowiły rozważania nad istotą samodzierżawia – tu, w ślad za Mickiewiczem, potępiał system, ale w poznanych Rosjanach starał się widzieć człowieczeństwo. Natomiast Ewa Felińska, za udział w spisku Konarskiego skazana na pobyt w B e r e z o w i e (spędziła tam dwa lata, od 1839 do 1841, następnie przeniesiona do Saratowa nad Wołgą), w głośnych Wspomnieniach z podróży do Syberii, pobytu w Berezowie i Saratowie (Wilno 1852–1853) z przyczyn cenzuralnych stroniła od refleksji politycznych, Rosjan i tubylców (Ostiaków i Neńców) opisywała bez wrogości, choć z dystansem, ze smakiem ujawniając miejscowe osobliwości cywilizacyjne. Tekst w formie dziennika, napisany w oparciu o listy wysyłane do różnych adresatów, przynosi ciekawy obraz codziennej egzystencji człowieka rzuconego w obcy mu kulturowo świat. Berezow, miasto położone z dala od syberyjskich centrów kulturalnych, wyzwolił w Felińskiej potrzebę pisania, co stanowiło wstęp do bardziej trwałego zaangażowania w dziedzinę literacką, już po powrocie z zesłania.

Wymienić należy jeszcze dwa nazwiska pamiętnikarzy związanych z Syberią Zachodnią: Rafała Błońskiego (w latach 1840–1842 zesłany do Jekateryńska) i – zwłaszcza – Szymona Tokarzewskiego (skazany w 1846 roku za udział w konspiracji Ściegiennego), który w Omsku (przebywał tam do 1856 roku) poznał katorżnika Fiodora Dostojewskiego, co ciekawie opisał w książce Siedem lat katorgi (wyd. pośmiertne: Warszawa 1907).
∗
Najważniejszymi ośrodkami polskiego życia na Syberii Wschodniej były stolica tej guberni, I r k u c k, oraz Z a b a j k a l e, czyli kraina położona między jeziorem Bajkał i granicą rosyjsko-chińską. W epoce międzypowstaniowej polskich skazańców najczęściej kierowano na prowincję zabajkalską, dopiero po kilku latach odbywania kary niektórym pozwalano przenieść się do Irkucka lub w jego okolice. Spośród zesłanych na Zabajkale rekrutowała się spora grupa późniejszych pamiętnikarzy, stąd o realiach życia w tamtej części Syberii wiadomo całkiem dużo. Najwybitniejsze miejsce wśród nich zajmuje Agaton Giller, pierwszy kronikarz zesłania. W monumentalnym „reportażu” Opisanie Zabajkalskiej Krainy w Syberii (Lipsk 1867, t. 1–3) odnotował kilkaset biografii zesłańczych (niektóre prezentując obszernie, m.in. Piotra Wysockiego), opisał gospodarczy i kulturowy charakter tego skrawka Syberii, sportretował prawie wszystkie, osobiście odwiedzane, miejsca zamieszkiwane przez Polaków, dodał też zbiór refleksji historiozoficznych i politycznych na temat Rosji. Dał tym samym niezwykle bogatą panoramę Polski zesłańczej, eksponując zdolności organizacyjne i gospodarcze oraz cywilizacyjną rolę tej wspólnoty. Giller, zesłany w 1854 roku (do 1858 na Zabajkalu, potem głównie w Irkucku), pozostawił historykom niezwykle cenną spuściznę, którą uzupełniają Podróż więźnia etapami do Syberii w 1854 r. (Lipsk 1866) oraz zbiór szkiców Z wygnania (Lwów 1870), przedstawiający Irkuck i jego okolice. Teksty te w zasadniczej części spisane zostały jeszcze w czasie zesłania. Popularność w XIX wieku zdobyli też inni pamiętnikarze zabajkalscy. Wincenty Migurski, aresztowany jako emisariusz w 1835 roku, wysłany na linię orenburską, po nieudanej ucieczce trafił do Nerczyńska, gdzie zmarli dobrowolnie dzieląca wygnańczy los, powszechnie szanowana przez zesłańców, jego żona Albina i ich ostatnie dziecko. Po powrocie do kraju spisał Pamiętniki z Sybiru (Lwów 1863), skupione na opowieści o tragicznych przeżyciach jego rodziny; zainspirowały one m.in. Lwa Tołstoja do napisania mikropowieści Za czto? (1906; wyd. pol. Za co?: 1913). Inny charakter miały Sceny z życia koczującego Eugeniusza Żmijewskiego (skazany za przynależność do SLP w 1839), barwnie opisujące zabajkalskie wyprawy w poszukiwaniu złota, ale też rejestrujące styl życia tamtejszych Rosjan oraz Buriatów i Tunguzów. Po powrocie z Syberii (1856) z miernym skutkiem próbował swoich sił na gruncie powieści. Ważnym dokumentem stały się też wspomnienia Justyniana Rucińskiego Konarszczyk (1838–1878). Pamiętniki z zesłania na Sybir (wyd. pośmiertne: Lwów 1895), jako że zrekonstruował w nich narodziny nieformalnego, lecz tolerowanego przez władze samorządu zesłańczego (tzw. Ogółu), dobrze przy tym poznał warunki życia także w guberni tobolskiej (dokąd został przeniesiony z Zabajkala na początku lat czterdziestych) oraz zaprzyjaźnił się z kilkoma dekabrystami.

Najwybitniejszym poetą Zabajkala był Gustaw Ehrenberg – wysłany tam w 1840 roku na katorgę, przebywał najpierw w Kliczkińskim Rudniku, potem w Nerczyńskim Zawodzie. Z pisania nie zrezygnował, ale nie zabiegał o druk swych utworów, nie przesyłał ich do kraju, dlatego znamy jedynie część ówczesnej spuścizny. Tworzył głównie z myślą o wspólnocie zesłańczej. Przeżył głęboki przełom światopoglądowy, porzucił idee rewolucyjne na rzecz religii oraz światopoglądu konserwatywno-organicznikowskiego, czego wyraźne ślady odnaleźć można w małym poemacie Stella Maris[przypis]Wiersz powstał w 1845 roku w Wielkim Nerczyńskim Zawodzie, a dwie jego oktawy (siódmą i ósmą) opublikował Agaton Giller w swoim Opisaniu Zabajkalskiej Krainy, t. 1, Lipsk 1867, s. 282. Zob. też: Gustaw Ehrenberg, Wiersze, opr. A. Zejman, Kraków 1969, s. 78–86.[/przypis], bodaj najciekawszym utworze z tamtych lat, portretującym nerczyńską wspólnotę wygnanych, w którym refleksje metafizyczne splótł z ideologią solidarystyczną. Za Bajkałem była też grupa „poetów przygodnych”, układających zgrabne rymowanki, jak Aleksander Krajewski (na zesłaniu tłumaczył Fausta). N e r c z y ń s k i Z a w o d stanowił centrum życia zesłańców zabajkalskich, tam odbywały się spotkania Ogółu, tam też mieściła się polska biblioteka oraz kasa Ogółu. Miasto to, jak pisał Giller w Opisaniu Zabajkalskiej Krainy (Lipsk 1867):

„Ludności ma do 6 tysięcy. Wszystkie budynki są drewniane, między nimi główniejsze: cerkiew, kaplica katolicka, dom naczelnika górnictwa, ratusz z drewnianą dla straży ogniowej wieżą, lazaret, koszary i kilka domów prywatnych, a między nimi dom na górce, nazywany przez wygnańców hotelem litewskim, wystawiony przez wygnańców Władysława i Katarzynę Rabcewiczów. Kilkanaście ulic, z których jedna nosi nazwisko Polskiej, rozrzucone są na pochyłościach gór. Patrząc na nie ze spiczastych, okalających osadę, szczytów, Nerczyński Zawod przedstawia się malowniczo, jak obszerne miasto […] jest głównym punktem i najważniejszym wygnaństwa polskiego w Syberii, a można go nazwać stolicą wygnańców zabajkalskich. Z dalekich stron spieszą wygnańcy zobaczyć się tu z kolegami, a na Boże Narodzenie i Wielkanoc zgromadzają się dla wspólnego obchodu tych świąt według zwyczaju narodowego i dla naradzenia się nad potrzebami wygnaństwa. Z kasy, w której zawsze jest kilka tysięcy rubli, a która składa się ze składek wygnańców, biorą wsparcie starcy, chorzy, lub zostający bez zatrudnienia. Kasa daje także pożyczki i przez to pomaga w wynalezieniu sposobu do życia. Biblioteka wygnańców nerczyńskich, powstała z funduszów i ofiar wygnańców, ma przeszło 3000 tomów. Ona na tym dalekim wygnaniu daje niejedną pociechę sercu i nie pozwala dziczeć umysłom. Wzajemna pomoc i wzajemna kontrola uorganizowały wygnańców, ułatwiły życie, uratowały godność, podniosły umysły i sprawiły, iż wygnaństwo polskie ma tutaj nieograniczony kredyt, wiarę i szacunek – szacunek, który wyraża się w postępowaniu z nimi łagodnym i względnym władz, i szukaniu z nimi handlowych, towarzyskich i innych stosunków tutejszej ludności”. I r k u c k, największe wówczas miasto na Syberii, stolica guberni, stawał się często miejscem osiedlenia dla zesłańców pod koniec ich kary, stanowił swoistą poczekalnię do aktu łaski. Tu ostatnie miesiące wygnania spędzili m.in. Giller (zajmował się polską biblioteką, też przyzwoicie zaopatrzoną), Ehrenberg, Migurski. Tutaj istniało najbujniej za Uralem rozwinięte życie kulturalne, działał stały teatr, powstawały towarzystwa naukowe, wychodziła prasa („Irkuckie Gubernialne Wiadomości”, organ oficjalny, redagowany u schyłku lat pięćdziesiątych przez pietraszewców[przypis]Zesłani na Syberię uczestnicy prozachodniego i antydespotycznego Koła Pietraszewskiego, działającego w latach 1845–1849. Jednym z uczestników Koła był Fiodor Dostojewski.[/przypis]!), tworzyła się sieć bibliotek i czytelni. Tutaj też rezydowały liberalnie nastawione do więźniów władze Syberii Wschodniej, z życzliwie wspominanym przez zesłańców generał-gubernatorem Nikołajem Murawiewem-Amurskim (jego zastępca, gen. Bolesław Kukiel, z pochodzenia Polak, trzymał na półkach komplet numerów „Kołokoła”[przypis]„Kołokoł” – rosyjskie czasopismo kulturalno-polityczne wydawane na emigracji przez Aleksandra Hercena w latach 1857–1867.[/przypis]). Tutaj też stał najbardziej okazały na Syberii kościół katolicki, którego proboszczem był ksiądz Krzysztof Szwermicki, na Syberii postać legendarna.
„Miasto Irkuck – pisał Giller – jest wcale obszernym. Ulice niebrukowane, długie, proste, zabudowane drewnianymi domami, pomiędzy którymi tu i ówdzie wznoszą się kamienice. Ruch na główniejszych ulicach utrzymują dorożki i kabrioleciki urzędników i kupców. Życie miasta skupia się w rynku, gdzie tłok i wrzawa kupczących przypomina cokolwiek hałaśliwe europejskie osady”.
∗
Poezja zesłańcza nie zapisała znaczącego rozdziału w dziedzinie rodzimej literatury, w większości przypadków wtórna wobec romantyzmu emigracyjnego lub przedlistopadowego, pomimo starań poetów, nie znalazła własnego, nowego języka do opisania losów wspólnoty wygnańczej. Inaczej rzecz ma się w przypadku spuścizny pamiętnikarsko-dokumentarnej. Dzieła Piotrowskiego, Felińskiej, Januszkiewicza, Gillera mieszczą się w kręgu najwybitniejszych ówcześnie tekstów intymistycznych czy podróżopisarskich, mają też niezaprzeczalny walor świadectwa i dokumentu historycznego. „Dzięki pamiętnikarzom syberyjskim – w tym ich nieoceniona zasługa – możemy i dziś jeszcze ogarnąć przestrzennie i niemal dotykalnie ten inny świat, w którym żyli przedstyczniowi zesłańcy” (Zofia Trojanowiczowa, Sybir romantyków, Poznań 1993, s. 62). Nie oni jednak wpłynęli na ukształtowanie romantycznego mitu Sybiru, uformowanego przez Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, jako że ich teksty zaczęły ukazywać się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Tę rolę odegrali dwaj zesłańcy z XVIII wieku, Maurycy Beniowski i Józef Kopeć, osadzeni na K a m c z a tc e, a więc w miejscu, dokąd więźniów politycznych w epoce romantyzmu raczej nie zsyłano. Beniowski, konfederata barski, trafił do kamczackiego Bo lszer i e c k a, siedziby władz gubernialnych i portu, gdzie w 1771 roku zorganizował bunt i brawurową ucieczkę na porwanym okręcie. Przygody swoje opisał w Dzienniku podróży i zdarzeń (wyd. 1 [Memoire and Travel…]: London 1790) który u schyłku XVIII wieku (kilka lat po śmierci autora) stał się europejskim bestsellerem. Jego postać zafrapowała Słowackiego. Natomiast Mickiewicz w prelekcjach w roku 1842 wiele uwagi poświęcił Dziennikowi podróży brygadiera Kopcia (wprowadzając przy okazji w obieg pojęcie „literatury zsyłkowej”), zesłanego do N i ż n i e K a m c z a c k a w 1794 roku. Jego oszczędny raport, ciekawie przecież opisujący osobliwości kamczackiego świata, opublikowano w 1837 roku (inną, szerszą wersję wspomnień, wydano w 1863) i zyskał niemałą popularność. Przywołując syberyjskie pamiętniki przedromantyczne, dodajmy na koniec, iż jako pierwszy, pół wieku przed Gillerem, arcyciekawie opisał Zabajkale ksiądz Faustyn Ciecierski, spiskowiec zesłany tam w końcu XVIII wieku. Jego Pamiętnik wydano w 1865 roku.
∗
Dodajmy jeszcze krótki komentarz do map (fizycznej i regionalnej) przedstawiających polskich romantyków na Syberii. Zaznaczono na nich większość miast, ośrodków oraz krain, w których przebywali polscy zesłańcy (w pierwszej połowie XIX wieku) i pozostawili po sobie różnorodne literackie świadectwa tych pobytów. Zaznaczone punkty pozwalają śledzić drogi (tzw. etapy) wygnańców, ich wojaże (choćby Zana czy Gillera), ucieczki (Piotrowski). Można wśród nich wskazać kilka miejsc o szczególnym znaczeniu, czy to ze względu na ich pisarskie portrety sporządzone przez wygnańców, czy też z powodu ich socjo- i kulturotwórczego charakteru w dziejach polskiej zsyłki w XIX wieku. Do takich centrów, ważkich ośrodków można z pewnością zaliczyć Kazań (Kowalewski), Orenburg (Zan), Tobolsk (m.in. Pietraszkiewicz i Wolicki), Iszym (Januszkiewicz i Zieliński) i Irkuck (m.in. Ehrenberg i Giller). Kolejna obserwacja wynika z mapy fizycznej. Chodzi o geograficzne, przyrodnicze i geologiczne znaczenie krain opisywanych (niejednokrotnie z naukowym zacięciem i estetycznym piętnem), a często także na nowo odkrywanych przez polskich zesłańców. W grę wchodzą tu przede wszystkim Ural, kirgiskie i buriackie stepy, Zabajkale. Z tym wiąże się kolejna kwestia – mapa pokazująca polskich romantyków w Rosji i na Syberii prezentuje narodowościową mozaikę imperium, przypomina historię i sygnalizuje etnograficzną odrębność (zazwyczaj koczowniczych) plemion baszkirskich, kirgiskich, ostiackich i buriackich. Gdy patrzymy na obie mapy, dostrzegamy także kartografię kilku pokoleń, w tym co najmniej dwóch romantycznych – filomacko-mickiewiczowskiego (od Archangielska przez Kazań, linię orenburską aż po Odessę) oraz związanych z nim powstańców listopadowych, a także generacji drugiej, skupiającej spiskowców z drugiej połowy lat trzydziestych oraz z dekady następnej (od Tobolska, Iszymu i Omska aż po Irkuck i Zabajkale).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="792" title="Tunka" slug="tunka">„Ołówkiem” na książeczce o Tunce

Osobliwy tytuł tego wiersza, napisanego przez Norwida jesienią roku 1875 po przeczytaniu książki ks. Wacława Nowakowskiego pod długaśnym tytułem Wspomnienie o duchowieństwie polskim znajdującym się na wygnaniu w Syberii, w Tunce (Poznań 1875). Trzy rzeczowniki i trzy, przynajmniej gramatycznie rzecz biorąc, zdrobnienia. „Ołówkiem” od ołowiu. Etymologia nieaktualna, jako że wkłady ołówków w dziewiętnastym wieku robiło się na ogół z grafitu, ale historycznie uzasadniona. Samo słowo jest tu szczególnie „na miejscu”, jako że na Syberii, właśnie w górach koło Tunki, były kopalnie grafitu, odkryte przez Francuza Aliberta. A w pobliżu katorżnicy pracowali w szkodliwych dla zdrowia warunkach w kopalniach srebra i ołowiu. „Książeczce” od książki. Zdrobnienie uzasadnione ósemkowym formatem publikacji o zesłanych księżach, ale też znaczące: kojarzy się z książeczką do nabożeństwa. I wreszcie „o Tunce”: w duchu języka polskiego Tunka może być odbierana jako forma zdrobniała, przez analogię z takimi rzeczownikami jak słomka czy lufka.

Jako gdy trąba porwie warstwę lata
I rzuci w północ gestem osobliwym,
I jakby nie był tylko sprawiedliwym
Twórca-przyrody, lecz i Ojcem świata,
I sprawy czynił wyjątkowej treści,
A meteory grały Mu choralnie,
Śnieg rozpłakiwał się i czuł boleści
Ludzi okutych, co w nim brodzą walnie – –

W pierwszej strofie mowa o przestrzeni. Miejsce, ukonkretnione i nazwane dopiero na końcu składającego się z dwóch rozbudowanych porównań, wprowadzonych słówkiem „Jako” – owa Tunka, czyli miejscowość i otoczona wysokimi górami dolina na południe od jeziora Bajkał – jest tu porównane najpierw do „warstwy lata”, trąbą powietrzną oderwanej od podłoża i przeniesionej na północ. Na północ, zatem, można domniemywać, z południa. Sprawcą tego przeniesienia jest Bóg, nazwany tu nie tylko „sprawiedliwym Twórcą-przyrody” (sprawiedliwym, a więc tutaj beznamiętnym, obojętnym, postępującym ściśle według praw natury), ale i „Ojcem świata”, który czyni sprawy „wyjątkowej treści” a więc istotą, mającą do spraw ziemskich stosunek osobisty, miłosny, władną interweniować w porządek natury. Owo przeniesienie odbywa się przy akompaniamencie ciał niebieskich („A meteory grały Mu choralnie”), zaś przyroda współczuje ludziom, uczestniczącym w tym wyjątkowym, nadnaturalnym wydarzeniu. „Śnieg rozpłakiwał się” – użyty forma iteratywna czasownika wskazuje na znaczną liczbę katorżników („ludzi okutych”), którzy w nim brodzili i cierpieli.

Jaki jest drugi człon porównania? Mówiąc otwartym tekstem: Pan Bóg przeniósł do Tunki, z Ziemi Świętej na Syberię, Betlejem. Miejsce, w którym zebrano stu kilkudziesięciu wyłuskanych z transportów polskich kapłanów, stało się nowym miejscem Wcielenia – które niesie w sobie zapowiedź Męki (stąd „rozpłakiwanie się” i „boleści”).

Połączenie Syberii z Ziemią Świętą już się wcześniej dokonało, za sprawą Anhellego, który powstał w klasztorze libańskim, bezpośrednio po pielgrzymce Słowackiego do Betlejem i Jerozolimy. Norwid w wykładach O Juliuszu Słowackim (1860) nazywał Anhellego jednym z niewielu we współczesnej literaturze polskiej „dzieł dopełnionych i pogodnych” (pozostałe to: Grażyna, W Szwajcarii i Irydion) oraz podkreślał właściwą Słowackiemu „współczesność”, bez której „poeta jest tylko kaligrafem lub notariuszem”. Owa współczesność polegała na tym, że gdy panie z towarzystwa nie dostrzegały wywózek – młodzi wstawali nocą by milcząco pożegnać wywożonych kolegów a Słowacki „z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał [...]”. Cytował też Norwid z aprobatą opinię z listu Krasińskiego, pisanego po śmierci Słowackiego, wedle której napis „Autorowi Anhellego” na nagrobku „wystarczy dla zapewnienia mu sławy na pokolenia przyszłe [...]”. A po ostatnim wykładzie słuchacze ofiarowali mu, z podpisami, egzemplarz pierwszego wydania Anhellego (Paryż 1838), taki sam jak te, które poeta posyłał ojczyźnie „z drugiego krańca Europy”. W wierszu o Tunce wiele jest zbieżności z motywami, występującymi w Anhellim (choćby: kołyska, rączka dziecka, ołów).

Jako – (pobrzmiewam Kochanowskich lutnią) –
Sierotka męża wielkiego, lubo ją
U-pogardliwią, lubo u-wierutnią,
Skazuje w przyszłość drobną rączką swoją
I własnej zda się rokować piastunce –
A ludzie, czując, co jest nad-człowiecze,
Szepcą, iż Anioł przez niemowlę rzecze –
– Tak... w owej „Tunce”!...

W drugiej strofie mowa o czasie. Zdrobnienia („sierotka”, „drobną rączką”) odwołują do wyobrażeń związanych z ciągiem Betlejem – szopka – żłobek – Dzieciątko. Z małego – wielkie. Z dziecka – Bóg. Druga sfera skojarzeń wiąże się Trenami Kochanowskiego. Orszula, nim „osierociła” swego ojca („sierotka męża wielkiego”), okazywała nadzwyczajne zdolności („[...] NIEPOSPOLITEJ DZIECINIE, KTÓRA, CNÓT WSZYSTKICH I DZIELNOŚCI PANIEŃSKIEJ POCZĄTKI WIELKIE POKAZAWSZY [...]”, czytamy w dedykacji Trenów). Od słówka „Jako” zaczyna się tren piąty, porównujący zmarłą córkę do drzewka oliwkowego (symbol chrystologiczny), a zakończony akcentem nadziei: „O zła Persefono, / Mogłażeś tak wielu łzam dać upłynąć płono?” W trenie osiemnastym pojawia się podobnie wprowadzone porównanie („jako śnieg niszczeje / Kiedy mu słońce niebieskie dogrzeje”), rozwinięte potem przez Norwida w obrazowaniu pierwszej zwrotki.

Wtrącenie „pobrzmiewam Kochanowskich lutnią” pobrzmiewa też toposem „lutni po Bekwarku”, będąc zarazem nawiązaniem do trenu szóstego, wedle którego córka („Safo słowieńska”) miała odziedziczyć po ojcu lutnię. Wiersz o Tunce, będąc wierszem „tekstualnym” (Ewartowski) a także w znacznym stopniu intertekstualnym, wpisuje w tę poetycką genealogię postać samego autora.

W ramach tej intertekstualności można przywołać jeszcze jeden tekst, również oparty na rozbudowanym porównaniu, wprowadzonym tym razem słówkiem „jak”, a mianowicie Inwokację z Pana Tadeusza: „Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem / (Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę / Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę / I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu / Iść za wrócone życie podziękować Bogu)” wraz z nie przywołanym wprost, przemilczanym, ale przecież obecnym w pamięci, a jakże w kontekście sybirackim ważnym następnym wersem: „Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono”.

Swoisty komentarz do wiersza stanowią dwa listy Norwida do Bronisława Zaleskiego (od którego poeta otrzymał książeczkę o polskich kapłanach w Tunce), oba opatrzone jedynie datą roczną „1875”. W pierwszym Norwid ocenia rzecz w najwyższych superlatywach: „Większej oceny skreślić nie mogę i nie umiem nad następną: Zaiste! Zacny Bronisławie, Chrystus Pan zmartwychwstał i jest w Tunce, w kraju Buriatów, między kapłany polskimi [...]”. Zarazem jednak zwraca uwagę na braki merytoryczne (pisze obszernie o sferze „moralno-politycznej”) i na braki materialne. Egzemplarz, który otrzymał od Zaleskiego jest bowiem niekompletny („Czytałem połowę – albowiem w przysłanym egzemplarzu jest tylko połowa dwa razy przedrukowana […] Rad bym czytać całą i posiadać całą”). Toteż Norwid, wielbiąc tę książeczkę, traktuje ją zarazem jak makulaturę: żeby sobie oszczędzić przepisywania wycina fragment i wkleja do listu – „(Egzemplarz uważając za niecały, skracam przepisywanie i wycinam.)” – a także komentuje na marginesie. W ten sam najprawdopodobniej sposób powstał interesujący nas wiersz – „Ołówkiem” na książeczce o Tunce – aczkolwiek następnie został przepisany, i to starannie, uroczyście, w czarnej ramce, jak klepsydra czy tren.

W tym konkretnym wycinku ze s. 23/24 broszury ważniejsze od tego, co zostało wycięte, skomentowane i wklejone do listu wydaje się to, co nie wycięte, albo też wycięte i do innego celu użyte. Chodzi o obszerny przypis na dole s. 23. Autor (którego nazwisko nie było Norwidowi znane, na okładce widnieje tylko kryptonim E. z S. [Edward z Sulgustowa]) pisze tam o sobie i swoim bracie, z którym w romantyczny sposób zamienili się tożsamością: „Do tego spisu zmarłych doliczyć należy Karola Nowakowskiego, malarza, z warszawskiej szkoły Sztuk Pięknych, który w Tunce zostawał pod imieniem brata swego Wacława, kleryka kapucyńskiego (który na jego miejsce poszedł do robót katorżnych). Wydany przez zdrajcę Wrońskiego, i nadto oskarżony, jakoby należał do spisku i do sprawy zabajkalskiej, wywieziony do Irkucka, tam życie zakończył 2 Kwietnia 1867 r., pochowany na cmentarzu Irkuckim.” Ta część przypisu mogła Norwida zainteresować jako dramatyczne dzieje kolegi po fachu, malarza z Warszawy. Ciąg dalszy musiał go zainteresować jako poetę, autora konkretnego wiersza: „Był to ten sam, który pierwszy rozpoczął manifestacje warszawskie i 8 Kwietnia z krzyżem w ręku na placu Zygmuntowskim został wzięty. Krzyż strzaskany przez żołnierzy ma się znajdować w pewnych rękach. Mylnie Karol Baliński w prześlicznym swoim wierszu twierdził, jakoby jakiś Izraelita podjął upadły krzyż i w tej chwili z krzyżem był zabity. Nowakowski nie wypuszczał krzyża z rąk wcale.” Powinien on zainteresować Noriwda nie tyle ze względu na Balińskiego i słowa „Że gdy krzyż tłukli carowie / Bronił go – Żyd”, co ze względu na jego własny wiersz Żydowie polscy (1861), w którym pisał o tym, jak „Machabej na bruku w Warszawie” wybrał krzyż z tych, „za które się kona”.

W dalszym ciągu tekstu, po fragmencie wyciętym przez Norwida, ks. Nowakowski mówi o specyfice Tunki, wynikającej z tego, że codziennie odprawiano tam kilkadziesiąt mszy: „Kotlinę więc tę, zewsząd otoczoną niebotycznymi górami, można było w rzeczy samej nazwać naturalną, wspaniałą Bazyliką z mnóstwem kaplic”. Codziennie też odprawiano – podczas jego trwania – msze w intencji pierwszego soboru watykańskiego. Ten przykład duchowej więzi ze stolicą Kościoła mógł Norwidowi nasunąć myśl o duchowej więzi z Jerozolimą. Nowakowski, a także Kulaszyński i inni autorzy wspominający Tunkę zwracali też uwagę, że miejsce to było (skądinąd jest do dziś) miejscem świętym Buriatów. Norwid do Broisława Zaleskiego: „Moja inteligencja nie dozwala, aby mnie kto nauczył po tysiącu lat dziejów, że może być jakieś męczeństwo chrześcijańskie bez wszechstronności wyznawczej [...]”.

Kilka lat po napisaniu wiersza o Tunce, 20 IV 1882 roku, Norwid był głównym mówcą na obchodzie ku pamięci Słowackiego, zorganizowanym w Paryżu przez Stowarzyszenie Byłych Uczniów Szkoły Batignolskiej (drugi mówca, Wacław Gasztowtt, wygłosił wówczas odczyt o Anhellim). Podczas uroczystości na wniosek Seweryny Duchińskiej zbierano pieniądze na ułatwienie zesłanym do Tunki kapłanom powrotu do kraju.

Ks. Wacław Nowakowski po powrocie z zesłania osiadł w Krakowie. Był bardzo czynny do końca długiego życia. Z długiej listy jego publikacji – często dotyczących historii sztuki, a zwłaszcza ikonografii chrześcijańskiej – wymieńmy tytułem przykładu O cudownych obrazach w Polsce Przenajśw. Matki Bożej. Wiadomości historyczne, bibliograficzne, ikonograficzne (Kraków 1902). Było to, jak pisze bibliograf ks. Nowakowskiego, dzieło „nagrodzone na kongresie międzynarodowym ku czci Matki Bożej w Sierpniu 1902 we Fryburgu szwajcarskim medalem złotym. Medal ten jest w formie krzyża z białej emalii […]. Jednym z rezultatów wspomnianego kongresu jest projekt założenia międzynarodowej Akademii mariologicznej we Fryburgu szwajcarskim i nie trudno było przewidzieć, że O. Wacław byłby jednym z pierwszych Polaków, którego by do tej instytucji zaproszono.”

Ks. Wacław Nowakowski, kapucyn z długą siwą brodą, był też popularnym w Krakowie i okolicach kaznodzieją. W tym właśnie charakterze po raz drugi wszedł do literatury, ponad ćwierć wieku po wierszu Norwida i znów anonimowo. Wtedy jako autor „książeczki o Tunce”, teraz jako Kaznodzieja w napisanym w roku 1902 Wyzwoleniu Wyspiańskiego. W czwartej scenie aktu pierwszego wzywa on braci „do góry”, „do lotu”, „pod gwiazdy”: „do góry, bracia, do góry, / gdzie orzeł, ptak białopióry, / Polskę na skrzydłach ponosi”.

Dekadę wcześniej, w latach 1890–92, zesłańcem w Tunce był Józef Piłsudski. Palił w piecu, gotował, polował, dyskutował, kochał się, czytał (zwłaszcza autorów rosyjskich: Bakunina, Czernyszewskiego, Dobrolubowa), recytował (z pamięci, głównie fragmenty Pana Tadeusza). W duchu tego poematu gotów był „obiecać Matce Boskiej Ostrobramskiej funtową świecę” w intencji uniknięcia przedłużenia kary. „W Tunce ukształtowały się jego poglądy i sposób postrzegania świata, prowadzenia polityki, umiejętność wsłuchiwania się w poglądy innych i dochodzenia do kompromisu – tak charakterystyczne dla pierwszego pokolenia polskich socjalistów” (Cisek).

Pewnego dnia Piłsudski udał się po wróżbę do Cyganki: „Poszedłem pewnego razu do nędznej jurty, w której przebywała Cyganka trudniąca się wróżbiarstwem, zamawianiem i leczeniem. Zachciało się prosić. Coś tam mruczała, skrzeczała i wreszcie ujęła mnie za rękę. Gdy jednak spojrzała w dłoń, twarz się jej wykrzywiła strachem czy też zdziwieniem. Krzyknęła tylko: ‚Cariom budiesz!’ – i uciekła” (Lepecki).

Narzuca się zestawienie tej przepowiedni, która się przecież spełniła, z tajemniczymi słowami w wierszu Norwida o Tunce na temat „męża wielkiego” oraz tego, co „nad-człowiecze”. Nie może tu być mowy o jakichś związkach bezpośrednich – Piłsudski w chwili powstania wiersza miał siedem lat – ale o uderzającym przeczuciu, o intuicji.

Ciekawe, czy Piłsudski znał wiersz „Ołówkiem” na książeczce o Tunce? Teoretycznie jest to możliwe – pierwodruk wiersza ukazał się w roku 1933 w wydanym przez Przesmyckiego tomie Cypriana Norwida reszta wierszy odszukanych po dziś a dotąd niedrukowanych. Ktoś z otoczenia Marszałka, mający zainteresowania literackie (Wieniawa-Długoszowski?) mógł zwrócić uwagę na zbieżność nazwy. Domniemanie to wszakże z braku dowodu pozostaje hipotezą. Niewątpliwe natomiast wydaje się wielorakie duchowe oddziaływanie Tunki jako miejsca wybranego.</document>
<document nplp_id="793" title="Madera" slug="madera">Madera romantyczna to wojna, poeci, miłość i koronki.

O wojnie głośno było w roku 1833 w związku z osobą generała Bema, który zaangażował się w portugalski spór dynastyczny między dwoma braćmi i werbował rodaków do „Legionu Polskiego w Portugalii”. Skończyło się na uwięzieniu generała w twierdzy Belem.

Cała reszta wiąże się z osobą Norwida i pewnego enigmatycznego przybysza z Madery.

Jesienią roku 1851 Norwid napisał długi a zagadkowy list do swego przyjaciela i protektora, Henryka Prendowskiego. Wspominał w nim o przesyłaniu listów z kraju via Ojców (którego Prendowski był właścicielem) do Paryża na adres jakiegoś „Żuana”, który to adres zna tylko Prendowski („wyjątkowo czasem służyć mogąc, wyjątkowy niech będzie”). Listy miały bodaj przychodzić od „przyjaciółki pierwszej młodości” Norwida, czyli, jak dziś wiemy, Kamili z Lemańskich Biernackiej, która była wówczas, zdaniem Norwida „prawdziwie nieszczęśliwa, jak one wszystkie u nas [...]”. Tajna korespondencja nie miała być polityczna („spokojny bądź, nie nadużyję treścią – osobista i prywatna będzie”).

Z dopisku dowiadujemy się, że ów Żuan mieszka pod tym adresem z rodziną („z matką i siostrami”) i że ma całkiem znaczne koligacje: „Jest to z ojczyzny Cakajmõensa ministra wojny syn, gubernatora Madeiry synowiec, Vasco di Gama kuzyn”. Ponadto w albumie Konstancji Górskiej znajdowały się dwa datowane rysunki Norwida, oba opisane obcą ręką, pierwszy, z 8 lutego 1852 roku, przedstawiał dwóch panów („Klaczko et Franconetto”), na drugim, z 25 października 1852 roku, figurował „Don Juan d'Atengen de Franconetto”. Na obu rysunkach jest adres, nie ma jednak pewności, czy to adres przybysza z Madery, bo mieścił się tam też klub polski, prowadzony przez jakiegoś kucharza.

José Silvestre Ribeiro (1807–1891) był gubernatorem Madery w latach 1846–1852. Wykształcony w Paryżu, przesiąkł europejskim widzeniem spraw portugalskich. W początku lat trzydziestych brał udział w wojnie domowej, następnie rozpoczął karierę urzędniczą od stanowiska prefekta prowincji Beira Baixa. Na Maderze znalazł się przypadkiem, wysłany tam w celu zbadania niepokojów na tle religijnym, wywołanych przez pewnego szkockiego kalwinistę. Jako gubernator wyspy położył szczególne zasługi dla rozwoju lokalnego przemysłu i rzemiosła. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych był ministrem sprawiedliwości Portugalii. Pozostawił wiele prac historycznoliterackich. Był też założycielem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

23 listopada 1849 roku gubernator Ribeiro wezwał rzemieślników wyspy do udziału w wystawie przemysłowo-rzemieślniczej, jaką organizował w reprezentacyjnym Palácio de São Lorenzo w Funchal. Wystawę otwarto 1 kwietnia 1850 roku ze względu na to, że od kwietnia na wyspę przybywało wielu cudzoziemców. Sukces był spektakularny. Rozkwit haftów maderskich (bordado da Madeira) w tym czasie wiąże się też z osobą Angielki z Funchal, panny Elizabeth Phelps (1820–1893), która przyczyniła się do zaproszenia maderskich hafciarek na wystawę powszechną w Londynie w roku 1851. Szczególnym powodzeniem cieszył się tam „bogaty haft wykonany przez panią Breciano, mieszkankę Madery, do której wielu się cisnęło, by podziwiać eleganckie i dokładne wyobrażenie głównych kwiatów Madery” (de Freitas).

Sformułowanie „z ojczyzny Camõensa” w liście do Prendowskiego miało w roku 1851 dla Norwida szczególnie aktualne znaczenie. Otóż 21 lutego 1851 w poznańskim „Gońcu Polskim” ukazał się kolejny felieton prowadzącego z Norwidem ciągły dialog publicysty Emiliana Mariana Pola, a w nim takie zestawienie nieszczęsnych losów niektórych poetów: „Dante na wygnaniu; śpiewak Wyzwolonej Jerozolimy jako obłąkany w szpitalu zamknięty; Kamoëns na rozbitku podziemnym najdroższy swój skarb wydzierający; Miguel Cervantes Saavedra […] jako nieznany starzec i nieopłakany wyniesion na cmentarz […] Thomson, słynny piewca Pór roku, pierwszą część swego poematu wymienił na parę trzewików, Milton ociemniały z nędzy niżej sprzedał swój Raj utracony, niż Shakespeare […] za swe pierwsze płody odebrał, bo Romeo i Julia przyniosły mu razem z Othello tyle, ile dziś płacą za felieton! […] Novalis umierając marzył o zakończeniu swego Ofterdingen; jakby bogaty ten, który by podsłuchiwał ostatnie senne widzenia natchnionego wieszcza Anhellego, w nędzy umierającego […] nasz Edmund [Wasilewski] […] na bruku w stolicy Jagiellonów z głodu konał […] Dzielny nasz Piotr Da[h]lman, autor Marzeń, życie kończy w szpitalu, a jego zwłokom nawet spoczynku odmawiają”. Litania ta była wprawdzie skierowana do Klaczki, ale jednym tchem zwracał się autor i do Norwida („dzięki ci, Kamilu”), dziękując mu za „dorzucony mi z bruku paryskiego dar”; poza tym zaś to przecież Klaczko był towarzyszem paryskich wędrówek Norwida z młodym Maderczykiem, jak o tym świadczy i rysunek, i list do Prendowskiego.

W styczniu roku 1853, po odejściu ze stanowiska gubernatora Madery, José Silvestre Ribeiro wydał książkę, porównującą Luzjady z Kosmosem Humboldta (podtytuł głosi: „Camões uważany przez Humboldta za cudownego malarza Natury”), w listopadzie tegoż roku opublikował rozprawkę o Luzjadach z punktu widzenia etycznego i politycznego. Ponad połowę objętości pierwszej książki zajmują obszerne noty, z której ósma poświęcona jest wytłumaczeniu, dlaczego w twórczości Camõesa nie ma śladów znajomości systemu Kopernika. Na koniec Ribeiro (przypomnijmy, wedle Norwida krewny słynnego odkrywcy) cytuje list, jaki 8 lutego 1845 roku skierował do barona de Tilheiras, ministra królowej Portugalii, w odpowiedzi na zapytanie w sprawie przeniesienia szczątków Vasco da Gamy. List wstrząsający. Ribeiro opisuje, jak udał się do Vidigueira i tam, w zdesakralizowanym kościele pod wezwaniem Matki Boskiej od Relikwii przy byłym klasztorze Karmelitów Trzewiczkowych, które to budynki należały wówczas do osoby prywatnej, w dawnym prezbiterium znalazł nagrobek z następującym epitafium: „Tu leży wielki Argonauta P[an] Vasco da Gama, pierwszy Hrabia Vidigueira, Admirał Indii Wschodnich, i ich słynny odkrywca”. Jednak przy bliższym wejrzeniu stwierdził „akt najbardziej barbarzyńskiego wandalizmu” – dwa kamienie były wyrwane z nagrobka, a „potwory”, powodowane marną chciwością, wdarły się do środka, profanując zwłoki „Wielkodusznego Odkrywcy Indii Wschodnich”. Wedle uzyskanych na miejscu informacji, ta „zbrodnia, na którą brak słów w ludzkim języku”, dokonana została w roku 1840. „Przejęty głęboką zgrozą” Ribeiro podjął natychmiast stosowne kroki, by zabezpieczyć grób przed dalszym wandalizmem. Prosił też barona o zgodę na obstalowanie okutej skrzyni, do której zostaną złożone szczątki Odkrywcy. Trzeba będzie przy tym zachować największą staranność, jako że w grobie są też „kawałki czaszki, które zdają się należeć do innego trupa”. Komentarz Ribeiry do tego listu brzmi bardzo po norwidowsku: „Spójrzcie, co Anglia zrobiła z Nelsonem!”. Dalej autor powraca do losów „niezrównanego Camõesa” i wymienia teksty, w których można przeczytać o jego „pośmiertnym uczczeniu”.

Podobnie drugą swą książkę o Camõesie kończy Ribeiro litanią „wybitnych Portugalczyków, którzy nie zostali należcie docenieni”. Oto jej fragment: „Nieśmiertelny Camõens Honor Muz Portugalskich powraca z Indii do szpitala w Lizbonie, utrzymując się z jałmużny, o jaką wieczorami uprasza wierny jego Hindus. Jako jałmużnę dostanie całun, którym go owiną przed pogrzebaniem. P[an] Estevaõ da Gama. Drugi syn wielkiego Vasco da Gamy. Oddawszy wielkie usługi ojczyźnie, został zmuszony do zamieszkania w Wenecji, bez żadnego wynagrodzenia, ponieważ nie chciał się ugiąć przed samowolą króla Jana III. Stamtąd zwracał się do królowej, z której obietnic żadna się nie spełniła”. Zamyka tę litanię ktoś, kto nosi to samo nazwisko co autor książki: „João Pinto Ribeiro. Jemu, jego gorliwości zawdzięcza w dużej mierze Jan IV swoje wyniesienie i wyniesienie jego Najwyższego Domu na tron Portugalii. Nie tylko nie umiał uzyskać jakiejkolwiek zapłaty, to jeszcze w roku 1785 czy 1786 jego wnuczka czy prawnuczka musiała starać się u Dworu o koncesję na sklepik, żeby mieć z czego żyć”.

Trudno przypuszczać, że Norwid czytał książki maderskiego gubernatora o Camõesie. Ale zapewne rozmawiał na te tematy z jego „synowcem”, a z rozmów tych zrodziła się czwarta strofa napisanego w styczniu roku 1856 wiersza Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie...: „Coś ty uczynił swoim, Camoensie, / Że po raz drugi*** grób twój grabarz trzęsie, / Zgłodziwszy pierwej?...”, z tym oto przypiskiem: „Cztery lata temu szukano na cmentarzu komunalnym, gdzie był pochowany jednooki beznogi żebrak, żeby Camoensa pochować”. Cztery lata przed powstaniem wiersza to właśnie apogeum kontaktów z młodym Maderczykiem (przełom lat 1851/52).

Franconetto to chyba nie nazwisko, lecz przezwisko, przydomek – męska forma od imienia Françonette. Tak nazywała się tytułowa bohaterka poematu gaskońskiego poety nazwiskiem Jacques Boé (1798–1864), zwanego Jasmin, w życiu prywatnym fryzjera w miasteczku Agen. Françonette była dziewczyną wesołą i zalotną, lubiącą tańczyć; perfidnie rzucone na nią przez wzgardzonego kochanka podejrzenie o czary i konszachty z diabłem o mało nie doprowadziło jej do zguby. Poemat Françonette, napisany w roku 1840, miał osobne wydanie w Paryżu właśnie w roku 1851. Do fragmentu Françonette Liszt skomponował utwór fortepianowy (Faribolo pastour). W połączeniu z imieniem, pisanym przez Norwida jako „Żuan”, oraz swoistą tajemniczością (ukrywany adres, podwójne koperty) przydomek wskazuje na uwodzicielskie przymioty młodego Portugalczyka.

Ta sama maderska rodzina gościła w Wielką Sobotę 19 kwietnia 1851 roku w Paryżu na polskim święconym. Opis tej uroczystości mamy w liście Ksawery z Brzozowskich Grocholskiej do Róży z Łubieńskich Sobańskiej (wydrukowanym w opracowanych przez Zygmunta Szczęsnego Felińskiego Pamiętnikach Grocholskiej). Gospodyni skarży się przede wszystkim na ciasnotę: „Otóż wyobraź sobie, miałam zaszczyt i niewysłowioną radość przyjmować u siebie mnóstwo gości na Święconem, a trzeba ci wiedzieć, że mam niezmiernie małe pokoiki. W trzech były po polsku suto stoły zastawione, inne urządziłam jak mogłam, uprzątając niepotrzebne meble; ciasnota była wielka, a jednak sto sześćdziesiąt osób się pomieściło, między którymi dwunastu tylko było cudzoziemców. Mury francuskie nie chciały się rozszerzać, by gościom miejsca dać więcej, tylko szyby pękały, by choć powietrza mieli podostatek. Po załatwieniu się z jedzeniem, jak zaczęli tańcować, dwanaście godzin bez przestanku żwawo sobie skakali, tak że dopiero po drugiej po północy rozeszli się uradowani, ucieszeni polskim święconem. Z cudzoziemców byli obecni: Duc et Duchesse de Luxembourg, le dernier de Montmorency, la Comtesse d’Affie avec sa fille, le Comte de Sainte-Claire i pewna rodzina portugalska z Madery (Frangonetto)”. W tym ostatnim nazwisko zamiast g należy zapewne czytać ç.

Nie wiadomo, czy Norwid był zaproszony na to święcone. Wiadomo, że trzy tygodnie później, w sobotę 10 maja, pisał do Józefa Bohdana Zaleskiego o swym projekcie memoriału o urządzaniu wystaw, jaki zamierzał wydrukować z myślą o nadchodzącej wystawie powszechnej w Londynie, memoriału, do którego przywiązywał olbrzymie znaczenie („Polska może nic nie przyniesie do kryształowego pałacu angielskiej wystawy – postarajmyż się tedy o to, aby przyniosła kilka kartek druku i zamknęła on pałac kryształowy pieczęcią Kopernikowej generalicji […] Rzecz w wyrazach swych krótka jest, ale da Przedwieczny, że obróci wszech-sztuką tak, jak już czas, aby nowa – sztuka powstawszy obróciła”). Uboczna wzmianka w liście o O naśladowaniu Chrystusa sprawiła, że adresat zapisał w swym notatniku: „Od Cypriana Norwida list długi, a prawie szalony. Tak pycha w nim rośnie, coś marzy nadzwyczajnego na Wystawę Londyńską: jakąś genialną broszurę, wyższą od Imitatio, itp. głupstwa grzeszne; powiem mu słowa prawdy za widzeniem się”. I chyba powiedział, Norwid bowiem odkłada pracę nad memoriałem (nad którym myślał już wcześniej, pod koniec roku 1850, czego śladem nota XVIII Epilogu do Promethidiona, gdzie pojawia się myśl o harmonijnym łączeniu w wystawach sztuk pięknych, rzemiosł i przemysłu: „Żeby od gobelinu, przedstawiającego Rafaelowski pęzel jedwabną tkaniną, do najprostszego płócienka cała gama idei pięknego rozlewająca się w pracy uwiadomioną była [...]”).

Również w początku maja ks. Witold Czartoryski oświadczył się córce Ksawery Grocholskiej, Marii. Matka wybranki prosiła o zwłokę, wymawiając się nieobecnością męża w Paryżu, a tymczasem 12 maja napisała do cara Mikołaja II, pytając o zgodę na ślub i na przyjazd księcia na Podole w celu przedstawienia się ojcu Ksawery. W imieniu adresata odpisał jej dyplomatycznie szef żandarmerii, Orłow: „Najjaśniejszy Pan raczył wyrazić się, że małżeński związek Córki Pani z Witoldem Czartoryskim zależy od własnego Pani upodobania. Co się zaś tyczy przybycia Czartoryskiego do Rosji, na to przyzwolenie Najwyższe nie nastąpiło”. Feliński daje drobiazgową analizę językową tego listu, rozważając jego podteksty i rzeczywiste znaczenie.

Tymczasem wystawa w Crystal Palace rozpoczęła się 15 maja. A w Pamiętnikach Grocholskiej czytamy: „W chwili kiedy list hr. Orłowa przyszedł do Paryża, cała rodzina Pp. Grocholskich znajdowała się w Londynie, gdzie pierwsza wystawa powszechna sciągała ciekawych z całego świata. Odesłano przeto ów, zniepokojem oczekiwany, dokument nad Tamizę, i tam to objaśniono w duchu optymistycznym jego znaczenie. Książę Witold, który towarzyszył w tej wycieczce państwu Grocholskim, z najżywszą radością przyjął tę wiadomość […] i 1-go Lipca, jeszcze w Londynie, nastąpiło formalne przyrzeczenie z tym, że oficjalne zaręczyny odbędą się w Paryżu, dokąd też postanowiono wrócić niezwłocznie”.

Myśl o zbliżającym się ślubie ukierunkowała niewątpliwie sposób zwiedzania wystawy powszechnej pod kątem kompletowania wyprawy. Jest wysoce prawdopodobne, że uważnie przyglądano się maderskim haftom, o których państwo Grocholscy mogli słyszeć na święconym od siostrzeńca gubernatora Madery.

Książęce zaręczyny odbyły się 28 lipca, przemawiał ks. Aleksander Jełowicki, po czym odśpiewał Veni Creator. Witold Czartoryski bardzo się starał, by dogodzić narzeczonej, „ileż to on się nabiegał za lodami, cukierkami!”.

Norwid w tym czasie (koniec lipca) na zlecenie Henryka Prendowskiego realizował swoją koncepcję sztuki, wyłożoną w Promethidionie, rysując „plany na chałupy i karczmy, i domy dla leśników do Krakowskiego”, zadowolony, że jego idee zostały zrozumiane („życzą sobie, ażebym ze zwykłej chałupy polskiej i karczmy żydowskiej wyprowadził coś idealnego”).

16 października to przypuszczalna data tajemniczego listu poety do Prendowskiego. A w czwartek 30 października odbywa się ślub Witolda Czartoryskiego z Marią Grocholską. Koszta wyprawy poniósł w dużej mierze dziadek panny młodej, Karol Brzozowski („W Wiedniu obstalował holenderską bieliznę, która w czterech ogromnych pakach przyszła do Paryża”, obstalował też brylanty, a na same perły wydał dziesięć tysięcy rubli, „tak że ta część wyprawy prawdziwie książęcą była”). Narzeczony dał srebra („bo ma familijne”). Matka zadbała o stroje: „kupiłam więc tylko futra, szale, dywany, suknie i na tysiąc rubli brukselskich koronek”.

Koronki? Przyjrzyjmy im się bliżej. Pani Ksawera Grocholska pisze do ojca: „Jak pomyślę, że u nas dwieście rubli płacą za lada jaką suknię, a tu można mieć za tę cenę pysznie garnirowaną koronkami, które nigdy końca nie mają i wartość się ich nie zmniejsza, tak że dzieci i wnuki z nich korzystają, to chciałoby się wszystkie nasze matki namawiać, aby w Brukseli wyprawę dla córek sprawiały. Jest tam nasz rodak E. Bolmin-Czaplicki, który handlem się tym zajmuje i najsumienniej dostarcza wszystkich zapotrzebowanych towarów, po bardzo umiarkowanych cenach”.

Ostatnie zdanie brzmi wprawdzie jak przepisane z prospektu reklamowego „naszego rodaka”, ale przynosi istotną informację. Antoni (wedle innych źródeł: Feliks) Czaplicki był brukselskim agentem ks. Adama Czartoryskiego. Norwid zamieszkał u niego, kiedy pojawił się w stolicy Belgii latem roku 1846, a przynajmniej podawał jego adres do korespondencji: „Mr de Bolmin, fabricant de dentelles, rue de Sols 23”. Ksawera Grocholska dodaje jeszcze „koronkowe” szczegóły stroju córki: „Suknię będzie miała atłasową białą, dwoma falbanami koronkowymi pysznie garnirowaną, ze stanikiem pod samą szyję. Na głowie będzie miała koronkowy welon i girlandę”.

Norwid nie widział samej wystawy londyńskiej z roku 1851, ale w roku następnym wrócił do pomysłu memoriału, który chciał przedłożyć władzom francuskim z myślą o podobnej wystawie, planowanej w Paryżu na marzec. Znów jest pełen optymizmu, pisze do Zaleskiego w początkach stycznia 1852 roku, używając wielkich słów: „żeby mi Bóg dał dopiąć to, uczyniłbym coś dla Narodu i dla Ludzkości”.

Memoriał francuski nie jest znany, w papierach Zaleskiego zachowała się jedna kartka polskiego tekstu, opublikowana przez Pigonia w roku 1935 jako Ekspozycje, obecnie funkcjonująca pt. Uwagi o ekspozycjach. W tekście tym Norwid mówi o jakości jako celu ekspozycji i porównuje „jakość miejsca” wystawy do „bogato ubranego salonu”, że zaś „salonów wiele w połączeniu zamienia się w pałac – może być więc zarówno ekspozycja pałacu, jak. np. Pałac – Kryształowy...”. Są to rozważania na temat wpływu „organizmu miejsca” na kształt wystawy. Dodać tu należy, że w grudniu roku 1852, będąc w Londynie w drodze do Ameryki, Norwid uda się do Pałacu Kryształowego, żeby zwiedzić miejsce po wystawie (co da mu potem asumpt do twierdzenia, w tekście o wystawie paryskiej roku 1867: „A końcem końców Ekspozycję zwiedzić należało, choćby tylko dlatego, iż widziałem był londyńską, paryską i amerykańską w New – York: czyli że widziałem wszystkie, jakie na świecie dotychczas były [...]”).

W dalszym ciągu polskiego fragmentu o wystawach wymienia poeta różne działy, ponieważ zaś, jak wiemy, postulował harmonijne tych różnic zniesienie, warto przyjrzeć się przejściu między pierwszym a drugim rodzajem wystaw: „I. Ekspozycje prac naturalnych – to jest rolnictwa – chowu bydła – ogrodownictwa, czyli kwiatów. II. Prace te naturalne przez ogrodownictwo wstępują w sferę Piękna i przychodzą następnie do ekspozycji prac nad naturalnych czyli sztuk”. Idealnym przykładem takiego przejścia od eksponatów przyrodniczych poprzez ogrodnicze ku artystycznym mogą być pokazane w Londynie hafty maderskie z wyobrażeniem lokalnych kwiatów.

W końcu lutego 1852 Ksawera Grocholska wybrała się w podróż powrotną do kraju. Córka i zięć odprowadzili ją do Brukseli. Złożono wizytę generałowi Skrzyneckiemu, po czym, jak pisze autorka pamiętników: „Spotkaliśmy się jeszcze z Jenerałem na obiedzie u p. Bolmin-Czaplickiego, emigranta, który miał fabrykę koronek, ja zaś przez czas długi dopomagałam mu do ich rozprzedania o ile mogłam”. Fabryczka miała wówczas inny adres, niż gdy w Brukseli mieszkał Norwid: Fossé-aux-loups 56.

Skoro zaś o adresach mowa, trzeba dodać, że Ksawera Grocholska miała udział w przenosinach Zakładu św. Kazimierza do Ivry i często odwiedzała podopiecznych Sióstr Miłosierdzia w miejscu, które będzie ostatnim adresem poety. „Stanął odpowiedni budynek, na którym dotąd herby Grocholskich i Ślizniów widnieją, i wnet zapełniony został poważnym zastępem starych weteranów. Często pani Xawera odwiedzała ten zakład razem ze wszystkimi dziećmi, a wówczas uciecha była nie do opisania, przy żywości bowiem swojej i obfitości pomysłów wynajdywała ona zawsze coraz to nowe rozrywki dla staruszków, których jak dzieci bawić było trzeba. Były tam i jakieś narzędzia muzykalne, grające przy obracaniu korby, i laleczki tańcujące na tacy w takt stukania palcami: częstowała ich też pani Xawera kawą, cygarami, niekiedy winem”.

Były gubernator José Silvestre Ribeiro poprzedził entuzjastycznym wstępem wydaną na Maderze książkę Płatona Vakcela o literaturze, nauce i sztuce w Rosji, w której znalazła się też warta dosłownego przytoczenia (z zachowaniem oryginalnej, rosyjsko-portugalskiej pisowni) nota na temat literatury polskiej i litewskiej: „Adão Mitzkévitch (1798–1855) jest najważniejszym poetą Polski i przywódcą jej szkoły romantycznej; musiał on emigrować do Francji i tam wywarł wpływ na wielu zachwycających poetów, takich jak: patriota Brodjinski, pobożny Zalésski, energiczny Gostchinski, Slovátzki, ten ‘Szatan poezji’, do których przyłączył się także stary Nemtzévitsch. Pod koniec swej kariery większość tych poetów odczuwała wpływ nawiedzonego nazwiskiem Toviánski, w błędy którego, tak zwany mesjanizm, popadł także wielki matematyk Vrónski. Lelevél, Hubé, Tegobórski i Volovski to najsławniejsi polscy uczeni. Niestety tylko nieliczni spośród nich uczestniczą w ogólnym ruchu naukowym cesarstwa. Litwini ciążą ku Polakom, ale dali oni także Rosji kilku pisarzy, takich jak: Sencóvsky i Bulgárin. Na Litwie był tylko jeden poeta narodowy, Donaléitis, który pod koniec zeszłego wieku stworzył poemat Pory roku w języku tego kraju, który jest mieszanką słowiańsko-fińską”. W rozdziale o malarstwie autor nie szczędzi pochwał hr. A. Raczyńskiemu jako autorowi „jedynego wielkiego dzieła na temat sztuk pięknych w Portugalii, jakie istnieje”. Na pochwałę zasłużył też Józef Simmler jako autor Śmierci Barbary Radziwiłłówny, która jest „ozdobą muzeum w Warszawie”, oraz Juliusz Kossak jako akwarelista. Nie podkreśla się szczególnie ich polskości. W rozdziale o muzyce kluczem jest katolicyzm, który pozwala autorowi wyróżnić Józefa Kowalskiego, autora kantaty na śmierć ostatniego króla Polski, oraz ucznia Beethovena, hr. Ilińskiego; pośród kompozytorów polskich wymienia też Vakcel przede wszystkim Chopina („poeta fortepianu”), dalej Dobrzyńskiego, Elsnera, Kurpińskiego i Moniuszkę, wśród wykonawców Apolinarego Kątskiego („zadziwiająca zręczność lewej ręki”), Marię Szymanowską i Henryka Wieniawskiego. Wspomina, że Małecki, producent fortepianów z Warszawy, otrzymał srebrny medal na wystawie powszechnej w Paryżu (1867).

Ze względu na osobę Norwida warto wspomnieć, że wśród kilku nazwisk petersburskich pianistów-amatorów, którzy mogą „rywalizować z wielkimi artystami”, znalazła się „pani Muchanowa (Kalergi)”, natomiast wśród wybitnych pianistów działających w Paryżu – zaprzyjaźniony z poetą Fontana.

Płaton Vakcel (Waxel, 1844–1919) przybył na Maderę jako młodzieniec w roku 1861, towarzysząc chorej na gruźlicę siostrze. Opanował język portugalski i pozostał na wyspie do roku 1870, publikując w miejscowej prasie artykuły, które złożyły się na cytowaną książkę. Po powrocie do Rosji korespondował z pisarzami portugalskimi, którzy zwracali się do niego jako do znawcy kultury środkowo- i wschodnioeuropejskiej; w jego archiwum zachował się list, w którym „poeta Joaquim de Araújo pragnął otrzymać wersje rosyjską, polską i fińską wiersza Antera de Quental Zara, słynnego epitafium na zgon siostry J. de Araújo […] Ciekawe, że wiersz ten został później przełożony przez słynną poetkę Annę Achmatową i że był to jej pierwszy opublikowany przekład” (Wolf). Krytyk literacki Teófilo Braga, gratulując Vakcelowi Quadros..., porównywał go do takich cudzoziemców, pisujących o Portugalii, jak Humboldt, Quinet czy, niemiłosiernie przekręcając nazwisko: „Conde de Ransckzinski”. Korespondencję Vakcela z Bragą kończy list z roku 1883, w którym poleca on jego gościnności Konstantego Skałkowskiego z departamentu górnictwa, „encyklopedycznego erudyty”, udającego się po raz pierwszy do Lizbony (Pires). Konstanty Skałkowski (1843–1896) pochodził z Odessy, był inżynierem, autorem książek podróżniczych i wspomnień o zacięciu satyrycznym. Jego ojciec, Apollo Skałkowski, ma hasło w Polskim Słowniku Biograficznym.

A miłość, pierwsza miłość Norwida? Tajna korespondencja przez Ojców i „Don Żuana” chyba się nawiązała. Listów nie znamy, ale wiadomo, że ich nadawczyni oraz pierwszy pośrednik spotkali się osobiście. Wynika to z lektury „Kuriera Warszawskiego” z 21 lutego 1852 roku. Norwid miał wyrobione zdanie o tym, jak go nazwał w liście do Micheleta, pisanym tydzień przed listem do Prendowskiego, „oficjalnym organie księcia Paskiewicza”: „Oczywiście ‘Kurier’ patrzy na fakty ze swojego punktu widzenia – ale je cytuje”. Podobnie było i tym razem: najpierw oficjalne obwieszczenia, potem rozrywka. Numer rozpoczyna się od komunikatu, że z wyroku, zatwierdzonego przez tegoż feldmarszałka Paskiewicza dwaj obywatele, Konstanty Szaniawski i Stanisław Grudziński, „za uczestnictwo w r. 1849 w armii buntowniczej węgierskiej, wysłani zostali na Sybir do robót w kopalniach w zakładach na lat 4, z rygorem rozciągnięcia do ich majątku konfiskaty” i że wszyscy, którzy do tych majątków mają jakieś pretensje, winni się zgłosić „w terminach prawem oznaczonych”. A potem następuje szczegółowy opis imprezy „na korzyść biednych”, jaka odbyła się poprzedniego dnia w Teatrze Wielkim, oczywiście za łaskawym przyzwoleniem i w obecności księcia namiestnika. Po uwerturze ks. Lubomirskiego, sztuce Korzeniowskiego Młoda wdowa, pierwszym akcie opery Verdiego Makbet i komedii Skarbka Popas wystawiono trzy żywe obrazy (jeden w układzie zaprzyjaźnionego z Norwidem w okresie monachijskim Aleksandra Lessera). W pierwszym obrazie, według Watteau, wśród panów wyróżniał się, wymieniony na drugim miejscu po hr. Feliksie Mycielskim, „P. Henryk Prendowski w kostiumie wojskowym aksamitnym koloru baccarat, bogato obszytym galonami złotymi, błyszczącym drogimi kamieniami, w kamizelce długiej z mory złocistej, chaussé”. A wśród kreacji pań, również na drugim miejscu, po stroju Jadwigi z hr. Ilińskich Steckiej opisano: „Kostium Pani Kamilli z Lemańskich Biernackiej, składający się z różowej sukni velours ottoman, ozdobionej koronkami i różami zielonymi, tuniki zielonej atłasowej podpiętej różami i okolonej koronkami brukselskimi, gustownie odbijał przy brylantowym ubraniu, oraz pudrowanej głowie, strojnej w pióra i diamenty”.

Relację „Kuriera Warszawskiego” z wieczoru dobroczynnego zamykają obserwacje meteorologiczne: „Przez kilka dni pogodnych b. m. między godz. 7 i 8mą wieczorem, w stronie zachodniej nieba, gdzie tak świetnie błyszczy planeta Wenus, przyświecała słabym światłem białawym w blado-różowe przechodzącym Zorza zodiakalna, która w kierunku zwierzyńca niebieskiego w kształcie piramidy ukośnej nad poziomem się wznosiła”.

A koronki brukselskie? Na pewno były od Bolmina-Czaplickiego. Którego brukselski adres podawał Norwid jako adres do korespondencji, podobnie jak do korespondencji z posiadaczką kostiumu z koronkami podawał paryski adres młodego „Żuana” z Madery.

Cytowane fragmenty utworów obcojęzycznych przełożył JZ.</document>
<document nplp_id="794" title="Wenecja" slug="wenecja">Wenecja słowiańska
W szóstym wykładzie trzeciego kursu „Literatury słowiańskiej” Adam Mickiewicz zawarł sugestie dotyczące słowiańskiej genezy Wenecji: „Miasto Wenecja zwie się po słowiańsku Wenetki lub Benatki” [Mickiewicz 1998; 62]. Poeta, idąc za rozpoznaniami Francesca Marii Appendiniego oraz Jana Kollára podjął temat południowoeuropejskiego pochodzenia Słowian. Wiadomo, iż posiadał rozprawę Appendiniego Notizie storico-critiche sulle antichità, storia e letteratura de Ragusei (Ragusa 1802 – 1803). Upatrywał zatem słowiańskich korzeni włoskich miast, więcej, pewnej wspólnoty ludów, współcześnie uważanych za różne: italskich i słowiańskich. Mickiewicz posługiwał się rozpowszechnioną w epoce, choć dzisiaj często podważaną i zarzucaną, metodą etymologiczną. Polegała na wskazywaniu wspólnego pochodzenia nazw geograficznych, w tym nazewnictwa miejskiego, w oparciu o zbieżności dźwiękowe. „Zauważono już wówczas tożsamość tych dwóch plemion rozdzielonych przez ludy obce. Mógłbym w geografii Zachodu przytoczyć wielką ilość nazw również wyraźnie słowiańskich, jak na przykład Brest, która to nazwa nie jest ani celtycka, ani germańska, ani rzymska, a tak często spotyka się w geografii słowiańskiej” [Mickiewicz 1998; 62 – 63]. Kolejne źródło informacji podanych przez Mickiewicza stanowiły pisma Szafarzyka, który ponoć stwierdził, iż starożytny lud indoeuropejski, zwany Wenedami lub Wenetami, a pokrewny Ilirom, posiadał osady na terenach Francji i Belgii [Mickiewicz 1998; 358].

Kwestia słowiańskich korzeni Wenecji wiąże się u Mickiewicza z problemem tzw. morlachizmu, czemu dał wyraz w wierszu Morlach w Wenecji (1829). Wiersz jest przekładem falsyfikatu pieśni serbskiej dokonanego przez Prospera Mériméego. Morlachowie byli ludem dalmackim – w odróżnieniu od uznawanych za ucywilizowanych Dalmatów zamieszkujących wybrzeże stanowili przykład „barbarzyńców” z głębi lądu, górali. To właściwie Słowianie bądź Włachowie, którzy ulegli zesłowiańszczeniu [Monzali 2009; 18]. Podczas gdy pierwsi mieli być w przeważającej mierze katolikami, drudzy wyznawać wiarę ortodoksyjną. W XIX wieku powszechnie panował pogląd o pierwotnym charakterze tego ludu i płynącej stąd jego niezwykłej wartości, czego antecedencji dopatrywano się u Fortisa i Gibbona, a nawet Homera. Przykładem morlachizmu było dziełko Giustyniany Wynne Les Morlaques.

W Wenecji u schyłku XVIII wieku panowała moda, którą Arturo Cronia określił mianem „morlakomanii”. Stymulowała zainteresowanie słowiańskim residuum w Republice Weneckiej, prowadziła do odkrywania wspólnych korzeni i wykazywania kulturowych paralelizmów [Wolff 2001].

Weneckie oświecenie, które miało przyczynić się do odkrycia „innego” w obrębie weneckiego terytorium mogło również stymulować Mickiewicza. Jego wyobraźnia geograficzna znacznie wykraczała poza ustalanie uwarunkowań terenu bądź historię danego obszaru. Była „geografią ludzi” [Wolff 2001; 13], wnioskującą o przynależności cywilizacyjnej lub nawet państwowej danego terytorium na podstawie rozmieszczenia ludności. Z tym zastrzeżeniem, iż Mickiewicz starał się wykroczyć poza narodowe – słowiańsko-italskie zróżnicowania, pokazując wspólne łożysko tych ludów.

Na Mickiewiczowskiej idei słowiańskiej Wenecji mógł również zaciążyć iliryjski humanizm, znajdujący przedłużenie w myśli Paola Sarpiego, traktujący Wenecję jako obrończynię Słowian (Chorwatów, Morlaków i innych) przed atakami Turków [Bianchi-Giovini 1836; 119].
Wenecja republikańska   
Głosicielem i piewcą wielkości Republiki Weneckiej był Antoni Edward Odyniec, który zwiedził miasto wraz z Mickiewiczem w październiku 1829 roku. Jego uwagę przykuł plac św. Marka. Porównał go do sali balowej, mając na myśli nie złośliwe określenie tego miejsca stosowane przez Napoleona, a fakt, iż „za najświetniejszych czasów Rzeczypospolitej, służył za miejsce zabaw i uroczystości publicznych” [Odyniec 1961; 404].

Odyniec dotarł do Wenecji prawie pół wieku po Johannie W. Goethem – to, co zapowiadało upadek republiki, ziściło się. W 1786 roku poeta niemiecki upatrywał w niej „wielkości i piękna”, które najdoskonalej miało wyrażać dzieło Palladia. Podziwiając przygotowany przez niego plan klasztoru, stanowiącego replikę domu człowieka zamożnego i gościnnego, zauważył, że „zrealizowana została zaledwie jedna dziesiąta”, „potem zabrakło prawdopodobnie pieniędzy i ochota przeszła” [Goethe 1980; 63, 64]. Przebudowywany od 1560 roku przez Palladia kościół klasztorny Santa Maria delle Carità stał się symbolem wielkich aspiracji Wenecjan, ich dawnej potęgi, a jednocześnie ekonomicznego kryzysu, który szedł w parze ze zmniejszaniem znaczenia politycznego.

Wenecję Goethe określił mianem „republiki bobrów” [Goethe 1980; 57] – „miasto-wyspa” świadczyło o tryumfie myśli ludzkiej nad dziką naturą. Z dzwonnicy Świętego Marka widać, iż „wyspy nie są już wyspami, lecz skrawkami ziemi wystającymi z rozległych szarozielonych moczarów, poprzecinanych równymi kanałami” [Goethe 1980; 83]. Odepchnięta od miasta natura pomału wdzierała się w ucywilizowany obszar.

U Odyńca dominuje temat upadku republiki. Autor stał się nostalgiczny. Odbył podróż do Malamocco, Chioggi i Murazzi, określając Murazzi jako „fortecę przeciwko falom morskim i napływom piasku” [Odyniec 1961; 448]. Ową ścianę, zbudowaną z ociosanego kamienia i ciągnącą się ponad trzy mile włoskie, Odyniec porównał do egipskich piramid. Pisał: „Piramidy, to drugi tom wieży Babel; zarówno pomnik pychy, jak głupoty ludzkiej” [Odyniec 1961; 448].

Plany wzniesienia „na morzu” miasta nie wydały się Odyńcowi ani przekonujące, ani nawet zrozumiałe. Podupadła Wenecja nie tłumaczyła przybyszowi swojego istnienia. Wydawała się wzniesiona w geście tryumfu pychy ludzkiej i głupoty.

Trasa wiodąca przez zabytki, mające świadczyć o wielkości republiki (od placu św. Marka wzdłuż Canale Grande), prowadziła obok znaków jej klęski: „Gdzie indziej im wspanialszy plac, pałac albo gmach publiczny, tym smutniejsze wrażenie pustkowia, opuszczenia lub brudu” [Odyniec 1961; 410-411]. Symbolem upadku republiki miałaby być quadriga – „rydwan Potęgi i Chwały” z Bazyliki św. Marka. Jej strażnik to lew, upostaciowujący Wenecję. Tymczasem: „lew zestarzały zląkł się piania koguta, a młodzieniaszek konsul Bonaparte zbałamucił obie boginie; siadł im sam za furmana i uwiózł do Paryża, a lwu biec za nimi rozkazał” [Odyniec 1961; 409].

Dopatrywał się Odyniec w upadku Wenecji losu Rzeczpospolitej. Quadriga stanowiła figurę zaborców, w szczególności imperialnych ambicji Rosji: „Konie tam przypomniały Carogród, stojąc na łuku tryumfalno-cesarskim, aż po roku 1815 luzem już jak niepyszne, z lwem razem, znów tu na swe poprzednie stanowisko wróciły” [Odyniec 1961; 409]. W jego słowach pobrzmiewa aluzja do Petersburga, zwanego Wenecją Północy – symbolu wschodniego imperializmu – który kierował się ideą zdobycia Carogrodu, czyli Konstantynopola. Wenecja z ofiary przeobraziła się zatem w oprawcę – czyżby Odyniec robił aluzję do wschodniej polityki republiki weneckiej, prowadzącej działalność przeciwko Słowianom bałkańskim? (por. opis Petersburga w Ustępie Mickiewiczowskich Dziadów. W Petersburgu republikańska Wenecja, którą „stawili bogowie” została przeciwstawiona miastu carskiemu: „Ale kto widział Petersburg, ten powie,/ Że budowały go chyba szatany”).

Symboliczny kod Wenecji, przedstawiony przez Odyńca w trakcie zwiedzania, odpowiada ówczesnym przewodnikom (por. np. Nuova guida per Venezia Giannantonia Moschiniego; Venezia 1828). W wydawnictwach tego rodzaju wykład historyczny łączy się z opisem geograficznym. Przewodnik po kolejnych sestiere (dzielnicach) wprowadza w historię, która jest opowieścią o tryumfie Wenecji nad państwami basenu Morza Śródziemnego (sestiere primo zakłada odwiedziny: castello, ogrodów publicznych, arsenału, galerii kapitana Craglietty oraz ponoć najświetniejszego w mieście kościoła S. Zaccaria z m.in. dziełami Palmy młodszego i Tintoretta, sestiere di S. Marco zaś: bazyliki i pałacu, świadczącego o politycznych talentach Marina Faliero; tamże obraz Tintoretta ukazujący wzięcie Zary oraz, w Sala del Pregadi, Wenecja Tintoretta przedstawiana przez różne bóstwa [Moschini 1828].

Podczas podróży odbytej w 1858, a wiodącej z Krakowa poprzez Rzym, Neapol, Paryż do Berlina, Józef Ignacy Kraszewski odwiedził Wenecję. W wędrówkę udał się w celu weryfikacji „obrazów” miejsc, które krążyły ówcześnie po Europie. Pierwsze wrażenie Wenecji okazało się momentem deziluzji. „Fizjognomia strupieszałego miasta” sprawiła pisarzowi „zawód”: „Miasto wyrastało z morza, ale w jakichż małych, drobnych rozmiarach, wyglądając na ruinę, zimne, blade… zbiednione; nie była to majestatyczna królowa morza, ale povera Venezia!” [Kraszewski 1977; 102, 69]. Słowa „Niestety! zmarli tylko cudem zmartwychwstają” świadczą o utracie wiary w odrodzenie Republiki Weneckiej [Kraszewski 1977; 85].


Wenecja arystokratyczna   
„Wczoraj siedząc na piasku nadbrzeżów Lido patrzałem na Wenecją w oddali i zdało mi się, że widzę potężne groby wznoszące się z morza, groby pierwszej arystokracji, która upadła spośród europejskich, mających pójść jej śladami później. To całe miasto milczące, oświecone słońcem, oblane wodami, było dla mnie straszną tajemnicą. Coś olbrzymiego przebywało w tym wyobrażeniu, jakie sobie wymarzyłem o nim. Te wszystkie wieże okrągłe i ciężkie, te wszystkie zamki czerwone, kościoły o kopułach i strzałach spiczastych są piramidami, w których śpią męże, co niegdyś stali na czele narodów, męże gnębiciele bez trwogi, często bez sumienia, o czynach wielkich i o wielkiej chwale” – pisał 28 września 1833 roku z Wenecji Zygmunt Krasiński do ojca, Wincentego Krasińskiego [Krasiński 1991; 34].

Zdaniem poety, Wenecja była figurą formacji, jaką stanowiła arystokracja. Jeżeli w Egipcie znajdują się „groby królów”, to tutaj „groby szlachty” [Krasiński 1991; 35]. Krasiński zawezwał ją, aby się przebudziła. Miałaby być nie tylko grobowcem arystokracji, lecz również stać się źródłem jej odrodzenia. Stąd brał się uroczysty charakter miejsca, to, iż „nie ma drugiego równego na świecie” [Krasiński 1991; 35].

Krasiński, podobnie jak Chateaubriand, przeciwstawił Wenecję Rzymowi. To w mieście-wyspie upatrywał prawdziwego strażnika cywilizacji chrześcijańskiej [por. Chateaubriand e l’Italia 1969]. O jej minionej świetności świadczyłyby dusze Rafaela i Corregia, które poeta po powrocie na ziemię umieścił w gondolach: „Wenecja inaczej śpi na mokrej pościeli, inaczej każda fala błękitna zaokrągla się jej w mogiłę i rozpada się zaraz, i znów chce zostać mogiłą” – pisał Krasiński, nazywając Wenecję „złotą urną przeszłości” [Krasiński 1991; 415]. Obraz ten odbiega od uchwyconej m.in. przez Goethego vanitas Wenecji (Epigramy weneckie, 1790). Jest podstawą mesjanistycznej wiary żywionej przez poetę w zmartwychpowstanie Rzeczpospolitej.

Przedstawiając w liście do Delfiny Potockiej z 20 marca 1840 roku zalążek Nie-Boskiej Komedii tudzież Niedokończonego poematu (początkowo oba tytuły były równoważne), Krasiński opowiedział historię chłopca, który uśpiony w górach niedaleko Wenecji miałby poznać prawdę epoki, kiedy to „piekieł nie ma za ziemią, pod ziemią, ale one są na ziemi”, a po przebudzeniu, do którego doszłoby w samej Wenecji napotkać prawdę bytu – niebiańską Dialy [Krasiński 1973; 565 – 571]. Całość kończyłaby wizja pokojowego pojednania przeciwieństw: arystokracji i demokracji: „Tymczasem Arystokracja i Demokracja zużyły się na ziemi, ludzie westchnęli ku zgodzie i jedności” [Krasiński 1973; 570].

Jednym z pierwowzorów bohatera Krasińskiego był Luigi Manina, ostatni doża wenecki usunięty w wyniku zajęcia miasta przez wojska napoleońskie 12 maja 1797 roku. Nie zrozumiał, podobnie jak inni arystokraci na całym świecie, że przyczyną upadku było „zaufanie zbytnie w byt, w realność oczową”, a także „niewiara w państwa ducha” [Krasiński 1975; 550].

Historiografia splatała się z romansem. Wenecja była sceną, na której rozwijał się związek poety z Delfiną Potocką. Jego wizja historiozoficzna nabrała cech osobistych. Delfina stanowiła figurę odrodzenia duchowego poety, a także zmartwychpowstania weneckiej arystokracji, wreszcie wolnej Polski. Ich miłość posiadała cechy wielkiej Balzakowskiej „fuzji” (fusion), którą José-Luis Diaz określił wenecki romans Alfreda de Musset i George Sand [Sand 2008; 22]. Był wykroczeniem poza to, co indywidualne i wprowadzeniem w wielką harmonię świata.

Również ten rodzaj kodu kulturowego, wydobywającego z ruin miasta elementy arystokratyczne o wydźwięku mesjańskim, był obecny w ówczesnych przewodnikach. Przykład stanowią Otto giorni a Venezia Antonia Quadriego, a także Il fiore di Venezia Ermolao Paolettiego. W pierwszym z wymienionych dzieł czytamy o doży Pietro Gradenigo, który w 1297 roku nie dopuścił do ponownego wyboru consiglieri, w wyniku czego dokonało się „il passaggio della condizione dello Stato dalla Democrazia all’Aristocrazia” – „przejście Państwa ze stanu demokracji do arystokracji” [Quadri 1821; XXXI – XXXII]. Zatem Quadri proponował odmienny porządek zwiedzania: najpierw św. Marek, Piazzetta, bazylika itd.
</document>
<document nplp_id="795" title="Mestre" slug="mestre">Mestre jest miejscem romantycznym ex post, a przecież par excellence. Było znane romantykom jako przedsionek i klucz do Wenecji. Stąd w maju 1834 roku Krasiński wiózł w burzę Joannę Bobrową do weneckiego zajazdu Lione Bianco: ona patrzyła mu w oczy, podczas gdy jej mąż „czołgał się na pokładzie blady ze strachu”. Pamiętano też niedawną obecność w Mestre polskich legionistów. „Dnia 5 Vendemaire roku 6-go pierwsza legia przybyła do Mestre” – tak zaczyna się rozdział pt. „Rok szósty” pamiętników generała Henryka Dąbrowskiego. Po 11 dniach, wedle naszej rachuby 8 października 1794 roku, legia udała się do Motta di Livenza, by wkrótce wrócić i zająć Wenecję. W Wilnie romantycznym pamiętano włoskiego lekarza, Stefana Wawrzyńca Bisio, który wykładał anatomię i fizjologię (on pierwszy w Wilnie wykonał sekcję zwłok), leczył surową dietą i chudym rosołkiem (brodo longo), a potem wrócił do swej ojczyzny i umarł w Mestre. A romantyczni czytelnicy Dworzanina Polskiego Łukasza Górnickiego (wznawianego w XIX wieku) mogli się domyślać, że kiedy pewien wykpiwany w tym utworze Wenecjanin „wyjechał do Mistrza, miasteczka na brzegu”, to pod słowem „Mistrz” należy rozumieć właśnie Mestre.

Przybysze wjeżdżający do miasta od strony dworca napotykają na Casa Taglia, budynku zamykającym via Cappuccina, okazałą tablicę pamiątkową z wybijającymi się nazwiskami: „MISKIEWICZ E DEMBOWSKI”. Pierwsze wrażenie: że Włosi zwykle przekręcają polskie nazwiska, nawet Mickiewicza poprawnie napisać nie potrafili, a Dembowski przecież zginął w powstaniu krakowskim, więc może to ma być Dąbrowski, co „z ziemi włoskiej do Polski”. Z tekstu wynika jednak, że obaj „waleczni nieszczęśnicy wojny o Polskę” padli tutaj, „walcząc o wolność Włoch” dnia „27 października 1848 roku”. I znów stereotyp, że jak Polacy, to nieszczęśni i żeby im tablicę poświęcono – musieli zginąć.

Oba stereotypy funkcjonują od samego początku. W obszernej korespondencji z Włoch, poświęconej planom odsłonięcia tej tablicy (nazywanej szumnie pomnikiem), „Gazeta Toruńska” pisała: „Nazwiska tych szermierzy wolności podają dzienniki w nieco zmienionej pisowni: Misckiewich i Dembrowski. Trudno dojść, jak się rzeczywiście nazywali. Pierwszy prawdopodobnie Mickiewicz lub Miskiewicz (jest bowiem na Liwie rodzina Miskiewiczów, pisząca się przez s), drugi Dombrowski lub Dembrowski. W każdym razie dziwny zbieg dwóch nazwisk, głośnych w dziejach Polski!”. Te same osoby przypominał Stefan Buszczyński w przemówieniu podczas odsłonięcia tablicy, 9 grudnia 1883 roku („Na polach Italii zabrzmiała po raz pierwszy patriotyczna pieśń polska: ‘Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!’. W Rzymie jeden z najznakomitszych wieszczów naszych, Adam Mićkiewicz [sic!] tworzył w r. 1848 legion polski dla obrony Italii”). A w zakończeniu swej bardzo antyrosyjskiej mowy (w duchu retoryki, jaką stosował jego przyjaciel „od najmłodszych lat” Apollo Nałęcz Korzeniowski w pracy Polska i Moskwa) wołał patetycznie: „Walczymy już więcej jak sto lat. Jesteśmy gotowi jeszcze sto lat walczyć, a nie ścierpimy tego, aby cienie męczenników, bohaterów naszych powstały z grobów, obwiniając nas, że oni przelewali krew swoją na próżno!”. I jeszcze: „Żyjemy, bo groby naszych męczenników wołają wielkim głosem i przypominają Europie o walecznym narodzie – puklerzu wolności. Te groby, te kości bohaterów Polski, to bogactwo nasze. To niewyczerpane źródło naszej przyszłości. Z tych kości powstanie mściciel”.

Wątek udziału Polaków w walkach o wyzwolenie Wenecji i okolic spod austriackiej okupacji przewija się przez literaturę dotyczącą roku 1848 – szczególnie w pisanej na bieżąco relacji Michała Chodźki. Był także wykorzystywany w późniejszej propagandzie (Hieronim Kajsiewicz: „Czytałem przypadkiem okólnik tłumaczący, iż aby Garibaldi mógł odbić Wenecją, potrzeba, aby cała Austria i Polska były w powstaniu”). Polscy żołnierze brali udział w wojskach obu stron: pierwszą jednostką, jaka wkroczyła do Mestre w chwili ponownego zajęcia miasta przez siły austriackie 18 czerwca 1848 roku, byli ułani z trzeciego regimentu arcyksięcia Karola, głównie rekruci z okolic Przemyśla.

Sierżanci artylerii Izydor Dembowski i Konstanty Miskiewicz byli ochotnikami w jednostce weneckiej, którą dowodził pułkownik Camillo Boldoni (1815–1898).

Oblegana przez Austriaków Wenecja dysponowała wówczas na lądzie stałym, od strony Mestre, kilkoma fortami i redutami, spośród których najważniejszy był fort Marghera. 27 października doszło do sortita di Forte Marghera – spektakularnego wyjścia wojsk weneckich z fortu i zajęcia miasta Mestre. W trakcie tej właśnie operacji padli od kul austriackich, niemal w tej samej chwili, obaj polscy ochotnicy.

Autorem projektu pomnika-tablicy był Ettore Ferrari (1845–1929), późniejszy twórca pomnika Giordana Bruna na Campo de’ Fiori w Rzymie i Wielki Mistrz (Mistrz!) Wielkiego Wschodu Włoch. Na czele zaś komitetu organizacyjnego stał Andrea Scala (1820–1892), towarzysz broni Dembowskiego i Miskiewicza, znany architekt, twórca dwóch tuzinów teatrów w różnych miastach Włoch.

Tablica ku czci obu Polaków w Mestre „jest jedyną tego rodzaju w całym mieście, niezwykłą oznaką hołdu dla towarzyszy broni, którzy przybyli z tak daleka” (Paolo Borgonovi). Także na użytek Włochów utrwala romantyczny stereotyp egzotycznych, obdarzonych niewymawialnymi nazwiskami bojowników o cudze sprawy.</document>
<document nplp_id="796" title="Mogiły, kurhany, groby" slug="mogily-kurhany-groby">„[…] w tym grobowcu śpią Wandy ostatki [...]”
Kurhany urzekały romantyków jednocześnie swoją tajemniczością i typowością. Najbardziej znanym utworem im poświęconym jest Kurhanek Maryli Adama Mickiewicza. Ballada ma charakter jednocześnie sentymentalny i ironiczny, typowy dla utworów poety z okresu wileńsko-kowieńskiego. Kochanek, matka i przyjaciółka wyrażają u stóp mogiły, znajdującej się u „Niemnowej odnogi / tam u zielonej rozłogi”, rozpacz po stracie Maryli, która, jak wiemy, cieszyła się wtedy dobrym zdrowiem. Jednak ten żartobliwy wiersz jest już zapowiedzią w romantycznego zainteresowania zaświatami.

Kurhany, mogiły i groby na stałe zadomowiły się przede wszystkim w utworach poetów pochodzących z Ukrainy i należących do tzw. szkoły ukraińskiej, czerpiących inspiracje z ruskiego folkloru. Szczególnie w dumkach ukraińskich wyrażających żal z powodu śmierci bliskiej osoby kurhany symbolizowały rozstanie, cierpienie, smutek i tęsknotę. Topos mogiły występuje też w powieści poetyckiej (np. w Marii Antoniego Malczewskiego, Zamku Kaniowskim Seweryna Goszczyńskiego) i dramatach Juliusza Słowackiego. Kurhany znaleźć można również w poezji Józefa Bohdana Zaleskiego, dumkach ziewończyków: Lucjana Siemieńskiego i Augusta Bielowskiego, oraz w twórczości wielu innych poetów. Kurhany, obok jarów, limanów, krzyży na cerkwiach, stepu i czaharów, były stałym elementem poetyckiego krajobrazu ukraińskiego rozciągającego się od Podola po Sicz Zaporoską. Pejzaż ten emanował poczuciem wolności, ale i samotnością, zagubieniem i melancholią. Natomiast miejsce kurhanów było wyjątkowe z tego względu, że należały zarówno do świata ludzkiego, jak i nieludzkiego, były miejscem pochówków, świadkiem historycznych zawieruch, buntów kozackich, wojen z Rosją i Turcją, a także częścią bezkresnej przestrzeni. Nic dziwnego, że u Malczewskiego stały się metaforą powrotu do natury.

Mogiła jest więc miejscem, gdzie spotykają się żywi i umarli, przeszłość i teraźniejszość, miejscem, w którym rodzi się poezja i duch narodowy. Goszczyński uważał, że prawdziwą poezję można wydobyć tylko z łona ojczystej przyrody, i dlatego szczególna rola przypada wszelkim mogiłom symbolizującym ciągłość trwania narodu polskiego. W takim kontekście upominali się o zmarłych Maurycy Mochnacki i Adam Mickiewicz. Uderzający jest również topos zaślubin z ziemią, jak np. w dumce Pobojowisko Augusta Bielowskiego. Podejmuje ona jak inne pieśni ukraińskie temat bliskości życia i śmierci. Dla kozaka, głównego bohatera poezji ukraińskiej, z powodu ciągłych niebezpieczeństw pogrzeb jest wydarzeniem tej samej wagi co wesele. Poślubiony mogile, po wielu zawieruchach życiowych wraca do niej po śmierci.

U poetów galicyjskich, szczególnie u ziewończyków, metafora grobu potwierdzała prawo do ziemi zamieszkałej przez Polaków. Jako ucieleśnienie poezji i ducha narodowego grób przez swoją widzialną formę łączył wszystkie generacje z ziemią skrywającą kości praprzodków. Kurhany jako część nie tylko historii, ale i natury tworzyły narodowe terytorium, a ich zasięg wyznaczał granice polskiego historycznego państwa.

Romantycy zdawali sobie sprawę, że kurhany to odpowiedniki tumuli (tumulus z łac. „grób”) występujących na Zachodzie Europy i że jako najstarsze zabytki architektoniczne na ziemiach polskich zawierają pochówki z różnych epok. Widzieli w nich niezaprzeczalny dowód starożytnej obecności Słowian na tych terenach. Obecnie pojawienie się kurhanów jest datowane na schyłek epoki neolitu i brązu. Współcześni archeolodzy sądzą, że najczęściej były one wznoszone przez ludy należące do kultury ceramiki sznurowej w okresie kultury trzcinieckiej (2200–1400 p.n.e). Obiekty te swoją tajemniczą historią przyciągały najpierw starożytników oświeceniowych działających w ramach Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a później romantyków, poszukujących korzeni polskiego narodu.

Przełomem w rozwoju wiedzy o kurhanach, uroczyskach, osadach, czyli o tzw. starożytnościach słowiańskich była rozprawa Zoriana Dołęgi Chodakowskiego O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem entuzjastycznie przyjęta przez młodych romantyków i krytycznie przez oświeceniowych znawców przedmiotu. Hasło powrotu do źródeł podjęte przez artystów, poetów i literatów jako zadanie artystyczne i intelektualne było złożonym zjawiskiem społecznym i historycznym. Moda na „badania archeologiczne” stanowiła część procesu krystalizowania się romantycznej tożsamości narodowej. Zwrot ku przeszłości, głoszenie chwały narodowej były też rekompensatą za utratę niepodległości. Rzesze odkrywców Słowiańszczyzny ogarnęło szaleństwo: podejmowane przez nich wyprawy, wędrówki, zbieractwo, wykopaliska prowadziły do naturalizacji historycznych miejsc, którym przypisywano cechy etniczne i narodowe. Nacjonalizacja taka przekształcała martwe obiekty w żywy, narodowy krajobraz, co stwarzało więź między terytorium a zamieszkującą je wspólnotą. Kurhany, kopce, mogiły, żalniki traktowano jako zapis przeszłości. Sylwester Wężyk Groza pisał, że mogiły w krajach słowiańskich to „hieroglify nasze” (za: A. Abramowicz, Historia archeologii XIX i XX w., s. 74).

Okolicznością sprzyjającą rozwojowi wiedzy starożytnej było panowanie Aleksandra I, konstytucyjnego króla Polski i cara Rosji. Niektórzy spośród romantyków z Chodakowskim na czele postrzegali te rządy i unię realną jako nadzieję na zjednoczenie ludów słowiańskich. Jednak w wyniku ograniczania autonomii Królestwa pojawiła się w środowisku polskim silna opozycja wobec rosyjskich projektów słowianofilskich, zaczęło też przeważać pragnienie udowodnienia wyjątkowej roli Polaków wśród Słowian. Wyrażało się to w nadziei na odkrycie jakiegoś zabytku słowiańskiego (np. słowiańskiej epopei), który przyznawałby prestiż i pierwszeństwo Polsce wśród narodów słowiańskich. Równoległe do wyobrażeń i fantazji na temat pradawnej Słowiańszczyzny, czego świadectwem jest literatura romantyczna, pojawiły się postulaty rozpoczęcia badań naukowych, które usystematyzowałyby wiedzę na temat początków narodu polskiego. Wyprawy i badania terenowe traktowano bardzo poważnie i każdy liczący się „odkrywca korzeni słowiańskich” próbował się na tym polu wykazać.

Chodakowski jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na doniosłe znaczenie dawnych kurhanów, mogił i kopców. Przekonany był, że poszukiwanie źródeł powinno się zaczynać nie od lektury starożytnych autorów, ale czytania „księgi ziemi”. Pisał: „Wpatrzmy się tylko w ziemię naszą. Może Słowianie zostawili ją dla nas jako najstarszą księgę, może ją zaklęli, aby nigdy z dziedzictwa potomków nie wychodziła” (Zorian Dołęga-Chodakowski, O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem, 1818). W swoimi manifeście nawoływał: „Poznajmy się więc z naszą ziemią, obliczmy jej wszystkie miana, czyli uroczyska”. „Zorian to Winckelmann naszej ziemi – pisała Maria Janion – odkrył nowe światy dla naszej kultury. Odgrzebał dla romantyków jednak nie tylko słowiańskie Herculanum, ale związane z nim «słowo żywe» – pieśni ludowe, podania, obyczaje mieszkające w horodyszczach i starych sta [system osadniczy]. Ten zapalony badacz, odkrywca i wizjoner uważał, że nie należy oddzielać słowa (imienia, pieśni, mitu) od jego materialnego odpowiednika (ziemi, rytuału, świąt). Topos księgi ziemi i księgi świata w kontekście romantycznego rozumienia natury i powrotu do źródeł nabrały tu dosłownego znaczenia. Badania archeologiczne prowadzone przez Zoriana na terenach Wołynia, Podola, Ukrainy miały być odczytywaniem księgi ziemi, a klucz do jej zrozumienia przechowywał prastary język”.

W oczach Chodakowskiego Słowiańszczyzna stanowiła wspólnotę terytorialną i religijną. Próbował określić jej zasięg, szukał jej granic, śledząc występowanie osad. W tym celu sporządził mapę grodzisk słowiańskich, do której zbierał materiały podczas podróży naukowej w Rosji. Jego pionierskie badania, mimo utopijnej wizji jedności słowiańskiej, odznaczały się profesjonalizmem. Obserwacje skrzętnie zapisywał i przede wszystkim sam dokonywał pomiarów i nanosił je na swoją mapę. Uważał, że grodziska, mogiły, uroczyska, „łyse góry” tworzyły charakterystyczny dla Słowian system osadniczy, system grodztwa, nazywany przez niego systemem starego sta, w którym grody stanowiły sieć punktów będących centrami władzy i kultu. Apelował o zabezpieczanie wszystkich przypadkowych znalezisk, o ich dokładne badanie i spisywanie: „Zabezpieczmy przypadkowe i dość częste odkrycia z ziemi, te różne małe posągi, obrazki i narzędzia kruszcowe, naczynia, garnki z popiołami. Zliczmy i poznajmy wymiarem dokładnym wszystkie potężne mogiły, które na cześć jednej osobie sypane samotnie wieki przetrwały […] nie pozwólmy żadnemu uroczysku pójść zapomnienie”.

Jego zainteresowania grodziskami i mogiłami znalazły zwolenników i naśladowców. Należeli do nich m.in. Krystyn Lach Szyrma (autor rozprawy O mogile pod Glinianami w Galicji i Górze Marcinkowskiej w Prusach Wschodnich, 1829) czy Teodor Narbutt, który zostawił w swojej spuściźnie wiele prac dotyczących historii Litwy, m.in. o kurhanach. Opisy wypraw, sensacyjne wiadomości ze znalezisk i artykuły na temat starożytności, dawnych granic, migracji, pochodzenia, siedzib znajdujemy w czasopismach wszystkich trzech zaborów: w „Przyjacielu Ludu”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Wandach”, w „Atheneum” i innych. Duża część prac dotyczących kurhanów dowodziła związków mieszkańców ziem polskich ze Skandynawią, Scytią albo Indiami, w których to często upatrywano pierwotną siedzibę Słowian. Metody badawcze stosowane przez wielu z tych odkrywców-amatorów budzą przerażenie niejednego współczesnego archeologa.

Nie wszyscy jednak uważali, że mogiły są pozostałością po starożytnych Słowianach, byli i tacy jak Sylwester Wężyk Groza (Opisanie mogił i innych starożytności Powiatu Machnowskiego Guberni Kijowskiej, 1845), którzy udowadniali, że duże mogiły były punktami sygnalizacyjnymi, ostrzegającymi przed zbliżającymi się Tatarami, pomniejsze zaś – mogiłami bitewnymi z rozmaitych czasów. Również Józef Ignacy Kraszewski początkowo datował mogiły na wiek XVII, czasy panowania Jana Kazimierza i buntów kozackich.

W XIX, a nawet XX wieku mogiły stały się ważną częścią tradycji narodowej, a świadczą o tym usypane w Krakowie kopce poświęcone bohaterom walki o niepodległość: Tadeuszowi Kościuszce i Józefowi Piłsudskiemu. W tym przypadku nie były miejscem realnego pochówku, ale pomnikiem wystawionym dla potomności przez całe społeczeństwo. W 1820 roku Senat Wolnego Miasta Krakowa wydał dekret o usypaniu pomnika na wzgórzu bł. Bronisławy – Kopca Kościuszki, na wzór mogił Krakusa i Wandy. Został on zaprojektowany przez Szczepana Humberta i Franciszka Sapalskiego, a wzniesiono go w latach 1820–1823 dzięki składkom Polaków z trzech zaborów. Na jego budowę przywieziono ziemię z pól bitewnych Racławic, Dubienki, a także z Ameryki. Izabela Czartoryska przysłała wiślaną galerą ziemię spod Maciejowic.

Po rozbiorach Kraków, szczególnie groby królewskie i kopce stały się miejscem pielgrzymek naszych poetów, artystów, wielbicieli pamiątek. W 1842 roku na taką wyprawę patriotyczną wybrał się Cyprian Norwid razem z Władysławem Wężykiem. Starożytne kopce podwawelskie zrobiły na nim duże wrażenie i były zapewne impulsem do stworzenia dwóch dramatów: Wandy i Krakusa. Pierwszy utwór został dedykowany Mogile Wandy pod Krakowem.

Pomysł dedykowania utworu mogile wydaje się charakterystyczny dla krajowej literatury romantycznej. Mogiły poległych za ojczyznę, patronujące dalszym dziejom narodu, traktowane były jako źródło natchnienia i pomocy dla żywych. W kulcie grobów najważniejszą rolę odgrywała śmierć heroiczna, która w swojej religijno-ideologicznej wykładni zapowiadała narodziny nowego świata. Na grobach dawnych bohaterów czy królów, zbroczonych krwią kolejnych powstańców, rodziła się w romantyzmie mitologia narodowa. Śmierć Wandy traktowana jako samoofiarowanie była wzorem do naśladowania służącym umacnianiu więzi całego narodu. Ten bohaterski czyn zapowiadał długie trwanie słowiańskiego ludu, a historia Wandy, żyjącej w pamięci społecznej jako bohaterka narodowa, w nowych, dramatycznych dla Polski okolicznościach wskazywała na coś bardziej trwałego niż aktualne wydarzenia polityczne. Złożona przez Wandę ofiara daje się wiec ująć jako ryt fundacyjny narodu. W porządku narodowego mitu funkcjonuje zaś jako pozaczasowy, wiecznie żywy w pamięci symbol Wandy-ofiarnicy. W romantycznej wyobraźni społecznej Kopiec Wandy znajdujący się na wysokiej skarpie w widłach Dłubni i Wisły we wsi Mogiła (obecnie Nowa Huta) – jako miejsce uświęcone – symbolizował całą polską ziemią.

Po raz pierwszy opis Kopca Wandy, pochodzącego prawdopodobnie z VII albo VIII wieku, spotykamy w Kronice Jana Długosza. Według późniejszych źródeł historycznych na mogile stać miał posąg z wyrytym napisem. W XVII wieku w ramach walki z przeżytkami pogańskimi wzniesiono na Kopcu dużą figurę przydrożną, Bożą Mękę – restaurowana co jakiś czas, przetrwała do drugiej połowy XIX wieku. Dopiero w 1890 roku ufundowano nowy pomnik, zaprojektowany przez Matejkę – był to graniastosłup z czerwonego marmuru na stopniach granitowych, górą zwieńczony półkulą i orłem. Na przedniej ścianie umieszczono napis: „Wanda”, a nad nim płaskorzeźbę: dwa miecze i kądziel.

Związana z Kopcem legenda o Wandzie należy do imaginarium romantycznego gloryfikującego dzieje narodowe. Opowieść, po raz pierwszy zapisana w Kronice Wincentego Kadłubka, była w romantyzmie inspiracją dla wielu poetów, pisarzy i historyków, którzy dopatrywali się w niej różnych treści i sensów. Kult Wandy, a właściwie jej mogiły, podjęła przede wszystkim krajowa literatura romantyczna, która wypracowała specyficzny język gloryfikujący przeszłość. Zazwyczaj wierszom o Wandzie towarzyszyły utwory poświęcone grobom królewskim na Wawelu. W sonecie Józefa Łapsińskiego Mogiła Wandy czytamy:

„[…] w tym grobowcu śpią Wandy ostatki;

A męstwo bohaterki dziś jeszcze zachwyca. –

I pierwej szczyt Krępaku śród chmur się zachwieje,

Nim jej pamięć u Lecha prawnuków zniszczeje; –

Ona widzi, jak w niebie świetne ich nadzieje!”.

Wanda przedstawiona tu została jako mieszkanka niebios, świadoma dalszych losów Polski, orędowniczka Polaków. Poprzedzający wiersz o Wandzie sonet tegoż autora Groby królów polskich na Wawelu ma inny charakter – jest utworem elegijnym, pełnym obaw o przyszłość kraju i przyszłość grobów, gdyż „wkrótce i z tych pamiątek śladu nie zostanie”. „Ostatki” Wandy są czymś trwalszym, należącym po wsze czasy do całego narodu, jej nieśmiertelność stanowi rękojmię dla życia narodu chwilowo tylko pogrążonego w żałobie i nadziei na jego zmartwychwstanie.

Nowy ton legendy o Wandzie pojawia się za sprawą dramatu Norwida Wanda. Cierpienie i zgon Wandy oznaczają tu chrześcijańskie zwycięstwo nad złem. Apostolski sens misji Norwidowskiej Wandy i jej ofiary ujawniają się w ostatnich obrazach. Bohaterka zapowiada, że złożone przez naród dary, z których zostanie usypana mogiła, będą podtrzymywać jego życie przez następne wieki. Ostatnia scena ma charakter religijnego obrzędu: gromadzi się tłum złożony z dwunastu chórów przynoszących ofiarne dary, które mają zostać spalone. Następnie dokonuje się ofiara z życia królowej. Dobrowolna śmierć jest tu wynikiem długiego procesu rozwoju duchowego bohaterki, zakończonego wizją Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego. Wizja ta uświadamia jej wartość samoofiary, wzorowanej na ofierze Zbawiciela.

W Norwidowskim ujęciu Kopiec Wandy, symbolizujący grób-kołyskę, jest zatem swoistym centrum polskiego narodu. Bogata symbolika Kopca odsyłająca do religii przedchrześcijańskich oznacza w dramacie Norwida pojawienie się nowej religii oraz początek polskiej historii narodowej. Śmierć Wandy w Wiśle jest nie tylko aktem założycielskim narodu, ale i aktem chrztu ojczyzny jako wspólnoty ludzi skupionych wokół początkowej ofiary i żyjących nad tą rzeką. Wisła – „monumentalny grobowiec”, przepływający całą Polską, należący tym sam do wszystkich Polaków, tworzy narodowe ramy pamięci społecznej. W porządku symbolicznym śmierć Wandy w wodach Wisły obrazuje czas historyczny narodu. W tym ujęciu linearny, historyczny wymiar czasu jest komplementarny względem mitycznego cyklu śmierci i odrodzenia, którego symbolem jest kurhan/kopiec.</document>
<document nplp_id="797" title="Ruiny. Mapa" slug="ruiny-2">Ruina, której estetyka klasyczna i średniowieczna odmawiała atrybutu piękna (traktując ją przede wszystkim jako przedmiot wybrakowany i pozbawiony właściwych proporcji) w połowie XVIII wieku staje się przedmiotem estetycznym. Zniszczone zamki, szczątki świątyń budzą zainteresowanie nie ze względu na to, czym były; lecz jako niezależny obiekt o zawiłej, nieregularnej formie. Fascynują nie dlatego, że można dzięki nim wyobrazić sobie niegdysiejszą całość budowli, lecz dlatego, że obcowanie z nimi oznacza „zanurzenie w nieobecność” (Starobinsky 1964, s. 180).

Ruiny – jako nasycony znaczeniowo element pejzażu – pojawią się najpierw, obok wiejskich chatek i ozdobnych pawilonów, w sentymentalnych ogrodach zakładanych przeważnie przez damy z arystokracji na przełomie XVIII i XIX wieku. Malownicze rozwaliny ozdobiły parki Jabłonny, Rożnówki, Gucina, Wilanowa, Powązek. Właścicielka Puław, Izabela Czartoryska, ruiny zalicza do monumentów, które „miłe są oczom i sercu”. Ich zadaniem było nadać krajobrazowi charakter malowniczy, uczynić go miejscem „słodkiego dumania” (tu i powyżej za: Sinko 1978, s. 27 n.). Na początku XIX wieku poetyka sentymentalna zaczyna tracić na znaczeniu, a przedstawienia zniszczonych budowli stają się częścią imaginarium romantycznego. Na tym gruncie zaś możemy, najogólniej rzecz biorąc, wyodrębnić trzy dyskursy, w kierunku których podążają przedstawienia ruin. Z gotycyzmem więc, zapoczątkowanym przez jeszcze XVIII-wieczne powieściopisarstwo, współistnieje poetyka romantycznej melancholii oraz język refleksji historiozoficznej. W literaturze polskiej ten ostatni wykształca swój dodatkowy odłam, czyniąc ruiny jednym z podstawowych tropów retoryki mesjanistycznej – rozumiane jako grób i kolebka utraconej ojczyzny wpisują się one w opowieść o przyszłym odrodzeniu Polski.

Niestety, próby odwzorowania powyższego podziału w formie mapy nie przynoszą zadowalających rezultatów. Można wprawdzie zauważyć pewne prawidłowości, jak na przykład fakt, że gotycyzujące obrazy ruin będą odnosić się w dużej mierze do terenów Ukrainy, gdzie miejsca takie jak Kaniów czy Tajkury zyskiwały status miejsc przeklętych, noszących ślady krwawych zbrodni. Jednak konsekwentnie sporządzany katalog tego rodzaju okazuje się niemożliwy. Gotycki wszak sztafaż stosuje Zygmunt Krasiński w tekstach dotyczących Opinogóry, gotyckich elementów nie brakuje również w Królu zamczyska, powieści Seweryna Goszczyńskiego, której akcja toczy się w Odrzykoniu.

Ruiny jako trop dyskursu melancholijnego wydają się istnieć zupełnie poza geograficznymi podziałami. Związane nieodłącznie z figurą „ja – ruina” stanowią rodzaj przestrzeni duchowej i jako „forma konceptualizacji mitu autobiograficznego”, mówiąc słowami Grażyny Królikiewicz (1993, s. 109), funkcjonują niejako niezależnie od topografii. U Krasińskiego tą przestrzenią duchową bywa niejednokrotnie rzymska Kampania. Jednak, często w tych samych nawet tekstach (np. w Adamie szaleńcu), staje się ona przedmiotem refleksji historiozoficznej i kreowana jest na miejsce będące jawnym dowodem istnienia dziejowej sprawiedliwości. Nie można tu zresztą nie zauważyć, że to właśnie upadek Rzymu służy Krasińskiemu jako metafora dziejów imperium rosyjskiego. W Irydionie zyskuje on podobne znaczenie co Bałakława z sonetu Mickiewicza, której opis poeta przekształca w przesłanie, że „impera pożerające narody stają się ruiną ruin” (tamże).

Mapa powstała przede wszystkim na podstawie utworów poetyckich, relacji podróżniczych, albumów. Teksty i obrazy pochodzą w znakomitej większości z pierwszej połowy XIX wieku. Wśród autorów literackich przedstawień znajdują się: Ryszard Berwiński, Aleksander Fredro, Seweryn Goszczyński, Michał Grabowski, Zygmunt Krasiński, Józef Ignacy Kraszewski, Adam Mickiewicz, Julian Ursyn Niemcewicz, Juliusz Słowacki, Władysław Syrokomla. Wśród wizualnych: Wojciech Gerson, Franciszek Ksawery Lampi, Jan Matejko, Napoleon Orda, Józef Peszka, Józef Szermentowski, Zygmunt Vogel.</document>
<document nplp_id="798" title="Niemcewicz. Podróże po&amp;nbsp;Polsce" slug="niemcewicz-podroze">Utekstowionej wędrówce zatytułowanej Podróże historyczne po Polsce w latach 1811–1828 (Petersburg–Paryż 1858) Niemcewicz nadał charakter utworu sylwicznego, w którym cytaty z dzieł historycznych (Długosza, Stryjkowskiego, Bielskiego, Kromera, Paprockiego i wielu innych), fragmenty dokumentów, zasłyszane legendy, miejscowe opowieści, wyimki z literatury pięknej, autentyczne relacje z pól bitewnych wspierały i uzupełniały rozbudowaną narrację podróżną. Kompozycję opowieści wyznaczyła szczegółowa trasa wędrówki zaprojektowana tak, by obejmowała terytorium dawnej Polski i uchwyciła choćby w zarysie jej mapę. Wytyczone szlaki zostały podporządkowane zainteresowaniom historycznym, stąd „podróż” rozrosła się w wielką panoramę dziejów poszczególnych miejscowości, tworząc przy tym pewną całość – obraz historii Polski najściślej złączony z geografią. Niemcewicz – co ważne – opowieść o przeszłości poszerzył o wiedzę zdobywaną w zetknięciu z konkretnymi miejscami, wzbogacił bagażem informacji geograficznych, społecznych, kulturowych, pozwalających ostatecznie odsłonić to, co najważniejsze – aktualny stan kraju. Warto zwrócić jednak uwagę, że główny cel podróży – poznanie Polski, nie stłumił ciekawości dla zmysłowej percepcji świata. Niemcewicz pisał o pachnącym wanilią Włocławku, gdzie produkuje się cykorię. Nad Bałtykiem smakował morską wodę. W Oliwie przyciągał jego uwagę jadalny słodki kasztan, w okolicach Chełmna – białe trufle. Chwalił wyborne pstrągi w Rotnicy na Litwie. Zachwycało go nie tylko piękno sztuki: stworzył interesujące ekfrazy wielu dzieł malarskich, ale i egzotyczna natura, zwłaszcza błękitno-zielone ptaki w słynnym ogrodzie – Zofiówce. Odwiedzał dla przyjemności patrzenia słynne ogrody w Arkadii, Nieborowie, Osinie. Zwracał się też ku najbardziej potocznym doświadczeniom. Opowiadał o drogach, na przykład „werstwowej” – ugniecionej z darni i świeżo ściętego chrustu, czy też o słupach informujących o odległościach; stać go też było na dowcipne uwagi: „Kto nie widział pustyń Afryki, niech jedzie na Merecz. Nie jechać, lecz literalnie orać w piasku trzeba”. Obok tego rodzaju drobiazgów zajmowały go problemy polskie. Snuł refleksje na temat przyczyn upadku polskich miast, słabo rozwijającego się przemysłu, katastrofalnego stanu polskiej wsi i nędzy ludu.

Niemcewicz zdawał relacje z podróży i jednocześnie modelował ją jako wzór do naśladowania. Nakazywał „odwiedzać miejsca, z których całe plemię narodu początek bierze”. Proponował wędrówkę ku korzeniom, ku istocie polskiej duchowości. Dlatego nadawał emocjonalne zabarwienie miejscom traktowanym jako źródła polskich dziejów i rozpoznawanym jako symbole tożsamości narodowej. Ich emblematami stały się: kolebka państwowości polskiej – Kruszwica i Gniezno; chrześcijańskiej duchowości – Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich; dawne centrum polskości – Kraków. Naznaczone przez Niemcewicza trakty geografii mitycznej ostatecznie wpisano w porządek narodowej pielgrzymki, której podjęcie stało się patriotycznym obowiązkiem Polaka w czasach niewoli.

Autor Podróży w swych „objażdżkach” konsekwentnie prowadził szlakiem historycznym. By ożywić i wzmocnić pamięć przeszłości, teatralizował opowieści o dawnych wydarzeniach. Wprowadzał też motyw dumania nad ruiną, wzbogacając narrację quasi-filmowymi obrazami. Proponował niezliczoną liczbę miejsc wartych obejrzenia, wyróżniał zwłaszcza te, które odegrały ważną rolę w historii, jak choćby Gniezno, Lublin, Piotrków Trybunalski, Wilno, Kraków czy Łuck. Tworzył wiele szlaków tematycznych pielgrzymek, na przykład traktem wielkich postaci. Kierował do Żółkwi, by przypomnieć wielkiego wodza – Stanisława Żółkiewskiego, do Wysocka, Lipnika, Oleska i Podhorc, by opowiedzieć o Janie III Sobieskim, do Torunia, by odwiedzić dom polskiego geniusza – Mikołaja Kopernika. Wskazywał szlak prowadzący na pola bitewne (Beresteczko, Płowce, Piławce, Raszyn), by opowiedzieć o strategii wodzów, bohaterstwie i dramacie śmierci. Szczególnie wiele uwagi poświęcił polskim zamkom. One wytyczały trakt główny Niemcewiczowskiej wędrówki po Polsce, podobnie jak archiwa i biblioteki. Pewną rolę w kształtowaniu modelu podróży odegrała Niemcewicza pasja archiwalna. Studiowanie dawnych dokumentów było jedną z największych radości podróżnika, toteż wytrwale je spisywał i cytował. Zbierał też pamiątki – odpryski przeszłości: fragment drewna modrzewiowego zachowanego z dawnego kościoła na Świętym Krzyżu, kawałek marmuru odtrąconego od bryły, z której wykonano kolumnę Zygmunta III w Warszawie.

Podróż Niemcewicza przez swój charakter edukacyjny i poznawczy formowała kulturowy projekt wzmacniania (konstruowania) polskiej tożsamości po utracie niepodległości. Poznanie ojczystych dziejów i powiązanie ich z miejscem geograficznym były jego fundamentem. Odwołanie do wielkiej historii, wybitnych postaci, bogactwa kultury materialnej miało spełniać dodatkowe, konsolidujące zbiorowość funkcje, przede wszystkim wzmacniać poczucie wspólnoty. Nadto Niemcewicz, dzięki proponowanej różnorodności szlaków, które przemierzył i opisał w Podróży, wzbogacał polską świadomość kulturową o miejsca zapomniane. Wyznaczając zaś trakty prowadzące przez wszystkie krainy geograficzne dawnej Polski, zaprojektował rodakom szczegółową mapę „miejsc pamięci”, które miały być rodzajem duchowego, a więc niezniszczalnego, dziedzictwa narodowego. Ów projekt tożsamościowy poszerzał dzięki popularyzowaniu wędrówek traktem małej, rodzinnej historii. Opowiadał o swoim powrocie do Klenik – miejsca dzieciństwa, do Skok, gdzie się urodził; do Wistycza, by przywołać pamięć o wędrówkach do cudownego obrazu Matki Boskiej; do opactwa cystersów, by odnaleźć złożone w dzieciństwie votum; do klasztoru Kartuzów w Berezie Kartuskiej, by odszukać prochy pradziada – Samuela Ursyna Niemcewicza.

Niemcewiczowska idea ratowania narodowych pamiątek od zapomnienia i zniszczenia, zwłaszcza obiektów architektonicznych oraz dzieł sztuki, była kolejną propozycją wspomagającą ów projekt. Formowała model aktywnej postawy wobec rzeczywistości. Autor Podróży zachęcał do sztychowania butwiejących obrazów, kopiowania usuwanych przez zaborców napisów, opisywania stanu ruin, porządkowania i rejestrowania zawartości archiwów i bibliotek. Co ciekawe, znacznie mniej uwagi przywiązywał do polskiego krajobrazu jako łącznika narodowej wspólnoty, choć zachwycał się na przykład Doliną Prądnika, nazywając ją polską Szwajcarią, czy widokami znad Wisły i Niemna… Znacznie większą rangę nadawał więzi religijnej, wędrując do miejsc kultu (Częstochowa, Wistycz, Gidle, Poczajów, Sokal), i polskiej gościnności, które uważał za ważne spoidła naszej narodowej tożsamości.

Niemcewicz nie wędrował po Polsce w poszukiwaniu pięknych widoków, ale by poznać kraj w całej jego złożoności. Intelektualnie aktywny, nieustająco konfrontował wiedzę o przeszłości z teraźniejszością. Angażował nie tylko umysł, ale i uczucia. Stale towarzyszyła mu melancholia i narastające przygnębienie, bowiem w podróży osaczały go obrazy zrujnowanych klasztorów, kościołów, zamków, cmentarzy, grobowców, a nawet całych miast („bo u nas bez ruin nic być nie może”). Niepokój wywoływała działalność zaborców usuwających ślady polskości, na przykład sprzedających cegłę z dawnych polskich zamków (Dobrzyn). Przerażenie budził pejzaż wojenny utrwalony przez autora zwłaszcza w zapisach z wędrówek po Prusach (1812) i Litwie (1815). Dramatyczne wrażenia sprawiały przekształcone w spichlerze kościoły, zamki i klasztory wypełnione beczkami sucharów i mąki; nade wszystko zgliszcza po pożarach, także zdewastowane i ograbione przez napoleońskich żołnierzy miasta i wsie. Obrazu ruiny dopełniały brud, zaniedbanie, nędza i pijaństwo ludu.

Niemcewicz stworzył w Podróżach historycznych może największą w polskiej literaturze pierwszej połowy XIX wieku panoramę obrazów ruinowych. Są wśród nich emocjonalnie zabarwione opowieści z alegoryczną puentą, jak choćby ta o bodzentyńskim zamku: „[…] naprzód przez rząd zeszły w spichlerz obrócony; dalej przez wojsko nasze na szpital użyty, na koniec przez czas niejaki bez żadnej opieki stał się łupem mieszkańców, którzy okna, drzwi i co tylko można było oderwać i zabrać przywłaszczyli sobie. Było to porzucone, obumarłe ciało, bez straży. Kruki, sępy szarpały je ile mogły. Ten los był kraju całego”.

Nie dziwi wcale, że Niemcewicz próbował łagodzić to szczególne doświadczenie podróżne. Pozwalała mu na to rozległa wiedza historyczna, która obrazom ruiny przeciwstawiała bogatą panoramę dawności, pozwalającą właśnie w przeszłości odnaleźć nadzieję. Autor-wędrowiec szukał również wsparcia w filozoficznej refleksji o przemijalności wszystkiego, a co najważniejsze – na ruinowe doświadczenie odnalazł antidotum w obrazach nowoczesności uchwyconych w podróży. Zachwycał go na przykład Kanał Bydgoski. W Sandomierskiem pochłaniały uwagę kopalnie żelaza i huty (Samsonów, Suchedniów), w Miedzianej Górze spuszczał się „w wewnętrzną głębią o 200 stóp w odpowiednim ubiorze”. W Glejwicach na Śląsku wielkie wrażenie zrobiła na nim żelazna odlewnia i pierwsza machina parowa, sprowadzona z Anglii. Zachwycał go: „Huk młotów w kowalniach, szum kręcących się młynów nadymających potężne miechy”. Te mało romantyczne pejzaże fascynowały go, w rozwoju cywilizacji bowiem widział jedyny ratunek dla Polski.

Dziwić może, że w podróżach po Polsce Niemcewicz mało był wrażliwy na zjawisko wielokulturowości. W inności widział przede wszystkim obcość i zagrożenie. Poświadczenie swych przekonań łatwo odnajdywał w działalności zaborców. Warto jednak zauważyć, że na przykład dostrzegał wyższość cywilizacyjną Prusaków. Podziwiał ich nowoczesne projekty (Kanał Bydgoski), umiejętność gospodarowania. W konfrontacji obcego świata z polskim tym ostrzej widział rodzime niedbalstwo i lenistwo, ciemnotę ludu i duchowieństwa. W podróży po Prusach głównie interesowały go rodzime szkoły oraz wszelkie zachowane ślady polskości. Skrupulatnie też dokumentował zmiany kulturowe. Dostrzegał skutki germanizacji na Śląsku, zwłaszcza po lewej stronie Odry, także w miastach, szczególnie w Poznaniu i Bydgoszczy, Gdańsku i Elblągu. Ze smutkiem opowiadał, że w pobliżu mitycznej wieży kruszwickiej mieszkają pruscy koloniści, którzy nie umieją ani słowa po polsku. Szczególne zainteresowanie wzbudzać może stosunek Niemcewicza do Żydów. Oskarżał ich o rozpijanie ludu, winił za skrajne zaniedbanie i brud polskich miasteczek, uważał nawet, że mogą być przyczyną „zatracenia plemienia polskiego”. Ratunek widział w stworzeniu instrumentów prawnych, odbierających Żydom możliwość prowadzenia szynków. Sądził, że mogliby rozwijać rzemiosło i w ten sposób wypracować liczące się miejsce w polskim świecie. Niemcewicz, w porównaniu z późniejszymi podróżnikami, na przykład Kraszewskim, słabo był zainteresowany odmiennością kulturową mieszkańców ziem wschodnich, choć i w jego opisach pejzażu pojawiały się – obok katolickiego kościoła – cerkiew i świątynia ormiańska. Nie przyglądał się też bliżej jak inni wędrowcy ludowi, choć ubolewał nad jego wyzyskiem. Interesowała go przede wszystkim kultura szlachecka, ponieważ to ona – w jego przekonaniu – tworzyła korzenie polskiej tożsamości.

Niemcewicz był wielkim propagatorem podróży. Romantycy przejęli od niego przeświadczenie, że wędrówka po kraju może być jednym ze sposobów odzyskiwania (konstruowania) utraconej po rozbiorach tożsamości. Po nim także odziedziczyli pasję poznawania całej Polski w dawnych jej granicach. Podróżowanie, tak jak dla Niemcewicza, stało się ich głęboką, duchową potrzebą, choć oczywiście szukali już innego języka, by o swym doświadczeniu opowiedzieć. Poszerzali też skalę zainteresowań. Odnaleźli w ludowej kulturze i rodzimym pejzażu nowe źródła pasji poznawczych i wzmacniania narodowej tożsamości.</document>
<document nplp_id="799" title="Kraszewski. Podróże po&amp;nbsp;Polsce" slug="kraszewski-podroze-po-polsce">Kraszewski podróżował po Polsce konnym powozem i pociągiem. Zwiedził Kraków i jego okolice, bywał we Lwowie, wędrował po Pieninach i Tatrach, leczył się w Krynicy. Z Warszawy podróżował do Częstochowy, z Drezna zaś wielokrotnie do Poznania. Stamtąd jeździł do Środy i Gniezna oraz, jak Adam Mickiewicz, do Miłosławia i Objezierza. Gościł w Waplewie w okolicach Dzierzgonia u Sierakowskich, także w Buchwałdzie koło Malborka u Dominika Donimirskiego. Podczas tej podróży zwiedził Gdańsk i zobaczył Bałtyk. Warto dodać, że wędrówki na Pomorze, Warmię i Mazury miały polityczny charakter. Kraszewski wspierał tam swym programem i osobą narodowość polską. W romantycznym duchu łączył patriotyczny cel podróży z krajoznawczym.

Najpełniej jednak poznał wschodnie ziemie Rzeczypospolitej. Stamtąd się wywodził. Jego dom rodzinny w Dołhe oraz Romanów – dom babki, Anny Malskiej, w którym się wychował, położone były na (ówczesnej) Litwie. Stamtąd Kraszewski wyruszał w swe pierwsze edukacyjne podróże: do Białej Podlaskiej, Lublina, Świsłoczy i Wilna. Od początku zachłannie pragnął poznawać nowe miejsca. Ucząc się w Białej, zaznajomił się z jej okolicami; jadąc z Dołhego do szkoły w Świsłoczy skrupulatnie relacjonował w Pamiętniku trasę podróży. Z Lublina wędrował do Puław, by zwiedzić muzeum Izabeli Czartoryskiej. Studiując w Wilnie, świetnie poznał miasto i jego okolice: Troki, Werki, Popławy. Samo Wilno przedstawiał wiele razy, choćby w „przechadzkach” drukowanych w Obrazach z życia i podróży (1842); napisał też rozległe studium historyczne Wilno od początków jego do roku 1750 (1838, 1840–1842). Po powrocie do domu wyjeżdżał ponownie, tym razem do Chorodźca, Ossowej i Prawotyna; stamtąd zaś na wędrówki po Polesiu i Wołyniu. Podróże z tych lat (1834–1838) zapisane we Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy (1840) miały swój ciąg dalszy, Kraszewski bowiem w 1843 roku (po raz drugi w 1851) wybrał się aż do Odessy, o czym opowiedział we Wspomnieniach Odessy, Jedysanu i Bużdżaku (1845–1846). Dzieła te jako tekstowe reprezentacje wędrówek po wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej stały się jednym z najciekawszych dokumentów podróży po Polsce w wieku XIX. Kraszewski odsłaniał w nich bowiem nie tylko doświadczenia związane z poznaniem bliższych i dalszych okolic świata, który był mu najbliższy, ale też zbudował ciekawą pomiędzy nimi korespondencję, która z kolei pozwoliła na odważną diagnozę sytuacji na Kresach.

Podróże autora Wspomnień charakteryzuje romantyczny synkretyzm celów: zainteresowanie historią, folklorem, wielokulturowością ziem wschodnich dawnej Rzeczypospolitej, pejzażem oraz realiami samej podróży: drogami i karczmami. Uderza niezwykłe bogactwo wątków, a przede wszystkim sposobów prezentowania doświadczeń podróżnych: od inscenizacji jarmarku w Janowie, obrazków i scen rodzajowych, rozległych cytatów z dokumentów i książek, narracji legendowych, studiów, esejów i opowieści z przeszłości, historii miasteczek i rodów z nimi związanych, malarskich panoram krajobrazu, portretów ludzi, zbeletryzowanych wątków podróżnych w sternowskim stylu, opisów architektury, rzeczy, obyczajów, flory i fauny, relacji reportażowych, po informacje przewodnikowe.

Kraszewskiego, podobnie jak Pawła Woronicza, Juliana Niemcewicza, Izabelę Czartoryską, Żegotę Paulego, ciekawiły wszelkie ślady historii i pamiątki przeszłości, zwane „starożytnościami”: napisy zachowane na budowlach i nagrobkach, zamki i ich ruiny (Hubków, Pińsk, Łuck, Ostróg, Dubno, Ołyka, Stepań, Czartorysk), architektura dawnych cerkwi, miejsca bitew z Tatarami i Kozakami (Pińsk, Dubno, Stepań, Biała Cerkiew). Tak jak Niemcewicz, Aleksander Przeździecki czy Edward Raczyński, penetrował prywatne biblioteki i archiwa. Na przykład u Aleksandra Chodkiewicza w Młynowie oglądał dawne statuty (ruski i polski), przywileje z podpisami królów, list Stefana Czarnieckiego. Poznał bogate zbiory biblioteczne Antoniego Urbankowskiego w Chorodźcu. Kierował się też ku miejscowościom związanym ze znanymi postaciami. Przy okazji Ossowa opowiadał o Alojzym Felińskim, będąc w Prawotynie – o pamiątkach po Janie Pawle Woroniczu. Przez opowieści o postaciach nadawał wagę miejscom. Snuł też narracje historyczne. W łuckim zamku przypominał dzieje Witolda i Litwy, w Ostrogu – dramatyczne życie Halszki z Ostroga. W Dubnie opowiadał o obronie zamku przed Tatarami, w Korcu – o książętach koreckich, słynnych rycerzach wywodzących się od Olgerda i Dymitra Buttawa Olgerdowicza. Jak wszyscy romantyczni wędrowcy wprowadzał do swej podróży rozbudowany wątek historyczny, czasami rozrastający się w rozległe opowieści, zawsze związane z konkretnym, geograficznym miejscem. W ten sposób odnawiał, wzmacniał i kształtował pamięć przeszłości. Jednocześnie utwierdzał w przekonaniu, że dawne dzieje są najwyrazistszym dowodem wspólnoty wschodnich ziem Rzeczypospolitej z całym krajem.

W prawdziwie romantycznym duchu w ludzie i jego kulturze rozpoznawał korzenie tradycji ziem sobie bliskich. Z inspiracji Zoriana Dołęgi Chodakowskiego i Kazimierza Wójcickiego stworzył w słowie, także w rysunku, portrety mieszkańców krain geograficznych: Poleszuka, Wołynianina, Podolanina, skupiając się, zgodnie z ówczesną modą, na ich fizjonomii. Opisał też stroje, domy i zagrody, także sprzęty i narzędzia pracy. Opowiadał o zajęciach, obrzędach i zwyczajach. Pisał o ludowej kulturze: śpiewie i muzyce, przywoływał zasłyszane legendy; nie ominął opowieści o wężach – mieszkańcach poleskich błot, czarownicach i „hadynie” – wołyńskim bazyliszku. Rejestrował również codzienność i powszedniość życia na wsi ze świadomością, że dokumentuje świat, który niewiele się zmienił od XVII wieku; że odkrywa źródła cywilizacji ziem wschodnich. Ów rys dawności, kreślony w opisach, traktował jako rodzaj kulturowego dziedzictwa. Centrum swojego świata sytuował poza Warszawą i Krakowem – na Kresach, choćby w litewskim zamku w Łucku, gdzie niegdyś Witold – ulubiony bohater pisarza – próbował układać niezależną politykę wobec Polski. Swoją tożsamość Kraszewski budował na historii właśnie ziem wschodnich –Litwy, z którą czuł się głęboko związany. Tę więź umacniał. Stał się wytrawnym znawcą Wilna i historii Litwy, a dzieła: Litwa starożytna. Dzieje ustaw, języka, wiary, obyczajów, pieśni, przysłów, podań (1850) czy Sztuka Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiej (1858–1860), wiele zawdzięczały nie tylko wytrwałym studiom, ale i podróżom. Wędrując, sięgał do źródeł litewskich dziejów. Opowiadał o historii Jaćwieżów – dawnych Poleszuków, i ich zagładzie. Przeszłość odkrywał także w pejzażu – kurhany, „mogiły okopisk”, były dla niego ważnymi śladami dramatycznej historii. Opowiadał również o miejscach – skarbcach polskiej kultury w Chorodźcu czy Młynowie, gdzie zgromadzono wielkie zbiory rękopisów, książek, numizmatów związanych z polską i litewską historią oraz cenne dzieła europejskiej sztuki (obrazy Leonarda da Vinci, Rubensa w Chorodźcu). Właściciel Młynowa Aleksander Chodkiewicz przedstawiony został jako wzór obywatela, który swój majątek spożytkował na badania naukowe i zbiory „starożytności”. Przypisywał wielkie zasługi Radziwiłłom. „Mało jest rodzin – pisał – które by się różnymi czasy tyle krajowi zasłużyły”.

Podobnie jak Seweryn Goszczyński czy Wincenty Pol, stworzył wiele „obrazów” i „scen”, które uformowane w słowie spełniały funkcję dzisiejszych fotografii. W Kraszewskiego zapisie podróży niemal każda odwiedzana miejscowość miała swój „widok”. Celował w krajobrazach z wyeksponowanym motywem architektonicznym (dworem, pałacem, ruinami zamkowymi, kościołami, cerkwiami). Szukał też syntezy samego krajobrazu, na przykład Polesie rozpoznawał jako krainę piachu, błota, sosen i wielkich rozlewisk, Stanisław Burkot nazwał go nawet specjalistą od krajobrazu błot i rozlewisk. Kraszewski rzeczywiście potrafił nadać rzeczom zwykłym inne barwy: „Wystawcie sobie las trzciny splecionej, związanej jak włosy w pińskim kołtunie, a ten las bez granic, jak morze, przecięty tylko gdzieniegdzie korytem rzeki”. Szczególne miejsce we Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy zajęły pejzaże z okolic Pińska. Oto opis jednego z najważniejszych miejsc Polesia – portu rzecznego Brzeg: „Mnóstwo łodzi, obijaników, czółen, bark, Pińczuków w szarych opończach, w czarnych pasach z krzesiwem w ręku, z lulką w zębach, z kołtunem długim i grubym, opartych na wiosłach. – Żydzi czatują u brzegu na gości wysiadających z obijaników okrytych poklatem i nie krytych, Żydówki zapraszają do karczem pobliskich”. Opisywał poleskie rozlewiska o każdej porze roku: wiosną i latem z całym bogactwem natury; jesienią, kiedy życie zamierało i podróż czółnem stawała się kwintesencją monotonii; wreszcie zimą, gdy okazywała się przeżyciem niezwykłym: „Jest coś osobliwego w położeniu i uczuciach podróżnego, który dookoła siebie, nad sobą, przed sobą nic, prócz tej jednostajnej białości nie widzi […] Warto choć raz w życiu tą drogą jechać wśród zamieci dla uczucia widoku tego nieskończonej białości”. Kraszewski, co dla niego charakterystyczne, niezwykłość zderzał z trywialnością: malowniczość pejzażu z konkretem. Szczegółowo opisał czytelnikowi wszystkie rodzaje łodzi, których używano do przewożenia ludzi i towaru na poleskich rozlewiskach. Sam przemierzał je czółnem-obijanikiem.

Deskrypcje pejzażowe obok materiału ikonograficznego – rysunków i szkiców, stworzyły „wizualną” dokumentację podróży. Kraszewski nie tylko opisywał, ale i inspirował wyobraźnię czytelnika, stosując niekonwencjonalne porównania: w Chomsku „kościół podobny do rondelka z pokrywką”, a na przykład miasto Pińsk – do „Żyda bankiera siedzącego na wielkim gościńcu, po kolana w błocie, na worku soli z trzosem rubli”. Dostrzegał i opisywał malowniczość. W jego „obrazach” współtworzyły ją ruiny, motyw wody, pagórkowatość terenu („góry to najpierwsza ozdoba wołyńskich pejzaży”), wreszcie znaczące elementy: krzyż na rozstajach dróg, któremu podróżnik często przyglądał się z bliska: „z figurą Ukrzyżowanego, z daszkiem, na którym wisi cały firmament złocony i srebrzony, z godłami Męki Pańskiej, a na wierzchu z kogutkiem kręcącym się zazwyczaj”. Urzekała go malowniczość ruin zamkowych znad Horynia, Styru, Słuczy… przypominać miały zamki nad Renem; lecz odkrywał też typ swojskiej malowniczości: „Karczemka stała opasana dookoła czerotem, łozą, krzakami […] mała, garbata schylona, nogami w wodzie, głową nad krzaki nie sięgająca. Od rzeki do progu jej prowadziło kilka schodów, a kilka czółen odpoczywało pod brzegiem […] gospodarz wyszedł z wódką na schodki. Starzec siwy, garbaty, stary jak chatka, a tak do niej stosowny […] że wyglądałem tylko azali za nim jeszcze, jak w bajce dziecinnej, nie pokaże się stara o jednym zębie baba”.

Widział jednak nie tylko piękno czy malowniczość. Był też mistrzem w obrazowaniu poleskiego niedbalstwa, brudu, smrodu, brzydoty. „Nic obrzydliwszego na świecie nad karczmę poleską […] Pod nogami twymi plączą się bachury, gęsi, kury, błoto; głowa twoja zawadza o lichtarz siedmioramienny, wiszący z pułapu i kapiący łojem, w nos twój zapach gorzałki, dymu fajek, swędu właściwego Żydom, kwasu, czadu, łoju, dziegciu, błota wpada i uderza; o uszy twoje gwar pomieszany beku dzieci, krzyku kur, kaczek, gęsi, Żydówek, brzęku kwart i pieśni chłopskich. Na dobitkę, w jednym kącie Żydzi rżną kozę wśród izby, w drugim sektor uczy dziecko ponuro powtarzając – Gecher! Uciekasz do alkierza! W alkierzu na betach i piernatach Żydzi mieszą bułki i łokszyn, wisi kołyska, stoi i stół kulawy, włóczy się kotka z kociętami, skaczą kozy po ławach, zawala drogę worek z owsem, w kącie śmierdzi rzepa i brukiew, a w drugim leży kupa kartofli. Ani sposobu! – Gdzież ja będę nocował!”. Do tego trzeba dodać „całą historię naturalną, wijącą się po ścianach” oraz szczury i myszy grasujące zwłaszcza w nocy, co przymuszało podróżnika do drzemki w jedynie bezpiecznym miejscu – karecie podróżnej. Był dokładny: nie pomijał nawet zapachów. Szczególnie nie znosił zapachu dziegciu, łoju, tytoniu z poleskich fajek. Opowiadał też o produkowanym w stepie ze słomy i gnoju kiziaku używanym jako opał, wydzielającym „przykry smród”.

Z wielkim upodobaniem zwracał uwagę czytelnika na drobiazgi, które, jak twierdził, „służąc do obrazu są jego częścią konieczną”. Opowiadał o ołtarzyku z kości słoniowej – pamiątce po Jadwidze królowej Polski, który stał się własnością Jana Pawła Woronicza; ze skrupulatnością opisał szafy należące niegdyś do króla Stanisława Leszczyńskiego, a znajdujące się w bibliotece w Chorodźcu. Zajmowały go napisy na szybach okien (!) w karczmach, czynione przez podróżnych na „pamiątkę” pobytu, jak na przykład „Tu nocowałem…” i data, nazwał je „literaturą szybową”. Przedstawiał też różne osobliwości, na przykład sprzedawane na jarmarku długie drewniane osikowe trąby, zwane dymnikami, czyli pełniące funkcję po prostu kominów; w stepie zaś ciekawiły go cerkwie, przed którymi budowano kamienne lub drewniane wystawki z wizerunkiem świętego i skarbonką dla hojnych pielgrzymów. Sternowskie upodobanie do szczegółu dopełniającego całość obrazu i dziś pozwala czytelnikowi głębiej wniknąć w charakter opisywanego świata, niejako także być w podróży…

Obok pejzażu poleskiego czy wołyńskiego Kraszewski poznawał także krajobraz stepu. Nie sposób było nie zauważyć odmiennego typu domów. Brak materiału (drewna, kamienia) sprawiał, że budowano je w wykopanej w ziemi dziurze „z wejściem tak niskim, że się wpół schylić potrzeba, aby się wcisnąć do chaty, mają zwykle z jednej tylko strony maleńkich parę okien nad samą ziemią, dach pokryty darniem, porosły wysokimi często trawy, a nad nim maleńki wystający kominek”. Dowiadujemy się, że w okolicach Ananiewa na tych stepowych domach, zwanych ziemlankami, gnieździły się bociany. Kraszewski widział te rozsypane w pejzażu ziemlanki jak twarze: okienka były oczami, drzwi – otwartymi ustami.

Krajobraz stepu wypełniał „złocistymi łanami” ciągnącymi się w nieskończoność; opowiadał o basztanach, czyli ogrodach kawonów i melonów, o polach „kukuruzy”, które widział po raz pierwszy w życiu. By oddać istotę pejzażu, szukał odniesień geometrycznych: „Ogromne łany różnofarbne otaczają trakt dookoła, żółto, biało i zielono pokrajane w pasy, kliny”. Drogi wypełniał czumackimi „wałkami”, czyli taborem kilkudziesięciu wozów zaprzężonych w woły, wiozącym zboże do Odessy, a każda „wałka” miała przywiązanego na sznurku koguta, by budził o świcie. Wpisywał do tego pejzażu stada pędzonych wołów, tabuny koni i charakterystyczny pył unoszący się spod końskich kopyt ze spiekłej żarem słońca ziemi. Opowiadał też o płożących się po ziemi albo olbrzymich z karmazynowymi kwiatami bodiakach, które stały się dzięki Antoniemu Malczewskiemu atrybutem romantycznego pejzażu stepowego. Wprowadził także dziada lirnego, którego spotkał w Wierzchówce. Spostrzeżenia podróżne wyraźnie konfrontował z literaturą.

Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy są dowodem poszanowania dla różnorodności kulturowej poznawanych przez autora przestrzeni i miejsc. Odmienność go ciekawi. W jego relacjach swoje miejsce zajmują Poleszuki, Wołynianie, Podolanie, Litwini, Polacy, Żydzi, Rusini, Ormianie, Karaimi, Mołdawianie, Tatarzy, Kozacy. Miał potrzebę przełamywania stereotypów, choć sam nie był od nich wolny, zwłaszcza wobec Żydów, których nazywał „plugawym plemieniem”, podobnie jak Niemcewicz uważając, że zamiast prowadzić karczmy i rozpijać chłopstwo, Żydzi powinni zająć się rzemiosłem albo rolnictwem. Za ten nierozwiązany problem wsi polskiej winił jednak przede wszystkim właścicieli ziemskich. Kraszewski zdecydowanie bowiem stał na stanowisku równości praw. Ubolewał nad nietolerancyjnymi ustawami synodu łuckiego z 1726 roku, w myśl których Żydom zabroniono budowania nowych synagog, pokazywania się na ulicach w czasie Wielkiego Tygodnia, obcowania i mieszkania z chrześcijanami, a nawet jedzenia z nimi; przypominał, że nakazywano odrębny ubiór (żółte czapki, strój bez ozdób). Ukazywał zbiorowość żydowską jako podmiot wartości społecznych, przypominając o istnieniu żydowskich szkół, drukarń i sądów. Sławutę przedstawiał jako stolicę „izraelityzmu wołyńskiego”. Opowiadał o postaciach wyjątkowych, na przykład o pewnym magidzie – „rabinie rabinów”, z nadhoryńskiego Stepania. Nie taił dramatów. Wskazywał miejscowości, gdzie dokonano pogromów: w Kołkach „za napadów Kozackich Żydów tu taką ilość wyrżnęli, że dziś jeszcze trwa pamięć grobli, którą ich trupem usłano”; w Zasławiu przypominał: „Wyprosili sobie Żydzi zasławscy u barbarzyńców, że ich zebranych w smętarnym domu zamordowali i z domem spalili”. Wydaje się ważne, że o traumatycznym doświadczeniu żydowskim pisał wprost i traktował je jako fragment historii dawnej Rzeczypospolitej. Ów niekonwencjonalny wizerunek podtrzymywał w opisie podróży do Odessy.

Kraszewski oswojony z wielokulturowością nie mitologizował kresowej polskości. Gdy przemierzał Polesie, dostrzegał, że lud mówi mieszaniną polskiego i małoruskiego, a dominującym elementem wsi są nie kościoły, a cerkwie. Zauważał przemiany kulturowe, z polskiego punktu widzenia choćby i trudne, na przykład opowiadał o sernickiej szlachcie, która upodobniła się do chłopów, przeszła na wyznanie greckie, mówiła „językiem ruskim chłopów wołyńskich, mieszając weń słowa polskie, a czasem i przysłowie stare, zabytek ich pochodzenia i ślad cywilizacji”, a jednocześnie przechowywała pamięć o polskiej królowej Bonie, która nadała jej herb. Portretował przede wszystkim lud, odsłaniając jego odrębność kulturową. Pisząc o Poleszukach, Wołynianach, Podolanach, odrzucał kategorię narodowości na rzecz słowiańskości (posługiwał się określeniem „nasz kraj słowiański”).

W podróży zwykle omijał dwory i wołyńskie pałace słynące z bogactwa i pięknych ogrodów, sarkastycznie stwierdzając, że „tytuł tym jest na Wołyniu, czym kołtun w Pińsku”. Nie przedstawiał, jak Aleksander Przeździecki, który wędrował po Wołyniu, Ukrainie i Podolu, bogactwa. Przeciwnie, próbował odmitologizować wizerunek Wołynia jako ziemi mlekiem i miodem płynącej. Zwracał się ku przeszłości, opowiadając o kataklizmach – zwłaszcza czasach głodu. Odkrywał też, że nieco lepsza kondycja ludu wołyńskiego wynika z urodzajności ziem, a nie z dbałości stanów uprzywilejowanych o chłopów. Dwory i pałace interesowały go tylko wówczas, gdy ich właściciele, jak Chodkiewicz czy Urbankowski, stawali się zbieraczami „starożytności”, czyli kultywowali pamięć przeszłości.

Kraszewski konfrontował wiedzę o wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej z nowymi doświadczeniami zdobytymi w podróży do Odessy, utekstowionymi we Wspomnieniach Odessy, Jedysanu i Budżaku. Oswojony z wielokulturowością poznał jej ekstremalny wymiar w Odessie: „[…] wszyscy zdają się być równi, swoi i miejscowi […] Wszystkich gościnnie zaprasza ta ziemia, ciśnie się też i Wschód, i Zachód, a z powodu, że każdy tu jeszcze gość, a już jak u siebie, powstaje szczególna jakaś mięszanina. Każdy ma swoje obyczaje, ubiera się, jak chce, mówi swoim językiem, żyje po swojemu, a nikogo to zupełnie nie zadziwia. Swoboda całkowita, wymagań żadnych, stosować się do nikogo nie potrzeba”. Tym razem Kraszewski prezentował niejednoznaczną postawę wobec etnicznej różnorodności Odessy. W zgodnym współżyciu wielu nacji widział nie tylko wyraz wolności: „Jest to cecha i piętno Odessy, że w niej nie ma większości żadnej, pierwiastki doskonale i w równych częściach pomieszane”. Rozmaitość kulturową nazywał „mięszaniną”, nie odnajdywał w niej bowiem nacji fundamentalnej – takiej, która w jego przekonaniu stanowić powinna fundament społecznego życia wielokulturowej zbiorowości.

Kraszewski, poszukując spoiwa dla owej „mieszaniny”, interesował się żywotnością i oddziaływaniem kultury słowiańskiej. Zachęcał, by Towarzystwo Historii Starożytności w Odessie podjęło próbę popularyzacji tradycji narodów słowiańskich. Proponował jednak inną niż Mickiewicz postawę – opartą na doświadczeniu podróżnym, studiach dokumentów i poszukiwaniu śladów pamiątek przeszłości, a unikającą wszelkiej mitologizacji. Podróż była dla Kraszewskiego także pewnego rodzaju zadaniem etycznym. Podróżował, pragnąc na własne oczy zobaczyć i następnie przedstawić rzeczywistą sytuację na Kresach. We Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy oskarżał polską arystokracją o brak zainteresowania postępem cywilizacyjnym. Poświadczeniem tego były obrazy zaniedbanych dworów, walących się pałaców, zrujnowanych miasteczek oraz archaicznej gospodarki i nędzy chłopów spowodowanej „zdzierstwem nieludzkim”. We Wspomnieniach Odessy, Jedysanu i Budżaku szedł jeszcze dalej w krytycznej ocenie roli arystokracji. By rolę tę odsłonić, wybrał znaczącą scenerię. Zainscenizował rzecz w miejscu nieprawdopodobnego bogactwa – w Tulczynie, pałacu Szczęsnego Potockiego. Tam ujawnił zarys swej diagnozy polskiej obecności na Kresach. Pisał: „Pałace nie są już w żadnym związku z krajem otaczającym je”. Tulczyn przedstawił jako miejsce obce, gdzie „swojskość” objawiła się jedynie w portretach antenatów w sarmackim stylu. Brak związków z ziemią, z „rodowitością” – jak rzecz nazywał – uznał za winę polskiej arystokracji, która jego zdaniem przestała być „strażą narodowości”. Przepych Tulczyna wydał mu się nie tylko obcy, ale i martwy. Niezamieszkały pałac, przyprószony kurzem, pozbawiony krzątaniny, był dla Kraszewskiego symbolem wyczerpania. Do tak dramatycznego rozpoznania dodawał spostrzeżenia dotyczące przemian obyczajowości: „Powraca jakaś półcywilizacja, duch handlarstwa, skąpstwa, idące w ślad za myślą zysku”. Ubolewał nad zanikiem „słowiańskiej gościnności”, która była stałą wartością tożsamościowego projektu każdego romantycznego podróżnika, także Kraszewskiego.

Doświadczenia podróży poświadczały prawdziwość diagnozy. Kraszewski bowiem, zostawiwszy za sobą Bałtę, która dawniej leżała na polsko-tureckiej granicy, odkrył niezwykłą zmianę. Zamiast charakterystycznych dla ziem Rzeczypospolitej ruiny i zaniedbania, zobaczył osiedla pełne życia. Konfrontacja dopiero co widzianego „kraju naszego” z ziemią, której rozwój następuje dzięki ekspansywnej polityce Rosji, tym mocniej uzmysławiała kres rodzimej cywilizacji i płynące stąd zagrożenia. Zwłaszcza że dzieje przemierzanych ziem przypominały także o zagładzie dawnych ludów: Tatarów i Kozaków, których miejsce zajmowali przybysze z różnych stron. Za Bałtą rozprzestrzeniała się ekspansywna kolonizacja rosyjska. Właśnie jej owocem był wprost fantastyczny rozkwit Odessy.

Kraszewski w obu podróżnych Wspomnieniach podjął się szczególnego zadania. Przypominał historię poznawanych ziem, przekonany, że odnawiana pamięć przeszłości wzmocni dawne więzi, wesprze nadzieję i zainspiruje do odnowy. Ofiarowując zaś czytelnikowi możliwość uczestnictwa w dwóch dopełniających się podróżach niejako zmuszał do samodzielnej diagnozy polskiej obecności na Kresach.</document>
<document nplp_id="800" title="Podróże romantyków po&amp;nbsp;kraju" slug="podroze-romantykow-po-kraju">Podróże romantyków po Polsce zostały utrwalone w dwóch postaciach: ikonograficznej i tekstowej. Pierwsza przyjmowała formę szkicu-rysunku, akwareli, pasteli olejnego obrazu, ale i litografii, akwaforty, druga przede wszystkim „podróży” rozpoznawanej jako literacki gatunek pogranicza. W latach pięćdziesiątych summa doświadczeń z wędrówek po kraju wpisywana był również do przewodników, których autorzy nierzadko korzystali z konwencji „podróży” (np. Oscar Flatt, Brzegi Wisły od Warszawy do Ciechocinka z dopełniającym poglądem na przestrzeń od Torunia do Gdańska,1854). Wrażenia i wiedza zdobyta w „przejażdżkach” po kraju znalazły swój wyraz także w literaturze pięknej, która, zwłaszcza na początku rozwoju polskiego krajoznawstwa, przejmowała funkcję przewodników. Można wymienić Okolice Krakowa Franciszka Wężyka, a przede wszystkim słynne Pieśni o ziemi naszej Wincentego Pola nazywane dziełem „geografii serdecznej”. „Podróże” i literatura piękna pierwszej połowy XIX wieku wzajemnie oddziaływały na siebie w tworzeniu wyobrażeń czytelnika o polskiej przestrzeni geograficznej.

Wydaje się, że najważniejszą inspiratorką romantycznych podróży po Polsce była historia. Utrata niepodległości wymusiła na pokoleniu, które doświadczyło katastrofy rozbiorów podjęcie starań nie tylko o zachowanie i dokumentowanie wszelkich narodowych pamiątek, ale i ich poznanie. Dlatego głównym wątkiem wędrówek romantycznych było zainteresowanie przeszłością i jej śladami obecnymi w polskim krajobrazie. Propagatorem podróży historycznych był Julian Ursyn Niemcewicz, który w latach 1811–1828 przemierzył niemal całe terytorium dawnej Polski. Jego zainteresowania i pasję podróżniczą przejęli inni: Józef Ignacy Kraszewski, Aleksander Przeździecki, Edward Raczyński, Żegota Pauli, Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Władysław Syrokomla. Warto tu podkreślić, że charakter romantycznego krajoznawstwa ulegał przemianom, ale nawet jeśli zmieniały się zainteresowania wędrowców i ich szlaki, także sposób opowiadania o podróżnym doświadczeniu, to dwie rzeczy pozostawały niezmienne: bogaty zakres celów podróży oraz przekonanie o potrzebie kształtowania świadomości historycznej. Dlatego szlaki prowadzące do źródeł narodowej tożsamości, czyli miejsc, które miały wspierać mit wspólnoty stały się tak popularne: przede wszystkim do Krakowa i wawelskiej katedry – „ogromnej przestrzeni wyobrażeń” jak nazwał ją Kraszewski; do początków polskiej państwowości: Gniezna, Kruszwicy i nad Gopło. W świat duchowości, do źródeł chrześcijaństwa: na Święty Krzyż do Wiślicy i Sandomierza; wreszcie przez Puławy – do muzeum narodowych pamiątek i do Lublina – miasta-świadka mocarstwowej potęgi dawnej Rzeczypospolitej. Wędrówki tego typu nazywano za Władysławem Syrokomlą podróżami „swojaka po swojszczyźnie”. Włóczęga po kraju - jedyna dozwolona forma patriotyzmu - była traktowana jako konieczna forma edukacji. Znalazła zwolenników zwłaszcza wśród artystów, ludzi nauki, młodzieży szkolnej i uniwersyteckiej. Romantyczni podróżnicy w jakiejś mierze byli już przygotowani do czytania przeszłości z pejzażu. Uczyli ich tego pisarze wieku XVIII, choćby Volney i Gibon. Przewodnikiem po polskim historycznym krajobrazie został Julian Ursyn Niemcewicz. On wprowadził zwyczaj „zwiedzania pól bitewnych” (Raszyn, Płowce, Beresteczko). Stworzył także mapę archiwów i bibliotek, zabytkowych kościołów. On wreszcie po Zygmuncie Voglu niepomiernie wzbogacił szlak prowadzący śladem polskich zamków, dalej wytrwale uzupełniany przez cały wiek XIX, także dzięki inicjatywie czasopism zwłaszcza „Przyjaciela Ludu”, potem „Tygodnika Ilustrowanego” i „Kłosów”. Ich redakcje, nawiązując do idei Towarzystwa Przyjaciół Nauk, patronowały akcji dokumentowania i popularyzowania „pamiątek starożytniczych”. Tego typu projekty wyzwoliły wielką aktywność podróżniczą przypadającą zwłaszcza na lata czterdzieste i pięćdziesiąte XIX wieku. Marzenie Seweryna Goszczyńskiego, by stworzyć wielką księgę zamków polskich, niejako urzeczywistniało się w wędrówkach po kraju, które przyczyniły się do stworzenia mapy zamków obejmującej niemal całe terytorium dawnej Polski. Również Żegota Pauli podjął się dzieła dokumentowania i inwentaryzacji pamiątek przeszłości, powstał jednak tylko jeden tom – Starożytności galicyjskie (1840), bowiem brak funduszy nie pozwolił w pełni urzeczywistnić zamysłu. Związek geografii z historią propagowano również w literaturze pięknej począwszy od popularnych dumań nad ruiną, drukowanych zwłaszcza w „Pszczółce Krakowskiej” po dzieła, których autorzy odwoływali się często już w tytułach do rzeczywistych miejsc-zamków ( Grażyna – Nowo- gródek; Zamek kaniowski – Kaniów; Król zamczyska – Odrzykoń; Zamek w Czarnokoziń- cach; Zamek w Ogrodzieńcu; Nie-Boska komedia – Okopy Św. Trójcy). W „podróżach” zaś utrwalił się zwyczaj snucia opowieści w miejscu historycznych zdarzeń, czyli ożywiania przeszłości (Niemcewicz w Żółkwi, Kraszewski w Łucku). Poetyka opowiadań, zwłaszcza w wydaniu poetów, przekształcała się czasem w wizyjne obrazy (Zmorski – Czersk, Syrokomla – Troki). Zainteresowanie przeszłością przyczyniło się również do tworzenia szlaków podróży prowadzących do siedzib sławnych Polaków (Toruń – Kopernik; Winna Góra – Henryk Dąbrowski, Olesko – Jan Sobieski, Żółkwia – Stefan Żółkiewski, Czarnolas – Jan Kochanowski, Ossowa – Franciszek Feliński). Ów trakt stale będzie przez romantyków uzupełniany. Na przykład w 1830 roku uaktualniona została trasa wędrówki z Kowna do doliny Kowieńskiej, zwanej później Mickiewiczowską. Przypomniała ją Emilia Plater wraz z Franciszkiem Mickiewiczem i Karoliną Kowalską w roli przewodniczki. W latach pięćdziesiątych utworzony został szlak Mickiewiczowski, pamięć o nim utrwalił Edward Chłopicki w Podróżach różnoczasowych (1863). Z romantycznych wędrówek można więc odtworzyć imaginacyjną mapę zawierającą nieprzebraną liczbę szlaków aktywizujących pamięć historyczną.

Z zainteresowaniem przeszłością wiązał się też bardzo szczególny rys obyczajowy romantycznych podróży: zwyczaj zaglądania do grobów. Na przykład w Klimontowie Niemcewicz oglądał szczątki Józefa Ossolińskiego. Sensacyjną historię o „zwiedzaniu” grobów opowiedziała Hoffmanowa. W podziemiach kościoła w Klimontowie: „Kilkanaście trupów obok siebie ustawionych, tworzy dziwne grono, godne pióra Byrona. Kilka z nich, z których jeden, jak znać po ubiorze był księdzem, drugi żołnierzem stoją o ścianę oparci z dwóch boków, siedzi po jednej stronie stara kobieta ze schyloną głową, jeszcze ma czepek siatkowy i włosy czarne, a po drugiej na pół leży pastuszek kaleka; na twarzy jego dotąd maluje się boleść i cierpienie”. Władysław Syrokomla w latach pięćdziesiątych, kiedy wybrał się w podróż „swojaka po swojszczyźnie” do Wielkopolski, otwierał trumnę Henryka Dąbrowskiego, a nawet udarł kawałek sukna z jego ubrania na pamiątkę. Pauli Żegota zaś w kaplicy kościoła Franciszkanów w Krośnie oglądał zwłoki Anny i Stanisława z Kunowa Oświęcimiów. Pisał: „z Anny krom czaszki i kilku kości nic nie pozostało, każdy bowiem z podróżnych […] zwykł brać z sobą jakowąś pamiątkę”.

Na rozwój polskiego krajoznawstwa miał także wpływ klimat epoki, a zwłaszcza myśl Herdera, kierująca uwagę na związek człowieka z ziemią i jej krajobrazem. Z tej inspiracji zrodziło się romantyczne zainteresowanie ludem. Maurycy Mochnacki wzmacniał wagę zwrotu ku tradycji ludowej, twierdząc że źródło narodowej tożsamości tkwi w nieskażonej cywilizacją kulturze. Propagatorem wędrówek w poszukiwaniu źródeł narodowej i słowiańskiej przeszłości był Zorian Dołęga Chodakowski, który z tobołkiem na plecach i kosturem w ręku wędrował przez kilkanaście lat (prawdopodobnie od 1813 roku) po Polsce. On zaszczepił potrzebę zbieractwa zabytków sztuki ludowej, zwłaszcza pieśni, on także prowadził wykopaliska archeologiczne, poszukując śladów kultury Słowian. Z jego inspiracji zainteresowano się nie tylko ludową twórczością, ale i potrzebą jej dokumentowania. Już filomaci zbierali pieśni i wędrowali po okolicach rodzinnej ziemi. Pasja krajoznawcza połączona z folklorystyczną szczególnie silnie rozwinęła się w Galicji. Zbieractwo ludowych pieśni wymagało podsłuchiwania, podpatrywania na jarmarkach, weselach, wieczornicach, a więc i nieustającego wędrowania. Tak właśnie powstał cenny zbiór pod tytułem Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, zebrane przez Wacława z Oleska, z muzyką instrumentowaną przez Karola Lipińskiego (1833), a po nim następne. Pauli Żegota wydał osobno pieśni polskie (Pieśni ludu polskiego w Galicji, 1838) oraz ruskie (Pieśni ludu ruskiego w Galicji, 1839 – 1840). Także w latach czterdziestych plonem krajoznawczych wędrówek było wiele zbiorów pieśni (np. Ludwika Zejsznera, Pieśni ludu Podhalan, czyli Górali tatrowych polskich, 1845). Wszystkie stały się fundamentem dla wielkiego przedsięwzięcia Oskara Kolberga, jednego z najwytrwalszych wędrowników po Polsce XIX wieku. Do idei Chodakowskiego nawiązali również Ziewończycy: August Bielowski, Seweryn Goszczyński, Lucjan Siemieński, Dominik Magnuszewski Aleksander i Józef Dunin-Borkowscy. W podróżach po Galicji zbierali pieśni i podania ludowe, opisywali pamiątki historyczne, poszukiwali – jak ich patron Chodakowski – śladów materialnej kultury Słowian. Takim tropem wędrowali między innymi August Bielowski, Żegota Pauli, Józef Łepkowski. Badali i opisywali ślady dawnej kultury (kurhany, cmentarzyska, kamienie ofiarne, posagi bóstw, poświadczone dodatkowo przez podania ludowe) zgodnie z przekonaniem Lucjana Siemieńskiego, że „pomnik grobowy to także kamienna karta historii”. Warto dodać, że niemal powinnością stało się wówczas przywożenie z podróży po kraju rozmaitych wersji podań i legend. Już w latach trzydziestych zapisywali je Seweryn Goszczyński, Żegota Pauli, Józef Ignacy Kraszewski. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych owocem wypraw krajoznawczo-ludoznawczych były również tego typu zbiory. Wydawali je poeci (Karol Baliński, Powieści ludu spisane z podań, 1842; Lucjan Sie- mieński, Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, 1845; Roman Zmorski, Podania i baśni ludu w Mazowszu z dodatkiem kilku śląskich i wielkopolskich, 1852) i folkloryści (Władysław Kazimierz Wójcicki, Klechdy. Starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, 1837). Pasja folklorystyczna mocno wspierała polskie krajoznawstwo. Podróżnicy nie tylko spisywali pieśni i legendy, ale interesowali się całą sferą kulturową: strojami, typem budownictwa, zajęciami i rzemiosłem, obyczajami. Szczególnie świetnie przedstawił tę domenę Kraszewski we Wspomnieniach Polesia, Wołynia, Litwy (1840).

Stałą cechą romantycznych wędrówek po kraju była swoista ich interdyscyplinarność. Niemcewicz interesował się nie tylko zamkami, archiwami, bibliotekami, zabytkowymi kościołami, zbiorami dzieł sztuki. Zajmowała go również teraźniejszość: kondycja ludu, mieszczaństwa, Żydów, a także stan miast i miasteczek, przemysł, czyli rozwój cywilizacyjny Polski. Po nim przejęli te zainteresowania inni: Kraszewski, Przeździecki, Syrokomla, wzbogacając je o nowe obszary tematyczne. Zwracano uwagę na różnorodność etniczną społeczności zamieszkujących terytorium dawnej Polski. Odkrywano ją zwłaszcza w podróżach na Pokucie, w Beskidy; przyglądano się Hucułom, Łemkom (Pol, Bielowski, Wójcicki, Aleksander Zawadzki). Syrokomla opowiadał o zamieszkujących Litwę Karaimach i Tatarach. Romantycy z uwagą przyglądali się różnorodnym społecznościom, z którymi stykali się w podróży. Goszczyński portretował górali tatrzańskich, Kraszewski Poleszuków, Wołynian, Podolan. Niemal każdy z wędrowników rejestrował w słowie „fizjonomię” ludu mazowieckiego, sandomierskiego, krakowskiego… Podróż umożliwiała więc poznanie etnograficznej odmienności mieszkańców rozmaitych regionów dawnej Polski. Sprzyjała integracji.

W podróżach zajmowała romantyków również sama natura. Najpierw ta uszlachetniona nierozerwalnie związana z pałacową architekturą. Do najczęściej odwiedzanych ogrodów należały wówczas: Puławy, Nieborów, Arkadia. Oglądał je Niemcewicz, Hoffmanowa, Rautenstrauchowa. Pałace i ogrody wyznaczały trasy wielu, nade wszystko Przeździeckiego, którego „podróż” po Podolu, Wołyniu, Ukrainie (1841) odkrywała najwspanialsze: w Tulczynie, Krzewinie, Żukowcach.

Przeździecki popularyzował również nowego typu – „podróż bez celu” (nawiązywał do tytułu sternowskiej powieści Fryderyka Skarbka), czyli dla przyjemności, by podziwiać piękno natury i o przeżyciach wywołanych jej widokiem opowiadać. Tego typu wyprawę przedsięwziął wzdłuż wybrzeży Dniestru w 1839 roku i nazwał „turismem”. Pouczał, że „podróż bez celu” nie może być obarczona celami utylitarnymi: naukowymi, ekonomicznymi, handlowymi. Romantycy jednak jeszcze przed Przeździeckim odbywali tego rodzaju podróże. Turystką była Hoffmanowa, Goszczyński, Kraszewski, Pol, Steczkowska. Swoim wędrówkom przypisywali walor poznawczy oraz przyjemność odkrywania nieznanych im światów. Również warszawscy „cyganie”: Seweryn Filleborn, Roman Zmorski, Józef Bohdan Dziekoński, Włodzimierz Wolski, a także Karol Brzozowski i Teofil Lenartowicz uciekali przed nudą miejskiej egzystencji na wieś i wędrowali po Mazowszu. Niektórzy z nich (Zmorski, Brzozowski, prawdopodobnie Lenartowicz), jak Goszczyński, Pol czy Kraszewski łączyli krajoznawstwo z działalnością polityczną i konspiracyjną. Również warszawscy malarze Henryk Pillati, Julian Cegliński, Franciszek Kostrzewski, Wojciech Gerson uciekali od zgiełku miasta i propagowali wędrówki krajoznawcze.

Niezwykle ponętna stawała się dla romantyków przyroda nie skażona cywilizacją. Takimi dzikimi krainami było wówczas Polesie, stepy Ukrainy, a przede wszystkim góry. Świetny opis Polesia dał Kraszewski we Wspomnieniach Wołynia, Polesia, Litwy. Również Wincenty Pol był autorem niesamowitego „obrazu” lodowego pejzażu z wycieczki na saniach po zamarzniętym Bałtyku (Na lodach, 1866). W tej podróży ważna stawała się nie tylko niezwykłość miejsca, ale i przygoda, która tam spotkała autora. Odnajdywano w wędrowaniu po kraju nową motywację, niejako uwalniając się od powinności patriotycznych na rzecz czegoś nowego, wyjątkowego, niespodziewanego. Pojawiła się potrzeba już nie samego oglądania i podziwiania malowniczego krajobrazu, ale docierania do miejsc niejako gwarantujących uczestnictwo w przygodzie. Wędrówka w nieznane, jak choćby wyprawa Goszczyńskiego do jaskini Pisanej, stała się fascynacją romantyków. Z tego też powodu „podróże” przekształcały się coraz częściej w zbeletryzowane opowieści o niezwykłych doświadczeniach doznanych w podróży po kraju (Rautenstrauchowa, Fisz, Tripplin). W latach czterdziestych i pięćdziesiątych najbardziej popularne stały się wycieczki w Tatry, choć jeszcze na początku lat trzydziestych Wincenty Pol nie wyobrażał sobie życia w Zakopanem. Przez długi czas centrum tatrzańskiej turystyki był Nowy Targ, a wyprawy w góry wiodły głównie z Bukowiny do Morskiego Oka oraz do Doliny Kościeliskiej. Turystom wówczas zawsze towarzyszyli przewodnicy-górale, którzy sami wytyczali szlak, ochraniali przed niebezpieczeństwami, wreszcie opowiadali legendy i baśnie. Zdobywano wówczas szczyty głównie dla zobaczenia panoramy krajobrazowej. Dopiero z biegiem lat zasmakowano we wspinaczce jako sportowym wyczynie. Tymczasem pierwsze spotkania z górami dziewiętnastowiecznych wędrowców miały nierzadko mistyczny klimat; w zetknięciu z ich ogromem doświadczali „uczucia nieskończoności”. W Tatrach przypominano również monolog Kordiana na Mont Blanc. Pamiętano głównie o doznaniu przez bohatera mocy i wolności. To jego przeżycie chciano powtórzyć w rodzimych górach. Może też dlatego stały się miejscem patriotycznych manifestacji (Pola wyprawa ze studentami na Halę Smytną). Warto przypomnieć, że w Tatry zaprowadził romantyków Stanisław Staszic. Wielu z nich podróżowało z jego książką O ziemiorództwie Karpatów i innych gór oraz równin Polski (1815). To od niego dowiedzieli się, że mech czerwony (Goszczyński nazywał go amarantowym) porastający skały pachnie fiołkami i poszukiwali takich miejsc w Tatrach. Staszic geolog i taternik (pierwszy zdobył Łomnicę) prowadził ich po górach, tak jak Tomasz Święcki, autor pierwszej polskiej geografii historycznej, wiódł ich szlakiem miast i miasteczek odkrywając ślady przeszłości ( z jego książką Opis starożytności Polski (1816) podróżowało wielu, choćby Niemcewicz, Hoffmanowa, Wężyk). Stopniowo pojawiały się coraz to nowe relacje z wycieczek w Tatry, które nie tylko wzbogacały wiedzę o górach, oswajały z krajobrazem, ale i zawierały typowo przewodnikowe informacje. Za taki pre-przewodnik uznaje się Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin (1858) Marii Steczkowskiej. Do podróżników, którzy pozostawili po sobie ciekawe relacje z wycieczek i wspinaczek po Tatrach można zaliczyć Stanisława Dunina-Borkowskiego, Ambrożego Grabowskiego, Aleksandra Zawadzkiego, Michała Głowackiego, Seweryna Goszczyńskiego, Łucję z Giedrojciów Rautenstrauchową, Ludwika Pietrusińskiego, Ludwika Zejsznera, Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, Teodora Tripplina. Po Staszicu zaś znawcą gór został Wincenty Pol, prekursor badań krajoznawczych i geograficznych. Występował w roli nie tylko geografa, ale także hydrologa i etnografa. Odbył wiele pieszych wędrówek często, dla bezpieczeństwa, z eskortą wojskową. Wraz z Janem Kantym Łobarzewskim-botanikiem przemierzył Karpaty Wschodnie docierając do Czarnohory, poznał Bieszczady, Tatry, Beskidy, Sudety, i ich najwyższy masyw – Karkonosze. Pol podjął apel Staszica skierowany do młodych „by nikt nie ubiegał ich w poznaniu własnej ziemi”. Wydaje się, że był najwytrwalszym podróż- nikiem romantycznym. W Pieśniach Janusza (1835) wyznawał: „Od Beskidów do Pomorza z Litwy aż do Zaporoża, całą Polskę znam”. W młodości poznał w wędrówkach konspiracyjnych Podole, Wołyń, Ukrainę; rzemiennym dyszlem przemierzył trasę z rodzinnych Mostek do Wilna; dotarł na Śląsk, poznał zwłaszcza Cieplice i Wrocław; po powstaniu listopadowym podróżował z Drezna przez Wielkopolskę; był w Warszawie, Lublinie, jeździł na Żuławy Wiślane, zwiedził Gdańsk, Sopot, Elbląg. Organizował wycieczki dla studentów nie tylko w Tatry, ale i do Niepołomic i Puszczy Niepołomickiej oraz w okolice Krakowa: do Tyńca, Krzeszowic, Bielan, Tęczynka, Wieliczki. Wędrował również po Pieninach. W podróżach krajoznawczych Pola dominował aspekt naukowy. Badał między innymi dorzecza rzek: Wisły, Odry, Sanu, Dniestru, Prutu. Owocem wszystkich podróży były Obrazy z życia i natury (1845); ich wersja poszerzona ukazała się w latach 1869 – 1870. Tytuł pochodził jednak od redakcji. Pol bowiem wzorując się na Aleksandrze Humboldcie i jego Widokach natury, swoje reportaże z podróży zatytułował Widoki kraju. Zachęcał w nich do czytania z księgi natury. Pokazywał różnorodność polskiego krajobrazu. Akcentował w nim barwę, dynamikę i nastrój, by stworzyć wrażenie „żywego obrazu”. Podkreślał jego zmysłowość doznaniami zapachowymi, twierdził bowiem, że „każdy kraj ma swój własny odór, swój własny zapach”. W ten sposób pragnął czytelnika zachwycić, by rozbudzić w nim potrzebę poznawania widoków kraju.

Podróże romantyków po dawnej Polsce mogłaby objąć tylko jakaś szczególna, wielowarstwowa mapa. Jej tworzenie rozpocząć by można od przywołania szlaków archeologicznych wędrówek Chodakowskiego, Balińskiego, Paulego, Łebkowskiego, Sobieszczańskiego, by odkryć to, co ukryte pod ziemią, a co było przedmiotem szczególnej ciekawości romantyków zapatrzonych w kurhany, mogiły, cmentarzyska bitew. By zaś odsłonić to, co widoczne w panoramicznym pejzażu dolin, rzek i gór trzeba przywołać „podróże” niemal wszystkich romantycznych wędrowców, bo cała ta niezmierzona zawartość polskiego krajobrazu stała się przedmiotem ich opisu – ma swą tekstową reprezentację. Najświetniejsze stworzyli: Goszczyński – Dziennik podróży do Tatrów (1853); Kraszewski – Wspomnienia Polesia, Wołynia Litwy (1840), Pol – Obrazy z życia i podróży (1845).

Julian Ursyn Niemcewicz uformował imaginacyjną mapę krajowych wędrówek dzieląc terytorium dawnej Polski na geograficzne krainy, w obrębie których wytyczał szlaki wędrówek. Późniejsi podróżnicy przyjmowali ten porządek jako naturalny, czyli wędrowano po Mazowszu, Sandomierskiem, Lubelskiem, Krakowskiem; zwiedzano Wielkopolskę, Śląsk i Prusy; jeżdżono na Litwę. Jeśli wędrowano po Wołyniu, to także po Podolu i Ukrainie; wreszcie zwiedzano Galicję, a w niej zwłaszcza Tatry. Tak po Niemcewiczu podróżowała Hoffmanowa, Rautenstrauchowa, Łuszczewska, Gerson i malarze warszawscy, Cyprian Norwid, Władysław Wężyk, Syrokomla i wielu innych. Ale podróżowano też inaczej: po bliższych i dalszych okolicach ziemi rodzinnej: Józef Ignacy Kraszewski po Polesiu, Wołyniu, Litwie, Michał Grabowski, Juliusz Słowacki po Ukrainie; Władysław Syrokomla po Litwie; Edward Raczyński (Wspomnienia Wielkopolski, t.1 – 2 1842 – 1843), Ryszard Berwiński po Wielkopolsce (Listy z narodowej Pielgrzymki – relacje z odbytej w 1838 wędrówki po Wielkopolsce drukowane w „Przyjacielu Ludu”). Proponowano też wycieczki, których trasy wiodły przez miasta i ich okolice (Grabowski, Baliński, Syrokomla), w miastach zaś zachęcano do spacerów i przechadzek. Wszystkie wędrówki bez względu na ich charak- ter obok kontekstów historycznych, folklorystycznych, geograficznych, cywilizacyjnych wspierać miały poczucie wspólnoty z ziemiami przez podróżników odwiedzanymi. One właśnie miały w ich wyobraźni formować imaginacyjną mapę geograficzną Polski.

Podróż, zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku, odbywano zwykle powozem konnym. Korzystano z dyliżansów, które regularnie kursowały na znaczniejszych traktach w Królestwie i przewoziły w ustalone z góry miejsca. Były to wielkie karety, które mieściły do dwunastu pasażerów. Tak właśnie podróżował Norwid z Warszawy do Krakowa. Na każdej stacji niezadowolony pasażer mógł wpisać uwagi do księgi „sznurowej”. Istniała również możliwość podróżowania pocztą , czyli wynajmowania powozu, i koni. Można było wybrać bryczkę krytą, kolaskę lub kocz, także karetą podwójną, poczwórną lub „berlińską” zaprzężoną w sześć koni. Za wynajmowane powozy i konie na traktach pocztowych istniały stałe opłaty. Jadąc własnym pojazdem, płaciło się za milę od jednego konia dwa złote. Z poczty korzystali niemal wszyscy podróżnicy. Byli też tacy, jak na przykład Hoffmanowa, która jechała własnym powozem ze służącym i oczywiście woźnicą. Również Niemcewicz wynajmował bryczkę, konia i woźnicę, gdy wybierał się w wędrówkę wiodącą mało uczęszczanymi drogami. Józef Wawrzyniec Krasiński autor Przewodnika dla podróżujących po Polsce i Rzeczypospolitej Krakowskiej… napisanego dla cudzoziemców po francusku i przetłumaczonego na polski (wyd. 1821) informował o istniejących w Polsce traktach pocztowych, domach zajezdnych, oberżach, domach gościnnych zwanych hotelami. W latach pięćdziesiątych coraz częściej podróżowano nowym środkiem lokomocji – pociągiem. Syrokomla nazywał go „skrzydlatym potworem” i nie przepadał za tego typu formą podróży, ponieważ – jego zdaniem – nie można w niej „schwycić kształtu drzewa ani ludzkiej twarzy”. Kraszewskiemu również nie podobała się jazda pociągiem. Narzekał, że trudno przyjrzeć się pejzażowi, który błyskawicznie zmienia się w oknie pędzącego pociągu. Jedynie Pol był zachwycony. Uważał, że podróż koleją stwarza niezwykłą możliwość ogarnięcia wzrokiem wielkich przestrzeni i dzięki temu daje wyobrażenie o całości: tworzy w duszy obraz kraju.

Romantycy nie ustawali w wyznaczaniu nowych szlaków oraz w korzystaniu z nowoczesnych turystycznych atrakcji. Popularne stawały się trakty wiodące wzdłuż rzek: Dniestru (Przeździecki, Pol), Niemna (Syrokomla, Jucewicz), Wisły (Lenartowicz, Wężyk, Marcinkowski, Gerson), a w latach pięćdziesiątych wraz z rozwojem żeglugi pasażerskiej korzystano z „paropływów”, których trasy stopniowo wzbogacano (z Warszawy do Płocka lub Zawichostu). Ten rodzaj zwiedzania upodobali sobie zwłaszcza malarze warszawscy, którzy dla wzbogacenia wnętrz statków malowali „krajowidy”.

Próby utekstowienia podróży po Polsce podejmowane były równolegle z próbami tworzenia zbiorów ikonograficznych, „krajowidoków”, bo i tak je nazywano. Na przykład Kraszewski przedstawiał swe doświadczenia podwójnie: w słowie i rysunku. Tradycja dokumentowania zarówno śladów kultury materialnej, jak i chwytania pejzażu z natury stawała się bardzo modna. Jej inspiratorem był Zygmunt Vogel, który z polecenia króla Stanisława Poniatowskiego wielokrotnie wyruszał w wędrówkę po kraju, by malować z natury. Dzięki temu powstał zbiór akwarel tak obszerny, że nazwano Vogla inwentaryzatorem narodowych zabytków i kronikarzem osiemnastowiecznych rezydencji. Nadto jego trasy stawały się szlakami polskich „przejażdżek” i „objażdżek” krajoznawczych. Vogel był jednak przede wszystkim inicjatorem tak zwanych podróży „malowanych”. Po nim swe wędrówki utrwaliło na płótnie bądź papierze wielu, na przykład Jan Nepomucen Głowacki (24 widoki miasta Krakowa i jego okolic zdjęte z natury, Kraków 1836), Maciej Stęczyński (Okolice Galicji, 1847; Pieniny i Tatry, 1860), nawet Jan Matejko rysował Odrzykoń z natury. Z upodobaniem rejestrowali swe „piechotne” wędrówki warszawscy malarze. Jednak to Napoleon Orda stworzył w XIX wieku najobszerniejszy zbiór ikonograficzny polskich zabytków i pejzaży rysowanych z natury.</document>
<document nplp_id="801" title="Mapy Polski Ignacego Domeyki" slug="mapy-domeyki">Mapy Polski Ignacy Domeyko sporządził w Paryżu w latach 1835–1837. Są to: mapa hydrograﬁczna, geologiczna i gospodarcza. Nie zostały opublikowane w wieku XIX, mają jednak miejsce w dziejach naszej kultury przez związek z geograﬁcznymi opisami Polski i Słowiańszczyzny Mickiewicza we fragmencie Historii polskiej i w prelekcjach paryskich.

Domeyko (1802–1889) narysował je po solidnych studiach i zapoznaniu się z najbardziej nowoczesnymi (w owym czasie) teoriami i praktykami w dziedzinie geologii, kartografii i geografii, które poznał w Paryżu, na emigracji.

Wcześnie określił swe zainteresowania. Osierocony w dzieciństwie, wychowywany był przez stryjów. Najbliższy był mu Józef Domeyko, który za czasów Stanisława Augusta studiował geologię i górnictwo w słynnej Akademii Górniczej we Freibergu Saskim. Myśl romantyczna, niemiecka filozofia przyrody inspirowały wykładających tam uczonych. Akademię Górniczą skończył jeden z czołowych niemieckich poetów romantycznych – Novalis, i są tego ślady w jego twórczości. Z uczelnią tą związane jest nazwisko i działalność znakomitego geologa Abrahama Wernera, którego teoria neptunizmu została wprawdzie obalona, lecz pozostała po nim legenda świetnego pedagoga i założyciela tej uczelni. Wykładowcy Uniwersytetu Wileńskiego utrzymywali z Akademią kontakt. Józef Domeyko po rozbiorach nie mógł wykorzystać swych umiejętności, zafascynował jednak naukami o ziemi młodziutkiego bratanka. Ignacy Domeyko w pamiętnikach przyznaje, że zawdzięcza mu inspirację i pewien kult dla słynnej Akademii. Nie studiował tam wprawdzie, lecz odwiedził Freiberg, będąc w Dreźnie po powstaniu listopadowym, a pół wieku później wysłał z Chile do Akademii jednego ze swych synów.

W 1816 roku piętnastoletni Ignacy Domeyko zaczął studia na wydziale Nauk Fizycznych i Matematycznych Akademii Wileńskiej. Geografia wprawdzie nie istniała tam jako osobny przedmiot, były jednak wykłady z mineralogii, a wielu wykładowców miało geograficzne zainteresowania. Wspaniałym tego dowodem jest godna lepszej pamięci Jeografia czyli opisanie matematyczne i fizyczne ziemi… Jana Śniadeckiego, która miała wpływ nie tylko na uczonych, ale i na poetów. Gotfryd E. Groddeck interesował się geografią starożytności. Zainteresowania geograficzne oraz kartografia Lelewela są znane.

Wstąpiwszy do Towarzystwa Filomatów w roku 1819 Domeyko brał udział w pracach wydziału „naturalistów”. Przygotowywał się też do wygłoszenia dla filomatów kursowych wykładów geografii fizycznej „wedle nowszej metody”. Już w młodości orientował się w gwałtownym rozwoju tych nauk, pisał o konieczności sprowadzenia wielu książek niemieckich i angielskich. Geologia i geografia były wówczas naukami bardzo atrakcyjnymi, ze względu na nowe prądy i koncepcję całościową ziemi, którą niektórzy pojmowali romantycznie i dynamicznie jako rodzaj żywego organizmu. Współczesna myśl ekologiczna i geografia humanistyczna może w tych koncepcjach szukać swych zapowiedzi. Aniela Chałubińska, autorka monografii Ignacy Domeyko i jego wkład do geografii Polski (Warszawa 1969), zaczyna zdaniem: „Wiek dziewiętnasty jest epoką kształtowania się nowoczesnej geografii” (s. 13).

W maju 1820 roku filomaci zlecili Domeyce założenie Związku Naturalistów Krajowych. Jego członkowie mieli opisywać „własności przyrodzone” wybranej okolicy. Raporty się nie zachowały, związek istniał krótko, zainteresowania jednak trwały. Wymowne jest zdanie z referatu odczytanego przez Franciszka Malewskiego na zebraniu filomatów 23 maja 1821 roku: „Nie mamy do dziś dnia żadnych map dokładnych, albo przynajmniej, jeśli są jakie, nie dość upowszechnione, winniśmy je cudzoziemcom” (za: Chałubińska, s. 25). Wspomniawszy zasługi Czackiego, którego hydrograficzna mapa nie została opublikowana, wskazał na szereg zaniedbań w tej dziedzinie. Stąd znany projekt filomatów: instrukcja do statystycznego opisania kraju przez studentów wyjeżdżających na wakacje. Proces przerwał te prace. Aresztowany z innymi Ignacy Domeyko – to on jest pierwowzorem Żegoty w scenie więziennej Dziadów – siedział u bazylianów razem z Mickiewiczem. Dzięki staraniom rodziny wyrok otrzymał łagodny. Skazany na stały pobyt w rodzinnej posiadłości prowadził nowocześnie i z dużymi sukcesami gospodarstwo, marząc o podróżach. Mickiewicz we wspomnianej scenie żartobliwie wkłada w usta Żegoty (to staropolski przekład imienia Ignacy) pochwałę merynosów i nazywa go „najznakomitszym w Litwie ekonomem”. Jednak po wybuchu powstania Domeyko natychmiast zgłosił się w szeregi walczących.

Był jednym z najbliższych przyjaciół Mickiewicza Znali się i przyjaźnili od czasu studiów. Domeyko był krewnym Marii Wereszczakówny i bywał w domu rodzinnym Mickiewiczów. Świadczy o tym fakt, że gdy w roku 1884 sędziwy uczony wyruszył w ostatnią podróż do kraju, będąc na Litwie, narysował dom Mickiewiczów w ówczesnym jego stanie. Korespondowali ze sobą w 1829 roku, w czasie gdy poeta z Odyńcem podróżował po Włoszech. Spotkali się w Dreźnie po upadku powstania, w roku 1831. Pisywali do siebie całe życie, także wtedy, gdy Domeyko wyjechał do Chile. Wiadomo, że pierwotnie Pan Tadeusz miał nosić tytuł Żegota. W czasie powstawania poematu Domeyko mieszkał przez pewien czas z Mickiewiczem. Przed wyjazdem zrobił korektę nazw i miejscowości w poemacie i przepisywał Pana Tadeusza, podobnie jak wcześniej, w Dreźnie, Dziady.

Domeyko przyjechał do Drezna z Feliksem Wrotnowskim, po rozbiciu oddziału i paru miesiącach tułaczego wojowania na Żmudzi i w Prusach Wschodnich. W czasie tego pobytu odbył tygodniową krajoznawczą, a po części geologiczną wędrówkę po Saskiej Szwajcarii z Mickiewiczem i, zapewne, z Wincentym Polem, także z czasem wykładowcą geografii, autorem Pieśni o ziemi naszej. Wyjazd z Drezna polskich emigrantów był poniekąd wymuszony. Jadąc do Paryża dyliżansem, Domeyko charakteryzował pod względem geologicznym i gospodarczym kolejne krainy obserwowane w czasie podróży. Aniela Chałubińska przytacza te notatki.

W Paryżu Domeyko początkowo pracował w Towarzystwie Litewskim. Szybko rozczarowany przez „piekielne swary” emigracji, wrócił do swych zainteresowań. Pilnie chodził do Jardin des Plantes, do Collège de France na wykłady znakomitych ówczesnych przyrodników i geologów. Został zauważony jako gorliwy słuchacz i za radą profesora Élie de Beaumonta zaczął studia w paryskiej École des Mines, skończył je w 1834. To właśnie Beauomont polecił Domeykę rządowi Chile.

W czasie studiów w École Domeyko uczestniczył w wędrówkach i pracach geologicznych we Francji. Jego udział w korekcie geologicznej mapy Francji jest więcej niż pewny, choć nieudokumentowany. Aniela Chałubińska przypuszcza, że to właśnie te prace stały się podnietą do opracowania map Polski.

Mapy Domeyki miały towarzyszyć Historii polskiej, którą Mickiewicz zaczął pisać w latach 1834–1835, w pewnej mierze pod naciskiem emigracji. Autor porzucił jednak pisanie tego dzieła; po Historii został fragment zatytułowany przez wydawców Pierwsze wieki historii Polski. Domeyko postanowił wydać mapy osobno, w atlasie, który najpierw miał składać się z sześciu, potem z czterech, a gdy trudności wydawnicze rosły, z trzech map, jakie dziś znamy.

Wyjeżdżając 1 lutego 1836 roku na drugą półkulę, Domeyko starannie przygotował mapy do druku, opatrzył instrukcją i powierzył sprawy wydawnicze Mickiewiczowi, zabrał też kopie map do Chile. Przez trzy lata, do 1841 roku, trwała między nimi w tej sprawie korespondencja, a wydanie map nie dochodziło do skutku, mimo iż Domeyko postarał się o przesłanie z kraju do Paryża funduszów na tę edycję. Wreszcie Mickiewicz z powodów rodzinnych zrezygnował ze starań i po roku 1841 temat znika z korespondencji. Po przejściu przez kilka rąk i kilku próbach edycji mapy wróciły do Mickiewicza, który w 1851 roku przekazał je Feliksowi Wrotnowskiemu. Ten po części je wykorzystał w wydanym przez siebie atlasie Dufoura (Atlas de l’ancienne Pologne…, 1850). O udział Domeyki upomniał się Klaczko w entuzjastycznej recenzji z tego dzieła[przypis]Julian Klaczko, Pisma z lat 1849–1851, zebrał dr Bolesław Erzepka, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1919, Część druga, VI: Paryż, 5 listopada 1850, s. 31/219: „P. Feliks Wrotnowski […] w tych dniach ukończy swój pyszny atlas Polski wespół z panem Dufour. Praca ta przynosi prawdziwy honor tułactwu. Pan Wrotnowski skorzystał ze wszystkich możliwych zasobów, by dzieło swe prawdziwie godnem tego imienia Polski zrobić, które nosi na tytule. Prace kwatermistrzowstwa naszego i rosyjskiego i jenerała Chrzanowskiego, badania hydrograficzne i geologiczne rodaka naszego Ignacego Domejki, (który teraz jest konsulem w Sant Jago, w Chili, a którego naukowe zasługi niedawno uczczone zostały przez znakomitego uczonego, p. Michel Chevalier, w dziele o monecie), kosztowne zbiory p. Cichowskiego, wszystko znalazło korzystne uwzględnienie w dziele p. Wrotnowskiego: «Atlas de l’ancienne Pologne». Atlas ten w wielkim formacie, na pysznym papierze i z prawdziwie artystycznem i naukowem opracowany wykończeniem, zawiera dwanaście kart double in folio: kartę hydrograficzną, geologiczną, fizyczną, etnograficzną, religijną. Karty historyczne z w. X, Bolesławowego, Piastowego, Jagiellońskiego, Zygmuntowego, Stanisławowego, z czasów rozbioru, rekonstytucyi i obecnego stanu. Życzyćby należało, aby rodacy w kraju starali się nabyciem tego dzieła upiększyć swoje patryotyczne inwentarze i wywdzięczyć się zasłużonemu autorowi za jego mozolną i chwalebną pracę” (za: http://booksnow1.scholarsportal.info/ebooksoca9/4/pismaze18491851z00klac/pismaze18491851z00klac.pdf).[/przypis].

Przy całej swej skromności Domeyko był przekonany o nowatorstwie wykonanych przez siebie map. Pisał do Mickiewicza 27 stycznia 1841 roku: „Zaboli mię też od czasu do czasu, że dotąd moje karty, nad którymi długo ślęczałem, gniją gdzieś. Wiem pewno, że to praca niedowarzona, nie lada grzanka dla krytyków, ale jest w niej ziarno, które sam wygrzebałem i które, jak się przyjmie i doczeka czasu, nie będzie bez korzyści;” (Ignacy Domeyko, Listy do Mickiewicza, opr. M. Dernałowicz, E. Jaworska, W. Kordaczuk, J. Krauze-Karpińska, Warszawa 2014, t. II, s. 113–114 ). Cóż to było za ziarno? Co nowego wnosiły te mapy?

W historii polskiej geografii mapy Domeyki są świadectwem nowoczesnych naówczas poglądów: powiązania przyrody z człowiekiem i jego dziejami. Zasadę tę sformułował Carl Ritter, zwolennik regionalizmu, obok Aleksandra Humboldta uważany za twórcę nowożytnej geografii. Myśl tę, nie tożsamą z determinizmem, znajdujemy wielokrotnie u Mickiewicza. W swej fundamentalnej książce Aniela Chałubińska (w rozdz. VI: „Powiązania zainteresowań geograficznych Domeyki i Mickiewicza”, s. 69) wskazuje wiele zbieżności. Także perspektywa panoramiczna, czyli spojrzenia na ziemie słowiańskie z lotu ptaka w prelekcjach paryskich i na okolice Soplicowa na początku Pana Tadeusza przywodzą na myśl mapy.

Aniela Chałubińska ocenia także, co nowego przynoszą mapy Domeyki (rozdz. XII:

„Zestawienie wyników”, s. 178–180). Historyczka geografii odpowiada, że wprawdzie znał on ziemie polskie w niewielkim stopniu i nie miał odpowiedniego warsztatu, mapy mają jednak spore zalety, zwłaszcza ich generalizujące ujęcie. Mapa hydrograficzna cechuje się nie tylko dokładnością lecz jest „pierwszą i jedyną tego rodzaju syntezą kartograficzną”.

„Bez precedensów” w naszej kartografii jest też mapa geologiczna. „Geografia geologiczna” to jeden z naukowych postulatów Domeyki. Na szczególne podkreślenie zasługuje sposób, w jaki interpretował kierunki rzek, uzależnione właśnie od głębszego podłoża. „Mapy krajobrazowo-gospodarczej” Aniela Chałubińska nie oceniła tak wysoko, zaważył brak materiałów, „sam pomysł jednak jest śmiały i interesujący”: mapa owa ująć miała pokrycie roślinne ziemi, bądź to naturalne jak las czy stepy, bądź uprawiane przez człowieka zależnie od urodzajności ziemi. Próba odnotowania działalności człowieka na ziemi wiązała się z teorią Rittera i przypomina współczesną geografię humanistyczną.

Mapy miały udokumentować, że terytorium Polski jest zwartą, naturalną całością, złożoną z szeregu regionów – leśnych, jeziornych, równinnych – które noszą nazwę „pasów słowiańskich”. Wspaniale takie ujęcie przedstawił Mickiewicz w pierwszym z wykładów w Collège de France, a przedtem w Historii. Idea ta, którą można chyba nazwać wspólną własnością Domeyki i Mickiewicza, „w dziejach naszej nauki stanowi pierwszą próbę określenia indywidualności geograficznej Polski”.

W roku 2002, w 200. rocznicę urodzin Ignacego Domeyki, w szeregu publikacji zostały przypomniane bogata biografia, osiągnięcia i sama budząca sympatię postać wielkiego uczonego. Liczba ulic Domeyki w polskich miastach jest imponująca. Miejsce, jakie zajmuje w historii naszej kultury – znikome. Dzieje się tak zapewne dlatego, że polska humanistyka z oczywistych względów kładła akcent na romantyczną politykę, historię i historiozofię. Romantyczny wkład w nauki przyrodnicze jest u nas mniej znany, bo też i nie było warunków na ich praktykowanie. Ignacy Domeyko to jeden z nielicznych polskich romantyków, który zrealizował naukowe postulaty tego prądu, rozwinięte zwłaszcza w romantyzmie niemieckim. Nie ma u niego śladu mistycznego pojęcia natury, lecz z sukcesem podążał w ślad za tezami o dynamizmie procesów ziemiotwórczych, o związku wzajemnym części ziemi, o zależnościach między budową geologiczną, roślinnością, rzekami, górami, klimatem i zamieszkującymi je ludźmi. To, co w literaturze nosiło wówczas nazwę „kolorytu lokalnego”, XIX-wieczna geografia starannie dokumentowała.

Wszechstronnie wykształcony i uzdolniony organizacyjnie Ignacy Domeyko wykonał wielkie prace w Chile i dla Chile, gdzie dotąd cieszy się sławą i szacunkiem. Przedtem chciał zrobić dla rodzinnego kraju to, co można było na emigracji. Sporządzenie map było nie tylko realizacją dawnych projektów filomackich, lecz także zadania, jakie stawiała sobie emigracja, stanowiły one bowiem dowód jego istnienia w czasie, gdy „wymazano Polskę z mapy Europy”. Mapy zostały współczesności przywrócone i opublikowane przez Anielę Chałubińską w książce, którą tu wielokrotnie przywołujemy. Zinterpretowała je na tle geografii XIX-wiecznej, opisała „powiązania zainteresowań geograficznych Domeyki i Mickiewicza”, historię niewydania owych map oraz ich lokalizację w bibliotekach. Za nią zostały też opublikowane w: Adam Mickiewicz, Prelekcje paryskie, wybór i opracowanie Marta Piwińska, Kraków 1997.</document>
<document nplp_id="802" title="Geografia w&amp;nbsp;Wilnie" slug="geografia-wilno">Horyzont geograficzny Homera – rekonstruowany na podstawie Iliady i Odysei – jest traktowany w historii geografii jako ważne źródło wiedzy o tym, jak starożytni Grecy wyobrażali sobie świat i gdzie wytyczali granicę pomiędzy znanym i nieznanym. Ekumena Juliusza Słowackiego wyczytana z jego dzieł nie ma takiej rangi. Poeta nie musiał i chyba już nie mógł zastępować wówczas geografa, który co najmniej od XVIII wieku opisywał ziemię nie tyle z pomocą oka i wyobraźni, co specjalnych przyrządów pomiarowych oraz matematycznych obliczeń. Jednak ekumena nowożytnego poety – oraz anekumena – nadal wydaje się interesująca: sama w sobie i w relacji z horyzontem geograficznym ludzi jego epoki.

Wśród osób, które widywał młody Słowacki w swoim wileńskim domu rodzinnym, było aż dwóch wielkich geografów[przypis]Zob. Dziewięć wieków geografii polskiej. Wybitni geografowie polscy, red. B. Olszewicz, Warszawa 1967.[/przypis]: Jan Śniadecki i Joachim Lelewel. Kim jednak byli oni w oczach kilkunastoletniego syna pani Salomei – trudno powiedzieć. Wypadałoby w tym miejscu przypomnieć zdanie Ryszarda Przybylskiego o tym, że „Mickiewicz i Słowacki reprezentują krańcowo odmienny stosunek do Śniadeckiego – Starego Mędrca”[przypis]Ryszard Przybylski, Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Warszawa 1983, s. 375.[/przypis], a następnie może dodać, że do Lelewela również. O ile Słowacki w okresie mistycznym potrafił wręcz usynowić się wobec „Jowisza litewskiego”[przypis]Tamże, s. 376.[/przypis], to Lelewel mógł być dla niego tym, kim Śniadecki był dla Mickiewicza. W Kordianie widzimy Lelewela jako strasznego „Sfinksa” nad rzeką krwi, w Balladynie znów jako „narodu dziejopisa”[przypis]J. Słowacki, Balladyna, w: tegoż, Dzieła wszystkie, opr. J. Kleiner, t. IV, Wrocław 1953, s. 167.[/przypis] zganionego, wyśmianego przez publiczność nie mniej niż „mędrzec” w Romantyczności. I wyśmianego również za stosunek do cudu. Jednak tylko w pewnym sensie uwaga Przybylskiego znajduje tu zastosowanie. Po pierwsze, ideowa polemika nie wyklucza długotrwałego wpływu i pewnego zawładnięcia wyobraźnią, jak pokazała to Marta Piwińska w przypadku Mickiewicza i Śniadeckiego[przypis]Marta Piwińska, Mickiewicza jazdy gwiazd, w: tejże, Wolny myśliwy. Osiem prób czytania Mickiewicza, Gdańsk 2003, s. 7–34.[/przypis]. Po drugie zaś, trudno przesądzać, na ile w relacji Słowacki–Lelewel różnice poglądów były istotne – Pigoń twierdził, że nie były[przypis]Stanisław Pigoń w liście do Mariana Bizana na temat postaci Wawela-Lelewela w „Epilogu” do Balladyny: „Chodzi zaś w danym wypadku nie tyle może o krytycznego mitobójcę, ile o autora książeczki Nowosilcow w Wilnie. Słowacki nie znosił Lelewela nie z powodu jego teorii historycznych”. Zob. Marian Bizan, Paweł Hertz, Glosy do «Balladyny», w: Juliusz Słowacki, Balladyna, Warszawa 1970, s. 525.[/przypis].

Najpewniej w odbiorze Słowackiego ani Jan Śniadecki, ani Joachim Lelewel nie uchodzili za geografów. Śniadeckiego do Wilna przyciągnęła propozycja objęcia posady astronoma obserwatora, potem zgodził się też na stanowisko rektora uniwersytetu[przypis]Śniadecki po opuszczeniu Akademii Krakowskiej godził się na objęcie po ks. Marcinie Poczobucie wileńskiego obserwatorium, ale początkowo stanowczo odmawiał pełnienia obowiązków rektora; zob. Michał Baliński, Pamiętniki o Janie Śniadeckim, jego życiu prywatnym i publicznym, Wilno 1965, t. I, s. 387–388.[/przypis], Lelewel z kolei uważał się za dziejopisa i historyka[przypis]Lelewel odróżniał „dzieje”, a więc zwykłe opowiadanie wydarzeń, od „dostojnego nazwiska historii”, czyli krytycznego, filozoficznego, spójnego wykładu dziejów, „przystrojonego we wszystkie piękności stylowi przy- zwoite”. Uważał się więc za dziejopisarza („dziejarza”), który dąży do bycia historykiem. Wypowiadał się w tym duchu wielokrotnie, w omawianym okresie np. w przedmowie do Dziejów starożytnych (Wilno 1818); zob. na ten temat D. Zawadzka, Lelewel i Mickiewicz. Paralela, Białystok 2013, s. 123–133.[/przypis], wykładał tam historię powszechną. Co prawda Stanisław Warnka zauważa, że pierwszą posadą profesorską Lelewela było stanowisko „profesora historyi i geografii” w Krzemieńcu, ale Tadeusz Czacki zaproponował mu je w 1806 roku – zatem gdy Słowackiego nie było jeszcze na świecie – i rzeczywiście Lelewel wykładał tam „kurs o znajomości ziemi u Grekow i Rzymian”[przypis]Stanisław Warnka, Zasługi Joachima Lelewela na polu geografii, Poznań 1878, s. 15.[/przypis].

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_2238" align="alignnone" width="890"] Obserwatorium Uniwersytetu Wileńskiego, drzeworyt, „Tygodnik Ilustrowany” 1877. Ze zbiorów IBL PAN[/caption]

Zatem historyk i astronom byli jednocześnie słynnymi geografami. Nie powinno nas to dziwić, albowiem ten etap rozwoju dziedziny ucieleśnienia Alexander von Humboldt; w epoce tej „kumuluje się wszystko to, co potem ulegnie rozpadowi – dyscypliny: mineralogia, geografia antropologia, lingwistyka, botanika, zoologia, historia”[przypis]Karl Schlögel, W przestrzeni czas czytamy. O historii cywilizacji i geopolityce, przekł. I. Drozdowska i Ł. Musiał, posł. H. Orłowski, „Poznańska Biblioteka Niemiecka”, t. 30, Poznań 2009, s. 19.[/przypis]. W zacytowanym tu wyliczeniu Karla Schlögla brakuje astronomii, kartografii, nie ma też literatury. Lecz Schlögel zbudował szereg przykładowy, owe dziedziny w historycznym rozwoju geografii, także w Wilnie na początku XIX wieku, jak zobaczymy, z pewnością wchodziły z nią w powinowactwo.

I tak, Jan Śniadecki opublikował dzieło Jeografija czyli opisanie matematyczne i fizyczne ziemi (Warszawa 1803; Wilno 1809), a wcześniej ściśle z nim związaną rozprawę O Koperniku (Warszawa 1802). Lelewel z kolei, „najwybitniejszy [polski] badacz dziejów geografii, jeden z twórców tej dyscypliny o sławie światowej”[przypis]Józef Babicz, Trzy etapy badań nad historią geografii w Polsce, w: Studia z dziejów geografii i kartografii, red. Babicz. Wrocław 1973, s. 11.[/przypis], już jako młody człowiek wydał Pisma pomniejsze geograficzno historyczne (Warszawa 1814, powstały jednak w Wilnie), by ograniczyć się tytułem przykładu do tego „pisemka”, które wkrótce doczekało się przekładu na niemiecki z inicjatywy giganta niemieckiej geografii Karla Rittera. Geografia w XIX wieku uważana była za dyscyplinę integrującą, a inny wybitny reprezentant dziedziny, Wacław Nałkowski, wysoko ceniący Jana Śniadeckiego jako geografa, tak pisał o właściwej jej perspektywie: „Gdybyśmy ziemię porównali do maszyny, to można by powiedzieć, że nauki poszczególne ukazują ją nam rozebraną, ukazują poszczególne części – kółka śrubki tryby; geografia zaś pokazuje ją nam całą, w ruchu, w działaniu”[przypis]Wacław Nałkowski, Co to jest geografia?, cyt. za: Bolesław Olszewicz, Wacław Nałkowski i jego wpływ na rozwój geografii w Polsce, w: Wacław Nałkowski. W pięćdziesiątą rocznicę zgonu (1911–1961), red. B. Olszewicz, Warszawa 1962, s. 78.[/przypis].

Podobnie geografię pojmował Jan Śniadecki, z tym że „maszyna” byłaby dla niego raczej symbolem niewzruszonych praw natury, zgodnie z którymi ziemia funkcjonuje w systemie heliocentrycznym. W przedmowie do pierwszego wydania Jeografiji wyraźnie pisze, że przedmiotem książki jest ziemia – „gwiazda ruchoma”, która „należy do słońca”, a nie planeta zamieszkała przez ludzi, narody i wszelkie „towarzystwo” – tym zajmuje się „jeografija polityczna”. Nie gustował Śniadecki w geografii politycznej, albowiem ona „tak jest nauką zmienną, jak są zmienne mniemania ludzi, stopnie i zamiary ich chuci i namiętności. Narody jedne szerzą się z uszczerbkiem drugich; jedne pochłonąwszy drugie czekają także na kolej swej śmierci i zniszczenia; są to skutki sił żadnymi stałymi prawami opisać się nie mogących”[przypis]Jan Śniadecki, Jeografija, Warszawa 1803, s. [1]. Fragmenty tu i niżej przytoczone analizowała wcześniej Marta Piwińska, Mickiewicza jazdy gwiazd, passim.[/przypis].

Jak wiadomo, Śniadecki zaczął pracować nad Jeografiją „w samotności i żalu po upadku ojczyzny”[przypis]Michał Baliński, Pamiętniki o Janie Śniadeckim, s. 303.[/przypis] i jasne się wydaje, dlaczego nie chciał się zajmować nauką, w której „rozum ścigając i rozbierając [te] fenomena [przyczyn] nie spotyka [niczego innego] tylko krwawe walki ludzi, sprzysiężonych na swoje nieszczęście, i robiący z ziemi prawdziwy padół płaczu i cierpienia”. „Ale ziemia jest jeszcze bryłą pewnej postaci i rozległości, ruszającą się w przestrzeni świata, oblaną morzem i powietrzem, należącą do słońca”[przypis]Jan Śniadecki, Jeografija, s. [2].[/przypis]. Przewidywalną – dodajmy – i stałą, bowiem o jej ruchach decydują prawa fizyki.

Przytoczyłam dłuższy fragment z Jeografiji, bo wydaje mi się, że może on odsyłać do konkretnych miejsc w twórczości Słowackiego – chyba do inicjalnej oktawy Godziny myśli (gdzie nieco dalej pojawia się zresztą wspomnienie Wilna, „ciemnej szkolnej sali” „wśród litewskiego grodu”) oraz do strof końcowych „Przygotowania” w Kordianie:

&amp;nbsp;

„Głuche cierpiących jęki, śmiech ludzki nieszczery,

Są hymnem tego świata – a ten hymn posępny,

Zbłąkanemi głosami wiecznie wniebowstępny,

Wpada między grające przed Jehową sfery,

Jak dźwięk niesfornej struny. Ziemia ta przeklęta,

Co nas takim piastunki śpiewem w sen kołysze”[przypis]Juliusz Słowacki, Godzina myśli, w: tegoż, Powieści poetyckie, opr. M. Ursel, wyd. 4 zm., Wrocław 1986, s. 269, w. 1–5.[/przypis].

&amp;nbsp;

„Chór aniołów

Ziemia – to plama

Na nieskończoności błękicie;

Ciemna gwiazda w słonecznych gwiazd świcie,

Grób odwieczny potomków Adama

[…]

Ziemia – to plama

Na nieskończoności błękicie,

A bóg ją zetrze palcem lub wleje w nią życie

Jak w posąg gliniany Adama”[przypis]Tegoż, Kordian. Część pierwsza trylogii. Spisek koronacyjny, opr. M. Bizan i P. Hertz, Warszawa 1982, s. 19, w. 277–280, 301–304.[/przypis].

&amp;nbsp;

W obu obrazach mamy takie właśnie spojrzenie na ziemię: jako na gwiazdę, która z kosmicznej perspektywy wydaje się miejscem wyjątkowym i negatywnym, przy czym negatywność w pierwszym fragmencie wyrażona została w języku muzycznym („dźwiękiem niesfornej struny”), w drugim – malarskim („plamą na nieskończoności błękicie”). W obu przekleństwo i „ciemność gwiazdy” są oznaką historycznego zła: tu – jak u Śniadeckiego – giną narody, słychać „cierpiących jęki” i „śmiech ludzki nieszczery”. Siła tych obrazów wynika, by tak rzec, z rozmiarów pudła rezonansowego, a więc tego, że plama i dysonans ziemi zakłócają ogrom przestrzeni – i spokój Boga. Słowacki kontrastuje ekumenę z anekumeną – również wielkościowo – lecz w zasadzie po to, by rozciągnąć wymiary ziemskiej „plamy” na nieskończoność błękitu, ludzkimi jękami wypełnić kosmos. Wygląda na to, że w poezji jak w geografii – anekumena jest przestrzenią anonimową i do zdobycia, docelowo służyć ma poszerzaniu ekumeny. Nie w tym jednak główna rzecz, lecz w budowie owego „pudła” wszechświata. Wstępne wiersze Godziny myśli interpretuje się w duchu „muzyki sfer”[przypis]Tegoż, Godzina myśli, w: tamże, przyp. 1.[/przypis], jej topos zaś wymaga ptolemejskiej, geocentrycznej wizji kosmosu, którą Śniadecki i Lelewel niestrudzenie zwalczali. Naturalnie, nie sposób apriorycznie zakładać, żeby wyobraźnia Słowackiego miała stosować się do astronomii Śniadeckiego, lecz to ciekawe, czy rzeczywiście w przytoczonych wyżej fragmentach poeta wraca do kosmosu przedkopernikańskiego? Autor Jeografiji wiele miejsca i energii poświęcił zbijaniu teorii Ptolemeusza:

„[...] wystawiwszy sobie, że niebo jest prawdziwą kulą, na której sklepieniu osadzone są gwiazdy, że doskonałość dzieł natury zależy na biegu jednostajnym i na figurze koła tym biegiem opisanego, osądził że Ziemia jest środkiem tych wszystkich biegów, około której całe niebo gwiaździste kręci się w przeciągu 24 godzin od wschodu na zachód; że oprócz tego Słońce i wszystkie planety krążą około Ziemi w biegach swoich periodycznych. […] Wielki ten z niektórych względów człowiek ustanowił w swoim dziele za pierwszy fundament astronomii, że Ziemia biegu żadnego mieć nie może”[przypis]Jan Śniadecki, O Koperniku, Warszawa 1802, s. 6.[/przypis].

I kilka wierszy dalej ocena, która nie pozostawia wątpliwości:

„Nigdy złudzenie nie zaślepiło silniej uwagi i rozsądku człowieka. Obłąkany po rozległej krainie pozorów i omamień, Ptolemeusz zbudował świat na wywróceniu początków prawdziwej fizyki […] Zadziwienie tak upoiło umysł ludzki, iż ten granice wzroku wziął za granice świata, siebie za cel najokazalszych dzieł stworzenia, a siedlisko swoje za środek i niby stolicę tych niezliczonych światów, w których ogromności Ziemia ginie i niknie”[przypis]Tamże, s. 7–9; podkr. DZ.[/przypis].

Przy okazji: znowu widzimy – co w odniesieniu do Romantyczności wykazywał już Przybylski – że bez „transfiguracji” istotnie trudno w Śniadeckim dojrzeć Mickiewiczowskiego Starca. Mówi tu przecież Śniadecki o istnieniu „niezliczonych światów”, dalekich i nigdy niewidzianych przez „szkiełko i oko”, znanych jedynie pośrednio, dzięki obliczeniom fizycznym i matematycznym. Świat widzialny nazywa „rozległą krainą pozorów i omamień”, której dał się uwieść Ptolemeusz, a za nim uczeni całej przedkopernikańskiej Europy i Kościół.

Właśnie chrześcijańskie, oparte na Ptolemeuszu wyobrażenie świata opisywał Lelewel jako powszechne w czasach upadku geografii (od 160 do 1500 r.), a nawet je narysował, mimo że na początku XIX wieku wydawać się mogło zupełnie już przezwyciężone:

„Na słupach podług Chrześcijanina wspiera się Podniebie (Firmament), na którym jest woda, a nad nią unosi się Duch Boży. Ziemia w kształcie spiczastej dosyć góry na dnie świata umocowana, pod niebem, a koło niej chodzą słońce, księżyc i gwiazdy. Na tej górze był ląd czworoboczny w stronie zachodniej i północnej, Oceanem otoczony, na wschodzie za Oceanem był Raj ziemski ze czterema rzekami swemi”[przypis]Joachim Lelewel, Pisma pomniejsze geograficzno-historyczne, Warszawa 1814, s. 43.[/przypis].

Zapewne nie bez powodu pojawiła się ta ilustracja w tekście Lelewelowej historii geografii i odkryć, nie przypadkiem też całość przypominała rodzaj klatki na kanarki (zob. fotokopia ryciny na końcu hasła). Jak to już twierdził Śniadecki, teoria Ptolemeusza odegrała w dziejach wyobrażeń świata doniosła rolę, m.in. dlatego, że stała się fundamentem kosmografii chrześcijańskiej. Dodajmy: kosmografii chrześcijańskiej (wcześniej antycznej), na której opierała się z kolei tradycja poezji europejskiej. Ludzie nauki oświeceniowej, jak Śniadecki i Lelewel, zafascynowani propagowaniem „prawdziwej”, kopernikańskiej wizji kosmosu, wiedzieli, że nawet w początkach XIX wieku geocentryzm nie przestał być aktualny. Wystarczyło sięgnąć do poezji Naruszewicza, by w Hymnie do Słońca znaleźć „rozhukane sfery” i w Balonie ujrzeć Blancharda „stawającego na podniebiu”, zupełnie jak na rycinie Lelewela. Komentująca kosmologię Naruszewicza Barbara Wolska pisze, że tradycyjny charakter tejże kosmologii nie świadczył o zapóźnieniu intelektualnym księdza biskupa i „spotykamy [go] jeszcze w tekstach romantyków”, lecz był znakiem „niezwykłej literackiej (zwłaszcza zaś poetyckiej) atrakcyjności i żywotności Modelu [przedkopernikańskiego] lub pewnych jego elementów, jak np. podział świata na dwie części: nadksiężycową (będącą domeną doskonałości i wieczności) i podksiężycową, sferyczność żywiołów, Bóg jako poruszyciel sfer niebieskich i Twórca pokonujący spór żywiołów, chaos kojarzony ze sporem żywiołów, ranga żywiołu ognia, wpływ Słońca oraz planet na Ziemię”[przypis]Barbara Wolska, O «Hymnie do Słońca», w: Czytanie Naruszewicza. Interpretacje, red. T. Chachulski, Wrocław 2000, s. 12–13.[/przypis].

Inna rzecz, że dla Naruszewicza, czy nawet dla astronoma – ks. Poczobuta, opowiedzenie się po stronie tradycyjnego modelu było okazją do nieodnoszenia się do teorii Kopernika, który w latach sześćdziesiątych XVIII stulecia był jeszcze na indeksie[przypis]Zob. tamże, s.14, i nt. stosunku Poczobuta do teorii Kopernika wstęp Mirosławy Chamcówny do: Jan Śniadecki, O Koperniku, s. XXIX.[/przypis]. Nie chciałabym wyprowadzać z całej tej dygresji o geografii nieba na przełomie wieków takiego wniosku, że Śniadecki z Lelewelem jako „mędrcy” toczyli z pasją i sarkazmem (klatka na kanarki) spór o pryncypia z poetami zarówno klasycznymi, jak i romantycznymi. Przeciwnie: chodziłoby raczej o świadomość, że w owym czasie, w epoce m.in. młodości Słowackiego, w powietrzu wileńskim krążyły różne, także ewidentnie sprzeczne idee i kosmografie, trudno więc mówić o oświeceniowym ancien régime.

Na tym tle cytowany wyżej początek Godziny myśli rzeczywiście wydaje się być osadzony w modelu przedkopernikańskim: „sfery” grają przed Jehową, ziemia wydaje się nieruchoma, jej „hymn” nie wynika z „biegu” gwiazdy, składa się z odgłosów żyjących, tj. cierpiących na niej ludzi. Natomiast inaczej chyba już jest w Kordianie: pierwsza z przytoczonych wypowiedzi Chóru Aniołów zawiera obraz Ziemi jako „gwiazdy w słonecznych gwiazd świcie” w „nieskończoności błękitu”, co sugeruje porządek heliocentryczny i kosmos otwarty. Potwierdza się to w opowieści Archanioła, którą okalają obie zacytowane kwestie Chóru Aniołów: mówi on wyraźnie o Ziemi – „jednej z gwiazd wiecznego gmachu”, która „obłąkała się w drodze”, o „prochu gwiazd” – a więc w zgodzie z nauką i frazeologią Śniadeckiego. Na ile przejście wyobraźni Słowackiego z systemu geo- do heliocentrycznego pomiędzy Godziną myśli a Kordianem okazało się trwałe – nie pora tu rozstrzygać. Z pewnością przedkopernikański charakter Godziny myśli nie wynika z niedoczytania Śniadeckiego, raczej z charakteru poematu, wobec którego atmosfera Lelewelowej „klatki na kanarki” z możliwością ucieczki tylko „w sen” wydaje się adekwatna.

Jednym z większych osiągnięć Śniadeckiego jako astronoma i geografa było, prócz odkrycia planetoidy Pallas, ustalenie prawdziwej długości geograficznej Wilna i skorygowanie błędu panującego dotąd w nauce europejskiej. Można w tym widzieć gest symboliczny: geografia jako taka pokazuje, że wszystko ma swoje miejsce na ziemi, ale w odmianie Śniadeckiego, fizyczno-matematycznej, miejsce dla Wilna ustala się raz na zawsze, w geografii politycznej zaś, a ściślej historycznej, którą reprezentuje drugi z moich bohaterów – Lelewel, miejsce Wilna na mapie zmieniało się po wielekroć.

Oczywiście, nawet astronomiczno-matematyczna geografia nie była politycznie niewinna, bo mapa wiele ma wspólnego z władzą i widać to również w biografii Śniadeckiego. Był on zwolennikiem takich map, które oddają rzeczywisty stan rzeczy, są więc oparte na ścisłych pomiarach geodezyjnych, te zaś zależą od precyzyjnego ustalenia szerokości i długości geograficznej poszczególnych punktów (dla każdej mapy musi być co najmniej jeden taki stały punkt) i zajmuje się tym astronomia. Wszystkie inne mapy nazywał „hipotetycznymi” i przyrównywał do zatrutych źródeł[przypis]Jan Śniadecki, Jeografija, o „mapach hipotetycznych”: s. 471 (rozdz. IX: „O kartach jeograficznych”), o źle zrobionych mapach jako zatrutych źródłach: „są to, że tak powiem, zarażone pierwsze źródła istotnych wiadomości dla Rządców Państw, dla Wodzów wojsk, dla Ministrów układających traktaty i sojusze. Granice kraju na źle zrobionej karcie oznaczone, mogą być przyczyną zakłócenia i wojny” (s. 474).[/przypis]. Zanim Śniadecki opisał te zasady w swojej Jeografii, opracował z inspiracji Tadeusza Czackiego w czasach Sejmu Wielkiego projekt mapy krajowej, która byłaby wykonana zgodnie z jego własnymi zasadami i standardami europejskiej kartografii[przypis]Zob. list Jana Śniadeckiego do Marcina Poczobuta, Kraków, 2 I 1792, w: Korespondencja Jana Śniadeckiego. Listy z Krakowa, t. II: 1787–1807, opr. M. Chamcówna i S. Tync. Wrocław 1954, s. 105. Inicjatywę Czacki zgłosił w 1790 r. w Komisji Skarbowej, powołując się na wskazówki J. Śniadeckiego, zob. Edward Rastawiecki, Mappo- grafia dawnej Polski, Warszawa 1846, s. 68–69.[/przypis]. Pomysł sporządzenia takiej mapy wypada czytać w kontekście ówczesnej naprawy państwa polskiego – jako symboliczne wzięcie w posiadanie realnej Polski przez jej reformatorów. Nie doczekał się on wówczas realizacji, ale Czacki wrócił do pomysłu takiej mapy w 1806 roku, kiedy namawiał Śniadeckiego (wspólnie z Czartoryskimi) do przyjęcia stanowiska rektora uniwersytetu w Wilnie, bo na posadę astronoma obserwatora autor Jeografiji zgodził się bez większych oporów. Czacki musiał go zachęcać perspektywą realizacji dawnego projektu, lecz tym razem Śniadecki odmówił:

„Mapa taka, na jaką podałem plan przed 16 laty, już dziś przeze mnie przedsięwzięta być nie może, ani nawet jest w porządku dzisiejszych potrzeb tamtego kraju. Jest to przedsięwzięcie niezmiernej pracy i trudów, którym dziś moje zdrowie wydołać by nie zdołało […] Pierwszą potrzebą dziś tamtego kraju jest szerzenie oświecenia między mieszkańcami, po czym dopiero brać się należy do przedsięwzięć doskonalących nauki i jednających sławę rządowi"[przypis]List Jana Śniadeckiego do Tadeusza Czackiego, Kraków, przed 11 IV 1806, w: Korespondencja Jana Śniadeckiego, s. 415; podkr. DZ.[/przypis].

Skoro zatem „tamten kraj” nie istnieje, nie ma też sensu tworzenie jego mapy. A raczej miałoby to sens taki, którego nie chciał Śniadecki – jednałoby „sławę rządowi”. Mapa bowiem z 1806 roku legalizowałaby przynależność „tamtego kraju” do – w tym przypadku – dominium rosyjskiego rządu, mapa zawsze sankcjonuje to, co przedstawia, i nadaje władzę. Owszem, pisze Śniadecki dalej w tym samym liście, „państwu rosyjskiemu i dla jeografii tak rozległego państwa, i dla nawigacji astronomia jest jedna z najpotrzebniejszych nauk”. On sam jednak uważa, że teraz trzeba postawić na „oświecenie między mieszkańcami” (a przecież w gestii rosyjskiego rządu pozostaje wiele nacji, w tym naturalnie polska) i co najwyżej „gotować elementa doskonałego kiedyś rozmiaru państwa”[przypis]Zob. list Jana Śniadeckiego do Marcina Poczobuta, Kraków, 2 I 1792, w: Korespondencja Jana Śniadeckiego. Listy z Krakowa, t. II: 1787–1807, opr. M. Chamcówna i S. Tync. Wrocław 1954, s. 105. Inicjatywę Czacki zgłosił w 1790 r. w Komisji Skarbowej, powołując się na wskazówki J. Śniadeckiego, zob. Edward Rastawiecki, Mappografia dawnej Polski, Warszawa 1846, s. 68–69.[/przypis]. Śniadecki, wraz z pokoleniem „ratowników”, wielkie nadzieje wiązał z owym oświeceniem mieszkańców: minimalistycznie wyrażało je zdanie Roussaeu, że Rosja połknęła Polskę, ale może jej nie strawi, maksymalistycznie późniejsze o wiele zdanie Lelewela (1838), iż „Rosja połknęła wulkan, który pali i trawi powoli jej wnętrzności”[przypis]Joachim Lelewel, Mowy i pisma polityczne. Dzieło pośmiertne, opr. E. Rykaczewski, w: Polska, dzieje i rzeczy jej rozpatrywane przez Joachima Lelewela, t. XX. Poznań 1864, s. 276.[/przypis].

Ze strony Śniadeckiego, znużonego historią, była to co najmniej gra na zwłokę. Znamienne, że jednak wziął on po 1815 roku aktywny udział w „rozmiarze kraju” rosyjskiego, lecz chodziło o mapę guberni wileńskiej[przypis]Mieczysław Sirko, Zarys historii kartografii, Lublin 1999, s. 274.[/przypis]. Jej zaś status prawie aż do śmierci Śniadeckiego był taki, że wkrótce miała wrócić do Królestwa, a więc do trochę „tamtego kraju”.

Mapa w XVIII stuleciu i latach porozbiorowych, kiedy notuje się zadziwiające ożywienie w polskiej kartografii[przypis]Tamże, s. 263. Zadziwiające, albowiem tworzenie map wiąże się zwykle z powoływaniem przeznaczonych do tego celu instytucji, których przed wstąpieniem Stanisława Augusta na tron jeszcze nie było, a po 1795 r. nie było samej instytucji państwa. Mapy w czasach porozbiorowych powstawały m.in. przy specjalnych jednost- kach wojskowych.[/przypis], była przedmiotem szczególnym i nie wynika to tylko, chociaż również, ze światopoglądu oświeceniowego. Jeśli pamiętamy tzw. „kołacz królewski”, a więc alegoryczną rycinę przedstawiającą I rozbiór, to ciało Polski stanowi tam właśnie mapa rozszarpywana przez monarchów zaborczych na oczach Stanisława Augusta. Mapa mogła odgrywać więc rolę symulakru nieistniejącej Polski, zwłaszcza że do połowy XIX wieku wszystkie polskie mapy były „hipotetyczne”, albowiem nie opierały się na dobrych pomiarach. Jan Śniadecki, choć nieco przypomina owych szalonych kartografów z Borgesa zajętych idealną mapą 1:1, jednak nie uznawał symulakrów pędzących swój żywot niezależnie od rzeczywistości.

Joachim Lelewel z natury rzeczy, czyli kartografii i geografii historycznej, które zajmują się rekonstrukcją i zmianami dawnych przestrzeni – żył wyłącznie pośród symulakrów przeszłości[przypis]Popełniając anachronizm, nawiązuję tutaj do znanego tekstu Jeana Baudrillarda, Precesja symulakrów, przeł. T. Komendant, w: Postmodernizm. Antologia przekładów, wybór, opr., przedm. R. Nycz, Kraków 1997, s. 176: „Terytorium nie poprzedza już mapy ani nie żyje dłużej niż ona. Nadeszły czasy, że mapa poprzedza terytorium – precesja symulakrów – że mapa rodzi terytorium”. Baudrillard diagnozuje tutaj kulturę nam współcze- sną, która utraciła zainteresowanie wszelką referencyjnością. W przypadku Lelewela i geografii historycznej chodziłoby o symulakry bez precesji, bo terytorium wprawdzie poprzedza tam mapę, ale nie trwa dłużej niż ona (nie chodzi przecież o sam obszar, lecz państwa, narody, ludy); Lelewelowska mapa również utraciła swoją referencyjność i w tym sensie jest „hiperrealna”, jednak nieintencjonalnie.[/przypis]. Uznawany za jednego z twórców geografii historycznej, w polskich dziejach owej dziedziny stanowi epokę w dosłownym sensie – pierwszy etap rozwoju tej dyscypliny w Polsce nazywany bywa krótko: Lelewel[przypis]Józef Babicz, Trzy etapy badań nad historią geografii w Polsce, przyp. 10.[/przypis].

Był wielkim miłośnikiem rytowania map i ich słynnym kolekcjonerem, dlatego też, siedząc pośród nich w swojej „samotni brukselskiej”, miał świat w dłoniach, a nawet światy. Gromadził bowiem mapy utrwalające momentalne stany czegoś, czego nie ma – przeszłości. Jego opowieści o rytowaniu przypominają wyznania alchemika, który w oparach „serwasseru” (o działaniu do końca nieprzewidywalnym) odzyskuje utraconą przeszłość – albo zapis artysty, demiurga. Wszystko musiał bowiem robić sam i od początku: osobiście rytował „blachy”, z których potem odbijano mapy, osobiście wymyślił dla nich nazwę „krajobrazu” (to neologizm Lelewela), nie zlecał obcym rytowania, gdyż ci zwykle „blachę prują [rylcem] obok”[przypis]Joachim Lelewel, Album rytownika polskiego, Poznań 1854, s. 2. Oczywiście, bycia „artystą” się wypierał (s. 6), z powodów oczywistych dla każdego historyka.[/przypis] linii na powierzonym im rysunku. Chodził po wileńskich pracowniach sztycharzy i rytowników (Rustema, Saundersa), podpytywał, podpatrywał, ale roboty nie powierzał, mawiał, że z braku środków. Jego wileńskie mieszkanie musiało przyciągać młodych faustyczno-guślarskimi klimatami, których ślad mamy w wierszu Mickiewicza, wspominającego „czarodziejskie sposoby” wywoływania przeszłości[przypis]Adam Mickiewicz, Do Joachima Lelewela, w: tegoż, Dzieła, t. I: Wiersze, opr. C. Zgorzelski, Warszawa 1993, 142, 23–24: „Gdy twoim czarodziejskim użyciem sposobów / Greckie i Rzymian cienie ruszałeś spod grobów”.[/przypis]. Większość wydanych przez Lelewela map to oryginały, stworzone i wykonane przez niego samego.

Geografia, którą uprawiał, w wielu punktach wydaje się być przeciwieństwem nauki Śniadeckiego. Jeśli autor O Koperniku rugował z pola zainteresowania wszelkie „organizmy”, Lelewel poświęcał się wyłącznie owej „tak zmiennej nauce” zajmującej się ziemią zamieszkałą przez ludzi, która niestabilnością swego przedmiotu odstręczała tamtego. Zmienność fascynowała Lelewela, była główną sprężyną dziejów, których historię pragnął wybadać, a następnie opowiedzieć za pomocą słowa i obrazu. Jeśli Śniadecki za pomocą geografii i praw natury chciał przezwyciężyć historię lub przynajmniej ją zignorować, to Lelewel pragnął ją zrozumieć i w tym sensie opanować – ale nie uznawał innej rzeczywistości poza historyczną. Różnili się też w stylu bycia geografem: Śniadecki kupił sobie w Anglii przenośne obserwatorium i sporo jeździł po Europie i Polsce, Lelewel przeważnie nie podróżował z własnej woli (bywał wydalany, emigrował), wolał obcować ze światem w formie map.

Mimo że tak łatwo budować owe antynomiczne szeregi, to właśnie dlatego trzeba pamiętać, że nie chodzi o przeciwstawienie typu: klasyk Śniadecki – romantyk Lelewel. Tak się bowiem składa, że klasycy, mam na myśli pisarzy greckich i rzymskich, byli z pewnością bliżsi Lelewelowi, dla którego stanowili podstawowy zespół źródeł – Śniadecki jako entuzjasta, znawca oświecenia francuskiego, jest ucieleśnieniem „nowożytnika” i apologety postępu. To dobry moment, by powiedzieć wreszcie o relacji geografia (wileńska) – literatura. Zastanawiająco wielu wybitnych geografów polskich znanych jest także w historii literatury i krytyki literackiej: Jan Potocki, Jan Śniadecki, Wincenty Pol, Wacław Nałkowski. Ale Lelewelowską pasję geograficzno-kartograficzną wręcz zrodziła literatura, bo wszystko zaczęło się od seminarium „Grodka”.

Późniejszy profesor Mickiewicza zainteresował Lelewela podczas jego studiów geografią antyczną, historią geografii, historią odkryć i kartografią jako graficznym wynikiem tych badań[przypis]Joachim Lelewel, Przygody w poszukiwaniach i badaniu rzeczy narodowych polskich, w: tegoż, Dzieła, t. I: Materiały autobiograficzne, opr. H. Więckowska, Warszawa 1957, s. 42.[/przypis]. Lelewel zajmował się rekonstruowaniem horyzontu geograficznego starożytnych – granic znanego im świata – i w tym celu badał źródła greckie i rzymskie, a następnie wizualizował to w postaci mapy. Źródłami były właśnie dzieła literackie: Homera, Hezjoda, Arystotelesa, Herodota i na przykład siedem takich barwionych rekonstrukcji znajduje się w opublikowanym w 1828 roku w Warszawie Atlasie historii i geografii starożytnej, zalecanym przez ministerstwo oświecenia publicznego do użytku szkolnego i „w zakładach naukowych”[przypis]Atlas historii i geografii starożytnej podług planu Joachima Lelewela Członka wielu Towarzystw uczonych polecony Szkołom i Zakładom naukowym przez Komisję Rządową Oświecenia Publicznego, Warszawa 1828.[/przypis]. Można więc powiedzieć, że Lelewel dokonywał swoistego przekładu świata wyczytanego z Homera na graficzny język mapy. I uczył innych podobnego wyczytywania kolorowych światów z hieroglifów liter.

Badacz kartografii Lelewela, Zbigniew Rzepa, odróżnia te rekonstrukcje pojedynczych autorów od właściwych map historycznych, a więc od wizualizacji będących wynikiem własnych wieloźródłowych studiów nad danym przedziałem czasu[przypis]Zbigniew Rzepa, Kartografia historyczna w dorobku naukowym Joachima Lelewela, w: Studia z dziejów geo- grafii i kartografii, „Monografie z Dziejów Nauki i Techniki” 1973, t. 87, Wrocław, s. 205–207.[/przypis]. Dochodzi do tego liczna grupa kopii gotowych map, które Lelewel po prostu lubił reprodukować. Granice świata znanego starożytnym interesowały Lelewela nie tylko ze względu na badania nad antykiem czy – potem – średniowieczem, lecz także jako ewentualne źródło wiedzy o starożytnościach słowiańskich, polskich czy litewskich. Lelewel wydał wiele atlasów – m.in. do geografii starożytnej: 1818 i 1828, do dziejów polskich: w 1829 jako dodatek do Dziejów Polski potocznym sposobem…, zwanych Dziejami potocznymi, oraz do geografii średniowiecza w 1850 roku; niewydane pozostały mapy do dziejów powszechnych. Wszystkich map historycznych opublikował Lelewel 202, w tym 125 niepowtarzających się[przypis]Tamże, s. 211–212.[/przypis]. One właśnie, powielane wiele razy przez różnych autorów, są dla nas najważniejsze, bo miały największą siłę oddziaływania, także na literaturę.

Warto zapytać, czym były mapy dla samego Lelewela, jaką odgrywały rolę w jego biografii naukowej? W historiograficznej literaturze przedmiotu znajduje się sugestia, że skoro mapy Lelewela zwykle towarzyszyły tekstowej historii (jako załączniki do konkretnych dzieł, czy to w postaci luźnej, czy atlasu), to miały pomóc zrozumieć dany tekst[przypis]Rzepa powołuje się akceptująco na uwagę Janiny Bieniarzówny z jej wstępu do: Joachim Lelewel, Dzieła, VII: Dzieje Polski potocznym sposobem opowiedziane, Warszawa 1961, 24.[/przypis]. Podobna ich funkcja odpowiadałaby zresztą statusowi geografii jako nauki pomocniczej historii. Zapewne to wielka racja i należałoby mówić o wręcz zamierzonym zwiększaniu potencjału perswazyjnego owych tekstów – mapy historyczne materializowały przeszłość, czyniły ją spacjalną, a zatem oferowały czytelnikowi przestrzeń konkurencyjną wobec aktualnej politycznie. Ale pomocnicza rola map nie tłumaczy chyba wszystkiego.

W Albumie rytownika polskiego Lelewel pisze: „We własnym kraju, piśmienne me płody miały sztych w dodatku; na obcej ziemi na opak, me sztychy są wsparte objaśniającymi je dzieły”[przypis]Joachim Lelewel, Album rytownika polskiego, s. 6.[/przypis]. O ile więc do powstania listopadowego mapy były dodatkiem do tekstów, o tyle na emigracji relacja się odwróciła, i nie chodzi tylko o proporcje. Naturalnie, emigracyjna wyższość mapy nad tekstem znajduje swoje wytłumaczenie w tym, że Lelewel, zamierzając się utrzymywać wyłącznie z pisania (bez subsydiów obcych rządów), trafnie postawił na swoje geograficzno-kartograficzne możliwości jako te, które najszybciej przyniosą mu sławę i dochody. A nie bez znaczenia był uniwersalny język obrazu likwidujący bariery komunikacyjne. Jednak – jak sądzę – mapy od początku drogi pisarskiej Lelewela to była pokusa najpierw komplementarnej, ale potem alternatywnej wobec tekstu „narracji”. Jak mówił Johann Ch. Gatterer, z którego Lelewel czerpał, „chronologia i geografia to dwoje oczu historii” i pokusa w tym, by patrzyły one równocześnie. Można to osiągnąć przez dołączenie mapy do tekstowej chronologii zdarzeń, ale ciekawiej jest, gdy sama mapa wyraża następstwo czasu – najlepiej inaczej niż poprzez naniesiony na kartę tekst, bo ten zamazuje czytelność obrazu. Już w 1818 roku wydał Dzieje starożytne z aneksem, w którym mapy były niebarwione, jak tłumaczył – czytelnik miał je „ubarwić” samodzielnie, do czego autor go usilnie zachęcał:

„Wiele na tym zależy, żeby dołączone do tych dziejów starożytnych krajobrazy kolorami obciągnięte, czyli wyilluminowane były; albowiem tą jedynie drogą wyjaśnia się to, co na nich wyrazić historycznego należy, zmienione granice lub odbyte wyprawy wojenne. […] Obciąganie kolorami może być dopełnione różnie starannie, dokładniej, bogaciej, piękniej i ozdobniej lub mniej dbale i mniej ładnie”[przypis]Tegoż, Dzieje starożytne, Wilno 1818, s. 10, 486–502.[/przypis].

Tak przygotowana mapa – Lelewel dołączył dokładną instrukcję rozkładu barw – zmusza do aktywnej percepcji, lecz także opowiada historię bez tekstu[przypis]Usamodzielnianie mapy u Lelewela następujące dzięki kolorowaniu, zauważa Zbigniew Rzepa, Kartografia historyczna, s. 215.[/przypis], tym dokładniej, im kolorysta staranniejszy i pracowitszy. Ważniejsze jednak, że mimo fundamentalnego dla kartografii Lelewela nakazu jednoczesności (przedstawiania wszystkich miejsc w tym samym czasie) nie była ona historycznie płaska, pokazywała proces, „akcję”. Potem doszedł on do takiej wprawy, że na jednej mapie pokazywał „ruchy wojenne w powstaniu narodowym 1831 roku” złożone z 15 różnych „pochodów”[przypis]Joachim Lelewel, Polska odradzająca się, wyd. 2, Bruksela 1843; zob. Zbigniew Rzepa, Kartografia histo- ryczna, s. 214.[/przypis] (działań). Ponieważ Lelewel dbał o odzwierciedlanie rzeźby terenu, a więc widzenie stereoskopowe, „krajobraz” zamieniał się w theatrum historii, i to theatrum o wielu scenach. Oprócz większej iluzji przedstawienia, podobna mapa zwalniała historyka z komentarza – prawda działa się sama.

Jakie były kierunki oddziaływania geografii wileńskiej na literaturę, na poetów romantycznych – to zadanie nie na teraz. Przebiegając wyrywkowo matematyczno-astronomiczną geografię Jana Śniadeckiego i geografię historyczną oraz kartografię Joachima Lelewela, można jednak zauważyć, że horyzont geograficzny wilnian z początku XIX wieku obejmował ogromne, zróżnicowane przestrzenie: od gwiazd przez geopolitykę do najdalszych krańców ziemi, przeszłości i słowa, tekstu.

Tekst pierwotnie ukazał się w książce: Geografia Słowackiego, red. D. Siwicka i M. Zielińska, Warszawa 2012, s. 145–156; w celu obecnej publikacji został ponownie zredagowany.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="803" title="Wilno Ostra Brama" slug="wilno-ostra-brama">Ostra Brama (lit. Aušros Vartai) to późnogotycka, jedyna ocalała z murów miejskich, brama w Wilnie, zwana dawniej Bramą Miednicką; prowadzi do niej ze Starego Miasta ulica Ostrobramska. Od wewnętrznej, północnej strony w Bramie znajduje się kaplica z cudownym obrazem Matki Boskiej. Mury obronne wraz z bramami zbudowano na początku XVI wieku. Prawdopodobnie zwyczajem średniowiecznym w niszy na elewacji od początku był jakiś święty obraz. Obecny został tam umieszczony na początku wieku XVII – namalowano go na deskach dębowych o wymiarach 200 x 165 cm. W latach siedemdziesiątych XVII wieku obraz otrzymał pozłacaną srebrną sukienkę, składającą się z siedemnastu blach i dwóch koron. Autorstwo obrazu jest nieznane i długo toczyły się spory o silnym zabarwieniu politycznym dotyczące tego, czy dzieło jest proweniencji katolickiej czy prawosławnej. W 1990 roku Maria Kałamajska-Saeed wykazała, że pierwowzorem obrazu była grafika według rysunku Martina de Vosa, powstała około 1580 roku w Antwerpii. Obraz prawdopodobnie został namalowany w Wilnie między 1620 a 1630 rokiem i odtąd był wielokrotnie przemalowywany.

Około roku 1670 w związku z upowszechnianiem się lokalnego kultu obrazu nad Ostrą Bramą powstała pierwsza kaplica – drewniana. Po pożarze postawiono na jej miejscu w 1715 roku murowaną, barokową kaplicę w formie łuku triumfalnego na cześć Maryi. Obecny ołtarz wybudowano w 1786 roku, a w 1799 zainstalowano w nim z dwóch stron obrazu figury rodziców Najświętszej Maryi Panny: św. Joachima i św. Anny. W tym okresie obok kaplicy wybudowano także galerię dla modlących się. Kaplicę restaurowano w stylu klasycystycznym w latach 1829–1831. W jej fasadzie dominują odtąd trzy duże okna, zamknięte od dołu balustradą. Okno środkowe ozdobione jest medalionem z monogramem Maryi, a na balustradach bocznych znajdują się medaliony z herbami Korony i Litwy. Pierwotnie na bramie znajdował się napis w języku polskim: „Matko Miłosierdzia, pod Twoją obronę uciekamy się”. W 1864 roku Rosjanie, próbując ograniczyć zasięg kultu o wyraźnym zabarwieniu niepodległościowym, doprowadzili do zmiany napisu na łaciński. Polski napis przywrócono w 1932 roku, aby znów zamienić go na łaciński w okresie przynależności Wilna do ZSRS. Na attyce zasłaniającej dach nad kaplicą znajduje się Pogoń Litewska. Dzisiejszy wystrój kaplicy pochodzi z początku lat trzydziestych XX wieku – składa się na niego dębowa boazeria i tablice wotywne, wśród których znajduje się blaszka od Marszałka Piłsudskiego z napisem „Dzięki Ci Matko za Wilno”. Od południowej strony bramy umieszczony jest wizerunek Chrystusa Salvatora Mundi.

Obrazem ostrobramskim przez wieki opiekowali się karmelici z pobliskiego klasztoru św. Teresy, z którego wiodą schody do kaplicy. Ponieważ przechodzą one przez teren objęty klauzurą, do kaplicy długo nie miały wstępu kobiety. Kult Matki Boskiej Ostrobramskiej zaczęli rozpowszechniać właśnie oni, ale nie od razu po przybyciu do Wilna w 1624 roku, lecz dopiero po wojnie moskiewskiej. Traktowane długo dość bezkrytycznie źródła zakonne (Piotr Rościszewski [ojciec Hilarion], Relacja o cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny, który w Wilnie na Bramie Ostrej […] nieustannymi słynie cudami […], Wilno 1761) starają się datować jego początek na lata dwudzieste XVII wieku, ale nie znajduje to potwierdzenia w innych dokumentach. Na pewno w połowie XVII wieku Matka Boża Ostrobramska była już czczona jako Wielka Księżna Litewska – odpowiednik Królowej Korony Polskiej, czyli Matki Bożej Częstochowskiej, a Ostra Brama stała się głównym sanktuarium maryjnym na Litwie (patrz niżej). Wierni wierzyli w cudowną opiekę Maryi nad potrzebującymi, zwłaszcza prostym ludem, i nad miastem. Wierzono także, że obraz ma cudowną moc zapobiegania katastrofom, zwłaszcza pożarom – krążyły legendy o jego cudownym uratowaniu z kolejnych pożarów Wilna, popularna stała się także legenda o surowej karze, jaka spotkała w czasie potopu szwedzkiego obcych żołnierzy bluźniących pod Bramą, którzy zostali przygnieceni bramnymi wrotami.

Kult Matki Boskiej Ostrobramskiej był długo kultem ponad podziałami na katolicyzm i prawosławie – w kaplicy sprawowano obydwa obrządki, a oprócz karmelitów kult obrazu silnie wspierali wileńscy bazylianie. Kult ten od początku przyjął także wyjątkową, pozaświątynną formę, będąc kultem ulicznym, pozwalającym na bardziej bezpośrednie obcowanie przechodniów i pielgrzymów z sacrum w swoistym kościele pod otwartym niebem, zarówno w ciągu dnia, kiedy obecny jest tu zabiegany miejski tłum, jak i w nocy, kiedy ulica uspokaja się – wątek nocnych modlitw i szczególnej nocnej aury tego miejsca pojawia się w poezjach mu poświęconych czy na przykład w opisie Kraszewskiego z jego dzieła o historii Wilna (Wilno od początków jego do roku 1750, t. 1–4, Wilno 1840–1842). Wokół obrazu rozwinęła się liturgia kapliczna polegająca na jego uroczystym odsłanianiu i zasłanianiu; przy kaplicy funkcjonowała też kapela, której muzyka towarzyszyła modłom. Wierni często wchodzą po schodach do kaplicy na kolanach, przechodzący pod Bramą mężczyźni zdejmują nakrycie głowy. Święto Maryi Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia przypada na 16 listopada.

Charakterystyczne dla obrazu wątki teologiczne rozwijali propagujący jego kult karmelici – ojciec Karol od Ducha Świętego (Franciszek Kiełczewski) oraz ojciec Jacek Liberiusz, autor kazań maryjnych wydanych w 1650 roku, w tym kazania Tu Regis alti Ianua at Porta lucis fulgida (Drzwiamiś Króla niebieskiego y Bramą Raiu świetnego). Maryja, zgodnie z antyfoną Salve Porta, ex qua Mundo Lux et orda, nazywana jest w nim Bramą Niebieską (Porta Coelli). Kazania te rozwijają symbolikę bramy jako miejsca, które daje obronę, od którego nie odpędza się ubogich potrzebujących, przez które dobry władca wychodzi do ludu, aby go wysłuchać, i punktu granicznego, przez który wchodzi się do miejsca o szczególnym znaczeniu – siedziby władcy – Boga lub raju.

W 1756 roku ukazał się drukiem znany wiersz Obrono wielka miasta Giedymina, w którym zostało wyrażone przekonanie o opiece obrazu nad miastem i pojawiło się określenie Maryi Ostrobramskiej jako Księżnej Litewskiej. W XVIII wieku kult ten był jednak ciągle kultem lokalnym, litewskim – kopie obrazu pojawiały się w kościołach, dworach i chłopskich chatach na całej Litwie. Formę kultu ponadlitewskiego i silnie zabarwionego antyrosyjskim patriotyzmem polskim przybrał kult ostrobramski po ukazaniu się w 1823 roku drugiego wydania wspomnianej wyżej Relacji o cudownym obrazie… oraz po powstaniu listopadowym. Upowszechnienie kultu wiązać też można z ukazaniem się w 1834 roku Pana Tadeusza – charakterystyczne, że nawiązania do Inwokacji poematu znajdują się w ogromnej liczbie tytułów utworów literackich i rozpraw mu poświęconych. Można wręcz stwierdzić, że kult ostrobramski jest od drugiej połowy XIX wieku silnie związany z kultem samego Mickiewicza i wprowadzonym przez niego do Pana Tadeusza motywem ocalenia w dzieciństwie dzięki oddaniu się pod opiekę Maryi (obraz ostrobramski jest w pierwszych wersach utworu wspominany po obrazie częstochowskim i przed nowogrodzkim) – przywrócone cudem zdrowie poety staje się tu prefiguracją odzyskania Ojczyzny i powrotu do niej.

Mickiewicz, silnie związany z Wilnem, a także z ulicą Ostrobramską, przy której mieścił się słynny klasztor bazylianów, gdzie byli przetrzymywani filareci w czasie procesu, żywił – jeśli wierzyć niepotwierdzonym gdzie indziej relacjom Antoniego Edwarda Odyńca – szczególne nabożeństwo do Maryi Ostrobramskiej. Zgodnie ze świadectwem zapisanym we Wspomnieniach z przeszłości opowiadanych Deotymie przez Antoniego Edwarda Odyńca (Warszawa 1884, s. 293), w dniu wyjazdu w głąb Rosji (25 października / 6 listopada 1824 roku) Mickiewicz wysłuchał tam mszy, „klęcząc z twarzą ukrytą w dłoniach”. Zachowanie Mickiewicza – pożegnanie z Maryją Ostrobramską i oddanie się jej w opiekę – jest naśladowane przez kolejne pokolenia patriotów-wygnańców: wydaje się, że samo usytuowanie obrazu, który górując nad ulicą, niejako właśnie raczej żegna opuszczających miasto niż wita powracających, sprzyja utrwaleniu przekonania o szczególnej opiece Matki Ostrobramskiej nad wygnańcami.

Ostra Brama jako symbol Ojczyzny, a zarazem możliwego powrotu do centrum, do sielankowego miejsca dzieciństwa, towarzyszy im w wędrówkach i podróżach pod postacią rycin z albumów, świętych obrazków i medalików. W drugiej połowie XIX wieku wysokiej jakości artystycznej wizerunki związane z kultem ostrobramskim popularyzował Jan Kazimierz Wilczyński, wydając Album Wileńskie z bardzo dobrymi rycinami (Wilno 1845–1875), a także obrazki z gipiurowymi koronkami i litografie. Kopie obrazu starali się umieszczać wygnańcy w kościołach, w nowych miejscach osiedlenia. Najsłynniejszą z nich jest kopia z kościoła Saint Severin w Paryżu, sprowadzona przez towiańczyków: 8 grudnia 1841 roku odbyła się tam uroczystość odsłonięcia ołtarza z kopią Maryi Ostrobramskiej namalowaną przez Walentego Wańkowicza. Zgodnie z być może nie całkiem prawdziwym, ale charakterystycznym przekazem Joachima Lelewela, Towiański rozpowszechniał pogłoskę, jakoby to sam obraz ostrobramski przeniósł się do Paryża. Wizerunki ostrobramskie pojawiły się także licznie w kościołach na ziemiach zasiedlanych po II wojnie światowej przez „repatriantów” z Kresów. Co charakterystyczne, zwykle próbowano przenieść do nich nie tylko kopię obrazu, ale i motyw bramy, który odnajdziemy na przykład w kościele św. Józefa we Wrocławiu czy w kościele akademickim w Toruniu, gdzie osiedliło się wielu profesorów z Uniwersytetu Wileńskiego. Wątek Matki Boskiej Ostrobramskiej, opiekunki emigrantów, jest silnie obecny w poezji polskiej XX wieku, zwłaszcza tej powstającej po II wojnie światowej. Pojawia się na przykład w wierszu Artura Oppmana (1867-1931) Wilno:

„U Ostrej Bramy złote lampki gorą

I ludzkie serce pała z niemi razem;

W pustej uliczce, samotniczą porą,

Późny przechodzień klęknął przed Obrazem.

Twarz Jej przejasna takie blaski miecie,

Taką nadzieją Boskie oczy płoną,

Jakby już wszystkich zatułanych w świecie

Miała «powrócić na Ojczyzny łono»!”.

Mickiewicz przyczynił się także do rozsławienia legendy związanej z obrazem od czasów kościuszkowskich, kiedy to Wilna bronił Jakub Jasiński, który nie dopuścił do wkroczenia Rosjan do miasta, ale ostrzelanie przez nich kaplicy wzbudziło powszechne oburzenie i wzlot ogniskujących się wokół niej uczuć patriotycznych. Uraza do wroga zmienia się w legendzie w obraz zwycięstwa nad nim. Zgodnie z nią Wilno zostało cudownie ocalone dzięki jednemu strzałowi armatniemu, który zmiótł wkraczający przez bramę pułk kozaków. W odpisach krążył w latach dziewięćdziesiątych wiersz Antoniego Goreckiego, będący barwnym opisem tych wypadków i zarazem świadectwem kultu. W księdze IX Pana Tadeusza Mickiewicz wprowadza porównanie odwołujące się do tej legendy: „[…] nikt by muzie nie uwierzył, / Jak nie wierzono w Wilnie ubogiej kobiecie, / Która stojąc na świętej Ostrej Bramy szczycie / Widziała, jako Dejów, moskiewski jenerał, / Wchodząc z pułkiem Kozaków, już bramę otwierał / I jak jeden mieszczanin zwany Czarnobacki, / Zabił Dejowa i zniósł cały pułk kozacki”. Kobieta przekazująca wieść o cudzie jest zgodnie z romantycznym przekonaniem kobietą z ludu, być może nawet szaloną (co robi w czasie ataku w tak niebezpiecznym miejscu?), ale utrzymującą szczególną więź z sacrum.
</document>
<document nplp_id="804" title="Zofiówka" slug="zofiowka">Zofiówka, zwana „perłą wśród stepów”, była ukochanym miejscem spacerów uczniów szkoły bazylianów w Humaniu: Józefa Bohdana Zaleskiego, Seweryna Goszczyńskiego i Michała Grabowskiego[przypis]Zob. Aleksander Groza, Mozaika kontraktowa, Wilno 1857.[/przypis]. Park, romantyczny, a jednocześnie klasyczny, uważano za arcydzieło sztuki ogrodowej. Drzewa i krzewy z całego świata, nieprzebrana liczba rzeźb, budowle antyczne, groty, podziemne wody, kaskady, fontanny, zaskakujące pejzaże czyniły zeń miejsce osobliwe, imponujące i czarujące. Szczęsny Potocki założył Zofiówkę w hołdzie dla pięknej Greczynki, Zofii Glavani, niegdyś, jak mówiły plotki, kurtyzany, potem hrabiny de Witt, wreszcie swojej kochanki, w końcu i żony[przypis]Zob. Jerzy Łojek, Dzieje zdrajcy. Szczęsny Potocki, Warszawa 1995, s. 171–172.[/przypis].

Legenda głosi, że Potocki, bawiąc na polowaniu, upodobał sobie jar z rzeką Kamionką. Miejsce było niezwykłe: po obu stronach piętrzyły się omszałe skały porośnięte wierzbami, jarzębinami i dzikimi gruszami[przypis]Zob. Humań i Zofiówka, w: Roman Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, t. 10, Wrocław 1996, s. 110–119.[/przypis]. Oczarowany nim, postanowił założyć park. W 1797 roku architekt Ludwik Metzel przystąpił do pracy. Dolna część jaru miała posiadać charakter wschodni, a górzystą planowano zamienić w park angielski. Przez cztery lata z niezwykłą energią prowadził Metzel roboty. Strumień ujęto tak, by dostarczał wodę do fontann i kaskad, zwieziono ogromne złomy granitowe i urządzono wodociągi, zmieniono konfigurację terenu. Z Azji sprowadzono niezwykłej grubości klony, piramidalne topole, graby, jesiony, lipy, jawory, platany, akacje japońskie, z Włoch – oranżerie i marmurowe posągi.

Za bajońska sumę 15 milionów złotych stworzono ogród, o którym z zachwytem pisał Lucjan Siemieński: „Gdy się puścisz aleją lipową, nagle ujrzysz się w zaczarowanym miejscu i zdaje ci się, jakbyś nadeptał na kosztowny diament… Nic bowiem nie zapowiada z daleka, że tam, przed tobą, ukrywa się siedlisko cudów, bo ani sylwetki wysokich drzew na horyzoncie wycięte, ani połyskujące wody, nic zgoła nie dominuje nad monotonną powierzchnią stepu... Ogród ten jest prawdziwą niespodzianką przypominającą te powieści wschodnie, gdzie zabłąkanemu na pustyni królewiczowi nagle ukazuje się zaczarowany zamek”[przypis]Lucjan Siemieński, Ogrody w historii i poezji, w: tegoż, Dzieła, t. 1, Warszawa 1881, s. 144.[/przypis].

Park w kształcie nieregularnego trójkąta zajmował powierzchnię 150 hektarów; główną część stanowiły dwa stawy, każdy na innej wysokości. Specjalna konstrukcja hydrauliczna w 1808 roku połączyła oba akweny. Na stawie dolnym sąsiadującym z Polami Elizejskimi zainstalowano fontannę, tryskającą ze stosu głazów. Z wyspy na ląd można było się przeprawić promem i łodzią. W dolnej części ogrodu stworzono dwa wodospady, obok zbudowano kaskady i wodotryski, kanały i mostki. Całość przyozdobiono posągami, obeliskami oraz wazonami. W różnych miejscach znajdowały się pawilony, altany, rzeźby i tarasy. Parę lat po śmierci magnata, który zmarł niedługo po ujawnieniu romansu żony z jego synem z poprzedniego małżeństwa, prace ustały, i ogrodu nigdy nie ukończono.

Co skłoniło Potockiego do założenia parku z dala od Tulczyna? Jaka idea za tym się kryła? Jakie frustracje miał kompensować właścicielowi ogród, do którego przyjeżdżał raz w roku w dniu świętego Jana? Poczynania magnata były odczytywane przez współczesnych jako realizacja polskiej misji cywilizacyjnej na Ukrainie. Nie chodziło jednak o polonizację. Dla Potockiego, który pobierał żołd od rządu Katarzyny i odrzucił obywatelstwo polskie na rzecz rosyjskiego, przynależność narodowa była sprawą drugorzędną. Zofiówka nie była znakiem polskości, lecz symbolem władzy magnackiej na kresach, władzy nieliczącej się z żadnymi prawami, realizującej własne cele (czasami tak fantastyczne jak park na stepie). Fantastyczne nie tylko z powodu okoliczności powstania i magii genius loci [przypis]Bolesław Leśmian, Szkice literackie, Warszawa 1959. W wywiadzie udzielonym Edwardowi Boyé Leśmian wyznaje, że swoją miłość do przyrody zawdzięcza młodości spędzonej na Ukrainie: „Ta niepojętość zieloności to Ukraina, gdzie się wychowałem [...] Humańszczyzna i Białocerkiewszczyzna, Zofiówka i Szamrajówka”. Wspomina krzewy róż hodowane w głębi puszczy, których zapach „miesza się z wonią żywicy”. Dziwność tej zieleni łączyła się z dziwnością ludzi, mieszkających na Ukrainie (tamże, s. 500).[/przypis], lecz również z uwagi na funkcjonowanie w wyobraźni romantyków różnych, niemożliwych do pogodzenia w jednym stałym obrazie wizji Zofiówki. Istota tego miejsca jawiła się bowiem jako nieopisywalna i niewyrażalna, a jego bytowanie – graniczne. W wyobraźni pokolenia romantycznych pisarzy nie ma zatem jednej Zofiówki. Zofiówek jest tak wiele, jak wielu było piszących o niej romantyków.

&amp;nbsp;
Ogród w stepie
Charakterystyczne dla Zofiówki nagromadzenie obiektów, ich spiętrzenie: labirynty ścieżek, pieczary, pomniki, gazony, strumyki, tylko do pewnego stopnia nawiązywało do ogrodu angielskiego. Ten nadmiar realizował inny cel: był odpowiedzią, z jednej strony na bujność Ukrainy, z drugiej – na pustkę stepu. Wychodząc naprzeciw upodobaniom epoki, natura miała stać się godzącym przeciwności dziełem sztuki. Od samego początku fantastyczny pomysł Potockiego spotkał się z krytyką. Antoni Andrzejowski, znawca dzieł sztuki i natury, „zapalony przyrodnik”, porównując różne ogrody, pisał o Zofiówce w tonie pejoratywnym jako o osobliwości i stawiał ją niżej niż park w Puławach, który sławił za patriotyzm, harmonijność i naturalność[przypis]Antoni Andrzejowski, Ramoty starego detiuka o Wołyniu, t. 3, Wilno 1829, s. 187.[/przypis].

Estetyzujące ujęcie natury i sztuki wzbudziło także sprzeciw poetów romantycznych szukających inspiracji w poezji ludowej i w ukraińskiej przyrodzie. Do krytyków tych należał Lucjan Siemieński, który mimo podziwu dla Zofiówki, piętnował rozziew między naturą Ukrainy a sztucznym tworem, jakim był ogród Potockiego: „Ukraina na wiosnę to kielich jednej róży, nieustannie woniejącej, pieszczącej roje motylów, słuchającej roju słowików. Ukraina, mało powiedzieć: płynie miodem i mlekiem [...] Ukraina płynie tysiącem barw tęczowych, tysiącem woni, tysiącem dźwięków, tysiącem myśli i uczuć; w płodnej przyrodzie bujne być muszą myśli i uczucia. Powtarzam, było to w maju, było to w Zofiówce. Ale w Zofiówce nie było nic ukraińskiego prócz słońca i nieba... Tu platan szerokolistny podnosi dumne czoło, jak gdyby stał w Atenach; tam wierzba babilońska płacze, ponury cyprys ocienia grobową kolumnę; rzędem stoją pomarańcze, cytryny, granaty jako serajowe piękności, wzdychające do rodzinnego kraju. Polne głazy, na których niegdyś starzy ojcowie składali obiaty Ładzie i Kupale, porosły w piętra, w łuki, w labirynty Pauzylippu lub w groty Fingala”[przypis]Lucjan Siemieński, Ogrody i poeci, w: tegoż, Dzieła, t. 6, s. 61.[/przypis].

Ogród w stepie, owo zespolenie natury i sztuki w Zofiówce nie było procesem harmonijnym i łagodnym, lecz aktem przemocy[przypis]Por. tamże, s. 62.[/przypis].

&amp;nbsp;
Ultima Thule
Zaleski i jego przyjaciele, uczniowie ze szkoły bazylianów w Humaniu, nie dostrzegali sztuczności, przesady Zofiówki i traktowali ogród jako swoje naturalne środowisko. Ogród Potockiego jako zagubiona kolonia antycznego świata harmonijnie współbrzmiał w ich odczuciu z Ukrainą, która w nieuchwytny sposób wymykała się czasowi i historycznym uwarunkowaniom. Dzięki symbolicznemu związkowi Ukrainy z Grecją oraz własnemu czarowi Zofiówka stała się ważnym miejscem w wyobraźni zbiorowej Polaków.

Opisy jej znajdujemy w wielu dziennikach, wspomnieniach i pamiętnikach XIX wieku. Relacje podróżników-turystów pozwalają zweryfikować poetycki opis Siemieńskiego. „Perła wśród stepów” w świetle pozytywnych w swej wymowie świadectw przestaje być fatamorganą, oazą na pustyni. Zofiówka leży na granicy dwóch światów, dwóch krain geograficznych: Pobereża i Zaporoża. Ci, którzy przybywali z zachodu (północnego zachodu), nie mogli wyjść z podziwu dla piękna bujnego i żyznego rolniczego kraju.

Relacje turystów, podróżników i poszukiwaczy przygód przybywających z zachodu są do siebie podobne. Najpierw droga prowadziła przez urodzajne łany Wołynia i Podola. Krajobraz zmieniał się za Bałtą, gdzie już się wjeżdżało w bezbrzeżne stepy, nietknięte pługiem, ciągnące się przez około 230 km, do samego Morza Czarnego. Julian Ursyn Niemcewicz pisał, że zbliżając się do Tulczyna – posiadłości Szczęsnego Potockiego, jechał krajem dosyć górzystym, ale pięknym, wśród żyznych niw i zielonych domków[przypis]Julian Ursyn Niemcewicz, Podróże historyczne po ziemiach polskich między rokiem 1821 a 1828 odbyte, Petersburg 1858, s. 265.[/przypis]. Wspominał ostatnią wieś po stronie polskiej, którą nazwał Ultima Thule, aby podkreślić, że przekracza granice znanego świata[przypis]Tamże, s. 267–268.[/przypis]. Dalej ciągnął się step pusty i bezleśny, spalony słońcem, step, z którym Zofiówka wchodziła w tajemnicze i intymne związki.

&amp;nbsp;
Nadmiar
Podróżnicy odwiedzający Zofiówkę od strony Humania, mając za sobą doświadczenie pustki stepu, doznawali olśnienia na widok „perły”. Wydawała się im niewiarygodnym, niezwykłym, nieoczekiwanym i nieco przytłaczającym cudem. Poeci (m.in. Juliusz Słowacki) w ramach edukacji estetycznej przybywali do parku Potockiego jak do Mekki poezji. Zgromadzone w jednym miejscu piękno fascynowało. Czytelnik-zwiedzacz Sofijówki (1804–1806) Stanisława Trembeckiego wręcz ociera się o chłodny, gładki kamień i nie może się oprzeć wrażeniu, że w tym parku brakuje nieco powietrza i światła. Groty, obeliski, piramidy i inne dziwa tworzą atmosferę klaustrofobiczną. Panujący tam duch architektury przytłaczałby swoim ogromem zieleń ogrodu, gdyby nie żywioł wodny – w postaci strumyków, kaskad i fontann, dający wrażenie ulotności i muzyczności miejsca.

Swoisty „nadmiar” Zofiówki fascynował, ale i męczył. Wielu zwiedzających ogród, w tym Niemcewicz, uważało, że „więcejby miała jeszcze powabów, gdyby obok tych ścieśnionych skałami piękności wzrok po obszernych smugach i trawnikach mógł się rozciągać. Ale nie ma tam nigdzie obszernych przestrzeni”[przypis]Tamże, s. 287.[/przypis]. Również Henrietta z Działyńskich Błędowska, typowa XIX-wieczna turystka, w swoim pamiętniku, opisując „dziwne” spotkanie z Zofiówką, zwracała uwagę na nadmiar i zagęszczenie zjawisk artystycznych na stosunkowo małej powierzchni[przypis]Henrietta z Działyńskich Błędowska, Pamiątka przeszłości, Warszawa 1960, s. 347.[/przypis]. Jednak ten nadmiar ogrodowy ściśle odpowiadał wizji płodnej, bujnej, obfitej Ukrainy.

&amp;nbsp;
Arkadia
Dla Bohdana Zaleskiego przepych Zofiówki krył w sobie wartość dodatkową – uosabiał mit utraconego raju[przypis]Zob. Jacek Kolbuszewski, Kresy, Wrocław 1995.[/przypis]. W wyobraźni autora dumek miejsce szczególne zajął, jak pisze we wspomnieniach Aleksander Groza, zofiówkowy wazon z różowego granitu, zawsze napełniony najpiękniejszymi kwiatami, postawiony w sadzawce wyłożonej szlifowanym granitem. Groza wspominał: „w sadzawce igrają złote, srebrne, czarne, pąsowe rybki chińskie; naokoło sadzawki zielony dywan trawnika, prześcielający się do strumienia. Z jednej strony ogromne skały i las, na prawo widok na wielką kaskadę i most wiszący; wprost na biały posąg Belizariusza i górę lasem okrytą. Ustronie to jakby wyjęte z Arkadii, ciche, piękne, urocze jak muza Bohdana, harmonijne jak jego wiersze”[przypis]Aleksander Groza, Mozaika kontraktowa, s. 128.[/przypis].

Czarowne miejsce powstało w 1805 roku, gdy pieczę nad pracami przejęła żona Potockiego, Zofia. Wielka fontanna ze stawem, półwysep z sadzawką i ukochany wazon Zaleskiego znajdowały się w ogrodzie zamieszkałym przez Wenerę, Florę, Hymeny i Nimfy, przypominającym, według Siemieńskiego, kolonię grecką zagubioną w czasie i przestrzeni. Uczeń szkoły bazylianów mógł w grocie Kalipso cieszyć się słodką melancholią. Poetyckie wskrzeszanie Arkadii miało być środkiem uśmierzającym ból egzystencjalny.

Arkadyjska Zofiówka była także sposobem radzenia sobie z anachorezą. Ratunek przed nicością, jak wskazywali starożytni epikurejczycy, można było znaleźć w „zagęszczaniu” chwili i wytyczaniu w bezkresie bezpiecznego miejsca. Takim miejscem jest dla Zaleskiego właśnie żyjący we wspomnieniach ogród: „Usłysz, wietrze, me zaklęcia! / [...] / Leć, gdzie cichy gaj ocienia / Wiejską niwę przedwędrówki, / Prześledź wielu lat marzenia / Po chłodnikach Zofijówki. // Wezwij wszystkie sny te złote. / W złotej szacie przeszłość miłą, / Lecz nie!... zostaw! weź tęsknotę! / Bo nie będzie, co już było!”[przypis]Józef Bohdan Zaleski, Duma. Z pieśni ludu ukraińskiego, „Dziennik Warszawski” 1826, t. 3, nr 8, s. 61.[/przypis].

Arkadyjski wymiar przestrzeni wiąże się z wyobrażeniowym potencjałem, kryjącym się w niezwykłym ogrodzie, poetyckiej inspiracji. To Zofiówce zawdzięczał Zaleski pierwsze poetyckie natchnienia, również dzięki niej poznał smak miłości i rozkoszy: „Tam w Zofijówce twojej i w Humaniu / Rozkoszny sadzie mój, o rajska strono, / […] / Wokoło bujnie, powonnie zielono. / Fontanna tęczą skrzy się śród jeziora / I kaskadami zwierciadlana strugi, / W cieniu drzew starych i na kwieciach mrugi / Wabi w cienniki, w omszone pieczary, / W groty boginiek zaszklanne kaskadą, / W podziemia, gdzie się gęste cienie kładą. / Znam zofijowskie pochyłości wzgórzy, / Cieniste gaje, zaciszne świątyńki / […] / I po raz pierwszy poczułem w zachwycie / Oczarowanie na pieśniane życie”[przypis]Tenże, Nieszpór, „Przegląd Polski” 1889, z. 275, s. 451–452.[/przypis].

&amp;nbsp;
Gotycyzm
Bezpieczny park klasycystyczno-sentymentalno-romantyczny w wizji innego romantyka, Seweryna Goszczyńskiego, przeistoczył się w groźny i przerażający ogród gotycki. Eden Zaleskiego, raj łączący ziemię i niebo, zmienił się w miejsce łączące ziemię i piekło. Noc w Zofiówce (1824) odsłania na wpół martwe, obce oblicze. Powrót do rajskiej przeszłości okazuje się niemożliwy. Ogród w wizji poety pogrążył się w ciemnościach, gdy pożegnaniu beztroskich lat młodzieńczych towarzyszyło wycie psów, nocne mary, widziadła, złowieszczy wiatr i głuchy szmer potoku: „Nagle zgasł księżyc ponury, / Psy zawyły, / Zapiały kury, / Świsnął wiatr niemiły – / I wszystko przeszło. Idźcie, duchy, zdrowo! / Byłem, jestem i będę samotny na nowo, / Tylko pode mną i z boku / Zimny kamień, naga róża, / W lodach głuchy szmer potoku”[przypis]Seweryn Goszczyński, Noc w Zofiówce, w: Ryszard Przybylski, Ogrody romantyków, Kraków 1978, s. 262.[/przypis].

Zofiówka, jak już zauważył Siemieński, „bez szumu fontann, bez wodospadów mieniących się tęczą, bez szklanych chłodników, mruczących zdrojów, bez gadającego echa w podziemnych jaskiniach” – bez ożywiającej ją wody i światła, stawała się nieznośnie martwa[przypis]Lucjan Siemieński, Ogrody i poeci, s. 61–62.[/przypis]. Można się zastanawiać, czy ogród przedstawiony przez Goszczyńskiego nie odkrywa tajników duszy Potockiego i jego wspomnień o pierwszej żonie, podstępnie porwanej z rozkazu jego ojca, Franciszka Salezego, a następnie zamordowanej – Gertrudzie Komorowskiej. Szczęsny, jak mówi legenda powtórzona przez Józefa Ignacego Kraszewskiego (Starościna bełska, wyd. 1858 r.), do końca życia nie zapomniał młodzieńczej miłości.

Aleksander Groza w pamiętniku zanotował, że podczas wędrówek po Zofiówce Goszczyńskiego pociągało to, co wielkie, wzniosłe i straszne. Nie dziwi więc, że poeta zimowy spacer zaczyna od Pól Elizejskich; tam bowiem pojawiały się mary, widziadła, widma i potwory wskazujące na inną rzeczywistość. Przestrzeń parku okazywała się zmienna; nie posiadała ustalonych granic; znajdowała się między przeszłością a przyszłością, między wspomnieniami a marzeniami, między poezją a bolesnym doświadczeniem życiowym.

Zimowy spacer – „obłędna ciemna wędrówka” po infernalnym kole sprawiła, że poeta, „brnący po zaspach bez mety”, zaczynał wątpić w fizyczny, ontologiczny i moralny porządek świata. Nieodłącznym towarzyszem tej przechadzki, kawałkującym przestrzeń na coraz mniejsze odcinki, były niepokój, oczekiwania, wątpliwości i podejrzenia. W rezultacie przestrzeń, która wywoływała doświadczenie numinosum, zawieszała porządek kauzalny, czyniła wszelkie działania bezcelowymi; poeta odkrywał, że wkroczył na terra incognita, rozciągającą się w nieskończoność. Świat na zewnątrz wydawał się tylko więzieniem i ułudą.

&amp;nbsp;
Limen
Jednoznaczna klasyfikacja fenomenu Zofiówki była niemożliwa. Powstrzymanie się od rozumienia – nierozumienie – pozwalało romantykom dostrzec niezwykłość, a zarazem obcość miejsca. Wraz ze stepem Zofiówka w istocie opierała się zabiegom jednej, uniwersalizującej interpretacji. Musiało się więc pojawić osłupienie – nieodłączny towarzysz i przewodnik romantyków po tym zaczarowanym miejscu. Osłupiały umysł zawieszał wszelkie porównania i klasyfikacje i oddawał się obiektowi, który go opanował.

Zofiówka, pomimo strukturalnego uporządkowania, podlegała anarchicznym prawom trwonienia i nadmiaru niemieszczących się w żadnych granicach – ani państwa, ani rozumu, ani kultury. Mimo iż na początku XIX wieku na Ukrainie pod wpływem mody na posiadanie ogrodów wszyscy zakładali parki angielskie i krajobrazowe, park Szczęsnego pozostał niedościgłym wzorem. Na Wołyniu i Podolu powyrastały miniaturki Zofiówki; ich twórcą był Mikler, tj. Dionizy Mac Claire, zapalony ogrodnik dworski ostatniego króla Polski[przypis]Zob. Lucjan Siemieński, Ogrody w historii i poezji, s. 151–152.[/przypis]. Przetrwały one dziesiątki lat, nawet domy bogatszych chłopów otaczały „zofióweczki”. Jerzy Stempowski, gdy po wielu latach zwiedził te parki, poczuł się zawiedziony i rozczarowany parkami zachodnioeuropejskimi, które w porównaniu z głębinowymi parkami Ukrainy wydały się mu puste i groteskowe[przypis]Por. Jerzy Stempowski, Eseje, wybór i wstęp W. Karpiński, Kraków 1984, s. 26.[/przypis].

Odkrycie Stempowskiego nie musi być czytelne dla przybyszów z Zachodu odwiedzających Zofiówkę. Ogród może im się wydać mały, ciasny, w sposób karykaturalny naśladujący znane i sławne ogrody europejskie. Niepodlegająca mediatyzacji intelektualnej wydobyta z otchłani wieków pogańska nieoswajalność Zofiówki i „zofiówek” umyka bowiem prawom jednokierunkowych analogii. Mimo pozornego podobieństwa do innych parków europejskich to, co głębinowe, nie pozwala osadzić Zofiówki w zachodniej kulturze, jej filozofii i sztuce. Uchwycenie tego, co indywidualne, niepowtarzalne, nieprzystawalne do rzeczy znanych w zjawisku, zwanym Zofiówką, wyzwala to miejsce spod dyktatury racjonalistycznej kultury i cywilizacji, zachowując jego ułamkową i jednocześnie zagadkową naturę. Ta niezwykłość wciąż wprawia w osłupienie.





</document>
<document nplp_id="805" title="Ballady i&amp;nbsp;romanse. Mapy" slug="ballady-i-romanse">„Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie, / Do Płużyn ciemnego boru / Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie, / Byś się przypatrzył jezioru” (Świteź, s. 57)
(1) Przedstawione mapy Mickiewiczowskich Ballad i romansów – zarówno globalna mapa geograficznej wyobraźni autora odzwierciedlonej w tekstach (mapa nr 1), jak i bardziej szczegółowa mapa „nowogródzkiej strony” (jak mówi się w Świtezi) – stawiają interpretatora przed zadaniem dość karkołomnym i ryzykownym.

Pierwsza i bodaj zasadnicza wątpliwość wiąże się z pytaniem, czy „zmapowanie” tekstów rzeczywiście wnosi coś nowego do istniejących odczytań cyklu, a przede wszystkim – czy ewentualne wnioski nie nasuwają się również w wyniku tradycyjnej lektury samych utworów i wobec tego nie wymagają wizualnego wsparcia w postaci mapy. Drugi znak zapytania bierze się z przeczucia czy wręcz przeświadczenia, że jeśli mapa ma pokazać coś istotnie nowego, to głównie (niewykluczone, że wyłącznie) poprzez wskazanie swoistej psychologii bądź nieświadomości tekstu (lepiej nie mówić tu o psychologii lub nieświadomości autora, jako że trudno wyrokować o tym, czy uwidoczniona poprzez mapę wyobraźnia przestrzenna jest celowym autorskim wytworem, czy nie). Należałoby więc udowodnić, że w rezultacie naniesienia na mapę miejsc geograficznych przywołanych w Balladach i romansach jesteśmy w stanie dostrzec to, co umyka tradycyjnej, linearnej lekturze całego cyklu lub jego poszczególnych części, i że wobec tego mapa pełni rolę obrazu zgęszczonej, rzuconej na jedną płaszczyznę nieświadomości tekstu.

Powyższe zastrzeżenia można by odnieść do każdej próby przeniesienia wyobraźni literackiej na wyobrażenie kartograficzne. Ale w przypadku Ballad i romansów mamy jeszcze kilka dodatkowych komplikacji:

(a) Fantazyjność cyklu, w sferze geograficznej wyrażająca się przywoływaniem miejsc legendarnych bądź mitycznych, takich jak zatopione miasto Świteź (Świteź), karczma „Rzym” (Pani Twardowska) czy Ereb (Tukaj). Miasto Świteź znalazło się na mapie tylko dlatego, że zgodnie z przywołaną w balladzie legendą może zostać zlokalizowane jako zalane przez wody jeziora. Z kolei Łysa Góra z Pani Twardowskiej ma status ewidentnie legendarny, jest jednak miejscem realnym i stąd jego obecność na mapie; legenda ma w tym przypadku walor identyfikacyjny, jako że Łysych Gór jest w Polsce co najmniej kilka, ale z opowieściami o wiedźmach i czarnoksiężnikach łączy się szczyt w Górach Świętokrzyskich.

(b) Ulokowanie fabuły wielu ballad w miejscach nienazwanych bądź nieokreślonych (np. Romantyczność, Powrót taty, Pani Twardowska, Lilie, Kurhanek Maryli). Z tego powodu niektóre części cyklu w ogóle nie zostały odzwierciedlone na mapach. W jednym przypadku – chodzi o Dudarza i Bałtyk – na mapę został naniesiony obiekt, którego nazwa nie pada, ale umiejscowienie akcji w Królewcu powoduje, że jedynie to morze wchodzi w rachubę („u morza po nadbrzeżnym piasku”).

(c) Wielość detali geograficznych (dąbrowa, lasek, zielona rozłoga, rzeczułka, mostek, cerkiew, klasztor i wiele innych) właśnie tam, gdzie miejsce pozostaje nienazwane. Wszystkie te szczegóły powinny znaleźć się na mapie, ale ich kartograficzne umiejscowienie jest niemożliwe. Nie wiadomo nawet, na ile były one inspirowane realną topografią, choć badacze Mickiewicza sporo wysiłku poświęcili, by zidentyfikować je w realnej przestrzeni (przykładowo, Podhorski-Okołów twierdził, że krajobraz wzmiankowanego w Liliach Cyryna był modelem dla niejednego Mickiewiczowskiego opisu, zwłaszcza w Kurhanku Maryli i To lubię). Trudno tu jednak o jednoznaczność; znawcy tematu nie tylko nie doszli do wspólnych wniosków, ale istnieją pod tym względem znaczne rozbieżności, co więcej – nie jest pewne, w jakim stopniu ewentualna klarowność w tej kwestii miałaby wpływ na „lekturę” map. Z tego względu brak na mapie Serweczy, którą Podhorski-Okołów uważa za „Niemnową odnogę” z Kurhanka Maryli, a „zieloną rozłogę” z tej samej ballady za błonia nadserweczańskie. Przyjmuje się tutaj natomiast, że określenie „Niemnowa odnoga” ewokuje przede wszystkim sam Niemen i tereny, przez które przepływa; gdyby poecie zależało na geograficznej precyzji, posłużyłby się konkretną nazwą. Mapkę „nowogródzkiej strony”, pokazującą tylko ewidentne miejsca geograficzne Ballad i romansów, warto jednak porównać z mapą trzecią, zaczerpniętą z książki Tomasza Krzywickiego, na podstawie której została zresztą sporządzona; na mapie Krzywickiego widzimy i Serwecz, i wiele innych obiektów geograficznych, które niejako zapełniają białe plamy z mapy nr 2. W jednym zaś przypadku („Hnilicy ostępy” z Tukaja) mamy do czynienia z miejscem realnym, którego lokalizacja już w XIX wieku sprawiała kłopoty samym badaczom: niektórzy sądzą, że chodzi o las obok Nowogródka (Pawłowicz, edytorzy Dzieł Mickiewicza), inni, że o rzeczkę w powiecie nowogródzkim, być może nawet w okolicach Jeziora Kołdyczewskiego (Dybowski). Tę niejasność zaznaczono na mapie, choć wydaje się – ze względu na inne wymienione w Tukaju nazwy geograficzne – że Hnilicę należałoby raczej lokować w okolicach Zaosia.

(d) Używanie przez Mickiewicza etnonimów lub choronimów w funkcji etnonimicznej („Kijowiany”, „Moskale”, „Litwa”, „Ruś”, „Niemiec”), które jednak ewokują pewną realną przestrzeń geograficzną i dlatego znalazły swój wyraz na mapie. Na tej samej zasadzie pojawia się Gdańsk, przywołany w nazwie „gdańska wódka” (Pani Twardowska).

(e) Niektóre nazwy pojawiają się w kilku różnych balladach, trzeba zatem pamiętać, że w niektórych przypadkach na mapie widzimy tylko jeden obiekt (na przykład Niemen albo Świteź), który wszelako posiada więcej niż jedną tekstową postać. Sprawę tę rozjaśnia poniższa tabela, zawierająca listę i źródła przywołań wszystkich nazw geograficznych – w tym etnonimów ewokujących geografię – w Balladach i romansach:



Miejsce
Ballada
Uwagi


Świteź (jezioro)


 	Świteź
 	Świtezianka
 	Rybka





Świteź (miasto)


 	Świteź





„Płużyn ciemny bór”


 	Świteź





Cyryn


 	Świteź





Nowogródek


 	Świteź





Ruś


 	Świteź





Litwa


 	Świteź
 	Dudarz





Niemen


 	Kurhanek Maryli
 	Dudarz





Moskwa


 	Kurhanek Maryli





Kowno


 	Do przyjaciół. Posyłając im balladę «To lubię»


Jedyny przypadek w całym cyklu, kiedy Mickiewicz podaje miejsce napisania tekstu. Do przyjaciół to jednak tekst szczególny, pełniący rolę dedykacji i wstępu do ballady To lubię. Wspomniane w utworze „mury klasztora” można więc identyfikować jako gmach poklasztorny, w którym w czasie pobytu w Kownie mieszkał poeta.


Ruta


 	Do przyjaciół. Posyłając im balladę «To lubię»
 	To lubię


Ruta to Ruta Dolna, w której znajdował się majątek Medarda Rostockiego, przyjaciela i dalekiego krewnego Mikołaja Mickiewicza. Nieopodal znajduje się też Ruta Górna (patrz mapa nr 3).
Na mapę, w drodze wyjątku, naniesiono również niewymienioną z nazwy rzeczkę Rutę, która zdaniem większości badaczy jest „rzeczułką” z To lubię.


Gdańsk


 	Pani Twardowska


w sformułowaniu „gdańska wódka”


Niemcy


 	Pani Twardowska


W określeniu „istny Niemiec”.


Rzym


 	Pani Twardowska





Łysa Góra


 	Pani Twardowska





Krępak


 	Pani Twardowska





Hnilica


 	Tukaj





Kołdyczewo (Jezioro Kołdyczewskie)


 	Tukaj


Jedyny przypadek w Balladach i romansach, kiedy Mickiewicz w dopisku sam lokalizuje miejsce („Nazwisko jeziora”). Szczegół ten wydaje się o tyle istotny, że w tym samym Tukaju poeta nie podaje objaśnień ani do Hnilicy, ani do Góry Żarnowej.


Góra Żarnowa


 	Tukaj





Kijów


 	Lilije


W zdaniu „Mąż z królem Bolesławem / Poszedł na Kijowiany”.


Królewiec


 	Dudarz





Morze Bałtyckie


 	Dudarz


W kontekście Królewca mówi się: „Często widziałem, czy świecą zorza, / Czyli księżyc w pełnym blasku, / Jak on po błoniach albo u morza / Po nadbrzeżnym błądził piasku” (123–124).



2) Gdyby przyznać zdecydowany prymat mapie „nowogródzkiej strony” (mapa nr 2), ukazującej istotnie główne miejsca akcji Mickiewiczowskiego cyklu, trudno byłoby wykroczyć poza dobrze już zadomowione w literaturoznawstwie ustalenia interpretacyjne. Mapa ta jedynie potwierdza to, co jest oczywiste i przy zwykłej lekturze: wydarzenia umiejscowione są w przestrzeni geograficznej powiatu nowogródzkiego, a więc w przestrzeni dzieciństwa i młodości Mickiewicza. Istotne znaczenia pojawiają się – ten wniosek oczywiście nie jest możliwy na podstawie samej mapy – dopiero na styku tego, co realne (geograficznie, historycznie), z tym, co wyimaginowane. Ale jest to konkluzja trywialna, nawet jeśli prowadzi do nietrywialnych poszukiwań, jak w przypadku Jarosława Marka Rymkiewicza i jego podróży po nadświteziańskim „kraju mitycznym” (Rymkiewicz 2005: 41). Jedynym „zmapowanym” przykładem wkroczenia niesamowitości w owe lokalne realia jest miasto Świteź. Odnosi się w każdym razie wrażenie, że żadnych interesujących efektów po tej jednej mapie nie należy oczekiwać; ewentualnie porównanie tej mapy z pełną mapą Nowogródczyzny (mapa nr 3) pozwoliłoby postawić jakieś pytania o znaczenie wyboru tych a nie innych obiektów geograficznych, ale pytania te zapewne pozostawałyby na obszarze klasycznej historii literatury.Mapa „nowogródzkiej strony” jest jednak tylko wycinkiem z mapy globalnej, która być może jest w stanie powiedzieć coś więcej. Rzecz jasna, mapa nie mówi sama, a w tym konkretnym przypadku trudno jej w ogóle przemówić bez literackiego kontekstu; wypada jednak, w miarę możliwości, chociażby na chwilę oddać jej głos, nie sugerując się, na ile to tylko możliwe, dziełem Mickiewicza.Mapa – byłoby to lepiej widoczne, gdyby pokazać zilustrowaną przez powyższą tabelę powtarzalność, kondensację niektórych miejsc – dowodzi przede wszystkim, że ośrodkiem świata przedstawionego w Balladach i romansach jest „nowogródzka strona” – i samo to nie jest jeszcze niczym istotnym.Owo geograficzne centrum ma jednak swój kontekst, odzwierciedlony na mapie. Nowogródczyzna, będąc częścią Litwy – jej główną częścią, jak sugeruje się w Świtezi (przypomnienie, że Nowogródek był stolicą państwa) – otoczona jest od wschodu, od północnego wschodu i od południa krajami ościennymi, lokalizowanymi jako Ruś, Kijów, Moskwa, Królewiec (czyli Prusy). Od zachodu mamy w zasadzie pustą przestrzeń: nie istnieje ani Polska, ani Królestwo Polskie. Łysa Góra – w tym konkretnym przypadku potwierdza się, że mapa jako wyraz nieświadomości tekstu bez tekstu obyć się nie może i że wzajemnie się oświetlają – to swoiste nie-miejsce, non-locus, a jego status jest z pewnością zupełnie inny niż takich miejsc, jak chociażby Świteź. To samo dotyczy Gdańska podobnie jak Łysa Góra zaczerpniętego z Pani Twardowskiej i przywołanego jedynie w sformułowaniu „gdańska wódka”, o którym to mieście nie wiadomo nawet, czy jest w wyobraźni Mickiewicza bardziej niemieckie, czy polskie.Zwróćmy zatem uwagę, że gdyby usunąć z mapy nazwy geograficzne wzięte z Pani Twardowskiej (oprócz Łysej Góry i Gdańska jeszcze Rzym i Krępak), zachód otworzyłby się całkowicie – najdalej wysuniętymi na zachód obiektami geograficznymi byłyby Królewiec i Bałtyk. Na mapie zaznaczono wprawdzie Prusy Zachodnie, powodując się jednak mocno nieprecyzyjnym w tej mierze określeniem „istny Niemiec” (również z Pani Twardowskiej), określeniem, które wywołuje ogólną ideę niemieckości; akurat ten etnonim, zwłaszcza w połączeniu „istny Niemiec”, mówi więcej o kwestiach narodowych niż geograficznych, ale zgodnie z zasadą uznawania etnonimów za znaki wyobraźni geograficznej znalazł swój wyraz na mapie. W każdym razie wzięcie w nawias określeń geograficznych z Pani Twardowskiej daje się w pełni uzasadnić, jako że Rzym i Łysa Góra pełnią rolę dość przygodną – tylko jako elementy podań o Twardowskim i o wiedźmach, i tylko jako takie znalazły swoje tekstowe uobecnienie; wydaje się, że gdyby podania mówiły np. o Paryżu i o Babiej Górze, to właśnie te nazwy znalazłyby się w tekście ballady. Niezwyczajny jest również status Krępaku (Krępaka?). Jest to dawna nazwa Tatr lub całych Karpat, a także Łomnicy, leżącego dziś na terenie Słowacji i drugiego co do wysokości szczytu Tatr. Właśnie z Łomnicą utożsamiają Krępak edytorzy Dzieł Adama Mickiewicza, choć inne źródła sugerują, że w czasie, kiedy powstawały Ballady, to użycie było niezwyczajne (pojawia się natomiast w napisanym w latach trzydziestych Dzienniku podróży do Tatrów Seweryna Goszczyńskiego). W każdym razie Krępak pojawia się w Pani Twardowskiej na innych zasadach niż Łysa Góra, Rzym i Gdańsk, i wobec tego powinien pozostać na mapie jako pewien wyraz geograficznej (nie)świadomości. Tak czy inaczej, po wzięciu w nawias trzech pozostałych nazw z Pani Twardowskiej otrzymujemy na zachód od Nowogródka białą i nienazwaną plamę.Co zatem uderza na tej mapie, to konstrukcja centrum otoczonego z trzech stron „krajami cudzymi” (określenie z Dudarza), przy jednoczesnym braku Polski. Granicami tego świata są Niemen i Bałtyk oraz ewentualnie Karpaty/Tatry. Nie jest to z pewnością tak widoczne – jeśli jest widoczne w ogóle – przy zwykłej lekturze tekstu. Co do polskości, to jest jedynie ewokowana w sensie plemiennym czy narodowym („Mąż z królem Bolesławem / Poszedł na Kijowiany”, s. 108–109[przypis]Ballady i romanse cytowane wg: Adam Mickiewicz, Wiersze, w: tegoż, Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. I, opr. Cz. Zgorzelski, Warszawa 1998. [/przypis]), nie zaś geograficznym. Bolesław Śmiały nie tylko nie jest tak „geograficzny” jak nazwy w rodzaju „Gniezno”, „Warszawa” czy „Kraków” (których oczywiście brak w Balladach i romansach), ale nawet tak jak „Kijowiany”, „Moskale” czy „Niemiec”; równorzędną rangę miałoby tutaj określenie „król polski” lub „król Polski”. Podobnie odniesieniem do idei narodowych, a nie geograficznych, są sarmackie nawiązania w strofach Pani Twardowskiej. W konsekwencji na globalnej mapie Ballad i romansów Polska nie jest zatem w ogóle uobecniona.Można wobec tego powiedzieć, że dzięki mapie otwiera się pole dla rozmaitych interpretacji reprezentujących mniej lub bardziej zakamuflowaną opcję postkolonialną. Kiedy zresztą w pełni wrócimy do tekstu, ukierunkowani wnioskami narzucającymi się dzięki mapie, widzimy, że przedstawienie nowogródzkiego centrum i tego, co poza nim, dokonuje się zwykle w ciągłym ruchu odśrodkowym i dośrodkowym, niczym w jakiejś geograficznej osmozie:

„Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie, / Do Płużyn ciemnego boru / Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie, / Byś się przypatrzył jezioru” (Świteź, s. 57);

„Raz niespodzianie obległ tam Mendoga / Potężnym wojskiem car z Rusi” (Świteź, s. 61);

„Gwałtu! – wołają – zamykajcie bramę! / Tuż, tuż za nami Ruś wali” (Świteź, s. 62);

„Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu […]” (To lubię, s. 87);

„Mąż z królem Bolesławem/ Poszedł na Kijowiany” (Lilije, s. 108–109);

„Ty, jak dwa lata przebiegą, / Miałeś pojechać do Rzymu […]” (Pani Twardowska, s. 95);

„Pójdę w daleką drogę, / Więcej mnie nie znajdziecie, / Choćbyście i szukali, / Nie będę już na świecie, Przystanę do Moskali, / Żeby mię wraz zabili” (Kurhanek Maryli, s. 82);

„Idę ja Niemnem, jak Niemen długi […]” (Dudarz, s. 121);

„Kiedym wędrując przez kraje cudze/ Królewiec zwiedził przechodem, / Wtenczas przypłynął z Litwy na strudze / Pasterz jakiś z tych stron rodem” (Dudarz, s. 123).

Postkolonialna analiza Ballad i romansów znalazłaby oczywiście wsparcie w licznych, typowych dla całego cyklu opozycjach: tam–tutaj, obcy–swojski, „cudzy kraj” – „nasza niwa”. Zyskują one jednak wyrazistość dopiero w kontekście omawianej mapy: uzasadnione wydaje się w każdym razie twierdzenie, że mapa pozwala odsłonić nowe interpretacyjne możliwości, a sam tekst rzeczywiście posiada swoistą geograficzną nieświadomość. Oczywiście, interpretacja została tu jedynie zasugerowana; celem było raczej przetestowanie samej możliwości interpretacji „zmapowanego” tekstu, a także zaprezentowanie komplikacji, jakie towarzyszą „mapowaniu” utworu literackiego. Nie jest przy tym wykluczone, że w kontekście takiej postkolonialnej interpretacji udałoby się przeczytać i inne opozycje uobecnione w Mickiewiczowskich balladach, takie jak: rozum/racjonalność–wiara/czucie, realizm–fantastyka, elitarność–ludowość. Zadanie to w niniejszym studium może jedynie zostać zasygnalizowane.</document>
<document nplp_id="806" title="Koloseum" slug="koloseum">Wspaniałe ruiny Amphitheatrum Flavium, stanowiącego jeden z tradycyjnych symboli Rzymu w ogóle, a szczególnie Rzymu cesarskiego, stały się już w XVIII wieku jednym z „punktów programu” Grand Tour – wycieczek odbywanych przez arystokrację europejską w celach poznawczych, dla zdobycia edukacji kulturalnej. Zrodzona w Anglii moda szybko zyskała naśladowców w innych krajach i innych warstwach społecznych (zamożnej szlachty, a nawet mieszczaństwa). Właśnie jako obiekt zalecany do zwiedzania przy okazji wizyty w Rzymie, podczas oglądania starożytnego Forum Romanum, na którego krańcu Koloseum się znajduje, budowla znalazła się na realistycznych obrazach pędzla takich malarzy jak Bernardo Belotto.

Goethe w Podróży włoskiej, będącej owocem jego Grand Tour, odbytej w latach 1786– 1788, zapisał swoje zetknięcie z Koloseum jako spotkanie z ogromem, którego nie sposób nawet zapamiętać i który za każdym razem od nowa poraża osobę odwiedzającą ruiny amfiteatru przeznaczonego przez budowniczych na widowiska dla 50 tysięcy osób. Do tej samej cechy – tj. niezwykłych rozmiarów amfiteatru – odniósł się potem Norwid w Promethidionie (1848–1849/1850, wyd. 1851), wskazując, że właściwą narodowi rzymskiemu drogą do uczestnictwa w sztuce było „pojęcie ogromu i ogarnięcie (Koloseum)”.

Koloseum szybko znalazło się w popularnych „przewodnikach turystycznych”, o czym świadczyć może dwustronicowy opis i rycina w wydanym w 1820 roku w Paryżu dziełku służącym nauce i zabawie młodzieży płci obojga („ouvrage destiné à l’instruction et à l’amusement des jeunes personnes de l’un et l’autre sexe”) pod tytułem „Cuda świata” (Les Mervellies du monde), napisanym przez członka korespondenta Akademii w Dijon, kawalera de Propiac. Już na początku XIX wieku Koloseum należało więc do „pozycji obowiązkowych” dla zwiedzających (równie „obowiązkowy”) Rzym.

Śladem smakoszy architektury klasycznej ruszyli następnie melancholijni romantycy: Chateaubriand, Byron, Stendhal. W pieśni IV Podróży Childe Harolda Byrona tytułowy bohater, włócząc się po szczątkach Wiecznego Miasta jako po „grodzie swej duszy” (przez podobieństwo krajobrazu: ruiny upadłej wielkości) – dociera również do Koloseum i wita je słowami:

&amp;nbsp;

„Łuki na łukach, jakby Rzym tu stary, Zebrawszy razem wszystkie swe trofeje,

W jednym kościele zamknął zwycięstw dary – To Koloseum!...”.

(Wędrówki Childe Harolda, Pieśń IV, cz. CXXVIII, w. 1–4)

&amp;nbsp;

Koloseum jest więc koroną Rzymu, jego streszczeniem i uosobieniem. Przy świetle księżyca monumentalne zwalisko wydaje się Childe Haroldowi „kontemplacji zdrojem” – pobudką do refleksji nad czasem-mścicielem, „co nie przepuszcza win, nie skąpiąc zwłoki”, nad pracą Nemezis i nad Kościołem „samotnym, lecz tym bardziej świętym”, który wyrósł pośród zwalisk Rzymu. W monologu tym przywołane zostaje również imię Orestesa ściganego przez furie, a także mówi się o „błędach ojców” oraz własnych grzechach obciążających smętnego pielgrzyma umęczonego walką ze swym losem. Wszystko to, od blasku księżyca po okrzyk: „Choć będę prochem! Nadejdzie zapłata!”, nieprzypadkowo współbrzmi z problematyką Irydiona Zygmunta Krasińskiego (1835, wyd. 1836) oraz z analogiczną sceną w dramacie polskiego romantyka.

Po raz pierwszy Krasiński zwiedzał Rzym i Koloseum w przededniu powstania listopadowego w towarzystwie Mickiewicza. O ile bazylika Świętego Piotra rozczarowała go przesytem rozpraszającym religijne skupienie, o tyle Koloseum chciał widzieć jako prawdziwy triumf religii (bazylikę i amfiteatr przeciwstawiał sobie również Chateaubriand). Krasiński zwrócił szczególną uwagę na wielki krzyż – zwycięski nad monumentalnym ogromem ruin.

Wrażenia z tej wycieczki w formie poetyckiej zapisane zostały w Irydionie. W Dokoń- czeniu, stanowiącym uzupełnienie dramatu o nowe sensy, znajduje się obraz Koloseum przefiltrowany przez doświadczenie i wspomnienia głównego bohatera wskrzeszonego po szesnastu stuleciach. W ruinach Irydionowi zdaje się, że widzi i słyszy tłum wskrzeszonych: odzywają się zarówno „trąby, piszczałki, poklaski i przekleństwa” rzymskiej publiczności, jak i śpiew modlitewny dawnych chrześcijan oraz ich jęki „spod ziemi, tam męczenników dosypiają koście” (Irydion, s. 166). Obecność kapliczek mogła dawać złudzenie cmentarza, którego jednak na arenie Koloseum nie było.

W roku 1836 Krasiński oprowadzał z kolei Słowackiego po ruinach Rzymu, a być może również po labiryntach swej koncepcji artystycznej, która wkrótce zaowocowała Irydionem. Słowacki był również w Koloseum na koncercie wielkotygodniowym; owocem poetyckim tych wycieczek po starożytnościach są wiersze Rzym i Sumienie powstałe wiosną 1836 roku – ogólne refleksje o przemijaniu („Rzymie! nie jesteś ty już dawnym Rzymem”), przemianie wielkości w małość (sławne wypasanie trzód w czcigodnych ruinach), wspomnienia romansu z Joanną Bobrową. Samo Koloseum nie pobudziło Słowackiego do specjalnych przeżyć i przemyśleń. Inaczej w przypadku Krasińskiego. Warto chwilę zastanowić się nad tym, jak wyglądało Koloseum, które zobaczył autor Irydiona.

Koloseum wybudowane zostało w latach 72–80, za rządów cesarzy Wespazjana i Tytusa z rodu Flawiuszów, rękami niewolników – głównie żydowskich, świeżo pozyskanych po stłumieniu powstań, zburzeniu Jerozolimy i ujarzmieniu tego narodu. Na fakt ten zwraca uwagę m.in. autor wspomnianego przewodnika po „cudach świata”. Koloseum było więc niejako pomnikiem triumfu imperium.

Swoją nazwę budowla zawdzięcza kolosalnemu posągowi Nerona, który stał poza obrębem amfiteatru. Budowla została zniszczona przez wielki pożar w III wieku (czas akcji Irydiona), zburzona najprawdopodobniej w V wieku podczas najazdu Wizygotów, zniszczeń dokonały też liczne trzęsienia ziemi; wreszcie w średniowieczu, po tym gdy w roku 1312 cesarz Henryk VII oddał Koloseum senatowi i ludowi rzymskiemu, stało się ono źródłem budulca dla powstających nowych prywatnych domostw. Natomiast faktem, który wydał się godny refleksji romantykom, było to, że po trzęsieniu ziemi w roku 1703 użyto budulca z Koloseum do odbudowy katedry Świętego Piotra na Watykanie, m.in. posągi z brązu zostały przetopione na kopułę bazyliki. Interpretowano to metaforycznie jako „wchłonięcie” imperialnej potęgi Rzymu, jego idei władzy przez Kościół katolicki i kiedy kopuła bazyliki pękła, pojawiły się komentarze (m.in. Krasińskiego) o bliskim upadku potęgi papieskiej i przeistoczeniu religii, może również o końcu świata i paruzji Chrystusa. Ogrom Koloseum skłaniał do czynienia go symbolem, długo więc powtarzano zdanie żyjącego na przełomie VI i VII wieku mnicha irlandzkiego, pierwszego encyklopedysty, Bedy: „Gdy runie Koloseum, runie Rzym, a gdy runie Rzym, runie świat”.

Należy pamiętać, że w XIX wieku nie zostały jeszcze odsłonięte podziemia amfiteatru. Wewnętrzną arenę pokrywał normalny grunt porośnięty darnią, a dookoła postawiono w 1749 roku za sprawą papieża Benedykta XIV 14 edykuł ze stacjami drogi krzyżowej. Ten właśnie papież ogłosił, że Koloseum jest miejscem uświęconym męczeńską śmiercią chrześcijan (co w rzeczywistości nie miało miejsca), zabronił używać amfiteatru jako źródła budulca i poświęcił je męczeństwu Chrystusa. Edykuły zostały usunięte dopiero w 1874 roku, podczas prac zabezpieczających, wówczas częściowo zdjęto grunt i odsłonięto podziemia (gdzie wykopaliska prowadzono już częściowo w latach 1810–1814). Jednak nasi romantycy oglądali Koloseum w tej właśnie formie: poświęcone męczeństwu chrześcijan i Chrystusa i w tym duchu też interpretowali budowlę i jej losy. Nisze ze stacjami drogi krzyżowej i ogólny wygląd Koloseum niby kościółka wiejskiego pod gołym niebem i w otoczeniu gigantycznych gór wzniesionych ludzką ręką – szczątków murów amfiteatru – widać na obrazie Thomasa Cole’a z 1832 roku. Ponadto pamiętać należy, że droga przez miasto do monumentalnej budowli wiodła wówczas przez wąskie zaułki i stłoczone domostwa rzymskiej biedoty. Mickiewicz z Krasińskim oglądali Koloseum mniej więcej w tym samym czasie, rok wcześniej. W 1831 roku prowadzono na terenie Koloseum prace remontowe, co mogło szczególnie przyciągać turystów.

W Irydionie Koloseum pełni kluczową rolę symboliczną jako miejsce ostatecznej przemiany głównego bohatera, objawienia się racji dziejów, a wreszcie – przełamania ideowego od katastrofizmu ku mesjanizmowi.

Po walce wznieconej przeciw Rzymowi demoniczny Masynissa w cudowny sposób uprowadza Irydiona spośród zgliszczy dzieła jego życia, jakim był spisek przeciw imperium. Masynissa chce kupić duszę Irydiona. Ceną, jaką wyznacza syn Amfilocha, jest, by choć przez jeden dzień mógł oglądać znienawidzony Rzym w stanie upadku i poniżenia. Masynissa, zgodziwszy się na to, usypia Irydiona w jednej z grot górskich Lacjum, by obudzić go pewnej nocy 1835 roku. Znaczące, że Krasiński nie wybrał czasu ataku na Wieczne Miasto plemion germańskich, czyli krewniaków matki Irydiona, ale swoją współczesność, gdy zdaniem autora nastąpił ostateczny upadek tego wszystkiego, co Rzym reprezentował, „gdy z Rzymu, co rządził materią i duchem, z materii pozostały ruiny, z ducha zgrzybiała teologia” (list do Reeve’a z 3 czerwca 1835 z Florencji). Oglądając ruiny starożytności i XIX-wieczną nędzę Rzymu, Irydion nasycił wreszcie swą zemstę.

,,Przewodnik wskazał ku ulicy drzew zgrzybiałych. Tam cień Palatynu leżał na ziemi, tam Bogów poćwiertowane ciała się walały i bohaterów rozpadłe piersi z jaspisu, z porfiru. – Tam bramą Tytusa pękniętą, zlepioną jak ogromna rana, przeszli znów na jasne miejsca puste i stroskane. – Tu wydało się temu który zmartwychwstał, że Kolizeum dotąd stoi cało [...].

Na milczącej Arenie, na piasku srebrnym, wśród arkad przemienionych w dzikie skały, z bluszczami u wierzchołków, z szczelinami w łonie, tyś podziękował losom za spodloną Romę!

[...] Tam był tron cezarów [...] Słońca tylko nie ma, nie ma purpurowej obsłony, co powijała na wierzchołkach cyrku. Księżyc blado świeci [...].

Z nich wszystkich został się głos hymnu słyszanego niegdyś. – To niegdyś, było wczoraj. – Tu, wczoraj skonali Nazareńczycy. – Ich twarze były pogodne jak wieczór letni – i otoż na miejscu, na którem padli, krzyż czarny stoi dzisiaj, drewniany, cichy, na środku areny [...]” (Irydion, s. 164–165).

Jednak utwór nie kończy się wskrzeszeniem Irydiona – w Dokończeniu Krasiński umieścił sąd zakończony wybawieniem Irydiona z mocy Masynissy i wyznaczeniem mściwemu Grekowi drogi poprawy. Podczas walki potęg dobra i zła o swą duszę Irydion stoi „powyżej kusiciela, poniżej anioła” na stopniach krzyża, który musiał być najwyraźniej umieszczony na jakimś podwyższeniu. Wreszcie Masynissa, zdegradowany w tej scenie do rangi zwykłego szatana-kusiciela, przegrywa. Jeszcze „gmach starożytnych ludzi wstrząsł się od próżnych jego wysileń” i skonał „głowę oparłszy o bramy cyrku” (s. 167) – rozpłynął się „w mgle zarannej”.

Koloseum romantyków to wielkie ruiny; wielkie w każdym znaczeniu. U Krasińskiego zyskują one najsilniej wymiar wzniosłości: ich czysto fizyczny ogrom koresponduje z tym, że są znakiem dawnej potęgi państwa rzymskiego i świadkiem monumentalnych zmagań duchowych starej kultury z nową.</document>
<document nplp_id="807" title="Pompeje" slug="pompeje">Pompeje, starożytne miasto znajdujące się około 40 km na południe od Neapolu, położone w Zatoce Neapolitańskiej, w czasach antycznych stanowiło dogodny port. Zostało założone przez Osków, w III wieku p.n.e. przeszło pod panowanie Rzymu. Wówczas przeżyło swój rozkwit, traktowane przez Rzymian jako miejscowość wypoczynkowa. Miasto leżało w słynącej z żyznej gleby i łagodnego klimatu tzw. Campanii Felix, która rozciągała się u podnóża Wezuwiusza. Pierwsze trzęsienie ziemi w 61 roku n.e. zniszczyło znaczniejsze budowle miejskie, ale mieszkańcy zaczęli szybko je odbudowywać. 24 sierpnia 79 roku n.e. erupcja Wezuwiusza przerwała jego życie już na zawsze: lawa zmieszana z błotem zalała sąsiadujące z Pompejami Herkulanum, a one same zostały zasypane popiołem. Jak wskazują wykopaliska, mieszkańcy wracali w to miejsce, ale nie po to, by je odbudować, lecz by zabrać co cenniejsze przedmioty.

Drugie, pośmiertne życie Pompei i Herkulanum zaczęło się oficjalnie w roku 1748 (chociaż już od XVI wieku to miejsce było znane jako kopalnia starożytnych posągów) wraz z odkryciem Herkulanum. Pompeje zidentyfikowano dopiero w roku 1764. Odkrycie tych miast zapoczątkowało nowoczesną archeologię, chociaż wiek XVIII należy wciąż do antykwariuszy i kolekcjonerów. Jeszcze Karol III, król Obojga Sycylii, uzupełniał swoją kolekcję starożytności zabytkami wydobytymi ze zniszczonych miast. Idea kolekcji leżała u podstaw stworzenia Muzeum Burbońskiego; cenne malowidła, freski, posągi i inne znalezione przedmioty wywożono z wykopalisk i tym samym wyrywano je z naturalnego kontekstu (Blix 2009). Zaczęto wydawać pierwsze opisy zabytków. Katalogi: Jérôme’a Charlesa Bellicarda i Charles-Nicolasa Cochina zapoczątkowały naukowe zainteresowania Pompejami i Herkulanum (Observations sur les antiquités de la ville d’Herculanum, 1754). Największą jednak popularnością w Europie cieszyła się książka Johanna Joachima Winckelmanna Sendschreiben von den Herculanischen Entdeckungen (1762). Król neapolitański, chcąc zachować monopol na wykopaliska, założył Akademię Herkulańską, która publikowała wielotomowe Le Antichità di Ercolano (1757–1792). Pompeje wraz z Herkulanum traktowano nie jako miejsce, lecz jako ogromną kolekcję starożytności. Odkrytych miast nie postrzegano jako całości: Pompeje widziano przez pryzmat Domu Poety, Ulicy Grobów czy świątyni Izydy, Herkulanum – poprzez tunele wydrążone w skamieniałej lawie zmieszanej z błotem. Odkryte w 1748 roku i regularnie badane wprawiły w zakłopotanie archeologów i miłośników sztuki starożytnej (Honour 1972). Wykopaliska odsłaniały bynajmniej nie podniosłą, a całkiem zwyczajną codzienność. Co więcej, odnalezione dzieła podawały w wątpliwość cnoty starożytnych, a przede wszystkim doskonałość ich sztuki.



Pompeje szybko stały się celem wypraw polskich podróżników w XVIII wieku, m.in. Adama Czartoryskiego i Stanisława Kostki Potockiego, któremu jako jednemu z nielicznych udało się zrobić szkice w odkopanym mieście. Do Pompejów udał się też bratanek króla, Stanisław Poniatowski. Jeden z polskich podróżników, August Moszyński, zwiedzając Włochy w latach 1784–1786, spędził w okolicach Neapolu cztery miesiące. Zapiski Moszyńskiego najlepiej oddają rozczarowanie „żywym antykiem”. Jako architekt i „naczelny dyrektor” kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego uwagę skupiał przede wszystkim na architekturze, którą studiował długo i z zamiłowaniem. Świadczą o tym liczne zapiski w Dzienniku. Pompeje i Herkulanum zwiedzał zaledwie 36 lat po rozpoczęciu oficjalnych wykopalisk: teatr, świątynię Izydy, świeżo odkopane domy, w których dopiero co urządzano gabinety osobliwości. Moszyński nieustannie konfrontuje swoją wiedzę z tym, co ogląda:

„Świątyńka miała posadzkę z pospolitej mozaiki, ale ponieważ z kolumnady zachował się jedynie odłamek trzonu, nie można odróżnić, czy była ona dypterem, pyknostylem, diastylem, areostylem. To cudowne, że znam te nazwy, gdyż należy tutaj używać terminów naukowych, aby okazać, że jest się uczonym, albo że sprawia się takie wrażenie. Jestem łatwowierny i wyznaję, że te terminy są tylko wspomnieniem tego, co wyczytałem niegdyś ze starych traktatów architektonicznych, i byłbym może równie zakłopotany jak ci, którzy ich używają, rysując świątynie areostylowe i inne” (Moszyński 1970: 539).

Z jego obserwacji wyłania się nie obraz miasta, lecz kolekcja starożytności, w dodatku nie całkiem doskonałych. Moszyński kwestionuje to, co widzi, gdyż jego doświadczenie podlega systematyce wyznaczanej przez kanony klasycznego piękna. Zwraca uwagę, że architektura rzymska nie była doskonała. W przypadku świątyni Izydy, która odegrała tak doniosłą rolę w wyobraźni podróżnych XIX wieku, dostrzega „mieszaninę pięknych szczegółów i niewybaczalnych usterek architektury, do tego stopnia, że ściany sanktuarium wzniesiono na fałszywym podmurowaniu […] Dochodzę do wniosku, iż we wszystkich czasach, tak w wiekach najbardziej zacofanych, jak i oświeconych byli zawsze pobożni, budujący świątynie jak Popidus, i kiepscy architekci, którzy patrzyli tylko, jak zdobyć pieniądze, nie troszcząc się o to, co robią murarze” (Moszyński 1970: 541–542). Dla Moszyńskiego Pompeje stały się szyfrem, który należy odczytać, stąd też używa „przypuszczam”, „wydaje mi się”, „nie mogę odgadnąć”. Moszyński nie widzi miasta jako całości, dostrzega jedynie zbiór szczegółów architektonicznych (oczywiście w tamtym czasie trudno było mieć wyobrażenie całości ze względu na stan wykopalisk).

W tym rozczarowaniu sztuką starożytnych przebija tendencja do innego sposobu widzenia Pompejów – jako cudownie przywróconej teraźniejszości „zaginionej cywilizacji”. Pompeje stały się przykładem „błogosławionych skutków katastrofy”. Tak pisał Niemcewicz o paradoksie katastrofy, która ocala:

„Wyziewom wulkanu tego winni mieszkańcy Pompei i Herkulanum za cezara Tyta swoją zgubę, my zachowanie najoczywistszych świadectw i ostatków kolonii greckich i rzymskich przez blisko 2000 lat żyjących przed nami […] wszystko to winniśmy przykryciu lawą i piaskiem wulkanu Wezuwiusza”.

Pompeje w latach 1750–1830 zmieniają swoje konotacje znaczeniowe – z grobu przekształcają się w obraz „utraconej cywilizacji” (Blix 2009). Tak rozumiał znaczenie odnalezionych miast anonimowy autor, który pisał z entuzjazmem:

„Starożytność Pompei nie jest to owa starożytność mglista, zamierzchła, książkowa, że się tak wyrazimy, antykwariuszów i komentatorów; to starożytność rzeczywista, żyjąca, uosobiona, widzisz ją, pojmujesz i dotknąć jej się możesz” („Księga świata”, 1856: 35).

Jednym słowem Pompeje były dla XIX-wiecznych zwiedzających nie tylko szczególną kolekcją starożytności, przedmiotów martwych, ale też czymś w rodzaju wehikułu czasu, przenoszącym ich w żywy świat zamierzchłej przeszłości

Mickiewicz odwiedził Pompeje 18 czerwca 1830 roku w towarzystwie Siemiona Chlustina. W liście do Franciszka Malewskiego relacjonował swój sześciotygodniowy pobyt w Neapolu, m.in. wyprawę na Wezuwiusz i wycieczkę do Pompejów. Miasto zwiedzał jako filolog klasyczny i miłośnik starożytności, a nie turysta, dlatego narzekał na przewodników i sposób prezentacji zabytków (przeniesienie fresków do muzeum w Neapolu):

„W Pompei popsuli mi humor cicerone. Forum Pompei z kolumnami połamanymi, świątyniami i podstawami posagów najwspanialszym jest komentarzem forum rzymskiego. Nie [moż]na wystawić sobie, nie widząc, gustu i elegancji starożytnych; wszystkie sprzęty, od ołtarza aż do szal i wag miejskich, wiader i kociołków, zdaje się, że były rysowane przez dekorator[ów] dla teatru, dla wystawienia jakiej opery i baletu” (Mickiewicz do F. Malewskiego, 27 VI 1830).



Mickiewicza uderzyła przede wszystkim teatralność miasta, które wygląda jak scena opuszczona przez aktorów w dramatycznych okolicznościach. Znamienne, że podobnie jak dla większości podróżników, dla autora Dziadów Pompeje są „komentarzem” do historii, wizualizacją starożytnego Forum Romanum, którego tylko widoczne fragmenty były dostępne dla turystów (wykopaliska archeologiczne na szeroką skalę zaczęto prowadzić w Rzymie dopiero w latach czterdziestych XIX wieku). Ale i te dekoracje są niepełne, zniszczone już przez ówczesnych archeologów – Mickiewicz wspomina o brakujących freskach, które można oglądać dopiero w Muzeum (wówczas nazywanym Burbońskim) w Neapolu. Jednak dalej pisze: „O malowidłach w Pompei byłbym w humorze książkę napisać, a przynajmniej jaką deklamację akademicką […] Żadna galeria nie sprawiła na mnie tak wielkiego wrażenia”. Zdaniem Aliny Witkowskiej, „Pompeje sprawiły na Mickiewiczu wstrząsające wrażenie” (Witkowska 1983) i być może wspomnienie przeniesionego wprost z czasów rzymskich miasta powróciło kilka lat później w idei stworzenia „syntezy życia polskiej szlachty” – Soplicowa.
</document>
<document nplp_id="808" title="Topografia mesjanistyczna" slug="topografia-mesjanistyczna">Zakorzeniło się w potocznym myśleniu przekonanie, że mesjaniści, ba, sam Mickiewicz jako mesjanista, to ludzie bez ziemi, z ziemi wyrwani, rzuceni w obcy świat albo Zachodu, albo Sybiru. W myśl tego przeświadczenia żyją oni ideą oczekiwania na Mesjasza lub przeżywają własne powołanie mesjańskie, a zatem horyzont ich znajomości świata ogranicza się do początku i celu ich wędrówki – Ziemi Świętej, którą dla jednych jest domowa Litwa, dla innych Ruś bądź Korona. Nic bardziej błędnego! Polski mesjanizm, szczególnie Mickiewiczowski, tworzy skomplikowaną sieć wyobrażeń o świecie. Cztery kwestie wydobądźmy jasno już tu:

 	mesjanista inaczej czyta mapę świata, inaczej, „po swojemu” postrzega najważniejsze, jego zdaniem, miejsca na tej mapie;
 	mesjanista interpretowanym, poznawanym miejscom na mapie świata z a w s z e nadaje głębokie znaczenia;
 	świat mesjanisty jest swego rodzaju metaforą, a nawet oksymoronem: jeden jego biegun semantyczny stanowi odczucie kosmicznego chaosu, biegun drugi zaś – o dziwo! –wyznacza poczucia absolutnego ładu, którego opiekunem i gwarantem jest Bóg;
 	mesjanista czyta mapę świata przez pryzmat absolutnego dawcy, wyznacznika i weryfikatora znaczeń, sensów wszystkich miejsc w tym świecie, jakim jest Stwórca; bez wiary w Boga, wiary silnej, ugruntowanej, czasem, choć niezbyt często, posuniętej aż do egzaltacji czy wprost fanatyzmu, w ogóle nie sposób mówić o postawie mesjańskiej.

Świat polskich mesjanistów romantycznych, w tym najważniejszego z nich, prawodawcy i propagatora tej postawy, Adama Mickiewicza, ma dwa wymiary o różnej skali wielkości, lecz tej samej skali wartości: biegun domowy (powiat nowogródzki) i biegun kosmiczny (cały świat jako dzieło Boże). Ten pierwszy, świat najbliższej okolicy, postrzegany jest z punktu widzenia całego kosmosu; ten drugi, to jest kosmos, posiada swoje lokalne, powiatowe, miejscowe oblicze. W sposób znakomity obrazują tę więź „lokalnego” z „wszechświatowym” słowa Epilogu Pana Tadeusza, gdzie rodzinne miejsce poety zostaje ukazane jako własne kosmiczne, pobłogosławione siedlisko, źródlisko i centrum polskości:

&amp;nbsp;

„Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny,

Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!

Jakże tam wszystko do nas należało!

Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:

Od lipy, która koroną wspaniałą

Całej wsi dzieciom użyczała cienia,

Aż do każdego strumienia, kamienia,

&amp;nbsp;

Jak każdy kątek ziemi był znajomy

Aż po granicę, po sąsiadów domy!”.

(w. 79–87)

&amp;nbsp;

Odsłania tu Mickiewicz centralną figurę swej wyobraźni: zadomowienie, posiadanie domu, wpisanego w porządek natury i historii, harmonijnie powiązanego z całym istnieniem, kosmosem. Świat mesjanisty w tym zarodkowym wyobrażeniu sprowadza się do własnego domostwa, domostwo to jest częścią społeczności prowincjonalnej powiatu, ów powiat należy do Litwy, która jest jednym z filarów wielonarodowej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej pojętej na sposób jagielloński, a ta Rzeczpospolita zaś leży w orbicie łacińskiego Śródziemnomorza, papieskiego Rzymu, będącego centrum wiary chrześcijańskiej. W ten sposób dziki przybysz z Północy, Litwin, czuje się obywatelem Rzymu, dziedzicem jego kulturowego spadku, mówiąc mocniej: on po prostu jest Rzymianinem, Europejczykiem, a przez to obywatelem świata. Prowincjonalizm (w najlepszym tego słowa znaczeniu!) i światowość są tu ściśle powiązane.

Myśl o tej jedności wyraził Mickiewicz w słynnej formule pochodzącej z wiersza Do Joachima Lelewela (1822): „A tak gdzie się obrócisz, z każdèj wydasz stopy, / Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy” (w. 77–78).

Nadniemeński Litwin, Polak, mieszkaniec Europy (Europejczyk) – oto idealna tożsamość Mickiewiczowskiego człowieka, któremu przyjdzie sprostać lub nie próbie wykorzenienia z owego powiatowego mikrokosmosu stanowiącego część makrokosmicznej pełni obrazu świata. U źródeł wszystkich wyobrażeń świata, u początku wyobrażeń mapy świata u Mickiewicza mesjanisty, u podstaw jego mesjanistycznej „lektury” map świata leży skandal zniszczenia domowej Arkadii, świata Nowogródczyzny, historycznej Czarnej Rusi, Wilna i Wileńszczyzny. Tę katastrofę ukazuje z rozmachem jeszcze przed mesjańską inicjacją w IV cz. Dziadów (1823), w Konradzie Wallenrodzie (1828), a nawet w poetyckiej figurze tęsknoty w Sonetach krymskich (1826). Z maksymalną ekspresją zagładę domu rodzinnego, ruinę domu przez obcych, przez najeźdźców, obrazuje fragment przedstawiający napaść Krzyżaków na dom młodego Waltera Alfa w Konradzie Wallenrodzie:

&amp;nbsp;

„Tylko krzyk mojej matki długo, długo słyszałem.

Pośród szczeku oręża, domów runących łoskotu,

Krzyk ten ścigał mnie długo, krzyk ten pozostał w mym uchu,

Teraz jeszcze, gdy widzę pożar i słyszę wołania,

Krzyk ten budzi się w duszy, jako echo jaskini

Za odgłosem piorunu; oto jest wszystko, co z Litwy,

Co od rodziców wywiozłem. W sennych niekiedy marzeniach

Widzę postać szanowną matki i ojca, i braci,

Ale coraz to dalej jakaś mgła tajemnicza

Coraz grubsza i coraz ciemniej zasłania ich rysy”.

(„Powieść Wajdeloty”, w. 285–294)

&amp;nbsp;

O tego momentu prakatastrofy, utraty kosmicznego centrum, w którym wszystko było „Święte i czyste jak pierwsze kochanie” (Epilog, w. 69), rozpoczyna się droga powrotu do straconej Arkadii. Ów „kraj lat dziecinnych”, te kraje dzieciństwa, „gdzie człowiek po świecie / Biegł jak po łące”, ta kraina, „w której jest trochę szczęścia dla Polaka” – wszystko to przepadło. Ich wartości strzeże odtąd poeta, mesjański poeta będący teraz stróżem ładu kosmicznego w wymiarze moralnym. Epilog do arcypoematu pisze już myśliciel głęboko przejęty mesjanizmem, co widać w dwu ostatnich księgach Pana Tadeusza (XI i XII). Od tej pory w kolejnych dziełach otrzymujemy następujące po sobie tematyczne wariacje na temat motywu domowej Arkadii (Litwa, Nowogródek, Wilno), jej utraty (figura wroga w Epilogu) i drogi powrotnej do niej, mesjańskiej drogi powrotu do powiatowej ziemi świętej chłopaka z Czarnej Rusi, kawałka ziemi położonego między Niemnem, Prypecią a Ptyczem, obejmującego tereny XXI-wiecznej zachodniej Białorusi oraz wschodnią część województwa podlaskiego w Polsce. To historyczne ziemie czarnoruskie – z Grodnem, Świsłoczą, Nowogródkiem, Nieświeżem i Wołkowyskiem – stanowiły ten matecznik wyobraźni, Arkadię Mickiewicza: straconą i poszukiwaną.

Tej ziemi świętej strzegą odtąd jak oka w głowie wszystkie moce przysługujące Mickiewiczowi poecie: pamięć (IV cz. Dziadów), wyobraźnia (Pan Tadeusz), sen (Śniła się zima...), idea czynu (Legion włoski, wyprawa konstantynopolitańska), idea Boskiego porządku historii (pisanie dziejów narodu w Historii polskiej, prelekcjach paryskich i pismach publicystycznych) oraz wiara (patrz choćby Słowa Panny i Słowa Chrystusa).

Mesjanizm, idea szczególna, zakłada, iż jednostka, naród lub inna grupa otrzymują od Boga misję zmiany oblicza Ziemi w wymiarze moralnym poprzez przyjęcie na siebie cierpienia. To cierpienie nosi rysy cierpienia Chrystusowego. Służyć ma zbawieniu świata, lecz także – ostatecznie – wybawieniu z historycznej opresji tej wspólnoty (narodu w polskim przypadku!), która cierpienie przyjęła, na którą Stwórca je nałożył.

Postawa mesjanistyczna ma wiele wymiarów: jest swego rodzaju doświadczeniem religijnym, historiozofią, ale w ogóle nie sposób zrozumieć jej sensu bez uwzględnienia wymiaru egzystencjalnego. Ten wyrzucony z ojczyzny, pozbawiony domu polski Ahasverus otrzymuje oto na paryskim bruku, samotny i wykorzeniony, ideę, która jego intymnemu, w skrytości przeżywanemu cierpieniu nadaje ponadindywidualny, ba, więcej – Boski sens i cel: zbawić moralnie świat, samemu się udoskonalić (perfekcjonizm), by Historii, często postrzeganej wyłącznie w kategoriach krwawej jatki, móc nadać wymiar Boskiej misji.

Tak więc opisywana tylekroć przed 1830 rokiem przez Mickiewicza figura zniszczenia Arkadii, domu, naznaczona nienawiścią do niszczycieli (wallenrodyzm), zmienia się w figurę restytucji domu, powrotu do niego, odzyskania domowego gniazda istnienia. Tą drugą figurą jest idea mesjańska pojmowana przez Mickiewicza aktywistycznie i perfekcjonistycznie jako wezwanie do czynu zbrojnego i do wewnętrznego samodoskonalenia. Ideologię słabych, podstępnych i mściwych, to jest wallenrodyzm, zastępuje ideologia „cierpiących- wszechwładnych”, mesjaszów, co zbawią świat.

I dlatego mesjaniście Mickiewiczowi potrzebny był świat! Jego mapa, pełna dobrych i złych metropolii, państw, stolic, nawet zapadłych mieścin, miejsc. Jak działać bez świata? Potrzebny był świat! Ale jak przeczytany! Osobliwie, doprawdy.

W tym przecież miejscu wspomnieć trzeba o mapie świata założyciela mesjanistycznej szkoły w romantyzmie – Kazimierza Brodzińskiego. Nieufny zrazu wobec romantyki, piewca Bożej harmonii, którą głosić miała idylla (O idylli pod względem moralnym, 1823), łącząc radość istnienia z łagodnym smutkiem przemijania, który wyraża elegia (O elegii, 1822), niechętnie patrzył na rewolucyjne pokolenie romantyków. Pamiętał o groźbie katastrofy, której jeszcze nie wyobrażali sobie młodzi. On, napoleończyk, który przeżył odwrót Wielkiej Armii spod Moskwy, doświadczył katastrofy. Opisał to, co przeżył, w wierszu Żołnierz nad rzeką Moskwą w roku 1812 (1812), zawierającym obrazowe memento: „Ale w zaspach zimy zginę – ? / Wiosna, co śniegi rozleje w potoki, / Tylko do pomsty odsłoni me zwłoki”. Po 1831 roku Brodziński dokonał wolty w swym myśleniu, pisząc mesjanistyczne wiersze o przyjęciu przez Polaków cierniowej korony Chrystusa, ale też wyznaczając narodowi zaszczytne miejsce w hierarchii stworzeń:

&amp;nbsp;

”Palmą Chrystus obdarzył narody zbawione,

Nam Polakom cierniową przekazał koronę;

Pańska to jest korona i nośmy ją radzi,

Krew pod nią zlana nowe zbawienie sprowadzi”.

&amp;nbsp;

Siermiężny rym, rytmika i intonacja oznajmienia, rozkazu niepodlegającego zakwestionowaniu, prostota środków poetyckich posunięta do celowego prymitywizmu, a także arsenał symboli mesjanistycznych (korona cierniowa, palma, krzyż, krew, zmartwychwstanie) służą tu zarysowaniu absolutnej perspektywy Boskich wyroków, które mesjanista bierze na swe barki jak Chrystus biorący na ramiona Krzyż na Golgocie, by w chwale zmartwychwstać, uniżyć się, ażeby być wyniesionym.

W Mowie o narodowości Polaków (1831) uznał Brodziński, iż cierpiąca i upodlona Polska jest „Kopernikiem w świecie moralnym”. Ta metafora służyła dowartościowaniu pognębionych rodaków Kopernika... Owszem, jesteśmy wielcy jak Kopernik, rewolucjonizujemy moralnie świat, ale przede wszystkim patrzymy w niebo, we wszechświat, tam szukając wielkich celów etycznych i Boga. Rozważając metaforę dalej, dojdziemy do myśli o symbolicznej kosmografii Brodzińskiego, dla którego w centrum kosmosu, jako słońce moralnej, Chrystusowej doskonałości, jaśnieje Polska-Chrystus. Wokół niej krążą planety innych narodów, mniej doskonałych i niewybranych do przewodzenia oraz zbawiania pysznych i grzesznych.

Mesjańska topografia za sprawą Brodzińskiego rzucała nas, Polaków, od razu hen w kosmos. Topografia stawała się mesjańską, symboliczną, historiozoficzną kosmografią! Żartobliwie rzec można: jako lud cierpiących Chrystusów bardziej jesteśmy rodem z kosmosu niźli ze spodlonej Ziemi. Jednak dla dawnego piewcy idylli była to rewolucja w myśleniu i wyobrażaniu sobie świata prawdziwie kopernikańska. W centrum tego kosmosu stał dotąd u Brodzińskiego szlachecki dwór (realnie rodzinna miejscowość poety: Królówka). Teraz: jego miejsce zajął cały rozsiadły na ojczystej ziemi i rozsiany po świecie mesjański naród.

Brodziński zaryzykował więc przemianę etosu ziemiańskiego z jego stabilną, spokojną, cykliczną wizją bytu w mesjański teatr wirujących planet-ludów. Zmiana! O dziwo, dojrzały Mickiewicz w Epilogu do Pana Tadeusza wskrzesił Brodzińskiego-sielankopisarza, nostalgicznie wracając do czasów, gdy: „Tak za dni moich, przy wiejskiej zabawie, / Czytano nieraz pod lipą na trawie / Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie” (w. 119, nawiązanie do Franciszka Karpińskiego, piewcy Justyny, i do Brodzińskiego, autora sielanki Wiesław, 1820).

Brodziński uczy jednego: jego kopernikańska metafora obrazuje skalę myślenia mesjanisty, które znamionują: gigantyzm, ponadprzeciętność, rozmach historiozoficzny. Mesjanista, choć cierpi dla swego powiatu, wioski, miasta, wyobraża sobie świat p o p r z e z  k a t e g o r i ę  H i s t o r i i  przez wielkie „H”. Nie ma tu miejsca na lokalne wojny czy nierozstrzygnięte bitwy. Podobnie jest u Mickiewicza.

Świat – gdyby zrekonstruować mesjanistyczną kosmografię Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego (1832) – przypomina prostą figurę kręgów, które od najmniejszego aż do największego nakładają się na siebie.

Po kolei więc w samym centrum mamy: „kraj lat dziecinnych”, dalej Nowogródczyznę, potem Litwę jako dzielnicę Polski (Gente Lithuanus, natione Polonus), z kolei całą Polskę wyobrażoną jako swoista (jagiellońska!) federacja trzech dzielnic (Korona, Litwa, Ruś), dalej chrześcijańską Europę z centrum w Rzymie, wreszcie – całe Chrześcijaństwo pojmowane przestrzenno-geograficznie jako świat wspólnych wartości i wspólnej opowieści eschatologicznej; na końcu te wszystkie mniejsze i większe kręgi zanurzone są w kosmosie, który obejmuje, wchłania w siebie, podtrzymuje Bóg (panenteizm). Tak jawi się przeżyty, utracony, poszukiwany kosmos.

Drugi biegun stanowi jednak poczwarny, okrutny, podstępny Chaos. W tym przypadku nie da się już wpisać go w koncentryczne kręgi. Chaos to chaos, i basta! Ale wolno ponazywać na mapie świata miejsca, gdzie Chaos pleni się i rządzi. Po kolei z Księgami narodu i Dziadów częścią III ujawnijmy te „złe” miejsca mapy:

 	Rosja – w całości i w szczegółach, takich jak Petersburg i Moskwa (patrz Ustęp III Dziadów), jak rosyjska wieś, gdzie żyje rosyjski chłop opisywany przez Mickiewicza z lękiem w Prelekcjach paryskich (Kurs 2 i 3).
 	Sybir – katownia wolności, bezkresne piekło. Sybir jest moralnym zobowiązaniem do czynu i pamiętania („Jeśli zapomnę o nich, / Ty, Boże na niebie, / Zapomnij o mnie”, III Dziadów, sc. I). Sybir to symbolicznie paszcza Lewiatana, inferno, otchłań, brzuch imperialnego monstrum. Wbrew martyrologicznym nawykom Mickiewicz potrafi także docenić Syberię jako świat fascynujących, obcych kultur, czego świadectwo daje w prelekcjach paryskich (Kurs 2, w. XXIII i XXIV), referując i analizując dziennik zesłańca, generała Józefa Kopcia (Dziennik podróży Józefa Kopcia przez całą wzdłuż Azją, lądem do portu Ochocka, oceanem przez Wyspy Kurylskie do niższej Kamczatki, a stamtąd na powrót do tegoż portu na pasach i jeleniach, Wrocław 1837). Sybir jednak to przede wszystkim fantazmat lękowy, zło w swej czystej, otchłannej, wciągającej formie.
 	Państwa Zła, przestrzenie Zła – Mickiewicz w całej twórczości demaskuje na rozmaite sposoby miejsca na mapie świata, które w różnych okresach infekuje Zło. W Księgach narodu – poprzeskakujmy wyobraźnią z miejsca na miejsce – ukazują ten proces po kolei kraje i miejsca raz złe, to znów pozytywnie waloryzowane: starożytny Rzym („Imperator rzymski nazwał siebie bogiem”), Rosja (sic! – „oprócz w Rosji za dni naszych”), Turcja (wyjątkowo pozytywnie pokazana jako państwo prawa), znów Rosja, Ziemia Święta, gdzie narodził się Chrystus (pozytywne). Dalej wywód jest budujący, pokazuje rozwój idei Wolności, aż do momentu załamania rozprzestrzeniania się idei chrześcijańskiej. Teraz następuje chłosta państw i narodów zainfekowanych Złem, do których należą: Francuzi, Hiszpanie, Anglicy, Niemcy, Włosi, Prusacy, Grecy, Austriacy, Pamiętać trzeba, że wymieniając narody i państwa, Mickiewicz zmienia epoki, przemieszcza się na osi stuleci po kilka, a bywa kilkanaście wieków w jednym zdaniu. Opozycją moralną wobec ponadczasowego imperium Zła jest... „Naród polski czcił Boga, wiedząc, iż kto czci Boga, oddaje cześć wszystkiemu, co jest dobre. Był tedy naród polski od początku do końca wierny Bogu przodków swoich” (Księgi narodu). Zło nie jest u Mickiewicza na stałe umocowane przestrzennie – oprócz Rosji i Sybiru. Kraje z mapy Europy zaznają już to upadków, już to wzlotów. Niektórych spośród tych krajów pisarz nie lubi: Niemcy, Prusy, Austria to czarne owce wspólnoty. Inne, choć pełne grzechu, darzy sympatią: Francję, Włochy, Hiszpanię, Szwajcarię, podbite przez Turcję kraje słowiańskie na Bałkanach, potrafiąc szczegółowo wyliczać ludy tę przestrzeń zamieszkujące. Ale najważniejsze w tym momencie są dla nas przestrzenie Zła: Niemcy, Prusy, Austria.


 	Miejsca historyczne, gdzie lęgło się Zło: Babilonia z Nabuchodonozorem (Prelekcje, Kurs 3, VI), Azja mongolska, kraj Dżyngis-Chana (Kurs 1, 3 i 4), Bizancjum jako rozsiewca herezji (Kurs 1 i 4), Grecja klasyczna jako mekka sofistów i ateuszy (całe Prelekcje oraz Historia polska), wreszcie starożytny Rzym jako imperium rozkładu, blasfemicznego bogoczłowieczeństwa i okrucieństwa (w Księgach narodu jeszcze jako państwo-morderca Chrystusa: „A gdy tak nauczał Chrystus, przelękli się sędziowie, którzy sądzili w imię imperatora rzymskiego...”).

W myśleniu Mickiewicza o świecie istnieją też przestrzenie nacechowane ambiwalentnie, o niepewnym wartościowaniu, które zaprzepaszczają misję Chrystusa, właściwie nadają się do ponownego nawrócenia na zreformowane chrześcijaństwo; Watykan – Państwo Kościelne; Czechy, będące zniemczoną, w opinii poety, odnogą Słowiańszczyzny; Egipt jako starożytna kultura i miejsce nowożytne, gdzie rywalizują potęgi. Rzecz ciekawa: na tej mapie Zła nigdy nie moglibyśmy umieścić Turcji. Cokolwiek Mickiewicz mówi i pisze o Turkach złego, zostaje natychmiast wpisane w szerszą ramę mitu kulturowego czy wprost na poły legendarnego przekazu o Turcji jako jedynym kraju, który nie uznał rozbiorów, kraju, z którym Rzeczpospolita walczyła, lecz okazało się post factum, iż była to walka równych i szlachetnych mocarzy.

W tym miejscu trzeba już powiedzieć, że:

 	Topografia mesjanistyczna jest topografią wartościującą. Każde miejsce w przestrzeni współczesnej lub historycznej pojawia się na tej mapie tylko ze względu na wielką moralną siłę dobra lub zła, która się z nim wiąże. Miejsce nieważne z punktu widzenia odwiecznej walki dobra i zła na tej mapie się nie To tylko jakaś terra incognita.
 	I druga rzecz: topografia mesjanistyczna jest topografią dynamiczną, gdyż to mesjanista w trakcie swej misji odkrywa i nanosi na mapę miejsca, stolice, miejscowości, którym nadaje sens z punktu widzenia odwiecznej walki. Mamy tu nawet do czynienia z powszechnym a dziwnym zjawiskiem h i p e r s e m i o z y, kiedy podmiot nie potrafi żyć w znaczeniowo obojętnym środowisku i z każdego faktu (też: rzeczy, słowa, wrażenia, snu, osoby, uczucia) odczytuje znaki, znaczenia, sensy wyższe i o nadprzyrodzonym po- chodzeniu. W okresie towianistycznym u Mickiewicza zjawisko to osiągnęło Kreatorem przestrzeni stał się ważny dla Towiańskiego sam Napoleon Bonaparte, a wszystkie związane z nim miejsca (Waterloo, Austerlitz etc.) opromieniła mistyczna aura. Ówże Napoleon objawił się Mickiewiczowi, przekazując mu Słowa Napoleona. Hipersemioza dotyczyła jednak także życia codziennego wyznawców Mistrza, ogarnęła też przestrzeń. Każde prawie miejsce działań towiańczyków stawało się polem objawienia. Mickiewicz, co podkreślę, oglądany w życiu codziennym jawi się jako mesjanistyczny wczytywacz znaczeń o umiarkowanym usposobieniu. W czasie podróży statkiem pocztowym „Tabor” do Konstantynopola, miasta, gdzie spotka go śmierć, mijane przestrzenie cywilizacji śródziemnomorskiej przede wszystkim najpierw historycznie identyfikował, potem łączył je z mitologią, na końcu osądzał moralnie. Na bezludnej a sławnej niegdyś wyspie Delos zebrał dla dzieci kamienie, odbył spacer jak turysta, wygłosił, jak odnotowuje w Żywocie Adama Mickiewicza jego syn Władysław, myśl, „że ta stolica rozpusty w starożytności po- zostaje pustkowiem, jakby klątwa na niej ciążyła”. Rzeczywiście, w Delos kwitła niegdyś prostytucja, oferowano uciechy najbardziej perwersyjne, handlowano niewolnikami na niespotykaną skalę. Za winę posiadania takiej historii wyspa musiała u Mickiewicza za- płacić cenę moralistycznej interpretacji swej klęski cywilizacyjnej, zupełnego już w XIX wieku wyludnienia.
 	Trzecia konkluzja: mesjanista żyje w przestrzeni moralnie zorganizowanej, w której znaczenie ogólne dominuje nad szczegółem topograficznym, opisem natury i ludzi, widokami miast. Być może dlatego nie mamy żadnego dziennika lub pamiętnika z podróży Mickiewicza po Europie. W małym stopniu tę rolę spełniają listy, na przykład list z 3 października 1855 roku z Konstantynopola, pisany do Marii Mickiewiczówny i adresowany do dzieci poety, opisujący rejs przez Morze Egejskie do Stambułu. Ogół (znaczenie moralne), a nie szczegół (fakty, opisy, ludzie) stawiać na pierwszym miejscu – to reguła tego typu myślenia według mesjańskiego klucza, który otwiera znaczeniowo wszystkie miejsca pod warunkiem, że się nie wnika głęboko w szczegóły.

W mesjanistycznym obrazie świata ważne są pewne miejsca jak gdyby szczególnie „naładowane” sensem, przesłaniem moralnym. Miejsca „mówią”, przy czym są to miejsca o wielkiej skali: kraje całe, ewentualnie dzielnice krajów, krainy historyczne bądź kontynenty (Ameryka, Azja, ale już nie Ameryka Południowa czy Afryka). Z innej strony patrząc na mesjanistyczny świat, da się go opisać jako kilka poziomów rzeczywistości geograficzno-historyczno-politycznej, które nazwiemy toposami mesjańskimi.

Podstawowy topos mesjański to topos Z i e m i Ś w i ę t e j. Mesjanista nawiązuje w ten sposób do mesjanizmu żydowskiego (ziemia obiecana Ludu Wybranego) i chrześcijańskiego (przyjście Mesjasza Jezusa Chrystusa na świat w Ziemi Świętej – Palestynie).

Mickiewiczowską ziemią obiecaną i świętą, do której droga wiedzie przez oczyszczające i doskonalące moralnie cierpienie oraz czyn, jest jego mała ojczyzna, litewska Arkadia. Per analogiam wszyscy inni tułacze mają swoje cele wędrówki we wszystkich dzielnicach nie dawnej, lecz przyszłej Rzeczypospolitej. Na innym poziomie Ziemia Święta oznacza przestrzeń topograficznie określoną (Palestyna), w której dokonuje się akt zbawienia ludzkości za sprawą Chrystusa. W Księgach narodu ową Ziemią Świętą staje się Polska, a Chrystusem naród polski, wyrażający odwieczną ideę wolności. Wydania XIX-wieczne zapisywały to słowo wersalikami: WOLNOŚĆ.

Chrystus zakłada na ziemi braterską wspólnotę wolnych narodów, której czynem zbawczym staje się krucjata, ukazywana przez Mickiewicza z najwyższą akceptacją: „A kto był człowiekiem rycerskim, ten jechał wojować pogany w Azji, aby chrześcijan azjatyckie obronić i grób Zbawiciela odzyskać”. W ten sposób rozszerza się idea wolności aż do momentu dezintegracji tej idei przez królów: „Rzekli więc królowie: Starajmy się, aby narody zawsze były głupie, a tak nie poznają sił swoich [...] Zawołali tedy do ludzi rycerskich: Po co macie chodzić do Ziemi Świętej, daleko jest, bijcie się lepiej jedni z drugimi” (Księgi narodu). Obrona Ziemi Świętej, opisanej nader ogólnie, jest figurą XIX-wiecznej walki o wiarę chrześcijańską, której jak za czasów Heroda zagraża zło współczesności. Ziemia Święta jest więc złożonym toposem mesjańskim. Oznacza Polskę, ale i Chrześcijaństwo, wyraża ideę zbawienia świata, które się w niej (czytaj: teraz w Polsce) dokonuje, lecz także to w niej ucieleśnia się kluczowa dla myśli Ksiąg idea wolności.

Wbrew obiegowym i niemądrym hasłom, jakoby Księgi narodu były publicystycznym wyrazem prostej prawdy, że „Polska Chrystusem narodów”, nie sposób u Mickiewicza doszukać się takiej formuły, podobnie jak formuły innej, na przykład: „Litwa nową Ziemią Świętą”. Mylące hasło „Polski Chrystusa narodów” to uproszczona formuła określająca jakoby to, co dzieje się w „Widzeniu” Księdza Piotra, gdy mówi o krzyżowaniu Polski (Dziadów cz. III, sc. V, w. 25–58). Mamy za to u Mickiewicza po 1830 roku niesłychanie złożony i niejednoznaczny symboliczny palimpsest topograficzny: Europa → Ziemia Święta, Polska → Ziemia Święta (= ziemia obiecana), Ziemia Święta jako przestrzeń soteriologii → Polska jako przestrzeń śmierci i zmartwychwstania narodu polskiego: „Bo naród polski nie umarł, ciało jego leży w grobie, a dusza zstąpiła z ziemi, to jest z życia publicznego, do otchłani, to jest do życia domowego ludów cierpiących niewolę w kraju i za krajem, aby widzieć cierpienia ich” (Księgi narodu). Tę złożoność toposu mesjańskiego Ziemi Świętej potwierdza Przedmowa do Dziadów cz. III, gdzie czytamy: „Zdaje się, ze królowie mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie”. Ciąg analogii jest tutaj znamienny, gdyż inkarnacja nowego Zbawiciela („światła”) dokonuje się w Polsce (= Ziemi Świętej), którą władają kolejni Herodowie: car, Nowosilcow, zaborcy. W tym przypadku Ziemia Święta / Polska to po prostu miejsce zbawczych wydarzeń o znaczeniu ogólnoludzkim. W Panu Tadeuszu ową Ziemią Świętą jest Ojczyzna w jej soplicowskim kształcie, podobne znaczenie przyświeca trzem pierwszym kursom Prelekcji, podczas gdy w Kursie 4 Ziemią Świętą jest Litwa, z której wychodzi ze swą misją Mistrz Towiański, by nieść pomoc czekającej na ten impuls Francji: „Niechaj Francja wie, że iskry ognia drgającego w piersi francuskiej znajdują się nad Wisłą, a nawet nad Donem, nawet nad brzegami Moskwy” (Kurs 4, w. XI).

W życiu Mickiewicza-mesjanisty topos mesjański Ziemi Świętej realizuje się poprzez ideę czynu, krucjaty, wyzwalającej jego ukochaną litewską krainę dzieciństwa.

Toposem mesjańskim pierwszego rzędu jest topos Po l s k i . Jej mesjanistyczne wyobrażenie najlepiej oddaje poniższy emblemat zdobiący wydania polskich książek w Księgarni Luksemburskiej:

To Polska przedzaborowa, złożona z trzech dzielnic: Korony, Litwy i Rusi (Ukrainy), obejmująca na północy terytoria aż po Dźwinę (Inflanty), na wschodzie sięgająca po Smoleńsk, a na południu – po Kijów i ziemie wzdłuż Dniestru i Bohu, zapewne aż po Krzemieniec Podolski i Bar. Ideę tej Polski oddaje hasło: „Wolność, Równość, Całość”. Ten ostatni element oznacza historyczno-geograficzną jedność ziem Rzeczypospolitej, którą należy przywrócić. Księgi pielgrzymstwa zawierają surowe przykazanie zachowania jedności także wśród tułaczy przez Koroniarzy, Litwinów i Rusinów w imię podniesionego na wyżyny ideału „Ojczyzny”. W obrazie Polski następuje przy tym pewne ukonkretnienie. Pojawiają się nazwy miejscowe. Te tylko, które związane są z symboliką męczeńską.

W Księgi wpisana jest mapa narodowego martyrologizmu, którą tworzą: Warszawa (ale ta bohaterska i męczeńska), projekt nowych świąt: „Święto Powstania i Święto Grochowskie, i Święto Wawru”, miejsca bitew (Grochów, Ostrołęka). Szczegół geograficzny pojawia się w idealistycznej wizji zachodniego obrzeża Wielkiego Księstwa Litewskiego: „Alboż kłoci się Litwin z Polakiem o granice Niemna, i o Grodno, i o Białystok”. Dodajmy, że właśnie przez sam Białystok przebiegała historyczna granica Korony i Litwy, czego pamięć trwa po XXI wiek w mieście nad rzeką Białą. Ponad wszystkim góruje jednak u Mickiewicza idea jedności trzech ziem polskich wyraziście zaakcentowana w Litanii pielgrzymskiej:

&amp;nbsp;

„Kyrie eleyson. Chryste eleyson.

Boże Ojcze, któryś wywiódł lud Twój z niewoli egipskiej i wrócił do Ziemi Świętej, Wróć nas do Ojczyzny naszej.

Synu Zbawicielu, któryś umęczony i ukrzyżowany zmartwychwstał i królujesz

w chwale,

Zbudź z martwych Ojczyznę naszą.

Matko Boska, którą ojcowie nasi nazwali królową Polski i Litwy, Zbaw Polskę i Litwę.

Święty Stanisławie, opiekunie Polski, Módl się za nami.

Święty Kazimierzu, opiekunie Litwy, Módl się za nami.

Święty Józafacie, opiekunie Rusi, Módl się za nami.

Wszyscy święci opiekunowie Rzeczypospolitej naszej,

Módlcie się za nami […]”.

&amp;nbsp;

Trudno o dojrzalszy przykład mesjanistycznego imaginarium topograficznego. Oto topos mesjański Polski złożonej z trzech dzielnic zostaje wpisany w wyższy topos mesjański Ziemi Świętej, do której Mojżesz zawiódł lud wybrany. Ziemia Święta staje się tu ziemią obiecaną. Mickiewicz wiernie – czasem wbrew faktom – trwał przy idei konfederacji trzech dzielnic, choć był to już czas, gdy powoli rodził się nacjonalizm litewski i ukraiński. Pisał: „Litwin i Mazur bracia są; czyż kłócą się bracia o to, iż jednemu na imię Władysław, drugiemu Witowt? Nazwisko ich jedne jest: nazwisko Polaków”. Znać tu już lęk o tę jedność, która wkrótce ulegnie zagładzie. Mickiewicz jest jednak przeciw wewnętrznym granicom, boi się uświęcania tych granic, co mogłoby rozerwać ciało przyszłej Rzeczypospolitej.

W Dziadów cz. III idea jedności dzielnic wyraża się subtelnie przez przywołanie Wilna, salonu warszawskiego oraz w scenie IV, przedstawiającej „dom wiejski pode Lwowem”, gdzie poznajemy małą mistyczkę Ewę. W dramacie delimitacja przestrzeni jest wzorcowa, bo kosmos polski zderza się przecież z kosmosem rosyjskim, a zniesioną przez zaborcę granicę państwową skuteczniej zastępuje niewidzialna granica mentalna między ludźmi.

Mickiewicz miał ambicje (niespełnione!) dopełnienia uniwersum polskiego innymi przestrzeniami ziem polskich. Ale i te mesjanizował. Hipersemioza mesjanistyczna wydobywała, powiem z uśmiechem, sensy, nonsensy i metasensy z każdego skrawka ziemi. W Konfederatach barskich – niekończonych, pisanych po francusku na francuską scenę w roku 1836 – nie słabnie mesjanistyczna perspektywa kreacji przestrzeni. Akcję pisarz przenosi do Krakowa (złowrogi salon, jak zwykle) oraz w góry: „Dzika okolica w Tatrach. Na lewo skała z kaplicą na szczycie; na prawo łańcuch gór; w głębi dom myśliwski, punkt zborny polowania; nieco dalej olbrzymi dąb. Słońce zachodzi”. Ta irrealna sceneria przypomina raczej dekorację operową. Natura zostaje symbolicznie wykreowana (olbrzymi dąb wśród górskich szczytów!), a następnie zsakralizowana bajeczną kaplicą na szczycie. To jakby mesjanistyczny topos zaprojektowany dla herosów irredenty: Pułaskiego i Księdza Marka.

W ogóle na mapie Polski – można to powiedzieć po lekturze Prelekcji paryskich – wyobraźnia mesjanistyczna wyróżnia miejsca święte, sanktuaria maryjne: Częstochowę (ojciec Augustyn Kordecki jako autor Nowej Gigantomachii, Kurs 2, w. IV), Ostrą Bramę, nowogródzkie sanktuarium maryjne, Żyrowice, Boruny (to w Panu Tadeuszu), miejsca kluczowe narodowej historii (Kraków, Gniezno, Warszawę) lub ważnych bitew (Grunwald, Orsza). Wyobraźnia topograficzna Mickiewicza podąża dość wiernie za dziejami państwa, stale jednak lokując polskie toposy mesjańskie w bliższym czy dalszym kontekście złowrogiej przestrzeni Rosji.

Tendencji tej nie znajdziemy w pisanej przed Prelekcjami (1836–1837), a nieukończonej Historii polskiej. Pragnąc ukazać dzieje narodu i państwa od ich początków, nasycił Mickiewicz tekst taką liczbą nazw geograficznych (prawdziwych i wyimaginowanych), iż dla oczytanego nawet odbiorcy stanowią one barierę trudną do przebycia. Próbka owego tekstu:

„Tymczasem zmienił się stan polityczny Wschodu, a z nim i położenie ludów pozostałych na Kaukazie. Królestwo Lazów, osłabione wyjściem znacznej części rycerzy, pozbawione związków i pomocy ze strony upadającego państwa greckiego, naciskane od Persów, Armenów, Georgiów, umniejszało się i znikło. Została tylko pamięć jego bytu na ziemi, którą długo zwano Lazją, a teraz Lazem; zostały ślady leskie w nazwiskach gór, rzek i wiosek, dotąd zachowanych. Tam dotąd jest rzeka Lesken (w Wielkiej Kabardii), góra Lagast, czyli Lachat (nad Kadelą), miasteczko Ka-Lachi, dwie rzeki Lachwi (w Kartli), rzeka Les-Gare (w Wielkiej Kabardii), rzeka Lechkura (w Kartalisni), wieś Latz (nad Tiagiam w kraju Ossetów)” etc., etc.

Semantyczną nieostrość topografii Historii polskiej pogłębiały zaprezentowane już w Księgach narodu, rozwinięte później w Prelekcjach wywody pseudoetymologiczne. Mickiewicz pragnął dotrzeć nie tyle do ducha miejsc i imion, którym pisał źródłosłowowe wywody, ile określić przez wywód taki wartość moralną (imiona) lub odkryć prapoczątek, pierwotny, zatarty stan i sens pewnej rzeczywistości.

Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego. Każda kolejna etymologia nikła w gąszczu następnych, liczba eksponowanych nazw miejscowych i własnych przekraczała możliwości percepcyjne odbiorcy. Topo-, antropo-, hydro- oraz zoonimy tworzą tu osobny świat, który przebadać mógłby jedynie indoeuropeista o szerokich kompetencjach, także znawcy literatury polskiej i światowej od jej początków do 1844 roku.

Na jeszcze bardziej podstawowym poziomie myślenie Mickiewicza kształtowały toposy mesjańskie określające podstawy światowego ładu politycznego czy raczej geopolitycznego, bo widział on (znowuż ta hipersemioza!) każdy przejaw aktywności politycznej jako działanie woli Bożej lub szatańskiej. Kiedy autor Konrada Wallenroda spoglądał na mapę polityczną świata, widział na niej zazwyczaj tylko wybrane punkty. Wymieniał w Historii polskiej i Prelekcjach paryskich niezliczone nazwy plemion, ludów, państw. Lecz faktycznie jego widzenie dynamiki spraw światowych w XIX wieku oraz w dalekiej przeszłości określały następujące przestrzenie:

 	Polska – jak w opisie powyżej; to centrum, axis mundi (kosmiczna oś) jego mesjani- stycznej topo- i geografii;
 	Rosja – Sybir – antyteza Polski, wrogi, najeźdźczy interior, narzędzie sił diabelskich w dziejach, przeciwstawiające się Polakom współpracującym z Opatrznością w dziele moralnego zbawienia świata;
 	Francja – sojuszniczka i nadzieja Polski, jej zagubiona siostra, która wydała geniusz Napoleona, a w sojuszu z Polską odmieni świat;
 	Prusy, Austria, kraje niemieckie – uosobienie wrogiego Słowianom żywiołu niemieckiego, religijnie obojętnego, sprotestantyzowanego, zatem oderwanego na swą zgubę od rzymskokatolickiego pnia Kościoła Chrystusowego;
 	Państwo Kościelne i Watykan – nadzieja i udręka Mickiewicza, duchowa stolica ludzkości, Kościoła, który utracił swą misję ewangelizacyjną, zgnuśniał i winien być zrechrystianizowany;
 	Turcja – odwieczny pogański rywal Polski, który podług mitycznego przekazu ponoć nie uznał rozbiorów Rzeczypospolitej; godny przeciwnik z przeszłości, który stał się nadzieją wspólnej walki z imperializmem Rosji;
 	Ameryka – ziemia umiłowanej idei Mickiewicza: Wolności. Bohaterem Ameryki, a nie zepsutej Europy, jest w Księgach Krzysztof Kolumb, ów „ostatni rycerz krzyżowy w Eu- ropie”. Pisząc o postaci Marie Josepha Lafayette’a (1757–1834), bojownika o niepodległość Stanów Zjednoczonych, nazywa Amerykę w Księgach narodu „ziemią wolności”. To istota stosunku poety do Ameryki;
 	Ziemia Święta – jak pisałem, ma wiele symbolicznych znaczeń. Jest raczej sakralną przestrzenią, w której dokonuje się ostateczne dopełnienie losów ludzkości poprzez Wcielenie Boga w Jezusie Chrystusa – uwaga! – interpretuje Mickiewicz niezgodnie z nauczaniem Kościoła jako herolda idei Wolności, nie odbierając mu przy tym Boskości: „I rzekł na koniec Chrystus: Kto pójdzie za mną, zbawion będzie, bo JA JESTEM PRAWDĄ I SPRAWIEDLIWOŚCIĄ”. To, jednak! – bluźnierstwo.
 	Azja – zdziwi niejednego, iż umieścimy ją w tym wyliczeniu punktów orientacyjnych na mapie świata wieszcza. Niesłusznie. Azji nie postrzega Mickiewicz jako współczesnego mu, ważnego podmiotu polityki. Azja jest istotna za to z trzech powodów: jako przestrzeń krucjat (Bliski Wschód: „I nazywano tę wojnę w Azji wojną krzyżową”); jako źródło zła, które opanowało i podbiło Ruś, nadając jej duchowości dzikie, azjatyckie, mongolskie rysy potomków Dżyngis Chana. Najważniejszą rolę odgrywa Azja w myśli Mickiewicza wyjaśniającej etnogenezę Słowian i Europejczyków, którzy na swe naddnieprzańskie i nadwiślańskie ziemie przybyć mieli – niczym lud wybrany za Mojżeszem – z Azji, z pierwotnego siedliska: „Z głębi Azji przed czasami Abrahama wyszło z pokolenia Jafeta plemię, które później nazwało się Słowianami” – pisze Mickiewicz na początku Historii polskiej, którą, tak jak i Prelekcje, zaczyna wzorem bizantyjskich i ruskich kronikarzy niemal od początków świata, czyniąc Słowian jafetydami – potomkami Jafeta, syna Noego.

Indyjskie pochodzenie Słowian było wtedy uważane za poważną hipotezę naukową, za którą opowiadali się Walenty Skorochód Majewski i Zorian Dołęga Chodakowski. Łączenie Słowian z Jafetem okazuje się już własną mitotwórczą etnogenezą. Tak jak Żydzi z Egiptu przybyli do ziemi obiecanej, tak Słowianie z Azji/Indii przybyć mieli na swe ziemie. Rozwijając analogię: tak jak Żydzi i jak Słowianie, tak Mickiewicz i cała emigracja powrócą do swej ziemi obiecanej – Polski.

Dodać warto, iż cała ta topografia mesjanisty jest zarazem kosmografią. Mickiewicz bowiem rozpatruje sprawy tego świata w horyzoncie kopernikańskiego wszechświata (rzeczywistego i moralnego). Ten wszechświat naznaczył głębią i powagą Brodziński poprzez swą moralną i kosmiczną metaforę Polski jako Kopernika w świecie moralnym. W Kursie 4 Prelekcji profesor mesjanista pociągnął tę metaforę na wyżyny kosmiczne, pokazując Ziemię jako bożą drabinę w kosmicznej przepaści, w boleściach rodzącą Mesjasza: „Glob ziemski wyszły z łona Boga ma takie swoje Słowo. «Na początku – mówi święty Jan – było Słowo»; słowa cząstkowe są jego wykładem i dopełnieniem, a glob cały, cała ludzkość dążą bez ustanku do jego zrealizowania” (Kurs 4, w. X). „Glob” – w tym słowie brzmi początek i koniec mesjanistycznej topografii. Glob to wszystko: nie ma tu już miejsca na szczegóły, ale też każde miejsce, powiat, miasto – Paryż i Wilno – zawierają się w globie. Glob rodzi i pochłania Mickiewiczowską topografię. Jest jej alfą i omegą. Wszystkim i niczym, a raczej, jak rzekłby Mickiewicz, zjednoczony w powszechnej miłości i pokoju glob jest zadaniem do zrealizowania.

Podsumowujemy: kiedy Mickiewicz patrzy na mapę świata, widzi państwa, miasta, kontynenty, czasem wsie nawet, lecz takie tylko, które stanowią znamienną część moralnej odysei ludzkości. Patrzy na świat arealistycznie, symbolicznie i alegorycznie. Nie interesuje go geograficzne lub topograficzne ujęcie problemu. Szuka prawdy, która określiłaby sens, istotę, głęboki wymiar miejsca. Waterloo to nie miejscowość, to pole kosmicznej bitwy dobra i zła, której ofiarą stał się Napoleon. Warszawa to nie Warszawa, ale miejsce, gdzie dokonała się rzeź Pragi. Białystok to nie Białystok, lecz miasto na granicy Wielkiego Księstwa Litewskiego, o które nie powinni i nie mogą kłócić się Koroniarze i Litwini, bo i jedni, i drudzy SĄ przecie Polakami! Et caetera. Każde miejsce podlega przy tym moralnej waloryzacji. W obrazie świata króluje bezkompromisowy dualizm moralny: to jest dobre (choćby Stambuł), to jest złe (na przykład Wiedeń i Berlin królów i cesarzy, Królewiec filozofa Kanta – o królach, cesarzach i filozofach Mickiewicz miał złe mniemanie). Moralny dualizm ma oparcie w kosmicznym dualizmie: człowieka, świat, kosmos przenika na wskroś wielka walka, gigantomachia absolutnego Dobra i Zła. Człek winien być wiernym junakiem, który w przymierzu z Bogiem rusza na wojnę ze złem:

„Ojciec miłujący stanie z tobą, człowiecze, w postaci kolegi, towarzysza broni, owszem, luzaka wiernego; przypasze tobie miecz, konia tobie poda, wsadzi ciebie, a sam stary wojak, bezbronny, iść przed tobą będzie, mówiąc: «Synu, idź tu za mną prosto. Złe jest mądre, a widzisz, że ja prostszy a mędrszy od niego; obszedłem je, zdybaliśmy je, wydane jest w ręce twoje. Złe jest zbrojne, a ja nie boję się go bezbronny: patrz, blednieje i ucieka»” (Słowa Chrystusa, w. 21–28).

Mesjanistyczny świat nie istnieje bez Boga. Idea Stwórcy jest tu źródłem, nakazem i zarazem weryfikatorem wszelkich rozpoznań świata, miejsca, okolicy, jakich dokonuje mesjanista. Bez Boga jego świat powraca do chaosu znaczeń. Bóg porządkuje semantykę mapy: To jest – mówi On – dobre, a to złe!. Mickiewicz mesjanista dokonuje nieustannej egzegezy poznawanych zakątków, ludzi, miast za pomocą owego miernika moralnej wagi zjawisk. Poświadczają listy, że tam, gdzie jest Mickiewicz, tam jest jego oko mesjanisty czujnie weryfikującego prawomyślność zjawisk z punktu widzenia mesjańskiej misji, którą prowadzi. Listy te brzmią czasem jak nieznośne, moralistyczne połajanki (do Margaret Fuller), kazania (do księdza Józefa Hubego), to znów rozkazy żołnierskie (w okresie formowania Legionu włoskiego).

Rozpoczynający się słowami „Kochany Olesiu” list do Aleksandra Chodźki z Paryża (16 stycznia 1842 r.), pełen spraw finansowych, kończy poeta przestrogą przed „duchami niskimi”: „Biada, kto im ulegnie, kto zakopuje talent, to jest ducha”. Podobną tonację znajdziemy w dziesiątkach innych listów. Świadczy ona o totalizmie mesjanistycznego stylu postrzegania świata, który rozciąga się oczywiście i na obraz świata, na topo- i geografię. Ot, na przykład, w czasie wyprawy legionowej „dobrym” miejscem jest Mediolan, bo „Gromadkę naszą do Mediolanu doprowadziłem, a pochód nasz był ciągłym tryumfem” (do Juliusza Łąckiego, Mediolan, 1 maja 1848 r.). Już 13 maja 1848 roku z tegoż Mediolanu daje Mickiewicz wyraz swej awersji do Rzymu: „Donoszę tobie prywatnie, szanowny Henryku, że w Rzymie partia jezuicka stawiła mi opór najzaciętszy” (do Henryka Nakwaskiego). Gdziekolwiek nie spojrzeć: mapa świata jest mapą dobra i zła.

Powtórzmy raz jeszcze, że wszędzie działał też u mesjanisty, a jeszcze bardziej u Mickiewicza towiańczyka mechanizm hipersemiozy: każdy fakt, miejsce, okoliczność, gdy tylko zostały dostrzeżone, nabierały głębinnych, istotowych znaczeń. Wyrażało się to w tworzeniu nieustannych etymologii, mających jakoby wyjaśniać dzieje, sens, przeznaczenie i moralną waloryzację tak źródłosłowowo ujawnionych i zawsze nieprzypadkowych faktów. Rzeczywistość raz po raz okazywała się brzemienna sensem, nabrzmiała znaczeniami, dzięki czemu mesjanista stawał się akuszerem głębinnych Prawd, Objawień, Profecji.

W okresie mesjanistycznym, obejmującym większość życia poety (1831–1855), wyraziła się u Mickiewicza epistemologiczna potrzeba pewności, zgruntowania dna bytu, poznania Boskiej idei, eidosu rzeczy, wydarzeń, istnień. W zasadzie objęła ona wszystkie sfery jego aktywności i myślenia: literaturę i działalność, także wizję świata i natury. Wszędzie szukał eidosu rzeczywistości, tej prapodstawy nadającej rzeczom oraz faktom sens i znaczenie, określającej ich prapoczątek i, co ważniejsze, cel istnienia. W tym wymiarze wszystkie dziedziny jego „geograficznej” wyobraźni przeniknęła ta sama predylekcja do zgłębiania istoty bytu. Wszystkie one, a więc topografia, kartografia, kosmografia, geografia, a nawet geologia i geodezja, stały się jedną, powszechną nauką o istocie świata i dziejących się w nim wypadków – przeobraziły się w mesjanistyczną g e o g r a f i ę  e j d e t y c z n ą. Opis sensu, istoty, idei, eidosu.

Często słychać pytania, jak Mickiewicz z tym wszystkim wytrzymywał. Dlaczego Kurs 4 Prelekcji nie zakończył się jakimś „waryjactwem” poety? Jak uniknął szaleństwa i postawy moralnego despoty, surowego sędziego wszystkich i wszystkiego? To zasadne pytania, ale wtedy tylko, gdy formułujemy je z pewnego oddalenia.

Przy całym rygoryzmie, dramatycznej, kosmo- i psychomachicznej wizji świata zachowywał Mickiewicz wszystkie ułomności człowieka, które zawierają się w słowie „pycha”. Pycha trzymała go przy ziemi. Ale też w życiu codziennym był praktyczny. Ten praktycyzm, realizm, przenosił na rzeczywistość polityczną, o czym świadczą artykuły z „Trybuny Ludów”: konkretne, dotyczące wydarzeń, ale i naładowane postawą walecznego mesjanisty i... chrześcijańskiego socjalisty. W życiu rodzinnym, w swej codzienności praktykował zdroworozsądkowy praktycyzm, w niczym nie przypominając nawiedzonego przez wizje proroka. Odwiedzający go w lipcu 1851 roku w Fontainebleau Józef Bohdan Zaleski odnotował: „Odpoczęliśmy w Franchardi, koło 2-giej wróciliśmy do Fointenebleu. Przyszedł Adam i był cały czas uprzejmy, mowny z moją żoną i dziećmi. Osobliwsze to zbliżenie się nasze po leciech, a co dziwniejsza, że spółcześnie zatęskniliśmy ku sobie. Napomknąłem jemu o tym. Chodziliśmy na piwo i gawędziliśmy do 11-tej w nocy”. Życie mesjanisty nie było więc tylko spektaklem w wielkim teatrze polityki i Opatrzności – miało i swą małą, intymną topografię życia rodzinnego, towarzyskiego, świąt i codzienności, których scenę stanowił każdy z domów poety.

W sferze topograficznych wątków idealizm Mickiewicza przejawiał się w jego politycznym pięknoduchostwie, by nie rzec – naiwności. Świadczy o tym zdumiewająca Nota o położeniu Rygi jako podstawy działań wojennych na wybrzeżach Bałtyku, napisana w maju 1855 roku. Rajd na Bałtyku floty angielskiej i francuskiej z oddziałem desantowym, zapowiadane uderzenie na Sveaborg i Kronsztadt wywołały entuzjazm Mickiewicza i emigracji. Hotel Lambert liczył nawet na powstanie narodowe. Podobne marzenia wyrażał poeta, pisząc dla Napoleona III tę Notę, która jest instrukcją ataku na Rosję od strony Bałtyku w okolicach Rygi: „W wojnie obecnej stroną Rosji nadającą się do zaatakowania są jej wybrzeża”. Mickiewicz występuje tu w roli stratega, kartografa, geografa i planisty, szkicującego plan ataku:

„Miasto to mogłoby posłużyć za świetną podstawę operacyjną. Ryga leży u ujścia Dźwiny. Rzeka ta oddziela Inflanty i całe północne wybrzeże od Kurlandii i Litwy; przez Rygę właśnie przechodzi wielki trakt komunikacyjny między Petersburgiem a Kurlandią, Litwą i Polską. Brzegi Dźwiny przedstawiają punkty strategiczne dużej wagi, takie jak Wolmar, Wenden i wiele innych mniejszych miast z ich dawnymi obwarowaniami, dziś w stanie zniszczenia, które panują nad brodami i przeprawami tej rzeki. Armia manewrująca nad brzegami Dźwiny przecięłaby całą komunikację wzdłuż wybrzeża między Petersburgiem a Litwą; gdyby zaś armia ta była dość silna, aby uderzyć na miasto Psków nad jeziorem Pejpus lub choćby tylko zagrozić mu, sparaliżowałaby cały nacisk militarny, jaki Rosja wywiera na dawną Polskę. Nietrudno wysnuć z tego wnioski ogromnej wagi”.

Wiara w akcję wojskową Francji okazała się naiwna. Lecz tekst wyjątkowo realistyczny. To jakby plan ataku przygotowany przez sztabowca, ożywionego entuzjazmem mesjanistycznej wiary, że oto nastał już ów czas, kiedy Opatrzność poluzuje kajdany, zaborców spotka kara, a świat odnowi się moralnie.

Mickiewicz był ewenementem: tylko on stworzył własną mesjanistyczną topografię, którą wespół z geografią, kartografią i kosmografią nazwałem tu mesjanistyczną geografią ejdetyczną. O topografii mesjanistycznej natomiast trudno mówić w przypadku Józefa Marii Hoene-Wrońskiego, twórcy pojęcia mesjanizmu (miał za złe używanie go przez innych). W swym Prodromie mesjanizmu (1831) proklamował abstrakcjonistyczną „nową i absolutna erę matematyki”, odpowiadającą „erze absolutnej człowieczeństwa, która przez władztwo jedności absolutnej zasady i ustanowienia absolutnego nauki na mocy prawa stworzenia, winna będzie obecnie być modłą takiegoż rozwoju całej wiedzy ludzkiej” (przekład Józefa Jankowskiego z 1921 roku). W takim świecie miejsca na mesjanistyczną topografię nie było, bo nie było t o p o s u, miejsca, mapy. Wszystkim rządziły idee, abstrakcje, paralogizmy.

Z kolei u Juliusza Słowackiego, który w okresie towianistycznym i genezyjskim przyjął własną, poetycką wizję mesjanizmu, można mówić o swego rodzaju topograficznym imaginacjonizmie. Słowacki swobodnie wybiera miejsca, miasta, przestrzenie, którym sens nadaje wszechobecny, boski i nieuwarunkowany Duch. U Krasińskiego mesjanizm Przedświtu nie wpływa na przekształcanie obrazu oglądanych przez pisarza miast, krajów. Jak zauważył Zbigniew Suszczyński: „Jeśliby zaznaczyć na mapie linie jego podróży po Europie, to utworzyłyby one coś na kształt diabelskiego hieroglifu, zupełnie niemożliwego do odczytania”. Krasiński po prostu żył, podróżował, kreślił mapę egzystencji. Ale w tak wielkiej skali nie nadawał przestrzeni mesjańskich waloryzacji, nie hipersemiotyzował rzeczywistości , lecz tylko jej wybrane elementy. Inaczej Mickiewicz.

Powracam do początku: mesjanizm nazwałem myślą, która ma i kosmiczny, i powiatowy wymiar. Spójrzmy na stronę tytułową paryskiego wydania Ksiąg narodu z 1832 i 1866 roku. Już po klęsce listopadowej i styczniowej ideograficznie wyraża ona zupełnie inaczej cel i sens mesjanistycznych marzeń, zrywów:

Orzeł i Pogoń w górnych rogach, rodzina polska: matka z dziatkami, ojciec z kosą służącą i do żęcia zbóż, i do obrony ojczyzny. To wszystko emblematy życia w „całej”, zjednoczonej Rzeczypospolitej tych wszystkich łuckich, nowogródzkich, kolneńskich, rawskich powiatów. Globowe podrzuty wyobraźni mesjanisty rozumieć trzeba właśnie w tym małym, lokalnym wymiarze szlacheckiego ludu, demosu, który ma na ziemni swe miejsce, swój topos. Topos Nowogródka, Ejszyszek, Żółkwi etc., etc. Mesjanistyczna topografia Mickiewicza okazała się próbą odnalezienia tego, co uległo mocą okrutnej historii utracie: m i e j s c a, własnego miejsca pośród innych, miejsca, które byłoby kosmicznym centrum, bezpieczną przystanią w niepewnym, „nowoczesnym” świecie, gdzie klasy i rasy ulegają przemieszaniu, a idyllę ziemiańskiego żywota zastępuje horror miejskiej   rywalizacji. Mickiewicz chciał inaczej: wrócić, a może tylko zbliżyć się do świata spontanicznej symbiozy człowieka z naturą, świata znanego i oswojonego:

&amp;nbsp;

„O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,

Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,

Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,

Gdy odśpiewają ulubione zwrotki

O tej dziewczynie, co tak grać lubiła,

Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła,

O tej sierocie, co piękna jak zorze

Zaganiać gąski szła w wieczornej porze,

Gdyby też wzięły na koniec do ręki

Te księgi, proste jako ich piosenki!”.

(Epilog do Pana Tadeusza, w. 107–116)

&amp;nbsp;

Kazimierz Brodziński, który mesjanistyczną tarczą przed historią bronił się pierwszy, pozostawił przesłanie nader oczywiste: polski topos da się ocalić tylko wtedy, gdy zrozumiemy, iż naszym zadaniem jest nieodstępnie, uparcie trwać na tym skrawku ziemi, który tajemnicza Opatrzność powierzyła Polakom. Ten sam nakaz trwania – z mesjanistyczną wiarą – przybrał u Mickiewicza formę bezwzględnego nakazu aktywności: nieustawania w działaniach na rzecz ocalenia polskiego miejsca na mapie. Miał on swoje wielkie wydania, zapisane w manifestach, ale i realizacje intymne, skryte, rodzinne.

Gdy w 1855 roku udawał się statkiem nomen omen „Tabor” z Marsylii do Stambułu, wierzył, że jest to marszruta, która z Turcji zaprowadzi go na Litwę, do Polski. Opisując dzieciom trasę morskiej podróży, zadał im proste ćwiczenie topo- i geograficzne: „Kiedy dzieci przyjdą w niedzielę ze szkoły, niech na mapie wykreślą drogę, kędyśmy żeglowali; będzie to egzamin z geografii”. I w przypisie dodał: „Książka zawierająca mapy starożytne znajduje się w szafce obok biblioteki na najniższej półce” (do Marii Mickiewiczówny, 3 października 1855 r., Konstantynopol). Tego zadania d o m o w e g o już nie sprawdził.</document>
<document nplp_id="809" title="Romantycy na&amp;nbsp;mapach" slug="romantycy-na-mapach">Miejsca narodzin, nauki i śmierci
Pierwszy mój projekt mapy miał na celu zaznaczenie miejsc narodzin i śmierci polskich romantyków. Towarzyszyło mu intuicyjne przekonanie, że da się w ten sposób pokazać nienaturalnie duże odległości oddzielające punkty wyjścia i punkty dojścia tej literackiej formacji. Początkowo zakładałam, że będzie to mapa wspólna dla całej epoki, a uwzględniająca najważniejsze nazwiska twórców krajowych i emigracyjnych. Na tej wstępnej liście nie znaleźli się, poza nielicznymi wyjątkami, publicyści, historycy i filozofowie, czyli ci, którzy nie mieli w swym dorobku utworów zaliczanych do literatury pięknej. Szybko wszak doszłam do wniosku, że umieszczenie wszystkich pisarzy na jednej mapie rozmyje fenomen emigracji po powstaniu listopadowym, stąd też powstała konieczność podziału na pokolenia. Normalnie przyjęło się mówić o trzech pokoleniach romantyków, jednak postanowiłam podzielić ich tylko na dwa, tych urodzonych między 1795 i 1815 oraz między 1816 i 1835. W ten sposób pierwsze pokolenie objęło wszystkie osoby, które mogły wziąć udział w powstaniu (te z najmłodszych roczników rzecz jasna mniej licznie).

Oddzielnym problemem był wybór mapy, na jakiej powinno to zostać zrobione, gdyż w ciągu dwudziestolecia 1795-1815 granice na ziemiach Rzeczpospolitej zmieniały się kilkakrotnie. Ostatecznie mapa moja obrazuje tereny Polski przedrozbiorowej z zaznaczonymi trzema rozbiorami oraz pokongresowymi granicami Królestwa Polskiego z roku 1815. Ten wybór zdecydował jednocześnie o tym, że miejsca śmierci, obejmujące swym zasięgiem całą Europę i kilka krajów pozaeuropejskich, musiały zostać umieszczone na mapach osobnych, gdyż inaczej obraz byłby nieczytelny.

Mapy powstałe na podstawie wymienionych tu kryteriów ujawniły, że wbrew intuicyjnym przeświadczeniom, procent zmarłych na emigracji pisarzy pierwszego pokolenia wcale nie jest duży. Ci którzy żyli dłużej, wracali na stare lata w rodzinne strony na mocy amnestii, bądź też osiedlali się w Galicji. Na 119 osób tylko 22% zmarło na emigracji, a 6% na terenie Rosji (3% w Petersburgu, reszta na zesłaniu).

Ten fakt przesądził o tym, że zdecydowałam się poszerzyć moją pierwotną listę o wszystkich tych, którzy swoimi pracami filozoficznymi, publicystycznymi, krytycznymi, historycznymi czy pamiętnikarskimi tworzyli klimat umysłowy romantycznej epoki. W ten sposób spis utworzony na podstawie Nowego Korbuta objął 171 nazwisk pierwszego pokolenia (dodałam 52 nazwiska) i 102 drugiego (dodane 11). Ciekawa okazała się ta dodana grupa filozofów, publicystów i krytyków pierwszego pokolenia. Tu tylko 26 osób zmarło w kraju, 25 osób na emigracji, jedna w Rosji, a na zesłaniu nikt. Ten rozkład procentowy pokazuje, jak ważna była to grupa w życiu intelektualnym tego pokolenia. W drugim pokoleniu (102 osoby) poza krajem zmarło 20 (19 w Europie Zachodniej, jedna w Petersburgu).

Uderzać musi niemal o połowę mniejsza liczba twórców drugiego pokolenia. Aby unaocznić przyczyny tego stanu rzeczy, postanowiłam zamieścić na mapach miejsc urodzenia również miejsca, w których przyszli pisarze chodzili do szkół powszechnych i średnich. Uniwersytetów nie uwzględniłam, ponieważ nie wszyscy je kończyli, a poza tym o wyższym wykształceniu przesądzała możliwość wcześniejszej nauki, toteż właśnie te pierwsze szkoły uznałam za ważniejsze. Na mapach zostały zaznaczone tylko te, do których uczęszczały przynajmniej dwie osoby z moich list. Oczywiście bywały wypadki, że jedna osoba chodziła do wielu szkół, wtedy wszystkie owe miejsca odznaczałam na roboczej mapie. Na marginesie warto zauważyć, że w pierwszym pokoleniu prawie wszyscy mężczyźni uczyli się w szkołach (wyjątkiem jest tu Fredro), spośród piszących kobiet tylko jedna uczęszczała na pensję (Paulina Wilkońska). W drugim pokoleniu procent pensjonarek znacznie się powiększył.

W efekcie powstały cztery mapy, składające się na obraz całej epoki. Dwie pokazujące miejsca urodzenia i nauki, dwie miejsca śmierci.

Mapy te stwarzają wiele możliwości lektury i nie sądzę, by mój tekst mógł je wyczerpać.

Porównanie miejsc urodzenia dwóch pokoleń (mapa 1 i 2) pokazuje, jak drastycznie zmniejszyła się liczba pisarzy, szczególnie pochodzących z Litwy i Białorusi, czyli z ziem zaboru rosyjskiego. Dla pierwszego pokolenia była to kolebka romantyzmu, dla drugiego teren największych politycznych prześladowań. Widać zarazem znaczący wzrost roli Warszawy w drugim pokoleniu. Uwagę zwracają też duże ośrodki szkolne na pierwszej mapie (Krzemieniec, Wilno, Winnica, Humań), na drugiej (poza Warszawą i Galicją) są one już w zaniku. Ma rację Daniel Beauvois (Szkolnictwo polskie na ziemiach litewsko-ruskich 1803-1832, Lublin 1991) twierdząc, że romantyzm powstał na podwalinach myśli Oświecenia, zmaterializowanej w efektach pracy Komisji Edukacji Narodowej. Późniejszy zanik szkół wiąże się z zaczynającym się już od 1815 roku procesem zaostrzania kursu przez władze rosyjskie, który po roku 1831 kończy się likwidacją wielu placówek (np. kadra liceum krzemienieckiego przeniesiona do Kijowa, dała początek tamtejszemu uniwersytetowi).

Dwie te mapy mogą służyć nie tylko do analizy geograficzno-socjologicznej. Są one ilustracją realnej przestrzeni, w której wyrośli pisarze. Naszym zadaniem byłoby pokazanie, czy proporcje przestrzeni wyobrażonej, zawartej w romantycznej literaturze, odzwierciedlają ten stan rzeczy, czy też są tam inne dominanty, zależne od obrazów narzuconych przez wieszczów. Na mapach obu pokoleń wyraźna jest też stała i duża rola Ukrainy, gdy tymczasem Litwa i Nowogródczyzna odznacza się tylko w pierwszym.

Innych refleksji dostarczają mapy miejsc śmierci romantyków (mapa 3 i 4). Poza emigracją, o której była już mowa, wart odnotowania jest fakt, że jedynie w pierwszym pokoleniu 7 osób zmarło poza Europą.

Zauważalną tendencją i w jednym, i w drugim pokoleniu jest rola miast, jako miejsc ostatecznego osiedlenia. Na mapie pierwszego pokolenia tych miast jest więcej: Warszawa, Kraków, Paryż, Lwów, Poznań, Rzym; w drugim oprócz Warszawy zostaje Kraków, Lwów i Paryż.

Na wszystkich czterech mapach najbardziej rzuca się w oczy systematyczny wzrost znaczenia Warszawy jako miejsca urodzenia, nauki i działalności twórców. Spada natomiast znaczenie prowincji.

Zaskakująca może się wydać na tych mapach niewielka liczba osób zmarłych na zesłaniu. Dowodzi to tylko tego, iż ci pisarze, co zsyłki doświadczyli, zdążyli na starość wrócić do ojczyzny lub przedostać się na emigrację. Że nie jest to reguła, dotycząca wszystkich, przekonuje słownik zesłańców Wiktorii Śliwowskiej (Zesłańcy polscy w Imperium Rosyjskim w pierwszej połowie XIX wieku. Słownik, 1998). Wobec ogólnej liczby zesłanych Polaków, którzy nie dożyli powrotu do kraju, mała wśród nich liczba pisarzy, to fakt znaczący. Podobnie rzecz się ma z emigracją. Nie literaci byli w niej największą grupą. Chociaż najbardziej widoczni, nadawali ton epoce, to jednak ich biografie nie w pełni odzwierciedlają losy ówczesnej polskiej zbiorowości.

Inna sprawa, że moje cztery mapy nie pokazują wszystkiego, co chciałoby się zobaczyć. Należałoby je uzupełnić o jeszcze jedną przynajmniej mapę, pokazującą miejsca emigracji i miejsca pobytu (przymusowego lub dobrowolnego) w Rosji.

&amp;nbsp;
Debiuty romantyków – miejsca, daty, liczby
&amp;nbsp;

W celu stworzenia mapy debiutów romantyków posłużyłam się biogramami z Nowego Korbuta, uwzględniając 221 nazwisk. Podobnie jak w przypadku map urodzin i śmierci romantyków zastosowałam podział na dwa „pokolenia” Pierwsze urodzone w l. 1795-1815, drugie 1816-1835. Cezurę stanowiło powstanie listopadowe, w którym przedstawiciele pierwszego pokolenia mogli – z racji wieku – wziąć udział. W kilku przypadkach do listy dołączyły osoby nie mieszczące się w tych granicach, jak np. Ignacy Chodźko (ur. 1794), czy Walerian Łoziński (ur. 1837). Decydował wtedy rodzaj i czas uprawianej twórczości. Na mapie i wykresach znalazły się w różnych konfiguracjach cztery podstawowe informacje: data i miejsce debiutu, wiek debiutanta oraz jego przynależność pokoleniowa.

Debiut dla każdego twórcy jest momentem przełomowym , nadaje jego pracy wymiar społeczny, decyduje o obecności w życiu literackim, określa dalsze zainteresowania zawodowe. Są to jakby narodziny autora. Pokolenie romantyków było pierwszym, które rozpoczynało swoją karierę w czasie nieźle już rozwiniętego czasopiśmiennictwa. Zatem przed wydrukowaniem pierwszego własnego tomiku (zazwyczaj na własny koszt lub w drodze rozpisanej prenumeraty) mogło dać się poznać czytelnikom publikacją prasową. Tak debiutowała znakomita większość pisarzy obu romantycznych pokoleń.

Pierwszą rzeczą widoczną na mapie Europy jest duży rozrzut terytorialny tych miejsc. Od Petersburga na północy do Agen na południu, (gdzie w tzw. depôt rząd francuski rozmieszczał żołnierzy powstania listopadowego) jest w prostej linii prawie 3000 km. Ale i bliżej oprócz ośrodków znanych są mniejsze, jak np. Leszno, Cieszyn Krzemieniec. Co zatem decydowało o wyborze miejsca debiutu? Najczęściej oczywiście miejsce zamieszkania. Ale nie zawsze. Także przyjaciele, ponieważ mogli ułatwić druk debiutantowi w pismach, z którymi współpracowali. Taki związek łączył np. autorów litewskich z kijowską „Gwiazdą”. Z kolei większe miasta miały liczniejsze czasopisma i tam łatwiej było publikować młodemu autorowi. Np. w Warszawie „Wanda”, „Motyl” czy „Nadwiślanin” chętnie przyjmowały prace debiutantów. Poza tym druk w prasie warszawskiej przynosił większy prestiż i otwierał dalsze możliwości publikacji.

Jednak samo uwidocznienie na mapie miejsc debiutu nie pokazuje, jaki miały one związek z czasem historycznym, również wpływającym na decyzje piszących. Ten proces przedstawiony został na wykresie, gdzie uwzględnione zostały trzy miasta, w których odnotowano najwięcej debiutów: Wilno, Warszawa i Lwów. Wykres ten potwierdza znaną z historii literatury tezę o dominującej roli Wilna w narodzinach polskiego romantyzmu. To tam w latach 1815-1820 debiutowało najwięcej poetów i pisarzy - w tym czasie Warszawa zdominowana przez klasyków plasowała się najniżej w tej grupie. Dopiero po roku 1820, kiedy do stolicy Królestwa zaczęli napływać młodzi absolwenci z prowincji, zwłaszcza z ziem zabranych, sytuacja się odwróciła, a w roku 1830, roku wybuchu powstania listopadowego, Warszawa przeżyła szczyt debiutów wykraczający poza średnią statystyczną – na tym wykresie widać wyraźnie rewolucyjne wrzenie. Powstanie potrzebowało poetów, a młodych ośmieliło do publicznego wyrażania swoich uczuć. Wtedy właśnie debiutował m.in. Słowacki (1830) i Garczyński (1831). Ciekawe są też na wykresie lata drugiego szczytu warszawskiego:1840-1845. Gdyby zsumować późne debiuty pierwszego pokolenia z tymi drugiego, wchodzącego już od paru lat na literackie forum, to byłoby ich o jeden więcej niż w roku 1830. Nie ma tu wszakże mowy o nasilonych rewolucyjnych nastrojach: po prostu aktywne są wówczas oba pokolenia, a przy tym Warszawa się rozrasta i przyciąga nowych ludzi. potrzebnych do pracy. Są to oczywiście warunki sprzyjające powstawaniu organizacji spiskowych, ale liczba tych organizacji zwiększy się nieco później - w drugiej połowie lat 40. i bez widocznej korelacji z debiutami literackimi. Dopiero po śmierci Mikołaja I w 1855 wyraźny znów szczyt debiutów, już tylko drugiego pokolenia, oznacza wzrost wolnościowych nastrojów, prowadzących do powstania styczniowego.

Ostatni wykres powstał niejako przy okazji. Obrazuje liczbę debiutów w poszczególnych grupach wiekowych obu pokoleń, z dodatkowym podziałem na kobiety i mężczyzn. Widać tu przewagę liczebną twórców pierwszego pokolenia i większą jego aktywność, zaczynając od najmłodszych grup wiekowych po najstarsze. Miało to związek z rozwojem polskiego szkolnictwa średniego i wyższego na bazie programów KEN w czasach Aleksandra I oraz z fermentem politycznym Królestwa Kongresowego, promieniującym na pozostałe zabory. Apogeum tych procesów stanowiło powstanie listopadowe i intensywne życie umysłowe popowstaniowej emigracji. Drugie pokolenie zastało ograniczenie swobód politycznych i likwidację najlepszych szkół w epoce paskiewiczowskiej – co wpłynęło na obniżenie jego aktywności.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="810" title="Święte rzeki" slug="swiete-rzeki">„A czy znasz ty, bracie młody, Twoje ziemie, twoje wody?

Z czego słyną, kędy giną, W jakim kraju i dunaju?”[przypis]Wincenty Pol, Pieśń o ziemi naszej, wyd. VIII z ilustracjami Juliusza Korsaka, Kraków 1896, s. 5.[/przypis]

Wincenty Pol, Pieśń o ziemi naszej
&amp;nbsp;
Opis mapy
Odpowiedź na pytanie, postawione przez Wincentego Pola w Pieśni o ziemi naszej, tylko pozornie wydaje się łatwa. Wymaga jeszcze spojrzenia na mapę[przypis]Zob. „Mapa Dawnej Rzeczypospolitej Polskiej przedstawiająca Koronę i Wielkie Księstwo Litewskie z ich województwami oraz kraje lenne, ułożona przez Feliksa Antoniewicza [ps. Antoniego Jerzykowskiego] r. 1860”, dołączona do: [Antoni Jerzykowski] Historia polska w zarysie z jeografią i mapą dawnej Polski…, Gniezno 1861. W tym miejscu korzystam z egzemplarza mapy przechowywanego w: Biblioteka Jagiellońska w Krakowie, Kartografia, sygn. 08 36-3.[/przypis]. Zapełniają ją punkty łączące źródła i ujście trzech wyróżniających się rzek. By móc przyjrzeć się jej dokładnie, trzeba jeszcze umiejętnie odczytać legendę. Niemen, Wisła i Dniepr – zostały tu opatrzone wspólnym znakiem „świętości”. Owo oznaczenie nakazuje jednak nieco zmodyfikować tradycyjny sposób czytania prezentowanej mapy, uzupełniając je literaturoznawczą dyskusją, gdyż tam odnaleźć można przesłanki, nadające wymienionym rzekom dominantę „sacrum”. Nie bez przyczyny zaznaczono na mapie te trzy rzeki wyraźniejszym błękitnym kolorem. Dzieliły one także, jak powiada Adam Mickiewicz w V Wykładzie Prelekcji paryskich[przypis]Zob. Adam Mickiewicz, Prelekcje paryskie, t. 1, opr. M. Piwińska, Kraków 1997, s. 92–93.[/przypis], obszar Słowiańszczyzny na „trzy odrębne pasy”. „Pas środkowy – dodaje – na całej swej przestrzeni był porosły lasami, począwszy od Odry, gdzie widać jeszcze ich szczątki. Szły one ku Wiśle, przekraczały Niemen i zajmowały przestrzeń olbrzymią. Z jednej strony, zbiegając ku dolinie Prypeci, kraj cały pokrywały; z drugiej, przekraczając Dniepr, łączyły się z puszczami moskiewskimi, a za ich pośrednictwem z uralskimi”. Rzeki te, jak charakteryzuje Mickiewicz, zazwyczaj zachęcające mieszkańców do podróży ku morzu, do handlu i żeglugi, przegrodzone były mnóstwem zapór, oddzielających je od oceanu.

„Na przykład Dniepr, zawalony naprzód porohami, przepada potem w stepach, pośród ludów koczowniczych, wrogich Słowianom. Niemen i Wisła w swym dolnym biegu były okrążone bagnami, i pobrzeże owo było zawsze wystawione na najazdy plemion rozbójniczych”[przypis]Tamże, s. 92.[/przypis]. Wyodrębnione na mapie dorzecza „świętych rzek” nadal podzielone są znaczącymi granicami. Ich dopływy wciąż podążają odrębnym torem. Jednakże, dzięki poetyckiej wyobraźni, utworzyły tu spójną całość. Odczytywanie elementów legendy i konfrontowanie ich z literackimi znakami przypominać może „romantyczną ekspedycję”, tym bardziej że główne rzeki swą rozbudowaną linią brzegową zakreśliły na mapie znaczny obszar. Przynosi ona kilka znamiennych globtroterskich znalezisk[przypis]Czyt. poniżej: „Flakonik z wodą Niemna”, „Dnieprowy kurhan”, „Wiślane mogiły”.[/przypis].

[caption id="attachment_1256" align="alignnone" width="860"] Święte rzeki: Niemen, Wisła, Dniepr (Podstawa: „Mapa dawnej Rzeczypospolitej Polskiej przedstawiająca Koronę i Wielkie Księstwo Litewskie z ich województwami oraz kraje lenne, ułożona przez Feliksa Antoniewicza r. 1860”, Biblioteka Jagiellońska w Krakowie, Kartografia, sygn. 08 36-3)[/caption]

&amp;nbsp;
Flakonik z wodą Niemna
By odnaleźć pierwsze z nich, trzeba spojrzeć na północny wschód, w kierunku Białorusi i Litwy – tutaj właśnie bierze swój początek rzeka Niemen. O jej mitycznej proweniencji opowiada Władysław Syrokomla w obszernej dwutomowej monografii[przypis]Monografię Władysława Syrokomli można porównać do komentowanej w haśle pt. Dźwina monografii tejże rzeki autorstwa Adama Platera (Opisanie hydrograficzne – statystyczne Dźwiny Zachodniej oraz ryb w niej żyjących). Co ciekawe, obie publikacje ukazały się w Wilnie w tym samym roku (1861).[/przypis] z 1861 roku. W pierwszej części pracy podaje, że źródeł rzeki należy szukać w guberni mińskiej: „Nieopodal wsi Dołhinowicz, z błot lasów wypływa rzeka Łosza [...] zasilona strumieniem, idzie na północ i zachód aż pod wieś Piaseczno. Tu wpada do niej niewielki strumyk, również z błot wypływający, który ubiegłszy zaledwie mil parę i zasilony wodami rzeki Ussy, zaledwie małą rzeczką nazwać się może. To Chronus starożytnych, to nasz litewski Niemen! I pomimo, że Łosza jest rzeką większą i że dłużej już płynie, Niemen, łącząc z jej nurtami swe skromne wody, odbiera od niej nazwisko, nadaje jej swoje, i płyną razem do morza pod wspólnem nazwiskiem Niemna”[przypis]Władysław Syrokomla, Niemen od źródeł do ujścia. Monografia rzeki Niemna od jego źródeł do Kowna, Część I, Wilno 1861, s. 19–20. Cytat podaję w oryginalnej XIX-wiecznej pisowni.[/przypis]. Druga część, pt. Pamiętnik podróży[przypis]Tamże, Pamiętnik podróży Żeglarza litewską wiciną z Kowna do Królewca, zredagowany i przerobiony przez tegoż, Część II, Wilno 1861.[/przypis], stanowi opis miesięcznej żeglugi na wicinie[przypis]Wicina to rodzaj statku używanego w XIX wieku do żeglugi po Niemnie. Wiciny, jak zauważa J. Litwin, były statkami budowanymi w nadniemeńskich dobrach m.in. Czartoryskich, do których należały Stołpce, znany ośrodek ich handlu oraz produkcji. Zob. Jerzy Litwin, Niemen, wiciny i spław do Królewca, w: Rzeki, t. VI, red. J. Kołtuniak, Katowice 1997, s. 278. W. Syrokomla przytacza w swojej monografii oryginalny opis wiciny, widziany oczyma kowieńskiego szlachcica, sporządzony w 1829 r.: „wicina jest to statek w kształcie zwyczajnej łodzi […], mający około 170 stóp długości, 18 do 25 szerokości, wysoki na stóp 5 lub 6, zanurzający się w wodę do stóp 3-ech i mogący dźwigać ciężaru górą półtora tysiąca beczek”, zob. Władysław Syrokomla, Niemen od źródeł do ujścia, s. 90–91.[/przypis] z Kowna do Królewca. Białoruski językoznawca – Wadim Żuczkiewicz, nazwę rzeki wywodzi od bałtyckiego słowa naminis, oznaczającego „naszą rzekę”. Krótki słownik toponimiczny Białorusi odsyła do legendy, według której, rzeka została nazwana imieniem jej pierwszego badacza – Niemona, pochodzącego prawdopodobnie z Włoch. Przypuszczalnie nie znał on miejscowego języka. Inna wersja tego podania wyjaśnia natomiast, że był „niemy”[przypis]Na podstawie: Вади́м Андре́евич Жучкевич, Краткий Топонимический Словарь Белоруссии, Минск 1974.[/przypis]. Istnieją również legendy mówiące o dawnych plemionach Celtów zamieszkujących brzegi rzeki. Imię „Niemen” nosiła w nich jedna z celtyckich bogiń[przypis]Zob. www.nemanenvironment.org; dostęp 3.06.2011.[/przypis]. Na dalszy trop kierują miejsca, przez które przepływa owe „mityczne bóstwo”[przypis]W niektórych opracowaniach krajoznawczych dotyczących Niemna można spotkać się z tezą, że rzeka także w mitologii litewskiej zaliczana jest do „świętych bóstw Litwy”.[/przypis], na przykład wspominane przez Syrokomlę grody dawnych władców: „A jakież święte przepływa on grody! Ówdzie Lubcz stary, jak dziad siwobrody, Gdzie omył święty chrzest prawego Boga Głowę Mendoga. Ówdzie obiega, w swoich wirach skory, Odwieczne Grodno Witoldów, Batorych, Do stop ich zamków pokornie przypadłszy, W majestat patrzy. Tam stare Kowno, raj litewskiej strony, Duchem Kiejstutów jeszcze przesycony; I tam obwija miłośnemi sploty Błoń Wajdeloty”[przypis]Władysław Syrokomla, Niemen od źródeł do ujścia, s. 10.[/przypis]. Lecz to dopiero pierwsze oznaki „świętej świetności” rzeki. O nadanie Niemnowi nie boskiej, lecz „prywatnej czci” zabiegał usilnie Adam Mickiewicz, najpierw w Nowogródczyźnie, pisząc tu słynny sonet Do Niemna[przypis]Zob. Adam Mickiewicz, Do Niemna. Wiersze z lat 1822–1824, w: Wybór poezyj, t. 1, opr. Cz. Zgorzelski, Kraków 1974.[/przypis], a następnie prosząc Gabrielę Puzyninę o mały flakonik z niemeńską wodą. Kilka- naście lat później w Paryżu (w kościele św. Marii na Batignolless), w 1851 roku, poeta ochrzcił nią swojego najmłodszego syna Józia[przypis]Ksenia Kostenicz, Kronika życia i twórczości Mickiewicza. Styczeń 1850 − 26 listopada 1855, Warszawa 1978, s. 75.[/przypis]. Okoliczności tego niezwykłego wydarzenia wspomina Puzynina w swoim Pamiętniku: „Siostra moja miała polecenie zaczerpnąć wody z tej «rzeki domowej» dla przesłania jej z wierszami ode mnie Autorowi «Wallenroda» wraz z kwiatkiem z doliny kowieńskiej[przypis]Krajobrazy doliny oraz góry kowieńskiej, a także liczne nadniemeńskie widoki przedstawia w swoim Albumie Napoleon Orda, zob. Album widoków historycznych Polski zarysowany z natury przez Napoleona Ordę, Gdańsk 1991 [reprint].[/przypis], nadesłanym mi przed rokiem przez Pannę Teofilę Wołłowiczównę, która w tym celu zwiedziła ową pamiętną dolinę. Wiersze, prze- pisane z bijącym sercem, uświęcone już łzami rozrzewnienia Autora «Obrazów» powierzone były mojej siostrze. Ona miała zająć się wysłaniem wody w wybranym na ten cel flakonie”[przypis]Gabriela Puzynina, W Wilnie i w dworach litewskich. Pamiętnik z lat 1815–1843, Wilno 1928, s. 327–328.[/przypis]. „Przesyłkę – jak pisze autorka Kroniki, Zofia Makowiecka – miała doręczyć Katarzyna z Lipińskich Lewocka. Odpowiedzi nie było i dopiero w 1856 roku Puzynina dowiedziała się od Antoniego Goreckiego, że wiersze jej przechowywane są u niego, od Marii Mickiewiczówny – że wodą z Niemna ochrzczony był jej najmłodszy braciszek (tj. Józef)”[przypis]Zofia Makowiecka, Mickiewicz w Collège de France. Październik 1840 – maj 1844, Warszawa 1968, s. 381.[/przypis]. Kropla „rodzinnej wody” była dla Mickiewicza cennym podarunkiem. Może wtedy nawet droższym niż wszystkie kosztowności? Bo przecież zaczerpnięta ze zdroju „domowego Niemna”. Poeta przyjmuje od Puzyniny prezent i nie zostawia go na „posągową własność”, ale przekazuje pokoleniom, tym, którzy Niemna nie widzieli, żeby „na- pili się ojczyzny”. Nuta „domowości rzeki” okazała się później tak istotna i nośna, że za Mickiewiczem przechwyciła ją tradycja literacka. Apostroficznie Do Niemna zwrócił się Julian Korsak w elegii o „rodzinnej wodzie”: „Niemnie! rodzinna wodo, rzek litewskich xsiąże! Jakże piękne s twej urny wylały się zdroje! Lecz, gdzież są tak sławione wajdeloty twoje? Kto godną ciebie piosnkę na lutni nawiąże? Gdzież są, i także snadnie oni cię za- byli! Gdzie ów śpiewak słowiczy s Kurhanku Maryli Sławiący twoje wody, doliny i kwiecie? I on dzisiaj gdzieś goni po szerokim świecie! Niemnie! gdzie są rodzonych twych brzegów Rusałki?”[przypis]Poezye Juliana Korsaka, Poznań 1836, s. 14.[/przypis]. O Niemnie jako „księciu litewskich wód” pisał także Ludwik Adam Jucewicz we Wspomnieniach Żmudzi z 1842 roku. Rzece przypadły tutaj po raz wtóry królewskie honory: „Piękne, kwieciste, zachwycające są brzegi Niemna, rzek litewskich książęcia, który w całej świetności i chwale, płynie poważnie, jakby czuł swoję godność, swoję dowodną starożytność. Poglądając na jego błękitne wody, zdajesz się widzieć ślady upłynionych wieków, zdajesz się przenosić w owe czasy okwite w zdarzenia. I w rzeczy samej, jakichże wypadków ta rzeka nie była świadkiem? jakież przez nią nie przeprawiały się wojska? czyjąż krwią nie zarumieniły się jej wody? czy raz to jeden przepływali ją Krzyżacy, a złupiwszy, zniszczywszy ogniem i mieczem litewskie sioła, z sutą zdobyczą, lub na głowę pobici z zemstą w sercu, z przekleństwem na ustach, nazad wracali. Nieraz te okolice, te nadbrzeżne skały rozlegały się przeraźliwym Niemców okrzykiem, a nieraz też odbijały donośny głos żmudzkiego rożka i siały postrach w nieprzyjacielskich szeregach”[przypis]Wspomnienia Żmudzi przez x. Ludwika Adama Jucewicza, Wilno 1842, s. 1–2.[/przypis]. Mickiewiczowy epitet „domowa rzeko moja!” powtórzył natomiast cytowany już Władysław Syrokomla we Wrażeniach Pielgrzyma z Litwy do Wielkopolski: „Żegnaj, serdeczny Niemnie, o domowa rzeko! Przywieź mię na brzeg polski, w pielgrzymkę daleką! Krzyżom kowieńskich świątyń rzecz, Najwyższy Panie, Niech mi dadzą na drogę Twoje przeżegnanie”[przypis]Poezye Ludwika Kondratowicza (Władysława Syrokomli), t. 7, Warszawa 1872, s. 134–135.[/przypis]. Poeta w swoich Poezjach podobnie jak Mickiewicz pragnie zaczerpnąć ze zdrojów „domowej wody”, choć nie potrzebuje nań flakonika. „Święty Niemen” nie przestaje jednak tracić swej uzdrawiającej mocy: „Zdrowie swej duszy odzyskałby chory, Od szklanki wody z Niemna lub Horynia”[przypis]Władysław Syrokomla, Do ** [1854], w: Poezje wybrane, Kraków 2003, s. 32.[/przypis]. Mickiewicz w wodach Niemna bez trudu rozpoznaje gatunki ryb i ptaków. Najwięcej uwagi poświęca zwinnemu „szczupakowi” – „Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie, Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie”[przypis]Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, opr. S. Pigoń, Wrocław 1994, ks. II, w. 11–12.[/przypis] oraz lotnej „jaskółce” – „Lecz ja jaskółka, chcę daleko latać; Mam skrzydła dobre, patrz, jaki ptak ze mnie! Lecę popłukać pióra moje w Niemnie”[przypis]Adam Mickiewicz, [Śniła się zima] w: tegoż, Wybór poezyj, t. 2, opr. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1986, s. 227.[/przypis]. Nadniemeńskie środowisko najwyraźniej im odpowiada. Nic w tym dziwnego. W wodach rzeki znajdują przecież prawdziwe orzeźwienie. Wzdłuż brzegów Niemna umieszcza także poeta rozśpiewanego starca z lirą w dłoniach. „Dudarz” spaceruje nad rzeką i podśpiewuje wesoło: „Idę ja Nie- mnem, jak Niemen długi, Od wioseczki do wioseczki, Z borku do borku, z smugów na smugi, Śpiewając moje piosneczki”[przypis]Adam Mickiewicz, Dudarz, w: tegoż, Wybór poezyj, t. 1, opr. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1997, s. 180–181.[/przypis]. Płynące wody „świętej rzeki” ofiarują zatem także pieśni. Pamięta o tym również Jan Czeczot, XIX-wieczny zbieracz i autor kilku tomów Piosnek wieśniaczych znad Niemna, Dniepra i Dniestra[przypis]Zob. Jan Czeczot, Piosnki wieśniacze znad Niemna, Dniepra i Dniestra, Wilno 1845.[/przypis]. Muzykę do kilkunastu z nich komponuje później Stanisław Moniuszko, a następnie zamieszcza w swoich Śpiewnikach domowych. Wszak, jak pisze białoruski poeta Maksim Bohdanowicz: – „Każdy do wioski,/ Do Niemna wzdycha”[przypis]Maksim Bohdanowicz, Pieśń emigrancka, przeł. J. Huszcza, w: Antologia poezji białoruskiej, opr. J. Huszcza, Wrocław 1978, s. 225.[/przypis]. Juliusz Słowacki śni tutaj o „potędze ducha” – „Częstom zauważał, / Że com ja w puszczy wyśnił – to Bóg zaraz stwarzał… / Każda z myśli, nad Niemna prześnionych wybrzeżem, / Wyleciała mi z głowy – mężem i rycerzem…”[przypis]Juliusz Słowacki, Fragment poematu o Konradzie Wallenrodzie, w: tegoż, Poematy, t. 2, Poematy i fragmenty z lat 1842–1849, opr. J. Brzozowski, Z. Przychodnia, Poznań 2009, s. 305.[/przypis]. Na początku XX wieku pobrzmiewa znów echo mickiewiczowej apostrofy. Eliza Orzeszkowa oraz Zygmunt Gloger postanawiają sprawdzić znamienną tezę Mickiewicza „nie tylko w literaturze” i wspólnie przepływają rzekę. Orzeszkowa pozostawiła po niej krótkie notatki, a imieniem Niemna nazwała swoją słynną powieść. W notatkach zapisała kilka istotnych zdań: „Nie nad Renem, nie w Saskiej Szwajcaryi, nie w południowej Francji, lecz po tym skromnym naszym Niemnie płynąc, doświadczyć możemy mnóstwa wrażeń i spotykać tłum widoków! A tak, dla wielu, niestety, rzecz ta wyda się niespodziewaną i niemal nieprawdopodobną, jednak jest ona zupełnie prawdziwą”[przypis]Zob. Przedmowa E. Orzeszkowej do: Zygmunt Gloger, Dolinami rzek. Opisy podróży wzdłuż Niemna, Wisły, Bugu i Biebrzy, Warszawa 1903, s. 3.[/przypis]. Zygmunt Gloger w swoim itinerarium umieścił rozbudowaną relację z tej podróży. Głównym przedmiotem opowieści stała się „domowa rzeka”: „Gdy inni szukają źródeł Nilu w skwarze zwrotnikowego słońca, gdy odkopują gruzy Troi lub giną wśród lodów podbiegunowych, ja ku tobie podążam, domowy Niemnie, by wyspowiadać nurty twoje i ustronia wybrzeży twoich, by skosztować chleba i soli pod strzechą nadniemeńską i pogwarzyć z rzeszą siół twoich”[przypis]Zygmunt Gloger, Dolinami rzek, s. 11.[/przypis]. Symboliczny „flakonik z wodą Niemna”, jak się okazuje, przetrwał też próbę czasu. Choć nie zachował się w postaci materialnej, to symbolem jego nieśmiertelności mogą być liczne miejsca na mapie w dorzeczu Niemna, jak na przykład wieś Miniewicze, gdzie istnieje do dziś mogiła powstańców 1863 roku, opisana przez Elizę Orzeszkową. Znajduje się tu pamiątkowy kamień i krzyż z napisem „Gloria victis”. W dzisiejszych Bohatyrowiczach nad Niemnem nietrudno również odnaleźć legendarną mogiłę Jana i Cecylii – protoplastów rodu Bohatyrowiczów[przypis]Ewa Głowacka, Nad Niemnem, „Turystyka”, dodatek do „Gazety Wyborczej”, 11–12 października 2003, s. 3.[/przypis]. Tradycja i symbolika grobu, a także krajobrazy rodem z tekstów Orzeszkowej wydają się tu tak żywe, że spoglądając w stronę Niemna, chciałoby się powtórzyć za Czesławem Miłoszem:

„Nad brzegami niebieskiego Niemna / I Niewiaży o wodzie czarnej/ Zasiewają jasnowłosi chłopi / Ciężkie pszenicy ziarna”[przypis]Czesław Miłosz, Jeszcze wiersz o ojczyźnie [1931], w: tegoż, Wiersze wszystkie, Kraków 2011, s. 34, 35.[/przypis].

&amp;nbsp;
Dnieprowy kurhan
Przesuwając się na mapie nieco dalej na wschód, bez trudu dostrzec można źródła Dniepru. Rzeka wypływa w „jeziornej i błotnistej krainie lasu wołkońskiego, niedaleko źródeł Dźwiny, Wołgi i Łowati, w pow. bielskim, gub. smoleńskiej, między wsiami Kostino i Michajłowo, pod wsią Iwaszkowem (według innych źródeł z jez. Mszara we wsi Zabłocie)”[przypis]Zob. Wacław Nałkowski, Dniepr, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, red. F. Sulmierski, B. Chlebowski, W. Wawelski, Warszawa 1880–1914, t. II, s. 45–50.[/przypis]. Trudniej ogarnąć jednym spojrzeniem wszystkie jego zakola i dopływy. Bowiem rzeka nawet w legendach wydaje się bardzo odległa, a nawet nieosiągalna. Jedna z nich mówi na przykład o „bożym kowalu”, który gna zaprzęgniętego do pługu smoka aż do samego Morza Czarnego, nie dając mu przy tym ani chwili odetchnąć i napić się wody. Spragniony smok mógł przezwyciężyć uciążliwe męki Tantala dopiero po dotarciu do morza. W miejscach zaś, gdzie się zatrzymywał, zostawił po sobie dnieprowe porohy[przypis]Мифы народов мира, pед. С.А. Токарев, т. 2, Москва 1987, s. 376.[/przypis]. Słowo „Dniepr” posiada też skomplikowaną etymologię, pochodzącą od irańskiego słowa „dañu”, oznaczającego rzekę lub wodę oraz indoeuropejskiego „*įebhr-”, tłumaczonego jako urodzaj, żyzność. Niektórzy językoznawcy wywodzą także tę nazwę od scytyjskich prefiksów i sufiksów: „dan” – „par”, tłumaczonych na słowa: „rzeka”, „pole”[przypis]Сергей В. Рябчиков, Скифская надпись скифского царя Скила. Альтернативная интерпретайия, 2005 (www.public.kubsu.ru; dostęp 5.07.2015) (zob. też: Сергей В. Рябчиков, Интерпретация скифских надписей, Сайт «Славянские древности», www.public.kubsu.ru; dostęp 5.07.2015).[/przypis]. Można by powiedzieć, że źródłosłów wyrazu „Dniepr” ukierunkowuje na pewien duży, niezmierzony obszar przestrzeni, który daje jakieś wymierne korzyści, bo kojarzony jest z „urodzajem”, „żyznością”. Według Wacława Nałkowskiego, prastarym mianem Dniepru było „Boristenes”, co oznacza ze słowiańskiego „ścianę borów”. Rusini nazywali rzekę „Dnieprem”, a kozacy przez omówienie poetyckie „Sławatą” lub „Sławatyczem”, czyli „synem sławy”. Jak dodaje Nałkowski, według miejscowej etymologii, „rzeka ta była Dnieprem nazwana stąd, że płynie jakoby dnem, spodem, „Dnem – pre”[przypis]Zob. Wacław Nałkowski, Dniepr, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. II, s. 45.[/przypis]. Jeden z pierwszych opisów rzeki, a także przykład jej mapowania, stanowią natomiast notatki Wilhelma le Vasseura de Beauplana. Sporządził je on na podstawie własnych obserwacji w czasie wyprawy czółnem w dół rzeki.

Jak podaje Janina E. Piasecka, „i opis, i mapa przedstawiają koryto rzeki – niesprzyjające żegludze, mimo obfitości wody. Przeszkodą były liczne wyspy, otoczone mnóstwem małych wysepek, a głównie występujące na znacznej przestrzeni progi skalne (porohy), wynurzające się z wody i przegradzające w poprzek koryto rzeki”[przypis]Janina E. Piasecka, Spław i żegluga do połowy XIX wieku na rzekach Polski przedrozbiorowej, w: Rzeki, t. VI, red. J. Kołtuniak, Katowice 1997, s. 230.[/przypis]. Literatura romantyczna nadała rozległym wodom Dniepru miano nieco innej rzeki. Zawdzięcza je ona przede wszystkim ukraińskiemu poecie i artyście – Tarasowi Szewczence. Krajobrazy potężnego (sic!) Dniepru utrwalił Szewczenko temperą i farbą olejną[przypis]Zob. np. obrazy Tarasa Szewczenki w internetowej galerii: www.infoukes.com/culture/artwork/shevchen- ko; dostęp 5.07.2015[/przypis], a w swych tekstach przyznał mu ten szczególny prymat „świętości”. Najbardziej znamiennym utworem, który odcisnął tu tak trwały ślad, jest utrwalony w tradycji ukraińskiej hymn Ukrainy.[przypis]To bez wątpienia najważniejszy tekst dla literatury ukraińskiej, a zarazem prawdziwy „romantyczny”[/przypis] Testament (Заповіт): „Kiedy umrę, na wysokiej / Schowajcie mogile / Mnie, wśród stepu szerokiego, / W Ukrainie miłej: /Żeby łany płaskoskrzydłe / I Dniepr, i urwiska / Widać było, słychać było, / Jak się rączy, ciska”[przypis]Taras Szewczenko, Testament, w: tegoż, Wybór poezji, oprac. M. Jakubiec, przeł. J. Iwaszkiewicz, Wrocław 1974, s. 186–188.[/przypis]. Usłyszeć z oddali głos rzeki to dla poety jak usłyszeć głos umiłowanej matki. Marzenia Szewczenki o mogile nad Dnieprem znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości, a jego Testament prawdziwie się wypełnił. Poetę wprawdzie pierwotnie pochowano na Cmentarzu Smoleńskim w Petersburgu, jednakże w maju 1861 roku, tak jak sobie życzył, przewieziono jego zwłoki pod Kaniów i złożono na wysokim wzgórzu, skąd rozciąga się szeroki widok na Dniepr i zielone pola Ukrainy. W ten oto sposób rozległe wody Dniepru zostały już na wieki uświęcone. Wszystko za sprawą położonego tuż nad rzeką kurhanu, do którego do dziś tłumnie pielgrzymują Ukraińcy, poczytując to sobie za swój „święty obowiązek”. Mogiła Szewczenki stała się bez wątpienia dla następnych pokoleń „narodową świętością” oraz odwiecznym symbolem. Miejsca tego nieustannie strzegą wijące się dookoła niczym błękitną wstęgą – wody potężnej rzeki – wiernej Kobziarzowi poza grób. Kilku innych „uświęconych mogił” wzdłuż brzegów Dniepru dopatruje się Antoni Nowosielski w pracy pt. Stepy, morze, góry z 1854 roku. Mowa tutaj o tzw. „wale żmijowym”, czyli „usypach”[przypis]Te „dnieprowe” ciągną się według Nowosielskiego „niżej Kijowa”. Ich nazwa zaś pochodzi od legendy o „Żmiju”. Porównywano je również do piramid egipskich.[/przypis], ciągnących się długim pasem z wnętrza środkowej Azji do Europy, od rzeki Jenisej w Syberii do Dniepru na Ukrainie wzdłuż m.in. takich rzek, jak Manycz, Kuma i Doniec. Jak pisze Nowosielski, „są one symbolami wiary, skostniałymi pomnikami jakiegoś dogmatu pierwotnej religii ludów całego świata. One najlepiej świadczą o jedności krwi, jedności wiary, o wspólnej przeszłości i wspólnych nadziejach ludzkiego rodu”[przypis]Antoni Nowosielski, Stepy, morze i góry. Szkice i wspomnienia z podróży, t. 1, Wilno 1854, s. 204–205.[/przypis].

Świętość Dniepru zapisała się również w polskiej tradycji literackiej. Można tu wymienić na przykład Śpiewy historyczne Juliana Ursyna Niemcewicza, utrzymane w patetycznej tonacji. Poeta częstokroć przywołuje nazwę rzeki i umieszcza nad jej brzegami swoich bohaterów: „Jeszcze swej Hymen nie zgasił pochodni, / Kiedy goniec wieść mu daje, / Że z licznym ludem ciągnie sułtan wschodni / I nad brzegiem Dniepru staje”[przypis]Julian Ursyn Niemcewicz, Karol Chodkiewicz, Kraków 2002, s. 100.[/przypis]. W jego ślady podąża także Michał Czajkowski, lecz obraz rzeki spełnia u niego całkiem inną funkcję, stanowi tło historycznych wydarzeń: „Przy jasnych łunach pożaru widać, jak od Dniepru, od Ostrowa suną tłumy pieszej Rusi jak mrowie, jak czereda diabła dziko wrzeszczy”[przypis]Michał Czajkowski, Ukrainki. Wybór, Kraków 2003, s. 23.[/przypis]. Warto także przywołać młodzieńczą twórczość Juliusza Słowackiego[przypis]Zob. np. Juliusz Słowacki, Dumka ukraińska, Żmija.[/przypis], którego pierwsze teksty rysują sporą część mapy Ukrainy, a dokładnie zlewisko Morza Czarnego. Zatem nie bez przyczyny poeta zapytuje w poemacie Żmija: „Czy zawsze nasza fala dnieprowa, Tak jak płynęła – płynie do morza? Ha! Tak? To dobrze…”[przypis]Juliusz Słowacki, Żmija. Romans poetyczny z podań ukraińskich w sześciu pieśniach, w: tegoż, Poematy. Poematy z lat 1828–1839, opr. J. Brzozowski, Z. Przychodnia, Poznań 2009, s. 114.[/przypis]. Wszak to do niej przecież zmierza „święty Dniepr” romantyków.

&amp;nbsp;
Wiślane mogiły
Ostatni z punktów „romantycznej wyprawy” dorzeczami trzech najważniejszych rzek wiedzie na południe. Tam właśnie, podnóża Baraniej Góry, sięgają źródła Wisły. Bogumił Hoff w Podaniu o początkach Wisły z 1888 roku pisze, że swoje powstanie zawdzięcza ona niejakiemu Czantorowi, który na polecenie Matki Ziemi, zmuszony był wypuścić w góry wody i rozesłać na nie dwie córki królowej Boranej, obdarzone niezwykłą urodą władczynie wód – Białkę i Czarnochę. Czantor nie chciał ich jednak wysłać na nieznane drogi. „Wysłał zatem tylko jedną falę na zwiady i wyszukanie drogi […] Ta pierwsza fala wysłana, «Wyszła» czy «Wisła» zwana, wypłynąwszy z gór ulubionych, znalazła się nie- bawem w równinie i z tęsknoty już chciała wrócić do sióstr – gdy ujrzała z daleka góry, chociaż mniejsze i podążyła do nich. Były to góry Krakusa, które przyjęły tę falę z radością i podawały ją dalej siostrom […] Fala ta przebiegła kraje obszerne, trzymając się zawsze bliskości gór i opuściwszy góry Krakusa, zdążyła do innych sandomierskich, puławskich, warszawskich, modlińskich, płockich, włocławskich, toruńskich i za chełmskiemi pobie- gła do morza”[przypis]Bogumił Hoff, Podanie o początkach Wisły, fragment pracy: Lud cieszyński, jego właściwości i siedziby. Obraz etnograficzny, t. I: Początki Wisły i Wiślanie, Warszawa 1888 [odb. z: „Wędrowiec”, R. 25, nr 49, Warszawa, 26 (8) grudnia 1887 r., s. 582].[/przypis]. Interesująca wydaje się droga, która zaprowadziła tę legendarną „falę” aż tak daleko. Być może to właśnie dzięki niej zajęła później należne sobie miejsce na mapie „świętych rzek”. By móc prześledzić bieg Wisły[przypis]Trzeba przywołać w tym miejscu najstarszą staropolską pracę poświęconą Wiśle Sebastiana Fabiana Klonowica Flis to jest spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi z 1595 roku. Żeglujący Wisłą, podobnie jak u O. Flatta, mogą tu odnaleźć wskazówki, którędy płynąć.[/przypis], warto niewątpliwie zapoznać się z podręcznym Przewodnikiem żeglugi parowej Oskara Flatta z 1854 roku. Znajdują się w nim krajoznawcze opisy brzegów Wisły od Warszawy do Ciechocinka. Autor publikacji, rozmiłowany w urokliwych „krajowidach” Wisły, podnosi rzekę do godności królowej: „szerokim pasem toczy nurty swoje Wisła, z wiecznie niestałem dnem swojem. Zawsze ona piękna, ta poważna Wisła, – królowa, często straszna, gdy smętne fale swoje szeroko za brzegi, jakby zwiastowanie zniszczenia poniesie”[przypis]Oskar Flatt, Brzegi Wisły od Warszawy do Ciechocinka. Z dopełniającym poglądem na przestrzeń od Torunia do Gdańska (przewodnik żeglugi parowej), Warszawa 1854, s. 11.[/przypis]. Szymon Kobyliński w książce Jej królewska mość Wisła[przypis]Szymon Kobyliński, Jej królewska mość Wisła, Warszawa 1986, s. 147.[/przypis] zauważa, że przybiera ona na mapie kształt litery „s”. Podążając tym tropem, można i tutaj dopatrywać się swoistych znaków „świętości”. Jednakże, nie tylko geografia opatrzyła rzekę tym szczególnym wyróżnikiem. Jednym z najważniejszych miejsc nadwiślańskich jest „święte wzgórze Wawel”. Jak pisze Edmund Wasilewski[przypis]E. Wasilewski poświęca Wiśle sporo miejsca w swoich tekstach. Zob. Poezye Edmunda Wasilewskiego, Warszawa 1859; Edmund Wasilewski, Wybór poezji, Warszawa 1908.[/przypis] w poemacie Katedra na Wawelu z 1846 roku: „Widzisz tam górę na górze, Jak czerni się uroczyście: Choć z Tatrów nadciągną burze, Ona trwać będzie wieczyście. Ona po wieków głębinie. Święta – nietknięta – przepłynie”[przypis]Edmund Wasilewski, Katedra na Wawelu. Poemat w trzech pieśniach, Poznań 1846, s. 24.[/przypis]. Dokładniej opisuje ją w tym punkcie na mapie Franci- szek Wężyk w poemacie opisowo-dydaktycznym Okolice Krakowa z 1820 roku: „Gdzie na zachód o wieże i Wawelu skały, Modra woda roztrąca pieniące się wały, Gdzie wdzięczna rybołowów jawi się osada, tam nurt mętney Rudawy, w bystrą Wisłę wpada”[przypis]Okolice Krakowa. Poema przez F. Wężyka, Kraków 1820.[/przypis]. Ale Wisła, nie tylko dzięki „świętemu wzgórzu”[przypis]Zob. Piotr Kowalski, Leksykon. Znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Wrocław 1998, s. 141–149 (hasło „góra”); Aleksandra Witkowska, Przestrzeń sakralna późnośredniowiecznego Krakowa, w: Ecclesia et civitas, red. H. Manikowska, H. Zaremska, Warszawa 2002, s. 37–48.[/przypis] została uznana za „świętą”. Według znanej legendy, przyjęła czystą ofiarę dziewczyny, która ofiarowała się bogom, topiąc się w Wiśle. Mowa tu oczywiście o Wandzie. Jej legendarną mogiłę opisuje Józef Łapsiński: „Co za wzgórze jaśnieje brylantem księżyca? Co błyszczy, kędy stoją po dolinach chatki? To błyszczy Wisła – widno mogiłę Sarmatki, której zgonem pamiętna Polska okolica”[przypis]Poezye Józefa Łapsińskiego, Kraków 1829, s. 27.[/przypis]. Najsłynniejszą i zapamiętaną przez kolejne pokolenia pieśnią, która, co zauważa Stefan Treugutt, daje wyraźne pierwszeństwo Wiśle[przypis]„Na pierwszym jest Wisła. Dlaczego? Ponieważ Republika Francuska, gdy Wybicki w Reggio dla braci legionistów pisał o marszu do Polski, nie wojowała z Prusami, od początku 1795 roku oba mocarstwa pozostawały na stopie pokojowej”. Zob. Stefan Traugutt, Wisła i Warta w Pieśni Legionów, „Mówią Wieki” 1986, nr 1, s. 12–15.[/przypis] przed innymi rzekami, jest niewątpliwie słynna Pieśń Legionów Polskich we Włoszech – Mazurek Dąbrowskiego: „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, / Będziem Polakami, / Da nam przykład Bonaparte, / Jak zwyciężać mamy”. Niemiecki poeta Juliusz Mosen szuka natomiast w Wiśle oczyszczenia. W jej wodach pragnie przemyć rany powstańców listopadowych. Śpiewa o tym w popularnej pieśni ze stycznia 1832 roku (znanej szerzej z przekładu Jana Nepomucena Kamińskiego) pt. Pułk czwarty: „Z bagnetem naprzód – nie padł ani strzał. / I już dla naszych odwrót jest otwarty, / I któż to zdziałał? O! to był pułk czwarty! / On to po ciężkiej i krwawej rozprawie / Jak groźny piorun, jako bitwy pan / Ponuro wraca ku tęsknej Warszawie, / Krew obmyć w Wiśle z przyschniętych już ran”[przypis]Juliusz Mosen, Pułk czwarty, w: Antologia poezji powstanie listopadowego, opr. J. Zieliński, Wrocław 1971, s. 262.[/przypis]. Płynąca z ran męczenników za ojczyznę krew uświęca wody Wisły. Wymiar owej świętości zwiększają kolejne pokolenia ofiar, przyjmowane przez rzekę. W jej odmęty trafiają także ciała niewinnie „rannych i zabitych” podczas manifestacji z 8 kwietnia 1861 roku. Wątek wrzuconych do rzeki zwłok manifestantów pojawia się w powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Dziecię Starego Miasta z 1863 roku. Największą z ofiar ponosi główny bohater utworu – Franek. Jak pisze Kraszewski: „Gdzieś z falami Wisły, z kamieniem u szyi płynęło ciało męczennika i spoczęło na dnie, na żółtym piasku rodzinnej rzeki”[przypis]Józef Ignacy Kraszewski, Dziecię Starego Miasta, Kraków 1986, s. 169.[/przypis]. Świętość wypisana jest na rzece krwią demonstrantów. Wody Wisły stały się dla nich odwieczną mogiłą. Nie sposób tu również pominąć największego mazowieckiego lirnika Królowej Polskich Rzek – Teofila Lenartowicza, który wielbi rzekę nieustannie w swoich Poezjach oraz Echach[przypis]Zob. Teofil Lenartowicz, Echa nadwiślańskie, Poznań 1872.[/przypis]: „Skąd wam modrej Wisły i białego piasku? Serce moje, serce do tych lasów goni, Do Wisły, do Wisły – oj, tęskno mi do niej!”[przypis]Teofil Lenartowicz, Jak to na Mazowszu, w: tegoż, Poezje wybrane, Kraków 2002, s. 31.[/przypis]. O ważności Wisły także na etnograficznej mapie świadczy natomiast wielotomowy miesięcznik „Wisła”[przypis]Zob. „Wisła. Miesięcznik Geograficzno-Etnograficzny”; można go porównać z czasopismem o podobnym profilu – „Rubon”, wydawanym w Wilnie w l. 1842–1849 przez Kazimierza Bujnickiego. Oba posiadają rzekę w tytule.[/przypis], ukazujący się w Warszawie na przełomie XIX i XX wieku. Publikowano w nim różnorodne materiały o charakterze etnograficznym, teksty historyczne łącznie z niewielkimi aneksami źródłowymi oraz drobne utwory literackie. Miesięcznik wydawano w bogatej szacie graficznej. Zawierał m.in. liczne zdjęcia i ryciny. Wiele z tekstów literackich, których inspiracją stały się wody Wisły zarówno w XIX, jak i w XX wieku, umieszczono zaś w obszernej antologii poezji Wisło moja, Wisło stara… z 1986 roku. Odnaleźć w niej można najważniejsze utwory dedykowane „świętej Wiśle”, jak na przykład hymn Wincentego Pola Do Wisły: „To też mi miłą niby dziecię Wisła, bom ją ukochał, co kochają prości”[przypis]Wincenty Pol, Do Wisły, w: Wisło moja, Wisło stara… Antologia poezji, Kraków 1986, s. 39.[/przypis]. Warto zacytować również hymn Anny Libery, o tym samym tytule, mówiący o drodze, którą pokonuje na mapie Wisła. Pod koniec wiersza tytułowa rzeka zdaje się przemawiać ludzkim głosem i proroczo głosi: „choć mam koniec, przecię żyję, / Choć opadnę – znów się wzbiję, / Choć mój koniec w morzach[przypis]Zob. Kazimierz Łomniewski, Jak Wisła uchodzi do morza, „Mówią Wieki” 1960, nr 7, s. 3–7.[/przypis] ginie, / Nowe życie z źródeł płynie”[przypis]Anna Libera, Do Wisły, w: Wisło moja, Wisło stara… Antologia poezji, s. 38.[/przypis].

&amp;nbsp;
Podsumowanie
Wyodrębnione na mapie Feliksa Antoniewicza – czyli Antoniego Jurzykowskiego, z 1860 roku trzy rzeki – Niemen, Dniepr oraz Wisła, łączą północ z południem, środkową i wschodnią część Europy. Swymi dorzeczami sięgają Bałtyku i Morza Czarnego. Zatem znaczą obszar Dawnej Rzeczypospolitej, a zarazem rysują, jak zapowiedział Adam Mickiewicz w przywoływanych na początku Prelekcjach paryskich, „hydrograficzną słowiańską mapę romantyzmu”.</document>
<document nplp_id="811" title="Rysowanie starożytnego świata" slug="rysowanie-starozytnego-swiata">Turystyka jest dziś dość powszechną przyjemnością. Wyjeżdżając na urlopy, szukamy nie tylko pięknych plaż, lecz chcemy oglądać greckie teatry, hellenistyczne miasta, miejsca kultu starożytnych bogów, które starannie odkopują i rekonstruują archeolodzy. Nie zawsze tak było. Starożytny świat pozostawiony przez Greków i Rzymian był w ruinach, które przez wieki niszczały i które długo traktowano obojętnie lub z niechęcią. Jeszcze w renesansie ruiny ceniono za to, czym były kiedyś, za część utraconej całości. Jeśli interesowały, to jako materialne dokumenty pozwalające studiować antyczną rzeźbę i architekturę. Wprawdzie już Nicolas Poussin malował rzymskie krajobrazy z ruinami, pełniły one jednak funkcję tła dla kompozycji ﬁguralnych. W odczuciu powszechnym ruiny były brzydkie, choć miały wartość użytkową. Długo czerpano z nich materiał i elementy dekoracyjne, zwłaszcza kolumny, do budowy nowych kościołów; koczowali w nich ubodzy; w najlepszym razie przebudowywano je w panującym w danej epoce stylu, przykładem Zamek Anioła oparty na mauzoleum Hadriana. Aby z tworu zepsutego i zniszczonego, z rudery, która zawadza w rozbudowie miast, przemienić się w szacowną ruinę, wzbudzać uczucia, nabrać wartości symbolicznej, stać się „świętym miejscem” kultury, musiała nastąpić zmiana. Jest ona w dużej mierze dziełem jednego człowieka, który przez 38 lat rysował jedno miasto: Rzym. Nowożytny stosunek do ruin zaczyna się z Piranesim (1720–1778), włoskim graﬁkiem i architektem, autorem znanych i cenionych wysoko zarówno w swoich czasach, jak dziś, cyklów rysunkowych.

Piranesi zmienił stosunek do ruin. „Tragiczne i zdewastowane” ruiny , jakie rysował, stają się interesujące, zwiedzane, naśladowane właśnie w swym zrujnowaniu, w stanie, w jakim są: zapadłe w ziemię, porośnięte krzewami, przywrócone naturze lub wtopione w nowsze, zwykle barokowe budynki. To nie była tylko zmiana stylu artystycznego. Zmienił się gust: emocje i oczekiwania odbiorców, czego dowodem może być dla nas raczej śmieszny pomysł sentymentalnych ogrodników: sztuczne ruiny. Ruina malownicza, ruina nastrojowa i „mówiąca” architektura – najpierw antyczna, potem gotycka i wschodnia – to inny rodzaj piękna niż formalna doskonałość związanych dobrze całości (architektonicznych czy literackich) klasycyzmu. To piękno ekspresyjne oraz tak ważne dla romantycznej estetyki uznanie artystycznej autonomii fragmentu. Ruinę można nazwać filtrem estetycznym, historiozoficznym, metafizycznym wreszcie, przez który zaczyna się patrzyć na świat u progu szeroko rozumianej nowożytności.

Piranesi rysował ruiny jakie są, jakie mieszkańcy i przybysze do Świętego Miasta mieli przed oczami – a raczej jak on je widział. Wenecjanin, studiował w rodzinnym mieście malarstwo, rytownictwo i architekturę, pracował przez pewien czas jako scenograf w bardzo znanym wówczas cyrku. Wszystko to znalazło odbicie w jego twórczości. „Ten wielki rytownik i poniekąd wynalazca tragicznego piękna Rzymu” – jak uznają współcześni historycy kultury, przyjechał tam, mając lat 20 i spędził w Rzymie resztę życia z małymi przerwami. Wiedział, co robi. Marguerite Yourcenar, autorka pięknego eseju Czarny mózg Piranesiego, cytuje: „Gdy zauważyłem, że większość starożytnych zabytków rzymskich spoczywa w zapomnieniu wśród pól i ogrodów, albo też służy za kamieniołom dla nowych budowli, postanowiłem zachować pamięć o nich za pomocą mych rycin. Próbowałem więc dokonać tego z możliwie największą dokładnością” (s. 18). Od tego czasu blisko trzecią część rysowanych przez niego zabytków zniszczono, a to, co pozostało, ograbiono i przebudowano. Piranesi wiele ocalił dla przyszłości. Dzięki niemu owe już nieistniejące budowle trwają dla nas w pamięci kultury.

Studia nad architekturą i sztuką starożytnych, poparte zresztą starannymi pomiarami i badaniami archeologicznymi, zawiodły go także do ruin Herkulanum i Pompei, jednak narysował ich niewiele, pewnie dlatego, że posiadacze ziem, na których się znajdowały, dość zazdrośnie strzegli swego prawa własności. Rysował Rzym. W roku 1746 wydał cykl Veduti di Roma, a w 1756 Antichita romane. Jego rysunki charakteryzują się precyzją i wielką biegłością techniczną, lecz widać w nich jednocześnie malowniczość często teatralną, nastrojowość, dramatyczne operowanie światłocieniem. Piranesi, przy całej wierności szczegółom, zmieniał proporcje, wyolbrzymiał rzymskie ruiny, kontrastował je ze współczesnością reprezentowaną przez maleńkich ludzi podejrzanej konduity, którzy spacerują, bawią się, tańczą i biją ze sobą w ruinach, co sprawia, że – pisze Yourcenar – „ruina dosłownie wrze”. W ten sposób nie tylko dokumentował ówczesny wygląd antycznej architektury, lecz tworzył też wizję Rzymu, który „nie jest już dawnym Rzymem”.

Uważa się go za jednego z inicjatorów klasycyzmu, lecz pasja archeologiczna i nastrój czynią go też bliskim romantykom. Yourcenar pisze o jego barokowo-klasycystycznej wizji miasta, ale i o wpływie na przyszłość. Wskazuje także związki między dziś najwyżej cenionym, halucynacyjnym cyklem Więzień a cyklami rzymskimi. Romantycy znali i cenili Piranesiego. Rzym, melancholijne miasto ruin, oglądany był przez podróżników i pisarzy przez pryzmat jego rysunków. Był sugestywny. „Piranezjański jest Rzym Byrona, piranezjański również – Rzym Chateaubrianda i nieco zapomniany Rzym Madame de Staël. Podobnie rzecz ma się z «miastem grobów» Stendhala” (Yourcenar, s. 43). Piranezjański zapewne jest też Rzym Krasińskiego.

Yourcenar dodaje, że Piranesi miał wpływ na późniejsze romantyczne „odkrycie” ruin gotyckich, które w sposób nastrojowy, stojące w melancholijnej pustce, rysował i malował Gaspar Dawid Friedrich (1774–1840). Towarzyszyła mu cała plejada artystów mniejszego formatu. Uważany obecnie za największego malarza romantycznego i często reprodukowany Friedrich zmienił gust w dziedzinie pejzażu. Przedtem uważano za piękne pogodne i zagospodarowane krajobrazy. Podobała się w nich ludzka działalność i obecność. Malowano też przestrzenie „dzikie” – góry czy pustynie, na których demony kusiły świętych, lecz one miały przerażać i odstręczać. Jeśli dziś nas czasem fascynują, to dlatego, że cenimy inne miejsca. Scena, malarstwo zmieniły stosunek do natury. Romantycy będą swe opery i dramaty rozgrywać w malowniczo dzikich „wolnych okolicach”, zapewne nie bez wpływu Friedricha. On nadał bezludnym, majestatycznym i posępnym widokom północnej natury wartości nastrojowe i symboliczne. Jego przejmujące pejzaże, zwykle jesienne i zimowe, pełne mgieł, śniegu, sugerujące silne wiatry w sugestywnym rysunku powykręcanych boleśnie gałęzi bezlistnych drzew, przedstawiają ogrom natury – gór, morza – na której tle nieliczne, zwykle samotne, zadumane postacie ludzkie odwrócone tyłem do widza oddają się zapewne kontemplacji, często w towarzystwie ruin. Pod kontemplacyjnym spokojem i melancholią obrazy te nie są pozbawione dramatyzmu. Opuszczone cmentarze, ruiny gotyckich kościołów wskazują na przemijalność świata, w którym „śmierć wszystko zmiecie”, jak pisał Malczewski. Ruiny gotyckie malował Friedrich od młodości. Około 1800 roku zaczął „tworzyć nową wizję architektury. Przestał traktować ruinę jako jedyny sposób demonstracji rozpadu świata, zaczął natomiast kreować architekturę pozorną, iluzyjną i wizyjną. Malowane w tym czasie budowle są gmachami powstałymi z marzeń i pragnień, są dziełem imaginacji” – pisze polski monografista malarza, Tadeusz Zuchowski (s. 44).

Naturę zobaczono i pokochano na nowo od czasów Rousseau, co sprawia zapewne, że pejzaż, często z ruinami, w ciągu wieku XIX zastępuje malarstwo religijne i historyczne, zaczyna dominować nad malarstwem figuralnym. Na swój sposób podjęli to i rozwinęli później impresjoniści. Temat ten stał się przedmiotem nierzadko ostrych sporów wśród ówczesnych filozofów i artystów. Friedrich miał jasną świadomość tego, że zmienia wizję świata. Jego widziane zewnętrznym, ale i wewnętrznym okiem obrazy tworzą nową, romantyczną mapę świata, której wyznaczników należy szukać nie tylko na zewnątrz, ale i w subiektywnej emocjonalności nowego „ja” oraz w refleksji metafizycznej. Wysoko ceniony w swej epoce, lecz odrzucony przez współczesnych u schyłku życia, malarz został odkryty po raz drugi w wieku XX przez surrealistów i egzystencjalistów.

U nas najbardziej znany z kręgu inspiracji Friedricha jest Elsasser, którego obraz Ruiny staroniemieckiego opactwa „stanowi dobry i reprezentatywny przykład szerszego, wybiegającego poza teren Niemiec zjawiska…” – pisze Marek Komorowski (Pejzaż czy sceneria romantyczna – nieznany obraz Friedricha Augusta Elsassera, w: Ikonografia romantyczna, red. Maria Poprzęcka, Warszawa 1977). Mniej znani artyści rysowali też rodzime starożytności, głównie zamki: ruiny Odrzykonia, Lanckorony, Jazłowca, niezbyt średniowieczne wieże Kruszwicy. Chętnie publikowała je prasa przez cały wiek XIX. Zastanawiać może, dlaczego Kraków doczekał się swego ekspresyjnego obrazu dopiero u Wyspiańskiego?

Trudno ocenić, czy sentymentalna i wczesnoromantyczna „poezja ruin” była wynikiem zainteresowań kulturalnych schyłku XVIII wieku, czy też na odwrót, wielka fala twórczości plastycznej poświęconej ruinom wyprzedziła i wywołała to, co nazywamy „poezją grobu i nocy”. W każdym razie ruina, zwykle gotycka ale nie wyłącznie, była nie tylko ulubionym tematem malarskim i motywem, lecz swego rodzaju filtrem wizji artystycznej w przed i wczesnoromantycznej sztuce. Przemijalność bytu, imponujące ślady zamierzchłych potęg, kontrast między nędzną współczesnością a ginącą wielką przeszłością, powtórne stopienie kultury z naturą w porośniętych roślinnością murach i kolumnach – oto powody, dla których poeci stali się „kochankami ruin” – jak sam siebie nazywa narrator Króla zamczyska Goszczyńskiego. Wielekroć przytaczano zdanie Mochnackiego: „Zniszczenie wskrzesza ich stosunki z przyrodzeniem. Dlatego wspaniałe budowy i gmachy milczą, lecz ruiny mówią” (O duchu i źródłach poezji w Polszcze). Historycy sztuki utworzyli termin „architektura mówiąca”. Wiktor Hugo wspaniale to wyjaśnił, opisując fasadę gotycką w Katedrze Marii Panny.

Po Rzymie rysowano i opisywano Grecję, której ruiny – wówczas przecież nieodkopane, nierekonstruowane – porażały swoim zapomnieniem i opuszczeniem. Ich obraz w sposób najbardziej chyba przejmujący przedstawia pisarz, nie malarz: Chateaubriand w Opisie podróży z Paryża do Jerozolimy. Miał on zwyczaj czytywać, czasem głośno, dla siebie i duchów, odpowiednie fragmenty Herodota czy Tukidydesa na ruinach sławnych miejsc potęgi i chwały lub heroicznych czynów dawnych Greków. Niektóre z nich, choć zdewastowane, jak Ateny czy Jerozolima, trwały jednak w kulturowej pamięci dzięki pielgrzymom i uczonym. Podróżnikom romantycznym ukazywały się zwykle w postaci przerażającej. Popadłe w „starczą sklerozę” (jak pisze Edward Said) imperium osmańskie, któremu do połowy wieku XIX podlegały owe kraje, upadało. Słynne miasta starożytności tonęły w nędzy, brudzie, zaniedbaniu, co kontrastowało z ich wielkim imieniem. Akropol ateński – choć wielokrotnie przebudowywany i niszczony – nie tracił swego antycznego splendoru, co nie przeszkadzało Turkom wykorzystywać go jako meczetu i haremu, Wenecjanom strzelać doń z armat w roku 1687, a w wieku XIX łupić zeń metopy i rzeźby do muzeów Londynu i Berlina.

Jednak największy i do dziś interesujący zarówno artystów i uczonych, jak i szerszą publiczność, jest XIX-wieczny plon obrazów ze starożytnego wschodu, który nadał temu rysowaniu jeszcze inny walor. Wiązał starożytność ze wschodem i pozwalał w ten sposób wyrazić ważną część romantycznego programu kulturalnego: antyklasycyzm i antyokcydentalizm. Romantycy przypominali, że „ex Oriente lux” – narzucając zresztą kulturze europejskiej swój obraz wschodu. Przez wschód rozumiano wówczas dość luźno geograficznie określone tzw. kraje biblijne: Palestynę, Syrię, Egipt, bliski wschód ze słynnymi miastami ruin: Palmirą, Balbekiem, Petrą, a także kraje arabskie z ich pustyniami. Aby „szalona niemalże obsesja starożytności” wieku XVIII i XIX narzuciła się – inaczej – zarówno klasycyzującej, jak i romantycznej wyobraźni pisarzy, malarzy, architektów, dekoratorów, scenografów, a z nimi całej kulturalnej publiczności, „potrzeba było wydarzeń, które wydobyły na światło dzienne Rzym konsulów i cesarzy oraz 40 wieków historii faraonów. Szczególną ciekawostką jest fakt, iż pierwsze ziarno tego egiptyzującego stylu pełnego sfinksów, Ozyrysów i mumii, odnajdujemy przed rysunkami Denona i wydaniem Descripiton w albumie Piranesiego” – pisze Yourcenar.

Jakkolwiek rysowanie starożytnego wschodu zaczęło się wcześniej, „wszystkie niemal romantyczne utwory literackie, w których ruiny zostają utożsamione z symbolami filozofii historii, a podróż do nich przybiera formę inicjacyjnego poszukiwania, odwołują się zawsze w jakimś stopniu do Ruin Constantina-François de Volneya” – pisze Grażyna Królikiewicz (s. 69). Wydana w 1791 roku jego książka szybko została u nas przełożona i ukazała się w 1794 pt. Rozwaliny czyli uwagi nad rewolucyami narodów.

W kulturalnych domach w wieku XIX zwykle znajdowały się albumy różnych starożytnych ruin. W liście do matki z Bejrutu 18 lutego 1837 roku Słowacki opisawszy, jak z Damaszku, „…przebywszy śnieżny Antiliban, znalazłem się między ruinami prześlicznymi Balbeku. Pamiętasz, droga moja, że kiedyś, a temu bardzo dawno, leżało u nas na fortepianie dzieło wielkie, z ogromnymi sztychami, o ruinach Balbeku i Palmiry. Stojąc między kolumnami rzeczywistymi teraz przypomniałem sobie te chwile dzieciństwa, kiedy je przeglądałem na obrazku…”. Nie udało mi się tego albumu zidentyfikować. „Dziś, w czasach maszyny rotacyjnej, trudno sobie zdać sprawę ze znaczenia, jakie miały wtedy wspaniałe wydawnictwa albumowe z niezliczoną ilością sztychów w kosztownej oprawie, dostępne jedynie dla ludzi zamożnych…” – pisze Ceram (Bogowie…, s. 91). Tak było wczoraj. Dziś obrazy te są prawie powszechnie dostępne: ikonografia pochodząca z tamtych wspaniałych albumów jest obficie prezentowana w internecie.

Rysunki działały na wyobraźnię poetów, rozpalały pragnienie przyszłych podróżników i, owszem, także awanturników. Szeroko znany i, można by rzec, gdyby to słowo nie niosło pejoratywnego odcienia, bardzo modny stał się od schyłku wieku XVIII starożytny Egipt, w dużej mierze właśnie dzięki obrazom. Świadczyć o tym mogą Aida w operze, wiele Kleopatr w poezji, także u nas, a wreszcie architektura: Paryż ozdabia i charakteryzuje nie tylko obelisk na place de la Concorde – obeliski stoją też w Rzymie i w Londynie – ale również wiele XIX-wiecznych „egipskich” elementów dekoracyjnych.

Napoleon na swą niesławnie zakończoną wyprawę w roku 1796 zabrał, jak wiadomo, liczną ekipę uczonych i artystów. Wśród nich był błyskotliwy eks-arystokrata, przez Davida uratowany od gilotyny, o bogatej biografii i wielu talentach, Vivant Denon. Mając lat 51, zafascynował się Egiptem, który rysował wszędzie i w każdych warunkach, niemal na polach bitew także „nie rozstawał się ze szkicownikiem…” (Ceram, s. 89). On też pierwszy, jeszcze przed ukazaniem się słynnej, 24-tomowej Description de l’Egypte, które było owocem pracy zespołu uczonych, wydał w 1802 roku Voyage dans la Haute et la Basse Egypte. Dzięki Denonowi i jego tysiącom rysunków, które dokumentują czasem dziś już zniszczone budowle i groby, Egipt starożytny został wprowadzony do nowożytnej świadomości i wyobraźni, a my dziś w tych rysunkach, które łączą precyzję i polot, możemy oglądać to, czego już nie ma: Egipt mameluków, pustyń, nie tylko antyczny, lecz i turecki, jeszcze nieoddany w ręce archeologów i agencji turystycznych.

Niewiele później cały Bliski Wschód rysował i malował David Roberts (1796–1864), którego rysunki, zwykle ładnie reprodukowane, masowo sprzedawane są dziś w miejscach, jakie przedstawiał. Wywodził się ze Szkocji, w roku 1822 przeniósł do Londynu. Podobnie jak Piranesi, przeszedł w młodości praktykę scenografa. Od 1831 roku podróżował, najpierw po Europie, potem po Bliskim Wschodzie, gdzie – mimo trudności, jakie były udziałem wszystkich podróżujących po terytorium imperium osmańskiego – chyba się zadomowił. Często reprodukowany jest jego portret w orientalnym stroju. Nawiasem mówiąc, wschodnie ubiory w podróży nie tylko dla kolorytu lokalnego, również dla wygody często wkładali pielgrzymi, misjonarze i romantyczni poeci, także Słowacki. Roberts zjeździł Grecję, Palestynę, Liban, Egipt, dotarł aż do Abu Simbel, w Petrze był niedługo po jej odkryciu w roku 1812. Jeździł po to, by rysować. Na tle ruin przedstawiał zwykle niewielkie sceny obyczajowe. W Kairze z wyraźnym zamiłowaniem rysował współczesność owego „najcudowniejszego z miast” – jak pisał w dzienniku: meczety, także ich wnętrza, ulice, kafejki, szpital, grobowce kalifów, targ niewolników, skrybów ulicznych… Wyjątkowo rysował też imaginacyjne sceny historyczne: na przykład oblężenie Jerozolimy przez wojska rzymskie w roku 70. Warto dodać, że w Tyberiadzie był tuż po jej zniszczeniu przez trzęsienie ziemi, a więc w tym samym czasie co Słowacki.

Odniósł wielki sukces, także materialny. Z setek rysunków „krajów biblijnych” i Egiptu wykonane zostały litografie, które opublikowano w sześciu tomach. Jego dzieło nie całkiem daje się zaklasyfikować. Trudno określić, co właściwie tworzył: dokumenty nastrojowe? rysunkowe reportaże? Patetycznie rzec by można, że chwytał jednocześnie chwilę i wieczność, zwykłość i wzniosłość… Choć setki innych podróżnych nie rozstawało się ze szkicownikami w Palmirze, Tebach czy Karnaku, Roberts był jedyny w swoim rodzaju. Rodzaj ów, bardzo dla romantyzmu charakterystyczny, przeżył krótki, lecz intensywny rozkwit, zanim został zastąpiony przez film i fotografię. Roberts miał szczęście: znalazł temat dla swego talentu i poszedł w tym kierunku do końca. My też mamy szczęście, dziedzicząc jego obrazy i rysunki, które idą w setki: oglądamy starożytny świat , na którym żyje świat muzułmański, bliskowschodnią mieszaninę kultur, niezakłóconą jeszcze europejskim uporządkowaniem.

Jeśli w rycinach Piranesiego i Friedricha dominowały dramatyzm i melancholia, u Robertsa wyczuwa się pewien rodzaj harmonii w zespoleniu orientalnej codzienności z minionym antycznym splendorem. Na ruinach toczy się normalne życie. Turcy palą swoje fajki u stóp Akropolu, karawana wielbłądów wyjeżdża z Bramy Damasceńskiej, kobieta niosąca dzban na głowie rozmawia z kilku tubylcami przed grobami królów, Beduin wskazuje ręką skaliste wejście do wąwozu Petry, znużeni wędrowcy odpoczywają na kamieniach, jeden z nich ma strzelbę – zdarzały się napady… Wszystko po to, by ukazać zapierające dech skały i nabatejski grobowiec. Przybyszy z zachodu na tym tle raczej nie ukazywał. Pewno wiedział, czym jest „koloryt lokalny”. Ci ludzie w długich szatach, pasiastych burnusach, tureckich szarawarach i turbanach u Robertsa nie kontrastują z antycznym światem – choć ich obecność na rysunkach ma – u niego i innych – także cel praktyczny: określa wymiary ruin oraz rozległość perspektyw.

W wieku XIX ceniono dzieła Robertsa za dokładność, krytykowano za monotonię. Współcześnie przyznaje się jego obrazom wartość dokumentarną, a historycy sztuki opisują „starożytności egipskie na podstawie obrazów Davida Robertsa”. Na jego rysunkach można zobaczyć fragmenty architektury, które nie dotrwały do naszych czasów, sfinksa zakopanego w piasku po głowę i ogromne, puste przestrzenie, które oglądali tamci podróżnicy w czasach, gdy Słowacki mógł siedzieć „cichy w kopule podziemnej” grobu Agamemnona i słuchać świerszczy. Miłośnicy podróży, archeologowie, a zwłaszcza badacze romantyzmu, zawdzięczają Robertsowi bardzo wiele: to dzięki niemu można zobaczyć, jak wyglądały te kraje wtedy, gdy oglądali je Lamartine, Chateaubriand, Nerval, Słowacki. Jego rysunki nie wydają się monotonne. Owszem, mają ten sam styl: lekka kreska, przejrzystość powietrza, pewien wdzięk, jaki nadawał nawet monumentalnym kolumnom i posągom Egiptu, niewymuszona malowniczość i nieuchwytny, raczej spokojny nastrój, dzięki któremu łatwo je rozpoznać wśród naśladowców.

Pięknym hołdem dla jego sztuki jest niezwykły dwutomowy album Ziemia Święta wczoraj i dziś oraz Egipt wczoraj i dziś, wydany we Włoszech w latach 1994, u nas w roku 1997 i 1998. W znakomitych edytorsko księgach dużego formatu obrazy zostały ułożone w porządku chronologicznym wedle dat dziennych, opatrzone fragmentami dziennika autora i komentarzem historyczno-geograficznym do miejsc na nich przedstawionych oraz współczesnymi fotografiami owych miejsc. „Chcemy, aby ta książka zawierała opis podróży człowieka wieku dziewiętnastego […] Pomost między przeszłością a teraźniejszością stanowią znakomite zdjęcia autorstwa Antonia Attiniego, który podążył śladami Dawida Robertsa” – pisze we wstępie wydawca, Fabio Bourbon. Na fotografiach często widać gęstą zabudowę miejską i nowoczesne autostrady tam, gdzie Roberts miał przed oczami pustynne wzgórza. Nie jest to jedyna różnica. W rysunkach Robertsa to, co nieuchwytne, zostaje w pewien sposób uchwycone. Widać, że rysował on z zachwytem miejsca oszałamiająco odmienne od europejskich ruin, nowe dla ówczesnego podróżnika, niezwykłe. Nic natomiast nie ujmując współczesnemu artyście, jego fotografie są podobne do wszystkich zdjęć z podróży.

Z polskich podróżników – i rysowników – godny pamięci jest Emir, czyli Wacław Rzewuski (1785–1831), który spędził pięć lub sześć lat na Bliskim Wschodzie, dokąd wyjechał w celu zdobycia arabskich koni – a także dlatego, że był wschodem żywo zainteresowany. W wyniku wojen napoleońskich nie tylko ludzie masowo ginęli, także pogłowie koni zostało bardzo uszczuplone, a konie były ważne dla ówczesnych armii. Wyruszył w grudniu 1817 roku, zjeździł Syrię, Irak, Liban, Palestynę, poznał pustynie Arabii, podobno dotarł aż do Mekki. Był dobrze przygotowany, znał arabski od dzieciństwa, potem pogłębiał swą orientalistyczną pasję przez prywatne studia w Wiedniu, był założycielem pierwszego czasopisma orientalistycznego w Europie, Mines de l’Orient, które finansował i współredagował, miał wiele cennych dzieł orientalnych, do dziś nie bardzo wiadomo, co dokładnie się stało z jego interesującą biblioteką. Zawarłszy z jednym z wodzów Beduinów przymierze krwi, nabył najlepsze arabskie konie, zyskał tytuł emira i szejcha, oraz arabskie imię, którego używał po powrocie. Próbował jednać skłócone plemiona, włączał się do walk. Skazany na śmierć przez rząd turecki za udział w arabskim powstaniu, wykradł się z oblężonego Aleppo i po wielu przygodach wrócił do rodzinnego Sawrania, przywożąc, z wielu trudnościami, nabyte konie.

Jego życiorys jest nie mniej fascynujący niż życie Lawrence’a z Arabii, ale mniej znany. Poloniści chyba nie bardzo wiedzieli, jak ocenić tego „ekscentryka” z niemałą skłonnością do mistyfikacji. Biografowie Rzewuskiego, podając fakty z jego życia, zwykle opatrują je ostrożnym „podobno”. Pozostała po nim legenda i trochę polskich wierszy – nie tylko Farys Mickiewicza, Duma Słowackiego i ukraińskie dumki „śpiewaka kozaczyzny” Tymka Padurry. Podobno poświęcono mu też arabskie kasydy. Została jeszcze po nim osobliwa księga pod tytułem Sur les chevaux orientaux et provenants des races orientales, t. 1–3, łącząca tekst pisany po francusku i po arabsku oraz prywatne i do dziś nieodczytane osobiste szyfry z licznymi rysunkami.

Rysował – rzec by można: portretował – głównie konie: w pędzie i stojące nieruchomo niczym modele. Rysował też trochę scen rodzajowych i architektury: meczety, pałace, pejzaże, pustynne zamki, wioski arabskie, postaci w strojach wschodnich, kawiarnię w Damaszku, ludzi „dotkniętych trującym wiatrem Samum”… Te niewielkie obrazki są w stylu dziś zwanym naiwnym. Widać w nich także wpływ perskich miniatur. Sposobem wschodnim Rzewuski często łączył rysunki z kaligrafią i zapis z ornamentem rysunkowym. Narysował także kilka map. Z najciekawszych wyliczyć można: mapę szlaków karawan prowadzących do Mekki, mapę półwyspu arabskiego, na której zaznaczył rozmieszczenie plemion, mapy Syrii i Arabii, mapę swoich własnych wędrówek. Ukończył elitarną szkołę wojskową w Austrii, dzięki czemu zdobył m.in. umiejętności kartograficzne. Chyba miał też w tym kierunku talent. Jego piękne mapy mają, zapewne, wartość historyczną, o ile może ocenić to laik. Ciesząc się przyjaźnią i zaufaniem Beduinów, Rzewuski dotarł dalej niż wielu ówczesnych podróżników. Jego mapy w swoim czasie mogły być chyba rewelacją, ale nikt ich nie oglądał, bo spoczywały zamknięte w rękopisie nieznanego nikomu poza garstką filologów Sur les chevaux... Może i lepiej, bo nie można mu zarzucić, jak Said zarzuca artystom i uczonym francuskim, że przecierał drogi przyszłym kolonizatorom.
Sur les chevaux… przez długie lata był legendą polskiej humanistyki. Parokrotnie ratowana od zagłady księga spoczęła wreszcie w skarbcu Biblioteki Krasińskich. Trudności przekładu są ogromne, długo brakowało na to pieniędzy i chętnych. Najciekawsze rysunki i mapy zostały wydane dopiero niedawno, w 2004 roku, w postaci albumu z polsko-angielskim tekstem przez Bibliotekę Narodową w opracowaniu Tadeusza Majdy. Pamięć o Emirze, podobnie jak o Lawrensie, trwa jednak na wschodzie. Mały, lecz bogaty emirat Kataru zainteresowany jest śladami swej przeszłości, którą dzieło Rzewuskiego dokumentuje, dzięki czemu Qatar Museums Authority finansuje przekład i edycję całości Sur les chevaux…[przypis]Wacław Seweryn Rzewuski, Sur les chevaux orientaux et provenant des races orientales [O koniach wschodnich pochodzących od ras arabskich], Vol. 1: par le comte Wenceslas Severin Rzewuski ci-devant officier de cavalerie membre de plusieurs Académies et connu chez les Arabes Bédouins sous le nom de l’Émir Tag-el-Faher Abd-el-Nischaane; Vol. 2: par le comte Wenceslas Severin Rzewuski ci-devant officier de cavalerie membre de plusieurs Académies et connu chez les Arabes Bédouins sous le nom de l’Émir Tag-el-Faher Abd-el-Nischaane; Vol. 3: planches appartenant à l’ouvrage sur les chevaux orientaux dessineés par Tag-el-Faher Abd-el-Nischaane émir et scheich des Arabes Bédouins des déserts du Nejd, en Arabie, The National Library of Poland, Warszawa 2014 (tekst gł. w postaci faks. rpsu; zestaw 3 vol. w pudełku; finansowanie: Qatar Museums Authority).

Wersja skrócona i uwspółcześniona ukazała się we francuskim wydawnictwie Corti, w listopadzie 2002: Comte Wenceslas Severin Rzewuski, Impressions d’Orient et d’Arabie. Un cavalier polonais chez les Bédouins, édition dirigée par Berdanette Lizet.

W roku 2004 nakładem Biblioteki Narodowej w Warszawie ukazał się album zawierający kilkadziesiąt barwnych reprodukcji rysunków oraz kilka – map, z rękopisu Rzewuskiego, poprzedzonych kilkustronicowym wprowadzeniem: Wacław Rzewuski, Podróż do Arabii. O koniach kohejlanach, Beduinach i przygodach w Arabii (na podst. rękopisu Wacława Seweryna Rzewuskiego: Sur les Chevaux Orientaux et provenants des Races Orientales, oprac. i wprowadzenie Tadeusz Majda.[/przypis]. Romantyczna fascynacja orientem i jego starożytnościami szybko się skończyła. Zastąpiła ją, jeśli to odpowiednie słowo, polityka kolonizacyjna. Współcześnie w znanym dziele Orientalizm Edward Said demaskuje zjawisko tytułowe jako wytwór europejski i narzędzie zachodniej dominacji, także kulturalnej, zapominając, że romantyczni orientaliści, uczeni, podróżnicy, poeci nie mieli do czynienia z angielskim i francuskim kolonializmem, choć spotykali się, owszem, z Imperium. Osmańskim, obejmującym cały bliski wschód z Grecją, Palestyną, Egiptem i krajami arabskimi jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku.

Polscy poeci szybko i pięknie przetworzyli topikę arabskich pustyń na ukraiński step, a wizerunek farysa na Kozaka, który samotnie i tajemniczo pędzi „na szybkim koniu” w polskiej literaturze, począwszy od Marii Malczewskiego. Zdecydowanie czarną legendę Siczy stworzył i utrwalił Sienkiewicz później. Goszczyński i Słowacki widzieli sprawę inaczej. A jak blisko było na początku, czyli w romantycznym orientalizmie, w wyobraźni, ale też i w polityce, od symbolizującej dość mizantropijną wolność wschodniej pustyni do kozackich stepów, świadczyć może biografia Wacława Rzewuskiego, jednego z bajronicznych entuzjastów wolności. Najpierw walczył ramię w ramię z Beduinami przeciw Turkom, potem brał udział w powstaniu listopadowym na czele stworzonego przez siebie oddziału Kozaków i w tej walce zginął – niektórzy twierdzili, że tylko zaginął i wrócił na wschód… Młody Słowacki także niedługo po napisaniu Araba przeszedł w Żmii do legend i krajobrazów rodzimego wschodu. Rysownika na miarę Danona czy Robertsa nie mamy, rodzimy orient u nas przedstawiano w poezji, malowniczym słowem. Poeci jednak także rysowali.

Znane są rysunki Wiktora Hugo. U nas sporo miejsc romantycznych rysował Słowacki. Nieźle rysował, bo we wczesnej młodości uczył się u ucznia Rustema, malarza dość cenionego za jego czasów. Z Grecji przywiózł, między innymi, precyzyjny obraz tzw. grobu Agamemnona. Z Egiptu cały cykl pejzaży i rysunków architektury. Często jest na nich notka, że powstały w drodze, „na Nilu”. Największy zbiór jego rysunków „znajduje się obecnie w zbiorach wrocławskiego Ossolineum. Niestety zbiory te są bardzo rzadko udostępniane, do dzisiaj nie znalazły również pełnej publikacji ani wyczerpującej analizy” – pisze Leszek Stanisławski (1999). Kilka najbardziej znanych służy zwyczajowo jako ozdobniki druków okolicznościowych. Największy zbiór rysunków z Egiptu znaleźć można w książce Ar tura Międzyrzeckiego Kombatanci i podróżnicy (1960). Kilka mniej znanych reprodukuje Maria Kalinowska w Juliusza Słowackiego Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu. Glosy (2012). Marek Troszyński w bibliofilskim wydaniu Raptularza Słowackiego (2001) opublikował też jego rysunki. Wśród nich staranny ołówkowy rysunek gotyckiej kaplicy i drugi, romańskiej krypty, świadczą o zainteresowaniu poety modą na ruiny. Brak komentarza nie pozwala stwierdzić, czy to rysunki z natury czy architektura fantastyczna. W Raptularzu są też bardziej znane obrazki z Pornic. Norwid wspomina w Czarnych kwiatach, że poeta ofiarował mu jeden ze swych rysunków z Egiptu. Sam Norwid kształcił się w Warszawie w szkole malarskiej, rysował i malował sporo, także trochę ruin Rzymu, ale jego twórczość plastyczna jest głównie figuralna, alegoryczna, religijna, portretowa. Zastanawia jednak jego dziwny rysunek pod tytułem Echo ruin (1861; reprodukcja w: Królikiewicz).

Romantyzm najpełniej wyrażał się w muzyce i literaturze, choć sztuki plastyczne miały także – wprawdzie mniej znany, lecz niebagatelny udział w tworzeniu ówczesnej wizji świata. Tworzeniu i narzucaniu w sposób najbardziej zresztą bezpośredni, przez charakterystyczne tego świata przedstawianie. Mickiewicz o tym wiedział. W Panu Tadeuszu ukazał nieco ironicznie gry między ruiną a ruderą, a Hrabia nie rozstaje się ze szkicownikiem, jak wielcy rysownicy tej epoki.

Największe znaczenie miały pejzaż i rysunek architektury. Piranesi, Friedrich, Denon, Roberts – te nazwiska są jak kamienie milowe w krainach romantycznej wyobraźni. Mieli legiony naśladowców i kontynuatorów. Dzięki nim stolicami na romantycznej mapie imaginacyjnej stały się miasta ruin: Rzym, Ateny, Pompea, Jerozolima, Palmira, Balbek, Petra, Egipt z Kairem, Karnakiem, sfinksem i piramidami… Także rodzime starożytności, które zwiedzano, wędrując często piechotą po kraju. Spadek ten dzisiaj dziedziczą turyści i fotografowie.</document>
<document nplp_id="812" title="Mapa lektury Króla-Ducha" slug="mapa-lektury-krola-ducha">Artysta romantyczny nadawał miejscom znaczenie nie tylko poprzez poetycki opis czy inne formy przedstawiania (na przykład szkic z natury w dzienniku podróży), lecz również poprzez akt czytania – lekturę właściwej książki w odpowiednim miejscu. Romantycy stworzyli mitologię lektury, a prywatne mitologie własnych lektur przypisywali potem literackim bohaterom (Mickiewiczowski Gustaw: „Tam do gaju chodziłem wieczór lub przede dniem / By odwiedzić Homera, rozmówić się z Tassem”). Miejsce stawało się świadkiem lektury (Gustaw: „Tutaj, na wzgórku, Russa czytaliśmy razem”), a książka – pamiątką miejsca. Najlepiej, jeśli związek książki z miejscem był jak najsilniejszy, a pejzaż natury i pejzaż lektury korespondowały ze sobą. Toteż romantycy najczęściej podróżowali z książką w ręku (Pielgrzym z Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu Juliusza Słowackiego: „Kartki rozwiane przycisnę kamykiem / I będę czytał.”), pielgrzymowali do topograficznych źródeł utworów oraz do miejsc, które były w dziełach literackich ewokowane. Równie starannie dobierali miejsca, w których wybrane książki czytali (Kordian czyta Szekspirowskiego Króla Leara na skale w Dover). Rzecz jasna, czytanie cechowała ambiwalencja, zasadnicza właściwość romantycznego sposobu doświadczania świata: w dużej mierze lektura zawieszała doświadczenie realnego miejsca, przenosząc czytelnika w inny, imaginacyjny świat, z drugiej jednak strony czytelnicze przeżycie uwyraźniało miejsce, wydobywało na jaw jego ukrytą energię czy potencjał symboliczny, nasycało lokalność poetyckim znaczeniem.

A gdyby przyjrzeć się miejscom i okolicznościom, w jakich późniejsze generacje odczytywały romantyczne dzieła? Jakim próbom poddana została w następnym stuleciu romantyczna utopia lektury w harmonii z naturą miejsca? Niech za przykład posłużą wybrane dwudziestowieczne świadectwa lektury Króla-Ducha Juliusza Słowackiego, zaczerpnięte z pism o charakterze autobiograficznym – dzienników, pamiętników, wywiadów, niekiedy z drugiej ręki (w przypadku Karola Wojtyły i Czesława Miłosza).

Na mapie zlokalizowano miejsca, w których lektura romantycznego poematu przebiegała w warunkach historycznej opresji, w czym można widzieć zarówno analogię  z położeniem romantycznego poety, jak i usłyszeć dysonans.

Mapa pokazuje, że geografia najbardziej znaczących dwudziestowiecznych aktów lektury arcydzieła Słowackiego w dużym stopniu pokrywa się z geografią losu polskich romantyków (ukraińskie inicjacje, zauralskie zsyłki, emigracja paryska).
Punkt A 
[wskazówka kartograficzna: Podole, okolice Winnicy nad Bohem]



Podole, okolice Winnicy nad Bohem. Tu wiosną 1918 roku Jarosław Iwaszkiewicz zaciągnął się do III Korpusu Polskiego, formacji wspomagającej wojska austriackie i   niemieckie w walce z bolszewikami, i razem z przyjacielem Mieczysławem Kozłowskim (Jerzym Rytardem) został przydzielony do oddziału konnej artylerii. Po latach, w Książce moich wspomnień Jarosław Iwaszkiewicz napisał: Jeszcze jedno „odkrycie” zawdzięczam mojemu przyjacielowi. Nastąpiło ono już przedtem, ale tutaj, w Sutyskach, jak się okazało – otoczonych mocno uzbrojonymi oddziałami chłopskimi, rozszerzyły się jego tereny. Odkryciem tym było poznanie Króla-Ducha, poematu, który stał się podówczas i pozostał na dłuższy czas czymś najbliższym mi w literaturze romantycznej, a może nawet w ogóle w całej polskiej literaturze. Wzgórki nad Bohem całe były pokryte wówczas kwitnącymi fiołkami. Siadywaliśmy na nich godzinami z szarą książką Słowackiego i studiowaliśmy od deski do deski ciemny, zawiły, ale jakże poetycki poemat, rapsod po rapsodzie. Kontrast naszego otoczenia, brutalność nocy, spędzanych na warcie lub w stajniach przy pilnowaniu koni (...) stanowił jeszcze jeden powab więcej tej ciepłej, pachnącej i groźnej wiosny[przypis]J. Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Kraków 1968, s. 179.[/przypis].
Punkt B 
[wskazówka kartograficzna: Ałtynaj w obwodzie jekaterinoburskim]



Ałtynaj. Profesor Henryk Markiewicz, literaturoznawca, w rozmowie z Barbarą Łopieńską uzupełnił swój polonistyczny życiorys o epizod z czasu wojny i okupacji radzieckiej: Wywieziono mnie więc w czerwcu 1940 roku wraz z Ojcem, a także Zygmuntem i jego ojcem, z którym razem mieszkaliśmy we Lwowie. Jechaliśmy stłoczeni w towarowych wagonach kilkanaście dni. (…) Potraktowano nas jak rodzinę i dzięki temu trafiliśmy nie do łagru, którego bym prawdopodobnie nie przeżył, lecz na przysiołek oddalony około 20 kilometrów od stacji Ałtynaj w rejonie Suchołoże obwodu swierdłowskiego (obecnie jekaterinoburskiego). (…)

Wśród nielicznych książek, które znalazły się przypadkiem w walizkach „specpieriesieleńców” (jak nas nazywano), był między innymi tom Słowackiego z Królem-Duchem. Nosiłem się z zamiarem, by zanalizować metaforykę tego poematu, ale przekonałem się, że to dla mnie za trudne; zresztą po pracy nazbyt byłem zmęczony, by się tym zająć.

 	Kim byli ludzie, których wraz z panem zesłano? Kim był człowiek, który miał w walizce Słowackiego?
 	Było tam około dwustu osób przeważnie pochodzenia żydowskiego, bo spośród tych uchodźców, którzy pojawiali się we Lwowie w 1939 roku, zostali głównie Żydzi. Polacy wrócili do Generalnego A przekrój społeczno-zawodowy był szeroki. (...) A kto miał w walizce Słowackiego, nie pamiętam[przypis]H. Markiewicz, Mój życiorys polonistyczny z historią w tle. Rozmową z autorem uzupełniła Barbara Łopieńska, Kraków 2003, s. 55 i 58.[/przypis].

Punkt C 
[wskazówka kartograficzna: Kraków]

Kraków. 1 listopada 1941 roku w mieszkaniu prywatnym na ulicy Komorowskiego miała miejsce premiera inscenizacji Król-Ducha, inaugurująca konspiracyjną działalność Teatru Rapsodycznego kierowanego przez Mieczysława Kotlarczyka; wśród pięciu aktorów-recytatorów był Karol Wojtyła. Przedstawienie zrecenzował Tadeusz Kudliński: Ciemna kotara, na niej zawieszona blada maska poety, fortepian, na nim świecznik i egzemplarz Króla-Ducha przełożony barwnymi wstążkami – to była cała dekoracja tego teatru. Wrażenie tego wieczoru było przejmujące; piękno arcypoematu wycyzelowane, wyrzeźbione słowem szlachetnie brzmiącym, wymuzycznionym; idea utworu wyłuskana jasno, przejrzyście, w doskonałym wyborze dramaturgicznym. Byłem zarazem oszołomiony nowością tego podejścia, pozwalającego słuchaczowi przeżyć w czasie godziny olbrzymią głębię piękna tego trudnego arcypoematu[przypis]Zrodzeni w niewoli – okuci w powiciu…, druk ulotny, cyt. za: J. Ciechowicz, Dom opowieści. Ze studiów nad Teatrem Rapsodycznym Mieczysława Kolarczyka, Gdańsk 1992, s. 97–98.[/przypis].
Punkt D 
[wskazówka kartograficzna: między Częstochową a Radomskiem]



Okolice Częstochowy. 3 sierpnia 1944 roku Tadeusz Różewicz, żołnierz Armii Krajowej, notuje w partyzanckim dzienniku: Strumień płynie i jest obojętny wobec wojny. Kwitną nad nim niezapominajki. Być może, że „dziennik” jest nieco spóźniony, liczę jednak na to, że będą to dość ciekawe dnie. Chociaż niczego wielkiego nie trzeba się spodziewać. Ze wschodu słychać głuche detonacje, to pewnie artyleria. My też pewnie za kilka dni zetkniemy się z Niemcami na dobre. Wczoraj spaliśmy na ziemi, marne kocyki nie dają ciepła. (...) Spaliłem dzisiaj Króla-Ducha, leżał pod kotłem, w którym smażyła się słonina. To tylko ty, Januszu, zrozumiesz. Gość, który siedzi obok, gniecie gnidy. Zobaczymy, co będzie dalej. Nie chce mi się pisać. Męczą mnie wszy. Czy to wszy Dostojewskiego ze Zbrodni i kary? Nie, to zwykłe wszy[przypis]Dziennik z partyzantki (Akcja „Burza”), cyt. wg: T. Różewicz, Proza 2, Wrocław 2004 s. 227–228.[/przypis].
Punkt E
[wskazówka kartograficzna: Paryż]



Paryż. Publiczne czytanie przez Czesława Miłosza wyimków z Króla-Ducha w relacji Piotra Kłoczowskiego: Wróciłem do Paryża jesienią 79 roku (...). Wtedy Miłosz ma spotkanie u Pallotynów, i ja tam jestem. On czyta różne wiersze, między innymi czyta Kartki dotyczące lat niepodległości, które potem będą wmontowane w Hymn o perle. To jest czas, kiedy wychodzi numer „Kultury”, gdzie są duże fragmenty Gwiazdy Piołun, która będzie ważną częścią Hymnu o Perle. I Miłosz wtedy czyta, jak opisałem w moim szkicu, właśnie czyta te Kartki dotyczące lat niepodległości. Niedawno znów to przeczytałem, to jest niezwykły tekst pod względem pokazania, czym było te dwadzieścia lat niepodległości, pokazane przez postać Czechowicza, poprzez całą skromność i biedę tego dwudziestolecia i tego Czechowicza, i jego w tym jakąś wielkość poetycką. I tam są te cytaty z Króla Ducha, dobrane przez Miłosza. I teraz ten moment. On to czyta i dokładnie tam, gdzie jest fragment: „Ciągle mnie wznosisz do się różo złota”, cytat ze Słowackiego, wielkiej piękności, po polsku, wypada mu kartka i on zanosi się taki szlochem i taka jest cisza jak makiem zasiał na tej sali... Jest Giedroyć, jest Czapski, nikt nie wie jak się zachować, pamiętam do dzisiaj tę ciszę i ten płacz, on panuje nad tym płaczem, ale to jest jakiś rodzaj łkania. I wtedy Czapski to rozładowuje najprościej, mówiąc coś tam – to Czesiu czytaj dalej – żeby on się jakoś pozbierał i czytał dalej. Wszyscy wiedzą, że tam nie chodzi tylko o Polskę i nie chodzi tylko o Piłsudskiego. Ale wiem, że tu chodzi też o coś bardzo z nim związanego, o wygnanie, o beznadziejność wszystkiego, że tego nigdy nie będzie można odzyskać, uzyskać... Coś tak przejmującego było w tym wszystkim, że nie miało to adresu patriotycznego, tylko było o wielkim wygnaniu z wszystkiego, o niemożności powrotu. I taki męski, taki mocny człowiek, tak wspaniale opanowany w swej dyscyplinie poezji, nie wytrzymał przy Słowackim, przy tym „Ciągle mnie wznosisz do się różo złota” i tu pękł... To zdarzenie jest też fragmentem jakiejś głębszej rzeczywistości poetyckiej[przypis]Rozmowa z pamięci: Nie chciałbym zbyt dopowiadać..., Małgorzata Dziewulska, Piotr Kłoczowski, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2003 nr 1–2, s. 188.[/przypis].

</document>
<document nplp_id="813" title="Mapa romantycznej Słowiańszczyzny Adama Mickiewicza" slug="mapa-romantycznej-slowianszczyzny">Podstawą do zakreślenia wyobrażonej mapy Słowiańszczyzny są prelekcje w Collège de France[przypis]Adam Mickiewicz, Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. VIII, Warszawa 1997.[/przypis]. Podczas wykładów Mickiewicz nie wspominał, z jakich konkretnie map korzystał. W opisie starożytności rodu słowiańskiego kilkakrotnie odwoływał się różnych źródeł i przywoływał autorytet Tacyta, Herodota czy Cezara, ale możemy przypuszczać, że jako uczeń Lelewela znał jego mapy, a także mapy Adama Naruszewicza i Jana Potockiego. Pierwsze polskie mapy znajdujemy w dziełach Adama Naruszewicza. Beata Konopska zwraca uwagę, że pierwszą mapę historyczną zamieścił Naruszewicz w Dziejach narodu polskiego w 1780 roku[przypis]Beata Konopska, Polskie atlasy historyczne, Warszawa 1994.[/przypis]. Była to mapa Polski za Mieczysława (Mieszka) I. Inne mapy słowiańskie Naruszewicza to:

1) „Polska jaka poczęła być znajoma pod imieniem Scytii za czasów Herodota i w 4 w. p.n.e.”;

2) „Polska jakimi narodami była osadzona w I i II w.”;

3) „Polska pod wpływem Gotów III–V w.”;

4) „Panowanie narodów słowiańskich od Wołgi do Elby VI–IX w.”.

Pierwszy polski atlas sporządził Jan Potocki, który w Atlasie historycznym Scytii zamieścił sześć map według Herodota, Strabona, Pamponiusza Meli, Ptolemeusza, Jordanesa, Porfirogenety, a wydał w Sankt Petersburgu w 1805 roku. Mickiewicz prawdopodobnie znał też mapy Jana Śniadeckiego, Stanisława Staszica. Z pewnością jego podręczną mapą, która nigdy nie ujrzała światła dziennego, gdyż z braku funduszy pozostała w tekach – były tzw. Pasy Słowiańskie Ignacego Domeyki. W jednym z wykładów, idąc za Domeyką, Mickiewicz dzieli Słowiańszczyznę między Karpatami a Bałtykiem na trzy obszary – pasy. Ponadto całą Słowiańszczyznę z wykładów paryskich Mickiewicza można pokazać na czterech wyobrażonych mapach. Są to:

1) Mapa Kontynentu Słowiańskiego;

2) Mapa mityczna Słowiańszczyzny;

3) Mapa Słowiańszczyzny z okresu chrześcijańskiego;

4) Mapa starożytności słowiańskich.

&amp;nbsp;

Mapa 1. Kontynent Słowiański

&amp;nbsp;

Na zachodzie granica Słowiańszczyzny biegnie od Zatoki Weneckiej do Elby. Na południu Słowiańszczyzna obejmuje starożytną Ilirię, Bośnię, Hercegowinę, Cesarstwo Austriackie – Serbię, Bułgarię, Rumunię, Wołoszczyznę, Mołdawię, słowiańską część Węgier, Czechy

(© Paweł Bijak, na podst.: http://www.firstworldwar.com/maps/europe1914.htm; dostęp 19.09.2015)

Już w wykładzie I Kursu 1. Mickiewicza wyłania nam się Kontynent Słowiański[przypis]Tamże, s. 17–18.[/przypis]. Poeta przedstawił dynamiczną wizję rozwoju Słowiańszczyzny, która w poetyckiej, a zarazem politycznej wizji Mickiewicza rozszerza się w stronę Ameryki i dociera do Chin i Persji. W centrum tego „kontynentu” znajdują się Karpaty, nazywane przez niego Strażnicą Słowiańską. Symbolem niepodległości według poety jest Czarnogóra, która wcześniej nie uległa Rzymowi ani później Turcji. Zajmuje ona na mapie miejsce centralne. Wymienia też Raguzę – Wenecję słowiańską, jest to rodzaj potwierdzenia, że Wenecja też ma pochodzenie słowiańskie, a tym samym jest łacińską legitymizacją ludów słowiańskich.

Na tej wyobrażonej mapie Mickiewicz wytycza granice głównego korpusu Słowiańszczyzny w Europie. Na zachodzie granica biegnie od Zatoki Weneckiej do Elby. Na południu Słowiańszczyzna obejmuje starożytną Ilirię, Bośnię, Hercegowinę, obecne Cesarstwo Austriackie – Serbię, Bułgarię, żywioły Rumunii, Wołoszczyznę, Mołdawię, słowiańską część Węgier, Czechy.

Zaskakująca może wydać się rozległość Kontynentu Słowiańskiego. Zagarnia i zakrywa on Europę. Wydawać by się mogło, że Słowiańszczyzna pozbawiona jest granic, a jeśli są – to bardzo nieokreślone, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z żywym organizmem przemieszczającym się we wszystkich kierunkach. Ma w sobie coś z niepohamowanej żądzy charakteryzującej każdą imperialną władzę, jej dążenia do posiadania, pochłaniania, anihilowania. Cechą każdego imperium jest brak granic, czy raczej nieuznawanie żadnych granic, znoszenie ich, przesuwanie, niszczenie. Tej pochłaniającej sile nie jest w stanie przeciwstawić się granica jako coś pozytywnego, miejsce oporu i schronienia. Obraz rozrastającego się kontynentu musi skłaniać do refleksji również z tego powodu, że narodził się w wyobraźni człowieka, który przybył z dalekiego, na dodatek nieistniejącego kraju. Czyni on z peryferii Europy miejsce centralne, w tym kosmogonicznym akcie tworzenia świata na nowo dokonuje znaczeniowych, historycznych, geograficznych przemieszczeń – co istotne, sytuując się w centrum, przemawia w duchu rodzącego się nacjonalizmu. A co najważniejsze mapa, jaką kreśli w sali wykładowej Collège de France, przeciwstawia się politycznym mapom, na których Polski i innych narodów słowiańskich nie ma.

Mapa 2. Słowiańszczyzna – okres mityczny

&amp;nbsp;

Słowiańszczyzna Zachodnia – Europa: granica: Rzym

Słowiańszczyzna Wschodnia – Azja: granica: Konstantynopol

Dniepr – rzeka dzieląca Azję i Europę

(© Paweł Bijak; na podst. mapy Adama Naruszewicza Panowanie narodów słowiańskich od Wołgi do Elby VI–IX w., za: Beata Konopska, Polskie atlasy historyczne. Koncepcje i realizacje, Warszawa 1994)

&amp;nbsp;

Według Mickiewicza, w okresie mitycznym pojawia się granica między Słowiańszczyzną Zachodnią i Wschodnią[przypis]Tamże, s. 26.[/przypis]. W wieku VI między górami Grecji a Bałtykiem utworzył się „niż”, do którego spływały ludy koczownicze, tworząc „morze słowiańskie”. Żywioł słowiański oparł się wtedy o dwie granice – Rzym i Konstantynopol. Ten okres mityczny jest czasem powstawania państw: Polski, Czech i Rusi. Tworzy się wtedy granica między Azją a Europą, a Ruś stanowi granicę między tymi kontynentami. Dowodem tego podziału jest mapa języków wskazująca, że istnieją dwie cywilizacje: słowiańska i zachodnia. Po jednej stronie znajduje się język rosyjski – prawodawstwa, rozkazów, a po drugiej język polski: język literatury i rozmowy, czeski: język naukowy, bałkański: język pierwotny poezji i muzyki, ukraiński: język poezji. Starosłowiański język należący do obu części cywilizacji jest językiem martwym i religijnym.

Wykreślenie granicy między Polską a Rusią jest zasadniczym aktem mitycznym i politycznym. W swoim wyobrażeniowym atlasie Mickiewicz rozdziela, odsuwa od siebie te państwa. Wytyczanie granic jest narzędziem przemocy symbolicznej. Granica jako linea wskazuje na istnienie czasu, czyli śmierci w przestrzeni. Linia ta, którą jest rzeka, w czasie i w przestrzeni oddziela dwie Słowiańszczyzny – europejską i azjatycką, i wskazuje na zasadnicze różnice między Polską a Rosją. Przestrzeń kontynentu słowiańskiego z pierwszej mapy zostaje podzielona, pokawałkowana, znacjonalizowana – co w wyraźny sposób pokazuje też mapa 3. Świat ducha, mający oczarować i uwieść Europę, okazuje się duchem nacjonalizmu.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Mapa 3. Słowiańszczyzna – okres chrześcijański

&amp;nbsp;

Azja: Rosja

Europa: Polska

Pozostałe kraje: Ukraina (Małej Rusi / Małej Polski / Małej Scytii) – kraj poezji lirycznej. Granice: Dolny Dunaj, Morze Czarne, Dniepr, Don[przypis]Tamże, s. 37.[/przypis]

Dolny Dunaj – kraj pogranicza historii i baśni oraz podań. Granice: Karpaty, Adriatyk, północna Grecja. Główna miejscowość: Vindabona (Wiedeń)[przypis]Tamże, s. 42.[/przypis]

Bałkany: Serbia (między Sawą a Drawą), Bośnia, Hercegowina, Czarnogóra – kraje pieśni lirycznych, elegii, hymnów, pieśni miłosnych, gminnych[przypis]Tamże, 44–46.[/przypis]. Granice: Adriatyk, Grecja i Dunaj. Miejscem świętym jest Góra Atos – Delfy Słowiańskie.

Czechy – kraj literatury najstarszej i największej, ale bez mocy samoistnej, z kulturą naśladowczą, ulegającą wpływom języka niemieckiego[przypis]Tamże, 46–51.[/przypis]. Położenie: kraj w środku Europy.

Niemcy – granice: Elba, Odra, góry Czeskie. Terytorium: część Saksonii, Brandenburgia, Meklemburgia, Strasburg, Lubeka. Plemiona: Weleci – Wilcy albo Lewici, czyli Wielcy Obodryci, czyli Dzielni (Meklemburgia), Milczanie, Serbowie, Łużyczanie (Saksonia)  ( Główna siedziba: Arkona na wyspie Rugii.

(© Paweł Bijak, na podst. http://www.omen.aplus.pl/strony/bracia_polscy/index.php/tlohistoryczne/430-europa; dostęp 19.09.2015)

&amp;nbsp;

W następnych wykładach Mickiewicz przechodząc od starożytności do chrześcijaństwa pogłębia granicę między Azją a Europą, czyli Rosją a Polską. Na tej mapie Azja zaczyna się nad Bałtykiem, a zamieszkiwana jest przez trzy szczepy: fiński, chiński oraz mongolsko-tatarski. Granica biegnie dalej na południe, a jej cięciwą jest Dniepr, oddzielający obszar słowiański od uralskiego (azjatyckiego)[przypis]Tamże, s. 27.[/przypis]. Należące do dwóch kontynentów Rosja i Polska rozpoczynają walkę na idee, pierwsza jest dążeniem do władzy, celem zaś drugiej jest patriotyzm. Mickiewicz wymienia i opisuje położenie geograficzne i literackie pozostałych zachodnich narodów słowiańskich. Jego ujęcie jest bardzo krytyczne: Czesi są przykładem narodu niemogącego odnaleźć swojego bytu, który trwa wyłącznie przez naśladownictwo innych ludów, natomiast Słowianie bałkańscy zakończyli swoją historię na Kosowym Polu. Jedynymi Słowianami, którzy stali się narodem, są Polacy.

&amp;nbsp;

Mapa 4. Słowiańszczyzna starożytna

&amp;nbsp;

Plemiona słowiańskie – Europa:

Belgia – Słowianie/Wenetowie (Henetowie)

Italia, Rzym – Słowianie/plemiona Osków (Oskowie – Kasni/Prisci, czyli Dawni Starodawni), Wolsków (Wilków), Sabinów, Umbrów, a także Etruskowie

Nadrenia, Iliria, Panonia, Mezja, Panonia i Wenecja – Słowianie/Lydowie

Północna Słowiańszczyzna, Saksonia, Brandenburgia – Lydowie tzn. Ludowie, Milczanie, Lutycy.

Grecja – Słowianie/Dakowie, Trakowie

Inne siedziby Słowian: Anglia, Francja, Bretania

Plemiona słowiańskie – Azja: Asyria, Myzja, Lydia, Paflagonia, Frygia, Kapadokia, Cylicja, Karia.

(© Paweł Bijak, na mapie Agrippy Augusta, za: Joachim Lelewel, Badania starożytności we względzie geografii, 1818)

Możemy przypuszczać, że Mickiewicz, opisując starożytne dzieje Słowian, miał przed oczami mapy: Hekatajosa, Herodota, Pomponiusza Meli, Eratosthenesa, Strabona. Na tych bowiem mapach wzorował się wcześniej Naruszewicz i Lelewel.

W wykładzie poświęconym starożytnościom słowiańskim (badania historyczne i filologiczne starożytności słowiańskich) Mickiewicz prezentuje swoją główną tezę historiozoficzną, polityczną i mesjanistyczną, zgodnie z którą ród słowiański od niepamiętnych czasów przebywał w Europie[przypis]Tamże, s. 78-88.[/przypis]. Miał tego dowieść już Józef Szafarzyk w swoim wielkim encyklopedycznym dziele Starożytności słowiańskie (Praga 1938)[przypis]Józef Szafarzyk, Starożytności słowiańskie, przeł. H.N. Bońkowski, Poznań 1842.[/przypis]. Drugą ważną tezą Mickiewicza jest wszechobecność Słowian – na jego wyobrażonych mapach zamieszkiwali oni całą Europę.

W starożytności Słowianie znani byli według poety pod różnymi, lecz nieprawdziwymi imionami – w Grecji występowali jako Scytowie (Herodot), Henetowie, Wenedowie, Sarmatowie, Trakowie. W Rzymie nazywano ich Selwami, Serwonami, Selviami, Serviami, Sclawinami. Ich „byt domowy” zaczął się w 780 roku p.n.e. i trwał do około 600 roku, kiedy to zaczęły powstawać państwa słowiańskie. Kraje, jakie zamieszkiwali, nosiły nazwy zwycięzców, czyli Sarmatów, Kurligonów, Hunów, Ostrogotów, Rusów, Lechów[przypis]Adam Mickiewicz, Dzieła, Wydanie Rocznicowe, t. VIII, s. 74.[/przypis]. Pod tymi narzuconymi imionami i nazwami plemion trzeba szukać w całej Europie Słowian. Mickiewicz dla udowodnienia swojej tezy posługuje się etymologią fantastyczną, niewiele mającą wspólnego z badaniem prawdziwych źródeł słów.



</document>
<document nplp_id="814" title="Nazwy geograficzne w&amp;nbsp;poezji Mickiewicza" slug="nazwy-geograficzne-w-poezji-mickiewicza">W liście do Antoniego Edwarda Odyńca, pisanym z Petersburga w 1828 roku, Adam Mickiewicz wyznawał: „Mam wstręt okrutny do wszystkich wysp i krajów, których nie ma na mapie” (Mickiewicz 1998: 478) . Można odczytać to zdanie jako wyraz niechęci do fantazjowania oderwanego od realnych miejsc, a także od wydarzeń historycznych, które z nimi były związane, jako brak zaufania do literatury powstającej w pustce zapełnianej tworami abstrakcyjnymi, a więc – z konieczności – wtórnymi, zaczerpniętymi z mitologii czy ze światów innych autorów. Można dostrzec w nim deklarację wiary w istnienie „ducha poetyckiego” w konkrecie, którego realny byt jest potwierdzony inaczej niż przez literaturę – na przykład przez mapę. Można też zobaczyć efekt Mickiewiczowskiego zamiłowania: do map jako takich, te bowiem – zdaniem poety – zawsze warto mieć na podorędziu, czy podróżując, czy pisząc, czy choćby nawet tkwiąc w zamkniętym pokoju. To na nich nakreślony został obraz świata niedostępny ludzkiemu oku, wzniesiony „ponad poziomy”, obraz z wyższej (ptasiej czy może Boskiej) perspektywy. Mapa pozwala przekraczać granice, tworząc rzeczywistość wobec zmysłów człowieka transcendentną, lecz potwierdzającą swą realność plamami znaczących kolorów, liniami rzek i punktami miejscowości.

Powyższe słowa nazbyt może sugerują romantyczność Mickiewiczowskiego pojmowania mapy. Trzeba więc też wspomnieć o naturalności czy wręcz oczywistości obcowania z mapami, które poeta zyskał dzięki swej wileńskiej edukacji, naukom Joachima Lelewela i jego kartograficznej pasji czy geograficznym pracom filomackim, a także własnej praktyce podróżniczej. Z jaką łatwością potrafił „myśleć mapą”, najpełniej pokazują Pierwsze wieki historii polskiej (Mickiewicz 1997a) czy początkowe kursy Prelekcji paryskich (Mickiewicz 1997b). Wolno jednak przypuszczać, że także pisząc inne utwory, z map korzystał, a nazwy sprawdzał, choć co gdzie leży i jak się nazywa, wiedział zadziwiająco dobrze. O tym, że umiejętność czytania map uważał za prostą i pożyteczną, świadczy również jego list do córki Maryni pisany z Konstantynopola. Relacjonując swą podróż do Turcji, i wymieniając miejsca znane z historii i mitologii starożytnej, polecał: „Kiedy dzieci przyjdą w niedzielę ze szkoły, niech na mapie wykryślą drogę, kędyśmy żeglowali; będzie to egzamin z geografii”, i dodawał praktyczną, jakże znamienną wskazówkę: „Książka zawierająca mapy starożytne znajduje się w szafce obok biblioteki mojej na najniższej półce” (Mickiewicz 2005: 360).

Na przedstawionych tu czterech mapach pod wspólnym tytułem Nazwy geograficzne w utworach poetyckich Mickiewicza zaznaczono wszystkie te nazwy, które pojawiają się w jego tekstach poetyckich. Dołączono też miejsca powstania utworów, jeśli sam Mickiewicz je pod tekstami wpisał. Nie uwzględniono natomiast nazw użytych w formie przymiotnikowej, chyba że wskazanie na konkretne miejsce było bardzo wyraźne. Kolory (szyldy pod nazwami) oznaczają – wedle skali – liczby ich użyć. Wiele z nich poeta wymienił tylko raz, toteż trzeba było stworzyć dla nich odrębną kategorię (nie mają kolorowych szyldów).

Barwy te to tylko obraz statystyczny, który nie pozwala wyciągać zbyt wielu stanowczych wniosków. Tym bardziej, że nie zawsze wiadomo, czy nazwa rzeczywiście oznacza konkretne miejsce lub obszar. Na przykład: nazw krajów Mickiewicz używał także na określenie narodów („Polska” bądź „Litwa” wyjątkowo często w tej roli się pojawiają), a czasem – władców czy politycznych gabinetów. „Moskwa” to miasto, ale również Rosja, naród rosyjski, car, bądź jakaś trudna do uchwycenia grupa ludzi, nawet idea. Podobne kłopoty sprawia wieloznaczność nazwy „Rzym”, inne (jak „Olimp”) mają znaczenie wyłącznie przenośne. Wszystkie te użycia, niezależnie od tego, jaki sens nadaje im choćby Słownik języka Adama Mickiewicza (Wrocław 1962–1983), zostały na mapy naniesione. Wszystkie razem tworzą bowiem geograficzny horyzont poety.</document>
<document nplp_id="958" title="Warszawa Wokulskiego" slug="warszawa-wokulskiego">Kim był Ignacy Rzecki
[caption id="attachment_725" align="alignleft" width="300"] Podwale[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;



Warszawa, której nie ma
[caption id="attachment_721" align="alignleft" width="300"] Cerkiew na Placu Saskim[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Milion twarzy Wokulskiego
[caption id="attachment_727" align="alignleft" width="245"] Sklep Wokulskiego[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Przestrzeń Wokulskiego
[caption id="attachment_726" align="alignleft" width="300"] Powiśle[/caption]

Warszawę oglądamy w Lalce oczami jej bohaterów – zatem przestrzeń zawsze jest nacechowana emocjonalnie, wpisana w sferę ich wyborów i rozterek, a także znaków biografii.

Jak widać na mapie spacery Stanisława Wokulskiego obejmują jedynie niewielki wycinek miasta.

Widoczne jest, że - choć przemieszcza się on po Trakcie Królewskim - nigdy nie dociera na Stare Miasto, dzielnicę bardzo bliską mu przed rokiem 1863 (o znaczeniu Starego Miasta dla powstania styczniowego i jego mitologii można przeczytać po kliknięciu na ikonę Starego Miasta). Bohater Lalki nie chce pamiętać o związanych z powstaniem wydarzeniach, ani o konsekwencjach, jakie poniósł za zaangażowanie w ruch spiskowy.  Wokulski podąża raczej w przeciwną stronę Traktu Królewskiego, w stronę dzielnic bogatszych i nowszych ku południowej stronie miasta, ku Alejom Ujazdowskim i Łazienkom (ten park woli od Ogrodu Saskiego).

[caption id="attachment_704" align="alignleft" width="300"] Aby obejrzeć mapę spacerów Wokulskiego, kliknij mapę[/caption]

Podczas jednego ze spacerów skręca z Krakowskiego Przedmieścia w ulicę Karową, którą dochodzi do inną dzielnicy, która także, podobnie jak Stare Miasto, związana była z powstaniem styczniowym (tu mieściła się siedziba Rządu Tymczasowego i ukrywał się ostatni dyktator powstania Romuald Traugutt), a podczas trwania akcji Lalki stała się miejscem o złej reputacji. Mowa o Powiślu (przedstawionym na naszej ikonce). To, co widzi Wokulski, jest pokazanym w mikroskali rozkładem i martwotą, które zdają się cechować życie polskiego społeczeństwa pod zaborami. Góra Gnojna, sterty desek pochodzących z rozbiórki, ujęcie wody wprost przy śmietnisku i ujściu kanalizacji, Wisła, która zdaje się nie poruszać, a trwać bez ruchu – wszystko to znaki śmierci panującej nie tylko na Powiślu, ale w całej Warszawie Wokulskiego.

Niezupełnie pod drodze jest Wokulskiemu także z nowymi tendencjami rozwoju Warszawy. Nie interesuje go oficjalne centrum miasta, czyli Plac Teatralny z ratuszem, ani tez nowopowstające w czasie akcji Lalki centrum handlowe w okolicach ulicy Marszałkowskiej.

Koncentruje się on na Krakowskim Przedmieściu, co po części wynika też z prawdopodobieństwa fabularnego – Wokulski ma sklep i mieszkanie na tej ulicy, zaś Izabela Łęcka, o której rękę bohater zabiega, mieszka wraz z ojcem między placem Trzech Krzyży a ulicą Wilczą. Z kolei należąca do nich kamienica, którą Wokulski wykupił, znajduje się zapewne na Kruczej, między Wilczą i Hożą.
Warszawa-Paryż-Londyn-Petersburg
[caption id="attachment_724" align="alignleft" width="300"] Marszałkowska[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Kobiety Wokulskiego
[caption id="attachment_722" align="alignleft" width="300"] Łazienki[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="1077" title="Warszawa – mapa główna" slug="warszawa-atlas-romantyzmu">Wybierz interesujące Cię hasło z mapy lub z listy poniżej:

 	
Warszawa. Plac Zamkowy

 	
 Warszawa. Cytadela

 	
Warszawa. Plac Bankowy i okolice

 	
Warszawa. Okopy Woli

 	
Warszawa. Reduta Ordona

 	
Warszawa. Belweder i Łazienki Królewskie

</document>
<document nplp_id="1079" title="Warszawa. Plac Zamkowy" slug="plac-zamkowy">A gdy zegar dwunastą uderzył godzinę

Stary zamek na młode spojrzał pokolenia.

Bruk na posąg Zygmunta spluł czerwoną ślinę,

Dumny marmur królewski skłonił się buntowi

Bunt odstrzelił na ryki, ukłony, spojrzenia

I przeleciał i gwiznął i dalej się mrowi;[Ludwik Mierosławski, Żelazna Maryna, w: Zbiór poetów polskich XIX w. Ks. 2, ułożył i oprac. Paweł Hertz Warszawa 1961, s. 729.]
Miejsce to przed początkiem XIX w. nie było placem, jednak stanowiło swoiste centrum miasta, podkreślone obecnością kolumny Zygmunta. Aby pomnik mógł stanąć (w 1644), Władysław IV musiał wykupić i zburzyć kilka stojących tam domów. Niemniej jednak ciągle był to tylko mały placyk zbierający biegnące z kilku stron miasta ulice: Krakowskie Przedmieście, Senatorską, Podwale i drogę prowadzącą nad Wisłę, między Zamkiem i kościołem św. Klary. Wszystkie ważne wydarzenia i uroczystości odbywały się wówczas na tzw. Rynku Bernardyńskim, później nazwanym Szerokim Krakowskim Przedmieściem, który w północnej perspektywie zamykała kolumna Zygmunta na tle Bramy Krakowskiej, prowadzącej na Stare Miasto.

Plac Zamkowy, mimo że niewielki, był jednak ważny, jeśli nie najważniejszy w mieście, a nawet i w Polsce.

Pisał o tym Mariusz Karpowicz:

Kolumna nasza stanęła na wolnej przestrzeni, na placu pod główną bramą do miasta, przed Zamkiem, na zakończenie najruchliwszego traktu. Rzecz charakterystyczna, że nie na zamkniętym dziedzińcu zamku, nie na Rynku, nie wewnątrz czy przed kolegiatą św. Jana, a w miejscu całkowicie publicznym, takim, gdzie codziennie kolumnę otacza tłum przechodniów, gdzie dostęp mają wszystkie stany, zawody i wyznania, gdzie przeciągać musi orszak senatorski, ale i pielgrzymujący do miasta żebrak. [...] Do symbolu zatem całej Rzeczypospolitej urasta przy takim rozumieniu centralny plac całego państwa, plac Zamkowy z kolumną Zygmunta.[przypis]Mariusz Karpowicz, Sekretne treści warszawskich zabytków, Warszawa, 1976, s. 25.[/przypis]



Do chwili powiększenia placu Zamkowego, zapoczątkowanego wyburzeniem Bramy Krakowskiej w 1808, a parę lat potem kamienic i zabudowań przyzamkowych, zasłaniających wlot Piwnej i Świętojańskiej, miejsce to przeżyło dramatyczne momenty podczas najazdu szwedzkiego. W wyniku oblężenia i walk spalona i zniszczona została większość domów. Później, podczas powstania Kilińskiego, nie ono było centrum wydarzeń - ale Krakowskie Przedmieście, Miodowa, Podwale, wreszcie staromiejski rynek, gdzie przy ratuszu powieszono zdrajców z wyjątkiem jednego, który zawisł przed bernardynkami na Krakowskim. Nie było to zatem jakieś wyjątkowe miejsce dziania się rewolucji.

Plac Zamkowy, prawie taki, jak dziś znamy powstał w l. 1818-1821, obejmując wspólną, wyczyszczoną z domów przestrzeń tę przed i za murami Starego Miasta. Istniał tam jeszcze wówczas kościół św. Klary i klasztor bernardynek rozebrany przy budowie Nowego Zjazdu w r 1843, czyli mniej więcej w okresie, gdy powstawało Uspokojenie. Trudno stwierdzić, czy Słowacki o tym się wtedy dowiedział, choćby za pośrednictwem jakiejś ryciny obrazu Kasprzyckiego z 1843r.,[przypis]Wincenty Kasprzycki, Rozbiórka kościoła i klasztoru św. Klary w 1843 , http://www.warszawa1939.pl/zdjecia/krakowskie/old/krakowskie_060.jpg[/przypis] utrwalającego moment tej rozbiórki.

Każdy plac miejski jest wolną przestrzenią oczekującą na zdarzenia, po to się place w miastach robi, żeby zbierały energię okolicy. Ulice wyznaczają ruch linearny, perspektywiczny, plac natomiast jest rodzajem sceny, gdzie rozgrywają się dramaty - zaplanowane lub nie.

Jednym z celów modernizacji placów Warszawy w początkach Królestwa Kongresowego było przygotowanie się władz do ewentualnych rozruchów. Dlatego m.in. poznikały ratusze dawnych jurydyk i oczyszczono teren placu Zamkowego, aby w wypadku „zaburzeń” wygodniej było używać wojska przeciw ludności.

Przed powstaniem listopadowym plac Zamkowy był miejscem symbolicznych uroczystości pogrzebowych Aleksandra I a potem koronacyjnych Mikołaja I. Tę ostatnią Słowacki oglądał i uwiecznił w Kordianie.

Podczas nocy listopadowej plac nie był głównym terenem wydarzeń, raczej strefą przejściową pomiędzy szlakiem wiodącym od Łazienek w okolice Banku i Arsenału.

W scenach z uroczystości koronacyjnych w Kordianie Słowacki umieścił wszystkie punkty charakterystyczne placu: ulicę Świętojańską wiodącą do katedry, Zamek i kolumnę Zygmunta, to jednak nie tu tli się rewolucja, lecz w głowach pojedynczych konspiratorów ukrytych w podziemiach katedry. Lud staromiejski choć obecny, jest bierny.

Co spowodowało, że w kilkanaście lat później, w Uspokojeniu plac Zamkowy stał się centralnym miejscem mistycznej rewolucji? Co nowego nałożyło się na pamięć Warszawy wywiezioną przez poetę z Polski?



&amp;nbsp;

Głównym elementem topograficznym w wierszu jest kolumna Zygmunta, a jej atrybutem nie pomnik króla stojący na szczycie, ale zhiperbolizowana wysokość i kapitel z liśćmi akantu. Wertykalnie kolumna wyznacza sięgającą chmur przestrzeń, horyzontalnie - pustkę placu z oddaloną, zamgloną perspektywą katedralnych wież i staromiejskich kamieniczek. Dziwnie zbieżny jest ten widok placu z rysunkami Piwarskiego rytowanymi przez Dietricha, gdzie przedstawiona na pierwszym planie kolumna jest nienaturalnie wysoka i prawie przekracza górną ramę rysunku.

Motyw odpoczywających na pomniku wędrownych żurawi sugeruje - prócz wysokości - centralne położenie całego miasta na podróżnym szlaku, co dla umiejscowienia mistycznej rewolucji ma znaczenie. Warszawa faktycznie leży na przecięciu drogi wodnej i lądowej, co właśnie zdecydowało, że to ona, a nie starszy Płock czy Czersk, została stolicą państwa polskiego.[przypis]Aleksander Janowski, Położenie geograficzne Warszawy. Z trzema rysunkami Czesława Motylińskiego, Warszawa 1916. Historia Warszawy (Sekcja Miłośników Warszawy Polskiego Tow. Krajoznawczego). Seria 1[/przypis]

Na odkrycie walorów placu Zamkowego jako sceny mistycznej rewolucji złożyło się u Słowackiego wiele z różnych źródeł płynących inspiracji. Plac jako miejsce graniczne - pomiędzy ukrytym za ścianami kamieniczek matecznikiem zrewoltowanych rzemieślników - a „miastem” - czyli arystokratycznym Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem mógł poeta zauważyć podczas nocy listopadowej. Na trakcie królewskim zamykano okna, a lud ze Starówki podążył rozbrajać Arsenał. Co więcej, w okresie powstania ukazały się drukiem Pamiętniki Kilińskiego, ważny tekst dla ówczesnych patriotów A tam szczegółowo opisano wydarzenia słynnej nocy wielkoczwartkowej i aktywność ludu staromiejskiego podczas kwietniowej rewolucji 1794.

Inspiracją były zapewne dla poety również lektury, które mógł przeczytać już na emigracji. W 1836 wyszła w Paryżu Żelazna Maryna Mierosławskiego z frenetycznym opisem Warszawy podczas nocy listopadowej, także placu Zamkowego:

&amp;nbsp;

A gdy zegar dwunastą uderzył godzinę

Stary zamek na młode spojrzał pokolenia.

Bruk na posąg Zygmunta spluł czerwoną ślinę,

Dumny marmur królewski skłonił się buntowi

Bunt odstrzelił na ryki, ukłony, spojrzenia

I przeleciał i gwiznął i dalej się mrowi;[przypis]Ludwik Mierosławski, Żelazna Maryna, w: Zbiór poetów polskich XIX w. Ks. 2, ułożył i oprac. Paweł Hertz Warszawa 1961, s. 729.[/przypis]

&amp;nbsp;



Dwa lata później ukazała się Zemsta panny Urszuli Magnuszewskiego, opowieść z czasów Zygmunta III, rozgrywająca się w staromiejskiej scenerii, między rynkiem, farą i zamkiem. Tam znajdujemy porywający opis oglądanych z wysokości chmury staromiejskich kamieniczek, następnie we mgle porannej na Świętojańskiej mamy ponury tłum uchodźców z Ukrainy, przynoszący wieść o klęsce pod Cecorą, która to wieść szybko rozwiewa się z wiatrem po całym mieście, wreszcie są i „zielone szyby domów” staromiejskich, odbijających światło księżyca. Obrazy te (poza początkowym) niezbyt wyeksponowane, roztapiają się w opowiadaniu, niemniej wokół nich mogła się krystalizować wyobraźnia Słowackiego.

W przeciwieństwie jednak do poprzedników, poeta perfekcyjnie wykorzystał nową, wyłonioną po przebudowie topografię placu. Rewolucja w Uspokojeniu rozgrywa się przede wszystkim w planie akustycznym, słychać ją gdzieś za stłoczonymi murami staromiejskich kamienic, gotuje się tam i wrze jak w tajemnym mateczniku. I grozi wystrzałem energii niby z kotła parowego, przez otwarte na plac ulice. A nad nimi mistyczny wiatr, grający murami katedry i kolumną Zygmunta.

W tej organizacji przestrzeni swoją rolę odegrała też pamięć o odwiedzonej przez poetę Jerozolimie oraz lektura Apokalipsy. Widok świętego miasta zamkniętego murami, z górującymi kopułami świątyń, mógł nasunąć analogię ze ściśniętą Starówką i wieżami katedry, może też usłyszał Słowacki znane w Jerozolimie powiedzenie, że „każdy wiatr, zanim poleci tam, gdzie zamierza, najpierw przybywa pokłonić się Bogu w Jerozolimie”[przypis]Journeys to the Promised Land. Maps, diaries, and journals of travelers to Israel in ancient days and the present, London 1989, s. 86.[/przypis].

Kolumna Zygmunta z kolei w swoim zamyśle architektonicznym nawiązuje do św. Jana, który w 3 rozdz. Apokalipsy kolumnę traktował jako znak zwycięstwa, a zwycięzców, tj. ludzi zasługujących na niebo nazwał kolumnami w kościele[przypis]Mariusz Karpowicz, op. cit., s. 16.[/przypis]. Nie zapominajmy też o kolumnach duchów w nauce Towiańskiego.

Na koniec warto przez chwilę się zastanowić, dlaczego z ostatecznej, najkrótszej wersji Uspokojenia zniknęły wersy o Zamku obecne w wersji szerszej? (... wiatr... Porwie królewski zamek, otworzy jak trumnę...)[przypis]Juliusz Słowacki, Uspokojenie. Przygotował do druku i esejem opatrzył Stanisław Makowski, Warszawa 1970, s. 29.[/przypis]. Otóż wydaje mi się, że kolumna Zygmunta, katedra, Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście tworzą czytelną harmonię znaczeń dosłownych i symbolicznych, tymczasem Zamek - siedziba polskich królów zamieszkała przez carskich namiestników jest czymś bardziej skomplikowanym i w tej wizji stanowiłby dysonans.

„Pod wpływem pejzaży malowanych albo utrwalanych kamerą uczymy się organizować elementy wizualne w dramatyczną przestrzenno-czasową strukturę” twierdzi Tuan[przypis]Tuan, I-Fu, Przestrzeń i miejsce, przeł. [ z ang.] Agnieszka Morawińska ; wstępem opatrzył Krzysztof Wojciechowski. Warszawa 1987, s. 158.[/przypis]. Podobną funkcję spełniło w świadomości czytelników Uspokojenie. Plac Zamkowy w momencie powstania wiersza miał przed sobą znacznie więcej i tragicznych, i wzniosłych wydarzeń niż przeżył wcześniej. Początek dały demonstracje patriotyczne w przededniu powstania styczniowego. 27 lutego 1861 na placu oddano salwy do tłumu, idącego przez Starówkę z nabożeństwa na Lesznie, padło pięć ofiar. Ich uroczysty pogrzeb skonsolidował społeczeństwo, a chwilowe ustępstwa władz zaborczych podsyciły narodowe nadzieje. Te czterdziestodniowe „polskie czasy” zakończyła wielka manifestacja 8 kwietnia 1861, kiedy na placu Zamkowym padło przeszło 100 zabitych. Im już nie urządzono pogrzebu, a ulice miasta opanowało rosyjskie wojsko, pod kolumną Zygmunta stanęły wkrótce żołnierskie namioty. Było to preludium do stanu wojennego wprowadzonego jesienią tego roku.[przypis]Zob. M. Zielińska, Od pięciu ofiar do pięciu szubienic, w tejże: Polacy, Rosjanie, romantyzm, wyd. IBL, Warszawa, 1998.[/przypis]



Podczas wypadków warszawskich tego okresu romantyzm stal się stylem zachowań ulicy, manifestacją mesjanistycznej zbiorowej świadomości. Naprzeciwko brutalnej siły stawiano wiarę i etyczną rację narodowych żądań. O masakrze kwietniowej traktuje wiersz Gomulickiego Krwawe ślady. Powracający z zesłania powstaniec styczniowy wspomina na placu Zamkowym podniosłe i straszne chwile:

&amp;nbsp;

Lud się modlił i śpiewał – w oddali

Oni z bronią przy boku czuwali.

„Pli!...” Błysnęło – ryk jak z paszczy wilka –

Na bruk, z jękiem, ofiar padło kilka…

Nad jękami hymn wzbił się spokojny:

„Od powietrza, głodu, ognia, wojny!...”[przypis]W. Gomulicki, Krwawe ślady, w: Cztery wieki poezji o Warszawie, oprac. I wstęp J.W. Gomulicki, Warszawa 1970, s. 128.[/przypis]

&amp;nbsp;

Upadek powstania styczniowego przygasił romantycznego ducha tego miejsca. Powrócił on podczas drugiej wojny światowej. Wrześniowe bombardowania uszkodziły zamek, jednak póki stała kolumna, wierzono w zwycięstwo:

&amp;nbsp;

A lud stołeczny wierzy, że gdy szabla w górze,

to znak, że się w krwi własnej wkrótce wróg zanurzy[przypis]T. Hollender, Warszawa, w: Cztery wieki poezji o Warszawie, op. cit., s. 231.[/przypis]

&amp;nbsp;

Podczas powstania plac Zamkowy był ziemią graniczną między Niemcami na Krakowskim Przedmieściu i broniącą się Starówką. Tamtędy puszczono w kierunku Podwala czołg- pułapkę, wyładowany materiałami wybuchowymi., który eksplodował w okolicy Kilińskiego. Powstał wówczas długo nieznany, a interesujący wiersz Tadeusza Gajcego, ostatni, napisany na papierowej torebce w przeddzień śmierci, po raz pierwszy opublikowany przez „Rzeczpospolitą”(14-16 VIII 2009). Gajcy pod wrażeniem masakry tłumu ludzi 13 sierpnia 1944 ironicznie kwitował romantyczny mesjanizm:.

&amp;nbsp;

Święty kucharz od Hipciego

Wszyscy święci, hej do stołu!

W niebie uczta: polskie flaczki

Wprost z rynsztoków Kilińskiego!

&amp;nbsp;

Salcesonów misa pełna,

Świeże, chrupkie

Pachną trupkiem

&amp;nbsp;

Do godów Święci, do godów.

Przegryźcie Chrystusem Narodów!

&amp;nbsp;

W chwili upadku Starówki, nocą z 1 na 2 września 1944, kolumna Zygmunta została powalona przez pocisk. Ze Słowackiego czerpał wówczas nadzieję Kazimierz Wierzyński w dalekiej Ameryce:

&amp;nbsp;

Jeżeli i ty runiesz, jeśli ciebie zburzą,

Na której sadzał ongi podróżne żurawie

Słowacki niewygasłą potrząsany burzą,

Widzący cię w obłokach, w swym śnie o Warszawie –

Zostaną jeszcze oczy, Kilińskiego oczy,

Zielone od płomienia ulicznej latarni,

Jak w tamtym wierszu skryte…[przypis]K. Wierzyński, Na kolumnę Zygmunta, tamże, s. 251.[/przypis]



</document>
<document nplp_id="1081" title="Warszawa. Cytadela" slug="warszawa-cytadela">Cytadela Warszawska, nazwana przez Rosjan Aleksandrowską, jest miejscem stworzonym przeciwko polskim romantycznym buntownikom, czyli symbolicznie rzecz ujmując – przeciwko polskiemu romantyzmowi. Powstała na rozkaz cara Mikołaja I po stłumieniu powstania listopadowego. Jej rolą było militarne terroryzowanie miasta, które ośmieliło się zdetronizować cesarza Wszechrosji („Warszawa jedna twojej mocy się urąga,/Podnosi na cię rękę i koronę ściąga…”) oraz funkcja dobrze strzeżonego więzienia śledczego dla osób szerzących nieprawomyślne narodowe i demokratyczne idee, zagrażające istniejącemu porządkowi. Pod 36-hektarowy obszar pięciobocznej umocnionej bastionami Cytadeli zniwelowano zabudowę i wysiedlono ok. 15 tys. mieszkańców z okolic żoliborskiego folwarku Fawory. Kamień węgielny w maju 1832 wkopał generał gubernator Iwan Paskiewicz, niedawny zdobywca Warszawy, namiestnik Królestwa Polskiego. Budowa i rozbudowa trwała do roku 1874, pochłonęła przeszło 11 mln rubli, bezzwrotnie pożyczanych z warszawskiej kasy. Rozwój Warszawy w kierunku północnym został z tego powodu na dziesięciolecia zahamowany, bowiem na linii strzału z dział Cytadeli nie wolno było wznosić piętrowych domów. Dziś także jest utrudniony, gdyż rozłożone na rozległym terenie zabytkowe bastiony i muzeum na to nie pozwalają.

Pierwsi więźniowie – zamieszani w pomoc partyzantom przybyłego z emigracji Zaliwskiego – trafili do Cytadeli już w 1833 roku, m. in. poeta Gustaw Zieliński, późniejszy autor Kirgiza. Ostatni – podczas okupacji niemieckiej, w 1944. W sumie przewinęło się przez to miejsce ok. 40 tys. ludzi. Wśród nich pisarze i poeci romantyczni: Gustaw Ehrenberg (1838), Karol Baliński (1838-39 i 1846-47), Włodzimierz Wolski (1841), Roman Zmorski (1843), Henryk Kamieński (1845-46), Hipolit Skimborowicz (1848-50). Aresztowanych umieszczano w tzw. X Pawilonie, przerobionym z dawnych koszar.

Cytadela była również miejscem kaźni. Pierwsze dwie ofiary powieszono w roku 1846. W okresie konspiracji związanych z powstaniem styczniowym (lata 1862-1868) stracono tam 54 skazanych, w czasie rewolucji 1905 – do 1912 – 252 osoby.

Polska krajowa kultura romantyczna okresu międzypowstaniowego w swoim niejawnym obiegu była w dużej części kulturą spisku, żywiącego się poezją tyrtejską Mickiewicza, Goszczyńskiego, Słowackiego, Ehrenberga, Balińskiego. Poezją, wymagającą od czytelnika całkowitego poświęcenia dla sprawy, rezygnacji z prywatności, budzenia patriotycznego ducha. Aktywności młodzieży przyświecał mit nocy belwederskiej, kiedy to garstka zapaleńców poderwała do walki cały naród. Główne działanie tajnych związków tego czasu sprowadzało się do agitacji wśród „dobrze myślących”, zawiązywania mniej lub bardziej formalnych grup spiskowych oraz samokształcenia, polegającego na dyskusjach i czytaniu zakazanych książek, przesyłanych zza kordonu czy z emigracji. Wśród lektur przeważały pisma demokratyczne (m. in. Tocqueville, Lammennais, Pamiętniki Kilińskiego, Księgi narodu i pielgrzymstwa Mickiewicza) oraz romantyczna poezja tyrtejska. Posiadanie III cz. Dziadów traktowane było przez władze jako jedno z najcięższych przestępstw.

Cytadela była miejscem, gdzie romantyczne ideały patriotyczne zderzały się z brutalną rzeczywistością. Aresztowanie następowało z reguły wskutek działań tajnej policji, donosu czy denuncjacji wydobytej od podsądnych w czasie śledztwa. Nocą pod dom podjeżdżała dorożka z żandarmami i zawożono podejrzanego do Cytadeli. Tam poddawano go gruntownej i upokarzającej rewizji, po czym zszokowanego wtrącano do pojedynczej celi X Pawilonu. W czasie śledztwa więzień był pilnie strzeżony całą dobę, nocą sen mu przerywały regularne odwiedziny strażnika, przycinającego knot palącej się bez przerwy i dymiącej lampy łojowej. Pomimo nadzoru, udawało się nawiązywać kontakty z sąsiadami poprzez wystukiwanie liter przez ścianę. Na ścianach można też było, odskrobując farbę, znaleźć ślady poprzedników – wyryte sentencje, wiersze, pożegnania przed egzekucją. Niektóre odnotował Jasieńczyk w swoich wspomnieniach. Oprócz fragmentów wiersza Do Matki Polki, zapamiętał takie:

&amp;nbsp;

Miły bracie! próżna praca, Kto tu zaszedł, nie powraca.

Kain zabił brata, chcesz być Kainem, zdradź swego brata.

Wierz wszystkiemu, tylko nie komisji.[przypis]Ze wspomnień wygnańczych Jasieńczyka, w: Cytadela Warszawska. Obrazy i wspomnienia, Warszawa 1916, s. 90.[/przypis]

Badaniem aresztowanych zajmowała się urzędująca w X Pawilonie Stała Komisja Wojenno-Śledcza, w latach 1833-1847 pod przewodnictwem gen. Andrieja Storożenki. Po zakończeniu śledztwa, podczas którego podstępem, obietnicami, groźbami, torturami wymuszano zeznania obciążające kolejne ofiary, reżim więzienny nieco łagodniał, dopuszczano paczki i widzenia z rodziną, przysługiwały krótkie spacery i lepsze posiłki. Wreszcie więźnia zabierano przed komisję sądową, odczytywano wyrok, zakuwano w kajdany i nocą wywożono na Pragę, skąd odchodziły transporty – najpierw konne, potem kolejowe – na Wschód. Winnych skazywano na zesłanie w sołdaty, bezterminowe roboty w kopalniach Nerczyńska, na katorgę, bądź na osiedlenie w głębi Syberii. Ta droga przez Cytadelę – od aresztowania do zesłania – nie zmieniała się przez lata, poprawiało się jedynie wyposażenie cel, początkowo bardzo prymitywne.

W Warszawie niewiele wiedziano o tym, co dzieje się za murami Cytadeli. Kojarzono ją z miejscem piekielnym:

&amp;nbsp;

Cytadela!... Ileż wspomnień okropnych budzi ten wyraz w sercu Polaka, jakże bolesnym echem odbija się w duszy warszawianina.

Na skraju miasta, tam, gdzie niegdyś rozlegał się gwar ruchliwego środowiska, gdzie wznosiły się eleganckie, wytworne pałacyki i wille Żoliborza, rozsiadł się potwór potężny, tajemniczy, patrzący podejrzliwie otworami strzelnic, zionący paszczami armat.

Cytadela!... Tysiące ofiar przesunęło się przez jej zamczyste bramy nad którymi powinien czernieć napis Dantejski: „kto tutaj wnijdziesz, żegnaj się z nadzieją!..." Z gmachów cytadeli warszawskiej nie wychodził na zewnątrz żaden jęk, żaden okrzyk rozpaczy; — ale pełną ich była cała Warszawa, Polska cała, słuchająca uszami duszy, podana myślą tęsknotliwą, ku tym ścianom nieczułym, za którymi cierpieli i ginęli najlepsi jej synowie. O wewnętrznym życiu Cytadeli, jakże jednak mało wiedział Polak, żyjący poza konspiracją i buntem. Głuche tylko dochodziły go wieści o udręczeniach, o katorgach fizycznych i moralnych, jakich nie szczędzono więźniom politycznym. Dziesiąty pawilon! któż nie zna u nas grozy tych dwóch wyrazów, nad, którymi unosi się widmo kata, ze stryczkiem i knutem w ręku.[przypis]A.O. Przedmowa do: Cytadela Warszawska, op. cit., s. 5-6.[/przypis]

&amp;nbsp;

Karol Baliński, dwukrotny więzień Cytadeli, porównał ją we wstępie do swoich patriotycznych wierszy do smoka Wawelskiego, upiora, biblijnego wieloryba:

&amp;nbsp;

Czy pamiętacie powieść o owym Wawelskim smoku, któremu Krakowianie składać musieli swych braci na pożarcie? - Wy myślicie, że to bajka! Oj! nie bajka to bracia moi! - Ten smok, ten potwór dotąd jeszcze żyje - przeniósł się tylko do środka kraju wraz z jego stolicą - położył się przy sercu Polski, aby lepiej mógł słyszeć bicie tego serca, którego tak pilnuje, że żadna myśl polska nie ujdzie jego wzroku ostrowidzowego.

A karmi się jak dawniej krwią najczystszą, najzdrowszą, serdeczną, młodzieńczą, - dla tego też jak upiór czerwony i z dala widny, - a Wisła skrępowana u nóg jego, dąsa się i szaleje, że go pochłonąć nie może. –

O! to nie bajka! jam go widział na własne oczy - í w jego wnętrzu jak ów prorok izraelski we wnętrzu wieloryba, przemęczyłem najpiękniejsze lata mego życia. Bo potwór ten połyka żywcem - a czyjego ducha nie strawi, to go wyrzuca daleko, daleko - to pod noże Czerkiesów, - to pod jurty Kirgizów - to w kopalnie sybirskie - to pod szubienice moskiewskie. – On wiecznie niesyty, wiecznie pożera - a mazurska matka codziennie budząc się ze snu najpierwej ze drżeniem rzuca wzrok na dzieci swoje, czy są wszystkie - a jeśli którego brak, och! to wie pewno, że go smok porwał - i wtedy usłyszałbyś jeden tylko krzyk, jeden jęk, jedno tylko słowo, ale w którem całe piekło rozpaczy się mieści ,,on w Cytadeli!“.[przypis]K. Baliński, Pisma, Poznań 1849, s. V-VI.[/przypis]

&amp;nbsp;

W wierszu Żywy trup, gdzie pobrzmiewają echa Mickiewiczowskich Lilii i To lubię, Cytadela pełni rolę mogiły, kryjącej „umarłych dla świata”. Bohater Balińskiego nie jest jednak – jak to było w romantyzmie przedlistopadowym – nieszczęśliwym kochankiem kobiety, ale ojczyzny.

&amp;nbsp;

Pod miastem mogiła leży

Przy niej smutnie Wisła bieży,

A w mogile – cud prawdziwy,

Niby trup – a jednak żywy!

Cud? Niewielki! – bo na świecie

Dużo tych cudów znajdziecie!

A trup patrzy przez mogiłę

I nadzieję w sercu budzi –

- „Widzę ludzi! Dużo ludzi

I znajomych lica miłe,

Przyjaciele idą do mnie,

Każdy westchnie, każdy wspomnie.

&amp;nbsp;

Ale ludzie przeszli drogą,

O trupie myśleć nie mogą,

Nie ma czasu – żywot krótki –

Po co darmo wzniecać smutki?

Kto umarł, niechaj spoczywa,

Kto żyje, niechaj używa!

&amp;nbsp;

Trup jęknął w chłodnej pościeli:

Zapomnieli! Zapomnieli.

&amp;nbsp;

Aż ktoś idzie na ostatek

Bladych lic, smętnego czoła

Obejrzał się dookoła

I nieznacznie rzucił kwiatek –

Lecz ni chwili nie postoi –

Czy i on się trupa boi?

&amp;nbsp;

Żywy trup pomyślał w grobie

Dzięki bracie! Dzięki tobie!

Tylu przeszło, nikt nie wspomni!

Tyś jeden przypomniał o mnie![przypis]Tamże, s. 83-84.[/przypis]

&amp;nbsp;

Strach przed żywcem pogrzebanymi więźniami Cytadeli nie był metafizyczny, lecz całkiem realny. Każdy posądzony o znajomość z „przestępcą” także mógł szybko znaleźć się za jej murami. Aresztowania i transporty więźniów odbywały się nocą, rodziny skazanych, same zagrożone, lękające się pogorszyć los bliskich zamkniętych w Cytadeli – milczały. Jednak wieści tajemne o wywożeniu patriotów obiegały miasto i ludzie wylegali żegnać bohaterów. Swoją wywózkę w okresie powstania styczniowego tak oto zapamiętał Władysław Zapałowski:

&amp;nbsp;

Było to w drugiej połowie maja—to też nim nas zebrano, uszykowano, porachowano i ruszono z miejsca, promienie wschodzącego słońca przedzierać zaczęły oponę nocy i budzić ziemię ze snu i martwoty. Przeszliśmy przez całą długość cytadeli, wyszliśmy za bramę i już przez jej stoki posuwaliśmy się wolno do miasta. W tej właśnie chwili świetlana tarcza słoneczna w całym majestacie i blasku wytaczać się zaczęła na niebo. Cudny był ranek majowy. Cały ten długi oddział wchodzić zaczął do Warszawy—mieszkańcy jeszcze byli we śnie pogrążeni, ale szczęk broni, ciężki turkot kół armatnich po bruku, zresztą odgłos równych, miarowych kroków paru tysięcznego oddziału—nie śpiących, ale nawet umarłych mógłby poruszyć. Toteż gdy wchodziliśmy na Stare Miasto, szybko, błyskawicznie niemal otwierały się okna i wybiegało na balkony w nocnych negliżach wiele kobiet, które słały nam słowa pożegnania. Na Starym Rynku pełno było już przekupek, rozstawiały stragany, wszystkie porzuciły zajęcie i biegły na spotkanie nasze. Całe wypróżniały kosze, a bułki, chleb, całe wianki serdelków i powrozy kiełbas przelatywały w powietrzu ponad głowami otaczających nas żołnierzy i wszystko to dostawało się do rąk naszych. Gdy wchodziliśmy na plac Zamkowy, nie wiadomo jakim instynktem wiedziony, lud ze wszystkich ulic biegł, zwiększając się co chwila. Przeciągnęliśmy przez Zjazd i most żelazny, rzucony na Wiśle, i stanęliśmy na placu przed stacją Petersburską. Widocznie Warszawianie byli przez kogoś powiadomieni o wysyłce, bo na placu przed foksalem stało tysiące ludu — ujrzałem wśród niego i swą siostrę, K. B., krewnych i wielu znajomych. Nie dozwolono jednak było nikomu zbliżyć się do oddziału i gmachu kolejowego.[przypis]Wł. Zapałowski, Jak się żyło w Cytadeli, w; Cytadela Warszawska, op. cit. S. 152-153.[/przypis]

&amp;nbsp;

Mimo że większość aresztowanych nie odznaczała się w śledztwie bohaterstwem, do narodowej mitologii patriotycznej trafiały przykłady postaw heroicznych i męczeńskich. Najgłośniejszym wypadkiem była śmierć Karola Levittoux w 1841, który torturowany, w obawie, że wyda współtowarzyszy łukowskiej organizacji, podpalił się na pryczy i zginął w płomieniach. Czyn jego sławili romantyczni poeci: Cyprian Norwid, Władysław Syrokomla, Mieczysław Romanowski. Bohaterem Cytadeli był też Karol Baliński, którego wiersze pisane w więzieniu (Do piewcy, Pożegnanie, Cześć szaleńcom, Więzień do zbirów, Żywy trup) dowodziły niezłomności ducha i trwania przy romantycznej ideologii zemsty. To do niego należą słynne słowa:

&amp;nbsp;

Gdziekolwiek wyrok carski nas zawlecze,

Oszukamy jego dumę,

Niesiemy z sobą prawa człowiecze!

Niesiemy wolności dżumę![przypis]Pożegnanie, w; Pisma, op. cit. s. 5.[/przypis]

&amp;nbsp;

Jednak to właśnie w Cytadeli dokonała się ostateczna symboliczna klęska romantycznych ideałów patriotycznych. Pod koniec powstania styczniowego, kiedy przybywało osadzonych, trwały żmudne śledztwa, padło w którymś momencie nazwisko Traugutta. Ostatni rząd powstańczy trafił za mury, a egzekucja pięciu jego członków 5 sierpnia 1864 przypieczętowała upadek powstania.

Tradycje romantycznego buntu podjęli dopiero w dwadzieścia lat później członkowie organizacji socjalistycznych. Apogeum ich działalności przypadło na rewolucję 1905 roku, a Cytadela zebrała wtedy najkrwawsze żniwo w swej historii. Żeromski umieścił tam akcję pierwszych obrazów rozliczającego się z rewolucją dramatu Róża, nawiązujących do II i III cz. Dziadów Mickiewicza. W zimowej scenerii, w mroźnej zawiei, przy Iwanowskich Wrotach, gdzie stoją słupy szubienicy - umarli i żywi, kaci i ofiary, toczą kolejne „Polaków rozmowy”.

</document>
<document nplp_id="1082" title="Warszawa. Plac Bankowy i&amp;nbsp;okolice" slug="plac-bankowy-i-okolice">„W krótkim, piętnastoletnim okresie konstytucyjnym Królestwa Polskiego władze autonomiczne przedsięwzięły przebudowę fragmentów układu przestrzennego miasta, wskutek której uformowały się zarysy dzielnicy śródmiejskiej. Jej punktami węzłowymi stały się dwa nowo założone place publiczne – Bankowy i Teatralny, spięte ulicą Senatorską” (K. Dumała: Centrum Warszawy w dobie zaborów).

„W roku 1826 z miejsca będącego między zejściem się ulic Senatorskiej, Żabiej i Rymarskiej utworzył się plac, jeden z najozdobniejszych w Warszawie, na czele którego wzniosła się pyszna budowa Banku Polskiego i Giełdy, podług planu Antoniego Corazzi wystawiona” (F. M. Sobieszczański: Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu miasta Warszawy, 1848).

„Zespół gmachów rządowych zamykał pl. Bankowy jednolitą monumentalną ścianą, tworząc wnętrze miejskie o niezwykłym charakterze. [...] Pałac Komisji Przychodów i Skarbu, w którym Corazzi adaptował układ wcześniejszego, barokowego pałacu, przybrał czyste formy rzymskiego antyku. [...] Gmach Giełdy i Banku Polskiego, zrealizowany wspólnie z Janem Jakubem Gayem, był budowlą najdoskonalszą w całym zespole, przystosowaną w kształcie do zaokrąglonego narożnika ul. Elektoralnej, otoczoną łańcuchem arkad w dwóch kondygnacjach i nakrytą kopułą” (J. A. Chrościcki, A. Rottermund: Atlas architektury Warszawy).
Dziwnym zrządzeniem losu dokładnie naprzeciwko owego „zaokrąglonego narożnika” ulicy Elektoralnej stał dom o numerze hipotecznym 796 (później Elektoralna 3), w którym właśnie wtedy, od października 1825 do początku maja 1826, kończyło się krótkie życie żołnierza-poety Antoniego Malczewskiego. Mówiąc patetycznie, w cieniu nowego Banku i Giełdy, umierał na raka autor Marii, o której za parę lat Maurycy Mochnacki napisze, że jest „jednym z najśliczniejszych i największych utworów tegoczesnej literatury polskiej” (O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym). A na razie zostały po nim niezapłacone rachunki z pobliskiej apteki Celińskiego oraz zaległe komorne. Nazajutrz po śmierci poety pojawiła się klepsydra następującej treści: „Zaprasza się przyjaciół i znajomych ś. p. Antoniego Malczewskiego, w dniu 2. b. m. i r. [2 maja 1826] zmarłego, na eksportację ciała z domu przy ulicy Elektoralnej pod nr 796 na cmentarz Powązkowski w dniu 4 maja o godzinie wpół do 3-ej z południa odbyć się mającą” (H. Gacowa: „Maria” i Antoni Malczewski). 15 czerwca 1908 roku odbyło się poświęcenie tablicy pamiątkowej, wmurowanej na frontonie domu przy ul. Elektoralnej 3, z napisem: „W tym domu mieszkał i zmarł 2 maja 1826 roku Antoni Malczewski Autor Marii” (ibidem). Podczas ostatniej wojny dom został zniszczony; róg Elektoralnej i Przechodniej jest pusty. Pierwszy budynek po nieparzystej stronie Elektoralnej ma numer 5/7. Mieści się w nim znane skądinąd liceum im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego.

Trzy lata po śmierci Malczewskiego na Placu – i na Elektoralnej – pojawi się następny poeta z Wołynia: Juliusz Słowacki. Na początek zatrzymał się niedaleko, na Lesznie, pod numerem 721, w mieszkaniu pewnego Litwina. Znajdowało się ono w dwupiętrowej kamienicy Gebhardów, przylegającej do byłego ratusza na Lesznie, gdzie w tym czasie mieściło się więzienie za długi (obecnie Aleja Solidarności 113). Kto ciekawy takich sąsiadów niech przypomni sobie Dickensa, który – niemal rówieśnik naszego poety – zaczął właśnie też studiować w Londynie życie wszystkich warstw mieszkańców metropolii. Naprzeciwko zaś tej kamienicy był klasztor karmelitów zamieniony już od paru lat na więzienie stanu, oraz istniejący do dziś, choć przesunięty, kościół pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny, wzniesiony w latach 1683-1732.

Wszakże wolno przypuszczać, że to ten nowy plac, imponujący i piękny, z umiejętnie już wkomponowaną zielenią, stał się dla przybysza punktem wyjścia w oswajaniu tego miasta tak różnego od Wilna. A co było widać na pierwszy rzut oka, jeśli stało się mniej więcej w tym miejscu, co ten obecny, dość niefortunny pomnik poety? Na wprost oczywiście wylot ulicy Senatorskiej, z rokokową figurą św. Jana Nepomucena dłuta J. Cieverottiego. Ufundował ją w roku 1731 marszałek wielki koronny Józef Wandalin Mniszech wraz z małżonką, Konstancją z Tarłów. Postument zdobią symbole czterech cnót ewangelicznych, sceny z życia świętego oraz herby fundatorów. Był to ważny punkt w tej przestrzeni. „Tu od wielu lat mieszkańcy Warszawy, a szczególnie z ulic Senatorskiej, Elektoralnej i Żabiej, w dzień jego święta [czyli 21 maja – I. J.] i przez całą oktawę w wieczór oświecają, zbierają się tłumami i śpiewając modlą się, a panienki wieńczą ją bukietami i kwiatami w doniczkach ozdabiają” (F. M. Sobieszczański: Rys historyczno-statystyczny...).

Z tego miejsca widać też było wieżę ratuszową na Placu Teatralnym, a po prawej ręce Pałac Błękitny i kościół ojców reformatów pod wezwaniem św. Antoniego, ufundowany wraz z klasztorem w I połowie XVII wieku przez króla Zygmunta III Wazę jako wotum za zdobycie Smoleńska w 1611 roku. Całkiem na prawo, na rogu Placu Bankowego i Żabiej 9 można było podziwiać nowo wzniesioną (1826-1828) kamienicę Janasza, też o zaokrąglonych narożnikach, znaną później jako Hotel Saski. Skośnie w prawo, na wyciągnięcie ręki, Ogród Saski, który okres świetności miał już wtedy za sobą. W pierwszej połowie XIX wieku był to miejski ogród publiczny w stylu angielskim. Wszakże nad nim górowała kopuła kościoła ewangelicko-augsburskiego pod wezwaniem św. Trójcy na Placu Ewangelickim (obecnie Małachowskiego). Była to wówczas najwyższa budowla w Warszawie (58 metrów); na samej górze znajdowała się galeria, z której widać było panoramę miasta i okolic, co stanowiło żelazną atrakcję zarówno dla przyjezdnych gości, jak i samych warszawiaków. Niewątpliwie dla Słowackiego też.

Zaś skośnie w lewo kusił wylot ulicy Długiej, nazwanej tak dlatego, że miała łączyć Wisłę i Stare Miasto z Wolą. Już w roku 1783 rozsiadła się tam „Gruba Kaśka” – publiczna studnia zbudowana w stylu klasycystycznym przez Szymona Bogumiła Zuga, a za nią – aż żal myśleć, że tego na Długiej już nie ma i najprawdopodobniej nie będzie – liczne hotele, kawiarnie, popularny „handel win” i sklepy. A między Senatorską i Długą, w dawnym Hotelu pod Białym Orłem (Rymarska 739), mieściła się pierwsza publiczna galeria malarstwa, otwarta w czerwcu przez Józefa Kajetana Ossolińskiego, właściciela zbiorów. Były tu dzieła artystów obcych, głównie włoskich i niderlandzkich, dostępne codziennie od 10 do południa, a po obiedzie od 16 do 20. Przybysz, nawet najbardziej wybredny, mógł się w ogóle nie ruszać z Placu, który zapewniał dystrakcje w każdym zakresie (do teatrów – na Plac Krasińskich i Plac Teatralny – też było stąd bardzo blisko).

Tym bardziej, że ostatecznie Słowacki zamieszkał (po paromiesięcznym rezydowaniu w Pałacu Paca na Miodowej) na Elektoralnej 755 (obecnie 16/22) – i to był jego adres aż do opuszczenia miasta na zawsze. Tego domu też już nie ma; stał w tej części ulicy, którą przecina teraz Aleja Jana Pawła II, czyli nieco dalej od centrum, jakim niewątpliwie był wówczas Plac Bankowy.

„Centrum miasta jest określone przede wszystkim skupieniem budynków i urządzeń użyteczności publicznej o funkcjach ogólnomiejskich, a w wypadku stolicy – także ogólnokrajowych” (K. Dumała: Centrum Warszawy w dobie zaborów). Bank Polski, Giełda, Komisja Rządowa Przychodów i Skarbu, rezydencja ministra skarbu, oraz zupełnie niedaleko, w zasięgu wzroku, Rządowa Komisja Spraw Wewnętrznych w pałacu Mostowskich utworzyły na Placu Bankowym City – „ośrodek dyspozycji finansowo-gospodarczej kraju”. A pracować w City mając 20 lat – to nie byle co, nawet dla romantycznego poety.

Słowacki rozpoczął pracę w sekretariacie generalnym Rządowej Komisji Przychodów i Skarbu – w samym sercu City – z początkiem kwietnia 1829, jako bezpłatny aplikant. W listach narzekał na „nudną finansową pracę”, ale i nie ukrywał, że uchodził tu za najzdolniejszego. A do tego sąsiedztwo Banku Polskiego – z wielką narożną rotundą Sali Giełdy o średnicy 21 metrów, przykrytą kopułą – musiało robić na poecie należyte wrażenie.Bank Polski był instytucją najzupełniej nową i jedyną w tej części Europy (dla porównania: Bank Anglii powstał w 1694 roku, Francji – 1801, belgijski – w 1850, a rosyjski – w 1860). Swoje istnienie zawdzięczał staraniom i determinacji księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, zgodnie z zasadą, iż posiadanie własnego pieniądza jest jednym z wyznaczników państwowości. Dał też nazwę placowi.Obecnie w pałacu Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu mieści się Urząd Miasta Stołecznego Warszawy (oficjalny adres: Plac Bankowy 5). Na półpiętrze głównej klatki schodowej stoi popiersie Juliusza Słowackiego; pamiątkowa tablica przypomina interesantom i urzędnikom, że poeta też tu pracował.

A kiedy wreszcie nadejdzie noc listopadowa – co zobaczy Słowacki na tym placu? I czego świadkiem będzie plac?

Jako że tu mieściły się najważniejsze instytucje rządowe, a z drugiej strony dzięki bliskości koszar wołyńskich (od zachodu również mirowskich) – Plac Bankowy był miejscem, gdzie zgromadziły się wojska wierne wielkiemu księciu Konstantemu. Tutaj też, w pałacu księcia Lubeckiego, skupiła się antypowstańcza opozycja. Podczas tej długiej nocy powstańcy zdobyli Arsenał i więzienie stanu na Lesznie. Jak głosi napis na kamieniu leżącym do dziś w pobliżu starej bramy do Ogrodu Krasińskich: „Roku 1830 dnia 29-go listopada o godzinie wieczornej część batalionu pułku 4-go piechoty liniowej stoczyła tu zwycięską walkę z batalionem gwardii rosyjskiej, przechylając naówczas szalę powstania narodowego”. Z bankowego balkonu przemawiał do ludu – już na początku grudnia – generał Chłopicki. A parę nocy później, wedle relacji naocznego świadka, se non è vero, è ben trovato – Słowacki jadł z powstańcami barszcz zabielany w pałacu Blanka, kiedy z drukarni na Królewskiej przyniesiono ulotki z Odą do wolności i Hymnem. „Teofilu, w życiu naszym nigdy nic podobnie pięknego nie zobaczemy” napisze z Paryża rok później.Godzi się też odnotować, że podczas powstania listopadowego Bank Polski nieprzerwanie pełnił swoje normalne funkcje, a rząd powstańczy, mimo kłopotów finansowych, nie zdecydował się na przejęcie złożonych tu zasobów – w trosce o zachowanie społecznego zaufania do tej instytucji. 1 stycznia 1886 Bank Polski postawiono w stan likwidacji. Jego majątek i agendy przejął rosyjski Bank Państwa.

W l. 1951-1989 plac nosił imię Feliksa Dzierżyńskiego, ongiś więźnia Cytadeli Warszawskiej (zob. hasło Cytadela), później – dożywotniego (1926) szefa Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem w Związku Radzieckim. 21 lipca 1951 roku, w centralnej części placu, przed pałacem Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, odsłonięto pomnik Dzierżyńskiego dłuta Zbigniewa Dunajewskiego. Jednak twardego karku mieszkańcy Warszawy zachowali w mowie – wbrew tabliczkom i oficjalnej nomenklaturze – historyczną nazwę. 17 listopada 1989 roku pomnik zburzono i usunięto; wkrótce potem plac odzyskał utracone imię. 29 września 2001 roku, na tym samym miejscu odsłonięto pomnik Juliusza Słowackiego, wykonany na podstawie modelu z 1932 roku, zachowanego w Muzeum Narodowym w Warszawie. Jego autorem był Edward Wittig, a pierwotnym miejscem przeznaczenia – Lwów. I znów, zarówno Plac Bankowy, jak i poeta, są świadkami przeróżnych manifestacji. A nie wszystkie patriotyczne.</document>
<document nplp_id="1086" title="Warszawa. Okopy Woli" slug="okopy-woli">Jest to miejsce strategiczne, nie tylko dla Warszawy i jej obronności, ale także dla tradycji patriotycznej, która ten skrawek ziemi uczyniła świętym. To bastion polskiego wzoru bohaterskiej śmierci. Tuż obok stoi wszak pomnik dłuta Tadeusza Breyera, wyglądający, jakby wykuty został z wiersza Marii Konopnickiej Pod Wolą (1831):

„Tam jenerał jest Sowiński -

Szczudłem nogę wspiera –

Ale jeszcze ci pokaże,

Jak Polak umiera!”.

Wyjątkowość tego miejsca wynika z jego usytuowania. Teren między dzisiejszymi ulicami Wolską, Redutową i Elekcyjną dawniej leżał na przedpolu i brał na siebie napór przybyszy dążących z zachodu – do miasta, i dalej, za Wisłę. Niegdyś mieścił się tu ośrodek wsi Wielka Wola Warszawska, która swój niezależny byt zawdzięczała bliskości bardzo ważnego skupiska ludzkiego oraz uprzywilejowanemu położeniu przy rozdrożu. XV-wieczne dokumenty mówią o wolskim węźle komunikacyjnym splatającym główny trakt w stronę Starego Miasta z dwiema innymi drogami na wschód: na Nowe Miasto i do Jazdowa, w stronę przepraw na rzece. Było to zatem skrzyżowanie dróg lądowych powiązanych z transportem wodnym, co nadawało panującemu tu ruchowi status międzynarodowy. Nad owym rozstajem wznosił się już wówczas kościółek św. Wawrzyńca, przy nim zaś mieścił się lokalny cmentarz. Miano na nim chować tylko okolicznych mieszkańców – a więc żadnych obcych z wyjątkiem księży, dobrodziejów kościoła i podróżnych (tych jednak musiało być wielu). Ofiary zarazy, skazańców i poległych w boju zwykle grzebano w polu. Jednak w 1655 roku (gdy kościółek po raz pierwszy spłonął) na cmentarzu pochowano zabitych w wolskiej bitwie Szwedów. Fakt to dla historii tego miejsca przełomowy, gdyż od tego czasu ziemia gościnnie przyjmowała także najeźdźców.

Miejsce strategiczne oznacza bowiem wielu poległych. Odkąd wzniesiono (około 1770) Okopy Lubomirskiego i postawiono rogatki, wysunięta przed nie wieś Wola stała się polem, na którym rozgrywały się wszystkie bitwy w obronie stolicy. Po raz pierwszy – podczas powstania kościuszkowskiego, kiedy to na terenie przykościelnego cmentarza urządzono punkt oporu ze strzelnicami, wałem i wilczymi dołami. W lipcu 1794 roku wyparta stąd została przez Prusaków załoga pod dowództwem generała Józefa Zajączka. Miejsce miało już zatem swoje symboliczne znaczenie, gdy podczas powstania listopadowego wojskowi inżynierowie przystąpili do budowy nowych fortyfikacji, wznosząc tu największy, obejmujący także kościół, szaniec Woli – ostróg bastionowy 56. Dziś w granicach wałów Reduty znajdują się dwie mogiły zbiorowe jej obrońców z 6–7 września roku 1831, ale także trzy późniejsze – z pierwszych dni września 1939.

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (w 1831 roku podczas obrony Warszawy pracująca w wojskowym lazarecie) pod datą 10 września notowała: „Okropności miały się dziać na polach Woli i Jerozolimskich; Moskale dawali ognia do tych, co wychodzili za rogatki oglądać pobojowisko, do żon i matek, które mężów i synów szukały. Nie chcąc, żeby prawdziwa wiadomość ich strat szkodliwe robiła wrażenie w ich wojsku i naszym pospólstwie, i naszych, i swoich, żywcem zakopywali”. Notatkę Hoffmanowej potwierdzają historycy: poległych żołnierzy obu walczących o Redutę stron pochowano na terenie przykościelnym. Przeszło 100 lat później, w 1944 roku „naszych” i „swoich” chowali tu hitlerowcy – zwłoki żołnierzy niemieckiego wojska dziś pokrywają płyty chodnikowe. Teren Reduty nie jest więc i nigdy nie był miejscem wyłącznie polskiej śmierci. Przeciwnie, to cmentarz dziesiątków narodów: „Szwedzi”, „Prusacy”, „Moskale”, „Niemcy”, „Ukraińcy” czy „Kałmuki” to tylko zbiorcze, zwyczajowo używane określenia, pod którymi rozumieć trzeba ludzi i z najodleglejszych stron. Ściągali tu z różnymi armiami, nieraz wcielani do nich siłą, i tu – przy rozdrożu, czy (jak kto woli) przy węźle komunikacyjnym – wypełnił się ich los.

Nie jest to także miejsce chwały wyłącznie żołnierskiej. Cywilność naznaczyła je wyraziście – to cywile je współtworzyli, to ich chlubę i nadzieję stanowiła, to ich także przykryła tu ziemia. Podczas powstania listopadowego przy wznoszeniu umocnień pracowało 2000 robotników dziennie. Po zakończeniu robót (7 sierpnia 1831) zorganizowano na wałach patriotyczną uroczystość, w której udział wzięła licznie zgromadzona „ludność Warszawy”, zapewne także owe „żony i matki”, miesiąc później próbujące tu powrócić w poszukiwaniu zwłok swych bliskich. Koszmar przeszukiwanych, zbieranych, porzuconych, zakopywanych, martwych i półmartwych ciał – „okropności”, jak ujęła to Hoffmanowa – oczywiście się powtórzy, tak jak powtórzy się okrucieństwo. W powstaniu warszawskim Reduta nie odegrała bowiem roli militarnej, lecz i tu, i w pobliżu wykonywano egzekucje na ludności, palono i chowano zwłoki. Tu też znajduje się mogiła zbiorowa około 1500 mieszkańców Woli zamordowanych w sierpniu roku 1944. Groby można wymieniać długo, choćby – dzieci z sierocińca prawosławnego spalonych w tymże 44. Można też przypomnieć kwaterę radzieckich robotników, którzy zginęli przy budowie Pałacu Kultury 10 lat później.

Pojęcie mogiły zakłada wszakże możliwość uporządkowania zmarłych, podzielenia ich choćby na podgrupy i pochowania oddzielnie, na przykład wedle daty zgonu. Miejsce strategiczne oznacza jednak ruch i pośpiech, toteż przez wieki chowano tu ludzi szybko, na pierwszym wolnym lub niezupełnie wolnym miejscu. Dokonywane potem ekshumacje często nawarstwiały tylko bałagan – niektóre groby przenoszono wielokrotnie, inne wynoszono poza teren wałów, ziemię niwelowano. Po powstaniu listopadowym otworzono tu cmentarz prawosławny (od 1970 także katolicki) i dziś mieszczą się na nim stłoczone groby stare i współczesne, żołnierzy i cywili, wyznawców różnych religii (tuż obok jest jeszcze mały cmentarz karaimski). Widać zatem neogotyckie pałace i luksusowe cerkiewki, projektowane przez artystów dzieła sztuki i porozbijane kamienie. Wobec takiego stłoczenia zaskakują puste (czy rzeczywiście puste?) rozległe polany.

Narodowa opowieść o bohaterskiej śmierci jenerała Sowińskiego od początku była walką i z ową nieprzejrzystością ziemi, i z najeźdźcami, którzy także chcieli uczynić z niej swoją ziemię świętą. Legenda powstała zaraz po upadku Warszawy, gdy po mieście zaczęła się rozchodzić historia o generalskiej wdowie, która przez pola trupów przedostała się do kościoła, by się przekonać, że nie ma tam zwłok jej męża, a Moskale mimo łez i próśb nie pomogą w ich odnalezieniu i pochówku z należnymi honorami. Tylko jakiś żołnierz przyniósł jej ponoć mężowską protezę (ten kawałek drewna znajduje się w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego). Tak oto wokół osoby Katarzyny Sowińskiej zaczął rodzić się kult generała, rozpowszechniany zwłaszcza w kręgu Związku Patriotycznego Dobroczynności Pań Polskich. I tak też śmierć wdowy, której działalność i postawa budziły powszechny szacunek, stała się okazją do kolejnego powrotu warszawiaków na okopy: po słynnej manifestacji w dniu 11 czerwca 1860 roku młodzi ruszyli na Wolę, do Sowińskiego, a potem dalej – do Ordona. Obu bowiem (choć tylko jeden naprawdę zginął w bitwie) tradycja nadała podobną funkcję – krystaliczne wizerunki ich śmierci zapewniały o wzniosłości naszego bohaterstwa, zapewniały wbrew polskim zdradom i „niedoczynom”, wbrew dojmującym faktom codzienności. Niby dwie reduty, a jedna. (Już Otton Laskowski – autor wydanego w 1931 roku Przewodnika po polach bitew – ubolewał, że te miejsca mylą się patriotycznie kształconej młodzieży).

Zanim jednak nadszedł ów rok 1860, reduta 56 zaczęła się zmieniać. Ukazem carskim z 1834 roku zniesiono wolską parafię rzymskokatolicką, a kościół zamieniono w cerkiew i oddano patronce dnia moskiewskiego zwycięstwa – Matce Boskiej Włodzimierskiej. W ściany budynku wmurowano rosyjskie lufy armatnie, we wnętrzu zaś zawieszono wielki świecznik „z armatek i kul” oraz tablice z inskrypcjami upamiętniającymi bitwę i nazwiska zasłużonych. Odrestaurowano też uszkodzone fortyfikacje ziemne, a nawet – dla wzmocnienia ich okazałości – potrojono liczbę ław działowych i wykonano trzy bramy w wale. Mauzoleum to oraz cmentarz (oficjalnie otwarty dokładnie w 10. rocznicę bitwy) miały dla Rosjan bardzo ważne znaczenie i dbali oni o ich jednoznaczną wymowę. Próbowali zatem ukrócić pielgrzymki Polaków do grobu bohatera i w miejscu jego domniemanego pochówku pogrzebali generała Aleksandra Zacharowicza Murawiewa. Na nic to się zdało, bo walka na symbole trwała: ołówkiem lub węglem warszawiacy wpisywali na nagrobku nazwisko „Sowiński”. A wokół rósł cywilny już cmentarz Rosjan, którzy napływali do Warszawy i wtedy, i potem, i jeszcze wiele lat później (na początku XX wieku wznieśli tu cerkiew pod wezwaniem św. Jana Klimaka).

Za wolnej już Polski postanowiono, że Reduta wraz z otoczeniem stanie się „podwaliną nowoczesnego, higienicznego zespołu zieleni miejskiej”. Zarządzono porządki. Wkrótce okazało się jednak, że aby zagospodarować powierzchnię, trzeba sięgnąć do wnętrza, znaleźć i upamiętnić bohaterów, a „obcych” przesunąć na bok (na szczęście nie zrealizowano projektu likwidacji cmentarza prawosławnego). W 1930 roku pułkownik Leon Dunin-Wolski z ramienia komitetu rocznicowych obchodów rozpoczął poszukiwania ciała Sowińskiego. Najpierw – jak pisał – otwarto grobowiec Murawiewa (szczątki rosyjskiego generała „z odpowiednim ceremoniałem” przeniesiono) i dla pewności sprawdzono grunt pod nim, lecz „fachowcy orzekli, że ziemia nie była ruszana”. Dalsze sprawozdanie pułkownika jest dość zawikłane, co dobrze oddaje trudność przekształcania chaosu w „podwalinę”: „Jeden z mieszkańców Warszawy, p. Świejkowski, znał psalmistę cerkwi wolskiej Popowa, który twierdził, że z polecenia konsystorza prawosławnego zwłoki obrońcy Woli […] potajemnie zostały przeniesione z grobu, w którym pierwotnie były złożone i pochowane w innym miejscu. Miejsce to znanym było tylko ks. Korzeniowskiemu [proboszczowi cerkwi, zm. w 1890] i wspomnianemu psalmiście. Popow jednak, pomimo usilnych próśb p. Świejkowskiego, nie chciał zdradzić tajemnicy, lękając się utraty posady. Dopiero po wyjściu Rosjan z Warszawy, w 1915 roku, zdradził tajemnicę. Korzeniowski, jak twierdził Popow, nie mogąc w inny sposób uchronić mogiły bohatera Woli od zagłady i zapomnienia, kazał nad nią wybudować dla siebie i swej rodziny grobowiec murowany”. Być może więc to „obcy” zatroszczył się o ciało Sowińskiego, ale niestety – w grobowcu zwłok nie było. Szukano dalej – bez rezultatu – aż znaleziono znaczną ilość kości oraz dwadzieścia pięć dobrze zachowanych szkieletów (także krzyżyki, sprzączki, grzebienie i oczywiście guziki). Rósł nad nimi „stuletni kasztan, który tak głęboko zapuścił swe gęste korzenie, że prawie każdą część szkieletu trzeba było oddzielnie spomiędzy nich wyciągać”. Kości jeneralskich i tam jednak nie odkryto. Swą relację Dunin-Wolski kończył wnioskiem: „Możliwe, że zwłoki gen. Sowińskiego, pomimo przeprowadzonych częściowo poszukiwań w kościele, znajdują się jednak w podziemiach”.

Legenda patriotyczna za nic miała ową tajemnicę międzynarodowego cmentarzyska, materii pochłaniającej, co do niej wrzucono. Kierowała się mesjanistyczną wiarą, że gdzieś w tej czeluści odbywa się sąd ostateczny, na którym prochy złych i dobrych zostają rozdzielone – te złe znikają w niebycie, dobre zaś zaczynają promieniować duchowym światłem przebijającym skorupę ziemi i oświetlającym okolicę, Warszawę i Polskę. Liczne teksty z XIX i XX wieku poświęcone Sowińskiemu (zebrał je i omówił, dołączając ikonografię, Czesław Kłak w książce o „polskim Leonidasie”) podobnie sakralizują „polską śmierć”. Spośród nich najważniejszą rolę odegrał – wydany dopiero w roku 1883 – wiersz Juliusza Słowackiego. Jego słynny tytuł Sowiński w okopach Woli wpisał na karcie rękopisu Teofil Januszewski, więc to i jemu kultura narodowa zawdzięcza nazwę dla swego mitycznego miejsca.

Słowacki mógł znać kościół św. Wawrzyńca i historię okopów z czasów kościuszkowskich (może oglądał je z Januszewskim?), mógł słyszeć o przygotowywanych projektach nowych fortyfikacji, mógł spotykać jenerała „z drewnianą nogą”. Nie widział natomiast reduty 56, gdyż prace ruszyły tu po jego wyjeździe, w drugiej połowie czerwca 1831. Wiersz, który zanotował na marginesie Zawiszy Czarnego (a wiec prawdopodobnie w 1844 lub 1845 roku), jego komentatorzy – począwszy od wydawców Liryków – wiązali z ukazaniem się artykułu podpisanego N.R.G., Mort de Sowiński i dołączoną doń ryciną Mort du général Sowinski à la pris de Varsovie, le 6 [septem]bre 1831 w wydanym przez Aleksandra Chodźkę tomie La Pologne historique, littéraire, monumentalne et pittoresque…(t. 3, Paris 1839–1842). Była to wszakże tylko jedna z wielu emigracyjnych publikacji, znanych zapewne Słowackiemu, a zawierających sprzeczne wiadomości. Wedle niektórych, generał walczył, wycofawszy się do kościoła św. Wawrzyńca, i tam padł zakłuty bagnetami u stóp ołtarza. Wedle innych, pozostał wraz z żołnierzami w baterii naczelnej i tam też, stojąc koło armaty, zginął. Poeta wykorzystał wersją pierwszą: w jego wierszu Sowiński broni się przy ołtarzu, przy „białym bożym obrusie”, tam, gdzie „ksiądz Ewangelią czyta”. Odmawia kapitulacji i ponosi męczeńską ofiarę uświęconą przez miejsce, w którym się dokonała („I krew dam… a nie dam szpady…”).

W utworze jest tylko kilka topograficznych szczegółów: prócz „starego kościółka na Woli” raz jeden pada w tekście słowo „okopy”, raz – „wały”, i raz – „miasto”. Tak Słowacki przywołuje Warszawę, wspominając też o jej ulicach, którymi chadzał niegdyś inwalida. I to właśnie miasto, choć niewymienione z nazwy, jest w tym wierszu bardzo ważne. To ono ma być podmiotem misterium śmierci i odrodzenia – jenerał umiera, aby miasto o tym pamiętało.

„Aby… miasto pamiętało

I mówiły polskie dziatki,

Które dziś w kołyskach leżą

I bomby grające słyszą,

Aby, mówię, owe dziatki

Wyrósłszy… wspomniały sobie,

Że w tym dniu poległ na wałach

Jenerał – z nogą drewnianą”.

Jeśli historia śmierci, zwłok i pośmiertnego życia Sowińskiego przypomnieć może komuś bajkę Żegoty o ziarnie, które diabeł zakopał w ziemi swym kopytem – tę przypowieść fundamentalną dla romantycznego mitu metamorfozy, nieodmiennie łączącego grób z kołyską – to podkreślić trzeba, że Słowacki wprowadza w ów cykl dodatkowe ogniwo: pamięć opowieści. Odrodzenie nie przyjdzie ani na mocy praw natury, ani przez magię popiołów czy krwi, ani nawet z Bożych tylko wyroków, lecz dzięki niewygasającemu pamiętaniu. Genius loci mieści się bowiem nie w ziemi, lecz w duchu ludzi z tym miejscem związanych.

Pośród relacji o wydarzeniach na Woli był tekst (wczesny, bo z 1833 roku), na który badacze Słowackiego powinni zwrócić większą uwagę: La mort de Sowiński. Épisode de la dernière révolution (1831r.). Jego autorka – Hoffmanowa – opublikowała to opowiadanie, (ilustrowane rysunkiem Victora Adama Śmierć gen. Sowińskiego w kościele) w tomie Souvenirs de la Pologne. Okoliczności śmierci „prawdziwego typu Polaka” są tu podobne do podanych w artykule wydanym w La Pologne historique…, lecz tylko w tym tekście mówi się wiele o mieście, o jego mieszkańcach i dzieciach. Swoją opowieść o generale kończy też Hoffmanowa w znamienny sposób: „Nie znamy miejsca, gdzie spoczywają jego zwłoki, ale całe pola Woli są dla niego cmentarzem i kiedy Bóg zbierze na tej nizinie dzieci Polski, zjednoczone znowu pod sztandarem narodowym, one powiedzą sobie: to tutaj zginął Sowiński, zastosujmy jego dewizę: «Zwyciężyć lub umrzeć»”. Niezależnie od tego, gdzie dokładnie zginął Sowiński – w kościele czy „przy parapetach”, czy może prowadzony ku cmentarnej furcie – i bez względu na to, gdzie go pochowano, stało się tak, jak zapowiadali i Hoffmanowa, i Słowacki: miejsce naznaczone bohaterskim wzorem działało przez pokolenia. Podsuwało żywym gotowy scenariusz. Dla jednych święty, dla innych – przeklęty, lecz zawsze obdarzony „siłą fatalną”.

„Kompania z powagą, w milczeniu przyjęła wiadomość o otrzymanym zadaniu. Widziałem pełne zrozumienie dla moich słów, że z chwilą objęcia stanowisk nie ma dla nas odwrotu, że tylko śmierć… albo rozbicie wroga” – wspominał Zdzisław Pacak-Kuźmirski, we wrześniu roku 1939 porucznik, który nieopodal pomnika Sowińskiego przygotowywał swoich ludzi do obrony reduty 56. Myślał wtedy – tak mówi jego opowieść – o wielkiej odpowiedzialności i o tym, że teraz tu jest zachodnia granica Polski. Wszedł też na wały, by spojrzeć na południe, w stronę miejsca zwanego Redutą Ordona. Nie wiedział jeszcze, że będzie dowódcą jedynego odcinka obrony Warszawy, którego hitlerowcom nie uda się sforsować.

Dziś także można wejść na wał. Latem owocują tu słodkie mirabelki, żółte, czerwone, a nawet granatowe. Jest ich tak dużo, że wypełniają dno okopów. Nowe plany zagospodarowania terenu, zakładające wyeksponowanie i uporządkowanie historycznego założenia (w tym – wycinkę samosiejek) nie zostały jeszcze zrealizowane.

Tekst jest zmienioną wersją artykułu opublikowanego w: Stolice i prowincje kultury. Księga jubileuszowa ofiarowana profesor Alinie Kowalczykowej, pod red. Jacka Brzozowskiego, Mirosława Skrzypczyka i Marka Stanisza, Warszawa 2012.</document>
<document nplp_id="1088" title="Warszawa. Reduta Ordona" slug="reduta-ordona">Tak nazywa się stacja na linii Warszawskiej Kolei Dojazdowej łączącej stolicę z Grodziskiem Mazowieckim. Jadąc z Warszawy Śródmieścia, mija się stacje Warszawa Ochota i Warszawa Zachodnia, aby – na skrzyżowaniu z ulicą Mszczonowską – wysiąść na peronie z tablicą „Warszawa Reduta Ordona”. Jest to zresztą raczej przystanek niż stacja: tory i dwie podniszczone wiaty. Zamiast kasy stojący na peronie samochód osobowy z kartką na szybie: „Bilety”. Poza tym kurz, śmieci i pustka. Widać tylko tyły Centrum Reduta, lecz klienci docierają do niego raczej Alejami Jerozolimskimi niż pociągiem. Tutaj, na handlowym zapleczu, rzadko ktoś wysiada, większość pasażerów jedzie dalej – do słynnych podwarszawskich miejscowości – Tworek, Komorowa, Podkowy Leśnej, Milanówka.

Kilkanaście metrów od peronu, pod płotem, w cieniu krzaków po lewej stronie Mszczonowskiej, znajduje się głaz upamiętniający śmierć bohaterów. Wyryto na nim napis: „Tu dnia 6 września roku 1831 w walce z przemocą moskiewską została wysadzona w powietrze Reduta Ordona. Obrońcom ojczyzny cześć!”. Pomnik odsłonięto uroczyście w przeddzień rocznicy wybuchu powstania – 28 listopada 1937 roku. Inicjator przedsięwzięcia pułkownik Leon Dunin-Wolski wygłosił wówczas przemówienie, w którym – jak doniósł „Kurier Warszawski” (1937, nr 328) – nazwał Wolę „polskimi Termopilami” (odsłonięto tego dnia także pomnik generała Sowińskiego, obrońcy nieodległej a równie sławnej placówki).

Dowódcy oraz historycy bitwy o Warszawę zgadzają się, że największą trudnością w zorganizowaniu obrony miasta była rozciągająca się wokół szeroka, płaska i niezalesiona przestrzeń. Na naradzie dowództwa Jan Krukowiecki mówił: „Do trudności w walnej bitwie należy naprzód położenie placu boju w okolicach Warszawy na równym, otwartym polu” (Pawłowski 1935: 141) . Dotyczyło to także tych terenów, od Rakowca i Szczęśliwic do Woli, gdzie – jak się okazało – rozegrać się miały najsłynniejsze walki. W późniejszej relacji z bitwy Ludwik Mierosławski pisał o „nagich równinach” otaczających Wolę, a historyk powstania Wacław Tokarz nazwał je nawet „bilardowymi” – przesadnie, gdyż na niektórych przynajmniej mapach dostrzec można drobne fałdy terenu, a także chyba ogrody.

„I spójrzałem na pole; dwieście harmat grzmiało

Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,

Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi […]”.

Przywykło się sądzić, że w wierszu Mickiewicza więcej jest materii legendarnej niż dziejowej prawdy. Tomasz Strzeżek, autor ważnych prac o bitwie warszawskiej 1831 roku, powtarza to wypracowane przez historyków przekonanie. Wspominając o poetyckich opisach obrony Woli w wierszach Mickiewicza oraz Słowackiego, zauważa: „Obydwaj poeci nieświadomie wypaczyli wydarzenia związane ze swoimi bohaterami, a więc walkę o szaniec nr 54 i nr 56 (Wolę). Całkiem inaczej wyglądają one w świetle relacji urzędowych czy w przekazach ich bezpośrednich uczestników” (Strzeżek 1995: 121). Niby tak, Julian Konstanty Ordon uszedł przecież z życiem po wysadzeniu prochów (szaniec 54 to była właśnie jego reduta), a i niektóre inne fakty nie zgadzają się z prawdą historyków, bo nie „dwieście harmat” grzmiało w tym rejonie, lecz około 50 (choć podczas całej bitwy – kilkaset), a szaniec nie był wyłożony w środku faszyną (choć wedle inżynierskiej sztuki – powinien). Jeśli jednak przyjrzeć się topografii tych pól, to przyznać trzeba, że teren bitwy wygląda w utworze właśnie tak, jak relacjonowali świadkowie. I tak, jak mógł się on przedstawiać oczom Stefana Garczyńskiego, patrzącego z najbardziej wysuniętych na zachód pozycji korpusu Umińskiego. Trudno się nawet oprzeć przypuszczeniu, że Garczyński, opowiadając Mickiewiczowi o wydarzeniach, rysował mu szkice rozlokowania armii i tego, jak reduta wyglądała. A Mickiewicz słuchał i patrzył uważnie.

„Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,

Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona”.

Szaniec nr 54 zaczęto wznosić – pisze historyk fortyfikacji Roman Matuszewski – około 21 lipca tegoż, 1831 roku. Stanowił on najbardziej wysuniętą na południe część I linii umocnień odcinka zachodniego, do którego należały też dzieła nr 56 oraz 57 (to ostatnie, dowodzone przez Antoniego Lenickiego, broniło się długo i zajadle, lecz niestety zabrakło barda, który by mu zapewnił sławę). O wartość obronną reduty 54 spierano się, ale przyznawano jej jedną zaletę: znajdowała się na wzgórzu, które dominowało nad równiną. Od innych umocnień pozostawała oddalona – wedle obliczeń Strzeżka – od 800 metrów do dwóch kilometrów (i chyba z takiej też, prawie dwukilometrowej odległości patrzył na wzniesienie Garczyński). Budowla miała kształt sześcioboku (przeciętna długość boku – 46 metrów), a jej podstawę wewnątrz znacznie obniżono, więc z daleka widać było tylko 80 centymetrów przedpiersia wystającego nad zewnętrzną powierzchnię stoku. Jako materiału budowlanego użyto miejscowej, mocno ubitej gliny, co pozwoliło na nadanie zboczom znacznej spadzistości. Tyły zabezpieczał strumień łączący kilka stawów (w wierszu o strumieniu nie ma mowy). Autorem koncepcji fortyfikacyjnej był Klemens Kołaczkowski, zwolennik fortów ziemno-drewnianych, niegdyś zalecanych też przez Tadeusza Kościuszkę, który pisał: „Mamy wszędzie u nas z dobroczynności natury drzewo i ziemię, z nich możemy robić baterie, a osobliwie reduity ze schronieniem się od bomb. Mocniejsze prawie od twierdz z kamieni lub cegły […] Polacy, oto są wasze góry, oto są wasze fortece, które tysiącami narobić możecie!” (Józef Pawlikowski, Czy Polacy wybić się mogą na niepodległość, 1800).

Ten poranek był z początku mglisty, ale wkrótce wyszło słońce („wzbiło się po niebie zwierciadlanym” – wspominał Mierosławski [1888: s. 68]) i oświetliło szaniec od strony miasta. Uzmysłowienie sobie, co mógł widzieć adiutant Umińskiego, pozwala na pewne konstatacje dotyczące powstania Mickiewiczowskiej panoramy: równina z samotnym wzgórzem owiewanej dymami reduty to sceneria, która aż prosi się, by zostać przestrzenią romantycznego theatrum wojny. To gotowe pole do kreacji heroicznego mitu. Podstawowa dla wiersza metaforyka walczących ze sobą barw – bieli i czerni – także była już (przez wojskowych inżynierów) przygotowana. Wyschniętą, lśniącą w porannych promieniach glinę budowli (nie obłożonej – jak mówią dokumenty – darnią) pióro bez trudu mogło przemienić w biały „głaz bodzący morze”, otaczany coraz szczelniej, pod koniec walki niemal dookoła, przez czarną „lawę błota” – kolumny szturmowe nadzorowane osobiście przez feldmarszałka Iwana Paskiewicza. Dodać trzeba, że przedpiersia reduty nie umocniono koszami szańcowymi, więc działa i kanonierzy pozostawali odsłonięci, a to znaczy, że patrzący przez lunetę mogli widzieć ruchy Ordona, choć chyba już nie ten gest żołnierza, którego ręka w ładownicy „Szukała, nie znalazła”. Zatem, dzięki poetyckiej „syntezie bitwy” (tak nazwał wiersz Samuel Sandler), realia miejsca ujawniły swą symboliczną potencję. Mickiewicz – jak zawsze – w konkretach potrafił dostrzec znaki Wielkiej Historii. A Garczyński dopomógł mu w tym swoimi słowami – żołnierza raportującego z poetyckim talentem. Przypomnijmy, że wydając Opowiadanie adiutanta w tomie II Poezyj przyjaciela, Mickiewicz nazwał utwór „wspólną naszą własnością”.

„I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.

Spojrzałem na redutę; wały, palisady,

Działa, i naszych garstka, i wrogów gromady:

Wszystko jak sen znikło. – Tylko czarna bryła

Ziemi niekształtnej leży – rozjemcza mogiła”.

Mierosławski nazwał ją „wulkaniczna mogiłą”, gdyż niespodziewany wybuch, dym, piasek i wylatujące w powietrze ciała ludzkie, wszystko to zrobiło wrażenie gigantycznego wstrząsu ziemi tak, że działania wojenne na chwilę przerwano. Jednak nie cała reduta wówczas znikła. Po zajęciu Warszawy – pisze historyk fortyfikacji Stefan Fuglewicz – większość zewnętrznych umocnień zlikwidowano, lecz dla upamiętnienia zdobycia Woli Rosjanie pozostawili resztki szańców 54 i 56. Zanikanie śladów po Reducie Ordona było procesem późniejszym i trwało ono długo, pozostając w ścisłym związku tak z rozwojem miasta, jak i z powikłaniami pamięci.

Reduta 54 – twierdził Matuszewski – została zniwelowana w końcu XIX wieku podczas rozbudowy linii kolejowych w zachodniej części stolicy. Pisząc tak, postępował za przekonaniem, które nie wiedzieć czemu utrwaliło się wśród historyków (chyba nie tylko z powodu wielości relacji czy niedokładności starych map), że legendarny szaniec znajdował się w rejonie tych rozległych torowisk. Na mapie z Przewodnika po polach bitew wojny polsko-rosyjskiej pod redakcją Ottona Laskowskiego (1931) tam właśnie został zaznaczony – u zbiegu ulic Mszczonowskiej i Włochowskiej, a więc w punkcie, w którym kilka lat później postawiono pomnik. I być może z tym przewodnikiem w ręku patriotyczna młodzież wychowana na literaturze romantycznej poszukiwała świętego miejsca Polaków. Czytamy w książce wydanej w roku 1938 przez członków Towarzystwa Przyjaciół Woli: „Nie dziw więc, żeśmy biegali hen, na Czyste, by odnaleźć jakoweś szczątki tej Reduty. A odszukać je było trudno. Mały skrawek terenu, na którym była kiedyś wysadzona prochami […] w naszych czasach objęły stalowe linie szyn kolejowych, utrudniając doń dostęp. Trzeba było błądzić po bezdrożach, potykać się na kocich łbach, grzęznąć w błocie i… w rezultacie nie znajdowało się nic. A młoda dusza tak rwała się do miejsca bohaterstwem uświęconego!” (Dwie reduty, 1938: 11).

To samo pustkowie pojawia się w relacji Mirona Białoszewskiego, który w Szumach, zlepach, ciągach wspominał swoje wycieczki z roku 1954 na stare torowiska towarowe, zwane Syberią. Opisywał więc ulicę Kolejową i widok z niej na fabryczną Wolę – „olbrzymie bębny gazowni” i „ceglaste okrąglaki, podobne do baptysteriów, tym bardziej, że rymowały się widokowo z niebieską, zawsze jakby na pogodę kopułą cerkwi”. I właśnie tam umieszczał historyczną redutę: „A tam gdzieś w gazowniach, w baptysteriach, zanim jeszcze je na świat wykołowano, była Reduta Ordona. Przy cerkwi, której też nie było, były i są Wały Sowińskiego, na ich tle podpisywało się kapitulację powstania listopadowego, a w bok – obierało się królów. W ślad za dawnymi okopami ciągnęły się mury getta. Tu gdzieś porwany król Staś, w jednym kapciu, przekabacił na swoją stronę prowadzącego go konfederata. Z przejazdu na Siennej było widać tory, tory, towarowe pociągi, stare rampy, żelaziwa, semafory, badyle”. W tym jakby niczyim, trudnym do przebycia terenie otoczonym dziwaczną zabudową industrialną Białoszewski rozpoznał krajobraz historii. Wywózki, męczeństwo i zagłada, świętość i klęski, wielka tradycja i małość króla, a wszystko to pośród badyli i semaforów – przeszłość schowana w przestrzeni. I tu mieści się też Reduta Ordona intrygująco usytuowana „w gazowniach”, może przez skojarzenie z wybuchem i ulatywaniem w niebo, bo budynek Gazowni stoi przecież po drugiej stronie torów, daleko od historycznego szańca.

Z amorficznej przestrzeni torowisk i zarośli wyłania się tylko jeden trwały punkt, kamień pomnika, na którym wspierały się wszelkie próby oficjalnej lokalizacji Reduty i jej publicznego kultu. Tutaj chciano widzieć ciągłość dziejów, wszak we wrześniu 1939 roku toczyły się w jego okolicy ciężkie walki. I ten kamień pewnie zaważył, że gdy w 1975 roku zbudowano nowy odcinek trasy WKD, nazwano stację (a potem i centrum handlowe) imieniem Reduty.

„Na warszawskim przedmieściu śmieciem otoczona

Stoi między torami Reduta Ordona […]”.

Wiersz Stacja «Reduta Ordona» (datowany: „29.XI.83”) – rozpoczyna się tak, jakby w kolejną rocznicę wybuchu powstania i tuż przed drugą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego, autor utworu – Ernest Bryll – znalazł się tutaj w pociągu czekającym na wjazd do stolicy.

„Przez rude błoto, zdartą skórę ziemi

Zza mgły widać grzbiet bloków w szereg nastroszonych

Starych już od nowości…”.

W tej nędznej, absurdalnie zniszczonej przestrzeni autor Rzeczy Listopadowej rozgrywa narodowe misterium, w którym pobrzmiewają echa dramatów Wyspiańskiego. Zamiast żołnierzy-powstańców biorą w nim udział pasażerowie „zatęchłych wagonów”, mieszkańcy przedmieść, zmęczeni, duszeni przez senne zmory, jadący świtem do pracy (a może do powstania, na które nie wiadomo, czy zdążą). Pociąg rusza – „Powoluśku dychamy” – w tych słowach brzmi słabe echo: „póki my żyjemy”, jedyne możliwe w tej przestrzeni. Tym, co najbardziej łączy wiersz z utworem Mickiewicza, zdaje się bowiem „bryła ziemi niekształtnej”.

Reduta Ordona była jednak gdzie indziej – około kilometra na południowy wschód od pomnika przy torach, po drugiej stronie Alej Jerozolimskich, w rejonie ulicy Na Bateryjce. „Wszystko jak sen znikło” – pozostał wszakże pagórek z prowadzącą nań wąską drogą. Przez lata były tu wysypiska śmieci i zarośla służące za schronienie bezdomnym. Choć współcześni historycy i zapaleńcy-odkrywcy od dawna sądzili, że właśnie pod tą ziemią znajdowały się resztki szańca, dopiero w roku 2010 rozpoczęto oficjalne wykopaliska. Prace prowadzone przez Państwowe Muzeum Archeologiczne (zespół pod kierownictwem Witolda Migala) dały znakomite efekty – odsłoniły m.in. fosę reduty, podstawę wału oraz jej majdan, a na przedpolu – wilcze doły. Znaleziono także 120 szkieletów żołnierzy rosyjskich i polskich oraz liczne przedmioty. Wykopaliska ostatecznie usytuowały miejsce reduty i pozwoliły także na wykreślenie jej dość dokładnego obrysu. Rewelacje te i próby zmiany statusu wzgórza Na Bateryjce starły się jednak z chaosem miejskiej rzeczywistości: część terenu należy bowiem do prywatnych deweloperów, część zajmuje budowa Centrum Kultury Muzułmańskiej i tylko fragment – do Miasta. Okoliczni mieszkańcy wraz z zawiązanym w 2012 roku Stowarzyszeniem Reduty Ordona postawili tu symboliczny głaz, mający stanowić początek przemiany terenu w miejsce pamięci. Ich usilne starania prowadzone wraz z grupą radnych dzielnicy Ochota o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i ochronę miejsca zyskały medialny rozgłos jako „nowa bitwa o Redutę Ordona”, w której nieraz przywoływano autorytet wieszcza. W roku 2014 powstał społeczny Komitet Zachowania Reduty Ordona. Wskutek jego zabiegów komisja Urzędu Dzielnicy stwierdziła konieczność wyłączenia obszaru spod zabudowy, postulując stworzenie na nim centrum edukacyjnego. W tym też roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało fundusze na opracowanie i wydanie w dwóch tomach wyników badań archeologicznych. Być może wyłoni się z nich nieco inna historia reduty.

Tekst jest zmienioną wersją artykułu opublikowanego w „Tekstach Drugich”, 2008/4 (112).</document>
<document nplp_id="1090" title="Warszawa. Belweder i&amp;nbsp;Łazienki Królewskie" slug="belweder-i-lazienki-krolewskie">Belweder i pobliski park Łazienkowski w wyobraźni romantyków i ich następców na zawsze zrósł się z wydarzeniami Nocy Listopadowej, inicjującej wybuch narodowego powstania. Wyrażenia „noc belwederska” czy „Słowo stało się ciałem a Wallenrod Belwederem” nie wymagały przez długie lata żadnego komentarza. Odnosiły się bowiem do wypadków wszystkim wiadomych - najpierw z ustnych relacji świadków i uczestników, potem zapisanych wspomnień, utworów literackich i opracowań historycznych.

Noc 29 listopada 1830 przekształciła dawną letnią rezydencję Stanisława Augusta, a potem rosyjskich władców, w symbol polskiego patriotyzmu. Zdarzenia tego wieczoru są znane, toteż nie ma potrzeby ich przypominać ze szczegółami. W skrócie: spiskowcy – studenci i literaci zebrali się przed szóstą po południu przy pomniku Sobieskiego na Agrykoli; przedwcześnie rozniecony pożar browaru na Solcu wzbudził alarm i prawie godzinę sprzysiężeni czekali ukryci wśród drzew; dopiero około siódmej nadszedł Wysocki i przyprowadził należących do spisku podchorążych z pobliskiego gmachu Szkoły, mieszczącego się w Łazienkach. Podchorążowie ruszyli do ataku na koszary ułanów cesarzewicza, natomiast cywile po dozbrojeniu poszli z kilkoma wojskowymi w górę parku na Belweder. Zamach się nie udał, zaalarmowane zostały rosyjskie oddziały, belwederczycy klucząc parkiem wycofali się pod pomnik Sobieskiego, gdzie spotkali podchorążych wracających ze starcia w koszarach ułanów cesarzewicza. Była to największa bitwa tej nocy, zwana Łazienkowską. Potem wszyscy pod grozą otaczających ich Rosjan – od strony Solca i od Alej Ujazdowskich, zdołali się przedostać drogą u podnóża skarpy do koszar Radziwiłłowskich przy Wiejskiej, gdzie stacjonowali polscy weterani, a stamtąd ruszono Nowym Światem do Arsenału.



Dlaczego spiskowcy akurat Belweder i Łazienki wybrali, by zapoczątkować akcję powstańczą? Zdecydował o tym plan zamachu na Wielkiego Księcia. Po odrzuceniu projektów wykonania go na placu Saskim podczas przeglądu wojsk, czy też na Brackiej – którędy książę na przegląd jeździł, pozostał Belweder – wariant gwarantujący zaskoczenie. Bliskość Szkoły Podchorążych i pożar browaru na Solcu widoczny z góry od północnej strony miasta i od strony Pragi – czyli tam, gdzie na ów sygnał również miało się zacząć powstanie – to wszystko zapewniało dobrą synchronizację wspólnych działań. Innymi słowy o tym wyborze przesądził fakt, że tę właśnie okolicę wcześniej upodobał sobie Wielki Książę i postanowił zamieszkać w Belwederze, a obok siebie, w Łazienkach, umieścił Szkołę Podchorążych w dawnej oficynie przy Pałacu na Wodzie. Zaważyła również topografia terenu (oddalenie od miasta, zadrzewienie na skarpie i pod nią czyli ogród botaniczny i park) pozwalająca pozostawać w ukryciu przed akcją i w czasie jej trwania. Park Łazienkowski trzykrotnie pomagał belwederczykom tego wieczoru. Najpierw, gdy po przedwczesnym podpaleniu browaru musieli blisko godzinę chować się za drzewami i przeczekiwać wzbudzony pożarem ruch wojska, następnie, gdy szli parkiem w górę skarpy pod Belweder, wreszcie podczas pospiesznego odwrotu przez ogród botaniczny. Tej nocy sprzysiężeni zdawali sobie sprawę z doniosłości swojego działania, jednak symboliczny wymiar miejsca, w którym dokonywał się pierwszy akt narodowego zrywu, nie miał dla nich znaczenia – także później, gdy pisali swoje wspomnienia. Dopiero po latach dostrzegł i docenił ten związek Stanisław Wyspiański w Nocy Listopadowej. I tu trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób miejsce przyciąga ludzi, dlaczego staje się teatrem zdarzeń, których symboliczne nawarstwienie przekształca się potem w zbiorową mitologię?

W przypadku terenów łazienkowskich, ciągnących się od Zamku Ujazdowskiego po Belweder, na skarpie i pod nią (w sumie niecały kilometr kwadratowy) głównym czynnikiem było położenie geograficzne. W czasach wczesnego średniowiecza, zanim jeszcze powstała Warszawa, tu właśnie na górze skarpy (gdzie dziś resztki niedokończonej świątyni Opatrzności w Ogrodzie Botanicznym) znajdował się Jazdów - warowna drewniana osada dawnych książąt, leżąca przy trakcie Zakroczymskim, której zadaniem była ochrona przeprawy przez Wisłę poniżej na Solcu, wiodącej do wsi Kamion na prawym brzegu. Rzeka płynęła wtedy bliżej skarpy niż dziś. Miejsce to miało wszelkie zalety: od wschodu bezpieczne od powodzi i napaści dzięki usytuowaniu na górze, przy uczęszczanej drodze, z pięknym widokiem. W drugiej połowie XIII wieku po spaleniu Jazdowa nowe miasto - czyli Warszawę- ulokowano 4 km na północ, tam gdzie jest dziś Starówka, niemniej warowny zamek ujazdowski pozostał własnością władców – najpierw książąt mazowieckich, potem polskich królów. Zamek drewniany stał na skarpie, na terenie dzisiejszego Ogrodu Botanicznego, poniżej ciągnęły się ogrody i Zwierzyniec. W tym zamku właśnie podczas wesela Jana Zamoyskiego z Radziwiłłówną odegrano w 1578 roku Odprawę posłów greckich. Zamek murowany wzniósł nieopodal (tam, gdzie dzisiejsza rekonstrukcja) Zygmunt III Waza. Po zniszczeniach wojen szwedzkich na 200 lat teren ten wyszedł z rąk królewskich oddany Stanisławowi Herakliuszowi Lubomirskiemu . Od jego potomka odkupił go Stanisław August Poniatowski, wówczas stolnik litewski; również rodzina Paców sprzedała mu wtedy Belweder – który powstał w XVI w. jako willa królowej Bony.



&amp;nbsp;

Od tego momentu zaczyna się historia Ujazdowa i Łazienek w tej postaci, jaką nadał jej ostatni polski król. Zamek Ujazdowski po nieudanej przebudowie Stanisław August przeznaczył na koszary, a potem umieszczono tam szpital, który przetrwał aż do II wojny światowej. Ogrody Zwierzyńca przekształcił w park okalający letnią rezydencję na wyspie, wzniesioną na bazie Łazienki Lubomirskiego. W okolicy Belwederu pomieścil fabrykę fajansu. Ponadto wyznaczył siatkę dróg, gwiaździście rozchodzących się od placu Na Rozdrożu, nazwaną osią stanisławowską. Inżynier Karol Ludwik Agricola przebił w skarpie wąwóz – spadzisty zjazd do pałacu, nazwany jego imieniem. Park był dostępny dla publiczności, organizowano tam też uroczystości dworskie. Dla polskiej pamięci narodowej istotne znaczenie miały dwie bardzo tłumne i okazałe – odsłonięcie pomnika Sobieskiego na moście Agrykoli w roku 1788 i ostatnia w wolnej Polsce wielka feta – wmurowanie kamienia węgielnego pod Świątynię Opatrzności w Ogrodzie Botanicznym w dniu pierwszej rocznicy Konstytucji 3 Maja.

Ustawienie pomnika zwycięzcy spod Wiednia (przy którym za czterdzieści parę lat zbiorą się belwederczycy) miało wlać otuchę w serca polskich patriotów gotujących się do politycznej walki podczas zbliżającego się Sejmu Wielkiego. Poetycki kształt tym nadziejom nadał Adam Naruszewicz w Kantacie w dzień inauguracyi statuy króla Jana III, dnia [14] września roku 1788. Nie był to wybitny utwór, raczej typowy panegiryk w pastersko-mitologicznym kostiumie rozpisany na głosy, niemniej warte uwagi są jego początkowe wersy:

 

W tej lubej gajów odległych przestrzeni

Gdzie prac i starań jarzmem uciążona

W zaciszu spokojnych cieni

Krótkich wytchnieniów zażywa Korona;

Cóż to za nowe los widoki zdarza?

Już u tego Ołtarza

Gdzie Flora kwiat różany, owoce Pomona

I snopki brała Ceres kłosem uwieńczona.

Poważne Bóstwo jakieś zbrojny hołd odbiera.

Wszędy się rozpościera,

&amp;nbsp;

Głos mężów, (Muzyka huczna)

Szczęk orężów,

Tętent koni,

Blask od broni

ARYA (Podziwienie)

A na ten obraz wspaniały

Chciwa bohaterskiej chwały,

Szlachetna młodzież się zjawia,

I Marsa gony wyprawia!

&amp;nbsp;

Sceneria jakby z Nocy Listopadowej Wyspiańskiego... Być może krakowski poeta spotkał się z tym utworem, wydrukowanym w 1788 w Warszawie, potem jednak z przyczyn cenzuralnych nie wznawianym.

Uroczystość inaugurująca 3 maja 1792 roku budowę Świątyni Opatrzności miała jeszcze bardziej podniosły charakter. Sesja sejmowa, nabożeństwo w kościele Świętego Krzyża, pochód wojska, duchowieństwa i ludności do Ujazdowa, poświęcenie, a potem wmurowanie kamienia węgielnego przez samego króla – wszystko to trwało od 9 rano do wieczora i zgromadziło tysiące widzów. Wkrótce, 14 maja w Targowicy zawiązała się konfederacja, a 18 maja wojska rosyjskie weszły na ziemie Rzeczpospolitej.

Po ostatnim rozbiorze Łazienki pozostały własnością wygnanego Stanisława Augusta; gdy zmarł, rodzina próbowała je sprzedać, lecz dopiero carowie rosyjscy kupili je po ustanowieniu Królestwa Kongresowego. Wcześniej nikt nie chciał wyłożyć tak wielkiej sumy. W ten sposób nastąpił ostatni akt przygotowania scenerii dla nocy 29 listopada. Cesarzewicz Konstanty przebudował dla siebie Belweder według klasycystycznego projektu Jakuba Kubickiego, a w Wielkiej Oficynie przy łazienkowskim pałacu urządził Szkołę Podchorążych. Tam zamierzał wychować po swojemu podległe mu polskie oddziały.



Korzystne i piękne usytuowanie okolic Ujazdowa przez 700 lat bez mała decydowało o tym, że władcy wybierali to miejsce na swoje siedziby. Od momentu, gdy zamieszkał tu Wielki Książę, przestało się ono zmieniać, ustaliło swój wygląd i oddziaływała na nie już tylko historia. W okresie pobytu Konstantego w Belwederze jego pałac był postrzegany jako siedziba nieobliczalnego satrapy. Tam wzywał urzędników na ostre wygowory, potrafił przy gościach wpuścić szczury do pokoju, na które polowały psy, trzymał też małpy, a w ogrodzie odpracowywali swoje wyroki skazani za wykroczenia, m.in. Maurycy Mochnacki spędził tam parę tygodni przy taczce. Nie był więc Belweder miejscem sympatycznym, ale też nie był twierdzą niedostępnego władcy. W samych Łazienkach urządzano wówczas dworskie bale i uroczystości, lecz one również nie cieszyły się szczególną estymą. Elżbieta Jaraczewska w wydanej w 1827 roku powieści sentymentalnej Zofia i Emilia bal w Łazienkach uczyniła przyczyną śmierci bohaterki, która zachorowała po wypiciu zimnego napoju.

W miesiącu poprzedzającym wybuch powstania listopadowego, kiedy wśród spiskowców wrzało, a Konstanty mamiony fałszywymi donosami swych szpiegów przestał im dowierzać, w mieście zaczęły pojawiać się polityczne ulotki, a na Belwederze dowcipne napisy: „Pałac Lucypera”, „Od nowego roku do wynajęcia”. Historycy uważają, że była to robota agentów księcia, mająca uświadomić mu powagę sytuacji, niemniej jednak napisy te wyrażały ówczesnego ducha mieszkańców Warszawy. Można zatem powiedzieć, że w tym gorącym czasie narastającego buntu obraz Łazienek i Belwederu rysował się w świadomości Polaków paradoksalnie. Z jednej strony miejsce to wypełniały pamiątki po Rzeczposplitej i jej ostatnim królu, z drugiej – był to teren wroga- uzurpatora - zwłaszcza Belweder, przebudowany i urządzony przez cesarzewicza.

Wypadki Nocy Listopadowej radykalnie zmieniły widzenie Łazienek i Belwederu, przekształciły je w miejsce symboliczne spełnionej realizacji marzeń o narodowym zrywie. Mit tej akcji przyświecać będzie kolejnym pokoleniom konspiratorów, będzie przypominać, że wolność jest dla odważnych i zdeterminowanych. Sceny tej pamiętnej nocy utrwalił już nazajutrz rysownik Jan Feliks Piwarski. Wyrytowane przez Dietricha sprzedawano w Warszawie od stycznia 1831. Wśród sześciu rycin dwie dotyczyły Łazienek (atak na Belweder i most Sobieskiego). W ten sposób miejsca te (obok placu Zygmunta, Arsenału, więzienia na Lesznie i ulicy Długiej) związały się w powszechnej świadomości z tą datą, zanim pojawiły się pisemne relacje. Po upadku powstania rysunki Piwarskiego konfiskowano, a za ich posiadanie groziły represje. Atak na Belweder jest pierwszym chronologicznie epizodem powstania utrwalonym przez Piwarskiego. Obraz przedstawia budynek od frontu, oświetlony, w centrum jest żelazne ogrodzenie, brama i budki strażników szturmowane przez dziewięciu spiskowców, w większości cywilnych. Strażnicy zablokowani w budkach przepuszczają napierających. Wymowa obrazu jest jasna, siedziba władcy łatwo poddaje się grupie zapaleńców.

Scena przy pomniku Sobieskiego więcej ma ekspresji i z pewnością bardziej oddziaływała na romantyczną wyobraźnię. Most widziany od strony łazienkowskiego stawu, otoczony kłębowiskiem ciemnych bezlistnych drzew i gałęzi. W centrum jasna sylweta pomnika i grupa podchorążych. Król Sobieski na koniu współgra z atmosferą zdarzenia: koń wspięty do biegu, a ręka królewska wskazuje kierunek. Gest ten powtarza stojący na czele grupy Wysocki w charakterystycznym trójkątnym kapeluszu. Z lewej, od strony parku zbliża się postać cywila sygnalizująca powrót belwederczyków z nieudanej wyprawy. Od strony Agrykoli światło i dym, kilku żołnierzy strzela zza barierki mostu. Artysta uchwycił tu najbardziej dramatyczny moment wydarzeń w Łazienkach. Podchorążowie właśnie wycofali się ze zbrojnej utarczki z ułanami cesarzewicza (biegną z tego kierunku), belwederczycy powrócili z nieudanej akcji, ścigani przez rosyjską kawalerię i Wysocki podejmuje decyzję przebicia sie dołem skarpy w stronę miasta. Gdyby ten manewr się nie powiódł, przebieg nocy listopadowej mógł wyglądać zupełnie inaczej i skończyc się zduszeniem buntu w zarodku.



Strzelaniny przy samym pomniku w rzeczywistości nie było, ale po drodze do koszar Radziwiłłowskich - tak. Zasugerował się tym obrazem Wojciech Kossak, przedstawiając pod pomnikiem Sobieskiego scenę batalistyczną, wręcz bitwę z rosyjską kawalerią. Kamienny posąg zwycięskiego króla oddziałał na wyobraźnię artystów i „przyciągnął” obrazy walki rozgrywającej się gdzie indziej.W okresie popowstaniowym o Nocy Listopadowej i powstaniu wspominać nie było wolno, na emigracji zaś również nie ukazało się dzieło, które by interpretowało tamte zdarzenia w kontekście parku łazienkowskiego. Regularnie za to świętowano na wychodźstwie dzień 29 listopada pośrednio utrwalający tamte pierwsze chwile. Najbardziej uwznioślił je Goszczyński pisząc:

&amp;nbsp;

Siódma wieczorna, dwudziesty dziewiąty!

Oto najlepsza z twych pieśni piosenka-[przypis]S. Goszczyński, Moja piosnka najlepsza, w: M. Janion, Reduta, Kraków 1979, s. 153.[/przypis]

&amp;nbsp;

W relacjach pamiętnikarskich i w poemacie Żelazna Maryna Mierosławskiego park pojawił się tylko jako tło akcji niezbyt wyeksponowane. Dopiero Wyspiański w Nocy Listopadowej wykorzystał artystycznie scenerię, w jakiej rozgrywały się tamte wypadki. Bezpośrednim bodźcem inspirującym pomysł tego dramatu była wizyta krakowskiego poety w Warszawie w lutym 1898 roku. Obecność antycznych posągów, park pogrążony w zimowym letargu, teatr na wyspie – to wszystko złożyło się na patetyczną wizję tamtego listopada, wplecioną w historiozoficzny porządek antycznej mitologii. Nie ze wszystkimi szczegółami zgodny był Wyspiański z rzeczywistością, jak tego dowiódł Borowy w swoim szczegółowym studium, niemniej jest to utwór, który nadał Łazienkom nowy symboliczny sens, zapisując topografię tego miejsca w mitologii miasta, podobnie jak Uspokojenie Słowackiego zapisało plac Zamkowy.

U progu niepodległości pojawiła się patriotyczna wizja Łazienek w opowiadaniach dla dzieci Zuzanny Rabskiej (Tajemnice Łazienek, Warszawa 1917). Wersja to mocno uproszczona, ale dlatego wymowna. Z jednej strony park i pałac ożywiają przeszłość niepodległej Rzeczposplitej i ostatniego króla (ten aspekt w okresie zaborów zupełnie pomijano, bo niechęć do Stanisława Augusta była duża) – z drugiej, znalazł się tam w chłopięcych fantazjach Belweder ze strasznym Konstantym jako cel ataku, w innym zaś opowiadaniu jako miejsce zakwaterowania polskich już żołnierzy, przygarniających zagubioną w parku sierotkę.

W okresie międzywojennym Belweder został siedzibą najwyższych władz państwowych, a później naczelnika Piłsudskiego, i zaczął uosabiać majestat Rzeczpospolitej. Pamięć o miejscach Nocy Listopadowej żyła w oficjalnym dyskursie i państwowych obchodach, natomiast poeci z kręgu Skamandra wyrażali radość z odzyskania wolności, a zarazem sprzeciw wobec romantycznego kultu martyrologii. Pisał Lechoń w wierszu Herostrates, wyraźnie nawiązując do Wyspiańskiego:

&amp;nbsp;

O! zwalcież mi Łazienki królewskie w Warszawie,

Bezduszne, zimnym rylcem drapane marmury,

Pokruszcie na kawałki gipsowe figury,

A Ceres kłosonośną utopcie mi w stawie.

&amp;nbsp;

Czy widzisz te kolumny na wyspie w teatrze,

Co widok mi zamknęły daleki na ścieżaj?

Ja tobie rozkazuję! W te słupy uderzaj

I bij w nie, aż rozkruszysz, aż ślad się ich zatrze.[przypis]J. Lechoń, Poezje, oprac. Roman Loth, Ossolineum, Wrocław 1990, s.4.[/przypis]

&amp;nbsp;

Do czynu romantyków natomiast odniósł się Żeromski w ostatnim rozdziale Przedwiośnia, gdzie Baryka prowadzi zbuntowanych robotników w stronę Belwederu, a skojarzenia z tamtą listopadową nocą wzmacniają tragiczną wymowę tej sceny.

W okresie okupacji park łazienkowski nie był dostępny dla Polaków. Tym silniej na wyobraźnię poetów-konspiratorow działała Agrykola z pomnikiem Sobieskiego. Andrzej Trzebiński pisał w dzienniku:

&amp;nbsp;

później, późnym wieczorem, po ani i innych interesach wyciągnąłem ją w agrikolę.

ciemny pas ulicy po wyspiańsku wygięty i pastelowy jak te widoki na kopiec kościuszki. noc jasna od śniegu! później te drzewa nagie i dzikie i znowu biel, biel trochę niebieskawa i trochę szara - nieba warszawskiego.

zaczęliśmy sobie przypominać: wyspiański umieścił tu noc listopadową, żeromski tu pod belweder kazał maszerować pochodowi i cezarowi baryce, później, w ludziach bezdomnych daje pejzaż łazienek...

psiakrew, czułem się wzruszony. pod pomnikiem, tu właśnie, pod tym pomnikiem i nad tym stawem stali nabielak, goszczyński... mochnackiego nie było tutaj... ale niemniej są to już peryferie mochnackiego... historia to jest rzecz żywa, u diabła, i ściska za gardło, kiedy się o tym wszystkim myśli. a szczególnie o tym dzikim, niezrozumiałym awanturniku rewolucji - mochnackim...

księżyc biały świeci w drzewach, to Verlaine... poza tym ten cały pejzaż jest romantyczny, góry, drzewa i księżyc. drzewa są delikatne jak na obrazach pierwszej połowy XIX w.[przypis]A. Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych : proza, wstęp i oprac. oprac. Zdzisław Jastrzębski, Warszawa 1972, s. 397-398.[/przypis]

Trzebiński zobaczył to miejsce w sposób pełny, nakładając na nie pamięć historyczną i artystyczne odwzorowania. Agrykola z pomnikiem stała się namacalnym rzeczywistym łącznikiem z przeszłością, potwierdzającym wspólnotę tragicznego doświadczenia historii, ale też wspólnotę doświadczenia estetycznego. Pokolenie okupacyjne było ostatnim, które tak żywo reagowało na historyczne i literackie znaczenia listopadowych pamiątek w Łazienkach. Wkrótce uczestniczyło w kolejnym powstaniu i w tej perspektywie poczucie wspólnoty z belwederczykami wydaje się oczywiste. Walki i zburzenie Warszawy pokryły jej obszar miejscami pamięci znacznie świeższej daty. Romantyczna legenda Łazienek i Belwederu zaczęła zanikać, straciła moc uobecniania historii żywej, zwłaszcza że dzieje Nocy Listopadowej nie były przez władze szczególnie eksponowane. Ważne okazały się na krótko jesienią 1980, kiedy 150 rocznica powstania przypadła w czasie euforii pierwszej „Solidarności”. Jednak wówczas odegrało już inną rolę – stało się terenem patriotycznych inscenizacji teatralnych oraz siedzibą (w Starej Pomarańczarni) dużej sesji naukowej poświęconej powstaniu. W plenerze Łazienek umieścił też Wajda telewizyjną wersję Nocy Listopadowej Wyspiańskiego, wystawianej w krakowskim Starym Teatrze. Ta zmiana funkcji okazała się już trwała. Ilustruje zresztą dobrze ogólną prawidłowość – miejsce skupia najpierw ludzi, potem wydarzenia historyczne, pamięć o nich zapisywaną w dziełach literackich i w odczuciach ich czytelników, by wreszcie stać się muzealnym zabytkiem – tematem naukowych dociekań i wydarzeń artystycznych.

</document>
<document nplp_id="1161" title="Humań (English)" slug="human-english">&amp;nbsp;

These days, when visitors come to this otherwise non-descript central Ukrainian city of tsarist buildings, Soviet blocks, and post-Soviet Modern, they do so usually for either of two very different reasons: to marvel at Zofiówka, Stanisław Szczęsny Potocki's horticultural extravaganza, still beautifully preserved after two centuries on the city's eastern outskirts; or to make an annual Rosh Ha-Shanah pilgrimage to the grave of Nahman of Bracław, the revered Hasidic admor who settled in Humań (Умань) shortly before his death in 1810, so that, as he reportedly remarked, he could be buried among "the souls of martyrs (slaughtered by Gonta)." [Shohetman 2014]. Few, however, come to Humań to recall the slaughter that is indelibly associated with its name, the so-called Koliszczyzna, when in the late spring of 1768 a combined force of Cossacks, Ukrainian peasants, and brigands led by Maksym Żeleźniak (Залізняк) and Ivan Gonta massacred several thousand of its Polish and Jewish inhabitants. In any case, only the eighteenth-century Basilian monastery still survives as a reminder of the event, and its building, "w środku miasta zbudowany, o trzech […] liniach i o dwóch piętrach, leżąc między wschodem i południem" [Wołyniak 1899a: 943] is in sore need of repair.

There is a sort of psychoanalytic logic to this, for it is precisely the dilapidated monastery, together with the school it once housed, that persists as the symptomatic link between the baroque horrors evoked by Rabbi Nahman and the neoclassicist serenity of Zofiówka's trees and fountains. Indeed, according to a local legend recorded by Aleksander Groza in his 1860 poem Śmieciński: "Była głęboka, pełna najdoskonalszej wody studnia na Bazyliańskim dziedzińcu, ale gdy jedna kropla krwi niewinnej do niej wpadła, woda znikła, a rizuny pustą krynicę zarzucili ciałami studentów. Później woda ta okazała się w jarze w którym założono Zofiówkę" [Groza 1860: 192]. More saliently, however, it was thanks in part to the remarkable cohort of students who attended the Basilian school some fifty years after the massacre—among them, Józef Bohdan Zaleski, Seweryn Goszczyński, Michał Grabowski ("Za-Go-Gra"), Jan Krechowiecki, and Groza himself—that Humań surfaced on the map of the romantic imagination as the symbolic center of Poland's mythical Ukraine, at once locus amoenus and locus horribilis.

Both the monastery and its school owed their existence to Franciszek Salezy Potocki, the "kinglet of Rusʹ," who invited the Basilians to settle in Humań in 1766 during one of the town's periodic renascences. Situated in what was then the Bracław Palatinate of the Old Commonwealth, astride routes from Ottoman Moldavia and Yedisan to the south and, to the north and east, the lands of Rusʹ and Cossack Zaporizhzhia, the town had seen its share of violence ever since emerging at the beginning of the seventeenth century as a commercial hub of this fertile but volatile territory. Raids by marauding Tatars traveling along the so-called czarny szlak were a common occurrence. In 1648, the town, with its "immense castle of wood […] trenches […] and […] square towers" [Paul of Aleppo 1836: 185] was occupied by the forces of Hetman Bohdan Chmielnicki, who installed a Cossack regiment there as an administrative unit of his nascent state. During the civil war that followed his death in 1657, it changed hands between rival hetmans and their respective Polish, Russian, and Ottoman allies. In 1674, as a consequence of one such change, it was razed by the latter and nearly all of its inhabitants put to the sword (leaving a suburb called Turki as a reminder). The Koliszczyzna was itself but the last, if most egregious, of several hajdamak attacks on the town in the first half of the eighteenth century. Within a few years of its no less egregiously brutal suppression, however, Humań was thriving once again, thanks in large part to the attention lavished on it by its new owner, Franciszek's son Stanisław. By the beginning of the nineteenth century, the town, with its reformed school as well as magnificent new park, had become "jakoby ogniskiem życia społecznego w Ukrainie" [Heleniusz 1873: 568]. It remained in the hands of the Potocki family until 1832, when on orders of Nicholas I, it was confiscated from Stanisław's son Aleksander for his participation in the November Uprising. Shortly thereafter, the town was transformed into "a military settlement of the Kiev and Podole gubernias," and Zofiówka renamed (if only unofficially) Tsaritsyn Sad [Kryvosheia 1999: 21]. The Basilian school had been closed earlier, in 1831, "on account of the cholera ostensibly raging in various [surrounding] districts," but it never reopened [Wołyniak 1899b: 1147].

Although much had changed in Humań since the Koliszczyzna—gone were the drawbridges, the fortified gates, the administrator's citadel, and the wooden palisade surrounding the town—traces of the horrific events were still very much in evidence in the second decade of the nineteenth century, from the "dość znaczna fosa" just outside the Basilian monastery's walls, "którędy Gonta i Żeleźniak podstępem weszli do miasta" [Wołyniak 1899b: 1146-1147], to the restored Roman Catholic Church of St. Anthony, which had been "obdarty brzydko" by the hajdamaks, "podłoga z niego wyrzucona, ławki porąbane; środek rozkopany został jamą, w której szukano zakopanych pieniędzy" [Mładanowicz 1854: 97]. But it was within the thick walls of the monastery that reminders of the Koliszczyzna were most palpable. "Wzdłuż kurytarza," recalls one former student (Edmund Liwski), there hung "ogromne obrazy św. Bazylego, Mikołaja, Onufrego i Jozefata, poprzestrzelane i pokłute podczas rzezi Humańskiej"[Wołyniak 1899b: 1146]. Most prominently, though, affixed near the entrance to the library, was the portrait of Father Herakliusz Kostecki, the school's first rector, a depiction of whose sorry end at the hands of the hajdamaks served the students of the Basilian school as a daily memento of both their inheritance and the wages of martyrdom:

Stoi on na dwóch skrwawioncyh włoczniach, w lewej ręce krucyfiks, w prawej Przenajświętszy Sakrament z piersią dwiema ranami pokrytą. Scena odbywa się za obrębem klasztoru w perspektywie źle zachowanej. Hajdamacy mordują klęczących zakonników i studentów. Ciała ich wrzucają do znajdującej się obok studni. Postawa męczennika wzniosła, szlachetna, oblicze wypogodzone, piękne ślady umartwionego życia noszące, z bródką krótko zaokrągloną, tą cechą misjonarskiego w zakonie powołania, podpis pod obrazem łaciński, jako w obronie wiary św. katolickiej “crudiliter occisus” [Krechowiecki 1871: 151].

Over that notorious well, however, which until 1779 had been marked by a grave-mound, there now stood a new town hall.

Yet if one is to take Groza at his poetic word, it was water from this well that "młodzież jasnym napawała stokiem" [Groza 1860: 192]; not in the town itself, but rather an hour's walk to the east, in Zofiówka, where the park's "przejrzyste fale / Żywym potokiem zaszumiały w skale" [Groza 1860: 192]. It was there that groups of students from the Basilian school, sometimes numbering in the dozens, would repair on Saturdays (ostensibly to avoid the crowds – [Groza 1857: 127]) and wander amid nature,

„Co tak rozkwita urocznie, dziewiczo,

Między surową krain tych dziczą,

Jak niebiański rumieniec, kwiat świętej wieczności […]” [Goszczyński 1911: 15]

Located just south of the infamous "Greek forest" where Żelźniak's hajdamaks made their camp during their siege of Humań, the park had been established in 1796 by Stanisław Potocki, "Humania pan," as a gift for his third wife. But, as his panegyrist is quick to note, in a land where not too long ago "z szlachtą wielokrotnie łamały się chłopi," where

„to sieczowe nachody, to tauryckiej ordy

zdradne zawsze nad karkiem strzały, spisy, kordy;

dzicz wnętrzna, częsty rozruch i sąsiad niemiły

majętniejszych opodal mieszkać niewoliły“

—this gift was ultimately made possible by Catherine II, Potocki's erstwhile patron, who "zniosła Zaporoża i Krymu rozboje" and tamed this "barbaric" land for its Polish owner's benefit [Trembecki 2000: 21-22].

In Śmieciński, Groza recounts how in Zofiówka

„I przywabione młode pokolenie,

Na jasne zdroje i na chłodne cienie,

Krzepiło serce i ducha i wolę,

I na szerokie wyszło świata pole,

Z pieśnią—jakowej nie słyszano jeszcze,

A jaką pieją ukraińscy wieszcze”. [Groza 1860: 192-193]

And indeed, Groza's entire cohort appears to have been fascinated by the park, where they would often stroll arm in arm, "sprzeczając się," as Groza writes in his 1857 memoir Mozaika kontraktowa, "skąd widok był piękniejszy" [Groza 1857: 127]. In the notes to his own (albeit unpublished) memoir, Goszczyński recalls sharing quarters at one point with Zaleski in a homestead located right on the edge of Zofiówka, which they would sometimes visit "przed czwartą rano" [Goszczyński 1924: 17]. Yet if Goszczyński's early poem "Noc w Zofiówce" (1824) gives a good indication of the power of the park's nature to at once stimulate and articulate a romantic imagination, it may well be argued, as Józef Tretiak does in the first volume of his critical biography of Zaleski [Tretiak 1911: 47], that in the case of Goszczyński's friend Zofiówka's "wody, skały, wzgórza, bujna zieloność i bielające na jej tle posągi" conditioned the temperament of his entire poetic œuvre. In fact, it is Zofiówka that ultimately figures Zaleski's memories of Humań itself and, by extension, of the entire Ukraine. Reflecting nostalgically in his old age on his days there as a youth, he writes in a poem entitled "Nieszpor":

„Śnię, Ukraino, wiecznie śnię o tobie!

Gdzieś w Zofijówce twojej i w Humaniu

Goduję wesół, jak na dnia zaraniu.

[…]

I widzę ciebie, jak na dnia zaraniu,

Tam w Zofijówce twojej i w Humaniu,

Rozkoszny sadzie mój, o rajska strono,

Po dziś dzień gonisz mnie ciągle jak zmora […]”. [Zaleski 1899: 18]

Synonymous as it is here with the stunningly beautiful but nonetheless man-made, controlled environment of Zofiówka, Zaleski's Humań in effect constitutes Ukraine as the subject of consciousness, out of which, to quote Trembecki, "Wygnała barbarzyństwo rzeczy postać inna / i obfita ziemica jest, czym być powinna" [Trembecki 2000: 22].

But the repressed has a nasty way of to returning. And when it does, as in the works not only of Goszczyński, Grabowski, and Groza (the so-called Ukrainian School), but of an entire generation of romantics who traced their origins to Ukraine, it does so precisely in the shape of "surowej krain tych dziczy."

If the portrait of Father Kostecki was not reminder enough to the students of the Basilian school of the elemental forces lurking beneath the deceptive surface of this land "miła oku" [Trembecki 2000: 21], there was always the monastery's chronicle, which contained graphic (hence appropriately edifying) accounts of their predecessors' fate, including a narrative poem entitled Rzeź Humańska by one M. Darowski, a student at the school who managed to "sit out the entire slaughter in the cupola of the parish church" and subsequently recorded his terrifying experience for a class assignment [Goszczyński 1925: 162; Goszczyński 1924: 84; cf. Khraban’ 1970: 139].

No less compelling, though, particularly to sensibilities for whom the voice of the people was incontrovertible, were the oral narratives of those, "którzy byli oczywistymi świadkami tych strasznych wypadków, a mało się znajdzie ktoby o nich nie słyszał dokładnych powieści" [Grabowski 1839: 130]. In his brief overview of the Basilian Order in Ukraine (1871), Krechowiecki recalls one such survivor, "żyjący jeszcze za czasów moich podeszły w wieku obywatel, [który] sam mi opowiadał, iż był wtedy studentem w tej szkole, i że już po zamordowaniu ks. Kosteckiego, kiedy całą gromadkę studentów spędzono dla przyjęcia Chrzt[u] prawosławnego do studni obok klasztorku będącej, w którą uporczywszych wtrącono, wśród zamieszania udało mu się umknąć i szczęśliwie dobiedz do futoru zamiejskiego" [Krechowiecki 1871: 150]. Similar annotations crediting local legends and the tales of eyewitnesses figure prominently in Goszczyński's foreword to Zamek Kaniowski (1832) as well as in the poem itself, Michał Czajkowski's 1838 political novel Wernyhora, and Groza's Śmieciński, where they serve not simply as a guarantee of the fictions' authenticity—"jako najwierniejszy obraz tej krwawej dramy" [Goszczyński 1925: 61] — but as a sign of their authors' own participation in unearthing the archeological fragments of the event and preserving them for posterity. Indeed, the first-person narrator of Grabowski's documentary novel Koliszczyzna i stepy (1838) laments the fact that he heard tales of the slaughter "z ust stronnika Polaków." "Sądzę," he continues, "że opowiadanie o tej samej rzeczy, szczerego hajdamaki, byłoby daleko wyższej barwy" [Grabowski 1838: 97].[przypis]The narrator of Zenon Fisz's 1856 novella "Nestor Pisanka" succeeds in doing precisely this, although whether what he hears from the eponymous veteran of the hajdamak uprising is indeed any "more colorful" can be debated.[/przypis]

An analogous function, of at once attesting, authenticating, and preserving, was assigned to accounts of the slaughter set down by eyewitnesses (many years after the fact, to be sure), who apparently were quite eager to show their manuscripts to anyone interested. And if in this respect, Goszczyński expressed fears in 1832 that narratives such as that of his acquaintance Weronika z Mładanowiczów Krebsowa, the daughter of Humań's administrator killed by the hajdamaks, might perish with time [Goszczyński 1925: 161], he need not have worried. For not only was Krebsowa's manuscript published in 1840, but it was, in fact, one of a number of memoirs devoted fully or in part to the Koliszczyzna that began surfacing in print in the 1830s and 1840s. That Edward Raczyński's edition of Jan Lippoman's Bunt hajdamaków went through two printings (1842, 1854) would indicate that there was a ready audience for this "teatr niesłychanych mordów" [Goszczyński 1925: 159][przypis]Besides Lippoman's account, Raczyński's edition also contained the memoirs of Paweł Mładanowicz, Krebsowa's younger brother, whom, for his part, Czajkowski befriended while at school in Międzyrzecz Korecki and whose memoirs served as a source for Wernyhora (see Czajkowski 1868: 267-268).[/przypis].

After all, what these eyewitness accounts all had in common was a store of requisites that thoroughly resonated with the aesthetic sensibilities of a generation brought up on Shakespeare, Scott, and the Gothic novel: a fortified town set in a lawless, semi-exotic frontier; cruel villains with semi-exotic names (Szwaczka, Szyło, Neżyvyj, Żurba); a scheming (Orthodox) monk; mysterious nocturnal ceremonies (the consecration of knives); a treasonous Cossack retainer who murders his own children (Gonta); an innocent young maiden who thanks "only to her dark eyebrows" [Goszczyński 1925: 161] survives to tell the tale (Krebsowa); and, of course, the carnage itself:

“Kłóto, rznięto, zabijano po ulicach i domach, bez żadnego ni na osoby, ni na płacz i prośby względu, rzucano w górę na powietrze, lub na dachy przeszyte niemowlęta, a kiedy spadłszy żyły, tęż samą im mękę zadając, powtórnie gubiono. Płacz, wrzask, prośby napełniały powietrze; okropny jęk wydawały matki, którym pruto wnętrzności, aby z nich wydobyty płód okrucieńskim zatracono sposobem.” [Tuczapski 1854: 130]

In the words of Count Henry Krasinski, who introduced the English-speaking world to Humań in his "historical drama" Gonta (1848)[przypis]A shamelessly unacknowledged dramatization of vol. 1 of Czajkowski's Wernyhora.[/przypis] as well as in a book of "biographical notices" entitled The Cossacks of the Ukraine (1848), there was in all this "a curious mix of eastern, southern, and northern imagery; […] an angel with the demon, […] a noisy joy with black sorrow and despair. There [was] (as it were) in it an Arab in the desert, a Cossack and his steed, a White Eagle and an Ossian's child" [Krasinski 1848b: xiv] — and, one might add, a good dose of pornographic violence.

What this meant, in practice, was the regular blurring of the line between fiction and document, wherein authors of the former shaped their narratives, to quote Czajkowski, "na tle historycznym i bez żadnego krzywienia wypadków" [Czajkowki 1868: 258], while authors of the latter bore witness to the authenticity of what in many instances proved quite literally to be stranger than fiction, from the number of victims (in the tens of thousands) to the story of Gonta's murder of his two young sons. But if the very nature of the events, even as reconstructed by such relatively unbiased modern historians as Władysław Serczyk or H. Iu. Khraban,[przypis]See [Serczyk 1968]; and [Khraban 1989].[/przypis] was so extreme that almost anything could be left to the individual imagination, the physical topography of the slaughter remained indelibly fixed: the drawbridges, the palisade, and the towers from which Humań's inhabitants tried to defend themselves with cannons and small arms on the first day of the siege; the gate through which Gonta and Żeleźniak were allowed to enter the town by its panicked administrator Mładanowicz in a naïve attempt at self-preservation; the citadel, the town hall, the Roman Catholic church, the Basilian chapel, and the shul where many of the townsfolk were killed as they futilely sought shelter from the rampaging hajdamaks; the Orthodox church of St. Michael where those Catholics and Jews desperate to survive allowed themselves to be baptized into the Eastern Rite; and finally, the (dry) well down which decomposing corpses were thrown on the day after the massacre.

But then too, as at once the culmination and most notorious episode of the Koliszczyzna, the slaughter in Humań constitutes one of those remarkably overdetermined moments in Polish history that the romantic imagination quickly seized on to mine for latent meanings and correspondences. Occurring as it did on the eve of the First Partition and intersecting with the Confederacy of Bar, the violent confrontation between Ruthenian subaltern and Polish hegemon, Orthodox and Catholic (vel Uniate), barbaric East and civilized West, with nefarious Russia ostensibly pulling all of the strings, could consequently be read as a hypertrophied expression of the laminated social, religious, ethnic as well as political tensions that defined Poland's relationship with Ukraine and its inhabitants. Humań thus comes to serve as a powerful metonymic symbol multisemous enough to articulate everything from Byronic rebellion in Zamek Kaniowski and Lucjan Siemieński's "Wieś Serby" to the Scottian patriarchalism of Koliszczyzna i stepy and Zenon Fisz's "Nestor Pisanka"; from Wernyhora's naively paternalistic vision of Polish-Ukrainian solidarity to the radical program of the Jersey section of Lud Polski, whose decision "przybrać nazwisko Humania" was intended as a "pokorna ekspijacja za winy ojców […] za prześladowanie ludu Ukrainy" [Temkinowa (ed.) 1957: 103]. More saliently, though, and in Słowacki's Sen srebrny Salomei paradigmatically, it figures what some have argued is the very essence of the Ukrainian myth in Polish romanticism: amid obscene plenty an orgy of obscene violence marking the death-throes of the Old Commonwealth and the concomitant emergence of two modern national entities.[przypis]See [Grabowicz 1997: 175–178]; and [Janion and Żmigrodzka 1978: 124–130].[/przypis]

The image of Humań limned by the Polish romantics did not, however, go uncontested. In 1841, the Ukrainian poet Taras Shevchenko published his poem Haidamaky, the culminating section of which depicts the slaughter in Humań and Gonta's apocryphal murder of his two sons, both, ostensibly, students of the Basilian school. Shevchenko himself was born in Right-Bank Ukraine, about a hundred kilometers northeast of Humań, and in the foreword to his poem he claims to be describing "what happened in Ukraine in 1768 as [he] had heard it from old folks." "I have not," he continues, "read anything in print and criticism because, it seems, there is nothing" [Shevchenko 1963: 142]. This is not entirely true. In fact, in Haidamaky Shevchenko draws liberally from Czajkowski's Wernyhora, particularly for information contained in his own explanatory notes. These serve the same function in Haidamaky as they do in Polish works about the slaughter, but they also constitute something of a polemic with them. And in this respect, perhaps the most eloquent in its minimalism—and in its irony—is the gloss Shevchenko inserts to the section entitled "Gonta in Umanʹ": " Umanʹ—a district town of the Kiev guberniia." Nothing more, nothing less, just another town in Ukraine.



Wersja polskojęzyczna znajduje się tutaj.

</document>
<document nplp_id="1366" title="1846–1866" slug="1846-1865">Wybierz rok: 1846, 1855, 1856, 1858, 1859, 1862, 1864, 1865, 1866
1846
Henryk Sienkiewicz rodzi się 5 maja w Woli Okrzejskiej, na Podlasiu, w domu swego wuja; ochrzczony 7 maja w Ok­rzei imionami Henryk Adam Aleksander Pius.

Akt urodzenia. Wola Okrzejska. Henryk Adam Aleksander Pius. Działo się we wsi Okrzei, dnia siódmego maja tysiąc ośmset czterdziestego szóstego roku, o godzinie siódmej wieczór. Stawił się Wielmożny Józef Sienkiewicz, ojciec, dziedzic Grotek, lat trzydzieści dwa mający, w Grotkach zamieszkały; w obecności Wiel­możnego Adama Cieciszowskiego, dziedzica Woli Okrzejskiej, lat dwadzieścia trzy mającego, zamieszkałego w Woli Okrzejskiej, i Wielmożnego Aleksego Dmochowskiego, dziedzica Burca, lat czterdzieści jeden mającego, w Bur­cu zamieszkałego, okazał nam dziecię płci męskiej, urodzone we wsi Woli Okrzejskiej dnia piątego bieżącego miesiąca i roku, o godzinie szóstej wie­czór, z Jego małżonki Wielmożnej Stefanii z Cieciszowskich, lat dwadzieścia ośm mającej. Dziecięciu temu na chrzcie świętym, odbytym w dniu dzisiejszym przez księdza Antoniego Gutmana, proboszcza miejscowego, nadane zostały imiona Henryk Adam Aleksander Pius, a rodzicami chrzestnymi byli Wielmożny Adam Cieciszowski z Wielmożną Józefą Cieciszowską w asystencji Wiel­możnego Zdzisława Dmochowskiego z Wielmożną Pauliną Dmochowską. Akt ten po przeczytaniu podpisany został. Jako świadek Z. Dmochowski, A. Cieci­szowski, ks. Antoni Gutman P Ok., Sienkiewicz Józef, ojciec.

Hoffman K., W Woli Okrzejskiej i w Okrzei, „Kurier Warszawski” 22 XII 1900, nr 353, s. 10; „Kraj” 28 XII 1900, nr 50, s. 12; Kozłowski-Boleścic SA, Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 24, 25.

&amp;nbsp;
1855
Dzieciństwo. Józefostwo Sienkiewiczowie z Grabowiec, gdzie miesz­kali od r. 1843, przenoszą się do wsi Wężyczyn, nabytej za 16 500 rb, sprzeda­nej zaś w r. 1861 za 24 600 rb, z czego po potrąceniu długów hipotecznych pozostała im suma 10 504 rb.

Kozłowski-Boleścic S.A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 33 i n.

&amp;nbsp;
1856
Pierwsze wrażenia literackie. W końcu jubileuszowego ro­ku 1900 pytano niejednokrotnie Sienkiewicza o pochodzenie jego zaintere­sowań literackich. Odpowiedzi, dawane ustnie lub na piśmie, pojawiały się w druku, w obydwu postaciach, układając się w rodzaj gawędy z dzieciństwa.

Na pytanie I. Balińskiego, redaktora „Wieczorów Rodzinnych”, Sienkiewicz odpowiedział listem z 5 XII 1900:

„Nie wiem i nie pamiętam, czy umiałem już czytać, gdy uczono mnie Śpie­wów historycznych Niemcewicza. Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po innych błoniach, jak Sieniawski «odważny i smutny» - innymi słowy: pragnąłem być rycerzem. Potem rozpalił moją wyobraźnię Robinson Crusoe i Szwajcarski. Marzeniem moim było osiąść na bezludnej wyspie. Te wraże­nia dziecinne zmieniły się z czasem w chęć i zamiłowanie do podróży. Pory­wy te zdołałem w części urzeczywistnić w życiu. Trzecią książką, która wy­warła na mnie nadzwyczajne wrażenie, było ilustrowane życie Napoleona. Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim wodzem [...]

Od dzieciństwa pisałem wiersze i utwory prozą, ale - właściwie mówiąc jako dziecko nie marzyłem o zawodzie wyłącznie pisarskim”.

D 40, s. 129. - Baliński I., Listy, t. I, cz. 1, s. 36, 37.

Zapytany w tym samym czasie przez F. Hoesicka o „pierwsze wrażenia i próby literackie” oraz o to, czy w rodzinie „nie kwitła już tzw. żyłka literac­ka”, pisarz dał dłuższe wyjaśnienie:

„Rodzina moja przechowywała pewne tradycje wojskowe, których jednak nikt nie spisywał, nie wydała bowiem żadnego literata. W dzieciństwie mym niemało się nasłuchałem o Antonim Sienkiewiczu, bracie dziadka mego. Miał to być za Stanisława Poniatowskiego, a następnie za Napoleona znany żoł­nierz. Pisano nawet o nim sporo, bo przy tym odznaczył się w dziejach naszego wolnomularstwa. Grobowiec jego na świętokrzyskim cmentarzu w War­szawie znany jest ze swego napisu: «Tu leży człowiek».

Co się tyczy pociągu do literatury, to odziedziczyłem go chyba po matce, która pisywała wiersze, jakkolwiek były to tylko poezje do albumów, bez pretensji do jakiejś głębszej wartości artystycznej. W każdym razie matka moja pochodziła z rodziny literackiej, jako spokrewniona z Lelewelami i Łuszczew­skimi. Stąd Deotyma jest moją krewną daleką. Pyta się pan o pierwsze wpływy, o atmosferę, w jakiej wzrastałem? Największy wpływ wywarło na mnie to, że całe dzieciństwo spędziłem na wsi, czemu zawdzięczam pewną znajo­mość naszego ludu i jego języka. Co także nie pozostało bez silnego wpływu na mnie, to znaleziony gdzieś na strychu kufer z książkami, pomiędzy który­mi pisarze XVI i XVII wieku trzymali prym. Do książek tych dorwałem się jako dziecko, tak iż mogę powiedzieć, że prawie uczyłem się czytać na Reju, Kochanowskim, Górnickim, Skardze, Birkowskim, Orzechowskim. Od tego czasu datuje się moja znajomość języka staropolskiego...

Później, już w szkołach, naprzód w szkole realnej, a następnie w gimna­zjum Wielopolskiego, największy zapał wzbudzili we mnie Homer i Szekspir. Szekspira zacząłem czytać w 14 roku życia. Ale mi się wtedy nie podobał. Dopiero gdym go zaczął czytać w tłumaczeniu Jana [!] Komierowskiego z ko­mentarzami Gervinusa, dopiero mi się oczy otworzyły...

Co do moich pierwszych prób literackich, to wiele istnieje legend o nich zupełnie mylnych. Często też opowiadają rzeczy, których całkiem sobie nie przypominam”.

Hoesick F., U Sienkiewicza w Warszawie, [w zbiorze:] Sienkiewicz i Wyspiański, Warszawa 1918, s. 33, 34.

Szkic Hoesicka ukazał się po raz pierwszy w „Tygodniku Ilustrowanym” 1900 (marzec), przy czym - wedle zapewnienia autora - Sienkiewicz czytał go „w rękopisie i uzupełnił w kilku miejscach własnoręcznymi dopiskami”, następnie w tygodniku „Sport”, Warszawa 1901, nr 15 (przytoczony ustęp, s. 10).

Hoesick nie należy wprawdzie do informatorów, na których polegać moż­na bez zastrzeżeń, w danym wypadku jednak zawierzyć mu można, relację jego bowiem w kilka miesięcy później, jako echo „swobodnej rozmowy towarzyskiej”, powtórzył M. Gawalewicz w jubileuszowym artykule XXV w „Kraju” 1900, XIX, nr 50, s. 2. Być zresztą może, że opowiadanie Gawalewicza nie jest powtórzeniem Hoesicka, lecz odbiciem jakiejś innej rozmowy z Sienkiewiczem; w tym wszystkim obaj biografowie są na tyle ze sobą zgod­ni, iż to właśnie pozwala uznać wersję Hoesicka za relację, na której polegać można.

„Rzeczy, których całkiem sobie nie przypominam”. Uwaga Sienkiewicza o oplatających go legendach biograficznych do­tyczy niewątpliwie sprawy, która wielokrotnie przewijała się zarówno w pra­sie codziennej, jak nawet w wydawnictwach naukowych.

Ks. Adolf Pleszczyński, folklorysta-samouk, wydrukował w książce zbio­rowej Dla sierot (Warszawa 1897) opowiadanie niejakiego ks. Marczyńskie­go, który był nauczycielem domowym u rodziców chrzestnych Sienkiewicza, Dmochowskich, w Burcu na Podlasiu. Razem z młodymi Dmochowskimi miał się uczyć ich brat cioteczny, dziesięcioletni Henryś, który pewnego razu zabłysnął talentem literackim. Napisał on mianowicie wypracowanie, opar­te na podaniach burzeckich, prawiące o magnacie, który więzi szlachciankę wraz z jej ojcem, ponieważ odrzuciła ona jego miłość. Gnębiciel i jego ofiary dostają się w moc Tatarów, od których ratuje ich narzeczony panny, młody rycerz; ciężko ranny magnat umierając oddaje dziewczynie i jej wybawcy całe swoje mienie.

Ks. Pleszczyński opowiadanie to przesłał Sienkiewiczowi i prawdopodob­nie zdziwił się, gdy otrzymał odpowiedź, iż adresat przypomina sobie z dzie­ciństwa ks. Marczyńskiego, ale owego wypracowania zupełnie nie pamięta, proponuje więc, by zapytać w tej sprawie któregoś z Dmochowskich.

Pleszczyński A., Listy, t. III, cz. 2, s. 455.  O tej rzekomej „ważnej” relacji pisał dwukrotnie W Hahn, ostatnio w artykule Najpierwsza [!] powieść Henryka Sienkiewicza w „Pamiętni­ku Literackim” R. XXXIV, 1937, s. 106 i n., por. Czachowski K., H. Sienkiewicz, Warszawa 1931, s. 21.
1858
W Gimnazjum Realnym. Dwunastoletni Sienkiewicz rozpoczyna naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim (tj. gmachu dzisiejszego uniwersytetu) w Warszawie. Mieszka początkowo na stancji na Starym Mieście, po r. 1861, po sprzedaży Wężyczyna, u rodziców, Nowy Świat 7.

Kozłowski-Boleścic S. A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 22, 23.

„Było to przed laty. Chodziłem wówczas do klasy pierwszej i stałem na stancji na Starym Mieście, w pierwszym z brzegu domu za Świętojańską. Przez tę też ulicę wiodła najprostsza droga do gimnazjum, które mieściło się tam, gdzie dziś uniwersytet. Ale wolałem chodzić przez Piwną z powodu sklepów z ptakami. Istniało tych sklepów kilka obok siebie, po lewym boku ulicy. Na zewnątrz wisiały klatki, a w nich czyże, zięby, szczygły, słowiki i gile, niekiedy nawet sowy, sójki i kraski. Byli to dobrzy moi znajomi, których widok przypominał mi wieś, a zwłaszcza wakacje na Boże Narodzenie, gdy z powodu mrozów to ptactwo, które nie odlatuje na zimę, zbliża się do zabudowań. Wystawałem nieraz przed tymi klatkami tak długo, że spóźniałem się na lekcje, co - jak wiadomo - pociąga za sobą rozmaite niemiłe następstwa”.

Sienkiewicz H., Wspomnienie (1916), por. D 40, s. 151.
1859
Znajomość z K. Łapczyńskim. U ciotki, Konstancji Cieciszowskiej, w Warszawie mały uczeń poznaje Kazimierza Łapczyńskiego (1823­1892), świeżo zwolnionego z przymusowej służby wojskowej na Kaukazie, w niedalekiej zaś przyszłości wybitnego botanika i znawcę folkloru podhalań­skiego (autora głośnej baśni o Perłowicu). Trzynastoletni chłopiec przedkłada byłemu zesłańcowi osobliwy elaborat z receptą na wyzwolenie Polski (Polacy emigrują wszyscy do Ameryki, organizują tam armię, która wraca do Polski i wywalcza niepodległość).

Dąbrowska M., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Głos Narodu” styczeń 1917; O Łap­czyńskim zob. „Wisła” 1859, VI, s. 1004; Polski Słownik Biograficzny, t. XVIII, z. 77, s. 208, 209.
1862
Gimnazjum II. Po ukończeniu czterech klas w Gimnazjum Realnym Sienkiewicz przenosi się na dalsze dwa lata do Gimnazjum II (w Pałacu Sta­szica) i kończy w nim klasy V i VI.

[caption id="attachment_1453" align="alignnone" width="895"] Sienkiewicz z kolegami 10 IV 1863 r.[/caption]

„Weszliśmy razem do klasy piątej w Warszawie, w gimnazjum, które w koń­cu 1862 r. pomieszczono w Pałacu Staszica po byłej akademii medycznej. Klasa była przepełniona, gdyż liczyła 150 uczniów. Profesorem literatury polskiej był zacny, niezapomniany Julian Bartoszewicz [1821-1870, wybitny historyk literatury]. Przed świętami Bożego Narodzenia wszyscy złożyli mu ćwiczenia na dowolnie wybrany temat. Bartoszewicz wyróżnił natychmiast wypracowa­nie Sienkiewicza i wywoławszy go na środek klasy, długo, pilnie badał. Od­tąd zasłynął między nami jako stylista. W naukach ścisłych nie odznaczał się wzorowymi postępami, mimo to zadowalająco przeszedł trzy ostatnie klasy”.

Skarżyński St., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Kurier Poznański” 1916, nr 269; „Kurier Warszawski” 3 XII 1916, nr 335; „Glos Narodu” 11 XII 1916, nr 580.
1864
Ukończenie klasy VI. W lipcu Sienkiewicz kończy klasę VI i otrzymuje świadectwo, które brzmiało:

„Rektor Gimnazjum 2-go w Warszawie Nr 501

Sienkiewicz Henryk wieku lat 18 liczący, zapisany w poczet uczniów Gim­nazjum 2-go w Warszawie, uczęszczał na nauki do dnia 3/15 lipca 1864, przed ukończeniem całkowitego kursu nauki z woli ojca szkołę opuścił. W ciągu pobytu w niej obyczajami bardzo dobrymi zalecał się, z nauk w klasie 6-ej wykładanych okazał postęp następujący:

nauce religii i moralności – dostateczny

języku polskim – celujący

języku rosyjskim – dostateczny

języku łacińskim – dostateczny

algebrze – dostateczny

trygonometrii – dostateczny

fizyce – dostateczny

jeometrii matematycznej – dostateczny

chemii – dostateczny

botanice – niedostateczny

historii powszechnej i rosyjskiej – celujący

języku greckim – dostateczny

historii polskiej – dostateczny

Na zasadzie powyższego usposobienia promocję do klasy 7-ej otrzymał. Na dowód czego wydanym mu zostaje niniejsze świadectwo własnoręcznym podpisem Rektora i pieczęcią szkolną stwierdzone

M.p. w Warszawie d. 1/13 października 1864 r. Rektor (-) Rogiński. Sekretarz (-) Maleszewski.”

Z księgi: Cenzura uczniów klasy VIB Gimnazjum 2-go w Warszawie za rok szkolny 1863/4 (spalonej w r. 1939 w Archiwum Oświecenia Publicznego w Warszawie) ogłosił Demby S., Sienkiewicz w Poświętnem, Lwów 1937 (odb. z „Pamiętnika Literackiego” R. XXXIII, 1936), s. 5, 6.; To samo źródło, nazwane Księgą postępów, omówił Bielski O., Koledzy gimnazjalni H. Sienkiewicza, „Tęcza” 1929.

W Gimnazjum Wielopolskiego. Wraz z kilku współuczniami, do których należał i Konrad Dobrski, kolegujący z przyszłym pisarzem od kl. III Gimnazjum Realnego, Sienkiewicz przenosi się jesienią 1864 r. do Gimnazjum IV (Wielopolskiego) na Królewskiej 31. Mieszka u rodziców, zarabia korepetycjami (za dwie otrzymuje 7 rb), nosi się z zamiarem porzuce­nia szkoły, pozostaje w niej jednak do końca roku.

Dobrski K., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 232-334.

„Przy ostatnim egzaminie mieliśmy godzinę na napisanie ćwiczenia pol­skiego na temat przez każdego obrany. Sienkiewicz ćwiczenia te napisał dla dwóch kolegów, między nimi dla Moniuszki, syna Stanisława, potem artysty orkiestry Teatru Wielkiego, na temat Na kresach [...] Załatwiwszy się z Mo­niuszką, sam złożył z powodu upływającej godziny krótką Mowę Żółkiew­skiego do wojska pod Cecorą, która, o ile pamiętam, kończyła się słowami: «Jezu Maryja, hejże na wroga!». Profesor literatury polskiej, Grabowski, oce­niając nasze ćwiczenia, wyróżnił przede wszystkim wypracowanie Moniuszki, gdy jednak tenże dyskretnie się z klasy ulotnił, postawił mu stopień zadowalniający tylko i pierwszą nagrodę przyznał Sienkiewiczowi. Sprawiedliwości stało się więc zadość”.

Skarżyński St., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Kurier Poznański” 1916, nr 269.
1865
Guwerner w Poświętnem. Pierwsze próby literac­kie. Od sierpnia 1865 do sierpnia 1866 Sienkiewicz przebywa jako guwerner w domu Wejherów w Poświętnem koło Płońska. Na wsi prowadzi „strasznie jednostajny tryb życia”; wypełniają mu je, obok zajęć nauczycielskich: intensyw­na praca nad przygotowaniem się do matury, wyjechał bowiem po ukończeniu klasy VII, zapewne pod wpływem biedy, następnie rozczytywanie się w Słowac­kim i Mickiewiczu, dalej zbieranie fotografii „szyków” (tj. znajomych panien warszawskich), przerysowywanie tych fotografii, korespondencja z kolegami, przede wszystkim Konradem Dobrskim, jakieś zajęcia zarobkowe w rodzaju przepisywania artykułów dla redakcyj warszawskich, wreszcie pierwsze prób­ki pism literackich:

„Piszę zaciekle powieść, ale śmiać mi się chce z tych głupstw, które tam się w niej mieszczą. Wystaw sobie, piszę jaki kawałek tkliwy, czuły a ogni­sty, wyrzekający na losy i ustawy świata - pióro skrzypi, ja mam minę nie­zmiernie przejętą własną wielkością i słowo daję, zdaje mi się, że nie wiem, jakie arcydzieła tworzę - ósmy cud świata! Piszę zwykle wieczorem; na drugi dzień z rana wstaję i pierwszą moją myślą jest przeczytać słowa, które mnie mają postawić w liczbie pierwszorzędnych talentów autorskich - czytam więc i po przeczytaniu nieraz śmiechem parskam i sam sobie się dziwię, jak coś podobnie głupiego mogło wyjść z mojej głowy.

Doświadczysz tego, ręczę, jeżeli kiedy weźmiesz się do pisania. Zresztą ta­kie są tam trudności, że człowiek mało nie zwariuje. Nie wiem, co moi boha­terowie i moje bohaterki mają do siebie mówić, jak mają trzymać ręce, głowy, nogi i «inne organiczne członki». Nie wiem, jak przejść od dialogu do opisu, z opisu do rozumowania, słowem, jestem czasami jak tabaka w rogu”.

Dobrski K., L 6 (24 IX); Listy, t. I, cz. 1, s. 252.

„Niedługo nadeszlę ci moją powieść skończoną - to jest zaczętą i ukoń­czoną, bo tej powieści, którą pisałem od wakacyj, bohater był to taki «drań sobaczy», że nie umiał gadać z ludźmi - jak się zszedł przypadkiem z ideałem, to siedział jak niedołęga”.

Dobrski K., L 12 (23 XI); Listy, t. I, cz. 1, s. 278.

„Posyłam Ci [...] moją powieść pod tytułem Ofiara. Ja zacząłem coś i skoń­czyłem? Sam nie mogę przyjść do siebie z radosnego zadziwienia i wyznać Ci muszę, że kiedym wyczytał wyraz «koniec» na piątym arkuszu, byłem prawie dumny z siebie. - Nie dlatego byłem dumny, żeby powiastka ta miała jakąś wartość szczególną - broń Boże - cieszyłem się z tego powodu, że z pięciu rozmaitych powieści, jakie zacząłem, pierwszą skończyłem zupełnie. - Wra­cam teraz do samej powiastki. - Najprzód muszę Ci powiedzieć, że to jest dziecię chorowitej wyobraźni mojej, które pewnego dnia, mniejsza o datę, poczęło się szarą godziną pod piecem, a w dwa dni później ujrzało już świa­tło dzienne. - Jest to malowidło jaskrawe, jak wszystko, co wyjść może spod mego pióra. - Bohater na początku skacze, w środku się uczy, a pod koniec płacze. - Bohaterką jest córka budowniczego, nad której jednak charakterem nie rozpisywałem się bardzo, chcąc cały ciężar utrzymania powieści zwalić na bohatera samego. - Ale największą wadą tej powieści jest nieproporcjonal- ność składowych jej części do całości - zresztą sam to zobaczysz.  Pomimo najłatwiejszej formy powieściowej, to jest opowiadania, nie po­trafiłem uniknąć właściwych tej formie powtarzań i nudnej jednostajności stylu. - [...] Gdybym miał więcej czasu, ociosałbym toporem zastanowienia te wszystkie chropowatości, które mogą razić delikatny smak czytelnika. - Ze jednak muszę się spieszyć z oddaniem, Tobie to zostawiam. Przypomnij sobie, jak pewnego razu rzucałeś projekt, abyśmy razem pisali taką powiastkę. Prawda, że wtedy miały nam przypaść różne role względ­nie do tych, które dziś przybieramy, Ty bowiem miałeś wymyślić rzecz samą, a ja miałem ją obrobić. - Ze jednak i ta rzecz, którą Ci posyłam, pomyśla­na jest nieźle, zrób więc, jeżeli masz czas, stosowne na ten temat wariacje, rozwałkuj ją na kilkanaście arkuszy, a może wtedy wyjdzie coś podobnego do ludzi. - Nie radzę Ci jednak zmieniać formy ani nawet przerabiać w zu­pełności, bo ręczę Ci, że spotkasz trudności, jakich nie przewidujesz. - W ta­kiej formie np., gdzie ktoś podstawiony przez autora opowiada rzecz samą, nie tak bardzo razi owo nudne: rzekł, powiedział, w te odezwał się słowa itp. Co innego, gdy powieść wypływa z akcji osób działających, wtedy trzeba się ogromnie pilnować prawideł powieściowych, których my na nieszczęście nie znamy wcale, bo - jak wiesz - nauki prozy, prócz wymowy, nie przecho­dziliśmy z Helladą [= nauczycielem Cyprianem Izdebskim]”.

Dobrski K., L 14 (1 XII); Listy, t. I, cz. 1, s. 282, 283.

„Nie chciałem [...] pisać krytyki uwag, które względem Ofiary mi zrobiłeś. Są one nadto słuszne, obiecałem sobie tylko posprzeczać się o Twoje zasady w pojmowaniu powieści. Samą Ofiarę poświęciłem, jak owo jagnię białorun- ne, na ofiarę Minerwie, satyrom i innym tego rodzaju bóstwom. Przyjdzie jednak czas, w którym wydam wojnę tym siłom i chociaż przewiduję burzę, nie spodziewam się, ażeby olimpijskie pioruny krytyków miały mnie, bliskie­go nieba, strącić znowu do jego podnóża”.

Dobrski K., L 17 (16 XII); Listy, t. I, cz. 1, s. 293.

Pomysł powiastki historycznej. W tym samym liście znaj­duje się wiadomość o pomyśle utworu, którego źródła pisarz wyzyska dopie­ro w Krzyżakach.

„Zapomniałem ci powiedzieć, że mam zamiar napisać szkic historyczny pt. Spytko z Melsztyna - będzie to półpowieść, półhistoria. - Przedmiot dosyć się nadaje. Opisów mogę wsadzić mnóstwo, ale trzeba mieć trochę więcej źródeł, niż ja mam do tej pory. Dużo jest wprawdzie materiału w Jadwidze i Jagielle Szajnochy, ale zawsze nie tyle, co potrzeba - bądź więc łaskaw zobaczyć w III tomie «Biblioteki Warszawskiej» z roku 1844. - Tam, zdaje się, jest artykuł Michała Balińskiego pt. Spytko Melsztyński i ród jego. - Jeżeli znajdziesz, to - jak przyjadę - po­robię sobie wypisy”.

Dobrski K., L 17 (16 XII), Listy, t. I, cz. 1, s. 297.
1866
Widoki na przyszłość. W otoczeniu „istot, które zjadają fiksatuary zamiast czekolady, które o niczym nie gadają, prócz: co jadły i co, da Bóg, będą jadły w przyszłości”, zgnębiony wiadomościami o dogorywaniu jednego z kolegów, Michała Sławińskiego, a uwięzieniu i wywiezieniu dru­giego, Hipolita Hantowera, dwudziestoletni guwerner, wiedzący, że „z domu nie będzie miał ani grosza złamanego - bo niewiele jest, a co jest, to wezmą siostry”, jedyną drogę awansu społecznego upatruje w zdobyciu wykształce­nia uniwersyteckiego, do którego wiedzie egzamin dojrzałości:

„Nie chcę kreślić swoich zmartwień, żeby nie psuć papieru, powiem Ci tyl­ko krótko. - Do lat 20 próżnowałem, więc została czczość - miłość mnie tro­chę zawiodła (jak to wiesz), wiarę straciłem. - Oto moje nieszczęścia wymie­nione lapidarnym stylem. Twój stan, prócz względu tyczącego próżniactwa niewiele się różni - masz jednak jedną więcej szansę - to jest, możesz się uczyć. Zapewne mogę i ja, ale pozwól, że rzucę nawiasem pytanie, co by się stało, gdybym mimo całej usilności obecnej nie zdał egzaminu. - To bardzo być może - o wypadek nie trudno - a w takim razie?... Wojsko albo kula w łeb, i basta! - Trochę to ostatnie za ryzykowne, jest jeszcze wiele innych środków, a mianowicie: być ekonomem, pisarzem, guwernerem, wreszcie ka­merdynerem, lokajem, świniopasem itp., ale to wszystko nie przypada zupeł­nie do mego gustu, tak że między wyborem pierwszym a ostatnim ani chwili bym się nie wahał”.

Dobrski K., L 23 (3 III); Listy, t. I, cz. 1, s. 318, 319.

Matura. Po powrocie do Warszawy Sienkiewicz 14-15 IX składa egza­min dojrzałości w Gimnazjum IV i 29 X otrzymuje świadectwo.

Warszawskie Gimnazjum IV.

ŚWIADECTWO

Henryk, syn Józefa, Sienkiewicz, urodzony w guberni lubelskiej, powie­cie łukowskim, we wsi Okrzeja, wyznania rzymsko-katolickiego, w wieku lat 20, z polecenia p. Naczelnika Warszawskiej Dyrekcji Naukowej z dnia 17/29 maja 1866 roku nr 2234, został dopuszczony 2/14 i 3/15 września rb. przez Radę Pedagogiczną Warszawskiego Gimnazjum IV do egzaminu z kursu sied­miu klas nauk gimnazjalnych i wykazał postępy następujące:

Początki studiów uniwersyteckich. 25 X Sienkiewicz zdaje egzamin wstępny na Wydziale Prawnym Szkoły Głównej w Warszawie. Na „Liście kandydatów zgłaszających się do egzaminu wstępnego do Szkoły Głównej w roku 1866” zapisano następujące wyniki:

Nr porządkowy - 338

Data - 25 października

Imię i nazwisko - Henryk Sienkiewicz

Religia - katolicka

Z jakiego gimnazjum - IV warszawskiego Na jaki wydział - prawny Polski - 3 Rosyjski - 3 Łaciński - 3 Grecki - 2 Matematyka - 3 Fizyka i Chemia - 3 Historia Naturalna - 2 Geografia i Historia - 4 przyjęty.

Prezydiujący w Komitecie I. S. Kowalewski

Demby S., Na przełomie. Kartka z życia H. Sienkiewicza, „Kurier Warszawski” 1924, nr 300. - Demby S., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 197-200.

Zmiana wydziału. 19 XI na liście osobistej kandydata w rubryce: „Na jaki wydział pragnie być przyjętym”, skreślono wyraz „prawny”, wpisa­no „lekarski”, a następnie „filologiczny”. 17 XII zaś odnotowano: „Komitet egzaminacyjny uznaje Henryka Sienkiewicza za dostatecznie usposobione­go do słuchania nauk w Szkole Głównej Warszawskiej na Wydziale «Lekarskim»”.
</document>
<document nplp_id="1368" title="1867-1876" slug="1867-1876">Wybierz rok: 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876
1867
Na Wydziale Filologicznym. 4 II Sienkiewicz przenosi się na Wydział Filologiczny, jak wskazuje notatka sekretarza tego wydziału, Węclewskiego: „p. Sienkiewicz Henryk w dniu 4 lutego r. 1867 pod nr 83 zapisa­ny został w liczbę studentów Wydziału”.

Demby S., Na przełomie. Kartka z życia H. Sienkiewicza, „Kurier Warszawski” 1924, nr 300. Demby S., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 197-200.

Stefania Sienkiewiczowa o karierze syna. Na decy­zję młodego studenta, który już z Poświętnego pisał Dobrskiemu: „Przyznam się (tylko nie mów nic w domu), że coraz mniej zgodnym z moimi widokami staje się Wydział Medyczny”, wpłynęło wyzwolenie się spod nacisku opinii rodzinnej. Wyrazem tej opinii był list matki, pisany do Dobrskiego z Łazów 3 II 1867, wywołany wiadomością o powziętym przez Sienkiewicza posta­nowieniu.

„Sąd Pana o Henryku z takim był oczekiwany upragnieniem i niespokojnością. Jednocześnie odebraliśmy listy jego do mnie i do siostry pisane, ale w żadnym z nich nie wyjawia kroku, który uczynił, kroku tak ważnego w ży­ciu, jakim jest zmiana zawodu. Ten dowód skrytości jego i braku zaufania w matce, aż nadto pobłażliwej, więcej był mi przykrym jak rzecz sama, cho­ciaż mówiąc otwarcie, zmartwiłam się bardzo, że porzucił zawód lekarski, i tę zmianę przypisuję więcej niestałości i lekkości charakteru aniżeli wrodzonym zdolnościom i popędom, które Pan tak pięknie tłumaczy. Te porywy fanta­zji i bujność wyobraźni, którym, jak Pan twierdzi, nie mógłby się oddawać studiując medycynę, nie dadzą mu niestety pewnego, niezawisłego chleba, na który pracować przeznaczony, z postępem lat i doświadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczo­nymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze w stopniu tak niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie zapewni. Świeży mieliśmy niedawno przykład, jakim jest los pedagogów choćby najzdatniejszych [...]. W dzisiejszym położeniu kraju, gdzie wszystko zależy tylko od chwili fantazji, gdzie nikt pewnym jutra być nie może, jeden tylko zawód lekarski jest niezawisłym od nikogo, zatem za­pewniający byt dobry, własną pracą pozyskany, którego ani ogień nie spali, ani woda nie zaleje, ani złodziej nie ukradnie”.

Demby S., Na przełomie. Kartka z życia H. Sienkiewicza, „Kurier Warszawski” 1924, nr 300. - Demby S., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 197-200.

Pierwsze niepowodzenie autorskie. Wierzący w talent Sienkiewicza K. Dobrski przesyła napisaną przezeń 16 X wierszowaną Sielankę młodości do „Tygodnika Ilustrowanego”. Odpowiedź redakcji brzmi: „Nade­słane utwory drukowane nie będą. W szczegółową ich ocenę wdawać się nie możemy; chociaż niektóre z nich nie są pozbawione pewnych zalet, ale brak miejsca i czasu zmusza nas do sądu sumarycznego”. Niefortunną próbę Dobrski przechowuje u siebie i dopiero w r. 1901 oddaje ją I. Chrzanowskiemu.

Chrzanowski I., Pierwszy utwór Sienkiewicza, „Ateneum” 1901, s. 596. - „Tygodnik Ilu­strowany” 1867, nr 425.
1868
Studencka bieda. W początkach studiów Sienkiewicz dzieli dolę studencką, którą kolega jego, Przyborowski, charakteryzuje w sposób zgod­ny z relacjami i samego pisarza, i jego przyjaciela, Dobrskiego, pisząc: „Nade wszystko bieda była ogromna. W koterii tej, do której ja należałem, ci, co po­siadali z domu dochodu miesięcznego rs 15, uchodzili za bogaczy, reszta, nie mając żadnej pomocy, żyła Bóg wie czym i jak, niby «ptaszkowie leśni, którzy nie sieją ani orzą». Dawanie lekcyj było główną podstawą tego bytu, nadzwyczaj mizernego i nędznego”. To samo stwierdza Dobrski w liście do Kraszew­skiego, sam zaś Sienkiewicz w trzydzieści lat później wspomina te czasy, gdy mu „zdarzało się [...] po dwa dni nie jadać, a zarazem nie mieć najmniejszego prawdopodobieństwa obiadu na dzień trzeci i następne”.

Kaliszewski J.: Stara i nowa prasa, Warszawa 1897, s. 4-5 [na podstawie wydania: Stara i nowa prasa. Przygotowała do druku i posłowiem opatrzyła D. Świerczyńska, Warszawa 1998;  Potkański K., L 20 (10 XI 1897); Listy, t. III, cz. 3, s. 99;  List Dobrskiego w arty­kule J. Korpały, Dzieje pierwszej powieści Sienkiewicza, „Ruch Literacki” 1928, s. 108-111.

Guwernerka u Woronieckich. Sienkiewicz otrzymuje guwernerkę u książąt Lucjanów Woronieckich, z którymi jest skuzynowany przez Deotymę (Łuszczewską). Z jednym ze swych wychowanków, Micha­łem, z biegiem czasu żonatym z Franciszką Krasińską, córką właścicieli Ra­dziejowic, Sienkiewicz do końca życia będzie utrzymywał stosunki towarzy­skie i przyjacielskie.

Woroniecki M., Zarys monografii rodu książąt Korybutowiczów ze Zbaraża Woronieckich, Gdańsk 1999, s. 253, maszynopis; Listy do Lucjana oraz do Michała i Franciszki Woroniec­kich, Listy, t. V cz. 2, s. 477-518.

Wakacje w Szczawnicy. Zapewne w towarzystwie Woronieckich Sienkiewicz spędza kilka tygodni w Szczawnicy, gdzie poznaje Adama Asnyka.

D 44, s. 158; Wasylewski St., Wróżby Sienkiewicza w Szczawnicy, „Kurier Poznański” 1930, nr 529, s. 10.

W posiadaniu A. Bogusławskiego była fotografia przedstawiająca Asnyka i Sienkiewicza w towarzystwie dwu pań, z których jedna to Maria Bogusław­ska, matka Elżbiety i Natalii.

Bogusławski A., Do redaktora Wiadomości”, „Wiadomości” (Londyn) 15 VII 1956, nr 19.

&amp;nbsp;
1869
Debiut pisarski. 18 IV w nrze 16 „Przeglądu Tygodniowego” ukazuje się pierwszy utwór drukowany Sienkiewicza, tj. napisana w zastęp­stwie sprawozdawcy recenzja Wystąpienie gościnne p. Wincentego Rapackiego w roli Caussade’a w komedii Nasi najserdeczniejsi Sardou.

Pierwszy plon studiów uniwersyteckich. 3 VII w „Ty­godniku Ilustrowanym”, nry 79-80, Sienkiewicz drukuje szkic Mikołaj Sęp Szarzyński, studium literackie, napisany pod wpływem ówczesnego profesora literatury polskiej w Szkole Głównej - Józefa Przyborowskiego.

[caption id="attachment_1454" align="alignnone" width="895"] Sienkiewicz,1869 r.[/caption]

Powieść Na marne. U Woronieckich, w ich majątku Bielicach pod Sochaczewem i pałacyku warszawskim w Alejach Ujazdowskich powstaje pierwsza powieść Sienkiewicza. Rozdział jej (nie drukowany) odczytywał on koledze uniwersyteckiemu, głośnemu później aktorowi i krytykowi, Józefowi Kotarbińskiemu.

„Piszę powieść także co dzień, ale powoli idzie, bo masami skreślam, są też w niej wskutek tego różne szczerby, niby luki, które muszę zapełnić. [...]. Wiecie, ja z prawdziwym przestrachem czytam powieść Elizy Orzeszkowej pt. W klatce; przysięgam, że motywów jej nie kradłem, a zanosi się bardzo podob­ne do moich, tylko że to powieść będzie więcej z nieba, moja - z ziemi; tam aniołowie upadli i doskonali, u mnie - ludzie; tak bym chciał przynajmniej”.

Kotarbiński J., Przed półwiekiem, „Kurier Warszawski” 25 X 1924, nr 299; Dobrski K., L 32; Listy, t. I, cz. 1, s. 328, 329.
1870
Prace literackie. W czerwcu ukazuje się nowe studium literackie o Kasprze Miaskowskim w „Tygodniku Ilustrowanym”, równocześnie zaś po­stępuje praca nad powieścią, którą K. Dobrski obiecuje wydać własnym na­kładem.

Chrzanowski I., Okruchy literackie, Warszawa 1903, s. 169.
1871
Ukończenie Na marne. W lutym młody pisarz kończy powieść, która ma mieć tytuł W rozbracie lub Na marne. Niezadowolony z jej rozdziału XII, w marcu „przerabia koniec zupełnie”, równocześnie zaś nosi się z za­miarem napisania powieści nowej. „Od początku do końca z rzeczywistość powieść tendencji - satyra, jeżeli chcesz porównać - coś, coś jak Martwe dusze Gogola - tytuł byłby Wędrówki po naszych drogach”.

Dobrski K., L 34; Listy, t. I, cz. 1, s. 331.

Zabiegi o druk powieści. Dobrski przesyła powieść do oceny i druku Kraszewskiemu, który w liście z 29 V odzywa się o niej entuzjastycz­nie, ale wobec sprzedania drukarni z wydania jej rezygnuje.

„Powieść Na marne pisana jest wybornie. Czytałem ją z wielkim zajęciem i jednym szczerym słowem mogę powiedzieć to tylko, że rzadko pierwsza praca jest tak dojrzałą. Winien to autor i talentowi, i tej wielkiej trafności, z jaką obrał sobie przedmiot - z własnego lub widzianego i znanego życia, a mógł malować z natury”.

Chrzanowski I., Okruchy literackie, Warszawa 1903, s. 175-178. - Korpała J., Dzieje pierwszej powieści Sienkiewicza, „Ruch Literacki” 1928, s. 108-111.

Studia uniwersyteckie. W czerwcu Sienkiewicz przechodzi „upały egzaminacyjne” i opuszcza uczelnię bez egzaminów końcowych (z ję­zyka greckiego). Złośliwą jego charakterystykę z tych czasów podaje Przyborowski, który, wspomniawszy jego pierwsze prace, kontynuuje:

„Świadczyło to, że po prostu szukał zarobku, że mu wtedy nie szło o kie­runek literacki i podobno nigdy mu o to nie chodziło. Poza tym był to wtedy bardzo sympatyczny i bardzo przystojny młody człowiek, o dystyngowanej fizjognomii, dużych, ciemnych, rozmarzonych i głębokich oczach, o weso­łym i nieco sarkastycznym usposobieniu. W rozmowie był dowcipny, a dow­cip jego miał charakter szlachetny, choć zjadliwy. Lubił rozprawiać o swym rodzie i pokrewieństwie arystokratycznym z Cieciszowskimi. Jedna z Cieciszowskich była wtedy ksienią panien kanoniczek w Warszawie i Sienkiewicz, zwąc ją swą ciotką, równocześnie lekko żartował sobie z tego. Czy istot­nie pochodził z rodziny arystokratycznej, nie wiem, gdyż byli tacy, co temu przeczyli i o jakimś domku na Pradze mówili, który miał być miejscem ro­dzinnym przyszłej gwiazdy literackiej. On sam utrzymywał, że się rodził na Podlasiu”.

Dobrski K., L 37; Listy, t. I, cz. 1, s. 333; [Kaliszewski J.:] Stara i nowa prasa, Warszawa 1897, s. 129, 130 [na podstawie wydania: Stara i nowa prasa. Przygotowała do druku i posłowiem opatrzyła D. Świerczyńska, Warszawa 1998; Birkenmajer J., „Hania” a Szczawnica, „Kurier Poznański” 1930, nr 537, s. 8.

Inaczej ujął sylwetkę Sienkiewicza Aleksander Świętochowski, gdy z per­spektywy lat piętnastu spojrzał na swe lata uniwersyteckie:

„Był wszakże w szczupłym gronie Wydziału Historyczno-Filologicznego stu­dent, który niczym nie zapowiadał wysokiego talentu i żył zupełnie poza tym wyborowym kołem. Pamiętam tylko, że idąc raz z nim przez ulicę, zdumiałem się jego biegłością w rozpoznawaniu herbów na arystokratycznych gmachach i karetach oraz na znacznym zasobie wiedzy z historii rodzin szlacheckich. Była to wszakże jedyna niezwykła w nim cecha.

Wątły, chorowity, w audytorium rzadko widzialny, w życiu studenckim nie przyjmujący [!] żadnego udziału, przed egzaminami mocno zakłopotany i na ubo­czu trzymający się, zwracał na siebie tak słabą uwagę kolegów, że gdy po skoń­czonym uniwersytecie Kotarbiński zapewniał nas kilku, że Sienkiewicz napisał piękną powieść Na marne, roześmieliśmy się serdecznie i zapisali tę wiadomość na rachunek złudzeń powiatowej sympatii jednego Podlasiaka dla drugiego”.

Świętochowski A., Henryk Sienkiewicz, „Prawda” 1884, nr 27, s. 317; Tę jednostronną charakterystykę upowszechnił Feldman W, Piśmiennictwo polskie, Lwów 1905, t. I, s. 162.
1872
Druk Na marne. Mimo niechęci do ogłoszenia powieści w prasie Sienkiewicz drukuje ją w dwutygodniku „Wieniec”, gdzie ukazuje się ona z ilustracjami Pillatiego, od 7 V do 26 VII, nry 37-60.

Humoreski z teki Worszyłły. Projektowana powieść „Wę­drówki po naszych drogach” ukazuje się w dwu tomikach, wydanych nakła­dem „Przeglądu Tygodniowego” jako Humoreski z teki Worszyłły.

Początki kariery dziennikarskiej. W drugiej połowie roku młody autor rozpoczyna karierę dziennikarską, ogłasza więc recenzje li­terackie w „Wieńcu” (o Panu Grabie Orzeszkowej) i w „Niwie”. Tym samym deklaruje się jako zwolennik postępowej „młodej prasy”.
1873
Współpraca w „Gazecie Polskiej”. Od marca do paździer­nika Sienkiewicz pisuje co dwa tygodnie kroniki pt. Bez tytułu na przemian z Edwardem Leo i Władysławem Bogusławskim. Zapewne jako korespon­dent dziennika wyjeżdża na pierwszą połowę lipca do Wiednia, skąd przysyła sprawozdania z Wystawy w Wiedniu.

Twardą szkołę zakończoną wystąpieniem z dziennika, którą przechodził u redaktora „Gazety”, Józefa Sikorskiego, przedstawił późniejszy jego przyja­ciel i kolega redakcyjny, Antoni Zaleski, w następujący sposób:

„Kiedy losami «Gazety Polskiej» władał ówczesny jej redaktor, p. Sikor­ski, w gronie współpracowników był także młody chłopak, który świeżo ukończył Wydział Filologiczny w Szkole Głównej i debiutował w «Tygodniku Ilustrowanym» z rozprawą o Sępie Szarzyńskim. Polecono mu w «Gazecie» pisywanie fejletonów tygodniowych. Młodzieniec zabrał się do tej pracy z za­pałem, a ówczesne jego kroniki zwracały od razu uwagę wszystkich na nowo objawiający się talent. P. Sikorskiemu jednak bardzo się nie podobały owe fejletony, pełne młodzieńczej werwy, młodzieńczego zapału i poezji. Auto­rowi ich odmawiał zupełnie talentu, a co więcej, zarzucał mu niesumienność dlatego, że za wiele było w jego kronikach poezji, a za mało faktów. Ja chcę faktów! proszę o fakta!... - powtarzał ustawicznie biednemu Litwosowi, kreśląc mu wszystko, co było tylko żywszym, oryginalniejszym i ponad szablon wyskakiwało. Z fejletonu leciały też co tydzień strzępki, a zostawał tylko suchy szkielet. Taka była jednak potęga tego talentu, że i ten szkielet zdradzał jeszcze niepospolitą zdolność. Pewnego razu ktoś z współ­pracowników «Gazety» winszował Sikorskiemu fejletonisty. Wielka sztuka - odpowiedział surowy Argus - patrz pan, ile tu musiałem wyrzucić i jakem się napracował.

I pokazywał rękopism cały pokreślony, a w nim powymazywane najpięk­niejsze ustępy, istne perełki poezji. Chcąc też wyrobić «niesumiennego mło­dzieńca», powierzał mu najsuchsze i najpospolitsze roboty reporterskie. Nic też dziwnego, że pod takim redaktorem biedny Litwos czuł się skrępowanym i tracił wszelką do pisania ochotę. Odżył on dopiero, gdy Edward Leo objął redakcję «Gazety». Ten poznał się od razu na wielkim talencie, otworzył mu łamy «Gazety» i przez parę lat miała ona kronikarza hors ligne, a fejletony jej Z chwili bieżącej godne by były zaiste osobnego w książce wydania”.

Baronowa X.Y.Z. [Górska J., Górski K., Koźmian St.], Towarzystwo warszawskie, Kraków 1889, t. 2, s. 119, 120.

Sam Sienkiewicz na terminowanie u Sikorskiego spoglądał z humorem, gdy w dziewięć lat później sam zasiadł w fotelu redaktorskim dużego dzien­nika warszawskiego:

„W swoim czasie pisywałem kroniki dla jednego z redaktorów, który całą swą postacią uosabiał bóstwo zwane w starożytności Jupiter tonans... Byłem młodszy znacznie i pisywałem - Bóg widzi - jak umiałem najlepiej... Co so­bota przelewałem cały liryzm mej młodej duszy w czterysta wierszy kroniki, w piątek odczytywałem te liryczne kroniki na sesji... i cóż powiecie: oczy mojego redaktora zachodziły krwią, broda rozwiewała się na pół horyzontu, a z głębi tej brody wychodził grzmiący głos: «Mój panie! ja nie proszę pana poezje! mnie trzeba faktów!...». «Panie - odpowiadałem - skądże ich we­zmę, przecie to nie ode mnie zależy!». «Mnie trzeba faktów! - grzmiał re­daktor. - Ja się nie łapię na pięknobrzmiące frazesy!...». - Czułem się bardzo nieszczęśliwy [...]”.

Sienkiewicz H., Kronika tygodniowa, „Słowo” 23 III 1882; D 53, s. 85.

Śmierć matki. 1 IX Stefania Sienkiewiczowa umarła w Woli Gułowskiej.

Demby S., Na przełomie. Kartka z życia H. Sienkiewicza, „Kurier Warszawski” 1924, nr 300.
1874
Redagowanie „Niwy”. Sienkiewicz wraz z przyjaciółmi Mścisławem Godlewskim i Julianem Ochorowiczem składają się po 1500 rb, obok nich Jan Jeleński daje 500 rb, i nabywają „Niwę”.

Sienkiewicz, który do spółki przystąpił za pożyczane pieniądze, prowadzi w piśmie dział literacki. Długi wspólników spłaca w r. 1878 Godlewski, któ­ry zawiązuje spółkę wydawniczą, liczącą 55 członków.

„Niwa” 15 VI 1874, t. 3, nr 60, s. 288; Chmielowski P, Zarys najnowszej literatury polskiej, Kraków 1898, s. 87, 88; Korwin-Piotrowski K., Prasa polska, „Tygodnik Polski” Warszawa 1900, s. 1003, 1004.

Przekład powieści W. Hugo. Wraz z W. Przyborowskim-Zglińskim Sienkiewicz przekłada Rok dziewięćdziesiąty trzeci Wiktora Hugo, wydany nakładem „Przeglądu Tygodniowego”.

Podróż za granicę. Narzeczeństwo z Marią Kel­lerówną. Od 17 VIII do końca września Sienkiewicz przebywa za granicą, od 19 VIII do 17 IX w Ostendzie, od 18 do 30 IX w Paryżu, gdzie mieszka u D. Zglińskiego, dziennikarza i literata warszawskiego. W czasie tej wyciecz­ki powstaje kilkanaście listów do Marii Keller, z którą Sienkiewicz był zarę­czony, rodzice jednak zamożnej panny ze sfer burżuazji warszawskiej sprze­ciwili się ostatecznie małżeństwu jej z gołym dziennikarzem, pomawianym nadto o romans z Modrzejewską. Pisarz zaręczył się z Kellerówną w majątku Siemieńskich, spokrewnionych z Kellerami, Żytno.

Listy te w urywkach, z zatajeniem adresatki, ogłosił I. Chrzanowski, Z podróży do Kolonii, Ostendy i Paryża, [w tomie:] H. Sienkiewicz, Pisma zapomniane i niewydane, Lwów 1922, s. 355-370. - Kellerówna M., Listy, t. III, cz. 1, s. 93-122.

Biedrzycka-Czudowska A., Fakty i legendy minionego świata, Radomsko 1995, maszyno­pis powielany.
1875
Kronikarz „Gazety Polskiej”. Sienkiewicz obejmuje stano­wisko kronikarza życia warszawskiego w „Gazecie Polskiej” i 11 stycznia rozpoczyna druk 40 felietonów tygodniowych Chwila obecna, ukończony 21 grudnia. Stosunek młodego publicysty do środowiska literatów i dzien­nikarzy przedstawił w 30 lat później Bronisław Mayzel, który równocześnie z Sienkiewiczem rozpoczynał swą karierę pisarską:

„W skromnym mieszkaniu moim przy ul. Niecałej, zwykle po kolacyjce u «Andzi» (Czuleńskiej), zbierało się od czasu do czasu kółko przeważnie lite­rackie i artystyczne na pogawędki albo bezika.Do najczęstszych gości należeli: Józef Bliziński, Wład. Pląskowski, Ant. Zaleski, Wład. Olendzki («Major»), Klemens Junosza (Szaniawski), Jan No­skowski (wydawca «Wieku») i wielu innych. Ci wszyscy legli już w grobie. Z żyjących pomnę między innymi: Edwarda Lubowskiego, M. Prażmowskiego, D. Filleborna, Tadeusza Czapelskiego, K. Zalewskiego i Henryka Sienkiewicza.Mistrz dzisiejszej literatury zajmował wówczas lokal w moim sąsiedztwie, pod nr 8 przy ul. Niecałej, wspólnie z Leopoldem Mikulskim, jednym z najgo­rętszych przedstawicieli młodej prasy [...]. Zapewne bliskiemu temu sąsiedz­twu zawdzięczaliśmy, że Sienkiewicz przyjmował często udział w zebraniach, o których mowa. Zresztą w gronie towarzyszów nie wyróżniano go wcale, chociaż on sam wyróżniał się swoim jestestwem. Pamiętam, gdyby dzisiaj, te szlachetne rysy młodzieńcze, tę smukłą postać o wejrzeniu melancholijnym, posępnym czy marzącym. Zazwyczaj małomówny, zamyślony, jakby ciałem tylko znajdował się wpośród nas, szybując myślą gdzieś hen —  daleko. Pomnę, pewnego wieczoru zabawił u mnie do późnej pory, a na wychod­nym rzekł: «Mikulski złaje mnie, że tak późno powracam». Prosiłem więc, żeby przenocował. «Zgoda, ale pod warunkiem, że przeleżę na sofie». I po­mimo całej gościnności z mojej strony nie potrafiłem przemóc, by przyjął od­stąpione mu za kotarą łóżko. Wczesnym rankiem zrywam się, ażeby zakrzątnąć się około drogiego gościa, ale Sienkiewicz już nie spał; zastałem go przed biblioteką; przeglą­dał książki, tom za tomem: «Goethe, Thuemmel, Dickens, Szekspir — jakież to piękne rzeczy». Po herbacie zabrał się p. Henryk do papierosa, lecz wnet odrzucając go rzekł: «Nie mogę dziś palić - oto lepiej przejdźmy się do Botanicznego». Za­gadnąłem: «A co będzie z dzisiejszą Chwilą obecną» - wiedząc, że w ponie­działki «Gazeta Polska» zamieszcza fejleton Sienkiewicza. Pomknęliśmy tedy dorożką. Powiew ranny majowego ciepła, budząca się w pełni roślinność wiosenna rozmarzyły go; tak ożywionym nie widziałem Sienkiewicza przedtem. Zatrzymując się przed każdym nieomal drzewem krzewiną objaśniał ich nazwę, właściwości, zachwycał się. Około południa dopiero powróciliśmy z wycieczki, której wspomnienie dotychczas tkwi żywo w mej pamięci. A fejleton Litwosa? Ukazał się, świetny jak zawsze, z małym tylko opóź­nieniem. Innym znowu razem opowiadałem pokrótce o przygodach wycieczki mo­jej zimą 1875 r. do Rakowca, za rogatką Jerozolimską, po szosie pełnej wy­bojów i roztopów. Sienkiewicz słuchał w milczeniu, a nazajutrz w odcinku «Gazety Polskiej» w Chwili obecnej dał Litwos czytelnikom obraz stanu dróg podmiejskich tak pełen fantazji, tak plastycznie i wiernie skreślony, iż cały nakład gazety z tym fejletonem, jednym z ostatnich przed wyjazdem Sienkie­wicza do Ameryki, rozchwytywano w lot po mieście”.

Felieton ten ukazał się 2 XII 1875 w nrze 267, por. D 49, s. 168 i n.

Lezyam B., Ze wspomnień osobistych o Sienkiewiczu sprzed 30 laty. Na powodzian, 1904, s. 303, 304.

Pożar Pułtuska. 24 VII Sienkiewicz wyjeżdża do płonącego Pułtu­ska i daje opis klęski w felietonie XXVIII Chwili obecnej.

„Gazeta Polska” 27 VII 1875, nr 163, por. D 49, s. 53 i n.

Wyjazd ten po latach opisał uczestnik wyprawy, Tadeusz Czapelski:

„Poznałem go [Sienkiewicza] w r. 1874 w Warszawie. Na werandzie Les- sla, w Ogrodzie Saskim, zbierała się co dnia brać literacko-dziennikarska. Ściągał ją tam popołudniowy «obowiązkowy mazagran». W dobie pozytywizmu, «pracy organicznej», mieliśmy dwa zwalczające się wzajem obozy, za czym też prasę: starą i młodą. Wierni temu podziało­wi również i tutaj: stronę lewą zajmowali «młodzi», między którymi wszak­że świeciły nierzadko łyse czaszki, podczas gdy z prawej widziałeś «starych» o gęstych, byronowskich czuprynach. Ale byle jaka polityczna wiadomość, alarm z Zamku, policji, cenzury, a zaraz łamała się sztuczna bariera, srodzy przed chwilą przeciwnicy, rzucając «potępieńcze swary», kupili się prawie że konspiracyjnie.

Sienkiewicz należał do «młodej prasy» bardziej z tytułu koleżeństwa z jej koryfeuszami, którzy przeważnie wyszli ze Szkoły Głównej. Opromieniał go już wtedy urok talentu niepospolitego, nęcił ku niemu czar osobisty. Wpraw­dzie często zwykł szukać samotności, ciszy, tej przyjaciółki myśli, przecie nie gardził kompanią farysów, amatorów mokki. Więc krokiem miarowym, kołyszącym, w nieodmiennej porze przychodził z «sędzią» Mikulskim. Osobliwa para: Sienkiewicz, chociaż niewysoki, lecz w modnym cylindrze zdawał się olbrzymem wobec Mikulskiego, garbuska z anhelliczną twarzą. I bodaj czy nie mieszkali razem: poczynający tak fortun­nie literat i urzędnik sądowy, jeden z kryjomych działaczy i żarliwych patrio­tów, jakich Warszawa liczyła jeszcze tysiącami. Owemu też Leopoldowi Mikulskiemu zawdzięczałem znajomość z Sien­kiewiczem, trzymającym się nieco w rezerwie, iż zaś obok niego zasiadał mruk nad mruki, dramatopisarz Daniel Zgliński, przeto nazywano ich «grobową parą». Bywało jednak, niespodzianie wtrąci się Sienkiewicz do rozmo­wy na temat literacki, a prowadząc dyskurs głosem niskim, melodyjnym, do­wodząc przy tym nieodparcie, ujmie wnet, podbije zasłuchane towarzystwo.

W rok później, na schyłku lipca, kiedyśmy znów odbywali sjestę ogrodo­wą, nadbiegł ktoś z wieścią o szalonym pożarze Pułtuska. Zagrożone podob­no miasto całe. Zeszłej nocy buchnęły iskry i w Serocku. Czyżby podpalenie - Moskale? Jadę - krzyknąłem porywając się z miejsca. A może by i pan, panie Henryku? - zaproponuje swojemu felietoniście Edward Leo, redaktor «Gazety Polskiej». Już pojechałem - wycedził z flegmą Sienkiewicz. Po drodze bierzemy okrycia, a za moment «sztajnkelerka», przedpotopo­wa ekstrapoczta, jest na nasze usługi. Dziwiłem się co prawda tej nagłej decyzji spokojnego kamiennie Sienkie­wicza, ale z czasem doszedłem do przekonania, że łatwiej mu było wybrać się za ocean niżeli w Warszawie z wizytą. Podróż mil ośm nie wlokła się zbyt długo, mój bowiem milczek stał się nader rozmowny, zmieniał przedmiot gawędy, olśniewał postrzeżeniami, erudycją, dowcipem świetnym, szlacheckim humorem, a zwłaszcza tą i ową opowieścią, snutą jak przędziwo. W tym zaś celował, niebezpieczny szczegól­nie dla kobiet, do których - jak utrzymuje Horacy - sentyment wkrada się zazwyczaj uchem. Pamiętam przy wjeździe w las senny, dębowy, jego zachwyt nad «najpiękniejszym sonetem». Słyszę, zda się, dotąd deklamowane z przeję­ciem, a tyle przezeń ulubione: Inie miłować ciężko, i miłować Nędzna pociecha.

Wreszcie ze zmrokiem dotarliśmy do Pułtuska, o którym spotkani po dro­dze mówili: «Nie ma go już prawie, a co jest, to się dopala»... i rzeczywiście, wprost w osłupienie wprawił nas ogrom klęski. Tu jeszcze strzela w górę płomień, tam już dymem spowite ruiny. Obojętność na wszyst­ko pogorzelców, gonitwa szakali żerujących wśród szkieletów domostw, sce­ny dantejskie, duszno, grobowo, beznadziejnie. I takie widoki, jak: szabas Zydów z rozstawionymi na łące świecznikami, krzyk ich rozpaczny «Adonaj» i gromadka najofiarniejszych sióstr miłosierdzia, zakrzątana około ocalo­nych przez siebie kalek. Noc niemal cała minęła na okropnej wędrówce po fantastycznym rumo­wisku, oblanym poświatą księżyca. Zmagały się łuny ze wschodzącym słońcem, kiedyśmy, wyczerpani, ruszyli w drogę «prosto do... redakcji». [...] Skreśliłem natychmiast dorywcze spra­wozdanie z gorącym wezwaniem do składek. Jakoż nazajutrz ukazało się ono w «Kurierze Warszawskim».

A Sienkiewicz?

Znużony, musiał dni parę odpocząć, skupić się, przemyśleć widziane najsumienniej, by dopiero w sobotnim [!] felietonie dać rzecz pt. Zgliszcza Straciła na tym zapewne aktualność dziennikarska... Zyskało pi­śmiennictwo!”.

Czapelski T., Z pamiętnika nienapisanego, „Słowo Polskie” 27 X 1924, nr 294, s. 6.

Pobyt we Lwowie. Drukowany 23 XI w „Gazecie Polskiej”, nr 260, szkic Ad usum Delphini, wspomnienie z teatru we Lwowie, poświęcony aktorom St. Dobrzańskiemu, E. Deryngowi, B. Ładnowskiemu i in., a mó­wiący o próbie Niewinnych Świętochowskiego, nasuwa domysł, iż Sienkie­wicz był w r. 1875 we Lwowie, jakkolwiek o podróży tej nie mamy innych wiadomości.

D 49, s. 197-211.

Recenzje teatralne w „Niwie”. Młody pisarz rozwija oży­wioną działalność jako recenzent teatralny „Niwy”, w której pisze o sztukach Korzeniowskiego, Rapackiego, Lubowskiego, Schillera i in.

Sielanka i Stary sługa. W końcu września tygodnik „Bluszcz” ogłasza Sielankę, na którą autor po latach będzie spoglądał jako na utwór młodzieńczy, nie zasługujący na przedruk; 20 XI w „Gazecie Polskiej” ukazu­je się Stary sługa jako część cyklu Z natury i z życia. Redaktor E. Leo zachęca Sienkiewicza do napisania dalszego ciągu, tj. Hani; nad nowelą tą autor pra­cuje przez grudzień, skoro na początek stycznia ma ją już gotową.

Wolff A. R., L 10 (11) (19 IV 1889 o Sielance); Listy, t. V cz. 2, s. 416, 417. Hoesick F., Sienkiewicz i Wyspiański, Warszawa 1918, s. 35 (o Hani).
1876
Druk Hani. Hania ukazuje się (2 I-9 II) w odcinku „Gazety Polskiej”.

Druk Na marne. Cenzura warszawska daje 17 II zezwolenie na druk Na marne, pierwszej powieści Sienkiewicza.

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="1376" title="Paryskie adresy Mickiewicza" slug="paryskie-adresy-mickiewicza">Po raz pierwszy spis paryskich adresów Mickiewicza ukazał się po francusku w: „Bulletin d’information et de contact de la Société Historique et Littéraire Polonaise”, Paris, décembre 2004.
Adam Mickiewicz pojawił się po raz pierwszy w Paryżu w roku 1831, po drodze z Włoch do Wielkopolski; przebywał w stolicy Francji krótko i nie wiadomo, gdzie mieszkał. Ponownie przyjechał do Paryża w lipcu 1832 – tym razem już (prawie) na zawsze. Przyjechał ekstrapocztą, z Domeyką, z fałszywym paszportem (Francuzi starali się, by w Paryżu przebywało jak najmniej polskich emigrantów), na plac Saints-Pères. Biuro zajazdu mieściło się w dzisiejszym komisariacie policji. W biurze czekał na podróżnych Joachim Lelewel.

Mickiewicz stanął najpierw w Hôtel du Metz przy rue du Mail (tuż obok biura ekstrapoczty), a następnie w Hôtel de Strasbourg na rue Richelieu pod numem 50 (hotel istnieje do dzisiaj), po kilku tygodniach przeprowadził się do Lelewela na ulicę Louis-le-Grand pod numer 24, a następnie, styczeń (?) – marzec (?) 1833 roku, zamieszkał z Domeyką na Carrefour de l‘Observatoire pod numerem 36.

W tym samym roku, w kwietniu, może na początku maja, bawił w Sèvres i w Nogent-sur-Marne u Kajsiewicza, lecz na pewno jeszcze w maju Stefan Zan znalazł Mickiewiczowi apartament „dosyć obszerny, chociaż nad stajniami“, przy ulicy Saint-Nicolas-d‘Antin pod numerem 73. Obecnie na tym miesjcu wznoszą się magazyny Printemps. W tej kwaterze Mickiewicz napisał Pana Tadeusza i mówił, że dobrze mu się pisało, bo go ze stajen zapach końskiego nawozu zalatywał. W miejscowym kościele parafialnym, Saint-Louis-d’Antin, odprawiono w lutym roku 1834 mszę dziękczynną po napisaniu poematu i w tym kościele Adam wziął ślub z Celiną Szymanowską.

W początkach kwietnia Mickiewicz przeprowadził się do Hôtel de France przy rue de Seine numer 59, by doglądać korekt Pana Tadeusza, składanego w pobliskim zakładzie poligraficznym Pinarda „przy Nabrzeżu Wolterowym 15“. Po śmierci Pinarda warsztat prowadziły jego córki, bardzo Polakom przyjazne, a jedna z nich kochała się podobno w Słowackim. W Hôtel de France mieszkali już Bogdan Jański i Stefan Zan, którzy pomagali Mickiewiczowi w korektach. W kamienicy wmurowano tablicę pamiątkową, a przed bramą zatknięto „wiosło informacyjne“ (kształt wioseł wbitych w bruk lub asfalt wybrały władze miasta na rodzaj tabliczek informacyjnych o paryskich zabytkach, ponieważ w herbie Paryża znajduje się okręt) z rzetelną infomacją o życiu Mickiewicza.

Od 22 lipca 1834 roku do połowy marca 1835 Mickiewicz mieszkał wraz z żoną w małym domku pod numerem 121 przy rue de La Pepinière. Od połowy marca 1835 do 10 marca 1836 roku – w nieco większym domku pod numerem 60 przy tej samej ulicy. Przybywało potomstwa, coraz bardziej brakowało pieniędzy; od 10 marca do 13 (?) kwietnia Mickiewiczowie mieszkali gościnnie w Villebon pod Paryżem, a następnie przeprowadzili się (do 20 października) do willi artysty rzeźbiarza, Pierre-Jeana Davida d‘Angers do Domont, za Montmorency.

Od końca października 1836 roku do 13 kwietnia 1837 Mickiewiczowie zajmowali kwaterę przy Marais-Saint-Germain, obecnie rue Visconti (naprzeciwko Księgarni Polskiej prowadzonej przez Aleksandra Jełowieckiego), pod numerem 18, w kamienicy, w której kilka lat wcześniej Balzac założył drukarnię, by wydawać własne powieści, a następnie przeprowadzili się do mieszkania przy rue Val-de-Grâce pod numer 1–3. W tym właśnie mieszkaniu dopadły Celinę Mickiewiczową silne ataki choroby psychicznej, do tego mieszkania Mickiewicz wracał w popłochu z pertraktacji w Lozannie, w tym mieszkaniu chciał popełnić samobójstwo z powodu szaleństwa żony. Mickiewiczowie zajmowali tę kwaterę do 11 czerwca 1839 roku, ale z przerwami spowodowanymi wyjazdem do Lozanny i powtarzającymi się pobytami Celiny w szpitalu psychiatrycznym w Vanves. Od 24 listopada do około 29 grudnia 1838 roku Mickiewicz mieszkał przy Allé des Vanves, w „Passage des 12 maisons“, by przebywać jak najbliżej cierpiącej Celiny.

Przed 24 listopada przemieszkiwał w kwaterze przy rue Saint-Nicolas-d'Antin pod numerem 10, a następnie w hotelikach przy rue Caumartin pod numerem 23 i pod numerem 41. Od czerwca 1839 roku do początku roku 1840 Mickiewiczowie przebywali w Lozannie.

Po powrocie do Paryża Celina Mickiewiczowa, która chwilowo poczuła się lepiej, wynajęła dla rodziny profesora tymczasowego Collège de France obszerny apartament przy rue d‘Amsterdam pod numerem 1 (administracyjnie poza rogatkami Paryża, w gminie Clichy), na terenie tak zwanych Batiniolów (Batignolles, obecnie XVII dzielnica Paryża). Do drzwi tego właśnie mieszkania zapukał nieoczekiwanie 30 lipca 1841 roku Andrzej Towiański, prorok z Antoszwińców, i przywiózł pod pierzyną kopię obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej pędzla Wańkowicza, obrazu wiszącego do dzisiaj w kościele Świętego Seweryna od roku 1841. Towiański nakazał Mickiewiczowi, by wraz z żoną przeprowadził się na kilka miesięcy roku 1842 do niego, do wiejskiego domku w Nanterre, przy rue de la Prairie 44 (!), by Mistrz Andrzej mógł w spokoju dalej „pracować“ nad Celiną.

Po przymusowym odejściu na urlop (płatny, ale Mickiewicz otrzymywał tylko połowę pensji) profesora tymczasowego Collège de France Mickiewiczowie przenieśli się do domku przy rue du Boulevard pod numerem 12 (1845–1848). Obecnie ulica nazywa się rue Darcet, dom Mickiewiczów stoi pusty, rzecz w Paryżu niezmiernie rzadka, a prawdę powiedziawszy – wyjątkowa. Okoliczni mieszkańcy oraz właścielka sklepu z utensyliami do uprawiania magii mówi, że w nim straszy.

W roku 1848 Celina Mickiewiczowa wynajęła kolejny domek, tańszy, lecz z ogródkiem, przy rue de la Santé pod numerem 42 (obecnie ulica zwie się de Saussure). Mickiewiczowie zostali tu do roku 1851, a potem przenieśli się do mieszkania pod numerem 44 na rue de l‘Ouest przy Ogrodzie Luksemburskim (obecnie 76, rue d‘Assas, w tym samym domu mieszkał nieco wcześniej Jules Michelet).

W roku 1852 Mickiewiczowie zajmowali mieszkanie pod numerem 76 przy rue Notre-Dame-des-Champs. Stąd w roku 1853 Adam przeniósł się do służbowej kwatery w gmachu Biblioteki Arsenału (obecnie mieszkanie zamienione jest w magazyn), tu w marcu roku 1855 umarła Celina, w tym mieszkaniu podyktował Armandowi Lévy po francusku wykład o Jakobie Boehme (którego Mickiewicz uważał za największego filozofa wszech czasów), w służbowej kwaterze w Bibliotece Arsenału palił z synem Władysławem papiery w kominku, a potem wyruszył w swą ostanią podróż na Wschód.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1378" title="Paryż. Collège de&amp;nbsp;France" slug="college-de-france">Collège de France stanowi w dziejach Francji i całej Europy instytucję wyjątkową. Powstała ona w roku 1530, w epoce renesansu, za panowania dobrego króla Franciszka I.

W sali Zgromadzeń Ogólnych Collège de France, w której co trzy miesiące w niedzielne popołudnia odbywają się zebrania (tradycja pielęgnowana od dawna, chociaż od roku 1792 nie odprawiana jest już msza poprzedzająca obrady profesorów) znajduje sie obraz wielki na całą ścianę, przedstawiający Franciszka I i Guillaume‘a Budé, „królewskiego mistrza księgozbiorów“. Na obrazie Franciszek I wyciąga dłoń w stronę aktu fundacyjnego, jakby go błogosławił. Guillaume Budé, w purpurowym płaszczu, promienieje radością, ponieważ monarcha przychylił się do jego próśb i mianował sześciu lektorów królewskich, którzy będą wykładać dyscypliny ignorowane dotąd przez Uniwersytet Paryski.

Obraz namalował w roku 1824 Guillaume Guillon Lethière, syn niewolnicy z Gwadelupy i królewskiego prokuratora. Artysta znakomicie wyczuł „legendę założycielską“ Collège de France, jak napisał we wstępie do pierwszego tomu Histoire du Collège de France (2006) Marc Fumaroli. „Legenda założycielska“ wyraża następującą formułę: w Collège de France katedry powstają dla profesorów, a nie profesorowie obejmują gotowe katedry (z wyjątkami), ponieważ profesorowie Collège de France wykładają nauki, których jeszcze nie ma, które dopiero powstają albo które sami wymyślili, czyli profesorowie Collège de France okazują się w najciekawszych wcieleniach wykładowcami „nauki bez imienia“, co zresztą stanowi powód do dumy zarówno Rady Naukowej, jak i administratora Kolegium Francuskiego, którym jest obecnie Jacques Głowiński. W dokumencie fundacyjnym Collège de France czytamy: Les professeurs sont en effet tenus d‘enseigner «le savoir en train de se faire» (Profesorowie proszeni są o wykładanie „wiedzy w trakcie jej narodzin“).

Guillaume Budé, zachwycony mężczyzna w purpurowym płaszczu na obrazie Guillaume‘a Guillona Lethière‘a, marzył o stworzeniu w Paryżu nowej Akademii na wzór Platona i biblioteki na wzór książnicy aleksandryjskiej, Akademii i zarazem Arkadii, w której gromadziliby się najzdolniejsi humaniści z całej Europy. To Guillaume Budé przedstawił królowi projekt świątyni wiedzy i sztuk wszelakich, otoczonej ogrodami, z salami wypełnianymi światłem dziennym, bogatej w zbiory ksiąg i rękopisów. Guillaume Budé był twórcą projektu encyklopedii żywej i promieniującej, to właśnie on wymyślił słowo encyclopédié.

Dokument podpisany przez Franciszka I w roku 1530 nie był właściwym aktem fundacyjnym Kolegium Królewskiego, lecz aktem powołującym królewskich lektorów na katedry. 28 sierpnia 1610 roku król Ludwik XIII położył kamień węgielny pod przyszłą siedzibę Kolegium. Budowa ciągnęła się długo, ponad półtora stulecia. Dopiero w roku 1772 Ludwik XV powierzył dzieło znakomitemu architektowi, Jean-François Chalgrinowi, który budynek Collège de France w kształcie dostępnym naszym oczom zwieńczył w roku 1778.

Wyjątkowa to instytucja, podobnej na świecie nie znajdziemy. Niepodobna ani do Uniwersytetu, ani do Wielkich Szkół (Grandes Ecoles) takich jak Politechnika czy Ecole Normale Superière. Nie trzeba się do Kolegium Francuskiego zapisywać, nie ma w nim studentów, ani egzaminów, ani ćwiczeń, ani seminariów, na wykłady przychodzi kto chce i kiedy chce, ale nie dostaje żadnych świadectw ni dyplomów.

Od początku swego istnienia Kolegium kieruje się dwoma niezmiennymi zasadami: kiedy profesor odchodzi na emeryturę, odnawianie katedry równa się jej odbudowie, wedle najnowszych odkryć w danej dyscyplinie wiedzy, co oznacza, że następca profesora na danej katedrze przekształca katedrę zgodnie ze swoją wolą i sam nadaje nazwę przedmiotowi, który chce wykładać. Na przykład katedra gramatyki porównawczej przekształciła się w katedrę semantyki literatury, gdy w roku 1976 Emila Benveniste‘a zastąpił Roland Barthes, a przecież wiadomo, że ani jeden, ani drugi nie był zastępowalny.

Benveniste wykładał semantykę i semiotykę znaku oraz wypowiedzi, Barthes opowiadał swoje cudowne fantazmaty najpierw wychodzące od haiku, a potem od Marcela Prousta i dzięki temu katedra przemieniła się w budowlę zupełnie odmienną, choć przecież pozostała niezmiennie ta sama.

Druga zasada dotyczy sposobu wybierania profesorów na katedrę w Collège de France. Zgromadzenie Profesorów – a nie Zgromadzenie Narodowe, jak w wieku XIX – powołuje nowego wykładowcę do swojego grona tylko i wyłącznie na podstawie dorobku naukowego kandydata, chociaż ten dorobek nie musi być zanadto „naukowy“, oraz na podstawie mocy jego dzieła, nigdy zaś ze względu na stopnie naukowe lub posiadane tytuły. Dlatego profesorem w Collège de France może zostać prosty magister, co się przecież nie raz zdarzało. Zgromadzenie Profesorów decyduje, co począć z wakatem na katedrze, a powołany na katedrę profesor decyduje, co zamierza z nią zrobić, jak ją nazwać i co będzie wykładał. Collège de France dysponuje obecnie 52 katedrami i to jest jedyny stały element w strukturze tej unikalnej instytucji.

Collège de France bardziej przypomina wytworny zajazd na rozstaju dróg niż klasyczną uczelnię. Collège de France przypomina też Agorę oraz – zgodnie z pragnieniem jej współtwórcy, Guillaume‘a Budé – Akademię. Kolegium Francuskie ściąga i przyciąga tych, którzy w ramach ściśle wyznaczonych i dobrze ogrodzonych dyscyplin naukowych się nie mieszczą.

Śmiało rzec można, że jest od dawna wszechnicą sztyk wyzwolonych w dosłownym i przenośnym sensie tych słów, bowiem właśnie w Collège de France powstawały nowe dyscypliny na oczach zdumionych i często zachwyconych widzów.

Maurice Merleau-Ponty, jeden z profesorów Collège de France, stwierdził, że od początku swego istnienia w tej placówce nie przekazywano słuchaczom prawd uznanych, lecz ideę prawdy w stanie narodzin.

W roku 2003 powstał w Collège de France Międzynarodowy Komitet Orientacji Naukowej i Strategicznej (Comité international d'orientation scientifique et stratégique, COSS). Komitet składa się z 12 uczonych zagranicznych, wybieranych przez Zgromadzenie Profesorów. Zadanie Komitetu polega na analizie tendencji we wszystkich dziedzinach nauk i wyznacznaniu strategii Collège de France, co w praktyce oznacza polowanie na dusze: wyszukiwanie w różnych stronach planety najciekawszych pasjonatów rożnorakich nauk i umiejętności. Skład Komitetu odnawiany jest w połowie co cztery lata.

W Komitecie zasiadają (2009): Anthony Atkinson – ekonomista z Wielkiej Brytanii, Peter Joseph McCormick – filozof z Kanady, Robert Darnton – historyk ze Stanów Zjednoczonych, Denis Duboule – biolog ze Szwajcarii, Detlev Ganten – biolog z Niemiec, który sprawuje funkcję prezeza Komitetu, Paolo Matthiae – archeolog z Italii, Jürgen Mlynek – fizyk z Niemiec, Jacob Palis – matematyk z Brazylii, David Parkin – antropolog z Wielkiej Brytanii, Jacques Reisse – chemik z Belgii, Karlheinz Stierle – literaturoznawca z Niemiec, autor wspaniałego tomu Der Mythos von Paris. Zeichen und Bewußtsein der Stadt (1993), oraz Barbara Romanowicz – geofizyczka ze Stanów Zjednoczonych, córka pisarki Zofii Romanowiczowej i Kazimierza Romanowicza, który przez tyle dziesięcioleci prowadził słynną polską ksiegarnię „Libella“ na Wyspie Świętego Ludwika w Paryżu.

Kolegium Francuskie zrodziło się z ducha renesansu prowansalskiego i hiszpańskiego XIII stulecia oraz z ducha renesansu włoskiego, który w Paryżu „spełnił się w jestestwie swoim“, o czym pisał André Tuilier w Introduction historique générale – wstępie historycznym do pierwszego tomu Histoire du Collège de France.

Tajemnicza i zadziwiająca jest żywotność tej instytucji. Oszczędzały ją wszystkie rewolucje, królowie, cesarze i prezydenci nigdy nie podnosili na nią ręki, nie chcieli Kolegium ani zamykać, ani reformować. Nawet buntownicy Maja ’68 roku nie wpadli na pomysł, by Kolegium burzyć lub zamykać. Collège de France od wieków otacza aura, która chroni tę wyjątkową na świecie placówkę od kontestacyjnych zapałów.

W roku 1840, po długich i ciężkich staraniach, francuskie Zgromadzenie Narodowe przegłosowało utworzenie w Collège de France nowej katedry dla Adama Mickiewicza, który wykładałby nieistniejący przedmiot: literaturę słowiańską. Francuzi ulegli wpływom księcia Adama Czartoryskiego i katedrę dla Mickiewicza utworzyli, ale ulegli też wpływom (jak zwykle) ambasady rosyjskiej, żeby przybłęda wykładał przedmiot nieistniejący. W ten sposób „legenda założycielska“ Kolegium Francuskiego przepowiedziała się raz jeszcze, choć tym razem na opak.

Mickiewicz wykładał w Collège de France od grudnia 1840 roku do końca maja 1844 roku, to znaczy niespełna cztery lata. „Wykładał“ – to niewłaściwe słowo. Chciał wykładać, ale wyszło coś innego: zamienił katedrę w Collège de France w trybunę i teatr, w „cyrk mistyczny“, jak powiadali oburzeni współziomkowie, w splot słoneczny przyszłych dziejów Francji, Polski i całej Europy. Mickiewicz stracił pracę, ponieważ przemienił się w ognistą kulę. Niektórzy powiadają: stał się guślarzem na katedrze.

Co Mickiewicz mówił z katedry Collège de France? Nie wiemy, a raczej wiemy w przybliżeniu. Pomiędzy „wiemy“ a „wiemy w przybliżeniu“ – bucha ogień. Żar szczegółów. Wiadomo, że Pan Bóg tkwi w szczegółach. Pana Boga trudno znaleźć, Mickiewicza w Collège de France trudno posłyszeć. Przypuszczalnie w Collège de France stawały się, działy się kolejne, a nienapisane części Dziadów, arcydramatu mierzącego się z przeszłością i z przyszłością polskiego istnienia. Działy się w ówczesnej teraźniejszości wykłady-występnego-występu.

W latach 1840–1844 w auli w zimie – zimnej, wiosną – dusznej (teraz nowocześnie przebudowanej), szczelnie wypełnionej, siedzieli na twardych drewnianych ławkach widzowie zasłuchani, zachwyceni, przerażeni, płaczący lub duszący chichot. Adam Mickiewicz spalał się przed nimi, dla nich i za nich. Z tego względu aulę w Collège de France uznać wypada za Golgotę polskiego romantyzmu.</document>
<document nplp_id="1381" title="Paryż. Mała Polska" slug="mala-polska">Francuscy kartografowie od przynajmniej czterech wieków oznaczali na planach Paryża i okolic dziwny kwartał zwany La Petite Pologne (Mała Polska). Na planach XVII-wiecznych, na północ od ówczesnych murów obronnych, pomiędzy strumieniem Ménilmontant i drogą wiodącą do Argenteuil kartografowie rysowali dość obszerny teren w kształcie trapezoidalnym i wpisywali weń nazwę: La Petite Pologne.

Mała Polska pojawiała się na planach Paryża i okolic, od kiedy z Wawelu uciekł w kobiecym przebraniu Henryk Walezy, król Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Polska korona dobra, ale francuska jeszcze lepsza, więc Henri de Valois po kryjomu opuścił Kraków, by zostać Henrykiem III, a wraz z nim uciekła dość liczna grupa polskich dworaków. Henri de Valois posiadał w kwartale na północ od Paryża spory majątek z pokaźnym pałacem, w którym i wokół którego osiedlili się Polacy. Tak pojawiła się Mała Polska. Poselstwa dyplomatyczne z Krakowa (wszak stosunki dwustronne nie zostały zerwane) oraz liczne grupy żaków wybierające się na studia na Sorbonie chętnie zatrzymywały się w oberżach na terenie Małej Polski.

La Petite Pologne rozłożyła się (mniej więcej) pomiędzy dzisiejszymi ulicami du Rocher, de la Pepinière, de l’Arcade i Saint-Lazare, co wynika jasno z planu sporządzonego w roku 1737. Na północ i na wschód, ponad Małą Polską, na wzgórzach i pagórkach, stały wiatraki, spośród których najbliższy dzisiejszego placu Clichy zwano wiatrakiem polskim. Na początku XX wieku niejaki Jules Lestiboudois napisał w „Bulletin de la Société historique des amis du huitième arrondissemnt de Paris” (Biuletyn Towarzystwa Historycznego Przyjaciół Ósmej Dzielnicy Paryża), że dworzec Świętego Łazarza powinien zwać się raczej dworcem Polskim ze względu na wielowiekową obecność Polaków, niż przejąć zawołanie dawnego klasztoru przemienionego na więzienie dla upadłych kobiet, znajdującego się znacznie dalej.

Granice La Petite Pologne zmieniały się z biegiem lat. Ile było właściwie Małych Polsk w Paryżu? Pierwsza, XVI-wieczna, znajdowała się na północ od Gare Saint-Lazare. Druga zeszła w XVII i XVIII stuleciu na południe, ku centrum miasta. W pobliżu dzisiejszej rue Saint-Honoré Giacomo Casanova wynajął w roku 1759 dom umeblowany z ogrodem i stajniami, który zwał się Cracovie en bel air, ale Casanova w swoich Pamiętnikach oraz listach używał też nazwy Varsovie en bel air i powiadał, że dom jest położony w dzielnicy Mała Polska rozciągającej się pomiędzy Place de la Madeleine, ulicą Monceau, kościołem Saint-Philippe du Roule na zachodzie (w którym odbył się pierwszy paryski pogrzeb Słowackiego) i Polami Elizejskimi na południu.

Trzecia „Mała Polska” przesunęła się w XIX stuleciu ponownie na północ, w stronę tak zwanych Batiniolów (Batignolles, wchodzących obecnie w skład XVII dzielnicy Paryża). Po powstaniu listopadowym polscy emigranci, którym udało się dotrzeć do Paryża, osiedlali się tu chętnie, ponieważ Batiniole leżały poza paryskimi rogatkami na terenie gminy Clichy, więc kwatery, wikt i opierunek były tańsze niż w Paryżu intra muros.

Na Batiniolach mieszkał Mickiewcz z rodziną przez 10 lat, od roku 1841 do 1851, na Batiniolach kwaterowała też spora grupa towiańczyków, tu właśnie, w kolejnych kwaterach Mickiewiczów lub w ubogich, zimnych i przeciekająch deszczówką pokoikach członków Koła Sprawy Bożej odbywały się zebrania „siódemek”. Na tych to zebraniach towiańczycy „wypróżniali ducha”, a Mickiewicz czerpał natchnienie z bratnich „wyzywów”, by głosić słowa Prawdy Objawionej w auli Collège de France coraz rzadziej, bo coraz częściej w mieszkaniach batiniolskich wypróżnianie ducha przebiegało z oporami. Duchy hulały po batiniolskich uliczkach, a z okien towiańczyków dobywały się niekiedy dziwne jęki, szlochy i krzyki podczas prób pobudzenia w sobie ruchów czystych i natchnionych, pomocnych Sprawie.

Na terenie Małej Polski dom z ogródkiem przy rue de la Pepinière (przy której po dwakroć mieszkali też Mickiewiczowie) wynajął Eugeniusz Sue. To tutaj pisał przez ponad rok kolejne odcinki Tajemnic Paryża do gazety. W tym domu dotknęło go szaleństwo, może dlatego, że Małą Polskę w Tajemnicach przedstawił jako najgorsze piekło z wszystkich piekieł w stolicy Francji.</document>
<document nplp_id="1382" title="Paryż. Stolica znaków i&amp;nbsp;polscy romantycy" slug="paryz-stolica-znakow-i-polscy-romantycy">Paryż był w XIX wieku stolicą świata, którą artyści starali się zdobywać tak, jak zdobywa się kobietę, albo starali się pokonać tak, jak pokonuje się smoka. Paryż był nie tylko stolicą świata, ale też „gęstwiną symboli” (jak powiadał w latach pięćdziesiątych owego stulecia Baudelaire, powołując się na Balzaca, którego uwielbiał). Z tej gęstwiny parował sens i działał na zmysły i umysły.

Inaczej Paryż działał na Francuzów, inaczej na Polaków. Wiktor Hugo w rozdziale Nędzników zatytułowanym: „Ecce Paris, ecce homo” napisał z dumą: „Wszystko, co jest gdzie indziej, jest w Paryżu”. Hugo uważał, że przez wieki archikatedra paryska była wspaniałą Księgą, której oddziaływanie na miliony lektorów zniszczył wynalazek druku.

Alphonse Esquiros, nieco starszy od Hugo, twierdził stanowczo: „Spośród wszystkich ksiąg napisanych ręką ludzką Paryż okazuje się utworem najbardziej interesującym”.

Na Balzaca Paryż działał narkotycznie, więc wymyślił „program artystyczny”, który pisanie powieści i opowiadań uzależniał od chodzenia po mieście. Balzac wymyślił program „włóczęgopisania” w przekonaniu, że Paryż, niewyczerpywalny rezerwuar znaków, „dyktuje” kształt utworów.

Gérarda de Nervala wędrówki po Paryżu wprowadzały w ekstazę i powiększały jego obłęd. Paryż dla wielu Francuzów, od stuleci, składał się z „hieroglifów” równie tajemniczych i ekscytującyh, jak hieroglify egipskie.

Polscy romantycy również zdawali sobie sprawę ze szczególnego charakteru tego miasta, do którego przybywali z konieczności lub z potrzeby[przypis]Paryżowi jako „stolicy znaków” poświęcona jest znakomita rozprawa Karlheinza Sierlego, Der Mythos von Paris. Zeichen und Bewusstsein der Stadt, Monachium, Wiedeń 1993. (W jęz. fr. La capitale des signes. Paris et son discours, Paris 2001). Paryżowi polskich romantyków poświęcony jest przewodnik Andrzeja Fabianowskiego, Paryż romantyków polskich. Mickiewicz, Słowacki, Chopin, Krasiński, Norwid, Łomża 1999, nakładem Łomżyńskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.[/przypis].

W przypadku emigrantów polistopadowych przyjazd do Paryża okazywał się kłopotliwy. Francuzi kierowali Polaków na prowincję, do obozów odosobnienia, zwanych dêpots. Przyjazd do Paryża, tak nienawidzonego i tak pożądanego jednocześnie, wymagał zabiegów i podstępów. Mickiewicz musiał kłamać i udawać bogatego studenta, „obywatela ziemskiego”, któremu wsparcie rządu francuskiego nie jest potrzebne, by uzyskać paszport, czyli rodzaj „putiowki” z Szampanii do stolicy Francji. Domeyko pisał: „Za powrotem do Châlons znaleźliśmy odpowiedź ministra, w której każe prefektowi prendre des renseignements sur nos personnes et notre conduite [„zdobyć informacje o naszych osobach i naszym prowadzeniu się”; przekł. tu i poniżej: KR] [...] Radziliśmy się jednego urzędnika krolewskiego, jakim sposobem, nie obrażając wcale króla ni konstytucji, można by się dostać do Paryża za paszportem, w którym wyraźnie zastrzeżono: Défense de se rendre à Paris sous quelque prétexte que se soit [„Zakaz przybycia do Paryża pod jakimkolwiek pretekstem”]. Il n‘y a qu‘un moyen pour cela [„Jest tylko jeden sposób”] – odpowiedział. Byliśmy pewni, że nam ułatwi w sekrecie podróż. Quel est donc ce moyen? [„Jakiż to sposób?”] – pytał go Adam. Partir par la malle-poste [„Pojechać kurierską extrapocztą”] – odpowiedział [...] ‘A któż nas wpuści do miasta? I skoro zobaczą paszporta, zaaresztują!‘ ‘Nikt nie odważy się zatrzymać kuriera na drodze ani na wjeździe do miasta‘. Na to zaręczenie tejże samej godziny wsiedliśmy do malle-poste i ruszyliśmy do miasta”[przypis]Ignacy Domeyko, Moje podróże (Pamiętniki wygnańca), opr. H. Nieciowa, t. I, Wrocław 1962, s. 116–117.[/przypis].

Zaprzęg wynurzył się około trzeciej nad ranem z wylotu ulicy Pocztowej (rue du Mail; w hotelu przy tej ulicy stanął nazajutrz Mickiewicz). Nadciągał przedświt, zelżał upał. Dyliżans w kolorze przywiędłych cytryn zatoczył półkole przed bazyliką Matki Boskiej od Zwycięstw (Notre-Dame des Victoires) i zatrzymał się przed końcowym zajazdem, w którym drzemał Lelewel. Kiedy Lelewel posłyszał podkowy i turkot kół, ocknął się i wybiegł na plac Ojczulków, czyli Augustynów Bosych (Place des Petits-Pères), położony między placem Zwycięstw (Place des Victoires) i ulicą Radziwiłła (rue Radziwill). W dyliżansie extrapoczty znajdowały się cztery miejsca dla pasażerów. Czy oprócz Mickiewicza i Domeyki we voiture siedzał ktoś jeszcze?

Polskim emigrantom niełatwo było do Paryża się dostać i równie trudno – wydostać, to znaczy: wrócić „do siebie”. Jak wrócić? Tylko drogą renegactwa, zdrady lub z carskiej amnestii. Albo w trumnie.

[caption id="attachment_1384" align="alignnone" width="890"] Paryż stolica znaków - nabrzeże Sekwany[/caption]

Dla polskich romantyków Paryż był miejscem wyjątkowym: trochę piekłem, a przynajmniej czyśćcem: „...o trzeciej rano swąd paryski, swąd węglowego gazu jakby ze wszystkimi swędami zmieszany obudził mnie ze snu”[przypis]Ignacy Domeyko, Moje podróże, s. 117. Są to słowa towarzysza podróży Mickiewicza z Châlon-sur-Marne do Paryża, ale wrażenia Adama były bez wątpienia podobne.[/przypis].

Był też smokiem lub Sodomą:

„Patrz! przy zachodzie, jak z Sekwany łona

Powstają gmachy połamanym składem,

Jak jedne drugim wchodzą na ramiona,

Gdzieniegdzie ulic przeświecone śladem.

Gmachy skręconym wydają się gadem,

Zębatą dachów łuską się najeża.

A tam – czy żądło oślinione jadem?

Czy słońca promień? czy spisa rycerza?

Wysoko – strzela blaskiem ozłocona wieża.

[...]

Nowa Sodomo! pośród twych kamieni

Mnoży się zbrodnia bezwstydna widomie,

I kiedyś na cię spadnie deszcz płomieni“[przypis]Juliusz Słowacki, Paryż, w: Dzieła wszystkie, t. II, Wrocław 1952, s. 73. Z wierszem Słowackiego warto zestawić ten fragment z La peau de chagrin Balzaca, czyli z Jaszczura: „Te prerie Paryża, stworzone przez dachy płaskie jak równina, ale pokrywające zaludnioną otchłań” (przekł. T. Boy-Żeleński).[/przypis].

Paryż – to może i piekło, ale piekło atrakcyjne, wszak piekło, jak powiadał Lacan, „to coś, o czym wszyscy marzą”. Paryż jako piekło pojawia się również u Krasińskiego: „Ponure to miasto, wielkie, błotniste, kwiatami z kartonu obwisłe! Tam głód żre robotników wnętrzności, a chciwość zbytku ich wyobraźnie krwawe. Tam nuda żre mózgi i serca bogaczy, a strach przyszłości ich wyobrażenia blade. Tam wszystko, co podłe, brudne i ostatecznie zepsute, wydobywa z siebie jeszcze koncept komiczny, do zębów fałszywych przypina śmiech chwilowy i bufonadą się obleka, by umrzeć niby to wodewilowo. Tam, gdzie cywilizacja ogromna, ale egoistyczna, gdzie administracja olbrzymia, ale despotyczna, zapomniawszy o reszcie kraju wszystko skupiła, ścisnęła, pochłonęła w środek jeden, i serce Francji urobiła z tego milionowego steku ulic, kamienic, rynsztoków, szpitalów, więzień, sal policyjnych, świątyń mody, gmachów rozpusty i teatrzyków lekkomyślności. Serce tu choruje na napływ krwi zepsutej, spiekłej, nie arterialnej, sinej krwi, co nie życie, ale raki gryzące tworzyć umie”[przypis]Zygmunt Krasiński, List do Delfiny Potockiej, 25 września 1841, w: Listy do Delfiny Potockiej, opr. i wstęp Z. Sudolski, t. I, Warszawa 1975, s. 345.[/przypis].

Paryż to piekło pełne pokus, ale też i kosmos w miniaturze, w którym – jak to w kosmosie – nie brakuje niczego. Paryż to również ziemia obiecana objawień, czasoprzestrzeń wręcz stworzona dla odmieńcow, dziwaków, proroków (najczęściej fałszywych), artystów przeklętych i przeklinających, idealna przestrzeń do wpadania w trans, w obłęd lub w tarapaty.

Tak, Paryż to była stolica świata, tego świata, który, według polskich romantyków, nadawał się do generalnego remontu. Paryż był taką stolicą, na jaką ten świat zasłużył, a zatem był też wybornym miejscem do rozpoczynania generalnej naprawy tego świata. Polscy romantycy podejmowali się naprawy świata w Paryżu z konieczności i z potrzeby, skoro się już w nim znaleźli. Naprawianie świata w Paryżu nie wykluczało chęci podbicia miasta. Polscy romantycy z Paryżem walczyli lub Paryż podbijali, co w praktyce oznaczało to samo. Chopin Paryż podbił, Słowacki chciał podbić, ale mu się nie udało, Mickiewicz mógł podbić, ale nie chciał. Krasiński nie musiał Paryża ani podbijać, ani zdobywać, bo jako regularny hrabia po prostu „przebywał” w Paryżu jak wszyscy arystokraci, którzy „bywali” również w innych stolicach europejskich: w Londynie lub Rzymie. Ponadto Krasiński nie był emigrantem, co zasadniczo zmieniało jego położenie. Stosunek Norwida do Paryża był jeszcze inny: Norwid spoglądał na miasto oczyma „starszych braci” w niedoli.

W Paryżu znajdowały się miejsca, które polskich romantyków pociągały i przyciągały szczególnie, jawiąc się w postaci „hieroglifów czasoprzestrzennych”. Polscy romantycy „wstępowali” w nie niby przypadkowo, ale przypadek jest najwyższą formą konieczności.

&amp;nbsp;
Kwartały miasta i przedmieścia
Batiniole (Batignolles), a właściwie cała tajemnicza dzielnica północna, zwana od stuleci Małą Polską (La Petite Pologne), która pojawiła na planach miasta po ucieczce Henryka Walezego w kobiecych sukniach z Wawelu; podparyska miejscowość Nanterre, w której zamieszkał w małym domku przy rue de la Prairie 44 Towiański i do której pielgrzymował Mickiewicz jak do Stajenki; Wyspa Świętego Ludwika (L‘Ile Saint-Louis), gdzie główną kwaterę założył książę Adam Czartoryski; podparyska miejscowość Reuil-Malmaison z pałacem Napoleona, dokąd podkradał się Mickiewicz z towiańczykami, by dojrzeć ducha Cesarza.

&amp;nbsp;
Kościoły
Świętego Seweryna (Saint-Séverin), w którym Mickiewicz z Towiańskim zawiesili kopię obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej, bo kościół pociągał „ubóstwem i prostotą”, i w którym towiańczycy gromadzili się regularnie; archikatedra paryska (Notre-Dame de Paris), gdzie doszło do pierwszego aktu „hecy prorockiej” Mistrza Andrzeja i Brata Adama; kościół Świętego Rocha (Saint-Roch), w którego Kaplicy Kalwaryjskiej, przypominającej twierdzę, więzienie i świetlicę, księża zmartwychwstańcy walczyli z herezjami głoszonymi przez Mickiewicza w Collège de France; kościół Magdaleny (Madeleine), przypominający grecką świątynię połączoną z dworcem kolejowym (plany budowy dworca zamiast kościoła brano poważnie pod uwagę) oraz z salą balową, w którym odbył się pogrzeb Chopina, Krasińskiego i jeden z pogrzebów Mickiewicza zakończony skandalem; kościół Świętego Ludwika d‘Antin (Saint-Louis d‘Antin), w którym odprawiono mszę dziękczynną po ukończeniu Pana Tadeusza i w którym autor poematu wziął ślub z Celiną Szymanowską, mimo tylu niedobrych znaków; kościół Świętej Marii z Batiniolów (Sainte-Marie-des-Batignolles), który był parafią Mickiewiczów i parafią wielu emigrantów mieszkających na tym przedmieściu, z podłogą skrzypiącą jak w kościołach w Nowogródku lub w szlacheckich dworkach, i w którym obłoki i aniołki z gipsu nad ołtarzem wyglądają, jakby wczoraj przyjechały z Wilna.

&amp;nbsp;
Miejsca i mieszkania
[caption id="attachment_1385" align="alignnone" width="890"] Paryż stolica znaków - Palais Royal[/caption]

Kolegium Francuskie (Collège de France), a w niej aula, w której wykładał Mickiewicz, zamieniana w scenę i w widownię teatralną lub – jak twierdzą inni – w arenę „cyrku mistycznego”; Pałac Królewski (Palais-Royal), pod którego kolumnadą kwitło życie towarzyskie Paryża, w którego spelunach i szulerniach przegrywano fortuny, a płatne życie amoryczne ściągało przez dziesiątki lat przybyszów z całej Europy, również polskich emigrantów (do pierwszej rewolucji rosło na środku ogrodu Palais-Royal drzewo Kraków, pod którym poeci, literaci i rewolucjoniści czytali swoje natchnione dzieła; do butików pod kolumnadą Palais-Royal Chopin wysyłał Fontanę po elegancki przodziewek oraz po „rączkę ze słoniowej kości do drapania sobie głowy”[przypis]Cyt. za: Ryszard Przybylski, Cień jaskółki. Esej o myślach Chopina, Kraków 1995, s. 133.[/przypis]); mieszkanie Januszkiewicza przy ulicy Nagrzanej (rue de L‘Echaudée, nazwa pochodzi od ciastka o takiej właśnie nazwie), w którym odbyły się dwie słynne uczty z udziałem Mickiewicza i Słowackiego); księgarnia i drukarnia przy ulicy Bagno Świętego Germana (rue du Marais-St.-Germain, obecnie rue Visconti), gdzie plotkowali emigranci, a Jełowicki drukował polskie książki (naprzeciwko księgarni mieszkał Mickiewicz w okresie dla niego i dla Paryża przełomowym); siedziba redakcji „Trybuny Ludów” przy ulicy Grzecznych Dzieci (rue des Bons-Enfants), gromadząca międzynarodowe towarzystwo o zapałach rewolucyjnych (w pomieszczeniu redakcji szczególną rolę odgrywał marmurowy kominek); i wreszcie: mieszkania Mickiewicza, których listę (prawie kompletną) podaję: Mickiewicz stanął najpierw w Hôtel du Metz przy rue du Mail (tuż obok biura ekstrapoczty na Place des Petits-Pères), następnie w Hôtel de Strasbourg na rue Richelieu pod numem 50 (hotel istnieje do dzisiaj), po kilku tygodniach przeprowadził się do Lelewela na rue Louis-le-Grand pod numer 24, następnie, styczeń (?) – marzec (?) 1833, zamieszkał z Domeyką na Carrefour de l‘Observatoire pod numerem 36. W kwietniu, może na początku maja, bawił w Sèvres i w Nogent-sur-Marne u Kajsiewicza, lecz na pewno jeszcze w maju 1833 Stefan Zan znalazł Mickiewiczowi apartament przy rue Saint-Nicolas-d‘Antin pod numerem 73 (to tutaj Mickiewicz napisał Pana Tadeusza). W początkach kwietnia 1834 przeprowadził się do Hôtel de France przy rue de Seine nr 59, by doglądać korekt Pana Tadeusza. Od 22 lipca 1834 do połowy marca 1835 Mickiewiczowie mieszkali w małym domku pod numerem 121 przy rue de la Pepinière, od połowy marca 1835 do 10 marca 1836 – w nieco większym domku pod numerem 60 przy tej samej ulicy. Od 10 marca do 13 (?) kwietnia 1836 mieszkali gościnnie w Villebon pod Paryżem, następnie przeprowadzili się (do 20 października 1836) do willi artysty rzeźbiarza, Pierre-Jeana Davida d’Angers, do Domont, za Montmorency. Od końca października 1836 do 13 kwietnia 1837 zajmowali kwaterę przy rue du Marais-Saint-Germain (naprzeciwko Księgarni Polskiej), pod numerem 18, następnie przeprowadzili się do mieszkania przy rue Val-de-Grâce pod numer 1–3. Tę kwaterę zajmowali do 11 czerwca 1839, ale z przerwami spowodowanymi wyjazdem do Lozanny i powtarzającymi się pobytami Celiny w szpitalu psychiatrycznym w Vanves. Od 24 listopada do 29 grudnia 1838 Mickiewicz mieszkał przy Allé des Vanves, w passage des 12 maisons, by przebywać jak najbliżej chorej żony. Około 29 grudnia 1838 przemieszkiwał w kwaterze przy rue Saint-Nicolas-d'Antin pod numerem 10, następnie w hotelikach przy rue Caumartin pod numerem 23 i pod numerem 41. Od czerwca 1839 do początku roku 1840 Mickiewiczowie przebywali w Lozannie. Po powrocie do Paryża Celina Mickiewiczowa, która poczuła się lepiej, wynajęła dla rodziny profesora tymczasowego Collège de France obszerny apartament przy rue d'Amsterdam pod numerem 1 (administracyjnie poza rogatkami, w gminie Clichy). Mickiewiczowie mieszkali tam do roku 1845, z przerwami po kolejnym ataku choroby psychicznej i w czasie terapii prowadzonej przez Towiańskiego, w roku 1842 Mickiewiczowie przeprowadzili się na kilka miesięcy do Nanterre, do mistrza Andrzeja, do wiejskiego domku przy rue de la Prairie pod numerem 44. Po przymusowym odejściu na urlop (płatny) profesora tymczasowego literatury słowiańskiej, Mickiewiczowie przenieśli się do domku przy rue du Boulevard pod numerem 12 (1845–1848). W roku 1848 Celina Mickiewiczowa wynajęła kolejny dom, tańszy, lecz większy, nawet z dwoma ogrodami, przy rue de la Santé pod numerem 42 (obecnie ulica zwie się de Saussure). Mickiewiczowie mieszkali tu do roku 1851, potem przenieśli się do mieszkania pod numerem 44 na rue de l‘Ouest przy Ogrodzie Luksemburskim (obecnie 76, rue d'Assas). W roku 1852 zajmowali mieszkanie pod numerem 76 przy rue Notre-Dame-des-Champs. Stąd w roku 1853 Adam przeniósł się do służbowej kwatery w gmachu Biblioteki Arsenału, tu w marcu 1855 umarła Celina, stąd Adam wyruszył w swą ostatnią podróż na Wschód, w tym mieszkaniu podyktował Armandowi Lévy wykład o Jakobie Boehme i palił z synem Władysławem papiery w kominku[przypis]Po raz pierwszy spis paryskich adresów Mickiewicza (w tej postaci) ukazał się po francusku w: „Bulletin d‘information et de contact de la Société Historique et Littéraire Polonaise”, Paris, décembre 2004. W niniejszym Atlasie patrz hasło „Paryż. Adresy Mickiewicza“.[/przypis].

&amp;nbsp;
Nie zapominajmy o ogrodach
[caption id="attachment_1386" align="alignnone" width="890"] Paryż stolica znaków - Tuileries[/caption]

Żeby Paryż podbić albo pokonać, należało się w odpowiednim stroju, o właściwej porze, w odpowiednim towarzystwie pokazać w Tuleriach (Jardin des Tuileries). Wiedział o tym doskonale Słowacki, który prowokował promenujących białą kaszmirową kamizelką w ogromne różnokolorowe kwiaty, „tak jak dawniej suknie damskie“, laseczką z pozłacaną główką i glansowanymi rękawiczkami[przypis]Korespondencja Juliusza Słowackiego, opr. E. Sawrymowicz, Wrocław 1962, t. I, s. 127–128.[/przypis].

Słowacki wymyślił sobie, że jest największym poetą nie tylko polszczyzny, ale też francuszczyzny, bo tak mu powiedział pan Barateau, kuzyn męża Anaïs, nastarszej siostry spośród córek pana Pinarda, drukarza składającego polskie książki przy Nabrzeżu Wolterowym. Słowacki twierdził, że pan Barateau, „którego tu uważają za wyrocznię, poezje moje francuskie przeczytawszy, głośno w towarzystwie wykrzyknął: Ah! si je savais écrire des vers français comme vous!“[przypis]Tamże, s. 129.[/przypis]. Słowacki sądził, że bez promenowania po Tuleriach oraz bez kwiecistej kamizelki pan Barateau nie trzymałby go tak wysoko.

Słowacki się nie mylił: moc semantyczna Tulerii była wielka, ale jego prowokacje, jako dandysa, zbyt słabe. Słowacki nie wiedział o innych próbach podbijania Paryża w tym zaiste tajemniczym i jednocześnie pękającym od snobizmu ogrodzie: Stendhal siusiał w Tuleriach pod lipami. Kamizelkę w kwiaty uznałby za półśrodek.

</document>
<document nplp_id="1387" title="Paryż. Wyspa Świętego Ludwika" slug="paryz-wyspa-swietego-ludwika">W IX wieku Wikingowie wyciągali swe łodzie na piaszczyste brzegi Wyspy jeszcze bez imienia. W wieku XII król Filip August przed wyruszeniem na trzecią wyprawę krzyżową postanowił miasto zabezpieczyć. Kazał wznieść mury obronne, przeciągnąć łańcuchy pomiędzy wieżą Barbeau na prawym i wieżą Tournelle na lewym brzegu Sekwany oraz wykopać fosę w miejscu dzisiejszej ulicy Poulletier. W ten sposób król przeciął Wyspę na dwie części. Znaczniejszą część Wyspy nazwano Notre-Dame, chociaż archikatedra paryska wyrosła na sąsiedniej wyspie La Cité. Mniejszy kawałek nazwano Wyspą Krowią (Île aux Vaches).

Ludwik IX Święty kazał na Wyspie Notre Dame urządzić ceremonię pasowania na rycerza swego syna, Ludwika Śmiałego. Również tutaj, na wyspie, król Ludwik przyjął błogosławieństwo papieskie przed wyruszeniem na siódmą krucjatę. Wyspa Notre Dame przejęła imię dobrego króla Ludwika dopiero w XVII stuleciu za panowania Henryka IV, który postanowił Paryż przebudować. Na Wyspie już niepodzielonej fosą, połączonej z prawym brzegiem mostem wybudowanym przez inżyniera Krzysztofa Marię (Pont Marie) zaczęły wyrastać pałace za sprawą Louisa Le Veau, wielkiego architekta, który marzył wraz ze swym synem, twórcą Wersalu, Louisem Le Vau (tak syn Louisa Le Veau kazał zapisywać swe rodowe nazwisko), by Wyspę przemienić w Arkadię. Od tego czasu Wyspę Świętego Ludwika zwano też Wyspą Pałaców. Przypadek sprawił, że obydwa wyspowe pałace stały się duchowymi fortecami Polaków.

Pierwszy pałac, przy Nabrzeżu Orleańskim (quai d’Orléans, numer 6), należał do Antoine’a Moreau, sekretarza króla Ludwika XIII. W sobotę, 10 grudnia 1853 roku Towarzystwo Historyczne podjęło uchwałę o zakupie domu przy quai d‘Orléans numer 6 dla Biblioteki Polskiej na warunkach zaproponowanych przez hrabiego Władysława Zamoyskiego. XVII-wieczny pałac znajdował się w złym stanie, podobnie zresztą jak większość pałaców na Wyspie, uznawanej ówcześnie za miejsce brudne, niemodne, zaszczurzone i tanie.

Uchwała Towarzystwa wywołała pośród grupki emigrantów histeryczny opór. Władysław Zamoyski zobowiązał się bowiem dołożyć część brakujących pieniędzy w zamian za pozwolenie zajmowania piętra do czasu spłacenia pożyczki. Karol Sienkiewicz, współtwórca Biblioteki Polskiej i jej bibliotekarz, świadomy niepopularności Zamoyskiego na emigracji, obawiał się złych skutków choćby pozornej kurateli hrabiego nad instytucją publiczną. „W roznamiętnieniu ówczesnym wychodźstwo oskarżało już Zamoyskiego – pisał Władysław Mickiewicz w Żywocie swego ojca (wyd. 1890–1895) – o spekulację i posądzało go o chęć przywłaszczenia sobie grosza narodowego“, innymi słowy, że hrabia Władysław Zamoyski kupuje pałac przy Nabrzeżu Orleańskim dla siebie za grosz publiczny.

Adam Mickiewicz sądził, że zapewnienie Bibliotece życia i przekazanie jej w dobrym stanie przyszłym pokoleniom wymaga skutecznych środków, a naczelna cecha emigrantów: skłonność wszystkich stronnictw do wzajemnego oskarżania się, posądzania o najgorsze zbrodnie i o przewinienia, doprowadzały go do szału i do rozpaczy. Adam Mickiewicz, który lubił i cenił Karola Sienkiewicza, a Zamoyskiego nie cierpiał, rozpoczął mediacje pomiędzy bibliotekarzem i hrabią z takim taktem, delikatnością, w imię wspólnego dobra i celów nadrzędnych, że stary książę Czartoryski podziękował mu 14 października 1853 roku listem równie serdecznym, co przerażonym: „Kochany Drużbo, Dowiaduję się, że nie przestajesz swoim poważnym wdaniem się łagodzić nieszczęśliwe kwasy i nieporozumienia, które Towarzystwo Historyczne, na przeciwne dwoją stronnictwa, i że szczególnie nie oszczędzasz starań, aby p. Sienkiewicza do rozsądniejszego zwrócić postępowania. Nikt ode mnie nie oddaje bardziej należnej sprawiedliwości jego przeszłym zasługom i jego zdolnościom [...] nikt też nie wie, ile mnie boli, ile mi szkody przyniesie rozerwanie mojego z nim stosunku, w czem on trwa upornie, nie czyniąc sobie żadnego zarzutu, owszem w przekonaiu, że po bohatersku działa. Jest to, niestety, rodzaj gorączkowej maligny, w której małe przedmioty wydają się wielkimi, a rzeczy wcale nie będące, wydają się jakby istniały [...] Zgoda, pojednanie, spólne prace i dążenia są nam bardziej niż kiedykolwiek potrzebne. Obraz naszych kłótni i nieporozumień, wydany na jaw, byłby dla nas fatalnym w obecnych szczególnie okolicznościach. Obowiązkiem każdego prawego Polaka jest wszystko czynić i poświecać, aby do brakującej nam a żywotnej jedności dojść, i aby tego szpetnego i gubiącego obrazu o nas nie dawać cudzoziemcom i krajowi. Godne więc są twojego patriotyzmu podjęte starania, za które najmocniej dziękuję, i o które jeszcze proszę, dla dobra Towarzystwa, dla bezpieczeństwa Biblioteki, o co Sienkiewicz w swoim gorączkowym zapale, już zdaje się niewiele dbać. Przyjm, kochany Drużbo, ponowiony wyraz mojego wysokiego szacunku i stałej, prawdziwej przyjaźni. Adam Czartoryski“.

Karol Sienkiewicz, wielki bibliotekarz, autor polskich słów Warszawianki i Skarbca historii polskiej na quai d‘Orléans pod numerem 6 nogi nie postawił. Hrabia Zamoyski domu sobie nie przywłaszczył, ale już wtedy jego piwnice, pokoje i mury oblepiła maź warcholstwa. I posypały się kolejne donosy na Adama Mickiewicza (pisane głównie przez Ibusia Ostrowskiego), że jest on rosyjskim szpiegiem, wrogiem kościoła, zgubi Bibliotekę, a posadę w Arsenale winien dostać prawdziwy Polak-katolik, a nie on.

W domu przy Nabrzeżu Orleańskim znajdują się zbiory archiwalne ogromnej wartości i przede wszystkim największy na świecie zbiór rękopisów Adama Mickiewicza. Dom ten stał się sygnaturą polskości, miejscem magicznym, w którym słychać jeszcze głosy duchów z lewej oraz z prawej strony.

[caption id="attachment_1388" align="alignnone" width="890"] Paryż, Wyspa św. Ludwika - Hotel Lambert[/caption]

O drugim pałacu, zwanym Hôtel Lambert, którego brama główna wychodzi na ulicę Świętego Ludwika na Wyspie (rue Saint-Louis-en-l’Ile, numer 2), Germain Brice pisał w dziele Nouvelle description de la ville de Paris et de tout ce qu’elle contient de plus remarquable („Nowe opisanie miasta Paryża i wszystkiego co w nim najwspanialsze“, 1684, wiele wydań kolejnych): „Ten dom wielkość w sobie kryje, mądrość prawdziwą, z daleka nawet podziw budzi i świadczy wymownie o świetności oraz przepychu Paryża, szczególnie zaś wtedy, gdy wjeżdża się do miasta od strony Charenton. Louis Le Vau, pierwszy architekt króla, pałac ten wyrysował i przyznać trzeba, że spośród prac jego ta najpiękniejszym jego dziełem pozostaje“.

W roku 1640 budowę pałacu rozpoczął Jean-Baptiste Lambert, seigneur de Sucy et de Thorigny, królewski intendent finansów, a po jego śmierci postępy prac nadzorował młodszy brat – Nicolas Lambert de Thorigny et de Sucy-en-Brie. Hôtel Lambert często przechodził z rąk do rąk. W XVIII stuleciu pani Louise Dupin de Chenonceaux, jedna z najbardziej inteligentnych i urodziwych kobiet Francji, prowadziła w Hôtel Lambert salon, o którym pisał Jan Jakub Rousseau: „Jej dom jaśnieje blaskiem wyjątkowym jak żaden inny w Paryżu, gromadzi się w nim w towarzystwo, które gdyby było trochę mniej liczne, stałoby się elitą pod wszelkimi względami. Lubiła ona przyjmować ludzi sławnych: znacznych, piszących, piękne kobiety. Książęta u niej bywali, ambasadorzy i orderonoścy“.

Pod koniec XVIII wieku Hôtel Lambert zamieniał się w ruinę: cuchnęło w nim stęchlizną, odpadały tynki, niszczały freski i boazerie, pękały ściany i podłogi. Ostatniego właściciela, Marina de la Haye, ścięto w czasach rewolucyjnego terroru, jego ciężarną żonę wyrzucono za bramę pałacu na bruk, a budynek przejęło państwo. Hôtel Lambert stał pusty, ludek paryski plądrował go regularnie, a jakobini chcieli zamienić go w magazyn. W roku 1809 zniszczony pałac kupił Jean-Pierre Bachasson de Montalivet, minister spraw wewnętrznych Cesarstwa, i gościł w nim Napoleona w roku 1815. Gdy Montalivet opuścił Paryż, pałacem zajął się jego syn (późniejszy minister spraw wewnętrznych za Ludwika Filipa), który wynajął Hôtel Lambert wojsku na magazyny oraz fabrykę bandaży i pryczy dla armii.

Na początku lat czterdziestych XIX wieku zniszczonym pałacem na Wyspie zainteresowała się Anna Sapieżyna, szukająca za pośrednictwem Wojciecha Grzymały, znanego w kręgach francuskiej finansiery przyjaciela Chopina, nowej siedziby dla rodziny Czartoryskich. Grzymałę do nakłaniania księżnej do kupna Hôtel Lambert namawiał Eugeniusz Delacroix, któremu transakcję polecał przyjaciel artysty, pan Boissard de Boisdenier, mieszkający w sąsiednim pałacu: w Hôtel de Pimodan. Boissard de Boisdenier zapraszał do pałacu Pimodan licznych gości, których raczył „zielonym dżemem“, czyli pastą z haszyszu ugniecionego z miodem, popijaną mocną, gorzką kawą. „Zielony dżem“ smakował ogromnie Balzakowi, Gautierowi i Baudelaire‘owi. Kobiet nie brakowało. Córka George Sand – Solange, doznawała po dżemie erotycznych objawień, podobnie jak inne kobiety, w szczególności zaś Alfonsyna Plessis, jedna z najbardziej ekstatycznych kurew paryskich, zwana przez Dumasów (ojca i syna) „Damą kameliową“. Pan Fernand Boissard de Boisdenier podawał „zielony dżem“ na aperitif. Później towarzystwo siadało do kolacji, której nikt już nie był w stanie spożyć. Niewiele pamiętano z tego, co się działo dalej, a działo się sporo. Niektórzy twierdzą, że w seansach „zielonego dżemu“ uczestniczył Delacroix. Niewiadomo jednak, czy to „zielony dżem“ spowodował, że Delacroix namawiał Grzymałę, a Grzymała księżnę Sapieżynę do kupna Hôtel Lambert.

Rodzina Czartoryskich postanowiła w końcu Hôtel Lambert kupić, bo pałac, choć zniszczony i niszczejący, pozostawał nadal atrakcyjny choćby ze względu na wyjątkowej piękności Galerię Herkulesa. 7 czerwca 1843 roku Hôtel Lambert (w którym do niedawna mieściło się Towarzystwo Łóżek Wojskowych w stanie likwidacji) stał się własnością rodziny Czartoryskich. W pałacu zamieszkala Familia i jej „dwór“. Do Hôtel Lambert trafiły ocalone zbiory puławskie i biblioteka sieniawska licząca 60 tysięcy tomów. Czartoryscy Hôtel Lambert stopniowo i konsekwentnie remontowali. Pałac zwiedzali (za opłatą) liczni cudzoziemcy, przede wszystkim Francuzi. Hôtel Lambert stał się nieoficjalną ambasadą nieistniejącego na mapie państwa: ambasadą nieoficjalną, lecz najzupełniej realną. Adam Jerzy Czartoryski pisał w maju 1844 roku do siostry: „Nieustanne u nas bywają koncerta, loterie na różne dobroczynne przedmioty, tak iż końca temu nie ma. Anna wymówić się nie umie“. W Hôtel Lambert bywali polscy emigranci, goście z kraju, emigranci z różnych stron świata, artyści, poeci, politycy, bankierzy. Ubogich zapraszano na „święcone“, bogatych – na bale dobroczynne i na wenty organizowane przez Towarzystwo Dobroczynne Dam Polskich. Organizowano narodowe święta z okazji rocznicy Konsytucji 3 Maja i powstania listopadowego. Według Marcelego Handelsmana, z tego miejsca rozchodziły się promienie polityki polskiej na całą Europę.

Rodzina Czartoryskich i Zamoyskich sprzedała Hôtel Lambert baronowi Guy Rotschildowi w roku 1976. Przed kilku laty Rotschild odsprzedał pałac szejkowi z Kataru za czterdzieści i cztery miliony euro (lub sumę podobną).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1395" title="1897–1906" slug="1897-1906">Wybierz rok: 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906
1897
Quo vadis — powieścią rewolucyjną? Krakowskie czaso­pismo „Naprzód” w nrze 1 i 6 drukuje duży artykuł, w znacznej części skon­fiskowany przez prokuratorię austriacką, pióra Michała Luśni (tj. Kazimie­rza Kelles-Krauza), jednego z czołowych teoretyków prawicy PPS. Artykuł omawiający Quo vadis ma tytuł Powieść rewolucyjna. Stanowi on oczywiście tylko interesujący dokument percepcji ideologicznej Sienkiewicza oraz prób naginania jego twórczości do wymogów własnych, w tym wypadku — do po­trzeb ideologicznych prawicy PPS:

„Zjawił nam się w tym roku ptak rzadki: przepiękna powieść rewolucyjna. Oto pokrótce jej treść wzruszająca:

Wśród społeczeństwa, opartego na uprawnionym wyzysku niewolnej pra­cy, na bezczelnym ucisku wolnego ducha, na panowaniu garści używających i nadużywających nad tłumami cierpiących i upodlonych — wśród społeczeń­stwa zepsutego i przegniłego do szpiku kości, a trzymającego się wobec wza­jemnej nienawiści i współubiegania członków klasy panującej jedynie brakiem idei, mogącej oskrzydlić i ograniczyć klasę wyzyskiwaną — zjawia się garść ludzi pragnących życie przekształcić do gruntu, ludzkość zupełnie odrodzić, dać ma­som taką ideę, potrzebną do podniesienia ich na ofiarne i zbawcze dzieło [...].

Lecz tymczasem nad głowami rewolucjonistów zbiera się groźna chmura. Niegodziwy i pełen gwałtownych sprzeczności ustrój, wśród którego żyją, wyłonił z siebie straszną katastrofę, która ciężko dotknęła całe mnóstwo tych nawet, co z niego byli całkiem zadowoleni. Aby skierować nieuświadomio­ny, bezrozumny gniew pokrzywdzonych w inną stronę, aby zdusić groźnego przeciwnika, wskazującego, że złe pochodzi z samego istniejącego ustroju, warstwa rządząca ucieka się do jedynego swego argumentu: siły brutalnej i okrutnej. Wydani przez zdrajcę, który się między nich wkręcił, rewolucjoni­ści ulegają straszliwemu prześladowaniu [...].

Choć umyślnie opuściłem całe zakończenie właściwego romansu [...], nie­jeden z czytelników zapewne już domyślił się, że mówię o powieści H. Sienkiewicza Quo vadis. Rewolucjoniści, o których mowa, to ówcześni chrześci­janie, wróg ich to Neron, przedstawiciel rzymskiego społeczeństwa, królują­cego w złocie i rozpuście nad niemą masą niewolników [...].

Dzisiaj żyje stary duch Piotra i Pawła jedynie w ruchu robotniczym, w so­cjalizmie. Odradza się oczywiście w nowej, naukowej formie — nie w formie religii objawionej [...]. Sam Sienkiewicz zresztą, z subtelnym poczuciem ar­tysty, wystawił całe życie przyszłe, całą cudowność chrystianizmu nie jako pewnik obiektywny, lecz jako subiektywną wiarę ówczesnych chrześcijan; nigdzie nie każe on czytelnikowi wierzyć w tę samą wiarę co chrześcijanie, i nawet w tytułowej scenie spotkania Piotra z Chrystusem, w ucieczce z Rzy­mu, świetlista postać Zbawiciela pozostaje jedynie widzeniem Piotra samego. Znaczy to chyba, że chciał on wyidealizować nie tę mianowicie wiarę, ale wiarę w ogóle, wiarę w dobroć i słuszność wyznawanej idei, prowadzonej działalności, w jej nieuniknione zwycięstwo”.

Styczeń w Warszawie. Praca dalsza nad Krzyżakami (studiowa­nie Ubiorów Matejki) i życie rodzinne, urozmaicone rozrywkami, jak „wint wołający o pomstę do Boga”, z udziałem kanoniczek, tj. siostry Heleny i Marii Babskiej, oraz Jana Komierowskiego, wypełniają pobyt w Warsza­wie.

Chrzanowski I., L 2; D 55, s. 37; Listy, t. I, cz. 1, s. 123. — Rembowski A., L 1, s. 119; tamże, t. III, cz. 3, s. 341.

Wyrazem zmęczenia Sienkiewicza są opinie lekarza Bauerertza, który „utrzymuje, że Połanieccy, Quo vadis i Krzyżacy to jeden szereg nadużyć cerebralnych, od których lepsze byłyby każde inne”. W tej sytuacji pisarz zdo­bywa się na nierealny zupełnie pomysł zmiany systemu pracy:

„Po Krzyżakach jednak zamierzam sobie powiedzieć: dość tej prozy — i na­przód długo odpocząć, a potem zmienić całkowicie system pracy, pisać rze­czy krótsze, nie zaczynać nic [drukować] przed ukończeniem rękopismu, sło­wem, nie podawać się w ciężkie roboty i niewolę. Układam też sobie, że będę pisywał dla teatru, ale tymczasem chodzi o to, by zdrowie dopisało choć jako tako do końca Krzyżaków”.

Janczewska J., L 439 (15 III); Listy, t. II, cz. 3, s. 205. — „Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 1, s. 4 oraz 1897, nr 18, s. 344.

Tanie wydanie Trylogii. Wydanie Wawelberga szybko się ro­zeszło, nowe drukuje się w nakładzie 15 000 egzemplarzy i przynosi autoro­wi 20 000 rb honorarium. Ponieważ Wawelbergowi wrócił się jego kapitał w wydanie włożony już w lutym, Sienkiewicz w czerwcu odprzedaje matryce Gebethnerowi i Wolffowi za 30 000 rb.

„Jakaś opatrzność ustrzegła mnie od sprzedania w dawniejszych czasach Wolffowi Trylogii. W Nizzy dawał za nią, już po Wawelbergu, 5000 — teraz daje 15 000, ale nic z tego! Robi się nowe wydanie 15 000 egzemplarzy, które przyniesie mi blisko 20 000 rs, a potem znowu rzecz będzie moją własnością i nie będzie ani o grosz mniej warte niż dziś. W tej chwili Wolff, jak wiem na pewno, zgodziłby się, bym wybił jeszcze 30 000 egzemplarzy, a potem do­piero sprzedał mu za 15 000.

Cieszy mnie to wszystko ze względu na dzieci, którym ostatecznie życie pójdzie łatwiej, niż mnie szło. Moja ambicja jest, żeby im zostawić od siebie, nie licząc jubileuszowych zamków hiszpańskich, 100 000 rb. — I może do tego dojdę, bo gdybym dziś umarł, zostałoby, nie licząc dalszych wydań Trylogii i Krzyżaków, przeszło 60 000 [...]. Mnie także przyjemnie, że to przyszło z dziesięciu palców”.

Janczewska J., L 439; Listy, t. II, cz. 3, s. 206.

„Z Trylogią jest tak: Bije się nowych 15 000, a ma się bić jeszcze tyleż. Te drugie piętnaście mógłbym wstrzymać.

Za te bijące się piętnaście i za prawo bicia dalszych na zawsze daje mi Wolff 30 000 rs. Waham się, czy nie zażądać 35 000 i nie sprzedać. — Ponieważ wi­nien mi jeszcze 5, więc byłoby razem 40, które dołączyłbym do kapitału.

Wszystko więc zależy od tego, ile zebrano pieniędzy. Przy odpowiednich warunkach mógłbym odstąpić bijące się 15 000 — i prawo dalszych na wieki — gdybym widział w tym korzyść, i do tego znaczną. Inaczej wolę nie zrywać z wydawcami warszawskimi, którzy są pewni — i którzy, jak np. Wawelberg, zysków osobistych nie szukają”.

Janczewska J., L 446 (5 VI); Listy, t. II, cz. 3, s. 224.

Komitet jubileuszowy. Sienkiewicz dowiaduje się ubocznie o powstaniu i zatwierdzeniu komitetu, mającego urządzić mu jubileusz 25-lecia pracy.

Działalność komitetu, do którego wchodzą Michał Radziwiłł, Szlenkier, Kronenberg, L. Górski, biskup Ruszkiewicz i in., rozpoczyna się w kwietniu; pod pozorem bliskiego 25-lecia „Piątków” Benniego komitet zamawia u Piu­sa Welońskiego marmurowy biust Sienkiewicza, przeznaczony na ową uroczystość, istotnie zaś ofiarowany pisarzowi; sam Sienkiewicz, który tymcza­sem przystąpił do zorganizowania Komitetu Mickiewiczowskiego, oficjalnie rezygnuje z własnego jubileuszu i przenosi go na lata następne, co niewątpli­wie wiąże się ze sprawą ukończenia powieści „jubileuszowej”, tj. Krzyżaków. Wyrazem tej rezygnacji są listy do Radziwiłła i L. Wrotnowskiego.

Radziwiłł M., D 56, s. 116; Listy, t. III, cz. 3, s. 326. — Wrotnowski L., D 56, s. 366; L 14, tamże, t. V cz. 2, s. 555.

Trzydziestolecie twórczości Władysława Bełzy. Gratulacje i życzenia ze strony Sienkiewicza.

Bełza Wł., L 2; Listy, t. I, cz. 1, s. 67, 68.

Sprawa pomnika Mickiewicza w Warszawie. W związ­ku ze złagodzeniem przez carat polityki antypolskiej Sienkiewicz 25 II zwołu­je u siebie poufne zebranie, na którym występuje z pomysłem zorganizowania Komitetu, który by rozpoczął kroki o wzniesienie w stulecie urodzin Mickie­wicza pomnika poety w Warszawie. Zebrani upoważnili Sienkiewicza i Pio­tra Chmielowskiego do zwołania zebrania oficjalnego, które odbyło się u dra Benniego 22 III i wyłoniło delegację celem uzyskania u generał-gubernatora, ks. Imeretyńskiego, zezwolenia na akcję. Ks. Michał Radziwiłł, jako znajomy generał-gubernatora, podjął się pertraktacyj i uzyskał zgodę na stworzenie Komitetu, którego sam miał być prezesem, z tym, że stanowisko wiceprezesa, a więc właściwego kierownika całej akcji, miał objąć Sienkiewicz. Niewąt­pliwie w związku z tymi posunięciami zakulisowymi, zaznaczonymi w listach pisarza do Janczewskiej, pozostaje jego rezygnacja z pracy w Komitecie, roze­słana w wielu egzemplarzach, zachowanych dzisiaj w Bibliotece Jagiellońskiej i w Archiwum Głównym w Warszawie.

Po wyjaśnieniu nieporozumień praca Komitetu, oparta na zezwoleniu generał-gubernatora z dn. 1 V, rozpoczęła się dn. 6 V, gdy Sienkiewicz zwołał posiedzenie Komitetu.

„Gazeta Polska” 9 III 1897, nr 55. — Wasilewski Z., Pomnik Mickiewicza w Warszawie, 1897-1898, Warszawa 1899, s. 13, 14, 16, 17. — Radziwiłł M., Listy, t. III, cz. 3, s. 326-333. — Godebski C., L 1, 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 451-454. — Janczewska J., L 442; tamże, t. II, cz. 3, s. 213. — Morawski K., L 9; tamże, t. III, cz. 2, s. 130-132. — Redakcja „Tygodnika Romansów i Powieści”, maj 1897, tamże, t. V cz. 3, s. 359, 360.

Honoraria amerykańskie. 5 III Sienkiewicz otrzymuje 2500 fr. od wydawcy bostońskiego tytułem honorarium za wydane tomy; Little, Brown &amp;amp; Co. robią to ze względu na wyjątkowe powodzenie pisarza polskie­go, mimo iż brak konwencji autorskiej od obowiązku regulowania honora­riów z autorami rosyjskimi ich zwalnia.

Janczewska J., L 441, Listy, t. II, cz. 3, s. 211, 212. — „Kraj” 1897, XVI, nr 9, s. 23.

Tom I Krzyżaków. W kwietniu Sienkiewicz pozuje Welońskiemu i kończy I t. Krzyżaków.

Janczewska J., L 442 (19 IV); Listy, t. II, cz. 3, s. 213.

Wyjazd do Francji. Korespondent warszawski „Kraju” donosi (XVI, nr 19, s. 24) o projektach Sienkiewicza, poczynając od maja:

„H. Sienkiewicz, który pobyt swój w Warszawie przedłużył o kilka tygodni z powodu zajęć, jakie mu nastręczała sprawa budowy pomnika Mickiewicza, wyjechał dn. 14 bm. do Parc St Maur pod Paryżem, gdzie po kilkudniowym odpoczynku [...] rozpocznie pisać dalszy ciąg Krzyżaków. W połowie czerwca Sienkiewicz uda się do Ragaz w Szwajcarii, lato zamierza spędzić z dziećmi w Zakopanem”.

Pobytu w Parc St Maur, gdzie 18 V pisarz istotnie zabrał się do pracy i gdzie odwiedzali go przyjaciele, jak M. Górski, dotyczy spora korespon­dencja z tej miejscowości z J. Janczewską, K. Potkańskim i in.

Janczewska J., L 455; Listy, t. II, cz. 3, s. 220-223. — Potkański K., L 32; tamże, t. III, cz. 3, s. 71-73.

Układy z Cyprianem Godebskim. W czasie tego pobytu Sienkiewicz porozumiewa się z dawnym znajomym paryskim, rzeźbiarzem C. Godebskim, proponując mu wykonanie pomnika Mickiewicza dla Warszawy.

Francja i Rodzina Połanieckich. Już w r. 1896 Sienkiewi­cza dochodziły z Paryża wiadomości o projektach przekładu Rodziny Poła­nieckich, wykonanego ostatecznie przez A. Wodzińskiego. W związku z tym pozostają wynurzenia pisarza dotkniętego obojętnością francuską:

„Co do Połanieckich — nie mają widocznie szczęścia do Francuzów. — Jed­nakże powieść ta została przetłumaczona na wszystkie języki i wywołała nie tylko sprawozdania, ale i całe studia, które czytałem w miesięcznikach angiel­skich, niemieckich, rosyjskich itp. Francuzi widocznie wolą tłumaczyć nawet Niemców. Czytam teraz Sudermanna L’indéstructible passé (Es war), rzecz grubą, prawdziwie pruską, którą jednak Calman-Lévy wydali — mimo jej obszerności. — Co do d’Annunzia, więcej ich rozumiem [...] to talent ogromnie chory, ale wielki. Czy Pan zna Les vièrges aux rochers? — Jest to coś odmienne­go. — We wszystkim brak siły epicznej — natomiast nikt bardziej po mistrzow­sku nie opisywał sensacyj. Ta genialna powieść to nie rzeczywistość, raczej fresk — ale genialny”.

Wodziński A., L 15; Listy, t. V cz. 2, s. 356-358.

Członek honorowy Towarzystwa Cyklistów w Warszawie. 15 V Sienkiewicz zostaje członkiem honorowym Towa­rzystwa Cyklistów na Dynasach, dyplom jednak otrzymuje dopiero w stycz­niu 1898.

„Kraj” 1898, XVII, nr 3, s. 31. — Warszawskie Towarzystwo Cyklistów, Listy, t. V cz. 3, s. 384-386.

Członek honorowy Koła Literacko-Artystycznego we Lwowie. Sienkiewicz otrzymał tytuł członka honorowego Koła za prezesury Józefa Wereszczyńskiego, w związku z jubileuszem 25-lecia swej twórczości literackiej.

List z podziękowaniem. — „Czas” 1897, nr 32. — Koła Literacko-Artystycznego we Lwo­wie, Listy, t. V cz. 3, s. 155-157.

Praca w Ragaz nad Krzyżakami. Od 5 VI do końca miesią­ca trwa w Ragaz żmudna praca nad powieścią. Tutaj spotyka się Sienkiewicz po raz pierwszy z poszukującym go po Francji i Polsce tłumaczem amerykań­skim swych dzieł, J. Curtinem.

„Zależy też dużo od Krzyżaków, jak mi się tu będą pisać. W Parc St Maur nie szło. Czułem się zmęczony i tak absolutnie niezdolny do napisania choć jednego odcinka, jakby wszelkie idee i pomysły były jak ptaki, które uleciały mi z mózgu. Nie wiem, czy to poczucie pustki w głowie będzie tu trwało, czy przejdzie. Od jutra zabieram się znów do roboty — bo trzeba pisać i skończyć, skoro się zaczęło — często jednak myślę, że to już nie pójdzie. Wszystko musi mieć swój koniec. Pewno też skończę na dwóch tomach, bo nie czuję w sobie sił”.

Potkański K., L 33 (4 VI); Listy, t. III, cz. 3, s. 73-76; L 34 i 35; Listy, t. III, cz. 3, s. 76-81, cytat na s. 74. — Curtin J., L 1-14, tamże, t. I, cz. 1, s. 163-176. — Mikoś M. J., W po­goni za Sienkiewiczem. Z odnalezionych dzienników Almy Curtin, Warszawa 1994, s. 56-59. — Sienkiewiczówna H., L 13-14; Listy, IV, cz. 3, s. 391-397. — Szetkiewiczowie K. i W, L 120-121; tamże, t. V cz. 1, s. 415-418.

„Dziwią mnie pochwały dla Krzyżaków. Szło mi trudno w Warszawie, wcale nie szło w Parc St Maur i ze strachem myślę o tym, jak tu pójdzie. Chwilami jestem pewny, że to się nie uda — i że to w ogóle koniec. Pocieszam się myślą, żem robił, com mógł. — Trzeba jednak kończyć, choć jako tako. Potem będę pisać małe rzeczy”.

Janczewska J., L 446 (5 VI); Listy, t. II, cz. 3, s. 224.

Pobyt pisarza w Ragaz charakteryzuje korespondencja „Dziennika Polskie­go” (Lwów):

„Z Polaków gości w Ragaz w tym roku Henryk Sienkiewicz. Przybył tu dla odpoczynku, używa wzmacniających kąpieli [...]. Wygląda znakomi­cie, zadowolony bardzo z pobytu i [...] spokoju, który pozwala mu oprócz używania przepięknych przechadzek jeszcze i pracować. Sienkiewicz [... ] zajmuje obszerny pokój w «Quellenhofie» z przepięknym widokiem na góry i pisze Krzyżaków. Po kilkutygodniowym tutaj pobycie udaje się z końcem lipca do Zakopanego. [Oznajmił], że możliwym jest, iż w tym roku przybę­dzie do Lwowa, gdzie nie był blisko 20 lat. Obecni tu Amerykanie przejęci są wielkim uwielbieniem dla Sienkiewicza”.

„Kraj” 1897, XVI, nr 25, s. 21. — Szetkiewiczowie K. i W, L 120,121; Listy, t. V cz. 1, s. 415-418.

W Zakopanem. 4 VII Sienkiewicz bawi w Wiedniu („Hotel Erzhe­rzog Karl”, pokój nr 10), skąd przez Kraków jedzie do Zakopanego.

Gawalewicz M., L 3 (błędy w pierwodruku prasowym Krzyżaków); Listy, t. I, cz. 1, s. 441. — Pochwalski , L 13 (zaproszenie na śniadanie); tamże, t. III, cz. 2, s. 474. — „Kraj” 1897, XVI, nr 27, s. 20.

27 VII udaje się do Warszawy na posiedzenie Komitetu Mickiewiczowskie­go. — Tam też zapewne podejmuje dla J. Janczewskiej honorarium za Obronę Częstochowy, o czym zagadkowo wspomina list z 17 VII do R. Wolffa; pie­niądze zabiera z sobą i wiezie je do Włoch.

Morawski K., L 7; Listy, t. III, cz. 2, s. 123-126. — Wolff A. R., L 46; tamże, t. V cz. 2, s. 456. — Janczewska J., L 447 (12 IX); tamże, t. II, cz. 3, s. 226-228.

W Zakopanem inicjuje umieszczenie tablicy dla Edwarda Jelinka w Doli­nie Strążyskiej.

„Kraj” 1897, XVI, nr 33, s. 17. — Hoesick F., Tatry i Zakopane, Kraków 1931, cz. 4, s. 35. — Ćerny A., Listy, I, cz. 1, s. 180, 181. — Jelínek E., tamże, t. III, cz. 1, s. 49, 50.

Tutaj wreszcie kończy t. II Krzyżaków, resztę zaś zamierza pisać w Sienie, dokąd pragnie się wybrać po odesłaniu dzieci do Bretanii. Plany te jednak ulegają widocznie zmianie, o czym donosi korespondent „Kraju”, który jako najbliższe miejsca pobytu pisarza wymienia Wenecję i Sienę oraz wspomina o projektowanym odczycie we Lwowie na rzecz Towarzystwa Dziennikarzy Polskich.

Potkański K., L 15 (38); Listy, t. III, cz. 3, s. 85. — „Kraj” 1897, XVI, nr 35, s. 22.

Popularność Sienkiewicza. Rada Miejska w Zbarażu posta­nawia nową ulicę nazwać ulicą Sienkiewicza; pisarz dziękuje listem burmi­strzowi Jakubowi Krukowi. — Według sprawozdania publicznej biblioteki rosyjskiej w Dorpacie największą poczytnością cieszyli się: Tołstoj (205 czy­telników), Sienkiewicz (124), Zola (106).

„Kraj” 1897, XVI, nr 35, s. 22; 1897, nr 40, s. 27 (urywek listu do J. Kruka), (Dodatek literacko-artystyczny). — Kruk J., lato 1907, Listy, t. III, cz. 1, s. 400.

Wenecja. 4 IX Sienkiewicz przybywa z dziećmi do Wenecji i z pobytu zdaje bardzo szczegółowe relacje Potkańskiemu. Mieszka w hotelu „Bauer- Grunwald”, pracę nad powieścią odkłada, dokładnie zwiedza miasto, urzą­dza dużo wycieczek do miast innych, m.in. do Padwy (skąd pochodzi list do Janczewskiej z dziwaczną datą 22 VII [!] zam. IX, z błędnym podaniem dnia) i w początkach października powraca do Warszawy. — Pobyt w Trieście.

Potkański K., L 39, 40; Listy, t. III, cz. 3, s. 86-89. — Janczewska J., L 447, 448; tamże, t. II, cz. 3, s. 226-230. — Szetkiewiczowie K. i W, L 122; tamże, t. V cz. 1, s. 418, 419. — Osbergerowa Z., L 1; tamże, III, cz. 2, s. 284-287.

Powrót do Warszawy. 8 X prasa donosi o powrocie pisarza, któ­ry w tydzień później (17 X) udaje się do Radziejowic.

„Słowo” 1897, nr 229. — Rembowski A., L 2; Listy, t. III, cz. 3, s. 341, 342.

Wyjazd do Carrary. Prace nad pomnikiem Mickiewicza wymaga­ją wyjazdu przedstawicieli Komitetu do Carrary we Włoszech, dla obejrzenia marmuru na cokół i zaakceptowania planów Godebskiego. Sienkiewicz prze­prowadza pomysł, by z członkami jadącymi na koszt własny wyjechał jako ekspert St. Witkiewicz na koszt Komitetu. Plan ten udaje się. 15 XI Sienkie­wicz bawi w Krakowie, 18 XI w Carrarze, gdzie 21 XI podpisuje protokół w sprawie pomnika.

„Kraj” 1897, XVI, nr 50, s. 29. — Wasilewski Z., Pomnik Mickiewicza w Warszawie, 1897­-1898, Warszawa 1899, nr 29, s. 50. — Potkański K., L 42 (zabiegi o namówienie Witkiewicza, dla którego wyjazd do Włoch był konieczny ze względu na stan zdrowia); Listy, t. III, cz. 3, s. 93-96. — Janczewska J., L 451; tamże, t. II, cz. 3, s. 241-244. — Górski K. M., L 10; tamże, t. I, cz. 2, s. 300-302. — Sienkiewicz H. J., L 2-4; tamże, t. IV, cz. 3, s. 8-16. — Sienkiewiczówna H., L 15; tamże, t. IV, cz. 3, s. 398, 399.

Pomoc finansowa dla rodziny i przyjaciół. Stypen­dium akademickie Sienkiewicz przyznaje Janowi Komierowskiemu, który rychło zapada na chorobę nerwową i umiera; równocześnie, prócz troski o dożywocie dla siostry Heleny, pomocy potrzebuje siostra Zofia, której mąż stracił posadę; pomocy wreszcie wymaga przyjaciel, Karol Potkański, któ­remu po utracie majątku należy doraźnie pomóc. Sprawy te przewijają się w korespondencji Sienkiewicza z rodziną i znajomymi.

Janczewska J., L 446; Listy, t. II, cz. 3, s. 224. — Potkański K., L 43, 44; tamże, t. III, cz. 3, s. 96-100. — Górski K. M., L 9; tamże, t. I, cz. 2, s. 299, 300.

Praca nad Krzyżakami w Nicei. 23 XI, pozostawiwszy Witkiewicza na Riwierze włoskiej Sienkiewicz „dla spokojnego pisania” po­wieści jedzie do Nicei, mieszka w „Hôtel Julien” i po parutygodniowym po­bycie wraca na święta do Warszawy.

Górski K. M., L 10; Listy, t. I, cz. 2, s. 300-302. — Potkański K., L 45; tamże, t. III, cz. 3, s. 101, 102. — Janczewska J., L 451; tamże, t. II, cz. 3, s. 241-244. — „Kraj” 1897, XVI, nr 50, s. 29. — Sienkiewicz H. J., L 3; Listy, t. IV, cz. 3, s. 11-13. — Sienkiewiczówna H., L 15; tamże, t. IV, cz. 3, s. 398, 399.

Koniec roku. Zwykłe polowanie świąteczne u Krasińskich w Radzie­jowicach i zachwyty nad Antygoną w przekładzie Morawskiego, otrzymaną od tłumacza, z którym pisarz dzieli się zarówno entuzjazmem, jak uwagami krytycznymi, przypadają na drugą połowę grudnia spędzoną w Warszawie.

Janczewska J., L 452; Listy, t. II, cz. 3, s. 244-247.
1898
Pożegnanie Kazimierza Pochwalskiego przed jego przeprowadzką do Wiednia. Dnia 18 stycznia Sienkie­wicz urządza w Krakowie pożegnanie Pochwalskiego, na które zaprasza Lu­dwika Michałowskiego, Konstantego Marię Górskiego, Karola Potkańskiego i Zygmunta Cieszkowskiego.

Popularność Sienkiewicza. O wzrastającej popularności pi­sarza świadczą wywiady, udzielane przez niego z początkiem r. 1898 a za­wierające (nie z jego winy) wiadomości nie zawsze prawdziwe. Jeden z nich, przeprowadzony dla „Kraju” przez Mariusa (Wł. Rabskiego?), przedrukował niemiecki dziennik „Politik” w Pradze, inny, bałamutny, pojawił się w „Goń­cu Łódzkim”.

„Kraj” 1898, XVII, nr 4 (Marius); 1898, XVII, nr 15, s. 39; „Politik” XVII, nr 8 (Dodatek literacko-artystyczny), s. 92 (z nru 7 „Gońca Łódzkiego”).

Jubileuszowy dar dla Sienkiewicza. Pisarz otrzymał „wspaniały prezent: części łańcuchów Jagiellonów i Wazów, część różańca Ba­torego, perły Anny Jagiellonki (cząstka), zapinki Cecylii Renaty i wstążkę or­derową Kościuszki”. — Ukazało się Album jubileuszowe Henryka Sienkiewicza.

Potkański K., L 47; Listy, t. III, cz. 3, s. 107, 108. — Wolff A. R., L 47; tamże, t. V cz. 2, s. 457.

Quo vadis jako opera polska. Prasa podaje za „Kurierem Polskim” wiadomość, iż Emil Młynarski od dwu lat pracuje nad Ligią, do któ­rej libretto pisać ma Kazimierz Laskowski.

„Kraj” 1898, XVII, nr 4, s. 26.

Pomysł wystawienia Antygony. Sienkiewicz, zachwycony przekładem Antygony pióra K. Morawskiego, w liście do B. Ładnowskiego z końca stycznia wyraża zastrzeżenia co do wznowienia Na jedną kartę na be­nefis artystki Marcello, namawia natomiast gorąco adresata, by wprowadził na scenę tragedię Sofoklesa.

Ładnowski B., (ok. 20 I); Listy, t. III, cz. 2, s. 5-7.

Wyjazd do Nicei. Dnia 7 II Sienkiewicz z córką wyjeżdża do Nicei przez Kraków i Wiedeń, mieszka w „Hôtel des Princes”, następnie „Rivoir”, do poduszki czytuje pisarzy łacińskich i pamiętniki Anny Potockiej i pisze cz. IV Krzyżaków (początkowo w pokoju bez stołu).

Janczewska J., L 453; Listy, t. II, cz. 3, s. 247-250. — Wodziński A., L 18; tamże, t. V cz. 2, s. 360-362. — „Kraj” 1898, XVII, nr 5, s. 34. — Szetkiewiczowie K. i W, L 123; Listy, t. V cz. 1, s. 419-421. — Hirszband B., tamże, t. I, cz. 2, s. 348, 349.

Sienkiewicz we Włoszech. W notce pod tym tytułem „Kraj” donosi o druku w „Corriere di Napoli” Rodziny Połanieckich, drugiej z rzę­du powieści Sienkiewicza we Włoszech (pierwszą była Quo vadis) uważanej przez czytelników włoskich za najlepszą powieść tego okresu. Rodzinę Poła­nieckich tłumaczy Fryderyk Verdinois na podstawie przekładu francuskiego, ponieważ języka polskiego nie znał.

„Kraj” 1898, XVII, nr 15, s. 39.

Honorarium amerykańskie. Wydawca Little, Brown &amp;amp; Co przekazuje 11 000 fr. tytułem honorariów za przekłady. W Ameryce krą­żą przesadne anegdoty o dochodach Sienkiewicza, sięgających jakoby 50 000 dolarów rocznie.

„Kraj” 1898, XVII, nr 17, s. 29. — Janczewska J., L 454; Listy, t. II, cz. 3, s. 252. — Little, Brown and Company, tamże, t. V cz. 3, s. 180, 181.

Reklama Sienkiewicza. Na Kongresie Bibliograficznym w Pary­żu K. M. Górski ma referat o literaturze polskiej najnowszego dwudziestolecia, w którym uwydatnił rolę Sienkiewicza; Niemiec Kurth, omawiając produkcję pisarza polskiego wskazywał na sukces Quo vadis drukowanego w Ameryce w 400 000 egzemplarzy. Sam Sienkiewicz w liście do Janczewskiej z 17 VIII zaznaczał, iż w Ameryce Quo vadis doszło jakoby do 800 000, i z humorem opowiadał o reporterze amerykańskim, nazwiskiem Sherard, który „ścigał mnie tu literalnie jak pies zająca”, by przeprowadzić wywiad i dokonać zdjęć. Abakanowicz znowuż przekonywał Sienkiewicza, iż powinien napisać powieść o Washingtonie, która przyniosłaby mu miliony dolarów.

„Kraj” 1898, XVII, nr 17, s. 14. — Janczewska J., L 454; Listy, t. II, cz. 3, s. 258.

Nowy tłumacz francuski. Obok Wodzińskiego poczyna dzieła Sienkiewicza przekładać na francuski Bronisław Kozakiewicz, który rozpoczął pracę nad Quo vadis. Kozakiewiczowi, synowi emigranta paryskiego, czło­wiekowi obrotnemu, udaje się istotnie z biegiem czasu upowszechnić dzieła Sienkiewicza we Francji. Korespondencja z nim Sienkiewicza znajduje się w Bi­bliotece Narodowej, o początkowych kłopotach z jego pracami mówią listy do Wodzińskiego, z którym zresztą Kozakiewicz miał rychło współpracować.

Wodziński A., L 19-21; Listy, t. V cz. 2, s. 362-370. — Kozakiewicz Br., tamże, t. III, cz. 1, s. 190-269.

Zgon Kazimierza Szetkiewicza. 24 marca umiera teść pisa­rza. „...świeżo zmarł mój teść, do którego byłem szczerze i prawdziwie przy­wiązany”.

Wodziński A., L 19; Listy, t. V cz. 2, s. 362. — Potkański K., L 49; tamże, t. III, cz. 3, s. 111. — Sienkiewiczówna H., L 18; tamże, t. IV, cz. 3, s. 402, 403. — Stankiewicz Wł., tamże, t. V, cz. 1, s. 71-72.

Budowa pomnika Mickiewicza w Krakowie. Sien­kiewicz należał początkowo do krakowskiego Komitetu Budowy Pomnika Mickiewicza dłuta Teodora Rygiera, ale wycofał się, nie mając przekonania do jego twórcy. Pomnik odsłonięto 26 czerwca 1898.

Rygier T., Listy, t. III, cz. 3, s. 379-381. — Sanguszko E., L 2; tamże, s. 391-393. — Jaworski Wł. L., L 1, 2; tamże, t. III, cz. 1, s. 40-44. — Komitet Budowy Pomnika Adama Mickiewicza w Krakowie, tamże, t. V cz. 3, s. 161.

Budowa pomnika Mickiewicza w Warszawie. 1 maja Sienkiewicz podpisuje akt erekcyjny pomnika wmurowany w jego fundament a ułożony przez pisarza przy pomocy dra J. Peszkego. 6 V następuje wmuro­wanie aktu.

Wasilewski Z., Pomnik Mickiewicza w Warszawie, 1897-1898, Warszawa 1899, s. 64-66. — Tenże, Pamiętam Sienkiewicza, „Kurier Poznański” 1936, nr 538. — Kawyn S., Pod szczęśli­wym panowaniem, „Wiadomości Literackie” 9 XII 1934, nr 577. — Komitet Budowy Pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie, L 1, 2; Listy, V cz. 3, s. 162-164.

Poznanie E. Orzeszkowej. W połowie maja Ignacy Baranow­ski doprowadza do spotkania Sienkiewicza z Orzeszkową. Relacja o tym wy­darzeniu w liście Orzeszkowej do Baranowskiego z 28 V zawiera mało szcze­gółów, samo zaś spotkanie nie wpłynęło na ożywienie stosunków między dwojgiem powieściopisarzy.

Orzeszkowa E., Listy, t. II, cz. 2, s. 63, 64. — Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wro­cław 1958, t. IV s. 48-90.

Wyjazd do Francji. Korespondent „Kraju” donosi: „Henryk Sienkiewicz wyjechał w sobotę d. 28 maja z Warszawy. Zatrzymawszy się na krótko w Krakowie, uda się do Parc St Maur pod Paryżem, a potem — jak donosi «Słowo» — z córką i synem do Bretanii; w końcu lipca zjedzie do Ragaz w Szwajcarii, a po odbyciu tamże kuracji przybędzie do Zakopanego. Do Warszawy nie wróci zapewne przed wrześniem. W czasie podróży swojej, po krótkim odpoczynku, przystąpi do pisania V części Krzyżaków, tak jak to robił z innymi wielkimi powieściami swymi. Wszystkie, jeśli nie w całości, to w znacznej części, pisał Sienkiewicz podczas przedsiębranych przez siebie wycieczek za granicę i rękopis w miarę pisania nadsyłał do druku”.

„Kraj” 1898, XVII, nr 21, s. 23; 1898, nr 24, s. 11 (Parc St Maur). — Szetkiewiczowa W, L 124, 125; Listy, t. V cz. 1, s. 421-424.

Pisarz jedzie w towarzystwie córki, zatrzymuje się w Berlinie i Kolonii (3 VI), po wyjeździe zaś syna i Ignacego Chrzanowskiego przenosi się z rodziną do Ploumanach, stamtąd zaś, wskutek epidemii wysypki, do niedalekiego Trestraou, gdzie spędza czas od 7 do 15 VII.

Janczewska J., L 456; Listy, t. II, cz. 3, s. 255. — Górski K. M., L 11-13; tamże, t. I, cz. 2, s. 302-305. — Potkański K., L 26, 27, 55; tamże, t. III, cz. 3, s. 121, 122. — Wodziński A., L 21; tamże, t. V cz. 2, s. 368-370. — Sienkiewiczówna H., L 16; tamże, t. IV, cz. 3, s. 400, 401.

„W r. 1898, w lecie, niżej podpisany miał szczęście bawić z Sienkiewiczem u jego przyjaciela Brunona Abakanowicza na wyspie Ploumanach w Bretanii. Sienkiewicz pracował wówczas w dalszym ciągu nad Krzyżakami — zamy­kał się w swoim pokoiku na cztery spusty i pracował od pół do dziewiątej rano do południa, po czym wychodził na plażę, często blady i — dosłownie — ze spotniałym czołem. Otóż, kiedy go niżej podpisany zapytał, co go tak męczy, odpowiedział: «Praca nad prostotą stylu»”.

Chrzanowski I., Ze wspomnień o Sienkiewiczu, „Gazeta Warszawska” 24 XII 1930, nr 375 = Studia i szkice, Kraków 1939, t. 2, s. 198.

„Było jasno, ładnie — i widok na port, na pełne morze, na Siedm Wysp — więc pisało dobrze się i łatwo. Dużom ułożył, dużom wymyślił — dużom trudności i szkopułów przezwyciężył — więc teraz tylko pisać i pisać”.

Janczewska J., L 456; Listy, t. II, cz. 3, s. 257, 258.

Na jedną kartę na scenie rosyjskiej. 1 VII Teatr Ozierkowskij w Petersburgu wystawia dramat Sienkiewicza na benefis aktora Jakowlewa.

„Kraj” 3 VII 1898, XVII, nr 27, s. 20.

Paryż. Spotkanie z Reymontem. Wysławszy dzieci do kraju, Sienkiewicz jedzie do Paryża, mieszka w hotelu „Bedford”, w Parc St Maur zaś poznaje Reymonta:

„Przyjeżdżał także do Parc St Maur Reymont: młody, okropnie nieokrzesa­ny, utalentowany, głodny, goleńki... Zaproponowałem mu pożyczkę czy niby zaliczkę od «Słowa» 100 fr. i wyobrazisz sobie, jak mu się palce zakrzywiły. Zawsze nie mogę zapomnieć, że to i ja byłem niegdyś także może utalentowany, a na pewno goleńki — i aż dziw, i zastanawia mnie to, że np. mnie nikt nigdy nawet takiej propozycji nie zrobił...”.

Janczewska J., L 456; Listy, t. II, cz. 3, s. 260, 261.

Pobyt w Trestraou p. Perros-Guirec (Côte du Nord). Ze względu na rodzaj odry (la roubiole), na którą zapadła w Ploumanach Zoś­ka Abakanowicz, Sienkiewicz przenosi się w lipcu wraz z dziećmi do pobliskiej miejscowości Trestraou.

Górski K. M., L 12, 13; Listy, t. I, cz. 2, s. 303-305. — Potkański K., L 55, 56; tamże, t. III, cz. 3, s. 121-126. — Szetkiewiczowa W, L 126-128; tamże, t. V, cz. 1, s. 425-430.

Październik w Warszawie. Sienkiewicz urządza mieszkanie i pisze Krzyżaków.

„Pogoda zła. Siedzę i piszę. Z mieszkaniem skończyłem. Wyobraź sobie: Meble w salonie nie są obdarte, a ten obskurny pokój Heniowy zrobił się czysty jak szklanka i prawie ładny. — Mebelki tam kazałem jednak pokryć, bo były niemożliwe. Są jasne — i takiż parawanik. Dziury w ścianach pozasłaniane obrazkami. Biała jak śnieg firanka, nowa roleta — na stołach serwety, w oknie chryzantemy. Nie poznasz! Ze swego afrykańskiego perkalu kaza­łem zrobić firankę do jadalnego, gdzie lampa dostała ciemnik ładny. Stosy brudnych gazet są wyniesione, kredensy uprzątnięte, klamki poczyszczone. Nie poznasz! Szezlong w salonie też nowo obity na zielono. Nie poznasz! Razem wszystko, tj. obicia, firanki, serwety etc., etc., kosztowało mnie 69 rs z kopiejkami. I trzeba było trochę reformy, bo z powodu pomnika będą mnie odwiedzać i swoi, i obcy...”.

Janczewska J., L 457 (4 X); Listy, t. II, cz. 3, s. 264, 265.

„Co do mnie, widuję dużo ludzi takich, którzy mają do mnie interesa, ale bywam mało. Wieczorami siaduję w domu. Na ostatnim tylko piątku Benniego widziałem dużą gromadę i byłem wymowny, jak Zagłoba bywał waleczny — w ostateczności i z rozpaczy”.

Janczewska J., L 444 (458) (11 X); Listy, t. II, cz. 3, s. 266, cytat. — Szetkiewiczowa W, L 129; tamże, t. V, cz. 1, s. 431-433.

Trylogia w wydaniu Wawelberga. 18 X „nowe tanie wy­danie Tryl[ogii] zbliża się do końca”.

Janczewska J., L 459, Listy, t. II, cz. 3, s. 269.

Prywatny obchód dwudziestopięciolecia. Korespon­dent „Kraju” w artykuliku Dar dla Sienkiewicza zdaje sprawę z uroczystego „Piątku” Benniego. Z relacji tej wynika, że ponieważ Sienkiewicz wymówił się od wszelkich owacyj ze względu na uroczystości Mickiewiczowskie — urzą­dzono pisarzowi owację prywatną; w salonie dra Karola Benniego ofiarowa­no mu marmurowe jego popiersie na dębowej kolumnie, owitej gałęzią lauru —i opatrzonej tablicą, na której wyryto podpisy ofiarodawców. Biust większy niż naturalnej wielkości wykonał artysta rzeźbiarz Pius Weloński. Przema­wiał radca Kłobukowski, Pług przemówił wierszem do jubilata. Rozrzewnio­ny Sienkiewicz odpowiedział podobno szczerze, prosto, skromnie. Oficjalny jubileusz pisarza odłożono do roku przyszłego.

„Kraj” 1898, XVII, nr 41, s. 18 (Dodatek literacko-naukowy). — Wrotnowski L., L 14; Listy, t. V, cz. 2, s. 555.

[caption id="attachment_1516" align="alignnone" width="850"] Autoportret Sienkiewicza rys. piórkiem 14 IV 1898 r[/caption]

Otrzymanie od o. Euzebiusza Rejmana, przeora Ja­snej Góry, kuli szwedzkiej z czasów potopu szwedz­kiego.

Rejman E., L 1; Listy, t. III, cz. 3, s. 335, 336.

Praca nad powieścią. Zajęcia związane z pomnikiem Mickiewi­cza, pisanie Krzyżaków i hemoroidy stanowią treść listów Sienkiewicza z koń­ca roku.

„Roboty mam tyle — pisze on w połowie grudnia — z powodu 24, że ledwie żyję. Krzyżaków też nie mogę przerwać. Bywam tak zmęczony, jakby mnie kto obił”.

Janczewska J., L 460; Listy, t. II, cz. 3, s. 271.

„Do końca grudnia postaram się skończyć nową część Krzyżaków, a po­tem muszę zrobić operację i pozbyć się skutków siedzącego życia [...]. Zajmie to razem ze trzy tygodnie czasu. Potem zapewne gdzieś wyjadę na dokończe­nie Krzyżaków — i oczywiście na Kraków”.

Potkański K., L 29 (2 XI); Listy, t. III, cz. 3, s. 128, 129.

Uroczystości Mickiewiczowskie. Wyznaczone na dzień 24 XII odsłonięcie pomnika Mickiewicza, wskutek zarządzeń policyjnych otrzymuje charakter nieprzewidziany. Sienkiewicz przygotował mowę, żą­dając, by przeszła ona przez cenzurę generał-gubernatora lub ministra, a nie zwykłego cenzora, i wysłał ją uprzednio do Galicji, gdzie z początkiem stycz­nia wydrukował ją „Czas”. Tymczasem mowy zostały zabronione i uroczy­stość odbyła się wśród głuchego milczenia, mowa zaś przygotowana ukazała się w druku na terenie Warszawy dopiero w zbiorku Dwie łąki (1908). Rola wiceprezesa Komitetu zredukowała się do tego, iż prowadził on pod ramię do stóp pomnika córkę Mickiewicza, Marię Gorecką. Poświęcenia pomnika dokonał ks. Jan Siemiec.

Radziwiłł M., L 8; Listy, t. III, cz. 3, s. 332. — Dzienniki warszawskie, zwł. „Kurier War­szawski” i „Kurier Codzienny”, z 24 XII 1898, numery specjalne poświęcone Mickiewiczowi i odsłonięciu pomnika. — Potkański K., L 29; Listy, t. III, cz. 3, s. 63-66. — Hoesick F., Warsza­wa, Poznań 1920, s. 393-400. — Gorecka M., L 4; Listy, t. I, cz. 2, s. 285, 286. — Z. Wasilew­ski, Pomnik Mickiewicza w Warszawie, 1897-1898, Warszawa 1899. — Ks. Jan Siemiec, Listy, t. III, cz. 3, s. 421, 422. — Godebski C., L 1, 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 451-454. — Szanior Fr., tam­że, t. V cz. 1, s. 93, 94, podziękowanie za „stworzenie pięknego skweru”. — Wrotnowski L., L 14; tamże, t. V, cz. 2, s. 555. — Dziekoński J., tamże, t. V cz. 3, s. 50, 51. — Komitet Budowy Pomnika Mickiewicza w Warszawie, tamże, t. V cz. 3, s. 162-164). — Redakcja „Kuriera War­szawskiego”, L 1; tamże, t. V cz. 3, s. 287, 288. — Redakcja „Tygodnika Romansów i Powieści”, tamże, t. V cz. 3, s. 359, 360.

Sienkiewicz wraz z członkami Komitetu zostaje przyjęty przez ks. Imeretyńskiego i spotyka się z „odznaczeniem” za działalność w sprawie pomnika.

„Czas” 1898, nr 296.

27 XII Kronenberg urządza raut na 500 osób dla uczczenia twórcy pomni­ka, Cypriana Godebskiego. Radziwiłł i Sienkiewicz wprowadzają uroczyście rzeźbiarza.

29 XII Komitet urządza w Resursie Kupieckiej ucztę dla Godebskiego, któremu Sienkiewicz wręcza złoty medal. Obok przemówienia ku jego czci wznosi toast ze słowami uznania dla dra Benniego, redaktor zaś „Kuriera Co­dziennego”, St. Libicki, w toaście sławi zasługi Sienkiewicza.

Rok Mickiewiczowski, Lwów 1899, cz. II, s. 210, 211, podany najpełniejszy opis wszyst­kich uroczystości warszawskich i przytoczone przemówienia.

Po zakończeniu uroczystości Sienkiewicz ogłasza 27 XII w „Kurierze Warszawskim”, nr 356, list w sprawie zasług około pomnika Adama Pługa (A. Pietkiewicza).

Na obchód Mickiewiczowski w Petersburgu Sienkiewicz wysyła za pośred­nictwem redakcji „Kraju” depeszę z pozdrowieniem dla pisarzy rosyjskich, zakończoną słowami: „Cześć podniosłym uczuciom i ludziom dobrej woli”.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 1, s. 32. — Nowodworski F., list z 14 I 1899 (a nie 1898, jak za au­tografem podano D 56, s. 5); Listy, t. III, cz. 2, s. 235-237.

Jeremiah Curtin o Sienkiewiczu. Amerykański tłumacz Sienkiewicza J. Curtin (1838-1907) ogłasza w miesięczniku „The Century” w r. 1898 artykuł o pisarzu polskim, w urywkach przełożony w dwa lata póź­niej przez J. Muczkowskiego:

„«Zajmując się badaniami etnograficznymi w Instytucie Smithsona w Wa­szyngtonie, zamówiłem sobie egzemplarz Trylogii Sienkiewicza. Śledząc z upodobaniem rozwój literatur słowiańskich, wiedziałem, że dzieła te wy­wołały wielkie zainteresowanie wśród Polaków i Rosjan. Wiedziałem także, że były one znacznej objętości, ale zobaczywszy na mym biurku trzynaście tomów o blisko 40 000 stronic, byłem cokolwiek przerażony ich objętością.

Wziąłem się do czytania Trylogii bez zamiaru jej tłumaczenia, odkładając to na czas wolniejszy. Przeglądając Ogniem i mieczem, znalazłem pierwszy rozdział tak znakomitym, że jednym tchem przeczytałem wszystkie cztery tomy. Potem przyszła kolej na Potop i Wołodyjowskiego. Wspaniałe opisy ak­cji i charakterów w tych powieściach były dla mnie źródłem wielkiej i praw­dziwej rozkoszy. Znalazłem nowy umysł, człowieka różnego od innych. — Odkryłem Sienkiewicza! — zawołałem, skończywszy Trylogię. — Czytelnicy amerykańscy będą się rozkoszować tymi dziełami — muszę je przetłumaczyć.

Pomimo licznych zajęć przetłumaczyłem w Waszyngtonie dwa rozdziały Ogniem i mieczem, w sam raz, aby się zabrać serio do dzieła. W jakiś czas później udałem się nad brzegi Oceanu Spokojnego celem dalszych badań nad Indianami. W dzień studiowałem Indian, wieczorem, a często i późno w noc siedziałem nad Ogniem i mieczem i następnego roku nad brzegami rzeki Kla­math skończyłem przekład angielski tej powieści. W tej dzikiej okolicy za­mieszkanej przez Indian i garstkę górników o mało że nie straciłem mego gotowego już manuskryptu podczas przeprawy w spróchniałym czółnie przez głęboki i niebezpieczny Klamath. Straciwszy go, pewnie drugi raz nie byłbym się zabrał do tej pracy, tak byłem zmęczony walką z ludźmi i pustynią. Drugi raz tłumaczyć nie byłoby łatwym zadaniem.

Pewien nowojorski księgarz, który wiedział o mym przedsięwzięciu, zażą­dał ode mnie tłumaczenia. Posłałem mu, ale nie przyjął go, gdyż przedmiot był zupełnie obcy dla niego. Nakładca oświadczył mi, że dzieło wspaniałe i oryginalne, ale dodał, że gdyby Ogniem i mieczem dotykało jakiej interesu­jącej epoki z historii Francji, Niemiec lub Anglii, nie wahałby się ani chwili przyjąć go, ale historia polska to przedmiot zbyt obcy i odległy.

Uczyniłem to, com zamierzał od razu: posłałem manuskrypt wydaw­com Little, Brown i Comp. w Bostonie, którzy już wydali inne moje dzieła. Ogniem i mieczem ukazało się na czas. Powodzenie od razu było ogromne. Książkę przyjęto z takim uznaniem, że postanowiłem zabrać się do Potopu. Pierwszy tom był gotów z końcem 1890, reszta do lata 1891 r. Książka uka­zała się w rok po rozpoczęciu, chociaż w tym czasie byłem bardzo zajęty in­nymi pracami. Wołodyjowskiego tłumaczyłem w Irlandii, gdziem bawił, zbie­rając Opowieści bohaterskie.

Powodzenie Trylogii cieszyło mnie bardzo: miałem w tym nagrodę, że sąd mój o amerykańskich czytelnikach był usprawiedliwiony. Wkrótce po wy­daniu Ogniem i mieczem zacząłem odbierać listy od całkiem mi nieznanych osób, tak mężczyzn, jak i kobiet, ze wszystkich stron amerykańskiej linii. Pi­sali oni do mnie po prostu dlatego, aby mi donieść, że czytali Trylogię z taką rozkoszą, iż czują potrzebę zawiadomienia mnie o tym i podziękowania za przyswojenie tych dzieł czytelnikom amerykańskim».

W lecie 1897 r. nasz uczony członek Smithsoniańskiego Instytutu wybiera się do Europy i szczęśliwy traf sprowadza go do Ragaz, miejsca kąpielowego w Szwajcarii, gdzie właśnie bawi na kuracji Sienkiewicz. Ciekawe to spotka­nie opisuje pan Curtin we wspomnianym wyżej artykule.

«Zajechałem do ‘Quellenhofu’ w porze śniadania. Zarządca hotelu przyjął mnie z tą uprzejmą troskliwością, którą się odznaczają szwajcarscy hotelierzy, i wskazał mi żądany pokój. W sali jadalnej oświadczył mi, ku memu wiel­kiemu zdziwieniu a jeszcze większej radości, że posadzi mnie przy tabldocie obok pewnego polskiego pisarza nazwiskiem Sienkiewicz.

Autor Trylogii dowiedziawszy się, kim jestem, wyraził mi swoją radość i zdziwienie, gdyż usiadłem obok niego zupełnie niespodziewanie, a czytał właśnie amerykańskie wydanie Quo vadis.

Gości było dosyć w ‘Quellenhofie’, kilku Amerykanów, trochę więcej An­glików, Niemców i Francuzów. Byli także i Polacy, jak hr. Tyszkiewicz, towarzysz podróży Sienkiewicza po Afryce, i kilku innych.

W takim to towarzystwie obracał się Sienkiewicz, pracował i żył w od­osobnieniu, trzymając się z dala od towarzystwa, którego jednak nie unikał.

Swoboda i samotność, a przy tym nowożytny komfort gęsto zaludnionego hotelu mają dla mnie wielki urok. W takim miejscu dobrze się pracuje. Takie­go samego uczucia doznaje Sienkiewicz i najwięcej pracuje w hotelach, po­cząwszy od Los Angeles w Kalifornii, gdzie napisał Szkice węglem, aż do ho­telu w Nizzy, gdzie skończył Quo vadis.

W pisaniu trzyma się Sienkiewicz następującej metody:

Wypracowuje naprzód szczegółowy plan i skrupulatnie go spisuje. Plan ten, jak sam o sobie powiada, ‘wre i fermentuje’ w jego głowie. Będąc go­towym do rozpoczęcia dzieła, dzieli swój czas nie na dni, lecz na tygodnie, i tak z tygodnia na tydzień spisuje pewną ilość. Pisze prawie bez poprawek i nigdy nie przepisuje, tak że ma zawsze tylko jeden manuskrypt i ten odsyła do druku. Chociaż cały plan dzieła ma naprzód ściśle obmyślony, ale nie za­wsze ściśle się go trzyma. ‘Wrzenie i fermentacja’ wywołują zmiany i stosownie do tego zmieniają się szczegóły. Obchodzi się przy tym bez pomocy sekre­tarza lub pisarza. Pisać takie dzieła bez przepisywania i poprawek to może najwięcej zadziwiające tour de force w literackim zawodzie. Studia literackie odbywa sam, zwiedza i bada miejscowości, które zobaczyć mu wypada, a czy to pisze w Szwajcarii, czy we Włoszech lub we Francji, wozi z sobą potrzebne książki i zamyka się z nimi podczas godzin pracy, które dla niego zaczynają się o 8 lub 9 rano do 1 po południu, a także i kilka godzin później. Wieczorem po obiedzie nie pisze nigdy.

Pewnego dnia przy śniadaniu oznajmił mi, że właśnie otrzymał telegram z Warszawy donoszący mu, że syn jego był pierwszym w klasie. Był tym bardzo uradowany, a gdym mu winszował, dodając: ‘Sądzę, że pan jest tak samo ucieszony, jak był nim pański ojciec, gdyś pan złożył egzamin’. — ‘Och — odrzekł mi na to Sienkiewicz — ja mam daleko większy powód do radości niż mój ojciec; nigdy nie byłem celującym uczniem ani w szkołach począt­kowych, ani w gimnazjum. Byłem czym innym zajęty — czytałem powieści. Bardzo często, gdy trzeba się było uczyć, ja zagłębiałem się w Skocie lub Du­masie’. — ‘Czytanie powieści nawet w godzinach szkolnych nie było ze szko­dą dla pana’ — rzekłem. ‘Rzeczywiście, było to z korzyścią dla mnie; miałem pociąg do tego i czyniłem zawsze to, co mi najwięcej dogadzało. Syn mój jest zupełnie inny: ma zamiłowanie do nauk ścisłych; elektryczność pociąga go. Dla niego dobry stopień w naukach jest pragnieniem. Córka moja, jak na jej wiek, ma wielkie zdolności narracyjne; ma zamiłowanie do powieści, nawet już jakąś napisała’».

W toku rozmowy kolej przyszła także na literaturę angielską. P. Curtin przytacza własne słowa Sienkiewicza w tym względzie:

«Z powieściopisarzów angielskich najwięcej lubię Dickensa. Jego David­Copperfield zdaje mi się być najwięcej zbliżonym do ludzkiej natury. Ze wszyst­kich utworów [!] angielskich tego stulecia Dickens rozkoszuje się ludźmi, któ­rych opisuje, ma prawdziwe i żywe uznanie dla niezwykłych charakterów.

W literaturze Szekspir stoi całkiem osobno. Jego znajomość ludzi wydaje mi się nadnaturalną. Jestem z podziwem dla jego zmysłu spostrzegawczego i pełnej głębokiej prawdy wyobraźni, zwłaszcza gdy go porównywam z inny­mi pisarzami.

Scott odznacza się prawdziwie fenomenalną siłą opowiadania, ale w jego powieściach jest dużo rzeczy nieprawdziwych. Nieraz na swój sposób przyozdabia i upiększa, inaczej niż myślał. Jego opowiadanie o rycerstwie śre­dniowiecznym zupełnie nie zgadza się z prawdą. Pomimo tego był cudownym pisarzem.

Thackeray jest wielkim powieściopisarzem, ale wydaje mi się zawsze mniej lub więcej uległym towarzystwu i do pewnego stopnia przez nie opanowa­nym, co jest z krzywdą dla artysty.

Tennyson ma śliczny język, ale sztuczny; był poetą nie całej ludzkości, lecz pewnej sfery towarzyskiej, a oddanie się wyłącznie pewnej klasie zawsze osła­bia autora.

Z nowszych Anglików Kipling stoi sam jako autor krótkich opowieści. Du Maurier jest daleko więcej artystą z natury. Opis paryskiego życia artystów w Trilby jest piękny, ale książka ta, chociaż interesująca, jest zbyt fantastycz­ną; zwłaszcza koniec o hipnotyzmie jest ponad wszelką miarę nieprawdziwy.

Z całego Ridera Haggarda poznałem tylko jedną powieść Ona, którą prze­czytałem w Afryce.

Literatura angielska, chociaż bardzo bogata, ma w jednym kierunku, tj. pod względem umysłowego tworzenia, słabą stronę, i zdaje mi się, że się już nie poprawi, tj. w fabule».

Po kilkunastodniowym pobycie opuścił pan Curtin Ragaz, aby się zno­wu spotkać z Sienkiewiczem w Zakopanem. Trafił na niepogodę, więc nic dziwnego, że pierwsze wrażenie było niezbyt korzystne. Także i brak euro­pejskiego komfortu niechętnie usposobił naszego podróżnika. Ale wycieczka do Czarnego Stawu, urządzona przez Sienkiewicza wśród cudownej pogody, wesołe towarzystwo i ochocze tańce górali, które panu Curtin przypominały żywo taniec wojenny Indian, zwanych Seneka, w Nowym Jorku zapisały się na długo w jego pamięci, jak piękny poemat lub romantyczna opowieść”.

Muczkowski J., Jeremiasz Curtin i jego zdanie o Sienkiewiczu, „Tygodnik Ilustrowany” 10 III 1900, nr 10, s. 195-197. — Curtin J., L 1-14; Listy, t. I, cz. 1, s. 163-176. — Mikoś M. J., W pogoni za Sienkiewiczem. Z odnalezionych dzienników Almy Curtin, Warszawa 1994. — Tarnowski St., L 4; Listy, V cz. 1, s. 538, 539.

Umowa Curtina z Sienkiewiczem. Jeremiah Curtin zawarł z Sienkiewiczem umowę 27 grudnia 1898, na mocy której pisarz zobowiązał się przesyłać w rękopisie wszystkie swe dzieła tłumaczowi angielskiemu i nie drukować ich po polsku, zanim nie wyjdą po angielsku. W ten sposób Curtin starał się uniknąć konkurencji innych przekładów angielskich, które mogły być dokonywane nawet bez wiedzy i woli autora.

Medal „Artibus et Litteris”. Sienkiewicz otrzymał od cesa­rza austriackiego Franciszka Józefa medal z dewizą „Sztukom i literaturze”, o czym donosi Potkańskiemu w liście 60 z 8 grudnia 1898.

Potkański K., Listy, t. III, cz. 3, s. 135, 136.

&amp;nbsp;
1899
Wywiad jubileuszowy. „Dwugodzinna wizyta. – Ul. Wspólna, nr 24, II piętro. Pracownia pełna dzieł sztuki i starożytności, portrety pisarza i jego zmarłej żony malowane przez Pochwalskiego, biust dłuta Welońskiego; na ścianie stara broń, trofea i przybory myśliwskie; szafka z przekładami dzieł gospodarza na języki obce, świeżo wzbogacona armeńskim wydaniem noweli Pójdźmy za Nim; żywe jej dopełnienie stanowi Jeremiah Curtin, który przybył do Warszawy na uroczystości Mickiewiczowskie i przywiózł Sienkiewiczowi zbytkowne wydanie własnego tłumaczenia Quo vadis.

Rozmowa toczy się na temat przekładów Sienkiewicza w różnych krajach, dając ogólnikowy rzut na zagadnienie «Sienkiewicz wśród obcych», przechodzi na dzieje powstawania dzieł pisarza, podane również bardzo ogólnikowo, porusza jego poglądy na «modernistów», z których Sienkiewicz wymienia Żeromskiego, Sieroszewskiego, Przybyszewskiego, Tetmajera i wysoko cenionego przez siebie Rydla, obejmuje sprawę stosunków w Galicji, Poznańskiem i Królestwie Polskim, kończy się wreszcie uwagami o zapowiadanym jubileuszu. Sienkiewicz za «pierwszy utwór», od którego liczy swą działalność powieściopisarską, uważa Na marne, choć wspomina o pracach dawniejszych, studenckich, oraz o utworach, jak Selim Mirza, nie włączonych do Pism”.

Marius [Rabski Władysław], U H. Sienkiewicza, „Kraj” 1899, XVIII, nr 3, s. 16.

Przemówienie ku czci I. J. Paderewskiego. 16 I na uczcie dla Paderewskiego w Resursie Kupieckiej w Warszawie Sienkiewicz improwizuje mowę ku czci znakomitego muzyka.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 3, s. 10. – Hoesick F., Warszawa, Warszawa 1920, s. 401-420, rozdz. pt. Paderewski w Warszawie.

W Nałęczowie. 23 I Sienkiewicz powraca z Nałęczowa.

Woronieccy M. i F., L 7; Listy, t. V, cz. 2, s. 482, 483.

Wyjazd do Krakowa. Ok. 20 II Sienkiewicz, zaalarmowany wiadomością o szkarlatynie w domu Janczewskich, gdzie mieszkał jego syn, jedzie do Krakowa, zabiera chłopca do Hotelu Saskiego, w czasie zaś tego pobytu odwiedza sparaliżowanego J. Klaczkę.

Janczewska J. L 492 (23 III); Listy, t. II, cz. 3, s. 274, 275. – Szetkiewiczowa W, L 130; tamże, t. V cz. 1, s. 433, 434.

Wysoka ocena poematu Qui amant K. Tetmajera, wyrażona w liście do niego z 1 lutego 1899.

Tetmajer K., Listy, t. V cz. 2, s. 550, 551.

Autoryzacja węgierskiego przekładu Quo vadis. Tłumacz węgierski Szambach otrzymuje 16 II prawo przekładu powieści i propozycję wydania jej z ilustracjami.

Praun J., L 5; D 56, s. 93, 94; Listy, t. III, cz. 3, s. 226, 227.

Postępowanie spadkowe w rok po śmierci Kazimierza Szetkiewicza.

Brzeziewicz E. M., L 1, 2; Listy, t. I, cz. 1, s. 104-106. – Sygietyński A., L 1; tamże, t. V cz. 1, s. 86.

Kasa Literacka Warszawska. 17 III w redakcji „Kuriera Warszawskiego” 56 literatów pod przewodnictwem Ludwika Jenikego wybiera komitet Kasy Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy. W cztery dni później komitet ten, zebrawszy się w mieszkaniu Sienkiewicza, jego wybiera prezesem. Wskutek tego Sienkiewicz zwołuje i zagaja pierwsze zgromadzenie ogólne nowej instytucji w sali Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. – Rezygnację z tej prezesury składa na ręce H. Struvego 21 października 1899.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 11, s. 28; 1899, nr 12, s. 26. – Czempiński J., Kasa Literacka, Warszawa 1929, s. 11-13, 15. – Struve H., L 1; Listy, t. V, cz. 1, s. 76. – Woronieccy M. i F., L 14; tamże, t. V, cz. 2, s. 488.

Legenda Na Olimpie. W połowie kwietnia powstaje legenda dowodząca, „że chrześcijaństwo zachowuje sztuki piękne i uszlachetnia miłość”. 18 IV autor poleca sporządzić jej odbitkę do użytku tłumaczy i rozsyła ją przyjaciołom. Od Potkańskiego dowiaduje się o nieznanym sobie obrazie Maxa Klingera, malarza niemieckiego, na temat analogiczny („Co za szczęście, żem się spotkał z malarzem, nie z literatem”, zauważa przy tej sposobności). Utwór swój Sienkiewicz przeznacza dla jednodniówki Sami sobie, wydanej w rok później na rzecz Kasy Literackiej. Wcześniej zaś, w cyklu rautów, mających zasilić jej fundusze, odczytuje legendę publicznie 25 V, w Resursie Kupieckiej.

W korespondencji z Gawalewiczem i Wodzińskim rozsiane są interesujące uwagi o tekście legendy.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 20, s. 27. – Gawalewicz M., L 4; Listy, t. I, cz.1, s. 441. – Krechowiecki A., L 8; tamże, t. III, cz. 1, s. 322-325. – Janczewska J., L 463; tamże, t. II, cz. 3, s. 277. – Potkański K., L 32; tamże, t. III, cz. 3, s. 142. – Wodziński A., L 25; tamże, t. V cz. 2, s. 376-378. – Pietkiewicz A. (Adam Pług), tamże, t. III, cz. 2, s. 441, 442. – Potkański K., L 63; tamże, t. III, cz. 3, s. 142-144. – Curtin J., L 6; tamże, t. I, cz. 1, s. 168-170.

Autobiografia. 13 IV proszony o szczegóły autobiograficzne przez Stefana Dembego, zbierającego materiały do zamierzonego słownika pisarzy polskich, Sienkiewicz wymawia się brakiem czasu i pamięci i proponuje wywiad, ostatecznie jednak szkicuje swą autobiografię, ogólnikową, ale jedyną, jaką znamy.

Demby S., L 2; D 54, s. 151-153 (Autobiografia); Listy, t. I, cz. 1, s. 197-200, list 4.

Portret Henryka Józefa Sienkiewicza wykonany przez K. Mordasewicza.

Potkański K., L 62; Listy, t. III, cz. 3, s. 138-141.

Zamierzony wyjazd do Francji. Dla ukończenia Krzyżaków autor zamierza w połowie maja wybrać się do Parc St Maur, odczyt jednak na rzecz Kasy Literackiej, a następnie choroba gardła zatrzymują go na maj i czerwiec w Warszawie.

Janczewska J., L 465 (ok. 6 V); Listy, t. II, cz. 3, s. 279. – „Kraj” 1899, XVIII, nr 24, s. 22.

List na jubileusz Puszkina. W początkach czerwca Sienkiewicz pisze na ręce redaktora Espera Uchtomskiego w Petersburgu list na stulecie urodzin Puszkina. Proponuje, by wydawcy rosyjscy, robiący znakomite interesy na jego dziełach a nie płacący mu honorariów, opodatkowali się na rzecz głodującej podówczas ludności rosyjskiej.

„Kurier Warszawski” 8 VI 1899, nr 156. – „Kraj” 1899, XVIII, nr 22, s. 14, 15. – D 54. – Potkański K., L 64; Listy, II, cz. 3, s. 144-146.

Pomysły dramatyczne. Korespondent „Kraju”, podając wiadomość o chorobie pisarza i wyjeździe do Zakopanego, zaznacza: „Następnie, dla wypoczynku, zabierze się do przerobienia ostatniego aktu swego dramatu Na jedną kartę i – jak powiada – musi napisać coś dla sceny, ale dla odmiany komedię bardzo wesołą i bardzo ożywioną”.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 24, s. 22.

Bankiet krakowski. W drodze do Zakopanego Sienkiewicz zatrzymał się w Krakowie, gdzie na jego cześć odbyła się w „Grand Hotelu” uczta, wydana przez członków Akademii Umiejętności. Przemawiali: sekretarz jeneralny Akademii prof. St. Smolka, Wł. Spasowicz i Julian Dunajewski, który wyraził Sienkiewiczowi nie tylko osobiste uczucia, ale i wdzięczność całego narodu. Stanisław Tarnowski wzniósł zdrowie Spasowicza, Sienkiewicz wzniósł toast na cześć Dunajewskiego. Ucztę zakończył prof. Milewski toastem „Kochajmy się”.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 25, s. 22. – Górski K. M., L 14; Listy, t. I, cz. 2, s. 305, 306.

Lipiec w Zakopanem. W Zakopanem autor Krzyżaków rozczytuje się w pracach Smolki, dotyczących Zakonu; szczególnie interesuje go sprawa satanizmu krzyżackiego, doniosła z tego względu, iż w redakcji książkowej występuje nieco inne ujęcie tych zagadnień aniżeli w pierwodruku.

Górski K. M., L 15; Listy, t. I, cz. 2, s. 306, 307. – Smolka St., L 25, 26; tamże, t. V cz. 1, s. 62-65. – Wodziński A., L 26; tamże, t. V cz. 2, s. 378, 379. – Wolff A. R., L 50; tamże, t. V cz. 2, s. 458, 459. – Sienkiewiczówna H., L 19, 20; tamże, t. IV, cz. 3, s. 403-412.

Wywczasy w górach przedstawicieli świata artystycznego upamiętnił korespondent „Kraju”, Ferdynand Hoesick, donosząc o wykonaniu popiersia Sienkiewicza przez Nalborczyka, „profesora zakopiańskiej szkoły rzeźbiarskiej”, i opisując „gości zakopiańskich”:

„Pogoda czy słota, święto czy dzień powszedni, przed południem czy po południu – w zakładzie p. Płonki (dzisiejszego właściciela cukierni) zawsze pełno, w pewnych zaś godzinach, między 10 a 12 w południe zbiera się tu na drugie śniadanie, na poziomki lub butersznyt z «giewontówką», cała bawiąca w Zakopanem literatura polska i sztuka z Sienkiewiczem na czele.

Prezydiuje siedzący w samym rogu werandy autor Krzyżaków, a rozmowa toczy się de omnibus rebus, najczęściej o polityce i sprawach literackich [...]. Ze się na tych zebraniach «w cukierni» nie nudzono, tego dowiedli Sienkiewicz i Wyczółkowski, którzy pod wpływem mile spędzonych chwil na werandzie «u Skowronka» unieśmiertelnili obie towarzyszki tych literacko-artystycznych sympozjonów: Sienkiewicz pisząc do pani Osb[ergerowej] swój znany wiersz Kiedy się Panu Bogu jaka Polka uda, Wyczółkowski malując portret panny Krys. na tle Giewontu”.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 27, s. 11; przedr. Hoesick F., Tatry i Zakopane, Kraków 1931, cz. 4, s. 319, 333, 357, 358.

Inną pamiątką z tego sezonu jest najlepszy z portretów Sienkiewicza, wykonany w Zakopanem przez L. Wyczółkowskiego.

27 VII. W Dolinie Strążyskiej następuje wmurowanie na Kominach medalionu Edwarda Jelinka, pisarza czeskiego, miłośnika i znawcy kultury polskiej. Sienkiewicz, jeden z inicjatorów uroczystości, zawiadamia o niej telegraficznie Adolfa Cernego w Pradze, prowadzącego dzieło Jelinka w dziedzinie zbliżenia obu narodów.

Hoesick F., Tatry i Zakopane, Kraków 1931, cz. 4, s. 357. – Fragment listu Sienkiewicza do Adolfa Czernego, drukowany w Listach, t. I, cz. 1, s. 181.

Wycieczka do Wenecji. Koniec lipca i sierpień Sienkiewicz z dziećmi spędza na Lido w Wenecji, skąd urządza wycieczki do Padwy, Pizy, Werony, Bolonii i Florencji.

Janczewska J., L 467, 468; Listy, t. II, cz. 3, s. 283-287. – Potkański K., L 65; tamże, t. III, cz. 3, s. 146-148. – Szetkiewiczowie K. i W, L 131, 132; tamże, t. V cz. 1, s. 434-438.

Pomnik Słowackiego w Miłosławiu. Na zaproszenie dawnego znajomego, polityka, ziemianina i poety, Józefa Kościelskiego, który w parku majątku swego w Miłosławiu postawił pierwszy w Polsce pomnik Juliusza Słowackiego, Sienkiewicz w połowie września wyrusza w Poznańskie. W Miłosławiu spotyka mnóstwo przedstawicieli literatury i sztuki, Karola Brzozowskiego, M. Gawalewicza, Wł. Spasowicza i in. 16 IX przemawia przy odsłonięciu pomnika; przemówienie, powtórzone natychmiast przez prasę w całej Polsce, wchodzi po kilku latach do zbiorku Dwie łąki pt. Mowa polska.

Z Miłosławia jedzie rzemiennym dyszlem od dworu do dworu, aż na pogranicze Prus Wschodnich, zamierzając obejrzeć pole bitwy grunwaldzkiej, pomysł ten nabiera rozgłosu i dochodzi do policji pruskiej, która realizację jego udaremnia. Gromadna przejażdżka obejmuje Śmiełów Chełkowskich, Trzebcz Ślaskich, Nieżuchów i Komierów Komierowskich, Rogalin Raczyńskich i Orłów Ślaskich. Wreszcie przez Poznań i Kraków Sienkiewicz wraca do Warszawy.

Dokładny opis uroczystości w Miłosławiu podał „Dziennik Poznański”, skąd przedrukował go z dobrymi fotografiami „Kraj” 29 IX 1899, nr 38, s. 152-157. – Relacja o wędrówce wielkopolskiej u E. Krasińskiego, O Radziejowicach, Warszawa 1934, s. 36-41 oraz w liście do Janczewskiej J., L 469; Listy, t. II, cz. 3, s. 288-292. – Gawalewicz M., L 5; tamże, t. I, cz. 1, s. 442.

Maria Radziejewska, ostatnia miłość Sienkiewicza. W Miłosławiu 53-letni pisarz poznaje urodziwą literatkę śląską, współredaktorkę bytomskiego „Katolika”, która robi na nim głębokie wrażenie, spostrzega to i tajemniczo znika, by odnaleźć się w miesiąc później i zniknąć ponownie. Znajomość odnawia się w r. 1903 i gaśnie w r. 1907, na krótko przed śmiercią pięknej „rusałki” (1875-1911), typowej przedstawicielki kobiet pokolenia, które poszukiwało zaspokojenia „tęsknot mistycznych” w przeżyciach erotycznych ze znakomitymi pisarzami. Pamiątką tego osobliwego stosunku stała się korespondencja obejmująca 16 listów Sienkiewicza i cztery listy Radziejewskiej oraz jej Memorandum.

„W Miłosławiu poznałem piękną Wielkopolankę, pannę Radziejowską [!], która uczyniła na mnie piorunujące wrażenie. Jest to moje ostatnie albo – żeby sobie już tak całkiem nie zamykać drzwi na przyszłość – co najmniej przedostatnie wielkie uczucie. Byłem u niej z wizytą w Poznaniu, ale wyjechała. Żeby ją korszun!”.

Janczewska J., L 469; Listy, t. II, cz. 3, s. 289. – Listy Radziejewskiej (w odpisie S. Dembego) w Bibliotece Narodowej (Sg I-7538, L 2, 44); listy Sienkiewicza D 56, s. 102-113; wydał je po raz pierwszy z biografią adresatki Łepkowski K., Nieznane listy H. Sienkiewicza do M. Radziejewskiej, „Kurier Naukowo-Literacki”, dod. do „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, Kraków 1936, s. 31-33. – Radziejewska M., Listy, t. III, cz. 3, s. 272-320. – Kolińska-Sochaczewska K., Sienkiewicz i piękna wielkopolanka. Wstęp, wybor i opracowanie, Warszawa 1973. – Kościelscy J. i M., Listy, t. III, cz. 1, s. 166-178. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 57; tamże, t. IV, cz. 1, s. 201, 202.

Praca nad Krzyżakami. Po powrocie do Warszawy pisarz bierze się „ostro” do Krzyżaków i prowadzi na ich temat rozmowy z Curtinem.

„W Warszawie zastałem Curtina, który opowiadał mi szczegółowo piękniejsze ustępy z Krzyżaków oraz przepowiadał z powodu tej powieści prawdopodobny upadek państwa pruskiego, ponieważ Amerykanie zaczną go jeszcze bardziej nienawidzieć...”.

Janczewska J., L 469; Listy, t. II, cz. 3, s. 289, 290. – Kotarbińscy J. i L., tamże, t. III, cz. 1, s. 180, 181. – Gawalewicz M., L 2; tamże, t. I, cz. 1, s.4.

Budowa kościoła w Zakopanem. Dar Sienkiewicza na ten cel od siebie i dzieci.

Potkański K., L 66; Listy, t. III, cz. 3, s. 150, 151. – Ciechanowski St., tamże, t. I, cz. 1, s. 154, 155.

Śmierć Ludwika Michałowskiego. Dnia 21 października 1899 zmarł na raka Ludwik Michałowski. Potkański opuścił wówczas zajmowane z nim wspólnie mieszkanie przy ul. Brackiej 10 i przeniósł się na ul. Straszewskiego 22.

Potkański K., L 67; Listy, t. III, cz. 3, s. 153.

Zabiegi o pomoc dla Wyspiańskiego. Sienkiewicz dowiaduje się od St. Tarnowskiego o tragicznej sytuacji chorego i głodującego Wyspiańskiego; nie mogąc mu przyznać stypendium, bo miał je kto inny, zwraca się do Kazimierza Natansona, proponując, by bogata Jadwiga Natansonówna zamówiła jakiś pejzaż włoski u Wyspiańskiego i w ten sposób umożliwiła mu wyjazd na południe. Jak wynika z listu Rydla do Sienkiewicza oraz Wyspiańskiego do Akademii, sprawa została załatwiona pomyślnie, w rok zaś później Wyspiański otrzymał stypendium Sienkiewiczowskie.

Kronenberg L. (właściwie: Natanson K.), L 1; D 55, s. 419; D 56, s. 368, 372, gdzie przytoczono listy Wyspiańskiego i Rydla. – Natanson K., Listy, t. III, cz. 2, s. 219-223. – Rydel L., L 1-2; tamże, t. III, cz. 3, s. 373-378.

Polowanie w Łosiu u Mysyrowiczów.

List do J. Mysyrowiczowej z 3 XI 1899, Listy, t. III, cz. 2, s. 205.

Przekłady dzieł na francuski przez Br. Kozakiewicza.

Listy do niego z lat 1899-1916 w liczbie 37, Listy, t. III, cz. 1, s. 190-269. – List do Kazimierza Natansona z końca października 1899; tamże, t. III, cz. 2, s. 219-223. – List do Tadeusza Natansona z 29 marca 1900, tamże, t. III, cz. 2, s. 224, 225.

Grudzień w Warszawie. 5 XII odbywa się u Sienkiewicza zebranie wstępne wychowańców Szkoły Głównej poświęcone ich udziałowi w jubileuszu Uniwersytetu Jagiellońskiego w r. 1900.

Janczewska J., L 470; Listy, t. II, cz. 3, s. 294. – Struve H., L 2; tamże, t. V cz. 1, s. 77.

Na przedstawieniu Edypa Króla. Sienkiewicz ogląda w Warszawie tragedię Sofoklesa, kompensując w ten sposób zawód doznany w zabiegach o wystawienie Antygony w początkach r. 1898, gdy proponował to B. Ładnowskiemu.

Gawalewicz M., L 5, 6 (6, 7); Listy, t. I, cz. 1, s. 443, 444. – Ładnowski B., L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 6. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 23, 24; tamże, t. IV, cz. 1, s, 139-141.

Przygotowania do jubileuszu. Gebethner i Wolff, nastawieni na zapowiadany w r. 1899 jubileusz pisarza, przystępują energicznie do upowszechnienia jego dzieł. W serii więc Pism pojawiają się wznowienia tych nowel i powieści, które – według umowy nicejskiej – stanowiły własność firmy. Donioślejsze było rozpoczęcie wydania jednolitego, stanowiącego bezpłatny dodatek do wydawanego przez firmę „Tygodnika Ilustrowanego”. Wydanie to, odznaczające się tekstami przygotowanymi niesłychanie niedbale, redagował Wł. L. Korotyński; przynosiło ono, począwszy od stycznia 1899, po tomiku miesięcznie, doszło do 81 tomików i końca dobiegło dopiero w r. 1907. W skład jego weszły po raz pierwszy pisma młodzieńcze Sienkiewicza, zarówno nowele, jak prace literackie i publicystyczne.

Sienkiewicz wśród obcych. Prasa codzienna i tygodniowa w r. 1899 przynosi mnóstwo wieści o rosnącej popularności Sienkiewicza we wszystkich krajach Europy i Ameryki. Również jego korespondencja, oparta na wiadomościach od tłumaczy i wydawców, zawiera wiele szczegółów z tej dziedziny.

Sienkiewicz obywatelem honorowym Rzymu.Domenico Ciampoli, literat rzymski i tłumacz dzieł Sienkiewicza na język włoski, wystąpił do syndyka Rzymu, księcia Prospera Colonny, z wnioskiem o przyznanie pisarzowi tytułu honorowego obywatela Rzymu, „Civis Romanus”, co odnotowała prasa codzienna rzymska z początku 1901 r., nazywając go w rzymskim dialekcie Romano di Roma.

„Tygodnik Ilustrowany” 1901, nr 9, s. 176. – Potkański K., L 67; Listy, t. III, cz. 3, s. 153, 154. – Ciampoli D., tamże, t. V cz. 2, s. 38-40.

Ameryka i Anglia. Bawiący w Polsce J. Curtin w wywiadach podaje szczegóły niezwykłego powodzenia Quo vadis w Ameryce. – Korespondencje londyńskie ogłaszają wiadomości o konkursach wśród czytelników; mimo wstrzemięźliwości krytyki, Quo vadis na zasadzie plebiscytu dostaje się na listę „setki arcydzieł” czytywanych w Anglii. – W Anglii wreszcie głośny aktor i dramaturg, Wilson Barrett, napisawszy dramat Znak krzyża i spostrzegłszy, iż obrał temat analogiczny do Quo vadis, postanawia udramatyzować powieść Sienkiewicza, wchodzi w porozumienie z autorem i wydaje oraz wystawia swą „dramatyzację”, co wywołuje przewlekłą korespondencję Sienkiewicza z wydawcami amerykańskimi. Przekład dramatyzacji Barretta ukazuje się w prasie polskiej w Ameryce, Sienkiewicz zaś prawo jej wystawienia w Polsce ofiarowuje Warszawskiej Kasie Literackiej, od której nabywają je warszawskie teatry rządowe.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 18, s. 47 (Konkurs angielski); 1899, nr 8, s. 13 (Wywiad Curtina). – Listy Sienkiewicza do Barretta oraz do wydawców Whitney and Comby (D 56, s. 269 i n.), Listy, I, cz. 1, s. 45-47 oraz t. V, cz. 2, s. 208-210. – Czempiński J., Kasa Literacka, Warszawa 1929, s. 21. – Potkański K., L 67; Listy, t. III, cz. 3, s. 153, 154.

Niemcy. Pismo katolickie „Alte und Neue Welt” (w Einsiedeln, Szwajcaria) urządziło konkurs powieści; na 678 głosów 311 padło na Rodzinę Połanieckich.

„Kraj” 1899, XVIII, nr 35, s. 112.

W czasie pobytu w Miłosławiu Sienkiewicz dowiaduje się o ogromnej popularności Krzyżaków, drukowanych w najrozmaitszych dziennikach ludowych polskich na Śląsku i Pomorzu oraz o nowym konkursie szwajcarskim.

„O moim zwycięstwie w Niemczech możeś słyszała. Urządzono plebiscyt co do wszystkich powieści z ostatnich czasów i Die Familie Połanieccy mieli większą połowę głosów – reszta rozpadła się między kilkunastu autorów wschodnich i zachodnich. Swego rodzaju Grunwald! W Poznańskiem radość stąd jak z wielkiego zwycięstwa [...]”.

Janczewska J., L 468; Listy, t. II, cz. 3, s. 285, 286.

Rosja. Już w początkach r. 1899 „Kraj” (XVIII, nr 13, s. 29) podaje wiadomość za rok poprzedni: „Ze sprawozdania kurskiej biblioteki dowiadujemy się, iż co do liczby czytelników Sienkiewicz zajmuje miejsce po Tołstoju i Zoli”.

„Jednocześnie w Rosji Ministerium Spraw Wewnętrznych ogłosiło statystykę poczytności rozmaitych autorów. Otóż pierwsze miejsce zajmuję ja – Zola 18, Tołstoj 15”.

„Mej sławy, mawiał, nic nie zatrze, bo nad libańskie wyższa cedry etc.”.

Janczewska J., L 468; Listy, t. II, cz. 3, s. 286, cytat.

Odgłosy tych sukcesów sprawiły, iż pobyt w Poznańskiem był dla pisarza jednym pasmem tryumfów, co żartobliwie ujął w liście do Janczewskiej, mówiąc:

„Byłem wszędzie przedmiotem czci – nie powiem: bałwochwalczej, bo dostarczyłbym Twemu języczkowi powodów do złośliwych powiedzeń – ale pogańskiej. Wracając do Poznania prosiłem Godlewskiego, żeby mi powiedział parę słów grubiańskich w tym celu, abym doznał ulgi”.

Janczewska J., L 469; Listy, t. II, cz. 3, s. 289, cytat.

Pomysł przekładu wyrażeń łacińskich w Trylogii. W liście do Edwarda Mittelstaedta z 20 XII 1899 Sienkiewicz wyraża zgodę na przekład wyrażeń łacińskich w Trylogii, ale przewiduje trudności praktyczne.

Mittelstaedt E., Listy, t. III, cz. 2, s. 90, 91.
1900
Rok jubileuszu. Już 14 XII 1899 komitet jubileuszowy, pod przewodnictwem biskupa-sufragana warszawskiego, Kazimierza Ruszkiewicza, wznowił swą działalność i uchwalił rozpocząć zbieranie składek na zakup majątku ziemskiego dla Sienkiewicza. Uzyskawszy zezwolenie władz na tę akcję, przystąpił do niej z początkiem r. 1900, ustalając termin składek do 1 VII. Projekt ten wywołał dyskusję w prasie, w której wysuwano pomysły odmienne, ostatecznie jednak utrzymał się i doprowadził do nabycia wsi Oblęgorek pod Kielcami (18 km na zachód od tego miasta). O rozbieżności poglądów na tę sprawę wymownie świadczy list Sienkiewicza z 17 IX do Benniego ze zdaniem: „Czy jesteś za Oblęgorkiem, czy przeciw – bo słyszałem, że są dwie partie”.

„Czas” 16 XII 1899, nr 287; 20 XII 1899, nr 290; 27 III 1900, nr 79 (Odezwa komitetu ogłoszona w prasie warszawskiej); 29 II 1900, nr 81 (Dyskusja warszawska); 1 VI 1900, nr 143 (Wiadomość o zebraniu pierwszych 44 000 rb). Listy, Benni K., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 75.

Trąmpczyński W, Dar narodowy dla Sienkiewicza, „Gazeta Polska” 21 XII 1900, nr 293, s. 9. Listy, Morawski Z., L 7 (7 VII 1900); Listy, t. III, cz. 2, s. 164, 165.

Zajęcia warszawskie. W styczniu Sienkiewicz kończy „przedostatnią” część Krzyżaków, odnawia mieszkanie („czysta rozkosz”, określa jego wygląd) i ugina się pod nadmiarem korespondencji:

„Szczególniej korespondencji mam wyżej uszu Listy, ale z tym to już stanowczo nie umiem sobie dać rady Listy, a raczej nie mogę. Teraz do wszystkiego przyszły jeszcze Włochy. Literalnie co dzień: jakiś wycinek z gazet, jakaś broszura, jakiś list, jakaś książka z dedykacją [...]. Powodzenie włoskie przewyższyło angielskie, bo temperament mają wrażliwszy”.

Janczewska J., L 471 (29 I); Listy, t. II, cz. 3, s. 297, cytat. Listy, Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 25; tamże, t. IV, cz. 1, s. 141, 142.

Stypendium dla Żeromskiego. Ponieważ stypendium im. M. Sienkiewiczowej przyznane było wówczas St. Wyspiańskiemu, Sienkiewicz wystąpił w liście do O. Żeromskiej z propozycją pożyczki sumy stypendialnej z zasobów własnych, ze względu na stan zdrowia Żeromskiego

Żeromska O., L 1; Listy, t. V, cz. 2, s. 604-606.

Uroczystości krakowskie. 19 II odbywa się w Krakowie wieczór jubileuszowy, na który jubilatowi nie pozwala przybyć influenca. Na program złożyły się: przemówienie St. Tarnowskiego, kantata Z. Noskowskiego, odczytanie Janka Muzykanta przez J. N. Popławskiego oraz odegranie jednoaktówki Czyja wina? w reżyserii L. Solskiego. Sienkiewicz telegraficznie podziękował dyrektorowi teatru, J. Kotarbińskiemu, i chórowi akademickiemu.

„Czas” 1 II 1900, nr 25; 7 II 1900, nr 31; 11 II 1900, nr 35; 21 II 1900, nr 44; 24 II 1900, nr 48 (podziękowanie). Listy, Kotarbiński J., Listy, t. III, cz. 1, s. 182. Listy, „Kurier Warszawski” 22 II 1900, nr 53, s. 5, 6 (Przemówienie Tarnowskiego).

Wyjazd i ukończenie Krzyżaków. Sienkiewicz, który wedle informacji „Czasu” wyjechał 24 II do Zakopanego, albo bawił tam tylko przelotnie, albo zmieniwszy plan udał się do Parc St Maur, tam bowiem w dwa tygodnie później, 10 III, ukończył Krzyżaków.

„Czas” 28 II 1900, nr 52 (Wyjazd). Listy, Godlewski M., L 195 (26 III 1900); Listy, t. I, cz. 2, s. 261. Listy, Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 26; tamże, t. IV, cz. 1, s. 143, 144. Listy, Szetkiewiczowie K. i W, L 134, 135; tamże, t. V, cz. 1, s. 442-446. Listy, Wołff A. R., L 51; tamże, t. V cz. 2, s. 459, 460. Listy, Ejsmondowa M., L 3; tamże, t. I, cz. 1, s. 361.

Druk Krzyżaków. Wydanie jubileuszowe Krzyżaków ukazało się w Krakowie nakładem firmy Gebethner i Wolff w drukarni Wł. L. Anczyca z datą cenzury 12 czerwca 1900.

Anczyc W, L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 29.

List do baronowej Suttner. List otwarty do głośnej bojowniczki pokoju i powieściopisarki wiedeńskiej, Berty Suttner, wymierzony przeciw polityce pruskiej wobec Polaków, ukazuje się 1 III w „Czasie” (nr 54) i osobnej odbitce, sprzedawanej po 4 gr na dochód szkoły w Białej; przedruk w całej niemal prasie galicyjskiej, w pismach angielskich i rosyjskich, w kwietniu zaś w prasie francuskiej.

„Czas” 1 III 1900, nr 54; 6 III 1900, nr 59; 8 III 1900, nr 60; 11 III 1900, nr 63; 29 III 1900, nr 81 (Odpowiedź baronowej Suttner). Listy, Potkański K., L 70; Listy, t. III, cz. 3, s. 159-161. Listy, Radziejewska , L 2; tamże, t. III, cz. 3, s. 278. Listy, Suttner B., tamże, t. V cz. 1, s. 82-84.

Sienkiewicz, donosząc J. Dmochowskiemu, iż na list swój otrzymał uprzejmą odpowiedź od B. Suttner, dodaje:

„Niektórzy u nas są tego zdania, że powinienem był wypowiedzieć to, com wypowiedział, ale przy tym podpisać odezwę Suttnerowej. Otóż tacy nie mają za grosz politycznego nosa, bo w ten sposób zamiast odrębnego stanowiska, jakie zająłem, przyłączyłbym się tylko do szeregowców baronowej Suttner, a to wszystko, com powiedział, zredukowałoby się do okolicznościowych uwag, wypowiedzianych przy sposobności. Byłoby to zupełnym osłabieniem siły wystąpienia i odebraniem mu wszelkiej doniosłości do tego stopnia, że na list nie zwrócono by nawet uwagi”.

Dmochowski J., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 219, cytat.

Pisma młodzieńcze. Jubileusz przypomina niedostępne pisma młodzieńcze Sienkiewicza; postanawia je zebrać i wydać Stefan Demby; Sienkiewicz przeznacza dochód z nich dla rodziny Klemensa Junoszy Szaniawskiego.

Demby S., L 3, 4 (19 IV); Listy, t. I, cz. 1, s. 200. Listy, Wolff A. R., L 3; tamże, t. V cz. 2, s. 407, 408. Listy, Wolff J. A., L 3; tamże, t. V cz. 2, s. 473-475.

Ratowanie ruin zamkowych w Czersku. Pod wpływem Krzyżaków powstaje projekt ratowania ruin zamku w Czersku pod Warszawą; podanie do władz rosyjskich, Czersk bowiem należał do dóbr państwowych, podpisali H. Sienkiewicz, K. Benni i K. Olszewski.

„Czas” 5 IV 1900, nr 88; 10 IV nr 93.

Uroczystości jubileuszowe w Poznaniu. 8 IV odbywa się wieczór ku czci jubilata. Na program złożyły się: Czyja wina?, uscenizowane wyjątki z Trylogii i recytacje Janka Muzykanta, Sabałowej bajki, Na Olimpie, Legendy żeglarskiej; całość zakończono żywym obrazem Listy, apoteozą pisarza.

„Czas” 10 IV 1900, nr 93.

[caption id="attachment_1509" align="alignnone" width="850"] Bajka Sienkiewicza dla Jednodniówki[/caption]

Powrót do Warszawy. 14 IV Sienkiewicz przyjeżdża do Warszawy z rękopisem Krzyżaków.

„Czas” 19 IV 1900, nr 101.

Przekład Quo vadis w wydaniu Ollendorffa. Paryska firma wydawnicza Société d’Editions Littéraires et Artistiques Ollendorff wydała w r. 1901 La famille Połaniecki i Bartek le Victorien.

Potkański K., L 71; Listy, t. III, cz. 3, s. 162-164.

Wystawa w Paryżu i pawilon polski. Międzynarodowa Wystawa Paryska otwarta została 14 kwietnia 1900. Sztuka polska umieszczona była w Pawilonie Austriackim:

„Sztuka polska jest reprezentowana świetnie. Ogólną uwagę zwraca portret hr. Gołuchowskiego, ministra spraw zagranicznych, malowany przez p. Pochwalskiego, portret Ksawerego Lubeckiego pędzla Myrtona-Michalskiego, portret własny Axentowicza, portret cesarza Wilhelma II malowany przez Kossaka i wiele innych dzieł wielkiego talentu”.

„Czas” 21 kwietnia 1900, nr 103, s. 2.

Odczyt w Krakowie. 27 IV Sienkiewicz odczytuje ostatni rozdział Krzyżaków (Bitwa grunwaldzka) o godzinie 3,30 w Sukiennicach, w sali Grunwaldu (tj. pod obrazem Matejki); dochód z odczytu przeznacza na Dom Matejki.

„Czas” 24 IV 1900, nr 106; 25 IV 1900, nr 111 (Sprawozdanie).

Uroczystości jubileuszowe we Lwowie. 29 IV Sienkiewicz jedzie z Krakowa do Lwowa, uroczyście witany przez delegacje miejscowe na większych stacjach (Rzeszów, Przemyśl, w drodze powrotnej Tarnów), mieszka w Hotelu Europejskim, przed którym 2000 młodzieży urządza pisarzowi owację. Dwukrotnie w sali ratuszowej odczytuje Bitwę pod Grunwaldem, 30 IV na Czytelnię Akademicką, 4 V na budowę pomnika Mickiewicza, bierze udział w mnóstwie przyjęć i bankietów, od Towarzystwa Dziennikarzy Polskich wreszcie otrzymuje w darze złote pióro i 6 V wraca do Krakowa.

Bardzo szczegółowe relacje o jubileuszu lwowskim przynosi „Czas” 30 IV-6 V 1900, nr 112-118. Listy, Stulecie „Gazety Lwowskiej”, t. 1, s. 335-340. Listy, (k), Sienkiewicz we Lwowie, i Bostel F., Z twórczości H. Sienkiewicza, „Słowo Polskie” 27 X 1924, nr 294. Listy, Krechowiecki A., L 9 (25 IV 1900); Listy, t. III, cz. 1, s. 325-327.

Pożegnanie Krakowa. 9 V Sienkiewicz wyjeżdża do Warszawy po uroczystości w Kole Artystyczno-Literackim, które ofiarowało mu dyplom członka honorowego malowany przez L. Wyczółkowskiego, a wręczony jubilatowi przez prezesa Koła, Juliana Fałata.

„Czas” 10 V 1900, nr 122.

Rezygnacja z prezesury w Kasie Literackiej. Sienkiewicz w listopadzie złożył godność prezesa Kasy; następcą jego 9 IV obrano Juliana Ochorowicza.

„Wędrowiec” 5 V 1900, nr 18, s. 351. Listy, Czempiński J., Kasa Literacka, Warszawa 1929, s. 21, 22.

500-lecie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sienkiewicz imieniem wychowańców warszawskiej Szkoły Głównej przygotowuje adres na jubileusz Uniwersytetu Jagiellońskiego, sporządzony przez dra Józefa Peszkego.

Osuchowski A., L 1, 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 293, 294. Listy, Sienkiewiczówna H., L 21; tamże, t. IV cz. 3, s. 412, 413. Listy, Peszke J., L 1-4; tamże, t. III, cz. 2, s. 426-428.

6 VI przybywa do Krakowa i bierze udział w uroczystościach, w czasie których otrzymuje tytuł doktora honoris causa. W związku z tą promocją powstaje jego przemówienie, znane z kilku odpisów tekstu łacińskiego, sporządzonego przy pomocy czy przez Kazimierza Morawskiego. Przemówienia tego najwidoczniej nie wygłasza, przemawia natomiast z ramienia wychowańców Szkoły Głównej, którzy, z inicjatywy Ignacego Baranowskiego i Sienkiewicza, fundują pierwszą w Polsce aspiranturę, tworząc stypendium dla młodego uczonego, który w ciągu dwu lat po ukończeniu studiów zobowiązany jest do napisania pracy naukowej na stopień doktora.

Almanach jubileuszowy U.J., Kraków 1900, s. 78. Listy, Uniwersytetowi Jagiellońskiemu... profesorowie i wychowańcy byłej Szkoły Głównej, Warszawa 1901, s. 224-227 = D 40, s. 115118. Listy, Baranowski I., Listy, t. I, cz. 1, s. 40, 41. Listy, Potkański K., L 72; tamże, t. III, cz. 3, s. 165. Listy, Pstrokońska Z., L1; tamże, t. III, cz. 3, s. 242-244. Listy, Struve , L 2; tamże, t. V cz. 1, s. 77.

Umowa z Gebethnerem i Wolffem. Prasa warszawska, a za nią krakowska z października 1900 r. precyzuje pogłoski o sprzedaniu przez Sienkiewicza firmie Gebethner i Wolff na przeciąg lat 20 prawa do drukowania Krzyżaków i dzieł, które przed 1 VI były drukowane w pismach, a nie w wydaniach książkowych, za cenę 70 000 rb. Umowa nie objęła nowel, odstąpionych Dembemu. Istotnie, umowa taka została zawarta 19 VI przed notariuszem St. Stempniewskim w Warszawie i wygasła 1 VI 1920, gdy nowym aktem prawa wydania przeszły na „Ossolineum”.

„Czas” 19 X 1900, nr 258. Listy, Umowa z r. 1900 cytowana w akcie zeznanym u notariusza Staniszewskiego w Warszawie 1920. Rep. 2519. (Por. Umowa nicejska z r. 1896).

Wypoczynek w Zakopanem. Czas od 14 do 22 lipca Sienkiewicz spędza w Zakopanem, gdzie pracuje nad korektą Krzyżaków na odbitkach z „Tygodnika Ilustrowanego”, 23 VII zaś jedzie do Krakowa, skąd przez Wiedeń wyrusza do Abakanowicza, tj. do Parc St Maur i Ploumanach.

Wolff A. R., L 52; Listy, t. V cz. 2, s. 462-464. Listy, Górski K. M., L 15; tamże, t. I, cz. 2, s. 306, 307. Listy, „Kraj” 1900, XIX, nr 29, s. 12. Listy, „Czas” 25 VII 1900, nr 186. Listy, Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 27-29; Listy, t. IV, cz. 1, s. 145-155. Listy, Bystrzonowski K., L 1; tamże, t. V cz. 3, s. 36, 37.

Nabycie Oblęgorka. Ponieważ składka na dar jubileuszowy, która ostatecznie w końcu września doszła do sumy 70 315 rb 89 kop, dała przed czerwcem 44 000 rb, komitet postanowił nabyć Oblęgorek. Za majątek ten, liczący 17 włók, zapłacono rejentowi Mieczysławowi Halikowi 51 249 rb 59 kop, w czym była i przebudowa domu; nabyto nadto 60 sztuk bydła, 6 koni wyjazdowych, maszyny i narzędzia rolnicze, tak że nowy posiadacz miał otrzymać wszystko zupełnie gotowe. Z ramienia komitetu akt notarialny podpisali 18 VII w Kielcach radca Tadeusz Kowalski i ks. Z. Chełmicki.

„Czas” 11 VII 1900, nr 174; 13 VII 1900, nr 176; 20 VII 1900, nr 182. Listy, „Kraj” 1900, XIX, nr 50, s. 4.

Prasa roku jubileuszowego rozwodziła się szeroko i z entuzjazmem nad Oblęgorkiem, podając fotografie pałacyku (najlepsze w „Tygodniku Ilustrowanym”). Do upiększenia i wzbogacenia posiadłości przyczyniały się różne osoby (Adam Krasiński ofiarował obraz H. Siemiradzkiego Elegia, Józef Kościelski przysłał w r. 1901 stadko rasowego bydła), z tym wszystkim Oblęgorek był niewątpliwie przereklamowany. Wskazują na to m.in. trzeźwe uwagi o nim Edwarda Krasińskiego:

„Oblęgorek, który na poczciwe zaproszenie Sienkiewicza zwiedziłem przed samą wojną [1914 r.], piękny jako położenie, nie dawał, jeśli tak rzec można, poczucia znaczniejszej wartości, zaraz bowiem za parkiem i za wzniesieniami roztaczały się już cudze ziemie, prędzej kolonię wyobrażając aniżeli ziemiańską ze starym dworem siedzibę; nie dawał też możności uprawy roli na szerszą skalę ani zasobów na utrzymanie rządcy. Pałacyk przerabiany, brzydki, w jakimś stylu willi neogermańsko-wiedeńskiej, był tworem składkowym różnych ofiarnych przedsiębiorstw i ludzi bez smaku; wewnętrzne urządzenie, dary z całego kraju, od szeregu osób, które nierzadko pozbywały się najbrzydszych swych i nieużytecznych przedmiotów, wołało o pomstę do nieba. M. in. stary ks. Roman Sanguszko ofiarował dwa arabskie rzekomo ogiery, które nimi wcale nie były”.

Krasiński E., O Radziejowicach, Warszawa 1934, s. 35. Listy, Sanguszko R. D., Listy, t. III, cz. 3, s. 394, 395. Listy, Sienkiewicz H. J., L 5; tamże, t. IV, cz. 3, s. 16, 17.

[caption id="attachment_1507" align="alignnone" width="850"] Oblęgorek - fot. grupowa[/caption]

Sam „dziedzic”, który do tej „odwiecznej siedziby przodków”, jak żartobliwie ją nazywał, z biegiem lat się przyzwyczaił i nawet przywiązał, na ofiarodawców spoglądał bez zachwytu, jak dowodzi list do Janczewskiej, z wiadomością, iż rad by pojechał incognito, by Oblęgorek obejrzeć, w latach zaś następnych do gospodarstwa stale dokładał. Tym tłumaczy się wplecenie nazwy Oblęgorka do przekładu epody Horacego, zachwalającej żywot wiejski, tym uwaga w liście do Janczewskiej, pisanym w Karlsbadzie z okazji jubileuszu 25-lecia swej twórczości:

„Za to wszystko jestem bardzo wdzięczny Listy, pisał 26 IX 1900 Listy, ale prawdę rzekłszy, natura moja nie znosi tego, żeby mi ktoś coś darowywał, że gdyby nie to, że w ogóle jest ziemia Listy, i dar narodowy Listy, miałbym wielką pokusę otrząsnąć się z tego i żyć po staremu tym, co sam mam i zarobiłem. Listy, Tłomaczą mi wprawdzie, że i to jest doskonale zarobione, ale jest ta różnica, że za tamto obowiązek był mnie dziękować, a za to ja muszę dziękować”.

Janczewska J., L 472; Listy, t. II, cz. 3, s. 299.

„Wypłaciłem się Listy, dodawał w piętnaście lat później, 5 X 1915 Listy, za Oblęgorek, nie mówiąc o tym, że nie ja zjadam dochody z Oblęgorka, ale on moje”.

Chrzanowski I., L 19; Listy, t. I, cz. 1, s. 139. Listy, Deskur J., L 1, 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 205, 206.

Sierpień we Francji. Śmierć Abakanowicza. W czasie pobytu we Francji Sienkiewicz zwiedza St Malo, Ile St Michel, wyspę Jersey. Wraz z M. Godlewskim i ks. Z. Chełmickim jest obecny przy śmierci starego przyjaciela, Brunona Abakanowicza (29 VIII).

Krechowiecki A., L 10; Listy, t. III, cz. 1, s. 328. Listy, „Wędrowiec” 8 IX 1900, nr 36, s. 708. Listy, Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 327. Listy, Potkański K., L 75; Listy, III, cz. 3, s. 168-170. Listy, Szetkiewiczowie K. i W, L 136; tamże, t. V cz. 1, s. 447-449. Listy, Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 26-29; tamże, t. IV, cz. 1, s. 142-155.

Kuracja w Karlsbadzie. Od 8 do 26 IX Sienkiewicz przebywa w Karlsbadzie; list do Benniego, datowany z Marienbadu, wskazuje zapewne na jakąś wycieczkę do tego uzdrowiska.

Lubowski E., L 15; Listy, t. III, cz. 1, s. 561. Listy, Janczewska J., L 472; tamże, t. II, cz. 3, s. 298-304. Listy, Benni K., L 4; tamże, t. I, cz. 1, s. 75. Listy, Potkański K., L 75; tamże, t. III, cz. 3, s. 168-170. Listy, Szetkiewiczowie K. i W, L 137; tamże, t. V cz. 1, s. 450-452. Listy, Donimirski A., L 5; tamże, t. I, cz. 1, s. 344-346. Listy, Ejsmond Fr., L 4; tamże, t. I, cz. 1, s. 361.

Zabiegi w sprawie Stanisława Grabskiego. Po powrocie do Warszawy 4 X Sienkiewicza zabiega u namiestnika Galicji, Andrzeja Potockiego, za pośrednictwem Adama Krechowieckiego o zezwolenie na zamieszkanie w Galicji Stanisława Grabskiego, działacza wówczas związanego z prawicą PPS. Listy, Przesłanie Tadeuszowi Pawlikowskiemu, dyrektorowi Teatru Lwowskiego, komedii Zagłoba swatem.

Krechowiecki A., L 10; Listy, t. III, cz. 1, s. 327-329.

Stypendium dla Stanisława Wyspiańskiego. Wolne stypendium akademickie otrzymuje Stanisław Wyspiański i korzysta z niego zapewne do r. 1902, gdy Listy, na skutek pogłosek o dochodach z Wesela Listy, Sienkiewicz oświadcza się za kandydaturą Gustawa Daniłowskiego.

Podanie Wyspiańskiego w archiwum PAU (D 56, s. 368). Listy, Chrzanowski I., L 5; Listy, t. I, cz. 1, s. 126, 127. Listy, Rydel L., L 1, 2; tamże, t. III, cz. 3, s. 375-378.

Wystawa owoców i przetworów owocowych, zorganizowana przez Towarzystwo Ogrodnicze w Warszawie przy ul. Bagatela. W wystawie tej, otwartej 5 października 1900, wzięło udział przeszło 40 wystawców. Owoce z Oblęgorka miały osobny stół, ubrany kwiatkami i lampkami. Trwała do 7 listopada 1900.

Stan zdrowia i Swaty Zagłoby. W listopadzie mimo złego stanu zdrowia Sienkiewicz pisze, pokonując przy tym duże trudności, komedię kontuszową, dla której zarzucił rozpoczętą powieść o Othonie. Komedyjkę, która w ostatniej chwili otrzyma tytuł Zagłoba swatem, autor przeznacza na przedstawienia jubileuszowe w Warszawie, Krakowie, Lwowie, Poznaniu i w Wilnie; określa ją zdaniem: „Jest to rzecz marna, ale bardzo wesoła”, sam robi korektę odpisów maszynowych (po raz pierwszy występujących w pracy pisarskiej Sienkiewicza), sam pilnuje jej rozesłania do teatrów, sam wreszcie przygląda się próbom w Warszawie.

Krechowiecki A., L 11; Listy, t. III, cz. 1, s. 331-333. Listy, Gawalewicz M., L 8; tamże, t. I, cz. 1, s. 444. Listy, Lubowski E., L 17-20; tamże, t. III, cz. 1, s. 563-565. Listy, Janczewska J., L 474; tamże, t. II, cz. 3, s. 306, 307. Listy, Kotarbinski J., L 3; tamże, t. III, cz. 1, s. 182, 183.

Obchód jubileuszowy. Komitet jubileuszowy, po załatwieniu sprawy Oblęgorka, od 26 IX zajmuje się urządzeniem obchodu, program powierzając komisji, do której powołano Fr. Ejsmonda, M. Gawalewicza, E. Lubowskiego i J. Wieniawskiego (Jordana). Po uzyskaniu zgody generał-gubernatora obchód wyznaczono na dzień 22 XII i podano jego szczegółowy program.

„Czas” 27 IX 1900, nr 239; 5 XI 1900, nr 271; 28 XI 1900, nr 291.

22 XII o godz. 11 odbyło się nabożeństwo w kościele św. Krzyża, odprawione przez prezesa komitetu, biskupa Ruszkiewicza.

Godz. 1: w sali ratuszowej jubilata powitał chór „Lutnia” pieśnią P. Maszyńskiego Wierzcie rycerze. Biskup Ruszkiewicz wygłosił mowę, po której wręczył Sienkiewiczowi akt własności Oblęgorka, zaś cztery dziewczynki w bieli podały mu cztery księgi z autografami ofiarodawców. Sienkiewicz odpowiedział przemówieniem, którego brulion M. Gawalewicz natychmiast przesłał do „Kraju”, gdzie umieszczono podobiznę rękopisu. Uroczystość, po oddaniu jubilatowi przez delegacje mnóstwa adresów z Polski i innych krajów (m.in. od kolonii polskich w Carycynie, tj. Wołgogradzie, i Wrocławiu), zakończyło odśpiewanie Pieśni rycerskiej Moniuszki.

Godz. 7 w Teatrze Wielkim: Widowisko, rozpoczęte kantatą Maszyńskiego do Pieśni dożynkowej Gawalewicza, po której orkiestra odegrała Poloneza Es-dur Kurpińskiego, objęło komedię Zagłoba swatem z Frenklem w roli tytułowej oraz pięć żywych obrazów (Za chlebem, Pójdźmy za Nim, Pojedynek Wołodyjowskiego, Pożar Rzymu, Na Olimpie, legenda ta w układzie Ejsmonda była równocześnie apoteozą Sienkiewicza).

Po teatrze Kasa Literacka urządziła w salonach Resursy Kupieckiej raut dla jubilata i gości.

W dwa tygodnie później, 8 I, prasa ogłosiła podziękowanie pisarza organizatorom i uczestnikom obchodów jubileuszowych.

Sprawozdania z uroczystości warszawskich w dziennikach wigilijnych warszawskich, zwł. w „Kurierze Codziennym” 30 XII 1900, nr 359, i „Gazecie Polskiej” 22 XII 1900, nr 294, s. 4, 5.

W zbiorach rodzinnych w Oblęgorku zachowały się albumy i adresy otrzymane przez Sienkiewicza w czasie uroczystości oraz sporo numerów dzienników i czasopism poświęconych autorowi Krzyżaków. Wśród nich wyróżnia się numer warszawskiego „Kuriera Codziennego”, odbity nie na papierze, lecz na białym jedwabiu.

Inne obchody krajowe. Począwszy od uroczystości lutowych w Krakowie, miasta całej Polski urządzają uroczystości jubileuszowe ku czci Sienkiewicza. „Czytelnia dla Kobiet w Krakowie” organizuje 13 V wieczór ze słowem wstępnym Jerzego Żuławskiego, Czerniowce na Bukowinie mają wieczór z odczytem Alfreda Halbana itd., itd. Obchody mnożą się, zwłaszcza w końcu grudnia; z miast dużych najwięcej pomysłowości wykazuje Poznań, poświęcający tydzień teatralny wystawieniu utworów Sienkiewicza, od 17 do 22 XII idą tutaj kolejno: Ta trzecia, Ogniem i mieczem, Potop, Pan Wołodyjowski, Na jedną kartę, wreszcie wieczoru ostatniego, rozpoczętego kantatą, zakończonego zaś apoteozą pisarza, odegrano dwie komedyjki, Czyja wina? i Zagłoba swatem. Obchody na prowincji ograniczają się przeważnie do recytowania nowel Sienkiewicza.

„Czas” 14 V 1900, nr 125 (Kraków); 1 i 13 VI 1900, nr 143 i 176 (Czerniowce); 1 XII 1900, nr 294 (Poznań); 22 XII 1900, nr 311 (Kraków). Listy, Kotarbiński J., W służbie sztuki i poezji, Kraków 1929, s. 67. Listy, Dzienniki warszawskie, zwłaszcza „Kurier Codzienny” z 30 XII 1900, podają zestawienia obchodów prowincjonalnych, o których szczegółowo rozpisują się dzienniki miejscowe, poświęcające Sienkiewiczowi specjalne numery jubileuszowe. Listy, Tarnowski St., Uroczystości H. Sienkiewicza w Warszawie, „Przegląd Polski” 1901, nr styczniowy (t. 139, s. 1-8). Listy, D 60, s. 75-88 oraz 397-554 (Bibliografia). Listy, Krechowiecki A., L 11; Listy, III, cz. 1, s. 331-333.

Wywiad jubileuszowy. 29 IV, w drodze do Lwowa, Sienkiewicz udzielił wywiadu przedstawicielowi „Słowa Polskiego”, Kazimierzowi Gubrynowiczowi.

„«Krzyżaków, których epilog odczytam jutro w lwowskiej sali ratuszowej Listy, mówił Listy, skończyłem świeżo w domu Brunona Abakanowicza pod Paryżem. Abakanowicz to mój stary przyjaciel jeszcze z tych czasów, gdy nie był milionerem, lecz cyganem literackim we Lwowie. Był to wulkan formalny Listy, natura prawdziwie wschodnia». Listy, «Ormianin?» Listy, «Nie, Tatar, z tych, których jeszcze Witold sprowadził na Litwę. Dziad jego jeszcze był mahometaninem. Sądzono, że Abakanowicza skopiowałem jako Selima-Mirzę w Hani. Ale to nieprawda, bo wtedy nie znaliśmy się jeszcze nawet».

[Sienkiewicz daje wyjaśnienia co do języka w Krzyżakach:]

«Studiowałem przede wszystkim akta grodzkie i miejskie, gdzie w tekst łaciński, względnie niemiecki, wplątane są często polskie zeznania świadków. Tam znalazłem mnóstwo starych wyrażeń i form dawno zaginionych. Dość dużo dostarczyła mi ich także gwara góralska w Tatrach, z wyłączeniem Zakopanego, gdzie ów stary i tak cudownie zachowany język popsuł się».

[Sienkiewicz mówi o najbliższych projektach podróżniczych, literackich itd.:]

«Ze Lwowa wracam do Warszawy. Lato podzielę między Zakopane a Normandię. Mam nadto w projekcie większą podróż chcę pojechać do Indii. Jest to mój dawny zamiar. W tej chwili wstrzymuje mnie dżuma i głód, które tam panują. Może wybiorę się na jesień».

Czy z tą podróżą związane są plany literackie?

«Nie. Będzie to mój wypoczynek. Być może napiszę co drobnego, ale chciałbym przez jakie pół roku nic nie robić. Potrzebuję spokoju».

[Czy to prawda, że Sienkiewicz zamierza porzucić powieść dla dramatu?]

«Nie. Pozostaję przy powieści. Jedno drugiego nie wykluczyłoby zresztą, mógłbym nawet sam scenizować moje utwory, ale nie zrobię tego».

[Rozmowa zeszła na przeróbki sceniczne z Quo vadis i z Krzyżaków, które wkrótce ukażą się na scenach w Anglii]. Sienkiewicz sądzi, że z powieści jego dałoby się zrobić wiele dramatów Listy, np. kontuszowych.

Skupiwszy cały zasób sił w swojej własnej ogromnej twórczości, Sienkiewicz nie śledzi dokładnie nowego ruchu literackiego i nie przywiązuje do niego wielkiej wagi.

«W obozie dekadentów Listy, mówił Listy, zauważyłem dziwną cechę: mianowicie to, że teorie wyprzedzają dzieła sztuki. Dotychczas było zawsze przeciwnie i było to, zdaje się, naturalne. We Francji romantyzm w poezji zainaugurował Wiktor Hugo Ernanim Listy, u nas Mickiewicz. Dopiero potem powstały spory teoretyczne, polemiki, definicje».

Mało zajmuje się Sienkiewicz objawami życia społecznego, przynajmniej poprzestaje na obserwacjach najogólniejszych. Wschodnią Galicję zna niewiele.

«Przez Lwów przejeżdżałem tylko na Wschód. Kilka razy jednak byłem na polowaniach w Galicji u moich przyjaciół. Znam Podhorce i uważam je za skarb wprost nieoszacowany».

Z ciekawością dowiedział się o wypadku w Zbarażu, gdzie ludność oparła się oddaniu pod budowę szkoły placu kościelnego, o którym sądzi, że kryje w sobie szczątki «świętego» Podbipięty.

«Legenda ta Listy, rzekł Listy, wytworzyła się widocznie na poczekaniu na podstawie powieści, bo postać Podbipięty, tak samo jak Zagłoby, jest urojona. Prawdziwy jest tylko szczegół o rycerzu, który pod Grunwaldem ściął za jednym zamachem trzy głowy krzyżackie, a którego zrobiłem przodkiem Podbipięty».”.

Wywiad z Sienkiewiczem, „Kurier Poranny” 2 V 1900, nr 120.

Sienkiewiczowski jubileusz poza Polską. Kolonie i organizacje polskie za granicą rywalizują z sobą w składaniu hołdów jubilatowi. Wśród nich „Koła Polskie” w parlamentach austriackim i pruskim przesyłają mu pisma gratulacyjne. Od papieża, w którego obecności wyświetlano obrazy z Quo vadis, jubilat otrzymuje błogosławieństwo. Wydawcy włoscy i dyrekcje teatrów, w których wystawiano Quo vadis, przesyłają upominki artystyczne, a więc neapolitańska firma Detken &amp;amp; Rocholl grupę brązową przedstawiającą „Byka farnezyjskiego”, teatr „Manzoni” zaś figurkę skrzydlatej Nike.

Rosyjskie organizacje literacko-artystyczne urządzają wieczory Sienkiewiczowskie. Tak w Moskwie 22 XII obchód objął słowo wstępne ks. A. J. Sumbatowa, odczyt Ławrowa, ruchliwego tłumacza większości dzieł Sienkiewicza, i recytację Janka Muzykanta. W Odessie znowuż recytacja tej samej noweli ilustrowała odczyt Smirnowa. Duże dzienniki rosyjskie poświęciły pisarzowi polskiemu osobne numery lub przynajmniej artykuły omawiające jego dorobek.

„Czas” 21 XII 1899, nr 291 (Byk farnezyjski); 28 XII 1900, nr 314 (Echa jubileuszu Sienkiewicza, zwłaszcza w Rosji). Listy, Ciampoli D., Listy, t. V cz. 3, s. 38-40. Listy, Claretie J., tamże, t. I, cz. 1, s. 159, 160.

Przekład rosyjski Krzyżaków M. I. Pieriełygina. Sienkiewicz nie zezwala na druk przekładu rosyjskiego Krzyżaków wcześniej niż druk oryginału polskiego, a zarazem docenia fakt honorarium tysiąca rubli, ale go nie przyjmuje.

Pieriełygin M. I., (III 1900); Listy, t. III, cz. 2, s. 438, 439.

Przeróbki dramatyczne Quo vadis. W związku z jubileuszem ogromną popularność zdobywają „dramatyzacje” powieści Quo vadis, podejmowane równocześnie w Ameryce i różnych krajach Europy. W Polsce teatr lwowski wystawiał powieść w opracowaniu A. Walewskiego, z muzyką Słomkowskiego („Czas”, 16 II, nr 41). W Ameryce powstało pięć takich przeróbek, z których jedna, pióra St. Stange’a, dokonana i wystawiana kosztem firmy Whitney and Comby, ukazała się na scenie londyńskiej, równocześnie z Lygią Wilsona Barretta, graną w teatrze „Lycaeum”, od sierpnia zaś w przekładzie polskim w teatrzyku „Wodewil” w Warszawie. We Włoszech wreszcie, obok opery Marucellego, do której libretto napisał Luca, teatr „Manzoni” w Rzymie wystawiał powieść w ciągu przeszło pół roku w przeróbce D’Arboria. Listy, W Paryżu Quo vadis wystawione było w teatrze „Porte Saint-Martin” w adaptacji scenicznej Émile’a Moreau i reżyserii Benoît Constant Coquelin Starszego.

„Czas” 10 V 1900, nr 93 (Barrett); 25 IV 1900, nr 107 (G. H. Smith, dyrektor „Lyceaeum” o przeróbkach w Anglii); 13 i 16 V 1900, nr 124, 129, 138 (przeróbka Stange’a); 22 V 1900, nr 134 (teatr „Academy” w Chicago). Listy, 16 VIII 1900, nr 204 („Wodewil”). Listy, 21 III 1900, nr 73 (opera Marucellego). Listy, 10 IV 1900, nr 93; 28 V 1900, nr 139; 7 XII 1900, nr 299 (teatr „Manzoni”). Listy, 14 XII 1900, nr 304 (błogosławieństwo papieskie). Listy, Brykczyński A., Sienkiewicz w Watykanie. Listy, Barrett W, Listy, t. I, cz. 1, s. 45-47. Listy, Whitney and Comby, tamże, t. V cz. 2, s. 208-210. Listy, Potkański K., L 77; tamże, t. III, cz. 3, s. 172-176.

Troska o przekłady. W liście do Kozakiewicza Sienkiewicz kategorycznie występuje przeciwko wprowadzaniu skrótów do przekładów jego dzieł.

„Zgadzam się zupełnie na to, by mnie nie publikowano Listy, ale nie zgadzam się na żadne skrócenia”.

Kozakiewicz Br., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 194.

Spory i procesy o prawa autorskie Sienkiewicza. Rok jubileuszowy uwidocznił publicznie znakomite interesy, jakie na wydawaniu Sienkiewicza w przekładach robili jego tłumacze, a przede wszystkim wydawcy. Rosja nie należała do konwencji berneńskiej, wskutek tego dzieła Sienkiewicza jako poddanego rosyjskiego nie podlegały ochronie prawa autorskiego, z czego korzystali tłumacze i wydawcy w innych krajach i nie płacili mu honorariów, z wyjątkiem firm tak niezwykłych, jak Little, Brown and Co w Bostonie. Sam pisarz znowuż, jak dowodzi jego korespondencja z Niemcem Praunem, ze Słoweńcem Miklavcem czy z rodakami Wodzińskim i in., przez całe lata rezygnował z honorariów, oddając je do dyspozycji tłumaczy.

Sprawa ta nabrała dlań znaczenia dopiero na samym schyłku w. XIX w związku z popularnością dzieł jego w Rosji, przekładanych i wznawianych wielokrotnie, a nie przynoszących mu grosza, wydawcy bowiem rosyjscy traktowali go widocznie tak samo jak pisarzy niemieckich czy francuskich. Zniecierpliwieniem pisarza tłumaczy się jego list do Uchtomskiego na jubileusz Puszkina, gdy usiłował położyć kres samowoli w gospodarowaniu swą własnością i zmusić wydawców, by coś z ogromnych swych dochodów ofiarowali na cele publiczne.

Krok ten miał swe uzasadnienie w głosach prasy rosyjskiej, która już dawniej, bo w r. 1895 na łamach dziennika „Nowoje Wriemia” poruszała drażliwą sprawę honorariów pisarza polskiego. Wówczas to pojawił się satyryczny wierszyk jakiegoś poety moskiewskiego, powtórzony w przekładzie przez „Kraj” w takim oto brzmieniu:

Przemądra jest „Russkaja Mysl” Listy, rzecz politycznie rozważa,
Drukuje dzieła Polaków, lecz honorariów nie płaci,
Współpracowników swych polskich słowy wdzięczności obdarza,
Stąd redaktorom jest ciepło Listy, a marzną zaś literaci.
„Merci” za „merci” z daleka odpowiedź Lachów brzmi głucha:
Z wyrazów waszej wdzięczności nie sprawim sobie kożucha.
Dość ci i tego, nasz drogi warszawski współpracowniku,
Że w „Ermitrażu” spijamy na cześć twą szklanic bez liku,
Że w bezinteresowności ku wspólnej trwając uciesze,
Szlemy ci w stylu szlachetnym stuwyrazowe depesze.
I gdyby (niech losy chronią go dziś i każdego czasu)
Henryk Sienkiewicz zapragnął pójść kiedykolwiek „do lasu”,
Powiemy śmiało, i na to wszelkie mieć będziem prawa,
Ze grosza od nas przenigdy nie wzięła „polskaja sprawa”.
Przemądra jest „Russkaja Mysl” i dba o swoją powinność:
I zysk do zysku gromadzi, i zachowuje niewinność.

„Kraj” 18 IX 1895, XIV, nr 20, s. 24. Listy, Redakcja „Russkaja Mysl”, Listy, t. V, cz. 3, s. 320, 321.

Wiersz ten był zapewne pogłosem depesz, wysłanych w lutym r. 1895 przez redakcję pisma „Russkaja Mysl” z okazji piętnastolecia jego istnienia, do Sienkiewicza i Orzeszkowej.
Odpowiedź Sienkiewicza brzmiała:
„Dziękuję szczerze za dowód uznania, jakie w mojej osobie składacie literaturze polskiej. Będąc pewnym, że przez wspólność pracy rozumiecie sprawę cywilizacji, zdrowego postępu i dążenie do stosunków opartych na wzajemnym poszanowaniu i sprawiedliwej opinii Listy, życzę Wam serdecznie wszelkich na tej drodze powodzeń”.

„Kraj” 21 II 1895, nr 6 Listy, przedr. w Orzeszkowej Listach zebranych, wyd. E. Jankowski, Warszawa 1955, t. 2, s. 334.

W okresie jubileuszowym stosunki te, błędnie przedstawione w wywiadzie Mariusa, ulec musiały poprawie, jak wskazywałby list do Pieriełygina, autora doskonałego przekładu Krzyżaków, świadczący, iż niektóre czasopisma rosyjskie honoraria wypłacały.

Pieriełygin M. I., (III 1900); Listy, t. III, cz. 2, s. 438, 439. Listy, Wodziński A., L 18 (7 II 1898); tamże, t. V, cz. 2, s. 360-362.

Znamienny list z 7 III 1900 do Wodzińskiego charakteryzuje kłopoty pisarza z wydaniami nieautoryzowanymi we Francji, Ameryce i we Włoszech i jego niechęć do procesowania się, jako rzeczy niezgodnych z jego usposobieniem, a odbierających mu spokój i możność skupienia się.

Wodziński A., L 29; Listy, t. V, cz. 2, s. 383-386.

Procesowali się za niego inni, odwołując się do jego opinii i poparcia. I tak firma neapolitańska, Detken i Rocholl, której w grudniu 1899 rejentalnie udzielił upoważnienia do przekładów włoskich, wytoczyła w styczniu w Mediolanie proces wydawcom nielegalnych przekładów Quo vadis, Rodziny Połanieckich, Potopu i Pana Wołodyjowskiego i sprawę przegrała, sąd bowiem orzekł, iż wskutek nienależenia Rosji do konwencji i istnienia nieautoryzowanych przekładów z włoskiego na rosyjski, „każdy wydawca we Włoszech ma prawo tłumaczenia i wydawania dzieł Sienkiewicza”.

Weryha-Darowski A., O własność literacką Sienkiewicza, „Kraj”1900,XIX, nr 8, s. 122 (ogromne sprawozdanie z procesu).

Nie mniej zawiłe stosunki prawne wystąpiły w Anglii, gdzie Wilson Barrett uzyskał od Sienkiewicza prawo przerobienia na dramat Quo vadis i prawo to usiłował rozciągnąć na całą Europę. Polemiki prasowe i ingerencja Sienkiewicza doprowadziły do procesu, który dał wyniki takie same jak we Włoszech.

„Kraj” 1900, XIX, nr 10, s. 157 (korespondencja z 10 III pt. O prawa autorskie). Listy, Barrett W, Listy, t. I, cz. 1, s. 44-47 i Whitney and Comby, tamże, t. V cz. 3, s. 208-210.

Do kategorii tej należy również proces wiedeński z września r. 1901 między H. Bauermannem a Anną Dolcini, związany z wystawieniem przeróbki Barretta.

„Czas” 27 IX 1900, nr 222.

Dalsze pogłosy jubileuszu. Prasa codzienna z pierwszych miesięcy r. 1901 przynosi raz po raz wiadomości dotyczące hołdów jubileuszowych. Krzyżują się one z odgłosami wojny bokserskiej w Chinach, o której powszechnie mówiło się i pisało. Na tle tych spraw „Słowo” przyniosło z początkiem stycznia krótką notatkę, powtórzoną przez „Czas”.

„Sienkiewicz o sobie. Echa jubileuszu wciąż brzmią. Udręczony hołdami i pochwałami Sienkiewicz miał komuś powiedzieć: «Chin i Sienkiewicza mam już dość»”.

„Czas” 8 I 1901, nr 6. Listy, Redakcja „Świata”, styczeń 1901.

Przekład Quo vadis przez Eli Halperine-Kaminskiego

Halperine-Kaminski J. (E.), L 1, 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 64-68.

Nadanie Sienkiewiczowi tytułu „Civis Romanus” (obywatel rzymski). Na wniosek syndyka Rzymu, Prospera Colonny, Sienkiewicz Listy, autor Quo vadis Listy, otrzymał w roku jubileuszowym swej twórczości zaszczytny tytuł „Civis Romanus”.

Ciampoli D., L 2; Listy, t. V cz. 3, s. 38-40.

Mianowanie Sienkiewicza członkiem honorowym Czeskiej Akademii Nauk Cesarza Franciszka Józefa. Członkiem tym Sienkiewicz został jesienią 1900 roku.

Czeska Akademia Nauk w Pradze, list dziękczynny, Listy, t. V cz. 3, s. 145, 146.
1901
Autobiografia. „Wieczory Rodzinne”, warszawskie pismo dla młodzieży, w numerze 1 ogłasza list Sienkiewicza do redaktora Ignacego Balińskiego, zaopatrywany później tytułem Marzenia młodości. Te wspomnienia z lat dziecinnych są pierwszą do druku przeznaczoną próbą autobiograficzną pisarza, niezbyt skłonnego do mówienia o sobie i własnym życiu.

Baliński I., Listy, t. I, cz. 1, s. 36, 37.

Zainteresowania rodową genealogią. Sienkiewicz, zainteresowany w związku ze swym jubileuszem genealogią rodową, kieruje list do Adama Bonieckiego, znanego heraldyka, z zapytaniem o dzieje swego rodu i o etymologię herbu Oszyk. W tej samej sprawie pisze list do J. A. Karłowicza.

Boniecki A., L 1, 2; Listy, t. I, cz. 1, s. 91-96. Listy, Karłowicz J. A., L 1, 5; tamże, t. III, cz. 1, s. 78-81, 87-90. Listy, Oppman A., L 1, 2; tamże, t. III, cz. 2, s. 251-253 (Informacja o artykule F. Hoesicka, Ród Sienkiewicza i Wola Okrzejska, drukowanym w „Wędrowcu” 1902, nry 49-52).

Dawni koledzy. Z kolegami uniwersyteckimi, Konradem Dobrskim, lekarzem, Władysławem Andrzejkowiczem i kilku innymi, Sienkiewicz utrzymuje przez całe lata stosunki przyjacielskie. Dla przypomnienia dawnych czasów corocznie w styczniu urządza dla nich wieczór.

Woronieccy M. i F., L 22; Listy, t. V, cz. 2, s. 493, 494.

„Julian Apostata”, próba powieści. W styczniu Sienkiewicz nosi się z pomysłem napisania powieści o Julianie Apostacie; w poszukiwaniu materiałów do niej zwraca się, w niezachowanym liście, do arcybiskupa Józefa Teodorowicza i porozumiewa się z Kazimierzem Morawskim, jako znawcami świata starożytnego.

Krechowiecki A., L 12; Listy, t. III, cz. 1, s. 333-335. Listy, Chrzanowski I., Studia i szkice, Kraków 1939, t. 2, s. 198.

Koło Polskie w Berlinie składa hołd jubileuszowy. List dziękczynny Sienkiewicza z 11 lutego 1901.

Koło Polskie w Berlinie, Listy, t. V, cz. 3, s. 158, 159.

Koło Polskie w Wiedniu składa hołd jubileuszow y. List dziękczynny Sienkiewicza z 11 lutego 1901.

Koło Polskie w Wiedniu, Listy, t. V, cz. 3, s. 160.

Członek honorowy korporacji Lutycja w Dorpacie. Podziękowanie za tę godność z 22 stycznia 1901.

Lutycja. Korporacja w Dorpacie, t. V, cz. 3, s. 186.

Polowania. W styczniu Sienkiewicz zawzięcie poluje na „kury” w okolicach Warszawy, o ile nie przeszkadzają mu kłopoty z zębami.

Ejsmondowie Fr. i M., L 5-7; Listy, t. I, cz. 1, s. 359-408.

Polowanie w Poturzycy. W majątku Poturzyca, własności Dzieduszyckich, Sienkiewicz w pierwszych dniach marca kładzie 3 dziki, 2 kozły i 2 lisy.

„Czas” 6 III 1901, nr 54. – Galdemar A., Listy, t. I, cz. 1, s. 433-435. – Gawalewicz M., L 8 (10); Listy, t. I, cz. 1, s. 445. – Wodziński A., L 36; tamże, t. V, cz. 2, s. 393, 394. – Woro- nieccy M. i F., L 24, 26; tamże, t. V cz. 2, s. 495-497.

Wyjazd do Włoch. Wskutek choroby córki Sienkiewicz jedzie z nią i jej towarzyszką, Angielką, Gardiner, do Włoch 14 III. Przebywa tam w Bordighierze i Sestri Levante oraz Lugano do połowy maja. We Włoszech odwiedzają go z Paryża wydawca Natanson i Br. Kozakiewicz.

„Czas” 17 III 1901, nr 64; 11 V 1901, nr 108. – Janczewska J., L 475; Listy, t. II, cz. 3, s. 308, 309. – Kozakiewicz Br., L 4, 5; tamże, t. III, cz. 1, s. 196-205. – Wodziński A., L 37; tamże, t. V, cz. 2, s. 394, 395. – Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 372-375. – Pieniążek P, L 1; Listy, III, cz. 2, s. 434. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 33; tamże, t. IV cz. 1, s. 158-161. – Szetkiewiczowie K. i W, L 138, 139; tamże, t. V cz. 1, s. 452-457. – Załuski B., L 1; tamże, t. V cz. 2, s. 570-572. – Sienkiewiczówna H., L 25; tamże, t. IV, cz. 3, s. 419-421.

Wystawa jubileuszowa. Wystawa urządzona na dochód Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności w lokalu Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa, organizatorzy bowiem innego uzyskać nie mogli, objęła 364 eksponaty, a mianowicie: I. Fotografie i portrety, II. Wydania polskie dzieł Sienkiewicza, III. Przekłady na języki obce, IV Prace o Sienkiewiczu, V Autograf Quo vadis, VI. Dyplomy honorowe pisarza, VII. Adresy jubileuszowe, VIII. Dary i pamiątki, IX. Dary jubileuszowe, X. Obrazy, XI. Nuty i albumy. Katalog jej, sporządzony przez Stefana Dembego (który dostarczył wydań polskich i obcych), Wacława Rydzewskiego i Zygmunta Wolskiego, ukazał się w tygodniku „Sport”, 13 IV 1901, nr 15, s. 11-24 z podobiznami eksponatów.

[caption id="attachment_1506" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. ok. 1901 r.[/caption]

Listy w sprawie Quo vadis. Żywiołowe powodzenie powieści o Neronie wywołuje głosy zarówno entuzjastyczne, jak krytyczne; Sienkiewicz sam dwukrotnie zabiera głos w sprawie Quo vadis na łamach prasy; 21 III pisze list do publicysty francuskiego, Ange Galdemara, by wyjaśnić okoliczności powstania powieści, głównie pod wpływem znajomości Rzymu; w kilka dni później, 28 III, znowuż w liście do Br. Kozakiewicza, ogłoszonym w „Figaro” (w przekładzie) i w dwutygodniku paryskim „L’Art du Théâtre” (w podobiźnie), odpiera zarzuty jednego z najgłośniejszych krytyków ówczesnych, Ferdynanda Brunetière’a, co do swej rzekomej zależności od utworów Dumasa i innych pisarzy francuskich.

„Czas” 21 III 1901, nr 67 (Galdemar A.); 11 V 1901, nr 108 (Kozakiewicz Br.). – Fénéon F., Listy, t. I, cz. 1, s. 415, 416. – Flammarion E., L 1, 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 419, 420. – Galdemar A., tamże, t. I, cz. 1, s. 433-435. – Kozakiewicz Br., L 3; tamże, t. III, cz. 1, s. 194-196.

Wywiad dla „Corriere della Sera”. Włoscy wielbiciele autora Quo vadis korzystają z jego pobytu w Lugano i usiłują skłonić go do odczytów (we Florencji), a przynajmniej do wypowiedzi dla prasy włoskiej. Sienkiewicz pierwszy projekt stanowczo odrzuca, przedstawicielowi zaś dziennika neapolitańskiego „Corriere della Sera” udziela wywiadu, odpowiadając na jego pytania. W sprawie pesymizmu, którego w dziełach jego dopatrzył się jeden z krytyków włoskich, oświadcza, że intencje jego przesadzono, wierzy bowiem w ostateczne zwycięstwo dobra, w stosunku zaś do człowieka nie ironizuje, lecz raczej boleje nad nim. Zapytany o dalsze plany literackie, oświadcza, iż nosi się z pomysłem powieści o Sobieskim i nawet rozdziały jej wstępne ma gotowe, dementuje zaś plotkę, jakoby zawarł na dzieło umowę z wydawcą angielskim, proponującym mu jakoby 400 funtów sterlingów honorarium. Mówi dalej, iż wierszy nie pisuje, jakkolwiek przekładał Horacego i Tibulla, wyjaśnia wreszcie swoje stanowisko wobec literatury włoskiej. Po włosku czyta, choć nie mówi, powieści włoskie zna przeważnie z przekładów francuskich. Z uznaniem wymienia romanse D’Annunzia, lecz spogląda na nie bardzo krytycznie, nadzwyczajnie zaś ceni w poezji Ody barbarzyńskie Carducciego.

„Czas” 10 IV 1901, nr 82 (interview z Sienkiewiczem). – Rom., Sienkiewicz na Riwierze, „Kurier Warszawski” 21 IV 1901, nr 109.

Ilustracje do Quo vadis. Charakterystyczne są uwagi Sienkiewicza o stosunku do malarza Quo vadis Jana Styki. Styka sporządził w r. 1900 wspaniałe ilustracje do luksusowego wydania powieści u Flammariona w Paryżu (w przekładach I. (E.) Halpérine-Kaminskiego), w r. 1912 zaś wystawił w Paryżu panoramę, która stała się sensacją i przyczyniła się ogromnie do spopularyzowania Sienkiewicza we Francji.

„Pisał do mnie Halpérine-Kaminsky, że Flammarion mimo mego listu, w którym odmówiłem upoważnienia i zgody, wydaje jednakże Quo vadis z ilustracjami Styki. Ponieważ Halpérine-Kaminsky napisał mi, że nawet milczenie moje będą uważali za zgodę, więc protestowałem jeszcze raz. – Styce oczywiście nie mogłem dać pozwolenia dawszy je poprzednio, z porozumieniem się z Wami, Stachiewiczowi. Stykę znam bardzo mało – i dziwię się ogromnie, że mimo moich stanowczych protestów chciał należeć do tej współki”.

Kozakiewicz Br., L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 199. – Halpérine-Kaminsky I. (E.), L 2; tamże, t. III, cz. 1, s. 67, 68.

Ankieta szwajcarska w sprawie Quo vadis. W „Revue Helvetique” z 10 kwietnia 1901 ukazały się odpowiedzi pięciu osób na ankietę w sprawie Quo vadis, a wśród nich studium Matyldy Kobryner Essai sur Henri Sienkiewicz.

Kobryner M., Listy, t. III, cz. 1, s. 128, 129.

Miesięczny pobyt w Krakowie. Sienkiewicz spędza kilka tygodni w Krakowie, gdzie 12 V ogląda Wesele Wyspiańskiego.

Kotarbińska L., Wokoło teatru, Warszawa 1930, s. 293. – „Czas” 11 V 1901, nr 108; 14 VI 1901, nr 133.

Pobyt w Zakopanem w drugiej połowie maja.

Sienkiewiczówna H., L 26; Listy, t. IV, cz. 3, s. 421, 422.

W Warszawie. Wróciwszy do Warszawy, ogląda zapewne wystawę darów jubileuszowych, urządzoną w Towarzystwie Prawidłowego Myślistwa, a szczegółowo opisaną w tygodniku „Sport”, z końcem zaś czerwca zwiedza incognito po raz pierwszy Oblęgorek.

„Czas” 3 VII 1901, nr 149. – „Wędrowiec” 20 IV 1901, nr 16, s. 307 (Krytyczne uwagi o wystawie). – „Sport” 1901, nr 15. – Załuski K. B., L 2; Listy, t. V, cz. 2, s. 572-574.

Otrzymanie cyklu obrazów z Tysiąca i jednej nocy Józefa Deskura.

Deskur J., Listy, t. I, cz. 1, s. 205, 206.

Członkostwo honorowe Towarzystwa Tatrzańskiego. Towarzystwo Tatrzańskie, założone w r. 1877, nadało Sienkiewiczowi w r. 1901 tytuł członka honorowego.

Towarzystwo Tatrzańskie, list dziękczynny (17 VI 1901); Listy, t. V, cz. 3, s. 377, 378.

Przyjazd do Krakowa. 26 VII Sienkiewicz przyjeżdża do Krakowa i wieczorem jest na operze Manru I. Paderewskiego. Wiadomości o dalszych krokach pisarza nie mamy, prawdopodobnie spędził on kilka tygodni w Zakopanem, w połowie zaś sierpnia był ponownie w Krakowie i wieczór przebył u Kotarbińskich.

„Czas” 26 VII 1901, nr 169. – Kotarbińska L., Wokoło teatru, Warszawa 1930, s. 295.

Pogłoski o Nagrodzie Nobla. W prasie warszawskiej i krakowskiej, począwszy od września, pojawiają się pogłoski, jakoby Sienkiewicz był jednym z kandydatów do Nagrody Nobla.

„Czas” 9 VIII 1901, nr 181. – „Kraj” 1901, XX, nr 29, s. 341.

Pobyt w Karlsbadzie w hotelu „Rudolfshof”.

Sienkiewiczówna H., L 28; Listy, t. V cz. 3, s. 425-427.

Otwarcie teatru w Łodzi. 29 IX Sienkiewicz w towarzystwie H. Siemiradzkiego i kilku literatów warszawskich bierze udział w otwarciu nowego teatru w Łodzi. Dla upamiętnienia tych odwiedzin łodzianie, zapewne z inicjatywy redaktora „Rozwoju”, Czajewskiego, zamierzają zebrać sumę 2500 rb na nagrodę za najlepszy utwor dramatyczny, wyróżniony przez konkurs im. Sienkiewicza.

„Czas” 26 X 1901, nr 238. – „Kurier Warszawski” 1 X 1901, nr 271.

Jesień w Warszawie. Jak wskazują daty niewielu listów z tego okresu, miesiące od września do grudnia upływają Sienkiewiczowi w Warszawie, gdzie w połowie grudnia choruje.

Krechowiecki A., L 13; Listy, t. III, cz. 1, s. 335-338. – Boniecki A., tamże, t. I, cz. 1, s. 91-96. – Kościelscy J. i M., tamże, t. III, cz. 1, s. 173-177. – Woronieccy M. i F., L 25-28; tamże, t. V cz. 2, s. 496-498.

Odezwa w sprawie ofiar wrzesińskich. 22 XI ukazuje się w „Czasie” odezwa Sienkiewicza piętnująca prześladowanie dzieci polskich przez władze pruskie we Wrześni i nawołująca do składek na ofiary barbarzyństwa. Odezwa, odbita w postaci ulotek, powtórzona przez całą prasę galicyjską (prócz „Naprzodu”, który nie chciał dawać przedruku z konserwatywnego „Czasu”) i Królestwa, przedrukowywana w prasie obcej, francuskiej, angielskiej i rosyjskiej, była pierwszym bezpośrednim wystąpieniem pisarza polskiego przeciw Prusom.

„Czas” 22 XI 1901, nr 269. Halperine-Kaminski I. (E.), Listy, t. III, cz. 1, s. 64-68. – Pstrokońska Z., L 2; tamże, cz. 3, s. 245, 246. – Osuchowski A., L 3; tamże, t. III, cz. 2, s. 294, 295.

Zapowiedzi Na polu chwały. Na długo przed rozpoczęciem powieści o Sobieskim Sienkiewicz zapowiada jej napisanie, co więcej, z Warszawskim Towarzystwem Artystyczno-Wydawniczym zawiera 19 XI umowę, ustalając honorarium na 18 000 rb, nakład zaś na 10 000 egzemplarzy oraz udziela autoryzacji na przekład niemiecki. Tym tłumaczą się coraz częstsze pod koniec roku pogłoski w prasie o powstawaniu nowej powieści.

D 56, s. 94 (Praun J., L 6; Listy, t. III, cz. 3, s. 228) i s. 256 (Warsz. Tow. Akcyjne Artystyczno-Wydawnicze). – „Kraj” 1901, XIX, nr 30, s. 353; 1901, nr 41, s. 484. – Warszawskie Towarzystwo Akcyjne Artystyczno-Wydawnicze, Listy, t. V, cz. 3, s. 382, 383.

Sienkiewicz na scenie polskiej. W ciągu r. 1901 stale pojawiają się przeważnie nieudolne przeróbki sceniczne utworów Sienkiewicza. W Warszawie tedy wystawiano Panią Wołodyjowską i Selima, w Krakowie zaś opracowanych przez A. Walewskiego Krzyżaków.

„Czas” 29 VII 1901, nr 197; 4 XII 1901, nr 279; 23 XII 1901, nr 295 ( Krzyżacy).

Quo vadis na scenach obcych. W Paryżu teatr „Porte Saint-Martin” wystawia wiosną przeróbkę Moreau przy współudziale Kozakiewicza. Prasa, z wyjątkiem „Figara”, wyraża się o tej imprezie ujemnie.

„Czas” 19 III 1901, nr 65; 20 III 1901, nr 66; 23 III 1901, nr 69.

Teatr „Alhambra” w Brukseli gra Quo vadis.

„Kraj” 1901, XX, nr 51, s. 603.

W Pradze pod koniec roku zdobywa powodzenie przeróbka Hofmana.

„Czas” 22 XI 1901, nr 269; 20 XII 1901, nr 293. – „Kraj” 1901, XX, nr 51, s. 604.

Cyrk Br. Teruzzi w Odessie wystawia Quo vadis jako pantomimę.

„Kraj” 1901, XX, nr 50, s. 592. – Głosy prasy paryskiej omawia (z błędnymi uwagami o stosunku do nich Sienkiewicza) F. Bostel („Pamiętnik Literacki”, R. XXX, 1933, s. 540-541, przypis).

Procesy o prawo własności utworów Sienkiewicza. Gebethner i Wolff wytacza w Krakowie proces Fr. Wiśniewskiemu o sprzedawanie Krzyżaków w nielegalnym wydaniu gdańskim księgarza B. Milskiego i uzyskuje wyrok skazujący obwinionego na 300 koron grzywny i konfiskatę egzemplarzy.

„Czas” 4 XII 1901, nr 279 (Rozprawa o „ Krzyżaków” w krakowskim trybunale karnym).

Konstanty Woźniak, posiadający prawo reprodukowania ilustracyj J. Kossaka do Ogniem i mieczem, wytacza proces wydawcy poznańskiemu, Antoniemu Rosemu, o bezprawne wydanie owych ilustracyj na kartach pocztowych; otrzymuje 1000 marek odszkodowania i zwrot reszty nakładu.

„Czas” 29 X 1901, nr 249.

Pierwsze studia biograficzno-literackie o Sienkiewiczu. Prasa codzienna i periodyczna w związku z jubileuszem Sienkiewicza przynosi garść prac o charakterze biograficznym, opartych na dokumentach. Pojawiają się tedy odpisy metryki urodzenia, świadectwa szkolne itd., nade wszystko zaś I. Chrzanowski drukuje wiersze studenckie i listy do K. Dobrskiego w sprawie powieści Na marne. Pracom tym towarzyszy powódź artykulików wspomnieniowych zazwyczaj wątpliwej wartości.
1902
Członek honorowy Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Carrarze. Sienkiewicz był w Carrarze, największym i najbardziej znanym od starożytności ośrodku wydobycia i obróbki słynnych białych marmurów rzeźbiarskich, jesienią 1897 r., gdy jako przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika Mickiewicza w Warszawie nadzorował wybór marmuru na jego pomnik. Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Carrarze nadała mu tytuł członka honorowego. Dyplom, przechowywany w Oblęgorku, nosi datę 25 stycznia 1902.

Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Carrarze, list dziękczynny z r. 1899, Listy, t. V cz. 3, s. 175, 176.

Konkurs dramatyczny łódzki im. Sienkiewicza. Ogłoszone warunki konkursu dramatycznego im. Sienkiewicza przewidują dwie nagrody, 1000 rb i 300 rb. Nagrody ufundowali redaktor „Rozwoju” W. Czajewski (500 rb), Sienkiewicz (100 rb) i inni (700 rb). Ponieważ w ciągu roku na konkurs nadesłano 80 utworów, Sienkiewicz zwołuje 21 XII pierwsze posiedzenie jury, do którego wchodzą na razie Wł. Bogusławski, I. Chrzanowski, J. Karłowicz, M. Massonius i J. A. Święcicki.

„Czas” 14 I 1902, nr 10; 20 I 1902, nr 15. – Chrzanowski I., L 6; Listy, t. I, cz. 1, s. 127. – Ejsmondowie i M., L 10; tamże, t. I, cz. 1, s. 364, 365 i L 23, tamże, s. 372. – Krechowiecki A., L 17; tamże, t. III, cz. 1, s. 345-348. – Święcicki J. A., L 2, 3; tamże, t. V, cz. 1, s. 495, 496.

Członek honorowy „Lutni” petersburskiej.

List dziękczynny z 15 sierpnia 1902.

„Lutnia” petersburska, Listy, t. V, cz. 3, s. 184, 185.

Konkurs fotograficzny warszawski. Sienkiewicz wchodził w skład jego jury. Pierwsze wyróżnienie otrzymały fotografie Malinowskiego, którego imienia „Kurier Warszawski” z 1 stycznia 1903 nie podaje.

Karłowicz J. A., L 7, 8; Listy, t. III, cz. 1, s. 90, 91.

Odpowiedź na ankietę w sprawie Boerów. Na ankietę dziennika paryskiego „Journal” Sienkiewicz odpowiada zestawieniem polityki angielskiej i pruskiej.

D 53, s. 185.

Pan Wołodyjowski – dramat muzyczny Henryka Skirmuntta. Teatr lwowski wystawia 21 III utwór Skirmuntta. Libretto opery ułożył on już w r. 1899.

„Czas” 25 III 1902, nr 70 (recenzja F. Szopskiego). – „Kraj” 1899, nr 16, s. 38 (Nowy poeta).

Wystawa Sienkiewiczowska w Rosji. Wystawa malarzy polskich, ilustrujących dzieła Sienkiewicza (J. Kossak, F. Kostrzewski, St. Batowski, P. Stachiewicz, Wł. Tetmajer i in.), objeżdża Petersburg, Moskwę, Charków i inne miasta rosyjskie.

„Kraj” 1902, XXI, nr 17, s. 196; 1902, nr 18, s. 21.

Wyjazd do Szwajcarii. Sienkiewicz, który pierwsze miesiące 1902 r. spędził w Warszawie, w marcu odwiedził rodzinę w Krakowie, 10 IV zaś pojechał na miesiąc do Szwajcarii, gdzie przebywał w Lozannie.

„Czas” 14 IV 1902, nr 85. – Woronieccy M. i F., L 30; Listy, t. V, cz. 2, s. 498, 499. – Szetkiewiczowa W, L 141; tamże, t. V, cz. 1, s. 161, 162.

Przeprowadzka do Oblęgorka. Zapowiadany na koniec maja wyjazd do Oblęgorka nastąpił 9 VI. Po zlikwidowaniu mieszkania na Wspólnej 24 i kilkudniowej gościnie u M. Godlewskiego pisarz wyruszył do nowej siedziby, administrowanej bezinteresownie przez sąsiada Popławskiego, i pozostał tam do późnej jesieni.

Nowego ziemianina ludność okoliczna witała uroczyście banderiami chłopskimi, łukiem tryumfalnym pomysłu miejscowego rymarza oraz chlebem i solą w wioskach, przez które przejeżdżał.

„Czas” 21 V 1902, nr 114; 22 V 1902, nr 115; 10 VI 1902, nr 130 (głosy prasy warszawskiej i kieleckiej). – „Wędrowiec” 7 VI 1902, nr 23, s. 447. – Wodziński A., L 38, 39; Listy, t. V, cz. 2, s. 395-398. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 37-45; tamże, t. IV, cz. 1, s. 167184. – Sienkiewiczówna H., L 31-35; tamże, t. IV, cz. 3, s. 429-435. – Skarżyński B., tamże, t. V cz. 1, s. 34, 35. – Szetkiewiczowa W, L 142; tamże, t. V, cz. 1, s. 462-465.

W Warszawie ukazuje się Album Oblęgorka, obejmujący 12 fotografii z życia Sienkiewicza na wsi.

„Czas” 28 VII 1902, nr 192. – „Kraj” 1902, XXI, nr 32, s. 13.

Honorowy obywatel miasta Lwowa. Dnia 30 czerwca 1902 odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Miasta Lwowa pod przewodnictwem prezydenta Godzimira Małachowskiego, które uchwaliło mianowanie Sienkiewicza honorowym obywatelem Miasta Lwowa. Dyplom honorowy wraz ze złotym medalem wręczono mu w Hotelu Saskim w Krakowie 18 lutego 1904.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 85; Listy, t. IV, cz. 1, s. 250, 251. – Krechowiecki A., L 14; tamże, t. III, cz. 1, s. 339, 340.

Ogniem i mieczem w Petersburgu. W sierpniu w ogrodzie zoologicznym w Petersburgu wystawiono feerię o charakterze baletowym, osnutą na pomysłach powieści Sienkiewicza, zakończoną przedstawieniem połączenia Ukrainy z Rosją.

„Czas” 11 VIII 1902, nr 183.

Źródło „Ursus” w Oblęgorku. W Warszawie zawiązuje się spółka celem eksploatowania wody mineralnej ze źródła w Oblęgorku. Wskutek trudności komunikacyjnych (tłuczenia się butelek na bezdrożach kieleckich) pomysł okazał się nierealny.

Godlewski M., L 208; Listy, t. I, cz. 2, s. 268. – Baliński I., Wspomnienia o Warszawie, Edinburgh 1946, s. 23. – Janczewska J., L 479; Listy, t. II, cz. 3, s. 313-315. – Osuchowski A., L 4 (17 II 1902); tamże, t. III, cz. 2, s. 295-297. – Dobrzycki H., tamże, t. I, cz. 1, s. 335, 336. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 36; tamże, t. IV cz. 1, s. 166, 167 i Sienkiewiczówna H., L 30; tamże, t. IV, cz. 3, s. 428, 429.

Odwołanie Na polu chwały. Przedwcześnie zapowiadana i reklamowana przez redakcję powieść o Sobieskim okazuje się zadaniem ponad siły zmęczonego i wyczerpanego pisarza; wobec nalegania redakcyj, naciskanych przez prenumeratorów, Sienkiewicz 30 IX pisze list do Władysława Maleszewskiego, redaktora tygodnika „Biesiada Literacka” w Warszawie, zalecając swym miłośnikom cierpliwość. List ten, powtórzony przez wiele innych pism, „Biesiada Literacka” ogłasza w podobiźnie.

„Biesiada Literacka” 10 i 17 X 1902, nry 41-42. – Maleszewski W, Listy, t. III, cz. 2, s. 31. – Curtin J., L 13; tamże, t. I, cz. 1, s. 174, 175.

List do Karola Rosego. Równocześnie powstaje, datowany 7 IX, list do redaktora „Dziennika Berlińskiego”, podający rady i wskazówki polityczne dla pisma, mającego bronić i reprezentować stanowisko polskie w stolicy Niemiec.

„Dziennik Berliński” 24 IX 1902, nr 221. – „Kraj” 1902, XXI, nr 38, s. 5. – Rose K., Wspomnienia berlińskie, 1929. – Rose K., L 1; Listy, t. III, cz. 3, s. 364-366.

Obchody 25-lecia twórczości Marii Konopnickiej w październiku 1902. W październiku 1902 obchodzono w Krakowie i Lwowie 25-lecie pracy literackiej Marii Konopnickiej. Na czele warszawskiego Komitetu Jubileuszowego stał Henryk Sienkiewicz, któremu podziękowała poetka osobnym listem z 26 października 1903. Z ofiar społecznych zakupiono posiadłość Żarnowiec koło Krosna, gdzie obecnie mieści się Muzeum Konopnickiej. Jubileuszowy artykuł Maria Konopnicka zamieścił Sienkiewicz w „Bibliotece Warszawskiej” 1902, t. II, s. 421-428 (Dzieła, t. XLV).

Benni K., L 3; Listy, t. I, cz. 1, s. 73-75.

Jubileusz 60-lecia pracy społecznej Ludwika Górskiego, zorganizowany z inicjatywy Sienkiewicza w listopadzie 1902 r.

„Kurier Warszawski” 26 listopada 1902, nr 327, s. 2 i 7, 8. – Potkański K., L 84; Listy, t. III, cz. 3, s. 193, 194. – Sienkiewicz H. J., L 9; tamże, t. IV, cz. 3, s. 23-27.

List angielski w sprawie hakatyzmu. Miesięcznik londyński „The Contemporary Review” drukuje anonimowy artykuł polityczny o eksterminacyjnej polityce rządu pruskiego wobec Polaków. Artykuł ukazuje się ze wstępem Sienkiewicza.

„Czas” 4 XI 1902, nr 253.

Nowe mieszkanie warszawskie. Jesienią Sienkiewicz wraca z Oblęgorka do Warszawy, gdzie zajmuje nowe mieszkanie, Hoża 22.

Krechowiecki A., L 17; Listy, t. III, cz. 1, s. 345-348.

Wiceprezes Towarzystwa Polsko-Angielskiego. Nieznane bliżej Towarzystwo Filopolskie Artystyczno-Literackie w Londynie, zorganizowane za sprawą Edmunda Naganowskiego, wybiera Sienkiewicza swym wiceprezesem; pisarz godność tę przyjmuje z wdzięcznością.

„Kraj” 1902, XXI, nr 48, s. 25. – Naganowski E., L 3 (XI 1902); Listy, t. III, cz. 2, s. 211, 212.

Wieczór u Kotarbińskich. Niezupełnie jasne wspomnienia L. Kotarbińskiej mówią o udziale pisarza w dyskusji na temat inscenizacji Nieboskiej komedii i Irydiona.

Kotarbińska L., Wokoło teatru, Warszawa 1930, s. 272.
1903
Polowanie w Przecławiu. 14 I Sienkiewicz w towarzystwie syna i Edwarda Lubowskiego bierze udział w dużym polowaniu u Reyów w Przecławiu.

„Czas” 23 I 1903, nr 18. – „Kraj” 1903, XXII, nr 4, s. 20. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 51; Listy, t. IV, cz. 1, s. 192, 193.

Dar Reyów z Przecławia. Sienkiewicz otrzymał od Mieczysława Reya z Przecławia insygnia królewskie Zygmunta Starego, Zygmunta Augusta, Zygmunta III Wazy, Władysława IV, Konstancji Austriaczki i Cecylii Renaty z grobów królewskich na Wawelu jako tzw. Dar Reyowski.

Sienkiewicz H. J., L 17, 18; Listy, t. IV, cz. 3, s. 37-41.

Hołd cechów krakowskich. W obecności przedstawicieli duchowieństwa, świata naukowego, politycznego i prasy, 20 I cechy krakowskie, do których przyłączyła się telegraficznie „Dźwignia Lwowska”, w sali cechu Czerników na Kotłowem, składają twórcy Krzyżaków hołd jubileuszowy i ofiarowują mu album. Sienkiewicz przemawia, po obejrzeniu zaś albumu mówi: „Wszyscy, którzy pracujemy, jesteśmy rękodzielnikami, każdy należy do jakiegoś cechu”.

„Czas” 20 I 1903, nr 15 (Ku czci H. Sienkiewicza); 21 I 1903, nr 16 (depesza „Dźwigni”). – „Kraj” 1903, XXII, nr 3, s. 22.

Proces o ilustracje do Quo vadis. Piotr Stachiewicz sprzedał w r. 1900 prawo reprodukowania ilustracyj do Quo vadis Gebethnerowi i Wolffowi do wydawnictw krajowych, a Augustowi Raczyńskiemu dla zagranicznych. Raczyński wytoczył proces, uważając się za pokrzywdzonego, lecz przegrał go.

„Czas” 12 II 1903, nr 34.

Konkurs dramatyczny im. Sienkiewicza. Wobec braku wybitnej sztuki jury zmieniło warunki konkursu, wyznaczając jedną nagrodę 400 rb i trzy po 300 rb. Nagrodę pierwszą przyznano T. Rittnerowi za Maszynę, dalsze zaś Edwardowi Grabowskiemu (Sprawa Kępiny), Bol. Gorczyńskiemu (W noc lipcową) i St. Brzozowskiemu (Mocarz).

„Czas” 14 II 1903, nr 36.

Uroczyste otwarcie Wystawy Sztuki Polskiej w Wilnie. W kwietniu 1903 Ferdynand Ruszczyc wraz z Józefem Montwiłłem i Tadeuszem Wróblewskim dokonali uroczystego otwarcia Wystawy Sztuki Polskiej w Wilnie, na które nie przybył Sienkiewicz z powodu nagłego zachorowania Wandy Szetkiewiczowej.

Osuchowski A., L 7; Listy, t. III, cz. 2, s. 300, 301. – Wróblewski T., L 2; tamże, t. V, cz. 2, s. 599-563. – Sienkiewiczówna H., L 34; tamże, t. IV, cz. 3, s. 434, 435.

Zbiórka na szkolnictwo polskie w Cieszynie.

Osuchowski A., L 6, 7; Listy, t. III, cz. 2, s. 298-300. – Wróblewski T., L 1; tamże, t. V cz. 2, s. 559-562. – Orzeszkowa E., tamże, t. III, cz. 2, s. 257-259.

Pomoc dla A. Potockiego. Sienkiewicz żywo interesuje się działalnością Antoniego Potockiego, który w Paryżu zamierza wydawać pismo „La Pologne Contemporaine”, i dopomaga mu finansowo.

Kozakiewicz Br., L 7; Listy, t. III, cz. 1, s. 210-212.

Renowacja Wawelu po ustąpieniu stamtąd wojsk austriackich. W liście z 20 maja 1903 do Karola Lanckorońskiego, Sienkiewicz wyraża opinię o koncepcji renowacji Wawelu. – Przy odbudowie Wawelu zatrudniony był syn pisarza, Henryk Józef.

Lanckoroński K., Listy, t. III, cz. 1, s. 410-413.

„Ruja i porubstwo”. W odpowiedzi na ankietę warszawskiego „Kuriera Teatralnego” Sienkiewicz napisał aforyzm potępiający nadmiar w dramaturgii ówczesnej jaskrawego erotyzmu, czyli – jak to określił sposobem biblijnym – „ruję i porubstwo”. Wystąpienie to dało asumpt przedstawicielom młodego pokolenia do energicznych ataków na głośnego pisarza; wystąpili przeciw niemu Stanisław Przybyszewski, nade wszystko zaś Stanisław Brzozowski, który swymi artykułami na łamach „Głosu” warszawskiego zdobył po raz pierwszy rozgłos.

Sam Sienkiewicz wobec ataków tych zachował milczenie, podobnie jak w o rok wcześniejszej polemice o Zagłobę, gdy przeciwko poczytywaniu tej postaci za ideał cnót staropolskich wystąpił gwałtownie Ludwik Straszewicz (w „Kraju”, 1901, nr 50), dowodząc, że Zagłoba „to ten robak, co podcinał przez 200 lat z okładem korzenie bytu politycznego Polski”. Zagłoba znalazł wówczas swych namiętnych obrońców, usiłujących dać jego „rehabilitację”.

Obydwa te wystąpienia sprawiają, iż z jednej strony rozpoczyna się niewątpliwy zmierzch Sienkiewicza, z drugiej zaś opinia publiczna dzieli się na dwa odłamy, wielbicieli pisarza, poczytujących wszelkie uwagi krytyczne o nim czy o jego utworach za bluźnierstwo, i równie fanatycznych jego przeciwników, upatrujących w nim jedynie zacofanego piewcę szlachetczyzny. Powstała

podówczas legenda Sienkiewiczowska, wskutek braku rozważań naukowych, przetrwała po dzień dzisiejszy i dopiero obecnie wchodzi w stadium rewizji, mającej ustalić istotne zasługi pisarza i istotne wartości jego puścizny.

W dyskusji i polemice, wywołanej artykułami Brzozowskiego, bierze udział wielu pisarzy; St. Przybyszewski drukuje list otwarty, pytając, czy to jego Sienkiewicz miał na myśli („Głos”, nr 201); inni, L. Belmont, T. J. Choiński, E. Dawid, A. Drogoszewski, G. Glass, W. Nałkowski, J. Nowiński, zależnie od swej postawy politycznej – oświadczają się po stronie bądź Brzozowskiego, bądź Sienkiewicza. Ostatnim wyrazem tej wojny na pióra jest w formie książki wydany pamflet Nałkowskiego Sienkiewicziana z r. 1904. Przebieg kampanii przeciw Sienkiewiczowi lapidarnie ujął A. Drogoszewski w liście do Orzeszkowej z 4 V: „Kult Sienkiewiczowski stał się po prostu zmową. Rozproszyć te niezdrowe dymy – to obowiązek społeczny; o ocenę artysty jak najmniej w tej sprawie chodziło”.

Polemika O Zagłobę w „Kraju” 1902, XXI, nr 6, s. 61; 1902 nr 12, s. 133 (Spór o Zagłobę, list otwarty Odrowąża). – Wystąpienie Brzozowskiego nie doczekało się dotąd pełnego omówienia krytycznego. – Jankowski E., Z dziejów znajomości Orzeszkowej i Sienkiewicza, „Pamiętnik Literacki” R. XLVII, 1956, przedruk: tegoż Z różnych sfer. Studia i portrety, Warszawa 1994. – „Kurier Teatralny” 25 kwietnia 1903. – Redakcja „Kuriera Teatralnego”, Listy, t. V, cz. 3, s. 283, 284.

Zjazd wychowańców Szkoły Głównej. 6 VI na zjeździe w Warszawie Sienkiewicz wygłasza przemówienie.

„Kurier Warszawski” 7 VI 1903, nr 155; D 40, s. 119-121. – Radziejewska M., L 12; Listy, t. III, cz. 3, s. 292-297. – Sienkiewicz H. J., L 20; tamże, t. IV cz. 3, s. 42-46.

Lato w Oblęgorku. W Oblęgorku, gdzie pisarz spędza miesiące letnie, odwiedzają go rozmaici goście egzotyczni; 19-23 VI bawią tam Curtin z żoną (oraz ponownie 29 IX-1 X), w lipcu zaś delegacja duchowieństwa polskiego z Ameryki, zabiegająca w Rzymie o mianowanie biskupów polskich, ks. Wacław Kruszka i P. R. Mahany.

Benni K., L 6; Listy, t. I, cz. 1, s. 76, 77. – Kruszka W, L (28 XI1903); tamże, t. III, cz. 1, s. 401-403. – „Kraj” 1903, nr 40, s. 21. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 58-62, 64-76; tamże, t. IV cz. 1, s. 202-211, 214-242. – Szetkiewiczowa W, L 143; tamże, t. V cz. 1, s. 465-467. – Zwierowicz S., ks. bp, L 1; tamże, t. V cz. 2, s. 598-601.

Zabiegi o możliwość odprawiania Mszy Ś w. w kaplicy w Oblęgorku. Starania te poświadcza korespondencja z ks. Marianem Józefem Ryxem, biskupem sandomierskim.

Ryx M. J., Listy, t. III, cz. 3, s. 382-386.

Śmierć Zofii Sieńkiewiczowej. W lipcu umiera w Częstochowie siostra Zofia, żona Lucjana Sieńkiewicza, autorka słabiutkich Wierszy religijnych (Warszawa 1903).

„Biesiada Literacka” 24 VII 1903, nr 30, s. 79. – „Książka” 1903, s. 276. – Sienkiewiczówna H., L 35; Listy, t. IV, cz. 3, s. 435.

Morskie Oko odzyskane dla Polski dzięki Władysławowi Zamoyskiemu. Władysław Zamoyski, właściciel Kórnika pod Poznaniem i dóbr zakopiańskich, zmuszony przez władze pruskie do opuszczenia Kórnika, przeniósł się do Galicji. W r. 1889 zakupił na licytacji dobra zakopiańskie wraz ze znaczną częścią polskich Tatr. Do 1902 r. procesował się z księciem pruskim Christianem Hohenlohe o Morskie Oko i proces ten wygrał. W latach 1923-1924 wraz z siostrą Marią stworzył Fundację Zakłady Kórnickie i przekazał ją narodowi polskiemu. Fundacja obejmowała tzw. dobra kórnickie, czyli majątki ziemskie w Wielkopolsce z zamkiem w Kórniku wraz z Biblioteką, oraz dobra zakopiańskie wraz ze znaczną częścią Tatr polskich, która stała się podstawą Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Zamoyski Wł., L 2, Listy, t. V, cz. 2, s. 578, 579.

Powrót do pomysłu powieści o Othonie. W korespondencji pisarza pojawiają się, po raz pierwszy od grudnia 1900, wzmianki

o powieści rzymskiej.

Krechowiecki A., L 19; Listy, t. III, cz. 1, s. 350, 351. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 65; tamże, t. IV, cz. 1, s. 219-221.

Akcja w sprawie powodzian. W związku z klęską powodzi jesiennej, która nawiedziła Królestwo, Sienkiewicz 17 VIII ogłasza odezwę, wzywającą do zorganizowania pomocy dla poszkodowanych.

„Tygodnik Ilustrowany” 1903, nr 34, s. 663, 664, 1903, nr 51, s.1004 i prasa codzienna z 17 i 18 VIII. – Radziszewski K., Listy, t. III, cz. 3, s. 323, 324. – Szetkiewiczowie K. i W, L. 145; tamże, t. V, cz. 1, s. 469-471. – Janczewska J., L. 482; tamże, t. II, cz. 3, s. 321. – Osuchowski A., L 10; tamże, t. III, cz. 2, s. 305-307. – Redakcja „Tygodnika Ilustrowanego”, L 3; tamże, t. V cz. 3, s. 357, 358.

Wyjazd do Łodzi. Na wrzesień przypada wyjazd do Łodzi związany z konkursem dramatycznym i nużące „wielkie przyjęcia”.

Chrzanowski I., L 6; Listy, t. I, cz. 2, s. 127.

Październik w Warszawie. W połowie października pisarz wraca do mieszkania warszawskiego. Przygotowuje tutaj akcję na powodzian, zamierza pisać Na polu chwały, 23 X zaś pisze list na 80-lecie Adama Pługa. Trudności pracy tłumaczy żartobliwie przebyciem kuracji mlecznej, pisząc: „A co może powstać z mleka prócz sera?”.

Pietkiewicz A. (Adam Pług), Listy, t. III, cz. 2, s. 442, 443. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 71; tamże, t. IV, cz. 1, s. 232-234.

14 X bierze udział w otwarciu wystawy obrazów Henryka Siemiradzkiego.

Woronieccy M i F., L 33; Listy, t. V cz. 2, s. 502.

Kłopoty z powieścią Na polu chwały. Sienkiewicz, który 14 X donosił Janczewskiej „o Sobieskim – którego prawie nie zacząłem dotąd pisać”, rzecz całą wytłumaczył w liście z 27 XI do Krechowieckiego, a więc redaktora „Gazety Lwowskiej”, gdzie powieść była zapowiadana, podobnie jak w „Biesiadzie Literackiej”.

„Tobie jednemu i pod sekretem powiem, jak rzeczy stoją. «Biesiada» pomimo moich ostrzeżeń tak się zagalopowała w ogłoszeniach co do mojej powieści, że teraz ma, na co zasłużyła. Redaktorowi wymyślają od ostatnich słów, a on ma się ochotę powiesić i błaga mnie o ratunek. Powieść nie jest skończona, jest ledwo zaczęta, i źle zaczęta. Z tego początku nic nie zostanie. Ale Maleszewski zaklinał mnie, by mu dać choć to, co jest, byle zaczął przed Nowym Rokiem i zatkał czymkolwiek paszcze swoim prenumeratorom. Potem przerwie, ogłosi list, że powieść z powodu ciągle napływających dokumentów (w czym jest ziarno prawdy) ulega całkowitej zmianie – i nie będzie kończył tego początku, a dopiero może za trzy kwartały zacznie inny początek. Taki jest istotny stan rzeczy”.

Autor, dla zaradzenia trudnej sytuacji, zamierza dać w tygodniku, podobnie zresztą jak i w „Gazecie Lwowskiej”, nowelę Dwie łąki, napisaną 4 VIII w Oblęgorku, a przeznaczoną na odczyt na powodzian.

„Potem wezmę się do Sobieskiego naprawdę, ale jak to pójdzie – nie wiem, bo bezsenność nie opuściła mnie bynajmniej i czuję się z tego powodu ogromnie wyczerpany. Zwłaszcza wszelka dłuższa praca męczy mnie teraz nad wszelkie pojęcie”.

Krechowiecki A., L 20; Listy, t. III, cz. 1, s. 352-354. – Maleszewski W, L 1-11, 74; tamże, t. III, cz. 2, s. 30-39 oraz tamże, t. V, cz. 3, s. 88, 89. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 76; tamże, t. IV, cz. 1, s. 236-239, 241, 242.

Ostatecznie Sienkiewicz zarzucił pomysł zmiany początku, zachowane bowiem rękopisy powieści wykazują tylko drobne odchylenia między brulionem a czystopisem, i pierwsze rozdziałki Na polu chwały dał w dwu ostatnich numerach (51-52) „Biesiady Literackiej” oraz w wigilijnych numerach „Gazety Lwowskiej” i „Kuriera Poznańskiego”.

Akcja odczytowa na powodzian. W ramach Kasy Literackiej powstała grupa prelegentów z Sienkiewiczem na czele, złożona z Ignacego Balińskiego, Henryka Radziszewskiego i Witolda Lewickiego. Sienkiewicz odczytywał Dwie łąki. Grupa, której zarząd kolei oddał do dyspozycji specjalny wagon, rozpoczęła objazd 8 XII, udając się do Częstochowy; akcja objęła miasta Piotrków, Kielce, Radom, Lublin, Siedlce, Łódź, Kalisz, Kutno, Włocławek, Płock, Łomżę, Suwałki, Sosnowiec i Tomaszów, zakończyła się wreszcie 27 I 1904 r. w Warszawie.

„Tygodnik Ilustrowany” 1903, nr 34, s. 663, 664; 1903, nr 51, s. 1003, 1004. – „Rozwój” 23 XII 1903, s. 4. – Czempiński J., Kasa Literacka, Warszawa 1929 – „Czas” 12 XII 1903, nr 284. – Starnawski J., Fragment dziejów recepcji Sienkiewicza w Lublinie, „Kamena” 1955, s. 84-88, przedruk w książce Reymont i inni, Warszawa 2002, s. 140-145. – Ejsmond Fr., L 23; Listy, t. I, cz. 1, s. 372. – Frydro W, tamże, t. I, cz. 1, s. 428, 429. – Osuchowski A., L 35; tamże, t. III, cz. 2, s. 305-306. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 80-84; tamże, t. IV cz. 1, s. 245-250. – Zwierowicz S., ks. bp, L 2; tamże, t. V cz. 2, s. 600, 601.

List w sprawie wydania Guyota. 15 XII ukazał się list Sienkiewicza, przeznaczony dla prasy paryskiej, a protestujący przeciwko praktykom wydawcy nowelistów rosyjskich, Guyota, który zaliczył do nich i pisarza polskiego, zamierzając wydać wybór jego nowel.

„Gazeta Polska” 13 XII 1903, nr 341 (O prawa autorskie). – Sygietyński A., L 4; Listy, t.V cz. 1, s. 87, 88. – Redakcja „Le Figaro”, tamże, t.III, cz. 3, s. 258, 259.

Sienkiewicz wśród obcych. Wedle informacyj prasy polskiej, w r. 1903 przekłady dzieł Sienkiewicza pojawiają się masowo w krajach, w których pisarzem polskim dotąd albo się nie interesowano (jak w Rumunii), albo znano go niewiele (kraje skandynawskie, Ameryka Południowa).

Dziennik chrystiański „Verdens Gand” donosi, że H. Sienkiewicz jest spośród pisarzy współczesnych najpopularniejszy, najbardziej ceniony przez czytelników i krytykę. Szczególną poczytnością cieszy się Trylogia. Poza nią w przekładzie norweskim ukazały się Hania, Ta trzecia i Lux in tenebris lucet.

„Czas” 30 VII 1903, nr 172 (Sienkiewicz w Rumunii); 13 XII 1903, nr 285 (Norwegia). – „Kraj” 1904, XXIII, nr 10, s. 12.

Jubileusz 80-lecia Antoniego Pietkiewicza (Adama Pługa). List Sienkiewicza z 26 października 1903 na jubileusz Pługa napisany był na kilka dni przed śmiercią jubilata, który zmarł 2 listopada 1903.

Pietkiewicz A. (Adam Pług), Listy, t. III, cz. 2, s. 442-443.
1904
Głos w sprawie sprowadzenia prochów Słowackiego. 15 I w odpowiedzi na ankietę Akademickiego Komitetu do Sprowadzenia Zwłok Słowackiego do Kraju Sienkiewicz opowiada się za Wawelem, gdyby to zaś było niemożliwe, za grobowcem w Tatrach. Występuje natomiast kategorycznie przeciw pomysłowi sarkofagu w „Grobach zasłużonych” na Skałce w Krakowie, bo byłby to pogrzeb i grób „drugiej klasy”, co w wypadku poety tej miary co Słowacki byłoby „rzeczą wprost nie do pomyślenia”. Dla jednodniówki (Słowackiemu. Jednodniówka ku czci Juliusza Słowackiego, Kraków [1904]), wydawanej przez Komitet, Sienkiewicz przesyła humoreskę U bramy raju i honorarium za nią oddaje do dyspozycji Komitetu.

Akademicki Komitet do Sprowadzenia Zwłok Słowackiego do Kraju, L 1-4; Listy, t. V cz. 3, s. 115-121. – Lubowski E., L 21; tamże, t. III, cz. 1, s. 567.

Honorowy obywatel miasta Lwowa. 18 II Sienkiewiczowi, bawiącemu w Krakowie, w Hotelu Saskim, deputacja miasta Lwowa, w osobach prezydenta Małachowskiego, wiceprezydenta Ciuchcińskiego i radnego St. Głąbińskiego wręcza dyplom honorowego obywatelstwa tego miasta i wybity z tej okoliczności złoty medal z napisem: Henrykowi Sienkiewiczowi obywatelowi honorowemu miasto Lwów 30 VI, MCMII.

„Gazeta Lwowska” 19 II 1904, nr 40 (Hołd Lwowa Sienkiewiczowi). – „Czas” 19 II 1904, nr 40 (Owacja dla Sienkiewicza). – Krechowiecki A., L 22; Listy, t. III, cz. 1, s. 355-358. – „Kraj” 1904, XXIII, nr 11 (Dodatek „Życie i Sztuka”), s. 12. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, Listy, IV, cz. 1, s. 250, 251.

Powrót do Warszawy. 20 II.

„Gazeta Lwowska” 23 II 1904, nr 43.

Podziękowanie za członkostwo honorowe Francuskiego Towarzystwa Dobroczynności. Francuskie Towarzystwo Dobroczynnosci nadało Sienkiewiczowi w r. 1904 godność członka honorowego.

Francuskie Towarzystwo Dobroczynnosci, L (IV 1904). Listy, t. V, cz. 3, s. 152, 153.

Otrzymanie Legii Honorowej. 2 IV Sienkiewicz otrzymuje od rządu francuskiego order Legii Honorowej.

W liście z 5 IV do Kozakiewicza, który o odznaczenie to zabiegał, Sienkiewicz pisze:

„Sprawiło mi otrzymanie tego krzyża szczerą radość, jest to bowiem bądź co bądź odznaczenie polskiego literata, a zatem zaświadczenie – niepotrzebne może dla nas, ale pożyteczne na zewnątrz, że literatura polska to nie literatura zaścianka, że ludzie o niej wiedzą i umieją ją cenić”.

Kozakiewicz Br., L 12; Listy, t. III, cz. 1, s. 223.

W liście do ministra Delcassego dziękuje za order, zaznaczając, że jest pisarzem polskim, a nie rosyjskim, jak nazwano go w dyplomie.

„Wędrowiec” 9 IV 1904, nr 15, s. 297. – Kozakiewicz Br., L 9; Listy, t. III, cz. 1, s. 216, 217. – List do Delcassego w brulionie przy korespondencji Kozakiewicza w BN, w czystopisie w zbiorach JK., Delcasse Th., tamże, t. I, cz. 1, s. 192, 193. – Redakcja „Le Figaro” (7 XII 1904); tamże, t. V, cz. 3, s. 258, 259. – Kozakiewicz Br., tamże, listy 10-12, t. III, cz. 1, s. 217-223.

Opinia o Skalnym Podhalu. Listem warszawskim z 18 II Sienkiewicz zachęca K. Tetmajera, by postarał się o przekład Skalnego Podhala dla wpływowego miesięcznika paryskiego „Revue des Deux Mondes”, bo pismo to „chętnie umieszcza podobne rzeczy, a takich od początku swego istnienia jeszcze nie miało”.

W liście do Kozakiewicza znajduje się uzasadnienie tej opinii:

„...Czy pan otrzymał od Tetmajera Na skalnym Podhalu? – Są między tymi nowelkami arcydzieła, a mianowicie: Zbójnicka chałupa i Jak się Smaś wysluchał (wyspowiadał) ”.

Tetmajer K., L 2; D 56, s. 152; Listy, t. V, cz. 2, s. 551-553. – Kozakiewicz Br., L 12; tamże, t. III, cz. 1, s. 224.

Pomysł nowej trylogii. Na tle trudności, które wywoływała praca nad powieścią Na polu chwały, autorowi nasunął się pomysł rozbudowania jej planu do rozmiarów trylogii. Już w pierwszych dniach maja „Czas” podał to do wiadomości publicznej, w miesiąc zaś później „Biesiada Literacka” wydrukowała pompatyczny artykuł Trylogia „ Na polu chwały” z zarysem nowego projektu:

„Tyle mi się nagromadziło materiałów – słowa mniej więcej dokładne dostojnego autora – taka epopeja narodowa wygląda z planu, przykrojonego początkowo do jednotomowej powieści, że żal mi z tym wszystkim krótko się rozprawić; jeśli więc chcecie, napiszę wam trylogię”. Część jej pierwsza, drukująca się, ma się zakończyć marszem pod Wiedeń przez Częstochowę i Kraków, gdzie „nastąpi przegląd całego rycerstwa polskiego”; w części drugiej „wskrzeszone zostaną walki rycerstwa polskiego z nawałą turecką”; część trzecia „będzie powrotem tryumfalnym z pola chwały”. Na kończące rozmowę powtórne pytanie pisarza, czy redakcja zgadza się na taką zmianę, jej przedstawiciel „uścisnął z wdzięcznością dłoń twórcy nowej trylogii”, w dwa tygodnie zaś później raz jeszcze zapowiedział jej druk.

„Biesiada Literacka” 10 VI 1904, nr 24, s. 464; 1904, nr 26, s. 506. – „Czas” 5 V 1904, nr 103. – „Kraj” 1904, XXIII, nr 26, s. 12.

Wywiadu tego czy raczej rozmowy dotyczy zapewne list Sienkiewicza do Maleszewskiego, rozpoczynający się cierpką uwagą:

„Co to jest powiedzieć cokolwiek dziennikarzowi! Zeby choć dobrze powtarzali! Szkoda też, że Pan o tym z kimkolwiek mówił, ale skoro stało się – więc nie ma rady”. List ten ma datę 2 maja, zapewne więc rozmowa musiała odbyć się w końcu kwietnia, za czym przemawiałaby również data komunikatu w „Czasie”, ogłoszenie zaś artykułu redakcyjnego w „Biesiadzie” było wynikiem zrezygnowanej zgody Sienkiewicza na pomysł podany do wiadomości publicznej, a ostatecznie nie zrealizowany.

Maleszewski W, L 8; Listy, t. III, cz. 2, s. 35, 36.

Małżeństwo z Marią Babską. 5 V w kościele kanoniczek w Warszawie Sienkiewicz poślubił Marię Babską. Ślub odbył się w gronie najbliższej rodziny (dzieci pisarza, Ignacy Chrzanowski); po przyjęciu w domu W. Szetkiewiczowej, nowożeńcy wyjechali na Południe.

„Czas” 7 V 1904, nr 105; 9 V 1904, nr 106. – „Biesiada Literacka” 13 V 1904, nr 20, s. 387 (z fotografią M. Babskiej). – „Kraj” 1904, XXIII, nr 18, s. 17. – „Ziarno” 20 V 1904, nr 21, s. 401 (fotografia). – Janczewska J., L 483; Listy, t. II, cz. 3, s. 322-324. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, tamże, t. IV, cz. 1, s. 94-513 i cz. 2, s. 5-527.

Podróż poślubna. Sienkiewicz z żoną jedzie do Como, Lugano, Lucerny, Monte Carlo i Nicei, drugą połowę maja spędza w Wenecji, zameldowany w hotelu „Britania” jako de Simonis. – W Wenecji spotyka K. M. Górskiego, który w pamiętniku zapisuje ze zdziwieniem, że żona pisarza nie odznacza się ani młodością, ani urodą, sam zaś Sienkiewicz pisze o sobie jako nowożeńcu: „św. Henryk męczennik i jego kot”. – 15 VI Sienkiewiczowie bawią w Wiedniu.

Janczewska J., L 483; Listy, t. II, cz. 3, s. 322-324 – Górski K. M., Pamiętnik (rkps). – Woronieccy M. i F., L 38; Listy, t. V cz. 2, s. 504. – Sienkiewicz H. J., L 23; tamże, t. IV, cz. 3, s. 49-51. – Sienkiewiczówna J., L 4, 6; tamże, t. IV, cz. 3, s. 49-51 i 157-159. – Szetkiewiczo- wa W, L 146; tamże, t. V cz. 1, s. 471, 472.

Powrót do Oblęgorka. 24 VI „Biesiada Literacka” donosi o przyjeździe Sienkiewicza do Warszawy i wyjeździe do Oblęgorka, gdzie miesiące letnie poświęci on pisaniu Na polu chwały.

„Biesiada Literacka” 1904, nr 26, s. 506. – Janczewska J., L 469 (484, z Oblęgorka 7 IX); Listy, t. II, cz. 3, s. 324-326. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 96; tamże, t. IV, cz. 1, s. 266-268.

Ogniem i mieczem w teatrze Sary Bernhardt. Już w r. 1901 Sara Bernhardt zwróciła się do Sienkiewicza z propozycją wystawienia Ogniem i mieczem w jej teatrze paryskim. Świadczy o tym wiadomość w liście z 28 III 1901 do Br. Kozakiewicza, ogłoszonym przez niego w „Figaro” (z dodaniem komplementu pod adresem sławnej aktorki).

„...Sarze Bernhardt dałem upoważnienie na przeróbkę na scenę Ogniem i mieczem. Zgłosiła się o to telegraficznie z Ameryki. – Rzeczą tą mogłem rozporządzać – i nie mogłem ani nie chciałem jej odmówić. – Ponieważ scenizacja będzie dokonana na podstawie Waszego przekładu (innego – o ile wiem – nie ma), więc zapewne Sara Bernhardt porozumie się z Wami”.

Kozakiewicz Br., L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 200. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 98; tamże, t. IV, cz. 1, s. 271, 272.

„W dniu 22 bm. [X] odbyło się w teatrze Sary Bernhardt w Paryżu pierwsze przedstawienie Ogniem i mieczem. Sztukę udramatyzował Kozakiewicz wspólnie z synem Sary, Maurycym. Sięgnięto do zbrojowni i zabytków antykwarskich. Próby i przygotowania trwały rok. Sztuka ma zapewnione powodzenie. Bilety na premierę były wykupione na tydzień z góry”.

„Czas” 27 X 1904, nr 247. – Dwutygodnik paryski „L’Art du Théâtre”, nr 186-192 (doskonałe reprodukcje inscenizacji oraz aktorów). – „Wędrowiec” 5 XI 1904, nr 45, s. 373 (z fotografiami aktorów). – „Kraj” 1904, XXIII (Dodatek „Życie i Sztuka”), nr 39, s. 10, 11; 1904 nr 40, s. 8; 1904 nr 43, s. 9; 1904 nr 49, s. 9 (wiadomość o 50 przedstawieniach). – Kozakiewicz Br., L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 200, 201.

W Warszawie. Jesień, począwszy od października, upływa Sienkiewiczowi w Warszawie. Pisze nowelę U bramy raju, drukowaną w Krakowie w jednodniówce Słowackiemu (1904).

Dmochowski J., L 11; Listy, t. I, cz. 1, s. 226, 227. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 97-106, tamże, t. IV, cz. 1, s. 268-292.

List otwarty Polaka do ministra rosyjskiego. Anonimowo wydana broszura z datą „Lwów 1904”, wznowiona w r. 1905, włączona do zbiorku Dwie łąki (1908).

Egzemplarz wyd. 1 w Bibl. Jag. 2807/II.

List w sprawie jubileuszu B. Prusa. Dziennik łódzki „Rozwój” 1 XII, nr 276, drukuje w numerze poświęconym Prusowi list Sienkiewicza, wyjaśniający, iż autor zbyt ceni znakomitego pisarza, by zbyć go zdawkowym komplementem, o zamierzonym zaś uczczeniu go dowiedział się zbyt późno, by móc coś napisać.

Urządzenie mieszkania. 2 grudnia Maria Sienkiewiczowa zabiega o urządzenie mieszkania, które – jak głosi list do Janczewskiej -

„...wkrótce ma być przyprowadzone do porządku. Marynia wylatuje w tym celu co rano na Zydy, a co wieczór, ku wielkiej uciesze małej Dzinki, zjawia się w mieszkaniu jakiś grat z XVIII wieku w postaci ekranu albo ucha od porcelanowego... dzbanka, albo stołu, któremu brak tylko nóg i blatu – i następuje dokuczanie i urągowisko, które trwa do dnia następnego. Potem stolarze i tapicerzy odnawiają miesiącami takie patraki, a potem jeszcze pokazuje się, że to jest wprawdzie niewiele tańsze od czegoś nowego, ale niebrzydkie i bardziej indywidualne”.

Janczewska J., L 485; Listy, t. II, cz. 3, s. 327.

Zebranie w mieszkaniu Sienkiewicza w sprawie powołania Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Dnia 12 grudnia 19G4 w mieszkaniu Sienkiewicza przy ul. Hożej 22 odbyło się zebranie w sprawie projektowanego Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, które zostało powołane do życia 1 marca 1907 r.

Kochanowski J.K., L (12 XII 1907), Listy, t. III, cz. 1, s. 132, 133. – Wierzbowski T., tamże, t. V, cz. 2, s. 215, 216.

Uczczenie Marceliny Darowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek. Listem z dnia 23 grudnia 19G4 Sienkiewicz składa hołd matce Marcelinie Darowskiej za jej zasługi społeczne i pedagogiczne dzięki założeniu Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek, zajmujących się wykształceniem i wychowaniem kobiet.

Darowska M., Listy, t. I, cz. 1, s. 187, 188.

Gra towarzyska „Pan Zagłoba”, ułożona przez Natalię Dzierżkównę, spotkała się z wysoką oceną Sienkiewicza.

Dzierżkówna N., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 357.
1905
Wyjazd do Lowrany. W styczniu Sienkiewicz odwozi córkę do Lowrany we Włoszech i odwiedza leczącego się tam St. Witkiewicza.

Kosiński K., St. Witkiewicz, Warszawa 1928, s. 109.

List w sprawie szkolnej. Dziennik petersburski „Ruś” drukuje 18 III, nr 56 list otwarty Sienkiewicza, domagający się szkolnictwa polskiego w Królestwie Polskim. List ten, na podstawie oryginału, ogłasza równocześnie prasa polska.

Redakcja „Rusi”, Listy, t. V cz. 3, s. 313-319.

Broszura W sprawie bezrobocia szkolnego. W roku 1905 ukazała się broszura W sprawie bezrobocia szkolnego, wymierzona przeciwko strajkowi szkolnemu jako zjawisku szkodliwemu dla wykształcenia i wychowania młodzieży. Drukowane w niej były wypowiedzi bpa K. Ruszkiewicza, H. Sienkiewicza, L. Górskiego, T. Korzona, A. Popławskiego, A. Rembowskiego, I. Chrzanowskiego i M. Zamoyskiego. Wypowiedź Sienkiewicza była zatytułowana List Henryka Sienkiewicza do hr. Adama Krasińskiego i opatrzona datą 10 VII 1905.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, Listy, t. IV, cz. 1, s. 323.

Recenzja powieści A. France’a. Sienkiewicz ogłasza artykuł Książki i ludzie, recenzując w nim powieść Sur la pierre blanche Anatola France’a, który zaczepił w niej Quo vadis. Recenzent wykazuje, że pisarz francuski wytyka mu jako błąd historyczny to, co sam w powieści swej wprowadza (stosunki Pawła apostoła, a więc Zyda, z patrycjuszem rzymskim).

„Kurier Warszawski” 19 III i 2 IV 1905, nry 78 i 92. – Sienkiewicz H., Dwie łąki, Warszawa 1908.

Wyjazd do Szryńska. 7 IV Sienkiewicz bawi u Karczewskich w Szryńsku, na pograniczu Mazowsza i Prus, i wpisuje się tam do albumu.

Weber A. [Koźniewski K.], Niemal przed półwiekiem, „Dziś i Jutro”, 11 XII 1949, nr 49, s. 5.

Zerwanie z „Kurierem Warszawskim”. 12 IV Sienkiewicz wymawia, listem do F. Hoesicka, współpracę w dzienniku, w którym od r. 1902 ogłaszał swe drobne utwory, ostatnio zaś prócz artykułu o A. France’a, dał w numerze noworocznym szkic o Korynku.

Hoesick F., L 4; Listy, t. I, cz. 2, s. 353, 354.

Wywiad w sprawie szkolnej. Sienkiewicz udziela wywiadu korespondentowi dziennika „Birżewyja Wiedomosti” w sprawie szkolnej, zaznaczając, iż w razie otrzymania autonomii Królestwo w ciągu pół roku otworzyłoby 5000 szkół polskich.

„Czas” 18 IV 1905, nr 89.

W Krakowie. W końcu kwietnia Sienkiewicz bawi w Krakowie i zamierza udać się do Wisły i Lwowa.

Chwatowa S., L 3; Listy, t. I, cz. 1, s. 151.

Naród sobie. 3 V ukazuje się w prasie warszawskiej oraz w osobnej ulotce odezwa Sienkiewicza, wzywająca do składek na organizację szkolnictwa polskiego w ramach Macierzy Szkolnej.

Przyznanie Stypendium im. M. Sienkiewiczowej Kazimierzowi Woyczyńskiemu – informacja w liście 11 do K. Morawskiego z 15 VI 1905.

Morawski K., L 11; Listy, t. III, cz. 2, s. 136, 137.

Stosunki z Antonim Osuchowskim. Zarówno wywiad, jak odezwa pozostają w niewątpliwym związku z pozyskaniem Sienkiewicza dla polityki oświatowej stronnictwa narodowo-demokratycznego. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa stało się to za sprawą adwokata i działacza warszawskiego, Antoniego Osuchowskiego; list do niego ze stycznia 1906 r. dowodzi, iż Sienkiewicz był z nim wówczas w stosunkach zażyłych, których początki sięgają r. 1903, a które miały trwać do końca życia pisarza. Osuchowski, jeden z organizatorów tajnej Macierzy Szkolnej, poszukiwał człowieka z autorytetem, by zmienić go w narzędzie polityczne, i znalazł go w autorze noweli Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela. Zdołał go przekonać, że Macierz jest instytucją bezpartyjną, i w ten sposób wciągnął go w wieloletnią akcję polityczną.

Polowanie w Bielicach. W dniach od 29 do 30 czerwca Sienkiewicz poluje w Bielicach u Pawła i Marii Woronieckich.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 114, 115; Listy, t. IV cz. 1, s. 306-309.

Ukończenie powieści. Ok. 20 VIII, po lecie spędzonym w Oblęgorku, Sienkiewicz wraca do Warszawy z ukończonym rękopisem powieści Na polu chwały; druk jej w „Biesiadzie Literackiej” dobiega końca 20 X.

„Czas” 26 VIII 1905, nr 194 (wiadomość za „Słowem”).

Wywiad w sprawie autonomii. 14 X dziennik turyński „Momento” zamieścił wywiad swego korespondenta na temat autonomii; Sienkiewicz miał twierdzić, że autonomii sprzeciwia się Berlin, wywierający nacisk na politykę rosyjską. „Berliner Tageblatt” zwrócił się do pisarza z zapytaniem, czy są to istotnie jego poglądy, na co otrzymał odpowiedź, iż pisarz polski nie zna tajemnic dyplomatycznych, stoi natomiast na stanowisku, iż autonomia w Królestwie nie byłaby na rękę polityce pruskiej.

„Czas” 23 X 1905, nr 242 (za „Gazetą Polską”).

Z dzieła swego Sienkiewicz nie jest zadowolony. „Co do Na polu chwały – pisze do Kozakiewicza – wolałbym, aby powieść ta nie była tłumaczona, albowiem uważam ją za chybioną”. Przypisuje to okoliczności, iż obserwacja bieżących wydarzeń politycznych uniemożliwiła mu skupienie się na pracy wyłącznie literackiej. Rezygnuje z pomysłu nowej trylogii o Sobieskim.

Kozakiewicz Br., L 11 (15); Listy, t. III, cz. 1, s. 229.

Socjalizm a socjaliści. – Przyszły autor Wirów rozumie znaczenie socjalizmu, ma jednak zastrzeżenia co do taktyki socjalistów, którą w danej chwili poczytuje za szkodliwą dla narodu.

„Muszę się zastrzec, że na socjalizm patrzę jak na poważną ewolucję, z której muszą się narodzić równie poważne reformy społeczne – ale rozróżniam socjalizm od socjalistów [...] ”.

Kozakiewicz Br., Listy, t. III, cz. 1, s. 230.

Projekt pisma literackiego. Bezpośrednio po powrocie Sienkiewicz nosi się z zamiarem założenia tygodnika „Myśl Polska”, którego redakcję chciałby powierzyć I. Chrzanowskiemu. Inicjatywa ta nie doszła do skutku.

Chrzanowski I., L 11 (13); Listy, t. I, cz. 1, s. 132.

Ożywiona akcja polityczna. W ostatnich miesiącach roku Sienkiewicz rozwija ożywioną akcję polityczną, której kulisy partyjne są dotąd nieznane. W porozumieniu z ludźmi takimi, jak Ignacy Baliński, jak Adam Krasiński, a niewątpliwie i Osuchowski, ogłasza w październikowym zeszycie „Biblioteki Warszawskiej” odezwę w sprawie wyborów do Dumy, w listopadzie zaś w prasie codziennej ukazują się jego apele, jak Odezwa do rolników, Projekt komitetu narodowego pomocy dla pozbawionych pracy, list otwarty do Krasińskiego w sprawie szkolnej, wreszcie przemówienie z balkonu w Alejach Ujazdowskich nr 20, wygłoszone podczas „procesji narodowej”, tj. manifestacji 5 XI. Ze nie były to improwizacje, wypowiadane samorzutnie, dowodzi list właściciela mieszkania, z którego Sienkiewicz przemawiał, K. Budnego, do I. Chrzanowskiego z 29 IX 1929. Widać z niego wyraźnie, iż cała demonstracja była z góry ułożona. I to zapewne przez tych samych ludzi, którzy w ciągu r. 1905 podawali do prasy fałszywe wiadomości o represjach rządowych w stosunku do głośnego pisarza, o zabronieniu mu odczytu wPetersburgu czy o skazaniu go na areszt domowy.

Baliński I., Wspomnienia o Warszawie, Edinburgh 1946, s. 82. – Wróblewski J., Listy, t. V cz. 2, s. 557, 558. – Geisler E., tamże, t. I, cz. 1, s. 447, 448. – Osuchowski A., L 15; tamże, t. III, cz. 2, s. 309, 310.

Relacja Budnego brzmi jak następuje:

„Za to dużo wcześniej [przed r. 1914], bo jeszcze 5 listopada 1905 r. danym mi było stać się bezpośrednim świadkiem jednej z najpiękniejszych chwil, jakie przeżył Sienkiewicz. Miało to miejsce podczas pochodu pamiętnego, który stał się spontanicznym odruchem narodowym.

Z pewnością Szanowny Pan Profesor jest dokładnie świadomym okoliczności, w jakich ów historyczny pochód się odbył. Być może jednak, że jakiś szczegół z podanych poniżej wyszedł z pamięci Pańskiej lub nie jest mu znanym. Więc przypominam, że Skałłon zgodził się na odbycie pochodu, jak powszechnie mówiono, dopiero nad ranem w jednym z klubów towarzyskich, pod naciskiem znajomych Polaków.

Pisma poranne, którym szczegół ten nie był jeszcze znanym, doniosły, że pochód się nie odbędzie. Pomimo to w pochodzie przyjęło udział paręset tysięcy osób, organizacja pochodu okazała się świetną, a historycznej powagi i doniosłości dodał mu fakt, że po tylu latach sztandary narodowe po raz pierwszy wystąpiły na widok publiczny, a za nimi postępowało duchowieństwo katolickie, protestanckie i żydowskie.

Kiedy pochód wkroczył w Aleje Ujazdowskie, Sienkiewicz z rodziną i w towarzystwie Ignacego Balińskiego znajdował się na jednym z balkonów naszego mieszkania, które wówczas mieliśmy na pierwszym piętrze.

Pogoda była cudowna, pochodowi przyświecało iście wiosenne słońce. Od pierwszej chwili zauważano Sienkiewicza, pochyliły się przed nim sztandary, zatrzymało się na chwilę duchowieństwo i wówczas przez całe pięć kwadransy, kiedy w zwartych szeregach przesuwał się pochód, trwał jeden nieprzerwany okrzyk na cześć Sienkiewicza.

Wśród nieopisanego entuzjazmu słyszało się oderwane wyrazy: «nasza chwała, nasza duma, nasze słońce, nasze ukochanie» itp.

Głęboko wzruszony Sienkiewicz przemówił z balkonu, jak zawsze, pięknie i rozumnie; wspomniał, że «po dniach radości przyjść muszą dni pracy» – czuł się jednak niezmiernie wyczerpanym po tak entuzjastycznej i tak bezprzykładnie długiej owacji.

Kiedy po skończonym pochodzie uczyniłem uwagę, że żaden z pisarzy za życia nie był przedmiotem podobnego entuzjazmu, Sienkiewicz z właściwą mu skromnością odrzekł ze łzami w oczach, że otrzymał dziś za swoją pracę nagrodę «ponad wszelkie spodziewanie i zasługę», że nie marzył, aby takiego dnia mógł się doczekać.

Bezprzykładną swą skromność posunął tak daleko, że uprzedzał nas przed samym pochodem, że może stać się przedmiotem różnych awantur (?) z powodu niechęci, jaką wykazują w stosunku do niego młode siły dziennikarskie i literackie”.

Relację tę uzupełnia interesujący szczegół, podany przez Balińskiego: przemówienie Sienkiewicza powtarzał stojący obok publicysta, obdarzony potężnym głosem.

Baliński I., Wspomnienia o Warszawie, Edinburgh 1946, s. 82.

Nagroda Nobla. Szwedzka Akademia Nauk przyznaje Sienkiewiczowi Nagrodę Nobla (w wysokości 138 koron szw. = 200 000 fr.), równocześnie z jego niedawną antagonistką, Bertą Suttner. 9 XII laureat w towarzystwie Br. Kozakiewicza przyjeżdża do Sztokholmu. 10 XII otrzymuje nagrodę i bierze udział w bankiecie, na którym wygłasza po francusku przemówienie dziękczynne. 11 XII otrzymuje audiencję u króla i zaproszenie na obiad.

12 XII jest na przyjęciu u literata i uczonego, Alfreda Jensena, tłumacza klasyków polskich na język szwedzki. Jensen wygłasza własny wiersz na cześć gościa. 14 XII Sienkiewicz wyjeżdża do Wiednia, by tam w banku umieścić otrzymane pieniądze (pomnażające o 50% kapitał z r. 1900), 16 XII zaś przybywa na święta do Krakowa.

„Gazeta Lwowska”, 20 XII, nr 289. – „Pamiętnik Literacki” R. XX, 1923, s. 555, 556. – „Kraj” 1905, XXIV, nry 49, 50, s. 2, 3. – Jensen A., L 1-3; Listy, III, cz. 1, s. 51-58. – Osuchowski A., L 22; tamże, t. III, cz. 2, s. 317, 318. – Krechowiecki A., L 24; tamże, t. III, cz. 1, s. 361. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 136-149; tamże, t. IV cz. 1, s. 348-377. – Sienkiewicz H. J., L 31; tamże, t. IV, cz. 3, s. 65-67. – Henryk Sienkiewicz. W stulecie Nagrody Nobla. T. Lewandowski, W. Maciejewski, Poznań 2006; tu szczególnie ważne opracowanie: E. Gruszczyńska, Jensen i Sienkiewicz z archiwum Akademii Szwedzkiej, s. 85-102 oraz M. Bron jr., Dlaczego Sienkiewicz? Uzasadnienie wyboru w świetle źródeł archiwalnych Akademii Szwedzkiej, s. 103-161.

Przemówienie sztokholmskie, przesłane Krechowieckiemu 18 XII, następnego dnia ukazuje się w dziennikach warszawskich, krakowskich i lwowskich.

D 40, s. 140.

Wiersz Jensena w przekładzie Wawrzyńca Engstroem-Benzelstjerny (Tęsknym westchnieniem szemrzą Wisły brzegi) drukowany w „Czasie”, 15 XII 1906, w związku z przyznaniem autorowi nagrody w wysokości 5000 fr., ustanowionej przez Sienkiewicza bezpośrednio po otrzymaniu Nagrody Nobla, jako tłumaczowi pisarzy polskich.

„Kurier Warszawski” 20 XI 1906, nr 321.

Podziękowanie Jensenowi za gościnność sztokholmską.

Jensen A., L 1, 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 52-55.
1906
Styczeń w Krakowie. Sienkiewicz mieszka przez styczeń w pensjonacie Studzińskiej, Straszewskiego 27.

Sienkiewiczówna H., L 37; Listy, t. IV, cz. 3, s. 436-438.

Opinia o Wyspiańskim. Pod wpływem rozprawki I. Rosnera o Wyzwoleniu, Sienkiewicz wywodzi „ideę” tego dramatu z Grobu Agamemnona Słowackiego. „Wyspiański, który z niego bierze i formę, i treść, wziął tę muchę i zrobił z niej słonia – czy zaś miał zupełną świadomość, że to robi – to jeszcze pytanie”. Ponadto zarzuca poecie krakowskiemu, że „wziął Kraków za całą Polskę i nie pomiarkował, że u nas w ogóle za mało niż za dużo grzebie się w trumnach” (tj. zajmuje się przeszłością).

Pochwalski K., L 14 (26 I); Listy, t. III, cz. 2, s. 476.

Członkostwo Serbskiej Akademii Nauk. W lutym prasa przynosi wiadomość o mianowaniu Sienkiewicza członkiem-korespondentem Akademii w Belgradzie.

„Kurier Warszawski” 21 II 1906, nr 52; Serbska Akademia Nauk i Umiejętności (list Sienkiewicza z podziękowaniem za członkostwo), Listy, t. V, cz. 3, s. 365, 366.

Polowanie w Poturzycy. Ok. 20 II Sienkiewicz bierze udział w polowaniu w Poturzycy, majątku Tadeusza Dzieduszyckiego. Dwa dni wcześniej przebywa we Lwowie, w hotelu George’a.

Pochwalski K., L 14, Listy, t. III, cz. 2, s. 474-477. – „Kurier Warszawski” 21 II 1906, nr 52. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 151-156; Listy, t. IV, cz. 1, s. 379-387.

Akcja filantropijno-oświatowa. Krakowski Komitet Niesienia Pomocy Rannym i Głodnym Polakom pod Panowaniem Rosyjskim wypłaca w porozumieniu z H. Sienkiewiczem i A. Osuchowskim „50 000 kor. na rzecz rannych i głodnych na Litwie i obecnie 15 000 na rzecz najpilniej potrzebujących pomocy w Królestwie Polskim. Dalej wypłacono 2000 kor. Związkowi Pomocy Narodowej w Krakowie na koszta kursów dla maturzystów z Królestwa [pozbawionych możności kończenia szkół wskutek strajku szkolnego] i 200 koron Tow[arzystwu] Bratniej Pomocy słuchaczów Politechniki we Lwowie dla politechników z Królestwa”.

„Kurier Warszawski” 22 II 1906, nr 53. – Osuchowski A., L 13; Listy, t. III, cz. 2, s. 308. – Redakcja „Czasu”, L 4; tamże, t. V cz. 3, s. 247, 248. – Redakcja „Dziennika Chicagowskiego”, tamże, t. V, cz. 3, s. 254, 255.

List otwarty do Polaków w Ameryce. 2 III prasa polska ogłasza list Sienkiewicza do Polonii amerykańskiej o pomoc finansową dla głodującej ludności Królestwa Polskiego.

„Kurier Warszawski” 2 III 1906, nr 61 i wiele innych dzienników. – Ks. H. Orłowski z USA, podziękowanie za pomoc materialną dla robotników, którzy znaleźli się na bruku wskutek rewolucji 1905 r. – Orłowski H., Listy, t. III, cz. 2, s. 254-256. – Osuchowski A., L 13 (14 I 1905); tamże, t. III, cz. 2, s. 308 oraz L 25, tamże, t. III, cz. 2, s. 322-324.

Członkostwo rzymskiej akademii „Arkadia”. W marcu Sienkiewicz otrzymuje wiadomość, iż znana instytucja rzymska, zwana „Akademią Arkadów”, powołała go, jako twórcę Quo vadis, na swego członka i nadała mu imię „Mireo Parrasio”. Upewniwszy się, iż jest to nieszkodliwa zabawa, Sienkiewicz godność przyjmuje.

„Kurier Warszawski” 5 III 1906, nr 64; 12 V 1906, nr 130. – Wrotnowska M., L 15, Listy, t. V cz. 2, s. 556. – Krechowiecki A., L 26 (9 III 1906; tamże, t. III, cz. 1, s. 365.

Liga Oświaty. Petersburska Liga Oświaty zaprasza Sienkiewicza, na co on odpowiada odmownie, zaznaczając jednak sympatię dla tej instytucji jako analogicznej do Macierzy Szkolnej.

„Kurier Warszawski” 29 III 1906, nr 88 (za dziennikiem „Rjecz”), list napisany przed 27 lutego 1906. – Liga Oświaty w Petersburgu, Listy, t. V, cz. 3, s. 179.

Kontakty z endecją galicyjską. 12 III, w przeddzień powrotu do Warszawy, Sienkiewicz nawiązuje kontakty polityczne z redakcją „Słowa Polskiego”, dziennika lwowskiego, bojowego organu endecji w Galicji.

Wasilewski Z., L 1-3; Listy, t. V, cz. 2, s. 188-193.

Wspieranie młodzieży artystycznej. Sienkiewicz odpowiada pozytywnie na apel Józefa Mehoffera popierania młodzieży artystycznej, jednak nie może wejść do Komitetu organizującego dla niej pomoc z powodu zbyt wielu obowiązków.

Mehoffer J., L (13 II 1908); Listy, t. III, cz. 2, s. 59-61.

Odmowa udziału w założeniu pisma „Strażnica”. „Uważam, że w kraju naszym istnieją tysiące potrzeb bez porównania ważniejszych od zakładania nowych organów prasy”.

Bartoszewicz K., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 48, 49.

Wybory do Dumy. Wobec projektu wybrania Sienkiewicza posłem do Dumy, ogłasza on 4 IV list do włościan z Kaźmierzy Małej pod Pińczowem, iż nie jest politykiem i mandatu przyjąć nie może, równocześnie jednak bierze udział w akcji przygotowania wyborów i 22 IV występuje z mową na zebraniu przedwyborczym w Dolinie Szwajcarskiej w Warszawie; kreśli tu zadania przyszłego Koła Polskiego w parlamencie rosyjskim jako rzecznika spraw Królestwa na tle polityki Rosji ówczesnej. Zostaje wybrany z okręgu IX obok Wł. Jabłonowskiego, St. Libickiego i in. W rękopisie zachowała się nadto odezwa do Żydów, wzywająca ich jako synów wspólnej ziemi do solidarności ze społeczeństwem polskim.

„Kurier Warszawski” 5 IV 1906, nr 95 (List do włościan). – 24 IV 1906, nr 112, s. 5 (Mowa Sienkiewicza). – „Naród” 27 IV 1906, nr 35, s. 1.

Wymiana depesz z T. Rooseveltem. Na wieść o katastrofalnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło San Francisco, Sienkiewicz wysyła depeszę z wyrazami współczucia do prezydenta USA Teodora Roosevelta, otrzymuje za nią podziękowanie, które ogłasza w prasie.

„Kurier Warszawski” 12 V 1906, nr 130. – Roosevelt Th., Listy, t. III, cz. 3, s. 363.

[caption id="attachment_1508" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. i X[/caption]

Narada endecka. 14 V Sienkiewicz zaprasza do siebie na konferencję Romana Dmowskiego, Antoniego Osuchowskiego, Stanisława Libickiego i A. Święcickiego.

Osuchowski A., L 27; Listy, t. III, cz. 2, s. 325, 326.

Wynikiem obrad była zapewne odezwa, skierowana przeciwko strajkowi robotniczemu pośrednio, bezpośrednio zaś nawołująca do pomocy dla łamistrajków, ogłoszona z podpisem Sienkiewicza w dwa dni później.

„Kurier Warszawski” 16 V 1906, nr 134.

Wypoczynek w Weggis. Sienkiewicz w towarzystwie żony i córki spędza czerwiec w Weggis w Szwajcarii, w hotelu „Belle Vue”. Rozczytuje się tutaj w Horacym, Liwiuszu i Faguecie (Pour qu’on lise Platon). – Pobyt w Seelisbergu, w hotelu „Sonnenberg Kurhaus”, również w czerwcu 1906.

Osuchowski A., L 28, 29; Listy, t. III, cz. 2, s. 326-331. – Kozakiewicz Br., L 18; tamże, t. III, cz. 1, s. 236-238. – Pieniążek P., L 2; tamże, t. III, cz. 2, s. 434-436. – Potkański K., L 89, 90; tamże, t. III, cz. 3, s. 205-213. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 159; tamże, t. IV 1, s. 394. – Sienkiewicz H. J., L 35-37; tamże, t. IV, cz. 3, s. 74-82.

Pobyt w Krakowie w drodze powrotnej z Weggis w dniach od 11 do 29 lipca 1906.

Sienkiewiczowa M. z Babskich., L 162-170; Listy, t. IV, cz. 1, s. 398-416. – Sienkiewiczówna H., L 38; tamże, t. IV, cz. 3, s. 438-440.

Składki na sprowadzenie zwłok Słowackiego. Na ręce Sienkiewicza napływają do administracji „Kuriera Warszawskiego” składki na sprowadzenie zwłok Słowackiego do kraju.

„Kurier Warszawski” 16 VI 1906, nr 164, s. 6.

Polska Macierz Szkolna. 8 VII następuje „urzędowa inauguracja Macierzy legalnej”, na którą znany przemysłowiec warszawski, K. Szlenkier (teść I. Chrzanowskiego), ofiaruje 100 000 rb. Sienkiewicz, wybrany prezesem Rady Nadzorczej, wzdraga się przed przyjęciem tego stanowiska z obawy, czy podoła nowym obowiązkom.

„Tygodnik Ilustrowany” 14 VI 1906, nr 28, s. 549. – Chrzanowski I., L 14; Listy, t. I, cz. 1, s. 133, 134. – Osuchowski A., L 28-32; tamże, t. III, cz. 2, s. 326-334.

Lato w Warszawie i Oblęgorku. Powróciwszy 13 VII do Warszawy, Sienkiewicz udaje się do Oblęgorka i tam spędza lato.

Jeszcze jedna opera Quo vadis. Dyrektor filharmonii w Terano, Józef Righetti, napisał jednoaktową operę Lygia, przeznaczoną dla sceny w Nowym Jorku.

„Kurier Warszawski” 25 VII 1906, nr 203. – Janczewska J., L 489; Listy, t. II, cz. 3, s. 338-346. – Marinelli L., Quo vadis? Traducibilità e tradimento, „Europa Orientalis” 1984, z. 3, s. 131-147.

List do Związku Sokołów w Ameryce. Sienkiewicz, spędzający sierpień w Seelisbergu w Szwajcarii, dziękuje za członkostwo honorowe Związku Sokołów w Ameryce.

„Czas” 10 VIII 1906, nr 182. – Związek Sokołów Polskich w Ameryce, list z podziękowaniem, Listy, t. V, cz. 3, s. 406-408.

Wrzesień w Karlsbadzie. 11 IX, tj. w cztery dni po przybyciu do uzdrowiska, gdzie bawi do końca miesiąca, Sienkiewicz rozpoczyna dziesięcioletnią korespondencję z Wandą Ulanowską. Listy, pisywane od tej daty do dziesięcioletniej podówczas córki (adoptowanej) prawnika krakowskiego, prof. Bolesława Ulanowskiego, są, podobnie jak w latach dawniejszych korespondencja z J. Janczewską, podstawowym źródłem wiadomości biograficznych.

Ulanowska W, L 1; Listy, t. V, cz. 2, s. 22, 23. – Hassewicz St., L 2; tamże, t. I, cz. 2, s. 333, 334. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 171-189; tamże, t. IV, cz. 1, s. 417-450. – Sienkiewicz H. J., L 38; tamże, t. IV, cz. 3, s. 83, 84. – Sienkiewiczówna J., L 7; tamże, t. IV, cz. 3, s. 160-162.

Udział Sienkiewicza w zorganizowaniu sali polskiej na Mostra Biennale w Wenecji. Sienkiewicz zainteresował tą sprawą Juliusza Hermana, prezesa Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, oraz Edwarda Raczyńskiego, mecenasa sztuki i właściciela obrazów w Rogalinie.

Fradeletto A., L 1, 2; Listy, t. I, cz. 2, s. 421-423. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 173; tamże, t. IV, cz. 1, s. 419-422.

Przekłady Horacego dokonane przez Sienkiewicza w Weggis w czerwcu 1906 r.

Potkański K., L 90; Listy, t. III, cz. 3, s. 208-213.

Przypowieści antyczne. W ciągu sierpnia i września powstają opowiadania i przypowieści z życia starożytnego, Diokles i Przygoda Arystoklesa. Pierwszą z nich Sienkiewicz poleca odbić dla tłumaczy w drukarni Anczyca i egzemplarze jej rozsyła przyjaciołom, jak A. Krechowiecki, K. Morawski i S. Pawlicki. Honorarium przeznacza na Macierz Szkolną.

Gorecka M., L 2; Listy, t. I, cz. 2, s. 286, 287. – Krechowiecki A., L 25 (27); tamże, t. III, cz. 1, s. 368-379. – Morawski K., L 12 (13); tamże, t. III, cz. 2, s. 138, 139. – Pawlicki S., L (8 X), tamże, t. III, cz. 2, s. 422, 423. – Birkenmajer A., Nieznane rarissimum sienkiewiczowskie, [w:] Księga na dziesięciolecie biblioteki w Bydgoszczy, Bydgoszcz 1932, s. 152 in. Krechowiecki A., L 27; Listy, t. III, cz. 1, s. 368-371. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 173 oraz 185, 186, 188; tamże, t. IV, cz. 1, s. 419-422, 428-430, 432-434, a także 442, 444, 448. – Sienkiewiczówna J., L 7; tamże, t. IV, cz. 3, s. 160-162.

Seminarium dla Nauczycieli Ludowych w Ursynowie powstało w październiku 1906. Założycielami prawnymi byli m.in. B. Prus, H. Sienkiewicz, A. Osuchowski, L. J. Kronenberg, M. Zamoyski i A. Krasiński. Ten ostatni przekazał bezinteresownie dla Seminarium pałac w Ursynowie, gdzie mieszkał niegdyś J. U. Niemcewicz, wraz z 120-hektarowym folwarkiem i parkiem. Podstawą utrzymania Seminarium były fundusze, zebrane wśród społeczeństwa. Kuratorem Seminarium był A. Osuchowski.

Osuchowski A., L 28; Listy, t. III, cz. 2, s. 326-329. – Potocki M. S., tamże, t. III, cz.3, s. 219-221. – Wysokiński H., tamże, t. V, cz. 2, s. 564-566.

W Krakowie i Zakopanem. 8 X Sienkiewicz bawi w Krakowie, mieszka w hotelu Pollera, w parę dni później wyjeżdża do Zakopanego, gdzie mieszka w pensjonacie „Liliana”. Rozwija tutaj ożywioną działalność publicystyczną w dziedzinie życia politycznego w Królestwie Polskim i w Poznańskiem.

Krechowiecki A., L 27 (8 X); Listy, t. III, cz. 1, s. 368-371. – Masłowski L., list z datą Zakopane, 14 X; tamże, t. III, cz. 2, s. 54-56. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 162-170; tamże, t. IV, cz. 1, s. 398-416. – Skiwski J., L 2; tamże, t. V, cz. 1, s. 38, 39. – Święcicki J. A., L 10; tamże, t. V, cz. 2, s. 503- 505.

Artykuł Obecna chwila polityczna. W końcu października powstaje duży artykuł o sytuacji w Królestwie w związku z wyborami do Dumy, drukowany 10 XI w „Dzienniku Poznańskim” (nr 257), włączony do tomiku Dwie łąki pt. Zjednoczenie narodowe. Artykuł ten miał mieć kontynuację pt. Hej, ramię do ramienia, której jednak autor, zajęty innymi sprawami, nie napisał. Artykuł ten prasa postępowa oceniła jako wyraz zbliżenia się Sienkiewicza do endecji i jako przejście od patriotyzmu do nacjonalizmu.

Krechowiecki A., L 26; Listy, t. III, cz. 1, s. 364-368. – Koskowski B., tamże, t. III, cz. 1, s. 159-164. – Święcicki J. A., L 12; tamże, t. V, cz. 1, s. 505-508. – Opinie prasy (głos L. Straszewicza w „Kurierze Codziennym”) podaje „Kraj” 1906, XXV, nr 44, s. 11. – Osuchowski A., L 40; Listy, t. III, cz. 2, s. 351-353. – Ejsmondowa M., L 43; tamże, t. I, cz. 1, s. 383, 384. – Redakcja „Słowa”, L 18; tamże, t. V, cz. 2, s. 342, 343.

List otwarty do cesarza Wilhelma II. Korespondencja z Kazimierzem Morawskim zawiera materiały do dziejów głośnego wystąpienia Sienkiewicza przeciw polityce pruskiej w formie listu otwartego do króla pruskiego i cesarza niemieckiego, Wilhelma II. Na propozycję dziennika „Echo de Paris”, zakomunikowaną przez posła do sejmu pruskiego, Macieja Mielżyńskiego, Sienkiewicz zdecydował się odpowiedzieć nie artykułem w sprawie stosunków prusko-polskich, lecz listem otwartym, jako utworem o znacznie szerszym zasięgu. Powziąwszy ten pomysł 4 XI, odbył w Krakowie konferencję z K. Morawskim, jako znawcą stosunków poznańskich, i St. Tarnowskim, jako wytrawnym politykiem, 12 XI. Przy czynnej pomocy Tarnowskiego zredagował list, poprawił go 14 XI w Zakopanem i od 19 XI rozpoczął wysyłanie go w przekładach, sporządzonych w Krakowie, do naczelnych dzienników francuskich, angielskich, amerykańskich, włoskich i niemieckich, niechętnych imperialistyczno-szowinistycznej polityce Prus. Tekst polski ukazał się 24 XI w „Czasie”, nr 270, i innych dziennikach krajowych. Jak dalece autorowi zależało na poparciu prasy polskiej, dowodzi jego list w sprawie stanowiska „Kuriera Warszawskiego” do Władysława Rabskiego z 26 X.

Kozakiewicz Br., L 19, 20; Listy, t. III, cz. 1, s. 239-250 – Morawski K., L 10-13 (15-18); tamże, t. III, cz. 2, s. 142-147. – Osuchowski A., L 36; tamże, t. III, cz. 2, s. 345, 346. – Rabski Wł., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 264-266. – Hassewicz St., L 3; tamże, t. I, cz. 2, s. 334, 335. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 192; tamże, t. IV, cz. 1, s. 453, 454. – Święcicki J. A., L 15-20; tamże, t. V, cz. 1, s. 510-518.

List, obliczony na zmobilizowanie przeciw Prusom i ich królowi niechętnej im z dawna opinii ogólnoeuropejskiej, wywołał żywy oddźwięk, skwapliwie notowany w „Kurierze Warszawskim”, w którym ukazał się podobnie jak w „Czasie” 24 XI, nr 325. Numery następne, z 25, 26, 28 XI przynoszą wiadomości o pogłosach w prasie francuskiej i niemieckiej (nr 329z 28 XI podaje replikę dziennika „Berliner Tageblatt”), następnie angielskiej i rosyjskiej (nr 330 i 333 z 29 XI i 2 XII). Sam Sienkiewicz żywo śledzi pogłosy swego wystąpienia, jak dowodzi paczka wycinków z dzienników francuskich; wycinki te zaabonował dla niego w agencji prasowej Br. Kozakiewicz. Prasa polska poparła solidarnie stanowisko Sienkiewicza, wyjątek stanowił tylko Czesław Jankowski, którego energicznie zaatakował Rabski artykułem Filip z Konopi („Kurier Warszawski”, 7 XII, nr 338). Przeciwko Jankowskiemu pojawiły się odezwy (jw., 13 XII, nr 344), za które Sienkiewicz dziękował telegraficznie ich autorom (L).

Replikę pisarza na odpowiedzi prasy pruskiej przynosił jego artykuł Przeciw intrygom hakatyzmu, drukowany 7 XII w „Czasie”, nr 281.

Powstanie Dzwonnika. Nowela, napisana w Zakopanem 23 XI, powstała w związku z jubileuszem czterdziestu lat twórczości E. Orzeszkowej i odczytana została w Krakowie przez Aleksandra Zelwerowicza na rzecz powodzian w Siedlcach.

Maleszewski W, L 3-5; Listy, t. III, cz. 2, s. 32-34. – Osuchowski A., L 42; tamże, t. III, cz. 2, s. 357, 358. – Święcicki J. A., L 7; tamże, t. V, cz. 1, s. 499, 500. – Morawski K., L 17; tamże, t. III, cz. 2, s. 144, 145.

Pogrzeb Klaczki. 28 XI Sienkiewicz bierze udział w pogrzebie Juliana Klaczki w Krakowie.

„Kurier Warszawski” 30 XI 1906, nr 331.

Pobyt w Krakowie. Ok. 20 XII Sienkiewicz osiada w Krakowie, w pensjonacie Brzeskiej, Wolska 6, gdzie zamierza pozostać do końca roku.

Osuchowski A., L 41, 42; Listy, t. III, cz. 2, s. 353-460.

Szkoła w Oblęgorku. Właściciel Oblęgorka ofiarowuje na szkołę „morgę dobrego gruntu”, drzewo na budynek i 500 rb, pozostawiając Macierzy Szkolnej resztę kosztów budowy i utrzymanie nauczycielki.

Osuchowski A., L 41; Listy, t. III, cz. 2, s. 354. – Janowski T., ks., tamże, t. III, cz. 1, s. 37-39.

Ogniem i mieczem na scenie. Filharmonia Warszawska 4 VIII, zaś teatr amatorski krakowskiego stowarzyszenia rzemieślników„Gwiazda” 11 XI wystawiają powieść Sienkiewicza w opracowaniu dramatycznym B. Filipowicza.

„Kurier Warszawski” 6 VIII 1906, nr 215. – „Czas” 10 XI 1906, nr 258.

Dwie ojczyzny, jedna swoja, a druga Włochy, bo one są kolebką kultury europejskiej. Słynny cytat z noweli Na jasnym brzegu, będący przedmiotem listu do dziennikarza włoskiego, E. Delle Roncole.

Roncole Delle E., Listy, t. III, cz. 3, s. 360-362.

Sienkiewicz jako czynny polityk. Autor Zjednoczenia Narodowego, umieszczony na liście Komitetu Centralnego do wspólnej akcji wyborczej w Warszawie, przewodnictwa przyjąć nie chce.

„Jestem człowiekiem pióra – pisze 28 XII – który się na interesach i działaniach związanych z polityką praktyczną nie zna i który z tymi rzeczami nie miał nigdy do czynienia. Nie umiem prowadzić obrad, nie potrafię zwracać ich, gdy wchodzą na błędne drogi, w stronę najwłaściwszą, nie mam żadnej wprawy w łagodzeniu konfliktów, a nie znając się w ogóle na interesach, nie potrafię streszczać poglądów i przedstawiać ich w sposób syntetyczny. Jednym słowem, mam poczucie, że obowiązki tego rodzaju będę spełniał źle i nieumiejętnie, nie zaś dobrze i biegle. Polityka stosowana jest to dziedzina dla mnie obca i chciałbym, by jako nieodpowiadająca moim wrodzonym zdolnościom, zawsze obca pozostała. Z tych względów nie kandydowałem do Dumy i unikałem wszelkich stanowisk związanych z praktyczną działalnością. Przyznaję sobie tylko jedną umiejętność, a mianowicie umiejętność zdawania sobie sprawy, do czego jestem zdolny, a do czego nie”.

Osuchowski A., L 43; Listy, t. III, cz. 2, s. 358, 359.

Akcja w sprawie Gadomskiego. Gdy dziennikarz narodowo-demokratyczny, Jan Gadomski, zginął od kuli bandyty w czasie napadu rabunkowego, Sienkiewicz zainicjował akcję pomocy dla żony zabitego, proponując wydanie w należącej do niej Bibliotece Dzieł Wyborowych tomu zbiorowego z utworami najwybitniejszych pisarzy ówczesnych. Rozpisał w tym celu listy do M. Konopnickiej, A. Krechowieckiego, J. A. Święcickiego i in., i w rezultacie wydawnictwo, w którym sam pomieścił nowelę Co się raz stało w Sydonie, doszło w r. 1907 do skutku pt. Pamięci Jana Gadomskiego koledzy.

Konopnicka M., L 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 141-144. – Krechowiecki A., L 28; tamże, t. III, cz. 1, s. 371, 373. – Święcicki J. A., L 10, 14, 19, 20; tamże, t. V cz. 1, s. 503-505, 508-509 i 516-518. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 224; tamże, t. IV, cz. 1, s. 503. – Tarnowski St., L 5; tamże, t. V cz. 1, s. 539-542.

W „komitecie centralnym” wyborów. Sienkiewicz zostaje przewodniczącym centralnego komitetu wyborów do Dumy, powstałego wskutek połączenie trzech stronnictw, Narodowej Demokracji, Partii Polityki Realnej i Polskiej Partii Postępowej.

„Tygodnik Ilustrowany” 12 I 1907, nr 2, s. 41. – Święcicki J. A., L 22; Listy, t. V cz. 1, s. 519, 520. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 201; tamże, t. IV cz. 1, s. 466, 467.

Dwudziestolecie „Lutni”. Depesza gratulacyjna do Piotra Maszyńskiego 10 grudnia 1906.

Maszyński P, Listy, t. III, cz. 2, s. 57, 58.

Dwudziestopięciolecie „piątków” Benniego.

Benni K., L 2; Listy, t. V cz. 3, s. 26, 27.
</document>
<document nplp_id="1397" title="Lwów" slug="lwow-2">Założony przez książąt ruskich Lwów przez wieki był miastem żydowskim. W XX wieku za sprawą mitologii narodowej stał się miastem wyjątkowym – symbolizującym polskość i przywiązanie do tradycji na Kresach Wschodnich. Utrata Lwowa przez Polskę po II wojnie światowej i dramatyczne losy jego mieszkańców przyczyniły się do powstania legendy miasta – ostoi polskości na wschodnich rubieżach dawnego państwa Jagiellonów. Ale nie tylko – obok Wilna Lwów stał się dla współczesnych poetów i pisarzy symbolem małej ojczyzny. Adam Zagajewski pisał:

„Zawsze było za dużo Lwowa, nikt nie umiał

zrozumieć wszystkich dzielnic, usłyszeć

szeptu każdego kamienia, spalonego przez

słońce, cerkiew w nocy milczała zupełnie

inaczej niż katedra, Jezuici chrzcili

rośliny, liść po liściu, lecz one rosły,

rosły bez pamięci, a radość kryła się

wszędzie, w korytarzach i w młynkach do

kawy, które obracały się same, w niebieskich

imbrykach i w krochmalu, który był pierwszym

formalistą, w kroplach deszczu i w kolcach

róż. Pod oknem żółkły zamarznięte forsycje.

Dzwony biły i drżało powietrze, kornety

zakonnic jak szkunery płynęły pod

teatrem, świata było tak wiele, że musiał

bisować nieskończoną ilość razy,

publiczność szalała i nie chciała

opuszczać sali”.

(Jechać do Lwowa, fragment)

Historia tego miejsca pełna była dramatycznych i burzliwych wydarzeń, jednak pierwsza połowa XIX wieku to dla niego czas szczególny. Za sprawą artystów, literatów, historyków zaczęto je identyfikować z wolnością intelektualną, która wpływała na klimat miasta. Zmysł krytyczny i swoisty rodzaj autoironii, jaki się z tym wiązał, wpłynął na rozwój takich literackich form, jak anegdota, paszkwil, pamflet, pastisz. Nie tylko literaci na co dzień zajmowali się opowiadaniem sobie różnych zabawnych i pikantnych historyjek, robili to wszyscy, poczynając od furmanów i straganiarek po urzędników i sklepikarzy. I jeśli nie napisano zbyt wielu utworów ani tym bardziej panegiryków na cześć samego Lwowa, to dlatego, że w centrum uwagi twórców było życie towarzyskie. Nie architektura, pomniki, szerokie ulice, ale barwne życie i ludzie tworzyli aurę tego miasta. Śmiech, jaki rozbrzmiewał na ulicach i na papierze, miał charakter wielowymiarowy i posiadał liczne odcienie: od sarkazmu po rodzaj ciepłego pobłażania. Dowcip był nie tylko monopolem hr. Aleksandra Fredry, w ostre pióra uzbrojeni byli także Józef Dzierzkowski czy bracia Aleksander i Józef Borkowscy. Kronika towarzyska: plotki, skandale i skandaliki, ale także niesprawiedliwość społeczna, głupota i egoizm szlachty i arystokracji były głównym tematem ich utworów. Obrazki lwowskie są świadectwem przekazywanego z pokolenia na pokolenia zmysłu obserwacyjnego, ale także jakiejś wewnętrznej pogody, akceptacji własnego bycia w tym miejscu, zgody na jego ułomności i wady mieszkańców. Publicystyka łatwo przechodziła w literaturę piękną i na odwrót. A formy pograniczne – felietony, reportaże – pozwalały na ujawnienie często złośliwego i przekornego temperamentu twórczego piszących.

Przez dłuższy czas Lwów nie był uznawany za piękny. Na tle Krakowa wypadał niemal mizernie, szaro i nieefektownie.

[caption id="attachment_1294" align="alignnone" width="893"] Lwów – widok miasta[/caption]

Nieliczne renesansowe kamienice nie mogły rywalizować z zabytkami dawnej stolicy, nie było to miasto starożytne, a swój wygląd, o czym wszyscy doskonale wiedzieli, zawdzięczało subsydiom rządu austriackiego, który postanowił uczynić z podrzędnej mieściny miasto nowoczesne. Jednak genius loci Lwowa narodził się nie za sprawą galicyjskiej biurokracji, ale ludzi. Wyjątkowość i niepowtarzalność pojawiły się wraz z romantycznymi spiskowcami. Rzecz charakterystyczna, polityczne zaangażowanie łączyli oni z entuzjazmem dla teatru, sztuki i nauki oraz zabawy.

Choć w mieście rozbrzmiewała polska mowa, to nie ona nadawała mu niezwykły klimat. Mieszały się tu różne języki, kolory, zapachy i dźwięki. Żydzi, Ormianie, Niemcy, Czesi, Rusini oraz Polacy tworzyli wielobarwną mozaikę, przyciągającą aktorów, kupców, masonów, uczonych, szulerów i złodziejów. Jeszcze w latach dwudziestych XIX wieku nic nie zapowiadało, że miasto stanie się galicyjską metropolią. We wspomnieniach księcia Ludwika Jabłonowskiego nie odnajdziemy zachwytu czy sympatii. Z jego opisu wyłania się raczej ponury i przygnębiający obraz prowincjonalnego miasteczka oddalonego od głównych szlaków: „Obraz Lwowa, jakim był w 1817 r., ciekawym być nie może. Była to wprawdzie czterdziestotysięczna, ale brudna i niepokaźna mieścina, otoczona wokół zwaliskami wałów, u nóg których składano z całego miasta po dołach śmiecie. Śródmieście (Krakowską, Ormiańską, Bosacką i Halicką bramą zamknięte, których nazwiska już tylko w pamięci istniały) było mniej więcej do dzisiejszego podobne […] W samym środku Rynku wznosiła się stara wieża ośmiokątna, od dzisiejszej smuklejsza i kształtniejsza, bezpośrednio otaczał ją czworobok jednopiętrowych brudnych kamieniczek, krętymi uliczkami poprzeżynany […] Kilkanaście ubogich sklepów bez wystaw stanowiły ozdobę Rynku, sukna zaś i – jak twierdzą – bogate bławaty leżały po żydowskich sklepach na Ruskiej ulicy, na Rynku była tyko jedna żydowska kamienica rodzinie Mizesów nadana […] Od Chorążczyzny […] wypływała bezwstydnie brudna Pełtew […] Spomiędzy gruzów, gdzie dziś plac Mariacki sterczało parę nędznych dworków z ogródkami i żółcił się odwach na moście […] Hotel George’a, dawniej Rosyjski, stał samotny. Podwalem ciągnęły się dworki i kamieniczki, parkany, sadzawki pełne żab i łysek aż po Krakowskie. Sykstuska, Jezuicka (Jagiellońska), Szeroka (Kopernika) dzisiaj najpiękniejsze ulice miasta pyszniły się lichymi kamieniczkami […] Od Niskiego Zamku (tam gdzie dziś teatr) zaczynało się czarne miasto, do Krakowskiego placu, na nim stały stragany Ormian z wyziną i kawiorem, balie z rybami, kramy z postronkami, owsem, starymi rzemieniami, a za nimi świat kapciów i łachman […] aż po tandetę, po Hyclową Górę i Okopisko […] Całe miasto otoczone było wsiami (dzisiejszymi przedmieściami) Kalinowskich, Jabłonowskich, Komorowskich, Potockich, Lanckorońskich […] Bezleśna góra białego, szczerego piasku ze zwaliskami Wysokiego Zamku dziś czarujący ogród, wtedy sama do przedpotopowej ruiny podobna, ocieniała z tej strony miasto obdrapana […] Brukowanym było całe śródmieście wielkimi okrąglakami, o chodnikach mowy nie były, więc błoto i pył po kostki” (Pamiętniki).

Brudne kamienice, kręte uliczki, sklepy bez wystaw, stragany z tandetą, ruiny zamków i wszechogarniające błoto to w XIX wieku stały element większości wschodnich miast polskich, co nie sprzyjało wzniosłym czy romantycznym uniesieniom. Uroków Lwowa nie dostrzegł też cesarz Józef II, którego sześciokonny zaprzęg ugrzązł, jak mówi legenda, w błocie na środku rynku. Być może ta niefortunna przygoda natchnęła go myślą o konieczności modernizacji miasta, które od 1772 roku znalazło się w granicach monarchii habsburskiej.

Prowincjonalność Lwowa, brud i inne niedogodności nie przeszkadzały polskim magnatom. Potoccy, Tarnowscy, Ponińscy „trzymali tam domy”, Czartoryscy mieszkali nieopodal Kaleczej Góry, Rzewuscy – w kamienicy królewskiej na rynku. Michał Wielhorski, przyjaciel Jana Jakuba Rousseau, który dla niego napisał Uwagi nad rządem polskim, oraz Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” mieli pałace na Krakowskim. Miasto znane z jarmarków i zabaw nie stawiało wysokich wymagań swoim mieszkańcom, każdy mógł oddawać się własnym upodobaniom i zachciankom. Nie podnosiło to jednak poziomu intelektualnego. W 1815 roku przybyły z Kongresówki Stanisław Chołoniewski pisał: „Nie możesz sobie nawet wyobrazić, jak się człowiek we Lwowie nudzić musi. Nie można tu nic skorzystać ze względu na naukę. Wielu ludzi poczciwych znalazłem, ale ani jednego wykształconego. Gromada suchych figur perorujących sofizmatami” (S. Wasylewski, Historie lwowskie). Również i później wielu światłych Polaków i Polek, m.in. Narcyza Żmichowska czy Bronisław Trentowski, z niechęcią wypowiadali się o Lwowie, gdzie w ich opinii panowała tępa beztroska i nieuctwo. W porównaniu z Wilnem czy nawet Poznaniem zarówno samo miasto, jak i cała Galicja postrzegane były jako miejsca pogrążone w marazmie i apatii.

Z rogatek Warszawy i Poznania otoczona kordonem Galicja wydawała się dziwaczną, niemal zamorską krainą. Wyśmiewano się z panujących tam obyczajów. Przedmiotem niekończących się dowcipów był akcent i wiedeńska elegancja. Goszczyński wspominał, że w 1831 roku jego towarzysze broni pochodzący z Galicji nawet na linii frontu nie zapominali o gorsetach i żelazkach do włosów.

Czas sprzyjał wszakże dawnej ormiańskiej osadzie i w krótkim czasie Lwów stał się jednym z najbardziej wyrazistych miast polskich. Tu bowiem powstał ośrodek naukowy Ossolineum, tu rozwijał się uniwersytet, seminarium unickie i prężnie działał teatr. Prawdą jest, że miasto lubiło się bawić i korzystało ze sprzyjających warunków politycznych. Teoretycznie jego położenie oraz bliskość Krakowa skazywały je na drugorzędność i prowincjonalizm. Ale stało się inaczej. Po pierwszym rozbiorze Polski, kiedy Lwów stał się stolicą Galicji i Lodomerii, szybko zaczął się zmieniać. Można też przypuszczać, że rząd austriacki świadomie wybrał go na stolicę prowincji jako przeciwwagę dla Krakowa – niebezpiecznego z powodu swojej historii i nastrojów społecznych. Austriacy wykorzystali położenie rozpościerającego się na pagórkach miasta. Wybudowali proste ulice, duże place oraz parki, jednak w oczach wielu przyjezdnych miasto nadal wydawało się brzydkie, nie podobał się wiedeński styl – mówiono, w duchu epoki, że jest bez twarzy i wyrazu. Jednak po jakimś czasie odwiedzający to miasto literaci zaczęli dostrzegać dobre strony Lwowa, i to Kraków zaczął tracić urok w ich oczach, postrzegany teraz „jako ruina przeszłości” (Deotyma, Pamiętnik, 1843), „trup stolicy” (Honoré de Balzac, 1847) i „miasto grobowe” (Walerian Kalinka, Listy o Krakowie, 1850), „wielkie cmentarzysko” (Józef Ignacy Kraszewski, Zagadki, 1870). W swoich relacjach podróżnicy często przeciwstawiali sobie te miasta – ściśnięty uliczkami, konserwatywny Kraków i wolnomyślicielski Lwów z szerokimi arteriami.

[caption id="attachment_1292" align="alignnone" width="893"] Lwów – ratusz[/caption]

Już na przełomie XVIII i XIX wieku rozpoczęto naprawę dróg i mostów, usprawniono pracę poczty, szkolnictwo nadrabiało zaległości. Jednak dla mieszkańców Lwowa i innych miast galicyjskich najbardziej dokuczliwe były nie nadmierne podatki czy pobór do wojska, ale poczucie bycia obywatelem gorszej kategorii i buta Austriaków. Wielu pamiętnikarzy wspominało suszącą się bieliznę i mundury austriackie w oknach Ratusza. Mimo tych niedogodności szło ku lepszemu – w następstwie kasaty zakonów kontemplacyjnych dokonanej przez Józefa II zostały oddane do użytku publicznego 23 kościoły i klasztory oraz siedem cerkwi. Klasztor i akademia jezuicka, której swego czasu uczniami byli abp Ignacy Krasicki, ks. Grzegorz Piramowicz czy Franciszek Karpiński, zostały przeznaczone na urzędy. Klasztor potrynitarski przerobiono na uniwersytet i gimnazjum, potrynitarski kościół na bibliotekę uniwersytecką. Kościół pofranciszkański stał się siedzibą teatru i pełnił tę funkcję aż do czasu wybudowania nowego gmachu przez Stanisława Skarbka w 1842 roku.

Kiedy przedmieścia połączyły się z centrum, władze przeprowadziły szereg prac regulujących cuchnącą Pełtew. Wzdłuż rzeki urządzono promenadę, czyli Wały Hetmańskie i Wały Gubernatorskie. Józef Dunin Borkowski, autor sonetów pełtewskich, będących parodią Mickiewicza (Pełtew z rana, Pełtew wieczorem), mieszając różne gatunki poetyckie, z humorem opisuje brudną, pełną nieczystości rzekę przepływającą przez miasto. Nie zapomina do obrazu dorzucić obyczajowego drobiazgu, który nadaje tej miniaturowej formie swoisty dramatyzm:

„Słońce głowę schowało ze Świętego Jura

W perły się rosy stroi pokrzywiana łąka

Szybko Pełtew w swym biegu ustawnie się jąka,

Jakby ją łaskotała swawolna natura

[…]

Melodyjnie słuch pieści dźwięk żaba i łąka,

Słychać, jak grzmi złodziejska przed policją skóra”.

(Pełtew wieczorem)

[caption id="attachment_1293" align="alignnone" width="893"] Lwów – Wały Hetmańskie[/caption]

Innymi ulubionym miejscem Borkowskiego był ogród pojezuicki (późniejszy Kościuszki). W satyryczno-realistycznym ujęciu ten park publiczny przeradza się w „miejsce niezwykłe”, w którym w oparach dymu i wyziewów alkoholu rozprawia się i decyduje o losach Europy. Groteska, blichtr, konwencjonalność tworzą ramy dla naszkicowanej przez poetę sceny z życia miasta:

„Błyszczy na stole piwem Europa skreślona

Strategia siłą owsa z butelek wytryska

Dymem kurcząt smażonych natura omglona

Jak twarz starej dewotki zza kwefu połyska

[…]

Pudel po ziemi – piłka po powietrzu lata

A obłok bakunowy przeciąga nad gajem.

Po tych czarach ogrody Pełtewy poznajem

Z tych ingrediencji czas tu powabne dni splata…”.

(Ogród jezuicki)

Kiedy w 1826 roku wichura zwaliła wieżę ratuszową, wybudowano nowy, ogromny gmach z imponującą liczbą 156 pokoi i dziewięciu sal, przypominający raczej koszary niż reprezentacyjny gmach miasta. W 1877 roku rozpoczęto wyburzanie starych fortyfikacji, rozebrano bramy Halicką i Krakowską, urządzając tam spacerowe planty, a po wschodniej stronie miasta już po roku 1830 zrobiono to samo, sadząc drzewa. Około 1840 roku Lwów miał 70 tysięcy mieszkańców, Kraków zaś czy nawet Poznań około 35 tysięcy, było to więc miasto jak na tamte czasy duże. I miało charakter wielonarodowy. Największą grupę stanowili Żydzi (w 1772 roku spośród 25 tysięcy mieszkańców ludności żydowskiej było 14,5 tysiąca). Pierwsze zapiski o Żydach lwowskich pochodzą z najstarszych ksiąg miejskich z roku 1387. Mieszkali oni przy ulicach Żydowskiej (Nowa Żydowska, w 1871 roku przemianowana na Blacharską), Ruskiej, Serbskiej, Boimów (Wekslarskiej) oraz poza śródmieściem w dzielnicach Krakowskiej i Żółkiewskiej. Żydzi mieli więc swoją ulicę Żydowską, Ormianie – Ormiańską, Rusini – Ruską i Ruską Boczną, a nawet Szkoci – Szkocką, nazywaną też Szkockim Targiem. Romantyczny Lwów miał cztery dzielnice: Chorążczyznę, Gródecką, Łyczakowską i cieszącą się złą sławą Żółkiewską, podobno będącą siedliskiem koniokradów, złodziei i wszelkiej maści wyrzutków.
</document>
<document nplp_id="1400" title="Lwów na&amp;nbsp;mapie polskiego romantyzmu" slug="lwow-na-mapie-polskiego-romantyzmu">Lwów w dziejach polskiej kultury romantycznej kilkakrotnie dzierżył palmę pierwszeństwa. Najpierw jako jedyny zaznał niewoli już po pierwszym rozbiorze i razem z częścią utraconej wówczas Galicji poddany został intensywnej germanizacji. Mimo to, tu właśnie zaczął się ukazywać w 1792 r. „Dziennik Patriotycznych Polityków” - pierwsza polska gazeta codzienna (od 1794 6 razy w tygodniu), tu wkrótce podczas kilkuletniego pobytu teatru Wojciecha Bogusławskiego (1795-99) miała miejsce polska prapremiera Hamleta (1797), co ponad sto lat później pozwoliło Kleinerowi nieco na wyrost stwierdzić, iż to Lwów przygotował grunt do twórczości w duchu romantyzmu. Tu potem w teatrze Jana Nepomucena Kamińskiego odbywały się prapremierowe przedstawienia większości sztuk Aleksandra Fredry i Józefa Korzeniowskiego. Pierwodruk Ody do młodości Mickiewicza (niecenzuralnej pod zaborem rosyjskim) również ukazał się we Lwowie (1827), Lwów także dopuścił się pierwszego pirackiego wydania Mickiewicza (Sonety, 1826). Wreszcie w roku 1859 w lwowskich „Rozmaitościach” opublikowano pierwszą polską monografię Mickiewicza (Adam Mickiewicz. Rys biograficzny) pióra Karola Estreichera.

Historycy romantyzmu umieszczają Lwów na trzecim miejscu w literackiej aktywności – zaraz po Warszawie i Wilnie, co może dziwić, jeśli się pamięta, że Lwów – inaczej niż Poznań czy Kraków - wkraczał w romantyzm po pół wieku bez mała germanizacji pod zaborem austriackim, połączonej z cenzurą i zakazem importu książek polskich. Rzecz w tym, że Lwów zawsze był miastem wyjątkowym i ten jego szczególny charakter przetrwał do wieku XIX mimo zmieniających się okoliczności historycznych. Najważniejszym jego wyróżnikiem było graniczne położenie w każdym sensie tego słowa. Najpierw geograficznym, gdyż znajduje się na granicy Wschodniego Roztocza i Wyżyny Podolskiej oraz na głównym europejskim dziale wodnym między Bałtykiem (dopływy Bugu) i Morzem Czarnym (dopływy Dniestru). Mimo że miasto leży na wyżynie, to w dolinie Pełtwi, otoczonej wzgórzami, w miejscu stanowiącym od wczesnego średniowiecza ważny węzeł komunikacyjny, o którym pisze Łukasz Walczy:

„Podstawowym czynnikiem miastotwórczym był węzeł szlaków komunikacyjnych. Wysoka droga ze Śląska przez Kraków (wariant starszy przez Sandomierz i w górę Sanu przez Jarosław i Przemyśl, wariant nowszy przez Tarnów–Rzeszów–Jarosław) dzieliła się w dalszym ciągu biegu ku Morzu Czarnemu na szlak kuczmański, wiodący na Krym wzdłuż północnego skraja Wyżyny Podolskiej (na jej granicy z nizinnym Pobużem), oraz szlak wołoski, biegnący zrazu na południe ku Dniestrowi na przeprawę pod Haliczem, a następnie wododziałem Dniestru i Prutu na Mołdawię. (Nieco później, już w czasach uchwytnych historycznie, wykształcił się czarny szlak na Wołyń oraz droga przez Chełm na Mazowsze i do Wielkopolski.) Położenie węzła komunikacyjnego wyznaczyło samo ukształtowanie terenu: dolina źródliskowa Pełtwi stanowi najdogodniejsze przejście z Pobuża na Wyżynę Podolską: Góra Zamkowa zapewnia kontrolę nad tym przejściem.[przypis]”Łukasz Walczy, Początki Lwowa w świetle najnowszych badań, „Cracovia-Leopolis” 2004, nr 2, http://www.cracovia-leopolis.pl/index.php?pokaz=art&amp;amp;id=317, dostęp 20.03 2016.[/przypis]

&amp;nbsp;

Granice krain geograficznych przekładały się na etniczne zróżnicowanie tych ziem zamieszkiwanych przez plemiona słowiańskie (Wiślanie, Rusini, Morawianie), węgierskie, niemieckie, a z dalszych tureckie i tatarskie. Nie brakowało także zadomowionych przybyszy z odleglejszych okolic, jak Ormianie[przypis]„Ci najstarsi osiedleńcy ormiańscy w Polsce, zagubiwszy w czasie wędrówek z Armenii swój ojczysty język, należący - podobnie jak greka czy języki słowiańskie, romańskie, germańskie i inne jeszcze - do wielkiej indoeuropejskiej rodziny językowej, mówili po kipczacku. Był to język z rodziny tureckiej, nie-indoeuropejskiej, zwany później przez Polaków tatarką. W tym języku (lecz pismem własnym, ormiańskim) wydawali Ormianie swoje modlitewniki, wychodzące z lwowskiej drukarni Karmatanenca, założonej w 1616 r. Język ten wyszedł z użycia w ciągu XVII wieku. Dopiero późniejsze fale Ormian przybywające na polskie kresy z terenów dzisiejszej Rumunii mówiły po ormiańsku.” (zob. Andrzej Pisowicz, Sześćset pięćdziesiąt lat Ormian polskich, http://www.lwow.com.pl/ormianie.html, dostęp 17.04 2016)[/przypis] wędrujący na północny zachód od czasu upadku ich państwa w XI w., czy Żydzi również uchodzący przed prześladowaniami. W XIII-XIV w. w charakterze najeźdźców pojawiali się Litwini z Wielkiego Księstwa Litewskiego, a przede wszystkim Tatarzy z mongolskiej Złotej Ordy. Ponadto szlakiem przez dolinę Pełtwi przemieszczali się cudzoziemscy kupcy z południowej Europy. Na ten tygiel etniczny nałożyło się wraz z upływem czasu pogranicze kulturowe między wschodnim oraz zachodnim chrześcijaństwem oraz islamem – obok stale tam obecnego w dużych skupiskach żydowskich judaizmu. Lwów bywał w swojej historii zarówno bramą, wiodącą w barwny świat Orientu, jak i ostatnim bastionem zachodnioeuropejskim przed wschodnim barbarzyństwem mongolskim, tureckim, ale także rosyjskim. Od czasu początku grodu, którego powstanie i nazwę legenda przypisuje królowi ruskiemu Danielowi I (ok. połowy XIII wieku)[przypis]Badania archeologiczne skłaniają współczesnych historyków do przesuwania czasu powstania osady w tym miejscu o kilka stuleci wstecz. Zob. Łukasz Walczy, op. cit.[/przypis], zawsze Lwów był wieloetniczny i wielowyznaniowy. Po bezpotomnej śmierci księcia ruskiego Bolesława Jerzego Trojdenowicza w 1340 r. pretensje do księstwa zgłaszali Polacy (Kazimierz Wielki był spadkobiercą), Litwini, Czesi, Węgrzy[przypis]Pamiętać należy, iż ówcześni władcy byli ze sobą spokrewnieni lub spowinowaceni. Np. Kazimierz Wielki był siostrzeńcem Ludwika Węgierskiego, a jego pierwsza żona Anna , córka księcia Giedymina (nb. dziadka Władysława Jagiełły) i żona Bolesława Jerzego Trojdenowicza – Eufemia – były siostrami.[/przypis] i Tatarzy (których ruscy książęta byli lennikami). W rezultacie kilkunastoletnich sporów, wypraw zbrojnych, zabiegów dyplomatycznych i układów Polsce przypadła ziemia lwowska i samo miasto. Od tego momentu aż do pierwszego rozbioru Lwów pozostał w obrębie Rzeczpospolitej, z wyjątkiem lat 1370-87, kiedy po śmierci Kazimierza Wielkiego należał do królestwa węgierskiego, dopóki Jadwiga, córka Ludwika Węgierskiego, wstąpiwszy na tron polski, nie przyłączyła go z powrotem. Lwów w tym okresie został odbudowany po wojennych zniszczeniach, lokowany na prawie magdeburskim (z zapewnieniem wszystkim wyznaniom zachowania praw, religii i obyczajów) i obwarowany murami obronnymi, co stworzyło podstawę do dalszego rozwoju. Liczne przywileje, w tym prawo składu, przekształciło miasto w główne centrum handlu ze Wschodem. Dwie funkcje Lwowa – wynikające z położenia geograficznego - określały przez kilka następnych stuleci jego tożsamość: miasta warownego i miasta handlowego. W obu zgodnie współpracowali wszyscy mieszkańcy, niezależnie od wyznania i używanego języka. Warto tu zresztą podkreślić, iż ważnym zawodem był we Lwowie tłumacz, bez którego nie mogła się legalnie odbyć żadna transakcja. Aż do początku XVIII wieku Lwów pozostawał niezdobyty, Z tego też powodu cieszył się względami i przywilejami polskich monarchów i w 1656 sejm przyznał mu miano Semper Fidelis Poloniae. Jednak wojny XVII wieku mocno uszczupliły zamożność lwowian.

[caption id="attachment_1401" align="alignnone" width="888"] Widok Lwowa około 1775 roku, Źródło: F. Papée, Historia miasta Lwowa w zarysie, Lwów 1894, między s. 156 i 157.[/caption]

W momencie pierwszego rozbioru kwitnący stan Lwowa należał już do dalekiej przeszłości. Polityka polskiej magnaterii zubożyła mieszczaństwo, europejskie szlaki handlowe zmieniły kierunki, więc miasto podupadło i wyludniło się. Po „rewindykacji” (tak austriacka cenzura zezwalała nazywać rozbiór), kiedy Lwów został stolicą Królestwa Galicji i Lodomerii[przypis]Łacińska nazwa księstwa Halicko-Włodzimierskiego, używana przez średniowiecznych władców węgierskich (Rex Galiciæ et Lodomeriæ), który to tytuł (królowej Galicji i Lodomerii) wraz z koroną węgierską przejęła w 1741 cesarzowa Maria Teresa. Nazwę tę Polacy z zaboru austriackiego uważali za obcą i narzuconą.[/przypis], zaczęli znów napływać tam przybysze, nie byli to wszakże – jak dawniej – kupcy – ale austriaccy urzędnicy oraz ich polscy petenci. Szlachecka polska złota wolność zderzyła się tu z pedantyczną biurokracją monarchii absolutnej, nie znającej sprzeciwu. Samo zaś miasto - sarmackie, warowne, pełne kościołów i klasztorów trzech obrządków – weszło na drogę oświeconej modernizacji urbanistycznej wprowadzonej przez józefińskie reformy. W efekcie Lwów stał się miejscem tymczasowym, tranzytowym, niegotowym. Zmieniał się jego wygląd zewnętrzny (burzenie murów obronnych) i przeznaczenie budynków likwidowanych zakonów, gdzie umieszczano urzędy, koszary, niemieckie szkoły, co w znanej przestrzeni wprowadzało dziwne dysonanse[przypis]Dostrzegł to Władysław Łoziński, opisując w swojej powieści o początkach Galicji pierwsze przedstawienia teatru Bogusławskiego w dawnym pofranciszkańskim kościele św. Krzyża: „Nowe jego przeznaczenie nie zatarło jeszcze zupełnie śladów dawnego. Sala teatralna przypominała każdym swym łukiem i gzymsem kościół. Sama przestrzeń dawniejszej świątyni, długa a wąska, pozostała ta sama i tylko rzędy krzeseł parterowych zastąpiły ławki kościelne. Do poważnych ścian przyczepiły się barwnymi klatkami loże — a na gzymsach oparł się nowy plafon, który odciął cały górny strop kościoła i zasłonił jego sklepienia. Utworzony tym sposobem strych, oświetlony przedziwnie oknami gotyckimi, służył dziś za salę do malowania dekoracyj, nad którymi pracował słynny malarz Smuglewicz. Dziwnie wyglądała ta sala tak obcesowo i dorywczo ku nowemu celowi przekształcona!” (Wł. Łoziński, Pierwsi Galicjanie. Powieść z przeszłości, Lwów 1867, s. 373-374)[/przypis]. Zmienili się też mieszkańcy, gdyż ton miastu zaczęła nadawać austriacka władza i okoliczna szlachta, przybywająca w interesach. Pisał o tym okresie Władysław Łoziński (brat bardziej znanego Walerego) w powieści Pierwsi Galicjanie:

„Od czasu zajęcia Galicji przez Austrię, Lwów zmienił się znacznie i ożywił się napływem nowych licznych władz i całej rzeszy obcych przybyszów. Już to samo zmieniało ogromnie jego postać, nadając jej od razu pewien wyraz cudzoziemski. Roiło się miasto najrozmaitszymi urzędnikami najrozmaitszych subselij, żołnierzami nowych rządów i niepospolitą mnogością przemysłowców, którzy spieszyli bogacić się w nowej prowincji. Ćma Niemców, nie mających w własnej ojczyźnie ani zajęcia ani chleba, spieszyła cywilizować biednych Polaków, przynosząc z sobą zmysł spekulacyjny i próżny żołądek, a szukając w zamian chleba i złota. […] Szlachta zmuszona załatwiać mnóstwo własnych spraw, wywoływanych nagłą zmianą i zaprowadzeniem nowego ładu administracji, garnęła się licznie do stolicy nowej prowincji. Tu po raz pierwszy spotkały się z sobą dwa światy: świat polski i świat niemiecki. Jakoż w krótkim czasie nie poznawali już prawie Lwowa podróżni przybywający zza kordonu. Znachodzili go i okazalszym i ludniejszym od dawnego prowincjonalnego miasta Rusi — ale znachodzili go także obcym, zniemczonym. […] Zresztą po zaborze Galicji przepełnił się Lwów funkcjonariuszami nowego rządu, a między tymi funkcjonariuszami, a zwłaszcza w ich drugo i trzeciorzędnej klasie, znajdowało się bardzo wielu, którzy nie zważając zbyt ściśle na zasady moralności, najgorszy wywierali wpływ na ludność. Demoralizacja niższych urzędników austriackich, Niemców świeżo do kraju przybyłych, była ogromną — niektórzy z nich posuwali się do publicznej, gorszącej ohydy.”[przypis]Wł. Łoziński, Pierwsi Galicjanie…, s. 99-100 i 218.[/przypis]

W ciągu tego pierwszego dwudziestolecia pod rządami Habsburgów Lwów stracił wszelkie znaczenie jako ośrodek polskiej kultury zdolny skupiać życie literackie. Ostatnim wybitnym poetą, który tam ukończył przed rozbiorem akademię jezuicką[przypis]Po kasacie zakonu jezuitów przekształcono ją w Akademię Stanową, a w 1784 w Uniwersytet Józefiński, który podupadły podczas wojen napoleońskich został reaktywowany w 1817 jako Universitas Franciscea.[/przypis] i tamże w 1780 roku opublikował w drukarni Kazimierza Szlichtyna swój debiutancki tomik Zabawki wierszem i przykłady obyczajne, był Franciszek Karpiński. Potem opuścił Galicję i wyjechał do Warszawy, a pod koniec życia osiadł na Wileńszczyźnie.

Wydarzenia historyczne kolejnego trzydziestolecia, od powstania kościuszkowskiego poczynając, ożywiały patriotyzm lwowian, których wielu udawało się na pola bitew. Jednocześnie we Lwowie pojawiały się tłumy zamożnych uciekinierów, zwłaszcza z Warszawy, którzy czyniąc ruch w mieście, spędzali czas na zabawach, hulankach i hazardzie. W ten sposób Lwów w specyficzny sposób wrócił do swoich dawnych funkcji: bezpiecznej przystani i miejsca wymiany – tym razem nie handlowej – ale rozrywkowej, co obrazowo przedstawił Łoziński:

„Słynnym był Lwów w owym czasie z swej namiętności do uciech i rozkoszy, z wyuzdanej swawoli, z odrażającej demoralizacji prawie wszystkich klas swego towarzystwa. Zarody tej moralnej choroby spoczywały już w samym organizmie lwowskiego społeczeństwa. Społeczeństwo to przez cały czas ostatnich konwulsyjnych ruchów Polski było mętne, koczownicze, pomieszane. Lwów sam do wielkiego hotelu, do przepełnionej oberży był podobnym. […] Zadanie swe właściwe, zadanie zapiecka dla tchórzów, swobodnego kąta dla zbiegów spod narodowego sztandaru, dla maroderów i tak zwanych &amp;lt;&amp;lt;spokojnych ludzi&amp;gt;&amp;gt;, karczmy hucznej dla birbanckiej gawiedzi, szulerni dla magnacików, lesbijskiej świątyni miłosnej dla pięknych i rozkosznych pań salonowych — spełnił Lwów wybornie, a wszyscy, którzy go w takiej odwiedzili myśli, opuszczali go z żalem i najmilszymi wspomnieniami... Na neutralnymi jego bruku, jak gdyby na ubitym już grobie narodowym, umiano sobie urządzić doskonałą, zaciszną a wesołą salę balową, na której przehasano słodko ostatnie dnie walki i grozy”[przypis]Wł. Łoziński, Pierwsi Galicjanie, s. 218 oraz 389-390.[/przypis]

Podobne uczucia wzbudził Lwów w pamięci Ludwika Jabłonowskiego po powstaniu listopadowym:

„Huczny i wesoły, jak śmiech w malignie, był Lwów po upadku powstania. Wielu panów z zabranego kraju miało jeszcze pełne złota szkatuły, a wszyscy nie myśląc o jutrze a o wczoraj chcący zapomnieć, szaleli do otumanienia.”[przypis]L. Jabłonowski, Złote czasy i wywczasy, pamiętnik szlachcica z pierwszej polowy XIX wieku, z przedmową Stanisława Wasylewskiego, Lwów 1920, s. 139.[/przypis]

Hulanki bywały najbardziej widoczne, jednak obok nich, mniej spektakularnie, za to systematycznie, kształtował się nowy charakter miasta, do którego Polacy zza kordonu przywozili swoje idee, kulturę i rewolucyjny entuzjazm. Tym sposobem Lwów stawał się miejscem, gdzie spotykały się, wymieniały i mieszały rozmaite tendencje polityczne i artystyczne: polskie, niemieckie, ukraińskie czy czeskie.

W porównaniu z Warszawą i Wilnem Lwów u progu XIX wieku był kulturalną pustynią. Nie miał żadnych polskich instytucji – szkół, towarzystw naukowych, czasopism, a co za tym idzie, nie miał ani piszących dobrą literacką polszczyzną, ani wyrobionej publiczności. Szlachta przyjeżdżająca na kontrakty i karnawał ożywiała miasto, ale to nie wystarczało, by mógł się tam dłużej utrzymać polski teatr czy gazeta. Doświadczył tego młody Bogusławski, który trafił do Lwowa za zespołem Truskolaskich w 1780 roku, a potem już samodzielnie w 1783 na gościnne występy. Dopiero w styczniu 1795 roku, gdy za trzecim razem pojawił się wraz falą uchodźców po powstaniu kościuszkowskim, mógł prowadzić tam swoją „antrepryzę” przez cztery kolejne lata. „Nie potrafię opisać radosnego podziwienia, jakie uczuło serce moje na widok Galicyjskiej Stolicy za moim do niej przybyciem. Ujrzałem w niej bowiem nieledwie połowę Warszawy.” – wspominał.[przypis]W. Bogusławski, Dzieje teatru narodowego w Polsce, część pierwsza, Przemyśl 1884, s. 84.[/przypis] Uchodźcy z czasem powrócili do siebie, jednak rozbudzona chęć oglądania polskich przedstawień pozostała u lwowian. Dlatego i Bogusławski zatrzymał się tam wtedy na dłużej, aż do 1799 roku.

W podobnym rytmie, dyktowanym przez wydarzenia historyczne, rozwijało się polskie życie Lwowa w ciągu pierwszej połowy XIX stulecia. Miasto leżało na uboczu głównych zdarzeń, więc przyciągało szukających schronienia, a wraz z uchodźcami, zbiegami, emisariuszami oraz emigrantami przyjmowało nowe inspiracje, inicjatywy, sposoby działania, budując w ten sposób własny kapitał społeczny i kulturowy, stanowiący podstawę dla oryginalnych prac twórców galicyjskich. Każdy obrót historii czymś Lwów wzbogacał. Po powstaniu kościuszkowskim ożywił Lwów Bogusławski. Pokazał aktualnych politycznie i przyjmowanych z entuzjazmem Krakowiaków i Górali (1796), a potem pierwszą polską inscenizację Hamleta (1797). Przetarł szlaki organizacyjne współpracy z administracją austriacką, rozbudował amfiteatr letni w ogrodzie Jabłonowskich i rozbudził teatralne aspiracje miasta. Przy nim też wyuczył się fachu lwowski młody entuzjasta Jan Nepomucen Kamiński, któremu wszakże po wyjeździe mistrza zabroniono występów jego amatorskiej trupy. Kolejne zmiany na lepsze przyniósł rok 1809 – wojny austriacko-napoleońskiej. Lwów co prawda krótko cieszył się widokiem polskiego wojska, ale ucisk germanizacyjny zelżał nieco od tego czasu. Jan Nepomucen Kamiński powrócił z zespołem z Odessy i tym razem udało mu uzyskać zgodę na stały polski teatr.[przypis]Nie były to łatwe warunki, gdyż jedną trzecią zysków musiał wpłacać na rzecz teatru niemieckiego, słabo prosperującego we Lwowie, a ponadto miał ograniczoną w umowie liczbę przedstawień.[/przypis] Kierował nim ponad trzydzieści lat,[przypis]Przejął go po nim Stanisław Skarbek – fundator nowego, otwartego w marcu 1842 roku, nowoczesnego gmachu teatralnego.[/przypis] i była to w tym czasie początkowo jedyna, potem długo jeszcze najważniejsza polska instytucja we Lwowie, docierająca do najszerszej publiczności. W repertuarze przeważały komedie i komedio-opery, niemniej Kamiński sięgał i do sztuk ambitnych, prezentując m.in. Szekspira, Calderona i Schillera – autorów ważnych dla romantyków. Wokół teatru toczyły się pierwsze dyskusje literackie, a przychylność dyrektora dla gatunku komediowego (w Warszawie pseudoklasycznej mniej lubianego) stworzyła odpowiednią aurę, w której mógł rozkwitnąć talent pisarski związanego ze Lwowem[przypis]Beńkowa Wisznia Fredrów leżała nieco ponad. 40 km od Lwowa, co umożliwiało częste wizyty i pobyty w mieście. Po rabacji galicyjskiej Aleksander Fredro kupił we Lwowie dworek na Chorążczyźnie, w którym na już stałe zamieszkał z rodziną w drugiej połowie lat 50.[/przypis] – Aleksandra Fredry. Od 1814 zaczął nieregularnie wychodzić „Rocznik teatru polskiego we Lwowie”, zawierający oprócz spisu ról poszczególnych aktorów i tytułów przedstawień w kolejnych miesiącach i latach, także słowa arii i śpiewek prezentowanych na lwowskiej scenie, informacje na temat sztuki aktorskiej oraz teatralne anegdoty.

Piętnastoletni okres spokoju, który zapanował po kongresie wiedeńskim Lwów wykorzystał na odrabiane zaległości spowodowanych trwającą już drugie pokolenie germanizacją.[przypis]Było to nie tyle zniemczenie, co degradacja polszczyzny nienauczanej w szkole, do której przenikały inne języki używane przez mieszkańców. O pierwszych literatach lwowskich wypowiadał się sarkastycznie Leszek Borkowski: „W pismach ich obaczysz język polski potwornie skażony, bo jak Galicjanie powstali z zepsucia i mieszaniny Polaków, tak też z zepsucia mowy polskiej powstał język galicyjski”. Zob. [Borkowski Dunin Aleksander (Leszek)], Uwagi nad literaturą w Galicji, „Tygodnik Literacki literaturze, sztukom pięknym i krytyce poświęcony” 1842 nr 52.[/przypis] Ożywiła się wymiana z Warszawą, pojawiły się polskie czasopisma (m. in. rządowe „Rozmaitości”, naukowo-literacki „Pamiętnik Lwowski” redagowany przez Adama Chłędowskiego, a potem jego brata Walentego, wreszcie „Pątnik Narodowy” Ludwika Piątkiewicza), przedrukowujące utwory polskich romantyków za kordonu. Aktywną działalność na polu literatury podjął Stanisław Jaszowski, publicysta, kolekcjoner, autor dzieł popularnych o tematyce historycznej, także lwowskiej. Ludwik Piątkiewicz, przebywający w Warszawie na przełomie lat dwudziestych (gdzie razem z Ksawerym Bronikowskim zakładał w 1819 roku Związek Wolnych Polaków, do którego potem dołączył Maurycy Mochnacki) po wydaleniu z Królestwa przywiózł do Lwowa romantyzm polityczny, znajdując posłuch wśród chętnych do konspirowania studentów tamtejszego uniwersytetu.[przypis]Najaktywniejszy z nich, Ludwik Nabielak, założyciel Towarzystwa Zwolenników Słowiańszczyzny, konspirator, w maju 1830 udał się do Warszawy, wraz z Goszczyńskim zorganizował grupę cywilów, która 29 listopada 1830 uderzyła na Belweder.[/przypis] Jan Julian Szczepański wydał sześć tomów Polihymni czyli Piękności poezji autorów tegoczesnych dla miłośników literatury polskiej (1828), gdzie tom czwarty mieścił wyłącznie poezje Mickiewicza. W tymże roku zaczął się ukazywać „Czasopism Naukowy Księgozbioru Publicznego imienia Ossolińskich”, gdy po śmierci fundatora Józefa Maksymiliana Ossolińskiego (1826) przewieziono zbiory z Wiednia do Lwowa i umieszczono w zakupionym i odpowiednio przebudowanym gmachu poklasztornym. Wszystko to przygotowało grunt pod oryginalny galicyjski romantyzm, którego pierwszą zapowiedzią były dwa tomy „Haliczanina” opublikowane przez Walentego Chłędowskiego w 1830 roku, a zawierające prace naukowe i artystyczne większości liczących się literatów Lwowa.

Kolejna epoka dla miasta nastąpiła po upadku powstania listopadowego. Lwów i Galicja znowu zaludniły się uchodźcami, emigrantami, a też wkrótce emisariuszami. Tu – po Wilnie i Warszawie[przypis]Oba te miasta wyludniły się po powstaniu i poddane zostały represjom. Poznań okazał się ze względu na politykę pruską miejscem przejściowym, natomiast Kraków, z racji swojego statusu „wolnego miasta” był terytorialnie ograniczony i pod kontrolą trzech zaborczych mocarstw, z których Rosja wykazywała dużą aktywność.[/przypis] – przeniosło się na najbliższe lata centrum krajowego romantyzmu, mimo że stolica Galicji nie miała dobrej opinii. Czasopisma żywiły się tam głównie przedrukami, pisarze zajmowali kompilacjami albo żmudnym zbieractwem źródeł. Publicyści kiepsko pisali po polsku. Nieprzeorany przez polskie Oświecenie, pozostający pod wpływem filozofii i dramaturgii niemieckiej Lwów dopiero po powstaniu, wraz z napływem ludzi, idei oraz druków emigracyjnych zaczął formować własną literacką drogę. Ci autorzy „Haliczanina”, którzy wzięli udział w powstaniu (August Bielowski, Ludwik Nabielak, bracia Józef i Leszek Dunin Borkowscy), zradykalizowali swoje estetyczne i polityczne poglądy, nie bez wpływu przybyłych do Galicji Seweryna Goszczyńskiego i Lucjana Siemieńskiego. Program romantyczny utożsamili z nieskażoną obcymi wpływami rodzimością, ludowością i słowiańszczyzną. Program polityczny realizowali w demokratycznej działalności spiskowej (Związek Dwudziestu jeden, Stowarzyszenie Ludu Polskiego). Wielkie znaczenie miało dla ich prac otwarcie w 1833 roku we Lwowie czytelni Ossolineum, która obok dostarczania istotnych lektur historycznych umożliwiała spotkania, także z ukraińskimi słowianofilami. Literackim plonem grupy był opublikowany w tamtejszym wydawnictwie pierwszy tom almanachu „Ziewonia” w roku 1834. Represje, jakie w tymże roku dotknęły Ossolineum z powodu tajnego przedrukowywania emigracyjnych broszur patriotycznych i politycznych (aresztowania, w tym dyrektora Konstantego Słotwińskiego, zamknięcie czytelni, zaostrzenie cenzury) spowodowały, że następny tom ukazał się w 1838 w Pradze, a i tak został skonfiskowany przy wjeździe do Galicji. Goszczyński i Siemieński, zagrożeni aresztowaniami, udali się na emigrację do Francji i tam raz jeszcze wydali tom drugi w 1839 roku. Najambitniejsza literatura była we Lwowie najmniej widoczna, a jej spiskujący twórcy często bezdomni i ukrywający się przed policją. Dlatego pisał Goszczyński w Nowej epoce poezji polskiej: „Potrzeba czytelnikowi wiedzieć, że Lwów pod względem literatury nie jest tak martwy, jak niektórzy sądzą, biorąc miarę z pary jego pism czasowych.”[przypis]S. Goszczyński, Nowa epoka poezji polskiej, w: Dzieła zbiorowe, Lwów 1911, t. 3, s. 221[/przypis] Podobnie wypowiadał się siedem lat później Leszek Dunin Borkowski: „Ktokolwiek nad czym lepszym pracuje, to siedzi z tym cicho, […] wszystko, co wyjdzie w Galicji, złe będzie; bo ci tylko autorowie wydawać tam mogą, którzy się zgadzają z cenzorem, to jest z policją.”[przypis][Borkowski Dunin Aleksander (Leszek)], Uwagi nad literaturą w Galicji, „Tygodnik Literacki literaturze, sztukom pięknym i krytyce poświęcony” 1842 nr 49, s. 390.[/przypis] Po roku 1835, kiedy nasiliły się represje, wiele publikowano za granicą, czyli na emigracji lub w Poznaniu. W samym Lwowie w roku 1840 zaczął wychodzić pod szyldem krawca Tomasza Kulczyckiego „Dziennik Mód Paryskich”, redagowany przez Augusta Bielowskiego, gdzie dawni ziewończycy mogli ogłaszać swe prace. Pismo realizowało szerszy niż „Ziewonia” program estetyczny, skierowany do mieszczaństwa i inteligencji; drukowal tam młody Kornel Ujejski, swoje prace ogłaszali m. in. bracia Józef i Leszek Dunin Borkowscy, Józef Dzierzkowski, Karol Szajnocha i Jan Dobrzański. Ossolineum wznowiło dzialalność w roku 1839 pod nową dyrekcją Adama Kłodzińskiego, w którego domowym salonie (czytelnia była wciąż zamknięta) odbywaly się w latach 40-tych zebrania literackie. Po wybuchu rewolucji 1848 „Dziennik Mód Paryskich” aktywnie włączył się do działalnści politycznej i zmienił swą nazwę na „Tygodnik Polski”. W redakcji wyłożony był adres do cesarza, tłumnie podpisywany przez lwowian, Leszek Dunin Borkowski, Józef Dzierzkowski i Jan Dobrzański utworzyli Komitet Narodowy, a potem weszli w sklad deputacji do Wiednia. Pismo upadło w 1849, kolejne – „Dziennik Literacki” zaczął wydawać Szajnocha w 1852. Tytuł przejął w 1854 Jan Dobrzański, kontynuując pod nim swoje zagrożone z powodów cenzuralnych konkurencyjne „Nowiny”. W „Dzienniku Literackim” debiutowało ostatnie pokolenie lwowskich romantyków, tzw. „przedburzowców” – Mieczysław Romanowski, Walery Łoziński i Teodor Tomasz Jeż. Na jego łamach publikowano też z rekopisów ofiarowanych przez Salomeę Bécu fragmenty nieznanych dotąd dzieł Słowackiego, omówienia jego twórczości i recenzje z lwowskich prapremier dramatów. W ten sposób lwowski romantyzm, zwłaszcza po powstaniu styczniowym, zaczął przechodzić w kult romantyzmu, czemu od początku lat 60. sprzyjała poprawa warunków politycznych prowadząca do autonomii Galicji w 1871 roku. Rozwinęła się polonistyka lwowska, pierwszymi ważnymi jej postaciami byli badacze twórczości wieszczów i ich edytorzy – Antoni Malecki i Roman Pilat, a potem Wilhelm Bruchnalski i Józef Kallenbach.

Lwów czcił także żyjących jeszcze wybitnych twórców. Starego Aleksandra Fredrę jednak zirytowało to, że ulicę, przy której od lat mieszkał we dworku na Chorążczyźnie, ochrzczono jego imieniem, w dodatku nieprawidłowo odmienionym (ulica Fredry, zamiast - jak uważał autor Zemsty – Fredra)[przypis]Zob. Szembekowa Maria z Fredrów, Niegdyś… Wspomnienia moje o Aleksandrze Fredrze, z przedmową Adama Grzymały-Siedleckiego, Lwów-Warszawa-Kraków 1927, s. 77.[/przypis]. W 1875 roku odbyło się uroczyste pięćdziesięciolecie twórczosci Seweryna Goszczyńskiego[przypis]Zob. A. Giller, Pamiątka uroczystości półwiekowego jubileuszu Seweryna Goszczyńskiego we Lwowie dnia 7 marca 1875 roku : (sprawozdanie), Lwów 1875.[/przypis], który w roku 1872 powrócił z emigracji i ostatnie cztery lata życia spędził we Lwowie.

Z wielką pompą świętowano w 1898 stulecie urodzin Adama Mickiewicza. Trwałym plonem tej rocznicy był pomnik poety odsłonięty w 1904 roku na placu Mariackim oraz księga pamiątkowa[przypis]Rok Mickiewiczowski : księga pamiątkowa wydana staraniem Kółka Mickiewiczowskiego we Lwowie, Lwów 1899.[/przypis]; zebrane w niej dokumenty i teksty źródłowe do dziś są ważne dla mickiewiczologów.

[caption id="attachment_1404" align="alignnone" width="888"] Źródło: Szembekowa Maria z Fredrów, Niegdyś… Wspomnienia moje o Aleksandrze Fredrze, z przedmową Adama Grzymały-Siedleckiego, Lwów-Warszawa-Kraków 1927, s. 3.[/caption]

Sam Lwów nie skupiał szczególnej uwagi romantyków i w ich twórczości występował marginalnie. Najwięcej miejsca w publikacjach przed i polistopadowych zajmowały tzw. leopolitana, czyli materiały źródłowe do historii miasta lub fabularyzowane opowieści z jego przeszłości czy biografie znanych lwowian. Źródła te, choć edytowane niedoskonale, budowały warsztat dla przyszłych badaczy, a jednocześnie kształtowały wiedzę o mieście. Wśród nich dwa były najważniejsze: polskie tłumaczenie łacińskiego Opisania miasta Lwowa Jana Alembeka (zm. 1636) wydrukowane w pierwszym numerze „Pamiętnika Lwowskiego”[przypis]Opisanie miasta Lwowa przez Jana Alnpeck Radcę Lwowskiego, ku zabawie ciekawego czytelnika teraz z łacińskiego przełożone przez J a n a hr. B ą k o w s k i e g o .   Do tego zaś tłumaczenia przydane są przypiski innej ręki. „Pamiętnik Lwowski” 1816, t. I. s. 3—14, 97—120. Nakładem Karola Wilda, w drukarni Józefa Schnaydera.[/przypis] z inicjatywy zbieracza miłośnika historii mecenasa Józefa Dzierzkowskiego[przypis]Wuja pisarza, także Józefa, u którego ten ostatni wychowywał się za młodu.[/przypis] oraz przełożone z łacińskiego oryginału dzieje Lwowa Józefa Bartłomieja Zimorowicza (1597-1667), burmistrza, pisarza, poety, wielbiciela i historyka miasta[przypis]Historia miasta Lwowa, królestw Galicji i Lodomerii stolicy; z opisaniem dokładnym okolic i potrójnego oblężenia. — Przez Bartłomieja Zimorowicza Konsula niegdyś tegoż Miasta od najdawniejszych czasów aż do roku 1672, po łacinie napisana i bez wszelkiego użytku przez 162 lat w rękopismie zakątnym ukryta, a teraz na żądanie powszechne pracą Marcina Piwockiego, Nauczyciela wymowy w C. K. szkołach gimnazjalnych Lwowskich na język Polski przełożona i tegoż nakładem z dodanym wizerunkiem Lwowa i wysokiego zamku jeszcze przed rokiem 1600 w Kolonii wyciśnionym, Lwów 1835.[/przypis]. W 1829 roku ukazała się też pierwsza dziewiętnastowieczna historia Lwowa księdza Ignacego Chodynickiego – kompilatorska wprawdzie, ale zawierająca ciekawe dane statystyczne dotyczące już współczesnego okresu pod austriackim panowaniem. Prace te na długo utrwaliły legendarne początki Lwowa jako grodu założonego w leśnych ostępach przez księcia Daniela dla syna Lwa oraz wizję „troistego Lwowa” (Leopolis triplex), na który złożyły się kolejno miasto ruskie (1270), niemieckie (po lokacji Kazimierza Wielkiego w 1340) i polskie (1551). Dopiero dwudziestowieczne prace archeologiczne i z historii urbanistyki zaczęły te aksjomaty poddawać w wątpliwość.[przypis]Zob. Ł. Walczy, op. cit.[/przypis] Publicystyką i beletrystyką z dziejów Lwowa przeznaczoną dla szerszej publiczności zajmował się zbieracz-pasjonat, Stanisław Jaszowski, ogłaszający swe prace w „Rozmaitościach”, a po 1831 roku także we „Lwowianinie” i „Dniestrzance”. Te dwa ostatnie pisma - prowadzone przez Ludwika Zielińskiego - szperacza a zarazem koniunkturalistę, współpracującego z zaborcą (oraz z bywającym we Lwowie antypolsko nastawionym rosyjskim słowianofilem Mikołajem Pogodinem) – romantycy zaangażowani w spiski potępiali.

Dawne bogactwo miasta i zwycięsko odpierane oblężenia budziły zrozumiałą dumę, natomiast Lwów współczesny nie przykuwał specjalnie uwagi romantycznych pisarzy. W przeciwieństwie do Warszawy, Wilna czy Krakowa niczym się nie wyróżnił w historycznych latach 1794-1831. Nie był też ani miastem dużym, ani pięknym. Jedynie pięknie położonym wśród wzgórz. Wprawdzie na miejscu zburzonych murów obronnych zrobiono bulwary - ale wzdłuż cuchnącej Pełtwi, budynkom poklasztornym zmieniono przeznaczenie - ale nowych nie stawiano – poza specjalnie przez Ossolińskiego przerobionym gmachem dla jego fundacji. Potem przybył nowoczesny teatr wzniesiony przez Skarbka. Wielonarodowi i wielowyznaniowi mieszkańcy galicyjskiej stolicy nie tworzyli w owym czasie spójnej, wyrazistej społeczności trwale związanej z miastem. Żyli osobno, głownie szarą codziennością i plotkami, które w niewielkim Lwowie pleniły się szeroko. Pisał o tym Józef Dzierzkowski w powieści Dla posagu:

&amp;nbsp;

„brudne i błotne miasto pełne szychu i fałszu, pełne życia zwierzęcego i śmierci ludzkiej, pełne kamieni zimnych i zimniejszych ludzi; śliczne i nęcące z daleka, a zdradliwe i nudne w istocie, jak każde półstołeczne miasto niedotrzymujące żadnego z swych cudownych obietnic. Wzniosłeś się już nad miasteczko, ale nie wzrosłeś jeszcze w wielkie miasto, w którego przynajmniej burzliwie życie, jak się zanurzysz, znikniesz na czas jakiś z widowni świata, na której plotki, obmowy i pogadanki występują bez ustanku, odgrywając bez ustanku wieczną farsę życia ludzkiego. Ale ty malutka stolico małego kraju zachowałaś wszystkie narowy małomieszczańskie”. [przypis]J. Dzierzkowski, Dla posagu, [w:] Powieści Józefa Dzierzkowskiego, t. 4, Lwów 1875, s. 96.[/przypis]

&amp;nbsp;

Wincenty Pol, mimo że związany mocno ze Lwowem emocjonalnie[przypis]Tu Pol studiował i się „spolonizował” (był synem Niemca Franciszka Pohla , a jego brat pisywał poezje po niemiecku), tu wrócił po powstaniu listopadowym i spiskował z Goszczyńskim, ciesząc się od 1835 roku sławą autora Pieśni Janusza, tu wreszcie mieszkał lat kilka od 1846 roku.[/przypis], nawet go nie wymienił w Pieśni o ziemi naszej. Najwięcej realiów miejskich znajdziemy w twórczości Aleksandra Fredry. W komediach pojawia się okazjonalnie, jak np. w Dożywociu, gdzie Łatka zachwala „piękno” lwowskiej panoramy za oknem, chcąc odwieść rozmówcę od samobójstwa:

&amp;nbsp;

Patrzaj, jaki świat wesoły

Patrz na chmury - na te góry,

Na ulice, na kościoły,

Na te fiakry, na te budki,

Te piękności dzieł natury!

Skądżeś śmierci wziął pobudki?

(Dożywocie III, 8)

&amp;nbsp;

Za to w humorystycznym opowiadaniu Nieszczęścia najszczęśliwszego męża[przypis]A. Fredro, Nieszczęścia najszczęśliwszego męża, Lwów 1832.[/przypis] Lwów jest głównym miejscem akcji i sporo tam topograficznych szczegółów, jak pustka po ratuszowej wieży na rynku (zawaliła się w 1826, nową ukończono w 1835), usytuowanie kosmoramy[przypis]Tak nazywano panoramę albo gabinet osobliwości.[/przypis] naprzeciwko teatru, nazwy ulic, po których chodzi bohater, budy piekarnicze, pojedynek w przedmiejskich Żelaznych Wodach, wreszcie zamarznięte błoto niebezpieczne dla przechodniów. O nazwiskach właścicieli sklepów nie wspominając. Treścią zaś opowiadania są kosztowne rozrywki w stolicy, czekające na prostodusznych przybyszów ze wsi. Satyryczny cel przyświecał również Józefowi Duninowi Borkowskiemu, który w kunsztownych strofach Sonetów pełtewnych, nawiązujących do Mickiewiczowskich, opisywał prozaiczne, trywialne widoki miasta. Większość wszakże utworów z tego cyklu poświęcona została zjadliwej krytyce lwowskiego wyższego towarzystwa i przedstawia sytuacje we wnętrzach. Wnętrza przeważają również w powieściach społeczno-obyczajowych Leszka Dunina Borkowskiego i wspomnianego już Józefa Dzierzkowskiego. Romantyczny Lwów doczekał się pełniejszego opisu dopiero we wspomnieniach świadków i uczestników wydarzeń z tamtej epoki (Ludwika Jabłonowskiego, Leona Sapiehy, Władysława Zawadzkiego, Zygmunta Kaczkowskiego i in.)[przypis]Zob. bibliografia.[/przypis] publikowanych w okresie autonomii. Wtedy też zaczął występować jako ważne miejsce akcji w powieściach Władysława Łozińskiego (jak np. Pierwsi Galicjanie, Czarne godziny).

&amp;nbsp;

Lwów w okresie rozbiorów przeszedł ewolucję od sarmackiego podupadającego barokowego warownego grodu, otoczonego magnackimi jurydykami, do najnowocześniejszej metropolii na ziemiach Rzeczpospolitej, jaką stał się u progu XX wieku. Romantyzm był na tej drodze czasem przejściowym, w którym kształtował się historyczny mit dawnego miasta i formowała jego nowa tożsamość: z jednej strony pod wpływem austriackiej biurokracji, ale i kultury wiedeńskiej, z drugiej – tajnej politycznej działalności lwowian oraz przybyszów zza kordonu, rozbudzających narodowe aspiracje (nie tylko polskie), które pełen wyraz znalazły w okresie autonomii.

[caption id="attachment_1405" align="alignnone" width="888"] Odo Dobrowolski, Pomnik Mickiewicza we Lwowie litografia 1915[/caption]





</document>
<document nplp_id="1406" title="1907–1916" slug="1907-1916">Wybierz rok: 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916
1907
W Zakopanem. Po styczniu w Warszawie, dalsze miesiące nowego roku upływają pisarzowi w Zakopanem, gdzie mieszka z żoną i córką, leczącą się w sanatorium. Skąpe listy z tego czasu zawierają skargi na trudności materialne, płynące z konieczności utrzymywania trzech domów i z ustania dopływu honorariów za przekłady.

Wodziński A., L 40; Listy, t. V cz. 2, s. 398, 399. – Wolff A. R., L 57; tamże, cz. 2, s. 464-466. – Sienkiewicz H. J., L 39, 40; tamże, t. IV, cz. 3, s. 85-88.

Druk Dzwonnika. Nowela poświęcona E. Orzeszkowej, ilustrowana przez F. Ruszczyca, ukazuje się 26 I w „Tygodniku Ilustrowanym” (nr 4).

„Czas” 28 I 1907, nr 23. – Morawski K., L 17; Listy, t. III, cz. 2, s. 144, 145.

Komitet Centralny. W marcu 1907 został powołany Komitet Centralny w związku z akcją wyborczą do II Dumy Państwowej, która została wybrana w marcu, a już w czerwcu uległa rozwiązaniu wskutek rozbieżności w sprawach agrarnych.

Popławski A., Listy, t. III, cz. 2, s. 482-484.

Artykuł Uczcijmy pamięć Konstytucji 3 Maja ukazuje się w „Gońcu Warszawskim” 3G IV (nr 199) i wywołuje żywy oddźwięk, m.in. wśród robotniczej emigracji w Niemczech.

„Czas” 11 V 1907, nr 107.

Sprawa z Björnsonem. Głośny pisarz norweski, Björnstjerne Björnson, pozyskany przez Ukraińców galicyjskich, występuje z artykułem w obronie studentów ukraińskich, którzy zdemolowali uniwersytet we Lwowie, demonstrując w ten sposób konieczność utworzenia uniwersytetu ukraińskiego. Redakcja wiedeńskiego dziennika „Die Zeit” zwróciła się 4 V do Sienkiewicza z prośbą o zabranie głosu w tej sprawie. Sienkiewicz odpowiedź swą wydrukował tam 19 V, nr 167G, tekst jej polski ogłaszając w dwa dni później w „Czasie”. W rok później weszła ona do Dwu łąk.

„Czas” 15 V 1907, s. 1; 18 V 1907, s. 3; 21 V 1907, nr 114, s. 1. – Morawski K., L 19; Listy, t. III, cz. 2, s. 147-150. – Sienkiewicz H. J., L 40; tamże, t. IV, cz. 3, s. 86-88. – Redakcja „Nowej Reformy”, maj 1907, tamże, t. V, cz. 3, s. 304-306 – Osuchowski A., L 46; tamże, t. III, cz. 2, s. 361. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 216; tamże, t. IV, cz. 1, s. 486-489.

W sprawie pomnika S. Czarnieckiego. List na uroczystość odsłonięcia pomnika Czarnieckiego we wsi Czarnca ukazuje się w „Słowie”, 6 V, nr 121.

Akcja na rzecz Akademii Umiejętności. 7 V Sienkiewicz wraz z Osuchowskim bierze udział w konferencji w Krakowie, mającej na celu zorganizowanie towarzystwa popierania wydawnictw Akademii na terenie Królestwa, na którym były one niemal nieznane, bo niedostępne.

„Czas” 8 I 1907, nr 106.

Ankieta w sprawie prusko-polskiej. Do Polskiego Biura Prasowego w Paryżu, utworzonego 1 lipca 19G7 poczynają napływać odpowiedzi na ankietę Sienkiewicza, ogłaszane kolejno w prasie warszawskiej, krakowskiej i lwowskiej.

D 58, s. 159, poz. 610; s. 161, poz. 623. – Kozakiewicz Br., L 23-28; Listy, t. III, cz. 1, s. 244-255. – Krechowiecki A., L 29; tamże, t. III, cz. 1, s. 373, 374. – Morfil W. R., L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 176, 177. – Rabski Wł., L 2; tamże, t. III, cz. 3, s. 266-269. – Sienkiewiczówna J., L 12; tamże, t. IV, cz. 3, s. 177. – Skałkowski T., tamże, t. V, cz. 1, s. 28-30. – Woźnicki K., L 1-12; tamże, t. V, cz. 2, s. 519-535.

Zbiorek Dwie łąki. 26 lipca Sienkiewicz, mieszkający w domu Janczewskich w Krakowie, Wolska 16, projektuje zbiorek nowel, szkiców i artykułów pt. Dwie łąki i ustala jego zawartość.

Wolff A. R., L 56-61; Listy, t. V cz. 2, 462-464. – Krechowiecki A., L 21, 23; tamże, t. III, cz. 1, s. 354, 355, 359, 360.

Zgon Karola Potkańskiego. Dnia 16 sierpnia 1907 zmarł w Krakowie Karol Potkański wskutek anemii złośliwej, która go dotknęła na jesieni 1906 r. W roku 1907 utracił podstawy bytu materialnego wskutek umieszczenia funduszów uzyskanych ze sprzedaży majątku rodowego Prędocinek na niepewnej hipotece, zaproponowanej przez nieodpowiedzialnego adwokata. Sienkiewicz starał się mu w tej katastrofie dopomóc.

Potkański K., Listy, t. III, cz. 3, s. 57. – Osuchowski A., L 34; tamże, t. III, cz. 2, s. 336-342.

Testament. W Krakowie 31 VIII Sienkiewicz sporządza testament, którego brulion przedstawiono 13 IX 1935 Sądowi Okręgowemu w Kielcach, gdzie dokument ten znajduje się w hipotece pod nr 1000.

[S. 1] Kraków 31 VIII 1907

Zapisuję dzieciom moim do równego działu kwotę ubezpieczeniową oraz w razie zamążpójścia lub po najdłuższym życiu żony mojej wszystko, co po mnie zostanie.

Zapisuję żonie mojej Marii z Babskich Sienkiewiczowej: I° Kwotę złożoną w Tow[arzystwie] Kredytowym Ziemskim w Warszawie. II° Kwotę złożoną w Banku Krajowym w Krakowie i zarząd oraz używalność Oblęgorka aż do chwili, w której mój syn zechce go objąć. Obie powyższe kwoty zapisuję jej dożywotnio.

W razie jej zamążpójścia zapisy owe upadają i przechodzą na moje dzieci.

Verte

[S. 2] Zona moja użytkować będzie z dochodów od papierów publicznych, nie zamieniając ich na inne oraz nie lokując kapitału inaczej, chyba jedno i drugie za zgodą obojga dzieci.

W razie wcześniejszej śmierci moich dzieci całkowity majątek mój przechodzi na własność żony mojej, którą zobowiązuję, aby po skromnym opatrzeniu w testamencie, zatem po swojej śmierci, dzieci pozostałych po mojej siostrze Zofii (najwyżej po rubli tysiąc lub mniej, wedle jej uznania- i to tym tylko dzieciom Zofii, które uzna za zasługujące na pomoc) resztą rozporzą-

[S. 3] dziła na cele publiczne narodowe, czysto polskie, wedle swego uznania.

Gdyby wychodziła za mąż po śmierci moich dzieci, winna wybrać czterech obywateli polskich, patriotów, którzy będą opiekowali się majątkiem i wypłacali jej (żonie mojej) dożywotnio dochód, po śmierci zaś jej i opatrzeniu rodziny jak wyżej (po tysiąc rubli dzieciom Zofii na pomoc zasługującym) obrócą cały majątek na cele patriotyczne polskie.

Henryk Sienkiewicz

Objaśniam, że słowa „w testamencie, zatem po swej śmierci”, znajdujące się na poprzedniej stronnicy między wierszami, dopisałem własnoręcznie.

Henryk Sienkiewicz

Żonę moją zobowiązuję do zwykłej pomocy siostrze mojej, kanoniczce. W razie śmierci żony mojej kanoniczka otrzymuje dożywotnio rubli trzysta.

Henryk Sienkiewicz

[S. 4] Majątek mój, jaki pozostanie po śmierci lub w razie zamążpójścia żony mojej, dzielę w ten sposób, że syn, prócz Oblęgorka, otrzymuje dziesięć tysięcy rubli więcej od córki.

Gdyby jednak syn mój wyrzekł się Oblęgorka, a objęła go córka, w takim razie jej dział zostaje powiększony o dziesięć tysięcy rubli. –

W razie sprzedaży Oblęgorka niczyj dział nie ma być powiększony, kwotą zaś uzyskaną ze sprzedaży dzielą się dzieci równo. –

Henryk Sienkiewicz

Rezygnacja z pracy w Macierzy Szkolnej. 30 IX listem, pisanym w Krakowie, Sienkiewicz rezygnuje z czynnego udziału w Macierzy, motywując to względami natury merytorycznej i prawnej.

Osuchowski A., L 53; Listy, t. III, cz. 2, s. 370.

Początek procesu wiedeńskiego. Odpowiedź na list Bjornsona naraziła Sienkiewicza na proces polityczny. W odpowiedzi tej wspomniał on, iż uwięzieni za zajścia uniwersyteckie studenci ukraińscy urządzili głodówkę, w czasie której otrzymywali żywność z miasta. Studenci ci zareagowali na to skargą o obrazę czci, wniesioną do sądu wiedeńskiego. Sąd ten polecił sądowi krakowskiemu przesłuchanie oskarżonego. 7 IX Sienkiewicz u sędziego śledczego Müllera złożył zeznanie, w którym oświadczył, iż „w artykule szło mu tylko o odparcie błędów historycznych Bjornsona co do uniwersytetu lwowskiego, ale nie miał zamiaru obrażać osobiście akademików ruskich; o ich głodówce wspomniał zaś tylko nawiasowo, na podstawie informacyj, wyczytanych w «Czasie», «Nowej Reformie» i «Słowie Polskim»”.

„Czas” 7 IX 1907, nr 205, s. 2 (Studenci ruscy przeciw Sienkiewiczowi) – 18 V 1908, s. 3 (zeznanie u sędziego). – Krechowiecki A., L (10 XII 1907); Listy, t. III, cz. 1, s. 375-378. – Radziejewska M., L 14; tamże, cz. 3, s. 314, 315. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 216, 217; tamże, t. IV, cz. 1, s. 487-491. – Redakcja „Nowej Reformy”, tamże, t. V cz. 3, s. 304-306.

We mgle. Wyjazd do Szwajcarii. W październiku Sienkiewicz przebywa w uzdrowisku Montreux-Clarens, w hotelu „Royal”. Ma tam gotową nowelę We mgle, przeznaczoną dla „Biblioteki Warszawskiej”.

Osuchowski A., L 54; Listy, t. III, cz. 2, s. 371. – Sienkiewicz H. J., L 41, 42; tamże, t. IV cz. 3, s. 88-91. – Wasilewski Z., L 4-7; tamże, t. V cz. 2, s. 193-202. – Wolff A. R., L 56, 57, 59; tamże, t. V cz. 2, s. 462-467.

Pisanie Wirów. Na miesiące letnie i jesienne przypada pomysł powieści, skierowanej przeciw ekscesom towarzyszącym okresowi rewolucyjnemu i porewolucyjnemu w Królestwie Polskim, noszącej tymczasowy tytuł „Ponad życiem”. Druk jej zapowiada prasa na rok następny.

„Kraj” XXVI, 1907, nr 40, s. 4.

Pobyt w Paryżu. Od połowy listopada do połowy grudnia Sienkiewicz mieszka w hotelu „St. James” w Paryżu, zameldowany jako Sienko. Prowadzi tam układy z przedstawicielami narodowej demokracji w sprawie przeniesienia do kraju organizacji „Cześć i Chleb”, równocześnie zaś zabiega przy pomocy Kozakiewicza, Woźnickiego i in. o przygotowanie międzynarodowej ankiety na temat projektowanego przez rząd pruski wywłaszczenia ludności polskiej w Poznańskiem. Ankieta ta jest gotowa 4 XII.

Krechowiecki A., L 29; Listy, t. III, cz. 1, s. 373-375. – Osuchowski A., L 56; tamże, t. III, cz. 2, s. 375-377. – Wolff A. R., L 58, 62; tamże, t. V cz. 2, s. 466-469.

List po śmierci St. Wyspiańskiego. 8 XII Sienkiewicz na ręce prezydenta m. Krakowa, J. Lea, przesyła wyrazy współczucia rodzinie zmarłego dramaturga, „który głęboką miłość dla kraju łączył z niezwykłą i prawdziwie wzniosłą czystością myśli i uczuć”.

D 40, s. 105. – Leo J., Listy, t. III, cz. 1, s. 501-503. – Sienkiewiczówna J., L 11; tamże, t. IV cz. 3, s. 171-175.

Przyjazd do Krakowa. 19 XII pisarz wraca do Krakowa i bawi tam do połowy stycznia.

Krechowiecki A., L 31; Listy, t. III, cz. 1, s. 373-380. – Chwatowa S., L 4 (2 I 1908); tamże, t. I, cz. 1, s. 151. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 203-228; tamże, t. IV, cz. 1, s. 470-515. – Sienkiewicz H. J., L 43; tamże, t. IV, cz. 3, s. 91-94.

Popularność Sienkiewicza wśród chłopów polskich. Tanie wydania Wawelberga i „Tygodnika Ilustrowanego” obok najrozmaitszych przeróbek „dla ludu” J. Janczewskiej, Janiny Sedlaczek, R. Bobina ( Quo vadis) i in., sprawiają, iż dzieła Sienkiewicza docierają pod strzechy. P. Kwiatkowski w Szkicu z natury opowiada o chłopie z Łomżyńskiego, który zimą idzie pieszo 10 wiorst po tom Potopu, wyjaśniając: „O, bo ten Sienkiewicz to już tak pisze, że albo wszyscy płaczą jak na pogrzebie, albo śmieją się jak na weselu”.

„Tygodnik Ilustrowany” 1907, nr 16, s. 332-333.
1908
Druk noweli Sąd Ozyrysa w „Tygodniku Ilustrowanym” 11 stycznia. Jej bohater, Psunabudes, pozamykał szkoły, co zbiegło się z zamknięciem Macierzy Szkolnej.

Sienkiewiczówna J., L 9; Listy, t. IV, cz. 3, s. 168. – Kratter Fr. von, tamże, t. I, cz. 3, s. 299, 300. – Święcicki J. A., L 22; tamże, t. V, cz. 1, s. 519, 520.

Polowanie w Poturzycy w lutym 1 9 0 8.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 232-235; Listy, t. IV, cz. 1, s. 12-16. – Sienkiewiczówna J., L 15; tamże, t. IV, cz. 3, s. 188-192.

Projekt budowy pomnika Słowackiego we Lwowie. W sobotę 23 maja 1908 r. w wielkiej sali ratuszowej we Lwowie podczas uroczystego wieczoru ku czci Juliusza Słowackiego została odczytana przez artystę teatru miejskiego, Władysława Kwiatkiewicza, nowela Sienkiewicza We mgle na budowę pomnika Słowackiego we Lwowie, w stulecie jego urodzin w r. 1909. W roku tym zebrano na ten cel 29 tysięcy koron, które w r. 1914 uległy dewaluacji i do budowy pomnika nie doszło.

Morawski K., L (26 II 1908); Listy, t. III, cz. 2, s. 151. – Hahn W, L2; tamże, t. I, cz. 2, s. 330, 331. – Sienkiewiczówna J., L 16; tamże, t. IV, cz. 3, s. 192-196.

Jubileusz 25-lecia pracy redakcyjnej Adama Krechowieckiego. Podczas uroczystości jubileuszowej we Lwowie w dniu 27 maja 1908 wręczono Adamowi Krechowieckiemu, redaktorowi „Gazety Lwowskiej”, Księgę pamiątkową Adamowi Krechowieckiemu (Lwów 1908), zawierającą rozprawy o nim i bibliografię jego prac zamieszczonych w „Gazecie Lwowskiej”, a także ofiarowane mu utwory literackie, wśród których na miejscu pierwszym była nowela Sienkiewicza Wesele.

Sienkiewiczówna J., L 18; Listy, t. IV, cz. 3, s. 199-202. – Gubrynowicz Br., tamże, t. I, cz. 2, s. 324, 325.

Pobyt w Krakowie od połowy stycznia do połowy czerwca 1908.

Benni K., L 7; Listy, t. I, cz. 1, s. 77, 78. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 232-235; tamże, t. IV, cz. 1, s. 5-108. – Sienkiewiczówna J., L 22-28; tamże, t. IV, cz. 3, s. 209-224. – Związek Narodowy Polski, L 1; tamże, V cz. 3, s. 400, 401.

Wakacje na Lido we wrześniu 1908.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 282-301; Listy, t. IV, cz. 2, s. 110-142.

Sprowadzenie prochów Słowackiego. Delegacja Krakowskiego Komitetu Akademickiego odbywa w tej sprawie konferencję z Sienkiewiczem.

Sienkiewiczówna J., L 16; Listy, t. IV, cz. 3, s. 192-196.

Zajęcia warszawskie. Normalny tryb życia warszawskiego szczegółowo odtwarza list cierpiącego na „jakąś utajoną influencę” pisarza z 14 III do Janczewskiej:

„Pisanie wcale w Warszawie nie idzie. Z powodu ankiety przeszkadza mi nie tylko Polska, ale i Europa. Dostałem wezwanie od Uniw [ersytetu] Oxfordzkiego, bym przyjechał z wykładami o literaturze polskiej. Mimo odmowy na pierwszy list, prof. Morphill napisał do mnie drugi, koniecznie nalegając. Zaproszono mnie do komitetu, który ma się zająć sprawą okrutnego traktowania Murzynów w basenie Kongo. Wydaje się to egzotyczne i śmieszne, a jednak należą do tego Komitetu różne najwybitniejsze figury naukowe i polityczne, bo nawet różni ministrowie i eksministrowie francuscy i angielscy. Zaproszono mnie na koniec do komitetu Pomnika Pracy (Monument du Travail), który ma powstać w Paryżu [...]. Ma to być cała jakby dzielnica, a przynajmniej jakiś wielki plac, który obejmie setki i tysiące pomników znakomitości (z wyjątkiem wojennych) wszystkich czasów i ludów. Pomysł olbrzymi, prawie fantastyczny, a jednak należą do tego: Dayot, directeur des Beaux Arts, Leon Bourgeois, Rodin, Anatole France, Doumer. Miliony mają być na to wyłożone, wybrani rzeźbiarze w całym świecie.

Dodaj do tego różne ankiety, żądania artykułów o wywłaszczeniu do gazet amerykańskich, komitety miejscowe, np. Słowackiego, Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dodaj jednodniówki, żądania odczytów, listy, telegramy, telefony, a będziesz miała pojęcie o młynie, w jakim żyję – że już nie wspomnę o jednodniówkach na rozmaite cele społeczne, z których każda «ma nadzieję», że tylko mój udział zapewni... etc.

Pisał także znów do mnie Fradeletto w sprawie udziału Polaków w wystawie weneckiej w 1909 r., wskutek czego pisałem do Hermana i E. Raczyńskiego. Naprawdę, nie skończyłbym, chcąc wszystko wymienić – a zachodzi jeszcze ta okoliczność, że skoro poruszyłem cały świat moją ankietą i żądałem od ludzi, by poświęcili tej sprawie czas i uwagę – nie bardzo mi wypada odmawiać, gdy w swoich sprawach żądają tegoż samego ode mnie. W najlepszym razie trzeba dobrze motywować odpowiedzi odmowne.

Brakło mi już czasu i sił, więc ułożyłem się z [...] niejaką panią Epstein, niegdyś bogatą, dziś zrujnowaną, że mi będzie przez miesiąc sekretarzować. Pisze ona po angielsku, po francusku a i po polsku bardzo dobrze i odpowiada wedle moich lakonicznych wskazówek w tych trzech językach – zdumiewając się nad liczbą listów i interesów, dotyczących nawet i muzyki, gdyż między innymi chodzi i o libretta z moich nowel. Jedną operę z nowelki Bądź błogosławiona układa Leoncavallo (jednoaktową), drugą niejaki maestro Pinna, który, zgadnij, co wziął za temat do opery. Oto Na marne, które się będzie nazywało La vedova. Odpisałem, że pierwszej noweli nie lubię, z drugiej się śmieję – ale niech sobie robią [...].

Bawi w Warszawie Arcybiskup Teodorowicz. Wielki ścisk na konferencjach. Widzieliśmy go, był u nas i Marynia namówiła go na świetlicę”.

Janczewska J., L 489; Listy, t. II, cz. 3, s. 339-342. – „Czas” 16 V 1908, s. 3 (Leoncavallo). – Dayot M. A., Listy, I, cz. 1, s. 189-191 (Pomnik Pracy). – Ejsmondowie Fr. i M., L 43; tamże, t. 1, cz. 1, s. 383, 384. – Fradeletto A., tamże, t. I, cz. 1, s. 421-423. – Sienkiewiczówna J., L 14, 16; tamże, t. IV, cz. 3, s. 186, 187, 192-196. – Woźnicki K., L 7-14; tamże, t. V cz. 2, s. 526-537.

Proces wiedeński. Zastępca prawny Sienkiewicza, dr Rosenblatt, ogłasza w „Czasie” 17 III, nr 64, s. 2 list z wiadomością, iż jego klient choruje na influencę, wskutek czego nie może 19 wyjechać do Wiednia i prosi o odroczenie sprawy, wyznaczonej na 23 III. – 19 III ten sam dziennik nr 66 podaje za wiedeńskim „Fremdenblatt”, iż Komitet ukraiński wysłał do Wiednia dodatkowych delegatów na proces. – 24 III, tamże, nr 70 wiadomość o odroczeniu procesu do 18 V oraz o uchyleniu przez sąd aktu oskarżenia jako skierowanego przeciw władzom administracyjnym w Galicji, wskutek czego sporządzono akt nowy, wymierzony wyłącznie przeciw Sienkiewiczowi. Ten przebieg sprawy skłonił obronę do zakomunikowania, że Sienkiewicz zapewne osobiście na procesie się nie stawi.

15 V „Czas”, nr 112, podaje wiadomość, iż Sienkiewicz na rozprawę nie przybędzie, wskutek czego utraci ona swe znaczenie propagandowe dla Ukraińców, a swą atrakcyjność dla publiczności. Obrona przedłoży oświadczenie pisarza, złożone u sędziego śledczego. W dn. 18 i 19 V „Czas”, nr 114-115, podaje ogromne komunikaty telefoniczne pt. Proces Sienkiewicza, zawierające szczegółowe sprawozdania z turnieju adwokatów. Sąd przysięgłych na posiedzeniu 19 V na pytanie, czy Sienkiewicz obraził oskarżycieli przez podanie nieprawdziwych faktów, dał odpowiedź „nie”, na pytanie zaś, czy wystawił ich na pośmiewisko, odpowiedział „tak”, wobec czego trybunał skazał go z § 399 na grzywnę w wysokości 3GG koron.

„Kurier Warszawski” 4 VI 1908, nr 154 i in. – „Czas” 1 VI 1908, nr 125, s. 2 (Owacja dla Sienkiewicza). – Sienkiewicz H. J., L 46; Listy, t. IV, cz. 3, s. 99-102. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L. 239; tamże, t. IV, cz. 2, s. 22-25. – Sienkiewiczówna J., L 17, 26; tamże, t. IV, cz. 3, s. 197-199 i 220-222. – Krechowiecki A., L 30; tamże, t. III, cz. 1, s. 375-378.

Zabójstwo namiestnika Galicji, Andrzeja Potockiego. 12 kwietnia 1908 namiestnik Galicji, Andrzej Potocki, został zamordowany przez Mirosława Siczyńskiego podczas udzielonej mu audiencji.

Sienkiewiczówna J., L 20; Listy, t. IV, cz. 3, s. 206, 207.

Losy noweli We mgle. Ponieważ nowela nawiązująca do powstania styczniowego nie mogła ukazać się w „Bibliotece Warszawskiej” (nastąpiło to dopiero w r. 1912), autor przesłał ją do redakcji „Słowa Polskiego” we Lwowie, gdzie drukowano ją od 30 V do 12 VI, z tym że zgodził się na odczytanie jej publiczne na wieczorze ku czci Słowackiego, na pomnik poety.

Wolff A. R., L 63; D 56, s. 364; Listy, t. V, cz. 2, s. 469. – WasilewskiZ., L 4-7; tamże, t. V, cz. 2, s. 193-202. – Hahn W, tamże, t. I, cz. 2, s. 329-331. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 239; tamże, t. IV, cz. 2, s. 23-25 oraz L 255; tamże, t. IV, cz. 2, s. 57, 58. – Polskie Akademickie Stowarzyszenie „Ognisko” w Wiedniu, L 2; tamże, t. V, cz. 3, s. 239, 240.

Lato w Rudawie. Sienkiewicz, który zamierzał lato spędzić w Wiśle na Śląsku, decyduje się ostatecznie w sierpniu na wieś Rudawę pod Krakowem, skąd po paru dniach jedzie do Wenecji.

Krechowiecki A., L 34; Listy, t. III, cz. 1, s. 385, 386. – Ejsmondowa M., L 45; tamże, t. I, cz. 1, s. 386, 387. – Pawlikowski M., L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 425. – Sienkiewiczówna J., L 28; tamże, t. IV, cz. 3, s. 225, 226. – Łobczowski J., Rudawa – kościół, probostwo, parafia, Kraków 1916.

Nowela Wesele. Satyryczne opowiadanie o oportunistach ateńskich, przeznaczone do księgi pamiątkowej dla A. Krechowieckiego, ukazuje się w lipcu w „Głosie Warszawskim”, tj. „Gazecie Warszawskiej”.

Budowa Pomnika Mickiewicza w USA. Poparcie pomysłu budowy pomnika.

Związek Narodowy Polski w Ameryce, L 1; Listy, t. V, cz. 3, s. 398-401.

Artykuł o Tołstoju. W związku z 80. rocznicą urodzin Lwa Tołstoja „Russkije Wiedomosti” 28 VIII, nr 199, ogłaszają szkic Sienkiewicza o wielkim pisarzu rosyjskim. Tekst polski w „Słowie Polskim” 5 IX, w „Kurierze Warszawskim” 7 IX i in. pismach, przedruk w Dziełach, t. XLV, s. 159–164. Zachowany wśród rękopisów Sienkiewicza list do redakcji zawiera odmowę przyjęcia honorarium. Być może, iż w związku z tym artykułem Tołstoj napisał do Sienkiewicza list, o którym zachowały się tylko niejasne wzmianki.

Kowalski L., Sienkiewicz o swoich dziełach, „IKC” 1933, nr 255. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 286, 287; Listy, t. IV, cz. 2, s. 116-119. – Sienkiewiczówna J., L 48; tamże, t. IV, cz. 3, s. 273-275. – Jankowski J., tamże, t. III, cz. 1, s. 33-35.

Wyjazd do Włoch. Pod koniec października Sienkiewicz przebywa we Włoszech, zatrzymując się w Florencji, Wenecji (dwa dni w hotelu „Regina”, pozostałe dwa tygodnie w „Grand Hôtel des Bains”) i Bolonii (27 X), listopad spędza w Viareggio („Grand Hôtel”), na grudzień zaś wybiera się do Krakowa.

Ułanowska W, L 2, 3; Listy, t. V, cz. 2, s. 23-36. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 281-301; tamże, t. IV, cz. 2, s. 108-142. – Sienkiewicz H. J., L 47, 48; tamże, t. IV, cz. 3, s. 102-105. – Sienkiewiczówna J., L 32; tamże, t. IV, cz. 3, s. 230-232. – Osuchowski A., L 59; tamże, t. III, cz. 2, s. 381, 382.

Ponowna zapowiedź Wirów. Prasa zapowiada pod koniec roku ponownie druk powieści „Ponad życiem” na luty r. 1909.

Pobyt w Krakowie w grudniu 1908.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 302-309; Listy, t. IV, cz. 2, s. 142-160. – Sienkiewicz H. J., L 49; tamże, t. IV, cz. 3, s. 106-108.
1909
Inauguracja roku Słowackiego. Szkic Sienkiewicza Słowacki – Helios, ogłoszony 1 I w „Kurierze Warszawskim”, rozpoczyna rok jubileuszowy poety.

W Krakowie. Przez styczeń pisarz bawi w Krakowie.

Ułanowska Al., L 1; Listy, t. V, cz. 2, s. 5, 6. – „Kurier Warszawski” 6 I 1909, nr 2. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 310-315; tamże, t. IV, cz. 2, s. 160-171. – Sienkiewicz H. J., L 49; tamże, t. IV, cz. 3, s. 106-108. – Brandt J., tamże, t. V cz. 2, s. 28-30.

Sonata księżycowa. 20 I Sienkiewicz przesyła do kilku dzienników Sonatę księżycową, przeznaczając honorarium za nią na ofiary trzęsienia ziemi w Messynie, zgodnie z odezwą M. Konopnickiej. Sam utwór jest rozdziałem V tomu I Wirów.

„Słowo Polskie” 21 I 1909, nr 34; (22 I, nr 36 powtórzenie wiad.) – „Kurier Warszawski” 24 I 1909, nr 24.

W liście do Wasilewskiego Sienkiewicz zaznacza, iż Sonata jest „jakby ilustracją do Beethovena”, i zapowiada druk Wirów:

„Powieść istotnie rozpocznie się w pierwszych dniach lutego. Prawie na pewno zmienię tytuł”. (Naprawdę rozpoczęła się dopiero w połowie marca).

Wasilewski Z. L 1, 8 (19 I); Listy, t. V cz. 2, s. 202.

W Warszawie. Od 30 I do 15 III Sienkiewicz przebywa w Warszawie. 22 II bierze udział w otwarciu ochrony swego imienia na ul. Mokotowskiej i wygłasza przemówienie.

Ulanowska W, L 5, 6; Listy, t. V cz. 2, s. 27-31. – „Kurier Warszawski” 30 I 1909, nr 30, s. 5; 22 II 1909, nr 53, s. 6; 17 III 1909.

Udziela pozwolenia Fryderykowi von Kratterowi na niemiecki przekład noweli Sąd Ozyrysa.

Kratter Fr. von, Listy, t. III, cz. 1, s. 299, 300.

Druk Wirów. Dawno zapowiadana powieść ukazuje się 13 III w „Słowie Polskim”, nr 121, 16 III w „Głosie Warszawskim”, nr 75, i w kilku innych dziennikach, wychodzi do końca roku, kończy się zaś dopiero w kwietniu 1910.

Opera Quo vadis w Nicei, Paryżu, Pradze i Warszawie. Wielkie powodzenie opery. – Libretto Henri Caïn, muzyka Jean Nouguès.

Kozakiewicz Br., L 28, 30; Listy, t. III, cz. 1, s. 254-258.

Wyjazd do Włoch. W połowie marca pisarz z córką wyjeżdża do St. Raphaël na Riwierze i mieszka w hotelu „Continental”.

Radziejewska M., L 15, 16; Listy, t. III, cz. 3, s. 316-320. – Ulanowska W, L 7, 8; tamże, t. V cz. 2, s. 31-34. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 317-332; tamże, t. IV, cz. 2, s. 173-197. – Sienkiewicz H. J., L 50; tamże, t. IV, cz. 3, s. 108-111. – Żmijewska E., tamże, t. V, cz. 2, s. 607, 608.

W Montreux. Na święta Wielkanocne przenosi się do Villeneuve koło Montreux nad Lemanem, do hotelu „Byron”. Z kraju przyjeżdża tam żona, z Paryża syn. Tutaj postępuje dalej praca nad Wirami. „Piszę dużo – donosi autor Janczewskiej – i moja powieść zaczyna mnie zajmować – więc z ochotą”.

Równocześnie, ponieważ ankieta w sprawie wywłaszczenia ukazała się w lutym jako spora książka pt. Prusse et Pologne, Sienkiewicz zabiega o upowszechnienie jej w prasie polskiej. Pobyt w Szwajcarii trwa miesiąc, do 2G V

Ulanowska Al., L 2; Listy, t. V, cz. 2, s. 6-9. – Ulanowska W, L 9; tamże, t. V, cz. 2, s. 35, 36. – Janczewska J. L 493 (20 IV); tamże, t. II, cz. 3, s. 355-359, cytat. – Rabski Wł., L 2; tamże, t. III, cz. 3, s. 266-269. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 333-335; tamże, t. IV, cz. 2, s. 197-203.

Głos w sprawie ortografii. Sienkiewicz przyłącza się do akcji mającej na celu usunięcie dowolności ortograficznych; w szczególności broni pisowni „ija, yja” w wyrazach obcych.

Wasilewski Z. L 9 (5 V); Listy, t. V, cz. 2, s. 203, 204. – „Słowo Polskie” 3 VI 1909, nr 256.

Odezwa w sprawie „Daru grunwaldzkiego”. Z Wiednia Sienkiewicz pisze list do „Nowej Reformy”, proponując zebranie miliona koron austr. na szkolnictwo i deklarując na ten cel 1010 kor.

„Nowa Reforma” 24 V 1909, nr 234. – „Kurier Warszawski” 25 V 1909, nr 143.

Ustąpienie z katedry St. Tarnowskiego. Sienkiewicz spieszy do Krakowa na uroczystość pożegnania Tarnowskiego, ustępującego z katedry (objętej nie bez udziału pisarza przez jego ciotecznego siostrzeńca, I. Chrzanowskiego); zatrzymuje się w hotelu Pollera i na pożegnaniu, „powitany huraganem oklasków”, wygłasza przemówienie ku czci profesora-przyjaciela.

„Czas” 25 V 1909, nr 117. – „Kurier Warszawski” 26 V 1909, nr 144. – Morawski K., L 21; Listy, t. III, cz. 2, s. 151-153. – Ulanowska W, L 10; tamże, t. V, cz. 2, s. 36-38.

Miesięczny pobyt w Krakowie. Osiadłszy w pensjonacie, Straszewskiego 27, Sienkiewicz bawi w Krakowie około miesiąca, tj. do ostatnich dni czerwca. W czasie tym zabiega o pomoc dla leczącego się w Lowranie Witkiewicza, który korzysta ze stypendium w Akademii. 

W Krakowie zapewne powstają dwa utwory, drukowane w lipcu w prasie warszawskiej, tj. przekład Pochwał życia wiejskiego z Horacjusza oraz wspomnienie pośmiertne o Helenie Modrzejewskiej. – Sienkiewicz otrzymuje od Wiktora Radwańskiego kopię popiersia Heleny Modrzejewskiej, wykonanego przez Stanisława Lewandowskiego dla kościoła św. Krzyża w Krakowie, gdzie Modrzejewska była początkowo pochowana, zanim została przeniesiona na cmentarz Rakowicki.

Akademia Umiejętności, L 17, 18, 20, 21; Listy, t. V cz. 3, s. 111-114. – Pawlikowski M., tamże, t. III, cz. 2, s. 424, 425. – „Kurier Warszawski” 4 VII 1909, nr 182 (Horacy); 16 VII 1909, nr 194 (Modrzejewska). – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 336-347; Listy, t. IV, cz. 2, s. 203-223. – Sienkiewicz H. J., L 51; tamże, t. IV, cz. 3, s. 111-114. – Radwański W, tamże, t. III, cz. 3, s. 270, 271. – Wernic A., L 1; tamże, t. V cz. 2, s. 206.

Powrót do Warszawy. 28 VI następuje przyjazd do Warszawy, gdzie pobyt, projektowany na dziesięć dni, przeciąga się do 17 VII.

Ulanowska W, L 11, 12; Listy, t. V cz. 2, s. 38-41.

&amp;nbsp;

Wypoczynek w Szczawnicy. W willi „Batory” Sienkiewicz przebywa przez sierpień, pracując nad Wirami, w początku zaś września jedzie z córką do dra Dłuskiego w Zakopanem i za jego wskazówką postanawia udać się do Wenecji.

Ulanowska W, L 16-20; Listy, t. V cz. 2, s. 43-52. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 349-355; tamże, t. IV, cz. 2, s. 226-236.

W notesie Sienkiewicza jest zapiska, wyglądająca na szkic humoreski; w istocie odtwarza ona niewątpliwie tryb życia głośnego pisarza, napastowanego przez natrętów:
„UZDROWISKO KRAJOWE SZCZAWNICA. Sierpień.
Przybyłem w zamiarze niewidywania nikogo i spokojnej pracy. Przybywam 7 sierpnia w sobotę.
Dzień I. 8) Deputacja z propozycją odczytu o Słowackim.
Dzień II. 9) Redaktor chce zamówić powieść i malarz prosi o posiedzenia do portretu.
10) Deputacja straży ogniowej z biletami na przedstawienie. Daję.
11) Listy i depesze z Krakowa z wezwaniem przyjazdu z powodu Czechów.
12) Nieznana osoba o składkę na ubogiego i list o wsparcie.
12 bis) List z żądaniem przesłania kompletu dzieł do czytelni w Łoniewie i jednooki «rodak» o wsparcie.
13) Deputacja z biletami na obchód Słowackiego. Daję 20 koron za trzy miejsca.
14) Przyjeżdża Włodar[ski] specjalnie z Krakowa i piłuje mnie w sprawie «Ursusa»”.

Pobyt w Lowranie 10-11 IX 1909.

Ulanowska W, L 21; Listy, t. V cz. 2, s. 52, 53. – Sienkiewiczowa M.z Babskich; L 362364; tamże, t. IV, cz. 2, s. 245-248.

W Wenecji. Pobyt na Lido, willa „Elena”, do pierwszych dni października w towarzystwie Kazimierza Chłędowskiego i historyka Ludwika Finkla. Po drodze odwiedza w Lowranie Witkiewicza.

Finkeł L., Listy, t. I, cz. 1, s. 417, 418. – „Pamiętnik Literacki” R XXX, 1933, s. 572. – Ułanowska W, L 22; Listy, V, cz. 2, s. 53-55. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 361-364; tamże, t. IV, cz. 2, s. 245-248. – Sienkiewicz H. J., L 52; tamże, t. IV, cz. 3, s. 114, 115.

Wyjazd do Szwajcarii. 7 X wyjazd do Lozanny i pobyt niemal dwutygodniowy w Ouchy.

Ułanowska W, L 23; Listy, t. V, cz. 2, s. 55-57. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 366-369; tamże, t. IV, cz. 2, s. 250-255.

Wiedeń i Kraków. W drodze powrotnej 21 X pobyt w Wiedniu.

Pochwałski K., L 14; Listy, t. III, cz. 2, s. 474-477. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 370-375; tamże, t. IV, cz. 2, s. 255-265.

Wystawa Sienkiewiczowska na Morawach. 29XwPrzerowie na Morawach otwarto wystawę ilustratorów Sienkiewicza, wedle wiadomości pisarza, bardzo interesującą.

„Kurier Warszawski”, 11 XI 1909, nr 312, s. 3.

Fundacja Sanatorium dla Nauczycieli. Poparcie Sienkiewicza dla tej inicjatywy ze względu na jej ogromne znaczenie społeczne.

Redakcja „Gońca” (1909), Listy, t. V, cz. 3, s. 272, 273.

Testament von Olszewskiego. Niemiec spod Legnicy, Alfred von Olszewski, który pod wpływem powieści Sienkiewicza zdał sobie sprawę, iż pochodzi z rodziny niegdyś polskiej, postanowił powrócić do narodowości swych przodków. Umierając, zapisał olbrzymi majątek synowi i córce pod warunkiem, iż nauczą się po polsku i poznają dobrze kulturę polską. W razie niespełnienia tych warunków majątek miał stać się własnością Sienkiewicza. Testament ten naraził pisarza na mnóstwo kłopotów. Za radą prawników krakowskich, Ulanowskiego i Wróblewskiego, zrzekł się on praw do spadku, zastrzegając aktem, sporządzonym 8 IX u notariusza Niemczewskiego, sumę 30 000 marek jako depozyt, gwarantujący spełnienie przez spadkobierców wymagań testamentu. Ponieważ spadkobiercy ci warunków nie spełnili i zrzekli się depozytu, który wskutek wojny zdewaluował się do sumy 3715 zł 45 gr, syn i córka Sienkiewicza przeznaczyli go na Uniwersytet Ludowy w Odolanowie.

„Głos Warszawski” 21 X 1909, nr 290. – Kraushar T., Testament Olszewskiego, „Kurier Warszawski” 26 X 1924, nr 300, s. 9. – A. C., Testament von Olszewskiego, „Kurier Warszawski” 13 XI 1932, nr 314, s. 20, D 54, s. 178, 179. – Antkowiak Z., Legenda warmątowicka. Rzecz o zapisie Alfreda Olszewskiego dla Henryka Sienkiewicza, Wrocław 1978. – Kraushar T., L (9 VIII 1909); Listy, t. III, cz. 1, s. 301-305. – Janczewska J., L 518; Listy, t. II, cz. 3, s. 414-416. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 344; tamże, t. IV, cz. 2, s. 219-221. – Redakcja „Czasu”, tamże, t. V cz. 3, s. 248, 249.

Dalsza praca nad Wirami. O planach kończenia powieści mówi list do Janczewskiej z datą: Warszawa 6 IX [!] 1909, faktycznie zaś z 6 XI:

„Wiry spodziewam się skończyć w Warszawie. Rozpoczynam je 15 grudnia – idą już łatwiej, choć w ogóle kółka w maszynie obracają się już trudniej niż dawniej i trzeba większego wysiłku, by je w ruch wprawiać”.

Janczewska J., L 482 (498); Listy, t. II, cz. 3, s. 368.

Kończenie Wirów i pomysł nowej powieści. W dzień Bożego Narodzenia Sienkiewicz donosi swej małej przyjaciółce w Krakowie:

„Mnie trudno było także wyruszyć z Warszawy z powodu Wirów, które chcę skończyć jak najprędzej, gdyż potem będę całkiem swobodny i będę mógł jechać czy to do Paryża, czy do Krakowa, ilekroć zechcę.

Wprawdzie zaraz potem zasiądę do innej roboty, ale będzie to zajęcie nieterminowe, łatwe i miłe, a przy tym tego rodzaju, że w podróżach mi nie przeszkodzi.

Ponieważ każdy powieściopisarz powinien, podług mego zdania, choć raz w życiu coś i dla dzieci napisać, więc postanowiłem zacząć i skończyć do przyszłego Nowego Roku (to jest do 1911) powieść pod tytułem „Przygody dwojga dzieci w środkowej Afryce”. Będzie tam występował chłopiec Polak, dziewczynka Angielka, a prócz tego Beduini, Arabowie, Murzyni-ludożercy, nie licząc słoni, krokodylów, lwów, hipopotamów etc.

Chcę to tak napisać, by książkę mogły czytać z ciekawością nie tylko dzieci, ale i panienki trzynastoletnie, a nawet dorośli. – Ponieważ takie utwory bardzo się rozchodzą, więc będzie to nadzwyczaj łakoma rzecz dla księgarzy i dlatego trzymam to jeszcze w sekrecie, żeby przed czasem do mnie nie szturmowali.

Przedtem jednak trzeba skończyć Wiry, które idą wolno dlatego, że wieczorami nie wolno mi pisać, a dnie bywają czasem tak ciemne, iż pracować można tylko od dziewiątej do drugiej”.

Ulanowska W, L 25; Listy, t. V, cz. 2, s. 59. – Anczyc W, L 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 30 (korekta Wirów).

Quo vadis w muzyce. W marcu w Nicei, od kwietnia zaś w Paryżu idzie opera Quo vadis, libretto Henri Caina, muzyka Jeana Nougues. – Pod koniec roku w Niemczech zdobywa powodzenie oratorium Quo vadis Feliksa Nowowiejskiego. – Honorarium paryskie wynosi 1000 fr.

„Słowo Polskie” 8 III 1909, nr 111; 1 IV 1909, nr 152; 14 VIII 1909, nr 378; 27 XII 1909, nr 602. – Janczewska J., L 498; Listy, t. II, cz. 3, s. 366-369 (Spodziewane honorarium za operę francuską). – Kozakiewicz Br., L 23; tamże, t. III, cz. 1, s. 253-255.
1910
Inauguracja roku grunwaldzkiego. W noworocznym „Kurierze Warszawskim” ukazuje się szkic historyczny z aluzjami do bieżącej polityki pruskiej pt. Ongi i dziś (Bitwa pod Koronowem), napisany z myślą o pięćsetleciu Grunwaldu.

W Warszawie. Pierwsze miesiące roku Sienkiewicz spędza w Warszawie, zajęty kończeniem Wirów.

Ulanowska W, L 26; Listy, t. V cz. 2, s. 60-63.

Wystąpienia w prasie. – W pierwszej połowie roku Sienkiewicz kilkakrotnie zabiera głos na łamach dzienników. I tak: 18 II odpowiada na list otwarty w sprawie stosunków polsko-ukraińskich publicysty francuskiego Chéradame’a. – 15 IV zwraca się do Polaków w Ameryce w związku z odsłonięciem pomników Kościuszki i Pułaskiego. – 27 V drukuje apel o opiekę nad ruinami zamkowymi w Chęcinach. – 9 VI ogłasza list W sprawie rocznicy grunwaldzkiej.



Odpowiedź na list publicysty francuskiego Chéradame’a w sprawie stosunków polsko-ukraińskich – Sienkiewicz H., Pisma zapomniane i niewydane, pod red. I. Chrzanowskiego, Lwów 1922, s. 520-524. – Kozakiewicz Br., L 29; Listy, t. III, cz. 1, s. 256, 257. – List do Polaków w Ameryce z powodu odsłonięcia pomników Pułaskiego i Kościuszki w Waszyngtonie, D. 53, s. 196, 197. – Apel o opiekę nad ruinami zamkowymi z Chęcinach, D 54, s.14, 15. – W sprawie rocznicy grunwaldzkiej, D 53, s. 159-162.

Śmierć Janusza Dmochowskiego. 17 IV umiera w Siedlcach brat cioteczny pisarza, starszy o lat kilkanaście Janusz Dmochowski. On pierwszy poznał się na talencie przyszłego pisarza i podtrzymał go na drodze literackiej. Sienkiewicz korespondował z nim i jego córkami Janiną i Zofią.

Ulanowska Al., L 3; Listy, t. V cz. 2, s. 9, 10. – Pstrokońska Z., L 4; tamże, t. III, cz. 3, s. 249, 250.

Wyjazd do Szwajcarii. Śmierć siostry Heleny. Ok. 20 IV Sienkiewicz wyjeżdża do Ouchy, po kilku jednak dniach wraca odwołany wiadomością o ciężkiej chorobie siostry Heleny. Zmarła ona 25 IV tak że brat trafia na pogrzeb.

Janczewska J., L 500; Listy, t. II, cz. 3, s. 371-373. – Ulanowska W, L 28; tamże, t. V cz. 2, s. 63, 64. – Nekrolog (z fotografią) „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 1, s. 380. – Sienkiewiczówna J., L 35; Listy, t. IV, cz. 3, s. 237, 238.

Odsłonięcie pomników Pułaskiego i Kościuszki w Waszyngtonie w maju 1910 wraz z pierwszym Kongresem Polonii Amerykańskiej. Sienkiewicz nie wziął udziału w tych uroczystościach, ale nadesłał do Polonii uroczysty list datowany 15 kwietnia 1910.

D 53, s. 196, 197. – Związek Narodowy Polski, L 10; Listy, t. V, cz. 3, s. 402, 403.

Wyjazd do Baden w Szwajcarii. Po spędzeniu maja w Warszawie następuje wyjazd do Baden pod Zurichem, gdzie pisarz zapada na malarię. Mieszka w „Grand Hôtelu” i zapewne rozpoczyna W pustyni i puszczy.

„Tu ciągle źle i zimno. Pobyt miał tylko tę dobrą stronę, że dużo napisałem. – Pisuję co dzień rano i po południu – i robię to z przyjemnością, gdyż rzecz mnie bawi i idzie względnie łatwo – wiele łatwiej niż Wiry. – Robię układ z «Kurierem» o druk powieści w odcinkach przed jej wydaniem. To kilka tysięcy rubli więcej, a «Kurier», choć powieść jest dla młodzieży, bardzo się do niej zapala”.

Janczewska J., L 501; Listy, t. II, cz. 3, s. 374. – Sienkiewiczówna J., L 43-46; tamże, t. IV, cz. 3, s. 257-269. – Ulanowska W, L 31, 32; tamże, t. V cz. 2, s. 67-70.

Równocześnie zwraca się z propozycją oficjalną do Adama Dobrowolskiego, sekretarza redakcji „Kuriera Warszawskiego”, w sprawie powieści W pustyni i w puszczy:

„17 czerwca 1910
Szwajcaria. Baden pod Zurichem
Grand Hôtel

Szanowny Panie.

Rzeczywiście rozpocząłem nową powieść i posunąłem ją już nawet trochę naprzód, ale nie wiem, czy Chrzanowski pisał Szanownemu Panu, że to jest powieść dla młodzieży. Gdyby ten wzgląd nie stanowił przeszkody dla «Kuriera», zgodziłbym się chętnie na odstąpienie jej najpoczytniejszemu z dzienników polskich i sądzę, że o warunki porozumielibyśmy się bez trudności. Muszę objaśnić przy tym, że jakkolwiek rzecz jest dostosowana do młodych umysłów, traktuję ją jednak zupełnie artystycznie i tak, jak to czyni w swoich książkach Rudyard Kipling, którego utwory czytają z jednakim zajęciem dorośli i dzieci.

Postanowiłem sobie koniecznie już przed laty napisać coś kiedyś dla dzieci i obecnie przyszła właśnie na to pora. Treścią mego opowiadania są przygody dwojga dzieci: Polaka i Angielki, naprzód w niewoli u mahdystów, a następnie w czasie ucieczki, wśród pustyń i puszcz afrykańskich.

Oczywiście nie zbraknie w takich warunkach silnych sensacyj i dramatycznych zdarzeń. Ponieważ jedyny wśród literatów polskich widziałem te kraje, znam ich naturę i ludzi, przeto przypuszczam, że potrafię wywiązać się z zadania.

Gdybym był w Warszawie, mógłbym druk rozpocząć zaraz, a następnie przysyłać odcinki z dnia na dzień, jak to czyniłem, pisząc Wiry i wszystkie niemal powieści. – Jednakże z daleka przyszłoby to z pewną trudnością, tak że lepiej by było rozpocząć druk dopiero w sierpniu, z dużym zapasem rękopismu. Być może nawet, że w sierpniu ukończę już całkiem robotę.

Powieść będzie jednotomowa, a tom niewielki. Przypuszczam, że «Kurier» mógłby ją ukończyć w połowie listopada, co umożliwiłoby Gebethnerowi wydanie książki na Gwiazdkę.

Chodzi więc o to, czy ten wzgląd, że powieść jest przeznaczona dla młodzieży, nie będzie dla Panów przeszkodą. Jeśli istotnie nie, to proszę Szanownego Pana o zawiadomienie mnie o warunkach, jakie «Kurier» mógłby mi ofiarować, a ja odpowiem niezwłocznie, czy się na nie zgadzam. W razie gdyby układ doszedł do skutku, należałoby może, by druk powieści został poprzedzony ze strony Redakcji przedmową objaśniającą, dla jakich powodów «Kurier» odstępuje od reguły i zwyczaju dawania powieści tylko dla dorosłych czytelników – i przypomnieniem, że utwory, np. w takim rodzaju, jak Księga puszczy były ogłaszane w poważnych miesięcznikach zagranicznych.

Załączam wyrazy wysokiego poważania

H. Sienkiewicz

P.S. W Badenie zostaję jeszcze dwa tygodnie”.

Dobrowolski A., Listy, t. I, cz. 1, s. 229-231.

Przekład Jana Krzysztofa Romain Rollanda przez J. Sienkiewiczównę i opinia o nim Sienkiewicza.

Sienkiewiczówna J., L 44, Listy, t. IV, cz. 3, s. 260-264.

Uroczystości grunwaldzkie w Krakowie. 9 VI „Gazeta Warszawska”, nr 155, drukuje artykuł Sienkiewicza W sprawie rocznicy grunwaldzkiej, autor Krzyżaków jednak już w Baden, ze względu zarówno na chorobę gardła, jak na charakter polityczny ogromnego zjazdu („zlotu”), wyznaczonego w Krakowie na dzień 15 VII, postanawia nie brać w nim udziału.

Stanowisko swoje wyjaśnia w liście do prezydenta Krakowa, Juliusza Lea, wysłanym przez Wacława Gąsiorowskiego wraz z 300 koronami na Towarzystwo Szkoły Ludowej.

Leo J., Listy, t. III, cz. 1, s. 504-506. – Janczewska J., L 501, 502; tamże, t. II, cz. 3, s. 373-376. – Ulanowska Al., L 4, tamże, t. V cz. 2, s. 11-13. – Pstrokońska Z., L 5, 6; tamże, t. III, cz. 3, s. 250-253. – Sienkiewiczówna J., L 44; tamże, t. IV, cz. 3, s. 260-264.

Pobyt w Ploumanach. Zatrzymawszy się po drodze dwa dni w Paryżu Sienkiewicz spędza trzy tygodnie lipca w znanym sobie „Zamku Abdanka” w Bretanii, jako gość Zofii z Abakanowiczów Pstrokońskiej i jej męża. Spotyka się tu z S. Żeromskim.

Opis codziennego życia w Ploumanach dają listy 33 i 34 do Al. Ulanowskiej:

„Ja dużo pisuję i nową powieść posunąłem znacznie naprzód. Sam się bawię tą robotą, więc idzie mi ona łatwo. – Na stałym lądzie bawią w jednym z przybrzeżnych hotelików Żeromscy, których czasem widujemy. Nie zgadzam się z nim przekonaniami i potępiam niektóre jego książki, o czym on zresztą wie dobrze, ale muszę mu przyznać, że osobiście zyskuje na bliższym poznaniu. Jest to cichy i nieśmiały melancholik, a syn jego, dziesięcioletni chłopczyna, jest nawet bardzo sympatyczny.

Ulanowska Al., L 4; Listy, t. V cz. 2, s. 11-13, cytat. – Ejsmondowie Fr. i M., L 50; tamże, t. I, cz. 1, s. 391-393.

Pobyt w Krakowie, od 4 sierpnia do 18 września 1910.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 379-395; Listy, t. IV, cz. 2, s. 268-293. – Ulanowska W, L 35-38; tamże, t. V cz. 2, s. 74-81.

Sierpień w Oblęgorku. Przez Kraków (23 VIII) i Warszawę Sienkiewicz udaje się do Oblęgorka, gdzie w ciągu dwu lat poprzednich przebudowano dom:

„Oblęgorek oczarował mnie zupełnie. Mało jest w Królestwie wiosek tak pięknie położonych. Drzewa bardzo porosły, park jest ogromny, kwiatów mnóstwo, a jabłonie, grusze i śliwy gną się literalnie pod ciężarem owoców. Urodzaj jest wyjątkowy i widok gałęzi obsypanych czerwonymi jabłkami bardzo ładny. Zaledwie przy tym znać jesień i tylko gdzieniegdzie wśród ciemnej soczystej zieleni przeświecają pożółkłe liście.

Dom jest duży i wygodny. W swoim czasie urządziłem go dość ładnie, ale po kilku latach niebytności byłem pewien, że zastanę wszystko podniszczone. Tymczasem czekał mnie miły zawód. Gospodyni była widocznie staranna – i obrazy, zarówno jak meble i rozmaite graty, znalazłem w stanie doskonałym”.

Ulanowska W, L 36; Listy, t. V cz. 2, s. 76.



&amp;nbsp;

Na Lido. Czas w przybliżeniu od 20 IX do 2 X Sienkiewicz spędza na Lido.

Janczewska J., L 503; Listy, t. II, cz. 3, s. 377. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 398403; tamże, t. IV, cz. 2, s. 295-303.

&amp;nbsp;

Przebieg lata sumarycznie ujmuje 10 X, pisząc:

„Wróciłem przed paru dniami z Lido, gdzie mnie opuściła dość uporczywa malaria, której nabyłem w Baden pod Zurichem, po powodzi. Byłem potem w Paryżu, w Bretanii i w Oblęgorku, ale pomogła dopiero Wenecja, a raczej Adriatyk, na który wychodziły moje hotelowe okna”.

Krechowiecki A., L 32 (36); Listy, t. III, cz. 1, s. 388, cytat. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 398-403; tamże, t. IV, cz. 2, s. 295-303.

&amp;nbsp;

Październik w Oblęgorku. Dni 8-20 X spędza Sienkiewicz w Oblęgorku.

Ułanowska W, L 37, 38; Listy, t. V, cz. 2, s. 77-81.

&amp;nbsp;

Kondolencje po śmierci Marii Konopnickiej.

Depesza z 11 X 1910, drukowana w „Kurierze Warszawskim” 1910, nr 281.

Redakcja „Kuriera Warszawskiego”, Listy, t. V, cz. 3, s. 292.

&amp;nbsp;

Obchody 100-lecia urodzin Fryderyka Chopina we Lwowie. W niedzielę 23 października odbyły się we Lwowie w Sali Filharmonii w dawnym teatrze Skarbka obchody 100-lecia urodzin Chopina, podczas których mowę 50-minutową wygłosił Ignacy Paderewski.

Sienkiewiczówna J., L 47; Listy, t. IV, cz. 3, s. 270-272.

&amp;nbsp;

Druk W pustyni i w puszczy. 27 X, nr 297, rozpoczyna się druk powieści w „Kurierze Warszawskim”, niemal zaś równocześnie w „Dzienniku Poznańskim”, w „Słowie Polskim” i w „Dzienniku Chicagowskim”.

Artykuł Dom polski i jego znaczenie. Przesłanie artykułu do wydawnictwa redagowanego przez Lucynę Kotarbińską Nasz dom. Poradnik praktyczny gospodarczo-społeczny dla kobiety polskiej, które ukazało się w 1912 r. Przy artykule list z Warszawy 31 października 1910.

Quo vadis Caïna na scenie warszawskiej. Opera Quo vadis ukazuje się prawie współcześnie w Wiedniu i Warszawie. Wrażenia z niej przedstawia list do Jadwigi Janczewskiej z 10 XI:

„Jednakże wczoraj zerwałem z siedzeniem w domu i byłem na Quo vadis w Teatrze Wielkim. Mieliśmy lożę, a w niej Ejsmondów i pannę Mycielską. Muzyka jest miejscami dla mnie przytrudna, gdyż – wbrew temu, co mówiły dzieci – nie brak w niej modernistycznych dysonansów, ale miejscami bardzo piękna, a nawet w ostatnich aktach wzniosła. Dekoracje powyżej wszystkiego, co widziała Warszawa.

Między pierwszym a drugim aktem przyszedł dyrektor teatru z bukietem dla Maryni, a po przedostatnim drugi raz do mnie z oświadczeniem, że artyści chcieliby mi wyrazić «cześć i podziękowanie» – i proszą, bym poszedł za kulisy. Poszedłem. Zastałem całą gromadę. Zbliżyła się Poppea, Eunice i Lygia. Poppea o rysach regularnych i mocnym głosie, ogromnego wzrostu. Eunice i Lygia bardzo ładne. Ale te panie z podczernionymi oczami i zupełnie uczernionymi powiekami dziwny z bliska robią efekt, do którego przyczynia się również przejaskrawiony tynk twarzy i sztucznie farbowane włosy.

Poczęły się obustronne komplimenta. Powiedziałem Eunice, że w jej pocałunku jest nadzwyczajna poezja – bo rzeczywiście jest to jedna z najpiękniejszych scen i zupełny obraz. Lygii rzekłem także jakieś miłe słówko [...]. Obejrzałem potężnego Ursusa i Chilona, i Petroniusza, który ma ładny głos, ale mało Petroniuszowską twarz – a natomiast sam usłyszałem od Tigellina: «Jak to czcigodny pan potrafi tyle nadzwyczajnych osób wymyślić?». Wszystko to trwało jednak dość krótko.

Wróciłem do loży i zaczął się najpiękniejszy akt V – śmierć Petroniusza. W operze śmierć następuje nie w czasie uczty, tylko po uczcie w ogrodzie. Gdy kochankowie spoczywają już obok siebie, muzyka staje się cicha i wpada balet – szereg dziewic w zupełnie przezroczystych zasłonach (pod spodem chyba trykot) i tańczy bajecznie powiewnie, z rozwiewaniem zasłon. Nie tworzą kół tanecznych, tylko długie linie, co sprawia, że wszystkie razem wyglądają jak jakiś starożytny fryz lub jak nowożytny obraz Burne-Jonesa lub Walter Crane’a.

Opera ma wielkie powodzenie w Warszawie, gdyż byliśmy na dwudziestym piątym przedstawieniu, a dziś jest dwudzieste szóste”.

Janczewska J., L 504; Listy, t. II, cz. 3, s. 379-383, cytat. – Ulanowska W, L 39; tamże, t. V, cz. 2, s. 81, 82.

&amp;nbsp;

Praca nad W pustyni i w puszczy. Z listu z 10 XI:

„...ja siedzę w już urządzonym gabinecie z nowymi meblami i piszę W pustyni i w puszczy. Bawi mnie to zawsze i nie idzie trudno. Dziś kończyłem opis huraganu na pustyni – ale pilno mi szczególniej do puszczy, gdzie obok pary dzieci wystąpi wszelaki zwierz, zarówno drapieżny, jak i trawożerny. Nastąpi to jednak jeszcze nie prędko”.

Janczewska J., L 504; Listy, t. II, cz. 3, s. 380, cytat. – Dobrowolski A., tamże, t. I, cz. 1, s. 229-231. – Sienkiewiczówna J., L 51; tamże, t. IV, cz. 3, s. 281.

1911
Dwa miesiące w Warszawie. Styczeń i luty Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie niedomaga na gardło.

Ulanowska W, L 41, 42; Listy, t. V, cz. 2, s. 83-87. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 407; tamże, t. IV, cz. 2, s. 309, 310.

&amp;nbsp;

Ochronka im. Sienkiewicza na Mokotowskiej. 8 II „Kurier Warszawski”, nr 39, ogłasza apel pisarza o pomoc dla ochronki jego imienia. W odpowiedzi przez cały rok napływają ofiary za pośrednictwem administracji dziennika.

Wyjazd do Krakowa. 11 III przypada jeden z częstych wyjazdów krakowskich w odwiedziny do syna, który po ukończeniu architektury w Paryżu pracuje przy odbudowie Wawelu. Przebywa tam do 20 marca.

Chełkowska M., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 109, 110. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 409-414; tamże, t. IV, cz. 2, s. 312-319.

&amp;nbsp;

Wyjazd z córką do Francji. 20 III Sienkiewicz udaje się w towarzystwie córki do Arcachon we Francji; jedzie przez Wiedeń (22 III), dwa dni (24-25 III) spędza w Paryżu; do Arcachon, gdzie rychło zapada na lumbago, przyjeżdża 27 III i pozostaje tam do 19 kwietnia.

Ulanowska W, L 44-46; Listy, t. V, cz. 2, s. 88-93. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 418-440; tamże, t. IV, cz. 2, s. 322-352.

&amp;nbsp;

Zabiegi o Księgę ku czci Mariana Gawalewicza po jego śmierci na rzecz wdowy po nim. Księga ta nigdy nie powstała.

Osuchowski A., L 63; Listy, t. III, cz. 2, s. 388, 389.

&amp;nbsp;

W Krakowie Sienkiewicz przebywa od 25 do 28 kwietnia, a następnie od 18 do 22 czerwca 1911. 1 V na jubileusz Aleksandra Kraushara nadchodzi z Krakowa depesza Sienkiewicza.

„Kurier Warszawski” 1 V 1911, nr 119, s. 7. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 444-451; Listy, t. IV, cz. 2, s. 357-370.

&amp;nbsp;

Zabiegi o katedrę dla Zdzisława Dmochowskiego na Uniwersytecie Lwowskim.

Morawski Z., Listy, t. III, cz. 2, s. 168-170. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, tamże, t. IV, cz. 2, s. 358-360.

&amp;nbsp;

Nagroda Akademii Umiejętności. Na uroczystym posiedzeniu Akademii Umiejętności przyznano „nagrodę z fundacji Mieczysława hr. Reya, złoty medal i kwotę pieniężną, Henrykowi Sienkiewiczowi za ósme wydanie Ogniem i mieczem oraz całą działalność literacką”.

„Kurier Warszawski” 20 V 1911, nr 138; 22 V 1911, nr 140. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 450, 451 i 476; Listy, t. IV cz. 2, s. 367-369, 399, 400. – Ulanowska W, L 48; tamże, t. V cz. 2, s. 95, 96. – Akademia Umiejętności, L 10; tamże, t. V cz. 3, s. 112, 113.

Nagrodzony tam mówi o tym w liście z Warszawy 24 V:

„Było tak, że depeszę o przyznaniu mi nagrody Reya otrzymałem w czwartek w nocy, a w piątek wieczór musiałbym był już wyjechać, chcąc trafić na posiedzenie. Prawdę jednak mówiąc, prócz gardła i pasportu było trochę i lenistwa. Niedawno wróciłem z Krakowa, więc nie bardzo chciało się znów tam jechać, zwłaszcza że z powodu nagrody groziły obiady, przemówienia etc., etc. «Moja wysokość, jakkolwiek niezupełnie jeszcze poza granicami młodości, czuje już jednak pewne podmuchy wieku, pewien smaczek soli czasu » etc. – Tak mówi Szekspir”.

Janczewska J., L 505; Listy, t. II, cz. 3, s. 383, 384, cytat.

Towarzystwo dla popierania Nauki Polskiej. Powstało we Lwowie w r. 1901 z inicjatywy Antoniego Małeckiego i w r. 1912 przekształciło się w Lwowskie Towarzystwo Naukowe, kierowane przez Oswalda Balzera. Sienkiewicz wsparł je finansowo w 1911 roku.

Balzer O., Listy, t. I, cz. 1, s. 38, 39.

Jubileusz Rodziewiczówny. Z Oblęgorka, gdzie odbywa kurację mleczną, Sienkiewicz wysyła list na jubileusz M. Rodziewiczówny, odczytany uroczyście na obchodzie warszawskim.

Rodziewiczówna M., Listy, t. III, cz. 3, s. 346-348. – „Kurier Warszawski” 14-15 VI 1911, nr 162, 163.

Wyjazd do Ragaz. 18-22 VI Sienkiewicz jest w Krakowie, w drodze do Ragaz. W uzdrowisku szwajcarskim leczy się przez miesiąc (24 VI-17 VII) i pisze dalej W pustyni i w puszczy.

Ulanowska W, L 49, 50; Listy t. V cz. 2, s. 96-99.

„Przez resztę dnia piszę. Staś z Nel są już w bezwodnej dżungli i umierają z pragnienia, ale najdalej pojutrze spotkają kapitana Glena i doktora Clarego, na czym właściwa powieść się skończy. Przyjdą jednak jeszcze epilogi, które zajmą mi czas do końca kuracji”.

Janczewska J., L 506 (29 VI); Listy, t. II, cz. 3, s. 386, cytat. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 454-473; tamże, t. IV, cz. 2, s. 371-397. – Sienkiewiczówna J., L 54-58; tamże, t. IV, cz. 3, s. 287-295. – Ulanowska W, L 48-50; tamże, t. V, cz. 2, s. 95-99.

List podaje również trasę zamierzonego powrotu, której miastom pisarz nadaje zabawne, spolszczone czy zesłowiańszczone nazwy.

„A po skończeniu kąpieli i kuracji wrócę – ale już nie [na] Mnichowo [ = Monachium], bo to dłuższa droga, tylko przez Mościska na Inie [= Innsbruck] i Solnogród [= Salzburg] do Becza [= Wiedeń]. W Beczu krótko zabawię i ruszę do Krakowa, a stamtąd do Oblęgorka”.

Janczewska J., L 506; Listy, t. II, cz. 3, s. 386, cytat.

Muzeum Polskie w Rapperswilu. Perypetie związane zdziałalnością kustosza Muzeum, Włodzimierza Rużyckiego de Rosenwerth, którego ze stanowiska zarządcy Muzeum przesunięto na stanowisko konserwatora ze względu na uszkadzanie i fabrykowanie pamiątek narodowych. – Sienkiewiczowi zaproponowano udzial w „sądzie” nad Rużyckim, ale odmówił.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 463; Listy, t. IV, cz. 2, s. 382-385.

Sierpień i wrzesień w Oblęgorku. Koniec lata i jesień upływają w Oblęgorku, wśród rodziny i gości, jak tłumaczka angielska miss Monica Gardner. Pobyt przerywa dwutygodniowy wypad do Warszawy, wywołany katarem żołądka.

Lubowski E., L 23; Listy, t. III, cz. 1, s. 269, 270. – Ulanowska Al., L 5-7; tamże, t. V cz. 2, s. 14-19. – Ulanowska W, L 53, 54; tamże, t. V, cz. 2, s. 101-105. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 479-484; tamże, t. IV, cz. 2, s. 402-409.

Zmiana mieszkania. Legiony. W październiku Sienkiewiczowie przenoszą się na ul. Szopena 18. Tutaj powstaje plan pracy nad nową powieścią, w liście z 14 X ujęty następująco:

„Mniej więcej za miesiąc wybieram się do Krakowa, do Muzeum Czartoryskich i do dokumentów tyczących się Legionów, które to dokumenty, dostarczone przez Skałkowskiego, zostawiłem w Akademii. Chcę opisać wojny włoskie Napoleona I, wyprawę na San Domingo, aż do Księstwa Warszawskiego i bitwy z Austriakami pod Raszynem. Przedsięwzięcie duże, pracowite i trudne. Nie rozpocznę w żadnym razie powieści w druku przed przyszłym rokiem.

Oczywiście dużo zależeć będzie od moich sił i zdrowia, czego nigdy nie można być zupełnie pewnym, albowiem jedno z najgłębszych przysłów narodowych brzmi: «Człowiek jest jak stolarz: dziś jest, jutro go nie ma». – Jak ci się podoba to przysłowie?

Janczewska J., L 507; Listy, t. II, cz. 3, s. 388, cytat. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 485-489; tamże, t. IV, cz. 2, s. 409-416. – Krechowiecki A., L 37, 38; tamże, t. III, cz. 1, s. 390-395.

Wypadek na polowaniu. 14 XI na polowaniu w Pawłowicach u dra Jana Brzezińskiego, redaktora „Kuriera Warszawskiego”, niefortunny strzelec ranił Sienkiewicza lekko śrutem.

„Słowo Polskie” 14-16 XI 1911, nry 531, 532, 535. – Ulanowska W, L 56; Listy, t. V, cz. 2, s. 106, 107. – Ulanowski B., L 4; tamże, t. V, cz. 2, s. 176, 177. – Krzywoszewski S., Długie życie, Warszawa 1947, t. 1, s. 227,238. – Roeckl G., Listy, t. III, cz. 3, s. 349, 350.

Przyjazd do Krakowa. 25 XI Sienkiewicz przybywa do Krakowa, mieszka w „Grand Hotelu”, rozpoczyna poszukiwania archiwalne dotyczące epoki Legionów, chadza do teatru (1 XII jest na Legionie Wyspiańskiego).

„Słowo Polskie” 25 XI 1911, nr 551 (przyjazd); 1 XII 1911, nr 561 (teatr).

„Legiony są bardzo trudne i rzecz szczególna, że im więcej rozpatruję się w źródłach, tym bardziej piętrzą się te trudności. Do wieku XVII jest więcej materiałów dających obraz dnia powszedniego w publicznym i prywatnym życiu. Żaden z legionistów nie zostawił nic podobnego do Pamiętników Paska. Wszyscy zajmują się prawie wyłącznie sprawą publiczną”.

Krechowiecki A., L 33 (37) (30 XI); Listy, t. III, cz. 1, s. 391, cytat. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 493, 494; tamże, t. IV, cz. 2, s. 360-363 i s. 420-423. – Ulanowska Al., L 7, tamże, t. V, cz. 2, s. 17-19.

Sukces nowej powieści. Powieść W pustyni i w puszczy, ukończona w „Kurierze Warszawskim” 1 IX, ukazuje się w handlu w grudniu i do połowy grudnia osiąga nakład 5000 egzemplarzy.

„Pustynia i puszcza w Warszawie nie rozchodzi się, ale leci jak żadna inna książka”.

Kozakiewicz Br, L 24 (31); Listy, t. III, cz. 1, s. 259.

Koniec roku w Warszawie. Święta Sienkiewicz spędza w Warszawie.

Ulanowska Al., L 9; Listy, t. V, cz. 2, s. 19, 20.
1912
Jednodniówka ku czci Krasińskiego. 23 I Sienkiewicz przesyła z Warszawy aforyzmy do krakowskiej jednodniówki ku czci Krasińskiego.

Balicki A. E., L 1; Listy, t. IV, cz. 2, s. 34, 35. – „Słowo Polskie” 27 I 1912, nr 45.

Zamiar podróży do Włoch. W związku z pracami przygotowawczymi do Legionów pisarz nosi się z zamiarem obejrzenia pobojowisk z kampanii włoskiej Napoleona.

Ulanowska W, L 56; Listy, t. V, cz. 2, s. 106, 107.

Pobyt w Krakowie i uczczenie 75-lecia urodzin St. Tarnowskiego. Na luty i marzec przypada pobyt w Krakowie, wypełniony może studiami archiwalnymi z epoki napoleońskiej, których śladem są zapiski w zachowanym notesie Sienkiewicza.

Tarnowski St., L 6; Listy, t. V, cz. 1, s. 542-544. – Wodziński A., L 41; tamże, t. V, cz. 2, s. 399, 400.

Panorama Jana Styki. Styka, który sporządził niegdyś ilustracje do Quo vadis (wyd. Flammarion, 1901-1904), wystawia w Paryżu cykl panoramiczny, który wywołuje sensację; na wystawie, ściągającej mnóstwo wycieczek zbiorowych, odbywają się wykłady o powieści i jej autorze. Z biegiem czasu Styka panoramę umieszcza w willi na Capri. Podobiznę jej barwną przynosi album Styki: Museo „Quo vadis”. Opere di Jan Styka. Capri Villa Certosello. Napoli (1922) D. Trompetti.

Jean Auguste Boyer d’Argen, LEcrivain et le Peintre de „Quo vadis? ”, H. Sienkiewicz et Jean Styka, Paris 1912. – Le peintre de „Quo vadis? ”, „Le Figaro Illustré” (Paris) 1902, nr 152, s. 24. – Buszczyński M., Najnowsza twórczość Jana Styki, „Tygodnik Ilustrowany” 1924, nr 16, s. 249. – Jean Auguste Boyer d’Agen, Listy, t. I, cz. 1, s. 98-101.

Jubileusz K. Tetmajera. List jubileuszowy dla poety, któremu Sienkiewicz przyznawał geniusz, a odmawiał talentu, ukazuje się w prasie. Przesłanie depeszy 30 III.

„Słowo Polskie” 30 III 1912, nr 151. – Tetmajer K., L 3; Listy, t. V, cz. 1, s. 552.

Klęski rodzinne. W kwietniu umiera Bronisław Dmochowski, brat cioteczny pisarza, a wuj jego żony.

Janczewska J., L 509; Listy, t. II, cz. 3, s. 390, 391.

Umożliwienie dr. Zdzisławowi Dmochowskiemu objęcia katedry anatomii patologicznej na Uniwersytecie Lwowskim.

Krechowiecki A., L 38; Listy, t. III, cz. 1, s. 392-395.

List do Marii Curie-Skłodowskiej. W związku z zabiegami Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, które usiłowało skłonić znakomitą uczoną, by przeniosła swą pracownię do Warszawy, Sienkiewicz pisze do niej list, wskazując na doniosłość tej propozycji ze stanowiska politycznego i społecznego.

Curie-Skłodowska M., Listy, t. I, cz. 1, s. 161, 162.

Pogrzeb Bolesława Prusa z kościoła św. Aleksandra na Powązki.

Ulanowska W, L 63; Listy, t. V cz. 2, s. 115, 116. – Redakcja „Kuriera Warszawskiego”, L 8 (20 V 1912); tamże, t. V cz. 3, s. 293.

Wyjazd do Francji. Ok. 25 V Sienkiewicz jedzie do Paryża, gdzie mieszka w hotelu „Bedford”, poszukuje młodego historyka, Adama Skałkowskiego, znawcę okresu Legionów Dąbrowskiego; zwiedza katedrę w Chartres; osiada do końca lipca w Ploumanach:

„Co do mojej powieści, nie ma chyba większego lenia, gdy chodzi o zabranie się do roboty – i miałbym się za leniucha w ogóle, gdybym tylu tomów nie napisał i gdyby nie to, że skoro raz zacznę, to sam podziwiam własną pracowitość. Jest w tym coś z Zagłoby, który ociągał się z rozpoczęciem walki, ale, zmuszony do niej, zdumiewał świat determinacją. Czytam dotychczas wciąż, szukam coraz nowych źródeł, ale – choć niektóre okresy umiem na pamięć – do pisania jeszcze nie zasiadłem. Niechno się zabiorę, zobaczymy. – W każdym razie jest to przedmiot trudny”.

Janczewska J., L 510 (3 V); Listy, t. II, cz. 3, s. 393, cytat.

O tych samych trudnościach mówi warszawski list do Krechowieckiego z 8 V, podający wiadomość o umowie na nową powieść z Gebethnerem i Wolffem.

Krechowiecki A., L 38, s. 417; Listy, t. III, cz. 1, s. 392-395.

Doktorat honoris causa Uniwersytetu Lwowskiego. W roku 1912 Uniwersytet Lwowski obchodził uroczyście swoje 250-lecie i obdarzył wówczas doktoratem honorowym wielu wybitnych Polaków, a wśród nich Ludwika Kubalę i Henryka Sienkiewicza.

Uniwersytet Lwowski, Podziękowanie, L 1; Listy, t. V, cz. 3, s. 379-381.

Sierpień i wrzesień w Warszawie i Oblęgorku. Dobiegającemu siedemdziesiątki pisarzowi „oczy nie dopisują”, leczy się więc w sierpniu w Warszawie, a we wrześniu skarży w Oblęgorku.

Ulanowska W, L 69, 70; Listy, t. V, cz. 2, s. 122-125.

Przekład Jana Krzysztofa R. Rollanda dokonany przez Jadwigę Sienkiewiczównę i związane z tym perypetie.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 434; Listy, t. IV, cz. 2, s. 346, 347. – Sienkiewiczówna J., L 72; tamże, t. IV, cz. 3, s. 319-321. – Janczewska J., L 519; tamże, t. II, cz. 3, s. 416-420.

Uroczystości setnej rocznicy śmierci ks. Józefa Poniatowskiego w Krakowie bez udziału Sienkiewicza.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 534; Listy, t. IV, cz. 2, s. 482-484.

Wyjazd do Krakowa. W końcu października i w listopadzie Sienkiewicz bawi w Krakowie, skąd 12 XI wraca w towarzystwie Chrzanowskiego do Warszawy.

Chrzanowski I., L 16 (1 XI); Listy, t. I, cz. 1, s. 125.

Sienkiewicz na komedii Krzywoszewskiego. Pisarz wybiera się na komedyjkę Diabeł i kaczmarka, twierdząc, iż „czasem zdrowo jest roześmiać się z łatwych konceptów i stanowi to dobry odpoczynek”.

Ulanowska W, L 67 (12 XI); Listy, t.V, cz. 2, s. 125, 126.

Seminarium dla Nauczycieli Ludowych w Ursynowie. W listopadzie 1912 powstaje w Ursynowie Seminarium dla Nauczycieli Ludowych, zorganizowane przez A. Osuchowskiego, H. Sienkiewicza, L. Kronenberga, S. Hassewicza, A. Krasińskiego, A. Lednickiego i in.

Lednicki A., L (15 XI 1912); Listy, t. III, cz. 1, s. 422-425.

Święta w Krakowie. Ok. 15 XII Sienkiewicz przyjeżdża z rodziną na święta do Krakowa, gdzie zamierza spędzić około trzech tygodni.

Wodziński A., L 41; tamże, t. V, cz. 2, s. 399, 400.
1913
Quo vadis w kinie. Głośna powieść została dwukrotnie sfilmowana, we Francji i we Włoszech. Film włoski firmy „Cines”, nakręcony bez zgody autora, ukazał się wcześniej:

„Dodaję jako komentarz, że «Cines» obrachowała przedstawienia na cały świat. W Wiedniu urządzono wspaniałe przedstawienie i – jak donoszą dzienniki – był na pierwszym cesarz i cały dwór. W Krakowie pozwolono na sześćdziesiąt przedstawień, za które miejscowy przedsiębiorca zapłacił dwanaście tysięcy koron. Pójdzie to na Amerykę, Anglię, Rosję, Australię etc. Słowem wszyscy będą zbierać pieniądze na setki tysięcy, może na miliony – prócz mnie i Pana”.

Kozakiewicz Br., L 33; Listy, t. III, cz. 1, s. 262-264, cytat. – Osuchowski A., tamże, t. III, cz. 2, s. 397, 398. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 501-504, 529; tamże, t. IV, cz. 2, s. 434-441, 473, 474. – Ulanowska W, L 74, 79; tamże, t. V, cz. 2, s. 129-131, 138-141.

W kilka tygodni po tym liście film ukazuje się na ekranach w Warszawie.

„W Warszawie pięć kinematografów produkuje Quo vadis. Kompania francuska «Film d’Art», z którą przed pięciu laty zawarłem kontrakt, procesuje rzymską «Cines». Kozakiewicz telegrafował, że mają mi zapłacić najmniej 10 000 fr. Odpisałem, że to mało. I istotnie to jest mało, ale pewno nie dostanę nic. Do Paryża wyjechał znajomy mój adwokat Wilczewski [...] i ma przy sposobności dowiedzieć się, jak sprawa stoi, a raczej jak się obróci”.

Janczewska J., L 512 (24 IV); Listy, t. II, cz. 3, s. 396, cytat. – Ulanowska W, L 74; tamże, t. V, cz. 2, s. 130, 131. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 501, 503 i L 529; Listy, t. IV, cz. 2, s. 434-437, 439-440 i 473, 474. – Redakcja „Słowa”, L 19; tamże, t. V, cz. 3, s. 342, 343. – Sienkiewicz H. J., L 62; tamże, t. IV, cz. 3, s. 134-136. – Sienkiewiczówna J., L 74; tamże, t. IV, cz. 3, s. 323, 324. – Święcicki J. A., L 25; tamże, t. V, cz. 1, s. 521-523.

Portret Sienkiewicza namalowany przez Olgę Boznańską.

Sienkiewiczówna J., L 63; Listy, t. IV, cz. 3, s. 299, 300. – Sienkiewicz H. J., L 64; tamże, s. 140, 141.

Polowanie w Poturzycy pod Sokalem u Tadeusza Dzieduszyckiego. Sienkiewicz wyjeżdża tam z Krakowa we czwartek 6 lutego.

Sienkiewiczówna J., L 63; Listy, t. IV, cz. 3, s. 299.

Akademia ku czci Jaroslava Vrchlickiego w Krakowie w rocznicę jego śmierci. W pierwszą rocznicę śmierci wybitnego poety czeskiego odbyła się w Krakowie w sobotę 8 lutego uroczysta akademia, w której wzięli udział przedstawiciele świata naukowego i literackiego Polski i Czech. O twórczości Vrchlickiego mówili m.in. Zenon Miriam Przesmycki i Marian Zdziechowski. W akademii wzięła udział w imieniu męża Maria z Babskich Sienkiewiczowa.

Sienkiewiczówna J., L 64; Listy, t. IV, cz. 3, s. 301, 302.

Jubileusz 45-lecia działalności pisarskiej i 35-lecia pracy scenicznej Józefa Kotarbińskiego. Sienkiewicz ze względu na chorobę nie wziął w nim udziału, ale nadesłał uroczysty list.

Kotarbińscy J. i L., Listy, t. III, cz. 1, s. 187, 188.



Praca nad Legionami. W maju, z którego pochodzą listy do Chrzanowskiego, Janczewskiej, Ulanowskiej i Wodzińskiego, Sienkiewicz donosi:

„Tymczasem ja w Warszawie piszę i piszę. Namachałem już dla «Tygodnika Il[ustrowanego]» na jakie pół roku – i w danym razie mogę sobie pozwolić na przerwę”.

Janczewska J., L 497 (513) (23 V); Listy, t. II, cz. 3, s. 399, cytat. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 499-515; tamże, t. IV cz. 2, s. 432-456. – Święcicki J. A., L 25; tamże, t. V cz. 1, s. 523, 524. – Wodziński A., L 42-44, tamże, t. V cz. 2, s. 401-403.

Zabiegi o katedrę w Krakowie dla J. K. Kochanowskiego. W czerwcu Sienkiewicz pisze listy do znajomych krakowskich, zalecając na katedrę historii na Uniwersytecie Jagiellońskim średniowiecznika warszawskiego, J. K. Kochanowskiego, do czego nie doszło.

Chrzanowski I., L 17; Listy, t. I, cz. 1, s. 135-137. – Morawski K., L 20 (22); tamże, t. III, cz. 2, s. 153-156. – Tarnowski St., L 7; tamże, t. V cz. 1, s. 544-546.

Autocharakterystyka. W odpowiedzi na ankietę tygodnika „Świat” Sienkiewicz w nrze 23 daje zajmujące uwagi o własnej twórczości literackiej.

Szkic o Marii Wodzińskiej. Około 10 VI powstaje wstęp do książki A. Wodzińskiego o Marii Wodzińskiej. Książka nie ukazuje się drukiem, wstęp zaś wychodzi dopiero w r. 1924.

D 46, s. 105.

Powstanie Towarzystwa Biblioteki Publicznej w Warszawie. Jej dyrektorem zostaje Samuel Dickstein, a po nim Antoni Osuchowski.

Ulanowska W, L 76; Listy, t. V cz. 2, s. 135.

Miesiące letnie w Oblęgorku. Lipiec i sierpień autor Legionów spędza w Oblęgorku, gdzie podejmuje gości i prowadzi obszerną korespondencję z J. Janczewską, W. Ulanowską, R. Kwiatkowskim, T. Szumlańską i in. Z listów tych najbardziej interesujące wiadomości zawiera relacja o plotkach prasowych, obliczających honoraria autorskie za Quo vadis i za kinomat z Pustyni i puszczy na cztery miliony, z których – wedle Sienkiewicza – należy odjąć czwórkę, by otrzymać wysokość ich prawdziwą.

31 VIII autor odsyła do Warszawy część I Legionów.

Janczewska J., L 514, 515; Listy, t. II, cz. 3, s. 400-406. – Sienkiewicz H. J., L 62; tamże, t. IV, cz. 3, s. 134-136. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 517-526; tamże, t. IV, cz. 2, s. 457-469.

Setna rocznica śmierci ks. Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery. Rocznicę tę Kraków uczcił bardzo uroczyście z udziałem Polaków ze wszystkich trzech zaborów w niedzielę 19 października 1913. Sienkiewicz, choć otrzymał zaproszenie na te uroczystość, nie wziął w niej udziału.

Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 534; Listy, t. IV, cz. 2, s. 482-484. – Sienkiewicz H. J., L 63; tamże, t. IV, cz. 3, s. 137, 138.

Niedoszły prezes TNW. Sienkiewicz, który należał do członków założycieli Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a w r. 1912 w jego imieniu zwracał się do M. Curie-Skłodowskiej, spotyka się z propozycją objęcia prezesury po historyku, Aleksandrze Jabłonowskim:

„Od tygodnia – pisze 18 X – jestem drzewem, które piłuje wyjątkowo wytrzymała piła. Oto chcą, bym po śmierci starego Jabłonowskiego objął prezesostwo w Tow[arzystwie] Naukowym Warszawskim. Piłowano nawet Marynię i Bauerertza, żeby mnie upewnił, że to zdrowiu memu nie przyniesie szkody. Ostatecznie jednak odmówiłem. Do powieści i pracy twórczej potrzeba mi zupełnego skupienia, a zdolności reprezentacyjnych nie mogę w sobie odnaleźć, ochoty zaś do reprezentowania tym bardziej”.

Janczewska J., L 500 (516); Listy, t. II, cz. 3, s. 408. – Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 536; tamże, cz. 2, s. 486, 487.

Kwiaty i ruble. W listopadzie Sienkiewicz otrzymuje cebulki kwiatowe jako dar Holandii od firmy Goemans i Synowie z Haarlemu, z Rosji zaś pierwsze – jak podkreśla – honorarium w wysokości 10 000 fr.

Goemans P i Synowie, Listy, t. I, cz. 2, s. 282-283. – Janczewska J., L 518, 519; tamże, t. II, cz. 3, s. 414-420.

Zamówienie „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Nowo powstałe, ruchliwe pismo krakowskie proponuje 400 koron za nowelę do numeru noworocznego. Sienkiewicz godzi się na przedruk którejś z nowel ogłoszonych w czasopismach, honorarium zaś przeznacza na cel dobroczynny.

Janczewska J., L 504, 505 (520, 521); Listy, t. II, cz. 3, s. 420-423.

Druk Legionów. Powieść ukazuje się od 6 XII w „Tygodniku Ilustrowanym” (nr 49-52). Przekładu jej francuskiego podejmuje się córka pisarza, Jadwiga.

Wodziński A., L 44; Listy, t. V cz. 2, s. 402, 403.

Opowieść Z dawnych dziejów. Alegorię, przeznaczoną dla Polaków-emigrantów, zarówno w Rosji, jak w Ameryce, ogłasza wydawany przez R. Kwiatkowskiego w Moskwie tygodnik „Głos Polski”, któremu Sienkiewicz przyrzekł współpracę listem z 14 VII.

Kwiatkowski R., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 408, 409.

Projekt utworzenia szkoły rzemiosła artystycznego w Zakopanem.

Żychoń J., L 1; Listy, t. V cz. 2, s. 610.

Święta w Krakowie. Zwyczajem lat poprzednich Boże Narodzenie Sienkiewiczowie spędzają w Krakowie.

Janczewska J., L 521; Listy, t. II, cz. 3, s. 422, 423.
1914
Recenzja Wojny szwedzkiej L. Kubali. W miesięczniku „Książka” (nr 1-2) ukazuje się omówienie dzieła historyka, którego Szkice przed laty odegrały istotną rolę w twórczości Sienkiewicza.

Polowanie. W początkach lutego Sienkiewicz bierze udział w polowaniu w majątku Pawła Woronieckiego:

„Przy tym, jak na człowieka, który raz na kilka lat poluje, wiodło się mi nieźle. Nie osłabły zbyt oczy i nie zesztywniały ręce. Jednak dawniej zabijałem, co się nawinęło, bez skrupułu, a teraz odczuwam jakiś mały niepokój, czy godzi się dla przyjemności robić szczerby w naturze i odbierać życie istotom, które się nim ogromnie cieszą. Jest to, jeśli tak można powiedzieć, pewien zoofilizm, który widocznie potęguje się pod starość. Nie obejmuje on jeszcze tych leśnych mieszkańców, którzy mają kły i pazury, ale przyjdzie może i do tego”.

Janczewska J., L 522; Listy, t. II, cz. 3, s. 424, 425.

Praca nad Legionami. 11 II pisarz pracuje nad kampanią włoską:

„Teraz siedzę nad Legionami, jestem z Markiem i Cywińskim w Wenecji, a wkrótce przenoszę ich do Rimini i Rzymu, w którego okolicach zaczną się bić”.

Ulanowska W, L 82; Listy, t. V cz. 2, s. 146.

„Nad Legionami siedzę i piszę. «Tygodnik» raduje się z nich bardzo. Widocznie przybywa mu prenumeratorów. Chwilami dziwię się, że się tak podobają. Zrobiłem przed kilku dniami jeden niezły obrazek z Wenecji [...]”.

Z zagranicy ciągłe listy o prawo przekładu. Niemcy dają marki od wiersza. W Ameryce jakaś gazeta przedrukowywa sobie z «Tygodnika». Little Brown, wydawca z Bostonu, pisze, ale chce naprzód rękopismu, co jest niepodobieństwem”.

Janczewska J., L 523; Listy, t. II, cz. 3, s. 427, cytat. – Bernacki L., tamże, t. I, cz. 1, s. 79, 80. – Szamowski R., tamże, t. V, cz. 1, s. 89-92.

Stosunki z kolonią polską w Kijowie. 20 II Sienkiewicz pisze list do redakcji „Kłosów Ukraińskich” z uwagami o twórczości T. Szewczenki.

Odrzuca natomiast pomysł wyjazdu z odczytem dla kolonii polskiej w Kijowie, co w liście z 4 III do Janczewskiej uzasadnia nie tylko trudnościami technicznymi, ale również charakterem swej pracy:

„Obowiązek patriotyczny, ożywienie prowincji, pokrzepienie serc – dobrze! Ale ja staram się ożywiać i pokrzepiać, pisząc w Warszawie, a prowincja może mnie czytać, jeśli zaś tego jej nie dosyć, to i moja obecność nie starczyłaby na długo”.

„Kłosy Ukraińskie” 27 II 1914, nr 1. – Janczewska J., L 508 (524); Listy, t. II, cz. 3, s. 430. – Redakcja „Kłosów Ukraińskich”, tamże, t. V cz. 3, s. 274, 275.

Koncert na ochronkę im. Sienkiewicza. 3 III był wieczór na ochronkę, z którego pisarz zdaje relację:

„Wczoraj był koncert na ochronę mego imienia, który przeszedł najśmielsze oczekiwania pani Gąssowskiej, gdyż Filharmonię bardzo jest trudno zapełnić, a tym razem trzeba było krzesła dostawiać! Frenkiel recytował mowę ks. Muchowieckiego nad trumną Podbipięty. Mówił rzeczywiście wzruszająco, bo z wielką prostotą.

Potem urządzono owację dla mnie, o której się nie rozpisuję [...]. Cały koncert był ładny. Schodziłem do gabinetu artystów i dziękowałem, prawiłem komplimenta, zaziębiłem się i boli mnie gardło”.

Janczewska J., L 524; Listy, t. II, cz. 3, s. 430, 431, cytat.

Pobyt w Krakowie. Trzy tygodnie kwietnia Sienkiewicz spędza w Krakowie, skąd wraca 20 IV

Janczewska J., L 509-525; Listy, t. II, cz. 3, s. 432, 433. – Dzieduszycki T., tamże, t. I, cz. 1, s. 355, 356. – Ulanowska W, L 83, 84; tamże, t. V cz. 2, s.149-152.

Rzekomy spadek i „ojciec ojczyzny”. W maju umiera niejaka Wieczorkowska i zapisuje 15 000 rb na cele publiczne, resztę zaś dla Sienkiewicza. Owa reszta okazuje się fikcją, sprawę zaś całą wymyślił Osuchowski, by w ten sposób uniknąć kłopotów prawnych ze spadkiem. Na rzekomego spadkobiercę spadły owe kłopoty w postaci najrozmaitszych próśb o pomoc. Oburzony całą tą sprawą napomyka o niej w liście do Ulanowskiej, szczegółowo zaś przedstawia ją 7 VI Janczewskiej:

„A tymczasem trzeba pisać Legiony – i pisać w sposób wesoły, młodzieńczy. Czasem idzie ciężko, z wolna jednak zżywam się z przedmiotem, zajmuję się nim coraz bardziej i idzie, a mam nadzieję, że pójdzie coraz lepiej.

Gdybym się mógł oderwać od wszelkich trosk, spraw i nagabywań, a skupić się całkowicie i wyłącznie na robocie, czuję, że napisałbym bardzo porządną powieść.

Ale dzięki głupocie i niedelikatności ludzkiej jest to niemożliwe. Za przykład może posłużyć Osuchowski. Czy wiesz, że nie tylko od osób prywatnych, którym idzie o wsparcie, ale od różnych instytucji i od rodziny po tej pani Wieczorkowskiej odbieram podania, bym z tej «reszty», którą odziedziczyłem, przyszedł im z pomocą. Jakieś nieznajome panie piszą, że ta rodzina jest w nędzy, że są tam panienki, które chorują na suchoty i ratunku spodziewają się tylko od mojej sprawiedliwości oraz wspaniałomyślności. – Było niby sprostowanie w dziennikach, ale jedni go nie czytali, drudzy, którzy czytali, nie uwierzyli.

W ten sposób Osuchowskiemu, który otrzyma 15 tysięcy rubli na cele publiczne, przybędzie jeden listek do obywatelskiego wieńca, a ja, ponieważ tej reszty nie ma i nic z niej tym samym dać nie mogę, zyskuję opinię skąpca i egoisty, a prócz tego prośby, telefony, wezwania, zaklęcia etc.

Oczywiście, że się z tego zrzucę i Osuchowskiemu nie ujdzie to bezkarnie, ale tymczasem co za piła! – i jak to pomaga w robocie. A pomyśl, że mnie to spotyka od człowieka, który bez mojej pomocy nie zebrałby, otwarcie mówiąc, ani połowy tego, co zebrał. Jeden tylko mój list przyniósł sto tysięcy rubli. Pisałem ich wiele; podpisywałem setki i tysiące odezw i oczywiście liczono się nie z nim, którego poczytywano za uprzykrzonego kwestarza, ale ze mną. – Całą zasługę brał dla siebie, ale ponieważ chodziło o dobro publiczne, więc na to pozwalałem i nawet z pewnym humorem podsadzałem go na ten postument ojca ojczyzny, na którym z powodu wysokości zachorował na megalomanię. A ponieważ poza składkami nie można z nim o niczym mówić, więc ile mnie nanudził, to Bóg jeden wie”.

Janczewska J., L 527; Listy, t. II, cz. 3, s. 436, 437, cytat.

Czterdziestopięciolecie pracy pisarskiej. Snobistyczny dwutygodnik warszawski „Wieś i Dwór”, w numerze z 1 VI w dwu artykułach przypomina 45-ciolecie twórczości Sienkiewicza i daje dużą ilość fotografii pisarza oraz ilustracyj do jego dzieł.

Sienkiewicz odpowiada listem z 10 VI, dziękując za uznanie, które: „jest dla mnie nowym dowodem, że współobywatele moi odczuwali i rozumieli moje książki tak właśnie, jak chciałem, by były odczuwane i rozumiane, a to jest największą dla mnie nagrodą i zarazem bodźcem do dalszej pracy”.

„Wieś i Dwór” 1914, z. XI i XIII. – Redakcja „Wsi i Dworu”, L (10 VI1914); Listy, t. V, cz. 3, s. 361-362. – Demby S., L 10 (z podziękowaniem za przypomnienie jubileuszu); tamże, t. I, cz. 1, s. 204.

Choroba Marii Sienkiewiczowej. Na czerwiec przypada ciężka choroba żony pisarza.

Janczewska J., L 528; Listy, t. II, cz. 3, s. 438, 439. – Ulanowska W, L 83; tamże, t. V cz. 2, s. 155, 156. – Kwiatkowski R., tamże, t. III, cz. 1, s. 408, 409. – Szmurło J., tamże, t. V cz. 2, s. 475-477.

[caption id="attachment_1483" align="alignnone" width="860"] H. i M. Sienkiewiczowie w Vevey w 1914 r. ze zb. Janczewskiego[/caption]

Koniec pracy nad Legionami. 23 VII Sienkiewicz kończy część II powieści, do którego ciągu dalszego nie miał już powrócić.

„Ja skończyłem część II Legionów i przynajmniej tydzień muszę odpocząć, albowiem i moje siły wyczerpały się na koniec wskutek trosk i pracy zupełnie. Czuję, że wypocząłbym najlepiej w zupełnej samotności, gdzieś nad morzem, na Lido albo w Ostendzie, ale o tym mowy być nie może”.

Ulanowska W, L 84 (86); Listy, t. V cz. 2, s. 157, cytat.

1 sierpnia 1914. Wybuch pierwszej wojny światowej zastaje pisarza w Oblęgorku. W tym samym dniu w nrze 31 „Tygodnika Ilustrowanego” ukazuje się ostatni rozdział Pod Dąbrowskim, tj. II części Legionów.

Pierwsze tygodnie wojny. Po wkroczeniu armii austriackiej na teren Królestwa Polskiego i zajęciu Kielc w Oblęgorku pojawia się patrol ułański Legionów Piłsudskiego.

Wieniawa-Długoszowski B., Wymarsz i inne wspomnienia, oprac. R. Loth, Warszawa 1992.

Sienkiewicz postanawia wyjechać poza teren działań wojennych i udaje się do Krakowa. O nastrojach tam przeżywanych opowiada jego szkic Dlaczego mogłem czytać Szekspira, pochodzący z pisanego podówczas i dzisiaj nieznanego pamiętnika.

D 40, s. 148-150.

Wyjazd do Wiednia. Wskutek popłochu, który powstał w Krakowie w związku z sukcesami armii rosyjskiej we wrześniu, Sienkiewicz 17 IX, po 27 godzinach spędzonych w wagonie, przybywa do Wiednia i osiada w hotelu „Hemmerabend” (na Florianigasse). Tutaj z prasy francuskiej dowiaduje się o istnieniu odezwy, podpisanej rzekomo przez niego, a skierowanej do Koła Polskiego w Wiedniu, wymierzonej przeciwko państwom centralnym. Istnienie tego falsyfikatu przyczynia się zapewne do powzięcia decyzji wyjazdu do państwa neutralnego, tj. Szwajcarii, dokąd udaje się 3 X w towarzystwie Osuchowskiego.

Na pobyt wiedeński i stosunki z tamtejszą kolonią polską oraz władzami pada nieco światła z korespondencji pisarza z wysokim urzędnikiem austriackim, a starym znajomym, Zdzisławem Morawskim.

Morawski Z., L 13; Listy, t. III, cz. 2, s. 170-172. – Ulanowska W., L 88-95; tamże, t. V cz. 2, s. 158-171. – Wysocki A., Sprzed pól wieku, Kraków 1956, s. 174-178.

Członkostwo Cesarskiej Akademii Nauk. 24 XI Akademia Nauk w Petersburgu obiera dotychczasowego członka korespondenta członkiem zwyczajnym. Wiadomość o tym zaszczycie dociera do niego dopiero po kilku miesiącach i odpowiada on listem z 8 IV 1915.

D 55, s. 33; Cesarska Akademia Nauk w Petersburgu, L 4; Listy, t. V, cz. 3, s. 143, 144.
1915
Przemówienie nad trumną T. T. Jeża. Sienkiewicz bierze udział w pogrzebie T. T. Jeża, zmarłego 11 I w Lozannie, i wygłasza mowę ku jego czci.

D 40, s. 109, 110. – Kozakiewicz Br., Listy, t. III, cz. 1, s. 265.

Komitet Szwajcarski. W styczniu powstają równocześnie dwa komitety pomocy ofiarom wojny; w Vevey instytucję pod nazwą Comité Général de Suisse pour les Victimes de la Guerre en Pologne organizuje Sienkiewicz wraz z I. Paderewskim i A. Osuchowskim, w Krakowie zaś działa ściśle z poprzednim związany Komitet Biskupa Krakowskiego. Ponieważ organem K.B.K., jak komitet krakowski nazywano, był dziennik klerykalny „Głos Narodu”, Sienkiewicz w piśmie tym będzie w r. 1915 i 1916 ogłaszał listy i sprawozdania dotyczące działalności Komitetu Szwajcarskiego, przedrukowywane stąd przez całą prasę.

Działalność obydwu komitetów, współpracujących z Polskim Komitetem Ratunkowym w Ameryce (Polish Central Relief Commitee of America, siedziba w Chicago), ma charakter wyłącznie humanitarny.

Kutrzeba St., Polska Odrodzona, Warszawa 1928, s. 37. – Płygawko D., Sienkiewicz w Szwajcarii, Poznań 1986.

Sam jednak Sienkiewicz, jak wskazuje jego korespondencja z kierownikiem komitetu chicagowskiego, St. Osadą, przypisuje Komitetowi Szwajcarskiemu duże znaczenie polityczne:

„Komitet ma wprawdzie i musi mieć charakter filantropijny, nie polityczny, ale wszelako mówi wciąż całemu światu o Polsce, o jej tragedii dawnej i dzisiejszej, i tym samym zwraca na nią uwagę powszechną, budzi zainteresowanie się, współczucie i sumienie polityczne Europy. Przede wszystkim zaś jest od czasu rozbiorów kraju jedyną instytucją nie spiskową, ale uznaną i działającą we wszystkich zaborach i dzielnicach. Jest to niejako politycznym uznaniem jednolitości polskiego narodu i wspólności spraw we wszystkich krajach polskich, a w dzisiejszych czasach ma to duże znaczenie wobec spodziewanego przyszłego kongresu”.

Osada S., L 2 („Naród Polski”, Chicago, 28 IV 1915, s. 1 = „Głos Narodu”, 13 V 1915, nr 109); Listy, t. III, cz. 2, s. 270, cytat. – Sapieha A. S., L 1-5; tamże, cz. 3, s. 398-410. – Barjatynska L., tamże, I, cz. 1, s. 42-44. – Alma-Tadema L., L 2; Listy, t. V cz. 3, s. 13-15. – Amerykańsko-Polski Komitet Ratunkowy w Nowym Jorku, L 1-3; tamże, V cz. 3, s. 123130. – Arcybiskupi i biskupi świata, tamże, t. V cz. 3, s. 131-134. – Cieński T., tamże, t. I, cz. 1, s. 156-158. – Ulanowska W, L 90, 91; tamże, t. V cz. 2, s. 162-165. – Redakcja „Głosu Narodu”, L 1-3; tamże, t. V cz. 3, s. 262-266. – Redakcja „Sokoła Polskiego”, tamże, t. V cz. 3, s. 346-351. – Redakcje czasopism zachodnioeuropejskich, tamże, t. V cz. 3, s. 363, 364.

Sienkiewicz a Legiony. W nieprzeznaczonym do druku, a ogłoszonym dopiero w r. 1936 wstępie listu do St. Osady Sienkiewicz przedstawia swój stosunek do N.K.N. (Naczelnego Komitetu Narodowego) i sprawy Legionów. Kategorycznie potępia tu akcję polityków galicyjskich, liczących na zwycięstwo Austrii i Niemiec, z sympatią zaś i z żalem spogląda na młodzież walczącą w polu. Z żalem, młodzież ta bowiem bije się po stronie Niemiec, z sympatią, kontynuuje ona bowiem z poświęceniem tradycje polskich walk o niepodległość.

Wydaje się rzeczą mało prawdopodobną, by stanowisko to uległo zmianie. Wprawdzie relacje delegatów dowództwa legionowego, które dla pozyskania wpływowego pisarza przesłało mu odznakę „Parasola”, usiłują narzucić taki pogląd, nie wydaje się on jednak przekonywający.

List do Osady fragmentarycznie ogłoszony w D 54, w całości ukazał się w niedostępnym wydawnictwie Pamiątka obchodów śmierci Sienkiewicza (Chicago 1936, egzemplarz w Bibliotece Narodowej i zbiorach I. Chrzanowskiego w Seminarium Hist[orii] Lit[eratury] Pol[skiej] KUL). Omawiany wstęp przedrukował I. Chrzanowski, Studia i szkice, Kraków 1939, t. 2, s. 207, 208. – Relacje delegatów: Wł. Sikorskiego w Pamiątce obchodów i L. H. Morstina w „Nowinach Literackich” 1947. – Osada St., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 262-269.

Pierwsze kroki prezesa Komitetu. Po zawiązaniu Komitetu Sienkiewicz rozpoczyna akcję humanitarną, zwracając się z mnóstwem

odezw i memoriałów do społeczeństwa własnego i obcych. Pisma francuskie i włoskie drukują jego Odezwę do ludów cywilizowanych (Appel aux peuples civilisés), w prasie amerykańskiej ukazują się wezwania do składek na zniszczoną przez operacje wojenne ludność polską, tej samej sprawy dotyczy wywiad udzielony 15 II przedstawicielowi dziennika londyńskiego „The Daily News”, powtórzony pt. Krzyk polski przez dzienniki w kraju, oraz wstęp do książki Włocha C. Pettinato Sui campi di Polonia.

Równocześnie, od połowy maja „Głos Narodu” przynosi komunikaty, przesyłane redakcji przez Sienkiewicza na kartach pocztowych, drukowane w urywkach, a przedstawiające sprawozdania finansowe Komitetu, wykazy sum otrzymywanych i sposób ich rozsyłania placówkom krajowym. Komunikatom tym towarzyszą sprostowania mylnych wiadomości, podawanych przez prasę krajową.

D 53, s. 206-237. – Redakcja „Głosu Narodu”, Listy, t. V cz. 3, s. 262-271. – Chrzanowski I., L 19, 20; t. I, cz. 1, s. 139-144.

[caption id="attachment_1484" align="alignnone" width="860"] Sienkiewicz H., 1915 r.[/caption]

Wizyta u prezydenta Szwajcarii Giuseppe Motty w styczniu 1915 mająca na celu zaprezentowanie mu Komitetu Veveyskiego:

„Byliśmy u prezydenta szwajcarskiego p. Motta, który obiecał nam wszelką swobodę działania i obiecał patronować sprawie na miejscu”.

Cieński T., L (Vevey, 25 I 1915): Listy, t. I, cz. 1, s. 157.

Nawiązanie współpracy z Komitetem Marceliny Sembrich-Kochańskiej. Komitet Veveyski nawiązał współpracę z Amerykańskim Komitetem Pomocy dla Polski (American Polish Relief Commitee of New York), zorganizowanym przez Ignacego Paderewskiego i Marcelinę Sembrich-Kochańską, i otrzymał od niego ponad 100 000 dolarów.

Sembrich-Kochańska M., Listy, t. III, cz. 1, s. 134-140.

Współpraca z Urszulą Ledóchowską i Włodzimierzem Ledóchowskim, generałem jezuitów, na gruncie Komitetu Veveyskiego. List do U. Ledóchowskiej i dwa listy do Wł. Ledóchowskiego z mianowaniem go członkiem Komitetu.

Ledóchowska U., Listy, t. III, cz. 1, s. 426-431 i Ledóchowski W, tamże, s. 432-435.

Współpraca z Laurence Almą Tademą, sekretarką Polskiego Funduszu Ratunkowego (Polish Relief Fund)

Alma Tadema L., Listy, t. I, cz. 1, s. 25-28 oraz t. V, cz. 3, s. 12-15.

Współpraca z Anną i Robertem Moschziskerami. Robert Moschzisker był sędzią sądu Stanu Pensylwania w Filadelfii.

Moschzisker R. i A. von, L 1-6; Listy, t. III, cz. 2, s. 178-193.

List do sekretarza stanu, kard. Pietro Gasparriego z podziękowaniem za wsparcie przez papieża Benedykta XV ofiar wojny w Polsce poprzez kolektę, zorganizowaną we wszystkich kościołach świata, w niedzielę 21 listopada 1915 roku.

Benedykt XV, Listy, t. I, cz. 1, s. 69-71. – Gasparri P, tamże, t. I, cz. 1, s. 436-438. – Chrzanowski I., L 20; tamże, t. I, cz. 1, s. 141-144. – Płygawko , Benedykt XV dla Polski. 90-lecie papieskiej kolekty 21 listopada 1915, Poznań 2005.

Listy do Komitetu dla ofiar Wojny w Polsce w New Britain, Conn. Potwierdzenie odbioru dolarów zebranych przez ten Komitet w r. 1915 oraz dwa listy do Komitetu skierowane na ręce prezesa, ks. Lucjana Bójnowskiego, i skarbnika, Juliusza Huperta.

Komitetu dla ofiar Wojny w Polsce, New Britain, Listy, t. V, cz. 3, s. 165-168.

List do Komitetu w Nowej Zelandii. Podziękowanie za współpracę z Komitetem Veveyskim.

Komitetu dla ofiar Wojny w Polsce, Nowa Zelandia, L (16 VI 1915; Listy, t. V, cz. 3, s. 169-171.

„Plaster komitetowy”. Stosunki wewnętrzne w Komitecie, zwłaszcza praca Osuchowskiego, człowieka niezwykłej energii, ale nieznośnego, wymagają stałej obecności Sienkiewicza, bez względu na „dolegliwości gardlane” i „podniesioną temperaturę”, jak wskazuje list z 24 VII, niewymieniający zresztą nazwiska trudnego współpracownika:

„Drugi powód, który mnie tu trzyma, jest moja rola plastra gojącego różne miejscowe rozdrażnienia. Bez takiego pośrednictwa praca nad zbieraniem składek mogłaby się całkiem rozchwiać. Są ludzie mający specjalny talent zniechęcania współtowarzyszy pracy i budzenia ku sobie niemal nienawiści, więc na to muszę radzić, sprawy wygładzać i niechęci hamować”.

Ulanowska W, L 90; Listy, t. V, cz. 2, s. 162, cytat. – Por. nadto Chrzanowski I., L 24; tamże, t. I, cz. 1, s. 147, 148.

Wyniki akcji. W liście z 5 X, wyjaśniającym, o jakich to „ludzi” chodzi, znajdują się uwagi o wynikach działalności Komitetu.

„...może ciekawy będziesz dowiedzieć się czegoś o naszym Komitecie. Owóż jesteśmy blisko piątego miliona i szczerze mogę powiedzieć, że w tym nazwisko moje pars magna albo nawet maxima fuit, gdyż składki od Paderewskiego, zebrane wśród Jankesów (zresztą bardzo znaczne), teraz dopiero zaczynają napływać, a dotychczas działał mój Appel aux peuples civilisés, a dalej Quo vadis wraz z popularnością, która za tym idzie etc. Wypłaciłem się za Oblęgorek...”.

Chrzanowski I., L 19; Listy, t. I, cz. 1, s. 139-141.

Podziękowanie instytucji Fundusz Pomocy dla Ofiar w Polsce. Narodowy Komitet Amerykański za dotację Komitetu.

Fundusz Pomocy dla Ofiar w Polsce. Narodowy Komitet Amerykański, Listy, t. V cz. 3, s. 192-195.

Odmówienie współpracy z Fundacją Rockefellera. Odmowa uzasadniona była pragnieniem, by Komitet Veveyski „został czysto polskim i z polskich rąk dawał pomoc ofiarom wojny”.

Rose K., L 2; Listy, t. III, cz. 3 s. 364-366.

Stan psychiczny i fizyczny. List do Ignacego Chrzanowskiego z 24 XI, charakteryzuje złe samopoczucie Sienkiewicza, zamierzającego wziąć się do popularnego zarysu dziejów Polski:

„Dużo jest przeszkód do tej roboty. Przede wszystkim trzeba by się ustalić, to jest mieć przed sobą jakie sześć lub więcej miesięcy do spokojnej pracy. A tymczasem czasy są takie, że każdy siedzi jak ptak na gałęzi i nie wie, czy na niej pozostanie, czy mu wypadnie szukać innej. Tak jest i z nami. Przykrzy się Szwajcaria i radzi byśmy wrócić do Warszawy lub do Oblęgorka, ale kiedy to będzie możliwe, kiedy Komitet ukończy swoje czynności, kiedy się skończy ta zawierucha, nie wiemy i nie umiemy przewidzieć. Stąd brak spokoju i skupienia, niezbędnego przy każdej robocie.

Drugą przeszkodą jest moje zdrowie, bardzo poważnie zagrożone. Nie mogę wsadzać głowy w śnieg jak kuropatwa i łudzić się, że skoro jastrzębia nie widzę, to go nie ma. – Mam mocno rozwiniętą chorobę sercową, powodującą duszności i zawroty głowy, i zdaję sobie doskonale sprawę, że może to trwać, ale może się i skończyć prędko. Szczerze Ci mówię, że myślę o tym zimno, raz dlatego, że jestem ogromnie zmęczony, a po wtóre dlatego, że jeśli zasypianie bywa nieprzyjemne, to za to sen jest, co się nazywa, głęboki”.

Chrzanowski I., L 20; Listy, t. I, cz. 1, s. 141.

Stosunki z Romain Rollandem. W czasie pobytu w Vevey Sienkiewicz spotyka się z R. Rollandem, który w swym pamiętniku opisuje wizytę u niego w hotelu „Grand-Hôtel Palace” 25 IX i relacjonuje rozmowę na bardzo różne tematy, polityczne i literackie.

„Sienkiewicz to starzec w wieku 60-70 lat, robi wrażenie jeszcze dość silnego i krzepkiego. Ma dużą głowę, siwe włosy, mocne czoło, lorgnon, bródkę, żółtą cerę, niski, gruby głos i nieco słaby słuch. Pijemy herbatę. Mówi, że jest bardzo przeciążony i przemęczony obowiązkami prezesa Towarzystwa Pomocy Polakom”.

„Zdaje się – brzmi zapiska z 1 X – że Sienkiewicz źle znosi pogodę, która jest przykra od paru dni [...]. Jest dość mocno zakatarzony. Twarz wydaje się bardzo stara, oczy jak u chorego, skóra mu się łuszczy. Ale chód jeszcze dość żwawy, gawędzi wesoło, chociaż z pewną ociężałością”.

Nie opublikowany tekst z dziennika Romain Rollanda, przeł. M. Stulgińska, „Odrodzenie” 13 VII 1947, nr 28. – Rolland R., L 1, 2; Listy, t. III, cz. 3, s. 351-357. – Sienkiewiczówna J., L 72; tamże, t. IV, cz. 3, s. 319-321.

Odmowa artykułu do prasy francuskiej o sytuacji w Polsce z obawy przed utratą możliwości pomocy charytatywnej.

„Wobec tego, że cały kraj nasz jest okupowany przez państwa centralne, wynika, że każde moje słowo, zwłaszcza żywsze i gorętsze, odbiłoby się na losie moich rodaków. P. Dayot wyraził nadzieję, że artykuł mój będzie «krzykiem oburzenia i nadziei» – i istotnie, gdyby nim nie był, byłby niczym. Ale za podobny «krzyk» przypłaciłbym nie ja, który bezpiecznie przebywam w Szwajcarii – tylko Polacy pozostali w domu”.

Daniłowicz-Strzelbicki K., L (ok. 31 I 1916), Listy, t. I, cz. 1, s. 182-184.

List Sienkiewicza do Gabriela Narutowicza, pisany po 30 maja 1915 roku. List napisany w obronie neutralności Komitetu Veveyskiego jako instytucji czysto filantropijnej, odmawiający wejścia do Komitetu osób „noszących wyłączną lub przeważnie barwę polityczną”, nawet biskupa Wł. Bandurskiego i S. Żeromskiego.

Narutowicz G., Listy, t. III, cz. 2, s. 213-218.

List do Ignacego i Heleny Paderewskich. Przemówienie na uczcie u Paderewskich w Morges na temat eseisty i krytyka literackiego Maurice Muret, członka Académie de Sciences Morales et Politiques, wielkiego przyjaciela Polski, który w „Gazette de Lausanne” i w „Journal des Débats” popularyzował literaturę polską.

Paderewscy I. i H., Listy, t. III, cz. 2, s. 405-407.

Podziękowanie Edmondowi Privat za książkę La Pologne sous la rafale. W liście z dnia 14 grudnia 1915 Sienkiewicz dziękuje dziennikarzowi szwajcarskiemu Edmondowi Privat, korespondentowi „Journal des Geneve”, za napisanie książki domagającej się wskrzeszenia Polski jako „bytu niepodległego i zjednoczonego”.

Privat E., Listy, t. III, cz. 3, s. 230-233.

Podziękowanie Polskiej Radzie Narodowej w Ameryce w czterech listach z lat 1915 i 1916.

Polska Rada Narodowa w Ameryce, Listy, t. V cz. 3, s. 196-202.

Podziękowanie dla Zjednoczenia Polsko-Narodowego w Brooklynie N. Y. za fundusze dla ofiar wojny w Polsce.

Zjednoczenie Polsko-Narodowe, Brooklyn N. Y., L 2 X 1915, Listy, t. V, cz. 3, s. 395-397.

Polski Centralny Komitet Ratunkowy w Ameryce. Potwierdzenie w 16 listach funduszy nadesłanych na rzecz Komitetu Veveyskiego w latach 1915-1916.

Polski Centralny Komitet Ratunkowy w Ameryce, Listy, t. V, cz. 3, s. 203-236.

Redakcja „Głosu Narodu”. Sprawozdania Sienkiewicza z akcji Komitetu Veveyskiego pomocy dla Polski w latach 1915-1916.

Redakcja „Głosu Narodu”, L 1-9, Listy, t. V, cz. 3, s. 262-271.
1916
Autoryzacja przekładu Legionów. Listem niemieckim z 4 I Sienkiewicz udziela Aleksandrowi Guttry’emu prawa przekładu Legionów, zaznaczając, że „Tygodnik Ilustrowany” ogłosił część tylko powieści i że „w obecnych warunkach nie mogę dać żadnej gwarancji, czy dzieło to ukończę i czy w ogóle nie pozostanie ono fragmentem”.

Guttry A., Listy, t. I, cz. 2, s. 326-328.

Wycieczka do Fryburga. 8 I Sienkiewicz w liście, zawierającym raz jeszcze skargi na „pewne osobistości”, które wywołują w Komitecie „kwasy i niezgody wewnętrzne”, wspomina o wiadomościach z kraju:

„U nas po staremu. Trochę oboje kwękamy, ale byliśmy jednak we Fryburgu, żeby się zobaczyć z Kowalskim, który przyjechał na wakacje i już odjechał. Przywiózł dużo wiadomości o drożyźnie, która przed przednówkiem jeszcze zapewne wzrośnie. Mieliśmy też listy od nas ze wsi. Tam wszystko dobrze. Siedzi brat dzierżawcy i gospodarzy. Biedy żadnej nie ma”.

Janczewska J., L 529; Listy, t. II, cz. 3, s. 440.

Honorarium za Quo vadis. Wobec odcięcia od kraju – honorarium za przekład francuski powieści ułatwia pisarzowi egzystencję.

Kozakiewicz Br., L 37; Listy, t. III, cz. 1, s. 267-269.

Działalność Komitetu. Suma składek w styczniu przekracza siedem milionów fr.

Kozakiewicz Br., L 37; Listy, t. III, cz. 1, s. 267. – Ulanowska W, L 91; tamże, t. V cz. 2, s. 165.

Odmowa napisania artykułu o Polsce dla M. A. Dayota, aby nie narażać akcji pomocy dla Polski w ramach działalności Komitetu Veveyskiego.

Daniłowicz-Strzelbicki K., L (ok. 31 I 1916); Listy, t. I, cz. 1, s. 182-184.

List do papieża Benedykta XV. Podziękowanie za pismo do biskupów świata polecające, by pieniądze składane na tacę w niedzielę 21 listopada 1915 r. we wszystkich kościołach całego świata przeznaczyć dla ofiar wojny w Polsce.

Benedykt XV, Listy, t. I, cz. 1, s. 69-71. – P Gasparri, tamże, t. I, cz. 1, s. 436-438. – Płygawko, Sienkiewicz w Szwajcarii, Poznań 1986 oraz Benedykt XV dla polski. 90-lecie papieskiej kolekty 21 listopada 1915, Poznań 2005. – Sienkiewiczówna J., L 86, 90; Listy, t. IV cz. 3, s. 345-349 oraz 354-356. – Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie w Ameryce, L 1-3; tamże, t. V cz. 3, s. 389-394.

Trzechsetlecie śmierci Williama Szekspira. W kwietniu Sienkiewicz zabiega o udział literatów polskich w przygotowywanej w Londynie księdze jubileuszowej Szekspira A Book of Homage to Shakespeare, Oxford 1916, do której sam daje urywek z pamiętnika pt. Dlaczego mogłem czytać Szekspira.

D 40, s. 148-150. – Chrzanowski I., L 22; Listy, t. I, cz. 1, s. 145. – Sienkiewiczówna J., L 87; tamże, t. IV cz. 3, s. 349-351.

Stypendium dla Kazimierza Tetmajera. Na wniosek I. Chrzanowskiego, przyjęty przez Sienkiewicza, stypendium w Akademii Umiejętności otrzymuje K. Tetmajer.

Chrzanowski I., L 23; Listy, t. I, cz. 1, s. 146. – Bartoszewicz K., L 2; tamże, t. I, cz. 1, s. 49, 50.

Siedemdziesięciolecie. Z myślą o zbliżającej się 70. rocznicy urodzin Sienkiewicz pisze 6 IV:

„Wczesna u Was wiosna tu zapóźniła się ogromnie. Szkodzi to bardzo memu zdrowiu, ale jeszcze bardziej szkodzi zapewne to, że dnia 5 maja kończę lat siedemdziesiąt. Czas prędko płynie. Dobrze, że uniknę tu przynajmniej rozmaitych obchodów i ceregieli, bo w Warszawie nie obyłoby się bez tego”.

Chrzanowski I., L 24; Listy, t. I, cz. 1, s. 147, 148. – Sienkiewiczówna J., L 75, 76; tamże, t. IV cz. 3, s. 324-328.

Rocznicę tę święcą w całej Polsce instytucje i dzienniki. Zasypany „potopem listów” Sienkiewicz wysyła mnóstwo podziękowań, oprócz tego zaś drukuje podziękowanie zbiorowe w dziennikach krajowych.

„Kurier Warszawski”, 23 V 1916, nr 142. – Piniński L., L (4 VI), Listy, t. III, cz. 2, s. 452, 453. – Seyda M., tamże, t. III, cz. 3, s. 417, 418. – Redakcja „Głosu Narodu”, L 9; t. V cz. 3, s. 270, 271. – Towarzystwo Dziennikarzy Polskich we Lwowie, L 2; tamże, t. V cz. 3, s. 370. – Rada Narodowa w Poznaniu, tamże, V cz. 3, s. 241-243. – Uniwersytet Lwowski, tamże, t. V cz. 3, s. 380, 381.

Nagroda Erazma i Anny Jerzmanowskich. Nagroda przyznana Sienkiewiczowi na posiedzeniu Akademii Umiejętności 9 czerwca 1916 w wysokości ok. 45 000 koron dla uczczenia 70-lecia urodzin pisarza

Sienkiewiczówna J., L 80; Listy, t. IV, cz. 3, s. 333, 334.

Wyjazd do Bex. Na sierpień Sienkiewiczowie udają się do uzdrowiska Bex, gdzie mieszkają w hotelu „Des Salines” i przechodzą kurację.

Janczewska J., L 515 (532); Listy, t. II, cz. 3, s. 448-452. – Ulanowska W, L 94; tamże, t. V cz. 3, s. 167-169. – Sienkiewiczówna J., L 81, 82, 84, 85; tamże, t. IV cz. 3, s. 335-339, 342-345.

Akcja Komitetu. 29 IX suma wpływów Komitetu dochodzi do dwudziestu milionów koron austr. Oczekiwany koniec wojny sprawia, iż Sienkiewicz zamierza przenieść się do Lozanny, „żeby w danym razie można zaraz wrócić do kraju”.

Ulanowska W, L 95; Listy, t. V cz. 2, s. 170.

Podziękowanie dla North – Western Trust &amp;amp; Saving Bank za dotację dla Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce.

North-Western Trust and Saving Bank, Listy, t. V cz. 3, s. 188, 189.

Podziękowanie dla Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego w Chicago za znaczne sumy przeznaczone dla ofiar wojny w Polsce.

Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie w Ameryce, L 1-3; Listy, t. V cz. 3, s. 389-394.

Podziękowanie A. Osuchowskiemu. Kierowany „uczuciem sprawiedliwości”, Sienkiewicz, sławiony w prasie wraz z Paderewskim i biskupem Sapiehą za działalność humanitarną, w osobnym artykule omawia zasługi na tym polu Osuchowskiego.

Redakcja „Głosu Narodu”, L 7, Listy, t. V, cz. 3, s. 268, 269.

Ostatni utwór. Ostatnim utworem Sienkiewicza jest Wspomnienie, drukowane pośmiertnie 25 XI w „Tygodniku Ilustrowanym” (nr 48).

Zgon Sienkiewicza. Po krótkiej chorobie Henryk Sienkiewicz umiera 15 XI o godz. 9 wieczorem na sklerozę naczyń wieńcowych.

Sporządzony w dwa dni później akt zgonu brzmi:

Confédération Suisse
Canton de Vaud
Acte de décés
Extrait du registre des décés
l’Arrondissement de l’État Civil de Vevey
Vol. XII, page 97 No 155

Le quinze novembre mil neuf cent seize à neuf heures du soir est décédé à Vevey. Hôtel du Lac, SIENKIEWICZ, Henry-Adam-Alexandre-Pie. Profession Homme de lettres, originaire de Wola-Okrzejska (Pologne) domicilié à Varsovie (en séjour à Vevey) né le cinq mai mil huit cent quarante-six à Wola-Okrzejska, fils de Joseph Sienkiewicz et de Stéphanie, née Cieciszewska, état civil marié à Marie Babska.

Pour extrait conforme:
Vevey, le 17 Novembre 1916.
L’Officier de l’État Civil

(pieczęć i podpis)

Świadectwo lekarskie dra Ch. de Montet z 17 XI 1916 oraz akt zgonu podane w podobiźnie w książce J. Czempińskiego, Na ojczyzny łono, Warszawa 1927, s. 31, 32. – Błędny przedruk aktu zgonu u S. A. Boleścic-Kozłowskiego.

Pogrzeb. Urządzony staraniem Komitetu pogrzeb pisarza, przy udziale przedstawicieli Szwajcarskiej Rady Związkowej, reprezentantów sześciu wielkich państw europejskich, delegatów Serbskiej Akademii i towarzystw polskich w Szwajcarii, odbył się 22 XI o godzinie 11 rano. Zwłoki spoczęły w kościele katolickim w Vevey. Mowę żałobną wygłosił ks. Jan Gralewski.

Czempiński J., Na ojczyzny łono, Warszawa 1927, s. 11-14.

[caption id="attachment_1488" align="alignnone" width="890"] Sprowadzenie zwłok Sienkiewicza ze Szwajcarii do Warszawy, wejście na Dworzec Główny[/caption]

Żałoba w kraju. Śmierć Sienkiewicza wywołuje ogólną żałobę wśród społeczeństwa polskiego, zgnębionego trzecim rokiem wojny. Po miastach, miasteczkach i wsiach odbywają się nabożeństwa i obchody, prasa codzienna, tygodniki i miesięczniki poświęcają zmarłemu mnóstwo artykułów oraz numery specjalne. Utwory literackie, wspomnienia, szkice o Sienkiewiczu ogłaszają m.in.: J. Kasprowicz, Wł. St. Reymont, K. Tetmajer i S. Żeromski.

Pierwsze próby ukazania „Sienkiewicza nieznanego”. Bezpośrednio po zgonie pisarza poczynają ukazywać się w prasie drobne jego utwory wierszowane. „Czas” zaś przynosi duże fragmenty jego listów do Stanisława Smolki, rozpoczynając w ten sposób ogłaszanie korespondencji.

Smolka St., Listy, t. V cz. 1, s. 42-65.

Prace Stefana Dembego. Demby, który od r. 1898 gromadził materiały do biografii i bibliografii Sienkiewicza i przypomniał pisarzowi datę jego debiutu literackiego, ogłasza w r. 1916 kilka drobnych, źródłowych studiów o życiu Sienkiewicza, przygotowuje nadto bibliografię jego utworów polskich, doprowadzoną do r. 1916, i przekładów na języki obce do r. 1905, spisuje nadto notatki i artykuły prasowe. Rękopisy te w r. 1922 odstępuje Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie.</document>
<document nplp_id="1414" title="1876-1886" slug="1876-1886">Wybierz rok: 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886
1876
Wyjazd do Ameryki. W dwa dni później Sienkiewicz w towarzy­stwie Juliusza Sypniewskiego wyjeżdża do Ameryki. Według informacji pra­sy udaje się na wystawę do Filadelfii jako korespondent „Gazety Polskiej”, jakkolwiek zadania tego podjął się wcześniej od niego i wykonał je Sygurd Wiśniowski. Wprawdzie Litwos jechał za pieniądze „Gazety”, do której miał nadsyłać korespondencje, w istocie jednak chodziło o znalezienie miejsca pod osadę w Kalifornii dla grupki emigrantów-artystów, skupionych wokół Heleny Modrzejewskiej (Karolowej Chłapowskiej), która niezadowolona ze stosunków teatralnych warszawskich zdecydowała się odpocząć „na drugiej półkuli”, nie przewidując jeszcze, że osiądzie tam na stałe. Odjeżdżającego Sienkiewicza żegnali koledzy i przyjaciele obiadem u „Andzi” (w restauracji Czuleńskiej).

Inicjator obiadu, Bronisław Mayzel, w lat trzydzieści później opowiedział okoliczności owego wyjazdu.

„Było to w sobotę 19 lutego 1876 r., w dzień jasny, słoneczny, przy lek­kim przymrozku. Wprost od «Andzi», około godziny 2 z południa, z toreb­ką podróżną przez ramię, udał się Sienkiewicz z całym gronem biesiadników na dworzec Kolei Wiedeńskiej. Tutaj oczekiwała go już płeć piękna z Heleną Modrzejewską na czele. Znakomita artystka żegnała przyszłego arcymistrza słowa polskiego widocznie wzruszona, z pełnymi łez oczyma. A gdy pociąg ruszył, długo jeszcze powiewały chusteczki w stronę wychylającego się z okna wagonu autora Hani”.

Lezyam B., Ze wspomnień osobistych o Sienkiewiczu sprzed 30 laty. Na powodzian, 1904, s. 303-307.

&amp;nbsp;

Trasa podróży. Trasa, opisana w Listach z podróży (rozdz. I), wiodła przez Aleksandrów, Toruń, Berlin, Kolonię, Brukselę, Calais i Dover do Lon­dynu. Przewodnikiem londyńskim był Ignacy Maciejowski (Sewer), również zainteresowany pomysłem emigracji do Kalifornii. Z Londynu podróżni uda­li się do portu w Liverpool.

Zabawna relacja o pobycie Sienkiewicza w Londynie zachowała się w li­ście Sewera.

„Niech żyją Chłapowscy! - niech żyją Chłapowski, Sienkiewicz, Sypniew­ski - założyciele współki. Kalifornia hura! (albowiem jestem przeciw Teksaso­wi). Koledzy, towarzysze - koleżanki, towarzyszki, witam Was! - Towarzysze przy obrabianiu winnej macicy i towarzyszki przy zwijaniu cienkich nici je­dwabiu, pozdrawiam Was!”.

Sewer do Chłapowskiego 11 II 1876 (Bibl. Jagiell.).

„Kochany Karolu! Bogu Najwyższemu i Jego Przenajświętszej Pannie Mat­ce niechaj będzie cześć i chwała, albowiem stał się cud dla zbudowania wier­nych a nawrócenia grzeszników.

Dnia 23 lutego w Londynie widziano przed stacją Ś[wię]tego Pankracego dwóch dżentelmenów wysiadających z keba o godzinie 12 w nocy. Obaj byli przykryci w skóry zwierząt, nie powiem dzikich, ani powiem małp zdechłych przed dwoma tygodniami, głowy ich otaczały baranie przyłbice, na nogach świeciły pochwy z lakieru, u starszego zakończone skrzydłami lub może le­piej, gdy powiem: szeroką gardą rapira. - Dżentelmeni wysiadali, wiatr dął od zachodu, świszcząc, a niebo było pokryte chmurami czarnymi, które le­ciały galopem na wschód - płakać. Atoli gdy dwóch dżentelmenów zaczę­ło deptać platformę, po polsku płaską formę Świętego Pankracego i gdy starszy dżentelmen szepnął do młodszego, mrużąc jedną powiekę w chwili, gdy dwie ładne miss dobijały się do wagonu zwanego sleeping room: - Czy to są z «Revue de Deux Mondes»? - wiatr czy to z ciekawości, czy na rozkaz ś[wię]tego Pankracego przycichł, a gdy dwóch dżentelmenów wsiadło do wy­żej wymienionego sleeping room - w ślad za dwoma pięknymi miss, które, przypuszczam, nie należały do żadnego z «przeglądów», niebo zaświeciło gwiazdami, a wiatr zakręcił się, zrobił kozła w prawo, kozła w lewo, uderzył pod spód maszyny, wyleciał kominem i zniknął, mniejsza z tym, w piekle czy w niebie.

Dziś, dnia 24 lutego, godzina 12 w południe, na niebie londyńskim ani jednej chmurki, słońce świeci jak w maju, na dachach grzeją się koty, a wiatr idąc za przykładem dżentelmena, który pił i hulał przez ośm dni, dopóki nie stracił ostatniego pena, położył się spać. - Dziś o godzinie 12 «Germanik», nie wiadomo, czy wujaszek Nerona (proszę zwrócić uwagę na erudycję piszą­cego), mija brzegi na wschód Anglii, na zachód Irlandii, dążąc na brzeg Szko­cji, aby odbiwszy się stamtąd dobić jednym tchem do Nowego Jorku. Na jego pokładzie dwóch dżentelmenów w futrach, jeden z nich pali fajeczkę, którą sobie kupił w Londynie, leży obok komina nucąc:

Niech ryczą wspienione fale,

Niech burza wstrząsa cały morza ląd,

Ja sobie leżę zuchwale niedaleko stąd.

Domyślać się należy, że śpiewa w takim tylko wypadku, jeżeli nie jest mu mgło, czego nie przypuszczam, wierząc, że skorzystał z kropli zapisanych mu przez naszego kochanego konsyliarza, za co niechaj mu będzie chwała (myślę o konsyliarzu). Co zaś do znaczenia wyrazów «niedaleko stąd» - nie jestem w stanie ich wytłumaczyć.

W chwili opuszczania Londynu obaj wyż. wzmiankowani dżentelmeni w futrach okazywali niczym nie ukróconą odwagę i wyborny humor. Star­szy, którego szlachetne rysy wraz z białozłotą brodą często były markowane w pamięci angielskich miss, o czarnych włosach i oczach, wyraził się o wpół do dziewiątej dnia tego wieczór, «że gdyby nie tęsknił za swoją żonusią i Karolkiem, uważałby się, mało! miałby prawo uważać się za szczęśliwego». Drugi, którego czarne oczy i czarne wąsiki zmuszały blade miss do spusz­czania niebieskich oczu, zapytany, czy nie czuje pewnej emocji, gdy zestawia w swej fantazji następujące wyrazy: ocean, statek, burza, ciężkie westchnienia, zamglony wzrok, tęsknota, talent, Hania, rozmowy przyjaciół, Ameryka, San Francisco [...], odpowiedział słowami jednego z wielkich mężów (erudycja piszącego nie jest w stanie wymienić nazwiska tego męża), jednak powiedział nie mąż, lecz młodzieniec te pamiętne słowa: «Spać mi się chce». Lepszego usposobienia od załogi wymagać nie można.

Dwudniowy pobyt dwóch dżentelmenów w futrach w Londynie ograni­czył się na galopowaniu po City w odszukiwaniu rozlicznych banków, na ku­powaniu biletów i w wyborze mocnych statków (oświadczam, jako iż wybra­no najmocniejszy), na galopowaniu po zwierzyńcu i galopowaniu po British Museum, tak że służba myślała, że któren z władców wschodnich w przyję­tym obyczaju zwiedza galerię, bo na widok przechodzących wstawali i kła­niali się nisko, a baranie czapki dżentelmenów utwierdzały ich (to jest nie dżentelmenów, ale służbę) w tym mniemaniu.

Co do mnie, bardzo mi było przykro i powiem, że mnie to zabolało, że dwaj dżentelmeni w futrach nie przyjęli gościny u mnie, tym więcej, że się sprowadziło jedno więcej łóżko i że w salonie zakładałem osobiście mojej czarownicy pół dnia firanki. (Pod wyrazem «czarownica» proszę się dorozu­mieć gospodyni domu - imię jej Rachela - która, mam nadzieję, da się poznać bliżej z «Kłosów» w marcu). Nareszcie czytaliśmy projekt ustawy dla współki «Kotwica»; ogólne zasa­dy są wybornie napisane - szczegóły mogą być dyktowane okolicznościami miejscowymi. - Projekt mam u siebie, za parę dni, przejrzawszy go należycie, odeszlę. Obecnie wszystko zawisło od decyzji dwóch dżentelmenów w fu­trach, a że są ludzie dzielni, odważni, energiczni i stanowczy, mamy prawo po nich spodziewać się jak najlepszych rezultatów. Ze naprzód musi pojechać kilku dżentelmenów do czynnej pomocy pozostałemu, była to uwaga, którą naprzód i natychmiast zrobiłem, na rozkazy jednak musiemy czekać w San Francisco”.

Sewer do Chłapowskiego, 24 II 1876 (Bibl. Jagiell.).

Ustalenie dokładnych dat na podstawie Listów z podróży (rozdz. IV: Koleją dwóch oceanów) nastręcza dużo trudności, jakkolwiek bowiem autor tu i ów­dzie zaznacza daty (D 41, s. 111, 139, 165, 168), budzą one wątpliwości. Pobyt autora na stacji Ketchum, gdzie ujrzał po raz pierwszy Indian, według Listów (D 41, s. 139) przypadł przed 11 III, dniem dwukrotnie wspomnia­nym dalej (s. 165, 168); ze stacji jednak znamy list prywatny do A. Leowej, datowany 12 III. Pisarz, który w datach mylił się bardzo często, niewątpliwie pomylił się i tutaj. Być może, że dzień 14 III odczytał w notatniku błędnie jako 11, gdy w jakiś czas po skończeniu podróży przystąpił do jej opisania.

Gruntowne studia o latach amerykańskich Sienkiewicza ogłosił Z. Najder (O „Listach z po­dróży" do Ameryki Henryka Sienkiewicza) w „Pamiętniku Literackim” R. XLVI, 1955, nr 2.

W San Francisco. Kapitan Piotrowski. 16 III Sienkie­wicz przybywa na kilka tygodni do San Francisco. Tu zaznajamia się z miej­scową kolonią polską, do której należeli: literat i dziennikarz Julian Horain (1821-1883) oraz niedobitki emigrantów politycznych z r. 1831, jak gene­rał Włodzimierz Krzyżanowski, kapitan Franciszek Wojciechowski, „kapitan Korwin”, tj. komisarz do spraw emigracji chińskiej Rudolf Piotrowski, i in. Sienkiewicz przyjaźnił się z nimi, mieszkiwał u nich, słuchał ich opowiadań bawiąc poza San Francisco, prowadził z nimi obfitą korespondencję, z któ­rej znane są dotąd jedynie przezabawne listy do Horaina.

Wśród znajomych kalifornijskich postacią, o której wspomnienia czasów tych dotyczące prawią najchętniej, był Piotrowski. Sienkiewicz zawdzięczał mu dużo wiadomości o dawniejszym, minionym już życiu kalifornijskim, po powrocie zaś do Europy zamierzał napisać Opowiadania kapitana Korwina, z których pierwsze otrzymało ostatecznie tytuł Przez stepy. O Piotrowskim, którego portrecik piórkowy sporządził sam Sienkiewicz, zachowało się kilka relacyj.

„Kapitan Rudolf Korwin Piotrowski, odznaczony przez jenerała Różyckie­go krzyżem Virtuti Militari, był niezawodnie najoryginalniejszą i najciekawszą postacią wśród Polonii kalifornijskiej. Mierzył wzrostu sześć i pół stóp, po­stacią przypominał typy sprzed dwóch wieków; pani Modrzejewska w jednej ze swych korespondencji bardzo trafnie wyraziła się o nim, że jest on niejako zabytkiem nietkniętym z czasów Paskowych. Ręka jego, nie przesadzam, jeśli powiem, że była dwa razy tak wielka jak ręka zwykłego, silnego mężczyzny. Siłę też posiadał niepospolitą. Poznałem go jako siedemdziesięciopięciolet­niego starca: gryzł orzechy z łatwością jak rzepę, a razu pewnego w restau­racji, rozgniewawszy się na posługacza, uderzył swą «ręką» tak silnie w stół, że cały bok stołu utrącił. Sienkiewicz od razu przylgnął do niego i odwiedzał go co dzień. Grał z nim w szachy lub wyciągał go na dykteryjki, w których kapitan był mistrzem prawdziwym. A skoro wpadł w ferwor opowiadania, to tak łgał, że aż się kurzyło, zwłaszcza na temat swych miłosnych podbojów po wszystkich częściach świata.

Razu pewnego, i to w mojej obecności, rzekł Sienkiewicz z tym uśmie­chem, sobie tylko właściwym, spoza którego zawsze jakaś głębsza myśl wy­glądała: - Wiesz, kapitanie, że ja ciebie jeszcze kiedyś uwiecznię. - A bodaj ci się pysk skrzywił! - odrzekł śmiejąc się stentorowym głosem Piotrowski.

Naówczas nie zrozumieliśmy owych słów Sienkiewicza, wzięliśmy je za żart i śmieliśmy się wspólnie z kapitanem. Dziś dopiero widzę, że już wtedy chodziły po głowie Sienkiewicza jego późniejsze, wielkie dzieła i dziwnym trafem tam, nad Oceanem Spokojnym, zdjął do nich portret swego Zagło­by. I rzeczywiście, kto znał kapitana Piotrowskiego z całą jego oryginalną rubasznością, szlacheckimi przesądami i łgarstwem artystycznym, ten czytając Trylogię od razu pozna starego kapitana. Nawet wyrażenia takie, jak: «Boże, Ty to słyszysz, a nie grzmisz», lub owa dosadna odpowiedź, którą dał Sienkie­wiczowi, i inne, dosadniejsze jeszcze, żywcem są wyjęte z ust jego.

Niestety, nie dożył swej sławy; na starość ociemniał zupełnie i podążył do Paryża po ratunek do naszego Gałęzowskiego, ale i ten znakomity lekarz nie miał lekarstwa na wiek podeszły. Wkrótce po przybyciu do Francji Pio­trowski zmarł tam w szpitalu”.

Brodowski E. Z., Ze wspomnień tułacza, „Czas” 24 XII 1898. - „Kraj” XVII, I 1899, nr 1, s. 22, 23. Dwie chwile z życia Modrzejewskiej, „Tygodnik Ilustrowany” 1901, I, s. 75.

Modrzejewska o Piotrowskim. „Kapitan Korwin Piotrow­ski był to typ niezwykły, z XVII wieku przypadkiem w nasze czasy zabłąkany, wskrzeszony jakiś zawadiacko-krotochwilny Falstaff, którego parę w grobie spędzonych wieków nie zdołało pozbawić rodzimej ochoty i niepożytego zacięcia; humor dawny zachował i animusz, i język jędrny, krewki i dosad­ny, a nie naszą współczesną, bezbarwną, płaską gadaninę. Był to zamaszysty szlachcic polski, przeszczepiony na grunt amerykański gdzieś niedługo po po­wstaniu listopadowym. Bawił jakiś czas na południu, był nawet profesorem języka francuskiego w jakiejś amerykańskiej wszechnicy, w r. 1849 przejechał przez wielkie równiny aż do Kalifornii, gdzie osiadł i był powszechnie znany jako «kapitan Korwin». Dłuższy pobyt w różnych stronach Nowego Świata wytworzył w nim dziwną mieszaninę rodzimej, staropolskiej, buńczucznej rubasznej szlachetczyzny z giętkością nowożytnego «politykiera» i «business- mana». Przywiązanie jego do drugiej ojczyzny objawiało się między innymi w ten sposób, że wybitnym amerykańskim mężom stanu nie szczędził staro­polskich tytułów: zwał ich wojewodami i kasztelanami, rozróżniając karma­zynów od pospolitych szaraczków. Jego polszczyzna trąciła myszką, a władał nią wyśmienicie; wybornie też mówił po francusku, a i angielski język znał doskonale, jeno że uparcie wymawiał wszystko, «jak się pisze», z czego wypa­dały wielce zabawne kombinacje. Po mnogich wędrówkach, sporo doświad­czywszy przygód, przyjaciel nasz osiadł w San Francisco, gdzie piastował dobrze płatny urząd inspektora imigracji i cieszył się ogólnym poważaniem, które zaskarbił sobie swą prawością i samorodnym a nieprzebranym humo­rem. Pomimo swego podeszłego wieku kapitan serce zachował młode i lubił wywnętrzać się ze swych strapień miłosnych. Takim był kapitan Piotrowski, z którym przypadkowe zetknięcie podrażnić miało wyobraźnię wielkiego pi­sarza, że wziąwszy parę luźnych rysów z tego rubasznie jowialnego szlachci­ca, stworzył jedną z najwspanialszych kreacji powieściowych. A ci dopiero, co znali ten prototyp Zagłoby, a potem poznali Zagłobę, ocenić mogą w całej pełni moc twórczą Sienkiewicza”.

Modrzejewska H., Wspomnienia i wrażenia, Kraków 1957. Hoesick F., Sienkiewicz i Wy­spiański, Warszawa 1918, s. 170-172, cytat.

„Rodak nasz, pułkownik Korwin, na początku lata opuścił San Francisco, udając się na wieś dla poratowania zdrowia przez «mleczną kurację». Nie po­wiem, aby to zdrowie było zbyt wątłe, ale pułkownik, będąc miłym i pożądanym gościem nie tylko w naszych, ale i amerykańskich towarzystwach, był za wiele zapraszany, odwiedzany - jednym słowem: niepokojony; potrzebował więcej odpoczynku niż mlecznej kuracji. Pomimo to każdej prawie niedzieli kilku z nas robi najazd na pułkownika. Rozumie się, że bywamy przyjęci przez gościnnego gospodarza z otwartymi ramionami. Natychmiast podają sorbety, wódki, zaką­ski, poncz [...], przed gospodarzem zaś stawiają kubek mleka i szklanicę whiskey, z których sam robi mieszaninę jak śmietanka z kawą. Pułkownik utrzymuje, że inaczej mleka pić nie może. Nazywa się to po amerykańsku «milkpunch». Za­chęcony raz przez gospodarza, zakosztowałem takiego mleka; nieprzyzwyczajo- nemu napój ten wydał się przeciwnym [!], a nawet wstrętnym. Jak możesz, kochany pułkowniku - wykrzyknąłem rubasznie - pić taką obrzydliwość! Obrzydliwość, powiadasz - odparł pułkownik ze zgrozą. - Boże! Ty sły­szysz i nie grzmisz! Zaprawdę, powiadam wam, że gdyby moja mamka - na­zywała się Łucka - była karmiła mię takim mlekiem, dotychczas byłbym się nie dał odłączyć”.

Horain J., Listy z Kalifornii, XXVI. „Gazeta Polska” 9 XI 1877, nr 248.

Wycieczka na Diablą Górę. „Raz tylko zimno dało mi się nieco uczuć w Kalifornii, a to kiedy Litwosa i mnie szanowny nasz rodak, kapitan Kazimierz Bielawski, zawiózł na wierzchołek Diablej Góry (Mont- Diable). Było to w połowie maja roku zeszłego. Wyprawę tę kilkudniową, bardzo przyjemną, wesołą i pełną rozmaitości, wypadałoby opisać; ale gdy należało do niej aż dwóch literatów, notabene leniwych, więc jeden spuszczał się na drugiego i rzecz poszła we odwłokę i zapomnienie”.

Horain J., Listy z Kalifornii, XX.  „Gazeta Polska” 24 III 1877, nr 66.  O Bielawskim zob. Polski Słownik Biograficzny, t. II, s. 37.

Listy z podróży. W kwietniu w San Francisco powstają początko­we listy, drukowane w „Gazecie Polskiej”, począwszy od 9 V, dalsze Sienkie­wicz pisze w lipcu (IV i V, wysłane 13 i 19 VII), następne w Anaheim (VI) w górach San Jacinto (VII).

Czas powstania listów da się ustalić w przybliżeniu na podstawie nie zawsze datowanej korespondencji z J. Horainem i E. Leo.

Pobyt w Anaheim. W związku z projektami Chłapowskich Sien­kiewicz 20 VI przenosi się do Anaheim w Kalifornii południowej, by tam upatrzyć miejsce na przyszłą farmę. Bawi tam przez pół roku, przerywając pobyt wycieczkami w góry i do Los Angeles. Początkowo mieszka w Plankters Hotel, orientując się w warunkach miejscowych przy pomocy rodziny emigranta z Warszawy, Liedtkego. Kilka tygodni spędza w odludnej miejsco­wości nadmorskiej, Anaheim Landing. Kąpiele na dzikiej plaży i polowanie, towarzystwo gospodarza „hotelu”, obieżyświata Maxa Neblunga, i jakichś młodych Hiszpanek nie przeszkadzają mu w pracach literackich prowadzo­nych bardzo intensywnie. W dwadzieścia lat później (1896) w szkicu Żurawie przedstawi zrodzenie się pomysłu Szkiców węglem, obok których powstają tu Listy z podróży, dramat Na przebój oraz pomysł Selima Mirzy. Niedatowany list, pochodzący z ostatnich dni lipca, zawiera prośbę do re­daktora „Gazety Polskiej” o opiekę nad dramatem tylko co ukończonym i wy­mienia zarówno tytuł, jak osoby tego dzieła: „W kopercie dołączonej do dramatu na konkurs napiszcie: Na przebój. Dramat w 5 aktach, napisał Litwos (Henryk Sienkiewicz)”. Wymienione osoby: Książę, Szwarc, Pretwic, Stella, podobnie zresztą jak dalsze losy dramatu dowodzą, iż chodzi tu o pierwszą redakcję Na jedną kartę. Zajęcie się dramatem, który pisarz uważał za swoje arcydzieło, sprawiło, iż inne pomysły chwilowo przesunęły się na miesiące późniejsze.  „Selima nie mogłem napisać, zepsułem tylko mnóstwo papieru. Wolnym czasem będę jeszcze próbował. Gebethnerowi powiedzcie, żeby zamiast Seli­ma wziął odbitkę tego dramatu, Humoreski z teki Worszyłły, słowem, co mu się podoba. - Może zechce wydać kompletne dzieła tej małpy, Litwosa”.

Leo E., L 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 442, cytat.  Horain J., L 1-4; tamże, t. I, cz. 2, s. 357-371.

Kontakty z literaturą w kraju. Listy anaheimskie do Horaina, który młodemu przyjacielowi stale przesyłał dzienniki i tygodniki pol­skie, dowodzą, jak żywo Sienkiewicz interesował się życiem dziennikarskim literackim Warszawy i Lwowa. Świadczą o tym wyraźnie jego uwagi o lek­turze „Tygodnika Ilustrowanego”. „«Tygodnik» mniej mi się podoba, a zwłaszcza ich kroniki [...]. Zresztą ar­tykuły niezłe, tylko powieść Deotymy [Na rozdrożu] mnie nie zachwyca. Jest to coś tak babsko konwencjonalnego, że nie umiem nawet znaleźć wyrazu”.

Horain J., L 3; Listy, t. I, cz. 2, s. 363, 364, cytat.

„W «Tygodniku» jest śliczny wiersz Marii Konopnickiej W górach. Początek zwłaszcza prawie się śpiewa, jakby słowa do jakiegoś mazurka Szopena. Ca­łość nie ma związku. Trzy części są to trzy utwory całkiem odrębne. W każ­dym razie ta panna ma wielki talent. Odyniec w niej zakochany bez pamięci. Ja trochę. Napiszę o niej do «Gazety»”.

Horain J., L 5, Listy, t. I, cz. 2, s. 373. - D 41, s. 235, 236. - Sienkiewicz H., Listy z po­dróży (rozdz. VII).

Wycieczka do Los Angeles. Sienkiewicz wyjeżdża 19 IX do Los Angeles na spotkanie z lekarzem warszawskim, późniejszym dozgon­nym przyjacielem, Karolem Bennim, który przebywał wówczas w Kalifornii. Tutaj, daremnie czekając na niego, w hotelu „Pico House” kończy Szkice węglem i z pracy tej zdaje sprawę Horainowi w liście, który adresat ofia­rował Benniemu. List ten potwierdza pośrednio wiadomość, podaną przez J. Curtina, a pochodzącą niewątpliwie od samego Sienkiewicza, o ukończe­niu głośnej noweli w hotelu w Los Angeles: „Skończyłem znowu powieść dość obszerną pod tytułem: Szkice węglem, czyli epopeja pod tytułem: Co się działo w Baraniej Głowie, napisał Litwos. Chciałem ją Benniemu oddać, żeby powiózł do Warszawy, jeżeli wraca za­raz [...]. Jeżeli cenzura [uprzednia] istnieje, mojej powieści prawdopodobnie nie puszczą, występuje w niej bowiem wójt gminy, pisarz, naczelnik powiatu, chłopi, baby etc. - Tendencja jest dość zjadliwą krytyką zasady nieinterwen­cji, jakiej większość szlachty trzyma się względem gmin. Kwestia to paląca rzecz, choćby nie wiem jak nieudolnie napisana, narobi wrzawy; ale jeśli cenzura u nas [w Warszawie] nie puści, trzeba ją będzie wydać u Zupańskiego [w Poznaniu], to jako książka do Królestwa przejdzie”.

Horain J., L 7; Listy, t. I, cz. 2, s. 375, 376. - D 41, s. 235, 236. Sienkiewicz H., Listy z podróży (rozdz. VII).

Przyjazd Chłapowskich do Kalifornii. Chłapowscy, tj. Helena Modrzejewska z mężem Karolem i synem z pierwszego małżeństwa, Rudolfem (Ralfem) Modrzejewskim, w towarzystwie Sypniewskich i mala­rza Lucjana Paprockiego, po odbyciu długiej i pozbawionej przygód podróży okrężną drogą morską (Brema-Nowy Jork-Aspinwall-Panama-San Franci­sco) 27 IX docierają do Kalifornii. Znakomita aktorka wraz z rodziną zatrzy­muje się w San Francisco, reszta zaś „towarzystwa” udaje się wprost do Ana­heim, gdzie Sienkiewicz dla przyszłych mieszkańców „komuny”, czy raczej „falansteru”, przygotował mieszkanie. Romantyczną sielankę kalifornijską, której pomysł zrodził się w świecie warszawskich cyganów artystycznych, znamy dotąd wyłącznie z nieco pre­tensjonalnych i nie zawsze wiernych Wspomnień i wrażeń Modrzejewskiej. Listy Sienkiewicza do Horaina przedstawiają całą sprawę daleko realniej, jak­kolwiek pisarz, który od początku brał w niej czynny udział i odegrał rolę bodaj czy nie decydującą, nie o wszystkim chciał czy mógł mówić zupełnie otwarcie. W każdym razie dwugłos znakomitej aktorki i uwielbiającego ją, ale krytycznego pisarza pozwala wyrobić sobie zdanie, jak wyglądała rzeczy­wistość w „Arden” (lub „Modjeska Ranch”), na folwarku, zorganizowanym przez Chłapowskich i za ich pieniądze.

„Myśl przesiedlenia się poruszył najpierw Sienkiewicz. Z wolna i inni przyłączać się jęli do jego zdania i niebawem znalazło się ich pięciu, pragnących szukać przygód w matecznikach tej dziewiczej ziemi. Na dobrowolne wygnanie wybierali się z nami najpierw Henryk Sienkiewicz, potem przyja­ciel nasz żonaty, Juliusz Sypniewski, dalej Lucjan Paprocki, wreszcie Stanisław Witkiewicz ze swym przyjacielem, Adamem Chmielowskim. Wczesną wiosną Sienkiewicz i Sypniewski puścili się na zwiady w drogę ku obiecanej ziemi. My mieliśmy podążyć za nimi w lipcu”.

Modrzejewska H., Wspomnienia i wrażenia., Kraków 1957.  Hoesick F., Sienkiewicz i Wyspiański, Warszawa 1918, s. 168, cytat.

Sienkiewicz zabiega o urządzenie „kolonii”, od której otrzymuje z drogi depesze, projektuje nadto jej organizację, mężczyźni mianowicie mają zająć się wyrębem lasów i spławem drzewa do doliny anaheimskiej.

„Ziemi widziałem mnóstwo na sprzedaż. Ale moje pojęcia co do zamia­rów Sypniewskiego et Comp. zupełnie się zmieniły. Powinien kupić ziemi mało, najwięcej 20 akrów - a za to w pobliżu miasta. Wyłożyłem te swoje poglądy wraz z innymi planami w obszernych listach, które posłałem na ręce kapitana [Piotrowskiego]”.

Horain J., L.1; Listy, t. I, cz. 2, s. 357, 358.

[caption id="attachment_1455" align="alignleft" width="455"] Sienkiewicz H. 1876 r.[/caption]

„Bawiłem znów w Landing i kąpałem się literalnie między rekinami. Do San Francisco nie przyjadę, choć Bóg widzi, jak bez Was tęskno, ale przyjechać nie mogę, bo muszę urządzić dom dla kolonii i czekać na nią z dostateczną ilo­ścią powozów, bryk, drabiniastych wozów etc. Porobię także pewne zapasy spiżarniane, kupię węgli, ażeby zaraz służąca mogła nastawić samowar jak we własnym domu”.

Horain J., L 7; Listy, t. I, cz. 2, s. 376.

„Domu w Anaheim dla towarzystwa jeszcze nie nająłem. Najmę od 15 przyszłego miesiąca, bo prędzej tu nie będą. Powiedzcie im, ażeby niedługo bawili w San Francisco, albowiem im mniej na ogół stracą pieniędzy, tym bę­dzie lepiej. W Anaheim, jak tylko będę mieć dom najęty, będzie taniej, stoło­wać się mogą przez pierwsze dni w «Plankters Hotel», gdzie - mówiąc nawia­sem - podle jeść dają, potem kupią zapas mąki, kawy, herbaty, co wszystko jest tanie - a mięsa łatwo tu dostarczyć z byle strzelbą nawet takim parta­czom myśliwym, jak ja jestem. Trafiają się do Anaheim w dobry czas, mia­nowicie w czas golizny, kiedy ziemie spadają w cenie, można więc coś kupić i dobrego, i tanio. Oczywiście, jest to czas przejściowy, bo potem znów zie­mia ogromnie skoczy w cenie, ale golizna jeszcze z rok potrwa. Gdybym tak o wszystko był spokojny jak o to, że oni z głodu nie umrą, byłbym w ogóle bardzo spokojny. Powiedzcie im to. Nie wiem jeszcze dobrze, kto przyjeżdża, ale przypuszczam, że z mężczyzn, nie licząc dzieci: Chłapowski, Sypniewski, Paprocki i Witkiewicz, wszystko naród dobry i niefilisterski, któremu sprzy­krzyło się to najgłupsze i najbardziej plotkarskie miasto [...] Warszawa. Spyta­cie, co tu będą robić? Będą chodzić na czworakach, to przynajmniej zgodnie z naturą. Przecież Voltaire tak chciał chodzić po przeczytaniu historii natural­nej Buffona. Chciałbym go widzieć w takiej pozycji! Ja będę z nimi robił toż samo. Kręciłbym nawet ogonem z radości, gdybym go miał!”.

Horain J., L 3; Listy, t. I, cz. 2, s. 364.

„...wiem z pewnością, że Chłapowscy przyjadą do Anaheim, bo wskutek listu, jaki odebrałem jeszcze z Panamy, nająłem im za psie pieniądze dom wraz z ogrodem, pomarańczami, palmami, tamaryszkami etc. w Anaheim. Prawdopodobnie nawet już tam są i dawno byłbym się wybrał do nich, gdyby nie to, że teraz w moich górach jest sezon jeleniowo-antylopowy, a za jelenia­mi ciągną pumy i szare niedźwiedzie”.

Leo E., L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 449, 450.

Przybycie „kolonii” do Anaheim. 30 IX przyjeżdżają ocze­kiwani goście. „Polacy tedy przyjechali i wysiedli, a jak wysiedli, wybiegł na ich spotkanie młody i nadzwyczaj ujmującej powierzchowności dżentel­men, którym byłem ja. Czekałem na nich powozem Luedtkich [!], wsadziłem ich i zaciąłem konie. Od kolei do naszego domu jest z półtorej mili. Dom był oświecony i urządzony jako tako. Kupiłem trochę łóżek u Boego, było nieco pościeli, na kominie się paliło, herbata była gotowa, przyjechali więc jakoby z długiej podróży do domu [...]. Teraz już wszystko urządzone naj­dokładniej i porządek dzienny jak wszędzie w Polsce. W hotelu nie jedliśmy wcale, były bowiem takie zapasy spiżarniane - czego nie było, to się kupiło [...] i mieliśmy obiad dzięki genialności p. Sypniewskiej taki, że ani oko wi­działo, ani ucho słyszało [...]. Na trzeci dzień po przyjeździe p. Sypniewskich przyszły rzeczy - wyobraźcie sobie - mówią, że jeszcze nie wszystkie, a jest tego kilkanaście pak ogromnych i przeogromnych. Tyle przywieźli ze sobą, że gdybym zebrał wszystkich farmerów z okolicy, pewnie nie znalazłbym więcej najrozmaitszych rzeczy, porządków, ornamentów, utensylij etc. Między tym wszystkim biblioteka zajmuje dwie ogromne paki, jest książek z tysiąc, i sa­mych przednich, co mnie cieszy niewymownie - jest także trochę rysunków trochę wspaniale ilustrowanych poematów, słowem, mieć będziem tu małe Ateny”.

Horain J., L 8; Listy, t. I, cz. 2, s. 378, 379.

Trzecia wycieczka w góry do kanionu Jacka Harrisona. Udział w polowaniu na szarego niedźwiedzia. Zapewne kilkudniowy pobyt w wi­gwamach wioski indiańskiej. Podsumowanie wyników życia sportowo-myśliwskiego i dorobku literackiego osiągniętych w Anaheim. Ostatni pobyt w górach stał się tematem zajmujących rozdziałów Z pusz­czy (IX-X) w Listach z podróży. Wcześniej, bo w liście do Horaina z Los An­geles, Sienkiewicz zbilansował rezultaty anaheimskiej pracy literackiej:

„Nie ma jeszcze i dwóch tygodni, jak posłałem Selima Mirzę [w Warszawie otrzymano go przed 26 X, por. D 41, s. 232] - rzecz także dosyć dużą, tak więc w Anaheim kropnąłem już: I-o Pięć korespondencyj bitego pisma, każda po sześć arkuszy, II-o Dramat w V aktach pt. Na przebój, III-o Selim Mirza, IV-o Szkice węglem. To się znaczy, więcej niż w ciągu jakich dwóch lat w Warszawie. Oto, co znaczy nie wydawać się na fejletoniki”.

Horain J., L 7; Listy, t. I, cz. 2, s. 376.

„Proszę Was, jak zacznie wychodzić powieść moja Selim Mirza, nie czy­tajcie jej. Zrobiłem, bo musiałem, ale mnie samemu się nie podoba. Miało to być na tle powstania polskiego i byłoby coś dobrego, ale dla przyczyn cenzuralnych zostało przeniesione do Francji w czasie wojny pruskiej. Rozumie­cie, że ani tam byłem, ani nic nie widziałem, ani znam kraj, słowem: wyssa­łem wszystko z palca. Swoją drogą, redakcja i krytycy redakcyjni oczarowani. Mam tam taką powagę, jak w średnich wiekach miał między scholastykami Arystoteles. «Ipse dixit» - to im widocznie wystarcza”.

Horain J., L 10; Listy, t. I, cz. 2, s. 384.

W wiele lat później, bo w r. 1910, Sienkiewicz na pytanie o Hanię odpo­wiedział powtarzając poprzednie uwagi o Selimie Mirzy:

„...chłopiec, który posłużył za wzór Selima, poległ w 63 roku jako po­wstaniec. Pisałem nawet o tym powieść pod tytułem Selim Mirza, ale po­nieważ cenzura ówczesna nie pozwoliłaby na żadną wzmiankę o powstaniu, musiałem uśmiercić Selima w 1870 roku, w czasie wojny francusko-pruskiej. Z tej przyczyny powieść nie budzi interesu i nie umieściłem jej w zbiorze ogólnym”.

Śliźniówna M., L 1; Listy, t. V cz. 1, s. 487.

O  dobrym samopoczuciu fizycznym donosił Sienkiewicz z gór Edwardowi Leo w liście, stanowiącym dokumentarne uzupełnienie rozdziałów Z puszczy:

„Krótko Wam powiem, jest mi tu tak dobrze, że gdybym miał zapewnione życie wieczne, nie chciałbym go spędzić gdzie indziej [...]. Tualeta moja, składająca się z flanelowej koszuli, z rypsowych portek i som­brero, kosztuje: one dollar (jeden dolar). Klimat nie wymaga tu innej. Na noc mam koc na wierzch, pod spód zaś plenty skór; sypiam przy ognisku z drzew, zgadnijcie jakich? Laurowych! Pozbyłem się nerwów, katarów i bólu zębów. Sypiam jak król. Płócienny dach nad głową uważam za zniewieściałość, potrzebny tylko w czasie pory dżdżystej. Wrzaski nocne w nocy nie budzą mnie już, chociaż cały kanion (wąwóz górski) się nimi rozlega, od grzechotników zaś, zresztą niezbyt nie­bezpiecznych, chroni doskonale włosianne lasso położone w kółko przy ognisku. Do tej pory trudy tego kozaczego życia wzmacniają mnie tylko, czy z czasem nie nastąpi reakcja i czy nie kropnę się od razu na ziemię pod ich brzemieniem - nie wiem. Ale tymczasem zdrów jestem jak byk, mocniejszy od czerwonych braci daleko - wesół i kontent. Co rano, gdy się budzę i gdy przypomnę sobie, gdzie jestem, nie mogę wstrzymać uśmiechu niekłamanego zadowolenia. Budzę się do życia z uśmiechem”.

Leo E., L 4, Listy, t. III, cz. 1, s. 452, 453.

Zamieszkanie u Chłapowskich. Sienkiewicz powraca z gór do Anaheim i po przyjeździe Chłapowskich zamieszkuje przez jakiś czas wraz z nimi. Sielanka kalifornijska rychło pęka, wedle relacji Modrzejewskiej wskutek nostalgii trapiącej „dobrowolnych wygnańców”, w rzeczywistości wskutek braku realnych podstaw. Chłapowscy tracą 15 000 dolarów, wo­bec czego „pani Helena” decyduje się wrócić na scenę i przenosi się do San Francisco. Sienkiewicz w listach do Horaina ukazuje prozaiczną stronę życia kolonii cyganów artystycznych.

Relacja Modrzejewskiej:

„Na dworcu [anaheimskim] oczekiwała nas cała nasza wychodźcza gro­madka wraz z Sienkiewiczem, który powrócił z Anaheim Landing i ukazał nam się silny, zdrowy i rumiany, tak iż mój mąż dziwił się takiej zmianie. «Za­wdzięczam to kąpielom w oceanie - odparł młody powieściopisarz - i po­wietrzu morskiemu; w żadnym zaś razie nie zawdzięczam tego próżnowaniu, bo robota idzie mi nieźle: napisałem właśnie nowe Szkice węglem, które chęt­nie Wam przeczytam przed wysłaniem ich do druku».

O  godzinie szóstej z rana przywdziewałam jedną z wzorzystych zapasek, umyślnie w tym celu przywiezionych z Europy, i udawałam się do kuchni. Trzeba było przygotować śniadanie. Pokazało się, że każdemu było potrzeba czegoś innego: jednemu kawy, drugiemu herbaty, innym szynki, jajecznicy lub winnej polewki; jużci, trudno było obejść się bez tego, gdy się chciało mieć siły na trudy pierwotnego życia. Natomiast obiady i wieczerze nie wymagały tyle zachodu, ilość zastępowała zupełnie jakość, nasi panowie powróciwszy z pola zmiatali wszystko, na nic się nie skarżąc, a choć ja i Hanusia zapobie­gliwie mozoliłyśmy się nad starannym przygotowaniem strawy, przyprawiał ją kucharz lepszy od nas obojga [!], nasz sojusznik głód. Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy nasi pracownicy wybrali się po raz pierwszy na robotę około uprawy gruntu pod drzewa pomarańczowe. Szli z zapałem, pełni animuszu i energii, cieszyli się z góry z zetknięcia z wielką żywicielką i matką, ziemią. Oczywiście i mój piętnastoletni synek pospieszył za nimi. W południe po­wrócili, pełni wesołości i ochoty, przedrwiwając się nawzajem i omawiając najwydatniejsze sposoby uprawy gleby, podnieceni nadzieją wydobycia kroci z bujnej i żyznej kalifornijskiej ziemi. Wieczorem przyszli do domu zmęczeni, lecz z otuchą. Mój syn usiadł do fortepianu, by grać walca Chopina i prze­konać się zarazem, czy mu palce nie zgrabiały od motyki; po wieczerzy Sien­kiewicz, nie dbając o strudzenie ciała, odczytał nam jeden ze swych szkiców. Piękny to był wieczór i nawet ohydne sprzęty i kopcąca lampa nie zdołały pozbawić go - uroku. Nazajutrz nie wszyscy zerwali się na czas na śniadanie. Trzeciego dnia dotkliwe bóle krzyżów nawiedziły paru osadników, Sienkie­wicz pisać musiał pilną korespondencję do Warszawy, Paprockiego okulawił reumatyzm, że ledwie rysować zdołał karykatury, Sypniewski pielęgnować musiał chorą żonę. Po tygodniu dwóch ich tylko upierało się przy pracy: mąż mój i syn [...]. Idealistom naszym brakowało metody; czasami pracowali z niesłychanym impetem, czasami nic nie robili, stosując się w tym nie do po­żądań ziemi, lecz własnych nerwów.

Sienkiewicz siadywał na progu, z łokciami na kolanach, i chwilami kąsał szczękami powietrze; pewnego wieczoru zdybaliśmy znów Paprockiego, jak płakał wsparty o drzewo; i tak spostrzegliśmy, że nas męczy tęsknota za kra­jem. Ażeby ją zmóc zmianą wrażeń przeniesiono się do Anaheim Landing, gdzie Sienkiewicz robił honory... puszczy, pokazując nam miejsca najciekaw­sze, różne swe ulubione zakątki i ścieżki, tudzież pałac, w którym mieszkał był niedawno i pisywał swe szkice”.

Modrzejewska H., Wspomnienia i wrażenia, Kraków 1957.

Relacja Sienkiewicza:

„Oto w czym rzecz: Taki tu panował chaos przy urządzeniu domu, tak były pomieszane dywany, łyżki, szklanki, suknie pani Heleny, pieluszki mło­dych Sypniewskich, portki Karola, krawaty Paprockiego, książki, ryciny, foto­grafie, bielizna, szczotki, grzebienie, pomada, że w tym chaosie i zamieszaniu zginęły mi (przekleństwo na mnie) Pańskie tygodniki i gazety [...], obecnie w domu panuje już wzorowy porządek. Z Paprockim mamy osobny pokój,

przerobiony z jakiejś wozowni czy z diabła, ale ubrany, obwieszony dywana­mi, rycinami etc. W ogóle bardzo nam tu dobrze. Dziwnie się wprawdzie wy­daje widzieć np. panią Helenę, którą przywykło się widzieć królującą w kró­lestwie sztuki - natchnioną i okrytą idealnym nimbem - gotującą obecnie biwsztyki lub piorącą bieliznę, ale jak się Pan zapewne domyśla, umie to robić ze szczególniejszym wdziękiem. Wreszcie wesoła jest i kontenta - taką pracę nazywa odpoczynkiem, więcej więc nic nie trzeba.

Znam także pewnego fejletonistę, którego listy z Ameryki Unger wydaje ozdobnie, a Moskale kupują, aby je tłumaczyć, wywożącego obecnie gnój, ale to all right! Jest tu i pewien utalentowany malarz, który doi krowy i maca... niestety, tylko kury. Znam na koniec niejakiego Karola, który po całych dniach marzy tylko o tym, aby się nauczyć kapłonienia i poobrzynał wszystkim kogu­tom wszystko, co tylko się dało oberżnąć, skutkiem czego kury znienawidziły go do tego stopnia, że nie pozwalają mu przejść spokojnie nawet do wychodka. Wszystko to jest zabawne i o tyle zbawienne, że zadawalnia nas zupełnie”.

Horain J., L 9; Listy, t. I, cz. 2, s. 380, 381.

„Po staremu Paprocki siedzi od wielu tygodni w górach, nie wyrysował więc nic, reszta nie-literaci i nie-artyści. Zresztą niewiele wszyscy mamy hu­morów, więc wena nie służy”.

Horain J., L 10; Listy, t. I, cz. 2, s. 383.
1877
Szkice węglem w druku. Nowela, doznawszy pewnej ilości skreśleń, ukazuje się (8-23 I) w „Gazecie Polskiej” i wywołuje ożywioną i na­miętną polemikę.

Tekst autografu przedrukowany w D 53, s. 245-326. Skreślenia cenzuralne przedstawił A. Kotula w „Przekroju” 1952, nr 357, s. 5, 6 (z podobizną). Bibliografię polemiki, wywołanej Szkicami węgla, podano w D 60, s. 282, 283. Wypowiedzi B. Prusa dostępne obecne w jego Kronikach, Warszawa 1954, t. III, s. 43, 44, 402-407.

Wycieczka do Los Angeles i Mohave. Zapewne w lu­tym Sienkiewicz statkiem „Mohongo” odbywa przybrzeżną podróż do Los Angeles, skąd wraca bezpłatnym pociągiem nowo otwartej linii kolejowej i zwiedza po drodze pustynię Mohave.

Wycieczka ta opisana w rozdz. XI Listów z podróży (drukowanych 1 X 1877 r.) z uwagą, iż przedstawia wydarzenia, od których „upłynęło ze sześć miesięcy”. 

D 42, s. 113.

Koniec sielanki anaheimskiej. Ponieważ kapitały Chłapow­skiego grożą wyczerpaniem, Modrzejewska decyduje się zaradzić kłopotom, jedzie do San Francisco, poczyna brać lekcje języka angielskiego i przygoto­wuje się do wystąpienia w teatrze. Sienkiewicz postanawia porzucić Anaheim i w listach do przyjaciół snuje fantastyczne pomysły nie mniej fantastycznych podróży.

„«Gazety» już nie chcę, choć tam wychodzi podobno jakaś Barania Głowa, utwór genialny ulubionego mego autora, Litwosa. Nie chcę, raz dlatego, że nie chcę, a po wtóre, że ja wraz z moim kuferkiem o jednym uchu, z sakwoja­żem przez plecy, z baranią czapką etc., etc. prawdopodobnie zejdę na kształt słońca niedługo na firmamencie St. Franciszkańskim. Powiem Wam na ucho: farmerstwo, wywożenie gnoju, czyszczenie puzdra Dżordżowi (nasz cugowy koń), kuropatwy, zające i inne rozmaite sielankowe przyjemności, zacząwszy od wstawania (w teorii) do dnia, a skończywszy na używaniu liścia łopiano­wego tam, gdzie inni używają papieru, tak mnie już znudziły, że vomitandus sum. Może skutkiem tego i temperament mój mniej mi się wydaje teraz zgod­ny z usposobieniami innych kolonistów niż dawniej [...]. Pisałem do Warsza­wy, aby mi przysłano 200 dolarów - jak mniemam - część tylko tego, com zarobił i co mi się należy. Polikwiduję rachunki i w nogi. Jeżeli tak za dwa tygodnie nie przyjdą pieniądze - napiszę do kapitana z prośbą o powyższą sumę, a jednocześnie do «Gazety» list, aby przysłali wszystko. Potem będzie, co Bóg da. W San Francisco posiedzę tak długo, jak wypadnie z rachunku, złożywszy to, co potrzeba na drogę, do banku. - Na drogę? gdzie? nie wiem korespondencje wszędzie można pisać”.

Horain J., L 11; Listy, t. I, cz. 2, s. 387.

Marzec w San Francisco. Sienkiewicz mieszka Minna Street 619, pracuje nad nowym dramatem i snuje pomysły prac dalszych, utrzyma­nych w tonie Szkiców węglem.

„Jak długo w San Francisco bawić będę - nie wiem. Nie mogłemże siedzieć całe życie w puszczy. Zabrałem się gorliwie do roboty. Resztę wspomnień leś­nych przeszlę Wam za parę dni. Potem rozmaite inne. Piszę także dramat ame­rykański z walki tutejszych partii nie dlatego, aby Wam go przesłać, ale aby go wystawić w tutejszych teatrach i jeśli się uda, zrobić grube pieniądze. Piszę go po polsku, a przetłumaczy go na angielski pani Helena, która bawi także tutaj i która po angielsku wyuczyła się już tak, że kiedy przekłada ustępy z polskie­go, nauczycielka jej nie może się wydziwić piękności języka, stylu i czystości angielszczyzny [...]. Ten dramat jeśli zrobię, zrobię w dwa tygodnie. Będzie to humbug jaskrawy i do niczego. Nie spodziewam się nic po nim, ale dlaczego nie sprobować, tym bardziej, że te moje kochane U.S. pod względem literatury stoją najniżej ze wszystkich białoskórych ludzi na świecie. Ale nim to napiszę, nim wezmę tysiące tysięcy dolarów, nie chcę z głodu umrzeć ani też być w niemożności przesłania listu z braku marek pocztowych. [... ]

Prócz tego [Listów z podróży] bazgrzę tam i coś innego. Nie uwierzycie, jak mnie Wasze pochwały zachęcają. Nie jestem z tych, których pochwały psują, bo sam aż nadto zawsze wątpię o sobie. O Szkicach udawałem, żem w nie wierzył, ale w rzeczy tak nie było. Teraz, skoro istotnie się podobały, zaraz mam chęć pisać dalej coś podobnego. Ale przedtem muszę dokończyć coś innego, co jest zaczęte, porzucone, prowadzone dalej, znów porzucone i czekające końca, który nadejdzie, ale kiedy, sam nie wiem.

Czy wiecie także, jakie mam zamiary? Oto napisać szereg szkiców bar­dzo śmiałych, w których przedstawiony by był rozmaity patriotyzm naszego społeczeństwa. Banduję po prostu do tego. Nie uwierzycie, jakie szeregi safandułów, kpów, durniów typowych jak złoto przemykają mi przez wyobraź­nię, gdy o tym myślę. Co to mogłyby być za szkice! Ile jadu czuję w ustach, w piórze! Kręcę ogonem jak wyżeł, staję jak wyżeł polowy do szeregu takich patriotów. «O moje małe, bezpłciowe owady», o sesje dobrze życzących oj­czyźnie - o moi wielcy do małych interesów, o moja trzódko patriotów! jakie krwawe pogłówne z Was wybiorę, jeśli doprowadzę to do skutku! Wy wie­cie, Kochany Redaktorze, jaką obfitość wzorów mógłbym znaleźć w sferach, które sami znacie dobrze i z których podrwiwaliśmy nieraz. Fałszywy, ego­istyczny, miłujący własne ambicyjki i interesiki świat ten nigdy nie przedsta­wiał mi się tak plastycznie jak teraz, w tym otoczeniu trzeźwym, energicznym a potężnym i pełnym czynu.

Ale lękam się, że talentu mi nie starczy, że nie potrafię postaci tak odma­lować, jak je odczuwam. Po staremu wątpię o sobie! A przy tym wiele rzeczy mam innych, nie dokończonych, które by pierwej skończyć należało. Zachęć­cie mnie, jeśli więcej macie wiary w moje pióro niż ja sam. Czasem myślę także, że choć jest we mnie jakaś poetyczna nitka, przecie jednak urodziłem się na pamflecistę, i boję się, że zrobię pamflet. Sam nie wiem. Przy tym nie jestem płodny. Nie umiem się spieszyć, tak jak Kraszewski, a najczęściej my­ślę, że jestem literackim sztucznym zerem. Oto są moje kłopoty wewnętrzne, równie dolegliwe, jak pieniężne”.

Leo E., L 6; Listy, t. III, cz. 1, s. 467, 468, cytat.  Zgliński S., L. 1; Listy, t. V cz. 2, s. 584-594.

W Sebastopolu. W końcu marca, tuż przed Wielkanocą, po jakichś nieporozumieniach z Chłapowskim, zazdrosnym o żonę i o swe problematyczne zasługi literackie, Sienkiewicz wyjeżdża do osady Sebastopol i za­mieszkuje u starego kapitana Franciszka Wojciechowskiego. Do hamletyzujących listów do Horaina dodaje listy do Modrzejewskiej, prosząc o wręczenie ich „w cztery oczy”.

„Onegdaj przyjechaliśmy do Sebastopola. Pan Franciszek ma febrę bardzo silną. Woda w rezerwoarach wyschła, zresztą wietrzno, chmurno i smutno. Zebym miał talent do rysunków, wyrysowałbym Wam Sebastopol: chałup­ka - za nią suchy stawek, potem górka, potem znowu górka, potem jeszcze górka, a wszystkie łyse, porozkopywane, podrapane, świecące bezwstydnie golizną, kamieniami, rumowiskiem i żółtą trawką. Potem jeszcze dwóch ka­pitanów: jeden ciocię kocha, drugi się trzęsie, bo mu zimno [...]. Oczywiście napiszę sielankę.

Powtarzam, że ja zdrów mniej więcej na ciele i umyśle, umyślnie i dobro­wolnie opuściłem dla tej sielanki San Francisco. Teraz przychodzi mi na myśl, że przez miesiąc tych rozkoszy za mało, będę siedział dwa. Zrozumiecie ła­two, że im dłużej tu posiedzę, tym San Francisco będę mniej pamiętał [...]. Choćbyście mi zapłacili, nie wrócę. Człowiek na łonie natury bliżej jest Boga. A ja tak kocham naturę i sielankę! Powtarzam jeszcze raz, że mi tu jest bar­dzo dobrze. Rozwinę gorączkową działalność artystyczną i będę pisał plagiat pt. «Chwile stracone». Jest mi tu tak dobrze, że nie umiem wypowiedzieć. Osiadłbym tu nawet na zawsze, gdybym był pewny, że mam duszę [...]. Pokój mojej duszy, która mi się gdzieś podziała”.

Horain J., L 13; Listy, t. I, cz. 2, s. 389; 390.

Dramat amerykański. W samotności Sebastopola Sienkiewicz pi­sze dramat, równocześnie zaś układa się z redaktorem i wydawcą, Dyniewi- czem, o jakąś książkę popularną dla emigracji, ujętą na sposób prac J. Choci­szewskiego, a więc zapewne jakiś zarys historii, obiecując sobie zarobić w ten sposób 100 dolarów. Ostatecznie po kilku tygodniach bajronizowania uspokaja się i porzuca swą samotnię.

„Głucho tu, samotnie i tęskno. Kapitan Piotrowski prawdopodobnie nie zdecyduje się osiąść tu stale. Skończy na Haywards. Być może, że na jakiś czas zamieszkamy na współkę, ale zresztą Bóg raczy wiedzieć, co się ze mną stanie. Tymczasem piszę. Zacząłem amerykański dramat. Zrobiłem już prawie cały akt, za jakie dwa tygodnie skończę go. Pani nasza obiecała przetłumaczyć go na angielski. Panna Castelhune ma poprawić [...]. Co chcecie? Piszę dramat ot i wszystko. Amerykański, businessowy, krytyczno-satyryczno-uczuciowy. Będzie lichy, bo na obcym gruncie niewiele można zrobić. Zresztą osądzicie sami i naśmiejecie się z autora wszyscy do woli - jestem na to gotów [...].

Dziś niedziela rano. Akt I skończony. Czytałem go kapitanowi Piotrow­skiemu. Podobał mu się. W każdym razie zrobię z tego powieść polską i wy­drukuję w «Gazecie». Powieść będzie nawet lepsza niż dramat. Mam choć tę jedną pociechę, że obietnic moich dotrzymuję. - Obiecałem pracować, więc choć myśl własna ucieka ode mnie - ściągam ją gwałtem i pracuję. Jest i bę­dzie może kilka scen niezłych między bohaterką Heleną Steven a bohaterem Simonym. Pisząc ją wyobrażam sobie, że widzę genialną grę pani Heleny, i to dodaje mi odwagi i ochoty. Gdyby ona kiedykolwiek wystąpiła w tej roli, pokryłaby swoim królewskim płaszczem nędzę autora”.

Horain J., L 14; Listy, t. I, cz. 2, s. 391-393.

Dopiero w r. 1954 odnalazł się w Oblęgorku duży fragment dramatu, obec­nie w Zakładzie im. Ossolińskich (Sg. 12 583). Jego akcja rozgrywa się wpraw­dzie w Galicji, w stosunkach polskich, ale jest to niewątpliwie przeróbka „dramatu amerykańskiego”.

Trzej przyjaciele. Pobytu w Sebastopolu zapewne dotyczy aneg­dota zapisana przez Modrzejewską:

„Do dawnego pokolenia należał również inny weteran z powstania listo­padowego, sędziwy kapitan Franciszek Wojciechowski, stary towarzysz Pio­trowskiego, znany w Kalifornii jako kapitan Francis. U niego to przemieszki­wał obecnie Sienkiewicz po swym przyjeździe z Anaheim. Ja nie znałam go bliżej, pamiętam tylko, iż był bardzo wysoki, bardzo chudy i małomówny. Opowiadał mi Sienkiewicz, jak raz w dzień słoneczny przechadzał się piasz­czystą drogą z zażywnym i barczystym kapitanem Piotrowskim i chudym jak tyka kapitanem Wojciechowskim, a idąc w środku między nimi, zobaczył na ziemi cień własny pomiędzy cieniami dwóch owych kapitanów: małą a zwinną sylwetkę pomiędzy otyłą i zamaszystą postacią Piotrowskiego a ci­chą figurą Wojciechowskiego. I ta dziwna trójca cieniów tak uderzyła jego wyobraźnię, iż mówił, że coś o tym napisze. Wówczas nie napisał. Kto wie jednak - bo dziwne bywają drogi myśli twórczej - czy wspomnienie tej trójcy cieniów nie było Sienkiewiczowi później podnietą do stworzenia niezrówna­nej trójcy epicznej: Zagłoby, Podbipięty i Wołodyjowskiego”.

Modrzejewska H., Wspomnienia i wrażenia, Kraków 1957. Hoesick F., Sienkiewicz i Wy­spiański, Warszawa 1918, s. 176, cytat.

Haywood. W kwietniu wyjazd z Sebastopola do Haywood i ukończe­nie dramatu z życia amerykańskiego.

„Malowałem Wam czarno Sebastopol, bo mi tu tęskno. W Haywards [Hay­wood], bliżej Was wszystkich, będę lepszej myśli. Z Sebastopola wyjeżdżam jutro, tj. w poniedziałek [...]. Będę kończył dramat. Wczoraj napisałem miłe słowa: koniec aktu II. Jak skończę, zaraz Wam prześlę, a Wy przeczytacie Pani, bo pisząc ustawicznie ją mam na myśli. Jej grę, jej postać, jej geniusz słowem, jako autor dramatyczny uważam ją za swoje natchnienie”.

Horain J., L 16; Listy, t. I, cz. 2, s. 397, 398.

„...posyłam wam dramat skończony. Propria laus sordet, więc powiem tyl­ko, że nie jest tak zły, jakem się spodziewał. Nie brak gorzkich prawd o Ame­ryce - nie brak ruchu i akcji - mężczyźni mają pewne zarysy charakterów kobiety tylko są aniołami [...]. Słowa tam są proste - mogłoby być wszystko o wiele subtelniejsze, ale starałem się nie utrudniać przekładu. Jak na Ame­rykę, dla Kalifornii i jej szlachty - może to i ujdzie, tak zresztą niewiele trzy­mam o kalifornijsko-amerykańskiej literaturze dramatycznej. Gra powinna wypełnić, czego brak, a do gry jest trochę pola”.

Horain J., L 17; Listy, t. I, cz. 2, s. 400.

Kontynuacja Listów z podróży (rozdz. X) przy pomocy informacji botanicznych, otrzymywanych od przyjaciół z San Francisco.

„...proście Bielawskiego, aby oznaczył dobrze, skąd, tj. od którego miasta zaczyna się pustynia kalifornijska [...]. Jestem w trakcie opisywania jej”.

Horain J., L 20; Listy, t. I, cz. 2, s. 406.

Maripoza i awantura w San Francisco. W lipcu i sierp­niu zwiedza Sienkiewicz Maripozę, po czym na kilka tygodni osiada w San Francisco.

„Obecnie znowu bawię w San Francisco, gdzie przyjechałem umyślnie na występy pani M [odrzejewskiej] z Maripozy. Przed wyjazdem do Maripozy trafiło mi się kilka awantur. Najprzód były tu - jak i w całej Ameryce - «strajki» robotników kolejowych, którym zmniejszono płacę dzienną. Widziałem nader burzliwe meetingi, na których strzelano z rewolwerów do siebie, bito się na ce­gły, pięście i kije. Mało się nie oberwało i mnie. Potem w moich oczach jakiś Hangs, konsul Gwatemali, zabił niejakiego pana Leslie (być może, że inaczej się pisze). Należałem do liczby tych, którzy złapali za kark zabójcę i odbierali mu rewolwer. Żałowałem następnie bardzo, że nie wsadzili mnie jako świadka do kozy, bo tu świadków czasem sadzają do kozy, aby ich usunąć spod wpły­wów rodziny oskarżonego, ale za to płacą pięć dolarów dziennie (nie wiem, czy i w Kalifornii), czyli sumę, jakiej zapewne żaden literat na dzień nie zarabia.

Koniec końców nie wsadzili mnie, więc pojechałem do Maripozy. Maripoza to jeden ogromny las; w tydzień po moim przyjeździe wlazłem w gąszcz za postrzelonym sępem ze strzelbą, w której jedna lufa od śrutu była właśnie wystrzelona, a druga od kuli nie nabita, i spotkałem się nos w nos ni mniej, ni więcej, tylko z madame la Cougouar. Madame huknęła na mnie i parsknę­ła gwałtownie, ja zaś, jako nie przedstawiony, cofnąłem się z takim pośpie­chem, że przyniósłby on zaszczyt najlepiej wychowanemu dżentelmenowi. Powiadam Wam, że literalnie małom nie siadł ze strachu. Bo żebym choć miał nóż, ale i to nie! Miałem tylko strzelbę nie nabitą, to się znaczy kawał liche­go drąga. Kuguarzyca schroniła się do starej miny srebra, ja zaś do chałupy. Tam dopiero ochłonąwszy wziąłem henryrifle czternastostrzałowy, wróciłem do miny i przesiedziałem o trzydzieści kroków od otworu całą noc [... ] bez­skutecznie”.

List Litwosa z 9 IX 1877 [w:] D 42, s. 230,231.

Awanturę uliczną w San Francisco znamy również z relacji drugiego jej uczestnika, Horaina:

„We wtorek 7 sierpnia, mniej więcej o godzinie 10 przed południem, wa­łęsaliśmy się z Litwosem po wspaniałej i ludnej ulicy Montgomery. Gapiliśmy się oba: ja - jak zwykle - na pieniężne wystawy wekslarzy, Litwos na płeć piękną, gdy naraz usłyszeliśmy wystrzał pistoletowy. Zwróciliśmy się w tam­tą stronę i przedstawił się nam następny widok: Na chodniku z przeciwnej strony ujrzeliśmy dwóch pysznie ubranych dżentelmenów, z których jeden wyprężył się gwałtownie, potem przykląkł na jedno kolano, nareszcie runął na chodnik, drugi zaś z rewolwerem w ręku oddalał się nieco przyspieszo­nym krokiem. Domyślając się morderstwa, pospieszyliśmy oba ku tej scenie: ja do tarzającego się po chodniku, Litwos zaś - przynajmniej sam tak utrzy­muje - zatrzymać mordercę.

[Ranionego śmiertelnie bankiera nowojorskiego, J. Paily, wniesiono do ap­teki, gdzie przybył lekarz, sędzia śledczy i policjanci z ujętym mordercą, Le­slie Hangsem, konsulem Gwatemali].

Przyszedł za nimi i Litwos w kapeluszu, niosąc drugi kapelusz w ręku, który, jak się okazało, był mordercy. [Po doraźnym przesłuchaniu] na znak coronera otwarły się drzwi i więźnia wyprowadzono, Litwos zaś podał mu kapelusz z bardzo ceremonialnym ukłonem.

[Świadkowie zbrodni dali zobowiązanie, że przez miesiąc nie opuszczą miasta, nazajutrz zaś dowiedzieli się, że są wolni, morderca bowiem nocą popełnił w więzieniu samobójstwo]”.

Horain J., Listy z Kalifornii, XXV. „Gazeta Polska” 28 IX 1877, nr 213.

Debiut amerykański Modrzejewskiej. Przybywszy na pierwszy występ Modrzejewskiej w California Theatre 20 VIII Sienkiewicz pisze o nim entuzjastycznie w korespondencjach do „Gazety Polskiej” (19 IX i 12 X):

„Tegoż samego dnia, wezwany poprzednio listem Horaina, przybyłem z lasów Maripozy. Była godzina szósta po południu. Udałem się natychmiast do mieszkania artystki, aby osobiście dowiedzieć się, jakim sposobem cud ten przyszedł do skutku. Odpowiedziano mi, że jest w teatrze. Poszedłem do te­atru - i nie mogłem się dostać do wnętrza, więc stanąłem przed afiszem i... nie chciałem własnym oczom wierzyć [...]. A jednak afisz mówił wyraźnie swymi trzyłokciowymi literami... ”

Nieznany artykuł o Polsce. Pod wpływem nagłego zaintere­sowania się Polską, wywołanego przez sukcesy Modrzejewskiej, przyjaciele artystki rozpoczynają akcję propagandową; w jej ramach Sienkiewicz pisze do któregoś z dzienników w San Francisco artykuł o Polsce, o czym z uzna­niem Modrzejewska wspomina w liście z 5 IX do przyjaciółki (Andzi, zapew­ne Wolskiej):

„Litwos napisał bardzo piękny artykuł o Polsce, który przetłumaczyłam na angielski język i będzie w tych dniach drukowany. Właściciel dziennika zażądał go z powodu moich występów”.

Artykuł Sienkiewicza Poland and Russia, ogłoszony anonimowo w „Dai­ly Evening Post” 8 września 1877 r., przełożony na angielski zapewne nie przez samą Modrzejewską, ale przez jej nauczycielkę Jo Tucholską, ogłoszony został w przekładzie polskim przez J. Krzyżanowskiego w „Wiadomościach” londyńskich 1965, nr 4, pt. Pierwszy artykuł polityczny Henryka Sienkiewi­cza, pod pseudonimem: Jacek Bukowiecki.

Wyprawa na bawoły do Wyomingu. W październiku pi­sarz na zaproszenie klubu kalifornijskiego wyrusza na kilkutygodniową uciążli­wą wyprawę myśliwską na stepy Wyomingu na jesienny ciąg bawołów. W dro­dze powrotnej zwiedza kopalnie srebra w Virginia City. Doświadczenia swe i przygody przedstawia w Szkicach amerykańskich (tj. rozdz. XII-XV Listów z podróży), napisanych w San Francisco pod koniec r. 1877, drukowanych w lutym i marcu 1878, wskutek jednak jakiegoś nieporozumienia pomieszczo­nych w dziele, do którego należą, dopiero w wydaniu zbiorowym z r. 1950.

„...długi czas spędziłem w Wyomingu na wyprawie myśliwskiej, która trwała przeszło miesiąc. Towarzystwo sportsmenów w San Francisco, złożone z bogatych ludzi, często nie wiedzących, co robić z pieniędzmi, przesła­ło mi zaproszenie do owej wyprawy wraz z biletem na podróż do lasu (!) i na powrót [...]. Miała się [ona] składać z dwudziestu przeszło ludzi wraz z końmi, wozami krytymi płótnem, z zapasami żywności, amunicji i tak da­lej. Koszt jej obliczał się zapewnie na setki dolarów, ten jednak wzgląd mnie, jako zaproszonego gościa, nie dotyczył [...], kupiłem więc jak najspieszniej dwie kołdry, opatrzyłem broń rdzewiejącą nad łóżkiem w mieszkaniu Horaina, nabyłem jeszcze nowy nóż, stary bowiem złamałem w Maripozie, i byłem gotów”.

D 42, s. 146, 147.

Choroba w grudniu. W Listach z podróży do Ameryki z 18 XII 1877 Sienkiewicz donosi o swej chorobie i zamiarze opuszczenia Kalifornii:

„Nadspodziewanie bawię jeszcze w San Francisco, gdzie zatrzymała mnie jeszcze słabość, jakiej nabawiłem się w czasie ostatniej mojej wyprawy do Wyomingu. Wyprawy tej nie będę wam opisywał, albowiem opis jej dość ob­szerny posłałem do «Gazety Polskiej», w której będziecie mogli go czytać. Nie wspomniałem jednak o tym, że po drodze wstępowaliśmy na jeden dzień do Virginia City w Nevadzie [...], chciałem zwiedzić żyły srebrne...”.

D 42, s. 207.

„Bywajcie zdrowi! Jak tylko moje zdrowie się polepszy, siadam na statek i «Hejże, sterniku!» - a potem, jeśli okręt się nie rozbije, za miesiąc lub dwa będę miał sposobność uścisnąć Wasze dłonie”.

D 42, s. 221.

Drobne utwory. Z ostatnich tygodni pobytu w Kalifornii pochodzą, prócz końcowych Listów z podróży, utwory i artykuły osnute na tematach amerykańskich, drukowane w styczniu i lutym r. 1878 (Komedia z pomyłek, Chińczycy w Kalifornii).

Sienkiewicz a „Gazeta Polska”. Ogólny dorobek Sienkie­wicza, powstały w latach 1876 i 1877, drukowany niemal wyłącznie w „Ga­zecie Polskiej”, gdzie w r. 1877 ukazały się Szkice węglem, Selim Mirza, dwie korespondencje o Modrzejewskiej, wreszcie dalszy ciąg Listów z podróży (rozdz. VIII-XI), odegrał wybitną rolę w dziejach tego pisma. Ponieważ zmie­niło ono właściciela, od Kronenberga bowiem nabyli je Leo i Bronikowski, którzy nie posiadali odpowiedniego kapitału, „Gazeta Polska” przeżywała poważny kryzys, z którego wydobyła ją w dużym stopniu współpraca z Sienkiewiczem. W ten sposób sprawę tę ujmował on sam w rok później, w liście do L. Mikulskiego, a więc człowieka zbyt dobrze zorientowanego w stosun­kach warszawskich, by Sienkiewicz mógł sobie pozwolić wobec niego na sa­mochwalstwo.

„...jeśli oni [redakcja «Gazety Polskiej»] robili dla mnie to, że przysyłali mi zawsze na żądanie pieniędzy, nie powinni jednak byli zapominać, że bez obwijania w bawełnę, przez fejletony swoje, przez listy amerykańskie, Szkice węglem etc. ja jeden, i wyraźnie ja jeden z całej redakcji, trzymałem «Gazetę» za uszy wówczas, kiedy chwiała się bardzo”.

List do L. Mikulskiego omyłkowo wydrukowany w D 56 jako list do Piltza: Piltz E., L 3; D 56, s. 39. Mikulski L., L 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 85.

Opinia Sienkiewicza znajduje potwierdzenie w uwagach Antoniego Zale­skiego, a więc również człowieka doskonale wtajemniczonego w zakulisowe stosunki prasy warszawskiej, piszącego zaś w czasach, gdy E. Leo nadal reda­gował „Gazetę Polską”:

„Talent Sienkiewicza zaczął się w nich [felietonach] po raz pierwszy roz­wijać i powszechną na siebie zwracać uwagę, a Litwos stał się odtąd benia- minkiem «Gazety» i jej ukochanym dzieckiem. W jej łamach ukazywały się wszystkie prawie początkowe powieści i nowele Litwosa. Ona to miała szczę­ście drukować pierwsza Szkice węglem, Przez stepy, Hanię... Była to najświet­niejsza epoka «Gazety». Obok Sienkiewicza ukazywały się w fejletonie po­wieści i utwory najznakomitszych w Polsce piór, a pod względem literackim należała niewątpliwie do najlepiej i najświetniej redagowanych u nas pism”.

Baronowa X.Y.Z. [Górska J., Górski K., Koźmian St.], Towarzystwo warszawskie, Kraków 1889, t. 2, s. 120.
1878
Przed wyjazdem. Sienkiewicz spędza styczeń w San Francisco, kończąc dawniejsze prace literackie. Utwory z roku poprzedniego ukazują się w pismach warszawskich: Osady Polskie w Stanach Zjednoczonych w „Prze­glądzie Tygodniowym” (od 20 I do 4 II), Chińczycy w Kalifornii w „Gazecie Handlowej” (19-29 I), Komedia z pomyłek w „Gazecie Polskiej” (30 I-4 II), ostatnie Listy z podróży (rozdz. XII-XIV) tamże (20 II-23 III).

W Nowym Jorku. Zapożyczywszy się u kapitana Piotrowskiego, pieniądze z Warszawy bowiem nie nadchodziły, Sienkiewicz rusza szlakiem teatralnych tryumfów Modrzejewskiej, która od 22 grudnia 1877 występowała w New Yorku. Odwiedza ją w Bostonie, Pittsburgu i Nowym Jorku. Towarzystwa dotrzymuje mu „Count Bozenta” (Chłapowski był herbu Bo- dzenta) i Edmund Zbigniew Brodowski, działacz-dziennikarz polsko-amery­kański, znajomy z poprzedniego roku z San Francisco.

Horain J., L 22; Listy, t. I, cz. 2, s. 410.

Powrót do Europy (do Liverpoolu). „Z New Yorku wyjechałem, zdaje się 23 lub 24 marca na okręcie «Nevada Guyone Line». Pogoda ciągle była śliczna, więc nie chorowałem”.

Horain J., L 22; Listy, t. I, cz. 2, s. 410.

W Londynie. W pierwszych dniach kwietnia Sienkiewicz przybywa do Londynu, mieszka w „Golden Cross Family Hotel” na Charing Cross, po­szukuje Sygurda Wiśniowskiego i postanawia osiąść w Paryżu do czasu wy­jaśnienia się sytuacji politycznej, która w związku z wojną rosyjsko-turecką grozi mu przymusową służbą w armii carskiej.

„...otóż jestem w Londynie, a jutro lub pojutrze wyjeżdżam do Paryża. Jak długo w Paryżu zabawię - nie wiem, będzie to zależeć od wiadomości, jakie z kraju odbiorę. Teraz pono wracać do miłej ojczyzny niezbyt bezpiecz­nie, bo wojna wisi na włosku i kto żyje w Polsce, musi brać karabin i «służit’ po wojennoj czasti», do czego - Bóg widzi - nie mam najmniejszej ochoty [...]. W Londynie jestem od dwóch dni”.

Horain J., L 22; Listy, t. I, cz. 2, s. 410.

Rok we Francji. Od 4 IV rozpoczyna się roczny pobyt pisarza we Francji. Sienkiewicz nawiązuje stosunki z przedstawicielami kolonii pol­skiej w Paryżu oraz z mnóstwem przyjezdnych, których ściągnęła wystawa. Należą do nich dziennikarze, jak Sygurd Wiśniowski, Jan Finkelhaus, Da­niel Zgliński, Wacław Szymanowski, artyści, jak Józef Chełmoński i Antoni Piotrowski, nadto syn emigranta Cyprian Godebski, w świecie tym wreszcie pewną rolę odgrywa docent politechniki lwowskiej, rychło głośny przemysło­wiec francuski, Bruno Abakanowicz. Po wyjeździe Wiśniowskiego do Ame­ryki Sienkiewicz zajmuje jego miejsce jako korespondent z wystawy piszący sprawozdania dla „Gazety Polskiej” (Listy Litwosa z „Wystawy paryskiej”, drukowane w maju i czerwcu). Brak specjalistów w tej dziedzinie sprawia, iż do Sienkiewicza zwraca się za pośrednictwem L. Mikulskiego Erazm Piltz, re­daktor „Nowin”, z prośbą o współpracę. Sienkiewicz propozycję przyjmuje, ustalając stosunkowo wysokie honorarium (po 10 gr. = 5 kopiejek od wier­sza) i zobowiązuje się przesyłać co tygodnia felietony w granicach od 200 do 500 wierszy. Równocześnie, w związku z ochłodzeniem stosunków z E. Leem, zastanawia się, czyby nie wejść do redakcji „Nowin”, których radykalno-postępowy kierunek odpowiada mu całkowicie. Począwszy od 12 maja pisuje do tego dziennika korespondencje, tj. Listy z Paryża i sprawozdania z „Kon­gresu międzynarodowego literackiego” (11 VII) oraz z „Wystawy antropolo­gicznej” (13 VIII). „...w połowie r. 1878 [...] pismo dodatkowe niedzielne «Nowiny» prze­mienionym zostało na codzienne w rzeczywistym znaczeniu tego słowa [...]. W prospekcie tak zmienionego dziennika zapowiedziano trzymanie się zasad «postępu naukowego», tj. uznawano za prawdę to tylko, co przez umiejętne badanie stwierdzonym zostało, dla hipotez zaś naukowych domagano się zu­pełnej swobody dyskusji”.

Chmielowski P, Zarys najnowszej literatury polskiej, Kraków 1898, s. 143.  Zgliński D., L 2; Listy, t. V cz. 2, s. 595, 596.

Sam Sienkiewicz na propozycję współpracy odpowiada tak oto:

„Co do projektu pisma - ten przemawia mi do duszy i serca. Czy do ko­mitetu red. wstąpię, nie mogę Wam odpowiedzieć przed porozumieniem się i ułożeniem w prawo lub lewo moich stosunków z Leem - w każdym jednak czuję do głębi wątroby potrzebę takiego organu, czuję potrzebę bicia drągiem po łbie, bez litości, wstecznictwa - i pomoc moją zapewniam [...]. Powta­rzam, że pismo takie postępowe, antyultramontańskie, trzeźwe, w Warszawie to dobrodziejstwo”.

List do Mikulskiego omyłkowo wydrukowany w D 56 jako list do Piltza: L 1 (D 56, s. 35, 36); Mikulski L., Listy, t. III, cz. 2, s. 79-86, cytat na s. 82.

Mieszkanie w Paryżu. W pierwszych miesiącach pobytu Sien­kiewicz mieszka przy rue de Provence 76, następnie: Rue Joubert 7.

Piltz E., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 447, 448.  Godlewski M., L 1-7; tamże, t. I, cz. 2, s. 8-24.

„W Paryżu wydaję trzy franki dziennie - z mieszkaniem. Jeść rano i o szó­stej sam sobie gotuję. Nauczyłem się tego w Ameryce, jak również i pomagać samemu sobie”.

Leo E., L 8-10; Listy, t. III, cz. 1, s. 472-485.

Powstanie noweli Przez stepy. W Paryżu powstaje nowela Przez stepy, ukończona dopiero w marcu 1879 r. Autor przeznacza ją do „Ku­riera Warszawskiego”, przyobiecał bowiem jakiś utwór jego redaktorowi W. Szymanowskiemu, później zamierza ją drukować w „Nowinach”, ostatecznie jednak, po wygładzeniu się nieporozumień, ogłasza ją w r. 1879 w „Ga­zecie Polskiej”. „Powiastkę pt. Opowiadania kapitana Korwina prawie już ukończyłem. Właściwie mówiąc, chodzi tylko o przerobienie początku i przepisanie. Za tydzień lub dziesięć dni będzie gotowa - i wówczas natychmiast Wam ją prześlę. Prawdę rzekłszy, zamówił ją u mnie Szymanowski i chciałem ją też pierwiastkowo zrobić tylko dla pieniędzy, ale ponieważ dosyć się udała i przy tym chciałbym czynniejszy niż dotąd wziąć udział w Waszym piśmie [„Nowinach”], więc ją dla Was przeznaczam - Szymanowskiemu zaś odpiszę, że mając u Was długi, musiałem się wypłacić. Co zaś do zapłaty, trzymam się naszej umowy, proszę Was tylko nadzwyczaj usilnie, abyście zechcieli przysłać 150 rubli bez żadnej zwłoki, pod adresem: Cyprian Godebski, Paris, Rue de Procession 48”.

Mikulski L. [omyłkowo Piltz], L 2 (18 IX); Listy, t. III, cz. 2, s. 84.

Nieporozumienia z Leem. Wskutek okoliczności dotąd bliżej nieznanych dochodzi do ostrej wymiany listów między Sienkiewiczem a re­daktorem „Gazety Polskiej”. Jedną z przyczyn zadrażnienia było stanowisko Lea w sprawie dramatu Na jedną kartę, wysłanego mu jeszcze z Ameryki z prośbą o przesłanie go na konkurs. Dramat nagrody nie otrzymał, za co roz­żalony autor odpowiedzialnością obarczał Lea. Do tego dołączyła się sprawa felietonu Nad morzem, napisanego w Grand-Camp w Normandii, gdzie Sien­kiewicz bawił we wrześniu, mieszkając w „Hôtel de Croix Blanche”. Sytuację przedstawia list wyżej cytowany do Mikulskiego:

„...kasa moja wyczerpana, a do Paryża przyjadę o kilku frankach. Położeniu temu [...] winien jest Leo. Posłałem mu z Grand-Camp obszerny list Znad mo­rza, o którym jako o części szeregu wspominałem Wam w liście poprzednim. Otóż Leo drukować go ku wielkiemu memu zdziwieniu, jako radykalnie anty- religijnego, ultraateistycznego etc., nie chciał. Wówczas napisałem, żeby mi go odesłał, ponieważ pragnąłem, przerobiwszy go trochę, a raczej napisawszy jesz­cze śmielej, posłać go Wam jako początek serii. Otóż Leo nie chciał wprawdzie drukować, ale również nie chciał, żeby go drukowało inne pismo - i ani słowem mi na to nie odpowiedział, ja zaś zwłóczyłem pisanie następnych aż do odebra­nia i przerobienia pierwszego. [...] Po przybyciu do Paryża zażądam jeszcze raz stanowczo odesłania, gdy zaś to nie pomoże, napiszę drugi raz i przeszlę Wam. Póki jednak albo nie pogodzimy się z Leem, albo też stanowcze zerwanie nie nastąpi, nie chcę, abyście robili z tej sprawy jaki publiczny użytek”.

Mikulski L., L. 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 84, 85.

Nieco wcześniej Sienkiewicz wysłał ów list do Lea, domagający się zwrotu obydwu utworów.

„Zechciejcie łaskawie odesłać moją korespondencję wraz z dramatem (Na przebój), o który nie wiem już, ile razy prosiłem... Co do korespondencji, pisaliście mi w pierwszym liście, że chodzi tylko o  zakończenie, w drugim, że cała nudna i do druku nieprzydatna. De gustibus non est disputandum! Nie przypuszczajcie znowu, abym się miał narzucać. Zobaczymy jednak, czy ten cały szereg listów tak mało dotrzyma [...] Być może także, że moje przekonania nie idą już ręka w rękę z kierunkiem i za­daniem «Gazety»: że jednak są szczęśliwi, którym w «Gazecie» wolno mieć swoje zdanie, dowodem dla mnie Listy z Galicji, które czytam w tej chwili. Nie zarzucam im nic do formy, bo są pisane dobrze, ale doskonalszej kwinte­sencji klerykalizmu, nepotyzmu, stańczykostwa, uwielbienia dla rozmaitych «dostojnych hrabiów» etc. nie spotkałem dawno. Mogłaby je drukować zu­pełnie zgodnie ze swym duchem «Kronika Rodzinna», a drukowała «Gazeta Polska». Ale widocznie, co wolno niepodpisanemu Koźmianowi, nie wolno podpisanemu nawet Litwosowi. Przykro mi tylko, że wobec tego nowego wiatru redakcyjnego, wiejącego mi w oczy, i wobec tego «pożałowania w se- natory» nie wiem, co i jak pisać dla «Gazety», nie wiem, czego chcecie, co się Wam podoba, nie widzę podstaw, według których sądzicie. Tracę zaufanie do siebie, czy potrafię Wam dogodzić, a jednocześnie przypominają mi się czasy Sikorskiego, któremu moje odcinki nie podobały się właśnie zawsze wówczas, gdy ja uważałem je za lepsze, i który zamiast myśli i uczuć póty wo­łał o fakta, póki mnie faktycznie nie wyrzucił z dziennika. O  drukowanie tej korespondencji mi nie idzie i wprost sprzeciwiam się temu bezwarunkowo - idzie mi tylko o to, że literalnie wytrącacie mi pióro z ręki - i że po prostu boję się pisać dla Was, bom stracił klucz do Waszych sądów, a przy tym upokarzałoby mnie być albo odrzucanym, albo przyjmo­wanym ze względu na przeszłość”.

Leo E., L 9 (Grand-Camp, 24 VIII); Listy, t. III, cz. 1, s. 477, 478.

W dwa tygodnie po tym liście, jak widać z następnego, z datą: Paryż 10 IX, Sienkiewicz otrzymał obydwa rękopisy. Ostatecznie zapewne dzięki pojed­nawczemu stanowisku Lea, a może wskutek zobowiązań finansowych Sien­kiewicza wobec „Gazety Polskiej” pod koniec roku doszło do zgody, tak że w rok później, powróciwszy do Warszawy, autor opowiadania Przez stepy po­wrócił do swej dawnej pracy redakcyjnej.

Leo E., L 10; Listy, t. III, cz. 1, s. 481.

Spotkanie z Asnykiem. W Grand-Camp Sienkiewicz spotyka starszego od siebie poetę, którego poznał już niegdyś na wywczasach w Szczaw­nicy (w r. 1869). Powróciwszy do Warszawy, swe Mieszaniny literacko-artystyczne rozpoczyna od wspomnienia o rozmowach z nim w Normandii.

„Co do Asnyka - jest on istotnie taki jak jego utwory; niechże mi więc będzie wolno parę słów mu poświęcić. Włócząc się po świecie, zetknąłem się z nim zaprzeszłego [!] lata. Siedzieliśmy obaj na brzegu morskim, w zapadłym kącie normandzkim, zwanym Grand-Camp. Jest to niby miejsce kąpielowe, ale ci­che, mało znane, mało uczęszczane, po prostu wioska rybacka na piaszczystym brzegu, otulona w drzewa i mgły: miejsce nudne! Przyjeżdżają tu mieszczanie z Bayeux dla kąpieli i jacyś rzekomi artyści z Caen dla zdejmowania widoków morskich, które zresztą zdejmują sposobem fotograficznym, mianowicie sia­dając nieostrożnie w białym ubraniu na miejscach wilgotnych. Nie ma tam nic innego do roboty, tylko chodzić po brzegu; chodziliśmy więc z Asnykiem nieraz do późnej nocy. Miało to swój urok. W miesiącach letnich noc zaczyna się zwykle pogodna i widna, ale już koło dziesiątej mgły zaczynają powstawać z wody. Po osadach zapalają latarnie dla opóźnionych rybaków. O jedenastej widzi się zarysy masztów i czarne sylwetki statków topnieją i topnieją coraz bardziej, światła w latarniach bledną, tuman z morza wznosi się coraz wyżej i stopniowo zakrywa księżyc i gwiazdy; wszystko zlewa się, łączy, mąci; mgła staje się coraz gęstsza, a wreszcie oko nie przebija już tej gęstej, wilgotnej opo­ny, wśród której płucom ciężko oddychać, a najbliżej nawet stojące postacie ludzkie mają niepewny kształt cieniów. Morza wcale nie widać, słychać tylko jego szum i jakby tajemnicze jakieś wołanie z przestrzeni i ciemności. Zdaje się wówczas, że to nieskończoność tak woła. Noce podobne rozmarzają i usposa­biają do szczerych rozmów prowadzonych cichym głosem. Człowiek wówczas chętnie wypowiada, co myśli o naturze, życiu i jego zagadkach.

W takich rozmowach poznałem bliżej Asnyka. Jest to dusza nieco po­sępna, owiana jakby mgłą melancholii i głęboko uczuciowa. Usposobienia takie lubią zamykać się w sobie, czego przyczyną bywa wielka wrażliwość, jak w kwiatach mimozy. Z tego źródła płynie czysto już estetyczna zdolność do odbijania najsubtelniejszych uczuć, najlżejszych odcieni między pięknem i brzydotą, słowem, wykwintność myśli, która też stanowi jedną z cech po­ety. Utwory jego misternością formy przypominają dzieła Benvenuta Cellini. Słowa tak są wyrzeźbione starannie, że nic nie ma w nich nieobrobionego, szorstkiego, rzuconego w masach, nic nie wyskakuje chropowato. Nawet gdy poeta mówi o miłości, miłość lubo idzie z głębin, jest raczej głęboką tęsknotą, serdecznym a smętnym wołaniem duszy na duszę niż huczącym płomieniem nawet ironia jest więcej żalem niż zgrzytem... Dla wykończenia portretu dodam, że Asnyk jest i człowiekiem, i poetą wielkiej prostoty. Na pozór trudno to pogodzić z wykwintnością, ale w grun­cie rzeczy jedno drugiego wcale nie wyłącza”.

D 50, s. 6-9.

Pomysły zajęć zarobkowych. Trudności materialne, z któ­rymi Sienkiewicz musiał się borykać w czasach paryskich, sprawiają, iż nosił się on z zamiarami zarobkowania czy to we Francji, czy nawet w Turcji. W li­stach do M. Godlewskiego przewijają się tedy raz po raz wzmianki o pracy nauczycielskiej, czy raczej guwernerskiej, w liście zaś do L. Mikulskiego jest wiadomość, iż pisarz zamierzał wybrać się na front turecki jako korespondent wojenny któregoś z dzienników paryskich: „Jeśli moje bardzo mocne wysilenia, aby wyjechać do Konstantynopola jako korespondent, przyjdą do skutku - zawiadomię Was przed wyjazdem”.

Mikulski L., L 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 86.

Ustalenie losu siostry Heleny. Po porozumieniu się z Leem i odzyskaniu rękopisu dramatu Sienkiewicz przerabia go czy przynajmniej postanawia przerobić, zmienia tytuł z dawnego „Na przebój”, na nowy: Na jedną kartę, i przesyła M. Godlewskiemu do druku w „Niwie”. Hono­rarium przeznacza na wyposażenie najmłodszej siostry Heleny, średnia bo­wiem, Zofia, 1 V 1878 r. wyszła za mąż, przy czym pisarz ze względów i pasz­portowych, i finansowych nie mógł na ślub pojechać do Warszawy. Helena Sienkiewiczówna dzięki protekcji rodzinnej została przyjęta do kanoniczek w Warszawie, instytucji pośredniej między pensjonatem, klasztorem a przy­tuliskiem dla kobiet z arystokracji i zamożnych sfer ziemiańskich, co zapew­niało jej dobrobyt do końca życia, a nie krępowało nadmiernie, kanoniczki bowiem mogły - oprócz ksieni - wychodzić za mąż.

„Trudności, nim nią została, były dla mnie niemałe, musiałem bowiem dostarczyć pieniędzy na wyszukanie dowodów szlachectwa ośmiu rodzin w skład naszej wchodzących [...]. Ale nie żałowałem na to, albowiem gdy dwie siostry moje wyszły za mąż, los tylko tej jednej leżał jeszcze na moich ramionach. Przez wejście zaś do zgromadzenia pp. kanoniczek mógł być raz na zawsze zapewniony [...]. [Kanoniczka] dostaje opiekę, dobre towarzystwo, mieszkanie, pannę służącą, całkowite utrzymanie i dwa tysiące złp [= 300 ru­bli] rocznej pensji z funduszów zakonu [...]. Pragnę więc przyjść jej z pomocą tym, co mi się od Ciebie za dramat należeć będzie [...]. Ile mi o to chodzi, możesz osądzić stąd, że sam tu jestem prawie bez grosza i czasem obywać się muszę bez arcyważnych potrzeb do życia. Wiem, że 150 rs. na wszystko nie wystarczy, ale liczę, że meble może dostanie na wypłaty, zresztą więcej - Bóg widzi - nie mogę jej dać w tej chwili”.

Godlewski M., L 7 (Paryż, 30 XII); Listy, t. I, cz. 2, s. 22-24, cytat. Sienkiewiczówna H., tamże, t. IV, cz. 3, s. 360-454.

Nowela Jamioł. Stosunki, panujące wśród cyganerii warszawskiej na paryskim bruku, przedstawi w pamiętniku Antoni Piotrowski, znany ilu­strator (m.in. nowel Sienkiewicza oraz Ogniem i mieczem). Opowiadanie jego o powstaniu Jamioła budzi wprawdzie pewne wątpliwości, trudno bo­wiem zrozumieć, dlaczego nowela ta ukazała się w druku dopiero 1 X 1880, a nie w r. 1879, gdy Sienkiewicz ogłasza całą zawartość swej teki autorskiej, ze względu jednak na prawdziwość mnóstwa szczegółów relacja wydaje się zupełnie prawdopodobna. Jeśli więc Piotrowski zachował opowiedziane szczegóły wiernie w pamięci, ustęp o Jamiole dotyczyłby schyłku r. 1878 lub początku roku następnego:

„Wystawa paryska w r. 1878 ściągnęła z rozmaitych stron świata i wszystkich dzielnic Polski wielu Polaków. Z Ameryki przyjechał Litwos (H. Sienkiewicz) i Helena Modrzejewska; z Australii Sygurd Wiśniowski; z Warszawy - Antoni Sygietyński, Tymoteusz Adamowski i Stanisław Barcewicz. Z malarzy zjawili się Styka, Łosik i Dettloff z Nicei. Główna kwatera tej grupy mieściła się w «Café de la Régence» na placu Komedii Francuskiej. Tam to codziennie po obiedzie (nie zawsze «po») zbieraliśmy się na mazagran z koniakiem. Nastrój był wielce ożywiony. Już sama wystawa dostarczała wiele łatwego tematu do rozmowy. Prócz tego politykowano zawzięcie. Wybuchały też spory, często humorystycz­ne, nad zagadnieniem kultury towarzyskiej. Szczególnie zajadły był Sygurd Wiśniowski, który zapomnieć nie mógł o tym, że kiedyś u Duvala spostrzegł jakiegoś Polaka jedzącego ryby nożem. Sienkiewicz, który wrócił właśnie z Gór Skalistych, odpowiedział, że często podczas swych podróży widywał Anglików pożerających ryby po prostu palcami, a potem oblizujących jeszcze te palce z apetytem. Wiśniowski się zaperzył, a Sienkiewicz na to: A czym to pan spożywa ryby w towarzystwie swoich wełnistowłosych australskich dzikusów? Sienkiewicz wraz z Adamowskim mieszkali wtedy przy ulicy Joubert, prze­cznicy od Chaussée d’Antin. Jadaliśmy (nie wszyscy i nie zawsze) u Duvala na Montesquieu albo w table d’hôte przy ulicy N. D. de Victoire. Ja zajmo­wałem skromne locum na Batignolles. Schodząc co dzień bulwarami do pra­cowni, która mieściła się na ulicy Bizet, wstępowałem do pana Henryka. Pewnego razu byłem jakoś bez kapitału, co w tych czasach zdarzało się czę­sto, ale za to miałem z sobą dwa obrazki, nie większe od dzisiejszych pocztówek. Pan Henryk zapytał, czy spotkamy się dziś jak zwykle, u Duvala. - Nie­koniecznie - odparłem. - Dziś «nie odpowiadam». (Był to umówiony termin, oznaczający brak gotówki). - Ja też dziś «nie odpowiadam» - zauważył pan Henryk. - A co ma pan zamiar zrobić z obrazkami? - Chciałbym oczywiście sprzedać. - To zróbmy tak: ja wezmę obrazki, pan pójdzie malować, a o siód­mej zejdziemy się na Victoire. Przyciągając pasa malowałem cierpliwie do piątej. Dłużej nie mogłem. Lekki jak piórko, naturalnie piechotką, powędrowałem na umówione miej­sce. Choć usiłowałem iść wolno, pusty żołądek spieszył się bardzo i pomimo sprzeciwu głowy dodawał nogom nadmiernej szybkości. O  szóstej i pół byłem już w restauracji. Znajoma kelnerka przyniosła mi sztućce, serwetę, chleb, wino, spis potraw. Pan Henryk nie przychodził. Zrobiło mi się niewyraźnie, ale kości były rzucone. Z dobrą miną zamówiłem jedzenie, do czego zresztą miałem szaloną ochotę. Zjadłem obiad i wypiłem wino, a Sienkiewicza jak nie ma, tak nie ma. Ponieważ przykro siedzieć nad pustym stołem, zamówiłem żółtą chartreuse, potem - drugą... potem trzecią, dla odmiany jednak - zieloną, bo to kolor nadziei. Wtedy nareszcie wszedł pan Henryk. Miał zagadkowy wyraz twarzy. Był przy tym dziwnie chłodny. Pan po obiedzie? - pyta. - Tak, i po trzeciej chartreuse, bo przyszedłem trochę za wcześnie. - Nie odezwał się nic. Podano obiad. Zjadł, potem w mil­czeniu wypił sumiennie dwie «żółte» i jedną «zieloną». Uśmiechnął się lekko, wi­dząc moją zaciekawioną i niespokojną minę. - Co słychać? - pytam w końcu. Co prawda, to nic nie słychać, a to, co słychać, to też nieprawda - odparł. Za­palił «caporala», pociągnął raz; wyjął z kieszeni 100-frankowy banknot i położył przede mną; pociągnął znowu i położył drugi banknot, potem trzeci, czwarty, piąty, szósty... Zgłupiałem. - To za wasze obrazki - rzekł. - Jeden kupiła pani Modrzejewska, a drugi hrabina Zamoyska. Spotkałem je u Godebskich. Naturalnie pojechaliśmy zaraz omnibusem do «la Régence», gdzie zapano­wała radość z powodu, że jestem tak «odpowiedzialny» dzięki panu Henrykowi, którego ogłosiliśmy najlepszym marchand des tableaux w całym Paryżu. Zacny Ciszkiewicz aż płakał ze wzruszenia i zaprosił nas wszystkich do siebie na herbatę. ...coraz więcej Polaków zjeżdżało na wystawę, a było między nimi dużo naszych znajomych. Nic więc dziwnego, że kwatera przy ulicy Joubert stała się bezpłatnym hotelem. Wkrótce i tam zabrakło miejsca do tego stopnia, że w moim mieszkaniu była rezerwa dla tych, których Joubert nie mieścił. Zdarzyło się raz, że sam Sienkiewicz nie mógł skorzystać z własnego loka­lu, bo go stamtąd wykurzyli zachwyceni wystawą i mocno «wstawieni» roda­cy. Wobec tego zamówił u mnie pół łóżka. Jakoś nie mogliśmy zasnąć, a ponieważ pan Henryk lubił słuchać ma­zurskich przyśpiewek w gwarze, zacząłem w ciemnościach pokoju wyśpie­wywać o Marysiach, Kasiach, Jasieńkach... Przypomniała mi się także pieśń śpiewana przy wiejskich pogrzebach:

&amp;nbsp;

A kiedy przyjdzie ostatnia godzina,

Uproś nam, uproś u Twojego Syna,

Niech nam da spokój, spokój pożundany,

Jezu kochany...

&amp;nbsp;

Rano pan Henryk usiadł i napisał Jamioła.

Często jedno słowo, nuta, zapach, wiatr, słońce, twarz ludzka nasuwają twórcom tematy”.

Michalska O., Jak powstał „Jamioł”, „Kurier Warszawski” 18 I 1935, nr 18.
1879
Orso i Janko Muzykant. Korzystając z posiadanego (wygasłe­go zresztą) paszportu Sienkiewicz spędza czas od stycznia do marca w Paryżu i Port Marly. Kończy tutaj korespondencje dla „Gazety Polskiej” (drukowane 2-23 I) i pisze nowele, prawdopodobnie Orsa i Janka Muzykanta, drukowa­ne w połowie roku. Podtrzymuje dawne i nawiązuje nowe kontakty z krajem, przy czym najwidoczniej waha się, czy wracać do Warszawy, czy też osiąść w Galicji, i to we Lwowie, z którego demokratycznymi i postępowymi ko­łami łączą go jakieś, bliżej nie znane, nawiązane jednak za pośrednictwem Brunona Abakanowicza, stosunki. Skąpa korespondencja z r. 1879 i niewiele od niej bogatsze wzmianki w prasie nie pozwalają na wyjście poza domysły, układy jednak z Erazmem Piltzem prowadzone za pośrednictwem Leopolda Mikulskiego o objęcie redakcji „Nowin” w Warszawie z jednej strony, z dru­giej zaś współpraca z pismami lwowskimi i pomoc Abakanowicza w układach z Gebethnerem i Wolffem nadają domysłom cechę dużego prawdopodobień­stwa.
Abakanowicz Bruno, zob. jego życiorys, rozpoczynający Polski Słownik Biograficzny.  — Abakanowicz B., L 1-3; Listy, V cz. 3, s. 5-11.

Prapremiera dramatu Na jedną kartę. Teatr lwowski wystawia 14 III dramat Sienkiewicza, zapewne w jego redakcji pierwotnej:

„Ze Lwowa. W dniu 14 bm., jak nam donoszą, w tamecznym teatrze przedstawiono dramat Litwosa pod tytułem Na jedną kartę. Publiczność zgromadziła się licznie, dramat mimo niejakich usterek zyskał zupełne po­wodzenie”.

„Gazeta Polska” 17 III 1879, nr 60. — Recenzje w dziennikach lwowskich: „Gazeta Naro­dowa” 18 III 1879, nr 64; „Dziennik Polski” 16 III 1879, nr 63.

Wyjazd do Lwowa. W połowie marca Sienkiewicz ma już ustalone plany pobytu we Lwowie, jak świadczy jego korespondencja z Godlewskim i Leem.

„Za piętnaście dni będę we Lwowie. Omyliłeś się, przewidując, że Do­brzańscy nie zechcą grać sztuki, w której znaleźć mogą swoje portrety. Nie tylko będzie grana, ale Dobrzański przysłał mi mnóstwo komplimentów tak osolonych i przesadzonych, że gdybym w nie uwierzył, musiałbym się poczytywać za największego... durnia albo za Zalewskiego, co by na to samo wyszło.

We Lwowie będę miał odczyt o Stanach Zjednoczonych... ”

Godlewski M., L 8 (9 III); Listy, t. I, cz. 2, s. 25.

„Do Lwowa jadę dlatego, że tam grać będą moją sztukę, o której już «Gazeta Narodowa» pisała z wielkimi pochwałami. Jest to ten sam dramat, który leżał u Was, ale przerobiony zupełnie. — Przez Bern i Wiedeń chcę jechać dla­tego, że tą drogą musi jechać Ciszkiewicz, który w interesie mięsnym jedzie aż do Rumunii — droga więc nam wypadnie razem i taniej, a przy tym zobaczę nie znane mi okolice”.

Leo E., L 11; Listy, t. III, cz. 1, s. 486.

Pobyt we Lwowie. Przybywszy do Lwowa, gdzie przy końcu kwiet­nia mieszka w Księgarni Polskiej, pl. Halicki 14, Sienkiewicz wdaje się w ukła­dy z E. Piltzem o objęcie redakcji warszawskich „Nowin”.

„Na propozycję Piltza zgadzam się w zasadzie, chciałbym tylko porozu­mieć się z nim bliżej. Na redaktora prawdopodobnie mnie zatwierdzą — bo nie ma racji, żeby nie potwierdzili. Prócz przetrzymania paszportu nic na mnie nie ciąży. Piltz jednak powinien by się ze mną widzieć pierwej, nim mnie poda o potwierdzenie, i tym celem powinien donieść mi, gdzie będzie przebywał aż do września. Ja jadę do Krynicy i Szczawnicy, żeby coś zebrać odczytami”.

Zgliński D., L 3 (omyłkowo: Piltz E., L 4), D 56, s. 40. — Zgliński D., L 3; Listy, t. V cz. 2, s. 596.

Odczyty publiczne. 10 V w „sali radnej” Sienkiewicz ma odczyt pt. Z Nowego Jorku do Kalifornii, 15 V zaś na temat Osady polskie w Stanach Zjednoczonych Północnej Ameryki. Odczyt drugi, wygłoszony przy pustej sali, ukazał się w zeszytach lipcowym i sierpniowym „Przewodnika Naukowego i Literackiego”.

„Lwów [Sienkiewicz] pamiętał z swego pobytu w r. 1879, kiedy miał od­czyt w sali ratuszowej [...], z owego odczytu zebrało się dochodu [... ] 13 zło­tych [guldenów austriackich] 17 centów”.

„Tydzień Polski” 18 V 1979, nr 16, s. 253 (Sprawozdanie z odczytu). — „Dziennik Pol­ski” 10 i 13 V 1879, nry 108 i 110 (W Zawadzki, Z Nowego Jorku do Kalifornii). — „Gazeta Lwowska” 27 V 1900. — „Słowo Polskie” 27 X 1924, nr 294 (k., H. Sienkiewicz we Lwowie). — Godlewski M., L 8; Listy, I, cz. 2, s. 25, 26. — Bełza Wł., L 1; tamże, t. I, cz. 1, s. 66, 67.

Przyjaciele literaci. W trzy lata później, w liście do Horaina, który po powrocie z Ameryki próbował osiąść we Lwowie, Sienkiewicz prze­syła ukłony dla Jana Lama, Władysława Łozińskiego i „wszystkich znajo­mych”, których poznał najwidoczniej w r. 1879.

Horain J., L 23; Listy, t. I, cz. 2, s. 413.

Wycieczka na prowincję. W archiwum Gebethnera i Wolffa istniały listy B. Abakanowicza z 1 V i 2 VI 1879 (dzisiaj zachowane w odpisie J. Birkenmajera), pozwalające domyślać się, iż pomysłowy inżynier, załatwia­jący kłopoty finansowe Sienkiewicza, sprowadził pisarza do Lwowa i krzątał się około jego interesów. W listach tych są ogólnikowe wzmianki, iż Sien­kiewicz spędził jakiś czas poza Lwowem, a mianowicie w początkach maja na Huculszczyźnie, w początkach zaś czerwca był gościem Edmunda Starzeńskiego pod Tarnopolem. Na tej wiadomości opiera się domysł, iż autor Ogniem i mieczem był w Zbarażu.

Odczyty w uzdrowiskach. Ze Lwowa Sienkiewicz udaje się na lipiec do Szczawnicy, spodziewając się pobyt w niej opłacić dochodem z odczytu, stamtąd zaś wypada na odczyt do Krynicy.

„Pan Henryk Sienkiewicz, pisarz niepospolitych zdolności, znany także na­szym czytelnikom z pięknego artykułu o polskich osadach w Ameryce, który drukujemy w «Przewodniku», udaje się tymi dniami do Szczawnicy, a następ­nie do Krynicy i w obu tych miejscowościach zamierza wystąpić z odczytami. Jesteśmy pewni, że odczyty tego utalentowanego autora, którego nadobne pióro, pełne świeżości i wdzięku, umiało już zjednać sobie zasłużony rozgłos, znajdą powodzenie, na jakie niezawodnie zasługują”.

[Łoziński Wł.], „Gazeta Lwowska” 22 VII 1879, nr 167. — „Tydzień Polski” 27 VII 1879, nr 26, s. 410.

Sam Sienkiewicz o pierwszym odczycie, który odbył się 2 VIII, donosił w kryptonimowej korespondencji do „Gazety Polskiej”:

„Odbył się tu odczyt p. Henryka Sienkiewicza o koloniach polskich w Sta­nach Zjednoczonych Północnej Ameryki i koncert deklamacyjno-wokalny panów Stromfelda i Chodakowskiego z Warszawy. Oba te wieczory ściągnęły dość liczną publiczność. Teatr za to, mimo wszelkich rozpaczliwych usiłowań dyrekcji, bankrutuje”.

Odczyt w Krynicy odbył się 15 VIII.

Sienkiewicz H., Z Szczawnicy, D 44, s. 160. — X, Z Krynicy, „Czas” 4 X 1879. — Łoziński Wł., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 14-16.

Życie literackie Szczawnicy. Podczas pobytu w uzdrowi­sku Sienkiewicz nawiązuje stosunki z krakowskim światem literackim i na­ukowym, m.in. wtedy zapewne poznaje Stanisława Tarnowskiego. Wskazuje na to urywek z przytoczonego poprzednio listu do „Gazety Lwowskiej”:

„Sezon jest jeszcze w całej pełni. Największego zastępu gości dostarczy­ło, jak zwykle, Królestwo. Zakordonowi bracia potrzebują latem koniecznie odetchnąć swobodnie nie tylko świeżym powietrzem, ale odetchnąć w naj­szerszym znaczeniu tego słowa. [...]. Wiele osób umyślnie zwleka z wyjaz­dem, by za powrotem trafić na obchód jubileuszu Kraszewskiego. Gorąca chęć ta powinna by znaleźć uwzględnienie w Krakowie. Tymczasem w samej Szczawnicy odbyła się narada nad jubileuszem u prof. Tarnowskiego, bawią­cego tu od kilku dni. Prócz literatów brali w niej udział i profesorowie wyż­szych zakładów naukowych w Galicji, którzy zjechali się tego roku bardzo licznie, a którzy równie dzielnymi okazali się na wycieczkach i przy boku płci pięknej, jak na katedrach”.

Sienkiewicz H., Listy z podróży i wycieczek, D 44, s. 161; Sienkiewicz H., Z Szczawnicy.

Układy o wydanie Pism. Sienkiewicz, który już przed wyjaz­dem do Ameryki czy też w czasie pobytu w Kalifornii prowadził jakieś układy z firmą Gebethnera i Wolffa w Warszawie o wydanie zbiorowe swych utwo­rów, zwraca się do niej ze Szczawnicy za pośrednictwem Edwarda Leo. Na­wiązane rokowania ukończył podwójny skutek, tom I bowiem Pism ukazał się w kilka miesięcy później, równocześnie zaś otrzymane honorarium zapewniło gołemu pisarzowi pewną swobodę ruchu, tj. pozostanie poza granicami Kró­lestwa Polskiego i zwiedzenie Włoch. Sprawy te roztrząsa list do „redaktora”, najwidoczniej E. Leo, przekazany przez niego Gebethnerowi, w którego ar­chiwum istniał do r. 1944. „Jeszcze o sprawie z Wolffem. W liście do Aba­kanowicza Wolff robi projekt wydawnictw moich powieści i pyta, co o tym sądzę — a zarazem, czy zgadzam się na włączenie do nich Janka Muzykanta. Otóż moje zdanie w tym względzie jest następujące:

Tom I:

Hania

 Stary sługa

Szkice węglem

Janko Muzykant

Tom II:

Listy z podróży

Zaś z Przez stepy mógłby zrobić ozdobne noworoczne wydanie z ilustra­cjami, które by się niezawodnie dobrze rozeszło, albowiem rzecz, o ile słyszę że wszystkich stron, ogólnie się podobała, a ponieważ składa się z ciągłych obrazów, nadaje się więc z natury swej par excellence do ilustracji [...].

Dwa pierwsze, według mego projektu, były bardzo spore. Ze wszystkiego zaś, com napisał, byłby opuszczony tylko Mirza Selim. Według mnie jednak nic to nie szkodzi, bo Mirza Selim jest rzecz słaba i popsułaby tylko całość, zatem lepiej ją opuścić. Co zaś do Komedii z pomyłek, Orsa itp. drobnych rzeczy, lepiej by było, by Wolff poczekał, aż się takich drobiazgów więcej zbierze, i wydał tom osobny. Komedia z pomyłek już jest jego, zaś Orsa i inne drobne rzeczy, które napiszę, odstąpiłbym bez żadnych wymagań za opusz­czenie Mirzy Selima.

W liście do Abakanowicza, o którym wspomniałem i który czytałem, pi­sał Wolff, że świeżo wypłacił 100 rs za Listy z podróży. Otóż prosiłem Was, byście te pieniądze zaraz wysłali, bom wyjeżdżał literalnie z kilkunastu tylko reńskimi do Szczawnicy. Dotychczas jednak nic nie ma, a kasa moja dziś (Po­niedziałek [= 29 VII]) składa się z 70 centów, odczyt zaś prawdopodobnie dopiero koło soboty przyjdzie do skutku i nie wiadomo, ile przyniesie, tym bardziej że sali nie ma.

Nie gniewajcie się, że dałem Janka i Orsa «Kurierowi», ale Szymanow­ski prosił mnie jeszcze w Paryżu, by mu coś napisać. Zresztą są to rzeczy mniejsze. Napiszcie mi choć słowo, i to jak najprędzej, czy wysłaliście owe Wolffowe 100 rs, bo mnie te ciągłe walki o byt gnębią niewypowiedzianie. Być może, że wkrótce nadeślę Wam coś większego, a dawno bym już pisał dalszy ciąg szkiców, żebym miał choć trochę wewnętrznego i zewnętrznego spokoju”.

Leo E., L 13; Listy, t. III, cz. 1, s. 491-493.

Współpraca z „Tygodniem”. „Tydzień” lwowski i jego następ­ca, „Tydzień Polski” upowszechniają nazwisko i twórczość Sienkiewicza w ów­czesnej Galicji. Tutaj to ukazuje się pierwsza obszerniejsza charakterystyka jego dorobku, tutaj też przedruki jego utworów, znanych dotąd jedynie czytelnikom prasy warszawskiej. (Hania, Przez stepy, Z niedawnej przeszłości, Szkice węglem, Komedia z pomyłek).

Mikulski L., L 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 84-86.

Wyjazd do Włoch. Po wygłoszeniu odczytu w Krynicy, za otrzy­mane honoraria i zapewne zaliczkę na Pisma młody pisarz wyjeżdża do Włoch i czas jakiś przebywa w Wenecji.

Godlewski M., L 10; Listy, t. I, cz. 2, s. 28-31.

Znajomości i prace weneckie. W Wenecji pisarz wchodzi w zażyłe stosunki z Marią i Jadwigą Szetkiewicz oraz ich przyjaciółką, Ma­rią Sobotkiewicz, które ok. 15 IX wracają do kraju. Maria Szetkiewiczówna to przyszła żona Sienkiewicza, siostra jej, Jadwiga, w przyszłości Edwardowa Janczewska, to na całe życie wierna jego przyjaciółka, powierniczka i dorad­czyni, „Mara” Sobotkiewicz wreszcie, późniejsza Bronisławowa Dembowska, przez wiele lat będzie należeć do grona bliskich przyjaciół pisarza.

Listy do obydwu sióstr, pierwszy z 15, drugi z 21 IX rozpoczynają kore­spondencję Sienkiewicza z Janczewską. Drugi, z oznaczeniem miejsca „Vene­zia la Bella i la Nudna”, zawiera relację o pracy literackiej.

„Co do mnie, napisałem milion listów na wszystkie strony i [...] niech Pa­nie zgadną, co? [...] Oto: korespondencję z Wenecji.

Nie tylko napisałem, ale posłałem w dwóch egzemplarzach «Gazecie Polskiej» i «Lwowskiej». Nigdy podobnie ohydna proza nie wyszła jeszcze spod mego pióra; nigdy nie napisałem nic równie nudnego, nieznośnego i banal­nego. Jako styl kwalifikuje się do wypisów na klasę II. Pocieszam się tylko nadzieją, że albo «Gazeta» nie zechce wydrukować tego listu, albo jeśli wy­drukuje, to prześliźnie się on niepostrzeżenie i nie obudzi tak namiętnych rozpraw jak traktat O związku hanzeatyckim.

Jednakże napisałem, a teraz kolej na Panią, Panno Mario. Trzeba umowy dotrzymać: słowo się rzekło. Ja wychyliłem ten kielich goryczy do dna.

Teraz piszę powiastkę Z pamiętnika korepetytora. Niechże Panie patrzą: i ja zaczynam mówić o pedagogii. «Zaprawdę, wielu dziś jest ludzi opętanych przez aniołów» (Anhelli).

Do tej powiastki przywiązuję pewną wartość i prawie z zamiłowaniem po­suwam każdego wieczora owo opowiadanie przepełnione smutkiem. Rzecz to będzie bardzo tendencyjna, na dzisiejszych stosunkach szkolnych oparta, na rozpaczliwym położeniu dzieci. Może się uda i pod względem artystycznym. Wyjdzie w «Gazecie Polskiej», jeśli zaś tam nie puści cenzura, to w «Niwie». Pisałem już o tym do Mścisława.

Będę się starał skończyć przed przyjazdem, może bardzo wkrótce.

Mam stałe postanowienie powrócić do Warszawy, zamknąć księgę tułactwa, a otworzyć nową. Co w tej nowej znajdę, czas pokaże”.

Janczewska J., L 2; Listy, t. II, cz. 1, s. 120-122. — Sienkiewiczowa M. z Szetkiewiczów, L 2; tamże, t. IV, cz. 1, s. 41-50.

Pomysł współpracy z „Gazetą Lwowską”. W liście do redaktora „urzędówki” lwowskiej Sienkiewicz proponuje artykuły poli­tyczne, o których nie wiemy, czy doszły do skutku, a przynajmniej odpoznać ich dotąd nie zdołano.

„Posyłam Szanownemu Panu list z Wenecji... Z końcem października wra­cam do Warszawy na stałe i najchętniej podejmę się być korespondentem «Gazety Lwowskiej» z Królestwa i Rosji, jeśli Szanowny Pan na to się zgadza. Zdaje mi się, że się z tej misji potrafię wywiązać lepiej niż dotychczasowi sprawoz­dawcy. Upraszam tylko o napisanie mi do Rzymu, jak częste mają być kore­spondencje, jak długie, słowem: o danie mi najszczegółowszych instrukcji”.

Łoziński Wł., L 2; Listy, t. III, cz. 2, s. 16-18.

W Rzymie. W październiku powstaje korespondencja, drukowana w „Gazecie Lwowskiej” jako Z wrażeń rzymskich, w „Gazecie Polskiej” zaś jako List z Rzymu. Po ukończeniu Z pamiętnika korepetytora Sienkiewicz rozpoczyna Za chlebem z zamiarem przeznaczenia tej noweli na odczyty w Warszawie.

3 X przesyła do „Gazety Lwowskiej” nowelę Z pamiętnika korepetyto­ra, podpisaną kryptonimem „XXX”, drukowaną 14-16 X, odnalezioną zaś w tym dzienniku dopiero w pół wieku później.

„Przesyłam Szan. Panu powiastkę pt. Z pamiętnika korepetytora. Jest to rzecz oparta na dzisiejszych stosunkach szkolnych w Królestwie, istotnie okropnych. Z drukiem zechciej się Sz. Pan wstrzymać, dopóki «Gazeta Polska» nie zacznie, a to dlatego, że jeśli powiastki w Warszawie cenzura zupełnie nie puści, to we Lwowie lepiej będzie nie podpisywać jej: ani Henryk Sienkie­wicz, ani Litwos, ale po prostu jakimikolwiek literami. Chodzi mi o to, żeby mi nie odmówiono w Warszawie pozwolenia na odczyty [...].

W Warszawie będę zapewne z końcem tego miesiąca albo nawet wcze­śniej, to jest, jak tylko Leo wyrobi mi nowy paszport”.

Łoziński Wł., L 3; Listy, t. III, cz. 2, s. 18. — Bostel F., Z twórczości H. Sienkiewicza, „Sło­wo Polskie” 27 X 1924, nr 294.

Powrót do Warszawy. W dn. 7 listopada, po czteroletniej blisko podróży, Sienkiewicz przyjeżdża do Warszawy.

„Litwos (Henryk Sienkiewicz) w tym tygodniu powróci do Warszawy. Za­mierza wkrótce po powrocie mieć odczyt najnowszej pracy swej pt. «Rodzina chłopska za oceanem» [= Za chlebem]”.

„Gazeta Polska” 19 X 1879, nr 243. List nie drukowany E. Lubowskiego do E. Orzeszko­wej z 8 XI 1879 (data powrotu).

[caption id="attachment_1504" align="alignnone" width="850"] Gabinet Sienkiewicza w Warszawie wycinek z czasopisma[/caption]

Początek Pism. 7 X wychodzi z druku tom I Pism w wydaniu Gebe­thnera i Wolffa, rozpoczynając pierwsze wydanie zbiorowe, które do r. 1920 obejmie 38 tomów.

Powrót do pracy redakcyjnej. Począwszy od 19 XI ukazu­ją się w „Gazecie Polskiej” drobne notatki, przeważnie z dziedziny literatury i sztuki, zatytułowane Wiadomości bieżące. Podpisywane pseudonimem Musagetes lub znakiem §, ciągną się one do końca r. 1881. Autorstwo ich ustalił i wydobył je z zapomnienia dopiero J. Birkenmajer.

Birkenmajer J., Musagetes i znak paragrafu, „Prosto z Mostu” 1937, nr 35.

Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela. Ponieważ, jak pisał Sienkiewicz do Łozińskiego 3 XI: „Pamiętniki korepetytora [...] tu całkowicie nie przeszły” zdecydował się je przerobić i w nowej postaci wydrukował je w grudniowym zeszycie „Niwy”, w której pomieścił również pierwsze Mieszaniny literacko-artystyczne. Wspomnienia o przeróbce podał, po wydobyciu z zapomnienia niecenzuralnego pierwodruku, cioteczny siostrzeniec pisarza, I. Chrzanowski.

Łoziński Wł., L 5; Listy, t. III, cz. 2, s. 20.

„Piszący te słowa doskonale pamięta (był wówczas, w zimie roku 1879, uczniem klasy czwartej Gimnazjum V w Warszawie), jak jednego wieczoru, w domu swojej ciotki, Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej, Sien­kiewicz czytał w obecności kilku osób nowelę pt. Z pamiętnika korepetytora warszawskiego; pamięta także, jak olbrzymie wrażenie na słuchaczach (prze­ważnie młodziutkich) ta nowela wywarła, tym większe, że czytał ją sam autor, obdarzony przedziwną zdolnością modulacji swego cichego, ale donośnego i przenikającego do duszy głosu. Skończywszy czytać, Sienkiewicz odezwał się mniej więcej tak: «O tym, żebym mógł to drukować w Warszawie, mowy nie ma; będę musiał przenieść Michasia do Poznania — może się nie połapią i puszczą». I tak się stało”.

Chrzanowski I., H. Sienkiewicz: „Z pamiętnika korepetytora” ze wstępem [...], Kraków 1926, s. 7; Studia i szkice, Kraków 1939, t. 2, s. 196.
1880
Wydanie zbiorowe Pism. Na skutek układu z roku poprzed­niego Gebethner i Wolff wydaje Pisma Sienkiewicza, obejmujące w tomach I-III dotychczasowy jego dorobek nowelistyczny (Stary sługa, Hania, Szkice węglem, Komedia z pomyłek) i Listy z podróży (rozdziały I-XI, trzy końcowe ulegają zapomnieniu), Listy z Rzymu, Wenecji i fragment Z Paryża.

— [H. Sienkiewicz], „Gazeta Polska” 7 IV 1880, nr 76 = D 51, s. 175, nr 106.

Odczyty Za chlebem. 2, 19 i 25 II Sienkiewicz na dochód Osad Rolnych (zakładu wychowawczego dla chłopców-przestępców) odczytuje w sali ratusza warszawskiego nowelę Za chlebem, drukowaną (od 24 IV do 4 VI) w „Gazecie Polskiej”, a następnie (z przeniesieniem sytuacji z Mazow­sza w Poznańskie) w „Dzienniku Poznańskim”. Komunikaty prasowe określa­ją Za chlebem jako „obrazek pełen poezji szczerej i prostej”, „nacechowany smutną prawdą”, „wygłoszony głosem sympatycznym i zajmującym bardzo”, ujęty „z wielką siłą dramatyczną, która słuchaczy głęboko wzruszyła”. Autora określa się jako „jednego z pierwszorzędnych talentów pisarskich”.

Atmosferę odczytów, które sprawiły, iż modny prelegent stal się „bohate­rem miesiąca”, zabawnie przedstawił B. Prus w kronice z 21 II: „Co p. Sienkiewicz wyrabia z piękniejszą połową Warszawy”.

Na zaproszenie Fr. Dobrowolskiego Sienkiewicz udaje się 9 kwietnia do Poznania, gdzie w dniach 14, 16 i 17 w wielkiej sali Bazaru odczytuje Za chlebem. Po uczcie pożegnalnej zwiedził w drodze powrotnej Gniezno, Inowrocław, Kórnik i Rogalin.

Redakcja czytana — jak wynika ze sprawozdań — różniła się w dwu co naj­mniej miejscach od drukowanej. Sprawozdawca „Gońca Wielkopolskiego”, nr 89, zaatakował umizgi Williama do Marysi: „Syn Polaka nie umiejący już po polsku, zbytecznie do lady [!] Marysi swe uczucia zbyt romansowe wyja­wia. Zdaje się, że prelegent zapomniał o tym, iż co dopiero Marysię wysta­wił jako wynędzniałą marę... W ogóle ustęp romansowy dowodzi artyzmu, przypominając Owidiusza (De arte amandi)”. Sienkiewicz uznał słuszność tej uwagi i dany ustęp usunął z tekstu.

Recenzent „Przeglądu Tygodniowego”, nr 10, s. 121, podał pierwotne za­kończenie noweli: „Litwos w ostatniej części swego opowiadania nagromadził masę wstrząsających nerwy epizodów, a na zakończenie sprowadził z Europy byłego admiratora Marysi... i Numa poszła za Pompiliusza”. Ze tak było istot­nie, świadczy wypowiedź Sienkiewicza. „Gdyby nie to, starałbym się wytłuma­czyć i usprawiedliwić mojego Jaśka z Lipiniec, że jeśli za swoją Marysią do Ame­ryki pojechał i wiary jej dochował — to nie w tym celu, by obrazić czyjkolwiek sceptycyzm. Nie! Obaj mieliśmy cel inny: on pojechał, bo Marysię kochał i za­pomnieć nic nie mógł — ja go tam zawiodłem, bo ona także go kochała”.

D 50, s. 51; Maciejewski J., „Za chlebem” H. Sienkiewicza, Poznań 1956. „Gazeta Polska” 4 II 1880, nr 26; 21 II 1880, nr 41; 27 II 1880, nr 46. — „Tygodnik Ilustrowany” 6 II 1880, nr 215, s. 87. — Prus B., Kroniki, Warszawa 1955, t. 4, s. 265, 266.

Odczyty o Ameryce. Według trudno uchwytnych informacyj pra­sowych, Sienkiewicz pod koniec marca wygłasza dwukrotnie odczyty o sto­sunkach amerykańskich. W Warszawie odczyt pt. Szkice amerykańskie, urzą­dzony na rzecz subiektów sklepowych, odbywa się 21 III. Zapewne ten sam odczyt powtarza się w Lublinie między 12 III a 2 IV. Honorarium prelegenta wynosi 270 rubli.

Na zaproszenie Towarzystwa Dobroczynności w Kaliszu, Sienkiewicz ma w tym mieście dwa odczyty O kraju i ludziach w Nowym Świecie w dn. 29 i 30 V. Dochód z nich wyniósł 331 rb 65 kop.

Odczyty ukazują się drukiem w warszawskiej „Gazecie Rolniczej”, nry 47-51 w listopadzie i grudniu. Zapomniane w tym piśmie, w wydaniu książkowym udostępnione są dopiero w r. 1952.

„Kurier Warszawski” 12 III 1880, nr 56 (projekt wyjazdu do Lublina). — „Biesiada Lite­racka” 2 IV 1880, nr 222, s. 219 (wiadomość o sprawozdaniu w „Gazecie Lubelskiej”; rocz­nika jej biblioteki nasze nie mają). — „Kurier Warszawski” 20 III 1880, nr 63, s. 3 (o odczycie warszawskim). — R., Sienkiewicz w Kaliszu, „Gazeta Kaliska” 1900, nr 250, s. 7. — „Rocznik Lubelskiego T [owarzyst] wa Dobroczynności” 1881, s. 10 (wśród dochodów „czwarta część” z odczytów Sienkiewicza — rb 90, kop. 40). D 54.

Współpraca w „Niwie”. W redagowanym przez siebie wraz z M. Godlewskim tygodniku Sienkiewicz drukuje kroniki tygodniowe, Mie­szaniny literacko-artystyczne (I-XII), jednoaktówkę Czyja wina? i nowelę Niewola tatarska.

Godlewski M., L 13, 14; Listy, t. I, cz. 2, s. 33-35. — Witkiewicz St., L 1, 2; Listy, t. V cz. 1, s. 220-230.

Współpraca w „Gazecie Polskiej” od 2 I do 31 XII, sta­nowiąca główne obok honorariów za Pisma źródło dochodów Sienkiewicza, wydaje wówczas kronikę kulturalną Wiadomości bieżące, sygnowaną znakiem §, oraz Jamioła, ogłoszonego pod pseudonimem Litwosa.

Orso, pierwodruk w „Kurierze Warszawskim” od 23 III, nry 65-68.

Jednoaktówka Czyja wina? złożona w Dyrekcji Teatrów War­szawskich 24 V wchodzi na stałe do repertuaru. Z jej przedstawień na scenie amatorskiej uwagę zwraca nałęczowskie, w sztuce bowiem grał Stefan Żerom­ski, na widowni zaś był Bolesław Prus.

„Gazeta Polska” 24 V 1880, nr 112 (D 51, s. 191; D 60, s. 365); nr 126. — Brandys M., Tajemnice Nałęczowa, „Świat” 16 X 1955, nr 41, s. 5.

Kłopoty przednarzeczeńskie. Sienkiewicz „stara się” o rękę Marii Szetkiewiczówny, zabiegi te jednak natrafiają na mnóstwo przeszkód. Trzydziestoczteroletni pisarz zdobywa wprawdzie wzajemność panny, rodzi­ce jej jednak mają dużo zastrzeżeń ze względu na jego reputację: człowieka o nie ustalonym zawodzie, lekkomyślnego i zadłużonego. Córkę zagrożoną gruźlicą wysyłają na kilkumiesięczną kurację do Steinerhofu w Tyrolu, gdzie towarzyszy jej Maria Sobotkiewiczówna, której listy odtwarzają słowa cho­rej przyjaciółki: „Aj, Boże, jak ja sobie pomyślę o artykułach w «Niwie», o myśli ciągłej spotykania go lub niespotykania, o półsłówkach Szczuki i nie-Szczuki, o owym ciągłym stanie napięcia nerwów, to zimno się robi i taki strach, Maro, że rady sobie dać nie mogę”. Ostatecznie w końcu roku, na list z formalnymi oświadczynami Sienkiewicza, Szetkiewiczówna wysyła mu od­powiedź na ręce swej matki, uzależniając od niej decyzję. Matka rozstrzyga sprawę na korzyść zakochanych zapewne dopiero z początkiem r. 1881.

Listy Marii Sobotkiewiczówny (3 X 1880) i Marii Szetkiewiczówny (1 XII 1880) do Wan­dy Szetkiewiczowej. — Witkiewicz St., L 13-18; Listy, t. V, cz. 2, s. 264-280.

Prace literackie w Rudzie. Sierpień i wrzesień Sienkiewicz spędza na wsi, u krewnych Dmochowskich w Rudzie na Podlasiu. Pracuje tutaj nad utworami przeznaczonymi do „Niwy”, tj. Mieszaninami i Niewolą tatarską, na której wystylizowaniu staropolskim bardzo mu zależy, równocze­śnie zaś dla redakcji „Mód Paryskich” pisze nowelę W krainie złota.

„W tej chwili nie bardzo mogę pisać, bo dom tu szczupły, a prócz mnie bawią inni goście, więc prawie nie mam osobnego pokoju. Piszę w saloniku, gdzie raz wraz ktoś zagląda”.

Godlewski M., L 12 (18 VIII); Listy, t. I, cz. 2, s. 32.

„Dramatu przesłać teraz nie mogę, bo nie należąc do czwororęcznych, mogę pisać i robić co najwięcej dwie rzeczy razem, ale nie cztery. Muszę się pozbyć «Kroniki» [Niewoli tatarskiej], a II-o Ratyńskiej, wieczorami robię więc «Kronikę», a rankami dla Ratyńskiej powieść pełną awantur znad Sacra­mento. Idzie to bardzo spiesznie. Po obiedzie chodzę na polowanie. Konno nie jeżdżę, bo nie ma na czym”.

Godlewski M., L 14 (ok. 1 IX); Listy, t. I, cz. 2, s. 35.

Udział w komisji repertuarowej. Sienkiewicz wraz z Wła­dysławem Bogusławskim, Edwardem Lubowskim, Zygmuntem Sarneckim i Kazimierzem Kaszewskim wchodzi w skład Komitetu Delegowanego Te­atralnego, tj. komisji repertuarowej teatrów warszawskich.

„Gazeta Polska” 2 XI 1880, nr 244; 17 XII 1880, nr 281 — D 52, s. 39, 105.

Odczyty o naturalizmie. Sienkiewicz 2 i 9 XII wygłasza w Warszawie na dochód Towarzystwa Dobroczynności dwa odczyty o Natu­ralizmie w powieści, drukowane w „Niwie” (1881).

„Gazeta Polska” 4, 6, 10 XII 1880, nry 271, 272, 275.

Pisma t. IV. Z końcem roku ukazuje się nowy tom nowel (Przez stepy, Orso, Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela, Czyja wina?, Za chlebem).

Sienkiewicz w Czechach. Rok 1880 przynosi pierwsze sukce­sy zagraniczne Sienkiewicza, w pismach bowiem czeskich ukazują się prze­kłady jego nowel, dwukrotnie tłumaczony Janko Muzykant, Stary sługa, od tej chwili wielokrotnie powtarzany Orso, Za chlebem, Czy ci najmilszy? i Z dziennika poznańskiego nauczyciela. Przekłady te pojawiają się w czoło­wych czasopismach literackich, takich jak „Maj” i „Lumir”.

Narzeczeństwo i pobyt w Meranie. Dzięki pomocy Mścisławowej Godlewskiej Sienkiewicz przełamuje trudności i zaręcza się z Marią Szetkiewiczówną. Narzeczonej, która musi wyjechać do Meranu, towarzyszy do uzdrowiska w Furstenberg, gdzie bawi przez styczeń i luty, w marcu zaś wraca do Warszawy.

Godlewski M., L 15; Listy, t. I, cz. 2, s. 36.
1881
Współpraca w „Gazecie Polskiej”. Od 5 I do 25 XI ukazu­ją się tu Wiadomości bieżące, podpisywane znakiem §, nadto z końcem wrze­śnia Szkice literackie (tj. recenzje Zarysu literatury Chmielowskiego i Pism Prusa).

Współpraca w „Niwie”. Dalszy ciąg Mieszanin literacko-artystycznych (XIV-XVIII), nadto Na jedną kartę, O naturalizmie w powieści i Latarnik.

Wypadek rzeczywisty w Latarniku. Nowelę o Skawiń­skim Sienkiewicz opatrzył przypisem: „Opowiadanie to osnute jest na wy­padku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencji z Ameryki”. Relacja Horaina, powtórzona przez Sienkiewicza przed Latarnikiem w liście prywatnym (Dzieła, t. 42, s. 218) brzmi, jak następuje:

„Gazety nowojorskie doniosły o śmierci ziomka naszego, Siellawy, niegdyś obywatela gub. wileńskiej. Poznałem go osobiście w czasie pobytu w Nowym Jorku, przeto mogę udzielić kilku szczegółów z jego życia i jeden psycholo­giczny. Śp. Siellawa (nie wiem, jakie miał imię chrzestne) był człowiek wyso­ko ukształcony, prawy i szlachetny. Miał wszakże jedną dziwną monomanię; wszędzie, gdziekolwiek przebywał, zdawało mu się, że go szpieguje, ściga i prześladuje jeden z rządów europejskich. Stąd też nigdzie nie mógł zagrzać na długo miejsca, a nawet z nikim utrzymać trwałych stosunków przyja­znych. Zdarzało się często, że po kilka miesięcy nie pokazywał się żadnemu z ziomków i zwykle nie wiedziano, gdzie mieszka. Gnany myślą, że go ścigają i prześladują, po opuszczeniu Europy (zdaje się w r. 1848) zwiedził Przylą­dek Dobrej Nadziei, Madagaskar, Australię, Amerykę Południową, Środkową i nareszcie Stany Zjednoczone.

Powiadał mi nieraz, że za najszczęśliwsze chwile swojego życia uważa te parę lat, które przebył na międzymorzu Panama, spełniając obowiązek straż­nika latarni morskiej przed portem Colon-Aspinwall. Obowiązkiem jego było o każdej szóstej godzinie zapalać lub gasić latarnię. Mieszkał o 10 mil od brzegu, sam jeden wśród morza na samotnej skale, której przez 26 mie­sięcy nie opuszczał. Co dwa tygodnie przywożono mu żywność (niekiedy żywe ptastwo lub barana, gdyż w tym klimacie mięso świeże pół dnia nie da się przechować). Raz mu przysłano pakę z gazetami i książkami polski­mi — i to go wygnało z samotnego raju, w którym żył naj­szczęśliwszy, bez Ewy i węża, jak się sam wyrażał. W liczbie przysłanych książek była powieść Zygmunta Kaczkowskiego Murdelio. Otóż w pewien mglisty dzień Siellawa tak się zaczytał przy lampie w owej powieści, że wiecznym prawem zapomniał zapalić lampę-latarnianą. To zmyliło z drogi jakiś okręt i o mało nie stało się powodem rozbicia. Zaskarżono strażnika i Siellawa stracił miejsce. Odtąd znienawidził książki, a każdego, którego podejrzewał o złe względem siebie zamiary, nazy­wał «Murdelio». Przysłanie zaś książek przypisywał intrydze [caratu].

W Nowym Jorku pracował po aptekach. Cierpiąc bezsenność, używał morfiny czy innego jakiegoś niebezpiecznego lekarstwa i tym się podob­no otruł. Dopiero w kilka dni po jego śmierci ziomkowie dowiedzieli się o tym i pospieszyli pochować”.

Horain J., Listy z Kalifornii, XIX, „Gazeta Polska” 10 II 1877, nr 32.

Wystawienie Na jedną kartę. 24 II premiera w warszawskim teatrze „Rozmaitości”. Obsada: Książę — A. Żółkowski, Żuk — J. Królikowski, Stella — M. Deryng, Pretwicz — B. Leszczyński, Józwowicz — J. Tatarkiewicz.

Dramat, który przez lat dwadzieścia miał cieszyć się uznaniem w świecie aktorskim, gdzie chętnie grywano go na benefisy, wywołał ożywioną dyskusję.

„Jedni — w prasie stanowili oni mniejszość — z ostentacją starali się wyka­zać, że sztuka Sienkiewicza jest utworem partii, że autor wszystkie światła skupił na głowach, nad którymi unosi się świetna aureola tradycji, a wszyst­kie cienie ześrodkował w tej stronie, gdzie stoi szczupła gromadka ludzi dobijających się w społeczeństwie stanowiska dorobkiem własnej ręki lub gło­wy. Twierdzili oni dalej, że gromadka ta jest jeszcze tak słabo zorganizowana i na takie niebezpieczeństwa ze strony groźnych przeciwników narażona, iż nie wypada inteligencji przeciwko niej pociski swe kierować, ale przeciwnie, umacniać ją na duchu i do wielkich przeznaczeń słowem rozumnym a gorą­cym przygotowywać. Drudzy — stanowiący większość — nie wzięli za złe au­torowi przedstawienia ujemnego typu z łona demokracji, a w rozumieniu ca­łości sztuki objawili różne domniemania. Już to przyjmując przeciwstawienie arystokracji i demokracji, utrzymywali, że demokracja bynajmniej pokrzyw­dzona nie została; już to pomijając wszelką umyślną stronniczą tendencję, starali się oprzeć znaczenie sztuki na trafnym odmalowaniu charakterów; już to widzieli typowe upostaciowanie trzech kolejnych generacji z ostatnich lat kilkudziesięciu u nas i na wybornym uchwyceniu tych typów zasadzali donio­słość utworu (Chmielowski)”.

Kotarbiński J., Sienkiewicz jako dramaturg, „Sfinks” 1917, z. 1, s. 36-40. — Chmielowski P., Nasi powieściopisarze, Kraków 1887, t. 1, s. 580-591; H. Sienkiewicz w oświetleniu kry­tycznym, Kraków 1901, s. 40. — „Prawda” 1900, nr 45, s. 541 (powtórzenie recenzji z r. 1881, wywołane przedstawieniem w listopadzie 1900, urządzonym przez miłośników sceny na War­szawskie Towarzystwo Dobroczynności). — Witkiewicz St., L 15; Listy, t. V cz. 2, s. 273-276.

W przekładzie czeskim L. C. Frica sztukę wystawiono w Łomnicy pod Jiczinem, „Czas” 9 XI 1881.

Małżeństwo. Sienkiewicz urządza mieszkanie na Chmielnej 15 („Me­ble wszystkie przywiozę jutro. Jutro je ustawię. Potem będę miał mniej roboty. Dziś kupiłem rolety. Portiery będą na sobotę. Zresztą jestem już urządzony [...]. W gniazdku będzie wcale ładnie [...]. Z zapowiedziami zrobi się przez indult. Zaproszenia drukowane będą jutro już gotowe i rozesłane”), załatwia formal­ności przedślubne i 18 VIII w kościele kanoniczek w Warszawie poślubia Marię Emilię Kazimierę Szetkiewiczównę. Akt spisano w parafii św. Aleksandra.

List do narzeczonej bez daty [na 12 dni przed ślubem], Listy, t. IV, cz. 1, s. 39-72. — Kozłowski-Boleścic SA, Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 26, 27. — Witkiewicz St., L 19-24; Listy, t. V, cz. 2, s. 280-294.

Żona. „Wielki wpływ na rozwój, a raczej na skondensowanie się jego ta­lentu [Sienkiewicza] miała [...] żona (Maria z Szetkiewiczów). Ona go przy­kuła do miejsca, ona dała mu to szczęście, które sił przysparza, ufność w sie­bie samego budzi i możność pracy podwaja. Bez niej nie mielibyśmy może ani Ogniem i mieczem, ani Potopu, bo ich autorowi, przyzwyczajonemu dotych­czas do kilkunastu felietonowych nowelek, zabrakłoby wytrwałości do napisania obszerniejszych rozmiarów powieści. Ona przytłumiła w nim tę pesymi­styczną nutę, która dźwięczała zawsze trochę rozpaczliwie we wszystkich jego poprzednich utworach; ona rozpogodziła ten umysł, co zbyt czarno zaczął już na świat patrzeć; ona była największym jego na ziemi uczuciem, przyjaciółką, powiernicą, doradczynią, krytykiem i jedyną osobą, o której sąd i zadowo­lenie dbał istotnie. Nosił się kiedyś Sienkiewicz z myślą napisania powieści, której przeznaczał tytuł: «Kronika szczęścia». Było to wkrótce po jego ślubie. Nie trudno zgadnąć, czyjego szczęścia miała to być kronika... Przyszło ono i znikło jak cień, pozostawiając tylko po sobie rzewne zawsze wspomnienie osoby gruntownie, choć nie pretensjonalnie wykształconej, dziwnie miłej, za­cnej i dobrej, która w życiu takiego jak Henryk Sienkiewicz człowieka ode­grała ważną i zwrotniczą niemal rolę”.

Baronowa X.Y.Z. [Górska J., Górski K., Koźmian St.], Towarzystwo warszawskie, Kraków 1889, t. 2, s. 130.

[caption id="attachment_1503" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. il. do Potopu rys. J. Kossak[/caption]

Teść. „Kazimierz Szetkiewicz, ojciec przyszłej Sienkiewiczowej, typowy «Litwin», posiadał znaczny majątek, do 200 włók ziemi liczący, w powiecie trockim. Mówiąc nawiasem, sam las niemal stuwłókowy Hanuszyszek wart był milion rubli wedle rządowej ceny. W 1862 dziedzic hanuszyski zrezygno­wał na rozkaz Rządu Narodowego z zajmowanego stanowiska «pośrednika dla spraw włościańskich». To wystarczyło dla wywiezienia Szetkiewicza bez sądu, bez zawiadomienia rodziny, najpierw do Belebeja w gub. ufimskiej, potem do samej Ufy, gdzie na wygnaniu przebył lat kilka. Hanuszyszki zaś uległy przymusowej sprzedaży za bezcen generałowi Ołsufiefowi. Zostały Szetkiewiczom tylko rozlegle na całą Litwę koligacje [...]. Pani Kazimierzowa była niemniej «szczerą Litwinką». Brat jej rodzony, Bronisław Mineyko, [... ] gospodarzył w rodzinnych Dubnikach, pięknej posiadłości, w powiecie wi­leńskim sytuowanej [...].

Sienkiewicz już nie lada sławą opromieniony, zjeżdżał, bywało, latem do Dubnik — na wypoczynek. Na wieść o tym ciągnęło tam ziemiaństwo z bliższych i dalszych okolic istnym pospolitym ruszeniem i zaznawało nie­odmiennego zawodu. «Sławny pisarz» nader mało «udzielał się», prawie wcale. Albo polował, albo grał w winta tak zapamiętale, że można było wieczór jeden i drugi spędzić pod gościnnym dachem dziedzica Dubnik i słowa z ust Sienkiewicza nie usłyszeć, okrom wintowej licytacji. Niektórzy wprost obra­żali się [...], a Sienkiewicz dworował sobie wykwintnie, jak zwykle, a dowcip­nie w ścisłym kółku z tej — tak zresztą naturalnej i godziwej, choć natrętnej — ciekawości ludzkiej...

Humoru miał sporo; dowcip cięty i łatwy; było w nim niemało tego, co zowią Francuzi joie de vivre, z obfitą przymieszką wrodzonej wesołości. Nie gardził — o, bynajmniej! — konceptem zawiesistym i pieprznym, oczywi­ście «pierwszej klasy», lub stylowym à la Rabelais albo à la Wacław Potocki. Dar słowa miał wybitny; głos niski, cały w półtonach misternych, zawsze jak­by zawoalowany.

Teść Sienkiewicza, przezacny i nieskończenie dobry człowiek, lecz — jak to mówią — starej daty, a niepozbawiony wielu oryginalnych właściwości, w sposobie zwłaszcza dosadnego wyrażania się, obdarzony nadto humorem, z którego aż biło staropolszczyzną arcy nawet stylową, był dla Sienkiewicza istną kopalnią nie tylko szczegółów obyczajowych, lecz zwrotów mowy, ko­ordynacji myśli, powiedzeń, wyrażań się, a nawet całych dowcipów, poprzenoszonych potem żywcem do Trylogii. Zwłaszcza imć pan Zagłoba mógłby za niejeden rys i za niejeden koncept nisko a z głęboką wdzięcznością pokłonić się grodzieńskiemu «hreczkosiejowi», do którego również staropolskie określenie: «nie bity w ciemię», pasowało, jak nie można lepiej”.

Jankowski Cz., Ze wspomnień osobistych o Sienkiewiczu, „Sfinks” 1917, t. 1, s. 51-54.

Opinie obozu postępowego o Sienkiewiczu. Na tle antagonizmów między obozem publicystów postępowych, których czołowym przedstawicielem jest redaktor „Prawdy”, Aleksander Świętochowski, a zwo­lennikami „młodego konserwatyzmu”, którego organem będzie od r. 1882 dziennik „Słowo”, Sienkiewicz, z nim właśnie związany, staje się przedmio­tem energicznych ataków, które na razie odbywają się w korespondencji pry­watnej, posługującej się chętnie pogłoskami i plotkami. Wyrazem i świadec­twem tych stosunków są przede wszystkim listy Orzeszkowej do przyjaciół-literatów, zwłaszcza z 7 VIII 1881 do T. T. Jeża, którego zasypuje „plotkami i wiadomostkami”, jak to sama określa:

„À propos Sienkiewicza, odstępstwo jego od obozu postępowego stanow­cze i jawne. Był w Krakowie, oddawał wizyty Stańczykom, którzy dawali dla niego wieczory, w Warszawie mówi głośno o tym, że jest tylko artystą, że zatem wszystkie idee i teorie naukowe i filozoficzne nic go wcale nie obchodzą. Przyjaciół dawnych unika, Humoresek z teki Worszyłły, mocno demo­kratycznych, do wydania pism swych włączyć nie pozwolił, o Szkicach węglem mówi, komu tylko może, że to grzech młodości. Bogato żeni się, salo­ny artystyczne rozrywają go pomiędzy sobą. Powiadają, ale to już niepewne, że na współkę z Wrotnowskim, pełnomocnikiem i totumfackim wielkich pa­nów, kupił od Sarneckiego «Echo», które ma być organem uznanym i jeśli trzeba będzie, subwencjonowanym klerykalno-arystokratycznych przekonań. Szkoda! Ale wobec wszystkiego, co się dzieje, trudno dziwić się, że charaktery słabe i dóbr tego świata żądne gną się i brudzą”.

Orzeszkowa E., Listy, Warszawa 1937, t. I, s. 176; Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wrocław 1967, s. 135.

Jeszcze gwałtowniej uderzyła Orzeszkowa w liście z 20 X, rozdrażniona krytycznymi uwagami Sienkiewicza o Zarysie literatury Chmielowskiego, drukowanym wśród jej wydawnictw:

„Mnie się zdaje [...], że Sien[kiewicz] i nietęgi filozof z natury, i filozofię za twardą poduszkę w dzisiejszych czasach uważa. Ale w rozbiór rzeczy tych mało kto wdawać się chce i może, więc słowo jego, jako znakomitego nowe­listy, powagę ma wielką.

Powagę tę zwiększa on jeszcze manewrem bardzo zręcznym dla ogółu, dla myślących ludzi nadzwyczaj śmiesznym. Nie należy on do stronnictwa żadne­go, jak orzeł panuje nad tym padołem kędyś pod chmurami czy pod słońcem. Nie jeździ omnibusem z tłumem śmiertelników, lecz na swojej biedce, której kołami są bardzo arystokratyczne nowele. Nie po raz to pierwszy odzywa się on z tym, że umysł prawdziwie wyższy, że talent prawdziwy nie powinien służyć żadnemu stronnictwu. Przeciw służeniu za pieniądze albo [za] honor bywania na hrabiowskich wieczorach — ani słowa. Jest to rzecz podła po pro­stu”.

Autorka pamfletu, zamiast uzasadnić swe twierdzenia dowodami, odwo­łuje się do opinii literackich Sienkiewicza, mających zilustrować „zagadkę tej bezstronności”, a głoszących, że „Świętochowski jest pisarzem średniej miary [!] i że w Chmielowskim są materiały na poważnego pisarza. Prus większym pisarzem od Świętochowskiego” i wzywa Jeża, by zabrał głos w dyskusji i „siłą swą braci swych poparł”, nie pozwalając Sienkiewiczowi „urość na nie­zaprzeczalną powagę”.

Orzeszkowa E., Listy, Warszawa 1937, t. I, s. 182, 183; Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wrocław 1967, s. 139.

Ofiarą zacietrzewienia, wymierzonego przeciw pisarzowi, a godzącego w człowieka, padł przy tej sposobności Latarnik. W liście Orzeszkowej z 17 XII znajduje się o nim taka uwaga:

„Czy czytał Pan ostatnią nowelę Litwosa w «Niwie»: Latarnik? Ładna jesz­cze, ale już trochę słaba. Myślę, że wielki talent ten nie ma długiego życia przed sobą. Brak mu gruntu, z którego by mógł długo soki pożywne czerpać. Zdaje mi się, że nadchodzi czas, w którym bez umysłowych podstaw natury pewnej i pewnych przymiotów charakteru absolutnie niepodobna będzie być dobrym pisarzem”.

Orzeszkowa E., Listy, Warszawa 1937, t. I, s. 189; Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wrocław 1967, s. 143.

Zapytany, nie wiedząc oczywiście, iż modelem noweli był Siellawa, a nie Skawiński, odpowiedział, co następuje:

„O Latarniku myślę to samo, co Pani. Złe on na mnie sprawił wrażenie z powodu, że autor dał bohaterowi nazwisko prawdziwe, a jam bohatera tego znał osobiście. Był to samochwalca, kłamca, karciarz i pijak. Miałem go we wspomnieniach przed oczami, gdym nowelkę czytał; to przeszkadzało mi może piękność onej odczuć należycie. Ale to pewna, że talenty obniżają się, jak skoro wchodzą na drogę inną aniżeli ta, na której wykwitnęły — świadectwem Mickiewicz i Słowacki jako towiańczycy”.

Orzeszkowa E., Listy, Warszawa 1937, t. I, s. 191; Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wrocław 1967, s. 392.

Dopiero w dwadzieścia lat później, w liście do A. Drogoszewskiego z 16 IV 1903 Orzeszkowa wyjaśniła źródła niechęci, której wyrazem był list do Jeża:

„...Jeszcze nie o stronnictwach politycznych dziś pisać będę, chociaż muszę koniecznie myśli moje o nich Panu wyznać. Ale dziś cóś bardzo aktualnego i nagłego ciśnie mi się pod pióro i zaczynam od — anegdoty, która przecież jest zdarzeniem z życia mego najprawdziwszym. Otóż tak się raz zdarzyło. Przed wielu laty, gdy byłam w Warszawie, przyszedł do mnie z wizytą jeden z powieściopisarzy, z pomniejszych, bardzo daleki znajomy, i wnet po przyjściu, ledwie co usiadłszy, zaczął mówić o Trylogii Sienkiewicza, która wówczas właśnie do­sięgała najwyższego szczytu wrzawy i chwały. Godzina była wczesna, żadnych innych wizyt jeszcze nie było, w saloniku hotelowego numeru gość mój, a za­razem najbezpośredniejszy kolega po piórze, i ja byliśmy zupełnie we dwoje. Zdaje się, że dlatego właśnie przyszedł tak wcześnie, aby wszystkie inne przyj­ścia uprzedzić i sam na sam ze mną serce swe przede mną, a może i moje przed sobą otworzyć. Otworzył i począł z niego na Sienkiewicza i Trylogię wylewać żółć z octem. «Człowiek marny i autor marny. Skrzetuski szuka Heleny, Kmi­cic szuka Oleńki, inwencja uboga; batalie — blaga błyszcząca; Wiszniowiecki — kłamstwo historyczne; Kozacy — ofiary; Zagłoba — bestia; wbijanie na pal Azji — obrzydliwość» itd. bez końca. A za każdym zdaniem takim zwrócone do mnie zapytanie: «Nieprawdaż, Pani? Czy nie tak? Czy nie blaga? czy nie kłamstwo? czy nie bestia?». I z oczu mu widzę, z głosu słyszę, że kawał życia dałby za to, abym odpowiedziała: «O, tak, tak! blaga, bestia!» itd. Słucham i od razu uczuwam cały komizm i całą trywialność sytuacji. Przy pozamykanych drzwiach i oknach siedzi naprzeciw siebie dwoje powieściopisarzy i — obrabia trzeciego, któremu — lepiej się powiodło. Nie! Za nic! Próbuję zrazu przerzucić rozmowę na inny przedmiot, ale tego znowu gość mój nie może za nic, więc zaczynam za­przeczać i bronić zrazu rozsądnie, pomału, potem, w miarę wzrastania ferworu strony drugiej, z ferworem coraz większym mówię to, co myślę, i to, czego nie myślę, wpadam w absurda, wynoszę Trylogię i jej autora na coraz niedościglejsze emporia — aż ani obejrzałam się, jak daleko poza Sienkiewiczem zostawiłam Homerów, Szekspirów, Iliady, Eneidy i wszystko, co było w tym rodzaju pod słońcem. A gość mój ani spostrzegał, jak wlatywał ze swej strony na kraniec mojemu przeciwległy, górami i murami przygniatając nazwisko współzawodni­ka. Takeśmy sobie przyjemnie — i owocnie — z godzinę pogwarzyli i potem już nigdy w życiu się nie widzieli.

Albo znowu innym razem: przyjeżdża członek redakcji «Kraju» w celu interwiewowym [Czesław Jankowski]. Prosi o kilka godzin rozmowy. Niepo­dobna odmówić: człowiek uczciwy, poeta nie bez talentu i umyślnie po to je­chał koleją całą dobę. W rozmowie, wśród mnóstwa innych rzeczy, zapytanie: «Jakim jest zdanie Pani o Sienkiewiczu?». Co ja jemu mogę powiedzieć, nieznajomemu, i wiedząc, że to zaraz będzie wydrukowane. Więc nie kłamię, ale czepiam się jednej tylko strony przedmiotu: «Artysta potężny... plastyka... koloryt... styl» itd.

Taka jest wartość słów mówionych w okolicznościach rozmaitych. Czy mówiłam z kim o Rodz[inie] Połanieckich w Krakowie (we Lwowie nie by­łam nigdy), nie pamiętam. Może i mówiłam, a jeżeli mówiłam, to najpewniej chwaliłam, ale to wszystko jest zdawkowe, odczepne, często podyktowane uczuciem przyzwoitości albo po prostu samoobrony od szpetnych posądzeń i obmów. Prawdziwego zdania mego o autorze Trylogii nikt nie wie, a teraz Pan pierwszy i zapewne ostatni wiedzieć będzie, bo wypowiem je tu aż do dna — naturalnie tylko dla Pana.

Czym jest w samej istocie swojej tzw. talent artystyczny czy dar twór­czy? Wiadomo, że — nie wiadomo. Nieliczne osobniki przynoszą go w so­bie na świat, czasem w rozmiarach malutkich, czasem w średnich, czasem w ogromnych. Lecz nie przynoszą daru tego w odosobnieniu od składników innych, tworzących kompleks ich psychicznej istoty. Wyjątkowa zdolność znajduje się w otoczeniu powszechnych zdolności myślenia i odczuwania, które mogą być małe lub wielkie, słabe lub silne, niezależnie od wielkości czy małości, siły czy słabości, zdolności wyjątkowej, a wszystkie razem na rozwój czynności i skierowanie się jej oddziaływują. Nieobliczenie ważne, stanowcze są wpływy wywierane na zdolność twórczą przez zdolności umysłowe i może bardziej jeszcze przez ten związek zdolności uczuciowych, który pospolicie nazywa się charakterem. Jeżeli potężna zdolność twórcza — ta wyjątkowa i ta tajemnicza — zjawia się na świat w otoczeniu potężnego myślenia i uczuwania, ludzkość obchodzi niesłychanie rzadkie święto narodzin geniusza, który imieniem swym naznaczy epokę, czymś nadzwyczajnym, nowym, do­broczynnym życie ludzkości wzbogaci. Ale to wydarzenie tak bywa rzadkim — jak rzadkimi są na ziemi dla jednostek i gromad błyski doskonałego szczę­ścia. Najpospoliciej, jedno jest duże, drugie małe, jedno gorące, drugie zimne, jedno pełne, drugie cząstkowe i — nie ma wielkiego święta, ani doskonałego szczęścia, jest tylko cóś, co ma swoją cenę, ale nie najwyższą, i ma swój blask, ale nie najczystszy. (Nie wiem, doprawdy, czy tłumaczę się jasno, bo piszę z biegiem pióra, ale Pan zrozumie myśl moją i swoją ją dopełni, prawda?).

Otóż Sienkiewicz jest wedle mnie tym, który zdolność twórczą przyniósł z sobą na świat w postaci nie skierki, nie szkiełka błyszczącego, lecz płomie­nia i diamentu pierwszej wody i wielkości, zaś temu płomieniu i temu dia­mentowi otoczenie nie dopisało. Ktoś powiedział świeżo, że Sien[kiewicz] nie jest wizjonerem. To absurd. Właśnie, że wizje jego są dziwnie jasne, roz­ległe, dobitne, kolorowe, na doskonale wyodrębnione, wyindywidualizowane szczegóły rozbite. Stąd pochodzi nieporównana barwność, płomienność i plastyczność jego obrazów, opisów, scen, czyli uzewnętrznień tych wizji. Według mego zdania w doskonałości wizji właśnie rzadko który z pisarzy świata dorównuje Sienkiewiczowi, a może żaden go nie przewyższa. Ale teraz następuje pytanie: Jakimi, z jakiej dziedziny życia branymi, pod wpływem jakich pobudek myślowych i uczuciowych powstającymi są te wizje? I tu na­potykamy to, co po francusku nazywa się pierre d’achoppement. Naturalnie, że wizje powstawać mogą tylko na polu widzenia dostarczanym przez myśl i przez uczucie. Myśl rozległa i głęboko sięgająca — pole rozległe i głębokie perspektywy ukazujące, uczucia gorące i liczne — nad polem słońce gorące, piekące, ze smugami świateł na wsze strony. I przeciwnie. Myśl Sienkiewicza nie jest ani rozległą, ani głęboką, i uczucia nie są ani gorące, ani liczne. W tym jego słabość i stąd niedobory — nie tylko w filozoficznej czy społecznej stronie dzieł, ale i w artystycznej, bo zupełnie zgadzam się z Panem, że w artyzmie kompletnym musi być obok sensacji cóś nadto i cóś powyżej.

Tyle z jednej strony, a z drugiej sensacja — choć wyosobniona — ale potężna, i jedno przynajmniej uczucie b[ardzo] silne: miłości ojczyzny. Miłość ta ciasno pojęta, mówią niektórzy. To prawda, i to wina myśli. Lecz jakąkolwiek była, w czasach niesłychanie groźnych dla samego uczucia i dla samej idei ojczyzny była dobroczynną i zbawczą, i siłę pociągu niezmierną wywierającą na tych wszystkich, którzy uczucie i ideę w sobie mieli i o nie drżeli. Należę do nich i doskonale spostrzegając różne braki w tworach Sienk[iewicza] byłam mu zawsze wdzięczną, że przez uzewnętrznianie swych ognistych i potężnych wi­zji wstrząsa tym, budzi to, co bardzo łatwo może zasnąć na wieki. W tym też po części zagadka jego bajecznego powodzenia, po części, gdyż wiele przy­czyniły się do niego i różne cechy społeczeństwa naszego: żal za przeszłością ludzi teraz nieszczęśliwych, pociąg do piękna artystycznego, mała skłonność, może nawet wstręt do rzeczy głębokich, bolesnych itd. Głębokości i boleści w pismach Sienk[iewicza] było mało; to wielki powab dla tych, którzy bardzo lubią śpiewać, tańczyć i etc.

A teraz: czy sprawiedliwą jest wojna, którą młodzi pisarze wytoczyli Sien­kiewiczowi? Nie, sprawiedliwą nie jest, bo za cóż karać? Dał, co miał, a bądź co bądź, miał wiele. Sypał jak perłami pięknymi słowami polskimi, wtedy, gdy dla przyszłości, ba, dla życia narodu każde piękne słowo miało nieprzepłaconą cenę. Pracował. Nie spał, nie pił szampana z kokotami, nawet «per-kalików» cudzymi rękami nie tkał, ale własną głową, własnymi nerwami, wła­snym zdrowiem pracował. Praca jego nie zataczała widnokręgów szerokich, nie szła w głąb społecznego życia, nie płakała z płaczącymi, nie ujmowała się za skrzywdzonymi, nie dobywała na jaw zapomnianych, to prawda; jego Połaniecki jest płaski, Płoszowski zbyt szeroko rozlany, Marynia i Anielka — istoty bierne (Oleńka jednak niewiasta dzielna i myśląca), Wiszniowiecki sfałszowany etc., etc. — to prawda, lecz aby to ukazać, jest ocena, nie wojna. W sądzie o nim ogół stracił równowagę, i to prawda; lecz czyż kiedykolwiek równowagę przywrócić może wojna? Gdyby kilka takich artykułów spokoj­nych i poważnych, jak ten długi p. Brzozowskiego w «Głosie», gdyby szereg wyczerpujących i beznamiętnych rozbiorów, ocena byłaby dokonaną i rów­nowaga sądu przywróconą. Ale to, co się stało, tak jak się stało, na nic się nie zda i budzi tylko bolesne uczucie roz[s]troju i poniewierki. Za co poniewie­rać? Za to, że pisarz nie dał sam jeden wszystkiego? O Panie, Panie, i któż się przed Tobą ostoi! Jeden dał to, drugi tamto; jednemu nie dostaje tego, drugiemu tamtego. Wskażcie to, czego któś nie dał i czego komu nie dostaje, ale bez zapominania o drugiej, jasnej stronie przedmiotu. Na tej dwustronności tylko polega dobroczynność krytyki. Czy nie mam racji? Czy mam prosić o przebaczenie za szczerość, z jaką wypowiadam zdanie swe o akcie zbioro­wym, w którym Pan wziął udział? Nie; nie proszę o nie, bo to jest najwyższy dowód szacunku i sympatii, jaki człowiek człowiekowi złożyć może, ta właśnie szczerość, która sprawia, że Pan jeden jest teraz posiadaczem całego zda­nia mego o — wojnie i jej przedmiocie.

A dlaczego w liście poprzednim nazwałam Sienk[iewicza] największym z nas? Naprzód, jest to w połowie prawdą: artystą jest największym. A po­tem: przyzwyczajenie. Tak od dawna i tak ogólnie mówią nam o tej największości, że przeszła w zwyczaj. Temu zresztą, kto zna własną małość, nietrudno uwierzyć w czyjąś większość. I w ogóle, jaka tam nasza wielkość! Kto choć trochę głęboko wejrzał w nędze ludzkie zbiorowe i własne, ten wie dobrze, że wszyscyśmy mali i że często bardzo ktoś na pozór maluczki jest w istocie rzeczy większym od pozornie wielkich. Tak się tylko mówi: «wielki, największy», zwyczajowo, warunkowo, względnie.

Co do mnie na koniec, to organizacja moja i Sienk[iewicza] są diametralnie różne. Jeżeli ze zdolnością twórczą przyszłam na świat, to z bardzo średnią, a tę iskierkę rozdmuchiwały nieco zdolności umysłowe znaczne i uczuciowe duże, na jedno serce może za duże. Całkiem na odwrót niż tam. Toteż zawsze my­ślałam sobie, że gdyby dwie nasze indywidualności zlać w jedną, byłby — szyk pisarz! Nie zlały się nawet w przyjacielskim, nawet w towarzyskim znaczeniu. Spotkania nasze były rzadkie i chłodne; organizacje przeciwstawne zbliżyć się do siebie nie mogły — w żadnym celu, nawet publicznym. Przed kilku laty byli­śmy we troje, Sienk[iewicz], Prus i ja, zaproszeni przez pisarzy rosyjskich do Petersb[urga] na urządzaną przez nich uroczystość Mickiewiczowską. O jechaniu, rzecz prosta, ani mowy być nie mogło. Ale trzeba było na wezwanie odpowie­dzieć odmową wymotywowaną. Przez kogoś, kto się tą sprawą zajmował, pro­ponowałam tym Panom, abyśmy tę szczerą i silnie, aczkolwiek grzecznie, sfor­mułowaną odmowę wspólnie zredagowali i wszystkimi trzema nazwiskami na­szymi podpisali, co by nadało rzeczy powagę i wagę niemal aktu politycznego. Obaj wręcz odmówili, uchylili się od wspólnego czynu. Sienk[iewicz] zbył rzecz krótką depeszą telegraficzną, Prus napisał tłumacząc się newralgią w głowie (!), ja również napisałam i list mój drukowany był potem w Krakowie. Czy Pan go czytał? Stracona została sposobność śmiałego i pięknego czynu. Trudno! Nie łączyła nas żadna sympatia. W jednym zawodzie i w jednych ciężkich zmrokach przebyliśmy życie, nieznajomi sobie i obcy. Młode pokolenie piszących ma nad nami tę już widoczną wyższość moralną, że solidaryzuje się i miłuje; tak to przy­najmniej z daleka wygląda”.

Orzeszkowa E., Listy, Warszawa 1937, t. 2, cz. 2, s. 134-139; Listy zebrane, wyd. E. Jan­kowski, t. IV Wrocław 1958, s. 117-121.

Projekt dziennika „Słowo”. Pod koniec roku grono działa­czy i dziennikarzy warszawskich o nastawieniu liberalno-konserwatywnym, jak Antoni Wrotnowski, Antoni Zaleski, Mścisław Godlewski, ks. Zygmunt Chełmicki, Edward Lubowski i in. postanawia przystąpić do wydawania dziennika „Słowo”. Redakcję powierzono Sienkiewiczowi. Kierunek pisma, ideowo spokrewnionego z „Czasem”, organem konserwatystów krakowskich (stańczyków), miał jednak być bardziej postępowy; liberalizm jego wyrażał się w energicznym zwalczaniu antysemityzmu, w niechęci do klerykalizmu, w głoszeniu zasad umiarkowanie pozytywistycznych, konserwatyzm zaś w stanowisku ugodowym wobec caratu i zwalczaniu socjalizmu jako ruchu międzynarodowego, a wskutek tego poczytywanego za szkodliwy dla ówcze­snego stanu życia w kraju. W oczach ówczesnej opinii postępowej „Słowo” — jako organ „młodego konserwatyzmu” — rychło poczęło uchodzić za „filię” „Czasu”, jego zaś ideologia za pogłos wstecznictwa zachodnioeuropejskiego.

Sienkiewicz, jako przyszły redaktor, już pod koniec r. 1881 poczyna za­biegać o pozyskanie wybitnych współpracowników. W związku z tym pisze 27 XII list do J.I. Kraszewskiego, przedstawiając mu program nowego dzien­nika:

„...zadaniem naszym będzie krzewienie zdrowego postępu na gruncie po­szanowania tradycji i wiary narodu. Nie będziemy bynajmniej pismem jakiejś koterii ani organem awanturniczych mrzonek o jakichś zobowiązaniach się i układach, i ustępstwach dla istniejącego stanu rzeczy. Będziemy szanować religię jako środek obrony narodowej, ale bynajmniej nie zamierzamy two­rzyć organu klerykalnego, podporządkowywującego polityce kościelnej sprawy bliżej nas obchodzące. Nie będziemy również bynajmniej organem arysto­kracji, jak nas zbyt gorliwi lub niechętni posądzają. Pragniemy stać na grun­cie narodowym, bronić ducha narodowego, by nie zwątlał — i zajmować się sprawami naszymi — o ile nam na to pozwolą. Innymi słowy, pragniemy być pismem umiarkowanie i rozsądnie postępowym, a przy tym patriotycznym, to jest broniącym naród od doktryn osłabiających lub zgoła zabijających uczucie patriotyzmu...

Wobec trudności, jakieśmy napotkali, postanowiliśmy początkowo odło­żyć wydawnictwo, ale zaszły wypadki [ekscesy antyżydowskie w okresie Bo­żego Narodzenia], które wymagają, by podniosło się jak najwięcej stanow­czych i patriotycznych głosów, wychodzimy więc od Nowego Roku bez pro­spektu, bez ogłoszeń — byle zacząć”.

Kraszewski J. I., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 293. — Chmielowski P., Zarys najnowszej lite­ratury polskiej, Kraków 1898, s. 164-168. — „Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 365, s. 410.

&amp;nbsp;
1882
Objęcie redakcji „Słowa”. W ciągu stycznia „Słowo” przynosi komunikat: „Od redakcji. Na redaktora przedstawionym został do zatwier­dzenia Głównego Zarządu Prasy w Petersburgu Henryk Sienkiewicz, który też obejmuje z dniem dzisiejszym kierownictwo naszego pisma”. Zatwierdze­nie nastąpiło 27 I.

Na stanowisku redaktora. Sytuację i kłopoty redaktorskie Sienkiewicza przedstawia list do Kraszewskiego pisany w pierwszym dniu pracy.

„Co do naszych zasobów [...], nie są one nadzwyczajne, ale wystarczające. Mówiąc więc zarówno ściśle, jak otwarcie, posiadamy około 30 000 rs. Ale jak nic nie będzie już — będzie jeszcze. O prenumeracie nic dotąd powiedzieć nie można, bo nawet i prospektu nie mogliśmy wypuścić. Pierwszy kwartał będzie ciężki, ale widoki są niezłe. Pismo obudziło zajęcie i dziś już zgłasza się stosunkowo znaczna liczba ciekawych. Zresztą nie łudzę się, nie lekceważę trudności — a jeśli się nimi nie zrażam, to dlatego, iż wierzę, że ani mnie, ani kolegom moim nie zbraknie tego wytrwania, które Sz[anowny] Pan tak słusznie nam zalecasz”.

Kraszewski J. I., L 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 295, 296, cytat. — Smolka St., L 1; tamże, t. V cz. 1, s. 43, 44. — Bliziński J., L 1-4, tamże, t. I, cz. 1, s. 83-87.

„Z powodu ostatnich wypadków” — artykuł Marii Sienkiewiczowej w „Słowie” z 6 i 7 stycznia 1882, nry 4-5, opisujący ekscesy antyżydowskie przed kościołem św. Krzyża w Warszawie i nawołujący do po­kojowego wspólistnienia obu narodów. —

Kraszewski J. I., L 3; Listy, t. III, cz. 1, s. 297.

Stosunek do „Czasu” i ideologii stańczyków. Wbrew opiniom, iż „Słowo” jest tylko filią dziennika krakowskiego, powtarzanym przez prasę ówczesną wszelkich odcieni, przez lwowską „Gazetę Narodo­wą”, przez krakowską „Nową Reformę”, a później przez petersburski „Kraj”, Sienkiewicz w początkach swej kariery redaktorskiej odgranicza się wyraźnie od stanowiska ideowego wsteczników krakowskich, jakkolwiek nie rezygnuje ze współpracy z nimi. Gdy mianowicie redaktor „Czasu”, historyk Stanisław Smolka, proponuje mu wymianę artykułów między obydwu dziennikami, Sienkiewicz odpowiada mu 18 I:

„Zgoda na wszelkie propozycje. Dla naszego pisma byłoby wielką rzeczą dostać coś w tym rodzaju jak pańskie Szkice, dlatego najchętniej przystałbym i na zamianę, gdyby taki rachunek okazał się dogodnym. Cała trudność leży tylko w tym, że obecnie nic nie mam ani w tece, ani w zamyśle i nie umiałbym dokładnie wskazać, kiedy bym mógł coś swego nadesłać na wypadek odebrania pierwej od Sz[anownego] Pana jakiejś pracy. Teraz i czasu mi brak, bo nie część, ale cały dziennik muszę mieć w opiece i pilnować, by nie po­szedł w strony, w które ja iść nie chcę. O przekonaniach i zasadach moich nie będę Sz[anownemu] Panu pisał rozpraw, wszelako winienem nadmienić, że może nie wszystko, co wyjdzie spod mego pióra i co będzie w «Słowie», mogłoby znaleźć pomieszczenie w «Czasie». Swój sposób myślenia wypo­wiadałem, o ile mogłem, w tym, com pisał — i nie sądzę, abym się zmienił; wszelako obawiam się, że zachodzą znaczne różnice między tym, co ja myślę, a kierunkiem «Czasu».

Piszę to dlatego, że dochodzą mnie z Krakowa objawy niezadowolenia z kierunku «Słowa». Owóż winienem ostrzec, że kierunek ten i na przyszłość nie będzie silniej zabarwiony na kolor dla Krakowa najmilszy. U nas są inne stosunki i my, miejscowi, znający je najlepiej, musimy uważać, aby nie rozdzielać, nie tworzyć wrogich obozów, ale raczej skupiać w imię rozsądnego postępu i łączącej wszystkich miłości do kraju. Ale stanowisko takie wymaga czujności i zabiera wszystek czas; dlatego nie wiem, kiedy czym będę mógł służyć. Powtarzam jednak jeszcze raz, że o ile moje bazgrociny przydałyby się na coś, służę i na zamianę, i jak Sz[anowny] Pan zażąda. Prawdopodobnie na przyszły kwartał muszę co dla «Słowa» wysmażyć. Jeśli się to stanie, prze­ślę korektę tak, abyśmy mogli drukować jednocześnie”.

Smolka St., L 1; Listy, t. V, cz. 1, s. 43, 44.

O jakie to różnice chodziło, wskazuje list o rok niemal późniejszy (z 15 XII 1882), ukazujący sprzeczności wewnętrzne w komitecie redakcyjnym „Słowa”:

„Zgodzę się tylko na taki układ, na mocy którego p. A. Wrotnowskiemu nie będzie służyło prawo absolutnego veto — nie tylko względem Twoich lub moich artykułów, ale względem niczyich. Jak to już z Tobą mówiłem, mogę się zgodzić jedynie na przyznanie p. Wrotnowskiemu prawa wstrzymania ważniejszego artykułu, odnoszącego się do spraw społecznych, aż do sesji re­dakcyjnej, która może i ma być zwoływana natychmiast — i która rozstrzyga większością głosów.

Dobrześ zrobił, żeś do mnie napisał, bo po Twoim liście podwójnie nie mogę — ten zaś mój list jest również w Twoim ręku dokumentem, a raczej zobowiązaniem się z mojej strony. Na koniec, skoro będziemy wiedzieli, że re­dakcja de facto et de jure jest w naszym ręku, będziem mieli eo ipso pewność, że pismo nie będzie ultramontańskim ani arystokratycznym.

Inaczej nigdy byśmy tej pewności nie mieli. Nie przewiduję, żeby moje sine qua non odrzucono, ale gdyby nawet certowano się zbyt długo i nudnie, to oświadczę, że mam «Słowo» w.., bo nie myślę ani siebie, ani kogoś gryźć dla rzeczy, bez której ostatecznie tak dobrze jak i Ty mogę istnieć”.

Lubowski E., L 2 (15 XII); Listy, t. III, cz. 1, s. 527, 528.

Praca literacka w „Słowie”. Współpracownicy „Słowa”, jak A. Breza, K. Kucz i , przedstawiają w swoich anegdotycznych wspomnie­niach Sienkiewicza jako niezbyt dbałego redaktora, zajętego bardziej win­tem niż sprawami dziennika; być może, że dotyczy to lat późniejszych, gdy redaktor częściej przebywał poza Warszawą niż w niej, a pismo stało głów­nie Trylogią. W latach natomiast pierwszych Sienkiewicz nie tylko redaguje dziennik, ale ogłasza w nim mnóstwo własnych prac nowelistycznych i spra­wozdawczych. I tak w roczniku I „Słowa” ukazują się: 1. Kronika tygodniowa wraz z Mieszaninami artystycznymi i literackimi (styczeń-marzec). 2. Cztery recenzje teatralne: Szymanowskiego Posąg (luty), Galasiewicza Wspólne winy (lipiec), Okońskiego Piękna (październik), Lubowskiego Jacuś (grudzień). 3. Trzy recenzje literackie: Rollego Z przeszłości Polesia, Kraszewskiego Na tułactwie (lipiec), Karasowskiego Chopin (październik). 4. Sprawozdania z wystawy Hołdu pruskiego Matejki, przy czym Sienkiewicz rzuca pomysł zakupienia tego płótna dla przyszłego muzeum w Warszawie, a gdy Matejko obraz ofiarował Krakowowi, Sienkiewicz proponuje, by zebrane składki pu­bliczne przeznaczyć na pomnik Mickiewicza w Warszawie, na lat 15 przed realizacją tego projektu. 5. Trzy nowele: Wspomnienie z Maripozy (kwiecień), Bartek Zwycięzca (maj), Z Puszczy Białowieskiej (październik).

„Słowo” 22, 24, 26 VI 1882, nry 137, 139, 140 (Zakup obrazu Matejki). — Wierzbowska B., Listy, V cz. 2, s. 213, 214 (Studium o Szopenie). — Witkiewicz St., L 31, 32; tamże, t. V cz. 2, s. 308-317.

Kasa im. Mianowskiego. 17 I Sienkiewicz występuje wśród członków założycieli Kasy im. Mianowskiego w Warszawie i bierze czynny udział w jej pracach, referując sprawy wydawnicze i zasiłków naukowych.

„Słowo” 18 I 1882, nr 23. — Szweykowski Z., Dwa nie znane rękopisy Sienkiewicza z ar­chiwum Kasy im. Mianowskiego, „Kultura” (Warszawa) 6 III 1932, nr 10-(15). — D 46, s. 61.

Zamierzona nowela Kochankowie leśni. W listach 2, 3 i 9 do Smolki przewijają się wzmianki o projektowanej noweli na tle powstania styczniowego, o dwojgu kochankach, którzy przez lat dziesięć ukry­wali się w lasach. Pomysł ten nie doczekał się realizacji.

Smolka St., L 4; Listy, t. V cz. 1, s. 44, 45, 47, 49.

Bartek Zwycięzca. Nowela, rozpoczęta w lutym, 27 III dobiega do połowy, w miesiąc później jest „skończona i przepisuje się”. Honorarium za nią w „Słowie” wynosi 200 rb, w „Czasie” 200 guldenów.

Smolka St., L 4, 5, 8-10; Listy, t. V cz. 1, s. 47-49.

Bartek Zwycięzca w pierwszej połowie maja ukazuje się równocześnie w „Słowie” i w „Czasie”, sam autor nie jest jednak z noweli zadowolony, niedomagania zaś kładzie na karb pośpiechu:

„Po Bartku, który jest dość podławy — mówiąc między nami — nie mamy nic [w tece redakcyjnej] i chyba musielibyśmy się ratować przekładami”.

Kraszewski J. I., L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 298.

Nowela spotkała się z nieprzychylnym przyjęciem w Poznańskiem. Sporo zarzutów wysunął przeciw niej „Kurier Poznański”:

„...Pan Sienkiewicz ma serce dla ludu i zna lud polski; ale tylko lud w Kró­lestwie — o wielkopolskim chłopie słyszał tylko z wieści i powieści, a i to jesz­cze niedokładnie, i dlatego też Bartek Zwycięzca na Wielkopolaninie robi smutne wrażenie [...], Sienkiewicz nie zna sfery wyobrażeń i pojęć, w jakiej się chłop wielkopolski obraca, nie zna formy ani wyrazu tych pojęć, tj. toku mowy tego chłopa, nie zna jego prowincjonalizmów, jego przysłów, pieśni, nawyknień, a co gorsza, nie zna tych uczuć, co drzemią na dnie duszy nasze­go włościanina [...], usposobienie chłopa wielkopolskiego jest dla Sienkiewi­cza tak nieznane i niezrozumiałe, jak wszystkie okoliczności, jakie pochodo­wi wojennemu towarzyszyły, że np. weźmiemy ów pochód landwerzystów na dworzec w towarzystwie żandarmów. Po co Sienkiewicz z Bartka zrobił w końcu pruskiego patriotę tak konsekwentnego, że mimo kozy odsiedzianej za pobicie nauczyciela Niemca — idzie głosować na kandydata niemieckiego, chociaż od dziedzica Polaka doznaje tak serdecznej pomocy? [...] Jak z jednej strony uznajemy szlachetną dążność szanownego autora, zmierzającą do za­interesowania rodaków w Kongresówce i w Galicji naszymi sprawami i na­szym położeniem, tak z drugiej strony mamy żal do pana Sienkiewicza, że tak po prostu chłopa naszego skarykaturował”.

„Kurier Poznański” 14 V 1882, nr 110. — Maciejewski J., O „Bartku Zwycięzcy”, „Prze­gląd Zachodni” 1955, z. 7-8, s. 527-579; "Wielkopolskie” opowiadania Henryka Sienkiewi­cza. Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela. Za chlebem. Bartek Zwycięzca, Poznań 1957. — Smolka St., L 7-10; Listy, V cz. 1, s. 48, 49.

&amp;nbsp;

Wspomnienie z Maripozy. W pierwszej połowie miesiąca Sien­kiewicz ciężko choruje. Bezpośrednio po wyzdrowieniu w nocy z 18 na 19 pi­sze Wspomnienie z Maripozy, osnute na opowiadaniu K. Benniego, oznaczone­go w rękopisie noweli literami K.B., zmienionymi ostatecznie na literę M.

Smolka St., L 7; Listy, t. V cz. 1, s. 48.

Urodzenie się syna. 15 VII w mieszkaniu Marszałkowska 85 ro­dzi się syn, Henryk Józef, ochrzczony w kościele św. Barbary.

Kozłowski-Boleścic S. A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 27. — Horain J., L 22 (23); Listy, t. I, cz. 2, s. 412. — Sienkiewiczowa M. z Szetkiewiczów, L 4; tamże, t. IV s. 56-61. — Witkiewicz St., L 35; tamże, t. V cz. 1, s. 328. — Sienkiewicz H. J., tamże, t. IV, cz. 3, s. 5-145.

Dwumiesięczny pobyt w Nałęczowie. „Byłem dwa mie­siące na wsi — w Nałęczowie. Kąpałem się, strzelałem kuropatwy, o Bożym świecie nie wiedziałem”.

Smolka St. L 10 (21 IX); Listy, t. V cz. 1, s. 49, cytat. — Sienkiewiczowa M. z Szetkiewi­czów, L 4-6; tamże, t. IV cz. 1, s. 52-61. — Breza A., tamże, t. V cz. 3, s. 31-33.

Wycieczka do Puszczy Białowieskiej. 24 IX wyjazd w towarzystwie Zygmunta Glogera, upamiętniony szkicem drukowanym w miesiąc później. — „W niedzielę wyjeżdżam do Puszczy Białowieskiej. Wra­żenia z tej wycieczki będą drukowane w «Słowie»”.

Smolka St., L 10; Listy, t. V cz. 1, s. 49. — „Słowo” 1883, nry 238-240. — „Łowiec” 1883, nr 5-6.

Pisma — tom IV wychodzi w listopadzie w wydaniu drugim; ukazuje się tom V (Latarnik, Niewola tatarska, Na jedną kartę, Bartek Zwycięzca).

„Słowo” 8 XI 1882, nr 251.

Obóz postępowy o Sienkiewiczu. Adam Asnyk, redaktor „Nowej Reformy”, organu demokratycznego mieszczaństwa w Krakowie, w liście do Orzeszkowej z 12 XII:

„Gdyby się stosunki nasze jakim cudem poprawiły, szturmowałbym o większą powieść, bo nasz dziennik i bez udziału Szanownej Pani nigdy nie będzie kompletnym.

Obejdę się bez Sienkiewicza, który jest tylko artystą nie posiadającym żad­nych przekonań, lecz bez Szanownej Pani, której przekonania tak są nam pokrewne i bliskie, obejść się niepodobna”.

Oryg. w Archiwum Orzeszkowej, IBL PAN.

Orzeszkowa kontynuuje swoją kampanię przeciw Sienkiewiczowi i reda­gowanemu przez niego „Słowu”, donosząc Jeżowi 23 II 1882:

„«Słowo» ma podobno prenumeratorów mnóstwo. Oto droga, którą iść trzeba, chcąc zajść. Ależ bo śliczne! Sienkiewicz kontynuuje swoje «Nie ma»! Już ich naliczyłam kilka. I tak: socjalistów Polaków — nie ma. Uliczników — a propos mojej Sielanki nieróżowej — wychodzących na złodziejów i pijaków — nie ma! Chłopów nieszczęśliwych — a propos ludowych poezji Konopnic­kiej — nie ma! I nie tylko nie ma, ale nawet być nie może. To dopiero położył się na różach — głupiec! Każdy jednak ma swoją zmorę. Tym razem — ruch umysłowy. Ruchu umysłowego, wedle Litwosa, jest u nas tak wiele, że aż od niego duszno. Czy podobna, aby ludzie bzdurstwa takie tak chciwie czyta­li, że aż kompletów pisma, po wielokroć przedrukowywanych, coraz brakuje. Jednak to fakt. «Słowo» zaczyna zabijać inne gazety. Chciałabym urodzić się pomiędzy czerwonoskórcami”.

Orzeszkowa E., Listy zebrane, wyd. E. Jankowski, t. VI, Wrocław 1967, s. 148.
1883
Sachem. „Tymczasem mam gotowy dla «Czasu» i dla «Słowa» malutki obrazek pt. Sachem”. (Druk w „Słowie” 28 V, w „Czasie” 2 III).

Smolka St., L 11; D 56, s. 135; Listy, t. V cz. 1, s. 50, 51.

Pogrzeb Szujskiego. Sienkiewicz 9 II bierze udział w pogrzebie Szujskiego w Krakowie.

„Słowo” 1883, nry 39, 41.

Praca nad Ogniem i mieczem. Dzieje powstania pierwszej powieści historycznej Sienkiewicza odtwarza jego korespondencja ze Smolką:

„Co do powieści wielkiej, ta będzie nosiła prawdopodobnie tytuł «Wilcze gniazdo». Rzecz dzieje się za Jana Kazimierza, w czasie inkursji kozackiej. Źródeł mam dosyć — i od dawna nad tym pracuję. Może się uda. Najchęt­niej dałbym ją do «Czasu», ale jest jedna trudność, z którą nie wiem, jakby sobie można poradzić. Oto jak się zacznie, będę miał dopiero część goto­wą, może połowę, może nawet większą część — ale przewidywać należy, że druk mnie dogoni i będę musiał pisać z dnia na dzień. Jakim tedy sposobem urządzić wówczas, aby «Czas» dostawał pierwej niż «Słowo», które będzie czekać z dnia na dzień. Nie wiem, tym bardziej, że trzeba wziąć w rachunek czas potrzebny do przesyłki; myślałem nad tym i nic nie wymyśliłem [...]. Na dobitkę zachorowałem na oczy i wieczorami nie mogę pisać, a dzień tak krótki! — i najlepsze godziny schodzą w redakcji. Rzecz będzie większa, może 60 fejletonów, może więcej”.

Smolka St., L 11 (1 II), 12; Listy, t. V cz. 1, s. 50, 51, cytat.

„Co do mojej powieści, tytuł jest zmieniony stanowczo na Ogniem i mie­czem. Będę się starał posyłać Wam odbitkę z korektą, byście, ile możności, szli razem z nami; trudność tylko w tym, że w maju wypada tyle świąt, w któ­rych dajemy numera, drukarnia więc bardzo zajęta i nie może składać wiele naprzód. Będę posyłał odbitkę co wieczora, abyście ją nazajutrz mogli mieć i zaraz dawać do składania. Tom I mam cały gotowy, ale poświęcam każdą chwilę pisaniu drugiego, nie mam czasu przepisywać — a komuś dać to do ro­boty niepodobieństwo.

O swojej powieści powiem to tylko, żem grunt pod nią przygotował z całą sumiennością i przeczytałem mnóstwo źródeł współczesnych, tak że ani jednego nawet nazwiska nie zaczerpnąłem z fantazji. Staram się też koloryt epo­ki oddać wiernie i to, co wyda się może zbyt szorstkim, jest wiernym czasów odbiciem. Zresztą zobaczycie...

Jestem tak zajęty, że rady sobie dać nie mogę, a przy tym zupełnie nie wglądam w sprawy administracyjne, co sobie kontraktem wymówiłem”.

Smolka St., L 12 (z kwietnia); Listy, t. V, cz. 1, s. 51, cytat.

Tytuł powieści. W pięć lat po wydaniu Ogniem i mieczem Sienkie­wicz wspomniał o kłopotach z tytułami swoich utworów.

„Tytuł Ogniem i mieczem wymyślił Olendzki, Potop Henkiel, Ta trzecia zapewne Wolff”.

Godlewski M., L 40; Listy, t. I, cz. 2, s. 67.

Źródła Ogniem i mieczem. Na czym polegało wspomniane przygotowanie gruntu powieściowego, wskazuje list z 18 VI 1885, skiero­wany do nieznanego adresata w Częstochowie (Bronisława Grabowskiego), a wyliczający źródła historyczne, wyzyskane przy pisaniu Ogniem i mieczem. Sprawę tę Sienkiewicz przedstawił widocznie już wcześniej w jakimś liście, w czerwcu 1884 bowiem ukazała się w krakowskim „Przeglądzie Powszechnym” obszerna recenzja powieści, napisana przez Ignacego Skrochowskiego, odwołująca się niejasno do informacji autorskich a zgodna z uwagami Sienkiewicza, znanymi ze wspomnianego listu, który brzmi:

„Głównym źródłem do epoki, o której mowa, jest Księga pamiętnicza Ja­kuba Michałowskiego, wydanie Helcla w Krakowie. Jest to zbiór listów, diariuszów i dokumentów.

Do powieści Ogniem i mieczem użyłem przy tym dzieł następujących: Samoiła Weliczko Kroniki rusińskie (zbiór). — Jerlicz — Pamiętnik. Maszkiewicz — Pamiętnik. Nieznajomego — Pamiętnik. Beauplana — Opis Ukrainy. — Istorija wozsojedinienija Rusi — Kulisza. Gliński — Opis Siczy zaporoskiej. — Rudaw­ski — Kronika. Kochowski — Kronika (Klimaktery). Silva rerum Wiśniowieckich (rękopism w Bibliotece Przezdzieckich). — Regestra chorągwi koronnych r. 1648 (rękopism).

Oczywiście nie wymieniam prac i monografij współczesnych, polskich i rosyjskich, bo te znajdują się w katalogach księgarskich...

Zresztą mnóstwo monografij. Z tych ważne prace dra Antoniego J., dalej Kubali, z dawniejszych Szajnochy etc.

Do historii rodzin herbarze.

Skrzetuski wspomniany jest u pana Paska i w Księdze pamiętniczej. Woło­dyjowski w świeżo wydanych dokumentach do panowania Michała Korybuta i Sobieskiego, zebranych przez Kluczyckiego (wydanie zeszłoroczne Akade­mii Krakowskiej).

Naturalnie, że wymieniam źródła najważniejsze, bo są jeszcze i inne, jako to Pamiętnik Wydżgi i rozmaite Silva rerum, zawierające czasem ważne wska­zówki”.

Adresat nieznany w Częstochowie, D 55, s. 1-2. Był nim Bronisław Grabowski, Listy, t. V cz. 3, s. 63-69.

Uzupełnieniem tych danych jest uwaga w liście z 28 VIII 1883 do A. Wo­dzińskiego, który powieść zamierzał udostępnić czytelnikom francuskim:

„Mniemam, że to, co się tyczy Siczy zaporoskiej, będzie dla nich nowym, gdyż miałem w ręku źródła poprzednio nawet historykom nie znane, bo bardzo niedawno przez Komisję Archeograficzną wydane, zarówno polskie, jak rusińskie.

Całość, nie przesądzając jej wartości artystycznej, jest owocem studiów, która mnie niemało pracy i czasu kosztowała”.

Wodziński A., L 3; Listy, t. V cz. 1, s. 388, cytat.

Druk Ogniem i mieczem w dziennikach. Powieść uka­zuje się w „Słowie” od 2 V 1883, nr 117 do 1 III 1884, nr 51; w „Czasie” od 3 V 1883, nr 100 do 5 III 1884, nr 54. Nad drukiem w „Słowie” czuwa literat warszawski Julian Łętowski (Władysław Książek):

„W Warszawie korektę prowadzi Łętowski i puszcza mnóstwo nonsen­sów. Trzeba poprawiać koniecznie wyrażenia rusińskie, nie zważając na to, co przychodzi ze «Słowa» [...]. Może w redakcji «Czasu» znajdzie się ktoś biegły. Następnie upoważniam Sz[anownego] Pana do wprowadzenia wszelkich poprawek w interesie sensu i gramatyki”.

Smolka St., L 13; Listy, t. V cz. 1, s. 52, cytat. — Redakcja „Czasu”, tamże, t. V cz. 3, s. 244, 245.

Jeszcze w rok później, pracując nad przygotowaniem wydania drugiego, „bo pierwsze [...] przepełnione jest nonsensami pochodzącymi z wadliwej korekty”, Sienkiewicz zabiega o to, by tekst oddać do przejrzenia powieścio-pisarzowi Piotrowi Bykowskiemu, który jako Podolak znał język ukraiński.

Wolff A. R., L 2; D 56, s. 320; Listy, t. V, cz. 2, s. 407, 408.

Anegdota o Wł. Olendzkim i Zagłobie. Adam Breza, który karierę dziennikarską rozpoczynał w czasach redaktorstwa Sienkiewi­cza, zachował anegdotę, która poza mylną datą na wstępie ma wszelkie cechy prawdopodobieństwa.

„Działo się to w redakcji «Słowa», mieszczącego się w owych czasach przy ul. Mazowieckiej 11, w dziedzińcu na parterze. Sienkiewicz przestał już być nominalnym, czyli urzędowym redaktorem pisma [! nastąpiło to dopiero w r. 1887]. Bezpośrednim jego następcą był Władysław Olendzki, doświadczony publicysta a wcale sprężysty redaktor. Przy tym odznaczał się dużymi wąsiskami, trochę czernionymi, a zarazem i tym, że lubił silnie koloryzować różne wspomnienia z własnego życia. Podczas powstania styczniowego, w którym brał oczywiście bardzo czynny udział, wyciął w pień, jak zapewniał, kilka sotni Kozaków. Mówił też, że był wtedy w randze porucznika. Może być. A że od powstania minęło wtedy ze 20 lat, więc, rzecz prosta, uznaliśmy za stosowne, żeby go awansować w randze. Został więc z biegiem czasu mianowany przez nas: majorem. W kółku poufnym nie zwano go ina­czej.

Poza tym był major serdecznym przyjacielem i wielbicielem talentu Sien­kiewicza.

Zauważyliśmy, że przez kilka dni coś musiało ciężyć na sercu Sienkiewiczo­wi. Chodził po redakcji mocno zamyślony. Nareszcie zwierzył się majorowi: — Słuchaj, Władek. Mam w powieści scenę, jak Bohun, pojmawszy opitego miodem Zagłobę, zamyka go dla pewności na strychu, ażeby mu nie uciekł, wiąże go w kij — w tym wypadku w krzywą szablę.

— Więc co? — pyta major...

— Nie widziałem nigdy tej operacji — rzekł Sienkiewicz. — Może ty wiesz, majorku, jak się to robi. Zagłoba musi przecie uwolnić się z przykrej opresji. Inaczej musiałby marnie zginąć. A nie można... Rozumiesz...

Major natychmiast zapewnił, że Moskale w jakiejś krwawej potyczce w r. 1863 także go pojmali i w kij związali. Ale on się uwolnił, potem wszyst­kich zarąbał... Wie zatem doskonale, jak się to robi.

— No to pokaż — przerwał Sienkiewicz.

Major zgodził się natychmiast. Zwołano nas wszystkich jako widzów i świadków do sanktuarium redaktorskiego. Niewielki był to pokoik, o jed­nym oknie. Stały też w nim dwa niewielkie biurka, kilka krzesełek i coś w ro­dzaju otomanki, mocno sfatygowanej. Żeby na niej usiąść, trzeba było unieść ją do góry i oprzeć silnie o ścianę.

Major rzucił się na podłogę, na sam środek pokoju. Przystąpiliśmy zaraz do wiązania go według własnych jego wskazówek. Kolana mocno zgięte, aż pod samą brodę. Pod kolanami przeciągnięto kij, a ręce wysunięte na przód kolan bardzo silnie związano mocnym sznurem, dostarczonym przez zecernię.

Pozycja istotnie bardzo niewygodna; na pozór prawie niemożliwa do uwol­nienia się z tych więzów.

Major był jednak krzepki i zręczny. Kołysząc się na tyle, czołgał się bokiem ku otomanie. Doczołgawszy się, zaczął się jeszcze mocniej kołysać, stukając jednym końcem kija o drewniane pudło otomanki. Za każdym uderzeniem w drewno kij zaczął się jednym końcem wysuwać, a drugim zbliżać się coraz bardziej ku skrępowanym dłoniom. Trwało to kilka minut. Powoli... powo­li... posuwał się jeden koniec kija coraz bliżej ku związaniu, a major ciągle się bokiem przechylał i kołysał. Aż nareszcie wysunął się kij całkiem ze zwią­zanych dłoni i upadł na podłogę. Dalsza operacja była już dziełem krótkiej chwilki. Aż nareszcie powstał major tryumfalnie z podłogi. Nagrodziło go silne brawo, uczciwie zapracowane. Sienkiewicz czule go uściskał...

... I oto w kilka dni po tym doświadczeniu ukazała się w fejletonie znana, a doskonała scena, jak po napiciu się na chłopskim weselu doskonałego trójniaku chwycił Zagłobę Bohun, jak go w kij, to jest w szablę związać kazał, jak się Zagłoba z tej ciężkiej opresji uwolnił — itd.

Major znów tryumfował, jako że był uwiecznionym modelem w tak do­skonałej scenie”.

Breza A., Ze wspomnień o Sienkiewiczu. Wzory Zagłoby i Bohuna, „Gazeta Warszawska” 1933, nr 353, dod. — Już A. Zaleski w nekrologu „majora” („Słowo” 1894, nr 54) mówił o nim jako modelu facecjonistyczno-łgarskich pomysłów powieści.

Entuzjazm starego romantyka. Pod koniec roku w pra­sie krakowskiej i warszawskiej ukazuje się list 81-letniego J. B. Zaleskiego o Ogniem i mieczem.

„... W miłym kółku — jak pamiętasz — mówiono z niewolącym współczu­ciem o smutkach, zwątpieniach, rozczarowaniach młodego poety i w koń­cu proszono mię o słówko zachęty dlań. Mój Boże! na «słowo zachęty», i to jeszcze dla takiego Sienkiewicza, potrzeba by natchnienia górnego jak na pieśń nową, a ja, stary lirnik na odstawce, i to do tego oślepły, utraciłem już od dawna moc we mnie boską. Pomodlę się natomiast chętnie o spo­kój święty i chrześcijańską cierpliwość dla młodego pana Henryka. Vatum irritabile genus karmią się jadami, bolami, ale z nich nie umierają. Młody nasz autor rychło orzeźwieje i rozochoci się do pracy w podniosłości swego ducha. Posiada on rozległą wiedzę i zna obowiązki patriotycznego zawodu [...]. Powieść Ogniem i mieczem czytam z niewysłowionym zaciekawieniem. Niezaprzeczenie to pierwszorzędny powieściopisarz i poeta! Ileż to siły twór­czej, jakiż nastrój uroczysty, rycerski i utrzymany po mistrzowsku. Jaka głębia uczucia narodowego, jakie pracowite i rozumne wystudiowanie kawałka dzie­jów arcymętnego i arcysmętnego [...]. Wyobraźnia prawdziwie czarodziejska, odzwierciedla i odwzorowuje przepysznie miejscowość, obyczaj, postacie i charaktery wojaków naszych starosławnych [...]. A polszczyzna jaka pięk­na i przepiękna... Świeża, barwna i prosta; błyskawicują po niej ustawicznie myśli, co goreją, i wyrażenia nowe, co zdumiewają trafnością. Szczęść Boże poecie na wzrost i na chlubę narodu polskiego!

Osobiście takoż zawdzięczam Sienkiewiczowi dużo miłych i błogich go­dzin. Rozkoszowałem duszą ślepając nad jego powieścią. Przypomniał mi tak żywo Ukrainę — Arkadię moich młodych lat. Urocze i wierne opisy okolic rodzinnych, w części mi znajomych, wprawiały mnie w zachwyt [...]. «Jakby ojców doń mogiły żywym głosem przemówiły». Bóg zapłać za dobre! Błogo­sławię mu z rzewnością starca nad grobem!”.

Zaleski do I. Kossiłowskiego 31 X 1883 = Korespondencja J. B. Zaleskiego, Lwów 1904, t. 5, s. 307. List drukowany był bezpośrednio po napisaniu w „Czasie” i „Gazecie Polskiej” 1883, nr 283.

Pobyt w Nałęczowie. O krótkim zapewne pobycie w Nałęczo­wie świadczy data na liście 13 do Smolki.

Smolka St., L 13; Listy, t. V cz. 1, s. 52.

&amp;nbsp;

Powrót z Wiednia. Urządzenie mieszkania w domu Marconiego, Jerozolimskie 25 (naprzeciw ówczesnego dworca kolejowego).

List M. Sienkiewiczowej do matki z 5 IX z wiadomością o przyjeździe „do Warszawy, pustej, gorącej, z okropnymi zapachami. Henryk chodzi do redakcji, zaczął niby pisać, ale jakiś smutny”.

Wydanie książkowe Ogniem i mieczem. Dwa tomy pierwsze, wydane nakładem „Słowa”, kosztują 5 rb.

Honorarium za Ogniem i mieczem. Wedle relacji Hoesicka, powołującego się na informację dra J. Skłodowskiego, która wydaje się zupełnie poprawną, honorarium Sienkiewicza było bardzo niskie:

„Sienkiewicz za książkową odbitkę z Ogniem i mieczem otrzymał od wy­dawców, Antoniego Zaleskiego i Eugeniusza Bonieckiego, rubli 800 płatnych w dwóch ratach, i to jeszcze z tym zastrzeżeniem, że gdyby tom II nie obej­mował 250 najmniej stronic, Henryk Sienkiewicz obowiązuje się dodać nowelkę do liczby stron 300. Dnia 6 I 1883 otrzymał autor Ogniem i mieczem rubli 300, dnia zaś 3 V 1883 poświadczył odbiór sumy rubli 500”.

Hoesick F., Sienkiewicz i Wyspiański, Warszawa 1918, s. 184, 185, przyp.

Kasa im. Mianowskiego. Wskutek wylosowania Sienkiewicz 17 XI wychodzi z komitetu Kasy.

Jednoaktówka Czyja wina? ukazuje się 1 XII w warszawskim Teatrze Wielkim.

„Słowo” 1 XII 1883, nr 327.

Przyjście na świat córki Jadwigi. 13 XII rodzi się Sien­kiewiczom drugie dziecko, ochrzczone 5 III 1884 u św. Barbary imionami: Jadwiga Maria Łucja Helena.

Kozłowski-Boleścic S. A., Henryk Sienkiewicz i ród jego, Warszawa 1917, s. 27.  — Sienkiewiczówna J., Listy, t. IV, cz. 3, s. 146-359.
1884
Bankiet ku czci L. Kubali. W Hotelu Bruhlowskim w Warsza­wie urządzono bankiet ku czci Ludwika Kubali, historyka ze Lwowa, z toa­stami Edwarda Lubowskiego, Władysława Olendzkiego i Sienkiewicza.

„Słowo” 5 I 1884, nr 4.

Wznowienie Czyja wina? w teatrze „Rozmaitości” 26 II.

„Słowo” 26 II 1884, nr 47.

Ukończenie druku Ogniem i mieczem w „Słowie” 1 III i podniesienie ceny (zapewne łącznie z cz. 1 tomu III) z 5 na 6 rb.

„Słowo” 28 II 1884, nr 49.

Choroba żony i wyjazd do Włoch. Choroba żony, trwa­jąca od porodu, sprawia, iż Sienkiewicz już w styczniu zamierza wyjechać na południe (list do St. Tarnowskiego z 16 I). Plan ten udaje mu się urzeczy­wistnić dopiero w marcu i przez Wiedeń, Udine, Weronę, Mediolan, Genuę i Bordighierę udaje się do San Remo. „Słowo” z 11 III, nr 59, donosi o wyjeździe, zaprzeczając pogłosce o ustąpieniu Sienkiewicza z redakcji.

Szetkiewiczowie K. i W, L 1-7; Listy, t. V, cz. 1, s. 179-184. — Tarnowski St., L 1; tamże, t. V cz. 1, s. 533-535.

Pobyt we Włoszech. Osiadłszy w San Remo, gdzie współmiesz­kańcy pensjonatu z „hołdami” witają głośnego już pisarza polskiego i gdzie zdrowie chorej poprawia się znacznie, Sienkiewicz odpoczywa, urządza wy­cieczki do miejscowości okolicznych: Ospedaletti 24 III, Nicei 30 III i in. oraz na morze. Atmosferę tych kilku tygodni marca i kwietnia odtwarzają listy Marii Sienkiewiczowej do matki, z żartobliwymi dopiskami męża w ro­dzaju: „Moja baba zajmuje się bliźnimi, zbiera o wszystkich plotki, kto się źle prowadzi, kogo mąż nie kocha, kto bogaty, kto udaje — i nazywa te najoczywistsze i najbezczelniejsze plotki «studiami nad charakterami» (przypisek męża)”, co z kolei autorka listu zaopatruje w wyraz „bezecnik”.

Szetkiewiczowie K. i W, L 5; Listy, t. V, cz. 1, s. 183, 184.

Praca nad drugim wydaniem Ogniem i mieczem. Niezadowolony z przepełnionego błędami wydania książkowego powieści Sienkiewicz przesiaduje w San Remo nad korektą wydania nowego, nabytego przez Gebethnera i Wolffa, w toku zaś tej pracy postanawia zmienić zakoń­czenie rozdziału ostatniego (od przybycia Skrzetuskiego do Toporowa).

„Jestem zajęty — pisze 15 IV — korektą do drugiego wydania. Pierwsze jest pod psem. — Koniec zapewne przerobię i właśnie układam sobie teraz w myśli przeróbkę. Pierwszy tom skorygowany starannie przeszlę Panu wkrótce [...].

Mam jeszcze wstręt do pióra i dlatego dotąd nie zająłem się zakończe­niem, które musi być znacznie obszerniejsze. Jak się raz zabiorę — to już pój­dzie szybko”.

Wolff A. R., L 1, 3, 4; Listy, t. V, cz. 2, s. 473-476.

Wyjazd do Francji. W początkach maja Sienkiewiczowie wyjeż­dżają przez Marsylię (7 V) i San Remo (16 V) do Arcachon we Francji i bawią tam przez cztery tygodnie. W pustym uzdrowisku, którego życie przezabawnie przedstawia list Sienkiewiczowej do matki z 23 V, odwiedza ich Abakanowicz; w jego towarzystwie Sienkiewicz bierze udział w wyprawie rybackiej na morze.

Szetkiewiczowie K. i W, L 9-11; Listy, t. V, cz. 1, s. 185, 186. - Wolff A. R., L 2, 3; tamże, t. V cz. 2, s. 406-408.

Artykuł w obronie Józefa Ignacego Kraszewskiego. „Nic cały czas nie pisałem, bo nie umiem nic na poły robić”, donosi w li­ście 2 do Wolffa, nie odpowiada to jednak rzeczywistości, w Arcachon bo­wiem powstaje odkryty w Bibliothèque Nationale w Paryżu i zidentyfikowa­ny przez Barbarę Śniadower artykuł w sprawie Kraszewskiego, przeznaczony do paryskiego „Le Temps”, a dotyczący niewątpliwie uwięzienia przez władze pruskie starego powieściopisarza. Wiadomości o tym w liście 2 do Ochorowicza, który artykuł miał przełożyć na francuski i ogłosić pod pseudonimem, oraz w liście Sienkiewiczowej do matki z 28 V — Artykuł zatytułowany: J. I. Kraszewski, le prisonnier de Magdebourg, ogłoszony był w „La Nouvelle Revue” i podpisany nazwiskiem A. Hołyński. Być może jego autorem był istotnie Aleksander Hołyński (1816-1893), a nie Sienkiewicz.

Ochorowicz J., L 2 (maj 1884); Listy, t. III, cz. 2, s. 240-242.

W Paryżu. Sienkiewicz z żoną przybywa w pierwszych dniach czerw­ca do Paryża, mieszka wraz z Bronisławowstwem Dembowskimi w „Passy”, „Pension Pinel” i po kilku dniach wraca do Warszawy.

Ochorowicz J., L 4, Listy, t. III, cz. 2, s. 243. — List M. Dembowskiej do J. Janczewskiej.

Nałęczów. „...siedziałem bowiem na wsi w Nałęczowie i kręciłem się między Lublinem i Warszawą. Oblewań zimną wodą doświadczyłem obficie, bo Nałęczów jest zakładem hydropatycznym”.

Tarnowski St., L 2 (16 VII), Listy, t. V cz. 1, s. 535-537.

Przyjęcie Ogniem i mieczem. Powieść, której część druga tomu III uzyskała aprobatę cenzury 24 II 1884, rozeszła się tak szybko, że z końcem lipca mogła ukazać się w wydaniu drugim, czterotomowym (data cenzury 21 VII 1884), w wysokości 3000 egz. („Słowo”, 25 V 1884); już w czasie druku zdobyła ona duży rozgłos, upamiętniony anegdotami:

„Kiedyś pamiętniki, może i historie literatury wspominać będą, że kiedy wychodziło Ogniem i mieczem, nie było rozmowy, która by się od tego nie zaczynała i na tym nie kończyła, że o bohaterach powieści mówiło się i my­ślało jak o żywych ludziach, że małe dzieci w listach do rodziców po zdrowiu swoim i swojego rodzeństwa donosiły o tym, co zrobił Skrzetuski albo co Za­głoba powiedział, że kiedy młode panienki pisały lub chciały pisać do autora, aby na miłość boską nie zabijał Skrzetuskiego, to matki i babki sędziwe w błogosławieństwach swoich ze łzami prosiły, aby synowie ich synów mieli takie jak on dusze. Jak legenda wyglądać będą opowiadania o tej pani, co za­pytana przy powitaniu, czy jej się stało co złego, że taka smutna, odpowiedziała: «Bar wzięty!», o tym pacierzu, który ktoś (Henryk Wodzicki) mówił za duszę Podbipięty i aż w połowie spostrzegł się, że to wymyślona śmierć i wymyślona dusza. A to wszystko to szczera prawda przecież i szczery tylko dowód, że my z figurami tej powieści żyjemy, jak one opanowały nam wy­obraźnię i serca”.

Tarnowski St., Henryk Sienkiewicz, Kraków 1897, s. 29, 30.

Powieść zdobywa powodzenie, zwłaszcza w kołach arystokracji krakow­skiej, gdzie 26 III grono amatorów, Czartoryskich, Sanguszków, Zamoyskich, wystawia żywe obrazy na tematy z Ogniem i mieczem, układem ich ma się zająć Juliusz Kossak, robi to ostatecznie Jacek Malczewski.

„Słowo” 1884, nry 56, 61, 72, 74.

&amp;nbsp;

Innym środkiem reklamy nowości są odczyty, urządzane przez pisarzy z tego samego środowiska, w Krakowie przez Stanisława Tarnowskiego (druk. w „Przeglądzie Polskim”, 1884), we Lwowie przez Wojciecha Dzieduszyckiego (druk. w „Bibliotece Warszawskiej”, 1885).

Natomiast poza ówczesną Galicją rozlegają się głosy daleko powściągliw­sze, niejednokrotnie bardzo krytyczne. W pismach warszawskich recenzu­ją powieść J. I. Kraszewski („Kłosy”), T. T. Jeż („Przegląd Tygodniowy”), A. Świętochowski („Prawda”), w petersburskim „Kraju” omawia ją B. Prus. Zamilkły od wielu lat Zygmunt Kaczkowski pisze o Ogniem i mieczem do „Gazety Lwowskiej” i warszawskiego „Wędrowca”. Recenzenci ci przeciwstawiają się energicznie zachwytowi ogółu czytelników i podobnie jak w prasie kijowskiej znany historyk Ukrainy, Antonowicz, zarzucają autorowi istotne i rzekome błędy w przedstawieniu Chmielnickiego i Wiśniowieckiego oraz najrozmaitsze inne uchybienia.

Antonowicz W, Polsko-russkija sootnoszenija XVII w. w sowriemiennoj polskoj prizmie; Głos obcy o „Ogniem i mieczem”, „Kraj” 2 VI 1885, nr 22, s. 22.

Prym w atakach wiedzie „Prawda” piórem zarówno samego redaktora, jak korespondentów z prowincji, Fr. Gawrońskiego i in. Pod pretekstem zwalczania przesadnego kultu Sienkiewicza i jego powieści, Świętochowski w ca­łym roczniku 1884 rozprawia się z redaktorem „Słowa”, przy czym jego wycieczki nieraz mają ton wyraźnie napastliwy.

Już więc w nrze 5 (s. 54) korespondent krakowski, wspominając o bra­ku felietonów w „Czasie”, dorzuca ironicznie, iż dziennik „z tego powodu miał podobno prosić p. Sienkiewicza o napisanie jeszcze czwartego tomu Ogniem i mieczem”. W nrze 47, omawiając album Wisła, Świętochowski podrwiwa z listu Sienkiewicza zawierającego wiadomość, iż zajęty Potopem nie mógł wziąć w wydawnictwie udziału: „Takich «perełek», godnych druku, jest mnóstwo. Za to zewnętrzna strona i rysunki bardzo piękne, a co dziwne, nie ma w nich ani jednego widoku [!] z powieści Ogniem i mieczem” (s. 56). W numerze przedostatnim (51, s. 609) jest następująca notatka: „Od nowego roku w «Słowie» warszawskim i w «Czasie» krakowskim zacznie wychodzić tegoż autora Potop, w którym również połączą się geniusze Homera, Dante­go, Shakespeare’a i Mickiewicza, czyli: objawi się jeden geniusz p. Sienkiewi­cza”.

Złośliwostkom tym towarzyszą kilkakrotnie równie napastliwe uwagi o potknięciach Sienkiewicza w stosowaniu języka ukraińskiego. Rozpoczyna je notka pt. Ścisłość autorska (nr 3, s. 36) w Kronice bieżącej, kontynuuje duży przypis F. Gawrońskiego do artykułu Świętochowskiego (s. 379), kończy zaś drwiąca uwaga w recenzji miesięcznika kijowskiego, głosząca, iż „komiczne błędy w tej cudackiej epopei [...] dowodzą wszakże, że twórca nie zna abecadła etnografii narodu, o którym pisze” (nr 36, s. 427).

Do tych napaści, częściowo pióra Świętochowskiego, dochodzą trzy jego wypowiedzi dalsze. Pierwsza z nich (nr 8), w rubryce Liberum veto jest atakiem na „rozbrykaną” bezczelność „Niwy” i innych pism, broniących Sienkiewicza. Końcowa uwaga ukazuje bez osłonek, o co redaktorowi „Prawdy” chodziło: „Chociaż p. Sienkiewicz tyle złożył nam dowodów swej «bezstronności», że jednego razu nas zwymyślał w «Słowie», a drugiego — zamieścił cudze wymyśla­nie — i chociaż cała jego publicystyczna działalność jest dla nas wstrętna, przy­znamy zawsze, że jest to powieściopisarz bardzo zdolny i pozostawi w literatu­rze utwory bardzo piękne” (s. 93). Wypowiedź druga (nr 13, s. 151) zawiera ostrą recenzję odczytów Tarnowskiego, ocenionych jako „blaga”, i kończy się wyrazami rzekomego współczucia dla Sienkiewicza, któremu pochlebna kryty­ka złą wyświadcza przysługę. Wypowiedź wreszcie trzecia, wywołana notatką Tarnowskiego o zmianach w drugim wydaniu Ogniem i mieczem, raz jeszcze piętnuje „koteryjną chwalbę, amerykańską reklamę, durzenie i gwałcenie opi­nii” przez profesora z Krakowa i innych wielbicieli powieści (nr 46, s. 548).

Wszystko to jednak stanowi tylko harce w stosunku do uderzenia czoło­wego, tj. ogromnego artykułu Świętochowskiego pt. Henryk Sienkiewicz (Litwos). Artykuł ten w sześciu rozdziałach zawiera charakterystykę człowieka i pisarza, jego zaś sens występuje już w rozważaniach wstępnych na temat młodzieńczych utworów Sienkiewicza: „Przedstawiają nam one całego niemal przyszłego autora cenionych nowel i świętego w litanii stańczyków” (s. 317). Co to znaczy, wyjaśnia rozdział IV: „Jeszcze po powrocie z Ameryki Sien­kiewicz przez pewien czas farbował się na czerwono, jeszcze w fejletonach drwił z tych, którzy wstrzymują ociężale u nas wlokący się rydwan postępu”, rychło jednak stał się „redaktorem «Słowa», filii banku stańczykowskiego”, co tłumaczy się po prostu tym, że „albo sprzedał swe nazwisko na szyld towa­rzystwu akcyjnemu, nie troszcząc się i nie dbając wcale, co ono pod jego fir­mą wyrabia, albo też godzi się z całym tym klerykalno-szlacheckim towarem” (s. 352). Świętochowski bez wahania przyjmuje za pewnik przypuszczenie pierwsze i ma nawet dlań uzasadnienie literacko-psychologiczne. „Sienkie­wicz jako redaktor stańczykowskiej gazety, jako autor fejletonowych wycie­czek przeciw postępowi, czuł, że na giełdzie liberalnej jego papiery spadają, więc po niefortunnej próbie wynalezienia «postępu zdrowego», usiłował od­zyskać popularność lat młodych i napisał Bartka Zwycięzcę” (s. 353). Ponie­waż nowela zawiodła, „trzeba więc było dać pokój tej strunie i uderzyć w inną, do której palce dawno się rwały; trzeba było wyśpiewać chwałę szlachty” (s. 354). Kropką nad i tego ujęcia, pomawiającego Sienkiewicza o prostytucję literacką, jest godna Świętochowskiego informacja: „Autor otrzymał nieby­wałe u nas honorarium, bo podobno sięgające 8000 rb” (s. 365).

Do tak w maglu redakcyjnym spreparowanego wizerunku handlarza włas­nym talentem dorzucił Świętochowski sporo uwag o nowelach Sienkiewicza i o jego pierwszej powieści historycznej. Niektóre z nich są rozbrajająco płyt­kie i naiwne, inne głębokie i trafne. Wszystkie jednak zmierzają do jednego celu, do obniżenia entuzjazmu wywołanego pojawieniem się powieści. For­muła ostateczna „Posła Prawdy” uderza swą perfidią: Sienkiewicz jest dlań pomysłowym uczniem mistrzów, których znakomicie umie podpatrzeć, stąd nawet wtedy, gdy tworzy postaci tak niezwykłe jak Zagłoba, jest to zasługa doskonałych modeli, w tym wypadku Szekspirowskiego Falstaffa.

Taką oto karykaturą Świętochowski, poczytywany wówczas za wyrocznię, uraczył swych czytelników, którzy się nie orientowali, jak małym człowie­kiem i pisarzem był ten namiętny publicysta.

Sienkiewicz, który z zarzutami Prusa, merytorycznie bliskimi uwagom Świętochowskiego, ale utrzymanymi w tonie przyzwoitym, rozprawi się do­piero w r. 1889, w odczycie O powieści historycznej, gdzie zresztą nie wy­mieni autora Placówki po nazwisku, na atak „Prawdy” i jej redaktora zare­agował pogardliwym milczeniem.

Jak dotkliwie jednak odczuwał napaści przeciwników, świadczy jego ko­respondencja. Szczególnie wymowny jest list z 16 VII do „towarzysza nie­doli”, tj. Stanisława Tarnowskiego, wyjaśniający, dlaczego pisarz zwrócił się ku przeszłości:

„Za to [chodzi o zimne kąpiele w Nałęczowie] ponieważ nie czytałem żadnych gazet i nie byłem w zetknięciu z Warszawą, nie wiedziałem o tych wszystkich abreibungach i halbbadach, które sprawiano mi za Ogniem i mie­czem. Teraz dopiero słyszę o tym trochę, ale godzę się z losem, zwłaszcza po odebraniu słów zachęty ze strony Szanownego Pana Profesora. Przypusz­czam, że «oblewania» zniósłbym dość filozoficznie, ale czego istotnie było mi trzeba, to zachęty od kogoś tak kompetentnego jak Sz[anowny] Pan, gdyż łatwo to zrozumieć, że porwawszy się na rzecz większą, nieraz przyj­dzie człowiekowi zwątpić o sobie. Materiały przygotowywałem dość staran­nie i od dość dawna, ale nie miałem pewności, czy potrafię należycie w spo­sób powieściowy z nich skorzystać. Niewola tatarska była tylko przygrywką do powieści tego rodzaju, jak Ogniem i mieczem — inna bowiem rzecz dać obrazek, a inna radzić sobie z historią i życiem dawnym, którego szczegóły i rzeczywistość trzeba odtwarzać. A tak by mi się chciało pozostać na tej dro­dze, bo tam wszystko takie wyraźne i wielkie w przeciwstawieniu do marno­ści życia dzisiejszego. Sam pierwszy, i może na szczęście dla mnie, uczułem niesmak do nowelek, do bohaterów liliputów, do rozczulania się na kwincie cienko brzmiącej, do swoich i cudzych utworów tego rodzaju. Powiedziałem więc sobie: jam satis!, i próbuję na inną nutę. A jeśli, co niewątpliwa, znajdą się tacy, którzy będą utrzymywać, że Ich singe viel zu grob, to mniejsza o to, bylem sam miał przekonanie i usłyszał potwierdzenie od ludzi, co się na rze­czy znają, że robię dobrze. Dlatego za serdeczne «Szczęść Boże!» przesyłam również serdeczne «Bóg zapłać!» i zabieram się do roboty z nową otuchą”.

Tarnowski St., L 2; Listy, t. V, cz. 1, s. 535-537.

Niedostępny natomiast jest dzisiaj list, zawierający uwagę o recenzentach warszawskich: „Czego ta psiarnia chce ode mnie? — to, żem porządną powieść napisał?”.

M.K., Wśród skarbów przeszłości [o listach anonimowych w zbiorach K. Kierskiego], „Ku­rier Literacko-Naukowy” 21 XII 1936, nr 51, dod. „I.K.C.”.

Opinia Witkiewicza. Istotne przyczyny powodzenia Sienkiewi­cza przedstawił najprecyzyjniej w kilkanaście lat później St. Witkiewicz, gdy na kartach wstępnych swego studium o Juliuszu Kossaku (1900, s. 4-8) tak rzecz ujmował:

„Taką chwilę przeżyło nasze społeczeństwo, kiedy w nie ukołysany jeszcze wir, zatoczony przez ruch pozytywistyczny, Sienkiewicz rzucił swoje Ogniem i mieczem.

Oprócz tej warstwy społeczeństwa, która w nowym ruchu udziału nie bra­ła, która nie pracowała nad odbudowaniem z nowego materiału zdruzgotanego gmachu ducha — wszystko zresztą stanęło zdumione.

Autor Szkiców węglem, Janka Muzykanta, Bartka Zwycięzcy, autor mnó­stwa felietonów, w których wołał o postęp, o światło, w których przetrze­pywał zdziurawioną przez mole tradycję, ten, który nie wierzył, żeby «wóz społeczny tak leciał w przepaść, żeby pod jego koła trzeba było podkładać dokumenta wymagane u kanoniczek», ten człowiek z Teki Worszyłły zawrócił nagle w miejscu i poszedł, jak się zdawało, na przełaj ruchowi, do którego w tak znacznej mierze się przyczynił.

Zdziwienie, a nieraz oburzenie było powszechne. I nie tylko obozy lite­rackie, nie tylko kółka młodzieży, nie tylko pisma pozytywistyczne, nawet ludzie, którzy wiedzieli o zamiarze Sienkiewicza napisania powieści histo­rycznej, mieli chwilę rozterki i ciężkiego z nim nieporozumienia...

Po chwilowym zwątpieniu [...], po gwałtownych krytykach [...] opowiada­nia zaczęto słuchać z przyjemnością, co przyszło tym łatwiej, że brzmiało ono niekiedy z porywającą siłą, życiem i fantazją. Z tych kart buchnęła nagle ży­wiołowa siła plemienna; spod całego samokrytycyzmu, pozytywizmu, pracy organicznej odezwało się silne i czyste echo tych samych drgnień duszy, tego samego sposobu przejawiania uczuć, tego samego wyrazu na ból i radość, na rozpacz i szczęście.

Społeczeństwo, które przez kilkanaście lat usiłowało wyjść z siebie, któ­re miało tylko «socjalne» dążenia, które goniło za nowymi pojęciami, hasła­mi, często po prostu za wyrazami z Zachodu, które zdawało się zapominać «na ustach wyrazu», nagle uświadomiło swoją szczególną odrębność, odnala­zło w swojej duszy treść wspólną z tymi, którzy poprzez zmienne losy dziejów kładli kości «jako sztandar wojsk zatraconych». I co ważniejsze, ta warstwa społeczeństwa, która była tylko skibą odwróconą pod zasiew przyszłości, którą z tradycją szlacheckiego wszechwładztwa mogła wiązać tylko tradycja niewoli i wyzucia z praw ludzkich — ta warstwa znalazła w tych książkach również wyraz swojej duszy — lud czyta je i czuje w nich tętno swego serca.

Jeden ze strumieni myśli narodowej, wyparty z łożyska przez zbieg wy­darzeń, wracał doń, osadzając muł użyźniający, zebrany po obcych brzegach i grający szumem fal dobrze znanych”.

Rzecz godna uwagi, że z tego samego stanowiska zareagował na Potop Ste­fan Żeromski, dwudziestoletni student, gdy zestawiał Sienkiewicza i Matejkę jako „ludzi jednej miary”, o powieści zaś mówił, że „jest wielką pieśnią naszej przeszłości, jest zbiornikiem treści egzystencji naszej politycznej, jest fotogra­fią ducha narodowego nie w danej epoce, lecz w ciągu całego istnienia”.

Żeromski S., Dzienniki, Warszawa 1954, t. 2, s. 440, 441.

Miesięczny pobyt w Ostendzie. Sienkiewicz wybiera się do Szwecji (zapewne w związku z zamiarem zdobycia materiałów do Potopu, którego pomysł wraz z tytułem powziął już z początkiem r. 1884), ze wzglę­du jednak na trudności komunikacyjne z podróży tej rezygnuje i kilka tygodni, od 29 VI do 30 VII spędza w Ostendzie, skąd zamierza wyjechać do Za­kopanego.

Smolka St., L 15; Listy, t. V, cz. 1, s. 54. — Wolff A. R., L 4; tamże, t. V cz. 2, s. 407-409. — Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 66. — Sienkiewiczowa M. z Szetkiewiczów, L 9; Listy, IV cz. 1, s. 66, 67. — Tarnowski St., L 1, 2, tamże, t. V cz. 1, s. 532-537.

Choroba żony. Wskutek złego stanu zdrowia żony Sienkiewicz wy­jeżdża z nią do Reichenhall (mieszka w willi „Lutzenberger”) i przerabia tam, kończąc pracę zaczętą już w Ostendzie, zakończenie Ogniem i mieczem.

„Posyłam początek zakończenia powieści [...]. Z drukowanego poprzed­nio zakończenia nie pozostanie nic od s. 729, którą załączam. Epilog będzie również nieco zmieniony”.

Wolff A. R., L 5, 6; Listy, t. V cz. 2, s. 409, 410, cytat s. 409.

„Powieść Ogniem i mieczem jest istotnie nieco powiększona, ale nie tyle, żeby warto było wypisywać na tytule. Najlepiej będzie napisać na drugim wydaniu: przejrzane przez autora.

Szkoda, że cenzura nie pozwoliła dodać mapki — ale trudno!

Szkoda również, że nie napisaliście mi, kto robił korektę. Chodzi mi głów­nie o tom III, którego sam nie miałem czasu przejrzeć”.

Wolff A. R., L 6 (23 VIII); Listy, t. V cz. 1, s. 410, cytat.

Warunki życia w uzdrowisku bawarskim ukazuje list do poznanego tam ziemianina spod Warszawy, Wł. Mysyrowicza, i jego matki.

„Zdrowie jej [żony] polepsza się z wolna i byłoby już wcale nieźle, gdyby nie owo małe zapalenie, którego nabawiła się w Warszawie. Była to rzecz niby nic nie znacząca, ale ślady są dotąd. — Pokazuje się, jak niebezpiecznie jest wracać zbyt wcześnie, a zwłaszcza jak jeszcze niebezpieczniej uważać chwilowe polepszenie za stanowczy powrót do zdrowia i narażać się przez nieuwagę. Z tego powodu nie puszczą jej przez zimę — a prawdopodobnie wyszlą z Meranu do San Remo...

Z Reichenhall dość jesteśmy kontenci. Powietrze tu nader łagodne — i co lepsze, pogoda stała. Od czasu do czasu robię wycieczki dalsze piecho­tą. Byłem w Berchtesgaden i w Koenigssee; zajęło mi to cały dzień. Na dłużej nie mogę się oddalać, gdyż zdrowie żony mojej wymaga bardzo starannej i czujnej opieki [...].

Odwiedziłbym Pana kochanego najchętniej, ale nie mogę żony zostawić samej, tym bardziej, że jest mocno podrażniona nerwowo; zwłaszcza w nocy boi się wszystkiego. Nie mogę nawet drzwi zamykać od swego pokoju, bo za­raz nie śpi”.

List do Wł. Mysyrowicza z 13 sierpnia 1884, Listy, t. III, cz. 2, s. 203, 204, cytat. — „Myśl Narodowa” 12 VI 1938, nr 26.

Praca nad Potopem. Już 14 stycznia Sienkiewicz pisał do Tar­nowskiego: „Po skończeniu roboty [Ogniem i mieczem] i po dobrym wypo­czynku zabiorę się do epoki następnej, to jest do czasów wojen szwedzkich, moskiewskich, tatarskich, Rakoczego itd. Ta druga zamierzona powieść bę­dzie nosiła tytuł: «Potop»”. Po powrocie z Reichenhall Sienkiewicz rozpo­czyna pracę nad nią, jak dowodzi list do J. Miena z odmową współudzia­łu w wydawnictwie „Wisła”, z dn. 1 X, umotywowaną zajęciem się nowym dziełem. Z końcem miesiąca jednak, za wskazówką lekarzy, może Chałubiń­skiego, redaktor „Słowa” odwozi żonę do Meranu (willa „Aders”), po czym wraca do Warszawy, zaalarmowany jednak jej listami, wyjeżdża tam ponow­nie, by towarzyszyć jej, z małymi przerwami, aż do jej zgonu jesienią roku następnego. Pielęgnowanie dogorywającej gruźliczki, konieczność podołania ogromnym wydatkom, intensywna praca nad Potopem, utrzymywanie wresz­cie kontaktu z dziennikiem, którego fikcyjny redaktor obowiązków swych spełniać nie może, wszystkie te sprawy przewijają się zarówno w korespon­dencji samego Sienkiewicza, jak w wypowiedziach jego żony, w jej listach do matki i siostry:

„...spieszyłem już jednym tchem do Meranu, gdzie oczekiwał mnie przy­kry zawód, znalazłem bowiem żonę nie w tak pożądanym stanie zdrowia, jak sobie z jej listów wyobrażałem”.

Tarnowski St., L 1; Listy, t. V cz. 1, s. 534. — Smolka St., L 16; tamże, t. V cz. 1, s. 54-56, cytat na s. 55. — Szetkiewiczowie K. i W, L 12-16; tamże, t. V cz. 1, s. 186-189. — Wolff A. R., tamże, t. V cz. 2, s. 406, 407.

„Henio pisze, cierpi na głowę i narzeka na zimno [...]. Dziś rano obudzi­łam się wyspana, wchodzi Henio: «Jak się masz, aniołku, jak się masz, różanku». On, Mateczko, taki: powiedzieć, że spałam, to jeszcze po rękach całuje, a kiedy się dowie, że nie spałam, to nawet nie pogładzi, bo zły...

«Gegenwart» dała p. Lola do przeczytania dr Rochelt, ten dał innym i te­raz w «Meraner Zeitung» wyszła wzmianka, że w naszym mieście bawi sław­ny autor Mit Feuer und Schwert Sienkiewicz, a jednocześnie członkowie kur­hauzu przysłali bilet wejścia na całą zimę. Henryk zły, bo trzeba dziękować [...]. Utrapieniec wybiera się za rok na polowania do Meksyku i tłumaczy, że to czysta korzyść. Zrazu byłam za tym, a teraz zaczynam się bać i życzyć źle Tatarowi [tj. Abakanowiczowi, autorowi tego pomysłu]”. Dopisek Sienkiewicza: „Najnowszy dowcip Mańci. — Ja: Pojedziem do Meksyku. Powiozę cię pod zwrotnik Raka. Ona: A ja zrobię z ciebie koziorożca”.

Szetkiewiczowie K. i W, L 13; Listy, t. V, cz. 1, s. 188.

„Przyślijcie mi, jak będziecie mogli najprędzej, pod opaską Pamiętniki Pa­ska i Iliadę w przekładzie Popiela. — Pierwsza z tych książek jest mi potrzebna do pisania, a drugą czytuję stale i zawsze, gdy coś większego piszę”.

Wolff A. R., L 7; Listy, t. V, cz. 1, s. 410-412.

„Mnie się zdaje, że nowa powieść b. piękna i nic do Ogniem i mieczem niepodobna. Utrapieniec kaprysi, że nie taka, jak on chce”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 26 XI.

Maria Sienkiewiczowa do matki: „Tymczasem Wielki-umysł pracuje nad nową powieścią i już 2 i pół tomu namachał. Mnie się bardzo podoba to, co już znam, a kapryśnik się krzywi, ale już się wpisał i ça ira. Wyobrażam sobie, jak mnie różne panie i krytycy radzi by w łyżce wody utopić, faktem jest, że moje choroby stoją ciągle na zawadzie pracom męża. Tak, ale cóż ja na to poradzę [...].

Jechać do Cannes? Czy dlatego, żeby drożej płacić i nie mieć Polaków? Nie mam zamiaru, żeby moje podróże pochłonęły ogromne zarobki Henry­ka”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 3 XII.

„Mój mały pisze rankami, po śniadaniu wychodzi, wieczorem tkwi przy Mańci, jodynuje pleczki, wietrzy, w nocy znowu pisze”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 26 XI.

„Po śniadaniu Henio w najlepszym humorze idzie chodzić, najczęściej w letnim płaszczu, i chodzi do zmroku [...]. Kapryśnik, jak w usposobieniu, to gada, a nie, to idzie palić niby. Oto nasz dzień bez odmiany”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 3 XII.

„Być bardzo może, że już na Wilię ukaże się w «Słowie» powieść, bo bie­daczysko skrobie co rano i wieczór i już sporo namachał”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 7 XII.

„Henryk na gwałt przepisuje i poprawia to, co napisał, żeby na Wilię 24 grudnia wyszło jednocześnie w «Słowie» i «Czasie»”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 13 XII.

W związku z propozycją redaktora „Dziennika Poznańskiego”, ks. Kanteckiego, pragnącego Potop drukować w tym piśmie, Sienkiewicz precyzuje redakcji „Czasu” swoje warunki:

„Będę się starał posłać Wam znaczną część rękopisu, tak, abyście na Wilię mogli zacząć. Jednocześnie jednak zacznie i «Słowo», gdyż nie mogę go bezwzględnie pozbawić nawet współczesności. Honorarium niech wynosi 2500 złr, jeśli «Kurier» będzie drukował, a 3000, jeśli nie będzie.

Prawdopodobnie wyjadę w ostatnich dniach grudnia do San Remo, obli­czyłem się zaś tak, że tego, co mam, stanie mi tylko do Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że koło 15 grudnia prześlę Wam już w całości I tom lub znacz­ną jego część — zależeć to będzie od jego wielkości. Sam jeszcze nie wiem, czy się w czterech tomach pomieszczę”.

Smolka St., L 17 (18 XI); Listy, t. V cz. 1, s. 56, 57.

„Rękopism odbierzecie zaraz po tym liście, więc jutro lub pojutrze. W miarę jak będę przepisywał, będę przesyłał po 10 lub mniej kartek choćby co dzień [...]. Mam napisanych dwie trzecie tomu I, ale pragnąłbym jeszcze bardziej odskoczyć, bo [druk] zaczyna się wcześniej, niżem myślał”.

Smolka St., L 18; Listy, t. V cz. 1, s. 57. — Mien J., L (1 X 1884), tamże, t. III, cz. 2, s. 73, 74.

Nieporozumienia ze „Słowem”. Wydawcy „Słowa” piszą do Sienkiewicza „głupio-sentymentalne” listy z powodu rzekomego krzyw­dzenia dziennika warszawskiego przez uprzywilejowanie innych przy druku Potopu. Wśród wynikłych stąd nieporozumień Sienkiewicz zgłasza rezygnację ze stanowiska redaktora, rezygnacji tej jednak nie przyjęto.

Smolka St., L 18; Listy, t. V cz. 1, s. 57. — Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do mat­ki, 28 XII.

[caption id="attachment_1500" align="alignleft" width="500"] Sienkiewicz H. il. do Potopu rys. J. Kossak[/caption]

Druk Potopu, zapowiadany w „Słowie” 2 i 22 XII, rozpoczyna się tam 23 XII 1884, nr 292, i trwa do 10 IX 1886, nr 201. — W dzień później, 24 XII, rozpoczyna się w „Czasie” i trwa do 2 IX 1886, nr 200. — W dn. 25 XII pierwszy odcinek powieści ukazuje się w nrze 207 „Dziennika Poznań­skiego” i trwa do 7 IX 1886, nr 204.

Wydanie Pism. Gebethnerowskie wydanie zbiorowe przynosi tomy I-IV w wydaniu czwartym; dopełnienie ich stanowią tomy VI-IX, tj. Ogniem i mieczem w „wydaniu drugim, poprawionym”, mającym nowe ujęcie roz­działu ostatniego.

Bartek Zwycięzca na scenie. Teatr w Łodzi wystawia nowelę w przeróbce J. Łętowskiego.

„Dzień Łódzki” 1884, nr 229.
1885
Praca w Meranie nad Potopem. — „Mój utrapieniec przy swojej pracy ma częste bóle głowy i jest wówczas bardzo blady, co mnie moc­no niepokoi. On się tu w Meranie nudzi, ale przypuszczam, że w San Remo będzie jeszcze gorzej”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do matki, 11 I.

Kłopoty z „Dziennikiem Poznańskim”. „Księża z «Ku­riera Pozn[ańskiego]» kręcą z zapłatą; teraz, kiedy już zaczęli drukować, bła­gają, że umówione 10 f [enigów] za drogo, a kiedy pisał przed paru tygodnia­mi, ani wspomniał o cenie”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 4 I.

Miesięczny pobyt w San Remo. Od połowy stycznia do po­łowy lutego pobyt w San Remo, przerwany trzęsieniem ziemi. Ok. 25 I Sien­kiewicz „znowu zasiadł do pisania i dowodzi, że przy tym słońcu raźniej idzie”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do siostry, 25 I. — „Czas” 31 I 1885, nr 25.

Pracę nad powieścią urozmaicają rozrywki, jak obserwowanie miejscowe­go karnawału, spacery i wycieczka do Monte Carlo, które Sienkiewicz odwiedzał już w r. 1884, w którym jednak teraz ostrożnie grywa. — „...jutro sobota — jadę z moimi stoma frankami do Monte Carlo. Zeszłym razem wygrałem 120, a zatem nie będę już grał za swoje. Koncert pyszny i osób najgorsze­go prowadzenia się i najlżejszej treści jak wody. Być może, że od pierwszego — wedle projektu Mańci — przeniesiemy się do Mentony. Mała zresztą daleko zdrowsza [...], choć jeszcze niezupełnie dobrze”.

Sienkiewicz do K. Szetkiewicza, dopisek na liście żony; Listy, t. V, cz. 1, s. 190.

Mentona. „Wczoraj pociąg wiozący Lucypera z całym dworem przeje­chał pod ziemią w San Remo, pod hotelem «Beau Séjour», czyli doświadczyli­śmy po raz drugi trzęsienia ziemi, skutkiem czego — nie chcąc czekać na trze­cie — przenieśliśmy się dziś do Mentony”.

Smolka St., L 19 (18 II); Listy, t. V, cz. 1, s. 58. — „Czas” 1885, nr 44, s. 3.

Praca nad Potopem. „W Mentonie zostanę jeszcze od daty dzi­siejszej [19 II] przez dwa tygodnie do piętnastu dni, a ponieważ nie wiem, czy następnie przeniesiemy się do St Raphaël czy do Antibes, czy może z na­staniem ciepłych dni wrócimy do Meranu, zatem nie zwlekajcie z posyłką [reszty honorarium za trzecie wydanie Ogniem i mieczem]...

Potopu t[om] pierwszy skończy się już zaraz. Całość obejmie może do pię­ciu lub cztery duże. W każdym razie nie przypuszczam, żeby rzecz mogła pomieścić się w rozmiarach Ognia i miecza.

Czy nie posiadasz Szan[owny] Pan czasem Rycerza Lizdejko [H. Rzewu­skiego] — albo może potraficie go dostać skądinąd? Jest to powieść z czasów wojny szwedzkiej, tak jak i Potop — więc chciałbym ją koniecznie odczytać, bo czytałem jeszcze będąc w gimnazjum. Wielką oddalibyście mi przysługę, gdybyście mogli jakkolwiek to dostać i przysłać mi choćby tylko na czas pe­wien.

Występują tam Radziwiłłowie, ale w zupełnie innym świetle niż u mnie — owóż chciałbym się przekonać, czy to jacy Radziwiłłowie fantastyczni, czy też rzeczywistych kreował Rzewuski na bohaterów, na co — mówiąc nawia­sem — nie zasługują zgoła.

...postarajcie się o Rycerza. W czytelniach znalazłby się z pewnością, np. u ta­kiego Frühlinga, który pewnie nie robiłby trudności ze sprzedażą”.

Wolff A. R., L 8; Listy, t. V, cz. 2, s. 413, 414.

Warunki życia i pracy w Mentonie odtwarza list do teścia z 2 III:

[Mentona, 2 marca 1885]

„Kochany Ojcze! Łączę swoje życzenia z życzeniami Maryni i życzę Kocha­nemu Ojcu wszystkiego najlepszego. Mańcia niespokojna, że listów z domu nie ma, a ja myślę, że chyba jaki przepadł w drodze.

W Mentonie jesteśmy już kawał czasu i nieźle nam jest — tylko mnie ciągle głowa boli i utrudnia mi pisanie. Tom I już skończyłem. Będzie teraz z 10 dni przerwy w «Czasie», żebym się mógł odbić naprzód, a trzeci dzień odpoczy­wam i nic nie robię.

Kwiecień się zbliża — robimy rozmaite projekta, gdzie jechać, jak się tu za­czną gorąca. Skończy się na Meranie, z którego ja pewnie wrócę na jaki miesiąc do Warszawy, bo mi się już i paszport kończy. — Latem dobrze by było, gdybyśmy się mogli zebrać w Zakopanem, ale to jeszcze daleka historia.

Z bronchitą Maryni jest lepiej, ale katar żołądka jej nie przechodzi, cho­ciaż robimy wszystko, co można. Trochę jest jednak i w tym polepszenia. Zalecono jej bardzo mleko ośle, którego na próżno szukaliśmy w San Remo razem z Tymowskim. Tu znaleźliśmy, a raczej wskazał nam drogę Irlandczyk mieszkający w tym samym hotelu. Drogie to jak co dobrego, półtora franka szklanka. W ogóle wszystko tu drogie, ale różnicy z San Remo nie ma.

Pogoda w tej chwili nieszczególna, jednakże nawet letniego okrycia nie można nosić, bo za gorąco. Nic na świecie nad Arcachon, ale nie pojedzie- my, bo za daleko od całego świata — zresztą trzeba by i małą [znajomą pannę] ze sobą trębalić i płacić za nią, bo jej pieniądze nigdy na czas nie przychodzą.

Miałem list od Wolffa, któren zrobił ze mną ugodę o III wydanie Ognia i miecza. Donosi mi, że Potop drukuje się w «Zywopisnom Oboźreniu» — i przysyła dwa numera na dowód oraz namawia, żebym przeciw temu wy­stąpił. Być może, że to uczynię zarazem o obie powieści, bo Ogniem i mie­czem toż samo pismo dopiero co ukończyło.

Ciężka to rzecz podróżować i pisywać po hotelach, bez żadnych resur­sów umysłowych — i ciarki mnie biorą, gdy pomyślę, że jeszcze trzy tomy trzeba nabazgrać i żyć ciągle tymczasowym życiem. Gdyby nie to i nie bóle głowy, byłoby tu przyjemnie. Kiedy w niedzielę przy pięknej pogodzie zawio­zę Marynię do Nizzy, bo to stąd godzina drogi. Ale trochę czasu nie mam — bo «Czas» następuje mi na pięty i spod pióra drukuje. Straciłem dużo czasu na podróż tu i dlatego mnie dogonili.

Pójdę dziś na pocztę pytać, czy nie ma jakich listów poste restante. Adres nasz: «Hôtel de Paris». Zdaje się, że stanowczo lepiej adresować na Berlin i Paryż.

Ściskam Kochanego Ojca — Matki ręce całuję. — Czy też Henio urósł wedle miary na drzwiach? a mała czy już co mówi? Oboje z Marynią bardzo już wyglądamy wiadomości.

Henryk Sienkiewicz”

Szetkiewiczowie K. i W, L 19; Listy, t. V, cz. 1, s. 191-193.

Uzupełnienie dokumentu poprzedniego przynosi list do Smolki:

„Posyłam początek tomu drugiego, a zarazem propozycję, czybyście nie mogli wprowadzić do odcinka interlinij. Mówią, że za mało dajecie — w ten sposób zamknęlibyście usta narzekającym, bo gdy są interlinie, daje się mało, a wydaje się, że to dużo. Wygląd pisma na tym zyskuje. Wy zyskuje­cie, bo Wam powieść za tę samą cenę na dłużej wystarczy. Na koniec zyskuję i ja, bo nie będziecie mnie tak gonić. Faktycznie odcinek «Czasu», nawet nie przechodzący na drugą stronę, jest tak duży, że nie podobna wydążyć, zwłasz­cza gdy z powodu podróży zajdzie jaka przerwa w pisaniu. Zwracam Pańską uwagę, że wszystkie niemal pisma używają interlinij, a nawet przy tym i od­miennego, grubszego druku.

W każdym razie teraz będę przesyłał więcej, bo chciałbym się znacznie wysunąć naprzód ze względu na czekającą mnie podróż do Meranu, z odpoczynkami w drodze dla żony potrzebnymi. Zajmie to ze cztery, pięć dni, a nastąpi za jakie dziesięć lub dwa tygodnie.

Odwiózłszy żonę wracam do Warszawy, ale nie wiem jeszcze, czy o Kra­ków zawadzę. Chwała Bogu, że ma się teraz lepiej, a przez to i moja głowa mniej skłopotana”.

Smolka St., L 14; D 56, s. 136 (zaopatrzony w fałszywą datę 12 marca 1884 r., pochodzącą zapewne od samego Sienkiewicza); Listy, t. V cz. 1, s. 52, 53.

Powrót z Mentony do Meranu 24 IV „...teraz, kiedyśmy tu przyjechali, musi Henio kilka dni pozostać, żeby zrobić nowy zapas pisania...”.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do matki, 24 IV

Wyjazd przez Kraków do Warszawy. Pozostawiwszy żonę w Meranie, Sienkiewicz 7 V wyjeżdża do Krakowa, gdzie bawi dni kilka, za­sypywany „nerwowymi” listami chorej, żądającej powrotu do kraju.

Maria Sienkiewiczowa z Szetkiewiczów do matki, 6 V, i do męża, 13 V. — „Czas” 12 V 1885, nr 107.

Źródła Potopu. Z Warszawy Sienkiewicz pisze 18 VI do nieznane­go adresata z Częstochowy (Bronisława Grabowskiego) list z informacjami o źródłach swych powieści historycznych. Dla Potopu podaje następujące:

„Do wojen szwedzkich: Pamiętniki Paska. Pufendorf (główne źródło) Caroli Gustavi Gesta. — Michałowski [...]. Księga pamiętnicza. De Noyers Lettres. — Medeksza Księga pamiętnicza. — Gigantomachia p. Augustyna Kor­deckiego. — Galeria nieświeska — Żywot ks. Janusza Radziwiłła Kotłubaja — Pamiętnik — Bogusława Radziwiłła. — Jemiołowski — Pamiętnik, Albrecht Radziwiłł — Pamiętnik. — Kochowski Rudawski — Kronika. — Łoś — Pamiętnik. — Z nowszych rzeczy: Historia wyzwolenia Rzplitej Walewskiego, prof. Uniw. Krak. — Plebański — Jan Kazimierz i Maria Ludwika. — Kalicki Bernard — Bogusław Radziwiłł. — Droysen — Trzydniowa bitwa pod Warszawą (po nie­miecku etc.)”.

Grabowski B., Listy, t. V, cz. 3. s. 63-69.

Wyjazd do Reichenhallu. Po powrocie żony z Meranu Sien­kiewicz wyjeżdża z nią przez Trzebinię, Bogumin, Wiedeń 24 VI do Reichenhallu, gdzie — po dłuższym odpoczynku wiedeńskim — przybywa 30 VI.

Szetkiewiczowie K. i W, L 21 (25 VI, Wieden); Listy, t. V, cz. 1, s. 194, 195.

Pielęgnowanie chorej i praca nad powieścią. Pobyt w Reichenhall, gdzie lekarze stwierdzają końcowe stadia gruźlicy, trwa przez lipiec, sierpień i większość września. W pielęgnowaniu chorej dopomagają Sienkiewiczowi Dembowscy, w połowie sierpnia przyjeżdża, wezwana listem z 11 VIII, matka. Mimo tych warunków praca nad Potopem posuwa się i 15 IX tom III jest gotów:

„Przesyłam zakończenie tomu III dziś rano. Zona moja ma się stosunkowo lepiej i za kilka dni wyjeżdżamy do Falkenstein [...]. Następny tom zacznie się najpóźniej 10 października — nie będzie więc przerwy dłużej nad 20 dni. Natomiast zakończenie niemal na pewno po Nowym Roku, co może będzie z korzyścią dla pisma”.

Smolka St., L 20 (15 IX); Listy, t. V, cz. 1, s. 58, 59.

Wyjazd do Falkenstein. 23 IX. „...od 23 jesteśmy już w tej no­wej stacji, która — dałby Bóg — aby mojej żonie na co przydać się mogła”.

Smolka St., L 21 (27 IX); Listy, t. V, cz. 1, s. 59.

Ostatnie dni i śmierć Marii Sienkiewiczowej. Li­sty Wandy Szetkiewiczowej do córki Jadwigi zawierają szczegółowe sprawoz­danie z ostatnich chwil umierającej i z zabiegów celem przewiezienia do War­szawy zwłok zmarłej 19 X. Sam Sienkiewicz na tydzień przez owdowieniem pisze do Smolki:

„Żonę moją doktorzy opuszczają i życie jej na dni się liczy. Wy więcej niż ktokolwiek rozumiecie, że siły mają swoje granice. Zrobię, co będzie w mocy mojej, ale lepiej niech będzie przerwa między tomami niż w biegu rzeczy. Dotąd jeszcze pracuję i zapas zwiększa się. To, co Wam posyłam, powinno na jakie dwa tygodnie wystarczyć. Czekajcie, by się zebrało choć na miesiąc, bo i tak krzyż to dla mnie prawdziwy”.

Smolka St., L 22 (12 X); D 56, s. 141, 142; Listy, t. V, cz. 1, s. 59.

Pogrzeb Marii Sienkiewiczowej. „W dniu wczorajszym zmarła w Falkenstein, blisko Frankfurtu nad Menem, Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa, żona zaszczytnie w naszej literaturze znanego Henryka Sien­kiewicza.

Jest to dla człowieka i dla pisarza cios niepowetowany; człowiek skupił w przywiązaniu do towarzyszki życia wszystkie szlachetne sercowe aspiracje, pisarz czerpał w niepospolitej inteligencji pokrewnej sobie indywidualności, w niezwykłym jej wykształceniu otuchę i coraz nowe bodźce do twórczości poetyckiej.

Śp. Maria była wzorem żony literata; oddana domowemu ognisku, umie­jąca zawsze stanąć na uboczu, a sercem i myślą podążająca za natchnieniem poety, pojmująca potrzeby fantazji i wyobraźni pisarza, przykuwała do siebie tą wyrozumiałością na wszystko, co się składa na indywidualność twórczego artysty. Pokój jej duszy!”

„Kurier Warszawski” 21 X 1885, nr 291a, s. 2 — „Kronika Rodzinna” 1885, nr 21.

„Śp. Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa, po długiej i ciężkiej choro­bie, w dniu 19 października 1885 roku przeniosła się do wieczności.

W głębokim żalu pozostały mąż z dziećmi i rodzina zapraszają krewnych, przyjaciół i znajomych na wyprowadzenie zwłok dnia 25 października, to jest w niedzielę, o godzinie 2 po południu z dworca kolei żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej na cmentarz Powązkowski”.

„Kurier Warszawski” 25 X 1885, nr 295, s. 4. — „Czas” 28 X 1885, nr 246.

„Wszystkim, którzy w dniu 25-ym raczyli zebrać się dla oddania ostatniej posługi śp. żonie mojej, Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej, a miano­wicie szanownemu duchowieństwu, krewnym, kolegom i przyjaciołom oraz wszystkim, którzy nazajutrz w dniu 26. zebrali się na nabożeństwie żałobnym w kościele pp. kanoniczek, składam niniejszym serdeczne «Bóg zapłać!» Hen­ryk Sienkiewicz”.

„Kurier Warszawski” 31 X 1885, nr 301a, s. 3.

Nekrolog w „Czasie” (21 X, nr 240): „Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa, żona Henryka Sienkiewicza, wczoraj d. 19 października za­kończyła życie w Falkenstein pod Frankfurtem.

Bolesna ta wiadomość wzbudzi żywe a głębokie współczucie w całym spo­łeczeństwie polskim, które tak szczery udział weźmie w nieszczęściu Sienkiewicza, jak gorącym, wyjątkowym udziałem darzy każdą jego nową kreacją.

Śp. Maria, córka Kazimierza Szetkiewicza i Wandy z Mineyków, urodziła się 20 września 1854 roku we wsi Hanuszyszkach w Trockim, od dawna należącej do rodziny Szetkiewiczów, a obecnie skutkiem ukazu z 10 grudnia znajdującej się w rękach rosyjskich. W dzieciństwie dotkniętą została wraz z całą rodziną ciężkim ciosem. Ojciec, który był w latach 1861-63 komisarzem do spraw wło­ściańskich, aresztowany w r. 1863, wywieziony został do Ufy, skąd przenoszono go do Belebeju, Riazania, wreszcie do Pskowa. Zimę 1866/7 przepędziła dwu­nastoletnia dziewczynka w Riazaniu, dokąd zjechała z matką i siostrą dla wspól­nego pobytu z wygnanym ojcem. — W roku 1868 dopiero zgromadziła się roz­bita rodzina w Warszawie, gdy ojciec otrzymał pozwolenie powrotu do kraju.

Odtąd mieszkali państwo Szetkiewiczowie stale w Warszawie, oddani z ca­łym poświęceniem starannemu wykształceniu córek, pod wpływem którego, jak również w podróżach za granicę z Warszawy przedsiębranych, rzadka, żywa inteligencja śp. Marii rozwinęła się tak niepospolicie.

Z przyszłym swym mężem poznała się pani Sienkiewiczowa za granicą w cza­sie chwilowego pobytu rodziców w Wenecji; w sierpniu 1881 roku odbył się ślub. Wkrótce potem objął Sienkiewicz obowiązki redaktora «Słowa»; młoda małżonka była mu w tej tak czynnej literackiej i publicystycznej działalności, jaką zwłaszcza od tego czasu rozwinął — prawdziwą towarzyszką życia w najszlachet­niejszym znaczeniu tego słowa; wspólniczką wszystkich myśli snujących się tak obficie z talentu, który coraz bardziej potężniał, wszystkich uczuć, które w słońcu najzupełniejszego szczęścia nabierały coraz więcej żywotności. — Dwa lata trwało to szczęście, niczym nie zamącone; ku schyłkowi roku 1883 poczęła się choroba piersiowa, jak się zdawało dawno zażegnana, objawiać się coraz groźniej.

Państwo Sienkiewiczowie wyjechali w marcu 1884 z Warszawy, pozosta­wiając u rodziców dwoje malutkich dziatek, i odtąd całe ostatnie półtora roku spędzili za granicą, na przemian w Meran, San Remo i Reichenhall, szukając ratunku, którego nadzieja z każdym dniem malała. Już przed kilkoma tygodnia­mi, w sierpniu, podczas pobytu w Reichenhall, obawiano się katastrofy, którą troskliwość dra Liebiga, syna sławnego chemika, zdołała jeszcze odwlec. Jedy­ną jeszcze deskę ratunku widzieli najbliżsi, do ostatka łudzić się skłonni, w za­kładzie kuracyjnym Falkenstein. Przybywszy tam, po uciążliwej podróży, czuła się coraz gorzej; przed kilkoma dniami nadeszła wiadomość, że ją lekarze sta­nowczo opuścili; wczoraj skonała na ręku męża i matki. Mąż nie opuszczał jej przez cały czas długo trwającej choroby, pielęgnując gasnącą z poświęceniem, jakiem[u] obecne przy chorej kobiety z trudnością mogły dorównać: cały Potop i ostatni tom Ogniem i mieczem powstały niemal przy łóżku śp. Marii.

Pani Sienkiewiczowa często pisywała w «Słowie» rzeczy literacko-krytyczne, które nieraz zwracały na się uwagę znamionami prawdziwego talentu; zawsze w ukryciu, tak że prócz męża i najbliższych mu osób w redakcji nikt nie wie­dział o literackiej pracy młodej kobiety. Przez czas dłuższy zajmowała się nawet wyłącznie redagowaniem dodatku literackiego, który redakcja «Słowa» zniewo­lona była zwinąć po jej wyjeździe z Warszawy. Czym jednak była, jakie nieprze­brane zasoby serca i umysłu złożone były w tej rzadkiej istocie — na to najlepszą odpowiedzią jest sam Henryk Sienkiewicz w ostatnich latach swego literackie­go zawodu. Znaliśmy go przed kilku laty jako pisarza niepospolitego talentu, który im więcej wszystkich zachwycał, tym też większe obudzał obawy swym zbolałym, pesymistycznym ustrojem, nie znajdującym wyjścia z kolizji, których pełne były jego dawniejsze kreacje. W pożyciu z śp. Marią twórczość Sienkie­wicza urosła w taką potęgę, jakiej nawet najwięksi wielbiciele autora Szkiców węglem w nim się nie domyślali; nabrała tyle męskiego hartu, który z pełną świadomością, gdzie szukać wyjścia z położeń bez wyjścia, na każdej karcie swych ostatnich utworów tyle uzdrawiającego kordiału podaje społeczeństwu. Historyczne powieści Sienkiewicza pozostaną trwałym pomnikiem zmarłej, która w twórczości swego małżonka tak potężną była dźwignią; w nich ona żyć będzie, jak i w dalszych Sienkiewicza dziełach, których społeczność polska potrzebuje i których z takim upragnieniem wygląda.

W mieście naszym cios, który dotknął autora Potopu, okrył żałobą dom profesora Janczewskiego, ożenionego z siostrą pani Sienkiewiczowej”.

Wyjazd do Kaltenleutgeben. Sienkiewicz załatwia sprawę grobu rodzinnego na Powązkach, następnie, w ostatnich dniach listopada, przez Kraków i Wiedeń wyjeżdża do uzdrowiska dra Winternitza w Kaltenleutgeben, które od tej chwili stanie się dla niego na wiele lat ulubionym miejscem wypoczynku i pracy:

„Przyjechałem dziś do Kaltenleutgeben o 12 w południe — [...] Po obiedzie auskultowano mnie w pokoju recepcyjnym: Winternitz i drugi młody. Zdaje się, że znaleziono wszystko w porządku — za wyjątkiem ogólnego znerwowania, nie wystukano tylko tego, że trzeba mieć wolę i ochotę do zdrowia, a o to właśnie mi najtrudniej.

Trzeba się będzie jednak tu trzymać tak długo, jak można, bo nareszcie do pisania mam tyle spokoju, ile potrzeba — i wreszcie z samych nudów trze­ba będzie szukać ucieczki w Potopie”.

Janczewska J., L 7 (3 XII); Listy, t. II, cz. 1, s. 128, 129, cytat. — Olędzki Wł., tamże, t. III, cz. 2, s. 248-250.

Druk Trylogii. Wydanie trzecie Ogniem i mieczem z uwagą „przej­rzane i poprawione” z datą cenzury 10 I, pojawia się jako t. VI-IX Pism. — Po­top, tomy od I do połowy IV, wychodzi przez cały rok w „Czasie”, „Słowie” i „Dzienniku Poznańskim”; między t. I i II przerwa 12 dni, II i III 20 dni, III i IV 46 dni.

Ogniem i mieczem na scenie. Zapomnianą przeróbkę po­wieści przez Poboga, drukowaną w Gródku przez Czaińskiego, wystawia we Lwowie teatr Lasockiego.

„Dziennik Polski” Lwów 1885, nr 203.

Ogniem i mieczem jako libretto. Prośba Tadeusza Borodzicza o pozwolenie na przeróbkę Ogniem i mieczem na libretto, które za­pewne nie było napisane.

Borodzicz T., Listy, t. I, cz. 1, s. 97.

&amp;nbsp;
1886
Powstawanie Potopu. Praca nad pisaniem powieści trwa od stycznia do 21 VIII. Ostatnie odcinki ukazują się między 2 (w „Czasie”) a 10 (w „Słowie”) IX. Wydanie książkowe, którego tom I ma datę cenzury 17 IX 1885, tom VI zaś 4 IX 1886, było gotowe w październiku. „Słowo”, które nabyło prawo do sporządzenia tego wydania, odprzedało je niejakiemu Bonieckiemu, który zamiast 3000 egzemplarzy wydrukował i sprzedał 7000.

Ukończenie t. IV 17 II Sienkiewicz kończy t. IV i wyjeżdża na kilka dni na Litwę.

Janczewska J., L 8; Listy, t. II, cz. 1, 132-139.

Spotkanie z Brandesem. Głośny krytyk duński, G. Brandes, miał w Warszawie odczyty o literaturze polskiej. Jeszcze w początkach roku następnego dużo mówiono o jego stosunkach z Sienkiewiczem, wspomnia­nych również przez A. Zaleskiego (zob. niżej). Sam Sienkiewicz na tę rzeko­mą zażyłość spoglądał z dużym humorem:

„Jest tu także Brandes. Widziałem go na sesji konkursowej, jestem bowiem sędzią pracowitym i sumiennym. Dość hadki — a przy tym literaci lezą mu w oczy. Ma mówić o literaturze polskiej, skutkiem czego namawiałem na se­sji ostatniej Chmielowskiego, aby pojechał do Kopenhagi i miał odczyty o literaturze duńskiej. Ksiądz [Chełmicki] mówił mi, że na pierwszym odczycie ma mówić o Pasku i o mnie”.

Janczewska J., L 8; Listy, t. II, cz. 1, s. 133.

Kaltenleutgeben. Marzec i kwiecień wypełnia prawdopodobnie pobyt pod Wiedniem, zapowiadany w listach do Janczewskiej.

Lato w Zakopanem. W początkach czerwca Sienkiewicz, według listu do J. M. Kamińskiego, wybiera się na cztery miesiące z Warszawy; 7 VI przez Nowy Targ jedzie do Zakopanego, gdzie bawi do końca lipca. W Kra­kowie spędza ostatnie dni lipca; zamawia u Pochwalskiego portret zmarłej żony, robiony z fotografii.

Kamiński J. M., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 70. — Janczewska J., L 10; tamże, t. II, cz. 1, s. 140-143. — „Czas”, 26 VII 1886, nr 168.

[caption id="attachment_1498" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. i K. Pochwalski ok. 1886 r.[/caption]

Wiedeń i Kaltenleutgeben. 1 VIII wyjazd do Wiednia. W Kaltenleutgeben towarzyszą pisarzowi E. Leo i Komierowscy. 15 VIII wraz z K. Chłędowskim urządza wycieczkę do Vöslau. Głównym zajęciem, jak wska­zuje list z 17 VIII, jest intensywne kończenie Potopu:

„Nauczyłem się dobrze gospodarować godzinami dnia, bo i dużo piszę, i dużo chodzę, a prócz tego kąpię się, strzelam z pistoletu — i czytam. Za to towarzystwu mało się udzielam...

Dziś prawie skończyłem przedostatni rozdział. Naturalnie, że ostatni będzie długi bardzo, ale jestem zupełnie pewien, że do soboty wykaligrafuję to roz­koszne słowo koniec. Będzie to 21. Zostanę jeszcze po tej dacie, nie dłużej jak do 25 — tak, aby pod koniec przyszłego tygodnia być w Zakopanem.

Dobrze?

Gdyby nie Potop i nieodzowne przy tym palenie mnóstwa papierosów, to kuracja doskonale by uczyniła, ale i tak mam się nieźle i pierwiastkowe zmęczenie przeszło. Spacery robię aż do Neu Mühle, Rodaun, dziś chciałem się zapędzić do Liesing, alem się rozmyślił”.

Janczewska J., L 16; Listy, t. II, cz. 1, s. 166.

Ukończenie Potopu 21 VIII. „Przed godziną skończyłem Potop i właśnie podpisywałem pożądany wyraz «Koniec», gdy zadzwoniono na ko­lację. — Leży przede mną trzynaście ostatnich kartek — trzeba tylko jeszcze jutro przejrzeć i wyprawić. Cała kilkoletnia robota jest już za mną, a przede mną? — bo ja wiem co. Jak na teraz to pustynia, a raczej próżnia, bo w tej chwili nie ma ani jednej farby na mojej palecie. Jestem, co się nazywa, zmę­czony, a jednak przez te ciężkie lata tak przywykłem do tej orki, że nie wiem, co będę robił z jutrzejszym dniem — to jest nie ściśle z jutrzejszym, bo się wybieram do Wiednia, ale z całym szeregiem następnych, aż do przybycia do Zakopanego. Potop miał tę dobrą stronę, że bronił mnie całymi godzina­mi od nieróżowych rozmyślań. Może nie ma żadnej innej dobrej, ale i to było coś warte [...]. Aż mi dziwno, żem ten Potop skończył. Nie doznaję nawet dziś jeszcze tego zadowolenia, którego się spodziewałem”.

Janczewska J., L 18; Listy, t. II, cz. 1, s. 170, 171.

Pomysł wycieczki do Turcji. Kończąc powieść, 18 VIII Sien­kiewicz nabywa w Wiedniu przewodniki i inne studia o Konstantynopolu i Turcji.

Janczewska J., L 17; Listy, t. II, cz. 1, s. 168.

Miesiąc w Zakopanem. Po miesięcznym wypoczynku w Zako­panem w domu ks. Stolarczyka, w towarzystwie rodziny, Sienkiewicz wyjeż­dża do Krakowa, gdzie spędza około tygodnia.

„Słowo” 28 IX 1886, nr 215.

Rumunia, Bułgaria i Turcja. Dla odpoczynku oraz zobaczenia życia wschodniego, niezbędnego dla napisania Pana Wołodyjowskiego, Sien­kiewicz w towarzystwie wydawcy „Słowa”, Antałka, tj. Antoniego Zaleskie­go, i malarza Pochwalskiego wyrusza 6 X z Krakowa do Konstantynopola pociągiem na Bukareszt i Warnę.

„Słowo” 28 IX 1886, nr 215; 5 X 1886, nr 221; 9 X 1886, nr 225. — „Czas” 7 X 1886, nr 229.

Przebieg wycieczki. A. Zaleski, który wyruszył na Bliski Wschód celem zorientowania się w ówczesnej sytuacji politycznej, zapowiadającej woj­nę rosyjsko-turecką, spostrzeżenia swe utrwalił w szkicach od grudnia dru­kowanych w „Słowie” i wydanych w książce Z wycieczki na Wschód (1887). Ona to, następnie zaś listy Sienkiewicza do Janczewskiej i do Henryka Gropplera, emigranta w Konstantynopolu, u którego uczestnicy wycieczki gościli przez dwa tygodnie, stanowią bardzo dokładne źródło wiadomości o pobycie 9 X w Bukareszcie, 10 X w Ruszczuku, 13 X w Warnie oraz w Kawaku, gdzie statek „Oleg”, na którym podróż z Warny do Konstantynopola odbywano, przeszedł dziesięciodniową kwarantannę (17-27) w związku z cholerą.

Bebek i Konstantynopol. Z przedmieścia Bebek, gdzie stała willa Gropplerów, Sienkiewicz z towarzyszami urządza wycieczki do Kon­stantynopola i okolicy, zwiedza muzea, meczety i inne osobliwości stolicy Turcji, poznaje nadto dyplomatę, Achmed Wefika baszę, z którym prowadzi dyskusję na temat stosunków polsko-tureckich z epoki Sobieskiego. Zaleski, który (s. 388) zdaje sprawę z tej rozmowy, opisuje również wycieczkę do me­czetu „derwiszów wyjących” w Skutari.

[caption id="attachment_1511" align="alignleft" width="500"] Sienkiewicz H. rysunek w liście Bebek 5 XI 1886 r.[/caption]

„Słabnie jednak wycie, ceremonia ma się ku końcowi. Arcyderwisz wraca do mihrabu [ołtarza]. Nastaje cisza, zbliża się chwila cudów. Wnoszą do meczetu dzieci i kładą je szeregiem przed mihrabem. Arcykapłan wznosi ręce do góry i zaczyna chodzić po ciałach biednych dzieciaków. Spacer ten ma im wrócić zdrowie. Scena ze strasznej przemienia się w wstrętną. Dzieci krzyczą wniebogłosy, a ten drab depcze po nich swymi słoniowymi nogami i czyni to tak spokojnie, jakby je błogosławił. Widok ten tak drażni pana Henryka, że zlatuje z galerii i widzę, jak gotów biec z pomocą nieszczęśliwym ofiarom zabobonu. Dopędzam go w samą porę i uspokajam. Rozpłakane dziecięta wynoszą z meczetu”.

Zaleski A., Z wycieczki na Wschód, s. 468. — Groppler H. A., L 1, 2; Listy, t. I, cz. 2, s. 312, 313. — Janczewska J., L 26-30; tamże, t. II, cz. 1, s. 210-245. — Wrotnowscy L. i M., L 6; tamże, t. V cz. 1, s. 543-548.

Bajka Kwiaty i krzemienie. 9 XI, w przeddzień wyjazdu z Bebek pisze Sienkiewicz bajkę wierszem wymierzoną przeciwko antypol­skiej polityce Prus. (Data na brulionie autografu).

Grecja. 10 XI pozostawiwszy w Bebek Pochwalskiego i rozstawszy się z Zaleskim, który przez Odessę wrócił do Warszawy, Sienkiewicz na pa­rowcu „Donnaie” wyjechał do Aten, gdzie stanął 12 i zamieszkał w „Hôtel d’Athènes”.

Wrażenia z dwutygodniowego pobytu w stolicy Grecji, gdzie wkrótce przybył również Pochwalski, otrzymały swą postać literacką w szkicu Wy­cieczka do Aten (1889), przygotowanie zaś do niego stanowią długie i szcze­gółowe listy do Janczewskiej. Jeden z nich zachował się w dwu redakcjach, brulionowej (w zbiorach Bibl. Jagiellońskiej) i ostatecznej, obydwu ozdobio­nych rysunkami autora. Wedle pierwszej, z 18 XI, tryb życia turysty wyglądał tak oto:

„Rano pisuję, o 12 jem śniadanie i pyrgam na miasto lub za miasto [...]. Byłem już wszędzie, na Akropolu, Pnyksie, Aeropagu, Hagia Triada, Mu­zeum, resztkach świątyni Zewsa [...], w świątyni Tezeusza, w Stoach, na Ago­rze, i nie wiem, czy jest w mieście lub w najbliższych okolicach jedna przewrócona kolumna, której bym nie oglądał [...].

I patrz, jaka praktyczność! Ani Joana, ani Bedekiera specjalnego do Grecji nie mogłem dostać, więc wziąłem w księgarni Bournoufa, przeczytałem nie rozcinając, wynotowałem to, na czym mi zależało, i zamieniłem na Diction­naire des antiquités Richa, który obejmuje 2000 rysunków objaśniających [...].

Z ich pomocą [tych książek] i przy studiach na miejscu poznałem wszyst­ko, nie tak jak specjalny hellenista, ale dziesięć razy lepiej niż przeciętny hotelowy drogman. Jeżeli będziesz kiedy jechać do Aten, polecam ci guida ta­kiego: [Tu rysunkowy autoportret]. Jest trochę nierozgarnięty, ale trzeźwy, wierny, umie w razie potrzeby ciskać kamieniami na psy, co w okolicach Aten jest niemałą rzeczą — i w dodatku sam ma pewne zamiłowanie do greckich zabytków, tylko jest trochę nudny, bo naczytawszy się świeżo, jak zacznie sy­pać heksastylami, abakusami, sedpusami, tympanami etc., końca nie będzie. Naprawdę w ciągu tego tygodnia nauczyłem się dużo i będę walnym cycero­nem dla Pochwalskiego.

Na Akropol latam prawie codziennie, bo tu wszystko bliskie [...]”.

Por. Janczewska J., L 23 (32); D 56, s. 342; Listy, t. II, cz. 1, s. 260, cytat. — Groppler H., L 3, 4; tamże, t. I, cz. 2, s. 314-317. — Szetkiewiczowie K. i W, L 31; tamże, t. V cz. 1, s. 218-221. — Wrotnowscy L. i M., L 6; tamże, t. V cz. 2, s. 543-548.

Wyjazd do Włoch. 26 XI na pokładzie statku „Il Principe Oddone” Sienkiewicz wraz z Pochwalskim wyrusza do Włoch i ląduje w Brindisi 28 listopada.

Groppler H., L 2 (4); Listy, t. I, cz. 2, s. 315. — Smolka St., L 23; tamże, t. V cz. 1, s. 59-61. — Janczewska J., L 34; tamże, t. II, cz. 1, s. 274, 275.

Tydzień w Neapolu. Przybywszy do Neapolu 29 XI turyści mieszkający w Hotelu Hasslera zwiedzają osobliwości miasta i jego okolice, a więc Psią Grotę, Baje, Pompei, urządzają nadto wycieczkę na Wezuwiusz. Wrażenia doznane Sienkiewicz odtwarza szczegółowo w ogromnych listach do Janczewskiej, bogactwem i plastyką szczegółów nieustępujących jego dru­kowanym szkicom z podróży.

Janczewska J., Listy, t. II, cz. 1, s. 276-295. — Smolka St., L 23; tamże, t. V, cz. 1, s. 59-61.

Sześciodniowy pobyt w Rzymie, 5-10 XII.

Groppler H., L 2 (4); Listy, t. I, cz. 2, s. 315-317. — Janczewska J., L 49 (36); tamże, t. II, cz. 1, s. 280-295. — „Czas” 10 XII 1886, nr 282. — Sienkiewiczówna H., L 1; tamże, t. IV, cz. 3, s. 362-366. — Szetkiewiczowie K. i W, L 33; tamże, t. V cz. 1, s. 224.

Florencja. W czasie przejazdu zwiedzanie Uffizi 10 XII.

Janczewska J., L 37; Listy, t. II, cz. 1, s. 295, 296.

Wiedeń. Odwiedziny u Chłędowskiego.

Janczewska J., L 37; Listy, t. II, cz. 1, s. 295, 296.

Kraków. Święta w Krakowie w oczekiwaniu na powrót Pochwalskiego i dokończenie przezeń portretu M. Sienkiewiczowej.

„Czas” 17 XII 1886, nr 288.

Pierwsza apologia Sienkiewicza. W związku z poprzed­nimi atakami na autora Ogniem i mieczem, ponowionymi po wyjściu Poto­pu (patrz niżej r. 1887), Julia z Golicynów Górska, Konstanty Górski i Jan Górski w wydanej w Krakowie pod pseudonimem Baronowej X.Y.Z. książce Towarzystwo warszawskie, charakteryzującej prasę warszawską, jej organy, przedstawicieli i warunki pracy, dają obszerny portret literacki Sienkiewicza. Celem tej szczegółowej relacji o człowieku i pisarzu, ujętej dyskretnie, unika­jącej komentarzy pochwalnych, operującej znaczną ilością faktów biograficz­nych, było ukazanie całej niezwykłości twórcy Potopu.

Najznamienniejsze ustępy wywodów brzmią następująco:

„Sienkiewicz nie należy do tych, co sami rzucają się w oczy: raczej od ludzi stroni, aniżeli ich szuka. Próżnymi były od lat kilku moje zabiegi, osobiście poznać go nie zdołałam, aczkolwiek spotykaliśmy się nieraz. Muszę więc kre­ślić tę sylwetkę zapożyczonymi barwami, więcej niestety z opowiadań dru­gich aniżeli z własnej obserwacji. Tobie zaś, skoro tak gorąco prosisz, abym ci wskazała drogę poznania tyle głośnego dziś pisarza, jednej tylko udzie­lić mogę rady. Bawiąc w Krakowie zapukaj do pp. Janczewskich, szwagrów H. Sienkiewicza; tam go jeszcze najłatwiej spotkasz i tam znajdziesz go naj­mniej do mizantropii skłonnym, bo w atmosferze stosunków rodzinnych ożywia go nadto specjalna z gospodarzami tego domu przyjaźń.

Wszystko w tym człowieku jest jakoś dziwnie równe, harmonijne, arty­stycznie pełne. Twarz piękna, ale nie banalnie przystojna, rysy ostre, wyra­ziste, męskie, w spojrzeniu jakiś odcień zadumania, które nie jest bynajmniej rozmarzeniem. W zachowaniu się spokój, miara, prostota. Nigdy żadnej pozy, nigdy udawania czegoś lub kogoś. Raczej apatyczny aniżeli nieśmia­ły, nie znosi towarzystwa ludzi mało sobie znanych. Nowa znajomość jest dla niego istnym poświęceniem. Skorym też do niego nie bywa, a odczułam to, jak widzisz, na samej sobie. Za to w gronie bliższych przyjaciół staje się swobodnym, wesołym, dowcipnym, czasami, dawniej zwłaszcza, nawet swa­wolnym jak żak. Bez fałszywej skromności, obojętnym jest jednak na pochwa­ły i uznanie, o tyle naturalnie, o ile człowiek śmiertelny, który zawsze woli, by go spotkało dobre ani[żeli] złe, obojętnym być może. Powodzeniem nie gardzi — byłoby to bowiem pozą — ale gdyby go zabrakło, sądzę, że nie uskar­żałby się wcale i nie kiwnąłby nawet palcem, aby je sztuczną posiąść drogą.

W rezultacie wszystko, co o nim i na niego piszą, zarówno dobrze, jak źle, mało go obchodzi, nie dlatego, aby był tak bezdennie zarozumiałym, ale skut­kiem pewnej w tym kierunku apatii i znieczulenia nerwów. Trzeba jakiejś bar­dzo wybitnej i istotnej powagi, aby zdanie, które o nim wygłosiła, mogło go zainteresować. W całym powodzeniu Ogniem i mieczem oraz Potopu jedno mu tylko zrobiło zadowolenie, to mianowicie, że dochód, jaki mu te powieści przyniosły, umożliwił troskliwą kurację chorej żony. Poza tym, jak napaści nie robiły żadnego wrażenia, tak i pochwały sprawiały względne tylko zadowo­lenie, o tyle tylko, że mógł je pokazać żonie i tym jej sprawić przyjemność. Czuje dobrze wartość swego talentu i dzieł, niemniej jednak zarozumiałym nie jest i nie był nigdy. Przeciwnie, nikt chyba z piszących równie łatwo nie przyjmuje wszelkich rad i wskazówek aniżeli on. Powolność w tym kierunku posuwa często aż do przesady, słuchając takich nawet, którzy prócz życzliwo­ści osobistej żadnej innej kompetencji nie przedstawiają. Jest jednym z tych rzadkich, co nie cierpią o sobie samym rozmowy. To go głównie odstręczyło od bywania w świecie, gdzie salonowych komplementów i zdawkowych po­chwał znieść nie mógł, tak go one nużyły, a co gorzej, nudziły. Nie należy zaś do tych, co by nudę jak sport uprawiali. Owszem, boi się jej straszliwie i starannie unika, choćby z narażeniem swej popularności kosztem zdobycia przydomku: mizantropa.

W sądach o drugich czasem aż do słabości wyrozumiały: czyni to zapewne głównie z obawy, aby go ktoś o małostkową zazdrość nie posądził. Natura to na wskroś estetyczna, która wielu rzeczy nie popełnia głównie dlatego, że się nimi brzydzi i że jest zanadto na to wykwintną. Z sztuk pięknych najwięcej lubi malarstwo, zna się na nim i zawsze żałuje, że malarzem nie jest. Zamiło­wany podróżnik i namiętny myśliwy, gdyby się nie był ożenił, spędzałby nie­wątpliwie całe życie na koczowniczych wędrówkach. Skoro znuży go czczość i szablonowość naszego codziennego życia, wówczas przychodzi mu na myśl Ameryka i wybiera się do Meksyku, to znów do Kalifornii, gotów szukać przygód, rzucać się z oszczepem na niedźwiedzia, polować na jaguary... Jedną z najulubieńszych jego lektur są też opisy podróży: Stanley, Livingstone itp. Z powieściopisarzy lubi może najwięcej starego Dumasa. Od ławy studenc­kiej ma wielkie zamiłowanie do Szekspira, ciągle go czytuje, głównie Burzę, Hamleta i serię Henryków. Do Falstaffa ma specjalną predylekcję, którą znać w panu Zagłobie... Z książek polskich najulubieńszym chyba przekład Odyssei Siemieńskiego, z którym się prawie nigdy nie rozstaje [...].

Henryk Sienkiewicz ma swój odrębny, charakterystyczny sposób tworze­nia. Nie pisywał on nigdy inaczej jak urywkami, z fejletonu na fejleton.W ten sposób powstawała niegdyś w «Gazecie Polskiej» pierwsza jego obszerniejsza powieść: Hania, tak samo w «Słowie» i «Czasie» Ogniem i mieczem i Potop. Niektóre tylko drobniejsze nowelki przyszły na świat za jednym zamachem; inne pisane były z dnia na dzień. Cały plan układa w myśli, żadnych nota­tek nie robi, nie wie, co to brulion — pisze od razu do druku. Dopiero w cią­gu roboty rozmiary powieści i figur rosną mu pod piórem. Kiedy zaczynał Ogniem i mieczem, sądził, że powieść ta będzie miała dwa tomy — zrobiło się cztery. Potop miał mieć cztery, a powstało sześć. Skoro raz zasiędzie do pisa­nia, skoro się do roboty wciągnie, idzie mu ona niezmiernie łatwo i prędko. — Wpierw jednak przygotowuje się bardzo długo, mozolnie i pracowicie. Stu­dia historyczne do Ogniem i mieczem trwały przeszło rok, do Potopu trochę mniej. Czyta on bardzo dużo, wertuje całą prawie literaturę historyczną dane­go przedmiotu, głównie pamiętniki współczesne, rękopisma, kroniki, Silvae rerum, wżywa się w ten sposób w epokę, zaznajamia się z nią w najdrobniej­szych szczegółach i dopiero kiedy postacie historyczne stoją przed jego oczy­ma żywe, z krwi i kości — zaczyna pisać. Mylą się też ci, co zarzucają Sien­kiewiczowi odtwarzanie figur historycznych z fantazji a la Dumas (ojciec). Kolosalna między sposobem tworzenia jednego i drugiego zachodzi różnica, a opowiadano mi niedawno ciekawą pod tym względem dyskusję między Sienkiewiczem i Brandesem za pobytem tego ostatniego w Warszawie.

Brandes powziął od razu wielką dla talentu Sienkiewicza sympatię i zniezmiernymi odzywał się pochwałami. Znał on naturalnie drobne tylko jego nowelki z przekładów francuskich i niemieckich, ani Ogniem i mieczem, ani Potopu nie czytał — wychodząc jednak ze swej doktrynerskiej zasady, zarzucał mu, że zamiast pisać powieści współczesne, kreślić to życie, które zna i na któ­re patrzy, rzucił się na temata historyczne i tworzy nie z obserwacji, ale z fan­tazji. Odpowiedź Sienkiewicza na ten zarzut była bardzo prosta. Realistyczna metoda nigdzie właśnie nie da się lepiej stosować aniżeli w historycznej po­wieści. Tu bowiem autor rozporządza w całej pełni tym, co realiści nazywają: «dokumentami ludzkimi». Ma on cały zasób tych dokumentów i wie nie tylko, jak się taki np. Bogusław Radziwiłł ubierał, jak wyglądał, ale zna najtajniej­sze jego plany i zamysły, zna jego listy, pamiętniki, korespondencje prywatne i urzędowe, wyznania wyrwane z głębi duszy, skrzętnie ukrywane przed całym światem. Może go więc obserwować w najrozmaitszych położeniach i wypad­kach życia, może te dokumenty segregować i rozróżniać, jakim był wtenczas, kiedy pozował przed drugimi, a jakim wówczas, gdy występował przed po­wiernikami w całej swej nagości. A nadto obserwator ma tu przed sobą postać całą, skończoną, życie zamknięte; wie nie tylko, czego chciało, ale czego do­konało; ma fakta niezbite, historyczne, bardzo łatwo skontrolować się dające. Nie potrzebuje więc tworzyć, ale odtwarzać z systematyczną prawie ścisłością daną postać. Fantazja odgrywa tu artystyczną tylko rolę, daje formę, treści zaś dostarczają owe najpewniejsze, najbardziej skrupulatne i niezawodne «dokumenta ludzkie». Nie obserwuje on tu sam jeden, ale zlewa obserwacje tysięcy ludzi i pokoleń. Po czyjej więc stronie istotna prawda i istotny realizm? Zresztą cóż go obchodzić może ta szara, mgława codzienność nasza? Tam rozgrywają się wypadki i występują wielcy ludzie. Tam jest się do czego i czym się zapalać — są wielkie charaktery, wielkie zbrodnie i wielkie poświęcenia. Czyż może go do tyla obchodzić jakiś współczesny pan X lub pani Y, aby miał obserwować, badać życie i cierpienia jego odtwarzać? Oni go przede wszystkim nudzą. Jeśli zaś idzie o tendencje i oportunizm powieściopisarski, to czyż nie lepiej i zdro­wiej zamiast malować dzisiejszy stan umysłów i ludzi, dzisiejszą ich nędzę, sprzeczność z samymi sobie, bezsilność i szamotanie się — pokazać swemu spo­łeczeństwu, że były chwile jeszcze gorsze, straszniejsze i bardziej rozpaczliwe i że pomimo tego ratunek i odrodzenie przyszło. Tamto może do reszty znie­chęcić i zrozpaczyć — to sił dodaje, nadzieję wlewa, ochotę do życia zagrzewa.

I oto, co go głównie skłoniło do przerzucenia się na pole historycznej po­wieści. Długo nosił się z tą myślą, zaczątek jej znać już w Niewoli tatarskiej, ale kto wie, czy ostateczny przełom nie nastąpił skutkiem obrzydzenia, jakie mu sprawiła cała rzesza naśladowników i naśladowniczek, te legiony Janków Muzykantów, które nagle zaczęły się pokazywać w każdym piśmie, co dzień niemal. Znienawidził biednego Janka za to, że tak liczną miał progeniturę, a istotnie mogła mu go ona obrzydzić. Pojawiały się tu bowiem monstrual­ne w tym kierunku rzeczy, rozpoczęło się powszechne na tę nutę kwilenie. Każdy tworzył swojego Janka, każdy kazał mu kraść, nawet zegarki, i po­wstał chór, który mógł istotnie zdenerwować i zniechęcić tego, co pierwszy właściwie poddał mu nutę. Sprzykrzyło się więc Sienkiewiczowi wygrywanie na «wyciągniętej kwincie uczucia» i postanowił z innego zagrać tonu.

W początkach r. 1880 nosił się on z myślą napisania powieści, której boha­terem miał być Władysław Warneńczyk. Temat podsuwała mu wzmianka kro­niki o jakiejś bardzo romantycznej przygodzie miłosnej króla na Węgrzech. Zaniechał jednak niebawem tego zamiaru dla Bartka Zwycięzcy. A kiedy wy­szły Szkice Kubali, pod ich wpływem wziął się do studiów nad Kozaczyzną. I oto geneza Ogniem i mieczem. Zrazu miała się ta powieść nazywać «Wilcze gniazdo» i skupiać się głównie około rodziny Kurcewiczów. «Wilcze gniazdo» to rodzina Heleny. Pod piórem dopiero rozwinął się obraz, wzrosły postacie, powieść przybrała obecne rozmiary. W różnych miejscach pisaną była ta po­wieść, z początku w Warszawie, później w Nałęczowie, potem w Zell am See, w Arcachon, w Mentonie, w miarę jak choroba żony przerzucała ich obojga z jednej stacji klimatycznej do drugiej. W podobnych, tylko w cięższych jesz­cze warunkach, powstał Potop. Niektóre jego rozdziały pisane były wśród najstraszniejszych cierpień i rozpaczy, w chwili kiedy wszelka nadzieja ratun­ku biednej pani Henrykowej nikła i kiedy jedynym środkiem oderwania myśli od przewidywań rychłej katastrofy była właśnie przymusowa i forsowna nad tą powieścią praca.

Jak każdy prawdziwy talent, tak i Sienkiewicz nie wszystkie utwory swej fantazji równym obdarza sercem. Wspomniałam już, że nienawidzi Janka. Tak samo dzieje się z wielu innymi. Z dawniejszych najwięcej może lubi Przez stepy, a kocha się zawsze w Lilianie, specjalnym zaś faworem obdarza pana Zagłobę i nieboszczyka pana Podbipiętę. Z kobiecych jego postaci ulubioną chyba Oleńka; kniaziówna Helena, choć taka ładna, stoi daleko niżej w afek­cie autora.

Zamiłowany w Dickensie i w ogóle w Anglikach, z współczesnej beletrysty­ki francuskiej ceni najbardziej, a może nawet jedynie Alfonsa Daudeta i sam kil­ka drobnych jego nowelek tłumaczył, a był czas, że zamierzał nawet przełożyć Tartarin sur les Alpes, bo dla Tartarina ma taką niemal, jak dla pana Zagłoby słabość. Nie cierpi zaś Feuilleta, Ohneta i wszystkich salonowych romansistów, zarzucając im ckliwość i szablonowość. O Zoli i całej szkole naturalistycznej wypowiedział swe zdanie w dwóch odczytach, mianych przed paru laty w ratuszu, a drukowanych później w «Niwie». Po powrocie z Ameryki pisywał w «Niwie», a później czas jakiś i w «Słowie»: Mieszaniny artystyczno­-literackie, rodzaj przeglądów bardzo ciekawych i zajmujących o książkach, obrazach i teatrze. Kto go chce dobrze poznać, ten powinien do tych Miesza­nin zaglądnąć, a znajdzie w nich niejedno estetyczne wyznanie wiary, nieje­den do jego literackich poglądów komentarz.

Powieściom Sienkiewicza zawdzięcza głównie «Słowo» swój wzrost i po­wodzenie, na szczęście bowiem publiczność nasza nie nauczyła się jeszcze od waszej zachwytów swych tylko platonicznie wyrażać. Pierwsze wydanie Ogniem i mieczem rozeszło się w parę miesięcy w 3000 egzemplarzy, z których, rzecz charakterystyczna, nie wiem, czy i 200 przypadło na Galicję, u was bowiem uwielbiają powieści, urządzają na ich tle bale kostiumowe i żywe obrazy, u nas kupują je i czytają. Drugie poszło równie szybko, a trzecie jest na wyczerpaniu... To samo stało się z Potopem, a w ogóle jedynymi dziełami, które teraz z handlu księgarskim idą, są powieści Sienkiewicza. Na tych po­wszechny zastój nie odbił się wcale...”.

Baronowa X.Y.Z. [Górska J., Górski K., Koźmian St.], Towarzystwo warszawskie, Warsza­wa 1886, t. 2, s. 126-137.

</document>
<document nplp_id="1415" title="1887-1896" slug="1887-1896">Wybierz daty:  1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896
1887
Powrót z Krakowa do Warszawy 4 I.

„Kraj” 1887, VI, nr 1, s. 9.

Kłopoty materialne i redakcyjne. Po powrocie Sienkie­wicz urządza swą „jaskinię”, zdobiąc gabinet dywanami i bronią, przywie­zionymi z Konstantynopola. Rysunek własnoręczny urządzenia przesyła Jan­czewskiej (w liście 39):

„Zresztą i gości mam dosyć, o Waszej szabli urosła cała legenda w Warszawie, a ciekawych tu nie brak [...]. Mój gabinet do pracy tak wypiękniał, że aż mi milej w nim siedzieć, a to niemała korzyść, bo siedząc w domu, pisze się więcej”.

Groppler H., L 4; Listy, t. I, cz. 2, s. 318, 319, cytat.

Porządkując swe sprawy materialne, podejmuje u Gebethnera i Wolffa 1400 rb tytułem reszty honorarium za wydanie Potopu w serii Pism jako t. X-XV (dopiero w r. 1888).

Wolff A. R., L 8; Listy, t. V cz. 1, s. 412-414.

Równocześnie w liście do Janczewskiej z 20 I, powtarzającym z humorem Szekspirowskie „Biednemu Tomowi zimno”, uskarża się na kłopoty finan­sowe, bo „Dziennik Poznański” należności nie uregulował, na powieści zaś interesy zrobili wydawcy „Słowa”, sprzedając bowiem wydanie książkowe, zyskali tyle, iż honorarium za odcinek wypadło im zaledwie 6 rb.

W związku z tymi nieporozumieniami organizacyjnymi Sienkiewicz wysu­wa sprawę swej rezygnacji; gdy jego uposażenie wynosiło 1200 rb, następca zażądał sumy dwukrotnie wyższej.

Janczewska J., L 39; Listy, t. II, cz. 1, s. 300. — Lubowski E., L 2; tamże, t. III, cz. 1, s. 532.

Jury „Kuriera Warszawskiego”. W połowie stycznia Sien­kiewicz zasiada w jury w konkursie na powieść współczesną.

„Słowo” 17 I 1887, nr 11.

Przekład francuski Ogniem i mieczem. W czasie nie­obecności Sienkiewicza redakcja „Słowa” udzieliła zezwolenia na przekład francuski Ogniem i mieczem oraz Potopu „jakiemuś współredaktorowi «Figara»”. Komentarz autora: „Zresztą była to czcza formalność, bo naprawdę konwencja między Rosją i Francją nie istnieje i pozwolenia nie trzeba”.

Groppler H., L 6; Listy, t. I, cz. 2, s. 319.

Polowanie w Dubnikach i Pan Wołodyjowski. W poło­wie lutego Sienkiewicz wraz z teściem wyjeżdża do Dubnik na Litwie na po­lowanie. Myśliwi na niedźwiedzia nie trafiają. Sienkiewicz jednak zabija dwa łosie „dubletem”, jak córce donosi Szetkiewicz.

W czasie wycieczki myśliwskiej, której szczegóły przedstawia korespon­dencja z Gropplerem (L 6) i Janczewską (L 57-58 [46-47]), po głowie pisa­rza snują się pomysły projektowanej powieści:

„...com robił po drodze z Mołodecznej? Oto komponowałem sobie sce­ny do Wołodyjowskiego. Dziwny to jest proces, w którym fantastyczne osoby mieszają się z żywymi; żywe wchodzą w ciąg zdarzeń fantastycznych — i roz­mawia się z nimi, widzi się je, skutkiem czego odczuwa się wszystko mocno — i pisze się dobrze. Długo by o tym opowiadać”.

Janczewska J., L 46; Listy, t. II, cz. 1, s. 325-328, cytat na s. 326.

Transakcja z Panem Wołodyjowskim. Nauczony do­świadczeniem, Sienkiewicz droży się z nową powieścią i ku swemu zdziwie­niu otrzymuje od „Słowa” żądane warunki. „Bogaty Tom” z humorem przed­stawia całą sprawę w liście do Janczewskiej:

„O Wołodyjowskiego układam się z redakcją «Słowa» nie na ruble, któ­re mają kurs zbyt zmienny, ale na marki lub półimperiały — wszystko jedno! Prócz tego wymagam, żeby mi połowę wypłacono z góry. «Słowo» zbyt dobry zrobiło interes na Potopie, by się miało wahać, a zbyt zapowiadało Wołody­jowskiego, by się mogło cofnąć. Zresztą «Kurier Warszawski» i «Gazeta Polska» czyhają tylko na to i «Słowo» wie o tym dobrze”.

Janczewska J., L 57 (47); Listy, t. II, cz. 1, s. 330. — Redakcja „Słowa”, L 3; tamże, t. V cz. 3, s. 325-327.

„Trzeba jednak wrócić do rzeczywistości. Układy o Wołodyjowskiego za­cznę prowadzić zaraz po powrocie [z Dubnik] i pisać go zaraz po powrocie. Gdzie? — jeszcze nie wiem. Obejrzę się, zobaczę. Będę wymagającym i nie­ubłaganym, ale gdy przyjdzie do Jakimowskiego, drapieżnością zapędzę w kąt Szyloka i Gobseka”.

Janczewska J., L 46; Listy, t. II, cz. 1, s. 327.

„Mam swój praktyczny sposób myślenia nawet w niepraktyczności — mów, co chcesz [...]. W potrzebie mógłbym dostarczyć z parę tysięcy jeszcze — taki to Tom bogaty! Luc [Wrotnowski, jeden z współwłaścicieli „Słowa”] utrzymu­je, że następną powieść będę sprzedawał na karaty. Ale nie uwierzysz, jak skwa­pliwie zgodzono się na moje warunki”. — Z korespondencji z Gropplerem (L 8) wiadomo, iż honorarium wyniosło 16 000 marek (tj. około 8000 rb).

Janczewska J., L 48; Listy, t. II, cz. 1, s. 333. — Groppler H., L 8; tamże, t. I, cz. 2, s. 322.

W Krakowie. Czas między 10 a 30 III spędza Sienkiewicz w Krako­wie, gdzie 25 III wygłasza odczyt Wspomnienia z Aten, drukowany w r. 1888 jako Wycieczka do Aten, odtwarzający wrażenia, utrwalone poprzednio w ko­respondencji z Janczewską:

„W Krakowie bawię chwilowo, bo mam mieć odczyt dla Towarzystwa Bratniej Pomocy studentów uniwersytetu. Urządzili oni cały szereg odczytów, w których oprócz mnie mają wziąć udział Wasi znajomi, Spasowicz, Tarnow­ski i Bobrzyński. Bóg widzi, jak to nie licuje z moim usposobieniem wyłazić na katedrę i służyć za przedmiot gapiom — ale cóż robić, kiedy taki cel, że niepodobna odmówić”.

Groppler H., L 6 (8); Listy, t. I, cz. 2, s. 321, 322, cytat. — Sprawozdanie z odczytu w „Ku­rierze Krakowskim” 26 III 1887, nr 69. — Łuszczewski F., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 25, 26. — Pilat R., tamże, t. III, cz. 2, s. 445.

List z 11 III do „Słowa”. „Na próżno szturmujecie o Wołody­jowskiego, bo go zaraz jeszcze dać nie mogę. I Wy, i publiczność czytająca powinniście byli zrozumieć, że po Potopie należy mi się czas jakiś wypoczyn­ku, zwłaszcza że wiecie, w jakich warunkach tę powieść pisałem [...]. Mogę Was tylko pocieszyć tym, że materiału przybywa mi coraz więcej i że zwłoka może wyjść tylko na korzyść powieści. Zresztą w przyszłym kwartale mój Pan Wołodyjowski zacznie już machać szablą w odcinku «Słowa»”.

„Słowo” 15 III 1887, nr 57; Redakcja „Słowa”, L 2; Listy, t. V cz. 3, s. 325, 326.

Wyjazd do Wiednia. 31 III Sienkiewicz przyjeżdża do Wiednia, mieszka w „Hôtel de France” i zapada na gardło. Spotkany laryngolog war­szawski Teodor Heryng stwierdza zapalenie migdałów i radzi wyjazd na po­łudnie. Wybór pada na Abację nad Adriatykiem, do której jedzie przez Fiume, gdzie bawi do 3 IV.

Janczewska J., L 49, 50; Listy, t. II, cz. 1, s. 334-339.

Pobyt w Abacji od 4-16 IV. Nazajutrz po przyjeździe Sienkiewicz „zakasuje rękawy i do roboty”, tj. 7 IV rozpoczyna Pana Wołodyjowskiego.

Janczewska J., L 51-56; Listy, t. II, cz. 1, s. 340-365

Historia i fikcja w Panu Wołodyjowskim. Sienkiewicz dowiaduje się o rozprawie M. Rollego, przedstawiającej życie historycznej Michałowej Wołodyjowskiej, i przechodzi okres wahań co do własnej kon­cepcji, którą jednak w powieści utrzyma:

„Z wielką radością odebrałem list od Ciebie, a ze smutkiem i strapieniem z powodu pani Wołodyjowskiej. Już ułożyłem i skomponowałem inaczej. Wymyśliłem w wyobraźni typ dziewczyny-hajduczka, którą chciałem mu od­dać, a tymczasem masz diable wdowę, jeszcze po trzech mężach! Radzę się Tarnowskiego, co zrobić, bo trzeba by i ten początek, który już mam, przero­bić. Wołodyjowski należy tylko trochę do historii, a jego żona wcale. Z tym wszystkim martwi mnie to”.

Godlewski M., L 18; Listy, t. I, cz. 2, s. 39.

Pobyt w Wiedniu. Sienkiewicz mieszka 18-29 IV przez dwa tygo­dnie w Wiedniu, w hotelu Krausa; utrzymuje stosunki z miejscową kolonią polską, odwiedza Stanisława Koźmiana, ze St. Tarnowskim chadza do teatru — (m.in. na Kupca weneckiego), mało pisze, zabiega zaś głównie o letnisko dla rodziny w okolicach Kaltenleutgeben, wreszcie wynajmuje je w willi „Rudolf­shof ”. Według relacji Chłędowskiego, pisarz „nosił się z myślą, aby niektóre typy wiedeńskich Polaków umieścić w powieści osnutej na tle wiedeńsko-polskim”.

Janczewska J., L 57-64; Listy, t. II, cz. 1, s. 366-393. — Chłędowski K., Pamiętniki, Wro­cław 1951, t. 2, s. 27.

Kaltenleutgeben. O trybie życia i pracy przez maj i czerwiec w uz­drowisku najpełniej informuje list do Lubowskiego z 18 VI:

„Dawno bym odpisał, gdyby nie moja robota i nie obowiązkowe kuracje, które czas zajmują zupełnie [...].

Poza tym hemoroidy dokuczają mi tak wściekle, że nie wiem, co czynić, zwłaszcza że na operację nie mam czasu, bo nie mogę sobie pozwolić na dwa tygodnie łóżka.

[Do Warszawy] wybiorę się po ukończeniu t. I, a raczej części I P[ana] Wołod[yjowskiego], bo to będzie właściwie mówiąc dwie powieści nie dwa tomy, dlatego wolę nazywać je częścią pierwszą i drugą. Pominąwszy, że mi się ten podział lepiej nadaje, pozwoli mi on za jedną drogą na dłuższą przerwę — więc czasem myślę o miłej zawsze Ostendzie na sierpień, czyli na koniec sierpnia, i gdybym znalazł towarzysza, może bym się wybrał i wracając o Pa­ryż zawadził, nie na długo, ale na jaki tydzień.

Będzie czas o tym pogadać, jak się zobaczymy. — Tymczasem suszę mózg i piszę. — Druga część ozwie się wojennymi surmami i hukiem dział — w pierw­szej nie ma ani jednego uderzenia szablą, chyba na żarty. Nie wiem, czy to wyjdzie na dobre bajce i bajowi, ale ci, co narzekali na zbytni rozlew krwi, będą mieli, czego się im chciało.

Nawiasem powiem, że tak bym chciał skończyć cyklus i wziąć się do po­wieści nowożytnej, że nie wiem, czy pragnę więcej zdrowia, czy tego końca. — Do pracy zupełnie przedmiotowej trzeba być — moim zdaniem — zupełnie szczęśliwym, czuć skrzydła i mieć absolutną swobodę myśli. Wówczas cię przedmiot napełnia, przejmuje i oddajesz mu się całkowicie, i wzbijasz się, jak chcesz. — Ale gdy coś gryzie albo dolega, to trzeba brać świat współczesny, bo pisząc o takich ludziach, jakimi sami jesteśmy, łatwiej wypluć coś z tego, co się w głowie i w sercu zapieka, i wówczas robota jest mniej przymusowa, a szczersza [...].

Czytałem Mont Oriol — dobrze pisane. Donieś mi, czy też Pêcheur d’Islan­de Lotiego jest przełożone. Jeśli nie — to warto by, ale tłumacz musi być majster. Żebym miał czas, to bym próbował, dlatego, że tam trzeba słownictwa żeglarskiego, które trochę umiem.

W[iedeńska] «All[gemeine] Zei[tung]» podaje przekład Ogn[iem] i mie­czem — a jakiś Praun tłumaczy masę moich rzeczy w Peszcie. Chciał się ze mną dzielić pierwszymi 60 guld., a gdym odmówił, przysłał mi bardzo piękny me­dal, bity na pamiątkę odsieczy Wiednia, współczesny.

Był u mnie Smólski i świstał nade mną. Jak ten świszcze! jak świszcze! Dickens kupiłby go na wagę złota. Nudna zresztą figura”.

Lubowski E., L 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 529-533, cytat. — Por. Praun J., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 222, 223. — Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 96. — Sienkiewiczówna H., L 2; Listy, t. IV, cz. 3, s. 367-370.

Wywiad G. Smólskiego dziennikarza wiedeńskiego. 

Z KALTENLEUTGEBEN

Odwiedziny u Henryka Sienkiewicza

dn. 18 czerwca

„Po tylu a tylu dniach deszczu «stała się nareszcie — mówiąc słowami poety — słońcu szpara», wśród przeciągających po niebie chmur ukazały się złote jego promienie.

Skorzystałem z przelotnej pogody i udałem się zaczerpnąć świeżego i du­chowego powietrza do bliskiego Kaltenleutgeben.

Z Wiednia jedzie się pół godziny koleją południową do tej mekki hydropatycznej, położonej w zaciszu wąskiej doliny, wijącej się wśród gór pokry­tych bujną leśną roślinnością.

Zasługa w tym niezawodnie dra Winternitza, właściciela i kierownika za­kładu hydropatycznego w Kaltenleutgeben, iż dziś można do tej ustronnej wsi dotrzeć na skrzydłach pary.

W cichym ustroniu tym przebywa Henryk Sienkiewicz od tygodni ośmiu. Przybył do Kaltenleutgeben z Abazji, gdzie szukał ulgi na cierpienie gardło­we, którego się nabawił po odczycie w Krakowie. Słabość naszego znako­mitego pisarza nie jest wcale groźną, ale trudną do uleczenia. Abazja nic nie pomogła, a dopiero uciec się trzeba było do prysznicu z nacieraniami i obwijaniami wedle metody kuracyjnej dra Winternitza.

Dziś właśnie skończył Sienkiewicz kurację hydropatyczną.

Wygląda bardzo dobrze, świeżo i silnie, chociaż — jak powiada — cierpienie gardłowe niezupełnie jeszcze ustąpiło; spodziewa się on dobrych skutków kuracji dopiero po upływie pewnego czasu, jak też to zwyczajnie bywa.

Dziś też wyprowadził się z zakładu dra Winternitza do prywatnego miesz­kania w pięknej willi noszącej nazwę «Rudolfshof». Jest to duży, piętrowy dom z ładnym cienistym ogrodem przy Promenadestrasse. Leży w najpiękniejszym miejscu Kaltenleutgeben, obok kościoła wznoszącego się na wzgórzu i barwnie odbijającego czerwoną swą kopułą na zielonym tle lasów i łąk, rozpostartych szeroko na łagodnie spadającym paśmie gór, które z tej strony zamykają widok.

Z okien willi widać więc zieloność pięknej przyrody i błękit nieba. Woko­ło cisza idylliczna rozpościera swe skrzydła, a tylko od czasu do czasu przerywa ją dzwon kościoła wiejskiego... Tu pisze słynny autor powieści Ogniem i mieczem i Potopu ostatnie ogniwo Trylogii: Pana Wołodyjowskiego, którego druk rozpoczął się już w «Słowie».

Za dwa mniej więcej tygodnie będzie tom pierwszy skończony. — Po skończeniu pierwszego tomu — mówił Sienkiewicz — pojadę na dni kilka do Warszawy. Potem wrócę znów do Kaltenleutgeben. Pod jesień mam zamiar udać się do Ostendy.

Przypomniałem obiecaną «Kurierowi Codziennemu» nowelę.

— Tymi dniami — rzekł — wezmę się do pisania; mam rzecz już obmyśloną — trzeba ją tylko przelać na papier...

Rozmowa nasza zeszła, z mojej inicjatywy, na temat tłumaczeń niemiec­kich utworów Sienkiewicza.

Przekład niemiecki Loewenthala powieści Ogniem i mieczem wychodzący obecnie w «Wiener Allgemeine Zeitung» nie bardzo zadawalnia autora. Tłumacz nie celuje wielką znajomością języka polskiego. Nadto język niemiecki nie dorósł ani do piękności, ani do jędrności, ani też stylowego kolorytu oryginału.

Potop ma aż dwóch tłumaczów niemieckich, mianowicie p. Loewensteina [! zam. Loewenfelda] w Berlinie i jenerała Rodakowskiego, «bohatera spod Custozzy» w Budapeszcie. Jenerała Rodakowskiego tak zachwyciły opisy bi­tew i potyczek w powieściach Sienkiewicza, iż na stare lata po raz pierwszy ujął za pióro, ażeby te wspaniałe obrazy pokazać szerszej niemieckiej publicz­ności. Waleczny generał, który podczas wojny austriacko-włoskiej dokazywał cudów męstwa jako pułkownik na czele 13-go pułku ułanów galicyjskich, jest wielce kompetentnym sędzią rzeczy wojskowych.

Sienkiewicz zadowolony jest natomiast z tłumaczeń niemieckich p. Prauna w Budapeszcie. Przekłady jego Hani i Janka Muzykanta drukowane były w odcinku «Neues Pester Journal». Obecnie tłumaczy p. Praun Przez stepy, Orso, Komedię z pomyłek i Latarnika. Rzeczy te były już przedtem przełożo­ne na język niemiecki. Janko Muzykant wyszedł z druku w «Bibliotece» Re­klama wraz z Szkicami węglem i Starym sługą w przekładzie Loewensteina. Resztę wymienionych nowel przyswoił językowi niemieckiemu p. Kurtzmann z Poznania.

Mówiąc o niemieckich przekładach Sienkiewicza, należy jeszcze wspo­mnieć o tłumaczeniu Meixnera noweli amerykańskiej Za chlebem; p. Tenner tłumaczy Przez stepy.

Wielu tłumaczów zużytkowało materialnie talent Sienkiewicza tylko dla siebie samych.

Piękny wyjątek pod tym względem stanowi p. Praun. W dowód uwiel­bienia i czci dla naszego wielkiego powieściopisarza przysłał on mu pięknie oprawne przekłady dokonane przez siebie z odpowiednią dedykacją. Jest to wprawdzie tylko niezbędna w takim razie grzeczność, ale inni tłumacze nawet do tego nie poczuwali się obowiązku!

P. Praun posłał także Sienkiewiczowi piękny srebrny wyzłacany medal bity w Wiedniu w roku 1683 na cześć króla Jana Sobieskiego, z powodu szczęśliwie dokonanej odsieczy. Na jednej stronie medalu znajduje się wizerunek króla polskiego, na drugiej napis, nad którym dwa orły, polski i austriacki, rozrywają dziobami półksiężyc turecki. Medal ten jest wielką rzadkością archeologiczną.

Od czasu do czasu dojeżdża Sienkiewicz do Wiednia na kilka godzin. Bywa na obiedzie w hotelu «Erzherzog», następnie na czarnej kawie u Puchera. Tu znajdują się polskie czasopisma w znacznej liczbie, tu też zwykle spotyka się rodaków.

W Kaltenleutgeben nie brak nigdy Polaków. Bywa ich tu nawet czasami znaczny zastęp. Obecnie są także goście polscy, między innymi: państwo Dziekońscy z Warszawy, Janczewscy, hr. Stadniccy, poseł Alfons Czajkowski, p. Scipio del Campo i inni.

Zakład dra Winternitza przepełniony. W cienistym parku przy zakładzie roją się nadobne pacjentki. Wiejską ciszę przerywają przedstawienia teatralne, koncerta i rozmaite inne widowiska. Pierwszorzędne siły artystyczne, ży­jące w przyjaźni z drem Winternitzem, zjeżdżają tu dla uprzyjemnienia czasu używającej prysznica czeladce.

Rodzina zmarłej żony Sienkiewicza i dzieci jego bawią z nim razem w Kal­tenleutgeben, gdzie wszyscy znają i wysoko cenią «den berühmten polnischen Dichter». Dziś przybyć ma jego siostra. Wśród rodziny spędza więc lato.

Oddziaływa to widocznie na jego usposobienie bardzo korzystnie, gdyż od­wiedzając go przed kilkoma tygodniami, kiedy jeszcze swoich nie miał koło siebie, nie znalazłem go tak dobrze i pogodnie usposobionym, jak jest obecnie. G. Smólski”

„Kurier Codzienny”, 21 VI 1887, nr 169.

Pozwolenie przekładów na język słoweński udzie­lone Petarowi Miklavecowi (Podravskiemu) w liście z 7 I 1897.

Miklavec (Podravski) P, Listy, t. III, cz. 2, s. 75, 76.

Druk Pana Wołodyjowskiego. Powieść 2 VI poczyna uka­zywać się w warszawskim „Słowie” (nr 119), w krakowskim „Czasie” oraz w „Dzienniku Poznańskim”; drukuje się do połowy maja 1888. W paździer­niku wychodzi tom I reklamowany jako „zamknięta w sobie całość”.

„Słowo” 1 VII 1887, nr 142; 25 X 1887, nr 239.

Rezygnacja z redaktorstwa „Słowa”. W połowie czerwca Sienkiewicz przekazuje kierownictwo „Słowa” Mścisławowi Godlewskiemu, jakkolwiek podpisuje je do końca roku, sobie zaś pozostawia redagowanie felietonu literackiego, które obejmuje po przyjeździe do Warszawy.

„Słowo” 23 VI 1887, nr 139; 8 XI 1887, nr 261; 22 XII 1887, nr 285. — „Kraj” 1887, VI, nr 22, s. 12 (z uszczypliwym komentarzem stosunku pisarza do „Filii krakowskiego «Czasu»”, jak nazwano tu „Słowo”). — „Przegląd Tygodniowy” 1887, nr 24 (Echa warszawskie).

Wyjazd do Brukseli. Około 25 VIII Sienkiewicz wyjeżdża spod Wiednia, przez Gastein, Frankfurt i Falkenstein udaje się do Brukseli, gdzie (a może w Ostendzie) spędza kilka tygodni.

Janczewska J., L 80; Listy, t. II, cz. 1, s. 428-434.

Wycieczka do Anglii i Francji. Na wrzesień przypada wy­cieczka pisarza z Ostendy na wyspę Wight i do Paryża.

Godlewski M., L 24; Listy, t. I, cz. 2, s. 48.

Kuracja w Gastein. Od 21 VIII do połowy września Sienkiewicz leczy się w Gastein, gdzie przechodzi okres ciężkiej depresji. Zaniepokojo­ny brakiem wiadomości od teściowej i Janczewskiej 29 VIII poszukuje ich w Ostendzie. Poznanie malarza Henryka Rodakowskiego.

Tarnowski St., L 3; Listy, t. V cz. 1, s. 537, 538. — Janczewska J., L 76-78; tamże, t. II, cz. 1, s. 423-431. — Rodakowski H., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 344.

Pobyt w Kaltenleutgeben w okresie od 7 do 19 październi­ka. Czas, dzielony między uzdrowisko i Wiedeń, gdzie Sienkiewicz widuje się z St. Smolką i gronem młodych przyjaciół, wypełnia mu praca nad Panem Wołodyjowskim, leczenie zębów i inne kłopoty ze zdrowiem.

Janczewska J., L 83-89; Listy, t. II, cz. 1, s. 440-459. — Pochwalski K., L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 458, 459. — Sarnecki Z., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 412.

Przyjazd do Warszawy. Zapowiadany w „Słowie” (26 X, nr 239) powrót pisarza do kraju nastąpił 3 XI („Słowo” 4 XI, nr 246), pociąga­jąc za sobą uregulowanie stosunków redakcyjnych, tj. objęcie kierownictwa działu literacko-artystycznego w dzienniku i ostateczne przekazanie 21 XI redaktorstwa naczelnego Godlewskiemu.

„Słowo” 8 XI 1887, nr 249 i 23 XI 1887, nr 261.

Kłopoty autorskie. Dwie pierwsze części Trylogii ustalają osta­tecznie sławę pisarską Sienkiewicza, narażają go jednak na zawiść i nieporo­zumienia z wydawcami.

„Teraz «Tygodnik Ilustrowany» w pamiątkowym numerze, poświęconym rocznicy 25 Szkoły Głównej, dał mój portret jako jej dawnego ucznia. Jest tak­że Prus, Chmielowski i Świętochowski. Już mi mówiono, że psuje im to krew, że postawiono mnie na czele. Naprawdę wszystko mi to jedno, bo jeśli mam trochę chełpliwości — to przed Tobą...

Jeszcze jeden szczegół tragikomiczny. Gazety donoszą, że z Grójeckie­go przywieziono jakiegoś nieszczęśliwego wariata, który zwariował na tym punkcie, że jest Kmicicem. Założyłem się, że «Przegląd», «Prawda» etc. napi­szą: «Oto są skutki powieści Sienkiewicza!».

Ładnie mnie urządzono z Potopem. Okazuje się, że Boniecki, któremu «Słowo» odprzedało pierwszą edycję (3000), bił do siedmiu tysięcy egzem­plarzy lub więcej. Wolff wystąpi chyba z procesem — a ja z nim razem, tylko muszę się z Lucem [Wrotnowskim] naradzić, czy przeciw Bonieckiemu, czy przeciw «Słowu», ponieważ «Słowu» sprzedałem. Nic to na moje stosunki ze «Słowem» nie wpłynie, bo ono przeniesie zaraz wyrok na Bonieckiego. Ale patrz, Dzinko, jak krzywdzą Toma.

Gdyby nie to, dawno by już pierwsza edycja była rozprzedana, bo się jako­by już rozeszło wiele więcej nad 4000. — Mówił mi to Wolff. Ale i on nie jest względem mnie w porządku, bo sobie podczas mej niebytności zrobił czwarte wydanie tomu I [Pism]. Chce mi po prawdzie za nie zapłacić, ale ja nie chcia­łem wcale, by robiono więcej wydań, pragnąc zostawić je dla dzieci”.

Janczewska J., L 101; Listy, t. II, cz. 1, s. 465.

Zajęcia redaktorskie. Redaktor literacki zabiega o zdobycie przekładów dla „Słowa”. Siostra Helena tłumaczy „źle, choć z pewnym ta­lentem”, po jakimś zaś czasie „nieźle” Rybaka islandzkiego P. Lotiego, ktoś ze znajomych ma przygotować nowy przekład Dawida Copperfielda Dicken­sa, sam zaś redaktor poprawia i wygładza tłumaczenie.

Janczewska J., L 95, 97; Listy, t. II, cz. 1, s. 471, 477.

Odmowa Zenonowi Przesmyckiemu współpracy z „Życiem” ze względu na Wołodyjowskiego.

Przesmycki Z. Miriam, Listy, t. III, cz. 3, s. 237, 238.

Powodzenie Pana Wołodyjowskiego. „Z przyjemnością dochodzi mnie ze wszystkich stron, że pierwszy tom Wołod[yjowskiego] bar­dzo się podoba. Znawcy wychwalają robotę. «Kraj» umieścił obszerne a po­chlebne sprawozdanie. Powiedział między innymi, że nikt dotąd nie opisał miłości dawnej z taką siłą i pozorem rzeczywistości — i nazwał te karty świet­nymi improwizacjami. Czy wiesz, że na wiecu w Poznaniu jeden z mówców cytował opowiadanie Muszalskiego z drugiego tomu — i czynił przy tym po­równania do losu Polaków pod rządami pruskimi”.

Janczewska J., L 94; Listy, t. II, cz. 1, s. 464, 465.

„Wołodyjowski podoba się tu bardzo a bardzo. Nowowiejski ujął sobie wszystkie serca; podobało się także ustawiczne przestraszanie się poważnego Nawiragha i dwóch uczonych Anandratów. Krakowiak Zagłoby pewnie nie przeszedłby Dzinkową, najdystyngowańszą z dystyngowanych cenzurę [...].

Tom drugi skończę zaraz po Nowym Roku, może w poniedziałek. Trzeci będzie już tylko zbieraniem porozesnuwanych nici. Zawsze to łatwiejsza robota.

Przerwa będzie krótka, ale potem wypoczynek zasłużony, bo przecie bę­dzie to koniec dużej Trylogii — a potem, co, Bóg raczy wiedzieć! Pewnie pust­ka i brak choćby takiego celu”.

Janczewska J., L 101; Listy, t. II, cz. 1, s. 494, 495.

„Konopnicka napisała w «G[azecie] Polskiej» ogromną recenzję I tomu Wołodyjowskiego. Mniejsza o pochwały, ale oj! jak to ładnie pisane! Przyślę Ci to zaraz. Druga to już recenzja, pierwsza była w «Kraju», i aż mi dziw, że tak wynoszą te panny, te sceny i obrazy, które pisałem lub opisywałem pół drzemiąc, a w znerwowaniu, w niepokoju, często w chandrze okrutnej”.

Janczewska J., L 100; Listy, t. II, cz. 1, s. 491.

Lektura i wrażenia teatralne. Sienkiewicz rozczytuje się w tragikach greckich (przekł. Węclewskiego) i żywo interesuje teatrem. Po raz pierwszy widzi grę M. Frenkla w Rozbitkach Blizińskiego, o których pisze:

„Jest to utalentowany pisarz, ale sztuka słaba. W ogóle polska komedia obraca się wśród mnóstwa formułek etycznych i konwencjonalnych kłamstw. — Życia i prawdy w niej nie ma — i aż czasem ochota bierze wziąć za pióro i napisać inaczej. Ale kiedy to się stanie — nie wiem”.

Janczewska J., L 96; Listy, t. II, cz. 1, s. 474.

Prezesostwo kongresu międzynarodowego. Po śmier­ci Kraszewskiego Sienkiewicz zostaje honorowym prezesem Stowarzyszenia Międzynarodowo-Literackiego, powołanym przez jego kongres w Madrycie.

Janczewska J., L 98, 99), Listy, t. II, cz. 1, s. 479, 486. — „Słowo” 30 XI 1887, nr 267.
1888
W Krakowie. W styczniu, w drodze z Warszawy do Zakopanego Sien­kiewicz zatrzymuje się w Krakowie, skąd odwiedza Sanguszków w Gumniskach pod Tarnowem.

Sanguszkowa E., L (20 I); Listy, t. III, cz. 3, s. 397.

Pobyt w Zakopanem. Od połowy lutego Sienkiewicz mieszka w „Afaparku” (tj. „Chacie”) B. Dembowskich w Zakopanem, praca nad Pa­nem Wołodyjowskim, spotkania z ks. Stolarczykiem i Bartusiem Obrochtą.

Janczewska J., L 102; Listy, t. II, cz. 1, s. 497-501. — „Słowo” 1888 nr 46.

Powrót do Warszawy, 27 II.

Janczewska J., L 103, Listy, t. II, cz. 1, s. 501, 502. — „Słowo” 1888, nr 46.

Końcowe stadia opowieści. „Wołodyjowskiego prawie skończy­łem. Pozostaje epilog — a raczej obraz pogrzebu i epilog, maksimum 10 kartek”.

Janczewska J., L 105; Listy, t. II, cz. 1, s. 509.

Ukończenie Pana Wołodyjowskiego. Ok. 5 V powstaje epilog, który między 11 a 15 V ukazuje się w dziennikach, w kilka zaś tygo­dni później, po tomach I, drukowanym jesienią 1887, i II w kwietniu 1888, III jest gotów w pierwszych dniach czerwca.

„Słowo” 1888, nr 105. — Janczewska J., L 106; Listy, t. II, cz. 1, s. 510-512,

Wycieczka na wieś. W ciągu maja Sienkiewicz odwiedza Józefostwo Krasińskich w Radziejowicach oraz krewnego, Bronisława Dmochow­skiego, w Guzowie. U Dmochowskich spotykają go oświadczyny od siostrze­nicy, a po dwudziestu z okładem latach żony, Marii Babskiej.

Janczewska J., L 107-109; Listy, t. II, cz. 1, s. 512-520. — Szetkiewiczowie K. i W, L 35; tamże, t. V cz. 1, s. 227-229.

Wiedeń—Kaltenleutgeben. Rozstrojony nerwowo, zagrożony chorobą oczu, oczekujący opinii lekarza w sprawie zamierzonego małżeństwa Sienkiewicz wyjeżdża 27 V do Wiednia i Kaltenleutgeben. W Wiedniu słucha Latającego Holendra („Brzydkie” opiniuje, „Wagner ma swoją doktrynę, nie swój styl”), męczy się niepewnością, z ulgą wreszcie dowiaduje się, że ma ane­mię mózgu, wymagającą wypoczynku i leczenia, opinia bowiem dra Winternitza kładzie kres projektowi małżeństwa.

Janczewska J., L 109-115; Listy, t. II, cz. 1, s. 516-542. — Sienkiewiczowa M. z Babskich, L 4-6; tamże, t. IV, cz. 1, s. 103-113. — Szetkiewiczowie K. i W, L 36, 37; tamże, t. V, cz. 1, s. 229-232. — Redakcja „Słowa”, 30 VI 1888. tamże, t. V cz. 3, s. 327.

„Pojutrze [5 VII] kończy mi się cztery tygodnie kuracji, tj. w piątek, a w so­botę chcę wyjechać. Kuracja zaszkodziła mi raczej, niż pomogła. Prawda, że warunki i moralne, i atmosferyczne nie były po temu, ale doznaję różnych dolegliwości, które nie trapiły mnie dotąd. Mianowicie dokucza mi ból krzyża i ból w stopie tak silny, jak czasem bywa ból zębów. Wahałem się przez chwilę, czy nie jechać do Gastein, ale nie pojadę; pojadę do Zoppot i tam posiedzę z dziećmi; tam do wszystkiego bliżej; stamtąd nie wiem, gdzie wyru­szę, może do Ostendy, a jesienią znów do dzieci [...]. Myślę wziąć się w Zop­pot do pamiętników malarza...”.

Janczewska J., L 120; Listy, t. II, cz. 1, s. 549, 550.

Sienkiewicz i herb biurokraty austriackiego. Przy­jaciel Sienkiewicza, a wysoki urzędnik w wiedeńskim ministerstwie dla Gali­cji, Chłędowski, opowiada, jak pisarz dopomagał mu w utworzeniu herbu dla uszlachconego urzędnika:

„Gdym [...] Loeblowi, na tegoż prośbę, także herb układał, wszedł do mnie przypadkowo Sienkiewicz. Poskarżyłem mu się, jakimi idiotycznymi prośba­mi ludzie mnie obarczają. Sienkiewicz zauważył: «Szybko rzecz załatwimy», wziął ołówek do ręki i narysował zupełnie heraldycznie, jak wesz na bębenku koziołki przewraca”.

Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 6.

Lektura myślicieli pozytywistycznych. Pobyt w Kaltenleutgeben w październiku urozmaica sobie Sienkiewicz rozczytywaniem się w dziełach czołowych pozytywistów:

„Bądź łaskaw zakupić dla mnie z Biblioteki Pozytywnej wszystko, co wy­szło Spencera, Baina, Taine’a, Milla, Darwina etc., słowem, wszystkich pozytywistów. Bibl[ioteka] Pozytywna wychodziła przy «Niwie» (za tych czasów, gdyś Ty występował przeciw «Rodzinie»), a potem, być może pod zmienio­nym tytułem, wydawał takie rzeczy «Przegląd Tyg[odniowy]»”.

Godlewski M., L 29 (30); Listy, t. I, cz. 2, s. 55.

Potop. Wydanie drugie powieści, włączone do Pism jako tomy X-XV nakładem Gebethnera i Wolffa ukazuje się w czerwcu.

Sienkiewicz na scenie. Po wznowieniu komedyjki Czyja wina? w maju przez teatr „Rozmaitości” w Warszawie, w lipcu jeden z teatrzy­ków ogródkowych gra Pana Zołzikiewicza w opracowaniu J. Galasiewicza i Z. Mellerowej. Sienkiewicz, który poznał tekst w rękopisie, ocenia go wysoko w liście do Galasiewicza: „Nie jest to zwykła przeróbka, ale praca zupeł­nie artystyczna” i chwali jej autorów, że „władają piórem nie rzemieślniczo, ale prawdziwie po pisarsku”.

Galasiewicz J., lipiec 1888, Listy, t. I, cz. 1, s. 431, 432. — „Kraj” 5 VII 1888, nr 32, s. 9. — „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1888, nr 252, s. 350.

Pobyt w Dreźnie i odpoczynek w Sopocie. 7 VII Sienkiewicz wyjeżdża z Wiednia, nazajutrz, 8, zwiedza Drezno i jego Galerię, na noc wyrusza do Sopotu, gdzie bawi rodzina, i pozostaje tam do 28.

„Słowo” 26 VII 1888, nr 166. — Janczewska J., L 129 (121-124); Listy, t. II, cz. 1, s. 551-568.

Ostenda. Praca pisarska. „H. Sienkiewicz w tych dniach wy­jechał z Sopot do Ostendy. Pogłoski [...] o ciężkiej chorobie Sienkiewicza są bezzasadne”. Zamieszkawszy w Ostendzie 17 rue d’Ouest, Sienkiewicz na­wiązuje stosunki z Merzbachem, rozczytuje się w literaturze geograficzno-podróżniczej, dotyczącej Konga belgijskiego, do którego zamierza wybrać się na wyprawę myśliwską bądź na własną rękę, bądź wraz z ekspedycją au­striacką, organizowaną przez Polaków. Pomysły te snuje w listach do Merzbacha i Janczewskiej, ostatecznie jednak rezygnuje z nich, dochodzi bowiem do przekonania, że Kongo jest krainą zbyt opanowaną przez cywilizację eu­ropejską, by mogło zaspokoić wymagania podróżnika.

W liście przesyła Merzbachowi utwór, napisany „z powodu przymusowe­go zaprowadzenia języka rosyjskiego w kościołach katolickich guberni mińskiej”. Obdarzony odpowiedział wierszem, zanotowanym na liście:

Bóg Ci zapłać, Mistrzu, za wiersz do albumu!

Będzie on relikwią w pamiątek ołtarzu,

I litewskich borów dalekiego szumu Słuchać będę... mimo carskiego zakazu.

Utworem tym była zatem bajka Pieśń litewskich borów, znana również jako Upór litewski.

„Słowo” 26 VII 1888, nr 166. — Merzbach L., L 1, 2; Listy, t. III, cz. 1, s. 64-68. — Jan­czewska J., L 129-131; tamże, t. II, cz. 1, s. 66-68. — Godlewski M., L 35; tamże, t. I, cz. 2, s. 59-61. — Szetkiewiczowie K. i W, L 38; tamże, t. V, cz. 1, s. 233-238.

Ta trzecia. W Ostendzie powstaje również Ta trzecia, o której po­czątkowych rozdziałach mówi list do Wandy Szetkiewiczowej z 2 VIII:

„Zacząłem pisać pamiętniki malarza i mam już dwa bite arkusiki, czyli że lody złamane. Wielka nowina! Ale cóż! Miały to być poetyczne obrazy stawów, trzcin, zachodów słońca, a układa mi się farsa śmieszna od początku do końca, pełna bredzenia”.

Szetkiewiczowa W, L 38; Listy, t. V cz. 1, s. 234.

„Serio mówiąc — brzmi relacja w liście do Janczewskiej z 24 VIII — w tym pamiętniku jest dużo wziętego z rzeczywistości, mianowicie dużo wyrażeń, które między malarzami słyszałem, ale nie ma nic podobnego do stosunków moich osobistych lub tych, wśród których się obracałem. Malarz Magórski jest narzeczonym, ojciec panny zrywa z nim. Jest to eks-urzędnik, głupi, pa­tetyczny, formułkowaty, który żadnym sposobem nie umie zrozumieć cygana-artysty. Nagle przychodzi wiadomość, że obraz Magórskiego dostał zło­ty medal w salonie i został zakupiony przez barona Hirscha za grubą sumę. Stosunek zostaje naprawiony. Tymczasem malarz spotyka wdowę, Ukrainkę, p. Kołczanowską. Młody redaktor Ostrzyński nie chce go do niej wprowa­dzić. Ten, zachwycony pięknością Ukrainki, leci do swej znajomej, Ewy Ada­mi, aktorki, która żyje w przyjaźni z Kołczanowską. Ewa ma jednak swoje powody, dla których także go nie chce wprowadzić. Wówczas malarz prze­biera się za lirnika i idzie — szereg zabawnych scen. Ewa jest w czasie wizyty. Redaktor Ostrzyński odgaduje, kto jest przebrany za dziada, i ogłasza wie­czorem w «Faits Divers» artykulik kompromitujący malarza i Ewę, a przynaj­mniej ośmieszający. Malarz przychodzi do garderoby Ewy naradzić się, co ro­bić. Zastaje ją zmęczoną, wyczerpaną grą — zachwyca się, pada jej do nóg. Następują konfidencje. Malarz mówi sobie, że był dotąd głupi szukając innej, żeni się, wyjeżdża do Rzymu. Z pierwszą jego narzeczoną żeni się inny ma­larz, a z Ukrainką redaktor Ostrzyński. Ten ostatni staje się kapitalistą i czło­wiekiem wpływowym. Jest to człowiek płytki, ale uchodził zawsze za powagę, bo pogardzał talentami i obniżał ich znaczenie. Etc. Trudno wszystko opowie­dzieć. Tak streszczone wydaje się sztuczne i bezsensowne. Tymczasem wypad­ki toczą się naturalnie, jest dużo typów, charakterów, bardzo dużo humoru i nieco mniej więcej bystrych spostrzeżeń. Wszystko zależy od języka i stylu. Teraz będę poprawiał i przepisywał. Gdzie to będzie drukowane, nie wiem, a ponieważ uważam to za rzecz udaną, więc może oddam «Słowu»”.

Janczewska J., L 123; Listy, t. II, cz. 1, s. 561, 562.

Powrót do Sopotu. 23 VIII przyjazd po 36 godzinach w pociągu. „Zoppot jest straszną dziurą. Czarno, mokro, nudno, słowem — obrzydliwie”.

Janczewska J., L 124, Listy, t. II, cz. 1, s. 567. — Godlewski M., L 36, 37; tamże, t. I, cz. 2, s. 61-63. — Szetkiewiczowie K. i W, L 38; tamże, t. V cz. 1, s. 233-238.

Wyjazd do Paryża 11 IX, przyjazd 13 IX.

„Słowo” 13 IX 1888, nr 204. — Wolff A. R., L 9; Listy, t. V, cz. 2, s. 414, 415. — Godlewski M., L 38, 40, 41; tamże, t. I, cz. 2, s. 63, 64, 66-69.

Plotki warszawskie. W Paryżu Sienkiewicz pisze list do redakcji „Czasu”, dementując plotki powtarzane przez prasę warszawską.

„Szanowny Redaktorze!

W piątkowym nrze «Czasu» znalazłem poczerpnięte z «Kuriera Warszaw­skiego» i powtórzone za nim wiadomości, dotyczące mojej osoby: I. że wstępuję w związki małżeńskie; II. że pracuję nad obszerną powieścią współcze­sną dla «Słowa»; III. że tytuł tej powieści ma być «Homo novus»; że przygotowywam nowelę dla warszawskiego «Sportu».

W odpowiedzi racz, Szanowny Redaktorze, pomieścić następne maleńkie sprostowanie: I. nie wstępuję z nikim w związki małżeńskie; II. nie zaczą­łem pracować nad obszerną powieścią współczesną dla «Słowa»; III. tytuł tej powieści, którą dopiero zamierzam pisać, nie będzie «Homo novus»; IV nie przygotowywam żadnej noweli dla warszawskiego «Sportu».

Henryk Sienkiewicz”

„Czas” 14 IX 1888, nr 210. — Redakcja „Czasu”, Listy, t. V, cz. 3, s. 246.

Tytuł humoreski. Decydując się na druk Tej trzeciej w „Kurierze Codziennym”, którego redaktorowi, Wł. Bogusławskiemu, dawno już przy­rzekł jakąś nowelę, Sienkiewicz w liście do R. Wolffa, jako wydawcy tego dziennika, protestuje przeciw zmianie tytułu:

„Na tytuł «Kazia» nie zgadzam się, gdyż jest on zupełnie przeciwny moim intencjom. Najlepiej będzie zatytułować rzecz: «Mój przyjaciel i ja», zostawiwszy w rodzaju objaśnienia drugi tytuł: «Urywek z pamiętnika malarza»”.

Wolff A.R., L 9; Listy, t. V cz. 2, s. 414, 415. — Sarnecki Z., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 412.

Wycieczka do Hiszpanii. 17 IX Sienkiewicz wyjeżdża do Hisz­panii na dni około 40. Z wycieczki tej pisuje, starym zwyczajem, bardzo szczegółowe relacje do Janczewskiej, po powrocie zaś nosi się z zamiarem na­pisania książki o wrażeniach z podróży, ogranicza się jednak do szkicu o Wal­ce byków, drukowanego w roku następnym.

„Słowo” 17 IX 1888, nr 207.

Listy do Janczewskiej pozwalają dokładnie ustalić przebieg wycieczki: 22 IX Cerbère, 23 Barcelona, 26 Walencja, 28 Kordoba, 29 Grenada. W październiku: 1 Sewilla, 5-14 Madryt.

Chrzanowski I., Nie drukowane listy Sienkiewicza z podróży do Hiszpanii, „Kurier War­szawski” 1 I 1931, s. 12-14. — Janczewska J., L 126-134; Listy, t. II, cz. 1, s. 573-594. — Szetkiewiczowie K. i W, L 40; tamże, t. V, cz. 1, s. 240-244.

Pomysły prac literackich. Pod koniec roku mnożą się pomy­sły i projekty prac literackich. Z redakcją „Słowa” Sienkiewicz toczy ukła­dy o nową powieść (Bez dogmatu), która ma przynieść 13 000 talarów. Ge­bethner i Wolff znowuż proponują „przerobienie z Potopu” — pt. „Obrona Częstochowy”; honorarium 10 kopiejek od wiersza, w grę wchodzi tu nadto „uczucie obywatelskie”, książeczka bowiem ma być odbita w 30 000 egzem­plarzy; zadanie to wykona ostatecznie J. S., tj. J. Janczewska. Powstaje wresz­cie utwór, który Sienkiewicz w liście paryskim do Wolffa obiecywał sobie napisać w drodze do Hiszpanii, a którego dzisiaj nie znamy, tj. jakaś nowela o Władysławie Warneńczyku. Jej to dotyczy zdanie w liście z 16 XII:

„Bajkę o królu Władysławie skończyłem. Jest nikczemna, a ogłasza ją z sur­mami «Tyg[odnik] Il[ustrowany]», Miłosz Kotarbiński ma robić rysunki”.

Janczewska J., L 137 (140); Listy, t. II, cz. 1, s. 623.

W Paryżu. Przybywszy 23 X do Paryża, Sienkiewicz podtrzymuje sto­sunki z miejscową Polonią, jak dyrektor banku Artur Wł. Sienkiewicz, ojciec dwóch panien na wydaniu, jak znajomy z Warszawy znakomity skrzypek Wła­dysław Górski, jak powieściopisarz Teodor Jeske-Choiński, jak Wł. Mickiewicz.

„U Górskich była pani Stojowska z synem, Władysław Mickiewicz, ja, Choiński, jakaś Amerykanka, grog ciepły — i gawędka. Mickiewicz jest ga­duła najokropniejszy. Usta mu się nie zamykają. Z tego powodu byłem nieco znużony i dość milczałem [...]. Ogólnie było ni bardzo zabawnie, ni bardzo nudno. Rozczulona widokiem Polaków twarz Górskiego jest dodatnią stroną tych zebrań”.

Janczewska J., L 134 (135); Listy, t. II, cz. 1, s. 595, 596.

Ogniem i mieczem na scenie krakowskiej. 28 X wy­stawiono przeróbkę powieści z Sobiesławem w roli Skrzetuskiego.

„Czas” 24 X 1888, nr 244; 28 X 1888, nr 248.

W Krakowie. 6 XI w drodze do Warszawy Sienkiewicz przybywa do Krakowa, gdzie spędza wieczór w klubie malarzy i rzeźbiarzy i wpisuje się na członka. Bierze również udział w raucie urządzonym przez St. Tarnow­skich ku czci namiestnika Galicji, Badeniego.

„Czas” 7 XI 1888, nr 255; 17 XI 1888, nr 265. — Godlewski M., L 42-44; Listy, t. I, cz. 2, s. 70-73.

&amp;nbsp;

Życie towarzyskie. O stosunkach towarzyskich zimą z r. 1888/89, nawiązanych przez popularnego pisarza z kulturalnymi ośrodkami warszaw­skimi, świadczy jego list z 30 X 1889 do Heleny Krasińskiej:

„Tak się przyjemnie gawędziło, że to życie nasze warszawskie z ostatniej zimy stoi mi teraz, na tle monotonii tutejszej, jak żywe w pamięci — i wydaje mi się jakieś wesołe, pełne ruchu, dowcipne; jedne twarze ukazują się za dru­gimi, i czegoś żal, że to minęło tak, jak minęło — i że się to nie wróci, i że nic nie dało się zatrzymać! Bo tak zupełnie rozproszyliśmy się, jak stado kuro­patw, do którego ktoś strzelił śrutem”.

Krasińska H., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 272.

Powrót do Warszawy. 22 XI Sienkiewicz urządza się w Warsza­wie i utrzymuje bardzo ożywione stosunki z mnóstwem znajomych.

Janczewska J., L 136; Listy, t. II, cz. 1, s. 601-610.

15 000 rubli od Wołodyjowskiego. 11 XII w „Słowie” ukazał się list Sienkiewicza, mający wywołać ogromną „wrzawę” w warszaw­skim świecie literackim:

„Kochany Redaktorze!

Jak ci wiadomo, w dniu wczorajszym odebrałem przesyłkę pieniężną, obej­mującą piętnaście tysięcy rs i kartkę ze słowami: «Michał Wołodyjowski — Hen­rykowi Sienkiewiczowi».

Jakkolwiek zwyczaj składania podobnych dowodów pieniężnego uznania dla literatów i artystów jest dość rozpowszechniony za granicą, nie był on dotychczas znany u nas, gdzie — wobec ogólnego ubóstwa — tysiące pilniejszych potrzeb oczekuje zaspokojenia.

Co się tyczy mnie osobiście, przyjęcie takiego daru nie jest zgodne ani z moim usposobieniem, ani z moją fantazją. Nie będąc człowiekiem boga­tym, zarabiam tyle, a nawet więcej, ile mi potrzeba. Dlatego, mimo wielkiej wdzięczności dla dawcy, ukrywającego się pod pseudonimem Michała Wołodyjowskiego, daru jego przyjąć nie mogę. Pieniądze złożyłem jako depozyt w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, gdzie w ciągu trzech lat mogą być za udowodnieniem odebrane. Po upływie tego terminu rozporządzę nimi we­dług własnego uznania”.

„Słowo”, 11 XII 1888, nr 277, s. 3. — Redakcja „Słowa”, L 5, Listy, t. V cz. 3, s. 328, 329

Wrażenie, wywołane przez ten list, utrwalił w (niedrukowanym) pamięt­niku Fr. R. Gawroński, który podał nadto, nie wiadomo na jakiej podstawie, nazwisko ofiarodawcy, „Darowskiego z Tetyjowa, pow. taraszczański”:

„Bohaterem dnia jest Sienkiewicz. Otrzymał on 15 000 rs od nieznajome­go wielbiciela, złożył do Tow[arzystwa] Kred[ytowego] Ziem[skiego] na trzy lata, po czym dopiero ma się rozporządzić dowolnie.

Pług, Czarnomski — młody panicz, podobno z Podola — Deotyma utrzymy­wali, że się znalazł grubiańsko względem adoratora, że należało dar przyjąć i pięknie podziękować, tym bardziej że nie jest człowiekiem bogatym. Nie widzę w tym niegrzeczności, ale w każdym razie pewną moc charakteru wykazał, umiejąc oprzeć się pokusie”.

Dotychczasowi biografowie nie zgadzają się w ustaleniu osoby tajemnicze­go wielbiciela. Hoesick podaje, co mniej niż prawdopodobne, iż był nim Wołodkowicz, którego, jak wspomniano wyżej, Sienkiewicz spotykał za granicą; Kozłowski natomiast mówi o Marii z Hołowińskich Czosnowskiej (później­szej Łubieńskiej).

Korespondencja samego Sienkiewicza i jego otoczenia rzuca zabawne nie­raz światło na całą sprawę, ale jej nie wyjaśnia. W liście tedy Szetkiewicza do córki jest ucieszna dykteryjka, jak to krawiec Szapsio, obszywający autora Potopu, dworował sobie z jego gestu; list znowuż Marii Dembowskiej prawi o oburzeniu „kanonika”, tj. sławnego proboszcza zakopiańskiego, ks. Stolar­czyka, z tego samego powodu. Najosobliwsze, iż Sienkiewicz nie wiedział, kto go kłopotu nabawił. Przypuszczał on, że zrobiła to Czosnowska, którą latem poznał w Ostendzie i z którą w tej sprawie prowadził korespondencję, ale pewności nie miał. Zresztą rzecz cała była dlań właściwie obojętna, sko­ro w tydzień po ogłoszeniu listu dowiedział się od L. Górskiego, prezesa Towarzystwa Kredytowego, iż ofiarodawca akceptuje jego projekty. Wyłuszczył je w liście do Janczewskiej z 16 XII:

„Z całej wrzawy o te 15 000 rs pozostaje mi jedno przyjemne wspomnie­nie, żem postąpił, jakbyś Ty postąpiła na moim miejscu. Za jedną drogą dzielę się z Tobą zamysłami, co zamierzam zrobić, jeśli pieniądze nie zostaną ode­brane. Owóż zamierzam z nich zrobić fundusz imienia Maryni i dochód rocz­ny (800 rs) przeznaczyć na zagrożonych piersiową chorobą literatów, mala­rzy, muzyków albo członków ich rodzin, których doktorzy skazują na wyjazd do ciepłych krajów na zimę, a którzy nie mają za co wyjechać. Będzie dla mnie bardzo słodką myśl, że w ten sposób Marynia zostanie patronką takich chorych i że imię jej muszą wspominać z wdzięcznością. Wolałbym z tego powodu, żeby pieniędzy nie odebrano — i pewnie tak będzie. Co do donio­słości praktycznej, nie zaprzeczy jej, kto sobie przypomni, że taki Grottger, Gierymski itd. poumierali na suchoty, że zagrożony jest — być może — nimi Witkiewicz, Maszyńska, Rostafińska itd. — a czasem brak grosza na ratunek. W roku, w którym by kandydat się nie znalazł, procenta można będzie używać na stypendia itd. Oczywiście musi to być zredagowane i obmyślane ści­ślej — niż w tej chwili”.

Janczewska J., L 140; Listy, t. II, cz. 1, s. 619, 620.

Ostatecznie 24 XII Sienkiewicz decyduje się ufundować stypendium w krakowskiej Akademii Umiejętności.

Janczewska J., L 137, 138 (141); Listy, t. II, cz. 1, s. 626-628. — Redakcja „Słowa”, 11 XII 1888 i 2 III 1889, t. V cz. 3, s. 328-330.

&amp;nbsp;
1889
„Fundusz im. Marii Sienkiewiczowej”. Upewniony, iż może dysponować darem nieznanego wielbiciela, Sienkiewicz ogłasza w pra­sie utworzenie funduszu stypendialnego im. zmarłej żony.

„Słowo” 11 I 1889, nr 9. — „Czas” 17 I 1889, nr 14. — Akademia Umiejętności w Krako­wie, L 1-23; Listy, t. V, cz. 1, s. 95114.

Wczasy zakopiańskie. Około sześciu tygodni, od stycznia do po­łowy lutego, spędza w „Chacie” Dembowskich w Zakopanem. Mnóstwo wiadomości o tym pobycie i życiu ówczesnego Zakopanego zawierają listy do Janczewskiej i samego Sienkiewicza, i Marii Dembowskiej. M. in. okazu­je się, iż Sienkiewicz nakłaniał Wł. Zamoyskiego do kupienia Kuźnic. Pisze on tutaj szkic O powieści historycznej, bierze udział w nieudanym polowaniu na niedźwiedzia w Zubercu, przede wszystkim jednak wypoczywa.

„Więc pojechali wczora do Zuberca [...]. A co ten pan Sienkiewicz donaigrawa się ze mnie, nie z owej «szczerości», ale ze wszystkiego! Co wygady­wał wczoraj, co dośmiał się «połową warg swoich», jak bohaterowie Orzesz­kowej, z zapasów na polowanie i utrzymywał, że «korzystając z zapasików warto by zrobić powstańko». W doskonałych humorach wyjechali [...] i po­jadą pięknym światem, i ten leśniczy Kocjan, którego PD [Dembowski] pro­sił o urządzenie tego polowania, dziwnie oryginalna figura; całe życie siedzi w lesie, mówi jak góral, a pisze podobno bardzo dobre rzeczy ornitologiczne [...]. Podoba się tam panu H. i chociażby nawet źwierzęta nie wyszły, to my­ślę, że ta przejażdżka w górach ożywi go i zabawi [...], a dla niego to takie hi­gieniczne pożyć choć trochę takim życiem świstaczym, jak sam mówi, że żyje jak świstak, je, śpi i mało myśli. Śpi ta dusza droga, głowa ani razu nie bolała, chodzi dużo, jada z apetytem, ale niewiele, bo mówi, że mu tak najzdrowiej. — A miły, aj, aj!! ożywiony, gadający, sypie takimi genialnościami spostrze­żeń życiowych i artystycznych, takimi wykwintnymi ironiami i dowcipami, że żal, że nie można tego stenografować. Czy Dzineczka zna powiedzenie, że Tarnowski po przeczytaniu Tej trzeciej patrzył na jej autora, «jak na Mojżesza tańczącego kankana»? Jak przypomnę sobie to powiedzenie, zaśmiewam się sama w pokoju [...].

Marzę, żeby pan Sienkiewicz zaczął tu swoją powieść — bo zostałby wtedy dłużej. A przecież pierwotny projekt był przyjechania tu na kilka tygodni dla powieści [...]. Tym bardziej że p. Sienk[iewicz] zapalił się do myśli kupienia domku w Zakopanem, więc niechże zostanie dłużej, przekona się, jak mu na dłużej służy tu powietrze, jak mu się tu podobać będzie na dłużej”.

„Słowo” 14 II 1889, nr 11 (wyjazd z Warszawy 13 I). — Dembowska do Janczewskiej, 29 I 1889. — Godlewski M., L 45, 47; Listy, t. I, cz. 2, s. 73-75 i 77-78.

Licytacja Zakopanego. 22 V ukazuje się w „Słowie” felieton Kto da więcej? Szkice z licytacji Zakopanego, podpisany pseudonimem: K. Dobrzyński. Autorstwo wyjaśnia list 51 do M. Godlewskiego:

„Tymczasem przesyłam Ci obrazek z licytacji Zakopanego, skreślony bar­dzo żywo. Zrób z niego odcinek. Nic nie szkodzi, że sprawa jest rozstrzy­gnięta, bo to jest powiedziane powieściowo. Zastrzegam sobie pozostawienie cyfr, którymi artykuł podpisałem.

Ponieważ sam zamierzam zawsze okupić się w Zakopanem, chodzi mi o to najmocniej, aby Zamoyski nie pomyślał czasem, że sympatyczny dla niego artykuł pisany jest z ukrytą chęcią uzyskania jakichś wyjątkowych ustępstw. Dlatego stanowczo proszę Cię nie zmieniać podpisu i zachować sekret”.

Godlewski M., L 51; Listy, t. I, cz. 2, s. 80, 81.

Lektura i improwizacja. W Zakopanem Sienkiewicz chętnie „gadkości z «Wisły» deklamuje”, tj. swawolne gadki Sabały, ogłoszone w mie­sięczniku warszawskim przez B. Dembowskiego, przy czym widuje niejed­nokrotnie Sabałę, który odwiedza „Chatę”. Wówczas też powstaje zaimpro­wizowany obrazek, przedmiot zachwytu Dembowskiej, stanowiący pierwszy zarys późniejszej o lat dwadzieścia noweli We mgle (1908):

„...tak pięknie jest widzieć ten śnieg, który tak cicho pada — i te okiście takie piękne na drzewach, i dekoracja cała do tego obrazka, który chce pisać pan Sienkiewicz, a raczej nie chce mu się go pisać, ale tak go już widzi, tak z tego, co o nim mówi, ma ten obraz już ujęty — że marzę, żeby go napisał zaraz, bo potem zapomni o nim, odwlecze to pisanie i nie napisze — a mnie chodzi o ten obrazek nadzwyczajnie — to będzie epoka w literaturze naszej, to będzie pierwsza na świecie próba noweli, w której nie będzie żadnej bajki, żadnej treści literackiej w zwykłym znaczeniu, tylko obraz — las, śnieg, po­wstańcy przechodzą z daleka — widać tylko ich grupę, słychać śpiew i nikną za wzgórkiem. — Słowem, cała rzecz będzie na obraz zrobiona”.

Wyjazd do Krakowa. „S. wyjechał z Ciułaczem do Chabówki 15 [!] II w czasie strasznej hurmawicy”.

Nazwisko Józefa Gąsienicy Ciułacza, zob. Hoesick F., Tatry i Zakopane, Kraków 1931, cz. 4, s. 231.

Układy o powieść W pętach (Bez dogmatu). W Kra­kowie, w Hotelu Saskim, Sienkiewicz układa się z redakcjami „Czasu” i „Gazety Lwowskiej” o warunki nowej powieści, której jeszcze nie rozpo­czął; ustaliwszy ze „Słowem” honorarium w wysokości 13 750 talarów (tj. ok. 20 000 rb), „za przedruk żąda po 100 guldenów austriackich za arkusz obliczony na literę n, wedle 1-go wydania Wołodyjowskiego, w ilości 16 stro­nic”. Sytuację autora odtwarza jego list do Adama Krechowieckiego, redak­tora „Gazety Lwowskiej”, z 12 (?) II:

„Kiedy będę mógł oddać pierwszy tom do druku, nie umiem powiedzieć i lepiej pod tym względem nie zobowiązywać się wobec czytelników, poprze­stając na zapowiedzi, że powieść ukaże się w roku bieżącym. Oczywiście będę się starał, by to było jak najprędzej. Mam jednak kilka małych, obowiązko­wych robot, z którymi muszę skończyć, zanim wyłącznie zasiądę do tej więk­szej pracy.

Tytuł to moja słaba strona, «Słowo» ogłosiło tytuł «W pętach» — i jeśli siła na tym zależy — możecie tak samo zapowiedzieć — czy jednak nie zmienię — nie zaręczam. Sądzę zresztą, że to jest wszystko jedno”.

Krechowiecki A., L 1; Listy, t. III, cz. 1, s. 307, 308.

Powrót do Warszawy. Obrona Częstochowy. Powró­ciwszy do Warszawy 17 II, Sienkiewicz kończy szkic O powieści historycznej, w którym, jak pisał 24 I, „będzie trochę polemiki, może trochę żółci, tro­chę obrony własnej”, przy czym miał na myśli głównie zarzuty Prusa prze­ciw Ogniem i mieczem; 22 II jest na balu w ratuszu, głównie ze względu na p. Sienkiewiczówny z Paryża, które na karnawał przyjechały do Warszawy; interesuje się Obroną Częstochowy, na którą namówił w Krakowie Janczew­ską; zapytywany, co mówią o Baudouinie de Courtenay, którego Uniwersytet Jagielloński chciał powołać na katedrę, odmawia informacyj, oświadczając, że mu to nie odpowiada oraz że „B. jest ilustracją naukową — i to powinno być przede wszystkim brane w rachubę”, 29 II wreszcie urządza u siebie duże przyjęcie dla przyjaciół i znajomych. Zajęcia te wraz z obowiązkami redak­cyjnymi (poprawianie Ramony) odsuwają pracę nad zamierzoną powieścią na plan dalszy.

„Słowo” 19 II 1889, nr 41. — Janczewska J., L 149-151; Listy, t. II, cz. 2, s. 20-35.

Nieudałe swaty. Znajomi pisarza, Wrotnowscy i Krasińscy, usiłują wyswatać go z Adolfiną Czarnowską (późniejszą Łubieńską), dla której, jako panny „ślicznej i łagodnej”, miał on żywić gorętsze uczucia. Listy do Jan­czewskiej traktują te swaty z dużym humorem, niekiedy nawet ze złośliwo­ścią. Sprawa ta doprowadza stopniowo do oziębienia stosunków Sienkiewi­cza z Wrotnowskimi i ostatecznie do ich zerwania, o czym prawią jego listy do Godlewskiego.

Chłędowski K., Pamiętniki, Wrocław 1951, t. 2, s. 200 (sprzeczne oświetlenie postępo­wania Sienkiewicza, określonego jako „niehonorowe”, to znów tłumaczonego tym, że panna była „bardzo mdła, nudna”). — Godlewski M., L 65; Listy, t. I, cz. 2, s. 97, 98. — Janczewska J., L 151, 152; tamże, t. II, cz. 2, s. 31-38 — Krasiński E., O Radziejowicach, Warszawa 1934, s. 33-34.

Pan Wołodyjowski na scenie. Teatr krakowski wystawia przeróbkę I tomu powieści w opracowaniu Antoniego Siemaszki.

„Słowo” 1 III 1889, nr 50, s. 2.

Odczyty o powieści historycznej. Zapowiadany na ko­niec marca odczyt odbył się w Warszawie 9 IV, w tydzień zaś później Sienkie­wicz powtórzył go w Krakowie, w Hotelu Saskim. W odczycie tym punktem wyjścia były uwagi G. Brandesa o powieści historycznej jako „kawie figowej”, tj. namiastce powieści realistycznej, przedstawione znacznie wcześniej w „Sło­wie” (14 VI 1887, nr 128, artykuł anonimowy pt. Echter Feigenkaffe); głów­nie jednak rozprawiał się tu Sienkiewicz z wywodami Prusa na temat Ogniem i mieczem. Odczyt warszawski, urządzony na ratuszu na rzecz Towarzystwa Dobroczynności, przyniósł tej instytucji dochód 1400 rb.

„Słowo” 27 III 1889, nr 70; 10 IV 1889, nr 82; 19 IV 1889, nr 90; 12 IV 1889, nr 84; 17 IV 1889, nr 88. — „Czas” 12 IV 1889, nr 85; 16 IV 1889, nr 88.

Kraków i Wiedeń. W Krakowie, gdzie przybył 12 IV, Sienkiewicz spędził trzy dni, od 23 IV zaś bawił w Wiedniu, głównie w towarzystwie K. Chłędowskiego. Ponieważ z powodu Wielkiego Tygodnia teatry były nie­czynne, jeden wieczór spędził w cyrku.

Janczewska J., L 157; Listy, t. II, cz. 1, s. 49-53. — Szetkiewiczowie K. i W, L 44, 45; tam­że, t. V cz. 1, s. 251-255. — „Słowo” 23 IV 1889, nr 92.

Abacja. W czasie tygodniowego pobytu w Abacji Sienkiewicz „robi słońce na papierze”, tj. pisze Walkę byków. Kończy ją jednak dopiero w kilka tygodni później i 3 VII przesyła do redakcji „Słowa”, ustalając honorarium w wysokości 300 rb.

Janczewska J., L 159-161; Listy, t. II, cz. 1, s. 56-64. — Godlewski M., L 55, 59; tamże, t. I, cz. 2, s. 84, 87, 88. — Szetkiewiczowie K. i W, L 46, 47; tamże, t. V, cz. 1, s. 255-259.

Warszawa — Praga — Kissingen. Wyjechawszy 3 0 IV z Aba­cji i spędziwszy kilka dni w Wiedniu, Sienkiewicz wraca 8 V do Warszawy, oczekując na przyjazd ojca z Lublina. 13 V wyrusza za radą dra Bauerertza na miesiąc do Kissingen. Po drodze zatrzymuje się w Pradze, gdzie w teatrze „Narodní Divadlo” ogląda „Norę, głupi dramat Ibsena”. Tutaj też spędza kil­ka godzin na nocnej rozmowie z poetą Jaroslavem Vrchlickim, co ten upa­miętnia wierszem. W Kissingen, gdzie jednym z lekarzy jest Franciszek Chła­powski, przebywa do pierwszych dni czerwca.

Janczewska J., L 163, 164, Listy, t. II, cz. 2, s. 67-75. — Godlewski M., L 53; tamże, t. I, cz. 2, s. 81, 82. — „Słowo” 9 V 1889, nr 105; 13 V 1889, nr 108. — Szetkiewiczowie K. i W, L 48, tamże, t. V, cz. 1, s. 259-261. — Wodziński A., L 4; tamże, t. V, cz. 2, s. 339, 340.

Choroba córki. Przybywszy z Kissingen do Zakopanego, gdzie w do­mu J. Czubka mieszkała rodzina, Sienkiewicz znajduje córkę chorą na wrzód w gardle, 18 VI zawozi ją do Krakowa, gdzie znany chirurg, dr Rydygier, robi jej operację. W czasie miesięcznej rekonwalescencji Sienkiewicz czuwa nad chorą. Równocześnie pracuje literacko, pisząc drobiazgi takie, jak wierszyki albumowe dla poznanych w Kissingen pań Łąckich, oraz pozuje do duże­go portretu Kazimierzowi Pochwalskiemu, wreszcie 13 VII odwozi dziecko do Zakopanego.

Chłapowski K., L 1; Listy, t. I, cz. 1, s. 117-119. — Janczewska J., L 164-176; tamże, t. II, cz. 2, s. 71-109. — Pieniążek P, L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 434.

Pomysł nabycia Bóbrki. W czasie pobytu w Krakowie Sienkie­wicz spotyka komediopisarza, Józefa Blizińskiego, u którego „bieda zawsze”, i zamierza kupić jego majątek, wieś Bóbrkę w pow. leskim, za którą właściciel żąda 14 000 guldenów. Pamiątką tych projektów są mapki Galicji, rysowa­ne przez Sienkiewicza w listach do Janczewskiej, która w tej sprawie miała odegrać rolę „sowietnika” (doradcy), zgodnie z nazwą, którą jej w rodzinie nadawano.

Błiziński J., L 4; Listy, t. I, cz. 1, s. 85, 86. — Janczewska J., L 164-175; tamże, t. II, cz. 2, s. 71-107.

Stypendium im. M. Sienkiewiczowej. Rozpoczęte w maju układy z Akademią Umiejętności dobiegają końca 19 VI, gdy jej zarząd zgadza się na zakup austriackich listów zastawnych zamiast papierów Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie. 22 VI Akademia ogłasza w prasie komunikat o utworzeniu fundacji i warunki dla stypendystów. Szczegółowy statut, ułożony przez L. Wrotnowskiego, zachowany w rękopisach Sienkie­wicza w archiwum PAU w Krakowie oraz w papierach po M. Godlewskim w Ossolineum, pojawił się drukiem w Roczniku Akademii Umiejętności za r. 1889, nadto, z modyfikacjami wprowadzonymi 17 V 1901, w Roczniku za ten rok. Stypendium przetrwało do r. 1918, gdy wygasło wskutek ogólnej dewaluacji austriackich papierów wartościowych. Korzystali z niego: 1889 Konstanty Mańkowski (malarz) i Wójcik (rzeźbiarz); 1890 Mańkowski i Ka­zimierz Kratzer (muzyk); 1891 Mańkowski i Włodzimierz Łuskina (malarz, ilustrator Potopu); 1892 Tadeuszowa Ajdukiewiczowa (żona malarza); 1893 Karolina Lepszowa (żona Leonarda, historyka sztuki); 1894-1897 (?) Maria Konopnicka; 1898 Jan Komierowski (poeta, szwagier Sienkiewicza); 1899 Józef Rapacki (malarz) i Stanisław Przybyszewski; 1901 Stanisław Wyspiań­ski; 1902-1905 Gustaw Daniłowski; 1905 Roman Woyczyński; 1909-1911 Stanisław Witkiewicz; 1917 Kazimierz Tetmajer.

Ustalenie dokładnych dat jest tutaj trudne, zgodnie bowiem ze statutem nazwisk stypendystów nie podano do wiadomości, archiwum zaś PAU wyka­zuje pewne luki.

Akademia Umiejętności, L 1-23; Listy, t. V cz. 3, s. 95-114, — „Czas” 25 VI 1889, nr 143. — Przybyszewski St., Listy, Warszawa 1937, t. I, s. 338, 240, 300. — Morawski K., L 6; tamże, t. III, cz. 2, s. 120-122.

Sabałowa bajka. Zapewne w czasie pobytu w Zakopanem, od 13 do 26 VII, powstała bajka Sabały, słyszana przez Sienkiewicza w czasie wy­cieczki nad Czarny Staw Gąsienicowy, wymieniony w brulionie utworu, za­chowanym w papierach K. Pochwalskiego, który miał go ilustrować, choć zrobił to dopiero w r. 1891 P. Stachiewicz. Drukiem bajka ukazała się w „Cza­sie” 27 VII, nr 170, pisma zaś warszawskie, w których natrafiła ona na jakieś trudności cenzuralne, upowszechniły ją dopiero w dwa lata później.

Wolff A. R., L 11, 12, 14; Listy, t. V cz. 1, s. 416-422. — Czapelski T., tamże, t. I, cz. 1, s. 178, 179. — Tomkowicz St., L 2; tamże, t. V cz. 1. s. 559, 560.

Walka byków. Druk utworu będącego efektem podróży do Hiszpanii z roku 1888.

Godlewski M., L 54-56; Listy, t. I, cz. 2, s. 83-85. — Tomkowicz St., L 1, 2; tamże, t. V cz. 1, s. 558, 559.

Wspomnienie o Chałubińskim.

Godlewski M., L 61, 62; Listy, t. I, cz. 2, s. 90-92. — Tomkowicz St., L 5; tamże, t. V cz. 1, s. 563.

Helgoland i nowa powieść. Przez tydzień, od 28 VII do 5 VIII Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Zniechęcony złą pogodą itowarzystwem burżuazji niemieckiej, przenosi się do Ostendy.

Na Helgolandzie pisze początek nowej powieści, noszącej zapowiedziany w prasie tytuł „W pętach” i ujętej w formie zwykłej narracji:

„Dziś kąpałem się o ósmej, bo mówią, że z rana woda cieplejsza, potem pi­sałem od 10-3. Podczas gdym pisał, zdało mi się, że to idzie spokojnie, rów­no, dokładnie, tak właśnie, jak powinien być pisany początek powieści, która następnie dopiero ma wzlatać i szybować coraz wyżej. Teraz natomiast, gdym to przeczytał, wydało mi się to dość głupie. Postaram się o taki zapas, żeby Ci go było warto odczytać.

My się kłócimy często. Dży [J. Janczewska] rzuca się na Mickiewicza, demenuje — ale bądź co bądź jesteś jedyną osobą, z którą i której o tej powieści mówiłem, z którą roztrząsałem, jak ma co być, i spowiadałem się z zamie­rzeń. A przecie to potrzebne każdemu, by usłyszał odmienne zdanie, by choć pomówił o tym, co tak obchodzi, bo przez to samo autor się podnieca i lepiej to i owo wydobywa z cienia na światło. —

W takiej powieści jak ta chodzi zwłaszcza o wrażenia kobiece. Literalnie zaś poza Tobą nie mam w rzędzie moich znajomych nikogo z białogłów, z kim bym mógł o tym pomówić. Z Wrot[nowską]? nie jestem w odpowiedniej za­żyłości — i zadziczam się, i jest mi obca — z Godl[ewską]? nie dość reaguje. Widok Helci sprawia mi abominację. Co do Mateczki — co ją może obcho­dzić analiza jakichś uczuć romantycznych i «that is the question» miłosnych. — Przywykłem już z Tobą rozmawiać o moich utworach z taką właśnie swo­bodą i otwartością, jakiej autorowi trzeba — bo choć To kłóci się, wpada w pasję na Mickiewicza, miota pociski jak na Keniga — ale za to subtelne jak bursztyn i bardzo miłe, i bardzo oryginalne.

Dziwne to, że osobą, której samej bym nie czytał, ale której obecność przy Tobie nie zawadzałaby mi — jest panna Munia. Jej znane sapnięcie w miejscach bardziej wolnych i charakteru bardziej świeckiego odejmowałoby mi uspo­sobienie do patosu, ale wprawiałoby mnie w dobry humor. Co do p. Mary, ta w gruncie rzeczy lekceważy mnie, bo nie jestem jako te Goncourty i inne francuskie kurty, dla których ma wyłączną sympatię. Z polskich autorów pewnie ceni najwyżej Dygasińskiego — i pewnie cichym a silnym jej pragnie­niem jest mieć go w Afaparku i utuczyć tak, żeby aż pękł [...].

A przecież tak mi trzeba usłyszeć, że to nie jest zupełnie głupie. Oto w tej chwili mam ochotę podrzeć wszystko”.

Janczewska J., L 178; Listy, t. II, cz. 2, s. 112, 113. — Lubowski E., L 6; tamże, t. III, cz. 1, s. 543-546. — Szetkiewiczowie K. i W, L 50; tamże, t. V cz. 1, s. 263-268. — Tomkowicz St., L 3; tamże, t. V cz. 1, s. 559, 560.

Wysoka ocena przekładu Don Juana Byrona przez Wiktora Baworowskiego.

Baworowski W, L 1, 2; Listy, t. I, cz. 1, s. 56-59.

W Ostendzie. 5-15 VIII dziesięciodniowy pobyt w Ostendzie, w to­warzystwie E. Lubowskiego i A. Kraushara. W Brukseli, gdzie Sienkiewicz odwiedzał Poradowskich i Merzbacha, podczas „uczty towarzyskiej” stary księgarz-poeta wygłosił zabawny toast rymowany:

Dużo ci pochwał po świecie sypano Natchnioną prozą lub mową wiązaną,

Boś spisał istnie żołnierskim narzeczem

Ogniem i mieczem

I dziś po świecie ścigają cię wszędzie,

Więc chciałeś skryć się w Helgoland, w Ostendzie.

Próżno! i tu ci nie dają urlopu,

Twórco Potopu.

„Słowo” 4 IX 1889, nr 198. — Janczewska J., L 180-182; Listy, t. II, cz. 2, s. 121-127. — Szetkiewiczowie K. i W, L 52, 53; tamże, V, cz. 1, s. 269-271.

Dalsze próby wstępu do Bez dogmatu. W Ostendzie trwa dalsze pisanie nowej powieści:

„Co do pisania — byłem, widzisz, niespokojny, znerwowany, przyszła scjatyka i ten ból reumatyczny, więc nie mogło to iść dobrze. Siedzę znowu po kilka godzin — ale i mało piszę, i nie jestem kontent z tego, com napisał. Będę się nawet wstydził czytać Ci ten wstęp, właśnie dlatego że Twoje zdanie cenię i ufam mu, a Twój umysł poważam”.

Janczewska J., L 181; Listy, t. II, cz. 2, s. 125. — Szetkiewiczowie K. i W, L 52, 53; tamże, t. V cz. 1, s. 269-271. — Tomkowicz St., L 3, 4; tamże, t. V cz. 1, s. 560-562.

W Zakopanem i Krakowie. Od połowy września do połowy października Sienkiewicz przebywa w Zakopanem, gdzie pracuje dalej nad powieścią, nadto zaś postanawia pisać pamiętnik, który nie przeszkadzałby w pracy literackiej, a umożliwiał zapisywanie przelotnych wrażeń. Nabywa w tym celu zeszyty w Krakowie, gdzie ok. 12 X załatwia sprawę stypendium, przyznając je malarzowi Mańkowskiemu, rozpoczyna układy z Wł. Zamoy­skim o kupno parceli w Zakopanem i wybrawszy się do Łęk k. Oświęcimia, ustala z Wrotnowskim warunki druku nowej powieści.

„Słowo” 14 X 1889, nr 232; 21 X 1889, nr 237. — Godlewski M., L 59; Listy, t. I, cz. 2, s. 87, 88. — Janczewska J., L 183; tamże, t. II, cz. 2, s. 128. — Szetkiewiczowie K. i W, L 54; tamże, t. V, cz. 1, s. 272-274.

„Wieczorem byłem w klubie malarskim. Widziałem Jacka Malczewskie­go, Twego przyjaciela bez rąk [Ludomira Benedyktowicza] i dwóch innych, których nazwiska nie pamiętam. Tego bezrękiego lubię, bo on Ciebie lubi i podziwia — tak przynajmniej się domyślam. Mówili dużo o bracie Alber­cie, który podobno zupełnie wychodzi na świętego. O tę szarżę starałbym się chętnie, gdyby nie to, że proces kanoniczny odbywa się dopiero w sto lat po śmierci. To ostudza mój zapał...”.

Janczewska J., L 183; Listy, t. II, cz. 2, s. 133.

„Byłem we czwartek na sztuce Bałuckiego pt. Nowy dziennik. Jest to gatu­nek przejściowy między farsą i komedią typów. Miejscami zabawna, ale pełna niesmacznych i grubych konceptów — i ludzie w niej za głupi jako odbicie ist­niejących typów, a za nudni na farsę”.

Janczewska J., L 183; Listy, t. II, cz. 2, s. 132.

„Powieść ma być wielkości Wołod[yjowskiego], cena 12 000 rs. Arkusze nadpisane obliczają się i dopłacają w stosunku do całości. Prócz zadatku, któ­ry już dawniej wziąłem, 15 listopada lub w terminie rozpoczęcia, jeśli takowy się spóźni, będzie mi wypłacone 5000 rs”.

Janczewska J., L 184; Listy, t. II, cz. 2, s. 137.

Kaltenleutgeben. Od 15 X do 20 XI Sienkiewicz przebywa w Kal­tenleutgeben, skąd 26 X wyjeżdża na (nieudane) polowanie na jelenie we Frain (Vranov) u Stadnickich. W czasie kuracji kontynuuje pamiętnik, zmienia zarówno formę, jak tytuł pisanej powieści, decydując się nazwać ją Bez dogmatu i nadać jej formę pamiętnika Płoszowskiego.

„Powieść biorę ze sobą (do Frainu); będę pisywał między śniadaniem i obiadem albo wieczorami. Tytuł chcę dać Bez dogmatu”.

Janczewska J., L 186; Listy, t. II, cz. 2, s. 147. — „Słowo” 31 X 1889, nr 246 (zmiana tytułu). — Godlewski M., L 60; Listy, t. I, cz. 2, s. 88-90. — Krasińska I., tamże, t. III, cz. 1, s. 288-290.

„Powieści mam sporo, ale nie tyle, ile bym chciał. Zawsze jest na jakie trzy tygodnie. Pamiętnik to forma dobra, choćby dlatego że to, co by Ciebie i innych mogło razić jako mówione przeze mnie — to będzie zupełnie natu­ralnym w ustach takiego pana, który pod pewnymi względami przypomina R[aczyńskiego] czy Wołod[kowicza]”.

Janczewska J., L 189; Listy, t. II, cz. 2, s. 153.

Uwagi autorskie o Bez dogmatu. List z 12 XI donosi o na­pisaniu szkicu poświęconego pamięci zmarłego 4 XI w Zakopanem Tytusa Chałubińskiego oraz daje dłuższą charakterystykę powieści:

„Powieści mam względnie dużo. 25 arkusików posłałem już «Czasowi» — a że mam jeszcze kilkanaście u siebie, 70 zaś lub 80 stanowi tom — więc jest blisko pół tomu. Jakie to jest, sama osądzisz, ale chcesz, żebym Ci prawdę powiedział, co myślę: oto jednak to jest, podług mnie, lepsze, wiele lepsze od takiego Discipla. Natura ludzka wzięta jest głębiej, niż się ją powszechnie bierze — w polskich zwłaszcza powieściach — i może jest wiele rzeczy nowych.

Zachwycony tym nie jestem, ale jednak widzę, że to jest pisane w sposób ucywilizowany. Nie ma tam także nic konwenansu. Pamiętnik robi chwilami wrażenie nie dzieła literackiego, ale czegoś zupełnie realnego, co naprawdę miało miejsce.

Naturalnie będą zdania za i przeciw, choćby dlatego, że rzecz jest nowa, choćby dlatego, że tak mało konwencjonalna. Ci, co spodziewają się, że znaj­dą jakichś nowożytnych Jeremich, Czarnieckich etc., rozczarować się muszą choćby dlatego, że takich ludzi nie ma teraz — ale ci, co lubią myślić nad róż­nymi rzeczami, znajdą pole do myślenia nad duszą ludzką.

Jednym słowem, będzie tam kawałek duszy złożonej chorej, ale prawdzi­wej. Mam przynajmniej to uczucie, że się tego nowego dziecka niezupełnie wstydzę — i że u nas może by kto inny nawet tak nie napisał.

Nie wiem, jak wypadnie tom II — zupełnie nie wiem! — Żebym to był zdrowszy, żebym miał trochę tego upragnionego zawsze spokoju — może by to dobrze wypadło”.

Janczewska J., L 190; Listy, t. II, cz. 2, s. 155, 156.

Powrót do Warszawy i opinia literacka. 22 XI „Sło­wo” przynosi wiadomość o powrocie do Warszawy (nr 264). W czasie krót­kiego w niej pobytu, zakończonego 2 XII wyjazdem na Kraków do Zako­panego („Słowo”, nr 273), właśnie w dniu rozpoczęcia druku Bez dogma­tu, Sienkiewicz zaprasza do siebie grono krytyków, którym odczytuje część dzieła:

„Rękopism mojej powieści krąży w swym ułomku z rąk do rąk i robi się wrzawa rzeczywiście coraz większa. Gadają o tym po redakcjach i towarzystwach. «Prawda» przewiduje, że będzie to pewno świadectwo upadku talen­tu — inni mówią, że te 30 kartek więcej są warte i więcej zawierają myśli niż cała literatura powieściowa.

Zaprosiłem Lea, Lubowskiego, Bogusławskiego, Henkiela, Benniego i prze­czytałem im to, co jest. Naprawdę wrażenie dynamitowe. Henkiel powtarza: «Oguom! Oguom!». Bogusławski, który w dodatku ten rodzaj kocha nad inne, zapowiada epokę — Lubowski brał się za bok i począł mnie ściskać. Na wieczo­rze u Leów mówiono jakby o jakimś ewenemencie”.

Janczewska J., L 193, Listy, t. II, cz. 2, s. 162.

Zima w Zakopanem. Sabała. 12 XII Sienkiewicz przybywa— do Zakopanego, gdzie bawią teściowie i dzieci. Odwiedza go Sabała:

„Dembowscy sprowadzili starowinkę Sabałę, który był i u nas. Dałem mu grogu, który mu bardzo smakował. Wróciwszy do nich, widział się z Sobotkiewiczem [ojcem Dembowskiej], opowiadali sobie wzajem o swych dole­gliwościach, nareszcie Sabała tak skończył: «Już jak patrzę na was, to zara widzę, że się jeszcze przezimujecie». — Sobo[tkiewicz] podobno bardzo był kontent z tego zapewnienia”.

Janczewska J., L 198; Listy, t. II, cz. 2, s. 176.

„Kochany Jankulio” o Bez dogmatu. W liście tym, z 19 XII, Sienkiewicz z humorem opowiada, jak w gronie rodzinnym uskarżał się na zarzuty Janczewskiej, określając ją mianem „kochanego Jankulia” (tj. sze­fa cenzury warszawskiej, z którym przed wyjazdem miał kłopoty, zażądano bowiem przedłożenia całego rękopisu powieści ledwo zaczętej).

„Jestem i ja prawdziwie wdzięczny za Twoje uwagi. Piszący nigdy nie może sobie zdać sprawy, jakie wrażenie robi jego utwór na publiczność, uwagi zatem zawsze są dla niego niezmiernie ważne, a tym bardziej, gdy mogą być miarą sądu osób inteligentnych, dla których wyłącznie taka powieść jak Bez dogmatu jest przeznaczona.

Z tego, co piszesz, mogę wnosić, że opierając się na zakroju, obawiasz się, by nie wywarła ona wrażenia zniechęcającego, a po wtóre, by nie było w niej scen zbyt jaskrawych i realnych. Otóż Dick zbiera ducha, odwagę i poczyna się tłumaczyć z równą pokorą, jak wdzięcznością.

Powieść może być zachętą wprost albo ostrzeżeniem. Płoszowski może mówić zniechęcająco i jak pesymista — ale jest to człowiek mający chorobę woli i zatruty sceptycyzmem, powieść zatem ma być i będzie bardzo wyraźnym ostrzeżeniem, do czego prowadzi życie bez dogmatu — umysł sceptyczny, przerafinowany, pozbawiony prostoty i nie wspierający się na niczym.

Nie uratuje to wprawdzie Płoszowskich, ale zwróci uwagę na przyczyny, z mocy których Płoszowscy powstają. Ja wprawdzie będę to robił tak, jakbym miał przed sobą zadanie czysto estetyczne, tj. stworzenie życiowego drama­tu, ale gdybym robił inaczej, ucierpiałby na tym artyzm, to jest znaczenie i wpływ książki.

Co do scen jaskrawych i zbyt realnych, obawy Twoje były więcej uzasad­nione. Po części wypływają one z samej rzeczy, a po części istotnie powiedzia­łem sobie, poczynając robotę, że nie będę się zbyt krępował. Ale że mam su­mienie literackie trochę zapalne, a potrząsnęła nim taka delikatna i przyjazna łapka jak Twoja, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko [... ] przyrzec Ci, miły Jankulio, że pójdę za Twoją radą.

Powykreślam wszystko w myśli, co miało być napisane, a co mogłoby ra­zić; rzeczy konieczne pozbawię jaskrawości, brzydkiej plastyki, choćby na tym miało wrażenie prawdziwości ucierpieć. Będę pisał jak najdelikatniej, bez tej dotykalnej brutalności, za pomocą której realiści chcą dać miarę swego ta­lentu”.

Janczewska J., L 198; tamże, t. II, cz. 2, s. 174, 175.

List następny, z 21 XII, odpowiada, co padło ofiarą tego auto-da fe:

„...Robię wszystko, by Ciebie zadowolnić. Pyszne sceny Płoszowskiego z panią Davisową wyrzuciłem przez okno Tokajowi — zostały tylko jego (tj. Płoszowskiego, nie Tokaja) refleksje, a i o te jeszcze strach”.

Janczewska J., L 199; Listy, t. II, cz. 2, s. 180.

List z 29 XII rzecz całą precyzuje:

„Ja wciąż piłuję. Czasem się zacinam i wtedy piłuję stronicę po dwa dni. Teraz znów zastopowałem. Ale nie myśl, że z powodu Twoich przestróg. Wy­leciało wprawdzie coś przez okno, ale dobrze się stało — i to Twoja zasługa.

Pani Davisowa ma być pogańskim przeciwstawieniem chrześcijańskiej Anielki — więc z konieczności i słuszności przelotna miłość między nią a Płoszowskim musi mieć właściwy charakter. Otóż wybuch uczucia następuje w Peli na morzu. Miała to być dość realna scena — tymczasem, wiesz, co z niej zostało. Oto Płoszowski pisze w danym miejscu: «Więc zdałem statek na wolę morza» — i nic więcej. Dalsze słowa: «jak ona zdała się na moją» — po namyśle wykreśliłem. To istotnie było zrobione dla miłego Jankulia, ale wyszło na zu­pełną korzyść”.

Janczewska J., L 200; Listy, t. II, cz. 2, s. 183.
1890
Pobyt w Zakopanem i praca nad Bez dogmatu. W styczniu: „Tom pierwszy ma się bardzo ku końcowi. Właściwie powinienem bym już go zakończyć na odebraniu przez Płoszowskiego listu o wyjściu Anielki za Kromickiego. Miałem pierwotnie zamiar skończyć ten tom powrotem jego do Płoszowa, gdzie Anielka już bawi. Ale oto: po wyjściu za mąż ona przecie nie może rozstawać się zaraz z mężem ani on ją opuszczać i jechać do Turkiestanu.

Musi przecie upłynąć choć kilka miesięcy. W ten sposób powstaje luka, któ­rej nie ma jak zapełnić. Chciałem ją zapełnić odnowieniem stosunku z Laurą albo zawiązaniem innego w tym rodzaju, ale czy to nie będzie dwa grzyby w barszcz (oj, przepraszam!)? Powiedz, co o tym myślisz. Czy nie lepiej, żeby owa luka zginęła między dwoma tomami, tj. żeby nastąpiła pewna przerwa w dzienniku, naturalna zresztą po katastrofie [...]. Płoszowski mógłby zresztą zacząć tom II od pobieżnego poglądu na tę przerwę, opowiedzieć, co robił, jak go to popchnęło do różnych szaleństw, a raczej do dawnego życia, w któ­rym sam czuł, że jego moralna istota się psuje [...].

W tym razie zakończyłbym za jaki tydzień. Miałoby to i tę dobrą stronę, że istotnie potrzebuję odpoczynku. Nie uwierzysz, co to jest dawać wszystko z siebie na takim pustkowiu, a nic w siebie nie wciągać”.

Janczewska J., L 201 (10 I); Listy, t. II, cz. 2, s. 188.

Bez dogmatu a Amiel. „Przyszlij mi, Dzidziu, Amiela, bo ja za­wsze obawiam się, czy przez jakieś prawdziwe nieszczęście nie jest to coś podobnego, co by mogło ściągnąć na mnie zarzut plagiatu. Ty wiesz, że tego [Journal intime, 1884] nie znam — i to mnie uspokaja — ale w każdym razie chcę to przeczytać — by choć na przyszłość uniknąć podobieństw, jeśli są. Ta­kie spotkania się umysłów zdarzają się czasem w literaturze, zwłaszcza jeśli dana teza wisi w powietrzu i narzuca się umysłom”.

Janczewska J., L 201; Listy, t. II, cz. 2, s. 189.

Wyjazd do Wiednia i pobyt dwutygodniowy. Ok. 25 I Sienkiewicz wyjeżdża do Wiednia, gdzie bawi do 12 II; mieszka u Krausowej, utrzymuje ożywione stosunki z kolonią polską, do której przybywa z Krakowa Potkański, zbliża się zapewne z K. Wołodkowiczem, zwiedza gale­rie obrazów, wieczory zaś spędza w teatrach, szczególnie na operach. Wśród tych zajęć wypoczynkowych praca nad Bez dogmatu posuwa się wolno naprzód, tak że ok. 7 II powstaje początek t. II. Relację szczegółową z tego wy­padu zawierają listy do Janczewskiej od 27 I do 11 II.

Janczewska J., L 202-208, Listy, t. II, cz. 2, s. 191-220.

[caption id="attachment_1512" align="alignnone" width="850"] Dedykacja Sienkiewicza dla Jadwigi Janczewskiej z 1890 r. Wiedeń[/caption]

W Zakopanem. Lektura Huysmansa. W przejeździe przez Kraków, gdzie jeden z uczestników kolacji, zjedzonej w towarzystwie K. Gór­skiego, K. Potkańskiego, Wołodkowicza i Pudłowskiego, mianowicie ostatni z nich, ofiarował Sienkiewiczowi głośną powieść A rebours, autor Bez dogma­tu wyrusza do Zakopanego i zaraz po przyjeździe zdaje sprawę z tej lektury:

„A rebours Huysmansa, ucznia Zoli, co za szczególna książka i dziwaczna — aż do chińszczyzny lub potworności. Nie jest ona ciekawa sama przez się, ale jako objaw.

Człowiek w wysokim stopniu newrozy i zużycia — usuwa się od towarz[ystwa] i mebluje mieszkanie — więc: I. Traktat o kolorach ścian, II. Mebli, III. Rysunki, obrazy, IV Rośliny, V Perfumy. Więcej się nic nie dzieje. Jest także traktat o autorach łacińskich. Obecnie przeczytałem 2/3 tomu — nie więcej. Ten pan jest tak przerafinowany, że aż zdeprawowany — ale w nim nic nie ma”.

Janczewska J., L 210 (22 II); Listy, t. II, cz. 2, s. 222, 223. — Wodziński A., L 5; tamże, t. V cz. 2, s. 340, 341.

Wyjazd do Włoch. Złe samopoczucie sprawia, iż pisanie Bez do­gmatu nie idzie, mimo więc, iż jest „ładnie, pogodnie i wesoło”, Sienkiewicz w pierwszych dniach marca przez Wiedeń i Mediolan wyjeżdża do Como i w hotelu „Volta” zabiera się do pracy. Bawi tam od 9 do 17 III, od 18 zaś do 25 w Mediolanie, hotel „Francja”. „Z rana pisuję, po południu przepisu­ję, bo poprawiam”, donosi Janczewskiej 19 III.

Znów, miły Dzidku, deszcz leje,

Tracę już słońca nadzieję,

Lecz słotę oddaję katu

I piszę wciąż Bez dogmatu.

dodaje 20 III. W trzy dni zaś później:

„Kupiłem wczoraj romans astronomiczny Urania Flammariona. Kupiłem na koszt «Słowa», bo to jest wydanie ilustrowane, jak Tartarin. Zostawię Ci je do czytania na lat 99. Cieszę się, że opuszczam Włochy, cieszę się, że po­jadę do Zakop[anego], i cieszę na Warszawę, a na koniec, że przełamałem skopuł w powieści, żem zepchnął mój literacki statek z mielizny i jestem na głębszej wodzie”.

Janczewska J., L 219 i 221; Listy, t. II, cz. 2, s. 246, 252. — Godlewski M., L 76; tamże, t. I, cz. 2, s. 110. — Szetkiewiczowie K. i W, L 55; tamże, t. V cz. 1, s. 274, 275.

Powrót do Warszawy. Przyjazd w Wielki Piątek, udział w „piąt­ku” Benniego i kłopoty ze swatami, rodzina bowiem Adolfiny Czarnowskiej usiłuje przekonać Sienkiewicza, że powinien się z panną ożenić.

Janczewska J., L 222; Listy, t. II, cz. 2, s. 255, 256. — Szetkiewiczowie K. i W, L 56, 57; tamże, t. V cz. 1, s. 276-279.

Kończenie I tomu Bez dogmatu. Kończąc tom powieści, która w Warszawie wywoływała entuzjazm, autor wprowadza zmiany:

„Pytasz się, co porabiam — owóż z konieczności najwięcej piszę. Namy­śliłem się, że lepiej będzie, jeśli Płoszowski nie pojedzie do kraju z planem z góry powziętym rozkochania w sobie Anielki. Niewątpliwie tak będzie lepiej, ale za to trzeba przerabiać i te kartki, które już były napisane, więc to zajmuje dużo czasu”.

Bezpośrednio po świętach, w połowie kwietnia, rozpoczyna się praca nad t. II, zapowiadana 14 IV. „Tom drugi będzie miał akcji i romansu więcej niż pierwszy, zatem będzie poczytniejszy. Ale długo, długo jeszcze będzie się ciąg­nął”.

Janczewska J., L 224; Listy, t. II, cz. 2, s. 260.

Zakopane. Po załatwieniu kłopotliwych formalności, wywołanych zgubieniem paszportu, ulokowaniem służącego, i po wysłaniu do Heleny Kra­sińskiej zabawnego listu imieninowego Sienkiewicz wyjeżdża do Zakopa­nego, gdzie wynajął na lato dom Chałubińskiego. Tam około 10 VI kończy II tom Bez dogmatu.

Janczewska J., L 232; Listy, t. II, cz. 2, s. 282. — Kamiński J. M., L 4; tamże, t. III, cz. 1, s. 72, 73.

Uroczystości Mickiewiczowskie w Krakowie. Od 12 VI do 7 VII Sienkiewicz bawi w Krakowie. Pozuje Pochwalskiemu do portretu i obserwuje miejscowe życie i stosuneczki, wywołane przez sprowadzenie zwłok Mickiewicza na Wawel.

Portret Sienkiewicza pędzla Kazimierza Pochwalskiego. „Portret mój będzie do czwartku [25 VI] skończony — i będzie bar­dzo dobry; jest trochę większy niż natura, stąd zdawała się i postać, i twarz za ogromne, ale przy modelowaniu to znika, a jeszcze więcej zniknie przez wgłębienie w ramach i zawieszenie portretu. Styl jego w ogóle jest bardzo poważny”.

Janczewska J., L 233; Listy, t. II, cz. 2, s. 285. — Pochwalski K., L 2; tamże, t. III, cz. 2, s. 459. — Szetkiewiczowie K. i W, L 58-60, tamże, t. V cz. 1, s. 280-285.

Straszny dwór. 25 VI Sienkiewicz jest w teatrze, by stwierdzić, że „źle śpiewają tę śliczną operę”.

Janczewska J., L 234; Listy, t. II, cz. 2, s. 291.

Kroniczka krakowska. Sienkiewicz sporządza dla bawiącej w Zakopanem J. Janczewskiej sprawozdanie z poruszonego zjazdem życia krakowskiego i przesyła je 28 VI.

Sobota

KURIER KRAKOWSKI

„Kraków zaczyna być ciekawy, dlatego postanowiłem spisywać wszystko, co się widzi i słyszy, i posyłać en Zak[opane]. Trybuny coraz się podnoszą, drewniane obeliski pokrywają się płótnem, dużo nowych twarzy spotyka się już na ulicach.

Zjazd ma być ogromny, samych Węgrów przyjeżdża 400, reporterów z więk­szych dzienników francuskich, niemieckich, angielskich mnóstwo, moc Cze­chów, Bulgarów etc. Chłopów ma być trzy tysiące. Życzliwi mnie bardzo się ura­dowali z tego, że zostaję. Potkański po jakiejś ogromnej dyskusji podczas obiadu, na którym nie byłem, przyszedł do mnie z mówką gotową, żebym został. Ale ponieważ nie wiedząc o tym powitałem go tą nowiną — speech przepadł. Ja mu dowodzę, że ten speech musiał być wart przynajmniej 200 guldenów, ponieważ zaś nie może mi już go ofiarować, niech więc wypłaci jego wartość w gotówce.

W Komitecie nie przypuszczano, że wyjadę, i przeznaczono mi miejsce przy sznurze w parze z Matejką. Będę niósł, bo według informacji Lea nie pociągnie to żadnych przykrości ani strat...

Napisałem do jednodniówki tak: «Mickiewicz jest nie tylko jednym z naj­większych ludzi, jakich kraj nasz wydał, lecz zarazem jednym z najbardziej przez ogół ukochanych. Dlatego w wyborze miejsca na jego pomnik nie mogą być brane względy akademickie. Postawienie pomnika nie na Rynku krakow­skim, ale na uboczu, byłoby dowodem zupełnego lekceważenia woli i uczuć ogółu». Więc formę złagodziłem, bo nie ma tego, co miało być: «zuchwałym podeptaniem etc.».

Słuchajże dalej, Egerio, com zrobił. Poszedłem do pani Goreckiej i na­przód pokazałem jej to. Wiesz, jak przyjęła? Z wybuchem wdzięczności. Pokazuje się, że całej rodzinie najmocniej o to chodzi, by pomnik stał na Rynku; z innych stron słyszałem, że sami komitetowi utrzymują po cichu, że stało się głupstwo, ale nie wiedzą, jak się wycofać. Mają teraz sposobność. —

U pani Goreckiej słyszałem, że Ernest Renan na pewno przyjeżdża. Jest on dyrektorem Collège de France i zjedzie jako delegat. A prócz tego będzie przemawiał w Paryżu. «Figaro» rozpisuje się już o tym. Ciekawym, jak go tu przyjmą, kto go umieści i czy np. Tarnowscy zaproszą go do siebie. Może to uczyni Wodzicki. Przyjazd jego ma swoje złe strony, ale i jedną dobrą. Co to za wrażenie na Moskali, Rusinów «i inne podłe nacje». —

Nareszcie «Czas» zdecydował się powtórzyć artykuł «Dziennika Poznańskiego». Głównie zrobiło na nich wrażenie, prócz wiadomości z Wiednia, to, że i Tarnowski, przeczytawszy go gdzieś wypadkiem, najusilniej polecił na­tychmiast wydrukować. Ale cóż się stało. Oto ułożyli sobie, że go dadzą dziś, w sobotę, tymczasem łup! «Reforma» dała w piątek. I tym razem pozwoli­li się uprzedzić, a teraz nie wiem, czy dadzą, czy nie dadzą — bo powtarzać po «Reformie» wstyd i prawdopodobnie ten wzgląd przeważy.

Cieszą się tu niektórzy, że przy wydobywaniu zwłok ma być obecny Car­not. Jest to dawny stosunek rodzinny z Mickiewiczami — i stary Carnot (ojciec) miał mowę przy sprowadzeniu zwłok do Francji.

Z Warszawy ma być duży zjazd. Z moich znajomych Leo już jest, a ma przy­jechać Breza, Bogusławski, Gawalewicz, Chmielowski, Spasowicz i wielu innych.

To już wszystko. Portret robi się coraz świetniejszy. Szczególniej bryłowatość ogromna. Pochwalski uszczęśliwiony, że zostaję. Jutro przyjdzie rama”.

Janczewska J., L 235; Listy, t. II, cz. 2, s. 292-294.

Walka o miejsce dla pomnika. W sporze, gdzie posta­wić pomnik Mickiewicza, rozstrzyga głos Sienkiewicza oświadczający się za Rynkiem. Sienkiewicz należał do Komitetu Budowy Pomnika Mickiewicza w Krakowie, ale wycofał się z niego ze względu na swą dorywczą obecność w Krakowie i nadmiar zajęć literackich.

„Kraj” IX 1890, nr 25, s. 8; 1890, nr 26, s. 16. — Janczewska J., L (28 VI 1890); Listy, t. II, cz. 2, s. 293. — Jaworski Wł. L., L (24 VI 1896); tamże, t. III, cz. 1, s. 41, 42.

Udział w pogrzebie. W Krakowie, podczas pogrzebu, między innymi H. Sienkiewicz trzyma sznury całunu z lewej strony trumny.

„Kraj” IX 1890, nr 26, s. 12.

Życie towarzyskie. W czasie zjazdu z całej Polski na uroczystości krakowskie Sienkiewicz, w towarzystwie K. M. Górskiego i K. Potkańskiego, zawiera dużo nowych znajomości; m.in. poznaje panie Mańkowskie z Podo­la, matkę i córkę Basię; plotka krakowska, powtarzana uporczywie, uważa go za konkurenta do ręki owej panny. Do rozrywek towarzyskich należy rów­nież wycieczka powozami do Tyńca.

Janczewska J., L 236-238; Listy, t. II, cz. 2, s. 297-310.

W Kaltenleutgeben. 10 VII Sienkiewicz jest już w Kaltenleutge­ben, mieszka w „Moritzhofie” i pracuje nad dalszym ciągiem Bez dogmatu.

„Ja tu już zabrałem się do pisania. Moczą mnie w wodzie, chodzę dużo i mam się nieźle. [...] Wczoraj byliśmy w Rodaun na obiedzie, na który mnie zaproszono z okazji św. Henryka”.

Pochwalski K., L 2 (16 VII); Listy, t. III, cz. 2, s. 460. — Szetkiewiczowie K. i W, L 61, 62; tamże, t. V cz. 1, s. 285-291.

Lektura i drobne zajęcia. Rozczytywaniu się w powieści Maupassanta Notre coeur, mniej brutalnej od innych jego książek, i Bourgeta Un coeur de femme, towarzyszą inne zajęcia, jak walka z plotkami o rzeko­mym małżeństwie oraz wyławianie pogłosów Bez dogmatu. Autor, który już wcześniej podżartowywał sobie, iż książka jego będzie lekturą obowiązującą dla wychowanek arystokratycznego klasztoru w Jazłowcu, spostrzeżenia swe sumuje obecnie następująco:

„Nawet pruderia krakowska zaczyna godzić się z moralnością powieści, zwłaszcza od chwili powrotu z wyścigów. Poczynają przyznawać, że autor wie, czego chce i dlaczego przeciwstawia dwa odmienne światy. Tego tylko nie wiedzą, ile ten autor kładzie w tę robotę mózgu i nerwów. Nastała także deruta kompletna w domysłach, kim mają być te osoby. Jakość i charaktery, i przygody są coraz mniej podobne do różnych znanych osób i przygód. A tak było łatwo trafić na domysł, że autor ma swoje cele literackie, nie osobiste! Ale było może zbyt łatwo. Zawsze historia Kolumbowego jajka. Byłoby się jednak uniknęło tylu rozdrażnień”.

Krasińska H., L 4 (19 VII); Listy, t. III, cz. 1, s. 275, 276, cytat. — Janczewska J., L 239­243; tamże, t. II, cz. 2, s. 310-326.

Jesień w Zakopanem. Po ukończeniu wraz z Potkańskim kura­cji Sienkiewicz jedzie ok. 20 VIII w jego towarzystwie do Zakopanego, gdzie spędza sierpień i pierwszą dekadę września. Stosunki towarzyskie w uzdro­wisku tatrzańskim, w którym rej wodzi bogata ziemianka z Podola, Zakrzew­ska, z dwiema ładnymi córkami, Amą i Atą, żywo przedstawia list do K. Mo­rawskiego. 8 IX wycieczka na Słowacczyznę, do Popradu i Kieżmarku.

Morawski K., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 111-113. — Janczewska J., L 244; tamże, t. II, cz. 2, s. 326, 327. — Krasińska H., L (9 VIII), tamże, t. III, cz. 1, s. 276-284.

W Krakowie. Drugą połowę września Sienkiewicz spędza w Krako­wie, gdzie, jak świadczy list do Pochwalskiego z 27 IX, kończy Bez dogmatu. Po krótkiej chorobie gardła, w ostatnich dniach miesiąca, postanawia wybrać się na kurację do Biarritz. Po wyleczeniu się zamierza wyprawić się do Afryki.

Pochwalski K., L 3; Listy, t. III, cz. 2, s. 462, 463. — Janczewska J., L 245-250; tamże, t. II, cz. 2, s. 327, 338. — Szetkiewiczowie K. i W, L 63, 64; tamże, t. V cz. 1, s. 291-294.

W Paryżu. Od 12 do 14 X Sienkiewicz przebywa w Paryżu, „Hotel Dau­phin”, nawiązując kontakty ze znajomymi w kraju.

Janczewska J., L 252; Listy, t. II, cz. 2, s. 339-342.

W Biarritz. Po dwutygodniowym (15-28 X) pobycie w Biarritz, w willi „Piron”, wśród „nudów na sucho”, bo bez kąpieli i w nieciekawym towarzystwie, Sienkiewicz przez Paryż (1 XI) i Wiedeń (2 XI) powraca do Krakowa, by przygotować się do podróży afrykańskiej, której warunki ustali poprzednio z redakcją „Słowa”, mającą pokryć część wydatków kosz­townej ekspedycji, a z której spodziewa się przywieźć „powieść niewolni­czą”.

Janczewska J., L 253-257; Listy, t. II, cz. 2, s. 342-359. — Godlewski M., L 82; tamże, t. I, cz. 2, s. 120-122. — Szetkiewiczowie K. i W, L 65-67; tamże, t. V, cz. 1, s. 295-304.

Dwa tygodnie w Krakowie. Mieszkając w Hotelu Saskim i chorując na żołądek, Sienkiewicz nie przerywa pracy pisarskiej (15 XI prze­kład z Heinego, początek noweli Lux in tenebris), równocześnie zaś zabiega o listy polecające do władz pruskich przez J. Kościelskiego i władz włoskich przez H. Siemiradzkiego, nieodzowne w podróży afrykańskiej.

„H. Sienkiewicz bawi w Krakowie w przejeździe z Biarritz do Zakopane­go. Zamierza on odbyć podróż do Egiptu. Czy nie dla studiów nowej powie­ści, tym razem orientalnej?”.

„Kraj” IX 1890, nr 44, s. 18.

„Kontrakt ze «Słowem» już podpisałem. Dziś (15 XI) jest niedziela, we wtorek jadę do Szczakowej, gdzie przyjadą na moje spotkanie agent To­warzystwa Ubezpieczeń i doktor; w środę jadę do Zakopanego, zabawię tam jaki tydzień, potem przez Wiedeń, Paryż, Brindisi w dalszą drogę [...]. Ojca mego zaopatrzyłem na 6 miesięcy, Helenkę także”.

Janczewska J., L 263; Listy, t. II, cz. 2, s. 373. — Godlewski M., L 96; tamże, t. I, cz. 2, s. 140-142. — Por. nadto Siemiradzki H., L 1, 2; tamże, t. III, cz. 3, s. 423-426.

W Zakopanem. W czasie pobytu zakopiańskiego (18-30 XI) po­wstają nowele Lux in tenebris lucet i Wyrok Zeusa:

„Przed chwilą skończyłem drugą nowelkę. Jest dobra — i wesoła. Będziesz się trochę śmiała — więc dobrze. Pierwsza pt. Lux in tenebris jest oryginalniejsza bez porównania, ale jej nie czytaj, bo smutna [...]. Dziwię się trochę sobie, żem te nowele napisał. Druga szła tak łatwo jak po maśle, nad pierwszą więcej było pracy. Mam je jeszcze przepisać, by ostatecznie wygładzić”.

Janczewska J., L 266 (30 XI); Listy, t. II, cz. 2, s. 383.

Po dwudniowej wycieczce do Krakowa (1-2 XII) Sienkiewicz spędza tydzień jeszcze w Zakopanem, skąd 8 XII wyrusza w drogę przez Kraków do Wiednia. Plany podróży szkicuje następująco:

„Przed tak długą podróżą niepodobna przewidzieć, co wypadnie i gdzie wypadnie przedtem jechać. Nuż będę musiał wpaść do Paryża. Nie mam za­miaru — ale nuż. Być może także, że Egipt zobaczę szczegółowo dopiero z po­wrotem. Jeśli w Rzymie dowiem się o dobrym statku do Massawy (posiadło­ści włoskie w Abisynii), to pojadę wprost do Massawy, jeżeli się upewnię, że jest jakaś komunikacja między Massawą a Adenem, w którym zatrzymują się statki idące do Zanzibaru”.

Janczewska J., L 267; Listy, t. II, cz. 2, s. 384.

Z Wiednia do Rzymu. Po dwudniowym pobycie w Wiedniu, gdzie ostatecznie rozstrzyga się sprawa wyjazdu młodego Jana Tyszkiewi­cza w towarzystwie pisarza, Sienkiewicz wyrusza do Rzymu i przybywa tam 16 XII.

„Przyjechałem dziś w południe zły i zmęczony. — Zmęczony, bo wagony złe, pełno ludzi w przedziale i zimno — zły, bom w drodze z Pontebba do Mestre zgubił małą portmonetkę, w niej około 200 fr. w złocie, bilet, kwit na rzeczy i co nade wszystko, ów dukat, który dostałem od Mary”.

Janczewska J., L 270; Listy, t. II, cz. 2, s. 391, cytat. — Siemiradzki H., L 4 (odzyskanie zguby), tamże, t. III, cz. 3, s. 428, 429.

W Rzymie. Po otrzymaniu z Paryża od Abakanowicza broni, aparatu fotograficznego, filtru do wody i innych przyborów podróżniczych Sienkie­wicz przygotowuje się do drogi, zbiera listy polecające, a równocześnie zapa­da raz jeszcze na gardło. Korespondent „Kraju” (zapewne A. Darowski) zdaje szczegółowo sprawę z tego okresu. Oto streszczenie tego artykułu:

W drodze do Afryki Sienkiewicz zatrzymał się parę dni w Rzymie i stanął w hotelu „Minerwa” koło Panteonu. Z powodu przeziębienia i zmęczenia nie zwiedzał już na nowo Rzymu, gdzie przedtem był dwa razy.

Siemiradzki wydał na jego cześć obiad w swej willi, niedaleko placu Indipendenza. Zaprosił na ucztę rodaków, by ich zapoznać z pisarzem. Obiad odbył się 18 XII około godziny 8 wieczorem. W liczbie zaproszonych była hrabina Zofia Bertelli Algarotti, z domu hrabianka Kuczkowska, córka Kuczkowskiej z Ankwiczów, Mickiewiczowskiej Ewuni. Towarzyszył jej mąż, puł­kownik rzymskiej załogi, który zaopatrzył Sienkiewicza w urzędowe listy i rozkazy do władz i konsulów włoskich, ułatwiające mu podróż do Egiptu, Massawy, Zanzibaru i do środka Afryki. Byli też między gośćmi Wł. Kulczycki, dr Artur Wołyński, założyciel i dyrektor Kopernikowskiego muzeum w Rzymie. Wznoszono toasty.

Nazajutrz H. Sienkiewicz wyjechał z Neapolu, skąd niebawem odpłynął parowcem idącym do Egiptu. Będzie on z powrotem w Rzymie w drugiej połowie maja. Zapewne przywiezie tło i zarysy afrykańskiej powieści.

Główne dzienniki Rzymu, np. „Popolo Romano”, piszą o Sienkiewiczu i witają go jako następcę Kraszewskiego. Ostatni nr pisemka „Echo aus Afri­ka” donosi, że kardynał Lavigerie napisał dla Sienkiewicza list polecający do misjonarzy afrykańskich. Następuje tekst listu.

„Kraj” 1889, X, nr 1, s. 23. — Nadto Siemiradzki H., L 3; Listy, t. III, cz. 3, s. 427, 428. — Janczewska , L 271; tamże, t. II, cz. 2, s. 394, 395.

Wyjazd z Neapolu. Po kilkudniowym oczekiwaniu w Neapolu („Grand Hôtel”) na statek 24 XII Sienkiewicz na pokładzie „Ravenny” wy­rusza do Izmaili:

„Ot, tarabanię swoje kości «między dzicz nieochajną», jak mówi Odysea [...]. Siedzę w Neapolu od piątku i będę jeszcze siedział ze dwa dni, gdyż statek, który mnie ma powieźć, spóźnił się z powodu mgieł na La Manche.Potem jadę do Izmaili, potem przez Suez do Zanzibaru, a potem...? Po małej wyprawie w głąb będę «unosił stamtąd obecność swą» co rychlej”.

Leo E., L 15 (21 XII 1890); Listy, t. III, cz. 1, s. 495, cytat. — Siemiradzki H., L 4; Listy, t. III, cz. 3, s. 428, 429 — Janczewska J., L 268, 269 (271, 272); tamże, t. II, cz. 2, s. 394-396. — Szetkiewiczowie K. i W, L 68; tamże, V, cz. 1, s. 304-306. — Sienkiewicz H., Listy z Afryki, rozdz. I. — D 43, s. 3.

W Kairze. Po wylądowaniu 29 XII w Izmaili Sienkiewicz udaje się do Kairu.
1891
Miesiąc w Egipcie. W pierwszych dniach stycznia Sienkiewicz w towarzystwie Tyszkiewicza zwiedza piramidy i Sfinksa, ponownie zaś z Or­łowskim i Frankensteinem Gizeh. Utrzymuje stosunki z kolonią polską, sku­pioną wokół konsula austriackiego Neumana i jego żony Anny, literatki.

8 I podróżnicy wybierają się na polowanie do Fayum; pisarz czuje się cho­ry, nazajutrz wraca do Kairu, gdzie lekarze stwierdzają wrzód w gardle. Dzięki opiece dra Kłodzianowskiego z Aleksandrii niebezpieczeństwo mija, chorego jednak czeka kilkunastodniowa rekonwalescencja.

20 I zwiedzanie Aleksandrii. — 27 I wyjazd pociągiem do Suezu, gdzie Sienkiewicz mieszka w „Hôtel d’Orient” i oczekuje na statek do Zanzibaru.

Neumanowa A., L 1; Listy, t. III, cz. 2, s. 227. — Janczewska J., L 275-278; tamże, t. II, cz. 2, s. 401-411. — Tyszkiewicz J., W Afryce z Sienkiewiczem (listy do matki), „Słowo” (Wil­no) 6 IV 1928, nr 80. — Neumanowa A., Ze wspomnień, „Kurier Codzienny” 1900, nr 353. — Sienkiewicz w Kairze, „Kurier Poznański” 1916, nr 297, s. 2. — Sienkiewicz, D 43, Listy z Afryki, rozdz. I-II. — Siemiradzki H., L 5; Listy, t. III, cz. 3, s. 430, 431. — Szetkiewiczowie K. i W, L 69, 70; tamże, t. V cz. 1, s. 306-310.

[caption id="attachment_1513" align="alignleft" width="500"] Sienkiewicz H. na tarasie hotelu Du Nil w Kairze[/caption]

Z Suezu do Zanzibaru. 1 II wyjazd statkiem niemieckim „Bun­desrath”, który 5 II mija Bab-el-Mandeb, 7 II staje w Adenie, 16 II przychodzi do Zanzibaru. W czasie tej podróży powstają dwa pierwsze Listy z Afryki.

Tyszkiewicz J., W Afryce z Sienkiewiczem (listy do matki), „Słowo” (Wilno) 6 IV 1928, nr 80. — Janczewska J., L 279-281; Listy, t. II, cz. 2, s. 411-418. — Szetkiewiczowie K. i W, L 71, 72; tamże, t. V cz. 1, s. 310-314

W Zanzibarze. Zamieszkawszy w prymitywnym hotelu („De la Po­ste”) Lazarewicza, Sienkiewicz gościnnie podejmowany przez konsula angiel­skiego Evana Smitha i misjonarzy, 21 II otrzymuje audiencję u miejscowego sułtana, nazajutrz bierze udział w wycieczce w głąb wyspy, 28 II wreszcie na pokładzie pancernika „Redbreast” wyjeżdża do Bagamoyo, które ma być punktem wyjściowym wyprawy w głąb lądu.

Sienkiewicz H., D 43; Listy z Afryki, r. VII-X. — Janczewska J., L 283; Listy, t. II, cz. 2, s. 420-425. — Tyszkiewicz J., W Afryce z Sienkiewiczem (listy do matki), „Słowo” (Wilno) 6 IV 1928, nr 80. — List do nieznanego adresata (Godlewskiego), datowany 18 II, a w wyjątkach ogłoszony w warszawskim „Słowie”, a za nim zaś w „Kraju” (1891, X, s. 21). — Siemiradzki H., L 6; Listy, t. III, cz. 3, s. 431-435. — Godlewski M., L 104; tamże, t. I, cz. 2, s.151-155. — Szetkiewiczowie K. i W, L 75, 76; tamże, t. V cz. 1, s. 318-336.

Wyprawa w głąb lądu. Dzięki pomocy misjonarzy Sienkie­wicz podejmuje wycieczkę myśliwską, która trwa od dwu do trzech tygodni i kończy się przedwcześnie wskutek febry. Dotarłszy ostatkiem sił do Baga­moyo, Sienkiewicz leczy się w szpitalu w Zanzibarze i 3 IV statkiem „Pei-Ho” w połowie kwietnia powraca do Kairu. Przebieg wycieczki przedsta­wia w Listach z Afryki, w których pominięcie dat od przyjazdu do Bagamoyo maskuje niepowodzenie krótkiej wyprawy. Krótki jej zarys przynoszą listy kairskie z kwietnia; znamy z nich list do Janczewskiej (284) i Lubowskiego (5), niemal jednobrzmiące. One to, wraz z relacją Tyszkiewicza, pozwalają zrozumieć niedomówienia Listów z Afryki.

Wycieczka afrykańska znalazła drobny oddźwięk w prasie, londyński „Ti­mes” mianowicie pomieścił depeszę z Zanzibaru, datowaną 6 III, komuniku­jącą, iż „Sienkiewicz, znany polski pisarz, udał się w głąb kraju z Bagamoyo, w celu zebrania materiałów do powieści afrykańskiej”.

„Kraj” X 1891, nr 11, s. 12. — Godlewski M., L 105, 106; Listy, t. I, cz. 2, s. 155-160. — Sienkiewicz A., L 3; tamże, t. III, cz. 3, s. 444-447.

Z Kairu do Wiednia. Po tygodniowym pobycie w Kairze, gdzie spotkał sporą garść Polaków, wśród nich zaś K. Pochwalskiego, Sienkiewicz wraca w jego towarzystwie statkiem do Brindisi, stamtąd zaś jedzie sam do Wiednia, gdzie choruje na żołądek („Hotel Erzherzog Karl”).

Janczewska J., L 284; Listy, t. II, cz. 2, s. 425-431. — Szetkiewiczowie K. i W, L 77; tamże, t. V cz. 1, s. 336-338. — Lubowski E., L 5; tamże, t. III, cz. 1, s. 540-543. — Redakcja „Słowa”, tamże, t. V cz. 3, s. 332-334.

Pogłoski o powieści afrykańskiej. Wiadomości dzienni­karskie przypisują Sienkiewiczowi plan powieści, która istotnie została napi­sana, ale dopiero w 20 lat później.

„Sienkiewicz w powrocie z Afryki bawił w tych dniach w Wiedniu, skąd ma udać się na dłuższy czas do Zakopanego. Tu będzie pracował nad opisem wrażeń, jakich doznał na czarnym kontynencie. Oprócz Listów z Afryki Sien­kiewicz ma pisać powieść na tle handlu niewolnikami w Afryce wschodniej. Powieść ta ukaże się równocześnie w dwu językach, polskim i francuskim. Sienkiewicz wyjechał z Zanzibaru w dniu 3 z[eszłego] m[iesiąca], opóźniwszy wyjazd z powodu choroby, która dotknęła go w czasie podróży z Bagamoyo w głąb kraju. Leczył się w Bagamoyo u misjonarzy”. — Listy z Afryki, w: Dzie­ła, t. XLIII, s. 254-266.

„Kraj” 1891, X, 27 IV, nr 17, s. 14. — Tomkowicz St., L 14-23; Listy, t. V cz. 2, s. 570-577.

[caption id="attachment_1514" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. w Afryce[/caption]

[caption id="attachment_1515" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz w Afryce ze zb. Janczewskiego[/caption]

Satyra na stańczyków. Po ustąpieniu Juliana Dunajewskiego (4 II) ze stanowiska ministra skarbu monarchii austro-węgierskiej, zapewne wiosną 1891, Sienkiewicz pisze wierszyk satyryczny Legenda austriacka, de­dykowany „samobójcom pod Wawelem”, a więc stańczykom, dla których rezygnacja „ministra-rodaka” była klęską polityczną.

Wiersz, zachowany w autografie, zaczyna się słowy: „Raz stary, strudzo­ny Taaffe — Otworzył zamczystą szafę, — Wyjął gąsiorek z winem — Postawił na stole...”.

Krzyżanowski J., Pokłosie Sienkiewiczowskie, Warszawa 1973, s. 685, 686.

Maj w Zakopanem. W początkach maja przyjazd do Zakopanego, pobyt miesięczny poświęcony wypoczynkowi z rodziną i leczeniu.

Janczewska J., L 287; Listy, t. II, cz. 2, s. 434-436. — Godlewski M., L 108; Listy, t. I, cz. 1, s. 161, 162

Pobyt w Lublinie. Ostatni tydzień maja Sienkiewicz spędza w Lu­blinie (w hotelu „Wiktoria”) w związku z chorobą ojca, do którego sprowa­dza chirurga Kosińskiego z Warszawy.

„Gazeta Lubelska” 1891, nr 104 z 20 V — Godlewski M., L 108, 109; Listy, t. I, cz. 2, s. 161, 162. — Biernacki M., Wspomnienie z pobytu Sienkiewicza w Lublinie („Nowa Ziemia Lubelska”, 1924, nr 293, s. 4, 5), z mylną datą 1892 oraz wiadomościami o lekarzach lubel­skich sportretowanych jakoby w Rodzinie Połanieckich. Uwagi Biernackiego powtórzył Hahn W, Ze wspomnień dra M. Biernackiego o H. Sienkiewiczu („Roczniki Humanistyczne”, Lublin 1949, s. 321-331). — Godlewski M., L 110; Listy, t. I, cz. 2, s. 162, 163.

Kraków — Kaltenleutgeben. 6 VI Sienkiewicz bawi w Krako­wie, skąd przez Berlin i Drezno (gdzie wieczór spędza w teatrze, na Cavalle­ria rusticana) udaje się do Kaltenleutgeben.

Janczewska J., L 291; Listy, t. II, cz. 2, s. 444-446. — Redakcja „Słowa”, tamże, t. V, cz. 3, s. 332-334.

Lipiec w Zakopanem. Spod Wiednia 3 VII Sienkiewicz jedzie do Krakowa, przebywa tam tydzień, 4-11, następnie spędza czas do końca miesiąca lub dłużej w Zakopanem. Nosi się wówczas z zamiarem przenie­sienia się do Galicji i w związku z tym pertraktuje o kupno majątku Chełm pod Krakowem, to znowuż kawałka ziemi w Woli Justowskiej, to wreszcie jakiejś willi z lasem w Zakopanem. Plany te nie udają się zapewne wskutek trudności znalezienia wspólnika w osobie teścia Szetkiewicza czy Bronisława Dembowskiego.

Smolka St., L 24, 25; Listy, t. V, cz. 1, s. 61-63. — Janczewska J., L 287-289; tamże, t. II, cz. 2, s. 434-440. — Godlewski M., L 111; tamże, t. I, cz. 2, s. 162, 163.

Kuracja w Kaltenleutgeben. Do połowy sierpnia przez czte­ry tygodnie Sienkiewicz leczy się systematycznie w Kaltenleutgeben, gdzie po trzecim liście z Afryki, napisanym w początkach lipca, powstaje czwarty 16 sierpnia.

Janczewska J., L 290; Listy, t. II, cz. 2, s. 440-444. — Godlewski M., L 112; tamże, t. I, cz. 2, s. 164, 165. — Smolka St., L 24; tamże, t. V, cz. 1, s. 61, 62. — Redakcja „Słowa”, L 9, 10 (sierpień 1891); tamże, t. V, cz. 3, s. 332-334.

Powrót do Zakopanego. Wrzesień i październik w Zakopanem, w domu Wójciaka i w pensjonacie Zborowskich, i praca nad dalszymi Listami z Afryki (do XIII).

Godlewski M., L 113; Listy, t. I, cz. 2, s. 165, 166. — Redakcja „Słowa”, L 11 (wrzesień 1891); tamże, t. V, cz. 3, s. 335, 336.

Wycieczka do Dzieduszyckich. 8 listopada Sienkiewicz wy­jeżdża do Wł. Dzieduszyckich do Pieniak na polowanie.

Biernacki M., Sienkiewicz w Pieniakach (w Księdze ku czci L. Pinińskiego, Lwów 1938). — Dzieduszycka A., Listy, I, cz. 1, s. 352-354. — Pochwalscy K. i Z., L 6; tamże, t. III, cz. 2, s. 466.

Listopad i grudzień w Krakowie. Część grudnia pisarz spędza w Krakowie. Rozpoczyna tutaj studia nad średniowieczem, jak wska­zuje list do wydawcy.

„Gdyś Pan za ostatnią bytnością w Krakowie mówił mi, że jesteś moim dłużnikiem, miałem wrzód w gardle i nie mogłem nawet spytać się Pana, w jaki sposób. Zapewne wydaliście jaką nową edycję której z poprzednich powieści. — Prosiłem Was wprawdzie, żebyście tego nie czynili, z tej prostej przyczyny, że ja chcę, by wreszcie wszystko zawakowało, bo wówczas sprze­dam dwadzieścia kilka tomów od razu i na zawsze, co mi pozwoli skapitalizować większą sumę. Dawno mi już zresztą robiono tego rodzaju oferty. Jeśli jednak rzecz się stała — to trudno. Proszę tylko o uwzględnienie moich życzeń na przyszłość. Tymczasem, ponieważ do Warszawy teraz nie przyjeżdżam przed skończeniem Listów z Afryki i nowej powieści historycznej, do której dłubię w materiałach, więc proszę Was o odesłanie tego, co mi się od Was należy”.

Wolff A. R. L 16 (13 XII); Listy, t. V, cz. 2, s. 424, 425.— Godlewski M., L 115-117; tamże, t. I, cz. 2, s. 167-169. — Dzieduszycka A., L 1; tamże, t. I, cz. 1, s. 352-354.

Opinie autora o przyjęciu Bez dogmatu, które nakła­dem „Słowa” ukazało się w 3000 egz. i wywołało sporo opinii krytycznych, przewijają się raz po raz w korespondencji Sienkiewicza, śledzącego pogłosy powieści. Nawet w Listach z Afryki znalazła się aluzja do tych spraw. Ogółem biorąc, Sienkiewicz nie był zadowolony z uwag krytyków polskich, zwłaszcza gdy zestawia je z entuzjastycznymi opiniami obcymi.

Rafał Loewenfeld, literat niemiecki, tłumacz Sienkiewicza, w książeczce pt. Gespräche über und mit Tolstoj, Berlin 1891, s. 122, na s. 78 i 79 pisze o Tołstoju w Jasnej Polanie:

„Nowy zeszyt czasopisma «Russkaja Mysl» zawierał ciąg dalszy ostatniej powieści Sienkiewicza Bez dogmatu. Natychmiast córki hrabiego rzuciły się na ten zeszyt, ponieważ wszyscy w domu, nie wyłączając hrabiego, powieść tę czytali. Opowiadałem hrabiemu, że dwie powieści Sienkiewicza, Ogniem i mieczem i Pan Wołodyjowski, przetłumaczyłem na język niemiecki i że wkrótce kilka z jego nowelek ukaże się w mym przekładzie, i spytałem go, czy zna pisma tego autora. Czytałem — rzekł — jego opowiadania amerykań­skie. Nie zrobiły na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Powieści, o których pan wspomniał, nie znam. Powieść Bez dogmatu, drukująca się obecnie w «Russkiej Mysli», podoba mi się nadzwyczajnie. Sądząc po niej, uważam Sienkiewicza za znakomitego poetę”.

„Kraj” 1892, XI, nr 6, s. 10.

Uwagi Tołstoja, robione w r. 1890 w czasie lektury Bez dogmatu (w rodza­ju: „bardzo subtelnie opisana miłość do kobiety”) podaje N. Gusjew.

Gusjew N., Lietopis żizni i tworczestwa L. N. Tołstogo, Moskwa 1946, s. 420, 425.

„Skoro się pochwaliłeś, niechże i ja się pochwalę. [Powieści w przekła­dach] podobno robią sukces ogromny, nie taki jednak jak Ohne Dogma [...]. Książka jest we wszystkich witrynach, wszystkie Niemki robią psi-psi do Płoszowskiego, wszyscy czytają, dyskutują, piszą, chwalą, a Polacy pieją. Słowem, ma to tu [w Austrii] sto razy większe powodzenie niż u nas — i tak samo jest w Niemczech”.

Lubowski E., L 6; Listy, t. III, cz. 1, s. 545, cytat. — Godlewski M., L 95; tamże, t. I, cz. 2, s. 138-140.

„Czytałem recenzję Keniga o Bez dogmatu. Co za klituś-bajduś! Zwraca się wprost do Płoszowskiego i (uważasz, panie Płoszowski...) robi mu te same zarzuty, które Płoszowski sam sobie robi. — «Jesteś próżniak, panie Płoszowski, nie masz woli, jesteś w gruncie rzeczy egoista, zajmujesz się sobą etc.». Radotowanie bez granic”.

Janczewska J., L 287; Listy, t. II, cz. 2, s. 435, 436. — Recenzja Bez dogmatu w „Neue Freie Presse”. —Morawski Z., L 1 (8 IV 1892); Listy, t. III, cz. 2, s. 158, 159.
1892
Karnawał w Krakowie. Po pięciodniowym pobycie w Zakopa­nem, gdzie — jak pisze — na sto dni zepsuł sobie żołądek, Sienkiewicz spędza kilka tygodni karnawału w Krakowie, pracując dalej nad Listami z Afryki.

„Świat” 1892, s. 170. — Lubowski E., L 6; Listy, t. III, cz. 1, s. 543-546. — Bliziński J., L 5; tamże, t. I, cz. 1, s. 86. — Godlewski M., L 118-121; tamże, t. I, cz. 2, s. 170-173. — Malczew­ski J., tamże, t. III, cz. 2, s. 28, 29.

Wycieczka do Zakopanego i powstanie U źródła. 2 III przyjazd do Zakopanego, pełnego „zimy, chmur, martwoty, głuszy, mo­notonii, zasp i wybojów”. Wówczas to powstaje pierwsza redakcja noweli U źródła, zatytułowana „Jak we śnie”. (Autograf ten K. Potkański ofiarował Bibliotece Jagiellońskiej).

„Nie tylko piszę, ale ośm arkusików noweli pod tytułem Jak we śnie leży już na stole. Pomysł dawniejszy, okropnie młody, ale to właśnie dobrze. Jest w tym trochę akcentów prawdy — i trochę oryginalności przechodzącej aż w niespodzianki. — Skończę i przepiszę w Krakowie. Jeśli tylko wydołam, to całość ukaże się 1 kwietnia w «Bibliotece Warszawskiej» i będzie istotnie trochę prima aprilis”.

Janczewska J., L 301 (8 III); Listy, t. II, cz. 2, s. 458. — Godlewski M., L 122; tamże, t. I, cz. 2, s. 174, 175

Kraków i Wiedeń. W końcu marca Sienkiewicz przez Kraków i Wiedeń wyjeżdża do Kaltenleutgeben.

„Sienkiewicz opuszcza wkrótce Kraków i udaje się do Kaltenleutgeben. Autor Bez dogmatu uskarża się jeszcze na następstwa przebytej w Afryce fe­bry. Myśli obecnie nad planem powieści z XIV w. i nad dramatem współcze­snym”.

„Kraj” 1892, XI, nr 12, s. 19. — Janczewska J., L 303-306; Listy, t. II, cz. 2, s. 461-468. — Rodakowski , L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 343, 344.

„Bawił tu [w Wiedniu] przez kilka dni H. Sienkiewicz. Obecnie znajduje się w pobliskim Kaltenleutgeben, gdzie ma zabawić do końca maja. Sienkie­wicz pracuje nad nowym dramatem, osnutym na tle dzisiejszych stosunków towarzyskich”.

„Kraj” 1892, XI, nr 15, s. 10.

W Kaltenleutgeben Sienkiewicz pisze dramat współczesny w 5 aktach.

„Świat” 1892, s. 218.

Kłopoty z Pieśnią litewskich borów. W Wiedniu Sien­kiewicz dowiaduje się, iż Pieśń litewskich borów, którą wpisał do albumów pań Dzieduszyckiej i Tarnowskiej, ukazała się, podpisana jego nazwiskiem, w „Gazecie Czernowieckiej”. Obawa represyj ze strony Rosji sprawia, iż my­śli o przyjęciu poddaństwa austriackiego.

Janczewska J., L 304; Listy, t. II, cz. 2, s. 462-465.

Wielkanoc na zamku Frain. Święta spędza u Stadnickich (ro­dziców H. Krasińskiej) we Frain na Morawach.

Janczewska J., L 308; Listy, t. II, cz. 2, s. 472.

W Kaltenleutgeben. Osiadłszy w uzdrowisku Winternitza 5 IV w dwa tygodnie później kończy pisaną w Wiedniu nowelę U źródła i przesyła ją do „Biblioteki Warszawskiej”.

„Napisałem nowelę dla «Bibl[ioteki]» bardzo źle, licho i marnie. Może będzie lepsza, gdy ją przerobię, do czego biorę się teraz z usilnością godną współczucia (20 IV)”.

„Nowelę dziś wysyłam. Jest podła wielce, ale rupija apana [nie ma pienię­dzy], więc niech idzie (3 V)”.

Na tle tych ocen bardzo osobliwie brzmi relacja o przyjęciu noweli przez prasę i czytelników:

„Kto nie przedrukowywa U źródła! «Kraj», «Kurier Warsz[awski] », «Sło­wo», «Czas», «Dziennik Poznań[ski]» etc. Tym lepiej, że to tak epatuje ludzi — bo dla mnie to jest niespodzianką zupełną. Między nami uważałem rzecz za podłość — bo temat sam ograniczał mnie, tym lepiej! P. Czosnowska tłuma­czy na francus[ki]. P. Krasińska pisała do mnie z zachwytami — Kraków rów­nież wibrował. — Niechże im służy! (16 VI)”.

Janczewska J., L 308, 311, 316; Listy, t. II, cz. 2, s. 472, 478, 485. — Godlewski M., L 124; tamże, t. I, cz. 2, s. 177, 178.

Zapowiedź Krzyżaków. W związku z oczekiwanymi odwiedzi­nami E. Piltza Sienkiewicz spodziewa się swą „przyszłą powieść krzyżacką” drukować w „Przeglądzie Polskim” i w „Kraju”.

Janczewska J., L 312; Listy, t. II, cz. 2, s. 479.

W Krakowie. Wyjechawszy ok. 10 V z Kaltenleutgeben, resztę mie­siąca i początek czerwca Sienkiewicz spędza w Krakowie.

Janczewska J., L 312; Listy, t. II, cz. 2, s. 479, 480. — Godlewski M., L 125; tamże, t. I, cz. 2, s. 179-181.

Leczenie w Karlsbadzie. 5 VI Sienkiewicz wyjeżdża do Dre­zna, gdzie bawi 6 VI, przeziębia się i chory 7 VI staje w Karlsbadzie (willa „Merkur”). W drodze rozczytuje się w Życiu Jezusa Renana, po przybyciu rozpoczyna Pójdźmy za Nim.

„Czytam, raczej odczytuję z wielkim zajęciem Vie de Jesus Renana. Wra­żenie jest to, że kto by stracił wiarę, ten by ją mógł odzyskać widząc, jak ten, rozumny zresztą, filister chce, a nie może dostroić się do przedmiotu, który go przewyższa, tak jak np. Alpy przewyższają jakieś narzędzia geometryczne, którymi się je mierzy”.

Janczewska J., L 314; Listy, t. II, cz. 2, s. 482. — Godlewski M., L 126; tamże, t. I, cz. 2, s. 181, 182.

„H. Sienkiewicz przybył w tych dniach do Karlsbadu, witany przez wielu rodaków na dworcu kolejowym. Pisarz zamieszkał na Markt-Platz w domu Merkura i rozpoczął kurację, która — według zapewnień lekarzy — wywrze lepszy skutek niż dotychczas prowadzona hydropatia”.

„Kraj” 1892, XI, nr 22, s. 20; 1892, nr 24, s. 19.

Lato w Zakopanem. Lipiec i sierpień upływa Sienkiewiczowi mię­dzy Zakopanem a Krakowem; wedle wiadomości dziennikarskich pisarz zbiera materiały „do nowej, wielkiej powieści historycznej”, a nawet jakoby „przystą­pił już do nowej powieści historycznej z czasów krzyżackich”.

„Świat” 1892, s. 339. — „Kraj” 1892, XI, nr 28, s. 16. — Janczewska J., L 318, 319; Listy, t. II, cz. 2, s. 489-495. — Donimirski A., L 3; tamże, t. I, cz. 1, s. 339-342.

W Krakowie pisarz podtrzymuje stosunki z kółkiem przyjaciół ze sfer naukowo-artystycznych i arystokratycznych, jak wskazuje obiad sierpniowy, w którym wzięli udział Kazimierz Morawski, Jacek Malczewski, Józef Bliziński, Edward Janczewski, Andrzej Potocki, Ludwik Michałowski i Zygmunt Cieszkowski.

Pochwalski K., L 7; Listy, t.III, cz. 2, s. 467.

Nowe swaty. W sierpniu zasypuje Sienkiewicza listami „po pięć ar­kusików”, z takąż ilością dopisków matki, Maria Romanowska, przybrana córka Heleny Wołodkowiczowej a przyszła żona pisarza, poznana niedaw­no w Wiedniu czy Krakowie, bawiąca w Gasteinie. Sam Sienkiewicz bardzo sceptycznie traktuje całą sprawę, przewidując, że egzaltowana historia „na ni­czym się skończy”.

Janczewska J., L 318 (6 VIII); Listy, t. II, cz. 2, s. 489-492.

Pójdźmy za Nim. W Zakopanem ok. 20 IX powstaje w domu Trze­buni, gdzie pisarz w dalszym ciągu mieszka, nowela, początkowo zatytułowana „Antea”, następnie Pójdźmy za Nim. Materiałów do dziejów jej dostarczają li­sty do A. R. Wolffa, któremu autor proponuje przygotowanie 20 tomu Pism, wydanego istotnie w r. 1894.

„Zajęty jestem obecnie pisaniem nieco większej noweli pod tytułem Pójdź­my za Nim. Wraz z trzema poprzednimi, które wyszły w «Bibliotece Warszawskiej», i z piątą, którą zaraz po tej napiszę, utworzy się tomik lub tom, zależnie od druku, interlinij i w ogóle wydania. Otóż zapytuję Pana, czybyś go Pan nie chciał ode mnie nabyć. Tytuły noweli już drukowanych są: I. Wy­rok Zeusa, II. Lux in tenebris lucet, III. U źródła. — Doliczając czwartą, Pójdźmy za Nim, i piątą Wariat, można liczyć na 10, a w takim wydaniu jak Bez dogmatu na 15 arkuszy. Cena jest 1000 rs, a jeślibyś Pan chciał, by Pójdź­my za Nim drukowane było w «Kurierze Codziennym», to wraz z drukiem w «Kurierze» 1300.

Wariat prawdopodobnie w «Kurierze» by nie przeszedł, dlatego nie robię co do niego propozycji. Gdyby całkiem nie przeszedł, dam do książki co innego”.

Wolff A. R., L 17 (20 IX); Listy, t. V cz. 1, s. 425-427, cytat na s. 425. — Godlewski M., L 128; tamże, t. I, cz. 2, s. 184, 185.

„Nowelę Pójdźmy za Nim ukończę wkrótce — tydzień później lub wcze­śniej — nie wiem, bo czasem zostawiam rękopism, skończony już, na parę dni, by potem spojrzeć na niego obiektywniej i poprawić, co trzeba [...]. O tytule lepiej nie donosić, bo mogę go zmienić w ostatniej chwili. — Rzecz jest dość nowa i powinna obudzić zajęcie”.

Wolff A. R., L 18 (25 IX); Listy, t. V, cz. 2, s. 427, 428.

„Załączam rękopism «Antei» — przepraszając za zwłokę [...]. Bądź Pan ła­skaw kazać rękopism przepisać, tak aby równocześnie z «Kurierem» mogły drukować rzecz «Czas» i «Dziennik Poznański», wszystko bowiem, co piszę, drukuje się w tych dziennikach, co warszawskim nie przeszkadza, a budząc zaciekawienie zwiększa pokupność tomów”.

Wolff A. R. L 20; Listy, t. V cz. 2, s. 429, cytat. — Górski K. M., L 3; tamże, t. I, cz. 2, s. 290, 291.

Kaltenleutgeben. Ok. 26 IX Sienkiewicz przez Kraków jedzie do Kaltenleutgeben, gdzie bawi przez październik. Z zadowoleniem stwier­dza, że przybyło mu 4 kg wagi, i z humorem opowiada o swatach wołodkowiczowskich:

„Zizi [Z. Cieszkowski] tu przyjeżdża codziennie, teraz po prostu jako mi­sjonarz. Chodzi o nawrócenie mnie na «marynusizm». — W tym celu wymie­nia się, ile będzie miała (o czym mam sam lepsze informacje), wychwala się jej wykwintność, urodę i zaklina się w imię społeczeństwa, literatury etc. Co ich to może obchodzić! — Słucham i milczę jako Sfinks przy księżycu”.

Janczewska J., L 321 (16 X); Listy, t. II, cz. 2, s. 498. — Godlewski M., L 129, 130; tamże, t. I, cz. 2, s. 185-187.

Powrót do Warszawy i pomysł Rodziny Połaniec­kich. Po powrocie do Warszawy (o czym donosi „Kraj”, nr 48, s. 22), Sien­kiewicz prowadzi ożywione życie towarzyskie. Bywa w Radziejowicach, bierze udział w polowaniach (na jednym kładzie 14 zajęcy), decyduje się wreszcie potraktować na serio pomysł małżeństwa z Wołodkowiczówną. Już w październiku polecił Gebethnerowi wysłać do Odessy komplet swych pism w oprawie (szczegół ten podkreślił), w grudniu zaś przyjmuje zaproszenie od Wołodkowiczów i zaraz po świętach tam wyjeżdża.

„Morze Czarne zwało się w starożytności Pontus Euxinus, co znaczy go­ścinne, skutkiem tego jadę tam na święta starego stylu”.

Janczewska J., L 323 (10 XII); Listy, t. II, cz. 2, s. 502.

Pomysł odeski ma jednak swą ciemną stronę, wymaga pieniędzy, których Sienkiewiczowi wówczas właśnie brakuje. By niedomaganiu temu zaradzić, postanawia napisać nową powieść i wyjechać przy pomocy otrzymanego na nią zadatku. W ten sposób rodzi się pomysł Rodziny Połanieckich.

„Wyobraź sobie — pisze 10 XII — że stąd do Odessy najlepiej jest jechać na Kijów, co = 40 kilku godzinom drogi, ale w doskonałych wagonach. W ogóle, włączając Włochy, cała podróż jest mi o tyle nie na rękę, że rupia apana! Ale mając nieprzepartą abominację do długów, nie chcę pożyczać i skończy się na jakimś kontrakcie o dużą powieść z zaliczeniem kilku tysięcy rs. Ma to tę dobrą stronę, że muszę ją napisać, a tę złą, że, Boże, kiedyż się uwolnię od takiej katorgi”.

Janczewska J., L 323; Listy, t. II, cz. 2, s. 503.

„«Bib[lioteka Warszawska]» — brzmi wiadomość o 10 dni późniejsza — za­częła ze mną układy o powieść w dwóch tomach, mniej więcej na 30 arkuszy. Naprzód dają 2 1/2 tys. rs. Resztę później. Tak więc będzie monety jak wody. Ja wolę układ z nimi, bo wychodzą raz na miesiąc. Wolff i Gebeth[ner] mają też ochotę, ale się zgłoszą za późno”.

Janczewska J., L 324; Listy, t. II, cz. 2, s. 505.

Projekty na przyszłość. 10 XII w liście do A. Wodzińskiego występują projekty, wskazując, iż sprawa małżeństwa uchodzi w oczach Sien­kiewicza za sprawę najbliższych miesięcy:

„...w tych czasach ustalam się, urządzam mieszkanie, przedtem jeszcze muszę wyjechać do Sycylii, słowem, ponoszę mnóstwo wydatków takich, ja­kie pociąga za sobą urządzenie gospodarstwa i domu zupełnie na nowo”.

Wodziński A., L 7; D 56, s. 276; Listy, t. V, cz. 2, s. 344.
1893
Odwiedziny w Odessie. Opuściwszy 31 XII 1892 Warszawę Sienkiewicz bawi w Odessie, zapewne w willi Wołodkowiczów na nie istnie­jącym dzisiaj urwisku nadmorskim.

„Słowo” 1893, 2 I, nr 1. — Urbański A., Sienkiewicz w Odessie, „Kurier Warszawski” 24 XI 1926. (Informacje przeważnie bałamutne, podające r. 1894 i sporo innych szczegółów błęd­nych). — Wodziński A., L 8; Listy, t. V cz. 2, s. 345, 346.

Zabiegi o pozyskanie czytelników francuskich. Już we wrześniu 1892 r. Sienkiewicz podsuwał A. Wodzińskiemu myśl, by zamiast Potopu zabrał się do przekładu Bez dogmatu, choćby skróconego. Wodziński zaproponował wydanie tego przekładu nakładem autora czy raczej na spółkę z tłumaczem. Listem 10 XII Sienkiewicz wyraził zgodę na ten pomysł, wrócił zaś do niego w liście pisanym 8 I w Odessie:

„Obecnie korzystam z pierwszej folgi, by oświadczyć Szanownemu Panu, iż jeśli koszt wydawnictwa Bez dogmatu nie wyniesie więcej nad 1200 fr. — i jeśli kwotę takową można spłacić w czterech ratach — to wydatek taki nie przechodzi mojej możności. Pierwszą ratę nadeślę na ręce Pańskie, kiedy Sz[anowny] Pan zażąda — następne w terminach wskazanych. Proponuję za­razem układ następny. Jeśli zysk z wydawnictw przeniesie 500 fr., pozostałą zwyżką będziemy się dzielili — jeśli nie, to należy on zupełnie do Szanowne­go] Pana. Wydaje mi się to zupełnie sprawiedliwe, albowiem jeśli ja ryzykuję 1200 fr., Pan ryzykuje swoją pracę, która w razie 0 zysku pozostanie niewynagrodzona”.

Wodziński A., L 8; Listy, t. V cz. 2, s. 346.

Przekład ten był gotów w sierpniu i miał się ukazać z przedmową P. Bourgeta, do r. 1895 zaś osiągnął pięć wydań.

Wodziński A., L 9; Listy, t. V cz. 2, s. 347.

Odczyt w Krakowie. Zgodnie z zapowiedzią w liście do K. M. Górskiego (30 XII) Sienkiewicz z Odessy jedzie do Krakowa, gdzie 21 I od­czytuje Pójdźmy za Nim w sali Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń. — Druk tejże noweli w „Tygodniku Ilustrowanym”, w „Słowie” i w „Czasie”.

Górski K. M., L 3; Listy, t. I, cz. 2, s. 290, 291. — „Słowo” 24 I 1893, nr 19. — Tomkowicz St., L 23; tamże, t. V cz. 1, s. 576, 577.

Powrót do Warszawy. Od końca stycznia Sienkiewicz przebywa w Warszawie, niedomaga na gardło, decyduje się przyjąć propozycję Wołodkowiczów i na marzec przed ślubem, mającym odbyć się w Rzymie, wyjechać do Nervi.

Janczewska J., L 323; Listy, t. II, cz. 2, s. 501-504. — Bogusławski W, L (31 I); tamże, t. I, cz. 1, s. 89, 90.

Utwory dla narzeczonej. W tym zapewne czasie powstają drobne utwory pisane dla narzeczonej lub z myślą o niej, utrzymane w tonie parabol hinduskich, a więc wiersz albumowy Lotus oraz Bądź błogosławiona.

Sienkiewiczowa M. z Wołodkowiczów, L 1, 2; Listy, t. IV, cz. 1, s. 74-82. — Załuski K. B., L 2; tamże, t. V cz. 2, s. 572-574.

Wiosna we Włoszech. 27 II Sienkiewicz przyjeżdża do Nervi pod Genuą, gdzie czekają nań narzeczona z matką, mieszka w hotelu „Eden”, pisze szkic Z wrażeń włoskich, prowadzi obfitą korespondencję z przyjaciół­mi, zapraszając ich na ślub do Rzymu i odbierając od nich życzenia.

Janczewska J., L 333; Listy, t. II, cz. 2, s. 512, 513. — Pochwalski K., L 7 (9); tamże, t. III, cz. 2, s. 469. — Godlewski M., L 135; tamże, t. I, cz. 2, s. 191. — Górski K. M., L 4; tamże, t. I, cz. 2, s. 291, 292. — Potkański K., L 1; tamże, t. III, cz. 3, s. 7-9. — Szetkiewiczowie K. i W, L 78; tamże, t. V cz. 1, s. 338-340. — Sienkiewiczowa M. z Wołodkowiczów, tamże, t. IV cz. 1, s. 73-93.

W połowie marca wyłaniają się przed nim nieoczekiwane trudności w związ­ku z istnieniem we Włoszech urzędów stanu cywilnego i ich wymaganiami. W rezultacie okazuje się, iż we Włoszech ślubu przeprowadzić się nie da bez załatwienia długich i uciążliwych formalności konsularnych, tym bardziej że papiery narzeczonej nie są w porządku, zapada więc decyzja, by ślub przenieść do Krakowa. Czas, wypełniony wycieczkami, np. do Pizy 27 III i poznawaniem Rzymu od 28 III, w kwietniu urozmaicają odkładane z dnia na dzień projekty wyjazdu oraz nieporozumienia rodzinne. Sienkiewicz, zachwycony narzeczo­ną, rychło spostrzega, iż matkę jej musi „wziąć w ręce”, inaczej bowiem życie się mu nie ułoży. Listy do Janczewskiej zawierają mnóstwo relacyj o drobnych i niedrobnych zatargach w czasie długiej podróży powrotnej, gdzie we Floren­cji dochodzi właściwie do zerwania. 1 V pisze: „Bo i tak mi się czasem zdaje, że wszystko licho weźmie”. Ostatecznie, wobec szerokiego rozgłosu, który sprawa zyskała, zapada decyzja, iż ślub odbędzie się w Krakowie, ale dopiero 25 VI, bo — wedle opinii przyszłej teściowej — „miesiąc maj, jako poświęcony Matce-Dziewicy, nie kwalifikuje się do zamążpójścia i miodowych dni”. W rezultacie panna jedzie do Odessy, Sienkiewicz zaś do Krakowa, gdzie otrzymuje serie li­stów z tłumaczeniami, wyjaśnieniami, nowymi projektami itd., itd., obliczony­mi na zatarcie niekorzystnych pogłosów opinii publicznej. Dla uspokojenia jej sam Sienkiewicz redaguje komunikat do „Słowa” o odroczeniu terminu ślubu i przyczynach, dlaczego tak się stało.

„Słowo” 13 V 1893, nr 108. (Identyczność frazeologiczna z listami prywatnymi dowodzi autorstwa Sienkiewicza). — Janczewska J., L 340 -346; Listy, t. II, cz. 2, s. 524-533. — Pochwalski K., L 9; tamże, t. III, cz. 2, s. 469. — Górski K. M., L 4; tamże, t. I, cz. 2, s. 291, 292. — Godlewski M., L 133; tamże, t. I, cz. 2, s. 188, 189.

Kaltenleutgeben. Po kilkudniowym pobycie w Krakowie, gdzie 9 V, tj. w przeddzień przyjazdu, Sienkiewicz został wybrany członkiem czyn­nym Akademii Umiejętności, pisarz udaje się do Kaltenleutgeben. Tam 21 V odbiera list „pani Wołodkowiczowej zrywający ostatecznie małżeństwo”, który przypłaca dziesięciodniową bezsennością, mimo to prowadzi dalsze per­traktacje, wreszcie około 1 VI przenosi się do Zakopanego, gdzie pozostaje do połowy lipca.

Janczewska J., L 342-345; Listy, t. II, cz. 2, s. 527-532. — „Słowo” 10 V 1893, nr 106. — Rocznik Akademii Umiejętności, — Pochwalscy K. i Z., L 12; Listy, t. III, cz. 2, s. 471-474.

Organista z Ponikły. W Zakopanem powstaje Organista z Ponikły. Wedle projektu autora nowela ta ma wejść zamiast zaniechanego Wariata do tomu XX Pism, jak wskazuje żartobliwy list (zaopatrzony w błędną datę 16 marca zam. czerwca) do wydawcy:

„Do tomu przybywa znowu jedna nowelka pt. Organista z Ponikły. W ten sposób zachowując porządek tak, jak podaję — i o którego zachowanie proszę, tom będzie zawierał: 1. Wyrok Zeusa, II. Z wrażeń włoskich, III. Orga­nista z Ponikły, IV. U źródła, V. Lux in tenebris lucet, VI. Legenda indyjska, VII. Pójdźmy za Nim. Czyli będzie przyzwoity tom, tak nawet przyzwoity, iż ze względu na jego przyzwoitość i na to, że wciąż coś dorzucam, wypadałoby z jakie 200 rs dopłacić”.

Wolff A. R., L 22 (16 III); Listy, t. V cz. 2, s. 431. — Redakcja „Słowa”, L 13; tamże, t. V cz. 3, s. 336, 337. — Godlewski M., L 135; tamże, t. I, cz. 2, s. 191.

Praca nad Rodziną Połanieckich i pobyt w Zakopanem. List z 20 VI mówi o zajęciach codziennych w Zakopanem:

„...od dziś pocznę się płukać w Jaszczurówce, sypiam, jak mogę, piszę, ile się zmieści — i oto mój sezon zakopiański. «Słowu» posłałem już nowelę od czterech dni. Będzie w przyszłym tygodniu — i tam, i w «Czasie». Terazmilowymi krokami kroczę po drodze Połanieckich. Widzisz tedy, że się nie daję, a co z tego będzie, nie wiem”.

Janczewska J., L 339 (349); Listy, t. II, cz. 2, s. 535, cytat. — Sieńkiewicz L., tamże, t. IV, cz. 3, s. 455, 456. — Tomkowicz St., L 29-34; tamże, t. V cz. 1, s. 581-587.

Lipiec w Trenczynie. Około połowy lipca, przez Kraków, gdzie bawi 17 VII, Sienkiewicz udaje się do Teplitz, leczy się tam i zapewne pisze dalej powieść do 23 VIII, dnia tego bowiem przez Wiedeń wraca do Zako­panego.

„Słowo” 1 VIII 1893, nr 173. — „Kraj” 1893, XII, nr 34, s. 13. — Janczewska J., L 349; Listy, t. II, cz. 2, s. 535, 536. — Wodziński A., L 9 (datowany błędnie 29 sierpnia, pisany zaś faktycznie 29 czerwca); tamże, t. V cz. 2, s. 347, 348. — Szetkiewiczowie K. i W, L 81; tamże, t. V cz. 1, s. 344, 345.

Pierwsza połowa września w Gastein. Kończenie Ro­dziny Połanieckich i pomysł powieści Quo vadis.

Szetkiewiczowie K. i W, L 82; Listy, t. V cz. 1, s. 345-347.

Miesiące przedślubne. Wrzesień Sienkiewicz spędza zapewne w Zakopanem, w pierwszych dniach października przez Kraków jedzie do E. Raczyńskich w Rogalinie (w Wielkopolsce); pisze Rodzinę Połanieckich, której druk rozpoczął się w lipcu w „Bibliotece Warszawskiej” i „Gazecie Polskiej”. W czasie tym, dzięki zabiegom wspólnych znajomych, stosunki z ro­dziną Wołodkowiczów poprawiają się do tego stopnia, iż niedoszły w czerw­cu ślub zostaje wyznaczony na listopad.

„Słowo” 2 X 1893, nr 224; 7 X 1893, nr 229. — Szetkiewiczowie K. i W, L 84, 85; Listy, t. V cz. 1, s. 348-350. — Wodziński A., L 9; tamże, t. V cz. 2, s. 347, 348. — Chełmicki Z. ks., tamże, t. I, cz. 1, s. 112-114. — Szembekowie Z. i K., L 1-11; tamże, t. V cz. 1, s. 99-125.

Ślub w Krakowie. 11 listopada o godz. 11 w swej prywatnej ka­plicy kardynał Dunajewski zaślubia Sienkiewicza z Marią Wołodkowiczówną (wskutek bowiem adopcji panna młoda nosi to nazwisko). W uroczystości weselnej, opisywanej szeroko przez całą niemal prasę ówczesną, biorą udział przyjaciele warszawscy: Benni, Godlewski, Lubowski i in. ze strony Sienkie­wicza, ze strony zaś Wołodkowiczów ogromna ilość osób ze sfer arystokra­tycznych. Akt ślubu znajduje się w archiwum parafii kościoła Mariackiego w Krakowie, Lib. Cop. T. XVIII, p. 197.

„Słowo” 13 XI 1893. — „Kraj” XII 1893, nr 45, s. 23. — Krasiński E., O Radziejowicach, Warszawa 1934, s. 44-45. — Boy-Żeleński T., Znasz-li ten kraj, Warszawa 1932, s. 73. — Go­dlewski M., L 139; Listy, t. I, cz. 2, s. 194-195. — Lubowski E., L 7-8; tamże, t. III, cz. 1, s. 546-547.

Wyjazd do Włoch. Komunikaty prasowe rozwodziły się nad mniej lub więcej nierealnymi szlakami podróży poślubnej sławnego pisarza. Szlak całkiem realny znamy z jego listu, pisanego 22 listopada w Nervi:

„Parę słów tylko. Wenecja okazała się niemożliwa, zwłaszcza dla mojej in­fluency. Paliliśmy cały dzień na kominkach i marzli. Z Genui byliśmy w Pegli, gdzie nam się nie spodobało — i skończyło się na Nervi, ku wielkiej obopól­nej radości. — Cudowna pogoda, ciepło jak w lipcu — i powietrze niezrównane. W tych warunkach hotel «Eden», zwłaszcza przy Marynuszce, dobrze się nazywa. Cóż Ci powiem? Jest nam razem dobrze — i pewno będzie dobrze, o ile p. Wołodkowiczowa nie zepsuje nam życia. Nie masz pojęcia, do jakiego stopnia ona miota się od chwili naszego wyjazdu. Ułożyła sobie, żem ją ignorował, albowiem nie przemówiłem do niej odpowiednio patetycznie przy wyjeździe. Ułożyła sobie, że Marynuszka gryzie i zagryzie się z tego po­wodu, że zatem tragedia gotowa — jej zaś obowiązkiem rozbijać się o wszyst­kie ściany i grać dla dobra Marynuszki rolę króla Leara. Nie widzi, że to jest raczej farsa — coś w rodzaju Ugolina, gotowego pożreć swe dzieci dla urato­wania im ojca”.

Janczewska J., L 356; Listy, t. II, cz. 2, s. 542-545. — Godlewski M., L 140; tamże, t. I, cz. 2, s. 196. — Szetkiewiczowie K. i W, tamże, t. V, cz. 1, s. 350-352.

W takich nastrojach dochodzi do katastrofy, której szczegóły są niezna­ne, a która kończy fatalny rok biografii Sienkiewicza; jak wskazują wzmian­ki w listach z pierwszych tygodni roku następnego, Maria Sienkiewiczowa opuszcza męża, on zaś, rozbity nerwowo i psychicznie, przenosi się do Rzymu („Hôtel de Rome”) około 20 XII.

Janczewska J., L 345 (357); Listy, t. II, cz. 2, s. 545-547. — Szembekowie Z. i K., L 12-26; tamże, t. V, cz. 1, s. 126-176.

Wywiady literackie z r. 1893. Pod koniec r. 1893 krytyk rosyjski, współpracownik dziennika „Odesskij Listok”, ogłosił w nim wywiad z Sienkiewiczem, powtórzony przez „Czas”, a za nim przez inne dzienniki polskie. Głównym zagadnieniem była w wywiadzie sprawa przejścia pisarza od tematyki chłopskiej do historyczno-szlacheckiej; z niezupełnie jasnej wy­powiedzi autora wywnioskować można, iż przyczyną zmiany tematyki była postawa realisty, który oderwany od życia wiejskiego i żyjący w mieście, nie miał dostatecznej ilości materiału obserwacyjnego, jakim rozporządzał w młodości, gdy z wsią był wspomnieniami silniej związany.

„Czas” 8 XI 1893, nr 255.

Wśród wiadomości dziennikarskich, wywołanych przez małżeństwo Sien­kiewicza, jedna zasługuje na szczególną uwagę, opiera się bowiem niewąt­pliwie na wywiadzie z pisarzem, tym bardziej że autorem jej był jego kolega uniwersytecki, K. Skrzyński. Relacja ta, poza jednym szczegółem (o kończe­niu Połanieckich), zgodna z projektami Sienkiewicza, zawiera sensacyjną wia­domość o pomyśle napisania na rok niemal przed przystąpieniem do jego realizacji:

„Sienkiewicz kończy obecnie Rodzinę Połanieckich. Po ślubie wyjeżdżają państwo młodzi do Wenecji, a po kilku tygodniach pobytu wracają do Krakowa albo udadzą się do Amalfi na zimowe miesiące. W marcu [... ] pojedzie Sienkiewicz do Rzymu celem odbycia studiów do nowej powieści z czasów pierwszych chrześcijan. Powieść ta, w rodzaju noweli Pójdźmy za Nim, no­sić będzie tytuł Quo vadis [...]. Powieść Sienkiewicza ukaże się w «Czasie» i w «Gazecie Polskiej». Pp. Sienkiewiczowie osiadają następnie na stale w Kra­kowie”.

„Kraj” 1893, XII, nr 45, s. 23 (za „Gazetą Lwowską”); nadto 1893, nr 48, s. 16.

Druk Listów o Zoli. Ledocteur Pascal w „Słowie” i „Czasie”.

Godlewski M., L 136, 137; Listy, t. I, cz. 2, s. 192. — Tomkowicz St., L 28; tamże, t. V cz. 2, s. 580. — Redakcja „Słowa”, tamże, t. V cz. 3, s. 337, 338.

Pogłoski o chorobie. „Kraj” (nr 52, s. 19) podał krótką informa­cję: „Pomimo zaprzeczeń «Gazety Polskiej» utrzymuje się w Krakowie pogło­ska o smutnym stanie zdrowia H. Sienkiewicza”. Pisarz, do którego pogłoski te doszły, odpowiedział na nie 30 XII z Rzymu depeszą do Edwarda Lea i listem:

„Wysłałem w tej chwili depeszę. Kto mnie wyprawia z taką życzliwością na tamten świat? Jeśli chcą koniecznie, miałem influencę, a obecnie mam, jak i dawniej [...] odcisk na małym palcu lewej nogi. Jak daleko od tego na tam­ten świat — nie wiem, ale chodzę, jem, pisuję, piszę, leżę w łóżku tylko w nocy itd.

PS. Depeszę zastałem, powróciwszy po śniadaniu z Forum, które sobie oglądam codziennie dla Quo vadis”.

Leo E., L 16; Listy, t. III, cz. 1, s. 499. — „Czas” 9 I 1894 (za „Słowem”).
1894
Styczeń w Krakowie. „Od paru dni bawi [20 I] w Krakowie H. Sienkiewicz, który przyjechał tam na parę tygodni, aby być przy egzami­nach swego syna z pierwszego małżeństwa. Sienkiewicz wygląda doskonale, jest w pogodnym usposobieniu ducha, a na zebraniu u p. L. M[ichałowskiego], przyjaciela swego, który od lat wielu w niedzielę po południu gromadzi u siebie całą inteligencję, był ożywiony, rozmawiał dużo i pięknie, tak jak on to potrafi”.

„Kraj” 1894, XIII, nr 3, s. 23. — „Słowo” 23 I 1894, nr 18.

Podziękowanie Redakcji „Gazety Polskiej” za słowa uznania w związku z 25-leciem twórczości Sienkiewicza.

Redakcja „Gazety Polskiej”, L 1; Listy, t. V, cz. 3, s. 260.

Wyjazd do Włoch. 4 II przejechawszy przez Wiedeń, 5-7 zaś spędziwszy w Fiume, Sienkiewicz udaje się do Ankony, gdzie przybywa 8 II, stamtąd jedzie do Perugii, ok. 24 II jest w Rzymie, 26 II wreszcie wyjeżdża do Neapolu. W czasie podróży prowadzi pertraktacje w sprawie żony z jej ojcem, K. Wołodkowiczem, i pisze Rodzinę Połanieckich.

Benni K., L 3; Listy, t. I, cz. 1, s. 73-75. — Janczewska J., L 362-375; tamże, t. II, cz. 3, s. 14-49. — Godlewski M., L 141-147; tamże, t. I, cz. 2, s. 196-207.

Przekład niemiecki Pana Wołodyjowskiego dokonany przez Johanna Prauna. Ukazał się w czasopiśmie „Roman­welt” w Stuttgarcie w 1894 r.

Praun J., L 2; Listy, t. III, cz. 3, s. 224.

Marzec w Neapolu. Pomoc dla Konopnickiej. Za­mieszkawszy w hotelu „Continental”, gdzie 12 III w dwa tygodnie po przyjeździe zapada na influencę, Sienkiewicz podejmuje dalsze zabiegi w sprawie niefortunnego małżeństwa. Wiedząc, iż H. Wołodkowiczowa rozpoczęła sprawę o unieważnienie małżeństwa, a gdy to się nie udało (kardynał kra­kowski bowiem oświadczył, iż skoro sam ślub dawał, to zrobił to porządnie), o rozwód w Rzymie, pod pretekstem, iż Sienkiewicz nie miał „pozwolenia miejscowego proboszcza”, pisarz decyduje się uzyskać separację i w sprawie tej prowadzi korespondencję z Kurią Biskupią w Warszawie. Wiedząc o trud­nościach finansowych Konopnickiej, postanawia jej przyznać stypendium w Akademii, tymczasem zaś organizuje doraźną pomoc w wysokości 600 fr. Usilnie wreszcie pisze Rodzinę Połanieckich w warunkach pracy bardzo niesprzyjających, odmalowanych niezwykle plastycznie w liście do Morawskie­go.

Janczewska J., L 366-374; Listy, t. II, cz. 3, s. 30-49. — Morawski K., L 3 (z 13 III); tamże, t. III, cz. 2, s. 115-117. — Benni K., L 3; tamże, t. I, cz. 1, s. 73-75. — Godlewski M., L 147; tamże, t. I, cz. 2, s. 205, 206.

Dwa miesiące w Kaltenleutgeben, od 29 III do 30 V Po przyjeździe wprost z Neapolu chory na bronchit Sienkiewicz leczy się, równocześnie pracuje nad powieścią.

Warunki pracy tej przedstawił W. Karczewski (M. Jasieńczyk) w reportażu rozpoczynającym się od opisu kartek Rodziny Połanieckich, nad którymi za­stał autora. Zapytany o Quo vadis, Sienkiewicz odpowiedział:

„Na papierze nie mam nic jeszcze [...], ale pracuję nad nią ustawicznie «w głowie». Każdą z prac moich zwyczaj mam w ten sposób długo nosić w sobie, a gdy czas przyjdzie do pisania, rzecz mam zawsze prawie gotową. Toteż piszę już szybko i swobodnie, zapisując drobnym pismem bez poprawek nieraz dwie do czterech ćwiartek in quarto na posiedzeniu, w miarę usposo­bienia, nie przerywając zgoła pracy, chyba zapaleniem papierosa.

Rękopisy wysyłane pocztą rekomenduję starannie, czuję bowiem, że gdyby zginęły, rzeczy raz już wydanej z siebie nie umiałbym powtórzyć.

Przygotowania do Quo vadis prowadzę sumiennie. Rzym znam dokładnie, nosiłem się wprawdzie pierwotnie z myślą poprowadzenia akcji w Palestynie, zbyt jednak wiele czasu i kosztów zużyłoby zwiedzanie szczegółowe nie zna­nych mi okolic. Rzym zresztą w zupełności odpowiada celom moim. Tacyta studiuję «da capo», no i przewertowałem prawie całą bibliotekę dzieł, doty­czących pierwszego wieku naszej ery”.

Następnie — kontynuuje Karczewski — poszli obydwaj do pobliskiej w gó­rach strzelnicy. Dali po kilkanaście strzałów. Sienkiewicz zbijał jedną za drugą o 30 kroków ustawione butelki. Strzelali z pistoletów.

„Kraj” 1894, XIII, nr 21, s. 16 (O Sienkiewiczu). — Godlewski M., L 148-154; Listy, t. I, cz. 2, s. 207-218. — Szetkiewiczowie K. i W, L 88-90;tamże, t. V, cz. 1, s. 352-359.

Korespondencja z Janczewską (15 V) potwierdza wiadomość o intensyw­nym przygotowywaniu się do powieści rzymskiej:

„Dziwisz się, jak mogę w takim stanie pisać. Powiem ci, że nie tylko dużo piszę, ale robię ogromnie poważne studia do Quo vadis, czytam po nocach Tacyta i wszystko, co mam pod ręką, i prawdopodobnie przepracowałem się już, bo nie jestem zdrów i czuję się raczej gorzej niż lepiej, a przy tym zmęczo­ny do najwyższego stopnia”.

Janczewska J., L 384; Listy, t. II, cz. 3, s. 72, cytat. — Lubowski E., L 9; tamże, t. III, cz. 1, s. 547-550.

Pobyt w Krakowie w czerwcu.

Wolff A. R., L 25; Listy, t. V, cz. 2, s. 433.

Rodzina Połanieckich. „Tak jestem zajęty Połanieckimi, że nie mam czasu o czym innym myślić. Wysłałem ogromną porcję na maj — nie wiem, czy potrafią dać od razu. Od wczoraj [23 IV] siedzę nad czerwcem. Tyle narasta, że sam nie wiem, kiedy skończę. Trzeba mi było wprowadzić kil­ka nowych osób. Ale już wypłynąłem na wierzch i jest to dla mnie dziś raczej kwestia pisania niż kompozycji. Prawda, że i pisanie niełatwa rzecz, zwłaszcza jeśli się nie chce byle jak pisać”.

Janczewska J., L 382; Listy, t. II, cz. 3, s. 65. — Abakanowicz B., L 1; tamże t. V cz. 3, s. 6, 7. — Henkiel D., L 1-25; tamże, t. I, cz. 2, s. 337-347.

„Na koniec co do Połanieckich, daleki jestem i byłem od odtwarzania w po­wieści mojej własnej sprawy lub sytuacji, ale pamiętaj jedno, że ilekroć zrobię kobiety kłamliwe, egoistki, przewrotne, słowem, liche natury, tylekroć nie tylko ludziom będzie się zdawało, że to są ich [Wołodkowiczowej z córką] portre­ty, ale istotnie, niezależnie od wszystkiego będą musiały istnieć rysy podobne. — Tego ja sam nie potrafię uniknąć — i tak będzie w zeszycie majowym, choć cio­cia Broniczowa jest wdową i matką opłakująca syna, który przedwcześnie przy­szedł na świat, a jej siostrzenica, panna Castelli, wybujałą jak trzcina panną”.

Janczewska J., L 383; Listy, t. II, cz. 3, s. 67, 68 — Krasińska H., L 6-9; tamże, t. III, cz. 1, s. 282-285.

List ten rozpoczyna całą serię wypowiedzi tematycznie niemal identycz­nych, a wywoływanych stale uwagami i zarzutami osób „z towarzystwa”, iż pisarz „osmarował” swą teściową.

„Dopisałem jeszcze cztery ćwiartki in quarto do czerwcowej porcji — i wy­słałem. Będzie jednak nieco krótsza od majowej — ale, podług mnie, lepsza — a zwłaszcza bijąca spieszniejszym tętnem, bo w majowej wchodziły nowe osoby, co zawsze jest rodzajem ekspozycji”.

Janczewska J., L 386; Listy, t. II, cz. 3, s. 75.

Podziękowanie za pochwałę Połanieckich oraz uwagi o nich wyrażone w trzech listach do Konstancji Morawskiej pisanych z Kal­tenleutgeben, Lugano i Warszawy w dniach 27 kwietnia 1894, 19 listopada 1894 i 28 marca 1895.

Morawska K., L 1-3; Listy, t. III, cz. 2, s. 101-109.

Pomysł Krzyżaków. W toku pracy nad Rodziną Połanieckich oraz przygotowywania materiałów do Quo vadis, do czego służy sprowadzony z Krakowa słownik łaciński Bobrowskiego, krystalizuje się pomysł Krzyża­ków, zrealizowany w tej postaci w latach dalszych.

„Zachowaj jeszcze sekret. Otóż chcę napisać Krzyżaków i drukować ich w «Czasie», «Dzienniku Pozn[ańskim]» za pieniądze, a w którymś z pism warszawskich lub może w «Kraju» — za 10 groszy od wiersza, ale zarazem za 10 000 egzemplarzy gotowej, ładnej odbitki, w formie wydania jubileuszo­wego, którą bym sprzedawał na własną korzyść i na własny jubileusz. Przy odpowiednim hałasie, który uczyni prasa, mogę jak nic w ciągu kilku miesię­cy rozprzedać wszystko po 5 rs egzemplarz — i rzeczywiście zdobyć i kapitalik, i odpoczynek na stare lata. Gdybym zaś sprzedał nawet połowę, jeszcze wezmę 25 000 rs do kieszeni, bo na nakład nie wydam ani grosza. Sądzę jed­nak, że rozejdzie się wszystko szybko, a może trzeba będzie bić więcej. Byle więc wytrzymać jeszcze Quo vadis — to się zaraz wezmę do Krzyżaków, a jak się powiodą, będę o dzieciska spokojniejszy”.

Janczewska J., L 387; Listy, t. II, cz. 3, s. 79.

Upoważnienie na przeróbkę sceniczną Hani udzie­lone Józefowi Mikulskiemu w liście z 25 VI 1894.

Mikulski J., Listy, t. III, cz. 2, s. 77, 78.

Lato w Zakopanem. W początkach czerwca Sienkiewicz przy­jeżdża do Zakopanego, gdzie pozostaje do połowy września. Prowadzi dalej „piłowanie” Rodziny Połanieckich, gromadzi materiały do Quo vadis, robi z dziećmi wycieczkę do Morskiego Oka i Czarnego Stawu, około 16 VI wyjeżdża do Krakowa, gdzie mieszka u L. Michałowskiego.

Morawski K., L 5; Listy, t. III, cz. 2, s. 118-120. — Baworowski W, L 4 (6); tamże, t. I, cz. 1, s. 62. — Godlewski M., L 158; tamże, t. I, cz. 2, s. 223-225. — Gluziński Wł. A., tamże, t. I, cz. 1, s. 449, 450.

Kongres Literacki we Lwowie dnia 19 lipca 1894. Nie­możność przybycia tam Sienkiewicza, zakomunikowana w liście do Czytelni Akademickiej we Lwowie oraz do W. Baworowskiego z dnia 25 czerwca 1894.

Baworowski W, L 6; Listy, t. I, cz. 1, s. 69. — Czytelnia Akademicka, Lwów, tamże, t. V cz. 3, s. 147-149.

Odczyt Quo vadis. Na prośbę delegacji góralskiej Sienkiewicz od­czytuje na budowę kościoła w Zakopanem „jeden z końcowych rozdziałów powieści”, tj. jej epilog, w prasie mylnie nazywany prologiem. Odczyt, spe­cjalnie w tym celu napisany, odbył się w Kasynie Towarzystwa Tatrzańskiego w połowie sierpnia.

„Kraj” 1894, XIII, nr 31, s. 22; 1894, nr 32, s. 6-7. — „Gazeta Polska” 1894, nry 189, 194. — Morawski K., L 6; Listy, III, cz. 2, s. 120-123. — Szembekowa K., L 17; tamże, t. V cz. 1, s. 148-151.

„Odczyt to był szkic zakończenia — więc dla samej powieści to jest nic — a dla mnie tylko próbny balonik. Przekonałem się, że poradzę — i to jest coś warte. Samym odczytem zachwycał się szczególniej Sanguszko. Mówił mi, że trzeba by wydawać powieść w kilku językach na raz”.

Janczewska J., L 388; Listy, t. II, cz. 3, s. 81.

Trenczyn (Teplitz). W drugiej połowie września Sienkiewicz wy­jeżdża do Cieplic na kurację, pisze tam dalszy ciąg Rodziny Połanieckich, do­nosząc w listach, iż ją kończy, i podejmuje resztę honorarium z „Biblioteki Warszawskiej” (łącznie 6000 rs).

Janczewska J., L 389; Listy, t. II, cz. 3, s. 83-85. - Wolff A. R., L 26; tamże, t. V, cz. 2, s. 433-437. — Szetkiewiczowie K. i W, L 91-94; tamże, t. V, cz. 1, s. 359-367. — Frydman L., tamże, t. V, cz. 2, s. 55, 56. - Morawski K., L 6; tamże, t. III, cz. 2, s. 120-123.

W Parc St Maur. Na zaproszenie Abakanowicza Sienkiewicz 11 X przyjeżdża do jego willi pod Paryżem i tam 22 X kończy Rodzinę Połanieckich. „Ale wreszcie robota skończona. Wczoraj w nocy podpisałem: koniec — a dziś wysłałem. Nie umiem Ci nawet powiedzieć, jak jestem zmęczony — tyle jednak zrobiłem, że ostatnia część będzie bardzo dobra — może pod względem artystycznym najlepsza. Literalnie nie zbyłem niczego, byle zbyć — wykończyłem wszystko, nakazałem sobie cierpliwość do ostatka, zwią­załem, co było do związania [...], nie mogę ani ręką, ani nogą ruszyć. Jest to przecie przeszło 1000 stronic Gebethnerowskiego wydania — i szesnaście miesięcy pracy w warunkach, wiesz jakich, bo nie mówiąc nawet o dwukrot­nej influency, na którą teraz umiera car — nawet przed katastrofą okoliczności były wyjątkowo nieodpowiednie do pisania”.

Janczewska J., L 391, Listy, t. II, cz. 3, s. 89, 90, cytat. — „Słowo” 17 X 1894, nr 239, s. 3. — Godlewski , L 159; Listy, t. I, cz. 2, s. 225, 226. — Sienkiewiczówna H., L 6; tamże, t. IV, cz. 3, s. 376-379. — Szetkiewiczowie K. i W, L 95-100; tamże, t. V, cz. 1, s. 367-376. — Wolff A. R., L 28; tamże, t. V, cz. 2, s. 438, 439.

Wypadek rowerowy. Jadąc rowerem bez hamulca, Sienkiewicz rozbija się i kaleczy głowę 8 XI. Opatrzony przez miejscowego lekarza, jedzie do Genewy zasięgnąć rady doktora Laskowskiego, następnie do Lugano, gdzie w hotelu „Beau Séjour” choruje ciężko na wrzód w gardle.

Tutaj powstaje pomysł odstąpienia Gebethnerowi i Wolffowi praw autor­skich na zasadzie „umowy wieczystej”, zawartej dopiero w dwa lata później.

Janczewska J., L 393-403; Listy, t. II, cz. 3, s. 95-124. — Wolff A. R., L 28, 29; tamże, t. V, cz. 2, s. 438, 439. — „Kraj” 1894, XIII, nr 49, s. 5-9 (Wierzbięta M., Wycieczka do Sien­kiewicza). — Godlewski M., L 160; Listy, t. I, cz. 2, s. 226. — Potkański K., L 5; tamże, t. III, cz. 3, s. 16-18. — Sienkiewiczówna H., L 7; tamże, t. IV, cz. 3, s. 379-381. — Szetkiewiczowie K. i W, L 97-109; tamże, t. V cz. 1, s. 372-393. — Wolff A. R., L 30, 31, 32; tamże, t. V, cz. 2, s. 400-442.

Pobyt w Genewie. Konsultacja dra Z. Laskowskiego po wypadku rowerowym w Parc St Maur.

Szetkiewiczowie K. i W, L. 101; Listy, t. V cz. s. 376-378.

Pobyt w Lugano od końca listopada do 23 grudnia.

Szetkiewiczowie K. i W, L. 102-110; Listy, t. V cz. s. 379-394.

Druk noweli Bądź błogosławiona. Sienkiewicz w liście z Lugano 28 XI 1894 informuje Henryka Kopię, że upoważnił „Bibliotekę Warszawską” do druku noweli Bądź błogosławiona. Legenda indyjska (druk 1893, t. II, s. 359-361).

Kopia H., Listy, t. III, cz. 1, s. 145, 146.

Jubileusz 30-lecia twórczości literackiej Edwar­da Lubowskiego. W grudniu 1894 przypadał jubileusz E. Lubowskiego, który pierwszą swą powieść Wierzące dusze ogłosił w r. 1864 (tomy 1-2, Kraków 1864-1865). Sienkiewicz, nie mogąc w nim uczestniczyć, napisał list na cześć jubilata, ogłoszony w „Kurierze Codziennym” 29 grudnia 1894 r.

Redakcja „Kuriera Codziennego”, Listy, t. V cz. 3, s. 276-278.
1895
Zajęcia warszawskie. Wyjechawszy 29 XII z Wiednia, Sienkiewicz przyjeżdża do Warszawy. Podtrzymuje ożywione stosunki z kółkiem przyjaciół (Krasińska, Leo, Henkiel, Benni, Zaleski, Godlewski, Weyssenhoff) i rodziną, wśród której poczyna wyróżniać młodego Ignacego Chrzanowskiego. W stycz­niu sam przeprowadza korektę odbitki Rodziny Połanieckich, nad którą czuwa J. Łętowski; stara się z tekstu powieści, wydanej w połowie stycznia, usunąć to wszystko, co mogłoby nasuwać aluzję do małżeństwa autora. Podejmuje kro­ki o docenturę dla Chrzanowskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. 21 I obie­cuje sobie przystąpić do napisania prologu do Quo vadis, co zamierzał zrobić już w Lugano. Przeszkadza temu zły stan zdrowia, mianowicie odnowienie się wrzodu w gardle. Przeprowadzona przez dra Teodora Herynga operacja mig­dałów powoduje na przełomie stycznia i lutego przewlekłą rekonwalescencję.

Janczewska J., L 404-407; Listy, t. II, cz. 3, s. 124-136. — Morawski K., L 6, 7; tamże, t. III, cz. 2, s. 120-126. — Wolff A. R., L 32-35; tamże, t. V cz. 2, s. 442-445. — Ejsmondowie Fr. i M., L 1, 2; tamże, t. 1, cz. 1, s. 360. — Godlewski M., L 161; tamże, t. I, cz. 2, s. 226, 227. — Benni K., L 7; tamże, t. I, cz. 1, s. 77, 78.

Początek Quo vadis. W lutym zapewne powstają początkowe rozdziały Quo vadis, które od 26 III poczyna ukazywać się w odcinkach „Ga­zety Polskiej” (nr 70) oraz w „Czasie” i „Dzienniku Poznańskim”.

Tomkowicz St., L 35-37; Listy, t. I, cz. 1, s. 587-589.

Artykuł o Bismarcku. Pierwszym występem politycznym Sien­kiewicza poza Polską jest artykuł o Bismarcku w „Gegenwart”, podany bezpośrednio potem przez prasę polską, a przyjęty z entuzjazmem przez wybit­nych czytelników niemieckich, jak powieściopisarz Teodor Fontane.

„Z powodu 80. rocznicy urodzin ks. Bismarcka redakcja znanego tygo­dnika berlińskiego «Gegenwart» udała się do 20 najsławniejszych w Europie pisarzy i artystów, wielbicieli i przeciwników eks-kanclerza z zapytaniem: «Co myśli o Bismarcku?». Między tymi 20 został umieszczony Henryk Sien­kiewicz”.

„Kraj” 1895, XIV, nr 10, s. 28; 1895, nr 13, s. 12, 13. — Godlewski M., L 163; Listy, t. I, cz. 2, s. 228, 229. — Morawska K., L 3; tamże, t. III, cz. 2, s. 107-109.

Zabiegi o separację. W marcu Sienkiewicz, śledzący z dala spra­wę o rozwód w Rzymie, udaje się do konsystorza warszawskiego.

Janczewska J., L 410; Listy, t. II, cz. 3, s. 138.

Pomnik Mickiewicza w Krakowie. Sienkiewicz, powołany do komitetu budowy pomnika Mickiewicza w Krakowie, wskutek choroby gardła nie może brać udziału w posiedzeniach, zapytywany jednak o zda­nie w sprawach spornych, pomysły bowiem rzeźbiarza Rygiera spotykają się z protestami, zabiera głos listownie. M. in. w liście do namiestnika Galicji, Eustachego Sanguszki (z 1 II), daje praktyczne sposoby wyjścia z trudności. W lecie roku następnego przesyła na ręce Wł. L. Jaworskiego rezygnację z członkostwa w komitecie, co uzasadnia okolicznością, że na posiedzenia przyjeżdżać nie może, a statystą być nie chce.

„Kraj” 1895, XIV, nr 12, s. 16. — Sanguszko E., L 1; Listy, t. V cz. 1, s. 391-393. — Jawor­ski Wł. L., L 1, 2 (24 VI i 12 X 1896); tamże, t. III, cz. 1, s. 41-44.

Praca nad Quo vadis w Kaltenleutgeben. Sienkiewicz jedzie do zwyczajnego uzdrowiska nie na leczenie, lecz by móc spokojnie „pi­łować” powieść, która idzie mu opornie, bo wymaga „klejenia większych rze­czy mniejszymi scenkami”, jak autor pisze Lubowskiemu.

Szczególnie dotkliwe są dla niego terminy, konieczność dostarczania dzien­nikowi po dwa arkusiki dziennie.

Janczewska J., L 401 (414); Listy, t. II, cz. 3, s. 148. — Lubowski E., L 11; tamże, t. III, cz. 1, s. 551-553. — Szetkiewiczowie K. i W, L 111; tamże, t. V cz. 1, s. 395-397.

Pomysł przekładu francuskiego. Nową powieść przekła­da na francuski A. Wodziński i w związku z tym pojawia się nierealna myśl, by przedmowę do wydania paryskiego napisał A. France. Sam Sienkiewicz traktuje ją z humorem, jakkolwiek w tych właśnie czasach poczyna wierzyć, że jest pionierem idealizmu w literaturze i że twórczością swoją przyczynił się walnie do przezwyciężenia materialistycznych tendencji pozytywizmu.

Wodziński A., L 10; Listy, t. V cz. 2, s. 349, 350. — Górski K. M., L 5 (14 VII); tamże, t. I, cz. 2, s. 292-294.

Lato w Zakopanem. Przybywszy w połowie czerwca (14 VI pobyt w Krakowie) do Zakopanego, Sienkiewicz spędza tam czas w towarzystwie dzieci i nabytego w Kaltenleutgeben jamnika „Wykopa” (cała czwórka utrwa­lona na fotografii w t. 37 Dzieł). 6 VII kończy część 2 powieści, której pisa­nie wypełnia mu niemal w całości tygodnie letnie, urozmaicane wycieczkami w doliny tatrzańskie.

Janczewska J., L 417, 418; Listy, t. II, cz. 3, s. 151-159. — Górski K. M., tamże, t. I, cz. 2, s. 292-294. — Hawranek M., tamże, t. I, cz. 2, s. 336.

Sierpień w Trenczynie (Teplitz). Wskutek stałych niedomagań Sienkiewicz 1 VIII wyjeżdża do Cieplic, gdzie zastaje Juliana Klaczkę. Rozmowy z nim dotyczą znaczenia „kardynała” Izwolskiego, tj. ambasadora carskiego przy Watykanie, i jego wpływów na toczącą się sprawę rozwodu. Poruszają jednak również sprawy inne:

„...z rana i wieczór Quo vadis — więc dzień ucieka za dniem. Polaków mało. Ze znajomych tylko Dzieduszycki i Klaczko. Jadam z nimi obiad, a ko­lację z samym Klaczką i słucham nieskończonych anegdot, w których czę­sto bywa dużo próżności, ale często wiele rzeczy ciekawych. Spieramy się o nowych, których on nie zna i nie chce znać, a zgadzamy się co do Homera i Szekspira. Bywają też rozmowy i o języku polskim, o jego podatności etc. Wszystko dość interesujące”.

Janczewska J., L 419 (14 VIII 1895); Listy, t. II, cz. 3, s. 160.— Potkański K., L 7, 8; tamże, t. III, cz. 3, s. 22-27. — Szetkiewiczowie K. i W, L 112, 113; tamże, t. V, cz. 1, 397-401.

Powrót do Zakopanego. 26 VIII przez Drezno Sienkiewicz jedzie do Zakopanego, gdzie spędza wrzesień; największe wydarzenie tego pobytu stanowi nieudałe polowanie w Tatrach na niedźwiedzia, który ranny poszedł na „węgierską” stronę.

Janczewska J., L 420; Listy, t. II, cz. 3, s. 163. — Potkański K., L 3;tamże, t. III, cz. 3, s. 11, 12.

Próba udramatyzowania Rodziny Połanieckich. Według pogłosek prasowych K. Tetmajer i J. K. Ehrenberg zamierzali przero­bić powieść o Połanieckich na scenę („Kraj”, XIV, nr 31, s. 12). Sam Sienkie­wicz wiadomość tę potraktował z niedowierzaniem, ze względu na wyraźnie niedramatyczny charakter romansu.

Potkański K., L 11; Listy, t. III, cz. 3, s. 30, 31.

Pisarze rosyjscy o Rodzinie Połanieckich. W Rosji, gdzie powieść ukazywała się równocześnie w przekładach M. Kriwoszejewa i W. M. Ławrowa, wywołała ona opinie najzupełniej rozbieżne.

Tołstoj w liście do żony z 25 X donosi, że czyta Sienkiewicza „z dużą przy­jemnością” i mówi o nim, że jest to „wspaniały pisarz, szlachetny, rozumny, opisujący życie w całej jego rozległości”.

Tołstoj L., Pisjma k żenie, 1915, nr 522. — Gusjew N., Lietopis żizni i tworczestwa L. N. Tołstogo, Moskwa 1946, s. 507.

Czechow natomiast, w liście do Suworina, pisze o powieści wręcz z obrzy­dzeniem.

„Przedzieram się przez Rodzinę Połanieckich Sienkiewicza. Jest to polska paska z sera zaprawiona szafranem. Gdyby tak do P. Bourgeta dodać Potapienkę, pokropić warszawską wodą kolońską i podzielić na dwoje, otrzyma­my Sienkiewicza. Połanieckich niewątpliwie natchnęły Kosmopolis Bourgeta, Rzym i małżeństwo (Sienkiewicz ożenił się niedawno); są tu i katakumby, i stary dziwak profesor, wzdychający do idealizmu, i zaliczony w poczet świę­tych Leon XIII z twarzą zaziemską, i rada, by wrócić do książki do nabożeń­stwa, i wymyślanie na dekadenta, który umiera wskutek morfinizmu po spo­wiedzi i komunii, tj. w żalu za grzechy w imię Kościoła. Szczęścia rodzinnego i rozważań o miłości do diabla i trochę, a żona bohatera jest tak dalece wier­na mężowi i tak subtelnie pojmuje «sercem» Boga i życie, że koniec końców człowiekowi robi się mdło i nieprzyjemnie jak po zaślinionym pocałunku.

Sienkiewicz — jak widać — nie czytał Tołstoja, nie zna Nietzschego, o hipnotyzmie rozprawia jak mieszczanin, ale za to każda jego stronica upstrzona Rubensami, Borghese, Correggiem, Botticellim — i to tylko po to, by olśnić burżuazyjnego czytelnika wykształceniem, a materializmowi pokazać figę w kieszeni.

Celem powieści ukołysać burżuazję w jej złotych snach. Bądź wierny żo­nie, módl się z nią razem, zbijaj pieniądze, zażywaj sportu, a wszystko będzie ci się wiodło na tym i na tamtym świecie. Burżuazja bardzo lubi tzw. typy «dodatnie» i powieści ze szczęśliwym zakończeniem, ponieważ utwierdzają ją one w przekonaniu, że można gromadzić pieniądze i zachowywać niewin­ność, być zwierzem a zarazem człowiekiem szczęśliwym”.

Gitowicz N., Letopis żizni i tworczestwa A. P. Czechowa, Moskwa 1955, s. 386.

Choroba ręki w Rogalinie. Podczas pobytu w Rogalinie Sienkiewicz doznaje obezwładnienia ręki (wskutek „postrzału”), co napełnia go śmiertelną obawą paraliżu. „Postrzał” spowodowany był podniesieniem za patkę — śladem Róży Raczyńskiej, jej synka, sześcioletniego Rogera. Wedle miejscowej tradycji uczy się, jako rekonwalescent, pisać, w połowie zaś paź­dziernika wraca do Warszawy, gdzie jednak jeszcze w listopadzie nie może pozbyć się lęku, czy atak się nie ponowi.

Janczewska J., L 421, 422; tamże, t. II, cz. 3, s. 165-168. — Wodziński A., L 10; tamże, t. V cz. 2, s. 349, 350. — Wasylewski St., Bilotyny pana Sienkiewicza, „Gazeta Polska”, 7 XI 1937, s. 5. — Potkański K., L 10, 11; Listy, t. III, cz. 3, s. 28-31. — Bauerertz A., L 1; tamże, t. I, cz. 1, s. 51, 52. — Godlewski M., L 167; tamże, t. I, cz. 2, s. 233. — Skarszewski T., tamże, t. V cz. 1, s. 31-33. — Szetkiewiczowie K. i W, L 114; tamże, t. V cz. 1, s. 402, 403.

Praca nad Quo vadis. List z listopada odtwarza nerwową atmos­ferę, w której powstaje Quo vadis:

„Od dawna żyję w ogromnym natężeniu wszystkich władz, albowiem rzecz, którą piszę, jest trudna i w tak wysokim stylu, że nic podobnego nikt dziś nie robi. Ale właśnie dlatego trzeba się wysilać, żeby była prawda i wra­żenie rzeczywistości”.

Janczewska J., L 424; Listy, t. II, cz. 3, s. 170. —Krechowiecki A., L 3; tamże, t. III, cz. 1, s. 313.

Inny nie datowany list, kończący się zapowiedzią, iż powieść będzie goto­wa w marcu 1896, wyjaśnia, na czym polegał ów „wysoki styl”:

„Nie umiem Ci powiedzieć, jak jestem zapracowany i zmęczony. Nawet kiedy nie piszę, nie jestem zdolny ani coś innego robić, ani o czym innym myśleć, jak o Quo vadis. — Doszedłem wreszcie do wybuchu. — To, co zapo­wiadało się dotąd groźnie, było tylko jak pomruk przed burzą. Teraz dopiero będzie burza i rozpocznie się prawdziwa epopeja chrześcijańska. Uło­żyłem i mam w głowie tyle scen wspaniałych i strasznych, że byle zdrowia i sił — to Quo vadis będzie donioślejsze niż wszystko, com napisał. Nie mogę o czym innym myśleć i odpoczynek, to jest jakaś przerwa trochę dłuższa, na nic by mi się już nie przydała, bo jestem pod ciągłą obsesją — i czy piszę, czy nie, w głowie odbywa się praca bez chwili przestanku. Nie wiem, kiedy skończę, bo tyle jest do zrobienia, że prawie setki stron. Teraz tragedia Winicjusza — dalej ogólne sceny. Dalej Winicjusz i Piotr, potem świeczniki, potem Chilon, potem przedstawienie z Lygią, potem znów św. Piotr i właściwe Quo vadis — potem ukrzyżowanie — potem śmierć Petroniusza — i epilog. Cząstkę małą wymieniam”.

Janczewska J., L 423; Listy, t. II, cz. 3, s. 168, cytat.

Nowe pomysły. Równocześnie pisarz nosi się z pomysłami prac dal­szych, na Krzyżaków już się zdecydował, redakcji „Kraju” przyrzeka nowe­lę, i to dłuższą, do której przystąpi w przerwie między dwiema powieściami, słucha wreszcie namów otoczenia, by dać „wielki epos z czasów Napoleona od [17]94 do 1815”.

Janczewska J., Listy, t. II, cz. 3, s. 169. — „Kraj” 21 XII 1895, XIV, nr 51, s. 27.

Układy z wydawcą. Projektowane przed rokiem układy o sprze­danie Gebethnerowi i Wolffowi prawa do Pism wchodzą w stadium realizacji.

Janczewska J., L 429; Listy, t. II, cz. 3, s. 183-186.

Polowanie w Radziejowicach. 23 XII Sienkiewicz bierze udział w polowaniu przedświątecznym u Krasińskich.

Janczewska J., L 425; Listy, t. II, cz. 3, s. 173.

Choroba syna. Syn pisarza choruje na zapalenie ucha. Lekarze, po­dejrzewający gruźliczne tło choroby, proponują wyjazd na południe.

„Henryk Sienkiewicz w tych dniach opuszcza Warszawę. Znakomity powieściopisarz udaje się z dziećmi do Algeru dla zdrowia syna i własnego wypoczynku; tam przebędzie resztę zimy”.

„Kraj” 1896, XV, nr 1, s. 20. — Janczewska J., L 425, 426, Listy, t. II, cz. 3, s. 172-178.
1896
Na Riwierze. 26 I Sienkiewicz przyjeżdża z dziećmi do Nicei, miesz­ka w hotelu „Des Iles Britanniques”, rychło jednak przenosi się do ustronne­go „Hôtel Château des Beaumettes”, gdzie przebywa do końca marca.

Janczewska J., L 427; Listy, t. II, cz. 3, s. 178-180. — Potkański K., L 8, 9, 16-18; tamże, t. III, cz. 3, s. 38-45. — „Kraj” 1896, XV, nr 4, s. 20. — Godlewski M., L 171-178; Listy, t. I, cz. 2, s. 236-247. — Szetkiewiczowie K. i W, L 115, 116; tamże, t. V, cz. 1, s. 403-410. — Wo­dziński A., L 12, 13; tamże, t. V, cz. 2, s. 353, 354. — Wolff J. A., L 40-41; tamże, t. V, cz. 2, s. 449-452.

Rozwód. Tutaj dochodzą go wiadomości, iż żonie jego udało się z koń­cem r. 1895 uzyskać w Rzymie unieważnienie małżeństwa. Istotnie, w poło­wie marca M. Godlewskiemu zakomunikowano to w Warszawie oficjalnie, równocześnie zaś fakt ten utrwalono w księgach archiwum kościoła Mariac­kiego w Krakowie. Wypis z nich brzmi:

„W protokóle czynności Konsystorza Książęco-Biskupiego w Krakowie pod 19 III 1896, L 1239 zapisano: Polecono Archiprezbiterowi z odwoła­niem się na reskrypt św. Congr. Inkw. zaznaczyć, że małżeństwo Marii Wołodkowicz (Romanowskiej) z Henrykiem Sienkiewiczem zostało przez dysp. św. Stol. Ap. pod d. 13 XII 1895 rozwiązanym”.

Quo vadis ukończone w Nicei 18 II. Bawiący tam wier­szopis A. Zdanowicz upamiętnił datę sonetem akrostychicznym, odbitym na osobnej karcie welinowej.

Janczewska J., L 427; Listy, t. II, cz. 3, s. 178-180. - Wolff A. R., L 38; tamże, t. V cz. 1. — Potkański K., L 9; tamże, t. III, cz. 3, s. 38-40. — Krechowiecki A., L 3; tamże, t. III, cz. 1, s. 313. — Sienkiewiczówna H., L 9; tamże, t. IV cz. 3, s. 383, 384.

Śmierć ojca. 25 II umiera w Warszawie 83-letni Józef Sienkiewicz, ojciec pisarza. W prasie pojawia się nekrolog, podający niezupełnie dokład­nie biografię zmarłego.

„Kraj” 1896, XV, nr 8, s. 21. — Janczewska J., L 428; Listy, t. II, cz. 3,s. 182. — Mickiewi­czowa M., L 3; tamże, t. III, cz. 2, s. 72. — Potkański K., L 17; tamże, t. III, cz. 3, s. 41-43.

Propozycja H. Wawelberga. Warszawski bankier-filantrop, Hipolit Wawelberg, proponuje Sienkiewiczowi sporządzenie taniego wyda­nia Trylogii, niedostępnej ogółowi czytelników wskutek wygórowanej ceny, zwłaszcza w porównaniu z ceną tego samego dzieła w przekładzie rosyjskim. Na cel ten przeznacza 30 000 rb, tj. 15 000 na honorarium autorskie, 15 000 zaś na koszty wydania matrycowego, składanego petitem. Po odzyskaniu swe­go wkładu wydawca zobowiązuje się matryce odstąpić darmo autorowi. Dzię­ki takiej kalkulacji czytelnik otrzymywał dzieło za 3 rb, zamiast dotychczasowych 15. Dla uzyskania zgody cenzury carskiej, która z niechęcią patrzyła na ogromną popularność Trylogii, wydanie otrzymało nazwę „jubileuszowe­go” i o zezwolenie na nie zabiegał sam autor, którego 25-lecie pracy istotnie przypadało w rok później, licząc od druku powieści Na marne (1872). Uzy­skawszy zezwolenie 15 III (tj. właściwie o dwa tygodnie później), Wawel­berg wydanie swe puścił w obieg księgarski, wznowił je i odniósł ogromny sukces, tak że już w roku następnym mógł Sienkiewiczowi oddać matryce, które od pisarza nabył Gebethner i Wolff i z nich odbijał nakłady późniejsze, aż do r. 1916, gdy wskutek zużycia trzeba było sporządzić matryce nowe, z kolei odstąpione „Ossolineum”, które sporządziło z nich ostatnie odbicie po r. 1920.

Sprawa ta, bibliograficznie trudna do ustalenia, wydania bowiem zarów­no Wawelberga, jak Gebethnera i Wolffa uległy zaczytaniu, tak że zbioru ich nie ma żadna z naszych bibliotek publicznych, przewija się w korespondencji Sienkiewicza z r. 1896, traktowana jako poufna, prasa zaś wspomina o niej również półsłówkami.

Bauerertz A., L 2; Listy, t. I, cz. 1, s. 52, 53. — Janczewska J., L 429; tamże, t. II, cz. 3, s. 183-186. — Krechowiecki A., L 4; tamże, t. III, cz. 1, s. 415-417. — Potkański K., L 18; tamże, t. III, cz. 3, s. 43-45. — „Kraj” 1896, XV, nr 10, s, 12 (Dział literacko-artystyczny). „Pogłoska” bez wskazania nazwiska Wawelberga.

Podziękowanie za przekład dzieł Tacyta. List do Wł. Okęckiego z 22 marca 1896 z podziękowaniem za przekład Żywota Juliusza Agrykoli i Roczników.

Okęcki Wł., Listy, t. III, cz. 2, s. 245-247.

Wycieczka na Korsykę. 26 III kilkudniowa wycieczka na Kor­sykę, 31 III zaś do Monte Carlo, do J. Weyssenhoffa.

Janczewska J., L 231; Listy, t. II, cz. 3, s. 188, 189. — Lubowski E., L 12; tamże, t. III, cz. 1, s. 553, 554. — „Kraj” 1896, XV nr 13, s. 8.

Układ z Gebethnerem i Wolffem. Wydanie Wawelberga przyspiesza decyzję Gebethnera i Wolffa w toczącej się od dłuższego czasu sprawie nabycia praw autorskich Sienkiewicza. Robert Wolff udaje się do Ni­cei i tam Sienkiewicz aktem prywatnym z dn. 30 III odstępuje firmie przez niego reprezentowanej na wyłączną własność utwory zawarte w Pismach t. 1-5, 19-20 (tj. Listy z podróży i nowele) oraz powieści Bez dogmatu, Ro­dzina Połanieckich i Quo vadis, wreszcie Listy z Afryki, tj. tomy 21-30, razem 18 tomów za łączną sumę 21 000 rubli.

Wzmianki o tej umowie przynosi korespondencja z Janczewską, u której Sienkiewicz zasięgał rady, czy transakcja mu się opłaci, następnie listy do Potkańskiego i Wolffa. Samej umowy firma Gebethner i Wolff nie miała w r. 1938. Szczegóły jej podano tutaj na zasadzie aktu notarialnego zawartego w roku 1920 w Warszawie u notariusza St. Staniszewskiego. Repertorium 2519; od­pis tego aktu, powołującego się na umowę nicejską, zachował się w tekach L. Bernackiego.

Janczewska J., L 429; Listy, t. II, cz. 3, s. 183-187. — Potkański K., L 18; tamże, t. III, cz. 3, s. 43-45. — Muszkowski J., Z dziejów firmy Gebethner i Wolff, Warszawa 1938, s. 70 (wiadomość ogólnikowa). — Wolff A. R., L 40, 41; Listy, t. V cz. 2, s. 449-452.

Dalsze projekty literackie. „Figaro” ogłasza list Sienkie­wicza z autoryzacją na przekład Rodziny Połanieckich dla A. Wodzińskiego, „Słowo” zaś zapowiada druk Krzyżaków.

„Kraj” 1896, XV, nr 11, s. 12; 1896, nr 12, s. 12 (Dział literacko-artystyczny).

Maj w Ploumanach. Sienkiewicz na maj wyjeżdża do Abakanowi­cza i wypoczywa w jego willi bretońskiej na wyspie Ploumanach; wczasy te ujmuje w jednym zdaniu: „Nie brałem tam pióra do ręki”.

Janczewska J., L 432; Listy, t. II, cz. 3, s. 189. — Górski K. M., L 6; tamże, t. I, cz. 2, s. 295, 296. — Potkański K., L 11, 12; tamże, t. III, cz. 3, s. 30-33. — Wolff A. R., L 41; tamże, t. V cz. 2, s. 452, 453.

Czerwiec w Szwajcarii. W drodze powrotnej, po zwiedzeniu Lucerny, Rigi, Kulmu, Sienkiewicz osiada na trzy tygodnie w uzdrowisku szwajcarskim Schinznach.

Janczewska J., L 432; Listy, t. II, cz. 3, s. 189-191. — Potkański K., L 12, 20, 21; tamże, t. III, cz. 3, s. 47-51. — Godlewski M., L 179; tamże, t. I, cz. 2, s. 248, 249. — Górski K. M., L 7; tamże, t. I, cz. 2, s. 296, 297. — Sienkiewiczówna H., L 10; tamże, t. IV, cz. 3, s. 386, 387. — Wolff A. R., L 43; tamże, t. V cz. 1, s. 453, 454.

Konstanty Maria Górski kierownikiem Stacji Aka­demii Umiejętności w Paryżu. K. M. Górski był w latach 1896­1899 kierownikiem Stacji AU w Paryżu. Po nim funkcję tę objął Władysław Mickiewicz, mimo starań Sienkiewicza o tę posadę dla K. Potkańskiego.

Potkański K., L 43; Listy, t. III, cz. 3, s. 96-99.

Losy Quo vadis. Powieść, której koniec ukazał się w „Gazecie Pol­skiej” 29 II, wychodzi w postaci książkowej nakładem Gebethnera i Wolffa; nad korektą jej czuwa zapewne Ignacy Chrzanowski; o rosnącej popularności powieści świadczy wystawienie jej w formie żywych obrazów układu Leona Szpadkowskiego w Cyrku Warszawskim 10 V, z których dochód przezna­czono na kasy nauczycielek. Recenzja Quo vadis pióra A. Krechowieckiego w „Gazecie Lwowskiej”, 1896, nry 141-149.

Wolff A. R., L 38, 39, 43; Listy, t. V, cz. 2, s. 447, 448, 453, 454. — „Kraj” 1896, XV nr 15, s. 3. — Krechowiecki A., L 5; Listy, t. III, cz. 1, s. 317.

Źródła Quo vadis. Bezpośrednio po ukazaniu się powieści i w la­tach późniejszych Sienkiewicz wielokrotnie wyjaśniał sprawę jej genezy i źró­deł. Stale podkreślał doniosłość swego rozczytywania się w Tacycie, ponadto mówił o lekturze przeróżnych prac historycznych, odżegnywał się natomiast od pomówień o zależność od dzieł literackich.

I tak w liście do redakcji „Słowa” mówił o swych studiach archeologicz­nych na terenie Rzymu (D 40, s. 134); w liście do Galdemara o Tacycie (D 40, s. 137); w liście do Boyer d’Argen z r. 1912 o roli, którą w powsta­niu powieści odegrał H. Siemiradzki, który oprowadzał pisarza po Rzymie i zwrócił mu uwagę na kapliczkę „Quo vadis” (D 40, s. 141); w liście do K. Morawskiego o stosunku do prac adresata (D 55, s. 492 i 497). Najobszer­niejszy z tych listów, skierowany do B. Kozakiewicza, zawiera charakterystykę Antychrysta E. Renana i wymienia całą serię prac uczonych francuskich, jak G. Boissier, Fustel de Coulanges i in.

List ten, wymierzony przeciw uwagom F. Brunetiere’a, przeczy, jakoby Sienkiewicz znał Męczenników Chateaubrianda, Acte Dumasa oraz Mondo antico Agostina della Sala Spada.

Kozakiewicz Br., L 3 (28 III 1901; por. D 54, s. 166, gdzie przekład tego listu, podówczas jeszcze nie znanego w autografie); L 4; Listy, t. III, cz. 1, s. 196-204. — Masłowski L., L 1; tamże, t. III, cz. 2, s. 54-56. — Redakcja „Słowa”, 1896, nr 161, tamże, t. V cz. 3, s. 338-341.

Przyjęcie powieści przez krytykę włoską. Nową po­wieścią, której przekład „pierwszy autoryzowany” (przez F. Verdinois) ukaże się dopiero w r. 1898, którą jednak krytycy znają ze streszczeń, poczynają żywo interesować się literaci i archeologowie, wysuwając drobne zastrzeżenia przeciw jej szczegółom historycznym. Autor odpowiada rzeczowym listem, drukowanym 31 VII w „Słowie”, nr 173, s. 2.

„Słowo” 17 VII 1896, nr 161. — „Kraj” 1896, XV, nr 26, s. 6, 7. — D 40, s. 135. — Krechowiecki A., L 5 (1 VII 1896; Listy, t. III, cz. 1, s. 319-321. — Donimirski A., L 4; tamże, t. I, cz. 1, s. 343, 344.

Lipiec w Zakopanem. Osiadłszy 1 VII w pensjonacie Zborow­skich, Sienkiewicz urządza wycieczki w góry (m.in. „na Kacprową”), równo­cześnie zaś intensywnie pracuje nad drugą częścią Krzyżaków.

Wolff A. R., L 43, 44; Listy, t. V cz. 2, s. 453-455. — Pochwalski K., L 11; tamże, t. III, cz. 2, s. 471. — Potkański K., L 14; tamże, t. III, cz. 3, s. 35-38. — Janczewska J., L 433; tamże, t. II, cz. 3, s. 195, 196. — Godlewski M., L 180; tamże, t. I, cz. 2, s. 249-251. — Hoesick F., Tatry i Zakopane, Kraków 1931, cz. 4, s. 430 wspomina tę zapewne wycieczkę do Doliny Kasprowej, odbytą pod przewodnictwem Klimka Bachledy, datuje ją jednak rokiem 1895.

[caption id="attachment_1510" align="alignnone" width="850"] Sienkiewicz H. w Zakopanem 1896 r.[/caption]

Na jasnym brzegu. Zaraz po przyjeździe, 2 VII, Sienkiewicz za­mierza wziąć się do owej „dłuższej” noweli, obiecanej „Krajowi”:

„Tu zabieram się do roboty, którą już zacząłem. Będzie to Nizza i Monte Carlo — wraz z arystokracją polską zgrywającą się i małpującą tamtejszy wielki świat, który w rzeczywistości jest kanalią. — Myślę, że starczy na mały tomik”.

Janczewska J., L 434; Listy, t. II, cz. 3, s. 196.

„Tę małą rzecz z Monte Carlo — czytamy w liście z 25 VIII — porzuciłem nie dla tych względów, których Ty się obawiałaś, bo potrafiłbym drażliwości uniknąć, ale dlatego że nie szła. Miałaś słuszność, że sama treść jest rze­czą marną, ale w chwilach wolnych dla odpoczynku pisuje się i takie rzeczy, zwłaszcza po tematach poważnych”.

Janczewska J., L 435, Listy, t. II, cz. 3, s. 197.

Upoważnienie na przekład francuski noweli Na ja­snym brzegu dla Marii Ciechanowskiej.

Ciechanowska M., Listy, t. I, cz. 1, s. 153.

Dopiero w kilka tygodni później, w Kaltenleutgeben, w początkach paź­dziernika Sienkiewicz wraca do zarzuconego pomysłu, zaznaczając, że „to rzecz będzie całkiem inna i o ruletę nie chodzi”.

Janczewska J., L 436; Listy, t. II, cz. 3, s. 200.

Praca nad Krzyżakami. W końcu sierpnia powieść wolno posu­wa się naprzód.

„Mam też zamiar przesiedzieć zimę w Warszawie nad Krzyżakami, któ­rych już rozmaite pisma zapowiadają. Nic jeszcze nie wiem, jak to będzie i jak to pójdzie. Próby mi nie idą łatwo i jak zwykle w początkach, wątpię o sobie i przyszłym dziele. Gdyby nie długie doświadczenie, że jednak w końcu da­wałem sobie zawsze jakoś rady — byłyby to chwile istotnie ogromnie przykre.

Ośm tysięcy egzemplarzy Quo vadis już wyczerpano. Wprawdzie obecnie, po układzie z Wolffem, Quo vadis mnie nie obchodzi, ale daje dobrą otuchę co do Krzyżaków. Powinienem jakich 30 lub 40 tysięcy rs na nich zarobić, co gdy się doda do tego, co już zebrałem, utworzy wcale niezgorszą sumę dla dziecisków po Tatusiu”.

Janczewska J., L 420 (435); Listy, t. II, cz. 3, s. 197.

Sierpień w Trenczynie. Z Zakopanego przez Szmeks (Smokovec) i Budapeszt, gdzie z racji tysiąclecia istnienia Królestwa Węgierskiego urządzono wystawę, gdzie też równocześnie wystawiono Panoramę Racławic­ką Styki i Kossaka, Sienkiewicz w ostatnich dniach lipca udaje się do Teplitz (Trenczyna) i spędza tam sierpień, lecząc swą „scjatykę”.

Krechowiecki A., L 6; Listy, t. III, cz. 1, s. 319-321. — Górska A., L 8 (29 VIII); tamże, t. I, cz. 2, s. 298, 299. — Potkański K., L 22-24; tamże, t. III, cz. 3, s. 51-56. — Sienkiewiczówna H., L 11; tamże, t. IV, cz. 3, s. 388-390.

Wyjazd do Drezna w towarzystwie Juliana Klaczki. 17 VIII Sienkiewicz wyjeżdża na kilka dni do Drezna z Julianem Klaczką.

Potkański K., L 24; Listy, t. III, cz. 3, s. 54-56.

Rzeźbiarskie biusty dzieci Sienkiewicza Jana Nalborczyka. Sienkiewiczowi chodzi o prędkie wykończenie portretów dzieci i o ostateczną robotę w terakocie.

Potkański K., L 26 (6 X 1896); Listy, t. III, cz. 3, s. 58-60.

Wrzesień w Zakopanem i Kaltenleutgeben. Powró­ciwszy 3 IX do Zakopanego, udaje się do Kaltenleutgeben, skąd w połowie października, na imieniny córki, jedzie do Warszawy.

Górski K. M., L 9; Listy, t. I, cz. 2, s. 299. — Janczewska J., L 435; tamże, t. II, cz. 3, s. 197-199. — „Kraj” 1896, XV, nr 38, s. 22; nr 41, s. 17. — Tamże, s. 154, streszczony artykuł literata wiedeńskiego, Landaua (S. R. L.), z „Wiener Tageblatt” o pobycie pisarza w Kaltenleut­geben, pracy nad Krzyżakami i wydaniu Wawelberga. — Potkański K., L 25, 25; Listy, t. III, cz. 3, s. 56-60. — Szetkiewiczowie K. i W, L 118, 119; tamże, t. V cz. 1, s. 411-414. — Sienkiewiczówna J., L 2; tamże, t. IV, cz. 3, s. 149, 150. — Sienkiewiczówna H., L 12; tamże, t. IV, cz. 3, s. 390, 391.

Tomik Światła i cienie — wybór myśli z dzieł Sienkiewicza, dokonany przez Władysława Rabskiego.

Rabski Wł., L 1 (26 XI 1906); Listy, t. III, cz. 3, s. 263-266. — Krechowiecki A., L 5; tam­że, t. III, cz. 1, s. 317, 318.

Podziękowanie redaktorowi „Fremdenblatt” i „Wie­nerblatt”, Saulowi Raphaelowi Landau, za artykuły o Sienkiewiczu.

Landau S. R., Listy, t. III, cz. 1, s. 414-417.

Sienkiewicz członkiem Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu. 12 XII sławny pisarz zostaje wybrany członkiem-korespondentem C.A.N., gdzie obok niego z Polaków byli Wł. Nehring i A. Brückner (obaj zresztą profesorowie uniwersytetów niemieckich).

Informacja 4 A. N. SSSR z 15 XI 1936, nr A. 783. — „Kraj”, 1897, XVI, nr 1, s. 18. — Pot­kański K., L 29; Listy, t. III, cz. 3, s. 63-66. — Cesarska Akademia Nauk w Petersburgu, L 1-4, tamże, t. V, cz. 3, s. 138-144.

Uzasadnienie niezwykłości wyboru, umotywowanego znaczeniem kandy­data jako znawcy psychologii i historii w artykule J. P. w „Journal de St. Petersbourg”.

„Kraj”, 1897, XVI, nr 6, s. 60.

Przygotowanie do jubileuszu. 12 XII Stowarzyszenie Lite­rackie (Literarische Vereinigung) w Wiedniu urządziło obchód 25-lecia pracy literackiej Sienkiewicza; dr Landau scharakteryzował rozwój powieści pol­skiej i odczytał Żurawie we własnym przekładzie, po czym do „artysty języ­ka, mistrza powieści” wysłano depeszę z życzeniami.

„Kraj”, 1896, XV, nr 52, s. 274.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich we Lwowie wybrało członkami ho­norowymi Adama Asnyka i Sienkiewicza.

„Kraj” 1896, nr 48, s. 24.

Kijowskie Towarzystwo Literacko-Artystyczne nadało Sienkiewiczowi ty­tuł członka honorowego.

„Kraj” 1897, nr 6, s. 23.

Wielka wystawa w Budapeszcie z okazji tysiąc­lecia istnienia Królestwa Węgierskiego. Sienkiewicz zwiedził ją i obejrzał wystawioną tam Panoramę Racławicką Jana Styki i Woj­ciecha Kossaka.

Krechowiecki A., L 6; Listy, t. III, cz. 1, s. 319, 320.

Pożegnanie roku. W dniu 31 XII Sienkiewicz donosi, że był na dwu polowaniach, że w Warszawie myśli się o jego jubileuszu („z wielkiej chmury będzie mały deszcz”) i uskarża się na złe samopoczucie:

„Może by jednak było dobrze trochę się przygrzać [we Włoszech] na słoń­cu, bo reumatyzmy jakoś biją coraz więcej, raz w raz coś boli, a zwłaszcza krzyż. Zima, wilgoć, przede wszystkim zaś praca i pisanina, wraz z koniecz­nym siedzeniem w skulonej pozycji, bardzo złe i na nerwy, i na newralgie”.

Janczewska J., L 438; Listy, t. II, cz. 3, s. 203.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1428" title="Obecność i&amp;nbsp;recepcja polskiej powieści XIX wieku w&amp;nbsp;Ameryce Północnej i&amp;nbsp;Anglii" slug="obecnosc-i-recepcja-polskiej-powiesci-xix-wieku-w-ameryce-polnocnej-i-anglii">Pierwsze tłumaczenia z literatury polskiej na język angielski ukazały się w Anglii w XVI wieku. W 1560 roku mianowicie wydrukowano w Londynie fragment historii Marcina Kromera O pochodzeniu i czynach Polaków (1555) pod tytułem A Notable Example of Gods Vengeance uppon Murdering a King. Drugą książką było przedstawiające sztukę rządzenia, rolę senatu i wizerunek wzorowego męża stanu dzieło Wawrzyńca Goślickiego De optimo senatore, które ukazało się w czterech angielskich wydaniach w Londynie (jako, kolejno, The Counsellor Exactly Pourtraited in Two Bookes –1598, A Common-wealth of Good Counsaile – 1607, The Sage Senator: or, An Exact Character of a Prudent Statesman – 1660 i The Accomplished Senator in Two Books – 1733). Tłumaczenia łacińskich tekstów tych czołowych przedstawicieli renesansowej historiografii i myśli ustawodawczej odegrały ważną rolę w rozwoju teorii politycznej. Pierwszy i drugi, zmieniony przekład, De optimo senatore zostały natychmiast w elżbietańskiej Anglii skonfiskowane, ale dzieło było cytowane w politycznych broszurach i stało się na tyle popularne, że przypuszcza się, iż znał je również Szekspir[przypis]Witold Chwalewik, Polska w „Hamlecie”. Wrocław 1956, s. 107-111.[/przypis]. Traktat Stanisława Hozjusza, czołowego przedstawiciela kontrreformacji, pt. A most excellent treatise of the begynnyng of heresyes, przetłumaczony w roku 1565, doczekał się licznych wydań.

Na następne tłumaczenia polskiej prozy trzeba było czekać do XIX stulecia. Zapoczątkował je esej Jędrzeja Śniadeckiego On the Literary and Scientific Labor of Copernicus, Father of Modern Astronomy (O literackich i naukowych osiągnięciach Kopernika) wydany w r. 1823 w Dublinie. Następnie ukazały się dwie książki Juliana Ursyna Niemcewicza: przekład Lejbe i Siora. Romans żydowski, czyli listy dwóch kochanków (1821) wydany został pod tytułem Levi and Sarah, the Jewish Lovers (Londyn, 1830), a przekład Notes sur ma captivité en Russie (1843) – pod tytułem Notes on My Captivity in Russia in the Years 1974, 1975, and 1976 (Edinburgh, 1844). W roku 1834 wyszło w Londynie tłumaczenie (z niemieckiego) romansu historycznego Aleksandra Bronikowskiego pt. The Court of Sigismund Augustus, or Poland in the XVI Century (tytuł oryginału Hipolit Boratyński, 1828-1829), a w r. 1847, tego samego autora, Moina, or the Fortune of Family Poniatowski (Moina, 1828). Następnymi książkami były Revelations of Siberia Ewy Felińskiej (Londyn, 1852), stanowiące przekład Wspomnień z podróży do Syberii, pobytu w Berezowie i w Saratowie (1852), a także bajroniczna historia miłości i namiętności pióra Michała Czajkowskiego (Sadyka Paszy) pt. Kirdżali. The Moslem and the Christian; or Adventures in the East (Londyn, 1855) – w oryginale Kirdżali. Powieść naddunajska (1839) oraz The Black Pilgrim: A Tale of Struggle for Faith and Freedom in the Balkan Peninsula (Londyn 1900), stanowiący drugie tłumaczenie powieści Kirdżali.

Niektóre książki przetłumaczone na język angielski można usytuować w gatunku prozy pamiętnikarskiej. Należy do nich Rufina Piotrowskiego My Escape from Siberia (Londyn, 1863) stanowiąca przekład Ucieczki z Syberyi przez niego samego opowiedzianej (1902), Wacława Sieroszewskiego A Flight from Siberia (Londyn, 1909) będąca przekładem powieści Ucieczka (1888), Adama Czartoryskiego Memoirs of Prince Adam Czartoryski (Londyn 1888), w oryginale paryskim znana jako Alexandre I-er et le Prince Czartoryski 1801-1823 (1865) i Adolfa Jabłońskiego Ten Years in Cossack Slavery or Black Russia (Nowy Jork, 1900) będąca tłumaczeniem Dziesięciu lat niewoli moskiewskiej (1867). Adaptacja powieści Uskoki Teodora Tomasza Jeża (Zygmunta Miłkowskiego), traktującej o losach zmagań Serbów i Bułgarów o wyzwolenie spod tureckiej niewoli pod tytułem Annunziata Grimani ukazała się w dwóch tomach w Londynie w roku 1882. Literaturę powieściową dla młodzieży reprezentował Dziennik Franciszki Krasińskiej (1825) Klementyny z Tańskich Hoffmanowej przetłumaczony jako The Journal of Françoise Krasińska, Great Grandmother of Victor Emmanuel (Chicago, 1895), który doczekał się do r. 1930 aż siedemnastu wydań, oraz Fairy Tales of the Slav Peasants and Herdsmen Aleksandra Chodźki (Londyn, 1886), przełożone z paryskiego tekstu Contes des paysans et des pâtres slaves (1864).

Pięć następnych książek to przekłady historycznych powieści Ignacego Kraszewskiego. W Nowym Jorku. wydano Jermołę (1857), która wyszła jako Iermola (1891), oraz dwa przekłady powieści Żyd. Obrazy współczesne (1860) pt. The Princess and the Jew (1889), i The Jew (1890). Dwie powieści Kraszewskiego (Hrabina Cosel, 1873 i Brűhl, 1874) doczekały się wydania także w Londynie jako Memoirs of Countess Cosel (wydanie londyńskie w 1901, nowojorskie w 1902) oraz Count Brűhl (Londyn 1911, Nowy Jork 1922).

Ten łagodnie płynący strumyk przekładów polskich powieści na język angielski przemienił się za sprawą Sienkiewicza w rwący potok, a następnie w prawdziwą powódź, kiedy jesienią 1896 roku znana amerykańska oficyna Little, Brown and Company w Bostonie rzuciła na rynek pierwsze wydanie Quo vadis w tłumaczeniu Jeremiasza Curtina. W ciągu osiemnastu miesięcy od ukazania się tekstu w Stanach sprzedano sześćset tysięcy egzemplarzy powieści i książka znalazła się na szczycie wielu list bestsellerów, gdzie pozostała przez około półtora roku. Ten sukces wydawniczy spowodował znaczny wzrost zainteresowania pozostałymi książkami Sienkiewicza, a następnie innych polskich pisarzy.

Wielka w tym zasługa samego Curtina (1835-1906), amerykańskiego etnografa i językoznawcy, autora wielu książek, między innymi takich, jak Mity i bajki Rosjan, zachodnich Słowian i Węgrów, Mity i folklor Irlandii i Mongołowie. Warto więc o nim powiedzieć kilka słów. Urodzony w Detroit w irlandzkiej rodzinie i wychowany w Greenfield koło Milwaukee, studiował na uniwersytecie Harvard, gdzie wykazał szczególne zainteresowanie językami obcymi, szczególnie rosyjskim, a także polskim. W roku 1864 otrzymał pracę w konsulacie amerykańskim w Petersburgu, ale jego kariera dyplomatyczna skończyła się w 1869 roku. Pozostał jednak w Rosji, zbierając materiały do swoich książek i tłumacząc teksty literackie z rosyjskiego[przypis]O Curtinach i Sienkiewiczu pisałem w książce W pogoni za Sienkiewiczem. Z odnalezionych dzienników Almy Curtin (Warszawa, 1994), z której pochodzą poniższe dane, a także w artykule Alma Cardell Curtin, The Woman Behind Jeremiah Curtin, „Milwaukee History” 1990, vol. 13, , nr 2, s. 53-68 oraz w: Henryk Sienkiewicz w: Dictionary of Literary Biography. Volume 332: Nobel Prize Laureates in Literature. Detroit: 2007, s. 234-250. Oryginalne dzienniki i listy pani Curtin, a także dokumenty cytowane w tym artykule, przechowywane są w zbiorach Jeremiasza i Almy (Cardell) Curtin (Jeremiah and Alma (Cardell) Curtin Collection). Zbiory te mieszczą się w sali imienia Johna Cudahy (John Cudahy Memorial Library) w siedzibie Towarzystwa Historycznego Okręgu Milwaukee (Milwaukee County Historical Society) przy ulicy Trzeciej, numer 910.[/przypis].

W roku 1872, w czasie pobytu w Madison, w stanie Wisconsin, Curtin poznał Almę Cardell (1847-1938), która w domu dla sierot uczyła dzieci żołnierzy poległych w wojnie domowej. Od ślubu w 1872 roku przez trzydzieści cztery lata towarzyszyła ona wytrwale mężowi w jego podróżach i asystowała mu w pracy, a po jego śmierci wydała swoje dzienniki, które prowadziła w ciągu wspólnie spędzonych lat, dając im tytuł Memoirs of Jeremiah Curtin.

W roku 1883 Curtin uzyskał posadę w Biurze Etnologii Instytutu Smithsona w Waszyngtonie i przez następne osiem lat prowadził badania nad językami indiańskimi w Stanach Zjednoczonych i w Ameryce Środkowej. Właśnie pod koniec tego okresu rozpoczął pracę nad przekładem Ogniem i mieczem (opublikowanym w 1890 roku) i choć zainteresowanie książką i dochody były nikłe, Curtin wytrwale kontynuował tłumaczenie następnych tomów Trylogii, dyktując żonie angielski tekst Potopu (1891) i Pana Wołodyjowskiego (1893). Po ukazaniu się Quo vadis, Curtinowie stali się nagle ludźmi majętnymi.

Trzeba tutaj przypomnieć, że Sienkiewicza, jako obywatela Rosji, kraju, który nie należał do Konwencji Berneńskiej, nie chroniło międzynarodowe prawo autorskie i większością olbrzymich zysków ze sprzedaży jego dzieł w Ameryce dzielili się wydawcy i tłumacze. Umowy Curtina z Little, Brown and Company przewidywały, że tłumacz otrzymuje zazwyczaj 10 procent dochodu ze sprzedaży detalicznej plus 50 egzemplarzy książki. W wypadku Quo vadis dochód tłumacza był tak duży, że „The Donahue Magazine” doniósł we wrześniowym numerze z 1898 roku, iż Curtin otrzymał od wydawcy czek na 24 tysiące dolarów jako swój udział w dotychczasowych dochodach ze sprzedaży książki. Dla porównania warto dodać, że pani Curtin kupiła z tych funduszy dom w stanie Vermont za tysiąc pięćset dolarów[przypis]Wydawnictwo Little, Brown and Company, które zyskało najwięcej na tym przedsięwzięciu, odmówiło odpowiedzi na moje pytania dotyczące sprzedaży i dokumentów finansowych związanych z Quo vadis.[/przypis].

Ale tak jak Sienkiewicz nie był chroniony przez międzynarodowe prawo autorskie, tak samo Curtinowie i Little, Brown and Company nie mieli wyłącznych praw do tłumaczenia i sprzedaży dzieł Sienkiewicza. Przynajmniej trzydziestu czterech amerykańskich wydawców i czterdziestu czterech tłumaczy współzawodniczyło, w różnych zakresach, w rzucaniu na rynek przekładów na angielski i w batalii o zyski. Przeszło sześćdziesiąt wydań Quo vadis ukazało się w Stanach Zjednoczonych, do roku 1915 sprzedano przeszło półtora miliona egzemplarzy książki, a sama firma Little, Brown and Company opublikowała kilka wydań – od luksusowego za dwanaście dolarów do taniego za dwadzieścia pięć centów.

Curtin zdawał sobie sprawę, że nie ma prawnej gwarancji wyłącznego publikowania swoich tłumaczeń, przeto starał się wzmocnić swoją pozycję w dwojaki sposób. Po pierwsze nakłonił autora Trylogii do podpisania oświadczenia, że ma wyłączne prawo do tłumaczenia książek Sienkiewicza na angielski. Po drugie, bardziej praktycznie, starał się uzyskać od Sienkiewicza pozwolenie na opublikowanie swoich przekładów zanim jego powieści i nowele wydane zostaną po polsku. Ponieważ Sienkiewicz pisał często w odcinakach, które publikowane były w prasie, wielu tłumaczy miało do nich dostęp i przekłady książek przyszłego laureata nagrody Nobla dawały okazję do wyścigu tłumaczy i wydawców. Curtin zaś dlatego starał się o uzyskanie rękopisów przed ich opublikowaniem po polsku, by mieć czas na wyprzedzenie konkurencji i szansę na większe zyski. Próbował nawet uzyskać prawa autorskie na swoje tłumaczenia książek Sienkiewicza i w tym celu udał się do Waszyngtonu z nadzieją otrzymania stosownego zaświadczenia w Kongresie Stanów Zjednoczonych.

Aby osiągnąć swoje cele, Curtinowie skazani byli na stały pościg za Sienkiewiczem i na konieczność ścisłej współpracy z autorem, który z kolei nigdzie nie zagrzewał długo miejsca, a pisał często nieregularnie. Dlatego prawie corocznie przyjeżdżali do Polski. Poczynając od sierpnia 1897 roku, wielokrotnie odwiedzali Warszawę, Kraków, Zakopane i Oblęgorek. Podczas tych odwiedzin poznali innych przedstawicieli świata literackiego w Polsce – Bolesława Prusa, Wacława Sieroszewskiego, Aleksandra Świętochowskiego, Józefa Wolffa. W wyniku tych znajomości Curtin przetłumaczył na angielski m.in. Faraona Prusa i Argonautów Orzeszkowej, oraz kontynuował, na bardzo korzystnych dla siebie warunkach, tłumaczenie Krzyżaków i Na polu chwały.

Kronikarzem tych podróży była Alma Curtin, która okazała się bystrym obserwatorem, szczególnie ludzi, i wierną rejestratorką wszelkich rozmów. Notatki w swoim dzienniku robiła prawie codziennie – bez względu na trudy podróży i małżeńskie niesnaski. Spostrzegawcza i inteligentna, podobnie jak mąż wykazywała wielkie zainteresowanie nowym i ciągle zmieniającym się otoczeniem, i nawet brak znajomości języka czy kultury, czy też niesprzyjające warunki nie stanowiły bariery dla rozwijania jej kronikarskiego talentu, W swoich dziennikach opisuje warszawską ulicę, oglądaną w 1897 roku, relacjonuje przyjęcie w pałacu wilanowskim i przedstawia tłumy pielgrzymów pod Jasną Górą. Uczestniczy w odsłonięciu pomnika Mickiewicza w Warszawie, w pogrzebie Siemiradzkiego w Krakowie, opisuje grozę powodzi w Galicji. Zawiera znajomość z pisarzami, malarzami, wydawcami. Poznaje rodzinę Sienkiewicza: jego teścia, teściową, syna Henryka i córkę Jadwigę, z którą nawiązuje przyjazne stosunki i korespondencję. Co najważniejsze zaś, przedstawia Sienkiewicza jako pisarza mówiącego o swojej pracy, o innych pisarzach i ich książkach; w Zakopanem jako pomysłowego organizatora wycieczki do Czarnego Stawu; w Oblęgorku jako gościnnego gospodarza w swojej letniej posiadłości. Niektóre zapisy pani Curtin dotyczące autora Trylogii są jedynym źródłem naszej wiedzy o nim, stanowią więc znaczący przyczynek do uzupełnienia kalendarium życia i twórczości pisarza.

W ciągu swego pracowitego życia Curtin przetłumaczył i wydał szesnaście powieści i nowel Sienkiewicza[przypis]Listę książek Sienkiewicza w przekładzie Curtina, a także pięćdziesięciu sześciu pozycji w przekładach innych tłumaczy, podaję w Zarysie historii polonistyki w Ameryce Północnej (Katowice, 2012, s. 70-72). Bibliografia tłumaczeń i tłumaczy, łącznie z pozycjami powieściopisarzy XIX wieku, znajduje się na stronach 44-86. Bibliografię i omówienie licznych recenzji amerykańskich wydań powieści i nowel Sienkiewicza znaleźć można w książce Mieczysława Giergielewicza Henryk Sienkiewicz’s American Resonance. Institutum Historicum Polonicum, Rome 1966, zwłaszcza s. 334-347. W artykule The Editions of „Quo vadis?” in America (“The Polish Review” 1967, R. XII, z. 4, s. 90-93), Mieczysław Giergielewicz przedstawił listę aż sześćdziesięciu dwóch wydań tej powieści.[/przypis]. Przekład Trylogii rozpoczął, korzystając z rosyjskich tekstów, ale szybko przeszedł do polskich oryginałów. Jego znajomość polskiego nie była nadzwyczajna, a jeśli dodamy do tego pośpiech, z jakim rzucał teksty do druku, i warunki, w jakich pracował, oraz ograniczoną znajomość polskiej historii i kultury, nie należy się dziwić, iż jego przekłady pozostawiały wiele do życzenia. Nawet biorąc pod uwagę dziewiętnastowieczne standardy, akademickie i lingwistyczne przygotowanie Curtina nie było wystarczające, aby oddać piękno Sienkiewiczowskiej prozy. Dotyczyło to przede wszystkim umiejętności przekładu wyrażeń idiomatycznych, szczególnie kolokwialnych, oraz dialogów. Dodatkowo, w tłumaczeniach zabrakło przypisów dotyczących niektórych rodzimych wyrażeń, zniknęły też liczne latynizmy, charakterystyczne dla siedemnastowiecznego języka polskiej szlachty, a pewne zwroty zostały przetłumaczone błędnie. Niektórzy recenzenci i krytycy podkreślali, że język Curtina był banalny i sztywny, naszpikowany amerykanizmami, a styl tępy i nieelegancki, co sprawiało, że przekłady były na ogół zbyt koturnowe.

Jednakże ostatecznie należy podkreślić, iż tłumacząc Trylogię, Curtin podjął się i doprowadził do końca olbrzymią pracę. Z godną pochwały ambicją i poświęceniem stworzył tekst czytelny i zadziwiająco bliski oryginałowi. Co najważniejsze, okazał się pierwszym Amerykaninem, który programowo zainteresował się literaturą polską i spopularyzował powieści i nowele Sienkiewicza w Stanach Zjednoczonych i Anglii. Najnowszy przekład Trylogii Wiesława Stanisława.Kuniczaka (With Fire and Sword, The Deluge i Fire in the Steppe), wydany w Stanach w latach 1991-1992, ustępuje wyraźnie przekładowi Curtina.

Curtin rozpoczął pracę nad przekładem Ogniem i mieczem w listopadzie 1888 roku w Kalifornii, gdzie zbierał materiały dotyczące indiańskich języków i kultur. Już 17. grudnia 1889 roku Little, Brown and Company przyjęła książkę do druku. Curtinowie poświęcili następne cztery lata na tłumaczenie Potopu i Pana Wołodyjowskiego (na życzenie wydawnictwa tytuł zmieniono na Pan Michael), kończąc pracę przekładową w 1893 roku w Londynie. Amerykańskie recenzje były wyważone. Krytycy podkreślali, że „akcja powieści utrzymuje czytelnika w stałym napięciu” (the novel absorbs the reader giving him no respite) („Critic”, 1890) i że Ogniem i mieczem jest „wspaniałą powieścią o wojnie” (the brilliamt war novel) („Harper Magazine”, 1892). Porównywali ją do Wojny i pokoju, do powieści Alexandra Dumasa i zwracali uwagę na „homeryckiego ducha opisów” (there is a Homeric spirit in its dedesrcriptions) („Literary News”, 1890). Recenzent pisma „Nation” (1891) uważał, że Zagłoba jest postacią, „z której mógłby być dumny każdy autor” (Zagłoba is a creation of which any author might be proud), ale w książce „jest zbyt wiele grozy” (the book is unnecessarily loaded with horror). W recenzjach Potopu podkreślano, że genre historycznego romansu ma się nadal dobrze (the author has proved that the historical romance is not dead) („Athenaeum”, 1892), ale „nić która wiąże poszczególne elementy akcji nie jest dostatecznie mocna” (the thread which holds the incidents together is not sufficiently strong) („Critic”, 1892) i chociaż „czytelnik nigdy nie zwątpi, że główne postacie istniały naprawdę” (the reader will never doubt that his characters really lived) („Harper’s Magazine”, 1982), tłumacz powinien był dokonać skrótów w powieści (the novel should have been abridged by the translator) („Spectator”, 1892). Po przeczytaniu Pana Wołodyjowskiego, recenzent pisma „Dial” (1984) napisał, że sceny z Sobieskim „robią wielkie wrażenie” (the infrequent apperances of Sobieski are impressive), inny krytyk zauważył, że „postać Basi pojawia się jak lot ptaka” (the character of Basia is like the flight of a bird) („Literary World”, 1893), natomiast Zagłoba jest ciągle „tym samym czarującym samochwałą, intrygantem i kpiarzem” (the same delightful braggart, busybody, and wit), a Basia „dowodem na siłę twórczej wyobraźni Sienkiewicza (one more proof of his inventive power) („Nation”, 1894)[przypis]Cytaty w tym akapicie pochodzą z ksiażki Mieczysława Giergielewicza, op. cit., s.334-347. Wszystkie tłumczenia w tym artykule są moje, M.J.M.[/przypis].

Chociaż Curtin był zadowolony ze sprzedaży Trylogii i wysokości swych honorariów, które wyniosły 1,364 dolary, firma Little, Brown and Company uważała, że zyski były mierne, bowiem w pierwszym roku po wydaniu Ogniem i mieczem sprzedano tylko 1 922 egzemplarze, natomiast Potopu 1 585 w ciągu dwu lat, a Pana Wołodyjowskiego 2 434 w ciągu dwu lat, co stanowiło „stan bardzo zniechęcający”[przypis]Michael J. Mikoś, Sienkiewicz’s “Trilogy” According to Jeremiah Curtin: Materials from the Milwaukee County Historical Society. “The Polish Review” 1991, XXXVI, nr 4, s. 421-434.[/przypis]. Jednakże wydawano dalej Curtinowskie przekłady nowel Sienkiewicza (Yanko, the Musician and Other Stories, 1893, i Lillian Morris and Other Stories, 1894), a także powieść Children of the Soil (to przekład Rodziny Połanieckich) w roku 1895.

W sobotę 13. kwietnia 1895 roku w Bristolu, w stanie Vermont, pani Curtin zapisała w swoim dzienniku: „Jeremiasz i ja zaczęliśmy dzisiaj nową polską powieść, Quo vadis”[przypis]Cytuję z oryginalnych, nieopublikowanych dzienników Almy Curtin.[/przypis]. 17. września, w miejscowości Kennett Shasta w Kalifornii, zanotowała: „Przełożyliśmy trzy numery Quo vadis”. Podobnych zapisów dokonała w Mexico City, Guadalajara i Guatemala City w latach 1895 i 1896. W środę 26. maja 1896 roku, napisała do matki z Nebaj w Gwatemali: „Wczoraj wieczorem, 25. maja, wysłaliśmy zakończenie Quo vadis i jesteśmy bardzo zadowoleni; kiedy dotrze do Bostonu, książka wkrótce się ukaże.”

Jeszcze przed wydaniem powieści, zarówno Curtin, jak też wydawca, zdawali sobie sprawę, że mają w rękach potencjalny bestseller i dokładali wszelkich starań, aby wydać ją jak najszybciej. Już 20. kwietnia 1896 roku John M. Brown, który uważał, że książka jest „świetna”, napisał do Curtina: „Drogi Curtinie, mam nadzieję, że będzie Pan mógł wkrótce przysłać zakończenie (...) Pan McIntyre informuje Pana o wszystkich sprawach i wiem, że zależy mu bardzo, aby nikt nas nie uprzedził z Quo vadis.” W dniu 1. lipca 1896 roku Curtin napisał do Jamesa McIntyre’a, kierownika wydziału wydawniczego: „Otrzymałem Pański list z 4. maja i bardzo się cieszę, że Quo vadis tak się Panu podoba. Jest to naprawdę wspaniała książka, której nie można porównać z niczym, co napisano dotychczas na temat Nerona i wczesnego chrześcijaństwa. Mam nadzieję, że wydacie ją z całym rozmachem, na jaki zasługuje. Nie musicie się martwić, że za dużo za nią zażądacie. (...) Nie jest wykluczone, że Quo vadis może spodobać się publiczności do tego stopnia, że okaże się książką, której sprzedaż będzie na długo największa”[przypis]Podkreślenia Curtina.[/przypis].

Curtinowskie tłumaczenie Quo vadis spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem recenzentów amerykańskich. Okrzyknęli oni powieść „jednym z najwspanialszych romansów historycznych, jakie napisano w ciągu ostatniego półwiecza” (one of the strongest historical romances that has been written in the last half century) („Chicago Evening Post”), ,,powieścią historyczną pierwszej klasy” (an historical novel of the first order) („New York Herald”) i „jedną z najwspanialszych książek naszych czasów” (one of the greatest books of our day) („The Bookman”, IV, 1896)[przypis]Recenzje te, w większości przypadków niepodpisane i nieoznaczone datę, zebrane przez firmę Little, Brown and Company, pochodzą z albumu Almy Curtin w bibliotece Milwaukee County Historical Society.[/przypis]. Zwrócili uwagę, że jest to „książka o wielkim znaczeniu dla całej cywilizacji chrześcijańskiej” (of intense interest to the whole Christian civilization), ponieważ pokazała „mistrzowski obraz rzymskiego życia w czasie, gdy chrześcijaństwo już się nie tliło, lecz zaczęło płonąć” (a masterly picture of Roman life when Christianity ceased to smoulder and began to blaze) („Chicago Tribune”). Inny recenzent stwierdził, że Sienkiewicz zdołał przedstawić „wielki społeczna i moralny ruch, który rozdarł Imperium Rzymskie i którego rezultatem była ewolucja chrześcijaństwa” (the great social and moral agitation that rent the Roman empire asunder and resulted in the evolution of Christianity) („The Boston Beacon”). Krytycy zwracali szczególną uwagę na przedstawienie bohaterów powieści, szczególnie Petroniusza, którego „portret sam w sobie jest arcydziełem” (The portrait of Petronius is alone a masterpiece of which the greatest word painters of any age might be proud) („The Church Standard” 1896), na wspaniały styl Sienkiewicza, a samego autora określano jako wielkiego powieściopisarza, bowiem niektóre sceny, np. uczta w pałacu imperatora, igrzyska, płonący Rzym, uratowanie Ligii „pozostaną barwne, niezatarte w pamięci i zostaną uznane za doniosłe osiągnięcia sztuki narracyjnej” (these will hold their place in memory with unfading color, and are to be reckloned among the the significant triumphs of narrative art) („The Boston Beacon”). Jeden z krytyków napisał, że jest to „wspaniała powieść, którą powinni czytać chrześcijanie wszystkich narodowości i Kościołów” (This is a great novel . We wish it might be read by Christians of all nations and all churches) („The Church Standard”, 1896).

Pochwały spłynęły także na Jeremiasza Curina za „bogactwo języka, szybki tok myśli, barwny, obrazowy styl opisów” (the diversity of the language, the rapid flow of thought, the picturesque imagery of the descriptions) („Boston Transcript”, 1896). Inny krytyk napisał, że „Nie mamy możliwości oceny, w jakim stopniu wersja Pana Curtina oddaje polski oryginał, ale jego angielski jest tak przejrzysty i płynny, że trudno sobie uświadomić, iż czyta się tłumaczenie” (How utterly Mr. Curtin’s version may render the original Polish we have no means of judging, but his English is so limpid and fluent that one finds it difficult to realize that he is reading a translation) („The Church Standard”, 1896).

Nie obeszło się jednak bez głosów krytycznych. Anonimowy recenzent w „The Ave Maria” uznał powieść za „niezwykłą” (very remarkable), ale stwierdził, że punkt kulminacyjny akcji – „walka w amfiteatrze między chrześcijańskim olbrzymem Ursusem a dzikim bykiem europejskim, na którego rogach uwiązana była Ligia, jest przejmujący, lecz niestety mało prawdopodobny” (the struggle in the amphitheatre between the Christian giant Ursus and a wild European bison, upon whose horns is bound the Lady Lygia is powerful, but, we fear, somewhat improbable). To, że Ligia została ocalona od śmierci męczeńskiej, by zostać żoną Winicjusza, było w jego opinii „co najmniej wątpliwą odmianą losu” (at least a very questionable change of blessings). Natomiast chociaż „Święty Piotr odgrywa istotną rolę, jego postać została naszkicowana ogólnikowo” (although St. Peter plays an important part, he is vaguely sketched). Recenzent uważał też, że „bardzo realistyczny opis męczeństwa chrześcijan w amfiteatrze był zbyt drastyczny” (the dreadfully realistic account of the nmartyr dom of the Christians in the amphitheatre goes too far) . Jednakże większość czytelników i krytyków zgadzała się z recenzentem z „The Boston Beacon”, który uważał, że Quo vadis jest „bez wątpienia dziełem, po które sięgną wszyscy ci, którzy będą chcieli należycie zrozumieć początki ery chrześcijaństwa” (unmistakedly a work that all who wish to have an adequate comprehesion of the opening of the Christian era will be called to read).

Osobną rolę w recepcji Quo vadis w Ameryce odegrał teatr i film[przypis]Poniższe dane dotyczące teatru i filmu pochodzą z mego artykułu Odbiór Sienkiewiczowskiego Quo vadis w Stanach Zjednoczonych, w: Słowa i metody. Księga dedykowana profesorowi Jerzemu Święchowi, pod redakcją Aliny Kochańczyk, Andrzeja Niewiadomskiego, Bogusława Wróblewskiego, Lublin 2009, s. 369-377.[/przypis]. Walka o prawa adaptacji powieści do ich celów toczyła się głównie w Stanach Zjednoczonych, a ważną rolę w negocjacjach odgrywał Curtin. Już w grudniu 1899 roku wersja teatralna Quo vadis, składająca się z sześciu aktów i ośmiu scen, została wystawiona w Chicago i spotkała się z wielkim zainteresowaniem publiczności (pisał o tym „The New York Times”, 13. grudnia 1899 r.). W dniu 9. kwietnia 1900 roku wystawiono po raz pierwszy w Nowym Jorku dwie sztuki oparte na Quo vadis, a następnie jedna wersja, której realizatorem był Fred Whitney, grana była w Bostonie przez sześć tygodni, a potem w Londynie w Adelphi Theatre i w kilku nowojorskich teatrach.

Wkrótce po adaptacjach scenicznych Quo vadis pojawiło się na srebrnym ekranie. Pierwsza niema wersja powstała we francuskiej wytwórni Pathé Frères w Paryżu w 1901 roku. Włoska epopeja Quo vadis? w reżyserii Enrico Guazzoniego, trwająca sto dwadzieścia minut, stała się pierwszym filmem pełnometrażowam, który zyskał olbrzymie powodzenie.   Po pokazach w Paryżu i Londynie, film pojawił się w 1913 roku w Nowym Jorku, a następnie był przedstawiany przez dwadzieścia dwa zespoły objazdowe na terenie całych Stanów Zjednoczonych i Kanady i zarobił 150,000 dolarów, przyczyniając się do rozwoju amerykańskiej kinematografii oraz kina jako popularnej formy sztuki[przypis]B.B. Hampton, History of the American Film Industry from its Beginnings to 1931. New York 1970, s. 107.[/przypis].

Prawdziwym ukoronowaniem kariery Quo vadis na ekranie była hollywoodzka superprodukcja z 1951 roku. Reżyserem filmu był Melvyn LeRoy, w rolach głównych wystąpili Robert Taylor, Deborah Kerr, Leo Glenn i Peter Ustinov, zaś w rolach statystek Elizabeth Taylor i Sophia Loren. Film kosztował producenta, Metro-Goldwyn-Mayer, ponad siedem milionów dolarów i był największą i najdroższą produkcją filmową tamtych czasów. W ilustrowanym magazynie zatytułowanym „MGM prezentuje Quo vadis (na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza)” (MGM presents Quo vadis (Based on the Novel by Henryk Sienkiewicza), pisarze związani z wytwórnią opiewali to filmowe przedsięwzięcie „o wielkim i trwałym znaczeniu” (of great and lasting significance). Przeanalizowali historię „wspaniałej powieści” (the great novel) napisanej przez autora „uważanego za polskiego geniusza literackiego” (regarded as Poland’s literary genius)

Film został nakręcony w liczącym sto czterdzieści osiem akrów Studio Cinecitta w pobliżu Rzymu. Aby był wierny prawdzie historycznej, wydano oficjalne pozwolenie na przywrócenie Via Appia do jej wyglądu sprzed dwóch tysięcy lat. Rzeźbiarze stworzyli kolekcję pięciuset rzeźb, a pięciuset cieśli pracowało dwa lata nad wybudowaniem około stu planów filmowych, w tym cyrku Nerona z miejscami dla trzydziestu tysięcy osób, pałacu Nerona oraz mostu, który utrzymał pięć tysięcy osób uciekających z płonącego miasta. MGM potrzebował dwudziestu czterech nocy, by spalić ów „Rzym” oraz dwóch tysięcy aktorów, którzy wbiegali i wybiegali z płonących budynków. Obsada filmowa składała się z trzydziestu tysięcy osób, sześćdziesięciu trzech lwów sprowadzonych z siedmiu europejskich cyrków, siedmiu byków z Portugalii, dwóch gepardów z Afryki, czterystu pięćdziesięciu koni oraz wołów, krów, owiec i wieprzy.

Pomimo energicznej akcji promocyjnej, film spotkał się jednak z niezbyt przychylnymi recenzjami. Recenzent z „The Commonweal” (23. XI. 1951) zauważył, że „niektóre z inspirujących wartości powieści Sienkiewicza zdołały się przebić” (some of the inspiing qualities of Sienkiewicz’s novel manage to come through), ale bohaterowie filmu „rzadko ukazują się jako prawdziwi ludzie” (seldom come through as real people). Krytyk z „The New York Times” (9. XI. 1951) chwalił Quo vadis za wspaniałe plany filmowe i „imponujęce efekty wizualne” (impessive visual effects), zwrócił jednakże uwagę na „zdumiewające połączenie kinowej błyskotliwości i zwykłego banału, wizualnego uniesienia i słownej nudy, historycznej pretensjonalności i seksu” (a staggering combination of cinema brilliance and sheer banality, of visual excitement and verbal boredom, of historical pretentiousness and sex). Podsumowując, nazwał film „pomnikiem wyjątkowo nietrwałym”, (the monument to its unique and perishable type), choć przewidywał, że „prawdopodobnie odniesie wielki sukces” (it will probably be a vast success).

Nie mylił się. Komercyjny sukces filmu, który szacowano na dwadzieścia pięć milionów dolarów, zainspirował wytwórnie filmowe do produkcji serii spektakularnych filmów historycznych oraz do rozwoju nowatorskich technik filmowych. Co najważniejsze, po wielkim sukcesie, jaki odniosła książka, Sienkiewiczowska opowieść o początkach chrześcijaństwa i jego zwycięstwie nad zdeprawowanym Rzymem Nerona przykuła uwagę amerykańskiej i światowej publiczności – tym razem na dużym ekranie, w olśniewającym technikolorze.

Po olbrzymim sukcesie wydawniczym Quo vadis, batalia amerykańskich wydawców o zyski ze sprzedaży Krzyżaków rozpoczęła się na dobre w 1897 roku i toczyła przez parę lat. Mimo, że firma Gebethner i Wolff wydała powieść dopiero w 1900 roku, już w 1897 roku amerykańska oficyna R.F. Fenno and Company w Nowym Jorku wydrukowała fragmenty książki pod tytułem The Knights of the Cross, part 1, następnie niepełną jej wersję w 1899 oraz wreszcie cały tekst w roku 1900. W tym samym roku Curtin, który zżymał się na „tego złodzieja z Nowego Jorku”, wydał w Little, Brown and Company pierwszy tom swojego przekładu, poprzedzony w nowojorskim piśmie „The Publisher’s Weekly” w dniu 3. lutego 1900 roku oświadczeniem wydawcy, iż „jedyne autoryzowane tłumaczenie Krzyżaków dokonane zostało przez pana Curtina i wydane przez nas. Wszystkie inne przekłady ukazują się bez zgody autora i wbrew jego wyraźnemu życzeniu”[przypis]Mikoś, W pogoni za Sienkiewiczem..., s. 184.[/przypis]. Pełny tekst Krzyżaków w tłumaczeniu Curtina ukazał się 2. czerwca w Bostonie, a także w Londynie w wydaniu firmy Dent. Jednakże konkurencja nie próżnowała; firma Ogilvie w Nowym Jorku wypuściła skróconą wersję w 1900 roku, a oficyna Sands w Londynie wydała powieść Sienkiewicza w tym samym roku, dając jej tytuł The Knights of the Cross. Danusia. Ostatni przekład Krzyżaków ukazał się pod tytułem The Teutonic Knights w nowojorskim wydawnictwie Hippocrene Books w 1993 roku.

Recenzenci potępili praktyki wydawnicze firmy R.F. Fenno and Company („Current Literature” 1900 i „Independent” 1900), ale opinie o Krzyżakach były niejednoznaczne. Recenzent „Athenaeum” (1902) przewidywał, że „powieść nie przyczyni się do wzrostu popularności Sienkiewicza” (the novel will not increase Sienkiewicz’s popularity), chociaż „zadowoli może młodych czytelników, amatorów rycerskich przygód” (youthful readers may find some pleasure in this tale of knightly adventures). Wprawdzie „zakończenie robi wielkie wrażenie” (the climax is impressive), jednakże powieść „ustępuje Trylogii” (is inferior to Trilogy), bowiem „bitwy stają się monotonne, a Zbyszko nie jest tak porywającym bohaterem jak Kmicic czy Pan Michał” (fighting grows monotonous, and Zbyszko does not make as satisfactory a hero as Kmita or Pan Michael) ( („Dial” 1900). W recenzji pierwszego tomu w „Literary News” (1900) podkreślono, iż „powieść przedstawia przejmujący obraz średniowiecza” (a powerful portrayal of medieval times) oraz „zbrodnie i występki Krzyżaków” (crimes and abuses by the Knights) zaś po ocenie całości dodano, że „żaden inny powieściopisarz nie potrafi przedstawić historycznej atmosfery z takim powodzeniem. Powieść tętni nieposkromionym żywiołem konfliktu i namiętności” (no other novelist was more successful in rendering historical atmosphere. The work pulsates with the untamed vigor of conflict and passion). Recenzent pisma „Outlook” (1900) uważał nawet, że „powieść przewyższa Quo vadis pod względem siły opisu, intensywności akcji i wykreowania głównych postaci” (the novel surpasses Quo vadis in strength, intensity, and character-creation)[przypis]Cyt. za Giergielewicz, op. cit., s. 336-338.[/przypis].

W dniu 27. września 1897 roku, w czasie pobytu w Warszawie, Curtin zaczął tłumaczyć Faraona, a w tydzień później spotkał się po raz pierwszy, dzięki pośrednictwu Józefa Wolffa, kierownika firmy wydawniczej Gebethner i Wolff, z Bolesławem Prusem. Praca nad przekładem trwała do 1901 roku, kiedy to ku konsternacji Curtina oficyna Abbey Press w Nowym Jorku wydała niepełny tekst książki, ujęty tytułem Pharaoh; An Historical Romance of Ancient Egypt. Curtinowski przekład powieści ukazał się dopiero we wrześniu 1902 roku w Bostonie pod tytułem The Pharaoh and the Priest i został ponownie wydany w roku 1910. Książka spotkała się z żywym zainteresowaniem krytyków, o czym świadczy duża ilość pochlebnych recenzji i notatek prasowych opublikowanych w pismach amerykańskich[przypis]Szczegółowy ich opis podałem w „Amerykańskie tłumaczenie Faraona Prusa i echa jego recepcji”, w książce Eugenii Łoch i Stanisława Fity Bolesław Prus. Twórczość i recepcja. Lublin 1993, s. 229-247.[/przypis]. Zgodnie z zamierzeniem wydawcy, tj. Little, Brown and Company, wielu recenzentów porównywało powieść Prusa do Quo vadis i zestawienie to nie wypadało na niekorzyść Faraona. „The Chronicle” (28. IX. 1902) doniósł o pojawieniu się wielkiego zagranicznego autora powieści historycznej w osobie Aleksandra Głowackiego, a jego powieść „zasługuje na tę samą ocenę, co Quo vadis. To czego brakuje mu do osiągnięcia świetności opisu, nadrabia on w pełni erudycją” (it deserves to be ranked with Sienkiewicz’s Quo vadis. What his work may lack in brilliance of description is fully compensated for by its greater erudition). Według opinii większości krytyków, Prus odtworzył z encyklopedyczną dokładnością obraz starożytnego Egiptu. „The Commercial Advertizer” (30. IX. 1902) stwierdził, że „Faraon jest wspaniałym odtworzeniem dawnych czasów, przepięknym widowiskiem, kalejdoskopową panoramą przedziwnych ras i barbarzyńskich splendorów” (it is a brilliant spectacle of bygone times , a sort of a splenddid pageant, a kaleidoscopic panorama of strange races and barbaric splendors). Mimo krytycznych uwag dotyczących głównie ociężałej narracji, nieciekawej akcji i nadmiernych dłużyzn Faraon był oceniany jako „jedna z najważniejszych pozycji wśród utworów o starożytnym Wschodzie, a pod względem siły i znaczenia – jako najwybitniejsza książka na temat Egiptu i spraw egipskich”) (one of the most important works in the literature which bears on the ancient Egypt; indeed in interest and force it surpasses any novel thus far written about Egypt and things Egyptian) („The Herald”, 12. X. 1902). Powieść doczekała się powtórnego amerykańskiego tłumaczenia w 1991 roku, natomiast w roku 1972 i 1996 ukazały się ponadto dwa wydania przekładu Lalki (The Doll), a w roku 1996 tłumaczenie zbioru nowel Prusa pt. The Sins of Childhood and Other Stories.

W roku 1900, w czasie podróży do Polski, Curtinowie zatrzymali się w Grodnie, aby złożyć wizytę Elizie Orzeszkowej, ale ponieważ autorka była chora, nie mogli się z nią zobaczyć. W maju napisała jednak do wydawnictwa Gebethnera i Wolffa, że nie ma nic przeciwko tłumaczeniu Argonautów przez Curtina, dodając że „dobrymi chęciami jego dla pracy mojej czuję się bardzo ujęta”, a w lipcu powiadomiła go, że „Udzieliwszy Panu wyłącznego prawa tłumaczenia na język angielski powieści mojej pt. Argonauci, oświadczam niniejszym, że wszelkie inne przekłady tejże powieści dokonane byłyby wbrew woli i interesom moim”[przypis]Mikoś, W pogoni za Sienkiewiczem..., s.236.[/przypis]. Jednakże Curtin napotkał w tym przypadku na mocne współzawodnictwo, bo zarówno Amerykanin Iza Young i Anglik C.S. de Soissons, którzy rywalizowali już z Curtinem wcześniej, tłumacząc i wydając powieści i nowele Sienkiewicza, ubiegli go. Przekład Meira Ezofowicza (Meir Ezofovitch) ukazał się w Nowym Jorku w 1898 roku, a w Londynie, jako An Obscure Apostle, w roku 1899. Ten sam utwór doczekał się jeszcze dodatkowych przekładów w Anglii, najpierw jako powieść pt. The Forsaken or Meir Ezofowich w r. 1980, a następnie jako sceniczna wersja (pt. The Accursed: A Drama in Five Acts) w 1994. Curtin wydał wprawdzie The Argonauts w Nowym Jorku w roku 1901, ale i de Soissons dokonał tego samego, publikując The Modern Argonauts w Londynie w tym samym roku. Ponadto został przełożony utwór Orzeszkowej pt. Pieśń przerwana i jako The Interrupted Melody ukazał się w Londynie w 1912 roku.

Także dwie inne autorki znalazły jeszcze tłumaczy i czytelników w Anglii. Przedsiębiorczy C.S. de Soissons przełożył trzy książki Marii Rodziewiczówny: powieść Anima Vilis; a Tale of the Great Siberian Steppe (Anima Vilis, 1893) ukazała się wprawdzie w Nowym Jorku w 1900 roku, ale dwie następne powieści już w Londynie, obydwie w 1901 roku – a były to Distaff: A Novel (Kądziel, 1899) i Devaytis; A Novel (Dewajtis,1889). Na przekład Malwiny (1816) Marii Wirtemberskiej, zatytułowany Malvina or the Heart’s Intuition, trzeba było natomiast poczekać do 2001 roku.

Najpóźniej dotarło do anglojęzycznego czytelnika dzieło Jana Potockiego Manuscrit trouvé à Saragosse, za to pojawiło się od razu w licznych przekładach i wydaniach. Pierwsze wydanie The Saragossa Manuscript: A Collection of Weird Tales wyszło w 1960 roku w Nowym Jorku, a następnie w licznych wznowieniach po obu stronach Atlantyku. W roku 1967 ukazało się nowe tłumaczenie pt. The New Decameron, Further Tales from the Saragossa Manuscript w tej samej oficynie nowojorskiej. Następny przekład utworu Potockiego zatytułowany Tales from the Saragossa Manuscript: Ten Days in the Life of Alphonse Van Worden pojawił się w 1990 roku w Anglii i w tym samym roku pod zmienionym tytułem The Saragossa Manuscript, or Thirteen Days in the Life of Alphonse Van Worden w wydawnictwie Hippocrene Books w Nowym Jorku. Ostatni przekład, zatytułowany The Manuscript Found in Saragossa, ukazał się w 1995 roku w Nowym Jorku i w 1996 roku w Londynie.

W podsumowania zatem należy uznać, iż dzięki światowej sławie Sienkiewicza oraz energii i poświęceniu Jeremiasza Curtina, polska powieść dziewiętnastowieczna znalazła poczesne miejsce i żywy odbiór wśród anglosaskich czytelników. Dużą rolę w przedstawieniu polskich pisarzy w Anglii i Stanach Zjednoczonych odegrali wydawcy, tłumacze i recenzenci. Wśród czytelników znaleźli się także wybitni mężowie stanu i pisarze. Theodore Roosevelt, przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych i wierny czytelnik powieści Sienkiewicza, napisał [przypis]List ten znajduje się w zbiorach Milwaukee County Historical Society.[/przypis] 19. listopada 1900 roku do Curtina[przypis]

"My dear Mr. Curtin,

Now that the campaign is over I must tell you that during its continuance I was obliged frequently to find solace in reading your wonderful translations of Sienkiewicz’s great novels. I do not mean Quo vadis (which I do not care for), but the immortal Trilogy and then the history of the struggle between the Poles and the Teutonic Knights. If you ever write to him I wish you would tell him how much comfort he gave a vice presidential candidate in the midst of an exceedingly active campaign, and also tell him that I had a regiment of men in the Spanish war whom I think would have been esteemed very competent fighters eve by the associates of Zagłoba and of the Knight of Bogdaniec!

I never received that book on African hunting by the Pole. It matters not as I had bought a copy. I only notify you for fear it might have gone astray.

Did I ever tell you how much I like your Indian Creation Myths?

Faithfully yours,

Theodore Roosevelt"[/przypis]:

&amp;nbsp;

Mój drogi Panie Curtin,

teraz, kiedy kampania wyborcza już się skończyła, muszę Panu powiedzieć, że w czasie jej trwania musiałem często szukać pociechy w czytaniu Pańskich świetnych tłumaczeń wspaniałych powieści Sienkiewicza. Nie mam na myśli Quo vadis (której nie cenię wysoko), ale nieśmiertelną Trylogię oraz historię zmagań między Polakami i Krzyżakami. Jeżeli będzie Pan kiedykolwiek pisał do Niego, chciałbym, aby mu Pan przekazał, jak bardzo podnosił na duchu kandydata na wiceprezydenta w trakcie niezwykle ożywionej kampanii. Proszę mu także powiedzieć, że w czasie wojny hiszpańskiej miałem pułk ludzi, którzy zostaliby ocenieni jako bardzo sprawni wojownicy nawet przez współtowarzyszy Zagłoby i rycerza z Bogdańca! Nie dostałem tej książki o polowaniu w Afryce pióra polskiego pisarza[przypis]Chodzi tu o Józefa Potockiego, autora książki Notatki myśliwskie z Afryki, wydanej z ilustracjami Piotra Stachiewicza w 1897 roku w Warszawie, u Gebethnera i Wolffa. Curtin przetłumaczył ją na angielski pod tytułem Sport in Somaliland; being an account of a hunting trip to that region by count Joseph Potocki (London 1900). Roosevelt napisał też wstęp do książki Curtina The Mongols, wydanej po śmierci autora przez firmę Little, Brown and Company.[/przypis]. Nic nie szkodzi, bo już ją kupiłem. Daję Panu znać o tym dlatego, że boję się, że się gdzieś zapodziała. Czy kiedykolwiek powiedziałem Panu, jak bardzo podobał mi się Indian Creation Myths?[przypis]Autorem książki Indian Creation Myths był Curtin[/przypis]

&amp;nbsp;
                                                                                  Z wyrazami szacunku,
                                                                                   Theodore Roosevelt
&amp;nbsp;

Najwyższy hołd złożył Sienkiewiczowi William Faulkner. We wstępie do The Faulkner Reader (New York, 1954, s. 179-181), amerykański pisarz wspomina, że natknął się wśród książek swego dziadka, dzięki którym zdobył gros swego wczesnego wykształcenia, na powieść, którą napisał Polak, Sienkiewicz. Była to historia „czasów Króla Jana Sobieskiego, kiedy to Polacy, prawie samotnie, powstrzymali Turków od opanowania Europy Środkowej” (a story of the time of King John Sobieski, when the Poles, almost single-handed, kept the Turks from overrunning Central Europe). W książce tej znalazł zdanie, które wywarło na nim wielkie wrażenie: „Na tym kończy się ten szereg książek pisanych w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc” (This book was written at the expense of considerable effort, to uplift men’s hearts). „Jak ładnie, że pomyślał, aby tak powiedzieć” (What a nice thing to have thought to say)– uznał wtedy Faulkner, ale wiele lat później zdał sobie nagle sprawę, że „ten stary na wpół zapomniany Polak miał zawsze rację. Pokrzepić serce człowieka; my wszyscy tak samo. (…) My wszyscy piszemy w tym jednym celu” (that old half-forgotten Pole had had the answer all the time. To uplift man’s heart; the same for all of us. (...) But we all write for this one purpose.)

A kiedy przyszedł czas na wygłoszenie przemówienia po otrzymaniu nagrody Nobla (10 grudnia 1950 roku), Faulkner powiedział na zakończenie: „Przywilejem poety, pisarza, jest pisać o tych sprawach. Jego przywilejem jest pomóc człowiekowi przetrwać, krzepiąc jego serce, przypominając mu o odwadze i honorze i nadziei i dumie i współczuciu i litości i poświęceniu, które stanowią chwałę jego przeszłości” (The poet’s, the writer’s, duty is to write about these things. It is his privilege to help man endure by lifting his heart, by reminding of the courage and honor and hope and pride and compassion and pity and sacrifice which have been the glory of his past)[przypis]Essays Speeches and Public Letters by William Faulkner. Ed. by James B. Meriwether. New York 1966, s. 120.[/przypis].</document>
<document nplp_id="1430" title="Recepcja polskiej powieści XIX wieku na&amp;nbsp;Białorusi" slug="recepcja-polskiej-powiesci-xix-wieku-na-bialorusi">Recepcję traktujemy tu jako syntetyczny rodzaj więzi, ujawniającej się w postrzeganiu idei, motywów, postaci, fabuły z utworów literackich określonych pisarzy czy kultur, poddanych twórczemu przemyśleniu w innej kulturze narodowej bądź działalności innego twórcy. W warunkach współczesnych, kiedy aktualizuje się dialog pomiędzy różnymi kulturami, można zaobserwować trwałą tendencję zwiększania się zapotrzebowania na wiedzę dotyczącą społeczno-kulturowych wartości, a także sztuki i tradycji nie tylko narodu własnego, lecz również sąsiednich. Wszystko to sprzyja zabiegom porównywania oraz opisowi określonych wektorów poznawczych i mechanizmów odbioru, które występują jako przekaźniki pośredniczące w procesie komunikacji międzykulturowej. Związane z tym problemy wzajemnej recepcji kultur odmiennych narodów, ale także tożsamości etniczno-kulturowej oraz zachowania tradycyjnych wartości w warunkach globalizacji znajdują się w centrum uwagi wielu gałęzi nauki, chociaż we wspomnianych wyżej procesach ciągle istotną rolę odgrywa kwestia kontaktu literatur narodowych[przypis]Т.Кабржыцкая, Традыцыя і наватарства механізмаў кампаратывістыкі [w:] Славянскія літаратуры і праблемы іх параўнальнага вывучэння, пад рэд. Т. Кабржыцкай, М.Хмяльніцкага, Беларускі дзяржаўны ўніверсітэт, Мінск 2015, с.24.[/przypis].

Literatura polska zajmowała i zajmuje szczególne miejsce w przestrzeni kulturowej Białorusi, będąc dla czytelnika białoruskiego swego rodzaju pomostem do literatury zachodnioeuropejskiej, a jednocześnie pozostając pokrewną literaturą słowiańską. I obecnie, podobnie jak wcześniej, jest ona bliska duchowo białoruskiemu czytelnikowi. Twórczość wielu polskich pisarzy, szczególnie klasyków polskiej powieści XIX wieku, na stałe weszła do białoruskiego kanonu estetycznego nie tylko na poziomie znajomości nazwisk czy tytułów, ale i na poziomie poważnych badań naukowych, w tym analiz twórczości czy porównywania jej z twórczością białoruskich pisarzy, a także w kontekście różnorodności pojawiających się na Białorusi przekładów. Wszystko to sprzyja jej aktualizacji i popularyzacji na tym obszarze.

Trzeba, co prawda, zaznaczyć, że zapoznawanie czytelnika białoruskiego z arcydziełami klasyki polskiej dokonywało się i dokonuje ciągle w głównej mierze za pośrednictwem języka rosyjskiego. Niemniej w ostatnim czasie znacznie powiększyło się grono białoruskich tłumaczy i naukowców interesujących się polską powieścią, jej rolą i znaczeniem postrzeganym w kontekście epoki. Poszerza się także na tym polu tematyka i metodologia badań, pojawiają się nowe idee i koncepcje.

Na taką tendencję zwraca uwagę znany polski badacz, Jarosław Ławski, wskazując zarazem, że „Wśród tłumaczeń z języka polskiego dominuje dawna i współczesna klasyka (od Kraszewskiego po Miłosza). Postaciami, które w obiegu oficjalnym, ale także nieoficjalnym stały się motorem transferu kulturowego białorusko-polskiego, są dziś: Eliza Orzeszkowa, Zofia Nałkowska (obie związane z Grodnem) i Jerzy Giedroyć jako teoretyk państwowej niepodległości krajów takich, jak Białoruś, Ukraina, Litwa (…)”[przypis]J. Ławski, Obraz literatury polskiej na wschodzie Europy – kultura i geopolityka [w:] Polonistyka wobec wyzwań współczesności, V Kongres Polonistyki Zagranicznej, Brzeg –Opole 10-13 lipca 2012r., red. naukowa Stanisław Gajda, Irena Jokiel, Wyd. Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2014, t.1, s. 360.[/przypis]. Idąc tym tropem, opiszemy poniżej specyfikę recepcji polskiej powieści ХІХ wieku na Białorusi, odwołując się nie tylko do wymienionej tu przez niego Elizy Orzeszkowej, ale i do przykładu twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, Henryka Sienkiewicza i Bolesława Prusa.

&amp;nbsp;
1. Józef Ignacy Kraszewski w kontekście białoruskim
W dziejach narodów słowiańskich było wiele okresów obfitujących w wybitnych przedstawicieli białorusko-polskiego pogranicza – bardzo małego skrawka świata, na którym jednak do dziś możemy obserwować wzajemne wzbogacanie się kultur, pod wpływem którego te wybitne postacie pozostawały. Wśród nich ważne miejsce zajmuje Józef Ignacy Kraszewski (1812–1887) – myśliciel, etnograf, wydawca, publicysta, krytyk, historyk literatury i, poniekąd, teoretyk, wreszcie pisarz, który jako jeden z pierwszych wprowadził prozę historyczną, powieści realistyczne, prozę wiejską itd. Działając w każdej z wymienionych powyżej dziedzin, był ściśle powiązany z terenami dzisiejszej Białorusi, poświadczając tym samym fenomen istnienia polsko-białoruskiego, ale też polsko-białorusko- ukraińskiego pogranicza w aspektach geopolitycznym, etnokulturowym i historycznym. Była mu przy tym bliska idea tolerancji etnicznej, czego wyraz znaleźć można w jego utworach i listach. Twórcza i publicystyczna spuścizna Kraszewskiego to wybitne zjawisko nie tylko w literaturach słowiańskich, ale również w literaturze światowej. Niemniej wyjątkową rolę odegrała ona w kształtowaniu więzi polsko-białoruskich, ponieważ udało mu się wprowadzić w niej genialną jedność aspektów regionalnych, narodowych i uniwersalnych.

Zwłaszcza w ostatnich czasach Białorusini mają okazję zapoznać się z twórczością słynnego pisarza i dzięki niej zobaczyć także samych siebie w aspekcie historycznym. Na przełomie ХХ i ХХІ wieku możemy obserwować wzmożone zainteresowanie, jakim cieszy się twórczość i osoba Kraszewskiego w kontekście białorusko-polskiej komunikacji kulturowej. Analizując obecny stan białoruskiej wiedzy literaturoznawczej i przekładowej dotyczącej tego pisarza, możemy z pewnością stwierdzić, iż biografia i twórczość autora, szczególnie te aspekty, które wiążą się z historią Białorusi i jej tradycjami, stają w centrum uwagi wielu białoruskich badaczy[przypis]I. Гетман, Крашэўскі і Беларусь, Роднае слова. 2002. №7. – С.22; A. Баршчэўскі, Карціна беларускай рэчаіснасці ў публіцыстыцы Юзафа Ігнацы Крашэўскага [w:] На шляху да праўды: Матрэыялы VIII Міжнароднай навуковай канферэнцыі “Шлях да ўзаемнасці” (Белавежа, 15-17 чэрвеня, 2000г.) і Круглага стала “Ідэя беларускасці і ідэя польскасці на мяжы тысячагоддзяў: да вызначэння паняццяў” (Мінск, 6-7 верасня 2000г.), Мінск 2001. – С. 67-75. [– Аcta Albarutenika – 2]; С.Д. Малюковіч, Беларускія старонкі нарысаў Ю.І.Крашэўскага, Веснік БДУ. Сер.4 Філалогія. Журналістыка. Педагогіка. Псіхалогія. – 1989. №1. –с.14-18.[/przypis], inspirują też do nowych tłumaczeń jego utworów.

Warto przy tym zaznaczyć, iż to działalność Piotra Bitela i jego przekład na język białoruski utworu Kraszewskiego Chata za wsią[przypis]Ю.І. Крашэўскі, Хата за вёскай, пераклад з польскай і прадмова П.Бітэля, Мастацкая літаратура, Мінск 1989.[/przypis], który ukazało się w roku 1989, dały początek szerszemu odbiorowi twórczości pisarza na Białorusi. Na początku wieku XXI ukazały się też tłumaczenia Michasia Kieńki Król w Nieświeżu, Papiery Glinki, Ostatnia z książąt słuckich i Matka królów[przypis]Ю. Крашэўскі, Маці каралёў. Паперы Глінкі: гістарычныя аповесці, пераклад з польскай мовы, прадмова і каментарыі М.Кенькі, Мінск 2007; Ю.І. Крашэўскі, Кароль у Нясвіжы. 1784. Апошняя са слуцкіх князёў: гістарычныя аповесці, прадмова, каментарый М.Кенькі, Мастацкая літаратура, Мінск 2009.[/przypis]. Kieńka we wstępie do ostatniej z wymienionych tu książek stwierdził: „Pisarz doskonale znał materiał historyczny, etnograficzny oraz życie codzienne, szczegółowo і wyraziście opisywał Wilno z czasów Witolda і Jagiełły, opowiadał o Trokach, Nieświeżu, Nowogródku, Białej, Grodnie, puszczy białowieskiej і іnnych miejscach naszego kraju rodzimego, а tаkże o ludziach, którzy tam mieszkali za dawnych czasów. Właśnie to potrafi zainteresować i przykuć uwagę do jego utworów”[przypis]Ю.Крашэўскі, Маці каралёў. Паперы Глінкі: гістарычныя аповесці, пераклад з польскай мовы, прадмова і каментарыі М.Кенькі, Мастацкая літаратура, Мінск 2007, с.10: „Пісьменнік выдатна валодаў гістарычным, этнаграфічным і побытавым матэрыялам, ён падрабязна і маляўніча апісваў Вільню часоў Вітаўта і Ягайлы, апавядаў пра Трокі, Нясвіж, Наваградак, Белую, Горадна, Белавежскую пушчу і іншыя мясціны нашага роднага краю, а таксама людзей, якія там жылі ў даўнія часы. У гэтым асаблівая цікавасць яго твораў”.  Przekład na język polski Mikolaj Chmialnicki. Jeśli nie zaznaczono inaczej, także pozostałe przytaczane cytaty białoruskie na język polski przełożył autor artykułu.[/przypis]. Niedawno zaś, bo w roku 2012, ukazało się, dzięki działalności wielbicieli poezji i krajoznawców Obwodu Brzeskiego, osobne wydanie tematycznie związanego z tym regionem Białorusi poematu-idylii Wieś w tłumaczeniu Mikoły Papieki.

Kraszewski, bez wątpienia, całą swoją działalnością sprzyjał dojrzewaniu i rozwojowi nowej literatury białoruskiej – tej, którą uważa się dzisiaj za klasyczną. Warto tu przypomnieć wypowiedzi na ten temat Janki Kupały, Uładzimira Karatkiewicza i innych białoruskich mistrzów słowa. W materiałach autobiograficznych Janka Kupały zachowały się słowa: „Z polskich pisarzy największe wrażenie na mnie wywarli Stanisław Wyspiański, Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz, a częściowo też Józef Ignacy Kraszewski z jego powieściami historycznymi”[przypis]У.Казбярук, А.Лойка, І.Саламевіч, Польская літаратура і Янка Купала [w:] Янка Купала. Энцыклапедычны даведнік, рэдкалегія І.П.Шамякін, Н.С.Гілевіч і інш., Выдавецтва “Беларуская савецкая энцыклапедыя” імя Петруся Броўкі, Мінск 1986, c. 492.[/przypis]. Karatkiewicz, wybitny pisarz białoruski XX wieku, wspominał z kolei: „Nigdy nie było tak, żeby przeczytawszy naszego Jankę Kupałę, Maksyma Bagdanowicza, niektóre rzeczy Kuźmy Czarnego albo bliskich nam Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Cypriana Kamila Norwida, Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Józefa Weyssenhoffa, Andrzeja Struga, Kazimierza Tetmajera, Tadeusza Różewicza, Juliana Przybosia (ich imię – legion i wymieniałem tylko pierwsze nazwiska, które przyszły mi do głowy), nie pojawił się chłodny i podniosły nastrój, bo wtedy wszystko aż dzwoni od natchnienia, a czytelnik pała czystą zazdrością i głębokim niezadowoleniem z siebie. Wynikało z tego coś w tym stylu: „O Boże, ale umieli pisać (czy: piszą), czarci! No, ci to czasu nie tracili, mogli dać z siebie tyle, a ty, z tymi niewielkimi swoimi zdolnościami, jesteś w porównaniu z nimi nikim”[przypis]У.Караткевіч, Збор твораў: У 8 т. –Т.8. Кн.2, Мастацкая літаратура, Мінск 1991 c.353: „Не было выпадку, каб, перачытаўшы нашага Купалу, Багдановіча, некаторыя рэчы Чорнага або, скажам, не менш мне, нам блізкіх і мілых Каханоўскага, Міцкевіча, Норвіда, Славацкага, Крашэўскага, Вейсенгофа, Струга, Тэтмаера, Ружэвіча, Пшыбася, Парандоўскага (імя ж ім – легіён, і я называю толькі першыя, што прыйшлі да галавы), не з’явіўся халодны і высокі настрой, калі ўсё аж звініць захапленнем, чыстай зайздрасцю і глыбокім незадавальненнем сабою. Нешта прыблізна такое: «Бог ты мой, як умелі пісаць (або: як пішуць), чэрці! Ну вось гэтыя часу не трацілі, столькі змаглі даць, а ты нават з невялікай сваёй здольнасцю лайдак» і г.д.”[/przypis]. Natomiast znawca i tłumacz literatury polskiej Janka Bryl tak napisał o Kraszewskim: „Otóż minęło już ponad sto lat, а miłość autora do ubogiego, prostego człowieka, miłość do zdrowego piękna życia, moc jego słowa pozostają ciągle niemal zupełnie świeże і dzisiaj dalej wykonują swoją wielką pracę”[przypis]Я.Брыль, Роздум і слова, Беларусь, Мінск 1963, с.35.[/przypis].

&amp;nbsp;
2. Eliza Orzeszkowa i jej związki z kulturą białoruską
Jeśli recepcja to jedna z form wzajemnych oddziaływań literackich, która ujawnia charakterystyczne cechy  funkcjonowania jednej literatury narodowej lub konkretnego utworu w kontekście bądź ramach innej literatury[przypis]Славянскія літаратуры і праблемы іх параўнальнага вывучэння, пад рэд. Т. Кабржыцкай, М.Хмяльніцкага, Беларускі дзяржаўны ўніверсітэт, Мінск 2015, с.13.[/przypis](w naszym przypadku białoruskiej), to niewątpliwie w tym procesu wyraźnie obecna jest twórczość Elizy Orzeszkowej. Większą część swego życia polska pisarka spędziła na terytorium dzisiejszej Białorusi, a jej twórczość w sposób bezpośredni związana jest z ziemią nadniemeńską. Ten bowiem region i jego ludzie stają się przedmiotem opisu w jej najbardziej znanych utworach. Nasza sławna krajanka, podobnie zresztą jak Józef Ignacy Kraszewski, w szczególny sposób potrafiła połączyć w swojej twórczości pierwiastki regionalne, narodowe i ogólnoludzkie.

Obecność osoby i twórczości Orzeszkowej w białoruskiej przestrzeni kulturalnej ustanawia nieprzerwany ciąg odniesień. Mamy tu do czynienia z ponad stuletnią tradycją białoruskojęzycznego przyswajania dzieła polskiej pisarki, zapoczątkowanej jeszcze w XIX wieku przez Adama Gurynowicza, który przetłumaczył jej pierwszy utwór, a mianowicie Obrazek z lat głodowych. Wspaniałą kontynuację tej tradycji stanowi, nie będące bynajmniej kwestią przypadku, pojawienie się w roku 1975 w przekładzie Janki Bryla i Jadwigi Biaganskiej tomu obejmującego twórczość wybranych pisarek polskich[przypis]Э.Ажэшка, Выбранае, пераклалі Янка Брыль, Ядвіга Бяганская, Мастацкая літаратура, Мінск 1975.[/przypis]. Musimy tu szczególnie podkreślić wielki kunszt Janki Bryla – zresztą tłumacza także z innych języków słowiańskich. Kongenialnie na przykład została ponownie przełożona przez niego na język białoruski nowela Orzeszkowej W zimowy wieczór.

Także pod koniec XX i na początku XXI wieku na Białorusi nie słabnie zainteresowanie życiem i twórczością Orzeszkowej. W 2000 roku w popularnej serii pt. Białoruski księgozbiór zobaczyły świat jej utwory ze wstępem i komentarzami znanej badaczki Walanciny Gapawaj[przypis]В.Гапава, Каралева жывога слова [w:] Э. Ажэшка, Аповесці, апавяданні, нарысы, Беларускі кнігазбор, Мінск 2000, с.5-18.[/przypis]. Były to powieści Niziny, Dziurdziowie, Cham, popularne nowele W zimowy wieczór, Tadeusz i esej Ludzie i kwiaty nad Niemnem. Tłumaczami utworów do tego wydania byli, wspomniani tu już, Bryl i Biaganska, a także Galina Tyczka. Dzięki wysiłkom naukowców i wielbicieli literatury polskiej oraz przy wsparciu organizacji społeczno-kulturalnych w marcu 2003 roku pojawiła się też powieść Nad Niemnem w przekładzie Anatola Butewicza. Trzeba zresztą przy okazji przypomnieć, że sławna rzeka, o której z zamiłowaniem pisała Orzeszkowa, znalazła miejsce również w twórczości wielu innych artystów tak polskich (w romantyzmie u Adama Mickiewicza), jak i białoruskich (jak Jakub Kołas). Jest to warte uwagi, ponieważ Niemen występuje w tych utworach jako rzeka pograniczna i zarazem jako integracyjny czynnik pamięci kulturowej.

Szczególną popularność w środowisku białoruskojęzycznym Orzeszkowa zyskuje na początku XX wieku, kiedy to dokonuje się inscenizacji niektórych jej utworów prozatorskich, takich jak Cham i W zimowy wieczór. Przedstawienia odniosły spory sukces na scenach naszych miast i miasteczek, wpisując się w taki oto sposób dodatkowo w podstawy teatralnego repertuaru narodowego. Można więc mówić, że z pewnością z imieniem polskiej pisarki związany jest rozwój teatru białoruskiego. W latach 1910-1913 znana grupa teatralna Ignacyja Bujnickiego wystawiała spektakle na podstawie wspomnianych wyżej utworów Orzeszkowej. Chama wystawiono w Wilnie w 1911 i w 1913 roku, a w jednej z głównych ról wystąpiła legendarna aktorka, Paulina Miadziołka. Co więcej, utwór ten, wystawiony dzięki staraniom pierwszego Stowarzyszenia Białoruskiego Dramatu i Komedii (1917, 1918), zagościł również na scenach Petersburga (1913), nie wspominając o Białoruskim Teatrze Państwowym (1921).

Zapoczątkowana wraz z narodzinami XX wieku tradycja teatralna doczekała się zaktualizowania i kontynuacji w XXI wieku. W 2007 roku jako praca dyplomowa studentów Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Kultury i Sztuki zrealizowany został spektakl Cham, a latem 2009 roku powstał kolejny wariant teatralny tej powieści, tym razem na deskach Białoruskiego Narodowego Teatru im. Janki Kupały.

W zamierzeniu reżysera tego ostatniego przedsięwzięcia, Aleksandra Garcujewa, miało to być, co prawda, ukonstytuowanie „mitu niemeńskiego”, lecz, jak powiedział jeden z krytyków, niestety, w tej inscenizacji za mało było Niemna a za dużo banału, by mówić o „micie”. Po spektaklu pojawiło się zresztą dość dużo recenzji tak pozytywnych, jak i, delikatnie mówiąc, niezbyt pozytywnych. Większość z nich dotyczyła sposobu interpretacji, a w związku z tym odniesienia do źródła literackiego i twórczego credo pisarki. Padały na przykład pytania o to

&amp;nbsp;

dlaczego tak często teatry brały na warsztat ten utwór Orzeszkowej? I czy można mówić, że za każdym razem jednakowe było spojrzenie realizatorów na materiał, tj. na napisany pod koniec XIX wieku utwór polskiej pisarki (której książki były są powszechnie znane), tym bardziej, że utwór ów odzwierciedlał problem nierówności społecznej, charakterystyczny dla dość dawnych już czasów? Wydaje się w każdym razie, że w spektaklu teatru Kupałowskiego podstawą staje się nie tematyka społeczna, tylko relacje głównych bohaterów, Pawła i Franki. A dzieje się tak dlatego, by można było usytuować ten utwór we współczesnym kontekście, a tym samym – odpowiadając na zapotrzebowanie – przybliżyć spektakl do dzisiejszego widza[przypis] Эліза Ажэшка ў эстэтычнай прасторы славянскіх краін, пад нав. рэд. С.П.Мусіенкі, Кнігазбор, Мінск 2013,  с. 38: „Чаму так часта звярталіся тэатры да гэтага твора Ажэшкі? Ці аднолькавы погляд у пастаноўшчыкаў на матэрыял, твор польскамоўнай пісьменніцы, якая не была і не з’ яўляецца самай чытанай, твор, напісаны ў апошняй чвэрці ХІХ стагоддзя, які адлюстроўвае сацыяльную няроўнасць у тагачасным грамадстве? Падаецца, што ў пастаноўцы Купалаўскага тэатра за аснову ўзятая не столькі сацыяльная тэматыка, колькі аспект узаемаадносінаў галоўных герояў Паўла і Франкі. І, думаецца, не проста так, а для таго, каб увесці твор у сучасны кантэкст, каб спектакль быў бліжэйшы сённяшняму гледачу і адпаведна меў большую запатрабаванасць”[/przypis].

&amp;nbsp;

Stąd opinia, że „spektakl stał się bardziej historią jednego życia i miłości, a nie historią narodu na pograniczu białorusko-polskim”[przypis]М.Хмяльніцкі, Навукова-даследчая і творчая работа студэнтаў на занятках па гісторыі польскай літаратуры [w:] Актуальныя праблемы паланістыкі, рэд. С.Важнік, А.Кожынава, Права і эканоміка,  Мінск 2009, с. 335[/przypis].

Postacie z utworów oraz historia życia Elizy Orzeszkowej pojawiły się również w telewizji i w kinie. W 1991 roku w studio filmowym Biełaruśfilm powstał film Cham wyreżyserowany przez Dmitryja Zajcewa, a w 2002 roku w studio Letapis powstał film dokumentalny pt. Dusza moja nosi imię kobiece (Душа мая з жаночым імем), opowiadający o życiu i twórczym losie pisarki.

Wiadomo, jak bardzo szanowana jest pamięć Orzeszkowej w Grodnie i na Miłkowszczyźnie, gdzie zostały stworzone poświęcone jej muzea. Lecz i w innych miejscowościach związanych z jej życiem i działalnością wielbiciele jej talentu dbają  również o przypominanie o niej i na przykład na budynku Domu kultury w Rakowie wmurowano tablicę pamiątkową na jej cześć – skoro odwiedziła kiedyś znakomite miasteczko.  Na tablicy widnieje tekst: „Po tej ziemi podczas pobytu w Rakowie znanych działaczy kultury, Mariana i Kazimierza Zdziechowskich (8-12 sierpnia 1908 r.), stąpała znakomita polska pisarka Eliza Orzeszkowa”. Warto dodać, że w Rakowie 10 września 1998 roku odbywała się konferencja międzynarodowa pod szumnym tytułem „Północne Ateny Rakowskie: Marian Zdziechowski, Eliza Orzeszkowa i problemy kontaktów kulturalnych narodów Centralnej i Centralno-Wschodniej Europy”.

W dziedzinie rozpowszechniania i popularyzacji literatury polskiej wyjątkową rolę w pewnym okresie odegrała „Наша ніва” ( „Nasza Niwa”), na której łamach drukowano m.in. przekłady utworów Adama Mickiewicza, Władysława Syrokomli, Marii Konopnickiej, Stefana Żeromskiego i in. Pismo wspomniane zapoznawało swych czytelników z życiem i twórczością wielu przedstawicieli pięknego pisarstwa polskiego. Nie pozostawiono tez bez uwagi działalności i twórczości Elizy Orzeszkowej. Świadectwem szacunku dla jej osoby ze strony białoruskiej elity twórczej mogą być słowa z „Naszej Niwy”, jakie wybrzmiały tu z okazji jej śmierci:

&amp;nbsp;

Nie na marne długimi zimowymi wieczorami nad jej kołyską niańka Białorusinka śpiewała swoje rodzime kołysanki, opowiadała cudowne baśnie: większa część utworów Elizy Orzeszkowej oraz sama jej dusza nierozerwalnie związana jest z glebą białoruską; w powieściach Orzeszkowej widzimy w pięknych barwach przedstawione obrazy naszych stron, widzimy życie chłopów białoruskich, drobnej szlachty, a obok  życie miasteczek z ich biedą i ubóstwem...

Za miłość do naszej rodzimej ziemi, za to, że w chłopie Białorusinie Orzeszkowa widziała człowieka i jak człowieka go szanowała, niech ta ziemia będzie dla niej puchem![przypis]„Наша ніва” 1910,  №20 ад 13(26) мая: „Не дарма над калыскай яе ў доўгія зімовыя вечары нянька-беларуска пяяла свае родныя калысковыя песні, апавядала дзіўныя казкі: большая часць твораў Элізы Ажэшка, як і сама душа пісьменніцы, неразрыўна звязана з беларускай глебай; у аповесцях Ажэшка бачым у пекных малюнках абразы нашай старонкі, бачым жыццё сялянства беларускага – мужыкоў, дробнай шляхты, а побач жыццё мястэчка з іх загнанай і пагарджанай бяднотай…За міласць да нашай роднай зямліцы, за тое, што ў мужыку беларусе бачыла Ажэшка чалавека і, як чалавека, шанавала яго, няхай гэта зямліца ёй лёгка будзе!”[/przypis].

&amp;nbsp;

Osoba i twórczość Elizy Orzeszkowej zaświadczone zostały w białoruskim procesie literackim przekładami, ale też typologicznymi i ideowymi oddźwiękami w literaturze i kulturze na poziomie motywów przewodnich i stylistycznych. Z tego powodu utwory pisarki polskiej stale są obecne w praktyce wykładania literatury obcej i narodowej w szkołach średnich i na wyższych uczelniach Republiki Białorusi. Owocuje to także badaniami naukowymi

Białoruskie literaturoznawstwo posiada solidną i rozbudowaną bazę naukowo-badawczą na temat: „Eliza Orzeszkowa w systemie białorusko-polskich stosunków wzajemnych”. W XX i XXI wieku analityczne i problemowe artykuły jej poświęcone stale zamieszczały białoruskie wydawnictwa encyklopedyczne oraz periodyczne, a białoruscy naukowcy dość aktywnie i w sposób przynoszący konkretne wyniki zajmowali się badaniem twórczej indywidualności Orzeszkowej, jej więziami z Białorusią, w tym – obecnością regionalnego (białoruskiego) czynnika w utworach polskiej autorki. W takim kontekście trzeba wspomnieć interesujące prace Walianciny Gapawaj, Swiatłany Musijenko, Uładzimira Kazbiaruka, Adama Maldzisa, Aleny Bilucienki, Taciany Kabrzyckiej, Ewy Lawonawaj, Alesia Marcinowicza, Alesia Piatkiewicza, Wiaczasława Ragojszy, Galiny Tyczko, Mikałaja Chmialnickiego i in. W Grodnie, ukochanym mieście pisarki, okresowo odbywają się ponadto międzynarodowe konferencje naukowe poświęcone zrozumieniu twórczości XIX-wiecznej pisarki w estetycznej przestrzeni teraźniejszości.

Biorąca początki w twórczości Elizy Orzeszkowej tradycja literacka trwale i organicznie wtopiła się w białoruski paradygmat kulturowy, przejawiając się w różnych dziedzinach szczegółowych – od filozofii, kulturologii i estetyki aż po poetykę. W kwestii tego zjawiska trafnie wypowiedział się w swoim czasie Kazbiaruk:

&amp;nbsp;

Eliza Orzeszkowa stworzyła taką tradycję, na której mogła się oprzeć młoda literatura białoruska na początku XX wieku. Białoruskim pisarzom dawała ona wzory kunsztu realistycznego, pokazywała, jak nadawać społeczne znaczenie utworom i wzbudzać dzięki nim zainteresowanie życiem narodu. Nie jest przypadkiem to, że jej dzieła były dobrze znane na Białorusi w oryginale i w przekładach na język białoruski i rosyjski[przypis]У.М. Казбярук, Ступені росту: Беларуская літаратура канца ХІХ-пачатку ХХ ст. і традыцыі польскіх пісьменнікаў, Выдавецтва „Навука і тэхніка”, Мінск 1974, с.47: „Э.Ажэшка стварала тыя традыцыі, на якія маладая беларуская літаратура магла абапірацца ў пачатку ХХ ст. Беларускім пісьменнікам яна давала ўзоры рэалістычнага майстэрства, грамадзянскай значымасці твораў, зацікаўленасці жыццём народа. Невыпадкова яе творы былі шырока вядомы ў Беларусі і ў арыгінале, і ў перакладах на рускую і беларускую мовы”[/przypis].

&amp;nbsp;

Literaturoznawcy białoruscy podejmowali zatem na przykład tematy w rodzaju: Rozwój nowej literatury białoruskiej a twórczość Franciszka Boguszewicza i Elizy Orzeszkowej, a Swiatłana Musijenko analizując w swojej monografii Powieść realistyczna w polskiej literaturze dwudziestolecia międzywojennego (lata 20. i 30. XX w. tradycję prozy realistycznej i sposoby jej wzbogacenia, podkreśla rolę polskiej pisarki w tym procesie i zaznacza: „Wielu badaczy twórczości Orzeszkowej zwracało uwagę na jej koneksje ludowe i więzi z problematyką białoruską. Niezbyt często ma miejsce przypadek uznania pisarza za "swojego” i „narodowego" przez inny naród – mianowicie przez ten, który został opisany w jego twórczości. W swoim czasie takie jednak uznanie wyraził Franciszek Boguszewicz:

&amp;nbsp;
А ты, пані, смела
Заглянула ў хату,
Усё зразумела
І нашаму брату
Працягнула руку,
І сэрцам балела,
Глядзеўшы на муку,
І пяром умела
Выліць смутак гэты...[przypis]
(A ty, pani, śmiało

Zajrzałaś do chaty,

Wszystko zrozumiałaś,

Do naszego brata

Wyciągnęłaś rękę,

Serce bolało

Obserwując mękę,

Piórem potrafiłaś

Wyrazić ten smutek”)

С.Ф. Мусиенко, Реалистический роман в польской литературе межвоенного двадцатилетия (20-30-е гг. ХХ в.), Гродзенскі дзяржаўны ўніверсітэт, Гродно 2003, с. 17.[/przypis].

&amp;nbsp;

Inny ważny temat to związek Janko Kupały i literatury polskiej, w którego to tematu! kontekście nie można ominąć wpływu „twórczości młodszej siostry Mickiewicza” (jak wyraził się o Orzeszkowej Stanisław Brzozowski[przypis] St. Brzozowski, Współczesna powieść i krytyka literacka, oprac. i wstęp J.Z. Jakubowski, PIW, Warszawa 1971, s.102.[/przypis]), i dialogu z nią poety białoruskiego. Więź Kupały z polską tradycją literacką była organiczna i trwała, co brało się z wychowania i tradycji rodzinnych, a wsparte zostało ewolucją sztuki pisarza. Poważny wkład do badań nad tym tematem wnieśli Sciapan Aleksandrowicz i Uładzimir Kazbiaruk, którzy w swoich pracach przedstawili faktograficzne i typologiczne obserwacje dotyczące więzi Janki Kupały i polskiego pisarstwa,  a także twórczości Elizy Orzeszkowej i tematyki białoruskiej.

&amp;nbsp;
3. Henryk Sienkiewicz i jego znaczenie dla literatury białoruskiej
W gronie wybitnych przedstawicieli polskiej literatury realistycznej XIX stulecia najbardziej popularnym wśród białoruskich badaczy i czytelników był i pozostaje do dnia dzisiejszego Henryk Sienkiewicz. Jego imię na trwałe weszło do encyklopedii i  almanachów naukowych oraz do publicystyki, a losy dzieła i popularności pisarza na Białorusi przedstawiają się bardzo interesująco. Przeszłość odzwierciedlona w utworach Sienkiewicza ma wszakże bezpośrednie znaczenie dla historii współczesnej Białorusi, która, jak wiadomo, swego czasu znajdowała się w granicach Rzeczypospolitej. Toteż wiele z opisanych przez niego wydarzeń i faktów należy po prostu do historii białorusko-polskiej.

Sporo utworów Sienkiewicza (w tym historycznych) przetłumaczono na język białoruski, a nowela Janko muzykant po raz pierwszy zobaczyła świat w języku białoruskim w 1904 r. w Krakowie przełożona przez Mariana Falskiego (1881-1974), urodzonego na Białorusi w rejonie Lachowickim. W 1905 r. gazeta „Витебский голос” („Głos Witebski”) opublikowała kilka ilustracji do utworów Sienkiewicza i ta „wizualizacja” dorobku polskiego autora okazała się także sprzyjać jego popularyzacji. Jednak za prawdziwą sensację można uznać przełożenie na język białoruski fragmentów prawie nieznanej wtedy powieści Sienkiewicza Na polu chwały, wydrukowanych, bądź co bądź, w prorosyjskiej gazecie „Северо-Западный край” („Pólnocno-zachodni Kraj”) pod tytułem Na polu sławy i chwały. W porównaniu z rosyjskim zapoznawaniem się z dziedzictwem Sienkiewicza, o białoruskim można powiedzieć jako o spóźnionym, lecz w tym przypadku stało się odwrotnie: w prowincjonalnej, mało znanej gazecie, opublikowano fragmenty jeszcze niedokończonego utworu. A, jak wiadomo, utwór ten nawoływał do walki i szacunku dla człowieka, dla którego celem życia oraz główną wartością była wolność Ojczyzny. Dla Białorusi, która w owym czasie była nie tylko pozbawiona wszystkich możliwych praw, ale nawet samej nazwy państwa (oficjalna nazwa brzmiała: Siewiero-Zapadnyj kraj), ten problem był niezwykle aktualny.

Po rewolucji październikowej 1917 r. tłumaczeń utworów Sienkiewicza na język białoruski prawie nie było – i to zarówno na samej sowieckiej Białorusi, jak i za jej granicami, szczególnie na Wileńszczyźnie i wschodnich obrzeżach Polski. W latach 1920-1930 zostało przetłumaczonych zaledwie kilka jego nowel. Po zakończeniu II wojny światowej dopiero w 1955 r. po raz pierwszy w języku białoruskim wydano, opatrzony tytułem Nowele, niewielki zbiór utworów Sienkiewicza przetłumaczonych przez Michasia Maszarę (1902-1976). Zawierał ten tomik osiem utworów, w tym dwa znane wcześniej (Janko muzykant i Latarnik), natomiast z pozostałymi czytelnik dopiero się zapoznawał po raz pierwszy, a były to Szkice węglem, Za chlebem, Orso, Sachem, Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela, Komedia pomyłek[przypis]Г. Сянкевіч, Апавяданні, Мінск, 1955.[/przypis]. Niestety, nie wzbudziło to zainteresowania krytyków. Profesor Sciapan Aleksandrowicz napisał tylko króciutką recenzję pod tytułem Сянкевіч на беларускай мове (Sienkiewicz w języku białoruskim). Kolejna publikacja o twórczości pisarza pojawiła się dopiero w 1966 r., kiedy Aleksander Stefanowicz w tygodniku „Litaratura i Mastactwa” („Literatura i Sztuka”) zamieścił artykuł pod tytułem Duma polskiej literatury[przypis]А. Стэфановіч, Гордасць польскай літаратуры. Да 120-годдзя з дня нараджэння Генрыха Сянкевічаб Літаратура і мастацтва, 1966, 4 мая.[/przypis].

Trzeba jednak zauważyć, że na Białorusi badania naukowe dotyczące zarówno twórczości Sienkiewicza, jak i tłumaczeń jego utworów, i obecnie nie charakteryzują się jakąś wielką dynamiką – w przeciwieństwie do literaturoznawstwa rosyjskiego, gdzie ilość wypowiedzi w literaturze naukowej o tym pisarzu oraz przekładów jego utworów idzie w setki, i to mimo że, delikatnie mówiąc, Sienkiewicz nie pałał miłością do Rosji. Z przyczyn politycznych nigdy nie ujawniał on swojej znajomości ani języka rosyjskiego, ani literatury rosyjskiej, ani rosyjskiej kultury, ani rosyjskiej historii, choć fakty z jego życia i twórczości są świadectwem tego, że pisarz był dobrym ich znawcą. Natomiast sam, mimo negatywnego stosunku do niego rosyjskich władz, stał się w Rosji ogromnie popularny tak za życia, jak i po śmierci. O popularności Sienkiewicza pisano zresztą nie tylko w Rosji. Wiele wypowiedzi na ten temat zostawili, oczywiście, również polscy badacze. Warto podkreślić, że analizowali oni twórczość Sienkiewicza, biorąc pod uwagę specyfikę społecznych i historycznych realiów, w jakich działał. Niezwykle wysoko ceniono go w Rosji przede wszystkim ze względu na doskonałość artystyczną jego dzieł. Twórczość Sienkiewicza trafiała więc na Białoruś nie z Polski, lecz z Rosji, z Moskwy. Popularność i tu czekała na pisarza, ale... po rosyjsku.

Dlaczego jednak taka próżnia wokół Sienkiewicza na Białorusi? Być może, paradoksalnie, dzieje się tak dlatego, że biblioteki są przepełnione książkami tego pisarza w języku rosyjskim. Ale jak można wytłumaczyć tę dysproporcję pomiędzy sporą liczbą rosyjskich i nikłą – białoruskich wydań utworów Sienkiewicza? Czy to jakaś szczególna zawiłość losów twórczości i popularności pisarza? Czy dla Białorusi sowieckiej były jakimś zagrożeniem białoruskie tłumaczenia? Wątpliwe. Widocznie była inna, bardziej znacząca przyczyna, która nie utraciła aktualności do dzisiaj i ma korzenie historyczne. Być może, że gdyby odwołać się do fabuły Sienkiewiczowskiego Potopu i odnieść te obrazy do  społeczno-historycznej czy narodowej sytuacji Białorusi pod koniec XIX w., to z łatwością zauważylibyśmy podobieństwo do sytuacji w Polsce za czasów najazdu szwedzkiego. Analizując utwory Henryka Sienkiewicza, można dojść do wniosku, że pisarzowi udałoby się „pokrzepić serca” nie tylko narodu polskiego, ale i białoruskiego. I to byłby powód popularności Sienkiewicza oraz popularyzacji jego twórczości na Białorusi, gdyby można było interpretować ją w duchu idei patriotyczno-wyzwoleńczych. Ale na to nie mógł pozwolić kraj-zaborca, czyli imperium rosyjskie, a później kraje dyktatury socjalistycznej. Być może dlatego krytyka rosyjska podkreślała wysoką wartość artystyczną powieści Potop, jednocześnie rozpatrując Ogniem i mieczem i Pana Wołodyjowskiego jako utwory podejrzane ideowo oraz niedokładne historycznie.

Recepcja, czyli „wejście” twórczości pisarza jednego narodu do estetycznej świadomości i kultury narodu innego jest procesem bardzo skomplikowanym. Wymaga on i od samego pisarza, i od jego interpretatora czy tłumacza jego twórczości nie tylko dokładności, ale i pewnej delikatności, żeby nie obrazić innego narodu oraz nie naruszyć jego godności. Warto podkreślić, że tłumacz powinien nie tylko zabiegać o kunszt przekładu, ale jednocześnie być utalentowanym artystą na poziomie talentu autora. Bo tylko w takim przypadku twórczość pisarza staje się faktem kultury narodu, na którego język tłumaczy się jego utwór.

Fenomen Sienkiewicza na Białorusi potwierdza to, bo jego twórczość rozpowszechniona została przez książki w języku rosyjskim. W polityce przekładowej dotyczącej Sienkiewicza na Białorusi miała miejsce też długa, prawie czterdziestodwuletnia przerwa. W tym okresie i na Białorusi, i w świecie zachodziły ważne wydarzenia: rozpadł się Związek Radziecki, runął mur berliński, połączyły się Niemcy, przestał istnieć obóz socjalistyczny, a Białoruś nareszcie odzyskała tak długo oczekiwaną niepodległość. I nareszcie w 1997 r. w języku białoruskim po raz pierwszy po długiej przerwie został wydany przekład powieści Sienkiewicza Krzyżacy – dokonany przez Michasia Kieńkę. W jego artykule wstępnym i w adnotacjach akcentowana jest myśl o tym, że Sienkiewicz jest pisarzem bliskim Białorusi. Tłumacz wskazuje, że Sienkiewicz pokazywał ją w wielu utworach: białoruskie pejzaże pojawiają się w powieściach Potop, Krzyżacy, esejach Z puszczy białowieskiej... Białorusini występują jako bohaterowie powieści Krzyżacy, Quo vadis? i noweli Latarnik... A fabułę tłumaczonej przez Kieńkę powieści Sienkiewiczowi podpowiedział jego amerykański przyjaciel narodowości białoruskiej, Julian Garajn. Szczególną uwagę Kieńka zwraca na bohaterów bitwy pod Grunwaldem: Litwinów i Żmudzinów, czyli protoplastów Białorusinów. Co prawda, zarzuca on Sienkiewiczowi, że pokazał ich jako dzikusów ubranych w zwierzęce skóry, co, zgodnie z jego przeświadczeniem, nie odpowiadało prawdzie historycznej. Jednak bardziej istotne wydaje mu się to, że Sienkiewicz pokazał dążenie owych bohaterów do wolności.

Dla Litwina czy Żmudzina, podobnie jak dla Polaka, nawet u początków europejskiej cywilizacji tragedią była strata wolności i Ojczyzny. Wtedy Polak wyczuwał zagrożenie ze strony Krzyżaków i gotów był oddać życie w walce z nimi. Ale czyż to nie było przesłanie aktualne i dla Białorusina tak pod koniec XIX, jak i w XX wieku?! A czy nie dlatego w powieści bitwa o wolność nabiera szczególnego znaczenia i rozpatrywana być może w organicznej więzi z ideami i wartościami chrześcijaństwa?! Logika zainteresowania twórczością Sienkiewicza na Białorusi podpowiedziała kolejny utwór do tłumaczenia na język białoruski. To była powieść Quo vadis?.

Przekładu tego dokonał w 1956 r. ksiądz Piotr Tatarynowicz (1896-1978), zatem w 2002 r. minęło 50 lat wędrówek tego utworu po wydawnictwach. Autor artykułu wstępnego, Witaut Martynienka, pisze o Tatarynowiczu, że ten „syn poleskich puszcz pragnął pogodzić swoje myśli o ojczyźnie z przeżyciami emigranta, tzn. swego wśród cudzych”[przypis]В.Мартыненка, Свой сярод чужых [w:] Г. Сянкевіч, Quo vadis, пераклад з польскай мовы ксяндза Пятра Татарыновіча, транслітарацыя лацінічнага тэксту ў кірылічны і рэдагаванне Вітаўта Мартыненкі, Медысот, Мінск 2002, с.7[/przypis]. Pierwsze wydanie Quo vadis? po białorusku miało miejsce w... Rzymie (Wydawnictwo Znicz) w 1956 r. – i to przy zastosowaniu nie cyrylicy, lecz czcionki łacińskiej. Nawiasem mówiąc, Piotr Tatarynowicz przeważnie pisał czcionką łacińską, zachowując historyczne tradycje oralne. Dlatego poważną pracę wykonał autor komentarzy i artykułu wstępnego do wydania z 2002 r., Martynienka. Dokonał on transliteracji na cyrylicę, ale szanując przy tym wysiłek tłumacza, dążył do zachowania norm gramatyki Branisława Taraszkiewicza – mimo odniesienia do współczesnego języka białoruskiego. Martynienka podkreślał, że „transliteracji dokonywano, nie ingerując w stylistyczny żywioł tłumacza”[przypis]Ibidem, с.10.[/przypis]. Ponieważ jednak słownictwo tłumacza różni się od współczesnego, żywego języka literackiego, fakt ten wymagał wprowadzenia rozbudowanego komentarza, towarzyszącego utworowi i wyjaśniającego językową, historyczną i literaturoznawczą specyfikę przekładu..

Powtórzmy, że dokonanie tłumaczenia umożliwiającego zaistnienie dzięki niemu w świadomości białoruskiego środowiska intelektualnego Quo vadis (niedawno zresztą przetłumaczonego i na język rosyjski) powodowane było poczuciem, że jego problematyka zapewnia aktualność tego utworu we współczesnej społeczno-historycznej sytuacji naszego świata. Sienkiewicz patrzył na swoją zniewoloną Ojczyznę przez pryzmat ogólnoludzkich wartości i idei chrześcijańskich. W powieści interesująco i barwnie pokazana została antyczna kultura pogańska, która w epoce Nerona zostaje zdeformowana przez tyranię. Sienkiewicz jako jeden z pierwszych pokazał niebezpieczeństwo władzy absolutnej, która, w przedstawionym przypadku, dążyła do zniszczenia chrześcijaństwa. Ten problem, zasygnalizowany przez Sienkiewicza, nabrał niezwykłej aktualności na przełomie XX i XXI wieku.

Warto zaznaczyć, że twórczość tego polskiego powieściopisarza wywarła znaczący wpływ i na pisarzy białoruskich, szczególnie autorów powieści historycznych, w tym na Uładzimira Karatkiewicza. W jednej z wypowiedzi dotyczących ulubionych ojczystych i zagranicznych artystów słowa przyznał on, że w zależności od nastroju przyznaje przewagę bądź to utworom Aleksieja Tołstoja, bądź to dobrym historycznym powieściom Henryka Sienkiewicza[przypis]У.Караткевіч, Быў. Ёсць. Буду! Успаміны, інтэрв’ю, эсэ, Мастацкая літаратура, Мінск 2005, с.378.[/przypis]. Jego wielopoziomowa więź z tym drugim zauważana jest i przez badaczy. Adam Maldzis na przykład w swojej książce Życie i wzloty Włodzimierza Karatkiewicza stwierdza: „W powieści Хрыстос прызямліўся ў Гародні (Chrystus wylądował w Grodnie) Karatkiewicz osiągnął ten stopień artystycznej obiektywizacji, która właściwa jest dla najlepszych historycznych utworów Henryka Sienkiewicza czy Aloyzego Iraseka”[przypis]А. Мальдзіс, Жыццё і ўзнясенне Уладзіміра Караткевіча. Партрэт пісьменніка і чалавека, Літаратура і мастацтва, Мінск 1990, с.23.[/przypis].

Na przełomie XX i XXI wieku rozwijają się i stabilizują literatury i kultury narodowe. Wzrasta też twórczy potencjał sztuki oraz możliwość wpływu kultury na stan społeczeństwa. Ekranizacje literackiej klasyki stają się środkiem, dzięki któremu kultura może zaproponować odbiorcom najbardziej wartościowe ideały. Ta możliwość otworzyła się i przed utworami Sienkiewicza. Ekranizacja Ogniem i mieczem (koniec XX wieku) będąca dziełem znakomitego polskiego reżysera, Jerzego Hofmana, stała się znaczącym krokiem z polskiej strony w kierunku przemyślenia i przedyskutowania skomplikowanej przeszłości narodów słowiańskich. W filmie bardzo ostrożnie, lecz zauważalnie, ulegają podważeniu dawne stereotypy odnoszące się do skomplikowanego okresu w historii Ukrainy i Polski. Wykorzystane w nim różne środki właściwe sztuce kinowej spowodowały neutralizację tendencyjnej koncepcji ideologicznej, jaka pojawia się w utworach pisarza. Zrozumiałe, że fakt artystycznego „przeczytania na nowo” utworów Sienkiewicza wywołał różnorodne dyskusje, lecz zasadniczo wersja kinowa cieszy się uznaniem.

Nowe spojrzenie na materiał historyczny zawarty w Potopie przedstawił na początku XXI wieku białoruski pisarz Michaił Gałdziankou. Wojennym dziejom lat 1654-1667 poświęcone zostały jego powieści Płomienny jeździec (Вогненны коннік), , Ścieżką wilka (Сцежкаю воўка), Starcie (Схватка) Wymienione utwory opowiadają o przygodach litewskiego księcia Samuela Kmicicza, którego rodowód zaczyna się od starosty z Orszy Fiłona Kmity Czarnobylskiego; zamyka zaś serię utwór Тры львы (Trzy lwy). Autor wyznaje:

&amp;nbsp;

Pisać to było niełatwo, bo musiałem złamać swój styl, a uważałem siebie dotąd za postmodernistycznego autora utworów humorystycznych. Teraz natomiast musiałem poważnie zbadać dokumenty i opracowania historyczne, ale i zwyczaje stroje, kuchnię, pieśni tamtych czasów, tak, by jak najdokładniej oddać ducha epoki[przypis]М.Галдзянкоў, Інтэрв’ю ў “Кнігарні Ў”. Рэжым доступу: https://charter97.org/ru/news/2009/11/7/23496/. Дата доступу: 02.11.2016: „Пісаць было ня проста, давялося ламаць свой стыль, бо ўяўляў сябе гумарыстычным пісьменнікам, постмадэрністам. Давялося сур’ёзна вывучаць не толькі гістарычныя працы і дакументы, але і звычаі тых часоў, касцюмы, кухню, песні, каб як мага больш дакладней перадаць эпоху”[/przypis].

&amp;nbsp;

Traktowanie wydarzeń z połowy XVII w. i postaci przez każdego w tych pisarzy – tzn. Sienkiewicza i Gałdziankowa – jest różne w zależności od patronującej każdemu z nich idei, jaką każdy zamierzał urzeczywistnić. Historię trzeba by pokazać obiektywnie, „filtrując, sprawdzać to, co już stworzone”[przypis]М.Галдзянкоў, Інтэрв’ю ў “Кнігарні Ў”. Рэжым доступу: https://charter97.org/ru/news/2009/11/7/23496/. Дата доступу: 02.11.2016М.Голденков, Огненный всадник, Букмастер, Минск, 2011, с.5.[/przypis] – mówi M. Gałdziankou i tym samym kwestionuje powieściową „fantastykę Sienkiewicza”, którą postrzega w stosunku polskiego pisarza do przedstawicieli strony białoruskiej. Wedle jego własnych słów, sam zmierza do „zgodnego z rzeczywistością odzwierciedlenia wydarzeń”, a jego fantazje dotyczą już „chyba tylko wątku miłosnego”. Pan Kmitycz – odpowiednik w polskiej tradycji literackiej Kmicica, pokazanego u Sienkiewicza zupełnie inaczej, niż chce Gałdziankou – charakteryzowany jest przez białoruskiego pisarza jako postać pozytywna, ktoś na kształt białoruskiego muszkietera. Prócz tego Gałdziankou podkreśla, że pokazuje „Janusza i Bogusława Radziwiłłów jako takich, jakimi są w istocie, a więc bohaterów, a nie zdrajców, jak u Sienkiewicza”[przypis] М.Голденков, Огненный всадник, Букмастер, Минск, 2011, с.5.[/przypis]. Zamysł białoruskiego autora ukierunkowany jest zatem, jak sam stwierdza, na „usprawiedliwienie białoruskiej szlachty”[przypis]Ibidem, с.7.[/przypis].

Trzeba jednak powiedzieć, że tak doświadczony mistrz tematu historycznego, jak Uładzimir Arłou, krytycznie ustosunkowuje się do niektórych momentów historiozoficznej koncepcji kształtowania etnosu białoruskiego, jaki stara się promować w swoich wypowiedziach Gałdziankou. Niemniej za znamienne trzeba uznać, że na Białorusi pojawiają się kolejne nawiązania do ujęć historii obecnych w polskich powieściach historycznych. W swoich utworach zatem Gałdziankou odważnie spiera się z klasykiem literatury polskiej odnośnie interpretacji materiału związanego bezpośrednio z historią Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Nie można nie zauważyć, że nowy czas stwarza atmosferę pozwalającą zaistnieć nowym podejściom w zakresie rozumienia przeszłości historycznej. Ciekawe artystyczne utwory literatur słowiańskich odzwierciedlają ten światopogląd, który dojrzewa w warunkach społeczno-politycznego życia wielu narodów początku XXI stulecia. Ale faktem pozostaje, że w pobudzaniu do takiej zmiany nie ostatnie bynajmniej miejsce należy do Henryka Sienkiewicza.

&amp;nbsp;
4. Bolesław Prus w świadomości białoruskiej
Z twórczością wybitnego pisarza-realisty Bolesława Prusa, który podniósł polską literaturę na nowy poziom, białoruski czytelnik, podobnie, jak działo się to w przypadku Sienkiewicza, przez długi czas miał okazję zapoznać się jedynie w tłumaczeniach rosyjskojęzycznych. Warto zauważyć też, że do tej pory w białoruskiej nauce twórczość tego pisarza nie doczekała się właściwego zrozumienia. W białoruskiej encyklopedycznej publikacji, która zawiera krótki życiorys i przegląd pracy (a ciekawie, że jeden z artykułów został napisany przez bardzo znanego pisarza Białorusi i znawcę twórczości Prusa Maksima Tanka)[przypis]М. Танк, Прус, Беларуская савецкая энцыклапедыя, Т. VIII, Мінск, 1975, С.587.[/przypis] nazwisko Prusa wymienione zostaje zaledwie dwa razy. W ostatnim dziesięcioleciu epizodyczne napomknienia o dziedzictwie i znaczeniu twórczości Prusa można tez spotkać w niektórych podręcznikach i monografiach, które są poświęcone historii literatur słowiańskich. Jednak generalnie rzecz biorąc, ten zaobserwowany tu brak stanowi przesłankę aktualności badania tego dzieła na Białorusi, zwłaszcza w świetle typologii.

Białoruscy naukowcy zasadniczo charakteryzując twórczą indywidualność Prusa następująco:

&amp;nbsp;

Polski pisarz-pozytywista, Bolesław Prus, uważał za konieczne uznanie rzeczywistości i dostosowanie do rzeczywistości; zachęcał inteligencję do ograniczania potrzeb i wymagań i odrzucenie rewolucyjnych sposobów odnowy społeczeństwa; wierzył, że przyszłość zależy od rozwoju rolnictwa i przemysłu, a także od poszerzenia zdrowych podstaw edukacji i moralności. Wśród dzieł pisarza, które odwołały się do najniższych warstw ludowych, najwyraźniej odzwierciedla jego punkt widzenia jako pozytywisty powieść Placówka (1855), zaś Lalka (1887-1889) wskazuje na panowanie realistycznej typizacji, a także rozwój i wzbogacanie polskiego języka literackiego[przypis]Т.В. Кабржыцкая, М.М.Хмяльніцкі, Э.Ю. Дзюкава, Нарысы суседазнаўства. Україна, Польшча ў прасторы і часе вачыма беларусаў, Кнігазбор, Мінск 2012, С.166-167[/przypis].

&amp;nbsp;

Bolesław Prus jest najlepiej znany białoruskiemu czytelnikowi jako autor historycznej powieści Faraon, obecnej jednak na rynku wydawniczym w tłumaczeniach na język rosyjski (niestety, do tej pory brakuje tłumaczenia na język białoruski). Czytelników przyciąga mistrzostwo i subtelna intuicja polskiego pisarza ujawniające się w sposobach opisywania życia i mieszkańców starożytnego Egiptu, panujących wówczas poglądów i tradycji. Autor na najwyższym poziomie artystycznym, z wykorzystaniem wiedzy naukowej o przeszłości, bez modernizacji problemów społecznych przedstawił epokę, która miała bezpośredni wpływ na teraźniejszość.

Najliczniej jednak w białoruskiej przestrzeni kulturowej utwory Prusa są reprezentowane w obszarze opisów dzieciństwa. Pierwsze, które pojawiły się w języku białoruskim, to Bartek-zwycięzca (1926) i Міchałko (1930). W 1981 roku został opublikowany zbiór opowiadań objęty tytułem Grzechy dzieciństwa w pięknym przekładzie znanego białoruskiego pisarza i tłumacza Janki Bryla (w nakładzie 12 000 egzemplarzy). Na białoruskim czytelniku mogły szczególnie tu wywrzeć wrażenie konkretność połączona z prostotą opisu, dążenie do unikania niepotrzebnego „zdobnictwa” werbalnego, dbałość o szczegóły artystyczne.

W 2013 roku została przetłumaczona na język białoruski i wydana w Warszawie Lalka (w tłumaczeniu z polskiego Galiny Zharko i Mikoły Haustovicza), przedstawiająca szeroki epicki wizerunek społecznego i duchowego życia Polski w XIX wieku. Wydanie tej książki jest znaczącym wydarzeniem dla białoruskiej polonistyki. Teraz nasz czytelnik ma możliwość zapoznania się ze znaną powieścią społeczno-obyczajową i psychologiczną tego polskiego autora w naszym rodzimym języku.

&amp;nbsp;
***
Logika twórczości artystycznej wymaga od pisarzy, by brali ze skarbca literatury światowej najlepsze, zwracając się ku zdobyczom tych, którzy nadali niepowtarzalność odrębnym literaturom narodowym. I polska powieść XIX wieku w tym kontekście nie jest wyjątkiem i ma wiele do zaoferowania, a jako pierwszoplanowe można traktować w jej ramach osiągnięcia Józefa Ignacego Kraszewskiego, Elizy Orzeszkowej, Henryka Sienkiewicza czy Bolesława Prusa. Trwający kilka stuleci polski wpływ na rozwój powieści białoruskiej jest naturalny i owocny dzięki znaczącemu potencjałowi artystycznemu literatury polskiej, a szczególnie głębi jej treści, jak również dzięki interesującym propozycjom ideowym i estetycznym pisarzy polskich.

Podsumowując, można zatem jeszcze raz podkreślić, że polska powieść XIX wieku trwale weszła do paradygmatu literatury białoruskiej nie tylko na poziomie znajomości nazwisk pisarzy, ale i obecności w tłumaczeniach oraz naukowego rozumienia jej dziedzictwa w rozwijających się badaniach białoruskich filologów-polonistów, a także w przywołaniach utworów polskich pisarzy XIX w. w procesie edukacyjnym w Republice Białorusi.

</document>
<document nplp_id="1432" title="Recepcja polskiej powieści XIX wieku w&amp;nbsp;Hiszpanii i&amp;nbsp;Katalonii" slug="recepcja-polskiej-powiesci-xix-wieku-w-hiszpanii-i-katalonii">Zwykło się uważać, że recepcja polskiej powieści XIX wieku w Hiszpanii i Katalonii sprowadza się do odbioru twórczości jednego autora, Henryka Sienkiewicza, który w latach 1900-1975 był w Hiszpanii najczęściej publikowanym polskim pisarzem.  Przed przejściem do analizy recepcji twórczości Sienkiewicza wypada jednak wspomnieć o jego poprzedniku, Józefie Ignacym Kraszewskim, pierwszym autorze polskim, którego powieści były publikowane w Hiszpanii.

Najwcześniejsze opracowanie na temat literatury polskiej, na jakie natrafiłam w prasie hiszpańskiej XIX wieku, zostało opublikowane w numerze 25. madryckiego tygodnika „La Ilustración. Periódico Universal” 22 czerwca 1850 roku. Choć nie ma tu odniesienia do twórczości Kraszewskiego, teza anonimowego artykułu zatytułowanego  Influencia de la tradición y de los cantos populares sobre la literatura polaca (Wpływ tradycji i pieśni ludowych na literaturę polską) głosi, że literatura polska nie osiągnęła swojej świetności, dopóki nie zajęła się kwestią narodową. Artykuł ten, o wyraźnym charakterze romantycznym, pomniejsza rolę wszystkich luminarzy naszej literatury, począwszy od Kochanowskiego, a kończąc na Krasickim i Naruszewiczu, którzy, według autora, nie są dość narodowi. Dopiero młodzi autorzy (czytaj: romantycy), jak Mickiewicz, Malczewski czy Goszczyński „(...) zainspirowani prawdziwymi źródłami, podnieśli literaturę polską do poziomu innych literatur euopejskich”[przypis]„[...] inspirados en las verdaderas fuentes, han elevado la literatura polaca al nivel de la de las demás de Europa”. „La Ilustración. Periódico Universal”, 22.06.1850, s. 3. Przekłady wszystkich cytowanych tekstów są moje, B.Z.[/przypis]. Na koniec autor artykułu przyznaje, że jego

&amp;nbsp;

celem było tylko udowodnienie, że podczas kiedy literatura lekceważyła tradycję [własną – przyp. B.Z.] oraz pieśni ludowe, nie była ani narodowa, ani wielka, ani nie cieszyła się sympatią; ale odkąd zajęła się tą uświęconą spuścizną, została zrozumiana i przyjęta przez wszystkie klasy i środowiska i odtąd Polska posiada literaturę narodową[przypis]„[...] porque mi objeto solo era demostrar que mientras desdeñó la literatura á la tradición y cantos populares, no fué nacional, ni grandiosa, ni halló simpatía alguna; pero asi que adoptó aquel sagrado patrimonio, entendiéronla, y la acogieron todas las clases y condiciones, y tuvo Polonia una literatura nacional”. Ibidem s. 3.[/przypis].

&amp;nbsp;

Inny madrycki tygodnik, „El Museo Universal”, 31 marca 1867 roku w publikowanym w odcinkach opracowaniu pt. Literatura ludów słowiańskich, wymienia Kraszewskiego jako najwybitniejszego powieściopisarza polskiego, i jego powieść, Poetę i świat, opublikowaną we Francji, jako najlepszą. Wypowiedzi prasowe na temat polskiej literatury sprawiają nieodparte wrażenie, że są zaczerpnięte z materiałów francuskich, choć nie zawsze rzetelnie. Podobnie jak poprzedni, ten artykuł również kończy się zdecydowaną oceną:

&amp;nbsp;

Z tego wszystkiego co tu zostało powiedziane wynika, że literatura polska osiągnęła swoją dojrzałość dopiero kilka lat temu: to znaczy, że odkąd Polska została unicestwiona politycznie, jej literatura zajmuje zaszczytniejsze miejsce w Europie, niż w najlepszych czasach niepodległości[przypis]„Por todo lo que acabamos de decir se ve que la literatura polaca no ha llegado á un grado tal de madurez mas que desde hace muy pocos años: es decir, que cuando Polonia está politicamente anulada, ocupa por su literaturaun lugar mas distinguido en Europa que el que habia tenido en los mejores tiempos de su independencia”. „El Museo Universal”, 31.03.1867, s. 99.[/przypis].

&amp;nbsp;

Odkąd pojawiają się w prasie hiszpańskiej wzmianki o literaturze polskiej, są one zawsze podporządkowane wizji narodu walczącego o swoje przeżycie.  Dlatego też polska powieść XIX wieku odbierana jest w Hiszpanii głównie przez pryzmat treści narodowych.

Wiadomości o polskiej literaturze oraz informacje o poszczególnych dziełach dochodziły do Hiszpanii zwykle z Francji, rzadziej z Włoch, a większość przekładów hiszpańskich literatury polskiej do lat 80. XX wieku została dokonana z języka francuskiego[przypis]Do lat 70. XX wieku w Hiszpanii nie istniały studia slawistyczne, dlatego też utwory autorów słowiańskich docierały tu zwykle poprzez kanał francuski.[/przypis]. Wyjątek stanowi spore opracowanie Joségo Leonarda[przypis]José Leonard (1840-1908), pisarz, dziennikarz i pedagog polsko-hiszpański, uczestnik powstania styczniowego, erudyta i poliglota, spędził w Hiszpanii 13 lat, będąc m. in. redaktorem naczelnym „Gaceta de Madrid” i profesorem słynnego instytutu naukowego Institución de Libre Enseñanza założonego w 1876 w celu walki z dogmatyzmem a działającego na rzecz prawa do wolności w środowisku akademickim. 6 maja 1878 wygłosił wykład na temat literatury polskiej i Kraszewskiego. Zob. R. Mansberger Amorós, Entre la joven Polonia y el Modernismo hispánico: el Dr. Józef Leonard,  „Epos. Revista de Filología” 1996 (12), , s. 473-480.[/przypis] opublikowane w 1878 roku w „Revista de España”, jednym z najbardziej prestiżowych czasopism naukowo-literackich drugiej połowy XIX wieku, stanowiące transkrypcję jego wykładu wygłoszonego w Institución de Libre Enseñanza (Wolny Instytut Naukowy) 6 maja 1878 roku. Wykład ten zatytułowany Moderna literatura polaca y José Ignacio Kraszewski (Współczesna literatura polska i Józef Ignacy Kraszewski) prawdopodobnie po raz pierwszy prezentował w Hiszpanii biografię pisarza i krytykę literacką jego dzieł.

W świetle nielicznych opracowań na temat literatury polskiej można zaryzykować tezę, że na chęć jej poznania w Hiszpanii większy wpływ miała sytuacja polityczna XIX-wiecznej Polski niż zainteresowanie ewentualnym wzbogaceniem hiszpańskiego systemu literackiego przez polskich pisarzy.

I tak właśnie zanim czytelnicy hiszpańscy mogli zapoznać się z twórczością Kraszewskiego, byli szczegółowo informowani o procesie pisarza oskarżonego w Berlinie o działalność szpiegowską  na rzecz Francji. Znamienne jest to, że zarówno w czasie trwania procesu, jak po ogłoszeniu wyroku w maju 1884 roku, periodyki o rozmaitych orientacjch politycznych zgodnie potępiły skazujący wyrok i uznały go za krzywdzący i niesprawiedliwy[przypis]Na temat procesu piszą m.in. madrycki dziennik „La Discusión. Gaceta democrática”, 20.05.1884 reprezentujący kręgi postępowe o sympatiach republikańskich, jak również barcelońska „La Dinastía, Diario político, literario y mercantil”, 22.05.1844, prezentująca pozycje konserwatywne.[/przypis]. Kraszewski został uznany za patriotę, walczącego o słuszną sprawę, i cała sympatia krytyków była po jego stronie[przypis]Zdumiewa fakt, że na temat pisarza, którego utwory były zupełnie nieznane hiszpańskim bądź katalońskim czytelnikom, ukazywały się informacje, jak ta w barcelońskiej gazecie „La Corona. Periódico liberal”, opublikowana 7.01.1867, która donosiła co następuje: «„Gazeta Śląska” informuje, iż wybitny powieściopisarz Kraszewski został zmuszony przez hrabiego Wielopolskiego do opuszczenia redakcji „Gazety Polskiej”. Kraszewski już się pożegnał ze swoimi czytelnikami.»” („La Gaceta de Silesia dice que el célebre novelista Kraszewski se ha visto obligado por el marqués Wielopolski, a retirarse de la redacción de la „Gaceta polaca”. Kraszewski ya se ha despedido de sus lectores”.) Należy wątpić, że czytelnicy „La Corona” wiedzieli, kim był hrabia Wielopolski i dlaczego zwolnił Kraszewskiego z redakcji „Gazety Polskiej”. Niemniej jednak nazwisko Kraszewskiego pojawiało się co jakiś czas w prasie, co przygotowało teren do wydania jeszcze za jego życia jednej z jego powieści, Ulany.[/przypis].

W rok po słynnym procesie madryckie wydawnictwo F. Bueno y Compañía opublikowało powieść Kraszewskiego Ulana w przekładzie z języka polskiego autorstwa Francisca Masa y Otzeta. Wszystko wskazuje na to, że Ulana jest polską powieścią najwcześniej przetłumaczoną w całości  i opublikowaną w Hiszpanii[przypis]W tym samym roku, 1885, gazeta katolicka z Madrytu, „La Unión”, opublikowała w odcinkach Pana Tadeusza Mickiewicza, w przekładzie prozą (bez nazwiska tłumacza), traktując utwór jako powieść historyczną. Hiszpański tytuł poematu brzmi: Tadeo Soplica ó el último proceso en Lituania. Narración histórica (Tadeusz Soplica, czyli ostatni proces na Litwie. Powieść historyczna). W tym samym roku przekład ten ukazał się w wersji książkowej, opublikowany w Madrycie przez Imprenta de José Rojas, tym razem z nazwiskiem tłumacza, León Medina, i pod tym samym tytułem, co w gazecie.[/przypis].

Tu nasuwają się dwa pytania, a mianowicie: kim był Francisco Mas y Otzet, pierwszy znany nam tłumacz z języka polskiego na hiszpański i, po drugie, dlaczego z pokaźnego dorobku pisarskiego Kraszewskiego wydano właśnie tę powieść. Francisco Mas y Otzet był Katalończykiem, co może tłumaczyć jego sympatię dla Polski, kraju bez państwa podobnie jak Katalonia. Z niewielu znanych faktów z jego życia, wyłania się obraz człowieka ciekawego świata i ludzi, zafascynowanego różnorodnością kultur. Z zawodu Mas y Otzet był adwokatem i przez siedemnaście lat pełnił funkcje państwowe w administracji hiszpańskiej na Kubie oraz na Filipinach. Na Kubie założył Partię Reformistyczną (1861), by znaleźć rozwiązanie konfliktów między Kubą a metropolią hiszpańską poprzez reformy. Z zamiłowania był Mas y Otzet poetą, autorem dwóch długich poematów, z których jeden poświęcony jest Czarnej Madonnie z Montserrat,  patronce Katalonii, i napisany w duchu patriotycznym w hołdzie własnej „małej ojczyźnie”, drugi zaś jest poetycką historią wulkanu Táal na Filipinach i jednocześnie wyrazem podziwu dla mieszkańców Filipin. Oprócz Ulany, Mas y Otzet przetłumaczył też na hiszpański wierszem odę Do Barcelony Jacinta Verdaguera, najwybitniejszego poety katalońskiego romantyzmu[przypis]Egzemplarz Ulany w przekładzie Masa y Otzeta, znajdujący się w Biblioteca de Catalunya jest zadedykowany odręcznie przez tłumacza Jacintowi Verdaguerowi, co pozwala domyślać się, iż najwybitniejszy podówczas poeta kataloński miał okazję zapoznać się z utworem Kraszewskiego.[/przypis].

Tłumaczenie Ulany  opatrzył wstępem zatytułowanym Kilka słów od tłumacza, w którym daje krótkie wprowadzenie do literatury polskiej, świadczące zarówno o znajomości tematu, jak i o żywym zainteresowaniu autora życiem literackim Polski. Tłumacz jest nastawiony entuzjastycznie do naszego kraju i do naszej literatury, według niego najlepszej ze wszystkich literatur słowiańskich, stąd też nie rozumie, dlaczego pozostaje ona zupełnie nieznana w Hiszpanii. Ze wstępu dowiadujemy się również, że przez jakiś czas mieszkał w Polsce, gdzie nauczył się języka i postanowił naprawić niewybaczalny błąd nieobecności polskiej literatury w Hiszpanii, przyswajając językowi Cervantesa utwór najznaczniejszego podówczas autora polskiego. Dowiadujemy się więc, że to właśnie tłumaczowi zawdzięczamy wybór zarówno autora, jak i utworu: autora, gdyż uważa go nie tylko za wielkiego pisarza, ale również za „męczennika miłości do ojczyzny”; natomiast utworu „ze względu na prostotę i naturalność [...], na piękno i koloryt lokalny opisów, [...] na prawdziwość typów i charakterów ludzkich” oraz dlatego, że tłumacz uznał, iż „powieść ta jest najbardziej wskazana dla naszej publiczności, jako że mówi o sprawach, praktykach i obyczajach bardziej podobnych do naszych, niż w innych powieściach”[przypis]„[...] por la sencillez y naturalidad [...], por la brillantez y colorido local de las descripciones [...], por  la verdad de tipos y caracteres [...], hemos creído que esta novela interesantísima era la que más convenía á nuestro público, por tratar hechos, usos y costumbres más similares á las nuestras que ninguna otra”. F. Mas y Otzet, Cuatro palabras del traductor, w: J. I. Kraszewski, Ulana., traducida del polaco por Francisco de Mas y Otzet, F. Bueno y Compañía, Madrid:1885, s. 9.[/przypis].

Kilka słów od tłumacza kończy komentarz na temat samego przekładu. Mas y Otzet wyznaje, że „starając się być wiernym językowi hiszpańskiemu zrobił wszystko, aby nie uronić niczego ani z treści, ani z formy tej perły Kraszewskiego”[przypis]„[...] procurando ser todo lo español posible, hemos hecho un estudio particular para no desmerecer en lo más mínimo ni el fondo ni la forma de la perla de Kraszewski [...]”. Ibidem, s. 9-10.[/przypis]. Jednak tłumaczenie, dokonane według słów jego autora bezpośrednio z języka polskiego, uderzająco przypomina przekład na język francuski pióra Władysława Mickiewicza[przypis]Władysław Mickiewicz (syn Adama) opublikował przekład Ulany w piśmie polonijnym wydawanym po francusku w Genewie „L’Espérance”, którego był redaktorem razem z Armando Lévy (byłym sekretarzem  Adama Mickiewicza). Przekład ukazał się w odcinkach w latach 1859-1860 i w wydaniu książkowym w  Paryżu w 1883 (Calmann Lévy, Éditeur).[/przypis]. Nie tylko jest między nimi duże podobieństwo stylistyczne, ale również w ten sam sposób zostają rozwiązane problemy kulturowe i tak samo sformułowane przypisy. Można zatem przypuszczać, że Mas y Otzet tłumaczył z polskiego, posiłkując się  jednak przekładem francuskim, czemu trudno się dziwić zważywszy brak słownika polsko-hiszpańskiego.

Ukazanie się Ulany nie przeszło niezauważone. W prasie z 1885 roku oprócz zapowiedzi nowej książki znajdujemy również recenzje. I tak na przykład Madrid cómico, pismo humorystyczne, z którym współpracowały znane pióra epoki, zamieszcza kronikę znanego pisarza, humorysty i dziennikarza, Luisa Taboady, informującą o ukazaniu się powieści Kraszewskiego. Taboada na podstawie lektury Ulany ocenia jej autora jako świetnego pisarza, choć jednocześnie krytykuje przekład, pisząc: „tłumacz nie jest zapewne Polakiem, ale na to wygląda, sądząc po niedbałości, z jaką pisze w naszym pięknym języku”[przypis]„[el traductor ] que no será polaco, pero que lo parece á juzgar por el descuido con que escribe nuestro hermoso idioma”. L. Taboada, De todo un poco, „Madrid cómico”, 10.05.1885, nr. 116, s. 2.[/przypis].

Madrycki tygodnik satyryczny „El Motín”, propagujący idee republikańskie, wolnomyślicielstwo i antyklerykalizm gratuluje wydawnictwu świetnego wyboru powieści i dziękuje za możliwość zapoznania się z utworem tak wybitnego autora, którego krytyk nazywa polskim Victorem Hugo. Możemy jednak wątpić, czy rzeczywiście autor recenzji zapoznał się z utworem, gdyż opatruje go podtytułem „powieść polinezyjska”[przypis]„Ulana, novela polinesia, de J.I. Kraszewski [...]”, „El Motín”, nr 19, 10.5.1885 „Libros recibidos”, s.2.[/przypis]zamiast „poleska”.

Najdłuższa i najbardziej wypracowana jest recenzja opublikowana w słynnej madryckiej gazecie o profilu republikańskim i liberalnym, „El Globo”, firmowana inicjałami J.M. Autor recenzji polemizuje z tłumaczem Ulany, który we wspomnianym wstępie do powieści ubolewając nad nieobecnością polskiej literatury w Hiszpanii, podkreślał jednocześnie, że hiszpańska literatura jest w Polsce znana i ceniona. Reakcja recenzenta na ten komentarz jest co najmniej zdumiewająca. Pisze on mianowicie, iż jest to zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że literatura hiszpańska jest o niebo lepsza od polskiej (do braku znajomości której zresztą sam się przyznaje). Poza tym, argumentuje, że Polakom o wiele łatwiej spamiętać nazwiska hiszpańskie i rozróżnić je, podczas gdy żadne ucho, nawet najbardziej wyrafinowane, nie jest w stanie odróżnić Krasińskiego od Krasickiego czy Kraszewskiego (a są to pisarze, których wymienia Mas y Otzet w swoim wstępie). Pomijając tę niefortunną polemikę oraz fakt, że recenzent streszcza dokładnie wraz z zakończeniem treść powieści, w artykule tym wypowiada się entuzjastycznie o pięknie i wymowie utworu Kraszewskiego, a nawet wybacza tłumaczowi zaniedbania, które się pojawiły w języku Cervantesa, uznając, że jest to trybut na rzecz wierności stylowi oryginału.

Ulana zapoczątkowała historię recepcji polskiej powieści w Hiszpanii, choć względne zainteresowanie, jakie wzbudziła, nie pociągnęło za sobą od razu następnych tłumaczeń utworów Kraszewskiego. Kolejne jego powieści zostały przełożone i opublikowane w Hiszpanii już po zaistnieniu na tutejszym rynku wydawniczym dzieł Sienkiewicza, więc można podejrzewać, że to właśnie sława Sienkiewicza utorowała im drogę do hiszpańskiego czytelnika. W 1903 roku ukazała się w Barcelonie katalońska wersja powieści Herod-baba[przypis]J. I. Kraszewski, Una dona heróyca (Herod-baba), przeł. C.B., Impremta de La Renaixença, Barcelona 1903.[/przypis], a w 1909, również w Barcelonie, hiszpański przekład Rzymu za Nerona[przypis]Idem, Roma bajo Nerón (Rzym za Nerona), przeł. R. Marqués, B. Castellá, Barcelona 1909.[/przypis]. Choć powieść z czasów Nerona została opublikowana prawdopodobnie z nadzieją na powtórzenie sukcesu Quo vadis?, tak się jednak nie stało i sądząc po braku odzewu w prasie, wydaje się, iż obie powieści Kraszewskiego przeszły przez hiszpański rynek wydawniczy bez większego echa. Być może stało się tak dlatego, że Quo vadis? przez kolejne dziesięciolecia nie schodziło z półek księgarskich Hiszpanii, a w latach 1931-1932 kataloński tygodnik Esplai opublikował w odcinkach przekład Rzymu za Nerona na język kataloński pod zmienionym tytułem, który w tłumaczeniu na polski brzmiałby Jestem chrześcijanką[przypis]Idem, Sóc cristiana (Rzym za Nerona), przeł. Lluís Jordà, powieść publikowana w odcinkach w „Esplai”, od numeru 1 (1.11.1931) do numeru 13 (1.3.1932). Wydaje się, że zmiana tytułu była dość niefortunna i powieść Kraszewskiego, jakkolwiek publikowana w bardzo poczytnym piśmie, jakim był „Esplai”, nie doczekała się wydania książkowego.[/przypis]. Pierwszy odcinek powieści został poprzedzony artykułem tłumacza, Lluísa Jordà, który przypomina zasługi Kraszewskiego zarówno na polu literatury, jak i na płaszczyźnie politycznej, i sugeruje, że być może Rzym za Nerona, opublikowany w 1864 roku stał się inspiracją dla autora Quo vadis?. Oprócz pochwały  żywych opisów życia Rzymu za rządów Nerona, Jordà podkreśla siłę duchowości, która w jego opinii ożywia tę powieść historyczną, z reguły suchą i surową.

W roku 1942, w czasach apogeum frankizmu, niesprzyjającego wydawcom nowości, barcelońskie wydawnictwo Tartessos opublikowało ponownie Ulanę, tym razem w tłumaczeniu Celiny Matejko de Nugué. Porównanie „nowego” tłumaczenia z przekładem z 1885 roku wprawia jednak w osłupienie, gdyż jest to dokładnie to samo tłumaczenie.

Kraszewski jest, chronologicznie rzecz ujmując, pierwszym powieściopisarzem, który pojawia się w Hiszpanii, jednak autorem, który wywołał autentyczną rewolucję na rynku wydawniczym i wśród czytelników hiszpańskich, staje się niezaprzeczalnie Henryk Sienkiewicz. Sukces, jaki odniósł tu na początku XX wieku, był tak wielki i tak niespodziewany, że spowodował prawdziwą lawinę publikacji, próbujących zgłębić tajemnicę tak niebywałego powodzenia nieznanego pisarza z nieistniejącego kraju. Wieści na temat Quo vadis? i popularności, jaką powieść cieszyła się w Europie, dotarły do Hiszpanii z Francji i z Włoch. Pierwszy artykuł na terenie Hiszpanii dotyczący powieści wraz z jej obszernymi fragmentami ukazał się po katalońsku w piśmie katolickim  La Veu del Montserrat w 1900 roku. Anonimowy autor ubolewał w nim, że tak znakomity utwór, odnoszący niebywałe sukcesy we Włoszech, nie znalazł jeszcze wydawcy w Hiszpanii[przypis]Prezentacja Quo vadis? ukazała się w „La Veu del Montserrat (Vic)”, 28.07.1900, s. 234-235.[/przypis].

Błąd ten został szybko naprawiony, gdyż w tym samym roku w Barcelonie, stolicy Katalonii, ukazały się cztery różne przekłady Quo vadis? na hiszpański, podczas gdy wspomniane pismo „La Veu del Montserrat” nadal publikowało wybrane fragmenty powieści po katalońsku. A za Quo vadis? potoczyła się istna lawina innych utworów Sienkiewicza, publikowanych w tempie, w jakim nigdy przedtem nie publikowano żadnego autora. Niespodziewany sukces Quo vadis? zdumiał do tego stopnia świat literacki Hiszpanii, że w latach 1900-1901 najważniejsze czasopisma literackie, kuturalne i polityczne kraju stały się forum dyskusyjnym, na którym czołowi pisarze, krytycy literaccy i publicyści usiłowali odkryć sekret tak niebywałego przyjęcia przez czytelników utworów Sienkiewicza. Znamienna dla stanu ducha pisarzy hiszpańskich jest refleksja Juana Valery, pisarza i krytyka literackiego, wielkiego stylisty języka hiszpańskiego, który w jednym ze swoich artykułów z roku 1900 wyraził  to, co musiała myśleć i czuć większość jego kolegów po piórze:

&amp;nbsp;

Nie dręczy mnie niezdrowe uczucie zazdrości, ale, bez zazdrości, przyznaję i boleję nad faktem, że tak wielkiego sukcesu na rynku księgarskim, jaki odnosi w naszym kraju powieść Quo vadis? polskiego autora Sienkiewicza, nie odniósł żaden pisarz hiszpański (...)[przypis]„No me atormenta la mala pasión de la envidia, pero, sin envidiar, reconozco y deploro que éxito tan grande de librería como va teniendo en nuestra nación la novela Quo Vadis? del autor polaco Sienkiewicz, no le ha tenido ningún novelista español (…)”. J. Valera,  Sobre la duración del habla castellana con motivo de algunas frases del Sr. Cuervo, „El Imparcial” 1900. Wydanie elektroniczne [16.07.2016], s. 90 http://bibliotecadigital.tamaulipas.gob.mx/archivos/descargas/31000000948.PDF[/przypis].

&amp;nbsp;

Emilia Pardo Bazán, autorka odpowiedzialna za wprowadzenie naturalizmu do litertury hiszpańskiej, która w pierwszej chwili uległa czarowi prozy Sienkiewicza i  bodaj jako pierwsza poświęciła mu spory artykuł w piśmie „La Ilustración Artística” w październiku 1900 roku, pisała:

&amp;nbsp;

Opowiem o książce, która błyskawicznie stała się modna; która jest najbardziej widoczna na wystawach Paryża (...). Książce, która w naszych czasach obojętności, kiedy publikuje się wiele dobrych książek, ale prawie się o nich nie mówi, zdołała przełamać lody; o której Valera mówi z delikatną i szlachetną zazdrością; która sprzedaje się jak świeże bułki i której zapasy są wznawiane w księgarniach dwa lub trzy razy dziennie. Mam na myśli powieść z czasów Nerona Quo vadis? Sienkiewicza[przypis]„Voy a hablar de un libro que rápidamente se ha puesto de moda; que es el más visible en los escaparates de París [...]. Un libro que, en estos tiempos de indiferencia, en que se publican muchos buenos libros y apenas habla de ellos nadie, ha conseguido romper la costra de hielo; del cual habla Valera con envidia dulce y noble; que se vende como pan bendito, y del cual renuevan diariamente los libreros la provisión dos o tres veces. Me refiero a la novela de la época neroniana Quo Vadis?, de Sienkiewicz”. E. Pardo Bazán, Libros de moda, „La Ilustración artística: periódico semanal de Literatura, Artes y Ciencias” 1900, nr 979, s. 2.[/przypis].

&amp;nbsp;

Artykuł Emilii Pardo Bazán zainicjował ożywioną debatę, która zajęła sporo miejsca w prasie hiszpańskiej na przestrzeni lat 1900-1901. Pojawienie się powieści Sienkiewicza spowodowało wtedy żywą reakcję ze strony publicystów nie tylko dlatego, że była ona nowością, ale również dlatego, że wpisała się w dyskusję na temat aktualnego modelu literatury.  Słynny filolog z Salamanki, Fernando Araujo pisał:

&amp;nbsp;

W tej chwili mamy do czynienia z pewnym nawrotem zainteresowania powieścią historyczną, wzmożonym ogromnym sukcesem Sienkiewicza. (...) Zmęczenie realizmem zwiększa apetyt na ten gatunek, którego przyszłość jest trudna do przewidzenia[przypis]„En estos momentos hay cierto recrudecimiento de curiosidad hacia la novela histórica, acentuado por el éxito enorme de Sienkiewicz [...]. El cansancio del realismo es el que abre el apetito para este género, cuyo porvenir es difícil de predecir”. F. Araujo, Literatura, „La España moderna”, 1901, 01.05.1901, s. 146.[/przypis].

&amp;nbsp;

Większość literatów podejmujących temat nadzwyczajnego powodzenia dzieła Sienkiewicza, zdawała sobie sprawę z tudności wydania o nim obiektywnego sądu, gdyż Sienkiewicz łączył w sobie niezwykły talent narracyjny z pewnymi brakami, nie pozwalającymi uznać go za wielkiego pisarza. Niemniej jednak nawet ci krytycy, którzy wytykali słabe strony dzieła, byli zgodni w pochwałach, przysparzając mu sławy.

Wielu intelektualistów podzielało opinię, że Sienkiewicz doskonale dobrał temat swojej powieści i że jej największym atutem było połączenie tradycji klasycznej z chrześcijańską jako podstawą współczesnej cywilizacji zachodniej. Opinię tę wyrażał między innymi jeden z najbardziej wpływowych krytyków literackich swoich czasów Eduardo Gómez de Baquero (Adrenio), który uważał, że Quo vadis? zawdzięcza swój sukces „uniwersalnemu i pasjonującemu tematowi”[przypis]e. Gómez de Baquero, La novela Quo vadis? de Enrique Sienkiewicz, „La España Moderna”, octubre 1900, s. 149-156.[/przypis]. Inni, jak Juan Valera, przypisywali powodzenie powieści wspaniałej znajomości literatury i kultury starożytnej przez jej autora, jak również umiejętności połączenia wątku miłosnego bohaterów fikcyjnych z prawdziwymi faktami  historycznymi[przypis]J. Valera, op. cit., 90-91.[/przypis]. Niektórzy, jak Varela czy Gómez de Baquero, cieszyli się, że dzięki Sienkiewiczowi wracało zamiłowanie czytelników do powieści historycznej, porzuconej przez pisarzy współczesnych na rzecz powieści psychologicznej i naturalistycznej. Uważali, że czytelnicy, zmęczeni prozą ostatnich lat, powitali powieść historyczną w wersji Sienkiewiczowskiej jako pewną nowość i byli mu wdzięczni za to, że swoją sztuką przywracał do życia minione czasy i ludzi, znanych tylko z historii. W kwestii nobilitacji powieści historycznej nie było jednak zgody między krytykami polemizującymi w sprawie sukcesu Quo vadis? Emilia Pardo Bazán, na przykład, która w swoim pierwszym eseju poświęconym powieści uznała, że jej atrakcyjność polega na tym, że „ten Polak ubiera stare rzeczy w nowe stroje”, czyli że potrafi „po mistrzowsku pogodzić tradycję z innowacją”[przypis]„[...] ese polaco viste con ropa nueva cosas antiguas” [...] „sabe conciliar con arte la innovación y la tradición”.   E. Pardo Bazán, op. cit., s. 2.[/przypis], w drugim opracowaniu na temat Sienkiewicza była już zdecydowanie bardziej krytyczna. I choć nadal doceniała jego oryginalność, uważała, że jego powieść historyczna jest  swoistym pójściem na łatwiznę, zaś jej powodzenie jest wynikiem lenistwa umysłowego czytelników, którzy „kochają to, co znają”[przypis]„La multitud ama lo que conoce”. E. Pardo Bazán, Literatura extranjera. El autor de moda, Enrique Sienkiewicz, „La Lectura. Revista de Ciencias y de Artes”, febrero 1901, s. 39.[/przypis]. Pisała zatem, że Quo vadis?:

&amp;nbsp;

Największy sukces literacki ostatnich lat, nie jest wcale najlepszą powieścią wydaną w tym czasie, ale to prawda, że spełnia warunki aby się podobać i wygrać większością głosów. W tym sensie jej zwycięstwo jest zasłużone[przypis]„[…] Quo vadis? el mayor succès novelesco de estos últimos años, no es la mejor novela publicada en ellos ni con mucho, pero sí la que reúne condiciones para agradar y triunfar por mayoría de votos. En este sentido es justa su victoria”. E. Pardo Bazán, Ibidem, s. 38-39.[/przypis].

&amp;nbsp;

Emilia Pardo Bazán uznała w końcu, że to, co zadecydowało o sukcesie powieści, to zdolność autora de wyczucia oczekiwań czytelników, które w danym momencie skłaniały się ku zjawisku dekadencji:

&amp;nbsp;

Pisarze i artyści o wyostrzonej wrażliwości wychwytują kierunki gustów i wiedzą co można dać, a czego trzeba odmówić bestii. I to jest zasługa, to jest dar (…). (…) Proszę zwrócić uwagę, że to nie chrześcijaństwo przyciąga najbardziej w Quo vadis?, tylko neronizm: okrucieństwo połączone z dekadencją artystyczną i wyrafinowana rozwiązłość. Reszta... stanowi kontrast i rozświetla cień[przypis]„[…] Los escritores y artistas de fina sensibilidad perciben las corrientes del gusto y saben lo que se puede otorgar y lo que se puede negar a la fiera. Esto es un mérito, un don […]. […] Adviértase que no es el cristianismo lo que más atrae en Quo vadis?, sino el neronianismo: la crueldad unida al decadentismo artístico y al refinamiento voluptuoso. Lo demás… forma contraste y abrillanta con la luz la sombra”.  Ibidem, s.39.[/przypis].

&amp;nbsp;

Badaczka fin de siècle, Lily Litvak, również przypisuje popularność Quo vadis? zamiłowaniu do dekadencji[przypis]L. Litvak, España 1900. Modernismo, anarquismo y fin de siglo. Anthropos, Barcelona 1990, s. 247.[/przypis]. Pod koniec XIX wieku tematy związane z dekadencją stały się niezwykle popularne i wyrażały się w zamiłowaniu do starożytnych, upadłych  cywilizacji i kultur. Quo vadis? ze swoimi wspaniałymi scenami z dworu Nerona czy strasznymi opisami wydarzeń w cyrku rzymskim wpisywało się doskonale w estetykę dekadencką. Prawdopodobnie dlatego Emilia Pardo Bazán nie wróżyła wielkiej przyszłości dziełu Sienkiewicza, uważając, że „przetrwają próbę czasu najwyżej dwa, trzy opowiadania i jeden czy dwa opisy”[przypis]„[y la posteridad] conservará en la memoria dos ó tres cuentecillos y varias páginas descriptivas”. E. Pardo Bazán, Ibidem s. 46.[/przypis]. Dlaczego tak się nie stało? Być może najlepiej odpowie na to pytanie anonimowy autor artykułu Novelistas polacos de hoy (Dzisiejsi powieściopisarze polscy) opublikowanego w piśmie „Nuestro Tiempo” w styczniu 1901 roku:

&amp;nbsp;

W literaturze współczesnej, również w Polsce, są autorzy, którzy przewyższają Sienkiewicza, jeśli chodzi o głębię myśli czy intensywność emocji, ale żaden nie przewyższa go w delikatności i prostocie, i możliwe, że to jest właśnie główna przyczyna jego światowego sukcesu[przypis]„Hay en la literatura contemporánea y en la misma Polonia quien aventaja a Sienkiewicz en la profundidad de pensamiento y en la intensidad de emoción: ninguno lo supera en delicadeza y sencillez, y acaso esta sea la razón principal de sus triunfos universales”. Anonim, Novelistas polacos de hoy. „Nuestro Tiempo” 1/1901, s. 86.[/przypis].

&amp;nbsp;

Autor uważa, że pogłębienie aspektów historycznych czy filozoficznych powieści zmniejszyłoby jej popularność, gdyż nie byłaby w stanie zaspokoić już wszystkich gustów. I właśnie w tym, że jest to powieść dla wszystkich, upatruje on największej wartości utworu.  Dlaczego?

&amp;nbsp;

Dlatego, że autor nikogo nie rani, nie dręczy swoimi troskami, które wywołuje wizja skrajnego kryzysu społeczeństwa. (…) Nie ma czytelnika, który nie znalazłby w Quo vadis? czegoś, co zaspokoiłoby jego gust. (…) Sienkiewicz jest przyjacielem swoich czytelników (…) Nie jest to myśliciel, który pod przykrywką ujmującej formy fikcyjnego utworu podejmuje wielkie problemy rzeczywistości, tylko wspaniały artysta, który nas pociesza, rozwiewając nasze troski wyrazami współczucia i kwiecistym stylem[przypis]„Pues porque el autor no hiere a nadie, ni abruma a nadie con el peso de las preocupaciones que inspira aquella suprema crisis de la sociedad. (…) No hay lector que no halle en Quo vadis? algo que le colme las medidas del gusto (…).(…) Sienkiewicz es un amigo de sus lectores  (…) No es un pensador que aborde de frente, bajo las formas seductoras de la obra de imaginación, los grandes problemas de la realidad, sino un artista maravilloso que nos consuela derramando sobre aquellas nuestras preocupaciones los dones de la misericordia y las flores del estilo”. Ibidem, s. 87.[/przypis].</document>
<document nplp_id="1441" title="Mit wobec historii i&amp;nbsp;polityki w&amp;nbsp;powieściach ukraińskich Michała Czajkowskiego" slug="mit-wobec-historii-i-polityki-w-powiesciach-ukrainskich-michala-czajkowskiego">Nie ulega wątpliwości, że literatura polska XIX – początku XX wieku rozwijała się między innymi jako reakcja na społeczno-polityczną sytuację w kraju, który utracił byt państwowy, wskutek czego pojawiło się również zagrożenie utratą pamięci historycznej, tradycji, języka, wreszcie tożsamości narodowej. Utwory twórców romantycznych - Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego - zyskiwały na popularności także dlatego, że stanowiły próby artystycznej odpowiedzi na pytania dotyczące braku wolności, dróg jej przywrócenia, zachowania ducha narodowego, sensu rewolucyjnych i ewolucyjnych zmian. Do grona wielkich dołączyli inni twórcy, dla których działalność literacka stała się mównicą służącą działalności politycznej i obywatelskiej. W tym kontekście najbardziej jaskrawą i jednocześnie kontrowersyjną postacią okresu romantyzmu był Michał Czajkowski (1803-1886, po konwersji na islam noszący nowe imię: Sadyk Pasza) – osiadły na Ukrainie szlachcic i kozakofil, emigrant i działacz polityczny, chrześcijanin i muzułmanin[przypis]W ostatnich latach obserwuje się żywe zainteresowanie polityczną, społeczną i literacką działalnością tej nieprzeciętnej osobowości. Współcześni badacze wykorzystując różne narzędzia metodologiczne podejmują ciekawe próby interpretacji oryginalnej syntezy myśli o historii, współczesności, polityce i kulturze, tradycji i mentalności narodów polskiego i ukraińskiego, którymi są przesycone utwory Czajkowskiego. Zob. m.in.: A. Fabianowski, Literacko-polityczne eksplikacje i ekspiacje. Przedmowy Michała Czajkowskiego, [w:] Romantyczne przemowy i przedmowy, pod red. J. Lyszczyny i M. Bąk, Katowice, 2010, s. 183–192; A. Fabianowski, Rola Kozaczyzny w koncepcjach politycznych Michała Czajkowskiego, [w:] Szkoła ukraińska w romantyzmie polskim. Szkice polsko-ukraińskie, pod red. S. Makowskiego oraz U. Makowskiej i M. Nesteruk, Warszawa, 2012, s. 421–431; A. Fabianowski, Ukraina — serce Europy. Koncepcje polityczne Michała Czajkowskiego, „Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze”, pod red. S. Kozaka, t. 21–22, Warszawa, 2006, s. 165–173; A. Fabianowski, Ukraina Michała Czajkowskiego, [w:] Kresy — dekonstrukcja, pod red. K. Trybusia, J. Kałążnego, R. Okulicz-Kozaryna, Poznań, 2007, s. 205–215; M. Kwapiszewski, „Gawędy” Michała Czajkowskiego: narracja i polityka, „Annales UMCS”. Sectio FF, vol. II, 1984, s. 271–287; M. Kwapiszewski, Kozacka autolegenda. Michał Czajkowski wobec Ukrainy i prawosławia, [w:] M. Kwapiszewski, Późny romantyzm i Ukraina. Z dziejów motywu i życia literackiego, Warszawa, 2006, s. 81–99; M. Kwapiszewski, Powieść historyczna z tezą. O »Wernyhorze« Michała Czajkowskiego, [w:] M. Kwapiszewski, Późny romantyzm i Ukraina. Z dziejów motywu i życia literackiego, Warszawa, 2006, s. 35–80; M. Kwapiszewski, Wizja koliszczyzny w prozie romantycznej (Czajkowski – Grabowski – Fisz), „Annales UMCS”. Sectio FF, vol. XX/XXI, 2002–2003, s. 413–427; В. Єршов, Особливості мемуаризації простору Правобережної України у творчості Міхала Чайковського, „Волинь — Житомирщина”, № 18, Житомир, 2009, с. 32–53; О. Сухомлинов, Турецькі інспірації польського романтика з Житомирщини : життя й творчість Міхала Чайковського, „Волинь — Житомирщина”, № 19, Житомир 2009, с. 71–82; Н. Цьолик, Історія та міф у творчості Міхала Чайковського. Автореф. дис. канд. філол. наук, Київ 2011; Н. Цьолик, Топос козака у творчості Міхала Чайковського, [w:] Szkoła ukraińska w romantyzmie polskim. Szkice polsko-ukraińskie, pod red. S. Makowskiego oraz U. Makowskiej i M. Nesteruk, Warszawa 2012, s. 433–440.[/przypis], wiążący szanse na niepodległość Polski z Francją, a potem z Turcją.

O ciekawej, i typowej dla pogranicza polsko-ukraińskiego, mieszance przekonań i odczuć (heterogeniczność przynależności etnicznej – Polak urodzony i wychowany na Wołyniu (Ukraina), na ziemi zamieszkałej przez ludność ukraińską; jednocześnie homogeniczność tożsamości narodowej, pragnienie  zbudowania potężnej Rzeczypospolitej, realizowane także siłami ukraińskimi), bardzo mocno akcentowanej, najlepiej świadczą jego własne słowa:

&amp;nbsp;

„Redakcja »Revue du Nord« nazwała mnie Kozakiem zaporoskim. Zrobiła to z mojego pozwolenia, bo cała moja rodzina pochodzi z Kozactwa, a ja nie widzę przyczyny, czemu miałbym przemilczeć mój ród kozacki; moi przodkowie służyli wspólnej matce-Polsce tak że dobrze, jak i inni mieszkańcy szerokiej polskiej ziemi – niesprzyjające wydarzenia rozerwały jej jedność, lecz dziś na Ukrainie zauważyć da się silny nurt odbudowy naszej Ojczyzny”[przypis]List Michała Czajkowskiego do redakcji „Kroniki Paryskiej”, bez daty. Archiwum Polskiej Biblioteki w Paryżu, dział rękopisów, sygn. 444/25.[/przypis].

&amp;nbsp;

Czajkowski uczynił z literatury arenę prezentującą idee dotyczące przeszłości i współczesności oraz narzędzie osiągania celów politycznych; stworzył artystyczny (iluzoryczny) świat wymarzonego ładu państwowego i społecznego, propagując  przekonania polityczne wyznawane przez część inteligencji polskiej. W twórczości prozatorskiej Michała Czajkowskiego ważne jest pokazanie sposobów łączenia idei historycznych i przekonań politycznych z praktyką artystyczną, która wpisuje je w ramy mitu.

Mit jako twór i przejaw wiedzy zbiorowej, będący szczególną formą interpretowania rzeczywistości (w zgodzie z własną naturą, formą i funkcjami), sakralizujący genezę i wzorzec tejże rzeczywistości, ustanawiający ważne zasady funkcjonowania człowieka w świecie (i wspólnocie), tworzy pewien model egzystencjalny i jest nieodłączną częścią ludzkiej świadomości. Mit w tekstach pogranicza ujawnia się w dwu postaciach: mityzacji rzeczywistości (artystycznego (nie)świadomego wykorzystania do jej prezentacji archaicznych struktur mitycznych) oraz próby stworzenia własnej mitologii (przy pomocy struktur mitycznych). Mit w twórczości pisarzy pogranicza polsko-ukraińskiego należy interpretować, z jednej strony, jako głęboką strukturę tekstu, reprezentującą relikty archaicznych wyobrażeń o genezie świata lokalnego i miejscowej społeczności, o modelu wszechświata, o ponadczasowych wzorach egzystencjalnych zachowań, z drugiej zaś strony, jako próbę stworzenia pożądanego, odmiennego od rzeczywistości, obrazu świata, w którym zapisany jest istotny dla lokalnej wspólnoty system wartości. Mit archaiczny tworzy się poprzez przywołanie charakterystyk czasoprzestrzennych, dychotomicznych elementów sacrum i profanum; źródłem struktur mitycznych staje się ukraińska ustna twórczość ludowa, między innymi legendy i podania. Mitotwórstwo z pobudek ideologicznych używa tych samych kategorii (sacrum, kosmogonia, heroizm) dla uświęcenia własnych celów i  stworzenia alternatywnego wobec historii świata - z jego rytuałami i świątyniami, bohaterami i męczennikami, wielkimi czynami i ofiarami. Mit ideologiczny w literaturze pogranicza polsko-ukraińskiego realizuje się w micie jagiellońskim (utwory Piotra Bykowskiego, Michała Grabowskiego, Antoniego Marcinkowskiego i in.);  w micie romantycznej iluzorycznej jedności szlachecko-kozackiej w walce przeciw wspólnemu wrogowi – despotyzmowi rosyjskiemu (proza Michała Czajkowskiego, Teodora Tomasza Jeża i in.) oraz w wizji solidarności stanowej i etnicznej (powieści Michała Grabowskiego, Walerego Łozińskiego, Paulina Święcickiego i in.)[przypis] Szerzej na ten temat piszę w pracy: М. Брацка, Польська проза 40–80-х років ХІХ століття: міф – історія – цінності, Київ, 2013.[/przypis].

W tekstach Czajkowskiego obserwuje się obecność obu postaci mitu, choć od razu należy podkreślić, że u tego pisarza drugi wariant – mit poddany celom politycznym – jest bardziej żywotny.

&amp;nbsp;
Zaprzepaszczona szansa
Kształtowania mitologicznego typu myślenia charakterystycznego dla twórców pogranicza polsko-ukraińskiego podjął się Czajkowski już na początku kariery pisarskiej. Rozpoczął on swoją drogę artystyczną od małych form narracyjnych – opowiadań zebranych w zbiorku Powieści kozackie. W polskiej prozie początku lat 30-tych dopiero dokonywał się proces kształtowania się tradycji romantycznej – stanowienia się form narodowych i tematów wolnych od naśladowania wzorców europejskich. Początek tej tradycji, związanej z tematyką historyczną, dały dwa utwory – Agaj-Han Zygmunta Krasińskiego i Pamiątki Soplicy Henryka Rzewuskiego. Podobnie oryginalną pozycję artystyczną, zdaniem Marii Żmigrodzkiej, naówczas zajmował Michał Czajkowski; opowiadania ze wspomnianego zbiorku ujawniały prozatorskie wcielenie różnych wariantów poetyckiego ukrainizmu z poprzednich lat (np. dumek Józefa Zaleskiego czy Żmii Juliusza Słowackiego). Pisarz miał niepowtarzalną szansę stać się pionierem „szkoły ukraińskiej” w zakresie polskiej prozy romantycznej, lecz, jak się wydaje, mało interesowała go strona artystyczna literatury, chwyty i środki wyrazu, ważny był  aspekt ideologiczny, który niosło każde opowiadanie, obudowane misją polityczną i społeczną. Taki tok rozumowania znajduje potwierdzenie w sądach Marka Kwapiszewskiego:

&amp;nbsp;

„Obraz środowiska kozackiego kreował Czajkowski wyzyskując wczesnoromantyczne stereotypy »szkoły ukraińskiej« (szczególnie Bohdana Zaleskiego), opierał się na podaniach ludowych, pieśniach gminnych i folklorze szlacheckim (usiłując – pierwszy w literaturze polskiej – stworzyć prozatorską formułę ukrainizmu), ale też na ogól dość bezceremonialnie naginał historię do własnych koncepcji politycznych”[przypis]M. Kwapiszewski, Kozak romantyczny. Dzieje motywu, [w:] tegoż, Późny romantyzm i Ukraina. Z dziejów motywu i życia literackiego, Warszawa, 2006, s. 17.[/przypis].

&amp;nbsp;

Czajkowski, jak i inni pisarze pogranicza, budował swój model prozatorski (jak wspomniano wyżej – prozatorską formułę ukrainizmu), postulując pewne „wartości uniwersalne”, zbudowane jednak na gruncie lokalnej subkultury (polsko-kozackiej) i - w znacznej mierze -  na odwołaniach do własnej biografii. Model ten, w którym odzwierciedlił się swoisty kosmos artystyczny, wyrastał ze skłonności do mitologizacji przeszłości. Nie był to model całościowy i w pełni ukształtowany, choć jego elementy często dawały się zaobserwować w zewnętrznej płaszczyźnie utworu. Czasem treść mitu, widoczna bezpośrednio w narracji – powtarzalnej, emocjonalnej, uwznioślonej, magicznej,  skierowana jest na przekonanie czytelnika o słuszności myślenia mitycznego, czasem ujawnia się tylko na poziomie bardziej skomplikowanych struktur tekstowych – symboli i metafor. Tak więc mit staje się kodem, przy pomocy którego można odczytać twórczość prozatorską Sadyka Paszy.

&amp;nbsp;
Zaklinająca powtarzalność
Formułując pojęcie mitu jako opowieści o historii świętej, wydarzeniu, które miało miejsce w legendarnych czasach „początku”, Mircea Eliade zwrócił uwagę na podstawową funkcję mitu – nadanie znaczących i pouczających formuł wszystkim rytuałom i ważnym działaniom człowieka w każdym zakresie jego działalności. Człowiek „żyje” mitem, żyje w zasięgu jego świętej siły, przez cały czas wysławia wydarzenia, które przypomina i powtarza  w pamięci [298, c. 11, 13, 24]. Czajkowski stara się zbudować autorską wersję literacką powstania i istnienia lokalnego świata polsko-ukraińskiego, usiłuje znaleźć w historii świętej wytłumaczenie obecnego porządku rzeczy, prześledzić wpływ przeszłości na teraźniejszość, wykorzystując chwyty literackie, mające podłoże mitologiczne, m.in. chwyt powtórzenia:

&amp;nbsp;

„Nie chodzi tu bowiem tylko o wspominanie wydarzeń mitycznych, lecz o ich ponowienie. Na powrót obecni stają się bohaterowie mitu, my zaś jesteśmy im współcześni. Oznacza to również, że nie żyjemy już w czasie, w którym zdarzenia ułożone są chronologicznie, ale w czasie zaczątkowym, w którym zdarzenia miały miejsce po raz pierwszy. Właśnie dlatego można mówić o »wielkim czasie« mitu: jest to bowiem czas niezwykły i święty, czas, w którym coś nowego, wielkiego i znaczącego objawiło się w pełni. Przeżyć ten czas raz jeszcze, przywracać go tak często, jak to tylko możliwe, ponownie współuczestniczyć w spektaklu boskiej kreacji, spotkać znowu Istoty Nadnaturalne i przyjrzeć się ich stwórczej lekcji – oto pragnienie, które można wyczytać między wierszami we wszystkich rytualnych iteracjach mitów”[przypis]M. Eliade, Aspekty mitu. Przeł. P. Mrówczyński, Warszawa, 1998, s. 24.[/przypis].

&amp;nbsp;

Właśnie w taki sposób buduje mit jedności szlachecko-kozackiej w opowiadaniach ze zbioru Powieści kozackie Czajkowski. Pisarz ciągle wraca do mitycznej przeszłości. Jak zaznacza Andrzej Fabianowski, „praca literacka była zaś dla niego zawsze tylko funkcją wyborów politycznych, jakby beletrystyczną ilustracją jego koncepcji politycznej” w celu „restytucji Rzeczypospolitej w oparciu o wartości Kozaczyzny”[przypis]A. Fabianowski, Ukraina Michała Czajkowskiego, op.cit., s. 206.[/przypis]. Stąd też w różnorodnych modyfikacjach prezentuje polsko-ukraiński mit jedności narodów,  w którym Ukraina,

&amp;nbsp;

„…jak córka, nabechtana ładnymi słowy zwodziciela, opuści dom rodzicielski, ale niebawem opamięta się, pozna błąd i wróci do serc zawsze dla siebie otwartych. Wszystko przebaczone, wszystko puszczone w otchłań niepamięci; dwa bratnie narody kupią się w jedno możne, wielkie ciało i stawią groźne czoło wspólnym wrogom”[przypis]M. Czajkowski, Powieści kozackie, Kraków 2003, s. 108.[/przypis].

&amp;nbsp;

Mit ten charakteryzuje się kilkoma cechami: podłożem jest boski i ludowy czynnik, mit dotyczy dwóch narodów – polskiego i ukraińskiego (czasem tatarskiego), wyrasta ze skrzyżowania dwóch tradycji – polskiej szlacheckiej i ukraińskiej ludowej – oraz sławi „swoich” bohaterów – mądrego szlachcica, świadomego potrzeby symbiozy z Kozactwem, oraz Kozaka, oddającego życie w służbie Rzeczypospolitej. Ojczyzna Czajkowskiego to mit, bo przecież Polska była:

&amp;nbsp;

„ojczyzną mentalną, fantazmatyczną, budowaną przez pisarza w świecie własnej świadomości, idealizowaną, bo wywiedzioną z bohaterskiej przeszłości. [...] Ojczyzna była – bardzo romantycznie – danym przez historię zadaniem, którego rozwiązanie – kształt przyszłości, zależy tylko i jedynie od aktu woli i od czynów ludzi, rozumiejących ducha Kozaczyzny”[przypis]A. Fabianowski, Ukraina Michała Czajkowskiego, op.cit., s. 207, 208.[/przypis].

&amp;nbsp;

Mit Ojczyzny owładniętej przez wroga odznacza się również taką cechą, jak wspólnota militarna narodów, które ją zamieszkują. Tworzeniu tego mitu autor poświęca sporo uwagi, wiele razy w różnych utworach powtarzając apel nawołujący do jednoczenia się. W opowiadaniu Módlmy się a bijmy po trzykroć powtarza się mityczne hasło Kozaków — „Módlmy się, mordujmy zdrajców i bijmy wrogów naszej Ojczyzny”. Przy czym ostatni raz z ciekawą modyfikacją, charakterystyczną tylko dla Czajkowskiego: po słowach „módlmy się” pojawia się „trzymajmy się z Lachami”[przypis]M. Czajkowski, Powieści kozackie, op.cit., s. 71.[/przypis]. Hetman Chodkiewicz kończy swoje życie ziemskie w opowiadaniu Czajkowskiego słowami: „Póki Lach, Kozak, Litwin razem, pótyśmy wielcy i możni”[przypis]Ibidem, s. 66.[/przypis]. Nie raz mitologizacja historii odbywa się wskutek powtórzeń fraz na wzór: „Sława Bohu! Niech żyje Ataman! Niech żyje Kozaczyzna! Niech żyją bracia Lachy!”[przypis]Ibidem, s. 52.[/przypis], „...piękna Ukraina pokojem zakwitła, Lach z Kozakiem dłoń w dłoń się ściskali…”[przypis]Ibidem, s. 76.[/przypis] itd.

Jak widać, Czajkowski konsekwentnie realizuje swoje zadanie – przekonuje samego siebie i czytelnika o prawdziwości własnych rozpoznań, odtwarzając w tym celu wydarzenia historyczne w barwach idyllicznych, całkowicie nie przejmując się prawdą historyczną. W micie stworzonym przez Czajkowskiego nie tylko polskiej szlachcie zależy na jednoczeniu się z Kozakami – Kozacy także mają nadzieję, że poprzez swoje zwycięstwa wojenne zasłużą na łaskę Lachów, a wielki kołowrót historycznej niezgody, który wciąga zarówno polski, jak i ukraiński naród, wreszcie zostanie wstrzymany: „Lachy z Kozakami, co przed rokiem jak psy koło kości żarli się, a długi czas jak pies na kota patrzali na siebie z niechęcią, teraz jak pierwsi chrześcijanie w braterskiej zgodzie żyją, razem piją”[przypis]Ibidem, s. 54-55.[/przypis]. W opisanym micie ideologicznym pisarz maluje nie tylko mityczny obraz Kozaka lub idylliczne współistnienie Kozaka i szlachcica, ale także mityczny obraz Lacha, który dla dobra ojczyzny musi utrzymywać dobre stosunku z Kozakami i gotów jest nawet podzielić się częścią swoich przywilejów[przypis]Ibidem, s. 40.[/przypis].

&amp;nbsp;
Mit archaiczny 
W micie archaicznym stworzonym przez Czajkowskiego niezwykle ważną rolę odgrywa czasoprzestrzeń mityczna. Ta mityczna architektonika przestrzenna, najczęściej ukazana jako drzewo świata, związana jest z punktem centralnym, miejscem dziania się mitu. To swego rodzaju kosmos, przestrzeń oswojona, uporządkowana, przeciwstawiona  zewnętrznemu chaosowi. W opowiadaniu Mogiła rdzeniem staje się mogiła praprzodków, wokół której zbudowany jest otaczający świat; staje się ona centrum kosmosu, ośrodkiem świata znanego, „uświęconego” przez obecność duchów przeszłości. W kosmicznym schemacie wertykalnym (niebiańskie, ziemskie i podziemne) staje się ona osią, łączącą - sacrum i profanum. Mogiła staje się nie tylko symbolem kraju, ale wręcz jego alegorią. Krajem mogił, ukrywającym tajemnice metafizyczne, pamięć o kataklizmach historycznych, generujących istoty nadprzyrodzone. Ich pojawienie się ma służyć za przestrogę dla wszystkich tych, którzy oddalają się i zapominają o czasie mitycznym. Dawne arkadyjskie czasy – czasy hetmana Bogdana Różyńskiego, znamienne w historii jako okres pokojowego współistnienia Kozaków, Lachów i Tatarów, to jednocześnie epoka pierwotna, charakteryzująca się współistnieniem ludzi i istot nadprzyrodzonych, zbliżeniem światów, na pograniczu których umiejscowili się mediatorzy – czarodzieje i czarownice, ratujący świat przed złem.

Objawienie się świata sacrum w świecie profanum odbywa się w różnych wymiarach: poprzez obecność obiektów sakralnych, dualistyczną wiarę w świat ziemski i pozaziemski,  magię, sen rozumiany jak podróż do sacrum, wizje prorocze, ślepotę ludzką jako eufemistyczne wyobrażenie śmierci, przeżywane w stepie zjawisko fata morgana, epifanię.

Ostatni chwyt wykorzystał w swojej twórczości Czajkowski. Poprzez epifanię – sprowokowaną groźnymi zjawiskami przyrody, takimi jak grzmot, błyskawica, pożar itd. – ujawnia się w ziemskim świecie wola Boska. W Kościele w Grużyńcach nie ma zgody Najwyższego na ostateczne sprzymierzenie dwóch wrogich sobie stron – polskiej i kozackiej. W tym opowiadaniu symbolem pojednania miał być związek polskiej szlachcianki Anusi i ukraińskiego Kozaka Bohuna; o ich ślubie marzył nawet hetman koronny. Lecz poprzedzające wydarzenia doprowadziły do tragedii: Bohun stał się mordercą ojca Anusi i jej dwóch braci. Fakt ten ciąży na Kozaku i nawet w warunkach zgody wojujących obozów Anusia nie może uzyskać z zaświatów błogosławieństwa dla ich związku. Kara Boska dosięgła młodych, którzy się nie posłuchali głosu zmarłych;  schody do ołtarza zajęły się  ogniem od złotego promienia. Pojednanie na ziemi nie otrzymało wsparcia w niebie.

W micie archaicznym ważną rolę odgrywają mediatorzy-pośrednicy – istoty powołane do łączenia świata sacrum i profanum: czarownice w ich antropomorficznych i zoomorficznych wcieleniach, bohaterowie-wyrzutki, zepchnięci do przestrzeni antykultury. Mediatorem pomiędzy tymi światami jest legendarna postać, ulubiony bohater wielu polskich romantyków - Wernyhora. Czajkowskiego przedstawia go inaczej niż Lucjan Siemieński, Juliusz Słowacki i Antoni Marcinkowski. Wernyhora autora Ukrainek – osoba z pogranicza światów, natchniona przez samego Pana Boga – uświęca tu mit ideologiczny, tworzony w określonym celu: naród ukraiński ma się połączyć z narodem polskim w celu odbudowania wielkiej Ojczyzny – Rzeczypospolitej. O sposobach tworzenia takiego mitu będzie się mówiło dalej. Tu natomiast warto wspomnieć, iż obraz mędrca, pośrednika w przekazywaniu proroctw, oddany jest przy pomocy nadzwyczaj realistycznych rysów; bohater mityczny, ucieleśniający przesłanie ideologiczne został pozbawiony przez autora niezwykłości i wieszczej godności[przypis]Patrz szerzej: M. Kwapiszewski, Powieść historyczna z tezą. O „Wernyhorze” Michała Czajkowskiego, op. cit., s. 59-66.[/przypis].

Istotą nadludzką, posiadającą cechy nadprzyrodzone i ogromną siłę fizyczną, jest Kozak ukraiński – centralna postać Powieści kozackich, budująca oś lokalnego mikrokosmosu. M. in. w opowiadaniu Ataman Kunicki czytelnik obserwuje śmiałego szlachetnego wodza Kozaków ukraińskich, ponoszącego odpowiedzialność za zagładę własnego wojska i przyjmującego pokutę – śmierć z rąk pobratymców. Należy zwrócić uwagę, że nadzwyczajne cechy aktywizują się w ważnych dla kraju i narodu sytuacjach.

Mit archaiczny w Powieściach kozackich uzyskuje zabarwienie arkadyjskie. Arkadia Czajkowskiego to  – Ukraina. Ta ziemia przeważnie zachowuje cechy antycznego toposu, m. in. sielankowość czy muzykalność połączoną ze śpiewnością kultury miejscowej, bo przecież sam krajobraz i kultura narodu ukraińskiego określają semantykę wspomnianego toposu. Przyroda tu współistnieje z człowiekiem, odpowiada jego nastrojom, uczuciom i marzeniom, jak np. w opowiadaniu Swatanie Zaporożca. Ten raj na ziemi zamieszkuje prosty lud ukraiński – o czystej duszy, szczery w swoich uczuciach do Boga i do ziomków. Pisarz w ślad za polskimi romantykami szuka czystości, pierwotności, prawdziwej poezji, prawdziwej wiary – i wszystko to odnajduje w obrazie narodu ukraińskiego. Zdaniem narratora Powieści kozackich, ta pierwotna gromada, której nie dotknęło zło, żyje w symbiozie z Boskimi przykazaniami, są to „dzieci błogiej ziemi, czyści w uczuciach jak czysta dziewiczość ich stepów, nietknięta dotąd ręką ludzką; nim zaczną karmić zmysły weselem ziemskim, wprzód duszę chcą napoić modlitwą ku Twórcy, dziękczyć za Jego dary, błagać u stóp Najwyższego o puklerz przeciw złemu”[przypis]M. Czajkowski, Powieści kozackie, op.cit., s. 59.[/przypis]. Narrator również wypowiada przekonanie, że naród ukraiński nie zepsuty dobrami cywilizacji i oświatą, szczerze modli się do Boga, szczerze kocha i nienawidzi, weseli się i smuci.

W świecie artystycznym utworów Czajkowskiego mieszają się zasady chrześcijańskie, wyobrażenia pogańskie i przesądy ludowe. Mit archaiczny łączy wątki chrześcijańskie, a przede wszystkim pogańskie, zaczerpnięte z tradycji folklorystycznej – ustnej tradycji ludowej, z tradycji podań i ludowych wyobrażeń. Świat ukraińskiej demonologii ludowej, „fantastyki” ludowej, wierzeń narodu ukraińskiego w siły pozaziemskie, wcielony w różne formy życia ziemskiego, stawał się źródłem dwu wymiarów istnienia - sakralnego i infernalnego.

&amp;nbsp;
Mit ideologiczny
Znaczenie historiozoficzne instytucji Kozactwa w twórczości literackiej Czajkowskiego (Powieści kozackie, Wernyhora, Hetman Ukrainy, Stefan Czarniecki itd.) zostało rozpoznane w  pracach Marka Kwapiszewskiego oraz Andrzeja Fabianowskiego. Wystarczy podsumować ich uwagi i podkreślić, że charakter kozaczyzny ze względu na jej wolność, autentyzm, naturalność przyciągał uwagę romantyków; pozycja Kozaka w Siczy Zaporoskiej,  upodabniająca go do figury rycerza, determinowała zachwyt nad tą egzotyczną postacią. W spuściźnie twórczej Czajkowskiego Kozacy stają się sojusznikami Polaków: gloryfikowane są wspólne polsko-ukraińskie kampanie przeciwko wrogim siłom zewnętrznym (Tatarzy i Turcy), chwali się mityczne czasy idyllicznego współistnienia. Kozacy w artystycznej wizji Czajkowskiego istnieją przede wszystkim jako ideologicznie świadoma i lojalna społeczność potężnej Rzeczypospolitej, a sojusz wojskowy „synów jednej matki” potrzebny jest też, by naprawić błędy przeszłości i wystąpić przeciwko wspólnemu ciemięzcy – carskiej Rosji. Co więcej, autor uznawał Kozaków nie tylko za pełnoprawnych partnerów dawnej szlachty polskiej i ukraińskiej w Polsce, zarówno w życiu publicznym i prywatnym, ale i za siłę będącą w stanie podnieść moralnie i politycznie zniewolony naród polski[przypis]M. Kwapiszewski, Kozak romantyczny. Dzieje motywu, op. cit., s. 17-18.[/przypis]. Ideologicznie pożądaną pozycję Kozaków jako lojalnych sług i sojuszników wojskowych, ale bez wielkich ról i osiągnięć, podkreślał Michał Grabowski (Stanica Hulajpolska). Kozacy, którzy uwolnili się spod władzy z rąk swoich panów i utworzyli Sicz Zaporoską, to zgraja zbójców bez przyszłości. Mimo to w obrazowaniu postaci głównego bohatera – Kozaka – we wspomnianej powieści Grabowskiego w głosie narratora wyczuwalne są pozytywne nuty, podkreślające odwagę, siłę, pomysłowość, wytrwałość Kozaka-wiarusa. Punktem zwrotnym w literackiej historii Kozaków było powstanie pod wodzą Chmielnickiego (Stefan Czarniecki Michała Czajkowskiego, Z burzliwej chwili Teodora Tomasza Jeża,  Boży gniew Józefa Ignacego Kraszewskiego). W prozie pogranicza nie znalazło ono zrozumienia i było traktowane jako bunt, zdrada polskich interesów narodowych.

W celu sakralizacji idei jedności szlachecko-kozackiej Czajkowski używa wielu chwytów artystycznych. Przede wszystkim korzysta on z obrazu Wernyhory – postaci samej w sobie pogranicznej, gdyż obecnej w obu tradycjach – ukraińskiej ustnej, w postaci legendy bohatera kozackiego o niezwykłej sile, i polskiej tradycji pisanej, bo właśnie w niej utrwalono proroctwa Wernyhory, dotyczące przyszłego odrodzenia Rzeczypospolitej[przypis]F. Ziejka, Wernyhora, [w:] Słownik literatury polskiej XIX wieku, pod red. J. Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław 2009, s. 997–998.[/przypis]. Główne treści ideologiczne, przebijające w omawianej prozie ze słów i czynów Wernyhory,  dotyczyły obwieszczenia jedności polsko-ukraińskiej. Czajkowski stał się gorliwym wyznawcą przykazań zaczerpniętych z komentarza do publikacji zawierającej proroctwa Wernyhory („Patriota”,1830); za ich autora uważa się Joachima Lelewela: „Może w sprawie ojczyzny i wolności będziemy mieli szczęście walczyć i umierać na polach naddnieprzańskich, może nam pomoc tamtejszego ludu będzie pomocna, może siły naszego oręża będą za słabe, wtenczas użyjmy broni tego proroctwa”[przypis] Cyt. za: M. Kwapiszewski, Powieść historyczna z tezą..., op. cit., s. 63.[/przypis].

„Broń proroctwa” i samą postać wieszcza autor wykorzystuje dla nakreślenia idei jedności wszystkich grup etnicznych pod skrzydłami matki-Polski w walce o odrodzenie dawnej potęgi kraju. Czajkowski celowo przepisuje biografię Wernyhory, dodając informacje, jego zdaniem, niezbędne dla uwiarygodnienia postaci, nawet nie zauważając, jak bardzo dalekie są od prawdopodobieństwa. Tak oto, przyczyna przybycia Wernyhory na Ukrainę Lewobrzeżną z Prawobrzeżnej, podana w przypisach do tekstu, kryła się w misji specjalnej bohatera, wysłanego z Putywla w celu podżegania chłopów przeciwko ich panom. Jednakże przybywszy na polską Ukrainę, miał Wernyhora pokochać miejscową szlachtę polską, przylgnąwszy do niej ciałem i duszą[przypis]M. Czajkowski, Wernyhora, wieszcz ukraiński. Powieść historyczna z roku 1768, Paryż 1838, t. 1, s. 307.[/przypis]. Aurę tajemniczości i pograniczności figury, siłę mediacyjnego obrazu postaci wzmacnia fakt, że nie ma bezpośrednich obrazów ukraińskiego wieszcza. Pośrednio opisują go  chłopi i przedstawiciele szlachty. Obraz Wernyhory, który wyłania się z tych opisów, należy do obu światów; wieszcz jest przykładem człowieka należącego do obu światów, narodowości, kultur; człowiekiem, który nie odczuwa dyskomfortu z powodu swej heterogeniczności, wręcz przeciwnie – czuje się odpowiedzialny za losy swej „domowej” i „ideologicznej” ojczyzny. Tę dwoistość etniczną starca autor utrzymuje do końca powieści: prawie do finału nie jest jasne, czy Wernyhora to Kozak, czy Polak. Tworzywem mitu jest tu postulowane przez autora „podwójne” życie: mężczyzna był kiedyś esaułem zaporoskim, kocha wolność kozacką, a jednocześnie „powiadają, że niegdyś walczył pod koronnymi znaki”[przypis]M. Czajkowski, Wernyhora, wieszcz ukraiński..., op. cit., t. 1, s. 82.[/przypis] oraz przyjaźni się z polską szlachtą; jest prawosławny, ale nie odgradza się od katolicyzmu; mieszka samotnie na futorze, ale „z okolicznymi pankami tak żyje, jakby sam był panem, herbowym szlachcicem” i „chłopów wspiera i hojnym datkiem, i dobrą radą”[przypis]Ibidem, t. 1, s. 82, 83.[/przypis]. Jego imię sieje postrach, bo ciągnie się za nim sława czarownika, który „musi mieć z piekłem do czynienia, (...) a co ważniejsza, przyszłość nawet przepowiada”[przypis]Ibidem, t. 1, s. 83.[/przypis]. Na pozór prosty Kozak, włada Wernyhora językami wschodnimi, orientuje się w polityce, podróżuje, prowadzi działania agitacyjne, przez co szlachta uważa go za „ważną figurę”, „brata chana krymskiego” lub nawet „ambasadora rodziny saskiej”[przypis]Ibidem, t. 1, s. 84.[/przypis]. Okazując sympatię obu narodom, Wernyhora stwierdza: „Oni moi bracia, i wy moi bracia; oni teraz broją, wyście wprzódy broili. Moja ręka ani na was, ani na nich się nie podniesie”[przypis]Ibidem, t. 1, s. 73.[/przypis]. Pozorna neutralność obrazu, jego ponadetniczność i ponadstanowość, która miał służyć jako wyzwanie i model zachowania,  sakralizując jedność polsko-ukraińską, czasem ustępuje miejsca rzeczywistym poglądom autora, które, w taki czy inny sposób, z powodu niedostatecznego talentu pisarskiego Czajkowskiego, biorą górę nad tą neutralnością. Czekając wraz z konfederatami i przychylnymi Kozakami na wojsko rosyjskie Wernyhora (lub autor) nagle traci sympatię i zrozumienie dla buntu Hajdamaków i definiuje powstanie jako rebelię „czerni”: „Panowie bracia, dotąd wojowaliśmy z samym motłochem, A teraz przyjdzie spróbować się z porządniejszym wrogiem”[przypis]Ibidem, t. 2, s. 8.[/przypis]. Marek Kwapiszewski słusznie zauważył, że „sugestia dwoistości narodowej Wernyhory [...] potrzebna była autorowi do umotywowania neutralnego, niejako ponadpartyjnego stanowiska »wieszcza« w krwawych zmaganiach szlachty i hajdamaków”[przypis]M. Kwapiszewski, Powieść historyczna z tezą..., op. cit. , s. 64.[/przypis]. Należy dodać, że taki zabieg artystyczny ma charakter tworzywa mitycznego, ponieważ zapewnia wzorcową interpretację sytuacji historycznej i kulturowej, co w planach Czajkowskiego miało służyć jedności polsko-ukraińsko-kozackiej.

Najnowszy mit jedności szlachecko-kozackiej przebija także w powieści Stefan Czarniecki, gdzie ideologicznie poprawni Kozacy – „semeni” pod dowództwem Semena Tetery – służą wiernie Rzeczypospolitej, przez co cieszą się szacunkiem Czarneckiego i całej społeczności polskiej. Życzliwy, ojcowski stosunek Stefana Czarnieckiego do nich, a przy okazji – przychylność samego narratora, uzewnętrznia się w szczegółowym opisie tych nieco egzotycznych, niby „swoich”, choć „innych” żołnierzy. Przygotowania do bitwy i jej opis pozwoliły autorowi nie tylko na pokazanie odwagi wojska kozackiego, ale też na pokazanie jego tożsamości. Kozacy mają inny wygląd, mówią we własnym języku, modlą się w tradycji prawosławnej, idąc do boju, używają własnych symbolicznych konstrukcji słownych. W tej powieści mit jedności wspiera wizja sakramentu – małżeństwa. Unia polsko-ukraińska jest w rzeczy samej możliwa, tak jak spełnia się „niemożliwa” miłość kozaka pałacowego i córki polskiego magnata, Semen Tetera, nobilitowany za zasługi dla Rzeczypospolitej przez króla.  Przy okazji warto wspomnieć raz jeszcze opowiadanie Kościół w Grużyńcach ze zbioru Powieści kozackie. We wczesnej twórczości Czajkowskiego czynnik ideologiczny nie dominował tak znacząco nad prawdą historyczną, wiarygodnością czy nawet prymatem artystycznym. Ślub Kozaka i szlachcianki w związku z trudną historyczną przeszłością, skomplikowanymi stosunkami etnicznymi i rodzinnymi, nawet po otrzymaniu błogosławieństwa na ziemi nie może się spełnić. Ingerencja sił niebieskich łamie sojusz kozacko-polski. Natomiast w Stefanie Czarnieckim chęć stworzenia fikcyjnej (mitycznej) rzeczywistości, która odpowiadałaby ideologicznym poglądom pisarza, jest tak silna, że realia są odpowiednio preparowane: bohaterów nie obciąża przeszłość, akcja rozwija się tak, by mimo wszelkich trudności, wzlotów i upadków, porwań i podmian bohaterek, pokazać ideę przewodnią – sojusz kozacko-magnacki. W twórczości Czajkowskiego mit  istnieje jako strategia budowania tekstu lub ważna jego część.  Aby stworzyć pożądaną wizję świata weryfikuje się historię, rzeczywistość miesza się z fikcją literacką, folklorem, legendami i przesądami, symboliką chrześcijańską, a każdy z tych elementów jest równoważnym składnikiem lokalnego mitu.
</document>
<document nplp_id="1442" title="Doświadczyński nostro contemporaneo" slug="doswiadczynski-nostro-contemporaneo">I polonisti stranieri sono abituati (e, se non lo sono, sarebbe meglio che si abituassero) a far propria la considerazione della letteratura polacca come di una letteratura “minore”. Accettare “gombrowiczianamente” un tale punto di vista significa infatti da una parte rivendicare la dignità di tutte le letterature, anche quelle cosiddette “minori”[przypis]Mi permetto di rinviare qui a Luigi Marinelli, Kanony i kanonady. O kanonie “europejskim” i literaturach “mniejszych” (na przykładzie literatury polskiej) [Canons and cannonades. On „European” canon and „lesser” literatures (on the example of Polish Literature)], in Europejski kanon literacki. Dylematy XXI wieku, red. E. Wichrowa, Wydawnicwo UW, Warszawa 2012, pp. 90-106, dove tra l’altro mi riferisco ampiamente alle posizioni espresse da Gombrowicz su questi temi nel Diario (ad esempio nei saggi su Dante e su Sienkiewicz) e ovviamente nel romanzo Trans-Atlantyk.[/przypis]. Chi scrive è peraltro convinto che tutte le letterature lo siano, a fronte della “Letteratura” nel suo complesso, cioè quella particolare branca della cultura umana che ha a che fare – in tutte le epoche e in tutte le lingue –  con la scrittura creativa e con la durata nel tempo (della lettura e fruizione) di certi testi – scritti e orali – piuttosto che di altri. D’altra parte, accettare che si consideri “minore” una letteratura come quella polacca offre allo studioso altre due preziose opportunità:

 	cercare di convincere i “nativi” polacchi della relatività spazio-temporale del loro punto di vista, che cioè Słowacki wielkim poetą był, sì, ma magari solo per loro e quei (non molti) altri che lo conoscono;
 	che i giudizi di valore sulle opere, e perfino sull’insieme di una data letteratura, possono sempre essere discutibili e discussi, confutati e perfino rovesciati.

Il punto di vista – nel mio caso – di un polonista straniero, insomma, assomiglia a quello del protagonista del romanzo che sarà qui al centro delle nostre riflessioni, Mikołaj Doświadczyński, il quale – dopo aver conosciuto terre, persone e visioni del mondo lontane da quelle della propria origine e presso cui era stato educato – fa comunque ritorno alla sua dolce patria / “sweet home”, sì, ma trasformato, dal viaggio e dalle esperienze che porta simbolicamente nel suo stesso cognome, con una nuova consapevolezza, cioè, e un nuovo, forse più equilibrato senso delle cose, se non avesse avuto quegli altri termini di paragone.

&amp;nbsp;
§§§
Nel triennio 2001-2003, l’Editore Einaudi di Torino, storicamente il più importante editore di cultura nell’Italia del dopoguerra, pubblicò un’opera a carattere enciclopedico molto importante in cinque volumi, intitolata Il romanzo, a cura di Franco Moretti, comparatista alla Stanford University e fratello del noto regista Nanni Moretti. Nel 2004, anno dell’ingresso della Polonia nell’Unione Europea, dopo mezzo secolo dalle precedenti in Italia, uscì sempre presso Einaudi, la nuova Storia della letteratura polacca, a cura di chi scrive. Le due opere ovviamente non avevano quasi niente a che vedere l’una con l’altra e certamente casuale è anche il fatto che fossero state pubblicate dallo stesso grande editore. Ciò che si deve maggiormente sottolineare, infatti, è che la prima delle due – pur essendo un’opera di impianto “universalistico” – non trascurasse il romanzo polacco, e anzi contenesse ben due articoli dedicati esplicitamente a opere narrative della letteratura polacca: nel V volume (Lezioni) quello di Fredric Jameson, Il borghese fuori posto[przypis]Il cognome Doświadczyński (che in italiano tradussi, mi pare piuttosto letteralmente, come “d'Esperientis”) è chiaramente modellato su quello delle numerose figure e figurine, dai nomi altrettanto ammiccanti, presentate sulle colonne del &amp;lt;&amp;lt;Monitor&amp;gt;&amp;gt;, la principale rivista dell'illuminismo polacco, fondata, con altri, dallo stesso Ignacy Krasicki, che con maggiore o minore regolarità uscì bisettimanalmente fra il 1765 e il 1785. Eccone alcuni altri: Pustomyślska (Sig.ra Pensavuoto), Zygmunt Prawdzicki (Sigismondo Veritieri), Wygodnicki (de Comodis), Makaroński (de Maccheronis), Oszustoszczerecki (Sinceringanni), Lubożonski (Amamogli), Nieborakiewicz (de Miserellis) ecc. ecc. Da questo punto di vista la scelta del traduttore inglese di rendere il cognome del nostro Mikołaj/Nicholas con “Wisdom” non sembra felicissima, perché alle “esperienze” che rappresentano la chiave di volta nel romanzo di formazione del protagonista e il nucleo stesso della sua trama avventurosa (v. nel titolo: Przygody/Adventures), sostituisce l’esito del difficile e incerto raggiungimento di una pacata “saggezza” realistica, cioè al tempo stesso né cinica né utopica, nel suo veloce finale.[/przypis], poi pubblicato in inglese col titolo A Businessman in Love[przypis]Nella traduzione americana del compendio di Moretti, pubblicata cinque anni dopo, il titolo di questo saggio sarebbe stato variato in: F. Jameson, A Businessman in Love, in The Novel, vol. 2. Forms and Themes, edited by F. Moretti, Princeton University Press, Princeton 2007, pp. 437-446, e da questa versione tradotto anche in polacco: Zakochany Biznesmen, in “Teksty Drugie”, 2010 nr.1/2, pp. 267-277.[/przypis]:
Nel suo bel saggio, Jameson si lanciava all’inizio in un’invettiva che non può non far piacere al lettore polonista o comunque polonofilo:

&amp;nbsp;

CITARE LA VERSIONE INGLESE!

Kiedy zastanawiam się, dlaczego tak niezwykła powieść, jak Lalka Bolesława Prusa (Aleksandra Głowackiego) jest tak mało znana, tak rzadko czytana na Zachodzie, pierwsza, nieuchronnie się nasuwająca odpowiedź wskazuje na język polski jako tzw. język „małej mocy” (small-power languages). Nie zmienia tego fakt, że jest to najstarszy słowiański język literacki, z bogatą literaturą renesansową datującą się od czasu, kiedy Polska była największym krajem w Europie; język, który szczyci się najznakomitszym romantycznym poetą europejskim (jego poezja odegra ważną rolę w Lalce)[przypis]F. Jameson, A Businessman in Love, op. cit., p. 437.[/przypis].

&amp;nbsp;

L’altro saggio dedicato a un romanzo polacco nella silloge di Franco Moretti era per l’appunto, nel III volume (Storia e geografia), quello di Helena Goscilo, Polonia 1776. Ignacy Krasicki, Le avventure di Niccolò d’Esperientis, che fin dalle prime righe sottolineava, quasi a mo’ di provocazione, che „il 1776 vide la nascita non solo degli Stati Uniti ma anche del romanzo polacco, con le eleganti Avventure di Niccolò d’Esperientis di Ignacy Krasicki”[przypis]H. Goscilo, Polonia 1776. Ignacy Krasicki, Le avventure di Niccolò d’Esperientis, in AAVV, Il romanzo, a c. di F. Moretti, vol. III. Storia e geografia, Einaudi, Torino 2003, pp. 533-539 (la citazione da p. 533).[/przypis]. Helena Goscilo, slavista e comparatista presso la Ohio State University,  aveva del resto già introdotto con un più ampio articolo la versione americana del romanzo di Krasicki, dove rivendicava la piena europeicità del primo romanzo polacco, originale pur nella sua allora scontata imitazione dei precedenti modelli inglesi e francesi:  “The Adventures is read most fruitfully in the context of West European literature on which it drew heavily for inspiration at a time when fiction was thoroughly cosmopolitan and ther concept of originaly had yet to esatblish itself”[przypis]Cfr. H. Goscilo, Introduction, in I. Krasicki, The Adventures of Mr. Nicholas Wisdom, transl. by Th. H: Hoisington, NUP, Evanston – Illinois 1992. Qui nel testo le citazioni più ampie dal romanzo provengono da questa edizione, con indicati fra parentesi il numero del Libro, del Capitolo e il relativo numero di pagina/e.[/przypis].

Oggi mi chiedo se il fatto che io avessi tradotto in italiano il romanzo di Krasicki nel 1997 non abbia in qualche misura influito all’epoca sulla decisione di Franco Moretti di inserire nell’opus magnum da lui curato un articolo dedicato proprio alle Avventure di Niccolò d’Esperientis e, fra la presunzione di una risposta tutta affermativa e la forse eccessiva modestia di un parere che attribuisca solo al caso una tale coincidenza, preferisco pensare che vi sia stata una congiunzione astrale favorevole tra la fattiva sensibilità di un comparatista e di una slavista di origini europee, ma entrambi operanti negli Stati Uniti (Moretti e Goscilo), e il punto di vista, allora come ora, di un polonista italiano, che – anche di contro i pareri invalsi dei più e lo stesso canone scolastico in Polonia –  intendeva e intende considerare il primo romanzo polacco non opera minore di una letteratura minore, ma opera interessante, divertente, istruttiva, attuale, e quindi “utile e dilettevole” anche per noi oggi. Il romanzo di Krasicki rappresenta infatti il brillante inizio di una tradizione narrativa otto-novecentesca al tempo stesso pienamente europea e pienamente polacca o, per meglio dire, pienamente europea proprio perché pienamente polacca e viceversa.

Per questo c’è da augurarsi che se, come notava Teresa Kostkiewiczowa proprio nell’anno in cui la tradussi in Italia, “questo romanzo continua a incuriosire gli studiosi, anche stranieri, fino ad oggi” (“badaczy, również obcych, powieść ta intryguje do dziś”)[przypis]Teresa Kostkiewiczowa, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, in Eadem, Studia o Krasickim, IBL, Warszawa 1997, p. 98. Della stessa studiosa varsaviana si veda anche il saggio precedentemente pubblicato in lingua francese: Ignacy Krasicki et son roman Aventures de Nicolas Doświadczyński, &amp;lt;&amp;lt;Literary Studies in Poland&amp;gt;&amp;gt;, XXIII, Jan Potocki and the Writers of Enlightenment, Wrocław, Ossolineum, 1990, pp. 93-115.[/przypis], Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki possa essere una lettura intrigante anche per i semplici lettori di oggi e del futuro, i quali fra gli ammonimenti del saggio Xaoo di Nipu o di altri personaggi del romanzo, e fra le avventure e le disavventure del nostro Mikołaj, potranno sempre trovare qualcosa che risulti loro immediatamente comprensibile e assolutamente moderno, se non “contemporaneo”. Prima fra tutte, forse, la propensione (involontariamente?) all’”utopia negativa” o addirittura “distopica” del romanzo (ne accennava già la citata Goscilo e ne hanno scritto più diffusamente Ciccarini e Maniscalco Basile[przypis]Cfr. Marina Ciccarini, Gianni Maniscalco Basile, Agli albori dell’utopia negativa: le Avventure di Niccolò d’Esperientis, in AAVV, Nel mondo degli Slavi. Incontri e dialoghi tra culture. Studi in onore di Giovanna Brogi Bercoff, a c. di M. DI Salvo, G. Moracci, G. Siedina, vol. I, FUP, Firenze 2008, pp. 95-110.[/przypis]) che, pur parlando dei mali e dei guai infiniti di una Polonia (di un mondo) ormai sull’orlo del baratro, a quei mali e guai non contrappone se non sulla carta e “per modo di dire” un mondo ideale (Nipu, “An Island on which all becomes clear”– avrebbe scritto Wisława Szymborska  due secoli dopo in Utopia, dalla raccolta: Wielka liczba – A Great Number)[przypis]W. Szymborska, Utopia, in Eadem, Poezje/Poems, transl. And ed. By M. J. Krynski, R. A. Maguire, WL, Kraków 1989, pp. 204-206.[/przypis], un’isola che alla fin fine – col suo ordine severo, rigoroso e noioso – si rivela assai peggio del mondo reale, preferendo il nostro protagonista riimmergersi nuovamente e – sempre Szymborska –  “with no return” (bezpowrotnie), ma con una nuova consapevolezza “in a life that’s not for comprehending” (“w życiu nie do pojęcia”, Szymborska, Utopia), qual era senz’altro la vita nella Polonia di fine Settecento, e qual è del resto ogni vita, anche la nostra…

&amp;nbsp;
***
Romanzo educativo e di formazione, romanzo utopico e robinsonade, romanzo satirico e di costume, romanzo filosofico e di avventure (meno dispersivamente di noi, a suo tempo Jan Kott parlava dell'unione in Doświadczyński di tre generi letterari: biografia, viaggio filosofico e roman pedagogico)[przypis]Cfr. J. Kott, Wokół Doświadczyńskiego. Z zagadnień powieści polskiego Oświecenia [lntomo a Doświadczyński. Sui problemi del romanzo illuministico polacco], in AA.VV., Prace o literaturze i teatrze ofiarowane Zygmuntowi Szweykowskiemu, Ossolineum, Wrocław 1966, p. 59.[/przypis]. E anche qui, nonostante la ben evidente costruzione simmetrica e circolare delle sue tre parti (che in qualche misura parrebbero perfino lontanamente ricordare una sorta di schema “dantesco”), si potrebbe oggi proporne una lettura svincolata dalla logica rigorosa (e didascalica) che lo governa, quasi fosse un romanzo-collage (come avrebbero detto i critici post-strutturalisti), e certo ne rimarrebbero le parti narrativamente più felici: quelle satiriche del Libro primo ( se non altro la gotta patriottica e le frequenti commozioni alcooliche del babbo di Niccolò, le esilaranti scene tribunalesche, la fervida vita mondana della Parigi rococò, ma forse anche l’horridus delle miniere d'argento di Potosì nel libro III, e certe massime del saggio Xaoo, fatte di quei piccoli grandi valori, ideali e varia umanità, che raramente, ma ancora oggi, s’incontrano in qualche isola felice.

L’isolano primitivo, frutto dell’immaginazione utopica del Principe Vescovo di Varmia Ignacy Krasicki, non giungerà ovviamente all’estrema conclusione sulla civiltà europea, alla quale giunse più d’un secolo più tardi Tuiavii of Tiavea, il saggio capo indigeno dell’isola di Samoa, che agli inizi del ‘900 – almeno a detta del “raccoglitore” (suggeritore?) dei suoi Discorsi, lo scrittore tedesco Erich Scheurmann –  aveva compiuto un viaggio in Europa, venendo a contatto con gli usi e costumi del “Papalagi”, l’uomo bianco. Per Tuiavii: “The Papalagi proves us by himself, that thinking is a severe disease, decreasing the value of a man manifold”[przypis]Fonte: Speeches of Tuiavii of Tiavea, a South Sea Chief, The Papalagi, recorded by Erich Scheurman, published by Real Free Press International, Oude Neuwstraat 10, Amsterdam 1974 (online: http://archive.is/zoXeL#selection-675.0-717.4). (in ital. cfr. Tuiavii di Tiavea, Papalagi, StampaAltemativa, Roma 1992, p. 58).[/przypis]. Candido, Gulliver, il nostro Doświadczyński/Wisdom, non avrebbero mai potuto incontrare nessun utopico isolano in grado di minare lo stesso fondamento delle nostre società di cultura: il raziocinio. Eppure anche nelle massime pacate e assennate del buon selvaggio Xaoo troviamo espressioni di intransigente denuncia degli usi e abusi sociali dell’intelligenza:

&amp;nbsp;

Your tainted intellect has concocted some sort of curious studies that we by the grace of the Supreme Being do not have or wish to have here (Book Two, Chapter Four, p. 69).

&amp;nbsp;

O ancora:

&amp;nbsp;

First of all, your education, in terms of both objectives and methods, is perverse. Second, you impede its progress by becoming encumbered with petty matters. Third, you are overconfident about your powers of reasoning. All kind of prejudice cloud your intellect. Fourth, fickleness and thoughtlessness guide and take control of you. Lastly, an entirely unjustifiable ambition has blinded all of you to such a degree that you have an extremely high opinion of yourselves. Therefore, you take for granted, on the one hand, that your inner excellence is lacking in nothing and, on the other, that to satisfy your outer happiness you are in need of everything. […] In short, the greater value you place on yourselves, the unhappier you become (Book Two, Chapter Six, pp. 75-76).

&amp;nbsp;

Forse dunque è per questa lezione di buon senso sul rapporto non sempre direttamente proporzionale tra civiltà e intelletto da una parte e umanità e felicità dall’altra, che ancora oggi possiamo leggere in modo utile e dilettevole, come si diceva allora, il romanzo utopico settecentesco[przypis]Su questo tema vale proprio la pena di leggere il breve, intenso capitolo Progres et Utopie nel bel libro di Frederic Rouvillois, L'invention du progres. Aux origines de la pensee totalitaire (I 680-17 30 ), Paris, Kimé, 1996, pp. 79-92.[/przypis] e far ancora tesoro delle avventure ed esperienze del nostro Doświadczyński/Wisdom.

&amp;nbsp;
***
Ignacy Krasicki, nato nel 1735 nei pressi di Sanok (Polonia sud-orientale, o meglio Rutenia) e morto a Berlino nel 1801, nel lemma enciclopedico di uno dei principali dizionari della letteratura polacca appare come «poeta, prosatore, pubblicista, commediografo, il più illustre rappresentante della letteratura dell'illuminismo polacco, chiamato dai contemporanei "Prince of Poets"»[przypis]Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, vol. l, Warszawa, PWN, 1984, s. v. "Krasicki".[/przypis]. II criptonimo X.B.W. (Principe Vescovo di Varmia), col quale Krasicki firmò molte opere e articoli pubblicistici, sta come a sottolineare la sua appartenenza ai ranghi più elevati del Primo e Secondo Stato nella Polonia dell'epoca. In realtà si trattò di una carriera all'inizio tutta da costruire e, ciò che più conta, costruita anche grazie alla più aspra critica proprio dei due ceti, ecclesiastico e aristocratico, alla cui élite Krasicki aspirava ad appartenere, e alla fine appartenne. La sua adesione al classicismo propugnato alla corte dell'ultimo re di Varsavia, Stanislao Augusto Poniatowski, e il suo maggior negozio coi generi della letteratura "impegnata" prediletti da quel canone estetico (satira, favola, epica - quest'ultima invero non troppo riuscita -, poema eroicomico, questo sì, riuscito, a motivo della sua innata, faconda propensione all'estro e all'ironia) sono segni di una ben precisa scelta di campo. Furono del resto la sua carta vincente. E non per caso, allora, il periodo d'oro dell'attività letteraria di Krasicki, racchiusa nel decennio 1775-1785, coincide, negli anni immediatamente successivi alla prima parziale spartizione della Polonia fra Prussia, Austria e Russia (1772), con la fase più intensa di quel grandioso e vano tentativo di ricostruzione politica e culturale della Repubblica nobiliare, il cui centro vitale furono proprio la corte del re Stanislao Augusto e tutte Ie sue emanazioni in campo culturale, a cominciare dalla pubblicistica del «Monitor». L'utilitarismo pedagogico sostenuto dall'ala classicista deli'illuminismo polacco fece poi sì che proprio il suo maggior artefice comprendesse più di tutti l'importanza di generi letterari nuovi, trascurati o addirittura disprezzati dal canone estetico del classicismo. Da questo "utilitaristico" colpo di genio del Principe Vescovo di Varmia nacque il romanzo polacco moderno.

&amp;nbsp;
***
Il romanzo di Krasicki[przypis]Il titolo completo dell'originale polacco nella prima edizione suonava: Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, przez niego samego opisane, na trzy księgi rozdzielone [Avventure di Niccolo d'Esperientis, da lui stesso narrate e divise in libri tre], Warszawa, Gröll, 1776.[/przypis] riscosse un successo enorme nella Polonia in via di dissoluzione della seconda metà del '700. II libro ebbe quattro edizioni in tre anni (di cui una “corsara” a Leopoli nel 1779) e, nello stesso anno di uscita, fu tradotto e pubblicato in tedesco (Begebenheiten des Nicol. Doświadczyński, Warschau 1776). Nel 1818 poi ne sarebbe seguita una versione francese.

Dopo una lunga e fortunata serie di traduzioni dei più famosi romanzi europei del secolo dei Lumi, fu dunque proprio il Doświadczyński a dar origine a una successione di filiazioni indigene, ad opera dello stesso Krasicki e di altri, che segnarono l'ingresso in massa del "disprezzato genere" del romanzo anche nella letteratura polacca[przypis]A parte la "continuazione" del Doświadczyński nel romanzo "morale" dello stesso Krasicki Pan Podstoli [Il Signor Sottoscalco], pubblicato a Varsavia neł 1778, il più diretto discendente della genealogia dei Wisdom/Doświadczyński fu senz'altro Wojciech Zdarzyński [Adalberto degli Eventi] di Michał Dymitr Krajewski (Varsavia 1785), il cui schema fabulare è direttamente modellato su quello del primo romanzo krasickiano e dove, nelle ancora più diffuse reminiscenze swiftiane, vengono ulteriormente accentuate Ie caratteristiche del genere utopico e la satira sociale.[/przypis]. In tal senso potremmo arrischiare per Krasicki la definizione di "nomoteta" del romanzo polacco. Fra coloro che nel recente passato hanno seguito con particolare cura e dedizione Ie vicende della prosa narrativa settecentesca in Polonia, e di Krasicki in particolare, è stato l’italiano Sante Graciotti, ai cui studi, importanti e illuminanti, rimandiamo anche noi con piacere[przypis]Cfr. Sante Graciotti, II vecchio e il nuovo nel «Pan Podstoli» di Krasicki, &amp;lt;&amp;lt;Ricerche slavistiche&amp;gt;&amp;gt; VII, 1959, pp. 63-136; Attorno al «Polak w Paryżu», in AA.VV., Studi in onore di E. Lo Gatto e G. Maver, Firenze, Sansoni, 1962, pp. 299-312; Sulla biblioteca di Krasicki. II registro di Sucha e il fondo della Collegiata di Łowicz, &amp;lt;&amp;lt;Ricerche slavistiche&amp;gt;&amp;gt; X, 1962, pp. 75-119; Krasicki et la culture de son temps: de la pédagogie a la poésie, in AA.VV., Literatura. Komparatystyka. Folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu, Warszawa 1968, pp. 212-252; Inwentarz biblioteki Ignacego Krasickiego [Inventario della biblioteca di I. Krasicki) (coautore: J. Rudnicka), Wrocław, Ossolineum, 1973; L'utopia nella letteratura dell' llluminismo polacco, &amp;lt;&amp;lt;Ricerche slavistiche&amp;gt;&amp;gt; XXII-XXIII, 1975-1976, pp. 179-206; &amp;lt;&amp;lt;Pamiętniki filozofa samotnika&amp;gt;&amp;gt; Piotra Chiariego, [La traduzione polacca dell' &amp;lt;&amp;lt;Uomo di un altro mondo&amp;gt;&amp;gt; dell' Abate Chiari], &amp;lt;&amp;lt;Slavia&amp;gt;&amp;gt; XLV, 1976 n. 3, pp. 277-281; Introduzione a: I. Krasicki, Wybór liryków [Liriche scelte], Wrocław, Ossolineum, 1985, pp. III-L; L'idea di popolo e nazione nel Settecento polacco tra il mito nobiliare e l'utopia democratica, in AA.VV., Cultura e nazione tra Italia e Polonia dal Rinascimento all'Illuminismo, Firenze, Olschki, 1986, pp. 97-120; II classicismo antropologico di Krasicki ovvero Luciano contra Plutarco, &amp;lt;&amp;lt;Europa Orientalis&amp;gt;&amp;gt; X, 1991, pp. 7-26; L'utopia nell'opera di Ignacy Krasicki, &amp;lt;&amp;lt;Rivista di Letterature moderne e comparate&amp;gt;&amp;gt; XLVII, 1994 n. 2, pp.115- 134.[/przypis].

Ricordiamo tuttavia alcuni fatti, perché il lettore inesperto di Doswiadczynski e affini possa almeno avere un generico quadro della situazione. I passi da gigante fatti dal romanzo polacco nella seconda metà del '700, e in particolare fino al "nomoteta" Krasicki, sono infatti palesemente riconoscibili mettendo semplicemente a confronto certe date, grazie all'ottima Bibliografia del romanzo polacco 1601-1800 redatta da Jadwiga Rudnicka e all'indispensabile commento storico-letterario fattone da Zofia Sinko nel suo libro su Il romanzo europeo occidentale nella cultura letteraria dell'llluminismo polacco[przypis]Cfr. J. Rudnicka, Bibliografia powieści polskiej 1601-1800, Wrocław, Ossolineum, 1964; Z. Sinko, Powieść zachodnioeuropejska w kulturze literackiej polskiego Oświecenia, Wrocław, Ossolineum, 1968.[/przypis]. Particolarmente tumultuosa e la prima fase in cui alle nuove traduzioni si affiancano numerose riedizioni di romanzi ancora di origine medievale (Alessandro, Ottone, Magellona, Melusina ecc.). In questa fase che si può considerare racchiusa tra Ie date del 1750, anno della prima versione in prosa del Télémaque di Fenelon e il 1777, in cui esce a Vilna la traduzione di Le diable boiteaux di Lesage (del quale nel 1769 era già apparsa anche una versione di Gil Blas), troviamo tradotti in polacco: La vita della contessa svedese von G. di Christian Gellert (1755), Manon Lescaut di Prévost (1769), Robinson Crusoe di Defoe (1769, dall'adattamento francese del Feutry), Belisario (1769) e i Racconti morali di Marmontel (1776), Zadig di Voltaire (1773, e altre quattro edizioni fino al 1790) ecc. ecc.

Proprio considerando questa commistione di “vecchio” e “nuovo” nel romanzo dell'età stanislaviana fino a Krasicki (che del resto non fa che continuare un trend tipico del sistema letterario polacco nel Settecento, assai forte già in epoca sassone[przypis]Cfr. P. Buchwald Pelcowa, „Stare” i „nowe” w czasach saskich, in AAVV, Problemy literatury staropolskiej 3, red. J. Pelc, Ossolineum, Wrocław 1978, pp. 95-143. Del resto come non essere d’accordo con chi ritiene che ogni epoca della cultura, dell’arte, della letteratura sia sempre costituita da una variegata mistura di „vecchio” e „nuovo”? (cfr. ad es. Jan Białostocki, „Stare” i „nowe” w myśli o sztuce, in Idem, Refleksje i syntezy ze świata sztuki, Warszawa 1978; oppure Ryszard Nycz sul rapporto inclusivo del postmodernismo verso il modernismo, in Idem, Język modernizmu. Prolegomena historycznoliterackie, III ed., WNUMK, Toruń 2013, in particolare pp. 44-47).[/przypis], forse il periodo più “sperimentale” di tutta la storia della letteratura polacca, Jan Kott, nel suo citato articolo di cinquant’anni fa, proponeva la metafora dei due orologi, dei quali uno segnava la contemporaneità polacca, l'altro quella europea[przypis]Cfr. J. Kott, op. cit., pp. 40-41.[/przypis]. In tal senso, continuando la metafora, si potrebbe anche dire che Krasicki col suo Doświadczyński abbia voluto come sincronizzare Ie due pendole del romanzo polacco a un orario, per così dire, di compromesso: spostando un po' indietro Ie lancette dell'orologio europeo (all'epoca di Robinson, Gulliver e Candido) e facendo avanzare quelle dell'orologio polacco, di più secoli nel caso degli anonimi Alessandri e Ponziani, e di almeno un secolo, nel caso del Calloandro del Marini (riedito per l'ultima volta in polacco nel 1762) e di Ciro e Clelia della de Scudery, fino al quasi contemporaneo Doświadczyński. E del resto è assai significativo che la grande stagione della prosa illuminista francese e inglese in Polonia sarà proprio quella immediatamente successiva, con Ie traduzioni di Candido ( 1780) e di quasi tutti i racconti di Voltaire, del Gulliver di Swift (1784), di Roderyck Random di Smollet(1785), di Joseph Andrews e di Amelia (entrambi nel1787) e più tardi del Tom Jones (1793) di Fielding, ecc.

Come notavano ancora Jan Kott e, dopo di lui, Zofia Sinko[przypis]Cfr. J. Kott, ivi, pp. 48-51; Z. Sinko, op .cit., pp. 153-167.[/przypis], non c'è posto in questa lista per i romanzi di Richardson. Eppure uno dei maggiori editori dell'epoca, il varsaviano Gröll, nei suoi cataloghi del 1769, 1770 e 1772 aveva annunciato l'uscita in 17 volumi di Pamela, Clarissa Harlowe e Grandison, che poi non videro mai la luce in lingua polacca. Significativo anche che nella Polonia del XVIII secolo non furono tradotti né il Viaggio sentimentale di Sterne, né il Werther di Goethe, né La Nouvelle Heloise di Rousseau (quest'ultima fu anzi considerata dal «Monitor» del 1770 uno dei libri empi della nuova epoca).

Vi sono fondamentali motivi sociologici e storici tout court dietro queste scelte di vasta portata storico-letteraria. Tuttavia a mio modesto avviso si potrebbe anche dire che fu proprio il Doświadczyński di Krasicki, col suo messaggio eminentemente pedagogico e sociale, a bloccare significativamente l'ingresso in Polonia del romanzo sentimentale e psicologico[przypis]Non intendiamo dire che non ci siano stati in Polonia, anche prima di Krasicki, tentativi in direzione del genere sentimentale alla Richardson (è il caso almeno del bizzarro Giunta alle «Note giovevoli alla completa felicità di chi si accasa&amp;gt;&amp;gt; [Przydatek do «Uwag zupełnemu stanowiących się szczęściu służących», 1746], romanzo epistolare di Aleksander Paweł Zatorski); né che in seguito non vi sarà un vero e proprio romanzo sentimentale, sviluppatosi all'inizio dell'Ottocento e giunto al suo apice nelle opere di Maria Wirtemberska, specie nel suo capolavoro Malvina, o la perspicacia del cuore [Malwina, czyli domyślność serca, 1816). Intendiamo altresì affermare che il modello del romanzo pedagogico-morale instaurato da Krasicki col suo Doświadczyński è stato quello ampiamente dominante per tutto il corso della letteratura polacca, realisti e naturalisti del cosiddetto Positivismo compresi, ovviamente. È solo nella fase della Giovane Polonia [Młoda Polska] che la prosa psicologica sembra prendersi una temporanea rivincita nel romanzo polacco, benché anche qui la problematica interiore si trovi spesso appaiata con quella filosofico-esistenziale (Berent) o addirittura con quella politica (Strug).[/przypis]. Se guardiamo alla trama del nostro romanzo, non vi troveremo niente o quasi niente sulla vita interiore del protagonista e degli altri personaggi. Il Principe Vescovo di Varmia avrebbe certamente sottoscritto il giudizio espresso dal quasi contemporaneo Novalis nei suoi Frammenti di estetica, secondo cui «i romanzi sentimentali appartengono alia medicina, alia storia delie malattie»[przypis]Cito nella traduzione di Enrico Pocar, dall'edizione: Novalis, Frammenti, introd. E. Paci, Milano, BUR, 1976, p. 326.[/przypis]. Ed ecco che anche il breve idillio amoroso con Julie, a Krasicki serve da una parte amettere alla berlina il romanzo barocco, così in voga ancora in piena età stanislaviana in Polonia, dall'altra a prevenire, con l'arma finissima di un finto realismo quasi-borghese, lo sviluppo del romanzo sentimentale:

&amp;nbsp;

Had I wished to adhere to the style of romances, I would have made a fourth book out of Julie’s story. […] Julie’s experiences were not so extraordinary as that: an aunt took her out of the convent and brought her to Lithuania. A wealthy widower made her acquaintance, liked her, wished to marry her, and did so. Having no close relatives of his own, he bequeathed his fortune to her and in a year’s time died himself (Book Three, Chapter Seventeen)

&amp;nbsp;

Dunque il romanzo come arma sociale e pedagogica: nella Polonia di Stanislao Augusto sono gli anni della K.E.N., la Commissione per l'Istruzione Nazionale, primo ministero per l'educazione pubblica in Europa, e sono gli anni del grande dibattito socio-politico e istituzionale seguito alla prima delle tre spartizioni; quel dibattito che, si può dire, sfocerà da una parte nella Carta Costituzionale del 3 maggio 1791, dall'altra, nel 1795, nel definitivo smembramento del Regno fra Ie tre potenze confinanti. Una scelta, quella di Krasicki, evidentemente ancorata alla più immediata contemporaneità, ma che in fondo, con qualche luminosa eccezione (Schulz, più che Gombrowicz, il quale anzi, per tanti versi – tra l’altro per la costruzione circolare e tripartita del suo capolavoro Ferdydurke, anche questo un romanzo di formazione – potrebbe essere perfino considerato un erede quasi diretto del Principe Vescovo di Varmia), avrà effetti su tutta l'ulteriore evoluzione della prosa narrativa polacca, fin quasi ai nostri giorni. Caso evidente quello dei «romanzi sacco» di Witkiewicz, che aspirano dichiaratamente al rango di romanzi filosofici e non per caso presentano un forte elemento, direi, “distopico” che, pur nel loro modo bizzarro e verboso, ne determina la valenza sociale e pedagogica. E che dire dei generi del romanzo-saggio, della «prosa parlata» e del reportage, che tanta fortuna hanno riscosso nella narrativa polacca contemporanea, da Brandys a Kapuściński, da Wat a Andrzejewski, a Herling-Grudziński?

Anche in questo, allora, e grazie al suo miglior fabbro, Ignacy Krasicki, l'illuminismo in Polonia sembra davvero essere la «soglia della contemporaneità»[przypis]Cfr. Teresa Kostkiewiczowa, Oświecenie - próg naszej współczesności, Warszawa, Semper, 1994.[/przypis], se vogliamo usare la bella immagine che dà il titolo a un libro recente della massima studiosa del Settecento polacco, la quale del resto era anch’essa convinta che “in quanto primo romanzo polacco moderno, Doświadczyński mostrò la strada e le possibilità di sviluppo di questo genere nelle lettere polacche”[przypis]T. Kostkiewiczowa, Mikołaja Doświadczyńskiego wypadki - propozycja lektury, in Eadem, Studia o Kraskickim, cit. p. 98.[/przypis].

Leggere oggi Ie avventure e i casi del primo eroe del romanzo polacco moderno con un occhio tenuto fermo sulla nostra stessa contemporaneità non sarà poi dunque un'operazione tanto anacronistica e immotivata: siamo infatti proprio sicuri che certe sedute della Dieta, descritte in questo romanzo del 1776 siano del tutto diverse da quelle di tanti parlamenti e altri consessi politici di oggi? E la giustizia dei tribunali in tante parti del mondo (ferrea coi poveracci e assai meno coi ricchi e potenti di ogni risma) è davvero tanto evoluta rispetto a quella della Polonia ancora “sarmatica”? E c’è differenza tra i maîtres-à-penser Damon e Fickiewicz del nostro “romanzo utopico” e certi “intellettuali mediatici tuttologi” dei nostri giorni, onnipresenti su giornali, internet e televisioni? E il rapporto che nelle nostre società dell’”immagine” e del “success” si tende oggi ad avere con l’istruzione e la cultura in genere, è tanto diverso da quello che avevano padre, madre e servitù del nostro piccolo Nicholas?

&amp;nbsp;

Education. I could hardly consider it something good, since I was threatened with it as thug it were a punishment. I thus came to the conclusion that it could not help but be something unpleasant and painful. Having never seen anyone in our house read from a book except in church, I had supposed that the happiness of adults was founded on not having to study (Book One, Chapter Two, p. 13)

&amp;nbsp;
***
Fra gli ammonimenti di Xaoo al nostro Doświadczyński, tutti in fondo improntati a tollerante buon senso e moderazione, uno colpisce per l'estrema veemenza non tanto verbale (la lingua del Krasicki poeta e del prosatore è sempre «se stessa», «chiara e duttile»[przypis]Cfr. Wacław Borowy, Krasicki, in Idem, O poezji polskiej w wieku XVIII, Warszawa, PIW, 1978, p.168 e p.162.[/przypis], come la definì Wacław Borowy, soprattutto ironica), quanto per l'effettiva violenza dei fatti che descrive: i corrotti, i traditori della patria non meritano nessuna pietà; persino i canti che commemorano «a imperitura memoria» Ie loro gesta nefande, contengono delle «terribili maledizioni» contro di essi. La stessa durezza si ritrova del resto nel «Libro terzo» del romanzo, nelle accorate parole del saggio Americano contro «il tradimento, la violenza e la cupidigia» dei conquistadores spagnoli.

Non v'è dubbio che sotto questo atteggiamento di Xaoo, dell'Indio americano (e di Krasicki) vi sia l'amaro e sempre attuale avvertimento anti-imperialistico e anti-capitalistico ante litteram di Jean-Jacques Rousseau: «Date denaro e presto avrete catene»[przypis]II contratto sociale, Libro III, cap. XV; cito dall'edizione: J.J. Rousseau, Scritti politici, a c. di M. Garin, vol. 2, Bari, Laterza, 1971, p. 162.[/przypis]. E in questo contesto varrà la pena ricordare che ancora nel Seicento, Polonia, Lituania e terre ucraine venivano chiamate da alcuni viaggiatori e mercanti, specie italiani, le «Indie d'Europa», e, a partire dal Settecento fin quasi ai nostri giorni, sarebbero state trattate come vere e proprie terre di conquista dagli "illuminati" e più "progrediti" imperi confinanti.

D'altro canto è proprio prendendo spunto da quella eccezione nella pacata conversazione del buon selvaggio nipuano che possiamo almeno provare a intuire il dramma che avvolge lo sviluppo di tutta la letteratura polacca moderna e contemporanea, di cui, con Doświadczyński, siamo per ora «sulla soglia»: una letteratura che, forzatamente «minore» (anche per quei motivi storici e storico letterari, ben intuibili, ma di troppo vasta portata per essere appena minimamente toccati in questa sede), ha dovuto come rinchiudersi in se stessa e, senza che si possa neanche fare un'eccezione per il grandioso fallimento del messianismo romantico, praticare troppo a lungo un proprio angusto moralismo e didatticismo, non tanto diverso, dunque, da quello predicato e razzolato da Xaoo e dai suoi «concittadini» di Nipu.

Ma forse è stato anche grazie a quella «chiusura» che, un po’ come gli abitanti di quell'isola utopica, i polacchi hanno potuto salvare la propria cultura e i propri destini storici, nonostante le ripetute, violente aggressioni e annessioni ad opera degli assalitori esterni e l'opera nefanda dei traditori interni della loro patria. Ora che quella «chiusura» sta lentamente, e dolentemente, perdendo la sua ragion d'essere, e che letteratura e cultura polacca hanno potuto ormai mostrare al mondo alcuni fra i loro gioielli di maggior pregio – nella poesia di Miłosz, di Herbert, Różewicz o della Szymborska; nel teatro di Kantor o di Mrożek; nei film di Wajda e Kieślowski, nella prosa di Kapuściński o di Tokarczuk –, molti di noi, annoiati e smagati lettori e spettatori "occidentali", continuano, fors'anche giustamente, a stupirsi. Come sottintendeva anche Fredric Jameson nel citato articolo su La bambola di Prus, una delle cause principali di tale meraviglia risiede senza dubbio nell'ignoranza atavica, in questo nostro Occidente ormai del tutto "occidentalizzato", della grande tradizione letteraria polacca, della quale Krasicki è uno degli apici più alti e luminosi. La sorpresa resta comunque un impulso positivo, e dunque ci meraviglino pure queste avventure del nostro Doświadczyński/Wisdom, primo di una lunga serie di eroi mancati o “rinunciatari” del romanzo polacco, e possa essere una lettura utile e dilettevole anche per noi che per tanti versi in fondo restiamo suoi “eterni contemporanei”.</document>
<document nplp_id="1443" title="Warstwa alegoryczna XIX-wiecznej powieści historycznej.  Barokowy romans (Staatsroman) jako klucz do&amp;nbsp;odczytania  filozofii politycznej &amp;#8222;Potopu&amp;#8221; i&amp;nbsp;&amp;#8222;Quo vadis?&amp;#8221;   " slug="warstwa-alegoryczna-xix-wiecznej-powiesci-historycznej-barokowy-romans-staatsroman-jako-klucz-do-odczytania-filozofii-politycznej-potopu-i-quo-vadis">Tezą, które chcę przedstawić, jest pokrewieństwo sienkiewiczowskich powieści historycznych z barokowym romansem XVII wieku. Ta dawna, oparta na alegorii gatunkowa konwencja, powstała wokół dzieła szkockiego pisarza i filozofa Johna Barclaya Argenis (1621), niezwykle popularnego wśród elit Europy tamtego czasu. Było ono poglądowym wykładem na temat warunków polityki i zawierało podstawy wczesnonowożytnej teorii państwa. Dla dzisiejszego czytelnika odkrywanie tego pokrewieństwa w XIX wiecznych powieściach historycznych jest interesujące, gdyż ta wczesna refleksja na temat państwa mówi o antropologicznych podstawach funkcjonowania prawa i polityki oraz rudymentarnych mechanizmów władzy, nieprzerwanie aktualnych[przypis]Na temat konwencji barokowej powieści miłości i przygody w Trylogii Henryka Sienkiewicza, zawartych w niej elementów XVII-wiecznych teorii państwa i prawa oraz pokrewieństwa Trylogii Sienkiewicza z Argenis Barclaya pisałam wcześniej m.in. w: Obrazy suwerenności. O wyobraźni politycznej w literaturze polskiej XIX i XX wieku. Badania polonistyczne za granicą XVIII. Warszawa: Wydawnictwo IBL, 2007. Niniejszy artykuł rozwija tezy tam postawione o analizę Quo vadis?[/przypis].

I.
Powieść historyczna jest formą otwartą na wiele gatunkowych konwencji.XIX-wieczna powieść historyczna, taka, jaką znamy z twórczości Henryka Sienkiewicza, łączy w sobie cechy eposu, kronikarskich narracji różnych epok, „walterskottowskiego” romansu przygodowego, barokowego pamiętnika, XIX-wiecznej powieści realistycznej, baśni - by wymienić najbardziej znane gatunkowe perspektywy omawiane wcześniej w debatach nad twórczością Sienkiewicza. Proza Sienkiewicza i jej oddziaływanie na czytelników były oceniane różnie i poza jednogłośnym właściwie podziwem dla jej siły sugestii napotykała ona na całe spektrum dodatnich i ujemnych opinii, dotyczących sposobu przedstawiania historii i pełnionej przez powieści społecznej roli. Opinie powtarzały się w dość podobnej konstelacji w każdej nieomal generacji. „Gatunkowa perspektywa” pozwala podsumować te głosy: mniej lub bardziej świadomie wybierano zazwyczaj za punkt wyjścia i za kryterium ocen cechy pewnego gatunku. I tak najwięksi krytycy Sienkiewicza – od Prusa przez Brzozowskiego do Gombrowicza – wymagali od jego prozy tak naprawdę pełnego wypełnienia  postulatów realistycznej prozy czyli przedstawienia pełnego obrazu społeczeństwa danej epoki, pełnego rachunku jego cech dodatnich i ujemnych, problemów i konfliktów, którymi żyło, jak również „pogłębionego rysu” psychiki bohaterów – i oburzali się na niedobór takich walorów. Najgorętsi zwolennicy Sienkiewicza natomiast podkreślali epiczny dystans tej prozy do przedstawianych wypadków dziejowych, jej „klasycyzującą” rolę w mechanizmie pamięci zbiorowej czyli transmisję faktów, które budują pozytywny (heroiczny) obraz własny społeczności. Inne gatunkowe perspektywy literackiej analizy odkrywały mityczno-baśniowy wymiar historycznej narracji, modernistyczną, teatralno-operową stylizację, a nawet pokrewieństwa z gatunkami pure-art[przypis] Slobodanka Vladiv, „Henryk Sienkiewicz' Quo vadis?: A Document on early Christianity or on European Modernism?” Wiener Slawistischer Almanach, vol 19, (1987): 85-100, s. 94.[/przypis] i siłą rzeczy interesowały się mniej społeczną funkcją tej prozy.

Powieści historyczne Sienkiewicza są romansami przygodowymi i jest to niezwykle ciekawa warstwa tych utworów. Nie są to bowiem tylko nawiązania do konwencji historycznej narracji Waltera Scotta, wprowadzającej przez perypetie zakochanej pary „koloryt epoki” czyli elementy życia codziennego, głównie te, które współczesnym czytelnikom przybliżały odległe czasy oraz również takie, które mogły wydawać się z różnych powodów szczególnie intrygujące. Wydaje się, że u Sienkiewicza, szczególnie w Trylogii, a najwyraźniej w Potopie, forma romansu przygodowego znaczy dużo więcej i nawiązuje także do innego wzoru gatunkowego. Jest to w moim przekonaniu ważny aspekt odczytywania Sienkiewicza,  ponieważ, dokładnie prześledzony, wzbogaca obraz przedstawionej epoki o dyskusję na temat konceptów filozofii politycznej tamtego okresu. Można, wydaje mi się, postawić nawet twierdzenie, że to jest właśnie sposób, w jaki Sienkiewicz przede wszystkim charakteryzuje społeczeństwo dawnych czasów – nie przez analizę socjalno-etnicznych konfliktów, której, jak słusznie wskazywali i wskazują krytycy, właściwie zabrakło, ale przez rekonstrukcję najważniejszych zasad, które leżały u podstaw mentalności politycznej tamtego okresu. Sienkiewicz opatrzył swoje powieści niejako gatunkowym kluczem, który pozwala odtworzyć i interpretować teoretyczne podstawy politycznej kultury czasów, które przedstawiały.

&amp;nbsp;
II.
Mówimy tu o szczególnym wzorcu gatunkowym, który, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, leży u podstaw formowania Potopu – być może także do pewnego stopnia innych części Trylogii i innych powieści historycznych Sienkiewicza. Jedno z najsłynniejszych dzieł XVII wieku, barokowy romans przygodowy (który w tradycji niemieckiej ukonstytuował gatunek znany jako Staatsroman) Argenis Johna Barclaya (1621) napisany po łacinie i tłumaczony na prawie wszystkie języki europejskie, na niektóre kilkakrotnie, czytany był przez elity polityczne i władców oraz inspirował filozofów, których idee kształtowały nowy system europejskich państw w XVII wieku.

Nowy sposób widzenia relacji między państwami i podstaw władzy państwowej zaczął formować się podczas wojen religijnych, kiedy uznano, że dawne ponadpaństwowe autorytety, Kościół i Cesarstwo, nie są w stanie wypełniać swej dotychczasowej roli – czyli hamować wojny oraz że teologicznie ugruntowana nauka o państwowej władzy nie odpowiada na szereg pytań dotyczących nowych politycznych problemów. Nowy „sekularny” sposób myślenia politycznego opierał się przede wszystkim na pojęciu równowagi władzy – zarówno wewnątrz państwa jak i w stosunkach między państwami. Tutaj leżą początki nowego prawa międzynarodowego, którego pierwszym efektem był Pokój Westfalski (1648) oraz nowej legitymizacji suwerennej  władzy królewskiej.

Dyskurs ten zmieniał filozoficzne podstawy prawa wewnątrz­państwowego – mówił z początku o pożądanych cechach charakteru władcy: o cnotach suwerena (czyli wyznaczonych przez niego samego granicach władzy), oraz o prerogatywach tej władzy w ramach państwa ograniczonego ściśle wytyczonymi granicami terytorium i prawa. Był to dyskurs racjonalny oparty o zasady stoicyzmu.

Sfery kościelne zareagowały nań, wskazując przede wszystkim na radykalne przypadki graniczne – na możliwe konkretne zagrożenia w ramach tak formowanej polityki: co czynić jeśli zawodzą cnoty rządzącego? Co chroni poddanych przed samowładnym tyranem? W tym czasie powstaje szereg teorii o prawie oporu przeciw złemu władcy – tak zwane teorie monarchomachiczne. Teorie kościelne ograniczają się do rozwiązań umiarkowanych. Inne, bardziej radykalne, mówią nawet o prawie do usunięcia tyrana. Nowa teologiczna nauka o suwerennej państwowej władzy (spopularyzowana przez jezuitów), była odpowiedzią na sekularną doktrynę stawiającą w centrum suwerennego władcę i obierała za podmiot suwerenny lud. Opierała się na koncepcie „podwójnego traktatu” króla z ludem i z Bogiem. Lud sprawuje kontrolę nad królem i przy przekroczeniu przez władcę pewnych zasad ma prawo wymówić mu posłuszeństwo.

   Argenis było jednym z pierwszych dzieł, które zarazem formowało i popularyzowało tezy dyskusji o suwerennej władzy królewskiej. Romans została napisany i opublikowany w Rzymie w roku 1621, tuż przed śmiercią autora. Stał się jedną z najpopularniejszych  lektur w Europie.

   Dzieło Argenis była jednocześnie romansem przygodowym i traktatem prawno-politycznym, poza tym powieścią z kluczem (dołączonym faktycznie do wielu wydań, wyjaśniającym, jakie osoby i wypadki przewrotu politycznego we Francji 1572-1573 – lat wojen religijnych i rzezi hugenotów w noc św. Bartłomieja – przedstawione są w mitycznym, pseudoantycznym przebraniu). Dzieło Barclaya opowiadało o dziejach zakochanej pary – porwanej w wirach wojny domowej  królewny o imieniu Argenis i jej wybranego, Poliarcha, oraz o kolejach losów innych ubiegających się o względy królewny rywali. Przedstawiało bohaterów w taki sposób, że postaci zamieszane w barwne perypetie były jednocześnie alegoriami politycznych postaw. Sama królewna Argenis, której imię jest anagramem regina i oznacza królową, była alegorią państwowej władzy. Oprócz prowadzenia działań wojennych, zawierania sojuszów, planowania podstępów postacie powieści prowadzą ze sobą od czasu do czasu dialogi, które są teoretycznymi wykładami poglądów elity na temat dotyczący sposobów rządzenia i zorganizowania królestwa. Plan polityki i plan miłości łączą więzy alegorii budowanej nie tylko na podstawowym fakcie, że chodzi tu o miłość ludzi ze „sfery rządzącej” (następczyni tronu), poruszających się blisko centrum władzy i decyzji, ale także na specyficznym widzeniu postaci rządzącego, którego ciało jest widzialnym znakiem domeny, którą rządzi, czyli państwa. Podobne archaiczne wyobrażenia, w których królowie są żyjącymi alegoriami swoich państw, obserwowane są w różnych kulturach. W Europie pojawiają się w późnym średniowieczu w angielskiej kulturze prawnej[przypis] Por. słynną pracę Ernsta H. Kantorowicza The Kings Two Bodies A Study in Mediaeval Political Theology. Princeton: Princeton UP 1957 (Dwa ciała króla. Studium ze średniowiecznej teologii politycznej. Tłum. Maciej Michalski i Adam Krawiec. Warszawa: PWN, 2007)[/przypis] i przejęte zostają przez obrazowy język i ikonografię filozoficzno-prawnego dyskursu o suwerennym państwie – państwa przedstawia­ne są jako Wielcy Ludzie.

Miłość, przygoda, historyczna narracja i doktryna filozoficzno-prawna powiązane są ze sobą w Argenis także w inny sposób – dzięki specyficznej roli przypisanej losowi i cnotom. Panuje tu przekonanie, że życie poszczególnych ludzi i dzieje państwa poddane są losowi, splotowi konieczności i przepadków. Zycie prywatne i życie zbiorowe regulowane jest w tym świecie czasem cyklicznym, a ponieważ życiowe sytuacje powtarzają się, można także nauczyć się, jak się stawia czoło losowi. Wiedza taka jest możliwa (nazywana jest wiedzą o cnotach), dobrze jest ją pogłębiać i wedle niej żyć. Miłość, przygoda i polityka łączy zatem w powieści problematyka etyczna: pytania o postawy przyjmowane wobec przeciwności i przychylności losu, pytanie o to, jak rządzić sobą, by przeżyć dobre życie i jak rządzić państwem, by było dobrym państwem? Rozwiązania formułowane są w duchu stoickiego racjonalizmu.

Konkretne tematy rozstrząsane w Argenis to: podstawowy problem kryzysu „zbyt dobrej” władzy królewskiej, wykorzystanego przez żądnych władzy ambitnych ludzi elity; dyskusja wokół demagogicznych argumentów „monarchomachów”, potwierdzających swe prawo do buntu i oskarżających króla o tyranię, czyli ostatecznie także pytanie, jaka jest najlepsza forma władzy – monarchia dziedziczna, monarchia elekcyjna czy parlamentaryzm. Barclay opowiada się za monarchią dziedziczną i za państwem rządzonym przez roztropnego króla o „stu argusowych oczach”, co oznaczać miało, że opiera on swą władzę na umiejętności bacznej i dokładnej obserwacji, wyciągania wniosków co do faktycznych potrzeb kraju i co do pojawiających się zagrożeń. Nie darmo dyskurs na temat powinności suwerennej władzy formował się wokół podstawowych spraw: obowiązku  obrony państwa i konieczności zapewnienia dostatku poddanym.

Monarcha musi widzieć skomplikowany wzór rzeczywistości i reagować odpowiednio, musi się też mieć na baczności, ponieważ zawsze ma przeciw sobie monarchomachów, silnych i żądnych władzy ludzi, którzy rozpoznają z miejsca każdą słabość króla i są gotowi ją wykorzystać. Barclay był przeciwny manorchomachom, prawu do buntu, do wypowiedzenia posłuszeństwa królowi  przez podwładnych i usunięcia go od władzy.

Podstawowe przesłania dzieła Barclaya, wspólnie z m.in. teoriami starszego  nieco Jeana Bodina, wyznaczają początek linii rozwoju myślenia o władzy we wczesnonowożytnym suwerennym państwie terytorialnym – mającej kontynuatorów takich, jak przede wszystkim Samuel Pufendorf, pozostający pod bezpośrednim wpływem Argenis, zatrudniony w służbie szwedzkiego króla niemiecki filozof prawa międzynarodowego, Hugo Grotius uznawany za autora traktatu wersalskiego, Thomas Hobbes autor sumarycznego dzieła Leviathan or The Matter, Forme and Power of a Common Wealth Ecclesiasticall and Civil czy John Locke, który przekształcił ostatecznie pojęcie suwerenności władcy w pojęcie suwerenności ludu w sekularnym państwie.

&amp;nbsp;
III.
Argenis była oczywiście znana także i w Polsce. Tłumaczona była co najmniej dwukrotnie – m.in. przez Wacława Potockiego, który przełożył całość wierszem i spolszczył scenerię powieści, zachowując jednak, z nielicznymi wyjątkami wymowę i argumentację dzieła[przypis]Inne, anonimowe tłumaczenie Argenis powstało w środowisku braci Opalińskich. Zwróciła mi na nie uwagę prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee, której serdecznie dziękuję za tę informację.[/przypis]. Trudno przypuścić, by Sienkiewicz, który dobrze znał literaturę epoki, nie poznał tego dzieła, które faktycznie kształtowało poglądy elity pozostającej w kręgu szwedzkiego dworu i jego polityki w okresie „Potopu”.  Tym bardziej, że jeśli prześledzić strukturę i szereg scen Potopu, to odpowiadają one zarówno wątkom romansowym jak i   charakterystyce bohaterów (szczególnie Bogusława Radziwiłła) oraz dialogom roztrząsającym sytuację kraju, konstrukcjom, scenom i argumentacji dzieła Barclaya[przypis]Bardziej szczegółowa analiza podobieństw Potopu i Argenis przedstawiona została w: Maria Zadencka Obrazy suwerenności op. cit. s. 21-51.[/przypis]. Potop jest bowiem powieścią na ten sam temat co Argenis – mówi o „zbyt dobrym” królu i o buncie monarchomachów, którzy doprowadzili kraj do katastrofy (o zewnętrznych przyczynach wojny sukcesyjnej nie mówi się w powieści zbyt wiele). Wypowiedzi Radziwiłłów, Krzysztofa Opalińskiego, Wrzeszczowicza, scena posłowania polskich rycerzy u króla szwedzkiego, sen Kmicica w którym porwana Oleńka i Polska „to jedno”, „płaskie” alegoryczne charaktery bohaterów to przykłady tych licznych momentów w Potopie, które wiążą powieść Sienkiewicza z powieścią Barclaya.

Jeśli krytykuje się Sienkiewicza za wygładzony, ”ulepszony” obraz historii to dlatego, że nie dostrzega się faktu, że w Potopie jest konsekwentnie przeprowadzona krytyka ówczesnego państwa polsko-litewskiego, jego struktur i instytucji, sformułowana jednak nie wedle analiz historycznych XIX wieku, ale wedle XVII-wiecznych postulatów doktryny dobrego państwa, takiej, jaka została przedstawiona w Argenis Barclaya, do której Potop nawiązuje na różnych poziomach narracji. Czas wydaje się cykliczny, wydarzenia przewidywalne: wszystkie obawy i przepowiedziane klęski wynikające z analiz monarchomachów zdają się spełniać – państwo jest w totalnym rozprzężeniu, a wojska Karola Gustawa szybko postępują wgłąb kraju. Tutaj jednak następuje nieprzewidziany zwrot, który zaburza tę logikę analiz i wypadków. Od „obrony Częstochowy” pierwszy plan wydarzeń zdominowany jest coraz silniej przez inną konwencję, która wprowadza równolegle inny styl myślenia o sprawach publicznych i prywatnych.

   Potop jest bowiem zbudowany nie tylko na jednej, ale na dwóch konwencjach romansu przygodowego. Drugą nazwać można konwencją romansu średniowiecznego – powieści miłości i przygody. Zwracano uwagę na charakterystyczne cechy rozumienia pojęcia przygody w średniowieczu – takiego, które określa postawę oczekiwania na spotkanie cudownego i nieprzewidywalnego ”w dniu codziennym” (w światopoglądzie chrześcijańskim jest to ono figurą oczekiwania na drugie przyjście Chrystusa)[przypis]Rozumienie „przygody” w średniowieczu opisywała Elena Eberwein wychodząc od analizy znaczeń słowa „aventure” w znanej pracy Zur Deutung der mitteralterlichen Existenz: nach einigen mitteralterlichen Dichtungen. Kölner romanistische Arbeiten 7.  Bonn 1933.[/przypis]. Czas, w jakim poruszają się tu postacie i rozwijają ich losy, nie jest już czasem cyklicznym, a wydarzenia nie są przewidywalne. Na wyzwanie losu odpowiada się nie tyle budowaniem wiedzy o życiu i pracą nad charakterem, ale najwyższą możliwą mobilizacją i gotowością na spotkanie, które nastąpić może w każdej chwili. Oznacza to, że postaci głównych protagonistów budowane są zasadzie ”superlatywu”: dzielny rycerz jest ”najdzielniejszym” rycerzem, piękna dama ”najpiękniejszą” damą, a dobry król ”najlepszym” z królów. Tacy są i tak działają  pozytywni bohaterowie Potopu – są dużo łatwiej rozpoznawalni w tej konwencji niż w poprzedniej.

Wprowadzenie ”konwecji romansu średniowiecznego” ma swe konsekwencje także w historycznym i politycznym planie: ponad podstawową konstrukcją i przesłaniem ”jak z Argenis” – historii buntu monarchomachow i ich argumentów przeciw nazbyt dobremu i słabemu królowi, rozwija Sienkiewicz nie historię dojścia do konsensusu między stronami konfliktu i ponownego przejęcia władzy przez króla, ale historię cudownego zwrotu w losach wojny, niezwykłej mobilizacji ludu, szlacheckiego narodu, który to sam, oddaje swemu królowi władzę. Scena ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza  odnosi się do historycznego wydarzenia, które nosi wyraźne ślady „jezuickiej” doktryny o „podwójnym pakcie” króla z ludem i z Bogiem, będącej doktryną polemiczną wobec koncepcji prezentowanej przez Barclaya.

Powieść Sienkiewicza zestawia najważniejsze systemowe różnice między walczącymi państwami – nowe w tamtych czasach doktryny sekularnego państwa rządzącego przez suwerena-monarchę oraz tradycyjna koncepcję państwa, którego ustrój oprzeć chciano na idei suwerennego ludu, ustanawiającego władzę królewską i świadomego, że władza jego pochodzi od Boga.

&amp;nbsp;
IV.
Czy podobny wzór gatunkowy, łączący romans i traktat polityczny w taki sposób, w jaki John Barclay czynił to w Argenis, mógł inspirować inne powieści Sienkiewicza? Wydaje się, że oprócz innych części Trylogii, również Quo vadis? jest powieścią, która czerpie z tego źródła. Jest ona poza tym zbudowana na podobnym schemacie, co Potop i podejmuje podobne problemy.

   Quo vadis? opowiada o początkach chrześcijaństwa i rozgrywa się w Rzymie czasów cesarza Nerona. Czas i miejsce akcji leżą więc bliżej czasu i miejsca akcji Argenis, która toczy się w półlegendarnych czasach antycznych „zanim Rzym zaczął rządzić światem”, na półlegendarnej Sycylii. Obie powieści czerpią inspiracje z antycznej literatury i antycznych dzieł historycznych.

   Powieść Quo vadis? zbudowana jest wokół miłości (oraz kolejnych porwań) księżniczki ligijskiej przysłanej do Rzymu jako zakładniczka, przybranej córki byłego konsula Aulusa Placjusza - oraz zakochanego w niej młodego patrycjusza Marka Winicjusza, bratanka jednego z najbardziej wpływowych arystokratów Rzymu, polityka, pisarza i estety, stoika Gajusza Petroniusza (postaci, jak wiele innych, historycznej), należącego do najbliższego otoczenia Nerona. Przybrana matka Ligii, jak również sama Ligia, jest chrześcijanką. Kolejne porwania Ligii związane są z intrygami które prowadzą na dwór Nerona i do domów chrześcijan. Tłem historycznym jest rosnąca niechęć do coraz bardziej zdegenerowanej władzy despotycznego, niezrównoważonego psychicznie Nerona, pożar Rzymu, domniemany spisek (historycznie: spisek Pizona) i rzeczywisty bunt ludowy, zemsta na spiskowcach i prześladowania chrześcijan.

Dyskusja na temat państwa i jego elit, taka, jaka została przeprowadzona w Argenis, nie jest wyeksponowana, ale jest obecna, przesunięta na dalsze tło, w pewnym sensie zdeformowana i skarykaturowana. Quo vadis? nie stawia pytań o cechy idealnego władcy, ale bardzo wyraźnie stawia pytania blisko związane z problematyką Argenis i dyskusjami epoki - o możliwości przeciwstawienia się władcy, który okazuje się tyranem, a w gruncie rzeczy o konsekwencje władzy, która nie jest niczym ograniczona. Petroniusz, inteligentny i sprytny, doradca cesarza, „spiskuje” przeciw niemu właściwie cały czas, chcąc ocalić swego bratanka, który związał się z chrześcijanami. Petroniusz w powieści jest monarchomachem w małej skali, a jego rola ogranicza się do takiego sterowania wypadkami, by uniknąć najbardziej katastrofalnych konsekwencji samowoli zdegenerowanego władcy. Petroniusz reprezentuje właściwie cechy idealnego monarchy – w powieści jest kilka momentów, które pokazują go jako pragmatystę politycznego i praktyka – kiedy jest bliski objęcia stanowiska pierwszego po cezarze, jeśli chodzi o praktyczny wpływ i pozycję w państwie. Petroniusz odrzuca jednak możliwość zostania prefektem pretorianów, ponieważ jest „zbyt leniwy”. Wie jednak, jak wychodzi się z kryzysów państwa i jak rządzić sprawiedliwie i odważnie. Potrafił uspokoić wzburzone masy ludzkie i zażegnać bezpośrednie niebezpieczeństwo w chwili, gdy ani cesarz ani nikt z jego otoczenia nie wiedział, jak to zrobić. W jego ironicznej wypowiedzi na temat własnej umiejętności rządzenia wygląda to tak:

&amp;nbsp;

„Na Polluksa! I pomyśleć, że ode mnie tylko zależało, by w obecnej chwili być prefektem pretorianów. Byłbym Tagellina ogłosił za podpalacza, którym zresztą jest, byłbym go ubrał w 'bolesną tunikę' i wydał ludowi, ochronił chrześcijan i odbudowł Rzym. Kto wie nawet, czy uczciwym ludziom nie poczęłoby się dziać lepiej. […] W razie zbytniej roboty jemu [Winicjuszowi] ustąpiłbym urząd prefekta – i Nero nie próbowałby się nawet upierać... Niechby sobie Winicjusz ochrzcił potem wszystkich pretorianów i samego nawet cezara, co by mi to mogło szkodzić! Nero pobożny, Nero cnotliwy i miłosierny – pocieszny nawet przedstawiałby widok.” (QV 374)[przypis]Wszystkie cytaty z powieści przytaczane są według: Henryk Sienkiewicz, Quo vadis? Warszawa: PWN 1976.[/przypis]

&amp;nbsp;

Petroniusz jest postacią zarówno historyczną (jako pisarz i polityk) i alegoryczną (jako teatralne nieomal ucieleśnienie postawy stoickiej), użycza on swego głosu w prowadzonej teoretycznej dyskusji  na temat władzy i na temat religijności. Petroniusz mógłby w Argenis być porte parole Barcalaya (podobnie jak nadworny poeta Nicopompus, którego imię oznaczało „piewca zwycięstw”). Reprezentuje „postawę stoicką”, dla której najwyższą wartością jest dobrze przeżyte życie, w którym człowiek panuje nad sobą i własnym losem. Czym jest „dobrze” przeżyte życie, wyraża najpełniej kultura, poezja i „ideał piękna”, które są w pewnym sensie wysublimowanym, elitarnym podsumowaniem życiowego doświadczenia pokoleń.

Sam Petroniusz jest właściwie zwolennikiem silnej władzy „roztropnego króla”. Stara się wychować cesarza do tej roli, ale właściwie nie ma już złudzeń, że jest to niemożliwe i spiskuje przeciw Neronowi. W Quo vadis? pokazana jest ostatecznie bezradność filozofa-stoika wobec wynaturzeń władzy.

&amp;nbsp;
V.
Portretowany, jak alegoria własnych poglądów stoik Petronius, jest tym, kto steruje niejako rozwojem wątku miłosno-przygodowego. Odgrywa trochę rolę losu, starając się wyprowadzić zakochanego bratanka z labiryntów miłości i polityki na proste drogi szczęśliwego życia, w tym samym czasie, kiedy sam stara się utrzymać swoją pozycję u boku władcy. Na to, znane z Argenis połączenie romansu i polityki w świecie zbudowanym na przewidywalności losów, życiowej mądrości i zręczności, manipulacji, umiejętności pozyskiwania przyjaźni i starej sztuki oszukiwania wroga, nakłada się, podobnie jak w sienkiewiczowskim Potopie, inny świat działań, których źródłem jest nie doświadczenie i umiejętność, ale przeżycie równe przeżyciu religijnemu.

Winicjusz przeżywa miłość do Ligii w ten właśnie sposób – jako spotkanie z siłą nadprzyrodzoną, z bóstwem. Zwracano wcześniej uwagę, że w opisie tej miłości postać Ligii jest obiektem mistycznej adoracji. Slobodanka Vladiv pisze, że obiekt tej adoracji przypomina „mistyczne boginie z dzieł sztuki przełomu wieków”, porównuje Ligii portret do „tajemniczej postaci kobiecej” z cyklu poetyckiego Aleksandra Błoka Stikhi o prekrasnoi dame (1903) i obrazu Mikołaja Roericha Tsaritsa Mira. Zestawia fragmenty, które sugerują, że Ligia jest przedstawiona jako Anima Mundi „wieczna kobiecość”. Ten i inne ważne motywy powieści, jak temat miłości i śmierci traktowany podobnie jak w Tristanie Wagnera oraz temat Apokalipsy, symbolizujący oczekiwanie końca świata cywilizacji opartej o grecko-rzymski model kultury i będący jednym z głównych toposów modernizmu, pozwalają „umiejscowić Quo vadis? w centrum estetycznej debaty z przełomu wieków i traktować je jako dzieło prekursorskie wobec świata wyobraźni i toposów następnej epoki”[przypis]Slobodanka Vladiv, op.cit., s. 93-94.[/przypis]. Obserwacje te są słuszne i raz jeszcze potwierdzają fakt, że dyskusje wokół prozy Sienkiewicza mają tendencję do koncentrowania się na gatunkowych cechach tej prozy. Ostateczny wniosek autorki jest jednak oczywiście zbyt radykalny, gdy się stwierdza: „historyczna stylizacja, wbrew temu, co ustalały tradycyjne analizy literackie, przenosi tę powieść z historycznej rzeczywistości w sferę bajki, abstrakcji i pure art”[brak przypisu]. Oczywiście, można widzieć w stylizacji obrazu Ligii związki z modernistyczną estetyką, bardziej umotywowana jest jednak wyjaśnienie w logice sienkiewiczowskiego historyzmu: spojrzenie Winicjusza i całą jego wyobraźnię formują obrazy, które w tamtych czasach odzwierciedlały piękno duchowego przeżycia związane z mistyką światła i kolorów, wschodu słońca – gnostyczny zachwyt nad urodą świata, która przenika pisma także bliskie chrześcijaństwu. Modernistyczna stylizacja ezoteryczna miała zwykle swe źródła w zainteresowaniu filozofiami i kulturą Wschodu. W wypadku Sienkiewicza nie wychodzi ona właściwie poza walory estetyczne i jej rolą jest „ubóstwienie” Ligii.

Sienkiewicz faktycznie nadaje wątkowi miłości i przygody te cechy, które dominują charakter opisu społeczności pierwszych chrześcijan. Wątek Apokalipsy, oczekiwania na ponowne przyjście Chrystusa, „szaleństwo” tej wiary, jak to określa Winicjusz – oraz tytułowe spotkanie Piotra z Bogiem u bram Rzymu, które powoduje, że Piotr wraca do miasta, koresponduje z ekstatyczną miłością Marka Winicjusza, który patrzy na Ligię jak człowiek napotykający nadziemskie zjawisko i „w jego obliczu”, podejmuje  działania największej odwagi, łącznie z niewyobrażalnym na początku „nawróceniem” na chrześcijaństwo. Etyka odnawianej „na co dzień” największej mobilizacji, towarzyszy estetyce najwyższego piękna, tak jak w konwencji. którą nazywamy tu „konwencją romansu średniowiecznego”, obecną także w sienkiewiczowskim Potopie.

&amp;nbsp;
VI.
Podwójna perspektywa „konwencji romansu barokowego”, nawiązujaca do Argenis oraz konwencji średniowiecznej „powieści miłości i przygody”, jest obecna w powieści. Na poziomie dyskursywnym koresponduje ona z powracającym motywem konfrontacji sekularnego („rzymskiego” i stoickiego) oraz chrześcijańskiego poglądu na świat. Dzieje się tak dzieki dyskusji, która łączy pytania o naturę człowieka z pytaniami o naturę optymalnego państwa.

Jak wskazywano wcześniej, powieściowy opis nawrócenia Winicjusza nie mówi zbyt wiele o przemianie duchowej jako takiej[przypis] Historycy narzekający na niedostatki dyskusji światopoglądowej schyłkowej epoki Rzymu i początków chrześcijaństwa (T. Zieliński S. Witkowski) zwykle wskazują też blady obraz duchowej przemiany Winicjusza.  Por.  S. Pilch „Obraz świata starożytnego w Quo vadis? Sienkiewicza”, Przegląd Klasyczny 1939 z. 6-8, s. 664-665.[/przypis]. Przemiana Winicjusza, jego refleksja nad stanem własnego umysłu i uczuć jest natomiast nierozłącznie związana z rozważaniami nad własną pozycją i losami Rzymu. Jeśli chodzi o jego powieściowy status, Winicjusz, oprócz tego, że jest protagonistą wątku romansowego jest również postacią w dużym stopniu alegoryczną. Mówi o tym na przykład zdanie opisujące jego stan „wpół drogi” do całkowitego nawrócenia:

&amp;nbsp;

„zmienił się tylko dla niej, lecz poza tym jednym uczuciem pozostało mu w piersi dawne surowe i samolubne, prawdziwe rzymskie i zarazem wilcze serce.” (QV 215)

&amp;nbsp;

Metafora „wilczego serca”, jeśli trzymać się naszej tezy, może być nawiązaniem do Argenis, gdzie używa się tego tradycyjnego signum – jeden z protagonistów zakochanych w Argenis nosi imię Lycogenes, które tłumaczy się na „z wilczego rodu”. Tak czy inaczej, niesie ono ze sobą atawistyczną pamięć „przedpaństwowej” walki wszystkich ze wszystkimi, ulubionego punktu wyjścia wczesnonowożytnej refleksji na temat władzy i państwa[przypis] Siegl-Mocavini, Susanne, John Barclays Argenis und ihr staatstheoretischer Kontext. Tuebingen: Max Niemayer Verlag 1999. s. 300.[/przypis].

Winicjusz zaczyna swoją drogę od przekonania, że tradycja rzymska oraz chrześcijańska nauka i praktyka są sobie całkowicie obce, przy czym myśli on zarówno o porządku władzy i o swoim osobistym doświadczeniu. Uważał on naukę chrześcijan o miłosierdziu i przebaczeniu za oznakę słabości i braku odwagi i nie wyobrażał sobie siebie przebaczającego niewolnikom, czy żołnierzom, podobnie jak nie wyobrażał sobie Rzymu zbudowanego na tak słabych podstawach, jak równość polityczna i społeczna. Pisze do swego wuja Petroniusza:

&amp;nbsp;

„Otóż powiem ci tak: nie wiem, jak chrześcijanie radzą sobie, by żyć, wiem natomiast, że gdzie zaczyna się ich nauka, tam się kończy władztwo rzymskie, kończy się Rzym, kończy się życie, różnica między zwyciężonym a zwycięzcą, możnym i biednym, panem i niewolnikeim, kończy się urząd, kończy się cezar prawo i cały porządek świata, a zamiast tego przychodzi Chrystus i jakieś miłosierdzie, którego dotąd nie bywało i jakaś dobrotliwość przeciwna ludzkim i naszym rzymskim instynktom. (…) Jest coś w mojej naturze co wzdryga się na tę naukę.” (QV 228).

&amp;nbsp;

Później powoli odchodzi od dawnej postawy, ale zasadniczo nie zmienia swego przekonania odnośnie do społecznych konsekwencji takiej przemiany:

&amp;nbsp;

„Zmieniono mi jednak duszę i czasem dobrze mi z tym a czasem znów dręczę się tą myślą, albowiem obawiam się, że zabrano mi dawne męstwo, dawną energię i może niezdatny już jestem nie tylko do rady, sądu, uczt ale nawet i do wojny.” (QV 230)

&amp;nbsp;

Zmiana przekonań następuje w wyniku generalizacji  doświadczenia i eksperymentu – (tak jak w pismach XVII wiecznych); w cytowanym wyżej liście Winicjusz stwierdza, że po darowaniu niewolnikom kary za ich przekroczenia „regulaminu” „przebaczenie, jakie otrzymali nie tylko nie rozzuchwaliło ich (…) – nigdy strach nie pobudzał ich do tak skwapliwej służby.” (QV 229-230)

&amp;nbsp;

i dalej:

&amp;nbsp;

„gdym na dzień przed opuszczeniem chrześcijan powiedział Pawłowi, że świat rozleciałby się na skutek jego nauki jak beczka bez obręczy, ów odrzekł mi 'silniejszą obręczą jest miłość niż groza'. A teraz widzę, że zdanie jego może być słuszne.” (QV 230)

&amp;nbsp;

Petroniusz odrzuca chrześcijaństwo z innych powodów. Nie potrafi docenić życia ascetycznego i nie jest w stanie praktykować „braterstwa w Chrystusie” wobec ludzi podległych mu ze względu na pozycję, bogactwo, a także wobec tych, którzy nie dorównują mu wykształceniem i wyrafinowaniem. Cnota stoika, jego dbałość, by rzeczywistość (także państwowa) układała się harmonijnie, zawiodły w krytycznej sytuacji, i Petroniusz nie potrafił odwrócić rozwoju wypadków i krwawych wydarzeń. Petroniusz w końcu także w pewnym stopniu „nawraca się”: zmienia częściowo swoje przekonania w ostatnim liście przed śmiercią. Potrafił zawsze znaleźć ton porozumienia z ludźmi, których kochał i cenił, teraz potrafił też ustanowić „konsensus” z obcą swej naturze nauką – w jej prywatnym i w jej państwowym wymiarze:

&amp;nbsp;

„Wy zaś nie tylko nie zapomnieliście o mnie, ale chcecie mnie namówić do Sycylii by podzielić się ze mną waszym chlebem i waszym Chrystusem, który, jak piszesz, tak chojnie wam szczęścia przysparza. Jeśli tak jest, czcijcie go. Ja myślę, drogi, że Ligię powrócił ci także trochę Ursus, a trochę lud rzymski. Gdyby cezar był innym człowiekiem, myślałbym  nawet, że zaniechano dalszych prześladowań ze względu na twoje z nim powinowactwo (…). Skoro jednak mniemasz, że to Chrystus, nie będę się sprzeczał z tobą. Tak! Nie żałujcie mu ofiar (…) Ja razem z wami myślę, że to najuczciwszy z bogów. Pytanie Pawła z Tarsu pamiętam i zgadzam się, że gdyby na przykład Ahenorabus żył wedle nauki Chrystusa, to może miałbym czas pojechać do was do Sycylii.” (QV 518)

&amp;nbsp;

„Pytanie Pawła z Tarsu” pada w powieści kilkakrotnie: postawione raz w rozmowie z Winicjuszemi i raz w rozmowie z Petroniuszem jest w toku akcji przytaczane i przypominane kilkakrotnie. Nabiera ono też coraz konkretniejszego znaczenia w miarę narastania terroru cezara i rozhuśtania brutalnych emocji tłumu. Jest pytaniem teoretycznym, hipotetycznym: co stałoby się z Rzymem, który włada światem, gdyby jego władcy przyjęli chrześcijaństwo i co zatem stałoby się ze światem, który przyjąłby wiarę w Chrystusa.

Ostatecznie wnioskiem prowadzonej na tle wypadków historycznych dyskusji w Quo vadis? jest to, że rzymskie cesarstwo, państwo sekularne nie dysponuje środkami, które chroniłoby je przed granicznymi przypadkami, lub inaczej: cena za powrót do  optymalnego dla obywateli i ludu rządu jest wyjątkowo wysoka – krwawy despotyczny terror może być usunięty tylko w krwawej, spiskowej i anarchicznej wojnie domowej, poprzez walkę wszystkich ze wszystkimi. Rzymianin czuje instynktownie, dlatego jego „ucywilizowane” „wilcze” serce jest na samym dnie, zawsze przygotowane na taki rozwój wypadków.

Powieść Sienkiewicza wykorzystuje też jedną z metod wczesnonowożytnej refleksji nad władzą i państwem – „antropologiczną” analizę przypadków granicznych, za pomocą których można było ocenić, do czego zdolna jest natura ludzka – i gdzie kończy się człowieczeństwo. Powieść stawia, tak jak Argenis, wnioski dość jasno, choć nie są one sformułowane expressis verbis. Mówi o mądrości szukającej konsensusu, tak jak w Argenis, oraz o duchowości nie wykluczającej możliwości naprawy i nawrócenia.

   Jeśli Quo vadis? jest powieścią o ścieraniu się dwu światopoglądowych postaw, a przede wszystkim o ich potencjale organizowania społecznego życia oraz o walorach i trwałości formacji kulturowych na nich zbudowanych, to opowiada się ona przede wszystkim za takimi wariantami prezentowanych idei, które łagodzą „fundamentalistyczne” interpretacje. Petroniusz popełnia samo­bójstwo, bo chce umrzeć, jak żył,  ale przyznaje wcześniej sporo racji nawróconemu na wiarę w Chrystusa Winicjuszowi. Apostoł Piotr głosi naukę o miłości Bożej i przebaczenia nawet dla Rzymian, których styl życia utożsamiał wcześniej z apokaliptycznym złem. Nauka Apostoła Piotra nie pozwala zamknąć się chrześcijanom we własnych kręgach, a elitarny stoicyzm posiada potencjał otworzenia się na prawdziwą duchowość chrześcijańską.

&amp;nbsp;
VII.
Dyskusja światopoglądowa prowadzona w powieści toczy się za sprawą Ligii. To jej postać łączy te dwie z gruntu nieprzystawalne  perspektywy. Za jej sprawą spotykają się protagoniści, którzy reprezentują obie strony i ona jest powodem, dla którego formułują swoje poglądy.

Kim jest zatem Ligia, księżniczka bez własnego królestwa, uduchowiona  zakładniczka w materialistycznym Rzymie, upostaciowanie chrześcijańskich cnót, którą wspiera Apostoł Piotr i Paweł z Tarsu, nad której snem czuwa Winicjusz jakby „czuwał nad światem samym”, która wreszcie występuje w towarzystwie swego niewolnika i opiekuna Ursusa, stojącego na jej straży i w końcu ratującego ją od śmierci na rogach tura? Ligia jest alegorią, jest to ponadto alegoria składająca się z dwóch „części”: nieodłączny Ursus wydaje się cielesnym obrazem jej duchowej siły.

Postać Ligii była faktycznie często odczytywana jako alegoria. Jako że kraj, z którego pochodziła, Sienkiewicz lokalizował „na zachód od Wisły”, polscy czytelnicy niejako automatycznie odczytywali tę postać jako alegorię Polski[przypis]Adrianna Adamek-Smiechowska, „O estetyce soczewki w Quo vadis? Henryka Sienkiewicza”, w: Krzysztof Stępnik, Tadeusz Bujnicki (red.), Henryk Sienkiewicz w kulturze polskiej. Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie- Skłodowskiej 2007, s. 243-260.[/przypis]. Powoływano się przy tym na wypowiedzi Sienkiewicza o chrześcijańskich podstawach kultury polskiej. Próbowano też odczytywać tę postać także jako symboliczne modernistyczne podsumowanie teologii maryjnej – jako upostaciowanie miłości Bożej i jej porywającej mocy, wszechogarniającej empatii, która przekracza ograniczenia tego świata i panuje nad światem. Ligia mogła być także, jak wspominaliśmy wcześniej, alegorią ezoterycznej „duszy świata”. Jeśli jednak założyć, że Quo vadis? opiera się w pewnym stopniu na konstrukcji alegorycznego barokowego romansu Argenis, gdzie tytułowa królewna jest alegorią władzy w państwie, o który toczy się polityczny spór i teoretyczna dyskusja – to  ligijska królewna staje się także w pewnym sensie alegorią władzy Rzymu panującego nad światem.

W tym kryptokontekście zdanie Petroniusza z cytowanego wyżej listu do Winicjusza „wrócił ci ją także Ursus i lud” nabiera innego, dodatkowego znaczenia. Dla samego Petroniusza oznacza ono, że nie traktuje już ludu z pogardą jako wyłącznie prymitywnego i groźnego tłumu i motłochu. Na ogólnym planie powieści może być to także zapowiedź innej, nowej, zmieniającej się waloryzacji ludu, jako znak rodzącego się myślenia o ludzie w kategoriach podmiotowości politycznej. W alegorycznej mowie wierny sługa chrześcijanin Ursus, „gigantyczny człowiek”, zestawiony z ludem, staje się jego alegorią. Władza panującego nad światem Rzymu została zatem odnowiona dzięki chrześcijańskiemu ludowi wiernych. Nie miejsce tu na szerokie rozważania na temat historii tradycji postaci olbrzyma i giganta w politycznej literaturze europejskiej. Faktem jest jednak, że „Wielki Człowiek”, jest wczesnonowożytną alegorią suwerennego państwa, w którym suwerenem jest już nie monarcha, ale lud z jego słynnym odwzorowaniem na frontispisie podstawowego dla takiej wykładni suwerenności dzieła Thomasa Hobbesa.

Historyczne tematy zaczerpnięte z antyku służyły jako ważne  exempla w dyskusjach o sekularnym suwerennym państwie. Wart uwagi jest fakt, że ten sam autor Thomas May tłumaczy na język angielski w odstępie kilku lat Argenis Barclaya (1629) i Pharsalia  Marcusa Annaeusa Lucanusa – (On the Civil War, 1627), epicki poemat na temat wojny domowej prowadzonej przez Cezara przeciw Pompejuszowi, napisany z dedykacją dla Nerona przez jednego z jego doradców i domniemanych monarchomachów, bratanka Seneki, wymienianego w „Quo vadis?” jako uczestnika spisku Pizona. Nota bene, ów pierwszy pełny przekład Pharsaliów tłumacz błędnie przypisał Petroniuszowi. Pharsalia i Argenis należą do komentowanych lektur Thomasa Hobbesa oraz Hugo Grotiusa. Na rok przed pierwszym pełnym angielskim tłumaczenie Pharsaliów Lukana dokonanym przez Maya, Thomas Hobbes tłumaczy Wojnę Peloponeską Thukidydesa (Eight Bookes of the Peloponesian Warres, 1626)[przypis]Por. Christopher Warren, Hobbes's Thucydides and the Colonial Law of Nations

http://www.academia.edu/685082/Hobbess_Thucydides_and_the_Colonial_Law_of_Nations, s. 269[/przypis].

Fala nowego zainteresowania antykiem w historycznej powieści XIX wieku na pewno warta jest nowego i dokładnego przebadania. Świadczy przede wszystkim o nieprzemijającej atrakcyjności dzieł antycznych pisarzy ale też, być może o zafascynowaniu XIX- wiecznych pisarzy recepcją antyku w różnych epokach.

Powieść Sienkiewicza porusza się wyraźnie wśród problemów, które odkrywali w antycznych dziełach XVII-wieczni pisarze. Warto pamiętać o tym zapośredniczeniu, gdy omawia się jej problematykę, jej stosunek do antyku i sposób konstruowania historii.</document>
<document nplp_id="1450" title="Recepcja polskiej powieści XIX wieku w&amp;nbsp;Gruzji" slug="recepcja-polskiej-powiesci-xix-wieku-w-gruzji">Powieść jako gatunek pojawiła się w polskiej literaturze w ostatnich dziesięcioleciach XVIII wieku, a w połowie XIX zapewniła sobie w niej trwałą pozycję[przypis]Ciekawe obserwacje dotyczące dróg rozwoju oraz typów i cech szczególnych gatunku powieściowego można znaleźć w wielu pracach polskich badaczy. Zob. np.: K. Wojciechowski, Rozwój powieści w Polsce od roku 1776 do 1830 roku; M. Mann, Rozwój powieści w Polsce (od roku 1831) w: Dzieje literatury pięknej w Polsce. Encyklopedia. t. XXII, cz. II, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1918; H. Markiewicz, Antynomie powieści realistycznej XIX wieku, „Twórczość” 1966, nr 4; St. Burkot, Powieści współczesne (1863-1887) Jozefa Ignacego Kraszewskiego, Wyd. Literackie, Kraków 1967; K. Wyka, Romantyczna nobilitacja powieści „Twórczość” 1946, nr 7-8, s. 63.[/przypis], stając się dla większości polskich pisarzy gatunkiem wiodącym. Najlepsze wzorce polskiej powieści XIX wieku zdobyły sobie sławę międzynarodową i stały się ozdobą nie tylko rodzimej, ale i powszechnej literatury.

Wiele ze stworzonych przez koryfeuszy polskiej powieści XIX wieku dzieł stało się już w wieku XIX własnością kulturalną Gruzji, choć jeszcze szerzej wieki XX i XXI otworzyły tu dla niej swoje podwoje, w pewnym sensie obdarowując ją nowym życiem na tej ziemi mieszkańców dawnej Kolchidy.

Zainteresowanie polską literaturą XIX wieku, a szczególnie polską powieścią w Gruzji, można wyjaśnić, odwołując się do wielu przyczyn. Przede wszystkim jednak wynika ono z tego, że podejmowane tu problemy oraz zbieżność celów stawianych i rozstrzyganych przez polskich pisarzy były bliskie również gruzińskiej literaturze i gruzińskiemu czytelnikowi. Zdarzyło się bowiem tak, że historyczne losy Polski i Gruzji w XIX wieku w wyraźny sposób okazały się podobne w związku z dramatyczną sytuacją społeczno-polityczną, w jakiej znalazły się oba narody.

W 1795 roku, po trzecim rozbiorze, Polska przestała istnieć jako niezależne państwo, a duża jej część została włączona do Rosji. W 1801 roku zaś, po podpisaniu traktatu Georgijewskiego, Gruzja utraciła niepodległość, stając się częścią tego imperium. Znalazłszy się w granicach jednego państwa, doświadczając podobnego ucisku ze strony carskiego samodzierżawia i usiłując odzyskać dawną niepodległość, narody Polski i Gruzji tradycyjnie były zainteresowane sobą nawzajem[przypis]Zauważyć trzeba, że pierwsze wzmianki o kontaktach między Polską a Gruzją można znaleźć już w XV wieku. Ich charakter uwarunkowany został przyczynami politycznymi, a mianowicie upadkiem w 1453 roku Konstantynopola i zagrożeniem agresją ze strony Imperium Osmańskiego. Konieczność stworzenia frontu antyosmańskiego spowodowała podjęcie licznych kroków dyplomatycznych sprzyjających rokowaniom między zainteresowanymi takim związkiem państwami. Właśnie w tym czasie znajdujemy pierwsze pisane świadectwa politycznych kontaktów między Polakami i Gruzinami. W wiekach XVI-XVII rozwijają się polsko-gruzińskie relacje przede wszystkim na płaszczyźnie handlowej. W XVIII wieku wzrasta aktywność na polu wspólnych interesów Polski i Gruzji. W tym też czasie pojawiają się pierwsze przekłady polskiej literatury na język gruziński. Zob: Wiera Occheli. Społeczne i kulturalne stosunki Polski i Gruzji w XVI-XVIII w., „Porównania” 2009, nr 6, s. 239-245.[/przypis], a polsko-gruzińskie wzajemne związki literackie, zakorzenione głęboko w historii, tym mocniej się zacieśniły[przypis]Utwierdzeniu polsko-gruzińskich związków literackich w XIX wieku sprzyjał romantyzm, który stał się znaczącym zjawiskiem nie tylko w polskiej, ale i w gruzińskiej literaturze. Zob. W. Occheli, Адам Мицкевич в Грузии (к 200-летию со дня рождения поэта), „Вестник Московского Университета”, серия 9: Филология, Москва 1998, nr 2, s.25-37[/przypis].

Mówiąc o recepcji polskiej powieści w Gruzji, koniecznie trzeba przypomnieć o obfitości różnych prób klasyfikacji powieści istniejących w XIX wieku. Te próby mają zróżnicowany charakter, ale prowadzą ostatecznie do konstatacji, że za ciągle aktualny można uznać tradycyjny jej podział ze względu na wspólnotę treści i problematyki – jak to się dzieje w przypadku wyróżniania powieści historycznej, psychologicznej czy społecznej.

Szczególnie powieść historyczna okazuje się bardzo istotna. Jej tematyka zajmuje centralne miejsce w historii literatury rozpatrywanego okresu, czemu w znacznym stopniu sprzyjała sytuacja kraju, który utracił niepodległość. Podstawowym celem zwrócenia się do tej odmiany gatunkowej było dążenie do pokazania minionej wielkości kraju i siły duchowej ludzi wieków minionych, ale także pragnienie ujawnienia przyczyn utraty niepodległości i zarysowanie dróg jej odzyskania. Nie przypadkiem też właśnie polska powieść historyczna XIX wieku była i jest w dalszym ciągu szczególnie popularna w Gruzji, i zwrócenie się gruzińskich pisarzy ku przedstawieniom historycznej przeszłości można wyjaśnić takimi samymi przyczynami, jak w przypadku pisarzy polskich.

Już w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy sytuacja polityczna wyraźnie świadczyła o nieuniknionym tragicznym końcu – utracie narodowej niezawisłości – w literaturach pięknych w Polsce i Gruzji, czujnie reagujących na to, co właśnie miało miejsce, powstają pierwsze utwory opiewające heroicznego ducha walki własnego narodu – by wspomnieć tu twórczość Dymitra Michała Krajewskiego, Franciszka Salezego Jezierskiego, Dawida Guramiszwili czy Biesariona Gabaszwili. W pierwszej połowie XIX wieku tematyka historyczna zajmuje ważne miejsce w twórczości polskich i gruzińskich romantyków: Adama Mickiewicza, znanego powszechnie w Gruzji Juliusza Słowackiego, Seweryna Goszczyńskiego, Aleksandra Czawczawadze, Grigoła Orbieliani, Nikołoza Barataszwili. Jednakże największy jej rozkwit ma miejsce w prozie polskich i gruzińskich pisarzy realistów, takich jak Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Wasilij Barnowi, Aleksander Kazbiegi i in.

Jak wiadomo, jedną z podstawowych form recepcji jest przekład, będący odbiciem bezpośredniego zetknięcia, obcowania ze sobą literatur narodowych. Można by powiedzieć, że pojawienie się tłumaczenia wywołane zostaje potrzebą wspólnoty z historią danej literatury narodowej, ponieważ przekłada się zazwyczaj to, co odpowiada na palące problemy określonego czasu, ale jest też odpowiedzią na wymagania określonego procesu literackiego. Aleksander Wiesiełowski, z którego imieniem wiązany jest początek, pojmowanej jako nauka, rosyjskiej komparatystyki nazwał jego zasadę „встречным течением” stwierdzając: „Odczuwanie obcego jako swojego zawsze oznacza wewnętrzną zgodę na poziom tego środowiska, w którym trzeba działać”[przypis]А.Н. Веселовский, Историческая поэтика, Москва 2006, c.553.[/przypis]. Przekład artystyczny płynie zatem w jednym łożysku z twórczością oryginalną  i występuje nie tylko jako środek służący nawiązywaniu literackich relacji, ale i sprzyja wprowadzeniu nowych środków artystycznego wyrazu czy przejmowaniu doświadczenia artystycznego innojęzycznego pisarza. W historii polsko-gruzińskich kontaktów wzajemnych XIX wieku zajmuje on pierwszorzędne miejsce. Był też jedną z zasadniczych dróg zaznajamiania się czytelnika z polską powieścią XIX wieku w ogóle, a z historyczną w szczególności[przypis]Choć, jak wiadomo, wykształcona część gruzińskiego społeczeństwa, podobnie jak i polskiego, władała językiem rosyjskim i stąd drogą, na której przenikała polska literatura do Gruzji, był  nie tylko przekład na język gruziński, ale i przekłady na język rosyjski.[/przypis].

Najwcześniejszą polską powieścią historyczną XIX wieku, która pojawiła się w tłumaczeniu na język gruziński, była pierwsza część znakomitej historycznej Trylogii Henryka Sienkiewicza, naświetlającej  historię wojen toczonych przez szlachtę Rzeczypospolitej w XVII wieku – Ogniem i mieczem (1884). Zostaje ona wydana pod koniec lat 90-ch XIX wieku w czasopiśmie „Моаmbie”[przypis]Nazwy gruzińskie podajemy tu w zapisie fonetycznym i/lub oryginalnym, umieszczając zazwyczaj w nawiasie tłumaczenie na język polski.[/przypis](„Biuletyn”)[przypis]ჰენრიკ სენკევიჩი. ცეცხლითა და მახვილითა. „მოამბე”, 1894, №11-12; 1895, № 1-10; 1896, № 1-5; 7-9. (Henryk Sienkiewicz, Ogniem i mieczem, „Moambie”, 1894, nr 11-12; 1895, nr 1-10; 1896, nr 1-5; 7-9)[/przypis], założonym przez przywódcę gruzińskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego, Ilję Czawczawadze  (1837-1907), oczywiście nie bez jego aprobaty. W przekładzie gruzińskim tytuł powieści ცეცხლითა და მახვილითა (wym.: „Cechlita da Machwilita”), dokładnie odpowiada polskiemu, podobnie jak to ma miejsce po rosyjsku, z którego to języka dokonano tłumaczenia. Powieść przełożył Grigoł Kipszidze (1856-1921), współpracownik Ilji Czawczawadze, pierwszy historyk gruzińskiego dziennikarstwa, znany publicysta, tłumacz i działacz społeczny. W 1897 powieść ta wyszła drukiem w oddzielnym wydaniu[przypis]ჰენრიკ სენკევიჩი. ცეცხლითა და მახვილითა. ტიფლისი, გამომცემლობა „ქართველთა მეგობართა ტიფოგრაფია“, 1897. (Idem, Ogniem i mieczem., przeł. Grigoł Kipszidze, Tbilisi 1897).[/przypis]. Stosunek Sienkiewicza do przeszłości historycznej własnego kraju (co prawda, przedstawionej w postaci nazbyt zheroizowanej, gdzie, zgodnie z jego zamierzeniem, rozgrywają się wielkie wydarzenia i występują wielcy ludzie) w  warunkach carskiego terroru, w obliczu którego stanęło polskie społeczeństwo po zdławieniu narodowowyzwoleńczego powstania 1863 roku, był zrozumiały jako wynik tęsknoty za wspierającym ducha słowem. Właśnie ta patriotyczna idea „pokrzepienia serc” wywołała zainteresowanie powieścią Sienkiewicza również w zniewolonej Gruzji. Kipszidze był dobrym stylistą i tłumaczem, stąd też dokonany przez niego przekład wyróżniał się wysokim poziomem, co w niemałym stopniu sprzyjało popularności powieści wśród gruzińskich czytelników.  Notując książkową publikację Ogniem i mieczem, gazeta  „ცნობის ფუცელი” („Karta Wiadomości”) pisała: „Gruzińskie środowisko wydawnicze zasługuje na wielką wdzięczność za wydrukowanie tak znakomitej książki. Na nie mniejszą wdzięczność zasługuje tłumacz, Georgij Kipszidze,  którego język przekładu jest przystępny i łatwo przyswajalny przez czytelnika”[przypis]სენკევიჩის რომანი „ცეცხლითა და მახვილითა“. რეცენზია. ცნობის ფურცელი,1897, № 116. გვ.2. (Ogniem i mieczem. Recenzja  „Cnobis Purceli” 1897, nr 116, s  2).[/przypis].

Najlepsza natomiast powieść historyczna Sienkiewicza, Krzyżacy (1900), której publikację pisarz „wpasował” w dwudziestopięciolecie swojej działalności twórczej, podkreślając tym samym, że jest ona nie tylko wynikiem wieloletniego trudu pisarskiego, ale i znaczącym składnikiem duchowego spadku po nim, w języku gruzińskim po raz pierwszy pojawiła się w 1971 roku[przypis]ჰენრიკ სენკევიჩი. ჯვაროსნები. თბილისი, გამომცემლობა „საბჭოთა საქართველო“, 1971 (Henryk Sienkiewicz, Krzyżacy, przeł. Walentyna Dzidziguri, Советская Грузия, Tbilisi, 1971).[/przypis], a wkrótce, tj. w 1977 roku, została wydana powtórnie[przypis]ჰენრიკ სენკევიჩი. ჯვაროსნები. თბილისი, გამომცემლობა „საბჭოთა საქართველო“, 1977 (Idem, Krzyżacy, Tbilisi 1977).[/przypis] w tłumaczeniu współpracownicy Instytutu Literatury Gruzińskiej im. Szota Rustawieli, Walentyny Dzidziguri, która zresztą nieraz podejmowała się tłumaczenia Sienkiewicza. I nie był to przypadek. W latach 70. ubiegłego wieku, kiedy drukowano pierwsze i drugie wydanie Krzyżaków, znamienny dla politycznego położenia Gruzji był wzrost nastrojów patriotycznych społeczeństwa i odrodzenie się w nim nadziei na odzyskanie niezawisłości i możliwości swobodnego wyboru dalszej drogi rozwoju. Powieść Sienkiewicza, w centrum której wszakże tkwiła walka narodów polskiego i litewskiego z teutońskimi hordami przez wieki prowadzącymi zaborcze wojny z obydwoma narodami – walka zakończona ich rozgromieniem i wspaniałym zwycięstwem wojsk Rzeczypospolitej w bitwie pod Grunwaldem (1410)  – nie  mogła nie stać się natchnieniem dla gruzińskich patriotów. Nie mniej aktualna dla Gruzji była, i pozostaje, narodowa idea jedności wszystkich warstw społeczeństwa uzasadnionej umocnieniem państwowości, jaka pojawia się u polskiego pisarza. Wszytko to składa się na wyjaśnienie zainteresowania tą jego powieścią w dzisiejszej Gruzji – tak dużego, że w 2013 roku Krzyżacy zostali wydani po raz trzeci[przypis]ჰენრიკ სენკევიჩი. ჯვაროსნები. თბილისი, გამომცემლობა „საქართველოს მაცნე“, 2013 (Henryk Sienkiewicz, Krzyżacy, przekład Walentyny Dzidziguri, Wyd. Sakartwełos macne, Tbilisi 2013).[/przypis]. W przedmowie wydawnictwa podkreślono, że Sienkiewicz należy do tej kategorii twórców, którzy przez całe życie marzyli o wolności swej ojczyzny i temu poświęciła swoją twórczość.

Wróćmy jednak jeszcze do wieku XIX. W 1895 roku gruziński czytelnik mógł zapoznać się z jeszcze jedną polską powieścią historyczną, w której idea niezawiłości narodowej była kwestią centralną. Chodzi tu o utwór Teodora Tomasza Jeża W zaraniu (1889), drukowany na stronicach już wcześniej wspominanego tu czasopisma „Moambie”[przypis]Т.Т. Jeż, W zaraniu, „Моаmbie” 1895, nr 3-7; 9-12 (w języku gruzińskim)[/przypis] w przekładzie Tedo Sachokija, pisarza i leksykografa, znanego ze swojej współpracy przy tworzeniu unikalnego dzieła Historia katolicyzmu wśród Gruzinów. Przedstawiając narodowowyzwoleńczą walkę narodu bułgarskiego przeciw jarzmu tureckiemu, Jeż łączy romantyczną i realistyczną metodę przedstawiania rzeczywistości, osiągając w ten sposób zadziwiającą barwność i artyzm opowiadania. Powieść ta stała się szczególnie popularna wśród młodego pokolenia, mocno przeżywającego stratę narodowej niezależności. Odpowiadając na patriotyczne nastroje młodzieży, w 1898 roku na język gruziński przełożono zresztą także powieść klasyka bułgarskiej literatury, Iwana Wazowa, Pod jarzmem (1889), podobnie naświetlającą kwestię walki narodu bułgarskiego przeciw panowaniu tureckiemu.

Na przełomie XIX i XX wieku były też właściwe polskiej i gruzińskiej literaturze poszukiwania religijno-filozoficzne zmierzające do uświadomienia problematyki życia i śmierci, a także zainteresowania religijne. Spowodowane to zostało ożywieniem tradycji romantycznych, równie silnych w obu literaturach narodowych, w których walka o zachowanie narodowo-państwowej religii splatała się z ideałami walki narodowowyzwoleńczej. Wypowiedzi Ilji Czawczawadze o religii, w której postrzegał on siłę zdolną przynieść korzyść interesom narodu i ojczyzny, zna każdy Gruzin. Pisał on: „Trzy boskie i święte skarby zostały nam po naszych przodkach: ojczyzna, język i religia. Chrześcijaństwo prócz wiary oznaczało u nas całą ziemię gruzińską, było znakiem przynależności do narodu. Nawet w naszych czasach (...) Gruzin i chrześcijanin – to słowa mające to samo znaczenie”[przypis]ილია ჭავჭავაძე. ქართველი ერი და ღვაწლი წმინდა ნინოსა. თხზ. სრული კრებული ოც ტომად. ტ. VIII. თბილისი, «სახელგამი», 1928. გვ.350 (Ilia Czwczwadze, Naród gruziński i dziedzictwo świętej Niny. Dzieła zebrane w 20 tomach, tom VIII, Wyd. Sachiełgami, Tbilisi 1928, s. 350).[/przypis].

Nie jest wykluczone, że właśnie tym w znacznym stopniu można wyjaśnić trwałe zainteresowanie w Gruzji powieścią Sienkiewicza Quo vadis? (1895) przynoszącą obraz prześladowania wczesnych chrześcijan. Poznanie przez gruzińskiego czytelnika tej powieści, która jej autorowi przyniosła Nagrodę Nobla, ma swoją historię. Do wykonania jej tłumaczenia przymierzało się kilku znanych gruzińskich działaczy na polu literackim i społecznym. Jednym z nich był Niko Awaliszwili (1844-1929), znany działacz kulturalny, który wiele zrobił dla powstania narodowego teatru, a także zainicjował nastawioną na klasykę pracę przekładową w Gruzji. Władał on kilkoma językami obcymi i są podstawy dla mniemania, że Quo vadis? przetłumaczył z jednego z europejskich języków, najprawdopodobniej z francuskiego, którym posługiwał się doskonale (francuski przekład tej powieści, jak wiadomo, zaistniał w języku francuskim już w 1895 roku, a rosyjski w 1896). Tłumaczenie to, dokonane zostało na tak wysokim poziomie, że i dzisiaj nie podlega krytyce. Dopiero w 1964 roku pojawiło się Quo vadis? (gruzińskie brzmienie tytułu ვიდრე ჰხვალ, უფალო, czyt.:  „widrie chwał, Upalo”, wprowadza pytanie: „Dokąd idziesz, Panie?”) w Tbilisi, w wydawnictwie ლიტერატურა და ხელოვნება (Literatura i sztuka). W przedmowie do tego wydania historyk literatury, Tina Kapłatadze, zamieściwszy krótką informację o twórczości klasyka polskiej literatury, zauważa: „Powieść, która cieszyła się wielka popularnością w początkach XX wieku, i dzisiaj budzi zainteresowanie. Henryk Sienkiewicz to pisarz nietuzinkowy, a jego twórczość zawsze będzie przyciągać czytelnika i budzić jego zainteresowanie[przypis]კაპლათაძე თ. წინასიტყვაობა||ჰენრიკ სენკევიჩი. ვიდრე ჰხვალ. თბილისი, გამომცემლობა „ლიტერატურა და ხელოვნება“, 1964 (T. Kapłatadze, Wstęp, w: H. Sienkiewicz, Quo vadis?, przeł. Niko Awaliszwili, Wyd. Literatura i Sztuka, Tbilisi  1964).[/przypis].

Znajomość w Gruzji wspomnianej powieści sprzyjała też wystawieniu na scenach teatrów jej inscenizacji stworzonej przez znanego inscenizatora i reżysera, Nikołaja Sobolszczykowa-Samarina. Przekłady dla potrzeb inscenizacji zostały dokonane przez dwie znane osobowości kultury, a mianowicie przez aktora i reżysera Waso Abiakielija oraz przez poetę i prozaika Akakija Cereteli[przypis]Kiedy w 1914 gruzińska gazeta „Temi” opublikowała odezwę Henryka Sienkiewicza Do ludów ucywilizowanych właśnie Akakij Cereteli wystąpił, apelując: „Pomóżmy Polsce!” i zwrócił się do swoich rodaków: „Cierpiącego najłatwiej zrozumie tak samo cierpiący», mówi gruzińskie przysłowie, które, jak żadne inne, pasuje do Gruzinów i Polaków. Jest faktem, iż my, Gruzini, sami znajdujemy się w takim położeniu, że zbyt wiele zrobić nie możemy i nasza pomoc będzie kroplą w morzu, ale nie wolno zapominać i o drugim gruzińskim przysłowiu: «nawet małe, ale dane z pełnej duszy i serca, pomaga». Dlatego pomożemy Polakom znajdującym się w skrajnej potrzebie – tym, czym możemy i jak możemy!”. Zob.: А. Cereteli, Dzieła w 16 tomach, t. XIV: «სახელგამი», Tbilisi 1958, s. 605 (tekst w języku gruzińskim).[/przypis]. Za lepszy został uznany ten dokonany przez drugiego z nich.  Właśnie w tym przekładzie powieść Sienkiewicza została zaprezentowana gruzińskiemu widzowi. Przedstawienie po raz pierwszy miało miejsce w 1910 roku na scenie Kutajskiego Teatru Dramatycznego w reżyserii dyrektora tego teatru, Waleriana Szalikaszwili. W recenzji przedstawienia w gazecie „Kutaiska Karta” napisano: „Po sztukach poświęconych współczesności powitaliśmy wystawienie Quo vadis? W naszych czasach osobowość Nerona i jego otoczenie budzi wielkie zainteresowanie. Jakaż to przepaść między czasami prześladowania chrześcijan i naszymi!”[przypis]„Kutaiska Karta”, 1910, 21 XII[/przypis]. Podobny sukces osiągnęło przedstawienie ma scenie Tifliskiego Teatru Dramatycznego. „Mamy nadzieję, że teatr wystawi ten spektakl jeszcze nie raz” – pisał recenzent[przypis]Zob.: „Iwieria” 1911,nr 17; „Droeba” 1910, 23 августа; „Iwieria” 1914, nr 37 (w języku gruzińskim)[/przypis]. W 2010 roku Quo vadis? w tłumaczeniu Niko Awaliszwili zostało opublikowane ponownie, co stanowi świadectwo trwałego zainteresowania w Gruzji głęboko poważanym polskim pisarzem, którego liczne opowiadania także przełożono tu jeszcze za jego życia[przypis]Zob.: Wera Chitariszwili-Occheli w: Henryk Sienkiewicz w Gruzji,  „Przegląd Humanistyczny”, 1974, nr 2, s.125-137.[/przypis].

W kontekście filozoficzno-religijnych poszukiwań, znamiennych dla polskiej i gruzińskiej literatury przełomu XIX i XX wieku warto wskazać przekład na język gruziński pierwszego fragmentu historycznej powieści Elizy Orzeszkowej Mirtala (1886). Tę część powieści jej tłumaczka i redaktorka czasopisma „Dżedżili” („Kiełki”), Anastazja Cereteli, zona pisarza i znanego działacza społecznego, Georgija Cereteli, opublikowała w 1902 roku jako Numa Pompiliusz. Wybrany przez nią tytuł, jak się wydaje, uzasadniony był tym, że wspomina się tu Numę, drugiego cesarza starożytnego Rzymu, wyróżniającego się mądrością i bogobojnością, w czasie rządów którego nie doszło ani do wojny domowej, ani do wewnętrznego chaosu. Ten zwrot ku jego czasom daje Orzeszkowej możliwość przeprowadzenia paraleli z czasami, w których zachodzą wydarzenia powieściowe, kiedy to miała miejsce wojna żydowska, padła Jerozolima, a naród Judei, zmuszony do zamieszkania w Rzymie, biedował tam. Czy Anastazja Cereteli miała zamiar przełożyć całą powieść – nie wiemy, ale zainteresowanie nią trzeba uznać za znamienne, gdyż mogło zostać wywołane kilkoma przyczynami. Po pierwsze, na tragicznym przykładzie starożytnej Judei Orzeszkowa pokazała analogię dla tego, co stało się udziałem jej ojczyzny. Po drugie, w przetłumaczonej na język gruziński części powieści postawione zostają ważne filozoficzne pytania dotyczące sprawiedliwości, przeznaczenia człowieka, prawa jednego narodu do dławienia prawa do wolności innego narodu – nad którymi zastanawia się każdy zdeptany i ciemiężony. Te pytania Orzeszkowa włożyła w usta poborcy podatków, Menachema. Zwracając się ku Najwyższemu starzec wzywa Go: „Otwórz mi oczy i objaśnij, dlaczego zawsze cieszą się i świętują nieprawi. (...) Czyż człowiek prawy żyje tylko po to, żeby cierpieć? Czyż dlatego uczysz go sprawiedliwości, żeby szarpać jego serce niesprawiedliwością? Czy dlatego na świecie istnieje jeden naród, by gniotły go stopy drugiego narodu? (...) Ale odpowiedzi nie było (...)”[przypis]ოჯეშკოვა ელიზა. ნუმა პომპილი. ჟეჟილი, 1902. № 3. გვ. 48-51. (Eliza Orzeszkowa, Numa Pompejusz, przeł Elena Cereteli „Dżedżili” 1902, nr 3, s. 48-51).[/przypis].

Jedną z ważnych myśli powieści jest ta, iż losy narodu i pojedynczego człowieka są ze sobą nierozerwalnie splecione. Na tle wydarzeń historycznych pisarka przedstawiła los żydowskiej dziewczyny, Mirtali, która zmuszona zostaje do dokonania trudnego wyboru między miłością do mężczyzny a wiernością swojemu narodowi. Podobną ideę można odnaleźć w centrum problematyki powieści Chazarska narzeczona (1922) (ხაზართა სარძლო - czyt.: chazarta sadrdzło) Wasilija Barnowi, jednego z największych mistrzów prozy historycznej w literaturze gruzińskiej przełomu XIX i XX wieku. Przedstawiając okres pustoszących ziemie najazdów Arabów i Chazarów na Gruzję, Barnowi pokazał, jak tragiczna historia jego kraju i los dziewczyny, głównej bohaterki powieści, splatają się ze sobą, stanowiąc podstawę akcji – w tym momencie, kiedy Gruzja opłakuje tragiczną śmierć cara Arcziła, zdradziecko pozbawionego głowy przez arabskiego emira, swatana jest przez chazarskiego chana bliska krewna (siostrzenica) zabitego. Myśl o tym, że od rozkazu jednego człowieka niekiedy może zależeć los całego narodu, zbliża do siebie powieści polską i gruzińską. Anastazja Cereteli rozumiała zaś, że kwestie znajdujące odzwierciedlenie w powieści Orzeszkowej, a palące również dla Gruzji, znajdą oddźwięk w sercu gruzińskiego czytelnika – i nie myliła się.</document>
<document nplp_id="1451" title="Kilka uwag na&amp;nbsp;marginesie recepcji &amp;#8222;Quo vadis?&amp;#8221; Henryka Sienkiewicza we&amp;nbsp;Francji" slug="kilka-uwag-na-marginesie-recepcji-quo-vadis-henryka-sienkiewicza-we-francji">Przygody Henryka Sienkiewicza z Francją zasługują na szczególną uwagę. Obrazują one, do jakiego stopnia życie nad Wisłą i nad Sekwaną różniło się od siebie z końcem XIX i na początku XX wieku, i to mimo bliskości geograficznej oraz przyjacielskich stosunków, jakie łączyły od dawna ponapoleońską III Republikę z podzielonym na trzy części krajem, pozbawionym państwowości i zmierzającym przez długie dziesięciolecia ku niepodległości. Dziadek Sienkiewicza walczył w armii Napoleona, a jego brat Kazimierz zaciągnął się jako ochotnik do oddziałów Garibaldiego, aby już nigdy stamtąd nie powrócić do ojczyzny. Sam autor Quo vadis? deklarował głęboką sympatię dla Francji i wyrażał zachwyt dla jej literatury. Jego korespondencja obfituje w francuskojęzyczne zwroty bardziej lub mniej prawidłowe, zgodnie z ówczesną modą na tournures françaises.  Polski dziennikarz, który odwiedził pisarza w willi jego przyjaciela, Bruno Abakanowicza, w Parc Saint-Maur pod Paryżem, opowie w grudniu 1884 roku w petersburskim „Kraju”: „Nasz pisarz właśnie czyta Anatola France’a i chwali go. O Zoli rzekł, że to ogromny talent, jednak jego postaci trudne są do zapamiętania na przykład tak, jak pamięta się ludzi Dickensa, figury starego Dumasa; takiemu muszkieterowi jak d’Artagnan powinni Francuzi postawić pomnik na publicznym placu”[przypis]Józef Szczublewski, Sienkiewicz. Żywot pisarza, WAB, Warszawa 2006, s. 239.[/przypis]. Wprawdzie szczególnie ulubione lektury Sienkiewicza stanowiły kanon  literatury angielskiej, to jednak istotne, zdaniem Marii Bokszczanin, jego zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na literaturze francuskiej[przypis]Maria Bokszczanin, Listy do Jadwigi Janczewskiej w: Henryk Sienkiewicz, Listy tom II, część pierwsza, PIW, Warszawa 1996, s. 61-67.[/przypis].  Wielbi on twórczość Alfonsa Daudeta, a powieść Tartarin w Alpach staje się źródłem licznych błyskotliwych aluzji w listach do Jadwigi Janczewskiej. Bierze nawet prywatnie udział w polemice literackiej na temat wyśmiewczej powieści Alphonse Daudet l’Immortel, zarzucając jej autorowi w roku 1888, że przesada w satyrycznej krytyce Akademii Francuskiej bierze się u niego z zawiedzionej nadziei na honorowe wejście do niej[przypis]Henryk Sienkiewicz, Listy, tom II, część pierwsza, op. cit., s.595.[/przypis]. Sienkiewicz znał również dobrze dzieła symbolistów francuskich: Pierre’a Loti i Paula Bourget’a. Le Disciple, powieść tego ostatniego w formie dziennika, inspiruje go w tworzeniu powieści psychologicznej Bez dogmatu (list do Janczewskiej z października 1889 roku). Sam przyznał się do tego, że pogłębienie psychologiczne swych powieści zawdzięcza także częściowo Edouardowi Dujardin, wynalazcy monologu wewnętrznego, i Henri Amielowi, mistrzowi introspekcji i journal intime. Jego katalog pisarzy francuskich można by śmiało poszerzyć o nazwiska  wielkiego formatu jak Molière, Alain René Lesage, Victor Hugo, Honoré Balzac, Guy Maupassant czy Romain Rolland.

Wszelako nieco odmiennie musimy spojrzeć na intelektualne i literackie kontakty Sienkiewicza z czołowym przedstawicielem francuskiego naturalizmu, Emilem Zolą. Pierwsza gwałtowna reakcja na prozę Zoli, jaką znajdujemy w Listach, ma miejsce w marcu 1890 roku, zaraz po ukazaniu się La bête humaine: „Coś sromotnego! Dochodzę do przekonania, że jest to wprawdzie utalentowany, ale jeszcze bardziej głupi doktryner, głupi taką głupotą kwadratową, ciężką i niewzruszoną jak bloki kamienne”[przypis]Ibidem, s. 234.[/przypis]. Odium to spada nawet na A rebours Huysmansa uważanego za ucznia Zoli („szczególna książka i dziwaczna – aż do chińszczyzny lub potworności”; „autor przerafinowany, że aż zdeprawowany”[przypis]Ibidem, s. 223.[/przypis]) – najwidoczniej Sienkiewicz nie był w stanie przewidzieć, że Huysmans przeżyje za kilka lat mistyczno-religijne nawrócenie, które swoją powagą przebije nawet akces do chrześcijaństwa zakochanego w Ligii Winicjusza. Opinie te zostały wyrażone zresztą dziewięć lat po ukazaniu się słynnego zbioru artykułów Sienkiewicza O naturalizmie w powieści, piętnujących jednostronność i brutalność tego francuskiego prądu literackiego. Ocena twórczości Zoli ewoluuje jednakowoż na przestrzeni kilkunastu lat, aby w końcu, w Listach o Zoli opublikowanych w 1893 roku, dać wyraz bardziej umiarkowanym poglądom, zostawiającym już sporo miejsca dla talentu autora Germinalu, przekraczającego rzekomo wszelkie naturalistyczne schematy. Jakoż to, co zasadniczo dzieli autora Trylogii od twórcy cyklu Rougons-Macquartów, to nie tylko jego surowy sąd na temat  szpetoty owej naturalistycznej „klatki zbudowanej z fizjologicznych drutów”, w której ciasno musi być skrzydlatemu ptakowi.

Na refleksje estetyczne nakłada się dość szybko aktualność wydarzeń politycznych, której Sienkiewicz, częsty podróżnik do Francji między 1880 a 1898 i nawet i w 1910 (Ploumanach), nie mógł nie dostrzegać. Przypomnijmy, że znaczna część powieści Quo vadis? napisana została pod Paryżem w Saint-Maur-des-Fosses, 86/88 quai du Parc, w domu wspomnianego już wcześniej przyjaciela pisarza, Brunona Abakanowicza, polskiego inżyniera, wynalazcy napędu elektrycznego i maszyny liczącej, nagrodzonego Legią Honorową. Swoją rzymską parabolę historyczną ukończył Sienkiewicz też we Francji, w Nicei w lutym 1896 r. Przy Quai du Parc natomiast, spędzając tam długie miesiące na pracy nad kilkoma powieściami (Rodzina Połanieckich, Bez dogmatu), pisarz miał okazję spotkać wielu ludzi świata sztuki, kultury i nauki oraz  przeglądać regularnie francuską prasę. Wielki projekt odnowy chrześcijańskiej Europy wyrażony w Quo vadis? za pomocą rodzącej się ideologii nadziei w samym centrum potężnego imperium rzymskiego spotykał się na pewno z oczekiwaniami niektórych środowisk konserwatywnych marzących o religijnej odnowie Francji. Nie sposób pominąć zresztą niektórych odniesień w powieści do zniewolonej ojczyzny twórcy, o czym świadczy chociażby pochodzenie głównej bohaterki, Ligii, wywodzącej się z ludu Ligów, żyjącego niegdyś w krainie położonej między Odrą i Wisłą[przypis]«Moich Ligów wziąłem dlatego, że mieszkali między Odrą a Wisłą. Miło mi myśleć, iż Ligia była Polką – i jeśli nie Litwinką, to przynajmniej Wielkopolanką. To także jest poczciwy gatunek” Cytuję te słowa Sienkiewicza za Józefem Sczublewskim, Sienkiewicz. Żywot pisarza, op. cit., s. 245.[/przypis].

Prawie w tym samym czasie Emile Zola odnosi się z coraz większą troską i empatią do upośledzonych  środowisk społecznych we Francji, oddalając się tym samym od Kościoła katolickiego o nastawieniu nacjonalistycznym i prorządowym. Ostry kurs antyklerykalny, który pisarz obiera, wzmacnia u niego sympatie socjalistyczne (dodajmy, że francuski socjalizm pochodzenia syndykalnego promował od początku idee demokratyczne, kwestionując zarówno tradycję monarchii, jak i bonapartyzmu), a jego książki znajdują się nawet jakiś czas na Indeksie. Pisarz wytyka także obojętność rządów Francji i Europy wobec ludobójstwa dokonanego na Ormianach przez sułtańską Turcję w latach 1894-1896. Sienkiewicz, ze swej strony, interesuje się bardziej Europą środkowo-wschodnią, co jest w jego sytuacji całkiem uzasadnione. Śledzi on uważnie losy rodaków we własnym  zniewolonym i podzielonym kraju, i stara się wprowadzić temat polski na scenę międzynarodową. Pielęgnuje rodzime symbole: we Francji zamawia u Cypriana Godebskiego posąg Adama Mickiewicza; odsłonięcie pomnika ma  miejsce w marcu 1899 roku, pisarz wygłasza  przy tej okazji odczyt pt. Mowa polska, opublikowany później w zbiorze Dwie łąki.

Tymczasem  Francja pochłonięta  jest  w całości  jednym z najgłośniejszych  skandali politycznych w historii Europy. Dwukrotnie skazany za domniemaną zdradę francuskich tajemnic wojskowych Niemcom 35-letni Alfred Dreyfus, kapitan pochodzenia żydowskiego, staje się ofiarą spisku wewnątrz armii. Na pełną rehabilitację będzie musiał czekać całe 10 lat. Od samego początku w jego obronie staje wielu uczonych i pisarzy, podczas gdy głównym jego oskarżycielem jest Francja – antysemicka i klerykalna. Tak się składa, że trzy lata wcześniej Sienkiewicz pisze sam o sobie oraz o swoich ideałach przy okazji pracy nad Quo vadis?. Wyraża on sąd, że jego powieść przyczyniła się ogromnie „do zwrotu nie tylko idealnego, lecz wprost religijnego. Ponieważ jestem zupełnie przekonany, że racjonalizm by nas zżydził (przepraszam), wysuszył i schińszczył – więc poczytuję sobie to za zasługę. Wierzę również, że prędzej coś uzyskamy przy kierunku idealnym w Europie, niż przy tym, który reprezentuje prasa drwiąca z ideałów”[przypis]Józef Szczublewski, Sienkiewicz. Żywot pisarza, op. cit., s. 247.[/przypis]. Dodajmy, że w momencie, gdy autor dobiega do końca swojej powieści o Rzymie za czasów Nerona, francuski Szef Sztabu Generalnego ustala właśnie, iż poufny dokument przekazał Niemcom nie Dreyfus, ale major Ferdynand Esterhazy. W obliczu tej nowej sytuacji, brat oskarżonego, Mathieu Dreyfus, wszczyna kampanię o rewizję procesu.  Z całą pewnością on również walczy w obronie  ideałów. Póki co, stara się on o rehabilitację moralną niewinnie osądzonego. Autor Quo vadis? w korespondencji z Nicei donosi Janczewskiej o tym wydarzeniu: „Nie uwierzysz  do jakiego stopnia tu ludzie szaleją z powodu Dreyfusa. Jest to po prostu orgia. Ale więcej mnie zajmuje Austria”[przypis]Henryk Sienkiewicz, Listy, tom II, część trzecia, op. cit., s. 242.[/przypis].

Trzeba przyznać, gwoli sprawiedliwości, że w parlamencie austriackim doszło wówczas do ostrej walki stronnictw i pisarz dostrzegł w tym nawet ważną rozgrywkę między rasą słowiańską a niemiecką. Sprawa Dreyfusa nie schodzi jednak z  tytułowych stron gazet francuskich. Dwa lata później, w styczniu 1898 roku, w okresie wielkiego sukcesu czytelniczego Quo vadis?, sąd, ulegając atmosferze antysemityzmu i szowinizmu, uniewinnia Estherhazego. Wtedy to właśnie Emile Zola publikuje na pierwszej stronie paryskiego dziennika „L’Aurore” słynny artykuł J’accuse w formie otwartego listu do prezydenta Félixa Faure, zawierającego ostrą krytykę  rządu i wytykającego władzom prześladowanie człowieka niewinnego. Dnia 7. lutego 1898 Zola staje przed sądem przysięgłych Departamentu Sekwany, a 23. lutego zapada wyrok skazujący go na rok więzienia i 3000 franków grzywny. Sienkiewicz bawi wtedy akurat w Nicei. W liście 453 z 25. lutego notuje: „Czytałem także trochę nowszych rzeczy francuskich – i oczywiście przeglądam gazety, które się za czupryny wodzą o Zolę. To i wszystko”[przypis]Ibidem.[/przypis].

Ale nie było to bynajmniej wszystko. Następny komentarz Sienkiewicza odnośnie afery Dreyfusa znajdujemy w liście 454 z 16 marca 1898: „Czytałem Paris Zoli. – Co do jego sprawy, wiem rzeczy zakulisowe. Naturalnie, że nie Dreyfus winien, i wszyscy tu o tym wiedzą, ale mówią, że nie można było inaczej”[przypis]Ibidem.[/przypis].

Nie można było inaczej, więc w lipcu tego samego roku Zola, za namową przyjaciół, decyduje się opuścić Paryż i udaje się na emigrację do Londynu. Do Francji powróci dopiero za rok, po uchyleniu wyroku przez Trybunał Kasacyjny. Ułaskawiony  zostaje dopiero na mocy amnestii uchwalonej w r. 1900. Wytoczony przeciw niemu proces odbywający się w gorącej atmosferze manifestacji i politycznych konfrontacji odbija się szerokim echem na całym świecie. Jest to moment, w którym ogromnie ceniony i lubiany przez Sienkiewicza pisarz, Anatole France, nazywa Zolę „przebłyskiem sumienia ludzkości”[przypis]G. Robert, Emil Zola, przeł I. Wachlowska, Warszawa 1968, s. 177-181.[/przypis].

Zarówno Sienkiewicz, jak i Zola, ożywieni byli nowym duchem Europy, a ich działalność literacka i polityczna zmierzała do niezbędnego jego urzeczywistnienia. Ich światopogląd różnił się zasadniczo, choć obaj byli w stanie dokonać wielu wyrzeczeń na rzecz marzeń o lepszym świecie. Sienkiewicz próbował reaktywować chrześcijańską ideę ewangelicznej troski o bliźniego wzbogaconą o pogańską, cesarsko-rzymską estetykę i filozofię. Starał się krzepić serca Polaków, a ostatnie lata życia spędzone w szwajcarskim mieście Vevey poświęcił wyzwoleńczym aspiracjom swego kraju. Tom pod redakcją Zbigniewa Przybyły uprzytamnia nam dobitnie, w jak trudnych okolicznościach przyszło autorowi Trylogii balansować między interesami Ententy i mocarstw centralnych[przypis]Zob. Henryk Sienkiewicz i jego twórczość, red. Zbigniewa Przybyły, Wydawnictwo Naukowe Księgarnia Akademicka, Częstochowa 1996.[/przypis]. Sienkiewicz zmarł w 1916 roku na obczyźnie i nie było mu dane cieszyć się odzyskaniem niepodległości umiłowanej ojczyzny.

Emile Zola postawił sobie za zadanie stworzyć powieść eksperymentalną opartą na  obiektywizmie narratora. W sposób racjonalny poddał w niej krytyce kult cudów i objawień, zaatakował skostniałe struktury hierarchii kościelnej oraz jej nieczułość na problemy społeczne. Swoją postawą obywatelską zwalczał odruchy fanatyzmu i nietolerancji wobec innych, przygotowując tym samym grunt do narodzenia się nowoczesnego państwa demokratycznego. Żył w środku Europy, ale w trudnych czasach. Istnieją poważne podstawy, aby sądzić, że w 1902 roku został zamordowany na tle politycznym.

Przypomnijmy, że we Francji Quo vadis? próbuje z początku wydać obóz zachowawczo-katolicki. W 1896 roku baronowa de Baulny ogłasza wyjątki tej powieści w „Correspondant”, gdzie nosi ona dopisek Un roman chrétien (powieść chrześcijańska)[przypis]Zob. Mieczysław Brahmer, Powinowactwa polsko-włoskie. Z dziejów wzajemnych stosunków kulturalnych. XVII. Z dziejów Sienkiewicza w krajach romańskich, PWN, Warszawa 1980, str. 285.[/przypis]. Od tego  momentu etykieta ta powracać będzie regularnie przy tytule książki. W marcu 1900 roku Henryk Sienkiewicz, znużony staraniami podjętymi u swego francuskiego tłumacza Potopu i Rodziny Połanieckich, decyduje się wreszcie przekazać wyłączne prawo do przekładu  Quo vadis? Bronisławowi Kozakiewiczowi wspomaganemu przez drugiego tłumacza, J.L de. Janasza. Pierwszym wydawcą tej powieści jest w Paryżu la „Revue Blanche” założona w roku 1991 przez braci Natanson  i rozwijająca działalność w duchu awangardy i eklektyzmu a zaliczana do postępowego odłamu młodych republikanów stojących po stronie „dreyfusardów”. Na jej łamach publikowali tacy pisarze, jak Guillaume Apollinaire, Alfred Jarry, Marcel Proust, nie oznacza to jednak, że jej profil skierowany był na szeroką publiczność. Wydawnictwo to z trudem docierało do szerszej grupy czytelników choćby ze względu na bardzo małe nakłady wydawanych przez niego książek. Sukces „powieści z czasów Nerona” był więc, za sprawą tego wydawnictwa, tyleż znaczący, co nieoczekiwany. Tym bardziej, że francuski przekład tej książki zdystansowany był od kilku już lat przez inne liczne publikacje:  angielską (1896), rosyjską i czeską (1897), niemiecką (1898), oraz włoską, bułgarską, duńską, portugalską (1899) itd. (razem w 22 językach). Czym się zatem tłumaczy  ów rzadki sukces komercyjny pobity właśnie we Francji, gdzie ukazało się aż 200 edycji  dzieła na przestrzeni jednego roku 1900, nie licząc następnie tak zwanych wersji spopularyzowanych  Quo vadis?, by nie powiedzieć chybionych, lecz mnożących się aż do lat 1929-30 i w coraz mniej rzetelnych tłumaczeniach. Marja Kosko próbowała już udzielić odpowiedzi na to pytanie, analizując w swojej pracy, wyróżnionej w 1936 roku prestiżową Nagrodą Polskiej Akademii, przyczyny zarówno gorączki czytelniczej, jak i charakterystycznej rezerwy literackich środowisk opiniotwórczych we Francji względem tej sławnej powieści Sienkiewicza.

Co się tyczy gorączki, chciałbym, dla ostudzenia emocji, przytoczyć w tej kwestii opinię naszego włoskiego kolegi, Luigiego Marinelliego z Uniwersytetu La Sapienzia, który w sposób błyskotliwy przedstawił w tym roku teorię dwuznaczności tej książki, tłumacząc tą drogą jej niebywałe powodzenie. W tym celu przywołuje on Escarpitowski termin „twórczej zdrady” i podkreśla „różnicę jakościową, ale też ilościową w przedstawieniu świata i postaci pogańskich w porównaniu z chrześcijańskimi”. Zauważa słusznie, że „wobec silnie i wyraziście zarysowanych postaci Nerona, Petroniusza, Eunice nikną blade, jednowymiarowe figury Winicjusza, szczególnie po jego nawróceniu, Ligii, a nawet Ursusa”[przypis]Luigi Marinelli, Dwuznaczność „Quo vadis”, w: Sienkiewicz dzisiaj. Eseje o twórczości autora Trylogii, redaktor prowadząca: Anna Lonkwic, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2016, s. 204.[/przypis]. Ryszard Koziołek również zwraca uwagę na swoistą cielesność scen autora Krzyżaków i Quo vadis?: „Sienkiewicz opowiada w powieściach współczesnych o miłości wcielonej w konkretne ciała; bada nieufnie jej siłę, tropiąc ciemną energię instynktów, które igrają jednostkami, odurzając je i kamuflując śmiertelny horyzont erotyzmu”[przypis]R. Koziołek, Martwe kobiety, w: ibidem, s. 314-315.[/przypis].

Wszystko wskazuje na to, że w przepojonej surowym jansenizmem Francji Quo vadis? odegrało zarazem rolę rewelatora i neutralizatora ukrytych głęboko tęsknot erotycznych. Dlatego niektórych katolików francuskich razi zmysłowa atmosfera wyuzdanych scen i ponętny obraz rozpusty  świata starożytnego. Jest to zarzut zrozumiały, zwłaszcza w chwili, kiedy Francja odkrywa ze zdziwieniem serię bardziej ascetycznych nawróceń ludzi pióra (Joris-Karl Huysmans, François Coppée, Ferdinand Brunetière). Nie można się też dziwić, że olbrzymiej poczytności książki przeciwstawia się zdecydowanie stanowisko wpływowej wówczas krytyki (Léon Bloy – którego pamięć odnowił świeżo Michel Hoeullebecq w Uległości, Henri Bordeaux, Camille Mauclair, Adolphe Brisson, Henri Dac, Albert Sorel, Léon Daudet)[przypis]Zob. Marja Kosko, La fortune de Quo vadis ? en France, Slatkine Reprints, Genève 1976, chap. II „Les principales critiques adressées à Quo vadis ?”, s. 117-150.[/przypis].

Rozgłos  Quo vadis?, to znaczy główna fala powodzenia tej książki, ogranicza się, jak wiemy, we Francji do kilku lat, chociaż i później odzywają się jej osłabione echa, utrwalone przeróbką operową, filmową, a nawet komiksową, à destination du grand public na łamach dziennika „Paris-Jours” 1966[przypis]Fragment tego tekstu opublikowało warszawskie „Forum” z 3 lipca 1966.[/przypis]. W 1971 wydanie Quo vadis? zostało wznowione w formacie Livre de Poche i opatrzone nieoczekiwanie przedmową Henri de Montherlanta, wielkiego pisarza zafascynowanego ponoć od dzieciństwa tą „powieścią chrześcijańską” mimo swej nieukrywanej niechęci do męczenników-apostołów Piotra i Pawła oraz innych wyznawców wiary Chrystusowej. Po nim następuje jeszcze wydanie w serii Le Classique de Poche  pod redakcją Michela Zinka (za każdym razem w tłumaczeniu Kozakiewicza). Klamra domyka się wreszcie wraz z ostatnim, naukowo najbardziej wiarygodnym, wydaniem Quo vadis? nakładem GF Flammarion 2005 (setna rocznica Nagrody Nobla) przy starannym opracowaniu tekstu przez Daniela Beauvois, który po raz pierwszy wykorzystał konkurencyjne tłumaczenie Ely Halpérine-Kamiński z 1904 roku, niesłusznie, jego zdaniem, pomijane i niedocenione przez kolejnych francuskich wydawców.

Zarówno Marja Kosko, której praca została dwukrotnie wznowiona we Francji (José Corti 1960, Slatkine 1976),  jak i Daniel Beauvois w swej Prezentacji do wydania 2005, zwrócili oboje uwagę na paradoksy i nieporozumienia, jakie pojawiły się wokół tej książki we Francji pod rządami umiarkowanego republikanina Waldeck-Rochera (1899-1902) oraz radykała o antyklerykalnym nastawieniu, Emile’a Combesa (1902-1905). W przeciwieństwie do wykreślonej od dawna z mapy Europy Polski, dążącej do odzyskania niepodległości, Francja przeżywała wówczas okres burzliwych i często dramatycznych  rozgrywek politycznych, moralnych, wojskowych i religijnych w następstwie sprawy Dreyfusa mocno dzielącej Francuzów na dwa zwalczające się nawzajem obozy w latach 1894-1906, oraz na skutek trochę mniej słynnego, ale dość znaczącego skandalu Amadeusza Thalamasa. O tym ostatnim Sienkiewicz nie wspomina nigdzie, chociaż sprawa odbiła się szerokim echem we Francji. 17. lutego 1909 roku bojówkarskie grupy wielbicieli Joanny d’Arc wdzierają się na Sorbonę i wymierzają publicznie cielesną karę młodemu profesorowi z liceum Charlemagne, który jakoby zbezcześcił pamięć ich religijno-narodowej świętości.

Byłoby jednakowoż uproszczeniem sprowadzać wszystkie te wydarzenia do jednoznacznej konfrontacji środowisk demokratyczno-republikańskich z konserwatywnymi nacjonalistami z Action Française (aktywnie wspomaganych młodą  generacją tzw. Camelots du roi). W momencie, gdy Francja pod rządami Maurice’a Rouviera przegłosowywała głośną ustawę rozdziału Kościoła i państwa według wcześniejszego projektu Aristide’a Briand’a (1905), która określała na przyszłość jej statut laickiego państwa w Europie, Henryk Sienkiewicz, po niedawnych sukcesach teatralnej przeróbki Trylogii na deskach teatru Sarah Bernard w Paryżu oraz po gigantycznych nakładach Quo vadis?, otrzymywał właśnie najwyższe literackie wyróżnienie, jaką była (i jest do dzisiaj) Nagroda Nobla.

Dlaczego wszakże czytelniczy odbiór Quo vadis? pozostaje w tak wielkiej sprzeczności z ocenami światłej krytyki literackiej tamtych czasów? Przecież nie może być tutaj mowy o spiskowych postawach pisarzy i krytyków francuskich. A może w taki właśnie sposób manifestuje się ich zazdrość wobec polskiego pisarza w obliczu miernych sukcesów prozy francuskiej? Na to pytanie nie ma, jak dotąd, jednoznacznej odpowiedzi. Jednakowoż właściwe rozpoznanie źródeł i kontekstów burzliwych lat na przełomie XIX i XX wieku w ujęciu kulturoznawczym umożliwia nam obecnie głębsze niż do tej pory wyartykułowanie ówczesnych opinii i polemik na temat polskiego pisarza w kraju Emila Zoli i Anatola France’a (od Charlesa Maurrasa, poprzez Léona Daudeta, Léona Bloy’a, Eugène’a Monforta i Henry’ego Bordeaux, i nie tylko) oraz, w następnej kolejności, ukazanie w nieoczekiwanie  intrygującym świetle obecności twórczości Henryka Sienkiewicza we Francji w dniu dzisiejszym. Otóż wszystko wskazuje na to, że pewne niezatarte stereotypy i clichés związane z wyobrażeniowym światem Quo vadis? stereotypy niekoniecznie dobrze rokujące na przyszłość odżywają w nowej francuskiej rzeczywistości.  Zastanawiające jest na przykład i dające wiele do myślenia ostatnie kieszonkowe wydanie Trylogii z 2013 roku  usytuowane w kategorii „powieści katolickich” (pod auspicjami mało znanego, lecz afirmującego swoją niechęć do „żydo-masonerii” i swą sympatię dla autorów o profilu „antyrewolucyjnym” - ESR Saint-Remi, Collection Livres en Famille – antyliberalnego, ultrakonserwatywnego wydawnictwa zbliżonego do ideologii Marine Le Pen, stojącego, jak ono samo twierdzi, „na straży literatury katolickiej”.

Zjawisko to każe się nam zastanowić nad wspólnym losem i wspólną przyszłością naszej starej, targanej różnymi trendami i namiętnościami Europy. Podobnie jak Winicjusz przechodząc na stronę chrześcijan, odkrywa nagle zupełny brak porozumienia ze swym starym i wypróbowanym przyjacielem Petroniuszem, tak też radykalne środowiska konserwatywno-nacjonalistyczne odcinają się od republikańskich zasad stanowiących obywatelski cokół francuskiej nowoczesności. Dla lepszego zrozumienia zawiłości tych zagadnień, chciałbym zacytować, w formie konkluzji, ciekawe sformułowanie Ryszarda Koziołka: „Jeśli treścią Quo vadis? jest opowieść o niemożliwości współistnienia chrześcijaństwa z niechrześcijaństwem, to nie jest to powieść historyczna, ale genealogiczna, wiodąca nas do źródeł problemu, który dla gwałtownie sekularyzującego się świata XX wieku znów stał się dojmujący”[przypis]Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 63 (rozdział „Kod QV”).[/przypis].</document>
<document nplp_id="1452" title="«Сенкевич  ближе к нашей литературе…»  Вхождение романа «Без догмата» в круг чтения русского читателя" slug="%d1%81%d0%b5%d0%bd%d0%ba%d0%b5%d0%b2%d0%b8%d1%87-%d0%b1%d0%bb%d0%b8%d0%b6%d0%b5-%d0%ba-%d0%bd%d0%b0%d1%88%d0%b5%d0%b9-%d0%bb%d0%b8%d1%82%d0%b5%d1%80%d0%b0%d1%82%d1%83%d1%80%d0%b5">Кто-то заметил, что факт содержит в себе ровно столько, сколько удается в нем увидеть. Что можно увидеть в факте вхождения в круг чтения, а значит, и в литературный процесс иноязычного произведения? Что может прояснить в этом событии сопровождающая его оценка текущей критики – основного для истории свидетельства того, что и как удалось прочитать современникам? Почему спустя десятилетия – а то и целый век – это все еще представляет интерес?

Интерес, который вызывает иноязычное произведение, определен для читателя,  прежде всего, степенью узнаваемости в чужом собственных проблем. Узнавание в чужом своего размыкает пространство обоих, прежде всего – расширяет семантическое поле самого текста, который видится на более широком фоне, проходит проверку значимости и масштаба опытом других литератур.

Текущая критика первой фиксирует знаки подобных схождений, вычитывая и  соответствующие  злобе дня ассоциации. И сама эта «злоба дня» – то есть внелитературная действительность, ставшая импульсом к созданию и материалом произведения, и стереотипы ее восприятия, и живой художественный контекст собственной и чужой литературы создают пространство, в котором и действуют фиксируемые критикой «притяжения» и «отталкивания» – психологические, социальные, эстетические – формирующие репутацию произведения. Эта меняющаяся во времени репутация становится – на каждый данный момент истории – реальным содержанием произведения, тем, что данному времени удалось из него вычитать («критика всего лишь метаязык», «дело ее – устанавливать вовсе не “истины”, а только “валидности”»[przypis]Р.Барт. Что такое критика // Избранные работы. Семиотика. Поэтика. М., 1994. С.272.[/przypis]). Другое время будет читать его иначе, но то первое прочтение – как первая матрешка – навсегда остается внутри.

Если же речь идет об иноязычном произведении, то оно входит в другую литературу в переводе. Чужое художественное слово здесь «приживляется», «прививается» к восприятию форм художественного языка, сложившихся в собственной литературе. Сложное взаимодействие традиций чужой и собственной культуры и внелитературной реальности, которое образуется в результате перевода и его прочтения, становится художественным фактом, воздействующим на принимающую литературу.

Переводное произведение начинает жить в чужой литературе, обретает в ее истории  свою историю прочтения – прежде всего, в толкованиях критики. И здесь действует тот же закон: с переменой историко-культурного контекста восприятия меняется и вычитываемое содержание. Перефразируя слова Р.Барта  –  заменяя или, точнее, дополняя  временную координату пространственной, можно сказать, что цель критики – «в том, чтобы приладить –  как опытный столяр “умелыми руками” пригоняет друг к другу две сложных деревянных детали, –  язык, данный нам нашей эпохой [добавим: и нашей культурой – И.А.) [...] к другому языку, т.е. формальной системе логических ограничений, которые выработал автор в соответствии со своей собственной эпохой (добавим: и собственной культурой – И.А.)[przypis]Там же. С.273.[/przypis]. Позиция взгляда «со стороны» оказывается чем-то сродни положению историка своей литературы. Дистанция в пространстве как бы уравнивается с дистанцией во времени, поскольку в одном, и в другом случае исследователь, изучая предмет своего исследования, вынужден погружаться в другую среду, другую историческую конъюнктуру, другой контекст, другой понятийный язык.  Сама плотность знания в этом случае неизбежно иные у современника событий и человека, который их изучает издалека – пространственного или временного. И эта дистанция диктует свои вопросы к предмету изучения. У каждого времени свои вопросы к прошлому и отвечает оно чаще всего не на те вопросы, которые его вызвали к жизни, а на те, которые новая реальность выдвигает. Выражение критиком его собственных вкусов и предпочтений, по словам Е.Яжембского, является «signum temporis, проявлением определенных эстетических и познавательных установок своего времени»[przypis]J.Jarzębski. Krytyka: kilka słów wstępu // Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Między rynkiem a uniwersytetem. Kraków, 2007. S.6.[/przypis]. Именно поэтому текущая критика  оказывается уникальным материалом для исследователей последующих эпох: «Описывать критику –  это описывать и нас самих, определяя болезни организма культуры»[przypis]Ibidem, s.9.[/przypis]. Кроме того, как бы ни были субъективны и разномасштабны критические прочтения, они достаточно отчетливо показывают, как – благодаря литературе и тем переживаниям жизни, которые литература вызывает в читателе, происходит глубинное – на уровне художественного языка – сближение культур.

Таковы основные теоретические парадигмы в которых интересно увидеть отдаленный от нас более, чем на столетие факт вождения в круг чтения русского читателя романа Сенкевича «Без догмата».

Этот историко-литературный сюжет начался в 1890 г., когда подписчики журнала «Русская мысль» получили январский номер с первыми главами романа Сенкевича в переводе Лаврова, и имел свою предысторию, связанную с личностью переводчика и издателя.

Вукол Михайлович Лавров родился в 1852 г. в городе Елец Орловской губернии в семье богатого купца – торговца хлебом. Надо представить себе географию России – место крохотного уездного городка на ее карте. И то, чем был – в сословной иерархии – купец того времени. Надо представить себе, наконец, российскую провинцию тех лет, чтобы по достоинству оценить зигзаг, который был предначертан судьбой – или случаем – сыну елецкого хлеботорговца, который по всем законам жизни должен был тоже купцом.

Детство и отрочество Лаврова приходятся на 1850-60-е гг. Это были годы подъема демократических настроений, но и годы резких политических контрастов, давших России свои проблемы и исторические и человеческие сюжеты. Отметим только один факт. 1863–64 – годы польского восстания и его трагического подавления, ибо к нашей теме он имеет прямое отношение. Русское  общество в отношении к польскому восстанию и польскому вопросу – как, очевидно, любое общество в отношении к подобным фактам – разделилось тогда на две, неравные части: официальную точку зрения разделяла одна; боль, стыд, солидарность с потерпевшими поражение борцами за свободу, переживала другая. Возможно, первым импульсом интереса и горячего сочувствия к Польше, Лавров обязан старшим сестрам, сильно, как это называлось тогда, зараженным демократическими настроениями. По его собственным словам, «начавшаяся в те годы в известной части русского общества травля всего польского возбудила» в нем «чувства возмущения и протеста»[przypis]Е.Orzeszkowa, Listy zebrane. T.2. Wr. 1955. S.332.[/przypis]. Под влиянием этих чувств Лавров выучил польский язык, увлекся польской литературой и стал ее пропагандистом в России. Став наследником отца (в 1878 г.), Лавров не стал наследником его дела. Он предпочел потратить огромный капитал на неблагодарное (если учесть цензуру) и хлопотное дело – издание журнала. После закрытия «Отечественных записок» «Русская мысль» стала самым прогрессивным органом русской печати. Важнейшей своей задачей Лавров считал культуртрегерство, популяризацию зарубежной литературы, в первую очередь, литератур славянских, а среди них – польской. С 1881 г., когда начал выходить новый журнал, Лавров регулярно печатает в нем переводы польских писателей. Сенкевич, Гомулицкий, Жеромский, Ожешко, Конопницкая, Прус, Реймонт, Юноша, Серошевский, Тетмайер, Шиманский входили в круг чтения либеральной русской интеллигенции, формировали ее вкусы, ее этику и эстетику, ее мироощущение.

На эту последнюю четверть Х1Х в. пришелся и общий пик популярности польской литературы в России. «Нет ни одного более или менее талантливого польского писателя, – писал именно об этом в 1885 году русский критик, – произведения которого не переводились бы на русский язык и о котором русская критика не сказала бы своего доброго слова. Произведения польских писателей переводятся немедленно после выхода их в свет, а некоторые, как нам известно, переводились даже с корректурных листов […]»[przypis]Е.Б. Русско-польские литературные отношения // Неделя, 1885, №45. С.154.[/przypis]. Можно только позавидовать современникам Лаврова, не знавшим гримас нашего времени,  именуемых сегодня «пропущенными впечатлениями» и искажающих читательские представления о литературном процессе.

Лавров начал печатать «Без догмата»  на следующий год после появления чеховского «Иванова» и «Скучной истории», прочитанных как произведения об отсутствии у современного интеллигента «общей идеи»; в год опубликования в Женеве запрещенной в России «Крейцеровой сонаты» Толстого, которая, доходя до русского читателя контрабандой, вызывала бурные споры о ее главном герое и позиции автора; в год выхода сборника рассказов и повестей Чехова «Xмурые люди» Чехова, давшего кодовое название героям беллетристики 1880–90-х гг. Польский роман воспринимался русским читателем на фоне текущей беллетристики П.Боборыкина, Гл.Успенского, И.Потапенко, Д.Мамина-Сибиряка, В.Короленко, А.Эртеля и др.

Как в жизни, так и в литературе, оперирующей с повседневностью, преобладало ощущение кризиса, тупика, «сумерек». Но в то же время 1890 г. – своего рода эпилог 1880-х гг. – был годом, когда под спудом этой господствующей общественной эмоции – ощущения упадка – начинало формироваться и иное мироощущение, для выражения которого литературе предстояло выработать новый художественный язык. Мережковский определил этот период как время крайнего материализма и крайних идеальных порывов духа.

В этой атмосфере началось печатание романа в январском номере журнала, и уже в конце месяца появился первый отзыв. География и количество критических откликов на роман Сенкевича в русской периодике сегодня впечатляет: помимо Санкт-Петербурга и Москвы – Тифлис, Вильно, Варшава, Рига, Киев, Астрахань, Екатеринбург, Саратов, Самара, Томск. Впечатляет и нетерпение критики: отзывы появлялись практически после каждой журнальной подачи. «Интерес конца» – основное, по определению М.Бахтина, свойство романа – похоже, направлял саму критическую мысль, не знавшую еще этого определения, но выражавшую именно этот читательский импульс. Характерно, что это были не просто краткие библиографические сообщения о факте публикации романа с более или менее подробным пересказом содержания напечатанных глав – что широко практиковалось в те годы как в журналах, так и в газетах – а достаточно объемные критические отзывы.

Роман, начатый в январском номере, печатался затем в девяти номерах, то есть почти весь год. Чтение «по частям» – в журнальной публикации – особое чтение. Материалы, составляющие номер толстого литературного журнала, образуют свое содержательное пространство, и читаемый роман неизбежно воспринимается в соседстве и соприкосновении с этим первым контекстом. Так, публикация романа Сенкевича началась и продолжалась в соседстве с романом Лескова о судьбе мюнхенской школы живописи «Чертовые куклы», повестью забытого ныне десятистепенного беллетриста Салова из жизни степных помещиков – деревенских кулаков, стихами молодого Мережковского и, что особенно примечательно, статьей Спасовича о поэте и друге Пушкина князе П.А.Вяземском и его взглядах на польский вопрос. Рядом с романом Сенкевича печатался «Чайльд-Гарольд» Байрона в переводе Козлова, роман Мопассана «Наше сердце» и многое другое.

Кроме того, русский читатель – по свидетельству критики – нетерпеливо ждал в этот кризисный период крупного произведения «общественного содержания».

С дистанции более чем столетней давности отчетливо вырисовываются контуры проблем, в которых пыталась разобраться русская критика, имея перед собой текст польского романа.

Роман «Без догмата» был воспринят как произведение, чрезвычайно симптоматичное и актуальное для эпохи fin de siecle именно настроением «искания истины»[przypis]Последние романы Генрика Сенкевича // Сибирский вестник, 1897, №69 (27. II). C.2.[/przypis]. На фоне других прочитанных произведений он выделялся как серьезностью переживания кризисной ситуации, так и отношением к главной проблеме – проблеме поведения и мироощущения современного человека. «Роман будет скучноват для обыкновенного среднего читателя, привыкшего находить в романах чисто внешний интерес содержания [...] В романе много рассуждений, анализа, мало действия, а это, как известно, смерть для любителей забористого чтения»[przypis]Г.Ф. Зданович. Журнальные заметки: Роман Сенкевича «Без догмата» и роман Ги де Мопассана «Наше  сердце» // Новое обозрение, 1890, №2404. С.1.[/przypis], – предупреждал один из рецензентов.

При этом «Без догмата» русскому читателю виделся романом подчеркнуто западным. В нем, как свидетельствуют отзывы тех лет, намного отчетливее, чем в русской литературе, ощущалась связь литературы с современной философией и наукой в ее западных образцах. Это «совершенно оригинальное направление в новейшей литературе [...] которое поднимает значение литературного произведения на необычайную высоту служения общечеловеческим интересам, на ту высоту, где до сих пор незыблемо утвердилась только одна наука»[przypis]Н.Остроумова. Журнальные заметки // Русская мысль, 1890, № 7. С. 144.[/przypis].

В центре всех без исключения критических отзывов оказывались герой романа Плошовский и заглавие как формула его мироощущения, требующая четкой нравственной оценки.

Если первая же встреча с литературным героем, по словам Л.Гинзбург, должна быть отмечена для читателя «узнаванием, некоей мгновенно возникающей концепцией», «типологической и психологической идентификацией персонажа»[przypis]Л.Гинзбург. О литературном герое. Л., 1979. С.16.[/przypis], то «узнавание» Плошовского для русской критики 1890-х гг. прошло через ряд уточнений, меняющихся и расширяющихся кругов ассоциаций, образующих подвижный, но в целом все-таки достаточно устойчивый историко-литературный контекст прочтения романа.

Плошовский прежде всего был отнесен к категории героев, «лишенных воли и определенных целей жизни», отмечалось, что это – «европейски образованный и блестящий человек, следящий за жизнью и ее явлениями» в качестве «умного наблюдателя [...] но не принимающий никакого в ней участия [...] жертва своей интеллигентности и понимания, своих нервов и вечного колебания и нерешительности»[przypis]Г.Ф.Зданович. Журнальные заметки. Цит. изд. С.1.[/przypis].

Через несколько лет, когда Лавров перевел и «Семью Поланецких», и «Камо грядеши», и русская критика восприняла их вместе с «Без догмата» как трилогию об «основных вопросах человеческого духа»[przypis]Последние романы Генрика Сенкевича. Цит. изд.[/przypis], ею была сформулирована и основная идея художественных поисков Сенкевича: как «переход от знания к вере и возможности только в вере найти все ответы на свои сомнения и запросы духа»[przypis]Е.А.Соловьев. Литературная хроника //Новости и биржевая газета, 1896, №133 (16.V). С.3.[/przypis]. Представив в романе «Без догмата» сознательный скептицизм личности, потерявшей смысл существования, Сенкевич в «Семье Поланецких», как полагает критик, изображает искание положительных основ для жизни, а в «Камо грядеши», в образцах чистой любви, высокого нравственного героизма и страстной твердой веры «наглядно показывает начала, которыми должны определяться основы жизни»[przypis]Последние романы Генрика Сенкевича. Цит. изд.[/przypis]. После эпохи Спенсера, Дарвина, Бокля – эпохи естествознания, сменившей искания Фихте и Шатобриана – человеческая психика оказалась заложницей поиска веры. Т.о., Плошовский воспринимается лишь как «жертва [...] интеллектуального процесса разложения старых верований и взглядов»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Публичная лекция. Спб., 1896. С.15.[/przypis].

Но прежде, чем сделать этот вывод, критика, обозначив черты Плошовского как характера эпохи, задала вопрос – едва ли не самый больной для времени – откуда берется такая психология. Сама эта проблема, как было сказано выше, оказывалась чрезвычайно актуальной для российской жизни тех лет. Поэтому первая читательская эмоция «подверстывала» Плошовского к подобным героям своей литературы.

Л.Оболенский, автор одной из самых серьезных статей того времени о Сенкевиче, поставивший его в ряд современных польских писателей, хорошо уже известных русскому читателю – Ожешко, Пруса, Маньковского, а героя романа «Без догмата» еще и в диахронический ряд «типов русской беллетристики», представлявших как бы литературный прообраз Плошовского, не просто провел достаточно очевидные (и повторявшиеся позже в  других статьях) параллели с героями русских романов, так называемыми «лишними людьми» – Онегиным, Печориным, Рудиным, Бельтовым, Раскольниковым, Райским и др.», но попытался обозначить этапы историческо-психологической мотивации подобных характеров.  Он утверждал, что если Пушкин еще не затрагивает причин «дряблости» Онегина, то Лермонтов уже ставит этот вопрос и объясняет характер Печорина отсутствием дела; Герцен и Тургенев приводят в качестве объяснения личностей Бельтова и Рудина особый философский склад ума, Гончаров объясняет Обломова развращающей личность сущностью крепостного права. Сенкевич же, по мнению Оболенского, «обогащенный западной наукой», указывает еще на одну причину – «вырождение, вымирание» старых европейских родов[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Критический этюд. // Русское Богатство, 1891, №5-6. С.205.[/przypis] (имея в виду популярное в те годы исследование Якоби о постепенном дряхлении и угасании древних родов). Надо учесть, что само понятие вырождения  – на фоне концепций европейских ученых, о которых публика имела представление скорее по публицистическим фельетонам и адаптациям –  дискутировалось российской критикой тех лет еще и в связи с появлением на литературной арене плодовитого беллетриста Муравлина, урожденного князя Голицина, который вошел в литературу с темой вырождения дворянских фамилий.

Но главной причиной этого психологического феномена большинство русских критиков считало тупиковую философию позитивизма. «Скептицизм и рационализм стоят как два разбойника на большой дороге человеческого прогресса и отнимают у человека один за другим […] все иллюзии»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Цит. изд. С.13.[/przypis], –  писал И. Гофштеттер. Та же мысль присутствовала во многих других статьях и рецензиях. Т.о. тезис о скептицизме Плошовского как общеевропейской черте, родившейся из неудовлетворенности позитивизмом, был не только принят как истина, но постепенно сделался общим местом (скептицизм Плошовского  «смахивает на байроническое разочарование» или «модный ныне шопенгауэровский пессимизм»[przypis]К.Иванович. Литературные заметки // Киевлянин, 1980, №240. С.2.[/przypis]).

Однако, по мнению критиков, этот общеевропейский скептицизм совпал в душе Плошовского со «славянским безволием», «с присущим славянам гамлетовским преобладанием чувства над действием и с полной утратой энергии жизни, – этой болезнью аристократии, проистекающей вследствие материальной обеспеченности и отсутствия роковой необходимости борьбы за существование»[przypis]Там же.[/przypis].

Так уточнялась в общественном сознании мотивировка – социальная и психологическая – этого типа, сближающая для русского читателя западный, но все же славянский роман, с традицией своей литературы.

Поэтому закономерной видится возникавшая при многочисленных сопоставлениях романа Сенкевича с произведениями русских авторов типология или, скорее, своеобразная генеалогия героя. Так, в упомянутой выше статье Л.Оболенского речь идет о том, что польская беллетристика семидесятых и восьмидесятых годов выводила типы, подобные типам русской литературы 1820-х, 1840-50-х гг. Это рассматривалось как «совпадение типов, хотя и несколько запоздавшее для Польши»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.200.[/przypis]. И.Гофштеттер придерживался иной позиции: «В современной польской литературе […] последователем русских тенденций в искусстве является талантливый беллетрист Генрих Сенкевич в своем прекрасном романе “Без догмата”»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Цит. изд. С.5.[/przypis].

Интересно, как никто из критиков, создавая вокруг имени Сенкевича и его героя Плошовского определенные ассоциативные цепочки имен, не вспомнил Чехова, поставившего в «Скучной истории» вопрос об «общей идее» как нити жизни, в «Иванове» выведшего тип русского лишнего человека 1980-х гг., спустив его с онегинско-печоринских котурн, а в «Дуэли», появившейся спустя год-два после «Без догмата», показавшего рядовое поведение «плохого хорошего человека», подобно Плошовскому не имеющего цели, но не имеющего также и его культуры и европейского лоска.

Хотя критики, проводя параллели Плошовского с героями русских романов, называли примерно одни и те же имена, можно заметить различные принципы сопоставления, указывающие как на неизбежную субъективность и произвольность личных ассоциаций, так и на объективные трудности становления историзма мышления в критике.

Так, выделяя в качестве основной черты характера Плошовского слабость воли и отсутствие нравственного догмата, Л.Шепелевич проводил параллель с Раскольниковым: «У Раскольникова тоже нет “догмата”, он, подобно Плошовскому, не идет по испытанной дороге, а смущается умственными сомнениями. Воля Раскольникова так же слаба, как и у Плошовского, с той только разницей, что у первого отсутствие ее ведет к активному преступлению, а у второго – к пассивному»[przypis]Л.Шепелевич. Сенкевич как романист-психолог // Северный вестник, 1897, № 8. С.30.[/przypis]. Каренин, сравнивая Плошовского с Рудиным, Онегиным, Печориным, находил лишь одно отличие польского героя – в нем сильнее расчет на произведение нужного впечатления. М.Протопопов в своем сопоставлении отталкивался от основного свойства ума Плошовского: «Эта ирония, ежеминутно готовая обратиться против себя, это добродушное, но невеселое остроумие […] – все это мотивы, очень хорошо известные в русской литературе». Чешихин же, напротив, видел эту черту Плошовского более широко: «У гамлетиков старого типа (Рудин, Нежданов у Тургенева) замечаем […] взгляд на рефлексию как на средство, а не на цель». Для людей типа Плошовского рефлексия уже оказывается самоцелью, не принося, в то же время, настоящего удовлетворения и не реализуясь ни в какой деятельности[przypis]Вс.Е.Чешихин. Журнальное обозрение //Рижский вестник, 1890, 2 ноября. С.1.[/przypis]. Многие критики рассматривали в качестве основной черты «лишних людей», мучительной для них и окружающих, преобладание рефлексии над эмоциями: «Все они больны одним и тем же душевным недугом – крайним развитием мысли за счет чувства, критики за счет действия»[przypis]К.Сараханов. Литературные очерки // Саратовский листок, 1891, 12 марта, № 56. С.1.[/przypis], – отмечал К.Сараханов. Критик тифлисской газеты «Новое обозрение» неожиданно сравнивал «Без догмата» с «Учителем жизни» забытого ныне беллетриста Каронина, развенчивая его героя-толстовца и само толстовство как «бесплодную проповедь бесплодных правил морали»[przypis] Г.М-ч. Журнальные заметки //Новое обозрение, 1891, 21 июня, № 2577.[/przypis], в которой нет настоящего живого сочувствия людям. Автор рецензии в «Астраханском вестнике» называл рефлексию Плошовского болезнью избытка культуры. И, наконец, чрезвычайно важную мысль высказывал А.Амфитеатров, сопоставляя Плошовского с героями Толстого – Иртеньевым из «Утра помещика», Олениным из «Казаков» – в особенности, последнего: «Плошовский как поляк, светлее характером этих героев чисто русской тоски; сверх того, он образованнее их и остроумнее  –  […] его европейский самоанализ чужд тяжких нравственных потуг российского самоанализа “своим умом”»[przypis]Ал.А-и. Журнальные заметки //Новое обозрение, 1890, 31 января, № 2106.[/przypis]. Практически о том же писал и К.Иванович: хотя фабула «Без догмата» во многом идентична «Евгению Онегину», Плошовский – современный герой, значительно более образованный, что же касается Печорина, то «лермонтовский герой, бывший тогда единицею в интеллигентной толпе, в настоящее время носит имя легиона»[przypis]К.Сараханов. Литературные очерки. Цит. изд.[/przypis].

Итак, большинство критиков ставило героя «Без догмата» в исторический контекст типа «лишнего человека», сыгравшего важнейшую роль в истории русской литературы. И лишь Л.Оболенский в статье «Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе» попытался  увидеть Плошовского рядом с новым как для Польши, так и для России героем и типом отношений. Сопоставляя героев изданных почти одновременно и имеющих сходную фабулу романов Ожешко («Одна сотая»), Сенкевича («Без догмата»), Пруса («Кукла») и Маньковского («Граф Август») с героями русских писателей, он говорит о выходе на первый план нового типа аристократии – «денежной и умственной, вообще деловой», идущей «на смену аристократии феодальной»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.209.[/przypis]. Характерно, замечает критик, что литература «сравнивает его с прежним, то возвеличивая, то унижая», «но всюду […] просвечивает еще одна мысль, что образованные и высокоразвитые потомки феодальной аристократии бессильны, бесплодны и близки к вымиранию»[przypis]Там же.[/przypis]. (Заметим, что на следующий год после появления статьи Л.Оболенского в журнале “Вестник Европы”[przypis]Вестник Европы, 1892, №1-6.[/przypis]  появился роман популярного тогда русского беллетриста и теоретика романа П.Д.Боборыкина «Василий Теркин», в котором увидели «героя нового типа», «центральное лицо русской жизни», которому «предстоит восторжествовать и над узким кулачеством, и над выродившимся дворянством»[przypis]Д.Коробчевский. Герой нового типа // Русское обозрение, 1892, № 7.[/przypis]. Но в круг критических ассоциаций с аналогичными проблемами в польской беллетристике ни он, ни романы со сходной проблематикой Потапенко или Голицина-Муравлина не вошли).

Для русского читателя ощущение особой близости польского героя русскому было чрезвычайно важно. Об этом писали многие: «Проповедь снисхождения и раскаяния приближает Сенкевича к целому сонму русских романистов»[przypis]Л.Шепелевич. Сенкевич как романист-психолог.  Цит. изд. С. 39.[/przypis]; «Сенкевич […] ближе к нашей литературе, чем, например, к немецким или французским образцам. Здесь чувствуется духовное родство двух великих славянских племен, художественное и моральное объединение России и Польши, общности идейных страданий […] конечных идеалов жизни»[przypis]И.Залетный. Журнальное обозрение //Виленский вестник, 1890, 13 ноября, №247. С. 3.[/przypis].

Это переживание славянской общности приводило русскую критику к выводам о специфике славянского романа в целом, связанной с особенностями ментальности. По словам И.Гофштеттера, у славян «интеллектуализирование романа имеет свои особенности»: более положительный ум французов «приблизил беллетристику к позитивному знанию», а философско-мистический склад славянского духа «придал ей колорит религиозно-метафизический»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Цит. изд. С.4.[/przypis]. Л.Оболенский также отмечал необычайно сильный по сравнению с западноевропейской литературой элемент самоанализа, и «нерешительность […] в практической […]  деятельности»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.198.[/przypis] героя Сенкевича и подобных ему героев русской литературы. Причину критик видел в почти полном отсутствии внешней деятельности, что заставляло сосредотачивать все силы на самопознании.

Критика сравнивала «Без догмата» с «Гамлетом», «Божественной комедией», «Страданиями молодого Вертера», а также печатавшейся одновременно с романом Сенкевича «Летней сагой» шведской писательницы А.-Ш.Эдгрен-Леффлер, только что вышедшими в России «Учеником» П.Бурже, «Смыслом жизни» Э.Рода, «Нашим сердцем» Мопассана. Сопоставление Плошовского с Гамлетом, как правило, приводило к выводу о несоразмерности масштабов: «Гамлет Сенкевича мучится не контрастом между действительностью и своими идеалами […],  – писал М.Протопопов, – а своей неспособностью привязаться к какому-нибудь идеалу»[przypis]М.Протопопов. Вина или несчастье? // Русская мысль, 1893, № 3. С.122.[/przypis]. Аллюзии с «Божественной комедией» Данте  основывались на идее страдания современного человека. Со «Страданиями юного Вертера», «Смыслом жизни» Рода, «Нашим сердцем» Мопассана, по мнению критики, роман Сенкевича связывало чувство раздвоенности, испытываемое современным молодым человеком. Параллель с «Учеником» Бурже, возникающая почти во всех рецензиях, строилась на общности проблематики, которую Н.Остроумова формулирует следующим образом: «В какой степени от влияния философии зависит состояние психики человека?»[przypis]Н.Остроумова. Журнальные заметки.  Цит. изд. С.144.[/przypis] В отличие от Бурже, Сенкевич, по мнению критика, пытается хотя бы дать ответ.

Этот достаточно широкий ассоциативный контекст подтверждал право читателя на восприятие героя «Без догмата» как общечеловеческого, а не просто сословного и национального характера. С такой трактовкой образа Плошовского связана чрезвычайно актуальная мысль о том, что психологический роман такого масштаба, как произведение Сенкевича, всегда «обречен» на общекультурное, «межнациональное» значение. По словам Н.Остроумовой, использующей популярное в Европе тех лет выражение «умственные верхи», в эпоху, когда «внешняя общественная жизнь этих последних отливалась в разнообразные, иногда совершенно чуждые друг другу, формы, “умственные верхи” создавали себе […] одни и те же нравственные идеалы и – что еще знаменательнее – заболевали одними и теми же моральными болезнями […] При таких условиях национальный роман приобретает общечеловеческий характер и становится достоянием всеобщей литературы»[przypis]Там же.[/przypis]. Таким образом, здесь литература поднимается на «необычайную высоту служения общечеловеческим интересам, на ту высоту, где до сих пор незыблемо утвердилась только одна наука»[przypis]Там же.[/przypis].

Эти высказывания интересны сегодня не столько своей содержательной стороной, сколько теоретическим предощущением самой необходимости взгляда на роман как на жанр. (П.Д.Боборыкин в своем обширном труде «Европейский роман в XIX столетии»[przypis]П.Д.Боборыкин. Европейский роман в XIX столетии. Спб., 1900.[/przypis], где он, кстати, высоко оценивает вклад польской литературы в мировую, как раз и подошел к типологическому рассмотрению романа, хотя польская литература для него все же была литературой западноевропейской традиции).  Критика на примере произведения Сенкевича отмечала расширение задач романа. Он, по словам Гофштеттера, «давно уже перестал быть только одной из форм изящной словесности, предназначенных ублажать досуги обывателя, он уже не задается исключительной целью – доставить читателю эстетическое наслаждение»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Цит. изд. С.3.[/przypis]. «По мере того, как жизнь становится более сложной, – продолжал свою мысль критик, – усложняются и задачи творчества, и все более и более расширяются рамки романа»[przypis]Там же.[/przypis]. «Никогда еще литература не вступала в такую тесную связь с философией и наукой, как в настоящее время, –  писала Н.Остроумова, –  философский роман приобретает широкое социальное значение, которое сделалось возможным только при настоящем распространении естественных наук и новейшей философии»[przypis]Н.Остроумова. Журнальные заметки. Цит. изд. С.143-144.[/przypis]. Л.Оболенский, кроме того, рассматривал развитие бытового, а по сути психологического романа как симптом «возрастающего внутреннего самосознания нации»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.197.[/przypis].

Большинство критиков было едино и в том, что в период, когда «цивилизованное человечество переживает пору разложения нравственных и религиозных устоев»[przypis]М.Николаева. Поиски спасающего догмата («Без догмата» и «Семья Поланецких», романы Г.Сенкевича) // Новое слово, 1895, №2. С.29.[/przypis], особенно необходим нравственный догмат. И здесь выступала на первый план критического анализа любовная коллизия романа и его героиня Анелька, имеющая – в отличие от Плошовского – такой догмат и следующая ему. Однако мнения критиков относительно искренности веры в нравственный догмат были диаметрально противоположны. Если Оболенский утверждал, что основная идея романа состоит в том, чтобы «психологически показать истину этики о святости и важности именно брачной любви, показать психологически неизбежную кару, следующую за ее нарушением»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.211.[/przypis], то Коялович, считая нравственную идею, выведенную в романе скорее средством самосохранения, замечает, что «догмат должен быть выражением самой сущности души человека […],  а не заслоном от себя, от людей от бога»[przypis]А.Коялович. Критическая заметка. «Без догмата», современный роман Г.Сенкевича // Варшавский дневник, 1891, №186. С.3.[/przypis]. Сравнивая «Без догмата» с «Нашим сердцем» Мопассана и «Учителем жизни» Каронина, критика отмечала, что таких разных героев сближает одинаковая неспособность на беззаветную любовь, замена любви ее суррогатом. Говоря о неспособности современного человека любить по-настоящему, критика утверждала в то же время, что именно любовь и оказывается последним прибежищем измученного скептицизмом человечества: «Любовь – единственная сфера жизни, в которой находят пристанище и убежище те, кто убил в себе веру в более серьезные цели жизни и вкус к самоотверженной деятельности»[przypis]Г.Ф.Зданович. Журнальные заметки. Цит. изд. С.2.[/przypis]. Противопоставляя аналогичную неспособность русских героев – Онегина, Печорина, Бельтова, Райского – к истинной любви, их страх перед браком глубокому чувству «типов из народа», являющихся «твердыми носителями брачного начала»[przypis]Л.Е.Оболенский. Давнишние типы русских беллетристов в новейшей польской литературе. Цит. изд. С.209.[/przypis], Л.Е.Оболенский отмечал – как важный шаг вперед – стремление польского автора проанализировать этот вопрос с точки зрения психологии.

Подобным же образом, с точки зрения Оболенского, выделялся роман Сенкевича и в отношении анализа женской психологии: «Только в удивительном психологическом анализе Сенкевича вы начинаете это понимать, начинаете понимать и внутренний, этический и психологический смысл знаменитого ответа Татьяны Пушкина»[przypis]Там же. С.212-213.[/przypis]. Оболенский использовал понятие «чисто психического чувства первой любви»[przypis]Там же.[/przypis]. «Вот в этом чувстве и лежит психологическое основание этического закона, покаравшего героиню за то, что они вышла замуж без любви,.. покаравшего и героя, толкнувшего ее на этот шаг»[przypis]Там же. С.213-214.[/przypis]. Так, по его мнению, Сенкевич вплотную подошел к открытию «психологической основы нравственного явления»[przypis]Там же. С.214.[/przypis]. Закономерны проводившиеся русской критикой параллели, с одной стороны, с героинями «Преступления и наказания», «Евгения Онегина», с другой – с Мариной из романа Сенкевича «Семья Поланецких». Если Протопопов лишь отмечает, что «Анелька просто повторила прозой и на свой лад классический ответ русской героини»[przypis]М. Протопопов М. Вина или несчастье?  Цит. изд. С.134.[/przypis], то  Коялович утверждает, что как характер Анелька уступает Татьяне, причем различие это выходит за пределы индивидуальности. Догмат Анельки не является выражением сущности ее души, а значит, присутствует некоторое неосознанное лукавство, которого лишена героиня Пушкина.

Среди русских читателей романа Сенкевича был, как известно, Лев Толстой. Он читал «Без догмата» в журнальной публикации и на фоне размышлений о правильности позиции по отношению к богатству и положению в обществе, коллективному и индивидуальному началу в человеке сделал запись в своем дневнике о романе польского писателя: «Очень тонко описана любовь к женщине – нежно, гораздо тоньше, чем у французов, где чувственно, у англичан, где фарисейство, и у немцев – напыщенно; и думал: написать роман любви целомудренной, влюбленной [...] такой, для которой невозможен переход в чувственность. Да не это ли единственное спасение от чувственности? Затем и сотворен человек мужчиной и женщиной [...]. Хорошо написано это»[przypis]Л.Н.Толстой. ПСС. М., 1952. Сер.2. Дневники. Т.51. С.53.[/przypis].  Интересно, что критик И.Гофштеттер, который этой дневниковой записи Толстого знать не мог, написал о романе Сенкевича следующее: «В настоящую минуту, когда еще так свежо впечатление гениального обличения любви данного нам в “Крейцеровой сонате”, когда кумир этого затасканного божества кажется для многих поверженным в прах реальною кистью великого психолога и сердцеведа, роман Сенкевича отчасти реставрирует свергнутое и разбитое божество и восстанавливает его на пьедестале»[przypis]И.А.Гофштеттер. Генрих Сенкевич как психолог современности. Цит. изд. С.13.[/przypis].

В то же время  мимо критики практически совершенно прошли вопросы формы романа. А ведь роман в виде дневника не был типичен для русской литературы и должен был бы этим вызвать интерес. В русской литературе был, кажется, единственный заметный такой опыт – ко времени появления Сенкевича уже сорокалетней давности. Это «Дневник лишнего человека» Тургенева, не слишком приветливо принятый русской критикой.  Правда, через год после выхода в России «Без догмата» поэт А.Н.Апухтин написал повесть «Дневник Павлика Дольского», напечатанную только в 1895 г. – уже после смерти автора. Герой ее был, подобно Плошовскому,  наблюдателем жизни.

Речь идет не о влиянии, а о том, что дневниковая форма романа Сенкевича, только что широко прочитанного в России, вводила в художественный оборот новую и необходимую для русской литературы форму переживания рефлексии – форму сокровенной внутренней речи, речи «для себя», разговора с собой, иную, чем прежде, степень откровенности, или интимности его. Интересно, что когда в 1892 г. по-русски вышел подлинный, реальный дневник – «Дневник» Марии Башкирцевой, правда, с большим налетом литературщины – он особенно привлек читателя именно формой самораскрытия личности. Как раз тем, что в качестве литературного приема нашел для своего романа Сенкевич.

&amp;nbsp;

* * *

С 1890 по 1917 год роман «Без догмата» вышел в России в общей сложности двенадцать раз. В переводе Лаврова, кроме журнальной публикации, роман выдержал четыре отдельных издания, кроме того, вошел в дважды изданное в переводах Лаврова собрание сочинений Сенкевича. Кроме перевода Лаврова, в 1893 появился перевод Домбровского, изданный в Киеве и в Харькове. В 1990-е гг. появилось еще два перевода романа: в 1902 г. –  перевод М.Л.де Вальдена для собрания сочинений Сенкевича в приложении к журналу «Живописное обозрение», и в 1914 г. в переводе В.Ахрамовича он вошел в собрание сочинений, печатавшееся в приложении к «Вокруг света».

В переводе М.Вальдена (хотя имя переводчика по каким-то причинам указано не было) роман вошел в задуманную Горьким и начатую в 1932 г. под его руководством писателем А.К.Виноградовым «Историю молодого человека», состоящую из пятнадцати книг. Кроме романа Сенкевича, туда вошли «Красное и черное» Стендаля, «Страдания молодого Вертера» Гете, «Шагреневая кожа» Бальзака, «Исповедь сына века» Мюссе, «Рудин» и «Отцы и дети» Тургенева, «Герой нашего времени» Лермонтова и др.  «[…] этот человек – самая любопытнейшая, да и значительная фигура XIX века»[przypis]М.Горький. СС. М.1956. Т.30. Письма, телеграммы, надписи. 1927-1936. Письмо А.К.Виноградову от 01.09.30. С.181.[/przypis], – писал М.Горький А.К.Виноградову, автору вступительной статьи к изданию «Без догмата» в серии. Самому Горькому принадлежат статьи, имеющие непосредственное отношение к этому замыслу – «История молодого человека» (1931) и «Еще раз об “Истории молодого человека” XIX столетия» (1932). Горького интересовала проблема зарождения индивидуализма и его последствий, границ, возможностей, опасностей, бесконечная повторяемость подобной «исповеди сына века» и – как итог – проблема вырождения подобного характера. Вся история литературы XIX века – считал Горький – показывает, как понижался тип индивидуализма – от Жюльена Сореля Стендаля до «Милого друга» Мопассана.

Издательская идея Горького была грандиозна. Но была ли она концептуально безусловна? Уязвимость ее видится в коренном отличии литературного героя от статистического человека, литературного сюжета от той или иной житейской ситуации. Литературному сюжету – как он виделся в литературе XIX века – всегда нужна была коллизия. Человек, непротиворечивый в своем поведении, в литературные герои не годился – литературный психологизм начинается с непредсказуемости, парадоксальности поведения и мироощущения.  Ответ на главный вопрос своего времени – вопрос смысла жизни – литературный герой XIX века давал именно колебаниями, сомнениями, надеждами и разочарованиями. Шло, очевидно, не столько снижение типа индивидуализма, сколько его постепенная дегероизация, превращение литературного типа в литературный характер. Именно эту эволюцию – эволюцию понимания литературой человека – и демонстрировала серия, осуществленная Горьким. Одним из звеньев был герой романа «Без догмата», ставший к этому времени мировой классикой.







</document>
<document nplp_id="1469" title="“Thesis novel” or&amp;nbsp;pastoral elegy: key tensions in&amp;nbsp;Eliza Orzeszkowa’s Nad&amp;nbsp;Niemnem" slug="thesis-novel-or-pastoral-elegy-key-tensions-in-eliza-orzeszkowas-nad-niemnem">Completed in 1886 and originally published in 1888, Nad Niemnem (On the Niemen) is Orzeszkowa’s best known novel and the most acclaimed by Polish readers, critics and literary historians. It has recently been translated into English by Michelle Granas (2014), an event to be welcomed for increasing the accessibility of the work outside Polish speakers[przypis]Eliza Orzeszkowa, On the Niemen. Translated by Michelle Granas. [s.l.]: [Printed in Great Britain by Amazon], 2014. The translation is self-published and available for purchase in printed form from amazon.com. It is unabbreviated and generally competent, although certain decisions taken by the translator might be questioned by another. For example, Granas (see her brief “Translator’s notes”) prefers to replace the Polish forms “pan,” “pani” or “panna” with English equivalents, including before forenames, thus creating such unnatural quaint formulations as Mrs. Emilia and Mr. Witold. One strictly incorrect point, however, introduced maybe to emphasize the link with “bohater” (hero), is the use throughout of the form “Bohaterowicz” and not “Bohatyrowicz” as in Orzeszkowa’s usage, or the real family name that was its inspiration: Bohatyrewicz.[/przypis]. This had been an egregious omission regarding a writer who was twice nominated for the Nobel Prize (1905, 1909): when other Polish writers were awarded the prize (Sienkiewicz, Reymont, Miłosz, Szymborska) English translations already existed prior to the event.

A potential earlier translation was offered to Hutchinson in 1946, but never published. This may have been due to the report requested from British translator Harry C. Stevens who, irrespective of shortcomings discovered in the translation, was also dismissive of the author herself, because “she cannot but rank as a secondary writer of a past age – an age which saw greater writers like Sienkiewicz, Prus, Reymont, and others, who have not yet been revealed to the world outside Poland.” Of the novel itself, he says: “by its theme, as by its style, the work very definitely dates; nor does the writer’s art in this case rise to the sense of timelessness that transcends the period” (Stevens 1946)[przypis]I have not managed to find the name of the translator, or whether it was a complete translation, or whether the translation has been preserved somewhere. No information is given in the correspondence. However, I intend to pursue this matter. I am grateful to Sylwia Szulc for bringing the letter to my attention.[/przypis]. Such views may have sealed her fate in translation, since few English speakers were able to assess her without the “expert” opinion of critics of recognized authority and hence influence, who could read Polish.

The aim of the current article is not to take issue, however with these specific points, patronizing as they are, but rather to make a case for why the novel might be enjoyed by students of Polish literature and culture today. The recent translation is not a dated, anachronistic or uncomfortable read: it conveys, in my view, in unencumbered language the emotional baggage loaded within the text, and thereby aptly conveys the narrator-author’s conflicted retrospective portrayal of the historical events lying in the backdrop of the fictive present. The novel is an important witness to a type of Polish cultural consciousness in a particular geographical territory—the Niemen River region of the Grodno guberniya, which from the late eighteenth century until 1918, including at the time of writing (mid-1880s), was a western province of the Russian Empire.

Despite the relatively sympathetic, though hardly thundering endorsement of Czesław Miłosz in his History of Polish Literature, Orzeszkowa has enjoyed little attention from English-language critics and translators, thus compounding the lack of positive reception. It is time to challenge the view of her as a “dated” and inaccessible writer with nothing much to offer the contemporary non-Polish reader. If we dwell briefly on some of Miłosz’s less complimentary statements, such as: “Orzeszkowa was a provincial. […] Her writings are permeated with a love of human beings; their technique is old-fashioned and, perhaps, not up to the level of the exceptional mind which she revealed in her correspondence with the most eminent intellectuals in Poland and Europe” (Miłosz 1981, 303), and read carefully between the lines, we can see how reception of the novel may have suffered as a result of such assessments, since Miłosz had acquired by the time he wrote these remarks (just like Stevens before him) the status of an authority, and there were few others writing in English.

In recent years, a few scholars outside Poland have written articles on Orzeszkowa or translated the work of recent Polish specialists. In 2001, Grażyna Borkowska’s book Cudzoziemki (1996), which contains a large section on Orzeszkowa, appeared in English and has become an invaluable source for students of Polish women’s writing outside Poland, especially in Canada and the United States. (Borkowska 2001) A few further articles by Borkowska on Orzeszkowa have appeared subsequently in multi-authored volumes (Borkowska 2005, 2012). In 1995, my article on Orzeszkowa and the Jews appeared—a topic well trawled now by several scholars, writing not only in English, and in 2010 my long article on the January 1863 Uprising and Orzeszkowa’s short-story cycle Gloria victis (Phillips 1995, 2010). Meanwhile Orzeszkowa gained some prominence among European scholars of the history of women’s writing by being in included in the COST-funded European project Women’s Writing in History (2008-2012) and its publications through the involvement of Swiss scholar Corinne Fournier-Kiss, who is particularly interested in Orzeszkowa’s dialogue with contemporary Czech women writers. However, none of this research published in English concentrates exclusively, or even primarily on her novel Nad Niemnem. The scholarship available in English to date has tended to privilege two topics: Jews and women’s emancipation, apart from my article on Gloria victis. Unlike in much of Orzeszkowa’s fiction, however, there are no Jews in On the Niemen, which is striking in comparison with her other novels and short prose, where Jews feature significantly. Women’s emancipation, or at least the contemporary condition of women’s lives (of all social classes) is, however, touched upon in On the Niemen but it is not the centre of attention.

Miłosz translates the title as On the Banks of the Niemen, which strictly speaking more accurately reflects the sense of “nad” than Granas’s On the Niemen, but I can understand why she chose a shorter alternative, closer in number of syllables to Orzeszkowa’s title. Granas’s translation makes Orzeszkowa’s masterpiece available for the first time not only to the non-Polish-speaking audience worldwide, but also to university students and researchers in North America, Britain, Australia and elsewhere, where students are increasingly less likely to read literary texts in the original Polish, even if they are so-called heritage speakers, and especially if the texts are long. It now has the potential to be included in a wide range of courses not only on Slavic literatures, but also on comparative topics. American, Canadian, British and other teachers now have the opportunity to include Orzeszkowa’s novel in their “transatlantic” canon, as well as in comparative research projects on, for example, European women’s writing of the late nineteenth- and early twentieth-century (Shallcross 2014). Some specialists would even claim that the very continued existence of Polish literary studies at North American and British universities, given the cutbacks in funding for “minority” languages in recent years (a situation that is unlikely to improve), depends on the inclusion of Polish texts in comparative contexts[przypis]I grateful to the following for conversations and email exchanges on this topic during the past two years: Tamara Trojanowska, Halina Filipowicz, Bożena Shallcross, Ewa Małachowska-Pasek, Elwira Grossman, Stanley Bill, Katarzyna Zechenter.[/przypis]. The appearance of the new translation is therefore an apt starting-point for my considerations in this current essay, because it means that the novel can now be included in such contexts, and because my essay is directed primarily at this same audience: students and researchers outside Poland. My aim is to make a case for why this novel should be included in these programmes.

Returning briefly to the translation history, it is significant (though not surprising, as the same is borne out by the translation history—or lack thereof—of other dead Polish women writers, such as Zofia Nałkowska) that fewer translations of Orzeszkowa have appeared in English than in some other languages, for example in Russian and other Slavonic or neighbouring languages (Estonian, Lithuania), or German (Gacowa 1999). Since the exceptions listed in the compilation by Coleman (1963), a second translation has appeared of Meir Ezofowicz, as well as a limited number of new translations of novellas, for example Helen Goscilo’s collection Russian and Polish Women’s Writing (1985) contains her translation of the novella “Miss Antonina.” This means that there is no reception history of On the Niemen in English-speaking contexts of which we may speak. In contrast, there were a number of contemporary translations of Orzeszkowa’s novel into Russian, German and French, and more recently, into Belarusian (Gacowa 1999).

Thus we may note a tension between the past perception of Orzeszkowa as a “secondary writer of a past age” (Stevens) or as “provincial” and “old-fashioned” (Miłosz)—with allegedly little appeal to English-speaking readers, and so remaining untranslated until very recently, and the desire of myself and other scholars working outside Poland on Polish literary history to rehabilitate her—or rather make her seriously visible at all for the first time—to those same readers and, in the current article, specifically to non-Polish-speaking students and researchers of Polish cultural studies and of comparative literature. For the novel is not merely a source of information about Polish society in a specific geographical milieu in the second half of the nineteenth century, but also of universal human identification: collective tragedy and personal grief, on the one hand, and commitment to creating a socially just society, on the other, are in constant tension not only with each other, but also with the narrator’s all-embracing, life-affirming faith in the beauty of the natural environment and its spiritual benefits, a faith which—although rooted in, and inspired by a specific geographical locality—is universal and timeless, and appeals to Polish and non-Polish readers alike. All great literary texts contain such contradictions and ambiguities, since neither art nor experience can be reduced to comfortable, satisfying solutions; and like all good art, such texts offer the reader something more than the place-specific social or political.

The most fundamental tension would appear to be between Orzeszkowa’s Positivist ideology with its didactic but progressive social intentions, and her own arguably Romantic attachment to the land, as well as to a specific Polish form of insurrectionary national patriotism connected with the history of Polish presence in that land—or, in other words, between her exploitation of the genre of the novel in order to illustrate how the general welfare of rural (in the present case) society might be improved were the various classes better disposed to one another, better educated, and less politically divided and economically differentiated (viz. my description of the novel as a “thesis novel” or roman à these, in which the position of the narrator almost invariably reflects the didactic intentions of the author herself), and the narrator’s emotional attachment to a specific socio-political line, which is much more convincing, in fact, as Orzeszkowa’s true standpoint, perhaps precisely because of the emotional intensity associated with it, tangible in her language and imagery.  In addition, there is a parallel tension between those characters who represent particular social types or embodiments of a certain opinions (Witold, Darzecki, Dominik, Kirło, Różyc), whom Orzeszkowa no doubt encountered in real life and then reflects here, and those—relatively few—characters who are portrayed with greater psychological depth, such as Justyna, Marta or Pani Andrzejowa, where we learn more about their backgrounds and the reasons for their mental and emotional formation. However, I believe it is fair to say, in general, that Orzeszkowa’s characters tend to represent points of view, social attitudes, rather than be interesting individual psychological studies in themselves: they have particular functions to perform in conveying different perspectives on the ideological content of the novel, as does the development and denouement of the plot.

And here, there is another tension: between the general issue, more strongly represented however in other novels by Orzeszkowa, of women’s emancipation, in particular the theme of pampered, unfulfilled and wasted lives, and the socio-economic causes of them (e.g. Emilia, Benedykt Korczyński wife, and her frustrated eccentric companion Teresa, who arouse only amusement or pity in the reader) and the cultural stereotype of Pani Andrzejowa, a figure full of contradictions as far as the reader is concerned. On the one hand, Pani Andrzejowa represents the standard self-sacrificial, eternally grieving wife and mother widowed by the nineteenth-century uprisings against foreign rule (the so-called Polish Mother or Matka Polka), a form of obligatory behaviour requiring constant mourning and devoted deferment to her husband and his ideals, even after his death (we never learn her own forename, she is invariably Andrzej’s wife), and outwardly expressed by the continual wearing of black mourning clothes and stark silver jewellery, usually with religious symbolism; on the other hand, being neither unintelligent nor uncaring about peasants, whom she attempts to educate, Andrzejowa raises her only son (Zygmunt Korczyński) to be a spoiled self-important snob, devoted to dilettante art and fashionable clothes, divorced from ordinary life, deliberately brought up to regard himself as separate from and superior to the “inferior” common people around him, the source not only of his neglect of his inherited estates and total lack of political commitment, but also of his personal tragedy, having been forced by his mother to abandon his earlier love for Justyna in order to marry someone else of more socially compatible background.

Orzeszkowa is generally described by literary historians, including by Miłosz, as a Positivist writer, i.e. in the Polish understanding of this concept. Basically, this social and literary movement, the most important representatives of whom were the critic Aleksander Świętochowski (1849-1938) and the novelist Bolesław Prus (1847-1912)—the frequent inclusion of Henryk Sienkiewicz in this category is even more problematic in my view than of Orzeszkowa—was a reaction to the ideals of the Romantic poetry and drama written by Polish patriots in exile in the years immediately preceding or following the defeat of the November 1830-1831 Uprising, namely Adam Mickiewicz’s Konrad Wallenrod (1828), Part III of his verse drama Forefathers (Dziady)—the so-called Dziady drezdeńskie since the work was written in Dresden (1832), and his epic poem, regarded ever since as the Polish national epic, Pan Tadeusz, published in Paris in 1834. Additionally, there was the exiled work of the two other Romantic bards: Zygmunt Krasiński (1812-1859) and Juliusz Słowacki (1809-1849), although it will be Mickiewicz who is the significant one in relation to Orzeszkowa’s disavowal, or not, of the Romantic legacy. Her evocative and emotionally charged descriptions of the natural beauty of the Niemen valley, alongside her strong cultural attachment to an imagined golden age of the noble (szlachta) manor, indeed have much in common with the similar epic idyllization of these same phenomena in Pan Tadeusz (Sztachelska 2001), and likewise express a nostalgia for a way of life already past, or in the process of passing, in the fictive present of her literary works.

The January Uprising of 1863-1864 is usually regarded by literary historians, who like to conveniently divide literary history into distinct periods usually mapping onto key political developments, as the culmination and close of the Romantic period in Polish literary history and the start of Positivism, associated from 1863 initially mainly with the Szkoła Główna in Warsaw and the critic Świętochowski. In 1866 Orzeszkowa published her own critical article Several Observations on the Novel (Kilka uwag nad powieścią). The overall idea of Positivism, in a nutshell, was the rejection of the insurrectionary tradition, sustained by exiled Romantic poetry and idealizing blood sacrifice, as a desirable or achievable means of restoring Polish political independence and self-governance. Romanticism saw Poles primarily as victims, but advocated no practical solution for improving their lives in an intransigent political situation, other than through death for the now imaginary “fatherland” in armed insurgency. It offered no practical suggestions as to how the restored Polish independent state might function, should it be regained, or what would be its economic or social base—it is telling that Roman Traugutt’s brief period of success in Warsaw functioned as a dictatorship, driven primarily by the need to maintain control (Kieniewicz 1972; Davies 1981).

The January Uprising was the culmination of this tradition, and its failure was followed by even greater repression than Poles had experienced hitherto, especially in the Russian partition. Positivists therefore decided to concentrate on improving the life of Poles within the existing restrictions, emphasizing economic development and education, reform of agricultural practices and development of manufacturing industries, thereby encouraging people to participate in building up a just society and viable economy within the existing political confines; the movement was also marked by other progressive ideas such as the emancipation of women, in the sense of greater educational and employment opportunities, and Jews. Regarding society itself as an organism, its bywords or slogans were: “organic work” (“praca organiczna”) and “work from the bottom up—or from the foundations” (“praca od podstaw”). Influenced by utilitarianism (John Stuart Mill, Herbert Spencer), contemporary scientific developments like Darwinism, and other west European progressive philosophers such as Auguste Comte, Positivism thus emphasized alongside economic development, a programme of social justice and inclusion[przypis]The peasants or serfs bonded to landowners had been emancipated in the Russian Empire only in 1861. This had happened earlier in Galicia, in the Austrian partition, in 1848. In the Congress Kingdom, also after 1815 absorbed into the Russian partition, peasants had been liberated in 1807, due to the introduction of the Napoleonic Code in the Duchy of Warsaw. In the western guberniyas, as in the case of the territory portrayed in On the Niemen, the legislation was imposed only in 1861, barely two years before the January Uprising.[/przypis].

In it is within this Positivist programme that we should understand Orzeszkowa’s commitment to the Jewish Question: despite her enormous self-education in the field and personal contacts with Jewish circles in Grodno, where she lived, Warsaw and Saint Petersburg, despite the many sympathetic portraits of Jews in her fiction, and despite her publicly expressed outrage at the pogroms of 1881-1884, she remained a convinced assimilationist and anti-Zionist. However, in On the Niemen, as mentioned above, there are no Jews, and no real peasants either—I will explain below what I mean by this. But there is certainly the topic of agricultural reform: the need to modernize farming techniques and machinery, as well as prevent landed estates from going to rack and ruin because of irresponsible landowners and becoming an additional cause of farm workers’ poverty. The young hero of reform is Witold Korczyński, while the neglectful landowners, who basically milk their ancestral estates in order to maintain a luxurious cosmopolitan lifestyle, are amply represented by his cousin Zygmunt Korczyński, as well as by Kirło and Różyc. Despite this evidence of commitment to Positivist ideas, the overall theme of the novel and the sympathies of Orzeszkowa’s narrator arguably lie elsewhere. The overarching theme of the novel is the January Uprising and its aftermath, especially the divisions between the Polish-speaking social classes, who in 1863, according to the perspective provided by the novel’s narrator, had fought together for allegedly common aims. Although well-coded in order to avoid interventions from the tsarist censorship, to a contemporary Polish-speaking reader, or to a literary scholar writing today informed of Polish nineteenth-century history, the ideological import of the novel is hardly hidden.

It is no exaggeration to say that the most important single event in the life-story of Eliza Orzeszkowa was the January Uprising, and her own participation in it (Jankowski 1988; Phillips 2010). Its defeat was to remain with her throughout her life and was perhaps the deepest trauma affecting her psyche and emotions. Despite the Positivist elements in On the Niemen, this novel is first and foremost about the uprising, and its lasting legacy for the rural population of the region, for nobles and peasants, landowners and farmers, and the implications for Polish society and patriotic activity within the Russian partition. However, for Orzeszkowa, this was not just a moment of collective significance, where her identity as a Polish patriot overrode all personal considerations; it also changed the course of her personal life, unquestionably for the better: it marked her liberation from a stifling and unfulfilling marriage (ill-matched, perhaps we should say, since there is no evidence that Piotr Orzeszko treated her cruelly), and the beginning of her independent life as a writer. Although she was to focus her future works primarily around social and collective causes, this personal element, this radical choice in fact, was crucial, because that moment turned a frivolous but frustrated young woman into one with a purpose, while retrospective comments about her own participation in the events, or their reflection in parts of Gloria victis (e.g. in Oni, They, the first story in the cycle), are marked by youthful enthusiasm, passion and extraordinary excitement. In some ways, for that overshadowed but never forgotten young woman, it was a time even of joy (Borkowska 2001; Phillips 2010).

When preparations for the uprising were underway in the Russian Partition, Orzeszkowa was not living in Grodno, where from 1870 she was to spend the remainder of her life and wrote most of her works including On the Niemen, but in the Kobrzyń region of Podlesie, on the estate of her then husband, Ludwinów. Married to Piotr Orzeszko in 1858 at the age of barely seventeen, she was already disillusioned by her marriage in 1862 (Jankowski 1988; Wiśniewska 2008; Phillips 2010). The uprising galvanized her morally and gave her purpose. Her involvement in some of the roles open to women (as bearers of intelligence, nurses, harbourers of arms) is also reflected in the short story cycle Gloria victis, published over forty years after the events. Only when the censorship rules in the Russian Empire were relaxed in 1905, though not removed, did she risk publishing openly on the subject closest to heart. The theme of the uprising and its aftermath appears well-hidden in her earlier novels, but nowhere so comprehensively as in On the Niemen. Not mentioned directly, to the Polish readership at the time, the allusions would have obvious, not least the mention a few times in passing of “twenty-three years ago” (the novel was completed in 1886).

When Orzeszko was exiled to Siberia and Ludwinów was sequestered, she did not, unlike most loyal wives, accompany him into exile, but returned to her deceased father’s estate at Milkowszczyna, near Grodno. Here, in the depths of the countryside, more or less alone and with little means of support but with a roof over her head, she began her writing career. Following the failed uprising, she would continue to support the patriotic cause through writing. As she wrote in 1907, at the time she was planning the Gloria victis stories, to Marian Dubiecki, the one-time leader of the resurrection in the Austrian partition:

&amp;nbsp;

“I looked upon it [the tragedy of 1863] with very young eyes […] and […] I participated in it. That moment had a decisive influence on my whole future. […] That moment ignited in me the desire to serve my country [literally: Fatherland] according to my strengths and the nature of my abilities […]. Later I suffered much grief, but none compared with the pain I felt over its misfortune […]. The year 1863 did this to me and in me. If it were not for its hammer and chisel, my destiny would most certainly have been different and I probably would not have become an author.” (Wiśniewska 2008, 1863: 1; Phillips 2010, 73-74, my translation)[przypis]I am most grateful to Iwona Wiśniewska for sending me an electronic version of this invaluable source (see Bibliography), otherwise only available in hard copy in the library of the Institute of Literary Studies of the Polish Academy of Sciences (Warsaw). All quotations, apart from those from Granas’s On the Niemen, are my own.[/przypis].

&amp;nbsp;

What she intended was not so much overt support for further armed uprisings as preservation of the Polish language and culture in the region—through the production and distribution of literature. In a sense, it was a drive to keep not only the language, but the memories alive, and hence of the identification of Polish-speaking populations with the land, with this specific territory. In an age of rising nationalisms, including Zionism of which she was intensely aware, she must have been concerned about the potential threat to continued Polish cultural dominance in the region. Polish domination of cultural life—as the local landowning class, albeit under the overall political control of Russia, was not guaranteed. Poles, despite being the majority of landowners, were the decided minority in numerical terms. According to Orzeszkowa’s biographer, Edmund Jankowski, in 1870, when she settled permanently in the city of Grodno, its population was roughly 20,000, fifty per cent of whom were Jews and only thirty per cent Poles. In addition, from 1865 to 1871, a form of martial law was in force, following the suppression of the uprising, forbidding, among other things, the use in public of the Polish language (Jankowski 1988, 127-128). Furthermore Orzeszkowa, as a result of her patriotic activities and especially after the impounding in 1883 of the bookshop and publishing outlet she owned in Wilno (Vilnius) which defiantly published exclusively in Polish and promoted Polish authors, was kept under police surveillance and had to apply for permission each time she wished to leave her home city of Grodno.

It is therefore important to emphasize that, in contrast to many of her works where other ethnic groups also feature: Jews, peasants identified by their speech as ethnically Belarusian (Dziurdzowie, Cham, the novella “Tadeusz,” or the peasant Teleżuk in Gloria victis), and even Russians, On the Niemen is exclusively about the Polish population, including the so-called peasants, who speak Polish on this occasion, not a dialect of Belarusian. I say “so-called” because what we essentially encounter here are contemporary, relatively independent peasant farmers who were once nobilitated but who over the centuries have become reduced economically, known as the “szlachta zagrodowa” or “szlachta zaściankowa,” represented in the novel by the Bohatyrowicz clan (based on a real family of similar name whom Orzeszkowa knew personally: the Bohatyrewicz family). Her aim in the novel is to show exclusively Polish historical attachment to this land, through the history and current activity of this clan, as well as through the life of the local manor (also ethnically Polish but of a “higher” social, economically privileged class), at a time when she felt it to be threatened: by political and cultural repression from the imperial authorities, by economic decline, by the pressure of other rising nationalisms, by the fact that contemporary ethnic Poles showed no unity between classes. Yet the unity advocated in Nad Niemnem is primarily a “noble” one: between landed gentry or ziemiaństwo and “peasant farmers” who retain an historical claim to their own once proud nobility. Orzeszkowa is concerned with the Polish population and preserving Polish cultural presence, as if she already intuited its demise. In a letter to Leopold Meyet of 11 August 1886, she expresses her intention as follows:

&amp;nbsp;

“In this novel you encounter almost a hundred individuals from the citizen class [here she means the landowning ziemiaństwo—U.P.] and the szlachta zagrodowa, against the backdrop of local relations and the Niemen countryside, which I want to represent within the widest possible framework. For the sake of this novel, I have pursued in the company of men and women of the szlachta zagrodowa my formal botanical studies, as well as [researched] the songs, folktales, riddles and sayings of the local Polish population [my emphases—U.P., she uses “lud” here not “naród”].” (Jankowski 1988, 291)

&amp;nbsp;

The local speech and songs of this szlachta zagrodowa are evident in the colourful speech of Fabian and Anzelm Bohatyrowicz, as well as that of the village women in the harvest scenes, for example, at the village wedding and in the numerous “folk” songs inserted into the text that add to the charm and nostalgia of the general atmosphere. It is difficult even to describe this as a separate “dialect”—but it is undoubtedly and intentionally Polish, and not Belarusian (which would have been the speech of the large majority of poorer peasants in the region). In another letter to Meyet, of November 1886, when recalling again one of the local families that inspired her portrait of the szlachta zagrodowa in On the Niemen, she comments approvingly that “they speak in Old Polish, without a trace of Russicism or Ruthenianism (“bez cienia rusycyzmu i rusinizmu”), reminiscent of Rej or Górnicki [Renaissance writers—U.P.]” and praises the young farmer about to get married: “he reads and writes Polish very correctly.” (Jankowski 1988, p. 296).

At the same time, however, Orzeszkowa’s concern about the preservation of Polish or Polishness should not be regarded as a narrow-minded chauvinistic one. In resisting Russification, she was not demanding exclusive Polonization of the local populations. It is more the case that she feared the potential elimination from the region of the Polish language under pressure from not only Russification but also from the emerging Belarusian, Ukrainian and Lithuanian national movements, which also had historical claims to this and adjoining territories. In a letter, also of 1886, to Ivan Franko, the leading Ukrainian poet (1856-1916), at a time when she was learning Ukrainian and reading Ukrainian literature, she writes: “Getting to know the Ukrainian language (“język małoruski”) does not present much difficulty for me since I grew up in the Grodno gubernia and a large proportion of my life was spent in the countryside among the local Ruthenian inhabitants (“rusińska ludność”), and so my knowledge of their language and sympathy for them stretch back to the earliest dawn of my thought and feelings.” (Jankowski 1988, 347) Here and elsewhere, Orzeszkowa tends not to use the designations “ukraiński” and “białoruski” but the imperial “małoruski” for Ukrainian (she does recognize it, however, as a separate language, not a dialect of so-called “great” Russian) and simply “rusiński” for Belarusian.

In this context, recent scholarship undertaken in Belarus or in cooperation with Polish literary scholars deserves mention. Thanks in large part to the work of Svetlana Musienko of the Polish Philology Department at Yanka Kupala State University in Grodno, who has done much to restore memory of both Eliza Orzeszkowa’s and Zofia Nałkowska’s connections with the region, several conferences have taken place over the past twenty years resulting in volumes of scholarly articles, including Twórczość Elizy Orzeszkowej i kultura białoruska (2002) and Eliza Azheshka u estetychnai prastory slavânsky krain (2013). Whilst it is not my intention to play down the importance of this scholarship—far from it: such studies exploring previously overlooked multilingualism and cultural interdependence in border regions such as this are extremely valuable—it has to be acknowledged that in the case of On the Niemen, there are no Ruthenian (Belarusian)-speaking peasants but only various classes of Polish-speaking nobles, ex-nobles and peasant farmers. Orzeszkowa was concerned above all about divisions among ethnic Poles, and sought to encourage unity among them, because she perceived unity as the keystone of Polish linguistic and cultural survival in this land.

Unity is the crucial factor, and it is where the memory of 1863 plays its most important role in the ideological underpinning of the novel: joint participation in the uprising was a time of unity when the Bohatyrowicz clan fought alongside the noble owners of the manor. They had a common aim, but since that time, this essential element of ethnic survival has been lost. The symbol is the shared grave, simply called Mogiła (The Grave). This symbol, however, is balanced by another: the grave of Jan and Cecylia, the founders of the Bohatyrowicz clan, in the early sixteenth century, thus symbolizing their attachment to this particular region and soil (the modest stone bears the words: “Jan i Cecylia, Rok1549, memento mori”—no surname is recorded on the grave). These two graves, both based on real existing monuments, provide the structural underpinning of the novel: the first is introduced in the last chapter of volume one (chapter 6) and the second in the last chapter of volume 2 (chapter 5), exactly one third and two thirds of the way through the text; their common purpose will be symbolized by the coming together of Jan Bohatyrowicz, son of the slain hero of 1863, and Justyna Orzelska, a poor but noble relative of the family resident at the manor, which had likewise lost its leader (Andrzej Korczyński) in the uprising, i.e. by a marriage between social classes that is portrayed in positive and hopeful terms. This marriage had in fact been the main focus of Orzeszkowa’s original idea for the novel since its inception and was to have been entitled Mezalians (Mésalliance), thus referring to the supposedly insurmountable class differences between the lovers. However, despite the very real challenges for Justyna (note: it is she who has to adapt to the “peasant” life, to hard agricultural work and lack of home comforts, not Jan to her…), in the fictive present (mid-1880s), this option is not perceived by Orzeszkowa’s narrator, nor by the more progressive representatives among the novel’s characters as being socially or morally inappropriate, such as Witold Korczyński, who openly supports the alliance, or eventually his father Benedykt, who eventually gives the marriage, as Justyna’s legal guardian, his blessing.

To emphasize the significance of this decision, both on Justyna’s part and on Benedykt’s, a contrast is introduced in one of the novel’s subplots: a similar attraction in the older generation, i.e. the 1863 generation, between Andrzej and Benedykt’s cousin, Marta Korczyńska, like Justyna a poor relative of the family resident at the manor, and Jan’s uncle Anzelm, brother of the dead hero Jerzy, Jan’s father. The two older people are shown to have suffered greatly as a result of their failure to marry; devastated emotionally, their physical health (Marta’s persistent cough and premature ageing) and mental health (Anzelm’s several-year “breakdown”) having paid the price. This rift is shown to have been Marta’s decision: because, so she confesses to Justyna, when she perceives the direction in which Justyna’s own heart is moving, she was afraid of two things: hard work, even though she works like a slave to maintain the daily routine of the manor, since no one else is capable; and fear of being a laughing-stock, due to the prejudices of her family and other acquaintances of her social class. She clearly regrets her decision. However, for Justyna’s generation, although the prejudices survive in the minds of most of her own class, they prove easier to overcome; part of this is perhaps the general recognition of the economic decline of this social class, and the fact that a penniless young woman would have few life prospects anyway. It is indicative, however, of Justyna’s own realistic assessment of her situation, and also of her determined loyalty to the healthy, attractive man she falls in love with—since she rejects is his favour the marriage proposal, quite unexpected to her family, of the rich, though rapidly declining landowner, Teofil Różyc, a morphine addict with a profligate past, hardly an attractive sexual prospect.  Such a proposal would have been unlikely, in fact; one senses that Orzeszkowa includes it rather to emphasize the positive, “correct” decision of Justyna.

Both tales of “mésalliance”—Jan and Justyna, and the earlier unfulfilled love between Anzelm and Marta—have their precedent in the history of the founders of the Bohatyrowicz clan, Jan and Cecylia. The couple, he from the common people and she from a noble family, were said to have fled to this part of the Niemen valley during the late fifteenth century, from their families in Poland proper. In this sense, then, they were early, pioneering colonizers. From literally nothing, Jan and Cecylia began to till the wilderness, and founded a whole clan of farming descendants. Sparsely populated, the region nevertheless had a “Ruthenian” population in and around the not-too-distant town of Grodno, to which their sons travelled in order to trade. By intermarrying with this local population, the clan grew but remained predominantly Polish-speaking. For Orzeszkowa’s purposes in this novel, this fact is key. Jan and Cecylia were Poles, as Anzelm explains, in his long summary of the history of the Bohatyrowiczes when he and Jan take Justyna to the founders’ grave at the beginning of Jan and Justyna’s friendship:

&amp;nbsp;

“One of the sons took a wife for himself from among the fisher folk […], and the sixth, while trading in fish […] brought himself a lifelong companion from the town of Grodno, which was then, because of the quantity of gardens there, called Horodno in Belarussian (“po rusińsku”). That girl was Belarussian too (“Rusinka”), but at the time, the two bloods living in one land were not infrequently mixed together and it never hurt anyone or caused any offence. Where the sons found wives, from there too came husbands for the daughters, and marrying them, never departed, but built houses here and, clearing the forest, cultivated ever more fields.” (Orzeszkowa 2014, 187)

&amp;nbsp;

So the local Ruthenian (or Belarussian, in Granas’s translation—she prefers this form to the more usual present-day form Belarusian) spouses were absorbed into the Polish settlement. The most significant event in its history, however, was its alleged discovery, while on a hunting expedition at least half a century later, by the Polish king Zygmunt August (reigned 1548-1572). Impressed by its size and prosperity, the king demands to meet its founders, by then at least eighty or ninety years old, he learns of their origins (“from those parts through which the Vistula flows”) and then bestows upon the “heroic” Jan and his clan the noble status, as Anzelm relates:

&amp;nbsp;

“The king turned to Jan. ‘You, old man, by your own desire shall remain nameless, and as you were born a commoner, so shall you be laid in your grave. But you have been a bold hero, wresting this land from the wild wilderness and the fierce animals and conquering it not by blood and sword but by work and sweat, opening its breast to a numerous people, and thereby increasing the wealth of the kingdom. Therefore, to your children, grandchildren and great-grandchildren, to the furthest generations and until the extinction of your clan, I shall give a surname derived from your heroism.’

“Here, with his right hand extended above the astounded people, the king solemnly said: ‘Let this clan, springing from a man born to the common condition, be raised to the level of the country’s nobility and, from now until its extinction, have all the rights and duties proper to the estate of knighthood to enjoy and to perform. I hereby ennoble you and order that you bear the name of Bohatyrowicz […].’” (Orzeszkowa, 2014, 191-192)

&amp;nbsp;

The Bohatyrowiczes treasure this aspect of their past. The year of the king’s visit (1549) is the one recorded on the grave, not the dates when Jan and Cecylia died. They regard themselves as nobles, szlachta, and thus feel themselves to be as good in terms of self-worth and social status as the szlachta living at the manor. Although never as rich as the landed ziemiaństwo—represented in the novel by the Korczyński family and the various relatives, social acquaintances and hangers-on associated with the Korczyn manor, the conferring of the noble status separates the Bohatyrowiczes from other “peasants”. Yet, compared to many peasants, they are prosperous (despite the differences between them—Anzelm and Jan, for example, are better skilled as husbandmen than their neighbour Fabian Bohatyrowicz,  relatively inept and constantly resentfully disposed towards the manor), certainly not without their own patches of land, livestock and farming skills, and not merely hired labour on the verge of starvation, although, as Witold observes, improvements could indeed be made in agricultural methods, as well as in relations between the village settlement and the manor on occasions when his father requires its labour, for example during the harvest.

Set in 1886, the novel’s action takes place not only twenty-three years after the January Uprising, but twenty-five years after the Emancipation of the Serfs in the Russian Empire (1861). It is not entirely clear from the novel’s text how this specific change has affected relations between the Korczyn manor and the Bohatyrowicz village settlement, or whether the Bohatyrowicz lands had ever been brought at some point in history under manorial control; but clearly, these manorial lands had not been sequestered as part of tsarist repressions following the defeat of the Uprising (as had happened to Piotr Orzeszko’s Ludwinów). Clearly, Benedykt Korczyński is dependent on “peasant” labour to bring in the harvest from the manor fields, and his own attitude to the villagers is shown to be wanting in many respects, as his son Witold points out to him and which causes the quarrel and temporary breakdown of relations between father and son: Benedykt treats the farm workers as fools, accuses them unjustly of breaking machinery, shows them no human respect and generally behaves like the traditional, dictatorial lord of the manor. The suggestion is that the manor still has some rights over “peasant” labour (?), or maybe it is now simply a question of establishing just procedures for hiring that very same labour, over which landlords no longer had an automatic right. At the same time, similarly misguided misconceptions, prejudices and resentful sentiments are harboured by many of the “peasants” towards the manor, as exemplified by the reckless court cause pursued by Fabian against Benedykt Korczyński about a piece of land over which he has no legal claim at all. These tensions on the level of agricultural relations are indicative of the bigger picture in the fictive present portrayed by Orzeszkowa. Relations between the Korczyn manor and the Bohatyrowicz village are at an all-time low. This, however, was not always the case, and the restoration of communication and goodwill, is the aim at the heart of the narrator’s and author’s purpose.

In 1863, at the time of the Uprising, the two groups of nobles or ex-nobles-cum-farmers were led by Benedykt’s elder brother Andrzej Korczyński, while the Bohatyrowicz clan was represented then by Jerzy Bohatyrowicz, brother of Anzelm and father of Jan. The class cooperation and ideological unity displayed during this shared bid for Polish independence lies buried in the mass Grave (Mogiła) on the hillside above the Niemen, along with the bodies of the forty slaughtered insurgents, a secluded place kept concealed for political reasons and forgotten by everyone except those most closely affected: Anzelm, Jan and Pani Andrzejowa. The translation here perfectly catches the elegiac tone of the description of the grave, as well as of many of Orzeszkowa’s other descriptions of the local nature in the novel, on one level timeless and indifferent, and yet imbued with tragic memories of the recent past, even when death gives rise to new prolific life from the soil:

&amp;nbsp;

“The meadow was covered with low uneven grass, sparsely sown with lilac savory and self-heal, white yarrow, the small flower-heads of clover and the stars of everlastings. Juniper bushes grew at the edges and ran toward the center, sprinkled as if with a dew of shining, hard, black berries, or here and there showing rusty-red, like spots of blood against the dark green. From their dry, spiky tangle, the yellow flowers of wolf’s palate leaned out and an extended garland of numerous types of bindweed, ivy, and clubmoss crawled over the ground and into the distance. Here and there under the bushes and among the low grass there were red or yellow mushrooms of the most peculiar shapes or the musty odor of white mold in the ground. In the forest depths, under the dark column of several intertwined firs and covered by their straight shadow, a mound like a bulwark or barrow rose, of moderate size, with gentle slopes obviously made by human hands, and, like that whole low meadow, grown over in uneven clumps of bentgrass.” (Orzeszkowa 2014, 336-337)

&amp;nbsp;

Returning to her bedroom at Korczyn after this first visit to the grave, full of new knowledge and awareness, Justyna has a vision in dream or in imagination of the river bank illuminated by a lamp like the one she had seen on Anzelm’s chest-of-drawers:

&amp;nbsp;

“It seemed to her again that over the world a dusk reigned, transparent, but without daylight or sun, and she was sailing upwards, her gaze embracing a wide sweep of land, so wide that she saw clearly the Korczyn manor house and the village, and in the thick greenery, the hidden tomb of the legendary pair, and at the other end of the horizon, a sad desert of sand, and beyond it, in a closed circle of forest hills, the great grave mound. […] It was clear where she had taken it from [i.e. the lamp] and now she raised it high, and its rays, which were meagre in fact, narrow, fell on the roofs of the houses, throwing gold threads on the bonding network of paths and fences; the rays reached on one side to the ancient tomb and on the other to the deserted grave mound, lighting them and seeming to tie them, to bind them together like links in a chain.” (Orzeszkowa 2014, 403-404)

&amp;nbsp;

The metaphor of the links in a chain (“jak ogniwa jednego łańcucha”) symbolizing the key issue of need for social unity is one Orzeszkowa often uses in her fiction (as, for example, in her 1895 story Ogniwa, about the need for Polish and Jewish social cooperation). This cooperation and unity is deemed by the narrator’s voice to be an essential precondition for Polish self-determination. However, as noted above, this is conceived of in the novel as an exclusively Polish effort, where the “peasant” side is in fact a degraded noble one, the szlachta zagrodowa, not local peasants of latter-day “Ruthenian” or “Belarusian” cultural and linguistic stock. And ultimately, Orzeszkowa’s concern, as expressed in her letters and as suggested by the elegiac tone of the novel, especially the parts associated with the Uprising and the Grave, would appear to the very survival itself of Polish linguistic and cultural presence in the region. Was this concern linked to some astonishing, or not so astonishing, premonition of its eventual, or inevitable perhaps, demise?

In the context of the demand for “unity,” another form of behaviour, clearly marked negative by the narratorial voice in On the Niemen, as well as later in the short-story cycle Gloria victis, is the perception of so-called “betrayal” or “treachery” (“zdrada”). In On the Niemen, the chief culprits are some of the close relatives of the fallen hero Andrzej Korczyński: namely, the middle of the three brothers Dominik (Benedykt is the youngest), who has made a glittering career for himself as a tsarist civil servant (a privy councillor hoping even to rise to the rank of senator) in Saint Petersburg, thus turning his back on helping Polish national interests; Darzecki, Benedykt’s brother-in-law, concerned above all with securing personal wealth and maintaining his family’s position in the social hierarchy, shown to be unscrupulous in extracting his wife’s dowry from the already indebted Benedykt; and Andrzej’s son, Zygmunt, the selfish dilettante aesthete with an inflated sense of his own superiority, and likewise uninterested in supporting collective patriotic efforts, yet painfully realistic in his showdown with his mother, Pani Andrzejowa, about the certain failure of all rebellion against the status quo (volume 3, chapter 2: “Only madmen and radical idealists defend to the last a battle that is completely lost”). Dominik’s letter to Benedykt meanwhile, (volume 3, chapter 4) urges Benedykt to give up a lost cause, offering to use his position to assist him, if only he would abandon his “biases and prejudices” (Orzeszkowa 2014, 516, 596). Given the political realities, the decision to build a civil-service career or enhance one’s personal wealth within the confines available rather than follow a doomed cause, however morally elevated, may not seem unreasonable to the objective gaze. However, Orzeszkowa’s narrator is not objective but engaged, and the positions adopted by Dominik and Zygmunt Korczyński and by Darzecki are marked negatively, and implicitly condemned—by portraying the behaviour of these individuals in this and other spheres as morally flawed and generally unpleasant; for example, Darzecki’s financial exploitation of Benedykt, or Zygmunt’s treatment of both Justyna and his wife Klotylda. In contrast, historically, the two levels of nobles (ziemiaństwo and szlachta zagrodowa) are shown to have fought alongside each other for a shared cause—not only in 1863, but also at other decisive moments, as in Domuntówna’s grandfather’s memories of Napoleon’s campaign of 1812 (volume 2, chapter 5).

It is interesting that in On the Niemen, “treachery” is confined to the landowning class. The Bohatyrowiczes are shown, in contrast, as loyal to the patriotic cause. In some other works, Orzeszkowa’s portrays class divisions that affect the unity of oppressed populations under tsarism, where such divisions have an ethnic as well as class component. In story the Hecuba from the Gloria victis cycle, the heroes of 1863 are betrayed by a local peasant, Teleżuk, whose speech clearly identifies him as Belarusian and not Polish. This element, repeated as a typical scenario by certain other Polish writers (such as Stefan Żeromski in his Faithful River, 1912, or Tadeusz Konwicki in his Polish Complex, 1977), where peasants or non-Polish peasants betray the Polish insurrectionary cause, is absent in On the Niemen. 

“Zdrada” is a potent accusation occurring even today in Polish political debates. Nowadays, it basically implies betrayal of some allegedly shared and binding exclusive national identity based on a standard conception of “Polishness” as purely Catholic and ethnically Polish. To an outside observer, accusing a fellow citizen of being a traitor (“zdrajca”) appears out of place in a modern democracy. However, in Orzeszkowa’s day, the political situation was different, and the patriotic cause, understood here as the movement for Polish political independence from foreign rule and freedom from cultural oppression, was a cause that in her view required the unity of all social classes in order to have any chance of being effective; in effect, it meant loyalty to the insurrectionary tradition. In On the Niemen, therefore, while it is difficult not to regard Orzeszkowa’s narrator’s position as exclusively polonocentric, such polonocentrism should not be understood here as chauvinistic; as already mentioned, there are no Jews or Belarusians, true, only Poles are shown to inhabit this land, but within the context of the novel, this should not be understood as a deliberate desire to “polonize” or “eliminate” others, but rather as an act of self-defence, the defence of the Polish language and Polish culture as one of several competing claimants to the territory, under threat of demise. Whilst on one level, this might seem a rather extreme interpretation, on another—if we look ahead to the history of this region in the forthcoming sixty years, its absorption after 1945 into the Belorussian Soviet Socialist Republic and remaining after 1989 as part of the independent state of Belarus—it reveals an uncanny sense of foresight, as though Orzeszkowa already intuited the fate of Polish presence there. Hence, possibly, the origin of the deeper consciousness behind the elegiac tone of the many descriptive passages: not merely the Grave itself, but all the evocative forest and meadow scenes are imbued with a distinct tension between the joyful and the elegiac, brimming with nostalgia for something in fact already lost. The happy and symbolic union of Jan and Justyna or the Positivistic optimism of Witold Korczyński are somehow less convincing, because they are far less emotionally invested than the narrator’s more dominant voice of mourning and longing. The most positive and impressive aspect meanwhile is the narrator’s affirmation of the natural beauty of the Niemen valley.

In this context, i.e. of intuition of impending loss, it is telling to consider the recent research by Kraków scholar Kataryzna Konczewska, who visited present-day rural settlements in the region portrayed not only in Nad Niemen but in other novels by Orzeszkowa such as Dziurdziowie (1885). The aim was to inquire of present-day Belarusian inhabitants what they remembered of the Polish manor-houses, zagrodowe farmsteads, or specific village and family names (Dziurdź, Bohatyrewicz), immortalized by Orzeszkowa. Perhaps not surprisingly, only a few old people had any recollection of this lost presence, one or two were actually descended from the particular families from whom the novelist took her inspiration. So perhaps soon we will “know the Bohatyrewiczes only from the pages of Orzeszkowa’s works” (Konczewska 2012, 175), thus adding to the conviction of the majority of today’s readers that the world she recreated was an imagined, fictional one (173). It is thanks to Orzeszkowa’s novels that the once rich Polish landowning and farming presence on the Niemen banks has been recreated and immortalized. And if we add here the other population described (in other novels, not On the Niemen) by Orzeszkowa and eliminated by history, then it is thanks to her works alone that “we are able to recreate today the life of those times” (173). An elegiac, nostalgic, Romantic tone predominates, even if we are unable to decide how far it is intentional or merely intuitive, and despite the optimistic Positivist social programme strongly articulated by some of the novel’s characters. A constant challenge to the latter is presented by the overarching reference to the insurrectionists’ Grave. The novel thereby not only rescues a linguistic and cultural presence otherwise lost to living memory along with the lost territory, it also preserves, in the emotional undercurrents tangible in its narratorial voice, the deepest ideological commitments of its author. It opens for present-day students and researchers of Polish literature a window onto a particular conflicted mentality rarely articulated so powerfully elsewhere.

</document>
<document nplp_id="1470" title="Teksty i&amp;nbsp;konteksty. Bułgarska recepcja polskich powieści XIX wieku o&amp;nbsp;tematyce bułgarskiej" slug="teksty-i-konteksty-bulgarska-recepcja-polskich-powiesci-xix-wieku-o-tematyce-bulgarskiej">&amp;nbsp;
„Zamieszkanie u Bułgara podniosło dla mnie koniuszek zasłony, okrywającej tę narodowość. Zaciekawiłem się do niej. Gospodarz nasz, człek prosty, posłużył mi do porównywania sfery, do której należał, ze sferą odpowiednią narodu naszego. (…) Znajdowałem podobieństwa i różnice i notowałem je w umyśle. Na drodze tej w umyśle moim gromadził się nieznacznie materiał….”[przypis]Zygmunt Miłkowski, Od kolebki przez życie. Wspomnienia. t.I, Nakładem Polskiej Akademii Umiejętności, Kraków 1936, s. 373.[/przypis].


1. Uznanie wielkości polskiego powieściopisarstwa XIX w.  a recepcja autorów o zainteresowaniach „bułgarskich”
Polska powieść XIX wieku z pewnością wyznacza jeden z zasadniczych genologiczno-historycznych zakresów, w obrębie których możemy obserwować oddziaływanie wielkiej polskiej tradycji literackiej w Bułgarii. Na szczycie piramidy recepcyjnej sytuują się (ze względu na intensywność dokonywania przekładów i metaliterackich lektur) powieści Sienkiewicza i Prusa, a niewiele niżej – twórczość Józefa Ignacego Kraszewskiego i Elizy Orzeszkowej. Mówią o tym nie tylko wyżej wspomniane wyznaczniki, ale także ilość poświęconych ich twórczości artykułów i rozległość badań literackich. W tomie czwartym serii wydawniczej Recepcja przekładowa literatur europejskich w Bułgarii, wydanym przez Bułgarską Akademię Nauk, literaturę polską opisują tacy wybitni bułgarscy poloniści, jak: Kalina Bachnewa czy Panajot Karazjozow[przypis]Zob. Преводна рецепция на европейските литератури в България. Т.4 Славянски литератури, red. И. Павлов, Б. Биолчев i in., София, БАН, 2002. Zob. tu К. Бахнева, Хенрик Сенкевич (ibidem, s.243-255); Болеслав Прус (ibidem, s.205-214); Елиза Ожешкова (ibidem, s.200-205), Преводна рецепция на полската литература в България межу двете световни войни (ibidem, s 115-125);  П. Карагьозов, Преводна рецепция на полската литература в България след Втората световна война (ibidem, 125-136).[/przypis]. O Kraszewskim w tym tomie, niestety, nie ma odrębnego artykułu, mimo szerokiej jego obecności w literaturze przekładowej w Bułgarii[przypis]Zob. М.Григорова, Историята на старите обувки. За рецепцията на Юзеф Крашевски в България и едно нейно приключение, w: Очите на словото, Фабер, Велико Търново, 2015 ; M. Grigorowa, Historia starych butów. Recepcja dzieł Kraszewskiego i utworów mu przypisanych w Bułgarii, w: Kraszewski i wiek XIX,  red. А. Janicka,K. Czajkowski, P.Kuciński, Wyd. Prymat, Białystok 2014, s.267-281[/przypis], na szczególną natomiast uwagę zasługuje obecna w nim interpretacja dwóch bardzo cenionych w Bułgarii powieści – Quo vadis Sienkiewicza i Faraona Bolesława Prusa. Nikołay Spasow Daskalov[przypis]Н. Даскалов, Оспорвани шедьоври, УИ Св. Климент Охридски, София 1994; Н. Даскалов, Сюжетите на историята. Реваншът на духа, УИ Св.св. Кирил и Методий, Велико Търново 2001.[/przypis] poświęcił im monografię, której pierwsze wydanie nosiło tytuł Оспорвани шедьоври (Podważane arcydzieła), wydanie drugie, dopełnione i rozszerzone, wyszło pod tytułem Сюжетите на историята и реваншът на духа (Wątki historyczne i riposty ducha). Monografia ta została przetłumaczona na język polski częściowo przez Andrzeja Nowosada (trzy rozdziały)[przypis]Andrzej Nowosad przetłumaczył rozdziały Studnia i labirynt (o Faraonie Bolesława Prusa) oraz  Esteta i dyktator (o Quo vadis? Henryka Sienkiewicza), a także tekst o poziomach recepcji Quo vadis? w Bułgarii publikowane w „Racjonaliście” – zob. http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5367/q,Esteta.kontra.dyktator; http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5350/q,Studnia.i.labirynt ) i „ Postcriptum polonistyczne”, nr 2 (12), 2013, 137-162, http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Postscriptum_Polonistyczne/Postscriptum_Polonistyczne-r2013-t-n2(12)/Postscriptum_Polonistyczne-r2013-t-n2(12)-s137-162/Postscriptum_Polonistyczne-r2013-t-n2(12)-s137-162.pdf )[/przypis], a w całości przez Wojciecha Gałązkę[przypis]Przekład książki Wątki historyczne i riposty ducha został opublikowany na stronie Literatura bułgarska w przekładach Wojciecha Gałązki, http://literaturabulgarska.vilnet.pl/category/polonistyka-bulgarska/nikolay-daskalov-polonistyka-bulgarska[/przypis]. Nikolaj Daskalov uważa, że jest to najbardziej znaczący polski wkład w rozwój epopei. Jako trzecią tego rodzaju powieść wskazuje Popioły Stefana Żeromskiego i, zwracając uwagę na kontrowersje, jakie wszystkie one budziły, oraz na ataki ze strony krytyki, stwierdza, że ich odporność na te ostatnie stanowi niezbity dowód, iż były to arcydzieła.

Warto zauważyć, że wiek XX był jeszcze bardziej aktywny wobec wspomnianej tradycji powieściowej niż wiek XIX, w którym się ona ukonstytuowała. Natomiast inna jest już  jej sytuacja na początku XXI wieku - w pierwszych jego dekadach odczuwalna staje się tendencja do tłumaczenia przede wszystkim najnowszych dzieł i młodych/nowych klasyków literatury polskiej. Niemniej dokonuje się i powrót do osiągnięć powieściowych XIX wieku,  a choć dzieje się to bardziej sporadycznie, pozostaje godne uwagi[przypis]Takim powrotem jest na przykład ostatnie i najnowsze tłumaczenie, przez długi czas zapomnianej powieści Elizy Orzeszkowej Meir Ezofowicz (w 2013 r.), dokonane przez Prawdę Spasową. Warto zwrócić uwagę, że tłumaczenie pojawiło się w roku jubileuszu wielkiego pedagoga, Janusza Korczaka, kiedy to tłumaczka dokonała kilku przekładów jego dzieł, co nasuwa myśl, że dyskurs pedagogiczny był wspólny dla obu autorów. Na samym początku wieku, w 2001 roku,  wyszło nowe wydanie Trylogii Sienkiewicza, w ramach inicjatyw wydawnictwa Trud. W 2010 roku ukazało się  kolejne wydanie powieści Quo vadis w Złotej kolekcji XIX wieku, inicjatywy wydawniczej pisma „24 часа“ („24 godziny”). Zob. recenzję wydania: K. Рикев, Романът „Quo vadis“ в златна колекция XIX век, https://kamenrikev.alle.bg/biblio/романът-quo-vadis-в-златна-колекция-xix-век[/przypis].

W cieniu bułgarskiej recepcji niekwestionowanych arcydzieł polskiej klasyki powieściowej XIX wieku rozkwita jednak i zyskuje specyficzne, ale zasługujące na uwagę miejsce, recepcja kilku powieściopisarzy polskich często krytykowanych za mielizny artystyczne, natomiast bardzo znaczących ze względu na swą biografię, na społeczną i międzynarodową rolę, a wreszcie – na doświadczenie „bułgarskie”. Niektórzy z nich bowiem związali swoje życie i twórczość z Bułgarią, oczywiście taką, która wtedy... nie istniała jeszcze na politycznej mapie Europy, a zaledwie zabiegała o swoje wskrzeszenie.

Znajdzie się wśród nich ekscentryczna i kontrowersyjna postać Sadyka Paszy, typowego człowieka pogranicza, krytykowanego przez Polaków w latach 60. i 70. XIX w. przeciwnika powstania styczniowego, określanego złośliwie przez Zygmunta Miłkowskiego jako „pół poeta, pół rycerz, pół uczony, półgłówek, pół dyplomata, pół narwaniec i do tego pół Polak”[przypis]Z. Miłkowski (T.T.Jeż) Sylwety emigracyjne, Towerpress, Gdańsk 2000, s.37 http://biblioteka.kijowski.pl/jez%20teodor%20tomasz/sylwetyemigracy.pdf[/przypis]. W porównaniu z tym, co reprezentował sobą Sadyk Pasza, tj. Michał Czajkowski, życie i twórczość autora tej oceny, Zygmunta Miłkowskiego, są z pewnością prostsze i bardziej wyraziste, pozbawione romantycznego szaleństwa, ale i w nich też nie brakuje pierwiastka przygody. Z kolei płomienny poeta, Karol Brzozowski[przypis]Karol Brzozowski to zresztą nie tylko pisarz, ale także inżynier i wszechstronny uczony – etnolog, geolog i botanik. Zasłynął też jako tłumacz Księgi Hioba i autor notatek z pobytu w Bułgarii oraz poematu Sen w Bałkanach (napisanego w 1858 r.,  wydanego w 1877 roku).  Znał Czajkowskiego i Miłkowskiego, a przez tego ostatniego był wspierany w swojej literackiej działalności.[/przypis], wysłannik Demokratycznego Koła Polskiego w Stambule, który (od r. 1853) spędził blisko 30 lat w imperium Osmanów, jak pisze Emil Georgiew, „pozostał wierny rewolucji”[przypis]Е. Георгиев, Български образи в славянските литератури, Наука и изкуство, София 1969, s. 228.[/przypis] i popierał Miłkowskiego[przypis]Zob. ibid., s. 228-229.[/przypis]. Podobną drogę przeszedł uczestnik powstania styczniowego, współzałożyciel Konfederacji Narodu Polskiego, Wacław Walery Wołodżko[przypis]Walery Wołodźko (Sahi-Bej) urodzony na Białorusi, po udziale w powstaniu styczniowym wyemigrował z niej i  spędził siedem lat w Imperium Osmańskim (pracował jako inżynier mostów i dróg). Był korespondentem polskich pism. Wrócił do kraju w 1870 roku.[/przypis]. Ich powieści konstruują świat wielokulturowy i wielowyznaniowy, w którym niemałą rolę odgrywa przestrzeń kulturowego pogranicza, takiego, jakie w literaturze polskiej reprezentuje kozacka Ukraina Czajkowskiego, a w bułgarskiej – terytoria dzisiejszej Rumunii, Macedonii i Mołdawii. W samych postaciach tych pisarzy stykają się ze sobą charakterystyczny dla romantyzmu urok egzotycznego Orientu (i kozaczyzny, jak w przypadku Michała Czajkowskiego) z etosem słowiańsko-chrześcijańskim i jego patriotyczną podbudową.

Niezależnie od tych różnic jednak w twórczości ich wszystkich wyraźnie obecna jest Bułgaria. Zygmunt Miłkowski drukowaną w 1860 roku w „Dzienniku Literackim” swoją powieść Asan ukazującą zwycięskie bułgarskie powstanie Asena (jak brzmi właściwie imię historycznego bohatera) i Piotra przeciw Bizancjum (1185 r.) określa jako manifest i pisze, że to, czego ów dokonał, chciałby i mógłby dokonać on sam[przypis]„Pisarskie zamiary przed powstaniem nasuwały mi się same, odnosząc się do zadań społecznych i politycznych, które się na porządku dziennym znajdowały. Za wskazówki, za wiązanie, za nici przewodnie służyły mi demokracja i walka o niepodległość Polski. Stanowiły one oś, około której akcję dramatyczną w powieści wprawiałem w ruch. Bez tego nicbym stworzyć nie był w stanie. Około osi tej obracały się wszystkie najpierwsze moje utwory (…), około niej obracały się wszystkie dalsze. Najwyraźniej zaznaczyłem ją w Asanie, który luboć na prędce i nie po literacku napisany, stał się w powieściową sukienkę przybranym manifestem, stawiającym miłość ojczyzny na ołtarzu poświęcenia bezgranicznego, poświęcenia, pokrewnego temu, które Mickiewiczowi prodyktowało Konrada Wallenroda (…) lecz oczyszczonego z tego niebiezpieczeństwa, które w walenrodyzmie tkwi, a które z niego robi zdrajców sto tysięcy. Gdym pisał Asana, czułem, iżbym sam zrobić to był zdolen, co zrobić powieści tej bohaterowi kazałem.” Teodor Tomasz Jeż (Z. Miłkowski), Od kolebki przez życie. Wspomnienia, T.3, Nakładem Polskiej Akademji Umiejętności, Kraków 1936-1937,  s. 277.[/przypis]. Bohatera powieści Kirdżali, poprzedzającej ważny pobyt Michała Czajkowskiego w Bułgarii i rozpalającej bunt w sercach jej mieszkańców, można by uznać za jego porte parole – odbicie duchowej biografii twórcy przedstawionej w kontekście epoki[przypis]Krytykując  „niedoskonałości” zawartego tu obrazu, Wanda Smochowska jednocześnie podkreśla popularność pisarza i dominację w powieści  cech autobiograficznych. Zob. В. Смоховска-Петрова, Михаил Чайковски – Садък паша и Българското възраждане, БАН, София 1973, s.50-55. Emil Georgiew jednak kładzie nacisk przede wszystkim na „bułgarską” popularność i zbieżność utworu z rewolucyjną atmosferą w Bułgarii. Zob. Е. Георгиев, Български образи в славянските литератури, Наука и изкуство, София, 1969, s.49-55.[/przypis]. W zaraniu Miłkowskiego z kolei zawiera odniesienie do bułgarskiej walki o niezależność w latach 70. i powstania kwietniowego z roku 1876 – z akcentem położonym na określone postacie historyczne[przypis]Za prototyp Mitry uważano słynną babcię, Tonkę Obretenową (1812-1893), która ukrywała w swoim domu rewolucjonistów; jej synowie też byli rewolucjonistami.[/przypis] – a jednocześnie buntowniczą odezwę do Polaków. Powieść Krwawy podatek Walerego Wołodźki, poświęcona słynnemu folkloryście i rewolucjoniście Konstantinowi Miładinowowi[przypis]Konstantin Miładinow (1830-1862) razem ze swoim bratem Dimitarem Miładinowem (1810-1862) urodzili się  w mieście Struga (Dzisiejsza Macedonia) i zostali upamiętnieni w bułgarskiej historii kulturowej jako autorzy znaczącego zbioru Bułgarskie piosenki ludowe, wyd. w 1861 r. (nazwa oryginalna „Бѫлгарски народни пѣсни собрани одъ братья Миладиновци Димитрія и Константина и издани одъ Константина. Въ Загребъ въ книгопечатница-та на А. Якича“ – tytuł odzwierciedla starą pisownię, dziś nieużywaną) Obaj bracia zostają aresztowani podczas walki o niezależną cerkiew i umierają w więzieniu, być może otruci. W interpretacji Wołodźki Konstantyn jest przede wszystkim przywódcą rewolucyjnym. Temu utworowi pisarza jest poświęcony wyżej cytowany artykuł Cwetany Romanskiej-Wranskiej pt. Konstantyn Miładinow w literaturze polskiej. Cwetana Romanska-Wranska, Константин Миладинов в полската литература,  „Македонски преглед” 1938, z.1-2.[/przypis], staje się wyrazem nastrojów rewolucyjnych samego pisarza. Tę samą konstatację można odnieść do powieści Deli Petko Karola Brzozowskiego, która została napisana w roku powstania kwietniowego w Bułgarii i oprócz narodowych podnosi także kwestie społeczne. Wszystkie wymienione utwory można rozpatrywać w kontekście wzajemnego postrzegania się Słowian. Zarówno Bułgar dowiaduje się, jak postrzega go Polak-Słowianin, w określony sposób powiązany z bułgarską rzeczywistością, jak i dla Polaka rzeczywistość bułgarska staje się przedmiotem zainteresowania ze względu na słowiańską solidarność, czytelną przede wszystkim w kontekście polskich idei narodowowyzwoleńczych. Podstawą tego wzajemnego zainteresowania są zatem poczucie pokrewieństwa Słowian i ich walka o niepodległość. Jednak ze względu na polskie odczytanie ich głównych przesłań, dzieła te mają wymiary paraboliczne – kodują wydarzenia i idee polskie.

&amp;nbsp;
2. Dalecy i bliscy, czyli spotkania w labiryncie historii 
„Ciekawe – zauważa bułgarska slawistka Cwetana Romanska-Wranska (1914-1969) – że w bogatej literaturze najbardziej oddalonego od Bułgarów narodu słowiańskiego, Polaków, istnieją utwory literackie podejmujące tematykę życia i cierpienia Bułgarów. Drogi prowadzące do takiego spotkania Polaków i Bułgarów nie są przypadkowe. Podobny, nieradosny los prowadzi do bezpośredniego ich zbliżenia, mimo że są tak bardzo odmienni od siebie zarówno pod względem psychicznym, jak  i kulturowym“[przypis]Ц. Романска-Вранска, Константин Миладинов в полската литература, „Македонски преглед” 1938, z. 1-2, s. 112. „Любопитно е,  че в богатата литература на най-отдалечения от българите славянски народ – поляците – се намират литературни произведения със сюжети, взети от българския живот и страдания. Пътищата, по които поляци и българи влизат в досег, не се дължат на случайно сближаване. Еднаквата нерадостна жизнена съдба привежда в непосредствен допир два толкова различни по психика и култура славянски народа“. Jeśli nie zaznaczono inaczej przytaczane w tym artykule cytaty z krytyki literackiej i literatury pięknej w języku bułgarskim przetłumaczył na język polski Andrzej Nowosad.[/przypis].

To prawda, że Polska jest jednym z najbardziej oddalonych geograficznie od Bułgarii krajów słowiańskich. Jednak relacje historyczno-kulturowe nawiązywały się między nimi na przestrzeni dziejów nieustannie. W XV w. ich symbolem stał się Władysław Warneńczyk. W XVII w., gdy Polska stała się przedmurzem chrześcijaństwa i dla południowych Słowian reprezentowała mit wyzwoleńczy, do polskiego króla, Władysława IV zwrócił się wybitny Bułgar, arcybiskup katolicki Piotr Parczewicz (1612-1674), żeby poprosić go o wsparcie w walce z Imperium Osmańskim. W XVII w. Bułgaria również pojawia się na kartach utworów polskich barokowych twórców (jak Samuel Twardowski), których drogi prowadziły przez ten kraj, i w diariuszach podróży dyplomatycznych[przypis]Roman Mazurkiewicz w wygłoszonym w ramach serii wykładów na uniwersytecie w Wielkim Tyrnowie (wrzesień 2012) i niepublikowanym tekście Kraina róż. Bułgaria w polskiej publicystyce i literaturze popularnonaukowej przełomu XIX i XX wieku, mówi, że „w wiekach XVI-XVII przez Bułgarię podążali jedynie polscy posłowie do Konstantynopola oraz Polacy i Rusini wzięci w jasyr przez Turków Osmańskich na polskich ziemiach wschodnich. (…) Przez Bułgarię podążał do Konstantynopola w 1654 r. – jako poseł króla polskiego Jana Kazimierza – chorąży lwowski Mikołaj Bieganowski, który w swojej relacji opisuje smutny los bułgarskich chrześcijan, wspominając, że panuje u nich wiara w to, iż to Polacy wyzwolą ich z jarzma tureckiego. Dodajmy, że w poselstwie tym uczestniczył incognito również przyszły król, Jan Sobieski, wkrótce pogromca Turków pod Wiedniem. Niewątpliwie najciekawsza pod względem literackim staropolska relacja z wędrówki przez ziemie bułgarskie w początkach XVII wieku to fragment poetyckiego itinerarium jednego z najwybitniejszych twórców barokowych Samuela Twardowskiego –  Przeważna legacja Krzysztofa Zbaraskiego od Zygmunta III do sułtana Mustafy.” (Wyrażam tu wdzięczność autorowi wykładu za przekazanie mi tego tekstu – MG).[/przypis]. Uwagę na wymienione fakty i sytuacje zwraca znany bułgarski polonista i bułgarysta Bojan Penew (1882-1927)[przypis]Zob. Б. Пенев, Полско-български сношения. Реч, произнесена на първото събрание на Полско-българското Дружество в София на 15 декември 1918 г., „Полска  библиотека”, Придворна печатница, София, 1918., s. 5-8. Penew opowiada szczegółowo o misji Piotra Parczewicza, o podróżach i utworach Samuela Twardowskiego, Samuela Proskiego i innych.[/przypis]. Należy tez podkreślić fakt, że bułgarskie nadzieje dotyczące „misji” Polski stają się dla południowych Słowian co najmniej uzasadnione w kontekście mityzacji polskich XVII-wiecznych zwycięstw, o czym mówi słynny poemat Osman chorwackiego poety Ivana Gundulicia (1589-1638). Trzeba jednak przyznać, że trudno szukać wcześniej aż tak daleko posuniętej bułgarsko-polskiej symbiozy, z jaką spotykamy się w twórczości autorów dziewiętnastowiecznych.

Życie polskiej emigracji rewolucyjnej i twórczej w XIX wieku jest jedną z tych historyczno-politycznych płaszczyzn, na której łączą się losy Polaków i Bułgarów.  Ważny element tych związków to obecność na terenie Bułgarii charyzmatycznych polskich przywódców wojskowych jako emigrantów. Zdzisław Szeląg[przypis]Zob. З. Шелонг, Полската емиграция в Шумен в годините 1849-1851 в светлината на архивните извори, „Любословие” 1996, nr 1, s. 113-126.[/przypis] przypomina, że po klęsce pod Temesvárem walczący razem węgierscy i polscy powstańcy 22 VIII 1849 roku zostali internowani w bułgarskim mieście Widin, położonym na północy kraju nad Dunajem. W obozie znajdowało się 1034 Polaków, wśród których byli też, między innymi, słynni generałowie, jak Józef Bem (późniejszy Murad Pasza, 1794-1850), Henryk Dębiński (1791-1864), Józef Wysocki (1809-1873), Jerzy Bułharyn (1798-1875). Następnie obóz polski został przeniesiony do Shumenu (wówczas Szumla), miasta znajdującego się po przeciwnej niż Vidin stronie terytorium Bułgarii. Pozycję strategiczną ziem bułgarskich wzmocniły wojny krymskie, w czasie trwania których formowano w Bułgarii oddziały słynnych Kazak-alay Michała Czajkowskiego  i dywizję Władysława Zamojskiego (1803-1868)[przypis]Zob. Polacy i ziemie polskie w dobie wojny krymskiej, red. J. Borejsza, P. Bąbiak, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2008.[/przypis]. Istnieje zresztą szeroka literatura przedmiotu związana z polską drogą emigracji rewolucyjnej do Imperium Otomańskiego[przypis]Wśród bogatych badań historycznych polskiej działalności na terenie Bałkanów i Bułgarii znaleźć można np. badania Adama Lewaka, Stiliana Czylingirowa, Sławomira Kalembki, Jerzego Borejszy i Grzegorza Bąbiaka. Zob. A. Lewak, Dzieje polskiej emigracji w Turcji (1831-1849), Instytut Wschodni, Warszawa 1937; S. Kalembka, Wielka Emigracja: polskie wychodźstwo polityczne w latach 1831-1862, Wiedza powszechna, Warszawa 1971; Wielka Emigracja i sprawa polska a Europa (1832-1864), red. S. Kalembka, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń 1980; Polacy i ziemie polskie w dobie wojny krymskiej, red. J. Borejsza, P. Bąbiak, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2008; Стилиян Чилингиров, Маджари и поляци в Шумен, Изд. Огледало, София 1999.[/przypis].

Wczesne relacje dotyczące obecności Polaków w Bułgarii odnajdujemy w tekstach bułgarskich pisarzy rewolucjonistów, jak Georgi Sawa Rakowski, który utrzymywał później aktywne kontakty z Sadykem Paszą i innymi Polakami. W jego artykule Początek ruchu katolickiego w Bułgarii i jego stan dzisiejszy czytamy, że „w czasie wojny węgierskiej, do Bułgarii przybyli węgierscy i polscy uchodźcy, jak Lajos Kossuth, Bem, Zamojski, Dembiński, i byli blisko 10 miesięcy w Shumenie”[przypis]Г.С. Раковски, Началото на католическото движение в България и днешното му положение,w: Съчинения в 4 тома, т. 3, Български писател, София 1984, s. 275.[/przypis]. W cytowanym artykule Georgi Sawa Rakowski krytykuje katolickie i antyrosyjskie nastroje Polaków, podkreślając, że lud bułgarski odnosił się do nich nieufnie.

W latach 30-70. XIX wieku Bułgaria zajmuje ważne miejsce w życiu i twórczości kilku polskich pisarzy-еmigrantów, jak, wspomniani tu już, główny agent księcia Czartoryskiego na Bałkanach, Michał Czajkowski (Sadyk Pasza, 1804-1886), Zygmunt Miłkowski (Teodor Tomasz Jeż, 1824-1915), Karol Brzozowski (1821-1904), Walery Wołodźko (Sahi-Bej, 1831-1904). O Bułgarii piszą książki publicystyczne i popularno-naukowe[przypis]Dziękuję za wskazanie niżej cytowanych książek prof. Romanowi Mazurkiewiczowi, który omówił je w wyżej cytowanym wykładzie.[/przypis] historyk misji katolickiej, Józef Hołubowicz[przypis]J. Hołubowicz, Bułgaria, jej przeszłość dziejowa i jej obecne narodowe i religijne odrodzenie, na podstawie rozkrzewienia wiary i innych dzieł źródłowych, tudzież sprawozdań misyjnych, Kraków, Nakładem X. Józefa Hołubowicza, 1885.[/przypis] (1835-1887) i Bronisław Grabowski[przypis]B. T. Grabowski, Bułgaria i Bułgarowie, Drukiem „Wieku”, Warszawa 1989.[/przypis] (1841-1900), slawista, pisarz i tłumacz, oraz – na przełomie wieków – slawista, orientalista i krajoznawca Jan Grzegorzewski (1850-1922)[przypis]J. Grzegorzewski, Za Dunajem (Bułgaria, Serbia, Czarnogóra), Nakładem  Macierzy Polskiej, Lwów,1904.[/przypis]. Niemało pisano też o Bułgarii na łamach prasy polskiej, jak „Gazeta Warszawska”, „Ateneum” czy „Tygodnik Ilustrowany”.

Decydujące dla mityzacji związków Polaków z Bułgarią okażą się ostatnia podróż Adama Mickiewicza[przypis]Składam wyrazy wdzięczności prof. Małgorzacie Burcie z UKSW za wykład Mickiewicz i Bułgaria, wygłoszony w październiku 2016  r. na Uniwersytecie w Wielkim Tyrnowie, za ciekawą rozmowę i wskazówki bibliograficzne dotyczące  pracy K. Kostenicz i D. Świerczyńskiej, którą  tu cytuję.[/przypis] wiodąca przez bułgarskie miasto Burgas do Konstantynopola (dziś Stambuł) i – pułk kozacki Michała Czajkowskiego.

Mickiewicz przyjeżdża do Burgas 6. października 1855 r. i pisze do księcia Adama Czartoryskiego: „Zdawało mi się, że byłem na łonie ojczyzny  i gdyby nie słabość nagła z trudnością bym wyrwał się z tego obozu"[przypis]Cyt. za: K. Kostenicz, Ostatnie lata Mickiewicza. Styczeń 1850 – 26 listopada 1855, Warszawa, 1978.[/przypis]. Komentowano wtedy: „Mickiewiczowi tak się podobało w obozie, że naprawdę chciał się zapisać do kozaków nieregularnych, utrzymując, że do regularnych jest już za stary”[przypis]Ibid.[/przypis]. Bardzo ciekawą rekonstrukcję pobytu Mickiewicza w Bułgarii daje Dobrosława Świerczyńska w artykule Zapomniane relacje o pobycie Mickiewicza w Burgas[przypis]D. Świerczyńska, Zapomniane relacje o pobycie Mickiewicza w Burgas, „Pamiętnik Literacki” LXXXI, z.4, 216-228.[/przypis]. Mówi się w nich o ustawicznym święcie obchodzonym ku czci wielkiego poety, mającym sprawić, żeby poczuł się on jak na łonie ojczyzny i o ucztach przypominających, jako żywo, sceny weselne w nostalgicznym Soplicowie Pana Tadeusza. Burgas transformuje się w ten sposób w przestrzeń ojczystą Polaków. Świadectwa wielkiego szacunku do Adama Mickiewicza w Bułgarii przytacza też Miłkowski (T.T. Jeż) w dzienniku Od kolebki przez życie. Wspomnienia. Szczególny wpływ na jego opinię o Bułgarach wywarła bułgarska grupa wielbicieli Adama Mickiewicza, która  była obecna na pogrzebie wieszcza: „Ta z ich strony spokojna i gromadna manifestacja wzruszyła nas głęboko. Dotychczas lud ten ceniłem za przymioty jego natury praktycznej, od momentu tego zacząłem go cenić bardziej jeszcze…”[przypis]Z. Miłkowski, Od kolebki przez życie, t.2, op. cit., s. 377.[/przypis].

Godny uwagi jest fakt, że Mickiewicz był stale zainteresowany Bułgarią i że nasz kraj niejednokrotnie powracał do jego świadomości. Na obecność Bułgarii w tekstach Mickiewicza zwraca uwagę Jarosław Ławski: „Istnieje u Mickiewicza literacki obraz Bułgarii – bardzo różnorodny, migotliwie zmienny, ale wyrazisty. Jest on rozciągnięty w czasie: po raz pierwszy Bułgarzy pojawiają się w 1822 roku, potem wracają w latach 1834–1836 (Historia polska), niemal znikają w 1848 roku (Legion), pojawiają się znów w latach 1840–1844 (prelekcje paryskie), w Konstantynopolu i Burgas (1855). (…) Oto kolejny lud słowiański wkraczający na arenę dziejów, z którym Mickiewicz wiąże nadzieje na przyszłość"[przypis]Artykuł oddany do druku w tomie pokonferencyjnym  Przestrzenie dialogiczne. Materiały z konferencji jubileuszowej, Фабер, Велико Търново, 2016. Cytuję za pozwoleniem autora.[/przypis].

Sytuacja historyczno-polityczna i dzieliła, i łączyła Polskę oraz Bułgarię. W tej ostatniej emigracja polska miała swoje placówki, ale pod względem politycznym należała ona do Wielkiej Porty, a lud bułgarski podejmował walki narodowo-wyzwoleńcze przeciwko Turkom Osmańskim, licząc na pomoc Rosji. Polacy więc nadzieję na wyzwolenie spod jarzma rosyjskiego pokładali w Turcji, podczas gdy Bułgarzy – w Rosji. Legenda o zbawczym Dziadku Iwanie, jak nazywano Rosję w Bułgarii, i o Rosjaninie jako ukochanym bracie Bułgarów odbija się szczególnie w twórczości Iwana Wazowa (1850-1921), nazywanego patriarchą bułgarskiej literatury.

W czasie pięciowiekowej niewoli osmańskiej w Bułgarii wybuchło wiele krwawo tłumionych powstań, a ostatnie z nich, najbardziej heroizowane i mityzowane w bułgarskiej literaturze wybuchły dwa lata przed wyzwoleniem, w 1876 roku. Koniec wojen rosyjsko-tureckich w 1878 r. to zarazem data wyzwolenia Bułgarii z niewoli tureckiej. Car rosyjski Aleksander II stał się więc w Bułgarii symbolem wyzwolenia (nazywano go Carem Wybawicielem, i jemu, wraz z generałem Gurko, składano hołdy wdzięczności), tymczasem dla Polaków stał się symbolem tyranii.

Zachari Stojanow (Dżendo Stojanow Dżedew, 1850-1889) żyjący i tworzący w okresie polskiej emigracji politycznej w Bułgarii, wskazywał, że Rosja jest dla Polaków tym, czym dla Bułgarów Turcja Osmańska. Ten znany bułgarski pisarz, który pokazywał walki narodowo-wyzwoleńcze w XIX w., a także biograf ich bohaterów, stwierdził, że „powstanie w Polsce, osławione walki polskich patriotów przeciwko moskiewskiej tyranii (…), wszystko to przypominało nasze bułgarskie walki z lat 1868-1876, gdy naród bułgarski podzielił się na dwa obozy reprezentujące odmienne postawy wobec Imperium Osmańskiego – umiarkowanych i nieprzejednanych“[przypis]З. Стоянов, Съчинения. Христо Ботев,  w: Биографии. Четите в България, Т. 2, Български писател, София 1965, s. 342:  „… второто събитие, което ознаменува епохата в развитието на героя ни (Христо Ботев, б.м МГ) е било въстанието в Полша и славните борби на полските патриоти срещу московския тиранин  (…) то прилича на нашите български борби от периода 1868-1876, когато българският народ се е делял на два лагера  спрямо Отоманската империя – умерени и непримирими.“[/przypis]. We wcześniej cytowanym artykule Cwetana Romanska-Wranska pisząc o latach 30. XIX w. i o polskich emigrantach, w podobny sposób przedstawia sprawę:

&amp;nbsp;

Na wszystkie strony świata niosą oni swój krzyż wygnaństwa. Jedni wyruszają do kulturowych centrów Europy Zachodniej, inni szukają schronienia za Oceanem, w Ameryce, następni zaś chronią się pod cieniem islamu, w Imperium Osmańskim. Wielka Porta, rozdrażniona nieustannymi wojnami z Rosją, wrogo nastawiona wobec niej, szeroko otwiera swe drzwi dla polskich emigrantów, przyjmuje ich serdecznie, a nawet wyznacza ich na państwowe stanowiska. Polacy, którzy zagubili wiarę w braterskie słowiańskie narody, zaczynają myśleć, że mogą otrzymać wyzwoleńczą pomoc od innowierców – mahometan[przypis]Ц. Романска, op.cit, s.109: „По всички посоки на света понасят те кръста на изгнаничеството. Едни се отправят в културните средища на Западна Европа, други търсят дирят подслон отвъд океана в Америка,  трети пък се прибират под сянката на исляма, в Турската империя. Последната, раздразнена от постоянните войни с Русия, настроена враждебно срещу нея, отваря широко врати за полските емигранти, приема ги добре и ги настанява дори на държавни служби. Поляците, загубили вяра в братските християнски народи, почват да мислят, че могат да получат помощ за своето освобождение от друговерците мохамедани."[/przypis].

&amp;nbsp;

Wielu bułgarskich badaczy odnosi się do tego zagadnienia podobnie jak Romanska – ze zrozumieniem i swego rodzaju poetyckim podziwem dla tej drogi krzyżowej polskiej emigracji, prowadzącej w różne strony świata. Warto przywołać tu choćby Bojana Penewa, Borysa Jocowa, Emila Georgiewa, Wandę Smochowską-Petrową, Stefana Canewa czy Georgi Markowa, którzy wydobywają i omawiają wszystkie „bułgarskie” zasługi polskich pisarzy-emigrantów, a także wskazują na momenty krytyczne we wzajemnych stosunkach bułgarsko-polskich.

W czasach panowania doktryny komunistycznej w Bułgarii (1946-1991) nie było możliwe  pisanie o rosyjskim carze Aleksandrze II w sposób, w jaki pisze o nim wybitny bułgarski poeta, Stefan Canew w swoich Kronikach bułgarskich:

&amp;nbsp;

jednocześnie ten liberalny car Aleksander  poddawał bezlitosnemu terrorowi i rusyfikacji Polskę, Białoruś, Ukrainę i Litwę (…) Szczególnie okrutny był (...) w stosunku do Polski, którą zlikwidował nie tylko jako państwo, ale też jako pojęcie geograficzne i nazwał ją Krajem Priwiślańskim, a w czasie powstania styczniowego w 1863 r. (…) poza prowadzoną przez osiem miesięcy walk rzezią, rozkazał jeszcze przeprowadzenie egzekucji na tysiącach Polaków, a dalsze dziesiątki tysięcy innych, zakutych w kajdany, zesłał na Syberię (…) Być może dopiero teraz dowiedzieliśmy się, drogi czytelniku, dlaczego polski pisarz Michał Czajkowski (o którym pisaliśmy już niejednokrotnie) poturczył się, zmienił imię na Sadyk Pasza i zaczął walczyć przeciwko Rosji – człowiek ten miał nadzieję na pomoc Turcji w wyzwoleniu swej ojczyzny spod rosyjskiej niewoli (która nie była lżejsza od naszej niewoli tureckiej)[przypis] С. Цанев, Български хроники. Поема. 1878–1943, Т.3, ИК Жанет 45, София 2008,  s. 46: „Същевременно този либерален цар Александър подлагал на безмилостен терор и русификация Полша, Беларус, Украйна и Литва…(…) Особено жесток бил  царят наш освободител към Полша, ликвидирал я не само като държава, но и като георафско понятие, прекръстил я Привислие, а по време на Януарското въстание през 1863 г. (…) освен избитите безчет в осеммесечните кланета, заповядал да бъдат екзекутирани още хиляди поляци, а още десетки хиляди, оковани във вериги, били заточени в Сибир. (…) Може би чак сега ни става ясно, мили читателю, защо полският писател Михаил Чайковски (за който споменаваме вече няколко пъти) се потурчил, прекръстил се на Садък паша и започнал да воюва срещу Русия – надявал се човекът с помощта на Турция да освободи родината си от руско робство (което не е било по-нежно от нашето турско робство).“[/przypis].

&amp;nbsp;

W innym miejscu tego samego tomu Canew podkreśla w przypisie, że Michał Czajkowski przyjął islam z pobudek właśnie patriotycznych[przypis] С. Цанев, ibid., с.150.[/przypis].

Dziś, w świetle nowego spojrzenia na kartę historii z obu jej stron, bywamy coraz częściej świadkami dekonstrukcji mitu o wybawicielskiej roli Rosji wobec Bułgarii. A wpleciona w tę dekonstrukcję jako atrakcyjna postać jawi się nam figura polskiego pisarza-emigranta, Michała Czajkowskiego.

&amp;nbsp;
3. Bułgarskie portrety Zygmunta Miłkowskiego i Michała Czajkowskiego
W Bułgarii szczególne miejsce w recepcji powieści XIX w. zajmują dzieła Zygmunta Miłkowskiego (Teodora Tomasza Jeża) i Michała Czajkowskiego (Mehmeda Sadyka Paszy) – które są związane z Bułgarią lub odnoszą się do niej. Michał Czajkowski i o dwadzieścia lat młodszy od niego Zygmunt Miłkowski to dwie odmienne i specyficzne indywidualności, których „bułgarskie” misje zresztą także znacznie różnią się od siebie. Niemniej postrzegani są – w kontekście bułgarskim – zazwyczaj razem jako najbardziej znaczący pisarze polscy, podejmujących w swojej twórczości tematykę bułgarską. Z pewnością ma tu znaczenie, że ich osobiste kontakty z bułgarskimi aktywistami społecznymi i działaczami kultury były bardzo bogate, a związki intertekstualne ich utworów z bułgarskimi – mocne. O nich też najwięcej w Bułgarii pisano. Tylko im – choć uzmysławia to zarazem braki w opracowaniach dotyczących innych – są poświęcone dwie odrębne i bardzo szczegółowe monografie mieszkającej tu polskiej bułgarystki, Wandy Smochowskiej-Petrowej[przypis]Wanda Smochowska-Petrowa (1919-2011) to znakomity historyk literatury. Przyjechała do Bułgarii po wybuchu II światowej wojny, ukończyła na Uniwersytecie Sofijskim studia pedagogiczne i slawistyczne. W 1990 roku została założycielką Stowarzyszenia Solidarności Bułgarsko-Polskiej im. Bojana Penewa. Jest autorką kilku znaczących monografii, wśród których znaczące miejsce zajmują Bułgaria w twórczości Zygmunta Miłkowskiego (Teodora Tomasza Jeża) (България в творчеството на Зигмунт Милковски (Теодор Томаш Йеж), Bułgarska Akademia Nauk, Sofia 1955) i Michaił Czajkowski –  Sadyk Pasza a odrodzenie bułgarskie (Михал Чайковски – Садък паша и Българското възраждане, Bułgarska Akademia Nauk,  Sofia 1973).[/przypis], szczegółowo zapoznające z biografią, twórczością i ich związkami z Bułgarią. Te dwie postacie tak się ze sobą zrosły w świadomości bułgarskiej, że w początkach recepcji utworów Miłkowskiego i Czajkowskiego – w ostatnich dziesięcioleciach XIX w. – spotkać można przypadki mieszania ich autorstwa. W znanych wypisach ze światowej prozy i poezji, wydanych przez Iwana Wazowa i jego przyjaciela, poetę Konstantina Weliczkowa (1884) na przykład cytowane fragmenty z powieści Asan Miłkowskiego zostają przypisane Czajkowskiemu[przypis]Zwraca uwagę na tą pomyłkę Wanda Smochowska-Petrowa w monografii Михал Чайковски – Садък паша и Българското възраждане, op. cit., s. 179.[/przypis].

Nie zmienia to faktu, że to najbardziej znaczący twórcy bułgarscy, jak poeta i rewolucjonista Christo Botew[przypis]Christo Botew jest największym bułgarskim poetą-rewolucjonistą z doby bułgarskiego odrodzenia, stanowiącym wzór połączenia czynu i poezji. To autor zaledwie jednego tomu poetyckiego, ale wszystkie jego wiersze są uważane za arcydzieła. Był redaktorem kilka gazet, pracował na emigracji w Rumunii, w roku powstania kwietniowego 1876 stał na czele oddziału rewolucyjnego i zginął w walce z Turkami na szczycie Woła w Bałakanie. Utrzymywał kontakty z polskimi emigrantami. Współpracował z nim m.in. malarz, Henryk Dębiński (1830-1906), autor obrazów o tematyce bułgarskiej, uważany za twórcę bułgarskiej karykatury politycznej.[/przypis] (1848-1876) czy wspominany tu już patriarcha literatury bułgarskiej, Iwan Wazow (1850-1921), inicjują recepcję ich twórczości w Bułgarii. Historia tej recepcji wskazuje zaś, że mimo brakujących dziś nowych przekładów wspomnianych pisarzy (ostatni pochodzi z roku 1951), ich historyczno-kulturowe znaczenie dla kultury bułgarskiej jest tak wielkie, że zainteresowanie nimi odradza się na kształt powracającej fali.

Specyficzną konsekwencją obecności Czajkowskiego i Miłkowskiego w świadomości Bułgarów staje się mityzacja ich biografii. Opiera się ona szczególnie na epizodach związanych z Christem Botewem, którego historia literatury bułgarskiej umieściła na takim samym piedestale jak historia polskiej literatury – Adama Mickiewicza.

W 1863 pod Tulczą, na czele zamaskowanego oddziału żołnierzy, Miłkowski z pomocą międzynarodowego agenta o nazwisku Jess i swego pomocnika, majora Zyma, opanował statek[przypis]Zygmunt Miłkowski, Od kolebki przez życie, t. III, op. cit., s. 54-57.[/przypis].  Epizod ten został opisany w jego pamiętnikach. Istnieje koncepcja, że historia ta dotarła do Botewa, który ją powtórzył, tyle tylko że przedostając się w odwrotnym kierunku – z północy na południe. Wraz ze swoim oddziałem przeprawił się on przez rzekę Dunaj w 1876 roku statkiem Radecki, wszyscy bowiem byli przebrani za robotników rolnych. Epizod ten, kluczowy dla rewolucji, jest powszechnie znany w Bułgarii. Fakt, że piszą o tym, między innymi bułgarysta i slawista Petar Dinekow, Henryk Batowski, znawca południowych Słowian i tłumacz, czy cytowana wyżej bułgarystka i polonistka Wanda Smochowska-Petrowa, świadczy o symboliczno-kulturowym znaczeniu tego podobieństwa –funkcjonującego jako emblemat polsko-bułgarskiej bliskości. Dinekow, co prawda, w artykule opublikowanym w 1836 r. w gazecie „Głos Literacki” zwracając uwagę na przeprawę Botewa na statku Radecki, dodaje, że kwestia ta była i jest nadal dyskutowana w gronie historyków, bowiem jako pomysłodawcę wskazuje się też Dymitrego Ikonomowa, a w 1857 r. podobnie miał wykorzystać statek włoski powstaniec Carlo Pisacane, co z pewnością też było znane Botewowi. Dinekow pisze, że również „Bakunin, Hercen, Mazzini i inni polscy i niemieccy rewolucjoniści z 1863 г. chcieli w taki sposób dokonać przeprawy zorganizowanego oddziału przez Morze Bałtyckie, aby wziąć udział w polskim powstaniu przeciwko Rosji[przypis]П. Динеков, Нови данни и осветлени върху живота и дейността на Христо Ботев, „Литературен глас” 1936, № 318, s. 7.[/przypis]. Ale przede wszystkim Dinekow zwraca jednak uwagę na szczegółowo przezeń opowiedziany trzeci przypadek takiej przepraw, właśnie Zygmunta Miłkowskiego. Bułgarski slawista przedstawiwszy jego biografię i położywszy nacisk na jego związki z Bułgarią („Szczególnie interesujące jest dla nas, że w Bułgarii spędził dziesiątki lat swojego życia, poznał i pokochał nasz naród, utrzymywał ścisłe kontakty z prawie wszystkimi rewolucjonistami, przemierzył naszą ziemię wzdłuż i wszerz kilka razy odziany w strój prostego bułgarskiego wieśniaka“[przypis]Ibidem, s.7.„Особено интересно е за нас, че в България прекарва десетки години, опознава и обиква народа ни, поддържа тесни връзки с почти всички революционери, прекосява нашата земя няколко пъти в облеклото на прост български селянин”.[/przypis]), skłania się wyraźnie ku przyjęciu hipotezy o wpływie Miłkowskiego na Botewa. Henryk Batowski zaś w artykule Miłkowski i Botew analizując wpływ tego przykładu Miłkowskiego na świadomość Bułgarów, zwraca uwagę, że być może Botew, który miał 14 lat, gdy Miłkowski dokonał swego czynu, mógł słyszeć o tym w Bukareszcie, gdzie utrzymywał kontakty z Polakami[przypis]Х. Батовски, Милковски и Ботев, „Славяни”, 1951, z.2, s. 26-27.[/przypis].

Zachari Stojanow w swojej biografii Botewa natomiast w ogóle nie wprowadza hipotezy oddziaływania Miłkowskiego na wspomniany pomysł przejścia rzeki, pisząc, że wielu w otoczeniu poety chciałoby przywłaszczyć tę ideę[przypis]Zob. З. Стоянов, Христо Ботев, w:  З. Стоянов, Съчинения. Т.2. Биографии. Четите в България, Български писател, София 1965, s. 521.[/przypis]. W tej biograficznej opowieści o Botewie natrafiamy jednak z kolei na inne polskie akcenty, jak jego spotkanie z matką trzech polskich powstańców, z których dwaj zostali zabici, a trzeci – zesłany w Syberię. Biograf pisze, że na jego bohaterze w rozmowie z nią największe wrażenie zrobiła duma, z jaką opowiadała ona o rewolucyjnej odwadze i dzielności synów – duma, która pozwalała jej ukoić cierpienie.

Opowiada też Stojanow o spotkaniu Botewa z Czajkowskim, we wstępie wskazując na polskie epizody w biografii bułgarskiego poety-rewolucjonisty. Spotkanie Botewa z Sadykiem Paszą odbyło się, według relacji Stojanowa, w 1867 roku w Sliven. Czajkowski był zdziwiony swobodnym i chłonnym umysłem bułgarskiego poety i jego umiejętnością formułowania myśli. Prowadzili długą rozmowę o polityce i literaturze; Botew „najpierw mówił o polityce i literaturze, oceniał pisarzy rosyjskich i polskich, co zachwyciło utalentowanego i uczonego paszę“[przypis]З. Стоянов, Христо Ботев, op. cit., с. 351. „Почнало се разискване на политиката и литературата, оценки на писатели руски и полски, което възхитило талантливия и учен паша.“[/przypis].

Ponadto Stojanow przywołując powstanie styczniowe, pisze, że dzięki niemu to właśnie Polacy stali się nauczycielami Bułgarów w ich własnej walce.</document>
<document nplp_id="1517" title="Twórczość Henryka Sienkiewicza w&amp;nbsp;Brazylii" slug="tworczosc-henryka-sienkiewicza-w-brazylii">&amp;nbsp;

Dzieła literatury wchodzące jako przekłady do krwioobiegu literatury i kultury docelowej to ciała obce, które z czasem mogą się naturalizować i kształtować ją na równi z dziełami literatury rodzimej. Mogą, co nie znaczy, że zawsze kształtują  na równych prawach i w równym stopniu. Popularność wśród czytelników nie zawsze przekłada się na zainteresowanie krytyki, a związki intertekstualne z dziełami literatury rodzimej danego języka są w tym wypadku rzadsze. Chociaż nie tak rzadkie, jeśli weźmiemy pod uwagę kanon klasyki.

Uwagi te nasuwają się na wstępie rozważań wokół recepcji powieści Henryka Sienkiewicza w Brazylii, kraju odległym geograficznie, ale bliskim przez wspólną przynależność do zachodniej kultury, a także dzięki wielkiej polskiej emigracji do tej „ziemi obiecanej” pod Krzyżem Południa, jaka miała miejsce w drugiej połowie XIX i pierwszej XX wieku. Nie brakowało też wcześniej kontaktów, w tym literackich, zwłaszcza w okresie romantyzmu, gdy polskie powstania  narodowowyzwoleńcze wzbudzały odruch solidarności, inspirowały utwory poetyckie poświęcone „Poloniae martir”, a docierająca w przekładach francuskich poezja Adama Mickiewicza była czytana, a nawet cytowana i parafrazowana przez wybitnego brazylijskiego poetę Castro Alvesa[przypis]H. Siewierski, „Do matki niewolnika” jak „Do matki Polki”, „Ruch Literacki” 1966 z. 2.[/przypis]. Docierali też do Brazylii emigranci popowstaniowi, z których wielu zapisało się w historii kultury tego kraju i przyczyniło do jego rozwoju. Należał do nich uczestnik powstania  listopadowego, Piotr Napoleon Ludwik Czerniewicz – lekarz, którego kompendia i poradniki medyczne, napisane i wydawane w Rio de Janeiro pod nazwiskiem Chernoviz, stały się prawdziwymi bestsellerami, wznawianymi przez kolejne dekady i bez wątpienia najbardziej czytanymi tu książkami polskiego autora. Weszły one nie tylko do historii brazylijskiej medycyny, ale też znalazły swoje miejsce w historii kultury tego kraju, a ich legendarny autor pojawia się w wielu utworach literackich i wspomnieniowych[przypis]M. R. C. Guimarães Chernoviz e os manuais de medicina popular no Império, „História, Ciências, Saúde – Manguinhos” 2005, vol. 12, nr 2.[/przypis].

Jakkolwiek Sienkiewicz pod względem popularności nie dorównywał w Brazylii Chernovizowi[przypis]Jak zaręcza Luciano, bohater powieści Afrânio Peixoto, Sinhazinha, „w Brazylii było więcej Chernoviza niż Biblii” („mais Chernoviz no Brasil do que a Bíblia”), A. Peixoto Sinhazinha, [w:] Obras Completas, Editora Nova Aguilar, Rio de Janeiro 1962, s. 31. Ten i pozostałe cytaty w tym artykule w przekładzie jego autora.[/przypis], to pozostaje on najczęściej tłumaczonym, wydawanym i czytanym tu polskim pisarzem. Już pobieżny rzut oka na listę przekładów literatury polskiej w Brazylii pozwala bez większego ryzyka stwierdzić, że pod względem liczby wydań i nakładów dzieła Sienkiewicza przewyższają pozostałe utwory literatury polskiej tu wydawane na przestrzeni wieków.

Prym wiedzie Quo vadis, mające w Brazylii około dwudziestu wydań, począwszy od pierwszego przekładu wersji skróconej z 1926 roku[przypis]H. Sienkiewicz, Quo vadis?, Edição popular condensada, Livraria João do Rio, Rio de Janeiro 1926.[/przypis]. Co jednak znamienne, do dzisiaj brak przekładu z języka oryginału. Pierwsze pełne wydanie w języku portugalskim ukazało się już w roku 1900 w lizbońskim wydawnictwie Tavares Cardoso &amp;amp; Irmãos, w przekładzie Lemosa de Nápoles. W Brazylii jednak przeważały przekłady wersji skróconych, jak liczący zaledwie 39 (sic.!) stron „przekład” Luiza Antonio Aguiara z roku 1955, a 137 stron – Afonsa Arinos de Melo Franco z roku 1972, czy wreszcie mająca 234 strony „adaptacja” Suzany Marques Dias Beck z roku 1988, wydana przez Edições Paulinas, bądź wydany w roku 1993 przekład Solomão Figueiry ze wstępem Alceu Amorosu Limy (356 stron)[przypis]Podaję za T. Barcinski Henryk Sienkiewicz - Prêmio Nobel da Literatura de 1905, „Projeções” 2005, nr 2, s. 102.[/przypis]. Pełne wydania Quo vadis natomiast, to m.in. przekład „sprawdzony” przez Orlando F. da Silva z roku 1952[przypis]H. Sienkiewicz, Quo vadis? Narrativa histórica dos tempos de Nero, tradução revista por Orlando F. da Silva, Edições e Publicações Brasil Editora S. A., São Paulo b/d.[/przypis] oraz pochodzący z roku 2004 przekład J. K. Albergaria[przypis]H. Sienkiewicz, Quo vadis?, przeł. J. K. Albergaria, Editora Itatiaia, Belo Horizonte 2003.[/przypis].

O roli, jaką pierwsze przekłady Quo vadis odegrały w Brazylii, świadczyć może stwierdzenie wybitnego krytyka i pisarza Afrânio Peixoto, uznającego powieść historyczną za najbardziej reprezentatywny gatunek literatury polskiej, czego najlepszym przykładem są dla niego powieści Sienkiewicza, „którego Quo vadis uczyło nas, Latynosów i chrześcijan, historii świata romańskiego oraz umacniało w wierze”[przypis]A. Peixoto, Noções de história da literatura geral, Livraria F. Alves, Rio de Janeiro 1932, s. 440: „cujo Quo Vadis ensinou  romanidade e fé, a nós latinos e cristãos”.[/przypis].

Wcześniej, w roku śmierci Sienkiewicza, o Quo vadis wypowiada się wybitny pisarz brazylijski Monteiro Lobato, podpisując się pod opinią José Veríssimo, jednego z najbardziej wpływowych krytyków literackich przełomu wieków: „Quo Vadis?, być może  najdoskonalsza powieść historyczna ostatnich trzydziestu lat, to jedna z nielicznych, jakie mogą nas przekonać do tego gatunku hybrydowego, i jedna z najpiękniejszych książek literatury pięknej”[przypis]M. Lobato, Henrique Sienkiewicz, „Revista do Brasil”, listopad 1916,  przedruk w: A Polonia na literatura brasileira, Redação do  „Lud” (red.), Curitiba 1927, s. 141. Cytat z José Veríssimo pochodzi z jego ksiażki Homens e coisas estrangeiras, 3 vol., Rio de Janeiro 1902-1910: „Quo Vadis? com ser talvez o mais perfeito romance histórico dos últimos trinta anos, naõ foi senão um dos raros que nos podem reconciliar com esse gênero meio hybrido, e um dos livros mais belos da literatura de imaginação”.[/przypis].

José Veríssimo jest autorem pierwszego w Brazylii obszernego eseju krytycznego poświęconego w całości Quo vadis, napisanego na podstawie lektury przekładu angielskiego, zanim jeszcze powstał przekład na język portugalski. Dokonuje w nim ciekawych spostrzeżeń interpretacyjnych, a także zapoznaje czytelnika z treścią powieści. Widzi w niej nowy rodzaj powieści historycznej, ten sam, jaki reprezentuje Salammbô Flauberta, ale powieść Sienkiewicza zostaje przez niego oceniona wyżej. Nie jest ona bowiem

&amp;nbsp;

dramatyzacją wydarzeń z przeszłości, ich opisem i interpretacją dokonaną z perspektywy autora, jak w klasycznej powieści historycznej, ale staje się dramatyzacją momentu dziejowego, epoki i brzemiennego w skutki faktu z historii ludzkości. Autor jest erudytą o  głębokiej znajomości epoki, jaką ukazuje, zna dokładnie jej aspekty szczególne i ogólne, lecz stara się przede wszystkim przedstawić z maksymalną wiernością stan ducha rzymskiej społeczności i tworzących ją jednostek w czasach Nerona, odtworzyć też z takąż samą dokładnością nie tylko zewnętrzną stronę obyczajów, ubiorów, zachowań, mowy, ale też sposób odczuwania, myślenia i postępowania. (...) Jego powieść jest idealizacją (...) pierwszego spotkania idei moralnych propagowanych przez uczniów „pewnego Chrestosa”, jak pisał Tacyt, wśród rzymskiej gawiedzi, z cywilizacją, filozofią, wizją społeczeństwa i religią świata rzymskiego[przypis]J. Veríssimo, Homens e Cousas Estrangeiras, 1 vol. (1899-1900), Rio de Janeiro, Paris, 1902,  za: J. Veríssimo O Mundo Romano e o Cristianismo [w:] A Polonia na literatura brasileira, op. cit., s. 148: „O que se dramatiza aqui não é um acção histórica descriptiva e interpretação ao sabor do romancista, como no clássico romance histórico, mas um momento histórico, uma época e um grande facto da história da humanidade. O poeta é o erudito, conhece a fundo o período histórico que nos representa, sabe-lhe por meudo os aspectos individuaes e geraes, mas aponta sobretudo a representar-nos , com o máxima da realidade, o estado da alma da sociedade romana e dos homens que a constituem, na época de Nero, a reproduzir com a máxima exacção, não só as exterioridades dos seus costumes, dos seus vestuários, das suas maneiras, do seu falar, mas o seu mesmo sentit, pensar e agir. (...) O seu romance é a idealização (...) do encontro inicial das idéas moraes que os discípulos de um “certo Chrestos“, como diz Tacito, propagavam entre a gentalha romana, com a civilização, a filosofia, a religião, a concepção social do mundo romana”.[/przypis].

&amp;nbsp;

Ze wszystkich utworów Sienkiewicza Quo vadis zwracało największą uwagę brazylijskiej krytyki, lecz dotąd brak opracowań recepcji tego, jak też innych jego dzieł w tym kraju.

Bardziej jednak niż głosy krytyki o popularności Sienkiewicza w Brazylii świadczy trudna do ogarnięcia liczba wydań jego utworów, wśród których Trylogia zajmuje szczególne miejsce, choćby dlatego, że jej wydany niedawno pierwszy bezpośredni przekład z języka polskiego w jednym z najbardziej prestiżowych wydawnictw brazylijskich, wciąż jest obecny na półkach księgarskich. Najpierw ukazał się tylko Potop (O Dilúvio), wydany przez Livraria Editora Marisa z Rio de Janeiro w roku 1931, w przekładzie Sadi Cabrala. Pierwsze pełne wydanie Trylogii ukazuje się w roku 1943 w serii Redescobrimento da Vida („Odkrycie na nowo Życia”) wydawnictwa Editora Pan-Americana z Rio de Janeiro: Ogniem i mieczem (A ferro e fogo) w przekładzie Roberta Furquim, Potop (O Dilúvio) w przekładzie R. Magalhães i Pan Wołodyjowski (A Cruz e o Crescente [Krzyż i Półksiężyc]) w przekładzie Ricardo Wernecka de Aguiar. Wydanie to było też, o czym warto pamiętać, gestem solidarności z okupowaną Polską, gdzie, jak alarmował w roku 1941 Ubaldo Soares, dzieła Sienkiewicza zostały przez niemieckiego okupanta wycofane z bibliotek[przypis]U. Soares, A proscripção de Sienkiewicz, „A Tribuna", 17 marca 1941, s. 3.[/przypis].

Autorem wspomnianego wyżej pierwszego pełnego i bezpośredniego przekładu Trylogii  z oryginału jest Tomasz Barcinski[przypis]Tomasz Barcinski urodził się w Warszawie 27 sierpnia 1936 roku. W czasie II wojny światowej oboje jego rodzice walczyli w szeregach AK. W roku 1947 wyemigrował wraz z rodzicami do Brazylii.  Z zawodu inżynier, po przejściu na emeryturę w roku 1999 poświęcił się pracy tłumacza literatury polskiej na język portugalski. Oprócz Trylogii Sienkiewicza przełożył m.in. dzieła Bolesława Prusa, Witolda Gombrowicza, Władysława Szpilmana, Ryszarda Kapuścińskiego, Olgi Tokarczuk, Pawła Huellego i Andrzeja Sapkowskiego. Jego przekłady ukazywały się w renomowanych wydawnictwach i w znacznym stopniu przyczyniły do popularyzacji literatury polskiej w Brazylii. Zmarł w Rio de Janeiro w kwietniu 2014 roku.[/przypis]. Kolejne jej części ukazywały się w latach 2004-2006 w prestiżowym wydawnictwie Record z Rio de Janeiro. Pierwsza część, A ferro e fogo, poprzedzona została wstępem tłumacza, zawierającym podstawowe informacje z historii Polski, w szczególności odnoszące się do XVII-wiecznych kontekstów dzieła, a także krótką biografią autora[przypis]H. Sienkiewicz A ferro e fogo, vol. 1-2, przeł. T. Barcinski, Editora Record, Rio de Janeiro 2004; H. Sienkiewicz O dilúvio, vol. 1-3, przeł. T. Barcinski, Editora Record, Rio de Janeiro 2005; H. Sienkiewicz  O pequeno cavaleiro, przeł. T. Barcinski, Editora Record, Rio de Janeiro 2006.[/przypis]. Ponadto tłumacz uzasadnia swoją decyzję zachowania oryginalnej pisowni nazw własnych i podaje zasady fonetyki języka polskiego, umożliwiające czytelnikowi ich poprawną wymowę. Wyjaśnia też, dlaczego w swoim przekładzie wybiera normę współczesnego mu języka portugalskiego w wersji brazylijskiej, a także dlaczego zachowuje w oryginale takie słowa jak szlachta, szlachcic, szlachcianka, pan, pani, panna, wyróżnione tylko kursywą. Na końcu każdego tomu zamieszcza też słowniczek podający znaczenie tych i innych słów i zwrotów zachowanych w oryginale, jak na przykład ataman, hetman, husarz, husaria, Kozak, Lach, na pohybel, talar. Reprodukcje obrazów Juliusza Kossaka, Jana Matejki, Ludwika Gędłeka oraz Władysława Szernera, zdobiące okładki poszczególnych tomów, wzbogacają edycję i wprowadzają czytelnika w atmosferę epoki. W latach ukazywania się tego przekładu Trylogii, Barcinski publikuje jednocześnie artykuły mówiące o znaczeniu dzieła Sienkiewicza, a także innych wybitnych dzieł literatury polskiej, które tłumaczył lub zamierza tłumaczyć[przypis]T. Barcinski, Henryk Sienkiewicz - Prêmio Nobel da Literatura de 1905, „Projeções" 2005, nr 2, s. 100-103; T. Barcinski, Por que a literatura polonesa é desconhecida pelos brasileiros, „Projeções" 2003, nr 2, s. 124-130.[/przypis].

Można przy tym bez wątpienia mówić o sukcesie wydawniczym tego nowoczesnego przekładu Trylogii, która w swoich poprzednich, pośrednich i często stylizowanych na język autorów brazylijskich XIX wieku wersjach, choć obecna w bibliotekach i antykwariatach, nie była już w stanie wzbudzić większego zainteresowania. Pierwszy nakład Ogniem i mieczem i Potopu (wydany w 3 tys. egzemplarzy) rozszedł się w krótkim czasie. Podobnie też było z Panem Wołodyjowskim. Trudno jednak mówić o większym zainteresowaniu tymi powieściami krytyki brazylijskiej. Jedna z nielicznych obszerniejszych recenzji została opublikowana w dodatku literackim dziennika „Folha de S. Paulo”. Jej autor, pisarz i krytyk młodego pokolenia, Júlian Fuks, podkreśla rolę Trylogii w kształtowaniu tożsamości narodowej Polaków. Mówi on o dziele, które nie tylko reprezentowało, ale też kształtowało historię, szczególnie w czasach zaborów, służąc „pokrzepieniu serc” i utrwalaniu pamięci o przeszłości. Zwraca też uwagę na bogactwo tego obrazu epoki, ukazanej poprzez dzieje zwycięskich wojen, przygody i historie miłosne bohaterów, ale też poprzez życie codzienne, zwyczaje, język i „mentalność przodków”[przypis]J. Fuks, Sangue de heróis, „Folha de S. Paulo”. Folha Ilustrada, 16 de julho de 2005, s. E9.[/przypis].

Recenzja A ferro e fogo, zawierająca ocenę przekładu, ukazała się w piśmie latynoamerykanistów Uniwersytetu Jagiellońskiego „Curara”. Jej autorka, Regina Przybycień, profesor literatury porównawczej w Universidade Federal do Paraná i tłumacz literatury polskiej na język portugalski, podkreśla na wstępie wagę wydania w Brazylii przekładu tego dzieła klasyki polskiej, którego autor „zajmuje w polskiej literaturze miejsce, jakie w literaturze angielskiej zajmuje Walter Scott, a we francuskiej Alexandre Dumas”[przypis]R. Przybycień, Sienkiewicz po portugalsku, „Curara – Pismo latynoamerykanistów UJ”, 2005, nr 5, s. 16: (“[Sienkiewicz] ocupa na literatura polonesa o lugar que Walter Scott tem na literatura inglesa ou Alexandre Dumas na literatura francesa”).[/przypis]. Po zwięzłym przedstawieniu charakteru, tematyki i bohaterów powieści, autorka dokonuje oceny przekładu, zwracając uwagę na wybór normy współczesnego języka portugalskiego przez tłumacza, a zarazem na jego strategie zmierzające do przybliżenia czytelnikowi kulturowej odmienności oryginału, głównie przez zachowanie pisowni nazw własnych oraz terminów nie mających swojego odpowiednika w języku portugalskim, ale objaśnionych w załączonym Glossário. Walory stylu narracji i konstrukcji dialogów świadczą, zdaniem recenzentki, o doskonałej znajomości obu języków przez tłumacza i jego kompetencjach translatorskich. Dostrzega ona jedynie pewne niedociągnięcia w przekładzie niektórych metafor, jak również niepotrzebny przekład zdrobnień w sytuacjach, gdy w języku portugalskim brzmią one sztucznie[przypis]Ibidem, s. 15-16.[/przypis].

Tłumaczenie W pustyni i w puszczy  ukazało się w roku 1944 w wydawnictwie Panamericana[przypis]H. Sienkiewicz, No deserto e nas selvas, przeł. R. Werneck de Aguiar, Editora Panamericana, Rio de Janeiro 1944.[/przypis]. Wiadomo też o wydaniu tej powieści przez Editora Aguiar. Oba wydania są dziś trudno dostępne. Również trudno dostępny jest przekład Krzyżaków, jaki ukazał się w Editora Unitas z São Paulo, prawdopodobnie w latach trzydziestych, bez daty i bez nazwiska tłumacza oraz autora wstępu[przypis]H. Sienkiewicz, Os Cavaleiros da Cruz, Editora Unitas, São Paulo, b/d.[/przypis]. W roku 1951 ukazuje się przekład powieści Na polu chwały[przypis]H. Sienkiewicz, O Campo da Glória, przeł. M. Torres, Coleção Saraiva, São Paulo 1951.[/przypis].

Czytelnik brazylijski miał też dostęp do innych dzieł Sienkiewicza, w szczególności nowel i opowiadań. Już w roku 1901 ukazują się pierwsze ich przekłady: Sigamo-lo (Pójdźmy za nim)[przypis]H. Sienkiewicz, Sigamo-lo. Novela, J. Ribeiro e Santos, Rio de Janeiro 1901.[/przypis] i Debalde (Na marne)[przypis]H. Sienkiewicz, Debalde, przekład i wstęp A. Lôbo, Ed. A Revista do Norte, Maranhão 1901.[/przypis]. W obszerniejszym wyborze ukazały się one jednak dopiero w tomie z Kolekcji dzieł Nagrody Nobla, w przekładzie Lúcii Benedetti. Znalazły się tam opowiadania: Latarnik, Bartek zwycięzca, Janko muzykant, Sachem, Pójdźmy za nim!. Tom ten zawiera również noblowskie przemówienie Sienkiewicza oraz wstęp Georgesa Alberta-Roulhaca[przypis]H. Sienkiewicz, O faroleiro e outros contos, Coleção dos prêmios Nobel de Literatura, przeł. L. Benedetti, wstęp G. Albert-Roulhac, ilustracje G. Heller, Editora Delta, Rio de Janeiro 1962. Drugie wydanie ukazało się w roku 1971 w wydawnictwie Editora Opera Mundi z Rio de Janeiro.[/przypis].  Osobno ukazywały też wcześniej inne jego utwory. Należy do nich nowela Hania, w przekładzie Henrique L. Alvesa, wydana w roku 1950[przypis]H. Sienkiewicz, Hania, przeł. H. L. Alves, Clube do Livro, São Paulo 1950.[/przypis] i w przekładzie Guerino Boffoni, w roku 1960[przypis]H. Sienkiewicz, Hania, tłum. G. Boffoni, Ed. Paulista, São Paulo  1960.[/przypis]. Klub Książki (Clube do Livro) z São Paulo wydaje w roku 1956 Em vão (Na marne) w przekładzie (z oryginału) Henrique Losinskasa Alvesa[przypis]H. Sienkiewicz, Em vão, przeł. H. L. Alves, wstęp A. Schmidt, Clube do Livro, São Paulo 1956.[/przypis], a w kolejnych latach w przekładzie tegoż pojawia się Marisia (ze Szkiców węglem)[przypis]H. Sienkiewicz, Marisia, tłum. przeł. H. L. Alves, wstęp A. Schmidt, Clube do Livro, São Paulo 1957. Wcześniej częściowy przekład Szkiców węglem wychodzi pt. A eterna vítima, przeł. H. de S. Moreira, Editora Vecchi, Rio de Janeiro 1946.[/przypis], Liliana (Przez stepy)[przypis]H. Sienkiewicz, Liliana, przeł. H. L. Alves, wstęp M. Graciotti, Clube do Livro, São Paulo 1959.[/przypis], A terceira mulher  (Ta trzecia)[przypis]H. Sienkiewicz, A terceira mulher, przeł. H. L. Alves, wstęp A. d’Elia, Clube do Livro, São Paulo 1962.[/przypis]. Wiele z tych pozycji było w późniejszych latach wznawianych.

Osobny rozdział stanowią wydania utworów Sienkiewicza w oryginale – bowiem w Brazylii są one obecne nie tylko dzięki przekładom. Do roku 1938, kiedy to w wyniku dekretu nacjonalizacji prezydenta Getúlio Vargasa wszystkie pisma i wydawnictwa obcojęzyczne zostały w Brazylii zamknięte, rozwijał się intensywnie polonijny ruch wydawniczy, szczególnie czasopiśmiennictwo. W kilkudziesięciu polskojęzycznych czasopismach często pojawiały się utwory Sienkiewicza, jak również nawiązania do nich[przypis]Na przykład w piśmie dla młodzieży „Młody Polak” wydawanym w latach 1937-1938 przez polską szkołę średnią, Kolegium im. Henryka Sienkiewicza w Kurytybie.[/przypis]. Nie brak też oddzielnych wydań książkowych, jak na przykład Bartka zwycięzcy, który ukazał się jeszcze w roku 1939 nakładem „Gazety Polskiej w Brazylii”[przypis]H. Sienkiewicz, Bartek zwycięzca. Opowieść z czasów wojny niemiecko-francuskiej. Nakładem „Gazety Polskiej w Brazylii”, Biblioteka Osadnika nr 7, Curitiba 1939.[/przypis].

Po okresie dyktatury Vargasa czasopiśmiennictwo polskie powraca do życia, ale już w o wiele mniejszym zakresie[przypis]Zob. Z. Malczewski SChr, Ślady polskie w Brazylii, Biblioteka Iberyjska, Warszawa 2008.[/przypis]. Ukazują się też jeszcze polskie książki, a wśród nich W pustyni i w puszczy[przypis]H. Sienkiewicz, W pustyni i w puszczy, wstęp Filip Dachowski. Wydanictwo Bóg i Ojczyzna, Curitiba 1955.[/przypis], a także wydawane w języku polskim kalendarze, zawierające wiele cennych informacji o historii i życiu brazylijskiej Polonii, i wreszcie sporo tekstów literackich i artykułów o charakterze publicystycznym i pedagogicznym. O roli, jaką dzieła Sienkiewicza odgrywały wśród brazylijskiej Polonii, a w szczególności o znaczeniu i funkcji, jakie środowiska opiniotwórcze im nadawały, może świadczyć tekst pióra ks. Władysława Serzysko CM, jaki ukazał się w Kalendarzu „Ludu” z roku 1966, dla upamiętnienia pięćdziesiątej rocznicy śmierci pisarza. Oto wybrane fragmenty:

&amp;nbsp;

Nie możemy godniej uczcić 50-lecia śmierci Henryk Sienkiewicza (...), jak rozczytywać się w jego dziełach, którymi karmili się współcześni, które wychowały legiony, które do walki o wolność Polski szły z trylogią w tornistrze i ginęli na polu chwały, jak bohaterowie sienkiewiczowscy. (...) Niech więc i dla nas na obczyźnie dzieła Sienkiewicza będą jasnym obłokiem w dniach nostalgii, a słupem ognistego zapału w chwilach zniechęcenia, boć pisał ku pokrzepieniu serc i polepszeniu dusz naszych[przypis]W. Serzysko, Henryk Sienkiewicz. W 50-tą rocznicę zgonu, Kalendarz „Ludu" na rok 1966, Curitiba 1966, s. 104. W Kalendarzu „Ludu” na rok 1967, ukazał się artykuł Mariana Czermińskiego, pt. „W Roku Sienkiewiczowskim”, podkreślający, że „prowadzona przez Sienkiewicza walka z prusactwem i krzyżactwem nie poszła na marne”, gdyż „obudzony jego twórczością lud poczuł w sobie ducha polskiego, a świat przypomniał sobie o Polsce w dniu, kiedy w 1918 roku „runęła w proch i pył krzyżacka zawierucha” wraz z państwem Hohenzollernów (s. 112).[/przypis].

&amp;nbsp;

W niniejszym artykule przedstawiona została zaledwie w ogólnym zarysie recepcja dzieł Henryka Sienkiewicza w Brazylii, z uwzględnieniem jedynie jej wybranych, najbardziej reprezentatywnych przykładów. Ogarnięcie i analiza obecności dzieła autora Trylogii w tym kraju w jej pełnym zakresie wymagać będzie zarówno żmudnych poszukiwań bibliograficznych, jak i uwzględnienia złożonych kontekstów historii Polski, Brazylii i brazylijskiej Polonii. A może nawet uwzględnienia losów niektórych sienkiewiczowskich bohaterów, bo na przykład, kto wie, czy Józef Skawiński, którego amazońskie przygody zbliżyły do Brazylii, nie wyruszył po utracie swej pracy latarnika znów na południe, by w Paranie, wśród rodaków dokończyć tułaczego żywota?</document>
<document nplp_id="1518" title="Der polnische Roman des späten 19. Jahrhunderts (B.&amp;nbsp;Prus, S. Żeromski) und das ‚soziale Imaginäre‘" slug="der-polnische-roman-des-spaten-19-jahrhunderts-b-prus-s-zeromski-und-das-soziale-imaginare">Als Stanisław Brzozowski 1906 seine Abhandlung über den Polnischen Gegenwartsroman schreibt (Współczesna powieść polska), steht es für ihn außer Frage, dass der Roman in erster Linie eine „Quelle“ sei, aus der eine Gesellschaft „Informationen über ihr eigenes Leben“ gewinnen könne. Roman und Soziologie stehen hier einem Verhältnis produktiver Konkurrenz. Brzozowski versteht seinen Befund durchaus als normative Vorgabe: Nur diejenigen Romane seien es wert, überhaupt seriös analysiert zu werden, die in diesem Sinne soziologisch aufschlussreich seien. Brzozowski stützt sich mit solchen Forderungen vor allem auf die romantheoretischen Debatten in Frankreich. Dem erklärten Anspruch etwa eines Émile Zola, in seinen Romanen „praktische Soziologie“ zu betreiben, oder dem Befund Jean-Marie Guyaus, dass der Roman den „Bewusstseinsstand“ (l’état de conscience) einer Gesellschaft einfangen könne, entsprach die soziologische Forschungspraxis, indem sie auch literarische Werke als ‚empirische‘ Quellen heranzog.

Die Frage, wie man aus einem Roman soziologisches Wissen ableiten könne, und vor allem die Frage, wie ein Roman soziale Realität adäquat ‚abbilden‘, metonymisch ‚repräsentieren‘ oder symbolisch erfassen könne, ist epistemologisch höchst komplex, und das sowohl in soziologischer wie auch in literaturtheoretischer Hinsicht. Das Arbeiten mit vorgefundenem ‚Material‘ oder realen Prototypen, die konkrete Beobachtung und ethnographische Milieubeschreibung waren für die Romanautoren des Naturalismus bzw. Positivismus unverzichtbare Methoden. Doch in den romantheoretischen Debatten der Epoche zeichnet sich schon ab, dass es dabei keineswegs um eine einfache Abbildung materieller sozialer Realität gehen konnte. Der Rekurs auf Konzepte wie „soziales Bewusstsein“ oder „Repräsentationen“ (Durkheim) im zeitgenössischen soziologischen Denken wies den Weg in Richtung einer Kategorie, die man wohl am treffendsten mit dem Begriff des ‚Imaginären‘ umreißen kann.

Brzozowski beklagt in seiner Abhandlung, dass bis dato niemand die „Typen“, „Schablonen“ oder „Phantasmagorien“ systematisch untersucht habe, mit denen der polnische Roman der Gegenwart arbeite. Doch seine Kritik galt nicht nur der (Literatur-)Kritik, sondern auch dem Roman selbst: Der polnische Roman habe es nicht vermocht, dem polnischen Leser eine Verbindung seines individuellen Lebens mit dem der Allgemeinheit zu aufzuzeigen, sondern isoliere ihn vielmehr in „philiströser Abkapselung“. Dadurch trage er dazu bei, die „lesenden Schichten“ der polnischen Gesellschaft in „Privatleute“ zu verwandeln, die zu „gesellschaftlicher Initiative“ nicht fähig seien. Brzozowski postuliert damit einen direkten Wirkungszusammenhang zwischen Roman und sozialem Bewusstsein. Allerdings greift er selbst in seinen Überblickskapiteln zu den Werken der bekanntesten Romanautor(inn)en seiner Zeit immer wieder auf individualpsychologische Erklärungsmodelle zurück. Offensichtlich hatte er kein theoretisches Konzept, mit dem er die von ihm unterstellte ‚Erziehung‘ der polnischen Gesellschaft durch den Roman hätte erklären können.

Das Postulat einer ‚Wirkung‘ artikuliert sich im Medium des Auratischen und des Performativen. In einem Nachruf auf Kazimierz Kelles-Krauz forderte Brzozowski 1906 die Leser auf, in Zeromskis Ludzie bezdomni die Passage über Marian Bohusz (J. K. Potocki) zu lesen: Nur so könnten sie die Tragweite des realen Geschehens von Kelles-Krauz‘ Tod wirklich verstehen. Der Roman möchte hier als ein Katalysator für gesellschaftliches Bewusstsein wirken. Es ist kein Zufall, dass sich hier der Dialog zwischen dem Sozialen und dem Roman gerade im Medium des sozialen Engagements vollzieht – in der performativen Orientierung auf die Umwandlung der ‚Gesellschaft‘.

Der vorliegende Beitrag schlägt vor, den Austausch zwischen Fiktion und Lesererwartung in der polnischen Kultur des ausgehenden 19. Jahrhunderts mit der Kategorie des „sozialen Imaginären“ zu lesen: Zwei Romane von Bolesław Prus (Lalka, Emancypantki) und einer von Stefan Żeromski (Ludzie bezdomni) werden im Zentrum der Betrachtung stehen. Dabei geht es nicht um die Frage, wie durch Romanlektüre nationale Gemeinschaften imaginiert und konstruiert werden (Anderson) und auch nicht um den Roman als „nationale Allegorie“ (Jameson über Lalka). Vielmehr soll das ‚soziale Imaginäre‘ hier als ein Raum verstanden werden, der durch Narrative konstituiert und semantisch imprägniert wird. Die Romane operieren in diesem Raum, indem sie die Bedürfnisse und Wünsche der polnischen Gesellschaft des ausgehenden 19. Jahrhunderts definieren. Ihre suggestive Wirkung beruht darauf, dass die Grenze zwischen Diegese und Nicht-Diegese im Bereich des Imaginären durchlässig ist.</document>
<document nplp_id="1519" title="Kanon polski – kanon powszechny. Wstęp" slug="kanon-polski-kanon-powszechny-wstep">Osiem artykułów przedstawianych w tym zbiorze – z Ameryki Południowej (Brazylia) Henryka Siewierskiego, ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Michała Mikosia, z Francji Marka Tomaszewskiego, z Hiszpanii Bożeny Zaboklickiej-Zakwaskiej, a także z Gruzji Wiery Occheli, z Bułgarii Margrety Grigorowej i z Białorusi Mikołaja Chmialnickiego pochodzi z krajów, które z grubsza możemy umieścić na osi Zachód – Wschód (częściowo pokrywającej się z osią Słowiańszczyzna – kraje niesłowiańskie). Obracają się one w sferze faktów i interpretacji związanych z odbiorem literatury polskiej, która w ten sposób – w prezentowanym tu przypadku konkretnie poprzez powieść XIX wieku.– zyskuje swój udział w globalnym kulturowym krwioobiegu literatury powszechnej czy też światowej. Wątpliwości René Etiemble’a[przypis]R. Etiemble, Czy należy zrewidować pojęcie Weltliteratur?, przeł. Hanna Igalson-Tygielska, w: Antologia zagranicznej komparatystyki literackiej, pod red. Haliny Janaszek-Ivaničkovej, Instytut Kultury, Warszawa 1997, s. 71-83.[/przypis] dotyczące możliwości znalezienia sposobu pozwalającego objąć nieskończone bogactwo różnych literatur być może da się rozwiać, między innymi, poprzez przyjęcie perspektywy wielu punktów widzenia na każdą z literatur, a w konsekwencji – poprzez zarysowanie przenikających się i nakładających na siebie sieci wzajemnych ich odniesień. W takim wielopunktowym i różnokierunkowym układzie jest miejsce na „inny kanon” niż ustalony i skoncentrowany na literaturach dominujących. Tutaj proponujemy spojrzenie na jedną z tych literatur, polską, która taki „inny kanon” wnosi jako źródło wielokierunkowego promieniowania, a jeszcze bardziej – w postaci tego promieniowania odbicia w postaci zwrotnego obrazu możliwości i sposobów jego oddziaływania.

Skoncentrowanie się na tym poszczególnym przypadku „innego kanonu” literatury powszechnej – takiego, który wychodzi od niezajmującej w nim centralnego miejsca polskiej literatury opisywanej z punktów widzenia innych literatur narodowych – jest tu jednak z pewnością nie tylko spojrzeniem zdeterminowanym przez narodowe punkty widzenia, ale także przez indywidualne – każdego z wymienionych autorów.

Ten zindywidualizowany punkt widzenia naznaczony bywa, trudną niekiedy do otwartego wyartykułowania, a jednak przebijającą się i dochodzącą do głosu, podstawową ambiwalencją jednoczesnego uznania dla artystycznej wartości i dyskomfortu związanego z, w uproszczeniu mówiąc, obrazem własnym, zawartym w cenionym dziele cenionego autora, ale uderzającym w poczucie własnej pozytywności – jak uzmysławia to artykuł Mikołaja Chmialnickiego w momencie, gdy mówi on o obrazie Białorusinów w Trylogii Sienkiewicza. Z punktu widzenia odbiorcy tego, co „inne”, z jednej strony ujawnia się zatem chęć uznania pozytywnych dla siebie aspektów „innego” za swoje (na przykład opisów białoruskiej ziemi czy ludzi u Orzeszkowej, którą chętnie chciałoby się potraktować jako więcej niż krajankę), z drugiej – chęć odcięcia się od negatywnych dla odbiorcy aspektów, jak to dzieje się choćby w literackich polemikach z Sienkiewiczem, w których to racja przyznana zostaje białoruskiemu Kmityczowi, a nie Sienkiewiczowskiemu Kmicicowi. Choć bywa i odwrotnie: to obraz własny – jak dzieje się to w przypadku problematyki bułgarskiej obecnej w powieściach polskich – może zadecydować o sukcesie odbiorczym, co właśnie czyni przedmiotem swego zainteresowania Margreta Grigorowa, zwracając przy tym uwagę na swoiste przemilczanie negatywności „innego” (np. roli Czajkowskiego w rozbiciu bułgarskiej grupy powstańczej pod dowództwem Panajota Hitowa). Tak więc w recepcji może pojawić się zarówno pozytywna lub negatywna rola „innego”, podobnie jak dwoisty obraz własny – i ta ambiwalencja właśnie najczęściej przyjmowana jest jako trudność, która trzeba wyeliminować poprzez ujednoznacznienie. Lecz przecież i sam zbiorowy, „narodowy” punkt widzenia, rzecz charakterystyczna, okazuje się w końcu także wewnętrznie niejednorodny, na co zwracają uwagę zarówno Bożena Zaboklicka, jak i Marek Tomaszewski, pokazując, jak np. Quo vadis? równie dobrze da się wpisać w emanujący rozkładem dyskurs dekadencki czy też dyskurs fascynacji życiem, zmysłowością i Naturą, jak i w katolicki, a nawet (negatywnie postrzegany) klerykalny, czy też  – w dyskurs (pozytywny) duchowości (reprezentowanej przez Boga).

Takie wpisywanie literatury w różne dyskursy każe zresztą pamiętać, że nawet samo bezpośrednie czytanie nie bywa neutralne. Przechodzi ono przez filtr zarówno indywidualnej psychiki czytelnika, i to nawet tego, który ma dostęp do (narodowego, równie jak indywidualnego, tzn. przejawiającego się w stylu) języka oryginału, jak i przez filtr zbiorowych interesów – politycznych, religijnych, społecznych, nie wspominając o filtrze różnych sztuk (w tym samej literatury nawiązującej intertekstualny czy to dialog, czy to spór z innymi utworami), które dopisują się do sukcesu danego utworu bądź pisarza, a czasem ten sukces generują, tym bardziej zaś – nie wspominając już o filtrze realnych wydarzeń.

Zaczynając od tego ostatniego przypadku, warto zwrócić uwagę na ów filtr rzeczywistości, który pojawia się na przykład wraz z biografią pisarza, powodującą, że w Hiszpanii Kraszewski najpierw zapowiedziany zostaje jako politycznie prześladowany polski pisarz, zanim pojawi się w swej właściwej roli dzięki twórczości – jak pokazuje to Bożena Zaboklicka. Natomiast Michał Czajkowski zdobędzie jeśli nie najwyższą rangę, to w każdym razie szeroką popularność także dzięki swojemu „bułgarskiemu” życiu dowódcy oddziału kozackiego na usługach tureckich, a życie to stanie się źródłem mityzacji nie mniej niż twórczość – zresztą  traktowane jako analogon dla tej twórczości czy też pokazanych w niej losów bohaterów – jak to przedstawia Margreta Grigorowa. Ów filtr poznawczy obejmuje też wszystkie sytuacje przenoszenia literatury przez inne sztuki, kiedy to, na przykład, ożywia ją  przedstawienie teatralne – jak w opisywanym przez Mikołaja Chmialnickiego przypadku Chama Orzeszkowej, który na Białorusi święcił tryumfy bardziej na scenach niż w indywidualnym czytaniu. To samo, a z pewnością w szerszym zakresie, czyni zresztą film (spektakularnym przykładem czego byłyby superprodukcje powstające na kanwie Quo vadis?) czy wreszcie dokonują tego inne sztuki (np. sztuki plastyczne poprzez ilustracje – o czym wspomina Henryk Siewierski), a także, nie mniej, wszelkie inne formy wypowiedzi – łącznie z recenzjami, omówieniami i badaniami naukowymi – które czynią dany utwór kanwą dla logiki własnej wypowiedzi. To słowo „kanwa” właściwie oddaje istotę owego zabiegu polegającego na pozostawieniu pewnej podstawy zawartej w utworze, która jednak obrasta zmodyfikowanym splotem wątków; czasami zupełnie nowym, a inna rzecz, że niekiedy splotem przypominającym chorobliwą narośl. Jeśli używam tego ostatniego, mocnego sformułowania, to pod wpływem wątpliwości związanej z tym, ile z owej kanwy jest zdolne się wybronić i przechować w każdym z wymienionych wyżej przypadków. Przypadków, które można by tu nazwać również translacjami – tyle, że w sensie szerokim czy też  przenośnym.

Tym bardziej istotne byłoby pytanie, „co” właściwie staje się przedmiotem poznania w obcej literaturze dzięki nowemu językowi – a więc translacji w sensie wąskim czy też właściwym i dosłownym. Język bowiem stanowi pierwszy i podstawowy filtr odbioru, jaki w pierwszym, zasadniczym geście „wmontowany” zostaje w przekład. Dodajmy też: w przekład czasami dokonywany za pośrednictwem innego przekładu – jak to się dzieje w translacjach gruzińskich czy białoruskich, częstokroć zapośredniczonych przez język rosyjski; w hiszpańskich czy angielskich – zapośredniczonych przez francuski czy włoski itd. Konstytuuje to przekład, by tak rzec, piętrowy – z nakładającymi się na siebie filtrami poznawczymi różnych języków narodowych. Ale pominąwszy już ten casus, pozostaje jeszcze do rozpatrzenia Quo vadis? wykastrowane z partii tekstu obracających się wokół problematyki zmysłowości, poddane cenzurze kościelnej, mimo wszystko niepewnej prawomyślności polskiego pisarza – na co zwracają uwagę w przypadku Hiszpanii Bożena Zaboklicka, a Francji – Marek Tomaszewski. Domaga się też uwagi sytuacja wielotomowej Trylogii „przełożonej” na kilkudziesięciu, a w najlepszym przypadku na dwustu, trzystu stronicach, o czym wspomina Henryk Siewierski mówiący o jej losach w Brazylii. Wskazuje on zresztą przy okazji na interesujące zjawisko wprowadzania w brazylijskich przekładach słów polskich, potraktowanych jako nieprzetłumaczalne, i dołączania do utworu ich stosownego słownika. Temu ostatniemu rozwiązaniu zaś można przeciwstawić inne, równie godne uwagi, choć dokładnie odwrotne: przekład sztywny, koturnowy, a przeciwnie niż poprzedni przesycony nie tyle słownictwem języka oryginału, ile języka translacji (w tym konkretnym przypadku amerykanizmami), nie oddający w żadnej mierze pierwotnego stylu, a jednak trudny do zastąpienia – jak to się dzieje w USA w przypadku tłumaczeń polskich dzieł dokonanych przez Jeremiasza Curtina, o których pisze Michał J. Mikoś.

Można by jednak powiedzieć, że między translacjami w sensie wąskim i szerokim mimo wszystko istnieje zasadnicza analogia: słownictwo czy kompozycja utworu (np. jednostronność „chrześcijańskiego” spreparowania przekładu Quo vadis?) w  przypadku tego pierwszego rodzaju translacji wprowadza filtr poznawczy nie mniej radykalny i dopuszczający się przemocy wobec dzieła, jak ten, który pojawia się w przypadku Chama Orzeszkowej – na białoruskiej scenie sprowadzonego jedynie do wątków miłosnych, wypreparowanego choćby z zawadzającej i „niepotrzebnej” problematyki społecznej. W obu przypadkach niezbędna staje się zatem refleksja porównawcza, dotycząca tego, „co” i „jak” zostaje przejęte bądź odrzucone. A czasami też refleksja dotycząca tego, „w jakim celu” lub „z jakiego powodu”. Krótko mówiąc – nieunikniona staje się refleksja porównawcza[przypis]O związkach między literaturą powszechną a komparatystyką zob. np. A. Hejmej, Komparatystyka i (inna) historia literatury w: idem, Komparatystyka. Studia literackie – studia kulturowe, Universitas, Kraków 2013, s. 261-298. Nas tu interesuje taki związek również w sensie szerszym.[/przypis] dotycząca różnych efektów będących wynikiem stosowania określonego filtru poznawczego.

Niewątpliwie bowiem mamy w przypadku przekładów do czynienia z różnej jakości translacjami nastawionymi nie tyle – lub nie tylko – na utwór, ale i, na przykład, na zapotrzebowanie odbiorcy – przy tym bardzo często odbiorcy zbiorowego (zdominowanego przez interes religijny, narodowy, społeczny itd.), by nie rzec: odbiorcy masowego, w czym zresztą tkwi jeszcze inny, wyraźny interes, mianowicie komercyjny. Co nie znaczy, że tłumaczeń nastawionych przede wszystkim na sam utwór w ogóle nie ma – by zwrócić tu choćby uwagę na Lalkę nie tak dawno tłumaczoną w Hiszpanii, która pojawiła się w wydawnictwie nastawionym na czytelnika elitarnego, ale zarazem, jak podkreśla Bożena Zaboklicka, niszowego.

A zatem translacje mogą zostać zdeterminowane nie tylko przez bezinteresowne podejście do literatury jako dzieła sztuki, ale także przez jej instrumentalizację lub sfunkcjonalizowanie w określonych warunkach i przy zaistnieniu określonych potrzeb. Ta pragmatyzacja ma zresztą wiele – i to niejednoznacznych – wymiarów.

Przyjrzyjmy się kwestii narodowościowej. W polskiej powieści historycznej XIX w. jej rola kompensacyjna – związana z „pokrzepianiem serc” po klęsce, która wymazała z mapy wcześniej liczące się w Europie niemałe państwo – odgrywa niebagatelną rolę. Jednak nie jedna Rzeczpospolita Obojga Narodów doświadczyła tu takiego losu. Choć więc przed XIX wiekiem wskazać można na liczne, jakkolwiek odmiennej natury kontakty Polaków i Białorusinów (terytorium), Polaków i Gruzinów oraz Bułgarów (wspólne zagrożenie w postaci Imperium Otomańskiego), to dopiero XIX wiek – kiedy to Białorusini i Gruzini, równie jak część Polaków, i w tym samym czasie, znajdą się w obrębie Rosji, podobnie jak Bułgarzy znaleźli się w granicach Imperium Otomańskiego – powoduje, że literatura polska, bądź co bądź, najstarsza literatura słowiańska[przypis]Zwraca na to uwagę choćby Luigi Marinelli, autor artykułu zawartego w drugiej części niniejszego zbioru.[/przypis], mająca zatem za sobą długotrwałe[przypis]Warto przypomnieć, że w XVII wieku polska literatura staje się atrakcyjna nawet dla Niemców, którzy dopiero teraz podejmują trud tworzenia swojej w narodowym języku. Niemałą rolę odgrywają w tym pisarze ze Śląska, mocno powiązanego ekonomicznymi, religijnymi i kulturowymi więzami z Polską (wspomnieć tu można choćby Martina Opitza z jego Aristarchusem). A jeden z pisarzy tzw. Królewieckiego Koła Poetów, tłumacz Jana Kochanowskiego, Krzysztof Kaldenbach (senior) napisze:

&amp;nbsp;

Do sławnej nacjej polskiej

 

                                            Przepuść, zacny narodzie, jeśli Klio moja

                                            Sarmackiej krasy nie ma. Chciała się u zdroja 

                                            Meduzowego pięknie w kształt polski ubierać, 

                                            Aliści wzoru nie masz, na który ucierać 

                                            Swoje by wady mogła.

Zob.  Marian Szyrocki, Historia literatury niemieckiej. Zarys. Ossolineum, Wrocław 1971, s. 95-105.[/przypis] doświadczenie artystyczne i ideowe, staje się atrakcyjna dla mających podobne doświadczenia narodów poprzez wprowadzenie, skądinąd słodkiego, aspektu dawnej świetności i aktualnego, ale bolesnego, tematu narodowowyzwoleńczego czy szerzej – walki o własną tożsamość. Natomiast Europa Zachodnia zdaje się czytać podejmujące te tematy dzieła inaczej: nawet przez pryzmat przygody, ekscentryczności czy egzotyki, co akurat najwyraźniej dochodzi do głosu (w przypadku polskich słowniczków) w tłumaczeniach brazylijskich, ale i, powiedzmy, hiszpańskich.

Nietrudno zauważyć, że z kwestią narodowościową blisko wiąże się kwestia religijna. Wiera Occheli wprost powie, że każdy Gruzin zna powiedzenie Ilji Czawczawadze, iż „Trzy boskie i święte skarby zostały nam po naszych przodkach: ojczyzna, język i religia. Chrześcijaństwo prócz wiary oznaczało u nas całą ziemię gruzińską, było znakiem przynależności do narodu. Nawet w naszych czasach (...) Gruzin i chrześcijanin – to słowa mające to samo znaczenie”[przypis]ილია ჭავჭავაძე. ქართველი ერი და ღვაწლი წმინდა ნინოსა. თხზ. სრული კრებული ოც ტომად. ტ. VIII. თბილისი, «სახელგამი», 1928. გვ.350 (Ilia Czwczwadze, Naród gruziński i dziedzictwo świętej Niny. Dzieła zebrane w 10 tomach, tom VIII, Wyd. Sachiełgami, Tbilisi 1928, s. 350).[/przypis]. Poniekąd zatem zrozumiałe, że Quo vadis? odczytywane jest – w warunkach niewoli – w ten sam sposób nie tylko przez Polaków, ale i przez Gruzinów czy Białorusinów, a mianowicie jako narzędzie umacniania bastionu tożsamości – która  musi, wbrew prześladowaniom, przetrwać. Ale już pewne wątpliwości zasiewa fakt, że ten utwór staje się wizytówką literatury powszechnej w Hiszpanii za czasów dyktatury generała Franco, z powodzeniem przechodząc przez podwójną cenzurę (polityczną i kościelną) traktującą Sienkiewicza jako pisarza „pewnego”, bo katolickiego i konserwatywnego. Podobnie wątpliwości Marka Tomaszewskiego budzi skonfrontowanie związanej z okresem Quo vadis deklaracji Sienkiewicza o jego zwrocie duchowym, jak wolno by oczekiwać, związanym ze wzmożonym wyczuleniem etycznym, z jego indyferentną, a nawet w pewnym sensie dwuznaczną, postawą moralną w sprawie Dreyfussa – gdy tymczasem „niemoralny” naturalista Zola prowadzi w obronie niewinnie skazanego szeroką akcję, w wyniku której pod znakiem zapytania staje jego własne bezpieczeństwo, a nawet, jak zaznacza autor artykułu, można podejrzewać i jego zabójstwo na tle politycznym.

Spojrzenie choćby na te dwa problemy (bo literatura włącza się także w szereg innych, jak choćby w kwestię kobiecą – o czym pisze Wiera Occheli) pokazuje, że w pewnych sytuacjach uproszczenie związane z jednoznacznym odczytywaniem utworów może służyć celom, nazwijmy to tak, przekonującym, w innych jednak – zmusza do zastanowienia słona cena, jaką się  płaci za ową jednoznaczność „filtra poznawczego”, determinującego takie właśnie, uproszczone odczytanie – tyleż zresztą literatury, co rzeczywistości.

Jednak wspomniany impuls komparatystyczny zawarty w opisywanych przez autorów przedstawianych artykułów translacjach obu wymienionych tu typów jako instrumentach transmisji polskiej powieści XIX wieku tak w kierunku wschodnim, jak i zachodnim, można, jak wspomnieliśmy, odnieść też do występujących w tym zbiorze samych badaczy, wpisujących się w obszar, jak to tu nazwaliśmy, translacji w szerokim sensie.

W przypadku literatury bułgarskiej szczególnie istotna rola przypada, jak sądzi Margreta Grigorowa, niekoniecznie polskim klasykom (o których recepcji pisali już zresztą wcześniej inni, przywoływani przez nią, badacze), ale raczej pisarzom takim, jak Zygmunt Miłkowski czy Michał Czajkowski, którzy właśnie sytuację samych Bułgarów czynią przedmiotem swego zainteresowania, czym zapewniają też sobie w każdym razie większe wzięcie niż ci najlepsi. Znamienne jednak, że gdy w istocie wymienionych dwu autorów wiele dzieli, a szczególnie postawa wobec islamu (którego wyznawcą staje się ten drugi), to w świadomości bułgarskich odbiorców nawet takie różnice się zacierają i bywają oni myleni, gdy zaś sam Czajkowski w swym Kirdżali między pierwszym a drugim wydaniem przejdzie od Dunaju jako słowiańskiej rzeki do Dunaju jako rzeki otomańskiej, to w świadomości Bułgarów ten drugi Dunaj – i ten drugi Czajkowski – w zasadzie nie zaistnieje. A nawet chociaż dla polskich twórców to Rosja jest zasadniczym zagrożeniem, gdy Turcja będąca z nią w konflikcie – sojusznikiem, a dla Bułgarów car okazuje się wybawicielem, gdy Turcy zagrożeniem, to ten fakt, skądinąd oparty na zasadniczy opozycji, może też ulec zatarciu w obliczu innego zasadniczego, ale podobieństwa, mianowicie losu narodów dążących do odzyskania swego miejsca na mapie Europy. Można by powiedzieć, że szeroki odbiór powieści polskiej XIX w. w Bułgarii nie tylko odwołuje się do utworów nie wprowadzających najwyższego poziomu artystycznego charakterystycznego dla klasyki, a zatem różnicy jakościowej w zestawieniu z literaturą bułgarską, ale jednocześnie nie akcentuje innych różnic, nie wchodząc w subtelności.

W perspektywie białoruskiej, wprowadzonej przez Mikołaja Chmialnickiego, zaakcentowane zostaną natomiast inne aspekty: to, że literatura polska pozostając słowiańską, stanowiła jednocześnie pomost do literatury zachodnioeuropejskiej[przypis]Ten symptom „pomostowości” literatury polskiej nie jest ograniczony jedynie do literatury białoruskiej. W wieku XVII w Rosji, w której nasiliło się zainteresowanie kulturą Zachodu, Polska również zaczęła być traktowana jako atrakcyjny pomost łączący z nim właśnie. Dodatkowo przyłączenie spolonizowanych ziem białoruskich i ukraińskich  wraz z ich aktywną elitą intelektualną spowodowało powstanie na dworze carskim frakcji polonofilskiej. Dzieci carskie uczone były języka polskiego, regentka Zofia w latach 1682-89 wprowadziła na dworze polskie obyczaje, a jej kochanek, książę Golicyn, zgromadził bibliotekę polską i dawał w swych apartamentach polskie przedstawienia. Sympatie te podzielała część arystokracji. Tworzyli wtedy pisarze polsko-ruscy, język polski obok łaciny pojawił się na uniwersytecie. Zob. Literatura rosyjska w zarysie, pod red. Zbigniewa Barańskiego i Antoniego Semczuka, PWN, Warszawa 1975, s. 83-4.[/przypis], a także to, że trwający kilka stuleci wpływ literatury polskiej na białoruską był istotny i owocny, ponieważ niósł z sobą zarówno podniety ideowe, jak i artystyczne czy estetyczne, czyniąc ją elementem skarbca literatury światowej, w Goetheańskim jej rozumieniu jako literatury arcydzieł, pozwalającej uczyć się i doskonalić[przypis]Warto przypomnieć ten ton wypowiedzi Goethego: „(...) szlachetna istota, obdarzona przez Boga zdolnością stopniowego ulepszania się, przez poznanie i bliskie współżycie z wielkimi Grekami i Rzymianami rozwinie się wspaniale i z każdym dniem bardziej widocznie dorastać będzie do równej tamtym wielkości”. Zob. Johann Peter Eckermann, Rozmowy z Goethem. Wybór, przeł. Maria Leśniewska i Wilhelm Mach, w: Johann Wolfgang Goethe, Dzieła wybrane, t. IV: Pisma prozą, s. 598. I dalej (ibidem, s. 509): „Co do mnie, wiele zawdzięczam Grekom i Francuzom, a już niezmiernie dużo Szekspirowi, Sternowi i Goldsmithowi. Ale nie są to jedyne źródła, z jakich czerpał mój umysł; ich liczba jest niezmierzona, po co je zresztą wymieniać? Rzecz w tym, by miłować prawdę i brać ją tam, gdzie ona jest...”.[/przypis]. W przeciwieństwie zatem do zrównującej perspektywy bułgarskiej wprowadzona tu zostaje perspektywa hierarchizująca, zakładająca istnienie czegoś, co tworzy pułap celów do osiągnięcia. Jego wcieleniem są w tym artykule twórczość Elizy Orzeszkowej, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Henryka Sienkiewicza i Bolesława Prusa. Rzecz znamienna zarazem, że Kraszewski na przykład zostaje tu pokazany nie tylko jako wybitny pisarz owocnie oddziałujący na literaturę białoruską, ale i odwrotnie, jako owoc pogranicznego, polsko-białoruskiego, wzbogacania się kultur.

Natomiast w przypadku literatury gruzińskiej zamysł autorki, Wiery Occheli, wydobywa oba obecne we wcześniejszych artykułach aspekty: zbieżności (zrównania) i hierarchizacji. Z jednej bowiem strony  pokazuje ona, że to polskie utwory mają stymulujące znaczenie dla pojawiania się pewnego typu pomysłów artystycznych w literaturze gruzińskiej. Publikację w języku gruzińskim w 1902 roku pierwszego, uzyskującego tu tytuł Numa Pompejusz, fragmentu historycznej powieści Elizy Orzeszkowej Mirtala (1886), poświęconej dramatycznemu losowi Judejczyków w Rzymie, splecionego z losem żydowskiej dziewczyny zmuszonej do wyboru między miłością a wiernością wobec swego ludu, uznaje ona za, w istotny sposób, zbieżną z Chazarską narzeczoną (1922) Wasilija Barnowiego, znakomitego gruzińskiego twórcy prozy historycznej przełomu XIX i XX wieku. Przedstawiając okres pustoszących najazdów Arabów i Chazarów na Gruzję, Barnowi również pokazał, jak tragiczna historia jego kraju i los dziewczyny, głównej bohaterki powieści, splatają się ze sobą. Badaczka przyjmuje, że translatorka, Anastazja Cereteli, miała poczucie, iż kwestie znajdujące odzwierciedlenie w powieści Orzeszkowej są równie istotne dla Gruzji i znajdą tu oddźwięk – i że się w tych przeczuciach nie pomyliła. Na podobną zbieżność opartą na stymulacji wskazuje Occheli, przywołując Faraona Prusa oraz inną powieść historyczną Barnowiego, wydaną w 1918 roku Męczeńską miłość. Nie mówi tu o wpływie, ale sądzi, że teza o typologicznym podobieństwie powieści polskiego i gruzińskiego pisarza posiada pełne uzasadnienie. Ten sposób podejścia badawczego opiera się na odwołaniu do wybitnych twórców zarówno polskiej, jak i gruzińskiej literatury, przy czym nie wpływ, ale stymulacja staje się pojęciem wyjaśniającym zbieżność. Z drugiej jednak strony, co warto podkreślić, badaczka wskazuje na oryginalność rozwiązania przyjętego przez gruzińskiego pisarza, związaną z tym, że wykorzystuje on historię własnego kraju. Nieco żartobliwie rzecz ujmując, pisarz będący potomkiem mieszkańców starożytnej Kolchidy na pewno nie ustępuje przedstawicielom najstarszej literatury słowiańskiej, choć (twórczo) odnosi się do ich koncepcji.

Niezależnie od wskazanych tu odmienności, można jednak powiedzieć, że sukces polskiej powieści XIX w. na „wschodnim” skrzydle jej odbiorców zdominowany został przez kwestie niepodległościowe, religijne i społeczne. A przez co zdeterminowany został ten sukces na skrzydle „zachodnim”?

Michał Mikoś pokazuje, w jaki sposób wątły, zarysowany zresztą przez niego, strumyk polskich przekładów w Stanach Zjednoczonych przeobraził się za sprawą jednego autora (Henryka Sienkiewicza) tyleż, co za sprawą jednego tłumacza (Jeremiasza Curtina), w rwącą rzekę. Miało to zaś miejsce być może szczególnie dlatego, iż... polskiego pisarza jako obywatela Rosji nie chroniło prawo autorskie, więc kumulujące się, przy dokonaniu właściwego wyboru, pokaźne zyski dzielone były między (nie posiadających, co prawda, praw wyłączności) tłumaczy i wydawców – z pominięciem, uprzedmiotowionej w istocie, głównej osoby w tym przedsięwzięciu. Co najmniej zatem trzydziestu czterech amerykańskich wydawców i czterdziestu czterech tłumaczy walczyło tedy o nie, uzyskując w rezultacie imponujące liczby np. półtora miliona egzemplarzy i sześćdziesięciu wydań (w różnych formatach – od ekskluzywnych do kieszonkowych) Quo vadis? do 1915 roku. Mikoś pokazuje, w jaki sposób Curtin, żeby zapewnić sobie przewagę w walce konkurencyjnej, skłaniał np. Sienkiewicza do przekazywania sobie jego dzieł, jeszcze zanim pojawiły się one w języku polskim – wtedy już podatne na zakusy innych zainteresowanych. Sienkiewicz (a potem i inni pisarze polscy) stali się więc dla takich ludzi jak pierwsi tłumacz i wydawca Sienkiewicza ciągle przynoszącą nowe zyski żyłą złota. Nie posiadała tu zatem znaczenia ograniczona znajomość języka polskiego, polskiej kultury i historii przez tłumacza; istotna była może i pracowitość, ale przede wszystkim jego wyczucie potencjalnej zdobyczy, szybkość działania i operatywność. A zatem odpowiedź dotycząca źródeł sukcesu zawarta w tym artykule brzmiałaby: rynek. Rynek dodatkowo pobudzany przez recenzje, notatki prasowe i omówienia, następnie zaś przez teatr i superprodukcje filmowe (te ostatnie niekoniecznie wiekopomne, ale „kasowe”, skoro Quo vadis? w reżyserii Enrico Guazzoniego zarobiło 150 000 dolarów). Ten opis sytuowałby sukces Sienkiewicza w USA na drugim z biegunów logiki ekonomicznej „rynku dóbr symbolicznych” wyróżnionych przez Pierre’a Bourdieu, a mianowicie na przeciwstawianym ekonomii czystej sztuki biegunie komercyjnym, opartym na uznaniu przemysłu i handlu artystycznego oraz literackiego za takie same, jak każde inne, zaś istniejącym dzięki poprzestaniu na dostosowywaniu się do uprzednich wymagań klienta[przypis]Zob. P. Bourdieu, Rynek dóbr symbolicznych w: idem, Reguły sztuki. Geneza i struktura pola literackiego, przeł. Andrzej Zawadzki, Universitas, Kraków 2007, s. 218 i n.[/przypis].

Przy takim spojrzeniu na mechanizmy sławy Sienkiewicza dla przywrócenia choćby minimalnej równowagi warto jednak pamiętać i o przytoczonym przez autora artykułu liście Roosevelta, który stanowi wyraz, bądź co bądź, innego rodzaju, niż tylko merkantylny, sukcesu polskiej literatury. Podobnie też rzecz wygląda w przypadku hołdu złożonego polskiemu pisarzowi przez Williama Faulknera.

Inną wskazówkę dotyczącą przyczyny sukcesu polskiej powieści XIX wieku – tym razem we Francji –  daje Marek Tomaszewski: stanowi ją nakładająca się na kwestie estetyczne i światopoglądowe polityka i jej bieżące uwikłania (ze sprawą Dreyfusa i Amadeusza Thalamasa w tle jako znakami rozpoznawczymi ówczesnego antysemityzmu i antyliberalizmu). Toteż jakkolwiek, paradoksalnie, wedle autora artykułu znamienna dwoistość chrześcijańsko-rzymskiego świata Sienkiewicza mogła dostarczać w istocie przewrotnej odtrutki na jansenistyczną surowość ówczesnego życia we Francji, to jednak w tym samym czasie, gdy Zola przygląda się przyczynom upośledzenia całych warstw społecznych, nie widząc dla rozwiązania tej kwestii oparcia w prorządowym i nacjonalistycznym Kościele, środowiska konserwatywne chętnie upatrują w Quo vadis? sojusznika dla swego projektu wielkiego odrodzenia religijnego Francji (właśnie dokonującej rozdziału Kościoła i państwa). Co więcej, ten sam problem skłonny jest Tomaszewski dostrzegać i w dzisiejszej, targanej sprzecznościami Europie, w której dla jednej ze stron Quo vadis? może znowu stanowić łakomy kąsek.

Do pewnego stopnia podobną, jak poprzednio wymienieni autorzy, a zarazem odmienną sytuację omawianej powieści wydobywa Bożena Zaboklicka. Wydobywa sytuację podobną do zarysowanej przez Michała Mikosia, bo wprawdzie incydentalnie, niemniej wprowadza też wątek komercyjny, wskazując, że dziś utwory Sienkiewicza, postrzegane raczej w kategoriach przygodowych, są wydawane tym chętniej, że jako dawnemu klasykowi nie trzeba mu płacić honorariów. Przedstawia też sytuację podobną do tej zarysowanej przez Marka Tomaszewskiego z tego powodu, że wskazuje na uwikłania odbioru w politykę, choć w punkcie wyjścia wprowadza tezę, że na zainteresowanie historyczną powieścią polską XIX w. najpierw wpływ wywarła polityczna sytuacja samej Polski, aczkolwiek dodaje, że obecne w tych utworach narodowe akcenty w czasie późniejszym okazały się interesujące choćby dla nieseparatystycznego nacjonalizmu katalońskiego. Odmienną sytuację natomiast zarysowuje w tym sensie, że na przykład pokazuje, jak owe dwie strony Quo vadis? zinterpretowane niemal psychoanalitycznie przez Tomaszewskiego, rozkładają się po dwu stronach czytelniczej barykady, poniekąd rozdzielającej to, co autor złączył jako – by pójść tu tropem przez autorkę artykułu przywoływanego Peipera –  „pojednawca sprzecznych postaw”. Bezprecedensowy sukces Quo vadis? w Hiszpanii przy jednoczesnym sceptycyzmie dotyczącym wielkości samego pisarza tłumaczony bywa bowiem przede wszystkim jego umiejętnością odpowiadania na oczekiwania czytelników – rzecz jednak charakterystyczna: równie tych kierujących się swoistą modą na dekadentyzm, jak i tych ultrakatolickich (co prawda zmuszonych, w celu pełnego „używania” powieści, do okrawania tekstu z niewygodnych fragmentów, zapewne często przy wykorzystaniu w punkcie wyjścia już okrojonych przekładów francuskich czy włoskich).  Ci ostatni odbiorcy jednak ostatecznie okazują się decydujący – także dla przydania Sienkiewiczowi stylu, tym razem może nie koturnowego (jak w przypadku Curtina), ale ckliwego i płaskiego.

Może więc warto zwrócić uwagę na przytoczone przez autorkę tego artykułu zdanie Józefa Łobodowskiego, że Zachód zna nie Sienkiewicza prawdziwego, lecz raczej przeinaczonego, jeśli nie – zupełnie sfałszowanego. Ale czy tylko Zachód dotknięty jest tą przypadłością? Jak już powiedzieliśmy – w mniejszej lub większej skali jest to przypadłość powszechna, dopóki jednak nie osiąga ona rozmiarów monstrualnych, nie można mówić o patologiczności tego zjawiska. Inna rzecz, że wielokrotnie osiąga takie rozmiary.

Natomiast wydaje się rzeczą ciekawą, że wspomniane dwa skrzydła odbioru – „wschodnie” i „zachodnie” – wydają się dysponować filtrami poznawczymi o bardzo generalnym charakterze. Ten pierwszy jest mianowicie filtrem narodów pozostających w defensywie, nieustannie walczących o swoje przetrwanie, ten drugi zaś – filtrem narodów ekspansywnych, by nie rzec po Saidowsku, imperialnych[przypis]Choć z pewnością trzeba by tu mówić nie tylko o zachodniej, ale i o wschodniej formie imperializmu, to warto w tym momencie wziąć pod uwagę słowa Edwarda W. Saida: „W dzisiejszych czasach prosty, bezpośredni kolonializm w zasadzie już się skończył, natomiast (...) nadal istnieje tam, gdzie istniał zawsze, czyli w ogólnej sferze kultury, jak również w określonych działaniach politycznych, ideologicznych, ekonomicznych czy społecznych. Ani imperializm, ani kolonializm nie są prostym aktem akumulacji i zdobycia władzy. Oba opierają się na imponujących rozmachem formacjach ideologicznych oraz formach wiedzy związanych z dominacją, do których należy pogląd, że pewne terytoria lub ludy wymagają dominacji, czy wręcz\ poddają się jej z własnej woli”. E. W. Said, Kultura i imperializm, przeł. Monika Wyrwas-Wiśniewska, Wyd. UJ, Kraków 2009, s.7.[/przypis]. W pewnym uproszczeniu można by jednak zarazem powiedzieć, że w tych pierwszym przypadku, narodów dotkniętych destrukcją, filtr poznawczy wyraźniej zdeterminowany zostaje przez kwestie tożsamościowe, w tym drugim zaś – narodów pozostających na fali pomyślnych dla nich wydarzeń historycznych – przez ekonomię i interesy polityczne. Jest znamienne, że Polska sytuuje się tu niejako pośrodku: jako państwo ekspansywne do XVI wieku, a następnie chylące się ku upadkowi, wreszcie zaś, do końca I wojny światowej, nieistniejące.

Ale na jeszcze jeden artykuł trzeba tu zwrócić uwagę. W zasadzie zajmuje on miejsce pośrednie między obu wcześniej wskazanymi skrzydłami. Brazylia bowiem, o której pisze Henryk Siewierski, jest tyleż „zachodnia”, ile – poprzez znaczący w niej udział emigracji – polska, a przez to – nie tylko zachodnia, ale i wschodnia, jeśli przyjąć koncepcję jej pomostowości (a może też „ani Zachód, ani Wschód” w sensie ścisłym, jak ideę środkowoeuropejskości, która miałaby obejmować polskość, określa Aleksander Fiut[przypis]A. Fiut, Być (albo nie być) środkowoeuropejczykiem. Obrazy współczesności, WL, Kraków 1999, s. 37-107.[/przypis]). Interesującym zaś paradoksem pozostanie, że dzieła lekarza, Piotra Napoleona Ludwika Czerniewicza, podobno były tu bardziej popularne od Biblii, nie tylko od Sienkiewicza. Choć znajdziemy tutaj i pełne wydanie Trylogii tłumaczonej bezpośrednio z języka polskiego, to w większości przypadków Sienkiewicza dotykają w sposób wzmożony wszystkie uproszczenia znane już nam skądinąd. Jednocześnie wprowadzone zostają rozwiązania kultywujące jego egzotyczność, a nade wszystko specyfiką tego obszaru okażą się wydania Sienkiewicza w języku oryginału – w każdym razie obecne do roku 1938. Mamy tu zatem do czynienia z całym konglomeratem odbiorczych zjawisk.

Tak więc zawarte w tym zbiorze obrazy uczestnictwa polskiej literatury w krwioobiegu literatury powszechnej ujawniają szerokie spektrum możliwości zaistnienia i funkcjonowania „innego” kanonu. Do pewnego stopnia innego niż obecny w polskiej literaturze (przypadek polskich pisarzy o bułgarskich zainteresowaniach) i innego niż widziany z „centralnych” pozycji literatury powszechnej.  Przywoływany na początku René Etiemble[przypis]R. Etiemble, op. cit.[/przypis] przytacza fakty, które wskazują, że w poszukiwaniach kanonu zawsze odzywa się „patriotyzm lokalny”: Francuz, Raymond Queneau, na podstawie odpowiedzi na swą ankietę sześćdziesięciu jeden pisarzy (w tym pięćdziesięciu ośmiu Francuzów!) sporządził listę stu tytułów „biblioteki idealnej” literatury światowej, na której czele znalazły się: Szekspir, Biblia, Marcel Proust, a następnie sześćdziesiąt tytułów francuskich i czterdzieści obcych (z tego dziewięć amerykańskich i angielskich, osiem greckich, sześć niemieckojęzycznych, sześć rosyjskich, trzy hiszpańskie i po jednym arabskim, duńskim, hebrajskim i włoskim), a niemiecki badacz, Adolf Speman, podobne miejsce, jak Francuz  Francuzom – przyznał Niemcom w swojej Vergleichende Zeittafel der Weltliteratur von Mittalter bis zum Neuzeit (1150-1939). W świetle przytoczonych artykułów rysuje się inny obraz kanonu literatury powszechnej – jako kanonu zależnego w wielu punktach geograficznych od zmiennych przesłanek, a więc uwzględniającego lokalną specyfikę. To nie tylko kanon podlegającego zmianom w czasie, ale i podlegający weryfikacji w przestrzeni różnych literatur, a nie tylko w punkcie centralnym (literatury powszechnej), jak wyjściowym (w tym przypadku polskiej).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1525" title="Czy&amp;nbsp;nowy kanon jest możliwy?" slug="czy-nowy-kanon-jest-mozliwy">&amp;nbsp;

Polska literatura współczesna przebiła szklany sufit, jaki odgradzał ją od odbiorcy zachodniego. Tłumaczenia Schulza, Gombrowicza, Miłosza i Różewicza, inscenizacje Witkacego, a poniekąd i Mrożka, popularność m.in. w kręgu niemieckojęzycznym, ale nie tylko, prozy autorów debiutujących po 1989 roku (m.in. Stasiuka i Tokarczuk), składają się na niezłą pozycję polskiej literatury zagranicą. Znacznie trudniejsze jest obecne położenie literatury dawniejszej. Obecne, bo w przeszłości można było mówić o pewnym zainteresowaniu dla Mickiewicza, a także o popularności powieści Henryka Sienkiewicza. Przygotowany przez Dobrosławę Świerczyńską tom Sienkiewiczowski Nowego Korbuta zawiera bogato reprezentowany dział przekładów, a wydana przez Bibliotekę Narodową w roku jubileuszowym (2016) bibliografia Quo vadis zawiera tłumaczenia tej powieści na ponad 160 języków! A zatem możemy powiedzieć, że spośród polskich prozaików dziewiętnastowiecznych znany w świecie był przynajmniej Sienkiewicz.

To zmienia się, niestety, i w Polsce, i zagranicą. Formuła powieści dziewiętnastowiecznej okazuje się zbyt tradycyjna i przez to za mało interesująca dla współczesnego odbiorcy. Tego raczej nie ominiemy. Możemy natomiast spróbować poszerzyć znajomość literatury polskiej, polskiej powieści dziewiętnastego wieku, o nowe pozycje (nie zapominając o Sienkiewiczu), adresując tę propozycję do czytelników zainteresowanych naszą kulturą w sposób profesjonalny: do historyków literatury, slawistów, badaczy kultury światowej. Sprzyja temu pewien ruch w dziedzinie przekładów, który w jakiejś skali przeczy temu, co napisałam wcześniej. Otóż, w ostatnim czasie pojawiły się nowe tłumaczenia polskiej literatury dziewiętnastowiecznej: w Izraelu ukazał się hebrajski przekład Lalki pióra Miriam Borenstein, powieść Prusa przetłumaczono też na koreański (zrobił to Cheong Byung-Kwon z Seulu), Tokimasa Sekiguchi przekłada Lalkę na język japoński. Ursula Phillips przełożyła Pogankę Żmichowskiej, a wcześniej Malwinę Marii Wirtemberskiej. Zupełnie niedawno ukazało się w wersji internetowej tłumaczenie Nad Niemnem Orzeszkowej pióra Michelle Granas.

Przekłady te ułatwiają nasze zadanie. Stanowią bowiem dobrą podstawę do reinterpretacji i rewaluacji dawnej polskiej prozy poprzez uwiarygodnione tłumaczeniem pokazanie jej bogactwa, szeroko rozumianej kontekstualności, odrębności i jednocześnie – dialogu z literaturą światową. Obok reinterpretacji inną strategią zaprezentowaną w tym tomie jest omówienie recepcji polskiej prozy dziewiętnastowiecznej w rozmaitych literaturach i kulturach; omówienie nie ograniczone bynajmniej do suchych faktów, ale zweryfikowane przez poszukiwanie istotnych związków łączących dzieło kultury przyswajanej z kulturą przyswajającą (pisze o tym dalej Lidia Wiśniewska). Wracam do zabiegów reinterpretacyjnych, sytuujących prozę polską, nacechowaną idiomem narodowym, w głównych nurtach literatur europejskich (światowych). Temu m.in. służy esej Luigiego Marinellego o powieści Krasickiego Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, artykuł Ursuli Phillips o Nad Niemnem, rozprawa komparatystyczna Iriny Adelgejm o Bez dogmatu Sienkiewicza czy praca Jensa Herltha o Prusie i Żeromskim.

Marinelli skupia się na europejskich walorach powieści oświeceniowej, wręcz domaga się od swoich czytelników uznania dla erudycji i nowoczesności polskiego autora. Phillips – przeciwnie; pokazuje wszystkie uwarunkowania kształtujące powieść Orzeszkowej, rozumiejąc powierzchowność niektórych sądów na jej temat, i zarazem wyjaśniając, że przebrzmiały romantyzm i afirmowany na wszystkie sposoby patriotyzm pisarki mają swoje głębokie uzasadnienie. Praca Iriny Adelgejm nastawiona jest na opis dialogu, jaki współczesna powieść Sienkiewicza toczy z arcydziełami literatury rosyjskiej. Maria Zadencka wysuwa wobec dzieł historycznych Sienkiewicza nowy trop interpretacyjny; uważa, że warstwa alegoryczna zarówno Trylogii, jak i Quo vadis, a także filozofia polityczna, jaką uprawia Sienkiewicz, może wynikać z nawiązań do dzieła szkockiego pisarza i myśliciela Johna Barclaya -  Argenis (1621). Jensa Herltha interesuje społeczna wyobraźnia Prusa i Żeromskiego; próbuje ją uchwycić nawiązując do narzędzi wypracowanych przez Corneliusa Castoriadisa.

Zupełnie osobne miejsce zajmuje, nie przywoływana przeze mnie wcześniej, rozprawa Marii Brackiej z Uniwersytetu im. Tarasa Szewczeniki w Kijowie. Podaję afiliację badaczki, bo ma ona w tym przypadku szczególne znaczenie; tak, jak szczególne znaczenie ma dla odbiorcy ukraińskiego literatura polska. Maria Bracka poświęciła swój esej dziewiętnastowiecznym pisarzom polsko-ukraińskiego pogranicza, przede wszystkim prozie Michała Czajkowskiego, powstańca roku 1830, zakochanego w Ukrainie i w etosie wolnego Kozaka, pod tym wszakże warunkiem, że ów Kozak będzie współdziałał na rzecz odzyskania przez nas niepodległości. Polscy interpretatorzy widzą w prozie „pogranicza” metaforę wolności, uosabianą przez step i jego mieszkańców; badaczka ukraińska odczytuje tę prozę inaczej, podkreślając – dokonaną przez Czajkowskiego - ideologizację i upolitycznienie warstwy mitycznej. Esej Marii Brackiej świadczy o tym, iż niewykluczone, że już w wieku dziewiętnastym stawiano – choć nie wprost- kwestie, które w następnym stuleciu staną się zarzewiem sporu politycznego między Polakami a Ukraińcami, prowadzącego do tragicznych skutków. W każdym razie warto czytać dzieła epoki Prusa i Orzeszkowej, szukając zapowiedzi dalszych odsłon historii, a być może także po to, aby zapytać, czy była jakieś inne drogi rozwiązania zarysowujących się napięć.

Czy nowy kanon jest możliwy? Czy uda się nam przekonać obcego odbiorce, który za jakiś czas otrzyma te eseje w przekładzie na język angielski, że aby być Europejczykiem (lub znawcą kultury światowej) musi on wykroczyć poza granice ostro zarysowane na kulturalnych mapach świata?

Próbujemy. Zobaczymy.</document>
<document nplp_id="1690" title="Sekwana" slug="sekwana">W czasach romantyzmu urokliwe zakątki nad Sekwaną na ogół budziły w pisarzach zachwyt; stanowiły też dobry materiał do opisów pełnych wzruszeń – tak przynajmniej rzecz wygląda we fragmencie przedstawiającym rzeczną dolinę, który Honoré de Balzac włączył do powieści Modesta Mignon:

„Czworo jeźdźców, znalazłszy się na dość szerokiej drodze, posuwało się teraz w jednym szeregu. Stanęli na płaskowyżu, skąd roztacza się widok na bogatą dolinę Sekwany; z jednej strony widok podąża ku Rouen, z drugiej natrafia na morze, zamknięte horyzontem.

– Wydaje mi się, że Butscha miał rację: Bóg jest wielkim pejzażystą – ozwał się Canalis kontemplując ten krajobraz, najoryginalniejszy spośród widoków, które tak słusznie rozsławiły brzegi Sekwany”[przypis]Honoriusz Balzac, Modesta Mignon, przeł. i wstępem opatrzył J. Rogoziński, Warszawa 1956, s. 225.[/przypis].

Bohaterowie utworu znajdują się w Normandii, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na północ od Paryża – warto podkreślić ten fakt, ponieważ Sekwana oglądana na prowincji prezentowała się oczom pisarzy i malarzy zgoła inaczej niż mroczna rzeka przepływająca przez francuską stolicę. To właśnie wiejski krajobraz jest tłem na obrazie Les Demoiselles des bords de la Seine (1856) Gustave’a Courbeta oraz na nieco tylko późniejszych płótnach Claude’a Moneta: La Seine à Bougival, le soir (1869), La Seine à Vétheuil (1878), La Seine à Giverny oraz Bras de Seine près de Giverny (dwie serie obrazów powstałe w roku 1897).

Rzeka musiała się wydawać zdecydowanie mniej malownicza mieszkańcom paryskich kamienic, znajdujących się przy samym jej brzegu. W jednej z takich kamienic zamieszkała rodzina Adama Mickiewicza, która w kwietniu 1853 roku zajęła – zgodnie z zapiskami Marii Goreckiej – „obszerne, ale źle rozłożone mieszkanie” położone „tuż nad Sekwaną”[przypis]Gorecka, Wspomnienia o Adamie Mickiewiczu opowiedziane najmłodszemu bratu, Kraków 1889, s. 124.[/przypis]. Wiemy, że był to ostatni paryski adres poety, który 30 października 1852 roku objął stanowisko bibliotekarza w Arsenale, a po niespełna trzech latach ruszył z Gare du Lyon na Wschód[przypis]Na ten temat zob. Andrzej Fabianowski, Paryż romantyków polskich. Mickiewicz, Słowacki, Chopin, Krasiński, Norwid, Łomża 1999, s. 21–22.[/przypis]. Szkoda, że córka Mickiewicza nie napisała więcej o tym, czy ojciec często przyglądał się z „zakratowanych do połowy okien”[przypis]Maria Gorecka, Wspomnienia o Adamie Mickiewiczu, s. 124.[/przypis] (z obawy przed wypadkiem) leniwie płynącej rzece, czy lubił chodzić wzdłuż jej brzegów. Możemy się jednak domyślać, że – podobnie jak inni uchodźcy – nie czuł się szczególnie związany z Sekwaną.

Paryska rzeka w oczach „polskich emigrantów” zgromadzonych w „knajpach na [jej] lewym brzegu” – pisze Krzysztof Rutkowski – nie była chyba zbyt urokliwa: „niektórzy z nich umrą na suchoty, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą, jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”[przypis]Krzysztof Rutkowski, Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach, Gdańsk 2008, s. 39.[/przypis]. Sekwana zmienia się tu w przerażającą kostnicę albo raczej staje się głównym bohaterem rubryki „Faits divers” w prasie: każdego dnia wyławia się z niej bowiem tych, którzy – z rozpaczy, zawiedzionej miłości czy powodów politycznych – postanowili odebrać sobie życie bądź stali się ofiarami przestępstwa. Rzeczywiście, Eric Kocher-Marbœuf podkreśla, że za czasów monarchii lipcowej (1830–1848) „przypadki utonięć odnotowywano niemal codziennie”[przypis]Eric Kocher-Marbœuf, Les avatars de la noyade au XXesiècle, w zbiorze: Corps submergés, corps engloutis. Une histoire des noyés et de la noyade de l’Antiquité à nos jours, red. F. Chauvaud, Paris 2007, s. 90.[/przypis], co sprawiło, iż w roku 1835 w departamencie Seine-Inférieure (dzisiejszy departament Seine-Maritime) powstał nawet specjalny „Urząd do spraw utonięć i uduszeń”.

Być może tego typu wieści sprawiły, że w latach czterdziestych XIX wieku spod pióra Mickiewicza wyszedł niedługi wiersz epatujący czytelnika czarnym humorem, a zatytułowany Żona uparta. Utwór zaczyna się jak prasowy artykuł: „Teraz tyle samobójstw, że czyhają straże / Nad rzeką”[przypis]Adam Mickiewicz, Wybór poezyj, opr. Cz. Zgorzelski, Wrocław 1997, t. II, s. 283.[/przypis]. Rzeką jest oczywiście Sekwana, a straże czyhają, by nie dopuścić do kolejnej katastrofy. Bezskutecznie jednak, ponieważ trafiają na „biedaka” szukającego żony pośród fal. Dramatyczna sytuacja przekształca się szybko w absurdalny dialog i konkluzję: „biedak”, szukając żony, biegł w złym kierunku, pod prąd; jeden z żandarmów tłumaczy mu zatem, że ciało spłynęło najprawdopodobniej w dół rzeki, więc trzeba się udać w drugą stronę. Odpowiedź wdowca potraktować należy z przymrużeniem oka:

„Boć to ciało – rzekł szukacz – było w życiu dziwne,
Zawżdy wszystkiemu przeciwne:
I domyślać się mam pewne powody,
Że popłynęło z rzeką przeciw wody”[przypis]Tamże, s. 284[/przypis].

Żadnego śmiechu czytelnik nie dosłyszy zaś w wierszu Cypriana Norwida Do Bronisława Z. (1879):

„Ty myśliłbyś, że z Paryża teraz do Ciebie piszę,
Tą przepłynionego Sekwaną, która co noc
Samobójstwo lub zbrodnię falami swymi
W płachty chłodne otula przy drżącym blasku gazu –”[przypis]Cyprian Norwid, Pisma wybrane, wybrał i objaśnił J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, t. I, Wiersze, s. 235.[/przypis].

Tekst Norwida to gorzkie podsumowanie życia, jakby poetycki testament pisany w Zakładzie Świętego Kazimierza, gdzie pisarz czuł się odtrącony, zapomniany. Pewnie dlatego wspomnienie Sekwany, której wody pełne są topielców, ma podwójne znaczenie. Po pierwsze, jest to – znane już z utworu Mickiewicza – odwołanie do powszechnie znanych faktów, do zdarzeń codziennie opisywanych w paryskiej prasie. Jednak, po drugie, jest to także jeden z obrazów końca, schyłku, które chyba opanowały wówczas wyobraźnię Norwida. Nie chcę przez to powiedzieć, że poeta myślał o samobójstwie, ale raczej: że wykorzystał nadsekwańskie historie do tego, by własną opowieść uczynić mroczniejszą, bardziej poruszającą. To zresztą zabieg bardzo popularny wśród polskich emigrantów osiadłych w Paryżu, w których oczach rzeczywista Sekwana często przemieniała się w rzekę śmierci płynącą przez nową Sodomę – jak w wierszu Paryż Juliusza Słowackiego:

„Patrz! przy zachodzie, jak z Sekwany łona
Powstają gmachy połamanym składem,
Jak jedne drugim wchodzą na ramiona,
Gdzieniegdzie ulic przeświecone śladem.
Gmachy skręconym wydają się gadem,
Zębatą dachów łuską się najeża.
A tam – czy żądło oślinione jadem?
Czy słońca promień? czy spisa rycerza?
Wysoko – strzela blaskiem ozłocona wieża.
Nowa Sodomo!”[przypis]Juliusz Słowacki, Wiersze. Nowe wydanie krytyczne, opr. J. Brzozowski, Z. Przychodniak, Poznań 2005, s. 78.[/przypis].

Podmiot liryczny w wierszu Słowackiego, tożsamy – dodajmy od razu – z autorem, spogląda na Paryż jako emigrant czuły na każdy sygnał przemian społecznych i politycznych. Dlatego zapewne utwór ten uznać można za poetycki bedeker prowadzący nas od zabytku do zabytku, choć szybko zaczynamy się orientować, że nie o przyjemność włóczęgi tu chodzi. Stawką jest raczej odczytanie krwawego i ukrytego między budynkami pisma historii. Stąd „Sekwany łono” tuli do siebie (tak jak w paryskim przysłowiu: „La Seine serre Paris à son sein”[przypis]„Sekwana tuli Paryż do swego łona” – w tłumaczeniu zanika instrumentacja głoskowa, niezwykle istotna w wersji francuskiej.[/przypis]) mroczne i gnijące miasto rewolucji – w podobny sposób ubogie, nadrzeczne dzielnice postrzegał Teofil Lenartowicz, który z pewną nostalgią rozpoczął wiersz Dwaj towiańczycy (1891) od następującego dystychu: „Na jednej z ulic nędznych za Sekwaną, / Dziś już tej pewno i nie ma ulicy”[przypis]Teofil Lenartowicz, Poezje. Wybór, wybrał i opr. J. Nowakowski, Warszawa 1968, s. 903.[/przypis]. Jednak w utworze Słowackiego oko polskiego uchodźcy okazuje się słabsze od nieustannej potrzeby nadawania znaczeń, poszukiwania paralel, które pomóc mają w zrozumieniu historii. Z tego powodu Sekwana przekształca się w wyobraźni poety w Eufrat – co jest oczywiście przywołaniem topiki znanej z biblijnego Psalmu 137:

„Tu dzisiaj Polak błąka się wygnany,
W nędzy – i brat już nie pomaga bratu.
Wierzby płaczące na brzegach Sekwany
Smutne są dla nas jak wierzby Eufratu.
I całej nędzy nie wyjawię światu...
Twarze z marmuru – serca marmurowe,
Drzewo nadziei bez liścia i kwiatu
Schnie, gdy wygnaniec złożył pod nim głowę,
Jak nad prorokiem Judy schło drzewo figowe”[przypis]Juliusz Słowacki, Wiersze. Nowe wydanie krytyczne, s. 80.[/przypis].

Emigrant znajduje zatem podobieństwo, pozwalające mu porównać własną sytuację do tej, która stała się udziałem narodu wybranego w niewoli. Tak jak izraelscy pieśniarze, Słowacki w symbolicznym geście (jakże często powtarzanym w poezji polskiej po 1795 roku[przypis]Na ten temat zob. Marek Nalepa, «Takie życie dziś nasze, gdy Polska ustaje...». Pisarze stanisławowscy a upadek Rzeczypospolitej, Wrocław 2002. Nalepa zwraca uwagę na ciekawy fakt: w biblijnym psalmie mowa o topolach, natomiast w tekstach polskich pisarzy stanisławowskich oraz romantycznych upowszechniły się płaczące wierzby – zapewne pod wpływem parafrazy Psalmu 137, która wyszła spod pióra J.U. Niemcewicza (zob. Marek Nalepa, «Takie życie dziś nasze, gdy Polska ustaje...», s. 78, 79.[/przypis]) zdaje się już odwieszać lutnię, bo nie może śpiewać na obcej ziemi, dla tych, którzy nie pojmą jego mowy. Nim jednak zapadnie całkowite milczenie, Sekwana raz jeszcze przemieni się w inną rzekę – w mitologiczny Styks:

„Ludzi nie dojrzysz... Lecz nad mgłami fali
Stoją posągi (gdzie płynie Sekwana),
Jakby się w Styksu łodzi zatrzymali
I przed piekła bramami we mgłach stoją biali...”[przypis]Juliusz Słowacki, Wiersze. Nowe wydanie krytyczne, s. 80–81.[/przypis].

W tej strofie Słowacki opisuje oczywiście Most Zgody, ozdobiony – dodaje poeta – „białymi posągami”[przypis] Tamże, s. 80.[/przypis]. Jednocześnie, z porażającą konsekwencją, kumuluje infernalne obrazy, by przekonać czytelnika, że spacer nad brzegami Sekwany to tak naprawdę spacer po najmroczniejszych zakamarkach historii.

Polscy emigranci zdecydowanie nadużywali porównań stolicy francuskiej do Babilonu, a co za tym idzie – Sekwany do Eufratu. W wierszu Kornela Ujejskiego zatytułowanym W Paryżu (1855) czytamy:

„Raz mnie burza młodości zaniosła daleko –
Aż do onego miasta, kędy ponad rzeką
Na zapłakanych wierzbach polskie harfy wiszą;
A w ich cieniu harfiarze siedzą i kołyszą
Głowy w dłoniach wyschniętych”[przypis]Kornel Ujejski, Poezje, Lipsk 1866, t. II, s. 156.[/przypis].

Harfiarze Ujejskiego, jakby skamieniali w melancholijnych pozach, pozostają zupełnie nieczuli na wezwania współwygnańców, domagających się od nich pieśni, która niosłaby pokrzepienie. Bogdan Burdziej słusznie podkreśla, że poeta dokonał w przywołanym utworze swoistej „modyfikacji psalmicznego toposu”[przypis]Bogdan Burdziej, Super flumina Babylonis. Psalm 136 (137) w literaturze polskiej XIX–XX wieku, Toruń 1999, s. 158.[/przypis]: 1) „płaczące wierzby” zastąpił „zapłakanymi wierzbami” (przez co nazwa gatunkowa drzewa zyskała na konkretności, została niejako udosłowniona); 2) zamiast sformułowania „harfy zawiesiliśmy”, noszącego znamiona dramatycznej decyzji, pojawił się suchy opis, komunikat: „harfy wiszą”; 3) wreszcie – konflikt nie rozgrywa się między wrogimi stronnictwami, ale wybucha między członkami tej samej grupy (to współwygnańcy żądają od harfiarzy pieśni). Zamiast śpiewać lub grać, harfiarze popadają jednak w coraz głębsze milczenie, nic nieznaczące w zgiełku wielkiego miasta:

„Podnieśli tylko oczy łez pełne – i znowu
Każdy z nich zakamieniał ku wodzie nachylon...
Nad nimi wre i huczy szalony Babilon”[przypis]Tamże, s. 156.[/przypis].

Emigranckiego smutku, co zrodził się nad Sekwaną, nie kryje też Lenartowicz w wierszu Na Kolumnę Wandomską w Paryżu (1854):

„Więc nad Sekwaną przechadzam się smętny,
Na wpół umarły między żyjącymi,
I wokół siebie rzucam wzrok niechętny,
Jak duch bez nieba – albo człek bez ziemi,
I dziwne myśli snują się po głowie”[przypis]Teofil Lenartowicz, Poezje. Wybór, s. 246.[/przypis].

Utwór Lenartowicza to gorzkie rozliczenie z mitem Napoleona, który nie potrafił uwolnić się od zgubnej dumy i pychy, grzebiąc tym samym polskie aspiracje do wolności i politycznej niezawisłości. Wody Sekwany są w tym przypadku akuszerką ponurych rozmyślań politycznych oraz historiozoficznych.
Wiele lat później Lenartowicz powrócił do podobnych refleksji w poemacie Wieża Eiffel (1890), niemal wieszcząc upadek świata, którego symbolem stała się Wystawa Światowa z roku 1889 wraz ze specjalnie wówczas wybudowaną bezduszną wieżą z żelaza, będącą zarazem ostatnim sygnałem wielkości Francji:

„Z brzegów Sekwany, w której fale mętne
Chylą się wierzby jak wdowy płaczące,
Pozornej naszych dni wielkości wstrętne,
Potworna wieża wystrzela na słońce”[przypis]Tamże, s. 899.[/przypis].

Po ironicznych peanach na cześć „boga nowego świata – Elektryczności”[przypis]Tamże, s. 900.[/przypis], Lenartowicz sięga po dobrze już znany topos, opisując wody Sekwany jako „fale Eufratu”[przypis]Tamże, s. 899.[/przypis] i porównując budowniczych wieży Eiffla do tych, którzy wznieśli wieżę Babel. Na zakończenie poeta dorzuca jeszcze wymowną skargę:

„Burza i lament, a śród łez i krzyków
Nie struny harfy, słyszę brzęk srebrników”[przypis]Tamże, s. 902.[/przypis].

A zatem i tutaj milczą poeci, choć głos zamarł im w gardłach nie z powodu wypędzenia, tułaczki i smutku, ale został zagłuszony przez powszechny zgiełk metropolii oraz „brzęk srebrników”, za które ludzie sprzedali dusze diabłu cywilizacji. Nie jest to jedyny przykład radykalnego antyurbanizmu poety wywodzącego się z romantycznych kręgów; antyurbanizmu, dodajmy, który owocuje tym, że autor nie widzi już miejskiego krajobrazu – patrzy nań raczej przez pryzmat wyraźnie wartościujących metafor mających swe źródło w biblijnym psalmie.
Można by zatem powiedzieć, że Sekwana, na którą spoglądali polscy poeci i emigranci, miała dwa oblicza. Pierwsze z nich to oblicze rzeki płynącej przez metropolię, wielką europejską stolicę – oblicze rzeki mętnej, brudnej, pełnej topielców. Drugie oblicze Sekwany wiąże się z tym, że w oczach uchodźców z łatwością przemieniała się ona w mitologiczne i biblijne rzeki. W tym przypadku trudno byłoby mówić o jakiejś (choćby elementarnej) wrażliwości na obcy krajobraz – polscy poeci zastępują raczej porządek tego, co widziane, tym, co podpowiada im tradycja; szukają analogii dla stanu, w jakim się znaleźli, i dlatego zapewne chętniej widzą w Sekwanie Styks oraz Eufrat niż Sekwanę właśnie.</document>
<document nplp_id="1710" title="Hrubieszów" slug="hrubieszow">Między zaroślami, wydmami piaszczystymi i pastwiskami, w jakie obfituje okolica hrubieszowska, należąca jednak do najżyźniejszych okolic Polski, wznosi się starożytne miasto Hrubieszów (Rubieszów, Rebesovia), niegdyś starościańskie, dziś powiatowe, nad rzeką Huczwą położone. Władysław Jagiełło przywilejem nadanym w roku 1400 zamienił wieś królewską Rubieszów na miasto; w owym czasie znajdował się tam zamek. Kazimierz Jagiellończyk w roku 1549 uczynił fundusz na utrzymanie ubogiego dotąd kościoła, a w 1475 po spaleniu Chełma dozwolił katedrę biskupią tu przenieść, która jednak wkrótce (w 1490) za staraniem Macieja nominata chełmskiego do Krasnegostawu wyprowadzoną została[przypis][Przyp. autora: Baliński, Starożytna Polska]. Zob. Michał Baliński, Tymoteusz Lipiński Starożytna Polska pod względem historycznym, geograficznym i statystycznym opisana przez... T. 1-3. 1843-1846. Publikacja, korzystająca z wcześniejszego opracowania T. Święckiego Opis starożytnej Polski . T. 1-2. 1816, szybko się rozeszła i zniknęła z rynku. Dostępne jest jej drugie wydanie, poprawione i uzupełnione przez F. Martynowskiego. T. 1-4. 1885-1886. O Hrubieszowie s. 934-946 (w tym wydaniu)[/przypis]. Zygmunt I nadał temuż miastu kilka przywilejów. Żydzi hrubieszowscy otrzymali w roku 1578 od króla Stefana wielkie swobody, uwolnił on synagogę ich od wszelkich ciężarów, pozwolił budować się, trudnić się rzemiosłami, handlować, i w ogóle nadał wszelkie prerogatywy obywatelom hrubieszowskim służące[przypis][Przyp. autora: Tamże][/przypis].

Nie rozwijał się jednak Hrubieszów tak szybko, jakby przy takich dobroczynnych przywilejach powinien był to uczynić, pozostał o wiele poza innymi grodami, które świetniejszą postać przybrały. Nie ujrzysz tu żadnych okazałych gmachów ani nawet ruin po tychże, odznaczających się albo wielkością, albo godną uwagi strukturą, nie ma ani wiele, ani pięknych kościołów, jedynie odznacza się kościół z klasztorem dominikanów, obdarzony przywilejami królów na pobieranie różnych dochodów wspierających go w ubogim jego stanie, oraz cerkiew greko-unicka z początku naszego stulecia. Dziś nawet oprócz kilku rządowych zabudowań całe miasto nie posiada żadnego gmachu mogącego nazwać się ozdobą miasta, godne tyko uwagi: biuro naczelnika powiatu stojące na miejscu, na którym niegdyś wznosiło się mieszkanie starostów hrubieszowskich w XVI wieku, szpital powiatowy św. Jadwigi, fundowany w roku 1858 kosztem obywateli, szpital Izraelitów w roku 1844 wystawiony wyłącznie ze składek tutejszych starozakonnych, dwa domy przytułku dla starców i kalek, szpital św. Edmunda, szkoła powiatowa o 5 klasach w gmachu przy kościele parafialnym, nowo wzniesiony dom na szkołę elementarną i kilka domów zajezdnych. Wspomnieć tu także należy o budującej się pysznej, murowanej synagodze w miejsce dawnej drewnianej z roku 1578, która również przyczyni się do ozdoby miasta[przypis]Synagogę wzniesiono dzięki ofiarności miejscowych Żydów (1874); zbiórka trwała kilka lat. W korespondencji nadesłanej do pisma „Jutrzenka” (1863, tu tekst nr 2) autor odnotował finansową pomoc ojca, Hersza Goldszmita przy jej budowie. Szpital Izraelitów (dla 40-50 chorych), istniejący od 1844, utrzymywany był ze składek członków gminy; nie dostawał stałych funduszy od władz miejskich. Hersz Goldszmit, zatrudniony tam jako lekarz od 1848, apelował do ludzi dobrej woli o zwiększenie datków (w korespondencji z 1865, zamieszczonej w hebrajskojęzycznym piśmie „Hamagid”, wychodzącym w Ełku). Szpital św. Edmunda, wybudowany mniej więcej w tym samym czasie co szpital św. Jadwigi, później zmienił nazwę na szpital św. Aleksandra Newskiego, w 1881 roku odnowiony na koszt Hrubieszowskiego Towarzystwa Rolniczego. — Dwa przytułki dla starców: jeden, św. Ducha, wystawiony około 1803, drugi, założony przez Jana III Sobieskiego przy cerkwi św. Mikołaja, przeznaczone były dla chrześcijan; w sierpniu 1905 roku, w setną rocznicę urodzin Hersza Goldszmita, odbyła się uroczystość otwarcia przytułku im. małżonków Goldszmitów dla dziesięciu starców płci obojga wyznania mojżeszowego. — Szkoła powiatowa (progimnazjum) składała się początkowo z trzech klas, później doszła czwarta (utrzymywana częściowo z legatu Stanisława Staszica); klasa piąta była klasą przygotowawczą. — Szkół elementarnych, przeznaczonych dla dzieci wszystkich stanów i wyznań, było w ówczesnym Hrubieszowie (1862) dwie: dwuklasowa męska (56 uczniów, w tym 17 katolików i 39 prawosławnych) i żeńska (29 uczennic, 8 katoliczek, 15 prawosławnych, 6 Żydówek), trzecia mieściła się na przedmieściu. Na ich utrzymanie pewną sumę przeznaczało Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie. Później powstawały też w mieście oddzielne żydowskie szkoły elementarne. — Cerkiew św. Mikołaja zbudowano w 1808 ze składek parafian i przy udziale miejscowego dziedzica. Później (1873) kosztem rządu wzniesiono drugą cerkiew: Najświętszej Marii Panny. Kościół wyznania rzymsko-katolickiego był wówczas tylko jeden — przy dawnym klasztorze dominikańskim; kościół farny, grożący upadkiem, rozebrano, trzy dawniejsze parafie włączono do cerkwi. W 1862 roku miasto Hrubieszów liczyło 6181 mieszkańców, w tym 3605 Żydów. Żydzi osiedlali się w Hrubieszowie od XV wieku. Dzięki wstawiennictwu starosty Stanisława Tęczyńskiego, otrzymali od królów przywileje zrównujące ich w prawach z chrześcijańskimi obywatelami miasta. Dzielnica żydowska (na zachód od rynku) powstawała stopniowo po zniszczeniach spowodowanych najazdem Chmielnickiego, Kozacy spalili wówczas synagogę, szkołę oraz znajdujące się w centrum domy i sklepy żydowskie. W XVIII i XIX wieku Żydzi pomogli odbudować miasto, wywierali duży wpływ na jego gospodarkę, skupiali w swoim ręku znaczną część handlu i rzemiosła. Od początku XIX wieku silne było środowisko chasydzkie.[/przypis].

Nic dziwnego, że Hrubieszów wznieść się nie mógł, bo aż dotąd odcięty od stron ludniejszych i więcej handlowych nawet nie cieszy się wygodnymi drogami komunikacyjnymi. Mała rzeczka Huczwa wpadająca do Bugu jest jedyną, lichą tylko drogą spławu produktów rolnych, a droga na osi przez ziemie gliniaste i błotniste przez znaczną część roku zupełnie nieprzystępna, miasto więc, dla którego zamknięte są drogi handlowe, zbyt powoli tylko wznosić się może, jeżeli tylko od upadku nawet ochronić się jest w stanie.

I przemysł nierównie słabo się tu rozwinął, chociaż dosyć się tu znajduje rzemieślników, którzy się łączą w stowarzyszenia, czyli cechy. Jest tu cech kowalski, szewski, blacharski, siodlarski, a szczególniej dość obszernie rozwijający się cech kuśnierski, posiadający przywileje Władysława IV i Jana Sobieskiego.

Do najświetniejszych czasów Hrubieszowa należy epoka, w której własność ta królewska nabytą została przez Stanisława Staszica, prezesa Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Słynie mąż ten do dnia dzisiejszego z dobroczynnych swych dzieł, które w tak zwanej swojej rzeczypospolitej hrubieszowskiej rozwijał[przypis][Przyp. autora: Bartoszewicz, Historia Literatury Polskiej]. Zob. Julian Bartoszewicz Historia literatury polskiej potocznym sposobem opowiedziana, 1861. Wyd. 2, powiększone. T. 1-2, 1877. O Staszicu s. 115-117 w tym wydaniu.[/przypis]. Związał on w nią całe gminy dóbr swoich, które kupił za własne oszczędności. Tam zwolennik reform, szczególną zwracał uwagę na lud wiejski i dbał o jego dobrobyt, a to co w broszurach swoich światu ogłaszał, tutaj w czyn zamieniał. Założył on tu Towarzystwo Rolnicze, którego prezesem mianował barona Grothus, kancelarię urządził we wsi Djakonowie o pół mili od Hrubieszowa, a zanominowany przez niego około roku 1824 chirurg Abraham Arzt do niesienia ulgi włościanom dóbr Hrubieszowskich, pełnił tę funkcję aż do roku 1863. Z zapisu uczynionego na utrzymanie jednego ucznia niezamożnych rodziców korzysta dziś pan A. B., uczeń wydziału medycznego Szkoły Głównej Warszawskiej[przypis]O Stanisławie Staszicu zob. broszurę autora Dobroczyńca, jakich mało. Ksiądz Stanisław Staszic jako filantrop i mąż stanu. Szkic biograficzny. Warszawa 1881. Prwdr. Kilka słów o Stanisławie Staszicu z powodu 50-cioletniej rocznicy jego zgonu. „Gazeta Lubelska” 1876 nr 22, 23, 25. Od początku jego istnienia stanowiska prezesów piastowała dziedzicznie rodzina Grotthusów (kolejno Józef, Krzysztof, Edward i Gustaw) aż do roku 1885, kiedy to intrygi położyły temu kres. — Na ślad Abrahama Arzta (Arcta?), chirurga, nie udało się natrafić, podobnie jak na beneficjenta Staszicowego zapisu.[/przypis].

F. M. Sobieszczański w artykule o Hrubieszowie w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wspomina o odprawionym w rocznicę śmierci Staszica (†1826) kosztem całej hrubieszowskiej gminy wspaniałym nabożeństwie i uważa to za objaw synowskiej wdzięczności[przypis]Franciszek Maksymilian Sobieszczański (1814-1878), historyk, w Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda redagował dział geografii, archeologii i bibliografii pisarzy polskich. — Wymieniona encyklopedia wychodziła w latach 1859-1868, liczyła 28 tomów (później ukazały się jeszcze trzy jej edycje — różniące się między sobą i skrócone). Była to pierwsza nowoczesna polska encyklopedia, wydawał ją znany księgarz i wydawca Samuel Orgelbrand (1810-1868), potem — jego synowie. Pracowało przy niej 181 uczonych, zawierała liczne i obszerne hasła judaistyczne. W haśle o Hrubieszowie (t. XII, 1863, s. 220-224) wspomina się o corocznym dziękczynnym nabożeństwie odprawianym w rocznicę śmierci Staszica na koszt gminy.[/przypis].

Hrubieszów jest miejscem urodzenia Abrahama Szterna (1769) wynalazcy machiny artymetycznej, wózka topograficznego i wielu innych, autora kilku rozpraw naukowych, byłego dyrektora szkoły rabinów w Warszawie, zmarłego tamże w roku 1842[przypis]Abraham Stern (Sztern, 1769-1842), matematyk–samouk i wynalazca, pradziadek Antoniego Słonimskiego. W Hrubieszowie, gdzie się urodził, terminował u zegarmistrza. Zainteresował się nim Stanisław Staszic. Pomógł mu w przeprowadzce do Warszawy i dalszej pracy naukowej. Najważniejszym jego wynalazkiem była stale udoskonalana maszyna licząca. Polski uczony tak przedstawił dokonania Sterna na forum Towarzystwa Przyjaciół Nauk (7 stycznia 1813 roku): „Z lubelskiego miasta Hrubieszowa mieszkaniec starozakonnego wyznania, Abraham Stern, od wielu lat pracując nad wynalazkiem machiny rachunkowej, która by wszystkie cztery działania arytmetyczne ziszczała, machinę tę ukończył i pod rozwagę Towarzystwa poddał”. Z poręczenia Staszica Stern brał udział w posiedzeniach Towarzystwa, został też jego czynnym członkiem (1830). Mianowany dyrektorem warszawskiej Szkoły Rabinów, nie podjął jednak obowiązków i wkrótce zrzekł się stanowiska. Pełnił liczne funkcje w instytucjach zajmujących się szkolnictwem i sytuacją prawną Żydów (Dozór Szkół Elementarnych, Izba Doradcza Komitetu Starozakonnych i inne). Publikował rozprawy, m.in. napisał pięć traktatów religijnych po polsku, tworzył też wiersze po hebrajsku (w większości niewydane). Pozostał wierny ortodoksyjnemu środowisku, z którego wyszedł, a zarazem uważał Polskę za kraj rodzinny, sprzyjał wskazaniom Haskali, żył w niedostatku. Był pierwszym emancypującym się Żydem znanym i docenianym w nieżydowskim otoczeniu.[/przypis].

Nie znajdziemy nigdzie wzmianki o dość obszernym murowanym domu stojącym w środku miasta, w połowie rozwalonym, który, jak wnosić z licznych izb i obszernych piwnic należy, musiał mieć swoje historyczne znaczenie. Niedawno w piwnicach tych znaleziono znaczną ilość opleśniałych butelek pełnych wybornego wina.

W końcu prostujemy błąd niektórych autorów Jeografii, jakoby w Hrubieszowie była niegdyś drukarnia. Otóż Hrubieszów jak posiadał, tak i obecnie posiada prywatną drukarnię[przypis]O drukarni w ówczesnym Hrubieszowie wspomina Sobieszczański w t. XII Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda. Trudno stwierdzić, jaką publikację wymienia autor w poprzednim zdaniu. Wielotomowy Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, którego tytuł najbardziej by tu pasował, ukazywał się na rynku dopiero od 1880 roku.[/przypis].

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1713" title="[Bractwa charytatywne w&amp;nbsp;Hrubieszowie]" slug="hrubieszow-dnia-15-lipca-1868-roku-w-rubryce-korespondencja">[W rubryce: Korespondencja]

Hrubieszów, dnia 15 lipca 1868 roku

Przyrzekłem wam coś napisać z rodzinnego mojego grodu, więc... piszę. Ale z tej mojej korespondencji nie sądźcie, byście się dowiedzieli o jakichś nowinkach, o rzeczach wagi donioślejszej choć nieco, o sprawach tego rodzaju, że zainteresować by one mogły ogół czytelników Waszych. Jeżeli tak choć na chwilę sądziliście – to wam oświadczam z góry zaraz otwarcie, żeście się grubo zawiedli. Korespondencja bowiem będzie tak ubogiej treści, jak biedną jest cała izraelska gmina; będzie tak jednostajnie-monotonną, jak monotonnym jest żywot małego miasteczka w dzień sobotni lub świąteczny; zwłaszcza kiedy nużąca prawie spokojność miejska jest przedstawicielką letargicznego niejako jej uśpienia umysłowego(!).

Jak biedną jest tutejsza gmina posłużyć dowodem może ta okoliczność, że kiedy jeszcze w roku 1863 w miejsce starej, walącej się jeszcze synagogi – która kilka przetrwała wieków – wznosić poczęto nową, samą już konstrukcją i okazałością przewyższyć mającą swą poprzedniczkę, i kiedy według pierwotnego planu ofiarodawców-założycieli budowa jej po niespełna dwóch latach ukończoną być miała – o czym pisałem w numerze 39 Jutrzenki z roku 1863 – po dziś dzień zaledwie całkowity fundament i parterowe okna wykończone zostały. Powodem tak wielkiego z ukończeniem budowy ociągania się jest szczupły zasób funduszów, który ma swoje źródło w niezamożności składkodawców.

Wolę wam przeto pokrótce skreślić działalność na polu dobroczynnym, na niwie miłości bliźniego tutejszej gminy współwyznawców naszych, opierając się na tym, co mędrcy nasi w Misznie, traktacie Pe’ah w rozdziale pierwszym, powiadają: „...Te są uczynki, z których człowiek korzysta w doczesnym, a głównej za nie zasługi dopiero w przyszłym używa życiu, mianowicie: czczenie rodziców, pełnienie dobroczynności itd.”[przypis]Miszna (hebr. powtórzenie), zbiór traktatów religijnych, podstawowa część Talmudu ułożona ok. 200 roku n.e. W sześciu podstawowych rozdziałach (porządkach) rozwija się tu wywiedzione z Biblii przepisy moralne i kultowe, interpretuje reguły prawa cywilnego i karnego. Traktat Pea’h (dosłownie: róg, w sensie kawałka pola, z którego zbiory przeznacza się dla najuboższych) składa się z ośmiu rozdziałów i mieści się w pierwszym porządku, czyli Zeraim (Nasiona).[/przypis].

Pominąwszy już liczne cierpiącej ludzkości przysługi świadczący szpital, z dobroczynnych przed laty kilkunastu dopiero wzniesiony składek – a szczegółowy opis którego, zasłużonego na polu literatury hebrejskiej pióra doktora Goldszmita, pomieszczonym niedługo zostanie w historii szpitali w Królestwie, wydawanej przez redakcję „Gazety Lekarskiej” i Biblioteki Umiejętności Lekarskich[przypis]Na wspomniany artykuł Hersza Goldszmita nie udało się natrafić. Możliwe, że miał się on znaleźć w zbiorowej publikacji „Gazety Lekarskiej” pt. Rys historyczno-statystyczny szpitali i innych zakładów dobroczynnych w Królestwie Polskim. Warszawa 1872. T. 1-2, na co wskazywałaby zawartość publikacji. — „Gazeta Lekarska. Pismo tygodniowe poświęcone wszystkim gałęziom umiejętności lekarskiej, farmacji i weterynarii” wychodziła w latach 1868-1913 w Warszawie (z przerwami), współtwórca i pierwszy redaktor Henryk Łuczkiewicz. — „Biblioteka Umiejętności Lekarskich”, seria prac z dziedziny medycyny, wydawana z inicjatywy „Gazety Lekarskiej”.[/przypis] – istnieje jeszcze przy tym w łonie gminy naszej kilka bardzo użytecznych bractw[przypis]Bractwa, czyli stowarzyszenia dobroczynne, istniały w każdej gminie, miały różne nazwy i różnorakie cele, ich wielkość i liczba zależały od zamożności danej gminy. Oprócz bractw wymienionych w artykule, ważną rolę odgrywało bractwo szkolne (tzw. Talmud Tora), troszczące się o szkółki religijne dla biednych dzieci (zwane także Talmud Tora). Utrzymywały się ze składek, darowizn, opłat za wykonywane usługi, itp. W publicystyce „Jutrzenki” i „Izraelity” poświęcano im sporo miejsca, powoływano się przy tym na nauki talmudystów: „ktokolwiek rękę wyciąga, temu jałmużnę dawać należy”. Nie stroniono też od krytyki i domagania się reform (zob. np. H. Nussbaum Obraz dobroczynności Gminy Starozakonnych w Warszawie. „Jutrzenka” 1862, nr 2, czy Urządzenie konsystorza żydowskiego w Polsce. XIII. Bractwa. Tamże, 1862 nr 50).[/przypis]. Ważniejsze z nich wyszczególniam:

Bractwo tak zwane święte (Chewra kdosza), którego główne zadanie – przybywanie na pomoc każdemu potrzebującemu, przynoszenie ulgi cierpiącej ludzkości, wspomaganie obcych, do miasta naszego trafem zabłąkanych, oraz podawanie sposobu zarobkowania pracować chcącym współbraciom. Członkowie tego bractwa za świętą niemniej poczytują sobie powinność wspieranie jałmużną łaknących, a nieprzywykłych do wyciągania publicznie ręki; pomoc ta jednak w taki sposób podawaną bywa, aby niczym nie obrazić honoru biednego. Częstokroć sam, że się tak wyrażę, pacjent nie wie, skąd mu w chwili najkrytyczniejszej pomoc niespodziana przyszła.

Bractwo opatrywania chorych (Bykur cholim), powołaniem którego jest pielęgnowanie chorych członków gminy i opatrywanie ich żywnością. Górującym nad wszystkie inne faktem w przechowanych tradycjonalnie statutach bractwa tego jest to, że każdy z jego członków, w chwili potrzeby, kolejno, czuwać musi noc całą przy łóżku chorego, a od tego moralnego obowiązku najważniejsze nawet przeszkody z trudnością uwalniają.

Bractwo pogrzebowe Hałwojath hameth, celem którego – wyprawiać własnym kosztem, tj. z zebranych na ten cel od gminy składek, ubogiemu umarłemu pogrzeb i udzielenie potrzebnych na ten smutny obrządek ubrania i szat pośmiertnych. Ponieważ zaś wedle ustaw zakonu familia zmarłego siedem dni żałoby (sziwa) odbywać musi, w których zagrodzonym jej jest zarobkowanie, zasila się przeto familię zmarłego wsparciem pieniężnym, by ją od niedostatku przez ten czas uchronić. Towarzyszy tej pomocy materialnej nie mniejszej wagi religijna pociecha, która się w odwiedzaniu familii zmarłego w pierwszych dniach żałoby (Nychum a welim) – objawia.

Sądzę, że poznanie tego rodzaju stowarzyszeń daleko większą duchową przyjemność sprawić może nawet i ziomkom chrześcijanom, aniżeli obrzucanie błotem rzeczy świętością dla każdego prawego Izraelity będących, a o których najmniejszego się nie ma pojęcia, jak tego świeżo przykład mieliśmy w ogłoszeniu przez panią Aleksandrę Marczewską bezcelowej i rażącej jawną niewiadomością opisywanego przez nią przedmiotu broszurki Wyjątek z powieści pn. „Żyd chrześcijanin”, o której sąd bardzo słuszny i sprawiedliwy wydaliście w numerze 26 pisma Waszego za rok bieżący[przypis]Aleksandra Marczewska, wymieniona przez autora wśród współpracowników „Gazety Lubelskiej” (Rachunki za rok ubiegły 1878. Kronika lubelska, „Kalendarz Lubelski na rok 1879”). Wspomniana broszura zawierała fragment jej niepublikowanej powieści poświęconej sprawom żydowskim (w całości powieść nie ukazała się w druku). Autor cytowanego artykułu w „Izraelicie” (prawdopodobnie Samuel Peltyn) zarzucił autorce rażącą nieznajomość Żydów i ich religii oraz uprzedzenia wobec nich (Kilka słów o wyjątku z powieści p. Aleksandry Marczewskiej. 1868 nr 26).[/przypis].

Na zakończenie niniejszej mej korespondencji poczytuję sobie za obowiązek podzielić się z wami zapewne nie wszystkim znaną wiadomością, że autor francuskiego dzieła O Franku i frankistach, pan J. Kalmanson, na które kilkakrotnie w ciekawej i zajmującej rozprawie: Frank i frankiści według nowszych źródeł w „Izraelicie” pomieszczanej powoływaliście się, a nawet i cytowali dość obszerne z niego wyjątki – jest synem byłego rabina miasta Hrubieszowa. Byłoby wielce pożądanym, aby biografia tego zasłużonego pisarza, w żadnym z pism krajowych po dziś dzień nieogłoszona – w piśmie Waszym pomieszczoną została[przypis]Jakub Calmanson (Kalmanson, 1722-1811), jeden z pierwszych zwolenników Haskali w Królestwie Polskim, urodził się w Hrubieszowie, ojciec był rabinem w tym mieście. Wszechstronnie wykształcony, służył wiele lat jako lekarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, brał też udział w pracach nad reformą statusu prawnego ludności żydowskiej. Pozostawił obszerne dzieło w języku francuskim, przełożone na polski pt. Uwagi nad niniejszym stanem Żydów polskich i ich wydoskonaleniem, Warszawa 1797. W rozdziale pierwszym znajdziemy tam obszerny fragment o religii żydowskiej, m.in. o karaimach, chasydach, frankistach (osobnego dzieła o frankistach nie napisał). — Przywołana wyżej rozprawa to praca Aleksandra Kraushara Frank i frankiści. Szkic historyczny według nowszych niemieckich źródeł. „Izraelita” 1868 nr 16, 18-27. Nie była to jedyna w piśmie publikacja poświęcona sektom w judaizmie; pojawiało ich więcej, odzwierciedlały zainteresowanie periodyku historią żydowską. — Życiorys Kalmansona nie ukazał się w nim jednak.[/przypis].

Łączę przy tym z oddali życzenie powodzenia w nowym półroczu zasługującemu na nie jedynemu organowi Żydów naszych.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1714" title="Listy z&amp;nbsp;prowincji do&amp;nbsp;Redaktora „Izraelity”. VI" slug="listy-z-prowincji-do-redaktora-izraelity-vi">Lublin, dnia 5 lutego 1876 roku

&amp;nbsp;

Treść: „Opis Lublina”, przez Władysława K. Zielińskiego. – Statystyka żydowskich zakładów rzemieślniczych i przemysłowych w Lublinie. – Parę wniosków praktycznych z owego wykazu statystycznego.

Pan Władysław K. Zieliński, współpracownik pism warszawskich i historyk tutejszego grodu, wydał świeżo dziełko pn. Opis Lublina, jako przewodnik dla zwiedzających miasto i jego okolice, z planem miasta[przypis]Władysław Kornel Zieliński (1836-1895), pisarz, nauczyciel w prywatnej szkole realnej. Ogłaszał w prasie (w „Kurierze Lubelskim”, w „Echu”) wiele artykułów odnoszących się do przeszłości Lublina, prócz tego pisał powieści i opowiadania historyczne, wydał także wspomnienia z podróży po Europie. Wymieniona publikacja to: Opis Lublina jako przewodnik dla zwiedzających miasto i jego okolice. Lublin 1876. Zieliński wydał też Monografię Lublina, t. 1: Dzieje miasta Lublina. Lublin 1878; na tom 2. nie udało się natrafić, podobnie jak na dodatkowy tom 3, wspomniany przez Goldszmita w innej korespondencji pod nazwą „Dyplomatariusz”. W kalendarzu familijnym „Warszawianin” (na rok 1882) Jakub Goldszmit opublikował szkic biograficzny autorstwa Zielińskiego o lwowskim lekarzu i filantropie Mojżeszu Bajzerze.[/przypis]. Potrzeba takiego przewodnika dawno już u nas czuć się dawała, tym bardziej zaś obecnie, w przeddzień niejako otwarcia kolei nadwiślańskiej[przypis]Kolej w Lublinie uruchomiono 17 sierpnia 1877 roku. Była to tzw. kolej nadwiślańska, połączenie Lublina z Warszawą oraz Kowlem.[/przypis], która połączy nas z całym ucywilizowanym światem. Wydawnictwo, o którym mówimy, w zupełności jest na swoim miejscu. Z drugiej znowu strony Lublin tak pod względem położenia swego, jak niemniej i dla swej przeszłości, zupełnie zasługuje na to, aby liczni przejezdni powierzchownie chociaż z dziejami jego i z historycznymi pamiątkami się zapoznali. Może też i dla czytelników Waszego pisma, nie bez interesu będzie wiedzieć, że Lublin jest miejscem urodzenia wielu sławnych ludzi, jak na przykład Franciszka Fioł (zwanego Veil, Swejbold), który roku 1491 był drukarzem w Krakowie, Günzburga, lekarza-Żyda, około roku 1680, Pegassiusa Bernarda, dominikanina, Walentego Lubelczyka, lekarza, około roku 1545, Aarona z Lublina, lekarza za Zygmunta III, ks. Samuela z Lublina, dominikanina, że w czasach ostatnich ujrzał tu światło dzienne sympatyczny i nieodżałowany, a ociemniały w następstwie poeta Wincenty Pol[przypis]Wincenty Pol (1807-1872), poeta, uczestnik powstania listopadowego, autor cyklu Pieśni Janusza, 1835, poświęconego walkom powstańczym, zbioru Pieśń o ziemi naszej, 1843, z poetyckimi opisami regionów Polski, poematu Mohort, 1855, o kresowym rycerzu — obrońcy ojczyzny i wiary. Poeta urodził się w Lublinie, w 1868 roku dotknęła go ślepota (po dłuższej chorobie oczu).[/przypis]; i że oprócz tych znakomitych ludzi, stale w Lublinie przemieszkiwało mnóstwo sławnych uczonych. Mimo to wszystko, książeczka ta nie kwalifikowałaby się bynajmniej do wzmianki w „Izraelicie”, gdyby pan Zieliński nie był w niej skrzętnie i ze znajomością rzeczy zebrał tego wszystkiego, co się do Żydów tutejszych lub też ich pamiątek odnosi. Obok tedy arcysmutnego wspomnienia w historii Lublina w roku 1656, w którym to roku, jak wiadomo, Chmielnicki z Kozakami obiegłszy Lublin, palił i niszczył przedmieścia jego, ściągnąwszy nadzwyczajny okup – znajdujemy w Opisie wzmiankę o wznoszącej się tuż pod Zamkiem Lubelskim, czyli pod Grodem przy ulicy Jatecznej, wielkiej synagodze, wymurowanej jeszcze w roku 1683 przez Jelenia Doletorowicza, za pozwoleniem króla Władysława IV. Synagoga ta po owym nieszczęsnym a znanym powszechnie wypadku pożaru w sam dzień Jom-Kipur, w czasie którego setki osób życie postradało, roku 1858 na nowo przebudowana, przedstawia się nam obecnie jako bardzo ładny gmach w nowożytnym stylu, gdyż cechy starożytności są tu zatarte. W świątyni tej znajdują się różne napisy w języku hebrajskim, oraz piękny ołtarz, w którym przechowywane są liczne rodały. Synagogę tę, jako jednę z piękniejszych w kraju, warto zwiedzić[przypis]Synagoga w Lublinie przy ul. Jatecznej, tzw. Wielka Synagoga — Maharszala, wybudowana w stylu renesansowym, kilkakrotnie niszczona w pożarach i katastrofach, odbudowana w drugiej połowie XIX wieku.[/przypis]. Stąd przez ulicę Jateczną i most na Czechówce wychodzi się poza obręb miasta; a idąc dalej drogą pomiędzy łąkami, zbliżamy się – podług przewodnika – do starożytnego muru okalającego stary kierkut, przywilejem z roku 1554 lokowany na górze zwanej Grodzisko, a darowanej w tym celu Izraelitom przez Tęczyńskięgo. Na kierkucie tym znajdują się pomniki nadzwyczaj stare, na których napisy są już zupełnie zatarte, oprócz na jednym: rabina Jakóba Lewity (z roku 1541). Na drodze ku Kalinowszczyznie widzimy na prawo szpital starozakonnych, w wzorowym porządku utrzymany.

W Przeglądzie życia społecznego lublinian, pan Zieliński kładzie nacisk na to, że ludność lubelska (w większej połowie) izraelska, zapobiegliwa, owładnąwszy prawie całym handlem i rozporządzająca znacznymi kapitałami, nie zlała się jeszcze tak z ludnością chrześcijańską, aby nie stanowiła odrębnej społeczności. A nadto, solidarnie złączona między sobą, wzięła przewagę nad chrześcijanami i w ogóle szalę handlu i zysków na swą stronę przechyliła, tak że kupcy i przemysłowcy chrześcijanie nie mogą im jeszcze dorównać. Stara to śpiewka na rozmaite warianty obrabiana, której tu ani zbijać, ani inaczej dowodzić nie będziemy, odkładając to na później. Zaznaczymy tylko jeszcze, iż mówiąc o bardzo w Lublinie rozwiniętym lichwiarstwie, z powodu którego stan biedniejszy niemający dostatecznych zasobów popadłszy w ręce lichwiarzy, z tychże wydobyć się nie może i brnie coraz dalej, czego naturalnym wynikiem jest upadek dobrobytu – twierdzi pan Zieliński, że i pomiędzy ludnością izraelską Lublina znajdują się ludzie z wykształceniem, pojmujący obowiązki obywatelskie, a którzy nic wspólnego z rojem lichwiarzy i falangą po ulicach włóczących się faktorów nie mają; lecz dodaje, niestety, są to wyjątki, które jednak godnie zajmują swoje stanowisko, gdyż z pozostałych, znaczna część ludności starozakonnej oddaje się handlowi i różnego rodzaju przedsiębierstwom; ale i tutaj brak wykształcenia i mała znajomość fachu swego, oraz rozdrobniony zarobek, przeszkadza rozwojowi i rzeczywistemu postępowi.

A teraz poczęstuję Was trochą statystyki, która, jak wiadomo, w dzisiejszych czasach najdzielniej przemawia do umysłów i wyobraźni naszych, i z której wiele bardzo nauczyć się możemy. Oto, w Lublinie na blisko 15 000 Żydów znajduje się patronów trybunału[przypis]Patron trybunału — adwokat uprawniony do występowania przed Trybunałem Cywilnym, sądem niższej instancji.[/przypis] 2, urzędnik izby skarbowej 1; nauczyciel gimnazjum 1, nauczycieli prywatnych 2, literat 1, wojennych kapelmajstrów 2, lekarz 1, doktór wojskowy 1, felczerów 7, akuszerek 2, skład materiałów aptecznych 1, księgarnia 1, drukarnia 1, malarzów pokojowych 6, fabryk tytoniów i tabak 3, fabryk świec, mydła i krochmalu 3, hoteli i zajazdów 6, traktjerni i garkuchni 5, cukiernia 1, handli win i towarów kolonialnych 4, składów herbaty 3, handli galanteryjnych i rozmaitości 6, składów szkła, fajansu i porcelany 4, towarów norymbergskich 12, materiałów piśmiennych 9, składów sukna 2, handli towarów łokciowych i bławatnych 10; handli żelaza i wyrobów żelaznych 7, handli futer 3, handli nafty i lamp 6, składów lamp 2, handli skór 9, handli obuwia gotowego 5, składów płótna 4, handli gotowych ubiorów męskich 7, handli gotowych ubiorów damskich 2, magazynów strojów damskich 2, skład optyczny 1, kantorów loterii 7, dystrybucji tytoniu i tabaki 9, składów głównych tytoniu i tabaki 7, składów drzewa opalowego 5, utrzymujących składy desek i bali 5, składy wapna 6, utrzymujących składy cementu 2, cegielni 4, blacharzy 3, bednarz 1, brukarzy 5, cieśli 3, czapników 4, farbiarzy 2, fryzjerów i perukarzy 3, fabrykantów gontów 2, garncarzy i zdunów 2, introligatorów 5, rzeźbiarzy 2, kotlarzy 3, kowali 2, utrzymujących krawieckie pracownie sukien męskich 6, krawców damskich 4, kuśnierzy 5, młynarz 1, parasolników 3, muzykantów 6, pieczętarzy 2, piekarzy 6, piernikarzy 3, rękawiczników 2, rymarzy i siodlarzy 5, stolarzy 3, szewców 4, ślusarzy 8, szklarzy 5, szmuklerz 1, szlifierz 1, tokarzy 3, tapicer 1, utrzymujących zakłady zegarmistrzowskie 4, złotników 6, wynajmujących powozy i konie 1, furmanów 5, dystylarni wódek i likierów 3, browarów piwnych 3, warzelni miodu 2, utrzymujący skład soli wieliczkowskiej 1, handlarzy ryb 7, handlarzy mąki i kaszy 9, fabrykant octu 1, handlarzy zboża 15, utrzymujących kantor wekslu 3, kapitalistów wreszcie i wymieniaczy listów zastawnych 10.

Z tego, z wielkim mozołem, na podstawie urzędowych danych, zestawionego wykazu wyprowadzić można dwa wnioski:

1) że fałszywą jest opinia powszechna, jakoby Żydzi wyłącznie handlowi się oddawali – przeciwnie, widzimy z powyższego, że wszelkie gałęzie rzemiosł i przemysłu liczą w swym gronie u nas przedstawicieli Żydów, oraz

2) że bardzo znaczna część Żydów w Lublinie nie ma żadnego fachu, ani żadnego zatrudnienia ściśle określić się dającego, a jednak prowadzą swe domy na większą skalę… O tej to właśnie ujemnej stronie naszych współwyznawców pomówimy w jednym z następnych listów.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1715" title="Rzut oka na&amp;nbsp;rok ubiegły 1877. Kronika lubelska" slug="rzut-oka-na-rok-ubiegly-1877-kronika-lubelska">[Fragmenty]
Treść: Literatura i dziennikarstwo: Opis Lublina, przez Wł. K. Zielińskiego. – Tegoż autora: Monografia Lublina i treść onej. – Córunia, komedia pana Zygmunta Słupskiego. – Piśmiennictwo periodyczne: „Gazeta Lubelska” i działalność takowej od czasu jej powstania; „Kurier Lubelski”, jego fazy i stan obecny. – Lublinianie: Dr. Ochorowicz, Wł. Okoński, Bolesław Prus i Klemens Junosza. – Teatr: trupa dramatyczna Maksymiliana Kopystyńskiego, celniejsze talenta dramatyczne żeńskie i męskie, skład opery miejscowej. – Oświata: szkoła realna pana Aleksandra Tołwińskiego, szkoła dla dziewcząt izraelskich pani Wassercwajgowej. – Kolej żelazna nadwiślańska, wpływ nowej odnogi linii Iwangrodzko-Łukowskiej na rozwój handlu miejscowego. – Fabryka drożdży „Pomian”. – Przegląd innych ważniejszych faktów ubiegłego roku. – Przyrzeczenie kronikarza dane czytelnikom „Kalendarza Lubelskiego”.

&amp;nbsp;

Zacznijmy od literatury i dziennikarstwa.

W upłynionym roku na bruku lubelskim pojawiło się parę prac oryginalnych. Wprawdzie ilość ich jest tak szczupła, że kronikarzowi waszemu z wielką łatwością przyjdzie tchem jednym tytuły prac owych wymienić, bądź co bądź jednak, jako prace lublinian, zasługują one w zupełności na zaznaczenie w niniejszym „przeglądzie” naszym.

Przede wszystkiem tedy wymienić nam wypada dziełko noszące tytuł: Opis Lublina jako przewodnik dla zwiedzających miasto i jego okolice, nakreślone przez Władysława K. Zielińskiego, pisarza zaszczytnie już znanego na polu prac historycznych i dziennikarstwa krajowego. Opis, o którym mowa, wydanym został w drukarni Wł. Kossakowskiego[przypis]Drukarnia Władysława Kossakowskiego mieściła się w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście. Władysław odziedziczył zakład po ojcu, Józefie, po śmierci Władysława (1870) prowadziła go żona, Michalina. Oboje angażowali się finansowo przy obu lubelskich dziennikach i „Kalendarzu Lubelskim”.[/przypis] a nakładem zasłużonej miejscowej księgarni S. Arcta[przypis]Stanisław Arct (1818-1900), lubelski księgarz i wydawca. W jego księgarni przy ul. Krakowskie Przedmieście, ważnej placówce oświatowej Lublina, funkcjonowała — ówczesnym obyczajem — także wypożyczalnia książek oraz prenumerata czasopism (w początkach lat 60. — również miejsce przerzutu zakazanych druków z Galicji). Działalność wydawniczą rozpoczął od współpracy z Samuelem Orgelbrandem, później specjalizował się w publikacjach pedagogicznych, znany był z tego w całym kraju, otrzymywał pochwały od Bolesława Prusa. Wydawnictwo przekazał w latach 80. bratankowi, ten przeniósł je do Warszawy, gdzie istniało do roku 1953. Rodzina Arctów przeszła na kalwinizm. Stanisław był wybitnym działaczem niepodległościowym, także filantropem (czas jakiś należał do rady gospodarczej Lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności). W kolejnej kronice autor powrócił do podkreślania zasług wydawnictwa dla „ubogiej naszej literatury pedagogicznej”.[/przypis] i zawiera, oprócz słowa wstępnego, 65 stronnic tekstu. Przy końcu mieszczą się ogłoszenia miejscowych firm handlowych i przemysłowych, a nadto dodany jest Plan miasta Lublina, wykonany w miejscowej litografii Czempińskiego. Znajdujemy tam i część historyczną, tj. opis przeszłości nadbystrzyckiego grodu, i rys życia społecznego, i wyliczenie miejscowości godnych widzenia – słowem, wyszczególnienie wszystkiego tego, co zainteresować może nie tylko obcego przybysza, ale nawet i miejscowego tubylca. Całość czyta się z przyjemnością, a dogodna wielce forma (szesnastka), czyni wydawnictwo to bardzo pożądanym przy obecnie otwartym zwłaszcza nowym środku lokomocji, tj. przy kolei żelaznej, która niezawodnie w mury Lublina sprowadzić nie omieszka setki przybyszów, żądnych poznania wsławionego historycznymi zabytkami swoimi, ukochanego naszego grodu. Warto by jednak, aby nieco za wygórowana cena owego dziełka, niejakiej zniżce ulec mogła, co bezsprzecznie zarówno nie bez korzyści i dla samego wydawcy będzie.

Drugim, nierównie większej ważności dziełem, jakie ukazało się u nas, jest Monografia Lublina pióra tegoż samego co powyższa praca autora. Wprawdzie mówiąc „ukazało się”, nie możemy wyrażenia tego brać w dosłownym onego znaczeniu, dzieło to albowiem jeszcze na widok publiczny nie wyszło; z uwagi atoli, że druk onego rozpoczął się już na dobre w zakładzie typograficznym tutejszym pana J. Herszenhorna &amp;amp; Comp., tak że w chwili gdy łaskawi czytelnicy wyrazy niniejsze czytać będą, dzieło rzeczone do rąk prenumeratorom rozdane już zostanie, niemniej i z tego względu, że praca ta niepomiernej jest ważności dla wszystkich mieszkańców grodu tutejszego oraz wreszcie dla powiadomienia ogółu o rozmiarach cennej tej pracy i trudnościach, z jakimi autorowi walczyć przychodziło zanim obdarzył nas tym utworem – uważamy za swą powinność podać niektóre bliższe szczegóły owej Monografii dotyczące, a czynimy to, jak już wyżej rzekliśmy, tym chętniej, gdyż sądzimy, iż szczegóły te interesującymi będą dla każdego, dla kogo przeszłość dziejowa nie straciła jeszcze swojego uroku.

Owóż, tom I Monografii Lublina stanowiący dzieje tego historycznego grodu, składa się z obszernego wstępu, w którym w streszczeniu podaną jest historia ziemi i województwa lubelskiego, z wyszczególnieniem wszystkich wojewodów lubelskich; dalej – historia diecezji lubelskiej wraz z wymienieniem wszystkich biskupów; następnie znajduje się tam geograficzno-topograficzno-statystyczny opis samego miasta z krótkim poglądem na handel i przemysł, oraz ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju i upadku tychże. Po tym wstępie rozpoczyna się właściwa monografia. Autor tejże dzieje Lublina rozdzielił na cztery epoki, stanowiące cztery odrębne rozdziały. W rozdziale I opisane jest powstanie miasta, wzrost jego, walki, jakie staczane były z Rusią, Litwą i Tatarami w samym mieście, jako też i pod murami jego, i w ogóle, historia miasta, tak pod względem ogólno dziejowym, jako też: handlowym, przemysłowym, życia publicznego i prywatnego, aż do śmierci ostatniego z Jagiellonów. Rozdział II zawiera opis różnych kolei miasta, wzrost i upadek jego od chwili wstąpienia na tron Henryka Walezjusza aż do abdykacji Jana Kazimierza. W rozdziale III przedstawione są dzieje miasta za królów: Jana III, Augusta II i III i za rządów Stanisława-Augusta Poniatowskiego, oraz dzieje wojen z Turkami i Szwedami, opis fundacji różnych z owej epoki założenia nowych gmachów i budowli z ogólną charakterystyką miasta. Rozdział IV w streszczeniu kronikarskim zawiera dzieje Lublina od roku 1795 aż do roku 1875, a nadto, wykaz ludności z roku 1875 pod względem przemysłu i zajęcia. Następują dalej „przypisy”, w których widzimy szczegółowy spis: lubelskich starostów, marszałków trybunału koronnego, wójtów, doktorów medycyny, lekarzy, uczonych, oraz innych sławnych ludzi, którzy bądź w Lublinie byli urodzeni, bądź umarli tam, bądź też czas dłuższy w mieście tym przemieszkiwali. Nadto, zamieszczony jest tu wykaz dochodów miasta za rok 1639, co stanowi dopełnienie dziejów miasta z owej epoki. Na zakończenie tego tomu pomieszczony jest wykaz źródeł, które służyły autorowi za podstawę do tej pracy. Znajdujemy tam poważną cyfrę 76 druków, 4 bardzo rzadkich manuskryptów oraz liczne wyciągi z 6 archiwów lubelskich i metryki koronnej w Warszawie. Wyciągi te bądź w streszczeniu, bądź też w zupełności pomieszczone będą w Dyplomatariuszu, o którym później będzie mowa.

Tom II Monografii zawiera szczegółowy opis: miasta, ulic, gmachów, kościołów, klasztorów, placów, fabryk itd., bądź jeszcze istniejących, bądź też takich, z których do dziś dnia ani śladu nie pozostało. W tomie tym mieści się również opis przedmieść, oraz całego wójtostwa lubelskiego, archiwów, bibliotek i tym podobnych zbiorów naukowych, niemniej, pogląd szczegółowy na rozwój, wzrost i upadek miasta, handlu i przemysłu jego.

Jako dopełnienie tych dwóch tomów, niezależnie od nich, ukaże się Dyplomatariusz Lublina, stanowiący niejako tom III Monografii[przypis]Do tomu tego nie udało się dotrzeć.[/przypis]. W Dyplomatariuszu owym pomieszczone zostaną wszystkie przywileje miasta, których liczba wynosi około 300. Dalej znajdą tam również pomieszczenie: przywileje wydane klasztorom, kościołom, cechom, osobom prywatnym, wybitny wpływ na dzieje miasta mającym, a nadto – wszystkie przywileje Izraelitom lubelskim nadane. Spis zaś alfabetyczny dyplomatów oraz imion osób i miejsc tak w dwóch poprzednich tomach, jako też i w Dyplomatariuszu wymienionych – zakończy cenną tę pracę.

Tom I ozdabiać będzie herb miasta Lublina. Tom II zaś cykloramiczny widok miasta Lublina, à vol d’oiseau, zdjęty z wieży Trynitarskiej, widoki: zamku, kościoła Św. Mikołaja, placu gubernialnego i bramy krakowskiej. Nadto, starożytny widok miasta z roku 1710, facsimile planu części miasta Lublina z końca XVI wieku, plan miasta commissi boni ordinis oraz plan miasta z czasów najnowszych.

Oto jest, w krótkości, treść dzieła, będącego owocem żmudnej, sumiennej i długoletniej pracy. Sądzimy, że myślący czytelnik naszego „Kalendarza” podzieli to zdanie, że każde usiłowanie zacne, każdy trud pro bono publico podjęty, każde przedsięwzięcie sumienne, każda praca godziwa, korzyść i pożytek ziomkom przynieść mogąca – winny przyzwoitą znaleźć nagrodę w sercach i umysłach wszystkich tych, którzy czuć i patrzeć umieją.

Z tej też wychodząc zasady, uprzejmie wzywamy łaskawych naszych czytelników i całą w ogóle publiczność do poparcia sumiennej i użytecznej tej pracy ziomka naszego. Popierajmy zacne usiłowania i starajmy się, aby pożyteczna ta praca nie zmarniała z braku materialnego poparcia.

[…]

W związku z literaturą, jak wiadomo, pozostaje dziennikarstwo, którego wpływ, zwłaszcza w ostatnich czasach, kto wie, czy nie większej, czy nie donioślejszej jest nawet wagi, od tej zwłaszcza epoki, gdy prasa periodyczna poruszać poczęła najżywotniejsze kwestie chwili bieżącej, najważniejsze „pytania dnia” i rozbierać takowe poważnie, na dostępnych dla wszelkich warstw i słojów naszego społeczeństwa szpaltach swoich. W dodatnim owym ruchu dziennikarskim i prasa prowincjonalna niepoślednie zajmuje miejsce. Widzimy coraz więcej powstających pism, które jak z jednej strony dają nam najlepszy dowód rozbudzającego się ruchu umysłowego na prowincji, tak znowu z drugiej zapoznają ogół z potrzebami danej miejscowości, niosą skuteczną w razie potrzeby wszelkim brakom pomoc i zachętę, wszędzie zaś sieją tak pożądane: światło i wiedzę – dwa główne czynniki, bez których żadne ucywilizowane społeczeństwo ostać by się nie mogło. Pod tym względem obowiązek kronikarski zniewala nas do zaznaczenia w niniejszym naszym „Przeglądzie” wzmianki o nowym piśmie, które jakkolwiek wcześniej niż w roku zeszłym się narodziło, jednakże do obszerniejszej nawet o nim wzmianki w zupełności się kwalifikuje. Jest nim „Gazeta Lubelska”, pismo rolniczo-przemysłowo-handlowe i literackie wychodzące od dnia 1 stycznia 1870 roku 3 razy, tj. w poniedziałki, środy i piątki każdego tygodnia, odbijane w miejscowej drukarni Władysława Kossakowskiego, a wydawane nakładem i pod redakcją Leona Zaleskiego. Pismo to, liczące rok już drugi swojego istnienia, dokładnie już zaprezentować się mogło ze swych dążeń i postępowych tendencji czytającemu ogółowi. Mnóstwo kwestii pierwszorzędnej ważności przez „Gazetę” poruszonych, dość obfita ilość cyfr statystycznych dla lepszego poznania naszej guberni posłużyć mogących zebrana i na szpaltach pisma tego pomieszczona, żywe zainteresowanie ogółu sprawami ziemian naszych, wyprowadzenie na jaw kilku piór autorskich, podotąd w ukryciu pozostających — oto ważniejsze zasługi nowo do życia powołanego pisma, które i tę jeszcze zaletę posiada, że rozbudziło zamiłowanie czytelnictwa rzeczy swojskich tam nawet, gdzie pisma krajowe podotąd żadnego nie miały przystępu. Nie zaszkodzi przy tym zwrócić uwagę łaskawych czytelników „Kalendarza Lubelskiego” na bardziej wyróżniające się z pośród wielu innych niemniejszej ważności prac, jakie w ciągu ubiegłego czasu istnienia „Gazety” w szpaltach jej pomieszczenie znalazły. Z powieści wyróżnia się dodatnio nowela utalentowanej naszej autorki pani Elizy Orzeszkowej zatytułowana Szara dola. Z opowiadań prawnika[przypis]E. Orzeszkowa Szara dola. Z opowiadań prawnika. „Gazeta Lubelska” 1876, nr 73-82, 84-92, przedr. w zbiorze Z różnych sfer. Nowele i obrazki. T. 1, 1882.[/przypis]. Niemniej też znalazł uznanie i oryginalny obrazek lublinianki pani Zofii Horochowej: Zawieja Śnieżna oraz: Pamiętnik młodej kobiety, prace zaś drugiej lublinianki pani Zofii Wolskiej (Zofia Porębska) tak oryginalne, jako też i tłumaczone (jak na przykład: W Meran – z dziennika młodej chorej) czytają się z prawdziwą przyjemnością i zdradzają wytrawne pióro. – O pracach na polu powieściowym pozostałych współpracowniczek „Gazety” kryjącymi się pod pseudonimami: Janiny, Mirosławy, Kazimiery Godziemba i inni obszerniej rozpisywać się nie będziemy, zachowując sobie jednako sąd o nich, da Bóg, na czas późniejszy. Zwrócimy tylko uwagę, że utwór Mirosławy pn.: Powieść jakich wiele jakkolwiek zdradza początkujące pióro, posiada jednak niezaprzeczone zalety, które wróżą autorce w przyszłości niepoślednie miejsce w rzędzie naszych powieściopisarek[przypis]O pracach wymienionych współpracowniczek „Gazety Lubelskiej” nie udało się zdobyć więcej wiadomości; Zofia Horochowa publikowała też w „Niwie” warszawskiej i „Ognisku Domowym”.[/przypis]. – Z prac poważniejszych zwraca na siebie uwagę wybornie obrobiony artykuł: August Jeske pióra znanego naszego pedagoga i autora cenionej powszechnie Gramatyki języka polskiego Wincentego Dawida[przypis]Wincenty Dawid (1816-1897), literat, pedagog, długoletni nauczyciel lubelskich gimnazjów, za udział w konspiracji zesłany na Kaukaz, gdzie odbywał służbę wojskową jako szeregowiec (1844–1853), czynny przy powstaniu i rozwoju obu lubelskich gazet i „Kalendarza Lubelskiego”, okresowo pełnił także funkcję ich redaktorów, zasilał je też artykułami, podobnie jak prasę warszawską (np. „Przegląd Tygodniowy”), w roku 1883 — redaktor „Wędrowca”. Wydał kilka prac z dziedziny dydaktyki, m.in. Krótka gramatyka polska dla dzieci polskich, Lublin 1858. Pobyt na Kaukazie zaowocował książką Wspomnienia z podróży i wycieczek po Kaukazie, publikowaną we fragmencie w „Gazecie Lubelskiej”, o czym wzmiankuje się w następnym tekście. Wspomniany tu artykuł o Auguście Jeskem ukazał się w tym piśmie w 1876 nr 11-13. Ojciec Jana Władysława Dawida.[/przypis], w którym wielce zasłużony, acz nader krótki, żywot niepospolitych zdolności i wielkiej zacności charakteru a za wcześnie dla polskiej pedagogiki i dla kraju całego zgasłego tego męża umiejętnie rozpatrzonym, a cenna jego praca pn. Systematyczny kurs nauk nakładem księgarni S. Arcta w Lublinie wydana, która uznanie w całym kraju naszym dla siebie zjednała, sumiennie rozebraną i ocenioną została[przypis]August Jeske (1836-1875), lubelski pedagog. Opracował (i wydał we współpracy ze Stanisławem Arctem) dwanaście podręczników do nauki domowej i szkolnej pod tytułem Systematyczny kurs nauk przeznaczony do pomocy w wychowaniu domowym dla dzieci od lat 3 do 15, 1872–1875. Zob. o nich bliżej w Rachunki za rok ubiegły 1878. Kronika lubelska, „Kalendarz Lubelski na rok 1879”. We fragmencie tej kroniki znajdujemy następującą pochwałę ich autora: „Kto to jest August Jeske? Jakie zasługi położył dla kraju nieoceniony ten a tak za wcześnie dla polskiej pedagogiki i dla kraju całego zgasły autor? — o tym obszerniej rozwodzić się tutaj nie będziemy, sądzimy bowiem, że postać ta i te zasługi dostatecznie zna i ceni nasz ogół. […] Bo też kogo bliżej przedmiot przez autora opracowany zajmuje, niech zajrzy do tych książeczek, niech się w nich rozczyta, niech się nad wstępnymi słowami autora zastanowi, czy go przede wszystkim nie chwycą za serce te słowa gorące […]. O, jak najwięcej takich, co by tak o naszych dziatkach pamiętali!...”.[/przypis]. Wreszcie, artykuły z dziedziny ekonomii społecznej i gospodarstwa krajowego panów: Adolfa Biesiekierskiego, Jana Jeleńskiego, Stanisława Rewieńskiego, Adolfa Smorczewskiego[przypis]Z wymienionych autorów znany jest Jan Jeleński (1845-1909), dziennikarz i publicysta, zajadły antysemita (z jego nienawistną broszurą o Żydach polemizował Goldszmit w „Izraelicie” (1880 nr 24), od 1882 wydawca i redaktor konserwatywno-antysemickiego tygodnika „Rola”, drukował też artykuły ekonomiczne w różnych czasopismach (także w „Kalendarzu Lubelskim”).[/przypis] i innych, historyczne i archeologiczne: Władysława K. Zielińskiego i J. Detmerskiego, wreszcie korespondencje: Adama Ciemniewskiego, Stefana Kowerskiego, Roli, Zawiszy (Władysława Stelmasiewicza) z kraju, oraz I(gnacego) K(liszewskiego) z Krakowa[przypis]Wymienieni korespondenci „Gazety” nie są bliżej znani.[/przypis], a nadto wyborne żywotną treścią Pogadanki sąsiedzkie Budrysa oraz artykuły z dziedziny nauk przyrodzonych pióra prof. Aleksandra Tołwińskiego[przypis]Cykl pt. Pogadanki sąsiedzkie Budrysa ukazywał się w „Gazecie Lubelskiej” 1876 (nie udało się dotrzeć do numerów w tym roczniku) oraz w 1877 nr 7-8, 42-43; o autorze brak wiadomości. Aleksander Tołwiński (daty życia nieznane) absolwent, potem profesor w lubelskim gimnazjum (uczył historii naturalnej i chemii). Uczestniczył w sekcji programowej powojennego zjazdu wychowanków tej szkoły (1924), przedstawił referat o jej historii. Figuruje na zbiorowej fotografii maturzystów i profesorów z roku 1866, gdzie znajdujemy też nazwisko naszego autora.[/przypis] harmonijnie dopełniają całości sumiennej a niezmordowanej działalności „Gazety Lubelskiej”, której też, uznając w zupełności jej użyteczność, z całego serca życzymy wytrwania na raz przez nią obranym stanowisku oraz uczciwego i nadal służenia sprawom i interesom całego naszego ogółu.

Zastanowiwszy się bliżej nad „Gazetą”, nie możemy też nie wspomnieć w tym miejscu o drugim piśmie istniejącym już od lat 12 w naszym mieście, tj. o „Kurierze Lubelskim”. Pismo to powołane do życia przez śp. niegdy Juliana Litkiego (Liedtkego) różne w ciągu swej egzystencji przebywało koleje, przechodząc na własność w różne ręce. Zarówno jak właściciele, tak niemniej zmieniali się i redaktorzy „Kuriera”, a za najświetniejszy okres tego organu uważamy epokę, kiedy stanowił on własność śp. Władysława Kossakowskiego i redagowany był przez prof. Wincentego Dawida. Po przejściu pisma tego na własność śp. Wdowińskiego poczęło ono kategorycznie chylić się do upadku i dopiero nowa redakcja (w osobach panów Głębockiego i Kamińskiego) postawiła je na stopie godnej szczytnego zadania: tłumacza myśli i potrzeb mieszkańców naszego grodu i jego okolicy. – Oba te pisma, zarówno starszy znacznie wiekiem „Kurier”, jako też i młodsza od niego siostrzyca „Gazeta”, stanowiąc nawzajem dopełnienie, dają dokładny obraz umysłowego ruchu i wszelakiego postępu naszej prowincji i jako takie w każdym zamożniejszym obywatelskim domu, gdzie istnieje poczucie poparcia miejscowych „produkcji literackich” bezwarunkowo znajdować się powinny.

[…]

Musimy słówkiem choć jednym dotknąć się i kwestii oświaty, kwestii tyle ważnej i tak wielkie mającej dla nas znaczenie, w obecnej zwłaszcza epoce, kiedy oświata przedzierać się zaczyna i do najniższych warstw naszego społeczeństwa.

Pod tym względem zanotować musimy fakt niezmiernej dla nas wagi. Oto po długich staraniach i zachodach udało się nareszcie byłemu nauczycielowi gimnazjum lubelskiego Aleksandrowi Tołwińskiemu uzyskać w dniu 13 (25) maja roku bieżącego za nr 4386 pozwolenie JW. Kuratora Okręgu Naukowego Warszawskiego na otwarcie w mieście naszym „Czteroklasowej realnej szkoły na prawach szkól rządowych”, to jest wedle programu rządowego. Równocześnie zaś z pozyskaniem powyższego pozwolenia poczynione zostały przez pana Tołwińskiego odpowiednie starania do Ministerium Oświecenia w celu uzyskania podobnego zezwolenia na otwarcie nadto 5 i 6 klasy. – Komu wiadomo, jak niezbędną i konieczną jest u nas rzeczą praktyczne kształcenie dzieci naszych i jak dalece nowsza generacja „hurmem” niejako rzuca się do realnych nauk, które ostatnimi czasy nie tylko u nas, ale i zagranicą tak ogromne zjednały sobie znaczenie – ten łatwo pojmie, o ile wiadomość ta pożądaną była dla Lublina i całej jego okolicy. Zapis do szkoły rzeczonej otwarty został z dniem 4 sierpnia roku bieżącego, po czym już i – chcemy wierzyć, że nader użyteczna – działalność jej, rozpocząć się miała[przypis]Tzw. szkoły realne, popularne w Europie od XVIII wieku, specjalizowały się w nauczaniu przedmiotów ścisłych. W większym stopniu niż gimnazja humanistyczne uwzględniały praktyczne przygotowanie do zawodu. Dawały też prawo wstępu do wyższych uczelni technicznych. W Lublinie gimnazjum podobnego typu istniało wcześniej — jego uczniem był czas jakiś Aleksander Głowacki. W Warszawie szkołę o tymże profilu założył Samuel Dickstein; obowiązywał w niej — oprócz zwykłego programu dla szkół realnych — język hebrajski i religia. Władze chciały, by wszyscy jej nauczyciele byli Rosjanami, także dyrektor, i szkołę — wobec sprzeciwu założycieli — zamknięto (1888). Carskie władze szkolne patrzyły przychylniejszym okiem na gimnazja humanistyczne niż na realne, te ostatnie ułatwiały bowiem rusyfikację (ograniczały powszechne wśród młodzieży samokształcenie). Według niektórych źródeł gimnazjum lubelskie posiadało dwa wydziały: historyczno-filologiczny i fizyko-matematyczny.[/przypis].

Niemniejszej też doniosłości faktem było otwarcie w mieście tutejszym szkoły dla dziewcząt izraelskich pod przewodnictwem pani Cecylii z Saksów Wassercwajgowej[przypis]Prywatna szkoła elementarna dla dziewcząt Cecylii (Cyrli) Wassercwajgowej istniała w Lublinie w latach 1877-1879. Z braku chętnych żywot jej był krótki, podobnie jak wielu innych tego rodzaju szkół.[/przypis]. O użyteczności podobnego zakładu ani na chwilę rozwodzić się wcale nie myślimy, tym więcej, że w Lublinie pod tym względem dużo jeszcze do zdziałania pozostaje. Nie mówiąc już o szkółkach elementarnych męskich, to jednak rzecz ta odnośnie uczelni żeńskich, jeszcze w gorszym przedstawia się nam świetle. Uczelni takich mianowicie brak u nas zupełny, co właśnie osobom pragnącym niewielkim stosunkowo kosztem kształcić swe dzieci nader dotkliwie czuć się daje. Tym większego tedy znaczenia winien być fakt otwarcia szkoły, o której mowa, przez Izraelitkę, w zawodzie pedagogicznym specjalnie ukształconą. Należałoby tylko izraelskim rodzicom tutejszym dokładnie ocenić całą ważność nadarzającej im się sposobności i z takowej skwapliwie korzystać, tym więcej, że od owego poparcia zależy głównie i egzystencja samego zakładu.

[…]

Lublin dnia 25 sierpnia 1877 roku.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1716" title="[Korespondencja z&amp;nbsp;Chełma]" slug="w-rubryce-korespondencja-echa">Chełm, w guberni lubelskiej dnia 22 stycznia [1877]

&amp;nbsp;

Zagnany interesami na czas jakiś do tutejszego grodu, uważam za kronikarski obowiązek podzielić się z czytelnikami „Echa” tą szczupłą wiązką wiadomości, jaką mi się na tutejszym bruku zebrać udało, a tym bardziej, że Chełm, mimo iż jest najpokaźniejszym prawie po Lublinie w guberni naszej miastem, nadzwyczaj rzadko jednak w pismach publicznych daje słyszeć o sobie. Nie będę wam tedy cytował dat historycznych z przeszłości Chełma, brzemiennych ważnymi wypadkami ani też nie będę przywodził na pamięć nazwisk ludzi, którzy na dzieje tego miasta przeważny wpływ wywarli – takie rzeczy bowiem uważam za stosowniejsze raczej do umieszczania w jakiejś encyklopedii, specjalnej monografii lub w ogóle w dziale naukowym. Zresztą, oderwane takie urywki niewiele czytelników nauczyć mogą. Według mego zdania, chwila bieżąca jest życiem każdego organu periodycznego, skrzętne zbieranie zaś i umiejętne notowanie wszelkich różnorodnych faktów owej bieżącej chwili winno być głównym każdego prowincjonalnego korespondenta zadaniem. Z tej też wychodząc zasady, ugrupuję wam ile możności należycie owe fakta tak, jak mi się one pod rękę nasunęły.

Chełm śmiało nazwać by można miastem wyłącznie naukowym, a raczej rzec by należało nauczającym. Tyle tu bowiem zakładów naukowych, tyle uczelni[przypis]Chełm, miasto guberni lubelskiej (ówczesna siedziba powiatu), liczyło w tym czasie ok. trzy tysiące Żydów (68% populacji miasta). Zorganizowana gmina żydowska istniała tam od XV wieku. Miejscowość była znana jako ośrodek studiów talmudycznych; pochodził z niej legendarny twórca golema, Elijahu Baal Szem. Z Chełmem związani byli też prekursorzy Haskali, np. rabin chełmski Herszel Józefowicz czy Salomon z Chełma, aktywni w debatach żydowskich pod koniec XVIII wieku. W początkach XIX wieku silny był ruch chasydzki. Jak w wielu innych miastach i miasteczkach rejonu, stykała się tu tradycja z nowoczesnością, mistyka i wiara z laicyzacją. W folklorze żydowskim, w opowieściach i dowcipach, żydowscy mieszkańcy stawali się często symbolem głupoty.[/przypis].

Ruch poważnie rzeczy biorąc, jeżeli tylko jest tu jaki, to znajduje się w zupełnym uśpieniu, tak że bodaj czy nowa od 1 kwietnia roku bieżącego powstać mająca, staraniem jednego z mieszkańców tutejszego grodu, pierwsza księgarnia wraz z czytelnią dzieł lżejszej treści – ruch ten z uśpienia obudzić będzie w stanie. I nic dziwnego! Chełm zaludniony przeważnie ludnością żydowską, biedną, ciemną, i nieoświeconą zalany że tak rzekę, ze wszech stron, powodzią nadszprejskich kulturträgerów[przypis]Kulturtrager (niem., szerzyciel kultury), wyrażenie użyte tu dla oznaczenia Niemców — przybyszów znad Sprewy (nadszprejskich), rzeki nad którą leży Berlin; aluzja zawarta w dalszym ciągu zdania — niezrozumiała. Obecny Chełm gęsto otaczają lasy: na północny zachód — las Kumowa Dolina, od wschodu — las Borek, niedaleko — kompleksy leśne Stańków i Żalin.[/przypis], którzy do szczętu zniszczyli już pozostałe jeszcze resztki tutejszych lasów, powyrywali nawet resztki (o ile to się dało) z ziemi korzeni owych starych i odwiecznych dębów, które ojcowie nasi z taką skrzętną pracą i zacną zabiegliwością chronili od zniszczenia, otoczony zresztą wokół nie mniej od Żydów ciemnym i nie mniej nieokrzesanym ludem wiejskim – nie przedstawia jak tylko w bardzo małej cząstce możność szerzenia się światła i wiedzy i nie posiada istotnych warunków by owe promienie „światła i wiedzy” zamiast sączyć się, że się tak wyrażę, wąziutkim strumykiem – szerokim po całej okolicy rozlały się korytem. Z tym wszystkim oddać musimy tę sprawiedliwość tutejszemu grodowi, że i w nim znajdują się ludzie zacni, którzy nie tylko sami odczuwają potrzebę wiedzy, ale nadto gorliwie i bezinteresownie w ciszy i bez najmniejszego hałasu pracują nad szerzeniem jej w pośród wszelkich warstw tutejszych mieszkańców. Na chlubną pod tym względem wzmiankę bezsprzecznie zasługuje pan Franciszek Rzepecki, prowizor farmacji, zarządzający miejscową apteką pana Boruckiego, który podniósłszy i urzeczywistniwszy godną uznania myśl swojego pryncypała i zawiązawszy z kim należało stosunki, urządził tutaj kantor pism periodycznych, po cenach warszawskich bez żadnej dopłaty na portorię[przypis]Portoria (inaczej: porto, z łac.), opłata za przesyłki pocztowe.[/przypis] do pism tygodniowych, i takowy za własną rękę od roku 1875 wytrwale i gorliwie prowadzi, szerząc wszędzie zamiłowanie do czytelnictwa rzeczy swojskich, rodzinnych. Gdy zaś jest rzeczą dowiedzioną, że wszystkie cyfry najlepiej pouczają, nie bez interesu zapewne dla czytelników „Echa” będzie krótka statystyczna wiadomość o ilości pism prenumerowanych przez pośrednictwo kantoru pana Rzepeckiego. I tak: z pism codziennych warszawskich: „Gazety Warszawskiej” prenumerują egz. 3; „Gazety Polskiej” egz. 6; „Wieku” egz. 4; „Kuriera Codziennego” egz. 1; z pism tygodniowych: „Tygodnika Ilustrowanego” egz. 10; „Bluszczu” egz. 6; „Kłosów” egz. 5; „Tygodnika Powszechnego” egz. 8; „Tygodnika Mód” egz. 9; „Biesiady literackiej” egz. 5; „Przeglądu Tygodniowego” egz. 5; „Przyjaciela Dzieci” egz. 4; „Tygodnika Romansów i Powieści” egz. 3; „Przyrody i Przemysłu” egz. 2; „Gazety Sądowej” egz. 2; „Biblioteki Romansów i Powieści”, „Wędrowca”, „Tygodnika Rolniczego”, „Gazety Rolniczej”, „Muchy”, „Kolców”, „Kuriera Świątecznego”, „Gospodyni Wiejskiej” po 2 egz.; z pism miesięcznych i specjalnych oraz innych wydawnictw periodycznych: „Biblioteki Warszawskiej” egz. 2; „Niwy” egz. 5; „Przeglądu Technicznego” egz. 2; „Wiadomości Farmaceutycznych” egz. 2; „Biblioteki Umiejętności Prawnych” egz. 1; „Medycyny” egz. 1; „Echa Muzycznego” egz. 1; „Świata” egz. 1; „Ateneum” egz. 2; „Dzieł Szajnochy” egz. 5; „Dokładnego Słownika Dubrowskiego” egz. 3; 12-tomowego wydawnictwa Glücksberga egz. 1; Kalendarzy Warszawskich Ungra i Jaworskiego rozsprzedano egz. 80; Kalendarza zaś Lubelskiego po dziś dzień egz. 40; z pism zagranicznych polskich: „Rolnika” (Poznańskiego) egz. 2; „Ziemianina” egz. 1; „Przeglądu Lekarskiego” (Krakowskiego) egz. 1; „Dwutygodnika” (Krakowskiego) egz. 1; z pism zagranicznych w innych językach: „Illustration Europ.” (Brukselskie) egz. 2; „Journal pour toűs” egz. 1; „Der Bazar” (Damenzeitung) egz. 2; „Gartenlaube” egz. 1; „Familienzeitung” egz. 1; z pism prowincjonalnych polskich „Kuriera Lubelskiego” egz. 4 i „Gazety Lubelskiej” egz. 3. Przy tym pan Rzepecki nie będąc zawiadomionym w swoim czasie o zawieszeniu wydawnictwa „Nowego Dziennika Mód” przyjął na takowy przedpłatę za 2 egz. „Zorza” w roku zeszłym miała 3 odbiorców, dzięki jednak akuratnej swej… nieregularności w wysyłce bieżących numerów, wszystkich 3 przedpłacicieli w roku bieżącym utraciła[przypis]Fragment ten zawiera ważne informacje o sposobach kolportażu prasy, ogólniej — o roli prowincjonalnej inteligencji w szerzeniu oświaty.[/przypis].

Zanim się załatwimy ze „strawą umysłową” winniśmy w tym miejscu jeszcze dodać, że nie brak też u nas i prawdziwych mecenasów oświaty, a z pomiędzy nich pozwolimy sobie wymienić pana P. z B. i pana R. z Uch., z których każdy corocznie wydaje po 100 rs. przeszło na same wydawnictwa periodyczne, jak nie mniej zaznaczymy zacne chęci pani Zgl. Z Cz., która około urzeczywistnienia ukochanej swej myśli urządzenia wspólnej czytelni opartej na nowych zupełnie zasadach krzątać się nie przestaje.

Instytucja sędziów pokoju chwiejnie i bojaźliwie przed pół rokiem dopiero stąpająca na obcym i nieznanym sobie gruncie – dziś już utrwaliła się[przypis]Mowa niedawnej reformie sądowej w Królestwie (zob. „Izraelita” 1877 nr 10). Reforma z 1876 roku wprowadzała podział na sądownictwo ogólne i tzw. pokojowe. Do pokojowego miały należeć sprawy mniejszej wagi. Dzieliło się ono z kolei na sądy gminne dla ludności wiejskiej, sędziów pokoju w miastach oraz zjazdy sędziów pokoju dla najwyższej instancji. Na sąd gminny przypadały mniej więcej 4 gminy tworzące okręg. W skład sądu wchodził sędzia gminny, 3-4 ławników i ich zastępcy, wszyscy wybierani na zgromadzeniach gminnych w okręgach. Kandydatów zatwierdzał minister sprawiedliwości na wniosek gubernatora, w przypadku ławników — także prokurator miejscowy. Reforma zmierzała do jak najściślejszej unifikacji Królestwa i Cesarstwa.[/przypis]. Miejscowy sędzia pokoju, tak znajomością prawa, jako też nie mniej trafnym sądzeniem spraw choćby najbardziej zawiłych i usilnym staraniem się o godzenie zwaśnionych – potrafił zaskarbić sobie szacunek i zaufanie ogółu mieszkańców naszego partykularza. Na 60–70 spraw rozbieranych miesięcznie (cywilnych i karnych) większa część polubownie zakończoną zostaje. Sprawy karne prawie wszystkie są małej wagi, są to po większej części drobne obelgi, lekkie uszkodzenia ciała i nieznaczne kradzieże. Między sprawami cywilnymi zwraca na siebie uwagę dość znaczna stosunkowo liczba spraw o alimenta między małżonkami, a nie mniej też sprawy rozwodowe wyznania mojżeszowego przychodzące w drodze pojednania przez forum sędziego pokoju. Znaczny one stanowią kontyngens i dają smutny obraz ciemnoty umysłowej i zacofania tych nieszczęśliwych klas społecznych!

W końcu nie mogę się wstrzymać od zakomunikowania wam sprawy na tutejszym bruku wyrosłej. On był młodzianem czerstwym, hożym i zdrowym, ona zaś dziewicą rumianą, rześką i ochoczą. Ponieważ mieszkali w bliskim dość sąsiedztwie, więc też nie dziw, że sercem wzajem przylgnęli do siebie. Po upływie pewnego czasu on bożyszczu swych uczuć się oświadczył i jak się tego spodziewać należało, mile został przyjętym. Nie dość tego. Nadobna dziewoja oprócz serduszka swojego i rączki dotychczas „odważnie, wytrwale bronionej” miała wnieść tytułem wiana w dom swego przyszłego pewne quantum w monecie brzęczącej, „stały i niezmienny kurs w kraju mającej”, a kurantem zwanej. Gdy więc czas „gruchań miłosnych” i szeptów „bez słów” jak chwilka jedna bezpowrotnie upłynął, a minuta złączenia się „rajskim węzłem” zbliżała się, pan młody zażądał ni mniej ni więcej tylko zdeponowania gotówki owej do rąk jego własnych bezzwłocznie i przed ślubem. Stary rodzic odmówił spełnienia tego żądania. Wtedy o zgrozo! On nie wahał się pociągnąć przed kratki sądowe rodzica tej, której miał dozgonną miłość wiecznie ślubować – i żądał zwrócenia mu 138 rs. (i to z kopiejkami jeszcze) wyłożonych jakoby na prezenta i podarki dla „bogini serca swego” oraz za stracony czas na konkury! Sąd pokoju jednak, którego jurysdykcji pozwany podlegał, akcję tę, jako bezzasadną, wprost oddalił. Od wyroku tego pan młody założył apelację i sprawa ta będzie niedługo roztrząsaną w ostatniej instancji przez Sąd Zjazdowy w Zamościu.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1717" title="W&amp;nbsp;Warszawie i&amp;nbsp;o&amp;nbsp;Warszawie. Z&amp;nbsp;wrażeń prowincjonalisty" slug="w-warszawie-i-o-warszawie-z-wrazen-prowincjonalisty">[Fragmenty]

[…]

Kiedyć już tak zachwycaliśmy się nowo wzniesionym teatrzykiem „Belle-Vue”[przypis]Teatrzyk „Belle-Vue, jeden z warszawskich teatrzyków ogródkowych, czynny od roku 1877.[/przypis], z którego wychodząc, prawdziwe zadowolenie wynieśliśmy, niech nam też wolno będzie zastanowić się, choćby na chwilkę jedną, i nad drugą jeszcze „nowostką” na bruku warszawskim powstałą i większej części czytelników prowincjonalnych, zaledwie z nazwiska znaną. Nowością tą są nowo wystawione kioski, otwarte codziennie od godziny 7 rano do godziny 11 wieczorem, które, trudniąc się detaliczną rozprzedażą pojedynczych numerów pism periodycznych warszawskich, przyjmują również i prenumeratę miejscową i zamiejscową na wszystkie pisma wychodzące w Warszawie oraz ogłoszenia, anonse i reklamy do pism owych, a przy tym, już tylko dodatkowo, ku wygodzie znać publiczności, obstalunki na.... węgle i drzewo[przypis]O kioskach świadczących wymienione usługi i sprzedających prasę nie udało się dowiedzieć niczego bliżej.[/przypis]. Nadto, w jednym z takich kiosków, w Ogrodzie Saskim mieszczącym się, urządzoną została, za złożeniem 50 kopiejek na zastaw oraz opłatą 5 kopiejek od tomu, wypożyczalnia książek do czytania, w języku polskim i francuskim, niemałe stanowiąca udogodnienie dla osób używających w tym jedynym przybytku świeżego powietrza w centrum Warszawy rannego spaceru lub wieczornego odpoczynku po całodziennych trudach[przypis]W pierwszej połowie XIX wieku Ogród Saski, dostępny dla publiczności, stał się modnym miejscem spotkań towarzyskich. Wzniesiono tam wówczas Instytut Wód Mineralnych (na wzór łaźni Dioklecjana), Wieżę Ciśnień w formie świątyni w Tivoli, basen z fontanną i zegarem słonecznym. — Wypożyczalnie książek (płatne) istniały wtedy przeważnie przy księgarniach; o wypożyczalni w Ogrodzie Saskim nic bliżej nie wiadomo. W mniej prestiżowych punktach miasta mieściły się wówczas bezpłatne czytelnie Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności (od 1861 roku).[/przypis]. Zarząd całego owego przedsiębiorstwa pod firmą: „Administracja rozprzedaży pism w kioskach”, do którego też wszelkie reklamacje i zgłoszenia się osób interesowanych miejsce mieć winny, mieści się w Warszawie, przy ulicy Nowolipki pod numerem 3 i tam też nadsyłać można z prowincji prenumeratę na wszystkie pisma warszawskie, bez żadnej dodatkowej opłaty.

Kiosków takich znajduje się obecnie w Warszawie 12, cyfra ta atoli, jak słychać, w krótkim czasie znacznie, bo aż o kilkanaście naraz kiosków, powiększoną zostanie. Ale wypadałoby wszakże czytelnikom naszym objaśnić, co to właściwie są owe kioski, z których przeznaczeniem zapoznaliśmy ich przed chwilą. Powiemy więc, że kioski są to eleganckie domki, o wdzięcznej nader powierzchowności, malowniczej strukturze i.... mikroskopijnych rozmiarach. Ściany tych wdzięcznych budynków wybite są wewnątrz pewnego rodzaju blachą, i na tych to właśnie ścianach, przez wycięcie liter oraz stosowne oświetlenie transparentowe a różnokolorowe, mieszczą się ogłoszenia, które, zwłaszcza nocną porą, prawdziwie efektownie wyglądają i miły nader sprawiają widok, zniewalając niejako przechodnia do zatrzymania się przed kioskiem na przydłuższą nieco chwilkę. Tak same kioski, jako też i ogłoszenia w nich umieszczane uważamy za nowość nie tylko że szczęśliwą, ale nawet bardzo użyteczną, tym więcej że cena tych ostatnich bynajmniej nie jest wygórowaną. Jak nas informowano, pobieraną jest za dość obszerne ogłoszenie, przestrzeń zwykłej szyby zawierające a w ciągu 12 tygodni w kioskach zamieszczane i co tydzień z jednego kiosku do drugiego przenoszone, tak że przez przeciąg 3-miesięczny we wszystkich dzielnicach miasta jest ono na widok publiczny wystawiane i przez masy narodu czytane – opłata w ilości rs. 24, co wynosi po rs. 2 za każdy tydzień. Szkoda tylko, że „panny” zajmujące się w kioskach owych rozprzedażą gazet oraz przyjmowaniem prenumeraty i anonsów do wszelkich pism nie są poinformowane co do cen i warunków tyczących się umieszczania anonsów w kioskach, naraża to bowiem publiczność na zbyteczne udawanie się za każdym razem poszczególnie z odleglejszych nawet nieraz dzielnic miasta do samej aż administracji kiosków, a tym samym i na niepotrzebną mitręgę czasu.

Kioski mimo niedawnego czasu swego istnienia dowodnie już przekonały o wielkiej ich użyteczności. Nie tylko bowiem, że od chwili powstania ich cyfra anonsów w młodszych zwłaszcza wiekiem dziennikach wzrosła, ale nadto, dzielnie dopomagają one do detalicznej rozprzedaży pojedynczych numerów gazet. Rzecz to zresztą, sama przez się, nader zrozumiała dla każdego. U najbiedniejszego albowiem nawet mieszkańca Warszawy, do jakiejby on kolwiek klasy społecznej należał, a wieści politycznych lub też zwykłych, bieżących „nowinek dnia” żądnego, dyska nie stanowi zbyt wielkiej różnicy w budżecie wydatków codziennych, wielką atoli dystrakcją dla każdego „człowieka pracy” być może czas stracony na odszukanie na odległej często ulicy mieszczącej się redakcji, kantoru lub biura danego pisma. Toż samo również stosuje się i do anonsów.

Wykazawszy, ogólnikowo choćby, dodatnią stroną kiosków, wspomnieć musimy również i o ich stronie ujemnej.

Przede wszystkim tedy kioski skazują na uciążliwe więzienie biedne stworzenia, zmuszone przesiadywać w nich po szesnaście godzin dziennie i w ciągu tego czasu być pozbawionymi widoku odrobiny choćby stropu niebieskiego, powietrza, promieni słonecznych i możności jakiegokolwiek ruchu, bodaj nawet przejścia paru chociażby kroków. Stworzenia te, czyli raczej owe „kioszczanki” (nie jestem dokładnie pewny, czy nazwa ta, zaproponowana przeze mnie, uzyskać zdoła w języku naszym prawo obywatelstwa) jak sama już ich nazwa dostatecznie wskazuje, wszystkie bez wyjątku należą do…nadobnej połowy rodu ludzkiego.

[…]

Na wyjezdnym już z Warszawy do Ciechocinka wypadło mi spełnić smutny i niemiły, acz przez religię nakazany i zwyczajem uświęcony obowiązek, mianowicie, odwiedzić szczerze życzliwy nam dom, celem udzielenia pociechy moralnej stroskanej familii, po stracie nieodżałowanego ojca i męża pozostałej. Tym „ojcem i mężem,” tym zmarłym, który potrafił dobrze zasłużyć się krajowi i powszechny szacunek oraz niekłamany żal w sercach współziomków swych wszelkich wyznań pozostawić, był zgasły przed kilku tygodniami w Warszawie, błogosławionej pamięci Adolf Gębicki, były kupiec i obywatel miasta Kalisza[przypis]Józef Adolf Gębicki (1826-1877), syn Maurycego, lekarza w Pyzdrach (ur. 1780 w Piotrkowie Trybunalskim). Adolf był dziadkiem Janusza Korczaka, ojcem jego matki, Cecylii i mężem babci, Emilii z Dajtcherów. W kwestionariuszu okupacyjnym z roku 1940 Korczak podał błędnie pisownię jego nazwiska: Gembicki; stryj pomylił datę urodzenia: 1823. W „Izraelicie” 1877 nr 23 ukazało się o Adolfie Gębickim obszerne Wspomnienie pośmiertne, sygnowane Z. P. Podstawowe informacje, podane tu przez autora, pochodzą prawdopodobnie z tego wspomnienia. Przytacza je również Maria Falkowska w opracowaniu Rodowód Janusza Korczaka. „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1997, uzupełniając o miejsce pochówku: warszawski cmentarz żydowski, ulica Gęsia (obecnie Okopowa 49/51), kwatera 20, rząd 11; rzeczona kwatera (istniała od 1860), przeznaczona dla Żydów zasymilowanych, umożliwiała pochowanie małżonków razem. Okazały nagrobek Adolfa i Emilii Gębickich odbiega od tradycyjnych nagrobków żydowskich.[/przypis]. Zmarły urodził się w 1823 roku w mieście Pyzdrach, gdzie ojciec jego znanym był z wielkiej uczciwości oraz rozległej nauki i praktyki lekarzem. Pod okiem też światłego swego rodzica, nieboszczyk wykształcił się na wzorowego obywatela kraju. Obrawszy sobie zawód kupiecki, dojrzałym już będąc młodzieńcem, Gębicki wszedł na praktykę do znanej firmy Karola Brokmana w Kaliszu, skąd w krótkim stosunkowo czasie, wydobył się na samodzielne stanowisko kupca i obywatela – gorliwego członka miejscowej społeczności. Ogólne zaufanie współobywateli, przemysłowców, obywateli wiejskich, przedstawicieli władz krajowych, czyniło ze zmarłego Gębickiego osobistość tak popularną w Kaliszu, że bez najmniejszej przesady rzec można, iż żadna ważniejsza miejscowa kwestia obcą mu nie była, że żadna instytucja, bez względu na jej charakter publicznej działalności, nie obyła się bez czynnego współudziału Gębickiego. Tak na przykład: w roku 1853, reskryptem byłej Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych, powołany on został na członka Rady Szczegółowej szpitala starozakonnych, które to obowiązki przez lat 15 pełnił gorliwie a nieprzerwanie. W 1858 roku była Dyrekcja Ubezpieczeń w Królestwie Polskim mianowała go członkiem rady nadzorczej kasy oszczędności miasta Kalisza. W 1861 roku Gębicki obrany został dyrektorem resursy; fakt godny szczególniejszej uwagi ze względu na zaufanie, jakie współobywatele – chrześcijanie pokładali w zmarłym innowiercy. W roku wreszcie 1863 mianowano go członkiem komitetu nadzorczego nad lasami miasta Kalisza. To są fakta urzędowe, z których widzimy, jak liczne zmarły sprawował obowiązki; wymowniejszym atoli nierównie świadectwem jego niezmordowanej zawsze dla bliźnich pracy i pożytku, służy żyjąca dotąd tradycja w mieszkańcach miasta Kalisza i całej jego okolicy przechowana. Nie możemy powstrzymać się od przytoczenia jednego mianowicie w tym względzie faktu, tej treści: Władza budownicza zakwalifikowała pewnego razu do rozebrania całą ulicę przez Żydów wyłącznie zamieszkałą – nazwaną „Złotą” – w Kaliszu, z powodu jakoby zrujnowanego stanu budynków na niej mieszczących się. Kwestia ta w formie urzędowej zyskała już zatwierdzenie i gdy władza miejska miała ją wykonać, biedni i nieszczęśliwi Kalisza mieszkańcy zwrócili się jeszcze, jako do ostatniej nadziei ocalenia, do ojca i opiekuna swego – do zmarłego Gębickiego. Ten, energicznym wystąpieniem do Gubernatora, posiadanym u władzy zaufaniem i zaofiarowaniem na koszt własny sprawdzenia raz jeszcze rzeczywistego stanu budynków przez budowniczego, wyjednał wstrzymanie decyzji, a następnie i zupełne jej uchylenie, ocalając tym czynem swoim byt i mienie całych setek najbiedniejszych kaliskich rodzin. To też, kiedy ciężka choroba paraliżu przecięła pasmo tyle pożytecznej dla ogółu pracy zasłużonego w obywatelstwie męża i kiedy lekarze czynili jeszcze nadzieję wyzdrowienia, to całe miasto – bez różnicy wyznań i stanów – literalnie oblegało dom Gębickiego, interesując się najmniejszym szczegółem polepszenia lub pogorszenia się jego stanu zdrowia, a najznaczniejsi obywatele i urzędnicy władz miejscowych odbywali stałe przy łożu chorego dyżury. Niestety jednaki ani biegła pomoc lekarzy, ani starania kochającej i poświęcającej się żony, rodziny, a nawet i miasta całego, nie zdołały ciężkiej a uporczywej owej zwalczyć choroby. I stało się, ku utrapieniu wszystkich szczerze miłujących nieboszczyka, że potężny ten niegdyś kolos zdrowia i siły duchowej, przejęty jedną wyłącznie myślą: ,,czynienia dobrze”, w samej sile męskiego wieku, bo nie mając jeszcze 52 lat, jak dąb podcięty, padł – i ustąpić musiał z pola pracy i pożytku, zamykając się już odtąd wyłącznie w kole rodziny. Pod ten czas to, stale, przed kilkoma laty, osiadł w Warszawie, mało już udzielając się obszernemu kołu swych przyjaciół i znajomych. A tymczasem, w smutnej tej fazie jego żywota zabójcza niemoc, trawiąc ciało, oddziaływała też nader ujemnie i na sam umysł. A wówczas przed oczyma odwiedzających go przyjaciół smutny nader przedstawiał się widok. Widzieliśmy mianowicie, jak czynny i energiczny ten niegdyś człowiek, skazany na nieczynność, umierał, rzec można, powolnie, a jednak w tym nieledwie konaniu ducha zachował postać zawsze jednako szlachetną, niesłychanie uprzejmą a uśmiech niewyczerpanej słodyczy i błogiego jakiegoś spokoju błądził wiecznie po tej twarzy (nieraz nerwowo fizycznym cierpieniem ściągniętej). Takim też umarł, osierociwszy niepocieszoną po strasznej tej stracie małżonkę, dorosłego już syna i córkę zamężną, oraz żal powszechny a serdeczny. Pokój jego zacnej, poczciwej i szlachetnej pamięci!

[…]</document>
<document nplp_id="1718" title="[O ratowaniu żydowskich pogorzelców przez&amp;nbsp;chrześcijan]" slug="lublin-dnia-16-listopada-1862-roku-w-rubryce-korespondencje">[W rubryce] Korespondencje
Lublin, dnia 16 listopada 1862 roku

Szanowny Panie Redaktorze!

Zapewne pisma publiczne nie zamilczą o strasznej klęsce, jaką podobało się Opatrzności dotknąć gród nasz.

Nie myślę opisać wszystkich okropności tego nieszczęśliwego wypadku, gdyż na odmalowanie ich za słabe jest pióro moje.

Chcę tylko w imieniu mych współwyznawców przelać na papier wyrazy wdzięczności i uwielbienia dla naszych współrodaków chrześcijan, którzy z narażeniem własnego życia ratowali pogorzelców wyznania Mojżeszowego[przypis]W „Jutrzence” (a później też w „Izraelicie”) ukazywały się często doniesienia o okazywanej sobie przez Żydów i chrześcijan pomocy w różnych nieszczęściach. Miały dowodzić, że integracja jest nie tylko wskazana, ale i możliwa. Wyróżniała się opowiastka, przytoczona za ludowym pismem „Kmiotek”, której treść funkcjonowała w „Jutrzence” nieomal jako emblemat postulowanych wzorców współżycia. Mówiła o pożarze w żydowskim domu i ofiarnym ratowaniu żydowskiego dziecka przez chrześcijańskiego sąsiada. Przysługa była wzajemna — po latach Chaim wydobył rodzinę Marcina z nędzy. Rzecz kończyła się słowami żony Marcina: „Wszyscyśmy dzieci jednego Boga i bliźni, chociaż się inaczej modlimy do Niego”. Redakcja poprzedziła streszczenie krótkim wstępem: „Wszelka idea zrodzona w szczupłym kole wybranych wtedy dopiero w czyn przechodzi, kiedy przenika wszystkie warstwy społeczne i zapuszcza korzenie w serca ludu”. (Przegląd pism krajowych. „Jutrzenka” 1862 nr 21). Opowiastka Chrześcijanin i Żyd ukazała się w „Kmiotku” 1862, w numerach 12-13.[/przypis].

Jak z jednej strony bolesnym było widzieć biedne rodziny, które w jednej chwili utraciły wszystko swoje mienie, tak z drugiej pocieszającym był widok uczniów tutejszego Liceum, spieszących z pomocą, dźwigających na swych młodocianych barkach paki z towarami i inne ciężary.

Zaiste, takie szlachetne objawy współczucia są wynikiem prawdziwej miłości bliźniego.

Nie mogę pominąć jednego szczególniej z tych zacnych młodzieńców, który przygnieciony belką, ledwie życiem nie przypłacił swego poświęcenia dla bliźnich.

Tym ze wszech miar naśladowania godnym młodzieńcem, jest Ludwik Budziszewski, uczeń klasy V tutejszej Szkoły. Imię jego pozostanie na zawsze wyrytym w sercach Izraelitów tutejszych.

&amp;nbsp;
J[ózef] Goldszmidt,
Uczeń Klasy VI Liceum Lubelskiego[przypis]Szkoła pod nazwą Liceum Lubelskie istniała krótko, wprowadziła ją reforma Aleksandra Wielopolskiego jako szkołę liczącą osiem klas z polskim językiem wykładowym. Było to jedyne liceum w Królestwie Polskim — przy trzynastu siedmioklasowych gimnazjach. Niedługo po jej powstaniu, w maju 1865, przemianowano ją z powrotem na gimnazjum — siedmioklasowe, gubernialne, z językiem rosyjskim. W latach 1851-1862 jej dyrektorem był Józef Skłodowski, dziadek Marii Skłodowskiej-Curie. Później kierowali nim już wyłącznie Rosjanie, z osławionym rusyfikatorem Mikołajem Siengalewiczem (w latach 1874-1899). W Pamiętniku zjazdu byłych wychowanków szkół lubelskich (Lublin 1826), nazwisko Jakuba Goldszmita figuruje w wykazie uczniów klasy VII z 1866 roku oraz w podpisie pod ich zbiorową fotografią wraz z nauczycielami (widoczni są na niej również Aleksander Głowacki, Aleksander Świętochowski, Julian Ochorowicz), ale nie ma tego nazwiska w s p i s i e maturzystów.[/przypis]</document>
<document nplp_id="1719" title="[Ochronka dla dziewcząt izraelskich w&amp;nbsp;Lublinie]" slug="lublin-dnia-6-wrzesnia-1866-roku-w-rubryce-korespondencja">[W rubryce: Korespondencja]

Lublin, dnia 6 września 1866 roku

&amp;nbsp;

Ekonomia polityczna dowiodła, że do najpotężniejszych czynników dobrobytu należy podniesienie moralności i krzewienie nauki, a jako środki pomocnicze do tych celów wiodące wskazała zakłady opiekuńcze dla dzieci i naukowo-elementarne[przypis]Ekonomia polityczna była ważnym przedmiotem nauczania wydziału prawa i administracji ówczesnej Szkoły Głównej. Cieszyła się ogromnym zainteresowaniem studentów. Jeden z nich, Stanisław Czarnowski (późniejszy autor wstępu do rozprawy Józefa Goldszmita Wykład prawa rozwodowego podług ustaw mojżeszowo-talmudycznych z ogólnym poglądem na ich rozwój z uwzględnieniem przepisów obowiązujących. Warszawa 1871) jeszcze w czasie studiów prowadził w „Gazecie Handlowej” osobną rubrykę poświęconą gospodarstwu krajowemu. Wielu z nich prenumerowało zagraniczne pisma ekonomiczne, czytano z zapałem książki uznanych ekonomistów, zwłaszcza te, które stawiały problem reform gospodarczych, specjalną uwagą cieszyły się pod tym względem prace Józefa Supińskiego, odbierane jako rodzaj katechizmu obywatelskiego.[/przypis].

Przyczynianie się więc do rozwoju takich zakładów jest obowiązkiem obywatelskim ciążącym zarówno na wszystkich w miarę sił i możności każdego. Tych słów kilka nasunęła nam Ochronka dla dziewcząt Izraelskich w Lublinie[przypis]O wymienionej ochronce wiemy niewiele ponad to, co napisali o niej Józef i Jakub Goldszmitowie. Jeśli nie liczyć drobnych wzmianek w „Jutrzence” i „Izraelicie” o jej genezie. Podana data wskazuje, że myśl o jej założeniu zrodziła się w czasie liberalizacji prawa o Żydach (1862) i dalszego rozprzestrzeniania się Haskali w Królestwie. W tymże roku podobny zakład w Warszawie otworzyła Eleonora Pechkranz, co podała „Jutrzenka”, informując z satysfakcją o datkach, jakie napływały na ten cel, również od obywateli — chrześcijan (1862, nry 10 i 11). Ogłoszenie samej projektodawczyni, zamieszczone w „Gazecie Polskiej” (1862, nr 22), zawierało formułę „ochronka dla Polek wyznania mojżeszowego”. — Ochronki w ogóle jako instytucje opiekuńcze dla biednych dzieci wzbudzały wówczas szerokie zainteresowanie prasy i instytucji dobroczynnych (np. Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności). O żydowskich ochronkach pisano na przykład obszernie w „Przeglądzie Tygodniowym”, relacjonując z zadowoleniem odbywane tam wizytacje, egzaminy, konkursy, podkreślano też ich walor wychowawczy i pomocowy (zob. np. cykl Ochrony dla dzieci żydowskich, 1866 nr 28-30). — Dzieci przebywały w ochronkach w wieku od lat trzech do ośmiu (czasami nawet starsze), miały zapewnioną opiekę, ciepły posiłek i odzież, zajęcia przygotowywały do szkół elementarnych. Uczono czytać i pisać po polsku, niekiedy po rosyjsku, także rachunków, religii i śpiewu, prowadzono prace ręczne. Utrzymywały je osoby prywatne lub instytucje dobroczynne, kontrola urzędowa była ograniczona. Również opiekunki pełniły swoje funkcje honorowo, najczęściej rozmawiały z dziećmi po polsku, starały się je też uczyć polskiego patriotyzmu. Szkoły elementarne (ogólne i wyznaniowe) miały podobny, bardziej tylko rozszerzony, program ramowy, nauka trwała w nich trzy do czterech lat (typ szkoły jednoklasowej) i około pięć lat w szkołach dwuklasowych (stąd często nazywało się ochronki także „szkółkami”).[/przypis]. Egzystencja jej niezbyt dawna, bo datuje od zaledwie lat 4, jednakże już przeszła koleje większej części tego rodzaju zakładów. Z początku zaszczycona czynną opieką blisko połowy Lublina, dziś ma prawo uskarżać się na zupełne prawie zaniedbanie i niepamięć.

Założona w 1862 roku staraniem pana Natana Müllera[przypis]Natan Müller, działacz oświatowy i gminny, kilkakrotnie wybierany do lubelskiego Dozoru Bożniczego (w 1862 z zadaniem zreformowania miejscowej szkółki Talmud Tora, zaprowadzenia w niej m. in. nauki języka polskiego i rachunków), od 1861 członek Rady Wybieralnej Lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności, kurator miejscowego szpitala żydowskiego, jeden ze współzałożycieli lubelskiej ochronki. Za rządów Aleksandra Wielopolskiego zasiadał także w Radzie Miejskiej (zezwalało na to ówczesne prawo wybierania kandydatów bez różnicy stanu i wyznania; do rad miejskich wybrano wtedy 15,2 % odsetek Żydów, do powiatowych 4,4 %, do Rady Stanu powołano Mathiasa Rosena; prawo to władze carskie wkrótce okroiły i ograniczały w praktyce). W „Kurierze Lubelskim” (1875 nr 85) ukazało się wspomnienie Müllera o lubelskim radnym, Pliszczyńskim, napisane wspólnie z Jakubem Goldszmitem.[/przypis], który też jej prezesem został, Ochronka lubelska liczyła między swymi opiekunami i opiekunkami osoby z najznaczniejszych tu domów izraelskich.

Panny: Lichtenfeld, Margulies, Strauch, zajmowały się nauką czytania polskiego, pisania i robót ręcznych.

Dziś wszystko się zmieniło, dawny zapal minął, opiekunki istnieją już tylko de jure. Na kartach księgi wizytowej tylko nazwisko ordynującego lekarza, pana Edelsztejna, spotkać można. Z całego zastępu nauczycielek i opiekunek pozostała tylko zacna i światła pani Mejersohn[przypis]Malwina Mejersohn (Mejerson; 1839-1921), jedna z pierwszych powieściopisarek żydowskich piszących po polsku, matka filozofa, Emila Meyersona i poetki Franciszki Arnsztajnowej. Jej mąż Bernard (Ber) był znanym finansistą lubelskim, czas jakiś stał na czele miejscowego Towarzystwa Kredytowego.[/przypis], która od czasu do czasu odwiedzi i hojną ofiarą wesprze Ochronkę.

Szczupłymi też funduszami rozrządzać może instytucja nasza. Główny jej fundusz stanowią dobrowolne ofiary jednorazowe i miesięczne Opiekunek Ochronki i innych dobroczynnych osób, albowiem prócz 100 rs. rocznie otrzymywanych od Rady Głównej Opiekuńczej z etatu Królestwa[przypis]Rada Główna Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych w Królestwie Polskim powstała w 1832 z przekształcenia wcześniej istniejących Rad Szpitalnych. Funkcjonowała przy ówczesnej Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego. Składała się z osób powołanych przez Komisję Rządową (w tym członków Komisji Lekarskiej, opiekunów szpitali, osób duchownych), którzy pracowali honorowo. Nie dysponowała dużym budżetem. Na przestrzeni lat jej funkcje zmieniały się.[/przypis] i 90 z wydzierżawienia posesji do gminy należącej, żadnych stałych funduszów nie posiada. Utrzymanie jej kosztuje przeszło 1000 rs. rocznie.

Lokalik Ochronki do jej możności zastosowany, przy ulicy niekoniecznie do pryncypalnych zaliczonej położony, składa się jednak z 3 pokoi i kuchni i odznacza się miłą czystością i porządkiem.

Wszedłem tam z rana koło godziny 10. Już zastałem dzieci zgromadzone w liczbie około 20 zajęte ręczną robotą. Na wesołych twarzyczkach igrał uśmiech swobody, zdrowia i zadowolenia, nie widać było przymusu i obawy surowości.

Za wejściem osoby obcej wszystkie grzecznie powstają.

Dozorująca wskazała mi drugą izbę stanowiącą spalnię i trzecią przeznaczoną zapewne na sesje, bo na środku stał pokryty zielonym suknem stół, a na nim księga dla wizytujących i listy dziewcząt co miesiąc sporządzane.

Niestety, listy te coraz szczuplejsze.

Ubożsi rodzice, widząc upadającą zwolna troskliwość o dobro Ochronki, coraz niechętniej umieszczają tam dzieci.

Fundusze zresztą coraz mniejsze nie dozwalają pomieścić tyle co dawniej dziewcząt.

Na widok tak smutnego decrescendo mimowolnie nasuwa się pytanie, czy nasz Lublin istotnie nie jest w stanie utrzymać nawet ochronki dla dzieci uboższej ludności, czy nie potrafi obmyśleć środków w tym celu[przypis][Przyp. autora: Mówiąc o środkach, przypomniał mi się piękny przykład, jaki dała pod tym względem jedna ze znajomych mi panienek, która będąc corocznie obsypywaną podarkami w dzień swoich imienin i widząc, że rodzice i znajomi mają znowu zamiar tęż przyjemną niespodziankę jej zrobić, prosiła, aby wydatki na ten cel poniesione na zakładającą się Ochronkę użyto. — Gdy jednak ucieszeni tym objawem szlachetnego serca rodzice nie zaniedbali obok dobroczynnego datku prezentów zakupić, urządziła z nich małą fantową zabawę, do której bilety rozebrali zgromadzeni goście, i tak obok zabawy Ochronka nową otrzymała kwotkę].[/przypis], czy to, co dotąd zrobiono, nie jest wybrykiem fantazji, jakąś chwilową zachcianką, a nie rzeczywistym poczuciem ludzkości?

Miejmy nadzieję, iż tak nie jest, że dzisiejsza obojętność jest tylko czasową, krótkotrwałą, że dawniejsza czynność wróci; że wreszcie, jeżeli to nie za śmiała nadzieja, i niniejszy artykuł choć w części się do tego przyczyni.

Mówiąc o ochronkach, nie zawadzi słów parę poświęcić tutejszej szkole elementarnej naszego wyznania. Szkoła ta prawie jednocześnie z Ochroną założona, której najświetniejsze chwile zakończyły się z wyjazdem pierwotnego jej kierownika, pana Straucha, do Warszawy, dziś prowadzona przez pana Salonowicza przechodzi pod bezpośrednią opiekę rządu[przypis]O szkole założonej z inicjatywy grona miejscowych działaczy liberalnych (około 1862) informowała „Jutrzenka”, wymieniając ich nazwiska (Gmina żydowska w Lublinie, 1862, nr 25); wśród nich nie znajdujemy jednak nazwiska Straucha. W tym samym czasie istniała też w mieście (od około 1844 roku) szkoła elementarna utrzymywana i kontrolowana przez gminę. Przechodziła różne koleje zanim stała się — jak się tu powiada — szkołą rządową, czyli lekcje prowadził nauczyciel nie z wyboru, lecz z nadania władz, z programem ustalanym odgórnie. Być może, to ona właśnie należała w pewnym momencie do Fabiana Straucha. Fabian (Fejwel) Strauch (daty życia nieznane), nauczyciel, działacz oświatowy, sporadycznie — autor „Izraelity”. Wydał też „Kalendarz dla Izraelitów na rok przestępny 1877/78 od Stworzenia Świata 5638” z równoległym datownikiem chrześcijańskim i żydowskim. O jego lubelskiej szkole nic bliżej nie wiadomo. W 1866 kierował w Warszawie prywatną szkołą mieszczącą się przy ulicy Dzikiej, przeniesioną później na Nalewki (zbieg z ulicą Franciszkańską, gdzie prowadził również bursę dla zamiejscowych uczniów), potem na Pawią. Szkoła istniała chyba do 1869 roku. „Obszerny wykład przedmiotów religijnych mógł zaspokoić wymagania wielu rodziców” — zapewniał Strauch w ogłoszeniu. Dodajmy, że szkoły rządowe, choć bezpłatne, i tak utrzymywali rodzice, przynajmniej w części, bo płacili na nie osobny podatek — oprócz podatku na szkoły ogólne i szkółki gminne.- O Strauchu w Warszawie wiemy jeszcze, że uczył religii i języka hebrajskiego w ochronce Eleonory Pechkrantz.[/przypis].

Zwiedzając tę Szkołę w celu przeświadczenia się, jak dalece odpowiada swemu przeznaczeniu, zadałem kilka pytań lepszym uczniom, a jakkolwiek z kilku pytań nie  podobna dostatecznie ocenić stopnia rozwinięcia uczniów, zawsze jednak zadowalniające odpowiedzi chlubnie świadczą o pracy i staranności pana Salonowicza.</document>
<document nplp_id="1720" title="[Polemika]" slug="z-lublina-w-rubryce-korespondencja">[W rubryce:] Korespondencja

Z Lublina

Szanowny Redaktorze!

W numerze 24 „Izraelity” zamieszczoną została korespondencja pana Józefa Goldszmidta, o „Ochronce Lubelskiej”. Nie można temu przeczyć, aby korespondencja owa nie miała być napisaną w duchu przyjacielskim, ale ponieważ zawiera przy tym parę myśli niezgodnych z rzeczywistością, parę zdań w zapędzie wypowiedzianych – uważamy sobie za obowiązek je sprostować.

Przede wszystkim, protestujemy, aby Ochrona nasza li-tylko za staraniem pana N. Müllera założoną została, jak również wcale się nie zgadzamy z Panem Klin…, który w korespondencji swej do „Izraelity” miał wyrzec, jakoby założycielem jej był Pan I. Ehrlich[przypis]Polemice Jakuba zarzucono, że nadmiernie koncentruje się na osobach kosztem meritum sprawy (zob. Z.K. [w rubryce] Korespondencja. „Izraelita” 1866, nr 33). W nieco wcześniejszym materiale nadesłanym do tejże rubryki autor podpisany B.M…n (1866 nr 29) tak naświetlił szczegóły starań o założenie placówki: „Garstka ludzi szlachetnych […] podała sobie ręce, by wspólnymi, choć słabymi siłami wydźwignąć swych współwyznawców ze stanu odrętwienia […]. Wśród gminy liczącej 13.000 mieszkańców udało się kilku indywiduum, pomimo tłumu rzucającego anathema, ba, nawet publiczne obelgi na głowę tych odszczepieńców, w przeciągu roku jednego założyć szkółkę prywatną elementarno-religijną dla chłopców, ochronkę i dom sierot dla biednych dzieci oraz szkółkę wieczorną dla dorosłych. […] po upływie lat trzech, w przeciągu których członkowie nadzoru szkółki, nieustannie z brakiem funduszów i ze wstrętem rodziców walczyć musieli, udało się staraniom popartym przez JW. dyrektora gimnazjów tutejszych szkółkę tę prywatną połączyć z istniejącą dotychczas (na papierze) szkółką elementarną dla ubogich chłopców i tym sposobem zamienić ją na rządową dwuklasową, gdzie oprócz nauk świeckich w zakresie przygotowującym do drugiej klasy gimnazjalnej, język i gramatyka hebrajska, nauka Pisma św. i Talmud wykładane bywają”. O zabiegach przy powołaniu tej placówki (nazywanej wtedy Salą Ochrony) informowano też wcześniej w „Jutrzence”: podkreślano przychylność miejscowego gubernatora Boduszyńskiego, chwalono aktywność „żywiołów postępowych”, z uznaniem wyrażano się o ich gotowości do kompromisu i zręczności w postępowaniu z „zachowawcami”. Znalazł się tu też wymowny passus ostrzegający przed rozłamem: „W końcu polecamy postępowym współwyznawcom w Lublinie, aby pomni na słabe jeszcze swe siły, starali się zastąpić je energicznym i jednomyślnym działaniem, mniej zważając na drobnostkowe formy i ustępując sobie wzajemnie po cząstce swych przekonań; obstawanie przy swoim za jakąbądź cenę naruszyć może całość planu”. (Gmina żydowska w Lublinie. „Jutrzenka” 1862 nr 25). Dodajmy, że wymienionemu gubernatorowi dziękowano w „Jutrzence” i przy innej okazji — że poparł proponowaną przez gminę reformę szkółki Talmud Tora i że co roku, od dwudziestu już lat, przesyła gminie pewną sumę pieniędzy na biednych — „natchniony prawdziwą miłością bliźniego i dobroczynnym usposobieniem dla wszystkich bez wyjątku ludzi”. („Jutrzenka” 1862 nr 20). Korespondencji podpisanej P. Klin… w sprawie ochronki lubelskiej nie znaleziono.[/przypis]. Nie zaprzeczamy, że Pan Müller wiele podejmował trudów i zachodów w czasie wznoszenia Ochrony, ale założycielem jej był nie człowiek pojedynczy – ale ogół, jednostka niewiele by tu zdziałała. Powiada dalej Pan Józef Goldszmidt, że „obecnie inny stan rzeczy”, że „dawny minął już zapał; że opiekunki już tylko istnieją de jure”. Trudno zaiste nie przyznać, że szczuplejszą obecnie jest liczba dziewcząt – wychowanek zakładu, aniżeli przy jego powstaniu, ale gdybyśmy się na kwestię tę chcieli zapatrywać bezstronnym, nie pesymistycznym okiem, doszlibyśmy do innego aniżeli Pan Józef Goldszmit rezultatu. Niezapełnione bowiem podpisami opiekunek karty księgi wizytowej nie świadczą jeszcze, aby opiekunki nie miały odwiedzać Sali Ochrony – jeżeli zaś opiekunki i opiekunowie nie tak tłumnie się do niej tłoczą, jak to miało miejsce dawniej, to dlatego jedynie, że większa część ich przeniósłszy się na (jak to u nas jeszcze dziś nazywają) katolickie miasto, ma sobie utrudniony pochód do tak odległego miejsca, na jakim się Ochrona znajduje. Miejmy jednak nadzieję, że z chwilą przeniesienia jej na jedną z pryncypalniejszych ulic (co ma wkrótce, jak wieści noszą, nastąpić) – dawny stan rzeczy wróci.

Przy tym wszystkim, ową oziębłość w zbyt rażących kolorach przedstawił nam Pan Józef Goldszmit — gdyby ona istotnie tak groźne przybrała rozmiary, gdyby jedna tylko „z całego zastępu opiekunek, P. Majersohn, darami swoimi wspierała Ochronę naszą” — wątpię, czyby ta po dotąd ostać się mogła, kiedy według własnych słów pana Goldszmita roczne jej utrzymanie kosztuje przeszło rs. 1000.

A czyimże, jeżeli nie członków staraniem tak znaczna suma bywa rocznie uzbieraną?

Zmniejszenie liczby dziewcząt pochodzi nie z winy rodziców, którzy jak to powiada korespondent ,,widząc upadającą zwolna troskliwość o dobro Ochronki coraz niechętniej umieszczają tam dzieci” — ale po prostu dla tej przyczyny, że zarządzający nią odmawia przyjęcia dzieci bogatszych, w tym celu, aby całkowity fundusz li tylko na dzieci uboższe mógł być obróconym.

Przy wyliczaniu funduszów stałych naszej Ochrony (100 rubli rocznie od rządu, 90 z wydzierżawienia posesji do gminy należącej) przepomnianym został zasiłek w kwocie rs. 150 przez dozór Bóżniczy tutejszy na rzecz Sali Ochrony corocznie wypłacany, co również nie małą zasługę mu jedna w oczach naszych.

Zresztą, czyż zeszłoroczna ofiara Pani Weinberg, która wszystkie dzieci ciepłą obdarzyła odzieżą żadnego nie ma mieć znaczenia? czyż od czasu do czasu pojawiające się nawet kilkunastorublowe datki mają być dowodem oziębłości? i czyż chociażby nawet zabiegi pana Chila Rothenszteina około zbierania składek nic nie znaczą? czyż miesięczne stałe ofiary przez osoby wcale do zarządu Ochronki nie należące wnoszone — nie powinny być nawet uznane?

Owszem, gańmy co warte nagany, wskazujmy błądzącym ścieżki prawe, prośmy bodaj o litość dla biednych dzieci, o zajęcie się gorliwsze, szczersze łaknącymi, nagimi sierotami —ależ na miłość Boską, nie zmuszajmy nikogo. Musem nie przyniewolimy żadnego z tych, któremu własne sumienie czynu nie podyktuje, a co gorsza — że tym sposobem w miejsce obfitych plonów li tylko posuchy w rezultacie doczekać się możemy.</document>
<document nplp_id="1721" title="[Korespondencja z&amp;nbsp;Lublina]" slug="lublin-dnia-10-wrzesnia-1869-roku-w-rubryce-korespondencja">[W rubryce: Korespondencja]

Lublin, dnia 10 września 1869 roku

&amp;nbsp;

Sala Ochrony Lubelska. – Postęp oświaty. – Wieści pocieszne z dziedziny handlu. – Przemysł Lublina: fabryka Klinkowsztejna i Krasuckiego. – Chasydyzm stron tutejszych. – „Pchła i rebe” bajka A. Mickiewicza.

&amp;nbsp;

Postaram się zreasumować postęp Lublina, a raczej w ogólnym zarysie przedstawić Wam dodatnie i ujemne jego strony, tak jak mi się one przedstawiły po całorocznej niebytności mojej w tym starożytnym grodzie.

Najpierw obowiązkiem moim po przybyciu do Lublina było zwiedzenie tutejszej Sali Ochrony. Liczę to dlatego do najpierwszych obowiązków, że w ugruntowaniu gmachu pomyślności tej Ochrony, do wyrobienia między biedniejszą publiką Lublina zupełnego zaufania do tego zakładu – sam kiedyś czynną przykładałem rękę. Wiem zresztą, jakie dobrodziejstwa wyświadcza ta jedyna sui generis instytucja izraelska Lublina. Toteż i dzisiaj nie mogę przemilczeć i choć kilką słowami nie wspomnieć o zasłudze szanownych opiekunek i opiekunów Ochrony. Oby działalności swej coraz szerszy krąg zakreślać nie omieszkali.

Najbardziej na swoim miejscu po Ochronie będzie wzmianka o postępie lubelskiej młodzieży izraelskiej na polu… oświaty. Niestety! Rok upłyniony pod tym względem dodatniego rezultatu wcale nie przyniósł. Na poparcie naszego twierdzenia mamy dane statystyczne, a lżejsza o wiele jest sprawa, jak wiadomo, wydostać się z paszczy rozjuszonego lwa niż z… labiryntu liczb i cyfr. Otóż, na 29 uczniów miejscowego męskiego gimnazjum przejście do klas wyższych otrzymała zaledwie ¼ część. Fakt to dość bijący w oczy. Przeciwnie zaś zupełnie rzeczy się mają w żeńskim gimnazjum, gdzie z liczby 7 panien połowa pochwałami za wzorowe zachowanie się i pilność w naukach zaszczyconą została. Może Bóg da, że bieżący, czyli nowy rok szkolny bardziej zadowalające rezultaty przyniesie nam w dani.

Z pola naukowych wiadomości na pole przemysłowe przeskok, prawda, niemały. Uniewinnia nas to jedynie, iż i z tego pola pocieszne donieść wam wiadomości możemy. Rzecz dziwna, jak też to olbrzymim krokiem pod pewnym względem postęp posuwa się naprzód. Pamiętam, lat kilka zaledwie mija, kiedy przejście przez pryncypalniejsze ulice Lublina (Bramową i Grodzką na przykład) kompletnie uniemożebnionym było, dzięki – wyznajmy to otwarcie – pewnej koterii przekupniów żydowskich, którzy gwałtem przechodniów wciągali do swych sklepów, a w razie nieprzystania na podawaną przez nich, zbyt wygórowaną cenę – różnych dopuszczali się niegrzeczności. Stąd częste spory wytaczały się przed policję, która obmyślała nawet środki zaradcze niekiedy. Dziś, wszystko się to, dzięki Bogu, zmieniło na awantaż. Bez wdawania się, nota bene, w to władzy, bez środków przymusowych, bez naglenia nawet o porządek.

[…]

Nie możemy na zakończenie niniejszej korespondencji przemilczeć o szeroce rozgałęzionej w lubelskich stronach sekcie chasydów. Winszujemy szczerze „Izraelicie”, że sumiennie się zajął tą kwestią, jak również wyrażamy wdzięczność panu Izraelowi L. G., że nabyte własne doświadczenie spożytkowuje na korzyść tej zacofanej klasy. Wracając do chasydów lubelskich, nadmienić nam wypada, że nie drwić z nich, ale litować się nad nimi należy. Odbywają też nieustanne pielgrzymki do żydowskiej Medyny: do Iżbicy, Kocka, Uchań, Sochiża i Turzyska i u fałszywych proroków zostawiają ostatni w pocie czoła przez nieszczęsne ich żony zapracowany grosz. Doprawdy, przypomina się nam udatna bajeczka nieśmiertelnego Adama, dokładnie charakteryzująca działalność „krwiożerczą” tych oszustów, bałwochwalczo przez fanatyczną klasę ludzi czczonych. Komunikujemy ją łaskawym czytelnikom:

&amp;nbsp;

Pchła i rabin[przypis][Przypis autora:] Bajka ta odnalezioną została po raz pierwszy w 1862 roku w albumie pana Piotra Moszyńskiego i w żadnym z warszawskich wydań Mickiewicza pomieszczoną nie była. [Pierwodruk bajki Pchła i rabin na podstawie albumu Moszyńskiego nastąpił w wydaniu: A. Mickiewicz, Pisma. Wydanie zupełne, staraniem E. Januszkiewicza i J. Klaczki, Paryż 1861, t. 1, s. 197].[/przypis]

Pewien Rabin, w Talmudzie kąpiąc się po uszy,

Cierpiał, że go pchła gryzła; w końcu się obruszy:

Dalej czatować – złowił. Srodze przyciśnięta,

Kręcąc się, wyciągając główkę i nóżęta:

„Daruj, Rabinie, mądremu nie godzi się gniewać;

O święty synu Lewi, nie chciej krwi przelewać!”

„Krew za krew! - wrzasną Rabin – Beliala płodzie!

Filistynko, na cudzej wytuczona szkodzie!

Mrówki mają spichlerze, pracowite roje

Znoszą miody i woski, a truteń – napoje;

Ty się jedna śród ludzi z liwarem uwijasz,

Pijaczko, tym szkodliwsza, że cudze wypijasz.”

Zakończył; i gdy więźnia bez litości dławi,

Pchła konając, pisnęła: „A czym żyje Rabi!”

Sat sapienti!</document>
<document nplp_id="1723" title="O&amp;nbsp;koniecznej potrzebie ochrony dla chłopców wyznania mojżeszowego w&amp;nbsp;Warszawie" slug="o-koniecznej-potrzebie-ochrony-dla-chlopcow-wyznania-mojzeszowego-w-warszawie">Piękny zaiste był widok, kiedy niedawno zgromadziły się po raz pierwszy tłumy ubogiej izraelskiej ludności, łaknące zdrowego i taniego posiłku, i znajdowały go dzięki gorliwym staraniom zamożniejszej swej braci[przypis]Mowa tu o taniej kuchni powstałej z inicjatywy żydowskiej gminy w Warszawie. Jej uroczyste otwarcie nastąpiło w obecności Ber Meiselsa, nadrabina Warszawy; pierwszego dnia wydawano bezpłatnie obiady ubogim spośród wszystkich wyznań.[/przypis].

Lecz wobec tego co już zrobione, nie należy zapominać o tym, co do zrobienia pozostaje, co już od dawna zrobionym być by powinno. Pamiętamy o fizycznych potrzebach klas uboższych — to słusznie, to zacnie i uczciwie. Lecz czyliż na tym poprzestać można? Czyż natychmiast po kwestii dostarczania pokarmu dla ciała nie powinna wystąpić kwestia dostarczania pokarmu dla ducha? Mamy tu na myśli założenie ochronki dla chłopców wyznania mojżeszowego w Warszawie, której niezbędna potrzeba z dniem każdym coraz bardziej czuć się daje. Kwestia to już dawno podniesiona i niestety dawno już zapomniana także, a przecie jak nam wiadomo z pewnością pan Matias Berson, powziąwszy ten projekt, uzyskał dla niego zezwolenie Towarzystwa Dobroczynności, poczynił nawet odpowiednie kroki celem wprowadzenia go w życie, a nie poprzestając na tym, ofiarował na fundusz zakładowy 1500 egzemplarzy rozprawy przez siebie napisanej i własnym nakładem wydanej, a mieszczącej recenzję dzieła pana Neufelda, pt. Starożytne modły Izraelitów[przypis]Daniel Neufeld Modły starożytne Izraelitów. Z komentarzem Morech Derech przez…. T. 1 i 2, Warszawa 1865; omówienie tej publikacji w broszurze Mathiasa Bersohna Kilka uwag o dziele „Modły starożytne Izraelitów z komentarzem Morech Derech” przez Daniela Neufelda, Warszawa 1866, odb. z „Biblioteki Warszawskiej”. Także na stronie redakcyjnej broszury Jakuba Goldszmita Z życia żydowskiego. Obrazki i szkice (Warszawa 1870), czytamy: „Całkowity dochód ze sprzedaży dziełka niniejszego przeznacza się na rzecz ufundować się mającej Ochrony dla chłopców wyznania mojżeszowego w Warszawie”.[/przypis]. Czy rozprawa ta rozsprzedana całkowicie, czy tylko w części, i co się stało z funduszem stąd zebranym, a zwiększonym kilkakrotnie składkami — nie wiemy. Czyby pan Berson ustał w tak pięknym, tyle i tak ważnych skutków rokującym przedsięwzięciu; czy zniechęcił się brakiem poparcia ze strony gminy? W tym ostatnim razie niech nam wolno będzie mniemać, że jeśli w istocie przed kilku laty gmina tutejsza mniejszy okazywała zapał do tego przedsięwzięcia, to dziś, kiedy zaufanie publiczne obudzone zostało pomyślnym skutkiem nowo otwartej instytucji, można spodziewać się stanowczego zwrotu opinii na korzyść proponowanej ochrony[przypis]Mathias Bersohn był jakiś czas członkiem zarządu Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, zasiadał też we władzach Warszawskiej Gminy Starozakonnych. Towarzystwo warszawskie popierało ochronki, Gmina zaś, jak wynikałoby z powyższych słów, była im raczej niechętna. Towarzystwo zarządzało szesnastoma ochronkami (zakładało je począwszy od 1861), utworzyło nawet osobny wydział dla nich. Czas jakiś myślano o placówkach wspólnych dla dzieci polskich i żydowskich, zrezygnowano z tego jednak ze względów praktycznych (trudności w prowadzeniu podwójnej kuchni). Za to wspierano usilnie działania na rzecz oddzielnych zakładów. Inicjatywa Bersohna przechodziła różne koleje, prasa „wałkowała” temat długo, ostatecznie placówka, o jakiej mówimy, powstała przy ul. Dzikiej (ok. 1870). Dodajmy, że polonizujący się Żydzi zasilali szeregi WTD mniej więcej od lat czterdziestych, około 1861 ich napływ się nasilił, po 1881 współpraca prawie ustała.[/przypis].

Nie obawiamy się tu zarzutów ze strony ludzi lękliwych lub wstecznych, które w swoim czasie podnosiły się przeciwko ochronce. Słowa Redaktora „Izraelity” wyrzeczone wówczas (nr 33 rok 1866)[przypis]Mowa o obronie takiej placówki (jej idei) w artykule Samuela Peltyna Ochrona dla chłopców wyznania mojżeszowego. „Izraelita” 1866, nr 33, s. 273-276. Znajdziemy tam też pewne informacje o losach wymienionej inicjatywy Bersohna: tej sprzed kilku lat miały przeszkodzić „wypadki ogólnokrajowe”, realizacja obecnej zaś przedłuża się z powodów finansowych. Do sprawy wracano potem jeszcze nieraz, w dyskusjach chodziło również o przełamanie oporu wobec posyłania chłopców do świeckich zakładów wychowawczych, silniejszego niż w przypadku dziewcząt (o właściwej strategii w tym względzie mowa w artykule, z którego fragment przytacza autor dalej).[/przypis], dziś tym większego znaczenia nabrały wobec powszechnego uznania dla postępu i cywilizacji, uznania coraz silniej rozbudzającego się nawet w najmniej ukształconych warstwach naszego społeczeństwa. Chętnie powtórzymy tu wyrazy, których doniosłość i prawdę oceni każdy bezstronny: „Nie możemy żadną miarą przypuścić, aby sam projekt nie zdołał pozyskać dla siebie uznania ogółu; przeciwnie, pięć ochron dla dziewcząt żydowskich, do których uczęszcza aż kilkaset dzieci uboższych klas naszych, nabywając tam zasad religii, moralności i innych nauk do życia potrzebnych, które, obok ulżenia rodzicom ciężaru utrzymania dzieci, nadają całemu życiu swych wychowanie korzystniejszy nierównie kierunek pod każdym względem, niźliby go otrzymać mogły w rodzicielskim domu — ochrony te, mówimy, dostatecznie już dowiodły i dowodzą ciągle dobroczynnej swej działalności w gminie, iżby pod względem ogólnej ich utylitarności mogła jeszcze zajść jakakolwiek wątpliwość. Szczególne zaś zarzuty czynione przez niektórych: iż rodzice żydowscy posyłający do ochron córki, wzbraniać się będą czynić to samo z synami dlatego, że pierwotne wychowanie chłopców u Żydów jest wyłącznie religijne, że sylabizowania i czytania po hebrajsku, odmawiania codziennych modlitw, zrozumienia kilku rozdziałów Biblii z komentarzem Rasze itp. nauczyć się mogą dzieci li tylko w chederze z wykładu belfra lub mełameda[przypis]Mełamed to nauczyciel w świeckiej ochronce. — Komentarz Rasze, używane w chederach objaśnienie do ksiąg biblijnych i Talmudu autorstwa Raszi (skrót od Rabenu Szlomo ben Icchak, 1040-1105). W dyskusji o chederach, jaka się wówczas toczyła: reformować je, czy też likwidować, integracjoniści opowiadali się zdecydowanie za reformą — uczeniem także języka polskiego i rachunków. W rozbudowanym programie zajęć ochronek mieściła się nauka religii mojżeszowej, ale w mniejszym wymiarze godzin i prowadzona innymi metodami. Zob. np. Jeszcze słówko o ochronkach. „Izraelita” 1867, nr 21, Słówko o mającej się założyć ochronie dla chłopców wyznania mojżeszowego. Tamże 1868, nr 27.[/przypis]  — o tyle są płonne, że mająca się założyć ochrona nie tylko nie wykluczałaby ze swego programu tych specjalności, ale owszem, mogłaby je w szerszym jeszcze zakresie i z systematyczniejszym nierównie wykładem u siebie zaprowadzić; a że nie koniecznie tylko zepsuta atmosfera chederowa i szwargotliwy wykład belfra mają dar uprzystępnienia dzieciom tych nauk, mieliśmy sposobność przekonać się na tegorocznych popisach w kilku ochronach żydowskich, gdzie ośmioletnie dziewczynki czysto, poprawnie a nawet dość płynnie czytały po hebrajsku i tłumaczyły ze zrozumieniem niektóre ustępy”[przypis]Ochronki dla dziewcząt, wspomniane w cytacie z Peltyna, to prywatne placówki, założone przez Eleonorę Pechkrantz i Amelię Natanson. Dwie inne utrzymywało Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, jedna, pod patronatem gminy, istniała przy Głównym Domu Schronienia Ubogich i Sierot Starozakonnych (w założeniu koedukacyjna). Opiekunki i nauczyciele takich placówek rekrutowali się spośród ochotników. [/przypis].

Między biedniejszą ludnością izraelską u nas znajduje się już znaczna liczba takich, którzy by dostatecznie umieli ocenić dopiero co wspomniane korzyści. Wzgląd na to powinien zachęcić ludzi umiejących czuć i działać w interesie ogółu; od nich bowiem zależy rychłe wprowadzenie w czyn tego projektu, którego użyteczność raz faktycznie dowiedziona zachęci niewątpliwie innych do zajęcia się sprawą oświaty.

Ufny nie tyle w powagę mego słowa, ile w ogólne poczucie rzeczywistej potrzeby tej instytucji, mam nadzieję, że głos mój nie przebrzmi bez skutku, tym bardziej, iż opinia publiczna i prasa od dawna zachęcały gorąco tutejszą gminę izraelską do zajęcia się tą sprawą.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1724" title="O&amp;nbsp;stancjach uczniowskich" slug="o-stancjach-uczniowskich">Kwestia stancji uczniowskich, czyli inaczej kwestia lokowania uczniów, jest jedną z owych bardzo ważnych na dziennym porządku będących i równie jak kwestia rzemieślników naszych […] śmiało może być zaliczoną do rzędu owych przez Francuzów nazywanych questione flagrante.
W numerze 61 „Kuriera Lubelskiego” zamieszczonym już był treściwy i dobrze opracowany artykuł o stancjach uczniowskich, którego autorowi tylko to zarzucić by można, że ją traktował zbyt specjalnie, jednostronnie. Chciał, prawda, pan Pustelnik z ulicy P.M.[przypis]Do artykułu tego autor nawiązuje także w korespondencji na ten temat nadesłanej do „Izraelity” 1867 nr 1, s. 6-7.[/przypis] stancje uczniowskie podciągnąć pod rubrykę porządku, pragnął postawić je na właściwej stopie, tylko że niestety chęci jego w czyn zamienione nie zostały, projekt jego nie urzeczywistnił się. Zastanówmy się nieco obszerniej nad owym artykułem. Przede wszystkim najzupełniej zgadzamy się z panem Pustelnikiem co do szkodliwych skutków wynikających z obierania dla dzieci stancji na proste wskazanie faktora, który, jak tu trafnie wyrzekł Pustelnik, tym wymowniej ją rekomenduje, im większe za każdego ucznia ma wynagrodzenie. Radzi więc autor owego artykułu, aby pod tym względem jedynie szkoła była wskazówką rodzicom. I rzeczywiście trudno nie przyznać słuszności tym słowom. Projektuje, aby należyty dozór mógł być nad stancjami rozciągniętym, aby dla nieprzepełniania stancji liczba uczniów najwyżej wynosiła 10 na stancjach pod opieką gospodarzy, a 5 pod opieką gospodyń pozostających. Dalej radzi, aby gospodarz, „niejako ochmistrz i pan w domu, na nic nie pozwalał, co by się sprzeciwiało przepisom obyczajowym, religijnym i szkolnym". I temu nic zarzucić nie można.
Na jedną tylko zgodzić się trudno propozycję, aby gospodarz co kwartał zgłaszać się był obowiązany do zwierzchnika zakładu, celem udzielenia opinii o stojących u niego na stancji uczniach, a zwłaszcza o ich pilności, nałogach etc.
Każdy gospodarz i każda gospodyni starają się być pobłażliwymi i starają się zjednać sobie uczniów, zatem z tego powodu żaden z gospodarzy lub gospodyni złej opinii o swym wychowańcu by nie dali, a więc że opinia udzielana nie zawsze by sprawiedliwą była.
Tyle o artykule 61 numeru, który jak widzieliśmy zbyt jednostronnie obrobiony, bo w nim Autor podał tylko parę swych uwag, wyjawił kilka zdań i zaprowadził nas niejako do progu owych uczniowskich stancji, nie będą wcale ciekawym zaglądnąć do ich środka, rozpatrzeć się w nich i dopiero wtenczas, jeżeli nie o wszystkich, co by przypuśćmy niepodobieństwem było, to o większości z nich przynajmniej wydać swe zdanie.
Posuńmy się zatem do wnętrza owych […] mieszkań, gdzie młodzież przez cały ciąg pobytu w szkołach przebywać jest zmuszona – uczniowska stancja! Któż nie przypomina sobie własnej z lat młodocianych, któż nie przywołuje sobie na pamięć owych klitek przepełnionych mnóstwem kufrów, ławek, stolików i stołków, klitek mieszczących się przy tym najczęściej pod strychem, a przynajmniej na jednej z niekoniecznie pryncypalnych, a koniecznie obficie błotnistych, dla umniejszenia kosztu lokalu, ulic, gdzie skutkiem zupełnego braku miejsca, a bardziej jeszcze skutkiem zupełnego niedoglądania ze strony gospodarza porządku, w harmonijnym nieładzie często chleb obok zadawniale zabłoconych butów a świece łojową obok lub nawet na seksternach widzieć można.
Dodajmy do tego rozmaitego wzrostu i wieku po owej stancji kręcące się postaci, karmione byle jaką (wyrażenie wcale nie przesadzone) strawą, a najczęściej łaknące kawałka chleba (autentyczne), ubarwmy to jeszcze nieustannym koncertem (ale wcale nie amatorskim) mającym swe źródło w basowych głosach uczących się, z których każdy z osobna chce drugiego przekrzyczeć, a sam nie może nawet z powodu owego nieustannego hałasu czytanego przedmiotu dobrze zrozumieć, a będziemy mieli wierny, choć słaby obraz większej części, bo jak wiadomo nulla regula sine exeptione, obraz większości, mówię, naszych uczniowskich stancji. Tak się rozpatrzywszy w owych stancjach, wywodzimy następujące wnioski:

 	że stancje te, po większej części, chybiają założonego celu, gromadząc bowiem wielu uczniów w miejscu ciasnym i niedbale utrzymanym, nie tylko że nie podają sposobności sumiennego, przy najszczerszej nawet chęci, zajęcia się nauką, ale że z powodu karmienia uczniów nie zawsze zdrowymi i pożywnymi pokarmami, częstokroć stają się powodem chorób.
 	że gospodarz lub gospodyni przyjmując ucznia na stancję za liche pieniądze, przy obecnej drożyźnie wiktuałów, zmuszonym się widzi albo oddając wet za wet karmić ich jako tako, lub co również się zdarza, morzyć ich prawie głodem, co także niekoniecznie sprzyjającym jest nauce warunkiem.
 	że wina stąd spływa widocznie nie na rodziców, którzy by chociaż najbiedniejsi nie żałowali, nie wahali się o kilka, a nawet kilkanaście rubli płacę podwyższyć roczną, gdyby pewni byli, że tym dziecku swemu w zupełności dogodzić potrafią, a wina ta spada najoczywiściej na utrzymujących stancje, którzy w chęci zapewnienia sobie jak największej liczby uczniów przyrzekają rodzicom złote góry, przyjmują na siebie warunki, o spełnieniu których po upływie dwóch pierwszych tygodni szkolnego roku ani im się zamarzy. I na koniec:
 	że jedynym lekarstwem na wydźwignięcie uczniów z tej, że tak powiem, niedoli, jedynym środkiem do naprawienia istniejącego złego, do sprostowania wadliwego ustroju teraźniejszych stancji, jest wdanie się w to władzy szkolnej, która rozpatrzywszy się w istniejącym porządku rzeczy, zapewne stosownych użyłaby ku temu środków.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1725" title="[Nauczanie religii mojżeszowej w&amp;nbsp;świeckich szkołach]" slug="w-rubryce-listy-z-prowincji">[W rubryce:] Listy z prowincji

Lublin, w czerwcu 1866 roku

&amp;nbsp;

Wywiązując się więc z danego przyrzeczenia, o którym już nam w 1 numerze swego pisma przypominaliście[przypis]Zob. „Izraelita” 1866 nr 1 pod nagłówkiem Korespondentom: „Panu J. G…dt w Hrubieszowie. Przypominamy Panu dane przyrzeczenie”.[/przypis] — skreślę wam, jak na teraz, kilka słów o lubelskich naszych współwyznawcach. A nie myślcie, by wywiązać się rzetelnie można było prowincjonalnemu korespondentowi bez narażenia się pewnej liczbie, pewnej klasie ludzi. Chcąc bowiem do dna zgłębić życie prowincjonalnych Izraelitów — chcąc zbadać detalicznie stan, w jakim pozostają i towarzyszące mu okoliczności, trzeba koniecznie i z jednego, i z drugiego końca, jak to mówią, zacząć; trzeba przy dobywaniu na jaw stron dodatnich potrącić i o ujemne, trzeba wychwalając co dobre, potępić zarazem i to co nagany godne, co ujemną na sobie cechę nosi. A właśnie to ostatnie nie wszystkim przypada do smaku, bo według słów znakomitego naszego wieszcza, Wincentego Pola: „Prawda zaś bije w oczy, tak było od wieka”[przypis]Przytoczonego cytatu nie udało się zlokalizować.[/przypis]. A cóż zrobić, jeśli czasami wypowiedzieć ową niby to cierpką prawdę wypadnie? Trudne i niemiłe to dla korespondenta zadanie, jednakże żadnymi nie zrażając się przeciwnościami, jakie nas niby to spotkać mogą, śmiało i otwarcie napiszemy wam to w szeregu Listów z Prowincji, co nas najbardziej dolega[przypis]W dziale Korespondencja ukazały się następujące teksty autora zatytułowane Listy z prowincji (oznaczone cyframi I-VI): „Izraelita” 1875 nry 28, 30, 33 oraz „Izraelita” 1876 nry 1 i 7; list V prawdopodobnie ukazał się pod innym tytułem).[/przypis].

Pierwszą i najważniejszą kwestią dla nas być powinno to, że uczniowie izraelscy z chwilą wstąpienia do gimnazjum muszą zrobić rozbrat zupełny z nauką religii, nauką tak ważną, tak świętą dla każdego człowieka. Pozbawieni bowiem nauczyciela, a tym samym i wszelkiego przewodnika, jak można wymagać, aby jakiś postęp młodzież izraelska w tym przedmiocie zrobić mogła? Bo jak wychowanie jedynie na nauce Talmudu oparte, wychowanie jakie po największej części zachowawczy nasi bracia udzielają swym dzieciom, jest po części niepraktycznym — tak również wychowanie tak zwane nowoczesne, w którym  obok nauk szkolnych lekcje muzyki i gimnastyki, tańca a nawet i śpiewu mają miejsce — a jedna tylko religia na bok usuniętą bywa, według nas, błędniejszym jest jeszcze. Dlaczegóż godzina planem szkolnym na religię przeznaczona ma być przez naszych współwyznawców zmarnowaną, bez żadnego użytku, spędzoną lub poświęconą na inny mniej ważny przedmiot? Wszakże niepłonną się cieszymy nadzieją, że władza szkolna nie byłaby przeciwko temu, aby w samym jej gmachu te lekcje się odbywały i w godzinach przeznaczonych na wykład religii rzymsko-katolickiej i ewangelickiej[przypis]Jest to jedna z pierwszych wypowiedzi na łamach „Izraelity” o uczeniu zasad religii mojżeszowej w szkole średniej. Temat ten w szerszym ujęciu, kontynuującym haskalową linię „Jutrzenki”, zapoczątkował artykuł Judaizm i oświata (1866 nr 1) redaktora Samuela Peltyna, zalecający rozszerzanie wiedzy świeckiej przy nierezygnowaniu z wychowania religijnego. W innym artykule redaktor domagał się wprost wprowadzenia wykładu religii mojżeszowej do szkół wszystkich szczebli (zob. Wykład religii w zakładach naukowych. 1866 nr 7; w tymże numerze, w dziale Korespondentom, znajdziemy następującą notatkę: „Panu J. G. …dt w Lublinie. Spotkaliśmy się szczególnie tą razą poglądami […], w przyszłym numerze zamieścimy korespondencję”). — Jeżeli chodzi o lekcje religii, to zgodnie z ówczesnym prawem dzieci winny były uczyć się tej, w jakiej się wychowywały; w praktyce bywało różnie. Władze carskie dążyły do rozszerzenia sieci szkół wyznaniowych, ponieważ ułatwiały rusyfikowanie Żydów (gdy ogólne — elementarne i średnie sprzyjały polonizacji). Te wyznaniowe, wcześniej zakładane, w czasach przedlistopadowych jeszcze, powstawały z woli żydowskich kół oświeconych, te późniejsze — z woli władz carskich z nauką religii według programu rządowego (niekiedy uczono w nich języka polskiego, niekiedy nie). Przepisy dotyczące szkół średnich przewidywały w pewnym momencie (1866) zatrudnianie osobnego nauczyciela religii mojżeszowej, ale nie wszędzie weszły one w życie. Wiele zależało od uznania miejscowych urzędników, zwłaszcza jeśli chodzi o język nauki. Końcowym efektem procesu rusyfikacji na tym szczeblu nauczania, który to proces przebiegał w wielu etapach, było obowiązkowe wprowadzanie języka rosyjskiego jako wykładowego. Tak działo się też w gimnazjum lubelskim. Kiedy ówczesny dyrektor, gorliwy rusyfikator, zamierzał wprowadzić również religię po rosyjsku, dotychczasowy prefekt, ks. kanonik Ignacy Misiński podał się do dymisji, kolejny ksiądz też odmówił, w grudniu 1868 lekcje zawieszono, wznowiono je dla katolików w lutym 1869. Stąd wyrażone dalej życzenie autora, by uczniów starozakonnych uczyć ich religii po polsku, jeśli by wprowadzono ten przedmiot. Przedmiot istotnie wprowadzono, ale nie wiemy, w jakim języku; polskie lekcje religii katolickiej przywrócono w gimnazjum lubelskim, według niektórych źródeł, w 1886 roku.[/przypis].

Prawda, że liczba uczniów mojżeszowego wyznania mniejszą przedstawia cyfrę w stosunku do innych wyznań, lecz cyfra ta coraz się powiększa i zaprowadzenie dla nich religijnego wykładu staje się z każdym dniem nieodzowniejszym[przypis]Rok później autor odnotował: „Młodzież izraelska ucząca się, znaczne czyni postępy, a liczba jej z każdym rokiem wzrasta szybko. Zaznaczmy i tu parę faktów. Szkoła elementarna trójoddziałowa (dwuklasowa) niedawno powstała, w której obok nauk religijnych i świeckie są wykładane — liczy do stu elewów. Fakt wielkiej wagi, gdy rozważymy, ile to walki z samym sobą przebyć musieli Izraelici do partii zachowawczej należący, nim odważyli się nareszcie na tak ważny krok — bo na oddanie dzieci swoich do szkoły, w której wykład nauk odmiennym zupełnie torem niż w ich hajderach idzie. W gimnazjum tutejszym męskim, liczba uczniów izraelskich wynosi 15, a w żeńskim tejże samej cyfry dochodzi” („Przegląd Tygodniowy”, rubryka Korespondencja, 1867 nr 1). Wymieniona tu przez autora szkoła elementarna trójoddziałowa (dla dzieci wyznania mojżeszowego) istniała w Lublinie już dawniej, bo od 1844 roku co najmniej, ale w 1866 zaczęła działać na innych zasadach — przekształcona w szkołę rządową.[/przypis].

Wykład religii powinien by mieć miejsce w języku polskim, jako dla wszystkich zarówno zrozumiałym. Kurs zostałby przez właściwą władzę przepisany — zwłaszcza kiedy nauczyciel przez rząd byłby zainstalowanym. Trudniejsza rzecz by była z samym nauczycielem, bo o takowego by trudno, ale przy szczerej chęci i temu zaradzić by można było[przypis]W grudniu 1866 autor informował: „Niedawno na profesora religii mojżeszowej w obu naszych gimnazjach zanominowany został pan A. Sołonowicz” (rubryka Korespondencja, „Przegląd Tygodniowy” 1867 nr 1). W rządowych szkołach elementarnych dla dzieci żydowskich na stanowiska nauczycielskie mogli być powoływani i Polacy, i Żydzi, i Rosjanie; wcześniejsze prawo wyboru (i zwalniania) nauczycieli przez społeczność lokalną cofnięto (1869).[/przypis]. Nie jestem kompetentny, jakim tam stołeczni nasi współwyznawcy okiem na kwestię tę patrzą; temu się tylko dziwię, że dotychczas nikt jej jeszcze nie poruszył. A warto by, aby ona nie poszła w zapomnienie, bo zbyt ważna dla nas.

Poruszyliśmy ją tylko, daj Boże, aby odgłos znalazła w sercach ludzi starszych, poważniejszych i aby i oni nie lękali się przyłożyć nieco trudu, aby myśl przez nas rzucona jak najprędzej w czyn zamienioną być mogła.

Tyle na teraz — potem więcej.

 </document>
<document nplp_id="1726" title="[Stancje dla uboższych uczniów izraelskich]" slug="z-lublina-w-rubryce-korespondencja-2">[W rubryce: Korespondencja]

Z Lublina

Szanowny Panie Redaktorze!

Znowuż więc ośmielam się z mym skromnym odezwać pisaniem — znowu parę rzucam myśli, których urzeczywistnienie sowitą by już dla mnie płacą było. A jak zawsze i wszędzie kwestię pedagogiczną na pierwszym stawiam planie, ponieważ ją za najważniejszą uważam, to i tą razą korespondencję mą rozpoczynam od wiadomostki pedagogicznej, która, mam nadzieję, Was i waszych czytelników ucieszy.

Dzięki więc Bogu, przy wzrastającej corocznie liczbie uczniów żydowskich w naszym gimnazjum — kwestia ustanowienia posady nauczyciela religii mojżeszowej przy nim — którą pierwsi z prowincji w „Izraelicie” poruszyliśmy — szczere obudziła zajęcie. I dzięki JW. Teodorowiczowi, Naczelnikowi Lubelskiej Naukowej Dyrekcji[przypis]Dawne okręgi szkolne, funkcjonujące w Królestwie Polskim przy województwach, zamieniono w dyrekcje naukowe podległe bezpośrednio ministerstwu w Petersburgu, co było jednym z posunięć represyjnej polityki popowstaniowej. Naczelnikiem takiej instytucji mógł być tylko Rosjanin. I zapewne Rosjaninem był wymieniony w tekście Teodorowicz (skrót JW. oznacza: „Jaśnie Wielmożny”, określenie przysługujące wysokim urzędnikom państwowym). Należy dodać, że w kontrolowanych przez ten organ gimnazjach (rządowych) liczba uczniów żydowskich była ograniczana; nie mogła przekraczać 5-15% ogólnej liczby uczących się.[/przypis], dzięki szlachetnym jego usiłowaniom, powołanym został już przed kilku tygodniami do pełnienia tych obowiązków w obu naszych gimnazjach, starszy nauczyciel naszej Izraelskiej Szkoły, jeden z celniejszych elewów znakomitej Wileńskiej Szkoły Rabinów, Pan A. Sołonowicz[przypis]Abraham (Abram) Sołonowicz, nauczyciel w lubelskich szkołach elementarnych dla chłopców żydowskich, czas jakiś tzw. starszy nauczyciel oraz kierownik szkoły, na której otwarciu wygłosił mowę po rosyjsku. Założył też szkołę wieczorową dla rzemieślników żydowskich, żywot jej nie trwał jednak długo; lekcje rozpoczął w 1867 roku w obecności 11 uczniów. Starał się też o utworzenie biblioteki przy szkole żydowskiej. W jakim czasie uczył religii w obu lubelskich gimnazjach — męskim i żeńskim — nie udało się ustalić. — Szkoła Rabinów w Wilnie istniała jako państwowa szkoła średnia w latach 1847-1873.[/przypis] — który, jak to wnosząc z dotychczasowego jego wykładu, twierdzić można zaszczytnie ze swojego wywiąże się zadania.

Mówiąc o gimnazjum, niech nam wolno będzie napomknąć słówko i o sytuacji naszych obcych izraelskich uczniów. A kwestia to wcale nie podrzędna — poruszaliśmy ją już raz w 91 numerze „Kuriera Lubelskiego”, w artykule O stancjach uczniowskich jako w odpowiedzi na dobrze obrobiony podobnejże treści i dawniej w nim zamieszczony artykuł pana Pustelnika z Ulicy P. M. (nr 61)[przypis]Artykuł autora to w niniejszym wyborze tekst http://nplp.pl/?post_type=artykul&amp;amp;p=1724&amp;amp;preview=true. Artykuł Pustelnika o tym samym tytule figuruje w podanym tam numerze „Kuriera Lubelskiego” na s. 289-290.[/przypis]. Przedstawiliśmy w owym naszym artykule mały obrazek uczniowskich stancji — ów często w nich panujący z winy niedoglądania porządku ze strony gospodarza harmonijny nieład, powstaliśmy na często wydarzające się niewypełnianie warunków odnośnie do uczniów względem rodziców tychże przez zarządzających tymi stancjami i nareszcie zakończyliśmy prośbą do władzy szkolnej o przyczynienie się — jakeśmy tam się wyrazili — do „naprawy wadliwego ustroju większości naszych uczniowskich stancji”. Lecz ta nasza prośba tyczyła się niestety tylko chrześcijańskich stancji, przebywanie na których uczniom-Izraelitom religią jest zabronione.

Cóż więc mogą począć Izraelici-rodzice ze swymi dziećmi, kiedy w całym Lublinie —owym grodzie, którego współwyznawcy nasi większość stanowią, żadnej par excellence stancji dla biedniejszych obcych uczniów-Izraelitów nie znajdzie. Cóż, mówię, poradzić sobie mogą ci rodzice ze swymi dziećmi, których do szkół pragną oddać, kiedy ich w żadnym domu, nigdzie za wynagrodzeniem nawet ulokować nie mogą?

W takim więc stanie rzeczy, nie dziw, że na przykład biedna matka czująca sama potrzebę oświaty i gwałtem nawet pragnąca dać wykształcenie, odpowiednio zamożności, dziecku swojemu, zmuszoną się widzi umieścić je na żydach (!) i koniecznie u zachowawczych współbraci, aby nań broń Boże nie ściągnąć zarzutu odstępcy wiary swych praojców, w izdebce koniecznie także brudnej i nieporządnej. Nie dziw tedy, że uczeń – dzieciak ów zmuszony dla zupełnego bezładu i innego wcale porządku rzeczy na owej stancji (!) niż w skromnym, chociaż ciasnym, rodzicielskim jego domku, że więc ów dzieciak, mówię, przymuszony z rana (prawie zaraz po godz. 7) w zimie, mówiąc wyraźnie, bez należytego pokarmu, bez pożywnej nawet łyżki strawy, biec przyzwoitą przestrzeń do klasy i tam 5-6 godzin przesiedziawszy, podczas przerwy których posilenie się czymkolwiek znowu mu zakazanym jest prawem religijnym — zaledwie przedwieczorem dopiero posilając się pokarmami, również niekoniecznie dodatnio-higienicznie na żołądek jego oddziaływającymi — nie dziwota więc powtarzam, że uczeń ten nabawia się mimo woli choroby, która mu grozi utratą, jeżeli już nie życia lub zdrowia, to niezawodnie tak drogiego dlań szkolnego roku! A od kogóż, pytam, zaradzenie owej niedoli biednych tych studiosów zawisło, jeżeli nie od postępowych naszych współbraci? od kogóż, jeżeli nie od tych, że tak rzekę, reprezentantów naszych narodowych? Dlatego to nie wahamy się zanieść prośby nasze, które niepłonną cieszymy się nadzieją, że bezskutecznymi nie pozostaną, że nie będą głosem wołającego na puszczy — do inteligentniejszych naszych współwyznawców, którzy nawet ziomkom chrześcijanom z dobroczynności swej są znani — aby i oni szczerze zajęli się obmyśleniem zaradczych ku temu środków. Dlatego to ośmielamy się wezwać kilku owych czytelników tutejszych „Izraelity”, aby i oni również nie odmówili swej w tym tak ważnym przedmiocie pomocy, aby i oni nie zaspali tej naglącej sprawy — za co oprócz naszej i biednych tych uczniów-dzieci wdzięczności sowitą niezawodnie we własnym znajdą sumieniu nagrodę.

 </document>
<document nplp_id="1727" title="Słówko o&amp;nbsp;ważności Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych Wyznania Mojżeszowego w&amp;nbsp;Warszawie" slug="slowko-o-waznosci-stowarzyszenia-wzajemnej-pomocy-subiektow-handlowych-wyznania-mojzeszowego-w-warszawie">[Fragmenty]

&amp;nbsp;
Wartość państwa stanowi zawsze wartość pojedynczych jednostek,
z których składa się całe społeczeństwo.
J.S. Mill[przypis]Zdanie Johna Stuarta Milla (z dzieła O wolności) położone jako motto pierwszego rozdziału książki Samuela Smilesa Self-Help, zob. niżej w przyp. 5. Figuruje ono tam obok uwagi Beniamina Disraelego: „Za bardzo wierzymy w system, za mało poświęcamy uwagi ludziom”.[/przypis]
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Założycielowi

Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych Wyznania Mojżeszowego w Warszawie[przypis]Stowarzyszenie wzajemnej pomocy subiektów handlowych wyznania mojżeszowego powstało w 1856 roku jako organizacja samopomocowa, założona przez Ignacego Kauffmana, żydowskiego subiekta, w czasie, gdy Żydom broniono udziału w korporacjach chrześcijańskich. Budziła ogromne zainteresowanie w środowisku i na łamach prasy. Pisano o niej w obu „Kalendarzach dla Izraelitów”: Izaaka Kramsztyka (1870/71 i 1871/72) i Fabiana Straucha (1878/79). W „Izraelicie” w licznych artykułach oraz notkach z lat 1867-1882 donoszono o zebraniach zarządu, apelowano o datki, omawiano sprawozdania, poruszano palącą kwestię niedostatku osób pracujących w handlu oraz problem równouprawnienia w zrzeszeniach zawodowych (w niektórych latach informowano, że do stowarzyszenia przyjmuje się też pracowników chrześcijańskich i jest ono wspólne dla obu grup, co stawiano za wzór). Nieco wcześniej, w czasach reform Wielopolskiego, Zgromadzenie Kupców uchwaliło, że w miejsce prowadzonych dotąd dwóch oddzielnych list kupców chrześcijańskich i żydowskich wprowadza się wspólną listę członków tej korporacji, a Zgromadzenie Rzemieślnicze po raz pierwszy dopuściło żydowskich rzemieślników do cechów. Obie uchwały władze próbowały realizować, ale nie wiadomo, z jakim skutkiem; późniejsze przepisy carskie zmieniały się jak w kalejdoskopie. Warto dodać, że Józef Goldszmit był członkiem honorowym i jednocześnie radcą prawnym tego stowarzyszenia.[/przypis],

w uznaniu jego pracy i zasług, niniejszych słów kilka ofiaruję
Jakób Goldszmit
&amp;nbsp;
Bez czynu świat by leżał jak rola bez plonu,
Myśl bez czynu podobna księdze jeszcze białej,
Słowo niebrzmiące czynem — to kościół bez dzwonów,
Miłość nie wsparta czynem — jest to łuk bez strzały.
Deotyma[przypis]Deotyma (Jadwiga Łuszczewska, 1834-1908), poetka i powieściopisarka. Cytat pochodzi z wiersza Oda do czynu z tomu Improwizacje i poezje. Poczet drugi. Warszawa 1858.[/przypis]
&amp;nbsp;
Przysięgam na niebo i na ziemię, że izraelita i poganin, mąż i niewiasta, niewolnik czy niewolnica — wszyscy sądzeni będą wedle dzieł ich, a na wszystkich nich, jako na Deborę, znijść może duch Boży. (Jalkut. Sędz. 9. a, słowa Pinchasa syna Eleazarowego)[przypis]Jalkut — część Talmudu.[/przypis].
&amp;nbsp;

…Coś jest wspaniałego i przejmującego w tej myśli, powiada zacny Smiles[przypis]Samuel Smiles (1812-1904), szkocki pisarz filozoficzny i moralista, autor książki Self-Help with illustrations of charakter and conduct, 1859 (popularny wykład liberalizmu, zalecający poleganie na sobie jednostek i grup), wyd. polskie pt. Pomoc własna, 1867, nakładem „Przeglądu Tygodniowego”. Następne akapity (do gwiazdki włącznie) to wykład poglądów Smilesa z XII rozdziału tej książki. Pismo reklamowało tę publikację z dużym rozmachem: opublikowało recenzję (1866 nr 39-40), na usilne prośby czytelników wydrukowało jeden z rozdziałów (nr 50-52), ogłosiło subskrypcję. Prenumerata wywołała ogromny odzew — wśród osób chętnych znajdziemy też nazwisko Jakuba Goldszmita („Self-Help został zaprenumerowany dla Pana”). Informację tę poprzedza następujący passus: „Serdecznie dziękujemy za słowa sympatii, potrzebujemy jej bardzo, walcząc z obojętnością publiki. Korespondencję Pańską z maleńką modyfikacją wydrukujemy, ale dopiero po Nowym Roku z powodów czysto technicznych”. (Korespondencja od Redakcji. 1866, nr 52). Książka stała się programową lekturą pokolenia.[/przypis] — że żaden uczynek, żadne nawet słowo człowieka nie ginie marnie, że ma swoje oznaczone skutki, których końca ostatecznego trudno przewidzieć, że nie ma uczynku lub słowa, które by nie nadawało jakiejś barwy własnemu naszemu istnieniu i choć nieznacznie nie wpływało na życie innych ludzi. Dobry uczynek i mowa żyje i działa nawet wtenczas, kiedy już tego dostrzec ani czuć, ani używać nie można. Duch bowiem ludzki nie umiera; żyje on i działa niewidzialnie pomiędzy nami.

W tym właśnie leży zarodek nieśmiertelności ludzkiego życia, nawet w naszym już doczesnym istnieniu. Żadna jednostka nie stoi osobno, oddzielnie, sama dla siebie; ona jest konieczną, integralną częścią składową zupełnego systemu wzajemnych stosunków i przez rozmaite swoje czynności powiększa albo pomniejsza sumę dobra i szlachetności na ziemi teraz i po wszystkie czasy. Jak teraźniejszość jest wypływem przeszłości, jak życie i przykłady przodków działają na nas w wysokim stopniu dziś jeszcze — tak i my codzienną swoją działalnością przyczyniamy się do ukształcenia charakteru i ugruntowania egzystencji naszych potomków.

Człowiek jest wytworem cywilizacji wszystkich poprzednich stuleci. Żyjąca generacja stanowi nowe tylko ogniwo wiecznego łańcucha i przeprowadza dalej, stosownie do sił swoich, magnetyczny prąd czynów i przykładów, prąd, którego przeznaczeniem jest połączenie najodleglejszej przeszłości z najdalszą przyszłością. Czyny żadnego człowieka — choć już od dawna ciało jego w zgniliznę i gaz się zamieniło — nie znikają bez pożytku i wpływu.

Tak więc każda czynność przez nas wykonywana, każde słowo wypowiadane przez nas, każdy uczynek, który spełnionym widzimy, i każda mowa, którą słyszymy, objawia oznaczone działanie — działanie rozszerzające się następnie nie tylko na całe przyszłe życie nasze, ale także na całą naszą rodzinę, pokolenie i współobywateli.

…Wiadomo wszak, że postawione w głębi światło nie mniej jasno świeci jak postawione na wysokości, z czego wynika ten pewnik, że zawód i stanowisko, choćby najniższe, mogą jednak uczynić człowieka pożytecznym swym ziomkom, współbraciom oraz społeczeństwu, z łona którego wyszedł.

Nadmienić nam tu jeszcze wypada, że nie dosyć jest innym mówić, co jest ich obowiązkiem i co jest słusznym działać, ale należy to im pokazać własnymi czynami. Wyrażać bowiem tylko słowami, co kto ma robić — jest to smutna i bezsilna wymowa, świadcząca, że jedynie mówić się umie. I dlatego to największym dobroczyńcą nie jest najlepszy mówca lub najgłębszy myśliciel, ale ten tylko, który przemawia — szlachetnymi uczynkami[przypis][Przypis autora: Samuela Smilesa Self-Help seria 2, z niemieckiego obrobienia Kolenfelda]. Polska wersja książki zawierała przykłady działań samopomocowych, zaczerpnięte z biografii polskich uczonych i wynalazców. Przygotowali te dodatki i tłumaczyli (z wydania niemieckiego zawierającego również niemieckie przykłady) m.in. Aleksander Kraushar, Józef Kirszrot, Piotr Chmielowski. Udało się dotrzeć do trzeciego wydania książki z podtytułem: Seria 1 z niemieckiego obrobienia Józefa Boyesa spolszczona i wydana staraniem „Przeglądu Tygodniowego”. Warszawa 1879. „Przegląd Tygodniowy” traktował publikację jako formę promocji własnego programu, pisano tam wprost: [stanowi ona] „dalsze rozwinięcie myśli kierującej naszym wydawnictwem” (1866, nr 52).[/przypis].

&amp;nbsp;
* * *
&amp;nbsp;

Miano takiego dobroczyńcy sui generis rzetelniej przyznać możemy skromnej a nieznanej prawie osobistości, na podstawie położonych przez nią zasług i przedsięwziętych prac, dla dobra swych współbraci — jednemu z tutejszych subiektów handlowych — panu Ignacemu Kaufmanowi. Pan Kaufman to wielce sympatyczna dla nas osobistość. Jest to członek owego, Bogu dzięki, dość licznego grona mężów żelaznej woli i niepospolitego hartu ducha, których żadne nie zrażają przeszkody, żadne nie zobojętniają przeciwności, którzy do wytkniętego przez się celu kroczą prosto, niezachwianie, niebaczni na podnoszące się zewsząd krzyki i wrzaski niechętnych, poparcie li-tylko moralne znajdując w tym wewnętrznym przekonaniu, że spełniają sumiennie obowiązki na nich ciążące. Hołd uznania należy się od nas ludziom takim za ich życia jeszcze.

By scharakteryzować, by określić dokładnie rodzaj zasług kaufmanowskich, należałoby nam przedtem naszkicować w tym miejscu łaskawym naszym czytelnikom monografię subiekta handlowego. Uważamy to jednak za zbyteczne. Komuż bowiem obcym jest, iż na 2000 — mniej więcej— subiektów w Warszawie zaledwie połowa z nich zapewnić zdolna rodzinie swej dostateczne utrzymanie i to w epoce, kiedy ich siły fizyczne dozwalają im na utrzymanie to w pocie zapracować czoła. A sądzicie może, że do rzadkości należy nędza w łonie rodzin subiektów? Nędza taka, o jakiej bogacze i pojęcia nawet mieć nie mogą, nędza, którą jeszcze ukrywać trzeba przed oczami ludzi, by uniknąć bezpotrzebnych a tyle przykrych litości objawów. Czy sądzicie, że gdy choroba nurtować pocznie w ich gronie rodzinnym, gdy na lekarzy i apteki ostatni grosz pójdzie, że w on czas mówię, nie nastaje smutna chwila, kiedy w ciasnych mieszkankach subiektów w całej swej okazałości rozgospodarowywać się pocznie owa ohydna larwa — głód, tak straszliwie potrząsająca wyschłymi piszczelami rąk i zanosząca się aż od śmiechu, co jak suchy, urywany szczek psa — rozlega się w pustych kątach izdebki. I gdzież wówczas biedny subiekt ma szukać pomocy i rady, komu pozostawi schorzałą swą żonę i dziatki zgłodniałe, gdy obowiązkom swym oddany cały dzień poza obrębem domu przebywać jest zniewolony?

Kto skuteczną pomoc wówczas mu ześle, kto balsam pociechy w on czas nań zleje, kto go stroskanego — pocieszy, kto zwątpiałego napoi odżywczym wiary promieniem? Kto ześle mu w końcu na pocieszenie serce prawdziwie współczujące? brata-bliźniego, któryby miał serce i umiał patrzeć w serce[przypis]Nawiązanie do ballady Adama Mickiewicza Romantyczność: „Martwe znasz prawdy, nie znane dla ludu, / Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce; / Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!/ Miej serce i patrzał w serce!” (w. 8).[/przypis]?

&amp;nbsp;
Ten tylko — śmiało twierdzić możemy —
... z którego dłoni łask tylu my zlew
Na lenność wzięli, i ciało, i krew,
I duszę, i tchnienie, i życie —
Ten, co jasno widzi we wszystkich ciemnościach —
Bóg.
&amp;nbsp;

Drobne przykrości, kłujące tysiącami szpilek, gorsze nawet od rozpaczy. Znosić wszystkie drobiazgi niedoli, na każdym kroku walczyć z nieszczęściem — rzecz obmierzła. Taran nieszczęścia gdy padnie na cię, przyjmujesz, ale cię oburzają jego prochy. Ogół niedoli gnębi — ale szczegóły katują. Przed chwilą nieszczęście raziło cię piorunem, teraz — szczypie i drażni.

Srogie to upokorzenie — być w zgnębieniu. Jest to druga śmierć moralna a brzydka. Jednym stopniem niżej — spadasz w nicość. Po całunie – łachmany.

Nic smutniejszego nad to poniżenie.

Być przywiedzionym do nędzy — rzecz prosta. Cios gwałtowny, brutalstwo losu, katastrofa, która raz spotyka. Dobrze. Przyjmuje się ją. Wszystko się skończyło. Jestem przywiedziony do nędzy. Bardzo dobrze, umrę. Bynajmniej! Musisz żyć i zaraz nazajutrz przekonasz się o tym. Z czego? Z kłucia szpilkami. Ten lub ów przechodzień nie kłania się, udaje, że cię nie zna; inny patrzy na cię ze wzgardą, wierzyciele nasyłają na cię rachunki, nieprzyjaciele śmieją ci się w oczy. Upokorzenie twoje czytasz nawet w spojrzeniach ludzi obojętnych; ci co bywali u ciebie na obiadach, powiadają teraz, żeś się wysilał nad stan, dając trzy potrawy; twoje wady rażą wszystkich; niewdzięczność, nie spodziewając się już nic od ciebie, otwarcie się okazuje; złośliwi szarpią twoją sławę — gorsi od nich obłudnicy ubolewają nad tobą… A przy tym tysiące nędznych drobnostek!... Co do ubogich na przykład – nie trzeba o nich myśleć; alboż nie jesteś sam ubogim? Stroje — rzecz bolesna. Żałować żonie wstążki, co za męczarnie! Tej, co ci ofiarowała swą piękność, odmawiać błahej ozdoby! Mieć minę skąpca! Być może powie do ciebie: jak to, zabrałeś kwiaty z mego ogrodu i jeszcze zabierasz z mego kapelusza! Przy stole rodzina jest milczącą. Zdaje ci się, że wszyscy mają do ciebie urazę. Ożywione niegdyś lica — teraz są stroskane i posępne. Smutna rzecz — upadać. Zginąć, runąć, głupstwo — to jakby przegrać batalię pod Waterloo, to jakby wpaść w piec ognisty. Ale upadać, maleć i doznawać ciągłych upokorzeń, to jakby więzienie na wyspie Świętej Heleny, to jakby smażyć się na wolnym ogniu.

Złote to słowa znakomitego guernsejskiego mieszkańca[przypis]Od Guernsey (jedna z Wysp Normandzkich). Chodzi o słowa Smilesa z cytowanej książki: rozdz. III. Pomoc własna i stowarzyszenia, podrozdz. Nędza robotników.[/przypis].

&amp;nbsp;

Takich ustawicznych upokorzeń, o jakich wzmiankowaliśmy wyżej, przez takie powolne męczarnie przechodziła większa część subiektów handlowych w roku pańskim 1856. Powodem tego była dotkliwie podówczas czuć się w kraju dająca stagnacja handlowa. Pojawiła się ona niespodzianie, nagle, znienacka, i z szybkością iskry elektrycznej — owej przyrodniej siostry błyskawicy — rozszerzyła się w całym niemal świecie kupieckim, powodując upadek znacznej liczby rodzin kupieckich, w ślad za czym dążyła nędza licznych dziesiątek subiektów, pozbawionych miejsca, a tym samym kawałka, tyle potrzebnego dla wyżywienia dzieci chleba.

W owym to właśnie czasie wystąpił pan Kaufman celem zaradzenia ogólnemu niedostatkowi, ze swoim Stowarzyszeniem Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych Wyznania Mojżeszowego. Śledząc bacznie za rozwojem jego w pismach periodycznych warszawskich, uważam się kompetentnym przedstawić malutkie zdanie sprawy z postępu jego. Utworzone w roku 1856 przy Bożej pomocy i poparciu szczupłej garstki ludzi dobrze myślących — Stowarzyszenie Subiektów Handlowych rozwijało się w samych zaczątkach swych bardzo powolnie. Piętrzyły się bowiem przeszkody jedne nad drugimi, a szkopuły do pokonania na każdym natrafiano kroku. Słowem — tysiące zwalczać należało przeciwności — ba! bo i szyderstwa nawet i zawiście i chichoty a śmiechy niechętnych, często gęsto dolatywały uszu założyciela. Czegóż jednak silna wola i niezłomna chęć pokonać nie potrafią?

&amp;nbsp;

Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych Wyznania Mojżeszowego, zatwierdzone przez JW. Hrabiego Namiestnika Królestwa 11 (23) grudnia 1867 roku[przypis]Funkcję namiestnika cara w Królestwie Polskim pełnił wówczas hr. Fiodor Berg. Zaraz na początku urzędowania, w 1863 roku, stłumił powstanie. Później, w ramach restrykcyjnej polityki wewnętrznej, dławił aktywność obywatelską, ograniczył prawo do zakładania stowarzyszeń i organizacji, legalnie istniały wówczas tylko: towarzystwa dobroczynności (w różnych miastach, także w Lublinie, wyróżniało się towarzystwo warszawskie), towarzystwa kredytowe, kasy pożyczkowo-zaliczkowe, ochotnicza straż ogniowa. W innych przypadkach potrzebne były specjalne starania, które zależały od dobrej woli centrali i „widzi mi się” miejscowych urzędników. W 1874 roku stanowisko, jakie pełnił Berg, zastąpił urząd generał-gubernatora Warszawy — z jeszcze szerszymi uprawnieniami do niweczenia konstytucyjnej autonomii Królestwa.[/przypis], rozwija się obecnie bardzo pięknie i działalności swej obfite plony w niedługiej przyszłości wydać obiecuje. Postawiło ono sobie rozległe, piękne i zaszczytne zadanie. Zadanie to da się streścić w następnych słowach: Stowarzyszenie ma za ceł główny: wspomaganie i możebne polepszenie bytu subiektów handlowych. By dopiąć celu tego, Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy zapewnia bezpłatnie chorym członkom swoim doktora, felczera, lekarstwa, wody mineralne — co więcej, z grona swego co noc wysyła po dwóch dyżurnych kolegów dla czuwania przy chorym i ścisłego przestrzegania przepisów lekarza. Mało tego — stowarzyszenie udziela jeszcze potrzebującym tego członkom swym bezpowrotne zapomogi, niemniej udziela pożyczki do 50 rs. jednej osobie na wypłatę całoroczną ratami częściowymi. Nie potrzebujemy wcale rozwodzić się nad wielkim znaczeniem dwóch powyższych punktów. Uważamy również za zbyteczne nadmienić tutaj, że datki, czyli wsparcia, udzielają się w sposób jak najdelikatniejszy, w niczym poczuciu osobistej nieuwłaczający godności. I często się zdarza nawet, iż otrzymujący nie wie wcale, skąd się wziął datek, i zanim się spostrzeże, już pieniądze na zaspokojenie potrzeb jego obrócone zostaną. Ostatni ten punkt szczególniej dobitnie przedstawia zasady, jakie stowarzyszenie wyznaje. Kogo bowiem ręka losu dotknęła, kto się nieszczęściem pod presją nieprzyjaznych zoczył okoliczności – temu jawnie udzielona pomoc centnarowym zaważyłaby ciężarem. I dlaczegóżby nieco nie zwolnić więzów losu bliźniemu, kiedy sposobność po temu w naszym jest ręku?

&amp;nbsp;
* * *
&amp;nbsp;

Ostatnimi czasy stowarzyszenie poruszyło kilka jeszcze kwestii pierwszorzędnej ważności. I tak: otwarto kantor informacyjny, by móc subiektom bez zajęcia — miejsca wyszukiwać. Udzielając pomocnika firmie kupieckiej, stowarzyszenie gwarantuje niejako za czynności jego — co też niemało przyczynia się do podniesienia moralnej strony członków. Z drugiej zaś strony, kupcy subiektów lub buchalterów potrzebujący wolą wszak udawać się z żądaniami w pewne miejsce, aniżeli wchodzić w stosunki z ludźmi podejrzanej moralności, u których jedynie zysk własny na pierwszym stoi planie. Toteż kantor informacyjny prędzej czy później potrafi wyrobić sobie zaufanie ogółu, na które słusznie zasługuje.

W związku z podniesieniem moralnej strony subiektów stoi projekt świeżo przez pana Kaufmana podany: udarowywania kilkuset- a nawet i tysiączłotowym premium subiekta, który przez lat dziesięć na jednym miejscu nieposzlakowanie pełnił swe obowiązki. Ma być wybierany co rok inny kandydat. Wspomniane premium użyte by być mogło na wyposażenie córki członka lub też bodaj i użyte na kamień węgielny do założenia procederu jakiego.

Dalej, ma być wkrótce urządzona szkółka wieczorna dla dzieci członków stowarzyszenia; niemniej w założyć się mającym klubie mają być urządzone odczyty z przedmiotów potrzebnych subiektom celem obznajmienia ich z podstawowymi chociaż wiadomościami z dziedziny handlu i higieny szczególniej.

&amp;nbsp;
* * *
&amp;nbsp;

W prześlicznym poemacie Wincentego Pola pn. Senatorska zgoda poeta w błyszczącym wystawia nam świetle piękne obrazy dawnego życia rodzinnego. Szczególniej ustęp, w którym autor opisuje ten urok, jakim przodków naszych przejmowały wdowa i sierota — odznacza się prawdziwie ewangelicznym wyrazem. Cytujemy go łaskawym czytelnikom:

&amp;nbsp;
Jeżeli cześć się w życiu oddawała cnocie,
To nieszczęście uczczono w wdowie i sierocie.
Wdowa — to słowo było pobudką czułości,
I jak we łzach się zlewa żal wszystkich żałości:
Tak w tym słowie leżała serdeczna wymowa —
I było to zaklęciem, gdy kto wyrzekł: „wdowa!”
Wdowie w pomoc pospieszyć, nie było zasługą,
Bo z jej błogosławieństwem biegło szczęście strugą.
Ale wdowę ucisnąć — to więcej niż zbrodnia,
I już za życia w sercu piekielna pochodnia.
Tak samo też wierzono, że gdzie jest sierota,
Tam chleba nie zabraknie — choć nie będzie złota,
I takiemu domowi pan Bóg błogosławi:
Co sieroty ode drzwi swoich nie odprawi;
Lecz do serca przytuli, podejmie od proga
I nauczy miłości i bojaźni Boga…[przypis]Wincenty Pol Senatorska zgoda. Tradycje szlacheckie z Sanockiego. Kraków 1852, wyd. następne w: Pamiętniki J.P. Benedykta Winnickiego. Gawędy, t. 2 Senatorska zgoda. Petersburg 1854.[/przypis]
&amp;nbsp;

Jakby kierując się myślą zawartą w powyższych wierszach — stowarzyszenie utworzyło kasę wsparcia podupadłych wdów i biednych sierot pozostałych po subiektach handlowych. Już sama nazwa dokładnie rzecz określa. Pozostałe wdowy po subiektach, pozbawione dostatecznego funduszu utrzymania się, otrzymują wsparcie, radę, słowem – pomoc czynną lub moralną. Sieroty zaś ojcowskiej prawdziwie doznają opieki od członków stowarzyszenia.

&amp;nbsp;
* * *
&amp;nbsp;

Nadmienić nam tu należy o jeszcze jednym projekcie urzeczywistniającym się obecnie – myślimy tu o interesie rabatowym. Wprowadza go w życie pan Kaufman, który też wyjednał u kilkunastu kupców tutejszych odstępstwa od cen handlowych na artykułach żywności, oraz na wszelkich innych sprawunkach, jak: towarach kolonialnych itd. Interes rabatowy wielkie może wyświadczyć usługi członkom stowarzyszenia. Każdy z nich bowiem ma przecież różnorodne potrzeby, które zaspokoić jest zmuszony.

Otóż wydatkując, kapitał swój za stracony zupełnie uważać może. Tymczasem interes rabatowy przynosi mu w każdym razie zysk widoczny. Tak na przykład kto wydaje rocznie 1000 rubli, ma czystego zarobku 40 rs. Któż nie wie – ile by tymi pieniędzmi dobrego zdziałać można? lub też w najgorszym razie – jak ważną one kiedyś, zaoszczędzane zwłaszcza, grać mogą rolę w ekonomii domowej?

&amp;nbsp;
* * *
&amp;nbsp;

Reasumując nasze zdania, powiemy: że Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych przy umiejętnym i nadal zarządzie coraz bardziej rozszerzać może szranki swej działalności.

Wzrost ciągły stowarzyszenia dorozumiewać nam się każe, że zrozumiano już istotną, ważność jego. Należałoby jeszcze, aby członkowie dokładnym wypełnianiem swych obowiązków przyczyniali się do ustawicznego jego wzrostu i aby każdy — wedle swych sił i możności — choć skromną cegiełką, swą przyczynił się do utrwalenia pomyślności jego.

Kończymy niniejszą szczupłą wzmiankę naszą o działalności stowarzyszenia słowami Smilesa i zwracamy się w tym miejscu do szanownych obywateli warszawskich. Jeżeli tylko wyjdziemy poza zakres familii i wstąpimy w granicę miasta lub państwa —  powiada Smiles — ileż tu się nadarzy dla majętnego sposobności zrobienia dobrze i wspomożenia swoich współobywateli! Miasto, państwo, nie może częstokroć tymi środkami, które mu sterowanie ludem nadaje, wszystkiego obmyślić, wszystkiemu zaradzić — nie może zanieść pomocy wszędzie tam, gdzie ta pomoc potrzebna, nie może zaprowadzić wszystkich zbawiennych ulepszeń, których czas i postęp wymaga. Jakże to niezmierne pole dla działalności osób prywatnych, dla dobrej woli obywateli! Wiele to dobroczynnych zakładów, koniecznych dla dobra społeczeństwa, instytutów wszelkiego rodzaju, miejsc dla przemysłu, sztuk i umiejętności czeka, by być powołanymi do życia, na wspaniałomyślność i szczodrość ludzi, którzy zdobyli sobie majątek i są dość szlachetni, ażeby pozwolić korzystać z niego swoim współbraciom[przypis]Powyższy akapit to streszczenie uwag Smilesa, zawartych w pierwszym rozdziale książki pt. Self-Help. Narodowe i indywidualne.[/przypis].

Popierajmy zacne usiłowania, nie uchylajmy się — w imię miłości bliźniego — od niesienia pomocy współbraciom naszym — słowem: służmy zawsze poczciwej sprawie, i każdy z nas po szczególe:

jako kto może, Ku powszechnemu dobru niechaj dopomoże[przypis]Swobodne przytoczenie fragmentu utworu Jana Kochanowskiego Pieśń XIX, w. 11-12: „Służmy poczciwej sławie, a jako kto może,/ Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże”.[/przypis].

&amp;nbsp;

[…]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1728" title="[Wizyta w&amp;nbsp;synagodze przy ul.&amp;nbsp;Daniłowiczowskiej]" slug="warszawa-dnia-10-pazdziernika-1866-roku-w-rubryce-korespondencja">[W rubryce: Korespondencja]

Warszawa, dnia 10 października [1866 roku]

Szanowny Redaktorze!

Po ukończeniu kursów gimnazjalnych przybyłem do Warszawy w zamiarze kontynuowania nauk. Nie będę tu szczegółowo opisywał wrażenia, jakie sprawiła na mnie Warszawa zawsze pełna huku, zgiełku i turkotu, jak mię uderzył ruch ten, po naszych spokojnych mieścinach, ale opowiem jeden tylko fakt, który mię w pierwszych dniach najbardziej w zadziwienie wprawił.

Kto po raz pierwszy w życiu oddalił się na długo od rodziców, krewnych i przyjaciół, kto po raz pierwszy opuścił miejsce rodzinne, w którym najprzyjemniejsze lata swoje spędził — łatwo pojmie, ile ja czułem, znalazłszy się nagle obcym, samotnym, wśród ludnej stolicy, oderwanym od wszystkich, których kocham i którzy mię kochają.

Takimi owładnięty myślami udałem się do stopni Tronu Najwyższego, by modlitwą przynajmniej zjednoczyć się z tymi, których pozostawiłem daleko.

Przyszedłem do synagogi przy ulicy Daniłowiczowskiej[przypis]Synagoga przy ul. Daniłowiczowskiej, zwana dawniej „niemiecką”, istniała od ok. 1802 r., założona przez przybyłego z Prus, zamożnego kupca, Izaaka Flataua. Służyła początkowo rodzinie i przyjaciołom kupca. Po jego śmierci grupa zwolenników Haskali postanowiła utrzymać tę świątynię, wzniesiono dla niej, a potem jeszcze poszerzono, osobny budynek (1843-1849). Stała się ona główną (obok synagogi przy ul. Nalewki) reformowaną synagogą w Warszawie. Od 1859 wygłaszano w niej kazania po polsku, praktykę tę rozpoczął ściągnięty z Prus (przy poparciu Heinricha Graetza) rabin Markus Jastrow (1829-1903), głęboko zaangażowany w debatę o reformie judaizmu oraz uczestnik pamiętnych przedpowstaniowych wydarzeń politycznych (jego kazań o żydowsko-polskim braterstwie słuchała w 1861 r. Eliza Orzeszkowa). W Szkole Głównej nasz autor studiował razem z synem sekretarza rzeczonej synagogi, zamieszkałym przy tejże ulicy, Henrykiem Elzenbergiem (1845-99), późniejszym adwokatem i ojcem filozofa, też Henryka, 1887-1967). Następca Jastrowa, Izaak Cylkow (zob. kolejny przypis), o podobnej orientacji reformatorskiej, kontynuował propolskie nastawienie skupionej przy synagodze grupy tzw. postępowców.[/przypis].

Trudno mi zdać sprawę z wrażenia, jakie na mnie sprawił ten piękny Chwały Bożej Przybytek.

Mimowolnie przyszło mi na myśl porównanie z naszymi prowincjonalnymi bóżnicami, w których nieporządek, nieład nie najkorzystniej oddziaływają na usposobienie modlących się.

Wkrótce zabrzmiał piękny i melodyjny śpiew.

Niewypowiedziany urok miała dla mnie ta modlitwa błagalna, słowem wszystkie uczucia budzące się w sercu w chwili rozmowy z Przedwiecznym i malujące się w odpowiednich modulacjach głosu, przepełniały moją duszę.

Zdawało się, że dusze zgromadzonych płci obojej słuchaczy zjednoczone we wspólnych modłach, podniesione tym śpiewem aż do podnóżka tronu Stworzyciela, z większą ufnością wypowiedzieć będą mogły swe skargi i prośby. – Ukończyły się śpiewy.

Na kazalnicę wszedł wymowny dr Cylkow[przypis]Izaak Cylkow (1841-1908), absolwent Warszawskiej Szkoły Rabinów, studiował w Berlinie, Halle i Wittemberdze (filozofię, teologię, filologię semicką). W latach 1865-1878 był kaznodzieją wymienionej wyżej synagogi. W 1878 — mianowany kaznodzieją Wielkiej Synagogi przy ul. Tłomackie; w jednej i drugiej wygłaszał kazania po polsku, wbrew zakazowi władz. Tłumaczył na język polski księgi wchodzące w skład Biblii Hebrajskiej, jako pierwszy ukazał się przekład Psalmów (1883). Po latach wysoko ocenił ten przekład Czesław Miłosz, uznał za cenną pomoc we własnej pracy translatorskiej.[/przypis].

Jakżebym chętnie wrażenie sprawione na mnie widokiem tak starannie utrzymanej synagogi i pięknym śpiewem chóralnym spotęgował jeszcze usłyszeniem kazania odpowiedniego miejscu, w którym  było wyrzeczonym.

Niestety sąsiedztwo fabryki gwoździ stało się dla mnie nieprzełamaną przeszkodą. Rozgłośny jej akompaniament dozwalał zaledwie pojedynczym wyrazom pana Cylkowa przedrzeć się do ucha słuchaczy. Reszta ginęła bezpowrotnie w fabrycznym turkocie.

Jestem przekonany, że wielu współwyznawców moich już zwróciło uwagę na ten przedmiot. Jestem prawie pewny, że myślą nad środkami usunięcia tej niedogodności.

Teraz jednakże, dla obudzenia powszechnego zajęcia się tą sprawą, nie waham się publicznie o niej napomknąć i wskazać na tę rażącą dysharmonię w szlachetnej staranności o dom Boży.</document>
<document nplp_id="1729" title="Kupiec wenecki" slug="kupiec-wenecki">Podczas kiedy Warszawa z gorączkowym upragnieniem tłoczyła się do kasy teatralnej, aby ujrzeć Królikowskiego w roli Shylocka[przypis]Jan Królikowski zagrał Shylocka w Kupcu weneckim Wiliama Szekspira w Warszawie na swój benefis, premiera 17.03.1869, według układu Schlegla, w tłumaczeniu Augusta Jeskego. Zapowiedź odegrania dramatu w Warszawie wzbudziła ogromne zainteresowanie tak w prasie polskiej, jak polsko-żydowskiej. „Przegląd Tygodniowy” (1867 nr 26-28) przedrukował uwagi Henryka Heinego na temat dramatu głoszące, iż celem Szekspira nie było szkalowanie Żydów, lecz obnażenie cech natury ludzkiej w ogóle. „Izraelita” (1868 nr 48) w artykule podpisanym A.M. skupił się na przypomnieniu anegdotycznego tła fabuły, gdzie bohaterem wydarzenia (pożyczka za funt żywego mięsa) był pewien chrześcijanin, nie Żyd. Liczne były recenzje po przedstawieniu, obszernie analizujące grę Królikowskiego (np. „Przegląd Tygodniowy” 1869 nr 13 i 14, „Tygodnik Ilustrowany” 1869 , t. III, s. 147). Józef Goldszmit napisał jeszcze jeden tekst o Kupcu weneckim z tej okazji („Izraelita” 1869 nr 14), gdzie wykorzystał uwagi Heinego oraz informacje o genezie pomysłu, zawarte w wymienionym artykule z „Izraelity”.[/przypis], podczas kiedy aula Szkoły Głównej przepełniona jest publicznością, aby usłyszeć coś z katedry o Kupcu weneckim[przypis]Mowa o odczytach F. H. Lewestama, profesora Warszawskiej Szkoły Głównej, poświęconych najwybitniejszym dziełom literatury światowej. Trzecia i czwarta prelekcja, w marcu tego roku, dotyczyła interpretacji Kupca weneckiego; wedle niej w postaci Shylocka Szekspir chciał wzbudzić litość dla Żydów, gnębionych przez wieki, a nie judzić przeciwko nim. W sprawozdaniach z odczytów tezę tę dość powszechnie kwestionowano.[/przypis], sądzę że nie od rzeczy będzie bliżej czytelników „Kuriera” z przedmiotem tym poznajomić, zwłaszcza iż komedia ta po raz pierwszy w kraju naszym przedstawioną została w Lublinie[przypis]W Lublinie Kupca weneckiego wystawiono raz, 18.08.1866, staraniem A. Trapszy, w języku angielskim z angielskim aktorem Ira Aldridge w roli głównej. Wcześniej odegrano dramat we Lwowie: 1844 i 1865.[/przypis]. Shylock jest jedną z najpiękniejszych kreacji ducha Szekspirowego i aby ją należycie pojąć, musimy przenieść się w epokę średniowieczną i tam szukać przyczyny jej powstania.

W wiekach średnich lud żydowski uchodził za ten sam motłoch, który żądał ukrzyżowania Chrystusa; każden prawy chrześcijanin miał do niego osobistą urazę,  duchowieństwo niższe, powodowane własnym interesem, podtrzymywało tę niechęć, a w prześladowaniach Żydów rządy, sobory i prawodawstwa nawet przyjęły udział, zabraniając im zajmować się rolą, przemysłem i rękodziełami.

W takim stanie lud gnębiony przez kościół, prawo i społeczeństwo starał się dla utrzymania swego bytu obejść prawo, wymienił swój majątek na złoto i wypożyczając je za wysokim wynagrodzeniem, został lichwiarzem, a usunięty przez chrześcijan od pożytecznej pracy, kosztem ich zapewnił sobie zysk nieprawy i doszedł do majątku. Ale zamożność Żydów wznieciła jeszcze większą w nim nienawiść i chciwość.

Jeszcze w roku 1210 król Jan w Anglii bez żadnych powodów kazał jednemu Żydowi  10 000 marek sobie wypłacić, a gdy ten nie chciał, kazał mu co dzień po zębie wyrywać. W tydzień potem Żyd utraciwszy 7 zębów żądaną sumę wypłacił. Ludwik XI oddał Żydów na łup szlachty, aby ci z nich wycisnęli resztę dobytku. Hiszpania, Portugalia, Niemcy nie lepiej się z Żydami obeszły. Protestantyzm równie smutnie upamiętnił się w dziejach Żydów, a legenda o bogatym kupcu Barabaszu, który pożyczył chrześcijaninowi pieniądze za funt mięsa żywego, krążyła między rozfanatyzowanym pospólstwem.

[…]

Zostawiając ocenę źródła właściwej krytyce historycznej, powiadamy, iż po czyjejkolwiek stronie jest prawda, to jednak pewna że przewodnią myślą Szekspira było nie dążenie do przytłoczenia Żydów ciężarem nienawiści, ale owszem usiłował on ich podnieść i usprawiedliwić wobec opinii ówczesnej.

Shylock Szekspira jest takim, jakim go zrobiły wieki średnie, upiór i męczennik chrześcijaństwa, złoty cielec ofiarny, wysłaniec zarazy i głodu, żywy potępieniec, zamknięty w mieście boleści zwanym Getto. Kościół go przeklina, społeczeństwo go odziera, miasto go traduje, prawo kładzie mu na głowę żółtą czapkę i piętno wybija na ramieniu. Przez gorzkie usta Shylocka Szekspir opowiada wszystkie te obelgi i wszystkie zemsty.

– „Panie Antonio” mówi Żyd do weneckiego kupca, który chce od niego pożyczyć 3000 dukatów, „nieraz szydziłeś z mego handlu i lichwy, ja na to wzruszałem tylko ramionami, bo cierpienie jest udziałem mojego ludu, uważałeś mnie psem wściekłym i plułeś na moje żydowskie suknie. Teraz mnie potrzebujesz, przychodzisz do mnie i mówisz: pożycz pieniędzy, ty coś pluł na mą brodę i jak psa kopałeś nogami. Cóż mam ci odpowiedzieć? czy że pies nie ma pieniędzy, czy też mam się skłonić nisko i rzec: piękny panie, wczoraj wypchnąłeś mnie za drzwi, onegdaj pokopałeś, przedonegdaj policzkowałeś: za co ja dzisiaj pożyczę ci pieniędzy”.

– Antonio odpowiada: „nieraz ci jeszcze w twarz plunę i wygnam jak psa, kopiąc nogami, ale co to ma do pożyczki? Pożyczając nieprzyjacielowi, jeśli ci na termin nie odda, łatwiej ci będzie pozywać go”[przypis]Streszczenie rozmowy Shylocka z Antoniem, akt I, sc. 3.[/przypis]. Z tego dialogu łatwo zrozumieć układ, którym Żyd daje chrześcijaninowi złoto za funt ciała. Całe średniowieczne współzawodnictwo Żyda z chrześcijaninem streszczone w tej tragicznej przenośni.

Shylock Szekspira jest okrutny, ale nie jest podły, w lichwiarskiej jego piersi bije serce nienawiścią wzdęte, goryczą strute: uosabia on wszystkie nędze i urazy Izraela, urazy, które zatrzeć mogą jedynie przez wieki świadczone dobrodziejstwa, jest on wcieleniem błota, ciemności i przekleństw całego Getto; przez jego usta jęczy lud uciśniony; czasami głos Shylocka podnosi się do wysokiego tonu ludu broniącego swej sprawy wobec ciemiężyciela.

„Czyż to Żyd nie ma zmysłów, czucia, namiętności, czy nie jest podległy  tymże chorobom, leczony temiż lekami, ziębiony tąż samą zimą, rozgrzewany tym samym słońcem co chrześcijanin? Jeżeli nas kłujecie, czyż nie płynie czerwona krew z żył? Jeżeli nas trujecie, czy nie umieramy? Jeżeli nas depczecie, czyli się nie mścimy? Podobni wam we wszystkim, i w tym także podobni jesteśmy. Ha! Nauczyliście nas mścić się, korzystajmy z przykładu, a jeśli można prześcignijmy naszych mistrzów”[przypis]Fragment słynnego monologu Shylocka z aktu III, sc. 1.[/przypis].

Jest to najwymowniejsza tyrada, jaką Szekspir mógł w owym czasie wypowiedzieć na obronę uciśnionego ludu, w owym czasie kiedy Jan Reuchelie[przypis]Johanes Reuchlin (1455-1522), niemiecki filozof, humanista i hebraista epoki renesansu, wraz z innymi chrześcijańskimi uczonymi tego czasu (m.in. Erazmem z Rotterdamu) stanął w obronie Talmudu, dzięki czemu jego zwoje nie zostały spalone po raz kolejny, lecz wydrukowane (w 1523 roku w Wenecji).[/przypis] współczucie dla Żydów o mało życiem nie przypłacił.

Wypadałoby zapewne powiedzieć coś o niezrównanym tłumaczu Szekspirowej myśli, Królikowskim, kompetentniejsze jednak pióra już wypowiedziały sąd publiczności w tym względzie[przypis]Zob. pozycje wymienione w przyp. 1.[/przypis].

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1730" title="Parę uwag autorowi wydanej w&amp;nbsp;Warszawie 1870 roku rozprawy pt.&amp;nbsp;&amp;#8222;Miłość, zbrodnia, wiara i&amp;nbsp;moralność&amp;#8221;" slug="pare-uwag-autorowi-wydanej-w-warszawie-1870-roku-rozprawy-pt-milosc-zbrodnia-wiara-i-moralnosc">[Parę uwag autorowi wydanej w Warszawie 1870 roku rozprawy pt. Miłość, zbrodnia, wiara i moralność[przypis]Julian Ochorowicz Miłość, zbrodnia, wiara i moralność. Kilka studiów z psychologii kryminalnej, Warszawa 1870. Pierwodruk fragmentów pt. Miłość i zbrodnia. Szkic psychologiczny, „Przegląd Tygodniowy” 1869, nr 39-44. Odpowiedź Ochorowicza na tę polemikę, z obszernym przypisem od redakcji, pojawiła się w numerze następnym „Izraelity” (1870 nr 19, s. 151-153).[/przypis]].

&amp;nbsp;

Uprzedzenie — pozwolimy tu sobie użyć takiego porównania — podobne jest do paznokcia, który ciągle podcinany, ciągle jednak znowu odrasta i — drapie. Dodajmy jeszcze, uprzedzenie przeciwko Żydom, owemu ludowi przez ciąg tylu wieków spotwarzanemu, nienawidzonemu, szkalowanemu i od praw społecznych odsądzanemu. I czegóż bo też nie zarzucano już temu plemieniu, tej szczupłej garstce wybranego niegdyś ludu? Jakichże nie przedsiębrano środków, fortelów, celem dokuczenia mu, celem skuteczniejszego jego przygnębienia. W krajach najbardziej nawet ucywilizowanych powstawano i napadano na jego zwyczaje, obyczaje, obrzędy, wierzenia, na jego religię, mowę, nawyknienia, nauki, ba, na jego myśli. Jednego tylko brakowało; i oto dziś, roku 1870, najniefortunniej napadają na jego — sumienie.

Autor konkursowej rozprawy pn. Jak należy badać duszę, czyli: o metodzie badań psychologicznych, uznanej za najlepszą z nadesłanych i uwieńczoną medalem srebrnym przez wydział historyczno-filologiczny byłej Szkoły Głównej Warszawskiej, pan Julian Ochorowicz, w dalszym ciągu publikowanych przez siebie Psychologicznych pytań XIX wieku wydał w tych dniach na widok publiczny tom drugi pt. Miłość, zbrodnia, wiara i moralność. Kilka studiów z psychologii kryminalnej[przypis]Julian Ochorowicz (1850-1917), filozof, psycholog, pionier psychologii eksperymentalnej, ideolog pozytywizmu, publicysta; obaj autorzy poznali się w czasach szkolnych spędzonych wspólnie w lubelskim gimnazjum (zob. J. Ochorowicz Przed trzydziestu laty. „Kurier Codzienny” 1896 nr 1), później stykali się na łamach „Przeglądu Tygodniowego”, cały czas utrzymywali przyjazne kontakty (Jakub drukował wiersz Ochorowicza Szczęść Boże! (Z pamiętnika J. O.) w kalendarzu „Warszawianin”, 1882). Wymieniona w tytule publikacja to druga część cyklu Psychologiczne pytania XIX wieku; jego część pierwszą stanowiła wspomniana rozprawa Jak należy badać duszę, czyli o metodzie badań psychologicznych, 1869. Za dysertację O warunkach świadomości, 1874 Ochorowicz otrzymał stopień doktora na uniwersytecie w Lipsku.[/przypis]. Nie tu miejsce wyrzekać ocenę naukowej wartości nowej tej pracy. Zaznaczyć tylko czujemy się w obowiązku, iż w rozdziale zatytułowanym Egoizm i sumienie autor, przystępując do rozbioru sumienia ze strony porównawczo-genetycznej, między innymi tak mówi: „(...) Sumienie, w naszym znaczeniu, może wcale nie istnieć i rzeczywiście nie istnieje u bardzo wielu ludzi. U tych zaś, którzy je posiadają, może przedstawiać nie tylko rozmaitość w natężeniu, ale i w samym wewnętrznym charakterze. To, co w sumieniu europejskim wstręt budzi, może być rozkoszą dla australskiego sumienia, Sumienie Hussa kazało mu poświęcić się dla idei, na które oburzał się Sobór Konstancijeński. Każde wyznanie ma swoje właściwości w sumieniu. Toż samo należy powiedzieć o sumieniu politycznym, które nie cofa się przed myślą zabicia nieprzyjaciela innej narodowości, a oburza się na najmniejszy gwałt popełniony na ziomku. Sumienie żydowskie, pochwalając miłosierdzie wzglądem współwyznawców, pozwala często na oszukiwanie gojów” (str. 56-57). Wyraz „gojów”, wydrukowany w tekście kursywą, każe nam się domniemywać, iż autor nie pojmuje prawdziwego znaczenia tego wyrazu, oznaczającego po hebrajsku „lud, naród niewykształcony”, nie zaś chrześcijanina, jak to ogół mylnie sądzi[przypis]Słowo „goj”, częste w Torze, oznaczało ogólnie nie-Żyda. Użyte w polskim kontekście (czy europejskim) wskazywało oczywiście na chrześcijan i miało wydźwięk pejoratywny: ci, którzy nie wierzą w jedynego Boga. Tę negatywną aurę skwapliwie wykorzystywali autorzy, którzy przedstawiali Żydów jako wrogów chrześcijan. Cytowany fragment omawianej rozprawy (s. 56-57) wiernie przytacza tekst oryginalny łącznie z podaniem kursywy przy wyrazie „goj”.[/przypis].

Zanim jednak wykażemy bezzasadność powyższego zarzutu, należy nam jeszcze uczynić zapytanie i rozebrać: co też to autor rozumiał przez „sumienie żydowskie”? Czy znaczyć to ma sumienie całego ludu żydowskiego, a zatem ogólną etnograficzną cechę jego charakteru, czy też sumienie pojedynczych jednostek żydowskich?

W razie ostatnim, tj. jeżeli autor miał na myśli tu i ówdzie natrafiających się oszukujących Żydów, to moglibyśmy mu powiedzieć, iż wykazy statystyczne mordów, rabunków i rzezi upoważniają tak samo do powiedzenia, że sumienie chrześcijańskie pozwala na nadużycia przeciwko innowiercom daleko większej nawet wagi niż oszukiwanie, co wszakże byłoby wierutnym fałszem; tak samo bowiem jak natrafiają się chrześcijanie, tu i ówdzie, zapoznawający wszelkie prawo boskie i ludzkie, mogą być i są Żydzi dopuszczający się nadużyć nie tylko względem innowierców, ale i przeciwko własnym swoim współwyznawcom. Tacy jednak postępowaniem swym przekraczają własne swe religijne i moralne prawo i są też przedmiotem pogardy u wszystkich dobrze myślących współwyznawców. — Jeżeli zaś autor miał na myśli ogólny charakter ludu żydowskiego, ten zaś, jak wiadomo, tak ściśle jest spojony z jego prawodawstwem, że nie może być mowy o żadnym zgoła zjawisku w życiu tego ludu, które by w tym jego prawodawstwie nie miało swej podstawy, w takim razie tym bardziej mamy prawo zapytać, na jakich danych oparł autor twierdzenie swoje? — czy na własnych studiach i obserwacjach, czy też tylko w dobrej wierze powtarza obce zdania, nie zadawszy sobie nawet trudu sprawdzenia rzetelności tych zdań?

Sądzę przeto, iż nie od rzeczy będzie, jeżeli dla położenia tamy na przyszłość podobnego rodzaju niesłusznym zarzutom dowiedziemy, iż ani nasze prawa, ani nasz zakon, ani tym samym nasze sumienie, nie pozwala nam nigdy na oszukiwanie nawet innowierców.

I tak: Majmonides (Rambam), mąż wielkiego ducha i rozległej wiedzy[przypis]Majmonides (rabbi Mosze Ben Majmon, Rambam), 1135-1204, żydowski myśliciel religijny i filozof, usystematyzował podstawowe zasady judaizmu.[/przypis], którego słowa cały judaizm niejako czci religijnie, w dziele swym Jad-hachazaka,w którym zebrał i systematycznie ułożył cały zakon mojżeszowy i późniejszą tradycję talmudyczną, niejednokrotnie powtarza: „Nie wolno rabować, nie wolno kraść, nie wolno wyłudzać, nie wolno w handlu nierzetelnie postępować, nie wolno ani na grosz oszukiwać nie tylko swojego współwyznawcę, nie tylko chrześcijanina, ale ani poganina, ani bałwochwalcy nawet”[przypis]Niewielkie fragmenty jednego z podstawowych dzieł Majmonidesa z 1178 roku, popularnie nazywanego Jad-Hachazaka (hebr. mocna ręka, silna dłoń; słowa wersetu 34,12 z Księgi Powtórzonego Prawa) publikowała „Jutrzenka” w cyklu Wyjątki z dzieł rabinicznych (1861, nr 3 i 15). Podany cytat (nie udało się go zlokalizować w tej publikacji) to streszczenie nauki moralnej Majmonidesa, wykorzystanej tu dla odparcia zarzutów o dozwolonym jakoby w żydowskim prawie oszukiwaniu chrześcijan. Kampanię przeciwko tego rodzaju oszczerstwom (o zakorzenionej w Talmudzie rzekomej nienawiści do chrześcijan) prowadzono w obu pismach stale — przy użyciu zróżnicowanych środków perswazji. Z drugiej strony, nawoływano w imię tolerancji do wyzbywania się przez Żydów zachowawczych uprzedzeń i niechęci wobec „gojów” (np. S. Peltyn Nasza intolerancja. „Jutrzenka” 1868 nr 22; Źródło tolerancji przez S. „Izraelita” 1870, nr 6; Czy plemię żydowskie jest tolerantne przez dra Ad. J. Tamże 1870, nr 9).[/przypis].

Dalej, w dziele pt. Sefer Hachasydym, którego autor Jehuda z przydomkiem Cnotliwy (ur. 1136 zm. 1204), słynny nadzwyczajną pobożnością, wielką do dziś dnia cieszy się powagą religijną u Żydów, znajdujemy również kilka ciekawych do naszej kwestii odnoszących się wyjątków. Podajemy ważniejsze z nich w przekładzie[przypis]Podane niżej paragrafy z dzieła Sefer Hachasydym/ Sefer chasidim (hebr. Księga Pobożnych), przypisywanego mistykowi Jehuda ha-Chasid z kręgu tzw. chasydyzmu niemieckiego (lata 1150-1250), autor cytuje za publikacją „Jutrzenki” (wymienioną w przyp. 5): paragraf 751 — 1861 nr 6, następne — 1862 nr 9.[/przypis]:

&amp;nbsp;

§395. Pewien mędrzec, na skutek zaniesionej doń przez współwyznawcę prośby o wskazanie uczynków, które by mu wrota żywota wiecznego otworzyły, odpowiedział: Staraj się usilnie rzetelnie postępować — zarówno z Żydem, jako i z chrześcijaninem; gdybyś kiedy zauważył pomyłkę pieniężną chrześcijanina, zwróć mu ją niebawem, aby nie zostało przez ciebie święte imię Boga znieważone.

§751. Nie oszukuj nikogo, choćby nie-Izraelitę.

§425. Żyda, który by, będąc poborcą cła, żądał od chrześcijanina opłaty wyższej nad taksę, prędzej czy później upadek i zubożenie spotkają.

§1074. Nie wolno wyrządzać krzywdy, nawet wyznawcom innej wiary.

§1086. Gdyby nie-Izraelita zasięgał twojej rady, masz mu rzetelne dać świadectwo: czy żyd, do którego się udaje oszustem jest, czy człowiekiem uczciwym.

&amp;nbsp;

Słynny rabi Eliezer ben Samuel Halewi (zgasł w Moguncji roku 1357) w testamencie tak mówi do swych dzieci: „W stosunkach z ludźmi wszystkich wyznań, tak z Żydami, jak i z nie-Żydami, bądźcie uczciwymi, uprzejmymi, przyjacielskimi i sumiennymi”[przypis]Cytat pochodzi z cyklu wymienionego w przyp. 5: „Jutrzenka” 1862, nr 21. Wspomniany testament, krążący w licznych manuskryptach hebrajskich, w języku niemieckim opublikowano po raz pierwszy w 1870 roku w „Judische Press”. Autor nie był jednak rabinem, choć tak go tytułowano.[/przypis]. W dziele uczonego Pinchasa Eliahu z Krakowa pt. Sefer Habrys,  tj. Księga Przymierza, które wydane po raz pierwszy w roku 1796 doczekało się licznych wydań i te po całym rozeszły się świecie, w części 2, rozdziale XIII, zatytułowanym Miłość bratnia, czytamy:

„(…) Miłość bratnią stanowi kochanie całego rodzaju ludzkiego, bez różnicy wyznania, narodu i pochodzenia, albowiem wszyscy jednakowo stworzeni zostaliśmy na obraz i podobieństwo Boga. Wyjątek od tego ogólnego prawidła stanowią jedynie pokolenia dzikie i złoczyńcy. Albowiem pierwsi na politowanie, a drudzy na karę zasługują. Prócz tych zaś, żadna narodowość względem drugiej ani też jeden człowiek względem drugiego pierwszeństwa mieć nie powinien. Każde przeto indywiduum powinno wyświadczaniem dobrego bliźniemu stać się czynnikiem ogólnego dobra i powszechnego użytku, a to doprowadzi do szczerego kochania wszystkich żyjących istot na bożym święcie, bez różnicy religii”[przypis]Cytat (nieco zmieniony) za publikacją w „Jutrzence” (1861, nr 12, s. 92). Materiał nadesłał czytelnik wraz z listem, którego fragment podajemy niżej: „Z prawdziwą radością wyczytałem artykuł wstępny szóstego numeru tygodnika twego, w którym zachęcasz do wypracowania tłumaczeń wyjątków z dzieł rabinicznych, poświęcając na to stałą rubrykę w szpaltach tego pisma. Po przeczytaniu tego artykułu wpadły mi na myśl humanitarne i czysto postępowe słowa uniwersalnej Księgi Przymierza i uznałem je godnymi umieszczenia w „Jutrzence”, gdyż jakkolwiek autora tego dzieła nie otacza urok starożytności [przyczynia się do przekonania], że święta wiara nasza nie sprzeciwia się w niczym zasadom ludzkości i cywilizacji”. Wyjątki z dzieł rabinicznych. IV. z dzieła pt. „Sefer Habrys” Pinchasa Eliahu z Krakowa. W redakcyjnym przypisku informacja: „Dzieło to pierwszy raz w r. 1796 wydane, jest zbiorem wszystkich wiadomości; dla popularności zaś stylu hebrajskiego ogółowi publiczności żydowskiej nieznającej krajowego języka w swoim czasie bardzo było pożyteczne. Doczekało się ono licznych wydań, które się po całym świecie rozeszły”. Z publikacji Jakuba Tugendholda (Bechynoth ołam. Rozmyślania o świecie przełożył… Warszawa 1846) wiemy, że miejscem pierwodruku było Wilno, dzieło ukazało się w dwóch tomach, autor pochodził też z Wilna.[/przypis].

Poprzestajemy dziś na tych kilku uwagach, które, zdaje się, zdolne są obalić fałszywe twierdzenia pana Ochorowicza. Przykro nam nawet, iż obecnie jeszcze mnogość zarzutów takich i tym podobnych, w ostatnich czasach szczególniej, zniewoliła nas wszcząć niniejszą polemikę. Doprawdy, czas by już było rozejrzeć się i dokładnie zbadać najprzód przedmiot, o którym sąd wydać chcemy. Zresztą, co się wybacza autorom efemerycznych, na tle żydowskiego życia snutych powiastek, takich np. jak Hinda[przypis]Hinda, powieść Walerego Przyborowskiego drukowana w dodatku do „Przeglądu Tygodniowego”, rocznik 1869; do jej romansowej intrygi (miłość Polaka do Żydówki) nawiązywał Ochorowicz w początkowych partiach studium Miłość i zbrodnia.[/przypis], które nacechowane uprzedzeniem ku Żydom, na każdej stronicy prawie zdradzają jednak zupełną nieznajomość przedmiotu — tego żadną miarą przebaczyć nie można psychologowi, który za główne zadanie postawił sobie wnikać w tajnie ludzkiego ducha, zazierać w tajemniczą a niedocieczoną głąb ludzkiej istoty. Psycholog, bardziej jeszcze niż kto inny, o każdej rzeczy po głębokiej dopiero rozwadze i sumiennym uprzednio zastanowieniu wyrokować winien — inaczej na sąd swój i na swą pracę zarzut lekkomyślności słusznie ściąga.</document>
<document nplp_id="1731" title="III. Dziennikarstwo polsko-żydowskie i&amp;nbsp;wpływ cywilizacyjny tego dziennikarstwa na&amp;nbsp;Izraelitów tutejszych" slug="z-cyklu-kwestia-zydowska">[Z cyklu:] Kwestia żydowska[przypis]To trzeci odcinek wieloczłonowego cyklu zatytułowanego jak wyżej, drukowanego w „Echu” 1877, nry 26, 80, 121, 192, 193, 196, 199, 200. Pomysłodawcą oraz autorem większości odcinków był redaktor pisma, Zygmunt Sarnecki (artykuł inicjujący podpisał imieniem i nazwiskiem, kolejne pseudonimem Wacław Ślepowron). W pierwszym z nich, będącym rodzajem wypowiedzi programowej, zaznaczył, że dla bezstronnego przyjrzenia się tytułowej kwestii będzie oddawać głos kolejno jednej i drugiej zainteresowanej stronie. Po dłuższej przerwie (Sarnecki wyjaśniał, że to z powodu braku artykułów, o których nadsyłanie prosił) ukazał się tekst Karola Warskiego z podtytułem Towarzystwo oświaty, postulujący wspólne szkoły elementarne dla dzieci obu wyznań jako najpewniejszy środek zniwelowania różnic. Nasz autor zaś (Jakub Goldszmit) w kolejnym odcinku skorzystał z okazji i przypomniał zasługi, jakie dla integracji polsko-żydowskiej, ale i dla samej oświaty żydowskiej, położył redaktor „Jutrzenki”, Daniel Neufeld. W kilkuczęściowym odcinku IV z podtytułem: Jedność w dążeniach, a różnica w środkach, redaktor zreferował nadesłane do redakcji opinie trzech korespondentów (z obu obozów). W podsumowaniu wydobył charakterystyczne dla tych opinii dwubiegunowe podejście: na jednym biegunie skłonność do oskarżania Żydów za wzajemną niechęć z Polakami, izolację i obcość, na drugim zaś przekonanie, że to chrześcijanie są winni obecnej sytuacji z powodu złego traktowania ludności starozakonnej, upośledzanej przez wieki. Gra wzajemnych oskarżeń, sprowadzona do podobnego schematu, występowała nagminnie w ówczesnej prasie polskiej i polsko-żydowskiej. W pismach bliskich pozytywizmowi problem obustronnych relacji przewijał się przeważnie między wierszami. Osobnych artykułów rozważających go wprost (przed rozprawą Orzeszkowej) nie spotykało się tak często, jak mogłoby się wydawać. Przeważały drobne wzmianki, chwiejne, niejednoznaczne oceny i zastrzeżenia lub analizy ujmujące zagadnienie przy okazji postulowanych reform społecznych i w związku z nimi (jak w publicystyce Aleksandra Świętochowskiego). Wymieńmy tutaj przykładowo kilka takich odrębnych tekstów, zbliżonych do cyklu Sarnowskiego. Pod podobnym tytułem (W kwestii żydowskiej) znajdziemy dwuczęściowy artykuł Henryka Neumanowicza („Przegląd Tygodniowy” 1877 nr 2 i 3), odpierający zarzuty, jakoby nauki moralne Talmudu pozwalały na oszukiwanie nie-Żydów. Parę lat wcześniej pojawiły się opracowania Ksawerego Budnego Żydzi (tamże, 1873, nr 37, 41) oraz Eugeniusza Mierzwińskiego Stanowisko Żydów w naszym społeczeństwie (tamże, 1872, nr 34). Obaj autorzy, podobnie jak Sarnecki, deklarowali bezstronne podejście do rzeczonej kwestii i w miejsce oskarżeń kreślili możliwość spożytkowania cech dodatnich żydowskiej populacji dla potrzeb polskiego społeczeństwa. (Artykuł Budnego przyjęto w „Izraelicie” z aprobatą, choć nie bez zastrzeżeń tyczących intencji.) Za wyraz zapatrywań skrajnych można uznać tekst Antoniego Mirskiego, łączący genezę zacofanych stosunków społecznych w Polsce z obecnością licznej ludności żydowskiej (Przyczyny złego. „Opiekun Domowy” 1875, nr 30).[/przypis]

Znanym jest powszechnie, jak znakomity wpływ wywiera dziennikarstwo na rozwój umysłowy i wyrobienie pojęć danego społeczeństwa. Jeżeli będziemy zapatrywali się z tego punktu, dojdziemy do wniosku, że chcąc przyczynić się choć trochę do rozjaśnienia tak zwanej „kwestii żydowskiej”, powinniśmy wykazać, co dziennikarstwo polsko-żydowskie dla dobra Żydów tutejszych zdziałało i w jaki sposób działalność dziennikarska powinna się rozwijać w przyszłości.

Z rozszerzeniem i możliwym wydoskonaleniem literatury periodycznej dla starozakonnych przeznaczonej prędzej oświata pomiędzy Żydami szerzyć się zacznie; oświata zaś, i tylko oświata, rozwiązać i usunąć może tę anomalię społeczną, którą właśnie kwestią żydowską nazywamy. Dowodzenie zaś tego byłoby, o ile sądzę, zbytecznym, gdyż kto z nas nie wie o tym, że ona jedna tylko (oświata) przyczynia się do ścierania cech odrębności różniących dzieci jednej ziemi pomiędzy sobą, do zniweczenie zastarzałych, w krew i kości wsiąkłych, przesądów.

Nie widzimy racji wspominać o tych jednostkach żydowskich, które dzięki sprzyjającym okolicznościom, dzięki nauce wybiwszy się ponad pojęcia mas, zdołały wywrzeć większy lub mniejszy wpływ dodatni na moralność, obyczaje, a nawet na sposób myślenia swych współwyznawców; nie będziemy wyliczali nazwisk osób zasłużonych krajowi i oświacie – a tych inteligencja żydowska wydała bardzo wiele, lecz chcemy pomówić tutaj o zasługach człowieka, który pierwszy u nas wystąpił publicznie, głosząc piękne zasady, przekonania i myśli w drukowanym słowie, nie w ciasnych murach szkoły czy synagogi, nie na kartach broszur ulotnych, ale w szpaltach pisma periodycznego, pisma pierwszego dla Żydów w języku krajowym wydawanego w organie, który dzięki umiejętnej i starannej pracy rozchodził się w poważnej liczbie egzemplarzy, roznosząc wszędzie światło i szlachetne zasady.

Tym człowiekiem zacnym, który pracą całego życia zasłużył na trwały pomnik w pamięci swych współwyznawców, był błogosławionej pamięci Daniel Neufeld, założyciel pierwszego pisma polskiego, poświęconego sprawie żydowskiej. Daniel Neufeld urodził się w roku 1814 w miasteczku Prażka w Wieluńskiem; syn niezamożnych rodziców, wychowywał się początkowo w prowincjonalnej szkółce religijnej, czyli w tak zwanym chederze. Ożywiony jednak gorącą chęcią nauki, pomimo przeszkód stawianych ze strony rodziców, wstąpił do szkoły Pijarów w Wieluniu, którą w przeciągu lat kilku chlubnie ukończył. Poświęciwszy się następnie zawodowi pedagogicznemu, otworzył naprzód szkółkę w rodzinnym mieście Prażce, a później osiedliwszy się w Częstochowie, założył szkołę dla dzieci izraelskich i takową bez przerwy przez lat dwadzieścia (1840-1860) utrzymywał, szerząc wiedzę i siejąc moralne ziarna oświaty.

W roku 1861 Neufeld przybył do Warszawy, gdzie też rozpoczął wydawać pismo periodyczne pod tytułem „Jutrzenka – tygodnik dla izraelitów polskich”[przypis]„Jutrzenka. Tygodnik dla Izraelitów Polskich”. Pismo wychodziło w Warszawie od 5 lipca 1861 do 23 października 1863. Redaktorem był Daniel Neufeld. Redakcja mieściła się przy ul. Nowolipie 2, później Nowolipki 9, ekspedycja główna – w księgarni H. Natansona (ul. Krakowskie Przedmieście), okresowo – w księgarni M. Glucksberga. Korzystano z drukarni „Gazety Codziennej/Polskiej” przy ul. Daniłowiczowskiej. Rozprowadzano tygodnik w prenumeratach rocznej, półrocznej i kwartalnej. Cena pojedynczego egzemplarza wynosiła 10 kopiejek. Redakcja przyjęła za motto fragment z Izajasza (57, 19): „Pokój, pokój z oddalonymi, jak i z bliskimi” (figurowało we wszystkich numerach). Tytuł – jak wyjaśniano – nawiązywał do biblijnej sceny walki Jakuba z Aniołem: po nocy ciężkich zmagań świta oto dla Izraela nowy dzień. W Prospekcie (dołączonym do pierwszego numeru) nakreślono zasadnicze cele periodyku. Miał być przeznaczony dla Izraelitów, a także dla „publiczności wszelkich wyznań”, by szerzyć wiedzę o sprawach żydowskich. Chciał być zachowawczy w kwestiach religijnych, postępowy zaś w społecznych, godzić oświatę z religią, popierać rozwój sił produkcyjnych Izraelitów, wpływać na rozszerzenie znajomości języka polskiego. Zadania te podporządkowywano uwzględnianiu wymagań czasu i dobrobytu kraju.Inicjatywa założenia pisma zrodziła się w kółku samokształceniowym działającym w domu Henryka Toeplitza. Grupowało ono nastawionych propolsko sympatyków Haskali. Uczestniczył w nim świeżo przybyły do Warszawy Daniel Neufeld, patronował mu Markus Jastrow, zwolennik reformy judaizmu, kaznodzieja wygłaszający kazania w języku polskim. Zachęcił on uczestników kółka do idei utworzenia osobnego czasopisma dla polskich Żydów. Wobec powtarzających się skarg na nieznajomość życia żydowskiego u polskich chrześcijan miał powiedzieć: sami sobie jesteście winni, dajcie się poznać po polsku. Na gruncie prądów haskalowych szerzących się w Królestwie pismo nie miało właściwie poprzedników, jeśli nie liczyć krótkotrwałego periodyku pod nazwą „Dostrzegacz Nadwiślański”/ „Der Beobachter an der Weichsel” (ukazywał się on od 3 grudnia 1823 do 29 listopada 1824, wydawany w jidysz i po polsku przez Antoniego Eisenbauma; efemeryczny „Izraelita Polski”, 1830, publikowany wyłącznie po polsku zaprzestał działalności po 16 numerach; jedyny zachowany komplet spłonął w czasie drugiej wojny). W 1862 roku długoletni żywot rozpoczynało proreformatorskie czasopismo „Hacefira” (hebr. Świt, „Jutrzenka”), którym kierował Chaim Zelig Słonimski, zwolennik „hebrajskiej” odmiany modernizacji. Tygodnik dzielił się na stałe rubryki. Artykuły wstępne, w których kreślono zasadniczą orientację pisma, przeważnie niepodpisane, były na ogół autorstwa Daniela Neufelda. Stałą pozycję zajmowały tłumaczenia tekstów literackich i publicystycznych autorów żydowskich sprzyjających reformie, piszących w językach zachodnioeuropejskich, niemieckim, francuskim, angielskim. W publicystyce na aktualne tematy starano się unikać ostrej polemiki – czy to wewnętrznej (np. z chasydyzmem), czy z polską opinią publiczną. Próbowano różnych metod łagodnej perswazji i zjednywania sobie nowych zwolenników i przeciwników. Dużą wagę przywiązywano do rubryki Korespondencje, traktowanej jako dogodne narzędzie szerzenia posthaskalowych idei na prowincji. W tekstach poświęconych zagadnieniom religijnym zaznaczał się wpływ Jastrowa. Władze carskie nagle zamknęły pismo. Jeszcze ostatni numer ogłaszał dalsze przyjmowanie prenumeraty. Redaktora Daniela Neufelda podejrzanego o sprzyjanie irredencie zesłano do Czelabińska. Podobnie Jastrow musiał opuścić Królestwo Kongresowe. Pomimo krótkotrwałej działalności znaczenie „Jutrzenki” okazało się ogromne. Następca, tygodnik „Izraelita”, kontynuował zasadnicze punkty jej linii programowej – dążenie do narodowej (propolskiej) integracji przy zachowaniu zreformowanej więzi religijnej.[/przypis].

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że na wydawnictwie „Jutrzenki” ograniczała się płodna w obfite następstwa działalność Neufelda. Oprócz tego, pozostawił on trwałe a niezatarte ślady swej pracy i na innych jeszcze, również do dziś dnia odłogiem u nas leżących, polach. Tak na przykład podczas pobytu swego w Częstochowie przystąpił do tłumaczenia na język polski Pięcioksiągu Mojżesza dla Żydów-Polaków. Tamże napisał rozprawkę pt. Wielki Sanhedryn paryski w roku 1806 przez Napoleona I-go zwołany. Przyczynek historyczny do rozjaśnienia kwestii żydowskiej (Warszawa, 1861). Był przy tym stałym współpracownikiem Encyklopedii Powszechnej wydawanej podówczas przez S. Orgelbranda, do której opracowywał wyłącznie przedmioty judaistyczne.

Jednocześnie zaś wydrukował pierwsze dwa tomy Przekładu Biblii oraz wydał rozprawę pn. Urządzenie konsystorza w Polsce. W roku 1865 ukazało się na świat nowe jego dwutomowe dzieło Modły starożytne Izraelitów z obszernym wstępem, zawierającym opis świąt, uroczystości i modłów izraelskich w ogóle, rozbiorowi której to rozprawy poświęcił pan Matias Berson oddzielną broszurę. Dokończył także tłumaczenia „pięcioksięgu” oraz spolszczył Modlitwy i obrzędy na pierwsze dwa wieczory wielkanocne (Hagadah szel Pesach). W roku 1866 wydał znowu przekład traktatu A-bot pn. Gnomologia Ojców Synagogi oraz Pi Olelim, co znaczy Modlitwy dla dzieci izraelskich. Wreszcie w roku 1868 ukazała się na świat nowa praca jego pióra, nosząca tytuł Das Buch des Bundes, oder gedrängte Darstellung der mosaischen Lehre (Księga przymierza, czyli treściwy wykład nauki Mojżeszowej)[przypis]Bliższe dane tyczące wymienionych prac Daniela Neufelda (1814-1874): Wielki sanhedryn paryski w roku 1806 przez Napoleona I zwołany. Przyczynek historyczny do rozjaśnienia kwestii żydowskiej, Warszawa 1861; Urządzenie konsystorza żydowskiego w Polsce, Warszawa 1863; Modły starożytne Izraelitów z komentarzem Morech Derech. T. I-II, Warszawa 1865; Modlitwy dla dzieci izraelskich, Warszawa 1865 (tekst polski i hebrajski); Hagadah szel Pesach, czyli wspomnienie o wyjściu Izraelitów z Egiptu, Warszawa 1865 (przekład z objaśnieniami); Gnomologia ojców synagogi (Pyrke Aboth). Zbiór zdań, zasad i maksym, stanowiący osobny traktat w Misznie, Warszawa [b.d.], tekst hebrajski i polski; Pięcioksiąg dla Żydów Polaków. T. I. Księga Rodzaju. Genesis (Bereszit). Tłumaczył z hebrajskiego i objaśnił komentarzem…. T. II. Księga wyjścia. Exodus (Szemoth). Tłumaczył z hebrajskiego i objaśnił komentarzem… Warszawa 1863 (tekst hebrajski i polski; recenzja obu tomów przez Markusa Jastrowa „Jutrzenka” 1863, nr 21); gotowe tłumaczenia pozostałych tomów nie ukazały się. Wymienionej pracy w języku niemieckim nie notują polskie bibliografie.[/przypis].

Najwięcej jednak zasługi położył Neufeld przez utworzenie i wydawanie swojego organu. Pierwszy numer „Jutrzenki” z godłem poczerpniętym z Izajasza 57,19 „Pokój, pokój z oddalonym jak z bliskim”[przypis]Iz 57,19: „Pokój! Pokój dalekim i bliskim”. Przekład Biblii Tysiąclecia.[/przypis]) pojawił się w świat 5 lipca 1861 roku w piątek, z drukarni „Gazety Codziennej”[przypis]„Gazeta Codzienna” pozostawała wówczas (1859-1863) pod redakcją Józefa Ignacego Kraszewskiego. Oba pisma — „Gazeta” i „Jutrzenka” miały wspólną drukarnię: mieściła się ona (wraz z redakcją „Gazety”) niedaleko synagogi „niemieckiej” przy ulicy Daniłowiczowskiej — w tym samym budynku, co salon Henryka Toeplitza, znanego przemysłowca i melomana. Wielu uczestników tego salonu zasiliło potem szeregi współpracowników „Jutrzenki”. Oba pisma pozostawały ze sobą w bliskich kontaktach — towarzyskich i ideowych, nieraz przedrukowywały swoje materiały i powoływały się na nie; oba głosiły hasła demokratyczne i liberalne.[/przypis]. Najzdolniejsi pisarze żydowscy współcześni, jak na przykład tłumacz Heinego, mecenas Kraushar Aleksander, autor Historii Żydów w Polsce, rozpoczęli na szpaltach „Jutrzenki” debiut swój literacki. Nie brakło też i chrześcijan zasilających stale pismo to pracami swego pióra (np. Adam Maszewski[przypis]Adam Maszewski, autor rymowanego utworu Wieniec z róż. (Odpowiedź na wiersz pana A[Aleksandra] K[raushara] pt. Róża Saronu), Jutrzenka” 1862 nr 25. Bliższych danych o autorze nie udało się uzyskać. Obydwa utwory są poetyckim opisem losu Żydów w Polsce od czasu ich przybycia, wiersz Maszewskiego kończy się wezwaniem: „wieniec spleciony,/ Niechaj na wieki dwa krzewy zbrata”.[/przypis]). Zresztą, mamy zupełne prawo sądzić, że znaczenie i doniosłość „Jutrzenki” na wykształcenie i postęp naszych Izraelitów, tak dalece każdemu miłującemu swój kraj jest znaną, że obszerniejsze wykazywanie i dalsze zastanawianie się nad tą kwestią uważamy za zupełnie zbyteczne. Dla całości jedynie obrazu nadmienimy, że ostatni numer „Jutrzenki” ukazał się dnia 23 października 1863 roku, po czym pismo to z powodu wyjazdu Neufelda wychodzić przestało[przypis]W istocie nie był to wyjazd, tylko zesłanie. Władze carskie zamknęły pismo (ukazało się w sumie 121 numerów), a redaktora zesłano na dwa lata do Czelabińska za „redagowanie żydowskiej rewolucyjnej gazety” (jak napisano w oficjalnym dokumencie). Gdy wrócił, nie wolno mu było publikować. Oczywiście, ze względów cenzuralnych autor nie mógł tu tego napisać.[/przypis]. Myśl jednak zacnego męża nie zagasła wraz z za wczesną jego śmiercią (która nastąpiła we czwartek 15 października 1874 roku w Warszawie[przypis]Grób Daniela Neufelda z okazałym nagrobkiem znajduje się na cmentarzu żydowskim w Warszawie, ul. Okopowa, kwatera 2, alejka 1.[/przypis]), ale takową poniósł i od lat 12 uprawiać nie przestaje pan S. H. Peltyn, który na gruzach zgasłej „Jutrzenki” założył i powołał do życia nowy organ takiejże samej natury i tendencji, noszący miano „Izraelita”[przypis]„Izraelita” ukazywał się w Warszawie w latach 1866 (kwiecień) – 1915 (lipiec), z niewielkimi przerwami (powodowały je trudności finansowe lub kłopoty z carską cenzurą). Miało różne podtytuły. Początkowo figurował dopisek: „Ukazuje się co piątek”, później podtytuł „Organ poświęcony sprawom religii i oświaty” (1870-1876), zmieniony na adnotację „Pismo tygodniowe” i jeszcze na „Pismo tygodniowe. Wychodzi co piątek” (1883); w następnych latach podtytuły jeszcze przekształcano. Założycielem i pierwszym redaktorem był Samuel Peltyn, po jego śmierci (1896) kierownictwo sprawowali Nahum Sokołow Izrael Grossglik, Adolf Cohn, Henryk i Leon Lichtenbaumowie i Józef Wasercug (Wasowski). Redakcja mieściła się na ulicach Świętojerskiej, Dzikiej, Orlej. Korzystano z różnych drukarni. Prenumeratę – roczną, półroczną i kwartalną udostępniano w warszawskich księgarniach i kantorach, na prowincji – w urzędach i ekspedycjach pocztowych. W wolnej sprzedaży numer kosztował 15 kopiejek. Nakład pisma był zmienny. Wedle niepewnych szacunków w 1870 roku miał wynosić 700, w 1896 – 1280 egzemplarzy. Dbano o dystrybucję na prowincji – poprzez sieć specjalnych kolporterów. Wśród współpracowników przeważali ludzie, którzy nie zajmowali się zawodowo pisarstwem. Swoją aktywność traktowali jako służbę społeczną (część przeszła z „Jutrzenki”, zwłaszcza w pierwszych latach). Najliczniejszą grupę stanowili prawnicy, głównie adwokaci (należeli do nich np. obaj Goldszmitowie), wielu pracowało jako lekarze, nauczyciele, udzielali się pracownicy gminy, znamienny był wkład absolwentów warszawskiej Szkoły Rabinów. Ze zrozumiałych względów nie ogłaszano, że pismo jest kontynuatorką „Jutrzenki” (zamkniętej, wg oficjalnego dokumentu, jako „żydowska gazeta rewolucyjna”). Było to jednak oczywiste, dowodziła tego chociażby winieta i podobny układ rubryk. Wyrażało te same dążenia warszawskich kręgów intergracjonistycznych, co poprzedniczka. Chciało zmodernizować życie żydowskie dzięki zreformowanej religii i edukacji i przybliżyć je chrześcijańskiemu społeczeństwu. Chodziło o równouprawnienie i zbliżenie polsko-żydowskie. Program ten, naszkicowany w pierwszym numerze przez Neufelda (osobny prospekt, jeśli był, nie zachował się) wielokrotnie precyzowano w ciągu lat; rozwijano go i modyfikowano zwłaszcza w późniejszym okresie. Artykuły wstępne, obrazujące najsilniej ideologię pisma, pisał przeważnie Peltyn; o jego autorstwie informowano zbiorczo w notce. Materiały publicystyczne tyczące religii i historii bardzo często podawano za prasą posthaskalową zachodnią, licznie zamieszczano też utwory literackie z obszaru piśmiennictwa europejsko-żydowskiego, zalecane do naśladowania. Podobnie jak w „Jutrzence” ważną rolę odgrywała rubryka Korespondencje; starano się rozszerzyć dzięki niej liczbę czytelników na prowincji i pozyskać nowych współpracowników (jak to się stało z braćmi Goldszmitami). Teksty tam zamieszczone, wraz z innymi publikacjami o felietonowym charakterze (z różnych działów, m.in. z doskonale prowadzonego działu Pogadanki) składały się na interesujące forum wymiany myśli, przynosiły barwną panoramę aktualnych zdarzeń i komentarzy do nich. Dużo uwagi poświęcano wiadomościom o życiu (i postaciach) modernizujących się środowisk żydowskich w Niemczech, Francji, Anglii, m.in. o odbywających się wówczas proreformatorsko nastawionych zjazdach rabinów czy kolejnych aktach prawnych zapewniających Żydom równouprawnienie w tych krajach. Stałe miejsce przewidziano dla Bibliografii i Nekrologów. W pojawiających się (począwszy od lat siedemdziesiątych) Ogłoszeniach, z roku na rok rozbudowywanych, mieściły się reklamy firm żydowskich i polskich. Utrzymywano kontakty z zachodnioeuropejską prasą posthaskalową – interesującą dla czytelnika w Polsce. Powoływano się na niemieckie periodyki „Monatschriften fur Wissenschaft des Judenthums” czy „Allgemeine Zeitung des Judenthums”, także na angielską „The Jewish Chronicle”. Z uznaniem wymieniano warszawską „Hacefira”, przytaczano opinie innych hebrajskich pism reformatorskich, jak wychodzącego w Ełku „Hamagid”, czy wileńskiego „Hakarmel”. Wspominano też integracjonistyczne pisma rosyjsko-żydowskie. Zdarzały się polemiki z polską prasą, częstsze po roku 1881, w okresie nasilania się antysemityzmu. Natomiast w pierwszym okresie starano się wydobyć z niej to, co potwierdzało przeświadczenie, iż zgodne współżycie Żydów i chrześcijan jest możliwe a pełne równouprawnienie to sprawa niedalekiej przyszłości. Obecność „Izraelity” na łamach prasy krajowej była niewielka. Dopiero po czterech miesiącach odnotował istnienie pisma „Przegląd Tygodniowy”, poświęcający sporo miejsca problemom żydowskim. Na szpaltach „Przeglądu” publikowali np. niektórzy autorzy „Izraelity” (jak Jakub Goldszmit czy Henryk Neumanowicz). Drobne wzmianki o „Izraelicie”, często polemiczne, znajdujemy sporadycznie w innych gazetach. W piśmie publikował artykuły chrześcijański krytyk Antoni Pilecki, jednorazowo gościły na jego łamach Eliza Orzeszkowa i Maria Konopnicka; Orzeszkowa prenumerowała „Izraelitę”. W kulturze polsko-żydowskiej tygodnik odegrał rolę najważniejszego wyraziciela i przewodnika tej wersji integracji, która była bliska „Polakom wyznania mojżeszowego”. Tyczy to zwłaszcza lat, jakie nas tu bezpośrednio interesują (1866-1881). Wersja ta pokazywała, że można być podobnym i zarazem różnym. W obszarze żydowskim miała później znaczącą konkurencję w innych prądach żydowskiej ideologii.[/przypis].</document>
<document nplp_id="1732" title="[Janek Mrówka, Narada z&amp;nbsp;Kubą, jakby sobie radzić bez&amp;nbsp;Żydów]" slug="w-rubryce-z-tygodnia">[W rubryce:] Z tygodnia

Świeżo w jednym z pism codziennych wyczytaliśmy wiadomość o pojawieniu się w druku nowej pracy autora sławetnego pamfletu pn. Żydzi, Niemcy i My, zatytułowanej: Narada z Kubą, jakby sobie radzić bez Żydów[przypis]Narada z Kubą, jakby sobie radzić bez Żydów, napisał Janek Mrówka, Warszawa, tanie wydawnictwo czytelni J. Jeleńskiego, druk „Wieku” 1880. O Jeleńskim, autorze tej publikacji, zob. Rzut oka na rok ubiegły 1877. Kronika lubelska przyp. 8. Wymieniony pamflet Żydzi, Niemcy i my ukazał się w 1876, poprzedzała go broszura O skierowaniu Żydów do pracy w rolnictwie, 1873, od 1882 szerzył swoje zajadle antysemickie poglądy w piśmie „Rola” założonym przez siebie.[/przypis]. Praca ta, zdaniem owego pisma, za jedyny jakoby cel sobie postawiła: nie jątrzyć, ale godzić różnoplemiennych kraju naszego mieszkańców; nie waśnić, ale — goić zadane wiekowymi przesądami rany; nie rozdwajać, ale — jednać to, co skutkiem różnych przyczyn, rozdwojonym niesłusznie lub niewłaściwie zostało. Przyznajemy też otwarcie, że po przeczytaniu powyższej wzmianki z niecierpliwością prawdziwą wzięliśmy rzeczoną pracę do ręki, i że wnet po przeczytaniu pierwszych kilku stronnic takowej, w oczekiwaniach naszych wielce zostaliśmy zawiedzeni. I nic dziwnego zresztą. Kto raz albowiem postawił sobie za zadanie szerzenie w społeczeństwie jednostronnych, na niczym nieopartych, nieuzasadnionych zdań i poglądów, kto w szerzeniu niezdrowych i zaraźliwych teorii i maksym, własnym, osobistym podyktowanych interesem — chlubę w przyszłości i, co ważniejsza, dobry interes w teraźniejszości znajduje; kto zgubne dla międzywyznaniowych stosunków i obopólnej harmonii społecznej nieustannie i kategorycznie apostołuje zasady i, jak niegdyś złowrogiej pamięci szewc Herostrat, za jakąbądź cenę gwałtem dobić się chce znaczenia i sławy — taki, pytamy, czyż jest w stanie na chwilę choćby podnieść się na stanowisko bezstronnego sędziego i bezinteresownego doradcy? taki, czyż może wznieść się nad zwykły poziom egoistycznych celów i własnego swojego widzimisię? Aż nazbyt znane są czytającemu ogółowi poprzednie prace autora nowo pojawiającej się broszury i idee, jakie wszczepić w umysły ludu za święte (sic) postawił sobie zadanie, byśmy czegoś innego i dzisiaj spodziewać się od niego mieli prawo. Ale, przejdźmy do szczegółów.

W niezdarnie i bez żadnej wewnętrznej spójni skleconej 20-stronnicowej broszurze swej, przepełnionej błędami gramatycznymi i zecerskimi (pierwszych albowiem naliczyliśmy aż 53, drugich większą jeszcze ilość), naszpikowanej nadto na każdej bez wyjątku prawie stronnicy takimi czułymi wyrażeniami, zawsze w znaczeniu pogardliwym użytymi, jak: „żyd, żydek, żydowstwo” itp. — Janek Mrówka, a raczej pan Jan Jeleński, pragnie dowieść założonej przez siebie tezy, że czas już, aby włościanie nasi bez pomocy Żydów obejść się mogli. Jako pomocnicze środki ku konsekwentnemu przeprowadzeniu tej jego myśli, służą panu Jeleńskiemu tego rodzaju aksjomaty: „Żydzi, gwoli osiągnięcia ogromnych zysków, pogarnęli się do nas niby do drugiej obiecanej ziemi”; że „wziąwszy wszystek handel w swe ręce, rozmnożyli się tak, że dziś w porównaniu z całą ludnością kraju, nigdzie na całej ziemi nie ma ich tyle co u nas”; „rozmnożenie się owo Żydów wcale dobrym dla nas nie jest”; „wszyscy oni ni siejąc, ni orząc, a li-tylko trudniąc się lichwą, żyją sobie nieźle i przychodzą nawet do dużego grosza”; „żyjąc tedy z ciężkiej pracy rolników, przyczyniają się do tego, że tym ostatnim zamiast lepiej, coraz gorzej będzie”; „na każdym kroku i wszelkimi siłami usiłują oni szkodzić chrześcijanom” itd. itp. Jako zaś resume tych dowiedzionych już jakoby twierdzeń, autor stawia w końcu ostateczną konkluzję tej treści: „Każdy człowiek rozumny powinien by sobie powiedzieć: „nie pójdę do żyda, nie dam mu się oszukać, to i nie będę oszukanym”. Dlatego też — zakończa pan Jeleński — trzeba ich się strzec i radzić sobie bez nich, dlatego, że najczęściej oszukują i chcą żyć z cudzej tylko pracy”. Jako zaś jedyne i skuteczne remedia przeciwko owej „pladze egipskiej” i „trapiącej społeczeństwo nasze szarańczy” dwie podaje Mrówka czytelnikom swoim rady, a tymi są: zakładanie kas pożyczkowo-oszczędnościowych w każdej gminie lub na kilka gmin razem oraz zakładanie po wsiach sklepów z niezbędnymi artykułami żywności i innych produktów.

Ubliżylibyśmy samym sobie, gdybyśmy chcieli zbijać po szczególe powyższe złośliwe i tendencyjne, a dziś przestarzałe już zarzuty, jakie z godną iście lepszej sprawy skrzętnością pan Jeleński zebrać i w tak ogromnej ilości na barki żydowskie włożyć sobie upodobał. Rzeczy to już oklepane, stare, zwietrzałe, tylokrotnie omawiane i dyskutowane publicznie, byśmy do nich jakąkolwiek wagę dziś jeszcze przywiązywać mieli. Faktem jest, że społeczeństwo nasze z każdym prawie dniem dojrzewa, a wiedza i nauka ostatnimi zwłaszcza czasy tak olbrzymie poczyniły postępy, iż dzisiaj mniej nawet ukształcone warstwy ludności przestały już wierzyć samozwańczym „prowodyrom”, pragnącym ocukrzonymi frazesami zaszczepiać w sercach ich trujący jad waśni społecznych i odnawiać, na nowo powoływać do życia zastygłą już nieco, choć jeszcze nurtującą po części pewne klasy społeczne — zawiść plemienną...

Tak jest. Powiadamy to wszem wobec i każdemu z osobna, iż pan Janek Mrówka za jedyne postawił sobie zadanie zaszczepiać jad w organizmie społecznym i pełną garścią zasiewać w ludzie, w poczciwym naszym ludzie, i w sercach tłumów nienawiść mściwą, zawziętą, nieprzejednaną. Tym bezpieczniej zaś do celu swojego zdąża, o ile wrogi jad ów stara się on powierzchownie osłodzić potokiem dźwięcznie na pozór brzmiących słów i frazesów, i podawane gorzkie dla społeczeństwa swego lekarstwo z niewymowną zręcznością zaprawia lukrowanym cukrem mniemanych i niezmiernie w skutkach swych wątpliwych, ekonomicznych środków...

Czyż bowiem inaczej, dla podania prostych i z dawna już znanych włościanom naszym środków ku wydobyciu ich z zależności materialnej bogaczy oraz ze szponów lichwiarskich – potrzebował on koniecznie używać takich słów jak: „żyd”, „Żydzi” i „żydowstwo?” Czyż musiał on koniecznie skuteczne rady swe puścić w świat w formie ulotnej broszurki, opatrzywszy tytułową jej kartę tak ponętnym dla pewnej kategorii ludności naszej nadpisem? Czyż nie uważał on za wystarczające odwołanie się do czytelników za pośrednictwem takiego np. ludowego pisma, jakim jest „Zorza”[przypis]„Zorza”, pismo ilustrowane, tygodniowe dla ludu wiejskiego i miejskiego, wydawane w Warszawie w latach 1866-1939 (z przerwami), redaktorzy różni, m.in. J. Grajnert, J.K. Gregorowicz; konserwatywną orientację tego pisma, jego paternalistyczne nastawienie wobec ludu, krytykowali pozytywiści.[/przypis]?

Niestety! rozumiemy aż nazbyt dobrze zamiary pana Jeleńskiego. Wpływ ostatniego wydania złowrogą tendencją wsławionej broszury jego Żydzi, Niemcy i My począł słabnąć, a zresztą przystępną ona była, z powodu wysokiej ceny i stylu, li-tylko dla warstw wyższych; należałoby tedy — pomyślał sobie pan Jeleński — zająć się również „puszczeniem w kurs” drobniutkiej jakiejś, przystępnej treścią, stylem i ceną, nowej tego rodzaju pracy, która by korzyść przynosząc kieszeni (to chyba motyw najważniejszy), idee jego zaszczepić też mogła w sercach tych zacnych prostaczków, przywykłych jeszcze wierzyć wszystkiemu co drukowane, jakby in verba magistri. Czy tak jednak postępować się godzi? — to już inna zupełnie kwestia, nad rozwiązaniem której zbytnio chyba głowy łamać sobie nie mamy potrzeby.

Zresztą, nie poprzestając na własnym, pozwolimy sobie jeszcze w tym miejscu przytoczyć zdanie o pracy tej znanego z bezstronnych a racjonalnych swych poglądów felietonisty, pana Bolesława Prusa. „Janek Mrówka — są jego słowa — radzi krótko i węzłowato, ażeby wieśniacy nie brali pieniędzy od Żydów, lecz z kasy pożyczkowej, której kapitałów mają dostarczać bogatsi. Zgoda! Ale co będzie, jeżeli bogaty Kuba nie odda pieniędzy do kasy, gdyż tam zapłacą mu tylko 6%? Wtedy ubogi Wojtek, zamiast do pustej kasy, będzie chyba musiał udać się do — Żyda. A jeżeli bogaty Kuba, zamiast brać 6% z kasy, zechce sam pożyczać na lichwę i brać 260%, jak żyd? Ha! wtedy pan Janek Mrówka będzie musiał napisać książkę o tym, «jakby się obchodzić można bez bogatego Kuby». A jeżeli Kuba odda swoje pieniądze do kasy, a nadzór kasy zechce ludziom pożyczać pieniądze na 260%? O! już wtedy pan Janek Mrówka koniecznie musi zabrać głos w sprawie: «jakby się obchodzić bez Kassy?» […] Według nas, recepty pana Janka Mrówki nie uderzają w środek kwestii. Ów bowiem środek składa się z następujących punktów:

Trzeba, ażeby włościanie mieli pieniądze, a mieli je w takiej obfitości, ażeby każdy z nich 6%, 8% lub 12% od pożyczonego innym kapitału uważał za dobry interes. Wówczas ubodzy nie będą musieli płacić po 260%.

Trzeba, żeby nadzór nad kasami gminnymi znajdował się w uczciwych rękach.

Trzeba, ażeby serce, zarówno żydowskie, jak i chrześcijańskie, nie czuło nigdy popędu do wyzyskiwania bliźniego.

Trzeba nareszcie, żeby wieśniacy nasi zostali oświeceni.

W tych dopiero warunkach ubogie chłopstwo nie będzie krzywdzone, bo ani kapitaliści, ani handlarze nie będą mogli go krzywdzić.

Zdaje mi się więc, że pan Jeleński niepotrzebnie postawił i niezbyt szczęśliwie wyjaśnił kwestię: jakim sposobem wieśniacy obejść by się mogli nie już bez Żydów, ale w ogóle nawet bez przekupniów? Broszura albowiem jego cała wygląda tak, jakby autor miał inne zamiary, a zupełnie co innego w broszurze swej wypowiedział...”[przypis]„Kurier Warszawski” 1880, nr 128, przedruk w: B. Prus, Kroniki, t. IV, Warszawa 1955, s. 356-357.[/przypis].

Tak jest! Nie przeczymy temu wcale, że obecny stan rzeczy radykalnej wymaga reformy, że urządzenie stosunków włościańskich od dawna już dobija się swego urzeczywistnienia, że czas by już był zwolnić ciemny lud nasz z rąk wyzyskujących go niepoczciwych przekupniów i lichwiarzy — niekoniecznie Żydów. I zupełną pod tym względem przyznajemy słuszność „Tygodnikowi Ilustrowanemu”, który powiada, że stosunki włościan naszych do spekulantów wioskowych nie zmienią się, choćby na to usiłowano wpływać za pomocą tysiąca najrozumniej i najgoręcej napisanych broszur. Tu albowiem potrzeba zmiany wzajemnych usposobień, które w obecnym stanie rzeczy sprawiają, iż jedna strona musi być wyzyskiwaną. Tu potrzeba instytucji i praw, które by wzajemny stosunek regulowały i niezaradnych ofiar broniły od ich wyzyskiwaczy. Tu potrzeba zabezpieczenia jednych przed drugimi, bo liczyć na zmianę usposobienia tych lub owych, i to zmianę szybką, a przynajmniej dość wczesną, jest ni mniej ni więcej, jak tylko po prostu — łudzeniem się. Dla przeprowadzenia jednak tego wszystkiego potrzeba nie tylko inicjatywy, ale nadto jeszcze czynów, które, niestety, widocznie większej wymagają energii, wyższego poczucia swych obowiązków i zapewne nieco więcej wymagać muszą trudu, niż puszczanie w świat naprędce skleconych i natychmiastowe dotykalne przynoszących zyski — ulotnych piśmideł i pamfletów w rodzaju ostatniej broszury pana Jeleńskiego.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1733" title="Kobiety w&amp;nbsp;Izraelu" slug="kobiety-w-izraelu">[Kobiety w Izraelu[przypis]Artykuł wiąże się z dyskutowanym w posthaskalowej prasie problemem sytuacji kobiet w rodzinie i społeczności żydowskiej. Wywołał go zamieszczony w „Jutrzence” list czytelniczki, Eleonory M. z Praszki, która domagała się systematycznego zamieszczania w piśmie materiałów o stanowisku kobiety w przeszłości i obecnie („Jutrzenka” 1862, nr 2). Redakcja uznała temat za ważny, argumentując, że potrzebna jest obrona przed krzywdzącymi zarzutami o złym losie żydowskiej kobiety, jej upośledzeniu „jakiego Turczynki lub inne na wschodzie kobiety doznawają”. W wyniku tej zachęty pojawiło się kilka publikacji, odnoszących się do zagadnienia emancypacji kobiet w ogóle (np. A.J. Cohn, Kilka słów o stanowisku społecznym kobiet w Izraelu, tamże 1862, nr 9; B. Birencweig, Kilka uwag nad stanowiskiem kobiety u starożytnych Hebrajczyków, „Izraelita” 1866, nr 5 i 6; I. Kramsztyk, O kobietach w starożytnym judaizmie. „Kalendarz dla Izraelitów [ …] na rok 1870/71”; odczyt Kramsztyka wygłoszony na podstawie tego artykułu zrelacjonował przychylnie „Przegląd Tygodniowy” (1870, nr 14)). W objaśnianym tekście poglądy autora na kwestię emancypacji kobiet przeplatają się z interpretacją wersetów biblijnych i opisem dawnych zwyczajów, wykorzystanym później w pracy o rozwodzie. Mimo zapowiedzi kolejny odcinek artykułu nie ukazał się.[/przypis]]

&amp;nbsp;

Dziś, kiedy pytanie: jakie stanowisko kobiety zająć mają w społeczeństwie, tak wielkiej nabrało wagi, iż śmiało do pierwszorzędnych zagadnień społecznych zaliczyć się może — uważam za zbyteczne usprawiedliwienie wszelkiej pracy w tym kierunku, chociażby ta odnosić się miała do czasów zamierzchłej przeszłości.

[…]

Rousseau zawołał: „O płci! którą mężczyzna uciska lub wielbi, a której jednak nie może uszczęśliwić, nie uszczęśliwiając zarówno i siebie, tak jak sam nie może stać się szczęśliwym, aby w równej mierze nie udzielić i jej swego szczęścia!” Lecz czyż ta równość jest bezwzględna? Czy z kobiet zrobić należy mężczyzn, jak Platon i Likurg w swoich rzeczach-pospolitych?[przypis]Prawdopodobnie mowa o Likurgu, prawodawcy i twórcy ustroju Sparty, propagatorze surowego wychowania (IX lub VIII w. p.n.e.), nie zaś o Likurgu, ateńskim mówcy i uczniu Platona. Wcześniej aluzja do dialogu Platona pt. Rzeczpospolita. Cytat z dzieł Jana Jakuba Rousseau (1712-1778) — nierozpoznany.[/przypis]. Nie — bez wątpienia. Równość kobiet pod względem obywatelskim zależy od prawidłowego rozwinięcia zdolności właściwej ich naturze. Biada społeczeństwu, które by się pozbawiło tych szacownych zdolności i którego kobieta, doświadczając w sercu swym stale nieokreślonego a przykrego uczucia, przyszłaby bezwiednie, instynktownie niejako, do przekonania, że stosunki społeczne odnośnie do niej na fałszywych spoczywają podstawach.

Według Genezy, kobieta jest pomocnikiem mężczyzny, jemu podobnym, mężczyzna powinien; rzucić ojca i matkę, aby z nią się połączyć: tworzą oni dwie oddzielne części jednego i tegoż samego jestestwa[przypis][Przypis autora: Kiedy Mojżesz mówi: „Odbądziesz swe uciechy Ty, twój syn, twoja córka, twój sługa, twoja służebnica, wdowa” etc., to robi aluzję do tej jedności, nadając wyrazowi „Ty” podwójne znaczenie; nie przez zapomnienie pominął On tu żonę — jak przypuszczali niektórzy. Czyż nie odróżnia córki, służebnicy, wdowy?]. Nie jest jasne, skąd wziął autor cytowane słowa Mojżesza. W tekście głównym mamy nawiązanie do wersetu z Księgi Rodzaju (Rdz 2, 24), który w przekładzie Biblii Tysiąclecia brzmi: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”.[/przypis].

Temu to wspólnemu jestestwu gwoli są oni stworzeni jedno i drugie, nie zaś wyłącznie kobieta dla mężczyzny. Ich przeznaczeniem jest wspólnymi siłami starać się o wzajemną pomyślność. Potrzeba więc, ażeby prawa dotyczące obojga na wspólnej oparte były zasadzie i aby prawodawstwo z równą gorliwością starało się zaspokoić potrzeby jednego, jak i drugiego.

Lecz dla utworzenia tej jedności fikcyjnej, jakie zachodzić winny stosunki między stronami składającymi ją? Tu właśnie leży trudność. Zarówno pod fizycznym, jak i pod moralnym względem różnice pomiędzy płcią jedną a drugą są liczne i doniosłe. Według jakiejże cechy poznamy prawa właściwe i wzajemne ograniczenia nieodzowne? A jeśli zdarzy się, iż prawa, obyczaje, przesądy, zamiast zmniejszyć szanse złych związków małżeńskich, zwiększą je — cóż wówczas nastąpi? Oto jarzmo nieznośne, zamiast węzła, który ma dodać życiu najwięcej uroku.

Dla stron obu, tak dla mężczyzny, jak dla kobiety, daje się uczuć potrzeba szukania nauki, zamiłowania ducha cywilizacji, której postęp wskaże, jak rozróżniać to co pożyteczne, od tego co szkodliwe. Pod tym wpływem zdołają oni poznać lepiej swą wartość wzajemną, a jeżeli między indywiduami zdarzą się różnice trudne do uchwycenia na pierwszy rzut oka, zawsze one będą zamknięte w obrębie dość ciasnym, aby nie narażać ich związku na położenia zbyt niepomyślne.

U dawnych Hebrajczyków uczono młode dziewczęta prawa i przyzwyczajano je do zajęć domowych. Pod tym względem ówczesna ich edukacja odpowiadała edukacji męskiej. Prawda, że gdy później studia prawne stały się zbyt zawiłymi, uczeni zalecili nie zwracać zbytecznie umysłu kobiet w tym kierunku, z powodu, jak mówili, że ich natura skłoni je albo do traktowania zbyt lekko wszystkiego, co ma związek z doktryną, albo do posuwania się aż do egzageracji.

W początkach kobiety izraelskie, bogate czy ubogie, nie wahały się przyjmować czynnego udziału w żniwach, paść trzody, czerpać wodę ze studni dla ochłody podróżnych. Księżniczki nawet w Homerze podobny dają nam przykład. „Czarnam-ci, alem wdzięczna”, mówi jedna z narzeczonych w śpiewie nad śpiewami, „wejrzenie to słońca mię dotknęło”[przypis]W przekładzie Biblii Tysiąclecia: „Nie patrzcie na mnie, żem śniada,/ że mnie spaliło słońce”. Pieśń nad pieśniami (Pnp) 1, 6.[/przypis]. Nie należy więc za przykładem kilku komentatorów wnosić z wyrazu hebrajskiego „Alma”, ukryta, który zarazem oznaczał dziewicę, że ukrywano je przed oczyma wszystkich aż do zawarcia małżeństwa. Na każdym kroku widzimy wprost przeciwny stan rzeczy. Dowodem tego jest nade wszystko wrodzone zamiłowanie córek Izraela do strojów i ozdób. Młoda Rebeka przyjmuje z radością pierścień i naramienniki złote, które jej wręcza sługa Abrahamowy przy studni, gdzie zgromadziły się jej towarzyszki[przypis]Zob. Rdz 24, 11-27.[/przypis]. Pod panowaniem Saula lubiły się one stroić w purpurowe tuniki, których świetność podnosiły złote ozdoby[przypis]Panowanie Saula, pierwszego króla Izraela, zob. Pierwsza Księga Samuela (1 Sm) 9-31.[/przypis]. Na koniec Jezajasz gorzko użala się na córki Jerozolimy, które chodziły z szelestem, z łonem odkrytym, zwracając oczy zalotnie na wszystkie strony, które spędzały czas przed zwierciadłami, fryzowały się, perfumowały, przyozdabiały w błyskotki i fraszki...[przypis]Zob. Księga Izajasza (Iz 3, 16) w przekładzie Biblii Tysiąclecia: „Ponieważ się wzbiły w pychę córki syjońskie,/ ponieważ chodzą wyciągając szyję / i rzucając oczami, / ponieważ chodzą wciąż drepcąc/ i dzwonią brzękadełkami u swych nóg”.[/przypis]

Dla dziewic hebrajskich, jak później dla rzymskich, istniały dwa okresy kolejno po sobie idące, na których oznaczenie były dwa oddzielne wyrazy.

W pierwszym, dziewica zwała się Alma, dlatego że jej wdzięki, jej przyszłe przymioty były jeszcze ukryte: przechodząc w drugi, przyjmowała nazwę Betula, tj. dziewica, czyli panna; jedno i drugie miały wspólne nazwanie Naara, która jest formą żeńską od Naar, młody chłopak, młodzian.

Pod względem zdolności do zawarcia małżeństwa istniały dla kobiet trzy epoki. Pierwsza, bezwzględnej nieletności (ketana), trwała do lat jedenastu i pół. Druga, względnej nieletności (naara), do dwunastu i jeden dzień. Trzecia, pełnoletności (bogroth), po dojściu do lat dwunastu, i wówczas już kobieta mogła wejść w związki małżeńskie, nawet bez zezwolenia ojca[przypis][Przyp. autora: Fassel, Das Mosaisch-rabbinische Civilrecht [Prawo cywilne mojżeszowo-rabiniczne] von Hirsch B. Fassel. I Thel. § 49. Wien 1852]. Hirsch B. Fassel (1802-1883), austriacki rabin, filozof i publicysta, zwolennik reformy judaizmu.[/przypis].

Prorocy malując, czy to szczęście, czy niedolę Izraela, nigdy w obrazach swych nie przepominają o postaciach młodych dziewic, uśmiechniętych lub zalanych łzami[przypis][Przyp. autora: Salvador robi tu uwagę, którą po części i do naszego języka zastosować można, a mianowicie: że mimo wrodzonej nam galanterii nie mamy odpowiedniego wyrazu na oznaczenie tego, co jest najczystszym i najbardziej interesującym na świecie. Wyraz dziewka, którym szczyciły się córki Kochanowskiego, dziś jest wzgardliwy; panna służy tylko dla klas wyższych lub mieści w sobie pojęcie służebności; dziewczyna jest lekceważące i zastosowane bardziej do wieku chłopięcego; dziewica w potocznej mowie nieużywane; młoda osoba służy obu płciom. Garce, demoiselle, filie, vierge, jeune personne]. Joseph Salvador (1796-1873), francusko-żydowski badacz judaizmu, także chrześcijaństwa i islamu na tle porównawczym. Być może przytoczona tu uwaga pochodzi z jego książki Historie des institutions de Moise et du peuple Hebreu, 1862, którą autor cytuje w dysertacji o prawie rozwodowym].[/przypis].

Na równi z młodzieżą płci męskiej, stanowiły one w państwie prawdziwe ciało, którego interesy i prawa, przy rozważaniu spraw państwa, należało mieć ciągle na względzie. Częstokroć imię ich było brane na oznaczenie całej ojczyzny. „Dziewica Syjonu wzdycha” oznaczało, że Jeruzalem i naród pogrążone są w smutku; dziewica Judy, dziewica z Efraim, z Gaload, oznaczały te rozliczne prowincje. Jeżeli przeciwnie, należało wyrzucić krajowi jego niegodziwości, jego zabobony, jego polityczne przestępstwa, ustępowała wówczas miejsca kobiecie rozwiązłej. W ten to sposób z właściwą sobie energią, Ezechiel maluje wyuzdanie dwóch dziewic zepsutych: Aholi, czyli Samarii i Aheliby, czyli Jerozolimy, które oddały się Asyryjczykom i Chaldejczykom, narażając się na to, iż zginą z ręki tych właśnie, którzy je zhańbili[przypis]Zob. Księga Ezechiela (Ez 23, 2-4) w przekładzie Biblii Tysiąclecia: „Były dwie kobiety, córki tej samej matki. Uprawiały nierząd w Egipcie — od młodości uprawiały nierząd. […] A imiona ich: Starszej — Ohola, siostry zaś jej — Oholiba. A [oznaczają] imiona ich: Ohola — Samarię, a Oholiba — Jerozolimę”.[/przypis]. Lecz z chwilą podniesienia się kraju, z chwilą powrócenia uczuć obywateli na drogę obowiązku, sprawiedliwości, czci Wiekuistego, wówczas dziewica odradza się tym czystsza i uśmiecha się do swych dzieci.

W dni świąteczne gromady młodych dziewcząt zbierały się, aby przy odgłosie instrumentów muzycznych utworzyć owe chóry syjońskie, które napełniały radością dusze Hebrajczyków i na których wspomnienie taką uczuwali tęsknotę w obczyźnie.

Lecz nade wszystko w czasie obrzędu zaślubin młodzież płci obojej mieszała się z sobą. Kiedy małżeństwo zostało już zdecydowane, obchodzono zaręczyny, które rozwód dopiero mógł unieważnić. Młodzieniec w obecności dwóch świadków wręczał dziewicy sztukę monety lub pierścień, mówiąc: „Jeżeli zgadzasz się na zostanie moją żoną, przyjmij ten zakład”. Niekiedy sporządzano akt, na którym dwóch świadków kładło swój podpis. Był jeszcze trzeci sposób zaręczyn (cohabitatio), tolerowany przez zwyczaj, lecz potępiony przez prawo.

Zobowiązanie dziewicy, która zaręczała się sama przed dojściem do pełnoletności, było nieważne. Po dojściu, nawet ojciec nie mógł unieważnić umowy. Ojcu zwyczaj pozwolił zaręczać córkę przed dojściem do pełnoletności bez jej zezwolenia, pod warunkiem aby nie korzystał zbyt lekkomyślnie z tego prawa. Późniejsze odmówienie córki po dojściu jej do lat prawem przepisanych nie całkowicie ją uwalniało — zawieszało tylko uroczystość. Stąd to powstały nadużycia u Żydów dzisiejszych, łączących dzieci swe zaledwo wyszłe z kolebki. Należy wszakże zauważyć, że nadużyciom tym dało początek położenie ich raczej niż prawo, ponieważ w stanie sekwestracji, w jakim znajdowali się tak długo, konieczność nakazywała im wcześnie pomyśleć o zapewnieniu przyszłości swym dzieciom.

Kiedy ręka młodej dziewczyny została przyrzeczoną tylko przez matkę albo przez brata działającego jako naczelnik rodziny, to mogła ona, przyszedłszy do pełnoletności, dać sędziom akt odmówienia. Skutkiem tego protestu wszelkie węzły między nią a narzeczonym zrywały się. ,,Moja matka lub mój brat wprowadził mię w błąd, zaręczając w czasie mej małoletności takiemu-to, synowi tego. Dziś pośpieszam otworzyć przed wami moje uczucia. On mi się nie podoba wcale i nie mogę przystać na pożycie z nim”.

Na koniec zaręczyny były zawsze nieważne, kiedy do zawarcia ich użyto gwałtu lub przymusu. Mężczyzna, który uwiódł młodą dziewczynę, miał obowiązek zaślubienia jej i nie miał prawa udzielenia jej rozwodu przez całe życie. Obyczaje zmuszały go do tego jeszcze bardziej niż prawo. Zaślubiny następowały niekiedy zaraz po zaręczynach, kiedy indziej w odstępie sześciu miesięcy, roku i więcej.

Przy zawarciu umowy, kobieta otrzymywała od swych rodziców tylko rzeczy niezbędne do ozdoby i do swego szczególnego użytku. Posagu dostarczał mąż. „Mężczyzna zaślubia, mówiło prawo, dostarczywszy dziewicy wszystkiego czego potrzebuje przy zamężciu”. Motywy tego prawa były zapewne takie, iż mężczyzna, otrzymawszy od natury w udziale siłę fizyczną i czynność umysłu, ułatwiające nabycie bogactw, powinien sam dostarczyć rodzinie środków utrzymania. Część, jaką otrzymała kobieta w razie rozwodu lub śmierci męża, była jakby naturalnym wynagrodzeniem za młodość i wdzięki, które są dla niej tym, czym siła dla mężczyzn. To prawo było niezbędne dla utrzymania zasady podzielności majątków, która była podstawową w ówczesnej ekonomii politycznej. Posag pochodzący od męża wydawał się tak słusznym i uprawnionym juryskonsultom hebrajskim, że zobowiązywali do zapewnienia go każdego mężczyznę, który tylko jedną godzinę przebył sam na sam z osobą wybraną sobie za żonę.

Czyż stąd wnosić mamy, że Hebrajczycy kupowali swe żony? Takąż samą zasadę miałoby przypuszczenie, że dzisiejsze żony kupują sobie mężów. Podobne prawo znajdujemy i u wielu innych ludów: u Spartan, Germanów, o których powiada Tacyt w dziele De moribus Germanorum: „Posag ofiaruje mąż żonie, a nie żona mężowi” („Dotem non uxor marito, sed uxori maritus offert”)[przypis]Cytat pochodzi z dzieła De origine et situ Germanorum Publiusza Korneliusza Tacyta (ok. 55-120), jednego z najznakomitszych historyków rzymskich.[/przypis]. I Mahomet, który wcale nie traktował tak źle kobiet, jak powiadają, Mahomet powtórzył tylko wiersz pięcioksięgu w tych wyrazach Koranu: „Wyposażajcie wasze żony, przywiązujcie je do siebie dobrodziejstwami”[przypis]Mahomet (570-632), prorok islamu, uważany za natchnionego autora świętej księgi tej religii, Koranu, nawiązującej niekiedy do Biblii Hebrajskiej (monoteizm, kult proroków).[/przypis].

To tłumaczy poniekąd tak wielką surowość starożytnych przeciwko wiarołomstwom kobiet i zamachom na małżeństwo. Czyż kobieta uposażona przez małżonka podrzuciłaby cudze dzieci rodzinie, której mienie zmniejszyła już wzięciem swego udziału? Wdzięczność ma także swoją władzę: a tu winna by się była tym częściej łączyć z miłością, iż wyborem męża nie kierował interes.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1734" title="[O nauce języka hebrajskiego]" slug="o-jezyku-hebrajskim">W rzędzie języków umarłych bez zaprzeczenia język hebrajski jedno z pierwszych miejsc zajmuje. Jakież to skarby, jakie drogocenne rzeczy mieści on w sobie. Ileż piękności przedstawia, jakąż serce rozkoszą napawa przeczytanie np. w oryginale ksiąg świętych starego zakonu, Pięcioksięgu Mojżesza (Pentateuchu), trenów Jeremiasza lub wreszcie owych cennych klejnotów, psalmów Dawida. Mamy wprawdzie w literaturze naszej misterny ich przekład nieśmiertelnego „wieszcze z Czarnolasu”, Jana Kochanowskiego (że wspomnę pokrótce tylko o niedoszłych usiłowaniach Karpińskiego zrównania tłumaczenia autora Trenów)[przypis]Jana Kochanowskiego Psałterz Dawidów / Psałterz Dawidowy, pierwodruk 1579, nie jest tłumaczeniem psalmów, lecz ich poetycką parafrazą, niezwykle wysoko cenioną w dorobku poety. Psałterz, tłumaczony przez Franciszka Karpińskiego (1741-1825), wydany po raz pierwszy w 1786 roku, zyskał też wielką popularność i ważne miejsce w polskiej literaturze.[/przypis], ale przyzna każdy, ze niezależnie od tego, oryginał zachowuje przecież swą wyższość, i to jeszcze oryginał psalmów Dawida, o których nasz krasnousty doktor-estetyk J. Kremer powiada, że matki śpiewają je nad kolebką dziecięcia, śpiewają je nad konającym starcem, śpiewają je wielcy i mali: w smutku i radości, w ciemnych i jasnych dniach życia[przypis]Józef Kremer (1806-1875), polski polihistor: filozof, estetyk, historyk sztuki, prekursor psychologii.[/przypis]. Że zresztą obecnie rozbudzone jest zamiłowanie nauki języka hebrajskiego, posłużyć może wrąca w Wielkim Księstwie Poznańskim walka o pisownię, gdzie przy przytaczaniu argumentów pro i contra i język hebrajski (jako pierwotny semicki) na arenę walki przywoływanym bywa. Dla przekonania o prawdziwości twierdzenia mego posłużyć może broszura Szczęsnego pn. W sprawie pisowni. Odpowiedź doktorowi Cegielskiemu na jego broszurę „O pisowni pana L. Rzepeckiego”, Poznań 1868[przypis]Zob.: W sprawie pisowni odpowiedź panu H. Cegielskiemu filozofii doktorowi na jego broszurę pod tytułem: "O pisowni pana L. Rzepeckiego i towarzyszów", Poznań 1868.[/przypis]. Dla dokładnego jednak wyuczenia się czy raczej poznania zasad języka hebrajskiego (dla chcących) prócz przepełnionej błędami drukarskimi i z tego powodu zupełnie do użytku niezdatnej jednej części gramatyki pana Szwarcenberga, żadnych innych podręczników nie posiadamy. Ale za to w gronie naszym, a raczej w murach grodu naszego znajduje się człowiek rzadkim pedagogicznym talentem obdarzony. Jest nim pan Sender Ruff[przypis]Sender Ruff (daty życia nieznane) pedagog, kierownik założonej przez siebie szkoły przy ulicy Dzikiej w Warszawie; istniała w latach 1867-1870 w budynku mieszczącym wcześniej szkołę Fejwela Straucha; ojciec młodo zmarłego Jakuba Ruffa.[/przypis], zamieszkały przy ulicy Dzikiej pod numerem 2245 lit. B. Wzorowy nauczyciel, wyborny pedagog, gruntownie znający Księgi Święte, nauczaniem swoim wsławił się już nawet za granicami kraju naszego, jak tego dowodzą niejednokrotne pochwały w hebrajskim czasopiśmie „Hamagid” w Ełku (Lyck) w Prusiech, pod wyborną redakcją rabina Silbermana wydawanym[przypis]„Ha-Magid” [Zwiastun], pierwszy hebrajski tygodnik, założony przez Eliezera Lipmana Silbermana, wydawany w latach 1856-1903, najpierw w Ełku, a od 1890 — sukcesywnie w Berlinie, Krakowie i Wiedniu. (Wcześniejszy periodyk Ha-Measef [Zbieracz, Kolekcjoner], organ żydowskiego oświecenia w Prusach, ukazywał się od 1783 w niedalekim Królewcu jako miesięcznik.) Przeznaczony dla szerokich kręgów Żydów rosyjskich (miejsce wydania obrano ze względów cenzuralnych), ale kolportowany także w innych żydowskich społecznościach Europy i poza nią. Krytyczny wobec radykalnych haseł Haskali, prezentował religijną orientację Żydów umiarkowanych. Wymieniano go nieraz na łamach „Jutrzenki” i „Izraelity” — z lekką nutką przygany za zbyt zachowawcze stanowisko. W 1865 roku w jednym z jego numerów znalazła się korespondencja z Hrubieszowa pióra Hersza Goldszmita, ojca Józefa i Jakuba. W 1866 opublikowano tam tekst Hilarego Nussbauma o Mathiasie Rosenie (w związku z jego śmiercią). Wzmianka o Senderze Ruffie — niezidentyfikowana.[/przypis]. Wychodzące w Warszawie pod redakcją pana Glattsterna pismo pn. „Warschauer Jüdische Zeitung”[przypis]„Warschauer Jüdische Zeitung” (niem.), „Warszojer Jidysze Cajtung” (żyd.), Warszawska Gazeta Żydowska — pierwszy warszawski tygodnik w języku jidysz, wydawany w 1867-1868 pod redakcją H. Glattsterna. Przeznaczony był w zasadzie dla „prostego ludu”, dla osób, u których chciano wyrobić nawyk czytania w zrozumiałym dla nich języku. Zamierzano docierać także do sfer mieszczańskich, kupiectwa i rzemiosła. Mimo iż dobrze redagowany, periodyk nie miał wielu abonentów, po wydaniu 50 numerów przestał wychodzić.[/przypis] oraz pisma nasze codzienne również umieściły w roku zeszłym sumienną ocenę pedagogicznej pana Ruffa metody, jaką tenże rozwija w szkółce utrzymywanej przez siebie w mieście tutejszym, za pozwoleniem zwierzchności naukowej. Spodziewamy się przeto przysługę wyrządzić izraelskim czytelnikom szacownego waszego pisma niniejszym ponownym zwróceniem ich uwagi na zasłużonego ich współwyznawcę, pedagoga, pana Ruffa.</document>
<document nplp_id="1735" title="Żydzi lekarze we&amp;nbsp;Włoszech. Podług niemieckich źródeł" slug="zydzi-lekarze-we-wloszech-podlug-niemieckich-zrodel">[Żydzi lekarze we Włoszech. Podług niemieckich źródeł[przypis]Być może jest to to samo źródło, jak w przypadku Ostatnich dni pobytu Żydów w Hiszpanii tego autora, czyli miesięcznik „Monatschriften für Geschichte und Wissenschaft des Judenthums”. Zapewne dostarczył on także materiału autorowi „Jutrzenki” do pokrewnego tematycznie artykułu (Żydzi we Włoszech, 1861, nr 21). O Żydach-lekarzach mieszkających w ciągu wieków w różnych krajach i ich zmyśle racjonalności traktuje też artykuł Żydzi w historii cywilizacji europejskiej („Izraelita” 1870, nr 16). Możliwe, iż wraz z historyjką opowiedzianą przez ojca, artykuły te zmobilizowały Józefa do napisania niniejszego tekstu. U jego podstaw leży zamiar ukazania wkładu Żydów w kulturę europejską, chęć przyczynienia się do ich nobilitacji.[/przypis]]

&amp;nbsp;

[Fragmenty]

&amp;nbsp;

Pozwolą szanowni czytelnicy, że w kształcie epizodu przywiodę na początek opowiadanie mego ojca, które ma związek z przedmiotem, jaki traktować zamierzam.

— Było to w roku 18. (są to słowa ojca). Na uniwersytecie lwowskim było kilkunastu Żydów, a wszyscy celowali nad innymi pilnością lub zdolnościami[przypis]Nie wiemy, w jakich latach ojciec autora, Hersz Goldszmit (1804-1872) studiował na uniwersytecie lwowskim. Stopień lekarza chirurga uzyskał w 1838 i od 1848 pracował w Szpitalu Starozakonnych w Hrubieszowie.[/przypis].

Pewnego wieczora, będąc razem w prosektorium, poruszyliśmy kwestię, jakie powołanie jest najodpowiedniejsze dla Żyda, który w latach dziecięcych gorliwie zajmował się Biblią i Talmudem.

Jedni utrzymywali, iż medycyna, gdyż w Biblii i Talmudzie znajduje się mnóstwo higienicznych przepisów.

Inni powiedzieli, iż Żydzi tylko biegłymi prawnikami mogliby zostać, gdyż Talmud zawiera w sobie tak bogatą kazuistykę zasad prawnych i różne przypadki tak są subtelnie rozbierane, że każden Żyd, kształcący się na wzorach talmudycznych, będzie miał zmysł prawny wysoko rozwinięty.

— Ja sądzę, rzekł przyjaciel mój Hilberg, że każde powołanie równie jest odpowiednim dla Żyda i że nauka nie zna różnic i przywilejów między ludźmi; ludzie sami odgraniczają się jakby murem chińskim, tak było od dawna i tak będzie, dopóki prawdziwa oświata nie przeniknie do najniższych warstw społeczeństwa.

— Jakkolwiekbądź, ja sądzę, odezwał się któryś z obecnych, że Żydowi zanadto zbywa na determinacji, na stanowczości, na ... na ... jednym słowem, na odwadze, ażeby miał być dobrym lekarzem.

— Pozwolisz kolego, zaprzeczył Hilberg, że w odpowiedzi przytoczę fakt niezbyt chwalebny skądinąd, dowodzący jednak, że i Żydowi nie zbywa na determinacji.

Wszak wiecie, iż Majmonides[przypis]Majmonides (zob. http://nplp.pl/?post_type=artykul&amp;amp;p=1730&amp;amp;preview=true, przyp. 4) był osobistym lekarzem sułtana Saladyna.[/przypis] był w swoim czasie najznakomitszym lekarzem na dworze króla Egipskiego. Wiadomo wam również, ile on wycierpieć musiał prześladowań od swych współzawodników.

Pewnego razu, chcąc go poniżyć w oczach króla, koledzy wezwali Majmonidesa do człowieka w sile wieku i zdrowia będącego, który udawał chorego.

Majmonides odgadł zasadzkę, ale spojrzał z najzimniejszą krwią na klepsydrę i dotykając pulsu rzekł:

— Ten człowiek jutro o tej godzinie już żyć nie będzie.

Słowa nadwornego lekarza sprawdziły się. Zdanie tego męża tak silnie podziałało na nerwy człowieka zupełnie zdrowego, iż wkrótce uczuł przyspieszone bicie serca, falowania krwi i uderzenia jej na mózg. Nie wyszło 24 godzin, a chory już nie żył.

— Jest to zaprawdę dowód pewnego rodzaju odwagi (jakkolwiek w istocie niezbyt szczęśliwie użytej ), ale zgodzicie się ze mną, że 1) sam fakt jest może w większej części legendą niekoniecznie prawdziwą; 2) że jeśli nawet rzecz się miała tak, jak nam opowiedział kolega Hilberg, to miała ona miejsce w czasach zamierzchłej przeszłości. Odwaga dzisiejszych Żydów wobec śmierci — nie cofam mojego zdania — jest dla mnie przynajmniej bardzo problematyczną.

Zaprzeczyłem stanowczo temu twierdzeniu i oświadczyłem, iż gotów jestem nocować sam w prosektorium, a nawet na ławce z trupem, jeśli mi co na tym zależeć będzie. Zaproponowano zakład o trzy dukaty, które miały być obrócone na wspólną biesiadę.

Proszono mię, abym wyszedł na chwilę do przyległego audytorium, a tymczasem miano mi przygotować miejsce między trupami. Gdym powrócił, dostrzegłem przelotny uśmiech na ustach moich kolegów, nie rozumiejąc wszakże jego znaczenia.

Wkrótce potem pożegnaliśmy się, a ja wszedłem do prosektorium. W pierwszej chwili oczy moje nic rozróżnić nie mogły; wnet wszakże przyzwyczaiłem się do tego półcienia pogodnej nocy, przy którym wszystkie przedmioty w fantastyczne przyoblekają się kształty.

Zacząłem macać po zimnych twarzach umarłych.

Szukałem próżnego miejsca, aby się położyć; nareszcie znalazłem je. Odsunąwszy cokolwiek na bok nieboszczyka, położyłem się koło niego i wkrótce jak najsmaczniej zasnąłem. Może w godzinę potem uczułem przez sen dotknięcie zimną dłonią. Obudziłem się, przetarłem oczy, sądząc, że śpię; mój nieboszczyk ruszał się ciągle, podniósł rękę; wytężyłem wzrok, gdyż zdawało mi się, że i sąsiad nieboszczyka też same odbywa ruchy; tymczasem mój nieboszczyk podniósł nogę. Z początku sądziłem, że to jest złudzenie, ale gdy jeden z trupów podniósł głowę, spoglądając na mnie martwymi oczyma, a ruchy innych nie ustawały ani na chwilę, nabrałem przekonania, że to jest smutna rzeczywistość. Wiedziałem, że umarli nie kąsają, a jednak zimny pot wystąpił mi na czoło. Usiadłem na ławie i przez parę minut przyglądałem się tej gimnastyce pozagrobowej. Wtem jeden z nieboszczyków uniósł się z miejsca i padł na ziemię z łoskotem. W tej chwili przestrach mój, spotęgowany do zenitu, nagle w skutek tego hałasu ochłonął. Już zamierzałem położyć się do dalszego spoczynku, kiedy z przyległej sali rozległ się homeryczny śmiech zgromadzonych kolegów, którzy wnet weszli ze światłem, winszując mi wygranego zakładu. Przy świetle dostrzegłem, że trupy sztucznie powiązane były szpagatem...

Na tym się kończy opowiadanie ojca. Pozostawiając teraz do rozstrzygnięcia czytelnikowi kwestię, czy Żydzi istotnie mają specjalne, wrodzone lub urobione talmudycznymi studiami zdolności do nauki Hippokrata, zaznaczam znany zresztą fakt, że w wiekach średnich w ich rękach głównie znajdowała się piecza nad zdrowiem i życiem ludzkim.

Tak więc społeczeństwo, nie ufając im w sprawach publicznych, wyłączając od godności i urzędów, czyli poniżając publicznie, ostentacyjnie — na drodze prywatnej wynagradzało ich za to bezwarunkową ufnością i wiarą w ich wiedzę lekarską.

Jakoż działalność naukowa (świecka) Żydów, dla której prawie wszystkie inne kierunki były szczelnie zamknięte, w tym jednym rozwinęła się szybko i świetnym zajaśniała blaskiem.

Na poparcie tego zdania znajdziemy liczne dowody w niniejszym szkicu.

 
I.
&amp;nbsp;

Jeżeli kiedy, to w wiekach średnich cierpienia Żydów doszły szczytu swej zgrozy. Były to dla Izraela dni niedoli, czasy opłakanego barbarzyństwa.

Lecz dzięki Najwyższemu, owe smutne czasy przeminęły; oświata, postęp i miłość bliźniego rozlewają także i na lud żydowski dobroczynne promienie nadziei, pokoju — zbliżają go do reszty ludzkości. Owe burze, które Żydów całkowicie wytępić miały, zwolna ucichły i tylko pojedyncze, głucho huczące gromy przypominają jeszcze o minionej walce żywiołów.

[…]

&amp;nbsp;
II.
&amp;nbsp;

Po śmierci Pawła IV nastąpił papież Pius IV, mąż łagodnego charakteru, który w znacznej części uchylił rozporządzenia swego poprzednika, nieprzyjazne Żydom. Za tego papieża handel, przemysł i nauki bujnie zakwitły. Dobrobyt znów zawitał pod strzechy zubożałych i uciemiężonych Żydów.

Wtedy także i medycyna zajaśniała w całym blasku i Włochy mogły się poszczycić żydowskimi lekarzami, którzy godnie wywiązywali się z obowiązków swego powołania.

W rzędzie imion ludzi, którzy swym życiem na pamięć potomności zasłużyli, wymienić należy Theodora de Sacerdoti, uczonego lekarza Juliusza III. Theodor de Sacerdoti, oprócz zasług na polu medycznym, upamiętnił się jeszcze tłumaczeniem mnóstwa dzieł arabskich autorów na język łaciński, przez co uchronił od zagłady wiele arcydzieł wschodniej literatury.

Godną wzmianki rodziną jest Porta Leone.

Najstarszy Benjamin de Porta Leone był leibmedykiem króla Neapolitańskiego Ferdynanda I, a następnie nadwornym lekarzem Wielkiego Księcia Galeazzo Mazia Sforza. Syn Benjamina, Eleazar podobnież odznaczał się jako lekarz praktykujący. Dawid, syn Eleazara, uzyskawszy stopień doktora w Padwie, osiadł w Mantui i tam się praktyce poświęcał.

Czwarte ogniwo w łańcuchu tej rodziny stanowił syn Dawida, Abraham de Porta Leone. W wieku młodzieńczym kształcił się w mieście rodzinnym — Mantui, następnie w Padwie. W roku 1584, na żądanie księcia Wilhelma Gonzagi, wydał Dialogi o złocie. Traktował on przedmiot ten ze stanowiska medycznego i zastanawiał się nad potrzebą złota przy leczeniu.

 
III.
&amp;nbsp;

Jakkolwiek Żydzi lekarze odznaczali się ukształceniem, inteligencją i biegłością w swej sztuce, jakkolwiek Włosi najchętniej ich pomocy i rady zasięgali, to jednak nie przeszkadzało to kościołowi i ich dotknąć promieniami klątwy, i ich pole działalności ograniczyć. Nie dość, że oczerniono ich w pismach, że rzucano na nich kalumnie poniżające ich w oczach ludu, ale i do życia publicznego zastosowano to postępowanie. Nie pozwolono żadnemu z lekarzy żydowskich zasłynąć, już to przez niechęć dla ich zdolności, już przez nienawiść dla wiary. Nie życzono im, aby byli pocieszycielami i pomocnikami cierpiącej ludzkości, nie życzono, aby zajmowali szanowane w społeczeństwie stanowisko.

Żydzi lekarze we Włoszech mieli wówczas bardzo niebezpieczną pozycję — lepsze traktowanie kilku wymienionych nie może tu być wzięte za normę; a kilka rysów, które z roczników owych czasów nakreślimy, wystarczy na przedstawienie, jak gorzkim był ich los, jak liczne i silne przeciwności.

Z annałów tych dowiadujemy się, że pierwszą iskrę nietolerancji rozniecił Rzym i jego papieże. W roku 1450 Mikołaj V, a wprzód jeszcze Eugeniusz IV, zabronił chrześcijanom używać lekarzy, chirurgów i aptekarzy żydowskich. W roku 1455 Kalikst III, jeszcze nieprzychylniejszy Żydom, przepis ten bardziej obostrzył, nakładając większą karę na nieposłusznych. W następnym czasie wystąpił przeciwko lekarzom żydowskim mnich Bernard Tomitano, który gwałtownymi kazaniami tak zdołał obudzić fanatyzm łatwowiernego ludu, że ten gotów był rzucić się na Żydów w nocy, zburzyć ich domy, splądrować mieszkania i mordować śpiących. Roznamiętniony lud byłby dokonał zamierzonego czynu, gdyby nie wdanie się w tę sprawę władzy, która rozkazała zakonnikowi opuścić miasto; następnie zabroniono mu kazać w Wenecji przeciwko tamecznym Żydom. Wypędzony z miasta mnich postanowił usiłowania swe w inny zwrócić kierunek. Przebiegał on miasteczka i wsie, siejąc wszędzie ziarno zażartej nienawiści przeciwko Żydom. Mieszkańcy Siena sprowadzili zdolnego lekarza żyda, naznaczywszy mu znaczną pensję. Tomitano wystąpił przeciwko temu; twierdził on, iż byłoby to bezbożnością w chorobie uciekać się pod opiekę żyda; powtarzał krążące u ludu baśnie o nienawiści, jaką Żydzi względem chrześcijan pałają; śmiał nawet utrzymywać, że lekarz żydowski w Awignonie na łożu śmierci z przyjemnością sobie przypominał, iż swymi receptami tysiące chrześcijan zabił[przypis][Przypis autora: Waddiny, Ann. min. Thl. VII. ad anuum 1849] — nierozszyfrowany.[/przypis].

Łatwo pojąć, jakie wrażenie podobne mowy na ciemnych słuchaczach wywrzeć mogły i jakie za sobą skutki pociągnęły. Wszystko złe przypisywano w owych barbarzyńskich czasach Żydom. Gdy wybuchła zaraza, to bezpośrednią przyczyną jej, w pojęciu ludu, byli Żydzi. Wobec takiego stanu umysłów, nietrudno było skłonić namiętne tłumy do wszelkich na osobie Żydów nadużyć, jakkolwiek rząd surowo takowe karcił.

Fanatyzm Włochów, a szczególniej bigoteryjnych Włoszek, z każdym dniem wzrastał. Pewien obywatel chciał wezwać lekarza do śmiertelnie chorego syna; ale małżonka stanowczo sprzeciwiła się temu zamiarowi. Fanatyzm przytłumił jej miłość macierzyńską i zagłuszył jęki bez ratunku konającego dziecka[przypis][Przypis autora: Depping, 1, 1, pag. 369] — nierozszyfrowany.[/przypis]. Druga kobieta wolała przez kilka dni znosić straszne bóle i umrzeć w gorączce połogowej, aniżeli wezwać pomocy Żyda lekarza.

I inne nadużycie stolicy Apostolskiej względem Żydów dowodzi, jak nieszczęśliwym było ich położenie w połowie XVI wieku, zwłaszcza w niektórych miejscach Włoch.

Dnia 2 kwietnia 1550 roku Żydzi wypędzeni zostali z Genui, a gdy tam chciał osiąść Żyd lekarz, dominikanin miejscowy z największą zajadłością przeciwko temu wystąpił. Także w roku 1555, gdy 90-letni Paweł IV papieżem obrany został, Żydzi byli pod srogim uciskiem. Sędziwy ten papież ogłosił zaraz na wstępie bullę odnoszącą się do Żydów w państwie kościelnym, w której odnowił najsurowsze rozporządzenia koncyliów i Żydów zupełnie od chrześcijan oddzielił. Zabronione im były stosunki towarzyskie z chrześcijanami, musieli mieszkać w osobnych dzielnicach miasta, jedną tylko synagogę posiadać, brody i pejsy nosić, winni byli swoje nieruchomości chrześcijanom sprzedać, a nowych nigdy nie nabywać. Nie wolno im było prócz handlu niczym innym się zajmować, chrześcijańskich sług trzymać ani w niedzielę pracować. Oprócz tego zakazała im bulla dodawać do swego nazwiska przydomek „signore”. Ale i do lekarzy żydowskich rozciągała się ta, miłością bliźniego tchnąca bulla: zakazała im bowiem udawać się do chrześcijańskich chorych, nawet gdy wezwani zostaną. Tak wówczas pojmowano prawa człowieka. Igrano z losami tysiąca cierpiących i niewinnych ofiar, nie bacząc na ciężką odpowiedzialność, na niezliczone nieszczęścia, jakie postępowanie to za sobą pociągało. Zabroniono Żydom wypełniać najświętszy moralny obowiązek, zdeptano tak wyraźnie w religii Chrystusa postanowioną zasadę miłości bliźniego, zakazano Żydom udzielać pomocy w niedoli będącemu, jeżeli ten, który o pomoc tę błagał, był — chrześcijaninem.

&amp;nbsp;
opracował Józef Goldszmit</document>
<document nplp_id="1736" title="Wykład prawa rozwodowego podług ustaw mojżeszowo-talmudycznych z&amp;nbsp;ogólnym poglądem na&amp;nbsp;ich rozwój z&amp;nbsp;uwzględnieniem przepisów obowiązujących" slug="wyklad-prawa-rozwodowego-podlug-ustaw-mojzeszowo-talmudycznych-z-ogolnym-pogladem-na-ich-rozwoj-z-uwzglednieniem-przepisow-obowiazujacych">[Wykład prawa rozwodowego podług ustaw mojżeszowo-talmudycznych z ogólnym poglądem na ich rozwój z uwzględnieniem przepisów obowiązujących[przypis]Książka pod tym tytułem powstała na podstawie pracy dyplomowej Józefa Goldszmita przedłożonej dla uzyskania stopnia magistra na Wydziale Prawa i Administracji Cesarskiego Warszawskiego Uniwersytetu (w 1870 roku). Oryginał rozprawy nie zachował się. Wersja książkowa ukazała się w wydawnictwie Stanisława Czarnowskiego, także absolwenta Wydziału i kolegi Józefa ze studiów, współwłaściciela tegoż wydawnictwa w 1871. We wstępie napisał on m.in.: „Wobec zupełnie prawie braku źródeł do prawa rozwodowego u Żydów oraz z uwagi na liczne sprawy rozwodowe przychodzące corocznie pod rozpoznanie sądów krajowych, pośpieszamy z wydaniem niniejszej pracy do użytku światłych prawników, sędziów i obrońców, tym bardziej, że dzieło to zasłużyło na chlubną opinię Wydziału Prawnego Cesarskiego Warszawskiego Uniwersytetu, przez który uznane zostało za odznaczające się źródłowym i samodzielnym opracowaniem”. Książka wykracza jednak zdecydowanie poza tak zakreślone ramy praktyczne. Wpisuje się w szerszy nurt prac traktujących o religii żydowskiej w ogóle (niektóre fragmenty przybliżają historię Żydów w Polsce). Składały się na ten nurt opracowania bardzo rozmaite, zarówno co do poziomu, jak i przeznaczenia. Łączył je — mówiąc najogólniej — zamiar podawania wiedzy o religii żydowskiej po polsku. Narodziny tego piśmienniczego nurtu przypadają na początek wpływów Haskali w Polsce. Były to więc pisane po polsku modlitewniki i katechizmy do użytku szkolnego, opracowania książkowe i publicystyczne o różnych problemach judaizmu i propozycjach jego reformy (w tym tłumaczenia z hebrajskiego), polemiki z chrześcijańskimi autorami piszącymi na te tematy. Kontynuowała ów nurt, ogłaszała odpowiednie teksty i omawiała je szeroko „Jutrzenka”, potem „Izraelita” — nie bez nadziei, że również polskiemu czytelnikowi dostarczą one jakichś istotnych wiadomości o religijnym życiu żydowskim i o żydowskiej wierze. Ważną ich grupę — ze względu na problematykę książki — stanowiły te, które porównywały judaizm z chrześcijaństwem i umieszczały jego przesłanie na szerszym tle kultury europejskiej. O wspólnych podstawach z chrześcijaństwem, odnajdywanych w wizji jedynego Boga i etyce Dekalogu, pisał w „Jutrzence” nieraz redaktor Daniel Neufeldt, w „Izraelicie” — Samuel Peltyn, i nie oni jedni. Pojawiały się prace poświęcone żydowskiemu prawodawstwu oraz oświacie w zestawieniu z Grecją starożytną i francuskim oświeceniem (także przeważnie autorstwa obu redaktorów, oparte głównie na opracowaniach z kręgu Wissenschaft des Judenthums). Osobna grupa to publikacje o problemach reformy religijnej. To w nich właśnie wskazywano najczęściej na dyskutowaną w omawianej książce historyczną zmienność form judaizmu, oddzielonych od jego istoty. Rozróżnienie to przyniosła tradycja wspomnianego ruchu Wissenschaft des Judenthums. Do tego nurtu interpretacji nawiązuje bezpośrednio książka Goldszmita. Odwołuje się wprost do badaczy z tego kręgu oraz do bliskich im prac ówczesnych orientalistów i religioznawców stosujących metodę porównawczą i historyczno-krytyczną w badaniach nad Biblią. Niektóre z tych pozycji omawiamy bliżej w rozszerzających odnośniki autora odpowiednich przypisach.[/przypis]]

&amp;nbsp;

[Fragmenty niektórych rozdziałów][przypis]Spis treści książki: Część pierwsza. Wiadomości historyczne: I Prawo mojżeszowe; II Prawo talmudyczne; III Jurysdykcja Żydów do XI w. po Chr.; IV Prawa Żydów w Polsce; V Jurysdykcja Żydów w Polsce; VI Religijne i prawne znaczenie rabina. Część druga. Wykład prawa rozwodowego podług ustaw mojżeszowo-talmudycznych: DZIAŁ I. O małżeństwie: I Stanowisko rodziny w Izraelu; II O zawarciu małżeństwa; III O warunkach ważności małżeństwa. DZIAŁ II. O rozwodzie: I O rozwodzie u Żydów w ogólności i rozłączeniu co do stołu i łoża; II Pojęcie rozwodu; III Rozwód na żądanie sądu z przyczyny pogwałcenia przepisów mojżeszowo-talmudycznych przy zawarciu małżeństwa; IV O prawnych przyczynach rozwodu w czasie trwającego małżeństwa: Cudzołóstwo; Postępowanie niereligijne, niemoralne i gwałtowne; Niedostarczanie alimentów; Zmiana wyznania; Niemożność fizyczna; Bezpłodność; Odmawianie powinności małżeńskiej; Nieobecność; Choroba zaraźliwa; Wzajemne zezwolenie. Jurysdykcja w sprawach rozwodowych oraz środki egzekucyjne. — Wyciąg główniejszych przepisów rozwodowych z Szulchan Aruch i późniejszych komentarzy w języku hebrajskim wraz z przekładem polskim. — Dodatki: Wyrok Senatu w sprawie rozwodowej; Formalności rozwodowe; Podobizna listu rozwodowego.[/przypis]

&amp;nbsp;
Część pierwsza. Wiadomości historyczne
Rozdział I. Prawo Mojżeszowe.
&amp;nbsp;

Prawo małżeńskie i rozwodowe u Żydów opiera się na prawie biblijnym, którego jest tylko rozwinięciem i uzupełnieniem w duchu pierwowzoru przeprowadzonym. Nie ulega wątpliwości, że prawo kanoniczne jakkolwiek w pojęciu małżeństwa i rozwodu daleko odstąpiło od przepisów Mojżesza, jednakże przepisy te obrało sobie również za punkt wyjścia czy to bezpośrednio, czy też pośrednio, opierając się na nowym testamencie, którego pisarze urobili się na starym. I dzisiejsze prawodawstwa w przepisach dotyczących Żydów uwzględniają już to biblijne, już talmudyczne ustawy, nie mówiąc już że były prawodawstwa (np. szwedzkie), które we własnym swym rozwoju przyjęły ustawy Mojżesza za prawo posiłkowe[przypis][Przypis autora] Michaelis Das Mosaische Recht. Frankfurt, a. M. 1780. [Johann David Michaelis (1717-1791), niemiecki uczony, orientalista i biblista, przedstawiciel historyczno-krytycznego podejścia do Starego i Nowego Testamentu w teologii protestanckiej; w pracy Mosaisches Recht (Prawo Mojżeszowe, wyd. 1. 1770-1771) nawiązywał też do koncepcji prawa naturalnego oraz historycznie uwarunkowanych praw stanowionych, zawartej w dziele Monteskiusza O duchu praw (1748). Tezę o zakorzenieniu Nowego Testamentu w Starym (w Biblii Hebrajskiej, Tanach) rozwijał też Ernest Renan w wielotomowej pracy Histoire des origines du christianisme (1863-1883), której pierwszy tom Życie Jezusa odbił się szerokim echem w ówczesnej Europie. W innym kontekście podobną myśl wyraził Mateusz Butrymowicz w czasie oświeceniowych dyskusji o sprawach żydowskich: „Religia żydowska żadnego wstrętu czynić nam nie powinna, nasza bowiem od tamtej pochodzi i na niej się opiera” (Sposób uformowania Żydów polskich w pożytecznych krajowi obywatelów, 1789)].[/przypis].

Z tego względu jest rzeczą niepośledniej wagi poznać się bliżej z tą wiekopomną księgą ustaw, bo jak słusznie wyrażono się, iż: gruntem na którym rozwinął się lud Izraela jest zakon, nie zaś jak u innych narodów — ziemia[przypis][Przypis autora: Rzut oka na prawo i prawodawstwo Mojżeszowe. Ad. I. Cohn. Kraków 1865]. Adolf Jakub Cohn (1843-1906), prawnik, publicysta, adwokat przysięgły. Absolwent warszawskiej Szkoły Rabinów oraz Wydziału Prawa i Administracji warszawskiej Szkoły Głównej. Brał udział w powstaniu styczniowym. Jeden z najaktywniejszych publicystów „Izraelity”, współzałożyciel „Gazety Sądowej Warszawskiej”, gorący orędownik literatury polsko-żydowskiej. W wymienionej pracy, podobnie jak w artykule O zasadzie odwetu w prawie mojżeszowym. Studium historyczno-prawne, „Izraelita” 1866 nr 4, bronił tezy, propagowanej przez ruch Wissenschaft, o historycznej względności niektórych praw mojżeszowych i koniecznej wierności istocie zakonu. Artykuł wzbudził żywą polemikę w „Izraelicie”. Zastanawiano się nad granicami tego, co zmienne i niezmienne w tradycyjnych przekazach, oraz nad praktycznymi konsekwencjami takiego podziału (zob. I. Rosenblatt, Rozbiór artykułu „O zasadzie odwetu…”, tamże nr 16-17; D. Słucki, Odpowiedź panu Rosenblattowi, nr 18; I. Rosenblatt, Odpowiedź na odpowiedź, nr 20-21). Obawy Rosenblatta podzielali i inni autorzy „Izraelity”. Pytali, jak daleko można odejść od kanonu tradycji, by nie rozkruszyć podstaw żydowskiej integralności i identyfikacji. Przytoczone w tym zdaniu stwierdzenie o specyficznym sposobie istnienia Izraela przynależy już do innego porządku. Bliskie ortodoksyjnemu judaizmowi, stwierdzenie to podkreśla historyczność „narodów”’ w odróżnieniu od egzystencji „ludu”, który trwa jako efekt woli Boga (tj. dzięki Jego prawu). Kłóciło się to z reformatorską tendencją do traktowania judaizmu jako fragmentu kultury wśród innych kultur, ludu żydowskiego jako narodu wśród innych narodów. A zatem sprzeciwiało się również postulatowi, że można i należy jak najprędzej upodobnić się do tych, pośród których się żyje. Nieco później wątpliwości podsumował sam Samuel Peltyn, zauważając z żalem postępujący indyferentyzm wśród Żydów wykształconych, z których „każdy po swojemu swoją religię interpretuje” (O reformie religijnej, „Izraelita” 1882 nr 12). Zainteresowanie pisma kwestią reformy judaizmu utrzymywało się jeszcze długo na tym samym wysokim poziomie.[/przypis].

Jest pewna solidarność w społeczeństwie mimowolna, ale i nieuchronna zarazem, wskutek której kraj jeden nie może wysunąwszy się przed inne na odległą metę pozostać na zawsze w tej samej od nich odległości i wyprzedzać je stale. Musi on zwolnić bieg swój na drodze do postępu, aby dać czas reszcie ludzkości za sobą nadążyć. Nie rozbierając powodów tego prawa, którego rzeczywistość łatwo sprawdzić, rzuciwszy przelotne spojrzenie na dzieje najznakomitszych państw i narodów, poprzestaniemy na zastosowaniu go do Hebrajczyków, którzy dzięki swemu prawodawstwu, prześcignąwszy o dziesiątki wieków ludzkość, dziś dopiero zrównywają się z nią pod tym względem. Aby się twierdzenie to nie wydało zbyt zuchwałym, paradoksalnym, postaram się usprawiedliwić je pobieżnym scharakteryzowaniem prawodawstw, które poprzedziły zakon Mojżesza lub były mu współczesne, następnie dotknę ducha instytucji Mojżeszowych, nie wdając się w szczegóły, kładąc nacisk na te zwłaszcza punkty, w których najnowsze prawodawstwa dopiero za dni naszych usiłują stanąć z nimi na równi.

Przebiegnijmy okiem rozmaite godła wyryte na szczycie owych kolosalnych pomników przeszłości, owych zaledwo już dziś potężnymi konturami widniejących egzystencji czasów zamierzchłych. Przejrzyjmy wzrokiem ducha te wielkie słowa, które przeprowadzone do najodleglejszych konsekwencji, zrodziły starożytne państwa tak wybitnie od nowoczesnych różne. Ujrzymy na chorągwi Indyjskiej i Etiopskiej powiewające wyrazy: Kapłani, Kasty, Tajemnice; Egipt dodał do nich: Umiejętność, Przemysł; Babilon — Zbytek, Rozkosz; Ateny wypisały na sztandarach swoich wyraz: Sztuka; Sparta — Ojczyzna; Sydon, Tyr i Karthago — Handel; Rzym — Organizacja, Wojna. Lecz Izrael umieścił na swym sztandarze : Przedwieczny — Lud — Prawo — Sprawiedliwość — Obfitość — Pokój. A ludy dzisiejsze rozwinęły ten sam sztandar, pod którego osłoną może się rozwinąć wszystko, co u innych znajdzie się zgodnego z dobrem i prawdą.

„Solon szczycił się, iż dał Ateńczykom najlepsze prawa, jakie mogli przyjąć. Mojżesz zrobił więcej: najprzód, pojął prawo jako ideę bezwzględną, ustanowił zasady zgodne ze wszystkimi czasami i narodami, zasady wyprowadzone z samej natury rzeczy, następnie uorganizował naród, który miał przechować to prawo, na koniec nakreślił statuta zastosowane do ludzi, składających ten naród odpowiednio epoce, miejscu i okolicznościom”[przypis][Przypis autora: Histoire des institutions de Moïse et du Peuple Hebreu par I. Salvador. Paris, 1862. t. II]. Joseph Salvador, przywołany przez autora w tekście http://nplp.pl/?post_type=artykul&amp;amp;p=1721&amp;amp;preview=true, 1796-1873, francusko-żydowski badacz judaizmu, ważna postać teologii liberalnej, odrzucającej autorytety i krytycznie podchodzącej do problemów autorstwa i literalnej treści Biblii. W wymienionej książce (Historia instytucji mojżeszowych i ludu hebrajskiego) wydobywał racjonalne i pragmatyczne podstawy mojżeszowego prawodawstwa, łącząc je z porządkiem społecznym. Podobnie — we wcześniejszym studium La loi de Moise, ou systeme religieux et politique de Hebreux (Prawo Mojżeszowe, czyli religijny i polityczny system Hebrajczyków) 1822. Jego rozprawa Jesu Christ et sa doctrine (Jezus Chrystus i jego doktryna), 1838, o początkach Kościoła i jego rozwoju w I wieku, była jedną z pierwszych opracowań stawiających problem Chrystusa historycznego. Zdobyła uznanie Ernesta Renana, którego prace religioznawcze utrzymane w tym samym duchu cieszyły się dużym zainteresowaniem w „Izraelicie”, podobnie jak rozprawy Salvadora. Książce o Salvatorze pióra Adolpha Francka Philosophie et religion (Filozofia i religia), 1867, poświęcono w tym piśmie obszerną recenzję (1869 nr 44-45). Na dzieło cytowane przez Goldszmita powoływał się też Adolf J. Cohn (zob. przypis poprzedni).[/przypis].

Przystępujemy do samych instytucji.

Punktem wyjścia, kamieniem węgielnym całej budowy było objawienie — wiara w istotę duchową, wiekuistą, powszechną, nieujętą w żadną formę, w istotę, którą dla udostępnienia pojęciu ludzi, jedynie oznaczono nazwą: JEHOWAH[przypis]Częste w ówczesnym piśmiennictwie błędne rozwinięcie tetragramu (literowego skrótu) na oznaczenie imienia Boga; tradycja żydowska zakazuje używania go poza kontekstem liturgicznym.[/przypis].

Główna waga życia politycznego spoczywa w ludzie, w Izraelu.

Przeznaczeniem Izraela wobec ludzkości jest służyć za przykład, z którego by inne narody nauczyć się mogły, jaką drogą dojść można do szczęścia, jaką do nieszczęść i złego.

Wszyscy Izraelici są równi w obliczu prawa. Lewici lubo stanowią oddzielną klasę, jednakże pod względem używania praw nie różnią się od innych obywateli.

Izraelita podlega tylko prawu. Nie uznaje on władzy absolutnej w nikim, ani w pojedynczym człowieku, ani w jakimkolwiek zgromadzeniu. Czego prawo nie zabrania, jest mu dozwolone. Nie można go zmusić, aby czynił to, czego nie nakazuje prawo. Król nawet zarówno jak i Arcykapłan podległy jest prawu.

Prawo jest mądrością narodów, dostępną w swej całości inteligencjom niewielu, lecz w czyn wprowadzoną przez wszystkich. Składa się ono z szeregu zasad bezwzględnych, których rozwinięcie wszakże nosi charakter względny.

Praca jest obowiązkiem wszystkich Izraelitów. Położenie geograficzne i dobrze zrozumiany interes własny każe im uważać rolnictwo za główne źródło bogactwa, potem dopiero idą przemysł i handel.

Pierwiastkowy podział gruntu dokonany został przez losowanie, przy czym zastosowano wielkość losów do liczby osób składających każde plemię, każdą rodzinę.

Aby utrwalić równość majątkową, prawodawca ucieka się do instytucji roku jobel jubileuszowego, który nie dozwala nagromadzenia się wielkich posiadłości w jednym ręku i poniekąd kładzie tamę pauperyzmowi i niewolnictwu. Drugą tamę stanowią przepisy o ubogich, których duch przenika Izraelitów, dotychczas utrzymując w sercach żywe poczucie miłosierdzia i litości nad niedolą bliźniego.

Wyłączenie od własności ziemskiej pokolenia Lewi, poświęconego służbie bożej, uczyniło plemię to zależnym od ludu, a otwarcie podwojów nauki i umiejętności prawa dla wszystkich (chociaż z urzędu musieli się przedmiotem tym zajmować Lewici), przeszkodziło stanowczo teokracji, dając możność ludowi skontrolowania w każdej chwili stróżów prawa i tłumaczów woli Najwyższego.

Prawo karne bardzo surowe w zasadzie, w wykonaniu niezmiernie złagodzone. Pierwotna jego podstawa prawo odwetu, zmodyfikowana w znacznej części zastosowaniem kar pieniężnych. Dla winnych przypadkowego zabójstwa ustanowione asyla.

Prawo życia i śmierci spoczywa w ręku narodu. Obwiniony sądzony jest publicznie wobec zgromadzenia. Wymaganych jest kilku świadków uznanej moralności. Środki obrony były tak rozległe, jak tylko można było pomyśleć w owej epoce.

Kara śmierci przedstawia się w trojakiej formie: śmierć rzeczywista, której podlega skazany, śmierć cywilna i przedwczesne zbliżenie się do grobu, które z natury samej zagraża człowiekowi zbaczającemu z drogi prawej.

Dla uwolnienia przestępcy od tej ostatniej kary, poddawano go chłoście, albowiem według zasady Hebrajczyków, nikt za ten sam czyn nie mógł być po dwakroć karany. Chłosta (najwyżej 40 plag) nie była karą hańbiącą, bo żadna kara u Izraelitów hańbiącą nie była. Podlegał jej zaś każdy, nie wyłączając króla ni arcykapłana.

Prócz tego, znano jeszcze śmierć cywilną w rozmaitym stopniowaniu, z której się wszakże zawsze rehabilitować było można.

Tortury wcale nie znano[przypis][Przypis autora: Wiadomo, że u wszystkich narodów starożytności, jako i czasów nowych, rozmaite rodzaje mąk najstraszniejszych były zwyczajnym i prawnie dozwolonym środkiem dla wymuszenia zeznań, używanym bez różnicy względem każdej płci i każdego wieku. W Rzymie panowie spraszali przyjaciół swych i gości, by byli obecni przy katowaniu swych niewolników. Całe wieki średnie przedstawiały krwawe dramata tego rodzaju. W Bawarii 1805 roku tortura była jeszcze bardzo czynną, gdzie ją usunięto w 1806 roku. W Hanowerze zniesiono ją dopiero w 1822 roku. We Francji w 1780 roku została ona zniesiona sposobem próby, a całkowicie przez uchwałę Zgromadzenia Narodowego w 1789. W Austrii ustało to remedium eruendae veritatis w 1776 roku za wpływem filozofii, którą stworzyli i popierali Beccaria w Mediolanie, a Sonnefels w Wiedniu. W tym samym roku tortura i w naszym kraju została zniesioną].[/przypis].

Sędziowie zwyczajni, wybrani przez naród, rozstrzygają spory karne i cywilne. Ajenci policyjni miejscy, przyprowadzają przed nich winnych i świadków. W razie wątpliwości co do interpretacji prawa, sprawy są wnoszone na rady mniejsze starszych miasta i pokolenia, a stamtąd na radę mniejszą i wielką radę zasiadające w Jeruzalem.

Osiadłszy w ziemi obcej Hebrajczyk winien jest łączyć myśl o własnym szczęściu z myślą o szczęściu narodu, wpośród którego zamieszkał.

Wojny Hebrajczyków winny zawsze nosić charakter odporny: jeżeli nieprzyjaciel jest zbyt liczny i żąda tylko haraczu, należy ulec okolicznościom; lecz jeśli zagraża prawu, to nie ma co obliczać jego piechoty, jazdy, wozów, należy zwyciężyć lub umrzeć.

Od dwudziestego roku życia każdy Izraelita jest wpisany w regestra liczb, czyli do spisu wojskowego. Wojska wybierają swych wodzów. Głównodowodzący, zwany inaczej przewodnikiem ludu, zatwierdza ich, wybierając pośród nich najdzielniejszych i najroztropniejszych.

Rodzina ukonstytuowaną była na tych samych co i państwo zasadach. Kobiety są rzeczywistymi obywatelkami. Widzimy je na czele rządu i wojska, potężnie wpływające na losy kraju w jego wewnętrznych i zewnętrznych stosunkach. Podlegały one tylko niektórym prawom oddzielnym, wynikającym już to z fizjologicznych, już z miejscowych, klimatycznych lub obyczajowych warunków. Tu należą poligamia i rozwód.

Władza ojcowska jest ograniczona, zwłaszcza co się tyczy sukcesji. Testamenta nie były wcale znane. Majątek jest dziedziczny. Pierwszeństwo mają krewni w linii męskiej. Córki wyłączają dalszych krewnych, mężczyzn nawet. Z dojściem dzieci do pełnoletności władza ojcowska ustaje lub modyfikuje się. Władzę nad córkami dzielą z ojcem starsi ich bracia. Ojciec może córki swe sprzedać, lecz władzy życia i śmierci nad dziećmi nie ma. Jednakże, gdy oboje rodzice oskarżają syna o krnąbrność, sąd skazuje go na ukamienowanie.

Wzrost ludności w kraju uważany jest jako będący w stosunku prostym do mądrości prawodawstwa. Zwiększa się on wraz z powiększeniem się obfitości i bezpieczeństwa, które są owocami pracy i praw, tak jak na odwrót, obfitość wzrasta z powiększeniem się ludności.

Celibat jest potępiany. Bezpłodność uważana za niełaskę nieba. Prócz żon ślubnych wolno mieć i nałożnice, jednak poligamia nie zmniejszała szacunku dla kobiety. Nawet dla kochanki pierwszej młodości, pospolicie wybieranej przez ojca, należy zachować powinne względy.

Małżeństwo być może, iż pierwotnie zależące na kupnie żony, zachowało później tylko formę kupna. Zezwolenie żony stało się niezbędnym. Kazirodztwo i cudzołóstwo śmiercią jest karane, a dzieci z takich związków okryte hańbą.

Uwiedzenie dziewicy pociąga za sobą obowiązek zaślubienia jej, a nadto wypłacenia jej ojcu 50 szekiel (szekiel = około 7½ rubla, czyli złp. 50) za srom domowi jego wyrządzony. Jeżeli ojciec nie chce córki oddać uwodzicielowi za żonę, poprzestaje się na wynagrodzeniu pieniężnym.

Niewolnicy, a raczej domownicy są na warunkach kontraktu: czy to siedmioletniego, czy też jubileuszowego. Izraelita mógł być niewolnikiem tylko do siedmiu lat. Brzydzono się tymi, którzy sami pragnęli własną niewolę przedłużyć. Pan gdy nie chce niewolnicy swojej wziąć za żonę, może ją uwolnić, sprzedać jej nie ma prawa nikomu.

Zresztą ogólne prawidła moralności pisanej w Izraelu, są: Dobrze zrozumiana bojaźń Przedwiecznego, ciągłe badanie jego słowa, jako najpewniejszego przewodnika do szczęścia powszechnego i indywidualnego, miłość kraju, obrzydzenie dla niewolnictwa i zabobonów, wielce dobrotliwe usposobienie względem cudzoziemców, tolerancja, przebaczanie uraz, ważność przysięgi, szacunek dla kobiet, oddawanie czci rodzicom, starcom, uczonym, urzędnikom, wojownikom, gościnność, gorliwość w przyjaźni, dobroczynność względem cudzoziemców zarówno jak względem ziomków.

Oddzielne ustawy mają na celu zdrowie publiczne i zachowanie prostoty obyczajów nawet na łonie dostatków.

Celem statutów obrządkowych jest uregulowanie zwyczajów dawnych, usunięcie szkodliwych, zwrócenie umysłów ku wiekuistej jedności, której wyrazem Bóg, lud i prawo[przypis][Przypis autora: Nie kładziemy na to nacisku, ale trzy te pojęcia dziwnie odpowiadają idealnej Trójcy, w jaką grupowali sobie Z. Krasiński, Trentowski i filozofowie niemieccy te pojęcia: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty].[/przypis], i zarazem mają one być jakby rodzajem obwarowania zasad…

Zgromadzenia ogólne i szczególne, zbierające się w dniach oznaczonych, uważane są za najpotężniejszy środek wiernego zachowania prawa.

Na koniec, wpośród największych nawet klęsk, lud hebrajski wierzyć ma w stałość i niezmienność zasadniczych praw swoich.

Takie jest owo prawodawstwo. Można w nim dostrzec pewne odległe analogie z Likurgowym i innymi prawodawstwami: powaga starszych, podział gruntów, liczne powinności nałożone na obywateli, troskliwość o zdrowie publiczne, uroczystości narodowe, przywiązanie do praw i ojczyzny. Lecz Likurg nadając wszystkim instytucjom charakter przygotowań wojennych, dalekim był od przyjęcia za podstawę naturalnych uczuć i potrzeb człowieka. On pragnął nauczyć swych obywateli cierpieć, gdy Mojżesz — oceniać dary Stwórcy i używać ich do swego szczęścia. A jednak któż cierpliwiej od wyznawców jego znosił przez tyle wieków boleść i niedolę?

[…]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1737" title="Achilles Fould" slug="achilles-fould">[Fragment]

Dnia 13 października roku bieżącego smutny i uroczysty zarazem obrzęd zgromadził tłumy Paryżan.

Francuzi oddawali ostatnią posługę jednemu z najzasłużeńszych ministrów drugiego cesarstwa, Achillesowi Fould[przypis]Achille Fould (1800-1867), francuski finansista i polityk. Pochodził z rodziny żydowskich bankierów i bogatych wytwórców perkalików (zatrudniony początkowo w rodzinnej firmie). Wielokrotny minister finansów w latach 1848-1867, autor wielu ważnych reform gospodarczych. Poseł do Zgromadzenia Narodowego (od 1842), zwolennik II Cesarstwa, popierał jego rządy w kluczowych dla Francji sprawach. — Był postacią znaną żydowskim kręgom inteligenckim w Królestwie. W artykule wstępnym pt. Bogactwo i zasługa („Izraelita” 1867, nr 22) znalazł się list czytelnika domagający się opublikowania życiorysu „zgasłego niedawno wielkiego męża w Izraelu”, Achillesa Foulda. Szkic biograficzny Józefa Goldszmita, opublikowany w osobnej broszurze Wizerunki wsławionych Żydów XIX wieku. II. Achilles Fould. Warszawa 1869 (z portretem), nakładem autora, wolno zatem potraktować jako odpowiedź na to konkretne zamówienie. Edytowaną tu relację z pogrzebu (z dodaniem podstawowych informacji o zmarłym) autor zamieścił w „Kłosach” jeszcze przed pojawieniem się broszury — z wyraźnym zamiarem przedstawienia bohatera także polskiej publiczności. Zawarł tam obszerną charakterystykę Foulda również w dziedzinie popierania teatru, opery i sztuk plastycznych. W „Kalendarzu domowo-gospodarskim na rok 1883” Jakub Goldszmit przedrukował fragment tego szkicu Do postaci Foulda wracano w „Izraelicie” i później (zob. np. Mężowie stanu — Żydzi w nowszych czasach podług Kaizerlinga, oprac H.T. 1881, nr 50).[/przypis]. Zmarły był wyznania protestanckiego, dlatego też ceremonia religijna odbywała się w ewangelickim kościele, przy ulicy St. Honore. Świątynia czarno była osłoniętą od posadzki aż do stropu. Kazalnicę obito czarnym aksamitem ze srebrnemu frędzlami. Portyk również kirem był pokryty.

Na środku półkola służącego dla chóru, pod kosztownym baldachimem bogato haftowanym, na czterech srebrnych statuach wyobrażających cztery cnoty chrześcijańskie, wznosił się wspaniały katafalk. Na obiciu powyszywane były cyfry zmarłego, przyozdobione senatorskimi godłami. W nawach i pod chórem zasiadł imponujący orszak najwyższych dygnitarzy cesarstwa. Napisami oznaczone miejsca zajęli ministrowie, marszałkowie, ambasadorowie, członkowie ciała, prawodawczego, rady stanu, najwyższej izby obrachunkowej , sądu kasacyjnego, wyżsi urzędnicy biur różnych i całe koło poselskie.

Cesarza reprezentował generał Rollin, główny adiutant pałacu; cesarzową, książę Tacher de la Pagerie; księcia Napoleona adiutant jego, Terri Pisani. Podczas nabożeństwa, które celebrował pastor Rognon, rozlegały się salwy artylerii. Kondukt prowadzili synowie zmarłego i kilku członków rodziny.

Piętnaście żałobnych powozów towarzyszyło karawanowi, który ciągnęło sześć koni w bogatej uprzęży. Orszak, postępujący w pośród olbrzymiego szpaleru wojsk, przedstawiał widok posępny i wspaniały zarazem. Przed otwartym grobem rodzinnym, w rozrzewniającej przemowie przypomniał p. Baroche wszystkie zasługi, którymi zmarły uwiecznił swe imię w rocznikach drugiego cesarstwa.

Achilles Fould, syn żyda, handlarza perkalików, urodził się w Paryżu w roku 1799 dnia 31 października. Początkowo pracował w handlu swego ojca, zmarłego w roku 1855, później został wraz ze starszym bratem Benedyktem urzędnikiem domu handlowego pod znaną z sumienności i bogactwa firmą Fould Oppenheim et Comp.

Polityczny jego zawód rozpoczął się w roku 1841, wtedy bowiem przez radę, departamentu Wyższych Pirenejów, w którym miał wielkie dobra, mianowany został sekretarzem. W roku 1842, obywatele miasta Tarbes, wybrali go na posła do Izby. Tu otwarło się pierwsze pole dla jego politycznych i oratorskich zdolności. Przedmiotom mów jego były kwestie finansowe i ekonomiczne, w których też wkrótce został powagą. Szczególniej odznaczył się przy debatach nad kolejami żelaznymi, nad cłem od soli, cukru z buraków i kasami oszczędności.

W polityce zagranicznej trzymał się zasad Guizota[przypis]François Guizot (1787-1874), francuski historyk i polityk, premier Francji od 1847 do 1848.[/przypis], którego był przyjacielem.

Po rewolucji lutowej[przypis]Czyli rewolucji Wiosny Ludów; Fould uznał ten przewrót i wyłoniony w jego trakcie rząd, który ogłosił Francję republiką. Wymienione dalej broszury to pamflety Foulda skierowane przeciw zamiarowi rządu manipulowania papierami wartościowymi.[/przypis], uznał Fould fakt spełniony i radami swymi i doświadczeniem wspierał rząd tymczasowy, przyczyniwszy się dzielnie do rozwiązania najżywotniejszych kwestii wówczas dwiema broszurami: Żadnych asygnat i Uwagi p. A. Fould’a nad assygnatami, wymierzonymi przeciw teoriom ekonomicznym, które znaczna część członków rządu chciała w życie wprowadzić. Fould na wyborach dodatkowych obrany został członkiem Zgromadzenia Narodowego.

Mowy jego dotyczące użytkowania z funduszów kasy oszczędności, podatków od gorących napojów, planu wykończenia Luwru itd. pozyskały mu zaufanie większości zgromadzenia, z którego jednak republikańską partią poróżnił się jako zawiadujący funduszami, od niej też wycierpieć musiał najgwałtowniejsze napaście, lubo je z determinacją i odwagą odpierał.

W roku 1848, w czasie zaburzeń, kiedy minister skarbu Gutsza 4 marca powiedział, iż jeśli go z tej posady nie uwolnią, to sobie życie odbierze, zastąpił go Garnier-Pages, temu chociaż udało się przywrócić jakikolwiek porządek w finansach, jednakże nie mógł nic poradzić wobec zatrważającego braku brzęczącej monety. Wówczas to Fould w broszurce pn. Uwagi nad stanem finansów francuskich do reprezentantów narodu, wykazał popełnione błędy i wskazywał sposób ich poprawy. Rząd ofiarował mu ster finansów, pragnąc, aby czynem udowodnił słowa swoje, lecz Fould przez skromność nie przyjął tej posady; jako starokonserwatysta i przeciwnik republikańskiego stronnictwa wolał, połączywszy się ściśle z Napoleonom, pozostać członkiem Zgromadzenia Narodowego.

Dopiero w czasie prezydentury księcia Ludwika Napoleona przyjął z rąk jego tekę ministerialną w roku 1849 i wydział ten zachował do października 1851. W tymże roku, z namowy księcia Napoleona, Fould dnia 2 grudnia opuścił naczelnictwo banku, aby tym więcej czasu poświęcić mógł sprawie publicznej. Po zamachu stanu 2 grudnia 1851 roku znowu został ministrem, mimo różnicy mniemań, która go niejednokrotnie z Napoleonem, jako prezydentem, dzieliła; lecz opuścił ten urząd w styczniu 1852 roku, skutkiem zapadłych dekretów konfiskacyjnych, przeciw majątkom rodziny orleańskiej. Jednakże skrupuły sumienia, które go do tego kroku znagliły, niedługo zapewne zostały usunięte, ponieważ otrzymawszy w dniu swej dymisji godność senatora, wrócił wkrótce potem do teki jako minister sekretarz stanu, zaliczając się do bezwarunkowych zwolenników polityki elizejskiej. Na tym nowym stanowisku przewodniczył Fould przygotowaniom do wystawy powszechnej z 1855 roku, nadał nowy kierunek operze jako instytucji państwowej i dokonał budowy nowego Luwru.

W roku 1853 otrzymał nadto po panu Casabianca wysoką godność, ministra dworu cesarskiego, którą piastował aż do końca wojny włoskiej 1859 roku, wówczas bowiem z powodu nieporozumień z cesarzową, której wydatki chciał ograniczyć, usunął się, poprzestając na godności senatora i członka rady tajnej. Członkiem rady tajnej mianowany został w roku 1858, a przedtem jeszcze w roku 1856, ozdobił go cesarz wielkim krzyżem legii honorowej.

W listopadzie 1861 roku Fould wezwany przez cesarza do Saint-Cloud na radę finansową z powodu krytycznego położenia skarbu i francuskiego, wypowiedział prawdę śmiało i szczerze, odważnie przedstawił wnioski co do poprawy budżetu i wszedł do gabinetu jako minister skarbu.

Fould rozwinął w memoriale swój system, który też przyjął cesarz. Zalecał on z jednej strony, aby cesarz wyrzekł się nadzwyczajnych i dodatkowych kredytów, z drugiej zaś, aby ciału prawodawczemu w rozprawach nad budżetem szerszy otworzyć zakres. Kraj jednakże zniechęcony wywołanym koniecznością podwyższeniem podatków nader obojętnie przyjął oba te ustępstwa, niedowierzając ich skuteczności.

Dopiero w roku 1867 złożył Fould tekę ministerialną i wrócił do prywatnego życia. Wyjechawszy zupełnie zdrowym do Tarbes, umarł nagle, wśród przechadzki, rażony apopleksją dnia 5 października roku bieżącego.

Przyjaciel Napoleona od młodości, on może najwięcej dopomógł do jego wyniesienia; jakoż w przeddzień zamachu stanu, dnia 1 grudnia 1851 roku, zaliczył księciu prezydentowi  25 milionów franków, których hojny szafunek przeważnie wpłynął na powodzenie śmiałego przewrotu. I później jeszcze, Fould był jedną z najsilniejszych podpór jego rządu. Czynny, pracowity, rozwinął olbrzymią działalność we wszystkim, co się tyczyło obrotów pieniężnych i krajowego bogactwa. Wyrósłszy z giełdy, on jeden tylko posiadał zaufanie spekulantów i kapitalistów, którzy lekceważyli innych ministrów skarbu. Dość było samej wiadomości o jego nominacji, aby kurs papierów poprawić.

Niektórzy zarzucają mu obojętność na cierpienia ludzkości. Jednakże kiedy w czasie najstraszniejszego niedostatku Napoleon w nim jednym mając zaufanie, powierzył mu ministerium skarbu po panu de Forcade, Fould wraz z Pereirą rozdzielali dziennie 60 000 bochenków chleba między lud ubogi.

[…]

W końcu nadmienić nam jeszcze wypada, że wiele pism niemieckich powątpiewa, o prawdziwości przejścia Foulda z wiary mojżeszowej na wyznanie ewangelickie, przypisując protestancki jego pogrzeb intrygom żony i powolności paryskiego Rabina, który nie chciał wywoływać zgorszenia. Zapewniają jednakże, iż rodzina zmarłego zamierza wytoczyć proces o tę sprawę. Czy rzecz tak się ma w istocie, niedaleka przyszłość pokaże.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1738" title="Polemika z&amp;nbsp;recenzją Wizerunków wsławionych Żydów XIX wieku" slug="w-rubryce-wiadomosci-literackie-artystyczne-i-naukowe">[Fragment]

[…]

Gazeta Polska w numerze 288 z dnia 30 grudnia 1868 roku, pod rubryką: Wiadomości literackich, artystycznych i naukowych, poświęca szpaltę całą ocenie drobnego pisemka mojego pt. Wizerunki wsławionych Żydów XIX wieku. Zeszyt II, Achilles Fould[przypis]Przywołana recenzja, a właściwie polemika z koncepcją całej serii, wydaje się charakterystyczna dla tych głosów w debacie o kwestii żydowskiej, które ostro przeciwstawiały się różnorakim przejawom odrębności i oczekiwały maksymalnego wtopienia się ludności żydowskiej w polskie społeczeństwo (niekiedy wręcz — przerobienia Żydów na Polaków). Głosy takie rozlegały się z różnych stron, nie tylko z obozu pozytywistów. W omawianej polemice dominuje ton niechęci do Żydów jako takich, oparty na zadawnionej pretensji, że wynoszą się ponad innych. Czytamy tam m.in.: „Rozumiejąc entuzjazm wydawcy dla ludzi wsławionych, nie możemy go pochwalić za jego predylekcję dla Żydów. Czyżby uważał ich za sławniejszych przez to, że Żydami byli? […] czy też znalazł między Żydami istotnie godniejszych rozgłosu ludzi, niżby między innych wyznań ludźmi mógł znaleźć? Czy też pan Goldszmit uważa Żydów za to, za co się wielka ich liczba uważa: za członków kasty uprzywilejowanej […] za dzieci wybranego ludu? […] Na te wszystkie pytania nie możemy sobie odpowiedzieć i separatyzm wydawcy musimy nazwać niewczesnym i niewłaściwym”. Oprócz autora, ripostował także redaktor „Izraelity”, Samuel Peltyn. We wstępnym artykule Słów kilka o odłączności Żydów jako odpowiedź na recenzję „Życiorysu Achillesa Foulda” (1869, nr 2) napisał m.in.: „My […] z naszej strony, a z nami każdy bezstronny na rzecz tę patrzący, znajdujemy w publikacji p. Goldszmita i w innych jej podobnych nie predylekcję dla Żydów, ale nader lojalną chęć rehabilitowania tego przez tyle wieków odrzucanego plemienia. […] Żyd nie był i nie jest z natury separatystą”. O kwestii żydowskiej por. tekst 19.[/przypis].

W ocenie tej uderza recenzent tak na cel i zadanie całego wydawnictwa, jako też na obecnie wyszły zeszyt drugi. Spróbujemy usprawiedliwić się z kolei z jednego i z drugiego zarzutu.

Pomijam uboczną uwagę co do odstępów czasu, w jakich wyszły dwa pierwsze numery, gdyż sama forma wydawnictwa pozostawia mi pod tym względem najzupełniejszą swobodę, a przechodzę do kwestii ważniejszej: czy właściwym jest wydawanie życiorysów znakomitych Żydów? Czy nie jest to raczej szkodliwym separatyzmem?

Mojem zdaniem, przedstawienie ludziom uważającym się za członków pewnej oddzielnej kasty (według zdania samegoż recenzenta), biografii mężów wyszłych z tejże samej kasty, a umiejących wznieść się do pojęcia prawdziwego obywatelstwa, ma cele widocznie pożyteczne. Ale nie tylko Żydzi uważają siebie za oddzielna kastę. Bardzo wielu chrześcijan tejże samej o nich jest opinii. I tu więc rzeczone biografie w podobnyż sposób korzystnie oddziaływać mogą.

W dalszym ciągu recenzji spotykamy następujące zdanie „jako plemię, Żydzi mają właściwe sobie przymioty i wady, ale je ma każde plemię i nie w niższym stopniu, choćby nieco różne, więc czemu wydawca odróżnia zdolności czy wady żydowskie od ogólnie ludzkich?”[przypis]Temat charakteru Żydów, sprzężony z „kwestią żydowską”, był niezmiernie popularny w ówczesnej prasie, różnych zresztą odcieni. Należały tu utrwalone w zbiorowej wyobraźni stereotypowe cechy zmaterializowania, chciwość i ciemnota, także wrogość wobec chrześcijan. Różniono się w określaniu przyczyn takiego stanu rzeczy: autorzy nieprzychylni Żydom winą obarczali religię, inni dopatrywali się źródeł w historycznych okolicznościach diaspory. Publicysta „Przeglądu Tygodniowego” Ksawery Budny (prawdopodobnie pseudonim) stwierdzał samokrytycznie (po wyliczeniu całej serii oskarżeń o kastową wyłączność): „Winni sami jesteśmy. Własnymi rękami wznieśliśmy mur, odgradzający ten naród od nas, wrodzonym nam krótkowidztwem, dumą i fanatyzmem religijnym” (1873, nr 37). Wcześniej podobnie wypowiadał się Kraszewski w redagowanej przez siebie „Gazecie Polskiej”: „Wiemy, co zarzucano Żydom w Europie i czym obarczano ich u nas, ale uderzmy się w piersi […], powiedzmy, co tych nieszczęśliwych wygnańców bez ojczyzny uczyniło tym, czym się stali? […] Naszym dziełem są wady Żydów, co w nich dobrego, jest ich własne” (1861, nr 227). Z chętnie podejmowanych tu i ówdzie historycznych dywagacji wyłaniał się obraz Żyda, który przez uparte trwanie w separatyzmie zagraża spoistości polskiego narodu. Kryterium religijne odgrywało przy tym mniejszą rolę (wśród pozytywistów). O ten aspekt potrącił natomiast autor polemiki. Przypomnijmy przy okazji, że w czasach oświecenia, kiedy równie silnie krytykowano Żydów za brak poczucia obywatelskiego i „wydzielanie się”, zdarzały się wypowiedzi wysoko oceniające judaizm, podkreślające jego wspólne podstawy z chrześcijaństwem. Kontynuowali tę linię później Józef Ignacy Kraszewski i Eliza Orzeszkowa.[/przypis] Recenzent sam odpowiedział tu sobie anticipative na swoje zapytanie. Ale postaramy się o drugą jeszcze odpowiedź. Jeśli jakaś liczniejsza zwłaszcza klasa ludzi ma właściwe sobie przymioty i wady, czyż nie jest obowiązkiem prasy podnosić i utwierdzać wiarę w te przymioty przedstawieniem pięknych wzorów i zacnych przykładów? – a chłostać te wady czy to satyrą, czy jaskrawym zestawieniem ich z zaletami wprost im przeciwnymi?

Tyle w kwestii zasady. Przejdźmy teraz do zarzutów dotyczących drugiego zeszytu w szczególności. Nie chcę rozbierać ich zbyt szczegółowo. W prospekcie wydrukowanym na ostatniej stronnicy każdego egzemplarza pierwszego i drugiego zeszytu wyznaję otwarcie, że nie mam zamiaru przedstawiać owocu długich historycznych studiów. Same wreszcie imiona w prospekcie zamieszczone (Philippsohn, Munk, Fraenkel, itd.) świadczą, że chodziło mi przede wszystkim o zastosowanie sensu moralnego płynącego z tych szkiców biograficznych do życia Żydów w naszym kraju, a więc o cele czysto praktyczne (które wszakże niestety szanowny mój recenzent w tak przeciwnym wytłumaczył sobie kierunku).

Jednakże spróbuję niektóre chociaż zarzuty roztrząsnąć.

Najpierwszy w nich, „że jeśli życiorys Foulda napisany jest dla tych, którzy mało czytali o Fouldzie, to nie znajdą tam nawet tego, co im się pewnie czytać zdarzyło, ci zaś którzy wiele czytali, choćby niekoniecznie o Fouldzie, także nie dowiedzą się z tej biografii czym był jej bohater”. Przyznaję, jest dla mnie cokolwiek niejasnym. Karierę polityczną Foulda przedstawiłem, o ile wiem przynajmniej, mniej więcej dość dokładnie. O jego życiu domowym mówię wprawdzie w znacznie szczuplejszym zakresie, bo: 1) jako mąż stanu ciągle (a nie dla parady) piastujący wysokie w kraju urzęda, Fould nie tyle miał sposobności odznaczyć się w kierunku familijnym, ażeby mu to aż tytuł do znakomitości zjednało; 2) prawodawstwo francuskie wyraźnie zabroniło pisarzom wglądanie w życie prywatne. Musiało ono zapewne mieć ważne do takowego zakazu pobudki. Nie przewidziało wszakże, iż tym sposobem pozbawi mię przyjemności służenia mej publice wiadomościami i z tego pola zebranymi, otaczając je milczeniem dziennikarstwa francuskiego niby murem chińskim.

W innym miejscu zauważył recenzent, że „to o czym warto by dowiedzieć się z opowiadania historycznego, nie ogranicza się na kilku datach, wyliczeniach i ogólnikach”.

Ja przeciwnie sądzę, że historia właśnie zasadza się na wyliczeniu faktów, wsparciu ich datami i ożywieniu poglądami ogólnymi.

Co w Paryżu utrzymują o bulionie Duvala, przyznaję z całą skromnością, że nie wiedziałem wcale i dziękuję szanownemu recenzentowi, że pod tym względem niedostatek mej broszurki dopełnił.

Pomijam inne ogólniejszej natury zarzuty. O ile one są słuszne, ciekawy czytelnik sam z łatwością przekonać się może.

Nie pozostaje mi tedy, jak wyrazić mą wdzięczność panu Tegazzo, który udatnym swym rysunkiem zjednał choć jedną pochwałę – jeśli nie już mej pracy, to mojej staranności przynajmniej[przypis]Broszurę zdobił portret Achillesa Foulda, namalowany przez Tegazzo, o czym informuje podpis.[/przypis].

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1739" title="Głośny a&amp;nbsp;nieznany. Szkic biograficzny [Szymel Jankielowicz Kaftan]" slug="glosny-a-nieznany-szkic-biograficzny">Chcemy na kartach niniejszego „rocznika’’ wydobyć na jaw typową iście z ubiegłej przeszłości postać, aczkolwiek cichą i skromną, niemniej jednak potężną czynami prawdziwie wielkimi. Postać, której rys biograficzny obecnie podajemy, nie należała wcale do mężów słynących po świecie rozgłosem, imię jej nie było zupełnie otoczone aureolą sławy, za życia i po dziś dzień pozostało ono światu nieznanym, a jednak człowiek ten, który w ukryciu prostaczego swego żywota nie zawahał się ani na chwilę złożyć na ołtarzu miłości bliźniego to wszystko, co tylko człowiek ma najświętszego, najdroższego na tym świecie — życie swoje w ofierze, którego żywot cichy, prosty, spłynął cały na niesieniu ratunku lub ulżeniu niedoli cierpiącym swym współbraciom — taki człowiek, może bardziej jeszcze aniżeli wiele innych nimbem sławy otoczonych imion zasługuje na to, aby skromna na pozór, w gruncie rzeczy jednak płodna w obfite następstwa działalność jego — ujawnioną i potomności dla nauki i żywego przykładu przekazaną była.

Szymel Jankielowicz Kaftan[przypis]Sylwetka Szymela Jankielowicza Kaftana to kolejny w piśmiennictwie obu braci życiorys Żyda tradycyjnego, opowiadający o żydowskiej dobroczynności w dawnym stylu. Autor sam wskazał źródło, z jakiego czerpał. To opracowanie Janka z Bielca (Jana Kantego Gregorowicza). Podobną postać bezimiennego dobroczyńcy odtworzył w „Czytelni dla Wszystkich” Janusz Korczak w felietonie Skąd miał pieniądze? (1899). Tam szlachetnym filantropem okazuje się znany pisarz, mieszkający incognito i rozdający okolicznym biedakom zarobione pieniądze.[/przypis] — takie było nazwisko człowieka, o którym tu mówić chcemy — (przezwany inaczej „Szlizgol”), urodził się w roku 1800, we wsi Raczunach, w powiecie oszmiańskim, niedaleko miasteczka Soły. Syn niezamożnego propinatora, a raczej szynkarza, w dziecinnych swych latach nauczywszy się początków zaledwie języka hebrajskiego, czytania i powierzchownego tylko pojmowania biblii oraz machinalnego recytowania modlitw codziennych, Szymel, w dalszym życiu, mając obowiązki rodzinne i czując wstręt do próżniactwa, a pragnąc jąć się pracy godziwej, użytecznej — wykierował się na gorzelnika. Ciężka rodzinna klęska, jaką była dlań jednoczesna utrata małżonki i dzieci — popchnęła Szymela na zupełnie nową dlań drogę, sprowadziła go w roku 1835 z Oszmian, gdzie się wprzódy zajmował gorzelnictwem, do Wilna i skłoniła do poświęcenia się wyłącznie prawie na usługi cierpiącej ludzkości. Dla urzeczywistnienia swych planów Szymel część zarobionych przez siebie w fabryce tabacznej, gdzie po przybyciu do Wilna pracować zaczął, pieniędzy — obracał na wsparcie ubóstwa i na zakup świec szabasowych, które, co tydzień regularnie, do domów modlitwy i schronienia nędzarzy osobiście roznosił.

Zyskawszy sobie tym sposobem nieco zaufania w gminie izraelskiej Wilna i poznawszy miejscowe potrzeby — Kaftan zmienił rychło swój dotychczasowy sposób życia. Dzień cały ze skarbonką w ręku chodził od domu do domu, zbierając fundusze dla rozszerzenia swej — doniosłej wagi — działalności; by zaś wynagrodzić ową dzienną „stratę” czasu, z podwojoną energią imał się w nocy pracy w fabryce. Nigdy jednak i od nikogo natarczywie nie domagał się o zasilenie go najmniejszym choćby datkiem, ale stanąwszy wśród zgromadzonego tłumu w żywych barwach wystawiał cały ogrom nędzy, ubóstwa i ciężkiej niedoli, jakie tak samowładnie pomiędzy proletariatem groźne swe panowanie rozpostarły, jako zaś konsekwencje tego, zachęcał on wymownymi słowy bogatszych swych współwyznawców do wspierania biednej, nieszczęsnej braci po wierze. Nie było prawie

wypadku, aby przemówienie jego nie odniosło pożądanego rezultatu, płynęło ono bowiem z serca, przepełnionego gorącą miłością dla cierpiących i do serc też słuchaczy skuteczną torowało sobie drogę. I jakkolwiek skromne, drobne, częstokroć nieznaczące prawie datki wpływały do skarbony jego — Szymel jednak nic nie odrzucał, wszystko z prawdziwą przyjmował wdzięcznością, za najmniejszy nawet datek dziękczynnym zawsze odpłacając słowem.

Uzbierane tym sposobem pieniądze z całą sumiennością obracał na zaspokojenie potrzeb niedołężnych starców, kalek, obłożnie chorych, położnic, oraz wszelkiej barwy i wszelkiego odcienia innych potrzebujących, których nasz Jankielowicz w najoddaleńszym kąciku miasta, w najskrytszym bodaj zaułku wyszukać umiał, i którym, jakby dziwnym instynktem wiedziony, w chwili najpotrzebniejszej — niby Anioł-stróż, nie bacząc częstokroć nawet na to, że w nagłej potrzebie z surowymi przepisami święcenia Sabatu rozminąć się był zniewolonym — ze skuteczną zawsze przybiegał pomocą.

Nic dziw tedy, że tych biednych, których wspomagał, tych nieszczęśliwych, których niejednokrotnie z ostatniej uratował nędzy, tych ofiar wszelkiego najczęściej sposobu zarobkowania pozbawionych, a dodajmy i to jeszcze – nierzadko wstydzących się dłoń żebraczą wyciągnąć do przechodniów — ogromne, śmiało rzec można, niezliczone prawie jest mnóstwo. Kaftan albowiem niezmordowanym, niestrudzonym był w iście syzyfowej tej pracy, tak że codziennie — bez żadnego prawie wyjątku — w kilkunastu najbardziej od siebie oddalonych widywano go miejscach.

Tu oto, na jednym rogu miasta, zbiera jałmużnę; tam, za uciułany przez się w ciężkim czoła pocie grosz, zakupuje wiktuały; ówdzie znów — obładowany różnej wielkości i kalibru węzełkami i bochenkami chleba —wdziera się po ciemnych, krętych, przepaścistych schodach na stryszki i poddasza nor wilgotnych; w innym miejscu — a bywało to po największej części w przeddzień Sabatu lub innego święta uroczystego — ze starannie pod kapotą ukrytym bochenkiem chleba lub innym jakim przedmiotem cichutko przekrada się ulicą i jak cień znika w bramie domu, gdzie czujne jego oko wykryć zdołało świętującą o suchym poście nędzę — wieczorem wreszcie, w dnie powszednie, uwija się raźnie koło stępy z tabaką, tęż samą znów odbywając kolej bez przerwy codziennie dni następnych, na koniec przez lata i całe lat dziesiątki...

Tak jest, przez lat czterdzieści przeszło Szymel Kaftan, tą utorowaną już przez się ścieżką postępując — cały poświęcił się, oddał wyłącznie na usługi cierpiącej ludzkości. Kiedy zaś, styranemu wiekiem i nadmiernymi trudy siły fizyczne odmawiać już zaczęły posłuszeństwa, tak że skutkiem tego robotą ręczną zajmować się nie był wcale w możności — naówczas to wynalazł on nowy sposób, nowy rodzaj zapomogi dla potrzebujących, dla biednych.

Oto: ofiarowane mu na przeżycie od zamożniejszych Izraelitów pieniądze gładziutko prześlizgiwać się zaczęły z jego kieszeni do chat znajomej mu już z dawna nędzy; wreszcie — udarowany cieplejszym, schludniejszym ubraniem nad zwykłą swą jednostajną z grubego pakłaku uszytą suknię, którą bezustannie, zimą i latem, nosił — natychmiast, ani na chwilę nawet się nie namyślając, w ukryciu zupełnym przed swymi darczyńcami, sprzedawał je, zakupując dla siebie w to miejsce jak najlichsze, byle najtańszym było, resztę zaś z zamiany owej pozostałych pieniędzy na wiadomy cel obracał.

Dla samej już wierności charakterystyki szlachetnej a wyjątkowej postaci, o której mowa, dodać winniśmy, że skromność i zupełne zapomnienie własnej swej osobistości posuwał Szymel do ostatecznych niemal granic. Zawsze milczący i potulny w zwykłych chwilach życia, zmieniał się nie do poznania podczas kwesty, którą, słusznie bardzo, za pewien rodzaj kapłaństwa uważał. To też podtenczas był pełen wymowy i namaszczenia, ale i wtedy nawet przed nikim się nie wywnętrzał, nikomu z najbliższych bodaj sobie osób najmniejszego szczegółu z życia swojego nie opowiadał.

A przeszłość jego — obcą, nieznaną była najpoważniejszym nawet osobistościom spośród gminy izraelskiej Wilna tak dalece, że kiedy w kwietniu 1858 roku wydawane podówczas pod redakcją Jana ze Śliwina wyborne czasopismo: „Teka Wileńska” zamieściło w szpaltach swych śliczny, pióra zasłużonego poety i dziennikarza, Wincentego Korotyńskiego, pod nadgłówkiem: Kwestarz starozakonny[przypis]Wiersz Wincentego Korotyńskiego (1831-1891) Kwestarz starozakonny.(Postać żyjąca w Wilnie) ukazał się w piśmie „Teka Wileńska” 1858, nr 5.[/przypis], następnie w osobnej odbitce na dochód ubogich Izraelitów wileńskich w tymże roku wydany i jako taki przez wszystkich prawie mieszkańców Wilna rozchwytywany, a nawet na hebrajski język przełożony wierszyk, któremu za osnowę posłużyła treść żywota tej wyniosłej, a tak troskliwie wśród tłumu ukrywającej się postaci — nie można się było od Żydów tamecznych, z których każdemu przecież bez wyjątku sprawy jego i jego poświęcenie dokładnie były znane — dopytać nawet imienia Szymela, mimo iż do niego najstosowniej i najwłaściwiej zastosować by można słowa sympatycznego poety Kazimierza z Królówki:

„(...) Czyń każdy w swoim kółku, co każe Duch Boży, A całość — sama się złoży (...)[przypis]„Czyń każdy w swoim kółku, co każe duch boży, / A całość sama się złoży”. Z fraszki Porządek Kazimierza Brodzińskiego (1791- 1835). Wers ten, wysławiający cnoty życia codziennego, zyskał wielką popularność wśród czytelników. Cytował go również Janusz Korczak w artykule Kazimierz Brodziński. „Czytelnia dla Wszystkich” (1899). Cyt. wg Poezje. Wrocław 1959, s. 241. Brodziński urodził się w Królówce, wsi koło Bochni, stąd użyta tu nazwa poety.[/przypis].

[…]

Według świadectwa poważnych i dobrze świadomych rzeczy osób, Szymel Kaftan w ciągu kwestarskiego swego zawodu zebrał i wydał na biednych cyfrę ogromną, cyfrę nie do uwierzenia prawie, jak na siły pojedynczego człowieka, bo przeszło 60 000 rsr. (400 000 złp.) wynoszącą, co zresztą wykryły i pozostałe po zmarłym rachunki, które sam dla siebie sumiennie i skrupulatnie prowadził.

Szymel skończył, jak przystało na takiego, jakim był, pracownika: umarł, święcie pełniąc swe posługi aż do ostatniej chwili.

Jeszcze wieczorem dnia 17 kwietnia 1865 roku był on w ulubionej swej akademii talmudycznej (Jeszyba Ramales), w której kilkudziesięciu przeszło uczniów otrzymywało od Szymela cenne wsparcie, przyniósł biednym chłopiętom ostatnią zapomogę i — na zawsze pożegnał się z nimi, uroczyście ich zapewniając, że już go nigdy więcej w życiu nie zobaczą.

Jakoż wróciwszy do ustronnego swojego zakątka, rozpostarł, zwyczajem u Żydów przyjętym, kilka słomek na ziemi, sam się dobrowolnie na tym symbolicznym posłaniu położył, na którym też nazajutrz rano znaleziono go już... bez ducha.

Następnego dnia zajęto się oddaniem ostatniej posługi zwłokom szlachetnego nędzarza. Niezliczone tłumy ludu wszelkich wyznań i stanów płci obojej postępowały za skromnym i prostym jego karawanem, szczelnie zalegając ulice całe od środka miasta aż na miejsce wiecznego spoczynku, za dalekim położonego przedmieściem. Jedni przed drugimi dobijali się, jak największego zaszczytu, dotknięcia się choć karawanu, po to jedynie, aby sami przed sobą w następstwie poszczycić się tym mogli, że w niesieniu drogich szczątków owych — i oni również czynny brali udział.

I cóż to za moc — pyta sumienny biograf Kaftana Jankielowicza i zasłużony w literaturze, sympatyczny pisarz ludowy, Janek z Bielca[przypis]Janek z Bielca, pseudonim Jana Kantego Gregorowicza (1818-1890), literata, publicysty, redaktora i wydawcy pism dla ludu i dla dzieci (m.in. „Kmiotek”, „Zorza”, „Przyjaciel dzieci”). Napisał wiele popularnych książek obrazkowych, elementarzy, kalendarzy, gawęd i obrazków scenicznych, rozgrywających się w środowisku wiejskim i rzemieślniczym. Ceniono je za wartości dydaktyczne oraz wierność w opisie odtwarzanych środowisk. Rzeczonej biografii nie udało się jednak odnaleźć.[/przypis], z którego poczerpnęliśmy szczegóły z życia szlachetnego owego nędzarza — co zacnego kwestarza przez całe cztery dziesiątki lat z górą, zarówno w sile życia, jak i w starości, umiała wiernie i wytrwale przy tak świętym i mozolnym utrzymywać obowiązku?

To — miłość bliźniego, jeden malutki świetlany promyczek miłości, jaką Bóg w nieprzebranej swej dobroci świat stworzony otoczył.

Zaprawdę! powiadam wam, że człowieka tego śmiało zaliczyć możemy do owych rzadkich, w przeciągu wieków tylko całych, w przeciągu zaledwie stuleci, w łonie ludzkości pojawiających się apostołów cnoty i — cichej a niezapomnianej zasługi...

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="1740" title="Wojciech Jastrzębowski" slug="wojciech-jastrzebowski">Z szeregu mężów, którzy imię swe złotymi głoskami zapisali na kartach piśmiennictwa ojczystego, ubył świeżo mąż niepospolitego umysłu i ducha. Mężem tym był Wojciech Jastrzębowski[przypis]Wojciech Jastrzębowski (1799-1882), przyrodnik, pedagog, profesor nauk przyrodniczych w Instytucie Agronomicznym na Marymoncie, członek Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk (i podobnych towarzystw w Krakowie, Kielcach, Poznaniu i Lwowie). Po 1858 komisarz lasów państwowych w Broku, założył tam wzorcową szkółkę leśną, popularyzował wiedzę przyrodniczą, znawca fizjografii Polski, zwłaszcza jej flory. Uważany za ojca ergonomii, czyli nauki o pracy i dostosowaniu jej do możliwości człowieka (ważny artykuł o tej kwestii w piśmie „Przyroda i przemysł”, 1857; do podanych w tekście szczegółowych informacji o wynalazkach i publikacjach profesora nie podajemy objaśnień). Brał udział w powstaniu listopadowym. W przerwach walk w bitwie o Olszynkę Grochowską napisał, a wydał w rocznicę konstytucji majowej, 17-stronicową broszurkę pt. Wolne chwile żołnierza polskiego, czyli myśli o wiecznym pokoju między narodami ucywilizowanymi. Jej zasadnicza część to Konstytucja dla Europy — wizja republiki bez wewnętrznych granic, z jednolitym prawodawstwem i władzą złożoną z przedstawicieli wszystkich narodów europejskich. — W Broku koło kościoła znajduje się pomnik Wojciecha Jastrzębowskiego (wzniesiony w 2004), dwie tablice pamiątkowe są w Warszawie: w kościele św. Krzyża oraz na budynku Państwowego Pogotowia Opiekuńczego. Pochowany na Powązkach.[/przypis], jeden z najbardziej zasłużonych naturalistów współczesnych, magister filozofii niegdyś Uniwersytetu Warszawskiego, adiunkt przy katedrze historii naturalnej, a następnie profesor zoologii, botaniki, mineralogii i fizyki w słynnym swego czasu Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie, potem nadzorca etatowy byłej Szkoły powiatowej trzeciej w Warszawie, a ostatecznie komisarz leśny do uprawy lasów rzędowych i wydm piaszczystych w Broku. Niezależnie od swych prac naukowych, Jastrzębowski odznaczył się jeszcze tym, że wynalazł nader użyteczne narzędzie do kreślenia kompasów na wszelkich powierzchniach oraz do rozwiązywania łatwym sposobem wielu zagadnień astronomicznych.

Nie wdawając się w szczegółowy rozbiór działalności płodnego w obfite owoce życia Jastrzębowskiego poprzestaniemy jedynie na wyliczeniu ważniejszych dzieł tego uczonego. Oto one: „Kompas polski” itd., Warszawa 1843; Przepowiednie pogody, słoty, wiatru” itd., Warszawa 1847; Układ świata, zastosowany do potrzeb życia praktycznego” itd., Warszawa 1843; Stychiologia czyli nauka o początkach wszech czasy” itd., Warszawa 1849-1856; Mineralogia czyli nauka o kamieniach” itd., Warszawa 1851 […].

Korzystając z uprzejmości jednego z sędziwych literatów tutejszych, niegdyś towarzysza szkolnego zmarłego profesora, podajemy w „Kalendarzy domowo-gospodarskim” na rok bieżący ze sporej wiązanki prac pozostałych po śp. Wojciechu, jego pełne głębokich myśli Aforyzmy o pracy[przypis]Maksymy Jastrzębowskiego, tak zatytułowane, autor wydrukował w wydawanym przez siebie „Kalendarzu domowo-gospodarskim na rok 1884”.[/przypis], bodajże nigdzie dotąd niedrukowane, na które szczególną czytelników naszych zwracamy uwagę.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1741" title="Szadchonim, czyli kojarzyciele małżeństw. Fotografia z&amp;nbsp;rzeczywistości" slug="szadchonim-czyli-kojarzyciele-malzenstw-fotografia-z-rzeczywistosci">[Fragmenty][przypis]Temat aranżowania małżeństw wedle tradycyjnych obyczajów żydowskich pojawiał się często w prasie posthaskalowej. Chodziło o udział zawodowych swatów (l. mn. szadhonim, l. poj. szadhon; inna forma: szadchen, szyduchim) przy kojarzeniu par. Pośrednicy brali pod uwagę głównie kwestie finansowe i pozycję społeczną kandydatów. A ponieważ bezżenność potępiano, cieszyli się ogromnym powodzeniem wśród ortodoksów. Przyszli małżonkowie, zwłaszcza dziewczęta, niewiele mieli do powiedzenia w tym procederze. Zwyczaj ten, ostro krytykowany w „Izraelicie”, łączono z kwestią emancypacji kobiet. W rubryce Pogadanki tygodniowe zwracano się z prośbą do czytelniczek o nadsyłanie uwag o panujących w ich środowisku zwyczajach małżeńskich. Wśród wielu wypowiedzi sprzeciwiających się instytucji szadchona wyróżniał się głos czytelniczki, która nie przebierając w słowach nazywa ją „frymarką dziewicami żydowskimi” i wzywa, by dążyć do „wyzwolenia kobiet spod władzy mężczyzn” (Słówko o szyduchim przez S.. „Izraelita” 1871 nr 5). Temat ten prezentuje w utworze szkicowo zarysowana fabuła, której sens daje się sprowadzić się do protestu wobec instrumentalnego traktowania kobiet oraz patriarchalnego modelu rodziny.[/przypis]

Wasze pochwały niewiele więcej warte od nagany — wszystko to dźwięk próżny — a ja chcę prawdy… Toteż choćbym ją miał szukać w niepoświęconym przez was grobie, i tam pójdę i tam… znajdę.

Bohaterka obrazka

Ona — była to cudnej urody dziewica. Mamże wam opisać jej powierzchowność? Czyż me dość jeszcze naczytaliście się w swym życiu o „cudownych” bohaterkach romansów i heroinach powieści? Czyż mam wam koniecznie zapełnić kilkadziesiąt choć wierszy — ba! jeżeli już nie kartek kilka — opisem kruczych jej warkoczy i szafirowych oczu, uformowanych na podobieństwo cudnego błękitu nieba? I jak się słusznie domniemywam, wymagacie ode mnie, moi mili czytelnicy, udzielenia wam monografii zgrabnej jej kibici, myślącej twarzy, toczystego jej biustu, wymownego spojrzenia, kształtnego noska, a! i bym się obszerniej nieco zastanowił nad jej rączką „jakby ulaną” i — nóżką „jakby utoczoną” . . . Ależ na miły Bóg! nie wymagajcie ode mnie takich rzeczy, bo, przyznam się wam otwarcie, ja niezdolny do tego jestem. Ja inne obrałem sobie zadanie: zazierać w tajnie ludzkiego ducha, badać głąb serca ludzkiego, zastanawiać się nad najważniejszymi momentami jego. Owocem zaś tych badań moich jest, że chciałbym w każdym bliźnim dopatrzeć piękna boskości, chciałbym, w każdym wyśledzić ową cząstkę nieśmiertelności, którą Stwórca namaścił nas, na obraz i podobieństwo Swoje, a o śladach w każdym z nas, której świadczy Biblia, ten nieoszacowany skarbiec wszystkich wieków i narodów, Powierzchowność ludzkiej istoty, zewnętrzna strona człowieka, nic dla mnie nie znaczy; daję jej koncesję nieistnienia, jeżeli to tylko być może. A upstrzona jeszcze wynalazkami mody, nadsekwańskimi zbytkowymi fatałaszkami, powierzchowność owa to według mnie — ufryzowane zero. Ale pisząc te wyrazy, myślę tylko o takiej powierzchowności, w łonie której próżnia się nachodzi. Zresztą — chciejcie mię dobrze zrozumieć. Gotowi byście mię bowiem, mimo mej woli nawet, mianować członkiem stowarzyszenia Diogenesowskich zasad. Wcale nie! Przeciwnie — wiem, że zalecane przez higienistów: czystość, ład i porządek — to prawdziwe zdrowie duszy i ciała. Nie w wstecznym sensie przeto powyższe zdania mówione były. Ależ —przerwie wreszcie zniecierpliwiony czytelnik — wróćmy raz już do bohaterki naszej. Przepraszam przeto za . . . i — przystaję na propozycję. Nadmienić tylko winienem, że co się bohaterki naszej tyczy, a raczej pytań we wstępie niniejszego paragrafu rzuconych, to z tym prędko się ułatwię. Gdybym bowiem posiadał tajemnicę gimnastyki stylowej, którą tak łatwo czytelników oczarować można, tobym z pewnością — wierzajcie — żądaniom i kaprysom nawet waszym zadość uczynił. Ale że tak nie jest — raczcie mi przeto wybaczyć.

A teraz wracam już przecie do obranego przedmiotu: — Rzekłem wyżej, że ona była cudowną dziewicą. Nie przesadziłem wcale. Czarowała bowiem wszystkich zarówno urodą, jak i czynami swoimi. I wszyscy prawie mieszkańcy owego małego miasteczka — miejsca jej zamieszkania — jednogłośnie ją uwielbiali. A! prawda, zapomniałem nadmienić powyżej, że rzecz niniejszego obrazka w małym rozgrywa się miasteczku. Powiatowe ono czy gubernialne — co wam na tym zależy? Prowincjonalna mieścina — ot i wszystko. Nazwa sama dokładnie rzecz określa.

Rodzice jej dosyć byli zamożni. Dosyć; byli i tacy, co twierdzili, że zamożni bardzo. Dla nas jednak sprawa tych dwóch wyrazów „dosyć” i „bardzo” — które często spór nawet wywoływały na wieczornych posiedzeniach głównych reprezentantów miasteczka N. —obojętną być winna. Naszą powinnością jest tylko napomknąć, że dzięki owej zamożności, ona staranną otrzymała edukację. Na pierwszym planie stały tam: języki, historia, geografia, dalej ćwiczyła się w tańcach, muzyce, ba! sprowadzono jej nawet z Warszawy nauczyciela gimnastyki, fechtunku i konnej jazdy. Nie chciejcie mię tylko posądzić o przesadę. Znam pewne prowincjonalne miasto, które gimnastykę wprowadziło w zakres przedmiotów gimnazjalnych, jako dzielny środek do rozwinięcia sił fizycznych przyszłych matek służyć mający. Pod tym więc względem prowincjonalne miasto owo o wiele wyprzedziło Warszawę. Co ważniejsza jednak zanotować nam tutaj wypada, na cześć jej rodziców (a nie zapominajcie, proszę, że obrazek ten jest wierną kopią z rzeczywistości), iż między pierwszorzędnymi przedmiotami nie przepomniano o urządzeniu stałych, umiejętnych wykładów nauki religii i moralności — nauki, którą, niestety! w kształceniu dziewcząt, współwyznawcy nasi (a przynajmniej większa ich część) zupełnie pomijają, niepomni na to, iż wywierają tym zgubny wpływ na dalsze życie dziewicy — matki — obywatelki.

Dzięki tak umiejętnie obmyślanemu programatowi wychowania — gdy przy tym dla kształcenia się dalszego wyborową miała biblioteczkę z dzieł zacnej Hofmanowej, Wilkońskiej, Kampego i Szmita[przypis]Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (1798–1845) – prozaiczka, popularyzatorka, tłumaczka, wydawczyni, jedna z pierwszych polskich pisarek dla dzieci. Paulina Wilkońska (1815–1875), powieściopisarka, redaktorka, pamiętnikarka; napisała kilkadziesiąt powieści o tematyce społecznej i historycznej, skierowanych przede wszystkim do kobiet. Joachim Heinrich Campe (1746–1818), niemiecki pisarz, językoznawca, pedagog, twórca nowoczesnej literatury dziecięcej; jego utwory tłumaczono na polski i wydawano w seriach „Biblioteczka dziecinna” i „Biblioteczka
młodziańska”. Christoph von Schmid (1768–1854), ksiądz katolicki, autor książek dla dzieci i pieśni kościelnych.[/przypis] uformowaną, ona — przy wrodzonej szlachetności, miłosierdziu i delikatności uczucia — łączyła więc w sobie piękność duchową z fizyczną.

Przyjaciele ich domu — a któryż dom zamożny nie liczy sporej ich liczby?— szeptali już zawczasu półgłosem zadowolonym ogromnymi postępami córki rodzicom, że ona „świetną kiedyś zrobi karierę, że „wielki los ją czeka” itd.

Ona, ale któż wreszcie jest ta ona? przerwie mi do reszty już zniecierpliwiony czytelnik.

Odpowiem na to: Rózia czy Fajga; Antosia czy Bajła; Leokadia wreszcie czy Perla — wszystko to jedno. Rzecz na tym nic nie zyskuje ani traci. Pozwólcie mi zamilczeć prawdziwe jej nazwisko.
Kanwa przedmiotu.
Jakoś z dziesiątek spory lat już ubiegł od chwili, gdy pojawienie się postępowego dzieła pani Beecher Stove, pod napisem: Chatka mego wuja Toma, na arystokratycznych salonach mglistego Albionu — ogromnej narobiło wrzawy[przypis]Powieść Chata wuja Toma Harriet Beecher Stowe (Uncle Tom’s Cabin, 1851/1852), należała wówczas do najbardziej poczytnych dzieł literatury amerykańskiej (liczbą sprzedanych egzemplarzy ustępowała w XIX w. jedynie Biblii). Przetłumaczona na wiele języków, w Polsce po raz pierwszy w 1853, potem jeszcze kilkakrotnie. Ukazywała przemoc i bezwzględność, z jaką traktowano Afrykańczyków. W odbiorze stała się potężnym orężem walki z niewolnictwem.[/przypis]. Czy przeprowadzone w nim przez autorkę idee były oryginalne, własne, czy też były tylko odbiciem myśli większej części ucywilizowanego społeczeństwa — mniejsza o to; dość, że od tamtej pory dostrzegać się daje widoczny zwrot ku lepszemu w pojęciach o handlu… ludźmi. Poczęto od tamtej pory owych „kupczących równymi sobie” odsądzać od czci i wiary — ba! i pogardzać nimi nawet.

Nie pomału zapewne zdziwi się łaskawy czytelnik, gdy wyczyta w tym miejscu zarzut, że litując się nad murzynami, nad ludźmi, których od nas tak odległa dzieli przestrzeń, obojętnym się okazuje na niedostatki nurtujące z dawna rodzime jego gniazdo. Każdemu bowiem, co się interesuje losem nieszczęsnych Negrów, każdemu, komu idzie o prawdziwy postęp ludzkości — obfity przedstawi się materiał do rozmyślania nad klęskami i niedolą, bliżej jego nachodzących się współwyznawców, ziomków, braci, i tych wszystkich, którzy mu bliscy i krwią, i mową, i duchem. Z szeregu tych licznych, prawdziwych klęsk, ciężących nad nami i przygniatających nas centnarowym ciężarem skutków, jakie za sobą ciągną — wydobywamy na jaw jedną, dla zwrócenia na nią uwagi czytelników naszych. Ona to fizycznie i moralnie dziesiątkuje tutejszo-krajowych Izraelitów i nie mniejszą ilość ofiar wydziera rodzinom naszym niż owa od czasu do czasu się pojawiająca europejska dżuma, znana w medycynie pod nazwą cholera morbus[przypis]Morbus (łac.), choroba.[/przypis]. Klęsce, o której mowa, należy przyznać wyższość nawet nad groźnymi epidemiami, bo podczas gdy one zjawiają się w jednej tylko miejscowości i dzięki najnowszym odkryciom w dziedzinie lekarskiej znane są sposoby zapobieżenia ich dalszemu szerzeniu się, wiadome są środki zabezpieczające, które zarazem o wiele na złagodzenie ich wpływają — klęska, o której mowa, grasuje jednocześnie, z jednakowym natężeniem we wszystkich niemal naszych miejscowościach. Rozumie się — tylko pomiędzy Żydami, bo piszący te słowa jest Żydem i mówi tu o swoich współwyznawcach. Słowem, nie zwłaczając dłużej wyjawimy wam źródło, skąd płynie na nas owa klęska. Źródłem jej, jej powodem, sprawcami jej — są ludzie kupczący osobistością drugich. To jest osobistością naszą. Czyli, mówiąc wyraźnie: osobistością naszych sióstr i braci, waszych córek i synów, los których i przyszłość niejako w swojej trzymają ręce, a którą dla swych egoistycznych celów wyzyskiwać się nie wahają. Wprawdzie ofiary zaprzedane przez nich idą na… froterowane posadzki salonów, zdobnych w błyszczące fatałaszki i nęcące wzrok świecidełka, ale niestety! więzienie ich bynajmniej nie jest lżejszym od niewoli zaprzedanych mieszkańców skwarnej Nubii.
[…]
§
Szadchon
Wypada nam w tym miejscu — zanim przystąpimy do opowiedzenia dalszych dziejów naszej bohaterki — skreślić nieświadomym tego czytelnikom, monografię kojarzyciela małżeństw, czyli szadchona.

Szadchon — a proszę nie zapominać, że bynajmniej nie mamy na myśli całego ogółu — to człowiek, powierzchownie tylko wyznający ustawy Mojżeszowe, jakkolwiek często, dla widoków osobistych, za najczystszej krwi ortodoksę uchodzić musi. W gruncie rzeczy bożyszczem jego jest — pieniądz. Obrał on sobie za proceder… kojarzenie małżeństw; zajęcie wcale nie trudne, nie wymagające żadnych ku temu przygotowawczych studiów, a troszki tylko, i to bynajmniej nie uciążliwych, zachodów. Rzemiosło, jakie sobie obrał, wystarcza na utrzymanie domu na przyzwoitej stopie. Warunek ten koniecznym jest dla uzyskania renomy. Bywają jednakże nierzadkie wcale wypadki, kiedy pozbawiony w początkach swego zawodu powszedniego kawałka chleba, szadchon staje się po upływie lat kilkunastu właścicielem pięknej dwupiętrowej kamieniczki, a zabezpieczywszy sobie takim sposobem byt przyszły, nie rzuca jednak złotodajnego zajęcia swego. Toteż dążąc do urzeczywistnienia swych marzeń, tj. do osiągnięcia de facto tytułu obywatela miasta, szadchon taki wierzy tylko w pieniądze. Mamona jest jego bożyszczem, jego ideałem — jego wszystkim. Nie dziw więc, że u niego ukształcenie umysłu i serca bardzo podrzędną odgrywa rolę. Jeszcze u mężczyzny — to pół biedy, bo wie z doświadczenia, że nauka dzisiaj chleb daje. Ale u dziewicy, u panny (ba a majdel „u dziewczyny”, jak powiada) — to rzecz wcale niepotrzebna. To zbyteczne. W naiwności swej pyta on rodziców ukształconej panienki, jeżeli tam wpadł „za interesem” na chwilkę: „do czego to się wam przydać może”? Nie byłożby to lepiej, gdyby wydatki na ukształcenie panienki obrócone, dodane do posagu, w dwójnasób takowy były zwiększyły? Na zasadzie wyznawanych przez niego zasad i teorii, w jego rozumieniu, połączyć dozgonnym węzłem młodzieńca z dziewicą znaczy: „3000 rubli dodać do 6000”. Bo wszak zwiększony kapitał w dwójnasób procentować może!!! Rzecz niepotrzebująca, jak sądzę, żadnego dowodzenia.

Jeżeli posiadasz na przykład córkę, jedyne dziecię, którego strzeżesz jak oka w głowie, którego byś nie pomieniał za żadne skarby w świecie i radbyś je jak najdłużej zatrzymać w rodzicielskim domu, by drogocenny ów klejnot — gdy wybije już wreszcie fatalna rozstania chwila — w najgodniejsze powierzyć ręce, szadchon, jeżeli czynione ci przez niego propozycje dobrowolnie przez ciebie przyjętymi nie zostaną, w taką potrafi cię sieć intryg uwikłać, tak ci oczy zamydlić zdoła, że w końcu, ulegając jednomyślnym namowom i natarczywym prawie naleganiom najbliższych ci krewnych i najżyczliwszych przyjaciół, choć z tajonym w sercu żalem, pozbywasz się z domu ulubionej swojej pieszczotki w tym przekonaniu, że najświetniejszą gotujesz jej przyszłość. Po upływie jednak dość krótkiego stosunkowo przeciągu czasu — widzisz się srodze w nadziejach swych zawiedzionym. Z serdecznym bólem zmuszonym jesteś być widzem tego, że wątła twa, a tym samem starannej potrzebująca opieki, roślinka w rękach męża – dręczyciela, niezdolnego ją pojąć ani ocenić, z przerażającą szybkością usycha i więdnie. Dostrzegasz tego, ale niestety! za późno otwierają ci się oczy; widzisz w całej grozie klęskę, jaka lada chwila spadnie na głowę twoją i — jeżeli wierzysz w potęgę Nauki Bożej: religii, z rezygnacją losowi się poddajesz; jeśli zaś sceptykiem lub materialistą jesteś, o! wówczas biada ci, na zawsze jesteś duchowo bardziej jeszcze zgubionym.

Z niemym wyrzutem spoglądasz na przedajnych lub łatwowiernych przyjaciół. A sprawca całego twego nieszczęścia — szadchon, który zresztą za własnym tylko goni zyskiem i uważa się jeszcze za coś wyższego od pospólstwa, jako dążący do zamiany w czyn owego boskiego przykazania: „mnóżcie i rozradzajcie się”, obojętnie, niby wcale cię nie znając, z sarkastycznym na ustach uśmiechem — mija cię na ulicy.
§
Jednemu właśnie z takich kojarzycieli (nie mogliśmy na określenie czynności, jaką wyrazić chcemy, dobrać stosowniejszego wyrazu w polskim języku) ona wpadła w oko. Powiedzmy wyraźnie. Nie tyle o nią chodziło, ile o jej posag wynoszący dziesięć tysięcy rubli srebrem. 10 000 rsr! to ładny kąsek! Z tego przyzwoity procencik okroi się przecież. Trzeba by koniecznie ten interes „doprowadzić do skutku”, rzecz bowiem sama przez się warta zachodu. Można śmiało na portoria i telegramy kilkadziesiąt złotych nawet zaryzykować. Sowicie wszak to się opłaci, jeżeli zwłaszcza jaki „porządny kawaler” się znajdzie. Takiego kawałka tak łatwo nie wypuszcza się z ręki.

Najmniejszej wątpliwości nie ulega, że przy podobnym poszukiwaniu ,,porządnego” (tj. bogatego) kawalera sumienie, ten cudowny regulator czynności ludzkich — żadnego nie przyjmuje udziału. Tam gdzie pieniądz jest bogiem, czyż może być coś świętego?

Od owej to właśnie chwili ona straconą została dla świata, straconą dla kochających rodziców, przyjaciół i rodzeństwa. Nie pomogły nic zdobiące ją zalety duszy i serca, nie wybawiły jej od nieszczęścia modły tysiąca biednych, którym często bardzo — maską niewiadomości się osłaniając — łzy ocierała, niósłszy pomoc czynną, radę i opiekę im zapewniając. Niestety! nielitosna Nemezis, jakby zagniewana, odwróciła swe oblicze od owego anioła-pocieszyciela strapionych.
§
Państwo Iks
O kilkadziesiąt mil od miejsca zamieszkania bohaterki naszej — również w niewielkim miasteczku — mieszkał od lat już dawnych niejaki pan X. Brenstein czy Jahołkowski — wszystko mi jedno. Rzekłem już powyżej i raz jeszcze tutaj powtarzam, że nazwisko, jako nieokreślające ni indywidualności człowieka, ni wyższej, szlachetniejszej jego natury — żadnego w oczach moich nie ma znaczenia, choćby ono nawet ród swój wiodło od starożytnych, zasłużonych niegdyś krajowi rodów, wspomnianych w herbarzu Paprockiego. Wracając do pana Iksa powiemy, że trudnił się on tym, czym Izraelita małomiasteczkowy trudnić się może. Był więc dzierżawcą dochodów propinacyjnych, był właścicielem piętrowej kamieniczki dość miłej powierzchowności, był wspólnikiem głównego składu tabacznych wyrobów ryskiej, zda mi się, fabryki — a zresztą, któżby tam wypisać był w stanie szereg wielu innych jeszcze jego chlebodajnych zatrudnień. Idzie więc zatem, że mu się dobrze działo — a interesa jego, dość liczne, szły najpomyślniej. Był więc bardzo bogatym i sporo zawsze gotówki miał leżącej ku wielkiej uciesze sąsiednich obywateli i całego zastępu urzędników miejskich, w pamięci których wyryte było owo dość znane przysłowie: „kiedy bieda to do…” itd. Dom swój prowadził pan X „na większą skałę” (sic!), jak mawiali zazdroszczący splendorowi jego — sąsiedzi. Przy całym tym powierzchownym blasku jednak chodziła tu i ówdzie wieść głucha, że na majątku pana Iksa nie jedna wdowia i sieroca łza

spoczywa, że więc bogactwa i pieniądze jego nieuczciwym nagromadzone były sposobem. Potwierdzała jeszcze bardziej prawdziwość owej wieści ta okoliczność, że Bóg wcale nie szczęścił mu na dzieciach. A miał ich czworo: trzy córek i jedynaka syna. Z tych dwie córki wydał już za mąż. Najstarsza jednak, po upływie niespełna roku małżeńskiego pożycia, opuściła dom mężowski. I, przyznajemy to, trafnie sobie postąpiła. Mąż bowiem jak przedtem tak i teraz nie zaniechał swojego sposobu zachowywania się i z najspokojniejszym sumieniem trawił drogi czas i żoniny posag w towarzystwie wesołego gronka przyjaciół przy zielonym stoliku. Zresztą, do wspomnianego kroku zniewoloną była koniecznością — przeczuwała bowiem nadchodzącą zmianę stanu. Przez ten więc chociażby czas chciała uniknąć brutalskiego obejścia męża i słabość odbyć w domu rodzicielskim. Niedługo potem i rozwód uzyskano religijny. Natrafiano tu wprawdzie na szkopuły, bo pod tym względem prawodawstwo Mojżeszowe wcale niezgodne jest z wymaganiami dzisiejszej epoki, gdy pozwala mężom – tyranom dręczyć nieszczęśliwe swe żony. I to dręczyć — dopóki im się żywnie spodoba. Prawodawstwo dzisiejsze, sprawiedliwość, że tak rzekę żyjąca, sądy, trybunały nasze, zanim przystąpią do wypowiedzenia stanowczej decyzji, zanim ostateczny wydadzą wyrok: wpierw radzą, analizują, debatują, rozpatrują ze wszystkich stron przedmiot sporu — przykaz zaś Mojżeszowy stoi niezachwianie, groźny, przerażający i nic go zmienić, żadna siła ludzka zmodyfikować nie jest w stanie. W myśl więc owego przykazu, jeżeli mężczyzna bez serca i sumienia chce trzymać na uwięzi niewiastę, to nie zważając na prośby, ba! na krzyki, groźby i łajania nawet, może jej odmówić dania rozwodu. Zaprawdę, wobec tego gołego faktu, czym wydadzą się nam owe wychwalane kasselskie i lipskie kongresa[przypis]Mowa o niemieckich zjazdach rabinów, na których debatowano o reformie żydowskiego prawa religijnego. Zjazd w Lipsku odbył się w 1869 roku, konferencja w Kassel – nieco wcześniej.[/przypis], które, debatując nad nic nieznaczącymi drobnostkami, nie zwracają wcale uwagi na zupełne zmodyfikowanie lub złagodzenie przynajmniej, nieubłaganego artykułu o którym mowa. Córce pana Iksa udało się hojnym datkiem pieniężnym okupić rozwód u męża swego, ale raz sparzona biedna kobieta wcale się już więcej nie śpieszyła, mimo nalegań rodziców, z wejściem w powtórne śluby małżeńskie. Niemniej i drugi zięć pana Iksa również cały majątek stracił, i to w krótkim czasie po ślubie. Wprawdzie nie z jego to pochodziło winy. Nieszczęściem bowiem, spłonęła mu cukrownia tylko co wykończona i niezaasekurowana jeszcze nawet. Nie wchodząc wcale w położenie zięcia, gorzkie mu teść za jego nieostrożność czynił wymówki. Po stronie ojca i córka stanęła. Do żywego tknięty zięć odpisał teściowi, że domaga się powtórnie odeń posagu; że jeżeli teść udzielenia takowego odmówić się poważy, to mu żonę wraz z dziećmi „na głowę rzuci”[przypis][Przypis autora:] Autentyczne.[/przypis](!). Łatwo sobie wyobrazić, jakie tam dalsze pożycie pomiędzy małżonkami być musiało.

Wspomniany przez nas jedynak państwa Iks, chłopak 19-letni, już od najmłodszego wieku najgorsze okazywał skłonności. Za pieniędzmi, które będąc dzieckiem jeszcze, oszczędzając i skąpiąc, zbierać począł, przepadał prawie. Karierę życiową rozpoczął od dręczenia kotów i ukręcania głowy ptaszkom, które (mimo sknerstwa swego) skupywał w tym celu od okolicznych chłopców. Gdy wyrósł — jako buchalter w interesach ojca — bił i pastwił się nad swymi podwładnymi. Obrzydliwe skąpstwo, brudny charakter, irreligijność do najwyższego posunięta stopnia — oto wybitne cechy jego charakteru, cechy, które starał się wszelkimi środkami ukryć przed oczyma ludzi. Wiedziano jednak powszechnie o tym, że za pieniądze byłby sprzedał rodzonego ojca i matkę. Nic dlań świętego nie było. W obcowaniu z ludźmi i w handlu drwił z sumienia i uczciwości. Gotów był nawet żebrakowi ostatni kęs chleba — na ofiarę chciwości swojej — wydrzeć. Rad by był w swe ręce zagarnąć majątek całego świata, choćby mu przyszło najbrudniejszych chwytać się środków dla dopięcia swoich celów. Dodajmy do poprzednio wyszczególnionych rysów jego charakteru: chorowitą kompleksję, napiętnowaną lubieżnością głupowato-nikczemną twarz, wzrost mniej niż średni i śniadą ciała cerę — a będziemy mieli dokładny, mniej więcej, obraz przyszłego dziedzica domu Iksów. To też i słusznie żadna, biedniejszych nawet rodziców, panna sąsiedniej okolicy, mimo jego majątku i rozgłośnie wychwalanego kupieckiego uzdolnienia — nie chciała wyjść za niego. Nie nęcił nikogo ani posiadany przezeń majątek, ani oczekiwana scheda, jaka na niego po najdłuższym życiu rodziców spaść miała.

&amp;nbsp;
Gdy na dziewczynę zawołają: „żono!” Już ją żywcem pogrzebiono.
Gadka Ludowa[przypis]Adam Mickiewicz, IV części Dziadów, kwestia Pustelnika-Gustawa.[/przypis]
§
***
Owóż z tym to potworem — dzięki zabiegom i intrygom szadchona — szlachetna i ukształcona, delikatna i czuła znajoma nasza zaręczoną została. Mimo złego przeczucia, które bym śmiało pewnego rodzaju intuicją dziewiczego serduszka nazwał, mimo przykrego wrażenia jakie przyszły narzeczony przy pierwszym zaraz widzeniu się wywarł na niej, nie wahała się jednak, wiedząc prawie na pewno co ją w przyszłości czeka, biedna ofiara niecnych intryg, woli rodziców uczynić zadość. Azaliż tej woli, która jakby rozkazem dla niej była, ona, kochająca i wdzięczna córka, sprzeciwić się miała? Czyż w razie stawianego przez nią oporu, w razie niezgodzenia się jej na uczyniony przez rodziców wybór przyszłego — mogłaby co bądź na swoją przedstawić obronę? A wola rodziców, opętanych przez podstępnego szadchona i widzących w tym związku urzeczywistnienie najśmielszych marzeń swoich, była tak niewzruszoną, przy tym pewni byli tak dalece, że córkę ich świetny los czeka w domu szczerze ją kochającego męża, gdzie „ptasiego chyba zbraknie jej mleka” i dlatego tak naglili — że ani się spostrzegła, gdy już na ślubnym stanęła kobiercu. Usta ich wymówiły machinalnie, bezwiednie, słowa przysięgi i — rabin powiązał ich na wieki. Ot i wszystko! A! prawda… Pod baldachimem ślubnym jedno z nich marzyło o ubiegłych młodości szczęsnej chwilach, o aniele-stróżu, co to nam wszystkim towarzyszy po ciernistej żywota ścieżce — a drugie, drugie lubowało się obrazami… wolę zamilczeć, jakimi.

Jaka przyszłość czekała tak trafnie dobrane stadło małżeńskie? po czyjej stronie była wygrana? łatwo zgadnąć. Nie pisząc powieści, nie jesteśmy bynajmniej obowiązani zdawać wam, łaskawi czytelnicy, sprawę szczegółową z dalszych dziejów naszej bohaterki. Obrazek nasz — to sylwetka, to szkielet — niechże go każdy sam sobie w myśli dopełnić zechce, niech, kierując się własnym sposobem zapatrywania się na rzeczy, oblecze go w ciało, upiększy lub też ciemniejszymi jeszcze powlecze farbami. Dodajemy tylko — co za swój poczytujemy obowiązek — że życie swobodne i szczęśliwe, niezamącone żadną troską powszedniego żywota, dla bohaterki naszej zmieniło się zupełnie w pierwszych zaraz chwilach po zamężciu; ulotniło się ono jak kamfora, a miejsce jego zamieniły ciężkie, ołowiane, do zniesienia niemożliwe i dnie, i tygodnie, i miesiące, i lata. Jako syzyfowy trud ciężały biednej doby całe nieharmonii domowej i zamąconego pokoju. Zamąconego — przez

kogo? ba, azaliż wyjaśniać wam to jeszcze potrzebuję? Ale nieszczęsna ofiara nasza mężnie dźwigała do czasu brzemię niedoli, nie sarkając, nie szemrząc bynajmniej, choć mąż zatruwał jej każdą chwilę życia. Nie miała nawet nikogo, przed kim by się użalić mogła, komu by część choć swych kłopotów, swych trosk, powierzyć jej wolno było, nikogo, co by ją stroskaną — ucieszył, płaczącą — rozweselił, upadającą na duchu — podniósł, napoił ożywczym wiary promieniem. Rodziców bowiem daleka od niej oddzielała przestrzeń. Wnet po ślubie teść wziął nowobrańców na swoje utrzymanie (czyli tak u żydów nazwane kiest) na lat trzy, mając zamiar zdać po upływie tego czasu na syna całkowity zarząd swych interesów. Toteż będąc w domu teścia, opanowaną została przez zacne (sic!) rodzeństwo swoje tak dalece, iż nawet wszystkie listy, które pisywała do rodziców, uprzednio przechodziły przez tajemną cenzurę w kancelarji Teścia et Comp. Zresztą była to ostrożność zbyteczna, ponieważ listy jej nie zawierały nic, co by z sytuacją jej najmniejszy choć miało związek. Tchnęły one religijnym namaszczeniem i dziwnym spokojem ducha, spokojem, który zawdzięczała religii, w niej tylko jednej — w ciężkich dolegliwościach życia — szukając pociechy i ulgi.

W dwa lata po ślubie biedna męczennica doznała pierwszej dopiero radosnej chwili. Chwila ta jednak sowicie jej opłaciła przebyte cierpienia i męki. Przycisnęła ona do piersi pierwsze swe niemowlę. Niemowlęciem tym była — córeczka. Młoda matka w chwili radosnego upojenia tysiączne za swe szczęście składała Bogu dzięki, zanosząc przy tym modły do stóp Przedwiecznego: by jej umniejszył o połowę lat pozostałych, z warunkiem jednakże, aby kolei żywota najukochańszego jej dziecięcia-sieroty, jaśniejsza przyświecała gwiazda!

Przyczynkiem do charakterystyki p. Iksa posłużyć może ta okoliczność, że wiadomość o przyjściu na świat dziewczynki tak dalece go ubodła, iż wnet wyjechał z Warszawy, uważając nawet za zbyteczne widzenie się z żoną.

Jakoś w miesiącu lipcu 1865 roku wypadło mi przypadkowo przejeżdżać przez miasteczko N. — miejsce pobytu znanej nam bohaterki. Malownicze okolice, czarujące położenie samego miasta, historyczne przechowane tam budowle i inne pomniki sztuki, świeżo zresztą odkopane urny i popielnice, obfity temat do badań i rozmyślań dostarczyć mogące — wszystko to razem wzięte zniewoliło mię do dłuższego nieco zabawienia w miejscowości owej. Przywiodłem sobie na myśl dawną znajomą. Pięć lat ubiegło od czasu ostatniego widzenia naszego w domu jej rodziców. Pięć lat też od czasu, gdy z panem Iksem ślubami małżeńskimi związaną została, i tyleż lat, ni mniej ni więcej, dźwigała już brzemię niedoli na swych barkach. Umyśliłem ją po tak długiem niewidzeniu się naszym odwiedzić. Wstrzymywała mię od tego ta tylko okoliczność, że słysząc wiele o nieszczęśliwym jej położeniu i niecnym charakterze jej mężulka — nie chciałem się na niemiłe dla mnie spotkanie z nim narazić. Zwlekałem więc z zamiarem moim od dnia do dnia. Aż nareszcie, „pewnego pięknego poranku”, postanowiłem zrobić sobie przyjemność — odnowienia znajomości z towarzyszką dziecięcych jeszcze igraszek, z ust której, w późniejszych jej latach, tak rozsądne słyszałem uwagi i spostrzeżenia nad dziejami, literaturą i sztukami pięknymi. Traf jednak nieszczęsny zwolnił mię od złożenia wizyty mej dawnej znajomej w jej (własnym) domu. Wyszedłszy bowiem na ulicę, gdy kilkanaście tylko kroków zrobiłem od hotelu mojego, usłyszałem niezwykły jakiś hałas. Gromadki ludzi skupiały się po drodze. Miny ich były zakłopotane, z oblicza każdego po szczególe smutek jakiś wiać się zdawał.

Milczenie panowało ogólne — ale był to ów rodzaj milczenia, który jest zwykle zwiastunem ważnej jakiejś, tragicznej przygody. Domyślałem się, że tu idzie o pogrzeb, o pochowanie zwłok osoby powszechnie szanowanej i lubianej ogólnie. Zresztą — domysł mój sprawdziły wkrótce za tym urywki z rozmów tu i owdzie zasłyszanych. Wychwalano jednogłośnie cnoty nieboszczki. Powiadano, że cały ciąg jej życia był pasmem heroicznego zaparcia się siebie i wylania całkowitego na usługi moralnie znękanych i materialnego potrzebujących wsparcia. Powtarzano sobie nawet wyjątki z testamentu, na krótko przed śmiercią przez nią zdziałanego, w którym hojne poczyniła zapisy na miejscowy szpital i na utworzenie w rodzinnym jej mieście — pomocniczej instytucji dla wstydzących się żebrać…

Szczerze się litowano nad dwojgiem sierot, które pozostawiła i którym w jej osobie ubywała troskliwa opieka ojca i matki… Nie potrzebuję wam chyba dodawać, mili czytelnicy, że nieboszczką — ona była. Wątła, wyniszczona całkowicie przebytymi w życiu swym cierpieniami, opuściła świat ten nagle prawie, w skutek trawiących ją już od dawna suchot. Zresztą, system jej nerwowy z dawna już całkowicie był rozstrojony. Wiedziała sama o tym, że dni jej są policzone. To też za widoczny poczytała ona dowód Opatrzności Boskiej, że miała możność pobłogosławienia po raz ostatni ukochanych dzieci swoich i pożegnania się ze sługami i domownikami, którzy pomimo jej młodego wieku czcili ją i poważali jakby rodzoną matkę. Była to cała jej nagroda w życiu tutecznym, przyczynkami do której był powszechny a niekłamany żal towarzyszący jej zwłokom na miejsce… wiecznego spoczynku i łzy tłumów oblegających jej mogiłę. Szczęśliw, kto takiej nagrody swym życiem i czynami swymi dobić się potrafił!

[…]
Sens moralny niniejszego obrazka
Za pozwoleniem, łaskawi czytelnicy. Chwileczkę jeszcze cierpliwości mi użyczcie. Chcę sensem moralnym dopełnić całości obrazka mojego. Do was to, ojcowie i matki rodzin, zwracam głos mój w tym miejscu. Błagam was: sumienniejsze dajcie baczenie nad przyszłością waszych córek. Nie dowierzajcie przeto namowom, radom, ba! zapewnieniom i zaklęciom nawet przedajnych szadchonów. Nie uwodźcie się również powierzchownym blaskiem przyszłych zięciów waszych. Nie spieszcie się z ostateczną decyzją w sprawie — całego przyszłego losu córek waszych. Zostawcie sobie czas znaczny do namysłu. Do wyśledzenia, do zgłębienia, do dokładnego zbadania — ale nie majątkowego stanu, tylko indywidualności, charakteru, przymiotów duchowych — tego, któremu dziecko swe na zawsze powierzyć chcecie, który ma wejść jako członek do waszej familii. Na serce więc jego patrzcie — raz jeszcze powtarzam, należycie poznajcie jego charakter. Nie dowierzajcie mahoniowym meblom, ba, i złoconym nawet karetom. Nie dopuszczajcie tego, aby kosztowne przedślubne podarunki połyskiem swym zaćmić miały chorobliwe narośle moralnej jego strony. W ślad bowiem za naroślami tymi idzie gangrena, gangrena udzielająca się, zaraźliwa, która w krótkim czasie do grobu wtrąci ukochane wasze dziecię. Daj Boże! by słowa moje nie na wiatr były rzucone, ale by znalazły oddźwięk w sercach waszych. Miejcie się na baczności, bo takich Iksów nie braknie pomiędzy nami, choć, dzięki Bogu, liczba szlachetnie myślących, ukształconych dziewic, wielce charakterem do naszej bohaterki podobnych — przewyższa ich o wiele. I choć niektórzy z was śmiesznym to poczytają, nie waham się jednak wam powiedzieć, że niech córki wasze starymi pannami lepiej zostaną, aniżeli co chwila przeklinać mają dzień ślubu swojego, dzień, w którym na zawsze pożegnać były zniewolone złote sny dziewiczego serduszka, a co więcej — wolność osobistą. Chcecie-ż być odpowiedzialni za los dzieci waszych i sierot-wnuków przed obliczem Najwyższego? Jako prawowierni Izraelici, wierzmy w sprawiedliwość Boską; wierzmy, że odpowiedzialność za tego rodzaju przekroczenia będzie wielka, a sąd — surowy. I cóż to wy tak śmiesznego upatrujecie w stanie staropanieńskim? Czyż nie ciąży wina na społeczeństwie całym, że stan ten obrzuciło taką śmiesznością!? Nie uwódźcie się bezdarną gadaniną takich Feliksów Szoberów. Jego „Stara Panna” to poroniony płód niepociesznego dowcipu[przypis]Szober Feliks Józef (1846-1879), komediopisarz, tłumacz, aktor; jego wymienioną dalej komedyjkę wierszem pt. Stara panna, 1868, wystawiono w warszawskim Teatrze Rozmaitości.[/przypis]. Czytajcie lepiej ze wszech miar godne polecenia a zacną dążnością nacechowane dziełko Kazimierza Bujnickiego pod tymże napisem[przypis]Bujnicki Kazimierz (1788-1878), pisarz; utwór wymieniony dalej to powieść Stara panna, 1855.[/przypis]. Z niego to dowiecie się, jakie piękne obowiązki ma do spełnienia dziewica, jak rozległe działalności pole stoi przed nią otworem. Zresztą, nie mówię to dla tego, abym był zwolennikiem zasad Malthusa[przypis]Malthus Thomas (1766-1834), angielski ekonomista i duchowny anglikański. Zwrócił uwagę na korelacje między przyrostem ludności a zamożnością społeczeństwa, upatrując we wzroście demograficznym przyczyn zagrożenia prowadzącego do nędzy.[/przypis] i obawiał się przepełnienia świata. Broń Boże! Wcale nie w tym sensie mówię. Tylko-ć ręczę wam, że stan staropanieński mimo nawet śmieszności i konceptów, jakimi go chcący za pół-mędrków uchodzić, obrzucają — o wiele, w przekonaniu moim, wyżej stoi i więcej przynosi w darze spokoju ducha niż niedobrane stadło.

&amp;nbsp;

Dixi! Na ten raz skończyłem.

1869.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1742" title="Kalendarz dla Izraelitów na&amp;nbsp;rok 1881-1882" slug="kalendarz-dla-izraelitow-na-rok-1881-1882">Do czytelników[przypis]Opis podany na karcie tytułowej brzmi: „Kalendarz dla Izraelitów na rok religijny (zwyczajny) od stworzenia świata 5642, czyli od narodzenia Chrystusa 1881-1882”. Wydany pod redakcją Jakóba Goldszmita. / Rok ten zaczyna się w sobotę dnia 24 września 1881 a kończy we środę dnia 18 września 1882. / Warszawa./ Nakładem wydawcy. / Skład główny w redakcji „Kalendarza” Leszno 65. Na str. kontrtytułowej data cenzury (26 września)] i informacja: Drukiem Józefa Ungra, ul. Bednarska 5. Dział astronomiczny (od września 1881 do września 1882) dzielił się na trzy kolumny: izraelską, prawosławną i rzymsko-katolicką. W każdej zaznaczano odpowiednie święta liturgiczne (w izraelskiej — także posty i czytania biblijne), w katolickiej — również imiona świętych patronów. Na okładce wskazówka: Wykaz świąt chrześcijańskich, osobno wydrukowany, może być wyjęty i służyć za kalendarzyk pugilaresowy.[/przypis]

Chęć służenia poczciwej sprawie wzajemnego zbliżenia oraz bliższego poznania się jednej ziemi mieszkańców; oświecenia ogółu w pewnych kwestiach Żydów i judaizmu dotyczących, a podotąd ziomkom, zwłaszcza chrześcijanom, prawie nieznanych; przyczynienia się o ile możności do usunięcia istniejących jeszcze po dziś dzień pomiędzy Izraelitami odrębności; utrwalenia wreszcie harmonii, jaka niezakłócenie od wieków całych szeregu na ojczystej naszej panuje ziemicy — oto przyczyny, które powołały do życia niniejsze wydawnictwo[przypis]O okolicznościach, w jakich powstawał „Kalendarz”, bliższe dane można znaleźć w publikacji B. Wojnowskiej Listy Jakuba Goldszmita do Elizy Orzeszkowej w „Pamiętniku Literackim” 2015. Jego część publicystyczną otwierał tekst Orzeszkowej Wstępne słowo, który stał się okazją do paroletniej korespondencji. Najpierw tyczyła ona redakcji tego tekstu, później — propozycji przedruku fragmentu rozprawy O Żydach i kwestii żydowskiej w „Noworoczniku Warszawskim”, następcy „Kalendarza”. Była to publikacja, która nie przywoływała już ery żydowskiej w datowniku, zaznaczała tylko święta judaizmu tak, jak to powszechnie wówczas czyniono. „Kalendarz dla Izraelitów” (z chronologią „od stworzenia świata”) spotkał los podobny do losu żydowskich biografii projektowanych przez obu braci: krytykowany za umacnianie separatyzmu, po roku przestał się ukazywać. Materiał zebrany do następnego zeszytu Jakub włączył do „Noworocznika”, który uważał za kontynuację tamtego periodyku, podjętego wcześniej wspólnie z Adolfem J. Cohnem i podług jego pomysłu. Znalazł się tam również utwór Kraszewskiego, o którego nadesłanie Jakub prosił w listach. Kraszewski zganił osobny kalendarz. W odpowiedzi Goldszmitowi napisał: „Jestem stanowczo przeciwny osobnym szkołom, instytucjom i wszystkiemu, co wyłącza, odosabnia i rozdział dawny uwiecznia i utrwala; potrzeba zlewać, łączyć, równać, a nie utrwalać odosobnienie na różnicy wyznań oparte” (fragment w artykule Karola Hertza Na czasie. „Kalendarz dla Izraelitów”). Pisarz powtórzył swoją opinię w „Kłosach” (1881, nr 860). Świętochowski, nawiązując do niej, zauważał kąśliwie: „jakim sposobem odczuł [Goldszmit] potrzebę wydania kalendarza dla Izraelitów, w którym nowy rok zaczyna się według rachuby europejskiej 24 września, nazywa się po hebrajsku Rosz Haszana, a jest z kolei 5642, i w którym p. Hertz przy pomocy Kraszewskiego grzmi na odosobnianie Żydów? Zagadka ta jest tym trudniejsza do rozwiązania, że Żydzi, którzy mogą czytać artykuł p. Orzeszkowej i poezję p. Gomulickiego, mogliby również poprzestać na ogólnym kalendarzu i rachować czas od 1 stycznia”. (Liberum veto. „Prawda”1881 nr 45). Ocenom tym wtórowały inne głosu z obozu pozytywistów: „Przeciwni wszystkiemu, co nosi cechy separatystyczne, nie możemy powinszować p. Goldszmitowi, redaktorowi kalendarza «dla Żydów» szczęśliwego pomysłu. Mimo starannej redakcji, mimo powieści i poezji z postępowymi i obywatelskimi zasadami, musimy uznać ten kalendarz za bardzo niefortunny środek cywilizowania Żydów. Wszystkie pomieszczone w nim prace, nie wyłączając pięknej przedmowy p. Orzeszkowej, mogłyby być bardzo cennym nabytkiem dla każdego ogólnego kalendarza, gdzie wpływałyby daleko skuteczniej na Izraelitów, a z drugiej strony na masy żywiące nieuzasadnioną do Żydów niechęć” („Nowiny” 1881, nr 295). Przychylnie powitały „Kalendarz” pisma: „Echo” (nr 247) i „Izraelita” (nr 39); o części kalendarzowej milczały. W „Izraelicie” osobny passus poświęcono tekstowi Orzeszkowej, podkreślając, że „rozbierana tu jest racjonalnie kwestia odrębności religijnej i plemiennej Żydów” i wskazany „szkopuł, zawadzający dotychczas zlaniu się […] Izraelitów z resztą narodu”. O potencjale kalendarzy w upowszechnianiu rzetelnej wiedzy o Żydach wśród szerokich rzesz społeczeństwa pisano niejednokrotnie w „Jutrzence” i „Izraelicie”, łącząc z tym pochwałę kulturowego znaczenia takich druków. „Odzwyczailiśmy się widzieć w kalendarzach jedynie zbiór aforystycznych prognostyków […], dziś dla nas kalendarz, jak to słusznie wykazuje w swym artykule p. Kraszewski, ma pewne posłannictwo, a jako mówiący do tysiąców, powinien i co dobrego i od serca przemówić” (1862, nr 22).[/przypis]. O ile zaś wywiązać się potrafiliśmy z zadania tego w roku bieżącym, jako pierwszym istnienia naszego kalendarza — nie nam chyba sądzić o tym.

Jak każda nowość, tak również i rocznik niniejszy ma swe braki i swe niedostatki; od głosu sprawiedliwej krytyki, od zdań czytelników naszych, zależeć będzie stopniowe jego doskonalenie się, stopniowy wzrost i rozwój w następstwie[przypis]Zdanie to wyraźnie dowodzi zamiaru publikowania takiego kalendarza corocznie. Jak sumiennie autor przykładał się do tego zadania, może świadczyć ogłoszenie zamieszczone w Izraelicie” (1881, nr 33) następującej treści: „Do wydać się na rok przyszły mającego «Kalendarza dla Izraelitów» potrzebny jest szczegółowy wykaz wszystkich instytucji dobroczynnych żydowskich, zwłaszcza prowincjonalnych, oraz szkół w kraju naszym istniejących, z imiennym wyszczególnieniem zarządu instytucji owych, oraz liczebnej ilości elewów do szkół tych uczęszczających. Niezależnie zaś od tego, nader przydatnymi by były również spisy Dozorów Bóżniczych, resp. zarządów gmin prowincjonalnych, z imiennymi spisami osób, zarządy owe składających. / Upraszamy tedy ludzi dobrej woli, bliżej u źródła stojących, a pojmujących całą trudność zbierania tego rodzaju danych, aby zechcieli wiadomości powyższe jak najspieszniej nadesłać, adresując wprost na ręce podpisanego. / Jakób Goldszmit / ulica Dzielna, nr 6, w Warszawie”.[/przypis].

Bylibyśmy hojnie za trud nasz wynagrodzeni, gdyby skromna praca nasza w części chociaż wyrugować zdołała zagraniczne, zwłaszcza zaś niemieckie, tego rodzaju wydawnictwa, które do dziś dnia pomiędzy Izraelitami polskimi w powszechnym są użyciu[przypis]Kalendarze niemieckie (podobnie jak język niemiecki) były często używane przez Żydów Królestwa sympatyzujących z Haskalą. Sprowadzano je z Niemiec, drukowano też w Warszawie — dla mieszkańców ze środowiska tzw. synagogi „niemieckiej” na ulicy Daniłowiczowskiej. W istniejącej równolegle synagodze „polskiej” (przy ul. Nalewki) powstawały roczniki po polsku z datą żydowską. Drukowano też kalendarze w jidysz. W „Jutrzence” i „Izraelicie” witano z zadowoleniem odchodzenie od druków niemieckich — w tym i innych przypadkach. Podkreślano integracyjną rolę takich periodyków, także ich znaczenie dla strony polskiej (zob. np. Kalendarze. „Jutrzenka” 1862, nr 37).[/przypis].

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1786" title="Mapa Goldszmitów" slug="mapa-goldszmitow"></document>
<document nplp_id="1833" title="Drzewo genealogiczne: gałęzie" slug="drzewo-genealogiczne-galezie">Klikając na legendę, wybieraj gałęzie rodzinne.</document>
<document nplp_id="1834" title="Drzewo genealogiczne: osoby" slug="drzewo-genealogiczne-osoby"></document>
<document nplp_id="1836" title="Mapa Warszawy Henryka Goldszmita" slug="mapa-warszawy-henryka-goldszmita"></document>
<document nplp_id="1837" title="Mapa Warszawy Józefa Goldszmita" slug="mapa-warszawy-jozefa-goldszmita"></document>
<document nplp_id="1838" title="Mapa Warszawy Jakuba Goldszmita" slug="mapa-warszawy-jakuba-goldszmita"></document>
<document nplp_id="1839" title="Mapa: Migracje Jakuba Goldszmita" slug="mapa-migracje-jakuba-goldszmita"></document>
<document nplp_id="1841" title="Cyrla Wolf" slug="cyrla-wolf">Prababka Henryka Goldszmita

Córka Natana Wolfa i Zyski z Zandrów; urodzona w 1800 w Kaliszu, zmarła tamże 30 czerwca 1845 roku; prababka Henryka Goldszmita.

[caption id="attachment_2557" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Cyrli i Szymona Deitscher[/caption]


[caption id="attachment_2570" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Cyrli Deitscher[/caption]


Urodziła pięcioro dzieci, z czego dwoje (Mindele i Wolf) wcześnie zmarło. Z aktu jej ślubu dowiadujemy się, że była niepiśmienna. W aktach urodzenia dzieci występuje także jako Cyrla z Nattów albo Cirla z Natanów. To po niej, zgodnie z żydowską tradycją, matka Korczaka otrzymała imię – tyle że w spolszczonej wersji Cecylia. W akcie zgonu Cyrli Wolf po raz pierwszy pojawiają się spolszczone imiona jej osieroconych dzieci: Zuzanna (Sisse) i Ernestyna (Estera). Trzecia córka, Mina to późniejsza ukochana babcia Henryka – Emilia.
</document>
<document nplp_id="1843" title="Natan Wolf" slug="natan-wolf">Prapradziadek Henryka Goldszmita

Rzezak; urodzony prawdopodobnie przed 1755 w Kaliszu, zmarł po 1821 roku.

Mąż Zyski z Zandrów. Zajmował się ubojem zwierząt zgodnie z żydowskimi zasadami religijnymi. Został wdowcem w 1804 roku. Wychowywał córkę Cyrlę (ur. ok. 1800) i syna Józefa (ur. ok. 1773).</document>
<document nplp_id="1844" title="Szymon Deitszer" slug="szymon-dajtscher">Pradziadek Henryka Goldszmita

Krawiec; syn Izraela Deitszera i Fogeli z Mojzeszów; urodzony w 1801 w Ostrowie [Wielkopolskim], zmarł 1 listopada 1869 w Kaliszu.

25 lipca 1821 roku, „o godzinie piątej po południu przed urzędem stanu cywilnego municypalności Kaliskiej Greckiego i Starozakonnego wyznania w Kaliszu” pojął za żonę Cyrlę Wolf, „pannę w Kaliszu przy Ojcu swym mieszkającą”.

Pisownia nazwiska tego rodu była bardzo niejednolita. Nawet na przestrzeni jednego tylko aktu ślubu Szymona i Cyrli występuje obocznie: Deitscher, Deitszer, Deytszer, sam pan młody podpisał się pod dokumentem Simon Detczer. Małżonkowie mieli pięcioro dzieci: Minę, Wolfa (zmarł kilka miesięcy po urodzeniu), Esterę, Sisse i Mindelę (zmarła, mając rok). Z aktu ślubu wynika także, że oboje byli spokrewnieni z rodziną Brokmanów.

[caption id="attachment_2557" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Cyrli i Szymona Deitscher[/caption]

[caption id="attachment_2558" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Cyrli i Szymona. c.d.[/caption]

[caption id="attachment_2572" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Szymona Deitschera[/caption]</document>
<document nplp_id="1846" title="Maria Goldszmit" slug="maria-goldszmit">Ciotka Henryka Goldszmita

Córka Hersza i Chany Goldszmitów; urodzona w 1841 w Hrubieszowie; zmarła prawdopodobnie tamże po 1905 roku (dokładnej daty nie ustalono).


[caption id="attachment_1860" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Marii Goldszmit i Rudolfa Pistola[/caption] Zachował się tylko akt jej ślubu sporządzony 24 sierpnia 1860 w Tomaszowie z Rachmilem v. Rudolfem Pistolem. Wynika z jego treści, że ślub poprzedzony został trzykrotnymi zapowiedziami w bóżnicach Hrubieszowskiej (w dniach 12, 19 i 26 maja) oraz Tomaszowskiej (w dniach 4, 11 i 18 sierpnia). Ceremonia religijnych zaślubin w obecności rodziców panny młodej miała miejsce poprzedniego dnia wieczorem, czyli 23 sierpnia. Ponadto małżonkowie oświadczyli, że dnia 22 sierpnia zawarli umowę przedślubną przed Rejentem Okręgu Tomaszowskiego. Zwraca uwagę staranny, kaligraficzny podpis nowo zaślubionej: Marya Goldschmidt. Ojciec podpisał się: Herszko Goldszmidt.

O życiu Marii Pistolowej niewiele wiadomo. Można przypuszczać, że nie zagrzała miejsca w Tomaszowie. Może przeniosła się w rodzinne strony męża, czyli do Galicji. W Rzeszowskim Archiwum natrafiono na ślad aktu martwo urodzonego dziecka Marii Pistol. Nie jest pewne, czy chodzi o ciotkę Korczaka (miała wtedy ok. 47 lat). Wiadomo ponadto, że wróciła z Galicji do rodzinnego Hrubieszowa około roku 1905. W sierpniowym numerze „Izraelity” (1905 nr 33) czytamy w anonimowej korespondencji: „Hrubieszów […] obchodzi tymi dniami uroczystość otwarcia Przytułku imienia Małżonków Goldszmit dla 10 Starców Płci Obojga Wyznania Mojżeszowego. Inicjatorką powstania zakładu dobroczynnego jest pani Maria Pistolowa, córka nieżyjącego doktora Goldszmita, która wróciwszy do kraju po długiej nieobecności, zamieszkała w Hrubieszowie, by pilnować grobów rodziców swoich i spocząć obok nich”.</document>
<document nplp_id="1848" title="Anna Goldszmit" slug="anna-goldszmit">Siostra Henryka Goldszmita

Córka Józefa Goldszmita i Cecylii z Gębickich; urodzona 15 kwietnia 1875 roku w Warszawie; zginęła prawdopodobnie w 1942 roku w niemieckim obozie zagłady w Treblince.

[caption id="attachment_1859" align="alignleft" width="150"] Akt urodzenia Anny Goldszmit[/caption]

Zachował się jedynie akt jej urodzenia. Większość informacje o jej losach pochodzi z relacji innych osób. Anna z zawodu była tłumaczką przysięgłą, znała kilka języków obcych, m.in. francuski. Wyszła za mąż za Józefa Lui, który w 1909 zmarł śmiercią samobójczą. Pochowany został w Warszawie, o czym zawiadamiała m.in. żona, więc można przypuszczać, że dopiero potem wyjechała na dłużej do Paryża. Tam zastała ją wieść o śmierci matki. W 1920 zatem wróciła do Polski. Według ustaleń Marii Falkowskiej w latach 1922-1926 często odwiedzała Dom Sierot („Biutetyn ŻIH” 1997 nr 1). W 1932-1939 Anna mieszkała razem z bratem przy ul. Żurawiej 2, a następnie do wybuchu wojny przy Złotej 8. Pracowała jako tłumaczka. Brat powiedział o niej: „jest pedantycznym urzędnikiem, a zrzeknie się zawsze i chętnie osobistych korzyści dla dobra sprawy. Dawała tego liczne dowody w intymnych sprawach swoich klientów. Bywało, ze w poszukiwaniu jakiejś technicznej nazwy w obcym języku telefonowała do osób i urzędów, odbywała ekskursje do bibliotek i związków. Zagraniczne firmy zwracały się do niej z cennikami, prospektami, umowami i kosztorysami. Niemal w przededniu wojny tłumaczyła broszurę propagandową Onturista” (list do Abrama Gepnera z 25 marca 1942).

W czasie okupacji przebywała w getcie warszawskim. Z relacji Michała Wróblewskiego, wychowawcy w Domu Sierot, wynika, że z Umschlagplatzu w Warszawie została wywieziona do niemieckiego obozu zagłady w Treblince w 1942 roku:

Wielki plac, tłum i SS-man z pejczem. On jak Archanioł Zła decydował, kto idzie do wagonu na śmierć, a kto wygląda na tyle zdrowo, że jeszcze nadaje się do pracy. Po stronie śmierci ujrzałem wtedy siostrę Korczaka” („Życie Warszawy” 1992 nr 186).</document>
<document nplp_id="1850" title="Goldszmit" slug="siostra-henryka-goldszmita-martwo-urodzona">Siostra Henryka Goldszmita

Córka Józefa Goldszmita i Cecylii z Gębickich; urodziła się i zmarła 12 lutego 1882 roku w Warszawie.

Dziecko przyszło na świat nieżywe o 6 wieczorem w domu nr 446 przy ulicy Podwale 46, gdzie Goldszmitowie wówczas mieszkali. Z aktu sporządzonego 13 lutego wynika, że zgłoszenia dokonał ojciec dziecka, Józef Goldszmit, adwokat przysięgły.</document>
<document nplp_id="1852" title="Zyska z&amp;nbsp;Zandrów" slug="zyska-z-zandrow">Praprababka Henryka Goldszmita

Córka Sendra; urodzona prawdopodobnie przed 1755, zmarła 6 października 1804 roku w Kaliszu.

Żona Natana Wolfa, wymieniona w akcie ślubu córki, Cyrli Wolf (miała także syna – Józefa). Imię Zyska to zapewne zdrobnienie od Zysla (Zisl), a sformułowanie „ze Zandrów” wskazuje na imię jej ojca – Sender.</document>
<document nplp_id="1854" title="Fogela z&amp;nbsp;Mojżeszów" slug="fogela-z-mojzeszow">Praprababka Henryka Goldszmita

Córka Mojżesza, żona Izraela Deitszera; urodzona prawdopodobnie przed 1780 w Ostrowie [Wielkopolskim], zmarła po 1821 roku.

W akcie ślubu jej syna Szymona Deitszera czytamy, że dnia 11 czerwca 1821 roku wraz z mężem „uczyniła przed Sądem Pokoju dla Ostrowskiego” zezwolenie na małżeństwo syna (na ślubie osobiście nie była obecna).</document>
<document nplp_id="1888" title="Lejba Rajs" slug="lejba-rajs">Pradziadek Henryka Goldszmita.

Jego imię i nazwisko znamy wyłącznie z aktu zgonu córki Chany Goldszmit z 1867 roku. Fakt jej śmierci zgłaszali do urzędu niejaki Nusym Zajd i Abuś Lejdertych, wyrobnicy (ci sami, którzy byli świadkami na pierwszym ślubie Jakuba Goldszmita). Najwidoczniej nieświadomie sfałszowali nazwisko panieńskie zmarłej, podali bowiem, że Chana była córką Lejby i Hindy małżonków Ejserów. W innych dokumentach potwierdzone jest nazwisko rodowe Chany (Anny) Rajs/Rajz.</document>
<document nplp_id="1889" title="Hinda Rotman" slug="hinda-rotman">Prababka Henryka Goldszmita

Jej imię znamy wyłącznie z aktu zgonu córki Chany Goldszmit z 1867 roku. Nazwisko Rotman nie jest pewne. Takie nazwisko rodowe matki podał Jakub Goldszmit w dokumentach z drugiego małżeństwa z Eugenią Bodzyńską zawartego w Bostonie w 1910 roku. W Marriage records stanu Massachusetts, w rubryce Maiden Name of Mother wpisano „Annie Rotman”. Wcześniej, w lutym 1887 roku, Jakub przebywał w Budapeszcie pod adresem „T. Cz. Rotman Arm. Urnak, Budapesten VII, Akaczfantcza, 37”. To także argument potwierdzający hipotezę, że Rotmanowie to rodzina ze strony Chany Rajs.</document>
<document nplp_id="1890" title="Chana (Anna) Rajs" slug="chana-rajs">Babka Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2548" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Chany Goldszmit[/caption]

Córka Lejby i Hindy Rajsów; urodzona około 1806 roku w Hrubieszowie, zmarła tamże 12 grudnia 1867 roku.

Żona Hersza Goldszmita, z którym miała pięcioro dzieci. W akcie jej zgonu ich imiona podane są w następującej postaci: Lejzor vel Ludwik, Josef, Jankiel, Mindla i Maria.

Zgodnie z tradycją po babce otrzymały imiona wnuczki: Anna, córka Józefa, i Anna Henryka, córka Jakuba. Rok po śmierci Chany Józef swoją książkę Córka handlarza. Obrazek z czasów ostatniej epidemii w Warszawie zadedykował: „Cieniom najukochańszej i najlepszej Matki, Anny Goldszmit, […] w dowód najgłębszej czci i przywiązania”. Tu także znajduje się wiersz jego autorstwa Nad grobem Matki. Cieniom Anny G. poświęcone
Błogosławieni, co zasnęli w Panu,
Błogosławionaś i Ty Matko w niebie,
Co jak żniwiarkę – ze zżętego łanu,
Bóg Cię po spłatę powołał do siebie.
        A tam – bujając nad światów przestrzenią,
Wśród gwiazd miliona, jasna jako one,
Lica się Twoje radością promienią,
Na skroni – świętych piastujesz koronę.
        Wzrok Twój – zgaduje przyszłość tajemniczą,
Pierś – czerpie nektar ze żywota zdroju,
Dni Twojej chwały wiekami się liczą,
Choć jako chwile – spływają w pokoju.
        I pełna dla mnie matczynej miłości,
Dłoń opiekuńczą rozciągasz nade mną,
Bym przez to życie szedł drogą prawości,
I w przepaść, chwiejny, nie upadł bezdenną.
        Widzę Cię, widzę i w onej godzinie,
Gdy do snu śmierci zamykam powieki,
Szelest Twych skrzydeł do uszu mych płynie,
I Twej modlitwy słyszę głos daleki.
        O, Matko! Matko! niech skrzydeł cień święty
W kraj promienisty chłodu mi udzieli,
A hymn anielskiej nuty niepojęty
W ostatniej chwili – pierś mą rozweseli.
        Błagaj u Pana: niech, gdy kres mój padnie,
Z Tobą się, Matko! połączę stęskniony.
W czarze cykuty – życie ujrzę na dnie,
Żywotem wiecznym ubłogosławiony.
        A teraz – wieńce róży purpurowej
Na grób Twój ścielę, o, Matko jedyna!
Błagając jeszcze, abyś do Jehowy
Korne modlitwy poniosła za syna.
                                                                    Józef G.
                                            Warszawa, 12 lipca 1868
W sierpniowym numerze „Izraelity” (1905 nr 33) czytamy w anonimowej korespondencji: „Hrubieszów […] obchodzi tymi dniami uroczystość otwarcia Przytułku imienia Małżonków Goldszmit dla 10 Starców Płci Obojga Wyznania Mojżeszowego. Inicjatorką powstania zakładu dobroczynnego jest pani Maria Pistolowa, córka nieżyjącego doktora Goldszmita, która wróciwszy do kraju po długiej nieobecności, zamieszkała w Hrubieszowie, by pilnować grobów rodziców swoich i spocząć obok nich”.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1891" title="Hersz Goldszmit" slug="hersz-goldszmit">Dziadek Henryka Goldszmita

Lekarz; urodzony około 1805 roku w Hrubieszowie, zmarł tamże 29 grudnia 1872.

To o nim czytamy w Pamiętniku Korczaka: „Nazywam się po dziadku, a imię dziadka Hersz (Hirsz)”.

[caption id="attachment_2552" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Hersza Goldszmita[/caption]

W wieku dwudziestu kilku lat ożenił się z Chaną Rajs. Akt ślubu się nie zachował, ale z pośrednich źródeł wiadomo, że w 1831 urodził się pierwszy syn Goldszmitów Lejzor. Potem Hersz rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Lwowskim. W 1837 przyszła na świat Mindla Goldszmit, a rok później 28 grudnia 1838 jej ojciec uzyskał dyplom lekarza chirurga II rzędu „upoważnionego do wszelkiej praktyki lekarskiej i do czynienia dochodzeń sądowo-lekarskich”. Jako „lekarz wolno praktykujący” pracował w Hrubieszowie; tam też przyszły na świat kolejne dzieci Hersza i Chany: Maria (1841), Józef (1844) i Jakub (1848). Jak ustaliła Maria Falkowska, od 1848 Hersz pracował w Szpitalu Starozakonnych w Hrubieszowie. Był też lokalnym „aktywnym działaczem społeczno-oświatowym”. („Biuletyn ŻIH” 1997 nr 1).

W 1865 roku w hebrajskim tygodniku „Hamagid” ukazał się artykuł Hersza Goldszmita. Pismo wychodziło wówczas w Ełku pod redakcją Eliezara Lipmana Silbermana i Davida Gordona. Poniżej zamieszczono współczesne tłumaczenie tekstu dokonane przez Izydora Kaganowicza i zredagowane przez Bożenę Wojnowską.

[W rubryce:] Rosja

Hrubieszów w Polsce, luty 1865.

Do Szanownego, Chwalebnego Rabina Eliezera Lipmana, niech się świeci Jego świeca! Czytałem w „Hamagidzie” prace różnych autorów. Niektórzy z nich latają wysoko i badają czasy dawne, zniżają się i wznoszą, szukają i badają mądrości wzniosłe, chwalą twórców i ich dzieła. Niektórzy zaś czerpią ze źródeł mądrości aktualnej jak pszczoła latająca z kwiatka na kwiatek po nektar, badają, kto był życzliwy dla naszych braci, synów Izraela, a kto odważył się szkalować to, co święte. Twój wierny „Hamagid” chwali sprawiedliwych każdego narodu, których zamiarem jest dobro synów Jakuba, i piętnuje niesprawiedliwych. Przyjaciele z miast i miasteczek radzą w „Hamagidzie” jak polepszyć stan naszych braci i tym sposobem pobudzają ludzi do ofiarności na rzecz budowy szkół, szerzenia wiedzy i mądrości wśród młodzieży, żeby nie błądzili jak ślepcy. Działalność pisma już owocuje. Tu i ówdzie zbudowano szpitale, gdzie leczą chorych na duszy i na ciele. Ze wszystkich stron chwalą takie działania. Uśmiechnął się do Ciebie los, mój drogi Redaktorze. Niech Cię Bóg wzmocni i błogosławi Twoje czyny. Zobaczą to Twoi wrogowie i się zawstydzą, bo mniemają, że tylko oni są mądrzy, a synom Izraela obca jest wszelka wiedza i mądrość.

Moje rodzinne miasto wstydziło się dotąd zapukać do bram Twojego „Hamagidu”. Ale i w tym mieście kryją się piękne skarby i z niego pochodzą ludzie serdeczni, sprawiedliwi, niech więc i oni dołączą do tych, o których czytamy na łamach Twego pisma.

Pan Abram Jakób Stern, słynny rzemieślnik artystyczny, rodakiem moim był. Człowiek ten nie kształcił się w szkołach, a jednak poważano go, otrzymywał od państwa 600 rubli rok rocznie.

Pan Symcha Lewita Kleiner również pochodził z Hrubieszowa, znał język hebrajski i jego gramatykę, napisał hymn na cześć Księgi Hioba, opracował i wydał gramatykę języka hebrajskiego.

Pan Minister Staszic, rodem z Hrubieszowa, dużo dobrego uczynił dla jego mieszkańców. Gdy hrubieszczanin (Żyd czy nie Żyd) zbuduje nowy dom i dach pokryje blachą miedzianą lub żelazną dla zabezpieczenia od ognia, otrzyma pożyczkę równą ½ wartości tego domu na 20 lat, płatną 6 % rocznie. Po spłaceniu pożyczki otrzyma nagrodę w wysokości ¼ wartości domu. Gdy hrubieszczanin zechce powiększyć swoje przedsiębiorstwo handlowe lub nabyć maszynę potrzebną do rzemiosła, będzie mógł, bez względu na wyznanie, zaciągnąć pożyczkę w wysokości ½ wartości przedsięwzięcia. Jeśli młodzieniec zechce się kształcić, otrzyma wsparcie w wysokości 100 rubli rocznie. Ponadto dwóm absolwentom z hrubieszowskiego powiatu umożliwi się wyjazd do innych krajów dla celów naukowych, bez względu na ich pochodzenie.

Dlatego wskazane jest i słuszne chwalić Pana Ministra, żeby każdy poznał, że są sprawiedliwi na świecie, którzy obdarzają łaską naród poniżony.

Uważam również za swój obowiązek wspomnieć sprawiedliwego rabina hrubieszowskiego błogosławionej pamięci Józefa Kacenelisza. Widząc, że biedni i schorowani pozostają bez opieki, nie baczył na swoje słabe zdrowie i zdobył się na wielki wysiłek dla nich. Od osób litościwych zebrał pewną sumę i zbudował szpital, schronienie dla chorych i strapionych, wartości 30 tyś, złotych polskich. Szpital jest ładny, znajduje się w nim 6 pokoi, połowa dla mężczyzn, połowa dla kobiet.

Sprawiedliwy rabin Józef Gelertner uzyskał, po pokryciu dachu szpitala żelazną blachą, nagrodę w wysokości ¼ wartości budynku. Rabin, nie bacząc na to, że sam żył w nędzy, zbierał datki na budowę dziedzińca szpitalnego wartości 10.000 zł., a po dwóch latach zbudował dla lekarza szpitalnego dom mieszkalny wartości 6000 zł. polskich. Niech Bóg błogosławi czyny zbierającego datki oraz pracowników szpitala, w którym rok rocznie znajduje schronienie 40-50 chorych. Niektórzy przebywają w nim krótko, niektórzy ½ roku i cały rok. Otrzymują odzież, łóżko z pościelą, żywność i lekarstwa. Codziennie lekarz bada chorych. Wydatki szpitala sięgają 900 rubli rocznie, a wsparcie pieniężne jest małe, skąd przyjdzie pomoc? Pożądane jest, aby „Hamagid” opowiedział o dobrych czynach tych zacnych ludzi i zachęcał innych do dalszej hojności na potrzeby szpitala. Ofiara ich będzie błogosławiona.

Należy również wspomnieć pracownika Kasy okręgowej, Tomasza Gliszczyńskiego, który udzielał pożyczek bez procentów i pomagał rabinowi, poborcom i nadzorcom szpitala. Zasłużył się też przy budowie domu dla lekarza szpitalnego. I jemu przysługuje więc pochwała w „Hamagidzie”, bo dobrze czynił dla Izraela i za jego przykładem mogą pójść inni mieszkańcy miasta i okolic.

Mam zaszczyt kłaniać się Tobie z daleka

Cwi Hirsz Goldszmidt

doktór medycyny

&amp;nbsp;

W 1867 Józef Goldszmit swoją książkę z cyklu Wizerunki wsławionych Żydów. I. Sir Moses Montefiore zadedykował: „Najukochańszemu Ojcu, doktorowi medycyny, w dowód miłości synowskiej tę pierwszą pracę poświęca autor”. W tym samym roku Hirsz został wdowcem. Wraz z synem Jakubem należał w tym czasie do „stowarzyszenia kasy wsparcia podupadłych lekarzy, wdów i sierot biednych po lekarzach pozostałych”. Wkrótce ożenił się ponownie, z Surą Esterą, a 5 stycznia 1871 roku przyszedł na świat jego ostatni potomek, Aleksander Sender Goldszmit.

Dwa lata później Hersz zmarł. W korespondencji z Lublina nadesłanej do „Izraelity” w styczniu 1873 (nr 5) ukazało się krótkie wspomnienie:

„Dnia 17 (29) grudnia roku zeszłego zgasł w mieście Hrubieszowie, po długiej a ciężkiej słabości, doktór medycyny Hirsz Goldszmidt.

Śp. Goldszmidt oprócz wielkiej biegłości w sztuce lekarskiej, posiadał także znajomość Talmudu i nauk rabinicznych; był miłośnikiem literatury hebrajskiej, którym też językiem, jak również innymi biegle władał. Był powszechnie szanowanym. Odznaczał się łagodnością charakteru i dowcipem. Toteż pamięć jego pozostanie na długo wyrytą w sercach tych, co go bliżej znali, tak spółwyznawców, jak i innowierców, którzy rzadkie jego przymioty cenić umieli”.

W setną rocznicę jego urodzin utworzono przytułek „imienia Małżonków Goldszmit dla 10 Starców Płci Obojga Wyznania Mojżeszowego. Inicjatorką powstania zakładu dobroczynnego [była] pani Maria Pistolowa, córka nieżyjącego doktora Goldszmita, która wróciwszy do kraju po długiej nieobecności, zamieszkała w Hrubieszowie, by pilnować grobów rodziców swoich i spocząć obok nich” („Izraelita” 1905 nr 33).</document>
<document nplp_id="1892" title="Sura Ester Wajngart" slug="sura-ester-wajngart">Córka Lejba i Gitli; urodzona w 1838 w Hrubieszowie, zmarła 13 października 1914 w Lublinie.

Druga żona Hersza Goldszmita, matka jego najmłodszego syna Aleksandra.</document>
<document nplp_id="1893" title="Rachmil vel Rudolf Pistol" slug="rachmil-vel-rudolf-pistol">Wuj Henryka Goldszmita

Lekarz; syn Hersza i Mirli małżonków Pistol; urodzony w 1829 we Lwowie. Data i miejsce śmierci nieznane.

[caption id="attachment_1860" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Marii Goldszmit i Rudolfa Pistola[/caption]

&amp;nbsp;

24 sierpnia 1860 w Tomaszowie zgłosił ślub z Mariem Goldszmit (ciotką Korczaka). Wynika z jego treści, że uroczystość religijnych zaślubin w obecności Rodziców panny młodej miała miejsce poprzedniego dnia wieczorem, czyli 23 sierpnia. Ponadto nowożeńcy oświadczyli, że dnia 22 sierpnia zawarli umowę przedślubną przed Rejentem Okręgu Tomaszowskiego.</document>
<document nplp_id="1894" title="Henryk Goldszmit (Janusz Korczak)" slug="henryk-goldszmit-janusz-korczak">Syn Józefa Goldszmita i Cecylii z Gębickich; urodzony w 1878 lub 1879 w Warszawie (zarejestrowany w urzędzie w lipcu 1881); zginął w obozie zagłady w Treblince prawdopodobnie 5/6 sierpnia 1942 roku.

Nie odnaleziono dotąd oryginału ani odpisu metryki urodzenia Henryka Goldszmita. Kilka lat temu jednak natrafiono na księgę, do której został wpisany ten akt. Na trop w poszukiwaniach metryki wskazał sam Korczak. W pamiętniku prowadzonym w getcie, kilkanaście dni przed śmiercią, 21 lipca 1942 roku, zapisał:

Jutro kończę sześćdziesiąt trzy albo sześćdziesiąt cztery lat[a]. Ojciec przez parę lat nie wyrabiał mi metryki. […] Mama nazwała to karygodnym niedbalstwem: jako adwokat powinien był ojciec sprawy metryki nie odwlekać.

A zatem pisarz brał pod uwagę jako rok swego urodzenia 1878 lub 1879. Jego wahanie pomiędzy tymi dwiema datami potwierdzają też wcześniejsze dokumenty wojskowe i wypełniane jego ręką rubryki z datą urodzenia (np. w materiałach dotyczących przebiegu służby w wojsku carskim z lat 1905–1906, przechowywanych w Centralnym Państwowym Wojskowo-Historycznym Archiwum w Moskwie, znajdują się karty ewidencyjne z danymi osobowymi wypełniane w jednym miesiącu (!) – raz z datą 1878, a raz 1879) . Skoro on sam nie wiedział, kiedy się urodził, mało prawdopodobne wydaje się, że uda się to kiedykolwiek bezspornie ustalić. Wiadomo jednak, że Józef Goldszmit spóźnił się z rejestracją syna o kilka lat. A więc księgi cyrkułu, któremu podlegali mieszkańcy ulicy Bielańskiej, gdzie pod koniec lat 70. XIX wieku urodził się Henryk, nie odnotowywały faktu przyjścia na świat przyszłego pedagoga. Należało szukać zapisów późniejszych. Okazuje się bowiem, że mecenas Goldszmit dokonał rejestracji syna dopiero po przeprowadzce rodziny na Krakowskie Przedmieście (wg inwentarza Archiwum Państwowego w Warszawie był to cyrkuł I/XI) w 1881 roku . W dobrze zachowanej księdze aktów stanu cywilnego dla wyznania mojżeszowego  na końcu – w skorowidzu urodzeń – znajdziemy nazwisko Гольдшмитъ Генрикъ z odesłaniem do aktu nr 88.

[caption id="attachment_3239" align="alignleft" width="150"] Fragment skorowidza księgi metrykalnej[/caption]

Nr aktu 88 potwierdza się w dokumentach ze służby w wojsku carskim komentowanych przez Kingę Sienkiewicz. Materiały – szkic jej autorstwa w języku rosyjskim oraz tłumaczenie polskie pt. Przyczynek do biografii Janusza Korczaka. Przebieg jego służby wojskowej w wojnie rosyjsko-japońskiej 1904–1905 roku. (Kronika) – są dostępne w Korczakianum.

A więc księga jest. Niestety brakuje w niej jednej karty – zawierającej m.in. poszukiwany akt. Niemniej zapis w skorowidzu pozwala ustalić fakty podstawowe: kiedy i gdzie ojciec dokonał rejestracji syna oraz pod jakim imieniem i nazwiskiem. Wiemy już, że nadał dziecku polskie imię – można więc wykluczyć teorię autorki ostatniej biografii Starego Doktora, Joanny Olczak-Ronikier, jakoby ojciec „Postąpił na przekór zdrowemu rozsądkowi, za to w zgodzie z własnymi przekonaniami. Jego syn otrzymał urzędowe imię Hirsz” w wersji niespolszczonej, po dziadku Hirszu (Herszu) Goldszmicie . Potwierdza się też spolszczona pisownia nazwiska (z -t, a nie -dt na końcu – tylko taką formę stosował sam Korczak).

[caption id="attachment_3240" align="alignleft" width="150"] Metryki okalające[/caption]

Metryki poprzedzające zaginioną kartę, czyli akty nr 83 i 84, oraz dokumenty bezpośrednio po niej następujące (nr 89 i 90) pochodzą z lata 1881 roku. Następnych metryk 85, 86, 87 i 88 brakuje. Akt 89, czyli następujący bezpośrednio po Goldszmitowej metryce, sporządzony był 10 lipca (nowego stylu. Tak więc ojciec przybył do urzędu z małym Henrykiem (według nowego stylu) na pewno po 1 lipca (metryka 84) a najpóźniej 10 lipca (metryka 89)  1881 roku. Ze wspomnianych dokumentów wojskowych badanych przez Kingę Sienkiewicz wynika, że data urodzenia spisana przez urzędnika do dokumentów wojskowych z metryki nr 88 to właśnie 10 lipca 1879, z tym że oczywiście starego stylu (czyli 22 lipca wg kalendarza gregoriańskiego). Prawdopodobnie więc ojciec podczas rejestracji, w lipcu 1881, powiedział urzędnikowi, że syn ma dwa lata. Musiał jednak podać dokładną datę dzienną a nawet godzinę urodzenia. Prawdopodobnie podał datę bliską lub nawet tę samą co dzień przybycia do urzędu, a różnica według którego stylu urzędnik wpisuje datę nie miała już większego znaczenia, ponieważ była to data umowna (jakąś trzeba było podać). Skoro bowiem Korczak nie wiedział, ile lat kończy w 1942, można przypuszczać, ze nikt z rodziny nie pamiętał dokładnej daty jego urodzin albo nie było zgodności co do niej. Jedni pamiętali, że to było w 1878, inni, że w 1879 – może więc urodził się na przełomie tych lat, zimą. W grudniu ’78? w styczniu ’79? Niestety,  nie sposób tego ustalić, nawet jeśli znajdzie się odpis metryki urodzenia.

Podobnie niemożliwe jest dokładne ustalenie daty zgonu Henryka Goldszmita. Czy umarł w drodze do Treblinki, w zatłoczonym wagonie, czy na miejscu kaźni w komorze gazowej, czy rozstrzelano go z innymi starymi i chorymi więźniami w tzw. szpitalu, 5 czy 6 sierpnia – tego nigdy nie rozstrzygniemy. Na ten temat pisała Agnieszka Witkowska (Ostatnia droga mieszkańców i pracowników warszawskiego Domu Sierot, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2010, t. 6).

Istnieją jednak sądownie ustalone daty graniczne życia Starego Doktora: 22 lipca 1877 – 9 maja 1946. Mimo że nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością, procedura ich ustalania wydaje się na tyle interesująca, że warta jest przypomnienia.

„Autorką” tych danych jest Janina Gołębiewska, wnuczka Magdaleny (Mindli) z Goldszmitów Rajnerowej. Po wojnie Gołębiewska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji materialnej, rozpoczęła więc starania o nabycie praw autorskich po sławnym wuju. W tym celu musiała udowodnić nie tylko swoje pokrewieństwo ze znanym literatem, ale przede wszystkim fakt, że on nie żyje. A żeby sąd mógł uznać, że ktoś nie żyje, musi mieć pewność, że się urodził. Tymczasem aktu urodzenia pisarza krewna oczywiście też nie miała.

W 1948 roku nie wiedziała o wuju prawie nic. W deklaracji członkowskiej Zaiksu dla nosicieli praw (bowiem Korczak w 1948 – za jej pośrednictwem – stał się członkiem nadzwyczajnym tego stowarzyszenia) w rubryce „Ewentualna data śmierci twórcy” wpisała: „lata okupacji 1939–1940/41”. W liście do Warszawskiej Izby Lekarskiej pyta o imiona jego rodziców i nazwisko panieńskie matki. We wrześniu 1953 we wniosku o uznanie za zmarłego jest już trochę bliżej prawdy: jako datę wywózki Domu Sierot do Treblinki podaje dzień 22 sierpnia 1942. Co ciekawe powołuje się przy tym na książkę Hanny Mortkowicz-Olczakowej, której pierwsze zdanie brzmi: „Legenda urodziła się rankiem w środę dn. 5 sierpnia 1942 roku” . Kilka stron dalej Mortkowicz-Olczakowa, na podstawie wielokrotnie na kartach jej książki cytowanego pamiętnika pisarza (wówczas jeszcze przechowywanego w maszynopisie), stwierdza, że Korczak urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 . Gołębiewska we wspomnianym wyżej piśmie podaje bez wahania 1878. Podaje jednak poprawną pisownię nazwiska, ale ktoś z sądu ją zmienia! Od tej pory obowiązująca w aktach sądowych pisownia nazwiska Starego Doktora to Goldszmidt.

Dziwić może fakt, że w toku dalszych procedur Gołębiewska wnioskować będzie do sądu o odtworzenie aktu urodzenia na 1879 rok . Zupełnie niezrozumiałe jest natomiast, że na posiedzeniu sądu w tej sprawie, 16 marca 1954, Gołębiewska zeznała ostatecznie, iż Henryk Goldszmidt urodził się 22 lipca 1877! Skąd zaczerpnęła tę informacje? W aktach sądowych nie ma na ten temat żadnej wzmianki. W uzasadnieniu postanowienia sądu czytamy natomiast:

Istotna treść aktu urodzenia Henryka Goldszmidta […] została ustalona w toku postępowania sądowego w sposób niebudzący wątpliwości na podstawie zeznań św[iadków] Stanisławy Łaguny i wnioskodawczyni,

czyli Gołębiewskiej. Oto zeznanie niejakiej Stanisławy Łaguny („lat 62, pracownik umysłowy, obca”) w całości: „znałam Henryka Goldszmidta tylko z opowieści babki wnioskodawczyni nazwiskiem Rejner, mieszkanki Warszawy, która mówiła, że jest on jej krewnym, literatem z zawodu, ale jego daty i miejsca urodzenia nie znam”. Gołębiewska natomiast zeznaje (pod przysięgą), że akt urodzenia jej wuja

był sporządzony w Warszawie przez U.S.C. dla wyznań niechrześcijańskich w roku urodzenia. […] W U.S.C. w Warszawie przeszukiwano dla odnalezienia jego aktu urodzenia, jednak ksiąg z tej dzielnicy, t.j. ze Starego Miasta, dla wyznań niechrześcijańskich nie odnaleziono. Rok urodzenia we wniosku [czyli 1879] podany błędnie, gdyż faktycznie Henryk Goldszmidt urodził się w 1877.

Urzędnicy szukali, wedle wskazania wnioskodawczyni, ksiąg metrykalnych z VII Komisariatu Policji Państwowej w Warszawie za rok 1879 . Z tym że do 1881 Goldszmitowie mieszkali przy ul. Bielańskiej, która podlegała pod cyrkuł II. Może to tylko nieznaczący szczegół, bo i z II cyrkułu żadne akta stanu cywilnego nie przetrwały wojny, jednak cała przeprowadzona procedura pokazuje niesłychaną niefrasobliwość sądu. Fakt, że żadne daty tu się nie zgadzają, że zeznania drugiego świadka właściwie niczego nie potwierdzają, że sąd nie bierze pod uwagę innych świadectw, choćby przywołanej przez wnioskodawczynię książki biograficznej – to wszystko wydaje się dużym nadużyciem. Mowa przecież o bardzo znanym człowieku.

[caption id="attachment_4410" align="alignnone" width="300"] obwieszczenie[/caption]

Kilka miesięcy później, w lipcu 1954 na Urzędowej Tablicy Obwieszczeń w Warszawie zawisło ogłoszenie „o wszczęciu postępowania w sprawie uznania za zmarłego Henryka Goldszmidta ur. 22 lipca 1878 [sic!] […]. Sąd wzywa zaginionego – czytamy dalej – aby w terminie 3-miesięcznym od ukazania się tego ogłoszenia zgłosił się w sądzie, w którym toczy się postępowanie, gdyż w przeciwnym razie może być uznany za zmarłego, wszystkie zaś osoby, które mają wiadomości o zaginionym, aby w powyższym terminie podały je sądowi”. Nie zgłosił się nikt. W listopadzie sąd postanowił „oznaczyć chwilę jego śmierci na dzień 9 maja 1946 roku”. W uzasadnieniu czytamy:

Jak wynika z zeznań wnioskodawczyni, jej krewny […] w 1942 roku wywieziony został przez Niemców do obozu w Treblince i od tej daty ślad po nim zaginął. […] Ogłoszenia o wszczęciu niniejszego postępowania dokonano w Monitorze Polskim z dnia 24 VI 1954 Nr B-26 i w […] Prez[ydium] M[iejskiej] R[ady] N[arodowej] w Warszawie i terminy prawem nakazane upłynęły, zatem wniosek należało uwzględnić jako oparty o przepisy.

Chodzi tu zapewne o art. 18 Przepisów ogólnych prawa cywilnego w związku z art. XVI Przepisów wprowadzających, mówiące o tym, że osobę zaginioną podczas II wojny światowej, która pozbawiona wolności przebywała w miejscu, w którym jej życiu groziło szczególne niebezpieczeństwo, uznaje się za zmarłą rok po zakończeniu działań w Europie . Zastanawiać może interpretacja obowiązującego wówczas art. 18 Dekretu z 29 sierpnia 1945 Prawo osobowe, w którym czytamy:

 	1. Domniemywa się, że zaginiony zmarł w chwili określonej w orzeczeniu o uznaniu za zmarłego.
 	2. Za chwilę śmierci uważa się chwilę, która według okoliczności jest najbardziej prawdopodobna.
 	3. Jeżeli takiej chwili ustalić nie można, uznaje się, że zaginiony zmarł w ostatnim dniu terminu, po upływie którego może nastąpić uznanie za zmarłego.

[caption id="attachment_3242" align="alignleft" width="150"] Akt zgonu[/caption]

[caption id="attachment_3243" align="alignleft" width="150"] Akt zgonu współczesny[/caption]

&amp;nbsp;

Sąd uznał, że nie da się ustalić najbardziej prawdopodobnej chwili śmierci. Nie powołał się przy tym na żadne dokumenty potwierdzające zeznanie Gołębiewskiej i precyzujące je, choćby na wspomnienia, które pojawiały się w prasie (od 1943 ukazało się kilkadziesiąt artykułów wspomnieniowych o Doktorze, np. Kres wędrówki Janusza Korczaka, „Robotnik” 1945, Śmierć Janusza Korczaka, „Rzeczpospolita” 1945, czy O Januszu Korczaku. W dziesiątą rocznicę śmierci, „Słowo Tygodnia” 1952). Do 1954 ukazały się 4 książki o Starym Doktorze, zawierające jego mniej lub bardziej dokładną biografię. Jego biogramy ukazywały się już przed wojną, m.in. w encyklopediach (np. „Rocznik Naukowo-Literacko-Artystyczny na rok 1905”, Władysław Okręt, Warszawa 1905; Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana, t. 37, seria I, Warszawa 1905; W. Feldman, Współczesna Literatura polska 1864–1907, Warszawa 1908, Ilustrowana encyklopedia Trzaski i Michalskiego, Warszawa 1926; Wielka ilustrowana encyklopedja powszechna, t. 5, Wydawnictwo Gutenberga, Kraków 1930, i in. Od 1946 działał prężnie Komitet Uczczenia Pamięci Janusza Korczaka.</document>
<document nplp_id="1895" title="Aleksandra Cecylia Rajner" slug="aleksandra-cecylia-rajner">Kuzynka Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2544" align="alignleft" width="150"] akt ur. Cecyli Rajner[/caption]

Córka Leona Rajnera i Mindli (Magdaleny) z Goldszmitów; urodzona 3 września 1858 roku w Lublinie; zmarła tamże 29 kwietnia 1942.

Rejestracji dziecka w urzędzie dokonał dziadek, „starozakonny Aron Rajner chirurg”, który „oświadczył, że z powodu wyjazdu ojca w podróż sam do aktu nie staje. Akt ten stawiającym odczytany, lecz dla szabasu przez urzędnika tylko podpisany został”. Dziecku nadane zostało imię Cecylia. Aleksandra to prawdopodobnie imię przyjęte na chrzcie w kościele rzymsko-katolickim. Cecylia zmieniła bowiem wyznanie i 23 listopada 1890 roku zawarła religijny związek małżeński z Antonim Gołębiewskim. Ślub odbył się w Warszawie w parafii Wszystkich Świętych, choć oboje państwo młodzi mieszkali w Lublinie – Aleksandra przy ul. Rynek 8, a Antoni przy Krakowskim Przedmieściu 172, w parafii katedralnej św. Jana. Na mocy upoważnienia wikariusza tamtejszej parafii małżeństwo pobłogosławił ksiądz proboszcz Teofil Maliszewski. Być może jakieś okoliczności zatrzymały ich w tym czasie w Warszawie, a czekać ze ślubem nie mogli – pół roku później urodziła się (już w Lublinie) ich córka Janina. Kolejne dzieci, Aleksander i Kazimierz też przyszły na świat w Lublinie.

W aktach rzymsko-katolickiej parafii św. Michała w Lublinie znajduje się akt zejścia Aleksandry Cecylii Gołębiewskiej.</document>
<document nplp_id="1912" title="Barbarzyńca w&amp;nbsp;ogrodzie" slug="barbarzynca-w-ogrodzie">Tom esejów Zbigniewa Herberta opublikowany po raz pierwszy w roku 1962, plon podróży zagranicznych autora z przełomu lat 50. i 60. oraz obszernych studiów lekturowych, pierwsza z eseistycznych książek Herberta skupionych wokół zagadnień kultury śródziemnomorskiej. Układ książki wydać się może dość chaotyczny, kolejność szkiców nie jest jednak przypadkowa. Eseje prezentują sztukę europejską od jej prapoczątków poprzez dzieła starożytne, antyk rzymski, architekturę romańską, malarstwo i architekturę gotycką (Duccio, Giotto, S. Martini, Sassetta, katedry w Orvieto i Sienie), aż po twórczość renesansową (Piero della Francesca) i sentymentalizm (Ermenonville). Do tomu włączone zostały także dwa eseje historyczne, dotyczące tragicznego kresu dziejów albigensów i templariuszy, odsłaniające niezmienne od wieków mechanizmy terroru i eksterminacji.

Narrator to „barbarzyńca” (przybysz zza żelaznej kurtyny) wyjątkowo oczytany, dociekliwy, pewnie poruszający się w świecie sztuki śródziemnomorskiej, zainteresowany przy tym nie tylko dawnym malarstwem i architekturą, ale także zmysłowym odbiorem widoków, zapachów, smaków współczesności. Język i kompozycja książki bardzo silnie kształtują odbiór prezentowanych treści – Herbert pozwala sobie na rozbudowane, przenikające się erudycyjne dygresje, nie stroni od metafor, porównań, konceptów słownych, włącza do tekstu fragmenty poezji (zwykle w języku oryginału). Czytelnik zyskuje informacje nie tylko o wybranych dziełach przeszłości, ale też szeroką, rysowaną z różnych punktów widzenia, panoramę kultury, która dzieła te wydała, oraz sensualny obraz zwiedzanych miejsc w II połowie XX wieku.

Sądy o sztuce wyrażane w Herbertowskich esejach dalekie są od podręcznikowych syntez – narrator nierzadko skupia się na interesujących go szczegółach, opisuje najciekawsze, jego zdaniem, aspekty oglądanych obrazów czy budowli, nie dbając o całościowy, wyważony, obiektywny opis zwiedzanych miejsc (przykładowo – gotyk francuski opisuje z perspektywy ekonomicznej). Nierzadko także narrator polemizuje z kanonicznymi sądami historyków sztuki, w rozmaitych tekstach źródłowych i badawczych poszukuje prawdy o ludziach, artefaktach, systemach filozoficznych z przeszłości, nie zadowala się powtarzaniem ogólnie przyjętych opinii i kontemplacją dzieł powszechnie uznawanych za najwartościowsze. Jego doświadczanie sztuki to jednak odbiór pełen zachwytu i entuzjazmu.

Tom esejów Zbigniewa Herberta wydany w roku 1962 w wydawnictwie „Czytelnik” (i wielokrotnie potem wznawiany), literacki zapis odbytych na przełomie lat 50. i 60. podróży zagranicznych autora (Francja, Włochy, Anglia), pierwsza z eseistycznych książek Herberta dotyczących sztuki europejskiej. Książka opisuje spotkania z zabytkami architektury i malarstwa Włoch i Francji, widzianymi z perspektywy przybysza z Europy Wschodniej – tytułowego barbarzyńcy, znakomicie jednak obeznanego z kulturą śródziemnomorską. W esejach, nabierających nierzadko cech reportażu, autor ujawnia szeroką wiedzę z zakresu historii sztuki, jak również znajomość historii, historii obyczajowości, kultury materialnej, geografii. Rezygnuje z aparatu naukowego – nie tworzy przypisów, często nie podaje nazwisk autorów i tytułów przywoływanych prac badawczych. Nierzadko podpiera się informacjami z bedekerów czy wyszperanymi w rozmaitych źródłach anegdotami.

Jedną z istotnych cech eseistyki Herberta jest pewna niekanoniczność sądów – spojrzenie na artefakty uznawane powszechnie za arcydzieła dalekie jest od syntetycznych, stereotypowych ujęć, mimo że to wciąż spojrzenie apologa, niewahającego się wyrażać zachwyt (Z. Bieńkowski, A. Zagajewski). Narrator dostrzega jakości estetyczne także w tym, co niejednolite, fragmentaryczne, mało spektakularne. Interesują go „niemodne”, spychane w cień zagadnienia kultury i historii (E. Wiegandt, J. Kwiatkowski). Obok opisów dzieł sztuki, czytelnik znajduje również w tomie niezwykle sensualne informacje o współczesnym kolorycie lokalnym odwiedzanych miejsc (ludzie, hotele, potrawy, trunki), próżno tu jednak szukać wiadomości ekonomiczno-politycznych. Wyeksponowany, niechowający się za opisem narrator chłonie rzeczywistość wszystkimi zmysłami – prym wiedzie tu jednak wzrok (niespieszne, „własnooczne”, pozytywnie anachroniczne doświadczanie świata – J. Łukasiewicz). Herbert nie zabiegał o włączenie do tomu ilustracji, tekst to jedyny przekaźnik informacji o doznaniach sensualnych. Zasadniczą rolę pełni w książce silnie nacechowany stylistycznie język: pełen metafor, wyszukanych porównań, zaskakujących epitetów, nierzadko ironiczny („język ostry jak nóż do rozcinania ciemności” – Z. Bieńkowski; wedle A. Kijowskiego – sporo tu jednak wytartych metafor; „nad wszystkim zaś unosi się [...] bogini łagodnej, mądrej, przejmującej Ironii” – J. Kwiatkowski). Poszczególne eseje zamyka zwykle Herbert par excellence literacką puentą – wycyzelowanym obrazem poetyckim, cytatem z wiersza, konceptystyczną sentencją. Kompozycja poszczególnych szkiców i całości książki daleka jest od przypadkowości.

Podróż – w przestrzeni i czasie – po świecie śródziemnomorskim rozpoczyna się od malarstwa jaskiniowego. W pierwszym tekście, Lascaux, Herbert skupia się przede wszystkim na erudycyjnym opisie malowideł, poszukuje (posiłkując się sądami badaczy) prawdy o paleolitycznych artystach, którzy wyznaczyli początek europejskiej sztuki. Kolejny szkic, U Dorów, dotyczy sztuki Posejdonii – greckiej kolonii w Italii. Obok opisów doryckich świątyń, rozważań o genezie rozwiązań stosowanych przez starożytnych architektów i prób rekonstrukcji obrzędów Dorów, pojawiają się tu uwagi dotyczące greckiej filozofii i poezji, a także współczesne migawki z okolic Neapolu. Następny esej, Arles, to jeden z najbardziej niejednorodnych szkiców Barbarzyńcy. Tekst rozpoczęty frapującymi obrazkami z naznaczonej różnego rodzaju sztuką współczesności (spotkanie z człowiekiem, który znał Van Gogha; kuchnia prowansalska; uwagi dozorcy lapidarium o dawnych, dobrych czasach rzymskich) ogniskuje się wokół rzymskich zabytków miasta i samej historii Prowansji. Punktem dojścia jest opis romańskiej katedry (z postacią Herkulesa w portalu) i rozważania o twórczości Frédérica Mistrala. Kolejny szkic, Il Duomo, niemal w całości dotyczy już sztuki średniowiecznej – przedmiotem zmetaforyzowanego opisu jest „rozdzierająca przestrzeń” gotycka katedra w Orvieto z rzeźbiarskim Sądem Ostatecznym w fasadzie i szeroko opisywanymi przez Herberta, „robiącymi większe wrażenie niż freski Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej”, malowidłami Fra Angelico i Luki Signorellego we wnętrzu. W następnym szkicu, Siena, po obszernym omówieniu historii i urbanistyki zdetronizowanej w historii sztuki przez Florencję Sieny, oglądowi i opisowi poddana zostaje późnośredniowieczna twórczość Giotta i wysoko cenionego przez Herberta Duccia oraz Simone Martiniego i Sassetty. Kolejny tekst, Kamień z katedry, uznawany jest za jeden z najbardziej zaskakujących i przewrotnych esejów Herberta – rozważania o francuskim gotyku nie obejmują zagadnień stricte artystycznych, ale kwestie takie jak finansowanie przedsięwzięcia, transport kamienia, wreszcie – wiedza, zarobki, próby wyjścia z anonimowości ludzi zatrudnionych przy budowie. Kolejne dwa teksty to szkice historyczne, zamykające problematykę europejskiego średniowiecza erudycyjnymi opisami „zamętu i wściekłości epoki”, rezygnujące przy tym z szerokich rozważań o sztuce. W pierwszym mowa O albigensach, inkwizytorach i trubadurach, ich wierze, kulturze, wreszcie – inkwizytorskich praktykach Kościoła katolickiego i wytępieniu katarów. Drugi esej, skonstruowany na wzór mowy sądowej, to Obrona templariuszy, prezentująca historię upadku zakonu „jakby chodziło o procesy moskiewskie z lat 1930” (S. Barańczak). Tom zamknięty został dość niejednorodnym szkicem Wspomnienia z Valois, gdzie znów zasadniczym przedmiotem opisu jest sztuka: XVIII-wieczny pałac w Chantilly i jego galeria obrazów, gotycka katedra Senlis, pałac w Chaalis i sentymentalne ogrody Ermenonville.

Barbarzyńca spotkał się z bardzo życzliwym odbiorem krytyki, do dziś jest przedmiotem niesłabnącego zainteresowania literaturoznawców.</document>
<document nplp_id="1913" title="Chwila" slug="chwila">Na Chwilę czytelnicy Wisławy Szymborskiej musieli czekać dziewięć lat. To w znacznym stopniu wpłynęło na jego przyjęcie, zwykle entuzjastyczne, choć zwracano też uwagę na liczne repetycje niegdysiejszych pomysłów. Być może jednak Chwila miała nie być odkrywcza, a przypomnieć i podsumować najważniejsze tematy, a wśród nich przede wszystkim nastawienie na chwilę obecną, zwłaszcza gdy jest spokojna (utwór tytułowy), jak chwila szczęścia na balu w wiejskiej remizie (Bal) oraz niemożność pojęcia „teraźniejszości” i towarzyszący jej paradoks języka, próbującego nazwać czas w Trzech słowach najdziwniejszych. Wciąż aktualna okazuje się w tym tomie również „poetyka zdziwień” rzeczami pozornie oczywistymi, którym nieuprzedzone spojrzenie może przywrócić pełnię. Mówią o tym wiersze W zatrzęsieniu, Trzy słowa najdziwniejsze i Wszystko, a także Wczesna godzina. Wraca też poetka do sprawy obojętności natury na próby jej oswojenia przez człowieka przy użyciu narzędzia języka. Dotyczy to takich elementów przyrody jak chmury z wiersza o tym samym tytule czy rośliny w Milczeniu roślin. Osobny wątek zawierają trzy następujące po sobie wiersze: Jacyś ludzie, Fotografia z 11 września, Bagaż powrotny. Łączy je zagadnienie empatii wobec tragicznego doświadczenia. W Jacyś ludzie tym doświadczeniem jest wojna, a w Fotografii z 11 września terrorystyczny atak na World Trade Center w Nowym Jorku. Jak się wydaje ostateczny efekt utworu osłabia jednak nadmierny patos i czułostkowość. Chwila otworzyła nową fazę w twórczości Szymborskiej, według niektórych krytyków potwierdzającą klasę poetki, według innych dowodzącą narastającego braku świeżych pomysłów.

Chwila Wisławy Szymborskiej to pierwszy tomik poetki po otrzymaniu Nagrody Nobla (1996), a wydany po dziewięciu latach od poprzedzającego go Końca i początku. Lata oczekiwania na tomik w dużej mierze określiły jego recepcję, zwykle entuzjastyczną, szczególnie w prasie codziennej, przez wyważone głosy krytyczne w prasie literackiej (Piotr Michałowski), po ostrą krytykę w pismach młodoliterackich (Radosław Wiśniewski). Chwalono i ganiono poetkę za to samo: w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych tomów Szymborskiej, gdzie poetka dążyła do jednorazowych odkryć poetyckich, jednowierszowych konceptów, lub też, jak pisano, odkrywała nowy język dla każdego wiersza, w Chwili daje się zauważyć sporo powtórek niegdysiejszych pomysłów. W niektórych wypadkach „jednorazowe koncepty” zdawały się stawać „matrycami”.

W zbiorze Chwila poetka niejako rekapituluje, jakie tematy są dla niej najważniejsze. Po pierwsze, w utworze tytułowym nastawienie na chwilę obecną, zwłaszcza gdy jest spokojna, choć i niejako pusta, wypełniona kiczowatymi rekwizytami („Idę stokiem pagórka zazielenionego. / Trawa, kwiatuszki w trawie / jak na obrazku dla dzieci”); czerpanie z tych momentów radości („Jedna z tych ziemskich chwil / proszonych, żeby trwały”); upływ chmur i niemożność ich zatrzymania w powtórzeniu, tym samym kształcie, w Chmurach, nawiązujących do filozofii Heraklita i Liryków lozańskich Mickiewicza, a także własnych wcześniejszych utworów (paradygmatycznym wierszem wydaje się tu także Może być bez tytułu z Końca i początku); niemożność uchwycenia „teraźniejszości” i w ogóle paradoks języka, próbującego nazwać czas („Kiedy wymawiam słowo Przyszłość, / pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.”) w Trzech słowach najdziwniejszych; rytuał nadejścia nowego dnia jako wybudzenia ku „faktom” (natury tutaj przyrodniczej, nie polityczno-społecznej, słowo „fakty” jest więc użyte ironicznie); równoległość „chwili snu” pojedynczego podmiotu i „wielkiej liczby” dziejących się gdzieś indziej, gdzieś obok, „faktów” we Wczesnej godzinie; uchwycona dramatyczna chwila przez fotoreportera w Fotografii z 11 września; chwila szczęścia na balu w wiejskiej remizie (Bal).

Po drugie, opisywana wcześniej przez krytykę i badaczy „poetyka zdziwień” rzeczami pozornie oczywistymi, czy uważanymi za takie w codziennym pośpiechu, a którym poetka swoim świeżym spojrzeniem przywraca zatraconą w pośpiechu (życia, mowy) pełnię – w wierszu W zatrzęsieniu jest to zdziwienie faktem, że podmiot uzyskuje „jakąś”, a zarazem określoną tożsamość w niepojętym procesie dziedziczenia, który u poetki obejmuje także byty pozaludzkie („Inni przodkowie / mogli być przecież moimi (...) Ja też nie wybierałam, / ale nie narzekam. / Mogłam być kimś / o wiele mniej osobnym. / Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju”); zdziwienie istnieniem w mowie tzw. „uzusów”, które dla wygody użytkowników języka odrywają się od pierwotnych znaczeń filozoficznych czy etymologicznych (wiersze Trzy słowa najdziwniejsze i Wszystko); zdziwienie codziennością, która bywa i cudem, i rutyną („Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno. / Budzę się zwykle w roli spóźnionego świadka, / kiedy cud już odbyty, / dzień ustanowiony / i zaranność mistrzowsko zmieniona w poranność.”) we Wczesnej godzinie; zdziwienie dziecka we W parku.

Po trzecie, obojętność natury na człowiecze próby oswajania jej antropomorfizującym językiem czy spojrzeniem – w tomie Chwila reprezentują ją chmury z wiersza o tym samym tytule („Nie mają obowiązku razem z nami ginąć. / Nie muszą być widziane, żeby płynąć”.), rośliny w Milczeniu roślin („Macie u mnie imiona: / klon, łopian, przylaszczka, / wrzos, jałowiec, jemioła, niezapominajka, / a ja u was żadnego” – niemal parafraza incipitu wiersza Ziarnko piasku).

Po czwarte, perspektywa dziecka obecna albo we wspomnieniu samej siebie (Kałuża) lub realizowana w opisie czy podpatrzeniu dziecka (Mała dziewczynka ściąga obrus, W parku), wreszcie w konceptystycznym opisie cmentarza dla małych dzieci (Bagaż powrotny).

Osobny wątek stanowią trzy następujące po sobie wiersze: Jacyś ludzie, Fotografia z 11 września, Bagaż powrotny. Łączy je zagadnienie empatii wobec tragicznego doświadczenia. W utworze Jacyś ludzie, najbardziej może udanym, opisywaną sytuacją jest wojna, przedstawiona tak, jakby była uchwycona na fotografii, choć nie ma o tym mowy wprost. Relacja jest sucha. Z pozoru podobnie dzieje się w Fotografii z 11 września, jednak poetka popada w patos i jej empatia niebezpiecznie zaczyna przypominać metody tzw. „hollywoodzkich wyciskaczy łez”. W zakończeniu zaprzecza sama sobie w pozornym paradoksie, stwierdzając: „Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić - / opisać ten lot / i nie dodawać ostatniego zdania”, czym daje do zrozumienia, że może lepiej jednak nie było opisywać, a jednocześnie przydaje wierszowi owo dopowiedziane „ostatnie zdanie”. Właśnie ten wiersz stał się przedmiotem ostrej krytyki Radosława Wiśniewskiego i Aliny Świeściak, którzy uznali go za utwór „na zamówienie” i „ku pokrzepieniu serc”, wbrew zamierzeniom obracający się w kicz. Z kolei w bardziej udanym Bagażu powrotnym empatia niebezpiecznie zbliża się tu do czułostkowości w opisie małych martwych dzieci („Rafałek: do lat pięciu brakło mu miesiąca, / a Zuzi świąt zimowych / z mgiełką oddechu na mrozie”).

Chwila otworzyła ostatnią fazę w twórczości Szymborskiej, według niektórych krytyków potwierdzającą wielkość i klasę poetki, według innych stanowiącą pierwszy z serii coraz słabszych tomików.

&amp;nbsp;
Spis treści:
Chwila

W zatrzęsieniu

Chmury

Negatyw

Słuchawka

Trzy słowa najdziwniejsze

Milczenie roślin

Platon, czyli dlaczego

Mała dziewczynka ściąga obrus

Ze wspomnień

Kałuża

Pierwsza miłość

Trochę o duszy

Wczesna godzina

W parku

Przyczynek do statystyki

Jacyś ludzie

Fotografia z 11 września

Bagaż powrotny

Bal

Notatka

Spis

Wszystko</document>
<document nplp_id="1914" title="Czesława Miłosza poezja traktatowa" slug="czeslawa-milosza-poezja-traktatowa">[Traktat moralny, „Twórczość” 1948 nr 4; Traktat poetycki, „Kultura”, Paryż 1956 nr 6; 1957 nr 1/2; wydanie osobne: Instytut Literacki, Paryż 1957; Traktat teologiczny, „Tygodnik Powszechny” 2001, nr 11-12 (60-61); wydanie książkowe, w: Druga przestrzeń, Kraków 2002].

Umowna nazwa stylu, jaki w latach 40. pojawił się w repertuarze pisarskim Czesława Miłosza. Styl ten zakłada wprowadzenie do wypowiedzi poetyckiej elementów dyskursu, służącemu przekazaniu określonych racji. Wypracowując ten sposób pisania wzorował się Miłosz na tradycjach literatury Oświeceniowej. Regularne metrum sprzyja perswazyjnemu tonowi, w jakim utrzymany jest pierwszy z traktatów, poświęcony pułapkom marksistowskiej ideologii i sposobom ich uniknięcia. W drugim z traktatów z analizy historycznych kontekstów polskiej poezji wyprowadza poeta pytania na temat konieczności dziejowej, w szczególności – jej miejsca w świadomości artysty. W Traktacie poetyckim perswazja wyraźnie ustępuje dywagacji oraz, nierzadko aluzyjnej, konfrontacji rozmaitych głosów i konwencji. Na tym tle – publicystyczności Traktatu moralnego i hermetyczności Traktatu poetyckiego – jako dalece odmienny jawi się ostatni z traktatów. Przywołuje w nim poeta dręczące go przez całe życie pytania. Udzielanym odpowiedziom nie przydaje jednak rangi prawdy objawionej. Przeciwnie, sens religijny wydaje mu się nie do końca poznawczo uchwytny („Nie jestem i nie chcę być posiadaczem prawdy”) i trudny do wysławienia („Miotam się i przewracam w łożu mojego stylu, / szukając kiedy będzie mi wygodnie, ani za / świątobliwie, ani zanadto świecko.”). W zakończeniu wypowiada apoteozę wiary najprostszych, jak „dzieci z Lourdes”, do której tęskni i w której dostrzega odwieczną i jedyną obronę, jaką ma człowiek przed „okropnością świata” i przed „zgrzytliwym obrotem piekielnych kół”. Obawia się jednak „spokoju wiary”, wybierając dla siebie „wędrowanie po obrzeżach herezji”.

Po ukazaniu się Ocalenia Czesław Miłosz dokonał znaczącej zmiany swojej pisarskiej dykcji. W latach 1946-1949, kiedy jako dyplomata przebywał w Stanach Zjednoczonych, napisał kilka utworów, w których posłużył się nowym stylem. Umownie styl ten nazwać można „traktatowym”. Jego najważniejszą cechą jest dydaktyczny cel – zilustrowanie w sposób jednocześnie prosty, atrakcyjny i przenikliwy pewnej określonej tezy. W tej konwencji utrzymane są powstałe w Ameryce Dziecię Europy, Do Jonathana Swifta, Traktat moralny i Toast. Tylko dwa ostatnie zdążyły się ukazać w Polsce przed podjętą przez poetę w 1951 roku decyzją, aby pozostać na Zachodzie. Toast, zawierający między innymi krytykę idei, które doprowadziły do Powstania Warszawskiego, wywołał oburzenie środowisk emigracyjnych. W kraju został przemilczany, mimo fraz jednoznacznie dystansujących się od koncepcji literatury podporządkowanej budowie komunizmu („Poezja polska dzisiaj bardzo jest słabiutka. (...) Takimi poetami lepiej grodzić płoty / niż cieszyć się, że rośnie już gromada ciołków / politycznie pojętnych i skłonnych do hołdów.”). Traktat moralny, będący jeszcze bardziej radykalną satyrą na narzucany Polsce totalitaryzm, ukazał się w 1948 roku, tuż przed ostatecznym zaostrzeniem reżimu i stanowił w opinii poety swoistą zapowiedź Zniewolonego umysłu. W myśl tej interpretacji Traktat moralny to zestaw zawoalowanych refleksji „lepiej wiedzącego” (sformułowanie Miłosza), udzielającego wskazówek, jak żyć „w nasze dni zamglone” zanim „czasu potok wartki / na nowe brzegi nas poniesie.” Zdaniem poety warunkiem oparcia się ideologizacji komunistycznej miały być „dyscyplina eliminacji”, sceptycyzm i powściągliwość, pozwalające ustrzec się „rozdwojenia / istoty na kwiat i korzenie”, gwarantujące zachowanie integralności myśli i czynów. Zakończenie Traktatu moralnego ujawnia jednak – wbrew dominującej w utworze zjadliwej dezynwolturze mówiącego – jego fundamentalny brak nadziei („Idźmy w pokoju, ludzie prości. / Przed nami jest — Jądro ciemności.”), znajdujący rychłe potwierdzenie w biografii samego poety, który zrezygnował ostatecznie z ryzykownej gry z komunizmem.

Kolejny traktat opublikował Miłosz na emigracji. Wbrew tytułowi, Traktat poetycki nie jest ujętą w wierszowaną formę historią literatury polskiej w XX wieku, lecz skomplikowanym wykładem historiozoficznym. Zgodnie z dodanym po latach autorskim komentarzem miał on być próbą opisu „umysłu poszukującego sensu” w epoce szczególnie naznaczonej przez historyczne burze. W intencji Miłosza opis – odebrany przez wielu krytyków jako niesprawiedliwie uproszczony – kolejnych formacji literackich oraz ich przedstawicieli służył zobrazowaniu tezy, iż „istnieje pewien poziom świadomości tego, co rzeczywiste, poniżej którego nie można pisać prawdziwej poezji”. Szczególnie zgubna, zdaniem autora Traktatu poetyckiego, bywa zależność pisarza od mitów narodowych i złudzenie, że „opcje w zakresie poetyki (...) mogą być oddzielone od opcji politycznych”. Istotnym tłem rozważań Miłosza jawi się w Traktacie poetyckim problematyka tzw. konieczności historycznej, przywoływana przez autora w części Duch Dziejów oraz bezpośrednio z nią powiązana kwestia miejsca zła w rzeczywistości ludzkiej, odsyłająca do fundamentalnej w tej twórczości inspiracji manichejskiej (por. m. in. Ziemia Ulro, Hymn o Perle, To). Sens przestrogi zawartej w Traktacie poetyckim wyłożył Miłosz po latach w następujący sposób: „poeta, jeżeli przyjmował historyczną konieczność komunizmu, sprzeniewierzał się swojemu zadaniu, które powinno chronić umysł przed podatnością na hasła społeczne albo polityczne systemy.”

Oba traktaty wzorowały się w ostentacyjny sposób na dydaktycznych gatunkach Oświecenia oraz traktatach poetyckich Cypriana Kamila Norwida. O celowym, prowokacyjnym anachronizmie utworów Miłosza decydowała ich regularna wierszowana forma (dziewięciosylabowy rymowany jamb Traktatu moralnego oraz biały jedenastozgłoskowiec Traktatu poetyckiego), służąca wypowiedzeniu dyskursywnych treści. Każdy z traktatów realizuje jednak inną poetykę – we wcześniejszym dominują konkluzje, sentencje i bezpośrednio formułowane zalecenia („Musisz”, „Pamiętaj”, „Strzeż się”, „Nie sądź”, „Unikaj”) oraz jasno założona teza, podczas gdy drugi stanowi kolaż aluzji i nierzadko zakamuflowanych cytatów, tworzących wielogłosową wypowiedź, w której rozmaitość konwencji i stojących za nimi racji ma nie tyle sprzyjać jakiemuś ostatecznemu rozstrzygnięciu podstawowego problemu (tj. odpowiedzialności twórców wobec historycznego wymiaru rzeczywistości), co ułatwić narratorowi polemiczną konfrontację.

Zamieszczony w tomiku Druga przestrzeń ostatni z traktatów Miłosza, Traktat teologiczny swoim pojawieniem zarazem decyduje o powstaniu tryptyku, jak i świadczy o odejściu od idei poezji traktatowej. „Nie jestem i nie chcę być posiadaczem prawdy” oświadcza poeta i zamiast – wzorem wcześniejszych traktatów – zjednywać do pewnych racji, ujmuje swoje rozważania w formę, w której wypowiadane wierszem wolnym medytacje raz po raz przybierają postać osobistych wyznań („Przeciwstawienie ja-oni było niemoralne”), a nawet spowiedzi („Pomyślał, że kiedyś musi napisać traktat / teologiczny, żeby okupić swój grzech / samolubnej pychy.”). Tematem rozmyślań Miłosza stają się wątki z „wiedzy tajemnej wielu stuleci”, sformułowanej w tradycjach hermetycznej, kabalistycznej, alchemicznej, manichejskiej, których studiowaniu poświęcił poeta wiele czasu „z bólu serdecznego, patrząc na okropność świata”. W ostatnim z traktatów ujawnia się w pełni uniwersalistyczny charakter myśli Miłosza: próbie rekapitulacji poszukiwań religijnego sensu towarzyszy refleksja wykraczająca poza historyzm ludzkich dziejów – ku perspektywie metafizycznej.</document>
<document nplp_id="1915" title="Hymn o&amp;nbsp;perle" slug="hymn-o-perle-2">Hymn o perle – wydany w 1982 tom poetycki Miłosza, pierwszy po nagrodzie Nobla i po latach pierwszy, który miał niemal równoległą edycję krajową (1983). Utwory pochodzą z lat 1975-1980 i miały swoje pierwodruki w „Kulturze”. Książka olśniewa wielością języków, przełamywaniem konwencji; znalazły się tu pograniczne „formy bardziej pojemne” poezji Miłosza, na przykład obszerne epickie fragmenty narracyjne w cyklu Osobny zeszyt, a jednocześnie lapidarne Zdania, nawiązujące między innymi do tradycji literackiej Dalekiego Wschodu. Dwie z sześciu części książki wypełniają tłumaczenia, oprócz tytułowego poematu, swobodnej przeróbki gnostyckiego apokryfu, który stanowi część pierwszą i wyznacza ton dla całego zbioru, na część piątą składa się cykl jedenastu wierszy XV-wiecznego mistycznego poety z Benares, Kabira (przekład za pośrednictwem angielskiego) o doświadczeniu Boga. Liryki oryginalne z pozostałych czterech części łączy motyw medytacji nad własnym życiem, w której dominuje ton gorzkiej akceptacji, a także wątek celebrowania mistycznej tajemnicy. Tom wierszy, ułożonych bardzo pieczołowicie, nie według porządku chronologicznego, lecz dramatycznego, nosi rys nieco ostentacyjnego hermetyzmu poety, część, jeśli nie większość, utworów powstała w okresie pracy nad Ziemią Ulro. Pierwszy utwór wiąże z ostatnim motyw szczęśliwego finału i nowego początku. W Antologii osobistej Miłosz wyróżnił pięć wierszy z tej książki: Czarodziejską górę, Filinę, Dowód, Podziw i Gwiazdę Piołun.

Tom otwiera tytułowy poemat, opatrzony notą, w której Miłosz wstrzymał się od interpretacji bogatej symboliki tego greckiego tekstu z II poł. II w. – I ćwierci III w., podkreślając jednak jego elementy heretyckie. Utwór, nawiązujący do zrytmizowanej prozy biblijnej, w którym obrazowanie ewangelicznych perykop miesza się z elementami baśni (smokami i zaklęciami), to przypowieść o losach młodzieńca wyruszającego po drogocenną perłę, o jego sprzeniewierzeniu się powierzonemu zadaniu, winie, błądzeniu i szczęśliwym powrocie. Pierwszoosobowa narracja nadaje poematowi niezwykle osobisty charakter, zwłaszcza, że przełomowe znaczenie odgrywa tu słowo i pismo: „list ten, zapieczętowany królewską ręką przeciwko złym siłom […] Wzbił się w kształcie orła, króla ptaków, i leciał aż usiadł przy mnie i cały stał się mową”; „Przede mną leciał list, który mnie zbudził”. Królewski syn obleczony szatą, stanowiącą z nim jedno, „wstępuje w bramę powitań i uwielbień” - niezależnie od gnostyckiej symboliki pochwała i uwielbienie należą do własnego poetyckiego słownika poety. Druga część zbioru, Czarodziejska góra, nosi tytuł inicjalnego utworu - jednej z pierwszych – i przedwczesnych - w twórczości Miłosza medytacji, określających własne życie jako minione, i zadumy nad jego niepojętą groteskowością; dominuje tu gorzka akceptacja losu, również „mojej przegranej” jako poety tworzącego nieznane wiersze w nieznanym języku. Ton „niewiadomych klęsk” powraca w finale kolejnego utworu, Widok, przywołujących raz kolejny w twórczości poety wileńskie realia i tajemnicę własnego powołania i posłannictwa. Podobny wątek, napięcia między powołaniem a spełnieniem, pojawia się znowu w Caesarei, tym razem w kostiumie antycznym, przywołującym poetycką dykcję Kawafisa. Studium samotności to nie tylko opis nieokreślonej, ale z pewnością groteskowej pozycji (przypominającej nieco Sienkiewiczowskiego latarnika), również studium piękna stworzenia i jeszcze jedno pytanie o odrębność człowieka wobec natury. Wciąż obecna jest perspektywa końca, podobnie jak w paradoksach Udanego życia, gdzie śmierć chroni bohatera przed kolejnymi klęskami historii (tu pojawia się także motyw, tak charakterystyczny dla Miłosza, „obolałej pamięci”), czy Upadku, który w krótkim liryku obrazowi jednostkowej śmierci daje wymiar epicki. Pokusa zmienia jednak tonację tego cyklu – odpędza ducha pustki i poczucie nicości własnej egzystencji na rzecz nieznanego, ale niewątpliwego sensu, nawiązując do ewangelicznego obrazowania. W Sekretarzach, w których samotność „ja” zastępuje liczba mnoga, pojawia się już horyzont niedostępnej tajemnicy całości. Jednakże w Dowodzie powraca znów w prowokacyjnie realistycznym opisie tortur piekielnych motyw pamięci jako kary. W Podziwie konkretne i zmysłowe obrazy wieczności, wiecznego teraz, zmieniają się w pochwałę przeżytych doświadczeń, kunsztownie, ironicznie naiwną. Idea to groteskowe ujęcie polemik filozoficznych (przy pomocy miłego poecie obrazu polowania), a zarazem programowe podkreślenie własnego stanowiska – za tym, co poszczególne, przeciwko abstrakcji, a tu dodatkowo –utopii, zwodzącej „nade wszystko młodzianków”, w czym można doszukać się jeszcze jednej krytyki kalifornijskiej kontrkultury, zwłaszcza, że dwa następne utwory powstałe w 1976, czyli w okresie pracy nad Ziemią Ulro opisują krajobraz campusu Berkeley, budynki należące do nauk przyrodniczych - bastiony ulryjskiej wiedzy, odwracającej porządek świata. Chagrin stanowi jeszcze jedną melancholijną ocenę własnego życia, straconych złudzeń, żywota naznaczonego zarówno poczuciem winy, jak religijną pochwałą istnienia, chociaż kładzie się na niej cieniem ten mający długą literacką tradycję smutek, chagrin . Filina natomiast, reminiscencja lektury Wilhelma Meistra Goethego melancholijną tonację zastępuje radością ze stworzenia, bezpiecznego w ręku Boga, z ukrytym motywem apokatastazy. Z pozoru różny od poprzedzających wiersz Czytając japońskiego poetę Issa, rozpoczyna się od haiku (dwa inne zostaną również wkomponowane w tekst) i od pochwały lapidarnego realizmu opisu. Jednak dialog Miłosza z egzotyczną tradycją traktuje o ograniczeniach i obowiązkach poety, stanowi namiętne potwierdzenie własnej indywidualności, własnej sensualnej percepcji świata, a także program – w istocie epicki – poezji pamięci, obowiązku utrwalania, chociaż w kodzie utworu powraca poczucie winy, strach i kara, tak różne od dalekowschodniej kontemplacji. Kończące tę część tomu Zdania, jedno- i dwuwersowe, nawiązują do zwięzłości haiku, chociaż, paradoksalnie, w swej lakoniczności otwierają się też na wymiar epicki, wymiar historii, tradycyjną symbolikę biblijną.
W trzeciej części tomu, zatytułowanej Ciemne i zakryte, znalazły się utwory o kondycji poety. Otwiera ją wiersz Do mojej natury, w rymowanym kunsztownie siedmiozgłoskowcu obnażający wewnętrzne sprzeczności twórcy, jego niepojętą naturę „kapryśną, chwiejną, wybredną” , znów z perspektywy dokonującego się bilansu życia. Ten wewnętrzny dialog wraca w następnym utworze Odstąp ode mnie, wraz z samooskarżeniami i hymnicznym przywołaniem świętych, nieznanych i świeckich. Przed Majestatem odsłania gorzkie kulisy pochwały istnienia, podszytej cierpieniem. Jednak Stan poetycki przynosi stoicką apologię bytu w jego codzienności; ustawiczna kontemplacja jest owym „trwałym stanem poetyckim”, zachwytem i zadziwieniem światem; wiersz opisuje zarazem przemianę – rozwiązanie problemów, wyzbycie się strachu, intensyfikację doznań. Groteskowa Skrzynka potwierdza ukryty sens każdej egzystencji. Dedykowana Annie Micińskiej Piosenka głosi pełną stoickiego dystansu konieczność akceptacji paradoksalnego losu, zmarnowanego czasu i nieuchronnej goryczy, zmieszanej nieodmiennie z „ziemskim pięknem”. Odległość, z biblijnym frazowaniem i ewangelicznym obrazowaniem, również jest wyznaniem własnej ułomności i własnego, wysokiego powołania. Kiedy po długim życiu antycypuje śmierć, teatralne, wzniosłe wydarzenie, Pielgrzymując podejmuje wątek uczty z Filiny, radosnego świętowania uzyskanej harmonii egzystencji, która zawiera się w poszukiwaniu właśnie i w smakowaniu ulotnego piękna świata. O zaranku zwięzłym wizyjnym opisem pejzażu wypróbowuje znów dykcję dalekowschodnią, a Portal w podobny obraz wpisuje zgodę na przemijanie i raz kolejny podkreśla dystans człowieka do natury. Kończący cykl wiersz Bez powodu przypieczętowuje paradoksalne zwycięstwo radości i zachwytu mimo rozpaczy, z wyznaniem nadziei (przypominającej wiersz Jerzego Lieberta pod tym tytułem).
Na czwartą część tomu składa się Osobny zeszyt (1977-1979) , do którego weszły trzy cykle o luźnej strukturze, konsekwentnie mieszające wiersze z całostkami epickimi, wykorzystującymi wątki autobiograficzne, wplatające cytaty z poezji, dyskursu filozoficznego, piosenki ludowej. Ramą pierwszego, Przez galerie luster , jest temat starości i odchodzenia ze świata; wizjom końca, kolejnego rozrachunku z życiem towarzyszą obrazy przeszłości, krajobrazy Zachodniego Wybrzeża i ciągle powtarzane pytania o własne posłannictwo, o miejsce człowieka wobec natury i naturę jego zachwytu światem, własne nienasycenie zachwytem, własny rodowód i ułomności, przeplatane tu fragmentami kronik i wspomnień z Litwy, historią przyjaciół , dialogiem wierszem i prozą z Schopenhauerem, groteskową wizją kobiecości. Już sama wielogłosowość narzuca quasi-epicki punkt widzenia, pragnienie utrwalenia całości doświadczeń, wszystkich i nieustannych „chwil oczarowania”. Kartki dotyczące lat niepodległości krążą wokół roku 1920, do wierszy i prozy skomponowanej z ułamków wspomnień, dziecinnego mikrokosmosu, wprowadzając mozaikę cytatów (m.in. z Króla-Ducha); spojrzenie z lat dwudziestych przenika perspektywa amerykańska. Cykl kończy wiersz zwrócony do Józefa Czechowicza, pochwała jego twórczości, w zakończeniu jednak mocno akcentujący epicki wymiar i obowiązek poezji w dręczącym pytaniu „gdzie jest prawda niespamiętanych rzeczy”. Podobnie polifoniczna Gwiazda Piołun łączy groteskową, ale zarazem bezlitosną wizję losu z dziecinnymi i młodzieńczymi wspomnieniami. Kończy ten cykl tytułowy wiersz, w którym powraca wątek krytyki współczesnej cywilizacji i nowego globalnego imperium.
Następująca po adaptacjach Kabira (polemicznych wobec uwspółcześniającego zangielszczania średniowiecznego mistyka w wersji Roberta Bly), wyrażających doświadczenie mistyczne bez zbędnych ornamentów, część ostatnia, szósta, nosi tytuł Rue Descartes i zawiera jedynie pięć wierszy, w których dominuje rozliczenie z życiem: tytułowy utwór ewokuje Paryż z lat młodości, podsumowując wielką historię i własny los, przewrotnie przeciwstawiając siłę własnej tradycji temu, co uniwersalne. Rachunek, podsumowanie własnych złudzeń, do samooskarżeń dodaje tym razem stoicką nutę tolerancji i tryb warunkowy (biorąc je w nawias), Rzeki syntetyzują jeden z kluczowych tematów poezji Miłosza, heraklitejską medytację nad przemijaniem i poszukiwaniem trwałości, „wiecznej chwili”. Wiersz do zmarłego przyjaciela Do Józefa Sadzika jest wyznaniem wiary również w potęgę poezji, a Pod koniec dwudziestego wieku – deklaruje zgodę na własny los, zwiastuje dobroczynną przemianę, a także jeszcze raz podkreśla epicki punkt widzenia - to, co minione przechodzi również zbawienną transformację we wspomnieniu. Programem poezji jest tu dążenie do prawdy.</document>
<document nplp_id="1916" title="Pytania zadawane sobie" slug="pytania-zadawane-sobie">Jeden z dwóch tzw. „socrealistycznych” tomików poezji Wisławy Szymborskiej, w odróżnieniu od debiutanckiego Dlatego żyjemy (1952) odznacza się wyraźnym odstąpieniem od obowiązku agitacji. Większą swobodę twórczą dostrzec można przede wszystkim w doborze tematów – na czternaście utworów aż pięć nie dotyczy rzeczywistości stalinowskiej, a z pozostałych tylko dwa w pełni realizują wymogi oficjalnej poetyki: Wstępującemu do Partii oraz Ten dzień, panegiryk sławiący Partię, pomyślany jako epicedium z okazji śmierci Stalina. W innych wierszach tomu głoszących chwałę idei socjalistycznych (List Edwarda Dembowskiego do ojca, Malowidło w Pałacu Zimowym, Rozmowa ze sceptykiem) zwraca uwagę dbałość o wynalezienie formuł odświeżających sztampowe wzorce socrealistycznej propagandy poetyckiej. Poszukiwania te nie zawsze prowadziły do fortunnych rozwiązań – do nieudanych zaliczyć trzeba próbę socjalistycznej adaptacji mitu o Odyseuszu (Wyspa syren). Sukces czytelniczy przyniosła autorce natomiast bezpretensjonalna Gawęda o miłości ziemi ojczystej, w której patriotyczny apel podany został w formie wpadających w ucho, zrytmizowanych strof.

Do najlepszych wierszy tomu należą utwory o tematyce miłosnej: Do zakochanej nieszczęśliwie, Rozgniewana muza, Zakochani, Klucz, z których dwa ostatnie wielokrotnie umieszczała autorka w kolejnych latach w wyborach swoich poezji. Podobnym uznaniem darzy poetka utwór tytułowy tomu. Nie przypadkiem – w wierszu Pytania zadawane sobie znaleźć można elementy stylu późniejszej twórczości Szymborskiej: subtelny (auto)sceptycyzm, uważną odpowiedzialność i surowość zaprawioną empatią.

Drugi zbiór poetycki Wisławy Szymborskiej, podobnie jak poprzedni, Dlatego żyjemy (1952), powstał w czasach stalinizmu. W porównaniu z tomem debiutanckim, w którym dominowały wiersze napisane zgodnie z wymogami socrealizmu, Pytania zadawane sobie zawierają utwory bardziej zróżnicowane. I w tym zbiorze znalazły się wiersze podejmujące schematy obowiązującej doktryny, jak Wstępującemu do Partii, czy przede wszystkim Ten dzień, będący napisaną z okazji śmierci Stalina pochwałą Partii. Stanowią one jednak stylistyczną mniejszość. Każdy z pozostałych utworów dotyczących tematów mieszczących się w oficjalnym repertuarze powstał jako realizacja jednorazowego konceptu, pozwalającego w wyszukany sposób, odbiegający od typowych dla socrealizmu ujęć, przekazać "słuszną" i oczekiwaną treść. W Liście Edwarda Dembowskiego do ojca wygłasza ją historyczna postać; w Malowidle w Pałacu Zimowym pretekstem do jej wypowiedzenia staje się rozegrany w technice filmowego montażu epizod z Rewolucji Październikowej; w Rozmowie ze sceptykiem  idee socjalizmu ukazują swoją nieodpartą – w intencjach autorki – trafność w konfrontacji z postawą zwątpienia. Niekiedy jednak konceptualna inwencja autorkę zawodzi, jak w Wyspie syren, gdzie odtwarzana drobiazgowo scena z mitu o Odyseuszu służy w finale schematycznej analogii: „Próżno się wyspy / spowijać chcecie / w mroki i ciszę: / pięść zaciśniętą /podnosi Odyss / i towarzysze.” Najbardziej udana w tej grupie utworów Gawęda o miłości ziemi ojczystej to przykład tekstu, w którym uroda figur poetyckich („serce suche jak orzeszek”, „malutki los naparstkiem pić”, „w mroku kryjówkę sobie uwić”), prostota wyznania („nie będę powalonym drzewem”), chwytliwa rytmiczność i regularne rymy zadecydowały mimo elementów publicystycznej agitacji („naród mój nie żałuje sił, / walczy i tworzy i nie uśnie.”) o naturalności ogólnego efektu i znacznym powodzeniu wiersza.

Do innej grupy zaliczyć trzeba utwory będące wyrazem niezgody na zbrodnie wojenne. W Ucieczce, powstałej pod wpływem informacji gazetowej, protestuje Szymborska przeciwko zbyt prostemu jej zdaniem rozstrzygnięciu wyrzutów sumienia przez lotnika, który zrzucił bombę atomową na Hiroszimę i w ramach pokuty zamieszkał w klasztorze. Pełen gniewu jest również wiersz Jako matka, zwrócony przeciw toczonym na Dalekim Wschodzie walkom, w których giną dzieci. Poetka posłużyła się w tym utworze chwytem dosłownego odczytania obiegowego sloganu („Powiadali, nauczali / dobrzy ludzie: / nigdy dziecko, żadne dziecko / nie jest cudze.”) – metodą, która stała się jednym z charakterystycznych sposobów jej poetyckiego postępowania w późniejszych tomach. W konsekwencji o dzieciach, w których obronie staje, mówi „syn mój żółtolicy”, „moja córka (...) kokardę napalmów ma we włosach”. Poprzez tę prostą operację językową sygnalizuje Szymborska po raz pierwszy problem nieprzystawalności ideowych (i ideologicznych) abstraktów do realnych konkretów. Jeszcze silniej wyraziła ten dylemat w tytułowym wierszu zbioru: „Współodpowiedzialna / za szczęście tysiącleci – / czy nie lekceważysz / pojedynczej minuty, / łzy i skurczu twarzy?”. Cały utwór Pytania zadawane sobie, rzeczywiście skomponowany jako seria zdań pytających, stanowi jedyne w swoim rodzaju świadectwo budzenia się umysłu, który zanadto zawierzył ideologii, w której „ludzkość” zastąpiła „ludzi”. Dowodzi on dojrzewania poetki, jak sama wyznawała po latach, do „odkrycia, że to co [widzi] (...) tak szeroko i wyraźnie, to wcale nie jest już świat prawdziwy, ale zasłaniająca go sztuczna konstrukcja”. Wiersz Pytania zadawane sobie otwiera w tomie serię liryków całkowicie oderwanych od funkcji agitacji lub perswazji. Utwory Do zakochanej nieszczęśliwie, Rozgniewana muza, Zakochani, Klucz poświęcone są sprawom miłości – odwzajemnionej i niespełnionej, wypowiadanej i niewyrażalnej. Zwłaszcza ta ostatnia sprawa – obawa przed zapisaniem uczucia („bojaźń, (...), że przyjdzie dzień i nagle / słowom zaprzeczy, / zostaną rytmy, rymy, / miłość uleci”) – pozostaje w kontraście z oczekiwaną od poetów socrealistycznych bezwarunkową dyspozycją twórczą. Ujawniona przez poetkę delikatność („Jakże mi mężne słowa / ryć na kamieniu, / jeżeli nawet nie śmiem / tknąć płatka róży?”) odsłoniła nagle w samym środku „stalinowskiej nocy” istnienie innej realności – rzeczywistości emocji, wahań, niepewności, zwątpień i nieśmiałych zachwytów. Umiejętność poddawania się zaskoczeniu, dziwienia się, tak ważna w poezji Szymborskiej, i w tym tomie daje swoją zapowiedź w słowach: „Tacyśmy zadziwieni sobą, / że cóż nas bardziej zdziwić może?”. W omawianych lirykach podobnych sygnałów przyszłego sposobu pisania jest więcej, jak choćby pochodne wobec dylematu abstrakt-konkret, przeciwstawienie wielkiego świata i indywidualnych spraw żyjących drobin w wierszu Klucz („całemu światu / ubyłaby ta jedna miłość”) lub w tym samym utworze – przykład charakterystycznego dla poetki autoironicznego humoru: „Nie z kart, nie z gwiazd, nie z krzyku pawia / taki horoskop się ustawia”.

W tomiku Pytania zadawane sobie utrwalony został moment kształtowania się podstaw dyskretnego sceptycyzmu Wisławy Szymborskiej. Jak zauważa Piotr Łuszczykiewicz, „[s]zpilki ironii w jej dojrzałych utworach, które bezlitośnie kłują czytelnika, wyciągnięte zostały z koturnów socrealistycznego patosu. Sól ironii, którą z każdym następnym tomikiem coraz trudniej przełknąć, wytrąciła się z morza dogmatycznej naiwności.” Ten paradoksalny wniosek potwierdza Wojciech Ligęza: „talent mądrego wątpienia i krytycznego dystansu nie rozwinąłby się [u Szymborskiej] tak świetnie, gdyby nie przygoda intelektualno-moralna, polegająca na uwierzeniu w cudzą prawdę i przyjęciu cudzego języka.”
Spis treści:
List Edwarda Dembowskiego do ojca
 Malowidło w Pałacu Zimowym
 Ten dzień
 Wstępującemu do Partii
 Pytania zadawane sobie
 Do zakochanej nieszczęśliwie
 Rozgniewana muza
 Zakochani
 Klucz
 Rozmowa ze sceptykiem
 Ucieczka
 Jako matka
 Wyspa syren
 Gawęda o miłości ziemi ojczystej</document>
<document nplp_id="1918" title="Dlatego żyjemy" slug="dlatego-zyjemy">Pierwszy tom poetycki Wisławy Szymborskiej ukazał się siedem lat po jej debiucie prasowym, zawierał jednak wiersze napisane w większości po tzw. Zjeździe Szczecińskim Związku Literatów Polskich w 1949 roku i respektujące przyjęty wówczas program socrealizmu. Zarówno krytycy, jak i autorka tłumaczą powstanie tych utworów jako rezultat uwiedzenia młodego, szlachetnego umysłu, upatrującego w komunizmie remedium na niedostatki życia w powojennej rzeczywistości. Składające się na debiutancki tomik poetki wiersze odznaczają się syntetycznym, hasłowym stylem przekazu, sprzyjającym nieskomplikowanemu odbiorowi, którego ułatwieniu służy dodatkowo wyjątkowo silne zretoryzowanie wypowiedzi. Większość tekstów operuje sformułowaniami o charakterze pseudo-maksym („Trudniej / jest żyć potrzebnie pośród ludzi”., „przeżyje myśl zwycięska”, Miasto socjalistyczne – / miasto dobrego losu”.), niekiedy brutalnymi obrazami („Wykłuto chłopcu oczy. Wykłuto oczy”.), przeciwstawieniami wartościującymi („Ja żyję w kraju, gdzie pociągi / wiozą dla przyszłych domów cegły, / a ona w kraju, gdzie pociągi / przywożą czołgi dla przyszłych poległych”) oraz – przede wszystkim – licznymi powtórzeniami. Przejawem podporządkowania się poetki obowiązującemu oficjalnie dyskursowi jest udzielanie głosu innym osobom – żołnierzowi radzieckiemu, robotnikowi – mówiącym nie tyle własnym głosem, ile powtarzającym gazetowe slogany. Mimo dominacji poetyki socrealistycznej agitacji dostrzec można w tym zbiorze ślady prób uchronienia sfery doznań indywidualnych i niezapośredniczonych przez nowomowę. Świadczą o takiej potrzebie przede wszystkim dwa wiersze, chętnie przedrukowywane przez poetkę w późniejszych wyborach poezji – autoironiczny W banalnych rymach oraz stający w obronie zwierząt utwór Zwierzęta cyrkowe.

Debiutancki tomik Wisławy Szymborskiej ukazał się w czasach, w których obowiązywała w Polsce doktryna socrealizmu, przyjęta podczas tzw. Zjazdu Szczecińskiego Związku Literatów Polskich w styczniu 1949 roku. Zbiór poetki, podobnie jak następny zatytułowany Pytania zadawane sobie, wpisuje się w ową zadekretowaną poetykę zarówno w warstwie stylistycznej, w której dominuje ton retorycznej perswazji, jak i w doborze tematów. O ich zgodności z oficjalną linią świadczą niektóre z tytułów wierszy: Żołnierz radziecki w dniach wyzwolenia do dzieci polskich mówił tak:, Na powitanie budowy socjalistycznego miasta, Młodzieży budującej Nową Hutę, Robotnik nasz mówi o imperialistach, Lenin. Jak przyznaje sama autorka po latach: „Byłam wówczas głęboko przekonana o słuszności tego, co piszę”. I dodaje: „ale stwierdzenie to nie zdejmuje ze mnie winy wobec tych czytelników, na których moje wiersze może jakoś oddziaływały”. Krytyka zazwyczaj niechętnie wraca do dwóch pierwszych tomików poetki, widząc w nich świadectwo zawierzenia ideologii komunistycznej, płynącego ze szlachetnej i naiwnej nadziei na poprawę losu okrutnie doświadczonego przez wojnę społeczeństwa. Do nielicznych, poświęcających tym utworom więcej miejsca należy Wojciech Ligęza, w którego opinii „[b]ez opisania powojennych początków, a także bez refleksji poświęconej uwikłaniu wczesnej poezji Szymborskiej w socrealistyczną nowomowę, nie dość czytelna wydaje się postawa antydogmatyczna w dojrzałej twórczości”. W epizodzie socrealistycznym Noblistki, a ściślej mówiąc – w wyzwoleniu się z tego sposobu myślenia, dostrzega krytyk ważne źródło charakterystycznej dla jej późniejszego pisania stałej gotowości do wątpienia, mnożenia zastrzeżeń, stawiania pytań oraz pozostawiania z nimi i siebie, i czytelników.

Akces do socrealistycznej nowomowy opłaciła Szymborska znacznym uproszczeniem poetyckiej dykcji. W porównaniu z wcześniejszymi utworami, drukowanymi w czasopismach po 1945 roku, świadczącymi o awangardowych inspiracjach autorki, w wierszach z tomu Dlatego żyjemy posługuje się w najczęściej mową jednowymiarową, z rzadka jedynie wykorzystując efekty polisemiczne, deleksykalizację i inne odstępstwa od dosłowności, jak w przejmującej metaforze oślepienia „odchodził / rozglądając się rękami dokoła” (Z Korei). Programowo nie aktualizuje również jakichkolwiek bardziej wyszukanych kontekstów literackich lub artystycznych poza przystosowanymi do celów propagandowych klasycznymi wzorcami gatunkowymi (odą, hymnem, panegirykiem). A jednak już w tych podporządkowanych schematycznym rozwiązaniom utworach krytycy skłonni są dostrzegać zapowiedź cech właściwych późniejszej poetyce autorki Wielkiej liczby, a nawet – ich odrębność na tle przeciętnej produkcji socrealistycznej. W większym stopniu dotyczy to jednak drugiego z opublikowanych przed 1956 rokiem tomików (Pytania zadawane sobie). W pierwszym niezwykle rzadko wykracza poetka poza ton agitacji i hasłowego skandowania, podejmującego wszystkie podstawowe wątki komunistycznej propagandy. Reprodukuje również obowiązującą hierarchię, na której wierzchołku znajduje się robotnik, a na dole – imperialista. W utworze Robotnik nasz mówi o imperialistach aktualizacji zimnowojennej wykładni światowego porządku służy dodatkowo antytetyczna konstrukcja wypowiedzi, w której komunistycznej zasobności („nasz węgiel”, „nasze cegły i przędza”) i sielskości („kwiaty w oknach”, „cisza leśna”, „wesołe dzieci”) przeciwstawiony został „strach”, tych którzy „rozpruli atom jak pancerną kasę”. Na antytezie zbudowany został również wiersz Tarcza, zestawiający sytuację „naszych młodziutkich robotnic” i francuskiej dziewczyny, która w akcie sprzeciwu wobec działań wojennych Francji w Wietnamie (w ramach tzw. I wojny indochińskiej) rzuciła się pod pociąg. Poza antytezą w wierszach Szymborskiej z tomu Dlatego żyjemy bardzo często pojawia się figura powtórzenia, polegająca na repetycji wybranych fraz, w postaci gotowych sloganów: „Nie chcemy ranić waszych miast. / Nie chcemy ranić waszych wsi”. (Żołnierz radziecki w dniach wyzwolenia do dzieci polskich mówił tak), bądź konstrukcji składniowych: „Z nadziei będzie drzew zieleń. / Z radości – świeża biel tynku”. (Na powitanie budowy socjalistycznego miasta) lub też całych zwrotek, odgrywających funkcję refrenu „Serca, nie bijcie na trwogę. Bijcie na gniew! Bijcie na gniew!” (Pieśń o zbrodniarzu wojennym). Zabiegi te decydują o wysokim stopniu zretoryzowania tych tekstów. Zwraca również uwagę charakterystyczna skłonność autorki do posługiwania się w wypowiedzi poetyckiej konwencją „cudzej mowy”, bądź na zasadzie przytaczanych „cytatów” (Do matki amerykańskiej, Miłość Marii i Piotra Curie), bądź najczęściej – poprzez posługiwanie się czytelną liryką roli (Żołnierz radziecki w dniach wyzwolenia do dzieci polskich mówił tak, Robotnik nasz mówi o imperialistach, Gdy nad kołyską Ludowej Konstytucji do wspomnień sięga stara robotnica). Pomimo poddania się regule uniformizacji mowy zdołała Szymborska przechować w swojej poezji minimum liryzmu. Odnaleźć je można przede wszystkim w dwóch utworach także przez autorkę uznawanych za warte przypominania. Pierwszy, W banalnych rymach, stanowi pełną wdzięku osobistą impresję, oddającą nie bez czułej autoironii stan oczekiwania na dzień wyjazdu do ukochanego. Drugi, Zwierzęta cyrkowe, wyraża gniewny sprzeciw wobec praktyk zmuszających zwierzęta do występów w cyrku. Oba wiersze niemal symbolicznie zapowiadają dwa z ważnych tematów przyszłych tomów poetki – uważną, ironiczną obserwację samej siebie oraz drobnych z pozoru zdarzeń, a także pełne empatii przyglądanie się światu pozaludzkiemu. Poza tymi utworami swoistą enklawę liryczności w tym tomiku tworzą jeszcze W oknie oraz Osobiste, w których obok elementów agitacji usiłowała poetka przekazać sensy wykraczające poza świat socjalistycznego sztafażu.
Spis treści:
Dlatego żyjemy
 Żołnierz radziecki w dniach wyzwolenia do dzieci polskich mówił tak:
 Pocałunek nieznanego żołnierza
 Nie dość
 Czterej
 Rówieśnice
 Na powitanie budowy socjalistycznego miasta
 Młodzieży budującej Nową Hutę
 Robotnik nasz mówi o imperialistach
 Pieśń o zbrodniarzu wojennym
 Tarcza
 Z Korei
 Ten dzień nadejdzie
 Do matki amerykańskiej
 Z elementarza
 Gdy nad kołyską Ludowej Konstytucji do wspomnień sięga stara robotnica
 Wzrastanie
 W oknie
 Trzeba
 W banalnych rymach
 Osobiste
 Zwierzęta cyrkowe
 Do twórcy
 Miłość Marii i Piotra Curie
 Amu-Daria
 Lenin</document>
<document nplp_id="1919" title="Dalsze okolice" slug="dalsze-okolice">Zbiór Dalsze okolice kontynuuje metafizyczne medytacje poprzednich tomów, przede wszystkim Nieobjętej ziemi. Cudowna mnogość przejawów widzialnego świata raz jeszcze skłania poetę do pytania: „czy jest możliwe, żeby to dech zapierające widowisko grało się dla nikogo?” (Dom filozofa). Ta refleksja nie prowadzi go jednak w stronę dywagacji teologicznych. Problematyka transcendencji przeobraża się pod piórem Miłosza w problem wiary (Albo-albo) lub tajemnicy boskiego miłosierdzia (Medytacja). Poeta manifestuje również niechęć wobec rozważań filozoficznych. Konsekwencją tej postawy jest między innymi rezygnacja z charakterystycznych choćby dla Nieobjętej ziemi poetyckich aktów niezgody na przemijalność jako zasadę istnienia lub spekulacji na temat źródła zła. W zamian usiłuje Miłosz zatrzymać się w granicach czystej afirmacji rzeczywistości w jej najdrobniejszych, zmysłowych przejawach: „Co dobre? Czosnek. Na rożnie udziec barani. /Wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce. / Gwiaździste niebo w sierpniu. Odpoczynek na górskim szczycie”. (Uczestnik). Nie udaje mu się jednak zostać radosnym Linneuszem poezji (Linnaeus) i zachwyt raz po raz przeplata mimowolną refleksją („(...) a jednak dalej myślę, że dusza ludzka należy do anty-świata” (Powrót); „(...) moja radość / Na myśl, że liście będą, kiedy mnie nie będzie. / Próbuję zrozumieć, co ta radość znaczy”. (…Szerokie palce hawajskiej paproci)). Odpowiedzi nie szuka jednak u myślicieli Zachodu. Znużony ich bezradnością i swoimi domysłami czyta teksty buddyjskie (Zen codzienny).

Dalsze okolice, to pierwszy tomik, którego pierwodruk miał miejsce w kraju od czasu emigracji poety w 1951 roku. Podobnie jak w poprzednich książkach poetyckich – Nieobjętej ziemi i Kronikach – charakterystyczna dla wcześniejszej twórczości Miłosza problematyka historiozoficzna ustępuje w tym zbiorze refleksji metafizycznej, a bardziej niż przemienność historycznego fatum zastanawia poetę „widowisko nieogarnionej mnogości form” (Dom filozofa). Już w pierwszym utworze padają słowa, które nadają ton całemu zbiorowi: „(...) patrzę, patrzę. Do tego byłem wezwany: / Do pochwalenia rzeczy, dlatego że są”. (Kuźnia). W Dalszych okolicach pojawia się jednak nowa tonacja – częściej od lamentu nad nieuchronnym rozpadem i nietrwałością wszystkiego słyszymy głos zachwytu nad nieprzebraną wielokształtnością tego, z czego składa się świat. W ironicznej apoteozie przypomina Miłosz autorkę Urodzin: „Wynaleźć długość, szerokość, wysokość, / Dwa razy dwa i siłę ciążenia, / To i tak dosyć, a tu jeszcze majtki / Z koronką, hipopotam, dziób tukana” (Stwarzanie świata). Z Szymborską próbuje również dzielić rzadko przez siebie przywoływany nastrój beztroski. Dokłada nawet starań, by świadomość znikomego charakteru wszechrzeczy nie tylko tej beztroski nie mąciła, ale wręcz jej sprzyjała („Gdyby tylko to wszystko trwało. Ale gdzież tam. / Mieni się, mija, krąży w bańce mydlanej (...)”). Na przekór idei vanitas wypowiada poeta pochwałę istnień nieistotnych, „pojedynczych ludzkich żywotów, / o których kroniki nie opowiadają” (W muzyce), kobiet, których „[i]miona nie zostaną pamiętane” (One), „każdego źdźbła trawy, [które] miało własny los / każdego wróbla w podwórzu, każdej myszy polnej” (A jednak). Miłosz nie ma wątpliwości – także jego żywot, żywot artysty, podlega prawu znikomości. Nieśmiertelna bywa tylko forma, którą tworzą artyści: „wybiorą z niej co zechcą, przyjmą albo zniszczą / I zamiast nas prawdziwych postawią imiona”. (W Yale. I. Rozmowa). Na dowód, że tylko dzięki sztuce możliwe jest przetrwanie daje trzy ekfrazy dzieł Turnera, Constable’a i Corota i w każdej podkreśla uwiecznioną obecność osób ujrzanych „znad palety”. Jednak przyszłość własnego dzieła przedstawia z ironią – „[m]iał mnie okupić dar układania słów / [a]le muszę być gotów na ziemię bez-gramatyczną” (Oset, pokrzywa) – a efekt deprecjacji tego, czym się zajmuje, pogłębia humorystycznym autoportretem („Odwiedźmy poetę / W jego domku na trochę wyblakłym przedmieściu. / Gdzie hoduje króliki, przyrządza nalewki / I nagrywa na taśmę hermetyczne wiersze”.(Zgoda)). Nie można jednak tych zabiegów przyjmować prostodusznie, jako kapryśnej abdykacji poety, choćby taką interpretację on sam nam podsuwał: „Żadnych obowiązków. Nie muszę być głęboki. / (...) Inni tym się zajmą. A ja na wagary, / Buena notte. Ciao. Farewell”. (Dobranoc).

Deklarowane w tym tomie kilkakrotnie odrzucenie filozofii („Jedna po drugiej filozofie gasną.” (Dobranoc, „(...) zwątpiłem o filozofii / I świat widzialny to wszystko, co po niej zostało”. (1 grudnia), „nieskończona liczba teorii, tez, wierzeń, hipotez, wezwań, wyznań w dźwiękach mowy, w literach pisanego języka”. (Dom filozofa)) ma głębsze, światopoglądowe uzasadnienie i jest postawą jak najbardziej filozoficzną. W komentarzu do Dwóch wierszy – pierwszym, stylizowanym na rozmowę z przyjaciółką-myślicielką, Jeanne Herach, w którym wyrzeka się filozofowania i drugim, pełnym oburzenia, „że ludzie (...) żyją jakby nigdy nic” – wyznaje Miłosz: „oba wiersze razem świadczą o moich sprzecznościach, skoro wypowiadane w nich sądy są na równi moje.” Także manifestowana w tomie Dalsze okolice beztroska zyskuje nowy sens w świetle autokomentarza do Rozmowy z Jeanne: „Ja jeden wiem, że zgoda na świat (...) kryje w sobie dużo zgryzoty i że jest bardziej może ironiczna, niż się wydaje”. Ostatecznie mimo narzucanego sobie animuszu powraca Miłosz do poczucia nieusuwalnej straty („Ta sama chwała dni zwykłych i mleko w dzbanku, i chrupkie czereśnie. / A jednak nisko, w samym poszyciu istnienia, jak u korzeni lasu, tai się, pełznie / Rozpoznawalna po trzepotliwym lęku małych stworzeń, nieprzebłagana, stalowoszara nicość” (Na plaży)). I chociaż pewną pociechą bywa zapamiętane piękno (Trwałość), pozostaje manichejska wątpliwość: „Jak jest możliwe, chyba wymyślone przez okrutnego demiurga, takie urządzenie świata?" (Powrót).

Melancholijny ton zbioru Dalsze okolice potęgują opisy starości, poddawanej niekiedy – jak w tytułowym wierszu – bezwzględnemu, protokolarnemu niemal oglądowi: „Słabość nóg, bicie serca, trudno wejść pod górę (...) astmą poniżony, / Utratą włosów i zębów pobity”.). Perspektywa starości zwraca poetę ku utraconej przeszłości („W starości wybrałem się do miejsc, po których kiedyś błądziła moja wczesna młodość”. (Powrót) i ku niejasnej przyszłości. Dylematy eschatologii ujmuje Miłosz metodycznie, w postaci kontradykcji: „Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata. (...) – A jeżeli nie ma podszewki świata?” (Sens). Dychotomicznie próbuje też rozpisać problem wiary, ostatecznie odrzucając tę drogę („Ależ gdzież tam! Jakie albo-albo? / Od wieków żyją razem ludzie i bogowie”. ((Albo-albo))) i opowiadając się po stronie irracjonalnej, ludowej religijności („Gdzież nam, zwyczajnym ludziom, do Tajemnicy. (...) Obyśmy nie troszczyli się o nasz los po śmierci, /Ale tutaj na ziemi szukali zbawienia, / Starając się o dobro wedle naszej miary, / Wybaczając śmiertelnym niedoskonałość. Amen”.). Umiłowanie doczesności, wyrozumiałość dla ludzkiego błądzenia okazują się tyleż ideami samego poety, co cechami, które przypisuje Bogu (Medytacja). Tak pojmowana boskość ma w ujęciu Miłosza wiele wspólnego z „umysłem absolutnym, świadkiem obecnym w każdym momencie czasoprzestrzeni”, z którego naśladowania – „nigdy nie zaspokojonego pragnienia szczegółu” – oraz z doznania „kontrastu pomiędzy dążeniem i dosięgnięciem bierze się pobożność filozofów” (Dom filozofa). Nie przypadkiem tom Dalsze okolice zamyka wybór tekstów z poezji Zen, przywołującej w słowach stan szczególnej, pozbawionej złudzeń, oświeconej i współczującej świadomości: „Co to jest / umysł? / Szum wiatru w sosnach / wyrysowany na zwoju / tuszem”. (Zen codzienny).
Spis treści:
Kuźnia
 Adam i Ewa
 Wieczór
 Stwarzanie świata
 Linnaeus
 W muzyce
 Wcielony
 Filologija
 One
 A jednak

W Yale
I. Rozmowa
 II. Pan de Balzac
 III. Turner
 IV. Constable
 V. Corot

 Beinecke Library
 Oset, pokrzywa
 Zgoda
 Przybytek
 Dalsze okolice
 Czytając Notatnik Anny Kamieńskiej
 Młodość
 Uczestnik
 Fotografia
 Trwałość
 Albo-Albo

 Dwa wiersze

 	Rozmowa z Jeanne
 	Wiersz na koniec stulecia

 Pająk
 Dawno i daleko
 Następca
 Zbieranie moreli
 Medytacja
 Na plaży
 Powrót
 … Szerokie palce hawajskiej paproci
 Dobranoc
 l grudnia
 Dante
 Sens
 Kazia
 Dom filozofa
 Komentarz do Domu filozof a
 Zen codzienny</document>
<document nplp_id="1920" title="Do&amp;nbsp;Józefa Sadzika" slug="do-jozefa-sadzika">Przedostatni wiersz w tomie Hymn o perle skierowany jest do zmarłego przyjaciela, duchownego, pallotyna, doktora filozofii (autora pracy o estetyce Heideggera), założyciela i dyrektora - a przez długi czas jedynego pracownika - paryskiego wydawnictwa pallotynów Éditions du Dialogue, a także Centre du Dialogue (od 1973), gdzie Miłosz miał wieczory autorskie, gromadzące również Polaków z kraju. Sadzik zainspirował poetę do przekładania ksiąg biblijnych, opatrzył wstępem Księgę Psalmów (1979) i Księgę Hioba (1980), a przedtem Ziemię Ulro. W tekście Śmierć Józefa Sadzika (opublikowanym w „Kulturze” z października 1980) Miłosz wspominał łączącą ich „współpracę coraz ściślejszą, przyjaźń coraz głębszą, prowadzącą do zwierzeń, jakie rzadko w życiu robimy” (swoistym dowodem intymności tej więzi, mimo różnicy całego pokolenia, jest ostra restrykcja biblioteczna, wyznaczona przez poetę dla swojej korespondencji z księdzem); powrócił też do ich ostatniej rozmowy, kiedy – 26.VIII. 1980 - zadzwonił do Paryża, zaniepokojony przedłużającym się wakacyjnym milczeniem przyjaciela, na kilka godzin zaledwie przed jego niespodziewaną śmiercią – przedwczesną, bo w wieku zaledwie 47 lat - w drukarni pod Paryżem, dokąd ksiądz pojechał z tekstem Księgi Hioba do składu; jego ostatni list Miłosz otrzymał równocześnie z wiadomością o jego zgonie. „Nagłe zniknięcie tego człowieka jest dla mnie dotkliwym przerwaniem w pół słowa rozmowy dopiero zaczętej” – podsumował poeta w nekrologu. Jest to właściwie parafraza incipitu wiersza, naśladującego niewymuszony tok konwersacji: „Jakże tak można, pośrodku rozmowy / Zniknąć i nawet nie powiedzieć «wrócę»”; poufałe wyrzuty sugerują stały kontakt i konfidencję. Z tym potocznym zagajeniem kontrastuje metafora w kolejnej linijce czterowersowej strofki: „I dom od razu mieć wieloechowy”, jej sens kryje się zresztą w drugim członie, epitecie złożonym na wzór homeryckich, a przesuniętym na koniec wersu i przez to zaskakującym, otwierającym niespodziewaną przestrzeń. „Dom wieloechowy” – zawsze znacząca u Miłosza metafora architektoniczna – konotuje przepastną rozległość i pustkę wnętrza: au-delà, zaświaty są domem nie na ludzką miarę, ale zarazem jednak domem, miejscem dla człowieka, miejscem, którego cechą najistotniejszą jest nawet nie tyle brak kontaktu, ile ontologiczna niepewność, podkreślona pytajnikiem: „Skąd żadnej wieści, tylko szum zakłóceń?”. Z zakłóceniami na linii to kolejna wizja zaświatów w poezji Miłosza, która ma groteskowy rys nowoczesnej technologii (jak np. Ustawią tam ekrany). Druga zwrotka wyjątkowo wydłuża pierwszy wers z jedenastu do trzynastu sylab dla podtrzymania swobodnego, nieregularnego rytmu rozmowy: „Tak szczerze, to nam obce i Piekło i Niebo, / I Pola Elizejskie i Nirwana”. Liczba mnoga obiektywizuje powszechny stan współczesnej świadomości, kwestionującej tradycyjne wyobrażenia religijne – chrześcijańskie, ale i te oddalone w czasie i przestrzeni – z mitologii i buddyzmu. „A nie ma przewodnika dostojnego / I mapa lądów nie narysowana”. Erozji wyobraźni religijnej towarzyszy brak autorytetu – do którego Miłosz zawsze tęsknił - a także dezorientacja; sama mapa, narzędzie w dalekich podróżach, zachłannym poznawaniu świata, często pojawia się w twórczości poety i odsyła do jego prywatnej mitologii - w dzieciństwie z pasją oddawał się rysowaniu map nieznanych krain - wizji precyzyjnej i konkretnej. Trzecia zwrotka powraca do metafory z pierwszej, lecz dom rozrasta się w bezosobowe pomieszczenie, przepaść, przytłaczającą wielkością: „Ogromny gmach bez murów i podłogi”; ziemski rys przydają mu ptaki, z onomatopeicznym krzykiem: „Loty umarłych z krzykami jaskółek”, w inwersję zaś wpisuje się dwuznaczność. Wizja rozwija się ukazując uniwersalny wymiar dekadencji religijnej wyobraźni, jej modus już tylko muzealny, z działu sztuki prehistorycznej i prymitywnej: „I wszystkich królestw plemion ukochane bogi, / I relikwiarze wypalonych królestw?”; tę uniwersalność podkreśla czwarta strofa, w której natarczywe pytania podwajają się, wraz z intensyfikacją dźwięków: „Zgiełk nawoływań, labirynt narzeczy, / Porysowane znakami jaskinie?” Podejrzany ontologicznie, niepewny byt zaświatów, dostępny jest w ułamkowej wizji, która nie daje epifanii i nie przynosi konsolacji: „Kogo na ziemi ten zaświat pocieszy, / Co jest i nie jest, zabłyśnie i ginie?”.

Ostatnie z serii pytań rozcina utwór na dwie symetryczne części, ponieważ w kolejnej strofie poeta odrzuca owe wątpliwe wizje: „Nie w to ja wierzę” i powraca do początkowego dialogu, przerzutnią akcentując wciąż trwałą więź z adresatem, a realność rozmowy uwypuklając zaimkami „ja”, „twoja”: „Bo twoja obecność / Tak dla mnie mocna, że zawsze prawdziwa”. Wiersz formułuje to wyznanie znacznie dobitniej niż nekrolog prozą: „Pisanie o umarłym przyjacielu przynosi ulgę. Skupienie uwagi na jego osobie sprawia, że czuję mocno jego obecność”. Miłosz, w którego twórczości podkreśla się znaczenie heraklitejskiej medytacji nad czasem czy „momentem wiecznym”, zawiesza wiedzę swojej poezji, odwołując się wyłącznie do demiurgicznej siły wezwania, głosu samoistnego, uniezależnionego od „ja” poety: „I chociaż nie wiem, co jest czas, co wieczność / Ufam, że słyszysz ten głos, który wzywa”. Dylemat wiary rozgrywa się tu między odrzuconymi obrazami zaświatów a ufnością w „ten głos”, który nie ginie w pustce. Następna zwrotka przenosi dialog na bardzo intymną płaszczyznę; inne rozmowy Miłosza z umarłymi były raczej elegijne, z nutą rezygnacji, ta formułuje bezpośrednio śmiałe żądanie (podobnie zwracał się poeta o wsparcie w zakończeniu Grobu matki ze Światła dziennego, jednak w tamtym wierszu dominował wysoki retoryczny rejestr); potem je nieco łagodzi, powołując się na precedensy: „Zmień moje życie. Trzeba mi pomocy, / Tak jak dawałeś, radą i modlitwą”; od razu jednak wprowadza dystans wobec swego wygórowanego życzenia, dialog zamieniając w relację, co prawda w dramatycznym czasie teraźniejszym: „Wymawiam imię przebudzony w nocy, / Leżę i czekam, aż widziadła znikną”. Przeciwwagą „widziadeł” jest zaklinające je imię, rzeczywistość tego imienia. Jednakże, paradoksalnie, ten wiersz odwracający się od zwodniczych wizji stanowi w gruncie rzeczy współczesną wersję Romantyczności Mickiewicza, wyciąga z niej radykalne wnioski, ilustrując „prawdę żywą”, „macierzystą ideę” polskiego romantyzmu, wyłożoną przez ulubionego twórcę Miłosza we francuskim wstępie do Dziadów: „wiara we wpływ świata niewidzialnego, niematerialnego, na sferę ludzkich myśli i działań”. Miłosz jednak nie mówi o wspólnocie duchów, umarłych i żywych, która w Balladach i romansach bawiła go z racji Mickiewiczowskiego cudzysłowu wobec ludowych wierzeń; w tym wierszu, jak dla szalonej Karusi, umarły jest dla niego żywy: „Żywi z żywymi zanadto złączeni / Żebym uznawał moc zamkniętych granic / I nad podziemną rzeką, w państwie cieni / Zgodził się ciebie, żywego, zostawić”. Poeta sięga znowu do imaginarium śródziemnomorskiej mitologii, by przyjąć rolę Orfeusza, do której powróci po latach w utworze napisanym po śmierci żony Carol, Orfeusz i Eurydyka. Wiersz uzmysławia ważność religijnej problematyki w dziele Miłosza, jednak nie jest dla niej reprezentatywny, stanowi swoistą rzadkość, nie tylko przez sylabotoniczna regularność (poeta swój kunszt rymotwórczy demonstrował stosunkowo rzadko), ale przez konfesyjność ostatniej strofki, wyjątkową nawet na tle coraz bardziej wyrazistej problematyki religijnej jego ostatnich tomów, w których jednak ustawicznie toczy się dyskusja między wiarą a niewiarą, co różni się od zdecydowanego imperatywu zakończenia tego wiersza: „Niech triumfuje Świętych Obcowanie/ Oczyszczający ogień, tu i wszędzie. / I co dzień wspólne z martwych powstawanie / Ku Niemu, który jest i był i będzie”. Ogień Apokalipsy, przywoływanej we wczesnych wierszach Miłosza raz jeszcze staje się oczyszczeniem, nowym początkiem; zmartwychwstanie, które ma prawda przydźwięk jednej z ulubionych herezji poety, manicheizmu katarów, wierzących w zbawienie własnymi siłami człowieka – dokonuje się w wymiarze codzienności, i przez to ją uświęca, a przy tym – jak u polskich romantyków – szczególnej wagi nabiera jego wymiar wspólnotowy. Kolejny utwór, Pod koniec dwudziestego wieku, koda Hymnu o perle, również akcentuje nadzieję na dobroczynną przemianę, nowy początek, uleczenie przeszłości.

Wiersz nosi datę „wrzesień 1980”, powstał w niedługim czasie po śmierci przyjaciela. W październiku Miłosz otrzymał nagrodę Nobla.</document>
<document nplp_id="1921" title="Dolina Issy" slug="dolina-issy">Dolina Issy - druga, po Zdobyciu władzy, powieść Miłosza, jedna z jego najpoczytniejszych książek (67 wydań w 11 językach do 2007, pierwodruk 1955 w Instytucie Literackim „Kultury” w Paryżu, wydanie krajowe 1981 w krakowskim Wydawnictwie Literackim; w 1980 drukowało ją w odcinkach krakowskie „Życie Literackie”). Jak sam autor przyznaje, inspirację zawdzięczał Stanisławowi Vincenzowi, chociaż powieść zaczął pisać mniej więcej w dwa lata po pobycie u Vincenzów w La Combe: powstawała od późnej jesieni 1953, m.in. w Bon nad Lemanem oraz w Brie-Comte-Robert pod Paryżem, do czerwca 1954. Tematem klasycznej narracji, dalekiej od eksperymentów, ostentacyjnie przekornej wobec współczesnej prozy powieściowej, jest dojrzewanie bohatera, Tomasza, który ma wiele rysów wyraźnie autobiograficznych Miłosza, wśród nich ziemiański rodowód i pasje przyrodnicze. Issa jest pseudonimem jego domowej rzeki, Niewiaży, a miejsce akcji przypomina majątek Szetejnie dziadków poety Kunatów. Uprawniona jest więc lektura Doliny Issy jako powieści o narodzinach artysty (Błoński). Albertowi Camusowi przypominała klasyczną prozę rosyjską, przede wszystkim Dzieciństwo Lwa Tołstoja, ale różni się od licznych wspomnieniowych książek o dzieciństwie z wyrazistym tłem obyczajowym symboliczną strukturą i metafizycznym wymiarem; wpisuje się też w tradycję Pana Tadeusza, stanowiąc swoistą hermeneutykę arcydzieła ulubionego poety Miłosza. Ekranizacja w reżyserii i adaptacji Tadeusza Konwickiego miała premierę w 1982.

Na przekór emigracyjnemu kultowi patriotycznej nostalgii Miłosz w Dolinie Issy wybrał mniejszą, najbardziej osobistą ojczyznę, „Krainę Jezior”. Od początku, od opisu okolicy z lotu ptaka, powieść ma zakrój epicki. Akcja toczy się w majątku Surkontów Giniu, którego nazwa ma niewątpliwie wymiar symboliczny - powieść utrwala świat, który bezpowrotnie przeminął. Miłosz wzoruje się na Panu Tadeuszu w opisach „kraju dzieciństwa”, gospodarstwa i gospodarzenia, z wielką precyzją szczegółu, uwagę kierując na najbardziej pospolite, najdrobniejsze przedmioty. Wiele tu słów o zapomnianym znaczeniu, desygnatów nieznanych już rzeczy, niepojętych czynności, przejawów życia, które już odeszło, zapomnianego modusu współpracy człowieka z naturą. Jak w Mickiewiczowskim eposie wszyscy bohaterowie powieści – rodzina Tomasza, a także okoliczna zubożała szlachta zaściankowa - zostali przedstawieni z tolerancją i pobłażliwością. Podobną też funkcję pełni tu humor, który oznacza akceptację bytu, zachwyt istnieniem jako takim. Obraz Litwy w tej książce oddaje wielość narodów i wielość religii na dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa i akcentuje irracjonalny pierwiastek litewskiej kultury z wciąż żywą pogańską mitologią, z czarownikiem i chasydem, którzy na równi obdarzeni są prawdziwą mądrością; pojawiają się też diabły, rodem z racjonalnego XVIII wieku i widmo samobójczyni. Miłosz kształtuje ten świat znowu na wzór Mickiewiczowskich Ballad i romansów. Tradycyjny narrator auktorialny, który wyraźnie zaznacza swoją władzę i wiedzę, również o przyszłości opisywanego świata, przybiera też rolę kronikarza w typie baśniowego Koszałka-Opałka; operuje kunsztownie dystansem, odsłania swoją obecność z naiwnością tak ostentacyjną, że na granicy ironii.

W centrum powieści zostało umieszczone dziecko – bohater przeżywający nieustanne odkrycia, ekstazy, zadziwienia, fascynacje, ale też pierwsze rozterki i poczucie winy. Namiętna ciekawość i radość z poznawania rzeczywistości – również przez lektury i przez namysł nad cudzym losem - prowokuje go do pytań: o porządek świata, o przemijanie i śmierć, o własną tożsamość, formułowanych z naiwnością barbarzyńcy i z wyrafinowaniem artysty; dziecinne przeżycia religijne dotykają kluczowych problemów teologicznych. Szczególną rolę w łańcuchu inicjacji prowadzącym go ku dojrzałości odgrywają rytuały myśliwskie. Ten ważny od wieków element edukacji szlachty kresowej, również szczególny, intymny sposób obcowania z naturą, służy tu za wtajemniczenie nie tylko w zło śmierci istniejące w świecie – polowanie uzmysławia dystans, jaki dzielić winien człowieka od świata przyrody, bycie myśliwym staje się emblematyczną postawą wobec natury. Sam autor w korespondencji z Thomasem Mertonem centralnym problemem powieści uczynił problem śmierci w naturze. Przypadki młodego bohatera wpisują się w sakralną opowieść odwołującą się do teologii i antropologii chrześcijańskiej - o raju i jego utracie, o nieuchronnym upadku, o skazie zła w stworzeniu, jednak od wątku manichejskiego ważniejszy jest antropocentryzm Miłoszowego mitu, który ilustruje niewspółmierność organicznie zbrodniczej natury ze sferą człowieka, a sięga też do argumentów teologicznych i zawiera już ziarno koncepcji apokatastazy. Świat tej powieściowej Księgi Rodzaju, mimo dramatów dotykających mieszkańców doliny nad Issą, tworzy enklawę swoistego ładu wobec napierającego chaosu - wyznacznikiem czasu jest rytm łowieckich sezonów i świąt religijnych, obejmujący cztery pory roku – uniwersalny porządek sprzyjający człowiekowi, na jego ludzką miarę. Chociaż można ściśle określić czas historyczny świata przedstawionego na lata przejściowe po pierwszej wojnie światowej, okres napiętych stosunków między Rzeczypospolitą a powstałym państwem litewskim, a w Roku myśliwego sam autor oskarży siebie i pominięcie epidemii tyfusu z 1919, narracja zostaje często przeniesiona w czas teraźniejszy, wieczność sacrum.

Praca nad Doliną Issy odegrała w twórczości Miłosza rolę terapeutyczną w trudnym okresie pierwszych lat emigracji i kryzysu poetyckiego: pomogła mu w oczyszczaniu się z jadów „heglowskiego ukąszenia”, od którego nie do końca uwolnił się w Zniewolonym umyśle, myślenia o dziejach wielkimi kategoriami, niwelującymi znaczenie jednostki. Historia – jak w baśni - ma ograniczony dostęp do cudownej doliny, zanurzonej w micie. Wygnanie z raju jest powszechnym losem człowieka, toteż nadając opowieści o dziecku tracącym raj i tracącym niewinność wymiar uniwersalny, Miłosz przezwyciężył nostalgię. Powrót w przeszłość nie był sentymentalną wycieczką – przyniósł autorowi katharsis.</document>
<document nplp_id="1938" title="Dramaturgia Zbigniewa Herberta" slug="dramaturgia-zbigniewa-herberta">Zbigniew Herbert jest autorem pięciu publikowanych za życia poety dramatów. Zadebiutował Jaskinią filozofów w 1956 roku (pierwodruk w „Twórczości” 1956 nr 9), następnie ogłosił Drugi pokój (1958), Rekonstrukcję poety (1960), Lalka (1961) i Listy naszych czytelników (1972). W 1966 roku Polskie Radio zrealizowało także Maję (1962), sztukę po raz pierwszy opublikowaną dopiero w 2008 roku. W archiwum poety zachował się jeszcze jeden, ukończony, a nigdy nie drukowany dramat Herbert Przewodnik (1962).

Jaskinia filozofów jest dramatem pisanym z myślą o scenie, pozostałe utwory Herberta utrzymane są w poetyce słuchowiska radiowego. Autor zabiegał jednak o ich inscenizację, wierząc, że stworzona przez niego forma dramatyczna, którą nazywał „sztuką na głosy”, może się urzeczywistnić we wszystkich typach nowoczesnego teatru: w radiu, na scenie, w teatrze telewizji. W sztukach poety klasyczna akcja dramatyczna, wyrażająca się w działaniach i przeciwdziałaniach postaci, nie odgrywa zasadniczej roli. Zjawiający się w nich bohaterowie nie są stronami jakiegoś konkretnego konfliktu, a ich relacji nie określa wyraźna intryga, obliczona na zmianę zastanej sytuacji czy realizację zamierzonych przez postacie celów. W sztukach tych nie liczy się także dynamika zdarzeń, a jeżeli następuje w nich jakaś zmiana, to ma ona charakter wewnętrznej, psychicznej czy umysłowej przemiany bohatera dramatu. Herberta zasadniczo interesuje stan świadomości człowieka konfrontowanego z lękiem, samotnością, wykluczeniem, bólem i śmiercią. Moment, w którym ofiara (a także sprawca cudzego cierpienia lub świadek zbrodni) próbuje nazwać istotę swojego doświadczenia Herbert uznał za dramatyczny i uczynił sprężyną całej twórczości teatralnej.

„Sztuki na głosy” Herberta wpisują się w nurt XX-wiecznego dramatu poetyckiego, który w Polsce, przede wszystkim za sprawą romantyków i Stanisława Wyspiańskiego, miał swoją wielką tradycję. Nie tylko literacką – także teatralną. Wychowany na Reducie Juliusza Osterwy, a wiec teatrze, który z powodzeniem łączył realizm z poezją, autor Lalka przekonywał reżyserów, że jego sztuki – także te o kształcie radiowego słuchowiska – mogą być zrealizowane na scenie. Do najważniejszych inscenizacji dramatów Herberta należy zaliczyć Jaskinię filozofów w reżyserii Ireny i Tadeusza Byrskich w Teatrze im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim (1964), Drugi pokój w reżyserii Jerzego Stuhra w krakowskiej PWST (1995), Lalka w reżyserii Ryszarda Majora w Teatrze im. Norwida w Jeleniej Górze (1975), Wiesława Górskiego w Teatrze im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim (1997) i Marka Pasiecznego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (1997).

Dramaty Herberta z powodzeniem realizowane były także w Teatrze Telewizji, gdzie oryginalną adaptację Lalka stworzył Tadeusz Byrski (1963) i Zbigniew Zapasiewicz (1997). Na podstawie Listów naszych czytelników Stanisław Latałło nakręcił film krótkometrażowy z wybitną kreacją Tadeusza Łomnickiego. „Sztuki na głosy” Herberta doczekały się także wielu realizacji w Teatrze Polskiego Radia. W słuchowiskach reżyserowanych min. przez Janusza Warneckiego, Tadeusza Byrskiego, Helmuta Kajzera, Andrzeja Piszczatowskiego, Andrzeja Zakrzewskiego wystąpili tak wybitni aktorzy, jak Halina Mikołajska, Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki czy Jan Świderski.

Jaskinia filozofów jest dramatem pisanym z myślą o scenie, pozostałe utwory Herberta utrzymane są w poetyce słuchowiska radiowego. Autor zabiegał jednak o ich inscenizację, wierząc, że stworzona przez niego forma dramatyczna, którą nazywał „sztuką na głosy”, może się urzeczywistnić we wszystkich typach nowoczesnego teatru (w radiu, na scenie, w teatrze telewizji). Zachowało się kilka autorskich komentarzy, w których Herbert objaśnia potencjalnym reżyserom konstrukcję i sens swoich dramatów, a także daje im drobne wskazówki inscenizacyjne. W komentarzu do Rekonstrukcji poety napisał: „Nazwałem Rekonstrukcję poety sztuką na głosy, aby podkreślić, że ani sytuacje sceniczne ani akcja nie stanowią istoty utworu. Jest to starcie, lub raczej zestawienie dwu światów: filozoficznego i poetyckiego, a także dwu rodzajów poezji: epickiej (pierwszy koncert na rynku) i lirycznej (końcowe wiersze Homera). Cały ten dramat musi być wygrany głosem i interpretacją – od arii bohaterskiego tenora do głosu, który w samotności budzi się, pełga, rośnie, opada i niknie. (…) Na przekór tym zastrzeżeniom nie wydaje się, aby sztuka była pozbawiona wszelkich elementów widowiskowych. Światło, które wydobywa z nicości świat Homera i świat profesora i miesza je, powinno tu odgrywać główną rolę. Ponieważ głos profesora zjawia się niespodziewanie, od początku ma charakter mechaniczny. To nasuwa pomysł, że można tę postać sklecić z gipsowego popiersia antycznego i anatomicznego modela”.

Komentarz Herberta pozwala wychwycić zasadnicze cechy jego dramaturgii. W sztukach poety klasyczna akcja dramatyczna, wyrażająca się w działaniach i przeciwdziałaniach postaci, nie odgrywa zasadniczej roli. Zjawiający się w nich bohaterowie nie są stronami jakiegoś konkretnego konfliktu, a ich relacji nie określa wyraźna intryga, obliczona na zmianę zastanej sytuacji czy realizację zamierzonych przez postacie celów. W sztukach tych nie liczy się także dynamika zdarzeń, a jeżeli następuje w nich jakaś zmiana, to ma ona charakter wewnętrznej, psychicznej czy umysłowej przemiany bohatera dramatu. Herberta zasadniczo interesuje stan świadomości człowieka konfrontowanego z lękiem, samotnością, wykluczeniem, bólem i śmiercią. Moment, w którym ofiara (a także sprawca cudzego cierpienia lub świadek zbrodni) próbuje nazwać istotę swojego doświadczenia Herbert uznał za dramatyczny i uczynił sprężyną całej twórczości teatralnej.

Poeta zbliżył się pod tym względem do XX-wiecznych egzystencjalistów, którzy, jak Jean Paul Sartre czy Albert Camus, opartą na doświadczeniu granicznym sytuację dramatyczną czynili parabolą ludzkiego życia, a dialog postaci – wehikułem rozważań filozoficznych. Ich zasadnicza problematyka swoje urzeczywistnienie osiągała właśnie w międzyludzkich interakcjach. Jednak najważniejszym przeciwnikiem człowieka nie jest w dramatach Herberta drugi człowiek, ale sama struktura istnienia, ontologicznie „skażonego” złem. Zakorzenione w bycie zło nie tylko krzywdzi ludzi, ale także wymusza na nich refleksję – czyni z nich filozofów, jak chciał tego Sokrates. Wysiłek intelektualnego zapanowania nad bolesną rzeczywistością pozwala niekiedy bohaterom Herberta dostrzec ślady istnienia wyższej, boskiej rzeczywistości.

Nieprzypadkowo to właśnie Sokrates jest bohaterem debiutanckiej Jaskini filozofów Herberta. Autor pokazał jednak niekanoniczną, bo poetycką twarz greckiego myśliciela. Wierzył bowiem, że najbardziej skuteczną formą ludzkiego poznania nie jest zracjonalizowany dyskurs filozofów, ale oparty na metaforze, nasycony symboliką i organicznie związany z głośną ekspresją dyskurs poetów. Zestawiając w Rekonstrukcji poety dwa światy: filozoficzny i poetycki Herbert porównywał w istocie dwie formy poznania okrutnej rzeczywistości i udowadniał, że tylko poezja jest w stanie uchwycić irracjonalne pierwiastki ludzkiego istnienia, bez których życie staje się jałowe, tzn. pozbawione sensu, wartości i głębi. W konfrontacji ze złem bohaterowie dramatów Herberta stają się poetami, nawet wtedy, gdy ich świadomość i język nie wyrastają ponad poziom ich społecznego zakorzenienia – lokatorów czynszowej kamienicy (jak w Drugim pokoju) czy mieszkańców prowincjonalnego miasteczka na północy Polski (jak w Lalku).

Poezja rodzi się w dramatach Herberta w sytuacji egzystencjalnego napięcia i zazwyczaj wyraża się w formie monologu dramatycznego o wielkim ładunku lirycznym. Tak dzieje się wtedy, gdy bohaterem utworu jest osoba szczególnie predestynowana do intelektualnej potyczki ze światem – Sokrates w Jaskini czy Homer w Rekonstrukcji poety. Natomiast gdy bohaterami sztuki Herbert czyni ludzi o ograniczonej świadomości, ich prozaiczny dialog – pod wpływem rodzącego się w nich doświadczenia – podlega oryginalnemu procesowi liryzacji. Najwyraźniej dostrzegamy go w tych partiach dialogu postaci, które przyjmują kształt ukrytego aforyzmu (np. wtedy, kiedy bohaterowie Drugiego pokoju mówią o śmierci, która „wchodzi przez komin”, albo gdy bohater Listów mówi o pacjentach szpitala psychiatrycznego, którzy „płynęli tym samym kursem, na wietrze strachu, pod wydętymi żaglami”). Herbert rytmizuje kwestie postaci, poddaje je głoskowej instrumentalizacji, tworzy paralelne układy składniowe, nasyca je obrazami, metaforami, symboliką, pojedynczym słowom nadając dodatkowy potencjał semantyczny. Pisząc w ten sposób poeta osiągał efekt, który Thomas Stearns Eliot – jeden z mistrzów Herberta – nazywał „muzykalizacją” dramatu. O ile zastosowanie wiersza w monologu postaci powoduje zdaniem autora nagłe „przerzucenie” czytelników czy widzów na plan wewnętrznych przeżyć bohatera, o tyle muzyczna kompozycja dialogu powoduje efekt o wiele subtelniejszy, który polega na stopniowym rozszerzeniu perspektywy ukazywanych zdarzeń na obszary niedostępne umysłowości postaci. Uzasadniając tego typu konstrukcję można mówić o poznawczej intuicji bohaterów czy nagłym przeczuciu sensu toczących się wypadków. W tych szczególnych chwilach ich głos zyskuje jakby dodatkową skalę, którą w istocie dysponuje autor dramatu czyli sam poeta.

Efekt „muzykalizacji dramatu wiąże się w twórczości Herberta z czysto muzyczną teorią głosu jako narzędzia ekspresji w utworze wokalnym. W komentarzu do Rekonstrukcji poety autor wprost odwołuje się do opery (mówi o „arii bohaterskiego tenora”), a dalsza charakterystyka głosu Homera („budzi się, pełga, rośnie, opada i niknie”) przywodzi na myśl partie tenora w średniowiecznym chorale czy w renesansowej monodii (której korzenie tkwią w tragedii antycznej). Muzyczna perspektywa odejmuje Herbertowskiej formule „sztuka na głosy” anachroniczności i banalności, w którą wtrąca ją teatralne rozumienia pojęcia „sztuki”, odsyłające do XIX-wiecznych wzorów dramaturgii realistycznej i naturalistycznej. Kiedy natomiast w formule tej usłyszy się odwołanie do pojęcia sztuki jako takiej – i sparafrazuje jako „sztuka pisania na głosy” czy też „sztuka komponowania na głosy” – nabiera ona uniwersalnego znaczenia. Muzyczność zakorzenia projekt Herberta w filozofii klasycznej. Jednak nie w jej nurcie idealistycznym, dla którego muzyka była odbiciem wyższej harmonii świata, ale w realistycznym, reprezentowanym przez Arystotelesa, który źródeł muzyki – i w ogóle sztuki – szukał w wytwarzającym ją artyście, a nie w boskiej idei.

Herbert dysponował niezwykłą wyobraźnią dźwiękową i trudno się dziwić, że językiem nowoczesnego dramatu poetyckiego uczynił on język słuchowiska, z jego upodobaniem do monologu i rozmaitych form narracyjno-dialogowych, z jego logocentryzmem i koncentracją na dźwiękowym aspekcie słowa, niezwykle plastycznym ukształtowaniem czasu i przestrzeni, bardzo podatnym na rozmaitego rodzaju metaforyzacje i symbolizacje, z wyjątkową formą intymnej komunikacji, wreszcie – z naczelną kategorią głosu. Głos w radiu przydaje postaci dramatycznej „ciała”, ale jest to ciało bardzo subtelne, związane z ekspresją uczuć i myśli bohatera, a nie jego wyglądu, zachowania, tego całego fizycznego i materialnego istnienia ludzi w świecie, który zmysłowo unaocznia scena teatralna. Głos skraca dystans między osobami dialogu, intensyfikuje ich kontakt psychiczny i umysłowy. Komunikacja w poetyckim teatrze radiowym, to zwierzenie, spowiedź – z jednej strony, i podsłuchiwanie, niedyskretne przywłaszczanie cudzego głosu – z drugiej. Herbert cenił radio nie tylko za możliwość przywracania słowu poetyckiemu jego dźwiękowej postaci, ale także za ową szczególną sytuację intymnej bliskości z dalekim odbiorcą.

„Sztuki na głosy” Herberta wpisują się w nurt XX-wiecznego dramatu poetyckiego, który w Polsce, przede wszystkim za sprawą romantyków i Stanisława Wyspiańskiego, miał swoją wielką tradycję. Nie tylko literacką – także teatralną. Wychowany na Reducie Juliusza Osterwy, a wiec teatrze, który z powodzeniem łączył realizm z poezją, autor Lalka przekonywał reżyserów, że jego sztuki mogą być zrealizowane na scenie. Jednak ich inscenizacje były raczej rozczarowujące. Tak o jednej z nich pisał Józef Kelera: „To, co w tej sztuce powinno być u s ł y s z a n e, jest nade wszystko rzeczywistością psychologiczną o dosyć gęstym klimacie i dużej skali napięć. Z głosów dwojga młodych ludzi, którzy czyhają na śmierć staruszki zajmującej ów „drugi pokój” za ścianą (…) rodzi się jakiś dramat okrucieństwa. I dramat ten dzieje się dla nas także „za ścianą”: jest podsłuchany. Przez to angażuje też wyobraźnię. Wywleczony jednak na scenę, z łóżkiem i betami, z nocną koszulą i obślinianiem się małżonków, z wieszakiem i miednicą – traci całą rozpiętość i wbrew pozorom całą ostrość, gęstość, rozłożony nagle na rekwizyty i płaskie sytuacje bez utajonego nerwu i spięcia. Tak wyrządzono Herbertowi niedźwiedzią przysługę”.

Kelera nie po raz pierwszy kwestionował zasadność teatralnej adaptacji słuchowisk, w którą z kolei wierzył Herbert. W gruncie rzeczy jednak wątpił w sam teatr jako medium zdolne ocalić semantyczną wielowarstwowość dramatu już nie radiowego, ale poetyckiego. „Lalek jest niby reportażem swoiście upoetyzowanym i lepiej się go też czyta niż słucha ze sceny. W tekście jest pewien nawias, pewien cudzysłów stylistyczny, jakaś próba sprowadzenia tego do kategorii omalże przypowieści. Na scenie trudno to ocalić” – pisał po premierze Lalka w reżyserii Witolda Skarucha. Przeświadczenie Kelery wkrótce zamieniło się w stereotyp o niesceniczności dramatów Herberta, które do dziś – mimo wielu udanych realizacji – pokutuje w polskim teatrze.</document>
<document nplp_id="1939" title="Druga przestrzeń" slug="druga-przestrzen">Druga Przestrzeń Czesława Miłosza, tom opublikowany w 2002 roku, zawiera trzy obszerne poematy - Ksiądz Seweryn (cykl wierszy ukazujących duchowe rozterki kapłana niepewnego sensu swego powołania), Traktat teologiczny (zapis zmagań samego autora, szukającego formy poetyckiej odpowiedniej dla wyrażenia doświadczenia religijnego; nota bene cykl ten został wcześniej opublikowany na łamach "Tygodnika Powszechnego") i Czeladnik (będący artystycznym upamiętnieniem osoby Oskara Miłosza, krewnego i mentora poety), a także szereg pojedynczych wierszy o dużej rozpiętości gatunkowej, stylistycznej i tematycznej, sięgającej od lirycznych wyznań przez narracyjne wspomnienia aż po swoiste modlitwy poetyckie.

Książka ta - podobnie jak wcześniejsze To - ma wyraźnie rozrachunkowy charakter, podejmując i rozwijając wątki dominujące już w tamtym tomie, stanowiąc zarazem rodzaj poetyckiej spowiedzi dokonywanej w obliczu zbliżającej się śmierci. Tym razem jednak nieco mniejszą rolę odgrywają motywy autobiograficzne (wraz z anegdotycznymi detalami, osobistymi olśnieniami bądź personalnymi porachunkami), ustępując miejsca religijnym rozterkom i refleksji metafizycznej (choć w paru miejscach da się odnaleźć aluzyjne odwołania krytyczne np. do twórczości Tadeusza Różewicza czy Witolda Gombrowicza). Pojawiają się tu wprawdzie teksty poświęcone konkretnym osobom, miejscom bądź epizodom z życia autora, ale przeważnie stanowią one punkt odniesienia dla rozważań związanych z główną problematyką zbioru.

Przeczuwany nadchodzący kres życia staje się zatem bodźcem do ponownego przemyślenia relacji między "pierwszą" a "drugą przestrzenią", tzn. między życiem doczesnym, ludzką egzystencją, ziemskim doświadczeniem a zaświatami, czyli obszarem obietnicy metafizycznej. W kolejnych utworach na różne sposoby powraca zaś pytanie o możliwość odnalezienia religijnego pocieszenia w obliczu nieuchronnego przemijania i bliskiego kresu. Medytacje te nie prowadzą jednak do jednoznacznego rozstrzygnięcia, zakreślając raczej pole osobistych wyobrażeń, niepokojów i przeczuć samego poety - "religijność - jak pisze Aleksander Fiut - ma u niego wymiar nade wszystko prywatny, jest dramatycznym nieraz, podszytym niewiarą, dialogiem z Bogiem".

Nostalgiczną tęsknotę za usankcjonowanym metafizycznie porządkiem świata dokumentują np. polemiczne wycieczki przeciwko zdesakralizowanej wyobraźni nowożytnej (uosabianej np. przez postacie Karola Darwina i Witolda Gombrowicza), które pod wieloma względami przypominają diagnozy formułowane niegdyś przez Miłosza w Ziemi Ulro (nawet autorzy przywoływani tytułem exemplum jako adwersarze nowoczesnego nihilizmu pozostają w obu książkach ci sami - Emanuel Swedenborg, Adam Mickiewicz, Oskar Miłosz). W kolejnych utworach pojawiają też co jakiś czas jednoznaczne wyznania i deklaracje światopoglądowe o stopniu dosłowności i bezpośredniości rzadko spotykanym we współczesnej literaturze, bliskie właściwie stylowi kaznodziejskiemu (np. "A ja powtarzam: "Wierzę w Boga" i wiem, / że nie ma na to żadnych usprawiedliwień" (Wbrew naturze) czy "Kto pokłada ufność w Jezusie Chrystusie, oczekuje jego przyjścia / i końca świata, kiedy pierwsze niebo i pierwsza ziemia / przeminą i śmierci już nie będzie" (Coś się narodził)).

Znaczącym kontrapunktem dla takich fideistycznych eksklamacji pozostają wszakże liczne zapisy rozterek i wątpliwości poety, utrudniających bezbolesne pożegnanie z doczesną rzeczywistością i jednoznaczne domknięcie światopoglądowej perspektywy. Jednym z istotnych wątków rozstrzygających o myślowej wieloznaczności tomu jest niewątpliwie namysł nad wielostronnym uwikłaniem człowieka w materię. Przede wszystkim chodzi tu o przywiązanie człowieka do każdego doświadczanego konkretu i do zmysłowego piękna rzeczywistości i o niezdolność wyobrażania sobie innej formy istnienia ("Po tamtej stronie żadnej rzeczy, którą moglibyśmy / zobaczyć, dotknąć, usłyszeć, posmakować. / Wybieramy się tam, ociągając się, niby emigranci / nie oczekujący szczęścia w dalekich krajach wygnania" (Granica)). Eksponowane miejsce wśród owych sensualnych powabów doczesnego świata zajmują w Drugiej przestrzeni kobiety (np. Koleżanka, Anioł Stróż, Piękna nieznajoma, Tak więc Ewa), kojarzone (w tym wypadku zgodnie z tradycyjną topiką) z potrzebą "miłosnego dotyku", ulotnym wdziękiem i wegetatywnym rytmem natury ("monotonne koło narodzin i zgonów").

Refleksja nad osadzeniem ludzkiego istnienia w materii ma jednak - poza ekstatyczną afirmacją piękna świata - także drugi wymiar, związany z osobistym doświadczeniem schyłku życia. Obserwacja własnego starzejącego się i słabnącego ciała, coraz częściej nie poddającego się woli podmiotu, przynosi smutną wiedzę o uwięzieniu świadomości w pułapce materii i o niekwestionowanej władzy fizjologii nad człowiekiem (np. w wierszach Wiek nowy, Oczy).

Przede wszystkim jednak harmonijną kontemplację prawdy religijnej utrudnia problem pogodzenia doświadczalnej realności zła i cierpienia z wiarą w domniemaną wszechmoc i nieskończoną dobroć Boga. Dylemat ten, od wieków obecny w myśli filozoficznej i teologicznej, będący tradycyjnym tematem wszelkich teodycei, stanowi też jeden z najważniejszych lejtmotywów Drugiej przestrzeni. Klasyczne pytanie Si Deus est, unde malum? powraca w kolejnych wariacjach, bądź jako domyślna sugestia wpisana w poszczególne poetyckie obrazy, bądź też jako fraza powtarzana expressis verbis i parafrazowana w obrębie dramatycznych zawołań, raz po raz kierowanych do Stwórcy (np. "Nie pojmuję, jak mogłeś stworzyć taki świat, / Obcy ludzkiemu sercu, bezlitosny. / W którym kopulują monstra i śmierć / jest niemym strażnikiem czasu" (Jak mogłeś)).

Tom ten spotkał się ze sporym zainteresowaniem krytyków i komentatorów, którzy na ogół komplementowali zamieszczone w nim utwory Miłosza (zwłaszcza zaś Traktat teologiczny) za domniemaną szczerość wyznań, odwagę stawiania zasadniczych pytań i dojrzałość postawy egzystencjalnej (choć zdarzały się też głosy krytyczne, np. Andrzej Skrendo dostrzegał w ostatnich tomach Miłosza - zwłaszcza zaś w Traktacie teologicznym - "objawy niejakiego skostnienia" myślowego, a jednocześnie wskazywał nasilenie pewnej koturnowości języka poetyckiego). Przeważnie jednak podkreślano oryginalność przedsięwzięcia, mającego służyć głównie wypracowaniu nowej formuły dyskursu religijnego, unikającej zarówno mitów etnocentrycznego mesjanizmu, jak też klisz obrzędowej dewocji czy hermetycznych objaśnień rodem z żargonu teologicznego.
Spis treści:
I
Druga przestrzeń
Późna dojrzałość
Jeżeli nie ma
W Krakowie
Oprawa
Werki
Przewaga
Mistrz mego rzemiosła
Pobyt
Emigrować
O starych kobietach
Koleżanka
Lokator
Anioł Stróż
Piękna nieznajoma
Wbrew naturze
Powinienem teraz
Wysokie tarasy
Nieprzystosowanie
Wysłuchaj
Uczeni
Przekupnie
Kufer
"Ja"
Degradacja
Wiek nowy
Oczy
Notatnik
Człowiek wielopiętrowy

II
Ksiądz Seweryn
1. Kawki na wieży
2. Teofil
3. Kasia
4. Jak mogłeś
5. Karawele
6. Obecność
7. Dziecko
8. Leonia
9. A jeżeli
10. Przerażenie
11. Cesarz Konstantyn

III
Traktat teologiczny
1. Takiego traktatu
2. Poeta, którego ochrzczono
3. Nie jestem
4. Przepraszam
5. Obciążenie
6. Na próżno
7. Mnie zawsze podobał się
8. Ależ tak, pamiętam
9. Nie z frywolności
10. Czytaliśmy w katechizmie
11. Według Mickiewicza
12. Tak więc Ewa
13. Nie można się dziwić
14. Coś się narodził
15. Religię bierzemy
16. Tak naprawdę
17. Dlaczego nie przyznać
18. Gdybym nie posiadł
19. No tak, trzeba umierać
20. Granica
21. Żeby wreszcie
22. Miejcie zrozumienie
23. Piękna Pani

IV
Czeladnik
I. [Między trawnikami Marienbadu...]
II. [Myślę o Wenecji powracającej jak muzyczny motyw...]
III. [Uwierzyłem, że to, co mówi, jest prawdą...]
IV. [W liście do Christiana Gaussa opisuje swój sezon w Czerei...]
V. [Byłem bardzo młody, kiedy przygnębiała mnie wiecznie trwająca...]
VI. [Przez wiele popołudni w bibliotece Sorbony...]
VII. [Noty dyplomatyczne pisane wykwintną francuszczyzną...]
VIII. [Religia przestała być dla mnie narodowym obrzędem...]
IX. [Długo szukałem, jakie dla mnie przygotowano zadanie...]

V
Metamorfozy</document>
<document nplp_id="1940" title="Dwukropek" slug="dwukropek">W Dwukropku Wisława Szymborska w znacznej mierze nawiązuje do linii wyznaczonej tomem Chwila, podejmując podobne tematy. Nieuwaga, jak Wczesna godzina z Chwili, stanowi autoironiczną naganę za chwilowe przyzwyczajenie się do świata, a więc brak zdziwienia nim. Nieobecność napisana w charakterystycznej dla Szymborskiej poetyce negatywnej, przedstawia zdziwienie mówiącej, że jest właśnie tym, kim jest, podczas gdy decyzje rodziców mogłyby zmienić jej drzewo genealogiczne. ABC pokazuje starość jako okres, gdy nie można już zadać pewnych pytań lub nie można uzyskać na nie odpowiedzi.

Nowy ton pojawia się w Moralitecie leśnym. Szymborska posłużyła się tu rymami (opartymi w dodatku na zasadzie paronomazji), których przez wiele lat unikała w twórczości tzw. poważnej. Wiersz ten można uznać za „ekologiczny”, wyrażający wątpliwość, czy sens mają pytania o „moralność” natury, skoro pochodzą one z porządku „ludzkiego”. Następujący tuż po nim wiersz Zdarzenie formułuje podobne pytanie, dodając do niego wątek darwinowski (polująca lwica). W obszernym Monologu psa zaplątanego w dzieje poetka włącza się w dyskusję o tzw. „banalności zła”, stosując chwyt monologu psa nazisty, opisującego swego pana od strony prywatnej, zwyczajnej. Psi brak świadomości zła może kojarzyć się z nieświadomością wielu ludzi na temat tego, co naprawdę działo się np. w obozach. Tomik kończy się symbolem interpunkcyjnego dwukropka, co może znaczyć, że więcej jest pytań niż oczywistych odpowiedzi. Także w tym tomie.

Dwukropek w chwili pojawienia się na rynku wydawał się niespodzianką, ponieważ Szymborska przyzwyczaiła czytelników i krytyków do dłuższych pauz między kolejnymi tomikami. W tomie wydanym trzy lata po poprzedzającej go Chwili odnaleźć może kontynuację linii wówczas wyznaczonej, także ze względu na zbieżność podejmowanych tematów. Nieuwaga, jak Wczesna godzina z Chwili, jest ironicznym skarceniem samej siebie za chwilowe „zaćmienie zdziwienia” światem („Źle sprawowałam się wczoraj w kosmosie. / Przeżyłam całą dobę nie pytając o nic, / nie dziwiąc się niczemu”). Nieobecność, pisana w tzw. poetyce negatywnej (opisywanej przez Artura Sandauera oraz w książce Doroty Wojdy), ponawia myśl z W zatrzęsieniu z Chwili: zdziwienie podmiotu, że jest właśnie tym, kim jest, gdy mógłby być kimś zupełnie innym, gdyby nie decyzje przodków w przeszłości; oba te wiersze odsyłają do paradygmatycznego Zdumienia z Wszelkiego wypadku. W Nieobecności poetka łączy go jednak z konceptem autobiograficznym, sięgając po tzw. „historie alternatywne” i snując myśli, kim byłoby dziecko matki z innym narzeczonym („panem Zbigniewem B. ze Zduńskiej Woli”) oraz ojca z inną narzeczoną („Jadwigą R. z Zakopanego”), przy czym osoba mówiąca w wierszu uznaje obie te dziewczynki za swoje „alternatywne siostry”. Zarazem jednak koncept ten zostaje w Dwukropku interesująco rozszerzony w stosunku do wcześniejszych realizacji. ABC, podobnie jak Spis z Chwili, mówi nie wprost o starości jako okresie, kiedy nie można już zadać pewnych pytań lub można tylko o nich myśleć, lecz nie ma możliwości uzyskać na nie odpowiedzi. W Spisie pytania dotyczą bardziej pytań z perspektywy makro, choć pojawia się też wątek osobisty („Co próbowała mi powiedzieć M., / kiedy już mówić nie mogła”). W ABC kolejnym literom alfabetu do „K” przypisane są imiona ludzkie i poetka wylicza kwestie jak gdyby „zaniedbane” w przeszłości, których obecnie nie można już wyjaśnić („Nigdy już nie dowiem, / co myślał o mnie A. / Czy B. do końca mi nie wybaczyła”). Wypadek drogowy przedstawia historię dziejącą się na dwóch równoległych płaszczyznach, w jednej wydarza się wypadek, w drugiej bliscy tragicznie zmarłych prowadzą codzienne życie, o niczym nie wiedząc (w Chwili podobny chwyt obowiązuje w wierszu Wczesna godzina); w puencie poetka wprowadza motyw chmur – obojętnych świadków ludzkiej obecności na ziemi (por. Chmury z Chwili). Wreszcie Dwukropek kończy się wierszem wprost nawiązującym do tomiku poprzedzającego go: „Właściwie każdy wiersz / mógłby mieć tytuł Chwila”. Wiersz ten jednak kończy się puentą sugerującą otwarcie możliwości i pytań, podsuwaną przez symbol interpunkcyjnego dwukropka („a w odpowiedzi - / jeżeli dwukropek:”). Można rozumieć to również tak, że poetka w tym tomiku wiele istotnych dla siebie kwestii czy pytań pozostawiła bez dopowiedzenia, bądź że próby odpowiedzi zawarte w tym tomiku są wstępne i mogą mieć wersje „alternatywne” (jak w Nieobecności).

Wiele wierszy Dwukropka choć daje się powiązać z wcześniej występującymi w tej poezji wątkami, wprowadza jednak nowe jakości światopoglądowe lub artystyczne. W Moralitecie leśnym Szymborska posłużyła się rymami, których przez wiele lat unikała w twórczości tzw. poważnej, tutaj jednak zagęściła ich obecność tak, że pojawiają się nie w klauzulach wersów, a w obrębie jednego wersu, zwykle na zasadzie paronomazji czy paronimu, np. „Zna go na wylot i na ptasi przelot” lub „gotyk-niebotyk”. Światopoglądowo wiersz włącza się w nurt „ekologicznych” wierszy Szymborskiej, czy po prostu wierszy o naturze, oglądanej z perspektywy Wielkiego Łańcucha Bytu. Tym, co poetkę intryguje, jest zasadność formułowania człowieczych, więc antropomorfizujących pytań o „moralność” natury. Następujący tuż po nim wiersz Zdarzenie formułuje podobna kwestię, dodając do niej wątek darwinowski. Opis lwicy polującej na antylopę wydaje się nawiązaniem do poezji bestiarycznej wysokiego modernizmu (Tadeusz Miciński, Bolesław Leśmian, Leopold Staff, Kazimiera Zawistowska, Rubén Darío, Leconte de Lisle, Reiner Maria Rilke), ale odrzuca jej perspektywę fascynacji egzotyką i mistycyzacji zwierzęcia na rzecz perspektywy darwinistycznej. Nic dziwnego, że kolejny wiersz w tomiku, Pociecha, przedstawia upodobania Darwina do powieści kończących się szczęśliwie, co poetka wyraźnie odbiera jako rodzaj poszukiwania kompensacji czy ulgi, których źródeł upatruje się niekiedy w dziełach sztuki lub w rozrywce. Stary profesor to zapis rozmowy z tytułową postacią, przy czym w chwycie niedopowiedzenia (wspominanie wspólnej dawnej przeszłości), staje się on medytacją na temat starości również własnej, odchodzenia minionych perspektyw, zamykania się życia, przy jednocześnie niegasnącej pasji kontemplacyjno-poznawczej, a więc tak bliskiej poetce postawie zdziwień. W wierszu tym można wręcz doszukać się spojrzenia przewartościowującego dotychczasowe spoglądanie „z ziemi ku górze” na rzecz „z góry na ziemię” – „jak gwiazda” („Kiedy wieczór pogodny, obserwuję niebo. / Nie mogę się nadziwić, / ile tam punktów widzenia”). W obszernym Monologu psa zaplątanego w dzieje poetka konceptystycznie mówi o najprawdopodobniej nazistowskim „panu” psa, w istocie włączając się w dyskusję o tzw. „banalności zła” (nazista oglądany od strony swojego ukochanego psa jako „dobry pan”, człowiek prywatny, zwyczajny).

Opinie krytyków o tomie były różne – Piotr Michałowski dał wyraz swojemu rozczarowaniu: „Przyznam, że począwszy od Chwili, która nie dorównując wcześniejszym tomikom, dotkliwie ujawniła wyczerpywanie się repertuaru, stałem się wobec Szymborskiej podejrzliwy, przyjmując w lekturze następnych utworów postawę tropiciela wtórności”. Aneta Wiatr poetki broniła: „Te niedociśnięcia pedału, niedopięcia, zawieszenia albo odpowiedzi dialektyczne, znoszące się wzajemnie, neutralizujące, te paty, remisy, te efektownie rozgrywane, a nierozegrane gry o wyniku zero – gotowiśmy w pierwszej chwili brać za słabość wiersza, dopóki przy bliższym wejrzeniu nie wychynie z tego światopogląd.”
Spis treści:
Nieobecność
ABC
Wypadek drogowy
Nazajutrz – bez nas
Moralitet leśny
Zdarzenie
Pociecha
Stary profesor
Perspektywa
Uprzejmość niewidomych
Monolog psa zaplątanego w dzieje
Wywiad z Atropos
Okropny sen poety
Labirynt
Nieuwaga
Grecki posąg
Właściwie każdy wiersz</document>
<document nplp_id="1941" title="Eseistyka Czesława Miłosza" slug="eseistyka-czeslawa-milosza">Pierwszą książką eseistyczną Miłosza stał się wydany w 1953 Zniewolony umysł, co zarazem sprawiło, że bardzo długo poeta poza Polską znany był jedynie jako pisarz polityczny, autor błyskotliwej diagnozy systemu totalitarnego. Bystra obserwacja społecznego konkretu, codziennego szczegółu, łączy się z tu z wyobraźnią historyczną i przenikliwym rozumieniem wielkiej perspektywy dziejów, ufundowanym na znakomitej, wszechstronnej erudycji, którego punktem wyjścia i ostatecznym sprawdzianem jest wszakże osobiste doświadczenie – te wyróżniki eseistycznej prozy Miłosza są wyraziste również w autobiografii intelektualnej Rodzinna Europa (1958). Jednak na bardzo bogaty dorobek poety w tym gatunku składają się już teksty z lat trzydziestych (pierwsze próby poprzedzały zresztą recenzje i krótsze wypowiedzi). Szczególne znaczenie mają natomiast eseje pisane podczas okupacji, kiedy dyskurs eseistyczny przechodzi znaczącą metamorfozę, pozbywa się lirycznej rozlewności, nabiera filozoficznej głębi, intelektualnej dyscypliny, precyzji i świadomości formy.

Literatura jest jednym z dominujących tematów w esejach Miłosza – znaleźć w nich można zdecydowane, prowokacyjne i pełne emocji sądy, przekorne wobec utartych hierarchii literackich, prowadzące nierzadko do polemik, a także często stosowany klucz biograficzny i sportretowane błyskotliwie sylwetki twórców; osobne książki Miłosz poświęcił Stanisławowi Brzozowskiemu i Annie Świrszczyńskiej. Niektóre teksty nigdy nie ukazały się w wydaniu książkowym, inne były przedrukowane kilka razy. Na ogół w wyborach dominuje klucz chronologiczny: Życie na wyspach (1997) zawiera teksty z lat 1988-1996, O podróżach w czasie (2004), gdzie zaznacza się wyraźniej temat religii – publikacje polskie z lat 1995-2003. Natomiast jeden temat kształtował dobór esejów – w Metafizycznej pauzie (1987) czy w Szukaniu ojczyzny (1992), książce w całości dotyczącej tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Przedwojenne próby eseistyczne, zamieszczane m.in. w „Ateneum” i „Piórze” oraz innych efemerycznych periodykach, w wydaniu książkowym ukazały się dopiero w tomie Przygody młodego umysłu. Publicystyka i proza 1931-1939 (2003), wraz z innymi artykułami, recenzjami, pomniejszymi wypowiedziami i korespondencjami kulturalnymi ze stypendialnego pobytu w Paryżu. Sam poeta nadawał im wartość jedynie dokumentalną, ale znalazło się tu kilka tekstów, które świadczą o powadze jego intelektualnych poszukiwań w epoce formowania własnej twórczej tożsamości. Mimo głoszonego ideału „dyktatury intelektu”(Bulion z gwoździ), naznaczone są jeszcze subiektywizmem i poetycką metaforyką, czasem przybierają formę dialogiczną, fikcyjnej rozmowy (rzeczywiste dialogi pojawią się w jego dojrzałej twórczości – z Gombrowiczem, z Venclovą). Ich pierwszoplanowym tematem jest powołanie poety, pytania o rację sztuki i jej wymiar etyczny (tryptyk z 1938: O milczeniu, Zejście na ziemię, Kłamstwo dzisiejszej poezji, O kłamstwie. Rozmowa z 1939). Od początku eseje stanowią też ukryty komentarz poetyckiej twórczości Miłosza - Dystans spojrzenia (1939) zapowiada już postawę wypracowaną w Ocaleniu. Swój język eseju, klarowny, urzekający trafną metaforyką, Miłosz ukształtował w tekstach pisanych podczas okupacji, przy nieprzecenionym wpływie rozmów z Tadeuszem Krońskim; powstał wtedy cykl Legendy nowoczesności (w całości wydany dopiero w 1996), rodzaj „intelektualnego pamiętnika”. Rozważania, których punktem wyjścia była intensywna i uważna lektura klasycznych powieści, Defoe, Balzaka, Stendhala, Lwa Tołstoja, a także Nietzschego, Gide’a, Williama Jamesa, demaskują mitologizację rzeczywistości, podstawowych pojęć, zwłaszcza „społeczeństwa” i „natury”, i z tych mistyfikacji, fanatycznego „wyabsolutnienia” wartości wywodzą przyczyny faszyzmu, upadku europejskiej kultury. Podejmują problem zagrożenia jednostki ze strony zbiorowości, ale też atakują aberracje indywidualizmu, który przeradza się w irracjonalizm. Religijność Zdziechowskiego i Granice sztuki o Witkacym wprowadzają temat religijny, refleksję o złu w duchu manicheizmu i stosunku sztuki do religii (a także o sztuce jako surogacie religii), odtąd często obecne w refleksji Miłosza. Nacisk na religijny aspekt wizji antropologicznej zarysowuje już tematykę Ziemi Ulro.

Po wojnie wyrazisty blok esejów tworzą korespondencje z USA nadsyłane do krajowych pism literackich w latach czterdziestych, przed zadekretowaniem socrealizmu jeszcze cenzuralne - prezentują literaturę i kulturę amerykańską, odzwierciedlając nienasyconą chłonność i wszechstronność umysłowości Miłosza, poruszającego się swobodnie wśród różnorodnej problematyki - od polityki i ekonomii po wersyfikację, jego pożądliwą „pogoń za barwami świata – w krajobrazach, w książkach, w wydarzeniach”. Razem z tekstami powstałymi w pierwszych latach na emigracji złożyły się na emigracyjny tom Kontynenty, według autorskiego określenia „dziennik moich kolejnych zainteresowań i fascynacji” – wśród nich szczególną rolę odegrała poezja anglosaska, która wpłynęła na własny program poetycki Miłosza. Jednak poza wyborem znalazły się istotne dla jego myślenia o poezji eseje: poświęcony mistrzowi młodości, Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, Nad książką czyli cudze chwalicie&amp;lt;.i&amp;gt; z „Odrodzenia” oraz Mickiewicz and Modern Poetry z amerykańskiej księgi na jubileusz wieszcza, którą Miłosz przygotowywał wraz z Manfredem Kridlem. Kontynenty dokumentują więc tylko w części okres pełen zamętu i trudnych wyborów, miesiące tuż po wyzwoleniu, pobyt w Waszyngtonie, pierwsze lata w Paryżu. W tomie nie zostały ujęte „kroniki i rozprawy zbyt służebne” – drukowane w „Kulturze” sprawozdania z wydarzeń kulturalnych, publicystyka (Valka – czyli poza czasem – o niemieckim obozie przejściowym dla uchodźców z Polski), recenzje z książek emigracyjnych (m.in. Józefa Mackiewicza i Vincenza) oraz z literatury krajowej, którą Miłosz śledził bardzo skrupulatnie (O wierszach Jastruna, Młodzi poeci, Dar nieprzyzwyczajenia - o Obrotach rzeczy Mirona Białoszewskiego), nigdy nie tracąc z nią bliskiego kontaktu, a także polemiki, chociaż uwzględniony został tutaj List półprywatny o poezji, programowa i polemiczna odpowiedź na recenzję Kazimierza Wyki z Ocalenia sprzed lat kilkunastu. Socjologiczne zacięcie Miłosza ujawniło się we wstępie do książki bliskiego mu światopoglądowo Daniela Bella Praca i jej gorycze, którą przetłumaczył, podobnie jak zbiór tekstów o kulturze masowej. Eseje polskie tego okresu uzupełniają też wypowiedzi, objaśniające publiczności zachodniej kwestie wschodnioeuropejskie (Bieliński i jednorożec, Antysemityzm w Polsce); znamienne wszakże, że po międzynarodowym sukcesie Zniewolonego umysłu Miłosz będzie próbował, przez długi czas bezskutecznie, walczyć z etykietką pisarza politycznego. Zarazem w jego ujęciu literatura odzwierciedla przede wszystkim historyczne doświadczenia i zjawiska społeczne, i jest często pretekstem, nie celem refleksji. Kryzys cywilizacyjny współczesności diagnozują Widzenia nad Zatoką San Francisco (1969) oraz Ziemia Ulro (1977), wskazujące jego wymiar metafizyczny i dziewiętnastowieczną genezę.

Od pierwszego wyboru esejów, Kontynenty [1958], zawierającego również korespondencje słane z USA do krajowych pism kulturalnych, zarysowuje się tendencja sylwiczna – włączania do książki przekładów i własnych wierszy, czasem notatki, felietonu, korespondencji czy nekrologicznego wspomnienia – i ta hybrydyczność cechuje kolejne tomy: Prywatne obowiązki (1972), Ogród nauk (1979), Zaczynając od moich ulic (1985), a zwłaszcza Pieska przydrożnego (1997). Dyskurs eseistyczny obecny jest w jego wykładach na Harvardzie Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku (1983), w Roku myśliwego (1991), w Abecadle Miłosza (1997), Innym abecadle (1998) czy ostatniej książce, Spiżarnia literacka (2004), złożonej z tekstów publikowanych w felietonie „Tygodnika Powszechnego”.

Eseje pisane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstawały równolegle do wykładów uniwersyteckich, niektóre z nich są ściśle z nimi związane, opublikowane najpierw w angielskim zbiorze Emperor of the Earth. Modes of Eccentric Visions (1977), którego tytuł nawiązuje do kursu o manicheizmie. W Prywatnych obowiązkach (1972) esej tytułowy, Prywatne obowiązki wobec literatury polskiej, a obok niego O historii polskiej literatury, wolnomyślicielach i masonach, swoisty autokomentarz własnego podręcznika, a także Sienkiewicz, Homer i Gnębon Puczymorda, stanowią wyrazisty i pełen pasji manifest w obronie subiektywnej i prowokacyjnej, lecz spójnej wizji nie tylko historii polskiej literatury, lecz całej polskiej tradycji kulturalnej i pojmowania polskości; ostrze polemiki wymierzone jest nie tylko w prowincjonalność czy snobizm ojczystej literatury, lecz przede wszystkim w jej nacjonalistyczne filiacje, przy dalekim od entuzjazmu stosunku do kultury Zachodu, której kryzys diagnozują Widzenia nad Zatoką San Francisco. Część pozostałych tekstów w książce dotyczy zarówno literatury polskiej, jak powszechnej, dwa wątki konsekwentnie podejmowane przez Miłosza aż do ostatniego zbioru krótszych tekstów Spiżarnia literacka (2004). Stąd paradoksalnie brzmi jego kapryśna deklaracja w Prywatnych obowiązkach, że „właściwie nie obchodzi go literatura”, ale zawikłane losy ludzi, ich przygody w historii, bo mnóstwo tekstów budziło w nim prawdziwe namiętności, od zachwytu do abominacji.

Niektóre późniejsze eseje związane są z dyptykiem o kryzysie wyobraźni religijnej: z Ziemią Ulro ustęp o Oskarze Miłoszu z Przygód poezji nowoczesnej, o Dostojewskim, Swedenborgu (włączone do książki Zaczynając od moich ulic), o Blake’u i o Mickiewiczu z Ogrodu nauk. Jak zwykle poza wydaniami książkowymi znalazł się znowu pokaźny zespół tekstów – m.in. Próba ujawnienia czy O wstydzie i agresji – prolegomena do problematyki amerykańskiej rozwiniętej w Widzeniach San Francisco, recenzje (m.in. obszerne omówienie powieści Stefana Kisielewskiego Duże cienie, esej o Elizie Orzeszkowej Zaczynając od Klamath), szereg pełnych temperamentu polemik i rozliczeń z własną przeszłością.

Eseje Miłosza ukazują bogactwo i wielokulturowość tradycji polskiej, wyraźnie przeciwstawiając się jej ujednolicającej wizji, zakorzenionej w Narodowej Demokracji, w miarę upływu lat coraz częściej pojawia się w nich temat Wilna i Litwy, jak w Zaczynając dla moich ulic (1985). Miłosz zajmował stanowisko wobec najważniejszych problemów XX wieku – faszyzmu, komunizmu, nacjonalizmu, kultury masowej i kontrkultury, masowych emigracji, kryzysu religijnego wreszcie, a także tożsamości europejskiej. Samą formę eseju uważał za prowokacyjną z natury - odpowiadała jego pragnieniu „używania swego umysłu poza przyjętymi w Polsce rubrykami” (Ziemia Ulro). Eseje zawierają jego projekt literatury polskiej, ale są też zapisem osobistych doświadczeń Miłosza, historia idei opowiadana jest z autobiograficznej perspektywy.</document>
<document nplp_id="1942" title="Elegia na&amp;nbsp;odejście" slug="elegia-na-odejscie">Pierwszy po roku 1989 tom poetycki Zbigniewa Herberta, zatytułowany Elegia na odejście, został wydany w Paryżu w roku 1990 przez Instytut Literacki, a w kraju w roku 1992. Stosunkowo mało obszerny, zawierający jedynie 19 wierszy zbiór krytycy uznali za pewnego rodzaju przełom w rozwoju poetyckim Herberta. Pisano, że twórca odchodzi w nim od „poezji obywatelskiej", której manifestacją miałyby być dwa poprzednie tomy, Pan Cogito oraz Raport z oblężonego miasta. Tutaj dominuje ton elegijny, podstawową figurą staje się przemijanie, a typowa dla wcześniejszych tomów Herberta perswazyjność ulega osłabieniu. Z punktu widzenia formy wiersze te nie odbiegają znacząco od poetyki ukształtowanej w poprzednich tomach, choć można zauważyć tendencję do wydłużania wersu, pojawia się również szczątkowa interpunkcja, głównie pod postacią myślników. Tematyka tych wierszy nawiązuje do tomów poprzednich. Znajdziemy tu lirykę filozoficzną, czasem inspirowaną przez refleksję nad naturą, która okazuje się ślepym mechanizmem bezlitośnie szafującym życiem milionów biologicznych istnień (Dęby). Pojawia się również namysł na nad historią i polityką, zarówno z perspektywy uniwersalnej (Małe serce, Krajobraz), jak i konkretnej (Heraldyczne rozważania Pana Cogito, Śmierć Lwa, Bajka o gwoździu). Przewartościowaniu ulega tradycja antyczna - podmiot liryczny nie utożsamia się już z ideałami wyznawanymi przez Rzymian, ale raczej z ludami przez nich podbijanymi i wyniszczanymi (Przemiany Liwiusza). W tomie znajdziemy rozważania o sztuce (Wit Stwosz: Uśnięcie NMP), a także o przemijaniu i o starości (Wóz, Elegia na odejście pióra atramentu lampy).

Natura - podporządkowana zasadzie selekcji - jawi się jako złowroga, bez wahań wydająca na zatracenie całe generacje biologicznych istot (Dęby). Herbert polemizuje z Rousseau wskazując, że w stanie natury istnieje zło moralne (Rodzina Nepenthes). Mimo to przyroda w swoim pięknie dostarcza ukojenia w lęku przed przemijaniem, starzeniem się i śmiercią (Pożegnanie), choć - a może właśnie z tego względu, że jest obojętna wobec okrucieństw i ludzkich tragedii (Krajobraz).

Nawiązując do przesłania moralnego zawartego w tomach poprzednich, w wierszu Tarnina głosi Herbert pochwałę bohaterstwa, rozumianego jako podejmowanie walki straceńczej, bez nadziei na zwycięstwo. Charakterystycznego rysu Herbertowskiej moralistyce nadaje gorzki ton wiersza Prośba, w którym podmiot liryczny opowiada się za przekonaniem wyrażonym niegdyś przez Johna Stuarta Milla, że lepiej być nieszczęśliwym Sokratesem niż szczęśliwą świnią.

W tomie obecna jest tematyka egzystencji oraz lęku przed nieuchronnością przemijania. Pogodzenie się z losem jest możliwe dzięki poczuciu przynależności do wiecznego świata kultury i tradycji oraz solidarności między ludźmi różnych epok i przestrzeni kulturowych (Podróż). Międzyludzkie porozumienie nabiera mocy zbawczej, nawet jeśli podstawowe instytucje społeczne powstałe w toku ludzkich dziejów - takie jak religie, filozofie, organizmy państwowe, a nawet sama ludzka mowa - okazują się zawodzić w chwili egzystencjalnej próby. Tytułowy utwór tomu, Elegia na odejście pióra atramentu lampy, składający się z apostrof do wymienionych przedmiotów, wyraża tęsknotę za utraconym rajem dzieciństwa i lęk przed nieznanym, które nieuchronnie nadejdzie.

Tradycyjnie pojawia się sztafaż antyczny, choć główne pretekstowo i inkrustacyjnie (Przemiany Liwiusza, Prośba, Podróż, Pana Cogito przygody z muzyką), brak tu już znanych z pierwszych tomów Herberta wierszy poświęconych poetyckiej hermeneutyce antycznych mitów i symboli. Metamorfoza sposobu widzenia antyku łacińskiego, która dokonała się w na przestrzeni kilku ostatnich generacji wiąże się z jednej strony z odrzuceniem europocentrycznego i imperialistycznego paradygmatu i z dopuszczeniem do głosu marginalizowanych mniejszości, a z drugiej strony stanowi swoistą paralelę do najnowszych dziejów Europy i świata (Przemiany Liwiusza). Antyk judeochrześcijański stanowi podstawę do gorzkich rozważań o grze losu, w której człowiek jest jedynie pionkiem w ręku przeznaczenia, a sprawiedliwość losu zostaje zastąpiona przez ironię losu (Domysły na temat Barabasza).

Dużo miejsca poświęca poeta rozważaniom nad historią i miejscem człowieka w historii. Represje, jakim poddawani byli dysydenci, malowane są w tonie religijnym i podniosłym (Msza za uwięzionych). Uczestnicy wielkich wydarzeń historycznych stają się w dalszej perspektywie ich ofiarami. Działania podejmowane w poczuciu słuszności i konieczności zostawiają niezmywalne piętno odpowiedzialności (Małe serce). Chwilami poeta skłania się nawet ku refleksji, że historia nie jest niczym innym jak tylko bezsensowną rzezią (Krajobraz). Rozważaniom historiozoficznym ustępuje miejsca tematyka historycznoliteracka: postać Tołstoja przywołana jest jako ilustracja jakże uzasadnionych lęków przed rodzącą się nowoczesnością. Wiek XX jawi się wyłącznie jako katastrofa o wymiarach apokaliptycznych (Śmierć Lwa). W lapidarny sposób Herbert wypowiada się o dziejach Polski, które odznaczają się wszelkimi cechami upadku (Heraldyczne rozważania Pana Cogito). Ten stan upadku posiada nieco paradoksalnie charakter stabilny, niczym owa prowizorka, która okazuje się najbardziej trwała, co bynajmniej nie napawa optymizmem (Bajka o gwoździu).

Tylko trzy wiersze poświęca poeta sztuce. Jedyna w tomie ekfraza opisuje rzeźbę Wita Stwosza pt. Uśnięcie NMP. W innym utworze, posiłkując się postacią pana Cogito Herbert przedstawia swoisty poetycki traktat na temat muzyki. Muzyka - a być może sztuka w ogóle, w końcu muzy były opiekunkami wszelkich sztuk - posiada przemożną władzę nad człowiekiem. Władza ta może zostać wykorzystana w różnych celach, również moralnie nagannych, niczym Derridiański farmakon, który jest jednocześnie lekarstwem i trucizną. Abstrakcyjność i asemantyczność muzyki sprawia, że wymyka się ono kontroli rozumu (Pana Cogito przygody z muzyką). W kwestiach poetyki podmiot liryczny przeciwstawia klasyczne już dziś tematy i ujęcia tradycyjnych awangard nad poezję współczesną, co można również odczytać jako nostalgię za odchodzącą przeszłość epoką w rozwoju kultury i zarazem stylem bycia i artystycznej ekspresji (Wóz).
Spis treści:
Dęby
Przemiany Liwiusza
Rodzina Nepenthes
Tarnina
Msza za uwięzionych
Małe serce
Prośba
Heraldyczne rozważania Pana Cogito
Pożegnanie
Krajobraz
Podróż
Wit Stwosz: Uśnięcie NMP
Modlitwa starców
Pana Cogito przygody z muzyką
Domysły na temat Barabasza
Wóz
Śmierć Lwa
Bajka o gwoździu
Elegia na odejście pióra atramentu lampy</document>
<document nplp_id="1946" title="Raport z&amp;nbsp;oblężonego Miasta i&amp;nbsp;inne wiersze" slug="raport-z-oblezonego-miasta-i-inne-wiersze">Opublikowany w czasie stanu wojennego jednocześnie w kraju i zagranicą, Raport z oblężonego Miasta, ma za podstawowy temat historię – kwestię wpływu, jaki może ona wywierać na życie pojedynczych ludzi oraz pytanie o granice jej oddziaływania. W zbiorze zarysowane zostają dwie dopełniające się perspektywy: perspektywa historiozoficzna i egzystencjalna, przecinające się w kategorii losu. Znalezienie się przez jednostkę w takich, a nie innych okolicznościach dziejowych determinuje nieraz ostatecznie jej istnienie (Fotografia), a jeśli nawet nie oznacza utraty życia, może je uczynić – jak po 13 grudnia 1981 roku – skrajnie trudnym do zniesienia, odkształconym i niepodobnym do tego, jakie chciałaby wieść (Potwór Pana Cogito). Sprostanie warunkom zewnętrznym, dyktowanym przez moment historyczny, to kolejne wyzwanie, rzucone przez los dążącemu do doskonałości bohaterowi wierszy Herberta. Pan Cogito stara się w takiej sytuacji nie dopuścić do wewnętrznej zapaści, uchronić zdolność odczuwania i gotowość do zachwytu nad pięknem świata, trwającego niezależnie od przetaczających się po nim dziejowych huraganów. Dostrzega, że ryzyku poddania się presji okoliczności podlegają w takiej sytuacji także twórcy (Do Ryszarda Krynickiego – list). Jako remedium wskazuje kierowanie się zmysłem estetycznym (Potęga smaku), który uznaje za uniwersalne kryterium w każdej wątpliwej moralnie sytuacji.

Harmonijne pogodzenie wątków zniewolenia przez historię i wewnętrznej wolności jednostki współgra w tym tomie z parą innych dopełniających się motywów: odczucia śmiertelności i afirmacji życia. Ich nierozdzielność najpełniej ukazana została w wierszu Pan Cogito a długowieczność – także w planie stylistycznym: powaga tematu nie przeszkadza żartobliwości jego ujęcia.

Dedykowany żonie, szósty zbiór poetycki Zbigniewa Herberta ukazał się w 1983 roku we Francji nakładem Instytutu Literackiego. W tym samym roku przedrukowano go w krajowym drugim obiegu – nakładem Oficyny Literackiej oraz kilku innych wydawnictw podziemnych. Przed publikacją paryską część utworów tego tomu ukazała się także w zbiorze 18 wierszy (Oficyna Literacka, Kraków 1983).

Konstrukcja tomu, polegająca na umieszczeniu na jego początku wierszy napisanych w 1956 roku, dokumentujących doświadczenie stalinizmu (Co widziałem, Ze szczytu schodów), i zamknięciu go tytułowym Raportem z oblężonego Miasta, odnoszącym się do stanu wojennego, czytelnie określa dominujący temat zebranych w nim utworów. Jest nim doznanie historii. Poza utworami tworzącymi wyrazistą ramę mało jednak w tym zbiorze utworów nawiązujących do faktów znanych poecie z doświadczenia. Do wyjątków należy wiersz 17 IX, dotyczący wkroczenia wojsk radzieckich do Polski w 1939 roku oraz Fotografia, w której przywołuje Herbert zdjęcie zrobione mu przez ojca tuż przed tymi wydarzeniami. Uniwersalizuje jednak tę sytuację, stwierdzając, że było to „przed drugą wojną perską”. Podobnie wieloznaczny, symboliczny charakter ma utwór Posłaniec, w którym atmosfera zagrożenia nadciągającego ze Wschodu opisywana jest w kategoriach antycznej tragedii. Najczęściej bowiem refleksje poety towarzyszące bezpośredniemu odczuwaniu historyczności ulegają transformacji w serię egzemplów obrazujących różne przypadki uwikłania jednostki w dziejowość. Poetycki reflektor Herberta wydobywa z mroków przeszłości ludzi, którzy w swoich życiowych wyborach poddali się historycznym okolicznościom (Boski Klaudiusz, Pan Cogito z Marią Rasputin – próba kontaktu, Izydora Duncan). Wskazuje i takich, którzy pragnąc – bezskutecznie – „zmienić bieg historii”, wpłynęli „zaledwie” na swoje życie (Mordercy królów). Upomina się również i o tych, których, rzucanych w wir wydarzeń, nikt nie pytał o zdanie (Anabaza). Także o tych, których ofiara z życia krąży jako „widmo nieokreśloności” „po bezkresach historii” (Pan Cogito o potrzebie ścisłości) i których „krew płynie dalej” (Pan Cogito myśli o krwi). Czasem, zauważa Herbert, dziejowość egzystencji daje o sobie znać – jak podczas długich miesięcy stanu wojennego – poprzez brak, zawieszenie, przedłużającą się niepewność oblężenia (Porzucony), która z sprawia, że zaczyna się żyć „życiem na niby” poza czasem i formą (Potwór Pana Cogito). Nic dziwnego, że reakcją na taki stan bywa wewnętrzna emigracja, apatia (Dusza Pana Cogito), obsesyjne sny (Proces) albo ostatnia próba ocalenia „resztek człowieczeństwa” – bunt (Pan Cogito - zapiski z martwego domu).

I chociaż u źródeł tych postaw znajduje się potrzeba wolności, nie powinno ich dopełniać, zdaniem poety, dążenie do uwolnienia poprzez ucieczkę. Przeciwnie – a decyzja poety o powrocie do Polski w 1981 roku po kilku latach spędzonych za granicą to potwierdza – prawdziwa wolność nie może polegać na uniku (Pan Cogito – powrót), ani tym bardziej na zastępowaniu niewoli pozorami wolności (Babylon). Nie może też polegać na poddaniu się presji historycznych okoliczności, niszczeniu wrażliwości i rezygnacji z zachwytów nad pięknem świata (Modlitwa Pana Cogito - podróżnika). Afirmacja to drugi, dopełniający temat Raportu z oblężonego Miasta. Apoteoza zmysłowej strony życia (Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito) i niechęć do bezcielesnej, pozaświatowej doskonałości (Pan Cogito a długowieczność), której ziemskim odbiciem jest idea eliminacji różnic (Damastes z przydomkiem Prokrustem mówi) oraz cenzurowanie ludzkich zachowań (Pan Cogito o cnocie), to motywy pojawiające się już wcześniej w wierszach Herberta (SP, Żeby tylko nie anioł). I choć akceptuje poeta przemijanie życia jako historię powolnego, ale nieuchronnego obumierania naszych zmysłów (Beethoven), naturalnie postępującemu z wiekiem pogarszaniu się pamięci i zmniejszaniu chłonności nowych wrażeń (Kołysanka) przeciwstawia marzenie o powrocie do „utraconego raju dzieciństwa w kropli wody” (Wstydliwe sny). Marzy też o poezji zdolnej „na przekór losom wyrokom dziejów” „obudzić topolową driadę, czytać pismo chmur” (Do Ryszarda Krynickiego – list). Wie, że niczego takiego nie napisze, ale nie chce dopuścić również, by jego sztuka zniżyła się do „bełkotu z trybuny do czarnej piany gazet” (Do Ryszarda Krynickiego – list), lub – by stała się „miejscem na sztuczne ognie poezji”. Jedyne, czego pragnie to uczynić wyobraźnię „narzędziem współczucia” (Pan Cogito i wyobraźnia) i roztopić się bezimiennie w tym, co stworzy (Dawni Mistrzowie). Przede wszystkim jednak, „wierny niepewnej jasności” (Pan Cogito i wyobraźnia), chce nauczyć się „uporu i trwania” zanim, „opuszczony jak wszyscy” (Tren), „zasłuży w ostatniej godzinie na odpoczynek” (Do rzeki). I choć twierdzi, że zazdrości umarłemu „marmurowej twarzy” (In memoriam Nagy László), jego miejsce jest po tej stronie, gdzie panują „książęta zmysłów” (Potęga smaku). W tym wierszu w mistrzowski sposób splatają się w jedno dwa główne tematy tomiku: niezgoda na wszelką przemoc wywieraną na człowieka przez funkcjonariuszy dziejowego postępu oraz umiłowanie świata w jego zmysłowym pięknie.

Do herbertowskiego repertuaru rozmaitych tonów i modulacji dołączył w tomie Raport z oblężonego Miasta humor. W wierszu Pan Cogito i wyobraźnia poeta żartobliwie odnosi się do ludzkiej śmiertelności, łącząc pogodną refleksję na temat własnej przyszłości z empatią wobec zwierząt. W ten sposób również w wymiarze stylistycznym potwierdza Herbert nieoczekiwanie afirmacyjny charakter tomu, wskazując dwa najważniejsze atrybuty wolności: niezłomność i lekkość.

Tom Raport z oblężonego Miasta został entuzjastycznie przyjęty przez krytykę. Tomasz Burek nazwał go wydarzeniem, potwierdzającym wielkość Herberta, trafiającego „swoim klasycznie zwięzłym i uczciwym komentarzem w sedno naszego losu narodowego, nie gubiąc przy tym z oczu odniesień uniwersalnych”, zaś Marian Stala „jednym z najbardziej autentycznych zbiorów polskiej poezji” lat 80. Wiersz Potęga smaku zainspirował Adama Michnika do napisania eseju pod takim samym tytułem, zamieszczonego w książce Z dziejów honoru w Polsce.
Spis treści:
Co widziałem
 Ze szczytów schodów
 Dusza Pana Cogito
 Tren
 Do rzeki
 Dawni Mistrzowie
 Modlitwa Pana Cogito – podróżnika
 Pan Cogito – powrót
 Pan Cogito i wyobraźnia
 In memoriam Nagy Laszlo
 Do Ryszarda Krynickiego – list
 Pan Cogito a długowieczność
 Pan Cogito o cnocie
 Wstydliwe sny
 Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito
 Kołysanka
 Fotografia
 Babylon
 Boski Klaudiusz
 Potwór Pana Cogito
 Mordercy królów
 Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi
 Anabaza
 Porzucony
 Beethoven
 Pan Cogito myśli o krwi
 Pan Cogito z Marią Rasputin – próba kontaktu
 Proces
 Izydora Duncan
 Posłaniec
 17 IX
 Pan Cogito o potrzebie ścisłości
 Potęga smaku
 Pan Cogito – zapiski z martwego domu
 Raport z oblężonego Miasta</document>
<document nplp_id="1948" title="Regio" slug="regio">Na pierwszy plan tego, opublikowanego w 1969 roku, tomu wysuwa się tytułowy poemat Regio, ponury i szokujący, odsłaniający głębiej pewien charakterystyczny rys Różewiczowskiego oglądu świata i człowieka – prowokacyjne, wieloznaczne odwrócenie się od skompromitowanych i po traumatycznym doświadczeniu wojny już niewiarygodnych wartości duchowych, a co za tym idzie – przedstawienie życia ludzkiego jako rozpiętego między biologicznie, orgiastycznie ujętą erotyką a turpistycznie przedstawionymi fizjologią człowieka, rozkładem i śmiercią jego ciała.

Zarysowaną w tomie wizję jedynie prawdziwej, bo bliskiej materialnie, postrzegalnej zmysłami, dotykalnej cielesności, dopełniają, a zarazem kwestionują, a przynajmniej uwieloznaczniają, wiersze dające się zinterpretować jako akty niewiary w istnienie Boga i jego obecność w świecie i zarazem jako manifesty ukrytej w doświadczeniu braku, potrzeby transcendencji (Rzeczywistość którą oglądałem, Cierń).

Do zbioru wierszy dołączony został poemat prozą – Złowiony – opowieść o pobycie w raju dzieciństwa, o wygnaniu bohatera w dojrzałość, o inicjacji w poznanie dobra i zła, poemat nazwany przez krytyków „traktatem filozoficzno-egzystencjalnego, mówiącym o sprawach istnienia i poznania” (T. Kłak). Kluczowy w utworze obraz Wędkarza i ryby złowionej na haczyk, będący symbolem Boga?, Chrystusa?, Losu?, czasu?, inicjacji w poznanie dobra i zła, w życie, w sferę sacrum?, w nicość? – podobnie jak motyw płynięcia, zanurzania i wynurzania, poznawania wody oraz inne, różnorakie akwatyczne metafory – wielokrotnie w późniejszej twórczości Poety będą powracały.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w skład Regio weszły także wiersze należące do stale w twórczości Poety obecnych grup tematyczno-problemowych, swego rodzaju cykli rozgałęziających w kolejnych tomach, dotyczących m.in. sensu istnienia poezji, jej roli, dramatycznych losów niektórych artystów (np. Kazimierz Przerwa-Tetmajer z obrazem poety-głodomora; Wspomnienie snu z roku 1963 z Tołstojem wypowiadającym jedno słowo: „nic”; wiersze Alfa, Reedukacja, Akutagawa) czy tematów włoskich, mitów o Italii (Rawennę dziś widziałem, Po deszczu).

Problematyka związana ze sferą doświadczeń erotycznych, ze swoistą poetycką filozofią ludzkiej cielesności zajęła w tym tomie miejsce pierwsze i najistotniejsze. To przez jej pryzmat ukazany został jeden z najbardziej charakterystycznych rysów Różewiczowskiego światopoglądu – ujęcie życia współczesnego człowieka jako istnienia pozbawionego wartości duchowych, w okrutny sposób zredukowanego do samej biologii, fizjologii, do seksualności. Posłużywszy się, być może dla złagodzenia szokującego wydźwięku i wulgarnej prowokacyjności, łacińskimi nazwami kobiecych narządów rodnych – określił Poeta świat jako vestibulum vaginae (przedsionek pochwy), królestwo sromu, okolic ud, łona i wzgórków Wenery (regio femoris, mons pubis, rima pudendi). Kobiece ciało – wbrew topice właściwej tekstom miłosnym i erotycznym – skojarzone zostało u niego z jednej strony ze zwierzęcą, orgiastycznie doświadczaną rozkoszą, z drugiej zaś – ze śmiercią, z sekcją zwłok, cierpieniem i rozkładającą się materią (por. obraz pomarszczonej kobiecej twarzy Z czarnych łapek... , czy tej porównanej do torby z twardej, zasuszonej, sztywno wyprawionej skóry krokodyla w wierszu Torba; motyw rozpływającej się w nic anonimowej twarzy splecionej w supeł w wierszu Koniec, czy dziewiczej krwi na prześcieradle, tego „wizerunku miłości” jako przypomnienia o jakiejś zbrodni, o wykrwawionym na śmierć zwierzęciu, złożonym na ołtarzu czy w prosektorium w wierszu Biała noc…).

Erotyczne inicjacje, miłosne związki, fizyczne zbliżenie kobiety i mężczyzny wpisane zostały albo w odrażające tło traumatycznych wspomnień o krwi i wojennych gwałtach (rozpięte płaszcze żołnierzy z erotyku Ubogie łoże miała...), o „muchach na płucach padłych żołnierzy” i „zielonych paznokciach umarłych” (Domowe ćwiczenia na temat aniołów), albo złączone z dworcowymi ustępami, przesiąkniętymi zapachem amoniaku, smoły i siarki (Venus de Laussel), czy z wilgotnymi, dusznymi piwnicami ze zbutwiałą słomą, gdzie podgląda się lub wspomina kopulujące zwierzęta, ptaki, owady, rośliny (Regio).

Ironiczny cudzysłów, w jaki wzięta została tak przedstawiona wizja świata, sprawia, że w postawie Poety dostrzec można zarówno próbę oddania realiów współczesnej rzeczywistości, niemożność zaprzeczenia ich prawdziwości, i ową, jak określił to B. Wojdowski, „odmowę zaufania”, brak zgody na całkowitą z nią identyfikację. Takie elementy jak przywołany kilkakrotnie w tomiku mit o dziewiczej, promiennej Danae, motyw kontemplacji Tycjanowskiej Wenus, kobiet-motyli z obrazów zawieszonych we włoskich muzeach – odwołują się przecież do zupełnie innego wizerunku kobiecego ciała, kobiecej seksualności. Ważne jest przy tym, że przedstawienia owe są wizjami utrwalonymi w sztuce, w micie, może właśnie dlatego nie podległy (jeszcze?) destrukcji. Jest to w każdym razie znaczący element Różewiczowskiego głosu na temat roli sztuki, dający się zinterpretować jako jeden z przykładów poetyki negatywnej – sygnalizowanie pewnych wartości przez opis ich braku.

Drugą ważną w tym tomie grupę wierszy stanowią utwory podejmujące zagadnienie religijnej inicjacji, przeżycia mistycznego, doświadczenia łaski wiary. To temat, do którego Poeta w każdym tomie powraca, nieustannie kołuje wokół niego poruszając się na pograniczu snów, niedomówień, zatartych wspomnień z dzieciństwa, zmysłowych szczegółów, symboliki, literackich gier z cudzymi tekstami. Jedną z charakterystycznych cech języka poetyckiego tego typu utworów jest posługiwanie się frazeologizmami biblijnymi, cytatami z Biblii, budowanie znaczeń o konotacjach religijnych – dla przedstawienia doświadczenia utraty wiary, poczucia nieobecności Boga. Wiersze takie jak Cierń i Rzeczywistość którą oglądałem... (podobnie zresztą jak Lament z tomu Niepokój, czy Bez z Płaskorzeźby) nie są jednak manifestami ateizmu, a raczej zbudowanym na paradoksie opisem traumy, jaką rodzi doświadczenie transcendencji Sacrum, Boga. Napięcie z takiego zestawienia wynikające, jest częścią strategii Poety – mówienia i uobecniania tego, co dla człowieka najważniejsze, jedynie trwałe i niepodległe destrukcji, przez ukazanie braku, opis przez milczenie. Trzeba też dodać, że Różewiczowskim utworom rozważającym temat relacji ze sferą sacrum - towarzyszy często symboliczny obraz stale obecnej otwartej rany, zranienia, krwawienia. Tak jest np. w Złowionym, gdzie mowa o pokrwawionych ustach bohatera, któremu Rybak-On-Nikt zaczepił o wargi, o język haczyk z żyłką, by pociągnięciami przypominać o właściwym kierunku poruszania się w wodzie życia?, czasu?, wolności? Cierpienie i krwawiąca rana bohatera Złowionego odsyłają też do tych znaczeń, które związane zostały u Poety z obrazem poezji jako krwi sączącej się z rany (por. choćby wcześniejsze wiersze z tomu Twarz trzecia), jeszcze raz łącząc sferę sacrum z tajemnicą narodzin i oddziaływania poezji.
Spis treści:
Wspomnienie snu z roku 1963
Domowe ćwiczenia na temat aniołów
Jesienne
Ubogie łoże miała...
Cierń
Twarz ta sama
Koniec
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Trawa
Kwiecień 1955 rok
Decybele
Rawennę dziś widziałem
Venus de Laussel
Po deszczu
Torba
Corrida
Z czarnych łapek karakułowych...
Jeszcze we śnie...
11 lipca 1968. Deszcz
Zaczęte o świcie dnia 26 lipca 1965 roku
Elegia na śmierć czternastoletniego chłopca
Coś złego mi się stanie...
Reedukacja
Alfa
Akutagawa
Godzina karmienia
Biała noc...
Rzeczywistość którą oglądałem...
Regio
Złowiony</document>
<document nplp_id="1949" title="Do&amp;nbsp;piachu" slug="do-piachu">Dramat Tadeusza Różewicza opublikowano w "Dialogu" nr 2 z 1979 roku. Prapremiera sztuki miała miejsce 31 marca 1979 roku w Teatrze na Woli, reżyserował Tadeusz Łomnicki. Po raz wtóry wystawił ją dla Teatru Telewizji w 1990 roku Kazimierz Kutz (premiera 24 września). Jedno z najwybitniejszych, a zarazem najgwałtowniej atakowanych dzieł współczesnej dramaturgii polskiej.

Do piachu... powstawało przez wiele lat. Pomysł narodził się tuż po wojnie. Różewicz powrócił do niego w 1955, ale ostateczny kształt dzieło zyskało dopiero w 1972 roku. Cenzura nie dopuściła jednak do jego publikacji.

Akcja toczy się jesienią 1944 w lasach nieopodal Radomska. Bohaterami są żołnierze oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, do którego przyłącza się również porucznik z Narodowych Sił Zbrojnych, a wcześniej partyzanci z Batalionów Chłopskich (mamy więc przedstawicieli niemal całego spektrum polskiego podziemia zbrojnego, co ogranicza uproszczone interpretacje polityczne). Waluś – główny bohater lub raczej antybohater, przyłapany na gwałcie i rabunku, zostaje odosobniony w obozie partyzanckim i rozstrzelany, a przed śmiercią na oczach widzów defekuje podczas odmawiania modlitwy „Ojcze nasz”. Waluś nie jest niewinną ofiarą. Różewicz napisał o nim: "Nie wybrałem bohatera, wybrałem śmierdziela, wybrałem ludzką kreaturę godną pogardy i zapomnienia a nie szacunku i pamięci. Jest naiwnym prostaczkiem, zaabsorbowanym najprostszymi potrzebami ciała".

Uwaga całego oddziału koncentruje się zresztą wokół fizjologii: jedzenie, defekacja, gazy, rzyganie, obsceniczne dowcipy i co i rusz manifestowane potrzeby seksualne składają się na większość działań i dialogów w sztuce. Język w dramacie zbudowany jest na zasadzie kontrastu między potoczystą mową inteligentów (obracających gładkimi frazesami, potwornymi zbitkami języka propagandy) i nacechowaną kolokwialnie gwarą, pełną wulgaryzmów i brutalizmów. Waluś konsekwentnie mówi gwarą. Wszyscy (z wyjątkiem wymuskanego Ułana z NSZ), a Waluś w szczególności, są brudnymi śmierdzącymi, poddanymi prawom fizjologii ciałami, cierpiącymi z powodu wszy, zimna i głodu. Walk z okupantem właściwie nie widać, działania zbrojne zastępuje golenie głów kobietom i wykonywanie wyroków śmierci. Istotnym zadaniem zaś, mobilizującym prężnego Ułana do aktywności, jest oddzielenie latryn oficerów i prostych żołnierzy, które ma się przyczynić do zachowania dyscypliny i nieomal odbudowy moralnej wojska polskiego: „Czas jest niedaleki, z czego wszyscy zdajemy sobie sprawę, w którym staniemy w obliczu konieczności rozwiązania zagadnień związanych z duchowym i moralnym obliczem odbudowy sił zbrojnych. […] Załatwianie potrzeb fizjologicznych nie może być wspólne i równoczesne dla dowódców i podwładnych oficerów i szeregowych, to grozi utratą autorytetu”.

Deheroizacja walki, destrukcja narodowych mitów, fizjologiczne obniżenie diapazonu tragedii, skatologia i epatowanie obscenicznością wpisują Do piachu w nurt krytyki mitu rycerskiego i poezji wojny. Odrzucenie ideologii narodowej i religijnej tworzy podstawy etyki, która wynika z odrazy do fizycznego bólu, jej podstawą jest cierpiące, niezestetyzowane ciało, „zarzynane mięso” (podobieństwa z filozofią T. W. Adorna).

Tekst spotkał się z gwałtowną i niemal powszechną krytyką. Media, krytycy literaccy oraz środowiska opozycyjne i kombatanckie zgodnie wyrażali swoje oburzenie i protest przeciwko kalaniu wartości i niszczeniu mitu AK. Reakcje te przypominają zresztą emocje, które w Austrii wzbudziły teksty Thomasa Bernharda. Marta Fik po premierze sztuki w reżyserii Tadeusza Łomnickiego zarzuciła Różewiczowi „brak elegancji i wyrafinowania”. Historycy literatury spierają się o tragizm Do piachu. Zdaniem Fik Waluś nie może być bohaterem tragicznym, ponieważ jest zbyt prostacki i przyziemny. Sądowi temu przeczy Tadeusz Drewnowski, podkreślając, że tragizm Walusia jest niepodważalny i polega na uwikłaniu ofiary w świat przemocy i walki. Anna Krajewska natomiast uważa, że w sztuce tragizm wprawdzie zanika, ale pozostaje jego funkcja katarktyczna – widz zostaje oczyszczony z pokusy estetyzacji śmierci.

Sztukę wystawiano kilkakrotnie i zwykle kończyło się to skandalem. Spektakl Jana Łomnickiego zniknął z afisza po kilku przedstawieniach, a sam Łomnicki musiał w końcu ustąpić ze stanowiska dyrektora Teatru na Woli. Z podobnym oporem spotkało się przedstawienie Kazimierza Kutza, podówczas szefa krakowskiego oddziału Telewizji Polskiej. Władze „Solidarności” z krakowskiego ośrodka doprowadziły do jego dymisji, zarzucając mu brak patriotyzmu i niszczenie narodowych wartości. W 2003 roku dramat jeszcze raz zagościł na deskach teatru, wystawił je lubelski Teatr Provisorium w duchu średniowiecznego moralitetu, z którego usunięto kontekst historyczny, przedstawienie to nie wywołało gwałtowniejszych reakcji.</document>
<document nplp_id="1950" title="Gdzie wschodzi słońce i&amp;nbsp;kędy zapada" slug="gdzie-wschodzi-slonce-i-kedy-zapada">Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada – poetycki tom z 1974 i jedyny z tej dekady, zawiera utwory przede wszystkim z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Tytuł jest cytatem z tłumaczenia 113 psalmu autorstwa Franciszka Karpińskiego. Wyrazistym motywem książki jest ostra, ale zarazem pełna stoickiego dystansu ocena pogrążającej się w dekadencji współczesnej cywilizacji, z krytyką języka współczesnej sztuki, ale jest to również zbiór wierszy o poczuciu nieuchronnej osobistej klęski, formułujących bezlitosne samooceny, utworów, w których poeta odprawia misterium pamięci, a zarazem autoironicznie komentuje własną twórczość, wciąż nieufny wobec poezji i, z drugiej strony, wygłaszający jej apologię. Kontrapunktem rezygnacji jest tu jednak wyraźnie artykułowana nadzieja. Trzon tomu stanowi tytułowy obszerny poemat, opus magnum Miłosza, w którym krytycy ujrzeli nową formę poematu dygresyjnego, posługującego się brawurowo wieloma dyskursami. Poeta nawiązał tu otwarcie do koncepcji apokatastasis, która w oczach krytyki stała się jednym z najbardziej intrygujących motywów w jego twórczości. Ostatnia część poematu, Dzwony w zimie, posłużyła za tytuł drugiego angielskiego wyboru wierszy Miłosza Bells in Winter. W Antologii osobistej Miłosz umieścił Zadanie, Tak mało, Dar, Œconomia divina, O aniołach oraz obszerne fragmenty tytułowego poematu.

Inicjalny wiersz tomu, Zadanie – od początku wprowadza ton krytyczny wobec epoki, zarazem punkt widzenia przesunięty w przyszłość ustanawia wobec niej stoicki dystans, który będzie charakteryzował również kolejne utwory; poeta wyraziście zaznacza swoje programowe stanowisko (nie bez nuty samooskarżenia, która zarazem chroni jego krytykę przed moralistyką) – obrony języka dostojnego, hieratycznego, wobec „wrzasku, ekstatycznego bełkotu”, jak precyzuje kolejny utwór, Ryba. Godzina wraca do radości życia, wciąż jednak oglądanego w szerszej, epickiej perspektywie. Myśliwską anegdotę z Przypowieści zakończenie przenosi w wymiar metafizyczny, co stanowi tylko z pozoru ekscentryczne przejście do następnych w tomie Lektur; wiersz ten, tłumaczący „korzyść z Ewangelii czytanej po grecku”, zapowiada pracę poety nad przekładami biblijnymi (również Ewangelii św. Marka); przywołując ewangeliczną przypowieść łączy obronę wysokiego tonu w sztuce z krytyką jej współczesnych przedstawicieli, zabarwioną zdystansowanym humorem. Œconomia divina daje metafizyczną wykładnię ludzkich szaleństw w epoce przesilenia, podkreślając zarówno teologiczny, jak ontologiczny aspekt kryzysu. Podobnie następny wiersz, Wieść, dystansuje się od współczesnej cywilizacji, oceniając ją sub specie przyszłego historyka, ale akcentuje też problem języka, tworzącego swoistość kruchej kultury ludzkiej, rozwijającej się „między światłem a otchłanią”, w sprzecznościach i zagrożeniu. Przed krajobrazem wraca do konfrontacji człowieka i monumentalnej natury z Widzeń nad Zatoką San Francisco, wprowadzając motyw nie tyle obcości przyrody, ile niewyrażalności zachwytu. Nieuchronnie skazane na klęskę własne życiowe dokonania - a także przyjaciół z lat wileńskiej młodości - podlegają beznamiętnej ocenie na tle całego wieku znowu oglądanego w perspektywie odległej historii w Ile świetnych zamiarów. Katastrofizm w dwóch dystychach L’Acceleration de l’histoire, proroctwo powolnego i nieuchronnego upadku dookreśla diagnoza rewolucyjno-totalitarnych mechanizmów z komentarza poety. Horyzontem ciągłego dążenia do sensu i jego wyrazu w Natrafiłem na to jest nieuchronna śmierć. Do wcześniejszych utworów należy natomiast Elegia dla N.N. z 1962, włączająca się w tonację całego zbioru nutą rezygnacji, pogodzenia się z nieuniknioną utratą, ale też wprowadzająca motyw niechętnie przywoływanej przeszłości; harmonizuje z nią równie elegijny Zaśpiew, próbujący ocalić indywidualność u progu śmierci, oglądanej tutaj w konkretnym szczególe i w historycznej perspektywie. Miłosz włączył również do tego tomu wiersz Wezwanie z początku 1954, rodzaj poetyckiego listu do przyjaciół, który zawiera w sobie punkt wyjścia Ziemi Ulro – i świadczy o konsekwencji poety w podejmowaniu problematyki egzystencji wykorzenionej, naznaczonej dysharmonią z bytem, a także w szukaniu sposobów odnowienia wyobraźni; zarysowuje się tu nawet perspektywa koniecznej i radykalnej przemiany całej rzeczywistości. Za autokomentarz ironiczny i gniewny służy Kiedy mówiłem, podsumowujący rozziew między głosem poety a jego krytykami, ale też nadający temu konfliktowi odcień metafizyczny, znaczenie spraw najważniejszych. Gorączkowy rytm wewnętrznego dialogu Przywołania do porządku nawiązuje do tego potępienia i przeciwstawia należnej krytykom „porcji nicości”, własną przepaść, własne defekty, ułomność własnych dokonań. W podobnym tonie podważa poetycki dorobek Władca Albanii, klęska, prowadząca nieuchronnie do milczenia opatrzona jest jednak znakiem zapytania. Poczucie niepełności przenika dwa kolejne utwory, Nie tak, gdzie hymniczna pochwała bytu skazana jest na rozpad również z powodu „Sielankowego, dziecinnego języka, który wzniosłe zamienia w tkliwe”, oraz Tak mało – w przeciwieństwie do rozlewnych wersów poprzedniego wiersza poczucie niedosytu i niespełnienia wyrażające lapidarnie, choć zarazem nie rezygnujące z wizyjnego obrazowania. Kolejny wiersz O aniołach – przeciwstawia przekornie poczuciu klęski nadzieję i nakaz „w nadziemskim języku” podejmowania na nowo swego zadania. Dystych Pory roku, portret chwili o epickim bogactwie opisu, zapowiada inną dykcję, Zdań z Hymnu o perle. Dar zmienia ton na pochwalny, oczyszczony z ironii; bezpośrednio poprzedza tytułowy poemat, dla którego krótsze wiersze służą w istocie jako prolegomena. Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada daje syntezę doświadczeń poety w mozaice różnych dykcji i różnych rytmów wiersza i prozy, pełnych erudycyjnych aluzji i autobiograficznych odniesień, cytatów i kryptocytatów; wyznacza przełom twórczości Miłosza, dobroczynne przesilenie, które przezwycięża ból utraty, udrękę pamięci, skrupuły sumienia, poczucie klęski i rozpacz pustki. Składa się z siedmiu części; pierwsza, Posłuchanie, z nawiązaniem w tytule do Wielkiej Improwizacji (również do samotności Konrada), zakreśla uniwersalny horyzont poematu i otwiera różnorodne, synchroniczne perspektywy podmiotu lirycznego; przywołany też zostaje kontekst młodzieńczego katastrofizmu Miłosza, wizji apokalipsy; tym razem poeta przyjmuje rolę proroka, lecz proroka przeszłości, widzącego rzeczy minione, wciąż zresztą niepewny swego znaczenia i misji: ten leitmotiv własnego powołania przewija się konsekwentnie w całym utworze. Tu i w następnej części poematu, Pamiętniku naturalisty, powraca także znany już motyw języka jako niedostatecznego narzędzia, odtwarzającego świat (nawiązujący do poetyckiego sporu o uniwersalia z wiersza Sroczość). Druga część podsumowuje temat natury w twórczości poety, jej uczłowieczanie, zachwyt i podziw dla piękna i majestatu przyrody, a przy tym świadomość jej okrucieństwa oraz obcości, prowadzących do światopoglądu opartego na „bezobłocznym wizerunku Ruchu”; wskazana tu została kluczowa rola pamięci, nawet jeżeli „niewiernej”, to chroniącej przed poczuciem wykorzenienia i utraty, otwierającej drogę ucieczki z ulryjskiego klimatu (wspomnienie wskrzesza tu również dziecinne lektury książek przyrodniczych). Centrum poematu stanowi Lauda, część najbardziej epicka, najobszerniejsza i najbardziej hybrydyczna, w której poeta przypomina własny rodowód, wprowadza obszerne przypisy o historycznej Laudzie i Świętobrości, przytacza dokument z 1595 roku, wyciąg z litewskiej encyklopedii, inwentarz pałacu w Opitołokach, wiersz Teodora Bujnickiego, hasła z Nowego Korbuta i z leksykonu polskich filozofów, a w poetyckich fragmentach przywołuje swoją wileńską młodość. Tytuł oznacza litewską krainę i zarazem pieśń pochwalną, tutaj wysławiającą porządek bytu i codzienność, przez tradycję podniesioną do rytuału. Medytacja o dwudziestowiecznej historii i własnej tożsamości, również narodowej, dominuje w części czwartej, Nad miastami (z fragmentem wykładu uniwersyteckiego), i powraca w piątej, Małej pauzie, w której Miłosz podsumowuje własną twórczość: „A jeżeli powiedzą, że słyszałem tylko szum heraklitejskiej rzeki”, a także w kolejnej, w rozliczeniowym Oskarżycielu. Kończące poemat Dzwony w zimie zarysowują perspektywę przemiany, również przez dobroczynną pracę pamięci, zakończenie odwołuje się wprost do eschatologii Blake’a i Swedenborga – prowadząc już do rozważań Ziemi Ulro.</document>
<document nplp_id="1951" title="Gucio zaczarowany" slug="gucio-zaczarowany">Piąty tom wierszy Miłosza, a zarazem trzeci opublikowany przez Instytut Literacki, napisany w całości w Stanach Zjednoczonych. Dominująca rola przypada w tym zbiorze tematowi pojawiającemu się już we wcześniejszych utworach Miłosza (Esse, Nie więcej), tym razem jednak potraktowanemu jako zagadnienie podstawowe. Streszcza się w nim kilka zaprzątających poetę od dawna wątków – przemijalności jako konstytutywnej cechy rzeczywistości, okrucieństwa wpisanego w upływ czasu, deformacji pamięci, daremności prób oddania w słowach tego, co doświadczane. Najpełniej sensy te wyraził Miłosz w tytułowym poemacie, nawiązującym do napisanej przez Zofię Urbanowską książki dla dzieci z 1884 roku, w której główny bohater zostaje za karę zamieniony w muchę. Przejęty z tej powiastki owadzi punkt widzenia wykorzystał poeta jako sposób na uniwersalizację perspektywy, umożliwiającą ogląd uogólniający zarówno własne doświadczenia, jak i zdarzenia dotyczące innych. Dla ich przywołania zastosował Miłosz liczne synekdochy – w postaci enumeracji („pióra, jedwab, żaboty i zbroje, / suknie kobiece”) lub metonimicznych obrazów („Między tubą pasty do zębów i zardzewiałą żyletką”). W technice tej raz jeszcze daje o sobie znać umiłowanie szczegółu i wrażliwość poety na zmysłowy wymiar istnienia. Choć w tomiku Gucio zaczarowany dominuje melancholijna tonacja – obok nostalgii pojawia się nawet poczucie wyobcowania (Dużo śpię) i rozczarowania światem (Trzy rozmowy o cywilizacji) – w zakończeniu umieścił Miłosz Dytyramb, hymn chwalący byt.

W skład tomiku poza wierszami poety weszły jego przekłady utworów Walta Whitmana i Robinsona Jeffersa, przedstawicieli wysoko cenionej przez Miłosza poezji anglo-amerykańskiej.

Trzeci tom poetycki wydany przez Miłosza na emigracji w Instytucie Literackim, a piąty w całej twórczości. Wszystkie wiersze tego niewielkiego tomiku powstały w latach 1962-65 w Stanach Zjednoczonych, w Berkeley, w którym zamieszkał poeta w 1960 roku jako wykładowca na Wydziale Literatur i Języków Słowiańskich Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Główny poemat, użyczający tytułu całemu zbiorowi, nawiązuje do opublikowanej w 1884 roku dydaktycznej powiastki Zofii Urbanowskiej – wspominanej z sentymentem jako lektura czasu dzieciństwa także przez Jarosława Iwaszkiewicza i Aleksandra Wata. Miłosz przejmuje z niej wątek przemiany chłopca w muchę, czyniąc z sytuacji bohatera alegorię zarazem uniwersalną („Z zamkniętymi oczami byłem wielki i mały, / nosiłem pióra, jedwab, żaboty i zbroje, / suknie kobiece, zlizywałem róż. / unosiłem się nad każdym kwiatem od początku, / stukałem w drzwi zamknięte sal bobra i kreta”), jak i osobistą („Niemożliwe żeby tyle głosów nie zapisanych (...) tuż nad stołem w Wilnie, Warszawie, Brie,/ Montgeron, Kalifornii.”). Przywołana aluzyjnie fantastyczna konwencja umożliwia poecie uzyskanie efektu wszechobecności, potwierdzonej przez zmieniającą się kalejdoskopowo scenerię oraz perspektywę nie liczącą się z prawami czasu: „Ona gra i równocześnie, mała, siada na nocniczek, / złażąc z huśtawki podnosi sukienkę / i ze mną albo swoim kuzynem robi rzeczy nieprzyzwoite. /A już zaraz bardzo siwa na wychudłym przedmieściu”. Odnawia się w tej wizji stały motyw poezji Miłosza, przywołującego często obrazy dramatu starzenia się kobiet jako świadectwa dotkliwości przemijania (por. m. in. Pieśń z tomu Trzy zimy i Zaśpiew z Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada). Jednak głównym tematem poematu wydaje się sprawa „niedosiężności”, nieukojonej potrzeby objęcia całości istnienia, doznawania „od dzieciństwa do starości ekstazy o wschodzie słońca”, a przede wszystkim – odnalezienia ekwiwalentu tego stanu w języku. W Guciu zaczarowanym ujawnia poeta tę samą bezradność, której dał wcześniej wyraz w zapisie prozą Esse; potrafi jedynie stwierdzić: „I wznosiło się dalej drzewo niedosiężne. / O iste, o istliwe aż do rdzenia. Było.” W tym samym fragmencie dyskutuje również ze Zbigniewem Herbertem i jego wierszem Studium przedmiotu, interpretowanym przez siebie jako wyraz tęsknoty autora za przedmiotem idealnym. Przeciwstawia jej Miłosz umiłowanie „akcydensów życia”, decydujące na poziomie poetyki o jego niechęci do przenośni i symboli oraz – o skłonności do metonimii. Poemat Gucio zaczarowany rozpoczyna właśnie seria synekdochicznych ujęć („Pochyłe pola i trąbka. // Ten zmierzch i nisko leci ptak i błysły wody. // Rozwinęły się żagle na brzask za cieśniną.”). Przypadkowość i pojedynczość ewokowanych fenomenów podkreśla dodatkowo wersetowy sposób zapisu, zastosowany przez Miłosz po raz pierwszy i na trwałe odtąd włączony do stylistycznego repertuaru (por. Na trąbach i na cytrze z tomu Miasto bez imienia, Traktat teologiczny).

Niedostatki wysłowienia wspierane są przez ułomność pamięci: „Ani takie to było jak raz się wydało / ani takie jak teraz układasz w opowieść”. (Zmieniał się język). Jednak choć czas nieubłaganie deformuje wspomnienia (Rzeki maleją), potrzeba wspominania nie ustaje. Motyw przywołania tego, co minęło pojawia się raz po raz w wierszach Była zima, Nigdy od ciebie, miasto, Rzeki maleją, I świeciło to miasto, Te korytarze. Serie repetycji nadają całemu zbiorowi nostalgiczny ton, w którym tęsknota za rodzimą Litwą miesza się z poczuciem alienacji, wypowiedzianej najpełniej w utworze Dużo śpię: „Może to nadmiar wysp i kontynentów, nieopowiedzianych słów (...) albo picia do lustra, bez urody, / choć miało się być czymś w rodzaju archanioła / świętego Jerzego na Świętojerskim Prospekcie.” Wyobcowanie dokonuje się poprzez fizyczne oddalenie – tak w czasie („Przypomnij. / Kiedy miałeś lat dziesięć jak wąsaci rozprawiali klepiąc konie / (...) Wszyscy oni / są już zrównani (...)”), jak i w przestrzeni („przestrzeń między mną i nią dzieliła się nieskończenie, / hucząca pierzastymi strzałami Eleatów”), oraz wskutek antycypacji oddzielenia ostatecznego („Skończone jest słowo i myśl, przesunięcie szklanki, / odwrócenie głowy, palce rozpinające suknię, błazeństwo, / oszukańczy gest, kontemplacja obłoków (...)”). Pojawia się również częsta w twórczości Miłosza olimpijska perspektywa, umożliwiająca obserwację z jakiegoś ponad-historycznego punktu widzenia, ogarniającego całość ludzkich dziejów. W Trzech rozmowach o cywilizacji, stanowiących w istocie trzy monologi parodiujące dyskurs filozoficzny, dokonuje Miłosz po kolei dekonstrukcji trzech złudzeń ludzkich: wiary w szlachetność państwa i społeczeństwa, wiary w idylliczność natury oraz wiary w romantyczną ideę przyrodzonej czystości istoty ludzkiej. Ostateczna wymowa tego utworu pozostaje jednak ambiwalentna – ujawnienie złudności idei nie jest równoznaczne z odczuciem żalu po ich stracie, przeciwnie oznacza poznawczy zysk („Czego tu żal, zapytam? Tygrysa? Lwa? Rekina? / Stworzyliśmy drugą Naturę na podobieństwo pierwszej, / żeby nie wydawało się nam czasem, że żyjemy w raju”.). Mimo sceptycyzmu tych refleksji tom Gucio zaczarowany kończy Miłosz apologią bytu. W Dytyrambie, utworze pochwalnym na cześć istnienia wyznaje: „nic nie zostało dodane i nic nie zostało odjęte, niewzruszony, doskonały, nietykalny świecie.”

Do własnych wierszy dołączył Miłosz przekłady z Walta Whitmana i Robinsona Jeffersa, potwierdzając raz jeszcze uznanie, jakim darzył poezję anglo-amerykańską, przeciwstawiając ją niesłusznie – według własnej opinii – faworyzowanej poezji francuskiej.
Spis treści:
[Była zima...]
Gucio zaczarowany
Zmieniał się język
Nigdy od ciebie, miasto
Rzeki maleją
Ustawią tam ekrany
Po drugiej stronie
I świeciło to miasto
Te korytarze
Kresy
Trzy rozmowy o cywilizacji
Sentencje
[Dużo śpię...]
Dytyramb</document>
<document nplp_id="1952" title="Hermes, pies i&amp;nbsp;gwiazda" slug="hermes-pies-i-gwiazda">Drugi tom wierszy Zbigniewa Herberta, zatytułowany Hermes, pies i gwiazda, ukazał się w roku 1957, a więc rok po debiutanckiej Strunie światła. Został przyjęty podobnie gorąco. Krytycy dostrzegali w tej poezji przede wszystkim treści filozoficzne, nieco przewrotnie ujętą tematykę religijną, nurt patriotyczny oraz ciepły i pełen miłości stosunek do człowieka.

W warstwie formalnej tom nie odbiega od poprzedniego zbioru wierszy Herberta Struna światła. Współegzystują w nim z jednej strony zdobycze Awangardy, takie jak rozluźniony rygor rytmiczny, gramatyczny i interpunkcyjny, śmiała metaforyka, a z drugiej strony napotykamy liczne nawiązania do tradycji literackiej, a zwłaszcza do antyku klasycznego. Istotną innowację genologiczną stanowi wprowadzenie krótkich form prozatorskich, przywodzących na myśl poemat prozą znany z francuskiej poezji XIX stulecia.

Jeśli chodzi o tematykę, tom w zasadzie kontynuuje wątki zawarte w poprzednim zbiorze, choć następują pewne przeakcentowania. Przede wszystkim, na co zwracali uwagę krytycy, nawiązania do tradycji antycznej (Hermes, pies i gwiazda, Ofiarowanie Ifigenii) ustępują nieco miejsca tematyce biblijnej i katolickiej (Ciernie i róże, U wrót doliny). Przewrotność w ujęciu tematyki religijnej polega na zdystansowaniu się Herberta wobec Boga filozofów oraz wskazaniu paradoksów, która pociąga za sobą oparta na tej koncepcji Boga teologia, przy czym zastosowane obrazy poetyckie niemalże ocierają się niemal o blasfemię (U wrót doliny). Wola sprawiedliwego i surowego Boga wprowadza w świat ludzki jedynie rozpacz i ból, pozbawiona jest natomiast tradycyjnie jej przypisywanej mocy zbawicielskiej.

Wojna również w mniejszym stopniu niż w tomie poprzednim zaprząta uwagę poety, częściej za to pojawia się liryka miłosna, czasem nawet nieobecna dotąd erotyka (Miasteczko, Różowe ucho). Jednakże nawet intymna więź miłosna nie umożliwia pełnej wspólnoty duchowej, pomiędzy kochanków wkradają się nieporozumienia wywołane różnicami postaw oraz zdań w kwestiach aksjologicznych (Epizod), które niekiedy bez trudu dają się zinterpretować jako antyfeminizm (Jedwab duszy).

Silny akcent położony został na zagadnienia poezji, jej powstawanie i funkcje, jakie może spełniać. Poeta tworzący w warunkach politycznej niewoli rozdarty jest pomiędzy buntem a pragnieniem biologicznego przetrwania (Mały ptaszek). Do pewnego stopnia jest on ofiarą okoliczności (Jak nas wprowadzono), choć Herbert w tonie ostrym krytykuje kolaborację z tyrańskim rządem pod pozorem uprawiania sztuki czystej i uwolnionej od powinności moralnych (Ornamentatorzy).

W porównaniu do tomu poprzedniego pojawia się istotne rozszerzenie repertuaru poetyckich środków wyrazu, jakimi są krótkie formy prozatorskie. Kilkuzdaniowe, pozbawione podziału na wersy utwory o szczątkowej fabule lapidarnością efektów estetycznych przypominają nieco fraszki. Zdanie inicjalne jest zwykle silnie zmetaforyzowane i stanowi pretekst do rozwinięcia krótkiej opowieści o charakterze fabularnym, monologu lub opisu (Martwa natura). Właściwy sobie styl eliptyczny doprowadza Herbert do skrajności. Niektóre skonstruowane na wzór bajek zwierzęcych (Wilk i owieczka), baśni i podań ludowych (Bajka japońska, Bajka ruska, Od końca, Wiatr i róża, Żołnierz) lub powiastek filozoficznych (Sen cesarza, Wieża), zawsze polemizują z genologicznym prototypem, wprowadzając elementy niespodzianki i zaskoczenia. W innych, opartych czasem na barokowym iście koncepcie, zostają przy pomocy zestawu wysmakowanych metafor zarysowane poetyckie obrazki i portrety (Dróżnik, Fotoplastikon, Gabinet śmiechu, Kot, Magiel, Niedźwiedzie, Ogród botaniczny, Przedmioty, Ryby), czasem w stylu naturalistycznym (Krypta, Piekło, Organista). Owe poematy prozą zostają w całości zebrane w końcu tomu, zajmując jedną trzecią objętości. O ich poczesnym miejscu świadczy fakt, że utwór tytułowy do nich się właśnie zalicza.

W warstwie treściowej zwraca uwagę pojawianie się tematyki religijnej. Emblematyczny dla Herbertowskiego jej traktowania jest otwierający tom wiersz U wrót doliny. Należąca do topiki biblijnej scena Sądu Ostatecznego zostaje opisana przy użyciu metaforyki sugerującej obraz obozu koncentracyjnego, gdzie zbawieni i potępieni są selekcjonowani niczym więźniowie. Chrześcijańskiemu ascetyzmowi przeciwstawia Herbert piękno widzialne (Ciernie i róże), nieśmiertelność duszy demaskuje jako fikcję o charakterze kompensacyjnym (Co robią nasi umarli). Bóg Herberta to Pascalowski Bóg Ukryty, do którego pozbawiona sensu natura nie daje dostępu (Głos).

Wojna przestawiana jest w perspektywie długiego trwania, zacierają się jej konkretne rysy historyczne (Deszcz, Odpowiedź, Pieśń o bębnie, Substancja, Wojna, Żołnierz) lub stanowi tylko motyw pomocniczy, pozwalający skonstruować zamierzony obraz poetycki (U wrót doliny, Pan od przyrody).

Historia jawi się jako przerażający mechanizm, którego destrukcyjnemu wpływowi ludzie podlegają niezależnie od swej woli (Przypowieść o emigrantach rosyjskich). Historia nie jest bynajmniej rozumiana w duchu heglowskim. Jej substancji nie stanowią jednostki wybitne, ale masy zabiegające przede wszystkim o biologiczne przetrwanie (Substancja). Herbert przeciwstawia się historii traktowanej antykwarystycznie, wskazuje, że zbudowana jest ona na niemym cierpieniu tysięcy, którzy nie zostawili po sobie żadnego trwałego śladu (Klasyk). W tomie pojawiają się wiersze dotyczące tematyki doraźnej, o charakterze niemal interwencyjnym, jak pozbawiony tytułu wiersz o incipicie Stoimy na granicy, zawierający aluzje do krwawego stłumienia powstania węgierskiego w roku 1956.

Miłość, która staje się udziałem podmiotu lirycznego obecnego w tomie Hermes, pies i gwiazda ma charakter cielesny i zmysłowy (Różowe ucho). Niezłomność moralna bohatera stoi z nią poniekąd w sprzeczności (Epizod). Kobieta jawi się jako istota płocha, której aspiracje nie sięgają poza sferę materialną (Jedwab duszy).

Z tematyką miłosną łączy się namysł nad ludzką egzystencją, rozpiętą między pragnieniem wspólnoty i samotności (Dojrzałość, Balkony). Rzeczywistość doświadczana bezpośrednio nijak nie przystaje do świata sztuki, do którego aspiruje podmiot tych wierszy (Pokój umeblowany).

Zdecydowanie najobszerniej potraktowane jest zagadnienie poezji. Poeta-podmiot liryczny odczuwa dyskomfort wynikający z nieusuwalnej metaforyczności ludzkiej mowy (Chciałbym opisać). Język poetycki ponosi klęskę przy próbie opisu świata, nie jest w stanie opisać rzeczy, a jedynie w najlepszym razie je nazwać (Nigdy o tobie). Herbert deklaruje się jako zwolennik tezy o elitarności sztuki, której odbiór wymaga wyrafinowanego smaku, niedostępnego wszystkim (Podróż do Krakowa). W tomie można znaleźć wiersze składające się na swego rodzaju poetycki manifest. Poeta dystansuje się wobec poezji oddziałującej przy pomocy bogatego obrazowania i opowiada się za prostotą środków, kładąc nacisk na klarowność i jednoznaczność przekazu o charakterze moralnym, co prowadzi do określenie gatunkowego „suchy poemat moralisty" (Kołatka). Herbert zdecydowanie dystansuje się wobec sztuki zredukowanej do wymiaru estetycznego i abstrahującej od rzeczywistości moralnej swego czasu (Ornamentatorzy). Moment historyczny domaga się poezji dającej jednoznaczne recepty moralne i zmusza do odrzucenia zarówno kwietystycznej estetyki czystej, jak i naturalistycznego turpizmu (Trzy studia na temat realizmu). Metaforą założycielską tak rozumianej twórczości poetyckiej nie jest wzlot, ale upadek (Wybrańcy gwiazd). Choć z drugiej strony banalność najbardziej krańcowych doświadczeń egzystencjalnych legitymizuje sztukę czystą, której celem jest utrwalenie prostych doznań estetycznych i która odwołuje się do skonwencjonalizowanego repertuaru poetyckich środków wyrazu (Pięciu). Żyjący w politycznym zniewoleniu poeta jest rozdarty pomiędzy strachem a pragnieniem buntu (Mały ptaszek). Emigracja przedstawiana jest jako zagrożenie wykorzenieniem i zagładą, której wszakże można się przeciwstawiać (Przypowieść o emigrantach rosyjskich). Debiut poetycki w warunkach państwa totalitarnego czyni z poetów ofiary, choć i beneficjentów systemu (Jak nas wprowadzono).

Kontynuując swoją krytykę wiedzy akademickiej Herbert uniwersytecką poetykę postrzega jako zaprzeczenie autentycznej lektury (Epizod w bibliotece), zaś na określenie krytyków literackich i badaczy literatury bez ogródek stosuje, znane zresztą z teorii literatury określenie „pasożyta" (O tłumaczeniu wierszy).
Spis treści:
Chrzest
U wrót doliny
Dotyk
Chciałbym opisać
Głos
Ankhenaton
Nefertiti
Podróż do Krakowa
Ciernie i róże
Co robią nasi umarli
Przypowieść
Kołatka
Wybrańcy gwiazd
Trzy studia na temat realizmu
Nigdy o tobie
Niepoprawność
Dojrzałość
Biały kamień
Balkony
Pokój umeblowany
Deszcz
Pan od przyrody
Zbieracz bambusu
Madonna z lwem
Siódmy anioł
Pudełko zwane wyobraźnią
O tłumaczeniu wierszy
Różowe ucho
Epizod
Jedwab duszy
Moje miasto
Pięciu
Życiorys
Do pięści
Prośba
Ornamentatorzy
Pieśń o bębnie
Mały ptaszek
Przypowieść o emigrantach rosyjskich
Jak nas wprowadzono
Substancja
Odpowiedź
[Stoimy na granicy...]
Skrzypce
Guzik
Księżniczka
Matka i jej synek
Pijacy
Klawesyn
Przedmioty
Muszla
Kraj
Kot
Krasnoludki
Studnia
Epizod w bibliotece
Osa
Wariatka
Raj teologów
Umarli
Krypta
Po koncercie
Piekło
Hotel
Siedmiu aniołów
Miasteczko
Mur
Wojna
Wilk i owieczka
Ballada o starych kawalerach
Wieża
Kawiarnia
Niedźwiedzie
Harfa
Piraci
Dziadek
Dróżnik
Od końca
W drodze do Delf
Wiatr i róża
Kura
Klasyk
Malarz
Pejzaże kolejowe
Hermes pies i gwiazda
Szwaczka
Ogród botaniczny
Las
Cesarz
Żołnierz
Słoń
Martwa natura
Ryby
Żywot wojownika
Pogrzeb młodego wieloryba
Ofiarowanie Ifigenii
Gabinet śmiechu
W szafie
Samobójca
Równowaga
Magiel
Z technologii łez
Bajka japońska
Sen cesarza
Organista
Księżyc
Luneta kapitana
Bajka ruska
Fotoplastikon</document>
<document nplp_id="1953" title="Hymn o&amp;nbsp;perle" slug="hymn-o-perle">Hymn o perle – wydany w 1982 tom poetycki Miłosza, pierwszy po nagrodzie Nobla i po latach pierwszy, który miał niemal równoległą edycję krajową (1983). Utwory pochodzą z lat 1975-1980 i miały swoje pierwodruki w „Kulturze”. Książka olśniewa wielością języków, przełamywaniem konwencji; znalazły się tu pograniczne „formy bardziej pojemne” poezji Miłosza, na przykład obszerne epickie fragmenty narracyjne w cyklu Osobny zeszyt, a jednocześnie lapidarne Zdania, nawiązujące między innymi do tradycji literackiej Dalekiego Wschodu. Dwie z sześciu części książki wypełniają tłumaczenia, oprócz tytułowego poematu, swobodnej przeróbki gnostyckiego apokryfu, który stanowi część pierwszą i wyznacza ton dla całego zbioru, na część piątą składa się cykl jedenastu wierszy XV-wiecznego mistycznego poety z Benares, Kabira (przekład za pośrednictwem angielskiego) o doświadczeniu Boga. Liryki oryginalne z pozostałych czterech części łączy motyw medytacji nad własnym życiem, w której dominuje ton gorzkiej akceptacji, a także wątek celebrowania mistycznej tajemnicy. Tom wierszy, ułożonych bardzo pieczołowicie, nie według porządku chronologicznego, lecz dramatycznego, nosi rys nieco ostentacyjnego hermetyzmu poety, część, jeśli nie większość, utworów powstała w okresie pracy nad Ziemią Ulro. Pierwszy utwór wiąże z ostatnim motyw szczęśliwego finału i nowego początku. W Antologii osobistej Miłosz wyróżnił pięć wierszy z tej książki: Czarodziejską górę, Filinę, Dowód, Podziw i Gwiazdę Piołun.

Tom otwiera tytułowy poemat, opatrzony notą, w której Miłosz wstrzymał się od interpretacji bogatej symboliki tego greckiego tekstu z II poł. II w. – I ćwierci III w., podkreślając jednak jego elementy heretyckie. Utwór, nawiązujący do zrytmizowanej prozy biblijnej, w którym obrazowanie ewangelicznych perykop miesza się z elementami baśni (smokami i zaklęciami), to przypowieść o losach młodzieńca wyruszającego po drogocenną perłę, o jego sprzeniewierzeniu się powierzonemu zadaniu, winie, błądzeniu i szczęśliwym powrocie. Pierwszoosobowa narracja nadaje poematowi niezwykle osobisty charakter, zwłaszcza, że przełomowe znaczenie odgrywa tu słowo i pismo: „list ten, zapieczętowany królewską ręką przeciwko złym siłom […] Wzbił się w kształcie orła, króla ptaków, i leciał aż usiadł przy mnie i cały stał się mową”; „Przede mną leciał list, który mnie zbudził”. Królewski syn obleczony szatą, stanowiącą z nim jedno, „wstępuje w bramę powitań i uwielbień” - niezależnie od gnostyckiej symboliki pochwała i uwielbienie należą do własnego poetyckiego słownika poety. Druga część zbioru, Czarodziejska góra, nosi tytuł inicjalnego utworu - jednej z pierwszych – i przedwczesnych - w twórczości Miłosza medytacji, określających własne życie jako minione, i zadumy nad jego niepojętą groteskowością; dominuje tu gorzka akceptacja losu, również „mojej przegranej” jako poety tworzącego nieznane wiersze w nieznanym języku. Ton „niewiadomych klęsk” powraca w finale kolejnego utworu, Widok, przywołujących raz kolejny w twórczości poety wileńskie realia i tajemnicę własnego powołania i posłannictwa. Podobny wątek, napięcia między powołaniem a spełnieniem, pojawia się znowu w Caesarei, tym razem w kostiumie antycznym, przywołującym poetycką dykcję Kawafisa. Studium samotności to nie tylko opis nieokreślonej, ale z pewnością groteskowej pozycji (przypominającej nieco Sienkiewiczowskiego latarnika), również studium piękna stworzenia i jeszcze jedno pytanie o odrębność człowieka wobec natury. Wciąż obecna jest perspektywa końca, podobnie jak w paradoksach Udanego życia, gdzie śmierć chroni bohatera przed kolejnymi klęskami historii (tu pojawia się także motyw, tak charakterystyczny dla Miłosza, „obolałej pamięci”), czy Upadku, który w krótkim liryku obrazowi jednostkowej śmierci daje wymiar epicki. Pokusa zmienia jednak tonację tego cyklu – odpędza ducha pustki i poczucie nicości własnej egzystencji na rzecz nieznanego, ale niewątpliwego sensu, nawiązując do ewangelicznego obrazowania. W Sekretarzach, w których samotność „ja” zastępuje liczba mnoga, pojawia się już horyzont niedostępnej tajemnicy całości. Jednakże w Dowodzie powraca znów w prowokacyjnie realistycznym opisie tortur piekielnych motyw pamięci jako kary. W Podziwie konkretne i zmysłowe obrazy wieczności, wiecznego teraz, zmieniają się w pochwałę przeżytych doświadczeń, kunsztownie, ironicznie naiwną. Idea to groteskowe ujęcie polemik filozoficznych (przy pomocy miłego poecie obrazu polowania), a zarazem programowe podkreślenie własnego stanowiska – za tym, co poszczególne, przeciwko abstrakcji, a tu dodatkowo –utopii, zwodzącej „nade wszystko młodzianków”, w czym można doszukać się jeszcze jednej krytyki kalifornijskiej kontrkultury, zwłaszcza, że dwa następne utwory powstałe w 1976, czyli w okresie pracy nad Ziemią Ulro opisują krajobraz campusu Berkeley, budynki należące do nauk przyrodniczych - bastiony ulryjskiej wiedzy, odwracającej porządek świata. Chagrin stanowi jeszcze jedną melancholijną ocenę własnego życia, straconych złudzeń, żywota naznaczonego zarówno poczuciem winy, jak religijną pochwałą istnienia, chociaż kładzie się na niej cieniem ten mający długą literacką tradycję smutek, chagrin. Filina natomiast, reminiscencja lektury Wilhelma Meistra Goethego melancholijną tonację zastępuje radością ze stworzenia, bezpiecznego w ręku Boga, z ukrytym motywem apokatastazy. Z pozoru różny od poprzedzających wiersz Czytając japońskiego poetę Issa, rozpoczyna się od haiku (dwa inne zostaną również wkomponowane w tekst) i od pochwały lapidarnego realizmu opisu. Jednak dialog Miłosza z egzotyczną tradycją traktuje o ograniczeniach i obowiązkach poety, stanowi namiętne potwierdzenie własnej indywidualności, własnej sensualnej percepcji świata, a także program – w istocie epicki – poezji pamięci, obowiązku utrwalania, chociaż w kodzie utworu powraca poczucie winy, strach i kara, tak różne od dalekowschodniej kontemplacji. Kończące tę część tomu Zdania, jedno- i dwuwersowe, nawiązują do zwięzłości haiku, chociaż, paradoksalnie, w swej lakoniczności otwierają się też na wymiar epicki, wymiar historii, tradycyjną symbolikę biblijną.

W trzeciej części tomu, zatytułowanej Ciemne i zakryte, znalazły się utwory o kondycji poety. Otwiera ją wiersz Do mojej natury, w rymowanym kunsztownie siedmiozgłoskowcu obnażający wewnętrzne sprzeczności twórcy, jego niepojętą naturę „kapryśną, chwiejną, wybredną”, znów z perspektywy dokonującego się bilansu życia. Ten wewnętrzny dialog wraca w następnym utworze Odstąp ode mnie, wraz z samooskarżeniami i hymnicznym przywołaniem świętych, nieznanych i świeckich. Przed Majestatem odsłania gorzkie kulisy pochwały istnienia, podszytej cierpieniem. Jednak Stan poetycki przynosi stoicką apologię bytu w jego codzienności; ustawiczna kontemplacja jest owym „trwałym stanem poetyckim”, zachwytem i zadziwieniem światem; wiersz opisuje zarazem przemianę – rozwiązanie problemów, wyzbycie się strachu, intensyfikację doznań. Groteskowa Skrzynka potwierdza ukryty sens każdej egzystencji. Dedykowana Annie Micińskiej Piosenka głosi pełną stoickiego dystansu konieczność akceptacji paradoksalnego losu, zmarnowanego czasu i nieuchronnej goryczy, zmieszanej nieodmiennie z „ziemskim pięknem”. Odległość, z biblijnym frazowaniem i ewangelicznym obrazowaniem, również jest wyznaniem własnej ułomności i własnego, wysokiego powołania. Kiedy po długim życiu antycypuje śmierć, teatralne, wzniosłe wydarzenie, Pielgrzymując podejmuje wątek uczty z Filiny, radosnego świętowania uzyskanej harmonii egzystencji, która zawiera się w poszukiwaniu właśnie i w smakowaniu ulotnego piękna świata. O zaranku zwięzłym wizyjnym opisem pejzażu wypróbowuje znów dykcję dalekowschodnią, a Portal w podobny obraz wpisuje zgodę na przemijanie i raz kolejny podkreśla dystans człowieka do natury. Kończący cykl wiersz Bez powodu przypieczętowuje paradoksalne zwycięstwo radości i zachwytu mimo rozpaczy, z wyznaniem nadziei (przypominającej wiersz Jerzego Lieberta pod tym tytułem).

Na czwartą część tomu składa się Osobny zeszyt (1977-1979) , do którego weszły trzy cykle o luźnej strukturze, konsekwentnie mieszające wiersze z całostkami epickimi, wykorzystującymi wątki autobiograficzne, wplatające cytaty z poezji, dyskursu filozoficznego, piosenki ludowej. Ramą pierwszego, Przez galerie luster, jest temat starości i odchodzenia ze świata; wizjom końca, kolejnego rozrachunku z życiem towarzyszą obrazy przeszłości, krajobrazy Zachodniego Wybrzeża i ciągle powtarzane pytania o własne posłannictwo, o miejsce człowieka wobec natury i naturę jego zachwytu światem, własne nienasycenie zachwytem, własny rodowód i ułomności, przeplatane tu fragmentami kronik i wspomnień z Litwy, historią przyjaciół, dialogiem wierszem i prozą z Schopenhauerem, groteskową wizją kobiecości. Już sama wielogłosowość narzuca quasi-epicki punkt widzenia, pragnienie utrwalenia całości doświadczeń, wszystkich i nieustannych „chwil oczarowania”. Kartki dotyczące lat niepodległości krążą wokół roku 1920, do wierszy i prozy skomponowanej z ułamków wspomnień, dziecinnego mikrokosmosu, wprowadzając mozaikę cytatów (m.in. z Króla-Ducha); spojrzenie z lat dwudziestych przenika perspektywa amerykańska. Cykl kończy wiersz zwrócony do Józefa Czechowicza, pochwała jego twórczości, w zakończeniu jednak mocno akcentujący epicki wymiar i obowiązek poezji w dręczącym pytaniu „gdzie jest prawda niespamiętanych rzeczy”. Podobnie polifoniczna Gwiazda Piołun łączy groteskową, ale zarazem bezlitosną wizję losu z dziecinnymi i młodzieńczymi wspomnieniami. Kończy ten cykl tytułowy wiersz, w którym powraca wątek krytyki współczesnej cywilizacji i nowego globalnego imperium.

Następująca po adaptacjach Kabira (polemicznych wobec uwspółcześniającego zangielszczania średniowiecznego mistyka w wersji Roberta Bly), wyrażających doświadczenie mistyczne bez zbędnych ornamentów, część ostatnia, szósta, nosi tytuł Rue Descartes i zawiera jedynie pięć wierszy, w których dominuje rozliczenie z życiem: tytułowy utwór ewokuje Paryż z lat młodości, podsumowując wielką historię i własny los, przewrotnie przeciwstawiając siłę własnej tradycji temu, co uniwersalne. Rachunek, podsumowanie własnych złudzeń, do samooskarżeń dodaje tym razem stoicką nutę tolerancji i tryb warunkowy (biorąc je w nawias), Rzeki syntetyzują jeden z kluczowych tematów poezji Miłosza, heraklitejską medytację nad przemijaniem i poszukiwaniem trwałości, „wiecznej chwili”. Wiersz do zmarłego przyjaciela Do Józefa Sadzika jest wyznaniem wiary również w potęgę poezji, a Pod koniec dwudziestego wieku – deklaruje zgodę na własny los, zwiastuje dobroczynną przemianę, a także jeszcze raz podkreśla epicki punkt widzenia - to, co minione przechodzi również zbawienną transformację we wspomnieniu. Programem poezji jest tu dążenie do prawdy.</document>
<document nplp_id="1954" title="Koniec i&amp;nbsp;początek" slug="koniec-i-poczatek">Koniec i początek to pierwszy zbiór Wisławy Szymborskiej wydany po upadku komunizmu w Polsce. Realia polityczne skrywa alegoryczny wiersz tytułowy: „Po każdej wojnie / ktoś musi posprzątać”. Jak sugeruje tytuł książki, w tomie przeplata się ton pożegnań i nowych otwarć. W anty-elegii Kot w pustym mieszkaniu mowa jest o pożegnaniu osobistym. Podmiotem lirycznym okazuje się mówiący kot, będący jednocześnie maską samej poetki, zdradzającej, że nie wie jak mówić o śmierci pisarza Kornela Filipowicza, wieloletniego partnera życiowego. Wiersz Kot w pustym mieszkaniu, budzący także skojarzenia z Urszulą Kochanowską Bolesława Leśmiana, stał się jednym z najbardziej znanych w dorobku poetki. O śmierci Filipowicza mówi również osobisty, melancholijny, lecz pozbawiony sentymentalizmu wiersz Pożegnanie widoku. Jawa polemizuje z motywem „życie jest snem”: w poetyckiej interpretacji Szymborskiej jawa okazuje się dużo bardziej tajemniczym bytem, zwłaszcza z perspektywy ateistycznej czy agnostyckiej. W Może to wszystko dominuje perspektywa makro, świat ujęty jest hipotetycznie jako eksperyment laboratoryjny. Zabieg ten służy wyzwoleniu się z jednostronnej perspektywy patrzenia na własny gatunek i jego miejsce w kosmosie. Zbiór Koniec i początek zawiera wiele świetnych wierszy, które dołączyły do najbardziej rozpoznawalnych utworów poetki. W oczach licznych krytyków tom ten uchodzi za jej największe osiągnięcie.

Koniec i początek to pierwszy zbiór Wisławy Szymborskiej wydany po upadku komunizmu w Polsce przez prywatnej oficynę Ryszarda i Krystyny Krynickich. W ocenie niektórych krytyków uchodzi za najlepszy tomik poetki. Realia polityczne ukryte są w alegorycznym wierszu tytułowym, którego incipit stał się już niemal związkiem frazeologicznym: „Po każdej wojnie / ktoś musi posprzątać”. Poetka nawiązuje także do innych wydarzeń współczesności, być może do wojny na Bałkanach („Wszystkie kamery wyjechały już / na inną wojnę”). Odwołuje się również ogólnie do sytuacji powojennej i zadaje pytanie o kwestię pamięci następnych pokoleń („Ci, co wiedzieli / o co tutaj szło, / muszą ustąpić miejsca tym, / co wiedzą mało. / I mniej niż mało. / I wreszcie tyle co nic”). Na ten ton pożegnania nakłada się pożegnanie osobiste w kapitalnej anty-elegii Kot w pustym mieszkaniu, gdzie poetka, zawsze podkreślająca niemożność wejścia człowieka w umysł zwierzęcia (czy innobytów, jak je nazywa Stanisław Balbus), począwszy od drugiej strofy kreuje swój podmiot liryczny na mówiącego kota (wpisując się w istniejącą tradycję literacką – m.in. E. T. A. Hoffmann, M. Bułhakow), który jest także maską jej samej, piszącej o śmierci wieloletniego partnera życiowego, pisarza Kornela Filipowicza. Perspektywa „kocia” potraktowana jest dosłownie, jak „perspektywa żabia” w malarstwie, a więc jako ustawienie wzroku podmiotu na wysokości dywanu, półek czy szafek. Zarazem jednak język ludzki służy do wyrażenia złudnie ludzkiej perspektywy przywiązania zwierzęcia do „pana”, które jednak daje się obserwować tylko z zewnątrz, z przypisywaną zwierzętom nieświadomością własnej śmiertelności. W jakiejś mierze wiersz ten odsyła także do Urszuli Kochanowskiej Bolesława Leśmiana („Słychać kroki na schodach, / ale to nie te. / Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, / także nie ta, co kładła”). Kot w pustym mieszkaniu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wierszy Szymborskiej, wszedł do języka potocznego wraz ze swoim incipitem: „Umrzeć – tego nie robi się kotu”. Podobnie pożegnalny ton, ale również przełamany nowatorskim konceptem, znajdujemy w Rachunku elegijnym. Tu chwytem poetyckim, obniżającym wiązaną z gatunkiem elegii wzniosłość, są wtrącenia nawiasowe, w których poetka podważa wyrażane w tekście głównym toposy czy po prostu frazesy jak z przemówienia. Gdy pyta, niczym ksiądz na pogrzebie, ilu jej znajomych znalazło się na drugim brzegu, natychmiast wtrąca sceptycznie: (jeśli znalazło się / a drugi brzeg istnieje). Także owa gra nawiasów wyraża przeświadczenie, że „koniec” pociąga za sobą także „początek”. Do najbardziej osobistych w tym nurcie wierszy – gdzie ironię zastępuje melancholia wolna od wszelkiego sentymentalizmu – należy Pożegnanie widoku, zapewne również mówiące o śmierci Filipowicza. Wycieczka nad jezioro, gdzie kiedyś bywało się z partnerem, teraz samotna, przypomina motyw z romansów czy choćby z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, Szymborskiej jednak udaje się go odcedzić z balastu takich skojarzeń („Na tyle Cię przeżyłam / i tylko na tyle, / żeby myśleć z daleka”).

Nic darowane świadczy o narastającej świadomości zbliżania się własnej śmierci, podstawową metaforą jest tu „życie to pożyczka”, a także „życie jako umowa i rachunek (inwentarz)”. W jakiejś mierze przenośnia ta przypomina pomysł zrealizowany w Rozbieraniu do snu Stanisława Grochowiaka (por.: „Tak to już urządzane, / że serce do zwrotu / i wątroba do zwrotu / i każdy palec z osobna”). Jawa wydaje się polemiką poetki z bogatą motywiką oniryczną kultury europejskiej, z motywem „życie jest snem” na czele. Poetka dopomina się o jawę jako dużo bardziej tajemniczy byt, zwłaszcza z perspektywy ateistycznej czy agnostyckiej („Bez nas snów by nie było. / Ten, bez którego nie byłoby jawy / jest nieznany, / a produkt jego bezsenności / udziela się każdemu, / kto się budzi”). Tajemniczy, a także groźny, przy czym być może poetka bawi się tu skojarzeniem „jawa – zjawa”, wiedząc, że kultura zwykle projektowała lęki na „zjawy”, nie „jawę”. Tymczasem: „Twarda z niej sztuka. / Siedzi nam na karku, / wali się pod nogi. // Nie ma od niej ucieczki, / bo w każdej nam towarzyszy”. Być może poetka sięga tutaj skrótowo po sztafaż powieści gotyckich, grozy czy horrorów. Może to wszystko prezentuje spojrzenie z perspektywy uniwersalnej na świat jako eksperyment jakiegoś poruszyciela. W idei tej pobrzmiewa myśl Kartezjusza, a także Szekspirowski motyw „życia jako opowieści idioty”. Scjentyficzna, choć ironiczna, wyobraźnia Szymborskiej koncept przesuwa do laboratorium. Zarazem kojarzy się to z popkulturową postacią „szalonego naukowca”, a także z motywem tworzenia Golema, Homunkulusa czy Frankensteina. Zabieg ten służy, jak i wcześniej u Szymborskiej, do wyzwolenia się z uznawanej za oczywistą perspektywy patrzenia na własny gatunek i jego miejsce w kosmosie. Jednocześnie ma odsuwać pretensje antropocentryzmu: każe wyobrazić sobie człowiekowi, który czuje się zdobywcą kosmosu, że sam jest czyimś eksperymentem.

Koniec i początek poetki składa się z wyjątkowych i niepowtarzalnych wierszy na równym, najwyższym poziomie. Wiele z nich weszło do grona najbardziej rozpoznawalnych wierszy poetki.
Spis treści:
Niebo
Może być bez tytułu
Niektórzy lubią poezję
Koniec i początek
Nienawiść
Rzeczywistość wymaga
Jawa
Rachunek elegijny
Kot w pustym mieszkaniu
Pożegnanie widoku
Seans
Miłość od pierwszego wejrzenia
Dnia 16 maja 1973 roku
Może to wszystko
Komedyjki
Nic darowane
Wersja wydarzeń
Wielkie to szczęście</document>
<document nplp_id="1955" title="Rok myśliwego" slug="rok-mysliwego">Rok myśliwego to prozatorska książka Czesława Miłosza wydana po raz pierwszy w Paryżu w roku 1990. Jej tytuł został wzięty od nazwy kalendarza dla miłośników łowiectwa, wydanego niegdyś w Wilnie przez Włodzimierza Korsaka, miłośnika przyrody i pisarza dla młodzieży. Działalność poety, który próbuje oddać przy pomocy słów swój poetycki temat, zostaje przyrównana do polowania na dziką zwierzynę. Pisze Miłosz: "moją zwierzyną był cały świat widzialny i życie poświęciłem próbom uchwycenia go słowami czy też trafienia go słowami".

Autor wypowiada się w formie dziennika, obejmującego okres 12 miesięcy, począwszy od sierpnia 1987 roku. Mamy więc możliwość codziennego niemal śledzenia życia noblisty, podróżującego po Ameryce i Europie ze swoimi wierszami, piszącego swój diariusz najczęściej na lotniskach. Aleksander Fiut spostrzega, że Rok myśliwego to, z punktu widzenia genologii, hybryda dziennika i pamiętnika. Za centralną figurę utworu uznaje on akt percepcji wzrokowej i pragnienie ocalenia od zapomnienia wyglądów przedmiotów. Teresa Walas wyraża przekonanie, że odniesienia autobiograficzne, których autor Rodzinnej Europy nigdy w swej twórczości nie unikał, zawsze ujęte są w wyrafinowaną formę literacką, przez nią przefiltrowane i ograniczone. Zasada poetyckiego decorum nie pozwala na pełnię ekshibicjonistycznej szczerości. Zdaniem Walas u podstaw Miłoszowskiego myślenia leży rezygnacja z aksjologicznych dychotomii takich jak cnota-grzech, uczciwość-bezecność, wiara-bezbożność, patriotyzm-zdrada, prawica-lewica, służących jako budulec parenetycznego wzorca Polaka-katolika. Dzięki tej rezygnacji Miłosz unika łatwych, bezrefleksyjnych, mechanicznych rozstrzygnięć kwestii ideologiczno-moralnych. Poszukiwanie światopoglądu własnego, samodzielnie przemyślanego, a nie skopiowanego z gotowych matryc etycznych proponowanych przez aktualną koniunkturę intelektualną rodzi zainteresowanie postaciami, które swoim życiem przełamywały powyższe opozycje: Józefa Mackiewicza, Ksawerego Pruszyńskiego, Karola Ludwika Konińskiego, Jeanne Hearsch, Jarosława Iwaszkiewicza, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Andrzej Stanisław Kowalczyk dostrzega w Roku myśliwego finalne rozliczenie się intelektualisty z komunizmem i stalinizmem, przede wszystkim kwestii pracy dyplomatycznej Miłosza oraz postaw literatów takich jak Iwaszkiewicz, godzących się zapłacić cenę potępienia w zamian za możliwość ocalenia wartości kulturalnych.

Odkrywa Miłosz interesujące szczegóły dotyczące jego intelektualnego rozwoje we wczesnej młodości. Obok atlasów botanicznych i zoologicznych, powieści Rodziewiczówny, Weysenhoffa i Włodzimierza Korsaka, w roli poetyckiego mistrza nastoletniego Miłosza pojawia się Jerzy Iwaszkiewicz. Czytelnika Miłosza nie zaskakuje spora dawka ekshibicjonistycznej szczerości, z którą autor ujawnia swą poetycką próżność, szczegóły pożycia małżeńskiego, swych przyjaźni, wstydliwe karty swej drogi zawodowej i artystycznej. Z dzieła dowiadujemy się sporo o przedwojennych, wojennych i powojennych losach poety i jego rodziny.

Wydarzenia życia codziennego stają się pretekstem i punktem wyjścia do wspomnień oraz refleksji ogólnej. Miłosza interesuje natura, zgodnie z intencją tytułu utworu, jej wpływ na ludzkie życie, współistnienie i walka człowieka z przyrodą, ewolucja, jakiej środowisko naturalne podlega na przestrzeni ludzkiego życia, geograficzne zróżnicowanie świata ożywionego i nieożywionego przekształcanego przez człowieka, ale i kształtującego typy ludzkie specyficzne dla danej krainy geograficznej.

Wątkiem przewodnim twórczości autora Roku myśliwego pozostaje niechęć do natury, która jawi się jako bezrozumna walka biologicznych sił. Walki o byt nie regulują żadne zasady moralne, a ból i śmierć rozdzielane zostają między istoty żywe niesprawiedliwi i w sposób pozbawiony głębszego sensu. Manichejskiej ze swej istoty zdystansowanie wobec świata naturalnego łączy się z poczuciem głębokiego rozłamu między sferą duchową i cielesną człowieka, którego egzystencjalna nędza bierze się przede wszystkim z niedoskonałości materialnej płaszczyzny jego natury.

Istotne miejsce zajmuje w dziele namysł nad egzystencją artysty. Punkt widzenia Miłosza zdradza wpływ przede wszystkim romantycznej z ducha koncepcji sztuki jako lekarstwa na szaleństwo, które bezustannie grozi artyście jako jednostce szczególnie wrażliwej, wyobcowanej, odczuwającej w sposób zwielokrotniony ludzkie pragnienia i fobie, jak gdyby w zastępstwie za resztę społeczeństwa, które dzięki poświęceniu artysty cieszyć się może duchowym zdrowiem, biorącym się z nieświadomości bólu autentycznej ludzkiej egzystencji. Jednak romantyczny wizerunek artysty inkarnowany w popularnej XX-wiecznej postaci „kaskadera literatury" podejmowany jest przed autora polemicznie i jawi się jako luksus, na który literat wschodnio- czy środkowoeuropejski, zmaltretowany przez historię i politykę, pozwolić sobie nie może.

Z historycznoliterackich uwag, w które dzieło obfituje, wyłania się koncepcja utworu literackiego jako wyrazu pewnego stanu świadomości historycznej ujętej w wymiarze bądź jednostkowym, bądź – częściej – społecznym, zwłaszcza narodowym. Koncepcja ta zdaje się przeważać nad dochodzącym czasem u Miłosza do głosu przekonaniem o absolutnej autonomii literatury jako sztuki wobec historii i polityki. Autonomia ta zdaje się być zagrożona przez historyczne kataklizmy, które miały miejsce w wieku XX. Powrót do Warszawy na wieść o wejściu Sowietów do Polski stanowi dla pisarza warunek spełnienia zadania, do którego został przeznaczony jako artysta: dania świadectwa. Choć odczuwa Miłosz wyraźny sprzeciw wobec podporządkowania sztuki doraźnym celom propagandowym, choćby szlachetnym i szczytnym. Teoria sztuki czystej stanowi jednak co najwyżej antidotum na sztukę służebną.
Poczesne miejsce zajmuje refleksja nad polską literaturą, ograniczająca się przede wszystkim do tej części jej historii, której przedstawiciele znani byli poecie osobiście. Wspomina autor szereg intelektualistów emigracyjnych, m. in.: Konstantego Jeleńskiego, Józefa Czapskiego, Jerzego Turowicza, Leszka Kołakowskiego, ale nade wszystko sięga do wspomnień z międzywojnia. Okres ten uważa za szczególnie cenny w historii polskiej kultury. Do bardziej intrygujących fragmentów utwory należą te, w których Miłosz opisuje swoją fascynację postacią Gałczyńskiego.
Rok myśliwego to także dziennik, a raczej pamiętnik pisarza. Choć nie znajdziemy tu zbyt wielu informacji o tym, co poeta tworzy na bieżąco, sporo miejsca zajmuje opis wydawniczych i czytelniczych dziejów dzieł wcześniejszych, a przede wszystkim Zniewolonego umysłu, Ziemi Ulro, Doliny Issy oraz poszczególnych wierszy, zwłaszcza tomu Trzy zimy.

Autor notuje również swoje spostrzeżenie na temat literatury amerykańskiej. Tu jednak nie wychodzi poza przekonanie o jej jałowości, spowodowanej zderzeniem sprawności warsztatowej i błahej treści. Wygodne i syte życie w bogatym kraju, nietkniętym przez faszyzm i komunizm, nie sprzyja, zdaniem poety, narodzinom wielkiej literatury.
Jak niemal zawsze u Miłosza w tle rozważań czai się tragiczna historia Europy Środkowej, której najkrwawszego – jeśli wziąć pod uwagę liczby – okresu dziejów poeta był naocznym świadkiem. Zauważa on, że przypadało mu w udziale życie w państwach, które za chwilę miały upaść: carska Rosja, a potem kresy międzywojennej Rzeczypospolitej. Unikając hipostaz okrucieństwo historii postrzega przede wszystkim w wymiarze jednostkowym, w cierpieniu i zagładzie pojedynczego człowieka.

Zwraca uwagę bogactwo rozważań o charakterze historycznym, stanowiących ważne przypisy do dziejów polskiej inteligencji w okresie stalinowskim, jak choćby wspomnienie sensacyjnych losów i tajemniczej śmierci Ksawerego Pruszyńskiego czy odbiegające od podręcznikowych ujęcie poglądów i działań Józefa Mackiewicza. Przy okazji wspomnień o tym ostatnim snuje autor refleksję na temat skomplikowanych relacji polsko-litewskich i życia politycznego międzywojennego Wilna. Problem niepodległości Litwy przewija się zresztą w dziele regularnie wraz z osobą Oskara Miłosza.

Do głosu dochodzi w Roku myśliwego ambiwalenty stosunek Miłosza do polskiego katolicyzmu. Niekłamany podziw dla osoby papieża Jana Pawła II jako przewodnika moralnego zderza się z niechęcią do anachronizmu dogmatyki Kościoła Powszechnego. Tym niemniej w katolicyzmie upatruje poeta ratunek dla moralnego kryzysu drążącego współczesność. Lektura dziennika Karola Ludwika Konińskiego stanowi impuls do rozważań o współczesnym kryzysie wiary. Wynika on, zdaniem poety, z przekonania, że nie sposób pogodzić zła istniejącego w świecie, które w wieku XX przybrało wymiary katastroficzne, z postulatem Boskiej dobrej i wszechmocnej władzy. Człowiek wierzący staje w obliczu dylematu wiary i rozumu, przy czym wybór wiary może doprowadzić do stanowiska manichejskiego, ku któremu Miłosz zdaje się czasami skłaniać.

Główną problematykę współczesnej poezji widzi autor w sprzeczności między religią a rozumem i cywilizacją, reprezentowaną przez sztukę, naukę i filozofię. Wymiar metafizyczny poezji stawia ją na równi ze współczesną gnozą. Oba te rodzaje intelektualnej aktywności stanowią w przekonaniu autora ucieczkę przez aporiami, do jakich wiedzie religia wyrafinowany umysł współczesnego intelektualisty.</document>
<document nplp_id="1956" title="Rozmowa z&amp;nbsp;księciem" slug="rozmowa-z-ksieciem">Opublikowany w 1960 roku tom otwiera, razem z Formami z roku 1958, nowy etap w twórczości Różewicza; jest zapisem przejścia od „poezji po Oświęcimiu” do idei poezji jako „stawiania znaków na drodze” (formuła ta, pojawiająca się w otwierającym tomik wierszu Kto mi związał ręce..., wzięta została z deklaracji jednego z twórców amerykańskiego popartu Claesa Oldenburga; sam wiersz natomiast nawiązuje do Pieśni X Ksiąg Pierwszych J. Kochanowskiego).

Tom wprowadził i rozwinął wiele nowych tematów; nie zapominając i nie porzucając pytań już postawionych, zwrócił się ku penetracji nowej epoki, świata współczesnej anonimowości, nihilizmu kultury masowej, pustki życia zarówno w wielkich zachodnioeuropejskich metropoliach, jak i polskiej szarej „naszej małej stabilizacji” lat gomułkowskich. Nowe treści, rozszerzona problematyka domagały się także nowego ujęcia, stąd charakteryzujące tomiki z lat 60., a łączące poezję Różewicza z ruchem neoawangardowym – asceza już nie tylko środków, ale i emocji (sztuka uboga), lakonizm, reizm, antyestetyzm, somatyzm, czy też gra z rodzajami literackimi, krzyżowanie poezji z prozą i dramatem (poezja prozą, proza poetycka, poezja dramatyczna), zwrócenie się ku gatunkom paraliterackim (formy eseistyczne, dzienniki, notatniki twórcze), sięganie po rozwiązania właściwe sztukom wykraczającym poza literaturę – plastyce, filmowi (stosowanie montażu, technik collage’u; wprowadzenie Duchampowskich „ready mades”; niektórzy krytycy dopatrują się w Różewiczowskich formach negatywnych wpływu nowoczesnej rzeźby Moore’a, używającego form zamiast odlewów – T. Drewnowski Różewicz a dialog ze sztukami plastycznymi). Tendencje te jeszcze wyraźniejsza były w utworach dramatycznych, ku którym w latach 60. Artysta się zwrócił (por. np. Kartoteka).

Najważniejszym elementem Różewiczowskiej, zapisanej w tomie, diagnozy świata jest – sprawa uwikłania współczesnej sztuki w ideologię (zwł. wiersze takie jak tytułowa Rozmowa z księciem, Wyjście) oraz wizja nowoczesnego człowieka pozbawionego łączności z wartościami duchowymi jako skazanej na rozpad biologicznej maszyny (Kara, Płytko prędzej); jednym słowem – śmierć poety i śmierć człowieka po śmierci Boga.

Wydany w latach „naszej małej stabilizacji” tomik otwiera nowy etap w długim szeregu utworów Artysty rozważających zawsze najważniejsze w jego twórczości, stale obecne zagadnienie, jakim jest rozpoznawanie roli poety i sensu istnienia poezji we współczesnym świecie, dewaluującym słowo i kompromitującym uprawianie „poezji”. Tom skupiony jest przede wszystkim wokół problemu słabości i bezradności poety, uwikłania sztuki w ideologię, jej niefortunnych związków z ludźmi władzy. Sformułowania i gorzkie stwierdzenia, jakie padają w takich utworach, będących swego rodzaju poetyką sformułowaną, jak Rozmowa z księciem, Można, Wyjście, Dopełnienie, Kto mi związał ręce... , Drobne ogłoszenia liryczne, Żart patetyczny, można byłoby interpretować w perspektywie ówczesnego uzależnienia sztuki od wytycznych realizmu socjalistycznego, uczynienia z poety urzędnika, mają one jednak oczywiście sens ogólniejszy – są to uniwersalne rozważania o zależnościach twórczości artystycznej od interesów władzy i państwa, od konwencji społecznych.

Zapisany w wierszach karykaturalny portret współczesnego poety cechuje przede wszystkim jego duchowa, osobowościowa słabość. Nawet już nie chodzi o to, że przestał być on wieszczem, że opuściły go boskie moce, siła jego pełnych gniewu interwencji zwietrzała i stał się etatowym wyrobnikiem słowa, że uprawia „zawód poety”, „robi” poezję, ale że w rękach innych jest uległy i „miękki jak wosk” („każdy znak można na mnie wycisnąć”; jestem „woskiem świata” mówi Poeta w rozmowie z Hamletem w wierszu Rozmowa z księciem), że jest śmiesznym lękliwym „gadułą”, zmieniającym zdanie zgodnie z życzeniem rozmówcy. Poeta współczesny z roku 1958 to „głos bez echa/ ciężar bez wagi/ błazen bez króla”; ptak „bez nieba/ bez skrzydeł/ bez oka”; samotny, opuszczony, niepotrzebny, przez nikogo nie czytany, a tak bardzo od czytelnika uzależniony. Poczucie bycia niepotrzebnym w rzeczywistości nowej epoki stawia współczesnego poetę w szeregu innych niechcianych, zagubionych w świecie starców czy szaleńców (Koncert życzeń, Białe groszki, Szaleniec zrównoważony), rodzi też dojmujący nieodstępny lęk, chęć ucieczki od siebie, nienawiść do siebie (Matka, Możliwe, Strach, Jest tak ukryty).

Temat bezużyteczności poezji w świecie współczesnym, sprowadzający się do śmierci roli poety, związany został z obrazem śmierci Boga (czy jego ziemskiego odpowiednika - ostatniego cesarza Pekinu, który powiesił się w ogrodzie ze strachu) i śmierci człowieka, ustanawiając w ten sposób swoistą triadę, potrójną formułę umierania ludzkiego świata. „Nowy człowiek”, narodzony po śmierci człowieka – „ta rura kanalizacyjna”, przepuszczająca „przez siebie/ wszystko”, swą obecną przemianę w automat ukierunkowany na rozkosze konsumpcji i kopulacji, zawdzięcza odwróceniu się od skompromitowanych przez traumę doświadczeń wojennych wartości transcendentnych, od ducha i Boga – „życie bez wiary jest wyrokiem/ przedmioty stają się bogami/ ciało staje się bogiem” (Kara).

A jednak demaskacja pustki współczesnego świata bez Boga, bez człowieka i bez poezji, świata, gdzie ciało jest „jedyną prawdziwą rzeczą”, a „kłamstwo zamienia się w prawdę” (Mgła) nie kończy się nihilistyczną konstatacją nieodwracalności zaistniałego stanu rzeczy. Próba rekonstrukcji, rodzaj notatek, dziennika dołączonego do tomu zawiera pewne sugestie uzupełniające Różewiczowską wizję zwątpienia w sensy obecne o akcent nadziei, że uda się zrekonstruować siebie, swój świat, nową całość. A Trzy profile poety z także wchodzącego w skład zbiorku cyklu poetyckich próz Wizja i równanie, zinterpretować można jako szkic trzech epok poetyckich, rodzaj proroczego zapisu, credo poetyckiego na czasy współczesne. Poeta sprzed, z wczoraj to „poeta wypchany”, śmieszny i nieprawdziwy w swych uduchowionych i cierpiętniczych lotach po literackich przestworzach; poeta dzisiejszy to błazen, ukrywający pod maską głupca i wesołka świadomość i wiedzę o nędzy człowieka. Natomiast trzeci profil – „poeta drewno” – to jedyny możliwy dziś, prawdziwy sposób zaistnienia poezji: zgoda na bycie drzewem odartym z korony, przemienionym w pal wbity we wnętrzności ziemi, „odkrytym i bezbronnym”, przyjmującym „w siebie wszystkie pociski, nawet te wymierzone w innego”, bycie „tylko drzewem, do którego przywiązano ciało innego człowieka”, dźwigającym na sobie „cierpiącego człowieka, który o tym nie wie i myśli, że jest sam”. Obraz wpisany w Trzy profile... to jeden z zalążków rozwijającego się w dalszej twórczości poetyckiej, prozatorskiej, teatralnej sporu o poezję i podstawowej dlań idei rany, cierpienia, skazy, doświadczenia granicznego jako źródła poezji i ocalającego źródła sacrum.
Spis treści:
Rozmowa z księciem:

Kto mi związał ręce...
Uzasadnienie
Rozmowa z księciem
Powrót
Można
Wyjście
Matka
Kara
Nowy człowiek
Bob
Możliwe
Czarne na białym
Śmierć cesarza
Koncert życzeń
Białe groszki
Strach
Żart patetyczny
Szaleniec zrównoważony
Życzliwość
Pomnik z czasów okupacji
Lira Leopolda Staffa
Dopełnienie
Płytko prędzej
Śmierć
Ptak
Drobne ogłoszenia liryczne
Perswazja
Jest tak ukryty
Nieznany list
Nowe porównania
Obcy człowiek

Wizja i równanie:

Wizja i równanie
Trzy profile poety
Fałszywi wściekli
Aniołki jeszcze nie skończone
Grzeczność nie jest nauką łatwą
Szachownica
Brama
Wigilia w obcym mieście
Pod murem
Mgła

Próba rekonstrukcji:

Próba rekonstrukcji

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1957" title="Sto pociech" slug="sto-pociech">Sto pociech, tomik poetycki Wisławy Szymborskiej z 1967 wyróżnia klarowana wizja światopoglądowa, która sceptycyzm wcześniejszych wierszy poetki odnosi do nowych pytań filozoficznych. Skoro „rzeczywistość” jawi się za Heraklitem jako coś dla ludzkiego umysłu nieuchwytnego i zamiast niej ma on do czynienia z własnymi konstrukcjami, ciekawsze wydają się Szymborskiej rozmaite alternatywne światy, tworzone zamiast tzw. realności. W zbiorze Sto pociech bardzo wiele wierszy to poetycko-terapeutyczne obrazy takich potencjalnych, czasem niemożliwych lub nie poddających się sprawdzeniu, a jednak wyobrażalnych realności – Dworzec, Jaskinia, Album, Śmiech, Spis ludności, Ścięcie, Pamięć nareszcie. Odmienny rodzaj wykreowanej rzeczywistości przedstawiają Radość pisania i Pejzaż, obrazy światów powoływanych do istnienia w geście artystycznym. Demiurgiczna satysfakcja twórcy ma jednak ograniczony zasięg. Mimo wielokrotnie wygłaszanej pochwały sztuki (Tomasz Mann, Akrobata) próby zastąpienia nią realności skazane są niepowodzenie – zawodzą, kiedy chce się przy jej pomocy oddać złożoną materię emocjonalną, przenikającą świat ludzki (Pejzaż, Mozaika bizantyjska), a czasem nawet prowadzą do jej deformacji (Film – lata sześćdziesiąte). Ostatecznie intelektualne poszukiwania Szymborskiej oraz ich poetyckie rezultaty okazują się działaniami podejmowanymi przeciw metafizycznemu odczuciu nicości. Towarzyszą tym aktom skrajne odczucia – od lęku przed nią (Pisane w hotelu, Monolog dla Kasandry), przez gniew za jej sprowadzanie (Niewinność, Wietnam, Przylot, Tarsjusz), po najwyższą afirmację wszystkiego, co jest (Fetysz płodności z paleolitu, Urodzony, Do serca w niedzielę, Sto pociech).

Opublikowany po pięciu latach od poprzedniego, tomik Sto pociech, potwierdził w opinii krytyków i czytelników najwyższą rangę twórczości Wisławy Szymborskiej. W pełni odsłonił również filozoficzny potencjał tej poezji, wcześniej jedynie sugerowany w takich wierszach jak Nic dwa razy, Atlantyda, Woda, Wiersz ku czci i, zwłaszcza, Rozmowa z kamieniem. Krytycy – Jerzy Kwiatkowski, Artur Sandauer, Stanisław Balbus – przypisali intelektualne poszukiwania Szymborskiej do problematyki szeroko pojmowanej negatywności, rozumianej jako zaprzeczanie temu, co umysł uznaje za aktualne i realne. Najpełniej interpretację tę rozwinął Balbus, sięgając po wywiedzione z koncepcji Leibniza pojęcie „światów możliwych”. W odniesieniu do Szymborskiej należy je, zdaniem krytyka, „traktować szeroko, włączając w jego zasięg także światy zaginione, odłączone i odrzucone, częściowo lub niemal całkowicie zapomniane, trudne do zrekonstruowania, nieprzenikalne, śnione, jawnie wymyślone, wytworzone przez znane dzieła sztuki, przewidywane i wreszcie owe minus-byty różnego zakresu, bytujące niejako po stronie nicości”. Niemal każdej z tych odmian „światów możliwych” przyporządkować można poetycką egzemplifikację z tomu Sto pociech. Do najbardziej wyrazistych należy wiersz Dworzec, eksplorujący ewentualność z punktu widzenia ontologii skrajnie nierealną – opis niezaistniałego wydarzenia, „nieprzyjazdu”. Oprócz filozoficznego zdumienia kieruje Szymborską poczucie żalu nad tym, co bezpowrotnie nieziszczone („Odbyło się nawet / umówione spotkanie. // Poza zasięgiem / naszej obecności. // W raju utraconym / prawdopodobieństwa.” Niewystarczalność tego, co jest, zwraca poetkę w stronę minionych zdarzeń domniemanych, które lokuje bądź w przeszłości historycznej (Spis ludności, Ścięcie), a nawet prehistorycznej (Jaskinia), bądź rodzinnej (Album) i osobistej (Śmiech). Rekonstrukcja rzekomych sytuacji nie byłaby wykonalna bez prób przywołania dawno nieistniejących rekwizytów oraz elementów scenografii: „sznurówki, mantylki, falbanki” (Album); „zwęglone belki, zerwane ogniwa, dzbanki wypite do utraty dna, amulety płodności, pestki sadów” (Spis ludności)), i bez wysiłku empatii, która nie za każdym razem się udaje, nawet jeśli dotyczy samej siebie sprzed lat (Śmiech). Nie zawsze też wydobycie z niebytu następuje na zawołanie, czasem pojawia się niespodziewanie jak dar (Pamięć nareszcie). Bywa, że decyzja o wskrzeszeniu nieistniejącego powstaje w reakcji niezgody na nicość, zagarniającą niegdysiejsze istnienia: „Na ścianach nic (...) / Nic – ale po bizonie / ochrą malowanym. // Nic – ale nic zaległe / po długim oporze / pochylonego łba. / A więc Nic Piękne.” (Jaskinia). Wyobrażenie znicestwienia jako stałego zagrożenia dla wszystkiego, co realne, budzi w poetce najwyższy lęk (Pisane w hotelu) i wywołuje współczucie dla obdarzonych zdolnością jasnowidzenia (Monolog dla Kasandry). Świadomość nicości odsłania przed Szymborską rewelacyjny charakter istnienia, jego kruchość i nieoczywistość. Pozwala dostrzec odświętność każdych narodzin: „Więc to jest jego matka. (...) // To z niej się wydobywał / na świat, / na niewieczność.” (Urodzony), cud własnego życia (Do serca w niedzielę) i niezwykłość istoty ludzkiej: „naprawdę się wydarzył / pod jedną z gwiazd prowincjonalnych.” (Sto pociech).

Intelektualny namysł przenikający tę poezję, pisaną z zasady poza konwencją lirycznego wyznania, bynajmniej nie pozbawia jej emocji. Najsilniej i najdosłowniej wyraziła je poetka w pierwszym wierszu zbioru, stanowiącym małą apologię literatury, a zarazem próbę zadekretowania pisarskiej wszechmocy: „Jest więc taki świat, / nad którym los sprawuję niezależny? / Czas, który wiążę łańcuchami znaków? / Istnienie na mój rozkaz nieustanne?” (Radość pisania). Horrorowi metafizycznemu wywoływanemu odczuciem nicości usiłuje przeciwstawić Szymborska możliwość tworzenia dzieł sztuki, upływowi czasu w realnym świecie – wieczną teraźniejszość światów wykreowanych: „jest wiarygodna piąta po południu, / maj delikatnie ale stanowczo wstrzymany” (Pejzaż). Poetkę bawi projektowanie rzeczywistości alternatywnej, zawierzanie ruchowi wyobraźni. Pojawienie się istoty zdolnej do aktów artystycznej kreacji, „ssaka / z cudownie upierzoną watermanem ręką” (Tomasz Mann) uznaje za największe osiągnięcie ewolucji. Jednak, choć zachwyca ją bezinteresowne piękno aktów sztuki (Akrobata), wie że nie potrafi nią zastąpić życia z jego emocjonalnością „zabawy w serce”, nieprzewidywalnością i brakiem „gotowych zdań” do wypowiedzenia (Pejzaż).

Najdobitniej różnicę między rzeczywistością sztuki a rzeczywistością egzystencji ukazała Szymborska w Mozaice bizantyjskiej, utworze powstałym z dowcipnego splotu ascetycznych podstaw sztuki Bizancjum z miłosnym dialogiem Oblubieńca i Oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami. Przebywającym w wyidealizowanym świecie małżonkom z mozaiki, ożywionym za sprawą kaprysu poetki, rodzi się ku ich grozie dziecko „tłuste a żwawe”, nie pasujące w żaden sposób do ich ascetycznego estetyzmu… Mimo radości, jaką dać może stwarzająca wyobraźnia, potrafiąca nawet we łzie dostrzec mały wszechświat (Ruch), najważniejsza pozostaje dla Szymborskiej realność rzeczywista, zamieszkiwana przez żyjących ludzi: „Jest świat? No to i dobrze. / Obfity? Tym lepiej. (...) Tyle go, że istnieje nawet kiedy śpią, / aż do przesady cały i prawdziwy? (...) To dużo (...)” (Fetysz płodności z paleolitu). Nieodmiennie w ślad za postawą afirmacji pojawia się u poetki odruch niezgody na sytuacje, w których komuś lub czemuś odebrane zostaje życie (Niewinność, Wietnam, Przylot, Tarsjusz) lub „kto[ś] komu[ś] umiera” (Relacja ze szpitala). Na szczęście mimo „piekła tej epoki”, poetkę od manichejskich myśli chroni „Bóg humoru” (Film – lata sześćdziesiąte), nawet jeśli nie zawsze może pomóc (Pieta).
Spis treści:
Radość pisania
 Pamięć nareszcie
 Pejzaż
 Album
 Śmiech
 Dworzec
 Żywy
 Urodzony
 Spis ludności
 Monolog dla Kasandry
 Mozaika bizantyjska
 Ścięcie
 Pieta
 Niewinność
 Wietnam
 Pisane w hotelu
 Film – lata sześćdziesiąte
 Relacja ze szpitala
 Przylot
 Tomasz Mann
 Tarsjusz
 Do serca w niedzielę
 Akrobata
 Fetysz płodności z paleolitu
 Jaskinia
 Ruch
 Sto pociech</document>
<document nplp_id="1958" title="Król Popiel i&amp;nbsp;inne wiersze" slug="krol-popiel-i-inne-wiersze">Poetycka książka Miłosza, pierwsza po pięciu latach od Traktatu poetyckiego, wydana w 1962, już podczas pobytu Miłosza w Berkeley. „Pierwszy autonomiczny tom poezji od Trzech zim” (Renata Gorczyńska) wyznaczył kolejny zwrot w jego twórczości, wskazując „wyzwolenie się z tonu publicystyki moralnej” (Renata Gorczyńska), chociaż można tu znaleźć również relikty tej postawy - wiersz W Mediolanie jest obroną „zaangażowanego” programu poetyckiego. Staranny wybór zawiera 20 wierszy, 2 cykle i jeden poemat – większość utworów powstała w Montgeron, w okresie 1957-1960, dwa w poprzednim francuskim domu Miłosza w Brie-Comte-Robert w 1955, ale jeden z wierszy datowany jest jeszcze w 1944, po powstaniu, w Goszycach - dworku Jerzego Turowicza, a dwa inne – w 1948, czyli w okresie pobytu na placówce w Waszyngtonie; trzy utwory Miłosz napisał już w Kalifornii. Motyw przewodni tomu stanowi autorefleksja nad ograniczeniami poezji, pochwała realizmu - dążenia do odzwierciedlenia konkretu i opisu rzeczywistości, a także medytacja nad tożsamością i rozpamiętywanie losu, w perspektywie swoistej antropologii i antropocentryzmu poety. Pojawiają się też reminiscencje autobiograficzne, a wraz z wzrastającym znaczeniem pamięci rozszerza się epicki wymiar poezji. W Antologii osobistej Miłosz umieścił Nie więcej, Mistrza, Kresy oraz fragmenty poematu Po ziemi naszej, pominął zaś tak znane jak Sroczość czy Rozmowy na Wielkanoc 1620.

Tytułowy i zarazem inicjalny utwór tomu przynosi obraz historii Polski z czasów przedhistorycznych, mitycznych, z epoki Króla-Ducha, jednak wyraźnie polemiczny wobec romantycznego pierwowzoru. Już incipit wiersza: „Nie były to zapewne zbrodnie tak jak nasze”, odrzuca mit metafizycznych okrucieństw Króla Popiela, pierwszego z królów duchów w romantycznej epopei; w wierszu zarysowuje się inna wizja początków Polski, akcentująca ich prymitywność i zgrzebność, w swoim realizmie przekornie traktująca wizję Słowackiego. Zakończenie wiersza jednak powraca do problemu mitologizacji władzy, każdej władzy, potencjalnie i prymitywnie okrutnej, jak Popiel „nożem wygładzający sulicę”, uosobienie bezrozumnego mitu, który rządzi światem i dominuje nad rozumem, reprezentowanym tu przez trzech geniuszy nauki. Po Królu-Popielu zmienia się od razu tonacja w wierszu Sroczość, zawierającym powtarzające się motywy liryki Miłosza – refleksję nad rolą pamięci, medytację nad własną tożsamością, zadziwienie stworzeniem, fascynację przyrodą i świadomość odrębności człowieka, swoisty antropocentryzm; zamykająca utwór żartobliwa medytacja filozoficzna o naturze człowieczej i naturze rzeczy nawiązuje do zasadniczego sporu średniowiecznej filozofii – o powszechniki - i opowiada się zarówno za istnieniem sroczości, jak i swoistości człowieka, o którego naturze traktuje kolejny wiersz, Nauki. Jego punkt wyjścia stanowi autobiograficzny konkret, odwołujący się do dzieciństwa Miłosza na Litwie, poetyckie uzupełnienie Doliny Issy; zarysowuje się tu napięcie między jednostką a wspólnotą, niosącą dla indywiduum zagrożenie i nieuniknione traumy, a jednocześnie kształtującą je nieuchronnie jak los. Poeta z tym społeczno-historycznym fatalizmem zestawił biblijną opowieść o upadku - grzechu pierworodnym, wpisując obydwa determinizmy w naturę człowieka, rządzonego przez niezależne od niego siły, „ciemną wolę”. Autorefleksyjny utwór Nie więcej należy natomiast do liryki roli, poeta przemawia pod maską „jednego z wielu / Kupców i rzemieślników Cesarstwa Japonii”, ironicznie ustanawiając dystans w czasie i przestrzeni do własnej twórczości, podkreślając przy tym niedostatek, niewystarczalność poetyckiego języka, a zarazem tworząc paradoksalnie jeden z najbardziej zmysłowych, plastycznych i wyrazistych obrazów swojej poezji, wzorowany na dziele Carpaccia Dwie kurtyzany. Zmysłowości towarzyszy jednak świadomość przemijania i śmierci, ulotności materii. Program poetycki dążący do uchwycenia konkretnej rzeczywistości kończy się melancholijną konstatacją, podszytą pragnieniem wyjścia poza estetyczne konwencje, które reprezentuje poddana sztywnym przepisom liryka japońska (sam Miłosz dowartościuje ją wiele lat później tłumaczeniami haiku). Oda do ptaka oprócz fascynacji naturą – również w jej cudownej mechanice szczegółów, mikrokosmosie oglądanym okiem ornitofila - konstatuje niemożność ujęcia, oddania cudownej złożoności świata (jeszcze jedna konsekwencja sporu o uniwersalia), a przy tym paradoksalnie akcentuje przynależność człowieka do natury w dyskretnie erotycznym obrazie na zakończenie. Wysławia się tu człowieczą odrębność, ale towarzyszy jej pragnienie przekraczania granic innego świata. Kolejny wiersz, Szczęście, powstał w 1948 w Waszyngtonie i jest niemal ekfrazą - opisem panoramicznego arkadyjskiego pejzażu (trochę w klasycystycznym stylu Lorraina), ilustrującego równowagę bytu i ludzką aktywność cywilizacyjną – z dodaniem „dźwięku fletu”, ale także ruin jako znaku nietrwałości egzystencji; również w tym wierszu kryje się pragnienie uchwycenia konkretnego szczegółu i tkwi zalążek epickiej opowieści. Składający się z trzech dystychów następny utwór, Co było wielkie, dedykowany Aleksandrowi i Oli Watom, przeciwstawia konkret i doświadczenie indywidualne przemijającym imperiom. Powinien, nie powinien ustanawia zaś własną aksjologię poetycką Miłosza – odrzucenie estetyzowania, powrót do konkretu, do trywialnej rzeczywistości, poszanowanie tabu, respektujące świętość, ale też afirmację własnej tożsamości i własnego rodowodu w nowych warunkach amerykańskich, przekorę wobec obcej wielkości. Nad tożsamością poeta zastanawia się w wierszu Co znaczy, kończąc go potwierdzeniem i zgodą na swoje sprzeczności, tu wpisane i w dwoistość człowieczej natury, i w odrębność człowieka w świecie. Heraklit daje portret filozofa, którym Miłosz był zafascynowany od młodości, ale akcent pada tu na legendarną „ciemną”, wieloznaczną składnię, na napięcie między ograniczonym językiem i światem niewyrażalnym w konkretnych szczegółach, między ponadczasową świadomością własnej odrębności a powszechną naturą człowieczą. Wiersz zamyka łącząca groteskowo perspektywy różnych epok wizja zachłannego morza i jego zdobyczy, która zderza kruchość istnienia z groteskowym konkretem. Portret grecki, z 1948 (nawiązujący do dykcji Kawafisa, którego Miłosz będzie tłumaczył w latach sześćdziesiątych), jest manifestem ukrywanej obcości, świadomego przystosowania o tej obcości zawsze pamiętającego, z podkreśleniem poczucia płynności egzystencji i swoistego kosmopolityzmu wędrówki – „Nie jestem cudzoziemcem na okrętach”. Barokową dykcją kontrastują z tym ascetycznym utworem Rozmowy na Wielkanoc 1620 roku, wspaniały popis rymotwórczych umiejętności w sekstynach. Rozgrywa się tu teologiczna dysputa o życiu wiecznym, dialog, pełny dosadnych zwrotów, jest persyflażem – nie pastiszem - sarmackiego baroku, z obrazami nieuchronnego rozkładu i śmierci. Pierwszy rozmówca, diaboliczny kusiciel, podważa racje wiary, drugi - z którym identyfikuje się poeta, w jego autointerpretacji nawrócony katolik - broni ufności w Słowo Boże i rajskiej wizji zbawienia. Trzy kolejne wiersze również dostarczają wyrazistych przykładów liryki roli. W Mistrzu nadworny muzyk wyznaje wiarę w wieczność swojej sztuki, niwelującej czas, ale też odsłania tajemnicę kosztów artyzmu i daje upust poczuciu winy, z powodu własnego zła, które staje się paradoksalnym źródłem piękna. Z chłopa król jest kunsztownie rymowanym monologiem legendarnej postaci, grającej na dworze własną sztukę; konkretne obserwacje ilustrują rozdźwięk między bohaterem a jego otoczeniem, które swoją niechęcią, odwzajemnioną skądinąd, utwierdza twardość charakteru cynicznego aktora. Na ścięcie damy dworu kontynuuje w scenerii quasi-rewolucyjnej temat prostaka u władzy i złośliwej, brutalnej zemsty za dawne upokorzenia, jedno i drugie ewokowane w konkretnych obrazach. Rozmowa płocha, utwór napisany po ucieczce z Warszawy w 1944 roku, przed wyzwoleniem, bolesnym doświadczeniom przeciwstawia zachwyt nad drogocenną chwilą, przywracający równowagę i kończy się wizją spokojnej scenerii przypominającej arkadyjski obraz w Szczęściu. Natomiast Pokój kontrastuje realia peerelowskie, klaustrofobiczną wizję wrocławskiego hotelu jako synekdochy bylejakości życia, z oceanicznym, otwartym krajobrazem oglądanym z lotu ptaka. Wiersz W Mediolanie, w pierwszej części zawiera credo poetyckie Miłosza, stawiające zmysłowe smakowanie świata na drugim miejscu po moralnym obowiązku wobec rzeczywistości, na który wskazuje część druga, wypełniona opisem zwiedzania miejscowej fabryki, z refleksją na temat istoty włoskiej kultury, przejawiającej się zarówno w dziele sztuki, jak i w codziennych gestach, kulturze zdegradowanej przez mechaniczną pracę. W krótkim autorefleksyjnym zakończeniu, stanowiącym część trzecią, mowa o rozbijaniu własnego image – rzeczywistość i obowiązki wobec niej zmieniają tożsamość poety, „obraz miły samego siebie”. Dedykowana Jerzemu Andrzejewskiemu Ballada opowiada o matce Tadeusza Gajcego, jej wizycie na warszawskim cmentarzu; realizm tego białego wiersza, momentami prowokacyjnie trywialny, kwestionuje kult martyrologii. Odheroizowany monolog matki sprowadza tragedię powstania do osobistego nieszczęścia – krytyka powstania warszawskiego nie włącza się w spory o historię, lecz potwierdza jałowość szalonego buntu przeciwko rzeczywistości. Romantyczny wzorzec ballady pojawia się tutaj w rozmowie ze zmarłym synem. Z kolei cykl Kronika miasta Pornic przywołuje mityczne dla polskiego romantyzmu miejsce kąpieli morskich Juliusza Słowackiego, gdzie powstała Genezis z Ducha. Naturalizmowi romantycznej Księgi Rodzaju Miłosz przeciwstawia historię i realistyczny opis bretońskiego miasteczka w kolejnych wierszach, najpierw czterech epickich miniaturach, nasyconych barwnymi szczegółami, relacjonujących z dystansem wartką akcję: Zamek Sinobrodego, Galipaud, Dziedzice, Wandejczycy osadzonych w wieku piętnastym i czasach Wandei. Po Madonnie Ocalenia szósty wiersz cyklu Słowacki, który otwiera dwuwersowy cytat z Samuela Zborowskiego (aluzja do tego dramatu pojawi się również później w apostrofie do Słowackiego), podejmuje otwartą polemikę z wieszczem, kwestionując genezyjską wizję natury przenikniętej duchem, ewoluującym w kolejnych wcieleniach; utwór zamyka zarzut wielosłowia, krytyka poetyckiego języka wieszcza. Kolejne wiersze, małe narracje epickie, zaczerpnięte są z dwudziestowiecznej historii miasta i okresu niemieckiej okupacji i mają też akcenty polskie: Loukianoff, British War Cemetery. W ostatnim wierszy cyklu, Pornic, poeta z trywialnej płaszczyzny konkretu codzienności zawiązuje intymny kontakt z Bogiem, a dystans do intymnego przeżycia sprawia, że relacjonuje swoją modlitwę w czasie przeszłym. Na kolejny cykl, Album snów, składa się zapis dwunastu sennych fabuł, w których powtarzają się motywy poezji Miłosza – pamięć, rozliczenie z własnym powołaniem, pejzaże młodości, ale też pojawiają się uniwersalne oniryczne tematy, chociaż tu w bardzo wyrazistych wariantach: odjazd (naznaczony lękiem przed wersją własnego losu, wpisaną w tragedię zbiorowości, masowe deportacje), lot, spotkanie z umarłymi czy ucieczkę; odzwierciedlają także lektury na jawie - Whitmana i Swedenborga, który również jest autorem Dziennika snów. Utwór Kresy, z 1962, najnowszy w tomie, z nie całkiem dokładnym cytatem z sielanki Szymonowica, który służy tu za klamrę wiersza (u Miłosza „wolno, owieczki moje, wolno postępujcie” – w sielance „lekko owieczki moje, lekko”), odsłania zdziwienie kalifornijską przestrzenią, baśniową zmianą scenerii życiowej, w autointerpretacji jest to „wiersz o zmienianiu skóry i rozpoczęciu życia na nowo”. Tom zamyka poemat Po ziemi naszej w perspektywach Kalifornii współczesnej i historycznej umieszczający reminiscencje litewskie; poeta powraca w nim do stałego zdziwienia światem, zmysłowej kontemplacji rzeczywistości, do pochwały bytu jako świętości, stawia raz kolejny problem niemożności wyrażenia jego piękna, przeciwstawia ludzkość i jej kulturę naturze, odsłania pragnienie epickiego utrwalania ludzi i rzeczy i zarysowuje maksymalistyczny projekt poezji, oparty w gruncie rzeczy na pracy pamięci. Emigracja daje tu możliwości innego spojrzenia, przekraczającego poczucie wyobcowania.</document>
<document nplp_id="1959" title="Labirynt nad&amp;nbsp;morzem" slug="labirynt-nad-morzem">Tom esejów Zbigniewa Herberta wydany pośmiertnie w roku 2000 przez „Zeszyty Literackie”, stanowiący trylogię wraz z Barbarzyńcą w ogrodzie (1962) i Martwą naturą z wędzidłem (1993). Eseje z późniejszego tomu Labirynt nad morzem (oprócz Lekcji łaciny) ukazywały się w czasopismach na początku lat siedemdziesiątych:
– Labirynt nad morzem, [w:] „Twórczość” 1973, nr 2
– Próba opisania krajobrazu greckiego, [w:] „Poezja” 1966, nr 9
– Duszyczka (jako Akropol i duszyczka), [w:] „Więź” 1973, nr 4
– Akropol, [w:] „Twórczość” 1969, nr 1
– Sprawa Samos, [w:] „Odra” 1972, nr 3
– O Etruskach, [w:] „Twórczość” 1965, nr 9

Książka Labirynt nad morzem złożona przez Herberta w wydawnictwie „Czytelnik” w 1973 r., nie ukazała się. Wydanie z roku 2000 uwzględnia zmiany wprowadzone przez autora w stosunku do wersji znanych z pierwodruków w czasopismach.

Tytułowy esej Labirynt nad morzem przenosi nas ku czasom cywilizacji minojskiej na Krecie (pałac Knossos), Próba opisu krajobrazu greckiego do Epidauros, Myken, Delf, Sparty, Delos (autor zwraca uwagę na mitotwórczą rolę krajobrazu), Duszyczka i Akropol ­ na Akropol, natomiast esej Sprawa Samos ukazuje konflikt miast Samos i Miletu (wątek polityczny). Eseje O Etruskach i Lekcja łaciny dotyczą już antyku rzymskiego. Lekcja łaciny to jednocześnie wspomnienie pierwszych fascynacji antykiem, które zrodziły się u pisarza za sprawą profesora łaciny z klasycznego gimnazjum, do którego uczęszczał.
W zbiorze esejów Labirynt nad morzem Zbigniew Herbert przyjmuje postawę dialogu wobec dziedzictwa antycznego. Tytuł zbioru (i zarazem jednego z esejów) odsyła do metafory labiryntu, czyli budowli, w której centrum ukryty jest skarb, lecz trudno do niego trafić w ciągu korytarzy. Takim labiryntem był pałac Knossos, w którym, według mitu, zamknięty był Minotaur. Dla Herberta labiryntem w sensie metaforycznym jest poznawanie świata sztuki antycznej i konfrontowanie własnych wyobrażeń na jego temat z rzeczywistością. Zdaniem pisarza, nie należy przyjmować za własne cudzych sądów na temat jakiegoś dzieła sztuki, lecz należy świadomie samodzielnie oceniać. Warto też mieć świadomość, że w przypadku dzieł antycznych często obcuje się z rekonstrukcją, a nie z dziełem w takiej postaci, jaką miało ono przed wiekami. Dla pisarza dialog z tradycją jest możliwy wtedy, gdy zawiesimy sąd o doskonałości naszej kultury i naszej współczesności, a spróbujemy zrozumieć przeszłość. Autor dostrzega wyjątkowość Grecji – kolebki kultury śródziemnomorskiej, przyjmuje wobec niej postawę pokory i szacunku, ale nie bezkrytycznego uwielbienia. Analizie poddaje również swoje przeżycia estetyczne: czasem jest to zachwyt (np. nad Akropolem), czasem rozczarowanie (freski w Heraklionie). Nie jest sceptykiem, ponieważ uważa, że skoro przeżył wojnę (był żołnierzem Armii Krajowej), to powinien wypełnić swoje życie ładem, a ten łąd powinien objawić się także w obcowaniu ze sztuką. Poznawanie sztuki antycznej jest też pretekstem do refleksji o tym, jak przeszłość istnieje w teraźniejszości i jak jest pojmowana przez ludzi dziś żyjących. Zdaniem pisarza człowiek nie może odrzucać tradycji, ponieważ odrzuca tym samym swoją tożsamość, skąd może brać się poczucie zagubienia we współczesnym mu świecie. Dlatego powinien odrzucić stereotypy dotyczące antyku i starać się samodzielnie odnajdywać i rozumieć tradycję, która określa jego przynależność do świata śródziemnomorskiej kultury i zarazem jego współczesną tożsamość. Antyk będzie dla każdego Europejczyka ojczyzną duchową tylko wtedy, gdy sam znajdzie własną drogę rozumienia dawności i współczesności.

Podróż po świecie starożytności i współczesności rozpoczyna Herbert od cywilizacji minojskiej na Krecie, gdzie zwiedził Heraklion i pałac Knossos (Labirynt nad morzem). W Próbie opisu krajobrazu greckiego odwiedza m.in. Epidauros, Mykeny, Delfy, Spartę, Delos i rozważa związek kultury Grecji antycznej z krajobrazem. Potem zaś przenosi się na Akropol (Duszyczka; Akropol). W eseju Sprawa Samos najwyraźniej podejmuje wątki polityczne: ukazuje konflikt miast Samos i Miletu, który miały rozstrzygnąć Ateny, a opowiedziały się one po stronie Miletu i pod wodzą Peryklesa najechały Samos. Tekst miał współczesny wydźwięk polityczny – Herbert opublikował go po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji, a zadedykował poecie Miroslavowi Holubowi, którego utwory po Praskiej Wiośnie objęto całkowitym zakazem druku. W eseju O Etruskach przenosi się do Włoch, by oglądać melancholijną promenadę Cerveteri, Tarkwinia, Volterra, Veii. Zamykająca zbiór Lekcja łaciny to opowieść o podboju Brytanii przez Rzymian i zarazem wspomnienie z przedwojennego klasycznego gimnazjum, w którym poeta za sprawą wybitnego profesora łaciny, rozpoczął swoją przygodę z kulturą antyku.

W zbiorze Labirynt nad morzem pisarz przyjmuje postawę dialogową wobec dziedzictwa kultury antycznej i Grecji współczesnej: szuka odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się fascynacja antykiem, analizuje swe doznania estetyczne, dokonuje rozgraniczenia między fikcją wyobrażeń a rzeczywistością. Spotkanie ze sztuką antyku stanowi dla Herberta ważne przeżycie, staje się również pretekstem do snucia refleksji na temat dawności i teraźniejszości. Dramat konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością najostrzej rysuje się w interakcji podmiotu poznającego z dziełem sztuki. Herbert nie przyjmuje bezkrytycznie utartych sądów o sztuce, chce samodzielnie oglądać i oceniać, choć postawa świadomego i samodzielnego odbiorcy dzieła sztuki może dostarczyć rozczarowań. Zawiesza powszechne opinie znawców, sam pragnie zdecydować, czym jest dla niego dzieło sztuki. Dlatego właśnie sztuka dostarcza mu wielu niepowtarzalnych przeżyć, w tym także rozczarowań, gdyż nie każdy obiekt znany z przewodnika zachwyca tak, jak należałoby oczekiwać. Esej Labirynt nad morzem, w odróżnieniu do Akropolu, rysuje sytuację klęski, kiedy spotkanie z tzw. wielkim i uznanym dziełem sztuki (m. in. freskami Delfiny i Książę wśród lilii w Heraklionie) przynosi rozczarowanie. Herbert pokazuje sytuację na rozdrożu, w jakiej znajduje się świadomy obserwator oraz ujawnia swój dystans wobec utartych sądów, popartych przez autorytety z danej dziedziny. W eseju obecny jest też problem rekonstrukcji dzieła sztuki i jej wpływu na przeżycie estetyczne świadomego odbiorcy – pisarz demaskuje iluzję obcowania z prawdziwym dziedzictwem antyku i wyśmiewa płytki zachwyt typowego turysty, któremu wydaje się, że patrzy na przeszłość nienaruszoną, który wie, że należy się zachwycać, więc się zachwyca. Rozwiązaniem nie jest jednak sceptycyzm, ale próba samodzielnego poszukiwanie śladów dawności i ich zrozumienia. Zachwyt Herberta nad sztuką jest autentyczny: dowodzą tego dystans do zarówno odtworzonych dzieł antyku (np. samego pałacu Knossos – odkrytego i rekonstruowanego przez Arthura Evansa), jak i do pełnych sceptycyzmu bądź entuzjazmu wypowiedzi historyków sztuki.

Herbert poddaje analizie również swoje przeżycia estetyczne. Genezy braku sceptycyzmu w spotkaniu z Akropolem upatruje w sytuacji bycia wybranym, ocalonym (Duszyczka, Akropol). Uważa, że skoro przeżył, choćby trafem przypadku (wybrany w grze ślepego losu), to należy nadać swemu życiu sens, a ład i celowość egzystencji powinny objawić się także w kontaktach ze sztuką. Pisarz wyznacza sobie szczególna rolę: zobaczyć, zrozumieć, przekazać innym. Dlatego właśnie w jego obcowaniu ze sztuką nie ma sceptycyzmu, bo skoro jego kontakt ze sztuką wypełniony jest sensem, nie ma w nim miejsca na niedowiarstwo czy poczucie winy.

Jednymi z ważniejszych cech autora, określających jego stosunek do tradycji, jest pokora i szacunek, które mają decydujący wpływ na sposób, w jaki obcuje on ze sztuką antyku (Duszyczka). Herbert dostrzega wyjątkowość Grecji jako kolebki kultury europejskiej. Osiągnięcia sztuki, filozofii, malarstwa wzbudzają podziw i zadziwienie. Dlatego poznawanie sztuki antycznej postrzega jako zadanie, którego realizacja jest możliwa, o ile podmiot poznający jest w stanie, przy zachowaniu szacunku i pokory wobec dzieł antyku, zawiesić uznane opinie na temat jakiś dzieł i podjąć z nimi samodzielnie dialog. Pisarz wprowadza polemiczny wątek sztuki nowoczesnej i nowoczesnego odbiorcy, z ironią wypowiada się o postawie krytykanta-obrazoburcy. Pragnie, by tradycja, a nie współczesność była punktem odniesienia. Oryginalność utożsamiana z postawą kwestionowania wszystkiego, co uznane jest dla niego pozorna, a przez to śmieszna.

Herbert krytykuje współczesnego człowieka za ewolucjonistyczne przekonanie, że to jego kultura jest najdoskonalsza i nie potrzebuje oglądać się w przeszłość w poszukiwaniu wzorów estetycznych i moralnych. Pisarz kwestionuje zarówno wyjątkowość pozycji współczesnego człowieka w świecie, jak i jego przekonanie o tym. Pokazuje także, że jeśli człowiek odrzuci tradycję (a więc w pewnym sensie swoją tożsamość), to wówczas zostaje z niczym w ogromnym i niezrozumiałym świecie, a poczucie samotności i zagubienia stają się dużo bardziej dojmujące.

Tytuł Labirynt nad morzem odsyła do metafory labiryntu. Podstawowe znaczenia należy wiązać z pałacem Knossos, który był labiryntem już dla swego odkrywcy. Z cywilizacją minojską wiąże się także mit o labiryncie zbudowanym dla Minotaura. Za labirynt nad morzem można uznać także Grecję współczesną, w której turysta tak bardzo pragnie odnaleźć labirynt Grecji starożytnej. W sensie metaforycznym przemierzaniem labiryntu jest na pewno podróż po antycznym świecie. Zarówno bowiem architektura, jak ikonografia czy malarstwo greckie czy przedgreckie kryje w sobie wiele tajemnic, które mogą zwieść naiwnego obserwatora, albo w ogóle pozostać przed nim w ukryciu. Nakładające się na siebie style a nierzadko nieudolne rekonstrukcje, fragmentaryczność sztuki greckiej i pozbawienie jej naturalnego kontekstu utrudniają obserwatorowi poznanie i właściwe jej zrozumienie.

To poznawanie antyku, zdaniem Herberta, powinno odbywać się w sposób samodzielny. Tylko wówczas jest ono wartościowe. Zadanie, które stawia przed czytelnikiem brzmi: podjąć dialog z tradycją, ale żeby tego dokonać trzeba zawiesić przekonanie o wyjątkowości współczesności i spróbować zrozumieć przeszłość. Tylko wtedy, zdaniem Herberta, możliwe jest wyłowienie spośród chaosu stylów i rekonstrukcji, prawdziwych śladów przeszłości. Wtedy dopiero, gdy odbiorca wyruguje ze swego myślenia stereotypy dotyczące antyku, utrwalone w stanie badań konstrukty, będzie mógł znaleźć drogę do dziedzictwa kultury antycznej, odnaleźć i zrozumieć tradycję, nie tę, do której bezmyślnie i z przyzwyczajenia się przyznaje, ale tę właśnie, która warunkuje jego przynależność do świata kultury śródziemnomorskiej, definiuje tożsamość i określa współczesność. Antyk pozostaje dla Herberta rzeczywistą ojczyzną duchową i może być też duchową ojczyzną każdego Europejczyka, o ile znajdzie on właściwą drogę w labiryncie współczesności i dawności.
Spis treści:
Labirynt nad morzem
Próba opisania krajobrazu greckiego
Duszyczka
Akropol
Sprawa Samos
O Etruskach
Lekcja łaciny</document>
<document nplp_id="1960" title="Lalek" slug="lalek">Dramat radiowy Zbigniewa Herberta z 1961 roku (pierwodruk w „Dialogu”, 1961 nr 12). W warstwie fabularnej utwór jest reminiscencją autentycznego zdarzenia, które miało miejsce w Augustowie w 1960 roku. W popularnej restauracji Stodoła nad jeziorem Necko doszło do zabójstwa młodego mężczyzny o przezwisku Lalek. Herbert przebywał w tym czasie w Augustowie, gdzie często spędzał wakacje, i spotkał się z matką zabitego. Potem korespondował z nią, a niektóre fragmenty jednego z listów kobiety przeniósł do swojego dramatu (pojawiają się one w kwestiach Matki). Śmierć Miasteczko, w którym Herbert umieścił akcje Lalka, bardzo przypomina Augustów (nazwy miejsc, topografia terenu), pierwowzorem pojawiających się w utworze bohaterów pozostają jego mieszkańcy, a śmierć Lalka stałą się zasadniczym tematem utworu. Wśród postaci dramatu pojawia się też postać Poety Teodora, będąca ironicznym porte parole samego Herberta.

Lalek składa się z trzech części: Opisu, Stodoły i Ubierania do snu. Część pierwsza, epicka, przypomina scenariusz radiowego reportażu o tematyce społecznej. Przybywający do miasteczka Reporter tworzy rutynową i dość skonwencjonalizowaną opowieść o jego mieszkańcach. Kształt audycji kompromituje jej autora, ale z poszczególnych wypowiedzi osób dramatu wyłania się jednak autentyczny obraz świata od wieków ogarniętego nieszczęściem. Zarejestrowane przez Reportera głosy układaj się w rodzaj partytury o cechach antycznej tragedii. Ta palimpsestowość utworu, który Herbert nazwał „sztuką na głosy”, jeszcze bardziej uwydatnia się w drugiej i trzeciej części Lalka. Stodoła jest realistycznym zapisem rozmów toczonych przy kilku restauracyjnych stolikach, a zarazem taką kompozycja głosów, która budzi skojarzenia z barokowym oratorium. Punktem kulminacyjnym tej głosowej „kompozycji” jest moment śmierci młodego mężczyzny, wyrażony uniesionym głosem bezradnego brata Lalka – Żuka. Natomiast w Ubieraniu do snu – relacji z kostnicy, gdzie przyjaciele Laka przygotowywali jego ciało do pogrzebu – przybiera postać wielogłosowej recytacji pasyjnej, wykonywanej przez kapłanów w świątyni. W warstwie realistycznej Lalek opowiada o bezsensownej śmierci mieszkańca małego miasteczka, przez wieki nękanego kataklizmami. „Muzyczna” kompozycja głosów estetyzuje i rytualizuje tę wielogłosową opowieść, wyznaczając metafizyczną perspektywę ukazywanych zdarzeń.

Radiowa prapremiera Lalka odbyła się 25 stycznia 1963 roku. Reżyserem słuchowiska był Jerzy Markuszewski. Dramat wielokrotnie realizowany był na scenie i w teatrze telewizji.</document>
<document nplp_id="1961" title="Ludzie na&amp;nbsp;moście" slug="ludzie-na-moscie">Tomik Ludzie na moście rozpoczyna się polemiką z romantycznymi mitami poezji. Rozpoczynająca zbiór Trema wynika z rozdźwięku między byciem zwykłym człowiekiem w XX wieku a wyobrażeniami ludzi na temat poety (poetki). Szymborska jeszcze parę razy w tomiku odwołuje się do kultury i historii, by podkreślić zmiany, jakie przyniósł wiek XX. W Domu wielkiego człowieka relacjonując wrażenia z wycieczki po domu dawnego twórcy, odnosi je kontrastowo do współczesnego modelu życia oraz do własnego życia – poetki i zwykłej osoby. W Archeologii wybiega w przyszłość i rozważa, co kiedyś archeolog powie o „naszej epoce”. Wiersz Widok z ziarnkiem piasku obrazuje ograniczenia perspektywy ludzkiej i języka. Na niezwykłym pomyśle opiera się W biały dzień: przedstawia życie Krzysztofa Baczyńskiego, który przeżył powstanie. Dla wykreowania tej nieistniejącej rzeczywistości poetka zastosowała zabieg wyliczeń czasowników w trybie przypuszczającym („jeździłby”, „schodziłby”, „patrzyłby” itd.). Z kolei Pierwsza fotografia Hitlera zasadza się na koncepcie odwrotnym: ukazuje Führera jako małe dziecko, które dopiero się „zapowiada”. W Torturach zabiera poetka głos w kwestii praw człowieka. Pogrzeb skonstruowany został z „podsłuchanych” w tytułowej sytuacji cytatów i obnaża zarówno jej sztuczność, jak i bezradność pozostałych przy życiu wobec śmierci. Za tomik Ludzie na moście Szymborska otrzymała Nagrodę „Solidarności”.

Tomik Ludzie na moście otwiera Szymborska ironiczną polemiką z mitami na temat poezji, romantycznej zapewne proweniencji, do których sama jako podmiot mówiący i piszący nie przystaje. Inicjująca tomik Trema wynika z niemożności odpowiedzenia na społeczne wyobrażenie o poetce, a przyczyną jest pospolite „bycie sobą”, zwykłą kobietą z XX wieku. Oczekuje się od niej „sukni dłuższej, powłóczystszej”, wierszy „wprost z rękawa”, gdy poetka wyjmuje je z torebki, a miejsce przeznaczone do lektur przypomina „stoliczek spirytystyczny jakiś” ze świecą. Poetka sięga jeszcze parokrotnie w tym tomiku do pamięci kulturowej, by tym dobitniej podkreślić zmiany, jakie przyniósł wiek XX, któremu poświęca osobny wiersz Schyłek wieku. W Domu wielkiego człowieka zestawia wrażenia z wycieczki po domu „wielkiego człowieka”, przemienionym w muzeum z obecnym modelem życia twórcy wpisanego w swoją epokę. Poetka nie przyjmuje jednak postawy paseistycznej, nie opłakuje minionej świetności czasów, choć też nie zachwyca się swoją współczesnością („Jeszcze w stosownym czasie zdążył przyjść na świat. / Wszystko, co miało mijać, minęło w tym domu. / Nie w blokach, / nie w metrażach umeblowanych a pustych, / wśród nieznanych sąsiadów, / na piętnastych piętrach, / dokąd trudno by było wlec wycieczki szkolne”). W Archeologii stosuje poetka z kolei zabieg przesunięcia czasowego w stosunku do słownikowych definicji dyscypliny naukowej „archeologia” i zastanawia się, co przyszły archeolog powiedziałby o „naszej epoce” („Jakieś od czegoś denko / i do czegoś wieczko. / Okruch silnika. Szyjkę kineskopu. / Kawałek kabla. Rozsypane palce”). Krótkie życie naszych przodków oparte jest na stosowanym niekiedy przez poetkę chwycie skrótu historycznego. W efekcie nie bardzo wiadomo, o których to przodkach, wedle klasyfikacji archeologów, tu mowa, cel pozostaje jednak ten sam: przez porównanie spojrzeć z pewnego dystansu na swoją epokę, wywołać w ten sposób zdziwienie tym, co pozornie oczywiste („Trzynastoletnie rodzicielki dzieci, / czteroletni tropiciele ptasich gniazd w sitowiu, / dwudziestoletni przewodnicy łowów”; oczywiście poetka tego nie mówi wprost, ale można ujrzeć na tym tle nasze uwikłanie kulturowe jako konstrukcję, gdy pomyśleć o takich kwestiach jak pedofilia, przekonanie, że dzieciństwo to okres zabawy, lęk o zbyt młodego, dwudziestoletniego żołnierza). Jednocześnie poetka, ironiczna wobec historycznych i zdezaktualizowanych wyobrażeń o poezji, polemizuje w Dzieciach epoki z programami poezji politycznej czy społecznej; można też czytać ten wiersz jako polemikę z programem Nowej Fali („Wiersze apolityczne też są polityczne (...) Być albo nie być, oto jest pytanie. / Jakie pytanie, odpowiedz kochanie. / Pytanie polityczne”).

Wiele wierszy z tomiku Ludzie na moście weszło na trwałe do kanonu poezji polskiej. Widok z ziarnkiem piasku przedstawia ograniczenie antropocentrycznej perspektywy i jej języka („Zwiemy je ziarnkiem piasku. / A ono siebie ani ziarnkiem, ani piasku”) i jej miejsce w Wielkim Łańcuchu Bytu. Utwór W biały dzień opowiada tzw. „historię alternatywną” – jak wyglądałoby życie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, gdyby nie zginał w powstaniu warszawskim i gdyby nie stał się legendą. Poetka zastosowała w tym wierszu zabieg wyliczeń czasowników w trybie przypuszczającym („jeździłby”, „schodziłby”, „patrzyłby” itd.), odnoszących się do codziennych czynności człowieka. Dodatkowo nazwisko Baczyńskiego ujawniła dopiero w czwartej strofie, dzięki czemu odbiorca może ujrzeć w opisywanym bohaterze „zwykłą postać”, co też jest i nie jest celem poetki („bo zwykłe to zdarzenie – a szkoda, a szkoda - / jako zwykłe zdarzenie traktowano by”). Znakomita Pierwsza fotografia Hitlera oparta jest na koncepcie odwrotnym: spojrzeć na Führera, postać kulturowo jednoznacznie zdemonizowaną, jako na małe dziecko, które dopiero się „zapowiada”; przy czym poetka sięgnęła tutaj po styl konwersacyjny „ciotek w odwiedzinach” („A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku? / Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów! / Może wyrośnie na doktora praw? / Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?”). Dopiero w puencie wiersza pojawiają się motywy, które mogą być skojarzone z nazizmem (szare mydło, wycie psów, kroki przeznaczenia). Utwór Tortury można uznać za głos poetki w kwestii praw człowieka (choć nie wprost, podobnie jak nie wprost o pornografii mówi Głos w sprawie pornografii), a także przejaw „poetyki empatii”. Także i ten wiersz zbudowany jest na kontraście „kiedyś – teraz”. Rewelacyjny wiersz Pogrzeb skonstruowany został z pozbawionych komentarza „cytatów” z podsłuchanych na pogrzebie rozmów, które zdradzają tyleż bezradność ludzi wobec czyjejś śmierci, co i triumf życia nad sakralizacją czy mistycyzacją śmierci w obrządkach funeralnych (np. następujące po sobie dwie wypowiedzi: „śnił mi się tydzień temu, coś mnie tknęło” / „niebrzydka ta córeczka”).
Spis treści:
Trema
Nadmiar
Archeologia
Widok z ziarnkiem piasku
Odzież
O śmierci bez przesady
Dom wielkiego człowieka
W biały dzień
Krótkie życie naszych przodków
Pierwsza fotografia Hitlera
Schyłek wieku
Dzieci epoki
Tortury
Konszachty z umarłymi
Pisanie życiorysu
Pogrzeb
Głos w sprawie pornografii
Rozpoczęta opowieść
Do arki
Możliwości
Jarmark cudów
Ludzie na moście</document>
<document nplp_id="1962" title="Matka odchodzi" slug="matka-odchodzi">Tom poetycki Tadeusza Różewicza ukazał się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego w 1999 roku, nagrodzony Śląskim Wawrzynem Literackim (1999) oraz literacką nagrodą Nike (2000). Utrzymany w tonie elegijnym zawiera wiersze, fragmenty dziennika, wspomnienia oraz fotografie rodziny poety, przede wszystkim jej zmarłych członków: matki, ojca, braci. To poetycki nagrobek dla matki, a zarazem autoportret rodzinny, nakreślony ręką starzejącego się poety, przygotowującego się do odejścia. Poeta jest gospodarzem tej rodzinnej sylwy: świadkiem i kronikarzem rozpadania się rodzinnej wspólnoty, a zarazem opiekunem rodzinnej spuścizny.

Głównym tematem zbioru jest śmierć matki, Stefanii Różewicz, której bolesnej agonii poeta towarzyszył w lipcu 1957 roku. Ze wspomnień i wierszy wyłania się postać matki: dobrej gospodyni, kochającej żony, a nade wszystko najdroższej opiekunki, kobiety wyrozumiałej, ciepłej; powiernicy i przyjaciółki. Matka – wierząca, pokorna i ufna w wyroki Opatrzności – stanowi łącznik z dzieciństwem poety: naiwnym i niewinnym, sprzed wojny i odejścia od wiary. Śmierć najstarszego syna, Janusza, z rąk gestapo w 1944 roku (poeta poświęcił mu zbiór Nasz starszy brat, 1992) nadała jej rys Matki Bolesnej, Mater Dolorosa – na zawsze naznaczonej smutkiem i cierpieniem, wojennej Piety.

Odpryski wojennej rzeczywistości mieszają się z ponurą atmosferą ostatnich dni życia matki, wpisując się w całokształt „zarażonej śmiercią” – jak pisał Kazimierz Wyka – twórczości Różewicza. Buntując się przeciwko śmierci matki, poeta ma świadomość, że jest to bunt daremny, wymierzony w próżnię, nicość. Utrata niewinności, złudzeń uniemożliwia powrót do raju dzieciństwa. Jedyna nadzieja na „życie po śmierci” płynie z postawy matki: pełnej miłości i dobroci. „Treny żebracze”, jak nazywał zbiór Matka odchodzi sam poeta, wpisują się zatem w tradycję poezji funeralnej, w której opisom straty i wywołanego przez nią bólu towarzyszy szukanie pocieszenia, otuchy, nadziei. Badacze wskazują na związki tomu Różewicza z Trenami Jana Kochanowskiego.

Poza wątkiem autobiograficznym wyodrębnia się w zbiorze wątek autotematyczny, poświęcony zadaniom poezji w obliczu śmierci, straty. Poeta raz za razem zadaje pytanie, czy i jak pisać o śmierci, zwłaszcza najbliższych. Punktem odniesienia staje się dla niego program poetycki Cypriana Kamila Norwida – piewcy poezji oszczędnej, najprostszej, obywającej się bez wyszukanych figur wyrazu. Dążenie do poetyckiej doskonałości grozi jednak sprzeniewierzeniem się uczuciom, co wpędza w poczucie winy i przynosi świadomość przegranej w walce ze śmiercią: przegranej człowieka (syna) i poety.

Ten żałobny zbiór Tadeusza Różewicza skomponowany został według reguł właściwych wcześniejszej twórczości poety (m.in. tom Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1971): kolażowej, heterogenicznej, łączącej elementy poetyckie (wiersze) z prozatorskimi, autobiograficznymi (listy, wspomnienia, fragmenty dziennika); dla udokumentowania autentyczności wzbogacony został o rodzinne fotografie, rękopisy zapisków samego poety bądź jego bliskich. Oddając głos członkom swojej rodziny – matce i braciom – poeta nie rezygnuje jednocześnie z roli gospodarza rodzinnej sylwy: świadka i kronikarza rozpadania się rodzinnej wspólnoty, a zarazem opiekuna rodzinnej spuścizny. To z jego perspektywy oglądamy ostatnie tygodnie życia Stefanii Różewicz, której agonii w gliwickim szpitalu towarzyszył w lipcu 1957 roku. On też dba o to, by przetrwała pamięć o jego starszym bracie, Januszu, zamordowanym przez gestapo w 1944 roku; jego śmierć położyła się cieniem na życiu matki i całej rodziny.

W otwierającym zbiór prologu Teraz poeta podkreśla znaczenie matczynego spojrzenia – pełnego miłości, dobroci i zrozumienia – które towarzyszy mu od śmierci matki: wyrytego w pamięci, zatrzymanego na rodzinnych fotografiach zamieszczonych w tomie. Matka jako jedyna zdaje się rozumieć twórcze rozterki poety: tylko jej może zwierzyć się z prześladujących go wątpliwości dotyczących życia i śmierci, dobra i zła, potęgi i bezsilności poezji; matka jawi się także jako przewodniczka w drodze do Krainy Umarłych, do której to podróży przygotowuje się starzejący się poeta. Oczy matki wyrażają miłość i dobroć – najważniejsze wartości pozwalające zachować nadzieję, że śmierć nie jest wyłącznie bramą, za którą rozpościera się ciemność, nicość. Oczy matki kryją jednocześnie pamięć o dzieciństwie – niewinnym, jasnym, ciepłym, gdy rodzina była w komplecie, zespolona siłą matczynej miłości. Taki obraz wyłania się także ze wspomnień młodszego brata poety, Stanisława, których fragment W kalejdoskopie niczym klamra spina żałobny tom.

Pomiędzy soliloquium poety a wspomnieniem Stanisława Różewicza rozpościera się swoista Eliotowska „ziemia jałowa” naznaczona śmiercią, rozpadem, nicością. Jej centrum wyznaczają wiersze poświęcone matce, przyobleczonej w szaty Matki Bolesnej, złamanej bólem po śmierci najstarszego syna, a także Gliwicki dziennik poety, w którym latem 1957 roku notował szczegóły śmierci Stefanii Różewicz. Domyka tę część urwany list Janusza Różewicza, z wpisanym weń przeczuciem zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Wyłaniającym się z zapisków silnym emocjom – miłość, lęk, bunt, złość płynąca z bezsilności – towarzyszy powtarzająca się refleksja-pragnienie poety, by „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Odwołując się do programu poetyckiego Cypriana Kamila Norwida, postulującego poezję najprostszą, oszczędną, pozbawioną wyszukanych figur artystycznych, Różewicz komponuje swoje „treny żebracze” w sposób wyważony, odarty z nadmiaru słów, pozbawiony literackich ozdobników. Jednocześnie dręczy go przeświadczenie, że doskonała pod względem formy wyrazu poezja jest zimna, skostniała, pozbawiona zdolności wyrażania uczuć: jego oczy są „suche”, „czujne”, a myśl „skoncentrowana”, „przejrzysta”. Poeta wpada zatem w rozpaczliwą pułapkę poczucia winy, z której wychodzi pokiereszowany i jako człowiek (syn), i jako twórca. Przed rozpaczą ratują go tylko spoglądające nań z miłością i dobrocią „oczy matki”.

Tom Matka odchodzi jest przykładem twórczego „recyclingu”: w zbiorze znajdziemy fragmenty publikowane wcześniej, niektóre wielokrotnie. Wraz z nowszymi utworami, rękopisami notatek oraz fotografiami składają się one na „współczesne ars moriendi”: świadectwo przemijania, zmagania się z pamięcią o zmarłych i przeczuciem własnej śmierci. Rękopisy i fotografie poświadczają autentyzm opisywanych zdarzeń, są dokumentem świetności (pełni) rodziny poety, a zarazem jej rozpadu. Zbieranie rozproszonych zapisków ma dodatkowo wymiar terapeutyczny: pomaga uporać się ze stratą, a także przygotować na spotkanie ze śmiercią, oswoić ją.

Osią rodzinnej historii jest w tomie Matka odchodzi relacja matka-syn: preedypalna, niezmącona przez ojcowskie „nie”. Niektóre badaczki feministyczne zwracają uwagę, że postać matki poety zbudowana została w oparciu o kulturowe klisze – w nawiązaniu do tradycyjnego wzorca kobiety-matki: czuła, ciepła, dobra, otwarta na potrzeby dzieci itd. Jednocześnie podkreślają one, że poprzez oddanie matce głosu poecie udało się przełamać stereotyp milczącej, jednowymiarowej kobiety. Zbiór zawiera bowiem fragmenty wspomnień Stefanii Różewicz dotyczące okresu sprzed małżeństwa z Władysławem, jak również odsyłające do dnia narodzin syna, przyszłego poety. Wyłania się z nich obraz kobiety wrażliwej na krzywdę ubogich, dzieci, empatycznej i skorej do pomocy, ale też niezależnej, konsekwentnej w swych sądach. „Oddając głos” matce, poeta uwiecznia jej postać jako kobiety z krwi i kości, nie zaś idealnego, niedościgłego wzorca kobiecości. Stara i schorowana matka poety jest także jedną z nielicznych, jak zauważa Inga Iwasiów, starych kobiet na kartach polskiej literatury – przewodniczek mężczyzny na drodze do Krainy Umarłych. Zanim jednak matka stanie się żeńskim Charonem, poeta będzie czuwać przy jej łożu w ostatnich chwilach życia, notując swoistą zamianę ról: chora matka przypomina bezradne, kruche dziecko, którym on – niczym najczulszy rodzic – musi się zająć. Tym samym przełamuje kolejny stereotyp: twardego mężczyzny, któremu nie wypada opiekować się chorą, nie wspominając o opłakiwaniu jej.

Na uwagę zasługuje także relacja z innymi członkami rodziny: braćmi i ojcem. O ile ci pierwsi potraktowani zostają z czułością i delikatnością, o tyle ten ostatni znajduje się stale poza nawiasem rodzinnego życia. Ojciec, któremu poeta poświęcił zaledwie kilka wierszy, jest też jedynym, który w rodzinnej kronice pozbawiony został osobnego miejsca, włącznie z – co symptomatyczne – prawem głosu. Ojciec budzi gniew, zniecierpliwienie, wstyd, lecz nie miłość. Niczym w klasycznej patriarchalnej rodzinie ojciec jest nieobecny, zajęty pracą, stale poza domem, w którym króluje matka. Inaczej jednak niż w tradycyjnej rodzinie słowo ojca nie ma wystarczającej mocy, by utrzymać porządek, uchronić wspólnotę przed rozpadem. Anna Spólna przeprowadza paralelę między ojcem rodziny i Bogiem-Ojcem, demaskując kres ojcowskiej władzy (realnej i symbolicznej) w powojennej rzeczywistości, czego wyrazem ma być, jej zdaniem, zbiór Matka odchodzi. Jednocześnie wspomnienie zmarłej matki i wizja zdjętego z krzyża Chrystusa, odartego z boskości, przenikają się w tym tomie, co badaczka poczytuje za – podjętą przez starego poetę – próbę przywrócenia sensu tak życiu, jak i śmierci.
Spis treści:
Teraz (Tadeusz Różewicz)

[Wieś mojego dzieciństwa] (Stefania Różewicz)

Rok 1921, 9 października (Stefania Różewicz)

[Wiersze dla matki] (Tadeusz Różewicz)
Ręce w kajdanach
Dwa wyroki
Martwy owoc
Kasztan
Ściana
Powrót
Kopiec
Zabawa w konie
Ale kto zobaczy…
Kobieta w czerni stąpa po różach
Zły syn
Łza
Powrót do lasu
Domek
*** (Asyż gniazdo…)
*** (O świcie światło…)
Drzwi
Cierń
Złote góry
*** (Krzyknąłem na Nią…)
*** (Przedzierałem się przez ten sen…)
Fotografia
Czerwone pieczęcie
Wspomnienie z roku 1929

[Wiersze dla ojca] (Tadeusz Różewicz)
Ojciec
Odwiedziny dziadka
Łódź
dwie siekierki

Tarcza z pajęczyny [fragment] (Tadeusz Różewicz)

Matki Boskiej Gromnicznej (Tadeusz Różewicz)

Dziennik gliwicki (Tadeusz Różewicz)

Kartka wydarta z dziennika (Tadeusz Różewicz)

…po dwudziestu latach (Tadeusz Różewicz)

Grzech (Tadeusz Różewicz)

Do poprawki (Tadeusz Różewicz)

[Droga ze szkoły do domu. Fragment listu] (Janusz Różewicz)

W kalejdoskopie (Stanisław Różewicz)</document>
<document nplp_id="1963" title="Na&amp;nbsp;brzegu rzeki" slug="na-brzegu-rzeki">W powstałych w latach 1991-1994 utworach powraca Miłosz do podstawowych pytań swojej twórczości: o sens poetyckiego rzemiosła (Sprawozdanie, Odczyt), o wartość własnego życia (W pewnym wieku, Capri), o związek między moralnością i sztuką (Biografia artysty), o powody zaniku odczuć metafizycznych wśród ludzi (Dlaczego?), o źródła współczesnej obojętności (Sarajewo), o fundamentalną różnicę między światem ludzkim a naturą (Do Pani Profesor w obronie honoru kota i nie tylko, Wołacz), o sens cierpienia (Ten świat, Po odcierpieniu, Ciało), o eschatologiczne konsekwencje zła, o poczucie grzechu i szanse jego odkupienia (W pewnym wieku, Do Dajmoniona, Zdarzenia gdzie indziej) – także przez sztukę (W Szetejniach). Wątpliwości przeplata Miłosz wspomnieniami. W cyklu Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach zdaje poetycką relację z podróży do miejsc dzieciństwa. Porównuje, notuje zmiany i akceptuje je: „Chwała życiu, za to, że trwa, ubogo, byle jak”. (Dwór). Lukę po tym, co minęło – miejscach i ludziach – zapełnia lirycznymi impresjami: zapamiętanych scen z życia ziemiaństwa (Przeszłość), wizyt z ojcem w miejskiej łaźni (Platońskie dialogi), młodzieńczych miłości (To lubię), jednokrotnych spotkań (Suknia w groszki) i długoletnich przyjaźni (Wanda). W zamykającej tom apostrofie do matki dwie główne emocje tego tomu, nostalgia i etyczne zwątpienia artysty, znajdują chwilowe ukojenie: „Ty jedna, mądra i sprawiedliwa, umiałabyś mnie uspokoić, tłumacząc, że zrobiłem tyle, ile mogłem.” (W Szetejniach).

W wielu utworach zbioru Na brzegu rzeki odnaleźć można tytułowy motyw. Heraklitejska figura czasu raz po raz wciela się w tym tomie w jedną z litewskich rzek – w Niewiażę, opisaną przez Miłosza w Dolinie Issy, nad którą upłynęło jego dzieciństwo, i w wileńską Wilię. O obu opowiada poeta w ujętym w biblijne wersety Capri: „Błogosławię was, rzeki, wymawiam wasze imiona, tak jak wymawiała je moja matka, z szacunkiem, a pieszczotliwie”. Rzekom zawdzięcza „ekstazę poza jakąkolwiek myślą i troską, (...) dotychczas trwa[jącą] w (...) ciele”. Kiedy wspomina rodzinne Szetejnie, wyznaje: „Gdziekolwiek wędrowałem, po jakich kontynentach, zawsze twarzą byłem zwrócony do Rzeki”. (W Szetejniach). Pamięć absolutnego szczęścia zaznanego nad rzekami młodości kazała poecie przez całe życie „ścigać pod przebraniem utraconą Rzeczywistość”. (Capri). Podsumowuje te dążenia sądem pozbawionym złudzeń: „Teraz myślę, że dzieło jest zamiast szczęścia i że zostaje skażone litością i grozą”. Opinię o daremności sztuki powtarza poeta w tomie Na brzegu rzeki kilkakrotnie: „(...) trudziłem się, już jednak na wpół wiedząc, że niezwykłe zmienia się w powszednie. // I w planetarnej mieszaninie wyznań i języków jesteśmy nie bardziej pamiętani niż wynalazcy kołowrotka albo tranzystora”. (Do Allena Ginsberga); „Kot śpi w słońcu i dalej trwa świat, nie potrzebując liter świadectwa. / Bo nic by z nich nie wynikło prócz zrozumienia, że jesteśmy biedni ludzie”. (Emeryt). Odczucie znikomości własnych wysiłków ilustruje przygodą w bibliotece starodruków, których wyblakłych liter nie jest w stanie odczytać: „Eheu! – Zawołałem – więc na to wam przyszło? / Wam, o dostojni, waszym brodom i perukom, / Nocom strawionym przy świecy, zgryzotom żon waszych? / Więc na zawsze umilkło zbawienne posłanie?” (Eheu). A jednak w charakterystyczny dla tej poezji sposób tezę o błahości tworzenia równoważy antyteza – o jego nieodzowności. Najdobitniej paradoks ten wyraża Miłosz w pierwszym utworze, w całości zbudowanym na kontradykcjach: „Serce moje jest pełne wdzięczności, choć poznałem niedole tego zawodu”; „Z urojenia bierze się poezja i przyznaje się do swojej skazy. (...) Za każdym wschodem słońca wyrzekam się zwątpień nocy i witam nowy dzień drogocennego urojenia”. (Sprawozdanie). Przyznaje, zwracając się do swojego dajmoniona: „na pewno nie mógłbym żyć inaczej. / Przepadłbym gdyby nie ty”. (Do dajmoniona). Mówi o sobie, że został „powołany”, „wezwany” i że obok innych poetów czuł się „kompanem w wyprawie, która nigdy nie ustaje, choć mijają wieki”. Jednemu z członków tej „wędrującej załogi” poświęca osobny utwór, przeobrażając hołd w swoistą spowiedź: „Tobie wyznaję, moje życie nie było takie, jak bym chciał. (...) Poddane obyczajom, z wiedzą, że są absurdalne, i konieczności, która zrywa co ranka i każe jechać do pracy”. (Do Allena Ginsberga). Pisanie poezji określa mianem „służby nienazwanej (...) [w] braku lepszych określeń podając ją jedynie za czynność pisania wierszy”. W innym miejscu nazwie ją „przymusem miłosnego dążenia do esencji dębu / i górskiego szczytu, i osy, i kwiatu nasturcji. // Żeby, trwając, potwierdzały naszą hymniczność przeciw śmierci”. (Sprawozdanie). Swoje powołanie rozumie jako pracę podejmowaną dla tych, którzy „byli, dążyli i nazwać nie mogli”. Chociaż niezbyt wysoko ocenia jej wyniki i oskarża siebie o to, że był „mało przytomny” („Następnym razem wcześnie szukałbym mądrości. (...) / Wyrzekając się, wybrałbym los w posłuszeństwie”.), uważa jednocześnie, że bez zanurzenia w świecie, zarówno w tym, co w nim dobre, jak i w tym, co złe, twórczość nie jest możliwa („Powierzyłbym się tylko jednemu zadaniu. // Które jednak wtedy nie mogłoby być wykonane”.) (Jeszcze jedna sprzeczność). Mimo wszystkich rozterek wyraża nadzieję: „Oby moje dzieło przyniosło ludziom pożytek i więcej ważyło niż moje zło”. (W Szetejniach).

Problematyka zła stanowi równoległy wątek tomu Na brzegu rzeki, silnie spleciony z zagadnieniem odpowiedzialności twórcy. Wielokrotnie porusza Miłosz temat poczucia winy („Chcieliśmy wyznać grzechy i nie było komu. (...) wydawaliśmy się sobie piękni i szlachetni, / A później na tym miejscu szkaradna ropucha” (W pewnym wieku)), czuje odpowiedzialność za czyny nie przez siebie popełnione („dlaczego muszę tamte wydarzenia pamiętać. // I winić moją osobę o to, co nie zależało ode mnie”.) i zazdrości innym niewinności (Emeryt). Grzech, winę i wyrzuty sumienia postrzega jako fenomeny specyficznie ludzkie. Z tego powodu sprzeciwia się oskarżaniu natury o okrucieństwo. W wierszu Do Pani Profesor w obronie honoru kota i nie tylko polemicznie odnosi się do artykułu Marii Podrazy-Kwiatkowskiej Przeciw okrucieństwu. W przeprowadzonej na łamach „Dekady Literackiej” dyskusji, do której asumpt dało wznowienie książki Mariana Zdziechowskiego O okrucieństwie, poza Miłoszem udział wzięli Leszek Kołakowski i o. Jan Andrzej Kłoczowski. Ich wypowiedzi – bez komentarza – przedrukowuje Miłosz w swojej książce. Temat zła w przyrodzie obecny w jego poezji od Trzech zim, a i później wielokrotnie przywoływany – zarówno w analizach pozorów naturalnej idylli, jak i opisach złudności jej okrucieństwa – w tomie Na brzegu rzeki podejmuje Miłosz raz jeszcze w przejmującym wierszu Wołacz. Słowami „Ty, której imię agresja i pożeranie” zwraca się w nim do nie nazwanej dosłownie natury. Nie po raz pierwszy ujmuje tę problematykę w kategoriach manichejskich, akcentując rozziew między duchem a materią i manifestując poczucie braku przynależności do świata poddanego naturalnym prawom: „Co z tego, że mnie połkniesz, kiedy twój nie jestem.” Podobnie pogardliwie odnosi się do losu swoich szczątków pośmiertnych: „Nieżywemu niedźwiedziowi co do tego, / Jak fotografować będą wypchanego". (Po osiemdziesiątce). A jednak i w tej sprawie dba Miłosz o zachowanie zbawiennej niejednoznaczności. Odrzuca co prawda naturę jako „rzeźnię dymiącą od krwi”, ale pragnie zadośćuczynienia dla cierpiących z tego powodu istnień i dlatego raz jeszcze przypomina w utworach Ten świat oraz Po odcierpieniu ideę apokatastasis, omówioną przez siebie wcześniej w Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada oraz w Ziemi Ulro). Pewną rolę w tym dziele „odnowienia wszechrzeczy” rezerwuje dla poezji, w której widzi „hymniczność przeciw śmierci”, „[n]a samej granicy, na kruchej granicy, za którą rozpościera się kraina skarg i bełkotów”. (Sprawozdanie).
Spis treści:
Sprawozdanie
 Odczyt
 W pewnym wieku
 Capri

Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach
 Bogini
 Dwór
 Pewna okolica
 To lubię
 Kto?
 Miasto młodości
 Łąka

Do dajmoniona
 Ściana muzeum
 Biografia artysty
 Realizm
 Jeszcze jedna sprzeczność
 Tłumacząc Annę Świrszczyńską na wyspie Morza Karaibskiego
 Do Allena Ginsberga
 Pierson College
 Po osiemdziesiątce
 Człowiek-mucha
 Przeszłość
 Platońskie dialogi

 Rozbieranie Justyny
 Uzupełnienie do wiersza

 Dlaczego?
 Sarajewo
 Emeryt
 Suknia w groszki
 Wanda
 Ten świat
 Eheu!

 Do Pani Profesor w obronie honoru kota i nie tylko
Leszek Kołakowski, Udręczenie
Jan Andrzej Kłoczowski OP, Hiobowe zabawy?

Wołacz
 Sala
 Zdarzenia gdzie indziej
 Po odcierpieniu
 Ciało
 W Szetejniach</document>
<document nplp_id="1964" title="Napis" slug="napis">Napis, wydany w 1969 roku, zamyka pierwszą fazę twórczości poetyckiej Zbigniewa Herberta. W tomie tym przywołuje poeta wszystkie motywy znane z jego wcześniejszych wierszy: wojenną traumę, nikczemność ludzkich zachowań, skarlenie powojennego świata, zagrożenie fundamentalnych wartości zachodniej cywilizacji, kruchość życia w pięknym, lecz obojętnym świecie natury. Swoje wiersze wypełnia często obrazami odnoszącymi się do danych historycznych lub mitologicznych, ale ich znaczeniu nadaje zawsze charakter uniwersalny. Surowa diagnoza postawiona światu przez poetę nie skłania go jednak do goryczy czy pesymizmu. Herbert nie szuka łatwych wyjaśnień, wystrzega się frazesów. Pamięta o ideale postawy stoickiej, którą jako „wielkość zbyt ogromną” wskazywał od pierwszego tomu (Do Marka Aurelego). Wie, że współczesne wzorce zachowań dalekie są od idei stoickich (Dlaczego klasycy). Pomimo to dostrzega wartość w samym ich przypominaniu, wierząc, że podobny gest ma sens, nawet jeśli ten, który go wykonuje, naraża się w oczach innych na śmieszność. Przekonaniu Herberta towarzyszy myśl, że ludziom nigdy nie należy odbierać szansy na stanie się mądrzejszymi.

W tomie Napis Herbert doskonali swój poetycki styl, polegający na oszczędnym operowaniu metaforą, upraszczaniu języka i wywodu. Jednocześnie, sięgając po różne style mówienia, uzyskuje efekt wieloznaczności poetyckiego przekazu (Cernunnos, Próba rozwiązania mitologii). Poeta często ujmuje swoje wypowiedzi w formie krótkich narracji, a niemal połowę zbioru stanowią poematy prozą.

W tomie Napis, czwartej książce poetyckiej Zbigniewa Herberta, wydanej w 1969 roku (z mylną informacją, że jest to wydanie drugie), usłyszeć można charakterystyczny dla poprzednich zbiorów głos człowieka porażonego wojną (Postój) i nieustannie to doświadczenie przywołującego (Miejsce, *** jest świeża…, Praktyczne przepisy na wypadek katastrofy). Człowiek ten jest gotowy „ofiarować zdradzonemu światu różę” (Pięciu z tomu Hermes, pies i gwiazda), nigdy jednak za cenę amnezji (Prolog). To paradoks, mówi Herbert, ale dzięki tej postawie, zarazem heroicznej i komicznej (Przebudzenie) jego bohater – i on sam – może zostać ocalony. Kiedy przypomina aksjologiczne transcendentalia cywilizacji europejskiej (Próba rozwiązania mitologii) w znikczemniałym świecie (Diabeł rodzimy) barbarzyńskich reguł i pokus nihilizmu (Brak węzła, Longobardowie), ochrania – za cenę własnego ośmieszenia – etos (Wąwóz Małachowskiego). Niekiedy wizja skarlałego świata przybiera w tomie Napis kształt komunistycznej rzeczywistości (Sprawozdanie z raju), częściej jednak przejawia się w pochodzących z różnych epok obrazach okrucieństwa, bezduszności i konformizmu (Na marginesie procesu, Opis króla, Cernunnos, Księża i chłopi, Męczeństwo Pana Naszego malowane w kręgu mistrzów nadreńskich). W wierszach Przesłuchanie anioła i Epizod z Saint-Benoît przemoc przedstawiona zostaje wręcz jako wszechzasada wykraczająca poza porządek ludzki. W wizji Herberta trudno jednak doszukiwać się manichejskiej walki dobra ze złem. Przeciwnie, poeta doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpiecznej łatwości uproszczeń (Ścieżka), schematycznych wyobrażeń (Ozdobne a prawdziwe, Chińska tapeta) i słów pobawionych treści (*** zasypiamy na słowach…), bezradnych wobec niezliczonych form rzeczywistości i nietrwałych okruchów życia (Wyspa, Zejście, Pożegnanie miasta, Zimowy ogród, Dom poety, Curatia Dionisia, Świt, Układała swe włosy). Wśród pryncypiów Herberta odnajdujemy idee przywoływane przez poetę we wcześniejszych tomach, bliskie stoicyzmowi: duchową prostotę, umiłowanie piękna i umiaru. Mowa o tych wartościach przede wszystkim w wierszu Dlaczego klasycy, także w takich utworach jak Brzeg czy Kropka. Powściągliwość Tukidydesa, jego godne zachowanie okazywane w chwili niepowodzenia zestawia Herbert w Dlaczego klasycy z małością ludzi współczesnych, bez wahania usprawiedliwiających się, rzucających oszczerstwa i użalających się nad sobą. Wychodząc od tego zestawienia (które wcale nie musi być odczytywane jako przeciwstawienie; „niekonfrontacyjnie” odbiera ten wiersz np. Jan Prokop) wyprowadza poeta analogię wobec sztuki współczesnej: jej tematem staje się nierzadko „mała rozbita dusza z wielkim żalem nad sobą”. Wbrew częstemu interpretowaniu tego wiersza jako oskarżenia pod adresem współczesności, niekoniecznie towarzyszyła poecie intencja napomnienia. Przeciwnie, mówi on to, co zwykle: choć znany jest ideał, nie łatwo mu sprostać. Nic dziwnego, że po Dlaczego klasycy w finale tomu umieścił poeta wiersz Co będzie, w którym wypowiada znamienne słowa: „powinno być to obojętne / ale nie jest”. Obojętność to cecha natury, nie ludzi (Góra naprzeciw pałacu), mówi Herbert. Każdy, kto próbuje naśladować naturę, skazuje się na klęskę. Artyście grozi taka próba oddzieleniem się od życia, a to niewybaczalne (Tusculum). Rytm, w którym żyją ludzie, i rytm przyrody rzadko miewają ze sobą coś wspólnego (Opłotki). Człowiekowi trudno zaakceptować, że „gaśnie latarka świadomości” (Śmierć pospolita). O udział w tej zbrodni obwinia Herbert naturę. Powtarzającym się symbolem ślepej, nieubłaganej siły przyrody, powołującej nowe życie kosztem rozkładu starego, stają się w tej poezji owady (Śmierć pospolita, Zegar z tomu Studium przedmiotu), których „pracę zachłannych szczęk bierzemy za tykanie” (Zegarek na rękę).

Niemal połowę tomu Napis wypełniają poematy prozą. Podobnie jak w poprzednich zbiorach styl utworów pisanych prozą nie odbiega od stylu, w jakim pisane są wiersze, a jedynie wyostrza pewne jego cechy: prostotę języka, nie nadużywanie patosu, subtelne dozowanie tropów, klarowność poetyckiego wywodu, często przybierającego formę krótkiej narracji. Przede wszystkim jednak demonstruje Herbert ujawnioną już w poprzednich zbiorach (U wrót doliny, W drodze do Delf, Jonasz, Powrót prokonsula, Tren Fortynbrasa), niezwykłą umiejętność przywoływania różnych rejestrów mowy, używania ich w niespodziewanych kontekstach (Na marginesie procesu, Cernunnos, Próba rozwiązania mitologii, Dlaczego klasycy) i decydowania dzięki temu o wieloznaczności sensów. Zarazem, mówiąc zwyczajnym, potocznym językiem o bohaterach mitologicznych, historycznych, czy literackich oraz obdarzając ich równie zwyczajną mową, wywołuje poeta efekt deheroizacyjnej bezpośredniości, z jednej strony wyzwalając odruch empatii, z drugiej – zachęcając do uniwersalizacji odczytywanych treści.

Krytycy odczytali tom Napis jako konsekwentne podążanie przez Herberta wcześniej obraną drogą. Jedni, jak Jan Prokop, podkreślali sprawę absorbującego poetę tematu „kultury rozdartej sprzecznościami, niezdolnej do syntezy i harmonii”, inni – między innymi Jerzy Kwiatkowski – zwracali uwagę na to, „że programowo skromny (…) język [Herberta] dąży[cy] ku niezauważalności i przezroczystości (…), stawia pod znakiem zapytania wszelkie językowe i poetyckie katastrofy”.
Spis treści:
 Prolog
 Wyspa
 Zejście
 Przebudzenie
 Miejsce
 Postój
 *** (jest świeża...)
 Pożegnanie miasta
 Ścieżka
 Śmierć pospolita
 Zimowy ogród
 Na marginesie procesu
 Przesłuchanie anioła
 Sprawozdanie z raju
 Longobardowie
 Epizod z Saint-Benoît
 Opis króla
 Dom poety
 Wąwóz Małachowskiego
 Księża i chłopi
 Opłotki
 Diabeł rodzimy
 Ozdobne a prawdziwe
 Tusculum
 Cernunnos
 Góra naprzeciw pałacu
 Brzeg
 Curatia Dionisia
 Próba rozwiązania mitologii
 Brak węzła
 Świt
 Układała swe włosy
 Kropka
 Zegarek na rękę
 Chińska tapeta
 Praktyczne przepisy na wypadek katastrofy
 Męczeństwo Pana Naszego malowane przez Anonima z kręgu mistrzów nadreńskich
 *** (Zasypiamy na słowach...)
 Dlaczego klasycy
 Co będzie</document>
<document nplp_id="1965" title="Moja córeczka" slug="moja-coreczka">Opowiadanie Tadeusza Różewicza ze zbioru Wycieczka do muzeum, wydanego przez wydawnictwo Czytelnik w 1966 roku, powstawało w latach 1964-1966. Pierwotnie miało być „nowelą filmową” (jako scenariusz filmowy opublikowane zostało w „Dialogu” 1966, nr 5), jednak w trakcie pisania tekst rozrósł się i – tak rozmiarowo, jak i kompozycyjnie – wykroczył poza definicję opowiadania. Niektórzy badacze uważają, że Moja córeczka wpisuje się wyraźnie w nurt „minipowieści” (czy „mikropowieści”), tak chętnie konstruowanych w latach 60. przez przyjaciela Różewicza – Kornela Filipowicza.

Kinowe przeznaczenie Mojej córeczki wpłynęło na konstrukcję fabularną i sposób prowadzenia narracji, która jest momentami pierwszo-, zaś innym razem trzecioosobowa, co podobnie jak ujęcie kamery pozwala uzyskać efekt zbliżenia i oddalenia, przekładający się na subiektywny i obiektywny ogląd poszczególnych sytuacji. Jak zauważa Janusz Waligóra, „fragmenty utrzymane w konwencji narracji behawiorystycznej przywodzą na myśl ujęcia scenariuszowe: suchy, zobiektywizowany opis (jak didaskalia w dramacie), beznamiętne wydobycie planu całościowego i szczegółu, dialog, brak introspekcji”(2007, s. 204). Wszystkie te cechy kompozycyjne Mojej córeczki sprawiły, że wielokrotnie przenoszono ją na deski teatru (pierwszy raz Jerzy Jarocki w Teatrze Starym w Krakowie w 1968 roku), a także ekran filmowy (m.in. spektakl telewizyjny z 2000 roku w reż. Andrzeja Barańskiego).

Głównym bohaterem opowieści jest pięćdziesięcioletni Henryk: zmęczony życiem, rozczarowany codziennością, obciążony bagażem wojennych wspomnień. Należy on do ulubionej kategorii bohaterów literackich Różewicza – anonimowych, szarych, przeciętnych, ludzi-jakich-wielu (Everyman, Jedermann) – pojawiających się tak w jego opowiadaniach (m.in. Śmierć w starych dekoracjach), jak i dramatach (m.in. Kartoteka, Świadkowie albo mała stabilizacja). Sensem życia Henryka jest córka, Mirka, pozwalająca mu żywić nadzieję na wyrwanie się z wszechobecnej zgnilizny i zepsucia moralnego, ale też brzydoty i kalectwa fizycznego, które uosabia Brudas – symboliczny przeciwnik Henryka. Próba wychowania Mirki w duchu czystości i wierności zasadom kończy się jednak niepowodzeniem, kiedy okazuje się, że dziewczyna, z dala od czujnego oka ojca, trudni się prostytucją, obracając się w środowisku naciągaczy, drobnych cwaniaczków, oszustów, nierzadko stosujących przemoc. Akcja Mojej córeczki koncentruje się na podróży Henryka do Warszawy – swoistej dantejskiej wędrówce, którą odbywa w dzień Bożego Narodzenia – i próby sprowadzenia córki do domu. Przedsięwzięcie kończy się porażką: ojcowska miłość przegrywa ze śmiercią, zasady z rozkładem moralnym, piękno z brzydotą. W opowiadaniu dochodzi do konfrontacji dwóch pokoleń, dwóch systemów wartości: starych, którzy przeżyli wojnę i wyszli z niej z potrzaskaną, ale jednak! – osobowością, i młodych, którzy nie mają żadnej osobowości i w związku z tym przypominają automaty, aktorów, „zarozumiałych głupców”.

Zdaniem niektórych badaczy (Jacek Łukasiewicz) Moja córeczka to „umoralniająca opowiastka” bazująca na pozytywistycznych wzorcach (nowele Sienkiewicza, Prusa, Konopnickiej), w której czytelnemu przesłaniu moralnemu towarzyszy założony z góry podział bohaterów na dobrych i złych. Inni (Aniela Kowalska) podkreślają wszakże paraboliczność opowiadania, jak też jego złożoną kompozycję i głębię psychologiczną postaci.

Opowiadanie należy do grupy tekstów Tadeusza Różewicza poświęconych ludziom starym, niepotrzebnym, nieprzystającym do powojennej rzeczywistości, rozczarowanym i zapomnianym. Znajdziemy w tej grupie wiersze takie jak Białe groszki czy Dytyramb na cześć teściowej, utwory dramatyczne – Śmieszny staruszek oraz Stara kobieta wysiaduje, a także prozatorskie – Opowiadanie o starych kobietach. Historie starych bohaterów wpisują się w poetykę lamentu, skargi, narzekania na los, trudną sytuację życiową, niepewną przyszłość.

Zdaniem Janusza Waligóry, Różewicz upodobał sobie tę kategorię bohaterów z dwóch względów. Przede wszystkim, są to ludzie, którzy przeżyli wojnę, a wpisane w ich biografie wojenne doświadczenie, w połączeniu z ciężarem spraw rodzinnych, sąsiedzkich, międzyludzkich, dźwiganych przez lata, sprawia, że są postaciami złożonymi psychologicznie, symbolizującymi uniwersalny człowieczy los. To ludzie anonimowi, przeciętni, często bez nazwiska i określonego miejsca zamieszkania, „jedni z wielu”, „tacy jak wszyscy” (Everyman, Jedermann). Jedyna forma indywidualizacji, na którą zdobywa się poeta, dotyczy języka, najpełniej wyrażającego odrębność losu bohaterów. Narrator tego typu historii wciela się najczęściej w rolę słuchacza, bardziej niż inicjatora rozmów czy ich komentatora. Wsłuchując się w skargi starych ludzi, rejestrując ich głosy, Różewicz przełamuje dyktat kultury masowej promującej młodość i równocześnie deprecjonującej starość. Waligóra zauważa, że programowemu dowartościowaniu ludzi starszych przez Różewicza przyświeca Norwidowska myśl: „Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,/ Dwie tylko: poezja i dobroć… i więcej nic” (Do Bronisława Z.).

W krytycznym komentarzu Jacka Łukasiewicza dotyczącym opowiadań zebranych w tomie Wycieczka do muzeum powtarza się opinia, że są to historie schematyczne, ich bohaterowie uproszczeni, zaś przesłanie – moralizatorskie, rodem z pozytywistycznej dydaktyki. Analiza kompozycji, sposobu prowadzenia narracji, a także konstrukcji bohaterów Mojej córeczki pokazuje jednak, że przynajmniej w tym przypadku ocena krytyka była zbyt surowa.

Akcja tego obszernego opowiadania, określanego mianem „minipowieści”, koncentruje się na świątecznej podróży głównego bohatera Henryka do Warszawy, gdzie studiuje jego córka Mirka. Relację z wyprawy Henryka poprzedza kilka obrazków odsyłających do dzieciństwa Mirki, a nawet do okresu sprzed jej narodzin – wojennej przeszłości bohatera. Pełnią one nie tylko funkcję wprowadzenia do zasadniczego wątku, nie tylko anonsują bohaterów historii, lecz jednocześnie demaskują sposób funkcjonowania ludzkiej pamięci: te obrazki, nieuporządkowane epizody, fragmenty snów, strzępy majaczeń to migawki wspomnień, efekt pracy pamięci, która odsyłając do przeszłości, przygotowuje podłoże dla zasadniczej, tragicznej historii. Co ciekawe, jej kolejne etapy śledzimy z perspektywy tak głównego bohatera (narracja pierwszoosobowa), jak i zewnętrznego obserwatora, który uważnie notuje szczegóły otoczenia Henryka (narracja trzecioosobowa). Zmiana sposobu prowadzenia narracji przypomina sposób pracy kamery, która chwilami przybliża się, innym zaś razem oddala od bohaterów, umożliwiając uchwycenie szerszego spektrum zdarzeń. Ten i inne rozwiązania opowiadania, jak dowartościowanie szczegółu, dialogi, beznamiętny chwilami opis postaci/miejsc itd., sprawiają, że Moja córeczka idealnie nadaje się do przenoszenia na deski teatru czy ekran filmowy, co wielokrotnie miało miejsce.

Prosta na pozór historia relacji ojca i córki, ojcowskiej miłości, która przegrała ze śmiercią, a wcześniej jeszcze z brudem, zgnilizną, upodleniem, opiera się na misternej konstrukcji kilku opozycji: idealnego dzieciństwa i ponurej dorosłości, dramatycznej (ale ideowej) przeszłości i pospolitej (choć sztucznie napompowanej) teraźniejszości, pełnej rezygnacji starości i groteskowej w swym powielaniu klisz młodości, naiwnej wierności zasadom i społecznej degrengolady. Kolejne sceny – wylanie przez grupę dzieci kubła pomyj na staruszkę, wizyta trudniącej się nierządem sąsiadki w chwili, gdy Henryk wspomina zmarłą żonę – prowadzą bohatera do odkrycia brutalnej prawdy, że świat „utracił swą niewinność”, a wartości, które miały „moc ocalającą” w czasie wojny – miłość, dziecięca czystość i dobroć – zostały wyrzucone na „śmietnik cywilizacji”. Kulminacja ponurych obserwacji przypada na czas peregrynacji Henryka po Warszawie, przypominającej momentami dantejską wędrówkę, w trakcie której bohater odkrywa brutalną prawdę o pokoleniu córki: bez osobowości, bez zasad, bez ideałów, ale też o swoim własnym – upodlonym, pokiereszowanym psychicznie i fizycznie, bez wiary w lepsze jutro. Spotkanie z Mariolą uświadamia Henrykowi, że rządzą nim popędy, na czele z seksualnym, który ocenia jako destrukcyjny, wiodący do zguby. Monolog Harry’ego obnaża pretensjonalność i płytkość młodego pokolenia, brak świadomości Historii, a tym samym wizji odnośnie przyszłości. Z kolei Żorż uosabia cwaniactwo i chamstwo tych, którzy usiłują się urządzić w powojennej rzeczywistości, ich wulgarność, uciekanie się do przemocy itd. W tym otoczeniu rodzicielska krucjata Henryka skazana jest na porażkę.

Na szczególną uwagę czytelników i czytelniczek opowiadania zasługują dwa typy relacji szczególnie akcentowanych w Mojej córeczce: relacja Henryk-Mirka (ojciec-córka) i Henryk-Brudas – obie „rozgrywane” bardziej w sferze wyobrażeń głównego bohatera niż w rzeczywistości.

Na poziomie marzeń i pragnień Henryka Mirka jest idealną córeczką tatusia, dobrą studentką, dziewczyną wierną określonym zasadom. Henryk wciąż na nowo projektuje wymarzone spotkanie z córką, którą wtłacza w stworzoną dla niej rolę. Rzeczywistość przerasta najśmielsze wyobrażenia bohatera: jego córka jest prostytutką związaną z człowiekiem o wątpliwej reputacji. Niczym Balzakowski ojciec Goriot Henryk musi pogodzić się z wychowawczą porażką. Inaczej jednak niż we francuskiej powieści to nie życie ojca, lecz córki dobiega końca. Narzędzia krytyki feministycznej pozwalają rzucić światło na nieanalizowane dotąd wymiary relacji ojciec-córka w opowiadaniu Różewicza. Wybierając do pokoleniowej rozgrywki postać córki, pisarz przełamuje patriarchalną regułę, w myśl której spory ideowe prowadzone są wyłącznie w męskim gronie (głównie między ojcami i synami). Chociaż nie do końca, skoro Mirka wyraźnie wpisuje się w stereotypową kobiecą rolę „alegorii czasów zgnilizny i zepsucia” (sztuczne rzęsy, natapirowane włosy, maska pudru na twarzy). W końcu wyznaczono jej rolę prostytutki – kobiety upadłej – która nie może skończyć inaczej, jak tylko umrzeć. Zresztą także inne kobiece bohaterki opowiadania funkcjonują wyłącznie jako znaki rozpasanej natury: zdefiniowane w kategoriach seksualności lub jej braku, jak w przypadku opuszczonej przez męża kierowniczki szkoły, w której Henryk wygłasza odczyt. Ostatecznie zatem to między mężczyznami – Henrykiem, Harrym i Żorżem – toczy się dyskusja na temat kształtu Historii i wizji przyszłości.

Częścią tej „męskiej rozgrywki” jest pojedynek Henryka z Brudasem – parodia wielkich ideowych pojedynków, jak choćby tego w wykonaniu hrabiego Henryka i Pankracego z Nie-boskiej komedii Krasińskiego. W tym „starciu” wyłącznie Henryk ma świadomość wagi wydarzenia: z jego perspektywy gra toczy się o zasady, wartości, wizję świata, w którym rodzina czy miłość zachowają należne im miejsce. Z kolei Brudas reprezentuje, w opinii Henryka, nie tyle bezideowość nowego świata, ile jego rozkład, brud, śmierć. Stanowi punkt, od którego Henryk musi się odbić, by nauczyć się żyć od nowa. Co ciekawe jednak, „pojedynek z Brudasem” wydaje się kompletnie wyabstrahowany z rzeczywistości i – podobnie jak w przypadku relacji z Mirką – rozgrywa się w sferze wyobrażeń Henryka. Tak jak prostytuująca się córka, ów na wpół żebrak, na wpół drobny handlarz staje się synonimem chylącego się ku upadkowi świata, w którym nie ma miejsca dla „poczciwych wrażliwców” w rodzaju Henryka. Na szczęście kubeł zimnej wody, który wylewa na bohatera jedna z kobiet, mówiąc: „Tfu, że też nikt ci nie napluje w ten męczeński ryj”, chroni go przed osunięciem się w otchłań banalnego cierpiętnictwa, a samo opowiadanie uodparnia na tanie moralizatorstwo.</document>
<document nplp_id="1966" title="Monolog psa zaplątanego w&amp;nbsp;dzieje" slug="monolog-psa-zaplatanego-w-dzieje">Monolog psa zaplątanego w dzieje, wiersz z tomu Dwukropek, jest ciekawym i dość reprezentatywnym przykładem dwóch ważnych tendencji trwale obecnych w poezji Wisławy Szymborskiej. Z jednej strony wchodzi on w obręb większej grupy liryków "zwierzęcych", z drugiej zaś - stanowi kolejną wariację na temat relacji między przygodnym losem jednostkowym a regułami wielkich porządków i mechanizmami procesów dziejowych. Pretekstem dla splecenia tych dwóch wątków tematycznych stał się tym razem przypadek psa szczególnego, zwłaszcza ze względu na osobę właściciela. Choć bowiem informacja ta nie zostaje w żadnym fragmencie tekstu przekazana expressis verbis, z opisu realiów i rozwoju wydarzeń łatwo wywnioskować, że bohaterem wiersza jest pies Adolfa Hitlera (wystarczy wskazać choćby takie sygnały, jak odwołania do rasistowkiej retoryki, przywódcza rola psiego pana wobec zbiorowości, nagły zwrot w rozwoju sytuacji, a wreszcie - płonące "opaski z czarnymi znakami" niszczone w momencie ucieczki).

Zwierzęca figura z tego utworu jest więc istotą nieco bardziej semantycznie dookreśloną i konkretną niż pozostałe okazy z bestiarium krakowskiej poetki. Można tu nawet szukać bezpośrednich odniesień historycznych, skoro z wielu przekazów znana jest suka Blondi (owczarek niemiecki), która nieraz towarzyszyła Führerowi, aby utrwalać jego propagandowy wizerunek jako dostojnego ojca narodu i bohaterskiego przywódcy aryjskiego i która została otruta na rozkaz wodza w r. 1945, najprawdopodobniej dla wypróbowania skuteczności trucizny, mającej mu posłużyć jako narzędzie samobójstwa. Obok ciała suki znaleziono też jej martwego szczeniaka - podobno jeden z żołnierzy SS miał go dobić strzałem z pistoletu.

Poetycki obraz żywi się tu więc historycznym konkretem, choć sięga raczej po sprawy peryferyjne, rozgrywające się na marginesach głównego toku dziejów, gdzieś na pograniczu poważnej narracji oraz skandalizującej plotki, skupionej na barwnych rekwizytach i osobliwościach kolorytu lokalnego. Co więcej, przywoływane realia traktuje swobodnie i aluzyjnie, bez kronikarskiej pieczołowitości i dbałości o faktograficzną ścisłość. Anegdotyczny materiał nie jest bowiem głównym przedmiotem uwagi, a tylko retorycznym narzędziem, pozwalającym bardziej sugestywnie naszkicować określony punkt widzenia. Pies Hitlera nie występuje tu jako element realistycznego tła w jednym z epizodów opowieści biograficznej, ale też nie zostaje zredukowany do abstrakcyjnego obrazu alegorycznego w obrębie umoralniającego exemplum. Pozostaje zawieszony między obiema skrajnymi możliwościami, stanowiąc przede wszystkim figurę "zwierzęcej" niewiedzy, percepcji pozbawionej intelektualnych odniesień. Dzięki tak zakreślonej perspektywie staje się zaś medium narracyjnym - bo wiersz ten przyjmuje postać krótkiej opowieści - szczególnie predysponowanym do eksponowania absurdalnych zachowań, demaskowania iluzorycznych wyobrażeń oraz unaoczniania dramatyzmu sytuacji, wyrwanych z kontekstu towarzyszących im zwyczajowo wyjaśnień.

Taka niemal behawiorystyczna relacja, konsekwentnie redukowana do poziomu powierzchownych spostrzeżeń i pozbawiona refleksyjnego komentarza, sama nie zawiera jednoznacznego wyznania lirycznego ani bezpośredniej oceny przedstawianych zdarzeń. Warunkiem uchwycenia całościowych sensów wiersza staje się zatem wykroczenie poza poziom samego monologu i odniesienie jego fragmentarycznych obrazów do horyzontów interpretacyjnych niedostępnych z pozycji narratora, zbudowanego głównie na stereotypie psiej wierności. Otwiera to całe pole możliwych odczytań, zróżnicowanych w zależności od tego, jakie elementy utworu uzna się za uprzywilejowane nośniki autorskiego podtekstu, a także zależnie od wyboru układów odniesienia pozwalających na znaczeniowe uspójnienie tych elementów. Przy całej semantycznej otwartości słowa poetyckiego przynajmniej dwie sprawy narzucają się jako wyraźnie nacechowane - stylistyczna postać wiersza oraz jego swoista dramaturgia, tj. organizacja napięć między kompozycją a treścią.

Najważniejszym zabiegiem językowym konsekwentnie stosowanym tu przez Szymborską wydaje się gra z frazeologią zwierzęcą. Jest to strategia usprawiedliwiona decyzją o wyborze psiego bohatera, ale jednocześnie znajdująca swoją motywację na poziomie polemicznych nawiązań językowych oraz w planie wartości etycznych. Już bowiem wstępna deklaracja "Ja byłem psem wybranym. Miałem dobre papiery i w żyłach krew wilczą" brzmi jak gorzka parodia nazistowskiej retoryki krwi i rasy, wydobywająca z nacjonalistycznej ideologii właśnie jej animalistyczny charakter. A trzeba pamiętać, że figury zwierzęce pojawiają się też na drugim biegunie hitlerowskiej propagandy, gdzie np. filmowe ujęcia z rojącymi się stadami szczurów były wykorzystywane jako metaforyczne obrazy mające dehumanizować wizerunek Żydów. Ta antysemicka klisza zostaje pośrednio przywołana też w Monologu, gdy pies rozważa powody nieobecności pana "co najmniej tak pilne / jak dla mnie walka z kotami / i wszystkim, co się niepotrzebnie rusza". Przywołanie tego dyskursu w sparafrazowanej postaci i nowym kontekście, pozwala i tu wydobyć z nazistowskiej retoryki jej zanurzenie w sferze atawistycznych fobii i nasycenie ślepym instynktem zniszczenia. Można więc przyjąć, że wskazana frazeologia zostaje przywołana w ramach polemicznego kryptocytatu i obrócona przeciwko swojemu ideologicznemu zapleczu, niejako na zasadzie poetyckiego gestu retorsio argumenti. Podobnie dzieje się wtedy, gdy - jakby wyciągając ostateczne konsekwencje z takiego trybu figuracji - autorka używa degradujących metafor zwierzęcych dla opisania Hitlera ("Warczał na nich, ujadał") i jego zwolenników ("Miał okazałe stado chodzące za nim krok w krok").

Kompozycyjnie tekst "rozpada się" na dwie części, z których każda zostaje otwarta quasi-aforystycznym powtórzeniem retorycznym - odpowiednio "Są psy i psy" oraz "Jest los i los". Partie te pod względem semantyki są silnie skontrastowane, rozwijając niejako i amplifikując tezy postawione w każdym z owych "nagłówków". Część pierwsza ma charakter bardziej statyczny i jest nostalgicznym rozpamiętywaniem minionej świetności świata znieruchomiałego w jasno zdefiniowanym porządku, opartego na hierarchii i segregacji ("są psy i psy"), sztywno regulującego różnorodność zachowań poprzez ustalony system praw, obowiązków i przywilejów. O rzeczywistości tej mówi się z punktu widzenia jej ówczesnego beneficjenta, istoty bezrefleksyjnie korzystającej z przyznanych przywilejów, dopiero do czytelnika zaś należy zderzenie tego apologetycznego wspomnienia z przemilczanym kontekstem, w którym porządek "psa wybranego" okazuje się tyranią ideologii, szacunek rządami terroru, a "pilne sprawy" - zbrodniczym ludobójstwem.

W części drugiej koncentryczna struktura totalitarnej władzy rozpada się i pogrąża w chaosie, a opis powtarzalnych rytuałów nazistowskiego dworu ustępuje miejsca dynamicznej opowieści o klęsce wojennej, końcu świata "rasy panów" i o dramatycznej zmienności kolei losu ("jest los i los"), a wreszcie o strachu, agresji, chciwości uciekających. Monolog staje się zapisem bezradnej obserwacji postępującego zniszczenia. Bezsilność i bierność podmiotu znajdują swój wyraz nawet w językowej formie prowadzenia narracji - w pierwszej części jest ona bardzo egocentryczna ("ja byłem", "miałem", "dla mnie", "tylko ja mogłem", "odgadywałem" itd.), potem wszakże skupia się głównie na rejestrowaniu zewnętrznych działań i zdarzeń ("rozpętała się bieganina", "płonęły jakieś graty", "ktoś zerwał" itd.). Tej drastycznej zmianie realiów i trybu opowieści nie towarzyszy jednak jakaś istotna zmiana w postawie zwierzęcego bohatera - zakończenie "Ja, pies mojego pana" jest formułą tożsamości jawnie tautologiczną wobec autocharakterystyki zawartej w pierwszych wersach. Ani rozpad stabilnego świata ani upokorzenie i agonia nie stanowią tu okazji do reinterpretacji własnych wyobrażeń.

Czytany na poziomie psiego monologu tekst kończy się zatem poznawczym impasem, ale dla odbiorcy wiersza właśnie jałowość owej repetycji może stać się sygnałem prowokującym do szukania sensów opowieści. Czytelnik może przyjąć np. prymat perspektywy historycznej i czytać Monolog psa jako wiersz, w którym sięga się po zaskakujący koncept, by znaleźć nową formułę pisania o traumie wojennej (podobnie jak w Pierwszej fotografii Hitlera tej samej autorki, gdzie - w równie zaskakujący sposób - opis "dzidziusia w kaftaniku" wyraża niepokój związany z realnością zła). Byłby to wówczas głównie utwór o bezlitosnym okrucieństwie zbrodniczego systemu, który nie cofa się przed zabiciem kogokolwiek (nawet w szeregach własnych wyznawców), kto przestał być użyteczny. Można jednak przyjąć perspektywę bardziej ogólną i zauważyć w geście zastrzelenia psa przez uciekającego żołnierza także ponure świadectwo małości i sadyzmu człowieka, który poczucie bezkarności czerpie ze stanu tymczasowego rozprzężenia. Tak pesymistycznie ujęty wątek antropologiczny powraca zresztą w wielu innych utworach Szymborskiej, w których motywy i postaci zwierzęce (np. Tarsjusz) często służą demaskowaniu ludzkiej pychy, zaborczości, głupoty i okrucieństwa.

Ważnym momentem pozostaje też wskazana powyżej opozycja między egocentryczną narracją o świecie pewnym swej siły oraz migawkową relacją z jego ponurej agonii. Lektura wychodząca przede wszystkim od tego napięcia prowadziłaby raczej w stronę historiozoficznej medytacji o słabości silnych, o złudzeniach płynących z posiadania władzy i o fasadowej potędze opresywnych porządków, które ignorują nieuchronność własnego uwikłania w przygodność i zanurzenia w przemijającym czasie. Właśnie figurą takiej ignorancji może być poznawcza bezradność tytułowego psa, który - choć "zaplątany w dzieje" - nie dostrzega tymczasowości, względności swojego położenia i nie próbuje postrzegać świata inaczej niż poprzez pryzmat wyuczonych dogmatów. Unikając zaś konfrontacji z własnym doświadczeniem potrafi określić swą tożsamość jedynie poprzez kolejne powtórzenie tego samego gestu i wskazanie przypisanego sobie miejsca w sztywnej strukturze. Interpretacja taka wydaje się zresztą zbieżna z zauważalną w tej twórczości ogólną niechęcią wobec różnych utopijnych wizji, którym poetka przeciwstawia niepewność, przypadkowość, trywialną zdarzeniowość i nieład życia codziennego jako wartości bliższe dynamice ludzkiego istnienia.</document>
<document nplp_id="1967" title="Nieobjęta ziemia" slug="nieobjeta-ziemia">Szczególny w dorobku Miłosza zbiór Nieobjęta ziemia swoją wyjątkowość zawdzięcza nietypowej zasadzie kompozycji tworzących go elementów. Przestrzegający dotąd reguły oddzielnego publikowania tekstów poetyckich i prozatorskich (pewnym wyjątkiem był jedynie cykl Osobny zeszyt w tomie Hymn o Perle), przekraczający granicę literackich konwencji pisania tylko w obrębie stylu przez wprowadzanie do poezji elementów dyskursu, w Nieobjętej ziemi postanowił Miłosz stworzyć „formę bardziej pojemną” (Miasto bez imienia) i zebrać w jednej publikacji rozmaite teksty, reprezentujące różne gatunki (wiersze, notatki, fragmenty większych dzieł – literackich i filozoficznych, urywki listów) oraz różnych autorów. Poza tekstami napisanymi przez siebie, przytacza autor (często we własnym przekładzie) wiersze bądź fragmenty dzieł innych twórców (Johanna Wolfganga von Goethe, Charlesa Baudelaire’a, Davida Herberta Lawrence’a i Walta Whitmana) lub wypisy z książek filozofów (Pascala, Oskara Miłosza, Simone Weil i Lwa Szestowa). Paradoksalnie pomimo tak wielkiej różnorodności zgromadzonych tekstów Nieobjęta ziemia wywołuje wrażenie zbioru jednolitego, podporządkowanego konsekwentnie jednej problematyce, choć rozpisanej na wiele wątków. Są nimi: apoteoza zmysłowych i cielesnych aspektów życia, pragnienie uchwycenia tak pojmowanej Rzeczywistości w słowach, nieziszczalność tego pragnienia, rozpoznawana jako niewystarczalność języka i ograniczenie ludzkiego umysłu, aporia wynikająca ze sceptycyzmu i tęsknoty za wiarą w „jakiś nad-umysł”, niezgoda na zło w świecie i pozbawiona szans powodzenia potrzeba zrozumienia przyczyn takiego porządku rzeczy oraz afirmacja życia jako reakcja na brak wyjaśnienia. Zakończenie Nieobjętej ziemi wskazuje, że w dziele pochwały istnienia szczególną rolę przypisuje Miłosz działaniom twórczym, wprowadzającym „ład, rytm, formę, które to trzy słowa obracamy przeciwko chaosowi i nicości”.

Zbiór Nieobjęta ziemia wydany w Paryżu w 1984 roku na pierwszy rzut oka przypomina staropolską silva rerum. Taką interpretację podpowiada również Miłosz, wyjaśniając, że „w jednej książce [zawarł] sentencje zakreślone przy lekturze różnych pisarzy (...), własne wiersze, przekłady z innych poetów, zapisy prozą (...), a nawet listy od przyjaciół”, zaś podstawą zestawienia tak różnorodnych elementów było dla niego ich połączenie „równoczesnością w czasie, (...) na przykład datami 1981–1984”. Nieobjęta ziemia to jednak coś więcej niż rejestr podejmowanych przez poetę prób uchwycenia „otaczającego go świata jakimikolwiek środkami”. Jak podpowiada Miłosz, ten szczególny tom jest jednym z rezultatów konsekwentnego poszukiwania „formy bardziej pojemnej”, o której pisał w tomie Miasto bez imienia i od której chciał, by nie była „zanadto poezją ani zanadto prozą”. Głównym efektem tych starań jest, jak wiadomo, charakterystyczny styl poety, polegający na wyrzekaniu się nadmiernie figuratywnego języka i dążeniu do zrozumiałej frazy. W Nieobjętej ziemi próbuje Miłosz jeszcze inaczej zrealizować ten zamiar – przez montaż tekstów poetyckich i prozatorskich. Z tego względu pewnego powinowactwa formy doszukiwać się można między Nieobjętą ziemią a Osobnym zeszytem zamieszczonym w tomie Hymn o Perle. Tym, co odróżnia jednak oba zbiory, jest intencja podporządkowania zgromadzonych tekstów logice quasi-wywodu, wpisana w dyskretny sposób w Nieobjętą ziemię. Domyślać się jej można choćby w decyzji wyodrębnienia sześciu nieprzypadkowo zatytułowanych części: „Ogród ziemskich rozkoszy”, Niewyrażone, Nieobjęta ziemia, Świadomość, Ja, on, ona, Stół. Trudno doszukiwać się w tych zapisach nowej problematyki. Przeciwnie, Miłosz raz jeszcze przepowiada podstawowe tematy swojego pisarstwa. Są nimi kolejno: mistyczny niemal zachwyt nad pięknem postrzeganej zmysłami rzeczywistości, zarówno tej stworzonej przez naturę, jak i tej, którą wynalazło „społeczeństwo ludzkie w wielkich miastach nowożytnej epoki”; apoteoza doznań erotycznych; daremność starań uchwycenia Rzeczywistości w języku, nieodłącznie spleciona z imperatywem ponawiania podobnych prób, z nienasyceniem domagającym się utrwalenia „[tej] chwili takiej jak każda inna, to znaczy niepowtarzalnej”, a zarazem z ambicją dotknięcia słowami wymiaru uniwersalnego, „metaczasu” kryjącego esencję wszystkiego, co rzeczywiste; odczucie rozziewu między świadomością jednostki i doświadczeniami społecznymi, rodzące się zwłaszcza w obliczu kataklizmów dziejowych; potrzeba dowiedzenia się, co kieruje historią: zasada czy przypadek; brak wiary, „że dobry Bóg chciał takiego świata” przy jednoczesnej niemożności odrzucenia pytania o konsekwencje sekularyzacji dla życia duchowego ludzi; odwieczna i skazana na fiasko chęć zrozumienia teodycei; wieczysta niepewność jako przeznaczenie człowieka myślącego, któremu obok pełnego afirmacji „bezustannego dążenia (...) do objęcia świata w nieskończonej wielości jego form” powinno towarzyszyć poszukiwanie czułej wspólnoty z innymi istotami – jako źródło ocalenia.

Choć wszystkie te kwestie pojawiały się we wcześniejszej twórczości Miłosza, wypowiedziane ponownie zyskują w Nieobjętej ziemi nowy, dobitny ton. Po pierwsze dzięki temu, że ujęte razem ujawniają, jak silnie uzupełniają się wzajemnie i warunkują. Po drugie za sprawą niespotykanej wcześniej kondensacji treści, wynikającej z celowego przeplatania przez Miłosza partii poetyckich kontrastującymi nimi zapisami prozatorskimi. Czasami są nimi zaledwie jednozdaniowe noty, częściej lapidarne refleksje, składające się z kilku zwartych zdań. Wszystkie te elementy decydują o swoistej dyskursywności zbioru. W wywodzie Miłosza nie asercja jest jednak dominującym sposobem mówienia i myślenia. Wierny maksymie Pascala, przytaczanej jako jeden z epigrafów („Przeczyć, wierzyć i całkowicie wątpić jest tym dla człowieka czym bieg dla konia”), poeta często stawia pytania, ujawnia paradoksy, bywa sceptyczny lub ironiczny. Nierzadko posługuje się również metodą konfrontowania ze sobą sądów przeciwstawnych, jak wtedy, gdy cytuje obok siebie fragmenty listów od dwóch przyjaciółek, Jeanne Hersch i Ireny Sławińskiej. Skrajnie negatywnej ocenie, jaką pierwsza wystawia współczesnej epoce, przeciwstawia wyznanie drugiej „,Nie mogłam mieć lepszego życia niż to, jakie miałam”.

Obok rozważań metafizycznych i uniwersalnych, którym patronują w Nieobjętej ziemi m. in. Oskar Miłosz, Simone Weil i Lew Szestow, formułuje Miłosz przenikliwe uwagi na tematy dotyczące zjawisk historycznie określonych, np. o współczesnym skarleniu umysłowym, za które wraz z Jeanne Herach, mówiącej o „rozpowszechnieniu (...) głupiej arogancji” oraz „rozkładzie, równoczesnym i współzależnym, myśli i woli” obwinia między innymi rozwój mass mediów; o literaturze przyszłości, w której „[r]ytmy ciała – bicie serca, puls, pocenie się, krwawienia periodu, lepkość spermy, pozycja przy oddawaniu moczu, ruch kiszek, będą w niej zawsze obecne razem z podniosłymi potrzebami ducha i nasza podwójność znajdzie swoją formę bez wyrzekania się jednej strefy albo drugiej.”; o języku polskim i jego „bluszczowatości”, znamionującej „brak zmysłu formy” i będącej, być może, jedną z przyczyn historycznych niepowodzeń Polski. W końcu skrywa również Nieobjęta ziemia ślad swoistego soliloquium, w którego zakres wchodzą zarówno sprawy własnej techniki pisarskiej, jak i autorefleksje, niekiedy bardzo osobiste, na temat poczucia własnej inności, pychy, fałszu oraz – samowmówień, powolnego „uczłowieczania się”, sensu podejmowania ćwiczeń duchowych i bezsensu trwania w delectatio morosa. Wszystkie te antynomie i zwykłe rozterki prowadzą poetę do afirmacyjnej konkluzji: „Trzeba dopiero pewnego, w jakimś choćby niedużym stopniu, wyswobodzenia się z komplikacji, z przejęcia się własnym losem, tak żeby cieszyć się, że jest się po prostu żywym wśród żywych”.
Spis treści:
Epigrafy
„Ogród ziemskich rozkoszy”
Niewyrażone
Nieobjęta ziemia
Świadomość
Ja, on, ona
Stół</document>
<document nplp_id="1968" title="Ocalenie" slug="ocalenie">Jedna z pierwszych publikacji poetyckich w powojennej Polsce. Tom Ocalenie dokumentuje ewolucję myślenia poetyckiego Miłosza. Katastroficzno-patetyczna wizyjność, charakteryzująca wiersze z Trzech zim, ustępuje w tym zbiorze poetyce oszczędniejszego wyrazu i ściszonego tonu. W Ocaleniu dominują obrazy związane z wojną – opisy okupowanej stolicy (Miasto, Rzeka, Błądząc, Podróż, Przedmieście), przejmujące świadectwa – jedne z pierwszych w polskiej literaturze – zagłady Żydów (Campo di Fiori, Biedny chrześcijanin patrzy na getto), poetyckie zapisy dramatycznych faktów – śmierci Witkacego (St. Ign. Witkiewicz) i innych pisarzy-kolegów (Kawiarnia). Równolegle rozwija się w tym tomie temat odrębny, dotyczący wewnętrznych spraw sztuki. W wielu utworach (m. in. Siena, W malignie 1939, Ranek, W Warszawie) dyskutuje Miłosz ze swoim wcześniejszym pojmowaniem poezji i zastanawia nad rolą, jaką powinien przyjąć „w dzień końca świata” (Piosenka o końcu świata) poeta, którego „pióro jest lżejsze / niż pióro kolibra” (W Warszawie). Te wahania znajdują odzwierciedlenie w różnorodności stylistycznej zebranych w Ocaleniu wierszy. Wyróżniają się wśród nich szczególnie kontrastujące ze sobą cykle Świat (poema naiwne) oraz Głosy biednych ludzi. W pierwszym wykreował Miłosz niezwykłą dziecięcą arkadię, przypominającą o istnieniu świata elementarnych wartości, w drugim – metafizyczną naiwność zastąpił postawą empatii, umożliwiającą dostrzeżenie dramatów jednostek poddawanych wyrokom historii. Od tomu Ocalenie troska o zachowanie harmonii między „wybawczym celem” poezji a jej pięknem wystrzegającym się jednak „czarodziejstwa słów” (Przedmowa) staje się jednym z podstawowych tematów refleksji jego autora.

Jeden z pierwszych tomów poezji wydanych w Polsce po II wojnie światowej. Większość wierszy z tego zbioru napisana została w czasie okupacji, kilka pochodzi sprzed wojny. Kompozycja tomu zakłada porządek chronologiczny, stąd jego środkowe partie wypełniają powstałe w latach 1943-1944 cykle Świat (poema naiwne) oraz Głosy biednych ludzi. Daty napisania poszczególnych utworów określiły dramaturgię znaczeń Ocalenia– od nawiązującego do patetycznych profecji Trzech zim „znaku wojen, co w niebie się pali” (Postój zimowy), poprzez rozliczenia z własną poezją w obliczu Apokalipsy spełnionej („pisać umiałem może tylko z pychy” (W malignie 1939)), próby opisania wojennej Warszawy (Rzeka, Błądząc, Podróż), „najpiękniejszego z urojonych miast / i najsmutniejszego z prawdziwych” (Miasto), świadectwa zwątpień w sztukę („Jak pieśń się łamie, / gdy na niej ciąży rozpacz ludzi ciemnych” (Ranek)), zaskakujące odnalezienie nowej dykcji poetyckiej (Świat) i porzucenie egotyzmu profety na rzecz perspektywy otwierającej na los innych, wplątanych w historię (Głosy biednych ludzi), aż w końcu – po przejmującą niepewność własnej, już powojennej roli („Jakże mam mieszkać w tym kraju, / gdzie noga potrąca o kości / nie pogrzebane najbliższych?” (W Warszawie)).

W Ocaleniu ujawnił się z wielką mocą i zaczął odtąd obowiązywać do końca w twórczości Miłosza dylemat, który jeszcze przed wojną ujął poeta w jednym z tekstów publicystycznych jako „rozdarcie między pragnieniem artystycznej doskonałości i nakazami etyki” (O milczeniu). Mowa o nim już w jednym z wierszy napisanych w 1936 roku: „Niebieski winnic dym. Słodyczy dosyć. / Ale ta słodycz od ziemi odpycha”. (Siena). Motyw ten wyraża się jednak przede wszystkim poprzez bezradność poety i poezji w obliczu wojennej gehenny. Na odczucie zawodu wobec własnej sztuki wskazują określenia autodeprecjonujące. Miłosz nazywa siebie „wędrownym grajkiem” (Miasto), mówi o „zawodzeniu słowami”, stwierdza, że „już odejść pora. (...) Filona nie udawać pod lipą z wieczora”, wyznaje nawet: „tyle tylko może byłem wart / żem kiedyś – zamilkł” (W malignie 1939). Tym chwilom zwątpień przeciwstawiona zostaje jednak wola podjęcia wyzwania („Ale cóż warta piękność, co się trwoży, / i w trudnych latach miary nie utrzyma?”), wsparta wiarą w poezję: „Jak złota kula wiersz niech się otworzy / i wyjdzie stamtąd w blasku ziemia inna”. (Ranek). Niejako spełnieniem tego zaklęcia są w tomie Ocalenie utwory Kraina poezji, Piosenka pasterska i Dzień tworzenia, manifestacyjne opowiadające się po stronie kreacji artystycznej i krytycznie ocenione przez Kazimierza Wykę, dopatrującego się w tym geście dążenia do „estetycznej odrębności”. Powołując w poezji mit Arkadii Miłosz ani przez chwilę nie pozwala jednak zapomnieć, w jakich okolicznościach „czarodziej (...) pałeczkę [bierze]” (Dzień tworzenia): „Do tej krainy przyjmij zaproszenie, / nie pytaj, jak się dziś ona nazywa. / Wiesz, przez jak gorzkie tam idzie się cienie” (Kraina poezji).

Podobnie – jako ostentacyjna i świadoma idealizacja, służąca nie tyle zastąpieniu rzeczywistości, co stworzeniu dla niej metafizycznej przeciwwagi – pomyślany został przez Miłosza cykl Świat (poema naiwne). Jak wyznał poeta po latach: „Uważam Świat za bardzo dziwny utwór. Naprawdę dziwne, żeby w takim okresie jak czterdziesty trzeci rok w Warszawie coś takiego napisać. (...) Ale wystarczyło tylko aktu magicznego, ażeby opisywać właśnie na przekór. Ponieważ świat jest taki, że właściwie powiedzieć o nim cokolwiek to trzeba byłoby krzyczeć, a nie mówić. Więc właśnie na przekór postanowiłem napisać o świecie, jaki powinien być”. Koncept przedstawienia serii skrajnie naiwnych obrazków, wypowiadanych z dziecięcej perspektywy i sprowadzających rzeczywistość do kilku podstawowych elementów – domu, najbliższej okolicy, ogrodu, lasu (Droga, Furtka, Ganek, Jadalnia, Schody, Przy piwoniach, Wyprawa do lasu, Królestwo ptaków), najważniejszych osób – ojca, matki (Ojciec w bibliotece, Zaklęcia ojca, Ojciec objaśnia, Przy piwoniach, Trwoga, Odnalezienie), najistotniejszych wartości (Wiara, Nadzieja, Miłość), powziął Miłosz pod wpływem lektury siedemnastowiecznego poety, Thomasa Traherne’a oraz wywodzącej się od św. Tomasza idei afirmacji bytu. Inspiracją była również czytana w 1942 roku Fletnia chińska, antologia poezji starochińskiej w tłumaczeniu Leopolda Staffa, z której przejął autor Świata wzór mowy uproszczonej, niemal kaligraficznej.

O tym, że wskrzeszenie naiwności miało jedynie doraźny, terapeutyczny charakter świadczą utwory posiadające jednoznacznie moralistyczno-publicystyczną (Głosy biednych ludzi), a nawet interwencyjną wymowę, jak Campo di Fiori, wiersz dotyczący powstania w warszawskim getcie. Najdoskonalszy poetycki efekt połączenia imperatywu etycznego osądzania rzeczywistości i potrzeby uchronienia artystycznego piękna jest utwór Walc. Pojawia się w nim ślad szukania przez poetę usprawiedliwień „Jest taka cierpienia granica, / Za którą się uśmiech pogodny zaczyna”. Ocalenie wydaje się jednak raczej zbiorem rejestrującym wątpliwości, wahania i pytania, a nie pewne odpowiedzi. Nie przypadkiem pojawia się w nim ton wcześniej u Miłosza nieobecny – ironia, która podyktowała poecie słowa: „Jakże ty mądry jesteś, Adrianie, / że tobie jak staremu chińskiemu poecie / wszystko jedno, co jest, jakie tysiąclecie. / Patrzysz na kwiat i uśmiechasz się (Pieśni Adriana Zielińskiego). Najbardziej dobitnie wyraża poeta rozdarcie w dwóch wierszach zamykających tom, w utworze W Warszawie, gdzie wypowiada skargę: „Czyż na to jestem stworzony, / by zostać płaczką żałobną? / Ja chcę opiewać festyny, / radosne gaje (...)” i w finałowym wyznaniu, stanowiącym rodzaj rozliczenia z wcześniejszymi koncepcjami: „To, że chciałem dobrej poezji, nie umiejąc, / to, że późno pojąłem jej wybawczy cel, / to jest i tylko to jest ocalenie”.
Spis treści:
Przedmowa
Ucieczka
W mojej ojczyźnie
 Fragment
 Pieśń Levallois
 Siena
 Spotkanie
 Piosenka na jedną strunę
 Powrót
 Postój zimowy
 W malignie 1939
 Miasto
 Rzeka
 Książka z ruin
 Równina
 Błądząc
 Podroż
 Baśń wigilijna
 Kraina poezji
 Piosenka pasterska
 Dzień tworzenia
 Ranek
 Walc
 Campo di Fiori

Świat (poema naiwne):
 Droga
 Furtka
 Ganek
 Jadalnia
 Schody
 Obrazki
 Ojciec w bibliotece
 Zaklęcia ojca
 Z okna
 Ojciec objaśnia
 Przypowieść o maku
 Przy piwoniach
 Wiara
 Nadzieja
 Miłość
 Wyprawa do lasu
 Królestwo ptaków
 Trwoga
 Odnalezienie
 Słońce

Głosy biednych ludzi:
 Piosenka o końcu świata
 Pieśń obywatela
 Biedny poeta
 St. Ign. Witkiewicz
 Kawiarnia
 Biedny chrześcijanin patrzy na getto
 Na pewną książkę
 Przedmieście
 Pieśni Adriana Zielińskiego
 Los
 Życzenie
 Skarga dam minionego czasu
[*** upadli w ciemność pogardy...]
 Pożegnanie
 W Warszawie</document>
<document nplp_id="1969" title="Pan Cogito" slug="pan-cogito">Tom Pan Cogito rozpoczyna kolejny rozdział twórczości Zbigniewa Herberta. Pojawienie się tytułowego bohatera wprowadza nowy ton w tej poezji: ton współczesnego inteligenta, inteligenckiego everymana, żyjącego w drugiej połowie XX wieku. To postać autoironicznie relacjonująca zmagania z samym sobą oraz myślowe potyczki ze światem. Pan Cogito zna i podziwia ideał stoickiej doskonałości, ale z pokorą przyjmuje do wiadomości ograniczenia oraz słabości własnej natury. Wypowiada się często z pozycji obserwatora, relacjonującego przebieg dziejących się spraw. Sytuację tę cechuje charakterystyczny dystans, wynikający z refleksyjnej umysłowości bohatera. Wrażenie owego dystansu ulega dodatkowo wzmocnieniu, kiedy Pan Cogito staje się postacią opisywaną w narracji trzecioosobowej. Choć w jego postawie dominuje pragnienie zrozumienia, Pan Cogito nie wierzy w ostateczne poznanie (Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy) i przeciwstawia mu wartości z porządku etycznego (Gra Pana Cogito). Najwyżej stawia proste odruchy serca, wierząc, że tylko one chronią przed światem, w którym sytuacje jednostkowe mniej się liczą niż zdarzenia masowe. Nie przypadkiem w piątym tomie poetyckim Herberta tak silnie odnawia się znany z wcześniejszych zbiorów głos współczucia wobec wszystkich istnień, nawet tych mitycznych czy nieożywionych. Empatia to jeden z filarów etosu Herberta. Drugi to wierność wyznawanym wartościom (Przesłanie Pana Cogito). Pan Cogito – czuły stoik w drodze do doskonałości.

Pochodzący z 1974 roku tomik Pan Cogito wyznacza cezurę w poetyckim dorobku Zbigniewa Herberta. Odtąd do ostatnich tomów towarzyszyć poecie będzie tytułowa postać zbioru, poetyckie alter ego, choć nie zawsze porte-parole autora. Pojawienie się Pana Cogito zapowiadały te z wcześniejszych wierszy Herberta, które nazwać można poetyckimi medytacjami (Chciałbym opisać, Głos, Objawienie, Głos wewnętrzny, Co będzie). W porównaniu z nimi utwory pochodzące ze zbioru Pan Cogito cechuje jednak wyraźne nasilenie autoironii głównego bohatera. Introspekcyjne zgłębianie przez niego własnego wnętrza, dążenie do samodoskonałości, pojmowanej jako zapanowanie nad ciałem i umysłem, nieodmiennie przedstawiane jest w kategoriach życzliwie wyszydzanego niepowodzenia (Pan Cogito a perła, Pan Cogito a myśl czysta, Pan Cogito a ruch myśli). Tytułowy bohater tomu od pierwszych utworów charakteryzowany jest jako postać niedorastająca do wyznawanych ideałów (Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz), wewnętrznie niespójna (O dwóch nogach Pana Cogito), ubolewająca nad własną przeciętnością (Przepaść Pana Cogito, Codzienność duszy, Pan Cogito biada nad małością snów), ograniczeniami wyobraźni (Pan Cogito otrzymuje czasem dziwne listy) i słabościami (Pan Cogito a poeta w pewnym wieku). Sens tych (auto)degradacyjnych zabiegów wykracza jednak poza chęć deprecjacji głównego bohatera i wskazuje na śmieszność jego oczekiwań wobec siebie. Intencję tę ilustruje szczególnie wyraźnie wiersz Alienacje Pana Cogito, demaskujący iluzję samopoznania. Motyw pokornej akceptacji ludzkich niemożności pojawia się także w innych kontekstach: przy okazji zmagań z określeniem siebie jako jednostki (Siostra, Poczucie tożsamości, Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta), w perspektywie eschatologicznej poprzez nawiązanie do hinduistycznych nauk o wartości niewiedzy (Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela), w rezygnacji z uroszczeń języka (Pan Cogito rozważa różnicę między głosem ludzkim a głosem przyrody) i w pełnej gorzkiej ironii, przewrotnej impresji na temat śmierci poety Georga Heyma (Georg Heym – przygoda prawie metafizyczna). Świadomość ograniczeń ludzkiego poznania – pokazuje Herbert – nie tłumi jednak w człowieku tęsknoty za uzyskaniem pewności z zewnątrz (Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy, Pan Cogito szuka rady), choćby owa pewność nie miała wiązać się z żadną pojmowalną wiedzą (Pan Cogito spotyka w Luwrze posążek Wielkiej Matki). Przeciwnie, wyżej od wszelkich poznawczych racjonalizacji i generalizacji stawia poeta próby wniknięcia w wydarzenia dotyczące konkretnych ludzi (Pan Cogito czyta gazetę). Ufa „sercu, czystemu odruchowi sympatii” (Gra Pana Cogito) i z odrazą traktuje arytmetyczno-geometryczny punkt widzenia na sprawy ludzkie (Sekwoja, Hakeldama). Stąd tak częsty i ważny u Herberta ton współczucia (Rozmyślania o ojcu, Ci którzy przegrali, Historia Minotaura), znany dobrze z wcześniejszych tomików (Dwie krople, Mama, Zbieracz bambusu, Pięciu, Apollo i Marsjasz, Na pomoc Pompei, Wąwóz Małachowskiego). Herbertowska empatia nie ogranicza się zresztą tylko do innych ludzi, obejmuje wszystkie godne współczucia istoty i przedmioty (Stołek, Balkony, Nigdy o tobie, Skrzypce, Muszla, Osa, Koń wodny, Mysz kościelna, Krzesła, Pożegnanie miasta, Domy przedmieścia, Żeby wywieść przedmioty), a nawet tych, którzy na nią nie zasłużyli Kaligula). Pan Cogito nie jest jednak idealistą, wie, że odruchy serca giną w czasie „epidemii instynktu samozachowawczego” (Pan Cogito o postawie wyprostowanej) i że nie wszyscy potrafią pojąć sens ofiary Chrystusa (Rozmyślania Pana Cogito o odkupieniu). Niezgodę na taką rzeczywistość dzieli ze śmiejącym się cicho Prometeuszem (Stary Prometeusz), przekonawszy się – jak i on – że bunt jest daremny, cierpienie nieuniknione (Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu), a zawrócenie z drogi niemożliwe (Matka). Wie, że w świecie, który na potrzeby duchowe odpowiada „magią i gnozą” (Pan Cogito o magii), który „nie zna półtonów” i nie chce poznawać kształtów tajemnicy (Pan Cogito a pop), pozostaje tylko przyłączyć się do „tryumfalnego pochodu awangardy” (Co myśli Pan Cogito o piekle), pisać do kolorowych pism (Późnojesienny wiersz Pana Cogito przeznaczony dla kobiecych pism) albo iść wyprostowanym „wśród tych co na kolanach / wśród odwróconych plecami i obalonych w proch” (Przesłanie Pana Cogito). Pan Cogito wybiera tę ostatnią możliwość.

W porównaniu z poprzednimi tomikami wierszy zbiór Pan Cogito odznacza się jeszcze większą rozpiętością poetyckich tonacji: ironia raz po raz przechodzi w czułość, patos w sarkazm, a szyderstwo w skargę. Ta zmienność decyduje o wieloznaczności poetyckich wypowiedzi formułowanych w prosty – na pozór – sposób. Dodatkowo na ich niejednoznaczność wpływa subtelne korzystanie przez Herberta z konwencji liryki maski i liryki roli, umożliwiających grę lirycznymi personami, uzyskiwanie różnych płaszczyzn znaczeniowych oraz budowanie dyskretnych znaków dystansu, chroniących uważnych czytelników przed pułapką dosłownych odczytań. Charakterystyczna dla tej poezji obrona życiowego konkretu przed opresją idealizującej abstrakcji, przejawiająca się w warstwie słownej poprzez przeciwstawianie ogólnym pojęciom spraw codziennych i zwyczajnych, odniesiona do egzystencji Pana Cogito zyskuje w jego monologach jeszcze silniejszą wymowę.
Pan Cogito, tom jednogłośnie uznany za przełomowy w twórczości Herberta, należy bez wątpienia do najczęściej komentowanych zbiorów poety. Dodatkowo wiele odniesień do tego tomu odnaleźć można w tekstach dotyczących kolejnych książek poetyckich, których bohaterem bywa również stworzona przez poetę postać. Jan Błoński wywiódł w przekonujący sposób jej genezę. Wskazał, że zapowiedź pojawienia się owej postaci stanowią te z wcześniejszych wierszy, w których „podmiot obserwuje bohatera”, choć zarazem, jak zastrzega krytyk, „sam Herbert (…) pragnie (…) utrzymać czytelnika w przekonaniu, że podmiot i bohater liryczny są doskonale tożsami”. Metodycznej analizy tych i innych poetyckich osobliwości liryki autora Pana Cogito, w których krystalizacji kapitalną rolę odegrało powołanie do życia tytułowej postaci zbioru, podjął się w swojej książce o poezji Herberta Stanisław Barańczak.
Spis treści:
Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz
 O dwu nogach Pana Cogito
 Rozmyślenia o ojcu
 Matka
 Siostra
 Pan Cogito a perła
 Poczucie tożsamości
 Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta
 Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu
 Przepaść Pana Cogito
 Pan Cogito a myśl czysta
 Pan Cogito czyta gazetę
 Pan Cogito a ruch myśli
 Domy przedmieścia
 Alienacje Pana Cogito
 Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela
 Codzienność duszy
 Późnojesienny wiersz Pana Cogito
 Żeby wywiesić przedmioty
 Pan Cogito rozważa różnicę między głosem ludzkim a głosem przyrody
 Sekwoja
 Ci którzy przegrali
 Pan Cogito biada nad małością słów
 Pan Cogito a poeta w pewnym wieku
 Pan Cogito a pop
 Pan Cogito o magii
 Pan Cogito spotyka w Luwrze posążek Wielkiej Matki
 Historia Minotaura
 Stary Prometeusz
 Kaligula
 Hakeldama
 Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy
 Georg Heym – przygoda prawie metafizyczna
 Pan Cogito otrzymuje czasem dziwne listy
 Rozmyślenia Pana Cogito o odkupieniu
 Pan Cogito szuka rady
 Gra Pana Cogito
 Co myśli Pan Cogito o piekle
 Pan Cogito o postawie wyprostowanej
 Przesłanie Pana Cogito</document>
<document nplp_id="1970" title="Orfeusz i&amp;nbsp;Eurydyka" slug="orfeusz-i-eurydyka">Poemat Orfeusz i Eurydyka powstał po śmierci Carol, żony Czesława Miłosza. Został ogłoszony książce wraz z przekładami na cztery języki w 2002, jak również przedrukowano go w Wierszach ostatnich (2006). Nawiązuje on do greckiego mitu o Orfeuszu, twórczości Zbigniewa Herberta i Reinera Marii Rilkego. Mit ubrany został we współczesne dekoracje: wejście do Hadesu znajduje się wśród chodnikowych płyt, przejście dokonuje się przez oszklone drzwi, podziemne królestwo przypomina parking podziemny. Miłosz kolejny raz opowiada o ułomności poetów, ich braku odwagi, egotyzmie i niezdolności do kochania. To ukochana potrafiła dostrzec w nim i nazwać dobroć. "Liryczni poeci / Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca. / To niemal warunek. Doskonałość sztuki / Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo". Motywacja Orfeusza nie jest w poemacie jasno scharakteryzowana: może schodzi do Hadesu z miłości i tęsknoty, a może aby wypróbować na podziemnych bogach moc swojej pieśni. Być może miłość do żony miała charakter egoistyczny i teraz potrzebuje odzyskać ją dla nasycenia własnego ego. "Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała. / Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie". Eurydyka w Hadesie jednak jest już odmieniona nie do poznania: niema, podążająca ślepo i jak we śnie, nie wiadomo, czy zgodnie z własną wolą. Zgodnie z fabułą mitu w ostatniej chwili, tuż przy powierzchni ziemi, Orfeusz jednak odwraca się i traci Eurydykę. Inaczej natomiast niż w micie Miłosz każe swojemu bohaterowi w tym momencie zasnąć, co stanowi zarazem akt połączenia z przyrodą, przynoszący rodzaj ukojenia czy harmonii, może zgody na ziemski (a więc nie podziemny) porządek. Książka była nominowana do Nagrody Nike w 2003 r.

Poemat Orfeusz i Eurydyka pierwotnie został ogłoszony w „Tygodniku Powszechnym” 2002 nr 40, następnie w osobnej książce wraz z przekładami na cztery języki (angielski, niemiecki, rosyjski, szwedzki) w 2002 i przedrukowany w pośmiertnych Wierszach ostatnich (2006). Ze względu na podjęty temat wydaje się nawiązywać do twórczości Zbigniewa Herberta, szczególnie poematu prozą H. E. O. z Króla Mrówek, być może także do ujęcia tego motywu w twórczości Reinera Marii Rilkego. Na mityczną fabułę o zstąpieniu poety do piekieł po zmarłą żonę Miłosz nałożył współczesne dekoracje: wejście do Hadesu znajduje się wśród chodnikowych płyt, przejście dokonuje się przez oszklone drzwi, podziemne królestwo przypomina parking podziemny z labiryntem korytarzy, wind i elektronicznymi psami. Orfeusz powątpiewa w swoją odwagę, ponieważ jest poetą. Miłosz raz jeszcze powtarza tu swoją myśl o ułomności poetów i ich niezdolności do kochania. (Podobną, lecz autoironiczną myśl, zawarł Herbert w H. E. O.). Pamiętał jej słowa: „jesteś dobrym człowiekiem”. / Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci / Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca. / To niemal warunek. Doskonałość sztuki / Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo". Tym samym niejasna staje się motywacja Orfeusza: czy schodzi do Hadesu po to, by wypróbować na podziemnych bogach moc swojej pieśni? Przechodząc do autobiograficznego planu, Miłosz zdaje się stawiać pytanie: czy pisząc tak retoryczny poemat chcę upamiętnić żonę czy pokazać swój poetycki kunszt? A może potrzebuje żony do odzyskania poczucia własnej człowieczości? "Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała. / Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie. / Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła". Dlatego też zastanawia obraz odmienionej Eurydyki w Hadesie, niemej, podążającej ślepo i somnambulicznie, nie wiadomo, czy zgodnie z własną wolą (jeśli ją ma), gdyż Orfeusz nie spytał jej o zdanie, założył, że tego od niego oczekiwała. "Twarz jej nie ta, zupełnie szara, / Powieki opuszczone, pod nimi cień rzęs. / Posuwała się sztywno, kierowana ręką / Jej przewodnika. Wymówić jej imię / Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu". Prawdziwym sprawdzianem dla jego poezji i koncepcji poezji okazuje się więc nie występ z lirą dziewięciostrunną w Hadesie przed Persefoną, która decyduje się oddać mu żonę, być może zresztą nie za samą pieśń, a za fakt zejścia do podziemi ("Nie wiem, rzekła bogini, czy ją kochałeś, / Ale przybyłeś aż tu, żeby ją ocalić"); ale właśnie niemożność skorzystania z liry przy wyprowadzaniu żony z piekła: "Nie umiejący płakać, płakał nad utratą / Ludzkich nadziei na z martwych powstanie, / Bo teraz był jak każdy śmiertelny, / Jego lira milczała i śnił bez obrony". Zgodnie z fabułą mitu w ostatniej chwili Orfeusz jednak odwraca się i traci Eurydykę. Inaczej niż w micie Miłosz każe swojemu bohaterowi w tym momencie zasnąć, co stanowi zarazem akt połączenia z przyrodą: "Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół. / I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi".

Książka była nominowana do Nagrody Nike w 2003 r. Reżyser Mariusz Treliński nawiązał do poematu Miłosza w swojej inscenizacji opery Orfeusz i Eurydyka Christopha Glucka w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w 2009 r.</document>
<document nplp_id="1971" title="Światło dzienne" slug="swiatlo-dzienne">Pierwsza emigracyjna książka poetycka Miłosza, wydana w 1953 przez Instytut Literacki paryskiej „Kultury”, po blisko ośmiu latach, jakie upłynęły od ukazania się Ocalenia, stanowi też dowód na kryzys twórczy poety w okresie po dramatycznym zerwaniu z krajem: zawiera 40 utworów z lat 1947-1952, większość z okresu pierwszego pobytu w USA (z nawiązaniami, mniej lub bardziej zawoalowanymi, do swoistego rozdarcia Miłosza między niechęcią do emigracji i perspektywą pozostania na Zachodzie), kilka pochodzi jeszcze z pobytu w Krakowie po wyzwoleniu, natomiast wierszy powstałych już w Paryżu jest mniej niż dziesięć. Część utworów była publikowana w latach czterdziestych w polskiej prasie literackiej, między innymi znany z „Twórczości” Traktat moralny. Sam Miłosz uważał, że tom jest „nie najlepiej ułożony”, „chaotyczny w wyniku trudnej sytuacji rodzinnej i ciśnienia tych atmosfer politycznych, które przez szereg lat wytrącały” go z poezji. Znalazły się tu wiersze kontynuujące antropologiczną i historiozoficzną problematykę Ocalenia – pierwodruk paryski zamieszcza nawet również okupacyjny cykl Świat. Poema naiwne. Obok refleksji o kondycji człowieczej, naznaczonej traumą wojny, są tu utwory dokumentujące pierwsze spotkanie z kulturą amerykańską i przeciwstawiające ją Europie, liryki osobiste (wiersz związany z przyjściem na świat pierwszego syna Narodziny czy Grób matki) oraz nawiązujące do sytuacji literatury polskiej w kraju. Kilka z tych wierszy z lat czterdziestych reprezentowało stanowisko wyraźnie polemiczne wobec emigracji, zwłaszcza londyńskiej; ostrych sądów Miłosza nie można było składać na karb koniunkturalizmu. Chociaż poeta ubolewał, że brak w tej książce „zasady unifikującej”, najważniejszy z głównych motywów stanowi tu pamięć i jej etyczny obowiązek wobec umarłych. Najbardziej znane wiersze tomu to Piosenka o porcelanie, Dziecię Europy, Portret z połowy XX wieku, Naród, Do Jonathana Swifta, a także Który skrzywdziłeś człowieka prostego (fragment tego wiersza umieszczono na gdańskim pomniku upamiętniającym stoczniowców poległych w 1970, odsłoniętym w grudniu 1981). W Antologii osobistej Miłosz umieścił Koncert, Mittelbergheim oraz trzy ostatnie części Dziecięcia Europy.

Tom otwiera napisany w Waszyngtonie w 1947 wirtuozowski wiersz Do Jonathana Swifta ze słynną kodą: „Będę się starał, mój dziekanie”. Zmysłowy, konkretny szczegół persyflażowego opisu Irlandii, ojczyzny adresata, w stylu imitującym XVIII-wieczny klasycyzm, stanowi efektowne tło dla deklaracji odrzucającej historyzm heglowski („Rzecz ludzka nie jest zakończona/Kto dziejów doskonałość uzna/ Bezbronną śmiercią niechaj skona”) i potwierdzającej autonomię twórczego gestu. Po tym dobitnym określeniu własnej postawy poeta wraca do wątku wojennego w sławnej Piosence o porcelanie. Jej autoironiczny, gorzki ton odnaleźć można w Dziecięciu Europy, datowanym 1946 w Nowym Jorku, a przestrzegającym przed immoralizmem, szukającym usprawiedliwienia w nieuchronności historycznych praw, a także w kontynuującymi moralistyczny ton tego wiersza Portrecie z połowy XX wieku oraz Narodzie, gdzie stereotypom została ironicznie przeciwstawiona rzeczywistość. Utwór Do polityka dowodzi, że poeta nie miał złudzeń w kwestii nowej władzy, chociaż nie stracił jeszcze całkowicie nadziei, o czym świadczy apostrofa: „Władco dobra / Albo władco zła”. Siegfried i Eryka podejmuje temat wojenny z perspektywy niemieckiej, w usta lotnika, który opowiada o kampanii wrześniowej, wkładając wizję historii jako fatum i odważnie uniwersalizując mechanizm fanatyzmu. Dwaj w Rzymie w onirycznym klimacie wizji zestawiają światopoglądową dyskusję kardynała z poetą, wyniosłą, abstrakcyjną litość dla ludzkiego gatunku z dramatycznymi i chaotycznymi deklaracjami poety, który „Pomiędzy przeciwieństwem i przeciwieństwem / Dokonuje nowego wyboru / A wybrane nie jest nigdy czym być miało” .

Wbrew tytułowi w Trzech chórach z nie napisanego dramatu „Hiroshima” tonacja zmienia się na ekstatyczną, a ten zachwyt światem utrzymuje się w szeregu kolejnych wierszy: Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku, Narodzinach, Rodzinie, chociaż w pierwszym utworze ciężar ludzkiej historii (przywołanej tu również jako miłe wspomnienia z młodości) ostatecznie przeważa szalę. Ekstaza przechodzi jednak wkrótce w groteskę w Oceanie i zmysłowej relacji Koncertu, łączącej wzniosłe i trywialne (ten wiersz sam autor cenił za brak akcentów publicystycznych i uważał za dobry przykład własnego stylu poetyckiego), i wkrótce podlega autokrytyce w Podróży, zrównana z niepamięcią. Po autoironicznym Pałacu moich muz powraca znów temat wojenny i motyw moralnego obowiązku pamięci w wierszu Dzień i noc. Kolejny utwór, Odbicia, rozpoczęty jeszcze w 1942, do którego poeta powrócił w 1948, nawiązuje do Mickiewiczowskiej tradycji liryków lozańskich, ale wprowadza dość banalną metaforykę, próbując w wizję beznamiętnej natury wpisać powszechne cierpienie i dodać do tej wizji nutę optymizmu, „radości tysiącletniej”. Central Park, dedykowany Juliuszowi (Tadeuszowi) Krońskiemu, wówczas, w 1948, jeszcze przebywającemu w Paryżu, zawiera przejmujące podsumowanie powstania warszawskiego, znowu skontrastowane z niesamowitym pejzażem nowojorskim – jest też potwierdzeniem przyjaźni, wspólnoty poglądów, ironicznego stoicyzmu czy raczej „uśmiechu sofistów”, a także pośrednim dowodem na działanie „ukąszenia heglowskiego” Krońskiego, które odbiera jednostce autonomię działań w historii, pozostawiając jedynie margines stoickiego dystansu, a w tym liście poetyckim również wiarę w siły organiczne europejskiej kultury – ten wiersz częściowo tłumaczy, dlaczego Miłosz, mimo obietnic składanych dziekanowi w roku poprzednim, nie był w stanie, podobnie jak Kroński zresztą, wybrać emigracji.

Miłosz łączy ten utwór z Traktatem moralnym, który jednak w tym tomie oddziela jeszcze szereg wierszy: elegia Pamięci Teresy Żarnower, znowu z obrazem odstręczającego Nowego Jorku i przeciwstawieniem brutalnej Ameryce europejskiego losu; pesymistyczny O duchu praw - o gorzkiej skazie i przekleństwie pamięci, ze słynnym obrazem w zakończeniu: „Siedzą nad pustą szklanką, z twarzą w dłoniach / Smutni maszyniści więziennych pociągów”; Legenda, współczesną sytuację Polski umieszczająca w stylizowanych trochę na średniowiecze dekoracjach metahistorii („Pamięć znieprawił wróg, sobie przypisał / Na równi dawną i przyszłą wspaniałość”), ale w zakończeniu gloryfikująca historię jako przestrzeń, „dom” człowieka; Przypomnienie, z refrenem „O Grecji, o Grecji / Któż tutaj pamięta” – kolejny obraz satyrycznie potraktowanej bezpamiętnej Ameryki (jednak przez publicystyczną krytykę przebija się tu zachwyt nad jej pięknem), przeciwstawiający jej ironicznie „złą Europę” i Grecję (z aluzją do toczącej się wojny domowej) - podobnie jak w Legendzie pobrzmiewa tu echo koncepcji Tadeusza Krońskiego, któremu światopogląd ukształtowany na greckiej filozofii, zakładającej, że człowiek jest igraszką bogów, umożliwił harmonijne przejście do heglowskiej apologii historyzmu.

Grób matki, poemat w wysokim retorycznym stylu, zawiera szereg apostrof do zmarłej, w jego pierwszej części został też zarysowany dylemat całego tomu: „Między pamięcią, która niepokoi / Bo mówi: na nic zwyciężać minione, / I niepamięcią która jest obrazą Dla naszych pojęć o własnej dobroci / Żyjemy chwiejni”, a potem program poetycki Miłosza, realizowany przez wiele lat: „być jak tafla, w której się powtarza / To co raz jeden na niej się odbiło”; Grób matki jednak ma fragmenty równie gorzkie i sarkastyczne w swojej bezsilnej moralistyce, bezradnej wobec historii, co Dziecię Europy. Myśl o Azji, wbrew tytułowi wizja Azji, akcentuje uniwersalną kruchość rodziny wobec przemożnych sił, nie tylko natury. Oda Do Tadeusza Różewicza, poety przeciwstawia to najwyższe, demiurgiczne powołanie retorom, rysując mściwie ich żałosną przyszłość. Wiersz Nie ma wzroku oskarża bezmyślność amerykańskiej kultury masowej (bardzo konsekwentny wątek w twórczości Miłosza, również eseistycznej). Do przeciwstawionej Ameryce Europy zwraca się w apostrofie kolejnego utworu Ziemia: „Słodka moja europejska ojczyzno”. W tym miejscu tomu właśnie poeta umieścił Traktat moralny, a po nim zjadliwie satyryczny Toast, który aleksandrynem portretuje gimnazjalnych kolegów i opowiada o ich losach, sięgając również do wspomnień z wileńskiej młodości. Zawiera jednak wątek publicystyczny, diagnozę poezji w kraju, gdzie zadekretowano już socrealizm, a także ostrą krytykę powstania warszawskiego, przywódców AK oraz rządu londyńskiego. Natomiast Kolędnicy, powtarzający stały refren, podobnie jak Legenda dają stylizowany obraz – i tylko obraz – historii. Żuławy, ze wspaniałym obrazowaniem i zmysłowym, dynamicznym opisem, z motywem zgody na z przemijanie, wprowadzają już wątek, optymistyczny, pracy, z utopijną perspektywą twórczej działalności człowieka: „W ciemnozielony ogród niechaj myślą zmieni / Krainę płaską”.

Po tych dwóch próbach dostosowania własnej poetyki do cenzury w kraju pojawiają się dwa wiersze oskarżycielskie: W praojcach swoich pogrzebani, wymierzony w polską tradycję (napisany w Paryżu), oraz uniwersalny Który skrzywdziłeś, datowany w Waszyngtonie w 1950 roku, przed powrotem do Polski. Od oskarżeń nie jest wolny już emigracyjny utwór Na śmierć Tadeusza Borowskiego, w którym dramat samobójcy rozgrywa się między „ścianą Wschodu” a „polskim Ciemnogrodem”. Poeta uniwersalizuje nie tylko postać poety w kolejnej apologii, ale też liczy się z jego klęską; Paryż 1951 – dokumentuje stan ducha Miłosza u progu emigracji, jego rozterki i trudną nadzieję. Faust warszawski, raz kolejny rozlicza się z heglizmem, Zoile – jeszcze w Waszyngtonie antycypują niejako nagonkę na Miłosza, i rozprawiają się z krytykami, potwierdzając moc gestu poety. Tom zamyka Mittelbergheim, utwór napisany w alzackim miasteczku i dedykowany Stanisławowi Vincenzowi, z którym przyjaźń zneutralizowała wpływ Krońskiego. Wiersz wyznacza przełom i zawiera program na emigrację - nostalgii przeciwstawia obywatelstwo świata, bycie wędrowcem, obdarzone przywilejem pogodnego dystansu. Niewykluczone, że tytuł tomu nawiązuje do słów Józefa Czechowicza (Miłosz poświęcił mu esej w tym okresie): „W naszych czasach szala wagi obciążonej sumieniem pochyla się w dół, zaś ku światłu dziennemu unosi się raczej szala artystycznej czystości źródlanej”.
Spis treści:
nknkn

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="1972" title="Poezja Czesława Miłosza" slug="poezja-czeslawa-milosza">Miłosz, uznawany za jednego z najważniejszych poetów XX w., jest autorem 17 książek poetyckich powstałych w ciągu przeszło 70 lat; zarazem jego twórczość poetycka naznaczona jest kryzysami, wyraźnymi, kilkuletnimi przerwami. Pierwsze próby wierszowania, m.in. ćwiczenia klasycznej formy sonetowej, przypadają na jego czasy szkolne. Zadebiutował w 1930 w „Alma Mater Vilnensis” dwoma utworami, Kompozycją oraz Podróżą, wkrótce związał się z Żagarami, w pierwszej książce, Poemacie o czasie zastygłym (1933), wystąpił pod znakami tzw. drugiej awangardy, z wierszami o wyrazistym tonie społecznego protestu. Za właściwy swój debiut Miłosz jednak uznawał Trzy zimy z 1936, w których dramatyczna medytacja o kondycji poety łączy się z wizyjnymi obrazami, odsłaniającymi eschatologiczny horyzont dziejów. W powojennym tomie Ocalenie (1945) znalazły się wiersze, które realizują nową i przełomową w twórczości Miłosza poetykę ironii i dystansu (wypracowaną w czasie okupacji), jednocześnie nie tracąc perspektywy eschatologicznej i kontynuując refleksję o poezji i roli artysty, zmagającego się z niepojętym doświadczeniem śmiercionośnego totalitaryzmu. Następny tom, Światło dzienne, ukazał się już na emigracji, w 1953, zawierał słynny Traktat moralny pośród licznych wierszy odzwierciedlających rozterki poety przed zerwaniem z krajem, ale też podejmujących jego stałe tematy – natury i historii. W 1957 wyszedł Traktat poetycki, niezwykła wizja literatury polskiej, ale też wizja dziejów, kontynuująca rozliczenie z heglizmem. Stabilizacja amerykańska przyniosła w pierwszej dekadzie aż trzy książki poetyckie Król Popiel i inne wiersze (1962), Gucio zaczarowany (1965), Miasto bez imienia (1969) – dyskurs intelektualny łączy się tu z wizyjnością, refleksja nad własną tożsamością poety z medytacją nad historią, a różne dykcje poetyckie i frazy z wyraźną dążnością epicką, ewokującą przeszłość, która będzie krystalizować się również w kolejnych tomach: Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada z 1974, Hymnie o perle (1982), Nieobjętej ziemi (1984), upominającej się dobitnie o poezję cielesności, i Kronikach (1987). W kręgu swoich stałych pytań, o przemijanie i trwałość rzeczy, zło w naturze, rolę pamięci, zadania sztuki, pozostanie również późna twórczość Miłosza, na którą składają się książki: Dalsze okolice (1991), Na brzegu rzeki (1994), To (2000), Druga przestrzeń (2002). Wiersze ostatnie, (2006, editio posthuma), które mocno akcentują tematykę metafizyczną, także w teologicznym wymiarze, ale nie stroniąc od komicznej groteski. Jego poezja odpowiada na wyzwania XX-wiecznej historii (chociaż bardzo rzadko Miłosz zabierał wprost głos w sprawach publicznych, Adam Zagajewski nazwał go „wielkim poetą politycznym”), stawia diagnozy współczesnej cywilizacji i pytania metafizyczne – jej głównym tematem jest kondycja człowieka, pragnienie ogarnięcia całości ludzkiej egzystencji.

Twórczość poetycka Miłosza odznacza się niezwykłą dynamiką, imponuje polifonicznością, kontrapunktem różnych głosów (często pojawia się w niej liryka roli i stylizacja), dialogicznością, migotliwością znaczeń, ambiwalencją; od początku rozwija się pod znakiem wewnętrznych sprzeczności. Miłosz może być, podobnie jak Mickiewicz, nazwany „poetą przemian”(Wacław Borowy). Chociaż główne przełomy w jego poezji wyznaczają Trzy zimy, Ocalenie, Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, niemal każdy tom wprowadza także nowy ton do jego dzieła (i odznacza się przy tym staranną selekcją utworów i bardzo przemyślaną kompozycją, która dąży do tworzenia z wierszy większych całości: wiersze toczą ze sobą dramatyczne dialogi, stają się wyzwaniem dla kolejnych, odpowiadają na uprzednie, a ich układ bywa bardzo istotny). Proteuszowość Miłosza jest zarazem pełna paradoksów: katastrofizm podszyty jest nadzieją, a romantyczny natłok fantasmagorycznych obrazów poddany dyscyplinie intelektualnej i ujęty w formę klasyczną, wymagającą precyzyjnego opisu zarówno rzeczywistości, jak onirycznej wizji. Ekstatyczny zachwyt światem i radosną pochwałę bytu przenika świadomość cierpienia, pesymizm i manichejskie przeświadczenie o immanentnej obecności zła w stworzeniu, jego skazie, braku, nietrwałości. Heraklitejska medytacja nad przemijaniem, zdumienie i fascynacja zmiennością rzeczy, współistnieje z chęcią utrwalenia epifanii chwili, „momentu wiecznego” – to fundamentalne rozdarcie pchnęło Miłosza w stronę heglizmu, uznania konieczności historycznej, bezosobowej siły dziejów, a potem umożliwiło wyzwolenie od wpływu „ukąszenia heglowskiego”. Wrażliwość na społeczny wymiar „ziemskiej cywilizacji”, żywe zainteresowanie przemianami społeczeństwa i umiejętność dostrzeżenia ich metafizycznej perspektywy nie łagodzi dojmującego poczucia alienacji. Spadkobierca romantycznej wizji poety jako wieszcza i wybrańca, jednocześnie tę odziedziczoną misję traktuje autoironicznie; medytacja nad własnym powołaniem i rolą, jeden z głównych wątków poezji Miłosza ustawicznie waha się między skrajnościami – pewnością i zwątpieniem, doprawionym gorzkimi samooskarżeniami. Swoista poetycka teologia, dążąca do restytucji religijnego paradygmatu wyobraźni, umieszczająca profanum codzienności w sferze sacrum, jednocześnie nieustannie rozważa racje niewiary i wiarę opatruje mnożącymi się znakami zapytania, wiersze religijne bardzo rzadko są wyznaniowe. Starość w poezji Miłosza, daleka od pomnikowego modelu, staje się okresem nowych objawień, miłosnych olśnień, odkryć i zdziwień; droga odnowień, na której przewodnikiem jest wciąż Eros, zatacza krąg, powracając często do dzieciństwa.

Jeden z zasadniczych paradoksów tej poezji polega na pozornej przystępności – w zwodniczą prostotę formy, klarowność i zrozumiałość, która charakteryzuje poszczególne wersy, „linijkę” (dla Miłosza to jednostka poezji), wpisuje się często ironia, hermetyczność i wieloznaczność przesłania, którego sens „odsłania się raczej w relacji do innych wypowiedzi”. Poetyka Miłosza – jak zauważył to Kazimierz Wyka, podkreślił Jan Błoński, rozwinął Stanisław Barańczak – opiera się w dużym stopniu na zestawieniu obrazów, na synekdosze i innych figurach metonimicznych. Zdecydowaną przewagę ma wiersz wolny, ale nietrudno znaleźć w opus poety utwory demonstrujące kunszt wersyfikacyjny i rymotwórczy; Miłosz eksperymentuje też z prozą, poszukując „formy bardziej pojemnej” i nie wahając się wprowadzać do swoich utworów dyskursów uchodzących za niepoetyckie. Głęboko zakorzeniony w „gospodarstwie” literatury polskiej (z niezwykłym słuchem na walory staropolszczyzny), przeprowadza pełną emocji krytykę jej tradycji, a jednocześnie zawsze broni hierarchii w kulturze. Chłonie nowe prądy, wykorzystuje nowe poetyckie idiomy, nowe frazy, otwarty na różne języki poetyckie, przy apologetycznym stosunku do polszczyzny, mimo narzekań na jej niedostatki, zwłaszcza w sferze filozofii. W medytacji nad językiem i jego naturą Miłosz podkreśla konsekwentną niechęć do mowy, która „obrządza samą siebie” – jego poezja „lojalna wobec rzeczywistości”, programowo poszukuje sensu, przeciwstawia się nihilizmowi, będąc „po stronie istnienia, przeciw nicości”. Dąży do wyrażenia całości człowieczej egzystencji, również w kreaturalnym, cielesnym wymiarze (oddającym zresztą pasjonujący konflikt kultury z naturą), co zakłada odejście od „jednolitej tonacji”. Dyskurs intelektualny towarzyszy więc z jednej strony koncentracji na konkrecie, na tym, co poszczególne, trywialne, powszednie, z drugiej – łączy się z wizjonerskimi obrazami, odzwierciedlając napięcie między Miłoszem-myślicielem i Miłoszem-„urodzonym intuicjonistą”, jak sam mówił o sobie, podkreślając władzę tajemniczego dajmoniona nad własnym procesie twórczym. Groteska, humor i dowcip współgrają z hieratyczną powagą, powściągliwość – z sensualnością przełamującą erotyczne tabu, zmysłowość doznań z wyrafinowaną i niejednokrotnie hermetyczną erudycją. Dążenie do zwięzłości splata się z marzeniem o epickiej całości, utrwalającej świat w jego pełni, zwłaszcza że poezja świadczy o historii i ciąży na niej obowiązek pamięci. Dystans spojrzenia nie kłóci się z moralistyką, ufundowaną na przekonaniu o etycznym wymiarze literatury. Poeta dyskretnie przemilcza osobiste dramaty, ale odwołuje się zarazem do doświadczeń autobiograficznych i dokumentuje rzeczywiste spotkania, portretuje przyjaciół. Jedyna harmonia, jaką Miłosz osiągnął, to uznanie dwoistości za niezbywalny rys własnej natury.

Autorski wybór wierszy Miłosza przynosi Antologia osobista („Znak”, 1998), mająca również wersję audio nagraną przez poetę. Znalazły się w niej też tłumaczenia; praca nad nimi pomagała Miłoszowi wykrystalizować w różnych okresach własną dykcję poetycką – znaczącą rolę w jego artystycznym rozwoju odegrało obcowanie z dziełem przede wszystkim Baudelaire’a, Thomasa Traherne’a, Oskara Miłosza, T.S. Eliota, Walta Whitmana, Kawafisa. Przekładowy dorobek poety, od lat trzydziestych po rok 1985, zawiera tom Mowa wiązana (PIW, 1986). W późnym wieku Miłosz przełożył czternaście ksiąg biblijnych (z języków oryginału), tłumaczył także japońskie haiku (z angielskiego). Klasyczna poezja Dalekiego Wschodu zajmuje również istotne miejsce w innej autorskiej antologii, bardzo popularnych Wypisach z ksiąg użytecznych („Znak”, 1994), ilustrujących gusta i program poetycki Milosza – dążenie do nawiązania porozumienia z czytelnikami przez „wiersze krótkie, jasne, czytelne, oraz (…) realistyczne”, tu podzielone tematycznie na części oddające jego najważniejsze kręgi zainteresowań i tematy twórczości. Natomiast zbiór Czesławowi Miłoszowi - poeci (Kraków 1996) daje przegląd dialogów z Miłoszem w polskiej poezji od Iwaszkiewicza począwszy.</document>
<document nplp_id="1973" title="Proza Tadeusza Różewicza" slug="proza-tadeusza-rozewicza">Za debiut prozatorski Tadeusza Różewicza uznaje się cienką książeczkę Echa leśne z 1944 roku. Ten zbiór opowiadań, wydanych pod pseudonimem Satyr, został odbity na powielaczu, a dopiero w 1985 roku doczekał się wznowienia z posłowiem Tomasza Jodełki-Burzeckiego. Tom zawierał figliki, żartobliwe porady, miniopowiadania, wiersze, prozę poetycką i wspomnienia, a więc charakteryzował się właściwą późniejszej twórczości Różewicza hybrydycznością gatunkową i rodzajową. Adresowany do partyzanckiej społeczności, nawiązywał do tradycji romantyczno-powstańczej, a stylistycznie najbliżej mu było do młodopolskiej liryczności; patos wojennej śmierci i poetycki styl obrazowania odróżniają ów zbiór od kolejnych tomów prozatorskich Różewicza.

Już w 1945 i 1946 roku powstały pierwsze utwory, które zapowiadały późniejszy, stały trend w prozie Różewicza: nieheroiczny, a wręcz antybohaterski, a formalnie surowy, „nieefektowny”, zabarwiony ironią, sarkastyczny. Głównym tematem była prozaiczność czy nawet trywialność partyzanckiego losu, absurdalność przypadkowej śmierci, okaleczenie psychiczne i fizyczne spowodowane przez wojnę. Opowiadania takie jak Borem, lasem…, Kiedy opadły liście czy Wyrok – odarte z patosu, naturalistyczne w opisach rzeczywistości, pozbawione ozdobników – zapowiadały charakterystyczne dla Różewicza „mówienie ze ściśniętym gardłem”.

W 1953 roku ukazał się zbiór reportaży Kartki z Węgier dokumentujących osiągnięcia socjalistycznego systemu, a w 1955 roku tom humoresek Uśmiechy wykpiwających na odmianę absurdy socrealizmu. Rok 1960 przyniósł z kolei tom opowiadań Przerwany egzamin, w którym temat wojny powrócił z całą brutalnością. Oprócz opisów szarej okupacyjnej codzienności i brutalnych wymiarów wojennej rzeczywistości zarysowała się także próba rozliczenia się z okresem socrealizmu czy – szerzej – poskładania roztrzaskanej biografii człowieka drugiej połowy XX wieku, po jego konfrontacji z dwoma systemami totalitarnymi. W tym i kolejnych tomach: Wycieczka do muzeum (1966) oraz Śmierć w starych dekoracjach (1970) pojawił się także motyw podróży – odprysk europejskich (głównie włoskich) wojaży poety, szukającego w sztuce ucieczki przed brutalizmem życia. Głównym bohaterem zebranych we wspomnianych tomach opowiadań był człowiek starszy, przeciętny, anonimowy – należący do ulubionej kategorii bohaterów Różewiczowskich: Everyman, Jedermann. To człowiek zagubiony w świecie, pozbawionym na skutek wstrząsów wektora etycznego; przepełniony „niepokojem”, wyrzucony na „śmietnik cywilizacji”.

Wiele utworów prozatorskich, zebranych zwłaszcza w tomie Przygotowanie do wieczoru autorskiego (1971), to autokomentarze do twórczości, głównie do poezji: autobiograficzne, autotematyczne, podejmujące wątek roli poezji i poety w powojennej rzeczywistości – usiłujące dać odpowiedź na postawione przez Theodore’a Adorno pytanie: „Czy (i jak) możliwa jest poezja po Oświęcimiu?”. To często utwory ironiczne, sarkastyczne, sięgające po groteskę, hiperbolę. Kompozycyjnie otwarte, pozbawione rygorów formalnych, fragmentaryczne, nieciągłe. Charakterystyczna jest dla nich technika kolażowa; sylwiczność, doskonale oddająca stan rozbitej świadomości, chaosu świata, dezintegracji „ja”.

W pierwszych opowiadaniach Tadeusza Różewicza z tomu Echa leśne (1944, nast. 1985) pobrzmiewają echa wojny oglądanej z perspektywy partyzanta. Adresowane do społeczności partyzanckiej, pisane były ku pokrzepieniu serc, stąd patos wojennej śmierci wydobyty za pomocą poetyckiego stylu obrazowania (metafory, epitety, rytmizacja, rozbudowane porównania). Inaczej niż utwory późniejsze, podejmujące podobną problematykę, wyróżniały się one młodopolskim liryzmem i nawiązaniem do romantycznej tradycji powstańczej. Ten etap trwał jednak w prozie Różewicza krótko i już pierwsze opowiadania powojenne, drukowane w 1945 i 1946 roku w „Odrodzeniu”, utrzymane były w zupełnie innej stylistyce. Dążąc do obnażenia prozaiczności czy nawet trywialności partyzanckiego losu, a także absurdalności przypadkowej śmierci, operowały takimi środkami, jak: milczenie, ironia, powtórzenie, zderzenie obrazów sentymentalnych i brutalnych, poszarpany dialog, naturalistyczne ujęcia rzeczywistości. One to złożyły się na charakterystyczne dla twórczości (nie tylko prozy, ale i poezji czy dramatu) Różewicza „mówienie ze ściśniętym gardłem”. Znikł patos, „bogate mówienie”, rytmizacja, humor, „estetyczne zdobnictwo”. Wszystko po to, by obnażyć zmęczenie, bezbarwność okupacyjnej rzeczywistości, bezradność bohaterów w obliczu wojny bądź przeciwnie – ich deprawację, słabość.

Lata 50. przyniosły z jednej strony zbiór reportaży Kartki z Węgier (1953), dokumentujących osiągnięcia socjalizmu (rozwój przemysłu, walka z analfabetyzmem, walka o pokój), z drugiej zaś tom humoresek Uśmiechy (1955), wykpiwających absurdy socrealizmu, także w wymiarze języka i kreacji artystycznej (klisze językowe, stereotypowe postacie, bezwładność wyobraźni). Pierwszy zbiór, utrzymany w konwencji diariuszowej (kartki z podróży, obrazki, migawki), miał być – zgodnie z oczekiwaniem władz – bardziej optymistyczny niż wcześniejsze utwory Różewicza. Drugi z kolei odebrano jako „samokrytykę” twórcy, który, chcąc nie chcąc, zareagował na „zapotrzebowanie” władz i wpisał się w obowiązującą politykę kulturalną.

W latach 50. powstawały także opowiadania innego typu, zebrane następnie w tomie pt. Przerwany egzamin (1960), powracające z jednej strony do grozy, brutalizmu wojny i absurdalności okupacyjnej rzeczywistości, z drugiej zaś usiłujące dokonać rekonstrukcji człowieka pękniętego na skutek wojny, oswojenia starych i nowych doświadczeń, poskładania biografii (np. Nowa szkoła filozoficzna, Przerwany egzamin). Strukturalnie „roztrzaskane”, pełne były rwanych monologów wewnętrznych, rekapitulacji i wspomnień, groteskowych obrazów, metaforycznych diagnoz niepewnego status quo. Charakterystyczne było dla nich zacieranie granic gatunkowych, rodzajowych i stylistycznych (realizm, surrealizm, groteska, hiperbola).

W rozszerzonym wydaniu tomu Przerwany egzamin (1965) pojawił się utwór Tarcza z pajęczyny poświęcony roli sztuki w powojennej rzeczywistości. Sztuka postawiona tu została w stan podejrzenia z uwagi na to, że nie zbawia człowieka ani świata, nie chroni przed chaosem rzeczywistości, nie zapobiega dezintegracji „ja”. Z drugiej strony pojawił się motyw sztuki jako surowca wtórnego, który podlega procesom przetwarzania i odzyskiwania. Dla tej właściwej Różewiczowi „formy nieczystej” istotna okazała się technika kolażu, doskonale oddająca stan rozbitej świadomości, chaosu świata itd.

W latach 60. powstały takie zbiory opowiadań, jak Wycieczka do muzeum (1966) oraz Śmierć w starych dekoracjach (wyd. 1970) skoncentrowane na dwóch zasadniczych wątkach: podróżniczym (poemat Et in Arcadia ego, opowiadanie Na placówce dyplomatycznej), będących punktem wyjścia do rozliczenia ze sztuką i mitem artysty, oraz trudnego budowania życia w powojennej rzeczywistości (opowiadanie Moja córeczka), którą to trudność ukazano na przykładzie historii ludzi starszych, anonimowych, przeciętnych – ulubionej kategorii bohaterów Różewicza. Podobnie jak dla wcześniejszych, tak i dla tych utworów charakterystyczna okazała się hybrydyczność – połączenie intymistyki, publicystyki i prozy fikcjonalnej; skrzyżowanie dziennika, reportażu, pamiętnika, wspomnienia, kartki z podróży, poematu, eseju, noweli, opowiadania. Teksty z lat 60. odsłaniały brutalizm życia, przed którym nie chroni sztuka, mistyka, absolut, oddawały stan niepokoju, ból świata, upadek wartości. Stąd przez niektórych krytyków określane były mianem „moralizatorskich przypowiastek”.

Lata 70. przyniosły przede wszystkim zbiór Przygotowanie do wieczoru autorskiego (1970) – określany przez krytyków mianem „sylwy współczesnej”. To fragmentaryczny, brulionowy autokomentarz do twórczości, głównie poezji; niezwykle intymny, autorefleksyjny. Zawiera wspomnienia (m.in. o Czechowiczu, Staffie), a także uwagi na temat warsztatu literackiego samego Różewicza. Pisarz występuje tu w roli nadawcy i odbiorcy, a zarazem bohatera aktu komunikacyjnego. Formuła wieczoru autorskiego potraktowana zostaje jako punkt wyjścia do rozważań na temat kondycji sztuki, roli twórcy w społeczeństwie, relacji między artystą i jego dziełem. Jak w poprzednich tomach, również i tu wyczuwalna jest ironia i sarkazm; pisarz chętnie sięga po metaforę, paradoks, groteskę czy hiperbolę. Jak wcześniej, z upodobaniem kompiluje teksty, rozrzuca i układa je na nowo, poddaje obróbce, przetwarza, odzyskuje to, co wcześniej zostało wyrzucone na „śmietnik”. Technika recyclingu obejmuje zatem nie tylko dramat i poezję, ale także prozę Różewicza.

W latach 80. Różewiczowi zaczęły się zdarzać dłuższe okresy milczenia, stąd nowych tekstów prozatorskich powstało niewiele. Na większą uwagę zasługują osobiste zapiski poety Kartki wyrwane z dziennika czy obszerna rozmowa z Kazimierzem Braunem Języki teatru. Pojawiały się także wydania zbiorowe i przedruki wcześniejszych utworów.

W latach 90. fragmenty prozy (głównie zapiski z dzienników) stały się częścią dwóch najbardziej intymnych tomów Różewicza: zbioru Nasz starszy brat (1992) oraz Matka odchodzi (1999), poświęconych odpowiednio bratu i matce poety. Ten trend – wspomnieniowy, autobiograficzny – utrzymał się także po 2000 roku.</document>
<document nplp_id="1974" title="Poezja Wisławy Szymborskiej" slug="poezja-wislawy-szymborskiej">W twórczości Szymborskiej początkowo równolegle pojawiał się wiersz rymowany i rytmizowany oraz wiersz wolny, w późniejszej poezji - zdecydowanie zwycięża wiersz wolny, czasem z elementami świadomego rytmizowania. Tok wiersza podporządkowany jest prowadzeniu wywodu, w którym ujawniają się napięcia ironiczne i cała gama środków retorycznych (enumeracje) wiodących do celu, jakim jest zwykle niespodzianka: polegająca na wydobycie z banalnego określenia językowego czy sytuacji sensu zaskakującego dla odbiorcy. Szymborska często używa w wierszu typowych, utartych związków frazelogicznych, wytrącając je z trybów standardowego rozumienia. I tak na przykład przez nagromadzenie osiąga efekt mnożenia zastrzeżeń: "Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo. / Co by było, gdyby ręka, noga/ o krok, o włos/ od zbiegu okoliczności." (Wszelki wypadek). Szymborska stworzyła poetycki model intelektualizmu, nie posługuje się bezpośrednim wyznaniem lirycznym, przez co zaprzecza wyobrażeniom o poezji kobiecej. Język poetycki Szymborskiej, ukształtowany w późnych latach pięćdziesiątych, potem ulega już niewielkim zmianom, kolejne tomy, także wydane po otrzymaniu Nagrody Nobla Chwila (2002) i Tutaj (2009) niezmiennie kontynuują tę samą linię, a podział na tomy nie odgrywa zasadniczej roli, jest związany z chronologią powstawania a nie ze zmiennością koncepcji poetyckiej.

W zasadzie więc Szymborska kontynuuje linię artystyczną Awangardy Krakowskiej, która głosiła potrzebę wstydliwości uczuć, propagowała funkcjonalizm i "rozbijanie tworzydeł" czyli utartych określeń. Jej demontaż banału nie obraca się przeciwko językowi poezji, ale przeciwko językowi potocznemu, który dąży do standaryzacji wszystkich treści. Tymczasem "świat w stanie korekty" domaga się wyjścia poza najprostsze rozumienia, po to by dojść do pytań podstawowych dotyczących relacji człowieka i historii, człowieka i przyrody (bądź kosmosu) czy zmienności (bądź niezmienności) ludzkich postaw. Szymborska często operuje wyrazistymi przeciwstawieniami (np. "Są talerze ale nie ma apetytu" z wiersza Muzeum) oraz ironią. Prowadzi dialog z tekstami kultury (mitologia, ikonografia), ale jej poezja jest znacznie bardziej nasycona codziennością i współczesnością niż poezja Zbigniewa Herberta. Podobnie jak Tadeusz Różewicz Szymborska nie opiera się jednak na metaforze, uznawanej przez twórców polskiej awangardy międzywojennej Peipera i Przybosia za główny środek artystyczny. Ceni natomiast dowcip - i w poezji ludycznej i w podstawowym nurcie wypowiedzi artystycznej.</document>
<document nplp_id="1975" title="Sól" slug="sol">
Czwarty tomik w twórczości Wisławy Szymborskiej, zatytułowany Sól, został entuzjastycznie przyjęty przez krytykę, a pochodzące z niego wiersze stały się powszechnie znane. Choć znacząca liczba utworów tego tomu dotyczy miłości w jej różnych fazach, odmianach i projekcjach (Chwila w Troi, Reszta, Bez tytułu, Niespodziewane spotkanie, Złote gody, Ballada, Przy winie, *** (Jestem za blisko…), Na wieży Babel, Sen), intymne relacje interesują poetkę przed wszystkim jako najdoskonalszy model kontaktów międzyludzkich w ogóle. Opowiadając o miłości, pyta Szymborska, czy i jak możliwe jest porozumienie. Nigdzie nie pada odpowiedź negatywna, ale zgromadzone przez poetkę obserwacje ukazują, jak trudna to sprawa. Trudność kontaktów z innymi jest pochodną ogólniejszej trudności, jaką odznacza się istnienie na sposób ludzki. Poddana czasowi egzystencja człowieka oddziela go od trwania właściwego temu, co nieożywione (Muzeum, Woda, Rozmowa z kamieniem), a wynalazek kultury na zawsze oddalił nas od zwierząt (Notatka). Świat ludzki nieuchronnie podlega również zniekształcającemu pośrednictwu myślenia pojęciowego (Obóz głodowy pod Jasłem, Przypowieść). Język potrafi być na szczęście źródłem pocieszającego humoru. W tomie Sól korzysta Szymborska z tej pociechy bardzo często (Lekcja, Muzeum, Słówka, Wieczór autorski, Nagrobek). Najwymowniejszego przykładu dostarcza wiersz Koloratura, w którym podjęła poetka próbę oddania operetkowego śpiewu za pomocą efektu poetyckich współbrzmień („w gardle ma lusterka, / trzykrotnie słówek ćwiartki ćwierka / drobiąc grzanki do śmietanki / karmi baranki z filiżanki / filutka z filigranu”).





Wydany w 1962 roku tom Sól gromadzi wiele wierszy, które wchodzą w skład kanonu najdoskonalszych i najbardziej znanych utworów poetki – by wymienić tylko Rozmowę z kamieniem, W rzece Heraklita czy Wieżę Babel. Dominującą cechą tomiku, zwracającą od razu uwagę, jest niezwykła różnorodność zebranych tekstów. Każdy z nich wydaje się realizacją odrębnie pomyślanego konceptu poetyckiego. Zarazem, obok tych wielokształtnych form czytający z łatwością dostrzega konsekwencję myśli i logikę emocji, czyniące z tego zbioru tekstów spójną całość.

Podstawowym tematem Soli jest pojmowana w najróżniejszy sposób nieoczywistość – jako względność, pozór, przebranie rzekomej oczywistości, źródło paradoksu, jedyny pewnik. Nieoczywista bywa miłość, nieoczywistym jawi się poznanie, nieoczywista, płynna zdaje się natura bytu. Nie przypadkiem głównym żywiołem tego tomu jest woda, podstawowe pojęcie Heraklitejskiej filozofii. Dzięki wodzie możliwy staje się kontakt ze światem: „Jakie to lekkie w kropli deszczu. / Jak delikatnie dotyka mnie świat.” (Woda). Osiągnięte w ten sposób zmysłowe doświadczenie wszystkiego „cokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek się działo” nie ma jednak nic wspólnego poznaniem, którego domaga się intelekt: „Nie starczy ust do wymówienia / przelotnych imion twoich, wodo.” Żadna z nazw i żadne z pojęcie nie zdoła wyczerpać mnogości fenomenów. Mimo to (a może właśnie dlatego) poetka podejmuje próbę i nie waha się przedstawić jej daremnego efektu. Jest nim wiersz W rzece Heraklita, w którym wieczysta zmienność bytu uniemożliwia adekwatne nazwanie czegokolwiek, wymagałoby to bowiem – niewykonalnego – unieruchomienia. To dlatego „W rzece Heraklita / ryba łowi ryby, / ryba ćwiartuje rybą ostrą rybą, / ryba buduje rybę, ryba mieszka w rybie, / ryba ucieka z oblężonej ryby.”

Poznawcze ograniczenia człowieka, jego zależność od pośrednictwa pojęć raz po raz okazują się pułapką: „Historia zaokrągla szkielety do zera. / Tysiąc i jeden to wciąż jeszcze tysiąc.” (Obóz głodowy pod Jasłem). Posługiwanie się językiem skazuje nas na generalizacje (Przypowieść). „Prawdy ogólne”, towarzyskie konwencje, skostniałe rytuały – to wszystko oddziela nas od realności i od innych. Odkrycie nieoczywistości kontaktów międzyludzkich to temat Niespodziewanego spotkania i Wieży Babel. W obu wierszach w odmienny poetycko sposób powiedziane zostało to samo – porozumienie dwojga ludzi nie jest możliwe. Czy kiedykolwiek zaistniało? Czy też zawsze było fikcją? Na te pytania nie udziela Szymborska jednoznacznej odpowiedzi. W Niespodziewanym spotkaniu ułomny charakter kontaktu sygnalizuje seria metafor („Nasze tygrysy piją mleko. / Nasze jastrzębie chodzą pieszo. / Nasze rekiny toną w wodzie. / Nasze wilki ziewają przed otwartą klatką.”), ukazujących nienaturalne zachowania zwierząt oraz ich swoiste spospolicenie i „odpoetyzowanie” („małpy [otrząsnęły się] z natchnień, pawie z piór.”)

Szansą na spotkanie z innym, sugeruje poetka, jest osiągnięcie spontaniczności właściwej naturze. Niestety, potrafią tego dokonać tylko namalowane Kobiety Rubensa, ten, który śni (Sen) albo „wyrzeczeniec” (Clochard). Wywabieni raz „z wnętrza gatunku”, na zawsze „ubyliśmy zwierzętom” (Notatka), naszym „ubogim krewnym”, którzy wiedzą o nas wszystko, „chociaż się sobie nie kłaniamy” (Małpa). Motyw domyślnej wiedzy świata pozaludzkiego o człowieku pojawił się w poezji Szymborskiej wcześniej w tomie Wołanie do Yeti w utworze Dwie małpy Breughla. Z tej zewnętrznej perspektywy uderza głównie śmieszność zachowań homo sapiens. Staje się ona tematem aż kilku wierszy zbioru Sól. Chwila w Troi ukazuje, że warunkiem uczestniczenia w ludzkim świecie jest zgoda na sztuczność, a proces jej uczenia się rozpoczyna się bardzo wcześnie. Wstrząsającym odkryciem Szymborskiej jest rozpoznanie udziału nieautentycznych zachowań w miłości. Wydawałoby się, że nieszczerość staje się zagrożeniem dopiero wtedy, kiedy uczucia zaczynają przemijać. Pisała na temat poetka już wcześniej, w Wołaniu do Yeti w utworze Buffo, a w tomie Sól aż trzy wiersze (Bez tytułu, Złote gody, *** (Jestem za blisko…)) poświęca sprawie konwencjonalizacji gestów wśród osób najbliższych. Jednak pod przenikliwym spojrzeniem Szymborskiej teatralność okazuje się cechą każdej miłości.

W utworze Przy winie dokonuje poetka precyzyjnej i bezwzględnej analizy jedynego w swoim rodzaju theatrum rodzącego się uczucia: „Śmieję się, przechylam głowę / ostrożnie, jakbym sprawdzała / wynalazek. Tańczę, tańczę / w zdumionej skórze, w objęciu, / które mnie stwarza.” Spontaniczność zakochanych okazuje się wykalkulowanym („Mówię mu, co chce”) sposobem wywołania w drugiej osobie pożądanego wrażenia („A ja jestem urojona, / urojona nie do wiary, / urojona aż do krwi.”). Choć Szymborska zdaje się szczególnie uczulona na przejawy nieautentyczności, i potrafi zareagować na nie nawet drwiną (Konkurs piękności męskiej), jej obserwację pozbawione są intencji napiętnowania. Zauważa też te sfery istnienia, które bez pomocy sztuczności nie mogą się obyć – jak sztuka (Reszta, Koloratura), czy ludzka psychika (Ballada, Wizerunek). Godzi się nawet na nieautentyczność wspomnień: „Kaukaski orzeł szybuje / nad rekonstrukcją wąwozu, / złoto słońca nieszczere / fałszywe kamienie.” (Elegia podróżna). Dostrzeżenie nieautentyczności to raczej rewers tęsknoty za bezpośredniością, za „zmysłem udziału” (Rozmowa z kamieniem), który wytrwale stara się w człowieku, także w „swoim człowieku”, odnaleźć.
Spis treści:
Małpa

Lekcja

Muzeum

Chwila w Troi

Cień

Reszta

Clochard

Słówka

Elegia podróżna

Bez tytułu

Niespodziane spotkanie

Złote gody

Obóz głodowy pod Jasłem

Przypowieść

Ballada

Przy winie

Kobiety Rubensa

Koloratura

Konkurs piękności męskiej

Wieczór autorski

Nagrobek

Prolog komedii

Wizerunek

*** (Jestem za blisko…)

Na wieży Babel

Sen

Woda

Streszczenie .

W rzece Heraklita

Wiersz ku czci

Notatka

Rozmowa z kamieniem



</document>
<document nplp_id="1985" title="Piesek przydrożny I" slug="piesek-przydrozny-i">Tom Piesek przydrożny ukazał się po raz pierwszy w roku 1997 w Krakowie. Zwraca uwagę jego niecodzienna, sylwiczna kompozycja, prowadząca do kłopotów z genologiczną atrybucją. Składa się on z ponad 200 krótkich form prozatorskich, pomiędzy którymi trafiają się pojedyncze utwory wierszowane. Objętość tych utworów waha się od kilku zdań do paru stronic – od jednozdaniowej maksymy do krótkiego eseju. Teksty te mają charakter refleksyjny i w zasadzie niefabularny, zarysy fabuł pojawiają się wyjątkowo, stanowiąc punkt wyjścia do rozważań ogólnych. Nie noszą one zresztą znamion fikcji, raczej zbliżają się w swej konwencji do pamiętnika, mimo trzecioosobowego, obiektywnego narratora. Odnajduje Miłosz tutaj, na co krytycy zwracali uwagę, ową „formę dostatecznie pojemną”, która „nie byłaby zanadto poezją, ani zanadto prozą”, swego rodzaju sylwę współczesną, wpisującą się w estetykę silva rerum i patchworku. Znaleźć tu można fragmenty intelektualnego dziennika, cytaty i notatki z lektur, wiersze, a nawet wypowiedzi zasłyszane.

Krytycy zwracali uwagę na szczególną „bezpośredniość widzenia” (Wojciech Karpiński), która została uzyskana przy pomocy szczególnej formy literackiej przez autora zastosowanej. Łukasz Tischner doszukuje się w dziele „zbawionego” od nicości obrazu przeszłości powstałego wskutek „składania okruchów”, która dadzą się również odnaleźć w takich utworach jak Dolina Issy i Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada. Dostrzega z jednej strony postawę pojednania-współczucia wobec portretowanych postaci, będącą owocem kontemplacji i ćwiczeń uwagi bliskich buddyzmowi Zen. Z drugiej strony wskazuje gest pojednania-„przywrócenia”, która pojawia się w następstwie ujętych poetycko epifanii. Grażyna Borkowska dostrzega samooskarżycielski ton poety, który bierze się jej zdaniem z funkcjonowania na pograniczu języków i kultur oraz ze świadomości, że poezja rodzi się z doświadczenia własnej niedoskonałości. „Pokusa samoodsłonięcia” staje się impulsem twórczym. Leszek Kołakowski określa Pieska mianem metafizyki Miłosza, na gruncie której świat przeniknięty jest dwuznacznością, a wszelkie byty zawierają w sobie wartości antagonistyczne. Przyrównuje omawiane dzieło do potrzaskanego zwierciadła odsłaniającego tajemnice świata.

W sylwicznej formie, po którą Miłosz i wcześniej już chętnie sięgał (Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada), pojawia się tu zestaw tematów typowy dla eseistyki i dyskursywnej poezji Czesława Miłosza. Można powiedzieć, że w postaci Pieska przydrożnego uzyskuje kulminację prąd poezji dyskursywnej, który w twórczości Miłosza rozpoczyna się w latach 40. Traktatem moralnym oraz Sześciu wykładami wierszem, łącząc się i przenikając z nurtem Miłoszowskiej eseistyki. Zbiór podzielony jest na dwie części; druga z nich nosi tytuł Tematy do odstąpienia.

Dominantą myślową zebranych przez Miłosza rozważań wydaje się być przemijanie. Czasem za punkt wyjścia i pretekst do rozważań służy imaginacyjny powrót do „kraju lat dziecinnych” - tak we wstępnym, tytułowym utworze zbioru.

Refleksje nad przemijaniem prowadzą do rozważań nad uniwersalnymi ograniczeniami ludzkiego poznania, niedoskonałości ludzkiego umysłu i zmysłów w zderzeniu z bogactwem i pięknem, ale również ohydą i okrucieństwem świata, przekraczającymi nieraz człowiecze zdolności pojmowania. Szczególnie drastyczną próbą był w przekonaniu poety wiek XX, który sprawił, że dotychczasowe sposoby rozumienia świata i ludzkiego w nim miejsca utraciły znaczenie jako nieprzystawalne do współczesnych doświadczeń.

Dręczy poetę z jednej strony solipsystyczne więzienie, na które skazany jest każdy osobnik świadomy i czujący, biorące swój początek zarówno w ubóstwie ludzkich zdolności odczuwania, jak i w nieadekwatności języka, który nie pozwala wyrazić tego, co odczute. Człowiek w swych próbach komunikacji z innymi skazany jest na nieporozumienia, gdyż doskonalszego sposobu wymiany myśli niż językowy nie poznał. Zamknięcie w Wittgensteinowskiej, szklanej muchołapce języka szczególnie doskwiera literatowi, dla którego język jest podstawowym i jedynym narzędziem pracy.

Tok myślowy autora nie prowadzi jednak do wniosków jednogłośnie pesymistycznych i negatywnych. Świat Miłosza jest najdoskonalszym z możliwych światów (Na miejscu Stwórcy), niczego nie da się w nim ulepszyć, choć – paradoksalnie – autor identyfikuje się ze światopoglądem manichejskim, wyznając wiarę w materialne istnienie zła. Nigdy jednak nie skłania się poeta w tym względzie ku radykalizmowi potępiającemu w czambuł istnienie świata widzialnego. Na piękno i rozkosze przez zmysły darowane poeta pozostaje nadzwyczaj wrażliwy, sięgając jak gdyby do tradycji epikurejskiej, która w poezji wyrażała się m. in. w poezji biesiadnej czy ziemiańskiej.

W twórczości Miłosza zawsze gdzieś w tle pobrzmiewa ton metafizyczny, a nawet mistyczny. Również i w Piesku przydrożnym powołując się na buddyzm, propaguje poeta postawę intensywnego przeżywania teraźniejszości i uwolnienia umysłu od lęku o przyszłość, a sumienia o brzemion przeszłości (Uważność).

Typowa dla autora jest wysoka samoświadomość artystyczna, przejawiająca się w literackiej kreacji wyrazistego i koherentnego obrazu twórcy. Obraz ten zdradza duże powinowactwa z romantyczną koncepcją poety wyobcowanego ze społeczności ludzkiej, odznaczającego się z jednej strony geniuszem artystycznym, z drugiej zaś dotkniętego pewnego rodzaju duchowym kalectwem, Weltschmerz, „chorobą dziecięcia wieku”, rozdartego między potępieniem i pogardą a miłością i podziwem dla człowieka-nieartysty, prowadzącego życie skoncentrowane na podtrzymywaniu własnej biologicznej egzystencji.

Autor chętnie sięga po tematykę religijną, która w tym tomie zdaje się angażować uwagę autora wprost obsesyjnie, w najrozmaitszych przejawach: od chłodnej teologicznej refleksji aż po zmysłową wizję mistyczną. Głębokie przekonanie o słuszności podporządkowania się obrzędowemu ceremoniałowi katolicyzmu łączy poeta z trzeźwym oglądem niedoskonałości instytucji Kościoła Katolickiego.

Z wielu zamieszczonych tu fragmentów wyłania się przerażenie współczesnością, również tą najnowszą. Degeneracja sztuki, czego symbolem jest dla poety kino amerykańskie i muzyka rockowa (Hollywood, Nie jest podobne) współbrzmi z upadkiem obyczajów (Przyszłość). Na tę chorobę lekarstwem mogłaby być, jak autor przypuszcza, poezja, wokół której gromadzą się uciekinierzy z rozpasanego chaosu teraźniejszości. W podobnej roli widzi Miłosz religię katolicką, niegdyś domenę szerokich mas, a w przyszłości być może jedyną ostoję elity intelektualnej (Odwrotnie). Innej ewolucji uległo zamiłowanie do sztuki, które zaczyna zajmować w świadomości społecznej miejsce religii (Kult sztuki). Błyskotliwie zauważa autor, że podobną drogę – od hermetycznej nowinki intelektualnej aż po ideologię szerokich rzesz – przebyła filozoficzna koncepcja nihilizmu (Nihilista pospolity).

Z wyczulonym zmysłem hierarchii łączy się u Milosza miłość do zwykłego człowieka (Litość, Helenka, Religia Helenki), korzącego się przed niepojętym i nieogarnionym. Z kultem rozumu oświeconego – romantyczny pogląd na pozaracjonalne źródła sztuki. To właśnie zaprzepaszczenie tradycji racjonalizmu wraz ze złem i niedoskonałością, które są człowiekowi przyrodzone spowodowało kataklizmy historyczne wieku XX (Rozum).

Druga część dzieła przypomina składowisko różności, z którego autor wyciąga przedziwne eksponaty i krótko o każdym opowiada. Każda z tych interesujących anegdot mogłaby stać się kanwą długiej opowieści lub posłużyć jako punkt wyjścia dla opasłej rozprawy naukowej, choć ich tematyka bywa niekiedy osobliwa i komiczna. Inspiracje Miłosz odnajduje w rozległych lekturach, a także we własnej biografii, zwłaszcza we wczesnej, wileńskiej młodości. Temat wschodnioeuropejskiego intelektualisty żyjącego w wyobcowaniu w zachodnim społeczeństwie przybiera tu postać fabuły nawiązującej do opowieści o Konradzie Wallenrodzie (Zadra).

Z kilku zgromadzonych tu tekstów wyłania się oryginalny, na poły poetycki projekt antropologiczny. Choć autor nie umie w zasadzie wyjść zbyt daleko poza pełną przekonania o własnej wyższości perspektywę przedstawiciela zachodniej cywilizacji (W Afryce), to rozpad plemiennych kultur tradycyjnych w wyniku zderzenia z kulturą europejską obserwuje z prawdziwym bólem (O duszę Ojca Junipero, Do sprawy Ojca Junipero). Zdradza ponadto predylekcje do teorii degeneracji, w myśl której istniał niegdyś złoty wiek kultury, a jego dziedzictwo zaprzepaściły i zniszczyły plemiona barbarzyńskich następców (Archeologia).

Zakres tematów, które stały się pretekstem do krótkich próz, jest doprawdy zadziwiający. Jest to istny bric à brac: koty, pornografia, niewierzący księża, komiksy, zagadka ludzkiej świadomości, życiorysy malarzy oraz zapomniana lub komiczne wyrażenia językowe.</document>
<document nplp_id="1989" title="Światło dzienne" slug="swiatlo-dzienne-2">Pierwsza emigracyjna książka poetycka Miłosza, wydana w 1953 przez Instytut Literacki paryskiej „Kultury”, po blisko ośmiu latach, jakie upłynęły od ukazania się Ocalenia, stanowi też dowód na kryzys twórczy poety w okresie po dramatycznym zerwaniu z krajem: zawiera 40 utworów z lat 1947-1952, większość z okresu pierwszego pobytu w USA (z nawiązaniami, mniej lub bardziej zawoalowanymi, do swoistego rozdarcia Miłosza między niechęcią do emigracji i perspektywą pozostania na Zachodzie ), kilka pochodzi jeszcze z pobytu w Krakowie po wyzwoleniu, natomiast wierszy powstałych już w Paryżu jest mniej niż dziesięć. Część utworów była publikowana w latach czterdziestych w polskiej prasie literackiej, między innymi znany z „Twórczości” Traktat moralny. Sam Miłosz uważał, że tom jest „nie najlepiej ułożony”, „chaotyczny w wyniku trudnej sytuacji rodzinnej i ciśnienia tych atmosfer politycznych, które przez szereg lat wytrącały” go z poezji. Znalazły się tu wiersze kontynuujące antropologiczną i historiozoficzną problematykę Ocalenia – pierwodruk paryski zamieszcza nawet również okupacyjny cykl Świat. Poema naiwne. Obok refleksji o kondycji człowieczej, naznaczonej traumą wojny, są tu utwory dokumentujące pierwsze spotkanie z kulturą amerykańską i przeciwstawiające ją Europie, liryki osobiste (wiersz związany z przyjściem na świat pierwszego syna Narodziny czy Grób matki) oraz nawiązujące do sytuacji literatury polskiej w kraju. Kilka z tych wierszy z lat czterdziestych reprezentowało stanowisko wyraźnie polemiczne wobec emigracji, zwłaszcza londyńskiej; ostrych sądów Miłosza nie można było składać na karb koniunkturalizmu. Chociaż poeta ubolewał, że brak w tej książce „zasady unifikującej”, najważniejszy z głównych motywów stanowi tu pamięć i jej etyczny obowiązek wobec umarłych. Najbardziej znane wiersze tomu to Piosenka o porcelanie, Dziecię Europy , Portret z połowy XX wieku, Naród, Do Jonathana Swifta, a także Który skrzywdziłeś człowieka prostego (fragment tego wiersza umieszczono na gdańskim pomniku upamiętniającym stoczniowców poległych w 1970, odsłoniętym w grudniu 1981). W Antologii osobistej Miłosz umieścił Koncert, Mittelbergheim oraz trzy ostatnie części Dziecięcia Europy.
mniej...
Tom otwiera napisany w Waszyngtonie w 1947 wirtuozowski wiersz Do Jonathana Swifta ze słynną kodą: „Będę się starał, mój dziekanie”. Zmysłowy, konkretny szczegół persyflażowego opisu Irlandii, ojczyzny adresata, w stylu imitującym XVIII-wieczny klasycyzm, stanowi efektowne tło dla deklaracji odrzucającej historyzm heglowski („Rzecz ludzka nie jest zakończona/Kto dziejów doskonałość uzna/ Bezbronną śmiercią niechaj skona”) i potwierdzającej autonomię twórczego gestu. Po tym dobitnym określeniu własnej postawy poeta wraca do wątku wojennego w sławnej Piosence o porcelanie. Jej autoironiczny, gorzki ton odnaleźć można w Dziecięciu Europy, datowanym 1946 w Nowym Jorku, a przestrzegającym przed immoralizmem, szukającym usprawiedliwienia w nieuchronności historycznych praw, a także w kontynuującymi moralistyczny ton tego wiersza Portrecie z połowy XX wieku oraz Narodzie , gdzie stereotypom została ironicznie przeciwstawiona rzeczywistość. Utwór Do polityka dowodzi, że poeta nie miał złudzeń w kwestii nowej władzy, chociaż nie stracił jeszcze całkowicie nadziei, o czym świadczy apostrofa: „Władco dobra / Albo władco zła”. Siegfried i Eryka podejmuje temat wojenny z perspektywy niemieckiej, w usta lotnika, który opowiada o kampanii wrześniowej, wkładając wizję historii jako fatum i odważnie uniwersalizując mechanizm fanatyzmu. Dwaj w Rzymie w onirycznym klimacie wizji zestawiają światopoglądową dyskusję kardynała z poetą, wyniosłą, abstrakcyjną litość dla ludzkiego gatunku z dramatycznymi i chaotycznymi deklaracjami poety, który „Pomiędzy przeciwieństwem i przeciwieństwem / Dokonuje nowego wyboru / A wybrane nie jest nigdy czym być miało” . Wbrew tytułowi w Trzech chórach z nie napisanego dramatu „Hiroshima” tonacja zmienia się na ekstatyczną, a ten zachwyt światem utrzymuje się w szeregu kolejnych wierszy: Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku, Narodzinach , Rodzinie, chociaż w pierwszym utworze ciężar ludzkiej historii (przywołanej tu również jako miłe wspomnienia z młodości) ostatecznie przeważa szalę. Ekstaza przechodzi jednak wkrótce w groteskę w Oceanie i zmysłowej relacji Koncertu, łączącej wzniosłe i trywialne (ten wiersz sam autor cenił za brak akcentów publicystycznych i uważał za dobry przykład wlasnego stylu poetyckiego), i wkrótce podlega autokrytyce w Podróży, zrównana z niepamięcią. Po autoironicznym Pałacu moich muz powraca znów temat wojenny i motyw moralnego obowiązku pamięci w wierszu Dzień i noc. Kolejny utwór, Odbicia, rozpoczęty jeszcze w 1942, do którego poeta powrócił w 1948, nawiązuje do Mickiewiczowskiej tradycji liryków lozańskich, ale wprowadza dość banalną metaforykę, próbując w wizję beznamiętnej natury wpisać powszechne cierpienie i dodać do tej wizji nutę optymizmu, „radości tysiącletniej”. Central Park, dedykowany Juliuszowi (Tadeuszowi) Krońskiemu, wówczas, w 1948, jeszcze przebywającemu w Paryżu, zawiera przejmujące podsumowanie powstania warszawskiego, znowu skontrastowane z niesamowitym pejzażem nowojorskim – jest też potwierdzeniem przyjaźni, wspólnoty poglądów, ironicznego stoicyzmu czy raczej „uśmiechu sofistów”, a także pośrednim dowodem na działanie „ukąszenia heglowskiego” Krońskiego, które odbiera jednostce autonomię działań w historii, pozostawiając jedynie margines stoickiego dystansu, a w tym liście poetyckim również wiarę w siły organiczne europejskiej kultury – ten wiersz częściowo tłumaczy, dlaczego Miłosz, mimo obietnic składanych dziekanowi w roku poprzednim, nie był w stanie, podobnie jak Kroński zresztą, wybrać emigracji. Miłosz łączy ten utwór z Traktatem moralnym, który jednak w tym tomie oddziela jeszcze szereg wierszy: elegia Pamięci Teresy Żarnower, znowu z obrazem odstręczającego Nowego Jorku i przeciwstawieniem brutalnej Ameryce europejskiego losu; pesymistyczny O duchu praw - o gorzkiej skazie i przekleństwie pamięci, ze słynnym obrazem w zakończeniu: „Siedzą nad pustą szklanką, z twarzą w dłoniach / Smutni maszyniści więziennych pociągów”; Legenda, współczesną sytuację Polski umieszczająca w stylizowanych trochę na średniowiecze dekoracjach metahistorii („Pamięć znieprawił wróg, sobie przypisał / Na równi dawną i przyszłą wspaniałość”), ale w zakończeniu gloryfikująca historię jako przestrzeń, „dom” człowieka; Przypomnienie, z refrenem „O Grecji, o Grecji / Któż tutaj pamięta” – kolejny obraz satyrycznie potraktowanej bezpamiętnej Ameryki (jednak przez publicystyczną krytykę przebija się tu zachwyt nad jej pięknem), przeciwstawiający jej ironicznie „złą Europę” i Grecję (z aluzją do toczącej się wojny domowej) - podobnie jak w Legendzie pobrzmiewa tu echo koncepcji Tadeusza Krońskiego, któremu światopogląd ukształtowany na greckiej filozofii, zakładającej, że człowiek jest igraszką bogów, umożliwił harmonijne przejście do heglowskiej apologii historyzmu. Grób matki, poemat w wysokim retorycznym stylu, zawiera szereg apostrof do zmarłej, w jego pierwszej części został też zarysowany dylemat całego tomu: „Między pamięcią, która niepokoi / Bo mówi: na nic zwyciężać minione, / I niepamięcią która jest obrazą Dla naszych pojęć o własnej dobroci / Żyjemy chwiejni”, a potem program poetycki Miłosza, realizowany przez wiele lat: „być jak tafla, w której się powtarza / To co raz jeden na niej się odbiło”; Grób matki jednak ma fragmenty równie gorzkie i sarkastyczne w swojej bezsilnej moralistyce, bezradnej wobec historii, co Dziecię Europy. Myśl o Azji, wbrew tytułowi wizja Azji, akcentuje uniwersalną kruchość rodziny wobec przemożnych sił, nie tylko natury. Oda Do Tadeusza Różewicza, poety przeciwstawia to najwyższe, demiurgiczne powołanie retorom, rysując mściwie ich żałosną przyszłość. Wiersz Nie ma wzroku oskarża bezmyślność amerykańskiej kultury masowej (bardzo konsekwentny wątek w twórczości Miłosza, również eseistycznej). Do przeciwstawionej Ameryce Europie zwraca się w apostrofie kolejnego utworu Ziemia: „Słodka moja europejska ojczyzno”. W tym miejscu tomu właśnie poeta umieścił Traktat moralny, a po nim zjadliwie satyryczny Toast, który aleksandrynem portretuje gimnazjalnych kolegów i opowiada o ich losach, sięgając również do wspomnień z wileńskiej młodości. Zawiera jednak wątek publicystyczny, diagnozę poezji w kraju, gdzie zadekretowano już socrealizm, a także ostrą krytykę powstania warszawskiego, przywódców AK oraz rządu londyńskiego. Natomiast Kolędnicy, powtarzający stały refren, podobnie jak Legenda dają stylizowany obraz – i tylko obraz – historii. Żuławy, ze wspaniałym obrazowaniem i zmysłowym, dynamicznym opisem, z motywem zgody na z przemijanie, wprowadzają już wątek, optymistyczny, pracy, z utopijną perspektywą twórczej działalności człowieka: „W ciemnozielony ogród niechaj myślą zmieni / Krainę płaską”. Po tych dwóch próbach dostosowania własnej poetyki do cenzury w kraju pojawiają się dwa wiersze oskarżycielskie: W praojcach swoich pogrzebani, wymierzony w polską tradycję (napisany w Paryżu), oraz uniwersalny Który skrzywdziłeś, datowany w Waszyngtonie w 1950, przed powrotem do Polski. Od oskarżeń nie jest wolny już emigracyjny utwór Na śmierć Tadeusza Borowskiego, w którym dramat samobójcy rozgrywa się między „ścianą Wschodu” a „polskim Ciemnogrodem”. Poeta uniwersalizuje nie tylko postać poety w kolejnej apologii, ale też liczy się z jego klęską; Paryż 1951 – dokumentuje stan ducha Miłosza u progu emigracji, jego rozterki i trudną nadzieję, Faust warszawski, raz kolejny rozlicza się z heglizmem, Zoile – jeszcze w Waszyngtonie antycypują niejako nagonkę na Miłosza, i rozprawiają się z krytykami, potwierdzając moc gestu poety. Tom zamyka Mittelbergheim, utwór napisany w alzackim miasteczku i dedykowany Stanisławowi Vincenzowi, z którym przyjaźń zneutralizowała wpływ Krońskiego. Wiersz wyznacza przełom i zawiera program na emigrację - nostalgii przeciwstawia obywatelstwo świata, bycie wędrowcem, obdarzone przywilejem pogodnego dystansu. Niewykluczone, że tytuł tomu nawiązuje do słów Józefa Czechowicza (Miłosz poświęcił mu esej w tym okresie): „W naszych czasach szala wagi obciążonej sumieniem pochyla się w dół, zaś ku światłu dziennemu unosi się raczej szala artystycznej czystości źródlanej”.</document>
<document nplp_id="1992" title="Piesek przydrożny II" slug="piesek-przydrozny-ii">Zamysł Pieska przydrożnego charakteryzuje autodefinicja Czesława Miłosza, należąca już do skrzydlatych słów w dyskursie społecznym – „poszukiwanie formy bardziej pojemnej”. Bardziej pojemnej niż tradycyjnie pojmowana forma wierszowa, prozatorska, eseistyczna; a także niż gatunki pośrednie, szczególnie „poemat prozą” czy „proza poetycka”. Tym samym zbiór miesza wszystkie te żywioły, stając się czymś w rodzaju sylwy w rozumieniu dawnym (silva rerum) i (po)nowoczesnym, jak w ujęciu Ryszarda Nycza. Zarazem można go określić mianem „wyrywek z dziennika”, nie dziennikiem jednak. Nie chcę jednak pisać takiego dziennika, czyli nie chcę się odsłaniać. Bo ostatecznie komu by to przyniosło pożytek, poza historykami literatury?, pyta w notatce Gdybym prowadził dziennik. Zdradza w niej, że chodzi o dziennik taki jak Zofii Nałkowskiej i Marii Dąbrowskiej.

Być może jednak za pewien wzorzec dla zapisów z Pieska dałyby się uznać partie Dziennika Witolda Gombrowicza (jak też i Rozkurz Mirona Białoszewskiego), który nie do końca mieści się w strategii „odsłaniania”, a w znacznej mierze w strategii „zasłaniania”. W Piesku Miłosz jednakże niejednokrotnie się „odsłania”. Powyższy cytat zwraca jednak uwagę także na jego pragnienie zainteresowania treściami Pieska odbiorcy szerszego niż wąska grupa „historyków literatury”. Niewykluczone, że to niesprawiedliwe wobec diarystyki stwierdzenie jest prowokacją.

Tytułowy „piesek” zostaje objaśniony w pierwszej notatce – jego obowiązkiem jest obszczekiwanie jadących przez litewską wieś wozów. Poeta sugeruje analogię: Myślałem nie tylko o ludziach, którzy tam mieszkali, także o pokoleniach piesków im w codziennej krzątaninie towarzyszących, i raz, nie wiadomo skąd, pewnie we śnie nad ranem, zjawiła się ta śmieszna i czuła nazwa: „piesek przydrożny” .

Nie oznacza to jednak, że zapisy Miłosza są obszczekiwaniem znanych mu dawno temu ludzi. Zasadniczy krąg tematyczny stanowi osoba samego Miłosza. W notatkach tych powracają jego twórcze i filozoficzne obsesje, znane także z wcześniejszych książek poetyckich i eseistycznych. Pierwszy krąg tematów dotyczy nienasyconego pragnienia poznawczego Miłosza, wyrażającego się zarówno w pożądliwych lekturach książek, jak i patrzeniu na świat przyrody i ludzi (Ograniczony, Oczy, Uważność), przy czym poeta walczy tu z uczuciem rezygnacji.

Drugi krąg tematyczny stanowią rozważania religijne i metareligijne, dotyczące głównie chrześcijaństwa, rzadziej buddyzmu, bardzo rzadko islamu. Miłosz próbuje zmieścić się w ramach ortodoksji teologii katolickiej, ale kiedy nie może, polemizuje z nią. Oto cytat z notatki Wdzięczny:

&amp;nbsp;

Jestem wdzięczny za to, że kiedyś, dawno, w drewnianym kościołku między dębami przyjęto mnie do rzymskokatolickiego Kościoła. Jak też za to, że miałem długie życie i mogłem, wierząc albo nie wierząc, rozmyślać o dwóch tysiącach lat mojej historii. W Wierzyć, nie wierzyć zaś wyznaje sprzeczne uczucia: Byłem człowiekiem głęboko wierzącym. Byłem człowiekiem najzupełniej nie wierzącym. Sprzeczność tak duża, że nie wiadomo, jak z nią żyć. 

&amp;nbsp;

Religia wydaje się poecie tracić na wartości we współczesnym świecie i stawać się wartością dla intelektualistów, odwrotnie niż dawniej, kiedy to wierzył plebs. W cyklu notatek pt. Dyskretny wdzięk nihilizmu Miłosz podejmuje dyskusję z myśleniem areligijnym i sceptycyzmem. Podejmuje marksistowskie określenie „religia to opium dla ludu”, dyskutuje z Nietzschem, ale też Kościołem katolickim mieszającym się w doraźną politykę. Broni też Schopenhauera. Paradoksalnie stwierdza, że dla umierającego katolicyzmu szansą na odrodzenie będzie powrót do święta pogańskiego:

&amp;nbsp;

Odrodzenie religijności w Polsce powinno zaczynać się od największego w Polsce święta, którym nie jest ani Boże Narodzenie, ani Wielkanoc, ale dzień Zaduszny, czyli pogańskie święto obcowania z umarłymi (Odrodzenie religijności).

&amp;nbsp;

Kolejny kluczowy i bodaj najobfitszy wątek tematyczny to rola poety i identyfikacja samego Miłosza z nią. Bycie poetą nieustannie deprecjonuje on jako coś wstydliwego (Dlaczego wstyd?), dziecinnego i egoistycznego (Zamiast, Dziecinność), niemęskiego (Niemęskie, Płeć poezji), jako chorobową przypadłość (Tymczasem i na niby). Pisanie poezji kojarzy on z czynnościami rodnymi lub fizjologicznymi:

&amp;nbsp;

Poezja jest sprawą wstydliwą, ponieważ poczyna się za blisko czynności, które noszą nazwę intymnych. (…) Wstydziłem się, że jestem poetą, tak jakbym, rozebrany, obnosił publicznie cielesny defekt. Zazdrościłem ludziom, którzy wierszy nie piszą i których dlatego zaliczałem do normalnych, w czym zresztą się myliłem, bo na tę nazwę zasługuje niewielu (Dlaczego wstyd?).

&amp;nbsp;

Metafora ta może nawiązywać do Anny Świrszczyńskiej, która pisanie wiersza porównała do znoszenia jajka.

Formalnie większość z kilkuset zapisów w Piesku ma charakter wypisu, notatki filozoficznej, glosy, przypisku. Znajdują się tu jednak także zapisy przypominające wiersze, np. Dzień stworzenia, Biegają, Pelikany (Costa Rica) i inne. Cykl Dyskretny wdzięk nihilizmu ma pozór krótkiego traktatu filozoficznego. Niektóre fragmenty, jak np. Stroje, Tropiki, Te feerie, kojarzą się z poematami prozą. Nauka, Czyżby i inne przypominają natomiast aforyzmy. Osobny cykl stanowi Osobny zeszyt – kartki odnalezione, dawne notatki i wiersze (głównie z połowy lat 70.). Drugą zasadniczą część Pieska stanowią Tematy do odstąpienia, w założeniu pomysły, które mógłby zrealizować jakiś inny pisarz. W istocie jednak wydają się one w większości pomysłami nie do podjęcia – ze względu na swoje formalne zamknięcie, co zauważała także krytyka (np. Aleksander Fiut).


O Piesku napisał Aleksander Fiut:

&amp;nbsp;

W zamyśle autora „Piesek przydrożny” wydaje się być swego rodzaju figuratywną summą jego twórczości, a przynajmniej ważnym bilansem artystycznym dotychczasowego dorobku. Domysł tym bardziej uzasadniony, że książka zachęca, by postępować jeszcze inaczej. Na przykład rekonstruować wątek autobiograficzny i dorzucać nowe elementy do już posiadanej wiedzy o życiowych przygodach autora. Z rozsianych fragmentów układać esej o nihilizmie współczesnej cywilizacji, szkic historycznoliteracki o nienapisanej i nie dającej się napisać powieści psychologicznej czy studium o procesie twórczym. Słowem - można tę układankę rozsypywać i porządkować na rozmaite sposoby.

&amp;nbsp;

Książkę uhonorowano Nagrodą Nike w 1998 r.

</document>
<document nplp_id="1993" title="To" slug="to">Tom Czesława Miłosza opublikowany w wydawnictwie "Znak" w 2000 roku, wyróżnia się silnie autobiograficznym charakterem. Podstawą dla refleksji nad sensem przebytej drogi życiowej jest tu przede wszystkim konfrontacja dwóch wcieleń autora i odpowiadających im perspektyw - starca i chłopca, człowieka szykującego się do śmierci i młodzieńca wkraczającego w życie, a wreszcie piszącego poety i przywoływanego przez niego obrazu "siebie minionego" (Do Leszczyny). Ta poetycka medytacja nad trwaniem i przemijaniem staje się jednocześnie obszarem napięć między "pokusą rozpaczy" (wg propozycji Łukasza Tischnera, który nawet uznał ten motyw za główny temat całego tomu) a poszukiwaniem formuły, która by mogła umożliwić afirmację ludzkiego bytowania w świecie. Wartością ocalającą okazuje się głównie postawa ciągłego zdziwienia światem i zachwycenia zmysłowym konkretem (Po podróży, Głowa, Na moje 88 urodziny, Po). Podyktowane taką postawą utrwalanie "niepojętej mnogości widzialnych rzeczy" (Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis) znajduje swój odpowiedni wyraz także w różnorodności form wykorzystanych w zbiorze - mieszczą się tu zarówno poetyckie medytacje, jak i fragmenty prozy, wypisy z ksiąg, różne stylizacje gatunkowe, czy też wreszcie partie zbliżone do dyskursu filozoficznego.

Zbiór gromadzący tak zróżnicowane teksty nie stanowi bynajmniej spójnego, konsekwentnego wykładu ogólnych przekonań poety, przypominając raczej swoisty zapis psychomachii, obejmującej różne stany emocjonalne, zmiany tematów i punktów widzenia, a także kolejne etapy na drodze ku pojednaniu z porządkiem świata. Bolesne wyznanie (Przemilczane strefy) sąsiaduje tu z komentarzem do parafialnych ksiąg metrykalnych (Nie rozumiem), a nieco żartobliwa stylizacja na średniowieczną ars moriendi (Daemones) z gawędziarskim wspomnieniem konkretnej osoby (Mój dziadek Zygmunt Kunat). Szeroki jest też zakres wykorzystanych kategorii estetycznych: obok quasi-modlitewnej podniosłości (Jasności promieniste) pojawiają się w tym zbiorze - nie tak częste we wcześniej poezji Miłosza - akcenty humorystyczne, autoironiczne, a niekiedy nawet z lekka groteskowe (np. "Krok stawiasz, łydki się trzęsą, I trumny boi się mięso", Daemones). Sam Miłosz w jednym z wywiadów skomentował owo wewnętrzne zróżnicowanie form i perspektyw podkreślając, że jest to "książka zbudowana z samych sprzeczności, bardzo silnych. [...] i ponura, i ekstatyczna".

Jednocześnie da się jednak w układzie tekstów oraz w powtarzalności wątków dostrzec pewne tendencje uspójniające zbiór tak artystycznie, jak i myślowo. Całość otwiera wiersz tytułowy, który stanowi swoiste rozliczenie z samym sobą poprzez dramatyczne wskazanie mrocznego, nienazywalnego, traumatycznego jądra osobowości i twórczości. Potem pojawiają się utwory, wśród których przeważają nostalgiczne wspomnienia obrazów z dzieciństwa (np. Do leszczyny) oraz motywy wanitatywne (np. Tak zwane życie, W czarnej rozpaczy), aż do momentu, gdy mniej więcej w połowie tomu pada uwaga, iż "Wydobyć się z myśli o własnej osobie,/ to pierwsza rada w depresji" (Rok 1900). Zgodnie z taką sugestią w dalszej części tomu zaczynają przeważać utwory (niekiedy polemiczne) poświęcone realnym postaciom (Zbigniew Herbert, Jan Paweł II, Jarosław Iwaszkiewicz, Jeanne Hersch, Philip Larkin, Robert Lowell, Tadeusz Różewicz, Aleksander Wat, Marian Zdziechowski), bądź też nawiązujące do różnych motywów, tematów czy form o proweniencji religijnej (Ogrodnik, Alkoholik wstępuje w bramę niebios, Modlitwa, Daemones). Ostatni wiersz w tomie - ekstatyczne Jasności promieniste - stanowi zaś wyraźne domknięcie wątku konsolacyjnego. Takie uszeregowanie utworów można potraktować jako znaczące nacechowanie kompozycji oraz jako zapis duchowej pracy wykonanej przez podmiot na samym sobie, a wiodącej od niepokoju i poczucia przemijalności istnienia do akceptacji własnego losu oraz do zbliżenia ku transcendencji.

Ponadto w tomie tym wielokrotnie przewijają się różne uwagi polemiczne, komentarze oraz bezpośrednie deklaracje światopoglądowe, na podstawie których można szkicowo odtworzyć główne przekonania poety co do miejsca człowieka w świecie, stanu kultury współczesnej i zadań stawianych literaturze. Miłosz - podobnie zresztą jak w wielu wcześniejszych dziełach - odnosi się tu negatywnie do wszelkich form relatywizmu i sceptycyzmu oraz do nurtów myślowych podejmujących próbę demontażu ludzkiej podmiotowości (głównym przedmiotem niechęci poety staje się tzw. szkoła podejrzeń, reprezentowana przez postacie Fryderyka Nietzschego, Karola Marksa i Zygmunta Freuda - Czego nauczyłem się od Jeanne Hersch?, Daemones). Z kolei w wierszach poświęconych poezji bądź poetom krytykuje emocjonalny ekshibicjonizm (Przepis), skrajny pesymizm (Przeciwko poezji Filipa Larkina), skupienie na osobistych obsesjach (Do poety Roberta Lowella), czy też nadmierny mizerabilizm (Unde malum, Różewicz). Wszystkim tym obcym sobie tendencjom Miłosz przeciwstawia wiarę w niezależność rozumu, nostalgię za prostotą etycznych rozróżnień, przywiązanie do religijnej tradycji oraz "zaściankową" mądrość opartą na prostych odruchach (Daemones). Na gruncie twórczości artystycznej broni zaś przekonania o nadrzędności poznawczych zobowiązań poezji oraz o antropologicznej doniosłości poetyckiej mimesis.

Wszystkie te gesty światopoglądowego i estetycznego samookreślenia są zbieżne z przekonaniami wyrażanymi w wielu wcześniejszych tekstach poetyckich i eseistycznych Miłosza. Obok wątków myślowych oraz preferencji aksjologicznych, od lat obecnych w twórczości poety, pojawia się jednak nowy motyw, mający istotny wpływ na charakter tomu. Pragnieniu uchwycenia świata towarzyszy tu bowiem - zaznaczane o wiele wyraźniej niż dotąd - poczucie oporu rzeczy wobec prób przedstawienia. Już w tytułowym wierszu zaznaczony zostaje niedostępny próg wyrażalności w obrębie samego podmiotu: "I wyznaję, że moje ekstatyczne pochwały istnienia / Mogły być tylko ćwiczeniami wysokiego stylu, / A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać" (To). W kolejnych utworach powraca zaś problem niemożności zrozumienia świata i przekazania umykających sensów oraz obraz zamilknięcia wywołanego nieodpartym zdumieniem (Po podróży, Zapomnij). Ostatecznie zmysłowe zetknięcie z pejzażem dzieciństwa i duchowe oczekiwanie śmierci ogranicza potrzebę wielosłownego komentarza i prowadzi poetę w stronę prawie niemej kontemplacji ("Opadły ze mnie poglądy, przekonania, wierzenia, / opinie, pewniki, zasady, / reguły i przyzwyczajenia", Po). Tekstowym odpowiednikiem napięcia między epifanijnym zdziwieniem rzeczami a pragnieniem ich uobecnienia staje się skupienie uwagi na egzystencjalnym konkrecie, mnożenie widzialnych detali, nie poddanych presji objaśnienia, czasem przyjmujące nawet postać prostego wyliczenia (np. W mieście, Nad strumieniem, Voyeur). Dążenie do poznawczego zawłaszczania świata i nadawania mu sensów ustępuje więc miejsca "poetyce wskazywania pozaludzkiego" (Ryszard Nycz), opartej na pośrednim ewokowaniu doświadczanej faktyczności i jednoczesnym poświadczaniu niemożności jej pełnego przedstawienia.
Spis treści:
To
 Do leszczyny
 Nie rozumiem
 Mój dziadek Zygmunt Kunat
 Jezioro
 Po podróży
 Głowa
 Zapomnij
 W mieście
 Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis
 Na moje 88 urodziny
 Bieg
 Nad strumieniem
 O!
 O! Gustav Klimt (1862-1918), Judyta (szczegół), Ősterreichische Gallerie, Wiedeń
 O! Salvator Rosa (1615-1673), Pejzaż z postaciami, Yale University Gallery
 O! Edward Hopper (1882-1967), Pokój hotelowy, Thyssen Collection, Lugano
 Gdziekolwiek
 Voyeur
 Tak zwane życie
 Przepis
 W czarnej rozpaczy
 Przykład
 Obudzony
 Zanurzeni
 Vipera berus
 Texas
 Sztukmistrz
 Wy, pokonani
 Okazy
 Rok 1900
 To jasne
 Własne tajemnice
 Jeżeli
 Przemilczane strefy
 Ze szkodą
 Wybierając wiersze Jarosława Iwaszkiewicza na wieczó jego poezji
 Oda na osiemdziesiąte urodziny Jana Pawła II
 Czego nauczyłem się od Jeanne Hersch?
 Przeciwieństwo
 Zdziechowski
 Przeciwko poezji Filipa Larkina
 Na śmierć poety
 O nierówności ludzi
 Krawat Aleksandra Wata
 Do poety Roberta Lowella
 Pastele Degasa
 Sicilia sive insula Mirandae
 O poezji, z powodu telefonów po śmierci Herberta
 Unde malum
 Różewicz
 Ogrodnik
 Jedni i wiele
 Alkoholik wstępuje w bramę niebios
 Obrzęd
 Osoby
 W parafii
 Modlitwa
 Daemones
 Po
 Jasności promieniste</document>
<document nplp_id="1994" title="Trzy zimy" slug="trzy-zimy">Drugi z opublikowanych przed II wojną światową tomików Miłosza, napisany częściowo podczas pobytu poety w Paryżu w latach 1934-1935. Zauważony i żywo komentowany przez przedwojenną krytykę pomimo niskiego nakładu oraz swoistej hermetyczności, o której zdecydowały przede wszystkim: nagromadzenie wieloznacznych wizji poetyckich, patos bezpośrednich zwrotów, zaklęć, niejasnych odwołań, jak również – wielość głosów, nieoczywistość ich tożsamości i wzajemnych relacji. Tomik Miłosza uznaje się za przejaw charakterystycznej dla ówczesnej epoki postawy katastroficznej. Apokaliptyczne przepowiednie formułowane we wzniosłej, klasycyzującej manierze (O książce, Świty, Dialog), niekiedy tylko zyskujące gwałtowny wyraz (Ptaki, Powolna rzeka, Roki), współistnieją w tym zbiorze z manifestacją dystansu, uzyskanego dzięki namysłowi nad przeznaczeniem człowieka i logiką historycznych zdarzeń. Podwójny patronat – Oskara Miłosza i Jarosława Iwaszkiewicza – potęguje ostatecznie efekt sprzeczności: umiłowanie ziemskiego konkretu, podszyte przeczuciem śmierci raz po raz zderzone zostaje z pesymistyczną refleksją o najwyższym stopniu ogólności. W tomie Trzy zimy odnaleźć można zapowiedź dojrzałej poezji Miłosza, zarówno w warstwie tematycznej (problem losu, relacji między historią a indywidualnym istnieniem, okrucieństwo i niewinność natury), jak i stylistycznej (dominacja metonimii, skłonność do dyskursu, polifoniczność, dialogiczność).

Drugi z przedwojennych tomików młodego Czesława Miłosza, akceptowany w pełni – w przeciwieństwie do debiutanckiego Poematu o czasie zastygłym – przez dojrzałego poetę jako świadectwo „uporania się z (...) dramatami młodzieńczymi (...) na o wiele głębszym poziomie”. Część wierszy zbioru – m. in. Bramy arsenału, Ptaki, Hymn – powstała w Paryżu, dokąd wyjechał Miłosz jesienią 1934 roku na roczne Stypendium Funduszu Kultury Narodowej. Utwory te określił poeta po latach w rozmowach z Renatą Gorczyńską jako „mediumiczno-surrealistyczne”, pisane pod „ogromnym naciskiem rozmaitych podświadomych tendencji”, trudne „do zanalizowania nawet dla samego autora”, pisane „prawie jako écriture automatique, pod wpływem dajmoniona”. Aura niejednoznacznej wizyjności dominuje w całym tomie. Uwagę zwracają zwłaszcza obrazy przemijania i nieustannego przeistaczania się świata: „Kręcą się kołowroty” (Pieśń), „wieczny ruch zamąca gaje” (Bramy arsenału), „Przemieniają się wiosny, mężczyźni i kobiety łączą się,/ (...) przemieniają się formy, rozpada się to, co wydawało się niezwyciężone.”(Hymn), „to, co przygniecione trwało – naprzód runie,/ co naprzód szło – upadnie wstecz.” (Roki). Odczuciu fatalizmu śmierci towarzyszą jednak emocje przeciwstawne, przybierające skrajnie odmienny wyraz: z jednej strony ekstatycznej potrzeby zespolenia ze światem, z zamieszkującymi go istnieniami, z rytmem przemian, jakich te byty doświadczają, z drugiej – ekskluzywnej tendencji, zapowiadającej w jakimś sensie późniejszą fascynację Miłosza manicheizmem, do opisywania rzeczywistości w kategoriach przeciwstawień „ja–oni”, „ludzie–świat”. Charakterystyczny jest pod tym względem wiersz Hymn, z perspektywy czasu komentowany przez poetę jako „niesłychanie silne zamanifestowanie wzmożonego poczucia indywidualnego istnienia”, a zarazem świadectwo chęci „zjednoczenia się z Bogiem, który jest równocześnie światem, i poczucia wyjątkowych [z Nim] stosunków (...)”.

Eschatologiczna perspektywa, wyznaczona „niedługim, jak lot słońca trwaniem” (Bramy arsenału) nie przesłania w tomie Trzy zimy, zachwytu nad urodą widzialnej rzeczywistości. Przeciwnie te dwa elementy ulegają u Miłosza celowemu połączeniu jako echo fascynacji „słodyczą erotyczno-tanatologiczną”, odnajdywaną przez młodego poetę w poezji Jarosława Iwaszkiewicza. Tom Miłosza zawiera wiele śladów tej inspiracji – przede w wszystkim w warstwie poetyki przesyconej sensualnym konkretem, ale również w motywie mistrza i czeladnika (Dialog). Wyrazem uwielbienia młodego poety dla starszego kolegi jest dedykowany Iwaszkiewiczowi wiersz O młodszym bracie, zawierający wyznanie: „Mój nauczyciel, smutny, pogardliwy,/ nie wie, że śledzę każdy jego krok.”
Dedykacją wyróżnił Miłosz także innego poetę – swojego przyjaciela, Józefa Czechowicza. W wierszu Kołysanka w polemiczny sposób podjął jego poetycką dykcję, pisząc „Był raz sobie kraj,/ a w kraju żyta szerokie szumiały,/ szumiały żyta, szumiały i szły/ krajem pociągi pełne bochnów chleba,/nad pociągami srebrny grał skowronek…/Dalej nie umiem.” Choć obaj poeci tworzyli w epoce sprzyjającej nastrojom katastroficznym, ich reakcje były różne. I Miłosz sięgał po poetycką inkantację, nie służyła ona jednak jak u Czechowicza magicznemu zaklinaniu rzeczywistości, próbie jej zastąpienia jakąś inną, wykreowaną realnością. Przeciwnie, wiersze zawarte w Trzech zimach obfitują w wizje przewidywanej apokalipsy. Ujmował ją poeta zarówno w obrazach pełnych gwałtowności:„Wyżej szła chmura, a nad nią spienione/ stada gwiazd gnały i parły motory/ trójśmigłych statków.” (Wieczorem wiatr); jak i w bardziej stonowanych, klasycyzujących „nad głowami naszymi pociski śpiewały/ lata niemniej groźne od rwących szrapneli/ nauczały wielkości tych, co nie widzieli/ wojny” (O książce). Szczególnie złowieszczą wizję zawarł w wierszu Powolna rzeka: „Ach, ciemna tłuszcza na zielonej runi, / a krematoria niby białe skały / i dym wychodzi z gniazd nieżywych os”. Na profetycznym tonie Trzech zim zaważyły w dużym stopniu rozmowy, które podczas pobytu w Paryżu prowadził młody poeta ze swoim krewnym, Oskarem Miłoszem, twórcą hermetycznej koncepcji, w której apokaliptyczne diagnozy współczesności łączyły się z przeczuciem odrodzenia człowieka. Historiozoficznym optymizmem i przewidywaniem nadejścia nowej epoki tchnie także zaklęcie kończące Powolną rzekę: „Potrzykroć muszą zwyciężyć kłamliwi / zanim się prawda wielka nie ożywi / staną w blasku jakiejś jednej chwili / wiosna i niebo, i morza i ziemie.”

W zbiorze Trzy zimy po raz pierwszy korzysta Miłosz z techniki wielogłosowości tak charakterystycznej dla jego późniejszej twórczości. Bywa, jak w Powolnej rzece, że wprowadza cudze głosy do wiersza na zasadzie cytatów, zaznaczając wyraźnie ich odrębność. Albo – jak w Pieśni, czy Dialogu – oddaje głos wykreowanym personom lirycznym. Bywa też, że traktuje tekst poetycki jako instrument rejestrujący polifonię własnej świadomości. W taki sposób interpretował wiersz Ptaki: „To jest tak, jakbym nosił w sobie niezliczoną ilość głosów, które przemawiają dramatycznie. Obraz stada ptaków to jakby rozdzielenie osobowości na mnóstwo głosów.” Zjawiskiem tym tłumaczyć można swoisty efekt poetycki, dostrzegany przez samego poetę, zauważającego, że „rozmaite wersy można wyjąć z tych wierszy i analizować jako ruchy mowy dramatycznej. (...) fraza się autonomizuje, staje się ruchem mowy, głosem ludzkim.” Efekt ten pośrednio łączy się z zauważonym przez Stanisława Barańczaka u Miłosza synekdochicznym użyciem języka, dopuszczającym pojawianie się „enklawy małych metafor”.
Spis treści:
Ptaki
Pieśń
Bramy arsenału
Hymn
Elegia
O młodszym bracie
O książce
Świty
…Ty silna noc
Kołysanka
Z wierszy bałtyckich
Wieczorem wiatr
Dialog
Powolna rzeka
Posąg małżonków
Obłoki
Symfonia listopadowa
Awanturnik
Roki
Do księdza Ch.</document>
<document nplp_id="1995" title="Tutaj" slug="tutaj">Tom Tutaj otwiera wiersz tytułowy i przypomina w tym konstrukcję tomiku Chwila: pochwała tzw. „własnego miejsca na ziemi” i „życia ziemskiego” w ogóle, a także chwili obecnej. Daje się zauważyć, że od tomiku Chwila Szymborska dąży ku upraszczaniu kwestii filozoficznych i światopoglądowych na rzecz „zwykłego życia”. Niekiedy wręcz polemizuje ze swoimi dawniejszymi wierszami, np. w Myślach nawiedzających mnie na ruchliwych ulicach poetka przewartościowuje swoją dawniejszą filozofię „wielkiej liczby”, a podziw dla Natury zastępuje wątpliwością, czy może nie jest ona zmęczona swoją pracą. Wiersz W dyliżansie jest portretem Juliusza Słowackiego jako romantycznego dandysa, ale też melancholika. Do filozofii wieszcza nawiązuje Szymborska także w wierszu Otwornice. Identyfikacja, dotycząca zwłok ukochanej osoby, włącza się w ciąg „wierszy empatycznych” poetki. Prywatny ton wprowadza utwór Ella w niebie, poświęcony ukochanej piosenkarce jazzowej Elli Fitzgerald. Z tym pełnym życia wierszem kontrastuje muzealny Vermeer, być może wyraz wiary w nieśmiertelność sztuki, przez niektórych odbieranych odwrotnie – jako wyraz zwątpienia w nią. Jeśli domysł ten jest trafny, oznacza, że także i w tym miejscu poetka przewartościowuje swój dotychczasowy światopogląd.

Otwierający tom Tutaj wiersz tytułowy zrazu wydaje się pochwałą tzw. „własnego miejsca na ziemi”, a może w ogóle „życia ziemskiego” („Może gdzie indziej są miejsca podobne, / jednak nikt nie uważa ich za piękne”). Równocześnie przez chwyt przemilczenia nawiązuje do związku frazeologicznego „tu i teraz”, a więc staje się też pochwałą chwili, co kojarzy się z analogicznym otwarciem tomiku Chwila. Zaskakująca w tym wierszu jest jednak strofa, mogąca kojarzyć się z najwcześniejszą, socrealistyczną fazą twórczości poetki, ze względu na zastosowaną retorykę: „I wiem, co myślisz jeszcze. / Wojny, wojny, wojny. / Jednak i między nimi zdarzają się przerwy. / Baczność – ludzie są źli. / Spocznij – ludzie są dobrzy. / Na baczność produkuje się pustkowia. / Na spocznij w pocie czoła buduje się domy / i prędko się w nich mieszka”. W puencie poetka prawdopodobnie nawiązuje do myśli Heideggera o budowaniu domu i „prześwitach” czy „szczelinach” i nicości („a w ścianach żadnych przeraźliwych szczelin, / którymi by donikąd cię wywiało”). Pozwala to sformułować hipotezę, że od tomiku Chwila światopogląd poetycki Szymborskiej ewoluuje ku upraszczaniu kwestii filozoficznych, niegdyś bardziej złożonych, w imię „zwykłego życia” („tu i teraz”). Przykładem tej tendencji jest także wiersz kolejny, Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach, gdzie poetka polemizuje ze swoją dawniejszą filozofią „wielkiej liczby”, a dotychczasowy podziw dla witalnych sił Natury zmienia się w wątpliwość, czy może nie jest ona zmęczona swoją pracą (i „powtarza swoje dawniejsze pomysły / i nakłada nam twarze / kiedyś już noszone”). Kilkunastoletnia włącza się w ciąg powrotów poetyckich do dzieciństwa, obecnych w Chwili i Dwukropku, tym razem poetka wspomina siebie nie kilkuletnią (Kałuża), a kilkunastoletnią, aranżując niejako ponadczasowe spotkanie w milczeniu, prowadzące do wniosku, że człowiek zmienia się z biegiem lat. Trudne życie z pamięcią daje z kolei teoretyczną podwalinę dla owego nurtu wierszy, podkreślając, że usunięcie pamięci „byłby to wyrok i na mnie”.

Nowością jest wyznanie wieloletniej miłości Szymborskiej do twórczości Juliusza Słowackiego („Dla wierszy Pańskich zawsze i czułość, i podziw, / a Panu – królom równy pobyt na Wawelu”). Wiersz W dyliżansie jest portretem poety jako dandysa, czytającego liścik miłosny podczas podróży, ale także melancholika, który wie, że „nikt go tu nie czeka”. Obecność Słowackiego można jednak wyczytać także w wierszu Otwornice. Wiersz mógł powstać w Pornic, gdzie Słowacki przeżywał mistyczne oświecenie, patrząc na skały, ale w interpretacji poetki staje się polemiką z ewolucjonizmem mistycznym polskiego romantyka, prowadzonym z pozycji deterministyczno-darwinowskich, a więc ewolucji pozbawionej mistycyzmu czy kwestii reinkarnacji. Także i tutaj poetka upraszcza swoje wcześniejsze ewolucyjno-ekologiczne myślenie, podkreślając quasi-tatulogicznie: „skały, które tu są, ponieważ są”.

Identyfikacja włącza się w ciąg „wierszy empatycznych” poetki, takich jak Fotografia z 11 września z Chwili. Tytułowa identyfikacja dotyczy zwłok ukochanej osoby. Oczywisty w konstrukcji i wymowie wydaje się Rozwód. Portret z pamięci natomiast wywołuje niepokój z powodu niedopowiedzenia, kogo poetka wspomina, wiadomo tylko, że jest to żołnierz z II wojny światowej, ale nie wiadomo, kim był dla osoby mówiącej w wierszu (Jarosław Winiarski stawia prawdopodobną hipotezę, że jest to Kornel Filipowicz, wieloletni partner życiowy poetki); zaskakuje też puenta.

Nowym, bo prywatnym tonem u Szymborskiej jest Ella w niebie, poświęcona ukochanej piosenkarce jazzowej Elli Fitzgerald, przedstawionej jako zakompleksiona grubaska, której cielesność i wspaniałe gardło błogosławi Bóg i zaprasza do siebie. Z tym witalistycznym wierszem kontrastuje Vermeer, przez wielu krytyków czytany jako kolejny zachwyt poetki nad wielkim malarzem, a także wyraz wiary w nieśmiertelność sztuki, przez nielicznych zaś odwrotnie, jako wyraz zwątpienia w sztukę i jej „nieludzkość”: zamknięcie w muzeum i zmuszenie namalowanej mleczarki do codziennego ponawiania więziennej pracy Danaid. Jeśli przyjąć tę interpretację, można by mówić o delikatnym wyjściu poetki poza sztywny paradygmat wysokiego modernizmu.
Spis treści:
Tutaj
 Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach
 Pomysł
 Kilkunastoletnia
 Trudne życie z pamięcią
 Mikrokosmos
 Otwornice
 Przed podróżą
 Rozwód
 Zamachowcy
 Przykład
 Identyfikacja
 Nieczytanie
 Portret z pamięci
 Sny
 W dyliżansie
 Ella w niebie
 Vermeer
 Metafizyka</document>
<document nplp_id="1996" title="Twarz trzecia" slug="twarz-trzecia">Tom opublikowany w 1968 roku nie jest po prostu trzecim wydaniem powstałej w roku 1964 Twarzy. Uzupełniony o osiemnaście nowych tekstów i z drobnymi korektami wierszy dawniejszych – stworzył odmienną całość, inną jakość. Nie został przyjęty przez czytelników przychylnie, rozdrażnił krytyków rzekomym kultywowaniem nihilistycznej rozpaczy, emocjonalnym ekshibicjonizmem i brakiem rygoru. Negatywnie oceniono uwidocznioną w zbiorze postawę Poety, określając ją jako tchórzliwą ucieczkę od apokalipsy świata i historii w wyidealizowane, rajskie krainy snu i pamięci o bezgrzesznym dzieciństwie (tak na przykład interpretowali tom Julian Przyboś i Stanisław Barańczak). Utrwalone w Twarzy trzeciej wotum nieufności wobec ocalającej mocy poezji, teza o jej śmierci, nazywanie siebie „byłym poetą” – przyczyniły się do tego, że ogłoszono go „płaczką pogrzebową”, poetą „zarażonym śmiercią”, ukuto nawet termin „somatyzm dotrumienny” na określenie charakterystycznych dla tej twórczości dominant – tematu wszechobecności śmierci, rozkładu i takiego ujęcia świata, w którym akcent główny pada na antyestetycznę fizjologię, ludzką biologię .

Wśród najciekawszych wierszy z tego tomiku wymienić należy: poemat Spadanie przedstawiający współczesną rzeczywistość jako jeden wielki śmietnik, cmentarzysko idei, pustkę bez dna (bohater poematu - człowiek pusty, bez duszy to współczesna wersja Eliotowskich ludzi jałowych, wydrążonych, samotnie nie umiejących stawić czoła życiu); czy o podobnej wymowie utwór Acheron w samo południe, w którym pojawia się słynny Różewiczowski Nikt, jeden z ważniejszych w dorobku Różewicza, będący reakcją na Acheron Mieczysława Jastruna (1967); liryk funebralny o Matce (Asyż gniazdo) oraz wiersze takie jak Liryki lozańskie, W teatrze cieni – kontynuujące wątek rozważań o istocie poezji (wątek obecny już w poprzedzającym Twarz zbiorze Nic w płaszczu Prospera, por. np. utwór O pewnych właściwościach tak zwanej poezji).

Podobnie jak inne powstające w latach 60. zbiory Różewicza, takie jak Regio czy Rozmowa z księciem, tom ten przynosi głęboko pesymistyczną, pełną niepokoju i nieufności diagnozę świata współczesnego. Jego dominantą emocjonalną jest obudzone doświadczeniem wojny traumatyczne poczucie nicości, nieprawdziwości i koszmaru istnienia, poczucie osaczenia i uogólnionego lęku, czyniące głos Poety bliskim postawie przyjętej przez Franza Kafkę czy francuskich egzystencjalistów. Nie jest to jednak głos jednoznacznie autodestrukcyjny i nihilistyczny, jak interpretowali to niektórzy czytelnicy; cechuje go bowiem w pewnym stopniu także, pozbawiony moralizatorstwa, ton interwencyjny: dać świadectwo, ująć sytuację, w jakiej znalazł się świat współczesny, uprzedzić w ten sposób o istniejących zagrożeniach. A najniebezpieczniejszymi wśród nich są według Poety przede wszystkim atrofia wrażliwości, etyczne wydrążenie kolejnych pokoleń, anonimowość, nieautentyczność człowieka kultury masowej, powierzchowność i prymitywizm jego zainteresowań i aspiracji, dehumanizacja kultury (Spadanie, Za przewodnikiem). Symbolicznymi znakami tej atrofii są: wciąż wywierający mocne wrażenie na podmiocie lirycznym wierszy film Mondo Cane (Pieski świat Paolo Cavary) – „kolorowy reportaż/ o agonii starych ludzi” i „uśmiercaniu starych/ samochodów”; naturalistyczny, antyestetyczny obraz świata, gdzie króluje zapach kaszanki z kapustą, flaczków i fasolowej zupy, już nie przedsionek piekła, „realne Dno”, ale „vestibulum vaginae”; wreszcie opis ludzkiego ciała sprowadzonego do różowych gąbek płuc, żołądka i macicy, do spółkowania i śmierci. Tak wygląda według Poety świat po skompromitowaniu i odrzuceniu hipnotyzujących masek uduchowionej subtelności (Spadanie).

Postawa autora Niepokoju, skrótowo określana jako „odmowa zaufania” (Bohdan Wojdowski), oznaczała nie tylko kompromitację teraźniejszości, ale i ironizowanie także z wyidealizowanego raju czasów dzieciństwa, rzeczywistości przed-wojennej. Poeta próbując egzorcyzmować współczesne koszmary: apokalipsę historii dwudziestego wieku i apokalipsę biologii przez przywoływanie krainy pamięci i snu, świata jednoznacznych pojęć, czytelnych granic między dobrem i złem („las był lasem/Bóg Bogiem/Diabeł Diabłem/prawda prawdą”) i bezgrzeszności dzieciństwa (jak interpretował Różewiczowską pasję „pierwszych rzeczy” Stanisław Barańczak), wyraźnie jednak podważał także prawdziwość owej wizji rzeczywistości „sprzed” traumy. Dotychczasowe interpretacje świata, ułożone według wskazówek „Starych Poetów”, nie przystają już bowiem do świata teraźniejszego, są nieużyteczne jak stare, anachroniczne dekoracje; gorzej jeszcze – oskarżone są o pięknoduchostwo i nieautentyczność, zafałszowywanie realiów przez ich poetyzację, czy mitologizację, bycie jedynie retorycznym gestem.

Jednym z naczelnych problemów podjętych w zbiorze jest – obok podsumowania i oceny teraźniejszości i raju przeszłości (o tym, co było pomiędzy, a co jest punktem odniesienia i podstawą owych ocen: o doświadczeniu czasu pogardy – mowy nie ma; to część istoty traumy: niemożność jej wysłowienia) – zrewidowanie koncepcji dotyczących istoty poezji. Leżące u podstaw całej twórczości Poety przekonanie, że „pieśń nie uszła cało z tych morderczych zmagań z człowiekiem”, że jest śmiertelna i śmiertelnie zraniona, że kona, umarła – jest nie tylko zanegowaniem dotychczasowych sposobów jej uprawiania, protestem wobec jej poczynań, to jest wobec zakłamywania i idealizacji, hipnotyzowania rzeczywistości (notabene: na okładkę tomu wybrana została rzeźba przypisywana Praksytelesowi, Głowa Hypnosa). Próba odpowiedzi na pytanie o sensowność jej dalszego istnienia, czy zmartwychwstania doprowadziła do zarysowania idei sztuki złączonej biologicznie z życiem, sączącej się z „otwartej rany”, ze „skazy”, „z pęknięcia” – rozumianymi jako rodzaj braku, który wskazuje całość, który ma moc przywołania i odkupienia całości (stąd tak wielkie znaczenie często powracającego w tomie obrazu krwi). Przykładem takiej nowej, współczesnej liryki, która jest „pisaniem z braku”, nie jak dawniej - „z nadmiaru” są w Twarzy trzeciej erotyki, czyli jak określił je Poeta – opisy braku kobiety. Uwydatnienie elementu seksualności kobiecego ciała, sprowadzonego do opisu genitaliów, dość wulgarne przedstawienie miłości jako wyuzdania, przewrotnego wzbudzania pożądania, kopulacji ciał mogą być odczytywane jako przykłady Różewiczowskiej poetyki negatywnej, w której „opisem chleba jest opis głodu”.

Jedną z widocznych w tomie zasad określających wygląd świata poetyckiego Różewicza, obok reguł tzw. poetyki negatywnej, jest zasada przenikania się i zderzania różnych elementów rzeczywistości, zasada zrodzona z poczucia rozdarcia i ułomności, jaką świat został naznaczony po traumatycznym doświadczeniu Oświęcimia, z dotknięcia jego fragmentaryczności. Stąd np. charakterystyczne posługiwanie się paradoksami, wizje świata jako collage’u, układanki skomponowanej zgodnie z konwencjami fotoplastikonu, zbudowanej z przeszłości i z dziś, z aluzji biblijnych, mitologicznych, nawiązań do tradycji literackich, z przywoływania imion wielkich dzieł i wielkich postaci ludzkiej kultury; stąd pojawiające się ze znaczącą częstotliwością obrazy widzenia przez, przenikania, prześwietlania, odsłaniania kolejnych warstw, twarzy, przestrzeni; ukrytego obrazu drugiego (Przenikanie, Drzwi, Wiersz pisany o świcie). Czasem kończy się na ironicznym cudzysłowie i kompromitacji banalnego przez arcydzielne, wysokiego przez trywialne, idealnego przez realne; czasem prowadzi do pięknych, poetyckich surrealistycznych konfiguracji (Motyle).
Spis treści:
Z życiorysu
Acheron w samo południe
Śmiech
Asyż gniazdo...
Talent
Pierwsze jest ukryte
O świcie światło...
Drzwi
Kolebka
Liryki lozańskie
Prześwietlenia
Sen Jana
Kamieniołom
Oczekują na obcego
Dziewczyna odpowiada na ankietę
Cud dnia powszedniego
Końbysięuśmiał
Buduję
Ewa
Morze w nocy...
Perła
Ciało moje...
Para starych ludzi...
Leda
W nieznanej mowie
Nic
Strumień
Pisklęta
Przenikanie
Wiersz pisany o świcie
Szkic do erotyku współczesnego
Za przewodnikiem
Otwierały się drzwi
Motyle
Od jakiegoś czasu
Wśród wielu zajęć
Kapitulacja
Głos z Croisset
Poemat patetyczny
Korekta
W teatrze cieni
drze się miękko...
Nowy wiersz
Opowiadanie o starych kobietach
Larwa
Streszczenie
Dialog
Kurtyny w moich sztukach
Spadanie
Méliès
Frans Hals
Wyjście
Zamknąłem
Non-stop-shows
Wiedza
Na odejście poety i pociągu osobowego
Powstanie nowego poematu
Moja poezja</document>
<document nplp_id="1997" title="Miasto bez&amp;nbsp;imienia II" slug="miasto-bez-imienia-ii">Pochodzący z 1969 roku zbiór Miasto bez imienia stanowi całość wyjątkowo spójną i konsekwentnie zaplanowaną. Filozoficzne medytacje splatają się w nim w organiczny sposób z poetyckimi wizjami, mającymi nie tyle pełnić wobec tych refleksji rolę ilustracji, co dostarczać najistotniejszej, z punktu widzenia poety, treści. Zarówno w tytułowym cyklu, jak i w kolejnym Na trąbach i na cytrze – w pierwszym w wysiłku odtworzenia szczegółowego obrazu Wilna, w drugim w próbach uchwycenia krótkotrwałych, zmysłowych przejawów rzeczywistości – zmaga się poeta z problemem przemijalności, zawodności pamięci i niewystarczalności języka. Pomimo tych wszystkich ograniczeń z uporem rozwija Miłosz swoją poetycką ideę. Jej urzeczywistnienie wymaga od poety zastanowienia, czym jest język i poezja w ogóle, i jaki powinien być jego własny sposób pisania.

W tomie Miasto bez imienia rozważania na ten temat pojawiają się w dwóch głównych cyklach tomu oraz w licznych wierszach cyklu finalnego zatytułowanego Zapisane wczesnym rankiem mową niewiązaną (Rady, Zaklęcie, Ars poetica?, Moja wierna mowo). I choć deklaruje Miłosz tęsknotę do „formy bardziej pojemnej, / która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą” (Ars poetica?), to poezji przypisuje jednak szczególną wartość, a siebie samego postrzega jako medium posłuszne jakiejś nadrzędnej instancji („dyktuje poezję daimonion”). Główne zadanie poety upatruje w podejmowaniu prób ocalenia w słowach kruchej materii – także materii języka: „Moja wierna mowo, / może to jednak ja muszę ciebie ratować. / Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami / jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe, / bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.” (Moja wierna mowo).


W tomie dominują trzy cykle. Tytułowy składa się z dwunastu zróżnicowanych stylistycznie części, w których zrytmizowane, zwarte wersy skontrastował poeta z długimi frazami, przypominającymi biblijne wersety, zaś dokładnym rymom przeciwstawił wiersz biały. W cyklu Miasto bez imienia tworzy poeta mit swojego miasta rodzinnego – Wilna. W mozaice elementów czerpanych zarówno z własnej, wileńskiej biografii (Sekcja Twórczości Oryginalnej Koła Polonistów, Klub Włóczęgów, bale studenckie, smorgońskie obwarzanki), jak i z wcześniejszych dziejów (filomaci, loże masońskie, Mickiewicz, Maryla Wereszczakówna), z rzadka jedynie uzupełnianych odwołaniami do realiów amerykańskich, utrwala Miłosz bardzo osobisty obraz Wilna i Wileńszczyzny. Gromadzeniu okruchów pamięci – indywidualnej i zbiorowej – oraz pieczołowitemu przepowiadaniu charakterystycznych nazw rekonstruowanego miejsca (Ponary, Jeziora Zielone, Wilia, Żejmiana, ulica Niemiecka, Góra Trzykszyska, Bekieszowa Góra) towarzyszy jednak poczucie daremności podejmowanych starań („Niewyrażone, nieopowiedziane. / Ale jak? / Ta krótkość życia, / lata coraz szybsze, / niepamiętanie, czy to było tej, czy tamtej jesieni.”) oraz świadomość braku wspólnoty, z którą można dzielić te wspomnienia („Może Anna i Dorcia Drużyno wezwały mnie z trzechsetnej mili Arizony, bo nikt prócz mnie już nie wie, że raz kiedyś żyły?”).

Motyw niewystarczalności języka, jego ograniczonej zdolności utrwalenia tego, co realne, stanowi główny temat ujętego w całości w biblijne wersety cyklu Na trąbach i na cytrze. I w nim przewija się nostalgiczny wątek („nazwy dla nikogo prócz mnie: Ginejty, Jaswojnie, Opitołoki”). Najwięcej miejsca poświęca jednak poeta innego rodzaju realności – zmysłowemu doświadczaniu świata. Na trąbach i na cytrze czytać można jako zapis ekstatycznego przeżywania rzeczywistości, w którym łapczywość doznań służyć ma odwróceniu uwagi od ich przemijania: „Mokre trawy żyznych dorzeczy odjęły mi czas i zmieniły wszystko w teraz bez początku i końca.” Momenty epifanicznej jedności ze światem („Na wielu brzegach równocześnie leżę z policzkiem na piasku / i słyszę jak bijąc w ekstatyczne bębny nadbiega ten sam ocean.”) i erotyczne uniesienia („Jamochłonne, z różowego pulsującego mięsa, kwiatozwierzę, / Z ogni i spadania ciał spiętych po parze czarną szpilką seksu”) nie pozwalają jednak uciec przed poczuciem upływu czasu („O godzinie kończącej się nocy zdumiewa to miejsce, ten czas, / wyznaczone przebudzeniu osobnego ciała.”). Właściwym celem Na trąbach i na cytrze okazuje się uchwycenie tego, co trwające, a przez uwięzienie w czasie nietrwałe, niepowtarzalne, raz jeden dane: „Opisywać chciałem ten, nie inny, kosz warzywa z położoną w poprzek rudowłosą lalką poru. / I pończochę na poręczy krzesła, suknię zmiętą tak, a nie inaczej./ Opisywać chciałem ją, nie inną, śpi na brzuchu upewniana ciepłem jego nogi./ Także kota na jedynej w świecie wieży, jak układa mrucząc wielkie dzieło”.

Filozoficzny sens tych medytacji splata się w refleksji poety z namysłem nad ograniczeniami języka („Z otchłani dla nie ochrzczonych młodzianków i dusz zwierzęcych niech wyjdzie martwy lis i zaświadczy przeciw językowi. (...) / Nie ogólny, pełnomocnik idei lisa w płaszczu podbitym uniwersaliami.”) i nad estetyzującymi tendencjami poezji („brokat stylu [k]tóry (...) nie zna poszczególnych wypadków”). Takiemu sposobowi mówienia usiłuje Miłosz przeciwstawić „formę bardziej pojemną, / która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą” z wiersza Ars poetica? z trzeciego cyklu Zapisane wczesnym rankiem mową niewiązaną. Dwuznaczność tytułu Ars poetica? znajduje potwierdzenie w ambiwalencji, z jaką wypowiada się w tym utworze Miłosz o poezji, nazywając ją „czymś nieprzystojnym”, a jednocześnie przydając jej status czynności wzniosłej, której oddawać się wolno „rzadko i niechętnie, / (...) z nadzieją, że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument”.

Dlatego w Radach z tego samego cyklu przestrzega młodych poetów przed uleganiem pokusie poetyckiego nihilizmu, rejestrującego wyłącznie negatywny obraz świata. Dostrzegając ryzyko postawy przeciwnej – eskapistycznej i idealizującej – odnawia Miłosz zarazem dawny dylemat, po raz pierwszy sformułowany w dobitny sposób w tomie Ocalenie. Tym razem jednak wskazuje rozwiązanie: „Jest bardzo dużo śmierci i dlatego tkliwość / dla warkoczy, spódnic kolorowych na wietrze, / łódeczek papierowych nie trwalszych niż my sami…” Metonimiczna składnia Miłosza skrywa drugie – poza afirmacyjnym umiłowaniem szczegółu – przeznaczenie: staje się poetyckim rytuałem przygotowującym urzeczywistnienie idei apokatastasis, wiary w powtórzenie się całego dzieła stworzenia w najdrobniejszych szczegółach (koncepcji rozwiniętej przez poetę w Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada oraz w Ziemi Ulro).

W swoimi projekcie ocalenia w słowach specjalne miejsce rezerwuje Miłosz dla polszczyzny: „Moja wierna mowo, / służyłem tobie. (...) Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej. / Myślałem że będziesz także pośredniczką / pomiędzy mną i dobrymi ludźmi, (...) może to jednak ja muszę ciebie ratować.” (Moja wierna mowo). W całym zbiorze Miasto bez imienia brzmi mocno ton eschatologiczno-wanitatywny spleciony z demistyfikacją uroszczeń własnego „ja” („Już za chwilę tam będę z nimi, w tańcu wójtów, kurtyzan królów (...). (...) aż jestem tutaj, nie ja, przed jamą splątanych kości.”; „Chciałem, być sędzią ale ci, których nazywałem oni, zmienili się we mnie.” (Na trąbach i na cytrze), zapowiadający problematykę podjętą przez Miłosza później m.in. w Traktacie teologicznym.
Spis treści:
Miasto bez imienia:
Kiedy księżyc
Veni Creator
Okno
Słowa

Na trąbach i na cytrze:
Jak było
W drodze
Kronika
Jakże znosiłeś
Na brzegu
Ktokolwiek
Biel
Źródło
Twierdzenie i odpowiedź
Im więcej

Zapisane wczesnym rankiem mową niezwiązaną:
Rady
Zaklęcie
Ars poetica?
Twój głos
Wyższe argumenty na rzecz dyscypliny zaczerpnięte z przemówienia na radzie powszechnego państwa roku 2068
Wyspa
Kiedy byłem mały
Sposób
Moja wierna mowo

</document>
<document nplp_id="1998" title="Poezja Tadeusza Różewicza" slug="poezja-tadeusza-rozewicza">Jedna z najwyrazistszych propozycji wiersza wolnego w polskiej literaturze po II wojnie, Różewicz w dużym stopniu wpłynął na styl nowoczesnej poezji polskiej, zwłaszcza po 1956 roku. Stworzył i konsekwentnie rozwija własną postać wiersza nowoczesnego, polegającego na krótkich, bezrymowych wersach, operowaniu podstawowymi znaczeniami słowa i wydobywaniu jego potencjał znaczeniowego przy pomocy podziału na wersy. Jest to tzw. wiersz skupieniowy, w którym najsilniejsze elementy podkreślane są skupieniem akcentów. Forma - zgodnie z funkcjonalistycznym podejściem awangardy - podporządkowane jest treści i zadaniu osiągania maksymalnej ekspresji i dramatycznego wyrazu, odpowiadającego poglądom Theodora Adorno o niemożliwości poezji.

Poezja Różewicza to w zasadzie "antypoezja" czy poezja niemożliwa. Różewicz może być uważany za kontynuatora linii artystycznej międzywojennej awangardy, zwłaszcza Awangardy Krakowskiej, nie opiera jednak swojego wiersza na metaforze, która ma bardzo ograniczone zastosowanie w jego poezji. Osiąga najczęściej efekt szoku u odbiorcy, wydobywając znaczenia z pospolitego i banalnego tworzywa słów. Posługuje często tekstami zapożyczonymi, które traktuje jako element do obróbki artystycznej - w podobny sposób jak artyści wizualni wprowadzają do kompozycji przedmioty zużyte, śmieci czy kawałki gazet.

Obok tomu Czesława Miłosza Ocalenie i Juliana Przybosia Miejsce na ziemi - Niepokój Różewicza stanowi w poezji polskiej tuż po II wojnie światowej ważne zjawisko jako głęboka i wielostronna reakcja artystyczna na wstrząs historyczny.

Wiersz Różewicza jest programowo pozbawiony elementów sztuczności, ozdób, a jego celem nie jest dążenie do piękna, ale konsekwentne, aż po utwory z XXI wieku, dawanie wyrazu ogołocenia człowieczeństwa. Ta postawa, ujawniona już w wierszach drukowanych w prasie po roku 1945 jest wyrazem buntu i zapisem "poezji niemożliwej" czy też anty-poezji, będącej odpowiedzią na masową zagładę w okresie II wojny, powszechność dehumanizacji i jej banalność. Po latach ta postawa przybiera postać głębokiej frustracji, wyrażanej także poprzez formę wierszową i programowy antyestetyzm.</document>
<document nplp_id="1999" title="Widzenia nad&amp;nbsp;Zatoką San Francisco" slug="widzenia-nad-zatoka-san-francisco">Widzenia nad Zatoką San Francisco –wydany w 1969 (wydanie krajowe 1989) zbiór 32 esejów - z przewagą tekstów niedługich - podsumowujący doświadczenia Miłosza z Kalifornii lat sześćdziesiątych, okresu studenckich buntów, torujących drogę społecznym przemianom. Według słusznej uwagi Leonarda Nathana i Arthura Quinna, to „najbardziej zaniedbane dzieło Miłosza”, odczytywane często jako przede wszystkim reportaż, zdominowany przez obrazy dawnej i współczesnej Ameryki oraz krytykę kontrkultury (z barwnymi anegdotami z kampusu Berkeley). Dyskurs eseistyczny prowadzony jest tu czasem bardzo kapryśnie, poddany, wg autora, „zachciankom umysłu” - przerywany skojarzeniami i nawrotami wątków, ale krążący konsekwentnie wokół jednego centrum – problemu kryzysu współczesnej cywilizacji i jego egzystencjalnego, a także metafizycznego wymiaru. W subkulturowych hasłach powrotu do natury Miłosz dostrzegł ukrytą postawę neomanichejską, awersję do bytu, a także próby irracjonalnej ucieczki od kultury, następstwa rozdźwięku nauki i religii, który przyczynił się do utraty antropocentrycznej perspektywy i ukształtował obraz świata oparty na determinizmie.

Ta hybrydyczna książka najpierw prezentuje się czytelnikowi jako intelektualny pamiętnik przybysza z Europy, który musi zmierzyć się z obcością Zachodniego Wybrzeża Ameryki: niemal fenomenologiczny opis elementarnego doświadczenia egzystencji rozpoczyna księgę zdziwień-bycia-tu (O moim zamiarze), następne teksty punkt ciężkości z „ja” przenoszą na refleksyjny opis Kalifornii, przede wszystkim jej przestrzennego rozmachu, który nie poddaje się „humanistycznym wyobrażeniom”. W dziewiczym pejzażu manifestuje się wyzywająca siła natury, wymagającej od człowieka wysiłku w ustanowieniu swojego miejsca w świecie pierwotnego chaosu (O miejscu, gdzie jestem), poza ludzkim wartościowaniem, obcym i obojętnym (Co czuje się wobec zbyt dużego obszaru). Naturze, której prawa są „tylko samowystarczalnym przeciwsensem”, Miłosz przeciwstawia przestrzeń społeczną i cywilizacyjną twórczość, która jednak nie gwarantuje w Kalifornii azylu przed pustoszącą „małe gospodarstwo nadziei i zamiarów” bezmiernością krajobrazu, stanowiącego stałe wyzwanie do konfrontacji człowieka z przyrodą. Natura pozostaje sferą obcą człowiekowi, mimo procederu doszukiwania się w niej sensu, uczłowieczania jej w symbolu i metaforze (Symboliczne góry i lasy), czego dowodzi apologia drzewa, ilustrującego sakralny, jak w Boskiej komedii, „podział istnienia na trzy strefy”, która daje okazję do opisu amerykańskich sekwoi (nb. poeta wynalazł dla nich trafny polski ekwiwalent: „krasnobór”). Pojawia się też tutaj motyw manichejski – w jałowy krajobraz, pełen „zbędnego splendoru” wpisują się „intencje ukrytego, przewrotnego Twórcy”, „demonicznej obecności”, obnażającej brutalność w człowieku (Zdarzenia w Kalifornii). Dolina Śmierci jest już w istocie „pustynią, zmieniającą ludzi w fantomy” – przestrzenią Ziemi Ulro . Miłosz powraca tu także do swoich młodocianych pasji przyrodniczych (Wspomnienie pewnej miłości) i utraty złudzeń na temat natury, punktu zwrotnego, kończącego jego dzieciństwo (jak bohatera Doliny Issy – wzmianka o sporze o powszechniki odsyła natomiast do wiersza Sroczość). Własne poety przypadki z naturą stanowią prolegomena do kluczowych rozważań książki, dotyczących konsekwencji antropologicznych, które przyniosła nauka, obrazowi Boga w stworzeniu przeciwstawiając „samoczynny, ustawiczny Ruch”, kształtujący nowoczesną świadomość. Ewolucja zmieniła antropocentryczny punkt widzenia: „Przejęty litością nad zwierzęciem w sobie […] człowiek, poniżony, nabywał współczucia dla wszystkiego, co żyje i cierpi, nazywając istnienie obozem koncentracyjnym” (O skutkach nauk przyrodniczych); Miłosz dostrzega w całej epoce, podległej naukowej wizji świata, rys „neomanicheizmu”, urazu do złej materii, która wikła człowieka w swoje żelazne prawa i narzuca mu swoje „bezosobowe okrucieństwo”, skazuje na samotność w pustej przestrzeni kosmosu, wykorzenia z bytu. Zarysowuje się tu problematyka rozpadu wyobraźni religijnej, kontynuowana potem w Ziemi Ulro. Wyobraźnię kształtuje przestrzeń, która wraz z wizją nieskończonej pustki kosmicznej, sprowadzającej człowieka do drobiny, została pozbawiona sakralnego ładu i stabilności (Religia i przestrzeń). Miłosz wiąże początek tego kryzysu z romantyzmem i z wiekiem XIX, który skrytykuje ostro, tu głównie za manichejski lęk przed sferą cielesności, uchwytny nie tylko w poezji, również w marksizmie (O tamtym stuleciu); przedtem Krótka dygresja o kobiecie jako przedstawicielce Natury przypomina szczególny uraz wobec natury związany z erotyką – w traktowanym jako jedna epoka wieku XIX i XX, a zwłaszcza w epoce modernistycznego przełomu. Według Miłosza to postawa religijna, ponadwyznaniowa i przekraczającą nawet granice wiary, implikuje uniwersalny szacunek dla bytu. Zasadniczy, choć ukryty często na drugim planie rozważań, temat wyobraźni religijnej – i potrzeby religii - powraca w esejach O zgiełku wielu religii oraz O katolicyzmie, najbardziej antropocentrycznym wyznaniu. Tym razem na Kalifornię Miłosz patrzy przez pryzmat swoich studiów tomistycznych. Niemniej jednak sam przyznaje, że i jego wyobraźnia zdradza wpływ nowej epoki: „wyzwolono mnie z przestrzeni zakrzepłej niby ciało stałe”. W kolejnych esejach zawęża perspektywę, analizując skutki zburzenia tradycyjnego sposobu życia dla współczesnej egzystencji – na przykładzie cywilizacji amerykańskiej, w którą wpisana jest alienacja, „obcość wobec siebie i wobec bliźnich” (O pewnej chorobie trudnej do nazwania). Naszkicowaną tu swoistą fenomenologię podróży rozwija też esej Ja, motor, ziemia. Temat natury i religii splata się w eseju Carmel poświęconym Robinsonowi Jeffersowi i religijnemu aspektowi jego inhumanizmu. Z amerykańskim poetą Miłosz polemizuje również w utworze Do Robinsona Jeffersa, jedynym wśród esejów, które coraz częściej przechodzą na grunt socjologii i historii, jak Migracje czy Zdarzenia w Kalifornii (z epoki kolonizacji). Tekst O westernie zestawia wyobrażenia o Ameryce m.in. z realizmem Cendrarsa, O cnocie – konfrontuje amerykański etos z naturą; do ogólnych wniosków prowadzą zawsze błyskotliwe analizy konkretu. Rozważając znaczenie wymiaru społecznego egzystencji (Ja i oni), Miłosz odżegnuje się od naukowego charakteru swoich socjologicznych zamiłowań, przedkładając nade wszystko zmysłowe doświadczenie rzeczywistości – jak u chwalonego tutaj Walta Whitmana. Jego kontynuator Allen Ginsberg jest już krytykiem opresyjnej, alienującej cywilizacji, podporządkowującej sobie naturę i równie człowiekowi wrogiej (Wizerunek bestii), chociaż do liczby sprowadza jednostkę również fizjologia (Co jest moje). Miłosz analizuje nową utopię seksu (Seks dostarczony) i kulturę masową, zwłaszcza przemoc wszechobecną w medialnym wizerunku świata, wzbudzającą neomanichejską niechęć do rzeczywistości (O cenzurze). Drugą część książki zdominuje otwarta krytyka subkultury i obraz amerykańskiego społeczeństwa w dobie kryzysu lat sześćdziesiątych w esejach O agonii Zachodu (sięgający do historycznych źródeł tego pojęcia), Bezkształtne i nowe, Ewangeliczny wysłannik, Czarni, O tańcu śmierci i nierówności ludzi. Osobne teksty Miłosz poświęcił kultowej twórczości Henry Millera, prekursora kalifornijskich buntowników, i myśli swojego uniwersyteckiego kolegi (Odradzanie się utopii: Herbert Marcuse). Władzy absurdu, którego wyróżnikami są alienacja, degradacja religijnej wyobraźni, neomanichejska nienawiść do materii, niemożność życia, prometeizm zwrócony w nicość, Miłosz przeciwstawia konsekwentnie antropocentryczny punkt widzenia (Rozdział, w którym autor przyznaje się, że jest po stronie ludzi w braku czegoś lepszego), raz kolejny głosząc pochwałę tradycji kulturalnej jako dorobku ludzkości i racjonalistycznej myśli przeciw utopijnemu powrotowi do natury, ale zarazem opowiada się za ratio zakorzenionym w metafizycznym światopoglądzie. W ostatnim eseju Miłosz jeszcze raz ironicznie traktuje zarówno społeczeństwo kultury masowej, jak bunt kontrkultury, sięgając do własnych doświadczeń. Porównuje Zachód europejski (Francja) z Zachodem amerykańskim, zestawia bilans zysków i strat opuszczenia Europy oraz osiedlenia się (i konieczności integracji) właśnie w Ameryce, która staje się teraz paradygmatem wszelkiego wygnania, „także wygnania z przestrzeni istniejącej w umyśle, zhierarchizowanej przez tron Boga” (O emigracji do Ameryki tudzież jakby podsumowanie). Na koniec podejmuje temat wyobraźni, pod wpływem nauki odrzucającej swój dawny religijny paradygmat, szukając perspektyw wyzbycia się tej nabytej bezdomności, ponownego zakorzenienia w bycie, wyjścia z „nihilistycznego bezwładu”; ostatnie strony stanowią już swoiste wprowadzenie do Ziemi Ulro. Zakończenie zamyka klamrą początkowe rozważania: „Jedyne, czego jestem pewien, to moje zdziwienie”.</document>
<document nplp_id="2000" title="Wielka liczba" slug="wielka-liczba">W Wielkiej liczbie filozoficzny sceptycyzm Szymborskiej sprzymierza się z etycznym maksymalizmem – poetka demonstruje ironiczny dystans wobec wszelkich przejawów narzucania komuś przekonań. Jest krytyczna zarówno wobec opresyjnej powagi dyskursów poznawczych (Utopia), jak i gotowości do obracania wszystkiego w żart (Ostrzeżenie). Nie godzi się na dyktat stereotypów, odbierających życiu powab spontaniczności i autentyczności (Uśmiechy, Pustelnia, Portret kobiecy). Podejrzewa, że za ich popularnością stoi zgubne przywiązanie do idei doskonałości. Kpi z powszechnego wyobrażenia, zakładającego, że synonimem doskonałości jest przewidywalność, której zasadę znajduje w „bycie niesprzecznym cebuli” (Cebula). Przeciwnie, głosi chwałę liczby Pi, która „nie pozwala się objąć” (Liczba Pi) i niemiłosiernie drwi z nudnej ciasnoty schematyzmu (Parada wojskowa). Wyczulenie Szymborskiej na opresyjne, ograniczające zachowania sprawia, że autoironicznie karci samą siebie, porównując się z własną siostrą: „A kiedy siostra zaprasza na obiad, / to wiem, że nie w zamiarze czytania mi wierszy.” (Pochwała siostry). Bezinteresowność zajmuje tak ważne miejsce w hierarchii wartości poetki, że w jej braku upatruje podstawowy mankament miłości i dlatego przeciwstawia jej przyjaźń: „Wiele zawdzięczam / tym, których nie kocham. // (...) Pokój mi z nimi / i wolność mi z nimi, / a tego miłość ani dać nie może (...).” (Podziękowanie). Jednak nawet przyjaźń bywa omylna (Pokój samobójcy). O radykalnym sceptycyzmie Szymborskiej przesądza odczucie absolutnej niemożności ogarnięcia świata, także przez siebie: „Wybieram odrzucając, bo nie ma innego sposobu, / ale to, co odrzucam, liczebniejsze jest, / gęstsze jest, natarczywsze jest niż kiedykolwiek” (Wielka liczba). Mimo to podejmuje raz po raz próby poetyckiego utrwalenia tego bezmiaru – tak w ogólności (Psalm), jak i poszczególności (Widziane z góry), nigdy nie zapominając jednak o tym, żeby z humorem traktować niezadowalający efekt tych wysiłków (Recenzja z nie napisanego wiersza).

Wielka liczba jest kolejnym tomem Szymborskiej w całości podporządkowanym idei poezji intelektualnej. Poetka nie waha się wprowadzać do swoich utworów elementów dyskursu, czyni to jednak za każdym razem w sposób ironiczny, ujawniając, że to, co pisze jest raczej stylizacją na wywód niż wywodem właściwym. Z dyskursu ocala przede wszystkim abstrakcyjne pojęcia, poddaje je jednak najrozmaitszym poetyckim operacjom, odbierając im pierwotną powagę. Dzieje się tak na przykład w wierszu Utopia, w którym iluzja dążenia do epistemologicznej pewności zdemaskowana zostaje w serii deprecjonujących określeń: „drzewo Słusznego Domysłu”, „Drzewo Zrozumienia”, „źródło, co się zwie Ach Więc To Tak”, „Dolina Oczywistości”, „dolina Pewność Niewzruszona”, „ze szczytu (...) roztacza[jąca] się Istota Rzeczy”. Bywa, że z mowy perswazyjnej zachowany zostaje jedynie schemat „teza – dowód – wnioski”. Dobrze ilustruje ten sposób postępowania utwór Cebula. Jego początek, celowo ukształtowany jak fragment będący kontynuacją wcześniejszej myśli („Co innego cebula”), pozwala zrekonstruować domyślną tezę (o doskonałości cebuli), która zostaje następnie ironicznie udowodniona. Według tego samego modelu skonstruowane są Podziękowanie, Psalm, Ostrzeżenie, w których tezy zawarte są w pierwszym wersach oraz Pochwała złego o sobie mniemania, gdzie tezą jest tytuł.

Tytułowa „wielka liczba” sygnalizuje w skrócie tematykę znaną z wcześniejszej twórczości Szymborskiej, chociażby z wiersza Urodziny z poprzedniego tomu Wszelki wypadek – zadziwiający fenomen nieogarnialnej liczności zamieszkujących rzeczywistość bytów, a zarazem niepowtarzalnej, choć znikomej pojedynczości każdego z nich, nie wyłączając własnego. Wbrew sugestii tytułu problematyka ta nie wypełnia jednak całego zbioru. Poza wierszem tytułowym, odnaleźć ją można jedynie w kilku, w tym raz autoironicznie sparodiowaną. W Recenzji z nie napisanego wiersza pokpiwa Szymborska sama z siebie i ze swoich prób oddania w słowach filozoficznych odczuć: „autorka stwierdza, że Ziemia jest mała, / niebo natomiast duże do przesady, / a gwiazd, cytuję: «więcej w nim niż trzeba»”. Podobnie ironicznemu przeformułowaniu ulega ta problematyka w utworze Nad Styksem, groteskowej wizji przepełnionych zaświatów: „Ludzkość zwielokrotniła się i to są skutki”; „Bezkolizyjny przewóz dusz / (miliony pasażerów rok po roku) / jest nie do pomyślenia już / bez magazynów, biur i doków.” Dramat „wielość-pojedynczość” pojawia się także jako punkt wyjścia do innych, dalej zmierzających refleksji, jak w Psalmie, gdzie staje się pretekstem do rozważań o absurdalności ludzkiej potrzeby wytyczania granic i ich nie-naturalności. Rozważania te prowadzone są w postaci antyfrazy, imitującej rzekomą irytację z powodu nieszczelności barier: „Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce, / która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika / na pytanie: skąd dokąd – nie poczuwa się do odpowiedzi.” Z kolei w wierszu Widziane z góry widok martwego żuka, będącego synekdochą wszystkich żuków, owadów i innych istnień zamieszkujących naturę, daje asumpt do uogólnionej myśli na temat dyskrecji zwierzęcego umierania tak odmiennego od stylu śmierci ludzkiej… Powraca także w tomie Wielka liczba jeszcze jeden wariant problematyki niemożliwej do ogarnięcia wielości – wielości potencjalnej, już odbytej lub wciąż niedokonanej. W Śnie starego żółwia śniącego fragment jakiejś osoby „Ktoś, postać nieznana, / potrafił urwać się na chwilkę z zatracenia / i światem się przemyka! Od pięt po kolana”.

Jak się zdaje, tym, co w Wielkiej liczbie nowe, wynika z subtelnie sygnalizowanej przez poetkę irytacji. Irytuje ją w pierwszym rzędzie wszelkie przywiązanie do narzucanych z zewnątrz modeli czy recept postępowania, w czym dopatruje się istotnego zawężania sfery wolności. Ofiarą tej krytyki pada miłość i jej zaborczość, której przeciwstawia Szymborska bezinteresowność przyjaźni (Podziękowanie). Kpi sobie również z imperatywu szczęścia, fetyszu współczesności (Eksperyment) oraz obowiązku stałej manifestacji dobrego samopoczucia, podczas gdy „istota ludzka smutna jest z natury” (Uśmiechy). Irytuje ją presja stereotypów i uleganie jej. Dowcipnie i drobiazgowo analizuje stereotypizację wymogów stawianych w dzisiejszych czasach kobiecie, prowadzących nierzadko do absurdalnych i wykluczających się oczekiwań: „Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie / Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno. / Naiwna, ale najlepiej doradzi. / Słaba, ale udźwignie.” (Portret kobiecy). Równie bezwzględnie obnaża niestosowność wszelkich domysłów wobec aktu samobójstwa (Pokój samobójcy). Wyśmiewa interpretacyjne uzurpacje (Żona Lota), drwi z fałszu artystycznych konwencji (Miniatura średniowieczna) i demaskuje nieautentyczność jako signum temporis (Pustelnia). Sojusznika znajduje w starym śpiewaku, przeciwstawiającym się naporowi dowolności i trzymającym się uparcie właściwej wersji wydarzeń (Stary śpiewak), choć i on nie ma złudzeń: „tylko że / kto ją pamięta –”. Odczuwalne zmęczenie Szymborskiej światem znajduje również wyraz w wierszu Jabłonka – wizji „raju majowego”, w którym chciałoby się „pozostać jeszcze, nie wracać do domu.” O niewygodzie egzystencji traktuje również Życie na poczekaniu, podejmujące topos życia jako sztuki teatralnej, do której odegrania nie można się przygotować. Choć irytuje poetkę presja wymogów, wyłącza z niej ideę poddawania się ocenie własnego sumienia (Pochwała złego o sobie mniemania) i ze zgrozą przeprowadza wiwisekcję świadomości terrorysty, pustką emocjonalną przypominającą wnętrze cyborga (Terrorysta, on patrzy).
Spis treści:
Wielka liczba
Podziękowanie
Psalm
Żona Lota
Widziane z góry
Sen starego żółwia
Eksperyment
Uśmiechy
Parada wojskowa
Terrorysta, on patrzy
Miniatura średniowieczna
Stary śpiewak
Pochwała siostry
Pustelnia
Portret kobiecy
Recenzja z nie napisanego wiersza
Ostrzeżenie
Cebula
Pokój samobójcy
Jabłonka
Pochwała złego o sobie mniemania
Życie na poczekaniu
Nad Styksem
Utopia
Liczba Pi</document>
<document nplp_id="2001" title="Wiersze ostatnie" slug="wiersze-ostatnie">Tom Wiersze ostatnie zawiera utwory poetyckie Miłosza pisane po ogłoszeniu tomu Druga przestrzeń (2002) a przed śmiercią (2004), a więc z lat 2002-2004 (większość z nich jest datowana). Część z nich poeta zdołał za życia ogłosić w prasie literackiej, m. in. „Tygodniku Powszechnym”, „Odrze”, „Zeszytach Literackich” i „Kwartalniku ARTystycznym”. Niektóre z tych wierszy ukazały się także w wydanym przez „Zeszyty Literackie” zbiorze Jasności promieniste i inne wiersze. Pierwodruki 1984-2005 (2005). Kształt książki, tj. podział na cykle i kolejność wierszy, pochodzi od jej redaktora, Jerzego Illga. Wiele wierszy swój ostateczny kształt zawdzięcza sekretarce poety, Agnieszce Kosińskiej, która pomagała ciężko choremu poecie w ich zapisywaniu, przepisywaniu, wykańczaniu.

W pierwszym cyklu redaktor umieścił przede wszystkim utwory wspomnieniowe, autobiograficzne i autotematyczne. Pierwszy zapis można uznać wręcz za manifest i podsumowanie poetyki pisarza: I nic we mnie nie było spontaniczne, ale pod kontrolą woli. Składający się z dwóch czterowersów wiersz Wstydzę się kolejny raz podejmuje Miłoszową obsesję wstydu i kalectwa bycia poetą. Język ludzki uznaje tu za niewystarczający, bo służący do schlebiania, poeta pragnie więc innego języka, może nad-języka, a może języka „pozaziemskiego” (aniołów?): "Wstydzę się układać wiersze / zajęcie nieskromne / schlebiać czytelnikowi / aż powie to dobry wiersz. // Wolałbym przemówić / innymi sowami / tak żeby nit przytomny / nie życzył sobie mnie słyszeć".

Drugim biegunem tak maksymalistycznego pragnienia jest więc popadnięcie w milczenie, jak w innym wierszu: "Aż nauczyłem się, że najbardziej wskazane jest / zamilczeć". Jednocześnie człowiek, który całe życie pracował w języku, „składał wiersze”, w chwili, gdy opuszcza go głos natchnienia, czuje się bezradny, o czym mówi wiersz Bez Dajmoniona: "Dajmonionie, od dwóch tygodni nie nawiedzasz mnie / I staję się kim byłbym zawsze bez twojej pomocy. / patrzę w lustro i niemiła jest mi moja twarz, / Pamięć otwiera się, a tam straszno. (…) Cóż kiedy nie umiem nawet tej skargi ułożyć". W dłuższym poemacie Dziewięćdziesioletni poeta podpisuje swoje książki Miłosz powraca pamięcią do wydarzeń z początku lat 50., kiedy to zdecydował się zostać na emigracji i w prasie krajowej rozpętała się nagonka na niego. Satysfakcja, że przeżył swoich adwersarzy jest jednak gorzka: "Więc jednak przetrzymałem was, moi wrogowie / Wasze nazwiska mech teraz porasta. / A gorliwie braliście udział w obławie / Na zdrajcę i wyrodka. Moralitet uczy, / Że zawsze w końcu wygra sprawiedliwość".

W poemacie tym wspomina również bliskich sobie pisarzy, Jerzego Andrzejewskiego i Witolda Gombrowicza (tutaj jako „Witold Gombrys”, Litwin), po to, by wyrazić obawę, że może jego pisarskie i ludzkie ego jest równie potworne, co ich: "Odczuwam litość i razem obawę, / Że może jestem taki sam jak oni, / Że udawałem dąb, a byłem próchno. / Jaka mizeria. Ale wybaczona. / Bo starali się zostać większymi od siebie, / Na próżno tęskniąc do miary proroków". Wątek powrotu pamięcią do dzieciństwa i młodości pojawia się w Obecności, Do natury, Panu Syruciu, W garnizonowym mieście, *** [W Wilnie kwitną bzy…]. We wszystkich scenerią jest Litwa.

W drugim cyklu znalazły się wiersze, w których „ja” jest nieobecne lub obecne w znacznie mniejszym stopniu (np. Leonor Fini, Mara: wielość), dotyczą także czasów późniejszych albo współczesnych. Jedno zdanie powstało jako komentarz do „błysku” Julii Hartwig o lustrze. Żółw zapisuje zdumiewające spotkanie dwojga dzieci, Janka i Neli, z żółwiem, który kopuluje z butem chłopca, myląc go z partnerką. Wiersz przedstawia zdumienie człowieka, który uważa się za wyższą część natury ("My jesteśmy gatunek wysokiego piętra"), naturą w jej rozmaitych przejawach; owo roszczenie zostaje tu zdemistyfikowane: "Janek i Nela nie pojmowali żółwia. / poniżało ich jego pokrewieństwo z nimi. / Chcieli być czystymi inteligencjami. / Wkrótce potem umarli i na ich krzesłach nikogo".

W części trzeciej wydawca zamieścił poemat Orfeusz i Eurydyka, ogłoszony także w osobnej książce.

Cykl czwarty zawiera wymieszane wiersze na tematy teologiczne (Niebiańskie), filozoficzne (*** Nieogarniony żywioł…, *** Materializm, owszem…), publicystyczne i doraźne (Stary człowiek ogląda TV, Flet szczurołapa, Normalizacja), jak również zapisy starzenia się. Wśród nich zwraca uwagę dosadna Późna starość, ukazująca tytułowy proces czy stan jako utratę erotycznej więzi ze światem: "Skończone budzenia się rano / ze stojącą pytą / która prowadzi i wskazuje drogę. / Ukazuje się Ja, i jest to / przepaść zupełnie czarna". Stąd dowcipna konkluzja: "Pora na pobożną literaturę", a jej próbką jest obraz poety uczepionego błogosławionej Kunegundy, która z kolei chwyciła się św. Franciszka, i "tak połączeni w girlandę unosimy się".

W cyklu piątym znalazł się niezwykły hołd Miłosza, złożony późnobarokowemu poecie polskiemu, księdzu Józefowi Bace, przez lata uważanemu za grafomana. Tym samym Miłosz dołącza do długiej listy dwudziestowiecznych admiratorów poetyki Baki, obejmującej m.in. Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, Mirona Białoszewskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza. Na cześć księdza Baki mówi o spotkaniu z Otchłanią w tonie tyleż Bakowskim, co Leśmianowskim, wiążącym metafizykę z dosadnymi konkretami, tu reprezentowanymi przez „krowie łajno” z muchami, symbolizujące ziemię.
Spis treści:
*** (Zapisy mego czucia…)
Obecność
Do Natury
*** (Przybywam z innej fazy…)
Pan Syruć
W garnizonowym mieście
*** (W Wilnie kwitną bzy…)
Wstydzę się
*** (Nie wyjawiać…)
Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki
Bez dajmoniona
Żywotnik
W tumanie
Jedno zdanie
Pan od matematyki
Żółw
Leonor Fini
Księżniczka
*** (Miejsca nawiedzone…)
Mara: Wielość
Historie ludzkie
Orfeusz i Eurydyka
Niebiańskie
Późna starośc
*** (Nieogarniony żywioł…)
Co mnie
Stary człowiek ogląda TV
Flet szczurołapa
Normalizacja
*** (materializm, owszem…)
Głos
W depresji
Dobroć
Jak mogłem
Niebo
Komentarz do wiersza „Niebo”
*** (Modlę się do mego…)
Na cześć księdza Baki
Antegor
Syn arcykapłana
Jeżeli
*** (Obróceni twarzami ku Niemu…)
Sanctificetur
O zbawieniu</document>
<document nplp_id="2004" title="Wołanie do&amp;nbsp;Yeti" slug="wolanie-do-yeti">Trzeci z kolei, a pierwszy po październiku 1956 roku, kończącym erę stalinizmu, tom poetycki Wisławy Szymborskiej, uznawany przez krytykę za drugi, właściwy debiut autorki. Z etycznych rozliczeń z epoką totalitaryzmu wyprowadza Szymborska przede wszystkim wnioski o charakterze ogólniejszym. Zamiast rozważać konsekwencje systemu totalitarnego i zagadnień odpowiedzialności za nie, woli – z dwoma wyjątkami, jakimi są wiersze Rehabilitacja oraz Przyjaciołom – refleksję globalną na temat natury świata i kondycji egzystencjalnej zamieszkującego ten świat człowieka.

Mimo niedobrych konkluzji, których dramatyzm potęgują wizje zbrodni wojennych (Jeszcze, Sen nocy letniej), poetka usiłuje zdobyć się na myślenie pozytywne. W utworze Z nieodbytej wyprawy w Himalaje, do którego nawiązuje tytuł całego tomu, ucieka się nawet do ironicznej perswazji: „Dziedziczymy nadzieję – / dar zapominania. / Zobaczysz jak rodzimy / dzieci na ruinach.” Potrzeba odnalezienia sankcji dla postawy afirmacji kieruje poetkę przede wszystkim w stronę emocji osobistych – intymnych uczuć (Jawność) i kameralnych wzruszeń codziennych (Martwa natura z balonikiem). W całym tomie poszukiwaniom etycznych pewników ani przez chwilę nie przestaje towarzyszyć jednak nieufność i zwątpienie, nakazujące z ostrożnością przyjmować narzucane z zewnątrz rozwiązania (Noc, Spotkanie) i puste gesty (Buffo, Pogrzeb). Bez przesady powiedzieć można, że w tomie Wołanie do Yeti po raz pierwszy w pełni ujawnia się czuły sceptycyzm Szymborskiej, uznającej wprawdzie, że rzeczywistość „jest jak Bach / chwilowo grany / na pile” (Obmyślam świat), ale jednocześnie nie tracącej wiary w sens „wpatrywania się / w gwiaździste niebo, / żuchwy sinantropusa, / skok pasikonika, / plankton, / płatek śniegu.” (Drobne ogłoszenia) i szukającej pociechy w byciu „jednorazową aż do szpiku kości” (Próba).

Opublikowany po październiku 1956 roku trzeci tom poetycki Wisławy Szymborskiej nosi wszelkie ślady przewartościowań, jakie wywołał w jej myśleniu i pisaniu upadek stalinizmu. W zbiorze Wołanie do Yeti potrzeba rozliczenia się z przeszłością z rzadka przybiera jednak postać dosłowną. Dzieje się tak jedynie w wierszu Przyjaciołom, a przede wszystkim w utworze Rehabilitacja, gorzkiej wizji powrotu zdradzonych umarłych, niesłusznie oczernianych przez totalitarną propagandę: „wychodzą z przemilczenia, wracają do imion, do pamięci narodu, do wieńców i braw.” Opis okoliczności rehabilitacji zdradza jednak ironiczny opór poetki przed uznaniem wystarczalności tych zabiegów. Swojemu uczuleniu na obłudę oficjalnych rytuałów daje wyraz także w innym wierszu: „Czaszkę z gliny wyjęli, / położyli w marmury, /luli luli ordery / na poduszkach z purpury.” (Pogrzeb). Manifestowany przez poetkę dystans jawi się jako naturalny efekt towarzyszący utracie niegdysiejszych złudzeń: „Miasto, w którym mieszkałam, / Jerycho się nazywa. (...) Stoję naga zupełnie / pod powietrza mundurem.” (*** (Historia nierychliwa…)).

Poczucie dystansu sprzyja jednocześnie narodzinom specyficznego, cierpkiego humoru, będącego nie tyle oznaką radości, co częściej – poczucia gorzkiej, ironicznej przenikliwości. W dwóch inicjalnych wierszach tomu odnosi Szymborska ten stan wewnętrzny do sytuacji wiary. W Nocy i Spotkaniu w poetycki sposób opowiada o drodze od religijnego buntu do zwątpienia. Infantylizm opowieści zapisanej w Nocy („Pan Bóg uda, / że wefrunął przypadkiem, / a potem weźmie ojca / do kuchni na konszachty”) odgrywa istotną funkcję, stając się argumentem na rzecz sceptycyzmu i „przeprowadzki / z dosłowności / do przenośni.” Podobnie deziuluzyjny charakter ma wizja piekła w drugim z wierszy, w której wtrąceni weń grzesznicy „gwałtownym wybucha[ją] (...) śmiechem, / a śmiech szerokie koła toczy / i wór wieczności, wzdęty echem, / pęka”. Utrata wiary odczuwana jest jednak przez poetkę z pewną dozą ambiwalencji; w utworze Hania, stanowiącym pełen czułości portret, wyrażony zostaje podziw dla religijnej czystości i prostoty służącej: „jest taka chuda, tak bardzo nic nie ma, / że zabłądzi w bezmiarze Igielnego Ucha.”

Postawa sceptycyzmu pojmowana jako metoda na istnienie w rzeczywistości społecznej i obrona przed złudzeniami wszelkich wiar zbiorowych nie powinna mieć racji bytu w świecie intymnym. Pochwałę miłości jako dobrowolnej bezbronności zawiera piękny wiersz Jawność, ujmujący uczucie dwojga ludzi jako stan rezygnacji z jakiejkolwiek osłony, symbolicznie oddany przez obraz leżących w ciemnościach nagich kochanków i ich świecących serc. Pięknu miłości, jak wszystkiemu, zagraża jednak nieuchronnie płynący nieprzerwanie czas. „Nie ma dwóch podobnych nocy, / dwóch tych samych pocałunków” mówi w utworze Nic dwa razy poetka. Prośbie o ocalenie kruchej istoty uczucia poświęcony jest niezwykły wiersz-modlitwa Upamiętnienie, w którym opiekunką kochanków czyni poetka jaskółkę. Obok litanijnie powtarzanej prośby „Serce jaskółki / zmiłuj się nad nimi.” oddaleniu zagrożeń ze strony losu, którego wysłanniczką jest ptak, służy seria kunsztownych apostrof: „Jaskółko cierniu chmury, / kotwico powietrza, / ulepszony Ikarze, / wniebowzięty fraku, // jaskółko kaligrafio, /wskazówko bez minut, / wczesno-ptasi gotyku, / zezie na niebiosach, // jaskółko ciszo ostra, / żałobo wesoła, / aureolo kochanków (...)”. O tym, że zabiegi te zdają się na nic, a miłość mimo wszystko może przeminąć, mówi utwór Buffo, w którym dla opisania zgliszcz uczucia sięgnęła Szymborska po groteskową konwencję. Groźba deficytu emocji staje się także motywem przewodnim krótkiego cyklu Drobne ogłoszenia. Te znaki odczytywać można jako wyraz poetyckiej obawy o przetrwanie emocjonalnej wrażliwości wobec globalnie doświadczanego rozczarowania. Horror dokonanych zbrodni odbiera poetce łatwą nadzieję (Jeszcze). Jej ostrożność przesunięta zostaje aż do granicy podejrzliwości, z której nie wyłącza samej siebie: „Tyle wiemy o sobie, / ile nas sprawdzono. / Mówię to wam / ze swego nieznanego serca.” (Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej).

Rozpaczliwą próbę ocalenia we własnych oczach dobrego mniemania o świecie i o ludziach podejmuje Szymborska w wierszu Z nieodbytej wyprawy w Himalaje, w którym dokonuje się tytułowe „wołanie do Yeti”: „Yeti, nie tylko zbrodnie / są u nas możliwe. / Yeti, nie wszystkie słowa / skazują na śmierć.” Niechęć „Yeti Półtwardowskiego” do ludzkiego świata wydaje się projekcją własnej niechęci poetki. W istocie od tego tomu datuje się jej wieloletnia, rozpisana na dziesiątki wierszy i głosów rozmowa z samą sobą. Stawką tej medytacji jest odnalezienie spojrzenia łączącego przenikliwość z naiwnością, brak złudzeń z umiejętnością dziwienia się, a chłód racji ze spontanicznością.

Pozornie idealne rozwiązanie tej kwadratury koła zapewnia poetycka kreacja, umożliwiająca ustanowienie rzeczywistości alternatywnej w miejsce tej skompromitowanej. Sposób, w jaki o takiej ewentualności mówi Szymborska, nie pozostawia wątpliwości, że nawet terapeutyczna wartość takiego gestu znaczy niewiele: „wydanie drugie, poprawione / idiotom na śmiech, / melancholikom na płacz, / łysym na grzebień, / psom na buty”. (Obmyślam świat). Sprzeczności nurtujące samoświadomy umysł odzwierciedlają wieloraką, antynomiczną naturę realności, w której nic – nie wyłączając egzystencji myślącego i czującego indywiduum – nie jest w sposób oczywisty przesądzone. Jedynym pewnikiem wydaje się „jednorazowość aż do szpiku kości” (Próba), a najlepszym symbolem tej egzystencjalnej aporii jawi się mityczna „plus minus Atlantyda”. (Atlantyda). Pociechy dostarczają też momenty wglądu w rzeczywistość od poza-ludzkiej strony – niestety, jedynie na chwilę (Dwie małpy Breughla, Martwa natura z balonikiem).
Spis treści:
Noc
Spotkanie
Hania
Nic dwa razy
Jawność
Buffo
Upamiętnienie
Drobne ogłoszenia
Minuta ciszy
Rehabilitacja
Przyjaciołom
Pogrzeb
*** (Historia nierychliwa…)
Dwie małpy Breughla
Jeszcze
Na powitanie odrzutowców
Martwa natura z balonikiem
Z nieodbytej wyprawy w Himalaje
Próba
Czwarta nad ranem
Sen nocy letniej
Atlantyda
Obmyślam świat</document>
<document nplp_id="2005" title="Wszelki wypadek" slug="wszelki-wypadek">Tom Wszelki wypadek opowiada o zdziwieniu istnieniem czegoś, co mocą przypadku lub konieczności mogłoby nie zaistnieć wcale lub być czymś całkiem innym. Mówi o tym popularne Zdumienie, ciąg pytań, wciąż powątpiewających w oczywistość znajdowania się tu i teraz. Poetka nie rozstrzyga jednak, czy naszym życiem rządzi chaos i przypadek, czy też „przeznaczenie” lub determinizm. Zderzenie tych dwóch koncepcji obrazuje tytułowy wiersz. Dziwność pojawienia się na świecie to temat także jednego z najbardziej znanych wierszy Szymborskiej, nawiązującego do filozofii Heideggera ***(Nicość przenicowała się także i dla mnie), gdzie narodziny człowieka przedstawione są jako przejście ze sfery „minus bytu” (nietożsamej z „nicością”) do „plus bytu”. Przemówienie w biurze rzeczy znalezionych z kolei wykorzystuje pomysł streszczenia dziejów ludzkości. Na samym końcu umieszcza poetka współczesną jednostkę, „pojedynczą osobę w ludzkim chwilowo rodzaju”, tak jakby niemożliwe było pomyślenie o człowieku bez całej historii świata (w tym religii, migracji, ewolucji). Wywiad z dzieckiem przypomina o lekko sceptycznym stosunku poetki do uroszczeń filozofii i jej spekulacji o „wszelkich wypadkach”. Perspektywa dziecka określona tu zostaje mianem „mistrzowskiej”, a obejrzane z tego punktu widzenia niektóre filozoficzne pomysły okazują swoją absurdalność, zazwyczaj nieźle maskowaną przez napuszony język „rozmów z mistrzem”.

Tytuł Wszelki wypadek trafnie oddaje zawartość światopoglądową wielu z pomieszczonych w tym tomie wierszy. Można by ją streścić jako zdumienie z zaistnienia czegoś o bardzo konkretnych właściwościach w danym miejscu oraz czasie – zdumienia wobec świadomości, że ta istota lub rzecz mogłaby mieć właściwości zupełnie inne, lub nie zaistnieć wcale. Zaistnienie czegoś jest więc cudem, może grą przypadku, a może wynikiem działania sieci ciągów przyczynowo-skutkowych. Szymborska nie opowiada się ani za teorią chaosu, ani za bezwzględnym determinizmem, choć nawiązuje do obu tych perspektyw.

Tytułowy wiersz obrazuje zderzenie tych dwóch koncepcji: „Zdarzyć się mogło. / Zdarzyć się musiało"; jednocześnie gra frazeologizmem: "o włos / od zbiegu okoliczności”, ujmuje w sceptyczny nawias koncepcje mówiące o „przypadkowym szczęściu” czy „cudzie”. Cudem jest zdziwienie, nie „okoliczności”. Da się pomyśleć „zbieg okoliczności” dla jednostki, paru jednostek, ale, pyta poetka, jak go pomyśleć z perspektywy globalnej, makro? Fotografia tłumu mówi – poprzez nawiązanie do fotografii jako medium – o opisywanym przez socjologów międzywojnia rozpływaniu się jednostki w masie. Podmiot mówiący nie potrafi znaleźć swojej własnej głowy na fotografii i myli ją z wieloma innymi („Na fotografii tłumu / moja głowa siódma z kraja, / a może czwarta na lewo / albo dwudziesta od dołu; // moja głowa nie wiem która”). Poetka daje jednak do zrozumienia, że taka ujednolicająca perspektywa chętnie wykorzystywana bywa przez dyktatorów, także powołujących się na filozofię – tu reprezentuje ją Duch Czasu, idea wynaleziona przez Hegla, i podjęta przez jego dwudziestowiecznych marksistowskich kontynuatorów. Skrajnie przeciwny temu światopoglądowi styl myślenia poetki znalazł pełny wyraz w popularnym Zdumieniu, składającym się z ciągu pytań, wciąż powątpiewających w oczywistość znajdowania się hic et nunc. Z kolei Urodziny dowcipnie przedstawiają pozorny dramat, jaki człowiek ma z uporządkowaniem swojej wiedzy biologicznej. Choć sytuacja ta przypomina nieco kłopoty ucznia w szkole, jednak u Szymborskiej zyskuje ona podtekst filozoficzny dzięki zwróceniu uwagi na antropocentryzm, nakazujący człowiekowi czuć się panem stworzenia, na co ironicznie wskazują ponawiane pytania „co ja z tym zrobię”: „Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata: / moreny, mureny i morza i zorze, / i ogień i ogon i orzeł i orzech - / jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?” Jak opanować ustalony przez człowieka porządek świata-dla-człowieka, gdy „na chwilę tu jestem i tylko na chwilę”. Nawiązując do koncepcji „wielkiej liczby” można spytać: ile człowiek przeocza, próbując opanować to bogactwo?

Do najbardziej znanych wierszy Szymborskiej z tomu Wszelki wypadek należy również ***(Nicość przenicowała się także i dla mnie), zdradzający zainteresowanie poetki filozofią Heideggera, od którego pochodzi wyrażenie „nicość nicuje” (nicht nichtet). Podejmując myśl filozofa, autorka utworu przedstawia narodziny człowieka jako przejście ze sfery „minus bytu” (nietożsamej z „nicością”) do „plus bytu”, od rewersu do awersu („ile tam ciszy na jednego tu świerszcza, / ile tam braku łąki na jeden tu listeczek szczawiu”). W tym miejscu nawiązuje poetka także do pomysłów filozoficznych Bolesława Leśmiana. W tę filozoficzną problematykę wpisuje poetka również wątek miłosny: „A mnie tak się złożyło, że jestem przy tobie. / I doprawdy nie widzę w tym nic / zwyczajnego”. Tak jakby zdziwienie, źródło filozoficznej refleksji, podpowiada Szymborska, pojawiało się zawsze jako towarzysz zakochania i naturalnego zdumienia nim. Stanisław Balbus dowodzi, że światopogląd Szymborskiej jest erotyczny w sensie kosmicznym, starogreckim: świat doświadczany jest poprzez miłość, sympatię. O miłości mówi także Miłość szczęśliwa, konceptystycznie przedstawiając miłość jako „skandal’ w uporządkowanym świecie relacji społecznych. „Czy to jest normalne, / czy to poważne, / czy to pożyteczne”, podkpiwa poetka, podszywając się pod zwolenniczkę racjonalizmu. Dwoje ludzi „nie widzi świata poza sobą”, a więc świat ów jakoś zdradza, a także budzi zazdrość czy resentyment tych, którym nie jest dana. Być może obarczony jest tym uczuciem wykreowany podmiot, sympatia poetki staje jednak wyraźnie po stronie miłości („Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej / twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej. // Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać”).

W wątek miłości kosmicznej wpisują się także trzy przykłady „poetyki empatii”. W przytułku zawiera portret niejakiej Jabłońskiej, matki trzech synów – ofiar wojny, rysowany z perspektywy innej pensjonariuszki, nieco podśmiewającej się ze współtowarzyszek, a zarazem świadomej, że wszystkie dzielą pewne osobiste nieszczęścia. Spacer wskrzeszonego to poetycki reportaż z oddziału neurochirurgii, pisany tym razem z perspektywy sanitariuszy, o profesorze z uszkodzonym mózgiem („Pan profesor już umarł trzy razy”). Powroty, przypominające niektóre wiersze Anny Świrszczyńskiej z tego samego okresu, to zapisany w konwencji notatki szkic powrotu do domu nieszczęśliwego człowieka, który pragnie zasnąć.


Do bardziej znanych wierszy z tego tomu należy także Przemówienie w biurze rzeczy znalezionych, oparte na chwycie streszczenia dziejów ludzkości, które kończy się na współczesnej jednostce, „pojedynczej osobie w ludzkim chwilowo rodzaju”. Jest to podróż przez religie, migracje, ewolucje („Straciłam kilka bogiń w drodze z południa na północ (...) Nie wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłam pazury”). Podobny, choć zawężony do „jaszczura” jest Szkielet jaszczura, zapisany językiem przewodników muzealnych, który zostaje tutaj lekko zdemaskowany jako antropocentryczny. Wywiad z dzieckiem z kolei oparty jest na fenomenalnym pomyśle nazwania tytułowego dziecka „mistrzem” i opisu jego zachowań w napuszonym języku, po jaki sięgają admiratorzy lub hagiografowie. Z perspektywy dziecka niektóre pomysły filozoficzne, nazbyt abstrakcyjne, odzyskują swoje absurdalne oblicze: „Mistrz odrzuca z niesmakiem absurdalną myśl, / że stół spuszczony z oka musi być stołem bez przerwy, / że krzesło za plecami tkwi w granicach krzesła / i nawet nie próbuje skorzystać z okazji”.
Spis treści:
Wszelki wypadek
Spadające z nieba
Pomyłka
Wrażenia z teatru
Głosy
Listy umarłych
W przytułku
Prospekt
Spacer wskrzeszonego
Fotografia tłumu
Powroty
Odkrycie
Szkielet jaszczura
Pogoń
Przemówienie w biurze znalezionych rzeczy
Zdumienie
Urodziny
Wywiad z dzieckiem
Allegro ma non troppo
Autotomia
Znieruchomienie
Pewność
Klasyk
Pochwała snów
Miłość szczęśliwa
Nicość przenicowała się także i dla mnie
Pod jedną gwiazdką

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="2006" title="Zawsze fragment" slug="zawsze-fragment">Tomik z 1996 roku, nominowany do nagrody literackiej Nike. Opublikowany przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Zbiór wierszy i poematów osnutych wokół motywów fragmentaryczności, cielesności, cierpienia i starości.

Tytuł tomu zaczerpnięty został z poematu Różewicza pisanego od grudnia 1975 roku do lipca 1995. Autotematyzm, częsty także w innych utworach, idzie tu w parze z „antypoetyckością”, autoironią i ironią, skierowanymi nie tylko przeciw wulgarnej, zglajszachtowanej, spauperyzowanej i tandetnej współczesności („kto ma dziś czas na czytanie wierszy”), ale wymierzonymi również w ideę dzieła estetycznie doskonałego, zamkniętego i skończonego, w „poetyckość”, która nie potrafi udźwignąć tematu cierpienia. W postawie tej można dopatrzyć się podobieństw z teorią estetyczną Adorna, który odrzucał sztukę i metafizykę. Twierdził, że fałszują doświadczenie bólu i opowiadają się po stronie władzy przeciwko cierpiącemu ciału („pisanie wierszy po Auschwitz jest barbarzyństwem”).

Powstające przez wiele lat wiersze łączy wątek fragmentaryczności, niekompletności, i wyrwania z kontekstu. Fragment Różewicza, w przeciwieństwie do estetyki romantycznej (Schlegel), nie ewokuje niedostępnej i niewypowiedzialnej całości. Znów narzuca się podobieństwo z filozofią krytyczną i tezą Adorna, że „całość jest nieprawdą”. Wyrwanie z systemu przywraca elementowi jego odrębność, istnienie (Mozaika bułgarska z roku 1978). Zawieszenie głosu nie otwiera horyzontu metafizycznej nieskończoności. Przeciwnie, fragmentaryczność osadza w konkrecie, nie pozwala nadbudowywać znaczeń, skraca symboliczny łańcuch signifiés i nie pozwala uciec od realności fizycznego bólu oraz konkretu ciała. Wszelka metafizyka, która miałaby się nadbudowywać nad przypadkiem, wydarzeniami i rzeczywistością zostaje wyszydzona (I pomyśleć).


Tomik rozpoczyna się poematem Francis Bacon czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym. Nawiązanie do dzieł i postaci brytyjskiego malarza wydobywa wątek cierpienia i melancholii. Prace Bacona, przekształcające znane z tradycji obrazy m.in. Velazqueza portret Innocentego X, koncentrują się na temacie niemego krzyku, poćwiartowanego mięsa, zadawanego i odczuwanego cierpienia. Wedle słów Różewicza: ”Bacon osiągnął/ transformację ukrzyżowanej osoby/w wiszące martwe mięso”. Bluźniercze przekształcenie chrystologicznego motywu ukrzyżowania stawia problem zmartwychwstania jako ostatecznego wybaczenia i pojednania równoznacznego z zapomnieniem o bólu, usprawiedliwienia, które pozwala zdradzić cierpiących w imię wyższego porządku -religijnego lub moralnego. Odrzucenie eschatologii dokonuje się zarówno w perspektywie moralnej, jak i estetycznej.

Różewicz komponuje wiersze i poematy tomu ze strzępków: zwrotów z obcych języków (m. in. łacina, niemiecki, angielski, bułgarski, holenderski, francuski i włoski), fraz z języka potocznego, fragmentów własnych, wcześniej publikowanych tekstów (Prawa i obowiązki, Na powierzchni poematu i w środku, Niepokój), aluzji literackich, cytatów, nawiązań do sztuk plastycznych. Pojawiają się Goethe, Herder, Odyseusz, Eliot, Rembrandt, Winkelmann, Freud, Budda i wielu innych. Rozliczne odniesienia intertekstualne i intersemiotyczne nie służą jednak wzmocnieniu efektu literackości i estetyczności tekstów Różewicza. Przywołania, zapożyczenia i cytaty nie nawarstwiają się bezkonfliktowo, nie stają się „tkanką tradycji”. To raczej historia zerwań, antyhermeneutyka, gdzie kultura nie jest ogrodem, ale miejscem, gdzie spod zasłony dyskursów wydobywa się krzyk ćwiartowanego mięsa („źródło z którego płynie/ poezja żywa/ jest obok/ ciemne postacie/ myją w nim ręce/ z których spływa krew” Zwiastowanie). Aluzyjność tej poezji interpretowano także w duchu postmodernistycznym.

W Zawsze fragment zabiera głos stary poeta („poeta emeritus” z wiersza prognoza do roku 2000). Figura ta różni się jednak zasadniczo od wzoru horacjańskiego, gdzie starość jest okresem pogodnego zbierania plonów życia, zdystansowanej wobec wyroków losu pogody ducha, niezaangażowanej, choć zmysłowej postawy estetycznej. Podmiot liryczny chce mówić z miejsca wykluczenia, z perspektywy grobu, konsekwentnie odrzuca możliwość konsolacji i pogodzenia: „nie zatrzymam tego biegu/ budzę się/ z ustami pełnymi/ piachu” (*** wicher dobijał się do okien).
Spis treści:
Francis Bacon czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym
Mozaika bułgarska z roku 1978
zawsze fragment
I pomyśleć
W świetle lamp filujących
Opowiadanie dydaktyczne
W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek
Jestem nikt
Zwiastowanie
Walentynki (poemat z końca XX wieku)
co się dzieje z gwiazdami
Grypa w Krynicy
klocek
nie wypowiedziane
*** (pusty pokój)
Woda w garnuszku. Niagara i autoironia
zadanie domowe
prognoza do roku 2000
*** (dlaczego poeci piją wódkę)
Poemat autystyczny (fragmenty)
Poemat równoczesny
*** (wicher dobijał się do okien)
czego byłoby żal


&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2008" title="Zawsze fragment. recycling" slug="zawsze-fragment-recycling">Tomik z 1998 roku, nominowany do nagrody literackiej Nike. Opublikowany przez Wydawnictwo Dolnośląskie zbiór wierszy i poematów nawiązujący ściśle do wydanego dwa lata wcześniej tomu zawsze fragment. W nowym cyklu opublikowano wszystkie niemal wiersze z poprzedniego oprócz Poematu autystycznego i Poematu równoczesnego. Pojawiają się też utwory nowe:

poeta emeritus,
maison de retraite,
Gawęda o spóźnionej miłości,
z ust do ust,
w hotelu,
Zaćmienie światła,
Ballada o naszych sprawozdawcach sportowych,
drugie poważne ostrzeżenie,
Widziałem Go,
***(mój krótki wiersz),
Zwierciadło,
Totentanz – wierszyk barokowy,
Recycling,
Od jutra się zmienię,
na obrzeżach poezji.

Aluzja literacka, pastisz, kryptocytaty i autocytaty, tak częste w twórczości Różewicza, w zawsze fragment. recycling występują z niespotykanym dotąd nasileniem i przybierają nową postać. Przeważająca większość wierszy z tomu poprzedniego ukazała się w niezmienionym układzie, tytuł nowego zbioru uzupełnia tylko tytuł poprzedni. Zawsze fragment. recycling gromadzi wiersze powstałe w ciągu wielu lat, przytacza fragmenty tekstów z kilku okresów twórczości Różewicza, począwszy od Ocalonego. Odnaleźć tu można obszerne fragmenty Praw i Obowiązków oraz urywki z Na powierzchni poematu i w środku. Podobnie jak w zbiorze zawsze fragment pojawiają się przytoczenia z języków obcych, zagospodarowane słowo cudze, jak choćby język ogłoszeń matrymonialnych, doniesień prasowych, not dyplomatycznych itp.

Recyklowanie oznacza tu przejęcie formuł zużytych, wykorzystanych, skonsumowanych – przede wszystkim przez samego Różewicza. Po raz kolejny, choć w nowym kontekście, Różewicz wykorzystuje motyw śmietnika, resztek kultury, odpadków panującego dyskursu, odrażającej cielesności, które znaleźć można m in. w poemacie Spadanie, w tomie szkiców Przygotowanie do wieczoru autorskiego, w dramatach Na czworakach, Stara kobieta wysiaduje oraz Do piachu. Formuła recyklingu skłania wielu badaczy do analiz poststrukturalnych, a więc poprowadzonych w duchu powtórzenia i różnicy, zwielokrotnionej semiozy, decentrowanego podmiotu i rozplenienia znaczeń. Recyklowanie tekstów własnych i cudzych to także przechwytywanie, które służyć może zaznaczaniu dystansu, różnicy miejsca, to sposób na przemieszczenie podmiotu mówiącego.


Tytułowy poemat recycling, jeden z najistotniejszych tekstów w dorobku Tadeusz Różewicza, składa się z trzech części: moda, złoto i mięso. W części pierwszej pojawiają się motywy powtórnego wykorzystania wzorów i ubrań: starych szmat, mundurów, ubrań więziennych i obozowych. Następuje przemieszanie języka mody („wracają do łask naturalne włókna”, „króluje wełna”), opisów pseudolekarskich oględzin ludzi w chwili przyjęcia do lagru, obozowych wyzwisk, ogłoszeń erotycznych, polszczyzna płynnie przechodzi w język niemiecki i na odwrót. Część druga osnuta została wokół motywu złota ofiar Zagłady ukrywanego w szwajcarskich bankach i negacji Holocaustu. Powracają tu wątki znane już z tomu zawsze fragment, a więc nieredukowalnej cielesności, która nie pozwala zapomnieć, przysłonić traumy słowami. Ciało jest przedmiotem opresji, ale też miejscem, w którym przemoc zostaje zdemaskowana. Sztaby złota z przetopionych złotych zębów gniją, krwawią, są śladem ciał, z których je wydarto, świadczą o ich nieobecności w najbardziej namacalny sposób. Różewicz przechwytuje i wykorzystuje topos złota jako milczenia, wplatając w nie wątek milczenia ofiar i milczenia, które zapada wokół Zagłady. Trzecie ogniwo tryptyku zatytułowane mięso dopełnia obraz potwornej, przetworzonej i przetwarzającej rzeczywistości, zamieniającej trupy w wysoko stechnicyzowane produkty spożywcze. Pożeraniu zrecyklowanych ciał – choroba wściekłych krów, szaleństwo świata – towarzyszą regularne, cywilizowane rzezi na zwierzętach, których ciała przemieniają się w cyfry wypełniające statystyki: „zabitych zarażonych owieczek/ nie wrzucono do ognia piekielnego/przerobiono je na nowy produkt/znakomitą mączkę dla bydła rzeźnego”

Zawsze fragment. recycling porusza się w polu poetyckim zakreślonym przez cykl poprzedni – zawsze fragment. Temat cierpiącego ciała, odrzucenia zmartwychwstania i zbawienia (Francis Bacon czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym) zyskuje szczególnie mocny wyraz w wierszu Widziałem Go, w pijanym kloszardzie podmiot liryczny rozpoznaje Syna Człowieczego, nie jest to jednak rozpoznanie uwznioślające, wywyższające: odrażająca konkretność nigdy nie ulega anihilacji w przeanielonej prawdzie: „pochyliłem się nad nim/i poczułem zepsuty oddech/z jamy/ustnej/ a jednak coś mi mówiło/że to jest Syn Człowieczy […] odchodziłem pomieszany, oddalałem się/uciekałem/ w domu umyłem ręce”.

Szczególnie ważny wydaje się znowu tytułowy fragment. Podobnie jak w tomie sprzed dwóch lat, nie ewokuje on zamkniętej całości, nieskończoności. Fragmentaryczność wiąże się z odrzuceniem dzieła krystalicznego, doskonałego, zamkniętego. W tekście *** (mój krótki wiersz) czytamy: „są kłopoty z końcem/wiersz nie chce/ się kończyć/ciągnie się dalej”. Różewicz wdaje się w spór z Czesławem Miłoszem, kilkakrotnie odnosi się doń polemicznie. W recyclingu nie wprost: „jaki to długi wiersz! I tak się/dłuży, czy to „mistrza” nie nudzi/czy nie można tego zmieścić/w japońskim haiku? Nie można”. Dyskusja z Miłoszem ma charakter fundamentalny, dotyczy nie tylko sensu poezji, jej kształtu i form, lecz także fascynacji filozoficznych i postaw wobec rzeczywistości. W Zaćmieniu światła o Swedenborgu, duchowym mistrzu Miłosza, Różewicz mówi z pogardą: „ani mnie ziębi ani grzeje” Dodaje jeszcze: „jego rozmowy z aniołami/ obrażają mnie/ jest w tym coś/ nieprzyzwoitego/ to mętne ciemne światło płynie/ z północy/ ze Sztokholmu/z Uppsali/ tam marzną aniołom oczy i skrzydła”. Odrzucenie patrona Miłosza oraz charakterystycznej dlań postawy poetyckiej i metafizycznej wynika z przywiązania do konkretu i ucieczki od metafizyki jako maszynerii fabrykującej ludzkie cierpienie i przerabiającej mięso w kulturalne zwłoki, metafizyka to pozłota idei, które odwracają wzrok od konkretności i fragmentaryczności bytu. Poeta natomiast to ktoś, kto „na stare lata woli/ rozmawiać z ludźmi/którzy milczą” (poeta emeritus), kto opowiada się po stronie rozumu przeciw mętnej metafizyce nieskończoności: „wystawiam sobie/ świadectwo ubóstwa/ ale nie mogę/ gasić światła rozumu/tak obelżywie traktowanego/pod koniec naszego wieku”.

</document>
<document nplp_id="2009" title="Zniewolony umysł" slug="zniewolony-umysl">Pierwsza emigracyjna książka Miłosza, napisana w 1951 (wiosna – późna jesień) w Maisons-Lafitte, domu „Kultury”, wydana w 1953, słynne i zarazem najbardziej znane w świecie jego dzieło - 95 wydań w 14 językach do 2004, lektura obowiązkowa dla amerykańskich studentów, zajmujących się historią XX wieku. Rozrachunkowy esej zawiera odpowiedź na pytanie „Jak można żyć i myśleć w krajach stalinizmu?” (według określenia z autorskiego wstępu), dając przenikliwy opis funkcjonowania totalitarnych mechanizmów, na przykładzie polskiego środowiska literackiego.

Miłosz opisał cztery modelowe przypadki akcesu do systemu: Jerzego Andrzejewskiego, Tadeusza Borowskiego, Jerzego Putramenta i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, ukrywając ich nazwiska pod kryptonimami greckich liter. Wbrew pozorom jest to jednak książka bardzo osobista, zakamuflowane wyznanie twórcy, który sam znajdował się pod ciśnieniem nowej rzeczywistości. Jak sam autor stwierdził w słowie wstępnym: „jest w niej tyleż obserwacji, co introspekcji”. Jeszcze w Roku myśliwego Miłosz przypominał szok, wywołany ekspansją komunizmu, która położyła kres marzeniom o wolnej Polsce. Niezależnie od nagonki w kraju, gdzie książkę oficjalnie wydano dopiero w 1989, nieprzychylnie przyjęła Zniewolony umysł polska emigracja, oskarżając autora nawet o krypto-komunistyczne poglądy; zarzucano mu niewielki związek z rzeczywistością, przecenianie intelektualnych motywów akceptacji nowej władzy, bagatelizowanie zaś codziennych lęków i trywialnego instynktu samozachowawczego i odczytywano książkę jako rodzaj wykrętnego tłumaczenia skomplikowanych motywów wstąpienia Miłosza do służby dyplomatycznej totalitarnej władzy, mimo odrębnych poglądów, dalekich od komunistycznej ortodoksji. Polemizował z Miłoszem również Gustaw Herling-Grudziński. Wiele tez książki antycypuje Traktat moralny, a niektóre jej wątki kontynuuje Traktat poetycki. Jakkolwiek książka, odznaczająca się wielkim walorem diagnozy socjologicznej, znalazła uznanie na Zachodzie, w krajach anglosaskich (wysoko ocenili ją Karl Jaspers oraz Dwight MacDonald), Miłosz uważał, że narzuciła mu fałszywą tożsamość antykomunistycznego krytyka i daleka jest od jego prawdziwych zainteresowań; świadomie też nie kontynuował wątku tej błyskotliwej krytyki komunizmu w swojej twórczości. W autorskiej interpretacji, potwierdzonej recepcją, Zniewolony umysł może być odczytywany uniwersalnie – stosowany do „różnych wierzeń masowych”.

Za motto książki służą słowa „starego Żyda z Podkarpacia” o niebezpieczeństwach posiadania stuprocentowej racji, podsunięte przez Stanisława Vincenza. W krótkim słowie odautorskim Miłosz wyjaśnia społeczne znaczenie środowiska literackiego, literatury i zadekretowanego socrealizmu, ale przede wszystkim określa własną odrębną pozycję – odcinając się zarówno od polityków antykomunistycznych, jak byłych komunistów, kładąc nacisk na wewnętrzne doświadczenie komunizmu, tytułowe wewnętrzne zniewolenie umysłu, swoistą „grę” z systemem, który stanowi rodzaj świeckiej religii, Nową Wiarę - i usprawiedliwiając się niejako z opóźnionej decyzji zerwania ze służbą dyplomatyczną i wyboru emigracji. W pierwszym rozdziale dowodzi, że nie można rozpatrywać losu krajów komunistycznych „tylko w kategoriach przymusu i przemocy”, i odwoławszy się do katastroficznego dzieła Witkacego, wprowadza efektowną metaforę, zaczerpniętą z Nienasycenia– pigułki Murti-Bing. „przenoszące światopogląd drogą organiczną” czyli ułatwiające akceptację systemu w sposób dający delikwentowi wewnętrzną harmonię. Lista warunków, prowadzących do murti-bingizmu, składa się na stan świadomości podatny na Nową Wiarę: swoista alienacja społeczna intelektualistów i artystów, którym materializm dialektyczny, narzucony całemu społeczeństwu, przywrócił użyteczność i łączność z masami; nienawiść do inercji mieszczaństwa i pragnienie, na przekór tej inercji, ukształtowania nowego człowieka i uszczęśliwienia ludzkości; wewnętrzną niemożność intelektualnego przeciwstawienia się oficjalnym dogmatom; uznanie konieczności kompromisów i bezcelowości oporu wobec doktryny socrealizmu, również z powodu chęci dotarcia do publiczności i poczucia przynależności do awangardy myśli; wreszcie fascynacja imponującymi imperialnymi sukcesami Nowej Wiary, zdobywającej rzesze zwolenników w skali całego globu.

W wielu punktach Miłosz akcentuje swoisty fatalizm historyczny - wizję człowieka podporządkowanego nieodwołalnie prawom dziejowym, które kulminują w przyszłym, nieuchronnym, światowym zwycięstwie komunizmu. Drugi rozdział – Zachód - traktuje o gwałtownych zmianach świadomości w następstwie wojennego kataklizmu - bliskości śmierci, zniszczenia dotychczasowego ładu – podważających również przeświadczenie o stabilności porządku w krajach zachodniej demokracji; Miłosz zajmuje się tu stosunkiem do Zachodu człowieka z Europy Środkowej i Wschodniej, z uwzględnieniem różnic między wariantem oficjalnym walki ze „zgniłym Zachodem” i potępieniem kosmopolityzmu a rzeczywistością, oraz odmiennymi mentalnościami – rozważania niewątpliwie oparte w dużej części na doświadczeniach amerykańskich autora (m.in. obserwacjach kultury masowej czy pozycji artystów oraz intelektualistów). Modelowy stosunek do Zachodu intelektualisty, poddającego się terrorowi „Metody” czyli materializmu dialektycznego, oscyluje ambiwalentnie między sympatią – zawiedzionaą - a sarkazmem. Znalazło się tu także podsumowanie zachodniej krytyki Nowej Wiary – celnej, ale jałowej, która nie wskazuje dróg wyjścia.

Trzeci rozdział, Ketman, przywołuje za Arturem Gobineau charakterystyczną postawę wobec ścisłej islamskiej ortodoksji w Persji, która prowadzi nie tylko do przemilczenia prawdziwych przekonań, zwłaszcza w warunkach przymusu lub zagrożenia, lecz nawet do ich publicznego wyrzeczenia się. Ketman staje się drugą, sugestywną i kluczową w książce, metaforą gry z totalitarnym systemem, codziennego aktorstwa. W komunistycznym wariancie sprowadza się do realizowania siebie, własnych ambicji i zainteresowań, w niesprzyjających warunkach, do ukrywania nader ograniczonej przestrzeni wewnętrznej wolności przez nieustanne kłamstwo, które usprawiedliwia akces do Nowej Wiary. Miłosz daje niezbyt konsekwentną, mieszającą kryteria klasyfikację kilku odmian dwudziestowiecznego ketmanu, opisując jego różnorodne przejawy i rozmaite poziomy, różne maski kłamstwa, wyróżniając kolejno ketman narodowy (ukrywający pogardę dla wszystkiego, co rosyjskie, skupiony na interesie narodowym, ale popierający imperialne „zewnętrzne akcje” ZSRR ), czystości rewolucyjnej (wiara w „święty ogień rewolucji”, pozwalająca godzić się z wypaczeniami w imię przyszłego odrodzenia rewolucyjnej idei, popularna w ZSRR podczas wojny), estetyczny (wyrażający się w różnych formach eskapistycznych sztuki i literatury), pracy zawodowej (usprawiedliwiający się dokonaniami na tym właśnie polu), sceptyczny (komunizm traktujący jako rodzaj powszechnego obłędu, z którego czerpie się wiedzę o człowieku, ale cynicznie dostosowujący się do obowiązujących linii partyjnych), metafizyczny (w różnych odmianach stosowany przez katolików, zwłaszcza „postępowych”, świadomych kryzysu wiary w metafizycznym wymiarze, ale także przez artystów, unikających problematyki metafizycznej, źle widzianej przez władze), etyczny (spotykany najczęściej u starych komunistów, w opinii ogółu nieskazitelnej prawości, jednakże hołdujących aksjologii, w której dobro ogółu jest miernikiem wartości i w jego imieniu poświęcających dobro jednostki, uprawiających też donosicielstwo). Ketman stanowi również alibi dla poczucia pustki wewnętrznej i metafizycznej i w tym punkcie rozważań Zniewolony umysł łączy się z późniejszymi esejami Miłosza, poświęconymi krytyce kultury współczesnej, Widzeniami nad Zatoką San Francisco oraz Ziemią Ulro.

Trzon książki natomiast stanowią cztery „eseje biograficzne” - przenikliwe i barwne portrety twórców, ukrytych pod kryptonimami liter greckich (łatwo rozszyfrowywalnych jedynie dla rodzimego czytelnika) – Alfa - czyli moralista, Beta – czyli nieszczęśliwy kochanek, Gamma – czyli niewolnik dziejów, Delta – czyli trubadur. Opisy ich postaw rekonstruują osobne ścieżki i ukryte motywy, które doprowadziły różne osobowości o różnych doświadczeniach do akceptacji komunistycznej władzy. Swoich bohaterów Miłosz traktuje zresztą jako „ofiary sytuacji historycznej, mniej lub bardziej tego świadome”. W rozdziale Wróg ładu – człowiek omawia zagrożenia i przeszkody, jakie Nowa Wiara, dążąca do panowania nad umysłami, może spotkać w poszczególnych klasach społecznych: drobnomieszczaństwie, robotnikach, chłopach. Podkreśla także istnienie „reakcjonistów”, odpornych na jej zakusy.

W rozdziale ostatnim, Bałtowie, uważanym za najbardziej osobisty w książce, Miłosz porzuca wielogłosowość poprzednich rozważań, w których sugestywnie rekonstruował także komunistyczny punkt widzenia. Oddaje tu sprawiedliwość losowi udręczonych przez historię narodów bałtyckich: Litwy, Łotwy, Estonii – podlegających kolejno masowym represjom po włączeniu do ZSRR, terrorowi niemieckiej okupacji, który część mieszkańców skazał na zagładę, kolejnej fali represji po ponownym wkroczeniu wojsk radzieckich, i wreszcie systematycznej rusyfikacji. Właśnie w tym rozdziale, dotyczącym swoich stron rodzinnych, Miłosz manifestacyjnie odrzuca ideę konieczności historycznej i podnosi wagę indywidualnego sprzeciwu. Zaznaczając różnicę między terrorem długotrwałym a improwizowanym, podkreśla, że konieczność tego terroru, zastraszania obywateli, wpisana jest w komunistyczną pedagogię nowego człowieka –można to odczytać jako jeszcze jeden zawoalowany argument, tłumaczący jego spóźniony wybór emigracji. W ostatniej partii rozdziału wyróżnia kilka zasadniczych zjawisk, kształtujących życie pod władzą komunistyczną – fikcyjność oraz determinizm, brak spontaniczności. Uznaje jednak wpływ radzieckiego „Centrum” na temperowanie wzajemnych ambicji nacjonalistycznych narodów w całym regionie i kładzie nacisk na znaczenie inkorporacji krajów bałtyckich do ZSRR.

W zakończeniu wraca do swojej tożsamości literackiej i kreśli program poetycki – najpierw negatywny, polemizując z Pablem Nerudą, chwalcą ZSRR i przedstawicielem żywiących złudzenia komunistów zachodnich, wytyka słabości tzw. poezji rewolucyjnej, potem zarysowuje wysoki ideał antropologiczny własnej poezji, antymieszczański, dążący również do kształtowania nowego człowieka. W ostatnim rozdziale klamrę stanowi postać Tadeusza Krońskiego, niewymienionego zresztą z nazwiska poważnego „naukowca społecznej budowy”, i dyskusja z jego wizją świata, poddanego prawom Historii, dyskusja, którą Miłosz będzie kontynuował w Rodzinnej Europie.</document>
<document nplp_id="2011" title="Ziemia Ulro" slug="ziemia-ulro">Eseistyczna książka, wydana w 1977 w Paryżu, opatrzona przedmową Józefa Sadzika (wydanie krajowe 1982, z ingerencjami cenzury), kontynuująca problematykę zarysowaną w Widzeniach nad Zatoką San Francisco, która pojawia się w twórczości Milosza już w esejach czasu wojny, potem zaś w Człowieku wśród skorpionów, na marginesie lektury Stanisława Brzozowskiego, oraz w korespondencji z Thomasem Mertonem: znaczenia romantycznego przesilenia kultury i religijnego aspektu wizji antropologicznej. Miłosz dokładnie określa czas, kiedy zaczął pisać książkę – w połowie lipca i w sierpniu 1975, po powrocie z Francji i Holandii, podczas lektury dwóch powieści Goethego (po angielsku) i antologii niemieckich romantyków (po francusku), przygotowując się do wykładów o Dostojewskim, do których będzie zresztą nawiązywał w toku rozważań (konferencyjną wypowiedź o religijności Dostojewskiego przytoczy in extenso).

Tytuł książki pochodzi z mitologii Williama Blake’a (poematu Jerusalem. The Emanation of the Giant Albion ), w której Ulro jest symbolem swoistego piekła, gdzie panują powszechne wrogość, tyrania i egoizm. Miłosz uczynił z niej metaforę kryzysu egzystencjalnego, znamionującego kondycję współczesnego człowieka: to „kraina duchowych cierpień, jakie znosi i musi znosić człowiek okaleczony”; „gdzie człowiek zmienia się w cyfrę wymienną” również w swojej świadomości. Jednak tym razem Miłosz nie skupił się na krytyce cywilizacji, lecz na twórczości kilku przewodników duchowych, wskazujących drogi wyjścia z duchowej opresji, której główną przyczyną jest rozdział nauki i wiary, sięgająca romantyzmu degradacja wyobraźni religijnej pod wpływem odkryć naukowych. Według autora: „To jest książka o tych, którzy za cenę wariactwa szukali wyjścia z sytuacji”. Pierwszoplanowymi bohaterami swobodnych, fragmentarycznych rozważań są Mickiewicz, Oskar V. Miłosz, William Blake oraz Emanuel Swedenborg, w tle pojawiają się Gombrowicz, Dostojewski oraz Goethe. Miłosz sądził, że książką tą narusza tabu kultury polskiej, która rzadko z należytą powagą traktuje problematykę religii. Narzekał też na ułomność polszczyzny w języku filozoficznym.

Ziemię Ulro Miłosz rozpoczął - podobnie jak Widzenia nad Zatoką San Francisco – od kolejnej próby określenia własnej tożsamości, tym razem wprowadzając od razu motyw wtajemniczenia – w duchowe przygody, z którymi dotychczas autor miał dzielić się z czytelnikiem niechętnie i powściągliwie. W istocie, główny temat książki obwarowany jest serią bardzo osobistych dygresji – o pracy w „gospodarstwie literatury polskiej”, o nieprzekazywalności własnych doświadczeń, o sytuacji emigranta w Ameryce i karierze uniwersyteckiej; ta autoprezentacja, autoportret i wprowadzenie we własną poezję zarazem, podszyte są pragnieniem nawiązania kontaktu z czytelnikiem i zarazem obawą przed niezrozumieniem, gdyż - inaczej niż poprzednia książka eseistyczna - Ziemia Ulro przeznaczona została dla polskiego, nie cudzoziemskiego odbiorcy. Miłosz poruszył w tej kapryśnej autocharakterystyce rolę pamięci we własnej twórczości i wspomniał, mimochodem, o zasadniczej roli wyobraźni, współdziałającej z ułomną pamięcią, oczyszczoną we wspomnieniu: „Wyobraźnia występuje do walki z ruchem w imię chwili”. Do samookreślenia posłużyły mu także rozważania o Gombrowiczu, błyskotliwie sportretowanym sojusznikiem w emigracji i zarazem przeciwnikiem w poglądach i postawach życiowych. Właśnie z jego powodu Miłosz po raz pierwszy posłużył się tytułową metaforą: „dzieło jego jest wybitne, ale tylko jak na krainę Ulro, w której powstało. Czym jest Ulro, będzie w dalszych rozdziałach wyjaśnione”.

Zgodnie z konsekwentną procedurą stopniowych wtajemniczeń, która skądinąd dyskurs tej książki czyni meandrycznym, do odpowiedzi i do ulryjskiego wydźwięku twórczości Gombrowicza wraca nieco później, wiążąc go już z przełomem modernistycznym, z rozpaczliwym przeżyciem konsekwencji pozytywizmu i ewolucjonizmu, i zestawiając z Dostojewskim, przedtem wspomniawszy zaś własne przygody z Blake’em, do którego miał zaprowadzić poetę dziecinny Eros, bóg zachwytu bytem. Mniej więcej jedna czwarta książki to tylko, w strategii autorskiej „rysunek tła”, dopiero potem Miłosz przystępuje do prezentacji jej głównych bohaterów, zaczynając od Oskara Miłosza – (występującego pod inicjałami O.W.M. ). Objaśnia jego litewską genealogię i cytuje fragmenty dzieł oraz korespondencji (które sam tłumaczył z francuskiego na angielski). Zanim kolejną „użyteczną dygresję” poświęci jednemu z mistrzów O.W.M., Goethemu, dyskretnemu patronowi całej książki, skrytykuje twórczość współczesną, która parodiuje i degraduje konieczną w sztuce hierarchię, a także gloryfikuje awangardowy banał. Goethe, dążący do pełni i jedności egzystencji, jest także bohaterem przywołanej przez Miłosza książki Ericha Hellera The Disinherited Mind (1953), o „umyśle wydziedziczonym w sensie ontologicznym”, traktującej także o romantycznym kryzysie, którego cechą jest rozdźwięk między prawami naukowymi i wewnętrznym światem człowieka, jak w Romantyczności Mickiewicza, w przeciwieństwie do Pana Tadeusza. Miłosz przeprowadza metafizyczną hermeneutykę eposu, który w jego ujęciu ilustruje ład istnienia, ontologiczne zakorzenienie; wielbiąc Mickiewicza poetę, odrzuca konsekwentnie jego lekturę patriotyczną - Dziadów - i ostentacyjnie dystansuje się od myśli wieszcza, mesjanizmu i towianizmu (a ze studiów nad Mickiewiczem wyróżnia osobliwą książkę Andrzeja Niemojewskiego, akcentującą wątki hermetyczne).

Przechodząc do sylwetki Swedenborga, przypomina o jego znaczeniu i popularności jego pism. Najważniejszy w dziele szwedzkiego wizjonera jest jednak wątek reinterpretacji chrześcijaństwa, konsekwentnie antropocentryczny w dobie ekspansji nauk przyrodniczych, wiarę godzący z rozumem, ale Miłosz podkreśla też, że Swedenborg w swoich wizjach nieba i piekła „restytuował przestrzeń” sacrum, przywrócił jej hierarchię, jednocześnie dowartościowując wyobraźnię, operującą w przestrzeni wewnętrznej, „bardziej realnej” niż materialna – w ten sposób Swedenborg otworzył drogę dla apologii artysty Blake’owi, który wierzył, że „działalność wyobraźni […] jest … zapowiedzią wyobraźni oswobodzonej”, wolnej od ciała, wiecznej. Recepcja Swedenborga w romantyzmie, zwłaszcza teorii korespondencji, daje asumpt do krytyki romantycznej niedocielesności, przede wszystkim u Słowackiego mistycznego. Dygresyjna diagnoza dekadencji współczesnej literatury ma uzasadniać zainteresowanie dziełem Blake’a (również bogatą literaturą o Blake’u, którą Miłosz wykorzystuje). W Ziemi Ulro znalazła się mała antologia wypisów z jego dzieł, ukazująca strukturę mitologii Blake’a. Miłosz podejmuje dialog z wielką trójcą wizjonerów, a zarazem nieortodoksyjnych teologów, związanych zresztą przez wpływ Swedenborga; łączy go z nimi przede wszystkim antropocentryzm i pragnienie wyodrębnienia człowieka spod wpływu determinizmu przyrody, a także eschatologiczna perspektywa. Dzieła Swedenborga, a zwłaszcza Blake’a, stanowią swego rodzaju szczepionkę na heglizm – sprzeczności nie tworzą tu dialektycznej triady, ale conjunctio oppositorum; bliski jest też Miłoszowi ich „ekstatyczny pesymizm”, dwoisty stosunek do świata. U Blake’a odnajduje koncepcję poezji, w której wyobraźnia wznosi się ponad przyrodzony stan upadku, wynikającego ze zwycięstwa ego; ponad światopoglądem naukowym dociera do prawdy bytu. Miłosz interpretuje też własne dzieło w kategoriach Blake’a i przeprowadza paralelę między jego mitologią a Jungowską teorią archetypów. Natomiast Bracia Karamazow odczytywani w perspektywie Blake’a są „późną odmianą obrony chrześcijaństwa”, opartej na bogoczłowieczeństwie i przeciwstawiającej mechanistycznej wizji wszechświata jedność bosko-ludzką.

Dla Miłosza to twórczość przejmuje rolę teologii w kształtowaniu religijnego obrazu świata i w obronie tego, co Szczególne przed abstrakcyjnymi ideami, przy czym nieprzecenioną rolę odgrywa tu wyobraźnia przestrzenna, a rytm jest „samym sednem metafizyki”. Ta koncepcja znajduje się w centrum metafizycznych poematów Oskara Miłosza, ustanawiających na nowo sacrum przestrzeni i nową naukową wizję przeciwstawiających mechanistycznemu scjentyzmowi. Odżegnawszy się zdecydowanie od wszelkich filiacji z okultyzmem, Miłosz umieszcza dzieło O.W.M. w kontekście nauk kabalistów, czyli badaczy związku między Bogiem a wszechświatem (stale przywołując konteksty Blake’a). Wszyscy trzej wizjonerzy, przedstawiciele chrześcijańskiej gnozy, dążyli do wyzwolenia wyobraźni spod presji światopoglądu naukowego, pozbawiającego człowieka ontologicznego punktu oparcia, wtrącającego w alienację. Powołując się na ich przykład Miłosz, jak wyznaje, chciał się przyczynić do „złamania bram Ulro”, której objawy dostrzega we współczesnej kulturze, zatracającej wymiar religijny i metafizyczny, ale też przedstawić „idee nieraz trudne” w porządku bardzo osobistej lektury; odsłania w końcowych rozdziałach własne religijne zakorzenienie w katolicyzmie i religijne rozterki, powraca też do własnych twórczych początków, potwierdzając swoją tożsamość „katastrofisty”, tym razem w zaskakującej perspektywie metafizycznej pochwały bytu.</document>
<document nplp_id="2012" title="Martwa natura z&amp;nbsp;wędzidłem" slug="martwa-natura-z-wedzidlem">Tom esejów Zbigniewa Herberta opublikowany po polsku w roku 1993 w Wydawnictwie Dolnośląskim, tworzący z Barbarzyńcą w ogrodzie (1962) i Labiryntem nad morzem (2000) eseistyczną trylogię dotyczącą „złotych wieków” kultury i sztuki europejskiej (kilka esejów o sztuce znalazło się także w Mistrzu z Delft i innych utworach odnalezionych, 2008). Polskie wydanie tomu poprzedziła publikacja poszczególnych szkiców w czasopismach polskich i niemieckich (szkice ukazywały się od roku 1979) oraz obcojęzyczne publikacje książkowe: Das Land, nach dem mich ich sehne. Lyrik und Prosa, Frankfurt am Mein 1987 (zawiera kilka szkiców z późniejszej Martwej natury); Still Life with a Bridle. Essays and Apocryphas, New York 1991; De bittere geur van tulpen. Holland in de Gouden Eeuw, Amsterdam-Antwerpen 1993. W latach późniejszych ukazało się także pełne niemieckojęzyczne wydanie książki (Stilleben mit Kandare, Frankfurt am Mein 1994), za które Herbert otrzymał nagrodę Krytyków Niemieckich 1994 (najlepsza książka roku) oraz wydanie duńskie (Stilleben med bidsel, 1995). Publikacja została także bardzo dobrze przyjęta przez krytyków w Polsce, zestawiano ją zarówno z wcześniejszym o 31 lat Barbarzyńcą (Jacek Łukasiewicz, Janusz Drzewucki), jak i z poezją Herberta (Marek Adamiec).

Tom dzieli się na dwie części (podział nie zawsze zachowany w wydaniach obcojęzycznych): Szkice i Apokryfy. W części pierwszej znalazły się stosunkowo obszerne, erudycyjne teksty dotyczące malarstwa Holandii oraz obyczajowości i historii tego kraju. Narrator (wyraźnie mniej wyeksponowany niźli narrator Barbarzyńcy w ogrodzie) ujawnia swą fascynację mieszczańską kulturą „wielkiego księstwa przedmiotów”. Jeden z esejów, Cena sztuki, poświęcony jest drobiazgowym rozważaniom o ekonomicznej stronie malarstwa Holandii (wszechobecność malarstwa, obrazy jako środek płatniczy). Tulipanów gorzki zapach to z kolei próba opisu tulipanowej epidemii, która dotknęła „naród oszczędny, trzeźwy, pracowity”. Tom zawiera dwa obszerne szkice dotyczące malarstwa i samych malarzy. To: Gerard Terborch. Dyskretny urok mieszczaństwa oraz Martwa natura z wędzidłem. Pierwszy koncentruje się wokół dość licznych, znakomicie, plastycznie przez Herberta opisywanych, dzieł Terborcha. Autora interesują zarówno prace bardzo znane, jak i niepozorne szkice, w swych wyborach nie kieruje się powszechnie akceptowanymi sądami historyków sztuki. Obraz okrzyknięty arcydziełem, Zaprzysiężenie pokoju w Münster, nie znajduje w oczach narratora szczególnego uznania, w przypadku innego sławnego płótna, Ojcowskiego napomnienia, analiza całkowicie odwraca „kanoniczną” wymowę dzieła. Tytułowy szkic tomu odtwarza burzliwe dzieje Jana Simonsza van de Beecka, znanego jako Torrentius – malarza, z którego bogatej (i nierzadko obrazoburczej) twórczości zachował się tylko jeden obraz. Obszerne opowiadanie o życiu malarza dopełnione zostaje szczegółową analizą ocalałego dzieła (zapewne nieprzypadkowo obraz opisany został jednak w lustrzanym odbiciu – ten domniemany błąd „skorygowano” w wydaniu z 2003 r.). Ostatni ze szkiców pierwszej części książki, Temat niebohaterski, przynosi obszerne, poparte wywodami z zakresu historii (obrona Lejdy), rozważania nad „pacyfistycznym duchem malarstwa holenderskiego”, holenderskim umiłowaniem wolności i cnót mieszczańskich.

Na drugą część tomu, Apokryfy, składa się 10 krótkich tekstów dotyczących mało znanych epizodów z historii Holandii i Holendrów, gdzie „szczególne, niecodzienne, czasem dziwaczne biografie układają się w parabole ludzkiego losu” (Ewa Wiegandt). To m.in. opowieść o zaskakującym zachowaniu kata Jana van Oldenbarnevelta (Łaska kata), próba rekonstrukcji sposobu utrzymania „moralnego ładu” w czasie walki o przetrwanie (Kapitan), historia bezwzględności i samotności gubernatora Coena (Portret w czarnych ramach), opowieść o życiu udręczonego entomologa Jana Swammerdama (Piekło owadów) czy niezmordowanego wynalazcy Corneliusa Drebbela (Perpetuum mobile). Herbert pisze także o XVI-wiecznych holenderskich marynarzach uwięzionych na długie miesiące za kręgiem polarnym i ich próbach oswajania czasu i przestrzeni (Dom). Za najbardziej znaczące uznawane są trzy teksty kończące książkę: Łóżko Spinozy, gdzie mowa o zaskakującym, pozornie bezsensownym procesie spadkowym wytoczonym krewnym przez filozofa; List, w którym przytoczono domniemane pismo Vermeera do udoskonalającego mikroskop przyrodnika van Leeuwenhoeka oraz najbardziej rozbudowany spośród Apokryfów, Epilog, przynoszący opowieść o życiu całkowicie pominiętego przez historię, zwykłego kupca bławatnego Cornelisa Troosta.

Na uwagę zasługuje stylistyka esejów – plastyczny, pełen zaskakujących epitetów, nierzadko metaforyczny język, konceptystyczne zakończenia tekstów, dopracowana kompozycja szkiców. Wyraźne są jednak różnice między dwoma pierwszymi tomami esejów Herberta – w Martwej naturze... narrator jest bardziej zdystansowany, schowany za opisami niźli w Barbarzyńcy w ogrodzie, mniej tu również metafor i językowego konceptyzmu.

Krytycy podkreślają, że książka jest swoistym „manifestem poetyckim” Herberta, wyznaniem wiary w sztukę mimetyczną (daleką od autotematyzmu, nieuwikłaną w spory teoretyczne) oraz w proste, „mieszczańskie” wartości (jak pokój, praca, porządek).


Rozważania Herberta okazują się niekiedy dyskusyjne z perspektywy holenderskiej – obok wychwalanego przez autora humanitaryzmu zdarzały się wszak w XVII-wiecznej Holandii przykłady okrucieństwa, Herbert zdaje się także nie zauważać religijnego tła konfliktów zbrojnych (A. van Nieukerken). Zasadnicze wartości tomu leżą jednak nie w jego stricte deskryptywnej czy popularnonaukowej roli. Szkice Herberta to teksty znakomite literacko (świetna kompozycja, konceptystyczne zamknięcia szkiców, bogaty, plastyczny język, mniej jednak „rozpoetyzowany” niż w Barbarzyńcy). To przy tym znakomite przykłady eseju, „artystycznej uprawy filozofii”, dowodzące nie tylko artystycznych fascynacji autora, ale także wiary w twórczość „prostą”, mimetyczną, daleką od rozterek autotematycznej sztuki współczesnej (Ewa Wiegandt), będącą pochwałą „zwyczajnego życia” i tzw. cnót mieszczańskich (Janusz Drzewucki).

</document>
<document nplp_id="2014" title="Listy naszych czytelników" slug="listy-naszych-czytelnikow">Dramat radiowy Zbigniewa Herberta z 1972 roku (pierwodruk w "Dialogu", 1972 nr 11). Utwór ma kształt monologu wypowiedzianego z retrospektywnymi scenami dramatycznymi. Jego bohaterem jest mężczyzna o imieniu Zdzisiek, były księgowy, wdowiec, człowiek, który bez jawnej przyczyny został zdegradowany zawodowo, a po próbie dochodzenia sprawiedliwości (bohater pisze listy do władz i awanturuje się na zebraniu partyjnym) zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. Po opuszczeniu zakładu Zdzisiek opowiada historię swojego życia milczącemu dziennikarzowi, którego wcześniej prosił o interwencję w swojej sprawie.

Akcja utworu sprowadza się do jednej sytuacji, w której uczestniczy mówiący bohater i milczący słuchacz. Czasem akcji jest prawdopodobnie okres politycznej odwilży roku 1956, natomiast retrospekcje sięgają w dramacie początku lat 50. Bohater Listów... nie jest jednak ofiarą represji politycznych. Przyczyną jego degradacji jest raczej niejawna zmowa partyjnej nomenklatury na szczeblu zakładowym (dyrektor, przewodniczący związków zawodowych), dla której uczciwy księgowy mógł być człowiekiem niewygodnym. Zdzisiek początkowo zostaje przeniesiony do pracy w magazynie, a następnie zwolniony. Sytuacja ta zbiega się ze śmiercią jego żony, a następnie zakazem adopcji ukochanego Piotrusia, któremu mężczyzna chciał stworzyć dom. Na koniec bohater poddawany jest bezwzględnej terapii w zakładzie psychiatrycznym, skąd wychodzi pogodzony z losem. Dręczy go jednak pytanie o przyczynę doświadczonych nieszczęść. Zło jednak nie daje się wytłumaczyć w racjonalny sposób i oto w umyśle wdowca pojawiają się ślady archaicznego fantazmatu śmierci, która brudzi i stanowi przyczynę społecznego wykluczenia. Śmierć żony, jej pogrzeb, krótkotrwała żałoba, rzeczy po zmarłej, poczucie odrzucenia, lęk przed śmiercią własną to kluczowe motywy opowieści Zdziśka.

W Listach... wielkie pytanie o przyczyny zła i nieszczęścia znajduje swoją konkretyzację w niemal reporterskiej historii zwykłego człowieka. Ograniczona świadomość tego współczesnego everymana (a także po trosze Hioba i Józefa K.) nie znajduje oparcia w żadnym systemie religijnym czy filozoficznym, a przez to pozostaje bezradna wobec niszczącego lęku.

Radiowa prapremiera dramatu odbyła się 14 marca 1973 roku. Reżyserem słuchowiska był Helmut Kajzar. W tym samym roku Stanisław Latałło zrealizował na podstawie Listów etiudę filmową z Tadeuszem Łomnickim w roli Zdziśka.</document>
<document nplp_id="2015" title="Jaskinia filozofów" slug="jaskinia-filozofow">Poetycki dramat Zbigniewa Herberta z 1956 roku (pierwodruk „Twórczość” 1956, nr 9). Akcja sztuki rozgrywa się w Atenach czasów Sokratesa i ukazuje ostatnie trzy dni życia greckiego filozofa.

Zasadniczy temat utworu Herbert zaczerpnął z platońskich Dialogów (zwłaszcza z Fedona i Kritona), ale zbudował odmienny od klasycznego wizerunek Sokratesa. Bohater dramatu Herberta zachowuje postawę etyczną greckiego filozofa, tzn. przyjmuje niesprawiedliwy wyrok, odrzuca pokusę ucieczki z więzienia i godnością wypija cykutę. Inaczej jednak niż historyczny Sokrates przeżywa kryzys filozoficzny. Na kilkadziesiąt godzin przed śmiercią przekonuje się bowiem, że głoszona przez niego nauka zawarta w równaniu „rozum = dobro = szczęście” nie wytrzymuje próby życia. Sokratesa odwiedza Wysłannik Rady i posługując się jego własną metodą dochodzenia do prawdy udowadnia fałsz, a konsekwencją jego rozumowania jest zło, które uderza w filozofa. Z kolei uczniowie Sokratesa przekonują mistrza, że mądrość nie może zmienić przeznaczenia, a wiedza złagodzić ludzkiego lęku. Fałszywy dowód Wysłannika Rady spotyka się z milczeniem Sokratesa. Natomiast odpowiedzią na argumenty uczniów będzie wezwanie filozofa do szukania w świecie ładu i nie konfrontowanie się z jego tajemnicą. Właściwym narzędziem jej poznania, a może także źródłem ocalenia prze złem i lękiem, jest w Jaskini... poezja. To dzięki samotnym monologom o wielkim ładunku lirycznym Sokrates Herberta sonduje otchłanie zła (wewnętrzna walka z Dionizosem) i odsłania transcendentny wymiar ludzkiego istnienia (modlitwa do bezimiennego boga o cechach Apollina i Chrystusa). W ten sposób przygotowuje się na śmierć, którą przyjmie w spokoju.

Jaskinia... ma bardzo precyzyjną, niemal geometryczna budowę i składa się z prologu, trzech aktów o tej samej ilości scen przedzielonych dwoma intermediami chóru, oraz epilogu. W konstrukcji tej odbija się klasyczna idea ładu narzucanego żywiołowi życia. Niektóre formalne odwołania do poetyki dramatu klasycznego mają tu jednak charakter parodystyczny i nie stanowią próby ożywienia starożytnego wzorca tragiczności. Źródłem tragizmu bohatera Jaskini... nie jest sankcjonowany przez bogów los, który doprowadza człowieka do katastrofy – co ukazywała akcja antycznej tragedii, a komentował chór – lecz klęska ludzkiego rozumu w starciu z rzeczywistością. Zważywszy na rolę poezji w doświadczeniu Sokratesa, jego postać można traktować jak dramatyczną maskę samego Herberta.

Prapremiera Jaskini filozofów w reżyserii Noemi Korsan odbyła się w na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie w lutym 1961 roku (dyplom reżyserski absolwentów PWST).</document>
<document nplp_id="2016" title="Drugi pokój" slug="drugi-pokoj">Radiowy dramat Zbigniewa Herberta z 1958 roku (pierwodruk w „Dialogu”, 1958 nr 4). Akcja utworu rozgrywa się w latach 50. XX wieku, a jego bohaterami są lokatorzy ciasnego mieszkania skazani na wspólną egzystencję. Miejscem akcji jest pokój zajmowany przez młode małżeństwo. Za ścianą, w tytułowym „drugim pokoju”, przebywa staruszka zastraszona przez młodych fałszywym listem z urzędu, wzywającym ją do opuszczenia mieszkania. Przez kilkadziesiąt godzin Ona i On nasłuchują odgłosów zza ściany, pragnąc przekonać się, czy ich sąsiadka jeszcze żyje. Do wewnątrz jednak nie wchodzą, milcząco zgadzając się na śmierć staruszki. Gdy następuje jej zgon, oboje planują przejęcie i remont upragnionego pokoju.

Dramat Herberta pozbawiony jest klasycznie rozumianej akcji. Podejmowane przez bohaterów próby sprawdzenia, co dzieje się w drugim pokoju, stanowią w istocie przeciwieństwo działania dramatycznego. Ich celem nie jest bowiem zmiana sytuacji. Paradoksalnie czynem jest w Drugim pokoju zaniechanie czynu, ale właśnie w nim kryje się zasadnicza wina bohaterów. Prawdziwa psychologicznie sytuacja rosnącego napięcia pomiędzy małżonkami za sprawą precyzyjnie skonstruowanego dialogu przeradza się w sztuce Herberta w parabolę egzystencjalną. Krótkie, gorączkowe kwestie kobiety i mężczyzny, choć osadzone w kolokwialnym języku przeciętnych mieszkańców czynszowej kamienicy, nie są prostym naśladowaniem rozmowy. Herbert „muzykalizuje” (jak powiedziałby T.S. Eliot) dialogi swoich bohaterów, tzn. wyposaża je w podtekst i aluzję, metaforyzuje i nasyca symbolicznymi motywami, rytmizuje, a niekiedy nadaje kształt aforyzmu.

Drugi pokój to w istocie poetyckie studium umysłowości człowieka nowoczesnego, rozpisane na głosy dwojga bohaterów dramatu. Jest to umysłowość ludzi pozbawionych religijnego i kulturowego zakorzenienia, a przez to skazanych na jałową egzystencję istot walczących o przetrwanie i bezwzględnie zaspokajających swoje potrzeby. Sferę utraconych wartości symbolizuje w dramacie „drugi pokój”, w którym umiera stara kobieta. Bohaterowie nie wchodzą tam, by nie zaprzepaścić swojego planu pozbycia się sublokatorki. Zarazem jednak bardzo chcieliby tam zajrzeć lub choćby usłyszeć jakiś głos (czy odgłos), podświadomie wyczuwając, że pokój starej kobiety kryje niedostępna im tajemnicę innego świata. W obliczu śmierci lokatorki poczucie straty, jaką poniósł człowiek nowoczesny, staje się niezwykle dojmujące.

Poetyka radiowego dramatu Herberta czyni jego słuchaczy aktywnymi uczestnikami zdarzeń, sytuując ich w miejscu, w którym przebywają mówiący bohaterowie. Tym samym przestrzeń bezdomności i wydziedziczenia zostaje rozciągnięta na świat odbiorców słuchowiska.

Radiowa prapremiera Drugiego pokoju odbyła się 19 marca 1958 roku. Słuchowisko dla Teatru Polskiego Radia wyreżyserował Janusz Warnecki.</document>
<document nplp_id="2017" title="Poezja Zbigniewa Herberta" slug="poezja-zbigniewa-herberta">Jedno ze zjawisk nowoczesnej poezji polskiej po uwolnieniu się od socrealizmu. Od debiutanckiego tomu Struna światła (1956) język poetycki Herberta pozostaje właściwie niezmienny - z ogromną przewagą post-awangardowego wiersza wolnego, z krótkimi wersami, wydobywającymi napięcia i znaczenia poszczególnych sformułowań. W pierwszych tomach poza pisanymi wierszem wolnym utworami publikowane są prozy poetyckie, w 1974 roku, w tomie Pan Cogito pojawia się po raz pierwszy bohater liryczny, nazwany panem Cogito, którego można uznać za alter ego autora lub maskę, umożliwiającą zamianę "ja" na "on" i większą obiektywizację, dystans i wzmocnienie charakteryzującej postawę poety ironii. Wiersze z tego cyklu dołączane były do kolejnych tomów Herberta. Od początku w tej poezji pojawiały się odwołania do grecko-rzymskiego antyku - motywy te obejmują mitologię, sztuki plastyczne, filozofię, historię i literaturę. Z tego powodu bardzo często zaliczano poetę do XX-wiecznego klasycyzmu, podkreślić jednak trzeba, że topika starożytna przywoływana często by obserwować odmienność sytuacji współczesnego człowieka i poddawana ironii. Poezja Herberta często czytana była jako wypowiedź na temat indywidualności i godności człowieka w ustroju totalitarnym (zwłaszcza wiersz Przesłanie Pana Cogito, zamykający tom z 1974 roku), zawiera jednak refleksję historiozoficzną i namysł nad przemijaniem. Nie deklarując otwarcie wiary, kontynuuje postawę sceptycyzmu.

Dykcja poetycka Herberta - co zauważone zostało już w recenzji Kazimierza Wyki z pierwszego tomu poezji - ukształtowała się w oparciu o tradycje Awangardy Krakowskiej i Józefa Czechowicza w dwudziestoleciu międzywojennym oraz doświadczenia poetyckie Tadeusza Różewicza z lat czterdziestych. Różewicz zaproponował po II wojnie światowej prostą formę poetycką wiersza wolnego, maksymalnie wydobywającego podstawowe znaczenia słów, operującego charakterystyczną, poddaną wyłącznie sensowi, akcentacją (zestroje rytmiczno-akcentowe). Herbert operuje zazwyczaj krótkimi wersami, a podział ma znaczenie rytmiczne i jest elementem dynamizującym znaczenie. Stosunkowo prosta metaforyka, często rezygnacja z interpunkcji, którą zastępuje podział graficzny (na wersy, strofy i części poematu). W pierwszych tomach poetyckich i następnie w pośmiertnym Królu mrówek (2001) pojawia się forma prozy poetyckiej, początkowo - krótkiej, a w pośmiertnym tomie - dłuższej (do kilku stron), fabularnej, z elementami dialogu, stanowiącej zjawisko pośrednie między poezją a prozą.

Od początku poezja Zbigniewa Herberta nasycona jest odwołaniami do filozofii antycznej i topiki zaczerpniętej ze starożytności (mitologia), co wyraźnie odróżnia jego postawę od Tadeusza Różewicza, uznającego współczesność za okres głębokiego odcięcia od kulturowej przeszłości i dziedzictwa humanistycznego po szoku wywołanym przeżyciem masowego ludobójstwa podczas II wojny światowej. Także u Herberta często obserwowana jest niewspółmierność przeszłości i współczesności, stąd - postawa ironii, ujawniającej napięcie i niejednoznaczność jego stosunku do antyku; topika antyczna i fabuły mityczne poddawane są często zmianom, w Królu mrówek - przybierają postać "prywatnej mitologii". Nasycenie tej poezji elementami erudycyjnymi od początku przez krytykę interpretowane było jako "neoklasycyzm", w związku z programami lat sześćdziesiątych (jak Czym jest klasycyzm Jarosława Marka Rymkiewicza); najbardziej przekonującą wykładnię otrzymało w książce Ryszarda Przybylskiego To jest klasycyzm (1978), w której krytyk formułuje tezę o podtrzymywaniu przez poezję Herberta postawy współczesnego klasycyzmu, świadomego katastrofy współczesnego świata i niemożności powtórzenia wprost dawnych wzorów, które jednak stanowią wciąż wartościowy język, umożliwiający debatę na temat podmiotowości. W 1974 roku, wraz z publikacją tomu Pan Cogito pojawia się bohater liryczny tej poezji. Nazwisko Cogito wywodzi się od cogito- myślę, kluczowego terminu filozofii Kartezjusza, uznającego świadomą jaźń za niepodważalny element podmiotowości. Pan Cogito może być uznany za alter ego poety lub maskę, umożliwia większą obiektywizację, granie dystansem i ironią. Zamykający tom Pan Cogito wiersz Przesłanie Pana Cogito czytany był od połowy lat siedemdziesiątych do transformacji ustrojowej w Polsce jako manifestacja dumnej postawy niezgody na istniejący ład polityczny i deklaracja obrony podmiotowości; wraz z kilkoma innymi wierszami Herberta, wprost odnoszącymi się do realiów politycznych - jak Potęga smaku (pierwsza publikacja w wyborze PIW na początku lat osiemdziesiątych) i Ze szczytu schodów (wiersz powstały w 1956 roku, drukowany w prasie, potem po raz pierwszy włączony do 18 wierszy, opublikowanych w II obiegu). Poezję Zbigniewa Herberta od początku cechowała świadomość przemijania, od tomu Rovigo ton pożegnania z życiem wysuwa się na pierwszy plan, pożegnanie to cechuje spokój, sceptycyzm i jednocześnie - dramatyczna świadomość indywidualnego losu, którym jest choroba i śmierć.

Poezja Herberta od połowy lat sześćdziesiątych tłumaczona była na języki obce, operując odwołaniami klasycznymi i stosunkowo prostym językiem artystycznym, stanowiła w świecie zjawisko czytelne i była wysoko ceniona.</document>
<document nplp_id="2018" title="Miasto bez&amp;nbsp;imienia I" slug="miasto-bez-imienia-i">Poetycki tom z 1969, zawierający, z jednym wyjątkiem, utwory z lat 1961-1968 (datowane nie tylko w Berkeley, lecz także we Francji i Szwajcarii podczas wakacyjnych podróży do Europy), w tym dwa poematy – tytułowy oraz Na trąbach i na cytrze, a także cykl dziewięciu wierszy Zapisane wczesnym rankiem mową niezwiązaną. Główny motyw tomu to napięcie między ekstazą a pamięcią w perspektywie medytacji nad własnym losem - ekstatyczne zachwycenie światem w wielu wierszach przerywają obrazy przeszłości, wizje pamięci.

Wyobraźnia historyczna najpierw kapituluje tu przed bezosobowym ogromem piękna, potem odnosi zwycięstwo. Tom wyróżnia dykcja wersetu biblijnego, którym Miłosz, jak sam twierdził, był zawsze zafascynowany, ponieważ dawał możliwości „wyjścia poza system metryczny i objęcia więcej świata, zawarcia więcej świata”. W dominacji tego wersetu, obecnego w 14 z 26 utworów, można też widzieć wpływ lektury Walta Whitmana, Allena Ginsberga, a także Aleksandra Wata, oraz zapowiedź tłumaczeń biblijnych. Wiele utworów z tego tomu jest interpretowanych wyjątkowo rzadko. W Antologii osobistej znalazły się wiersze Jakże znosiłeś, Biel, Moja wierna mowo, Ars poetica? oraz fragmenty tytułowego poematu.

Tom otwiera wiersz Rok, datowany 1965, podobnie jak następujący po nim bezpośrednio tytułowy poemat; opisuje przemianę historycznego czasu w naturę, odejście od historii - obok oceny młodzieżowego ruchu kontrkultury, „pieśni ekstatycznej rozpaczy”, pojawia się dobitna pochwała bytu, przeciwko odkrywającym Amerykę młodym neomanichejczykom, skrytykowanym otwarcie w Widzeniach nad Zatoką San Francisco. W Mieście bez imienia, poemacie o odnajdywaniu tożsamości, od razu w incipicie zarysowującego obowiązek pamięci w retorycznym pytaniu: „Kto honorować będzie miasto bez imienia”, Miłosz powraca do własnej przeszłości, kreując już w pierwszej części mityczną, ponadczasową przestrzeń, gdzie przenikają się ustawicznie sugestywne obrazy Wilna XIX oraz XX-wiecznego. Miasto jego młodości, współistniejące z Wilnem filomatów, epoki napoleońskiej, koegzystuje z obrazami Kalifornii, najpierw jałowym bezmiarem dzikiej przyrody, przytłaczającej Doliny Śmierci (druga część), wtrącającej człowieka w bezgraniczną samotność; z nie-ludzkim pejzażem kontrastuje czas ludzkiej historii - ułamkowe wspomnienie studenckiego balu i lektury Godziny myśli.

W kolejnej części pojawia się egzotyczny korowód, przypominający instrumentacją trochę hippisowską akcję uliczną, ale przewodzi mu sam Mickiewicz; pochód zlewa się ze studenckim pochodem z czasów uniwersyteckich Miłosza i te połączone perspektywy kolejna część krótko podsumowuje, kładąc nacisk nie tylko na różnorodność doświadczeń i dokonań, ale też na klęski i przemijanie, wątek pojawiający się w następnej części, pięciu tercynach, nawiązujących barokową stylistyką do tańca śmierci (ale też do sentymentalnego, XVIII-wiecznego madrygału. Szósta część jest osobliwą wizją quasi-osiemnastowiecznego rytuału, w którego centrum nagle znajduje się poeta – przypomina masońskie filiacje Wilna, ale także krajobraz litewskich rzek. Kolejna część, stylizowana znowu na barok i ponownie sięgająca po tercyny (teraz przedłużone do ośmiozgłoskowca i regularnie rymowane), podejmuje wątek upływu czasu, baśniowych zwrotów losu, nieprzejrzystej tożsamości, a raczej dwoistości własnej natury. Ósma część diagnozuje kryzys kultury, który ma dla poety wymiar metafizyczny i konsekwencje ontologiczne, zasada przypadku zastępuje tu zasadę sensu – w „świętowaniu Niekonsystencji” nieuchwytnego bytu, a niedostępna transcendencja istnieje natomiast – groteskowo - w mikrokosmosie „pestki granatu”, jak ongiś w średniowiecznym sylogizmie o aniołach na czubku szpilki.

Kolejna część znowu ewokuje Wilno (z toposem wileńskich obłoków), w zmysłowym obrazie podwileńskiego lasu, oświetlonym niskim światłem północnym – przeciwstawionym w pierwszej części wiersza jasnemu i wysokiemu światłu Kalifornii, podobnie jak uniwersalnemu – transcendentnemu światłu - przeciwstawia się konkret doświadczenia. Następna część w gorączkowym wyliczeniu ukazuje kłopoty z pamięcią, ale też podkreśla trywialność i cielesność wspomnień i natury ludzkiej.

Jedenasta część jest znowu wizją – wileńskiego kiermaszu nad rzeką, z jego atmosferą cudowności. Ostatnia część, najdłuższa, wraca do wersetowej dykcji Roku i moralnego obowiązku upamiętniania miasta, jego mieszkańców w wizji trwającej poza czasem, ale zarazem dającej wiedzę o przyszłości, tworzącej epicką całość tak przytłaczającą, że uchwytną jedynie fragmentarycznie, w wyrazistych, konkretnych szczegółach.

Koniec poematu to kolejne egzystencjalne rozliczenie z własnym powołaniem, podkreślenie obojętności i trwałości ziemskiego piękna natury, zachwytu daremnego, bo zostawiającego poczucie niedostatku, świadectwo poezji, która żywi epickie ambicje ogarnięcia przeszłości, a zarazem potwierdzenie własnego przywiązania do miasta młodości i jego tradycji. Wilno dobitnie zaznacza swoją obecność w ostatnim wizyjnym obrazie, znowu kunsztownie zinstrumentalizowanym, tym razem muzyką Mozarta, znakiem upragnionej, ale nieosiągalnej przez poetę harmonii.

Kolejny wiersz, Kiedy księżyc, ma odmienną, żartobliwą tonację, jest zwięzłym zapisem sensualnego zafascynowania barwnością świata, które poeta autoironicznie łączy z pragnieniem prawdy ostatecznej. Następną zmianę tonu przynosi Veni Creator, utwór religijny, osobisty wariant hymnu do Ducha św., zawierający program poetycki, występujący przeciw abstrakcji, opowiadający się za konkretem. Okno krótki wiersz, złożony z trzech wersetów, wyraża zdziwienie własnym losem, upływem czasu, jak we śnie, ale też niemożność uchwycenia rzeczywistości, a brak pamięci o wielu latach potwierdza raz jeszcze żywość wspomnień lat poprzednich. Słowa to pełna goryczy medytacja nad nicością twórczości, ze zobiektywizowanym portretem twórcy, porzucającego własne powołanie w przytłaczającej scenerii Kalifornii, która pozbawia złudzeń i w którą wpisana jest naturalna obecność śmierci; ta przestrzeń przeciwstawiona jest tu „bardzo dalekiemu krajowi dzieciństwa” i tradycji wierzącej w siłę poezji, która utwierdza istnienie i tożsamość.

Po tych czterech krótszych utworach kolejny poemat, jednolity wersyfikacyjnie (wyłącznie wersety), Na trąbach i na cytrze intonuje dionizyjską pochwałę bytu. Ekstatyczny zachwyt rajskim światem, zmysłowe doznania, dające poczucie erotycznej wspólnoty, niwelują historię, zastąpioną rytmami natury. Stanowią jednak pokusę odejścia od rzeczywistości, która zmienia się w wyspę Kalipso, a bogactwo doświadczeń odbiera pamięć. Wraz z zanikającą pamięcią słabnie tożsamość. Historia powraca jedynie w egzotycznej, archaicznej, sensualnej wizji. Pojawia się również dysonans – barokowy taniec śmierci, podkreślający brutalnie cielesność. Jednak dionizyjskie doznanie potrafi też przywrócić pamięć, przywołać umarłych. Pozostaje wszakże w groteskowym – bo nierozwiązywalnym i łączącym dwie różne sfery - konflikcie z naturą języka, niezdolnego oddać poszczególności rzeczy, która „stygnie w brokat stylu”. Zdumiewająca przestrzeń Kalifornii kontrastuje z ewokacjami litewskich wiosek, ułamkowość pamięci łączy się z niejasnym poczuciem winy. W wizyjnym mateczniku, „wspólnym śnie ludzi”, panuje zwierzęca wspólnota, która znosi indywidualność, i bezosobowy rytuał pochwały bytu. Zdziwieniu naturą człowieka, naturą jego przelotnej egzystencji, towarzyszy odejście od moralistyki i konstatacja – paradoksalnie moralistyczna – własnych niedostatków.

Trzy kolejne wiersze powtarzają wersetową dykcję poetycką. Jak było zawiera diagnozę ontologicznego kryzysu; w wizji „mocarstwa przeciw-spełnienia” kryje się zarzut neomanicheizmu, rozwinięty w Widzeniach nad Zatoką San Francisco. Stan degradacji mitu i religii jednak rzutowany jest w przeszłość, z perspektywy zaistniałej dobroczynnej przemiany. W drodze to medytacja nad własnym powołaniem w nieretorycznych pytaniach pojawiających się na tle panoramicznych widoków kalifornijskich. Miejsce ostatecznej prawdy i objawienia okazuje się nieosiągalne - „niedosiężna kotlina, ocieniona słowami” – w świecie zdegradowanej religii, gdzie „wydziedziczony z proroctw” poeta poddaje się rytmowi życia i natury. Kronika daje trywialną wersję historii, a dziwność ludzkich zachowań odsłania się oglądana z dystansu, jak z lotu ptaka, perspektywy obłoków i jeszcze raz ukazuje w zakończeniu niezwykłość metamorfoz ludzkich losów poddanych tajemniczemu spojrzeniu.

Dykcję wersetową przerywa czterostrofkowy rymowany wiersz Jakże znosiłeś - polemika z religijnością sprowadzoną do oznak zewnętrznych, która stanowi klamrę utworu, w połowie wiersza przechodzi w zasadniczy spór z Bogiem, o śmiertelność człowieka, którego z transcendencją wiąże przede wszystkim lament nad własną nędzną kondycją. Kolejne cztery wiersze powracają do wersetów. W utworze Na brzegu pojawia się również w tle dylemat religijny, obojętności Boga, „najjaśniejszego pana na pustkach”, i zarysowuje się napięcie między „niedostateczną istnością” człowieka, przemijającą bądź zanikającą w erotycznej wspólnocie, a naturą, „śmiercionośnym oceanem”, który pochłania również ułamki pamięci (raz jeszcze pojawia się tu topos Wilna i obłoków).

Ktokolwiek jasno dowodzi, że ciało podporządkowane zbiorowemu przeznaczeniu fizjologii podważa niepowtarzalność indywidualnej egzystencji. W Bieli nieśmiertelne białe miasto to Paryż, narzucające się mimo wspomnień pierwotnością zmysłowych doznań, które odbierają znaczenie historii (również indywidualnej) w przestrzeni pozbawionej transcendentnego wymiaru, gdzie wizyjny taniec daje złudzenie nieśmiertelności. Źródło stanowi zapis snu, o źródle tracącym swoje wody, ale odzyskującym siłę, snu, w którym kryje się też pragnienie ogarnięcia gorszych, trywialnych stron rzeczywistości, ogarnięcia całości egzystencji. W dwu strofach kolejnego utworu, Twierdzenie i odpowiedź spór filozoficzny znowu, jak w Kiedy księżyc, sprowadza się do konkretnego obrazu, groteskowo nieprzystającego do filozoficznego wymiaru problemu. Im więcej, krótki (ośmiowersowy, rymowany), religijny wiersz buduje wiarę na paradoksie.

Książkę kończy cykl Zapisane wczesnym rankiem mową niezwiązaną. Wiersz Rady, datowany jeszcze we Francji w 1959, formułuje program poetycki przeciwko nihilizmowi w sztuce, wzywający do tkliwości wobec przemijalnego ludzkiego świata, oddzielonego wyraziście od bezosobowej natury; jak w utworze poprzednim pojawia się tutaj także koncepcja ukrytego Boga. Zaklęcie to pochwała rozumu, który ustanawia ład moralny i odsłania wartość bytu, a tytułowe zaklęcie ma przywrócić należne mu miejsce, jednak w kodzie wiersza pojawia się ironiczna, baśniowa wizja, łącząca poezję z filozofią i czyniąca z niej medium dobra i mądrości. Ars poetica?, ze znakiem zapytania podważającym uniwersalny charakter programu poetyckiego, zarysowuje projekt „formy bardziej pojemnej” pomiędzy wierszem i prozą i podkreśla w twórczości poetyckiej działanie tajemniczych sił, podważających stałą tożsamość, przy tym krytycznie ocenia „chorobliwe” zainteresowania sztuki współczesnej. Nie gloryfikuje poezji, a nawet przeciwstawia jej „milczącą uczciwość”.

Twój głos podkreśla jałowość protestów wobec śmierci i cierpienia, które stanowią jednak moralny obowiązek mimo nierozwiązywalnej zagadki teodycei. Wyższe argumenty na rzecz dyscypliny zaczerpnięte z przemówienia na radzie powszechnego państwa w roku 2068 są wizją totalitarnego, globalnego państwa, w którym rządzący zawłaszczają prawdę, wykluczając nie tylko demokrację, lecz metafizyczne wątpliwości, myślenie o rzeczach ostatecznych. Obywateli dyscyplinują zakazy, niedostatek i cenzura, stanowiące konieczną osłonę przed wewnętrzną pustką. W Wyspie uwodzicielsko piękna przestrzeń nie równoważy dylematów moralnych i poczucia winy. Kiedy byłem mały z krótkim wspomnieniem wileńskiego dzieciństwa i przygodowych książek zestawia opowieść syna o codzienności i niezwykłości podczas rzeczywistej wyprawy na Alaskę.

Sposób ukazuje poezję jako środek obłaskawiania grozy świata dla poety odczuwającego izolację z powodu posługiwania się polszczyzną. Zamykający książkę wiersz Moja wierna mowo, pełen goryczy, oddaje zawęźlony, dramatycznie nierozwikłany stosunek Miłosza do przeszłości, wspólnoty i języka: z jednej strony osobny, zaborczy i intymny, zwłaszcza że poeta, mimo kolejnej skargi na osamotnienie, zdaje się sam ocalać wiarygodność znieprawionej mowy, z drugiej - nacechowany manifestacyjnym dystansem do spowodowanej przez historię – szczególnie w roku 1968, w którym został datowany wiersz - nieodwracalnej degeneracji i paranoi społeczeństwa.</document>
<document nplp_id="2019" title="Rekonstrukcja poety" slug="rekonstrukcja-poety">Radiowy dramat poetycki Zbigniewa Herberta z 1960 roku (pierwodruk w miesięczniku „Więź”, 1960 nr 11-12). Bohaterem utworu jest Homer, którego świadomość zostaje zderzona ze świadomością archeologa badającego przeszłość dostępnymi mu narzędziami poznania. Profesor na podstawie wykopanych zabytków poezji greckiej tworzy wizerunek dwóch anonimowych artystów, obdarzonych różnym talentem i osobowością. W rzeczywistości jednak autorem wszystkich odkrytych pieśni był ten sam artysta.

Akcja dramatyczna stanowi niewielką część Rekonstrukcji... Odwołując się do poetyki słuchowiska radiowego, Herbert niemal cały utwór oparł na epickim i lirycznym monologu głównego bohatera, na zasadzie radiowego montażu splecionym z naukowym wywodem Profesora. Początkowo głosy obu postaci dobiegają do nas z teraźniejszości, co w przypadku archeologa nie jest niczym dziwnym, ale w przypadku Homera tworzy efekt zaskakujący. Pomysł ten opiera się na przekonaniu XX-wiecznych klasyków o istnieniu Wiecznego Teraz kultury, w którym żyją poeci wszystkich epok. Tej żywej obecności zagraża jednak czas historyczny, wypełniony nawarstwiająca się refleksją uczonych. Powinnością współczesnych poetów jest obudzenie głosu dawnych artystów i właśnie tak można interpretować pomysł Herberta na to, by jego Homer mówił współczesnym językiem odbiorców dramatu, a w drugiej części utwory recytował jego własne wiersze.

Ożywiony Homer powraca wspomnieniem do starożytnego Miletu, gdzie rozgrywa się dramatyczna sekwencja utworu. Homer wędruje z synem na rynek, recytuje tam swoją pieśń, ale nie kończy jej, ponieważ na widok zarzynanego zwierzęcia ślepnie; następnie wraca do domu. Dalszy ciąg wspomnień greckiego aojdy odnosić się już będzie do pielgrzymki , jaką poeta przedsięwziął dla odzyskania wzroku. Opowieść ta przerywana będzie lirykami, które powstały już po dotarciu do świętego miejsca. Homer wprawdzie pozostał kaleką, ale cierpiąc, doświadczył wewnętrznej przemiany i z epika opowiadającego „bitwy / baszty i okręty / bohaterów zarzynanych / i bohaterów zarzynających” stał się poetą niemal mistycznej kontemplacji świata. Dla wyrażenia jego nowej świadomości Herbert posłużył się kilkoma wierszami, które potem umieścił w tomie Studium przedmiotu (Tamaryszek, Próba opisu, Kamyk), co pozwala traktować dramat jako utwór o cechach manifestu. Archeologiczne pojęcie „rekonstrukcji” odnosi się więc w równej mierze do Homera, jak i samego Herberta.

Prapremiera radiowa Rekonstrukcji poety odbyła się 6 czerwca 1960 roku. Reżyserem słuchowiska był Tadeusz Byrski.</document>
<document nplp_id="2021" title="Dramaturgia Tadeusza Różewicza" slug="dramaturgia-tadeusza-rozewicza">Debiut dramaturgiczny i teatralny Różewicza nastąpił wiele lat po jego debiucie poetyckim, bo w 1960 roku, i stanowił ważny moment w rozwoju całej twórczości autora Niepokoju (1947). Do tej pory najważniejszym zadaniem Różewiczowskiego bohatera była ekspresja własnych doświadczeń, w debiutanckiej Kartotece został on zmuszony do nawiązania bezpośrednich relacji z innymi osobami i ciągłej konfrontacji ze światem zewnętrznym. Zadanie to okazało się dla niego zbyt trudne. Bohater praktycznie odmawia mówienia i działania, co już w punkcie wyjścia burzy podstawowe konwencje dramatyczne. Począwszy od Kartoteki dramaturgię Różewicza cechuje brak akcji i czasowej ciągłości, rezygnacja z fabuły na rzecz sytuacji, fragmentaryczna, „otwarta” kompozycja, operowanie konkretem w budowaniu metaforycznego obrazu świata, anonimowość postaci, napięcie między jednostkową kondycją i spetryfikowanym językiem zbiorowości, tragikomiczna poetyka i groteskowy styl. Od początku dramaturgie tę włączano więc w nurt teatralnej awangardy lat 50. zwanej teatrem absurdu, ale Różewicz zaprzeczał tym związkom. Wypracowaną przez siebie formułę dramatyczną nazywał „realistyczną i poetycką” i bezpośrednio łączył z wewnętrzną sytuacją swojego anonimowego Bohatera – współczesnego Everymana, doświadczonego zagładą elementarnych wartości, przeświadczonego o „śmierci Boga” i „śmierci człowieka”, żyjącego z (nie zawsze uświadamianym) poczuciem końca kultury w jej dawnym kształcie.

W swojej wczesnej dramaturgii z lat 60. Różewicz często odwoływał się do wzoru komedii obyczajowej, poddając jej konwencje parodii i groteskowej deformacji. Bohaterowie tych niby-komedii (m.in. Grupa Laokoona, Świadkowie albo nasza mała stabilizacja, Spaghetti i miecz, Wyszedł z domu) walczą o swoją indywidualność i za każdym razem ponoszą klęskę. Zdradza ich spetryfikowany język społecznej komunikacji, który w sztukach poety stanowi residuum myślowych stereotypów i martwych wzorów kulturowych. Kwestie bohaterów Różewicza są parodystyczną mieszanką językowych „gotowców” (cytatów, zapożyczeń, klisz), których wypowiedzenie staje się dla postaci doświadczeniem o naturze egzystencjalnej. Przestrzenią autentycznego społecznego dramatu staje się tutaj „udręka posługiwania się językowymi kliszami” (Niziołek). Sposobem osiągania wolność od „cudzej” mowy jest milczenie postaci, które w wyjątkowych momentach wybucha poetyckim monologiem.

Od końca lat 60. ukazują się nowe dramaty Różewicza, w których autor wykonuje niewielki krok w stronę konstrukcji fabularnej, a podejmowana przez niego tematyka staje się wyrazista. Katastroficzną wizję świata jako poligonu, cmentarza i stygnącego śmietnika przynosi Stara kobieta wysiaduje (1968). Jest to zarazem śmietnik dosłowny i metaforyczny, usypisko produkowanych na ogromną skalę i szybko niszczejących rzeczy oraz usypisko wiar, mitów, symboli, słów. Tytułowa Stara Kobieta, postać wieloznaczna, personifikacja zarazem Natury, Ziemi i całej Ludzkości, dokonuje tu globalnego bilansu kultury, która umiera, ustępują pola triumfującej biologiczności. Dekompozycję martwego mit poety Różewicz przeprowadza w Na czworakach, ukazując groteskową postać starego poety Laurentego, bawiącego się na czworakach dziecięcą kolejką lub łaszącego się do stóp młodej dziewczyny. Wzniosłe wyobrażenia o powołaniu poety zostają tu zderzone z ludzkim „dołem” i całkowicie skompromitowane. Różewicz obraca w ruinę stereotyp „boskiego” artysty, ale ocala prawdziwą sztukę – w finale dramatu płyną strofy Pieśni XXIV Jana Kochanowskiego niczym czyste źródło piękna zasypanego śmieciami.

Najbardziej wstrząsająca w całym dorobku Różewicza próbę deheroizacji wojny przynosi dramat Do piachu (powstanie 1972, druk 1978). Jego bohaterem jest wiejski analfabeta Waluś, który bierze udział w bandyckiej wyprawie partyzantów. Schwytany, niczym kozioł ofiarny, zostaje skazany na śmierć. W serii hiperrealistycznych obrazów Różewicz pokazuje ostatnie godziny życia Walusia w leśnym obozie, a potem jego absolutnie nieheroiczną śmierć (Waluś najada się przed egzekucją, a potem wypróżnia, jego mózg rozpryskuje się po partyzanckich butach). Do piachu ma wyraźny wymiar autobiograficzny i stanowi refleks wojennych doświadczeń poety w partyzanckim oddziale AK, nie jest jednak sztuką historyczną, ale dramatycznym studium ludzkiej degradacji.

„Dramatem ciała” zderzonego w swoich biologicznych potrzebach z obyczajowymi i społecznymi wzorami kultury nazwał Józef Kelera Białe małżeństwo (1974). Jego bohaterką jest młodziutka Bianka, dojrzewająca w stylowym, fin de sièclowym dworku, który w finale przeobraża się w „gęgająca i gdaczącą menażerię zwierzoludzi” (Kelera), powodowanych pożądaniem, wstrętem, agresją. Ukazany w Na czworakach triumf ciała osamotnionej jednostki w sposób najbardziej radykalny wyraża antymetafizyczne nastawienie Różewicza. Dwa ostatnie dramaty poety: Odejście głodomora i Pułapka inspirowane są twórczością i biografią Franza Kafki, w których tematem naczelnym staje się tragiczna sytuacja artysty (i człowieka w ogóle): poddawanego stałej presji wewnętrznej i zewnętrznej, złapanego w pułapkę ról społecznych, biologii, języka, historii i kultury pojmowanej za Freudem jako źródła cierpień. W obu dramatach kluczem do bolesnej zagadki ludzkiego życia w jego wymiarze egzystencjalnym i historycznym staje się psychoanaliza.

W 1992 poeta przeprowadził z aktorami Teatru Polskiego we Wrocławiu dziesięć prób scenicznych Kartoteki. Do autorskiej realizacji debiutanckiego dramatu Różewicza nie doszło, natomiast dwa lata później miesięcznik „Dialog” opublikował scenariusz niedoszłego spektaklu zatytułowany Kartoteka rozrzucona (1994). Różewicz wyciągnął ostateczne konsekwencje z koncepcji Kartoteki jako dramatu „otwartego”, a więc takiego, który nie ma zamkniętej struktury i może się rozrastać poprzez dodawanie dialogów i całych scen (dla potrzeb kolejnych realizacji teatralnych stworzył wcześniej kilka wariantów Kartoteki) i „rozrzucił” jej tekst tj. zmienił pierwotną kolejność scen, zrezygnował z niektórych części dramatu, dodał nowe sceny, wmontował w scenariusz fragmenty artykułów z gazet codziennych, wypisy z programów telewizyjnych i rubryki ogłoszeń. W tekście ważne miejsce zajmuje pastisz kazania Piotra Skargi i parodia sceny z III części Dziadów Adama Mickiewicza, „Salon warszawski”. Znalazł się w nim także stenogram obrad sejmu, a wśród głosów współczesnych parlamentarzystów słychać głos marszałka Józefa Piłsudskiego. W scenariuszu pojawiają się nowe postacie, wśród nich Bohater II, współczesny sobowtór Bohatera z Kartoteki, który teraz „jest bardzo stary, ma długą brodę”. Kartoteka rozrzucona to poetycki pamflet na rzeczywistość Polski niepodległej w czasach wielkiej transformacji ustrojowej i gospodarczej początku lat 90.

Dramaty Różewicza były inscenizowane przez największych polskich reżyserów: Jerzego Jarockiego, Konrada Swinarskiego, Jerzego Grzegorzewskiego, Andrzeja Wajdę i Kazimierza Kutza. Odegrały także ważną rolę w kształtowaniu się nowego języka teatralnego w Polsce i za granicą, gdzie wielokrotnie były realizowane. W latach 90. stanowiły inspirację dla młodych polskich dramaturgów, których twórczość prezentowały dwie antologie: Pokolenie porno (2003) i Made in Poland (2006).

Według Józefa Kelery reizm poezji Różewicza, jej witalizm, cielesność, somatyzm „podminowany odczuciem zniszczenia” oraz zapisana w niej wizja „świata w rozsypce” zderzała się z „barierą słowa”, a jej „utajona w kondensacji dramaturgia wewnętrzna” domagała się unaocznienia. „Różewicz poddał sztukę, poezję, język śmiertelnej próbie konfrontacji z życiem, doświadczeniem, rzeczywistością – teatr stwarzał okazję, by uczynić tę próbę jeszcze bardziej radykalną.” – tłumaczył po latach teatrolog Grzegorz Niziołek. Do tej pory najważniejszym zadaniem Różewiczowskiego bohatera była ekspresja własnych doświadczeń, wśród których dominujące pozostawało traumatyczne doświadczenie człowieka „prowadzonego na rzeź” (Ocalony).

Różewicz zbudował własny, oryginalny model współczesnego dramatu, kontynuując linię twórczości dramatycznej Antoniego Czechowa, St. I. Witkiewicza i Samuela Becketta. Ważny kontekst tworzą dla niej także „białe tragedie” Cypriana Norwida. W Przyroście naturalnym, jednej z kilku wypowiedzi programowych Różewicza (nazwanej przez niego „biografią sztuki teatralnej”), poeta określił swój dramat mianem „teatru wewnętrznego”. Nie ukazuje on ludzkich czynów dokonywanych w określonych okolicznościach (społecznych, historycznych czy politycznych), ale tropi i odsłania ukryte, nie zawsze uświadamiane, trudne, bolesne, czasem wstydliwe aspekty ludzkiej egzystencji. Ich ekspresji nie mogą służyć takie składniki klasycznego dramatu, jak akcja, fabuła, intryga, kulminacja, retardacja, dialogi i monologi ilustrujące doświadczenia, postawy czy idee, dlatego poeta je odrzucił (choć nigdy całkowicie), a na ich miejsce wprowadził nowe. Odwołując się do dramaturgii Czechowa, mówił o „atmosferze”, „pustce miedzy zdarzeniami”, „milczeniu między słowami”, „oczekiwaniu”, „bezruchu” jako podstawowych kategoriach „teatru wewnętrznego”. Jego formą tekstową stało się zestawianie, nakładanie się i przenikanie scen czyli kolaż teatralnych „obrazów” ukazujących, niekiedy bez wyraźnej kulminacji, samo ludzkie trwanie w przestrzeni i czasie. „Najprawdziwiej teatr wewnętrzny spełniałby się (…) w sferze tego, co niedokonane i niewypowiedziane, a najistotniej dramatyczne i skupiające w sobie najintensywniej, jak w soczewce, cały kosmos ludzkich dramatów” – pisał Józef Kelera. Nigdy całkowicie nie zrealizowany projekt „teatru wewnętrznego” stanowi ważny punkt odniesienia dla wszystkich sztuk Różewicza.


W sposób najbardziej spektakularny założenia „teatru wewnętrznego” ujawniło się w kreacji wielopostaciowego bohatera dramatów Różewicza. Bohater ten nie podejmuje działania (Kartoteka), stale ulega myślowym stereotypom i językowym kliszom (Spaghetti i miecz, Świadkowie…), czuje się inny i wyobcowany (Śmieszny staruszek, Wyszedł z domu), jest manipulowany, wykluczony, uprzedmiotowiony (Do piachu), jego dotychczasowy status zostaje całkowicie podważony (Na czworakach), podlega psychicznej opresji i fizycznej degradacji (Odejście Głodomora). Z perspektywy „teatru zewnętrznego” Bohater Różewicza jest w istocie anty-bohaterem, każdym i nikim jednocześnie, pustym miejscem po dawnym bohaterze, i dlatego dla poety interesującym. Kondycja anty-bohatera w dramatach poety jest kondycją bowiem człowieka współczesnego, a wykreowana w nich rzeczywistość – obrazem zamieszkiwanego przez niego świata. Jeżeli podstawową cechą anty-bohatera jest postępujący zanik podmiotowości, podstawową cechą świata jest brak spajającej go zasady metafizycznej i trumf życia w jego czysto biologicznym wymiarze.

Wkraczając do teatru, Różewicz od początku toczył z nim spór, w czym bardzo przypominał Stanisława Ignacego Witkiewicza. W swojej wczesnej dramaturgii często odwoływał się do wzoru komedii obyczajowej, poddając jej konwencje parodii i groteskowej deformacji. W Grupie Laokoona zabieg ten służy kompromitacji naiwnej wiary w humanizm i sztukę, snobistycznemu przeżywaniu klasycznych dzieł, mnożeniu pustych frazesów na temat wielkości kultury. Natomiast w Świadkach czyli naszej małej stabilizacji demaskuje pustkę międzyludzkich relacji, z pozornej sielanki małżeńskiej wydobywając prawdziwy ból istnienia. Wyszedł z domu autor nazwał „tak zwaną komedią”, ironiczno-szyderczy sposób, w jaki ukazana jest tu społeczna reedukacja bohatera, kryje w sobie bowiem tragiczny pierwiastek. Rys komediowy zawiera także Śmieszny staruszek, teatralna partytura mowy podejrzanego o pedofilię mężczyzny, za sprawą swoich fobii, zahamowań i perwersyjnych upodobań całkowicie wyobcowanego ze społeczeństwa. W sztuce Spaghetti i miecz Różewicz ośmiesza z kolei charakterystyczny dla kultury masowej proces zamieniania wojny w ułański stereotyp „pięknej wojenki”.

Akt przerywany był już tylko próbą zawiązania komedii obyczajowej i dowodem na to, że „teatr zewnętrzny” pozostaje dla Różewicza zjawiskiem historycznym, które nie da się reaktywować na współczesnej scenie. Różewicz dowodzi tego w rozbudowanych didaskaliach, które przeradzają się w artystyczny manifest dramaturga. Także „komedia” zatytułowana Przyrost naturalny okazuje się niemożliwa do napisania. W latach 60. Różewicz stworzył całą serię tekstów o hybrydycznym kształcie, w których pojedynczym scenom dramatycznym towarzyszyły rozbudowane komentarze lub szkice przyszłych sztuk. Zamysłem autora „Teatru niekonsekwencji” (wspólny tytuł omawianych utworów) było badanie możliwości i niemożliwości teatru, stawianie pod znakiem zapytania jego dawnych i nowych konwencji, rozszerzanie granic wypowiedzi teatralnej, walka ze stereotypem w sztuce współczesnej.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="2022" title="Rodzinna Europa" slug="rodzinna-europa">Zbiór esejów Czesława Miłosza opublikowany po raz pierwszy nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu w 1959 roku, następnie wielokrotnie wznawiany, w latach osiemdziesiątych w Polsce - w II obiegu. Stanowi jedno ze źródeł do poznania biografii autora, opowiada na przykład dzieje międzywojennej wyprawy kajakiem przez Europę wraz z grupą przyjaciół z Wilna i przedstawia przyjaźń ze starszym kuzynem, poetą francuskim Oskarem Miłoszem, który w Paryżu przez II wojną odgrywał wobec niego rolę mentora i przewodnika.

Podobnie jak we wcześniej opublikowany zbiór esejów Kontynenty (1958) i powieść Dolina Issy (1955) , a także do pewnego stopnia Zniewolony umysł (1953) jest opowieścią o charakterze autobiograficzno - wspomnieniowym, w której własne doświadczenia wykorzystywane są do snucia szerszych refleksji. Rodzinna Europa jest też próbą podsumowania specyfiki doświadczeń historyczno-kulturowych człowieka urodzonego we wschodniej Europie, w konfrontacji zarówno z zachodnimi stereotypami (czy nawet lękami przed przybyszem ze Wschodu), jak i polskimi wyobrażeniami o naszej przynależności do kręgu zachodniego.

Bezpośredniej inspiracji miała dostarczyć wizyta w domu przyjaciół w Szwajcarii, gdzie obecność tradycji i jej materialna ciągłość wydają się niezachwiane. Łóżko z baldachimem, znalezione na strychu domu, wydaje się znajome, ale zarazem przypomina o utracie własnych pamiątek i powtarzającej się sytuacji wygnania, ucieczki, budowania życia na nowo. Poszczególne eseje, uporządkowane chronologicznie, odnoszą się do etapów życia autora (od okresu najwcześniejszego dzieciństwa, przez dorastanie, młodość po dojrzałość) jak i do typowych dla jego pokolenia oraz miejsca w Europie doświadczeń historycznych (tradycja szlachecka, rewolucja październikowa, radykalizm poszukiwań młodzieńczych w okresie międzywojennym, druga wojna światowa). Podróż w głąb własnej przeszłości zapobiec ma zapobiec zerwaniu kulturowemu, które może być realną groźbą wobec emigracji, odcięcia od korzeni, destrukcji dawnych form życia i gwałtownych zmian historycznych w tej części Europy w wieku XX. Miłosz traktuje przy tym własny los jako przykładową biografię, nie rezygnując anegdotyczności a przede wszystkim z podkreślania silnego indywidualizmu. Często pozwala sobie na autoironię, ze względu na dystans wobec samego siebie w młodości. Wydobywa wielokulturowość swojego doświadczenia, na które składa się polsko-litewska mieszanka, uzupełniona poczuciem przynależności do kręgu kultury Zachodniej (wraz z jej odległymi tradycjami) i bliskości wobec wielu zjawisk artystycznych na Zachodzie. Odpowiedz na podstawowe pytanie o tożsamość "wschodniego Europejczyka" jest więc niezwykle złożona, to mozaika różnych, przecinających się identyfikacji i tradycji, stanowiąca charakterystyczną wiązkę identyfikacji z kulturą zachodnią, z tradycjami miejsca urodzenia, wzbogacona o dramatyczne przeżycia historyczne wieku XX w naszej części Europy i świadomość kruchości owego unikalnego splotu nie antagonistycznych źródeł kulturowego bogactwa "rodzinnej Europy".</document>
<document nplp_id="2311" title="Mapa warszawskich adresów Goldszmitów" slug="mapa-warszawskich-adresow-goldszmitow"></document>
<document nplp_id="2317" title="Mapa urodzin i&amp;nbsp;śmierci Goldszmitów" slug="mapa-urodzin-i-smierci-goldszmitow"></document>
<document nplp_id="2340" title="„Wiecznie siebie nowego głodnym,  jak żuraw z&amp;nbsp;szyją w&amp;nbsp;przyszłość wyciągniętą” – Bolesław Leśmian 1877-1937" slug="wiecznie-siebie-nowego-glodnym-jak-zuraw-z-szyja-w-przyszlosc-wyciagnieta-boleslaw-lesmian-1877-1937">&amp;nbsp;

Bolesław Leśmian to postać nieodgadniona. Wielkość poetycka, nierozpoznana za życia przez współczesnych, przez nielicznych przeczuwana, do dzisiaj wymyka się łatwym przyporządkowaniom i określeniom.

„Powściągnijmy się od określeń” – radził. „Określenie to „krepa żałobna, którą przywdziewamy po rzeczach umar­łych i minionych raz na zawsze. Określenie to przejrzysta, szklana trumna, w której spoczęły święte, olejem namaszczone zwłoki”. Awersja poety do definiowania, przesądzającego o domniemanej istocie danej rzeczy, wypływała z głębokiej niechęci do „uznanych, prozaicznych prawd”. Jego niespokojny umysł nie tylko nie zadawalał się utartymi przekonaniami, ale oskarżał je o zgubny wpływ na swobodę twórczych działań. Twórcą może być, w opinii Leśmiana, każdy, kto nie przyjmując gotowych objaśnień, podtrzymuje w sobie pierwotną i przyrodzoną człowiekowi potrzebę poznawania rzeczywistości. Bo też, był o tym przekonany, właśnie jej zaciekawione odgadywanie jest jedyną autentyczną twórczością. To, co rzeczywiste, może być, zdaniem poety, tylko poznawane, a nie ostatecznie i do końca poznane. Dzieje się tak dlatego, że rzeczywistość nigdy nie ulega ustaleniu. Jakikolwiek sąd na jej temat już za chwilę przestaje być zasadny, skoro nie ma już tej realności, do której się odnosił. Zachowanie takiej postawy nie jest proste, wymaga heroizmu rezygnacji z dającej poczucie bezpieczeństwa iluzji oswojenia świata poprzez nagromadzenie pewnych konkretnych rozpoznań na jego temat i uznanie ich za obowiązujące.

Leśmian odrzucał tego rodzaju zwodnicze wrażenie zadomowienia, ale jednocześnie nigdy nie ujmował wybranej w zamian drogi jako doświadczenia dramatycznego i trudnego. Przeciwnie, za tragiczne nieporozumienie uważałby zgodę na jakąś określoną wykładnię rzeczywistości.

Błądzą ci zwolennicy realizmu, którzy uważają go za jakąś niepodzielną i powszechną instytucję, gdzie każdy może pozyskać kawałek jakiejś ogólnej prawdy, o ile tylko ma dobre po temu chęci. Instytucja taka nie istnieje i nigdy nie istniała. Realista prawdziwy powinien właśnie stworzyć swoją realność, swoją rzeczywistość.

Największej przeszkody w wypełnianiu tej powinności upatrywał w wymaganiach życia zbiorowego, a zwłaszcza w stworzonej przez te wymogi normie przeciętności. Przedstawiał ją za pomocą figury „człowieka przeciętnego”. Pisał: „pomiędzy każdym z nas a jego życiem majaczy (…) zmora wszechmocna, wizja statystyczna, urojenie (…), słowem – człowiek przeciętny”. Nie pojmował go poeta dosłownie, jako pewnego niewyróżniającego się (i w tym sensie „przeciętnego”) osobnika lub grupy takich osób, lecz jako pewien nieusuwalny konstrukt organizacji życia społecznego, sprzyjający co prawda jego trwaniu i rozwojowi, ale zgubny dla sfery indywidualnych działań twórczych: „Jest on [człowiek przeciętny] nieodwołalnym i nieuniknionym pośrednikiem naszym! W życiu zbiorowym z wielkim powodzeniem zastępuje on jednostkę”. Z nieukrywanym sarkazmem pisał o nim:

(…) tworzy on (…) swoje prawa, swoje obyczaje, cnoty, prawdy (…). (…) chadza on nie ludzkimi drogami, lecz międzyludzkimi, gdzie istnieją nie jednostki, lecz ich stosunki (…). (…) wie doskonale, jakim wyrazem twarzy powinien się wyróżniać sród luźnie i samopas istniejących jednostek – przyczynowo określony i ustosunkowany w życiu międzyludzkim – bankier, adwokat, prezes jakiegoś towarzystwa (…).

Te słowa, napisane w 1910 roku, zyskują dodatkowy sens odniesione do biografii poety. Jak wiadomo, Leśmian objął w 1918 roku urząd notariusza. Funkcję tę pełnił najpierw w Hrubieszowie, a potem, od 1922 roku, w Zamościu. Podobno otrzymawszy nominację natychmiast z niej zrezygnował, aby równie szybko wycofać się z tej odmowy. To zachowanie w uderzający sposób ukazuje, co czuł poeta powołany na stanowisko rejenta. W przypadku Leśmiana rażąca sprzeczność pomiędzy tymi dwoma powołaniami urasta do miary nieprawdopodobnej ironii losu. Oto nieprzejednany i programowy wróg „rzeczowości [i] (…) trzeźwego poglądu na życie” dostaje rolę wyróżniającej się „sród luźnie i samopas istniejących jednostek” ważnej społecznie persony i strażnika praw życia zbiorowego! Leśmian nie tylko wytrwał w tej narzuconej funkcji, ale pozostał mimo to poetą. Trudno nie czuć zdumienia i szacunku, że udało mu się nie stracić tego, co najważniejsze – nienasyconej potrzeby kontemplowania świata i niezłomnego stwarzania własnej rzeczywistości. Jako piewca wartości indywidualnych przez owo stwarzanie rozumiał tyleż wytwarzanie obrazu realności, co stwarzanie siebie. Pozostał do końca wierny dewizie, którą sformułował w 1910 roku:

(…) człowiek jako jednostka, jako nie ustająca nigdy funkcja biologiczna, może i musi przebywać w dziedzinie naturae naturantis, żyjąc tym, co się dopiero tworzy, to znaczy sobą, wiecznie siebie nowego głodnym, jak żuraw z szyją w przyszłość wyciągniętą (…).

Motyw nienasycenia stale towarzyszył poecie; już w 1900 roku, jako 23-letni adept poezji zwierzał się Zenonowi Przesmyckiemu: „Największą (…) męczarnią moją jest okropne przekonanie, że nawet w setnej części nie jestem jeszcze tym, czym być mogę”.

A kiedy w 1912 roku w jednym z listów do przyjaciela pisał, że ma „właściwie dwa tomy” (przygotowywany debiutancki Sad rozstajny i kolejny), dodawał: „Ale to za mało i te dwa tomy właściwie wcale mnie nie określają, i nie zaspakajają tego, co się we mnie dzieje. Czuję w sobie dużo rozmaitych pierwiastków i możliwości”.

Niecodzienny rozmach postawy Leśmiana musi budzić tym większy szacunek, jeśli się pamięta, w jak kruchej cielesności działał ten niepospolity duch. Do powtarzających się wątków we wspomnieniach o poecie należy przywoływane przez świadków wrażenie niezwykłej metamorfozy, jakiej ulegał w oczach obserwujących wypowiadający się Leśmian i jego słuchacze:

Jego mała figurka ginęła pośród osób normalnego wzrostu (…). W dyskusjach, toczonych wielokrotnie w kancelarii z ludźmi z palestry, nie zabierał głosu. Ale kiedy to uczynił – potężniał, rósł, górował nad wszystkimi. Miał bowiem swoistą wymowę, swoiste słownictwo, cudownie operował polszczyzną, pełną ciepła, subtelnego humoru albo zdrowego dowcipu. Można się było zasłuchać i zasłuchiwano się – na tle tego zasłuchania rósł. (Zofia Wiktorowicz, Mój rejent)
Podobnie świadectwa pozostawili Michał Daszkiewicz-Czajkowski – „(…) posiadał taki dar słowa, taki ogień gorącej wymowy i przekonania, że w dyskusji przeobrażały one wprost przeciwnika” – oraz Ksawery Glinka – „jego mała, trochę śmieszna postać, z uduchowioną twarzą okoloną aureola rozwianych jasnozłotych włosów, jego sposób wymawiania i akcentowania wyrazów, jego żar wewnętrzny udzielający się otoczeniu, które naraz milkło i oddawało się bez reszty artystycznemu wzruszeniu – wywarły – pamiętam – na mnie ogromne wrażenie”.
Ten natchniony idealista, maksymalista i zwolennik indywidualizmu trzeźwo oceniał realia: „Człowiek przeciętny, abstrakcyjny wynik działań arytmetycznych, staje się powoli typem rzeczywistym, ideałem do którego zdąża lwia część społeczeństwa”. Może powinniśmy zatem równie poważnie rozważyć i tę diagnozę Leśmiana:
(…) chciałoby się zawołać, iż wszechświat dotąd jeszcze nie został urzeczywistniony! Tak samo jak dotąd jeszcze nie było – ludzkości. Urzeczywistnienie bowiem i pierwszego, i drugiej wymaga tego cudu, aby każda jednostka uczuła się nagle – ludzkością i wszechświatem!
Sam poeta, życząc sobie spełnienia tej wizji, pozostawał realistą:
(…) jakaś dłoń nieznana kołace do wrótni, poza którą się tai nowa, upragniona przez nas rzeczywistość. (…) i wrótnia się rozwiera ku radości jednych i ku rozpaczy drugich, bo nie każdy ma prawo do życia, chociaż każdy ma do śmierci prawo…
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2341" title="Data urodzenia" slug="data-urodzenia">Przez dziesięciolecia trwały wśród badaczy spory, kiedy i gdzie przyszedł na świat Bolesław Leśmian. Dopiero odnaleziona w 2016 roku metryka urodzin rozstrzygnęła tę kwestię. Dokument, odszukany w Archiwum Państwowym w Warszawie, potwierdził informacje z aktu konwersji: poeta urodził się przy ulicy Chmielnej w Warszawie dnia 10 stycznia/22 stycznia roku 1877 jako syn Józefa Lesmana i Emmy z Sunderlandów. Podobizna aktu urodzenia poety prezentowana jest po raz pierwszy.

Ustalenie dokładnej daty urodzenia Leśmiana, faktu – wydawałoby się – oczywistego, sprawiała badaczom nie lada kłopot. Winę ponosił za to sam poeta, który rokiem 1878 datował swoje przyjście na świat, zaś na steli jego nagrobka widnieje – podany przez kuzyna Leśmiana, Jana Brzechwę – rok 1879. Akt chrztu (przyjętego przez Leśmiana wraz ojcem i bratem jako warunek konwersji) z parafii św. Jana w Warszawie z przełomu 1886/1887, w którym znajdowały się m.in. informacje o dacie narodzin, pozwolił domniemywać, że był to 10/22 stycznia 1877 r. Bezdyskusyjna pewność jednak została osiągnięta dopiero, gdy odnaleziono metrykę urodzenia poety w dokumentacji Urzędu Stanu Cywilnego Wyznań Niechrześcijańskich (cyrkułu X). Oto jego treść (w tłumaczeniu z języka rosyjskiego) po raz pierwszy ogłoszona publicznie:

Działo się w mieście Warszawie w Kancelarii Urzędnika Cywilnego Wyznań Niechrześcijańskich Cyrkułu X, Nowoświatskiego dnia 22 lutego /6 marca 1877 roku o 10 godzinie z rana, zgłosił się w zastępstwie za ojca [dziecka] zamieszkały pod numerem 2425 [tj. na ul. Nowolipie 28] pięćdziesięciodziewięcioletni Szymon Flamberg, pisarz, czterdziestoletni Feliks Sosnowski zamieszkały pod numerem 1774 [tj. Świętojerska 20] oraz czterdziestoletni Aleksander Kampioni, zamieszkały pod numerem 1203 [tj. Pańska 17], obu prywatnych oficjalistów zamieszkałych w Warszawie – i okazał nam niemowlę płci męskiej, ogłaszając, że urodziło się w Warszawie pod nr 1564a w dzień 10 stycznia/22 lutego bieżącego roku o trzeciej godzinie po południu, z dwudziestodziewięcioletniego Józefa Lessmana, redaktora czasopisma „Przyroda i Przemysł” i jego żony, dwudziestodwuletniej Emmy, z domu Sunderland. Dziecięciu temu nadano imię Bolesław. Akt ten został odczytany i podpisany.

Korzyścią płynącą z poznania metryki są inne, poza potwierdzeniem suponowanej już dawniej daty, co najmniej trzy fakty. Po pierwsze dokument ujawnia miejsce urodzenia poety: ul. Chmielna 17 (róg z Bracką 22), w narożnej, dwupiętrowej kamienicy wzniesionej w latach pięćdziesiątych XIX wieku, należącej wówczas do księcia Jana Tadeusza Lubomirskiego (1826-1908). Po drugie jednoznacznie wskazuje na imię Bolesław nadane już przy urodzeniu, a nie aktem chrztu, jak utrzymywała błędnie córka Leśmiana, Maria Mazurowa. Po trzecie – wnosi nowe informacje o ojcu poety jako redaktorze czasopisma „Przyroda i Przemysł” (wydawał je wraz ze szwagrem, Sewerynem Sunderlandem), co potwierdza, że Józef Lesman, absolwent Wydziału Matematyczno-Fizycznego Szkoły Głównej, był nie tylko urzędnikiem kolejowym, ale że interesował się wieloma dziedzinami wiedzy i popularyzował ją.

[caption id="attachment_4636" align="alignnone" width="300"] Dom przy ulicy Brackiej 22, miejsce urodzenia Bolesława Leśmiana.[/caption]

Drugim dokumentem, ważnym dla ustaleń rodowodowych poety, jest akt małżeństwa jego rodziców z 3/17 marca 1876 r. znajdujący się w Urzędzie Stanu Cywilnego Wyznań Niechrześcijańskich (cyrkułu VII). Data zaślubin dowodzi, że Bolesław był najstarszym (z trojga) dzieckiem Lesmanów (przed Kazimierzem Antonim i Aleksandrą). Dokument zawiera także istotne z punktu widzenia genealogicznego informacje o nazwiskach rodowych, adresach zamieszkania, zatrudnieniach.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2342" title="Lesmanowie i&amp;nbsp;Sunderlandowie" slug="lesmanowie-i-sunderlandowie">Przodkowie poety ze strony ojca, Józefa Lesmana (1847-1913), pochodzili z Niemiec, skąd przybyli na tereny polskie na początku XIX wieku. Pradziad Bolesława, Antoni Eisenbaum (1792?-1852) był wybitną umysłowością o wielkich zasługach w propagowaniu idei edukacji i oświecenia narodowego. Dziadek, Bernard Lessmann (1815-1878), oraz stryj Antoni (1852-?) byli znanymi warszawskimi księgarzami. Sunderlandowie, protoplaści matki Leśmiana, Emmy (1852-1887), przybyli z Anglii na początku XIX wieku. Pradziadek Bolesława, Lewin Sunderland (1771-1869) był ceramikiem, którego Stanisław Staszic zachęcił w 1823 roku do założenia wytwórni fajansu w Iłży; tradycję wyrobu naczyń fajansowych kontynuowały trzy kolejne pokolenia. Obie rodziny należały do polonizującego się mieszczaństwa żydowskiego, które zasilało powstającą warstwę inteligencji.

Pradziad poety, Antoni Eisenbaum, to zasłużona postać w historii asymilacji Żydów polskich. Nieprzeciętnie utalentowany, znał kilka języków i był pierwszym warszawskim dziennikarzem pochodzenia żydowskiego. Jako zwolennik idei polonizacji w duchu oświeceniowym włączył się w organizację Warszawskiej Szkoły Rabinów (1823-1863), którą przez ponad dwie dekady kierował. Zajęcia odbywały się po polsku, a program obejmował między innymi nauczanie kultury i historii Polski. Wbrew nazwie, mającej zapewne zwieść konserwatywne kręgi żydowskie, jej absolwentami nie byli rabini, lecz doskonale wykształceni i patriotycznie usposobieni obywatele polscy. Jednym z nich był Bernard Lessmann (z czasem skrócił nazwisko do Lesman), przyszły dziadek Bolesława. Po ukończeniu szkoły podjął w niej pracę jako nauczyciel i wkrótce został zięciem Antoniego. W 1844 roku Bernard założył tzw. księgarnią nakładową, w której łączył działalność księgarza i wydawcy. Początkowo ogłaszał głównie tłumaczenia powieści (m.in. Aleksandra Dumasa), z czasem zdecydował się na wydawanie podręczników do nauki języków obcych. Po jego śmierci kierowanie wydawnictwem przejął syn Antoni, stryj Bolesława. Jedną z inicjatyw Antoniego była antologia Lira polska (1882), dziesięciotomowe wydanie „najcenniejszych pereł poezyi polskiej wszystkich epok”.

Zainteresowania humanistyczne zdradzał również drugi stryj Bolesława – a zarazem ojciec poety Jana Brzechwy (1898-1966) – Aleksander (1851-1924). Z wykształcenia inżynier-technolog, z zamiłowaniem studiował historię i łacinę, dzięki której łatwo znalazł nić porozumienia z uczęszczającym do gimnazjum klasycznego bratankiem Bolesławem. Z kolei ojciec poety, Józef Lesman, ukończył Wydział Matematyczno-Fizyczny Szkoły Głównej. Jeszcze do niedawna wiedziano o nim tylko tyle, że był warszawskim księgarzem, a potem pracował jako urzędnik kolejowy w Kijowie. Dzięki ostatnim ustaleniom wiadomo, że w młodości był oddany idei propagowania wiedzy ścisłej i popularyzował ją w latach 1874-1877 jako redaktor czasopisma „Przyroda i Przemysł”. Pracował tam z Sewerynem Sunderlandem (1842-1822), swoim przyszłym szwagrem. Seweryn, który przerwał studia w Instytucie Politechnicznym, aby dołączyć do powstania styczniowego, również angażował się w upowszechnianie osiągnięć nauki; ostatecznie został adwokatem. Rodziny Lesmanów i Sunderlandów znały się dobrze i musiały pozostawać w zażyłości, o czym świadczą podwójne zaślubiny Józefa Lesmana z Emmą Sunderland oraz jej brata, Seweryna Sunderlanda z Gustawą Lesman (1854-1930), siostrą Józefa. Tę tradycję podtrzymał również Jan Brzechwa, poślubiając Marię, wnuczkę Seweryna i Gustawy. Ważną osobą dla Bolesława była Celina Sunderland (1885-1956), córka Seweryna i Gustawy, malarka, z którą przyjaźnił się do końca życia. Poeta często odwiedzał prowadzony przez ciotkę Gustawę rodzinny dom Sunderlandów w Iłży. Było to jedno z jego ulubionych miejsc.

[caption id="attachment_4639" align="alignnone" width="300"] Celina Sunderland z bratem Kazimierzem i jego wnuczką Krystyną Brzechwą, córką Jana.[/caption]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2343" title="Antoni Eisenbaum– protoplasta poetów, artystów, intelektualistów" slug="antoni-eisenbaum-protoplasta-poetow-artystow-intelektualistow">„Gdyby tylko było więcej Żydów, takich jak Antoni Eisenbaum, Mordechaj Jastrow i Maurycy Orgelbrand, marzenia asymilatorów o polsko-żydowskim porozumieniu mogłyby zostać spełnione”[przypis]A. Polonsky, Warszawska Szkoła Rabinów: orędowniczka narodowej integracji w Królestwie Polskim, w: Duchowość żydowska w Polsce. Materiały z międzynarodowej konferencji dedykowanej pamięci Profesora Chone Shmentka, red. M. Galas, Uniwersytet Jagielloński: Kraków 2000, s. 288. [/przypis]– pisze Antony Polonsky, przywołując nazwiska działaczy ruchu asymilatorskiego skupionego wokół Szkoły Rabinów jako „orędowniczki narodowej integracji”. Najstarszy z wymienionej trójki intelektualistów Antoni (Aaron) Eisenbaum był maskilem[przypis]Tradycyjnie w kulturze safardyjskiej słowo to znaczyło „człowiek wykształcony”, od XIX w. zaczęło odnosić się do przedstawiciela nurtu oświecenia żydowskiego (haskali), głoszącego potrzebę językowej i kulturowej asymilacji ludności żydowskiej.[/przypis], erudytą, człowiekiem wysokiej kultury i nieprzeciętnych zdolności. To nie tylko dziadek Antoniego Langego, pradziadek Bolesława Leśmiana i Jana Brzechwy. Można rzec, iż niemal każdy jego potomek nosił oznaki geniuszu: prawnuk Zygmunt Szwarcenstein był wybitnym skrzypkiem, wnuk Henryk Elzenberg – znanym prawnikiem i prekursorem dziennikarstwa łódzkiego, prawnuk Henryk Elzenberg (a syn Henryka) – wybitnym filozofem i eseistą (oraz mistrzem Zbigniewa Herberta), inny prawnuk Władysław Okręt – wydawcą i księgarzem, jego brat Leon Okręt – wziętym warszawskim adwokatem. Wielu potomnych Eisenbauma było także uczestnikami powstania styczniowego, m.in. wnuk Gustaw Paprocki czy siostrzeniec Henryk Wohl. Sam Antoni Eisenbaum był niewątpliwie postacią wybitną. Niemal każdy komentarz naukowy dotyczący haskali (Eisenbaum należał do frakcji radykalnej tego ruchu[przypis]Miejsce i działalność Eisenbauma w ruchu haskali omawia M. Wodziński, Oświecenie żydowskie w Królestwie Polskim wobec chasydyzmu. Dzieje pewnej idei, Wyd. Cyklady: Warszawa 2003, s. 57-60, 87-91.[/przypis]) i akulturacji Żydów podkreśla jego zasługi na tym polu.

Istotnymi wypowiedziami, wyjętymi z obszerniejszych i niejako pierwotnych źródeł wiedzy o życiu Eisenbauma, są: wygłoszone w trzy lata po jego śmierci kazanie zaprzyjaźnionego z nim rabina, Izaaka Kramsztyka oraz oparty na dokumentacji szkolnej wywód o działalności oświatowej Eisenbauma napisany przez absolwenta Szkoły Rabinów, Adolfa Jakuba Cohna. Informacje te uzupełnione o dane z odnalezionych w archiwach metryk, jak również z wiadomości rozsianych po czasopismach, pozwalają na uformowanie rysu biograficznego wydawcy pierwszego w Królestwie Polskim czasopisma polsko-żydowskiego („Dostrzegacz Nadwiślański”) oraz wieloletniego dyrektora Warszawskiej Szkoły Rabinów.

Datą urodzenia na nagrobku Eisenbauma jest rok 1791, inne źródła podają rok 1792. „Kalendarz Ungra” podaje zaś nawet datę dzienną: 13 maja 1791 rok[przypis]Antoni Eisenbaum, „Kalendarz Ungra” 1878, s. 22[/przypis]. Tymczasem akt jego ślubu z roku 1816 informuje, że Eisenbaum ma wówczas lat trzydzieści jeden, co wskazywałoby na rok 1785. Pośród tych niejasności, pewne jest to, że przyszedł na świat w Warszawie, w rodzinie żydowskiej, fabrykantów czekolady[przypis]Przewodnik Warszawski na rok 1826, nakładem i drukiem Glücksberga, Warszawa 1826, s. 6 (część handlowa). Nie wiadomo, czy informacja podawana przez różne źródła, że rodzina była uboga, jest prawdziwa. Jeśli nie, dalszy ciąg spekulacji biografów, że Eisenbaum musiał podjąć pracę wskutek konieczności ekonomicznych, także może okazać się fałszywy, tym bardziej, że nieprawdą jest, że został wcześnie osierocony. Jego ojciec umarł w 1837 roku a matka w 1848 roku, na co wskazują daty na macewach ich nagrobków (Cmentarz Żydowski przy ul. Okopowej).[/przypis] – małżonków Hirsza Cwi (zm. 19 kwietnia 1837 r.) i Estery z Natkiewiczów (Notków?) (1761-14 listopada 1848 r.) Eisenbaumów, którzy „idąc za przykładem większej części swych ówczesnych współwyznawców, przeznaczyli (…) młodość swojego syna wyłącznie nauce talmudu”[przypis]I. Kramsztyk, Kazania, Skład Główny w księgarni Gebethnera i Spółki: Kraków 1892, s. 76.[/przypis]. Uczył się więc w chederze, jednak wskutek nieprzeciętnych podobno zdolności, rozpoczął edukację w Liceum Warszawskim, prestiżowej męskiej szkoły średniej dla bogatych mieszczan[przypis]W Liceum Warszawskim uczyli się głównie protestanci i katolicy, Żydzi stanowili niewielki odsetek. [/przypis]. Nie wiadomo jednak, czy ją ukończył (podobno uczęszczał do niej cztery lata [przypis]Edukacja w Liceum trwała osiem lat.[/przypis]). Następnie przez krótki czas pracował jako buchalter w „znakomitym tutejszym domu handlowym”[przypis]I. Kramsztyk, Kazania, dz. cyt., s. 76.[/przypis] i choć wykonywał swoje obowiązki sumiennie, nie poczuł jednak powołania do handlu. W 1813 roku wstąpił do służby rosyjskiej i przez kilka lat przebywał za granicą, zapewne we Francji, gdzie nie tylko nauczył się kilku języków obcych (francuski, niemiecki i włoski), ale również dokonał ważnych obserwacji w zakresie socjalizacji Żydów.

Po powrocie do kraju, w dniu 25 grudnia 1816 roku ożenił się z dwudziestoletnią Fryderyką z Goldsteinów (1797-1856), córką Gerszona i Bajli[przypis]USC Warszawa/cyrkuł V, [w:] APW, sygn. 72/180, akt nr 303 z roku 1816.[/przypis] i zamieszał wraz z żoną przy Targowej 957 (nr hipoteczny). Wkrótce, 29 listopada 1817 roku urodziła im się córka, Julianna, przyszła Abrahamowa Paprocka[przypis]USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 230/700 z roku 1828, s. 115. W marcu roku 1837 Julianna została żoną współpracownika swojego ojca, nauczyciela w Szkole Rabinów, Abrahama Adolfa Paprockiego (1813-1852), syna szynkarza Lewka Paprockiego, USC Warszawa/ wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I,III,IX,X,XI, sygn. 180, akt nr 40 z roku 1837. Pełniła funkcję – jak matka – przełożonej pensji dla Żydówek. Paproccy mieli troje dzieci: Matyldę (Okrętową), Józefa i Gustawa. Julianna przeżyła męża ponad trzydzieści lat (umarła w 1886 roku).[/przypis], 25 maja 1820 – Michał[przypis]

USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 231/701 z roku 1828, s. 116. Michał Eisenbaum był utalentowanym skrzypkiem, przebywał najpierw w Paryżu (w konserwatorium?), potem we Włoszech, był znajomym Adama Mickiewicza. Wspomina go syn wieszcza Władysław Mickiewicz, cytując dzienniki Józefa Bohdana Zaleskiego, w Żywocie Adama Mickiewicza, t. 4, Drukarnia „Dziennika Poznańskiego”: Poznań 1895, s. 270, 299. Eisenbaum bywał częstym gościem w domu autora Pana Tadeusza, gdzie dawał koncerty. Następnie wstąpił do legionów Mickiewicza, służył pod dowództwem pułkownika Mikołaja Kamieńskiego, zob. Listy legionistów Adama Mickiewicza, oprac. H. Lutzowa, Ossolineum: Wrocław 1963, s. 144.

[/przypis], 10 sierpnia 1823 roku – Ludwika[przypis]USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 232/702 z roku 1828, s. 116.[/przypis], późniejsza żona Jakuba Elzenberga[przypis]

Jakub Elzenberg był nauczycielem w Szkole Rabinów, autorem podręczników szkolnych i książek religijnych. Elzenbergowie mieli kilkoro dzieci, m.in. Ignacego, Annę i Henryka. Roman Kaczmarek, sporządzając hasło do Polskiego Słownika Biograficznego (t. 6, Polska Akademia Umiejętności: Kraków 1948, s. 212), podał błędną datę urodzenia Henryka Elzenberga, znanego adwokata, publicysty i dziennikarza, zaprzyjaźnionego z Elizą Orzeszkową. Elzenberg przyszedł na świat nie w roku 1845 (wówczas urodził się jego starszy brat Ignacy), ale w 1849 (3 lutego). Przeszedł na katolicyzm w 1886. USC Warszawa/parafia rzymskokatolicka św. Krzyża, sygn. 158, akt nr 599 z roku 1886. Umarł w Łodzi.

[/przypis], w rok później –11 listopada 1824 roku – Regina[przypis]

USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 233/703 z roku 1828, s. 117.

[/przypis], która ok. 1845 roku zostanie również, jak jej dwie starsze siostry, żoną nauczyciela ze Szkoły Rabinów. Będzie nim nauczyciel matematyki, Bernard Les(s)man(n), przyszły dziadek Bolesława Leśmiana[przypis]Les(s)man(n)owie mieli kilkoro dzieci, m.in.: Józefa (ojca Bolesława), Aleksandra, Gustawę (Sunderlandową), Antoniego.[/przypis]. Piątym z kolei dzieckiem była Filipina[przypis]

USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 234/704 z roku 1828, s. 117. Nagrobek Filipiny Schwarzensteinowej znajduje się na cmentarzu przy Okopowej, z inskrypcji wynika, że zmarła 27 listopada 1875 roku.

[/przypis] urodzona 1 marca roku 1826 , w przyszłości żona publicysty[przypis]Zidentyfikowano artykuły publikowane przez Adama Schwarzensteina w czasopiśmie żydowskim „Jutrzenka” z roku 1863 (m.in. nr 33, s. 327-329). Schwarzenstein mieszkał i zmarł w Łodzi. [/przypis] i pośrednika handlowego Adama Schwarzensteina (Szwarcensteina). 26 września 1828 roku przyszedł na świat drugi syn, Wiktor[przypis]USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł I, II, VI, sygn. 180, akt 235/705 z roku 1828, s. 118. O Wiktorze Eisenbaumie nie udało się ustalić żadnych szczegółów, niewykluczone, że zmarł w dzieciństwie.[/przypis], a 8 sierpnia 1832 roku, najmłodsza – Zofia[przypis]Zofia Lange umarła w Warszawie 5 października 1897 roku. Informacje o datach urodzin i śmierci nagrobku (ul. Okopowa). [/przypis], przyszła żona „komissanta” (pośrednika handlowego) Henryka (Chaima) Lange[przypis]Henryk (Chaim) Lange był warszawskim Żydem, synem Wolffa i Małki ze Szmulów, urodził się 15 grudnia 1815 roku, zmarł 18 października 1884 roku. [/przypis] (związek małżeński w kwietniu 1860 roku[przypis]USC Warszawa/wyznanie mojżeszowe, cyrkuł III, sygn. 180, akt nr 24 z roku 1860.[/przypis]) a matka poety – Antoniego[przypis]Poza Antonim (1862-1929) Langowie mieli jeszcze córkę Marię Malwinę (Frenkielową). [/przypis], wuja Leśmiana.

Praca oświatowa była powołaniem obojga małżonków Eisenbaumów. Fryderyka Eisenbaumowa przed rokiem 1818 założyła na Nalewkach prywatną szkołę dla Żydówek. Była to pierwsza taka placówka w Warszawie, miała ona charakter asymilatorski i świecki, uczyło się w niej ok. dwudziestu dziewcząt[przypis]H. Datner, Ta i tamta strona. Żydowska inteligencja Warszawy drugiej połowy XIX wieku, Żydowski Instytut Historyczny: Warszawa 2007, s. 61, Z. Borzymińska, Szkolnictwo żydowskie w Warszawie 1831-1870, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 1994, s. 63.[/przypis]. Sam Eisenbaum przyczynił się do otwarcia w Warszawie Szkoły Rabinów (1826-1862), w której był do roku 1835 najpierw ekonomem, a potem aż do śmierci „pełniącym obowiązki” dyrektora, choć faktycznie je sprawował.

Zanim jednak rozpoczął Eisenbaum pracę w Szkole Rabinów, zajmował się udzielaniem prywatnych lekcji z języków obcych[przypis]A. J. Cohn, Szkoła Rabinów, w: Z dziejów gminy starozakonnych w Warszawie w XIX stuleciu, t. 1 Szkolnictwo, Skład Główny w księgarni E. Wende i Spółka: Warszawa 1907, s. 58.[/przypis], był tłumaczem (z niemieckiego i francuskiego) tajnej policji państwowej[przypis]„Kalendarz Ungra”, s. 22, M. Wodziński, Oświecenie żydowskie, dz. cyt., s. 49.[/przypis], wolnomularzem[przypis]Tamże, s. 47.[/przypis]. Był w tym czasie także aktywnym publicystą, pisywał do pism warszawskich, sygnując swoje artykuły pseudonimem (A.Z., Z., E.), głównie do „Rozmaitości” (dodatku do „Korrespondenta Warszawskiego”)[przypis]Np. Zniesienie kahałów, (1822, nr 10), O Rabinach, (1822, nr 12), O wychowaniu młodzieży żydowskiej (1822, nr 27, 31).[/przypis], „Gazety Warszawskiej”, „Gazety Polskiej” i „Gazety Codziennej”[przypis]Wskazuje je Marcin Wodziński, Oświecenie żydowskie, dz. cyt., s. 59.[/przypis], a następnie założył własne czasopismo. Dwujęzyczny (w języku polskim i oraz jidysz-dajcz w układzie fracta pagina tj. dwu kolumn równoległych) tygodnik „Dostrzegacz Nadwiślański” („Der Beobachteran der Weischel”) był pierwszym pismem żydowskim na ziemiach polskich; skierowane ono było (ze względu na język polski) do szerszej publiczności[przypis]Dzieje i zawartość periodyku omawia M. Fuks, „Dostrzegacz Nadwiślański – Der Beobachteran der Weischel” (1823-1824), w: Idem, Prasa żydowska w Warszawie (1823-1939), PIW: Warszawa 1979, s. 21-40.[/przypis], ale jego tematyka była głównie żydowska. Na zawartość pisma składało się sześć działów: Wiadomości krajowe, Wiadomości zagraniczne, Wiadomości handlowe, Rozmaitości, Artykuły nadesłane, Doniesienia. Pierwszy numer ukazał się 3 grudnia 1823 rok. O celu „Dostrzegacza” pisał wydawca w Prospekcie:

W celu zatem przysłużenia się i dogodzenia tak licznej klasie mieszkańców Królestwa, wydane będzie co środa, na jednej połowie stronnicy po polsku, a na drugiej po żydowsku (…). Pismo to zawierać będzie różne wiadomości krajowe, rozporządzenia rządowe, wiadomości zagraniczne powszechne i polityczne, doniesienia prywatne i handlowe (…). Aby zaś pismo to zarazem do zabawy i nauki w chwilach spoczynku posłużyć mogło, oprócz powyżej wymienionych artykułów zawierać jeszcze będzie wypadki tyczące Żydów, żywoty sławnych tegoż wyznania ludzi, tudzież moralne pism hebrajskich wyjątki.[przypis]Prospekt do nowego Pisma Periodycznego, które pod tytułem „Dostrzegacz Nadwiślański” od dnia 3 grudnia r. b. w Warszawie wychodzić będzie, s. 1-2.[/przypis]

W sumie ukazało się ponad 40 numerów, ostatni 29 września 1824 roku. Do tak krótkiego żywota pisma, nierzadkiego jednak i w przypadku prasy polskiej, przyczyniły się nie tyle problemy z jego finansowaniem (nakład w liczbie 150 egz. dotowany przez rząd, co wskazuje na lojalistyczną postawę wydawcy), ile bojkotowanie go zarówno przez sfery postępowe, jak i ortodoksyjne. Pionierski i nowoczesny, ale też będący próbą koncyliacji pomysł Eisenbauma okazał się kością niezgody obu zwalczających się grup, innymi słowy: spotkał się z dezaprobatą zarówno żydowskiej inteligencji, jak i mniej wykształconych czytelników.

Szkoła Rabinów była jedną z instytucji środowiska postępowych Żydów, w której usiłowano łączyć tradycyjne wychowanie religijne ze świecką edukacją. Eisenbaum od początku realizował w placówce przede wszystkim cele oświatowe i propagował, jako człowiek oświecony, głęboką integrację[przypis]Eisenbaum miał konflikty z mianowanym na dyrektora szkoły Abrahamem Sternem, przeciwnym reformom w edukacji Żydów. Eisenbaum był także szykanowany przez konserwatywnych przedstawicieli żydowskiej mniejszości. Oskarżenia z tych skarg są wypunktowane w rozprawie A. J. Cohna, Szkoła Rabinów, dz. cyt., s. 62. O logistycznych działaniach i programie reform Eisenbauma w Szkole Rabinów zob. A. Polonsky, Warszawska Szkoła Rabinów, s. 287-307.[/przypis]. Jako dawny uczeń Dawida Christiana Beichta (1765-1811), wybitnego pedagoga licealnego, wykładał w niej ulubione przedmioty: historię i geografię, założył też i doposażał bibliotekę szkolną. Będąc gospodarzem szkoły, mieszkał w jej gmachu, zrazu przy ul. Gwardia, następnie przy Krochmalnej, wreszcie przy Gęsiej (dziś nieistniejącej)[przypis]A. J. Cohn, Szkoła Rabinów, dz. cyt., s. 69-70.[/przypis].

Jakim był Eisenbaum organizatorem placówki, daje poznać Cohn:

Szczęśliwy z otwarcia szkoły wyższej dla Żydów, o którą przez długi czas kołatał na próżno, niezrażony przeciwnościami, z młodzieńczym zapałem stanął w niej do pracy. Nie targował się o nazwę, nie zważał, że w tym nowym zakładzie posadę tylko gospodarza mu dano, to jest tego, któremu strona materialna jedynie, jak: mieszkanie, pokarm uczniów, czystość wśród nich itp. powierzone być miały. Chodziło mu bowiem przede wszystkim o wychowanie chętnej wiedzy młodzieży żydowskiej na ludzi ucywilizowanych, pożytecznych sobie i społeczeństwu krajowemu, a do tego skromne stanowisko, jakie zajmował, może więcej, niż którekolwiek inne nastręczało mu sposobności. Choć ciężkie i mozolne były jego obowiązki, zaraz od pierwszej chwili ich objęcia pełnił je z prawdziwym poświęceniem. Wciąż przebywał z uczniami swoimi, zawsze był przy nich i obok nich, tłumaczył im, czego nie rozumieli, objaśniał trudne zadania, dawał wskazówki moralnego i uczciwego postępowania (…). Uczniami swymi zajmował się nie tylko w obrębie szkoły, lecz i poza jej murami. Prowadził ich wszędzie tam, gdzie spodziewał się znaleźć pokarm dla ich umysłów: do gabinetu zoologicznego, do ogrodu botanicznego, klinik lekarskich, na wszelkie uroczystości narodowe,a starszych nawet na prelekcje literatury polskiej, miewane zwykle w sobotę przez słynnego naówczas profesora uniwersytetu Ludwika Osińskiego. Założył synagogę przy szkole, utworzył z uczniów chór.[przypis]Tamże, s. 60, 71.[/przypis]

Wtóruje Cohnowi rabin Kramsztyk, podkreślając cechy charakteru dyrektora:

(…) Eisenbum należał do pierwszych wskrzesicieli oświaty tutejszych Izraelitów, on pole wiedzy u nich rozszerzył i całe swoje życie dobru szkoły i wychowańców z gorliwością poświęcał. Obok czego jednak nie przestawał być nader miłym towarzyszem dla swojej rodziny, przyjaciół i znajomych, w czym pomocnymi mu były: dobroć serca, przyrodzony i płynny dowcip, znajomość świata i jego obyczajów (…) Eisenbaum dalekim był od wszelkiej dumy: każdy i w każdym miejscu i w każdym czasie miał do niego przystęp (…). Komuż bardziej szło o usuniecie fanatyzmu, o zwalczenie zastarzałych uprzedzeń, o wykorzenienie fałszywych wyobrażeń u swoich współwyznawców? Całe życie Eisenbauma było nieprzerwanym pasmem dążności do tego celu.[przypis]I. Kramsztyk, Kazania, dz. cyt., s. 77, 80-81[/przypis]

Antoni Eisenbaum umarł „po krótkiej słabości” w piątek 4/16 lipca 1852 roku w Warszawie. Przyczyną jego śmierci była zapewne cholera, panująca wtedy (właśnie od początków lipca) w Warszawie[przypis]Epidemia dotknęła wówczas w samej Warszawie ponad 11 tys. osób, z których zmarło prawie 5 tys. Zgodnie ze statystyką, umarł co siedemnasty mieszkaniec miasta, O środkach zaradczych w epidemii cholery w r. 1852 w Królestwie Polskim z dołączeniem wiadomości lekarskich i statystycznych, Typografia S. Orgelbranda, Warszawa 1852, A. Kryszka, O cholerze w roku 1852, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”, 1852, t. 28, nr 1, s. 123-
130. [/przypis], w miesiąc później zmarł na nią zięć Eisenbauma, Abraham Paprocki. Pogrzeb, w którym uczestniczyło kilkanaście tysięcy osób, wyruszył na cmentarz przy ul. Okopowej z budynku szkolnego przy ul. Gęsiej[przypis]„Kurier Warszawski” 1852, nr 186, s. 988.[/przypis]. Nazajutrz po pogrzebie „Kurier Warszawski” donosił:

„[Eisenbaum] umiał dla siebie wzbudzić szacunek i przywiązanie, dowodem tego, że przy wprowadzeniu zwłok na Nalewki, dawni uczniowie Szkoły Rabinów, wyprzęgli konie, i pociągnęli mary ze zwłokami aż na miejsce spoczynku. Piękna to zaiste nagroda zasług, na które całe życie pracował zmarły, już to jako Nauczyciel, już jako Przewodnik młodzieży, już jako Człowiek!”[przypis]Tamże, nr 188, s. 1000.[/przypis]

W połowie lat 50. na wzniesionym z funduszy uczniów Eisenbauma jego nagrobku wyryto pierwszą na tym cmentarzu inskrypcję w języku polskim, co miało podkreślać szczególną sympatię zmarłego do polskiego języka i kultury. Decyzja ta, której inicjatorem był sekretarz Dozoru Bóżniczego, Jakub Rotwand, wzbudziła – jako precedens – kontrowersje i sprzeciw dawnych oponentów dyrektora (głównie jego następcy, żywiącego osobistą niechęć do Eisenbauma, Jakuba Tugendholda)[przypis]Spór ten przywołuje m.in. A. Jagodzińska, Pomiędzy. Akulturacja Żydów Warszawy w drugiej połowie XIX wieku, Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego: Wrocław 2008, s. 180-183. [/przypis]. Nad grobem Eisenbauma,„który przepowiadał zjednoczenie się wszystkich plemion i zlanie się Żydów z Polakami, krwią stwierdzone”, w dniu 8 kwietnia 1861 roku podczas manifestacji patriotycznej po pogrzebie sybiraka Ksawerego Stobnickiego nastąpił akt zbratania polsko-żydowskiego. Mikołaj Berg wspominał: „Tłumy modlące się na obu cmentarzach, spostrzegłszy się wzajemnie, wnet się połączyły i wśród łez przysięgano sobie miłość braterską i gotowość do wszelkich ofiar. Następnie cały ten tłum Żydów i Polaków pociągnął do miasta[przypis]M. W. Berg, Zapiski o powstaniu polskim 1863 i 1864 roku i poprzedzającej powstanie epoce demonstracji od 1856 r., t. 1, Kraków 1898, s. 274.[/przypis].

Jako postscriptum do krótkiego rysu życia Eisenbauma można dodać, że Bolesław Leśmian – najzdolniejszy z całej trójki poetów – miał w genach więcej Eisenbaumów niż pozostali potomkowie dyrektora Szkoły Rabinów, ponieważ nie tylko jego ojciec, Józef Lesman, ale i matka, Emma z Sunderlandów byli z nim złączeni krwią. O ile pokrewieństwo po mieczu jest znane, wszak Józef Lesman – w linii prostej – był synem Bernarda i Reginy Eisenbaumówny, córki Antoniego, związki Sunderlandów z Eisenbaumami mogą być zaskoczeniem. Antoni Eisenbaum miał młodszą siostrę, urodzoną w 1806 roku Cypriannę, wyszła ona za mąż za Shlomę (Salomona) Wohla, z którym miała m.in. synów: Henryka, w przyszłości dyrektora Wydziału Skarbu Rządu Narodowego w powstaniu styczniowym i Ferdynanda oraz Miriam (Mariannę), późniejszą żonę Rudolfa Sunderlanda… babkę Leśmiana. Późniejsze związki małżeńskie w rodzinie Lesmanów i Sunderlandów będą więc niejako podtrzymywać tradycje familijne.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2344" title="Miejsca" slug="miejsca">Warszawa
[caption id="attachment_4700" align="alignnone" width="300"] Marszałkowska 17, adres poety, fot. 1939.[/caption]

Miasto rodzinne Lesmanów, w którym poeta spędził kilka lat życia po urodzeniu, zanim nie zamieszkał w Kijowie. Do Warszawy wracał zawsze z licznych podróży i pobytów w innych miastach; warszawskie adresy Leśmiana to Wspólna 19, Nowy Świat 37, Kopernika 11, Marszałkowska 148 i Marszałkowska 17.

Nie jest pewne, w którym roku mały Bolesław opuścił Warszawę. Także inne pytania pozostają bez odpowiedzi: kiedy jego ojciec otrzymał posadę dyrektora kasy emerytalnej przy Dyrekcji Południowo-Zachodniej Kolei Żelaznej w Kijowie? czy stało się to już w 1879 roku, jak twierdzą niektórzy badacze, czy też kilka lat później w 1887 roku, po śmierci żony, Emmy z Sunderlandów, która pozostała w Warszawie, gdzie zmarła 1 sierpnia tego roku? A może dzieci nie towarzyszyły ojcu w przeprowadzce od początku? Na pewno jednak wiadomo, że w styczniu 1887 roku poeta wraz ojcem i bratem przyjął chrzest w warszawskiej Katedrze św. Jana. Kolejne lata miał spędzić w Kijowie; do Warszawy zaczął przyjeżdżać pod koniec lat 90., powrócił na dobre jako młody poeta po ukończeniu studiów w 1901 roku. Po przyjeździe rozwinął nawiązane wcześniej kontakty literackie, przede wszystkim z Miriamem (Zenonem Przesmyckim) i jego powstającą właśnie „Chimerą”. Podjął też pracę jako pomocnik radcy prawnego Kolei Nadwislańskiej. W Warszawie poznał kuzynkę, Celinę Sunderlandównę, przyszłą malarkę. W 1903 roku, po wyjeździe Celiny do Paryża, Leśmian przez Wiedeń, Salzburg i Monachium podążył za nią. Do Warszawy wrócił po trzech latach, z żoną Zofią i córką Marią Ludwiką. W Warszawie w 1908 roku przyszła na świat kolejna córka poety, Wanda, zwana Dunią.

Lata 1906-1911 to czas intensywnej pracy twórczej i dojrzewania poglądów estetycznych Leśmiana. Poeta współpracuje z licznymi czasopismami polskimi i rosyjskimi, chłonie artystyczny ferment warszawskich kawiarni. W jednej z nich, Udziałowej, mieszczącej się u zbiegu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu narodziła się koncepcja Teatru Artystycznego. Poeta zaangażował się w powstanie nowej warszawskiej sceny teatralnej jako jej główny teoretyk. Jednak realizacja tej idei nie w pełni zadowoliła Leśmiana. W 1911 roku ponownie wyruszył wraz z całą rodziną do Paryża.

W Warszawie spędzili Leśmanowie pierwsze dwa lata I wojny światowej, w 1916 roku przenieśli się do Łodzi, gdzie poeta przez jeden sezon pracował jako kierownik literacki Teatru Polskiego. W 1918 roku sprawował funkcję pomocnika adwokata przysięgłego, jednak już we wrześniu objął urząd w Hrubieszowie. W późniejszych latach, jako notariusz hrubieszowski i zamojski, bywał w Warszawie częstym gościem, a w czasie ofensywy bolszewickiej w 1920 roku przystąpił wraz z innymi artystami do ulokowanego w stolicy Centralnego Komitetu Propagandy, powołanego dla wzmocnienia patriotycznego ducha w społeczeństwie. Od roku 1933 uczestniczył regularnie w obradach Polskiej Akademii Literatury. Trzykrotnie, w 1920, 1933 oraz w 1935 roku starał się o notariat w stolicy. Po ostatnim niepowodzeniu przeprowadził się do Warszawy na stałe, jak się miało okazać, na ostatnie dwa lata życia.
Kijów
[caption id="attachment_4643" align="alignnone" width="300"] Budynek Gimnazjum Klasycznego na Bulwarze Bibikowskim w Kijowie, fot. ok. 1875[/caption]

Miasto dzieciństwa i młodości, tu w latach 1886-1896 Bolesław uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum klasycznego, podczas gdy w domu o edukację małych Leśmianów w zakresie historii, języka i literatury polskiej dbała druga żona ojca, Helena Dobrowolska.

Dzięki macosze mały Bolesław bywał od małego w domach i dworach polskich rozsianych na Ukrainie, poznawał też przyrodę i pejzaż ukraiński, których wspomnienia ukształtowały jego wyobraźnię poetycką.

Ta niepojętość zieloności to Ukraina, gdzie się wychowałem (…) Humańszczyzna i Białocerkiewszczyzna, Zofiówka i Szamrajówka. Były tam lasy Branickich, ach drogi panie, co za lasy. Leśniczy, zwany stryjem Agatonem, hodował w głębi puszczy krzewy najpiękniejszych róż, których zapach mieszał się z wonią żywicy. (…) Dziwni byli ludzie na tej Ukrainie, równie dziwni jaki zieleń tamtejsza. (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

W gimnazjum zaczął pisać poezje, a dzięki pośrednictwu kuzyna (wnuka Antoniego Eisenbauma), poety Antoniego Langego (1862-1929), nawiązał kontakt z polskimi czasopismami literackimi. W 1897 roku zdobył wyróżnienie w konkursie krakowskiego „Życia” za sonet. Nadal jednak pozostawał w Kijowie. Już jako uczeń wymykał się na wykłady do budynku Uniwersytetu Kijowskiego usytuowanego naprzeciw gimnazjum. Nic więc dziwnego, że w 1896 roku podjął studia na Wydziale Historyczno-Filologicznym. Wkrótce jednak wskutek perswazji ojca przeniósł się na prawo. Był dobrym studentem, ale jego pasją nie przestawała być literatura. Z okazji setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza, przypadającej na rok 1898, nielegalnie przygotował wraz z kolegami z Towarzystwa Literacko-Artystycznego wieczór poświęcony narodowemu wieszczowi; recytował wówczas przejmująco wiersze Mickiewicza. Brał również udział w młodzieżowych demonstracjach antycarskich, m. in. przeciw relegowaniu studentów z Uniwersytetu Kijowskiego. Uniknął represji, jednak uczestnictwo w kolejnych wystąpieniach organizowanych przeciw restrykcjom władz wobec uczelni wyższych omalże przypłacił wywiezieniem na Sybir; ostatecznie karę zamieniono na miesięczny areszt. Nie zniechęciło go to do dalszego sprzeciwiania się rusyfikacji: uczestniczył w tajnych wieczorach artystycznych organizacji „Oświata” i był współzałożycielem konspiracyjnego stowarzyszenia młodzieży akademickiej „Polonia”. Kijów opuścił w 1901 roku.
Monachium
Poeta spędził tu około czterech miesięcy roku 1903, robiąc przystanek w podróży do Francji. Zachwyciła go secesyjna architektura i… wystawa obrazów Claude’a Moneta. W Bawarii odkrył rower, na którym odbywał liczne przejażdżki.

Staję się powoli cyklistą, nie dlatego, abym cykle tworzył, lecz dlatego, ze sprawiam sobie wkrótce dwukołowy samoruch. Idea samoruchów tak mi się podoba, że chętnie bym Was i Lemana [tj. Jana Lemańskiego, poetę] na nich ujrzał, do Monachium jadących. Co do mnie, gdy wyruszę z Monachium, to wyruszę rowerem do Włoch lub Paryża. Szosy są tu tak doskonałe, że wskroś gór się rowerem przejeżdża po równej jak deska drodze. (Z listu do Miriama, 1903)
Paryż
Stolica Francji dwukrotnie stała się na dłużej domem poety. Po raz pierwszy w latach 1903-1906, później pomiędzy 1911 a 1912 rokiem. W czasie pierwszego pobytu poeta wiódł w Paryżu bardzo skromne życie, otrzymując od czasu do czasu wsparcie Miriama, które i tak nie uchroniło go od ubóstwa i głodu. Z pomocą przyszedł też Wacław Berent. „Berentus się mną opiekuje jak może. Sprawił mi ubranie, lakierki i kapelusz”, pisał Leśmian do Miriama.

Mimo nędzy, Leśmian nie ustawał w pracy. Oddawał się studiowaniu literatury francuskiej, nauce języka i nawiązywaniu literackich kontaktów. Poznał wiele osobistości artystycznego Paryża, a dzięki znajomości z Konstantinem Balmontem (1867-1942) zaprzyjaźnił się ze środowiskiem rosyjskich symbolistów. W 1904 roku poznał Zofię Chylińską, uczennicę Wojciecha Gersona i koleżankę Celiny z paryskiej pracowni Rodolphe’a Juliana. Oczarowany, zaproponował jej wspólny wyjazd do Bretanii. Po powrocie zdecydowali się pobrać.

Kochany Panie Zenonie! (…) Po tym wstępie (…) – kilka słów o moim osobistym życiu, do którego przyznać się Wam chcę i muszę. Nie chwyćcie się tylko za głowę. Ożeniłem się!! Zachowajcie do czasu zupełną tajemnicę, do czasu, bo jeśli nie tajemnica, formalność ślubna jest wielka doczesnością. Możecie więc sobie wyobrazić, w jakich się znalazłem warunkach materialnych. Chorowałem z głodu tak, żem niemal nie zginął. (…) Co ze mną będzie: nie wiem. Może wkrótce wrócę do Warszawy, może zginę albo i nie zginę w Paryżu (…). (Z listu do Miriama, 1905)

Mimo wzmagających się nastrojów rewolucyjnych Leśmian zwlekał z wyjazdem, pracował twórczo (pisze m.in. Oddaleńców) i nawiązywał kontakty, m.in. z Antonim Potockim, wydawcą paryskiej „Sztuki”. Ostatecznie jednak pod koniec roku 1906 Leśmian wraz z rodziną wrócił do Warszawy.
Drugi pobyt paryski w latach 1911-1912 zaowocował ostatecznym skomponowaniem debiutanckiego tomu poetyckiego, zbiorem opowieści arabskich Klechdy sezamowe oraz Przygodami Sindbada Żeglarza. Również dla Zofii był to okres wytężonej pracy malarskiej, który zakończył się sukcesem jej akwarel na paryskim Salonie Jesiennym w 1913 roku. Pod koniec 1912 roku na wieść o śmierci ojca Leśmian wyjechał do Warszawy.
Concarneau (Bretania)
„Jest tu po prostu czarodziejsko. Taniość bajeczna” wyznawał Miriamowi. Zofia i Bolesław przebywali w bretońskim miasteczku rybackim dwukrotnie, we wrześniu 1904 roku oraz przez ponad dwa miesiące roku kolejnego. Pod koniec drugiego pobytu w Concarneau na świat przyszła ich pierwsza córka, Maria Ludwika.
Alassio (Włochy)
Nie jest pewne, kiedy dokładnie przebywali Leśmianowie w tym malowniczym miasteczku włoskiej Riwiery, najprawdopodobniej w 1912 roku, być może również w roku następnym. Wiele wskazuje, iż tam właśnie powstała część Klechd polskich. Jak ważne było dla poety to miejsce nad Zatoką Genueńską świadczy powrót do Alassio po latach w 1925 roku.
La Bocca (Prowansja)
„Tak wonnego powietrza jeszczem nigdy nie zaznał. Ma się wrażenie, iż się kwiaty co chwila oddechem pochłania. (…) Nigdy jeszcze tak czarodziejskiego zakątka nie widziałem” – pisał poeta w liście do Miriama w 1914 roku. Pobyt w tej położonej opodal Cannes miejscowości planowany na dłużej skrócił wybuch wojny. W La Bocca poeta ukończył pracę nad Klechdami polskimi i napisał Skrzypka opętanego.
Iłża
Od założenia wytwórni fajansu w1823 roku gniazdo rodzinne Sunderlandów. Po pożarze fabryki w 1903 roku jej budynek, dawny spichlerz biskupów krakowskich, przerobiono na dom mieszkalny. Leśmian wielokrotnie odwiedzał dom prowadzony przez ciotkę Gustawę (siostrę ojca). Uwielbiał atmosferę tego miejsca. W 1902 roku z Celiną, córką Gustawy, spacerował nad rozlewiskami rzeki Iłżanki. W piętnaście lat później rozkwitła tu również miłość do Dory. Świadectwem wybuchu tego uczucia jest cykl erotyków W malinowym chruśniaku, upamiętniający nie tylko namiętność kochanków, ale także malinowy gaj rosnący wówczas u stóp iłżeckiego XIV wiecznego zamku.
Hrubieszów
[caption id="attachment_4642" align="alignnone" width="300"] Nieistniejący dziś dom przy ul. Kilińskiego, w którym poeta mieszkał podczas pobytu w Hrubieszowie, fot. przed 1939.[/caption]

Tuż przed odzyskaniem Polski niepodległości Leśmian uzyskuje nominację na notariusza i jako Bolesław Lesman podejmuje pracę w Wydziale Hipotecznym hrubieszowskiego Sądu Pokoju.

Przez pierwsze pół roku, może osiem miesięcy swego pobytu w Hrubieszowie Leśmian (…) mieszkał (…) u mojego teścia, zajmując narożny, jasny pokój od frontu. Bardzo się zaprzyjaźnił z teściem. (…) kiedyś (…) rosły [w przydomowym ogrodzie] ogromne stare wierzby. Leśmian lubił pod nimi siedzieć – nawet jak teść opowiadał – rozmawiał z nimi, opowiadał coś tym wierzbom, co teściowi wydawało się dosyć dziwne. (Ze wspomnień Stefanii Zin, mieszkanki Hrubieszowa, matki Wiktora Zina)

Jednak już w 1919 roku skarżył się do Miriama: „wilgotne i malaryczne powietrze Hrubieszowa wpływa wprost rujnująco na moje płuca”. Kiedy tylko nadarza się sposobność, Leśmian wyrywa się do Warszawy, gdzie zatrzymuje się u Dory.
Zamość
[caption id="attachment_4641" align="alignnone" width="300"] Dom Centralny w Zamościu, gdzie na I piętrze w latach 1922-1935 mieszkała rodzina Leśmianów, fot. lata 20. XX w.[/caption]

W 1922 roku poeta otrzymał posadę notariusza powiatowego w Zamościu. W następnym roku – rejenta przy Wydziale Hipotecznym Sądu Okręgowego. Leśmianowie zamieszkali w tzw. Domu Centralnym, najbardziej eleganckiej w owym czasie kamienicy w mieście. Drugi notariat pozwolił Leśmianowi osiągnąć wysoki poziom życia, dzięki którym poeta wznowił podróże.

Leśmian urzędował w kancelarii na parterze, prezes [Sądu Okręgowego, Romuald Jaśkiewicz] piętro wyżej. Codziennie rejent przychodził do pana Jaśkiewicza (…), zawsze pełen dowcipu, chociaż dowcip nie przejawiał się na twarzy. (…) Nie wyróżniał się elegancją, był za to bardzo elegancki w słowie. Z prezesem ciągle rozmawiał, często słyszałem śmiechy i chichot Leśmiana – właściwie były to kaskady śmiechu. Lubił ploteczki. Wieczorami przynosił prezesowie francuskie gazety, czytał, ogromnie się wtedy zaśmiewali. (Wspomnienie Hieronima Wąska, sekretarza Sadu Okręgowego w Zamościu)

Szkolny Ogród Przyrodniczy w Zamościu

Wrażliwy i głęboki, miał subtelny dowcip i lubił humor. Ale nade wszystko kochał przyrodę. (...) Widzę go do dziś, jak siedzi wśród kwiatów zapatrzony. (...) Okolice Zamościa są płaskie i podmokłe, ale cóż za wspaniałe kwitnące łąki: białe, różowe, żółte, fioletowe o bujnej zieleni traw. Całe miasteczko przenika upojny zapach siana. (...) Jest malowniczy park miejski i uroczy zakątek, Szkolny Ogród Przyrodniczy, jak brzmi jego oficjalna nazwa, bo my wszyscy w skrócie nazywamy go ogrodem botanicznym, z kwitnącymi alejami róż, lilii, z bardzo szczególną roślinnością. (...) Już od wczesnej wiosny można [tam] było, prawie w każde popołudnie, zastać Leśmiana. Przebywał tam całymi godzinami zatopiony w kontemplacji przyrody. (...) Lubi[ł] przesiadywać wśród kwiatów, obok skromnego alpinarium, albo powolnym krokiem, przystając niemal przed każdą roślinką, przechadzać się po całym ogrodzie. A było na co patrzeć. Blisko 300 gatunków roślin uprawiano na jego terenie, czasami dość egzotycznych, ale przeważnie swojskich, zwykłych, niemniej pięknych. Klatek że zwierzętami Leśmian raczej unikał, wolał kwiaty. (Maria Strzeszewska, Spotkanie młodości z prawdziwą poezją)

Szkolny Ogród Przyrodniczy, zwany przez mieszkańców Zamościa zoologicznym lub botanicznym, był dla poety miejscem, gdzie obserwacje przyrody i medytacji filozoficzne stapiały się w jedno:

W jednym z naszych prowincjonalnych ogrodów zoologicznych widziałem bociany, które chodziły na wolności nie zdradzając żadnej chęci odlotu. Zdawało mi się, że trzyma je w obrębie ogrodu instynktowne i trzeźwe przywiązanie do tego kawałka ziemi, gdzie mają swój dom – pokarm i opiekę – przywiązanie do wygód życia codziennego. Myliłem się jednak... Dozorca mi wytłumaczył, że w celu przykucia ich do miejsca podcina im nożycami owe lotki, których brak, niewidoczny dla oka, uniemożliwia ptakom korzystanie ze skrzydeł. Przypominają sobie chwilami swoją wrodzoną skrzydlatość i z nagłą wiarą w siebie zrywają się do upragnionego i należnego im lotu – ale nadaremnie! Machają tylko na miejscu skrzydłami, lecz już odlecieć nie mogą. Uwięziono je w ogrodzie w sposób tak na pozór skrzydlaty i pełen pozornej swobody, że – trudno zgadnąć od pierwszego wejrzenia bolesną tajemnicę ich przyziemnego trwania – ich ruchliwego, a jednak więziennego zawieruszenia się w zaklętym kole ogrodu zoologicznego. Albo się jest ptakiem - albo się nim nie jest! Nie ma ptaków połowicznych! Skrzydło niecałkowite przestaje być skrzydłem. Albo słowo się wyzwala z pęt pojęciowych. albo dobrowolnie wdziewa te pęta. (Bolesław Leśmian, Z rozmyślań o poezji 1937)

Niestety pobyt w Zamościu nie okazał się szczęśliwy: w 1927 roku miało miejsce włamanie do kasy notarialnej, a w 1929 roku wyszło na jaw, że finanse kancelarii pozostają w opłakanym stanie z powodu defraudacji dokonanej przez zastępcę Leśmiana. Na poecie zaciążył ogromny dług. Leśmian uzyskał zgodę na ratalną spłatę. Choć Zamość odpowiadał mu bardziej niż Hrubieszów, Leśmian nie ustawał w staraniach o przeniesienie do Warszawy i nie przestawał do stolicy jeździć. Od 1933 roku dodatkowym powodem wyjazdów było powołanie poety w skład Polskiej Akademii Literatury.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2349" title="Myśliciel i&amp;nbsp;znawca filozofii" slug="mysliciel-i-znawca-filozofii">Twórczość Leśmiana, tak wiele zawdzięczająca baśniom i mitom słowiańskim, operująca symbolistycznym niedopowiedzeniem, a jednocześnie oddziałująca silnie na zmysły i wyobraźnię, pod finezyjnością i lekkością skrywała ważkie przemyślenia niezwykle oczytanego i świetnie wykształconego autora. Refleksja filozoficzna poety wykraczała daleko poza inspiracje płynące ze znajomości koncepcji Henriego Bergsona (1859-1941), z którym najczęściej autor Łąki bywa zestawiany. W jego myśleniu intuicjonizm zespolił się w jedno z przekonaniem o sile twórczych możliwości wyzwolonego umysłu oraz jego nieograniczonej inwencji poznawczej, a zarazem – z głębokim poczuciem zasadniczej nieuchwytności bytu, tylko tym, którzy błądzą, jawiącym się jako coś, co daje się opanować.

Leśmian już jako gimnazjalista – przebrany w mundur studenta – uczęszczał na wykłady Georgija Iwanowicza Czełpanowa (1862-1936), psychologa, filozofa, teoretyka sztuki, badacza percepcji przestrzeni i czasu, przyszłego twórcy moskiewskiego Instytutu Psychologii. To od Czełpanowa przede wszystkim przejął młody poeta ideę intuicyjnego postrzegania zjawisk, przedkładanego ponad rozumowanie przyczynowe, któremu uczony przeciwstawiał myślenie celowościowe. Za Czełpanowem również przyjął, że zjawiska psychiczne i fizyczne istnieją jednocześnie, równolegle i niezależne od siebie; tu znajduje się źródło szczególnej metafizyki Leśmiana, wynikającej wprost z owej dualistycznej materialno-duchowej zasady istnienia. W czasie studiów zainspirowały Leśmiana także teorie Aleksandra Potiebni, językoznawcy badającego poezję i symbolikę ludową oraz słowiańską mitologię, a zatem problematykę, dla której poetycką odpowiedź odnajdzie poeta za kilka lat u poznanych w Paryżu rosyjskich symbolistów oraz we własnych studiach nad ludowymi wierzeniami i podaniami. Niewykluczone, że również w Kijowie zetknął się przyszły autor Dziewczyny z koncepcją „pieśni-zaklęcia” Aleksandra Wiesiełowskiego, badacza filozoficznego przesłania folkloru oraz wpisanych w formy i symbole ludowe modeli rozumienia świata. Wiadomo też, że już w czasach studenckich późniejszy autor Dżanandy zaczął fascynować się myślą hinduistyczną. Niewykluczone, że inspirował go w tym również Lange, tłumacz literatury indyjskiej.
Choć poeta odebrał podczas studiów wszechstronne wykształcenie filozoficzne, w swoich esejach, a tym bardziej w poezji, unikał posługiwania się dyskursem racjonalnej spekulacji. O swobodnym poruszaniu się Leśmiana wśród zagadnień filozoficznych świadczą wplatane w niewymuszony sposób w tok wywodu odwołania do takich myślicieli jak Eriugena, Kartezjusz, Spinoza, Leibniz, Wolter, Kant, Hegel, Herder, Schopenhauer, Renan, Sorel, Nietzsche, Bergson… W jednym z wywiadów, odwracając role, przepytywał rzeczowo interlokutora:

– Czy czytał pan Husserla i Cassirera?
– Nie.
– Filozofia doszła do nowego językoznawstwa. Zaczynamy mówić o słowie jako o ejdos, symbolu i micie. Swego czasu bardzo mi przypadły do gustu poglądy pisarza rosyjskiego, [Aleksieja] Łosiewa, rozwinięte w książce: Dialektyka formy artystycznej. Patrzy on na poezję jako na wyrażalność niewyrażalnego, wy-słowność niewysłownego... (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

Tylko jednemu myślicielowi poświęcił poeta szkic, utrwalając nazwisko filozofa w tytule. Esej Z rozmyślań o Bergsonie nie jest jedynie przedstawieniem poglądów autora koncepcji pędu życiowego (élan vital) jako siły twórczej przenikającej istnienie i warunkującej jego ewolucję. W istocie przedstawił Leśmian interpretację idei Francuza, przekładając ją na własne metafory. Takie postępowanie wynikało wprost ze światopoglądu Leśmiana, uczulonego na język dyskursywny, pełen „utartych, bezbarwnych, bezdźwięcznych” pojęć. W zamian, aby mówić o swoich filozoficznych przeczuciach, posługiwał się poeta w esejach własnymi pojęciami i terminami, układającymi się w osobisty słownik autora.
Słownik filozoficzny Leśmiana
Abstrakcja to przeciwieństwo żywiołu, „sprawdzone rozumowanie, wniosek abstrakcyjny, któremu się udało zabłąkać pomiędzy rzeczy i jedną z nich zagrabić na własność na mocy prawa dotyku”; abstrakcje należą do sfery naturae naturatae (tego, co już stworzone) i dążą do tego, aby człowiek istniał dla nich, „nie zaś one dla niego”; „nie instytucja dla człowieka – ale człowiek dla instytucji; nie prawo dla jednostki – ale jednostka dla prawa”; „zbytnie nagromadzenie się w danej epoce abstrakcji pośredniczących pomiędzy nami a życiem, zbytnie rozpanoszenie się owych kapłanów-pośredników, zdobywających większe od samych bogów znaczenie, musi nareszcie doprowadzić ów gmach abstrakcyjny do rozchwiania się, do ruiny”.

Baśń „gra poważną rolę w naszym myśleniu: rolę tęczowego mostu, który nas łączy z dziedziną nielogiczną myślenia”; „jest zawsze wytworem intuicji, instynktu”; „widzi to, co logicznie rozumiejąc powinno być niewidzialne”; bez „rozkazodawczej baśni” byłoby niemożliwe „powstanie prawd na użytek codzienny myślenia ludzkiego”; baśń jest tym, co „niedowiedzone”, „rdzeniem, główną zasadą” każdego systemu filozoficznego, którego „dowiedziona reszta jest tylko logicznym rozgałęzieniem tego pierwszego założenia”; „baśń po pewnym czasie zginąć musi” odrzucona przez „niewdzięczny umysł (…) jako zbyteczny, szkodliwy i fantastyczny zagrzewek”.

Bezludzie to „miejsce wolne od wszelkich praw ludzkich (…), gdzie wszystko dotąd jeszcze istnieje, jako res nullius [rzecz niczyja], i gdzie domysł ma większe prawa i moc większą aniżeli namacalność”; gdzie człowieka „czeka cierpliwa i bezimienna rzeczywistość poza nim, rzeczywistość niepodobna do niego samego i kusząca go właśnie tym niepodobieństwem”.

Człowiek pierwotny, a przynajmniej „od nas pierwotniejszy posiadał umysł wyłącznie niemal i przede wszystkim metafizyczny”; odznaczał się „większym stopniem uduchowienia”; prowadził życie „bezpośredniej związane, pokrewniejsze żywiołom, uważniej i nieustanniej wsłuchane w poszepty naturae naturantis [„tego, co się dopiero tworzy”]”; „dążył do tego, ażeby obrazy, które widział, stały się myślami (my zaś przeciwnie – staramy się o to, ażeby nasze myśli stały się obrazami)”.

Człowiek pojęty jako pieśń bez słów „unika naszych określeń. Wie on jednakże, iż aby stać się realnym, musi wydobyć swój ton, musi natężyć swoją pieśń bez słów. Jest ona jego jedyną i najwierniejszą rzeczywistością. Rzeczywistością zaledwo w przecięciu lub w skróceniu podobną do tych słów, którymi kiedyś ma się wypełnić, ażeby swą istotę przetłumaczyć na język ogólny, międzyludzki. Będzie to zawsze tylko przekład, tłumaczenie, nigdy – oryginał, nigdy – pierwowzór”.

Człowiek przeciętny „w życiu zbiorowym z wielkim powodzeniem zastępuje (…) jednostkę”; to „zmora wszechmocna, wizja statystyczna”, obejmująca „na nowo swe rządy”, mimo „chwil, które zjawiają się pod nazwą powrotu do natury, do człowieka wyzwolonego, do życia bezpośredniego”; „trudno (…) podejść do życia, ażeby nie natrafić na jego opór lub interwencję”, wypełnia bowiem „trudne i żmudne zadanie (…): nieustanne usuwanie kontaktu bezpośredniego z życiem”.

Fakt życiowy „jest bezpowrotny i niepowtarzalny i na tym polega jego tragizm, (…) rytm jest powrotny i powtarzalny i na tym polega jego weselność”.

Jaźń – „wiara w jaźń (…) uszczupliła teren widzialnej rzeczywistości, skupiając ja w uczuciach bezprzestrzennych”.

Jednostka twórcza to „nieustająca nigdy funkcja biologiczna, [która] może i musi przebywać w dziedzinie naturae naturantis, żyjąc tym, co dopiero się tworzy, to znaczy sobą, wiecznie siebie nowego głodnym, jak żuraw z szyją w przyszłość wyciągniętą”; dla „»wtórej rzeczywistości« wartość osobista jednostki ma znaczenie drugo- albo trzeciorzędne”, natomiast jednostka twórcza nie może „nigdy wejść do »życia realnego«, zjawić się, narodzić się powtórnie na ziemi jako na wtórej rzeczywistości, zająć tam tak zwane stanowisko, włączyć się do ogólnego łańcucha w postaci skutku lub przyczyny”.

Język „jest nieustannie żywym i olbrzymiejącym skarbem, w którym literatura narodu przechowuje każdy nowy nabytek intelektualny, każde nowo uzyskane uczucie, każde nagle pochwycone pojęcie”, „w okresie niewoli słowo naszych poetów stało się zwycięskim spoidłem narodu, jego bytem wewnętrznym i niepokonanym talizmanem, chroniącym od niebezpieczeństw dookolnych – niematerialną podstawą jego nieśmiertelności”.

Natura naturans – „to, co się dopiero tworzy”.

Natura naturata – „to, co już stworzone”, „wtóra rzeczywistość”.

Nielogiczność – „psychika naszego myślenia nie jest zupełnie podobna do jego praw logicznych”; „najpierw się coś rozumie, a dopiero potem szuka się dowodów na potwierdzenie tego, co się zrozumiało”; „to, co się zdaje skutkiem, bywa często przyczyną”; „świat, badany myślą rozśpiewaną i upojoną, bliższy jest może prawdy niż ów drugi, postrzeżony myślą suchą, ubiegającą się o zaszczytne miano ścisłej. Umysł bogów jest mniej ścisły i suchy niźli porachunki logiki ludzkiej”.

Określenie to „krepa żałobna, którą przywdziewamy po rzeczach umarłych i minionych raz na zawsze. Określenie to przejrzysta, szklana trumna, w której spoczęły święte, olejem namaszczone zwłoki”.

Otchłań „pomiędzy nami a życiem, otchłań nieprzeskoczoną, próżnię bezdenną” tworzy „nieuniknione pośrednictwo pieniędzy”, „nie można [jej] zapełnić żadnymi symbolami, (…) jedynie skargi i jęki nędzarzy, (…) jedynie te bezpośrednio z życiem związane krwawe głosy i męczarnie (…) godne są i zdolne zapełnić ową próżnię, ożywić jej martwotę”.

Otchłań wszechświata to wszystko, co znajduje się poza „obrębem dostępnego nam ludzkiego kształtu, który jako niewód zarzucony w nieskończoność, wyławia z niej to tylko, co jest nam najbliższe, najbezpośredniej nas dotyczy”.

Pieniądz to „najruchliwszy i najsamorzutniejszy pośrednik” przewyższający w pośrednictwie człowieka przeciętnego „ogólnikowością i łatwością wszelkich działań liczbowych, wyzwolonych całkowicie z przypadkowego i nieprzewidywalnego wpływu różnic indywidualnych”; „oderwany od swego źródła konkretnego, a mianowicie od pracy twórczej, pieniądz staje się wartością samodzielną, dąży do wyłączności i zachowania swego gatunku, pieniądz rodzi pieniądz… Niechętnie wraca do źródeł, którym zawdzięcza istnienie. Rzadko możemy trafić na taki okres historyczny, kiedy kapitał popiera czy to pracę fizyczną, czy też twórczość duchową, jak sztuka, literatura, filozofia, nauka”.

Pieśń bez słów – „poza jaźnią istnieje w duszy jakiś ton; jakaś pierwotna pieśń bez słów, która czeka na przyjście w godzinie twórczej słów niezbędnych, ale dla której te słowa są zawsze czymś innym od niej samej”; „owa pieśń bez słów pochodzi nie z dziedziny logiki, skąd każde słowo pochodzi, lecz z innych, nielogicznych dziedzin, gdzie może istnieć bez słów i gdzie pojęcie istnienia, wyzwolone z więzów gramatyki i składni, przestaje być logicznym zdaniem”.

Pośrednictwo dotyczy zjawisk ustanawiających „rzeczywistość wtórą”, np. „ideę uznaną, a projekcjonowaną (…) na ekranie życia zbiorowego, [która] rozradza się w tysiącznych kształtach przetwórczych, w tysiącznych analogiach faktycznych, coraz bardziej uniemożliwiając bezpośrednie wyczucie życia”.

Pragmatyzm to przeciwieństwo baśniowości; dla pragmatyka „wszelka hipoteza, baśń nagła i niespodziewana są tylko narzędziem technicznym myślenia, czynu”.

Praca twórcza „jest przede wszystkim pracą rytmiczną”.

Prawo to cecha „zjawiska powstrzymanego w czasie i przestrzeni”

Przemiany rzeczywistości – „rzeczywistość podlega takim samym przemianom ewolucyjnym jak życie samo, jak duch ludzki tym życiem porwany”.

Przyczyna „immanentnie i przynajmniej częściowo przebywa w swym skutku (…), mówiąc inaczej, przyczyna nakłada pewne pęta na twórczość, której źródła mogą się poza wszelką przyczynowością ukrywać, oraz nie dopuszcza do tego, ażeby skutek był zupełną dla naszego myślenia niespodzianką”, a zatem „jest tylko zezwoleniem i kontrolą, nie zaś aktem twórczym, dzięki któremu idea powstaje”.

Rytm „oszałamiając myślenie (…), uczy nas zaufania i wiary w (…) poza nami bytujące potęgi, których ująć w ścisłe i ciasne karby logiki nie potrafimy, lecz którymi możemy się zawczasu upoić i rozśpiewać”; „duch, oszołomiony rytmem, ślepnąc nagle na cały szereg zróżniczkowanych pojęciowo i od wszechświata oderwanych przedmiotów, zdolnym się staje do śpiewnych dociekań, niespodziewanych ogarnięć i uprzytomnień całości, mniej pochwytnej niż drogą logiki wyszczególnione z niej i sztucznie określone rzeczy”.

Rzeczywiste „w danym okresie jest nie to, co można stwierdzić, lecz to, czego stwierdzać nie trzeba”; to, co uszczuplone „do bezprzestrzennego tonu [po to], aby jej [tj. rzeczywistości] nie narażać na niebezpieczeństwa, grożące ze strony znikomej materii, i aby móc w nią wierzyć swą wiarą (…) nie znoszącą bogów o zbyt dokładnych liniach i zbyt szerokich płaszczyznach”; rzeczywistość mierzy się „krwawym trudem naszego ducha, stopniem natężenia naszych potęg twórczych”.

Sybarytyzm duchowy to postawa burżuja, którego dewizą jest „Dobre jest to, co mi służy”.

Tajemnica to „wiedza żadnym dowodem logicznym ani namacalnym nie poparta”, z którą „myśl się coraz bardziej oswaja, poznając logiczne, z tych tajemnic wysnute wnioski”; „każdy systemat metafizyczny jest (…) przeżyciem tej czy innej tajemnicy, która szuka dla siebie potwierdzenia”.

Taniec to przeciwieństwo „trzeźwości, rozsądku, twardej logiki codziennej walki o byt”, to „pląs zbuntowany przeciwko prozie życia”; tych, którzy „wstydzą się tańca (…), trawi (…) nagła, zapalczywie powszechna niewiara w twórczą wartość jednostki – w jej wyłączne prawo do rytmicznie pogłębionej komunii ze wszechświatem”.

Twórczość językowa jest „doniosłym zjawiskiem nie tylko literackim, lecz biologicznym. Jest triumfem człowieka nad sobą samym, jest przedłużeniem jego istoty w światy pozazwierzęce”, to „najżywotniejsze źródło narodowości, (…) nieomylny znak jej rozwoju i rozkwitu”.

Typ – „człowiek pojęty jako typ, to znaczy jako najczęstotliwszy wytwór obyczajów i nawyknień codziennego i liczbowo najszerszego życia”, „być wobec wszechświata tylko typem – to dość ryzykowne!…”

Wiedza jest zawsze „warunkowa i porównawcza”; „wiedzieć – to znaczy przypomnieć sobie coś podobnego, a już dawniej stworzonego, czyli uczynić z nowego konkretu skutek pewnej przyczyny”.

Wtóra rzeczywistość „praw stałych i niezmiennych” to wytwór „życia zbiorowego, które zwalniając lub powstrzymując czas (…) znajduje się w stosunku wrogim, krytycznym i przeciwdziałającym do wiecznie zmiennej naturae naturantis”; to terytorium człowieka przeciętnego, który „tworzy (…) na nim swoje prawa, swoje obyczaje, cnoty, prawdy”.

Życie zbiorowe „musi się utwierdzać na zasadach maksymalnie stałych, niezmiennych oraz sprawdzonych, wypróbowanych to znaczy – już stworzonych”, dlatego należy do „dziedziny zwolnionego lub powstrzymanego czasu” i realizuje się jako „gromadna funkcja pamięciowa, utrwalony w czasie i przestrzeni przybytek wiedzy ludzkiej, olbrzymi gmach muzealny”, który jednak powinien „się wzbogacać i uzupełniać coraz to nowymi zdobyczami”, a tymczasem „ułatwia (…) sobie obrachunek ze światem, wykreślając z pamięci jednostkę i znicestwiając ją w zero społeczne”.</document>
<document nplp_id="2354" title="O&amp;nbsp;światopoglądzie poety" slug="o-swiatopogladzie-poety">Czy Bolesław Leśmian był zwolennikiem fenomenologii – jak chciał Artur Sandauer, czy bergsonistą, jak twierdzili Jan Błoński i Stanisław Borzym? Czy jego twórczość należy do symbolizmu – jak pisali Zbigniew Bieńkowski, Michał Głowiński i Piotr Śniedziewski. I czy cała mieści się w tym nurcie? Jaki naprawdę wyznawał światopogląd? Przypisywano poecie rozmaite światopoglądy, które miały obowiązywać w jego całej twórczości. Ta jednak zmieniała się i ewoluowała. Zmieniały się także poglądy filozoficzne poety, co ignorowano. Odrywano światopogląd Leśmiana od kontekstu historycznego i biografii poety, nie uwzględniając przemian i przemyśleń Leśmiana, petryfikowano jego przekonania z danego okresu, nie dostrzegając napływu nowych idei i lektur, które sprawiały, że dawny światopogląd ulegał modyfikacjom. Traktowano też autora Z rozmyślań o poezji jak naśladowcę istniejącego wcześniej systemu, gdy de facto rozwijał on twórczo idee filozofów.

Sztywne określanie jego domniemanej filozofii, lub węziej: estetyki w sposób jednoznaczny i kategoryczny kłóciło się z poglądami Leśmiana, wyrażonymi expressis verbis. W szkicu Przemiany rzeczywistości napisał: „Określenie to – przejrzysta, szklana trumna, w której spoczęły święte, olejem namaszczone zwłoki”[przypis]B. Leśmian, Przemiany rzeczywistości, „Przegląd Krytyki Artystycznej i Literackiej”, 1910, nr 36 oraz 1911, nr 37, [za:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, zebrał i oprac. J. Trznadel, Warszawa, 2011, s. 45.[/przypis]. W swoich tekstach programowych poeta podkreślał, by tworzyć wartości nowe, by odkrywać nieznane światy, a nie powielać utarte schematy.

Miał być według krytyków symbolistą, kontynuatorem Mallarmégo, impresjonistą albo ekspresjonistą. Sam Leśmian powoływał się raczej na fascynację Baudelairem. „Jeżeli chodzi o poetów francuskich, to jedynym, który wpłynął na mnie naprawdę, był chyba Baudelaire”[przypis]Dialogi akademickie. „W niepojętej zieloności”. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, [rozmawiał Edward Boyé] „Pion”, 1934, [za:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt., s. 545.[/przypis]. A potem wyjaśniał: „Symbolizm, który mnie czarował, był przecież tym samym, co romantyzm, a romantyzm tym samym znów niejednokrotnie co tragedia grecka”[przypis]Tamże, s. 584.[/przypis]. Warto pamiętać, że przypisywanie poety do danego kierunku bez sprecyzowania, o jaki okres twórczości chodzi, prowadzi do zafałszowań.
Twórczość Leśmiana, trwająca od 1895 roku do śmierci poety w 1937 roku, można podzielić na 4 okresy: młodzieńczy, gdy tworzył wiersze postromantyczne, inspirowane wierszami z antologii Lira polska, wydanej przez swego stryja Antoniego Lesmana. Jako student w Kijowie starał się naśladować Tetmajera i … Konopnicką. Jako absolwent gimnazjum klasycznego czytywał Herodota, Cicerona, Demokryta, Heraklita. O Platonie w 1910 roku napisał szkic literacki – w związku z ukazaniem się przekładu Uczty. W Kijowie Leśmian poznał język i kulturę rosyjską, pokochał poezję Puszkina, Feta, Tiutczewa. Później inspirowali go rosyjscy symboliści (Błok, Biełyj, Iwanow). Czytał powieści realistyczne Balzaka, Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego. Anna Sobieska pisała o inspiracji pismami Władimira Sołowjowa w krystalizowaniu się światopoglądu Leśmiana, choć nie ma śladu na to, żeby Leśmian pisał o Sołowjowie, ani dowodu, że go czytał. Wiadomo raczej, że chciał tłumaczyć pisma Sałtykowa-Szczedrina. Jak pisała Rochelle Stone, Bolesław Leśmian w okresie gimnazjalnym słuchał w Kijowie wykładów Iwana (a właściwie Georgija Iwanowicza) Czełpanowa. Czełpanow na uniwersytecie kijowskim prowadził m.in. wykłady o krytyce literackiej. Z wielu źródeł wiadomo, że był dobrym mówcą, który potrafił zainspirować słuchaczy. Pod wpływem Czełpanowa zainteresował Leśmiana radykalny krytyk Dmitrij Pisariew, którego sześciotomowe wydanie pism z lat 90. młody poeta kupił; później, w artykule z 1910 roku określił go mianem „tyrana myśli krytycznej”[przypis]B. Leśmian, Dookoła Sfinksa, „Prawda” 1910, nr 8, [za:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt., s. 459.[/przypis]. Tak jak Czełpanow Leśmian był zwolennikiem intuicyjnego postrzegania czasu i przestrzeni oraz krytykiem istnienia związku przyczynowo-skutkowego. Piętnaście lat później Leśmian w esejach wypowie się przeciwko prawomocności związku przyczynowo-skutkowego. W swoich rozważaniach poeta inspirował się filozofią innego krytyka myślenia przyczynowego, Davida Hume’a, o którym badacze Leśmiana nie wspominają. W młodości fascynował się filozofią Artura Schopenhauera.

Jeszcze w Kijowie poeta znalazł się pod wpływem Zenona Przesmyckiego. Miriam, wyznawca symbolizmu, miłośnik i tłumacz Maeterlincka i Rimbauda, głosił chwałę niezmiennych Idei: Piękna i Sztuki. To pod „patronatem” Przesmyckiego Bolesław Leśmian pisał Ogród zaklęty, Tarczę, Panterę, cykl Oddaleńców. Lata współpracy z Przesmyckim zaowocowały utworami drukowanymi m.in. w „Chimerze”, oraz wieloma z tomu Sad rozstajny. Utrzymane one były w estetyce parnasizmu i symbolizmu.

To Miriam, poproszony przez Leśmiana o pomoc w ułożeniu debiutanckiego tomu, odrzucił kilka wierszy, które poeta chciał ogłosić. To również Przesmycki wybrał spośród wielu właśnie ten tytuł – Sad rozstajny – który Stanisław Pieńkowski wyszydził w 1919 roku z pozycji publicysty-antysemity, jako rzekomo niezgodny z duchem polskim. W latach 1901-1908 Leśmian wyznawał idee głoszone przez Miriama, z jego kultem sztuki dla sztuki, przekonaniem o elitarności poezji i modernistyczną pogardą dla filistra. Hasłu „sztuka dla sztuki” i surowej ocenie mentalności „człowieka przeciętnego” pozostanie Leśmian wierny do końca.

Około 1910 roku nastąpił przełom. Zaczął się krystalizować światopogląd poety. Leśmian ogłosił wówczas wiele tekstów programowych, w których widać inspiracje filozoficzne (głównie Bergsonem i Nietzschem). Wiersze z dojrzałego okresu cechuje witalizm i nawiązanie do filozofii tych autorów. Pojawia się wówczas bohater ludowy, a w języku wyrażenia archaiczne, regionalne i neologizmy.
Wreszcie poezja z późnego okresu odznacza się pesymistyczną wizją świata, dominują motywy śmierci, cierpienia, rozpaczy. W wielu utworach pojawiają się odniesienia religijne, głównie chrześcijańskie, choć w wierszu Śmierć Buddy poeta twórczo odniósł się do filozofii buddyjskiej.
Młody poeta był symbolistą, dojrzały – już nie. Około 1910 roku Leśmian zachwycił się Bergsonem, a zwłaszcza ideą zmienności rzeczywistości, którą adekwatnie może poznać jedynie intuicja. Tymczasem symboliści, odwołując się do Platońskich idei, do nieruchomego bytu głosili coś przeciwnego. W dojrzałej twórczości Leśmiana ruch, nieustanna przemiana, stanowiły ważny element koncepcji estetycznej, opartej na przemyśleniu filozofii Bergsona, a nie na przebrzmiałym już symbolizmie. Już przed I wojną światową Leśmian odrzucał zarówno jego poetykę jak i metafizykę. Dlatego przyjął koncepcję bergsonowskiej intuicji, zmysłu poznającego zmienną rzeczywistość, oraz zawartą w esejach Henriego Bergsona ideę Boga jako twórcy. W liście do Miriama z początku 1912 roku Leśmian kpił z doszukiwania się w każdym utworze symboli.

Znużyły mnie pojęciowe i poglądowe traktowania rzeczy, które od dawna w poezji naszej przestały być sobą. Kwiat nie jest kwiatem, lecz dajmy na to tęsknotą autora do kochanki. Dąb nie jest dębem, lecz przypuśćmy, prężeniem się nadczłowieka ku słońcu itd. Słowem – poezja nasza stała się światopoglądową.[przypis]B. Leśmian, list 84, [za:] tenże, Utwory dramatyczne. Listy. Dzieła wszystkie, oprac. J. Trznadel, Warszawa, s. 377.[/przypis]

Była to wyraźna deklaracja antysymboliczna Leśmiana.

Starano się też powiązać twórczość Leśmiana z filozofią Kanta. Tak czynił Kazimierz Wyka, co powtórzył za nim Michał Głowiński w 1956 roku na łamach „Twórczości”. Wiązanie poglądów Leśmiana z kantyzmem jest nonsensem intelektualnym. Kant podzielił rzeczywistość na sztywne kategorie, nie dostrzegał zmian, a jego koncepcje były kwintesencją myśli Oświecenia i wiary w postęp. Leśmian należał do pokolenia sceptycznego wobec idei postępu, głosił hasło regresu kultury, co stanowiło niemal przeciwieństwo poglądów Kanta. Dowodem na wyznawanie filozofii autora Krytyki czystego rozumu miał być wiersz Topielec i wyrażenie „zieleń sama w sobie”, znajdujące się w tym wierszu. Sformułowanie to było tylko żartem poety, aluzją literacką do filozofii Kanta. Warto podkreślić, że bohater wiersza, zginął, gdy chciał poznać ową istotę zieleni. Tytuł innego wiersza Akteon nie dowodzi przecież, że Leśmian był wyznawcą mitologii starożytnej Grecji, choć kulturę antyczną znał doskonale. W szkicu Z rozmyślań o Bergsonie poeta pytał retorycznie, skąd Kant wie o istnieniu rzeczy samej w sobie. Uznał to za logicznie niemożliwe.

Czytelnicy Szkiców literackich (zarówno w edycji z 1959[przypis]B. Leśmian, Szkice literackie, oprac. J. Trznadel, Warszawa 1959[/przypis] roku , jak i z Dzieł wszystkich z roku 2011) ze względu na specyficzny układ treści, odrzucający chronologię pierwodruków, niemal od razu natrafiali na esej Z rozmyślań o Bergsonie. Fakt ten sprawił, że niektórzy badacze, np. Jan Błoński czy Stanisław Borzym utożsamili filozofię Leśmiana z bergsonizmem. Nie można jednak mówić o bergsonizmie we wczesnej twórczości Leśmiana i tej z lat 30. Gdyby Szkice literackie ułożono chronologicznie, esej o Bergsonie sąsiadowałby z tekstami o Tołstoju, Konopnickiej, Odrodzeniu czy Pieśni nad pieśniami. Leśmian z takim samym entuzjazmem pisał Bergsonie i o Konopnickiej, Rzymie. Ludziach Odrodzenia Kazimierza Chłędowskiego, czy o „wonności słów” w pieśniach Salomona.
Zwolennicy tezy, głoszącej że Leśmian był bergsonistą sądzą, że jedynie powielał on idee Henriego Bergsona. Uważna lektura tekstów eseistycznych Leśmiana wskazuje na coś innego. W 1910 roku poeta pisał o stosunku do kwestii społecznych w taki sposób, jak Bergson będzie pisał ponad 20 lat później w Dwóch źródłach etyki i moralności (1932).

Leśmian za Bergsonem twierdzi, że człowiek oprócz władz logicznych dysponuje instynktem zwanym intuicją. Dzięki intuicji w mgnieniu oka poznajemy istotę rzeczy, charakter danej osoby, atmosferę miasta itd. Nauki ścisłe, racjonalizm zmuszają nas do używania pojęć, które nie tylko szufladkują rzeczywistość i ją unieruchamiają, ale też nie są adekwatne, jedynie przybliżają sens zdarzeń. „Instynkt zna tajemnicę życia, intelekt – tajemnicę materii” – pisał poeta[przypis]Leśmian, Z rozmyślań o Bergsonie, „Nowa Gazeta”, 1910, nr 366-377 [za:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt., s. 15. [/przypis]. Intelekt nie jest w stanie poznać rzeczywistości zmieniającej się, unieruchamia ją zatem i określa statycznymi pojęciami. Instynkt zaś pojmuje rzeczywistość bezpośrednio, ale nie potrafi jej nazwać. Dlatego potrzebny jest sposób przełożenia wiedzy uzyskanej instynktownie na język zarazem zrozumiały, ale nie unieruchamiający opisywanych zjawisk. Takim językiem jest – wg Leśmiana – poezja.

U dojrzałego Leśmiana rzeczywistość jest wiecznie zmienna, zaś istnienie – jak u Plotyna czy w Sanatorium pod klepsydrą Schulza – ma rozmaite stadia, jest stopniowalne. Istnieje rodzaj bycia także po śmierci, które jest formą rozrzedzonego życia, w którym dusza wciela się w próchno, albo w zmarłego. Poeta uważał, iż ludzie dysponują nieśmiertelną duszą, która nawet po śmierci ciała targana jest namiętnościami.

Trudno jednak ograniczać myśl Leśmiana do bergsonizmu. Także praktyka poetycka wykracza poza wpływ Bergsona. W bergsonizmie nie ma podstawy dla estetyki brzydoty, widocznej w wierszach Leśmiana z Łąki i Napoju cienistego. Również fascynacja ludowością i mitologią słowiańską nie wzięła się z idei Bergsona, lecz z prac, które poeta czytał, przygotowując się do napisania Klechd polskich. U Bergsona nie ma też wątków egzystencjalnych, tak widocznych w późnej poezji Leśmiana z lat 30. Egzystencjalistyczna tematyka późnej twórczości Bolesława Leśmiana, często pojawiający się w niej motyw śmierci i zarazem żarliwa wiara w Boga, ukazywany w wierszach tragizm losów postaci dobrze współgrały z nastrojami końca lat trzydziestych, gdy pojawiło się przeczucie zagłady dawnego świata i tradycyjnych wartości.

Na początku XX wieku na poetę wpłynęły prace Friedricha Nietzschego, wydawane wtedy przez Mortkowicza, oraz esej Wacława Berenta Źródła i ujścia nietzscheanizmu (1906) poświęcony autorowi Poza dobrem i złem. Wiele z idei niemieckiego filozofa poeta przyjął i głosił jako własne. Dotyczy to szczególnie odróżnienia elity ludzi wybitnych od masy ludzi przeciętnych. Leśmian sięgał po te nietzscheańskie kategorie wielokrotnie, a w dedykacji dla Adama Szczerbowskiego napisał „W imię wspólnej wiary w zwycięstwo sztuki nad rozpanoszoną zmorą człowieka szarego”. Filozofia Nietzschego była mu bliska z racji jej elitaryzmu, odrzucenia oświeceniowego ideału równości, daleki był jednak podobnie jak autor Wiedzy radosnej od radykalizmu społecznego i ideologii.

Bolesław Leśmian uważał, że następuje regres kultury. W recenzji książki Kazimierza Chłędowskiego Rzym. Ludzie Odrodzenia pisał: „O ile dziś tzw. większość stanowi najgorszą, najprzeciętniejszą część społeczeństwa lub narodu, o tyle w czasach Odrodzenia mogłoby to słowo określać zastęp najwybitniejszych jednostek”[przypis]B. Leśmian, Ludzie Odrodzenia, „Literatura i Sztuka” 1910, nry 6,7,8, [za:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt., s. 441.[/przypis]. Pisze również: „potworne dziecię danych statystycznych, człowiek przeciętny, abstrakcja daleka od życia”, „zmora nieistniejąca, tzn. człowiek przeciętny”, „zmora, owo urojenie, słowem, człowiek przeciętny”. Zdaniem Leśmiana, coraz więcej praw ma ów „człowiek przeciętny” i to do niego dostosowuje się zasady życia zbiorowego, pomijając potrzeby twórczej, nieprzystającej do większości jednostki: „despotyzm i egoizm bezwstydny [człowieka przeciętnego] z dniem każdym olbrzymieje”, a „szarość i przeciętność charakteryzują nasze życie codzienne”. Odczucie to powtórzył w eseju Znaczenie pośrednictwa w metafizyce życia zbiorowego: „Nie nas [w domyśle: ludzi wybitnych – przyp. P. Ł.], lecz właśnie jego [tzn. człowieka przeciętnego] ma na myśli wszelkie prawodawstwo”[przypis]Leśmian, Znaczenie pośrednictwa w metafizyce życia zbiorowego, „Prawda, 1910, nr 39-42, [za:] tenże, Szkice literackie, Dzieła wszystkie, dz. cyt., s. 34.[/przypis]. Skoro tylko elita – przekonywał – tylko ludzie wybitni, mogą rozwijać kulturę, to zajmowanie przez „człowieka szarego” coraz ważniejszych stanowisk, sprawia, że obszar przeciętności wkracza także w dziedzinę sztuki, do literatury, do świata idei, a nawet do świata… zbrodni. Poeta uwznioślając czasy Renesansu napisał: „(…) życie renesansowe tak pełne jest niespodzianek, zjawisk rzadkich (…). Nawet zbrodnia jest wyszukana, niezwykła i stanowi (…) niekonsekwencję, pewien nadmiar i zbytek życia, aniżeli jego chleb powszedni, a właściwie, jeśli można się tak wyrazić, chleb statystyczny…”[przypis]B. Leśmian, Ludzie Odrodzenia, dz. cyt., s. 447[/przypis].

Do końca życia poglądów w tej kwestii nie zmienił i nadal przeciwstawiał elitę twórczą otoczeniu ludzi przeciętnych, wyrażających poglądy, jakie „się” miewa, w czym zbliżył się do niektórych koncepcji Heideggera. W ankiecie „Czasu” na temat wpływu epoki i środowiska na indywidualność”, ogłoszonej 14 maja 1935 roku, poeta powiedział: „Zdaniem mojem środowisko jest zbiorem pewnych banalnych idei, zasad i poglądów, które tworzą modę tzw. »szarego człowieka«. Wszakże jednostka twórcza wpływom otoczenia nie podlega. (…) Wartość jednostki mierzy się treścią, która ona tworzy, wbrew wszelkim wpływom i którą wnosi do życia, jako zdobycz nową, dotychczas nieznaną”[przypis]B. Leśmian, Wpływ epoki i środowiska na indywidualność, „Czas”, 1935, nr 131, [za:] P. Łopuszański, Leśmian, Wrocław 2000, s. 224.[/przypis]. Podobnie będzie nieco później pisał hiszpański filozof José Ortega y Gasset o zjawisku mas i „człowieku masowym”.

W okresie dojrzałej twórczości, gdy przygotowywał Łąkę, a następnie w 1922 roku zapowiadał nie wydany tom Wieczność i purpura, był zwolennikiem witalizmu. Łączył wtedy filozofię Bergsona i Nietzschego. Z pierwszej czerpał ideę zmiennej rzeczywistości i poznania intuicyjnego, z drugiej pochwałę istnienia, dionizyjskie upojenie, przeradzające się w chwili ekstazy w popęd śmierci. Nawiązywał przy tym do tezy Freuda, że instynkt Erosa łączy się z instynktem Thanatosa.
Ważnym elementem poezji Leśmiana dojrzałego okresu jest motyw Natury, nie jako dekoracyjnego tła, jak w sentymentalizmie, nie jako odzwierciedlenia stanu duszy (jak u romantyków i symbolistów), lecz aktywnego podmiotu. Żeby wyjaśnić związek bohaterów poezji Leśmiana z naturą, odwoływano się do filozofii Spinozy. Michał Głowiński przedstawił jako źródło inspiracji Naukę nową Giambattisty Vica, której pierwszy tom wydał po polsku krewny poety, Antoni Lange. Problem w tym, że Leśmian pisał o człowieku pierwotnym już w 1910 roku po gruntownym przemyśleniu problemu, więc raczej nie czerpał z Vica. Inspirację bezpośrednią stanowiły Pieśni ludowe w przekładzie Edwarda Porębowicza, które najpierw ukazały się w „Chimerze”, a wówczas w edycji książkowej. Możliwą inspiracją mógł być także tekst Aleksandra Świętochowskiego Poeta jako człowiek pierwotny. Broszura ukazała się nakładem Gebethnera i Spółki w 1896 roku. Warto przy tym pamiętać, że Świętochowski był blisko związany z rodziną poety. Inne pisma Świętochowskiego (m.in. o epikureizmie) ukazywały się nakładem oficyny stryja, Antoniego Lesmana.

Pod wpływem lektury Świętochowskiego i Pieśni ludowych, które zrecenzował, a także dzieł folklorystycznych (Leśmian rozczytywał się w dziełach folklorystycznych, pismach Kolberga, czytał „Wisłę” i „Lud”) stworzył ludowych bohaterów, jednocześnie ludzi mało cywilizowanych, a jednocześnie nosicieli idei samego poety. Po 1912 roku zmienił nie tylko język swych wierszy, ale i teren zainteresowań, które skoncentrowały się na naturze, łące, lesie i wsi. Sięgał do wątków mitologii słowiańskiej i tworzył własną mitologię, powołując Srebroniów, Znikomków i Zmierzchunów. Podczas pracy nad Klechdami polskimi (lata 1913-1914), poznał dogłębnie folklor ziem polskich i ruskich, co wykorzystał w pisanych niebawem balladach z tomu Łąka, wplatając motywy ludowe w wiersze i nowele prozą O ile wcześniej nie używał neologizmów, regionalizmów czy archaizacji języka, o tyle w tym, dojrzałym już okresie, zaczął po nie coraz częściej sięgać. To wówczas zaczął też stosować rozmaite wyrażenia, mające określić niebyt, nicość czy brak. W balladach twórczo przekształcił także nietzscheański motyw dionizyjskiego szału w tańcu śmierci (Świdryga i Midryga, Piła i inne). W późnej twórczości dojdą do tego rozmaite stopnie istnienia i nieistnienia, gradacja bytów.

W latach 60. próbowano zaliczyć Leśmiana do osób o poglądach lewicowych, podkreślano wrażliwość na krzywdę ludzką. W 1981 roku jeden z rozmówców Adama Kulika mówił wręcz o tym, że poglądy Leśmiana zbliżały poetę do komunizmu. Adam Kulik mocno w to wątpił, lecz z uwagi na rzetelność dziennikarską, zamieścił tę wypowiedź w książce Leśmian, Leśmian[przypis]Leśmian, Leśmian. Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, oprac. A. W. Kulik, Gdańsk 2008.[/przypis]. Tymczasem w pismach do Romualda Jaśkiewicza, Prezesa Sądu Okręgowego w Zamościu, poeta-notariusz ostrzegał przed ruchami lewicowymi i komunistycznymi.

Wbrew hasłu awangardystów odrzucał ideę „Miasta-Masy-Maszyny”. Był przeciwny cywilizacji technicznej i ruchom masowym. Do końca życia podkreślał znaczenie indywidualizmu dla kultury. Był wrogiem ideologii masowych, które w XX wieku zdominowały Europę. Wiersze Leśmiana były wołaniem o godność jednostki i protestem przeciwko totalitaryzmom, mechanizacji życia, co zbliżało go do poglądów Stanisława Ignacego Witkiewicza. Pisano wiele o apolityczności poety. Jego życie takiej opinii nie potwierdza. W młodości Leśmian brał udział w nielegalnych manifestacjach przeciwko zarządzeniom władz carskich, za co trafił do więzienia, a za ponowny udział w kolejnej demonstracji został wydalony ze studiów i zdawał egzaminy jako ekstern. O jego postawie świadczą teksty publicystyczne: Bezkrólewie ducha, O potrzebie pracy kulturalnej, wiersz Spowiedź i nowela Legenda o Żołnierzu Polskim z czasów I wojny światowej.

W felietonie Bezkrólewie ducha pytał, dlaczego Polacy szukają idei, oświaty i kultury na Zachodzie, a nie w kraju, dlaczego w Polsce nie buduje się muzeów, bibliotek. W szkicu O potrzebie pracy kulturalnej wzywał do pracy nad poprawą stanu kultury w Polsce bez oglądania się na zaborcę i brak niepodległości. „Kultura narodu jest zawsze dziełem jednostek, nie państw” – podkreślał . Ostrzegał również przed uleganiem wpływom kultury zaborców, zwłaszcza kultury najbliższej – rosyjskiej.

W czasie I wojny światowej w listach przeciwstawiał się tzw. orientacjom proaustriackiej i prorosyjskiej. Twierdził, że tylko własna idea, polska, jest dla niego do przyjęcia. Reakcją na wydarzenia I wojny światowej był wiersz Spowiedź ogłoszony w piśmie Myśl Polska, a także przejmująca nowela Legenda o Żołnierzu Polskim. W latach 30. Był stałym współpracownikiem sanacyjnej „Gazety Polskiej”. Jego poglądy były raczej konserwatywne i propaństwowe.
W latach 30., w związku z doświadczeniami życiowymi w jego wierszach pojawił się motyw ubóstwa, choroby, śmierci i zapominania o zmarłych. Podkreślał nietrwałość istnienia, akcentował znaczenie nicości. W wierszach pojawia się kwestia statusu ontologicznego zmarłych, oraz rozważania o możliwości życia po śmierci.

W wywiadzie z 1934 roku dla „Pionu” poeta podkreślał zmianę, jaka się w nim dokonała przez ostatnie lata. Zauważył, że jego nowe wiersze są inne niż utwory z okresu Łąki: „Zwiedzam wszechświat nie od strony zieleni i kwiatów. Wchodzę weń przez wrota smutku, a nie zieloności” . Wydany w 1936 roku Napój cienisty potwierdził to. Zbiór zawierał w dużej mierze wiersze egzystencjalistyczne, współtworząc, a nawet wyprzedzając egzystencjalizm europejski.
Jest prawdą, że Bolesław Leśmian w swej dojrzałej twórczości uprawiał poezję filozoficzną. Był poetą-filozofem. Interesował się filozofią, nawet w 1927 roku chciał studiować na kierunku filozoficznym na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.

W szkicach zaznaczał, że istnieją dwie odrębne dziedziny rzeczywistości – twórcza, zmienna i wiecznie żywa (natura naturans) oraz dziedzina bierna, niezmienna, schematyczna (natura naturata). Łacińskie pojęcia zostały wzięte z filozofii średniowiecznej, od Jana Szkota Eriugeny, ale w innym znaczeniu. Natura naturans obejmuje przyrodę, w której nieustannie powstają nowe zjawiska, następuje obumieranie i rodzenie się nowych istnień. Jest dziedziną człowieka twórczego i jego oryginalnych myśli, zatem sztuki. Dziedzina natura naturata jest rzeczywistością schematyczną, bierną, niezmienną, co więcej – pozorną. Jej teren to życie społeczne oparte na konwenansie, schematach zachowań, procedurach biurokracji. W szkicu Znaczenie pośrednictwa w metafizyce życia zbiorowego Leśmian napisał, że do tej sfery należą biurokracja, polityka, prasa i państwo, a także nauka w jej wydaniu XIX-wiecznym i logiczne myślenie oparte na zasadzie przyczynowo-skutkowej. Wszelkie twory ludzkie, które pośredniczą między człowiekiem a transcendencją, a więc religie i muzea zabijają prawdziwą sztukę i autentyzm odczuwania zmiennej rzeczywistości.

Z treści esejów i wzmianek w listach wiadomo, że czytał Kartezjusza, Spinozę, Schopenhauera, Kanta, Hegla, Platona, Woltera, Renana. Ulubioną książką Leśmiana była Ewolucja twórcza Bergsona. Znał dzieła Husserla, na co nie wszyscy badacze skłonni są przystać. Jacek Trznadel i Cezary Rowiński uważali wręcz, że Leśmian nie czytał Husserla. W roku 1934 w trakcie udzielania wywiadu dla „Pionu” Leśmian pytał swego rozmówcę: „Czytał pan Husserla i Cassirera?” I dalej mówił: „Filozofia doszła do nowego językoznawstwa. Zaczynamy mówić o słowie jako o »ejdos«, symbolu i micie. Swego czasu bardzo mi przypadły do gustu poglądy pisarza rosyjskiego Łosiewa, rozwinięte w książce Dialektyka formy artystycznej. Patrzy on na poezję jako na wyrażalność niewyrażalnego, wysłowność niewysłownego...”[przypis]Tamże, s. 544.[/przypis]. To mówił Leśmian.

Poeta konsekwentnie realizował własną koncepcję poezji, opartą na dominacji rytmu. W swej estetyce zbliżał się do idei formalistów rosyjskich. Pisał wiersze rytmiczne, zwracając uwagę na kadencję, akcenty, na ukrytą w rytmie melodię (pisał wręcz o „pieśni bez słów”). Dopiero do owej melodii układał słowa, dobierał rymy. Filarami jego estetyki były rytmiczna forma wiersza, postulat twórczego podejścia do słowa, nieoczekiwanego, śpiewnego, oraz obrazu, jakie ze sobą niesie, a także zmysłowa, konkretna wizja wszechświata (w tym świata doczesnego i zaświatów), która wynika z przemyśleń i inspiracji filozoficznych. I nie chodzi tu o rytm, jaki propagowali symboliści (a także młodszy od nich Tuwim). Rytmiczność i muzyczność nie miała sugerować niezmiennego Bytu, Tajemnicy, lecz dzięki niej poeta mógł docierać do wiecznie zmiennej rzeczywistości, ułatwiać intuicyjnie jej poznanie. To myśl raczej Bergsonowska niż Verlaine’owska. W swej estetyce poeta podkreślał znaczenie formalnych elementów wiersza. Podobną koncepcję w Rosji przed I wojną światową głosił m. in. Wiktor Szkłowski, a w latach 20. we Francji ksiądz Henri Brémond. Znaczenie formy podkreślał również w recenzjach poetyckich sprzed I wojny światowej. W esejach pisał o roli formy w poezji i sztuce teatralnej. Jako reżyser Teatru Artystycznego akcentował formalną stronę przedstawienia, opartą na rytmie gestów i wypowiadanych słów. Był zatem jednym z polskich twórców formalistycznej szkoły estetycznej XX wieku.

Ostateczne stanowisko wyraził w przemówieniu, które miał wygłosić 8 listopada 1937 roku w Polskiej Akademii Literatury. Jest ono znane jako Z rozmyślań o poezji lub jako Traktat o poezji[przypis]B. Leśmian, Z rozmyślań o poezji, „Rocznik Polskiej Akademii Literatury”, 1939. Przedr. jako Traktat o poezji [w:] B. Leśmian, Łąka, Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Londyn 1947 oraz [w:] tenże, Poezje zebrane, oprac. A. Piotrowski, Warszawa 1957; jako Z rozmyślań o poezji [w:] B. Leśmian, Szkice literackie, dz. cyt. oraz [w:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt.[/przypis]. Poeta napisał tu: „W dziedzinie sztuki – środek, wyzyskany i spełniony w akcie twórczym, staje się sam sobie celem”[przypis]B. Leśmian, Z rozmyślań o poezji, [w:] tenże, Szkice literackie. Dzieła wszystkie, dz. cyt. s. 59. [/przypis]. W poezji najważniejszy jest rytm: „Słowa idą w ślad za rytmem (...). Najpierw rytm, a potem słowa”. Opowiedział się więc za poglądami formalistów. Trzymał się zasady: dzieło twórcze musi być zaskakujące, niepowtarzalne, a wiersz rytmiczny. Oryginalność myśli i formy była cechą, której poeta wymagał od utworów literackich i dzieł sztuki.

Poezja Leśmiana ma więc następującą linię rozwojową: od postromantyzmu, przez parnasizm i symbolizm, po witalizm i bergsonowską koncepcję élan vital, by w latach 30. dojść do egzystencjalizmu. Zarazem Leśmian realizował własną – formalistyczną – koncepcję poezji i sztuki teatralnej. W wywiadzie dla „Naszej Myśli” powiedział: „Rozkwit poezji jest wtedy, kiedy poeci stosują hasło »sztuka dla sztuki«, w przeciwnym razie sztuka traci wartość artystyczną (…)”[przypis]J. Maciurzyński, Rozmowa z Bolesławem Leśmianem członkiem Polskiej Akademii Literatury, „Nasza Myśl”, 1934, nr 2 z 3 maja. Tego wywiadu brak w Dziełach wszystkich.[/przypis].

Późny Leśmian zaskoczył swoich współczesnych pesymizmem, ciemną tonacją wierszy i wątkami egzystencjalnymi, które tak dobrze rozumieli najmłodsi poeci z pokolenia wchodzącego do literatury w latach 30. Do końca pozostał wierny formie, rytmowi i regularnym rymom, oraz przekonaniu o tym, że sztuka i literatura przeznaczona jest dla ludzi wybitnych. Zwłaszcza jego twórczość, tak bogata w odniesienia filozoficzne, które tu jedynie zaznaczyłem, wymaga ogromnej wiedzy z historii filozofii, metafizyki i ontologii.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2355" title="Badacz mitów, mitotwórca i&amp;nbsp;baśniopisarz" slug="badacz-mitow-mitotworca-i-basniopisarz">Leśmian od najwcześniejszych lat zgłębiał baśniowość ludową. Był znawcą symboliki słowiańskiej i wschodniej, poznał gruntownie tradycję rosyjskich bylin. Jako autor zbiorów Klechdy sezamowe, Przygody Sindbada Żeglarza, Klechdy polskie stworzył oryginalne interpretacje tradycyjnych baśni. Echa fascynacji baśniową wyobraźnią słychać w jego późniejszych poetyckich balladach.

Poeta bardzo często posługiwał się słowem „baśń”. Baśniowość wykraczała jednak w jego rozumieniu poza sferę istniejących podań, mitów czy legend, znanych z tradycji mitologicznej i ludowej. Traktował je raczej jako punkt wyjścia niż zobowiązujący wzorzec. Baśń uznawał bowiem przede wszystkim za instrument pozarozumowego poznania. Widział w niej wyraz najbardziej twórczych mocy wyobraźni, nieskrępowanej więzami logiki, konwencji i zastałych form obrazowania. Do takich konwencjonalnych i wyeksploatowanych form zaliczał symbolikę mitów antycznych. „Nie cierpię obrazów mitologicznych!”, pisał w 1900 roku 23-letni Leśmian do Zenona Przesmyckiego. Mimo – a może właśnie dlatego – że był absolwentem gimnazjum klasycznego – ponad symbole mitologiczne przedkładał wyobrażenia oryginalne, samodzielnie wysnute z fantazji lub mało znane i niezużyte. Pewnie dlatego chętnie przyjął zamówienie Jakuba Mortkowicza (1876-1931) na napisanie zbioru „bajek arabskich”. Ostatecznie ukazały się dwie książki Klechdy sezamowe i Przygody Sindbada Żeglarza. Choć nosiły datę 1913, trafiły do księgarń jako „wydawnictwo gwiazdkowe” już przed Bożym Narodzeniem roku poprzedzającego, zyskując dużą popularność. Radość z sukcesu przyćmiła nagła śmierć ojca poety, Józefa Lesmana, w grudniu 1912 roku. Jednak już w drugiej połowie kolejnego pisarz oddał się studiom nad klechdami polskimi.

[caption id="attachment_4650" align="alignnone" width="300"] Edmund Dulac, ilustracja do Klechd Sezamowych Bolesława Leśmiana, 1913.[/caption]

Klechdy sezamowe czerpią inspirację z pochodzącego z X stulecia zbioru legend arabskich, które przyswojone zostały przez kulturę europejską osiem wieków później jako Baśnie tysiąca i jednej nocy. Poeta spolszczył sześć opowieści. Były wśród nich historie zarówno znane jak te o Ali-Babie i czterdziestu rozbójnikach czy o cudownej lampie Alladyna, jak i mniej znane: Baśń o rumaku zaklętym, Rybak i Geniusz, Opowiadanie króla Wsyp Hebanowych czy Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze. Wszystkim im nadał jednak Leśmian zupełnie nową postać językową, poddając je poetyckiej trawestacji i uzupełniając fabularny schemat pierwowzoru własnymi wyobrażeniami. W opowieści wpisał swoistą filozofię baśni, namawiając czytelników do poddania się czarodziejskiemu wpływowi. W historii o Ali Babie, tytułowy bohater modli się o bajkę słowami: „Boże! Zrób tak, żeby i mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna.” Mówi też:

Pełno na świecie bajek, ale najpiękniejsze bajki kryją się w lesie. Bajki czają się w gęstych krzakach, szumią w rozchwianych gałęziach, dzwonią w powietrzu wtedy właśnie, kiedy i cisza dzwoni. Bo kto się ciszy długo przysłuchuje, ten wie, że cisza w uszach dzwoni.

Nieodłącznym elementem Klechd sezamowych jest humor, nieobecny w tym stopniu w oryginale. W przypowieści o pięknej Parysadzie ptak Bulbulezar „głosem ludzkim gada, bajki opowiada. Co opowie bajkę – to zapali fajkę”. Nie brak także pogodnej autoironii – w historii o Geniuszu i rybaku pewien wezyr wypowiada słowa: „Myślałem dotąd, że bajki są tylko w książkach, a teraz widzę, że zdarzają się i w życiu”. Poeta sięga również po groteskę, wprowadzając do opowieści wątki, których nie ma w oryginale:

Pewnego razu rzekł Bulbulezar do Parysady te słowa:
– Pochyl się ku mnie, uderzę cię dziobem w policzek i od tego uderzenia wyskoczy ci na policzku brodawka.
– Okropny ptaku! – zawołała gniewnie Parysada. Czyż nie wiesz o tym, że jestem najpiękniejszą ze wszystkich dziewcząt na świecie? Mam cerę gładką i czystą, i białą jak śnieg. Czuję, że gdyby mi na policzku wyskoczyła brodawka, rozpłakałabym się po raz pierwszy w życiu rzewnymi łzami.
– Tego właśnie pragnę! – rzekł mądry Bulbulezar. – Jest to jedyny sposób zniewolenia cię do płaczu. Z oczu twoich wytrysną łzy szczere i gorące. Pokropisz tymi łzami posąg kamienny i przywrócisz mu życie.
Zadumała się Parysada i po krótkiej zadumie przybliżyła twarz do klatki.
Bulbulezar natychmiast ugodził ją dziobem w sam policzek. Na policzku Parysady wyskoczyła brodawka – brzydka, nieznośna, wstrętna, okropna! Podbiegła Parysada do zwierciadła, zajrzała do jego głębi i – zbladła.
– Nieszczęście, nieszczęście! – zawołała, dłonie załamując. – Przestałam być najpiękniejszą ze wszystkich dziewcząt na świecie! Mam na policzku brodawkę brzydką, nieznośną, wstrętną i okropną!
I Parysada rozpłakała się tak szczerze, tak rzewnie, tak serdecznie, że nawet Bulbulezar na widok jej rozpaczy zaczął ciszkiem w klatce szlochać.
– Płaczesz, Parysado! – zawołał głosem wzruszonym. – Zbliż się prędzej do posągu i pokrop go łzami.
Pokropiła Parysada posąg łzami. Posąg się poruszył, westchnął głęboko i zamienił się w pięknego królewicza.
– Parysado! – rzekł królewicz. – Długo czekałem na łzy twoje, lecz się ich wreszcie doczekałem. Dzięki tobie przestałem być kamieniem martwym i znów żyję! Jestem królewiczem. Państwo moje znajduje się tuż w pobliżu za twoim ogrodem. Pragnę, abyś została moją żoną. Dziś jeszcze sprawimy sobie wesele huczne i będziesz królowała w moim królestwie.
– Królewiczu! – szepnęła Parysada. – Zawsze pragnęłam zostać żoną takiego jak ty młodzieńca. Nie wiem tylko, czy mam prawo wyjść za mąż za ciebie.
– Cóż ci stoi na przeszkodzie? – spytał znowu królewicz.
– Stoi mi na przeszkodzie pewna rzecz brzydka, wstrętna, nieznośna i okropna.
– Jak się ta rzecz nazywa? – spytał znowu królewicz.
– Brodawka – szepnęła Parysada, spuszczając wstydliwie oczy.
Dopiero teraz królewicz zauważył brodawkę na policzku Parysady.
– Parysado! – zawołał z klatki Bulbulezar.
– Zdejmij z palca królewicza sygnet brylantowy i brylantem tego sygnetu dotknij brodawki, a zniknie natychmiast.
Uczyniła to Parysada i brodawka znikła.
– Teraz już mi nic nie stoi na przeszkodzie, aby zostać żoną królewicza! – zawołała uradowana Parysada.
Królewicz ujął ją za rękę i zaprowadził do swego królestwa. (Bolesław Leśmian, Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze)

Jeszcze dalej odszedł Leśmiana od arabskiego pierwowzoru w Przygodach Sindbada Żeglarza. W ujęciu poety motywy oryginału stały się pretekstem do stworzenia całkiem nowych fabuł, obfitujących w nadzwyczajne wypadki spotykające bohatera. Natężenie fantastyczności tych epizodów, nieprawdopodobne zwroty akcji i nie znający granic rozmach w kreowaniu zdarzeń decydują o swoistej groteskowości Leśmianowskiej wersji historii o Sindbadzie. Niewątpliwie najdobitniej tę cechę Przygód obrazuje wymyślona całkowicie od początku postać wuja Tarabuka, niewydarzonego poety, którego przedstawiane z humorem perypetie tworzą równoległy, refrenicznie nawracający wątek utworu. Groteskowe ujęcie zakładające zamierzony dystans do opowiadanych zdarzeń zdradza, iż celem poety nie była po prostu stylizowana adaptacja historii arabskich. Przeciwnie, zamierzał posłużyć się nimi, aby uzyskać efekt na wskroś oryginalny, wynikający z charakterystycznego dla siebie połączenia lekkości formy z pozornie błahymi, a w istocie ważkimi ideami. W jednym z wywiadów wyznał Leśmian, że zainteresowanie baśnią towarzyszyło mu od najwcześniejszych lat:

W czasach przerafinowania i egzotyzmu wpłynęła na mnie jedynie pieśń ludowa polska i byliny rosyjskie. Leonard Jankowski miał w Kijowie olbrzymią bibliotekę, w której zapoznałem się z ludową poezją polską, serbskimi pieśniami o królewiczu Marku i eposem fińskim Kalewala. (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

Tak ważne znaczenie przypisywał poeta fantastyce ludowej również pod wpływem poznanych w Paryżu symbolistów rosyjskich, m.in. Zinaidy Gippius (1969-1945), która traktowała baśń nie tyle jako literacki gatunek, ile sposób przetworzonego odbierania i przekazywania rzeczywistości. Poszukiwania pokrewne demonologicznym studiom Gippius podjął Leśmian podczas pracy nad Klechdami polskimi. W 1913 roku pisał:

Pragnę stworzyć czystą, niepokalaną bajkę, osmykniętą z legendy, podania, zabobonu itd., to znaczy prawdziwą bajkę, która baje. Nasze literatury, jak widzę, nie odróżniają klechdy od opowiadań zabobonnych, diabelskich itd. Tym ostatnim poświęcę tomy następne. Po drodze tych studiów już zdobyłem tysiące cudów, które mi się to w powieść, to w poemat (bylinę polską) chcą ułożyć. (…) Co do klechd polskich zamierzchłych, te są najwyżej z treści jeno wiadome, lecz odarte z języka i tonu. Mam zamiar rozwinąć pewnego rodzaju zaborczość artystyczną, traktować Polskę klechdową od morza do morza, zagarnąć Litwę i Ukrainę. Czegośmy mieczem nie zrobili, zróbmy piórem. Lwia część klechd i bylin rosyjskich jest chwalebnym skutkiem takiego zaboru. (Z listu Leśmiana do Przesmyckiego, 1913)

Zamiar poety urzeczywistnił się w postaci pięciu klechd. Wnikliwe studia Leśmiana nad wyobraźnią ludową pozwoliły mu na osiągnięcie unikalnego połączenia motywów z rozmaitych podań kultury słowiańskiej (m. in. polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, serbskiej), uzupełnionych obrazami całkowicie własnymi. Oryginalność ujęcia nie przypadła jednak do gustu wydawcy, który nie zdecydował się na publikację. Rękopis Klechd polskich ocalonych cudem z wojennej pożogi dzięki żonie i córce poety ukazał się drukiem dopiero w 1956 roku.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2360" title="W&amp;nbsp;służbie Erosa. Pożądanie, miłość, samopoznanie w&amp;nbsp;&amp;#8222;Podróżach Sindbada Żeglarza&amp;#8221;" slug="w-sluzbie-erosa-pozadanie-milosc-samopoznanie-w-podrozach-sindbada-zeglarza">Leśmianowe opowieści o Sindbadzie Żeglarzu dogłębniej, a miejscami także w sposób znacznie ciekawszy podejmują i rozwijają przejęte z Księgi tysiąca i jednej nocy wątki fabularne. Dotyczy to również motywów erotycznych, które w oryginalnej wersji są praktycznie nieobecne. U Leśmiana erotyka stanowi główny obszar zainteresowań oraz dogłębnych eksploracji legendarnego podróżnika z Bagdadu. Wewnętrzną ewolucję Sindbada najłatwiej można śledzić, przyglądając się dziejom jego miłosnych przygód, gdyż to właśnie one wyznaczają zasadnicze kierunki rozwoju fabuły Leśmianowego dzieła. Jeśli uznamy Przygody Sindbada Żeglarza za powieść inicjacyjną, to z pewnością przewodnikiem tytułowego bohatera, który krętą drogą wiedzie go do samopoznania, będzie Eros.
Zasada przyjemności ponad wszystko
„– Jestem dość kochliwy (…) i bardzo być może, iż pokocham ciebie, gdy poznam bliżej” – zwierza się Sindbad jednej ze swych czarownych przyjaciółek, Arminie. To prostolinijne, lecz cokolwiek bezwstydne wyznanie dobrze oddaje istotę jego stosunku do mieszkanek zamorskich królestw. Dzieje podróżniczych peregrynacji Leśmianowego bohatera świadczą o jego niesłabnącej potrzebie stymulacji stanu zakochania. Żądny erotycznych przygód, pragnie jak najczęściej i jak najdłużej przebywać w stanie zauroczenia – w pierwszej, najbardziej euforycznej fazie miłosnego afektu.

Aby podtrzymać wysoki poziom emocjonalnych wibracji, poznaje wciąż nowe piękności, a w odpowiednim momencie traci je na rzecz kolejnych. Gdyby nie młody wiek kochliwego podróżnika, można by sądzić, że jego postępowaniem kieruje nie tyle intuicja, lecz raczej wieloletnie doświadczenie uwodziciela, które podpowiada mu, że najbardziej efektywnym sposobem podtrzymania uczuć w stanie permanentnego wrzenia jest regularna wymiana miłosnych partnerek. Sindbadowi zdarza się nawet trzykrotnie podczas jednej wyprawy zmieniać narzeczone i małżonki, jak ma to miejsce w Przygodzie czwartej.

Piruza, Najdroższa, Sermina, Armina, Kaskada, Chryzeida, Urgela, Stella, Arkela – już sama orientalna egzotyka tych imion działa na wyobraźnię dostatecznie silnie, by swym uwodzicielskim brzmieniem rozpłomienić w niej wizje bajecznych rozkoszy. Choć każda z tych dziewcząt obdarzona jest innym typem urody, a także odmiennym temperamentem, wszystkie spragnione są mocnych wrażeń i niecierpliwie czekają na zapowiedzianego księcia z bajki.

Powyższe wyliczenie imion narzeczonych, kochanek i żon Sindbada może budzić pewne skojarzenia z początkiem długiej listy erotyczno-seksualnych wyczynów, jaką w słynnej „arii katalogowej” z opery Don Giovanni Mozarta prezentuje sługa Don Juana, Leporello. Takie porównanie byłoby z pewnością słuszne, gdyby nie fakt, że erotyczna wrażliwość Sindbada, a także jego stosunek do kobiet bliższe są temperamentowi mitycznego konesera zmysłowych uciech, za jakiego uchodzi Casanova – łagodnego, czułego kochanka, niż cynicznego, bezwzględnego i brutalnego w działaniu Don Giovanniego (z libretta Lorenza da Ponte), mało zainteresowanego smakowaniem uroków intymności we dwoje.

Leśmianowy Sindbad nieustannie marzy i rozmyśla o pięknych kobietach, a jeśli tylko nadarzy się stosowna okazja, podąża na spotkanie baśniowych królewien. Nie zrażają go ani trudy zamorskich wypraw, ani śmiertelne niebezpieczeństwa. Jego upór w tej kwestii sprawia, że można go postrzegać jako mężczyznę chorobliwie owładniętego żądzą miłosnego obcowania, ofiarę nadmiernie pobudzonego libido lub też ofiarę kulturowych stereotypów uzależniających wartość mężczyzny od jego, by tak rzec – fallicznej efektywności.

Leśmian skonstruował tego bohatera w taki sposób, iż trudno jednoznacznie ustalić, w jakim stopniu Sindbad staje się niewolnikiem własnych fantazmatów, w jakim zaś jego postawa odzwierciedla charakter erotyczno-seksualnych rojeń autora, który przypisał je wykreowanej przez siebie postaci literackiej.
‘Love is like oxygen... All you need is love!’
Leśmianowego Sindbada nie interesują ani rozległe perspektywy pomnażania majątku, ani możliwości zdobycia magicznych umiejętności, ani nawet jakiekolwiek kwestie natury moralnej czy też religijnej – wyraźnie dochodzące do głosu w pierwotnej wersji baśni. Bohater dzieła Leśmiana jest młodym mężczyzną przepełnionym dość typowymi dla jego wieku marzeniami o erotycznym obcowaniu z jak największą liczbą pięknych dziewcząt. Jego ideały i życiowe cele sprowadzają się głównie do tego, by doświadczyć porywającej namiętności oraz równie wielkiej miłości.

Chociaż nigdzie nie jest to powiedziane wprost, w baśniach Leśmiana, podobnie jak w jego poezji, miłość jest tym uczuciem, bez którego życie ludzkie pozostaje niepełne, wybrakowane, pozbawione najistotniejszego elementu, dzięki któremu osobowość tworzy harmonijną całość, nawet wówczas, gdy ceną tego mają być liczne wyrzeczenia, dotkliwy ból, a niekiedy również tragiczne powikłania. Nie wyłamuje się z tej reguły nawet postawa uczuciowa oderwanego od życia Tarabuka. Kiedy poproszona o rękę narzeczona chce wymusić na poecie usunięcie wytatuowanych na jego skórze poematów oraz definitywne porzucenie twórczości literackiej, ten bez wahania oświadcza:

– O, Barabakasentoryno! [...] – Kocham cię nad życie i gotów jestem ponieść wszelką ofiarę, byle tylko nazwać cię żoną. Prawdziwy poeta wszystko może przezwyciężyć prócz miłości!

Osoby niekochane lub też nie potrafiące kochać są u Leśmiana nieszczęśliwe. Z reguły są to osobniki ponure, złe i wyjątkowo złośliwe. Niewiele jest w Przygodach Sindbada Żeglarza postaci, które w zamierzeniu autora miałyby wzbudzić w czytelniku odruch niechęci. Należy do nich dwóch szpetnych egoistów, którzy nie tylko nie darzą nikogo miłością, ale nawet nie potrafią odwzajemnić uczuć ludzi im najbliższych: wyzbyty ludzkich uczuć, odrzucony i przeklęty przez rodziców Degial (z Przygody pierwszej) oraz ponury czarnoksiężnik Barbel (z Przygody siódmej). Te dwie ciemne, wyjątkowo odstręczające figury stanowią parę tworzącą odpowiednio kontrastujące tło dla erotycznych wyczynów Sindbada. Obaj zostali przedstawieni jako zimni, wyrachowani egoiści i bezduszni esteci, którzy czerpią przyjemność z zadawania bólu oraz kontemplacji cudzej krzywdy. Pierwszy kocha wyłącznie muzykę; dręczy każdego, kto zakłóci jego spokój. Drugi zaś uwielbia widoki natury, dlatego mocą sztuki czarnoksięskiej przemienia trzy fragmenty pięknego krajobrazu w postaci dziewcząt, które przenosi do własnego pałacu i tam przetrzymuje, zmuszając je do spełniania swych niezdrowych zachcianek.

[caption id="attachment_4653" align="alignnone" width="231"] Edmund Dulac, ilustracja do Klechd Sezamowych Bolesława Leśmiana, 1913.[/caption]
Trzy kolorowe królewny, czyli odwrócona metamorfoza
Wątek z Przygody siódmej stanowi bardzo interesującą wersję jednej z najważniejszych Leśmianowskich figur topicznych – przedstawia odwróconą wersję typowej baśniowej przemiany człowieka w zwierzę, roślinę, kamień, posąg lub inny przedmiot materialny. W tradycyjnych baśniach ten rodzaj klątwy jest zazwyczaj karą, jaką bohater musi ponieść za niespełnienie nałożonych nań wcześniej wymogów zachowania. U Leśmiana dzieje się dokładnie na odwrót, ponieważ tu elementy natury zostają zaklęte i uwięzione w ludzkie kształty: Barbel zamienia strumień, wierzbę i złotą rybkę w trzy królewny – błękitną, zieloną i złotą. Należy wyjaśnić, że w Przygodach Sindbada Żeglarza termin „królewna” określa nie tyle wysoki status społeczny czy majątkowy, ile po prostu wyśnioną lub wymarzoną dziewczynę, dostatecznie urodziwą i na tyle wolną od trosk materialnych, by móc bez przeszkód oddawać się sprawom uczuciowym. Choć jednocześnie nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Leśmianowy Sindbad, podobnie jak, na przykład, wielu młodych bohaterów Balzaca, wykazuje zdumiewającą zdolność do zakochiwania się niemal wyłącznie w dziewczętach o odpowiednim statusie społecznym bądź majątkowym.

Mimo że Leśmian nie mógł wypowiadać się tutaj swobodnie w kwestiach erotycznych, ponieważ adresatem utworu miały być głównie dzieci, można zauważyć, że relacje erotyczno-seksualne bohaterów układają się nieco inaczej niż w jego utworach poetyckich. Ukazane są w sposób bliższy dwudziestowiecznej nowoczesności niż tradycji modernistycznej, z którą zwykle wiązano autora Schadzki. Miłość i seks należą tu do dziedziny, niczym w zasadzie nieskrępowanej, zabawy. Są, rzeklibyśmy, naturalnymi przejawami radosnej i bezproblemowej aktywności życiowej człowieka. Nie niosą ze sobą ani żadnych szczególnych obciążeń czy zobowiązań, ani też nie są z reguły źródłem powikłań natury wewnętrznej bądź zewnętrznej. Kontakty erotyczne Leśmianowych bohaterów przebiegają w klimacie niemal nieograniczonej swobody oraz braku zahamowań w sferze obyczajowej. Rzeczy zasadniczo są tu proste, łatwe i przyjemne, choć w niektórych przypadkach konsekwencje owych igraszek mogą być dramatyczne, a niekiedy – nawet tragiczne.
Dobra królewna to... martwa królewna
Na pierwszy rzut oka królewskie córy z Leśmianowej baśni zdają się prezentować dość stereotypowe wizerunki – dostatecznie udatnych, układnych i stosownie do społecznego statusu rozpieszczonych dziewcząt. Jeśli jednak przyjrzymy się im uważniej, dostrzeżemy, że tylko pozornie są to kobiety na baśniową modłę doskonałe, tzn. piękne, bogate, pozbawione usterek urody bądź charakteru. Niektóre z nich są nieszczęśliwe, a jeszcze inne mogą niemal uchodzić za kobiety fatalne. Bywa, że kiedy wszystko zdaje się zmierzać ku dobremu, a szczęście znajduje się na wyciągnięcie ręki, przychodzi katastrofa, która pozbawia ich wszystkiego, włączając w to życie.

Taki los spotyka trzy bohaterki z Przygody czwartej: Arminę, Urgelę i Kaskadę. Śmierć ostatniej Sindbad nieomal sam przypłaca życiem, gdy zostaje zamknięty w jej grobie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Leśmianowe królewny są istotami cokolwiek nierzeczywistymi, a niektóre nawet niedowcielonymi, jakby ich byt miał charakter funkcjonalny względem innych bohaterów. Dotyczy to nie tylko tych dziewcząt, których imiona posiadają charakter performatywny, jak choćby Najdroższa czy Kaskada. Mimo że większość bohaterek Przygód Sindbada Żeglarza pozostaje zależna od mężczyzn lub jest przez nich zniewolona, odrębną kategorię stanowią istoty, które pozostają uzależnione w sposób wyjątkowy: zarówno Chryzeida, jak i Urgela reprezentują świat marzeń sennych i jako postaci ze snów mogą zaistnieć w świecie rzeczywistym tylko wówczas, kiedy stanowią przedmiot czyichś snów. A jeśli nawet zdołają się tam przejawić, ich status ontologiczny zostaje zawężony do istnienia wyłącznie w cudzej świadomości.

Charakterystyka psychologiczna Kaskady zdaje się w subtelny sposób parodiować wizerunek femme fatale doby modernizmu, którą swym ścinającym krew w żyłach tchnieniem owionął amor fati. Kiedy przerażony Sindbad usiłuje odwieść od samobójstwa stojącą na szczycie skały połowicę, ta, spoglądając chciwym wzrokiem w przepaść, odpowiada mu głosem do złudzenia przypominającym rozpoetyzowane dziewy młodopolskie:

– Sindbadzie! [...] Mężu mój i kochanku jedyny! Przebacz mi moje nieposłuszeństwo i mój upór! Nie mogę okiełznać tej straszliwej żądzy zlotu! Nie mogę jej powściągnąć ani pohamować! Coś mię wlecze i ciągnie, i kusi, i pcha, i porywa, i zniewala do tego, abym się ze szczytu skały rzuciła gdziekolwiek, byle w przepaść, byle w śmierć... choćby ot, tam, do twoich stóp, na tę trawę niczyją.

Z kolei nieszczęsna Armina, którą wbrew jej woli poślubił karzeł ludojad i poczernił jej jasną skórę, jawi się jako istota o zatartej tożsamości. W rezultacie owego zabiegu córka króla Alkarysa zostaje pozbawiona identyfikacji rasowej, co staje się przyczyną niechęci mężczyzn, której skutkiem jest alienacja:

– O Boże! – westchnęła dziewczyna. Co ja pocznę, nieszczęśliwa! Jednemu przeszkadza moja białość, drugiemu zawadza moja czarność. Jeden mnie poczernił, drugi chce pobielić! Ten mię pobarwił, ów chce odbarwić! Same troski, same nieporozumienia!

Kiedy pojawia się szansa odzyskania pierwotnej urody, a dzięki temu możliwość ponownego wejścia w świat relacji uczuciowych, dochodzi do tragedii: wskutek niewłaściwie przeprowadzonej kuracji wybielającej Armina rozpływa się w powietrzu niby urojony fantom, pozostawiając po sobie jedynie kwietną woń. Przed śmiercią młoda królewna zdąży jeszcze wypowiedzieć słowa skargi na zły los, który nie pozwolił jej zaznać ani pełni życia, ani szczęścia:

Kiedy żyłam na świecie, zawsze wyczekiwałam jakiegoś ogromnego, większego ode mnie samej szczęścia, ale szczęście nie przyszło.

Zdarza się więc niekiedy, że podobnie jak ma to miejsce w wierszach Leśmiana, przyjaciółki Sindbada trapi wielce symptomatyczna przypadłość, o której wspomina bohaterka Nieznanej podróży, gdy skarży się, iż jest „zbyt śmiertelnie na istnienie chora”. Może również dawać do myślenia fakt, iż spośród pisanych Sindbadowi przez los (czy też przez Diabła Morskiego) królewien tylko trzem dane było przeżyć znajomość z nim. Nie biorąc pod uwagę jego ostatniej żony, Arkeli, pięć pozostałych ponosi śmierć, tak, jakby młody podróżnik z Bagdadu posiadał specyficzny dar ściągania nieszczęść na swe partnerki. Ze znajomości z Sindbadem uchodzą z życiem tylko te, które nie chcą lub nie są w stanie kontynuować znajomości (dwie spośród nich w zasadzie same doprowadzają do zerwania). Piruza porzuca Sindbada na rzecz jego sobowtóra – Hindbada, zaś Najdroższa, kiedy uzmysławia sobie, że nowy kochanek nie będzie w stanie zaspokoić jej głodu szlachetnych kamieni, odchodzi, a ściśle rzecz biorąc: odlatuje, z poprzednim opiekunem.
Kobiety Sindbada – kobiety (u) Leśmiana. „Trzy róże”
Charakterystyki psychologiczne bohaterek Przygód Sindbada Żeglarza nie różnią się w sposób istotny od wizerunków dziewcząt oraz młodych kobiet w całej twórczości Leśmiana. Są to zwykle osoby nie w pełni zrealizowane, zwłaszcza w sprawach uczuciowych. Dotyczy to w równym stopniu istot z krwi i kości, takich jak typowe królewny (Piruza, Kaskada), co adeptek czarnej magii (Sermina) lub postaci ze świata snów (Chryzeida, Urgela). Bez względu na to, czy pozostają w stanie wolnym (Piruza, Kaskada), czy też w jakimś związku (Sermina, Armina), zdają się oczekiwać na prawdziwą miłość, jakby ich potrzeby emocjonalne i uczuciowe nie zostały dotychczas zaspokojone.
Sprawia to, że relacje osobowe wykazują tendencję do układów trójkowych. Wydaje się, że figurę trójkąta erotycznego, która nieustannie powraca w jego twórczości, przeniósł Leśmian ze swych doświadczeń osobistych. Schemat ten odnajdujemy w tzw. dramatach mimicznych oraz w Nieznanej podróży Sindbada Żeglarza. Także w opowiadaniach Majka i Wiedźma z Klechd polskich powraca wątek trójkąta małżeńskiego oraz towarzyszący mu motyw zdrady. W Przygodzie piątej omawianej tu książki dochodzi do dramatycznej konfrontacji dwóch rywalek: zazdrosna Stella pozbawia życia Urgelę.

Tego rodzaju układ relacji osobowych odzwierciedla również w jakimś stopniu kryzys rodzinny, będący zwykle rezultatem kryzysu twórczego, który z kolei artysta usiłuje przezwyciężyć, szukając inspiracji w nowym związku. Zazwyczaj poeta każe wybierać mężczyźnie „między realną i prozaiczną żoną a fascynującą istotą demoniczną”. W sytuacjach, w których dochodzi do uwikłania męża w romans z inną istotą kobiecą, żony Leśmianowych bohaterów nie chcą lub nie potrafią dostrzec wewnętrznych problemów trapiących duszę artysty. Czując się nie dość kochane, a czasem wręcz opuszczone, za wszelką cenę dążą do odzyskania miłości męża. Dla przykładu Chryza ze Skrzypka opętanego

nie dostrzega metafizycznego sensu miłości poety do Rusałki Leśnej, która jest symbolem baśniowej transcendencji i personifikacją poezji, "zjawioną i odmiennym światłem poprzedzoną Tajemnicą". Chryza traktuje Rusałkę jak rywalkę i postanawia walczyć z nią. Jest to motyw częsty w baśniach Leśmiana. Żona z Majki i Stella z Przygód Sindbada Żeglarza to reprezentantki ciasno pojętego realizmu życiowego, ukazane groteskowo i nieprzychylnie, które pokonują fantastyczne postacie z marzeń. Młoda i piękna wójtowa w Wiedźmie musi walczyć o miłość swego męża ze starą i brzydką czarownicą i ma po swej stronie sympatię narratora. Trójkąt Alaryel – Chryza – Rusałka jest najbardziej ambiwalentny z nich wszystkich. Przypomina motywy pojawiające się w poezji Leśmiana, w wierszach Wyznanie i Com uczynił, żeś nagle pobladła... oraz zwłaszcza – w Powieści o rozumnej dziewczynie. (Anna Czabanowska-Wróbel, Baśń jako światopogląd. Baśń i baśniowość w twórczości Leśmiana w: tejże Baśń w literaturze Młodej Polski)

Podobną funkcję pełni Urgela. Choć jest istotą eteryczną, odgrywa istotną rolę w życiu Sindbada, znacznie donośniejszą, niż tą, jaka została wyznaczona większości materialnych niewiast. Od innej królewny ze snów, Chryzeidy, odróżnia ją między innymi to, że tamta „wraz z całym swoim ludem marzy jedynie o śmierci”. Ponadto może ona śnić się wyłącznie jednemu mężczyźnie – jej byt całkowicie należy do snów Sindbada. Podobnie jak Rusałka Leśna w Pierrocie i Kolombinie oraz w Skrzypku opętanym, symbolizuje baśniową transcendencję jako konieczny warunek istnienia sztuki (poezji lirycznej) w niepoetyckim świecie. Jako dobra wróżka jest również istotą opiekuńczą – muzyka jej złotej lutni skutecznie odstrasza Diabła Morskiego: dopóty Sindbad pozostaje wolny od toksycznego wpływu kusiciela, dopóki Urgela roztacza opiekę nad jego snami.

Niewątpliwie można zaliczyć Urgelę do najciekawszych postaci Przygód Sindbada Żeglarza. Jej pełna wdzięku oraz dyskretnego uroku postać silnie zapada w pamięć. Do pewnego stopnia można ją nawet uznać za idealny typ ludzki, a zarazem poetycki wzorzec Leśmianowskiej dziewczyny, której istnienie ma w znacznej mierze charakter symboliczny; zapewne dlatego jawi się ona jako postać niematerialna, pozostająca na granicy światów. Jej silny związek z pierwiastkiem muzycznym pozwala przypuszczać, iż reprezentuje ona poetycki melos, który autor Dziewczyny zdecydowanie przedkładał nad poetycki logos:

Płynęliśmy przez trzydzieści dni i trzydzieści nocy i przez całe trzydzieści nocy śniła mi się Urgela, i grała mi we śnie na swej złotej lutni. Kapitan i marynarze dziwili się i nie mogli zrozumieć, jakim sposobem okręt po nocach pełni się cudnymi dźwiękami niepochwytnych pieśni. Urgela grała z takim zapałem i tak głośno, że dźwięki z mego snu przedostawały się do świata poza mną i napełniały cały okręt, który kołysał się śpiewnie pod ich czarowną przemocą.

Tragiczna śmierć Urgeli z ręki gnuśnej i łakomej Stelli zdaje się symbolizować zwycięstwo prozaiczności i pospolitości nad poezją (liryką), innymi słowy – ilustruje proces degradacji wysokich wartości duchowych, co bywa niekiedy określane jako demuzykalizacja świata (Leo Spitzer) albo też zanik jego auratyczności (Walter Benjamin). W ten sposób autor Przygód Sindbada Żeglarza zdaje się dawać do zrozumienia, że choć warto żyć podług wzniosłych, pięknych ideałów, to jednak nie sposób ich poślubić i żyć z nimi p6od jednym dachem, nawet w poetyckim świecie baśni. Dlatego cudowna Urgela musi ustąpić pola naporowi wulgarnej rzeczywistości, którą uosabia Stella.
Jest to ten moment w przygodach młodego podróżnika, w którym rozmach jego erotycznej działalności poczyna wyraźnie tracić impet. Można zaobserwować pewne symptomy przygotowań zmiany cygańskiego trybu życia na osiadły i po mieszczańsku ustabilizowany. Wkrótce potem nadchodzi chwila, gdy wspólnie z Tarabukiem wyrusza w ostatnią podróż, z której obaj przywożą solidne kandydatki na żony. Sindbad poślubia piękną córkę podróżnika, Arkelę, reprezentującą nie tyle cielesno-zmysłowy ideał kochanki, ile raczej typ bliźniaczej duszy, przyjaciółki i lojalnej powiernicy życia:

Poprzednie wybranki Sindbada, nawet jeśli poślubiały go, nie opuszczały zakreślonej ramami baśni przestrzeni zaczarowanych wysp. Dopiero poznana podczas siódmego powrotu do domu Arkela przekracza granicę czystej fantazji i zamieszkuje wraz z nim w Bagdadzie. (A. Czabanowska-Wróbel, Baśń jako światopogląd. Baśń i baśniowość w twórczości Leśmiana)

Podobnie jak większość dobrze wychowanych mężczyzn, Sindbad dyskretnie przemilcza kwestię cielesnych zalet swej mądrej połowicy. Jest ona krańcowym przeciwieństwem małżonki Tarabuka – despotycznej, niewrażliwej Barabakasentoryny, która zdaje się personifikacją fatum, jakie prześladuje poetyckiego i życiowego niedojdę. Już samo jej pokraczne, bełkotliwie brzmiące imię, w którym można usłyszeć daleki pogłos imienia mitycznej jędzy, Ksantypy, jest obelgą dla miłośnika literatury szczególnie wrażliwego na brzmienie słów.

&amp;nbsp;

Artykuł jest skróconą wersją rozdziału z książki Bogusława Grodzkiego Leśmianowska baśń nowoczesna. O „Przygodach Sindbada Żeglarza” Bolesława Leśmiana (Lublin 2012).

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2361" title="Poeta oraz&amp;nbsp;teoretyk poezji" slug="poeta-oraz-teoretyk-poezji">Poezja Leśmiana wyrasta wprost z jego poszukiwań filozoficznych. Podstawowe kategorie tej filozofii – pojęcia wieczystej przemienności oraz rytmu jako głównych zasad istnienia – sformułował poeta w esejach jeszcze przed wydaniem debiutanckiego tomu Sad rozstajny (1912). Jednak dopiero kolejne tomy, Łąka (1920) oraz Napój cienisty (1936), oddają w pełni oryginalność artystyczną i intelektualną poezji Leśmiana. Jej cechą charakterystyczną jest rzadko spotykane połączenie przenikliwych zamyśleń nad kwestiami ważnymi dla każdego człowieka z fascynującymi poetyckimi światami. Wędrując po nich wraz z zamieszkującymi je postaciami jak Świdryga z Midrygą, Dusiołek, Dżananda, Znikomek, Srebroń, Migoń z Jawrzonem, Zmierzchun, Śnigrobek i z wieloma innymi, czytający niezauważalnie skonfrontowany zostaje z fundamentalnymi zagadnieniami filozoficznymi. Geniusz poety potrafił harmonijnie powiązać dociekliwą refleksję z poetyckim humorem, ofiarowując w efekcie niepowtarzalne miniaturowe traktaty poetyckie, będące jednocześnie dziełami sztuki oraz instrumentami poznania.

W ułożeniu pierwszego tomu pomagał poecie Zenon Przesmycki (Miriam). Redaktor „Chimery”, hołdujący estetyce wyszukanych form artystycznych, skomponował zbiór w dużej mierze z dawnych utworów Leśmiana. Z tego względu Sad rozstajny mógł się wydawać dziełem parnasistowskiego cyzelatora. Ale ten późny, bo już trzydziestopięcioletni, debiutant miał w 1912 roku znacznie dojrzalsze wyobrażenie swojej sztuki.

Znużyły mnie pojęciowe i poglądowe traktowania rzeczy, które od dawna w poezji naszej przestały być sobą. Kwiat nie jest kwiatem, lecz dajmy na to tęsknotą autora do kochanki. (…) Zapragnąłem wejść w świat – w naturę – w kwiaty – w jeziora – w słońce – w gwiazdy, wejść tak nieodparcie, abym miał prawo wymawiać słowa powyższe bez żadnych uzasadnień ideowych. (Z listu do Miriama, 1912)

W dotarciu do tak pojmowanego świata dopomóc mają, zdaniem poety, słowa poddane rytmowi. Idea rytmu, albo – mówiąc językiem Leśmiana – baśń o rytmie, zajmowała centralne miejsce w myśleniu Leśmiana o poezji i o roli, jaką ma ona do odegrania w świecie.

[Dzięki rytmowi słowa] tracą (…) określoność i abstrakcyjną ograniczoność swej treści, wymykając się ścisłym, raz na zawsze ustalonym prawom logiki i gramatyki, zdobywając na nowo pierwotną swobodę swych nieustannych przemian twórczych i pierwotną zdolność ciągłego dostosowywania się do nieokreślonej i niepochwytnej treści wabiącego je ku sobie istnienia. (Bolesław Leśmian, Rytm jako światopogląd, „Prawda” 1910)

Rytm zbliża wypowiedź poetycką do zaklęcia, ludowej inkantacji lub pieśni, a zatem do archaicznych i uświęconych form wyrazu. Ekspresji nie pojmował bowiem Leśmian jako lirycznego wyznania nazywającego wprost przeżycia autora, a raczej jako wypowiedzenia prawd odwiecznych. Uważał, że właśnie rytm, pojmowany szerzej niż tylko element melodyjności języka, potrafi oddać w poezji organiczną rytmiczność, której podlega wszystko, co żyje.

Tylko kwiat "wyśpiewany" żyje w nas i przypomina kwiat – poza nami. Tylko człowiek "wyśpiewany" obchodzi nas w sztuce. (Z listu do Miriama, 1912)

Gdyby kwiat potrafił w słowach trafnych i odpowiednich na byle jakim liściu notować swój rozwój rytmicznie stopniowy od chwili, kiedy zapragnął być kwiatem, aż do chwili, kiedy się nim stał – ta jego drobna na pozór notatka byłaby cudownym utworem poetyckim. (Bolesław Leśmian, Z rozmyślań o poezji, 1937)

Podobnie, wierzył poeta, dziać się może z każdym, o ile wyzwoli się ze sztywnych, bezrefleksyjnie naśladowanych form i odtworzy w sobie ciekawość człowieka pierwotnego, naturalnego artysty. Śladów tej archaiczności poszukiwał Leśmian w poezji ludowej, traktowanej jednak nie jako repertuar gotowych wzorców, lecz jako źródło niegasnącej inspiracji. Osobnym źródłem leśmianowskiej poetyki była twórczość Edgara Allana Poego, którego podziwiał za „demonizm i anielskość – długie godziny przerażeń i przelotne chwile rozrzewnień niebiańskich”, jak pisał w 1913 roku we wstępie do przetłumaczonych przez siebie opowiadań amerykańskiego pisarza.

Wszystkie te elementy – zrytmizowanie poetyckie, pokrewieństwo łączące rytmiczność natury i sztuki, wskrzeszenie pierwotności stylizowanej na sposób ludowy oraz aurę niesamowitości – zawarł poeta w drugim tomie wierszy. Chociaż w roku wydania pierwszego zbioru miał przygotowane, jak pisał do Miriama, „właściwie dwa tomy”, na wydanie kolejnego czekał aż osiem lat. W dodatku Łąka ukazała się podczas wojny polsko-bolszewickiej, w lipcu 1920 roku, a więc w momencie, kiedy miały się ważyć losy zagrożonej Warszawy.

[caption id="attachment_4655" align="alignnone" width="300"] Autograf poety w tomiku Łąka.[/caption]

Na przekór brutalnym realiom wojny poezja Leśmiana zapraszała do świata poddanego innemu, odwiecznemu porządkowi rytmów życia i wyobraźni. Jest to świat przyrody, który w wizji poety leży o krok od zaświatu. Przewodnikami po tej poetyckiej rzeczywistości są fantastyczne postacie odgrywające uniwersalny dramat istnienia, pragnącego zrozumieć swój los i przeznaczenie. W tych staraniach przydzielone tożsamości okazują się często umowne i nietrwałe, a perypetie związane z dążeniem do samorozpoznania układają się pod piórem poety w balladowe narracje. Drugi zbiór wierszy, mimo niekorzystnego momentu publikacji, dostrzegli liczący się krytycy, Karol Irzykowski oraz Ostap Ortwin, którego opinię poeta zwłaszcza sobie cenił i przyjął z wdzięcznością.
W Łące jest jeszcze Leśmian artystą afirmującym istnienie, odczuwającym radość z uczestniczenia w jego ekstatycznym korowodzie i postrzegającym go jako satysfakcjonującą metafizycznie całość, która, choć wieczyście nietrwała i „nicestwiejąca” w niebyt, nie jest jednak nicością.

Ciało me, wklęte w korowód istnienia,
Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.

Zna pieśni gwiezdne, wszechświatów taneczność,
I wir i turkot rozszalałych jazd –
Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność
W takt mego serca i nie moich gwiazd.

Gdy wieczór na noc do snu się układa,
Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,
Bóg, niby z nieba strącona kaskada,
W pierś mą uderza i rozdzwania w dal…

I drgają w piersi rozdzwonione losy,
Bije do głowy rozśpiewana krew,
I pieśnią całe ogarniam niebiosy,
I ziemię całą widzę poprzez śpiew!
*** Ciało me, wklęte w korowód istnienia

Dopiero trzeci tom, a ostatni z wydanych za życia poety, wprowadził inną tonację. Witalistyczną pochwałę zmienności zastąpiła skarga i obawa, jaką rodzi świadomość „zwiewnej gęstwy ciała” (Zwiewność). Zbiór Napój cienisty spowija eschatologiczny półmrok, a myśl poety wybiega co chwila w przeszłość, ku tym, którzy odeszli, i w przyszłość, ku „w nicość śniącej się drodze”. Wydana pośmiertnie Dziejba leśna (1938) zawierająca wiersze z różnych lat, w utworach ostatnich potwierdziła melancholię trzeciego tomu i poczucie daremności „pozgonnego rozpędu” ([*** Zbladła twarz Don Żuana, gdy w ulicznym mroku]). Przyniosła też nowy ton, poszukujący wyciszenia w przeczuciu nicości.

Niegdyś dom mój ochoczy i świat za dąbrową
Porzuciłem, by dachu nie mieć ponad głową,
I siebie porzuciłem gdzieś na skraju lasu
Bez pomocy, bez żalu, bez śpiewu, bez czasu

I biegłem tam, gdzie burza, mrok i zawierucha,
By serce niepokoić i narazić ducha —
Tak się chciałem utrudzić i krwią własną zbroczyć,
Żeby istnieć wbrew sobie i ból swój przekroczyć.
I minęło lat wiele — i po latach wielu —

Marnotrawiąc dróg tysiąc — dotarłem do celu
I pieśniami nade mną rozbrzmiały niebiosy,
Powiększyły się kwiaty, zolbrzymiały rosy —
I zgaduję, że z płaczem, po własnym pogrzebie,
W opuszczoną bezdomność powracam do siebie.
*** Niegdyś dom mój ochoczy i świat za dąbrową

Mistrzostwo poetyckie Leśmiana, decydujące o nienaganności kompozycji i wersyfikacji, wywołując pozór konserwatyzmu estetycznego autora, przesłaniać może jego nowatorstwo. Polem odkryć poety był – poza domeną filozoficznych dociekań – język. Kategoria rytmu, którą posługiwał się Leśmian w rozważaniach teoretycznych, pozwala objąć tylko niektóre właściwości jego poetyckiej mowy. Tymczasem na specyficzny, rozpoznawalny od razu Leśmianowski idiom składają się miedzy innymi liczne zabiegi stylizacyjne, archaizmy, dialektyzmy, a przede wszystkim neologizmy, określane też mianem leśmianizmów. Wszystkie one, a także inne niecodzienne zjawiska językowe, są pochodną podstawowej właściwości tej poezji – jej twórczej nieufności do rzekomej autonomii znaczeniowej słów. U Leśmiana, pisał Janusz Sławiński, „znaczenie nie jest nieodwołalnie przytwierdzone do określonego znaku; (…) znajduje się w ustawicznej gotowości do przechodzenia z jednego znaku w inny znak, do przepływania ze słowa w słowo”.

Leśmianizmy to charakterystyczne wyrazy, wymyślone przez poetę od nowa, modyfikujące jednak słowa istniejące i dzięki temu zrozumiałe. Do ulubionych zabiegów Leśmiana należało na przykład tworzenie słowa przez dodanie do innego słowa przedrostka bez-, i nie-, rzadziej za-. W jego poezji znajdziemy bezpiecze, bezśmiech, bezświat, bezcel, bezżałobę, niedobrzysk, niebywałki, niezjawioną, niewidziane, zachwiew i zaświat. Napotkamy też nieznane czasowniki (poistnieć, znicestwieć, wnicestwić się, rozmurawić się, zabóstwić się) oraz równie nieznane rzeczowniki (zniszczota, zamrocz, śniarz, dziewczura, próchniatka, soczystka). Natrafimy na dziwne pojęcia, wyraźnie drwiące z idei przeobrażania danych doświadczenia w abstrakcyjne kategorie: niepochwytność, najdalszość, zmorowanie; szczególnie przewrotnie postępował Leśmian z rzeczownikami pochodzącymi od czasowników, powstającymi w efekcie zamiany czynności w abstrakcję – poeta przywracał im na powrót konkretność czyniąc je policzalnymi i mnogimi – pisał o zbrataniach, zapatrzeniach, zasłuchaniach… Uwielbiał wymyślać słowa z wyrażeń kilkuwyrazowych (bylejaczyć, rozbiałośnieżyć), i odwrotnie – bawił się tworząc niekiedy zrosty lub całe neologiczne frazy, np. mgła-nierozeznawka, dziewczyna-rozbiodrzyna, zniszczota wonnych niedowcieleń, niedowcieleń pełżliwe męcioły…

Poetycka zabawa miała jednak poważne przeznaczenie; celem Leśmiana było wydobycie z języka jak największej liczby znaczeń, a jednocześnie zachowanie go żywym, to znaczy – nieustannie odmieniającym się w naśladowaniu przemian realności. Jedną z cech tej przemienności świata, a zarazem jednym z przejawów jego rytmiczności, była dla poety oscylacja między serio a buffo. Tym tłumaczyć trzeba Leśmianowską skłonność do groteski i celowych kontrastów, pozwalającą mu swobodnie zestawiać grozę z najczystszym humorem, filozoficzne pytania z ludowym zaśpiewem, a rejestr wysoki z niskim. Symbolicznym wyrazem tego upodobania poety jest sposób nazywania bohaterów utworów. Ich zabawnie brzmiące i znaczące imiona odsyłają do konkretnych, niebłahych kwestii poznawczych, np. Śnigrobek, Znikomek. Inne, jak Pan Błyszczyński, mogą być zrozumiane jedynie po lekturze wierszy.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2362" title="Kobiety" slug="kobiety">Matka
Wczesne dzieciństwo Leśmiana okryte jest tajemnicą. Atmosferę sensacji podsycają wspomnienia Jana Brzechwy. Bajkopisarz sugeruje, że Józef Lesman porwał obu swoich synów (Bolesława i Kazimierza) i wywiózł od matki do Kijowa, gdzie pracował jako wysoki urzędnik kolejowy. Kiedy to się stało, Brzechwa nie precyzuje. Czy po dokonaniu zbiorowego aktu konwersji na przełomie 1887/1888 roku, czy wcześniej? Wiadomo, że matka poety zmarła, gdy miał 10 lat. „Matka szła wcześnie w mogił knieje”– napisał w wierszu. W jego poezji tak mocno bije puls ukraińskiego pejzażu, że można przypuszczać, iż nasiąkał nim od wczesnego dzieciństwa. Wychowywał się więc bez matki? Pod opieką samego ojca, jak na to wskazuje Wspomnienie z Napoju cienistego? O Emmie z Sunderlandów nie wiadomo zbyt wiele; z dotychczasowych ustaleń wynika, że pochodziła z zamożnej rodziny żydowskiej (fabrykantów fajansu) przybyłej na ziemie polskie z Anglii, urodziła się 28 lutego/11 marca 1852 roku w Warszawie, umarła zaś 21 lipca /1 sierpnia 1887 roku, także w Warszawie. Pochowana została na Cmentarzu Żydowskim przy ul. Okopowej; na ocalałym nagrobku widnieje zapis, że ufundowali go bracia Emmy Lesmanowej „ku pamięci dzieci”. Można przypuszczać więc, że matka poety nie mieszkała z rodziną w Kijowie, nie wychowywała swoich dzieci, tymi bowiem, wiele na to wskazuje, zajmowała się wraz z ich ojcem Helena Dobrowolska (1860?-?), późniejsza, druga żona Józefa Lesmana; prawdopodobnie również ze względu na ślub z Dobrowolską (a nie – jak dotąd zakładano – jedynie z przyczyn dotyczących zatrudnienia), ojciec poety zdecydował się przejść na katolicyzm.
Siostra
Dobrowolską nie tylko akceptowała, ale i uwielbiała (z wzajemnością) siostra poety – Aleksandra Lesmanówna, która zajmowała się sparaliżowaną macochą aż do jej śmierci. Zarejestrowana w aktach kościoła katolickiego w Kijowie w roku 1888 jako córka Emmy i Józefa Lesmanów, a urodzona rok wcześniej, w roku śmierci Emmy, stanowi trudną zagadkę tożsamości. Choć dokumenty tego nie potwierdzają, mogła być córką Heleny i Józefa. Lesmanówna była podobno uzdolniona literacko i dużo pisała. Nigdy za mąż nie wyszła. Pracowała w Warszawie jako urzędniczka kolejowa. Maria Ludwika Mazurowa wspomina:

Wołano na nią Ola. Była szczupła, wątła, subtelna, o dużych orzechowych oczach. Kijowscy przyjaciele wołali na nią "Wielka Ukraina". Anielskiej dobroci. Ojciec ją bardzo kochał. Ona też starała się pisać. (…) Umarła na suchoty w Otwocku. (Maria Ludwika Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana)

Była ukochaną siostrą poety. Kiedy umarła, mając zaledwie 33 lata, Leśmian pojechał wynajętym powozem do Otwocka, aby sprowadzić jej zwłoki. Poświęcił jej przejmujący rozpaczliwym smutkiem liryk Do siostry, a po szesnastu latach spoczął przy niej na Powązkach.
Żona
Zofię Chylińską (1885-1964), córkę Włodzimierza Chylińskiego, lekarza, ordynatora szpitala oraz mecenasa sztuki z Łomży, poznał Leśmian w Paryżu, dokąd przyjechała studiować malarstwo. Wcześniej kształciła się w warszawskiej pracowni Wojciecha Gersona. Rówieśnica i przyjaciółka Celiny Sunderlandówny, młodsza od Leśmiana o osiem lat i w chwili poznania dziewiętnastoletnia, od razu wpadła poecie w oko i wkrótce została jego żoną, zrywając dla poślubienia go wcześniejsze zaręczyny z innym.

Ciemnowłosa, o oczach orzechowych i silnie zarysowanej szczęce świadczącej o mocnym charakterze. (Jan Brzechwa, Niebieski wycieruch)

Wysportowana, lubiła jeździć konno, uprawiała narciarstwo. (Maria Ludwika Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana)

Płomienne uczucie Bolesława i Zofii nie przetrwało jednak próby czasu, choć małżeństwo Leśmianów mimo kilku kryzysów nie rozpadło się, głównie dzięki wyrozumiałości Zofii. Od początku chroniła go od prozy życia. Sekundowała talentowi poetyckiemu męża, a on, zwłaszcza w początkowych latach, pracy malarskiej żony. We wspomnieniach znajomego paryski pokoik będący całym mieszkaniem młodych artystów

tylko dzięki zamiłowaniu do porządku i talentom uroczej małżonki Leśmiana, mógł (…) odgrywać jednocześnie rolę i sypialni, i pokoju dziecinnego, i pralni, i pracowni malarskiej (...), i wreszcie najgościnniejszego pod słońcem salonu literackiego. (Ksawery Glinka, Wspomnienia o Leśmianie)

W 1913 roku, tuż przed wyjazdem z Paryża, Zofia wzięła udział w Jesiennym Salonie. Wystawiła wówczas trzy akwarele z cyklu Miłość, które po wystawie zakupiło angielskie Towarzystwo Miłośników Sztuki. W 1917 roku przygotowała indywidualną wystawę obrazów w warszawskiej Zachęcie. Za sztalugami widywana była w Hrubieszowie i w Zamościu.

Pewnego razu, rodziców nie było, chciałam zobaczyć [obrazy] one się wstydziły pokazać, dlatego pytałam? Okazuje się, że w tym gabinecie plecami odwrócone obrazy, były okropne. W tym czasie, kiedy była w Zamościu, on fruwał w Warszawie, służąca Felicjanowa sprowadzała spod kościoła dziadów, obleśnych, paralityków, powykrzywianych i do naga rozbierała ich, kazała im się rozebrać i oni pozowali jej, przyrodzenie obwisłe, o to wszystko okropnie to wyglądało, pokręcone, po futuryzmie to nowy był wtedy kierunek, koszmarne te gołe baby z biustem do tego, obwisłym i te nogi pałąkowate, kobiety i mężczyźni, osobne chłopów dziadów i kobiety; służące buntowały [się?] nie chciały, to był taki głupi Jasio, na kaloryferze ogrzewał się niby woźny, ona go wysyłała – przyprowadź najbrzydszych dziadów spod kolegiaty i kościoła św. Mikołaja (obecnie redemptorystów) (…). (Wspomnienie Janiny Bojarczukowej)

Z wojennej pożogi Zofia nie ocaliła żadnego ze swoich obrazów (nieliczne znane są z reprodukcji), ale uratowała wraz z córką rękopisy Bolesława, powierzając je – tuż przed trafieniem obu do obozu zagłady w Mauthausen – na przechowanie pewnemu Austriakowi. Dzięki niej publikacji doczekały się Klechdy polskie (wyd. emigracyjne 1956, wydanie krajowe 1959). Wcześniej wskutek jej starań tuż przed wojną ukazał się pośmiertnie ostatni tom poety, Dziejba leśna (1938). Po wojnie nie wróciła do Polski. Przebywała m. in. w Rzymie i Londynie, gdzie podobno utrzymywała się z szycia lalek. W czasach PRL Zofia nie dostawała należnych jej z tytułu praw autorskich honorariów; zmarła w biedzie w Argentynie w 1964 roku. W ostatnich latach życia dużo malowała, nie wiadomo jednak, czy jej prace ocalały i gdzie ich szukać.

[caption id="attachment_4657" align="alignnone" width="300"] Bolesław Leśmian z córką Wandą w kawiarni, fot. 1937.[/caption]
Córki
Leśmianowie mieli dwie córki, Marię Ludwikę Emmę (Lusię) (1905-?) i młodszą Wandę Irenę Zofię (Dunię) (1908-1986). Starsza urodziła się jeszcze we Francji, młodsza – już w Warszawie. Po powrocie do kraju sytuacja materialna Bolesława i Zofii była tak zła, że dzieci wychowywane były poza domem.

W owych czasach Leśmian z trudem mógł utrzymać rodzinę. Często bywał w nędzy. Wanda oddana więc została na wychowanie do pani Snarskiej w Brwinowie, gdzie spędziła znaczną część swego dzieciństwa i gdzie kochano ja jak własną córkę. Maria Ludwika tułała się z rodzicami albo przebywała u krewnych matki w Łomży. (Jan Brzechwa, Niebieski wycieruch)

Rodzinie udało się połączyć dopiero po ponownym wyjeździe do Francji w 1911 roku. Lusia i Dunia różniły się znacznie, pierwsza niezbyt urodziwa, podobna do ojca, druga przeciwnie, urodę odziedziczyła po matce. Jednak to Dunia lgnęła do ojca, a druga zachowywała wobec ojca rezerwę, której dała wyraz w emocjonalnych, nie zawsze wiarygodnych i nie do końca sprawiedliwych wspomnieniach. Długo nie mogła znaleźć pracy i Leśmian usilnie starał się jej pomóc; nawet w ostatnim dniu życia zabiegał, bezskutecznie, o zatrudnienie córki u znajomego wydawcy i księgarza, Władysława Idzikowskiego. Druga z córek, Dunia, została aktorką i grywała w latach trzydziestych w warszawskich teatrach. Z ojcem łączyło ją artystyczne porozumienie, oboje chętnie przesiadywali w kawiarniach stolicy. Po zerwanym nagle związku z Alfredem Łaszowskim Wanda poznała Anglika, Dennisa Hillsa, majora. Po ślubie w 1939 roku wyjechała z mężem z kraju. Maria Ludwika wraz z matką przeżyły okupację w Warszawie, a po wybuchu powstania trafiły przez Pruszków do Mauthausen. Wykonywały przymusową pracę w fabryce broni w Linzu. Po wojnie Maria poznała w Rzymie malarza, Ludwika Mazura, z którym – zabierając ze sobą matkę – wyjechała najpierw do Paryża i Londynu, a ostatecznie do Buenos Aires. Żyła w nędzy, umarła w nieznanych okolicznościach. Wanda i Dennis mieli jedną córkę, Gillian, która została aktorką i grała między innymi w Powiększeniu (1966) Michelangela Antonioniego.
Celina i Dora
Silne i dozgonne więzi łączyły Leśmiana z dwiema nierozłącznymi przyjaciółkami: urodzoną w 1885 roku kuzynką Celiną (właśc. Czesławą) Sunderlandówną, malarką oraz jej rówieśnicą, Dorą (Teodorą) Lebenthal, lekarką. Przyjaźń z Celiną, bliźniaczo podobną do poety (nazywano ich „parą krasnoludków”), rozkwitła w 1902 roku w Iłży, tam też pod koniec I wojny Celina poznała kuzyna z Dorą. Zauroczenie nią oddał Leśmian w słynnym cyklu W malinowym chruśniaku. Jaka była ukochana poety, wspomina Brzechwa:

Dora była nadzwyczaj pogodna, z lekka zadarty, kształtny nos i śliczne dołki w twarzy. Należała do typu kobiet, które umieją się podobać, miała ponętne usta, ładne zęby, posiadała naturalny wdzięk i zalotność, ale nic w niej nie było sztucznego ani wymuszonego. Uważaliśmy ją wszyscy za kobietę o niezwykłym charakterze. Nie umiałbym wykrzesać z pamięci nic, co by w niej raziło, była zawsze, w każdej sytuacji, pełna taktu i delikatności. (Jan Brzechwa, Niebieski wycieruch)

Z pochodzenia Dora była Żydówką, ale w 1920 roku przeszła na katolicyzm. Pogłosek, jakoby była żoną warszawskiego chirurga Józefa Szpera, dokumenty nie potwierdzają. Podobnie i tego, że specjalizowała się w ginekologii, w anonsach prasowych ogłaszała się bowiem jako lekarz dermatolog. Dora i Celina pozostawały w przyjaźni z Leśmianem aż do jego śmieci. Zagrożone gettem opuściły Warszawę, Dora umarła w Iłży w styczniu 1942 roku na tyfus. Celina przeżyła wojnę, zmarła także w Iłży w październiku 1956 roku.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2363" title="Przyjaciel" slug="przyjaciel">Autor Sadu rozstajnego miał wielu przyjaciół. Przyjaźnią obdarzył Wacława Berenta, Artura Oppmana (Or-Ota), Jana Lemańskiego, Leopolda Staffa, Bronisławę Ostrowską, Henryka Kunę. Był szczególnie oddany trzem ludziom, Zenonowi Przesmyckiemu (Miriamowi), poecie i twórcy pisma literackiego „Chimera”, Franciszkowi (Francowi) Fiszerowi, filozofowi bez dzieła, bywalcy warszawskich kawiarni, erudycie i mędrcowi, malowniczemu posiadaczowi farbowanej na różne kolory brody, autorowi niezliczonych bon motów i bohaterowi do dziś pamiętanych anegdot, oraz – Adamowi Szczerbowskiemu, poecie i krytykowi literackiemu, z którym przyjaźnił się w Hrubieszowie i Zamościu.
Zenon Przesmycki (Miriam) (1861-1944)
[caption id="attachment_4713" align="alignnone" width="274"] Zenon Przesmycki, fot. przed 1900.[/caption]

Miriam pojawił się w życiu Leśmiana bardzo wcześnie. Ich znajomość zaczęła się od listów, które młodziutki, aspirujący poeta pisał do starszego o szesnaście lat pisarza, powierzając mu zarówno najskrytsze rozterki twórcze, jak i wyznania osobiste; korespondencja Leśmiana do Miriama to nieocenione źródło wiedzy o autorze Łąki. Przyjaźń poetów przetrwała czterdzieści lat aż do czasów, kiedy obaj uhonorowani zostali powołaniem do Akademii Literatury Polskiej.

Dwudziestoletni Bolesław pisał w 1898 roku do swojego mistrza:

Szanowny Panie!
Ponieważ jest mi bardzo ciężko na duszy, postanowiłem ulżyć sobie napisaniem listu do Pana. Mam jedno zwątpienie i jeden smutek. Zwątpienie następne: wiem i czuję, że mam talent, że jestem poetą, bo posiadam pewną "majętność duchową", w której ciągle mieszkam. Ale boję się, że talent mój jest ani bardzo wielki, ani bardzo mały, że stoję dziesięć głów niżej od Konopnickiej i o tyleż – wyżej od Czesława Jankowskiego, słowem – gdzieś pod Tetmajerem. (Z listu do Miriama, 1898)

Miriam docenił młodego pisarza – przyjął wobec niego rolę mentora i pomagał mu (wraz z kuzynem Leśmiana, Antonim Langem) w kontakcie z redakcjami pism warszawskich. Zaprosił go także do założonego przez siebie czasopisma, programowo odcinającego się od treści pozartystycznych i dbającego o wyrafinowany poziom zarówno literacki jak i graficzny. „Chimera” ukazywała się w latach 1901-1907 i była bez wątpienia najbardziej elitarnym magazynem kulturalnym swojej epoki; Leśmian ogłosił w niej m.in. cykl Z księgi przeczuć oraz prozatorski cykl Legendy tęsknoty.

Przesmycki, znawca literatury francuskiej, wspierał Leśmiana również podczas jego pobytu w Paryżu, śląc cierpiącemu biedę poecie pieniądze na przetrwanie. Pomagał także – wraz z Langem – po powrocie Leśmianów do kraju; protekcja przyjaciół pozwoliła poecie podjąć współpracę z prasą, dzięki czemu dostawał liczne i regularne zamówienia na szkice oraz recenzje. Leśmian odwzajemnił się przyjacielowi podtrzymując go na duchu, kiedy „Chimera” została zaatakowana przez Stanisława Brzozowskiego, zarzucającemu jej redaktorowi propagowanie estetyzmu; sam został też skrytykowany. Po rozwiązaniu pisma w 1907 roku Przesmycki kontynuował zapoczątkowane wcześniej opracowywanie ocalonych przez siebie rękopisów Cypriana Kamila Norwida; w 1911 opublikował cztery tomy Pism zebranych autora Promethidionu. W 1919 roku został pierwszym ministrem kultury w odrodzonej Polsce.
Franciszek (Franc) Fiszer (1860-1937)
[caption id="attachment_4658" align="alignnone" width="209"] Juliusz Nagórski, portret Franciszka Fiszera, 1933, Muzeum Literatury w Warszawie.[/caption]

Zupełnie inny charakter miała przyjaźń Leśmiana z Fiszerem. Obu łączyła subtelna nić porozumienia dwu błyskotliwych umysłowości, które przed znużeniem przewidywalną realnością ratują się przy pomocy absurdalnego dowcipu, ciętych ripost i kpiny, nie omijającej samych siebie. Opowiadał na przykład Fiszer, o przygodzie, jaka spotkała go w podróży:

Na polowaniu obskoczyły nas wilki. Wlazłem na drzewo, trzymam się gałęzi. Gałąź trzeszczy, trzeszczy, wreszcie złamała się i spadłem. Oczywiście rozszarpały mnie. Została tylko ta fajka (tu pokazywał słuchaczom fajkę, z którą się nie rozstawał). (Zapamiętane przez Antoniego Słonimskiego)

Pod fasadą jowialnego oryginała kryła się nieprzeciętna inteligencja i dar niewymuszonego filozofowania. Fiszer, potomek spolonizowanej i zubożałej ziemiańskiej rodziny niemieckiej spod Ostrołęki, odebrał staranne wykształcenie filozoficzne w Lipsku, znanym ośrodku neokantyzmu. Nie pozostawił po sobie ani jednego dzieła, bowiem myśli swych z zasady nie spisywał, nad pismo przedkładając słowo żywe, najlepiej wygłaszane przed kawiarnianym audytorium, do którego zaliczali się także – poza pisarzami – przedstawiciele szkoły lwowsko-warszawskiej (Tarski, Leśniewski, Tatarkiewicz). Relacje świadków podpowiadają że wyznawał światopogląd skrajnie idealistyczny, przyjmujący, że realność jest wytworem świadomości i twórczej działalności człowieka. Bez wątpienia kwestie filozoficzne musiały być również tematem rozmów Fiszera i Leśmiana, konwersujących często zawzięcie podczas przechadzek w okolicach Zachęty, a także po ulicach Kredytowej i Mazowieckiej.

Jako para przyjaciół wywoływali mimowolny śmiech – Fiszer ogromny z wielką czarną brodą i niepozorny Leśmian, liczący zaledwie 155 cm wzrostu. Znikomość poety prowokowała jego towarzysza do kpin, które były wyrazem najwyższej czułości wobec, jak mówił o nim, Bolka; na pewnym spotkaniu oświadczył, że Leśmian nie przyjdzie, bo przejechał go jamnik. Poeta z kolei dedykował przyjacielowi balladę Dwaj Macieje:

Drogiemu przyjacielowi, Franciszkowi Fiszerowi, z pełnym wzruszenia uznaniem dla smutnych i wesołych cudów Jego cygańskiego żywota i ze szczerym zachwytem dla Jego wiecznie młodych uniesień i pomysłów metafizycznych.

Fiszer, podobnie jak Leśmian, z dystansem traktował abstrakcyjne kategorie dyskursu filozoficznego. Wraz z Janem Lechoniem ułożył zdanie parodiujące hermetyczne wywody: „Czy abrakadabryczne elukubracje immanentnej negacji transcendentują nicość samą w sobie?” Telegram tej treści zamierzali wysłać Julianowi Tuwimowi.

Wspominał Lechoń:

Franc Fiszer, większy filozof, niż myśleli ci, którzy znali go tylko z jego niebotycznych powiedzeń, często mówił o sobie, ze jest Bogiem, co było tylko paradoksalnym wykładem właśnie jego filozofii. Kiedyś na wsi w Chełmicy u Pauliny Kleszczyńskiej uskarżał się na reumatyzm, na co Paulina docięła mu: "Ładny Bóg – co ma reumatyzm". A Franc nigdy nie stropiony: "Reumatyzm – to jest właśnie arka przymierza między mną a ludzkością”.

Fiszer z obojętnością godną Diogenesa znosił dolegliwości i niedole biedy, w jaką popadł. Jego jedyną słabością było farbowanie brody. Kiedy powodziło mu się lepiej, traktował ją fiksatuarem (czyli brylantyną), w gorszych momentach używał najtańszych farb, a jego broda przybierała nieoczekiwane barwy, co postronni odczytywali jako jeszcze jedną prowokację i ekstrawagancję… Nie przypadkiem osoba Fiszera zainspirowała Jana Brzechwę do stworzenia postaci Pana Kleksa.
Byli do siebie niezwykle przywiązani – znana była troska Fiszera o poetę:

W stosunku Fiszera do Leśmiana wyczuwało się niemało ojcowskich uczuć. Fiszer bardzo bolał nad tym, że tak wielki poeta boryka się z trudnościami materialnymi. Pamiętam nasze ostatnie wspólne spotkanie w Ziemiańskiej. Wyszliśmy wtedy razem i czekaliśmy na Mazowieckiej, koło skweru przed Zachętą, na autobus, który miał unieść Fiszera. Pan Franciszek odciągnął mnie w pewnej chwili na bok i szepnął że smutkiem tak, aby Leśmian nie słyszał: "Opiekuj się pan Bolkiem, bo ginie". Nadjechał autobus. Fiszer stanął na tylnej platformie. Odjechał, patrząc w sobie tylko wiadomą dal. (Leopold Lewin, Wspomnienie o Leśmianie)

Na pogrzebie przyjaciela Leśmian płakał. Przeżył ukochanego Frania zaledwie o siedem miesięcy, obaj umarli w 1937 roku.
Adam Szczerbowski (1894-1956)
W wywiadzie z 1934 roku poeta, zapytany, czy na prowincji obcuje z przyrodą, żalił się:

Obcuję z papierami w kancelarii rejentalnej, która odrywa mnie nieustannie od pracy literackiej, tak iż tylko czasem udaje mi się ukraść trochę czasu dla siebie. Pobyt w środowisku prowincjonalnym jest po prostu męką dla mnie. Umiera się powoli, ale pewnie za to. Zamość – to piękne miasto – niestety, piękno zależy nie tylko od architektury, lecz i od ludzi. Ratunkiem jest cudowny ogród zoologiczny, w którym co dzień przesiaduję. (Dialogi akademickie – w niepojętej zieloności. Rozmowa z Bolesławem Leśmianem, wywiad przeprowadził Edward Boyé, „Pion” 1934)

Częstym towarzyszem Leśmiana w Szkolnym Ogrodzie Przyrodniczym, zwanym zoologicznym lub botanicznym, był Adam Szczerbowski, legionista, poeta i pedagog. Obu los zetknął w Hrubieszowie, gdzie Szczerbowski pracował jako nauczyciel gimnazjalny, a potem w Zamościu, gdzie został dyrektorem Państwowego Gimnazjum Męskiego.

Kiedy przyjechał z Warszawy do Zamościa, po tygodniowym czy dłuższym pobycie, mimo zmęczenia dość uciążliwą podróżą, natychmiast po przyjeździe telefonami szukał mnie po całym mieście, żeby koniecznie przyjść do niego, bo ma mi do zakomunikowania pilne sprawy. Były to oczywiście sprawy tysiąca różnych wydarzeń z życia literackiego. Pamiętam, jak się niecierpliwił, że nie mógł mi zaraz po przyjeździe przeczytać kilku miejsc ze świeżo wydanych Sklepów cynamonowych (1933) Schulza. (Wspomnienie Adama Szczerbowskiego)

Szczerbowski nie tylko dzielił z Leśmianem zamiłowanie do literatury, ale jako jeden z niewielu w Zamościu rozumiał i cenił jego poezję.

Jako uczeń dyrektora Szczerbowskiego pamiętam z jego wykładów (…) Leśmiana, który urzędował wówczas w Zamościu jako rejent. Szczerbowski napisał dziełko o Łące pt. Brzegiem szału w niepojętość zieleni z podtytułem O „Łące” Bolesława Leśmiana. Był entuzjastą poety. (…) potrafił w nas rozbudzić zainteresowanie [poezją Leśmiana] do tego stopnia, że zaczęliśmy polować na jego tomiki. Zachwycał się stylem, niecodziennym językiem Leśmiana, nazywaliśmy go nawet z tego powodu Leśmianopolskim. (Wspomnienie Józefa Jakubowskiego)

Szczerbowski jest też autorem pierwszej poświęconej poecie monografii, którą opublikował rok po śmierci przyjaciela. Tuż przed wojną wyjechał z rodziną do Warszawy, gdzie podczas okupacji organizował tajne nauczanie. Walczył w Powstaniu Warszawskim, a po wojnie osiadł w Łodzi, pracując w gimnazjum i liceum; był pierwszym dyrektorem VI Liceum Ogólnokształcącego, które z oddaniem podtrzymuje pamięć o pedagogu.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2364" title="Uczestnik życia literackiego" slug="uczestnik-zycia-literackiego">Poetą był jeszcze w gimnazjum, kiedy w czasopiśmie „Wędrowiec” w grudniu 1895 roku, ukazały się jego dwa debiutanckie wiersze. Autor, podpisujący się jako „St. Lesman” opatrzył je wspólnym tytułem Seksytny. Wymyślonym przez Antoniego Langego pseudonimem, już jako Bolesław Leśmian, zaczął podpisywać swoje utwory dopiero dwa lata później. Przez kolejne piętnaście lat, aż do roku 1912, daty debiutu książkowego, ogłaszał teksty literackie i publicystyczne w prasie polskiej, głównie warszawskiej, lecz nie tylko tam. Publikował również w krakowskim „Życiu”, a przede wszystkim w wielu literackich czasopismach rosyjskich, do dzisiaj uchodząc za ważnego twórcę rosyjskojęzycznego. Ważną częścią udziału Leśmiana w życiu literackim było uczestniczenie w modnych wówczas spotkaniach artystów w kawiarniach stolicy.

Poza ścisłą współpracą z „Chimerą” Zenona Przesmyckiego nawiązał Leśmian – dzięki Miriamowi i Langemu – kontakt w wieloma tytułami prasy warszawskiej, z „Kurierem Warszawskim”, „Nową Gazetą” (dodatek „Literatura i Sztuka”), „Kulturą Polską”, „Myślą Polską”, „Prawdą”. W latach 1909-1915 dostawał liczne i regularne zamówienia na artykuły oraz recenzje, wyrabiając sobie pozycję cenionego publicysty i krytyka. Komentował zarówno aktualne wydarzenia kulturalne, jak i kwestie najogólniej pojmowanej kultury. W 1910 roku głosił „potrzebę pracy kulturalnej”:

Kwestie bieżące, jako łatwiejsze do postrzeżenia, bardziej zajmują ogół i prasę niźli sprawy treści ogólniejszej. (…) Łatwiej nam znaleźć środki na wybrukowanie ulicy niż na utworzenie biblioteki czy muzeum. Umiemy jeszcze jako tako zakłopotać swój umysł i swoją kieszeń rzewnym i tkliwym fundowaniem niższych szkół i szkółek, ale gdy chodzi o instytucje wyższe, których poziom przerasta naszą umysłowość, kiwamy smutnie głową, twierdząc przy tym z westchnieniem, iż są sprawy pilniejsze do załatwienia. Pilno nam bowiem do naszego własnego poziomu, do lenistwa umysłowego, do błogiego nieuctwa, na którego tle zarysowała się już dość powabnie nasza wartość osobista i nasze stanowisko w społeczeństwie. I rzeczywiście – któż by tam pomagał innym do tego, aby się stali lepszymi od nas?… Któż by tam dbał o stworzenie w społeczeństwie takich wyżyn, wobec których nasze własne okazałby się nizinami? (…) Szewc życzy wszystkim, aby się nareszcie stali szewcami. Bolesław Leśmian, O potrzebie pracy kulturalnej, „Nowa Gazeta” 1910

W tym okresie ogłosił poeta również większość szkiców ujmujących w eseistycznym stylu zasady jego estetyki m. in. Rytm jako światopogląd, Przemiany rzeczywistości, Artysta i model, U źródeł rytmu. Po zamknięciu „Chimery” w 1907 roku publikował Leśmian w prasie warszawskiej (m. in. w „Witeziu”, „Bluszczu”, „Sztuce” i „Literaturze i Sztuce” – dodatku „Nowej Gazety”) utwory poetyckie, z których wiele trafiło w 1912 roku do debiutanckiego tomu. Zarówno Sad rozstajny, jak kolejne tomy wierszy oraz zbiory orientalne poety, ukazały się w wydawnictwie Mortkowicza (ostatni tom wydała wdowa księgarza). Jednocześnie utwory poetyckie Leśmiana publikowane były w czasopismach rosyjskich „Złotoje Runo” i „Wiesy”.

Osobną rolę odgrywało w życiu Leśmiana bywanie w kawiarniach. „Udziałowa”, „Miki, „IPS”, „SiM”, „Mała Ziemiańska” – to tylko niektóre z miejsc, w których poeta spędzał czas z innymi literatami na dyskusjach o sprawach sztuki, przeradzających się nierzadko w konkretne inicjatywy. W 1910 roku Leśmian wraz sześćdziesięcioma innymi pisarzami i uczonymi poparł zapoczątkowaną przez Stefana Żeromskiego akcję sprowadzenia zwłok Słowackiego. W życiu literackim uczestniczył również we Francji, gdzie zaangażował się w 1912 roku w działalność Towarzystwa Artystów Polskich w Paryżu, stowarzyszenia uznanego przez Czesława Miłosza za „szczytowy chyba moment związku Polski z modernistyczną sztuką Francji”.

Obraz tej z pozoru tak czynnej obecności Leśmian w ówczesnym życiu kulturalnym mąci długoletni nieprzychylny stosunek Skamandrytów do poety. Niechęć bardzo opiniotwórczego środowiska „Wiadomości Literackich” do autora Łąki przyczyniła się z pewnością do zafałszowanego odbioru poety w Międzywojniu. Również pod wpływem rozbrzmiewających wówczas wszędzie haseł awangardowych nie umiano dostrzec w nim genialnego nowatora wymykającego się masowo wyznawanym gustom.

Nazwać Łąką zbiór wierszy w tym czasie, kiedy poezja obalała rogatki i wkraczała na dobre do miasta! Ten zbiór przypominał mi obrazy impresjonistów, które znałem z Zachęty: łąki maków i chabrów rozpalonych w słońcu. Obrzydł mi cały wiejski impresjonizm, entuzjazmowałem się kubistami. Łąka leżała na stoliku jak anachronizm wycięty w prostokąt. (Adam Ważyk, Kwestia gustu)

Mimo to spotkało Leśmiana pod koniec życia znaczące wyróżnienie – w 1933 roku został powołany do Polskiej Akademii Literatury, gdzie aż do śmierci zasiadał z najznamienitszymi pisarzami swojej epoki.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2385" title="Ataki antysemickie" slug="ataki-antysemickie">Antysemickie postawy były w Dwudziestoleciu Międzywojennym rozpowszechnione. Liczba wystąpień przeciw osobom żydowskiego pochodzenia zmalała nieco po przewrocie majowym w 1926 roku, jednak wraz z nasileniem ideologii nacjonalistycznej w Europie oraz radykalizacją zachowań politycznych w kraju, powróciły rozmaite formy prześladowania Żydów – od masowych pogromów ludności żydowskiej do aktów dyskryminacji wymierzonych w konkretne, publicznie rozpoznawane osoby. Wśród ofiar takich ataków znalazł się również Bolesław Leśmian.

Antysemicka atmosfera osiągnęła apogeum w latach trzydziestych XX wieku, ale poeta doświadczył jej skutków po raz pierwszy już w 1919 roku za sprawą Stanisława Pieńkowskiego, krytyka i literata, jednego z czołowych publicystów o nastawieniu antysemickim. Był on ponadto znany z nieprzejednanej niechęci wobec jakichkolwiek innowacji literackich. W oczach tego konserwatywnego ksenofoba Leśmian ze swoją wyszukaną, pełną językowej inwencji poezją jawił się jako idealny przedmiot zniewag. Pieńkowski ponowił je w 1922 roku w „Gazecie Warszawskiej”.

Napaści na swoją poezję z pozycji antysemickich autor Napoju cienistego doczekał się raz jeszcze w 1936 roku, kiedy publicysta Feliks Zahor-Ibiański zaatakował go w krótkiej notce w „Myśli Polskiej” (mimo zbieżności tytułów było to inne czasopismo, niż to, w którym Leśmian publikował przed laty).

Kolejne dwa ataki nastąpiły w roku 1939, już po śmierci poety, w recenzjach tomu Dziejba leśna. Jedna z nich podpisana została jedynie inicjałami INT i ukazała się w „Myśli Narodowej”, autorem drugiej był Tadeusz Dworak, który ogłosił ją w czasopiśmie „Prosto z mostu”.

Szczególnie przykry okazał się dla Leśmiana rok 1937, a zdarzenie mające wtedy miejsce nie pozostało zapewne bez wpływu na zdrowie poety. Kilka miesięcy przed jego śmiercią ideologia antysemitycka przesądziła o nagłym zakończeniu narzeczeństwa młodszej córki. Wanda, obiecująca aktorka, poznała i wkrótce zaręczyła się z dobrze zapowiadającym się młodym pisarzem, Alfredem Łaszowskim. Początki znajomości przebiegały poprawnie, a przyszły zięć rozmawiał swobodnie z przyszłym teściem aż do dnia, w którym Łaszowski oświadczył narzeczonej, iż jako członek Obozu Narodowo-Radykalnego ożenić się z powodu jej pochodzenia nie może. Wanda zerwała zaręczyny, a Leśmian, w opinii znajomego,

(…) doskoczył do młodzieńca, odznaczającego się [w przeciwieństwie do poety] słusznym wzrostem, wymierzył pono siarczysty policzek, otworzył drzwi i wyprosił z mieszkania. (Edward Kozikowski, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie)

Oprócz tych udokumentowanych incydentów o charakterze antysemickim, przypuszczalnie wydarzyło się wiele innych; można się ich jedynie domyślać, choć bywały codziennością poety. Przesłanek na ten temat dostarcza wspomnienie pracowniczki zamojskiej kancelarii Leśmiana.

W roku 1933 Zamość poruszyła niecodzienna wiadomość – Lesman został wybrany do Polskiej Akademii Literatury w Warszawie. Był to niebywały sukces. Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na poetę i zaczęli go, zaskoczeni, poważnie traktować. Ale każdą radość źli ludzie potrafią zakłócić. Niektórzy podrwiwali i kpili już nie tyle z poezji, ile z niego samego i jego pochodzenia. To samo spotkało go w Warszawie. Na nowo popadł w rozterkę. Stał się podejrzliwy i jeszcze bardziej nerwowy. (Zofia Wiktorowicz, Mój rejent).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2386" title="Śmierć i&amp;nbsp;pogrzeb" slug="smierc-i-pogrzeb">W 1935 roku, po siedemnastu latach sprawowania urzędu notariusza na Lubelszczyźnie, Leśmian złożył rezygnację i wraz z rodziną przeprowadził się do Warszawy. Dwa ostatnie lata życia wypełniło mu doprowadzenie do publikacji tomu poetyckiego Napój cienisty, odnowienie więzi literackich, nawiązanie nowych kontaktów z młodymi poetami, projekty powołania pisma dla młodzieży oraz praca nad studium o poezji. Nagła śmierć 60-letniego pisarza przerwała tę pracę. Doniosłość traktatu sprawia, że uznawany jest on za summę poetyckich przeświadczeń twórcy Łąki.

Po powrocie do stolicy poeta podjął na nowo współpracę z „Kurierem Warszawskim”. Wiadomo też, że otrzymał na krótko posadę w Polskim Radio. Po wielu perturbacjach wydawniczych ogłosił w 1936 roku swój trzeci zbiór wierszy. W prasie literackiej zaczęło ukazywać się coraz więcej omówień jego poezji. Doświadczał uznania ze strony poetów młodszego pokolenia – Anatola Sterna, Władysława Sebyły, Włodzimierza Słobodnika, Mariana Piechala. Doczekał się nawet publikacji wierszy w „Wiadomościach Literackich”. Udało mu się doprowadzić do wznowienia Łąki. Napisał utwór sceniczny Satyr i nimfa, z którym prawdopodobnie wiązał pewne oczekiwania finansowe. Z Kornelem Makuszyńskim snuł plany założenia… pisma dla młodzieży, również w nadziei na zysk; jego jedynym źródłem stałych dochodów pozostawały niezbyt wysokie diety w Polskiej Akademii Literatury. Wznowił też życie towarzyskie – poza zwyczajowym „urzędowaniem” w kawiarniach, prowadził otwarty dom. U Leśmianów, na czwartym piętrze w kamienicy przy Marszałkowskiej 17, bywali w drugiej połowie lat 30. m. in. Zofia Nałkowska, Jerzy Szaniawski, Karol Irzykowski, Tadeusz Zieliński.

Mimo tak nienasyconej aktywności i planów na przyszłość zdrowie poety pogarszało się. W 1932 roku przeszedł dwa zawały. Wielkim ciosem była dla niego śmierć przyjaciela, Franciszka Fiszera, w kwietniu 1937 roku. Fiszer powtórzył kiedyś Leśmianowi wróżbę pewnej cyganki – mieli umrzeć w tym samym roku. Rzeczywistość potwierdziła przepowiednię, śmierć poety nastąpiła siedem miesięcy później, wieczorem 6 listopada 1937 roku. Tego dnia podjął Leśmian nieudaną próbę znalezienia pracy dla starszej córki. Niepowodzenie oraz tragiczna kondycja finansów rodziny – w dniu odejścia poety mieli 30 groszy w gotówce – mogły przyczynić się do pogorszenia stanu poety i trzeciego ataku serca.

Uroczystości żałobne odbyły się kościele św. Karola Boromeusza na Powązkach. Nad grobem poety przemawiali Zenon Przesmycki i Roman Kołoniecki (w imieniu związku pisarzy). W prasie ukazało się dziesiątki nekrologów i wspomnień o zmarłym twórcy. W Teatrze Narodowym przeprowadzono uroczystą akademię pod patronatem wszystkich najważniejszych polskich instytucji literackich. W Zamościu Adam Szczerbowski zorganizował wieczór poezji przyjaciela.

Serdeczny i czuły hołd złożył poecie Kazimierz Wierzyński, jedyny zaprzyjaźniony i wspierający Leśmiana skamandryta, który zajął opuszczony przez niego fotel akademika.

Pamiętamy go wszyscy, jak niski, drobny i kruchy, rozrzucony w gestach malutkich swych rąk i pochrząkujący w postrzępionej rozmowie, pełen nagłych zapatrzeń i zaskoczonych spojrzeń, nieoswojony z najzwyklejszą realnością, a w każdej chwili gotów do rojeń i fantastycznych planów, wydawał się jakby nie z tego świata. Nawet jako człowiek (…) przyświadczał życiem swej poetyckiej prawdzie, że doczesność jest tylko rozproszeniem powierzchownej uwagi, przeznaczonej w istocie sprawom ostatecznym. (Kazimierz Wierzyński, O Bolesławie Leśmianie. Mowa wygłoszona na uroczystym zebraniu Polskiej Akademii Literatury, 1939)

Bolesław Leśmian niemal do ostatnich dni pracował nad prelekcją, którą miał wygłosić 8 listopada 1937 roku na uroczystym posiedzeniu Akademii. Niewygłoszone przemówienie stało się niezaplanowanym testamentem twórcy. Znane pod różnymi tytułami (Z rozmyślań o poezji i Traktat o poezji) zawiera najistotniejsze elementy poetycko-filozoficznego światopoglądu Leśmiana: przekonanie o wartości form zindywidualizowanych, wyrażających się w równej mierze poprzez wyzwolone poetyckie słowo, co przez wszelkie działania twórcze jednostki, przeciwstawiane zachowaniom zrutynizowanym i masowym, których odbicie dostrzegał u poetów wielbiących współczesność. Tymczasem w przekonaniu autora Sadu rozstajnego poezja – wraz z warunkującym ją rytmem istnienia – jest ponadczasową zasadą bytu i podstawą istotnej, świadomej i niemechanicznej egzystencji.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2396" title="Człowiek" slug="czlowiek">We wspomnieniach o poecie znaleźć można powtarzające się motywy. Wszystkie tworzą spójny portret człowieka niepodobnego do innych, intrygującego i zaintrygowanego, subtelnie osobnego, ale i nieobojętnego wobec tych, wśród których się znajdował. Ci, którzy go znali, zapamiętali miedzy innymi dar słowa i piękny głos.

Malutki dziwaczny Leśmian, z dużą rudą czupryną, z rozpiętym zawsze szynelem studenckim, był znaną postacią na tle licznej gromady polskich studentów, zawsze zaaferowany, zawsze przejęty różnymi społecznymi i towarzyskimi sprawami życia polskiego w Kijowie. Wszędzie coś naplątał, ale jednocześnie wszędzie był lubiany, znany jako poeta, bo nieraz ze swoimi utworami występował. Głos miał czarujący. (Michał Daszkiewicz-Czajkowski, Leśmian w młodości)

Leśmian już wtedy posiadał taki dar słowa, taki ogień gorącej wymowy i przekonywania, że w dyskusji przeobrażały one wprost przeciwnika. Byłem sam świadkiem takiej "akcji" Leśmiana na egzaminie z ekonomii politycznej w kijowskim uniwersytecie, kiedy potrafił „przekonać” nawet profesora Pichno, redaktora wiernopoddańczego rosyjskiego dziennika "Kijewlanin", strasznego gnębiciela Polaków i Żydów, polakożercę z zasady i z amatorstwa. (…) Otóż Leśmian, który nie czytał nawet podręcznika Pichno, poszedł na egzamin (…) .Nie wiem, co mówił egzaminatorowi, który najpierw kręcił się na fotelu, rzucał ołówkami i nieprzyzwoicie "rugał się" – ale sam widziałem, jak po spokojnej replice Leśmiana profesor zaczął też spokojnie z nim rozmawiać, jak następnie pochylili się do siebie z minami spiskowców i jak długo i serdecznie rozmawiali, jak wreszcie profesor dziękował Leśmianowi, dłoń ściskając i zapewniając o wielkiej przyjemności, jaką mu sprawiła ta wymiana poglądów. (Michał Daszkiewicz-Czajkowski, Leśmian w młodości)

(...) lubił toczyć długie rozmowy o literaturze. (...) nigdy nie grał pierwszych skrzypiec. Wolał słuchać, a jeśli coś mówił, to zwykle zaczynał dość głośno, zaczynał z przejęciem, a potem nagle, jakby ostygł w zapale, kończył bardzo cicho. Wszyscy go jednak słuchali uważnie. (Maria Strzeszewska, Spotkanie młodości z prawdziwą poezją)

Leśmian był chętnie słuchany i potrafił swoich słuchaczy zadziwić:

(...) Leśmian był człowiekiem wielostronnie wykształconym. (...) był również wybornym znawcą malarstwa. (...) Wiedza ta była czasem aż zaskakująca. Pamiętam, że kiedyś w Ziemiańskiej wygłosił długotrwały i wyczerpujący wykład o malarstwie japońskim, a ściśle mówiąc, o pewnym jego okresie, czym wprawił w zdumienie nie tylko laików (...), lecz także siedzących przy naszym stoliku profesorów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. (Leopold Lewin, Wspomnienie o Leśmianie)

Do ulubionych tematów poety należał podbój kosmosu i… ruletka. W obu dostrzec można nienasyconą chęć przekroczenia ograniczeń – fizycznych i finansowych:

Pasjonowało go zagadnienie podróży kosmicznych, zwłaszcza podróży na księżyc. W rozmowach sprawie tej poświęcał chętnie wiele czasu, rozwodząc się szczegółowo nad budową aparatów, którymi podróż taką można by odbyć. W wywodach Leśmiana było coś niecoś z fantastycznych pomysłów Verne’a, ale i sporo rzetelnych wiadomości z zakresu najnowszej wiedzy astronautycznej. Rozmowy tego rodzaju utrzymywane były w tonie najbardziej poważnym. Widać było, że Leśmian przywiązuje do poruszanego tematu dużą wagę i taktuje go na serio. (…) Drugą jego namiętnością była ruletka, o której lubił mówić godzinami, zdradzając się z opracowanymi szczegółowo planami rozbicia kasyna gry w Monte Carlo. (…) W liście z 1925 roku pisał do Miriama "Kilka razy wygrałem już w baccara i trente i quarante. Z wygranej zapłaciłem już za pensjonat i sprawiłem żonie suknię. Jestem pewien, że w końcu wygram dużą sumę i poddam się niezwłocznie do dymisji". (Edward Kozikowski, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie)

Bujający – dosłownie – w obłokach zachowywał zdolność empatii. Potrafił odgadywać potrzeby innych i służyć im pomocą w dyskretny sposób:

W związku z moim przewidzianym wyjazdem do Łucka miałem okazję jeszcze raz stwierdzić u Leśmiana takie cechy, jak uczynność, delikatność i subtelność. (…) okres po wielkiej wojnie był w Polsce okresem „burzy i naporu” (…) w życiu towarzyskim i społecznym. W związku z tym istniały wybujałe wymagania od życia i potrzeba użycia. Skutki? Brak gotówki w nagłych wypadkach, na przykład przeniesienia się służbowego do nowego miejsca. Katastrofalna sytuacja. Należało się domyślać, że u mnie również taki stan zaistniał. Nikomu z moich "panegirystów" na pożegnalnym obiedzie nie przyszło na myśl zainteresować się (…) jak (…) ma się sprawa ze mną. Tylko milczący Leśmian we właściwy sobie i delikatny sposób, obawiając się urażenia mnie z jednej strony oraz przykrości wysłuchania podziękowań jemu z drugiej strony, zwrócił się do jednego z naszych wspólnych przyjaciół z prośbą, by dowiedział się dyskretnie ode mnie, czy nie potrzebuję pożyczki na warunkach przeze mnie ustalonych (…). W tym był cały Leśmian. (Michał Wiszniewski, Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie)

Szczególnie często przywoływano naturalną elegancję poety, odczytywaną jako jego „europejskość”. Cechowała go swoboda zachowania i nie narzucające się wyrafinowanie:

Był bardzo towarzyski i niczym nie zdradzał swego dwoistego życia: tego domowego lub kawiarniano-restauracyjnego i tego, które ujawniał dopiero w swych wierszach. W młodości, jak twierdzili przyjaciele, po prostu hipnotyzował swym głosem i wygłaszał bardzo buntownicze sądy. Wówczas, gdy ja go poznałem, a więc w latach dwudziestych, rzadko dawał się porwać uniesieniu, był zawsze gładki, mówił ozdobnie i finezyjnie. (...) miał wszystkie warunki po temu, aby zostać akademikiem: charakteryzowała go elegancja tyleż stylu co sposobu bycia – miał w sobie wiele z pisarza francuskiego. (Anatol Stern, Powroty Bolesława Leśmiana)

Kobiety odkrywały w nim urok, który przeczył nieatrakcyjnej fizjonomii. Czy była to wykwintność bliska szykowi eleganckiej kobiety?

Bolek siedział w swoim czarnym palcie, wykończonym karakułowym kołnierzem. Naprawdę było w nim coś wytwornego, coś skończenie eleganckiego, coś nieuchwytnego, a przecież tak bardzo istotnego. Leśmian należał do nielicznego gatunku ludzi na całym świecie, którzy wyższe szlachectwo posiadają w samej swojej istotności. (Izabela Czajka-Stachowicz, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie)

Pełen galanterii dla pań, miał ujmujący sposób bycia: skromny i cichy, przeraźliwie czysty i wyprasowany, zawsze ogolony, świeży, dyskretnie pachnący. Był mężczyzną brzydkim, ale ponętnym, interesującym i myślę, że dlatego tak bardzo podobał się kobietom. Ubierał się skromnie i nobliwie, z dyskretną elegancją. Nosił zima czarne futro z karakułowym kołnierzem. Właściwie nie było to futro. Futra by chyba nie udźwignął na swych słabych barkach. Spód stanowił puch, pikowany jak kołdry. Całość robiła jednak wrażenie futra. Było to leciusieńkie i bardzo ciepłe okrycie. (Zofia Wiktorowicz, Mój rejent)

Uwadze wspominających nie uszła niemal kobieca filigranowość Leśmiana.

Byli nierozłącznymi przyjaciółmi, a widok ich razem zadziwił mnie i cieszył. Franciszek, olbrzym, o niepomiernym brzuchu i Jowiszowej głowie, ozdobionej różnokolorową brodą (...) – a przy nim malutki, kruchy, z rudawymi wąsikami – Leśmian, wyglądał jak chrząszczyk albo żuczek. (Izabela Czajka-Stachowicz, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie)

Jeszcze inni interpretowali osobliwość postaci Leśmiana w kategoriach zjawiska nie mieszczącego się trywialnych realiach codzienności:

(…) wzruszonym głosem mówił wiersze Feta, któremu był bliski, lecz o ileż cudowniejszy od rosyjskiego poety. Najczęściej powtarzał:

… Wietier. W liesu odnomu
Szumno i żutko i grustno i wiesieło…
Ja niczewo nie pojmu.

Bo sam właśnie taki był: nic nie rozumiał. Toczył po tym świecie Bożym wątłe swe ciałko, zdumiony, że chodzi, zdumiony, że ludzie dookoła, przerażony bełkotem, chaosem i turkotem nieistotnych zdarzeń – On przybysz z niewspółmiernych z istniejącym światem stron, Ptak Fantastyczny, dziwnym a złośliwym zrządzeniem losu skazany na dwunożny, nieskrzydlaty byt na ziemi. (Julian Tuwim, Leśmian)

Sam Leśmian, wielbiciel Edgara Allana Poego, lubił wywoływać aurę niesamowitości, zwłaszcza, jak można podejrzewać, kiedy odczuwał znużenie banalnością okoliczności:

Zasadniczo należał Leśmian do kategorii ludzi milczących. Nie znaczy to, że nie umiał mówić, mówił a raczej opowiadał jak prawdziwy, utalentowany gawędziarz, nie znosił tylko ględzenia, koturnu i patosu. Opowiadał pięknym językiem – prostym – wbrew słownictwu swoich utworów, z dużą porcją sarkazmu, ironii i dowcipu, uzupełniając opowiadanie swoistą, bardzo oryginalną i wyrazistą mimiką twarzy, a szczególnie oczu. Mianowicie jednym z tricków była zupełnie nieruchoma, "martwa" twarz, oczy bez wyrazu i na wzór sygnałów latarni morskiej opadanie i podnoszenie jednej powieki, gdy druga była całkowicie nieruchoma przy otwartym oku. Wrażenie niesamowite! (Michał Wiszniewski, Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie)

W roku 1928 zostałem wybrany (…) do Sądu Okręgowego w Łucku i po czteroletnim pobycie miałem opuścić Zamość. (…) istniał zwyczaj, że opuszczających Sąd sędziów żegnano rautem bądź wspólnym obiadem. (…) Nie obeszło się oczywiście bez licznych toastów i przemówień (…). Dytyramby skończyły się, musiałem więc odpowiedzieć. (…) w ferworze krasomówstwa wyrecytowałem słowa Jacka Soplicy: »Raz ostatni dotknąwszy przyjaciela skroni, częstokroć najzimniejsze oko łzę uroni«. W tej chwili kiedy właśnie »roniłem łzę«, niebacznie spojrzałem na Leśmiana i zaniemówiłem. Sponad stołu patrzyła na mnie jednym okiem nieruchomym, drugim mrugającym co najmniej 5 razy na sekundę głowa Leśmiana. (…) Leśmian nie znosił patosu i koturnu, o czym niejednokrotnie toczyliśmy dyskusje i w taki sposób dociął mi za mój niewczesny zwrot w przemówieniu. (Michał Wiszniewski, Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie)

Zapamiętano go jako człowieka dowcipnego i chętnie obdarzającego swoim dowcipem innych:

Nie od rzeczy będzie wspomnieć o poczuciu humoru wielkiego poety. Leśmian śmiał się chętnie, dużo i zaraźliwie. Każdemu – oczywiście dobremu – dowcipowi jak gdyby się dziwił, że taki zaskakujący. Sam niekiedy wystrzelał dowcipem nieoczekiwanym i ostrym. Często jednym krótkim powiedzonkiem charakteryzował celnie człowieka, zjawisko, dzieło. (Leopold Lewin, Wspomnienie o Leśmianie)

Śmierć nagła Leśmiana zrobiła na mnie straszne wrażenie. (…) siedział w Akademii najbliżej mnie – zawsze zabawny, żartujący, piszący wesołe grypsy, nie dość oceniony, nie brany nigdy na poważnie. (Zofia Nałkowska, Dzienniki)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2465" title="Sender" slug="sender">Praprapradziadek Henryka Goldszmita


Urodzony w pierwszej połowie XVIII wieku.

Jego imię zostało pośrednio wskazane w akcie ślubu wnuczki, Cyrli Wolf, której matką była „Zyska ze Zandrów”, czyli Zisl córka Sendra.

Jeden z dwóch, obok Mojżesza, najstarszych ustalonych przodków Henryka Goldszmita.</document>
<document nplp_id="2467" title="Izrael Deitszer" slug="izrael-deitszer">Prapradziadek Henryka Goldszmita

Handlarz; urodzony prawdopodobnie przed 1780 w Ostrowie [Wielkopolskim], zmarł po 1821 roku.

Mąż Fogeli z Mojżeszów. W akcie ślubu Szymona Deitszera czytamy, że dnia 11 czerwca 1821 roku wraz z żoną „uczynił przed Sądem Pokoju dla Ostrowskiego” zezwolenie na małżeństwo syna (na ślubie osobiście nie był). Pisownia jego nazwiska w tym dokumencie: Deytscher.

Z aktu ślubu jego wnuczki Bajli wynika, że miał jeszcze jednego syna Hyrsza.</document>
<document nplp_id="2469" title="Mojżesz" slug="mojzesz">Praprapradziadek Henryka Goldszmita

Urodzony ok. połowy XVIII wieku.

Na jego imię wskazują dane dotyczące córki: „Fogela z Mojzeszów”, zawarte w akcie ślubu wnuka Szymona Deitszera.

Jeden z dwóch, obok Sendra, najstarszych ustalonych przodków Henryka Goldszmita.</document>
<document nplp_id="2471" title="Hyrsz Deitszer" slug="hyrsz-deitszer">Brat Szymona Deitszera, pradziadka Henryka Goldszmita


Nazwisko znane z aktu ślubu córki Bajli z Markusem Ankierem w 1833 roku. Czytamy w nim dalej, „że na to małżeństwo nastąpiło zezwolenie ustne obecnego tu Simona Deitzer, stryja Bajli Deitzer, z powodu że Rodzice mieszkają zagranicą”.</document>
<document nplp_id="2473" title="Fajgela Deitszer" slug="fajgela-deitszer">Żona Hyrsza Deitszera; matka Bajli.

Nazwisko (pisane Daitzer) znane z aktu ślubu córki. Wiadomo z niego, że w 1833 przebywała wraz z mężem zagranicą.</document>
<document nplp_id="2474" title="Bajla Deitszer" slug="bajla-deitszer">
[caption id="attachment_2555" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Bajli Deitscher[/caption]
Urodzona w 1815 roku w Ostrowie [Wielkopolskim]; córka Hyrsza i Fajgeli Deitszerów, żona Markusa Ankiera.

Z metryki ślubu Markusa i Bajli zawartego 12 marca 1833 roku dowiadujemy się, „że na to małżeństwo nastąpiło zezwolenie ustne obecnego tu Simona Deitzer stryja Bajli Deitzer z powodu że Rodzice mieszkają zagranicą”.</document>
<document nplp_id="2475" title="Markus Ankier" slug="markus-ankier">Urodzony w 1803 roku w Kaliszu; syn Samuela i Goldy Ankierów.

Z aktu ślubu Markusa z Bajlą Deitszer wynika, że w 1833 roku jego rodzice już nie żyli.</document>
<document nplp_id="2476" title="Maurycy Gębicki" slug="maurycy-gebicki">Pradziadek Henryka Goldszmita

Lekarz-chirurg; urodzony w 1780 roku w Piotrkowie Trybunalskim, zmarł po 11 stycznia 1853 prawdopodobnie w Kole.

Według ustaleń Marii Falkowskiej („Biutetyn ŻIH” 1997 nr 1), studiował na akademii medycznej w Erfurcie. Dyplom otrzymał 20 marca 1808 roku. Wzmianka o nim pojawia się w we wspomnieniu pośmiertnym jego syna: w „Izraelicie” (1877 nr 23) czytamy, że „był znanym z uczciwości i rozległej nauki i praktyki lekarzem”.

Ożenił się z Anną Rozalią. Z aktu urodzenia pierwszego dziecka, Józefa wynika, że w 1826 Gębiccy mieszkali w Pyzdrach w powiecie konińskim. W 1828 przyszedł na świat ich drugi syn, Julian, którego niestety pochowali 8 lat później.

Na ślubie Józefa, w 1853 Maurycy był już wdowcem; mieszkał w Kole i utrzymywał się z własnych funduszów – miał wówczas 93 lata.</document>
<document nplp_id="2477" title="Anna Rozalia Gębicka" slug="anna-rozalia-gebicka">Prababka Henryka Goldszmita

Żona Maurycego Gębickiego; urodzona ok. 1796 roku, zmarła przed 11 stycznia 1853.

Mieszkała z mężem w Pyzdrach, gdzie przyszli na świat ich synowie Józef (1826) i Juliusz (1828). Niestety Juliusz zmarł w 1836; z aktu jego zgonu wynika, że Gębiccy wówczas nadal mieszkali w Pyzdrach. W akcie ślubu Józefa natomiast znajduje się informacja, że Anna Rozalia w 1853 roku już nie żyła.</document>
<document nplp_id="2478" title="Józef (Adolf) Gębicki" slug="jozef-adolf-gebicki">Dziadek Henryka Goldszmita

Kupiec; syn Maurycego i Anny Rozalii Gębickich; urodzony 27 lipca 1826 roku w Pyzdrach ówczesnym powiecie Konińskim, zmarł 9 czerwca 1877 roku w Warszawie.

[caption id="attachment_2560" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Miny Deistcher i Józefa Adolfa Gębickiego[/caption]

W metryce urodzenia czytamy, że „przy obrzezaniu w bożnicy nadano mu imię Józef”, ale już w akcie ślubu figuruje jako Józef Adolf. Związek małżeński z Miną Deitszer zawarł 11 stycznia 1853 roku w Kaliszu. Matka w tym czasie już nie żyła, a 93-letni ojciec mieszkał w Kole i utrzymywał się z własnych funduszów. Z racji zaawansowanego wieku nie był w stanie podpisać się pod aktem ślubu syna, urzędnik więc odnotował , że podpisy złożyli wszyscy „oprócz Maurycego Gembickiego, który pisać nie umie”. Małżonkowie zamieszkali w Kaliszu, a Józef zajął się kupiectwem i działalnością społeczną. Praktykował w znanej w Kaliszu firmie Karola Brokmana, który był krewnym Deitszerów. Jak czytamy we wspomnieniu pośmiertnym („Izraelita” 1877 nr 23):

„Ogólne zaufanie współobywateli, przemysłowców, obywateli wiejskich, przedstawicieli władz krajowych, czyniło ze zmarłego Gębickiego osobistość tak popularną w Kaliszu, że bez najmniejszej przesady rzec można, iż żadna ważniejsza miejscowa kwestia obcą mu nie była, że żadna instytucja, bez względu na jej charakter publicznej działalności, nie obyła się bez czynnego współudziału Gębickiego”.

W latach 1853-1868 był członkiem tzw. Rady Szczegółowej szpitala starozakonnych, w 1858 został członkiem rady nadzorczej kasy oszczędności miasta Kalisza (mianowany przez Dyrekcję Ubezpieczeń w Królestwie Polskim). W 1861 został dyrektorem resursy, a dwa lata później wszedł do komitetu nadzorczego nad lasami miasta Kalisza.

Autor wspomnienia przytacza także anegdotę, która jego zdaniem najlepiej charakteryzuje Józefa Gębickiego: „Władza budownicza zakwalifikowała pewnego razu do rozebrania całą ulicę przez Żydów wyłącznie zamieszkałą – nazwaną „Złotą” – w Kaliszu, z powodu jakoby zrujnowanego stanu budynków na niej mieszczących się. Kwestia ta w formie urzędowej zyskała już zatwierdzenie i gdy władza miejska miała ją wykonać, biedni i nieszczęśliwi Kalisza mieszkańcy zwrócili się jeszcze, jako do ostatniej nadziei ocalenia, do ojca i opiekuna swego – do zmarłego Gębickiego. Ten, energicznym wystąpieniem do Gubernatora, posiadanym u władzy zaufaniem i zaofiarowaniem na koszt własny sprawdzenia raz jeszcze rzeczywistego stanu budynków przez budowniczego, wyjednał wstrzymanie decyzji, a następnie i zupełne jej uchylenie, ocalając tym czynem swoim byt i mienie całych setek najbiedniejszych kaliskich rodzin”.

Józef i Mina mieli troje dzieci, Cecylię (ur. w 1853) i Karola (ur. 1854) oraz jeszcze jedną córkę zmarłą przy porodzie 1 lipca 1862. Po ślubie Cecylii z Józefem Goldszmitem w 1874 rodzina przeniosła się z Kalisza do Warszawy. Miało to być może związek z ciężką i nieuleczalną chorobą Józefa powodująca paraliż ciała, która wyłączyła go całkowicie z zawodowej aktywności. Zapewne córka chciała być blisko rodziców i pomagać matce w opiece nad ojcem. Tymczasem choroba postępowała i 3 lata po przeprowadzce Józef zmarł w wieku 51 lat. Pochowany został na warszawskim cmentarzu żydowskim przy ul. Gęsiej (dziś Okopowa). Do dziś zachował się okazały grobowiec małżonków Gębickich (kwatera 20, rząd 11).</document>
<document nplp_id="2480" title="Juliusz Gębicki" slug="juliusz-gebicki">Syn Maurycego i Anny Rozalii Gębickich; urodzony w 1828 roku w Pyzdrach, zmarł tamże 16 lipca 1836.</document>
<document nplp_id="2481" title="Mina (Emilia) Gębicka" slug="mina-emilia-gebicka">Babka Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2554" align="alignleft" width="150"] akt ur. Miny Deitscher[/caption]

Córka Szymona Deitszera i Cyrli z Wolfów: urodzona 10 grudnia 1831 roku w Kaliszu, zmarła 23 marca 1892 w Warszawie.

11 stycznia 1853 roku zawarła w Kaliszu związek małżeński z Józefem Adolfem Gębickim. W grudniu tego samego roku przyszła na świat ich pierwsza córka, Cecylia. Rok później urodził się syn Karol, a w 1862 jeszcze jedna córka, niestety zmarła przy porodzie. W 1874, po ślubie Cecylii z Józefem Goldszmitem, cała rodzina przeniosła się do Warszawy. Mąż Miny już wtedy poważnie chorował. Zmarł wkrótce potem, w 1877, a wdowa zamieszkała u córki. To ją wspomina Henryk w Pamiętniku, jako tę, która nazywała go filozofem i jako jedyna „wierzyła w jego gwiazdę”. W Spowiedzi motyla nazywa ją „Najdroższą Babunią”.

W akcie urodzenia i ślubu występuje imię Mina (w akcie zgonu matki, Cyrli Deitszer, także), ale już w aktach urodzenia dzieci, których rejestracji dokonywał ich ojciec, powtarza się trzykrotnie imię Emilia. Takie imię figuruje także na nagrobku małżonków Gębickich na cmentarzu żydowskim w Warszawie (kwatera 20, rząd 11).
[caption id="attachment_2560" align="alignnone" width="890"] akt ślubu Miny Deistcher i Józefa Adolfa Gębickiego[/caption]

W zamieszczonym w „Izraelicie” (1892 nr 14) wspomnieniu pośmiertnym czytamy:

„Zmarła odznaczała się dobrocią serca, zacnością charakteru i głęboką religijnością. Była to kobieta cichych lecz doniosłych cnót domowych. Na świat i życie spoglądała zawsze ze strony najidealniejszej.

Łagodna, uczynna, szlachetna, pobłażliwa dla innych a surowa dla siebie, każdemu chętnie przysłużyć się umiała.

Jako Córka, Żona i Matka spełniała obowiązki swe z całym poświęceniem i zaparciem się siebie.

Błogosławionej pamięci Emilia Gębicka zostawiła po sobie żal głęboki, czego wymownym dowodem był liczny orszak pogrzebowy, towarzyszący Jej zwłokom na miejsce wiecznego spoczynku”.

</document>
<document nplp_id="2482" title="Mindele Deitszer" slug="mindele-deitszer">[caption id="attachment_2565" align="alignleft" width="150"] akt ur. Mindele Deitscher[/caption]

[caption id="attachment_2571" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Mindele Deitscher[/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Córka Szymona Deitszera i Cyrli z Wolfów; urodzona 29 lipca 1822 roku w Kaliszu; zmarła 6 czerwca 1823 tamże.</document>
<document nplp_id="2483" title="Sisse (Zuzanna) Deitszer" slug="sisse-zuzanna-deitszer">[caption id="attachment_2567" align="alignleft" width="150"] akt ur. Sisse-Cecylii Deitscher[/caption]

[caption id="attachment_2568" align="alignleft" width="150"] akt ur. Sisse c.d.[/caption]

&amp;nbsp;

Córka Szymona Deitszera i Cyrli z Wolfów; urodzona 20 maja 1824 roku w Kaliszu; zmarła 6 października 1893 w Warszawie.

[caption id="attachment_2561" align="alignright" width="150"] akt ślubu Sisse Deitscher[/caption]

2 września 1847 zawarła religijny związek małżeński z Dawidem Poznańskim. W akcie podano jej imię w formie Sisse vel Cecylia, inna forma to Zuzanna (akt zgonu matki, nagrobek). Po ślubie zamieszkała z mężem we Włocławku. Po śmierci Dawida Poznańskiego Zuzanna została w Warszawie.

Grób Zuzanny i Dawida Poznańskich znajduje się na cmentarzu żydowskim przy Okopowej (sektor 26, rząd 7, numer 8).</document>
<document nplp_id="2485" title="Dawid Poznański" slug="dawid-poznanski">Mąż Sisse (Zuzanny) Deitszer

Lekarz; syn Salomana i Ryfki Poznańskich; urodzony w 1818 (lub 1822) roku w Kaliszu; zmarł 22 września 1876 roku w Warszawie.

Jako młodzieniec wstąpił do Szkoły Rabinów w Warszawie. Po jej ukończeniu wyjechał na studia zagranicę. Dyplom absolwenta medycyny uzyskał na uniwersytecie w Lipsku. Następnie rozpoczął praktykę lekarską w pobliżu Kalisza. Tu 2 września 1847 roku zawarł związek małżeński z Sisse (Zuzanną) Deitszer. Po kilku latach małżonkowie przenieśli się na stałe do Włocławka. Tam Dawid Poznański zasłynął uczciwością i oddaniem powołaniu zawodowemu. Był też m.in. inicjatorem i opiekunem tamtejszej szkoły elementarnej dla dzieci żydowskich. W 1874 poważnie zachorował. Dwa lata później przybył do Warszawy w celu ratowania zdrowia, jednak po kilku miesiącach zmarł. Został zapamiętany jako „jeden z najuczeńszych i najzdolniejszych lekarzy w kraju” („Izraelita” 1876 nr 38). Pochowany został na cmentarzu żydowskim przy Gęsiej (dzisiejsza Okopowa); doskonale zachowany grób Dawida i Zuzanny Poznańskich znajduje się pod numerem 8 w sektorze 26, rząd 7.</document>
<document nplp_id="2486" title="Estera (Ernestyna) Deitszer" slug="estera-ernestyna-deitszer">[caption id="attachment_2563" align="alignleft" width="150"] akt ur. Estery Deitszer[/caption]

&amp;nbsp;

Córka Szymona Deitszera i Cyrli z Wolfów; urodzona 10 sierpnia 1829 roku w Kaliszu, razem z bratem bliźniakiem o imieniu Wolf. W akcie zgonu matki imię jej zapisano w spolszczonej wersji Ernestyna.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2488" title="Wolf Deitszer" slug="wolf-deitszer">Syn Szymona Deitszera i Cyrli z Wolfów; urodzony 10 sierpnia 1829 roku w Kaliszu, razem z siostrą bliźniaczką Esterą. Wolf żył niecałe 9 miesięcy. Zmarł 30 maja 1830 w Kaliszu.

[caption id="attachment_2569" align="alignleft" width="150"] akt ur. Wolfa Deitschera[/caption]

[caption id="attachment_2573" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Wolfa Deitschera[/caption]
</document>
<document nplp_id="2490" title="Lejzor (Ludwik) Goldszmit" slug="lejzor-ludwik-goldszmit">stryj Henryka Goldszmita

Syn Hersza Goldszmita i Chany z Rajsów; urodzony w 1831 w Hrubieszowie, zmarł prawdopodobnie w Warszawie (daty nie ustalono).

W wieku 18 lat zmienił wyznanie. W Księdze urodzin, małżeństw i zgonów parafii ewangelicko-augsburskiej w Warszawie na rok 1849 zachował się akt następującej treści: „Działo się to w Warszawie dnia dziesiątego listopada tysiąc ośmset czterdziestego dziewiątego roku o godzinie jedenastej przed południem. Wiadomo czynimy, że w obecności świadków[…] Jana Krystyana West, Misjonarza Angielskiego, lat pięćdziesiąt, i Fryderyka Wilhelma Blönder, malarza portretowego, lat pięćdziesiąt jeden liczącego, pierwszego pod liczbą dwa tysiące czterysta, drugiego pod liczbą sześćset sześćdziesiąt ośm, w Warszawie zamieszkałych, ochrzczonym został, przysposobiony przez Misjonarzy Angielskich do nawracania Starozakonnych, Lajzer Goldszmit Młodzian, syn Lekarza i Doktora medycyny w Hrubieszowie w guberni lubelskiej, Hirsza i Anny małżonków Goldszmit, urodzony tamże w roku tysiąc ośmset trzydziestym pierwszym, który na chrzcie świętym przyjął imię Ludwik Goldszmidt”.

O jego losach nic więcej nie wiadomo.</document>
<document nplp_id="2491" title="Mindla (Magdalena) Goldszmit" slug="mindla-magdalena-goldszmit">Ciotka Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2551" align="alignleft" width="150"] akt ur. Mindli Goldszmit[/caption]

Córka Hersza Goldszmita i Chany z Rajsów; urodzona w 1837 roku w Hrubieszowie; zmarła 10 kwietnia 1918 roku w Warszawie.

Dnia 30 listopada 1857 roku zawarła religijny związek małżeński z Leonem Rajnerem „kawalerem kantor loterii utrzymującym, w Lublinie zamieszkałym, lat trzydzieści pięć liczącym”. Ojcowie obojga młodych byli lekarzami. W akcie ślubu zwracają uwagę podpisy obecnych przy rejestracji: panna młoda sygnowała akt jako Mindla Goldschmidt (podobnie jej ojciec), natomiast jej matka wybrał bardziej spolszczoną pisownię nazwiska: Goldszmidt. Pisownia imienia też była chwiejna. W akcie urodzenia pierwszej córki Rajnerów, Cecylii, którą nb. rejestrował w urzędzie dziadek, widnieje Magdalena; dziesięć lat później w akcie urodzenia drugiej córki, Marii, a także w akcie zgonu matki występuje znów w pierwotnej formie Mindla; W 1871-72 w aktach syna Artura (Arona) jest znów Magdalena. Także Janusz Korczak wspomina w Pamiętniku „ogród cioci Magdzi”, który odwiedzał być może w Lublinie. Tam bowiem rodzina mieszkała przynajmniej do śmierci Leona w 1887. Potem przeniosła się do Warszawy. Wnuczka Magdaleny, Janina Gołębiewska w jednym z listów tak wspomina babcię: „Na etażerce w jej mieszkaniu na ul. Królewskiej 29, wśród pamiątek z licznych jej podróży zagranicznych, leżała pierwsza powieść Janusza Korczaka pt. Dziecko salonu. Ciotka była dumna ze swego zdolnego bratanka. Pomagała mu materialnie w czasie jego pobytu w Berlinie i Paryżu, gdzie pogłębiał i poszerzał swą wiedzę medyczną”.

[caption id="attachment_2543" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Mindli Goldszmit i Leona Rajnera[/caption]

&amp;nbsp;

W akcie zgonu nr 38 z 1918 roku czytamy, że „umarła w mieszkaniu własnym w Warszawie przy ulicy Królewskiej nr dwadzieścia dziewięć a, Magdalena Rejner, z domu Goldszmidt, wdowa po Leonie Rejnerze, kapitalistka, córka Hermana i Chany”.</document>
<document nplp_id="2492" title="Leon Rajner" slug="leon-rajner">Wuj Henryka Goldszmita

Właściciel kantoru loterii; syn Arona i Frajdy Cyrli Rajnerów; urodzony w 1822 w Lublinie; zmarł tamże w 1887.

[caption id="attachment_2543" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Mindli Goldszmit i Leona Rajnera[/caption]

&amp;nbsp;

Ojciec Leona, Aron Rajner był lekarzem wolnopraktykującym w Lublinie. 30 listopada 1857 roku w obecności swego ojca (matka zmarła w 1834) oraz Hirsza i Chany Goldszmitów zawarł religijny związek małżeński z Mindlą Goldszmit (ciotką Korczaka). Rajnerowie mieli troje dzieci Aleksandrę Cecylię, Marię Rojzę i Artura (Arona).

Nazwisko w innych dokumentach występuje także w formie Rejner.</document>
<document nplp_id="2494" title="Józef Goldszmit" slug="jozef-goldszmit">Ojciec Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2549" align="alignleft" width="150"] akt ur. Józefa Goldszmita[/caption]

Adwokat; syn Hersza Goldszmita i Chany z Rajsów; urodził się 4 września 1844 roku w Hrubieszowie, zmarł 26 kwietnia 1896 roku.

Rejestracja dziecka w tamtejszym urzędzie stanu cywilnego wyznań niechrześcijańskich dnia 11 września potwierdza, że „dziecięciu temu przy obrzezaniu odbytym nadane zostało imię Josef Goldszmidt”. W innych źródłach (m.in. akcie ślubu, wykazie studentów, na płycie nagrobnej) konsekwentnie podawana jest spolszczona forma imienia – Józef, a także rok urodzenia 1846. Do szkoły elementarnej uczęszczał zapewne w Hrubieszowie. W latach 1857-1863 był uczniem lubelskiej szkoły średniej. Początkowo było to gimnazjum, ale ustawą o wychowaniu publicznym w Królestwie Polskim (tzw. reforma szkolna Wielopolskiego) w styczniu 1862 przekształcone zostało w liceum. Dlatego pierwszy artykuł prasowy opublikowanych przez Józefa podpisany został przez ucznia „Klasy VI Liceum Lubelskiego” („Jutrzenka” 1862 nr 48). Rok później w związku z wybuchem powstania styczniowego klasa VII została rozwiązana przed końcem roku szkolnego i uczniowie nie zdawali matury. W powstaniu Józef nie uczestniczył. W ciągu kolejnych lat uzupełnił swoje wykształcenie, a jesienią 1866 wstąpił na Wydział Prawa i Administracji Szkoły Głównej Warszawskiej. Zamieszkał przy Krakowskim Przedmieściu 47. W okresie studiów publikował, m.in. w „Izraelicie”, korespondencje oraz życiorysy sławnych Izraelitów, a także studia historyczne na temat dziejów narodu żydowskiego. W tym czasie wydał także trzy broszury: w 1867 Wizerunki wsławionych Żydów. I. Sir Moses Montefiore (z dedykacją dla ojca), w 1868 Córkę handlarza. Obrazek z czasów ostatniej epidemii w Warszawie (dedykowany matce) oraz pod koniec tegoż roku (z datą 1869) drugą część Wizerunków… zatytułowaną Achilles Fould. 15 lutego 1870 obronił pracę magisterską zatytułowaną Wykład prawa rozwodowego podług ustaw mojżeszowych talmudycznych, którą w następnym roku wydał drukiem. Źródła cytowane w pracy, a także opracowania przywoływane we wcześniejszych publikacjach w „Izraelicie” wskazują, że Józef znał kilka języków: niemiecki, francuski, rosyjski oraz hebrajski. Nie poświęcił się jednak pracy naukowej ani pisarskiej – wybrał karierę prawniczą.

[caption id="attachment_2556" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Cecylii Gebickiej i Józefa Goldszmita po ros.[/caption]

W 1871-1874 odbył aplikację sądową w Lublinie. Następnie przebywał w Kaliszu. Tam 27 maja 1874 pojął za żonę Cecylię Gębicką; małżonkowie zamieszkali na stałe w Warszawie przy ulicy Podwale 46. Józef rozpoczął pracę jako niższej rangi adwokat, tzw. patron przy trybunale cywilnym. 15 kwietnia 1875 urodziła się pierwsza córka państwa Goldszmitów, Anna. Świadkiem rejestracji dziecka 19 lipca był m.in. Henryk Elzenberg, kolega Józefa ze studiów. Już w tym czasie Józef posiadał jakieś nieruchomości w Warszawie, w akcie jest bowiem określony jako „obrońca [adwokat] i właściciel domu.” W 1877 przebywał za granicą. Po powrocie przyjmował interesantów w mieszkaniu przy ul. Bielańskiej 18 już jako adwokat przysięgły. Po śmierci teścia, Adolfa Gębickiego, w 1877 z rodziną Goldszmitów zamieszkała matka Cecylii – Mina (Emilia). Prawdopodobnie w następnym roku urodził się Henryk. Ojciec dokonał rejestracji syna z około trzyletnim opóźnieniem, w lipcu 1881 roku, po przeprowadzce rodziny na Krakowskie Przedmieście 77. Tam też, 12 lutego 1882 urodziło się trzecie dziecko Józefa i Cecylii; niestety dziewczynka nie przeżyła porodu. W następnych latach Józef kontynuował swoją karierę adwokacką. Kancelarię prowadził w wynajmowanych mieszkaniach usytuowanych w centrum miasta: rodzina zamieszkiwała kolejno przy Miodowej 15 (1883-85), Miodowej 19 (1886), przy placu Krasińskich 3 (1888-90). Natomiast Józef był właścicielem ośmiu nieruchomości w mniej reprezentacyjnej, zachodniej części miasta, przy ulicy Hrubieszowskiej (numery 1, 2, 7, 9, 11 i 12) oraz Karolkowej (numery 14 i 16). Prawdopodobnie w latach ’80 zaangażował się w działalność Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Subiektów Handlowych Wyznania Mojżeszowego w Warszawie; był jego członkiem honorowym i radcą prawnym. W 1891-94 mieszkał z rodziną przy ul. Świętojerskiej 28. Prawdopodobnie w tym czasie zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. W 1892 przebywał na kuracji w Nałęczowie. Był też kilkakrotnie hospitalizowany w zakładach dla psychicznie chorych. Pogarszająca się w związku z tym sytuacja finansowa, spowodowała kolejne przeprowadzki: na Leszno 18 (w 1885) następnie na Nowosenatorską 6 (1896).

Józef Goldszmit zmarł 26 kwietnia 1896 roku. Został pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Gęsiej (obecnie Okopowa, kwatera 71, rząd 2).</document>
<document nplp_id="2496" title="Cecylia Gębicka" slug="cecylia-gebicka">Matka Henryka Goldszmita

Córka Józefa (Adolfa) Gębickiego i Miny (Emilii) z Deitszerów; urodzona 14 grudnia 1853 roku w Kaliszu; zmarła 11 lutego 1920 w Warszawie.

[caption id="attachment_2562" align="alignleft" width="150"] akt ur. Cecylii Gębickiej[/caption]

28 maja 1874 w Kaliszu wyszła za mąż za Józefa Goldszmita i przeniosła się z mężem do Warszawy. Wraz z nimi przeprowadzili się do stolicy rodzice i brat Cecylii. Ojciec ciężko chorował i po kilku latach zmarł, a po jego śmierci w 1877 matka, Mina (Emilia) Deitszer, przeprowadziła się na stałe do córki. Józef jako adwokat przysięgły osiągał wysokie dochody. Sytuacja materialna rodziny zmieniła się jednak w latach dziewięćdziesiątych. W 1892 zmarła matka Cecylii, a w 1896 – mąż. Zmuszona okolicznościami już w 1895 otworzyła w swoim mieszkaniu przy ul. Leszno 18 m. 10 „stancję dla uczennic i uczniów Izraelitów, uczęszczających lub przygotowujących się do gimnazjum i zawodów fachowych” oferując im „korepetycje i troskliwą opiekę” („Izraelita” 1895 nr 3). W następnych latach już „z upoważnienia władz szkolnych” prowadziła pensjonat dla uczniów szkół rządowych i prywatnych pod nowym adresem „Nowosenatorska 6 m. 11. Cecylia cały czas mieszkała z synem; kolejne adresy, które udało się ustalić to: Chłodna (w 1902), Elektoralna 32 (w 1904-1905), Śliska 51 (w 1905), Wielka 83 (w 1912).

Maria Falkowska ustaliła, że Cecylia „dwukrotnie zabiegała o demobilizację syna”, gdy ten w czerwcu 1905 został wysłany na front wojny rosyjsko-japońskiej. („Biuletyn ŻIH” 1997 nr 1). Z kolei podczas wojny polsko-radzieckiej (1919-1920) Henryk, oficer armii polskiej w randze majora, pracując w szpitalu zakaźnym na Kamionku w Warszawie, zaraził się tyfusem plamistym. Matka opiekując się nim w chorobie – sama się zaraziła i w następstwie zmarła. Jej pogrzeb odbył się 13 lutego 1920 roku na cmentarzu wyznania mojżeszowego. Grób nie zachował się.

[caption id="attachment_2556" align="alignleft" width="890"] akt ślubu Cecylii Gębickiej i Józefa Goldszmita po ros.[/caption]</document>
<document nplp_id="2498" title="Jakub Goldszmit" slug="jakub-goldszmit">Stryj Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2545" align="alignleft" width="150"] akt ur. Jakuba Goldszmita[/caption]

Adwokat, literat, dziennikarz; syn Hersza Goldszmita i Chany z Rajsów; urodzony 14 maja 1848 roku w Hrubieszowie, zmarł 11 lipca 1912 w Bostonie W USA.

Do polskiej szkoły początkowej chodził zapewne w Hrubieszowie, a naukę kontynuował w lubelskim gimnazjum (które od stycznia 1862 do maja 1865 funkcjonowało jako ośmioklasowe liceum). W tym czasie mieszkał w Lublinie na stancji. Jego szkolnymi kolegami byli m.in. Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), Aleksander Świętochowski i Julian Ochorowicz. W 1863 debiutował w wychodzącej w Warszawie „Jutrzence. Tygodniku dla Izraelitów Polskich” nadesłaną korespondencją z Hrubieszowa dotyczącą budowy nowej synagogi w tym mieście. Prawdopodobnie w 1866 zdał maturę. Następnie zaczął publikować korespondencje z Lublina w „Izraelicie” oraz recenzje książkowe i drobne artykuły w „Kurierze Lubelskim”, a w 1867 omówienia książek i wydarzeń zagranicznych nadsyłał do „Przeglądu Tygodniowego”. Wraz z ojcem należał w tym czasie do „stowarzyszenia kasy wsparcia podupadłych lekarzy, wdów i sierot biednych po lekarzach pozostałych”. W 1868-69 przebywał w Warszawie, być może na kursach przygotowujących kandydatów na studia prawnicze. W tym czasie nadal współpracował z „Kurierem Lubelskim” i „Izraelitą”. W 1870 ukazał się w Warszawie zbiór Z życia żydowskiego. Obrazki i szkice wydane przez Jakóba Goldszmita (dedykowane siostrze Magdalenie z Goldszmitów Rajnerowej), a także broszura Słówko o ważności Stowarzyszenia wzajemnej pomocy subiektów wyznania mojżeszowego w Warszawie.

[caption id="attachment_2578" align="alignleft" width="150"] akt ślubu Jakuba Goldszmita[/caption]

Prawdopodobnie jesienią 1870 Jakub rozpoczął studia na Wydziale Prawa Cesarskiego Uniwersytetu w Sankt Petersburgu. Po niespełna dwóch latach przerwał naukę, żeby 26 marca 1872 w Hrubieszowie zawrzeć religijny związek małżeński z dziewiętnastoletnią Gitlą Warman, „urodzoną i mieszkającą w mieście Lublinie, córką Dawida i Łai z Rozenbandów”. Wydaje się, że Jakub został w kraju przynajmniej do następnego roku, bowiem 20 stycznia 1873 w odpowiednim urzędzie, jako ojciec, „student prawa Carskiego Sankt Petersburskiego Uniwersytetu, mieszkaniec Lublina,  w obecności świadków (…) okazał niemowlę płci żeńskiej urodzone 25 grudnia zeszłego roku [1872]/6 stycznia [1873], któremu nadane zostało imię Anna Henryka”. Studia ukończył w 1875 i już jesienią tego roku zaangażował się w tworzenie szkoły wieczorowej w Lublinie. Przez jeden semestr jej istnienia, do lutego 1876, prowadził wykłady z zakresu „nauk społecznych i opowiadań o życiu znakomitych ludzi”. W tym czasie jego córka już chorowała i przebywała w uzdrowisku pod Włocławkiem. W sierpniu tegoż roku w „Gazecie Lubelskiej” (nr 102) ukazała się informacja, że Jakób Goldszmit „mianowany pełnomocnikiem sądowym (adwokatem) przy zjeździe sędziów pokoju w Lublinie, przyjmuje obrony w sprawach cywilnych i karnych nie tylko w Lublinie, ale również i na prowincji”.

Jednocześnie kontynuował działalność dziennikarską, współpracował z „Kurierem Lubelskim” (1876-77, 1880-81) i jego następcą „Gazetą Lubelską” (1876-1878) oraz z „Izraelitą” (z przerwami do 1881). W 1877 był też stałym korespondentem warszawskiego „Echa”. Artykuły o tematyce prawniczej zamieszczał w „Gazecie Sądowej Warszawskiej” (1878-79).

Znanych jest kilka adresów lubelskich Jakuba: ul. Królewska 201 (w 1876), Kowalska 393 (w 1877), Lubartowską (1878). W latach 1879-81 spisy odnotowują ponownie Kowalską 393, wiadomo jednak, że pod koniec 1880 Jakub mieszkał już w Warszawie, 23 grudnia napisał do Józefa Ignacego Kraszewskiego list z adresem zwrotnym: Warszawa ul. Piękna 23 (podpisany Jakub Goldszmit Adwokat). W czerwcu 1881 pisał już do Elizy Orzeszkowej: „Skutkiem pewnych familijnych okoliczności rzuciłem świątynię Temidy i w pół roku przybyłem do Warszawy, gdzie wyłącznie pracy dziennikarskiej się oddałem”. Postanowił wydawać kalendarze, ponieważ mają „tę nad pismami periodycznymi wyższość, że utrwalają bardziej w umyśle i pamięci czytelnika to, co do wiadomości ich podają” („Kujawianin” 1883). I tak „chęć służenia poczciwej sprawie wzajemnego zbliżenia oraz bliższego poznania się jednej ziemi mieszkańców” powołała do życia „Kalendarz dla Izraelitów na rok religijny (zwyczajny) od stworzenia świata 5642, czyli od narodzenia Chrystusa 1881-1882”. Następnie równolegle wydawał : „Kalendarz domowo-gospodarski” (1882-85) i „Warszawianina. Kalendarz familijny” (1882-85), a potem „Noworocznik Warszawski” (1883) oraz „Rolnika” (1885). Prócz artykułów dotyczących bieżących tematów Jakub publikował także tłumaczenia, głównie z niemieckiego; znał ponadto hebrajski, rosyjski, francuski i angielski.

W roku 1883 zmarła córka Jakuba, a on sam poważnie chorował. W listach do Orzeszkowej i Kraszewskiego pisze, że stracił w tym czasie trzy najbliższe osoby („najukochańsze dziecię”, „najlepszą żonę”, „najdroższą siostrę”). Nie udało się tego potwierdzić w dokumentach (zarówno żona, jak i siostry zmarły znacznie później). Na początku 1884 powrócił z kuracji i zaangażował się w tworzenie Stowarzyszenia pielęgnowania chorych po domach prywatnych w Warszawie (inaczej Towarzystwo opieki nad chorymi w Warszawie).

Informacje o dalszych losach Jakuba Goldszmita pochodzą z jego listów do Elizy Orzeszkowej. Dowiadujemy się z nich, że w maju 1885 przebywał w Sandomierzu „dla nabrania sił po ciężkiej niemocy”, a lato następnego roku spędzał w „wiosce Radzymińskiej”.

W 1887 został aresztowany przez władze carskie za „nieprawomyślność”, następnie jako emigrant polityczny znalazł się w Budapeszcie. Stamtąd wyjechał do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie kontynuował działalność dziennikarską. W 1891 w prasie anglojęzycznej publikował biografie zasłużonych Polaków. Według źródeł bibliograficznych był redaktorem polskich pism literackich wydawanych w Nowym Jorku: w 1892 „Orzeł Biały” (tygodnik) i „Biały Husarz” (wyszło kilka numerów), a w 1894-1905 „Przegląd Międzynarodowy” (miesięcznik). W 1894 mieszkał w Filadelfii (w stanie Pensylwania). List z maja tegoż roku podpisał Dr Goldszmit. W lutym 1909 pisał już z Bostonu (w stanie Massachusetts) jako „Prof. Jakob C. Goldszmit Dr. Filozofii i medycyny”. 31 stycznia 1910 roku Jakub ożenił się z 37-letnią Eugenią Bodzyńską (w księdze małżeństw Jakub figuruje jako wdowiec). Małżonkowie mieszkali pod adresem Brodway 353, a żona zajmowała się domem.

[caption id="attachment_2576" align="alignleft" width="150"] akt zgonu Jakuba Goldszmita[/caption]

&amp;nbsp;

Dwa lata później, 11 lipca 1912 roku Jakob C. Goldsmith zmarł na raka. Według aktu zgonu pochowany został na cmentarzu Mt. Hope w Bostonie.</document>
<document nplp_id="2499" title="Gitla (Gustawa) Warman" slug="gitla-gustawa-warman">Stryjenka Henryka Goldszmita

Córka Dawida Wahrmana i Łai z Rozenbandów; urodzona 15 października 1852 w Lublinie, zmarła 21 sierpnia 1925 w Otwocku.

26 marca 1972 w Hrubieszowie poślubiła Jakuba Goldszmita. Młodzi zamieszkali w Lublinie. 6 stycznia 1873 urodziła córkę, której nadano imię Anna Henryka (zmarła w 1883). W jednym z listów do Józefa Kraszewskiego Jakub pisze, że w jednym roku stracił „najukochańsze dziecię”, „najlepszą żonę”, „najdroższą siostrę”. Nie udało się jednak potwierdzić tego w dokumentach.</document>
<document nplp_id="2500" title="Eugenia L. Bodzyńska" slug="eugenia-l-bodzynska">Stryjenka Henryka Goldszmita

Córka Wincentego Bodzyńskiego i Ludomity Sotkiewicz; urodzona w 1873.

Mieszkała w Bostonie w USA. 31 stycznia 1910 roku w wieku 37 lat wyszła tam za mąż za znacznie starszego Jakuba Goldszmita, profesora (jak wpisano w księdze małżeństw stanu Massechusetts). Małżonkowie mieszkali pod adresem Brodway 353, Eugenia zajmowała się domem.</document>
<document nplp_id="2501" title="Aleksander Sender Goldszmit" slug="aleksander-sender-goldszmit">Stryj Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2580" align="alignleft" width="150"] akt urodzenia Aleksandra Goldszmita[/caption]

&amp;nbsp;

Syn Hersza Goldszmita i Sury Estery z Wajngartów; urodzony 5 stycznia 1871 roku w Hrubieszowie.

Nie udało się ustalić innych informacji.</document>
<document nplp_id="2503" title="Anna Henryka Goldszmit" slug="anna-henryka-goldszmit">Kuzynka Henryka Goldszmita

Córka Jakuba Goldszmita i Gitli Warman; urodzona 6 stycznia 1873 roku w Lublinie; zmarła w 1883 w Warszawie.

Urodziła się w czasie, gdy jej ojciec studiował prawo w Sankt Petersburgu. Od wczesnego dzieciństwa chorowała. Wiele czasu spędzała w uzdrowiskach, m.in. pod Włocławkiem. Ojciec dedykował jej fragment utworu Z księgi legend publikowanego w „Kalendarzu Domowo-Gospodarskim” w 1882 r: „Najukochańszej mojej Andziulce w pamięć lepszych czasów poświęcam”. Anna Henryka zmarła w wieku 10 lat.</document>
<document nplp_id="2506" title="Karol Gębicki" slug="karol-gebicki">Wuj Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2564" align="alignleft" width="150"] akt ur. Karola Gębickiego[/caption]

Kupiec, właściciel kantoru; syn Józefa Adolfa Gębickiego i Miny z Deitszerów; urodzony 19 grudnia 1854 w Kaliszu; zmarł prawdopodobnie przed 1927 w Warszawie.

Przeniósł się na stałe do Warszawy prawdopodobnie razem z rodzicami i siostrą w 1874. Tu ożenił się z Teklą (Teresą) Lewental. W 1880 urodził się pierwszy syn Gębickich, Osip. Mieszkali wówczas pod adresem Krakowskie Przedmieście 36, a ojciec został w akcie określony jako kupiec. Dwa lata później rodzina mieszkała przy ulicy Koziej 3; tam przyszli na świat ich córka Bronisława (w 1882) oraz syn Stanisław (w 1884). Ojciec był już wówczas właścicielem kantoru „interesów bankierskich i wekslu”, z siedzibą obok Hotelu Saskiego (Krakowskie Przedmieście 37). Zajmował się m.in. wymianą walut, ubezpieczeniami pożyczek, pośrednictwem kupna-sprzedaży sum hipotecznych itp.

Nie zachowała się metryka jego zgonu. Można zakładać, że zmarł przed 1927, bowiem w nekrologu żony nie ma o nim wzmianki („Nasz Przegląd” 1927 nr 136). Z podpisu wynika natomiast, że Gębiccy mieli więcej niż jedną córkę oraz że w 1927 roku mieli wnuczkę. Nie udało się jednak ustalić tożsamości tych osób.</document>
<document nplp_id="2508" title="Tekla (Teresa) Lewental" slug="tekla-teresa-lewental">Wujenka Henryka Goldszmita

Żona Karola Gębickiego; urodzona około 1858 roku, zmarła 17 maja 1927 roku w Warszawie.

W odnalezionych aktach urodzenia jej dzieci Osipa (1880), Bronisławy (1882) i Stanisława (1884) figuruje jako Tekla z Lewentalów. Natomiast w nekrologu zamieszczonym w „Naszym Przeglądzie” (1927 nr 136) forma jej nazwiska brzmi: Teresa z Lewentalów Karolowa Gębicka. Z podpisu pod nekrologiem można wyczytać, że Gębiccy mieli więcej niż jedną córkę oraz że Teresa miała także wnuczkę. Nie udało się jednak potwierdzić tożsamości tych osób w dokumentach. Ponadto można przypuszczać, że Karol zmarł wcześniej, ponieważ mąż nie jest wymieniony wśród bliskich pozostałych „nieutulonych w żalu” („Nasz Przegląd” 1927 nr 136).

Teresę Gębicką pochowano 19 maja 1927 roku na cmentarzu żydowskim w Warszawie. W pierwszą rocznicę śmierci odbyło się tam nabożeństwo żałobne i poświęcenie pomnika, o czym powiadamiali w prasie Matka, dzieci i rodzina („Nasz Przegląd” 1928 nr 135). Grobu nie udało się odnaleźć.</document>
<document nplp_id="2509" title="Gębicka" slug="gebicka">Córka Józefa (Adolfa) Gębickiego i Miny (Emilii) z Deitszerów; urodziła się i zmarła 1 lipca 1862 roku w Kaliszu.</document>
<document nplp_id="2510" title="Osip Adolf Gębicki" slug="osip-adolf-gebicki">Kuzyn Henryka Goldszmita

Syn Karola Gębickiego i Tekli z Lewentalów; urodził się 7 maja 1880 w Warszawie w domu przy ul. Krakowskie Przedmieście 36.

Zachował się tylko aktu urodzenia. Nie natrafiono na inne źródła mówiące o losach tej osoby.</document>
<document nplp_id="2511" title="Bronisława Gębicka" slug="bronislawa-gebicka">Kuzynka Henryka Goldszmita

Córka Karola Gębickiego i Tekli z Lewentalów; urodziła się 15 maja 1882 w Warszawie pod adresem Kozia 3.
Zachował się tylko aktu urodzenia. Nie natrafiono na inne źródła mówiące losach tej osoby.</document>
<document nplp_id="2512" title="Stanisław Gębicki" slug="stanislaw-gebicki">Kuzyn Henryka Goldszmita

Syn Karola Gębickiego i Tekli z Lewentalów. Urodził się 3 kwietnia 1884 w Warszawie w domu przy ul. Koziej 3.

Zachował się tylko aktu urodzenia. Nie natrafiono na inne źródła dotyczące losów tej osoby.</document>
<document nplp_id="2513" title="Antoni Gołębiewski" slug="antoni-golebiewski">Kupiec; syn Aleksandra Gołębiewskiego i Joanny z Kołakowskich, mąż Aleksandry Cecylii Rajner; urodzony ok. 1860 we wsi Gołębie powiatu mławskiego guberni Płockiej; zmarł po 1918.

Jako kawaler mieszkał w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście 172. W listopadzie 1890 zawarł związek małżeński z Aleksandrą Cecylią Rajner. Ślub odbył się w Warszawie w parafii Wszystkich Świętych. Miał troje dzieci Janinę, Aleksandra Hieronima i Kazimierza.

W maju 1918 zgłosił się do urzędu stanu cywilnego wyznań niechrześcijańskich pierwszego okręgu miasta stołecznego Warszawy po akt zgonu teściowej, Magdaleny z Goldszmitów Rajnerowej. Daty jego śmierci nie udało się ustalić.</document>
<document nplp_id="2514" title="Maria Rojza Rajner" slug="maria-rojza-rajner">Kuzynka Henryka Goldszmita

[caption id="attachment_2550" align="alignleft" width="150"] akt ur. Marii Rajner[/caption]

Córka Leona Rajnera i Mindli (Magdaleny) z Goldszmitów; urodzona 9 grudnia 1867 roku w Lublinie; zmarła tamże 28 lutego 1942 roku.

Maria Rojza wyszła za mąż za niejakiego Polikiera (nie udało się zidentyfikować tej osoby). W 1948 jej siostrzenica Janina Gołębiewska sądownie ustaliła datę śmierci ciotki; odpis postanowienia znajduje się w aktach sprawy stwierdzenia praw do spadku po Henryku Goldszmicie.</document>
<document nplp_id="2515" title="Janina Gołębiewska" slug="janina-golebiewska">Córka Antoniego Gołębiewskiego i Aleksandry Cecylii z Rajnerów; urodzona 5 czerwca 1891 roku w Lublinie; zmarła tamże 9 lutego 1968 roku.
Wojnę przeżyła w Lublinie. W 1953 w Sądzie okręgowym w Lublinie założyła sprawę o „stwierdzenie praw do spadku po Herszu (Henryku) Goldszmidcie”. W związku z brakiem dokumentów metrykalnych przeprowadziła postępowanie dotyczące ustalenie dat życia Janusza Korczaka.</document>
<document nplp_id="2517" title="Aleksander Hieronim Gołębiewski" slug="aleksander-hieronim-golebiewski">Farmaceuta; syn Antoniego Gołębiewskiego i Aleksandry Cecylii z Rajnerów; urodzony 30 września 1892 roku w Lublinie; zmarł 8 lipca 1942 w G’uzor w Uzbeckiej Republice.

Jako młody człowiek wyjechał do Stanów Zjednoczonych Ameryki. W Chicago urodziły się dwie jego córki – Zofia (w 1919) i Jadwiga (w 1920). Następnie wrócił do rodzinnego Lublina. Tam w 1925 przyszedł na świat jego syn Stefan Jan. Matkę swoich dzieci, Janinę Julię Szubiak poślubił dwa lata później 1 czerwca 1927 roku w kościele pod wezwaniem św. Pawła w Lublinie. Podobnie jak jego młodszy brat Kazimierz, Aleksander prowadził aptekę.

W czasie II wojny światowej prawdopodobnie został aresztowany przez NKWD i deportowany w głąb Rosji. W wyniku tzw. układu Sikorski-Majski z 1941 roku wraz z tysiącami innych więźniów został uwolniony w ramach „amnestii” i wcielony do tworzących się oddziałów Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR (Armii Andersa).

Zmarł w szpitalu garnizonowym w G’uzor w Uzbeckiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. W karcie zgonu jako przyczynę wpisano zapalenie mięśnia sercowego.</document>
<document nplp_id="2518" title="Janina Julia Szubiak" slug="janina-julia-szubiak">Córka Wincentego Aleksandra Szubiaka i Józefy z Pileckich; żona Aleksandra Gołębiewskiego; urodzona ok. 1900 roku.

Mieszkała z Aleksandrem Gołębiewskim w Chicago w USA, tam urodziła dwie córki – Zofię (w 1919) i Jadwigę (w 1920). Wkrótce potem powróciła do kraju i zamieszkała w Lublinie. Tam urodziło się trzecie dziecko Janiny i Aleksandra, Stefan Jan. 1 czerwca 1927 w parafii św. Pawła w Lublinie rodzice zawarli związek małżeński.</document>
<document nplp_id="2519" title="Kazimierz Gołębiewski" slug="kazimierz-golebiewski">Farmaceuta; Syn Antoniego Gołębiewskiego i Cecylii Aleksandry z Rajnerów; urodzony 4 marca 1895 w Lublinie, zmarł 13 stycznia 1929 w Bychawie.

Akt jego zgonu znajduje się w księgach parafii św. Jana w Lublinie.

[caption id="attachment_2575" align="alignleft" width="150"] odpis aktu ur. Kazimierza Gołębiewskiego[/caption]</document>
<document nplp_id="2520" title="Zofia Gołębiewska" slug="zofia-golebiewska">Córka Aleksandra Hieronima Gołębiewskiego i Janiny Julii z Szubiaków; urodzona 15 marca 1919 roku w Chicago w USA.

Na miesiąc przed wybuchem II wojny światowej, 27 lipca 1939 roku, poślubiła Zdzisława Ciołka-Poniatowskiego. W tym samym dniu odbył się także ślub jej siostry Jadwigi z Józefem Janem Majdaniukiem.</document>
<document nplp_id="2521" title="Zdzisław Ciołek-Poniatowski" slug="zdzislaw-ciolek-poniatowski">Urzędnik; syn Władysława Konstantego Ciołka-Poniatowskiego i Emilii z Bykowskich; urodzony w 1909 roku w Lublinie.

27 lipca 1939 roku w Lublinie poślubił Zofię Gołębiewską.</document>
<document nplp_id="2522" title="Jadwiga Gołębiewska" slug="jadwiga-golebiewska">Córka Aleksandra Hieronima Gołębiewskiego i Janiny Julii z Szubiaków; urodzona 1 sierpnia 1920 roku w Chicago w USA.

Na miesiąc przed wybuchem II wojny światowej, 27 lipca 1939 roku, poślubiła Józefa Majdaniuka. W tym samym dniu odbył się także ślub jej siostry Zofii ze Zdzisławem Ciołkiem-Poniatowskim</document>
<document nplp_id="2524" title="Józef Jan Majdaniuk" slug="jozef-jan-majdaniuk">Syn Jana Majdaniuka i Marii z Pasierbów, mąż Jadwigi Gołębiewskiej; urodzony w 1908 roku w Zaleszczykach.

27 lipca 1939 roku w Lublinie poślubił Jadwigę Gołębiewską.</document>
<document nplp_id="2525" title="Stefan Jan Gołębiewski" slug="stefan-jan-golebiewski">Syn Aleksandra Hieronima Gołębiewskiego i Janiny Julii z Szubiaków; urodzony 1 kwietnia 1925 roku w Lublinie.

27 kwietnia 1954 roku w Łodzi-Polesie poślubił Wiesławę Czechowską.</document>
<document nplp_id="2526" title="Wiesława Czechowska" slug="wieslawa-czechowska">Żona Stefana Gołębiewskiego. Ślub odbył się 27 kwietnia 1954 roku w Łodzi (dzielnica Polesie).</document>
<document nplp_id="2539" title="Tańczący Leśmian" slug="tanczacy-lesmian">Na rok 1911 datowany jest początek ważnego okresu dla poszukiwań artystycznych Leśmiana. To właśnie wtedy – jako współzałożyciel eksperymentalnego Teatru Artystycznego w Warszawie – rozpoczyna on swoją kilkumiesięczną przygodę z reżyserią. Później Leśmian rozwija te zainteresowania między innymi jako kierownik literacki Teatru Polskiego w Łodzi przy ulicy Cegielnianej, pisze recenzje książek i przedstawień teatralnych. Warszawskie doświadczenia z teatrem (których zapowiedzią była już „wielka akademia” zorganizowana przez młodego poetę w 1898 roku w Kijowie, podczas której deklamował jeden z fragmentów Dziadów cz. III Adama Mickiewicza, czyli Wielką Improwizację, i w związku z tym został aresztowany) znalazły swoje dopełnienie w dramacie mimicznym Skrzypek opętany (1911‒1914) i jego wcześniejszej wersji zatytułowanej Pierrot i Kolombina (1910) inspirowanej między innymi popularną wśród symbolistów rosyjskich tradycją commedia dell’arte.

Co istotne, Leśmian wyeliminował słowo z obu wariantów tekstu na rzecz nie tylko gestów, lecz także ruchu o charakterze tanecznym, przy czym ów taniec jawi się jako niezbywalny komponent zarówno Pierrota i Kolombiny, jak i Skrzypka opętanego. Dla przykładu w Skrzypku opętanym odnaleźć można niemal wszystkie znane formy choreograficzne, począwszy od tańców solowych, poprzez tańce w parze, po kole i linii oraz w szeregu, na spontanicznych, improwizowanych ruchach skończywszy. W ten sposób Leśmian stworzył warunki dla wykreowania na scenie, po pierwsze, efektu rytmiczności, a jak wiadomo, kategoria rytmu była kluczowa zarówno dla jego poezji, jak i poglądów estetycznych, czemu dał wyraz w znakomitych esejach takich jak Rytm jako światopogląd i U źródeł rytmu. Po drugie, udało mu się uzyskać efekt teatralnej synestezji, jak w scenie Skrzypka opętanego, w której Chryza maluje, tańcząc.

To taniec-dreszcz – czytamy w utworze – który niepokoi ciało baśniowo-twórczym drżeniem, poczynając od stóp, przechodząc z wolna do rąk, z rąk przefalowując ku ramionom, z ramion zlewając się na piersi… Taniec wewnętrzny, rytmicznie natężony, pełen fal nagłych, ruchów i odruchów, a jednocześnie znieruchomień, zastanowień i zaczajeń.... (Skrzypek opętany)

Obecność tańca w twórczości Leśmiana nie kończy się wszakże na pisanych przez niego dramatach mimicznych. Jest on istotny także dla jego prozy i poezji. W utworze prozatorskim Jan Tajemnik publikowanym w tomie Klechdy polskie samowolnie tańczą buty głównego bohatera, wprawiając w ruch jego bezwładne nogi. Z kolei w klechdzie Wiedźma wójt erotycznie odurzony tańcem ze starą Bartłomiejową, ochoczo oddając się cielesnym swawolom, zapomina na jakiś czas o godności sprawowanego przez siebie urzędu i doświadcza innej prawdy istnienia realizującej się poza normami społecznymi.

Pewno już tańczę… ‒ pomyślał z niepokojem i stwierdził, że przebiera nogami, jakby na wyprzódki lewą nogą prawej umykał. Splunął więc tylko na stronę dla zaznaczenia pierwotnego względem tańca stanowiska ‒ i zawirował po śniegu, starając się na chybił-trafił pogodzić swe gwałtowne poskoki z rozszalałymi podrygami wiedźmy. Wbrew oczekiwaniu pląsał lekko i wprawnie, podniecany siłą tajemną, która w tej chwili wyłącznie niemal poruszaniem nóg jego była pracowicie zajęta. Zdawało mu się, że nie tylko on na tych polach śnieżnych, lecz i pola śnieżne pod nim tańczą, wirując i poskakując, i uderzając o jego stopy pierwej, niż się tego spodziewał. (Wiedźma, ze zbioru Klechdy polskie)

W poezji Leśmiana – podobnie jak w dramatach mimicznych – taniec staje się znakiem erotyzmu, jak w wierszu Dziwożona, którego płocha bohaterka, Złotopani, tańczy „pośród modrych łątek” (…) „zwijanego,/ [gonionego], wyrywanego”:

Co sto lat tu zlata ptaszek,

Złoty ptaszek, Gregoraszek,

Puka w dąb: niech w dębu szparze

Dziwożona się pokaże!

&amp;nbsp;

Stuk, puk! z dziupli wypłoszona

W świat wybiega Dziwożona,

O, już tańczy zwijanego,

Gonionego, wyrwanego.

&amp;nbsp;

Leśnej bajce dając wątek,

Pośród modrych tańczy łątek,

Gra jej ciepła trzcin muzyka,

O, ucieka już, już znika.

&amp;nbsp;

Pobiegnijmy za nią w ślady,

Na wywiady, na wybady,

Zanim dąb się zamknie za nią,

Za tańczącą Złotopanią!

&amp;nbsp;

Bo ptak złoty lubi zwlekać,

Więc sto lat będziemy czekać,

Aż drzwi dębu otworzone

Znów pokażą Dziwożonę.

(Dziwożona, z wierszy rozproszonych)

Leśmianowski taniec okazuje się nierzadko przejawem namiętności i niepohamowanych ludzkich żądz. Powiązany z erotyką, kojarzony bywa jednocześnie z pośmiertnym ukojeniem, jak w wypadku postaci z wiersza Dziewczyna przed zwierciadłem pragnącej zanurzyć się w lustrzanej toni, by zaznać spokoju i niczym podwodna rusałka bawić swe ciało płynnym pląsem.

W poezji Leśmiana taniec łączy się ponadto – jak w Nieznanej podróży Sindbada Żeglarza – z aktualizowaną przez autora topiką „pieśni bez słów”. Pojawia się również w utworach Tango oraz Ciało me, wklęte z tomu Dziejba leśna. Tytuł tego pierwszego wiersza jest nazwą tańca, w drugim mianem korowodu określone zostało całe istnienie:

&amp;nbsp;

Ciało me, wklęte w korowód istnienia,

Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,

Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,

Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.

&amp;nbsp;

Zna pląsy gwiezdne, wszechświatów taneczność

I wir i turkot rozszalałych jazd –

Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność

W takt mego serca i nie moich gwiazd! (…)

(Ciało me, wklęte, z tomu Dziejba leśna)

W tekstach poetyckich Jadwiga, W zakątku cmentarza i Karczma (z tomu Napój cienisty), Ballada dziadowska, Świdryga i Midryga oraz Garbus (ze zbioru Łąka) pojawia się natomiast motyw tańca śmierci zespolony z erotyzmem, realizowany za pośrednictwem estetyki makabreski. Polega ona na artystycznym zespoleniu budzących wstręt i strach motywów makabrycznych z poetyką groteski literackiej. W Karczmie w pijackich śmiertelnych podrygach zataczają się zarówno opoje, jak i cała przestrzeń przedstawiona, by następnie stoczyć się w otchłań w rytm melodii „szczekacza-brzękacza”.

W Świdrydze i Midrydze – tańczą nawet trumny w grobie, podskakując tak, że aż dudni cmentarna ziemia. W Jadwidze podrygując, pląsa ogryziony do kości przez czerwia, śmiejący się do nicości szkielet bohaterki. W Balladzie dziadowskiej w rytm refrenicznego zaśpiewu „oj da-dana, da-dana!” tanecznie podskakuje na wodzie kula dziada-topielca, natomiast w poetyckim wspomnieniu o tytułowej postaci z wiersza Garbus pojawia się oksymoroniczna fraza „garbem żebrał i tańczył”. Wreszcie w tekście poetyckim W zakątku cmentarza mowa jest o Nieboszczyku Madaleńskim, który – niczym Wielki Tancerz znany z ikonografii późnego średniowiecza prezentującej motyw danse macabre – „prowadzi mazura”:

&amp;nbsp;

Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,

Że w obczyźnie cmentarza czują się – bezdomnie –

A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod

Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.

&amp;nbsp;

Maria z Bzówka – wygody wspomina izdebne,

Słońce – w łóżku, wiatr – w sieni – i ogród macierzyn,

Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,

A wszystkie takie – trafne i drzewom – potrzebne!...

&amp;nbsp;

Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba –

Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze

W nieodgadle błękitnym – pełnym Boga – chabrze,

By zeń dla snu wiecznego wydłubać – źdźbło nieba.

&amp;nbsp;

Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,

By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny –

Kreślił palcem na próchnie list do panny Anny

Życząc rychłego w kwiatach – zmartwychwstania.

&amp;nbsp;

Panna Anna udaje, że jest – w bezżałobie

I biorąc na kolana młodą mgłę – pieszczochę –

Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę

Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.

&amp;nbsp;

A opodal – mniej więcej naprzeciw rozstaju,

We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,

Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju

Nieboszczyk Madaleński – prowadzi mazura.

(W zakątku cmentarza, z tomu Napój cienisty)

W twórczości Leśmana mówienie o śmierci w kategoriach tanecznych (czego przykładem może być sformułowanie „skoczne lamenty” z wiersza Świdryga i Midryga) lub taneczno-erotycznych, owocuje wewnętrznie sprzecznym efektem utożsamienia tego, co bywa kojarzone z definitywnym końcem egzystencji i przeszywa grozą, ze szczytową witalnością, która nie budzi już lęku i wywołuje wręcz przeciwne emocje. Znakomitą tego ilustracją może być ballada Świdryga i Midryga:

&amp;nbsp;

To nie konie tak cwałują i uszami strzygą,

Jeno tańczą dwaj opoje – Świdryga z Midrygą.

&amp;nbsp;

A nie stęka tak stodoła pod cepów bijakiem,

Jak ta łąka, źgana stopą srożej, niż kułakiem!

&amp;nbsp;

Zaskoczyła ich na słońcu Południca blada

I Świdrydze i Midrydze i tańcowi rada.

&amp;nbsp;

Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu.

»Który w tańcu mię wyhula, bom jedna dla obu?« ‒

&amp;nbsp;

»Moja będzie ‒ rzekł Świdryga ‒ ta pierś i ta szyja!« ‒

A Midryga pięścią przeczy: »Moja lub niczyja!«

&amp;nbsp;

Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą.

»Musisz obu nam nastarczyć, skąpico-dziewczuro!«

&amp;nbsp;

A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu,

A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu.

&amp;nbsp;

I rozdwaja się po równu, rozszczepia się żwawo

Na dwie dziewki, na siostrzane ‒ na lewą i prawą.

&amp;nbsp;

»Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące!

Tańczże z nami południami, dopóki jarzące!

&amp;nbsp;

Jedna dziewka rąk ma czworo i cztery ma łydy !

Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!«

&amp;nbsp;

Nasrożyli się do tańca, jak gdyby do boju ‒

Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące ‒ niepokoju.

&amp;nbsp;

Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga ‒ z lewą,

Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten ‒ cholewą.

&amp;nbsp;

Na odsiebkę, na odkrętkę i znów na odwrotkę –

Podeptali macierzankę, błyszczkę i tymotkę!

&amp;nbsp;

Jeden wrzeszczał: »Konaj żywcem!«, a drugi:

»Wciornaści!« Tańcowali aż do zdechu i aż do upaści!

&amp;nbsp;

Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci,

I umarła jednocześnie we dwojej postaci.

&amp;nbsp;

»Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne,

Bo podwójne w tańcowaniu, a w śmierci dwukrotne.

&amp;nbsp;

Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem – drzewo.

Zmówmy pacierz obopólny – za prawą i lewą«.

&amp;nbsp;

W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie –

A już huczy echo ziemne – tańczą trumny obie!

&amp;nbsp;

Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze,

Ukazując co raz w tańcu nie domkniętą paszczę.

&amp;nbsp;

Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę,

Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę!

&amp;nbsp;

Aż się kręci razem z nimi śmierć w skocznych lamentach,

Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentarz!

&amp;nbsp;

Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło,

Aż się stało popod ziemią huczno i wesoło!

&amp;nbsp;

Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze,

Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze!

&amp;nbsp;

I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona,

Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona?

&amp;nbsp;

W jakiej trumnie lewa dziewka, w jakiej prawa leży?

I która z nich i do kogo po śmierci należy?

&amp;nbsp;

Tak im w oczach opętanych świat się cały miga,

Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga?

&amp;nbsp;

Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu:

»A bądźcie tu ludzie dobrzy, jak u siebie w domu!

&amp;nbsp;

Jedna trumna dla jednego, dla drugiego – druga,

W jednej wieczność prawym okiem, w drugiej lewym mruga!«

&amp;nbsp;

Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem

I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem.

&amp;nbsp;

Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem,

Tak i nie tak – i na opak – razem i nie razem!

&amp;nbsp;

Aż wwichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry,

Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry!

(Świdryga i Midryga z tomu Łąka)

Ta roztańczona poezja bywa tak sugestywna, że od razu przywodzi na myśl wizerunek jej tańczącego autora:

Pamiętam chwile – wspominała Wanda Leśmianówna – gdy mój ojciec pisał Świdrygę i Midrygę. Wiersz ten ojciec śpiewał tak, że słowa tańczyły. Śpiewał – znaczy śpiewał jak poeta – nie głosem tylko śpiewnym rytmem. Pamiętam tego wieczora drzwi do pokoju ojca były na wpół otwarte, a on stał przy swoim biurku pokrytym suknem. Czytał na głos pierwsze strofy swojego utworu, przytupując jedną nogą, podczas gdy jego prawa ręka kreśliła zawadiackie znaki w powietrzu. Nagle zrozumiałam, że on tańczy razem ze Świdrygą i Midrygą.
Ojciec zobaczył mnie sponad swoich okularów i powiedział:
‒ Słuchaj.
Gdy skończył czytać, zapytał:
‒ Jak to brzmi?
Nie czekał jednak na moją odpowiedź. Zapomniał, że stałam obok niego i znowu pisał swoim pięknym zielonym piórem nową strofę Świdrygi i Midrygi, pijaną zawrotnym rytmem.[przypis]W. Leśmianówna, Szczęśliwe godziny z moim ojcem, „Na Antenie” 1966, nr 36, s. 4.[/przypis]

&amp;nbsp;

Trzeba było jednak czekać aż sto pięć lat, by utwory poety na nowo wybrzmiały w Warszawie w wieloznacznym tańcu, choć od 1911 roku, w którym rozpoczęła się przygoda teatralna tego autora, bywał on w stolicy wielokrotnie, spędził tu nawet ostatnie dwa lata życia. Jednak dopiero w 2016 roku w wystawianym w Domu Literatury w Teatrze Scena spektaklu Leśmian w reżyserii Małgorzaty Kaczmarskiej twórca tanecznym krokiem wrócił do Warszawy. Śpiew solowy i zespołowy współistnieje tu z tańcem – zarówno subtelnym i zmysłowym, jak i szaleńczym, ekstatycznym. W przedstawieniu jako On i Ona występują Grzegorz Daukszewicz oraz Aleksandra Radwan/ Katarzyna Hołtra. Spektakl współtworzą także wokalnie i tanecznie Aleksandra Bogucka, Małgorzata Promińska, Katarzyna Wilgos, Katarzyna Andruszko, Grzegorz Duszak. Trzeba podkreślić, że w znakomitych nowoczesnych, wykonywanych na instrumentach klawiszowych (Piotr Iwański), skrzypcach (Agata Krystek), wiolonczeli (Bernadetta Wieczerzyńska), altówce(Dominika Kotlicka), kontrabasie (Michał Mościcki), flecie poprzecznym (Łukasz Jankowski) i perkusji (Radosław Mysłek) kompozycjach autorstwa Grzegorza Duszaka i Małgorzaty Promińskiej znalazła swój wyraz wrażliwość współczesnego odbiorcy na jeden z największych walorów twórczości poety – jej rytmiczność przydającą niepospolitej urody polszczyźnie literackiej. Zarówno wspomniane kompozycje, jak i pozostałe komponenty spektaklu oddają artystycznie całe spektrum emocji, nastrojów, „czułych dźwięków” wpisanych w Leśmianowską poezję, którą sam autor czytał tak, jakby śpiewał, a zanim zaczął układać słowa, nucił melodię:

Pamiętam – wspominała młodsza córka poety – że gdy pisał, najpierw nucił melodię z bardzo mocno zaznaczonym rytmem. Później przychodziły słowa. Nowe słowa, jego własne. Cała masa słów, które układały się w wiersze (…) Ojciec czytał nam swoje utwory, gdy tylko skończył je pisać, jeszcze atrament był mokry na papierze. Czytając, nadawał każdemu słowu brzmienie niezwykłej piękności. Czytał w rytmie, który kołował głowę. Piękny "timbre" jego głosu wzbierał leśmianowską melodią (...). Prawa ręka zawieszona w powietrzu, kreśliła cudaczne znaki.[przypis]Tamże.

[/przypis]

Z biografii Leśmiana i wspomnień jego młodszej córki wiemy, że twórca lubił teatr i kochał muzykę. Mówił, że „Muzyka i poezja są nierozłączne”. Tak właśnie w spektaklu w reżyserii Małgorzaty Kaczmarskiej wybrzmiewają one śpiewem, wyrażają się w tańcu. Chciałoby się rzec za Leśmianem, że słowa

[u]pojone rytmem tańczą na znak swego radosnego wyzwolenia z pęt szarzyzny i pojęciowości – na znak cudownego powrotu do pierwotnego źródliska barw, kształtów, szumów i szelestów. Te rozpląsane, rozśpiewane, wolne i nikomu nieposłuszne słowa zrywają wszelką łącznicę ze słowami mowy codziennej i porywają do tańca te tylko myśli i uczucia, te tylko sny i zjawy, które zaczynają istnieć i być sobą dopiero w tym wyzwoleniu – w tym objawieniu słownym – w tym triumfującym górowaniu nad beztwórczą i martwą, chociaż ruchliwą i zgiełkliwą codziennością”.[przypis]B. Leśmian, Z rozmyslań o poezji, „Rocznik Polskiej Akademii Literatury”, 1939, [cyt. za:] Szkice literackie. Dzieła wszystkie, oprac. J. Trznadel, Warszawa, 2011, s. 66-67.

&amp;nbsp;

[/przypis]</document>
<document nplp_id="2541" title="Teatr Leśmiana" slug="teatr-lesmiana">Leśmian był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Wspominał Leopold Lewin,

Znał – i to nie po łebkach – sporo dziedzin, nie mających nic wspólnego ani z poezją, ani z jego zawodem prawnika (...). Jedną z dziedzin, w których świetnie się orientował, był teatr. (...) potrafił mówić o reżyserii, scenografii czy grze aktorskiej w sposób wysoce interesujący i oryginalny.[przypis]L. Lewin, Wspomnienie o Leśmianie , [w:] Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie, pod red. Z. Jastrzębskiego, Lublin 1966, s. 307.[/przypis] 

Był zwolennikiem teatru lalek, w którym dostrzegał najbardziej sugestywny wyznacznik teatralności[przypis]R. Stone, Wstęp, [w:] B. Leśmian, Skrzypek opętany, wstęp i oprac. R. Stone, Warszawa 1985, s. 16.[/przypis]. Związki Bolesława Leśmiana z teatrem były wielowymiarowe i nieprzypadkowe. Poeta próbował realizować je zarówno jako teatrolog, dramaturg oraz reżyser i kierownik artystycznego teatru w jednej osobie, jak i twórca teatralny. Utwory dramatyczne, które pojawiły się w jego dorobku, nie były literackim incydentem, artystyczną zachcianką, lecz próbą dopełnienia pracy na scenie oraz teorii – praktyką pisarską.

Jego pomysły rodziły się nie tylko z potrzeby własnych ambicji. Wypowiedzi teoretyczne poety dowodzą, iż teatr, wraz z całym tworzącym go zapleczem, był przedmiotem jego autentycznej artystycznej troski. W szkicu Kilka słów o teatrze, zwykle powściągliwy w wyrażaniu poglądów, nie przebierał w słowach:

Wprawdzie kierownicy teatralni stanowią jeszcze dość groźną armię ściśle zrzeszonych wrogów teatru, który swym nieuctwem popiera zgiełkliwy tłum recenzentów, lecz poza teatrem, wśród publiczności, wśród artystów, wśród talentów coraz się wzmaga liczebnie i duchowo widoczna już dzisiaj garstka ludzi, których zaduma o teatrze nie przeminie bez echa.[przypis]B. Leśmian, Kilka słów o teatrze, [w:] Leśmian, Szkice literackie, oprac. i wstęp. J. Trznadel, Warszawa 1959, s. 203.[/przypis]

Z podobnych refleksji i z rozmów prowadzonych wśród znajomych w kawiarniach warszawskich narodziła się idea Teatru Artystycznego, który poeta powołał do życia w 1911 roku wraz z Kazimierzem Wroczyńskim i Januszem Orlińskim. Siedziby udzielił nowej scenie Teatr Mały, mieszczący się w gmachu Filharmonii. Wedle Dobrochny Ratajczak poeta przydał niezwykle ulotnej i efemerycznej imprezie potężny oręż w postaci wyrazistego programu artystycznego i filozoficznego.



On nadał całej serii przypadków, które spowodowały powstanie teatru – rangę zdarzenia dużej miary. Nadto znamienna, dramatyczna konfrontacja nowatorskich zamierzeń i konkretnych realizacji, wizji mierzonej „ponad siły” i wymogów codziennej praktyki określiła dzieje tego teatru i jest czytelna tak w wypowiedziach Leśmiana, jak w ówczesnych recenzjach z kolejnych premier interesującej nas sceny. Dlatego nie można teorii Leśmiana rozpatrywać w oderwaniu od Teatru Artystycznego, nie można również pracy tej placówki pozbawić teoretycznej myśli teatralnej Leśmiana.[przypis]D. Ratajczak, Teatr Artystyczny Bolesława Leśmiana. Z problemów przełomu teatralnego w Polsce (1893-1913), Wrocław 1979, s. 9.[/przypis]

Leśmian w swoich teoriach przewidział odpowiednią rolę dla reżysera czy aktorów, ale także, co mniej oczywiste, dla widza. Już w 1909 roku w Tajemnicach widza i widowiska Leśmiana pisał:

Może nikt z nas nigdy nie zamyślił się dość głęboko nad tym, jakie cuda dokonywają się w chwili, gdy światła gasną i kurtyna się podnosi. Owo gaszenie świateł, potęgując widoczność sceny i roztajemniczając głębię teatru, zarówno osamotnia usamodzielnia te dwie „antytezy teatralne” – widza i widowisko, cień i światło, kontemplatora przedmiot kontemplowany. Nie mamy ani prawa, ani potrzeby przypuszczać że w „pomrokach teatru”, pomijając różnicę form zewnętrznych, dzieje się coś innego aniżeli na scenie. I tu, i tam zachodzi to samo zdarzenie, ten sam dramat, ten sam wysiłek doskonałego odtworzenia go na scenie. Przyszliśmy bowiem nie po to, by oglądać grę aktorów, lecz po to, aby wraz z nimi grać i tą grą się upajać.[przypis]B. Leśmian, Tajemnice widza i teatru, [w:] B. Leśmian, Szkice literackie, dz. cyt., s. 141.[/przypis]

Teatralna myśl poety nie ograniczała się jedynie do konceptów dotyczących teorii teatru czy do projektów związanych ze stworzeniem nowocześnie administrowanej artystycznej sceny. Leśmian wszedł także w rolę dramaturga. Właściwie było to rozwiązanie najlepsze z możliwych, gdyż obsadzając się we wszystkich rolach: teoretyka teatru, krytyka, kierownika artystycznego, dramatopisarza i reżysera mógł z powodzeniem kierować realizacją własnych artystycznych zamysłów. Leśmian wyreżyserował w Teatrze Artystycznym cztery sztuki, w tym inaugurującą działalność nowej sceny w maju 1911 roku komedię Christiana Grabbego Żart, satyra, ironia i głębsze znaczenie. Leśmian uhonorował jednocześnie autora tłumaczenia, Wacława Berenta, który wspierał poetę w Paryżu. Jako reżyser zdecydował się włączyć do sztuki pantomimę własnej kompozycji. O tej decyzji napisał:

Reżyser miał przed sobą utwór czysto ideowy (…). Dla widomego wydźwignięcia tego utworu na scenę – trzeba go było uprzednio rozszerzyć odpowiednim pomysłem scenicznym, aby aforystyczność i metaforyczność tego utworu stała się obrazem w przestrzeni. Zamierzył więc reżyser dodać do tego utworu drugi utwór, złożony z ruchów, a właściwie z całej syntezy ruchów, kojarzących się w konsekwentną całość i stanowiących w swej istocie – zatajony taniec (rodzaj ironicznego kadryla), tak by sytuacje były – poszczególnymi figurami owego ogólnego tańca.[przypis]B. Leśmian, O sztuce teatralnej, „Literatura i Sztuka, 1911, nr 29.[/przypis]

Swoją koncepcje podporządkował Leśmian idei teatru stylizowanego, którą przeciwstawiał ujęciu realistycznemu:

Aktor-stylizator dba nie tylko o złudzenie gniewu, lecz o oddanie innych jeszcze – poza uczuciem gniewu – zamiarów artystycznych, na przykład: piękna gniewu, karykatury gniewu, słowem nawiązania istoty gniewu z ogólną koncepcją utworu.[przypis]Tamże.[/przypis]

Sztuka w inscenizacji Leśmiana grana była dwadzieścia jeden razy i spotkała się na ogół z życzliwą reakcją publiczności i recenzentów. Spośród kolejnych sztuk wystawionych w Teatrze Artystycznym – Scapin-matacz (znana bardziej pt. Szelmostwa Skapena) Moliera, Dożywocie Fredry i Gromiwoj (znana także jako Lizystrata) Arystofanesa – największym powodzeniem cieszyło się ostatnie przedstawienie, grane dwadzieścia razy. Mimo pierwszych sukcesów Teatru Artystycznego koledzy poety wobec braku odpowiednich środków finansowych zdecydowali o sięgnięciu po repertuar, który gwarantował sukces kasowy. Nie godząc się z tym, Leśmian – zaledwie po czterech miesiącach współpracy – odszedł z teatru.

W października 1911 opublikował coś w rodzaju podsumowania swoich doświadczeń w Teatrze Artystycznym. Wspominając pierwsze przedstawienie stwierdził, że sztuka Grabbego

miała (…) największe powodzenie wśród sztuk w Teatrze Artystycznym wystawianych i wzbudziła największą ciekawość. Zaczęto po raz pierwszy w Warszawie mówić o stylizacji w teatrze, chociaż to słowo było i jest dotąd mniej zrozumiałe niż r e a l i z m. (…) Teatr stylizowany ma w Warszawie przyszłość, to znaczy: mógłby powstać, ale nigdy nie powstanie...[przypis]B. Leśmian, O sztuce teatralnej, [w:] Leśmian, Szkice..., dz. cyt., s. 185.[/przypis]

Ponownie pojawił się Leśmian w teatrze w sezonie 1916/1917 w Łodzi. Pełnił wówczas funkcję kierownika literackiego, ściągnięty tam przez Orlińskiego, dyrektora artystycznego Teatru Polskiego. Jednak pomysły repertuarowe Leśmiana nie przypadły do gustu publiczności. Nagła śmierć Orlińskiego w 1917 roku przypieczętowała rozstanie poety z Łodzią. Autor Łąki zrezygnował wówczas ze swych dramaturgicznych ambicji i wyjechał za granicę. Zaprzestał swych wypowiedzi na temat teatru i do końca życia nie zrealizował żadnego przedstawienia.

Niezależnie od tych doświadczeń Leśmian przez całe życie tworzył utwory sceniczne. Do dziś ta problematyka nie została w pełni zbadana, nie udało się nawet rozstrzygnąć, ile takich utworów napisał. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa jego pierwszymi tekstami scenicznymi były dramaty w języku rosyjskim. Niestety do dziś nie udało się ich odszukać. Chodzi tu przede wszystkim o jeden z nich: oparty na wątku bylinnym Wasilij Busłajew. Wiadomo, że taki dramat istniał, gdyż egzemplarz tego utworu autor przesłał w 1907 r. Waleremu Briusowowi. Sztuka trafiła do petersburskiego wydawnictwa „Znanije” uzyskała pozytywną opinię Leonida Andrejewa, ale nie przypadła do gustu Maksymowi Gorkiemu, który stwierdził, że miejsce Leśmiana jest „w szpitalu św. Mikołaja”. Leśmianowi zapewne trudno było zignorować sąd tak wpływowego pisarza. Choć po latach wrócił do pisania dla teatru to – być może właśnie z powodu opinii Gorkiego – żadnego z utworów dramatycznych nie zdecydował się za życia opublikować. Po jego śmierci ukazały się odzyskane z rękopisów: Dziejba leśna, Zdziczenie obyczajów pośmiertnych, farsa Bajka o złotym grzebyku oraz dramat mimiczny Skrzypek opętany. Za zaginioną uważa się sztukę Pieśń nad pieśniami.

W ocalałych utworach odnaleźć można nawiązania do koncepcji scenicznych Leśmiana, ugruntowanych w czasach pracy w teatrze. Poeta rozwinął ideę stylizacji, za której najlepszy wyraz uznał formę tańca. Współcześni komentatorzy twórczości Leśmiana dostrzegają potencjał tańca nie tylko jako elementu budowania tła choreograficznego, czyli jego funkcji wspierającej i dopełniającej sztukę właściwa, ale także coś więcej. Analizując rolę tańca w Skrzypku opętanym, Aneta Pomarańska-Szumska pisze:

Taniec z natury swej będąc sztuką czasowo-przestrzenną, kształtuje niejako sferę przestrzeni w Skrzypku opętanym, wpływając jednocześnie na jego kompozycję. Ożywienie przestrzeni scenicznej dokonuje się za pomocą tanecznego ruchu. Sposób poruszania się, tempo i kierunek, w jakim zmienia się sama przestrzeń dramatu.[przypis]A. Pomarańska-Szumska, Taniec w „Skrzypku opętanym” Bolesława Leśmiana, [w:] Poetyki Leśmiana. Leśmian i inni, pod red. E. Czaplejewicza i W. Sadowskiego, Warszawa 2002, ten i kolejny cytat ze s. 75.[/przypis]

Zwraca też uwagę, że taniec zmienia przestrzeń sztuki z dwu- w trójwymiarową. Taką, która pozwala zaistnieć perspektywie. Jej nieoczekiwane zmiany „przypominają nowoczesne techniki montażu filmowego”. Z kolei pierwszy wydawca Leśmiana, Jacek Trznadel, tak komentował teatralne koncepcje poety:

Owo zainteresowanie się Leśmiana pierwiastkiem mimicznym i tanecznym nie było zjawiskiem oderwanym, szukanie tam rodowodu i potwierdzenia elementów dramatycznych było zrozumiałe na tle zainteresowań sztuką ludów pierwotnych. Wszakże wprowadzenie konsekwentnej stylizacji na scenę, przejście od teoretycznych rozważań do polskiej praktyki scenicznej było zjawiskiem nowatorskim.[przypis]J. Trznadel, Wstęp, [w:] B. Leśmian, Szkice literackie, dz. cyt., s. 21.[/przypis]

Zdaniem Trznadla, Leśmian był jednym z ostatnich artystów, którzy chcieli dotrzeć wszędzie i ocalić wszystko, zachować swą indywidualność wobec wszystkich wymiarów świata. A starał się tego dokonać poprzez powrót do „pierwotności i micie intuicji, jako bezpośredniego obcowania z rzeczywistością. A jednocześnie jego racjonalistyczny i dociekliwy umysł (...) skazywał go na świadomość klęski, na konieczność odwrotu tam, gdzie artysta pozostaje niedosiężny i sam”[przypis]Tamże.[/przypis].

Niewątpliwie, wielowymiarowe doświadczenie teatru było dla poety ważne. Dawał temu wyraz również poprzez powroty do różnych odmian dramaturgii oraz próbom wcielenia swych teorii w życie. Badacze twórczości poety mają z tym obszarem niejaki kłopot, gdyż informacje, które posiadamy są niepełne i wiele jeszcze zostało do wyjaśnienia. Rochelle Stone, która przez wiele lat, jako jedyna miała zgodę rodziny na zajmowanie się rękopisami Leśmiana zabierała głos także w sprawie teatralnych zainteresowań poety. Zwracała uwagę na pomijane wspomnienia córki Leśmiana, która pisała o teatralnych zainteresowaniach ojca uzupełniając je niezwykle ciekawymi wątkami biograficznymi. Maria Ludwika Mazurowa wspominała, że:

Ojciec chciał wystawić Skrzypka na scenie, ale nie miał wtedy odpowiednich znajomości w operze warszawskiej. Trzeba było napisać do baletu muzykę. Wyszukać kompozytora. W ostatnich latach myślał ojciec o tym. Rozmawiał z Szymanowskim. Niestety, Karol Szymanowski zmarł i sprawa oprawy muzycznej Skrzypka pozostała nie rozwiązana.[przypis]R. Stone, Wstęp, [w:] B. Leśmian, Skrzypek opętany, dz. cyt., s. 6.[/przypis]

Rękopisy sztuk teatralnych, do których odnoszą się badacze zostały uratowane z płonącej Warszawy. Od lat 70. ubiegłego wieku znajdują się w zbiorach Harry Ransom Center w Teksasie. Zostały one zakupione wraz z innymi polonikami od Aleksandra Janty-Połczyńskiego, który razem z żoną prowadził w Nowym Jorku antykwariat. Rękopisy te są niezwykle cennym materiałem nie tylko dla czytelników Leśmiana, ale może przede wszystkim dla badaczy jego twórczości. Wśród opisywanych archiwaliów większość stanowią brulionowe wersje utworów. Dzięki temu mamy okazję podejrzeć choć trochę proces twórczy autora Łąki. Wcześniej nie było to możliwe, gdyż ocalałe z powstania warszawskiego rękopisy, to najczęściej listy poety. Uratowały się także nieliczne rękopisy wierszy, jednak są to wersje czystopisowe, które nie pozwalają obserwować, w jaki sposób Leśmian pracował nad swoimi utworami. Rękopisy przechowywane w USA są tym cenniejsze dla naszych dociekań, gdyż w większości pisane były z myślą o teatrze[przypis]Myślę tu o takich utworach jak: Bajka o złotym grzebyku, [w:] B. Leśmian, Satyr i Nimfa. Bajka o złotym grzebyku, oprac. i posłowie D. Pachocki, A. Truszkowski, Lublin 2011; Zdziczenie obyczajów pośmiertnych, oprac. i posłowie D. Pachocki, Lublin 2014; Skrzypek opętany, oprac. i posłowie D. Pachocki, Lublin 2016.[/przypis].

Amerykańskie archiwalia poety mogą także wskazywać, że Leśmian – skłaniając się ku teatrowi – pokładał w tym wyborze niejakie nadzieje na ustabilizowanie swojej sytuacji finansowej. Farsa pt. Bajka o złotym grzebyku nie została podpisana jego nazwiskiem, lecz pseudonimem – Jan Łubin. Można się domyślać, iż miał to być utwór pisany dla zarobku. Zachował się jedynie trzeci akt i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek istniały pozostałe części. Prześledzenie kart rękopisu może wskazywać na to, że utwór był przygotowywany do wystawienia. Mogą na to wskazywać różnego typu działania redakcyjne. Charakter ingerencji wyraźnie wskazuje na zamiar utrzymania dynamiki akcji poprzez zminimalizowanie objętości opisów lub skrócenie czy zupełne usunięcie wypowiedzi postaci[przypis]Łącznie usunięto ok. 25% tekstu.[/przypis]. Nie zachowały się jednak żadne informacje potwierdzające zaistnienie utworu na scenie lub choćby plan takiej realizacji.

Dwa pozostałe, zachowane w rękopisach dramaty były sygnowane przez poetę nazwiskiem. Leśmian wiązał z nimi duże plany. Zapewne miały one być twórczym odzwierciedleniem jego koncepcji zawartych w tekstach teoretycznych. Analiza rękopisów dowodzi, iż poświęcił im wiele czasu i energii. Każdy z utworów zawiera liczne poprawki i skreślenia. W brulionie zawierającym Zdziczenia obyczajów pośmiertnych do nielicznych należą strony, które byłyby wolne od tego typu interwencji . Leśmian, starając się uzyskać efekt końcowy, który byłby dlań zadowalający, po wielokroć poprawiał te same fragmenty tekstu. Dość powiedzieć, że poeta sześć razy próbował skonstruować zakończenie dramatu i żadna z prób nie została zwieńczona sukcesem, co jest także niebanalnym problemem edytorskim. Podczas analizy rękopisów poety warto zachować daleko posuniętą ostrożność. Nie wszystkie skreślenia i dopiski nadtekstowe można uznać za autorskie. Szczególnie te, które zostały napisane ołówkiem. Prawdopodobnie ktoś starał się odczytywać poszczególne słowa i wyżej lub obok nadpisywał odczytaną lekcję. Trudno z całą pewnością powiedzieć, kto jest autorem licznych skreśleń. Wiadomo, że kiedy Aleksander Janta odkupił rękopisy, poprawki już tam były. Nowy właściciel w jednym z listów pytał o to córkę Leśmiana. Maria Ludwika Mazurowa w liście z 6 kwietnia 1967 roku odpowiedziała:

Nie wiem, co mam napisać o notatkach ołówkiem w Zdziczeniu. Myśmy ich nie dotykały. Ojciec przerwał w połowie poemat, bo się przeraził tematem – to wiem. Alfred Tom pomógł w wydaniu Dziejby Leśnej – nie myślę, żeby był tak niekulturalny i bazgrał w rękopisach. Raczej nie zna Zdziczenia Obyczajów. Wydane zostały tylko wtedy utwory wykończone. Miał zająć się sprzedażą rękopisów poznany przez Pana – Wacław Kozłowski, ale zmarł. On porachował ilość stron, ale nie zapoznał się nawet z treścią. Nie jestem w możliwościach wytłumaczenia tego, bo wydawało mi się, że to ręką ojca skreślone.[przypis]List Marii Ludwiki Mazurowej do Aleksandra Janty-Połczyńskiego (syg. BN 12844 II). Dokument jest częścią zespołu archiwaliów przekazanych do Biblioteki Narodowej przez Walentynę Jantę. Zdają one relację z wojennej i powojennej historii rękopisów Leśmiana. Zostaną one wkrótce opublikowane w książce pt. Walizka Leśmiana. Losy ocalonych rękopisów (Lublin 2017).[/przypis]

Można domniemywać, że Maria Ludwika Mazurowa trafnie wskazuje autora ingerencji. Mocną przesłanką w tych dociekaniach są wnioski, jakie przynosi analiza przekreślonych fragmentów, obok których zostały dopisane ich nowe wersje. Dopiski te z dużą dozą pewności można przypisać Leśmianowi. Jednak sprawę komplikuje fakt, że niektóre wypowiedzi bohaterów pojawiają się w kilku redakcjach. Zdarzało się również, że poeta pozostawiał bez ostatecznej decyzji dwa równoprawne, czasem sprzeczne warianty. Rękopisy, o których mowa pokazują, z jaką pieczołowitością Leśmian nad nimi pracował. Zdarzało się, jak to było w przypadku Zdziczenia, że poeta nie był zadowolony z efektu końcowego i przerywał dalsze prace. Analizowane archiwalia wskazują na to, że poeta był wobec własnej twórczości bardzo wymagający. Mogą o tym świadczyć nie tylko kilkustopniowe redakcje tekstu, ale także całkowita rezygnacja z dalszej pracy nad zaawansowaną postacią utworu i rozpoczęcie prac od nad nową wersją od początku. Było tak w przypadku dramatu Pierrot i Kolombina, który jest pierwszą redakcją Skrzypka opętanego. Wiele wskazuje na to, że dla Leśmiana utwór ten miał szczególne znaczenie. W niezwykłej formie dramatu mimicznego zmaterializował poeta wiele ze swych teatralnych koncepcji. Badacze tego jakże ciekawego wątku w życiu Leśmiana przywołują najczęściej jego wypowiedzi teoretyczne, które publikowane były w prasie. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż nie mniej istotne treści znajdziemy w autorskich komentarzach, które poeta dołączył do swego mimicznego dramatu. Należy je traktować jako jego integralną część. Prócz praktycznych porad dotyczących realizacji – w dość umiejętny sposób – przemycił tam poeta swe teatralne koncepcje. Nierzadko, nowatorskie pomysły Leśmiana dotyczące teatralnych realizacji były wynikiem jego zainteresowań i głębokiego namysłu nad zagadnieniem. Poeta żywo interesował się teatrem w kraju, ale także i poza jego granicami:

Lampki indygowe wprowadził do teatru krakowskiego – Wyspiański. Myślę, iż Teatr Berliński posiada je od dawna. Światło ich jest soczystsze, bardziej tajemnicze od światła lampek zielonych. W danym jednak razie mają one oddawać nie światło księżycowe, lecz specjalną osobę Baśni. Światłu więc księżycowemu pozostają lampki zielone.[przypis]B. Leśmian, Uwagi autorskie, [w:] tenże, Skrzypek opętany, oprac. D. Pachocki, dz. cyt., s. 87.[/przypis]

Rezygnacja ze słów i przeniesienie środka ciężkości na gest i ruch jest wyraźnym nawiązaniem do teatru japońskiego, czego Leśmian nie ukrywał:

Ruchy mimiczne nie powinny zastępować słów brakujących, gdyż nigdy ich nie zastąpią. Przy takich ruchach zastępczych i widz, i aktor będą nieustannie odczuwali męczący brak słów, bezpotrzebnie odrzuconych (…). Rytm, który przeszedł do słów, na nowo niechaj do ruchów powróci. Stąd konieczność muzyki w dramatach mimicznych (…). Teatr japoński może tu za przykład posłużyć. Przeniesienie dajmy na to, dzbana z jednego końca sceny na drugi – dla aktora europejskiego jest ruchem mniej niż podrzędnym, który się załatwia bez gry, z pośpiechem, gwoli prędszego przejścia do chwili poważniejszej, która gry wymaga. Dla aktora japońskiego – jest to właśnie gra, cały szereg ruchów odcieniowych – bez słów. Nie ruchami, lecz przede wszystkim odcieniami ruchów, podzielonych na części składowe powinien grać aktor mimiczny. Nawet ruch prosty, jak na przykład, wzięcie do rąk skrzypki lub smyka – powinien być zagrany, i w dodatku zagrany rytmicznie. W utworze bowiem mimicznym tai się jakoby taniec, którego figurami są ruchy i sytuacje poszczególne.[przypis]Tamże, s. 82.[/przypis]

Zrytmizowanie utworów miało dla Leśmiana szczególne znaczenie[przypis]B. Leśmian, Rytm jako światopogląd, [w:] tenże, Szkice literackie, dz. cyt., s. 66-68.

&amp;nbsp;

[/przypis]. Nie pojawiało się w spektaklu w funkcji tła – przeciwnie. Miało ono spajać całość utworu pełniąc funkcję łącznika pomiędzy jego poszczególnymi elementami. Jednak przede wszystkim rytm miał nadawać teatrowi wymiar obrzędu, który z kolei miał za zadanie zbliżyć widza do metafizycznych tajemnic. Przypisywanie tak wielkiej wagi do motywu rytmu, tak istotnego w poetyckiej koncepcji Leśmiana, wskazuje, że jego sceniczne idee były integralnym składnikiem jego uniwersalnej artystycznej filozofii, którą poeta potrafił przełożyć także na język teatru.</document>
<document nplp_id="2542" title="Z&amp;nbsp;dziejów krytycznoliterackiej recepcji „Prologu”" slug="z-dziejow-krytycznoliterackiej-recepcji-prologu">Dwa zwierciadła, czujące swych głębin powietrzność,
Jedno przeciw drugiemu ustawiam z pośpiechem,
I widzę szereg odbić, zsuniętych w wieczność,
Każde dalsze zakrzepłym bliższego jest celem.

Dwie świece płoną przy mnie, mrużąc złote oczy,
Zapatrzone w lustrzanych otchłań wirydarzy:
Tam aleja świec liśćmi złotymi się jarzy
I rzeka nurt stężały obojętnie toczy.

Widzę tunel lustrzany, wyżłobiony, zda się,
W podziemiach moich marzeń, groźny i zaklęty,
Samotny, stopą ludzką nigdy nie dotknięty,
Nie znający pór roku, zamarły w bezczasie.

Widzę baśń zwierciadlaną, kędy zamiast słońca,
Nad zwłokami praistnień orszak gromnic czuwa,
Baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa
Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca….

Gdy umrę, bracia moi, ponieście mą trumnę
Przez tunel pogrążony w zgróz tajemnych krasie,
W jego oddal dziewiczą i głębie bezszumne,
Nie znające pór roku, zamarłe w bezczasie.

Gdy umrę, siostry moje, zagaście blask słońca,
Idźcie za mną w baśń ową, gdzie chór gromnic czuwa,
W baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa
Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca!…
[Z księgi przeczuć (Prolog)]

To prawda, wiersz Prolog nie jest najczęściej cytowanym utworem Bolesława Leśmiana; pod względem popularności i rozpoznawalności nie może konkurować z Dziewczyną, W malinowym chruśniaku, Dusiołkem czy Topielcem. Właśnie jednak lektury tego utworu, ponawiane przez profesjonalnych czytelników – byli wśród nich Stanisław Brzozowski, Adam Ważyk, Jacek Trznadel czy Paweł Dybel – w ciągu ponad stu lat, jakie upłynęły od jego pierwszej publikacji, składają się na serię, która dość ściśle pokrywa się z głównym nurtem dziejów krytycznoliterackiej recepcji Leśmiana i dobrze oddaje jej meandry. Kolejne odczytania Prologu wraz z towarzyszącymi im ocenami stanowią czuły probierz zmiennych nastawień do poezji Leśmiana.

Było tak od samego początku. Prolog jest zresztą jednym z pierwszych utworów Leśmiana, o których wypowiedzieli się krytycy. Zapewne zdecydowało o tym miejsce pierwodruku – nowe wówczas na rynku wydawniczym czasopismo literackie „Chimera”. Nazwisko Leśmiana pojawiło się w periodyku Zenona Przesmyckiego już w roku 1901, kiedy to w drugim zeszycie pisma ukazał się wiersz Ogród zaklęty. W zeszycie piętnastym z roku 1902 zamieszczony został natomiast liczący dziewięć utworów cykl Z księgi przeczuć z otwierającym go Prologiem. Inicjalna pozycja w cyklu i metapoetycki charakter Prologu sprzyjały temu, by właśnie ten utwór został dostrzeżony i zapamiętany; na samego zaś Leśmiana uwagę czytelników zwrócił w redakcyjnym komentarzu Przesmycki, wymieniając mało znanego młodego poetę pośród „pierwszorzędnych talentów” ujawnionych w „Chimerze” (pozostali to Maria Komornicka, Jan Lemański, Kazimiera Zawistowska i Jan Wroczyński)[przypis]Z. Przesmycki (Miriam), Po półtoraroczu. Od redakcji, „Chimera” 1902, z. 18, s. 275.[/przypis].
„Sztuka nie jest zwierciadełkiem”, czyli Prolog bez życia
Pierwsza krytycznoliteracka wzmianka o Prologu pochodzi z 1904 roku. Autorem jej był Stanisław Brzozowski, a kontekst stanowiła antymiriamowska kampania, którą krytyk prowadził w tym czasie na łamach warszawskiego „Głosu”. Owa wzmianka to co prawda zaledwie napomknienie – nie został wymieniony nawet tytuł wiersza, mowa tylko o „jednym z poematów Leśmiana” – ale napomknienie znaczące, bo zaczerpnięty z Prologu obraz dwóch rozstawionych naprzeciwko siebie zwierciadeł posłużył Brzozowskiemu za ilustrację takiego rozumienia sztuki, które jemu samemu było najzupełniej obce, a które wiązał z artystycznym kręgiem Przesmyckiego i „Chimery”. Brzozowski uważał, że sztuka oparta jedynie na myślowych konceptach („wizjach” w rodzaju tunelu lustrzanych odbić z Prologu), jest pusta, pozbawiona sensu:

Walka duchowa, zmaganie się z sobą dostarcza jedynie treści twórczej, gdy miejsce tej walki, tego pasowania się – zajmuje chłodne odbijanie, treść znika i pozostają tylko chłodne przybytki, jakie rozsnuwają się w dwóch postawionych naprzeciwko siebie zwierciadłach w jednym z poematów Leśmiana. (Jeżeli chodziło o autoironię, trudno o zjadliwszą!) Źródłem twórczości było, jest i na zawsze pozostanie życie osobiste, życie chociażby we wnętrzu własnej duszy zamknięte, w każdym razie jednak posiadające powagę życia, jego niebezpieczeństwa i ocalenia. Ono tylko – to życie – czyni wizjonerem, i to jest różnica między Novalisem, Poem lub Micińskim a Zeyerem lub Leśmianem. Prawdziwym wizjonerom nie o wizję samą chodziło.[przypis]S. Brzozowski, Kilka słów o sztuce, [w:] tenże, Eseje i studia o literaturze, wybór, wstęp i opracowanie H. Markiewicz, t. 1, Wrocław 1990, s. 235.[/przypis]

Co zastanawiające, Brzozowski nie wyjaśnia, kim jest Leśmian ani jaki jego „poemat” ma na myśli – są to dla niego oczywistości (a przecież chodziło nie o rzecz najściślej aktualną, lecz o publikację sprzed dwóch lat). Powstaje w ten sposób wrażenie, że Leśmian jest nie tylko kimś, ale wręcz głównym reprezentantem środowiska „Chimery” – zaraz obok Juliusa Zeyera (to „zagraniczne” sąsiedztwo to kolejna mimochodem dokonana nobilitacja). Oczywiście nie sposób przeoczyć znaku „minus”, jaki towarzyszy temu wyróżnieniu: Brzozowski daje do zrozumienia, że Leśmian i Zeyer nie są „prawdziwymi wizjonerami”, inaczej niż Novalis, Poe czy Miciński. Co gorsza, Leśmianowska „wizja” okazuje się kompromitująca: „Jeżeli chodziło o autoironię, trudno o zjadliwszą!” – drwi krytyk. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że Prolog został wywindowany do rangi emblematu „Chimery”.

Mającą długą tradycję, a odświeżoną przez zestawienie z Leśmianowskim obrazem „tunelu lustrzanego” metaforę literatury jako zwierciadła rzeczywistości uczynił Brzozowski retorycznym ośrodkiem swojej polemiki z Przesmyckim. Krytyk ironicznie referował poglądy Miriama:

Czy sztuka istotnie jest tylko coraz to nowym, coraz pod innym kątem i w innym oświetleniu nastawionym zwierciadłem, w którym przegląda się rozkochany w sobie Narcyz, żądny odzwierciedleń byt? Z takiego punktu widzenia istotnie zrozumiałą jest miriamiczna wzgarda dla życia, dla jego zgiełkliwej działalności, dla czynu. Życie jest o tyle śmieszne, że wierzy w swoją powagę, w swoją rzeczywistość, że całe oparte jest na mniemaniu, iż istotnie coś nowego z siebie stwarza, wyłania. Tymczasem zaś jest ono w gruncie rzeczy czymś pozbawionym znaczenia. Byt jest skończony. Nic go już zmienić nie zdoła. (…) Pozostaje tylko odzwierciedlać, odczuwać.[przypis]Tamże, s. 232‒233.[/przypis]

W relacji Brzozowskiego strukturę „miriamicznego” światopoglądu wyznacza ostra antynomia „życie” – „byt” (absolut). Sztuka ma odzwierciedlać skończony i niezmienny byt, nie zaś zmienność i przypadkowość życia. Polemiście Miriama, rozwijającemu w tym czasie „filozofię czynu”[przypis]Andrzej Walicki, posługując się opracowaną przez Diltheya typologią światopoglądów (naturalizm, idealizm obiektywny, idealizm wolności), uznał poglądy Brzozowskiego sprzed 1906 r. („filozofię czynu”) za klasyczny przykład idealizmu wolności, ten zaś opisał następująco: „Rzeczywistość pozbawiona jest w nim »obiektywności«, uznana za wytwór aktywności podmiotowej; całość nie redukuje się do części, ale też nie tkwi w nich immanentnie, przeciwnie: jest wobec nich transcendentna, przekracza je, odczuwana jest nie jako coś gotowego, danego, lecz jako zadanie, nie jako »byt«, lecz jako powinność. Naturalistycznemu i obiektywno-idealistycznemu monizmowi, koncepcji jednorodności człowieka i świata, przeciwstawia się w tym ujęciu radykalny dualizm »ja« i »nie-ja«, a wszelka zależność »ja« od »nie-ja« przeżywana jest jako upokarzające zniewolenie, które należy przezwyciężyć” (A. Walicki, Stanisław Brzozowski – drogi myśli, Warszawa 1977, s. 56).[/przypis], taka antynomia i jej logiczne konsekwencje były z gruntu obce:

Dla mnie zaś sztuka nie jest zwierciadełkiem, a twórczość tylko pustym słowem. Twierdzę, że treść każdego dzieła sztuki jest nie odbiciem rzeczy istniejących, lecz tworzeniem nowych. Sztuka nie odzwierciedla bytu, lecz go tworzy.[przypis]S. Brzozowski, Kilka słów o sztuce, dz. cyt., s. 234.[/przypis]

Metoda „chłodnego odbijania” – której ilustracją, a zarazem praktyczną realizacją jest Prolog Leśmiana – nie może więc dawać artystycznie wartościowych efektów:

[G]dy jedyną troską artysty staje się pielęgnowanie swego zwierciadełka, (...) odbiera się sztuce to, co właściwą duszę twórczości stanowi. Na artystach głęboko tkwiących w życiu czuć, w chaosie barw i kształtów, nie odbija się to zazwyczaj tak fatalnie. Inaczej z tymi, którzy wysiłkiem ducha zdobywać muszą treść swą. U tych myślowe możliwości zastępują miejsce pracą, czynem osiągniętej, zdobytej rzeczywistości. Miejsce twórczości zajmuje kombinująca ciekawość.[przypis]Tamże.[/przypis]

„Odbijanie” miałoby zatem być mniej szkodliwe dla twórczości impresjonistycznej (zapewne dlatego, iż jej przedmiot jest migotliwy i zmienny), bardziej – dla tej, którą krytyka młodopolska nazywała „metafizyczną”, „sięgającą w głąb”, „wglądającą w duszę”, „wizjonerską”, a którą Brzozowski we własnym języku opisywał jako poezję pochodzącą z „wysiłku ducha”, „walki duchowej”. Krytyk zastrzegał przy tym, że sama „kombinująca ciekawość”, niebędąca wyrazem autentycznego życia wewnętrznego, nie jest w stanie stworzyć niczego rzeczywistego: jej twory to zaledwie „myślowe możliwości”.

W ten sposób metafora zwierciadła wraz ze swą asocjacyjną otoczką: chłód, bezruch, martwota, bierność (w optyce Brzozowskiego każde z tych określeń mogłoby charakteryzować sytuację liryczną Prologu) znalazła się w sąsiedztwie wartościowanego negatywnie intelektu („kombinująca ciekawość”, „myślowe możliwości”). Opozycyjny szereg terminologiczny tworzą „życie”, „rzeczywistość”, „czyn”, „twórczość” i „walka”, kojarzące się z dynamiką oraz wysoką temperaturą. W późniejszych dziejach recepcji Leśmiana te metaforyczne przydatki pojęcia „życia” i jego antytez nabiorą znaczenia pierwszoplanowego, przy czym krytycy będą umieszczać dzieło poety raz po stronie statyczności i chłodu (tak jak to czynił Brzozowski i na ogół z podobną intencją wartościującą), kiedy indziej zaś – i wówczas będzie to z reguły znakiem aprobaty – po stronie dynamiki. Z kolei negatywne wartościowanie „myśli” jako czegoś oderwanego od „życia”, stanowiącego zaprzeczenie „czynu”, znalazło zaskakującą kontynuację w eksploatowanym przez międzywojenną krytykę nacjonalistyczną toposie „intelektualizmu” (który miał być cechą „literatury żydowskiej w języku polskim”). Swoisty rewers oskarżeń o „oschłą mózgowość” stanowił w okresie międzywojennym zarzut „braku uczuć”, również – choć nie wyłącznie[przypis]Na przykład o „mętnej filozofii” i braku „określonej tonacji uczuciowej” u Leśmiana pisał Karol Wiktor Zawodziński (tenże, Parada poetów, „Wiadomości Literackie” 1937, nr 23).[/przypis] – stawiany Leśmianowi przez krytyków zorientowanych nacjonalistycznie.

W ogóle można stwierdzić, że wzmianką o Prologu Brzozowski zapoczątkował cały szereg istotnych wątków krytycznoliterackiej leśmianologii. Przede wszystkim wyraźnie przypisał Leśmiana do kręgu „Chimery” (potwierdzając włączający gest Przesmyckiego, choć tym razem z ujemnym znakiem), a zarazem opisał „Chimerę” poprzez Leśmiana. Takie ujęcie upowszechni się w okresie międzywojennym (aforystycznie wyraził je Wacław Grubiński: „»Chimera« go charakteryzuje i on charakteryzuje »Chimerę«”[przypis]. Grubiński, Zgon poety. Ś.p. Bolesław Leśmian, „Kurier Warszawski” 1937, nr 305.[/przypis]), później zaś – gdy wewnątrzepokowe podziały stracą wyrazistość – wspomoże młodopolskie lokalizacje poezji Leśmiana[przypis]Wydaje się nawet, że w jakimś stopniu nadal pozostaje w mocy konstatacja Jacka Trznadla, sformułowana w związku ze wzmianką Brzozowskiego o Prologu: „To »przypisywanie« Leśmiana do Miriamowskiej kapliczki, później – do modernizmu, odżywało po wielekroć i nigdy nie straciło waloru oceniającego” (J. Trznadel, Twórczość Leśmiana (Próba przekroju), Warszawa 1964, s. 8) – z tą różnicą, że dziś chodzi raczej o operację o wektorze przeciwnym, czyli „wypisywanie” Leśmiana z Młodej Polski (jako okresu przednowoczesnego), a umieszczanie jego twórczości w pozytywnie wartościowanym modernizmie sensu largo.[/przypis]. Ustawiając ponadto Leśmiana po stronie przeciwnej „życiu” i „dynamice”, Brzozowski rozpoczął spór o estetyczne i etyczne walory jego twórczości.

Jeśli zaś chodzi o recepcję samego Prologu, Brzozowski zapoczątkował praktykę uogólniania tego utworu, tak że jest on rozumiany jako wyraz określonego światopoglądu: postawy artystycznej czy nawet metafizyki (w jednym i drugim wypadku krytyk musi ów światopogląd ujawnić i poddać ocenie). Zasięg uogólnienia z biegiem czasu poszerzał się, obejmując coraz większy obszar twórczości Leśmiana i wychodząc najpierw poza cykl Z księgi przeczuć (który jeszcze dla Brzozowskiego stanowił niemal całość dorobku poety – obok znanych mu Legend tęsknoty i drukowanych w różnych czasopismach pojedynczych wierszy, które zresztą niekoniecznie musiał znać), a następnie poza tom Sad rozstajny (1912), do którego Leśmian włączył cykl – tak oto „ustawianie zwierciadeł” zostało uznane za uniwersalną metodę twórczą poety.

„System zwierciadeł ustawionych pod różnym kątem”, czyli Prolog zmultiplikowany

Wypowiedzi Brzozowskiego funkcjonowały początkowo jako bieżąca polemika, jednak gdy zostały przedrukowane w książce Kultura i życie (1907), nabrały cech trwałego stanowiska, co niewątpliwie przedłużyło ich żywotność. W okresie międzywojennym linię interpretacji Brzozowskiego – wspólnota lewicowych zapatrywań zapewne nie była tu obojętna – kontynuował Ignacy Fik, który dla ilustracji Leśmianowskiej „techniki ukazywania metafizycznych zdarzeń” przywołał obraz zwielokrotnionych odbić lustrzanych:

„Dookoła rzeczy i zjawisk ustawia od razu sto luster, każde o innej możliwości załamywania promieni. Któryż obraz jest prawdziwy? Poeta każe nam się interesować sprawą wiatraka: »Gdybyś się uczłowieczył, jakie miałbyś lica?«, »Czym jesteś oglądany przez duchy z księżyca?«”

Sąd Fika nietrudno wywieść z opinii Brzozowskiego o poetach z kręgu Miriama: „U tych myślowe możliwości zastępują miejsce pracą, czynem osiągniętej, zdobytej rzeczywistości. Miejsce twórczości zajmuje kombinująca ciekawość”. Na zapośredniczenie tego ujęcia u Brzozowskiego wskazywałaby też swoista hiperbolizacja Leśmianowskiego obrazu: „sto luster, każde o innej możliwości załamywania promieni”. U Brzozowskiego takie przekształcenie dokonuje się zresztą w tej części wywodów, która nie dotyczy bezpośrednio Leśmiana. W Prologu mowa jest o dwóch lustrach ustawionych naprzeciw siebie i ukazujących nawzajem swe odbicia; tak też obraz ten przedstawił Brzozowski. Nieco dalej pytał jednak: „Czy sztuka istotnie jest tylko coraz to nowym, coraz pod innym kątem i w innym oświetleniu nastawionym zwierciadłem, w którym przegląda się rozkochany w sobie Narcyz, żądny odzwierciedleń byt?”. Fik, który być może nie znał Prologu (tom Sad rozstajny ukazał się drukiem ćwierć wieku wcześniej), mógł sądzić, że fragment ten jest kolejną aluzją do wiersza Leśmiana.
Co ciekawe, dokonana przez Brzozowskiego modyfikacja zwierciadlanego motywu z Prologu okazała się na tyle sugestywna, że – jak się zdaje – także inny krytyk podporządkował jej swoją wyobraźnię (mogło tu zresztą zadziałać pośrednictwo Fika). Trudno bowiem uznać za przypadek, że również Julian Przyboś rozmnożył Leśmianowskie zwierciadła:

„Utwór literacki nie jest biernym odbiciem rzeczywistości. Prostactwem byłoby porównywanie go do zwierciadła. (...) To raczej cały system zwierciadeł ustawionych pod różnym kątem, łapiących i przekształcających w jednym obrazie wielorakie składniki toczącego się życia. Dzięki temu szczególnemu poznaniu dzieło sztuki daje wrażenie wzmożonego i jakby prawdziwszego życia, zdaje się być rzeczywistością podniesioną do potęgi” .

Fragment ten, podobnie jak u Fika nie odwołujący się bezpośrednio do Prologu, stanowi tyleż ogólną teorię dzieła literackiego, co – sformułowaną niejako językiem wiersza o zwierciadłach – eksplikację metody twórczej Leśmiana. W ujęciu Przybosia Leśmianowski „system zwierciadeł ustawionych pod różnym kątem” przypomina jakąś fantastyczną machinerię do odwzorowywania rzeczywistości skonstruowaną przez malarza-kubistę, co samo w sobie można uznać za przejaw przychylnego nastawienia krytyka o awangardowych korzeniach. Przypisywana Leśmianowi metoda polegająca na „łapaniu i przekształcaniu w jednym obrazie wielorakich składników toczącego się życia” jest też dostatecznie dynamiczna i witalistyczna, by zasłużyć na aprobatę Przybosia.

„Zwierciadła życia i sztuki”, czyli Prolog jako teoria kultury

Sąd Brzozowskiego o Prologu bywał też przez całe lata przedmiotem krytycznoliterackich dyskusji. Jawną polemikę z autorem Kultury i życia podjął autor pierwszej międzywojennej książki o Leśmianie, Adam Szczerbowski:

„Prolog (...), który Stanisław Brzozowski zrozumiał jako obraz całkowitego oderwania się od rzeczywistości życia, od rzeczywistości narastającej i tworzącej się przez pracę człowieka (...) od rzeczywistości kultury, ma nieco inny sens, niż mu go nadał krytyk, który szukał tu potwierdzenia słuszności swych ataków na Miriamowską kaplicę czystej sztuki i jej kapłanów. Owe dwa zwierciadła ustawione naprzeciw siebie i wytwarzające szereg odbić »zasuniętych w wieczność«, ów »tunel lustrzany stopą ludzką nigdy nie dotknięty«, to zwierciadła życia i sztuki, emanujące ze siebie nieskończoną ilość innych bytów, innych rzeczywistości, realności innych niż rzeczywistość jawy i sny. Jest to zatem wiersz symboliczny dla całej twórczości Leśmiana, związanej i zrosłej z życiem, z przejawami jego i bujną różnorodnością, której oglądaczem był zawsze o ostrowidztwie tak bezwzględnym i doskonałym, że aż niemal bolesnym, będąc równocześnie artystą żyjącym w (...) świecie »baśni zwierciadlanej«, co się »sama ze siebie bez końca wysnuwa«” .

Na interpretację Szczerbowskiego wprost powołał się Jacek Trznadel w książce Twórczość Leśmiana (1964). Do wywodów poprzednika dodał komentarz sformułowany we własnym języku krytycznym:

„Jest więc ten wiersz jakby próbą ukazania poprzez obraz poetycki o charakterze umownym – odniesień kultury i życia, powstania i funkcjonowania mitu kulturowego. Podobnie jak zwierciadła przekazują w swą nie istniejącą realnie głąb coraz dalsze odbicia płonących świec, tak i dzieło sztuki niesie w sobie obraz istniejącego niegdyś realnego życia, przekazując je w nieskończonych odbiciach baśni, legendy, mitu. (...)
Prolog uogólnia więc poetycko konkretne treści intelektualne i filozoficzne, jest wyrazem pewnej estetyki, którą dałoby się sprowadzić do »życia« tylko za pośrednictwem szeregu szczebli pośrednich. Ale odnosi się do niego na pewno, ba, formułuje się tutaj jakby teorię owego odniesienia. Wyniknie z niej swoiste uczestnictwo sztuki w życiu, tak jak widzi je Leśmian, dalekie od »doraźności« postaw werystycznych lub postaw wyrażających aktualne ideologie” .

„Mit kulturowy”, o którym mowa w przytoczonym fragmencie, to postawa artystyczna (i zarazem „struktura estetyczna”) wysoko ceniona przez autora Twórczości Leśmiana – w przeciwieństwie do „postawy maski”, w której „prawda życiowa, fakty obiektywne zostają ukryte, zniekształcone, oderwane od swych przyczyn bądź wreszcie zupełnie pominięte na rzecz »fikcji kulturowej«” . Jako przykład „postawy maski” Trznadel podał twórczość niektórych „turpistów”, uprawiających „stylizatorską zabawę” bez „głębszego znaczenia światopoglądowego”. Monografista Leśmiana nie ukrywał, że koncept „mitu kulturowego” służy mu do „obrony pewnego typu literatury przed zarzutem niezauważania czasu i rzeczywistości, w jakiej żyje artysta” – czyli do apologii Leśmiana.
Co jednak ciekawe, Trznadel nie podjął w sprawie Prologu otwartej polemiki z autorem Kultury i życia – przeciwnie, mottem rozdziału Maska i mit uczynił sentencję Brzozowskiego: „Nowoczesności to przypadło w udziale – za symbol mocy uznać klowna, przebierającego między maskami”, a w całej pierwszej części, zatytułowanej znamiennie: Kultura i życie, wielokrotnie powoływał się na wywody młodopolskiego krytyka. Niekorzystną interpretację wiersza Leśmiana uznał po prostu za pomyłkę Brzozowskiego, wynikającą z utożsamienia dwu wymienionych struktur i postaw artystycznych. To, co było u Leśmiana „mitem kulturowym”, miał zatem współczesny poecie krytyk przyjąć za „maskę”: oto źródło „tragicznej pomyłki”. „Mitom kulturowym” rozwijanym przez Leśmiana, a ogniskującym się w trzech wielkich kręgach problemowych: „regresu”, „teizmu” i „humanizmu”, poświęcił Trznadel dalsze części książki.

„Gra lustrzana”, czyli Prolog jako manieryzm

Konkurencyjną interpretację Prologu zgłosił w tym samym mniej więcej czasie Adam Ważyk w artykule Lustrzany model świata (1965), włączonym następnie do Kwestii gustu (1966). Powtarzające się w twórczości Leśmiana motywy wielokrotnego odbicia i labiryntu postrzegał jako „wykładniki manieryzmu”:

„W wypadku operacji lustrzanej określenie to wydaje mi się uzasadnione analogią z manieryzmem w architekturze, gdzie orientacja ta oznacza mnożenie pewnych elementów bez funkcjonalnej potrzeby. (...) Borges, komentując własne eseje, zauważył, że śledzi powtarzanie się w literaturze światowej tych samych wątków i metafor. Drugą tendencją, którą u siebie zauważył, jest szacunek dla idei religijnych i filozoficznych ze względu na ich wartości estetyczne, a nawet to, co zawierają w sobie osobliwego i cudownego. Powiedziałbym – ze względu na ich wartości baśniowe. (...)
Manieryzm Leśmiana nie był czystą grą intelektualną bez afektacji, ani też nie doszedł do takiego samouświadomienia jak u Borgesa. (...)
Prolog ujawnia formułę spekulatywnych sprzeczności: przestrzeń lustrzana jest realnością i złudzeniem, bytem i niebytem, baśń zwierciadlana snuje się bez końca, ale wcale się nie dzieje, bo tkwi w bezczasie. Wysnuwa się sama z siebie, więc poezja powtarza i przerabia pradawne motywy” .

Według Ważyka „operacja lustrzana” stanowi jeden z zasadniczych mechanizmów Leśmianowskiej poetyki, a wielokrotne odbicie to model „świata” poetyckiego: „Czy baśniowa ontologia Leśmiana z podziałem na szczeble istnień bardziej i mniej intensywnych nie wytworzyła się w perspektywie lustrzanego tunelu?” . Autor Kwestii gustu nie ukrywał krytycyzmu wobec „manierycznych” obszarów poezji Leśmiana. Docenił „grę lustrzaną” w „bardzo ładnych, dziecinnych humoreskach” (Znikomek, Srebroń), ale uznał, że „ta sama operacja, zabawna w zastosowaniu do wyobrażeń dziecinnych, staje się ponura w motywie erotycznym (...) i po prostu niemądra, kiedy wkracza w praktykę życia, aby nas pouczyć, że świat, w którym żyjemy, jest niebytem, który udaje byt” (chodziło o fragment Pejzażu współczesnego). Stąd uszczypliwe podsumowanie: „Leśmian uprawiał swoją grę lustrzaną zapamiętale, bez umiaru i taktu, jak dziecko, które nie może oderwać się od zabawy i przeciąga ją w niestosownych okolicznościach” . Ważyk zaznaczył jednak, że manieryzm był tylko „jednym z obszarów jego poezji, w której pozostało sporo miejsca dla przeżyć bezpośrednich czy dla impresjonistycznej kontemplacji krajobrazu” .

„Tautologia i lustro”, czyli Prolog paradoksalny

„Lustro” znalazło się w podtytule książki brytyjskiego polonisty Paula Coatesa Identyczność i nieidentyczność w twórczości Bolesława Leśmiana. Studium o tautologii, paradoksie i lustrze (1986). Coates jeszcze silniej niż Ważyk eksploatował wątek sprzeczności związanych z lustrzanym odbiciem. We wstępie podkreślił, że z metafory lustra wydobywa dwa aspekty: „odzwierciedlenie”, czyli „tautologiczne powtórzenie”, oraz „zdolność (...) do odwrócenia (...) rzeczywistości”, czyli do jej „transformacji” (np. groteskowej), przy czym uwzględnienie tego drugiego aspektu pozwala zwrócić uwagę na nieidentyczność obiektu i jego lustrzanego odbicia. Nieidentyczność miała być również (skrywaną) właściwością krytycznoliterackich odzwierciedleń dzieła Leśmiana:

„Literatura o Leśmianie roi się od skonstatowań o wieloznaczności jego wierszy, lecz żadna przeczytana przeze mnie analiza nie proponowała więcej niż jednego znaczenia. Na tej podstawie można chyba stwierdzić, że takie orzeczenia modlą się tylko wargami do specyfiki utworów, które w rzeczywistości represjonują” .

Postulat Coatesa był radykalny: „Uważam, że tylko analiza samozaprzeczająca potrafiłaby podołać zadaniu odczytania Leśmiana” . Rozwiązanie proponowane w książce jest chyba rozsądnym kompromisem między owym radykalizmem a „represją” ujednoznacznienia: tworzenie „otwartej konstelacji” odczytań, „parataktycznego spisu wcieleń” poezji Leśmiana, przy czym ów spis „nie może być wyczerpujący i nie uprzywilejowuje żadnej inkarnacji” .
Jesteśmy tu już bardzo daleko od Leśmianowskiego Prologu – zresztą w całej książce Coates ani razu nie wspomina wprost o tym utworze – a przecież narzuca się podejrzenie, że bez tradycji uogólniających odczytań wiersza o dwóch zwierciadłach metafora lustra nie wydawałaby się tak oczywistym kluczem do poezji Leśmiana. Prolog zdaje się zresztą możliwą inspiracją – albo może nawet aluzyjnym przedmiotem (autor Identyczności i nieidentyczności programowo odrzuca takie reguły dyskursu, jak jasność i przejrzystość) – niektórych uwag Coatesa, takich jak ta: „Przestrzeń zawarta w lustrze pozornie powiększa wymiary świata, ale ponieważ nie istnieje w rzeczywistości, pozostaje utopijna” . A w innym miejscu: „Umieszczone w pokoju lustro tworzy iluzję źródeł światła i powiększa przestrzeń. Jak w epoce baroku, iluzjonizm ten przedstawia świat alternatywny, »świat sztuki«, który daje zniewolonemu umysłowi wiarę w istnienie cudu wolności, a sceptycyzm karmi tym, że zaraża pojęcie cudu wiedzą o sztuczności” . Czy są to komentarze do Prologu?
Pewności w tej sprawie mieć nie można, zwłaszcza że motyw lustra występuje również w innych utworach Leśmiana, jest wszakże co najmniej zastanawiające, iż Coates bywa cytowany przez innych literaturoznawców piszących o Prologu. Barbara Sawicka-Lewczuk wmontowała uwagi Coatesa o tautologii w swoją interpretację wiersza:

„W Prologu dokonuje się jakby próba »schwytania« nieskończoności w pomnażających się odbiciach, wrażenie trwania paradoksalnie łączy się ze znikomością odbitego obrazu (...). Wydaje się, iż jest to z rozpaczliwym pośpiechem budowana ludzka iluzja nieskończoności. (...) Śledzenie odbicia w lustrze wiąże się, jak pisał Paul Coates, z pragnieniem przekroczenia granic własnego istnienia. Jednak tautologia, odbicie staje się pułapką: »Dla wierzącego w tautologię świat kończy się tam, gdzie kończą się fizyczne wymiary człowieka: nie ma dla niego wyjścia, bo wstąpił do lustra, zostawiając swe ciało za sobą«. Odbicie to ja i nie-ja zarazem, tautologia według słów Coatesa jest chwilą śmierci powtarzaną w nieskończoność. Szereg wzajemnych odbić w nieskończoność ustanawia granice i im zaprzecza” .

Trzeba zaznaczyć, że ani niejasno powiązane z Prologiem wypowiedzi Coatesa, ani wykorzystująca je interpretacja Sawickiej-Lewczuk nie sytuują się już tak bezdyskusyjnie w obrębie krytyki literackiej (nawet w takiej jej postaci, która maskuje się jako pisarstwo akademickie), jak wypowiedzi wcześniej omawianych autorów – brak tu bowiem bardziej bezpośrednio wyrażonego elementu oceny (a dokładniej: literacka ranga Leśmiana jest traktowana jako coś ustalonego, niepodlegającego już dyskusji), wytłumiona jest perswazyjność (w każdym razie w postaci charakterystycznej dla dyskursu krytycznoliterackiego, tzn. nastawionej na kształtowanie gustów czytelniczych), wreszcie w zasadzie nieobecny jest w nich żywioł postulatywności, związany z projektowaniem literatury pożądanej, tak wyraźnie dochodzący do głosu u Brzozowskiego, Fika, Przybosia czy Ważyka, a bardziej dyskretny u Szczerbowskiego i Trznadla . Dominanta funkcji poznawczej w pracach Coatesa i Sawickiej-Lewczuk współbrzmi z coraz mocniej zaznaczającą się od lat 60. XX wieku tendencją do unaukowienia leśmianologii. Inna rzecz, że pod względem niektórych cech stylistycznych teksty obojga badaczy Leśmiana nie odbiegają bardzo od współczesnych im wypowiedzi krytycznoliterackich (dotyczy to zwłaszcza Coatesa, lubiącego wikłać się w nie zawsze zrozumiałe gry słowne i stosującego asocjacyjny tok wywodu), również i to jednak nie jest niczym niezwykłym w literaturoznawstwie ostatnich dekad.

„Podróż w korytarzu luster”, czyli Prolog mistyczny

Kolejny wariant wypowiedzi zorientowanej zasadniczo poznawczo, choć nie realizującej w czysty sposób reguł dyskursu naukowego, stanowi artykuł Michała Fostowicza Ukrzyżowany strumień. Metafizyka Leśmiana, opublikowany w 1998 roku we „Frazie”, następnie zaś włączony do tomu Świat bez prawdy. Poezja jako światopogląd (2003). Fostowicz – poeta, malarz i wykładowca akademicki, ale również tłumacz i badacz Williama Blake’a oraz tekstów religijnych Dalekiego Wschodu i, jak się zdaje, prywatnie skłaniający się ku jakiejś postaci mistycyzmu (w świadectwach biograficznych nazywany bywa „pustelnikiem”, „górskim eremitą”) – wmontował w interpretację Prologu odniesienia religijne (bo, jak dowodził, odbicie lustrzane to „stary motyw literatury mistycznej” – na dowód cytował wiersze mistrza zen Ikkyu oraz sufickiego poety Rumiego), z zastrzeżeniem jednak, że wymowa Prologu jest „jakby bardziej mroczna” niż sugestie wschodnich mistyków:

„Życie jest podróżą w zamkniętym korytarzu luster, gdzie – »każde dalsze zakrzepłym bliższego jest echem«. Jesteśmy więc tylko echem istnienia, tylko odbiciem w nieskończonym labiryncie. Odbijając się, powielając, rozmnażając swój obraz nigdy nie jesteśmy całością” .

Forma „my”, którą posługuje się krytyk w eksplikacjach, odnosi się w zasadzie do Leśmiana – w ten sposób Fostowicz zaznacza, że referuje poglądy ogólne autora Prologu („Leśmian uważa, że my, ludzie, jesteśmy tylko echem istnienia etc.”). Zarazem jest to znak pewnej identyfikacji czy może raczej tylko akceptacji dla światopoglądu poety, bo przecież określenie „jakby bardziej mroczna” wyraża pewien dystans; interpretator niekoniecznie podziela to mroczne nastawienie Leśmiana. A przecież widać tu też próby zniwelowania owego dystansu poprzez dopowiedzenia wychodzące poza tekst literacki. W ten sposób Fostowicz buduje przejścia między światopoglądem Leśmiana a swoim własnym:

„Lustro jako tożsamość: »jestem tym, czym jestem« rodzi inne bliźniacze odbicie: »nie jestem tym, czym jestem«. To pierwsze może być źródłem euforii, to drugie przyczyną cierpienia. To pierwsze wyrazem afirmacji, to drugie buntem. Ale również to pierwsze może być powierzchowną identyfikacją albo pasywnością, to drugie – rozpoznaniem prawdy” .

Fragment powyższy zdradza pewien dług myślowy zaciągnięty u Coatesa (identyczność i nieidentyczność jako dwa aspekty lustrzanego odbicia; nie jest to zresztą jego oryginalna myśl, lecz najpewniej inspiracja Lacanowska), a wrażenie to pogłębia tytuł paragrafu, w którym znajduje się interpretacja wiersza o dwóch zwierciadłach: Tautologia i lustro. Fostowicz nie wypierał się lektury Coatesa, ale jego stwierdzenia typu: „Przedmiot tautologiczny przeżywa kompleks Edypa” określił mianem „efektownych nonsensów” . Bardziej delikatny, choć nadal stanowczy, był w polemice z Sandauerowską interpretacją wyrażeń tautologicznych jako przejawu „dynamiki błędnego koła”. Ogólnie jednak podkreślał swoją niechęć do „teoretyzowania” i „racjonalizowania” poezji, preferując najwyraźniej lekturę zakorzenioną w osobistym doświadczeniu i mądrości życiowej (chętnie czerpanej z pism religijno-mistycznych, zwłaszcza buddyjskich).

„Lacan i Leśmian”, czyli Prolog psychoanalityczny

Chyba najbardziej ekscentrycznej, jak dotąd, interpretacji Prologu dokonał Paweł Dybel w szkicu Lacan i Leśmian – dwa zwierciadła, opublikowanym w „Tekstach Drugich” w 1998 roku. Teza postawiona we wstępie, choć zasadniczo nowa , nie była szczególnie szokująca:

„Leśmian jest nie tylko – jak to wielokrotnie wykazywano – wielkim poetą-metafizykiem naszego czasu. Jest on również – co chciałbym wykazać poniżej – wielkim poetą-psychoanalitykiem. Chociaż, jeśli się bliżej przyjrzeć, samo rozróżnienie na Leśmiana-metafizyka i Leśmiana-psychoanalityka ma charakter względny. W równiej bowiem mierze jego poezja jest metafizyczna, co psychoanalityczna” .

Nie jest też jakimś szczególnie wielkim zaskoczeniem, że badaczowi teorii Jacquesa Lacana Prolog skojarzył się z rozważanym przez francuskiego psychoanalityka doświadczeniem optycznym z dwoma lustrami. Odwołania Lacanowskie wprowadzał już wcześniej Coates (posługujący się np. terminami „l’Autre”, „stade du miroir”), więc – jeśli można tak powiedzieć – dyskurs leśmianologiczny był dobrze przygotowany na spotkanie Leśmiana z Lacanem.
Ekscentryczność tej interpretacji polega na tym, że Dybel żadnej interpretacji nie dokonał, a jedynie ją zasugerował:

„Kiedy na przykład czytam w Séminaire I, że to, co specyficznie ludzkie, staje się jako wynik podwójnego odbicia w ustawionych naprzeciwko siebie lustrach, i następnie sięgam po strofy otwierające Prolog Leśmiana (...) trudno mi oprzeć się wrażeniu: Lacan musiał czytać Leśmiana. Kiedy jednak po chwili refleksji muszę, rozczarowany, stwierdzić, że nie, to niemożliwe, choćby dlatego, że Lacan nie znał polskiego, narzuca mi się od razu druga nieodparta myśl: to Leśmian musiał czytać Lacana. No tak, ale to też niemożliwe, choćby z racji tego, że Prolog powstał czterdzieści lat wcześniej... I wtedy nachodzi mnie trzecia myśl, splot dwóch poprzednich; wprawdzie Lacan nie czytał Leśmiana ani Leśmian Lacana, to przecież ich rozumienia »ludzkiej duszy« są jak dwa lustra, które, jeśli ustawić je naprzeciwko siebie, przyniosą jedno drugiemu podobny obraz siebie” .

Można by sądzić, że Dybel zobaczył w Prologu znakomitą ilustrację teorii Lacana (i na odwrót), tymczasem zupełnie nieoczekiwanie przedmiotem psychoanalitycznej lektury stał się inny utwór, Dziewczyna. Odczytanie Dziewczyny przez pryzmat teorii Lacana (i vice versa) wymagało zresztą przeprowadzenia dość karkołomnych równań:

„Tym, co oddziela braci od dziewczyny, jest mur. Symbolizuje on w wierszu przegrodę oddzielającą świat wyobraźni braci od rzeczywistości. Taką przegrodę w baśniach oddaje zazwyczaj symbol lustra: ten, kto się w nie zapatrzy, może przenieść się na tamtą, „lepszą” stronę świata i potem – albo z niej powrócić, albo zostać w niej na zawsze. Tutaj jednak dzieje się odwrotnie. Mur jako lustro nie tyle przenosi, co uniemożliwia braciom przeniesienie się bez reszty na stronę marzeń. (...) Mur nie jest więc tutaj, ściśle biorąc, lustrem (...), ale przeciwnie, lustro jest murem” .

Być może tego rodzaju substytucja (mur zamiast lustra, wiersz bez motywu zwierciadła w miejsce wiersza o dwóch zwierciadłach) ma w teorii lub praktyce psychoanalitycznej jakieś uzasadnienie, którego badacz nie podał, a którego należałoby się domyślić (byłaby to wówczas wyrafinowana gra adresowana do wtajemniczonych) – niemniej czytelnik szkicu Lacan i Leśmian pozostaje z uczuciem pewnego zawodu. Zwłaszcza czytelnik, który – jak ja – śledził losy krytycznoliterackiego odbioru Prologu Bolesława Leśmiana. W sprawie niedoszłej interpretacji Dybla pozostaje więc tylko powtórzyć za Wojciechem Gutowskim, innym badaczem zajmującym się Prologiem: szkoda .</document>
<document nplp_id="2663" title="Spojrzenie na&amp;nbsp;miasto z&amp;nbsp;góry" slug="spojrzenie-na-miasto-z-gory">Miasto w jego fizycznym wymiarze, uwiecznione na kartach felietonów, to nie tylko obraz, ale także dźwięk, zapach, warunki atmosferyczne. Przechodzień porusza się po zakurzonych ulicach, niewygodnych brukach, zmaga z problemami komunikacyjnymi, latem odczuwa gorąco, jest zmuszony przebywać w zaduchu parujących rynsztoków.

&amp;nbsp;

Latem, gdy po tych brukach ciągną jeszcze tumany kurzu zasypujące usta i oczy, gdy ścieki nasze, pozbawione wody, poczną ronić woń zabijającą, gdy owa woń w połączeniu z kurzem, dymami etc. zawiśnie ciężką, ołowianą atmosferą nad miastem, wówczas słusznie powiedzieć można, że Warszawa, która ze względu na piękność jej mieszkanek nazywają rajem dla oczu, ze względu zaś na ilość katarynek i utalentowanych fortepianów panien – czyśćcem dla uszu, że ta Warszawa jest piekłem dla każdego nosa, który się w niej nie urodził, w niej nie żył, nie zakatarzał i nie wychował.[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 127[/przypis]

&amp;nbsp;

Obok wrażeń zmysłowych istotnym elementem jest ruch. To znak czasów – realia dziewiętnastowiecznego miasta gwarnego, zatłoczonego, kipiącego życiem. Mieszkaniec metropolii tęskni za momentami zatrzymania, które znaleźć może jedynie poza jej granicami.

&amp;nbsp;

Otóż i miasto z jego zgiełkiem, turkotem i gorączkowym ruchem, z tłumami ludu na chodnikach i błyszczącymi wystawami sklepów. Żal ci twej ciemnej, powietrznej i czystej samotni. Żal i mnie, a tak mi trudno wracać do miasta […].[przypis]Tamże, s. 130.[/przypis]

&amp;nbsp;

Ten moment ucieczki możliwy jest dzięki chwilom na wsi lub w Ogrodzie Botanicznym, w strefach niezindustrializowanych („Bóg stworzył wieś, a człowiek miasto”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 89.[/przypis] – cytuje pisarz ludowe powiedzenie). Pojawia się tu także inna próba chwilowej ucieczki od wrażeń zmysłowych będących udziałem mieszkańca pozostającego w obrębie miasta – hałasu, ścisku i zaduchu. Na uwagę zasługuje przestrzenna strategia narracyjna, która kilkakrotnie jest zastosowana w felietonach Sienkiewicza. Jest nią zabieg wzniesienia się ponad poziom miasta. Stosuje ją pisarz już w pierwszym cyklu z 1873 roku:

&amp;nbsp;

Za to owo pozadomowe życie wre, kipi i pryska ogromnym ruchem. Kto by wieczorem np., porzuciwszy na chwilę duszne miasto, umiał się wznieść wysoko, wysoko w czyste wieczorne powietrze i stamtąd spojrzeć z góry na miasto, temu ów ruch przedstawiałby się plastyczniej. Z dołu dochodziłby go gwar i turkot miejski, w ciemnych skrętach i rozkrętach ulic widziałby tłumy ludzi płynące w różne strony. Ogródki, gdzie grywają teatrzyki i orkiestry, wydawałyby mu się niby błyszczącymi jeziorami, w których, w falach gazowego światła, kręcą się cywilni, wojskowi, wystrojone i wyróżowane kobiety, damy kameliowe etc. etc. […]
Czyby jednak skrzydlaty ów wędrowiec chciał wówczas porzucić swą ciemną i samotną powietrzną wyżynę, a wrócić w owo morze świateł między duszne, pozbawione kanalizacji ulice – wątpimy. Wolałby może ponad srebrną wstęgą Wisły polecieć na lasy, bory i wioski.[przypis]Tamże, s. 88–89.[/przypis]

&amp;nbsp;

Takie zatrzymanie charakterystyczne jest dla perspektywy z lotu ptaka, rozpoznanej w dwudziestowiecznych praktykach miejskich. Zagadnienie percepcji miasta posiada bogate zaplecze teoretyczne. Postrzeganie miasta jako labiryntu, jako tekstu (nierozpoznawalnego, bądź oglądanego z góry) wiąże się z realiami, w jakich poszczególne sposoby doświadczania przestrzeni stawały się przodujące (napływ ludności do miasta dziewiętnastowiecznego, status flâneura,  pozycję jednostki wobec tłumu – inna u progu XX wieku a inna w ponowoczesnym mieście XXI wieku). Wskazuje na nie Robert Tally, zestawiając postulaty Michela de Certeau z rozpoznaniami Georga Lukácsa, a zatem narrację realistyczną i doświadczanie przestrzeni, będące udziałem spacerowicza z naturalistycznym opisem charakterystycznym dla odgórnej perspektywy obserwatora, którego charakteryzuje dystans[przypis]R.T. Tally Jr., Neutral Grounds, or, The Utopia of the Urban, “The Journal of Contemporary Literature” 2010, s. 134–148. Przekład artykułu został przygotowany do druku w tomie Transkrypcje przestrzeni. Teksty krytyczne, eseje, komentarze (red. K. Rdzanek, A. Wójtowicz, A. Wróbel), powstałym w ramach grantu NPRH „Geopoetyka” 2012 – 2014, IBL PAN.[/przypis]. Tally stwierdza „Miasto jest zarówno tekstem do czytania, idąc tropem Bertranda Westphala mówiącego o «czytelności miejsca» w koncepcji geokrytycyzmu; oraz procesem pisania, omówionym przez Michela de Certeau w Walking in the City”[przypis]R. Tally, dz. cyt. Elżbieta Rybicka określa te przeciwstawne perspektywy u de Certeau jako miasto konceptualne (racjonalistyczny funkcjonalizm i wytwór teorii urbanistycznych) i miasto doświadczane – punkt widzenia przechodnia – zob. E. Rybicka, Geopoetyka (o mieście, przestrzeni i miejscu we współczesnych teoriach i praktykach kulturowych, w: Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, red. M.P.Markowski, R. Nycz, Kraków 2002, s. 474.[/przypis]. Istotny jest tu podział na „praktyków miasta”, którzy przemierzają ulice i tworzą „poemat chodzenia” – żeby posłużyć się formułą de Certeau i na „podglądaczy z góry”, gdzie metafora miasta przestaje funkcjonować.

W kontekście przestrzennych praktyk miejskich warto przywołać słowa Michela de Certeau, który wskazuje na odgórne widzenie panoramiczne (spoglądając na Nowy Jork ze szczytu World Trade Center) – odmienne od ograniczonej perspektywy z wnętrza miejskiego labiryntu. W latach osiemdziesiątych XX wieku pisał on:

&amp;nbsp;

Zostać wyniesionym na szczyt World Trade Center to zostać wyrwanym z miejskiego uścisku. Ciało nie jest już dłużej uciskane przez ulice, które obracają nim we wszystkie strony według nieznanego prawa; nie jest też opętane, jako gracz lub grany, hukiem tylu różnic i nerwowością nowojorskiego ruchu ulicznego. Kiedy się wjeżdża na górę, w dole zostawia się tę masę, która porywa i miesza w sobie tożsamość autorów lub widzów. Latający nad tymi wodami Ikar może ignorować urządzenia Dedala w ruchomych i nieskończonych labiryntach daleko poniżej. To wznoszenie się zmienia go w podglądacza. Trzyma go na dystans. Przekształca urzekający go świat, przez który był „opętany”, w leżący przed oczami tekst, który pozwala się czytać, jest słonecznym Okiem patrzącym z góry jak bóg. Egzaltacja skopicznego i gnostycznego popędu: fikcja wiedzy wiąże się z żądzą, by być punktem widzenia i niczym więcej.[przypis]M. de Certeau, Walking in the City, w: tegoż, The Practice of Everyday Life, przeł. S. Rendall, Berkeley: 1984, s. 191. Fragment w przekł. K. Drożdż przygotowanym w ramach grantu Geopoetyka. Zob. także M. de Certeau, Chodzenie po mieście, w: tenże, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, przeł. K. Thiel-Jańczuk, Kraków 2008. Przywołuję tu dwudziestowieczne koncepcje, by wskazać, że niektóre zjawiska charakterystyczne dla nowoczesnego i ponowoczesnego miasta zawierają pierwiastki, których sygnały pojawiają się już w optyce dziewiętnastowiecznej. Perspektywa odgórna, której przejawy widoczne są w felietonistyce Sienkiewicza zyskała popularność za sprawą takich prac, jak właśnie Walking in the City Michela de Certeau (1984). Zagadnienia te wiążą się także z tematem map mentalnych i sprawą kartograficznego odwzorowywania przestrzeni z akcentem na punkty orientacyjne. Zob. K. Lynch, The Image of the City, Cambridge 1960; K. Schlögel, W przestrzeni czas czytamy. O historii cywilizacji i geopolityce, przeł. I. Drozdowska, Ł. Musiał, posł. H. Orłowski, Poznań 2009. Dlatego przywołanie pracy de Certeau w części artykułu poświęconej przestrzeni fizycznej umotywowane jest, po pierwsze, obecnością elementów wspólnych tej perspektywy z jedną ze strategii narracyjnych stosowanych przez Sienkiewicza, po drugie, wiąże się z zagadnieniem „punktów orientacyjnych” wyznaczonych przez pisarza na kulturowej mapie Warszawy.[/przypis]

&amp;nbsp;

Jakże te słowa przypominają fragmenty felietonów Sienkiewicza, na przykład:

&amp;nbsp;

Wejdziemy na jaką wieżę, na przykład na Świętokrzyską, i z tej wysokości spojrzymy na miasto. A wszak to dziś dzień Bożego Ciała. Na dole w mieście zwykle oczom tak ciasno, piersiom tak duszno, a nudno, a smutno![przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 166.[/przypis]

&amp;nbsp;

Obchody Bożego Ciała z 1875 roku, oglądane przez Sienkiewicza z wieży kościoła Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu, opisał także Bolesław Prus obserwujący tego dnia wydarzenia na Placu Grzybowskim. Narracja prowadzona przez autora obserwującego zdarzenia z pozycji tłumu, w którym się znajduje, koncentruje się na jednostce oraz na indywidualnych praktykach. Tłum traci cechy gromady, spojrzenie wewnątrz pozwala dostrzec szczegóły, zachowania, pojedyncze jednostki i zdarzenia. Można by powiedzieć: konkretne elementy składające się na ten fragment miasta. Prus w Kronice z 1 i 3 czerwca tegoż roku komentując wydarzenie z perspektywy uczestnika, zwraca uwagę na akt absurdalnej formy manifestowania pobożności poprzez ściąganie czapek z głów Żydom w czasie procesji[przypis]B. Prus, Kroniki, oprac. Szwejkowski, t. 2, Warszawa 1957, s. 66–67.[/przypis].

W opisie Sienkiewicza „obserwatora-podglądacza” czytelnik nie znajdzie detalu ani opisu poszczególnych postaci, ale panoramiczny widok na zebranych poniżej. Opis skupiony na wrażeniach estetycznych, skonstruowany jest przez komentatora, którego udziałem jest dystans, oddalonego od negatywnych aspektów miasta – cuchnących murów, tumanów kurzu i hałasu.

&amp;nbsp;

Pod stopami naszymi biegnie łukowato zagięte ku Wiśle Krakowskie Przedmieście – pisze dalej Sienkiewicz – Widać wszystko jak na dłoni. Pod nami Kopernik z globusem w ręku, jakby z tęsknotą spogląda ku górze – dalej szeregi domów, a dalej jeszcze na końcu ulicy, król Zygmunt z mieczem i krzyżem, których już nie rozeznać z odległości. Dziś uroczystość Bożego Ciała, więc na ulicach stoją ołtarze; widać ich szereg cały. Strojne w kwiecie i zieloność, widnieją niby majowe wysepki. U stóp ich rozlewa się ogromna, czarna fala ludu, która kołysze się zwolna, a rośnie i potężnieje z każdą chwilą[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 166.[/przypis].

&amp;nbsp;

Warszawa Sienkiewicza jest miastem prowincjonalnym, mimo postępującego rozwoju przemysłowego wciąż zacofanym, zmagającym się z problemem dróg, wodociągów, oświetlenia gazowego. Miasto to oglądane z poziomu ulicy jest zaniedbane, stojące wobec problemów komunikacyjnych, szare i nieprzyjazne, bo nieznajdujące wsparcia do rozwoju w instytucjach rządzących. W dziełach innych twórców tamtego okresu ukazane jest także jako miasto-moloch, ciemne i tajemnicze[przypis]Zob. m.in.: Warszawa pozytywistów, red. J. Kulczycka-Saloni, E. Ihnatowicz, Warszawa 1992.[/przypis]. Spojrzenie z góry poprzez dystans tworzy odmienne wrażenia, na zakończenie Sienkiewicz stwierdza:

&amp;nbsp;

[…] wszystko poczyna przybierać zwykłą miejską barwę, niezbyt uroczą i niezbyt poetyczną. Ale nie opuszczajmy jeszcze choć przez chwilę naszej powietrznej wyżyny. Jakże tu musi być dobrze i pięknie wieczorem […] Stamtąd nie tylko nasze mury cuchnące widać, nasze rogatki, nasze małomiejskie kłótnie i burze w łyżce wody. Tam horyzont szerszy, atmosfera jaśniejsza […]. Muszę zejść w ciemne i duszne ulice grodu naszego […].[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 167-169.[/przypis]

&amp;nbsp;

Orientacja wertykalna w obrazie miasta obecna jest w innych utworach z epoki Sienkiewicza (by wskazać choćby na najbardziej rozpoznawalny tego typu opis Paryża z kart Lalki Bolesława Prusa), jednak spojrzenie z góry nie zawsze wiąże się z konwencją dystansu i przeciwstawienia uczestnictwu w „miejskim uścisku”, ale wpisuje się w dziewiętnastowieczny model sięgania – obok labiryntu – po model panoramy, umożliwiający spojrzenie na miasto. Zestawienie w tym miejscu dwóch perspektyw Sienkiewicza i Prusa, relacjonujących obchody Bożego Ciała, akcentuje strategię przestrzenną obecną w felietonach pierwszego z nich, co więcej umotywowaną dążeniem do ucieczki z ruchliwego miasta[przypis]Por. S. Fita, Warszawskie felietony Sienkiewicza, w: H. Sienkiewicz, Felietony warszawskie 1873–1882, oprac. S. Fita, Warszawa 2002, s. 12.[/przypis]. Sienkiewicz w zderzeniu z realiami Warszawy końca XIX wieku sięga między innymi po perspektywę Ikara, przeciwstawiającą się ograniczonemu widokowi przechodnia przytłoczonego miejskim otoczeniem w każdym znaczeniu – optycznym, fonicznym i zapachowym. Dzieje się tak między innym dlatego, że mieszkaniec Warszawy z końca lat 70. XIX wieku nie przechadza się niespiesznym krokiem (bo wykręcają mu się nogi i niszą buty na niedostosowanych brukach), nie podziwia wystaw sklepowych (z powodu tumanów kurzu i zaduchu panujących mimo apeli o uruchomienia polewaczek ulicznych i rozwój kanalizacji), ani nie podziwia metropolii, wieziony omnibusem konnym (gdyż zarówno konie, jak i omnibusy są w opłakanym stanie). Zatem motywacje wyrwania się ponad tłum są zgoła odmienne od tych, jakimi kieruje się mieszkaniec dwudziestowiecznego Nowego Jorku z kart Walking in The City – mieszkaniec nowoczesnego miasta, którego przytłacza tempo życia i nadmiar bodźców. Pozornie zarówno ten pierwszy, jak i drugi pragną z wysokości spojrzeć na miasto, by uciec od jego zgiełku, ruchu i tłumu. Jednak „podglądacz” z XX (i XXI-wiecznej) metropolii poszukuje perspektywy, której nie będzie ograniczał labirynt miasta, robi to po to, by zostawić w dole tę „masę, która porywa i miesza w sobie tożsamość autorów lub widzów”[przypis]M. de Certeau, dz. cyt., s. 191.[/przypis] (de Certeau). Rezygnuje tym samym z uczestnictwa będącego udziałem „praktyków miasta”. Chęć wzniesienia się warszawianina z kart felietonów Sienkiewicza spowodowana jest faktem, że na dole „zwykle oczom tak ciasno, piersiom tak duszno, a nudno a smutno”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 167.[/przypis].</document>
<document nplp_id="2664" title="Spojrzenie z&amp;nbsp;poziomu miasta – aspekt społeczny" slug="spojrzenie-z-poziomu-miasta-aspekt-spoleczny">Ferdynand Hoesick w pracy poświęconej działalności publicystycznej Sienkiewicza[przypis]Zob. F. Hoesick, dz. cyt.[/przypis] pogrupował teksty według klucza tematycznego oraz związku z miejscem ich publikacji. Julian Krzyżanowski wskazywał, że obok kategorii „Życie i obyczaje Warszawy” oraz „Malarstwo i rzeźba” należałoby wyróżnić także zbiór recenzji[przypis] J. Krzyżanowski, Sienkiewicz a Warszawa, Warszawa 1975, s. 26. Ze względu na temat niniejszego artykułu Sienkiewiczowskie recenzje i teksty, poświęcone stricte sprawom artystycznym, nie są tutaj analizowane. Sygnalizuję jednak, że wątek przestrzeni artystycznej będącej przedmiotem uwagi Sienkiewicza (nie tylko całe teksty, ale także wybrane fragmenty kronik) stanowią osobne zagadnienie. Pojawia się tu problematyka zasięgu przestrzeni mentalnej, która na polu działań artystycznych – poprzez kontekst europejski – stanowi składową szerszych struktur.[/przypis]. Nie podejmując się analizy tychże recenzji ani tekstów poświęconych stricte wydarzeniom artystycznym, warto jednak zwrócić uwagę na te elementy relacji z wydarzeń kulturalnych, które kreślą obraz przestrzeni publicznej, ukazują sposób jej doświadczania oraz ilustrują obyczaje aktywizowane w danym kontekście przestrzennym (przeciekający dach w teatrze, tłok w sali balowej czy zamieszanie w szatni przed salą koncertową, a także podział przestrzenno-tematyczny rozmów, lokujący plotkujących w salach na piętrze, za strefą towarzyskich, grzecznościowych konwersacji na parterze, np. o balu w Ratuszu autor pisał: „na dole bawiono się – na górze pocono się i obmawiano”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 29.[/przypis]).

Pisma publicystyczne mimo twardych wymogów gatunkowych i redaktorskich wytycznych dotyczących objętości i tematu zawierają znaczną dozę „literackości”. Ironiczno-humorystyczne komentarze, krytyczne uwagi i intertekstualne między-wiersze sprawiają, że spośród informacji sprawozdawczych wyłania się obraz przestrzeni nie tylko fizycznej, lecz także wyobrażonej. Dynamiczna okazała się funkcja felietonów; traktowane przez Sienkiewicza jako sprawy „bieżące” vel „obecne”, przez Hoesicka w 1902 roku postrzegane jako „zapomniane”[przypis]F. Hoesick, dz. cyt., s. II–III.[/przypis] – po niemal stu pięćdziesięciu latach stanowią przecież cenny dokument epoki i zapis realiów Warszawy drugiej połowy XIX wieku. Kronikarski zapis nie ogranicza się tu do rekonstrukcji faktów i sprawozdań, ale buduje obraz zarówno realnego, jaki i kulturowego wymiaru miasta oraz mentalności, zwyczajów i wyobrażeń jego mieszkańców, obraz, w którym sprawy literacko-artystyczne przeplatają się z problemami natury technicznej, organizacyjnej, a nawet sanitarnej: „[…] jesteśmy miastem najgorzej zabrukowanym i najgorzej oświetlonym ze wszystkim miast europejskich – pisał Sienkiewicz w 1875 roku – […] Koło pałaców stoją na pryncypalnych ulicach na wpół rozwalające się chałupy – to rozmaitość dla oka. W nocy ciemno – to romantycznie, w dzień brudno – to oryginalne”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 127–128.[/przypis].

Realizując tematy zamawiane, dotyczące stanu ulic, potrzeby zbiórek czy konieczności malowania domów na wiosnę i mycia okien, Sienkiewicz-kronikarz kreślił obraz mieszkańców miasta, obracających się w konkretnych realiach przestrzennych i doświadczających tej przestrzeni. Sposób wprowadzania ironii i intertekstualność wskazuje na konkretny typ czytelnika „wirtualnego”– inteligenta. Roman Zimand zauważył, że „pisarze, krytycy, publicyści, słowem –ideolodzy owych lat mają świadomość tego, że współuczestniczą właśnie w tworzeniu się nowego, nie znanego przedtem modelu kultury”[przypis]R. Zimand, Dekadentyzm warszawski, Warszawa 1964, s. 91.[/przypis]. Kontekst społeczny ówczesnej stolicy stanowi zatem istotny czynnik determinujący treść pism publicystycznych Sienkiewicza[przypis]Na temat struktury społecznej ówczesnej Warszawy (statystyki dotyczące ludności i grup społecznych) piszą m.in.: M.M. Drozdowski, dz. cyt.; M. Nietyksza, Ludność Warszawy na przełomie XIX i XX wieku, Warszawa 1971; R. Zimand, dz. cyt.[/przypis].

Przestrzeń miejska podzielona jest na strefy, w których skoncentrowane są poszczególne klasy społeczne, w tym żydowska biedota. Z kolei, niezależnie od miejsca zamieszkania, osoby „trudniące się żebractwem z pozorem handlu” okupują najbardziej uczęszczane ulice (Sienkiewicz szkicuje obraz tych postaci, są to: płacząca przez dwanaście godzin dziewczyna sprzedająca kalendarzyki, chłopcy zmuszający do kupna bukietów, osoby udające biedne wdowy czy emigrantów[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 1, s. 108–111.[/przypis]). Żebracy wyspecjalizowani w manipulacji nagabują przechodniów w domach, ogrodach, restauracjach, cukierniach i na ulicach. Żebracy „dawnego typu” („dziad z puszką”) pojawiają się w okolicach kościołów, zwłaszcza Powązek, z kolei złodzieje uaktywniają się w czasie wydarzeń masowych. Widoczny jest oczywisty podział wytyczający obszary miasta zamieszkiwane przez grupę o danym statusie społecznym, czynnik ten warunkuje także wytwarzanie się stref, w których przebywają mieszkańcy w czasie wolnym (np. wyższe warstwy wypoczywają, jak wiadomo, w Łazienkach i sąsiadującym z nimi Ogrodzie Botanicznym, rodziny robotnicze udają się w tym celu na Saską Kępę, obiady służbowe jada się, zależnie od statusu, w restauracjach w Hotelu Angielskim przy Wierzbowej lub w Hotelu Europejskim). Podrzędniejsze ulice zabudowane są drewnianymi domami narażonymi na pożary, co stanowi o podziale miasta na część zabudowaną przez oficyny lub obiekty drewniane.</document>
<document nplp_id="2676" title="Anna BURZYŃSKA" slug="anna-burzynska">ur. 1957

Imiona metrykalne: Anna Iwona.

Teoretyk literatury, dramatopisarka i prozaiczka.
Zob. też: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA
BIOGRAM
Urodzona 30 czerwca 1957 w Krakowie; córka Tadeusza Burzyńskiego, inżyniera, i Zofii z domu Leszczuk. Uczęszczała do VII Liceum Ogólnokształcącego im. Z. Nałkowskiej w Krakowie i tam też w 1976 roku zdała egzaminy maturalne. Następnie rozpoczęła studia z zakresu filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Debiutowała w 1981 recenzją ogłoszoną na łamach „Ruchu Literackiego” (nr 2), dotyczącą książki J. Ziomka pt. Powinowactwa literatury. W tymże roku uzyskała dyplom magistra polonistyki i rozpoczęła studia doktoranckie na UJ. W 1983 przebywała w Stanach Zjednoczonych i kształciła się w Instytut of Esoteric Philosophy w Houston. Po powrocie do Polski została w 1985 asystentką w Katedrze Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki UJ. W 1987 obroniła rozprawę doktorską pt. Tekst. Pismo. Lektura. Roland Barthes i poststrukturalizm (promotor prof. dr hab. Stanisław Jaworski). W 1988-89 odbyła staż naukowy w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie, po czym – jako adiunkt – kontynuowała pracę na UJ. Zajmowała się współczesnymi nurtami w teorii badań literackich i ich związkami ze współczesną filozofią. Artykuły i studia drukowała m.in. w „Ruchu Literackim” (1985, 1995-96, 1999, 2001-03), „Tekstach Drugich” (1993, 1998, 2002, 2004, 2006) i „Pamiętniku Literackim” (2002, 2003). Rozwijała także twórczość literacką; w 1997 debiutowała jako prozaiczka powieścią pt. Fabulant. Habilitowała się w 2001 na UJ, przedstawiając rozprawę pt. Dekonstrukcja i interpretacja. Za osiągnięcia naukowe otrzymała m.in. indywidualną nagrodę Rektora UJ (2002) oraz stypendium im. S. Pigonia (2003). W 2003 objęła kierownictwo Katedry Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki UJ. W tymże roku weszła w skład komitetu redakcyjnego rocznika naukowego „Przestrzenie Teorii”, wydawanego przez Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu; później została także członkinią kolegium redakcyjnego internetowego pisma „uniGender” (2006) oraz pisma Wydziału Polonistyki UJ „Wielogłos” (2007). Działalność naukową i dydaktyczną łączyła z twórczością dramaturgiczną: ok. 2002 napisała sztukę dla dzieci pt. Czary Mary (nie ogłoszoną drukiem), jako autorka dramatu debiutowała utworem pt. Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę, wystawionym na profesjonalnej scenie w 2003. Podjęła również współpracę z telewizją: była współscenarzystką cyklicznego programu pt. Cafe Kultura, emitowanego w 2003-05 w Programie 2. Telewizji Polskiej, autorką scenariuszy etiud filmowych (Mum in love, Modliszka, Urodzinowa niespodzianka) przeznaczonych dla programu pt. Kto ma rację?, nadawanego w 2005 przez Telewizję Polsat, brała też udział w przygotowaniu realizowanego w 2005-06 przez tę stację 6-odcinkowego serialu pt. My Baby (opracowanie polskiego scenariusza). Przygotowywała słuchowiska z cyklu Listy miłosne sławnych pisarzy, emitowanego przez Polskie Radio w 2006. Uczestniczyła w pracach „Laboratorium Dramatu”, kierowanego przez Tadeusza Słobodzianka (pod auspicjami Stowarzyszenia Autorów Teatralnych i Domu Pracy Twórczej w Wigrach; Sztuka Dialogu nad Wigrami w 2004-05), prowadziła warsztaty dramaturgiczne w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej im. L. Schillera w Łodzi (pt. Dramat w procesie rozwoju; od 2004) i w Warszawskiej Szkole Filmowej (projekt Nicland: Work In Progress w 2006 oraz współudział w przygotowaniu spektakli dyplomowych i filmu fabularnego pt. Nicland). Przez wiele lat występowała w charakterze współgospodyni w Krakowskim Salonie Poezji, założonym w 2002 przez Annę Dymną. Była jurorką m.in. w konkursie poetyckim o „Jaszczurowy Laur” (organizowanym przez Klub Studencki „Jaszczury” w Krakowie; 2003-06), na Festiwalu Teatru Radia i Telewizji „Dwa teatry” w Sopocie (2005), na Festiwalu Komedii „TALiA” (organizowanym przez Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie; 2005-06), w XIV Konkursie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Teatru Narodowego w Warszawie na wystawienie polskiej sztuki współczesnej (2008). Jako przedstawicielka krajów Europy Wschodniej uczestniczyła w 2004 w zawiązaniu Europejskiej Federacji Towarzystw Autorów Teatralnych (FATE; z siedzibą w Madrycie). W następnym roku połączyła członkostwo w Towarzystwie Autorów Teatralnych (TAT), powołanym wówczas w Warszawie, z funkcją pełnomocniczki ds. kontaktów z federacją europejską (FATE). W 2006 weszła w skład Senackiej Komisji UJ ds. Rozwoju. We wrześniu tegoż roku została kierownikiem literackim Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. W 2008 otrzymała na UJ stanowisko profesora nadzwyczajnego. Poza Wydziałem Polonistyki prowadziła na tej uczelni zajęcia na Wydziale Filologicznym, w Katedrze Psychiatrii Collegium Medium oraz w Studium Literacko-Artystycznym. W 2011-13 kierowała międzynarodowym projektem teatrologicznym Teatr XXI wieku. East meets West. West meets East, polegającym na współpracy dziesięciu renomowanych scen europejskich (ze strony polskiej z udziałem krakowskiego Teatru im. J. Słowackiego), wspólnych konferencjach i warsztatach naukowych; podejmowana w ramach tego przedsięwzięcia problematyka została przedstawiona w trójjęzycznych (polskich, angielskich i rosyjskich) publikacjach. W 2013 uzyskała tytuł naukowy profesora. Wielokrotnie podróżowała za granicę, dłużej przebywała m.in. w Ameryce Łacińskiej, w Stanach Zjednoczonych i w Hiszpanii. Od wielu lat interesowała się sztuką japońską; praktykowała medytację Zen i ćwiczyła wschodnie sztuki walki.

W 1990 wyszła za mąż za Michała Pawła Markowskiego, literaturoznawcę. Ma dwoje dzieci: syna Jana (ur. 1987) i córkę Marię (ur. 1990). Odznaczona Brązowym Krzyżem Zasługi (2007). Mieszka w Krakowie i w Hiszpanii (Malaga).
TWÓRCZOŚĆ
1. Fabulant. Powiastka intertekstualna. Kr.: WL 1997, 191 s.
2. Dekonstrukcja i interpretacja. Kr.: Universitas 2001, 540 s. Horyzonty Nowoczesności: teoria, lit., kult., 15.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda „Lit. na Świecie” za 2001, przyznana w 2002.
Zawartość: Prolog. – Wstęp: „Podstawy myśli zachodniej” a sprawa literatury. – Cz. 1. Recepta na dekonstrukcję. – Cz. 2. „Przeciw interpretacji”, czyli burzliwe lata 60.: Struktury oporu; Czas wielkich kryzysów. – Cz. 3. Dekonstrukcja jako krytyka interpretacji: Jacques Derrida: interpretacja i metafizyka; Życie po dekonstrukcji. – Epilog „Nie kończąca się przedmowa”.
3. Czary-mary. [Interaktywne widowisko muzyczne dla dzieci w 4 aktach]. Powst. 2002.
Tekst (z inf. o dacie powst.) w dyspozycji Agencji Dramatu i Teatru (ADiT), inf. na stronie internetowej: http://www.adit.art.pl/autorzy/burzynska-anna [dostęp 18 grudnia 2017]. – Sztuka grana w teatrach amatorskich.
4. Wszystko gra, czyli miesiąc miodowy. Komedia w 2 aktach. Powst. 2002. Praprem.: jako sztuka czytana: Olsztyn, T. im. Jaracza 2005; radiowa: Radio (Olsztyn) 2005.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
5. Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę. Sztuka teatralna w 1 akcie. Praprem.: teatr.: Reż.: A. Pawłowski. Wwa, T. Nowy 2003; radiowa: Reż.: K. Lang. Radio 2004; tv: Reż.: M. Dejczer. TVP 2006. Druk zob. poz. 8 s. 31-93. Przedr. w: Made in Poland. Kr. 2006.
Wyst. inne: Reż.: A. Pawłowski. Wwa, Stow. „Drama” 2003; Reż.: P. Beluch. Kr., Scena Fundacji Starego T. 2004; Reż.: J. Tochowicz. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 2004; T. im. S. Jaracza w Olsztynie (prezentacja czytana połączona z emisją w Radio-Olsztyn) 2006; Reż.: D. Jezierski. Gliwice, T. Nowej Sztuki „Pro Forma” 2008; Reż.: G. Castellanos. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 2015.
I nagroda w I Ogólnopolskim Konkursie na Polską Sztukę Współcz. w 2002, zorganizowanym przez Stow. „Drama” przy teatrze Ateneum w Wwie, nagroda za tekst w X Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Sztuki Współcz., przyznana przez Min. Kultury i T. Nar. w Wwie w 2004.
Przekł.: bułg.: Naj-mnogo samoubijstva stavat v nedelâ. [Przeł.] M. Minkovska. W: S"vremenna pol’ska drama. Sofiâ 2008, – czes.: Ideálni pár. Reż.: A. Kraus. Praha, Žižkovské Divadlo Járy Cimrmana 2014, – franc.: C'est le dimanche qu'il y a le plus de suicides. [Przeł.] N. Korzycka. [Masz. Powst. ok. 2004; tekst w dyspozycji ADiT], – hiszp.: La mayoría de los suicidos ocurre en domingo. Wyd. łącznie z poz. 11 pt.: La mayoría de los suicidos ocurre en domingo; Hombres al borde de un ataque de nervios. [Przeł.:] J. Bielak, X. Farré. Madrid 2006. Wyst.: Madryt, T. Fernando Reyes 2006 [podczas Międzynarodowych Targów Literatury Teatr.], wyst. nast.: Reż.: J. Vilá. Barcelona, La Troca 2010 (także w katalońskiej wersji językowej, przeł.: S. G. Navarro i J. Sellent), – niem.: Die meisten Selbstmorde geschehen Sonntags. [Przeł.] M. Hauptmeier. Wyst.: Reż.: A. Schilling. Norymberga, Staatstheater 2004; Reż.: F. Ludtke. Marburg, T. GegenStand 2007, – słowac.: Ideálni pár alebo Najviac samovrážd je v nedel’u. [Przeł.] B. Sprusanska. Radio Slovensko, Radio Regina 2007.
6. Surwiwal, albo „wyjść na plus”. Sztuka teatralna w 4 odsłonach. Powst. 2003. Druk zob. poz. 8 s. 95-138. Praprem. pt. Surwiwal: Reż.: A. Trojanowska. Kr., T. Lud., Scena „Pod Ratuszem” 2005.
Wyst. inne: pt.: Survival. Reż.: P. Męderak. Kr., T. Plejada 2015.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
Przekł. niem.: Survival. Przeł. D. Daume. [Masz. Powst. ok. 2006].
7. Jeśli pragniesz kobiety, to ją porwij. [Tragikomedia w 3 aktach]. Powst. 2004. Praprem.: teatr. jako sztuka czytana: Reż.: W. Markiewicz. Tarnów, T. im. L. Solskiego 2005; radiowa: Reż.: W. Markiewicz. Radio 2007.
Wyst. inne: czytane podczas IX Festiwalu Komedii TALiA 2005 (inf. jak w poz. 3). – Wyst. pt. Jeśli chcesz kobiety, to ją porwij. Reż.: G. Chrapkiewicz. Wwa, T. Bajka 2010; Reż.: A. Moś-Kerger. Katow., T. Żelazny 2013.
8. Nicland. Cztery sztuki teatralne. Kr.: Księg. Akad. 2004, 240 s. Dramat Współcz.
Zawartość: Sztuka szybkiego reagowania. (Kilka uwag o najnowszym dramacie polskim). – Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę. Sztuka teatralna w 1 akcie [poz. 5]; Surwiwal, albo „wyjść na plus”. Sztuka teatralna w 4 odsłonach [poz. 6]; Życie do natychmiastowego użytku. Sztuka w 3 aktach [poz. 10]; Nicland. Sztuka teatralna w 2 aktach [poz. 9].
9. Nicland. Sztuka teatralna w 2 aktach. Powst. ok. 2004. Druk zob. poz. 8 s. 207-237. Praprem. jako sztuka czytana: Reż.: K. Adamik. Wwa, T. Nowy Praga (Fabryka Trzciny) 2005.
Wyst. inne: Reż.: M. Łazarkiewicz. Warsz. Szkoła Film. 2006 (spektakl dyplomowy).
10. Życie do natychmiastowego użytku. Sztuka w 3 aktach. Druk. zob. poz. 8 s. 139-206. Praprem. jako prezentacja warsztatowa: Łódź, T. Studyjny 2004; praprem. teatr.: Reż.: R. Walkowski. Płock, T. im. J. Szaniawskiego 2005.
Prezentacja warsztatowa zrealizowana podczas I Warsztatów „Dramat w procesie rozwoju”, zorganizowanych przez Państ. Wyższą Szkołę Teatr., Film. i Telewizyjną im. L. Schillera w Łodzi.
Wyst. inne: Reż.: A. Pawłowski. Wwa, T. Nowy 2006; Reż.: R. Walkowski. Rzeszów, T. im. W. Siemiaszkowej 2007; Reż.: E. Jungowska i R. Sabara. Wwa, T. Rampa 2010; Reż. H. Prokurat. Siedlce, T. Fanum 2010.
11. Mężczyźni na skraju załamania nerwowego. [Tryptyk teatralny]. Powst. 2004. Praprem.: radiowa: Reż.: P. Łazarkiewicz. Radio 2006; teatr.: Reż.: P. Łazarkiewicz. Gdynia, T. Miej. 2006.
Wyst. inne: Reż.: P. Łazarkiewicz. Wwa, T. Bajka 2008; Reż.: M. Chytry. Żmigród, Miej. Teatr48 2013.
Przekł. hiszp. (całości): Hombres al borde de un ataque de nervios. Wyd. łącznie z poz. 5 pt. La mayoría de los suicidos ocurre en domingo; Hombres al borde de un ataque de nervios. [Przeł.:] J. Bielak, X. Farré. Madrid 2006. Wyst.: Madryt 2006 [podczas Międzynar. Targów Literatury Teatr.]; Reż.: R. Martin. Hawana, T. de la Luna 2010 (jako sztuka czytana); Santo Domingo (Dominikana), Compaňa National de T. 2010.
Cz. 1. Gra miłosna. Druk pt. Gry miłosne. „Dialog” 2005 nr 2 s. 90-96. Praprem. pt. Mężczyźni na skraju załamania nerwowego, jako część spektaklu dyplomowego pt. Generacje: Reż.: P. Łazarkiewicz. Wwa, Akad. Teatr. 2005. Radio 2005.
Tytuły poszczególnych części tryptyku wg inf. A. Burzyńskiej.
Wyst. inne jako część spektaklu Super-market. Reż.: J. Lach. Wwa, klub Le Madame 2005.
Przekł. hiszp.: Hombres al borde de un ataque de nervios. [Przeł.:] J. Bielak, X. Farré. Wyst. Madryt, T. Fernando Reyes 2004 [podczas V Międzynar. Salonu Książki Teatr.].
Cz. 2. Gra strategiczna.
Cz. 3. Gra wojenna.
12. Krzyk. (Monolog na kilka głosów). Powst. 2005. Praprem. jako prezentacja warsztatowa: Łódź, T. Studyjny 2006.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
Wystawione podczas III Warsztatów „Dramat w procesie rozwoju”, zorganizowanych przez Państ. Wyższą Szkołę Teatr., Film. i Telewizyjną im. L. Schillera w Łodzi.
Wyst. inne: Reż.: A. Pieczyński. Gorzów Wielkop., T. im. J. Osterwy 2011.
13. Anty-teoria literatury. Kr.: Universitas 2006, 534, [6] s. Horyzonty Nowoczesności: teoria, lit., kult., 52.
Nagroda Tow. Asystentów UJ w 2001 (za rozdz. pt. „Lekturografia. Derridowska filozofia czytania” uznany za najlepszą publikację naukową roku); Nagroda Rektora UJ w 2007.
Zawartość: Wstęp. Luzowanie teorii. – Post: Między nauka i literaturą; Po czym rozpoznać poststrukturalizm?; Przypadek Rolanda Barthes’a; Podsumowanie. (Poststrukturalizm w pigułce). – Wirusy w dyskursie: Kariera narracji. O zwrocie narratywistycznym w humanistyce; Literatura, komunikacja i miłość; Teoria i literatura. Niebezpieczne związki. – Eros w teorii: Inne rozkosze (Rolanda B.[arthes’a]); Ciało w bibliotece; Literatura jako sztuka uwodzenia. Przyczynek do tematu. – Interpretacja w czasach dekonstrukcji: Jak czytali dekonstrukcjoniści? Lekturografia. Derridowska filozofia czytania; Zbawienny konflikt interpretacji. – Myśl otwarta: Poetyka po strukturalizmie; Teoria po dekonstrukcji; Od metafizyki do etyki. – Zakończenie. Czy teoria literatury jeszcze istnieje?
Przekł. ang. art. Czy teoria literatury jeszcze istnieje?: Does literary theory still exist? W: From modern theory to a poetics of experience. Polish studies in literary history and theory. Frankfurt am Main 2014, Cross-Roads, 4.
14. Tango Piazzolla. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2006. Praprem.: Reż.: J. Opalski. Muz.: A. Piazzolla. Kr., T. im. J. Słowackiego 2007.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
Wyst. inne: Reż.: J. Opalski. Gdynia, T. Miej. 2012; Reż.: W. Mazurkiewicz i R. Talarczyk. Wwa, T. Rampa 2012.
Utwór inspirowany muzyką A. Piazzolli; teksty piosenek także autorstwa A. Burzyńskiej. – Nagroda w plebiscycie publiczności na najlepszy spektakl sezonu 2008/2009 w T. im. J. Słowackiego w Kr., przyznana w 2010.
15. Teorie literatury XX wieku. Podręcznik. [Autorzy:] A. Burzyńska, M.P. Markowski. Kr.: Znak 2006, 595 s.
Nagroda Rektora UJ w 2007.
Zawiera wstęp napisany przez oboje autorów oraz następujące rozdziały pióra A. Burzyńskiej: Wprowadzenie; Strukturalizm (I); Semiotyka; Strukturalizm (II); Poststrukturalizm; Feminizm; „Gender” i „Queer”.
Przekł. serb.: Književne teorije XX veka. [Przeł.] I. Đokić-Saunderson. Beograd 2009, toż [on-line] [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://pl.scribd.com/doc/58259754/Knjizevne-TEORIJE-20-Veka-Poljaci
16. Sceny z życia rodzinnego. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2007.
Tekst w dyspozycji ADiT (data powst. i lokalizacja wg inf. A. Burzyńskiej).
17. Akompaniator. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Opalski. Kr., T. im. J. Słowackiego, Scena Miniatura 2008.
Wyst. inne: Reż.: G. Chrapkiewicz. Wwa, T. Syrena 2009; Reż.: R. Matusz. Słupsk, T. Nowy 2009; Reż.: G. Chrapkiewicz. Pozn.: T. Muz. 2014.
Przekł. słowac.: [Przeł.] B. Sprusanska. Reż.: A. Rozhin. Nitra, T. im. A. Bagara 2012.
18. Post Makbet – żart sceniczny. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., T. im. J. Słowackiego 2008.
Wyst. podczas krak. Nocy Teatrów 13 VI 2008.
19. Malavita. Ballada o mafii. [Przedstawienie muzyczne]. Scenariusz i dialogi: A. Burzyńska. Praprem.: Reż.: P. Szumiec. Kr., T. im. J. Słowackiego 2009.
20. Wiera Gran. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2009. Praprem.: Reż.: B. Sass. Wwa, T. Kamienica 2012.
Data powst. wg inf. A. Burzyńskiej.
21. Zakręcony Słowacki, czyli noc w malinach. [Komediofarsa]. Praprem.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., T. im. J. Słowackiego 2009.
22. Krzyżacy, czyli Teatr w kryzysie albo koszmarny sen dyrektora. [Komediofarsa]. Praprem.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., T. im. J. Słowackiego 2010 [wyst. premierowe podczas krak. Nocy Teatrów].
23. Dekonstrukcja, polityka i performatyka. [Studia]. Kr.: Universitas 2013, 668, s. Horyzonty Nowoczesności, 103.
Dot. udziału myśli J. Derridy w zwrocie etyczno-polit., performatycznym i empirycznym zaistniałym w końcu XX wieku. – Zawiera: Wstęp: Dekonstrukcja post mortem, czyli dlaczego zdecydowałam się jednak napisać tę książkę. – Cz.1. Odpowiedzialność myśli: Zwrot etyczny; Od krytycyzmu do aktywizmu; Etyka w czasach niepewności; Od etyki czytania do moralności czytelnika; Jacques Derrida: „prawo Innego”; Paul de Man: „etyczność alegorii”; Joseph Hillis Miller: „dobre czytanie”; Derek Attridge i etyka praktyczna; Inność idiomu; Etyczny warunek polityczności. – Cz. 2. Polityka (w) dekonstrukcji: Zwrot polityczny; „Żegnaj, dekonstrukcjo!”; „Moralna i polityczna bigamia”; Polityczny spór o dekonstrukcję; Ostatnie bastiony; Ameryka między Derridą a Foucaultem; Przeciw „metafizycznej poprawności”; Dekonstrukcja i „New Sense of the Political”; Inność „Innego”; Polityczność dzisiaj. – Cz. 3. Derrida i performatyka: Zwrot performatyczny; Performatyka i „post-y”; Dwa „teatry”; „Mim versus mimesis”; Derrida i „zamknięcie przedstawienia”; Nicowanie Austina; Performans tekstualny; Przestroga w Ostrogach; „Skryptor” na „scenie” tekstu; Zaświadczyć zdarzeniu. – Cz. 4. Derrida i doświadczenie: Zwrot empiryczny: life.after.theory; Kłopoty z doświadczeniem; Derrida i „doświadczenie odzyskane”; Wyzwanie w „Wyznaniach”; „Traumy epistemiczne”; Szibbolet, albo: „Tylko jeden raz”; Powtórzyć doświadczenie; „Signéponge”: kiedy „Inny” staje się „moim”; „Kobieta, która nie daje się wziąć”. – Epilog: Dekonstrukcja – niekończąca się przygoda.
24. Kobieta finalna. [Utwór dramatyczny]. [Masz.]. Powst. 2013.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
25. Niżyński. Zapiski z otchłani. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Opalski. Kr., T. im. J. Słowackiego 2013.
26. Symulacja. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Męderak. Kr., T. Plejada 2013.
27. Transakcja. [Utwór dramatyczny]. [Masz.]. Powst. 2014.
Tekst (z inf. o dacie powst.) jak w poz. 3.
28. Café Luna. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Opalski. Gdynia, T. Miej. Im. W. Gombrowicza 2016.
29. Wściekłe widelce. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: K. Abrahamowicz. Bielsko-Biała, T. Komedii Kuby Abrahamowicza 2016.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Dekonstrukcja próba krytycznego bilansu. W: Po strukturalizmie. Wr. 1992 s. 47-69. – Teoria czy postteoria? „Teksty Drugie” 1993 nr 1 s. 35-35, przedr. w: Kryzys czy przełom. Kr. 1994 s. 123-135. – Krajobraz po dekonstrukcji. (Cz. 1-2). „Ruch Lit.” 1995 z 1 s. 73-91, nr 2 s. 193-221 [dot. współczesnych ujęć teorii literatury]. – Teoria (prawdziwie) krytyczna. (Szkoła z Irvine: efekty poststrukturalistycznej krytyki teorii). „Ruch Lit.” 1996 z. 1 s. 71-87. – Granice wyrażalności. Dekonstrukcja i problem interpretacji. W: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 s. 43-58. – „Żegnaj dekonstrukcjo!” „Ruch Lit.” 1999 z. 3 s. 269-287 [dot. prac J. Derridy]. – Poststrukturalizm, dekonstrukcja, feminizm, gender, dyskursy mniejszości i co dalej? „Przestrzenie Teorii” 2002 nr 1 s. 65-86; przedr. w: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o teatrze. Wwa 2002 s. 372-390. – Poststrukturalizm zdefiniowany. „Ruch Lit.” 2003 z. 2 s. 121-135. – Kulturowy zwrot teorii. W: Kulturowa teoria literatury. Kr. 2006 s. 41–91. Horyzonty Nowoczesności, 50. Wyd. 2 tamże 2012, przekł. ukr.: Kul’turologìčnij povorot teorìї. [Przeł.] S. Âkovenko. W: Teoriâ lìteraturi v Pol'ŝì. [Red.] V.P. Morenec'. Kiïv 2008 s. 429-467. – Hermeneutyka i erotyka. W: Od polityki do poetyki. Kr. 2010 s. 9-28. – Doświadczenie lektury. W: Doświadczenie lektury. Kr. 2012 s. 15-32. – Filozofia po „końcu filozofii”. „Dekada Lit.” 2012 nr 1 s. 3-17. – Człowiek z właściwościami. (Roland Barthes o Rolandzie Barthesie). W: Różne głosy. Kr. 2013 s. 129-143. – Filozof w teatrze („energetycznym”). „Didaskalia” 2013 nr 118 s. 14-23 [dot. J.-F. Lyotarda]. – Afekt: podejrzany i pożądany. W: Kultura afektu – afekty w kulturze. Humanistyka po zwrocie afektywnym. Wwa 2015 s. 115-134.

Nadto szkice zamieszczane w programach T. im. J. Słowackiego w Kr. m.in.: Przypadek Franza K. W: T. Różewicz: Pułapka. 2006 s. 2-13. – Wielkie namiętności w chłodnych klimatach. (O dramaturgii Petera Asmussena). W: P. Asmussen: Słoneczny pokój. 2006 s. 3-10. – Dziewczyna w srebrnych łuskach. (O Łucji Joyce). W: D. Nigro: Łucja szalona. 2007 s. 2-10. – Smutna historia „Mistrza krotochwili” (o Michale Bałuckim). W: M. Wojtyszko: Całe życie głupi. 2007 s. 2-14. – Tango zaczyna się od spojrzenia. W: A. Burzyńska: Tango Piazzolla 2007 s. 5-12. – Świat jest bankiem. (O dramaturgii Friedricha Dürrenmatta). W: F. Dürrentmatt: Frank V. Komedia Bankierska. 2008 s. 6-15. – Filozof i Caryca. W: M. Wojtyszko: O rozkoszy. 2009 s. 2-10. – Co się zdarzyło w saloniku państwa Houille? W: Y. Reza: Bóg mordu. 2010 s. 2-12. – Zagłada i symulacja. W: J. Mayorga: Himmelweg. Droga do nieba. 2011 s. 4-10. – Wyjście awaryjne. W: S.I. Witkiewicz: Jedyne wyjście. 2011 s. 4-10. – Ogień w głowie. W: A. Burzyńska: Niżyński. Zapiski z otchłani. 2013 s. 8-13.
Adaptacje
1. A. Czechow: Nieciekawa historia. [Przeł.] M. Mongirdowa. Adapt. scen. pt. Nie całkiem wesoła historia: A. Burzyńska. Reż.: J. Opalski. Kr., T. im. J. Słowackiego, Scena Miniatura 2016.

Prace redakcyjne
1. Teorie literatury XX wieku. Antologia. Pod red. A. Burzyńskiej i M.P. Markowskiego. Kr.: Znak 2006, 698 s.
Przekł. serb.: Književne teorije XX veka. [Przeł.] I. Đokić-Saunderson. Beograd, 2009.
2. F. Jameson: Archeologie przyszłości. Pragnienie zwane utopią i inne fantazje naukowe. Przeł.: M. Płaza, M. Frankiewicz, A. Miszk. Red. nauk. A. Burzyńska. Kr.: Wydawn. UJ 2011, XVII, 505 s. Eidos.
3. F. Jameson: Postmodernizm, czyli logika kulturowa późnego kapitalizmu. Przeł. M. Płaza. Red. nauk. A. Burzyńska. Kr.: Wydawn. UJ 2011, 435 s. Eidos.
4. J. Kesselring: Arszenik i stare koronki. [Program teatralny]. Red.: A. Burzyńska i B. Jelonek. Kr.: T. im. J. Słowackiego 2014, [16] s.
OPRACOWANIA

 	Ank. 2014.
 	Wywiady: Nauka, literatura i radość pisania. Rozm. A. Ziółkowska-Boehm. „Nowy Dz.” dod. „Prz. Pol.”, Nowy Jork 1998 nr z 6 II; Między czytaniem a pisaniem. Rozm. A. Stypuła. „Bez Porównania” 2005 nr 2; [Sceniczne światy do wynajęcia] Mundos escénicos en alquier. Rozm.: M. Borowski, M. Sugiera. [Przeł.:] J. Bielak, X. Farré. W: La mayoría de los suicidos ocurre en domingo. Hombres al borde de un ataque de nervios. Madrid 2006; „Smutek, miłość i zmysły”. Rozm. M. Huzarska-Szumiec. „Gaz. Krak.” 2007 nr 35 [dot.: Tango Piazzolla]; „Gry w świecie pozorów”. Rozm. D. Wyżyńska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 72 dod. „Stołeczna”, toż on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/gry-w-swiecie-pozorow.html [dot.: Mężczyźni na skraju załamania nerwowego]; Między Mrożkiem a Almodovarem. Rozm. W. Krupiński. „Dz. Pol.” 2010 nr z 1 VII, toż on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/miedzy-mrozkiem-a-almodovarem.html [dot. głównie: Mężczyźni na skraju załamania nerwowego]; Interesowało mnie to, co działo się w głowie Wiery. Rozm. Wacław Krupiński. „Dz. Pol.” 2013 nr z 18 VII, toż on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/166268.html oraz http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/interesowalo-mnie-to-co-dzialo-sie-w-glowie-wiery.html[dot.: Wiera Gran].

 Ogólne

 	D. Krautschneiderová: Anna Burzyńska. W: Obraz společnosti v současných polských divadelních textech = The image of society in the contemporary polish drama. Olomouc 2010 (Magisterská diplomová práce. Filozofická fakulta Univerzity Palackého v Olomouci, Katedra Slavistiky, Sekce Polské Filologie) [on-line] [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://theses.cz/id/ab0aii/32645-341596615.pdf

 Oprac. Fabulant

 	L. BUGAJSKI: Uwiedzeni? „Twórczość” 1997 nr 10.
 	P. CZAPLIŃSKI: Literatura jako niemożność. „Kresy” 1997 nr 4.
 	M. ORSKI: W jeziorze cytatów. „Prz. Powsz.” 1997 nr 11.
 	K. UNIŁOWSKI: Chichot sawantki. „FA-art” 1997 nr 4, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	R. OSTASZEWSKI: Pojedynek na paradoksy z postmodernizmem. „Dekada Lit.” 1998 nr 3.
 	I. IWASIÓW: Słownik nieświadomości. Sny literackie po psychoanalizie. W: Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku. Tor. 1999 [dot. m.in. Fabulant].

 Oprac. Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę

 	D. JARZĄBEK: Krótki kurs dla samobójców. „Zesz. Telew.” 2006 nr 12 [dot. gł. realizacji w TVP].

Oprac. Surwiwal

 	P. GŁOWACKI: Wyznania szczerego entuzjasty teatru. Stareńkie zaklęcie. „Dz. Pol.” 2005 nr z 12 IV, toż on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kultura/178635-starenkie-zaklecie.html.

Oprac. Nicland

 	J. SIERADZKI: Sztuki przeczytane. „Dialog” 2004 nr 8.
 	D. NOWACKI: Różnice i przewagi. W tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011.

 Oprac. Mężczyźni na skraju załamania nerwowego

 	K. FRYC: Kobieca wiwisekcja współczesnych japiszonów. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 76 dod. „Trójmiasto”.
 	K. FRYC: Wszystko na sprzedaż. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 93 dod. „Trójmiasto”.
 	Zob. też Wywiady.

 Oprac. Anty-teoria literatury

 	H. MARKIEWICZ: Jeszcze raz o poetyce, teorii literatury i interpretacji. „Teksty Drugie” 2007 nr 4.
 	O książce Anny Burzyńskiej „Anty-teoria literatury” rozmawiają dr hab. Anna Burzyńska, prof. Anna Łebkowska, prof. Teresa Walas, prof. Henryk Markiewicz, prof. Ryszard Nycz, dr Tomasz Kunz i mgr Jakub Momro. „Wielogłos” 2007 nr 2.
 	P. PIETRZAK: Antyteoria? „Nowe Książ.” 2007 nr 4.
 	R. KIELAWSKI: A narrative of literary theory. „Rocz. Nauk.”, Wałbrzych 2008 [nr] 14.

 Oprac. Tango Piazzolla

 	P. GŁOWACKI: Wyznania szczerego entuzjasty teatru. Tamten brzeg. „Dz. Pol.” 2007 nr z 19 II, toż on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kultura/68477-tamten-brzeg.html.
 	M. HUZARSKA: Trudne miłości. „Gaz. Krak.” 2007 nr z 20 II; toż tekst on-line [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/35466,druk.html.
 	Zob. też Wywiady.

 Oprac. Teorie literatury XX wieku

 	D. ULICKA: Teoria i teorie. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	M. CAŁBECKI: Teorie literatury XX wieku – koniec, czyli początek. „Topos” 2007 nr 3.
 	T. CHARNAS: O aktach lektury i interpretacji – teoretycznie. „Czas Kult.” 2007 nr 1/2.
 	J. FIEDORCZUK: Święto teorii. „Lit. na Świecie” 2007 nr 3/4.
 	M. ORSKI: Opowieść o teorii. „Odra” 2007 nr 3.
 	J. PŁUCIENNIK. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2007 z. 1/2.
 	P. TARANCZEWSKI: W poszukiwaniu Zeitgeistu. „Znak” 2007 nr 5.
 	M. MRUGALSKI: Piękna teoria. „Prz. Hum.” 2008 nr 4.
 	A. FALTYN: Hermeneutyka a problem teorii (literatury); M. SKWARA: Kilka uwag krytycznych o podręczniku Anny Burzyńskiej i Michała Pawła Markowskiego „Teorie literatury XX wieku”. „Dyskurs”, Szczec. 2009 z. 4.

 Oprac. Akompaniator

 	J. TARGOŃ: Fragmenty dyskursu operowego. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 263 dod. „Kraków” [dot. wyst. w T. im. J. Słowackiego w Kr.].

 Oprac. Malavita

 	J. TARGOŃ: Ekspresowo o mafii. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 58 dod. „Kraków” [dot. wyst. w T. im. J. Słowackiego w Kr.].

 Oprac. Wiera Gran

 	A. SZELIGA: Sprawy o sztukę nie będzie. „Metro” 2012 nr 2451, dat. 30 XI/2 XII [dot. analogii pomiędzy sztuką a wydaną w 2010 książką biograficzną A. Tuszyńskiej: Oskarżona Wiera Gran].
 	Zob. też Wywiady.

 Oprac. Dekonstrukcja, polityka i performatyka

 	P. DOBROWOLSKI: Spadkobiercy Derridy. „Didaskalia” 2014 nr 121/122.
 	A. GLEŃ: Derrida redivivus? Uwagi o „Dekonstrukcji, polityce i performatyce” Anny Burzyńskiej. „Odra” 2014 nr 12.
 	M. PIOTROWSKA-GROT: Dynamizm przemian – wytrwałość humanistyki. „Wielogłos” 2014 nr 1.

 Oprac. Niżyński

 	J. WAKAR: Człowiek Niżyński. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 236 dod. „Kult. i Program TV”.
 	A. MŰLLER: Jestem Bogiem. „Teatralia” [on-line] 2014 nr 84 [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.teatralia.com.pl/jestem-bogiem-nizynski-zapiski-otchlani/.
 	A. SOWA: Wszyscy jesteśmy godni współczucia. „Teatr dla was” [on-line] 2014 z 25 II [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://teatrdlawas.pl/recenzje/609-wszyscy-jestesmy-godni-wspolczucia.
 	M. TARNOWSKA: Transcendencja braku. „Dz. Teatr.” [on-line] 2013 z 21 XII [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/transcendencja-braku.html.

 Oprac. Symulacja

 	W. BEREŚ: Małżeństwo z uśmiechem? Na scenie! [on-line] [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.polskamasens.pl/old/w-samo-poludnie/724/Malzenstwo-z-usmiechem-Na-scenie.
</document>
<document nplp_id="2766" title="Wojciech ALBIŃSKI" slug="wojciech-albinski">1935-2015

Imiona metrykalne: Wacław, Wojciech, Jan.

Pseud.: Jan Warski.

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 27 stycznia 1935 w Warszawie; syn Wacława Albińskiego, prawnika, i Janiny z Mazowieckich. W dzieciństwie mieszkał we Włochach pod Warszawą. Uczęszczał do Liceum im. W. Górskiego w Warszawie, a po zdaniu matury studiował geodezję na Politechnice Warszawskiej (PW). Debiutował jako poeta w 1956 wierszami pt. Jak łatwo oszaleć i Mała dziewczynka śpi, opublikowanymi na łamach tygodnika„Po prostu” (nr 5); w tym czasie ogłosił też wiersze Koncert jazz,Któregoś ranka, Wyrok w tygodniku „Dziś i Jutro” (nr 5), a także Ofiarujesz mi ciepło i Sanatorium w piśmie „Współczesność” (nr 1), z którego redakcją był związany do 1957. Został członkiem Koła Młodych przy ZLP. Po uzyskaniu w 1958 dyplomu na PW pracował jako geodeta w kraju, a także dziewięć miesięcy w 1960 na kontrakcie w Iraku. W kwietniu 1963 na prywatne zaproszenie wyjechał do Paryża, skąd już do Polski nie wrócił. Wkrótce potem przeniósł się do Genewy, gdzie do 1969 był zatrudniony jako geometra i ekspert w sprawach katastralnych i kartograficznych. W następnych latach przebywał w Afryce; pracował w Botswanie (do 1966 Bechuanaland Protectorate), a także w innych krajach tego regionu. Od końca lat siedemdziesiątych mieszkał równocześnie w Botswanie i Republice Południowej Afryki. Po wyjeździe z Polski rzadko ogłaszał swoje utwory; paryska „Kultura” zamieściła dwa jego opowiadania (pod pseud. Jan Warski: Kino Centralne, 1968 nr 8/9, Siateczka,1969 nr 1/2) i dwa jego wiersze (Kalahari I i Kalahari II, 1980 nr 6), a londyńskie „Wiadomości” opowiadanie Węże spadają z nieba (1980 nr 47/48). Po 1990 zaczął odwiedzać kraj, a później mieszkał okresowo Johannesburgu i w Warszawie. Wznowił też twórczość literacką; w 2000 pisma „Literatura” (nr 1) i „Lampa, Iskra Boża” (nr 16) opublikowały kilka jego wierszy. W 2003 zaczął ogłaszać tomy opowiadań, z których część była także drukowana w prasie (m.in. w „Rzeczpospolitej” i „Tygodniku Powszechnym”).

W 1959 ożenił się z Wandą Rowińską, chemiczką; miał dwóch synów: Łukasza (ur. 1970) i Dominika (ur. 1975). Zmarł 6 lipca 2015 w Warszawie; pochowany tamże na Cmentarzu Powązkowskim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Kalahari. [Opowiadania]. Wwa: „Twój Styl” 2003, 402 s. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. 2012. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny całości i wyd. osob. poszczególnych opowiadań: Wwa: W.A.B. , pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. im. J. Mackiewicza oraz nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2004.
Zawartość: M. Nowakowski: Historia niezwykłego debiutu. [Słowo wstępne]. – Kalahari: Za rzekę do sąsiedniego kraju; Kobry i Parafianie; Kalahari; Mina; Ostatnia wojna zuluska. – Droga do Baluto: Jeden dzień w Baluto; Uduchowiony Mr. Raj; Kilkudniowa wycieczka dla odświeżenia wspomnień. – Światła Johannesburga: Pani Evelyna; Stanley i Syndile; Krótkie życie Umarłego; Hotel Carlton; Moralna satysfakcja; Diamenty nieoszlifowane; Strzały na Hillbrow.
2. Królestwo potrzebuje kata. [Opowiadania]. Wwa: „Twój Styl” 2004, 184 s.
Zawartość: Córka odnaleziona; Obawiamy się buntu żandarmów; Ostatnia misja porucznika Lance’a; Królestwo potrzebuje kata; Komisja.
Adapt. radiowa poszczególnych opowiadań: Królestwo potrzebuje kata: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2005; Komisja: Adapt. i reż.: A. Piszczatowski. Radio 2006; Ostatnia misja porucznika Lance’a: Adapt. i reż.: A. Piszczatowski. Radio 2007.
3. Antylopa szuka myśliwego. [Opowiadania]. Wwa: „Twój Styl” 2006, 161 s. Przedr. zob. poz. 4.
Wyd. jako dokument elektroniczny opowiadania Kto z państwa popełnił ludobójstwo?: Wwa: W.A.B. 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Śmierć plantatora; Kto z państwa popełnił ludobójstwo?; Ojciec Izydor; Antylopa szuka myśliwego; Nowa nieoczekiwana kariera; Moro i mistrz.
Adapt. radiowa opowiadania Kto z państwa popełnił ludobójstwo?: Reż.: R. Bobrowska. Radio (Kraków) 2007.
4. Lidia z Kamerunu. [Opowiadania]. Wwa: „Twój Styl” 2007, 246 s.
Zawiera opowiadania z tomu poz. 3, – nadto: Lidia z Kamerunu; Czekając na Rosjan.
5. Achtung! Banditen! [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2009, 228 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa W.A.B. 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia oraz nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus w 2010.
Zawartość: Lipiec 1939; Za Bug i z powrotem; Nie obiecuj Panu Bogu nadaremno; Przypadkowe spotkanie w EKD; Warszawa Zachodnia; Sorrento we Włochach; Niewłaściwy narzeczony; Druga spowiedź; Chłopiec i żandarm; Szwajcarski paszport; Krysia S.; Tajemnicze zniknięcie kolegów; Ciężkie życie z powodu żony; SS zdobyło fabrykę cukierków; Achtung! Banditen!; Uciekinierzy; 16 września; Zły klimat; To jest niemieckie dziecko!; Siedzą i myślą; Biurko płonie; Niemcy uciekają; Marianna; Rosjanie; Wanny na murze; Kamienice ostatniej nadziei; Zina i Kapustni; Pątnicy; Moja ostatnia wojna.
6. Soweto – my love. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2012, 250 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokumenty elektroniczne całości i wyd. osob. poszczególnych opowiadań: Wwa: W.A.B. 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Msza za niepamięć; Soweto – my love; Johannesburg tej nocy; Soweto, piątek wieczorem; Siostry Świętej Doktryny; Klub; Kłamstwo za kłamstwo; Cash in transit; Ojciec Izydor (poz. 3); Doktor w Zululandzie; Eunice; Komisja (poz. 2); Niebezpieczne sny; Koniec Wielkiego Treku; Węże spadają z nieba.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Afryka poza teoriami. Rozm. A. Mateja. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 4; Jest wiele niepotrzebnych krajów. Rozm. J. Strękowski. „Nowe Książki” 2006 nr 8 [dot. też: Antylopa szuka myśliwego]; Antyczna tragedia z Afryki. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2007 nr 171; Białe i czarne w kolorze. Rozm. T.Z. Zapert. „Wyspa” 2008 nr 1; Proszę powiedzieć, gdzie leżą zwłoki. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 274 dod. „Duży Format”, przedr. w: K. Bielas: Dzianina z mięsa. Rozmowy. Wołowiec 2009; Wojna to czas opowieści. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2008 nr 218 [dot.: Achtung! Banditen!]; Wszystkie wędrówki świata. Rozm. A. Mateja. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 2 [dot. gł.: Achtung! Banditen!]; Zdarzyło się naprawdę. Rozm. B. Pietkiewicz. „Polityka” 2010 nr 13.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	B. MARZEC: Nasz człowiek w Botswanie. Opowieść o Wojciechu Albińskim. Wwa: Muza 2012, 189 s.
 	W. CHMIELEWSKI: Pisarz spod Góry Stołowej. O Wojciechu Albińskim (1935-2015); T.Z. ZAPERT: Białe i czarne w kolorze. Wojciech Albiński (1 stycznia 1935 - 6 lipca 2015). „Podgląd” 2015 nr 3.

&amp;nbsp;
Kalahari

 	W. CHMIELEWSKI: Opowiadania spod Góry Stołowej. „Nowe Książ.” 2003 nr 10.
 	K. TRZCIŃSKI. „Africana Bull.”, Wwa 2005 nr 53.
 	J. TRZNADEL. „Arcana” 2005 nr 1/2.
 	M. URBANOWSKI: Podróże do kresów. (W. Kuczok: Gnój, B. Wildstein: Przyszłość z o.o., T. Różycki: Dwanaście stacji, W. Albiński: Kalahari). W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.

Powrót na górę↑
Królestwo potrzebuje kata

 	W. CHMIELEWSKI: Pisarz potrzebuje Afryki. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
 	S. GRUDZIŃSKA: Czy polska literatura potrzebuje Albińskiego? „Kresy” 2005 nr 3.
 	A. MATEJA: Inna Afryka. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 43 [dot. też: Antylopa szuka myśliwego].
 	E. STAŃCZYK. „The Sarmatian Review”, Houston, TX 2008 nr z IX [dot. też: Lidia z Kamerunu].

&amp;nbsp;
Antylopa szuka myśliwego

 	A. MATEJA: Inna Afryka. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 43 [dot. też: Królestwo potrzebuje kata].
 	K. ŚLIWIŃSKI: Kości wszystkich nas są tego samego koloru. „Nowe Książ.” 2006 nr 8.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Lidia z Kamerunu

 	E. STAŃCZYK. „The Sarmatian Review” , Houston, TX 2008 nr z IX [dot. też: Królestwo potrzebuje kata].

&amp;nbsp;
Achtung! Banditen!

 	E. ANTONIAK: Wojna małym dzieckiem podszyta. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 225.
 	B. DARSKA: Mówi dziecko wojny. „FA-art” 2009 nr 4.
 	J. FRANCZAK: Z ziemi włoskiej. „Tyg.Powsz.” 2010 nr 10.
 	I. GODLEWSKA: O wojnie inaczej. „Twórczość” 2010 nr 6.
 	J. MARCHOWIECKI: Achtung, Banditen! Czyli polskie podziemie – między Zelowem a Pabianicami. „Gaz. Kult.” 2010 nr 3.
 	M. ORSKI: Scenki dziecięce z czasu powstania. „Nowe Książ.” 2010 nr 2, przedr. nieznacznie zmien. pt. Dzieciństwo na obrzeżach wojny. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	R. PIEŃKOSZ: Obraz wojennej codzienności. „Prz. Powsz.” 2010 nr 4.
 	A. TYSZKA: O wojnie inaczej. „Czas Kult.” 2011 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Soweto – my love

 	M. ORSKI: Afrykańska moralność. „Nowe Książ.” 2012 nr 6.
 	Tenże: Małe zło, duże dramaty. „Prz. Powsz.” 2012 nr 10.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2771" title="Lidia AMEJKO" slug="lidia-amejko">ur. 1955

Dramatopisarka, prozaiczka, autorka słuchowisk i utworów dramatycznych dla dzieci.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM[przypis]Hasło przygotowane bez odpowiedzi Autorki na wysłaną ankietę[/przypis]
Urodzona 2 września 1955 we Wrocławiu. Tam też uczęszczała do liceum. Po zdaniu matury studiowała przez rok medycynę, a następnie kulturoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim (Uwr.). W tym czasie prowadziła studenckie studio radiowe „Nad Odrą”. Debiutowała w 1987 opowiadaniem ogłoszonym na łamach „Odry” (nr 6) jako domniemany przekład przypadkowo odnalezionego utworu J.L. Borgesa Misja Oscara Llenor. W 1993 zamieściła w „Dialogu” (nr 5/6) pierwszy utwór dramatyczny pt. Gdy rozum śpi – włącza się automatyczna sekretarka; w miesięczniku tym drukowała też następne dramaty. W 1996 przebywała w Stanach Zjednoczonych na stypendium International Writing Program na University of Iowa, a w 1999 na stypendium dramatopisarskim w Bochum. W 2005/06 prowadziła cykl zajęć Sztuka monologu – narracje pierwszoosobowe w kulturze współczesnej na Wydziale Kulturoznawstwa UWr. W 2006-07 publikowała w „Dialogu” cykl monologów Żywoty świętych osiedlowych, ogłoszony później w postaci książkowej. W 2008 zaczęła także pisać (wspólnie z Marcinem Czubem) utwory dramatyczne dla dzieci. Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Gdy rozum śpi – włącza się automatyczna sekretarka. (Rzecz o gadaniu). [Słuchowisko]. „Dialog” 1993 nr 8 s. 5-13.
Wg inf. Autorki (w wywiadzie: Najważniejsze są słowa. Rozm. E. Han. „Sł. Pol.” 1998 nr 270) utwór był wystawiony czterokrotnie, m.in. w Niemczech i w Zagrzebiu.
2. Emma Kant i gospodyni Leibniza. [Tekst] L. Amejko. [Litografie} B. Kaczmarek. Wr.: [b.w.] 1995, 10 k., leporello.
Książka z kolekcji „Polska książka artystyczna z przełomu XX i XXI wieku”. Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi
3. Męka pańska w butelce. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1995 nr 10 s. 5-13. Praprem.: Reż.: W. Hołdys. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 1999.
4. Dwadrzewko. Sztuka telewizyjna. „Dialog” 1996 nr 5/6 s. 35-44. Praprem. tv pt. Pan Dwadrzewko: Scenariusz i reż.: P. Mularuk. TVP 2004. Por. poz. 8.
Przekł.: bułg.: Dvadževko. [Przeł.] S. Borisova. W: L. Amejko: Teat”r x 3. Sofiâ 2007, – czes.: Dvojdřívko. [Przeł.] I. Lexová. W: Pobavme se o životě a smrti. Praha 2002, - niem.: Zwajbaum. [Przeł.:] G.W. von Brand, M. Sobiecka. W: Anthologie polnischer Dramen der Gegenwart. Sulejówek 2000.
5. Farrago. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1997 nr 9 s. 5-16. Praprem.: teatr.: wyst. łącznie z: J.-P. Sartre: Przy drzwiach zamkniętych pt. Życie po życiu: Reż.: B. Zaczykiewicz. Kalisz, T. im. W. Bogusławskiego 1998; tv: Reż.: J. Żamojda. TVP 1998. Przedr. w: Antologia dramatu polskiego. 1945-2005. T. 2. Wwa 2007.
Wyst. nast.: Reż.: Z. Lesień. Wr., T. Współcz. 1998; Reż.: B. Suchocka. Wwa, T. Dram. 2000.
Przekł.: ang.: Farrago. [Przeł.] D. Głowacka. Wyst.: Reż.: P. Czajkowski. Londyn, White Bear T. 2001, – bułg.: Farago. [Przeł.] S. Borisova. W: L. Amejko: Teat”r x 3. Sofiâ 2007, – franc.: Farrago. [Przeł.] K. Miodońska-Joucaviel. Toulouse 2014. - niem.: Farrago. [Przeł.:] M. Winterstein, G.W. von Brand. W: Anthologie polnischer Dramen der Gegenwart. Sulejówek 2000; Wyst.: Reż.: A. Kosek. Wiedeń, T. Caprile 2006.
6. Nondum. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2001 nr 12 s. 5-30. Praprem.: Reż.: M. Łazarkiewicz. Kr., T. im. J. Słowackiego (Scena Miniatur) 2002. Druk w: Transformacja. Dramat polski po 1989 roku. [T.] 1. Wwa 2012 s. 921-929. Przedr. w: Dramatopisarki dekady. Kr.; Wwa 2012. Dialog – Najlepsze z Najlepszych. Por. poz. 8.
Wyst. nast.: Reż.: P. Kruszczyński. Wwa, T. Pol. 2002; Reż.: B. Baranowska. Berlin, Polnisches Institut, Gorki Studio 2011.
Przekł. bułg.: Nondum. [Przeł.] S. Borisova. W: L. Amejko: Teat”r x 3. Sofiâ 2007.
7. Przemiana 1999. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: L. Adamik. TVP 2001.
Utwór na motywach opowiadania F. Kafki „Przemiana”.
8. Głośne historie. [Opowiadania]. Wwa: Ofic. 21 2003, 144 s.
Zawartość: Notatka służbowa w sprawie zajścia w Ermitażu (na brudno); Nondum [por. poz. 6]; Wodomówca; Uriel; Gumajka; Longinus; Gumajka i Uriel; Viator in fabula; Pan Dwadrzewko [por. poz. 4]; Mówienie jest nawykiem rąk; Psychopomp; Siostry; Życiorys. (Rozpostarta dusza Salomona Finka); Bibliotekarz; Odspodek; Z życia dusz.
Przekł. czes.: Známé přiběhy. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2010.
9. Greta. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2006 nr 8 s. 5-28.
10. Żywoty świętych osiedlowych. Wwa: W.A.B. 2007, 229 s. Archipelagi.
Zbiór krótkich form (wg określenia L. Amejko w wywiadzie z 2007 – monologów teatralnych), wzorowanych na „Złotej legendzie” J. de Voragine, druk. wcześniej częściowo w „Dialogu” 2006-2007. – Nagroda w konkursie lit. Pol. Tow. Wydawców Książek w 2008, Nagroda Lit. Srebrny Kałamarz im. Hermenegildy Kociubińskiej, ustanowiona przez Fundację Zielona Gęś im. K.I. Gałczyńskiego w 2008.
Przekł. : franc.: La vie des saints de la Cité. [Przeł.] L. Waleryszak. Arles 2009, – niem.: Die Vorstadtheiligen. [Przeł.] B. Hartmann. Köln 2010.
Adapt.: radiowa pt. Osiedle: Adapt.: J. Szwedowska. Reż.: J. Warenycia. Radio 2008, – teatr.: Reż.: A. Czerny. Wyst. Łódź, Grupa Teatr. „Dziewięćsił” 2008; pt. Święci osiedlowi. Scenariusz: K. Katolik. Reż.: K. Kajkoł. Wyst. Dąbrowa Górnicza, T. Szklana Kula Zielone Słońce (w Pałacu Kultury Zagłębia) 2010; Adapt., reż. i scenogr.: A. Kucińska. Wyst. Wr., T. Ad Spectatores (Scena w Browarze Mieszczańskim) 2010; pt. Święci osiedlowi. Reż.: K. Katolik. Będzin, T. Dzieci Zagłębia im. J. Dormana. Scena Inicjatyw Aktorskich 2012.
11. Alchemik. [Utwór dramatyczny dla dzieci; współaut.:] M. Czub. Praprem.: Reż.: J. Radomski. Wr., Wrocławski T. Lalek 2008.
Cz. 2 z serii historii wrocławskich krasnoludków; cz. 1, 3-4 zob. poz. 12-14.
12. Gołębiożercy. [Utwór dramatyczny dla dzieci; współaut.:] M. Czub. Praprem.: Reż.: J. Radomski. Wr., Wrocławski T. Lalek 2008.
Cz. 3 z serii historii wrocławskich krasnoludków; cz. 1-2, 4 zob. poz. 11, 13-14.
13. Klątwa Muchomora. [Utwór dramatyczny dla dzieci; współaut.:] M. Czub. Praprem.: Reż.: J. Radomski. Wr., Wrocławski T. Lalek 2008.
Cz. 1 z serii historii wrocławskich krasnoludków; cz. 2-4 zob. poz. 11, 12, 14.
14. Krasnoludki w kosmosie. [Utwór dramatyczny dla dzieci; współaut.:] M. Czub. Praprem.: Reż.: J. Radomski. Wr., Wrocławski T. Lalek 2008.
Cz. 4 z serii historii wrocławskich krasnoludków; cz. 1-3 zob. poz. 11-13.
15. Co w trawie piszczy. [Utwór dramatyczny dla dzieci; współaut.:] M. Czub. Praprem.: Reż.: R. Ratajszczak. Wr., Wrocławski T. Lalek 2009.
Przedstawienie zrealizowana we współpracy z wrocławskim Ogrodem Zoologicznym.
16. Silesia, Silentia. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2016 nr 1 s. 5-36. Praprem.: Reż. i scenogr.: M. Fiedor. Wr., T. Współcz., Scena na Strychu 2016.
III nagroda w konkursie dramaturgicznym wtw://strefy kontaktu zorganizowanego w ramach programu Europejskiej Stolicy Kultury, Wr. 2016.
17. Tangibile: RadiOpera. Muzyka: J. Rosiewicz, P. Szamburski, P. Zakrocki. Reż.: A. Wieczur-Bluszcz. Radio 2018.

Wybór dramatów L. Amejko w przekł. bułg.: Teat”r x 3. [Przeł.] S. Borisova. Sofiâ 2007.

Montaż utworów L. Amejko: Kabaret wycinków pod wezwaniem wuja Alfreda. Teksty i inspiracje: L. Amejko i Z. Machej oraz patafizyka Alfreda Jarry (w przekł. J. Gondowicza). Wyst.: Scenariusz, reż. i scenogr.: W. Hołdys. Kr., T. Mumerus 2000.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Najważniejsze są słowa. Rozm. E. Han. „Sł. Pol.” 1998 nr 270 [dot.: Farrago]; Scena obrotowa. Rozm. L. Pułka. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 271 dod. „Gaz. Dolnośl.” [dot. m.in.: Farrago]; Szalona „jazda” argumentów. Teatr jest światem. Cz. 1. Rozm. J. Kopciński. „Teatr” 2002 nr 7/8, przedr. w: J. KOPCIŃSKI: Którędy do wyjścia? Szkice i rozmowy teatralne. Wwa 2002; Sztukowanie rzeczywistości. Rozm. D.J. Ćirlić. „Dialog” 2006 nr 8; „Żywoty świętych osiedlowych”. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 298 dod. „Wrocław”; Księga rozdzieleń. Rozm. D.J. Ćirlić. „Dialog” 2016 nr 1.


 	H. Baltyn-Karpińska: Lidia Amejko. W tejże: „Iskier” leksykon dramatu. Wwa 2008.

Ogólne

 	K. DUNIN: Amejko w krainie słów. „Dialog” 1997 nr 9.
 	J. SIERADZKI: Wymowna niemowa. „Polityka” 1999 nr 33.
 	Z. MENTZEL: Amejko - Stare Herby. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 6.
 	P. HUNIEWICZ: Lewa strona rzeczywistości. „Polityka” 2003 nr 16.
 	A. WINER: L.A. pisanie o gadaniu. „Dialog” 2005 nr 6.
 	W. GLENSK: Pani Borgis. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012.
 	J. GONDOWICZ: Z życia dusz. „Dialog” 2016 nr 1.

Farrago

 	M. STEINER. „Teatr” 1999 nr 2 [dot. wyst. w Kaliszu].
 	Zob. też Wywiady.

Nondum

 	A. DUDA: Różnica i powtórzenie. „Dialog” 2001 nr 12.
 	M. DREWNIAK. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 50 [dot. wyst. w Kr.].
 	M. GŁOWACKA. „Teatr” 2002 nr 10/11 [dot. wyst. w Wwie].
 	M. RUDA. „Dekada Lit.” 2002 nr 3/4 [dot. wyst. w Kr.].

Przemiana 1999

 	M. RADZIWON: Rzeczywistość kontra krepina. „Teatr” 2001 nr 5.

Głośne historie

 	J. BECZEK: Świat jako arcymakata. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	M. MIZURO. „Odra” 2003 nr 5.
 	M. CUBER: Dusza jest cytatem. „Twórczość” 2004 nr 6.
 	M. RADZIWON: Z głowy wzięte. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 129.

Żywoty świętych osiedlowych

 	M. DUDA: Sztuk-mistrzyni. „Pogranicza” 2007 nr 6.
 	M. FUZOWSKI: Osiedlowe legendy. „Dziennik” 2007 nr 233.
 	J. BECZEK: Osiedlowe teofanie. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.
 	M. RADZIWON: Teologia z blokowiska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 134.
 	I. SŁOMAK: Niebytu beton. „FA-art” 2008 nr 1.
 	A. TETERA: Święt(l)(a)(n)y żywot osiedla. „Wyspa” 2008 nr 1.
 	M. CIELECKI: Katolicki żywot. „Prz. Powsz.“ 2011 nr 123 [dot. M.in.: Żywoty świętych osiedlowych].
 	K. HERRMANN: Profane Erleuchtungen am laufenden Band.„Culturmag” [on-line] 2011 nr z 12 I [dostęp 20 marca 2011]. Dostępny w Internecie: http://culturmag.de/rubriken/buecher/lidia-amejko-die-vorstadtheiligen.
 	Rec. teatr. wyst. Wr., T. Ad Spectatores: J. KOWALSKA: Święci z blokowiska. „Teatr” 2011 nr 11; J. SIERADZKI: Rozminięcie. „Odra” 2011 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Silesia, Silentia

 	J. KLEBANIUK: Topiony ser bojowy. Powst. 3 II 2016 [on-line] [dostęp 11 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/topiony-ser-bojowy-1.html.
 	A. KOŁODYŃSKA: „Silesia, Silentia” – z Płaszczem do Wrocławia. Powst. 26 I 2016 [on-line] [dostęp 11 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.wroclaw.pl/silesia-silentia-premiera-wroclawski-teatr-wspolczesny-01.
 	W. MROZEK: Krawiecka metafora, historyczna szopka - spektakl „Silesia, Silentia” we Wrocławiu. Powst. 28 I 2016 [on-line] [dostęp 11 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75410,19544342,krawiecka-metafora-historyczna-szopka-spektakl-silesia.html#ixzz48NTLHSnA .
 	M. PIEKARSKA: „Silentia, silesia”: łopatologiczna ilustracja. „Gaz. Wybor.” 2016 nr z 30 I dod. „Wrocław”.
 	L. PUŁKA: Pantokrator i kukły. Powst. 8 II 2016 [on-line] [dostęp 11 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://teatralny.pl/recenzje/pantokrator-i-kukly,1415.html.
 	J. SIERADZKI: Niezszyte. „Odra” 2016 nr 4.
 	P. SKRZYDELSKI: Dzieci gorszego Boga? Powst. 2 II 2916 [on-line] [dostęp 11 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/dzieci-gorszego-boga-2.html.
</document>
<document nplp_id="2774" title="Joanna BATOR" slug="joanna-bator">ur. 1968

Pełna forma imienia i nazwiska: Joanna Maria Bator-Łukasiewicz.

Powieściopisarka, felietonistka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 2 lutego 1968 w Wałbrzychu; córka Janusza Batora i Elżbiety z domu Borowieckiej. Uczęszczała do I Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu. Po zdaniu matury w 1987 i rocznej przerwie na działalność teatralną studiowała kulturoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim; magisterium uzyskała w 1993. Następnie odbyła studia doktoranckie w Szkole Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii (IFiS) PAN w Warszawie. Debiutowała w 1996 rozprawą Psychoanaliza Freuda i feminizm - dwie hermeneutyki kultury, opublikowaną w „Przeglądzie Filozoficznym” (nr 4). Artykuły z zakresu filozofii feministycznej i gender studies oraz przekłady z języka angielskiego ogłaszała także m.in. w pismach: „Społeczeństwo Otwarte” (1997), „Teksty Drugie” (1998-2000, 2004), „Kultura i Społeczeństwo” (2001, 2003, 2007), „Sztuka i Filozofia” (2005), „Kultura Współczesna” (2009). W 1996-1998 prowadziła seminaria poświęcone problematyce feministycznej na Uniwersytecie Warszawskim. W związku ze swymi badaniami nad teoriami feministycznymi wyjeżdżała na kilkumiesięczne stypendia na Universität Bremen (1996), Central European University w Budapeszcie (1997/98), Middlesexs University w Londynie (1998/99; studiowała tu psychoanalizę u prof. Bernarda Burgoyne’a z Institute of Social and Health Research). W 1998 doktoryzowała się w Instytucie Filozofii i Socjologii (IFiS) PAN na podstawie rozprawy Feminizm, postmodernizm, psychoanaliza. Filozoficzne dylematy feministek „drugiej fali”? (promotor prof. Paweł Dybel); następnie w 1999-2008 pracowała w IFiS PAN jako adiunkt, od 2000 w Zespole Psychoanalizy i Badań nad Kategorią „Gender” w Filozofii Współczesnej. Dwukrotnie wyjeżdżała do Stanów Zjednoczonych na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej: najpierw do Graduate School for Social Research w Nowym Jorku (1999/2000), a potem na kwerendę dotyczącą życia i twórczości prof. Feliksa Grossa (2002). Współpracowała z Instytutem Spraw Publicznych, dla którego przygotowywała ujęte z perspektywy feministycznej prace o wizerunku kobiety w reklamie i debacie politycznej. Trzykrotnie przebywała w Japonii, kolejno na stypendiach Japan Society for the Promotion of Science (2001/03; zajęła się wówczas problematyką gender w kulturze japońskiej), Cannon Foundation in Europe (2005/06; badała kulturę Kawaii) i Japan Foundation Scholarship (2010/11; studiowała subkulturę Otaku). Refleksje związane z pobytem w Japonii zamieściła w książce Japoński wachlarz (2004, wyd. poszerz. 2011). W 2007-11 wykładała na Wydziale Kultury Japonii w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych w Warszawie. Jako prozaik debiutowała w 2001 utworem Z mlekiem matki lustro i lód na łamach „Twórczości” (nr 8). Fragmenty jej prozy były drukowane też w „Tytule”, „Odrze”, „Czasie Kultury” i „Katedrze”. Felietony (z różną częstotliwością) publikowała w „Gazecie Wyborczej” (m.in. cykl Z kraju nad Wisłą), relacje ze swoich podróży ogłaszała w magazynach podróżniczych „National Geographic” i „Voyage”. W 2010, 2012 i 2013 była członkiem jury Nagrody im. R. Kapuścińskiego za reportaż literacki. W 2011 zrezygnowała z pracy naukowej na rzecz twórczości literackiej. W 2012 na zamku w Książu odebrała nominację na ambasadorkę miasta Wałbrzycha i statuetkę stokrotki. W tymże roku przebywała na stypendiach literackich w szwedzkim Visby Center for Writers and Translators oraz w Niemczech na Literariche Colloquium Berlin. W 2013 otrzymała Nagrodę Literacką Nike za powieść Ciemno, prawie noc, w 2017 za całokształt twórczości Uznamską Nagrodę Literacką. Mieszka pod Warszawą.

&amp;nbsp;
TWÓRCZOŚĆ
1. Wizerunek kobiety w reklamie telewizyjnej. Wwa : ISP [Instytut Spraw Publicznych] 1998, 39 s. Ekspertyzy.
2. Wizerunek kobiety w polskiej debacie politycznej. Perspektywa feministyczna. Wwa: ISP [Instytut Spraw Publicznych] 1999, 45 s. Opinie.
3. Feminizm, postmodernizm, psychoanaliza. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2001, 294 s. Idee.
4. Kobieta. [Powieść]. Wwa: „Twój Styl” 2002, 272 s. Andromeda.
5. Japoński wachlarz. Wwa: „Twój Styl” 2004, 279 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i poszerz. pt. Japoński wachlarz. Powroty. Wwa: W.A.B. 2011, 370 s. Terra Incognita, wyd. 3 Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal [2013]; tamże wyd. łącznie z poz. 10 pt. Japonia. Smaki i znaki. 2016, 560 s. Poruszyć Świat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2011, plik w formacie EPUB, MOBI.
Wspomnienia i refleksje z dwuletniego pobytu w Japonii. – Nagroda im. B. Pawlak w 2005.
6. Piaskowa Góra. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2009, 442 s. Archipelagi. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Buczek. Wwa: W.A.B. 2013, płyta CD w formacie mp3. Archipelagi.
Nagroda Szczyty Kultury w 2009 oraz w 2010: Nagroda w Konkursie Lit. Pol. Tow. Wydawców, Śląski Wawrzyn Lit. 2010 – Nagroda Biblioteki Śląskiej, nominacje do Nagrody Lit. Gdynia i Nagrody Lit. Nike, nominacja do finału niem. międzynarodowej nagrody lit. German International Literary Award - Haus der Kulturen der Welt 2011.
Przekł.: chorw.: Pješčana gora. [Przeł.] M. Martić. Zaprešić 2013, – czes.: Pískový vrch. [Przeł.] I. Mikešová. Praha 2015, – franc.: Le Mont-de-Sable. [Przeł.] C. Raszka-Dewez. Lausanne 2014, – hebr.: Har ha-hŵl / Yŵana(h) Batŵr. [Przeł.] I. Halpern. Yrwšalayim 2012, – maced.: Pesočna Planina. [Przeł.] A. Todevska . Skopje 2013, – niem.: Sandberg. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2011, wyd. nast. tamże: 2012, 2015, – ukr.: Pìŝana gora. [Przeł.] N. Snâdanko. L'vìv 2015, – wegier.: Homokhegy. [Przeł.] P. Hermann. Budapeszt [2011].
7. Chmurdalia. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2010, 501 s. Archipelagi. Wyd. nast. tamże 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, plik w formacie EPUB, MOBI. Archipelagi. –
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Buczek. Wwa: W.A.B. 2013, płyta CD w formacie mp3, EPUB, MOBI.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2011.
Przekł. niem.: Wolkenfern. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2013, wyd. nast.: tamże 2014, – węgier.: Homokfelhő. [Przeł.] P. Hermann. Budapeszt 2014.
8. Ciemno, prawie noc. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2012, 524 s. Archipelagi. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal 2013, tamże: wyd. 3 2013, wyd. 4 2014, wyd. 5 2016.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Buczek. Wwa: W.A.B. 2013, 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. Nike w 2013; nominacja do półfinałów Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus w 2013.
Adapt. radiowa fragm.: Czytają E. Skibińska, M. Czarnik. [40 odcinków]. Radio 2013. Dostęp on-line [23 października 2013]: Dostępny w Internecie: http://ninateka.pl/film/ciemno-prawie-noc-joanna-bator-1-40.
Przekł.: niem.: Dunkel, fast Nacht.. [Przeł.] L. Palmes. Berlin 2016, – serb.: Mračno da skoro je noć. [Przeł.] J. Jović. Belgrad 2016.
9. Las latających wiewiórek. [Opowiadania dla dzieci; współaut.:] K. Łukaszewicz. Ilustr.: M. Starska. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2013, 23 s. Ser. Małego Klubu Bunkra Sztuki.
10. Rekin z parku Yoyogi. Wwa: W.A.B. 2014, 240 s. Terra Incognita. Wyd.
łącznie z poz. 5 pt. Japonia. Smaki i znaki. Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal 2016, 560 s. Poruszyć Świat.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Dereszowska. Wwa: Bibl. Akustyczna 2014, 1 płyta CD w formacie mp3. Ser. podróżnicza. Usłyszeć Świat; Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2014, 1 płyta CD w formacie mp3. Terra Incognita. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI. Terra Incognito.
Zbiór krótkich tekstów reportażowych na temat współczesnej Japonii.
11. Wyspa Łza. Fot.: A. Golec. Kr. : Znak 2015, 301 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Znak 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
Proza częściowo autobiograficzna związana z podróżą na Sri Lankę.
12. Rok królika. [Powieść]. Kr.: Znak 2016, 480 s.
13. Purezento. [Powieść]. Kraków: Znak 2017, 288 s.

Przekłady utworów J. Bator w antologii tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Çağdaş Polonya edebiyatı antolojisi. [Oprac.] N. Yüce. İstanbul 2014.
Przekład
1. S. Žižek: Wzniosły obiekt ideologii . Przeł.: J. Bator i P. Dybel. Wstępem opatrzył P. Dybel. Wr.: Wydawn. UWr., 2001, XXXIII, [1], 274 s.
Prace redakcyjne
1. Ucieleśnienia. Ciało w zwierciadle współczesnej humanistyki. Myśl, praktyka, reprezentacja. Praca zbiorowa. Pod red. A. Wieczorkiewicz i J. Bator. Wwa: Wydawn. IFiS PAN 2007, 315 s.
2. Ucieleśnienia II. Płeć między ciałem i tekstem. Praca zbiorowa. Pod red. A. Wieczorkiewicz i J. Bator. Wwa: Wydawn. IFiS PAN 2008, 382 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Miłość feministki. Rozm. B. Pawłowicz. „Elle” 2003 nr 7 [dot.: Kobieta]; Gaijiinka w Harajuku. Rozm. S. Kwiecień. „Gentleman” 2005 nr 344 [dot.: Japoński wachlarz]; Inna twarz Japonii. Rozm. M. Flak. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 44 [dot.: Japoński wachlarz]; Melancholijna sybarytka. Rozm. J. Winiarski. „Czas Kult.” 2009 nr 3; Miasto silnych kobiet. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 49 dod. „Wrocław” [dot.: Piaskowa Góra]; Saga z osiedla wielkiej płyty. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 126 [dot.: Piaskowa Góra]; Odyska. Rozm. A. Michalak. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 129 dod. „Wysokie Obcasy” nr 22 [dot.: Chmurdalia]; Włóczęga jako metoda. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 22 [dot.: Chmurdalia]; Tekstowe rozkosze. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 133 [dot.: Chmurdalia]; Joanna Bator o książce i swoim mieście. Rozm. K. Smerd. „Tyg. Wałbrzyski” 2012 nr 47 [dot.: Ciemno, prawie noc]; Japonia poznana przez ciało. Rozm. M. Socha i M. Bałczewski. „Arterie”, Łódź 2012 nr 2 [dot.: Japoński wachlarz. Powroty]; Mój dekalog. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 257, przedr. w: D. Wodecka: Polonez na polu minowym. Wwa 2013; Śni mi się czarna woda. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2012 nr 5 [dot.: Ciemno, prawie noc]; Idealny sposób na kwietniową noc. (Rozmowa z Joanną Bator). Rozm. J. Winiarski. [on-line] [dostęp 15 marca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.literaturajestsexy.pl/idealny-sposob-na-kwietniowa-noc-rozmowa-z-joanna-bator/; Interesuje mnie przede wszystkim opowiadanie ciekawych historii. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2014 nr 3; Nienażyta. Rozm. T. Kwaśniewski. „Newsweek Polska” 2013 nr 51/52; O Żydzie na strychu i tożsamości mieszańca. Z Joanną Bator, Esther Kinsky rozm. M. Waligórski. Oprac.: N. Müller. Tłum. z niem. I. Suszczyńska. „Przekładaniec” 2014 nr 29 [dot.: Piaskowa góra]; Samotność niemal doskonała. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 80 dod. „Kult. i Program TV” [dot.: Rekin z parku Yoyogi] ; Lubię cynamon, zahaczki i słoje ze wspomnieniami. Rozm. M. Fox. „Śląsk” 2015 nr 6; O kobiecych przyjaźniach, wspomnieniach z podróży i ... Powst. 2015 [on-line] [dostęp 3 listopada 2016]. Dostępny w Internecie: https://www.kongreskobiet.pl/pl-PL/news/show/o_kobiecych_przyjazniach,_wspomnieniach_z_podrozy_i_-_rozmowa_z_pisarka_joanna_bator; Wielkie włochate męskie ucho. Rozm. D. Piwowarczyk, J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 12 [dot. m.in.: Rok królika]; Joanna Bator: źle wyglądam w berecie. Rozm. D. Wodecka.”Gaz. Wybor.” 2016 nr 293 dod. „Wrocław”; Potworności i przetwory. Rozm. M. Sowiński. „Tyg. Powsz.: 2016 nr 50 [dot. m.in.: Rok królika]; Dopóki biegniesz jesteś Młoda. Rozm. A. Rączkowska. „Twój Styl” 2017 nr1 [dot. m.in.: Purezento]; Najpiękniejsze purezento w życiu. Rozm. N. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 292.; Szukając życia. Rozm. M. Strzelecka. „Uroda Życia” 2017 nr 3.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	J. SZEWCZYK: Herstorie podszyte mitem. O strategiach narracyjnych w powieściach Joanny Bator. „Ruch Lit.” 2010 nr 6.
 	M. ORSKI: Szkatułki Joanny Bator. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012.
 	A. MROZIK: Akuszerki transformacji. Wwa 2012, passim.
 	M. BOCZKOWSKA: Romantyczna miłość, toksyczny związek, perwersyjne rozstanie. O prozie Renaty Bożek, Joanny Bator i Agnieszki Drotkiewicz. W: Literatura i perwersje. Katow. 2013.
 	J. KARWOWSKA: Druga płeć na wygnaniu. Kr. 2013, passim.
 	J. SZEWCZYK: Między smutkiem a nadzieją. O powieściopisarstwie Joanny Bator. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 6.
 	A. CZYŻAK: Nie-miasto Joanny Bator. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Poetica” 2014 [nr] 2.
 	A. JEZIERSKA: Macierzyństwo a gwałt. „Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej i trylogia wałbrzyska Joanny Bator. „Conversatoria Litteraria” 2016.
 	A. Nęcka: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne, gdzie chcą”. O powieściopisarstwie Joanny Bator. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

&amp;nbsp;
Feminizm, postmodernizm, psychoanaliza

 	B. FRANKOWSKA: Opowieści sroki złodziejki, czyli feminizm jest rozmową. „Nowe Książ.” 2002 nr 9 [dot. też: Siostry i ich Kopciuszek. Pod red. E. Graczyk i M. Graban-Pomirskiej].
 	A. JAKUBOWSKA: Gra toczy się więc o kobiety i o to, co je podobno różni między sobą. „Czas Kult.” 2002 nr 3.
 	J. KOCHANOWSKI: Feminizm i filozofia. „Szt. i Filoz.” 2002 nr 21.
 	M. SZUSTER: Czy istnieje literatura feministyczna? „Res Publica Nowa” 2002 nr 10.
 	J. KLIMCZYK: Półprzewodnik po feminizmie. „Prz. Filoz.” 2003 nr 3.
 	D. SĘKALSKA: Mapa współczesnego feminizmu. „Twórczość” 2003 nr 1.

&amp;nbsp;
Kobieta

 	M. CUBER: Feminizm na sprzedaż. „Res Publica Nowa” 2003 nr 4.
 	E. DOMAŃSKA: Autofikcja Joanny Bator. „Teksty Drugie” 2003 nr 2/3.
 	D. NOWACKI: Popisy mądralińskiej. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.
 	M. FLAK: Imperium zmysłów. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 44.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Japoński wachlarz

 	M. MUSIATOWICZ: Bator „cos-playerka”, książka na serio „kawaii”. „Czas Kult.” 2005 nr 2.
 	A. WIECZORKIEWICZ: Rozkładanie wachlarza. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3.
 	E. PIETRZAK. „Civitas Hominibus” 2006 vol. 1.
 	E. KANOŃCZUK: Przestrzeń „uzmysłowiona”. Psychogeografia miasta w „Japońskim wachlarzu” Joanny Bator. „ Białost. Studia Literaturoznawcze” 2014 [t.] 5.
 	J. KARWOWSKA: Podróż nie tylko sentymentalna: „Japoński wachlarz” Joanny Bator w perspektywie antropologicznej. „Pr. Polonist.” Ser. 71: 2016.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Piaskowa Góra

 	M. BOCZKOWSKA: Co komu pisane, temu w wodę kamień. „Twórczość” 2009 nr 7.
 	P. CZAPLIŃSKI: Mieszkańcy i mieszańcy. „Res Publica Nowa” 2009 nr 6.
 	B. DARSKA: Przytłoczone zwyczajnością. „Kresy” 2009 nr 1/2.
 	M. KĄKIEL: Babel na piasku. „Nowe Książ.” 2009 nr 6.
 	A. MARCHEWKA: Powtórka z kolorów. „Lampa” 2009 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Nowa zasada epickości. „FA-art” 2009 nr 1/2, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	D. NOWACKI: Nierozważne i romantyczne na gierkowskim blokowisku. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 34.
 	M. WILK: Fiksum-dyrdum! „Czas Kult.” 2009 nr 2.
 	M. WOŁOWICZ: Góra usypana z ziaren rodzinnych historii. „Opcje” 2009 nr 3.
 	K. ALICHNOWICZ: Niekończąca się opowieść. „Odra” 2010 nr 9 [dot. też: Chmurdalia].
 	J. KURKIEWICZ: Saga na opak. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 126.
 	M. MALIŃSKA, J. BATOR, P. CZAPLIŃSKI: Czy silne dobro jest możliwe? „Res Publica Nova” 2010 nr 11/12 [dot. też: Chmurdalia].
 	M. ORSKI: Polskie genealogie. „Prz. Powsz.” 2010 nr 3.
 	P. RYMARCZYK: Z genealogii ciemnego ludu. „Bez Dogmatu” 2010 nr 85.
 	A. GALANT: Estetyka, aksjologia, autobiografia. O „Bambinie” Ingi Iwasiów i „Piaskowej Górze” Joanny Bator. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	A. TELAAK: Heimliche Nähe, unheimliche Intimität: Fremde und andere in Joanna Bators Roman „Piaskowa Góra". „Studia Germanica Gedanensia” 2014 [nr] 30.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Chmurdalia

 	K. ALICHNOWICZ: Niekończąca się opowieść. „Odra” 2010 nr 9 [dot. też: Piaskowa Góra].
 	M. BOCZKOWSKA: Tysiąc i jedna opowieść. „Twórczość” 2010 nr 9. Czy silne dobro jest możliwe? [Dyskusja z udziałem:] M. Malińskiej, J. Bator, P. Czaplińskiego. „Res Publica Nowa” 2010 nr 11/12.
 	B. DARSKA: Podróż bez końca. „Opcje” 2010 nr 2.
 	M. KĄKIEL: Odyseja do Chmurdalii. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.
 	M. MALIŃSKA, J. BATOR, P. CZAPLIŃSKI: Czy silne dobro jest możliwe? „Res Publica Nova” 2010 nr 11/12 [dot. też: Piaskowa góra].
 	D. NOWACKI: Nocnik Napoleona, czyli opowieści przechodnie. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 102.
 	M. MALIŃSKA, J. BATOR, P. CZAPLIŃSKI: Czy silne dobro jest możliwe? „Res Publica Nova” 2010 nr 11/12 [dot. też: Chmurdalia].
 	M. WAPIŃSKA: Nocnik Napoleona. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 84.
 	K. DUNIN. „dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr 61 [dostęp 25 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1078-chmurdalia-joanna-bator.html
 	M. ORSKI: Magia realizmu. „Prz. Powsz.” 2011 nr 1.
 	J. SOBOLEWSKA: Przemiana matki Polki. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 214.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Ciemno, prawie noc

 	P. CZAPLIŃSKI: Alicja w krainie strachów. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 254.
 	B. DARSKA: Kotojady nie spoczną. „Opcje” 2012 nr 4.
 	M. DUDA: Kochanie, nie zabiję naszych kotów. „Wyspa” 2012 nr 4.
 	K. KAZIMIEROWSKA: O potwornościach naszych codziennych. „Uważam Rze” 2012 nr 50.
 	Ł. MACIEJEWSKI: Przejaśnienie. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 218.
 	D. NOWACKI: Wałbrzych magiczny. „Nowe Książ.” 2012 nr 5.
 	M. PIEKARSKA: Alicja w krainie biedaszybów. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 288 dod. „Wrocław”.
 	C. ROSIŃSKI: Podszewka rzeczywistości; K. SZOPA: O szopach, katastrofach i katastrofach. „FA-art” 2012 nr 3.
 	A. ŚLIWA: Alicja z krainy mroku. „Tyg. Wałbrzyski” 2012 nr 47.
 	A. BICZYŃSKA. [Powst. 2013] obliczakultury.pl [on-line] [dostęp 15 marca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.obliczakultury.pl/literatura/beletrystyka/proza-polska/3113-ciemno-prawie-noc-joanna-bator-recenzja.
 	M. BOCZKOWSKA: Alicja w krainie kotojadów. „Twórczość” 2013 nr 5.
 	W. BROWARNY: Wałbrzych na półce. „Odra” 2013 nr 4.
 	M. GLOSOWITZ: Lista grzechów polskich. „Elewator” 2013 nr 2.
 	A. HORUBAŁA: Czytanka dla lemingów. „Do Rzeczy” 2013 nr 11.
 	A. KRÓL. dwutygodnik.com [on-line] 2013 nr 107 [dostęp 25 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4072-joanna-bator-ciemno-prawie-noc.html.
 	S. ŁUPAK: Biegnij, Ala, biegnij. „Newsweek Polska” 2013 nr 42.
 	E. MORAWIEC: Umysł sterowany w laurowym wieńcu. „Tyg. Solidarność” 2013 nr 44.
 	D. NOWACKI: Straszno, straszniej. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 210.
 	T. NYCZEK: Alicja po drugiej stronie Wałbrzycha [laudacja przewodniczącego jury po przyznaniu Nagrody Lit. Nike]; T. SOBOLEWSKI: Bator leczy nas horrorem. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 234.
 	Z. PAPUŻANKA: Lessons not learnt. [Przeł.] I. Reichardt. „New Eastern Europe” 2013 nr 2.
 	S. RIEGER: Sonety krytyczne dla Joanny Bator. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 15.
 	T. SZPARA: Ciemno, ciemniej. „Bez Dogmatu” 2013 nr 4.
 	E. DEC, S. SKÓRA, P. HOMĘTOWSKA: Młodzi krytycy o „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. „Odra” 2014 nr 6.
 	A. CZYŻAK: W poszukiwaniu języka skrzywdzonych : wokół "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. „Pozn. Studia Slaw.” 2015 nr 9.
 	A. ZATORA: Użycie konwencji : instrumentarium grozy i jego misja w „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. „Acta Humana” 2015 nr 6.
 	A. ZATORA: Kant i hejterzy. Okrytycyzmie literackim i hejterstwie w oparciu o powieść „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. W: Hejterstwo: nowa praktyka kulturowa? Łódź 2017.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Rekin z parku Yoyogi

 	M. DUDA: Porządki w heterotopii. „Wyspa” 2014 nr 2.
 	W. KULIGOWSKI: Tokijskie pasaże. „Nowe Książ.” 2014 nr 9.

&amp;nbsp;
Wyspa Łza

 	M. CIEŚLIK: Opowieść zaginiona bez śladu. „Rzeczpospolita” 2015 nr 13.
 	M. KAJKA: Aikido z Joanną Bator. „Odra” 2015 nr 10.
 	K. KASPEREK: Bator opowiada o sobie. „FA-art” 2015 nr 3.
 	J. LECH: O tej, która poszukuje straty... „Fraza” 2015 nr 3.
 	A. MORAWIEC: Teaser. „Nowe Książ.” 2015 nr 5.
 	M. NOWICKA: Podwójne życie intruzki. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 4.
 	P. BARAŃSKA: Bzik tropikalny podszyty melancholią. „Elewator” 2016 NR 1.

&amp;nbsp;
Rok królika

 	W. ENGELKING: Koszmarny mięsopust. O „Roku królika” Joanny Bator. „Kult. Liberalna” [on-line] 2016 nr 51 [dostęp 7 lutego 2017]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2016/12/20/wojciech-engelking-recenzja-rok-krolika-joanna-bator/.
 	P. SKRZYP: Potworna powieść Joanny Bator. „Opcje” 2016 nr 4.
 	E. SZYBOWICZ: Tabloid jest w nas. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 288.
 	T. MIZERKIEWICZ: Psychopatologia życia celebryckiego. „Nowe Książ.” 2017 nr 6.
 	J. SOBOLEWSKA: Pułapka Frankensteina. „Polityka” 2017 nr 2.
 	R. WIŚNIEWSKI: Ciemno, prawie zmierzch. „Odra” 1917 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Purezento

 	Zob. Wywiady.
</document>
<document nplp_id="2776" title="Barbara BOBROWSKA" slug="barbara-bobrowska">ur. 1950

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 14 czerwca 1950 w Warszawie; córka Adama Mordarskiego i Danuty z Krzewińskich, urzędników. Od 1964 uczęszczała do XLV Liceum Ogólnokształcącego im. R. Traugutta w Warszawie (uczyły ją tu m.in. polonistki: Jadwiga Kaczyńska i Zofia Makowska). Po zdaniu w 1968 matury studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1973 uzyskała magisterium, a od 1974 kontynuowała edukację na Studium Doktoranckim na Wydziale Filologii Polskiej i Słowiańskiej UW. Stopień doktora otrzymała w 1978 na podstawie rozprawy Felietonistyka Bolesława Prusa na tle epoki (promotor prof. Janina Kulczycka-Saloni). Rok później debiutowała w druku artykułem pt. Adolf Dygasiński jako współautor „Ech warszawskich” — rubryki felietonowej „Przeglądu Tygodniowego”, opublikowanym w książce zbiorowej O Adolfie Dygasińskim. Materiały sesji naukowej w 75-lecie śmierci pisarza, Kielce 18–19 maja 1977. W 1981–87 kierowała Pracownią Oświaty Dorosłych w Instytucie Programów Szkolnych Ministerstwa Oświaty i Wychowania. Następnie pracowała jako nauczyciel akademicki na polonistyce Filii UW w Białymstoku (od 1997 Uniwersytet w Białymstoku), początkowo jako adiunkt, później profesor nadzwyczajny. W pracy badawczej zajęła się problematyką literatury i kultury XIX wieku. W 1995 przebywała z rodziną w Stanach Zjednoczonych w związku z otrzymaniem przez męża rocznego Stypendium Fullbrighta, realizowanego na Uniwersytecie Kalifornijskim. W 1998 habilitowała się na UW na podstawie studium Konopnicka na szlakach romantyków. W roku następnym rozpoczęła pracę na Akademii Teologii Katolickiej (od tegoż roku Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, UKSW), gdzie kierowała Katedrą Pozytywizmu i Młodej Polski, później Katedrą Pozytywizmu oraz przejściowo Katedrą Metodyki Nauczania. W latach 2000–14 przewodniczyła Mazowieckiemu Komitetowi Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Została członkiem Senackiej Komisji Dyscyplinarnej ds. Doktorantów, Komisji Wydziałowej ds. Badań Naukowych i Rady Naukowej Studiów Doktoranckich UKSW. W 2007 otrzymała tytuł naukowy profesora. W tymże roku objęła funkcję redaktora naczelnego czasopisma „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”; została też członkiem Zarządu Głównego tego Towarzystwa. Odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi (2015).

W 1971 wyszła za mąż za Leona Bobrowskiego, informatyka, obecnie profesora nauk technicznych; z tego związku ma dwie córki, Ewę, filozofkę, i Lidię (po mężu Wechterowicz), anglistkę. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Konopnicka na szlakach romantyków. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 1997, 337 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. — I. Konrad, Anhelli, Irydion — Konopnicka o osobowościach wielkiej trójcy romantycznej [dot. Z. Krasińskiego, A. Mickiewicza i J. Słowackiego]. — II. W poszukiwaniu istoty geniuszu. Konopnicka o Mickiewiczu. — III. Dwaj lirnicy. Konopnicka o Zaleskim i Lenartowiczu. — IV. Uczennica starego wieszcza. Próba dialogu autokreacyjnego [dot. T. Lenartowicza]. — V. Poetyckie manifesty pokolenia. Adam Mickiewicz „Poezje” (1822) — Maria Konopnicka „Poezje” (1881). — VI. Liryka Konopnickiej w kręgu romantycznych motywów: 1. Tęsknota i lot; 2. Eleuzyńsko-chrześcijańska symbolika siewcy i ziarna w wierszach kryptopatriotycznych. — VII. „Na drodze” — w poszukiwaniu centrów znaczenia. — VIII. Z dziejów motywu prometejskiego w literaturze polskiej. „Prometeusz i Syzyf”. — IX. U antropologicznych źródeł baśni. Mit inicjacji w „Imaginie”.
2. Bolesław Prus — mistrz pozytywistycznej kroniki. [Monografia]. Białystok: Wydawn. UwB 1999, 235 s. Inst. Filologii Pol. Uniw. w Białymstoku. Białost. Bibl. Polonist., 4.
3. Małe narracje Prusa. [Studia]. Wwa: Wydawn. UKSW 2003, 331 s. Wyd. 2 zmien. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 366 s.
Zawartość: Wstęp. — „Kamizelka” czy „Śnieg” — czyli o „perspektywach na całość bytu”; Kod tradycji — język miejsc. (Puławy i Świątynia Sybilli w „Pleśni świata”); Enklawy quasi-ikoniczne w „Duszach w niewoli”; Stygmaty dusz w niewoli (Prus i Norwid); Latarnicy Wóycickiego i Prusa, czyli o „fizjologii parabolicznej”; Mława i Werki, czyli o „repertoryi transcendentalnej”. (Dwa felietony wyjazdowe Prusa i Konopnickiej); Siedmiu Napoleonów Rzeckiego seniora i rzeźba Wojciecha Zapały, czyli „nie-milknące głosy”. (Prus i Konopnicka raz jeszcze); „Legenda o świętym Julianie Szpitalniku”, „Z żywotów świętych”. (Flaubert i Prus jako żywotopisarze); Paryż, Warszawa, Kraków przyszłości. (Verne, Prus i Bałucki jako fantaści-futurolodzy); Pominięci, opuszczeni, niedołęgi, zmarnowani — czyli „nic nie ginie!” (Apoteoza antybohatera); Sen — „o okropnym głosie wołającym”.
4. Felicjan Faleński — tragizm, parabolizm, groteska. [Studia]. Wwa: Stow. Pro Cultura Litteraria; Wydawn. IBL PAN 2012, 190 s.
Zawartość: Faleński — pieśniarz narodowy, poeta myśli, humorysta. — I. Pieśni, korowody i tańce polskie (cykl „Melodie z domu niewoli”); II. Śmierć haniebna i śmierć chwalebna („Melodie z domu niewoli”); III. Semantyka dźwięku i ciszy w cyklu „Odgłosy z gór”; IV. O miłości oraz innych źródłach i mediach poznania. („Ponad źródłem”); V. Szkic do portretu „Polaka małego” A.D. 1873. („Pociecha rodziny”); VI. Konstrukcja ramowa i cykliczność. Opowieści z domu obłąkanych Kraszewskiego, Sztyrmera i Faleńskiego; VII. Podróż jako wykluczenie. „Stultifera navis” Branta, Boscha, Swedenborga i Faleńskiego („Okręt z głupcami. Parabola z wieku dwudziestego”); VIII. „O głupim Gawle. Klechda niemądra”. Felicjana Faleńskiego spotkania z literacką tradycją i współczesnością; IX. „O głupim Gawle. Klechda niemądra” — satyra, fantastyka, groteska.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Adolf Dygasiński jako współautor „Ech warszawskich” — rubryki felietonowej „Przeglądu Tygodniowego”. W: O Adolfie Dygasińskim. Materiały z sesji naukowej w 75-lecie śmierci pisarza Kielce 18–19 maja 1977. Kielce 1979 s. 257–277. — „Kierowniczka opinii i krzewicielka oświaty”. Dziennikarze warszawscy drugiej połowy XIX wieku o zadaniach prasy (1866–1892). W: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu. Ser. 2. Wr. 1983 s. 241–271. — Elementy naturalizmu w „Obrazkach” Marii Konopnickiej. W: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu. Ser. 2. Wr. 1984 s. 117–134. — Problemy szkolnej dydaktyki literatury pozytywizmu. „Polonistyka” 1989 nr 3 s. 188–198. — Twarze i maski. Kreacje autora i czytelnika wewnętrznego w kronikach Sienkiewicza, Prusa, Konopnickiej i Świętochowskiego. W: Miasto słów. Studia z historii literatury i kultury drugiej połowy XIX wieku. Białystok 1990 s. 53–93. — Feliks Fryze, warszawski „dziennikarz z krwi i kości”; Jan Gadomski, redaktor nowoczesny [dot. pracy w „Gazecie Polskiej”]; Wacław Szymanowski i warszawski szkicownik; Adam Wiślicki i „Przegląd Tygodniowy”. W: Warszawa pozytywistów. Wwa 1992 s. 22–25; 26–30; 189–198; 217–226. — Konopnicka jako felietonistka. W: Maria Konopnicka. Głosy o życiu i pisarstwie w 150-lecie urodzin. Wwa 1992 s. 14–33. — Motywy białorusko-litewskiego pogranicza w twórczości Marii Konopnickiej. (Rekonesans). W: Na pograniczu. Studia i szkice. Białystok 1992 s. 11–24. — Poeta, Dajmon i świat. W: Kraszewski — pisarz współczesny. Wwa 1996 s. 177–184. — Baśń dla dorosłych i baśń dla dzieci. „Imagina” i „O krasnoludkach i o sierotce Marysi” Marii Konopnickiej. W: „O krasnoludkach i o sierotce Marysi” Marii Konopnickiej. W stulecie pierwszego wydania. Studia i szkice. Suwałki 1997 s. 33–45. — „Na wspak” J.K. Huysmansa i „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza — dwie powieści o „skomplikowanych durniach”. W: Sienkiewicz i epoki. Powinowactwa. Wwa 1999 s. 9–23. — Wiktor Gomulicki — poeta utraconej Arkadii, czyli o postyczniowych „nawróceniach na idyllę”. W: Wiktor Gomulicki. Problemy twórczości i recepcji. Pułtusk 1999 s. 48–67. — Antyk w twórczości Marii Konopnickiej. W: Literatura i czasopiśmiennictwo polskie 1864–1918 wobec tradycji antycznej. Wwa 2000 s. 5–35. — „Piórem rysopisa” — fizjologie warszawskie połowy wieku. W: Mieszczaństwo i mieszczańskość w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku. Wwa 2000 s. 27–46 [dot. szkiców A. Wieniarskiego]. — Ziarno i nić Ariadny — dwa symbole wyjścia z labiryntu historii w kryptopatriotycznych utworach Adama Asnyka i Marii Konopnickiej. „Pam. Lit.” 2000 z. 2 s. 75–90. — Cykliczność a ikonosfera — literacki efekt galerii. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 105–121. — „Wilno i Werki” — czyli Konopnickiej wędrówka po ziemi i niebie. W: Miejsca Konopnickiej. Przeżycia — pejzaż — pamięć. Kr. 2002 s. 101–112. — „Mythmaking” — Shelley i Tetmajer jako piewcy natury. (Uwagi na marginesie cyklu „Podczas wiatru z Tatr”). W: Poezja Kazimierza Tetmajera. Interpretacje. Kr. 2003 s. 69–90. — Dezintegracja osobowości a dezintegracja społeczna — świadectwa dziewiętnastowieczne. W: Pozytywizm i negatywizm. My i wy po stu latach. Łódź 2005 s. 427–457. — Polały się łzy czyste, czy krokodyle? Pastisz i ironia w „Cieniach”. W: Światy Stefana Żeromskiego. Wwa 2005 s. 159–175. — O pewnej artystycznej „inicjatywie kresowej”. („Litwini” Placida Jankowskiego i Józefa Ignacego Kraszewskiego). „Pr. Filol.” 2008 t. 54/55 s. 207–216. — Przekraczanie barier — transgresja. W: Bez antypodów? Zbliżenia i konfrontacje kultur. Łódź 2008 s. 165–189. — Yvetta bez duszy. Choroba jako metafora w cyklu „Na normandzkim brzegu” Marii Konopnickiej. W: Małe prozy Orzeszkowej i Konopnickiej. Lubl. 2010 s. 289–303. — „Wielka szyba” — percepcja, reprezentacja, kreacja. W: Realiści, realizm, realność. W stulecie śmierci Bolesława Prusa. Wwa 2013 s. 223–234. — Profesor Dębicki w Borkach. (Wiktor Gomulicki i Bolesław Prus). „Wiek XIX” 2014 s. 191–206. – Adolf Dygasiński jako współautor Ech Warszawskich - rubryki felietonowej „Przeglądu Tygodniowego”. W: Pozytywiści warszawscy. „Przegląd Tygodniowy” 1866-1876. Ser. 1. Studia, rewizje, konteksty. Białystok 2015 s. 151-161.
Prace redakcyjne
1. Literatura i sztuka drugiej połowy XIX wieku. Światopoglądy, postawy, tradycje. Red.: B. Bobrowska, S. Fita, J.A. Malik. Lubl.: Tow. Nauk. KUL 2004, 504 s. Pr. Wydz. Hist.-Filol. Tow. Nauk. KUL.
Materiały z konferencji w Kazimierzu Dolnym, X 2002.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.

&amp;nbsp;
Konopnicka na szlakach romantyków

 	R. STACHURA. „Ruch Lit.” 1997 nr 2.
 	J. KULCZYCKA-SALONI: Książka Barbary Bobrowskiej o Marii Konopnickiej – nowe spojrzenie na literaturę czasów postyczniowych. „Prz. Hum.” 1998 nr 1, przedr. w tejże: Na polskich i europejskich szlakach literackich. Z pism rozproszonych 1985–1998. Wwa 2000.
 	A. BRODZKA-WALD. „Pam. Lit.” 1998 z. 4.

&amp;nbsp;
Bolesław Prus — mistrz pozytywistycznej kroniki

 	A. KAPA: Prus jako felietonista. „Konspekt” jesień 2000.

&amp;nbsp;
Felicjan Faleński — tragizm, parabolizm, groteska

 	U. KOWALCZUK: Felicjan Faleński – eksperymentator. Nowe argumenty. „Prz. Hum.” 2014 nr 3.


&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2778" title="Maria BRYKALSKA" slug="maria-brykalska">1920-1994

Imię metrykalne: Marianna.

Historyk literatury, dokumentalista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 22 lipca 1920 w Brochowie pod Sochaczewem; córka Bolesława Oprawki, ogrodnika, później magazyniera, i Kazimiery z Malinowskich. Uczęszczała do szkoły podstawowej we wsi Lubanie pod Nieszawą, a następnie do Państwowego Ogólnokształcącego Gimnazjum i Liceum im. M. Konopnickiej we Włocławku. W okresie okupacji niemieckiej pracowała od października 1940 do połowy stycznia 1945 jako buchalterka w urzędzie gminy Lubanie, później od marca do kwietnia jako nauczycielka w miejscowej szkole podstawowej. W tymże roku rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim; w 1951 uzyskała magisterium. W 1948-56 była zatrudniona w dziale informacyjno-bibliograficznym Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, uczestniczyła w pracach nad historią bibliografii i przygotowywała rozprawę o księgozbiorze Arkadego Tołoczanowa; ukończyła w 1953 kurs informacyjno-bibliograficzny w Bibliotece Narodowej. Równocześnie od 1954 opracowywała dla Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN bibliografię zawartości czasopisma „Prawda” (za lata 1881-87, 1909-11). W październiku 1956 została starszym asystentem w Dziale Dokumentacji Naukowej Literatury Polskiej końca XIX i XX w. IBL (od 1966 Pracownia Słownika Współczesnych Pisarzy Polskich, od 1968 Pracownia Dokumentacji Literatury Współczesnej). Brała udział w pracach zbiorowych nad przygotowaniem haseł do słowników współczesnych pisarzy polskich oraz opracowaniem bibliografii zawartości czasopism i kroniki życia literackiego PRL; jej indywidualne zainteresowania badawcze skupiały się wokół działalności Aleksandra Świętochowskiego, zwłaszcza jako redaktora „Prawdy”. W 1962 zdała egzamin na dyplomowanego pracownika dokumentacji naukowej. Jako członek zespołu autorskiego Słownika współczesnych pisarzy polskich (seria 1, wyd. 1963-66; seria 2 wyd. 1977-80) otrzymała dwukrotnie (w 1966 i 1980) nagrodę zbiorową Wydziału I Nauk Społecznych PAN. W 1971 uzyskała w IBL stopień doktora na podstawie rozprawy Aleksander Świętochowski – redaktor i wydawca „Prawdy” (promotor doc. Ewa Korzeniewska). Od 1976 należała do zespołu autorskiego przygotowującego dział współczesny opracowywanego w IBL PAN przewodnika biobibliograficznego Pisarze polscy (gotowy w maszynopisie w 1987, niewydany). W 1980 przeszła na emeryturę. W 1984 habilitowała się w IBL PAN na podstawie biografii Aleksandra Świętochowskiego.

Wyszła za mąż za Józefa Brykalskiego, księgowego; miała syna Piotra (ur. 1950), lekarza psychiatrę. Zmarła 27 czerwca 1994 w Komorowie; pochowana na cmentarzu w Pęcicach.



TWÓRCZOŚĆ
1. Bibliografia zawartości czasopisma „Prawda” 1881-1915. Oprac.: Z. Biłek, M. Brykalska, J. Kaczyńska, A. Radkowska pod kierunkiem J. Czachowskiej. Powst. ok. 1957.
Kartoteka w Pracowni Dokumentacji Literatury Współcz. IBL PAN w Wwie.
2. „Pro Arte et Studio” 1915-1919. Bibliografia zawartości. Powst. ok. 1957.
Kartoteka w Pracowni Dokumentacji Literatury Współcz. IBL PAN w Wwie.
3. Księgozbiór Arkadego Tołoczanowa w Bibliotece Uniwersytetu
Warszawskiego. „Rocz. Bibl.” 1959 z. 1/2 s. 97-164, odb. Wr., Wwa: PWN 1960, 72 s. Bibl. Uniwersytetu w Wwie.
4. Kronika życia literackiego 1949, 1950, 1961. [Współaut.:] H. Filipkowska. W: Kronika życia literackiego Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej 1944-1969. Materiały. Praca zespołowa pod red. E. Korzeniewskiej (do 1963) i J. Stradeckiego (1964-1969). Powst. 1963-1970. Masz. 172 + 161 + 170 s.
Maszynopisy w Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej IBL PAN w Wwie.
5. Aleksander Świętochowski – redaktor „Prawdy”. [Monografia]. Wr.: Ossol. 1974, 320 s. PAN IBL.
6. Aleksander Świętochowski. Biografia. T. 1-2. Wwa: PIW 1987, 491 + 581 s.
Nagroda Funduszu Literatury w dziedzinie historii literatury w 1987.
Rozprawy, studia i spisy bibliograficzne w czasopismach i książkach
zbiorowych, m.in.: [Hasła (93)]. W: Słownik współczesnych pisarzy polskich. T. 1-4. Wwa 1963-1966. – Materiały do bibliografii Zygmunta Łempickiego. W: Z. Łempicki: Wybór pism. T. 2. Wwa 1966 s. 483-538. – Bibliografia zawartości polskich czasopism literackich. W: Dokumentacja w badaniach literackich i teatralnych. Wr., Wwa 1970 s. 117-147. – Aleksander Świętochowski jako wydawca i redaktor „Prawdy”. (1981-1900). „Rocz. Hist. Czasop. Pol.” 1972 z. 3 s. 343-392, nadb. – Problemy nauki i filozofii w „Prawdzie” Aleksandra Świętochowskiego. W: Z historii filozofii pozytywistycznej w Polsce. Wr., Wwa 1972 s. 139-173, nadb. – Myśl filozoficzna w działalności Aleksandra Świętochowskiego. W: Polska myśl filozoficzna i społeczna. T. 2. Wwa 1975 s. 36-91. – Bibliografia felietonów Aleksandra Świętochowskiego. W: A. Świętochowski: Liberum veto. T. 2. Wwa 1976 s. 605-741. – Konspiracyjne Towarzystwo Literackie w Warszawie 1887-1901. „Pam. Lit.” 1976 z. 4 s. 229-271. – „Niwa” 1972-1905; „Prawda” 1881-1915. W: Zwierciadło prasy. Czasopisma polskie XIX wieku o literaturze rosyjskiej. Wr. 1978 s. 241-260; 277-313 [omów., bibliografie i materiały źródłowe dot. tych czasopism]. – Z problemów recepcji literatury rosyjskiej w prasie Królestwa Polskiego. („Prawda” 1881-1915). W: Tradycja i współczesność. Wr. 1978 s. 139-160. – [Hasła (85) oraz Indeks tytułów w:] Słownik współczesnych pisarzy polskich. Ser. 2. T. 1-3. Wwa 1977-1980. – Pozytywistyczna „Niwa” (1872-1875). W: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu. Wr. 1980 s. 101-127. – Ewa Korzeniewska. „Pam. Lit.” 1986 z. 1 s. 405-413. – Aleksander Świętochowski, poseł „Prawdy” i walka o prawdę; Sygurd Wiśniowski i powiew egzotycznych podróży. W: Warszawa pozytywistów. Wwa 1992 s. 198-210; 227-229. – Aleksander Świętochowski wobec problemów religii i katolicyzmu. W: Problematyka religijna w literaturze pozytywizmu i Młodej Polski. Lubl. 1993 s. 99-113. Religijne tradycje literatury pol., 8.

Prace redakcyjne

1. A. Świętochowski: Wybór pism krytycznoliterackich. Wybór: S. Sandler.
Wstęp i przyp.: M. Brykalska. Wwa: PIW 1973, 642 s. Bibl. Studiów Lit.
2. A. Świętochowski: Liberum veto. Wyboru dokonał i wstępem opatrzył S.
Sandler. Komentarze oprac.: M. Brykalska. T. 1-2. Wwa: PIW 1976, 734 + 787 s.
3. A. Świętochowski: Aforyzmy. Wybór i wstęp: M. Brykalska. Wwa: PIW 1979, 212 s.
Bibl. Aforystów.
OPRACOWANIA (wybór)


Aleksander Świętochowski – redaktor „Prawdy”

 	B. PETROZOLIN-SKOWROŃSKA: Portret redaktora albo oblicze polskiego liberalizmu. „Prz. Hum.” 1975 nr 7; wersja nieco zmien. „Rocz. Hist. Czasop. Pol.” 1976 nr 3.
 	M. KABATA: Działalność redaktorska posła „Prawdy”. „Nowe Książ.” 1975 nr 6.
 	K.V. DUŠENKO. „Sovetskoe Slavânovedenie”, Moskwa 1976 nr 4.
 	M. KĄCKA. „Prz. Hum.” 1976 nr 3.
 	Cz. LECHNICKI. „Zesz. Prasozn.” 1976 nr 1.
 	J. KULCZYCKA-SALONI. „Rocz. Lit.” 1974 wyd. 1977.

&amp;nbsp;
Aleksander Świętochowski. Biografia

 	G. BORKOWSKA: Aleksander Świętochowski jako własność publiczna. „Res Publica” 1988 nr 7.
 	J. KULCZYCKA-SALONI: Aleksander Świętochowski – „temperament ognisty na chłodno”. „Tyg. Pol.” 1988 nr 15.
 	J. REGULSKI: Pisarz bliski i kontrowersyjny. „Kierunki” 1988 nr 18.
 	J. SZACKI: Wszystko o Świętochowskim. „Nowe Książ.” 1988 nr 5.
 	M. TOBERA. „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1988 nr 4.

</document>
<document nplp_id="2780" title="Sylwia CHUTNIK" slug="sylwia-chutnik">ur. 1979

Prozaiczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 12 lipca 1979 w Warszawie; córka Krzysztofa Chutnika, muzyka, i Grażyny z Ziębów. Uczyła się od 1994 w Liceum Księgarskim im. S. Żeromskiego w Warszawie. W latach szkolnych należała do Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych (KLAN), prowadzonego przez Danutę Wawiłow; zaczęła wówczas pisać wiersze; debiutowała w 1995 utworem pt. Wdech wydech I… na łamach „Biuletynu Literackiego” (nr 11). Włączyła się w akcje ruchów feministycznych i anarchofeministycznych. Działała jako wolontariuszka w Amnesty International. Po zdaniu matury studiowała od 1999 kulturoznawstwo w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego (IKP UW). Równocześnie do 2002 uczęszczała na Podyplomowe Interdyscyplinarne Studia Nad Tożsamością Płciową w Kulturze i Społeczeństwie Gender Studies w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W 2001 została członkinią nieformalnej grupy Porozumienie Kobiet 8 Marca, organizującej w Warszawie demonstracje feministyczne (manify). W 2004 uzyskała magisterium ze specjalizacją animacja kultury i następnie przez jeden semestr kontynuowała naukę na Podyplomowym Studium Laboratorium Reportażu w Instytucie Dziennikarstwa UW. W 2004–05 prowadziła własną audycję o tematyce kobiecej pt. Gejzer w Radiu 94 (obecnie Antyradio). Współpracowała jako dziennikarka i publicystka m.in. z pismami „Zadra” (2003–06), „Laifstyle” (2005–06), „Życie Warszawy” (w 2006–08 autorska kolumna). W 2006 uczęszczała do Mazowieckiej Szkoły Edukacji Pozarządowej dla Kobiet. W tymże roku była współzałożycielką, stawiającej sobie za cel poprawę sytuacji matek w Polsce, Fundacji MaMa, której została prezeską; w 2009 w związku z aktywnością w tej dziedzinie została laureatką Społecznego Nobla Ashoki (Ashoka Fellowship), przyznawanego przez Ashoka — Międzynarodowe Stowarzyszenie Innowatorów Społecznych (Ashoka Innovators for the Public), a w 2011 otrzymała nagrodę Fundacji Polcul (Australia). Teksty publicystyczne ogłaszała na stronach internetowych od 2005: www.fundacjamama.pl i www.kulturaliberalna.pl oraz www.genderindex.pl (2006–07), multikulti.pl (2007). Współpracowała w 2006–07 z Fundacją Feminoteka, w której była m.in. koordynatorką do spraw szkoleń, a w 2007 przez pół roku zajmowała się internetowym projektem — Muzeum Historii Kobiet. Ukończyła w 2007 kurs przewodnicki PTTK i oprowadzała wycieczki po Warszawie; przygotowała w tym czasie autorskie trasy śladami znanych kobiet, które opisała później w dwujęzycznym bedekerze Warszawa kobiet. Warsaw of women (2011). Podejmowała różne dodatkowe prace zarobkowe, m.in. szatniarki na giełdzie minerałów, didżeja w klubach, zarobkowała robieniem piercingu i dredów. W 2007–08 prowadziła warsztaty dla dzieci w Ośrodku Kultury Ochoty. W 2008 ogłosiła swój debiut prozatorski pt. Kieszonkowy atlas kobiet (do powieści tej weszły także teksty publikowane od 2005 na portalu Feminoteki). W następnych latach pisała również utwory dramatyczne i dla dzieci. Zaczęła równocześnie drukować felietony, głównie na tematy społeczne, zwłaszcza dotyczące problemów kobiet, m.in. w pismach „Bluszcz” (2009–12), „Gaga” (2009–11), „Pani” (od 2009) „Polityka” (od 2009 co miesiąc w rubryce Kawiarnia literacka), „Dziecko” (2011–12), „Chimera” (od 2012). Prowadziła w 2009–11 internetowy blog Krytycznym okiem. Była w 2008 stypendystką Homines Urbani (programu Stowarzyszenia Willa Decjusza i Instytutu Książki), w 2009 Instytutu Books from Lithuania, w 2009–12 Fundacji Ashoka oraz w 2010: Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Miasta Stołecznego Warszawy i Instytutu Goethego. W 2010 współpracowała z II Programem Polskiego Radia, uczestnicząc w cyklicznej audycji Między słowami. W 2013 podjęła studia doktoranckie w IKP UW. Od tegoż roku publikowała felietony w dodatku „Gazety Wyborczej”, „Stołeczna”. W 2014-16 występowała z Anną Kałużą i Karoliną Sulej w programie literackim Cappuccino z książką, nadawanym przez kanał Telewizji Polskiej Kultura oraz wspólnie z K. Sulej publikowała omówienia recenzowanych tam książek w dodatku „Gazety Wyborczej”, „Wysokie Obcasy”. W 2014 została członkinią ZLP. W 2016 była kuratorką Apostrofu, Międzynarodowego Festiwalu Literatury w Warszawie. W kwietniu 2016 zaczęła prowadziłć z K. Sulej videoblog na YouTube pt. Barłóg literacki.

Ma syna Brunona (ur. 2003). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Kieszonkowy atlas kobiet. [Powieść]. Kr.: Korporacja Ha!art, 2008, 228 s. Ser. Prozatorska. Wyd. nast.: tamże: wyd. 3 [!] 2009, wyd. 4 2009; Wwa: Świat Książki 2013. Nowa Proza Pol., tamże 2014. Kolekcja 20-lecia, 5.
Nagroda Paszport Polityki i tytuł „Książki roku” przyznany przez słuchaczy Programu 3 Pol. Radia w 2008, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2009.
Przekł.: czes.: Kapesní atlas žen. [Przeł.] M. Bořilová [i in.]. Praha 2014, — litew.: Kišeninis moterų atlasas. [Przeł.] V. Denys. Kaunas 2011, — niem.: Weibskram. [Przeł.] A. Ritter-Jasińska. Berlin 2012, — ros.: Karmannyj atlas ženŝin. [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2011, — serb.: Džepni atlas žena. [Przeł.] S. Ðukanović. Belgrad 2013, — słowac.: Vreckový atlas žiev. [Przeł.] K. Laučíková. Bratislava 2011, — węgier.: Nöi zsebatlasz. [Przeł.] Z. Mihályi. Budapest 2015.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: W. Smigasiewicz. Wwa, T. Powsz. 2009.
2. Dzidzia. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2009, 169 s. Nowa Proza Pol. Por. poz. 6.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Karel. . Wwa: Od Deski do Deski 2017, 1 płyta CD. – Wyd jako dokument elektroniczny: Wwa: Na Głos Wydawn. Dźwiękowe, 2017, plik w formacie mp3.
3. Aleksandra. Rzecz o Piłsudskim. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Liber. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego, Scena Kameralna 2011.
4. Kronikarki — Zofia Chomętowska, Maria Chrząszczowa. Fotografie Warszawy 1945–1946 = The Chroniclers. Photographs of Warsaw 1945–46. Red.: K. Lewandowska. Teksty: S. Chutnik, K. Lewandowska, G. Piątek. Tłum.: M. Wawrzyńczak, K. Bartoszyńska. [Album]. Wwa: Archeologia Fotografii [2011], 315 s.
Tu tekst S. Chutnik pt. „Złap ruiny”, s. 22–35. — Album związany z wystawą w Domu Spotkań z Historią w Wwie, 29 września–13 listopada 2011.
5. Przygody Vendetty. [Opowiadanie dla dzieci]. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2011, 22 s. Ser. Małego Klubu Bunkra Sztuki.
6. [Trzy] III Furie. [Utwór dramatyczny; współaut.:] M. Fertacz, M. Sikorska-Miszczuk. Praprem.: Reż.: M. Liber. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej, Scena na Piekarach 2011, toż TVP Kultura 2012. Por. poz. 2.
Na podstawie powieści „Dzidzia” [poz. 2] i na motywach wspomnień S. Dąmbskiego pt. „Egzekutor”. — Nagroda „Laur Konrada” oraz nagroda dziennikarzy i fotoreporterów na XIV Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” w Katow. dla M. Libery w 2011, Nagroda Promocyjna im. K. Krzanowskiego na XLVII Przeglądzie Teatrów Małych Form Kontrapunkt w Szczec. w 2012 dla autorek tekstu.
7. Warszawa kobiet = Warsaw of women. Zdjęcia: A. Grzelewska. Il.: A. Nowicka. Oprac. graf.: A. Niemierko. Tłum. na jęz. ang.: K. Nowakowska, M. Strzelecka, J. Jasińska. Wwa: Polityka Spółdz. Pracy 2011, 398 s. Bibl. „Polityki”.
Przewodnik po Wwie śladami znanych kobiet.
8. Cwaniary. [Powieść]. Wwa: Świat Książki — Weltbild Polska 2012, 239 s. Nowa Proza Pol. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 2013. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Seweryn. Wwa: Świat Książki — Weltbild Polska 2012, 1 płyta CD. — Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2013.
Przekł. czes.: Potvory. [Przeł.] M. Benešová. Praha 2014.
9. Mama ma zawsze rację. [Z kolażami autorki]. Wwa: Mamania 2012, 125 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Mamania 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI. — Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Cieślak. Wwa: Mamania 2012, 1 płyta CD w formacie mp3.
Felietony nt. wychowania w rodzinie; częściowo publikowane w magazynie „Gaga” w 2009–2011.
10. Muranooo. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: L. Dekel-Avneri. Wwa, T. Dram. im. G. Holoubka, Foyer Dużej Sceny 2012.
Scenariusz na podstawie pierwszej wersji opowiadania „Muranooo” [zob. poz. 15] z wykorzystaniem fragmentów twórczości [Y. Dinura] Ka-tzetnika 135633 w tłum. A. Olek. Spektakl powstał we współpracy z telawiwskimi teatrami: Cameri Theater i Itim Theatre Ensemble oraz Ambasadą Izraela w Polsce i Inst. Adama Mickiewicza.
11. Proszę wejść. Więzienie. Historie nieprawdziwe. [Współaut. i zdjęcia:] M. Długosz. Wwa: Nowy T. [2012], 94 s.
Utwór napisany po przeprowadzeniu kilkumiesięcznych warsztatów literackich dla grupy więźniów Aresztu Warszawa Mokotów i inspirowany ich opowieściami.
Zawartość: Intro. — Proszę wejść; Cela; Piosenka dziewczyny prowadzonej na widzenie; Samochodziarz; Sny; Sceny z życia więziennego; Jedyneczka; Personel mówi o emocjach; Przeszkadzały; Proszę wyjść, kończymy.
12. Wanda. [Utwór dramatyczny; współaut.:] P. Dołowy. Praprem.: Reż.: P. Passini. Kr., Stary T. im. H. Modrzejewskiej, Nowa Scena 2013.
13. Nieśmiałek. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Muza 2014, [26] s. Poczytajki Pomagajki.
14. Piwnica. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Adapt. i reż.: M. Hycnar. Radio 2014. Druk zob. poz. 15 s. 213–257.
15. W krainie czarów. [Opowiadania i utwór dramatyczny]. Kr.: Znak 2014, 259 s. Znak Litera Nova.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2015.
Zawartość: W krainie czarów; Anna; Pola; Bożena z Poznańskiej; Wszystko zależy od pani; Niewinne czarodziejki; Pan Tadeusz; Dancing; Przeszkadzały [poz. 11]; Muranooo [por. poz. 10]; Piwnica [poz. 14]. — Opowiadania „Anna”, „Pola” i „Pan Tadeusz” powstały w ramach projektu Ars Cameralis Silesiae Superiors, instytucji kultury Województwa Śląskiego.
16. Gwałt. Głosy. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A. Błońska. Wwa, T. Powsz. (Scena Mała) 2015.
Scenariusz przedstawienia na podstawie badań dotyczących przemocy seksualnej wobec kobiet, przeprowadzonych przez Fundację na rzecz Równości i Emancypacji STER (także producenta spektaklu) we współpracy ze Stowarzyszeniem na rzecz Kobiet VICTORIA z Rzeszowa i Stowarzyszeniem WAGA z Gdańska.
17. Jolanta. [Powieść]. Kr.: Znak 2015, 259 s. Proza PL. Znak Litera Nova.
18. Smutek cinkciarza. [Powieść]. Wwa: Od Deski do Deski 2016, 224 s. Ser. na Faktach.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta Z. Buczkowski. Wwa: Od Deski do Deski 2017, 1 płyta CD. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Od Deski do Deski 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
19. Kobiety, które walczą. Rozmowy z zawodniczkami sportów walki. Wwa: W.A.B. 2017, 320 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Praca redakcyjna
1. Mama bajkopisarka. Pomysł i koordynacja: M. Nowak. Konsultacje lit.: S. Chutnik. Konsultacje il.: M. Franczak. Lubl.: Dzielnicowy Dom Kultury „Węglin” [2014], 239 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Najgorsze co można zrobić systemowi. „Wysokie Obcasy Extra” 2014 nr 3.
 	Wywiady: Gospodynie miejskie, łączcie się. Rozm. M. Dąbrowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 225 dod. „Stołeczna” [dot. działalności w Fundacji MaMa]; Radykalna Gospodyni Domowa. Rozm. D. Buczak. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 150 dod. „Wysokie Obcasy” nr 25; Ulica w sukience. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2008 nr 5; Warszawa mnie fascynuje. Rozm. J. Rolińska. „Dziennik” 2008 nr 109 dod. „Warszawa”; Miejski survival mam już opanowany. Rozm. B. Bator. „Dziennik” 2009 nr 57 dod. „Warszawa” [dot. adapt. teatr. „Kieszonkowego atlasu kobiet”]; Nie ma bata. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 50; Nie zaznasz tu spokoju. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2009 nr 10; Polskie symbole: Matka Polka, Matka Boska, mama aktywna. Rozm. A. Grabau. „Przegląd” 2009 nr 28 [dot. działalności społ.]; Hardkorowe losy radykalnych gospodyń. W: M. Wilk: W biegu… książka podróżna. Rozmowy z pisarzami (i nie tylko). Kr. 2010; Karierę zrobiła tylko Grochola. Rozm. P. Pustkowiak. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 33 [dot.: Dzidzia]; Świat wojny, tych chłopackich gierek, dla kobiet jest całkowicie absurdalny. Rozm. K. Kowalska. „Polska” 2010 nr 42 dod. „Warszawa” [dot.: Dzidzia]; To tylko historia. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 38 dod. „Stołeczna” [dot.: Dzidzia]; Kobiety dumą miasta. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 62 dod. „Stołeczna” [dot.: Warszawa kobiet]; Od punkówy do Mamy. Rozm.: J. Zimna, M. Larek. „Czas Kult.” 2011 [nr] 4; Superwoman na dziesięć etatów. Rozm. N. Kuc. „Twój Styl” 2011 nr 9; Duchy Muranowa. Rozm. I. Szymańska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 107 dod. „Stołeczna” [dot. premiery „Muranooo”]; Głód bohaterek. Rozm. J. Tomczuk. „Rzeczpospolita” 2012 nr 265 [dot.: Cwaniary; Proszę wejść]; Warszawski spleen. Rozm. D. Karpiuk. „Newsweek Polska” 2012 nr 51/52 [dot.: Cwaniary]; Femme brutale. Rozm. Z. Ziomecka. „Przekrój” 2013 nr 2 [dot. działalności społ.]; Sztuka pytań czy odpowiedzi? Z Sylwią Chutnik i Jackiem Dehnelem rozm. S. Duda i E. Karabin. „Więź” 2013 nr 2; Dorosłość to mit. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 99 dod. „Kult. i Program” [dot.: W krainie czarów]; Matka walcząca. Rozm. R. Praszyński. „Viva” 2014 nr 13 [dot. m.in.: W krainie czarów]; Nie palcie tęczy. „Zwierciadło” 2014 nr 7 [dot. m.in.: W krainie czarów]; Oryginalna uroda. Rozm. T. Stawiszyński. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 33; Siłaczka (nie) pęka. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2014 nr 22; Cwaniary wszystkich opowieści, łączcie się z sobą! Rozm. A. Kałuża. „Śl. Studia Hum.” 2015 nr 1; Kaszpirowski nie pomoże. Rozm. E. Dłużewska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 221 dod. „Stołeczna” [dot.: Jolanta]; Od zawsze fascynowały mnie awanturnice. Rozm. D. Gajda. „Gala” 2015 nr 22; Pamięć jest niesprawiedliwa. Rozm. E. Dłużewska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 177 dod. „Mag. St.” [w związku z rocznicą powstania warszawskiego]; Blask dyskotekowej kuli. Rozm. J. Demiańczuk. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 205 [dot.: Smutek cinkciarza]; Brokat, pot i łzy. Rozm. E. Dłużewska. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 269 dod. „Mag. St.” nr 8 [dot.: Smutek cinkciarza]; Buntownicy gawędziarze. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2016 nr 26; Najważniejszy jest dla mnie człowiek i jego problemy. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2016 nr 3; Bunt.. Rozm. R. Grzela. „Zwierciadło” 2017 nr 2 [dot.: Smutek cinkciarza]; Dziewuchy już nadchodzą. „Wprost” 2017 nr 38.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	J. PODGÓRSKA: Z kwiatem w zębach. „Polityka” 2011 nr 12.
 	A. MROZIK: Akuszerki transformacji. Wwa 2012, passim.
 	P. CZAPLIŃSKi: Znikające kręgi. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 42 dod. „Festiwal Conrada” [dot. m.in. S. Chutnik].
 	M. MARYL: Blog jako „dziennik elektroniczny”. Analiza genologiczna blogów pisarzy. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 z. 2 [dot. m.in. S. Chutnik].
 	K. DAWIDOWICZ: Perswazja językowa w publicystyce Sylwii Chutnik (na przykładzie felietonów z miesięcznika „Pani”). „Jęz. w Komunikacji” 2014 nr 1.
 	M. KUBE: Bokserki z jednej klasy. „Rzeczpospolita” 2014 nr 121 [dot. m.in. S. Chutnik].
 	M. DŁUGOŁĘCKA-PIETRZAK: Sofija Andruchowycz a pisarki polskie. Podobieństwa we współczesnej literaturze kobiecej Polski i Ukrainy. „Inskrypcje” 2015 z. 1.
 	D. KOZICKA: Sylwia Chutnik, czyli kobieta w mieście. „Śl. Studia Hum.” 2015 nr 1.

&amp;nbsp;
Kieszonkowy atlas kobiet

 	M. BEDNAREK: Zdrowaś Mario? Łaskiś pełna? „Czas Kult.” 2008 nr 4.
 	B. DARSKA: Warszawa kobiet. „Nowe Książ.” 2008 nr 5.
 	I. SŁOMAK: Rzecz to niesłychana. „FA-art” 2008 nr 2/3.
 	K. VARGA: Leksykon wykluczonych. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 105.
 	M.M. BESZTERDA: Paszport w jedną stronę? „Kresy” 2009 nr 77/78.
 	K. KALINOWSKA: Kobiety mają źle. „Wyspa” 2009 nr 2.
 	M. RADZIWON: Kamienica jak kosmos. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 129.
 	A. RUMAN: Ciemne strony kobiecości. „Akcent” 2009 nr 3.
 	M. WILK: Gęsto o debiucie Sylwii Chutnik. „Kraków” 2009 nr 1.
 	K. GIEBA: „Z bazaru powstałeś, w bazar się obrócisz”. O semantyzacji przestrzeni bazaru w „Kieszonkowym atlasie kobiet” Sylwii Chutnik. „Fraza” 2012 nr 3.
 	K. UNIŁOWSKI: Niesamowite i dowcipne. O „kieszonkowym atlasie kobiet” Sylwii Chutnik. „Śl. Studia Hum.” 2015 nr 1 – Rec. teatr. adapt.: W. BORUC: Bazarowe Marie. „Teatrakcje” 2009 nr 2; J. DERKACZEW: Kastracja feministycznych tekstów w teatrze. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 57; K. PAPROCKA: Rana powierzchowna. „Teatr” 2009 nr 6; A. RATAJ: Bohaterki bez pazurów. „Życie Warsz.” 2009 nr 57; T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Do kariery po przegniłych szczeblach. „Nasz Dz.” 2009 nr 65.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Dzidzia

 	M.M. BESZTERDA: Salwa niehonorowa. Frazes – dziedzictwo narodowe. „Wyspa” 2010 nr 2.
 	B. DARSKA: Produkcyjniak społecznie zaangażowany. „Opcja” 2010 nr 1.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Katarynka i kalejdoskop. „Lampa” 2010 nr 1/2.
 	L. MARZEC: Dzidzia jako łączniczka. „Czas Kult.” 2010 [nr] 3.
 	A. NĘCKA: Beznadziejny krzyk rozpaczy. „Nowe Książ.” 2010 nr 6.
 	D. NOWACKI: Wściekłość, wrzask i za duży temat. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 39.
 	M. SZPONAR: Torsje porodowe. „Pogranicza” 2010 nr 2.
 	K. URMAŃSKA: Dzidzia jako wór; P. MAŁOCHLEB: Na klatę to wszystko. „Dekada Lit.” 2010 nr 3.
 	I. DUDEK: Dziwna dzidzia. „Fraza” 2011 nr 2.
 	A. SZÓSTAK: W perspektywie dzieciństwa. Porachunki z historią i groteskowa wizja Polski współczesnej w „Dzidzi” Sylwii Chutnik. W tejże: Między mitem a rzeczywistością. Zielona Góra 2012, przedr. „Filol. Pol.” 2013 [t.] 5.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Aleksandra

 	K. LEMAŃSKA: Pomniki nigdy nie runą. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.eteatr.pl/pl/artykuly/128523.html.
 	M. MYKYTYSZYN: Dekonstrukcja marszałka. „Tyg. Wałbrzyski” 2011 nr 47.
 	J. JOPEK: Audycja „Aleksandra”. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/138338.html.

&amp;nbsp;
Kronikarki — Zofia Chomętowska, Maria Chrząszczowa

 	H. BALTYN: Gruzy i życie. „Nowe Książ.” 2012 nr 5.

&amp;nbsp;
Przygody Vendetty

 	K. BERETA: To nie jest literatura! O serii Małego Klubu Bunkra Sztuki uwagi krytyczne. „Guliwer” 2012 nr 2 [dot. też: M. Stoch: Historia Myszki Franciszki; Magiczny Las].

&amp;nbsp;
III Furie

 	Ł. DREWNIAK: Karanie Polski. „Przekrój” 2011 nr 16/17.
 	J. KOWALSKA: Odwołać historię. „Teatr” 2011 nr 5.
 	M. PIEKARSKA: Historia furiosa na legnickiej scenie. Naprawdę warto! „Gaz. Wybor.” 2011 nr 61 dod. „Wrocław”.
 	M. PIEKARSKA: Rozgrzeszmy się sami. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 65.
 	K. RADOMSKI: „Oskarżam historię…”. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/113604.html.
 	A. DIDUCH: Co nas kręci, co nas podnieca. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/134186.html.
 	Ł. KACZYŃSKI: Polaku! Ty wieśniaku! „Polska. Dz. Łódz.” 2012 nr 46.
 	J. KORUS: „III Furie”. Odwołać historię? Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/135871.html.
 	M. ROCZNIK: Przeszłość nierozliczona. Konkrety.pl 2012 z 15 II [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133083.html.
 	R. SAS: Geje walczą z komarami. „Expr. Il.” 2012 nr 48.
 	Sz. SPICHALSKI: Matka Polka jest wku****na. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133970.html.
 	B. URBANKOWSKI: III Furie. Głupie, brzydkie, za to pyskate. „Gaz. Pol.” 2013 nr 3.

&amp;nbsp;
Warszawa kobiet = Warsaw of women

 	M. BARANOWSKA: Teraz warszawskie kobiety. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Cwaniary

 	I. IWASIÓW: Zabić śmierć. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 51 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	E. KONWERSKA. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr 11 [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4102–sylwia-chutnik-cwaniary.html.
 	J.R. KOWALCZYK. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/dzielo/sylwia-chutnik-cwaniary.
 	D. NOWACKI: Kill Bill w Warszawie. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 283.
 	K. KASPEREK: Ballada o smutnych dresiarach. „FA-art” 2013 nr 3.
 	M. ROBERT: Pani zemsta. „Nowe Książ.” 2013 nr 7.
 	M. STOCH: Mężczyźni w oczach kobiet. Edukacyjny potencjał współczesnej polskiej prozy feministycznej. „Ars Educandi” 2014 t. 11 [dot. m.in.: Cwaniary].
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Muranooo

 	J. DERKACZEW: Żyję za Ciebie, Żydzie. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 111.
 	J. BOBROWICZ, A. TENENBAUM: Niepochowani Żydzi. „Cwiszyn” 2012 nr 3 [dot. też: I. Stachowicz: Noc żywych Żydów].
 	A. HASKA: Duchy Muranowa. „Przekrój” 2012 nr 21.
 	W. MROZEK: Happy end w getcie. „Przekrój” 2012 nr 21.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Proszę wejść

 	M. CEGIELSKI: Historie z aresztu. „Tyg Powsz.” 2012 nr 44 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Wanda

 	Ł. BADULA: Wanda: Wiła wianki i rzucała się do wody. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/165386.html?josso_assertion_id=D3CAA3F74B82CFD6
 	Ł. DREWNIAK: Wanda zwana rybką. „Dz. Pol.” [on-line] 2013 nr z 4 VII [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3257654,wanda-zwana-rybka,id,t.html.
 	T. KACZOROWSKI: Wanda, co nie chciała Niemca. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/165955.html.
 	M. KWAŚNIEWSKA: Bo jestem dziewczynką, która daje radę. „Didaskalia” 2013 nr 117.

&amp;nbsp;
W krainie czarów

 	K. KRZAN: Magia słów. „Śląsk” 2014 nr 9.
 	K. PIETRYCH: Inna Sylwia Chutnik? „Nowe Książ.” 2014 nr 10.
 	L. SZARUGA: Zaułek Leszka Szarugi. Stan rzeczy. „Borussia” 2014 [nr] 54 [dot. też: J. Pilch: Drugi dziennik; E. Rylski: Obok Julii].
 	S. KAROLAK: Świat z deficytem czarów. „Narracje o Zagładzie” 2015 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Gwałt

 	K. LESZCZYŃSKA: Czego pragną ofiary? „Didaskalia” 2016 nr 131.

&amp;nbsp;
Jolanta

 	P. GAJDOWSKI: Życie, czyli nic. „Newsweek. Polska” 2015 nr 39.
 	D. KARPIUK: Tylko dla wilków. „Newsweek Polska” 2015 nr 43.
 	D. NOWACKI: Depresja krawcowej. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 239 [dot. też: Ł. Orbitowski: Inna dusza; T. Piątek: Magdalena].
 	M. ROBERT: Ballada o Jolce. „Polityka” 2015 nr 38.
 	K. UNIŁOWSKI: Słuchaj, dzieweczko. „FA-art” 2015 nr 4.
 	K. PIETRYCH: Ballada o tej, co nie umiała żyć. „Nowe Książ.” 2016 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Smutek cinkciarza

 	P. ADAMCZYK: Śmierć w świecie wódki i śledzia z cebulką. „Twórczość” 2017 nr 6.
 	M. BARON-MILIAN: Na wódkę z denatem. „FA-art” 2016 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="2783" title="Tadeusz DĄBROWSKI" slug="tadeusz-dabrowski">ur. 1979

Poeta, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 28 października 1979 w Elblągu; syn Tadeusza Dąbrowskiego, lekarza, i Reginy Katzor, artystki baletu. Dzieciństwo spędził w Pasłęku; tamże uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Bohaterów Grunwaldu i w 1998 zdał maturę. Następnie podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim (UGd.). Debiutował jako poeta w 1997 wierszem pt. macierzyństwo, opublikowanym na łamach trójmiejskiego dwutygodnika „Topos” (nr 5/6), którego współpracownikiem został w 2000, a członkiem redakcji w 2002; nadto od 2001 redagował serię plakatów poetyckich „Toposu” (do 2011 ukazało się ich około 50). Utwory poetyckie, szkice i recenzje literackie ogłaszał później także m.in. w pismach: „Pogranicza” (1999-2004), „FA-art” (2000-03), „Kresy” (2000-04), „Lampa i Iskra Boża” (2000-05), „Odra” (od 2002), „Res Publica Nowa” (2002-05), „Twórczość” (2002-08), „Tygodnik Powszechny” (od 2003), „Zeszyty Literackie” (od 2006), „Polityka” (2008-10); wiersze (przełożone na ponad dwadzieścia języków) drukował także w prasie zagranicznej. W 2000 wchodził w skład redakcji pisma „Pimka” oraz współpracował ze studenckim miesięcznikiem „Vivat Akademia”. W 2001 otrzymał Nagrodę Rektora UGd. za działalność kulturalną. W 2003 ukończył na UGd. studia ze specjalizacją edytorską; za pracę pt. Fragment i fragmentaryczność w poezji Tadeusza Różewicza otrzymał wyróżnienie w konkursie im. Cz. Zgorzelskiego na najlepszą pracę magisterską w kraju. W 2004-05 redagował publikacje Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. Występował też jako prezenter w programie informacyjnym Panorama, nadawanym w Programie 3 Telewizji Polskiej. Okazjonalnie uczestniczył w audycjach Polskiego Radia. Za twórczość poetycką otrzymał m.in.: dwukrotnie nagrodę „Czerwonej Róży” (2000, 2002), nominację do telewizyjnej nagrody „Pegaza” (2001), Nagrodę m. Gdańska dla Młodych Twórców (2002), „Małe Berło” nagrody Fundacji Kultury Polskiej decyzją laureata „Złotego Berła”, Tadeusza Różewicza (2006), Nagrodę Artystyczną Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki (2007), nagrodę Splendor Gedanensis (2007), nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie (2009), Nagrodę Literacką m.st. Warszawy (2014) oraz niemiecką Nagrodę Huberta Burdy dla poetów Europy Środkowej i Wschodniej (2008) oraz Horst-Bienek-Förderpreis, przyznawaną przez Bayerische Akademie der Schönen Künste (2014). Był stypendystą zagranicznych i krajowych instytucji: Fundacji im. S. Fleszarowej-Muskat (2000), Fundacji Rozwoju UGd. (2003), Baltic Centre for Writers and Translators (Visby, 2004, 2010), Fundacji Grazella im. A. Siemieńskiej (2004), Marszałka Województwa Pomorskiego (2005, 2008, 2013), Literarisches Colloquium Berlin (2006), Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP (2007, 2010), Internationales Haus der Autoren Graz (2008), Literatur Lana (Włochy, 2011), Vermont Studio Center (USA, 2011), Omi International Arts Center (USA, 2013) ), Yaddo (USA, 2015), Writer in Residence ufundowane przez Literaturhaus Zürich oraz Fundację PWG (2016). Uczestniczył w spotkaniach autorskich i festiwalach literackich w Stanach Zjednoczonych, Izraelu, Indiach, Niemczech, Austrii, Szwecji, Danii, Czechach, Słowenii, Rumunii, we Włoszech, na Ukrainie, Białorusi, Litwie, Łotwie oraz Cyprze. W 2014 został dyrektorem artystycznym gdańskiego festiwalu Europejski Poeta Wolności.

W 2008 zawarł związek małżeński z Agnieszką Schreier, anglistką. Mieszka w Gdyni.



TWÓRCZOŚĆ
1. Wypieki. [Wiersze]. [Posł.:] J. Baran. Gdańsk, Sopot: Wydawn. UGd. 1999, 55 s.
2. matka nadchodzi. [Wiersze i proza; arkusz poetycki]. Gdańsk: Stow. Lit. Scriptus 2000.
3. e-mail. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyj. Sopotu 2000, 48 s. Bibl. „Toposu”
4. Wiersze dla każdego i nie tylko. Gdańsk: GTPS [Gdańskie Tow. Przyj. Sztuki] 2000, 45 s. Bibl. Rękopisów; spotkanie 65.
5. mazurek. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa 2002, 78 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, 46.
6. nawroty. [Wiersze; arkusz poetycki]. Sopot 2002. Seria Plakatów Poetyckich „Toposu”.
7. Te Deum. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2005, 59 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 48. Wyd. nast.: tamże 2008; wyd. łącznie z przekł. hiszp.: Te deum. [Przeł.] M. Mejía. Sevilla: La Isla de Siltolá 2016, 124 s. Siltolá Poesia, 30.
Przekł. hiszp. zob. wyżej.
8. Czarny kwadrat. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2009, 47 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 62.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2010, nadto nagroda „Sztorm Roku” w plebiscycie czytelników dodatku „Gaz. Wybor.”, „Trójmiasto”.
Przekł.: czes.: Černý čtverec. [Przeł.] J. Červenka. [Brno] 2015, – ukr.: Čornij kwadrat. Vibranì vìršì. [Przeł.:] V. Lozins'kij, O. Kon’, O. Slivins'kij, M. Kìȃnovska. [Red.:] V. Lozins'kij. Černìvcì 2013.
9. Schwarzes Quadrat auf schwarzem Grund. Ausgewählte Gedichte. [Wybór wierszy]. Polnisch/Deutsch. [Przeł.:] A. Rudolph, M. Rinck, A. Gumz. [Posł.:] M. Krüger. Wiesbaden: Lux 2010, 137 s.
Tekst w jęz. niem. i pol.
10. Black square. [Wybór wierszy]. [Wstęp:] T. Różycki. [Posł. i przekł.] A. Lloyd-Jones. Brookline, MA: Zephyr Press 2011, 112 s. New Polish Writing.
Tekst w jęz. ang. i pol.
11. Pomiędzy. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2013, 51 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 75.
12. Bezbronna kreska. [Powieść]. Stronie Śląskie; Wr.: Biuro Lit. 2016, 126 s. Proza, 40.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Biuro Lit. 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
13. Środek wyrazu. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2016, 50 s. . Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 91.

Wybory wierszy w przekł.: estoń.: Te Deum. Luuletusi aastaist 1998-2015. [Przeł.] H. Lindepuu. Tartu 2015, – niem.: Die Bäume spielen Wald. Gedichte. [Przeł.] R. Schmidgall. München 2014 [tom został umieszczony na liście najlepszych tomów poetyckich roku, Lyrik-Empfehlungen 2015].

Przekłady wierszy T. Dąbrowskiego w antologiach zagranicznych: bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. s"st. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, – czes.: Antologie současné polské poezie [Oprac.:] G. Jankowicz, L. Zakopalová. Praha 2011, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea. [Przeł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. [Wstęp:] X. Farré. Zaragoza 2012, – ros.: Sdelano v Pol'še, vek – XX. Antologiâ. [Wybór i przekł.] A. Bazilevskij. Moskva 2009, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezje. [Oprac.:] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek . [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Oprac. i wstęp:] B. Rajčić. Beograd 2013.
Prace redakcyjne
1. Jesienne spotkania poetyckie 7x7. Antologia poezji studentów i absolwentów Uniwersytetu Gdańskiego. Red.: T. Dąbrowski, B. Kossakowski. Gdańsk : Akademickie Centrum Kultury UGd., SPP 2001, 68 s.
Tytuł okł.: Antologia 7x7.
2. Wieczór charytatywny. Impreza poetycko-muzyczna. Red.: T. Dąbrowski i A. Majewski. Gdańsk : MKT Plama 2001, [28] s.
3. Poza słowa. Antologia wierszy 1976-2006. Wstęp, wybór i red.: T. Dąbrowski. Posł.: M. Stala. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 621 s. Terytoria Poezji, 1.
Tytuł Książki Wiosny 2006 przyznany przez Jury Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. oraz Najpiękniejszej Książki Roku 2006 w konkursie Pol. Tow. Wydawców Książek.
4. Wiersze wysłane. Pomysł, red. i fot.: T. Dąbrowski. Sopot : Tow. Przyj. Sopotu 2008, teka (30 k. tabl. luzem).
Pocztówki poetyckie z okazji piętnastolecia dwumies. lit. „Topos”.
5. Z. Ginczanka: Wniebowstąpienie ziemi. Wybór i posł.: T. Dąbrowski. Wr.: Biuro Lit. 2013, 77 s. 44, Poezja Pol. od Nowa, 12.
6. Henryk Cześnik i poeci. Wybór wierszy i red.: T. Dąbrowski. Koncepcja publikacji: J. Limon. Polish translations by T. Dąbrowski and Sz. Żuchowski. Gdańsk: Gdański T. Szekspirowski; Fundacja Theatrum Gedanense, 2016, 62 s.
Przekł. ang.: Henryk Cześnik and his poets. Gdańsk 2016 [tekst częściowo niem.]
&amp;nbsp;



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Wywiady: Wypełnianie bolesnych luk... Rozm. M. Piotrowski. „Studium” 2002 nr 1; „Słowami wyprowadzić poza słowa”. Rozm. P. Macierzyński. „Ha!art” 2004 nr 18; Śmierć i „młody poeta”. Rozm. M. Piotrowski. „Migotania, Przejaśnienia” 2005 nr 2; Dobrym wierszem nie można skrzywdzić. Rozm. M. Baran. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 83 dod. „Trójmiasto”; Czytelnik – największą nagrodą dla pisarza. Rozm. M. Lebda. „Kraków” 2009 nr 10/11; Spotkanie w milczeniu. Rozm. A. Sinkowski. „Wyspa” 2009 nr 3; Stała Enzensbergera. Rozm. A. Kozłowska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 262 dod. „Wysokie Obcasy” nr 44; Wiersz powinien pytać o sens. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 233 dod. „Nagroda Kościelskich”; Dobry wiersz to pęknięta skorupka. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 164; Wierzę w potencjał ciała. Rozm. A. Kozłowska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 12; Nieustanny ostry dyżur. Rozm. M. Szarejko. „Bluszcz” 2011 nr 7; Sztuka jest zamachem na myślenie. Rozm. A. Ready. „Archipelag” 2011 nr 4; Poeta w czasach dyktatury kliknięć. Rozm. A. Kozłowska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 219 dod. „Duży Format” nr 38; Ginczanka pozostanie dyskretna. Rozm. A. Araszkiewicz. „Czas Kult.” 2014 nr 1; Módl się albo przeczytaj wiersz. Poeta, niegroźny świr. Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 61; Miłość w czasach facebooka. Rozm. A. Kozłowska. „Gaz. Wybor.” 2016 nr z 19 VI dod. „Trójmiasto” [dot.: Bezbronna kreska].

&amp;nbsp;
Ogólne

 	J. MODERSKI: „wiara, nadzieja, miłość i … (po)nowoczesność”. „Ha!art” 2003 nr 1.
 	I. GRZESZCZAK: „Romantyczność” Tadeusza. Dąbrowskiego manifestem najmłodszego pokolenia. „Pro Arte” 2004 nr 19.
 	J. KLEJNOCKI: Franciszkanizm kontra tragizm. „Lampa” 2005 nr 12.
 	M. WIĄCEK: W poszukiwaniu signifié – o twórczości Tadeusza Dąbrowskiego. „Autograf” 2005 nr 4.
 	M. BARAN: Poezja to nie jest gra. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 274 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. RABIZO-BIREK: Wyobraźnia religijna w najnowszej poezji polskiej. „Tygiel Kult.” 2006 nr 1/3.
 	M. RABIZO-BIREK: Romantyzm postmodernistyczny? Poezja Tadeusza Dąbrowskiego. „Kresy” 2007 nr 4, przedr. w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	L. SZARUGA: Uravneniâ prekrasnoj poezii. „Novaâ Pol’ša” 2009 nr 10.
 	P. MICHAŁOWSKI: Trzy piętra tożsamości. „Polonistyka” 2009 nr 11.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Asystent Boga? „Tyg. Powsz.” 2009 nr 40.
 	T. SOBIERAJ, J. SIWMIR: Tadeusz Dąbrowski, czyli filozofia dla ubogich. „Gaz. Kult.” 2010 nr 7.
 	J. SIWMIR, T. SOBIERAJ: Tadeusz Dąbrowski i manowce filozofii. „Myśl Pol.” 2010 nr 45/46.
 	Ks. W. FELSKI: Tropy sacrum w dziele poetyckim Tadeusza Dąbrowskiego. W: Sacrum na nowo poszukiwane. Lubl. 2015.
 	D. SZCZUKOWSKI: Przepisywanie Różewicza. Przypadek Tadeusza Dąbrowskiego; D. KRASZEWSKI: Wiersz-szyba. Propozycja czytania liryki Tadeusza Dąbrowskiego. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	T. TOMASIK: „Milcz/ jak grób, jak Bóg, jak bruk". Tadeusz Dąbrowski, czyli poeta w wieku sekularyzacji. „Topos” 2016 nr 1.
 	D. KRASZEWSKI: „Tylko mówisz – milczysz”. Wiersz-światlocień. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 25.

&amp;nbsp;
Wypieki

 	K. MALISZEWSKI: Copywriterzy i dwudziestolatkowie. „Kur. Czytelniczy” 1999 nr 60.
 	A. NAGÓRSKA: Chleb niepowszedni. „Akant” 1999 nr 11.
 	Cz. SOBKOWIAK: „Sam wyszedłem, aby wszystko sprawdzić”. „Autograf” 1999 nr 6.
 	D. SOŚNICKI. „Pro Arte” 1999 nr 12.
 	J. SZAKET: Rumieńce Batmana. „FA-art” 1999 nr 3.
 	A. KRAWCZYK: Płonące rumieńcem. „Topos” 2000 nr 2.
 	G. TOMICKI: Otwarte okno, zimny parapet, wszystko śpi. „Studium” 2000 nr 2/3.
 	D. KUCZYŃSKA-PARTYKA: Obezwładniające pragnienie ciągłości. O wierszu „Łąka” Tadeusza Dąbrowskiego. W: Sztuka interpretacji. Poezja polska XX i XXI wieku. Gdańsk 2014.

&amp;nbsp;
e-mail

 	M. CYRANOWICZ: Zwyczajne e-maile. „Studium” 2000 nr 5/6.
 	J. JAKUBOWSKI: Kameralny internauta. „Topos” 2000 nr 5/6.
 	A. PLUSZKA: Ludzie listy piszą, czyli bałagan w papierach. „FA-art” 2000 nr 1/2.
 	E. BIELA: Pilotem włączana poezja. „Akant” 2001 nr 3.

&amp;nbsp;
mazurek

 	K. MALISZEWSKI: Z „niczym” do „wszystkiego”. „Topos” 2002 nr 6, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. PAWLAK: „By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”. „Autograf” 2002 nr 4.
 	P. PILARSKI: Dąbrowski na sprzedaż. „Pracownia” 2002 nr 2/3.
 	I. STOKFISZEWSKI: Pół roku w amoku. „Ha!art” 2002 nr 9/10.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Mazurek Dąbrowskiego. [5.3]. „FA-art” 2002 nr 3.
 	D. KIEŁCZEWSKI: Mazurek Dąbrowskiego. „Kartki” 2003 nr 30.
 	S. KUŹNICKI: Jeszcze Polska nie zginęła... „Akant” 2003 nr 7, toż: „Tygiel Kult.” 2003 nr 7/9, „Odra” 2003 nr 11.
 	J. MADEJSKI: Tekstylny. „Pogranicza” 2003 nr 2.
 	A. NOWACZEWSKI: Kręgosłup Tadeusza Dąbrowskiego. „Fronda” 2003 nr 29.
 	K. HOFFMAN: O „mazurku” Tadeusza Dąbrowskiego. „Pro Arte” 2004 nr 19.

&amp;nbsp;
Te Deum

 	P. GOŁOBURDA: Odczucia, których nie miał Świetlicki. „Lampa” 2005 nr 10.
 	R. KOBIERSKI: Nieobecność. Glosa na marginesie „Te Deum” Tadeusza Dąbrowskiego. „Topos” 2005 nr 5/6.
 	Z. KRÓL: Na końcu języka. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 50 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	P.W. LORKOWSKI: Te Deum de profundis. „Studium” 2005 nr 6/2006 nr 1.
 	J. MADEJSKI: „Dojrzewanie do siebie”. „Pogranicza” 2005 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI: Modlitwy i erotyki. „Ozon” 2005 nr 25.
 	A. NOWACZEWSKI: Tadeusz vs Dąbrowski. „Fraza” 2005 nr 4.
 	T. NYCZEK: Czytane na trawie... albo co wygrywa stara płyta słońca. „Przekrój” 2005 nr 42.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki. (XXIX). „Zesz. Lit.” 2005 nr 4.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI, P. SOBOLCZYK: Nocne krytyków czaty. „Tygiel Kult.” 2006 nr 1/3.
 	W. KUDYBA: Lekkość, uwieranie. „Twórczość” 2006 nr 11.
 	K. MALISZEWSKI: Bóg, kobieta i reszta. „Odra” 2006 nr 4, przedr. pt. Chłopczyk od Koheleta w tegoż: Po debiucie. Wr. 2008.
 	M. PIOTROWSKI: Grzeczni chłopcy idą do nieba, niegrzeczni – do klubu go-go... „Migotania, przejaśnienia” 2006 nr 1.
 	R. RŻANY: Życie z wiersza. „Twórczość” 2006 nr 2.
 	A. SZYMAŃSKA: Czarny kwadrat na czarnym tle. „Prz. Powsz.” 2006 nr 10.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Przeciw próżności. „Nowe Książ.” 2006 nr 2, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Poeta w niedojrzałość zapędzony. „Res Publica Nowa” 2006 nr 1.
 	M.WIĘCEK: Odyseja metafizyczna Tadeusza Dąbrowskiego. „Autograf” 2006 nr 2.
 	M. ORLIŃSKI: Białe noce. W tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.

&amp;nbsp;
Czarny kwadrat

 	J. BOROWIEC: Gdzieś między. „Dwutygodnik” 2009 nr 5.
 	J. DRZEWUCKI: Mówić milcząc. „Twórczość” 2009 nr 12.
 	K. FIOŁEK: Ukryty pod kopią Malewicza. „Lampa” 2009 nr 11.
 	A. JARZYNA: Z bezsilności, z nadmiaru (słów), z braku (ciał). „Topos” 2009 nr 6.
 	P.W. LORKOWSKI: Przejścia, prześwity. „Fraza” 2009 nr 3/4.
 	P. MICHAŁOWSKI: Czarno na białym o czarnym na czarnym. „Pogranicza” 2009 nr 3.
 	Ł. SAWICKI: Kiedy jest poezja? „Strony” 2009 nr 3.
 	P. SOBOLCZYK: Trzydziestolatek w czarnej kropce. „Kresy” 2009 nr 3.
 	L. SZARUGA: Równania piękniejsze niż poezja. „Forum Akad.” 2009 nr 10.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XLV). „Zesz. Lit.” 2009 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Przerwa między lekcjami. „Prz. Powsz.” 2009 nr 10.
 	M. ANTONIUK: Kłopoty z prześwitem. „Dekada Lit.” 2010 nr 1/2.
 	J. JAKUBOWSKI: Czarny kwadrat, czyli kapitulacja? „Odra” 2010 nr 2.

&amp;nbsp;
Schwarzes Quadrat auf schwarzem Grund

 	A. KAMINSKI: Reparatur am Bilderrahmen. „Berliner Zeitung” 2010 nr z 26 VIII.
 	V. SIELAFF: Unsere Zeit. „Der Tagesspiegel”, Berlin 2010 nr z 16 VI.
 	D. von TÖRNE: Schwarzes Quadrat auf schwarzem Grund. „Die Welt”, Berlin 2010 nr z 12 VI.
 	B. TRÖGER: Sterben müsste man, um es perfekt zu machen. „Der Freitag“, Berlin 2011 nr 13.

&amp;nbsp;
Black square

 	P. GWIAZDA: Back to the beginning. „The Times Literary Supplement”, Londyn 2012 nr 5701.

&amp;nbsp;
Pomiędzy

 	K. FRANCUZIK „dwutygodnik.com” [on-line] 2013 nr 114 [dostęp: 27 sierpnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4588-tadeusz-dabrowski-pomiedzy.html – P. PRÓCHNIAK: Szron wyobraźni. „Twórczość” 2013 nr 10.
 	P. PRÓCHNIAK: Śmiertelnie serio, na wskroś ironicznie. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 199.
 	Ł. RUDZIŃSKI: Poetyckie wędrówki Tadeusza Dąbrowskiego [on-line] „trójmiasto.pl” 2013 [dostęp: 27 sierpnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://kultura.trojmiasto.pl/Poetyckie-wedrowki-Tadeusza-Dabrowskiego-n69585.html.
 	R. RŻANY: Dystans. „Nowe Książ.” 2013 nr 9.
 	D. SZYMANOWSKI: Zawsze pomiędzy. „Wyspa” 2013 nr 3.
 	J. ZALESIŃSKI: Poeta patrzy na ponowoczesność. „Polska. Dz. Bałt.” 2013 nr 171.
 	M. Urbanowski: Laudacja. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2.

&amp;nbsp;
Bezbronna kreska

 	M. KUBE: Tadeusz Dąbrowski: Romansowe gry poety. „Rzeczpospolita” 2016 nr z 26 IX.
 	Z. PIETRASIK: Dwie kolacje w Nowym Jorku. „Polityka” 2016 nr 4.
 	M. BOCZKOWSKA: Konstrukcja ze spermy i kresek. „Twórczość” 2017 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Poeta na froncie prozy miłosnej. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Środek wyrazu

 	D. KRASZEWSKI: Mam to na końcu języka. „Fraza” 2016 nr 4.
 	J. BECZEK: Środki do wyrazu. „Nowe Książ.” 2017 nr 2.
 	L. SZARUGA. „Kwart. Artyst.” 2017 nr 2.
 	TENŻE: Świat poetycki. [Cz.] 68. „Zesz. Lit.” 2017 nr 1.

&amp;nbsp;
Poza słowa

 	Sz. BABUCHOWSKI: Księga poezji najnowszej. „Gość Niedzielny” 2006 nr 25.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Tożsamość poezji. „Odra” 2006 nr 10.
 	K. PILITOWSKA: Współczesny podręcznik poezji. „Pogranicza” 2006 nr 10.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Walka o treść. „Res Publica Nowa” 2006 nr 4.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Aneks z antologią w tle. „Opcje” 2006 nr 4.
 	K.E. ZDANOWICZ: Bitwa o poezję? „Nowe Książ.” 2006 nr 10.
 	K. BARTCZAK: W samym sercu kontekstów. „Twórczość” 2007 nr 2.
 	M. CAŁBECKI: Antologia jako metafora; A. NOWACZEWSKI: Kazimierz Wyka rozdaje karty. „Topos” 2007 nr 1/2.
 	A. KULA: Tramwaj pełen poetów. „Studium” 2007 nr 2.
 	E. WINIECKA: Tramwaj zwany antologią. „Czas Kult.” 2007 nr ½.

&amp;nbsp;
Z. Ginczanka: Wniebowstąpienie ziemi

 	Zob. Wywiady.

</document>
<document nplp_id="2785" title="Andrzej DĄBRÓWKA" slug="andrzej-dabrowka">ur. 1949

Pseud.: Andrzej Braga.

Historyk literatury, leksykograf, tłumacz, poeta.
Z0b. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 września 1949 we wsi Gruszczyn (Mazowieckie); syn rolników Aleksandra Dąbrówki i Stanisławy z domu Nyrek. Uczęszczał początkowo do Liceum Ogólnokształcącego im. P. Wysockiego w Warce, a po przeniesieniu się rodziny w 1966 do Podkowy Leśnej — do Liceum Ogólnokształcącego im. T. Zana w Pruszkowie. Tam w 1967 zdał maturę, po czym studiował przez rok astronomię, a od 1971 germanistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W tym okresie zaczął publikować w czasopismach młodzieżowych, studenckich i regionalnych utwory poetyckie (pierwszy cykl wierszy w miesięczniku „Radar” 1970 nr 1), humoreski i drobne przekłady prozy z rosyjskiego (poczynając od Słonia A. Kurlandzkiego i A. Chajta w tygodniku „Itd” 1970 nr 2) oraz wierszy z niemieckiego. Za właś­ciwy debiut poetycki uważa cykl wierszy ogłoszonych w 1976 w „Twórczości” (nr 3). W tymże roku uzyskał magisterium i rozpoczął pracę jako asystent w Instytucie Germanistyki UW. W pracy naukowej początkowo zajmował się problematyką językoznawczą oraz literaturą niderlandzką. Zaczął także przekładać poezję i prozę z języka niderlandzkiego i afrikaans (w 1979–82 pod pseud.: Andrzej Braga); pierwsze tłumaczenia ogłosił w 1976 w „Literaturze na Świecie” (nr 3). Doktoryzował się na UW w 1987 na podstawie rozprawy poświęconej czternastowiecznym dramatom flamandzkim Untersuchungen über die mittelniederländischen Abele Spelen. (Herkunft — Stil — Motive) (promotor prof. Jan A. Czochralski). W następnych latach poszerzył swoje zainteresowania o leksykografię języka polskiego oraz historiografię literatury. Był autorem haseł osobowych i rzeczowych do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN. W 2001 podjął pracę w Pracowni Literatury Średniowiecznej Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN. W tymże roku habilitował się, przedstawiając książkę Teatr i sacrum w średniowieczu. Religia, cywilizacja, estetyka i w 2002 otrzymał stanowisko docenta w IBL PAN. Wszedł w skład Rady Naukowej IBL PAN. Prowadził nadal badania nad teorią i historią literatury dawnej, w szczególności dramatem i teatrem średniowiecznym, następnie zaś polską poezją i dramatem XVI–XVII w. Odbywał liczne staże zagraniczne oraz wykładał w Austrii, Belgii, na Litwie, we Francji, Holandii, Niemczech, RPA, Stanach Zjednoczonych, na Węgrzech i we Włoszech. Został członkiem towarzystw naukowych zajmujących się wiekami średnimi: Medieval Academy of America (w 2000), Société Internationale pour l’Étude du Théâtre Médiéval (SITM; w 2006), Société Internationale pour l’Étude de la Philosophie Médiévale (SIEPM; w 2007). Za osiągnięcia naukowe odebrał w 2002 Nagrodę Premiera RP, a w 2006 Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od 2005 prowadził wykłady na studiach podyplomowych i doktoranckich w IBL PAN. W 2007 objął kierownictwo Pracowni Literatury Średniowiecza IBL PAN; kontynuował organizowanie cyklu konferencji „Spotkania Mediewistyczne”, zainicjowanego przez prof. Teresę Michałowską. Wszedł w skład komitetów redakcyjnych serii IBL PAN Studia Staropolskie. Series Nova i Bibliotheca Litterarum Medii Aevi. W 2009–12 prowadził blog na portalu Salon24, a od 2012 na portalu Wordpress (https://adabrowka.wordpress.com), w którym zamieszczał niektóre swoje teksty naukowe, gawędy literackie oraz fotoreportaże i fotowiersze. W 2010 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego, w 2013 tytuł naukowy profesora, a w 2014 stanowisko profesora zwyczajnego w IBL PAN. W 2012 został przewodniczącym Zespołu Opracowującego Dzieła wszystkie Jana Kochanowskiego i uzyskał w 2013 grant Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki na ukończenie rozpoczętej w 1982 edycji.

W 1971 zawarł związek małżeński z Jadwigą Piwońską; ma dwóch synów: Łukasza i Jerzego. Mieszka w Podkowie Leśnej.
TWÓRCZOŚĆ
1. Untersuchungen über die mittelniederländischen Abele Spelen. (Herkunft — Stil — Motive). Wwa: UW. Wydz. Neofilologii 1987, VIII, 460 s.
Rozprawa doktorska dot. dramatu flamandzkiego.
2. Słownik synonimów. [Współaut.:] E. Geller, R. Turczyn. Wwa: „MCR” 1993 XXIII, 489 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1995; wyd. 2 popraw. Wwa: „MCR” 1995, dodruk 1996; Wwa: Świat Książki 1997, tamże ze wstępem J. Miodka 1998; Wwa: Horyzont 2001; Wwa: Świat Książki 2004; Wwa: Bertelsmann Media 2005.
Nagroda „Lit. na Świecie” w dziedzinie komparatystyki i translatologii (także za Słownik antonimów zob. poz. 4) w 1995.
3. Amsterdam. [Przewodnik]. Wwa: Wiedza Powsz, 1994, 154 s. Globtroter.
4. Słownik antonimów. 64000 znaczeń przeciwstawnych i uzupełniających języka polskiego. [Współaut.:] E. Geller. Wwa: „MCR” 1995, 878 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1996; Wwa: Bertels­mann Media Horyzont 2001; Wwa: Świat Książki 2004, 2005.
Nagroda „Lit. na Świecie” w dziedzinie komparatystyki i translatologii (także za Słownik synonimów zob. poz. 2) w 1995.
5. Słownik pisarzy niderlandzkiego obszaru kulturowego: flamandzkich i holenderskich, nowołacińskich, surinamskich, afrykanerskich i fryzyjskich. Wwa: WP 1999, 603 s.
6. Teatr i sacrum w średniowieczu: religia, cywilizacja, estetyka. Wr.: Funna 2001, 669 s. Fundacja na Rzecz Nauki Pol. Monografie Fundacji na Rzecz Nauki Pol. Ser. Hum. Wyd. 2 Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2013, 705 s. Res Humanae.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2013, pliki w formacie PDF.
Rozprawa habilitacyjna.
7. Coś o niczym. [Wiersze]. Olsztyn: Unternet 2004, 46 s. Czytaj Burz Buduj, 4.
Wersja elektroniczna w formacie PDF dostępna w Internecie: http://andrzej.dabrowka.com/Cos-o-niczym.pdf.
Tomik zawiera wiersze z lat 1999–2002 oraz jeden utwór z 1989.
8. Średniowiecze. Korzenie. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 2005, 434 s. IBL PAN. Mała Hist. Lit. Pol.
9. Słownik stylistyczny języka polskiego. Ponad 100 000 wyrażeń (idiomów, kolokacji i użyć). [Współaut.:] E. Geller. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2007, XXXIII, 894 s.
10. Deszcz. [Wiersze]. Wybór tekstów: Z. Broniek. Podkowa Leśna: [Nakł. Autora] 2008, [16] s.
Część nakł. wydrukowano jako dod. do „Podkowiańskiego Mag. Kult.”.
11. I karkołomnie. [Wiersze]. Podkowa Leśna: Wydawn. Aula 2009, 50 s.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Kłopoty dramaturgii niderlandzkiej. „Dialog” 1977 nr 12. — Vorster i jego więzień. „Twórczość” 1978 nr 8 s. 98–105. — Paul van Ostaijens theorie van de zuivere lyriek semiotisch geinterpreteerd. „Acta Univ. Wratisl. Neerlandica Wratisl.” 1983 nr 1 s. 83–97. — Toeval en principe in de praktijk van de vertalering. „Ons Erfdeel”, Rekkem (Belgia), Raamsdonkveer (Holandia) 1984 nr 3 s. 375–384. — Distributionsanalyse und Parameterstatistik als Instrumente der Philologie. „Leuvense Bijdragen” 1988 nr 3 s. 285–299. — Die Textüberlieferung der Abele Spelen und der Sotternien. „Acta Univ. Wratisl. Neer­landica Wratisl.” 1989 nr 4 s. 7–46 [dot. wyd. tekstów z tzw. Kodeksu van Hulthema]. — Epoche, Gattung, individueller Wert. Zur empirischen Stilgeschichte des mittelnie­derländischen Dramas. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1990 t. 23 z. 2 s. 27–53. — Die Eigennamen in den Abele Spelen und den Sotternien. „Acta Univ. Wratisl. Neerlandica Wratisl.” 1991 nr 5 s. 19–46. — Frühestes weltliches Theaterrepertoire in den Niederlanden. „Acta Philologica” 1992 t. 20 s. 65–98. — Quando sagittari sagittaverunt papegay. Der Medienstreit im mittel­niederländi­schen Theaterbe­trieb. „Acta Univ. Wratisl. Neerlandica Wratisl.” 1994 nr 7 s. 77–96. — Nowe i stare w literaturze niderlandzkiej ostatnich lat. „Lit. na Świecie” 1995 nr 8/9 s. 283–297. — Ontologisch interpretatiekader voor het middeleeuwse drama. „Tydskrif vir Nederlands en Afrikaans”, Potchefstroom (RPA) 1995 nr 2 s. 7–18. — Symbool en teken in de middeleeuwse media (vroomheidsvormen en de culturele betekenis van de broederschappen). „De Nieuwe Taalgids”, Groningen 1995 vol. 88 s. 290–306. — „De Neidhartspiele” en het abel spel „Van de Winter ende van de Somer” op een solre te Arnhem rond 1400 opgevoerd? W: Studien zur deutschen und niederländischen Sprache und Kultur. Festschrift für Jan Czochralski. Wwa 1996 s. 223–226. — Wszystko ma głos. Dwa programy estetyczne w poezji niderlandzkiej XX wieku. „Kresy” 1996 nr 4 s. 138–145. — The trial scenes in medieval drama. W: European medieval drama. Papers from the Third International Conference on „Aspects of European Medieval Drama”, Camerino, 3–5 July 1998 = Dramma medioevale Europeo 1998. Atti della III Conferenza Internazionale su „Aspetti del Dramma Medioevale Europeo”, Camerino, 3–5 luglio 1998. Camerino 1999 s. 77–98. — Polish saint plays of the sixteenth and seventeenth centuries. „The Early Drama, Art, and Music Review”, Kalamazoo, MI 2000 vol. 23 nr 1 s. 18–49, przedr.: w wersji skróconej pt. The Polish saint plays of the 16th and 17th centuries: Are they medieval? W: XXIV Convegno Internazionale. Martiri e Santi in Scena, Centro Studi sul Teatro Medievale e Rinascimentale — Anagni 7–10 Settembre, 2000. Roma 2001 s. 297–321, w wersji poszerz. w: The dramatic tradition of the middle ages. New York 2005 s. 216–244. — Anything but a game: Corpus Christi in Poland. „Quaestiones Medii Aevi Novae”, Kr. 2002 nr 7 s. 245–270. — Dawne procesy zwierząt jako dramaty rytualne. „Teksty Drugie” 2002 nr 5 s. 23–35. — Nowe badania literackie w mediewistyce anglistycznej i germanistycznej; Trwanie „onego” czasu. Anamneza w średniowiecznych przedstawieniach dramatycznych. W: Mediewistyka literacka w Polsce. Wwa 2003 s. 63–75; 158–180. — Deklamacja w średniowiecznej teorii retorycznej i praktyce szkolnej. W: Problematyka tekstu głosowo interpretowanego. Tor. 2004 s. 245–261. — Matka pieśni polskich. „Pam. Lit.” 2005 z. 2 s. 51–63 [dot.: Bogurodzica]. — Abele spelen. W: Słownik rodzajów i gatunków literackich. Kr. 2006 s. 2–5. — „Prawda przemawia bez szelestu słów”. Wkład średniowiecza do dzieła budowy ludzkiej podmiotowości. W: Vir vere humanus, czyli o przymiotach człowiekowi prawdziwie naturę swą pielęgnującemu i dobru całej społeczności ludzkiej służącemu przysługujących. Wwa 2007 s. 19–35. — Teoretyczne kryterium średniowieczności utworów literackich. W: Literatura staropolska w dydaktyce uniwersyteckiej. Łódź 2007 s. 89–102. — The theatre of death in early Polish drama. „European Medieval Drama”, Turnhout 2007 nr 11 s. 161–186. — Kategoria teatralności w mediewistyce. „Litteraria Copernicana” 2008 nr 2 s. 55–59. — Refleksja nad sposobami pisania polskich historii literatury. W: Mediewistyka polska w XX wieku. Wr. 2008 s. 13–30. — The Middle Ages after the Middle Ages. Medievalism in the study of European drama and theatre history. W: Színházvilág — Világszínház. Budapest 2008 s. 23–37. — Treści religijne w podręcznikach i lekturach szkolnych. W: Animarum cultura. Studia nad kulturą religijną na ziemiach polskich w średniowieczu. Wwa 2008 s. 459–498, wersja skrócona w przekł. ang. pt. Religious content in medieval school handbooks and readers. [Przeł.] R. Bubczyk. „Acta Poloniae Historica” 2010 t. 101 s. 241–270. — Czynnik czasu w topice zachowań znaczących kulturowo. W: Persona — Gestus Habitusque — Insignium. Zachowania i atrybuty jako wyznaczniki tożsamości społecznej jednostki w średniowieczu. Lubl. 2009 s. 149–166. — Genre questions around early drama. W: Dráma — Múlt — Színház — Jelen. Tanulmányok a dráma- és színháztörténet köréből, Erdélyi Múzeum-Egyesület, Kolozsvár. Nagyvárad, Oradea (Rumunia) 2009 s. 15–24. — Konstruktywizm w badaniach literatury dawnej. „Nauka” 2009 nr 3 s. 133–154. — Procedury adaptacyjne w piśmiennictwie średniowiecznej Polski. W: Średniowieczna wizja świata. Jedność czy różnorodność (idee i teksty). Łódź 2009 s. 61–85. — Staging a mirror, establishing harmony. Theatrical constitution, display and control of value systems. W: Images of the city. Newcastle upon Tyne 2009 s. 2–16. — Singing in the battle. About the Bogurodzica. „Senoji Lietuvos Literatūra”, Wilno 2011 nr 31 s. 47–64. — Moraltheologische Grundsetzung des Friedens in dem Consilium Trinitatis über den Streit der Töchter Gottes. W: Konfliktbewältigung und Friedensstiftung im Mittelalter. Tor. 2012 s. 37–52. — Autorstwo a piśmienność. W: Kultura pisma w średniowieczu: znane problemy, nowe metody. Lubl. 2013 s. 37–50. — Wewnętrzne formy pobożności w kaznodziejstwie. W: Kaznodziejstwo średniowieczne — Polska na tle Europy. Teksty, atrybucje, audytorium. Wwa 2013 s. 237–248. — Czas, który widać na scenie. W: Retoryka Towarzystwa Jezusowego i jej konteksty. Wwa 2014 s. 77–98. — Obserwatorium humanistyki cyfrowej. „Nowe Media” 2014 nr 1 s. 194–203. — Rozmowa Polikarpa. W: Widzenie Polikarpa. Średniowieczne rozmowy człowieka ze śmiercią. Wwa 2014 s. 168–184. — Poeta i polityka. W: Wiązanie sobótkowe. Studia o Janie Kochanowskim. Wwa 2015 s. 203–217. — Trop wielkanocny. W: Staropolskie zwierciadło. Dawne widowiska polskie z perspektywy współczesnej. Książka poświęcona pamięci Profesora Juliana Lewańskiego. Wwa 2015 s. 79–93. – Nominalizm, realizm, emergencja. „Litteraria Copernicna” 2016 nr 3 s. 41-55.
Przekłady
1. D. Frankel Frank: Lustro. „Dialog” 1977 nr 12 s. 93–104. Wyst.: tv: pt. Lustro 1 — lustro 2. Reż.: J. Kulczyński. TVP 1979; teatr.: Reż.: Z. Zapasiewicz. Pozn., Scena na Piętrze 1985, toż TVP 1987.
2. H. Lutge­rink: Babyfon. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1977 nr 12 s. 37–92.
3. P. Snoek: Biały rewolwer. [Wiersze]. Wyboru dokonał, słowem wstępnym poprzedził i przeł. z niderlandzkiego A. Dąbrówka. Wwa: PIW 1978, 42 s.
4. B. Brecht: Szwejk na drugiej wojnie światowej. Przeł. [A. Dąbrówka] A. Braga. W: B. Brecht: Dramaty. T. 2. Wwa 1979 s. 167–242.
5. B. Breytenbach: Cały czas. [Wiersze]. Wybór, tłum. z afrikaans i posł.: [A. Dąbrówka] A. Braga. Kr.: WL 1980, 121 s. Humanum est.
6. Nescio: Pierwsze wzruszenie. Opowiadania. Wybrał i przeł. [A. Dąbrówka] A. Braga. Wwa: PIW 1980, 233 s.
7. F. Timmermans: Pallieter. [Powieść]. Przeł. z niderlandzkiego i poprzedził wstępem [A. Dąbrówka] A. Braga. Wwa: Czyt. 1980, 203 s.
8. L. Treves: List Don Juana. Tłum. A. Dąbrówka. Adapt.: H. Chłystowski. Reż.: M. Wachowiak. Radio 1980.
9. J. van de Wetering: Siła wyższa. [Powieść]. Tłum. z niderlandzkiego [A. Dąbrówka] A. Braga. Wwa: Czyt. 1982, 250 s. Ser. z Jamnikiem.
10. Lucebert: Szkoła amsterdamska. [Wiersze]. Wybór i posł.: A. Dąbrówka. Przekł.: A. Dąbrówka, K. Karasek, J. Koch. Kr.; Wr.: WL 1986, 128 s. Humanum Est.
11. P. Van Ostaijen: Poezje wybrane. Wybrał, przeł. z niderlandzkiego i posł. opatrzył A. Dąbrówka. Wwa: LSW [1987], 137 s. Bibl. Poetów.
12. J. Wolkers: Rachatłukum. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył A. Dąbrówka. Wwa: Iskry 1990, 132 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Bosak. Łódź: Wydawn. Mała Litera 2013, 1 płyta CD w formacie mp3.
13. R. Kopland: Wybór poezji. Wybór, wstęp i przekł.: A. Dąbrówka. Wr.: Leopoldinum 1992, 160 s.
14. D. Frenkel Frank: Łóżka. Tłum. A. Dąbrówka. Wyst.: Reż.: P. Trzaska. TVP 1993.
15. W.F. Hermans: Ciemnia Damoklesa. [Powieść]. Wwa: Alfa 1994, 407 s. Ser. z Tukanem.
16. Baśnie niderlandzkie: flamandzkie, holenderskie i fryzyjskie. Wybrał, przeł. i opatrzył komentarzem A. Dąbrówka. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2007, 635 s. IBL PAN. Wyd. 2 tamże 2013.
Prace redakcyjne
1. Onus Athlanteum. Studia nad Kroniką biskupa Wincentego. Pod red. A. Dąbrówki i W. Wojtowicza. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria”; Szczec.: USzcz. 2009, 543 s. Studia Staropol. Series Nova, 25.
Materiały ze spotkania mediewistycznego poświęconego Wincentemu Kadłubkowi, 4–6 VI 2008, Wwa.
2. Pogranicza teatralności. Poezja, poetyka, praktyka. Pod red. [i ze wstępem oraz epilogiem] A. Dąbrówki. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2011, 177 s. Studia Staropol. Series Nova, 31.
3. Oblicza mediewalizmu. Pod red. [i ze wstępem] A. Dąbrówki i M. Michalskiego. Pozn.: Wydawn. Pozn. TPN 2013, 245 s. Pr. Komis. Hist. Pozn. TPN. Wydz. Hist. i Nauk Społ.
Materiały z konferencji 19–21 IX 2011, Pozn.
4. Kaznodziejstwo średniowieczne — Polska na tle Europy. Teksty, atrybucje, audytorium. Red.: K. Bracha, współpraca: A. Dąbrówka. Wwa: Wydawn. DiG, 2014, 266 s. IH PAN. Pol. Tow. Heraldyczne. Colloquia Mediaevalia Praedicatoria, 1.
5. Widzenie Polikarpa. Pod red. A. Dąbrówki i P. Stępnia. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2014, 359 s. Studia Staropol. Series Nova, 37.
6. Komentarz Jana z Dąbrówki do Kroniki biskupa Wincentego. Pod red. A. Dąbrówki i M. Olszewskiego. Wwa: Wydawn, IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2015, 350 s. Studia Staropolskie. Series Nova, 42 .
7. Teksty kultury uczestnictwa. Pod redakcją A. Dąbrówki, M. Maryla, A. Wójtowicz. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN 2016, 453 s. Pr. Centrum Humanistyki Cyfrowej.
78. Nobis operique favete. Studia nad Gallem Anonimem. Pod red. A. Dąbrówki, E. Skibińskiego i W. Wojtowicza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2017, 515 s.
Materiały z 27. Spotkań Mediewistycznych, 4-6 VI 2014, Wwa.

Zob. też Przekłady poz. 3, 5–7, 10–13, 16.
&amp;nbsp;
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Strona internetowa: https://adabrowka.wordpress.com.

&amp;nbsp;
Słownik pisarzy niderlandzkiego obszaru kulturowego

 	S. KIEDROŃ. „Acta Univ. Wratisl.Neerlandica Wratisl.” 2001 nr 13.

&amp;nbsp;
Teatr i sacrum w średniowieczu: religia, cywilizacja, estetyka

 	J.W. BEST. „Sarmatian Review”, Houston TX 2002 nr 2.
 	Z. GŁOMBIOWSKA: Pora uderzyć w dzwon. „Studia Classica et Neolatina” 2002 t. 5, polem.: A. Dąbrówka: Odpowiedź na artykuł Zofii Głombiowskiej. „Pam. Lit.” 2003 z. 3.
 	M. HANCZAKOWSKI. „Terminus” 2002 z. 1.
 	R. SULEWSKI. „Speculum” 2005 nr 2.

&amp;nbsp;
Średniowiecze. Korzenie

 	J.Z. LICHAŃSKI: To nie tak prosto. „Nowe Książ.” 2006 nr 3.
 	T. BANAŚ-KORNIAK. „Terminus” 2010 z. 1.
</document>
<document nplp_id="2787" title="Irena DOLEŻAL-NOWICKA" slug="irena-dolezal-nowicka">1923-2017

Tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 26 czerwca 1923 w Paryżu; córka Franciszka Doleżala, ekonomisty i dyplomaty, oraz Marii z Grąbczewskich. W 1925 wróciła z rodziną do Warszawy, gdzie później uczęszczała do Gimnazjum im. M. Konopnickiej. W czasie okupacji niemieckiej kontynuowała naukę na tajnych kompletach i w 1940 zdała maturę. W 1943–44 uczęszczała na tajne Studium Dziennikarskie. Pracowała w tym okresie w sklepie płytowym i uczyła się języków. Uczestniczyła w działalności konspiracyjnej, będąc łączniczką AK; brała udział w powstaniu warszawskim jako sekcyjna IV Zgrupowania „Zaremba”; została później odznaczona Krzyżem Armii Krajowej, przyznawanym przez władze emigracyjne w Londynie. W czasie powstania poślubiła Tadeusza Nowickiego (po zakończeniu wojny lektora i autora audycji Polskiego Radia). W 1945–50 studiowała filologię angielską na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutowała w 1947 przekładem powieści Marthy Ostenso O rzeko, pamiętaj! W następnych latach publikowała liczne przekłady z literatury anglosaskiej. Równocześnie po ukończeniu studiów pracowała jako redaktorka kolejno w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” (od 1951), w Wydawnictwach Geologicznych (od 1953) i w Instytucie Wydawniczym „PAX” (od 1956). W 1957–58 pogłębiała znajomość języka w Ang­lii, gdzie przebywała na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej. Od 1971 należała do ZLP. W 1990 została za pracę przekładową wyróżniona Nagrodą im. W. Pietrzaka. Od 1993 należała do Polskiego PEN Clubu. W 1995 była przez rok w Stanach Zjednoczonych. W 2002 z powodu kłopotów ze wzrokiem zaprzestała tłumaczeń.

Po śmierci w 1963 T. Nowickiego wyszła w 1974 powtórnie za mąż za Macieja Kwiatkowskiego (zm. 1994), historyka Polskiego Radia; z pierwszego małżeństwa miała dwoje dzieci: Janinę (ur. 1949; po mężu Nowicka-Wierzbicka) i Wojciecha (ur. 1950). Zmarła 31 marca 2017 w Warszawie; pochowana tamże na Cmentarzu Powązkowskim.



TWÓRCZOŚĆ
Przekłady
1. M. Ostenso: O rzeko, pamiętaj! Powieść. Wwa: St. Cukrowski 1947, 340 s. Wyd. 2 tamże 1949; wyd. 2 [właśc. 3] Pozn.: KAW 1989.
2. W. Scott: Na zamku. Romans historyczny. Tłum. E. Rykaczewskiego, unowocześnione przez I. Doleżal-Nowicką. Wwa: S. Cukrowski 1949, 274 s.
Cz. 2 cyklu; cz. 1 zob. poz. 3; tytuł oryginalny całości: Kenilworth.
3. W. Scott: Tajemnica opactwa. Romans historyczny. Tłum. E. Rykaczewskiego, popraw. przez I. Doleżal-Nowicką. Z przedm. S. Helsztyńskiego. Wwa: S. Cukrowski 1949, 280 s.
Cz. 1 cyklu; cz. 2 zob. poz. 2; tytuł oryginalny całości: Kenilworth.
4. C. Weatherwax: Będzie nas więcej. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1952, 212 s.
5. D. Carter: Nasze jest jutro. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1953, 294 s.
6. B. Bhattacharya: Człowiek, który jedzie na tygrysie. Powieść. Oprac. hinduistyczne: G. Spychalska. Słowo wstępne napisał J. Ros. Wwa: Czyt. 1955, 251 s.
7. B. Harte: Ślicznotka z Sierra Nevada. Opowiadania. Przeł.: I. Doleżal-Nowicka i E. Romanowicz. Wwa: Iskry 1956, 229 s.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: Najmłodsza panna Piper; Baby Sylvester; Przodkowie Piotra Atherly; Błędny rycerz; Ślicznotka z Sierra Nevada; Ali Baba z Sierra Nevada; Dziedzictwo w Dolinie Kasztanów; Mliss.
8. A. Bennett: Hotel Grand Babylon. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1960, 261 s. Ser. z Jamnikiem.
9. H. Raitt: Wyprawa „Koziorożec”. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Geologiczne 1960, 335 s.
10. E. Lanham: Morderstwo na mojej ulicy. [Powieść]. „Tryb. Rob.” 1964 nr 151–199; „Kur. Lubel.” 1964 nr 153–216; „Kur. Szczec.” 1964 nr 156–238; pt. Gdzie zaginęła Sylvia King. „Gaz. Białost.” 1964 nr 230–298. Wyd. osob. Wwa: Czyt. 1964, 223 s. Ser. z Jamnikiem.
11. M. Baldwin: Wezwani i wybrani. Dziennik siostry Urszuli Auberon, zakonnicy z opactwa Świętego Krzyża we Framleghen. Wwa: Pax 1965, 302 s.
12. N. Faulkner: Mali aktorzy. [Powieść młodzieżowa]. Wwa: NK 1966, 233 s.
13. E. O’Connor: Tańczyłem. [Powieść]. Wwa: Pax 1966, 154 s.
Adapt. tv: Adapt. i reż.: J. Englert. TVP 1996.
14. L. Charteris: Simon Templar wkracza do akcji. Wybór: I. Laskiewicz. Przeł.: A. Bogdański, I. Doleżal-Nowicka. Wwa: Iskry 1967, 388 s. Klub Srebrnego Klucza.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: Król żebraków; Ryzykowna gra; Utalentowany mąż. Przedr. zob. poz. 54.
15. J. Tey: Morderstwo przed teatrem. [Powieść]. Pierwodr.: pt. Tajemnica hiszpańskiego sztyletu. „Gaz. Białost.” 1967 nr 35–95; „Kur. Szczec.” 1967 nr 72–188; pt. Broszka i sztylet. „Słowo Pol.” 1967 nr 95–167. Wyd. osob. Wwa: Czyt. 1967, 319 s. Ser. z Jamnikiem.
16. D. Clarke Wilson: Trędowatym na ratunek. [Powieść]. Wwa: Pax 1967, 249 s.
17. W.M. Bekkers: Drogi ludu bożego. Wwa: Pax 1968, 189 s. Wyd. 2 tamże 1969.
Rozważania na temat laikatu.
18. E. Lanham: Podwójna pułapka. [Powieść]. Pierwodr. pt. Podwójne niebezpieczeństwo. „Expr. Wiecz.” 1969 nr 125–200. Wyd. osob. Wwa: Czyt. 1969, 262 s. Ser. z Jamnikiem.
19. C.S. Lewis: Rozważania o chrześcijaństwie. Wwa: Pax 1969, 89 s.
20. P. Quentin: Sześć tygodni w Reno. [Powieść]. Wwa: Iskry 1969, 219 s. Klub Srebrnego Klucza.
21. E.S. Gardner: Pięć dni w Madison City. [Powieść]. „Sztand. Młodych” 1970 nr 15–92. Wyd. osob. Wwa: Iskry 1970, 223 s. Klub Srebrnego Klucza. Wyd. nast. Wwa: Amax 1992. Bibl. Kryminału Światowego, 4.
22. E. Knight: Sam Small lata znowu. Niezwykłe przygody latającego Jorkszyrczyka. [Powieść młodzieżowa]. Wwa: NK 1970, 233 s.
23. E. Waugh: Znowu w Brideshead. Bogobojne i bluźniercze wspomnienia kapitana Karola Rydera. [Powieść]. Wwa: Pax 1970, 317 s. Wyd. nast.: Wwa: Prószyński i S-ka 1998; pt. Powrót do Brideshead. Wwa: Prószyński Media 2009.
Na wyd. z 2009 tłumaczka błędnie podp.: Doleżał-Nowicka.
24. Alfred Hitchcock przedstawia. Wybór: I. Laskiewicz. Przeł.: I. Doleżal-Nowicka, T. Evert, I. Laskiewicz. Wwa: Iskry 1971, 361 s.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: J. Collier: Diabelskie pieniądze; R. Dahl: Licytacja; F. Scott: Krótka podróż do domu; S. Jackson: Letnicy; J. Rice: Bożek much.
25. F. Clifford: Można umrzeć inaczej, „Tryb. Robotnicza” 1971 nr 130–183. Wyd osob. Wwa: Pax 1972, 226 s. Wyd. nast.: wyd. 2 łącznie z poz. 30 pt. Okrutna sprawiedliwość; Można umrzeć inaczej tamże 1980, 265 s.; wyd. 3 oddzielnie Katow.: Książnica 1997.
26. F. Clifford: Odruch litości. [Powieść]. Wwa: Pax 1971, 193 s. Wyd. 2 tamże 1976.
27. A.C. Doyle: Przygody Sherlocka Holmesa. [Opowiadania]. Przeł.: I. Doleżal-Nowicka, J. Działek, T. Evert, J. Meysztowicz. Wyd. 4 skrócone. Wwa: Iskry 1972, 269 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 [właśc. 6] w przekł. I. Doleżal-Nowickiej, T. Everta, J. Meysztowicza tamże 1980, 152 s., toż ze wstępem M. Wydmucha wyd. 6 [właśc. 7] 1984.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: w wyd. 4 skróconym: Skandal w Czechach; Błękitny karbunkuł, — w wyd. 2 [właśc. 6] i wyd. 6 [właśc. 7]: Błękitny karbunkuł.
Wyd. opowiadań jako dokumentów dźwiękowych: Skandal w Czechach. Czyta J. Rozenek. Wwa: Mozaika 2008, 1 płyta CD. Książka Audio; Błękitny karbunkuł. Czyta J. Rozenek. Wwa: Mozaika 2008, 1 płyta CD. Książka Audio. — Wyd. całości jako dokumentu dźwiękowego: Czyta R. Felczyński. Wwa: Ag. Artyst. MTJ / SMBP 2008, pliki w formacie mp3.
28. M. Kennedy: Nie w kalendarzu. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1972, 319 s. Ser. z Kotem.
29. M. Allingham: Jak najwięcej grobów. [Powieść]. Wwa: Iskry 1973, 283 s. Klub Srebrnego Klucza. Wyd. nast. łącznie z płytą CD: Wwa: Mozaika 2008.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta R. Siemianowski. Wwa: Mozaika 2008, 1 płyta CD w formacie mp3.
30. F. Clifford: Okrutna sprawiedliwość. [Powieść]. Wwa: Pax 1973, 226 s. Wyd. 2 łącznie z poz. 25 pt. Okrutna sprawiedliwość; Można umrzeć inaczej tamże 1980, 265 s.
31. G. Greene: Moje fascynacje. [Eseje]. Wiersze przeł. Z. Kierszys. Wwa: Pax 1973, 391 s.
32. P. Quentin: To niemożliwe kochanie. Cz. 1–2. Scenariusz: S. Durski. Reż.: A. Minkiewicz. TVP 1973.
33. H. Viscardi: List do Jima. Wwa: Pax 1973, 142 s.
Publikacja dot. rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych.
35. K. Cook: Spotkamy się o ósmej. [Powieść]. Wwa: Pax 1974, 225 s.
35. E. Dillon: Zasadzka. [Powieść młodzieżowa]. Wwa: NK 1974, 114 s.
36. E. Lanham: Żona z orchideami. Scenariusz i reż.: A. Zakrzewski. TVP 1974.
37. H. Long: Moc utajona: Cabeza de Vaca. Relacja o przygodach w wędrówce od Florydy do Pacyfiku 1528–1536; Doña Marina. [Opowiadania]. Wwa: Pax 1974, 88 s.
38. D. Telfer: Noc komety. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1974, 375 s. Ser. z Kotem.
39. F. Clifford: Ale Klub nie przebacza. [Powieść; wstęp:] Z. Lichniak. Wwa: Pax 1975, 186 s. Wyd. nast. tamże 1985.
40. G. Greene: Konsul honorowy. [Powieść]. Wwa: Pax 1975, 239 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1977, 1991.
41. W. Macken: W poszukiwaniu ziemi sprawied-
liwej. [Powieść]. Wwa: Pax 1975, 259 s.
Stanowi cz. 1 trylogii; cz. 2 pt.: Milczący lud, zob. poz. 46.
42. F. Clifford: Żegnaj Grosvenor Square. [Powieść]. Pierwodr.: „Sł. Powsz.” 1976 nr 48–137, „Dz. Popularny” 1976 nr 139–222, „Gaz. Lubus.” 1976 nr 145–189, „Dz. Zach.” 1976 nr 206–242. Wyd. osob. Wwa: Pax 1976, 243 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 1982, wyd. 3 1987; wyd. 4 Katow.: Książnica 1996.
43. M. Drabble: Klatka latem w ogrodzie. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1976, 242 s. Ser. z Kotem.
44. A.C. Doyle: Przygody Sherlocka Holmesa. [Opowiadania]. Tłum.: I. Doleżal-Nowicka, T. Evert. Wwa: Iskry 1977, 35 s.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: Błękitny karbunkuł [poz. 27].
45. E. Lanham: Pamela. Adapt. i reż.: W. Orzechowski. TVP 1978.
46. W. Macken: Milczący lud. [Powieść]. Wwa: Pax 1978, 310 s.
Stanowi cz. 2 trylogii, cz. 1 pt.: W poszukiwaniu ziemi sprawiedliwej, zob. poz. 41.
47. F. Clifford: Powiedział twoje imię. Adapt.: R. Długoborski. Reż.: M. Kulesza. Radio 1979.
48. F. Clifford: Różnie to bywa oraz inne opowiadania. Wwa: Pax 1979, 145 s.
49. E. Kübler-Ross: Rozmowy o śmierci i umieraniu. Wwa: Pax 1979, 240 s. Wyd. nast. Pozn.: Media Rodzina of Poznań 1998.
Praca z dziedziny psychoterapii.
50. R.A. Moody: Życie po życiu. Wwa: Pax 1979, 156 s. Wyd. nast.: dodruk tamże 1980; [B.m.w. 1981]; [B.m.w. 1983]; Bydg.: Lumbus 1992; z podtyt. Refleksje nad życiem po życiu Wwa: Świat Książki 1997; z podtyt. Badanie zjawiska przeżycia po śmierci klinicznej i z przedm. E. Kübler-Ross Pozn.: Zysk i S-ka 2002; Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2008; Przedm.: E. Alexander. Przekł. przedm. i posł.: J. Grzegorczyk. Pozn.: Zysk i S-ka 2016.
Praca z dziedziny parapsychologii.
51. J. Herriot: Wszystkie stworzenia małe i duże… [Wspomnienia]. Wwa: Czyt. 1980, 337 s.
Zob. też poz. 74, 78.
52. A. Gronowicz: Manipulanci. [Powieść]. Wwa: PIW 1981, 267 s. KIK. Klub Interesującej Książki.
53. I. Trobisch: Być kobietą. Przejrz., popraw. i wstępem opatrzył W. Fijałkowski. Wwa: Pax 1981, 113 s. Wyd. nast. Wwa: Ofic. Wydawn. „Vacatio” 2006.
Praca popularno-nauk.
54. L. Charteris: Simon Templar wkracza do akcji. [Cz.] 1: Hrabina filantropka; Ryzykowna gra; Utalentowany mąż. [Cz.] 2: Król żebraków. Przeł.: A. Bogdański, I. Doleżal-Nowicka. [Opowiadania]. Wwa: Iskry 1982, 43 + 39 s. Zob. poz. 14.
Tu w przekł. I. Doleżal-Nowickiej: Ryzykowna gra; Utalentowany mąż; Król żebraków.
55. F. Clifford: „Amigo, amigo…” [Powieść]. „Echo Kr.” 1982 nr 119–174.
56. F. Clifford: Odwrót. [Powieść]. Wwa: Pax 1983, 180 s.
57. G. Greene: Doktor Fischer z Genewy. [Powieść]. Pierwodr.: „Sł. Powsz.” 1983 nr 5–52. Wyd. osob. Wwa: Pax 1984, 127 s.
58. W. Trobisch: Kochałem dziewczynę. (Korespondencja). Wstęp: D.R. Mace. Wwa: Verbinum 1983, 108 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 3 [!] 1984 [właśc. 1987], [wyd. 4] 2001.
Wydawnictwo popularne dot. protestanckiej teologii moralnej.
59. P. D’Arcy: Listy do Sary. [Pamiętnik]. Wwa: Pax 1985, 70 s.
60. R.P. Davis: Pilot. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1985, 320 s. Wyd. 2 tamże 1989.
61. G. Greene: Dziesiąty człowiek. [Opowiadania]. Wwa: Pax 1987, 93 s.
62. H.J.M. Noumen: Dziennik z klasztoru trapistów. Wwa: Pax 1987, 167 s. Wyd. 2 popraw. pt. Genesee. Dziennik z klasztoru trapistów. Pozn.: Rebis 1993, 215 s. Religia.
63. D. Selvig, D. Rile: Nie piję. Poradnik dla alkoholików, ich rodzin, przyjaciół i bliskich. Wwa: PAX 1987, 409 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1988; wyd. 2 [właśc. 3] Wwa: Państ. Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych 1994.
64. K. Spink: Łańcuch miłości. Matka Teresa i jej cierpiący uczniowie. Wwa: Verbinum 1987, 132 s. Wyd. 2 tamże 1988.
65. A. Andrews: Zamek Crespin. [Powieść]. Wwa: Pax 1989, 218 s.
66. L. i N. Christenson: Przyjaźń, miłość, małżeństwo. Wwa: Pax 1990, 186 s.
Praca dot. protestanckiej etyki seksualnej.
67. G. Greene: Kapitan i wróg. [Powieść]. Wwa: Pax 1990, 117 s.
68. R. Fulghum: Wszystkiego co naprawdę trzeba wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu. [Felietony]. Wwa: Novum 1991, 194 s. Wyd. nast. Wwa: Świat Książki 1996.
69. F.J. Dolphin: Biskup Indian Zachodniej Kanady. Vitalis Justyn Grandin. (1829–1902). [Biografia]. Katow.: Księg. Św. Jacka 1993, 246 s.
70. L. Payne: Jasne jak słońce. [Powieść]. Pozn.: KAW 1993, 295 s.
71. B.L. Weiss: Poza czas i nieśmiertelność. Bydg.: Limbus 1993, 217 s. Inny Świat.
Praca dot. reinkarnacji.
72. B.S. Siegel: Miłość, medycyna i cuda. Bydg.: Limbus 1994, 363 s. Inny Świat. Wyd. nast. tamże 1996.
Wydawnictwo popularne nt. niekonwencjonalnego leczenia nowotworów.
73. F. Clifford: Wszyscy ludzie są teraz samotni. [Powieść]. Katow.: Książnica 1995, 223. Powieść sensacyjna.
74. J. Herriot: Jeśli tylko potrafiłyby mówić. [Wspomnienia]. Przeł.: I. Doleżal-Nowicka, Z.A. Królicki. Pozn.: Zysk i S-ka 1995, 219 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1997; wyd. 2 [właśc. 3] Pozn.: Zysk i S-ka 2007; Kr.: WL 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zob. też poz. 51, 78.
75. M. Stewart: Tajemnica zamku Valmy. [Powieść]. Wwa: KAW 1995, 305 s.
76. I. Wilson: Krwawiący umysł. Zgłębiając zagadkowe zjawisko stygmatów. Bydg.: Limbus 1995, 260 s. Inny Świat.
Wydawnictwo popularne nt. zjawisk paranormalnych.
77. F. Clifford: Strach przychodzi nocą. [Powieść]. Katow.: Książnica 1996, 187 s.
78. J. Herriot: To nie powinno się zdarzyć. [Wspomnienia]. Przeł.: I. Doleżal-Nowicka, Z.A. Królicki. Poznań: Zysk i S-ka 1996, 252. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1997; wyd. 2 [właśc. 3] Poz.: Zysk i S-ka 2007. Wszystkie stworzenia małe i duże; Kr.: WL 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zob. też poz. 51, 74.
79. G. Durrell: Przeciążona arka. Wwa: Prószyński i S-ka 1997, 181 s. Bibl. Konesera.
Wydawnictwo popularne nt. dżungli i lasów deszczowych Kamerunu.
80. T. Gordon: Wychowanie w samodyscyplinie. Wwa: Pax 1997, 291 s.
Poradnik dot. wychowania.
81. E. Peters: Tajemnica świętych relikwi. Powieść. Pozn.: Zysk i S-ka 1997, 204 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 1; inne cz. cyklu zob. 82, 83, 85, 86, 89, 91–95.
82. E. Peters: O jedno ciało za dużo. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1998, 222 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 2; cz. 1 zob. poz. 81.
83. E. Peters: Trujący lek. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1998, 222 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 3; cz. 1 zob. poz. 81.
84. T. Carroll: Woody Allen i jego kobiety. [Biografia]. Pozn.: Zysk i S-ka 1999, 345 s.
85. E. Peters: Jarmark świętego Piotra. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1999, 240 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 4; cz. 1 zob. poz. 81.
86. E. Peters: Trędowaty z hospicjum świętego Idziego. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1999, 214 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 5; cz. 1 zob. poz. 81.
87. Prawdziwa miłość. [Antologia opowiadań amer.; oprac.:] R. Fulghum. Wwa: Świat Książki 1999, 221 s.
88. M. Sheepshanks: Kiedy odchodzą na zawsze ci, których kochamy. Wwa: Diogenes; Świat Książki 1999, 221 s.
Wydawnictwo popularne.
89. E. Peters: Dziewica w bryle lodu. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2000, 238 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 6; cz. 1 zob. poz. 81.
90. J.P. Walsh: Wiedza aniołów. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2000, 250 s. Kameleon.
91. E. Peters: Wróbel w świątyni. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2001, 227 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 7; cz. 1 zob. poz. 81.
92. E. Peters: Nowicjusz diabła. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2001, 222 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 8; cz. 1 zob. poz. 81.
93. E. Peters: Okup nieboszczyka. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2002, 227 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 9; cz. 1 zob. poz. 81.
94. E. Peters: Pielgrzym nienawiści. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2004, 227 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 10; cz. 1 zob. poz. 81.
95. E. Peters: Doskonała tajemnica. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2004, 221 s.
Z cyklu: Kroniki braciszka Cadfaela, 11; cz. 1 zob. poz. 81.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje córki Niny Nowickiej Wierzbickiej, 2013.

&amp;nbsp;

 	Wywiad: Clifford, Moore, Greene i inni. Rozm. H. Kowalska. „Kierunki” 1987 nr 21.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	H. Kowalska: Irena Doleżal-Nowicka. „Sł. Powsz.” 1991 nr 244/245.

</document>
<document nplp_id="2789" title="Joanna GUZE" slug="joanna-guze">1917–2009

Krypt.: j.; J.G.

Tłumaczka, krytyk literacki i krytyk sztuki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 30 listopada 1917 w Żytomierzu; córka Ignacego Guzego, lekarza, i Łucji z Szaynowskich, nauczycielki. Uczęszczała do szkół we Lwowie: najpierw do Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego im. J. Słowackiego, a potem do Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego im. Z. Strzałkowskiej, w którym w 1935 zdała maturę. Od 1937 studiowała historię sztuki i filozofię na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wybuchu II wojny światowej kontynuowała studia na Wydziale Historycznym tejże uczelni, przemianowanej przez władze ukraińskie na Uniwersytet im. I. Franki. W 1941, po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej, wyjechała w głąb ZSRR. Dotarła w okolice Krasnodaru, skąd została skierowana do pracy w kołchozie. Później udało jej się wyjechać do Taszkientu, gdzie chciała kontynuować studia, uznano jednak, iż wcześniejsza nauka jest wystarczająca do uzyskania dyplomu ukończenia tamtejszego uniwersytetu. Zatrudniła się więc w fabryce tkackiej, a w 1943 zgłosiła się do pracy przy budowie elektrowni wodnej na Amudarii w miasteczku Biegowat. Do Polski powróciła w szeregach 1. Armii Wojska Polskiego, pełniąc funkcję oficera oświatowego. Początkowo pracowała w Instytucie Kultury w Lublinie, potem w zarządzie miasta Krakowa, zajmując się również kulturą, a w 1946 przeniosła się do Łodzi. Podjęła współpracę z tygodnikiem „Kuźnica”, na którego łamach debiutowała jako tłumaczka przekładami fragmentu powieści A. Winogradowa Trzy barwy czasu (1946 nr 36) oraz urywka pamiętnika E. Delacroix (1947 nr 48). Od tego czasu publikowała tłumaczenia prozy i dramatu rosyjskiego oraz francuskiego. Wielokrotnie wyjeżdżała do Francji; w czasie pobytu w Paryżu w 1947–48 uczęszczała do École de Louvre. Równocześnie zaczęła ogłaszać artykuły i teksty krytyczne dotyczące sztuk plastycznych w „Kuźnicy” (do 1949), a później także w „Nowej Kulturze” (1952–60) i „Świecie” (1952–55). Około 1949 zamieszkała w Warszawie. Od 1952 była członkiem ZLP (do rozwiązania Związku w 1983), a od 1957 członkiem Sekcji Tłumaczy Polskiego PEN Clubu i od 1965 samego stowarzyszenia. W 1961–72 drukowała recenzje w piśmie „Film”. Została członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA) oraz Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych (FIPRESCI). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych współpracowała z Polskim Radiem jako autorka i adaptatorka słuchowisk (także dla dzieci i młodzieży). W 1978 brała udział w pracach niezależnego Towarzystwa Kursów Naukowych. Za osiągnięcia w dziedzinie przekładu otrzymała m.in. nagrodę Polskiego PEN Clubu (1975), Stowarzyszenia ZAiKS (1984), Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1986; nagrodę przekazała na Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach). W 1989 należała do Komitetu Założycielskiego SPP, a następnie została jego członkiem. W latach dziewięćdziesiątych i po 2000 publikowała przekłady i recenzje m.in. w „Zeszytach Literackich” i „Tygodniku Powszechnym”. Za twórczość translatorską otrzymała w 2008 honorową Odznakę Stowarzyszenia ZAiKS oraz nagrodę im. P. Hertza, przyznaną przez redakcję „Zeszytów Literackich”. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1975).

Matka Justyny Guze (ur. 1950), historyka sztuki. Zmarła 11 stycznia 2009 w Warszawie; pochowana tamże na Cmentarzu Powązkowskim.



TWÓRCZOŚĆ
1. Kulisiewicz. [Szkic]. Wwa: Sztuka 1956, 36 + 126 s.
Dot. Tadeusza Kulisiewicza, grafika.
Przekł. niem.: Wwa 1956.
2. Impresjoniści. Wwa: Wiedza Powsz. 1964, 186 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1966, wyd. 3 1973, wyd. 4 1986.
3. Na tropach sztuki. Wwa: NK 1968, 338 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1972, wyd. 3 1982.
Przekł. węgier.: A müvészet nyomában. [Przeł.] I. Fejér. Budapest 1978.
4. Twarze z portretów. [Szkice]. Wwa: PIW 1974, 147 s.
5. Spotkania w muzeum świata. [Szkice]. Wwa: NK 1976, 220 s.
6. Wśród bohaterów kina. [Szkice]. Wwa: NK 1983, 271 s. Bij się z Myślami.
7. Dialogi ze sztuką. Szkice. Kr.: Ofic. Lit. 1992, 138 s.
Zawartość: I: Nieomylny Baudelaire [Ch. Baudelaire i malarstwo]; Jak zostaje się krytykiem [dot. T. Gautiera]; „Poeta podróży” w Hiszpanii [dot. T. Gautiera]; Romantyk mało znany [Ch. Nodier]; Wielbiciele XVIII wieku [dot.: J. i E. De Goncourt: Dziennik]. — II: Listy Van Gogha [do brata Theo]; Listy Cezanna [do E. Zoli]; Dziennik Jana Cybisa [dot.: Notatki malarskie. Dziennik 1954–1966]; Pisma Józefa Czapskiego [dot.: Patrząc]. — III: Rygory Paula Valéry [dot. tekstów o sztuce P. Valéry]; Jedyne głosy milczenia [dot.: A. Malraux: Głosy milczenia]; Lekcja humanisty [dot.: E. Panofsky: Studia z historii sztuki]; Sztuka zagrożona [dot.: O. y Gasset: Dehumanizacja sztuki; H. Read: O pochodzeniu formy w sztuce]. — IV. Wejście na wolne pole [dot. filmów L. Buñuela, I. Bergmana, F. Felliniego]; Wokół Rembrandta.
8. Albert Camus. Los i lekcja. [Szkic biograficzny]. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2004, 70 s.
Słuchowiska radiowe, m.in.: Artysta z wioski Dobrian. Radio 1966. — Czechow i jego teatr. Radio 1967. — Przygoda w Lascaux. Radio 1967. — O pięknej księżniczce i ptaku oraz o perskim szachu. Radio 1971.
Przekłady
1. A. Winogradow: Trzy barwy czasu. [Powieść]. Z przedm. M. Gorkiego. Wwa: KiW 1949, 666 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1951; Wwa: PIW 1954, tamże: 1960, wyd. 4 [!] 1973.
2. I. Erenburg: Nadzieja pokoju. Przejrz. i wstępem opatrzył S. Fiszman. Wwa: KiW 1951, 140 s.
3. I. Turgieniew: Ojcowie i dzieci. [Powieść]. Pod red. i z przyp. P. Hertza. Posł.: G. Biały. Wwa: KiW 1951, 238 s. Wyd. nast.: Vilnius: Państ. Wydawn. Literatury Pięknej 1953; Wwa: PIW 1957. Bibl. Arcydzieł. Najsławniejsze Powieści Świata, tamże wyd. 4 1972. Bibl. Klasyki Pol. i Obcej; wyd. 5 popraw. Wwa: Wydawn. TPPR „Współpraca” 1987; Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1995. Wyd. łącznie z: W przededniu. Tłum. T. Stępniewski pt. W przededniu; Ojcowie i dzieci. Wwa: PIW 1954, 440 s. Z Pism I. Turgieniewa. Przedr. w: I. Turgieniew: Dzieła wybrane. T. 2. Wwa 1966, Dzieła wybrane. T. 2. Wwa 1981.
4. J. Verne: Szkoła robinsonów. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: NK 1951, 195 s. Wyd. nast. Wwa: Hubert 2002.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Dumała. [Wwa]: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych [2002], 6 kaset dźwiękowych.
5. S. Dikowski: Dalekie strażnice. [Opowiadania]. Wwa: NK 1952, 217 s. Wyd. nast. Wwa: MON 1952. Bibl. Prozy.
6. P. Mérimée: Żakeria. [Utwór dramatyczny]. Przedm. [L.] Aragona. Wwa: KiW 1952, 199 s.
7. P. Mérimée: Hiszpanie w Danii. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 17–107. Wyst.: teatr.: Reż.: H. Moryciński. Bydg.-Tor., T. Ziemi Pomor. 1959; tv: Reż.: W. Laskowska. TVP 1968. Radio 1986.
8. P. Mérimée: Inez Mendo albo przesąd zwyciężony. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 149–182. Wyst. łącznie z poz. 9 pt. Inez Mendo albo Przesąd zwyciężony albo Zwycięstwo przesądu: Reż.: E. Kołogórska. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1968.
Wyst. też łącznie pt. Przesąd zwyciężony albo Zwycięstwo przesądu.
9. P. Mérimée: Inez Mendo albo zwycięstwo przesądu. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 183–236. Wyst. łącznie z poz. 8 pt. Inez Mendo albo Przesąd zwyciężony albo Zwycięstwo przesądu: Reż.: E. Kołogórska. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1968.
Wyst. też łącznie pt. Przesąd zwyciężony albo Zwycięstwo przesądu.
10. P. Mérimée: Karoca świętych sakramentów. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 313–356. Wyst. pt. Karoca łącznie z poz. 11, 12 pt. Teatr Klary Guzul: Reż.: M. Melina. Wwa, T. Współcz. 1955.
11. P. Mérimée: Kobieta jest diabłem. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 109–130. Wyst. łącznie z poz. 10, 12 pt. Teatr Klary Guzul: Reż.: M. Melina. Wwa, T. Współcz. 1955. Radio 1975 (pt. Afrykańska królowa).
Wyst. też pt. Afrykańska królowa.
12. P. Mérimée: Niebo i piekło. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 237–265. Wyst. łącznie z poz. 10, 11 pt. Teatr Klary Guzul: Reż.: M. Melina. Wwa, T. Współcz. 1955.
13. P. Mérimée: Sposobność. Komedia. Przekł. powst. przed 1953. Druk w: P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Wwa 1953 zob. poz. 14 s. 267–311. Wyst. Kr., PWST (T. Młodego Widza) 1954 (jako jedna z części „Wieczoru jednoaktówek”).
14. P. Mérimée: Teatr Klary Guzul, aktorki hiszpańskiej. Komedie. Wstęp: S. Popiel. Wwa: PIW 1953, 362 s.
Zawartość: Hiszpanie w Danii [poz. 7]; Kobieta jest diabłem [poz. 11]; Inez Mendo albo przesąd zwyciężony [poz. 8]; Inez Mendo albo zwycięstwo przesądu [poz. 9]; Niebo i piekło [poz. 12]; Sposobność [poz. 13]; Karoca świętych sakramentów [poz. 10].
15. A. Ostrowski, N. Sołowiew: Małżeństwo Bieługina. Komedia w 5 a. Wyst.: Reż.: W. Gulska. Olsztyn; Elbląg, T. im. S. Jaracza 1953. Wyd. Wwa: PIW 1955, 163 s.
16. A. Dumas: Trzej muszkieterowie. [Powieść]. Wwa: Iskry 1955, 526 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 przejrz. i popraw. 1958, wyd. 3 1967, wyd. 4 1969, [wyd. 5] 1970. Ser. Kieszonkowa Iskier, wyd. 5 [!] 1975. Klasyka Młodych, wyd. 6 1983, wyd. 7 1987, wyd. 8 1990; Wwa: Krąg, Officina 1993; Kr.: Znak 1997; Wwa: Świat Książki 2000.
17. I. Turgieniew: Pierwsza miłość i inne opowiadania. Tłum.: K.A. Jaworski, J. Guze, P. Hertz. Wwa: PIW 1956, 432 s. Z pism I. Turgieniewa.
Tu w przekł. J. Guze: Widma. Fantazja; Pies; Historia porucznika Jergunowa; Brygadier; Nieszczęsna; Dziwna historia.
18. A. Camus: Dżuma. [Powieść]. Wwa: PIW 1957, 302 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 1960, wyd. 3 1963, wyd. 4 1964, wyd. 5 1965, wyd. 6 1965, wyd. 7 1966. Bibl. Powsz., wyd. 8 1967, wyd. 9 1970. Ser. Książ. Kieszonkowych PIW-u, wyd. 10 1973, [wyd. 11] 1974. Ser. Książ. Kieszonkowych PIW-u, wyd. 12 1976, wyd. 13 1978. Ser. Kieszonkowa PIW-u, [wyd. 14] 1981. Ser. Kieszonkowa PIW-u; wyd. 17 Wwa: Dom Wydawn. „Jota” 1991. Lektura Szkolna; wyd. 18 Wwa: PIW 1995; [wyd. 19] Wwa: Krąg 1992; Wwa: Porozumienie Wydawców; [PIW] 1999. Kanon na Koniec Wieku; Wwa: PIW 2000; Wwa: De Agostini Polska; Altaya Polska 2001. Arcydzieła Lit. Współcz.; Wwa: PIW 2001, tamże 2002; Kr.: Mediasat Poland [2004]. Kolekcja Gaz. Wybor.: XX wiek, 17; wyd. 21 [!] Wwa: PIW 2012, wyd. 22 2017. Przedr. zob. poz. 81.
Wyd. łącznie z Upadek [poz. 19] pt. Dżuma; Upadek. Wwa: PIW 1985, 271 s. Wyd. nast. tamże: 1987, 1992. Lektury.
Wyd. łącznie z Obcy, Upadek [poz. 19] zob. poz. 41.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Katow.:] Wydaw. Aleksandria 2011, 1 płyta CD w formacie mp3. — Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Ferency [Katow.:] Wydawn. Aleksandria 2011, 1 płyta CD w formacie mp3.
Adapt. radiowa pt. Niebo Oranu: Adapt.: J. Guze. Radio 1972.
19. A. Camus: Upadek. [Powieść]. Wwa: PIW 1971, 111 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1971; Wwa: Muza 1996, tamże 2004; [Wwa:] TMM Polska/Planeta Marketing; Axel Springer Polska 2007. Bibl. Najwybitniejszych Noblistów, 13; Wwa: Grupa Wydawn. Foksal — Wydawn. W.A.B. 2014. Przedr. zob. poz. 81.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Wyd. łącznie z Dżuma [poz. 18] pt. Dżuma; Upadek. Wwa: PIW 1985, 271 s. Wyd. nast. tamże: 1987, 1992. Lektury.
Wyd. łącznie z Obcy, Dżuma [poz. 18] zob. poz. 41, wyd. łącznie z Obcy zob. poz. 48.
Adapt. tv: Reż.: J. Markuszewski. TVP 1992.
20. H. de Montherlant: Mistrz Zakonu Santiago. [Utwór dramatyczny]. Wyst. Reż.: J. Kreczmar. Wwa, T. Współcz. 1957. Druk. fragm. „Po prostu” 1957 nr 26 s. 4–5.
21. A. Camus: Wygnanie i królestwo. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 201 s. Wyd. 2 Wwa: Krąg 1992.
22. P. Mérimée: Kronika z czasów Karola IX. Wwa: PIW 1958, 240 s.
23. Ch. Baudelaire: Paryski spleen. Poematy prozą. Wwa: PIW 1959, 128 s. Bibl. Poetów. Wyd. nast. Wwa: Kwiaty na Tor 1992.
24. F. Carco: Spotkania ze sobą. [Wspomnienia]. Wiersze tłum. J. Dackiewicz. Kr.: WL 1959, 174 s.
25. C. Roy: Nieszczęścia kochania. [Powieść]. „Zwierciadło” 1959 nr 44–50/52, 1960 nr 1–5. Wyd. osob. Wwa: PIW 1960, 175 s. Jarzębina.
26. Ch. Baudelaire: O sztuce. Szkice krytyczne. [Oprac. i tłum.:] J. Guze. Red. nauk.: W. Jaworski przy współpracy M. Liczbińskiej i E. Żyłko. Wstęp: J. Starzyński. Wr.: Ossol. 1961, XLIX, 245 s. IS PAN. Teksty Źródłowe do Dziej. Teorii Sztuki, 10.
27. Malarze mówią o sobie, o swojej sztuce, o sztuce innych. Wybór, przekł. i komentarz J. Guze. [Fragm. z „Mistrzów dawnych” Fromentina w przekł. J. Cybisa]. Kr.: WL 1963, 262 s.
28. V. van Gogh: Listy do brata. Tłum.: J. Guze [z franc.], M. Chełkowski [z niderlandzkiego]. Przedm. opatrzyła J. Guze. Wwa: Czyt. 1964, 586 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1964, [wyd. 3] 1970, wyd. 4 zmien. i popraw. 1997, wyd. 5 1998, wyd. 6 2002.
29. H. de Montherlant: Martwa królowa. Dramat w 3 aktach. „Dialog” 1964 nr 10 s. 34–66. Wyst.: Reż.: W. Kreczmar: Wwa, T. Ateneum 1964; toż TVP 1967.
30. Daumier w oczach własnych i w oczach przyjaciół. Oprac.: P. Courthion. Przekł. i wstęp: J. Guze. Wwa: PIW 1967, 217 s.
31. P. Cézanne: Listy. Zebrał, oprac., wstępem i komentarzami opatrzył J. Rewald. Przekł. i przedm. [oraz częściowo] przyp.: J. Guze. Wwa: PIW 1968, 312 s.
32. Corot w oczach własnych i w oczach przyjaciół. Oprac.: P. Courthion. Przekł. J. Guze. Wiersze przeł. R. Kołoniecki. Wwa: PIW 1968, 291 s.
33. E. Delacroix: Dzienniki. Cz. 1. 1822–1853 — Cz. 2. 1854–1863. Tekst franc. oprac.: A. Joubin. Przeł.: J. Guze, J. Hartwig. Wstęp: J. Starzyński. Wr.: Ossol. 1968, 399 + 510 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2003 [cz. 1], 2007 [cz. 2].
34. D.V. Denon: Chwila ulotna. [Nowela]. Notę hist. o autorze napisał A. France. Tekst wg edycji z 1803 do druku przygot. i przedm. poprzedził R. Stephane. Wwa: PIW 1970, 59 s. Bibl. Jednorożca.
35. F. Leger: Funkcje malarstwa. Przedm.: A. Osęka. Wwa: PIW 1970, 238 s.
36. Ch. Nodier: Skarb z Poletka Bobu i Kwiat Groszku. Czarodziejska bajka. Tłum. i adapt.: J. Guze. Wwa: NK 1970, 47 s. Wyd. 2 tamże 1981.
37. M. Butor: Powieść jako poszukiwanie. Wybór esejów. Wwa: Czyt. 1971, 322 s.
38. A. Camus: Eseje. Wybór, przekł. i przyp.: J. Guze. Wstęp: J. Kossak. Wwa: PIW 1971, 559 s. Wyd. nast. tamże 1973.
Zawiera m.in.: Dwie strony tego samego; Mit Syzyfa; Listy do przyjaciela Niemca; Człowiek zbuntowany; Artysta i jego epoka; Notatniki. (Wybór).
39. F. Dostojewski: Biesy. Adapt.: A. Camus. Wyst.: Reż.: J. Warmiński. Wwa, T. Ateneum 1971.
Wyst. nast. m.in.: Reż.: A. Wajda. Kr., T. Stary 1971. — Masz. przekł. w Bibl. IBL PAN w Wwie.
40. D. Vivant de Non: Chwila ulotna. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: K. Rastawiecki. Gdynia, T. Muz. 1971.
41. A. Camus: Obcy; Dżuma; Upadek. Przeł.: M. Zenowicz, J. Guze. Kr.: WL 1972, 439 s. Bibl. Klasyki Obcej i Pol. Wyd. nast. Wwa: Verum 1993. Bibl. Arcydzieł: Najsławniejsze Powieści Świata.
Tu w przekł. J. Guze: Dżuma [poz. 18], Upadek [poz. 19].
42. A. de Musset: Lorenzaccio. [Utwór dramatyczny]. Wwa: PIW 1972, 153 s. Wyst.: teatr.: Reż.: T. Minc. Wwa, T. Nar. 1972; tv: Reż.: L. Adamik. TVP 1978.
Wyd. jako dokument audiowizualny: [Wwa]: Telewizja Polska SA [1999], 1 kaseta wizualna. Złota Setka T. Telewizji.
43. R. Rolland; Wilki. [Utwór dramatyczny]. Wyst. teatr. i tv: Reż.: J. Maciejowski. Łódź, T. im. S. Jaracza 1972; TVP 1980.
44. Vercors: Tratwa Meduzy. [Powieść]. Wiersze przeł. A. Gołębiewska. Wwa: Czyt. 1972, 285 s. Ser. Nike.
45. A. Brillat-Savarin: Fizjologia smaku albo Medytacje o gastronomii doskonałej. Wybór oprac. W. Zawadzki. Przeł. i wstępem poprzedziła J. Guze. Wwa: PIW 1973, 263 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1977, wyd. 3 1996, wyd. 4 [2015].
46. P. Valéry: Rzeczy przemilczane. Z pism o sztuce. Przekł. i noty: J. Guze. Wwa: PIW 1973, 206 s.
47. M. Ałpatow: Rublow. [Biografia]. Wwa: PIW 1975, 112 s.
48. A. Camus: Obcy; Upadek. Przeł.: M. Znatowicz, J. Guze. Wwa: PIW 1975, 192 s. Wyd. nast. Wwa: Krąg 1991.
W przekł. J. Guze: Upadek [poz. 19].
49. T. Gautier: Pisarze i artyści romantyczni. Szkice, wspomnienia, groteski. Wybór, przekł. i komentarze: J. Guze. Wwa: Czyt. 1975, 219 s.
50. J.A.B. d’Aurevilly: Diable sprawy. [Opowiadania]. Słowo wstępne: J. Parvi. Wwa: PIW 1978, 250 s. Wyd. nast. Wwa: Prószyński i S-ka 1997, 260 s. Klasyka Powieści.
51. T. Gautier: Podróż do Hiszpanii. Tłum. i posł.: J. Guze. Przyp.: J. Guze, P. Hertz. Wwa: PIW 1979, 342 s.
52. Ch. Nodier: Wróżka okruchów i inne opowieści. Wybór, przekł. i komentarz: J. Guze. Wwa: PIW 1979, 361 s.
53. B. Constant: Dzienniki poufne. Wwa: Czyt. 1980, 658 s.
54. A. Camus: Człowiek zbuntowany. Lubl.: Chatka Żaka, Zakład Edytorstwa Kontrowersyjnego* 1981, 314 s. Wyd. nast.: [B.m.w.* 1984]; [Kr.:] OL* 1984; [Wwa: b.w.* 1984]; Wwa: Książ. Lit.* 1984; Kr.: Res Publica 1991; wyd. 2 popraw. Kr.: OL 1993; Wwa: Muza 1998. Spectrum, tamże 2002. Zob. poz. 38.
55. E. i J. de Goncourt: Sztuka XVIII wieku. Wybór, przekł., wstęp i komentarz: J. Guze. Wwa: Czyt. 1981, 216 s. Symposion.
56. A. Malraux: Przemiana bogów. [2]. Nierzeczywiste. Wwa: KAW 1985, VI, 296 s.
Część 2 trylogii z dziedziny historii sztuki; [1]. Nadprzyrodzone. Przeł. E. Bąkowska, [3]. Ponadczasowe. Przeł. J. Lisowski.
57. E. i J. Goncourt: Dziennik. Pamiętnik z życia literackiego. Wybór i przekł.: J. Guze. Wwa: PIW 1988, 606 s.
Nagroda red. „Lit. na Świecie” za najlepszy przekład w 1988.
58. J. D’Auravilly: Najpiękniejsza miłość Don Juana. Przekł. powst. ok. 1989.
Adapt. radiowa: Adapt.: E. Stocka-Kalinowska. ­Radio 1989.
59. F. Garcia Lorca: Szopka Don Cristobala wg Szopki Don Cristobala, Romansu Perlimplina w przekł. Z. Szleyen i Kuszenia św. Antoniego w przekł. J. Guze. Wyst.: Oprac. tekstu, reż. i scenogr.: A. Dziuk. Zakopane, T. im. S.I. Witkiewicza 1989.
60. N. Sołowiow: Teraz ja. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: J. Jędrzejewicz, J. Guze. Wyst. tv: Reż.: M. Komorowska. TVP 1990.
61. A. de Vigny: Wielkość i niewola wojskowego stanu. [Opowiadania]. Wwa: Czyt. 1990, 196 s.
62. A. Camus: Dwa eseje. Wwa: Krąg 1991, 143 s.
Zawiera z poz. 38: Mit Syzyfa; Artysta i jego epoka.
63. F.R. de Chateaubriand: Pamiętnik zza grobu. Wybór, przekł. i komentarz: J. Guze. Wwa: PIW 1991, 666 s.
Nagroda „Lit. na Świecie” za najlepszy przekł. w 1992.
64. Encyklopedia symbolizmu. [Autorzy:] J. Cassou oraz P. Brunel i in. Przekł., oprac. i przyp.: J. Guze. Wwa: WAiF 1992, 371 s. Wyd. nast. z hasłami uzup. przez J. Derwojeda, M. Gąsiorowską i B. Krydę tamże 1997. Encyklopedie Sztuki WAiF i PWN.
65. A. Gide: Dziennik. Wybór, tłum. i objaśn.: J. Guze. Wwa: Krąg 1992, 313 s.
66. A. Malraux: Antypamiętniki. Przekł., wstęp: J. Guze. Wwa: Czyt. 1993, 533 s. Autobiografie intelektualne.
67. G. de Nerval: Córki ognia. [Opowiadania]. Kr.: OL 1993, 173 s.
68. J. Renard: Dziennik. Wybór, przekł. i oprac.: J. Guze. Wwa: Krąg 1993, 159 s.
69. P. Valéry: Degas, taniec, rysunek. [Biografia]. Wwa: Pavo 1993, 119 s.
70. A. Camus: Notatniki 1935–1959. Wybór, przekł. i objaśn.: J. Guze. Wwa: Krąg 1994, 287 s. Zob. poz. 38.
71. A. Camus: Pierwszy człowiek. [Powieść]. Wwa: PIW 1995, 229 s. Wyd. nast. Kr.: Zielona Sowa 2003. Arcydzieła Lit. Światowej. Przedr. zob. poz. 81.
72. P. Courthion: Malarstwo flamandzkie i holenderskie. Wwa: Arkady 1996, 182 s.
73. H. de Montherlant: Cezar i Pompejusz. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. ok. 1996.
Adapt. tv: Scenariusz: J. Barańska. Reż.: J. Antczak. TVP 1996.
74. H.F. Amiel: Dziennik intymny. Wyboru dokonała i przeł. J. Guze. Przedm. opatrzyła M. Janion. Wwa: Czyt. 1997, 259 s. Autobiografie intelektualne.
75. A. Thibaudet: Historia literatury francuskiej. Od Rewolucji Francuskiej do lat trzydziestych XX wieku. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 1997, 526 s.
76. Ch. Baudelaire: Malarz życia nowoczesnego. [Szkice literackie]. Przedm.: Cz. Miłosz. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1998, 79 s.
77. Historia sztuki 1000–2000. Pod red. A. Mérota. Tłum.: H. Andrzejewska, J. Guze, P. Wrzosek. Wwa: Arkady 1998, 542 s.
78. A. Camus: Mit Syzyfa i inne eseje. Wwa: Muza 1999, 186 s. Spectrum. Wyd. nast.: wyd. 4 popraw. i uzup. pt. Mit Syzyfa: Wwa: De Agostini we współpracy z Ediciones Altaya Polska 2001. Arcydzieła Wielkich Myślicieli; Wwa: Muza 2004.
Zawiera z poz. 38: Dwie strony tego samego; Mit Syzyfa; Listy do przyjaciela Niemca.
79. Ch. Baudelaire: Rozmaitości estetyczne. [Szkice literackie]. Wstęp i przekł.: J. Guze. Komentarz i przyp.: C. Pichois w tłum. J. M. Kłoczowskiego. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2000, 657 s.
80. A. Besançon: Przekleństwo wieku. O komunizmie, narodowym socjalizmie i jedności Zagłady. Wwa: Czyt. 2000, 109 s.
81. A. Camus: Cztery powieści. Posł.: E. Bieńkowska. Tłum.: M. Znatowicz-Brandys, J. Guze. Wwa: Świat Książki — 2000, 671 s. Wyd. nast. tamże 2006. Arcydzieła Lit. Światowej.
Tu w przekł. J.Guze: Dżuma [poz. 18]; Upadek [poz. 19]; Pierwszy człowiek [poz. 71].
82. J.-P. Davidts: Mały Książę odnaleziony. [Opowieść dla młodzieży]. Wwa: Świat Książki 2000, 79 s.
Utwór nawiązuje do opowieści A. de Saint-Exupéry’ego.
83. J. Le Goff: Święty Franciszek z Asyżu. [Biografia]. Wwa: Czyt. 2001, 201 s.
84. P. Cabanne: Encyklopedia art déco. Uzup.: A. Sieradzka. Wwa: WAiF; Wydawn. Nauk. PWN 2002, 332 s. Encyklopedie Sztuki WAiF i PWN.
85. C. de Saint-Exupéry: Pamiętnik róży. Kr.: Znak 2002, 235 s.
Pamiętnik żony A. de Saint-Exupéry’ego, Consuelo.
Zob. też Prace redakcyjne poz. 1.
Prace redakcyjne
1. Opowiadania. Louis Aragon; Pierre Gamarra; André Stil; Marcel Verdot; Gilette Ziegler; Héléne Parmelin. Wybór i słowo wstępne: J. Guze. Wwa: Iskry 1954, 184 s.
Tu m.in. przekł. J. Guze.
2. Stendhal: Wybór z pism różnych. Tłum. F. Śniatecka-Wawerowa. Wybór, oprac.: J. Guze. Wwa: PIW 1965, 745 s.
Zob. też Przekłady poz. 26, 27, 30, 31, 38, 46, 49, 51, 55, 57, 63–66, 68, 70, 74, 79.
Adaptacje słuchowisk dla dzieci i młodzieży, m.in.: E. Kästner: 35 maja. Radio 1967. — L.M. Alcott: Małe kobietki. Adapt. pt. Ludka i inni J. Guze. Radio 1968. — M. Duras: Moderato cantabile. Tłum. i adapt. J. Guze. Radio 1968. — E. Nesbit: Feniks i dywan. Radio 1968. — R. Rolland: Colas Breugnon. Adapt. pt. Dobry człowiek jeszcze żyje. Radio 1968. — R. Martin du Gard: Rodzina Thibault. Adapt. pt. Szary zeszyt. Radio 1970. — J.D. Salinger: Opowiadanie dla Esmé. Adapt. pt. Spotkanie w Devon. Radio 1971.


OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Lwów i od Lwowa na wschód. „Zesz. Lit.” 2006 nr 1.
 	Wywiad: Język gładki jest najtrudniejszy. Rozm. J. Szczerba. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 3.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	J. BOCHEŃSKI: Joanna Guze (1917–2009). „Zesz. Lit.” 2009 nr 1.
 	M. MAŁKOWSKA: Przybliżyła Polsce kulturę francuską. „Rzeczpospolita” 2009 nr z 13 I. – J. SEMPOLIŃSKI: Joanny Guze pisanie o sztuce. „Zesz. Lit.” 2009 nr 2.

&amp;nbsp;
Impresjoniści

 	A. JAKIMOWICZ. „Współczesność” 1964 nr 176.

&amp;nbsp;
Na tropach sztuki

 	M. PORĘBSKI. „Nowe Książ.” 1969 nr 1.
 	M. RZEPIŃSKA. „Twórczość” 1969 nr 7.

&amp;nbsp;
Twarze z portretów

 	H. ANDRZEJEWSKA: Między konwencją a indywidualizmem. „Nowe Książ.” 1975 nr 10.
 	M. PIWIŃSKA: Mieć twarz. „Polityka” 1975 nr 14.

&amp;nbsp;
Albert Camus. Los i lekcja

 	E. BIEŃKOWSKA: Wierność pisarzowi. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 220.
 	J. GOWIN: Grób w Lourmarin. „Rzeczpospolita” 2004 nr 172.
 	E. CICHOWICZ: Listy na morzu. „Nowe Książ.” 2005 nr 2 [dot. też: A. Camus: Dzienniki z podróży].

</document>
<document nplp_id="2791" title="Krzysztof KOEHLER" slug="krzysztof-koehler">ur. 1963

Pseud. i krypt.: krk; Krystian Ehle.

Poeta, historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 25 lipca 1963 w Częstochowie; syn Alfreda Koehlera i Łucji z Czarneckich. Dzieciństwo spędził w Kłobucku. Uczęszczał do Liceum im. W. Lenina w Zabrzu. Po zdaniu w 1982 matury studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Debiutował w 1987 wierszami pt. Niemcy i Bawaria,zamieszczonymi w paryskim kwartalniku „Zeszyty Literackie” (nr 2) oraz Elegia, Klasztor cystersów; Mogiła; Kraków; Pani Stefanii P.; Pochwała scholastyki (nr 2/3), ogłoszonymi na łamach bezdebitowego pisma „brulion” (później „bruLion”), które współzałożył, a następnie był z nim związany do 1998 jako poeta, krytyk i członek zespołu redakcyjnego (utwory podp. m.in. pseud.: krk; Krystian Ehle). Magisterium na UJ uzyskał w 1988. Po odbyciu służby wojskowej w Szkole Podchorążych w Lesznie był pracownikiem naukowym Instytutu Filologii Polskiej UJ w Krakowie. W pracy badawczej zajął się przede wszystkim literaturą okresu baroku. Równocześnie rozwijał twórczość literacką. Wiersze, recenzje i szkice literackie publikował m.in. w „Arce” (1993-94), „Czasie Kultury” (1994-2000), następnie głównie we „Frondzie” (1994-2000) i „Arcanach” (od 1995), poza tym w „Toposie” (1997-2000), „Znaku” (1998-99), „Zeszytach Karmelitańskich” (2005-09). Redagował także „Dodatek” „Czasu Krakowskiego”. Był stypendystą Funduszu Pomocy Niezależnej Nauce i Kulturze Polskiej (1991), Fundacji Kopernikańskiej oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współpracował z Telewizją Polską (TVP), m.in. jako autor scenariuszy filmów dokumentalnych i widowisk telewizyjnych, współredaktor programów TVP 1: Goniec Kulturalny (1994-99) i Po Godzinach (2005), współprowadził także z Wojciechem Wirowskim program Tacy sami (2001), poświęcony osobom niepełnosprawnym. Został laureatem nagrody poetyckiej Saksońskiego Związku Pisarzy. W 1994 doktoryzował się na UJ na podstawie rozprawy Domek szlachecki w literaturze polskiej epoki klasycznej (XVI-XIX w.) (promotor prof. Andrzej Borowski). W 2000 podjął pracę w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie. W tymże roku wykładał kulturę środkowoeuropejską w Stanach Zjednoczonych na Rice University w Houston. W 2001 otrzymał stypendia Fundacji Huberta Burdy oraz Fundacji Kościuszkowskiej i wykładał do 2002 literaturę i kulturę polską na University of Illinois w Chicago, a następnie w 2003 na Univeristy of Indiana w Bloomington. Habilitował się na UJ w 2004 na podstawie rozprawy Stanisław Orzechowski i dylematy humanizmu renesansowego. W 2005 otrzymał na UKSW stanowisko profesora nadzwyczajnego i objął kierownictwo Katedry Literatury Staropolskiej, Retoryki i Badań nad Biblią. Przewodniczył Komisji ds. Oceny Pracowników, a później Komisji ds. Kadr Naukowych i Odznaczeń Wydziału Nauk Humanistycznych UKSW. W 2006-11 pracował w Instytucie Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie; wszedł też do zespołu redakcyjnego periodyku wydawanego przez Instytut, „Perspektywy Kultury”. W tym samym okresie pełnił funkcję dyrektora kanału telewizyjnego TVP Kultura. W 2007 należał do Rady Naukowej Instytutu Książki. Został członkiem Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa (2009), Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz Rady Naukowej Muzeum Literatury w Warszawie. Publikował w tych latach artykuły i recenzje także w czasopismach: „Uważam Rze” (2011), „Rzeczpospolita” (2013-15), „wSieci” (od 2013). W 2012 zaczął prowadzić w Internecie autorski projekt hipertekstu poświęconego kulturze sarmackiej Palus Sarmatica(http://www.palus-sarmatica.pl), a powstającego we współpracy z Muzeum Historii Polski w Warszawie. W 2016 został zastępcą dyrektora Instytutu Książki. W tymże roku był współprowadzącym program Pegaz, nadawany przez TVP Kultura.

W 1986 zawarł związek małżeński z Kingą Szostek; ma dwie córki, Olgę (ur. 1989) i Annę (ur. 1998). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Wiersze. Kr.: OL 1990, 42 s.
2. Nieudana pielgrzymka. [Wiersze]. Kr., Wwa: Fundacja „bruLionu” 1993, 83 s. Bibl. „bruLionu”.
3. Partyzant prawdy. [Wiersze]. Kr.: „Acana”; Wwa: Fundacja „bruLionu” 1996, 47 s. Bibl. „bruLionu”.
4. Na krańcu długiego pola i inne wiersze z lat 1988-1998. Wwa: „Fronda” 1998, 186 s. Bibl. „Frondy”. Wyd. nast. łącznie z przekł. niem.: Am Rand des langen Feldes. Gedichte = Na krańcu długiego pola. [Przekł. i posł.:] A. Woldan. Passau: Stutz 2006, 172 s.
Zawiera wiersze z tomów poz. 1-2 oraz cykl: Na krańcu długiego pola. – Wyd. dwujęzyczne zawiera też przekł. wierszy z poz. 5.
5. Trzecia część. [Wiersze]. Kr.: WL 2003, 79 s. Wyd. nast. łącznie z przekł. niem.: Am Rand des langen Feldes. Gedichte = Na krańcu długiego pola. [Przekł. i posł.:] A. Woldan. Passau: Stutz 2006, 172 s.
Wyd. dwujęzyczne zawiera też przekł. wierszy z tomu poz. 4.
6. Stanisław Orzechowski i dylematy humanizmu renesansowego. Kr.: „Acana”; Wwa: UKSW 2004, 564 s.
Rozprawa habilitacyjna.
7. Domek szlachecki w literaturze polskiej epoki klasycznej. Kr.: Collegium Columbinum 2005, 496, XV s. Bibl. Tradycji. Ser. 2, nr 32.
Rozprawa doktorska.
8. Porwanie Europy. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2008, 47 s. Bibl. „Toposu”, 41.
Zawiera m.in. poematy: Porwanie Europy; Trzy ody. Odes tres; Ojczyzna. Poemat w kilku odsłonach.
9. Od morza do morza. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2011, 61 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 44.
Zawiera m.in. niektóre wiersze z cyklu „Niepodległość”.
Adapt. teatr. łącznie z „Faustem” J.W. Goethego pt. Faust_XXI: Koncept, adapt. i reż.: J. Juszkiewicz. Sydney, Warszawa, T. Kropka Theatre 2013.
10. Boży podżegacz. Opowieść o Piotrze Skardze. Wwa: Sic!; Nar. Centrum Kultury 2012, 343 s.
11. Krzysztof Koehler. Antologia. [Wybór wierszy]. Warszawa: Hachette 2013. Kolekcja Hachette. Poezja Pol.
12. Wnuczka Raguela. [Powieść]. Kr.: Wydawn. M 2014, 246 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydawn. M 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
13. Palus sarmatica. Wwa: Muzeum Historii Polski; Wydawn. Sic! 2016, 455 s.
Drukowana wersja bloga o tym samym tytule, rodzaj słownika pojęć związanych z kulturą sarmacką.
14. Rzeczpospolita, obywatelskość, wolność. Szkice o polskim pisarstwie politycznym XVI wieku. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2016, 358 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Od Autora. – Przemawiać do władcy. Próba analizy perswazyjnej „Traktatu o naturze praw i dóbr królewskich” Stanisława Zaborowskiego; Andrzej Frycz Modrzewski i jego metoda; Święty Augustyn o wolnej woli; Model swazoryjny wobec wyznawczego; Stanisława Orzechowskiego polityczność w świetle wydarzeń sejmu 1558/1559. Rozpoznanie; Jakie poglądy religijne mógł mieć Jan Kochanowski? Kilka uwag na marginesie lektury „Zgody”, „Satyra” i „Wróżek”; Wawrzyńca Goślickiego „De optimo senatore (O senatorze doskonałym)”; O „De libertate politica sive civili” [A. Wolana]; Tekst obywatelski. Kilka uwag na temat pierwszego interregnum; Jan Kochanowski i polityka; „Krótkie zebranie rzeczy potrzebnych z strony wolności”. Analiza intencji; Ikonografia i przekonania polityczne. O traktacie „Philiopolites” to jest „Miłośnik Ojczyzny”; Łukasz Górnicki a wolność; „Piotra Skargi uwagi o wolności z „Kazań sejmowych” wzięte; O traktacie „De optimo statu libertatis” Krzysztofa Warszewickiego. – Zakończenie.
15. Kraj Gerazeńczyków. [Wiersze]. Kraków: Arcana 2017, 79 s.

Artykuły i rozprawy w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Który to jest ten Tycjan? Jan Wolfgang Goethe jedzie do Italii. „Fronda” 1994 nr 1 s. 137-147. – „Monitor”. „Arcana” 1995 nr 1 s. 95-105 [omów. profilu pisma na podstawie roczników 1765 i 1766]. – Die literarische Zeitschrift „Brulion“ oder der Bedarf nach Tabu. W: Enttabuisierung. Bern 1996 s. 209-218. – Nie jesteśmy sami. „Fronda” 1996 nr 6 s. 80-94 [dot.: A. Mickiewicza]. – Piotr Skarga, czyli witajcie w naszych czasach. „Fronda” 1997 nr 9/10 s. 7-21 [dot. wpływu „Żywotów świętych Pańskich” na tożsamość religijną Polaków]. – Wojciech Wencel, czyli o wierszowaniu ocalającym. „Fronda” 1997 nr 8 s. 18-27. – Kościół, reformacja, dialog. „Fronda” 1998 nr 13/14 s. 28-47 [dot. poglądów ks. P. Skargi i ks. M. Śmigleckiego na zagadnienia tolerancji religijnej]. – Ta parszywa wiosna, czyli Rainer Maria Rilke ucieka ze Świętego Miasta. „Topos” 1998 nr 1/2 s. 32-41. – Od [J.] Baki do [T.] Budzyńskiego. „Fronda” 1999 nr 15/16 s. 43-55. – Świetliści w środku, czyli notatki po oświeceniu. „Res Publica Nowa” 1999 nr 1/2 s. 61-69. – Fuga Temporis: czas w polskiej literaturze barokowej. „Topos” 2000 nr 3/4 s. 24-37. – „Towarzystwo pożytku” czy pożytek towarzystwa? Kilka uwag o szlacheckim dyskursie republikańskim. „Arcana” 2006 nr 20-30. – „Ojczyzna bliższa” Stanisława Orzechowskiego. „Rocz. Przemyski” 2007 s. 9-22. – Renesans i retoryka. Kilka uwag metodologicznych. W: Rzeczy minionych pamięć. Kr. 2007 s. 237-264. – [Wstęp do:] J. Kochanowski: The envoys = Odprawa posłów greckich. [Przeł.:] B. Johnston. Kr. 2007 s. VI-XXXIII. – Antynomie religii mitologicznej. Kilka uwag na marginesie „Traktatu teologicznego” Czesława Miłosza. „Colloquia Litteraria” 2011 [nr] 2 s. 15-30. – Od morza do morza. „Arcana” 2011 nr 6 s. 7-18. – Stanisław Orzechowski, czyli ustanowienie dyskursu republikańskiego. „Rzeczy Wspólne” 2012 nr 3 s. 174-193. – Co powiedział, czego nie powiedział Piotr Skarga w kazaniu „Wsiadane na wojnę” i co powiedziano za niego i dlaczego. (Kilka pytań bez odpowiedzi). W: Retoryka Towarzystwa Jezusowego i jej konteksty. Wwa 2014 s. 49-65. – Miłosz o Bryllu. W: Staropolskie zwierciadło. Dawne widowiska polskie z perspektywy współczesnej. Wwa 2015 s. 201-211. – Przemawiać do władcy. Próba analizy perswazyjnej „Traktatu o naturze praw i dóbr królewskich” Stanisława Zaborowskiego. W: Literatura, kultura religijna, polskość. Wwa 2015 s. 227-239. – Zejście z Jasnej Góry? Kilka uwag o długim trwaniu sarmackiej religijności. „Teksty Drugie” 2015 nr 1 s. 404-418. – Rzecz-pospolita to jest Rzym! „Teologia Polit.” 2015/2016 nr 8 s. 55-63. – Piotr Skarga i Stanisław Orzechowski. „Teologia Polit.” 2016/2017 s. 55-63.

Nadto scenariusze: widowisk telewizyjnych: Biesiada Sarmacka. Scenariusz: K. Koehler, N. Koryncka-Gruz. Reż.: N. Koryncka-Gruz. TVP 1994; Pieśni postu świętego z dawnych polskich poetów zebrane. Scenariusz widowiska poetyckiego: K. Koehler. Reż.: M. Rosa. TVP 1996. – filmów dokumentalnych: Maria Konopnicka. Scenariusz: K. Koehler, E. Rottermund. Reż.: E. Rottermund. Ekran. 1996; Sarmacja czyli Polska. Scenariusz: K. Koehler, W. Szarek. Komentarz: K. Koehler. Reż.: J. Knopp. Ekran. 1996; Macie swojego poetę, czyli opowieść biograficzna o Mikołaju Sępie Szarzyńskim poecie polskim. Realizacja i scenariusz: K. Koehler, E. Rottermund. Ekran. 1999.

Przekłady utworów K. Koehlera w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a new Poland. An anthology. [Tłum., przedm. i noty o autorach:] D. Pirie. London 1993; New European poets. [Oprac.:] W. Miller, K. Prufer. St. Paul, Minn. 2008; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Oprac. i przekł.:] M.J. Mikoś. Bloomington, IN 2015, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, – czes.: Bílé propasti. Antologie mladé polské poezie. [Przeł.:] B. Trojak, R. Putzlacher-Buchtová, L. Martinek, M. Zelinský. Brno 1997, - franc.: Poésie. [Wybór:] K. Dedecius. [Przeł.] F. Rosset. Vol. 2. [Montricher]; Paris 2000, - hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – niem.: Overground. Die Literatur der polnischen alternativen Subkulturen der 80er und 90er Jahre. Eine Einsicht. [Oprac.:] M. Fleischer. München 1994; Trialog: Deutschland, Frankreich, Polen. Ein Lesebuch. [Oprac.:] L. Krapf, M. Métayer. Eggingen 1994; Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. Red.: K.-D. Sommer. Göttingen 1995; Enttabuisierung. Essays zur russischen und polnischen Gegenwartsliteratur. [Oprac.:] J.-U. Peters, G. Ritz. Bern; Berlin 1996; Poesie. [Wybór i tłum.] K. Dedecius. [T.] 2. Zürich 1996; Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. Antologie = Kochać to, co niewidzialne. Nowa poezja polska. Antologia. Wybór i posł.: D. Danielewicz-Kerski. Köln [1998]; Es ist Zeit. Wechsle die Kleider! Stimmen aus Polen. [Wybór i oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998; Krakau. [Oprac.:] E. Brix. Klagenfurt 2002; Polnische Literatur. Annäherungen: vom Mittelalter bis zum Ende des 20. Jahrhunderts. [Oprac.:] W. Walecki. [Przeł.:] M. Lami, J. Krzysztoforska-Doschek. Wyd. 2. Hamburg 2011, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Wybór:] P. Čučnik. Ljubljana 2005. – szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. Red.: I. Grynberg. Stockholm 2003.
Przekłady
1. A.A. Chafuen: Chrześcijanie za wolnością. Ekonomia późnoscholastyczna. Tłum.: K. i K. Koehlerowie. Wstęp: M. Novak. Kr.: „Arcana” 2002, 233 s. Mała Ser.
2. R.A. Knox: Ukryty strumień. Przekł. [i wstęp] K. i K. Koehlerowie. Wwa: Fronda; Ząbki: Apostolicum 2005, 317 s.
Cykl konferencji wygłoszonych przez autora w Oxfordzie, w latach powojennych, do studentów katolików.
3. A.A. Chafuen: Wiara i wolność. Przeł.: K. i K. Koehlerowie oraz B. Walczyna. Wwa: Armil 2007, 229 s. Ekonomia.
Prace redakcyjne
1. Słuchaj mię, Sauromatha. Antologia poezji sarmackiej. Oprac.: K. Koehler. Kr.: „Arcana“ 2002, 243 s.
2. Stanisława Orzechowskiego i Augustyna Rotundusa debata o Rzeczypospolitej. Wstęp i oprac.: K. Koehler. Tłum. z jęz. łac. E. Buszewicz. Kr.: Wyższa Szkoła Filoz.-Pedag. „Ignatianum”; Wydawn. WAM 2009, 284 s. Humanitas Studia Kulturoznawcze. Źródła.
3. Krzysztofa Warszewickiego i Anonima uwagi o wolności szlacheckiej. Red. nauk.: K. Koehler. Kr.: Wyższa Szkoła Filoz.-Pedag. „Ignatianum”; Wydawn. WAM 2010, 448 s. Humanitas Studia Kulturoznawcze. Źródła.
4. De Europa. Myśli o Starym Kontynencie. Wybór i oprac.: K. Koehler. Wwa : Min. Spraw Zagranicznych 2012, 176 s. Bibl. Jedności Europejskiej.
5. Stanisława Orzechowskiego i Franciszka Stankara pisma o państwie i religii – „Chimera” i „Reguły reformacji”. Wstęp i oprac.: K. Koehler. Tłum. „Canones Reformationis” Stankara i listów: D. Budzanowska. Tłum. i oprac. „Chimery” St. Orzechowskiego: K. Nowak. Kr.: Wyższa Szkoła Filoz.-Pedag. „Ignatianum”; Wydawn. WAM 2012, 443 s. Humanitas Studia Kulturoznawcze. Źródła.
6. Stanisława Orzechowskiego i Andrzeja Frycza Modrzewskiego spór o wiarę. „Frycz” St. Orzechowskiego oraz „Prosta opowieść” i „Orzechowski” A.F. Modrzewskiego. Wstęp i oprac.: K. Koehler. [Przeł.:] K. Stompór-Lesiecka]. Kr.: Akad. Ignatianum; Wydawn. WAM 2013, 372 s. Humanitas Studia Kulturoznawcze. Źródła.
7. Retoryka Towarzystwa Jezusowego i jej konteksty. Red.: Ł. Cybulski, K. Koehler. Wwa: Wydawn. UKSW 2014, 174 s. Bielańska Bibl. Staropolska.
8. Rok 1573: dokonania przodków sprzed 440 lat. Red.: J. Dzięgielewski, K. Koehler, D. Muszytowska. Wwa: Wydawn. UKSW 2014, 192 s.
9. Literatura, kultura religijna, polskość. Księga jubileuszowa dedykowana prof. dr. hab. Krzysztofowi Dybciakowi w 65. rocznicę urodzin. Pod red. K. Koehlera, W. Kudyby i J. Sikory. Wwa: Wydawn. UKSW 2015, 832 s.
10. Kronika za Zygmunta Augusta w Knyszynie zmarłego roku 1572 i inne dokumenty polityczne z czasów pierwszego bezkrólewia. Vol. 1. Od lipca 1572 do marca 1573. Wstęp i oprac.: K. Koehler. Kr.: Akad. Ignatianum; Wydawn.WAM 2016, 407 s. Humanitas Studia Kulturoznawcze. Źródła.
11. Q. Skinder: Wizje polityki. T. 1. Rozważania o metodzie. Przekł. K. Kohler. Red.: K. Kohler. Wwa: Wydawn. UKSW 2016, .

Nadto redakcja z K. Michałowską cyklu filmowego: Dekalog 89+. Ekran. 2009.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Autor o sobie: Kuszenie rymem. Rozm. K. Czanganik. „Gaz. Krak.” 1993 nr 289; Odpowiedź na ankietę „Świadectwa”. „Teksty Drugie” 1996 nr 5; Pełnia i tkliwość. „Pro Arte” 1997 nr 7; Odpowiedź na ankietę „Religia i literatura”. „Fronda” 1998 nr 11/12.
 	Wywiady: Poeta – słowo wyjałowione. Rozm. A. Michajłów. „Dekada Lit.” 1991 nr 15; M. Baran, K. Koehler, M. Świetlicki: Nowe „Dziady”. Rozm. P. Rodak. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6 [wywiad z poetami związanymi z pismem „bruLion”]; Poezja jest poznawaniem świata. Rozm. R. Rżany. „Nowy Nurt” 1994 nr 18; W cieniu doświadczenia. Rozm.: J. Borowczyk, W. Ratajczak. „Czas Kult.” 1994 nr 3; Zwierzenia poety. Rozm. [B. Mamoń] (m). „Tyg. Powsz.” 1994 nr 41; Jestem silny. Rozm.: R. Chojnacki, M. Czyżowski. „Studium” 1996 nr 4; Jestem pozytywnie nastawiony do rzeczywistości. Rozm.: P. Mazur, M. Grabowski. „Nasz Dz.” 1999 nr 129; Klasyk i barbarzyńcy. Rozm.: P. Czapliński, P. Śliwiński. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999; Sarmata w Ameryce. Rozm. W. Wencel. „Nowe Państ.” 2001 nr 51/52; Doświadczyłem Istnienia. Rozm. M. Larek. „Kresy” 2004 nr 1/2; Kanał szybkiego reagowania. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2006 nr 195; Opóźniamy triumf rozrywki. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 197; Bóg stworzył wielkie ryby. Rozm. J. Kopciński. „Teatr” 2014 nr 11; Jesteśmy ludem Gerazeńczyków. Rozm. A. Czartoryska-Sziler i D. Kawa. „Acana” 2016 nr 3; Sztuka ideologiczna. Rozm. B. Łoziński. „Gość Niedzielny” 2016 nr 50.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	Pogodne requiem. „bruLion” 1987 nr 2/3 [trójgłos o wierszach Krzysztofa Koehlera: [S. Balbus] ST.B., T. Nyczek, [M. Stala] J. Krzos].
 	S. BARAŃCZAK: Prezentacje: Krzysztof Koehler. „Tyg. Lit.” 1990 nr 3.
 	M. STALA. „Tyg. Lit.” 1990 nr 3.
 	D. PAWELEC: „Szyk” i „skowyt”. O poezji debiutantów drugiej połowy lat osiemdziesiątych. „Kresy” 1991 nr 6 [dot. m.in. K. Koehlera].
 	M. WYKA: Dar. „NaGłos” 1991 nr 3.
 	J. BOROWCZYK: Póki tak krążę....; W. RATAJCZAK: Przerażenie i ład. „Czas Kult.” 1994 nr 3.
 	A. FRANASZEK: „Odpowiedź na śmierć”. O poezji Krzysztofa Kohlera. „Polonistyka” 1995 nr 6.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Gry i grymasy. „Polonistyka” 1995 nr 7 [m.in. dot. K. Koehlera].
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Schizmatycy, pielgrzymi duch odbiorcy, czyli niezrównana całość, która się rozpadła. W tychże: Niebawem spadnie błoto, czyli Kilka uwag o literaturze nieprzyjemnej . Pozn. 1997 [m.in. dot. K. Koehlera].
 	K. MALISZEWSKi: Krytyczna schizofrenia; Casus Koehlera. „Nowy Nurt” 1994 nr 12 s. 7, sprost.: „Nowy Nurt” 1994 nr 14. Przedr. w tegoż: Nasi klasycy, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999 [zwłaszcza o: Nieudana pielgrzymka].
 	J. BOROWCZYK: „Cokolwiek się stanie, będzie jak darowane”. „Arcana” 2002 nr 2.
 	M. KAMIEŃCZYK: „Mój Bóg...”. O poezji Krzysztofa Koehlera. „Topos” 2003 nr 6.
 	M. WOŹNIAK-ŁABIENIEC: Oblicza młodego klasycyzmu. (O poetyce i grze intertekstualnej w wierszach Krzysztofa Koehlera i Wojciecha Wencla). W: Dwudziestowieczność. Wwa 2004.
 	A. KALISZEWSKI: „Błądziłem po parku” (neoklasycyzm Krzysztofa Koehlera). W tegoż: Nostalgia stylu. Kr. 2007.
 	A. WDOWIK: W poszukiwaniu własnych korzeni. Analiza tekstów Krzysztofa Koehlera (oraz Andrzeja Waśki). „Tekstualia” 2008 nr 4.
 	M. JAWORSKI: Wers i wiara. (Poezja Wojciecha Wencla i Krzysztofa Koehlera). W tegoż: Rewersy nowoczesności. Pozn. 2009, przedr. w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski: Epopeja rozkładu. Motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci). Katow. 2015, passim.

&amp;nbsp;
Wiersze

 	Z. BIEŃKOWSKI: Antygona zapracowana i śliczna; G. FILIP: Poezja leksykonu. „Tyg. Lit.” 1991 nr 21.
 	J. FRANCZAK: Brodskizm, albo natręctwo muchy. „Za pozwoleniem” 1991 nr 7.
 	M. URBANOWSKI: Młodzi idą! „Dekada Lit.” 1991 nr 24.
 	A. FRANASZEK: „Droga w kamienne serce blasku...”. „NaGłos” 1992 nr 7.

&amp;nbsp;
Nieudana pielgrzymka

 	A. FRANASZEK: „Pół-dezerter, pół-lewita”. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 23.
 	A. OSIECKA: Pięć białych gam. „Życie Warsz.” 1994 dod. „Ex Libris” nr 46.
 	S. SADOWSKI: 7 x „brulion”. „Nowe Książ.” 1994 nr 12.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Mniej, więcej, coś. „Res Publica Nowa” 1994 nr 9.
 	J. WITAN: „Pokorny sługa rzeczywistości”. „Pracownia” 1995 nr 13.
 	B. WOŁOWICZ: Uśmiech pewności Krzysztofa Koehlera. „Gaz. Malarzy i Poetów” 1997 nr 3. [dot. też: Partyzant prawdy].
 	Zob. też Ogólne.

&amp;nbsp;
Partyzant prawdy

 	M. CYRANOWICZ: Krzysztof Koehler u wrót doliny i ani słowa o klasycyzmie. „Studium” 1997 nr 9.
 	A. EKIERHARDT: Ciężar światła. „FA-art” 1997 nr 2/3.
 	A. GRABOWSKI: Psalmista z ciemnogrodu. „Znak” 1997 nr 10.
 	A. MORAWIEC: Do źródła. „Twórczość” 1997 nr 10.
 	M. URBANOWSKI. „Arcana” 1997 nr 4, przedr. w tegoż: Oczyszczenie. Kr. 2002.
 	P. WILCZEK: Otacza nas Duch. „Nowe Książ.” 1997 nr 6.
 	B. WOŁOWICZ: Uśmiech pewności Krzysztofa Koehlera. „Gaz. Malarzy i Poetów” 1997 nr 3 [dot. też: Nieudana pielgrzymka].
 	W. WENCEL: Coraz ściślej związany z losem. „Brulion” 1998 z. 1.
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Dlaczego klasycy? O tomach poetyckich Wojciecha Wencla „Oda na dzień św. Cecylii” i Krzysztofa Koehlera „Partyzant prawdy”. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	R. JAWORSKI: „Poseł Prawdy”, jej „partyzant” i... Unia Europejska. „Akant” 2010 nr 3.
 	W. CZAPLEWSKI: Niosę w sobie kawałek Koehlera. „Akant” 2015 nr 11 [interpretacja wiersza „List do Pi”].

&amp;nbsp;
Na krańcu długiego pola i inne wiersze z lat 1988-1998

 	P. MAZUR: Poezja dobra. „Nasz Dz.” 1999 nr 45.
 	A. PIWKOWSKA: Tułaczka i poszukiwanie. „Nowe Książ.” 1999 nr 4.
 	A. KALISZEWSKI: Klasycyzujący O’haryści czy O’haryczni klasycy. „Akcent” 2000 nr 1/2.
 	J. GESHE: „Wenn es nur ist”. „Zbliżenia Interkulturowe” 2008 [z.] 3 [dot.: Am Rand des langen Feldes].

&amp;nbsp;
Trzecia część

 	J. KOPCIŃSKI: W silniejszej sferze bycia. „Rzeczpospolita” 2003 nr 196.
 	M. URBANOWSKI. „Arcana” 2003 nr 6.
 	A. KAŁUŻA: Bez sentymentu. „Twórczość” 2004 nr 5.
 	J. SIKORA: Nie szokować, nie mamić. „Akcent” 2004 nr 1/2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Tygiel. „Nowe Książ.” 2004 nr 1.
 	Z. ZARĘBIANKA: Trzecia część - ślad całości? „Topos” 2004 nr 5.
 	M. WOŹNIAK-ŁABIENIEC: Nowy katastrofizm. O poemacie „Trzecia część” Krzysztofa Koehlera. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2015 [t.] 4.

&amp;nbsp;
Stanisław Orzechowski i dylematy humanizmu renesansowego

 	P. KRZYWOSZYŃSKI. „Czasop. Prawno-Hist.” 2006 z. 2.
 	S. SALMONOWICZ: Stanisław Orzechowski: retoryka w służbie polityki. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 2006.

&amp;nbsp;
Porwanie Europy

 	W. KUDYBA: Europa, czyli historia. „Topos” 2009 nr 4.
 	K. LISOWSKI: Zgwałcona Europa. „Nowe Książ.” 2009 nr 3.
 	M. URBANOWSKI: Wygasłe żagwie historii. „Zesz. Karmelitańskie” 2009 nr 3.
 	J. BARTYZEL: O „Porwaniu Europy” Krzysztofa Koehlera. „Arcana” 2010 nr 1.

&amp;nbsp;
Od morza do morza

 	A. JABŁOŃSKI: Poeta osobny. „Nowe Książ.” 2012 nr 6.
 	W. KUDYBA: Mejl do Krzysztofa Koehlera. (O mniejszości). „Topos” 2012 nr 8.
 	R. WIŚNIEWSKI: Marginesy patosu. „Odra” 2012 nr 10.

&amp;nbsp;
Boży podżegacz

 	F. MEMCHES: Piotr Skarga modernizuje Polskę. „Rzeczpospolita” 2013 nr 70.
 	I. HRYNIEWICZ. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 2013.

&amp;nbsp;
Krzysztof Kohler. Antologia

 	D. HECK (Maria Tarczyńska): To nie są kwiatki. W tejże: Recenzje bez cenzury. Lubl. 2015.

&amp;nbsp;
Wnuczka Raguela

 	E. MORAWIEC: W końcu świat - dwie wizje. „Arcana” 2014 nr 6.
 	D. HECK: Upraszczając sens wielokrotny. „Topos” 2015 nr 1, przedr. w: D. Heck (Maria Tarczyńska): Recenzje bez cenzury. Lubl. 2015.
 	C. ROSIŃSKI: Poszukiwacz sensu. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.
 	L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2015 nr 55 [dot. też: H. Waniek: Notatnik i modlitewnik drogowy; M. Miłkowski: Wist].

&amp;nbsp;
Palus sarmatica

 	W. KALISZEWSKI: Wyprawa do źródeł. „Nowe Książ.” 2017 nr 5.
 	M. URBAŃSKA: młynkiem sarmackim. „Rzeczpospolita” 2017 nr 5.
 	K. WÓJCIK: Zrób to sam. Szlachcic polski, czyli Vademecum sarmackie według Krzysztofa Kohlera. „Topos” 2017 nr 3.

&amp;nbsp;
Kraj Gerazeńczyków

 	K. ALICHNOWICZ: Droga wyobraźni. „Twórczość” 2017 nr 9.
 	I. STAROŃ: Carmina doloroso. „Arcana” 2017 nr 3.
 	TENŻE: Poeta spotyka Pana. W „Kraju Gerazańczyków” Krzysztofa Kohlera. „Topos” 2017 nr 4.

&amp;nbsp;
Słuchaj mię, Sauromatha

 	A. GRABOWSKI: Ameryka dla Polaków. „Res Publica Nowa” 2003 nr 6.
 	P. WILCZEK: Głos w sporze o Sarmację. „Nowe Książ.” 2003 nr 5.

</document>
<document nplp_id="2793" title="Jerzy KOENIG" slug="jerzy-koenig">1931-2008

Imiona metrykalna: Jerzy Ryszard Erwin.

Pseud. i krypt.: J.K; J.Kg.; Jan Jerek; Jerek; jk; jkg; (jkg); (Jkg); kn; (kn); Kn.; Krytyk-Zet; (mp); (rek); – wspólnie z B. Frankowskim: (bfr, jkg); – wspólnie z A. Stawarem: Nemo; – wspólnie z J. Timoszewiczem: Jerzy Koetim; – wspólnie z E. Wysińską: KiW.

Krytyk teatralny, teatrolog, tłumacz.
Zob. TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 21 listopada 1931 w Łodzi; syn Erwina Koeniga, prawnika, i Anny z domu Bujanowskiej, urzędniczki. Po rozwodzie rodziców w 1939 był wychowywany przez matkę. Uczęszczał do Gimnazjum im. S. Żeromskiego w Łodzi. W 1949 został członkiem ZMP. Po zdaniu w 1951 matury studiował filologię rosyjską na Uniwersytecie Łódzkim. W 1954 przeniósł się do Warszawy i kontynuował studia na Uniwersytecie Warszawskim; magisterium uzyskał w 1955. Równocześnie w 1954-56 pracował jako korektor w Państwowych Zakładach Wydawnictw Szkolnych. Debiutował recenzją teatralną z dwu wystawień sztuki E. Mac Colla Zatrzymać pociąg (też pt. Podróżni) w Łodzi i Warszawie,zamieszczoną w 1955 w tygodniku „Teatr” (nr 7), w którym drukował okresowo i w późniejszych latach (1956-57, 1966-71, 1986). Był członkiem prowadzonego przez Edwarda Csató Koła Młodych Krytyków Teatralnych przy SPATiFie. W 1956-66 pracował w redakcji miesięcznika teatralnego „Dialog” kolejno jako młodszy, a potem starszy redaktor i kierownik działu; ogłaszał tu recenzje i artykuły poświęcone teatrowi. Zajmował się także przekładami z języka rosyjskiego, głównie dramaturgii współczesnej, ale także tekstów o teatrze. W 1958-75 nieregularnie publikował w „Pamiętniku Teatralnym”. W 1961-62 był kierownikiem literackim Teatru Narodowego w Warszawie. W 1966 przeszedł do redakcji „Współczesności”, w której kierował działem teatru i filmu oraz publikował recenzje teatralne (1965-68). Równocześnie był członkiem zespołu redakcyjnego „Miesięcznika Literackiego”, gdzie drukował do 1970. Od 1965 należał do ZLP. W 1967 został kandydatem na członka, a z początkiem 1968 członkiem PZPR. Po śmierci E. Csató w 1968 objął stanowisko redaktora naczelnego dwutygodnika „Teatr”, które zajmował do 1972. Krytykę teatralną uprawiał nadto na łamach m.in. „Nowej Kultury” (1961-62), „Przeglądu Kulturalnego” (1960-63), „Kultury” (tu w 1965 wspólnie z Elżbietą Wysińską pod krypt. KiW Kronika teatralna), „Expressu Wieczornego” (1969-70). W 1968-69 był redaktorem „Almanachu Sceny Polskiej” i kwartalnika „Teatr Lalek”. Współpracował też z Polskim Radiem i z Telewizją Polską, w której był przez wiele lat konsultantem do spraw teatru. W 1966 rozpoczął pracę w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) w Warszawie, gdzie wykładał historię teatru i dramatu; w 1972 otrzymał stanowisko docenta kontraktowego tej uczelni i prodziekana Wydziału Aktorskiego, był też prorektorem PWST (1975-81) i prodziekanem Wydziału Reżyserii (1981-82); w 1975 współorganizował Wydział Wiedzy o Teatrze, którego był dziekanem (do 1981, 1987-90 i 1993-96) oraz prodziekanem (1996-99). W 1972 ponownie dołączył do redakcji „Dialogu”, obejmując funkcję zastępcy redaktora naczelnego (w 1989 był krótki czas redaktorem naczelnym); publikował tu m.in. stały felieton Sprawy bieżące (1990-91). Podjął też w 1972 obowiązki kierownika literackiego Teatru Dramatycznego w Warszawie, które wykonywał do 1981. Otrzymał m.in. Nagrodę Krytyki Teatralnej SDP (1975), Nagrodę Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR) za przekłady z literatury rosyjskiej (1976), nagrodę tygodnika „Przyjaźń” za osiągnięcia w prezentacji dramaturgii radzieckiej na scenach polskich (1976) i za przekłady z literatury rosyjskiej i radzieckiej (1986), nagrodę im. W. Wasilewskiej, przyznawaną przez TPPR (1988) i Nagrodę Przewodniczącego Komitetu do spraw Radia i Telewizji (1988). Był dyrektorem artystycznym Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii Rosyjskiej i Radzieckiej (1981) i członkiem rad programowych wielu innych festiwali teatralnych, m.in. Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu, Klasyki Polskiej w Opolu, Warszawskich Spotkań Teatralnych. W 1983-85 i 1987-94 był dyrektorem naczelnym Redakcji Teatru i Programów Literackich Telewizji Polskiej, a po likwidacji tego stanowiska został redaktorem do spraw programu Teatru Telewizji w Agencji Produkcji Teatralnej i Filmowej (do 1998). Występował również na antenie, wygłaszając wprowadzenia do premier Teatru Telewizji; w 1993 otrzymał za całokształt działalności nagrodę dla osobowości telewizyjnej, Superwiktora. Pełnił też różne funkcje w teatrach pozawarszawskich: był konsultantem literackim w Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach (1982-85), kierownikiem literackim w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (1985-86) i w Starym Teatrze w Krakowie (1998), którego następnie do 2002 był dyrektorem artystycznym. W 1992-99 przewodniczył jury Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Kontakt” w Toruniu. W 1993 otrzymał na PWST (od 1996 Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza) stanowisko profesora nadzwyczajnego; po przejściu na emeryturę w 2002, pracował jeszcze na tej uczelni do 2007. Recenzje teatralne publikował w tym okresie w „Obserwatorze Codziennym” (1992), „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Teatrze” (2000, 2006-07), „Foyer” (w 2004-05 stały cykl felietonów Palarnia) i „Dzienniku Polska Europa Świat” (2006-07), także w „Polityce”. Był członkiem m.in. Rady Teatru Ministerstwa Kultury i Sztuki (1990-92), kapituły Nagrody Prezydenta RP za Twórczość dla Dzieci i Młodzieży „Sztuka Młodym” (2002-05), Rady Artystycznej Związku Pracodawców Unia Polskich Teatrów (od 2006). W 2006 otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia twórcze i dydaktyczne. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim (1986) i Krzyżem Oficerskim (2003) Orderu Odrodzenia Polski.

W 1954 ożenił się z Joanną Mosińską, reżyserką telewizyjną (rozwód 1968); w 1972 zawarł związek małżeński z Anną Rachel, scenografką. Miał dwu synów: z pierwszego małżeństwa Piotra (ur. 1958), informatyka, z drugiego – Krzysztofa (ur. 1975). Zmarł 11 lipca 2008 w Warszawie; pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

W października 2008 Wydział Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie ustanowił Nagrodę im. J. Koeniga, przyznawaną absolwentom uczelni za szczególne osiągnięcia w ciągu trzech lat od ukończenia studiów.



TWÓRCZOŚĆ

 	

 	Pięćdziesiąt lat teatru ZSRR (1917-1967); „Taganka”. Kronika. „Pam. Teatr.” 1967 nr 3/4 s. 301-364; 434-446.



Tu także na s. 365-416 zdjęcia w wyborze J. Koeniga – Zob. też Prace redakcyjne poz. 2.


 	

 	Rekolekcje teatralne. Wwa: KAW 1979, 236 s. Współcz. Krytyka Pol.



Teksty drukowane w prasie w 1960-1977. – Zawartość: Co to jest? [wstęp]. – I: Sprawa pierwsza: dramat; Temat drugi: krytyka teatralna; Teatr jest sztuką; Prowincja?; Repertuar; Młodzi, zdolni [reżyserzy]; Teatr z kalendarza [dot. praktyki planowania przedstawień]. – II: Polityka – dokument - teatr; Bardzo modne „Wyzwolenie” [S. Wyspiańskiego w T. Nar. w Wwie]; „Woyzek” Swinarskiego [dot. inscenizacji sztuki G. Büchnera w Starym T. w Kr.]; Krakowski Witkacy [dot. inscenizacji: „Bezimienne dzieło” w T. im. J. Słowackiego, „Oni” i „Nowe Wyzwolenie” w Starym T.]; Teatr Przybyszewskiej; Kto to jest Erwin Axer; „Bo ja wiem…” Jana Kosińskiego. – III: Teatropisanie [uwagi nt. teatrologii, krytyki i recenzji teatr.]; Wróżyć – ale z czego? [dot. perspektyw teatru na 1971-1975]; Pomagać? [dot. dramaturgii współczesnej]; Zwyciężyliśmy [dot. sezonu teatralnego 1971/1972]; Z czym są kłopoty? [dot. możliwości debiutu dramaturgicznego]; Sprawa otwarta [dot. trzydziestolecia teatru pol., powst. 1973]; Inscenizacja i inscenizatorzy; Dwa i pół sezonu we „Współczesności” [dot. działu krytyki teatralnej w 1966-1968]. – IV. Regulamin krytyki teatralnej (projekt) [powst. 1960].


 	

 	Kto ma mieć pomysły? Szkice i felietony teatralne z lat 1978–2008. Wybór i oprac.: P. Płoski. Kr.; Wwa: Inst. Książki w Kr. Dział Wydawn. 2014, 376 s. Teatr. Krytycy.



Teksty drukowane w prasie i w książkach w 1978-2008. - Zawartość: I. Szkice, artykuły, wspomnienia: Czy pamiętamy o nim [dot. E. Csató]; „Mały” Raszewski [dot.: Z. Raszewski: Krótka historia teatru polskiego]; Nie tylko recenzje [dot.: E. Csató: Interpretacje]; Nie tylko o krytyce [dot. sytuacji krytyki teatralnej]; Zajmować się teatrem można bardzo różnie [dot. wiedzy o teatrze]; Piscator po raz drugi; Konkurs [dot. konkursu na słuchowisko radiowe]; To nie takie proste; Notatki prelegenta; Spowiedź z własnych grzechów; Kim jest dziś Leon Schiller dla polskiego teatru; W gwarze więziennej [dot.: J. Krasiński: Czapa]; Teatr TV nie jest wyspą samotną; Mój teatr warszawski; Nie tylko role [wspomnienie o J. Świderskim]; Wieczory Adolfa Rudnickiego [dot.: A. Rudnicki: Wieczór jest sercem dnia]; Wiedza o teatrze; Kim był [K.] Puzyna?; Quodlibet [Z.] Raszewskiego [dot.: Trudny rebus]; Ważna partia szachów [dot.: Z. Hübner: Polityka i teatr]; [J.] Jarocki nie cierpi chyba jednego; Z Łodzi w świat [dot. J Kosińskiego]; Nie tylko historia [dot. jubileuszu „Pamiętnika Teatralnego”]; Zamiast teatru; Bez paniki; Rekolekcje teatralne: wiosna; Aktor Tadeusz Łomnicki (1927–1992); Prosto z Berliner Ensemble [wspomnienie o K. Swinarskim]; Pozdrowienia z przeszłości [dot.: Sto przedstawień w opisach polskich autorów. Oprac.: Z. Raszewski]; I krytyk teatralny także [dot. krytyki teatralnej T. Słobodzianka]; Są przedstawienia – i jest teatr [dot. V Festiwalu Unii Teatrów Europy]; Lubiliśmy sobie porozmawiać. Wspomnienie o Andrzeju Wanacie; Najtrudniej jest mówić o kimś, kogo się znało [wspomnienie o Z. Hübnerze]; Siła tajemna [dot. stulecia prapremiery „Wesela” S. Wyspiańskiego]; Różne odcienie szarości; Nasz [K.] Dejmek; Coś nam nie bardzo wychodzi; W oczekiwaniu na proroka; Dwa teatry [dot. dziejów teatru studenckiego]; Kilka uwag o nieistniejącym, a wciąż możliwym [dot. teatru TV dla dzieci i młodzieży]; Osobność [dot. E. Axera]; Gorący kartofel. Refleksje po VI Festiwalu „Dwa Teatry”; Bez [T.] Łomnickiego; Wiele lat temu zgrzeszyłem pychą; [J.] Jarocki: widzialna ręka reżysera. – II. Felietony: [L.] Jouvet i pan Robineau [dot.: J. Giraudoux: Improwizacja paryska]; Teatr i pieniądze; Sprawy bieżące. I-VII; Kto ma mieć pomysły?; Ćwierć wieku [dot. Wydziału Wiedzy o Teatrze PWST w W-wie]; Zmierzch inteligencji? [wspomnienie o W. Terleckim]; Jak najdalej od podejrzanych estetów i szarpidrutów; Osobisty rachunek sumienia z [K.] Dejmkiem w tle; Kto nie lubi Petera Steina; Nie zadawaj głupich pytań; Ja też mam swoją notatkę; Śni mi się sąd ostateczny; Jak pisać dramaty; Gdzie jesteśmy, co nas czeka?; Więcej pytań niż odpowiedzi; Czytam. Nie wychodzę z domu [dot.: Z. Raszewski: Raptularz]; Czterdzieści cztery lata z Jerzym Grzegorzewskim; Od pomysłu do pomysłu; Stare i nowe; Mijają lata, mijają artyści; Redaktor, który odmienił nam teatr [dot. A. Tarna]. – [Posł.:] J. Majcherek: Czy będziemy o nim pamiętać?

Przekłady

 	

 	W. Majakowski: Jak się macie i inne scenariusze filmowe. Przekł.: J. Koenig, J. Brzęczkowski. Wstępny szkic pt. Majakowski w filmie radzieckim napisał K.T. Toeplitz. Wwa: WAiF 1960, 265 s.
 	E. Stawskij: Przyciąganie ziemskie. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Obidniak. Kalisz, T. im. W. Bogusławskiego 1964.
 	P. Hacks: Historia o starym wdowcu z roku 1637. [Utwór dramatyczny]. Tłum.: J. Koenig, K. Puzyna. „Dialog” 1965 nr 8 s. 35-42. Wyst.: radiowe: Adapt. i reż.: T. Szczepański. Radio 1969; teatr.: Reż.: A. Przybylski. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 1972; tv: Reż.: I. Cywińska. TVP 1976.
 	M. Szatrow: Szósty lipca. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: tv: Reż.: J. Krasowski. TVP 1965; teatr.: Reż.: J. Krasowski. Wr., T. Pol. 1967; radiowe: Adapt.: K. Białek. Reż.: E. Płaczek. Radio 1969.
 	I. Dworiecki: Człowiek znikąd. (Kronika współczesna w 2 częściach). [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1972 nr 11 s. 21-60. Wyst.: Reż.: J. Kozowski. Olsztyn-Elbląg, T. im. S. Jaracza 1973.
 	A. Gelman: Protokół pewnego zebrania partyjnego. (Sztuka w 2 aktach z prologiem). „Dialog” 1976 nr 4 s. 41-70. Wyst.: teatr.: Reż.: T. Łomnicki. Wwa, T. na Woli 1976; radiowe: Adapt.: W. Billip. Reż.: Z. Nardelli. Radio 1976.



Wyst. też pt.: Premia; Szansa.


 	

 	A. Gelman: Sprzężenie zwrotne. (Sztuka w 2 aktach). „Dialog” 1978 nr 10 s. 40-77. Wyst.: Reż.: A. Rozhin. Wwa, T. na Woli 1980.
 	A. Gelman: My, niżej podpisani. (Sztuka w 2 aktach). „Dialog” 1979 nr 10 s. 58-90. Wyst. teatr.: Reż.: A. Ziębiński. Wwa, T. Popularny 1980; tv: Reż.: M. Kopiński. TVP 1988.



Wyst. też pt. Bilet w jedną stronę.


 	

 	E. Bragiński, E. Rjazanow: Garaże. Scenariusz filmowy. „Dialog” 1980 nr 10 s. 57-85.
 	W. Brumel, J. Szpitalnyj: Doktor Nazarow. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: J. Bratkowski. TVP 1980.
 	A. Gelman: Sami ze wszystkimi. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1984 nr 10 s. 38-64. Wyst.: Reż.: A. Rozhin. Szczec., T. Współcz. 1985.



Wyst. też pt. Węzeł.


 	

 	A. Gelman: Ławeczka. (Podział na akty wedle uznania reżysera). „Dialog” 1986 nr 4 s. 69-93. Wyst.: teatr. i tv: Reż.: M. Wojtyszko. Wwa, T. Powsz. 1986; TVP 1988.



Wyd. jako dokument elektroniczny wyst. w TVP: Wwa: Telewizja Pol. 2008, 1 dysk optyczny (DVD). Złota Setka Teatru Telewizji.


 	

 	A. Gelman: Stuknięta. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Grigorjan. Bydg., T. Pol. 1987.



Wyst. też pt. Zinula.


 	G. Mamlin: Dzwony. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: S. Nosowicz. Kr., Stary T. 1987; tv: Reż.: B. Sałacka. TVP 1989.
 	W. Meyerhold: Przed rewolucją. (1905-1917). Wstęp i wybór J. Koenig. Przekł.: A. Drawicz i J. Koenig. Noty: A. Fewralski. Wwa: WAiF 1988, 313 s. Teorie Współcz. Teatru.
 	U. Widmer: Top dogs. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1998 nr 8 s. 57-86. Wyst.: tv: Reż.: F. Zylber. TVP 1999; teatr.: Reż.: B. Wyszomirski. Gdańsk, T. Wybrzeże 2000.

Prace redakcyjne

 	

 	Anty-Dialog. Ukazuje się raz w roku, w kwietniu, jako bezpłatny dodatek do „Dialogu”. Red. odpowiedzialny J. Koenig [1959] nr 1, 16 s.
 	Pięćdziesiąt lat teatru ZSRR (1917-1967). Red.: B. Korzeniewski, Z. Raszewski, [J. Koenig] „Pam. Teatr.” 1967 nr 3/4, 520 s.



Numer monograficzny współredagowany wg inf. J. Timoszewicza przez J. Koeniga – Zob. też twórczość poz. 2.


 	

 	J. Wachtangow: Poszukiwania. Wybór i przekł.: H. Bieniewski. Wstęp: H. Bieniewski i E. Csató. Noty: J. Koenig. Wwa: WAiF 1967, 151 s. Teorie Współcz. Teatru.
 	Teatry studenckie w Polsce. Red.: J. Koenig. Wwa: WAiF 1968, 293 s.
 	Almanach sceny polskiej 1967/68. Pod red. J. Koeniga. Wwa: WAiF 1969, 268 s.
 	Antologia dramatu. Wybór i posł.: J. Koenig. T. 1-2. Wwa: PIW 1976, 473 + 404 s. Bibl. Lit. XXX-lecia.
 	A.J. Tairow: Notatki reżysera i proklamacje artysty. Przeł. J. Ludawska. Wstęp i noty: J. Koenig. Wwa: WAiF 1979, 199 s. Teorie Współcz. Teatru.
 	Spotkania z Meyerholdem Wybór wspomnień. Przeł. E. P. Melach. Kom. red. M. A. Walentij [i in.]. Wybór i kalendarium: J. Koenig. Warszawa: PIW 1981, 354 s.



Zob. też Przekłady poz. 15.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje J. Timoszewicza i P. Płoskiego w 2013.
 	Wywiady: O teatrze, widzach i recenzjach – mówi Jerzy Koenig „Expr. Wiecz.” 1969 nr 54; Aktor w labiryncie konwencji. Rozmowa z Jerzym Koenigiem. W: J. Niesiobędzki: Rozmowy istotne. Gdańsk 1983; Krytyka teatralna: bilard czy strzelnica? Rozm. B. Winnicka. „Życie Lit.” 1983 nr 17; Rozm. M. Stankiewiczówna. „Sztand. Młod.” 1983 nr 149; Wielokąt bermudzki. Rozm. z Jerzym Koenigiem, dyrektorem Teatru Telewizji, M. Jarocka. „Argumenty” 1983 nr 19; Rozm. M. Huniewicz. „Sztand. Młod.” 1987 nr 215; Teatr dla obojętnych? Rozm. z Jerzym Koenigiem, redaktorem naczelnym Teatru Telewizji. „Życie Warsz.” 1990 nr 215; Nie ja robię Teatr Telewizji. Z Jerzym Koenigiem rozm. W. Majcherek. „Teatr” 1992 nr 11; Łatwego sposobu na odnowę nie widzę. Rozm. z Jerzym Koenigiem, krytykiem teatralnym, szefem Teatru Telewizji, J.R. Kowalczyk. „Rzeczpospolita” 1996 nr 6; Rozstanie z Kobrą. Rozm. z Jerzym Koenigiem, szefem Teatru TV, J. Wakar. „Życie Warsz.” 1997 nr 27; Dobrze, że to nie paszcza lwicy – mówi Jerzy Koenig, nowy dyrektor artystyczny Starego Teatru. „Gaz. Krak.” 1998 nr 305; Próbowałem zrozumieć teatr. Rozm. E. Likowska. „Przegląd” 2001 nr 50; ; Okularnik w teatrze. Rozm. J. Godlewska. „Not. Teatr.” 2009 nr 52/53.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	W. MAJCHEREK: Jerzy Koenig. (1931-2008). Notatki do epitafium. „Zesz. Lit.” 2008 nr 4.
 	W. MAJCHEREK: Kim był Jerzy Koenig?; K. KUTZ: Pan Jerzy od Teatru Telewizji. „Teatr” 2008 nr 11.
 	W. MAJCHEREK: Teatrowi poświęcił życie. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 164 dod. „Stołeczna”.
 	L. ŚLIWONIK: …miejsce spotkania. Jerzy Koenig. 1931-2008. „Scena” 2008 nr 2.
 	J. WAKAR: Chcieliśmy być tacy jak Jerzy Koenig. „Dziennik” 2008 nr 163.
 	J. SIERADZKI: Jerzy Koenig; D. ŻMIJ-ZIELIŃSKA: Z młodości „Dialogu”; P. MITZNER: K. – dziekan Jurek; T. NYCZEK: Panichida dla Jurka. „Dialog” 2009 nr 2.
 	K. KRAWCZYK: Jerzy Koenig. Legenda Teatru Telewizji. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 9 stycznia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.mapakultury.pl/art,pl,mapa-kultury,95650.html

&amp;nbsp;
Rekolekcje teatralne

 	P.J. DOMAŃSKI: Eseistyka potrzebna. „Nowe Książ.” 1979 nr 19.
 	M. FIK. „Twórczość” 1979 nr 12.
 	K. MĘTRAK. „Expr. Wiecz.” 1979 nr 44 dod. „Kulisy”.
 	Z. GREŃ: Autoportret. „Życie Lit.” 1980 nr 2, przedr. w tegoż: Teatr zamknięty. Kr. 1984.

&amp;nbsp;
Kto ma mieć pomysły?

 	H. BALTYN: Teatropisanie. „Nowe Książ.” 2014 nr 5.
 	Pomysł, czyli namysł . [Dyskusja z udziałem:] P. Płoski, M. Piekutowa, W. Majcherek, P. Sztarbowski. Rozm. J. Kopciński. „Teatr” 2014 nr 7/8.
 	B. SOLA: Coś więcej niż teatr? „Odra” 2014 nr 12.
 	R. URBAŃSKI: Pan w ciemnych okularach. „Nietak-t” 2014 nr 16/17.
 	J. WAKAR: Testament mimo woli. „Teatr” nr 7/8.

&amp;nbsp;
Antologia dramatu

 	T. Krzemień: Kanon jak każdy niedoskonały. „Kultura” 1976 nr 36.

</document>
<document nplp_id="2795" title="Ewa KRASKOWSKA" slug="ewa-kraskowska">ur. 1954

Podpisywała też teksty nazwiskiem: Kraskowska- -Lange.

Historyk literatury, krytyk literacki, tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 1 marca 1954 w Poznaniu; córka Zbig­niewa Kraskowskiego, lekarza, i Eugenii z domu Białej, technika. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. K. Świerczewskiego (obecnie im. I. Paderewskiego). Po zdaniu w 1972 matury studiowała polonistykę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu; w 1977 uzyskała magisterium. Następnie przez rok pracowała w filii nr 42 Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu. Debiutowała jako krytyk literacki w 1978 recenzją powieści B. Wuttke Homunculus z tryptyku, opublikowaną w miesięczniku „Nurt” (nr 8), w którym ogłaszała recenzje do 1981. Od 1978 odbywała studia doktoranckie na Wydziale Nauk Społecznych UAM, które przerwała po otrzymaniu w 1981 etatu asystenta w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UAM. W pracy naukowej zajęła się zagadnieniami translatologicznymi oraz problematyką prozy dwudziestolecia międzywojennego, zwłaszcza powieści kobiet, a w późniejszych latach krytyką feministyczną i badaniami genderowymi. W 1983 uczęszczała na studium podyplomowe dla lektorów języka polskiego w Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców Polonicum na Uniwersytecie Warszawskim. Przebywała na miesięcznych stypendiach naukowych na University of Reading (1983) i Oxford University (1985). W 1986 doktoryzowała się na UAM na podstawie dysertacji Twórczość Stefana Themersona — dwujęzyczność i literatura (promotor prof. Jerzy Ziomek) i przeszła na stanowisko ­adiunkta. W 1988–91 była lektorką języka polskiego na uniwersytetach w Uppsali i w Sztokholmie. W latach dziewięćdziesiątych zaczęła publikować przekłady z literatury anglojęzycznej. W 1996–99 pełniła funkcję wicedyrektora do spraw dydaktycznych w IFP UAM, a następnie do 2005 prodziekana do spraw studenckich na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. Artykuły, studia i recenzje ogłaszała m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1983, 1985, 1997, 2008, 2012), „Arkuszu” (1996–2003), „Polonistyce” (1996, 1998), „Tekstach Drugich”(1996, 1999, 2003, 2005, 2008, 2010), „Ruchu Literackim” (2010, 2012). W 2000 habilitowała się na podstawie rozprawy Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego i awansowała na stanowisko profesora nadzwyczajnego UAM. W 2007 została kierownikiem Zakładu Literatury XX Wieku, Teorii Literatury i Sztuki Przekładu w IFP UAM. W tymże roku zainicjowała powstanie studiów filologii polskiej jako obcej w Collegium Polonicum w Słubicach i kierowała nim do 2010. W 2007–11 była wiceprzewodniczącą Komitetu Nauk o Literaturze PAN, w 2008–13 członkiem Zespołu Ekspertów Bolońskich. W 2009 otrzymała tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego UAM. Od tegoż roku była członkiem rady naukowej międzyuczelnianej sieci Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, a rok później objęła funkcję dyrektora Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM. Współtworzyła w IFP UAM Pracownię Krytyki Feministycznej; współredagowała z Lucyną Marzec i opracowywała hasła do przygotowanego w 2011 jako pierwszy projekt badawczy internetowego Wielkopolskiego Słownika Pisarek (http://pisarki.wikia.com/wiki/Wielkopolski_Słownik_Pisarek).

W 1978 zawarła związek małżeński z Tadeuszem Wojciechem Lange, anglistą i skandynawistą (rozwód 1981). W 1991 poślubiła Lecha Dymarskiego, poetę i prozaika, działacza opozycji demokratycznej, w 2003–15 dyrektora Wielkopolskiego Muzeum Walk Niepodległościowych w Poznaniu. Mieszka w Poznaniu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Twórczość Stefana Themersona. Dwujęzyczność a literatura. Wr.; Kr.: Ossol. 1989, 142 s. PAN Kom. Nauk o Literaturze Pol. Rozprawy Lit., 65.
Rozprawa doktorska.
2. Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1999, 222 s. Filol. Pol. UAM, 60. Wyd. 2 przejrz. i zmien. tamże 2003.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Słowo wstępne. — I. Pióra niewieście. Krytycy o prozie kobiecej międzywojnia. — II. Niebezpieczne związki. O prozie Zofii Nałkowskiej. — III. Świat według Boguszewskiej i po kobiecemu: Lektury pisarek; Reportaż i powieść nowelowa; Kobieca tożsamość; Świat kobiety. — IV. Sens „Przygody w nieznanym kraju” Anieli Gruszeckiej: Nieznany kraj; Kobieta lubi kobietę; Kobiety bez mężczyzn; Gruszecka i Woolf [dot. związków twórczości A. Gruszeckiej i V. Woolf]. — V. Konsekwencje humanitaryzmu. O twórczości Elżbiety Szemplińskiej. — VI. O międzywojennej kobiecej prozie reportażowej: Symbioza prozy i reportażu; Reportaż według [A.] Wata. Narzędzie walki klasowej; Reportaż według [I.] Fika. Narzędzie manipulacji; Reportaż według [K.] Troczyńskiego. Ryzyko metafizyczne; W więzieniu [dot. twórczości reportażowej Z. Nałkowskiej i E. Szelburg-Zarembiny]; W sądzie [nt. reportaży sądowych I. Krzywickiej, E. Szelburg-Zarembiny, W. Melcer]; Na ulicach i pod dachami miast [nt. reportaży W. Melcer, M. Kuncewiczowej]; W okowach patriarchatu [dot. tematyki żydowskiej w publicystyce M. Kuncewiczowej i W. Melcer]. — VI. O modelach pisarstwa kobiecego i o kilku toposach feministycznych.
3. Zofia Nałkowska. Pozn.: Rebis 1999, 165 s. Czytani Dzisiaj.
4. Siostry Brontë. Kr.: WL 2006, 204 s.
Biografia Ch., E., A. Brontë.
5. Czytelnik jako kobieta. Wokół literatury i teorii. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2007, 243 s. Filol. Pol. UAM, 100.
Zawartość: Wprowadzenie. — Kobieta jako czytelnik, czytelnik jako kobieta; Doświadczenie a płeć w literacko- filozoficznym dyskursie oświecenia i romantyzmu; Powieść o socjecie a stereotypy; Semantyka i pragmatyka „mowy nieszczerej” w „Annie Kareninie”; Z dziejów honoru (w powieści XIX i XX wieku); Nałkowska i Schulz, Schulz i Nałkowska; Płeć Słowiańszczyzny; Kobieta mówi wielkie Tak.
6. Vademecum nauczyciela akademickiego. [Współaut.:] M. Ziółek. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2013, 46 s. UAM.
Poradnik.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Męski wiek Pana Cogito. „Twórczość” 1984 nr 8 s. 51–65 [dot.: Z. Herbert: Pan Cogito]. — Dwujęzyczność a problemy przekładu. W: Miejsca wspólne. Szkice o komunikacji literackiej i artystycznej. Wwa 1985 s. 182–204. — Intertekstualność a przekład. W: Między tekstami. Intertekstualność jako problem poetyki historycznej. Wwa 1992 s. 129–145. — Kilka uwag na temat powieści kobiecej. „Teksty Drugie” 1993 nr 4/6 s. 259–273. — Słowa, słowa, słowa… (O intertekstualności). [Współaut.:] A. Legeżyńska. „Polonistyka” 1993 nr 8 s. 452–458. — Stefan Themerson. „Zobaczyć świat z innego punktu widzenia”. W: Pisarze emigracyjni. Sylwetki. Kr. 1993 s. 155–167. — Dzieci generała Piesca. W: Świat według Themersonów. Gdańsk 1994 s. 63–74. — O dramatycznych i „dramatopodobnych” utworach Stefana Themersona. W: Teatr i dramat polskiej emigracji 1939–1989. Pozn. 1994 s. 160–166. — „Raport…” w trzech językach, czyli o stylu poetyckim Zbigniewa Herberta w świetle przekładów na szwedzki i angielski. W: Czytanie Herberta. Pozn. 1995 s. 231–246. — Magia obcych języków i ucięty język Filomeli. O niektórych wątkach „Ziemi jałowej” T.S. Eliota. W: Przez znaki — do człowieka. Pozn. 1997 s. 81–89. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, t. 5. — „Lato 1932” czytane zimą. W: Powroty Iwaszkiewicza. Pozn. 1999 s. 13–28. — O tak zwanej „kobiecości” jako konwencji literackiej. W: Krytyka feministyczna: siostra teorii i historii literatury. Wwa 2000 s. 200–212. — Dubravki Ugrešić filologia antytotalitarna. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2003 t. 10 s. 111–121. — Femininity and communism. The case of Elżbieta Szemplińska. W: Gender and sexuality in ethical context. Ten essays on Polish prose. Bergen 2005 s. 201–221. — Ojcowska żałoba Karola Irzykowskiego. „Teksty Drugie” 2008 nr 5 s. 127–137. — Przekład jako medium w obiegu dyskursu feministycznego. „Ruch Lit.” 2010 z. 1 s. 1–14, przedr. w: Kultura w stanie przekładu. Wwa 2012 s. 201–214. — Krytyka krytyczności. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2011 z. 2 s. 5–20. — Polskie pisarstwo kobiet w wieku XX. Projekt syntezy. „Ruch Lit.” 2012 z. 2 s. 137–154. — Zofia Bystrzycka; Wirydianna Fiszerowa z Radolińskich; Joanna Jodełka. [Współaut.:] K. Gronops, J. Waliszewska; Maria Komornicka; Anna Memorata; Bibianna Moraczewska; Ludwika Radziwiłłowa z Hohenzollernów; Zofia Kamilla Urbanowska; Narcyza Żmichowska; Janina Żółtowska z Puttkamerów. Hasła w: Wielkopolski alfabet pisarek. Pozn. 2012 s. 29–36; 75–78; 115–119; 153–157; 201–203; 215–219; 243–247; 297–305; 375–379; 381–385. — O lekturologii. W: Różne głosy. Kr. 2013 s. 73–81. – Sama wśród mężczyzn. Zofia Nałkowska jako instytucja życia literackiego w międzywojennej Polsce. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2013 [t.] 21 s. 13–22, przedr. w: Polskie pisarstwo kobiet w wieku XX. Pozn. 2015 s. 301–314. — O lekturologii. W: Różne głosy. Kr. 2013 s. 73–81. — Sama wśród mężczyzn. Zofia Nałkowska jako instytucja życia literackiego w międzywojennej Polsce. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2013 [t.] 21 s. 13–22, przedr. w: Polskie pisarstwo kobiet w wieku XX. Pozn. 2015 s. 301–314. — A critique of criticism. W: Critical theory and critical genres. Contemporary perspectives from Poland. Frankfurt am Main 2014 s. 17–30. – Akademickie kryminały Amandy Cross. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2 s. 34–41. — Czy jest możliwa (i potrzebna) herstoria literatury polskiej. W: Widnokręgi literatury — wielogłosy krytyki. Prace ofiarowane Profesor Teresie Walas. Kr. 2015 s. 19–31. — Poznań translatology: school or tradition? W: Translation theories in the Slavic countries. Salerno 2015. — Z dziejów badań nad polskim pisarstwem kobiet; Narodziny pisarki dwudziestowiecznej; Powieść kobieca w czasach PRL; Maria Dąbrowska i Anna Kowalska; Humor w kobiecych narracjach o Zagładzie; Sama wśród mężczyzn. Zofia Nałkowska jako instytucja życia literackiego w międzywojennej Polsce. W: Polskie pisarstwo kobiet w wieku XX. Pozn. 2015 s. 17–28; 55–74; 75–110; 421–441; 301–314. — Zabójstwo dziecka w literaturze polskiej. Rekonesans. W: Zabójstwo dziecka w literaturze i kulturze europejskiej. [T.] 2. Pozn. 2015 s. 143–171.
Przekłady
1. P. Ackroyd: Golem z Limehouse. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1996, 250 s. Kameleon. Wyd. nast. tamże 2015.
2. V. Martin: Alexandra. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1997, 186 s. Kameleon.
3. S. Themerson: Wyspa Hobsona. [Powieść]. Wwa: PIW 1997, 237 s. Współcz. Proza Światowa. Wyd. nast. Wwa: Iskry 2013.
4. N. Watts: Jak napisać powieść. Kr.: WL 1998, 204 s. Ucz się Sam.
5. P. Ackroyd: Blake. [Biografia]. Pozn.: Zysk i S-ka 2001, 471 s.
Dot. Williama Blake’a.
Prace redakcyjne
1. Literatury słowiańskie po roku 1989. Nowe zjawiska, tendencje, perspektywy. T. 2. Feminizm. Pod red. nauk. E. Kraskowskiej. Wwa: Kolor Plus 2005, 239 s.
Materiały z międzynarodowej konferencji w Pozn., 28–29 VI 2004.
2. M. Bal: Narratologia. Wprowadzenie do teorii narracji. Red. nauk. przekł.: E. Kraskowska, E. Rajewska. Kr.: Wydawn. UJ 2012, XIX, 263 s. Eidos.
Podręcznik akademicki
3. Kultura w stanie przekładu. Translatologia, komparatystyka, transkulturowość. Pod red. W. Boleckiego i E. Kraskowskiej. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN 2012, 437 s. Z Dziejów Form. Artyst. w Lit. Pol., 91.
4. Wielkopolski alfabet pisarek. [Słownik biograficzny]. Red.: E. Kraskowska, L. Marzec. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 445 s.
Wybór z internetowego „Wielkopolskiego Słownika Pisarek” (http://pisarki.wikia.com/wiki/Wielkopolski_S%C5%82ownik_Pisarek:O_projekcie), którego E. raskowska jest współinicjatorką i współautorką.
5. (P)o zaborach, (p)o wojnie, (p)o PRL. Polski dyskurs postzależnościowy dawniej i dziś. Pod red. H. Gosk i E. Kraskowskiej. Kr.: Universitas 2013, 600 s. Ser. Wydawn. Centrum Bad. Dyskursów Postzależnościowych, 3.
6. Zabójstwo dziecka w literaturze i kulturze europejskiej. [T. 1]-2. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM.
[T. 1]. Red. nauk.: K. Ilski, M. Chmielarz, Z. Kopeć, E. Kraskowska. Wstęp: E. Kraskowska. 2014, 329 s. Bad. Interdyscyplinarne, 36.
[T.] 2. Red. nauk. i wstęp: K. Ilski, Z. Kopeć, E. Kraskowska. 2015, 179 s. Bad. Interdyscyplinarne, 40.
Materiały z sesji nauk. zorganizowanych w Pozn. z XII 2013 i I 2015.
7. Polskie pisarstwo kobiet. Procesy i gatunki, sytuacje i tematy. Pod redakcją E. Kraskowskiej i B. Kaniewskiej. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2015, 561 s. UAM.
8. E. Showalter: Wydziałowe wieże. Powieść akademicka i jej źródła (cierpień). Red. nauk. tłum.: E. Kraskowska, E. Rajewska. Tłum.: J. Askutja [i in.]. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2015, 173 s. Studenckie Debiuty Przekładowe.
9. R. Felski: Literatura w użyciu. Red. nauk. tłum.: E. Kraskowska, E. Rajewska. Tłum.: J. Borkowska [i in.]. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2015, 173 s. Studenckie Debiuty Przekładowe.
10. Miejsca wspólne – reaktywacja. W 25. rocznicę śmierci Profesora Jerzego Ziomka. Pod red. E. Kraskowskiej. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2016, 203 s. Pr. Inst. Filologii Pol. UAM.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Wywiady: Kobiecość to konwencja. (Rozmowa z E. Kraskowską). Rozm.: B. Warkocki, K. Francuzik. „Pro Arte” 1999 nr 11 [dot. feminizmu w badaniach lit.]; Inwazja Kobiet. Rozm. S. Drajewski. „Głos Wielkopol.” 2002 nr 109.

&amp;nbsp;
Piórem niewieścim

 	E. BALCERZAN: Ogarną ludzki ród? „Nowe Książ.”2000 nr 5.
 	M. CUBER: Płeć i pismo. „Opcje” 2000 nr 2/3.
 	I. IWASIÓW. „Ruch Lit.” 2000 z. 1.
 	S. PANEK: Noty o książkach. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2000 t. 7.
 	J. WCIÓRKA: Ciekawa innych kobiet. „Arkusz” 2000 nr 7.

&amp;nbsp;
Zofia Nałkowska

 	R. OSTASZEWSKI: Wokół bohatera literackiego. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.

&amp;nbsp;
Siostry Brontë

 	A. GALANT: Wspólny pokój. „Pogranicza” 2006 nr 4.
 	R. BARĆ. „Stud. Filol.”, Racibórz 2007 t. 1.

</document>
<document nplp_id="2797" title="Józef MAŚLIŃSKI" slug="jozef-maslinski">1910-2002

Pseud.: Ariel Pirmas (także wspólnie z Aleksandrem Rymkiewiczem); j.m.; J.M.; Jim; jm.; M.A. Styks; M.A.STYKS; – pseud. używany też przez innych autorów: Aron Pirmas; – prawdopodobnie: Guy.

Poeta, krytyk literacki i teatralny, felietonista.
Zob. TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 8 sierpnia 1910 w Wilnie; syn Saturnina Maślińskiego, urzędnika pocztowego, stolarza, i Stefanii z Kosińskich. Uczęszczał do Gimnazjum im. K. Chodkiewicza w Lidzie; redagował tu pisemko szkolne. Od 1928 studiował przez trzy lata medycynę na Uniwersytecie Stefana Batorego (USB) w Wilnie, po czym przeniósł się na Wydział Sztuk Pięknych USB, gdzie uczył się rysunku; uczęszczał też na wykłady z filozofii i historii literatury. Należał do Akademickiego Związku Sportowego, uprawiał boks i narciarstwo. Był członkiem Bratniej Pomocy; pracował jakiś czas w stołówce tej organizacji oraz podejmował inne zajęcia zarobkowe z powodu trudnych warunków materialnych. Związał się z Sekcją Twórczości Oryginalnej (STO) Koła Polonistów Słuchaczy USB i Akademickim Klubem Włóczęgów (miał tu pseud. Anielka). Debiutował w 1930 wierszem pt. Na wyraj, ogłoszonym w piśmie „Tęcza” (nr 25). W następnym roku został członkiem grupy literackiej Żagary i zaczął publikować w periodykach tej grupy: „Żagary” (1931-32; miesięczny dodatek do dziennika „Słowo”), „Piony” (1932; dodatek do „Kuriera Wileńskiego”) i w samodzielnym piśmie „Żagary” (1933-34; także członek komitetu redakcyjnego). Był krytykiem i teoretykiem awangardy jako ruchu literackiego. W 1933 współtworzył XI Wileńską Szopkę Akademicką i zaprojektował okładkę zbiorku jej tekstów. Uczestniczył w Wileńskich Środach Literackich, sprawozdania z ich przebiegu drukował w „Kurierze Wileńskim”. W 1934 zorganizował i do 1938 redagował niedzielny dodatek tej gazety pt. „Kolumna Literacka” (prawdopodobnie drukował tu także pod pseud. Ariel Pirmas). W głównym wydaniu „Kuriera Wileńskiego” ogłaszał artykuły i recenzje teatralne. Drukował też artykuły w „Środach Literackich” (1934-35). Prowadził wykłady w Studium Teatralnym Mieczysława Szpakiewicza, działającym przy Teatrach Miejskich w Wilnie, w których przez rok był także kierownikiem literackim. Współpracował jako felietonista z rozgłośnią Polskiego Radia w Wilnie. W 1938-39 redagował, wydawane we współpracy z Teatrem na Pohulance, pismo „Comoedia”, poświęcone sztuce, literaturze i teatrowi; zamieszczał w nim również swoje artykuły i przekłady poezji francuskiej. Był autorem karykatur pisarzy i aktorów, publikowanych w prasie wileńskiej. Należał do ZZLP i do Syndykatu Dziennikarzy Wileńskich. Przygotowywał tom poetycki pt. Ręce ziemi, który jednakże nie ukazał się drukiem. Po wybuchu II wojny światowej pozostał w Wilnie. W okresie trwania Państwa Litewskiego, a potem okupacji sowieckiej współpracował z „Kurierem Wileńskim” (1939-41), w którym drukował liczne recenzje teatralne, wiersze i przekłady (także pod pseud. Ariel Pirmas, tym pseud. podpisał się także wspólnie z A. Rymkiewiczem, ogłaszając w 1940/41 dłuższy utwór poetycki Moja podróż) oraz z „Prawdą Wileńską” (1940-41; tu artykuły, recenzje teatralne i przekłady; podp. też J.M.). Reżyserował również przedstawienia w Teatrze Młodego Widza. Podczas okupacji niemieckiej uczestniczył w konspiracyjnym życiu literackim. Prawdopodobnie w 1943/44 drukował też recenzje pod pseudonimem Guy w wydawanym za zgodą władz niemieckich „Gońcu Codziennym” (Informacja w „Almanachu sceny polskiej” za 2002/2003 s. 249). Po wycofaniu się Niemców został w 1944/45 asystentem reżysera w Polskim Teatrze Dramatycznym w Wilnie. W maju 1945 opuścił wraz z zespołem to miasto i przybył do Torunia. Włączył się tu z upoważnienia Zjazdu ZZLP w organizację życia kulturalnego; m.in. współdziałał w rozwinięciu działalności Teatru Ziemi Pomorskiej, którego został kierownikiem literackim, a w sezonach 1945/46 i 1947/48 także reżyserem. Przez kilka miesięcy na przełomie 1946/47 pracował jako inspektor teatrów w Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie. Po powrocie do Torunia sprawował funkcję prezesa miejscowej filii ZASPu. W 1947 zdał w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) w Łodzi eksternistyczny egzamin reżyserski. W następnym sezonie pracował jako kierownik literacki, a potem kierownik artystyczny i dyrektor Miejskich Teatrów Dramatycznych w Warszawie. Po rozwiązaniu tej placówki został kierownikiem artystycznym Teatru Powszechnego (1949-50). W tych latach zamieszczał wiersze, recenzje teatralne, artykuły i przekłady z literatury rosyjskiej i francuskiej na łamach m.in. „Arkony” (1945-47), „Kuźnicy” (1947-48) i „Odrodzenia” (1947-49). W 1950 przeniósł się do Krakowa, gdzie wykładał w PWST, nadto w 1951 był kierownikiem i reżyserem w Teatrze Młodego Widza. W 1953-55 reżyserował w Teatrze Dramatycznym w Częstochowie. Prowadził też zajęcia z interpretacji poezji na Studium Teatralnym Ireny i Tadeusza Byrskich, działającym przy Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach. W 1956-61 wyreżyserował jeszcze kilka przedstawień w różnych miastach, ale na stałe mieszkał w Krakowie. W 1957-90 współpracował z tygodnikiem „Życie Literackie” jako autor stałej rubryki pt. Przegląd prasy (podp. pseud. M.A. STYKS), zawierającej również wspomnienia i polemiki literackie oraz teatralne. Publikował też w tym piśmie recenzje literackie i teatralne, przekłady głównie poezji z języka rosyjskiego i francuskiego, a także karykatury. Recenzje teatralne zamieszczał w 1959-60 również w „Gazecie Krakowskiej”. Współpracował jako felietonista literacki i teatralny z Polskim Radiem. Od 2000 mieszkał w Domu Artysty Seniora w Krakowie. Zmarł 28 października 2002 w Krakowie; pochowany na tamtejszym Cmentarzu Rakowickim.



TWÓRCZOŚĆ
Artykuły w czasopismach, m.in.: Józef Czechowicz – Ballada z tamtej strony. „Piony” 1932 nr 130. – Panowie, spokojnie! (Zagajenie dyskusji). „Żagary” 1933 nr 2, przedr. w: Artykuły programowe grupy literackiej „Żagary”. Wr. 1976. – Atmosfera i mechanika pracy literackiej. „Kur. Wil.” 1934 nr 274. – Bronią Lwowa polskie dzieci. „Kur. Wil.” 1934 nr 253. – Hierofanci. (Czechowicz – Gałczyński). „Kur. Wil.” 1934 nr 130 [podp.: Jim]. – K.I. Gałczyński – poeta zbłąkany w muzyce. „Kur. Wil.” 1934 nr 45 [podp.: jim]. – Miraż epoki. „Kur. Wil.” 1934 nr 239. – Awangardzie – słowo o kondotierach. „Kur. Wil.” 1935 nr 1. – Ewolucje awangardy. „Środy Lit.” 1935 nr 1. – Funkcjonalizm. „Kur. Wil.” 1935 nr 260. – Kompedia noworocznych tkliwości. „Kur. Wil.” 1935 nr 5. – Nagroda wytelefonowana. „Kur. Wil.” 1935 nr 68. – „Pawie pióra” [L. Kruczkowskiego]. „Kur. Wil.” 1935 nr 178. – Powieść o wegetacji. Zofia Nałkowska – „Granica”. „Kur. Wil.” 1935 nr 221. – „Sklepy cynamonowe” [B. Schulza]. „Kur. Wil.” 1935 nr 56 [podp.: jim]. – Wzloty zakrystiana. „Kur. Wil.” 1935 nr 74. – Ma swoje granice. „Kur. Wil.” 1935 nr 351. – Wyżej. „Kur. Wil.” 1936 nr 11 [dot.: J. Kurek: Woda wyżej]. – Droga na przełaj. „Kur. Wil.” 1937 nr 280. – Uwodziciel, romantyczny kochanek, zaniedbująca się żona. „Kur. Wil.” 1937 nr 301. – Wspólny język – warunkiem tradycji artystycznej. „Kur. Wil.” 1937 nr 321. – O Gombrowiczu – dużo, lecz nie bez kozery. „Kur. Wil.” 1938 nr 15, 22 [dot.: Ferdydurke]. – Powieści. „Kur. Wil.” 1938 nr 208. – Recenzent – do wynajęcia. „Kur. Wil.” 1938 nr z 9/10 VII. – Recepty na poezję. „Kur. Wil.” 1938 nr 57. – Dwa oblicza awangardy. „Comoedia” 1939 nr 2. – Jerzy Andrzejewski i Józef Czechowicz. „Comoedia” 1939 nr 2 [podp.: J.M.]. – Treścioform na zakręcie. „Ateneum” 1939 nr 2. – Przedmowa do: T. Bujnicki: Wybór wierszy. [Wwa] 1950 s. 5-11. – Irzykowski po latach. „Życie Lit.” 1957 nr 37, przedr. w: Klerk heroiczny. Kr. 1976 s. 396-399. – Pieśń o ziemi naszej. „Życie Lit.” 1957 nr 44. – Szekspir, nareszcie Szekspir! „Życie Lit.” 1957 nr 44. – A jednak Obrazcow. „Życie Lit.” 1958 nr 13. – Wszędzie psi boso chodzą, czyli ambulatorium prof. Dygata. „Życie Lit.” 1958 nr 33. – Kustosz Jerzy Grotowski. „Życie Lit.” 1963 nr 23. – O tzw. działaniach fizycznych w sztuce. „Proscenium” 1963 nr 3. – Osiągnięcia i niepokoje. „Życie Lit.” 1963 nr nr 50. – Tlen szkoły, tlen teatru. „Życie Lit.” 1963 nr 9. – „Kołtun? Co to za okaz?” „Moralność pani Dulskiej” [G. Zapolskiej]. W: Lektury obowiązkowe. Wr. 1973 s. 318-322. – [Teksty w:] A. Pirmas: Pisma zebrane. Oprac. T. Bujnicki. Kr. 2013 [tu teksty autorów posługujących się pseud. A. Pirmas, w tym teksty i karykatury J.Maślińskiego].
Przekłady
1. I. Sztok: Gastello. Sztuka w 3 aktach. Tłum.: J.Maśliński, Cz. Szpakowicz. Wyst. Wwa, T. Powsz. 1950. Wyd. insc. i tłum.: Cz. Szpakowicz. Tekst poetycki tłum. J.Maśliński. Muz.: Z. Turski. Wwa: KiW 1950, 112 s. CRZZ. Pol. Bibl-czka Świetlicowa, 60.
2. A. Ostrowski: Gorące serca. Komedia w 5 aktach. Przeł.: S. Hebanowski, I. Maślińska, J.Maśliński. Wyst. Gdańsk, T. Wybrzeże 1952.
Inf. o współaut. przekł. i masz. w Bibl. im. Raczyńskich w Pozn. w: Dramat obcy w Polsce 1765-1965. [T. 2]. Kr. 2004.
3. L. Leonow: Wilk. [Utwór dramatyczny]. Powst. przed 1965.
Inf. o autorze przekł. i masz. w T. Powsz. w Wwie jak w poz. 2.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje J. Timoszewicza 2011.
 	Autor o sobie: Ambiwalencje Miłosza. „Poezja” 1981 nr 5/6 [wspomnienie dot. uczestnictwa J.Maślińskiego w wileńskim życiu lit. w okresie międzywojnia].
 	Wywiady: Na drugim biegunie awangardy. Z Józefem Maślińskim o życiu literackim międzywojennego Wilna rozm. K. Kwaśniak. [Cz. 1]-2. „Suplement” 1998 nr 5, 10.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	I. PIETRZAK: Modele teatru. Krytyka teatralna Józefa Maślińskiego (Styksa). Antologia. Praca napisana pod kierunkiem dr J. Ciechowicza. [Praca magisterska]. Uniwersytet Gdański 1990, 470 s. [masz. dostępny na UG i w Bibl. IBL PAN; zawiera wstęp pt. Krytyk konsekwentny, antologię tekstów teatralnych z l. 1945-1980, aneks bibliograficzny za l. 1945-1980 ].

&amp;nbsp;

 	T. KŁAK: Czasopisma awangardy. Cz. 2. 1931-1939. Wr. 1979, passim.
 	Z. GREŃ: Józef, czyli realizm. „Życie Lit.” 1980 nr 38.
 	W. MACIĄG: Życzenia Józefa Maślińskiego. „Życie Lit.” 1980 nr 34.
 	J. PUTRAMENT: Anielka. „Literatura” 1980 nr 33 [felieton wspomnieniowy], nawiąz.: P. NOWAK. „Życie Lit.” 1980 nr 38.
 	J. CIECHOWICZ: Na przykład „Comoedia” Józefa Maślińskiego. W: Wilno teatralne. Wwa 1998.
 	M. CZUCHNOWSKI: Rozliczanie poety. Nikt nie wymagał postaw heroicznych, wystarczyło milczeć… „Dz. Pol.” 2000 nr z 22 VII. – T. BUJNICKI: Żagaryści „drugiej linii”. (Maśliński, Putrament, Mikułko, Huszcza). W tegoż: Szkice wileńskie. Kr. 2002.
 	J.S. OSSOWSKI: Józef Maśliński. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 258 dod. „Kraków”.
 	T. BUJNICKI: O Maślińskim i Żagarach. „Zdanie” 2003 nr 1/2.
 	J.S. OSSOWSKI: Żagarysta – Józef Maśliński. W: Od strony kresów. Cz. 3. Kr. 2005.
 	B. SYKULSKA: Józef Maśliński jako teoretyk i krytyk awangardy. „Ann. Acad. Paedagogicae Cracoviensis. Studia Historicolitteraria” 2005 [nr] 5.
 	T. KŁAK: Awangardzista in partibus infidelium. Kilka rysów do portretu Józefa Maślińskiego. W: Wobec romantyzmu. Lubl. 2006.
 	J. OSSOWSKI: Kilka nowych rysów do portretu Józefa Maślińskiego. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008.
 	Tenże: Awangardowe wiersze Józefa Maślińskiego. W: Tradycje literatury polskiej XX wieku. Rzeszów 2010.

</document>
<document nplp_id="2799" title="Zbigniew MENTZEL" slug="zbigniew-mentzel">ur. 1951

Krypt.: Z.M.; (zm).

Prozaik, eseista, felietonista, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 20 kwietnia 1951 w Warszawie; syn Rudolfa Mentzla, oficera Wojska Polskiego, po II wojnie światowej farmaceuty, i Janiny z Mierzejewskich. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. A. Mickiewicza w Warszawie; w 1969 zdał maturę. Od 1970 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutował w 1972 artykułem pt. Polowanie bibliofila, opublikowanym na łamach tygodnika „Polityka” (nr 46), w którym drukował teksty do 1981. Po uzyskaniu w 1975 magisterium pracował do 1977 na stanowisku asystenta w Katedrze Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki UW. Następnie w 1977–81 pełnił funkcję redaktora działu kulturalnego „Polityki”. Prozę, felietony, recenzje oraz artykuły drukował m.in. na łamach czasopisma „Kultura i Życie” (1973–77), „Twórczość” (1974–77), i „Kultura” (1975–77, 1980, 1984). Po wprowadzeniu w PRL stanu wojennego był w 1982 przez kilka miesięcy rzecznikiem prasowym Polskiego Towarzystwa Antynikotynowego. W latach osiemdziesiątych współpracował z emigracyjnym wydawnictwem Puls w Londynie i jego kwartalnikiem „Puls” (1987–90; tu kronika życia kulturalnego pt. Kwartał);kontynuował w 1991–93 współpracę z pismem wychodzącym już w Warszawie jako jego współredaktor. Od 1994 zajmował się inwestycjami giełdowymi; w 1995 był laureatem Akademii Gry na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie; współpracował z gazetą giełdy pt. „Parkiet” (1995–97; tu cykle felietonów pt. Okiem leszcza i Formacja piątej klepki). Felietony i artykuły drukował nadto w tym czasie na łamach „Gazety Wyborczej” (2000, 2002–06, 2008–10, 2013, 2016-17), „Przekroju (2001–05; tu cykle felietonów: Antykwariat i S-ka, Z placu Inwalidów), „Tygodnika Powszechnego” (1997–2001; tu cykle felietonów pt. Z dziennika „Mój rok…”, Z pamiętnika „Mój rok…” ) i dodatkiem „Rzeczpospolitej” „Plus Minus” (2005–06, tu cykl felietonów pt. Wolny temat). W 2015 został członkiem SPP.

W 1998 zawarł związek małżeński z Dorotą Jovanką Ćirlić, redaktorką, tłumaczką literatury krajów bałkańskich. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Pod kreską. Ostatnie kwartały PRL. [Felietony]. Londyn: Puls 1990, 240 s. Proza i Eseistyka, 20; Puls Publication, 47.
Wybór tekstów druk. w „Pulsie” w latach 1987–1989 poszerzony o trzy nowe teksty.
2. Laufer. [Opowiadania i eseje]. Londyn: Puls 1998, 195 s. Proza i Eseistyka, 122.
Zawartość: I. Most nad mostami: Roeoender; Most nad mostami; Torpeda; Lekarz domowy ratujący zdrowie; Przerośnięty; Proza szkolna; Ciała obce i Weronika; Koturny; Karta woźnicy; Tramwaj z krwi i kości; Wisła, ryby, Las Birnam. – II. Rozkosze wylewania kwasu chlebowego: Wołga! Wołga!; Oko leszcza; Pochwała straty; Rozkosze wylewania kwasu chlebowego; Data stempla pocztowego; Rekinarium; Hasło? Azorski wyż!; Kupuj, kiedy Nil wylewa!; Inwestor strategiczny; Pomyłki nieomylnych; Melon zamiast głowy; Złapać spadający nóż!; Rondo ONZ. – III. My, żywi: Ukłon Pełen Najgłębszego Szacunku; Ad „Personel”; „Trawnik Madonny”; Dom zachodzącego słońca; Wstyd; Gadatliwy niemowa; Polski — język martwy?; Przeciw grotesce; Skrzydła Kijowskiego; „Aby być w pieśni”; Wróżenie z wierszy; „Wielkie pytanie”; My, żywi. – IV. Okno w okno: Okno w okno.
3. Niebezpieczne narzędzie w ustach. [Opowiadania i eseje]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2001, 161 s.
Wybór tekstów druk. w latach 1997–2001 na łamach „Tyg. Powsz.”
Zawartość: I. Ściana w pokoju matki: Ściana w pokoju matki; Tramwaj na Kubę; Festiwal piosenki; Święty spokój; Tajemnica braci Fajt; Dni bezmięsne; Cztery pory roku. – II. Plan Warszawy: Pierwsze książki; Rzecz o niewiadomym przeznaczeniu; Wyznania meteoropaty; Plan Warszawy; Kondukt na moście, którego nie było; Czwarte piętro bez windy; Słownik języka polskiego; Zero problemu; Niebywale intensywna końcówka. – III. Za pysk! Za pysk!: Niebezpieczne narzędzie w ustach; Czarne ludy; „Prawe oczko czuwa, lewe oczko śpi”; Kiedy mdleję; Czerwony kapturek (wersja Sadkowskiego); Prawdziwe oblicze Alojzego Gęgorka; Szaleństwo pucybuta; Twórca zbyt wrażliwy na swoją epokę; Trzeci mówca. – IV. Talent, czyli nienasycenie; Pamiętnik Mefista; Czego nie nauczył mnie Puzyna?; Matka wraca (dzięki Różewiczowi!); Nie zabijać Gomułki?; Miłosz w tramwaju; Słowa (Toast Noworoczny). – V. Pociąg literacki: Ziemia dookoła Krakowa; Liczydło z Tartu; Księgozbiór kloszarda; Pociąg literacki. – Od autora.
4. Wszystkie języki świata. [Powieść]. Kr.: Znak 2005, 171 s. Proza.
Na okł. podtyt.: Historia pewnego przebudzenia. – Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2006.
Adapt. radiowa pt. Przebudzenie: Reż.: K. Zaleski. Radio 2007.
Przekł.: chorw.: Svi jezici svijeta. [Przeł.] M. Martic. Zagreb 2010, — franc.: Toutes les langues du monde. [Przeł.] M. Laurent. Paris 2009, — litew.: Visos pasaulio kalbos. [Przeł.] V. Dekšnys. Vilnius 2008, — niem.: Alle Sprachen dieser Welt. [Przeł.] P. Schulz. München 2006, — ros.: Vse âzyki mira. [Przeł.] K. Starosel’skaâ. Moskva 2006.
5. Czas ciekawy, czas niespokojny. Z Leszkiem Kołakowskim rozmawia Zbigniew Mentzel. [Cz. 1] — 2. Kr.: Znak 2007, 2008, 273 + 196 s.
Przekł. serb.: Zanimliva vremena, nemirna vremena. S Lešekom Kolakovskim razgovarao Zbignev Mencel. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2009.
6. Spadający nóż. [Proza]. Kr.: Znak 2016, 192 s.
Na okł. podtyt.: Wariacja literacka.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Znak 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. L. Kołakowski: Pochwała niekonsekwencji. Pisma rozproszone z lat 1955–1968. Przedm., wybór, oprac.: Z. Mentzel. T. 1–3. London: Puls 1989, 208 + 180 + 244 s. Przedr. fotooffsetowy Wwa: NOWA* 1989. Bibl. „Aletheia”. Wyd. nast.: popraw. i rozszerz. z podtyt.: Pisma rozproszone sprzed 1968, tamże 2002, 367 + 295 + 360 s.
2. L. Kołakowski: Wśród znajomych. O różnych ludziach mądrych, zacnych, interesujących i o tym, jak czasy swoje urabiali. Wybór i posł.: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2004, 204 s.
Tekst częściowo tłumaczony z ang. i franc.
3. L. Kołakowski: Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania. [Szkice]. Wybór i układ: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2009, 306 s.
4. L. Kołakowski: Nasza wesoła apokalipsa. Wybór najważniejszych esejów. Wybór i układ: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2010, 357 s.
5. L. Kołakowski: Kościół w krainie wolności. O Janie Pawle II, Kościele i chrześcijaństwie. [Szkice]. Wybór i układ: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2011, 121 s.
6. L. Kołakowski: Niepewność epoki demokracji. Wybór i słowo wstępne: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2014, 333 s.
7. L. Kołakowski: Wejście i wyjście. Oraz inne utwory ku przestrodze i dla zabawy. Wybór i przedm.: Z. Mentzel. Kr.: Znak 2017, 295 s.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Autor o sobie: Dlaczego gram na giełdzie? (Próba autobiografii). „NaGłos” 1996 nr 23.
 	Wywiady: Dar namiętności. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2002 nr 52; Jest mi wstyd, że brałem w tym udział. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 61 dod. „Trójmiasto” [dot.: Niebezpieczne narzędzie w ustach]; Gonię kanarka na dachu. Rozm. J. Lipszyc. „Elle” 2005 nr 8.
 	[Dot. Wszystkie języki świata:] Historia pewnego przebudzenia. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2005 nr 112; Przełamywanie niemożności. Rozm. M. Wilk. „Dz. Pol.” 2005 nr 157; Świat giełdy i literatury. Rozm. S. Drajewski. „Głos Wielkopol.” 2005 nr 52; Typ migotliwy. Rozm. M. Subotić. „Rzeczpospolita” 2005 nr 216 dod. „Piąta Aleja”; Obłęd parnych dni. Rozm. N. Czapska. „Życie Warsz.” 2006 nr 1; Pierwsza litera alfabetu. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 215.
 	Mentzel o Kołakowskim, który stłukł Napoleona. Rozm. A. Pawłowska. „Polska” 2008 nr 12; Chyba jest ta
 	świecąca nitka. Rozm. J. Dąbrowska. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 101; Ja w sprawie zegarka. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 22.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	M. ŁUKASZEWICZ: Literacki spekulant. „Newsweek Polska” 2005 nr 16.

&amp;nbsp;
Pod kreską

 	M. ADAMIEC: Bzdura i kultura. „Gaz. Gdań.” 1991 nr 49.
 	W. MAJCHEREK: Aktualności z przeszłości. „Po prostu” 1991 nr 5.
 	K. MASŁOŃ: Kronika wypadków żałosnych. „Społ. Otwarte” 1991 nr 4.
 	E. PAWLAK: Panopticum PRL-u. „Wprost” 1991 nr 5.
 	J. PILCH: Szczegóły schyłku. „Tyg. Powsz.” 1991 nr 2.
 	D. SOSNOWSKA: Najśmieszniejszy kraj świata. „Tyg. Solidarność” 1991 nr 16.
 	T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Kronika uszkodzonych serc. „Życie Warsz.” 1991 nr 102.
 	D. ULICKA: Kwartalnik kulturalny. „Nowe Książ.” 1991 nr 7.
 	M. ZALESKI: Peereliada. „Res Publica” 1991 nr 5.
 	L. ŻULIŃSKI: Gruba kreska. „Literatura” 1991 nr 10.
 	J. JARZĘBSKI: Pod i nad kreską. „Prz. Powsz.” 1992 nr 4.
 	K. MĘTRAK: Cienka, czerwona linia. W tegoż: Krytyka — twórczość przeklęta. Wwa 1995.

&amp;nbsp;
Laufer

 	A. LIBERA: Ruch Lauferem. „Rzeczpospolita” 1998 nr 297.
 	J. PILCH: Sny, księgi, przedmioty. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 51/52.
 	W. CESARSKI: Z ostatniej strony. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 99.
 	D. NOWACKI: Model do składania. „Res Publica Nowa” 1999 nr 7/8.

&amp;nbsp;
Niebezpieczne narzędzie w ustach

 	A. LIBERA: Co zobaczył Zbigniew Mentzel. „Rzeczpospolita” 2001 nr 269.
 	J. GUTOROW: List do Zbigniewa Mentzla. „Odra” 2002 nr 5.
 	A. MADALIŃSKI: Cięty język. „FA-art” 2002 nr 2.
 	D. NOWACKI: Sztuka miniatury. „Res Publica Nowa” 2002 nr 3.
 	J. SZCZĘSNA: Zobaczone, zapamiętane, zapisane. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 10.
 	L. GIEMZA: Motyw mapy w prozie współczesnej. Casus Stasiuka i Mentzla. „Colloquia Litteraria” 2008 [nr] 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Wszystkie języki świata

 	G. BORKOWSKA: Opowiedzieć swoją historię. „Res Publica Nowa” 2005 nr 4.
 	P. BRATKOWSKI: Nauka mówienia. „Newsweek Polska” 2005 nr 16.
 	J.Z. BRUDNICKI: Niebezpieczne narzędzie w ustach. „Trybuna” 2005 nr 205 [dot. m.in. Wszystkie języki świata].
 	P. CZAPLIŃSKI: Spowiedź inteligenta. „Ozon” 2005 nr 4.
 	N. CZAPSKA: Chwalebna ułomność pana Hintza. „Życie Warszawy” 2005 nr 109.
 	M. DZIEWULSKA: Opisanie świata. „Zesz. Lit.” 2005 nr 4.
 	U. GLENSK: W sieci słów. „Kresy” 2005 nr 4.
 	A. KŁOPOTOWSKA: Przezwyciężyć wieżę Babel. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2005 nr 78 dod. „Prz. Pol.”; toż pt.: Historia pewnego przebudzenia. „Prz. Polit.” 2005 nr 71.
 	A. LIBERA: Połączył i przemówił. „Rzeczpospolita” 2005 nr 112.
 	K. MASŁOŃ: Wszystko jest takie jak było naprawdę. „Rzeczpospolita” 2005 nr 106.
 	T. MIZERKIEWICZ: Inteligent i demony przeszłości. „Nowe Książ.” 2005 nr 7, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Szkice o najnowszej prozie i krytyce. Kr. 2013.
 	M. ORSKI: Zanim zstąpił duch… „Prz. Powsz.” 2005 nr 9.
 	V. PAWŁOWSKA: Gadatliwe niemowy. „Śląsk” 2005 nr 8.
 	J. PILCH: Piękna teoria niemożności. „Polityka” 2005 nr 20.
 	M. SENDECKI: Laufer spętany. „Przekrój” 2005 nr 21/22.
 	M. TERLIKOWSKA: Spowiedź nieudacznika. „Nowe Państ.” 2005 nr 5.
 	J. WACH: Oswajanie siebie. „Akcent” 2005 nr 3.
 	M. ZALESKI: Teraz ty. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 24.
 	A. BOLECKA: Wypowiedzieć to co najważniejsze. „Borussia” 2006 nr 39.
 	Ż. DYRSZKA: Babel. „Śląsk” 2006 nr 8.
 	A. LAM: Wielomówny świat. „Topos” 2006 nr 3, przedr. w tegoż: Poznać to co mówimy. Wwa 2009.
 	A. POPRAWA: Zajrzeć w przeźroczystość. „Twórczość” 2006 nr 1.
 	M. RADZIWON: Rzeka słów znajduje ujście. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 120.
 	M. MITURA: „Wartość dodana”. O tłumaczeniu polskich elementów kulturowych we francuskim przekładzie powieści „Wszystkie języki świata” Z. Mentzla. „Między oryginałem a Przekładem” 2014 nr 4.

&amp;nbsp;
Czas ciekawy, czas niespokojny

 	[rec. cz. 1]: A. SKRENDO: Stłuczona figurka Napoleona. „Pogranicza” 2007 nr 5.
 	E. KOLINKO: Z życia filozofa. „Prz. Powsz.” 2008 nr 3.
 	B. NOWICKI: Philosophie perennus. „Śląsk” 2008 nr 5.
 	M. ŚRODA: Czas ciekawy? „Nowe Książ.” 2008 nr 2.
 	[rec. cz. 2]: M. ŚRODA: Mędrzec światem zmęczony. „Nowe Książ.” 2008 nr 12.
 	K. DOROSZ: Filozof i dziennikarz. „Więź” 2009 nr 3.
 	[rec. cz. 1–2]: J. BOCHEŃSKI: Profesor Kołakowski mistrz dygresji. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 87.
 	M. CIELECKI: Milcząca lekcja. „W Drodze” 2009 nr 1.

&amp;nbsp;
Spadający nóż

 	K. ALICHNOWICZ: Spekulacje spekulanta. „Odra” 2016 nr 9.
 	J. BARAŃSKA: Próby i błędy. [on-line] [dostęp 21 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/proby-i-bledy-z-mentzel-spadajacy-noz.
 	B. DARSKA: W cieniu manekinów. „Twórczość” 2016 nr 11.
 	M. KUBE: Pieniądze nie śmierdzą, czyli giełda okiem humanisty. „Rzeczpospolita” 2016 nr 86.
 	D. NOWACKI: Mistrz słomianego zapału. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.

</document>
<document nplp_id="2801" title="Marek MODZELEWSKI" slug="marek-modzelewski">ur. 1972

Dramatopisarz, scenarzysta filmowy i telewizyjny.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 30 listopada 1972 w Radomiu; syn Andrzeja Modzelewskiego i Margerity z domu Drachal. W dzieciństwie mieszkał w Jedlińsku pod Radomiem. W 1986–90 uczęszczał do VI Liceum Ogólnokształcącego im. J. Kochanowskiego w Radomiu. W tym czasie występował w szkolnym kabarecie „Natenczas”. Po zdaniu matury w 1990 studiował w Akademii Medycznej w Warszawie; w 1996 uzyskał dyplom lekarza. Następnie pracował w pogotowiu ratunkowym w warszawskiej dzielnicy Praga-Północ. W 2000 został zatrudniony w szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie. W 2005 uzyskał specjalizację w zakresie radiologii i diagnostyki obrazowej. Równocześnie zajmował się pracą literacką. Był autorem tekstów satyrycznych dla radomskiego Kabaretu im. Romana (1997–2000; w 1999 nagrodzonego Grand Prix na Ogólnopolskim Przeglądzie Aktorskich Spektakli Kabaretowych, na Ogólnopolskim Konkursie na Tekst Kabaretowy PrzeWAŁka w Szczawnie-Zdroju i na XX Biesiadach Humoru i Satyry w Lidzbarku Warmińskim). W 1998 jego spektakl teatralno-kabaretowy Henryk Św. — albo kto następny został wystawiony w radomskim Teatrze Powszechnym im. J. Kochanowskiego; na tej scenie miały swoje prapremiery pierwsze sztuki teatralne, które zaczął publikować w następnych latach; późniejsze utwory były wystawiane na scenach głównie warszawskich. Pisał także scenariusze seriali telewizyjnych oraz filmów fabularnych i dokumentalnych, a także rozrywkowego programu kanału telewizyjnego HBO pt. Na stojaka! (2008–09).

Był związany z Kamilą Calińską, aktorką, z którą ma syna, Filipa (ur. 2004), później związał się z Izabelą Kuną, aktorką, z którą ma syna Stanisława (ur. 2009). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Henryk Św. — albo kto następny. [Spektakl teatralno-kabaretowy]. Praprem.: Reż.: J. Sut. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 1998.
Nagroda Grand Prix na Przeglądzie Aktorskich Spektakli Kabaretowych w Wałbrzychu w 1999.
2. Starsza pani prycha. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: B. Kokotek. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 2002.
3. Koronacja. [Utwór dramatyczny]. Druk w: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Wwa 2003 s. 135–187. Praprem.: teatr.: Reż.: Ł. Kos. Wwa, T. Nar., Laboratorium Dramatu 2004; tv: Reż.: S. Chondrokostas. Realizacja w ramach cyklu ekranizacji pol. „młodej” dramaturgii teatr. „Teatroteka WFDiF (Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych)” 2014. Pokaz: Wwa, Inst. Teatr. im. Z. Raszewskiego 2015. TVP 2016.
Wyst. nast.: Reż.: M. Bogajewska. Zielona Góra, T. im. L. Kruczkowskiego 2004.
Ekran.: Reż.: S. Chondrokostas. Realizacja w ramach cyklu ekranizacji pol. „młodej” dramaturgii teatr. „Teatroteka WFDiF (Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych)” 2014. Pokaz: Wwa, Inst. Teatr. im. Z. Raszewskiego 2015.
Pierwotny tytuł: Rozbiórka. — Wyróżnienie w X Konkursie na Wystawienie Pol. Sztuki Współcz. w 2004.
Przekł.: czes: Korunovace. [Przeł.] J. Vondráček. Reż.: N. Rakowski. Wyst. Praga, Divadlo Komedie 2015, — ros.: Koronaciâ. [Przeł.] I. Kiseleva. W: Antologiâ sovremennoj pol‘skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010, — węgier.: Koronáz. W: Fiatal lengyel dráma. [Przeł.] P. Pászt. Pozsony 2010, — ponadto wg inf. Autora przekł.: łotew.
4. Zabij mnie. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2003 nr 3 s. 5–26. Praprem.: Reż.: M. Powalisz. Radom, T. im. J. Kochanowskiego 2003.
Wyst. nast.: Reż.: B. Zaczykiewicz. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 2004.
Nagroda Publiczności na II Festiwalu Dramaturgii Współczesnej Radom Odważny w 2003.
5. Dotyk. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Bogajewska. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera, Garaż Poffszechny 2005; radiowa: Adapt. i reż.: R. Klijnstra. Radio TOK FM 2008.
Przekł. ros. (inf. Autora).
6. Londyn 24.12. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2005 nr 4 s. 56–79.
7. Imieniny. [Utwór dramatyczny]. Praprem. teatr.: Reż.: A. Konieczna. Wwa, T. Nar., Scena Studio 2006; radiowa: Adapt. i reż.: M. Łazarkiewicz. Radio TOK FM 2008.
Wyst. nast.: Reż.: M. Sławiński. Łódź, T. Powsz. 2007.
8. All inclusive. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: E. Pietrowiak. Gdańsk, T. Wybrzeże 2007.
9. Barwy szczęścia. Scenariusze części odcinków serialu telewizyjnego. TVP 2007–2014.
Scenariusze 213 odcinków serialu (niechronologicznie) w 2007–2014 na 1149 odcinków wyemitowanych. Serial reżyserowało na zmianę kilku reżyserów.
10. Jak pięknie było rzucać płytami chodnikowymi. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Reż.: A. Smolar. Radio TOK FM 2008.
11. Siostry przytulanki. [Utwór dramatyczny]. Warszawa: Wydawn. T. na Woli im. T. Łomnickiego 2008, 103 s. Praprem.: Reż.: G. Castellanos. Wwa, T. na Woli im. T. Łomnickiego 2008 (publiczne czytanie), 2009 (pełna premiera).
12. Maria. Scenariusz dokumentalnego filmu fabularyzowanego. Współaut. scenariusza i reż.: A. Albrecht. Ekran. 2011.
Dot. M. Skłodowskiej-Curie.
13. Król Dramatu. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: Ł. Kos. Wwa, T. IMKA 2012.
14. Piąty stadion. Scenariusze odcinków 71, 75, 77, 83–84, 86, 89, 94–95, 112 komediowego serialu telewizyjnego. Reż.: T. Konecki. TVP 2012–2014.
15. Słodkie życie. Scenariusze odcinków 1–7, 9–13 komediowego serialu telewizyjnego. Reż.: M. Bork. TVP 2012–2013.
16. Szwedzki stół. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: R. Talarczyk. Wwa, T. Capitol 2012.
17. Warsaw by night. Scenariusz filmu fabularnego. Reż.: N. Koryncka-Gruz. Ekran. 2015.
18. Zabawa. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Kuna. Wwa, T. Polonia 2016.
&amp;nbsp;



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: „Gaz. Wybor.” 2008 nr 45 dod. „Co Jest Grane” [wypowiedź nt.: Siostry przytulanki].
 	Wywiady: Lekarz dramatu. Rozm. D. Wyżyńska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 112 dod. „Stołeczna” [dot.: Król Dramatu].

&amp;nbsp;
Ogólne

 	R. PAWŁOWSKI: Pan doktor. W: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Wwa 2003.
 	Tenże: Doktor dramatu. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 23.
 	K. ZALEWSKA: Koronacje i pokusy. „Dialog” 2005 nr 4.

&amp;nbsp;
Starsza pani prycha

 	R. METZGER: Klon – pożegnanie z fikcją. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 82 dod. „Radom”.

&amp;nbsp;
Koronacja

 	Rec. teatr.: wyst. Wwa, T. Nar.: J.R. KOWALCZYK: Prowizorka, czyli na własne ryzyko. „Rzeczpospolita” 2004 nr 29; T. MIŁKOWSKI: Król bierze wszystko. „Trybuna” 2004 nr 45; T. MIŁKOWSKI: Nowa dramaturgia w Narodowym. „Biul. Aktualności Pol. Sekcji AICT” 2004 nr z 5 XII; R. PAWŁOWSKI: Życie w łóżku. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 25; H. SAMSON: Uwaga! Trzydziestka! „Foyer” 2005 nr 5; J. SIERADZKI: Parada maminsynków. „Przekrój” 2004 nr 9; P. SOBAŚ: W łóżku. „Opcje” 2004 nr 4; A. WINCH: Bez spodni. Powst. 2005 [on-line] [dostęp 7 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/17410.html.
 	Wyst. Zielona Góra, T. im. L. Kruczkowskiego: D. PIEKARSKA: Żyć jak król. „Gaz. Lubus.” 2004 nr 74; A. ŁUKASZEWICZ: Trzydzieste urodziny Maćka Króla. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 69 dod. „Zielona Góra”.

&amp;nbsp;
Zabij mnie

 	Rec. teatr. wyst. Opole, T. im. J. Kochanowskiego: I. KŁOPOCKA: Śmiać się czy płakać? „Nowa Tryb. Opolska” 2004 nr 57.
 	A. WOLNY: Melancholijnie o eutanazji. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 57 dod. „Opole”.

&amp;nbsp;
Dotyk

 	Ł. DREWNIAK: Dyskretna pornografia dusz. „Przekrój” 2005 nr 48.
 	R. PAWŁOWSKI: Teatr przeciw naszej swojskiej homofobii. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 251 [dot. też: P. Wojcieszek: Cokolwiek się zdarzy, kocham cię].

&amp;nbsp;
Imieniny

 	J.R. KOWALCZYK: Coś jakby dramat. „Rzeczpospolita” 2006 nr 145.
 	T. MIŁKOWSKI: Nic, które zabija. „Przegląd” 2006 nr 27.
 	T. MOŚCICKI: Wulgarność w Narodowym. „Dziennik” 2006 nr 57.
 	R. PAWŁOWSKI: Nieudany eksperyment w Narodowym. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 144.
 	M. RADZIWON: Nie słowem, lecz czynem. „Teatr” 2006 nr 9.
 	T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Bełkot Rozmaitości w Narodowym. „Nasz Dz.” 2006 nr 149.

&amp;nbsp;
All inclusive

 	A. BIELECKA: Nóż w oku. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] nr z 11 VI 2007 [dostęp 7 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/40318.html.
 	J. ZALESIŃSKI: Co za pejzaż! „Teatr” 2007 nr 9.
 	J. DERKACZEW: Teatr pyta: dokąd na wakacje? „Gaz. Wybor.” 2008 nr 98.

&amp;nbsp;
Siostry przytulanki

 	J. DERKACZEW: Teatralny ostry seks w kruchcie. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 12.
 	J. WAKAR: Uporczywe stukanie od dołu. „Dziennik” 2009 nr 13 dod. „Kultura”.
 	Zob. też Autor o sobie.

&amp;nbsp;
Król Dramatu

 	J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Czterdziestolatek wadzi się z Bogiem lub z kolejnymi żonami. „Rzeczpospolita” 2012 nr 119.
 	J. DERKACZEW: „Król dramatu” z Karolakiem. 40-latek zazdrości nazistom. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 7 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75475,12033019,_Krol_dramatu__z_Karolakiem__40_latek_zazdrosci_nazistom.html.
 	M. JANUSZ: Karolak jako „Król dramatu”. Powst. 2021 [on-line] [dostęp 7 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/139841.html.
 	A. KYZIOŁ: Król chałtury. „Polityka” 2012 nr z 29 V.

</document>
<document nplp_id="2803" title="Anna PIWKOWSKA" slug="anna-piwkowska">ur. 1963

Poetka, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 12 lutego 1963 w Pruszkowie; córka Włodzimierza Piwkowskiego, historyka sztuki, i Danuty z domu Marcinkiewicz. Mieszkała z rodzicami w Podkowie Leśnej, potem w Warszawie, a od 1970 spędzała wiele czasu także w Nieborowie, gdzie jej ojciec pełnił do 1995 funkcję kuratora pałacu Radziwiłłów. Uczęszczała do XVI Liceum Ogólnokształcącego im. S. Sempołowskiej w Warszawie. W tym czasie zaczęła pisać wiersze; w 1976 utwór pt. Wierność otrzymał nagrodę w konkursie „Świata Młodych”. Debiutowała w 1980 wierszami Jesienne smutki, Ostatnie dni lata, Przedwieczór, ogłoszonymi w tygodniku „Literatura” (nr 5). W następnych latach wysyłała swoje utwory na konkursy poetyckie, otrzymując niejednokrotnie nagrody. Po zdaniu w 1981 matury studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. W 1986–87 pisała recenzje i artykuły do tygodnika „Radar”. W 1987 uzyskała magisterium i podjęła pracę w Muzeum Teatralnym przy Teatrze Wielkim (tu współpracowała m.in. ze scenografem Andrzejem Kreütz-Majewskim), następnie od 1997 była kierownikiem literackim w Teatrze na Woli, w 1999 pracownikiem działu promocji i reklamy Teatru Wielkiego, w 2000 redaktorem w Wydawnictwie Książkowym Twój Styl, po czym przez krótki czas pracowała w Instytucie Dziedzictwa Narodowego. W latach dziewięćdziesiątych rozwinęła współpracę z czasopismami jako poetka, a także krytyk literacki, drukowała m.in. w „Magazynie Literackim” (1992–2001; m.in. w rubryce Forum autorów, komentując wybrane wiersze z nadesłanych do redakcji), „Więzi” (od 1992, z przerwami), „Nowych Książkach” (od 1998) i „Zeszytach Literackich” (od 1998, z przerwami), „Twoim Stylu” (2003; felietony w rubryce Lektury). W 1993 została członkiem SPP. Była stypendystką Biblioteki Polskiej w Paryżu (1999) oraz kilkakrotnie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 1998–2003 odbyła wiele podróży po Rosji śladami Anny Achmatowej. Często wyjeżdżała do Włoch i na Kretę, gdzie powstały wiersze z tomu Farbiarka. Otrzymała m.in. nagrodę w konkursie literackim Fundacji Inicjatyw Społecznych, Kulturalnych i Naukowych „Wyzwania” (1994), Nagrodę Literacką im. G. Trakla (1995), nagrodę w II edycji Konkursu Poetyckiego im. x. Józefa Baki, organizowanego przez redakcję „Frondy” (1998). Jej wiersze zostały wykorzystane w wyreżyserowanym przez Barbarę Sass filmie Jak narkotyk (2001). W 2001 podjęła pracę jako nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół „Bednarska”, najpierw w Gimnazjum nr 20 „Raszyńska”, od 2007 w Społecznym Gimnazjum „Startowa” w Warszawie. Przy tej szkole zorganizowała w 2012 ogólnopolski konkurs literacki dla dzieci i młodzieży „Podróżuj, śnij, odkrywaj”. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Cień na ścianie. [Wiersze]. Grafika: Wiłun. Kr.: Miniatura; nakł. mies. „Konfrontacje”, 1989, 61 s. Bibl. Lit. „Konfrontacji”.
2. Szkicownik. [Wiersze]. Pod red. [i z posł.] J. Koperskiego-Leszina. Wwa: MAW 1989, 29 s. Pokolenie, Które Wstępuje, ser. 11.
Zawiera m.in. cykle: Kazimierz; Erotyki; Bez tytułu.
3. Wiersze i sonety. Il.: M. Chaczyk. Wwa: Warsz. Klub Młodej Sztuki 1992, 62 s. Bibl. „Mag. Lit.”, 1.
4. Prolog do opery: Nędza uszczęśliwiona. Libretto: F. Bohomolec, W. Bogusławski. Muzyka: M. Kamieński. Praprem.: Reż.: K. Kolberger. Wwa, T. Wielki-Opera Nar. 1994.
Tu także teksty piosenek.
5. Skaza. [Wiersze]. Il.: A. Kreütz-Majewski. Wwa: Wyzwania 1996, 55 s. Poezja.
6. Tylko trzy drogi. [Wiersze]. Wwa: „Mag. Lit.”; „Herbud” 2000, 63 s. Bibl. „Mag. Lit.”.
Tu też wiersze wykorzystane w filmie B. Sass „Jak narkotyk…”.
7. Po. [Wiersze]. Il.: A. Herman. Wwa: „Nowy Świat” 2002, 46 s.
Wyróżnienie Fundacji im. Kościelskich w Genewie za 2002.
8. Achmatowa, czyli Kobieta. Wwa: „Twój Styl” 2003, 205 s. Przedr. zmien. zob. poz. 14.
Esej biograficzny o A. Achmatowej i jej poezji na kanwie podróży odbytej śladami rosyjskiej poetki.
9. Niebieski sweter. Warszawa: „Nowy Świat” 2004, 101 s.
Na okł. podtyt.: Wiersze dawne i nowe.
Zawiera cykle: Niebieskie sweter; Po [poz. 7]; Rzeka Moskwa; Trzy drogi do jeziora.
10. Ślad łyżwy. [Powieść]. Wwa: „Twój Styl” 2007, 133 s.
Utwór oparty na wątkach biografii austriackiego poety, G. Trakla.
11. Farbiarka. [Wiersze]. Kr.: Znak 2009, 45 s. Poezja.
Nagroda Lit. m.st. Wwy w 2009.
12. Lustrzanka. [Wiersze]. Warszawa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2012, 67 s. Ser. Poetycka „Zesz. Lit.”, 4.
13. Franciszka. [Powieść dla młodzieży]. Il.: E. Bojańczyk. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2014, 172 s. Małe Zesz.
Nagroda „Książka Roku 2014” przyznana przez Stow. Przyjaciół Książki dla Młodych — Polską Sekcję IBBY, Nagroda Lit. m.st. Wwy w kategorii literatura dziecięca (wspólnie z E. Bojańczyk) w 2015.
14. Achmatowa, czyli Rosja. Wwa: Tow. „Więź”; Kr.: Inst. Książki 2015, 300 s. Bibl. „Więzi”, t. 308.
Esej biograficzny. Zawiera też wersję zmien. poz. 8.
15. Wyspa Nieborów. Wybór poezji z lat 1990–2015. Red.: J. Illg. Posł.: B. Maj. Kr.: Znak 2016, 159 s.
16. Wyklęta. Poezja i miłość Mariny Cwietajewej. Wwa: Iskry 2017, 293 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Iskry 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.

Przekłady wierszy A. Piwkowskiej w antologiach zagranicznych: ang.: Six Polish poets. [Przeł.:] E. Chruściel [i in.]. [Oprac. i wstęp:]. J. Dehnel. Todmorden 2009; Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór i oprac.:] K. Kovacik. Buffalo 2015, — bułg.: Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i przedm.:] Â. Denel, M. Vožnâk. Plovdiv 2014, — hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. [Wstęp:] X. Farré. Zaragoza 2012, — ros.: Pol’skie poètessy. Antologiâ. [Przekł., wybór i przedm.:] N. Astaf’eva. Sankt Peterburg 2002, — serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezije: generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.] A. Šaranac. Beograd 2010; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960–1990. godine. [Oprac.:] B. Rajčić. Beograd 2013, — włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.
Praca redakcyjna
1. B. Obertyńska: Tarta róża. Wybór i wstęp: A. Piwkowska. Wwa: PIW 2017, 215 s. Poeci do kwadratu.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: PIW 2017. Poeci do kwadratu, plik w formacie EPUB, MOBI.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autorka o sobie: Jestem poetką. Anna Piwkowska. Oprac.: B. Jagas. „Wyspa” 2009 nr 2.
 	Wywiady: Skaza. Rozm. A. Herman. „Mag. Lit.” 1999 nr 12 [dot.: Skaza]; Anna Piwkowska. Dzieci nieborowskie. W: J. ROLIŃSKA: Raz, dwa, trzy za siebie! Rozmowy o dzieciństwie. Wwa 2013; Jestem trochę bajczarką. Rozm. J. Illg. „Nowe Książ.” 2015 nr 3.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	W. WOROSZYLSKI: Porcja zrzędzenia na powitanie poetki. „Więź” 1993 nr 1.
 	P. KĘPIŃSKI: Wtórny delikatny świat. „Czas Kult.” 1997 nr 1.
 	W. WEN­CEL: Zamieszkać w katedrze (I). W tegoż: Zamieszkać w katedrze. Warszawa 1999 [związki poezji z religią na przykładzie twórczości K. Koehlera, A. Piwkowskiej i J. Zalesińskiego].
 	J. KOZŁOWSKA: Wielość z jedności. „Teatr” 2009 nr 3.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Melancholia zmysłowości. Anna Piwkowska. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.

&amp;nbsp;
Szkicownik

 	A. ŁOPATA. „Student” 1989 nr 21.
 	P. BERŁOWSKI: Pretensje: Anna Piwkowska. „De Lirnik” 1990 nr 4.
 	T. OLSZEWSKI: Magma. „Nowe Książ.” 1990 nr 9.
 	J. FRONCZEK. „Okolice” 1992 nr 1/3.
 	P. KĘPIŃSKI: Wtórny, delikatny świat. „Czas Kult.” 1997 nr 1 [dot. też: Skaza].

&amp;nbsp;
Wiersze i sonety

 	A.M. KONSTAŃCZUK: Piwkowska przeciw obojętności. „Ogród” 1992 nr 3/4.
 	A. WĘGRZYNIAKOWA: Barszczewska, Piwkowska i Pastuszewski. „FA-art” 1992 nr 3.
 	S. JURKOWSKI: Piękne naczynie. „Nowe Książ.” 1993 nr 2.
 	A. NASIŁOWSKA: Massa tabulettae. (Warszawski przegląd książek). „Res Publica Nowa” 1993 nr 2.
 	R. MIELHORSKI: Rygor i ład. „Prz. Artyst.-Lit.” 1994 nr 7/8, przedr. w tegoż: Na własny rachunek. Rzeszów 1999 [dot. też: L. Marjańska: Zmrożone światło].
 	A. SZYMAŃSKA: Poezja jako dama. „Prz. Powsz.” 1994 nr 7/8.
 	P. KĘPIŃSKI: Wtórny, delikatny świat. „Czas Kult.” 1997 nr 1.

&amp;nbsp;
Skaza

 	K. BIEŃKOWSKA: Czuły oddech wieczności. „Nowe Książ.” 1996 nr 11.
 	A. SZYMAŃSKA: Głód życia, głód wieczności. „Prz. Powsz.” 1996 [nr] 11.
 	P. KĘPIŃSKI: Wtórny, delikatny świat. „Czas Kult.” 1997 nr 1 [dot. też: Szkicownik].
 	I. SMOLKA. „Więź”1997 nr 1.

&amp;nbsp;
Tylko trzy drogi

 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Trzy drogi. „Nowe Książ.” 2000 nr 5.
 	K. PIEŃKOSZ. „Więź” 2000 nr 11.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki. „Zesz. Lit.” 2000 nr 3.
 	A. SZYMAŃSKA: Ja to ktoś inny. „Prz. Powsz.” 2000 nr 3.
 	W. WENCEL: Kartki z podróży. „Nowe Państ.” 2000 nr 38.

&amp;nbsp;
Po

 	S. CHYCZYŃSKI: Melodia słów i tropów iskrzenie. „Tytuł” 2002 nr 1/2.
 	K. LISOWSKI: Przeczucie, tęsknota, dociekliwe trwanie. „Nowe Książ.” 2002 nr 10.
 	A. SZYMAŃSKA: Poeci i ich wydawca. „Prz. Powsz.” 2002 nr 11 [dot. też: S. Dłuski: Samotny zielony krawat, J. Napiórkowski: Podróż na trąbie].
 	M. BARANOWSKA: Język uczuć. „Res Publica Nowa” 2003 nr 5.

&amp;nbsp;
Achmatowa, czyli Kobieta

 	J.Z. BRUDNICKI: Między nami, poetkami. „Trybuna” 2003 nr 268.
 	J. GONDOWICZ: Struktura jedwabiu. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	K. MASŁOŃ: Cała była w wierszach. „Rzeczpospolita” 2003 nr 112.
 	J. GIZA-STĘPIEŃ: Piwkowska, czyli kobieta. „Pogranicza” 2004 nr 1.
 	T. KLIMOWICZ: „Między ustami a brzegiem pucharu”. Reaktywacja. „Odra” 2004 nr 3.
 	J. ORŁOWSKI. „Slav. Orient.” 2004 nr 2.
 	A. LAM: Mandatariuszka losu. W tegoż: Poznać to, co mówimy. Wwa 2009.

&amp;nbsp;
Niebieski sweter

 	J. KLEJNOCKI: Mainstream klasycyzmu. „Lampa” 2004 nr 3.
 	K. LISOWSKI: Rozmowa z mężczyzną. „Nowe Książ.” 2004 nr 11.
 	J. ROSZAK: Zabawa w „ciepło zimno”. „Topos” 2004 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI: Prozodia i fabuły. „Odra” 2005 nr 9.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XXVI). „Zesz. Lit.” 2005 nr 1.

&amp;nbsp;
Ślad łyżwy

 	I. IWASIÓW: Narracja dziewczynki. „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
 	A. MARCHEWKA: In the cut. „Lampa” 2007 nr 4.
 	I. POPRAWA: Dlaczego umrzeć. „Odra” 2007 nr 10.
 	A. ROMANIUK: Kruchy lód. „Twórczość” 2007 nr 10.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XXXVI). „Zesz. Lit.” 2007 nr 3.
 	M. WOJAK: Piruet nad przepaścią. „Wyspa” 2007 nr 4.

&amp;nbsp;
Farbiarka

 	J. ŁOPUSIŃSKA: Pobrudzona Farbiarka. „Wyspa” 2009 nr 3.
 	P. MICHAŁOWSKI: Podziemna przemiana. „Polonistyka” 2009 nr 5 [dot. wiersza: Kolejka elektryczna].
 	I. SMOLKA: Nić, która się przędzie. „Więź” 2009 nr 10.
 	A. SZYMAŃSKA: Cała zgroza świata. „Prz. Powsz.” 2009 nr 11.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Kim jest farbiarka? „Opcja” 2009 nr 2.
 	P. WOJCIECHOWSKI: Zwycięstwo dnia. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.
 	A. ARNO: Dziennik lektur. [Cz.] 2. „Zesz. Lit.” 2010 nr 1.
 	T. BUREK: Przenieść ogień, słowo, tajemnicę. „Arcana” 2010 nr 1.
 	J. JAKUBOWSKI: Uniwersalizm współczucia. „Topos” 2010 nr 4.
 	K. LISOWSKI: Pamięć piękna. „Twórczość” 2010 nr 3.
 	M. ORSKI: Farbiarka idzie w noc… „Odra” 2010 nr 1.
 	A. ROMANIUK: Kręć się, kręć, wrzeciono… „Zesz. Lit.” 2010 nr 1.

&amp;nbsp;
Lustrzanka

 	Z. CHOJNOWSKI: Ogród pięknego cierpienia. „Twórczość” 2012 nr 9.
 	A. ROMANIUK: Zabawa w chowanego. „Nowe Książ.” 2012 nr 9.
 	M. BERNACIAK: Śródziemnomorskie samobójczynie. „Zesz. Lit.” 2013 nr 4.
 	P. CZAPCZYK: Słowa, dzięki którym „ziemia się trzyma”. „Odra” 2013 nr 4.
 	M. SZYMAŃSKI. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr z VIII [dostęp 9 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3810–anna-piwkowska-lustrzanka.html; przedr. pt. Zapatrzeni w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.

&amp;nbsp;
Franciszka

 	W. KOSTECKA: Jak Franciszka spotkała Wisławę. „Nowe Książ.” 2014 nr 10.
 	A. PEKANIEC: Poezja (re)aktywacja. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 3/4.
 	W. STANISŁAWSKI: Panna Franciszka. „Rzeczpospolita” 2015 nr 73.

&amp;nbsp;
Achmatowa, czyli Rosja

 	I. JÓŹWIK. „Odra” 2015 nr 5.
 	A. OLMIŃSKA: Od dziecięcych wierszy do huku poematu. O książce „Achmatowa, czyli Rosja” Anny Piwkowskiej. „Kult. Liberalna” [on-line] 2015 nr 25 [dostęp 26 września 2015]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2015/06/23/recenzja-ksiazki-achmatowa-czyli-rosja-piwkowska/.
 	A. PAPIESKA: Królowa bez Ziemi. „Nowe Książ.” 2015 nr 3.
 	E. SOBOL: Intymne życie Anny Achmatowej. „Bliza” 2015 nr 3, przedr. w tegoż: Mozaika Europy Wschodniej. Wybór esejów i recenzji. Tor. 2015.
 	M. URBAŃSKA: Pomnik z Petersburga. „Rzeczpospolita” 2015 nr 290.

&amp;nbsp;
Wyspa Nieborów

 	Z. CHOJNOWSKI: Pisać z Miłości. „Nowe Książ.” 2017 nr 3.

&amp;nbsp;
Wyklęta

 	A. OLMIŃSKA: Mój stole, mój wierny psie. „Kult. Liberalna” [on-line] 2017 nr 35 [dostęp 20 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: https://kulturaliberalna.pl/2017/08/29/anna-olminska-recenzja-marina-cwietajewa-piwkowska/.
 	B. WITOWICZ: Dwubiegunowość. „Nowe Książ.” 2017 nr 9.

</document>
<document nplp_id="2805" title="Adam POMORSKI" slug="adam-pomorski">ur. 1956

Pseud.: Barbara Sentencja.

Tłumacz, eseista, historyk idei.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 16 maja 1956 w Warszawie; syn Hanny Pomorskiej, pianistki, polonistki. Wychował się w rodzinie bez ojca. Uczęszczał do Liceum im. T. Czackiego w Warszawie, gdzie w 1975 zdał maturę. Następnie studiował socjologię na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutował w 1975 na łamach „Literatury na Świecie” przekładami współczesnej prozy (nr 9) i poezji (nr 11) rosyjskiej. Z miesięcznikiem tym współpracował odtąd jako tłumacz (1975-77, 1981-94 i od 2012); przekłady drukował także m.in. w „Odrze” (1976-87) i „Twórczości” (od 1980). W 1979-80 był przewodniczącym Koła Młodych Tłumaczy ZLP. W 1983 opublikował tom wierszy, w latach następnych własnej twórczości poetyckiej nie rozwijał. Pracował jako redaktor w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej (1983-84) i w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” (1988-89). Następnie do 2012 był zatrudniony w Instytucie Studiów Politycznych PAN. W 1989 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W latach dziewięćdziesiątych zaczął drukować przekłady także z literatury niemieckiej i angielskiej (w 1990 ogłosił pierwsze przekłady poezji R.M. Rilkego, a w 1993 przekłady T.S. Eliota). Tłumaczenia, artykuły i recenzje publikował w „Dialogu”, „Kresach”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Rzeczpospolitej”, „Więzi”, „Zeszytach Literackich”, „Znaku”. W 1999 został wiceprezesem, a w 2010 Prezesem Polskiego PEN Clubu. W 2008 był członkiem jury Nagrody Mediów Publicznych w dziedzinie literatury „Cogito”, ufundowanej przez Telewizję Polską i Polskie Radio, od 2010 przewodniczącym jury Warszawskiej Premiery Literackiej, w 2010-12 jurorem Nagrody Literackiej Nike, w 2013-15 przewodniczącym jury Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej, w 2014 wszedł w skład kapituły Nagrody Prezydenta M. Gdańska za Twórczość Translatorską im. T. Boya-Żeleńskiego. W 2011 obronił na UW doktorat na podstawie rozprawy Anna Achmatowa – „Drogą wszystkiej ziemi”. Poezja. Proza. Dramat (promotor prof. Danuta Ulicka). Za pracę translatorską otrzymał m.in. Nagrodę Pegaza przyznaną przez Klub Wybrzeża Żak w Gdańsku (1980), „Literatury na Świecie” (za 1982 i 1985), nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1994), Polskiego PEN Clubu (1995), Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2006), nagrodę specjalną „Literatury na Świecie” za całokształt twórczości translatorskiej (2008). Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1997), Odznaką Honorową „Bene Merito” (2012), nadawaną przez Ministra Spraw Zagranicznych oraz Krzyżem Zasługi na Wstędze Orderu Zasługi RFN (2000).

W 1987 ożenił się z Barbarą Młynarz, socjologiem i tłumaczką, ze związku tego urodziła się córka Weronika (ur. 1987). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Sąd kapturowy. [Wiersze]. Wwa: MAW 1983, 62 s.
2. Duchowy proletariusz. Przyczynek do dziejów lamarkizmu społecznego i rosyjskiego kosmizmu XIX-XX wieku. (Na marginesie antyutopii Andrieja Płatonowa). Wwa: OPEN 1996, 386 s. Pr. Inst. Stud. Polit. PAN.
3. Imperialna baba. Wwa: OPEN 2003, 213 s. Inst. Studiów Polit. PAN.
Zawiera dwa studia: Imperialna baba [dot. stereotypu Rosji w świadomości Polaków]; Podręczniki do kształcenia, czyli edukacja przez redukcję [dot. podręczników gimnazjalnych wychowania literackiego i kulturowego].
4. Sceptyk w piekle. Z dziejów ideowych literatury rosyjskiej. Wwa: ISP [Inst. Studiów Polit.] PAN 2004, 476 s.
Zawartość: Wstęp. – Sceptyk w piekle (Aleksandr Puszkin); Straszna zbrodnia w Spędobydlińsku (Fiodor Dostojewski); Złe oko (Iwan Bunin); Z jaśniepańskiego ciasta ulepiony Zeus (Maksymilian Wołoszyn); Siostry krzyżowe (Aleksiej Riemizow); Heretyk i Spółka (Jewgienij Zamiatin); Gumilow i sroczość (Mikołaj Gumilow); Anna Wszechrosji (Anna Achmatowa); Gość z przyszłości (Anna Achmatowa i Isaiah Berlin); Podróż do chaosu (Konstantin Waginow); Los i wola (Josif Brodski); Słowo to artefakt (wyjście z sowietyzmu).
5. Mój PEN Club. [Współaut.:] W. Bartoszewski, I. Smolka. Wwa: Dom Wydawn. PWN 2013, 283 s. Literatura faktu PWN. Na dwa głosy.
Rozmowa I. Smolki i A. Pomorskiego z W. Baroszewskim o jego działalności w Pol. PEN Clubie.

Przekłady tekstów A. Pomorskiego w antologii ros.: Pol'skie poèty XX veka. Antologiâ. [Wybór i przekł.:] N. Astaf'eva, V. Britanišskij. T. 2. Sankt-Peterburg 2000.
Przekłady
1. J. Kuranow: Leśna studnia. [Opowiadania]. Przeł.: E. Gorczyca, B. Miecznicka-Wcisły, A. Pomorski. Wwa: KiW 1977, 436 s.
2. R. Ibrahimbekow: Miasteczko na południu i inne opowiadania. Wwa: Czyt. 1979, 265 s.
3. S. Kaputikian: Drzewo orzechowe. [Wiersze]. Wybrał i wstępem opatrzył A. Pomorski. Tłum. z ros.: A. Mandalian, S. Pollak, A. Pomorski. Wwa: PIW 1980, 48 s.
Tłum. poezji ormiańskiej.
4. W. Chlebnikow: Poezje wybrane. Wyboru dokonał, przeł. i oprac. A. Pomorski. Wwa: LSW [1982], 121 s. Bibl. Poetów.
Nagroda „Lit. na Świecie” za przekład w 1983.
5. K. Szczerbakow: Wiek męski. Szkice krytyczne i publicystyczne. Wwa: WAiF 1982, 244 s.
6. I. Kaszafutdinow: Szlachetna krew. [Opowiadania]. Wwa: KiW 1983, 314 s.
7. A. Eppel: Sztorm! [Poemat dla dzieci]. Wwa: NK 1984, [44] s.
8. S. Jesienin: Inonia i inne wiersze. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski.Wwa: MAW 1984, 282 s.
9. I. Bunin: Szalej i inne wiersze. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Wwa: MAW 1985, 153 s.
Nagroda „Lit. na Świecie” za przekład w 1986.
10. A. Kuzniecow: Na północ od Moskwy. [Szkice z podróży]. Wwa: Iskry 1985, 142 s. Naokoło Świata.
11. A. Riemizow: Siostry krzyżowe. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Wwa: Czyt. 1985, 203 s.
12. E. Zamiatin: My. [Powieść]. Wwa: NOWA* 1985, 100 s. Wyd. nast. Wwa: Alfa 1989, 182 s. Ser. z Tukanem.
W wyd. 1 tłumacz podp.: Barbara Sentencja.
13. L. Tokmakowa: Karuzela. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: NK 1986, 39 s.
14. A. Płatonow: Katarynka. Sztuka w 3 aktach. „Dialog” 1990 nr 7 s. 53-85.
15. W. Szałamow: Procurator Judei i inne utwory. [Opowiadania]. Wyboru dokonał L. Budrecki. Przeł.: M. Kotowska, Z. Podgórzec, A. Pomorski. Wwa: Czyt. 1991, 365 s.
Tu w tłum A. Pomorskiego: Pierwszy ząb; Na priedstawku; Paweł Apostoł; Mleko skondensowane; Cisza; Termometr Griszki Łoguna; U strzemienia; Tajgo moja złota; Waśka Dienisow, co świnie kradł; Dzień wolny; Wieczorny pacierz; Domino; Herkules; Spisek prawników; Artysta łopaty; Marcel Proust; Inżynier Kisielow; Czerwiec; Leczenie wstrząsowe; Obława; Sprana fotografia; Trędowaci; Geologowie; Miasto na górze; Kawałek mięsa; Sentencja; Zmartwychwstanie modrzewia.
16. R. M. Rilke: Sonety do Orfeusza i inne wiersze. Wybrał i przeł. A. Pomorski. Kr.: OL 1994, 633 s.
17. B. Liwszyc: Półtoraoki strzelec. [Pamiętnik]. Wwa: Czyt. 1995, 273 s.
18. M. Gumilow: Zatruta tunika i inne wiersze. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Kr.: OL 1997, 309 s.
19. J.W. Goethe: Faust. Tragedia. Przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Wwa: Świat Książki 1999, 571 s. Wyd. nast.: wyd. 2 przejrz. i popraw. Wwa: Bertelsmann Media 2005; wyd. 3 Wwa: Świat Książki - Bertelsmann Media 2006.
Nagroda Stow. Tłumaczy Pol. w 1999.
20. Rosyjscy akmeiści. Cech poetów. Wyd. okolicznościowe na spotkanie Międzynarodowej Kawiarni Literackiej. Kr.: OL 1999, 146 s.
21. R. M. Rilke: Liryki najpiękniejsze. Tor.: Algo 2000, 76 s.
22. M. Cwietajewa: Duch w potrzasku. Przekł.: W. Bieńkowska, S. Pollak, A. Pomorski. Teksty przejrz. i uzup. A. Pomorski. Wwa: „Twój Styl” 2001, 247 s.
23. G. Trakl: Sebastian we śnie i inne wiersze. Przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Kr.: OL 2001, 315 s. Ser. Współcz. Liryki Austriackiej.
24. K. Waginow: Harpagoniada. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2001, 256 s. Nike.
25. F. Dostojewski: Bracia Karamazow. Powieść w 4 częściach z epilogiem. Przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Kr.: Znak 2004, 913 s. Znakomita Kolekcja, Wyd. nast.: [T.] 1-2. Wwa: Świat Książki 2004, 415 + 598 s. Arcydzieła Lit. Światowej; wyd. 2 [właśc. 3] Kr.: Znak 2009. 50 na 50.
26. K. Malewicz: Wiersze i teksty. Wybór, oprac. i przekł.: A. Pomorski i A.L. Piotrowska. Wwa: OPEN 2004, 207 s. Inst. Adama Mickiewicza.
27. W. Chlebnikow: Rybak nad morzem śmierci. Wiersze i teksty 1917-1922. Wybrał, przeł. i przyp. opatrzył A. Pomorski. Wwa: OPEN 2005, 489 s.
28. W. Chlebnikow: Widziądz widziadeł bezkształtnych. Wiersze i teksty 1904-1916. Wybrał i przeł. A. Pomorski. Wwa: OPEN 2005, 434 s.
29. R. M. Rilke: Osamotniony na szczytach serca. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył A. Pomorski. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2006, 414 s. Bibl. Poetycka. Klasycy Nowoczesności.
30. A. Achmatowa: Drogą wszystkiej ziemi. Poezja, proza, dramat. Wybrał, przeł. i komentarzem opatrzył A. Pomorski. Wwa: OPEN 2007, 791 s.
Tu także szkic A. Pomorskiego: Anna Wszechrosji, s. 673-778.
31. T.S. Eliot: W moim początku jest mój kres. Przeł., komentarzami i przyp. opatrzył A. Pomorski. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2007, 414 s. Bibl. Poetycka. Klasycy Nowoczesności.
32. Suplement poetycki ze współczesnej liryki białoruskiej. Wybór i red.: A. Pomorski. Przeł.: J. Litwiniuk i A. Pomorski. Wwa: Dom Kultury Śródmieście 2008, 137 s. Bibl. Kwart. „Tekstualia”.
33. U. Arłoŭ: Prom przez kanał La Manche. Wiersze. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2009, 183 s. Europejski Poeta Wolności. Nominacje.
Tekst w jęz. pol. i białorus.
34. F. Dostojewski: Biesy. Kr.: Znak 2010, 780 s. 50 na 50.
35. S. Jesienin: Kamieniem strącam księżyc. Przeł., przyp. i posł. opatrzył A. Pomorski. W-wa: Świat Książki 2010, 223 s. Bibl. Poetycka. Klasycy Nowoczesności.
36. O. Mandelsztam: Nieograbiony i nierozgromiony. Wiersze i szkice. Wybrał, przeł. i komentarzami opatrzył A. Pomorski. Wwa: OPEN 2011, 641 s.
37. U. Niaklajeŭ: Poczta gołębia. [Wybór wierszy]. Wybrał i przeł.: A. Pomorski. Wr.: Kolegium Europy Wschodniej im. J. Nowaka-Jeziorańskiego 2011, 192 s.
38. S. Żadan: Etiopia = Efìopìâ. [Wiersze]. Przeł.: O. Hnatiuk i A. Pomorski. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2009, 183 s. Europejski Poeta Wolności.
Tekst w jęz. pol. i ukr.
39. W. Burłak: Ruku da nagì = Rękę do nogi. [Wiersze]. Przeł.: K. Kwiatkowska i A. Pomorski. Sejny: Fundacja Pogranicze, Ośrodek „Pogranicze - Sztuk, Kultur, Narodów” 2013, 73 s. Ser. Poetycka Inicjał.
Tekst w jęz. pol. i białorus.
40. L. Rubinstein: Sobytie bez naimenovaniâ = Zdarzenie bez nazwy. Sejny: Fundacja Pogranicze; Ośrodek „Pogranicze - Sztuk, Kultur, Narodów”, 2013, 97 s. Ser. Poetycka Inicjał.
Tekst w jęz. pol. i ros.
41. S. Żadan: Mezopotamia. [Powieść]. Przeł.: M. Petryk i A. Pomorski. Wołowiec: Czarne 2014, 309 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
42. A. Razanaŭ: Palët straly = Lot strzały. [Wiersze]. Z jęz. białorus. przeł. J. Litwiniuk, J. Maksymiuk, A. Pomorski. [Grafika:] W. Szumiński. Sejny: Fundacja Pogranicze 2015, 111 s. Ser. Poetycka Inicjał.
Tekst w jęz. pol. i białorus.
43. S. Stratanowski: Graffiti = Graffiti. [Wiersze]. Gdańsk: Inst. Kultury Miej.; Wydawn. słowo/obraz terytoria 2015, 161 s. Europejski Poeta Wolności.
Tekst w jęz. pol. i ros.
44. A. Płatonow: Dół. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2017, 180 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
45. T. Venclova: Obrócone w ciszę. Wiersze wybrane. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2017, 132 s. Ser. Poetycka „Zesz. Lit.”, 16.

Zob. też Prace redakcyjne poz. 1, 7.
Prace redakcyjne
1. M. Wołoszyn: Poezje. Wybór, wstęp i objaśn.: A. Pomorski. Wwa: PIW 1981, 289 s. Bibl. Poetów.
Tu m.in. przekł. A. Pomorskiego.
2. A. Puszkin: Poezje wybrane. (Z „Lutni Puszkina” Juliana Tuwima). Przeł. J. Tuwim. Wybór, wstęp, nota biogr.: A. Pomorski. Wwa: LSW 1987, 114 s. Bibl. Poetów. Wyd. nast. tamże 1999.
3. M. Gumilow: Wiersze. Wybór wierszy i red. poetycka pol. przekł.: A. Pomorski. Wwa; Moskwa: Współpraca; Raduga 1990, 301 s.
4. L. Staff: Nie ostrugujcie ryby z oceanu! Wiersze i poematy. Wstęp i wybór: A. Pomorski. Wwa: Libros 2002, 479 s.
5. Fraszki to wszystko. Mała antologia dawnej fraszki polskiej. Wybór i wstęp: A. Pomorski. Wwa: Świat Książki 2004, 157 s.
6. Polski PEN Club 1925-2005. Księga Pamiątkowa. Pod red. A. Pomorskiego. Wwa: OPEN 2005, 413, XXXII s.
7. A. Czechow: Opowiadania. Wybór: A. Pomorski. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2006, 636 s. Arcydzieła Lit. Światowej.
Tu także w przekł. A. Pomorskiego opowiadanie: Dama z pieskiem.
8. Pępek nieba. Antologia młodej poezji białoruskiej. Wybór i red.: A. Chadanowicz. Tłum.: K. Bortnowska [i inni]. Red. pol. tłum.: A. Pomorski. Wr.: Kolegium Europy Wschodniej im. J. Nowaka-Jeziorańskiego 2006, 215 s. Bibl. Białoruska.
Tekst w jęz. pol. i białorus.
9. Kalârovaâ karova. Antalogìâ pol'skaj dzìcâčaj paezìì = Antologia polskiej poezji dziecięcej. [Wybór i przedm.:] I. Kur'ân. [Red.:] A. Pomorski. Minsk: I.P. Logvìnau, 2007, 346 s.
Tekst w jęz. pol. i białorus.
10. N. Gorbaniewska: Wiersze wybrane 1956-2007. Wyboru wierszy dokonał A. Pomorski. Wiersze przeł. S. Barańczak [i in.]. Lubl.: Wydawn. UMCS 2008, 102 s.
Współwyd.: N. Gorbanewskaâ: Izbrannye stihotvoreniâ. 1956-2007. – Oprawne w kierunku przeciwstawnym. – Tekst w jęz. pol. i ros.
11. Nie chyliłem karku przed mocą. Antologia poezji białoruskiej od XV do XX wieku. Wybór, red. i noty biogr.: L. Barszczeŭski, A. Pomorski. Słowo wstępne: L. Barszczeŭski, współpraca Białoruski PEN Club: A. Hadanowicz, U. Siŭczykaŭ, A. Skurko. Przekł. na jęz. pol.: K. Bortnowska [i in.]. Przekł. na jęz. białorus.: R. Baradulin [i in.]. Wr.: Kolegium Europy Wschodniej im. J. Nowaka-Jeziorańskiego 2008, 640 s. Bibl. Białoruska.
Tekst gł. w jęz. pol. i białorus., częściowo w jęz. pol. i łac. – Na okł. tytuł: Nie chyliłem czoła przed mocą.
12. Korni, pobegi, plody... Mandel'štamovskie dni v Varšave. Č. 1-2. [Wybór:] P.M. Nerler, A. Pomorskij, I.Z. Surat. Moskva: Rossijskij gosudarstvennyj gumanitarnyj universitet 2015, 301 + 309-615 s. Rossijskij gosudarstvennyj gumanitarnyj universitet, Mandel'štamovskoe obŝestvo, Pol'skij PEN-Klub.
Wariant tytułu: Mandel'štamovskie dni v Varšave. – Tekst w jęz. ros. i pol. – Materiały Międzynarodowej Konferencji Mandelsztamowskiej „Dni Osipa Mandelsztama”, 2011, Warszawa).

Zob. też Przekłady poz. 3, 4, 8, 9, 16, 18, 22, 26-32, 35-37.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Wywiady: Pienisty ślad bielejący za łodzią. Rozm. B. Fac. „Tytuł” 1996 nr 1/2.
 	Alchemiczna szopka. Rozm. M. Witkowski. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 252 dod. „Gaz. Dolnośl.” [dot. przekł. „Fausta” J.W. Goethego]; Dusza przetłumaczona. Rozm. z N. Gorbaniewską i ...: K. Jabłońska. „Więź” 2006 nr 11; O diabłach i ludziach. Rozm. I. Smolka. „Nowe Książ.” 2008 nr 2; Czas na rewizję. Rozm.: A. Pomorski i G. Przebinda. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 30 [dot. twórczości F. Dostojewskiego].

&amp;nbsp;
Sceptyk w piekle

 	G. PRZEBINDA: Piekło pisarzy Rosji. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 35.
 	D. SOSNOWSKA: Teatr piekielnego absurdu. „Rzeczpospolita” 2004 nr 208.

&amp;nbsp;
Mój PEN Club

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Ostatni salon. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 16.
 	A. PAPIESKA: Wigwam ostatnich Mohikanów? „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

&amp;nbsp;
W. Chlebnikow: Poezje wybrane

 	T. Brzostowska-Tereszkiewicz: Reminiscencja stylistyczna w przekładzie. „Między Oryginałęm a Przekładem” 2015 nr 1/4.

&amp;nbsp;
R.M. Rilke: Sonety do Orfeusza i inne wiersze

 	R. KRYNICKI: Kłopoty z czytaniem Rilkego. „Gaz. Wyb.” 1995 nr 113 dod. „Stołeczna”.

&amp;nbsp;
J.W. Goethe: Faust

 	A. FABIANOWSKI: „Chwilo trwaj!”. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
 	A. HAAS: Polskie przekłady „Fausta” Goethego. Próba krytyki i zarys recepcji w Polsce. Gdańsk 2005, 291 s. Stud. Germanica Gedanensia, 12 [dot. m.in. przekł. A. Pomorskiego].

&amp;nbsp;
A. Achmatowa: Drogą wszystkiej ziemi

 	J. PILCH: Wielka poetka Anna Achmatowa. „Dziennik” 2007 nr z 27 XI. – A. NASIŁOWSKA Terror i arlekiny. „Polityka” 2008 nr z 8 II. – A. PIWKOWSKA: Dwugłos poetki i jej tłumacza. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.
 	A. PIWKOWSKA. „Teatr” 2004 nr 8.
 	N. GORBANEVSKAÂ: Ahmatova Pomorskogo. „Novaâ Pol’ša” 2008 nr 2.

&amp;nbsp;
T.S. Eliot: W moim początku jest mój kres

 	J. GUTOROW. Powrót klasyka. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 51/52.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI. Awangardowy Eliot. „Dekada Lit.” 2008 nr 2-3.
 	P. KAJEWSKI. Urywki oryginału i komentarzy. „Odra” 2008 nr 1.
 	A. KOMOROWSKI: Polski TSE – patent w toku. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.
 	J. KOZŁOWSKA: Eliot ulicy. „Teatr” 2008 nr 3.
 	A. PIECHUCKA: Palimpsest z Eliota. „Tygiel Kult.” 2008 nr 4/6.
 	J. JARNIEWICZ: Król Rybak u pani Tumidaj, czyli cały Eliot. „Lit. na Świecie” 2009 nr 5/6.
 	J. WARD: Kilka luźnych uwag na temat najnowszego przekładu poezji Eliota. „Przekładaniec” 2009 nr 1.

&amp;nbsp;
F. Dostojewski: Biesy

 	D. ULICKA: „Biesy” na dziś. „Nowe Książ.” 2011 nr 1.
 	G. PRZEBINDA: Piekło bez sufitu [on-line] [dostęp 16 czerwca 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.rubl.uj.edu.pl/pracownicy/fiszka.php?os=01_przebinda&amp;amp;jed=KKSW&amp;amp;opis=przeb_rzp1&amp;amp;w=1

&amp;nbsp;
O. Mandelsztam: Nieograbiony i nierozgromiony

 	K. KOEHLER: Szept Mandelsztama. „Rzeczpospolita” 2011 nr 217.
 	A. PIWKOWSKA: Mandelsztam według Pomorskiego. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	B. ZADURA: Czytanie. „Lit. na Świecie” 2011 nr 9/10.
 	B. STASIŃSKA: Najważniejsze czytać: Poeta w błędzie. „dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr 51 [dostęp 24 lutego 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1920-najwazniejsze-czytac-poeta-w-bledzie.html

</document>
<document nplp_id="2807" title="Jerzy PORADECKI" slug="jerzy-poradecki">1942–2008

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 10 czerwca 1942 w Łodzi w rodzinie robotniczej; syn Jana Poradeckiego i Marty z domu Maurer. Uczęszczał do V Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. W tym czasie uczył się także gry na fortepianie w Ludowym Instytucie Muzycznym. Po zdaniu matury w 1960 studiował polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ); w 1965 uzyskał magisterium na podstawie pracy o koncepcji języka poetyckiego C. Norwida i został zatrudniony na stanowisku asystenta w Zakładzie Literatury XX wieku UŁ (później Zakład Literatury Współczesnej Instytutu Filologii Polskiej, Katedra Literatury Romantyzmu, Dwudziestolecia Międzywojennego i Literatury Współczesnej Wydziału Filologicznego). W tymże roku debiutował jako historyk literatury Uwagami o Norwidowym rozumieniu oryginalności, ogłoszonymi w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Łódzkiego” (ser. I, z. 65), a jako krytyk recenzją wspomnień Stanisława Czernika Zachód słońca pt. Czy silva rerum?, zamieszczoną w „Odgłosach” (nr 19). Z tygodnikiem tym współpracował następnie do 1978, w tym w 1966–67 jako członek zespołu redakcyjnego. Artykuły i recenzje ogłaszał także m.in. w „Osnowie” (1966–68), „Nowym Wyrazie” (1972–74; także członek redakcji) i „Pracach Polonistycznych” (1972–73, 1977). W pracy badawczej skupił się początkowo na współczesnej prozie polskiej, a później głównie na liryce dwudziestowiecznej. W 1973 uzyskał na UŁ stopień doktora na podstawie dysertacji Pisarstwo Wilhelma Macha (promotor prof. Aniela Kowalska). Wygłaszał wykłady dla nauczycieli i uczniów w Łodzi i okolicznych miastach. Udzielał się wiele lat na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Łodzi. Współpracował z Unią Polskich Pisarzy Medyków (później Unia Polskich Pisarzy Lekarzy), angażując się zwłaszcza w działalność lokalnego oddziału, m.in. jako redaktor trzech almanachów „Spektrum” i prowadzący literackie biesiady; w 2007 otrzymał tytuł honorowy Przyjaciela Unii. W 1978–90 pełnił funkcję prezesa Łódzkiego Oddziału Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza, a następnie do 1992 wchodził w skład Zarządu Głównego Towarzystwa. Był jurorem w konkursach literackich. Należał do ZLP (do rozwiązania Związku w 1983), a od 1991 do SPP. W 1988 habilitował się na UŁ, przedkładając rozprawę Aż tu moje skrzydło sięga. Studium o dziejach motywu lotu poety w poezji polskiej; w 1990 otrzymał stanowisko profesora UŁ. W 1991 założył własne wydawnictwo „Biblioteka”, w którym publikował współczesną poezję i prozę, redagował też serię Rzecz poetycka. Zainteresowany dwudziestowiecznym malarstwem, utworzył przy swoim wydawnictwie Galerię T, która działała w 1991–2002; pisał wstępy do katalogów organizowanych tam wystaw. Interesował się muzyką poważną (szczególnie współczesną), kolekcjonował płyty. W 1993–2000 był członkiem Komisji Wydawniczej powołanej przez Wojewodę i Prezydenta m. Łodzi. W 1994 otrzymał nagrodę Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu m. Łodzi. Od 1996 należał do zespołu stałych współpracowników miesięcznika „Tygiel Kultury”. W 2000 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2004 wszedł w skład redakcji rocznika „Prace Polonistyczne”. W lutym 2008 objął funkcję kierownika Katedry Literatury Polskiej XX i XXI wieku w Instytucie Filologii Polskiej UŁ. Nie zdążył ukończyć Zbioru poetów Łodzi i Ziemi Łódzkiej, nad którym pracował. Wyróżniony m.in. Złotą Odznaką UŁ (1985), medalem UŁ „W Służbie Społeczeństwa i Nauki”, Złotym Krzyżem Zasługi (1990).

W 1968 zawarł związek małżeński z Ewą Juszyńską, filologiem; miał syna Mateusza (ur. 1972), filologa, który poprowadził po nim wydawnictwo „Biblioteka”. Zmarł 29 października 2008 w Łodzi i tam został pochowany na Cmentarzu Katolickim na Dołach.



TWÓRCZOŚĆ
1. Pisarstwo Wilhelma Macha. Powst. 1973. Druk Łódź: WŁ 1984, 226 s.
Rozprawa doktorska. — Nagroda Rektora UŁ w 1973, Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego II stopnia w 1984.
2. Aż tu moje skrzydło sięga. Studium o dziejach motywu lotu poety w poezji polskiej. Łódź: Wydawn. UŁ 1988, 272 s. Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria.
Rozprawa habilitacyjna. — Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1988, Nagroda Rektora UŁ.
3. Anthrōs, anthrōpon genna. [Autorzy:] A. Biskupski, Z. Skibiński, J. Poradecki. [Wiersz, proza]. Grafika: P. Duraj. Poddębice; Łódź: A. Biskupski, P. Duraj, Z. Skibiński 1989, [24] s.
Wydrukowano 99 egz. numerowanych i sygnowanych przez autorów. — Tu J. Poradeckiego proza poetycka, s. [1–3].
4. Orfeusz poetów dwudziestego wieku. Łódź: „Biblioteka” 1995, 120 s. Rzecz Poetycka. Eseje. Przedr. zob. poz. 5.
Zawartość: [Wstęp]. — Zgrabny syfilityk. Orfeusz Stefana Napierskiego; Śpiew od trwogi ludzkiej starszy. Orfeusz Jerzego Kamila Weintrauba; Maniak jasności, przepycham się w czarnym kamieniu. Orfeusz Kazimierza Wierzyńskiego; Jak piękna może być nicość. Orfeusz Aleksandra Wata; Prawykonanie powtarzalności. Orfeusz Tymoteusza Karpowicza. — [Zakończenie].
5. Prorocy i sztukmistrze. Eseje o poezji polskiej XX wieku. Warszawa; Łódź: Wydawn. Naukowe PWN 1999, 262 s.
Nagroda Rektora UŁ w 2001.
Zawartość: Słowo wstępne. — Słowo Boga — słowo poety. (Europejskie koncepcje twórczości w kręgu tradycji biblijnych); Liturgia i poezja; Prorocy, sztukmistrze i majsterkowicze [dot. relacji pomiędzy poetą i jego dziełem]; Orfeusz poetów dwudziestego wieku [poz. 3]; Zakorzenieni w słowie. (Emigracja a ewolucja języka poezji); Julian Tuwim — wtajemniczony słowożerca; Pokoje umeblowane Juliana Tuwima; Ewolucja poezji Czesława Miłosza; Klasycyzm według Czesława Miłosza; Poeta biada na gruzach katedry Świętego Jana. (O polemice literackiej wokół wiersza Czesława Miłosza „W Warszawie”); Ziarno ocalenia. (Świat wartości w poezji Zbigniewa Herberta); Arytmetyka współczucia. (Przesłanie moralne poezji Zbigniewa Herberta); Niepokój Tadeusza Różewicza; „Moja poezja” — czyli o czym Tadeusz Różewicz milczy; Spójrzcie na siebie. (Humanistyczny relatywizm Wisławy Szymborskiej); Ogród, którego nigdy tu nie było. („Klasyk” Wisławy Szymborskiej).
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Felicjana Faleńskiego „Tragedia w stylu czysto Eschylesowskim”. „Spraw. z Czyn. i Pos. Nauk. Łódz. Tow. Nauk.” 1966 t. 20 nr 12 s. 1–6, odb. — Poeci Ziemi Lubuskiej. W: O kulturze i literaturze Ziemi Lubuskiej. Łódź 1970 s. 21–46. — Narrator i narracja w „Bramach raju” i w „Idzie skacząc po górach” Jerzego Andrzejewskiego. W: O prozie polskiej XX wieku. Wr. 1971 s. 295–310. — Apollo, archetypy i historia. (O wierszach J.M. Rymkiewicza). „Nowy Wyraz” 1972 nr 2 s. 98–105. — Poezja a proza. „Nowy Wyraz” 1974 nr 12 s. 79–87. — Wilhelm Mach i poetyka socrealizmu. „Nowy Wyraz” 1974 nr 2 s. 58–81. — „Sny śródziemnomorskie” Heraklita. (O poezji J.M. Rymkiewicza). W: Środowisko. Łódź 1975 s. 167–177. — O pracach naukowych prof. dr Anieli Kowalskiej. „Pr. Polonist.” Ser. 22: 1976 s. 15–27. — Poetyckie gry z czytelnikiem. (W kręgu poszukiwań poetyckich grupy Centrum); Poeta i diabelskie podszepty. (W kręgu problematyki „Wielkiej Improwizacji”). „Miscellanea Łódz.” 1984 nr 4 s. 3–17; nr 5 s. 26–35. — Motyw wzlotu i wędrówki poety w poezji Norwida. „Pr. Polonist.” Ser. 45: 1989 s. 201–213. — „Widzę i opisuję” w poezji Adama Czerniawskiego. „Miscellanea Łódzkie” 1990 nr 1 s. 48–55. — Marian Piechal. W: Obraz literatury polskiej XIX i XX wieku. Ser. 6 t. 4. Literatura polska w okresie międzywojennym. Kr. 1993 s. 139–153. — Gdy nie widać Absolutu. O poezji Wisławy Szymborskiej. „Tygiel Kult.” 1996 nr 10 s. 36–42. — Łódź — literacki portret miasta. „Kron. M. Łodzi” 1996 z. 1 s. 42–54. — Uwagi wokół wiersza „W ostatni dzień…” Juliusza Słowackiego. „Pr. Polonist.” Ser. 58: 2003 s. 101–108.
Wstępy do katalogów: A. Nowicki: Drzeworyt. (Druk z płaszczyzny krzywej). Kula. Spotkanie pierwsze, 29 grudnia 1992. [Łódź:] Autorska Galeria A. Nowickiego 1992, [14] s. — do wystaw w Galerii T w Łodzi: A.B. Kabała: W rzeczy samej I, III. [B.m.w.] 1994; M. Dawidziuk: Rysunki [II–VIII]. Kolekcja Galerii T. [B.m.w.] 1995.
Prace redakcyjne
1. Osnowa. Łódź: WŁ
[1]. Sztuka tworzenia. Almanach oprac. J. Poradecki przy współpracy zespołu pod kierunkiem W. Jażdżyńskiego. 1978, 143 s.
[2]. Sztuka odbioru. Oprac.: J. Poradecki. 1980, 264 s.
2. Spektrum.
[T. 1]. Almanach Łódzkiej Grupy Unii Polskich Pisarzy Medyków. Red.: J. Poradecki. Łódź: Klub Pracownika Służby Zdrowia i Opieki Społ. przy Oddz. ZG Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia PRL w Łodzi 1978, 201 s.
[T.] 2. Almanach Łódzkiej Grupy Unii Polskich Pisarzy Medyków. Red.: J. Poradecki. Łódź: Klub Pracownika Służby Zdrowia i Opieki Społ. Przy Oddz. ZG Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia PRL w Łodzi 1979, 226 s.
[T.] 3. Almanach Łódzkiej Grupy Unii Polskich Pisarzy Medyków. 1980–1981. Red.: J. Poradecki. Współpraca: J.B. Kos. Łódź: WŁ 1982, 384 s.
[T.] 9. Almanach Łódzkiej Grupy Unii Polskich Pisarzy Lekarzy. Red.: B. Szeffer-Marcinkowska, J. Poradecki. Łódź: UPPL [Unia Pol. Pisarzy Lekarzy], 1998, 159 s.
3. A. Lange: Rozmyślania i inne wiersze. Wybrał i wstępem poprzedził J. Poradecki. Wwa: PIW 1979, 259 s. Bibl. Poetów.
Nagroda Rektora UŁ.
4. A. Dziekoński: Wybór poezji. Oprac. i wstępem poprzedził J. Poradecki. Wwa: PIW 1985, 327 s.
Nagroda Rektora UŁ.
5. Dlaczego Różewicz. Wiersze i komentarze. Red.: J. Brzozowski i J. Poradecki. Łódź: Wydawn. UŁ, 1993, 173 s.
6. J. Tuwim: Wtajemniczony słowożerca. Wybór poezji. Oprac. i wstępem poprzedził J. Poradecki. Łódź: ŁTN 1994, 190 s.
Przedr. wstępu zob. Twórczość poz. 5.
7. C. Szczepaniak: Pytanie o coś i nic. Wybór i posł.: J. Poradecki. Łódź: „Biblioteka” 1998, 57 s.
8. Laur dojrzały. Grabia ’59–’99. Wybór tekstów, oprac. i wstęp: J. Poradecki. Łódź: „Biblioteka” 2000, 67 s.
9. A. Walter: Nastroje. [Fotografie]. Wybór wierszy: J. Poradecki. Łódź: Galaktyka 2004, 78 s.
Zawiera fot. A. Waltera i wybór wierszy różnych poetów dokonany przez J. Poradeckiego.
10. E. Tesz: Powroty. Wybór wierszy i wstęp: J. Poradecki. Obrazy: J. Panfil. Tomaszów Maz.: Wydz. Promocji, Kultury i Sportu Urzędu Miasta, 2006, 64 s.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Inf. syna Mateusza 2013.
 	Wywiady: Vis bibliothecae et vis librorum. Rozm. A. Mazan-Mazurkiewicz. „Acta Univ. Lodz. Folia Librorum” 2007 [z.] 14.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	P. SPODENKIEWICZ: Ogrodnik poezji. „Dz. Łódz.” 2000 nr 65 [dot. wydawn. J. Poradeckiego. „Biblioteka”].
 	J. WIŚNIEWSKI, M. WOŹNIAK-ŁABIENIEC: Jerzy Poradecki. (10 czerwca 1942–29 października 2008). „Pam. Lit.” 2009 z. 1.

&amp;nbsp;
Pisarstwo Wilhelma Macha

 	J.Z. BRUDNICKI: Z kanonu lektur obowiązkowych. „Nowe Książ.” 1985 nr 3.
 	A. SOBOLEWSKA: Mach: naiwny czy przewidujący? „Twórczość” 1986 nr 1.

&amp;nbsp;
Orfeusz poetów dwudziestego wieku

 	H. PUSTKOWSKI: Orfeusz polski. „Fraza” 1998 nr 21/22.

&amp;nbsp;
Prorocy i sztukmistrze

 	Z. CHOJNOWSKI: Rozprawianie o poezji. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
 	A. FIUT: Pomiędzy profesją i grą. „Nowa Okolica Poetów” 2000 nr 2.

</document>
<document nplp_id="2809" title="Małgorzata SIKORSKA-MISZCZUK" slug="malgorzata-sikorska-miszczuk">ur. 1964

Dramatopisarka, scenarzystka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 10 czerwca 1964 w Warszawie; córka, Kazimierza Kopca, ekonomisty, i Antoniny z domu Wietrzyk, pielęgniarki. W 1976–82 przebywała z rodziną w Moskwie. Tam uczęszczała do klas 6–8 polskiej szkoły podstawowej, a następnie radzieckiego Liceum Ogólnokształcącącego Nr 16 (klasa humanistyczna). W 1981 zdała w Moskwie eksternistycznie polską maturę. Następnie w 1981/1982 studiowała na Wydziale Dziennikarstwa Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. M. Łomonosowa, po czym kontynuowała studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (UW). Po uzyskaniu w 1987 magisterium pracowała jako dziennikarka, a potem copywriter w agencjach reklamowych. W 1998 zrezygnowała z pracy etatowej. Od tegoż roku do 2000 uczęszczała na Studium Scenariuszowe Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, a w 2002–04 na Podyplomowe Interdyscyplinarne Studia nad Tożsamością Płciową w Kulturze i Społeczeństwie Gender Studies w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W tym samym czasie zajęła się twórczością dla dzieci: w 1996–98 pisała teksty do polskiej wersji serialu telewizyjnego Ulica Sezamkowa, w 1998 wygrała konkurs na scenariusz według komiksu Henryka J. Chmielewskiego (Papcia Chmiela), na podstawie którego powstał film pt. Tytus, Romek i A’tomek wśród złodziei marzeń. W 2004 debiutowała jako dramatopisarka sztuką Psychoterapia dla psów i kobiet. W następnych latach obok utworów dramatycznych pisała scenariusze lub adaptacje scenariuszy seriali telewizyjnych, dokonywała też adaptacji teatralnych; w swym dorobku ma również libretto i oratorium. Brała udział w warsztatach dramatopisarskich: studium Teatru Rozmaitości (2004), Sztuka Dialogu nad Wigrami (2004 i 2005), Sztuka Dialogu z Szekspirem (2006) i Sztuka Dialogu w Lublinie (2007). W 2009 była na dwumiesięcznym stypendium CEC ArtsLink w The Playwrights’ Center w Minneapolis (USA), a w 2010 otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prowadziła warsztaty dramatopisarskie pt. W poszukiwaniu nowej narracji na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (2010), a także zajęcia w ramach Laboratorium Projektowania Kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej (od 2013; od 2015 Uniwersytet SWPS) w Warszawie oraz w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie (2016).

Ma dwóch synów, Mateusza i Michała. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Klatka dla jednej kobiety. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako sztuka czytana: Wwa, Laboratorium Dramatu 2004.
Inf.: „Not. Teatr.” 2012/13 nr 68/69 s. 189.
2. Nigdy nie budź czarownicy. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 2004.
Utwór zgłoszony na konkurs na sztukę teatr. dla dzieci i młodzieży przez Centrum Sztuki Dziecka w Pozn. w 2004 (inf. jak w poz. 1).
3. Psychoterapia dla psów i kobiet. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako próba czytana pod opieką reżyserską M. Zmarz-Koczanowicz: Wwa, T. Rozmaitości 2004.
Próba czytana w ramach studium dramatopisarskiego T. Rozmaitości i projektu „Teren Warszawa”.
4. Śmierć Człowieka-Wiewiórki. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Liber. Wwa, Studio Melon, T. Usta Usta 2006; radiowa: Reż.: J. Klata. Radio TOK FM 2008. Druk: „Dialog” 2007 nr 5 s. 18–40 (skrócony); Czerwona dekada. Kr. 2011 s. 127–167 (pełny tekst).
Wyst. nast.: Reż.: N. Korczakowska. Jelenia Góra, T. Jeleniogórski im. C.K. Norwida, Scena Dram. 2007; Reż.: A. Szatkowska. Bydg., Scena Teatr. Yakizoff 2009 (inf. jak w poz. 1). — Wyst. jako sztuka czytana m.in.: Reż.: I. Gańczarczyk, M. Stojowska. Wr., Centrala 71 2007; Kr., Freeday T. 2008 (w ramach III festiwalu Free Art Day).
Sztuka na motywach życia U. Meinhof, A. Baadera, G. Ensslin, członków terrorystycznej organizacji Rote Armee Fraktion (RAF). — Wyróżnienie za tekst sztuki w Konkursie Dramaturgicznym „Ulrike”, ogłoszonym przez Teatr Usta Usta/2xu (Poznań), TR Warszawa oraz Centrum Artystyczne M25 (Warszawa) w 2006 oraz w XIII Ogólnopolskim Konkursie na Wyst. Pol. Sztuki Współcz. w 2007.
Przekł.: ang.: The death of the Squirrel-Man. [Przeł.] J. Kosicka. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: I. de Bessonet. Nowy Jork, Prelude Festival’08–Spotlight Poland, Martin Segal T., Center CUNY 2008; Reż.: E. Ting. New Haven 2008 (w ramach festiwalu Arts and Ideas). Druk w: New Europe. Plays from the continent. [Oprac.:] B. Marranca, M. Semil. New York 2009. Tekst on-line: [dostęp 6 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.cecartslink.org/wordpress/wp-ontent/uploads/2010/07/TheDeathoftheSquirrelMan.pdf, — chorw.: Smrt čovjeka vjeverice. [Przeł.] M. Martić. „Kazalište”, Zagrzeb 2008 nr 35/36, — czes.: Smrt Človĕka-Veverky. [Przeł.] L. Jiřička. W: Čtyři polské hry. Praha 2010. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: O. Mataj. Praga, Divadlo Komedie 2015, — hiszp.: La muerte del Hombre Ardilla. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: R. Fuertes. Madryd, Teatro Valle-Inclán 2012 (w ramach projektu Nueva Escena Polaca: Teatro Y Political Fiction); Reż.: A. Vallejo. Wyst. Meksyk, teatr studencki 2013; Reż.: J. Pina. Wyst. Meksyk, teatr studencki 2015, — niem.: Der Tod des Eichhörnchenmenschen. [Przeł.] A. Volk. Wyst.: Reż.: M. Liber. Berlin, T. Hebbel am Ufer (w ramach II Festiwalu Młodego Teatru Europejskiego „Cut and Paste”) 2007, toż wyst.: Wiesbaden and Mainz, festiwal New Plays from Europe Theaterbiennale 2008; wyst. jako sztuka czytana: Bochum, Zeche 1 2011 (w wykonaniu studentów Schauspielstudienganges der Folkwang Universität der Künste z Essen). Druk jako dokument elektroniczny w: Theaterslam. Neuste Dramatik aus Polen. Berlin 2011, — szwedz.: Reż.: N. Poletti. Sztokholm, Turteatern 2009.
5. Katarzyna Medycejska. [Utwór dramatyczny]. Praprem. pt. Bóg/Honor/Ojczyzna: Reż.: M. Liber. Pozn., T. Usta Usta 2007. Druk „Dialog” 2008 nr 3 s. 42–69.
Przekł. niem.: [Przeł.] A. Volk [inf. Autorki].
6. Szajba. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A. Trojanowska. Wwa, Laboratorium Dramatu 2007.
Wyst. nast.: Reż.: J. Klata. Wr., T. Pol. 2009.
II nagroda oraz nagroda dziennikarzy na IV Festiwalu Sztuk Współcz. R@Port w Gdyni w 2009 za wyst. we Wr.
Przekł.: ang.: Loose screws. [Przeł.] B. Paloff [on-line] [dostęp 6 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.cecartslink.org/wordpress/wp-content/uploads/2010/07/TheDeathoftheSquirrelMan.pdf. Druk w: Nine new plays from Poland. London; New York; Calcuta 2015, — niem.: Rad ab. [Przeł.] A. Volk. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: B. Baranowska. Berlin, Maxim Gorki T. 2010 (w wykonaniu studentów ETI Schauspielschule Berlin) — ros.: Balda. [Przeł.] Û. Čajnikov. W: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii 2. Moskva 2015, — słowac.: Druk: „Vlna” 2012 nr 51.
7. Walizka. Słuchowisko. „Dialog” 2008 nr 9 s. 5–21. Praprem.: radiowa: Reż.: J. Wernio. Radio 2008; teatr.: Reż.: P. Kruszczyński. Pozn., T. Pol. 2009; tv: Reż.: W. Kostrzewski. TVP 2015. Wyd. osob. łącznie z przekł. franc.: Walizka Pantofelnika = La valise de Pantofelnik. [Przeł.] K. Joucaviel. Toulouse: Presses Universitaires du Mirail; Théâtre de la Digue 2009, 83 s. Nouvelles Scènes. Polonais. Przedr. w: Dramatopisarki dekady. Kr.; Wwa 2012 s. 60–76. Dialog. Najlepsze z Najlepszych.
Wyst. nast.: Reż.: D. Ignatjew. Wwa, T. Żyd. 2011; jako czytanie performatywne: Reż.: E. Małecki. Wwa, T. Collegium Nobilium 2015; radiowe: Reż.: W. Kostrzewski. Radio 2015.
Nagroda główna i nagroda publiczności w ogólnopolskim konkursie dramaturgicznym „Metafory Rzeczywistości”, organizowanym przez T. Pol. w Pozn. w 2008, Nagroda Grand Prix na Festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie za spektakl radiowy w 2009, nagroda za tekst sztuki w XV Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Pol. Sztuki Współcz. w 2009, wyróżnienie na IV Festiwalu Sztuk Współcz.
R@Port w Gdyni w 2009 za wyst. w Pozn., nagroda Prix Bohemia 2012, nagroda za oryginalny pol. tekst dramatyczny na XV Krajowym Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP w Sopocie w 2015, ponadto nagrody Grand Prix otrzymali m.in. spektakl telewizyjny, jego reżyser i wykonawcy ról gł., A. Ferency i K. Globisz.
Przekł.: ang.: The suitcase. [Przeł.] A. Zapałowski. „PAJ. A Journal of Performance and Art”, Cambridge, MA 2011 nr 97; Pantofelnik’s suitcase. Wyst.: Reż.: K. Noon. Los Angeles, The Ghost Road Company 2013 [wyst. też w T. Powsz. w Wwie w ramach XVII Międzynarodowego Festiwalu T. dla Dzieci i Młodzieży KORCZAK 2013], — czes.: Kufr. [Przeł.] J. Vondráček. Wyst.: Dramaturgia: H. Pekárek. Reż.: I. Chrz. Czes. Radio 2012 [nagroda Prix Bohemia], — franc.: La valise de Pantofelnik. [Przeł.] K. Joucaviel. Reż.: K. Kurzeja. Tuluza, Compagnie POLLEN, T. Sorano 2009. Druk zob. wyżej, — niem.: Der Koffer. [Przeł.] A. Volk. Wyst. jako sztuka czytana: Mannheim, Nationaltheater 2015. Druk w: „…anfangen zu erzählen”. Neues Polnisches Theater. Eine Auswahl. Berlin 2015, — ros.: Čemodan. [Przeł.] A. Križevski. W: Antologiâ sovremennoj pol’skoj, dramaturgii 2. Moskva 2015. Wyst. jako sztuka czytana: Moskwa, T. Doc 2011, — rum.: Valiza. [Przeł.] L. Săvescu. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: T.C. Popescu. Bukareszt, Muzeul Ţăranului Român 2011. Druk w: Psihoterapolitica. Antologie de teatru polonez contemporan. Bucureşti 2011, — słowac.: Kufor. [Przeł.] P. Himic. W: Nowa drama: polska drama. Bratislava 2012, — słoweń.: Kovocek. [Przeł.] D. Dominkuš. W: Sodobna poljska drama. Maribor 2015, — ukr.: Waliza. [Przeł.:] O. Vojčenko W: Spovìd’ pìslâ zlamu. Antologìâ sučasnoï pol’s’koï dramaturgìï. [Kiïv] 2013.
8. Burmistrz. [Utwór dramatyczny]. Cz. [1]–2.
[Cz. 1]. Praprem.: jako próba czytana: Opieka reż.: I. Vedral. Wwa, T. na Woli 2008; radiowa: Reż.: M. Kotański. Radio 2011. Pierwodr.: „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57 s. 292–320. Wyd. w: M. Sikorska-Miszczuk, P. Grabowski, M. Walczak: Wolna Wola. Dramaty Teatru na Woli. Wwa: Wydawn. T. na Woli 2009 s. 29–79.
Wyst. inne: Reż.: M. Kwiecień. Lubl., T. Czytelnia Dramatu, Centrum Kultury 2014, Festiwal Konfrontacje Teatralne 2015; Reż.: E. Ignaczak. Gdynia, T. Gdynia Główna 2017.
Dramat napisany na zamówienie T. na Woli w Warszawie. — Nominacja do finału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2010, nagroda w międzynarodowym konkursie dramaturgicznym Stueckemarkt organizowanego w ramach Theatertreffen Berliner Festspiele 2011.
Przekł.: ang.: The mayor. [Przeł.] A. Zapałowski. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: T. Alagic. Nowy Jork, (A)pollonia: A Festival of Readings of New Polish Plays 2013. Druk w: (A)pollonia. Twenty-first-century Polish drama and texts for the stage. London; New York; Calcuta 2014 + 1 dysk optyczny DVD. Przedr. częściowy w: Antologia pieselor prezentate în secţiunea „spectacole-letură”. Festivalulu Internaţional de Teatru de la Sibiu 2015. [Wybór:] C. Dominicar. Sibiu 2015, — niem.: Der Bürgermeister. [Przeł] B. Voelke. Wyst. jako sztuka czytana w ramach Berliner Festspiele: Oprac. scen.: N. Gühlstorff, D. Richter. Berlin, Theatertreffen 2011, — rum.: Primarul. Partea 1. [Przeł.] I. Popovici. W: Antologia pieselor prezentate în secţiunea „spectacole-letură”. Festivalulu Internaţional de Teatru de la Sibiu 2015. [Wybór:] C. Dominicar.
Sibiu 2015.
Cz. 2. „Dialog” 2011 nr 12 s. 182–195.
9. Człowiek z Polski w czekoladzie. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2009.
Przekł.: franc.: L’Homme de chocolat. Przeł. R. Bekaert. Adapt.: V. Strub. Wyst. Charleroi, T. l’Ancre, Bruksela T. Varia 2011 (w ramach projektu Théatre BE&amp;gt;&amp;lt;PL Teatr).

10. Fantastyczna podróż operatora Śliwińskiego do byłego pegeeru w Gazie. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2009 nr 5 s. 92–94.
11. Ko-cham. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Reż.: J. Wernio. Radio 2009.
12. Madonna. [Utwór dramatyczny]. Praprem. teatr.: Reż.: I. Vedral. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2009.
I nagroda w Konkursie T. im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu na dramat inspirowany „Zemstą” A. Fredry w 2009.
13. Niezwykła podróż Pana Wieszaka. Musical dla dzieci na głosy aktorskie, wokalne i zespół kameralny. Libretto: M. Sikorska-Miszczuk. Muzyka: M. Błażewicz. Praprem. radiowa pt. „Niezwykłe przygody Pana Wieszaka”: Reż.: I. Vedral. Radio 2009, toż wyst.: Wwa, Studio Koncertowe Pol. Radia im. W. Lutosławskiego 2009.
Nast. wyst.: Reż.: A. Sokołowska i S. Rokita. Kr., Filharmonia Krak. 2011.
Musical powstał na podstawie opowiadania M. Sikorskiej-Miszczuk „Przyjaciel wieszaka”, które w 2002 otrzymało III nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Lit. im. Cz. Janczarskiego.
14. Zaginiona Czechosłowacja. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2009 nr 10 s. 16–34. Praprem.: Reż.: M. Spiss. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 2011.
Sztuka zainspirowana historią piosenkarki M. Kubišovej, opisanej przez M. Szczygła w zbiorze „Gotland”.
Przekł. czes.: Zmizelé Československo. [Przeł.] R. Sikora. Wyst.: Reż.: K. Král. Praga, Divadlo na Zábradli 2010. Druk „Svět a divadlo”, Praga 2010 nr 1.
15. Żelazna kurtyna. [Utwór dramatyczny]. W: Opowiadanie historii. Kr. 2009 s. 53–97. Dramat Współcz., 19. Praprem. jako sztuka czytana: Reż.: Ł. Witt-Michałowski. Lubl., T. Czytelnia Dramatu, Sala Widowiskowa w Warsztatach Kultury 2012.
16. Koniec świata. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2010.
Przekł. niem.: Das Ende der Welt. Przeł. A. Volk. Praprem.: Reż.: N. Gühlstorff. Magdeburg, Festiwal „OstOstOst-20 Jahre Westen” 2010.
17. Mesjasz: Bruno Schulz. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2010. „Dialog” 2011 nr 7/8 s. 16–48.
Przekł. niem.: Bruno Schulz: Der Messias. [Przeł.] O. Kuhl. Praprem.: Reż.: M. Zadara. Wiedeń, Schauspeilhaus 2010.
Utwór został uznany w 2012 przez European Theatre Convention za jedną z najlepszych współcz. sztuk europejskich.
18. [Trzy] III Furie. [Utwór dramatyczny; współaut.:] S. Chutnik, M. Fertacz. Praprem.: Reż.: M. Liber. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej, Scena na Piekarach 2011, toż TVP Kultura 2012.
Utwór oparty na wątkach powieści S. Chutnik „Dzidzia” i motywach wspomnień S. Dąmbskiego pt. „Egzekutor”. — Nagroda „Laur Konrada” oraz nagroda dziennikarzy i fotoreporterów na XIV Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” w Katow. dla M. Libery w 2011, Nagroda Promocyjna im. K. Krzanowskiego na XLVII Przeglądzie T. Małych Form Kontrapunkt w Szczec. w 2012 dla autorek tekstu.
19. Popiełuszko. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2012 nr 6 s. 5–31. Praprem.: Reż.: P. Łysak. Bydg., T. Pol. im. H. Konieczki 2009. Przedr. w: Trans/formacja. Dramat polski po 1989 roku. Antologia. 2. Wwa 2013 s. 717–779.
Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna w 2012.
Przekł.: bułg.: Przeł. V. Deânova. W: Naslednici. (Antologiâ na nova polska dramaturgiâ). Sofia 2015, — ros.: wyst. jako sztuka czytana: Moskwa, Centrum im. V. Meyerholda 2014, — ukr.: wyst. jako sztuka czytana w Kijowie i Lwowie [inf. Autorki].
20. Europa. [Utwór dramatyczny; autorzy:] L. Hübner, M. Sikorska-Miszczuk, T. Štivičić, S. Waters. [Red.:] C. Jester. London; New York: Bloomsbury Publishing 2013, [20], 98 s. Bloomsbury Methuen Drama. Praprem.: Dramaturg: C. Jester. Reż.: J. Kica. Zagrzeb, Zagrebačko kazalište mladih 2013; prem. pol.:. Bydg., T. Pol. im. H. Konieczki 2013.
Wydanie książkowe zawiera skrypt dialogu w jęz. niem., chorw., pol. i ang. oraz przekł. ang. całości. Spektakl zrealizowany w ramach projektu „Cztery miasta, cztery historie”, we współpracy Staatsschauspiel Dresden, Zagrebačko kazalište mladih, Birmingham Repertory Theatre, T. Pol. w Bydg. i we wszystkich tych teatrach wyst.
21. Kraj, którego obywatelom uciekły serca, zostawiając listy. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2013.PIY.
Nagroda im. F. Wańka dedykowana V. Havlowi w konkursie na jednoaktówkę zorg. przez czes. pismo teatr. „Svet a divadlo”.
22. Takaja. [Monodram]. Praprem.: Reż.: E. Kalisz i M. Wojtowicz. Wr., Wrocławski T. Lalek 2013 (wykonanie: A. Skubik).
23. Kobro. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2014 nr 11 s. 49–93. Praprem.: Reż.: I. Siekierzyńska. Łódź, T. Nowy 2014.
24. Szeherezada. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2014 nr 9 s. 37–73.
Przekł. czes.: Šeherezáda. [Przeł.] J. Vondráček. Wyst.: Dramaturgia: R. Venclová. Reż.: M. Schlegelová. Czes. Radio 2014.
25. Twój liść nazywa się Europa, ale to za mało, żeby żyć. Słuchowisko. Praprem. radiowa: Reż.: A. Tyszkiewicz. Radio 2014.
II nagroda w konkursie Programu 2 Pol. Radia i Stow. Autorów ZAiKS, nominacja do finału Prix Europa w 2015.
26. Implozja. [Słuchowisko]. Praprem. radiowa: Reż.: P. Łysak. Radio 2015.
Słuchowisko przygotowane przez Pol. Radio we współpracy z T. Powsz. w ramach festiwalu Otwarta Ząbkowska w Warszawie, zostało zaprezentowane na ulicy Ząbkowskiej i transmitowane na antenie radiowej.
27. Kuroń. Pasja według Świętego Jacka. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2016 nr 11 s. 5-39. Praprem.: Reż.: P. Łysak. Wwa, T. Powsz. 2017.
28. Yemaya Królowa Mórz. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: M. Majewska. Wr., Wrocławski T. Lalek 2016.

Przekłady utworów M. Sikorskiej-Miszczuk w antologiach zagranicznych: ang.: New Europe. Plays from the continent. [Oprac.:] B. Marranca, M. Semil. New York 2009; (A)pollonia. Twenty-first-century Polish drama and texts for the stage. London; New York; Calcuta 2014, — bułg.: W: Naslednici. (Antologiâ na nova polska dramaturgiâ). Sofia 2015, — czes.: Čtyři polské hry. Praha 2010, — ros.: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii 2. Moskva 2015, — rum.: Psihoterapolitica. Antologie de teatru polonez contemporan. Bucureşti 2011, — słoweń.: Kovocek. [Przeł.] D. Dominkuš. W: Sodobna poljska drama. Maribor 2015, — ukr.: W: Spovìd’ pìslâ zlamu. Antologìâ sučasnoï pol’s’koï dramaturgìï. [Przeł.:] O. Bojčenko, A. Bondar, O. Ìrvanec’. [Kiïv] 2013.
Przekłady
1. R. Bekaert: No co ty powiesz! [Utwór dramatyczny]. Przeł. M. Sikorska-Miszczuk. Wyst. jako sztuka czytana: Reż.: K. Maciejaszek. Wr., T. Pol., Scena Kameralna 2010 (w ramach projektu Théâtre BE&amp;gt;&amp;lt;PL Teatr).

2. R. Sikora: Spowiedź masochisty. Tłum.: M. Sikorska-Miszczuk, E. Zimna. „Dialog” 2013 nr 7/8 s. 116–155. Wyst.: Reż.: A. Negra Silva. Gniezno, T. im. A. Fredry 2014.
Prace redakcyjne i adaptacje
1. Bolek i Lolek. Największe przygody. [Opowiadanie dla dzieci]. Oprac. graf.: L. Carnelli. Il.: W. Walendziak. Konstancin-Jeziorna: Twoje Media 1998, 62 s. Czarodziejskie Opowieści, 1.
Książka do kolorowania. — Tekst nawiązuje do serialu animowanego dla dzieci wg scenariusza W. Nehrebeckiego.
2. Wilk i Zając. Największe przygody [Opowiadanie dla dzieci]. Oprac. graf.: L. Carnelli. Il.: W. Walendzik. Konstancin Jeziorna: Twoje Media, 2000, 64 s. Czarodziejskie Opowieści, 11.
Książka do kolorowania. — Tekst nawiązuje do ros. serialu animowanego dla dzieci.
3. Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń. Scenariusz filmu dla dzieci: M. Sikorska-Miszczuk we współpracy z J. Niemczukiem, L. Gałyszem. Dialogi: M. Sikorska-Miszczuk, J. Niemczuk, L. Gałysz, A. Grabowski. Reż.: L.M. Gałysz. Ekran. 2002.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Carisma Entertainment Group, [2009], 1 dysk optyczny (DVD).
Na podstawie komiksu H.J. Chmielewskiego „Tytus, Romek i A’Tomek”.
4. Niania. Telewizyjny serial komediowy. Ser. 1–8. Adapt. odcinków 7, 9–12, 15, 24–25, 27, 30, 35, 38–39, 44, 46, 49, 53, 59, 62, 66, 72, 75, 106, 109, 117 scenariusza pol.: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: J. Bogajewicz. TVN 2005–2009.
Adapt. amer. serialu telewizji CBS pt. „The nanny”.
5. Tak miało być. Serial telewizyjny. Scenariusz: [H. Kowalewska] A. Kowa. Współpraca scenariuszowa przy odcinku 16: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: A. Trzos. TVP 2005.
6. Herbert: rekonstrukcja poety. [Spektakl multimedialny]. Reż.: M. Liber. Dramaturgia: M. Sikorska-Miszczuk. Warszawa, Plac Krasińskich 2008.
7. M. Liber: ID. Reż.: M. Liber. Teksty piosenek i współpraca dramaturgiczna: M. Sikorska-Miszczuk. Wyst.: Kr., Teatr Łaźnia Nowa 2008; Szczec., T. Współcz. 2008.
Scenariusz spektaklu powstał na podstawie reportaży A. Kuźniak i R. Radłowskiej, wykorzystano również fragmenty powieści „Łaskawe” J. Littella. Przedstawienie przygotowane we współpracy T. Łaźnia w Kr., T. Współcz. w Szczec. i festiwalu TEMPS D’IMAGES organizowanego przez Centrum Sztuki Współcz. Zamek Ujazdowski w Wwie (tu wyst. w 2009).
8. Piekło nasze. [Oratorium]. Adapt. tekstów A. Mickiewicza: M. Sikorska-Miszczuk. Muzyka: A. Gryka. Reż.: M. Libera. Wyst. Wwa, Inst. Adama Mickiewicza (Pałacyk Cukrowników) 2010 (w wykonaniu chóru Varsoviae Regii Cantoris).
Spektakl dedykowany Instytutowi Adama Mickiewicza z okazji 10–lecia.
9. Usta usta. Serial telewizyjny. Ser. 1–3. Adapt. odcinków 1, 7, 10, 15, 18, 21, 30 scenariusza pol.: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: B. Ignaciuk (odcinki 1, 7), M. Kowalczuk (odcinek 10), M. Gazda (odcinek 15), Ł. Jaworski (odcinki 18, 21, 30). TVN 2010–2011.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Ser. 1–2. Warszawa: TiM Film Studio, [2010–2011], 8 dysków optycznych (DVD).
Adapt. brytyjskiego serialu pt. „Cold feet”.
10. W. Shakespeare: Makbet. Przekł. S. Barańczak. Reż.: M. Liber. Współpraca dramaturgiczna: M. Sikorska-Miszczuk. Wyst. Szczec., T. Współcz. 2011.
11. I. Kuna: Klara. Adapt.: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: P. Kruszczyński. Wyst. Tor., T. im. W. Horzycy 2012.
12. Gracze. [Opera]. Muz.: D. Szostakowicz, K. Meyer. Libretto wg utworu M. Gogola. Przekł. i adapt.: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: A. Chyra. Wyst. Gdańsk, Opera Bałtycka 2013.
13. R. Jędrzejewska-Wróbel: Kamienica. Adapt.: R. Jędrzejewska-Wróbel, M. Sikorska-Miszczuk. Konsultacja dramaturgiczna: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: E. Piotrowska. Wyst. Gdańsk, Miej. T. „Miniatura” 2013.
14. Album Karla Höckera. Dramaturgia: M. Sikorska-Miszczuk. Reż.: P. Bargetto. Wyst. Wwa, T. Trans-Atlantyk (w sali Inst. Teatr.) 2015.
Spektakl na podstawie analizy albumu zdjęć oficera SS K. Höckera, przedstawiających kadrę SS z obozu koncentracyjnego w Auschwitz, wypoczywającą w pobliskim ośrodku Solahuette (Międzybrodzie — Kotelnica).
15. Czarodziejska góra. [Opera]. Libretto wg powieści T. Manna: M. Sikorska-Miszczuk. Muz.: P. Mykietyn. Wyst.: Reż.: A. Chyra. Scenografia: M. Bałka. Pozn., Festiwal Malta, Aula Collegium Da Vinci; Kr., Festiwal Sacrum Profanum, Centrum Kongresowe ICE 2015.
Wystawienie opery zorganizowane w koprodukcji Festiwalu Malta w Pozn., Opery Bałtyckiej w Gdańsku, Krak. Biura Festiwalowego i Programu 2 Pol. Radia.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Autor o sobie: Dziennik amerykański. „Strony” 2010 nr 1 [dot. pobytu w 2009 na stypendium CEC ArtsLink w Minneapolis].
 	Wywiady: Mózg terrorystki. Rozm. J. Derkaczew. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 94 dod. „Wysokie Obcasy” nr 16 [dot.: Śmierć Człowieka-Wiewiórki]; Pułapka rozumu. Rozm. D.J. Ćirlić. „Dialog” 2007 nr 5; Otworzyć i zacząć żyć. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2008 nr 9; Z cisowego łuku we własne serce. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2008 nr 3 [dot.: Katarzyna Medycejska]; Tkwi we mnie pani Krecikowa. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2009 nr 10; Trzy opowieści. Rozm. M. Sadocha. „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57; Literatura jest „wodą życia”. Rozm. Ł. Rudziński. „Opcje” 2010 nr 3/4; Mesjasz się wydarzył. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2011 nr 7/8 [dot. gł.: Mesjasz: Bruno Schulz]; Kazanie do ryb. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2012 nr 6; Małgorzata Sikorska-Miszczuk: Rzeczywistość pełna furii. Rozm. P. Sobaś-Mikołajczyk. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.ultramaryna.pl/tekst.php?id=927 [dot. m.in.: III Furie]; Ćwiczenia z wolności. „Didaskalia. Gaz. Teatr.” 2012 nr 10 [dot.: Popiełuszko]; Każdy ma swoją modlitwę. Rozm. K. Łapicka. „Teatr” 2013 nr 2 [dot.: Popiełuszko]; Kamień i fala. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2014 nr 11 [dot.: Kobro]; Wyłuskać perłę spośród ziarenek fasoli. Rozm. J. Cieślak. „Teatr” 2015 nr 10 [dot. adapt.: T. Mann: Czarodziejska góra]; Kto nas nakarmi? Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2016 nr 11 [dot.: Kuroń]; Kuroń, czyli sprawa polska. Rozm. A. Gruszczyński. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 3; Trzeba sobie ufać. Rozm. J. Marczyński. “Ruch Muzyczny” 2017 nr 10 [dot. zainteresowania opera].

&amp;nbsp;
Ogólne

 	K.A. GAJDA: Performative way of telling the story in drama – interpretation the polish drama by Małgorzata Sikorska-Miszczuk.„Jaunųjų Mokslininkų Darbai. Journal of Young Scientists”, Supplement, Wilno 2010 nr 1.
 	E. GUDERIAN-CZAPLIŃSKA: Nici z dramatu. „Dialog” 2014 nr 9.

&amp;nbsp;
Śmierć Człowieka-Wiewiórki

 	G. STĘPNIAK: Porażka w czasach kryzysu: „Śmierć Człowieka-Wiewiórki” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk a queerowa sztuka przegrywania. „Opcje” 2011 nr 4.
 	Rec. teatr. wyst. w T. Usta Usta: E. HEWELKE: Wszystko czerwone. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2006 nr z 30 XII [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/33372.html; J. DERKACZEW: Być jak Ulrike M. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 2, – wyst. w T. Jeleniogórskim: J. DERKACZEW: Gdzie jest wyjście z kultury przemocy? „Gaz. Wybor.” 2007 nr 272; I. GAŃCZARCZYK: Korzenie przemocy. „Didaskalia – Gaz. Teatr.” 2007 nr 81; J. KOWALSKA: Markowi święci rewolucji. „Teatr” 2007 nr 12; W. WOJCIECHOWSKI: Przemoc akceptowana. „Not. Teatr.” 2007 nr 45/46; Ł. DREWNIAK: Terror terroryzmu. „Dziennik” 2008 nr 15 dod. „Kultura”; J. TARGOŃ: Ploteczki o terroryzmie. „Gaz. Wybor.” [on-line] 2008 nr 252 dod. „Kraków” [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/61326.html; P. ILSKA: Wszyscy jesteśmy dziećmi Baadera. „Arteria”, Łódź 2010 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Katarzyna Medycejska

 	Zob. Wywiady.

&amp;nbsp;
Szajba

 	Rec. teatr.: wyst. w Laboratorium Dramatu: J. DERKACZEW: Dobranocka dla męczennika. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 48; Ł. DREWNIAK: Śmiechodrom dramatu. „Dziennik” 2007 nr 58 dod. „Kultura”; E. HEVELKE: Dramat na kolanku. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2007 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/35936.html; T. MOŚCICKI: Groteskowy obraz polskiej schizofrenii. „Dziennik” 2007 nr 55; A.R. BURZYŃSKA: W imię Wielkiego El-Kujawy. „Tyg. Powsz.” [on-line] 2009 nr z 24 V [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/73491.html, – wyst. Wr., T. Pol.: J. DERKACZEW: Czy Jan Klata jest feministą? „Gaz. Wybor.” [on-line] 2009 nr 111 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/72640.html; S. KRYSIAK: Ile Polski w Polsce? „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2009 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/72883.html; M. KWAŚNIEWSKA: Polska jest kobietą. „Didaskalia” 2009 nr 9; H. MACH-MALICKA: „Szajba” Jana Klaty. „Dz. Zach.” 2009 nr 247; T. MIŁKOWSKI: Co z tą „Szajbą”? „Przegląd” 2009 nr 21; T. PAPUCZYS: Wiktoria Kingi Preis, klęska Jana Klaty. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2009 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/72724.html; P. SOBAŚ-MIKOŁAJCZYK: W tej szajbie jest metoda. „Opcje” 2009 nr 2; J. WAKAR: Anarchistyczny sitcom Jana Klaty. „Dziennik” [on-line] 2009 nr 109 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/72447.html; R. WĘGRZYNIAK. Odbicie szajby. „Odra” 2009 nr 10.

&amp;nbsp;
Walizka

 	D. NOWACKI: Robota ilustracyjna i wychowawcza. „Teatr” 2008 nr 12, przedr. w tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [dot. m.in. Walizka].
 	Rec. teatr.: wyst. Pozn., T. Pol.: J. DAWIDOWSKI: Fransua szuka Fransua. „Miasteczko Pozn.” 2009 nr 1; M. KAŹMIERSKA: Ocaleni, niezapomniani. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 39 dod. „Poznań”; M. LAREK: Prawda sztuki. „Teatr” 2009 nr 4, – wyst. Wwa, T. Żyd.: J. DERKACZEW: Teatr Żydowski uczy się oddychać. „Gaz. Wybor.” [on-line] 2011 nr z 7 XI [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/126665.html; M. KAWIŃSKI: „Oddychaj”, czyli o pewnej walizce. „Wprost” [on-line] 2011 nr z 14 XI [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/127136.html; M. JANUSZ: Zapomnieć, czy dążyć do prawdy? „Teatr dla Was” [on-line] 2012 nr z 5 IV [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/137050.html; A. SZYMONIK: Życie zamknięte w walizce. „Teatr” 2012 nr 3.

&amp;nbsp;
B u r m i s t r z

 	W. SEROKA: Żeby było jak jest. „Teatr dla Was” [on-line] 2017 z 7 II [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/236210.html.

&amp;nbsp;
Człowiek z Polski w czekoladzie

 	J. JAWORSKA: Wizje z krainy głodu. „Dialog” 2009 nr 10.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Madonna

 	M. KWAŚNIEWSKA: Zemsta. Reaktywacja. „Didaskalia – Gaz. Teatr.” 2010 nr 95 [dot. m.in. wyst. „Madonny”].
 	R. WĘGRZYNIAK: „Zemsta” zdekonstruowana. „Teatr” 2010 nr 2.

&amp;nbsp;
Zaginiona Czechosłowacja

 	K. LEMAŃSKA: W poszukiwaniu Bohaterki „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2012 nr z 11 VI [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/126535.html.
 	J. SIERADZKI: Definitywnie zaginiona Czechosłowacja? [on-line] [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/138311.html.

&amp;nbsp;
Żelazna kurtyna

 	A. MAREK: Jak opowiadać? Efekt patosu a historie wojenne. „Fragile” 2011 nr 2 [dot. także: D. Łukasiński: Eine charmante Frau].

&amp;nbsp;
Mesjasz: Bruno Schulz

 	Zob. Wywiady.

&amp;nbsp;
III Furie

 	Ł. DREWNIAK: Karanie Polski. „Przekrój” 2011 nr 16/17.
 	J. KOWALSKA: Odwołać historię. „Teatr” 2011 nr 5.
 	M. PIEKARSKA: Historia furiosa na legnickiej scenie. Naprawdę warto! „Gaz. Wybor.” 2011 nr 61 dod. „Wrocław”.
 	M. PIEKARSKA: Rozgrzeszmy się sami. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 65.
 	K. RADOMSKI: „Oskarżam historię…”. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/113604.html.
 	A. DIDUCH: Co nas kręci, co nas podnieca. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/134186.html.
 	Ł. KACZYŃSKI: Polaku! Ty wieśniaku! „Polska. Dz. Łódz.” 2012 nr 46.
 	J. KORUS: „III Furie”. Odwołać historię? Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/135871.html.
 	K. NOWACZYK: Seans zbiorowej psychodramy. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 2012 nr z 13 IV [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/137368.html.
 	M. ROCZNIK: Przeszłość nierozliczona. Konkrety.pl 2012 z 15 II [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133083.html.
 	R. SAS: Geje walczą z komarami. „Expr. Il.” 2012 nr 48.
 	Sz. SPICHALSKI: Matka Polka jest wku****na. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133970.html.
 	B. URBANKOWSKI: III Furie. Głupie, brzydkie, za to pyskate. „Gaz. Pol.” 2013 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Popiełuszko

 	J. CIEŚLAK: Dynamit księdza Jerzego: „Popiełuszko” Sikorskiej-Miszczuk; P. SCHREIBER: Porozmawiać o Polsce [dot. m.in. Popiełuszko]; K. ZALEWSKA: Zrozumieć „Solidarność”. „Teatr” 2012 nr 10.
 	J. CIEŚLAK: Kto wydał księdza. „Rzeczpospolita” [on-line] 2012 nr 134 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/140892.html.
 	K. DERDOWSKI: Antyklerykalna agitka w Teatrze Polskim [on-line] Powst. 2012 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://bydgoszcz24.pl/artykul/antyklerykalna-agitka-w-teatrze-polskim.
 	J. DERKACZEW: Nie myśl, że ta historia cię nie dotyczy. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 136.
 	A. GŁOWACKA: Przeklęte rewiry polskiego katolicyzmu. „Opcje” 2012 nr 3.
 	W. MROZEK: Ważne przedstawienie. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr 84 [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3671–popieluszko-rez-pawel-lysak.html.
 	A. NOWAK: Podróż ku prawdzie. „Teatr dla Was” [on-line] 2012 nr z 11 VI [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/140971.html.
 	S. PASTUSZEWSKI: Szyderczy collage. „Akant” 2012 nr 11.
 	G. RESKE: Boli, bo kocham. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/150938.html.
 	J. SIERADZKI: Świętych wyszarpywanie. „Odra” 2012 nr 7/8 [dot. też: M. Bułhakow: Mistrz i Małgorzata. Wyst. Wwa, T. Rampa].
 	S. SPICHALSKI: Bagażnik ludzkich iluzji. „Teatr dla Was” [on-line] 2012 nr z 12 VI [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/141006.html.
 	M. SZPECHT: W bagażniku polskości. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 27.
 	A. TARNOWSKA: Komu [P.] Łysak się naraził. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 136 dod. „Bydgoszcz”.
 	A. GÓRNICKA: Popiełuszko i Czarna Banda. „Teatr dla Was” [on-line] 2013 nr z 23 V [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/163223.html.
 	M. NOWAK: Herody polskie. „Przekrój” 2013 nr 12.
 	K. PAWLICKA: Zło dobrem zwyciężaj. „Teatr dla Was” [on-line] 2013 nr z 19 III [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/158601.html.
 	T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Zamiast kary – nagrody. „Nasz Dz.” 2013 nr 109 [m.in.].
 	K. SULOWSKI: Co ubodło polski kler? „Popiełuszko” na Konfrontacjach. „Gaz. Wybor.” dod. „Lublin” [on-line] 2013 wyd. z 17 X [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://lublin.wyborcza.pl/lublin/1,48724,14790011,Co_ubodlo_polski_kler___Popieluszko__na_Konfrontacjach.html.
 	J. KOPCIŃSKI: Podmiot w nowym dramacie: ponad głowami bohaterów. W: Dramat w tekście: tekst w dramacie. Wwa 2014 [dot.: A. Pałyga: W środku słońca gromadzi się popiół; Z. Rudzka: Pęknięta, obwiązana nitką ].
 	TENŻE: Haczyk, czyli hermeneutyka cudu. „Popiełuszko” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. W: Staropolskie zwierciadło. Dawne widowiska polskie z perspektywy współczesnej. Wwa 2015.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Takaja

 	K. AUGUSTYNIAK: Ego-historie. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 15 lutego 2016]. Dostępny w Internecie: http://dziennikteatralny.pl/artykuly/ego-historie.html.
 	A. KOŁODYŃSKA: Trzy kobiety Anny Skubik. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 15 lutego 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.wroclaw.pl/trzy-kobiety-anny-skubik.
 	D. OCZAK: Czy ona jest taka jak ja? Sprawdź w Teatrze Lalek. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 229 dod. „Wrocław”.

&amp;nbsp;
Kobro

 	J. TARGOŃ: A gdzie artystka? Powst. 2015 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/195295.html.
 	M. WĄSIK: Ponad ludzką miarę. „Teatr” 2015 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
K u r o ń

 	J. BŁASZCZYK: Gdzie dopłynął “Kuroń”. „Teatr dla Was” [on-line] 2017 z 20 III [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/238649.html?josso_assertion_id=1EBFBACE791AB092.
 	A. HORUBAŁA: Kuroń na deskach (teatralnych). „Do Rzeczy” 2017 nr 5, [on-line] [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/235935.html.
 	T. MIŁKOWSKI: Nie-Kuroń. “Przegląd” 2017 nr 6.
 	W. MROZEK: Zrobili z Kuronia świętego. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 23 dod. „Stołeczna”, [on-line] [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/235720.html.
 	P. SKRZYDELSKI: Weterani. „wSieci” 2017 nr 7, [on-line] [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/238649.html?josso_assertion_id=1EBFBACE791AB092.
 	Sz. SPICHALSKI: Tonąc w historii. „Teatr dla Was” [on-line] 2017 z 2 II [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/235949.html.
 	J. WAKAR: O Jacku. Taka ballada. „Dz.
 	Gaz. Prawna” 2017 nr 19.

&amp;nbsp;
Y e m a y a – K r ó l o w a M ó r z

 	M. PIEKARSKA: sztuka dla dzieci, której by nie było, gdyby nie kryzys uchodźczy. „Gaz. Wybor.” dod. „Wrocław” [on-line] 2016 nr z 30 V [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/223484.html.
 	M. BRYŚ: Omar – chłopiec taki jak ty. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/238531.html.

&amp;nbsp;
Czarodziejska góra

 	A.S. DĘBOWSKA: Sanatorium bez klepsydry – operowa „Czarodziejska góra” na Malcie. „Gaz. Wybor.” [on-line] 2015 [dostęp 31 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,76842,18104499,Sanatorium_bez_klepsydry___operowa__Czarodziejska.html.
 	S. DRAJEWSKI: Opera Mykietyna tak genialna jak powieść Manna. „Polska. Głos Wielkopol.” [on-line] 2015 [dostęp 31 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3916167,malta-festival-czarodziejska-gora-opera-mykietyna-tak-genialna-jak-powiesc-manna-recenzja,id,t.html.
 	A. DUL: Podróże przez górę [on-line] 2015 [dostęp 31 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/relacje-recenzje-opinie,c,9/malta-festival-podroze-przez-gore,82976.html.
 	J. HAWRYLUK: Operowa sztuka manipulacji czasem. „Gaz. Wybor.” [on-line] 2015 [dostęp 31 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75410,18266377,_Czarodziejska_gora__Mykietyna__Chyry_i_Balki_na_festiwalu.html.
 	J. MARCZYŃSKI: Opera zaczyna nowy wiek. „Rzeczpospolita” [on-line] 2015 [dostęp 31 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.rp.pl/Muzyka/306289890–Opera-zaczyna-nowy-wiek.html.
 	Ł. SATURCZAK: Cień wielkiej góry. „Newsweek Polska” 2015 nr 26.
 	A. SUPRYNOWICZ: Szlachetna rozrywka: Felieton obok tematu. „Ruch Muzyczny” 2015 nr 8.
 	D. SZWARCMAN: Syzyf na „Czarodziejskiej górze”. „Polityka” 2015 nr 28.
 	J. TARGOŃ: Instalacja dźwiękowa. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 220 dod. „Kraków”.
 	R. WĘGRZYNIAK: Apokryfy. „Teatr” 2016 nr 11.
 	Zob. też Wywiady.

</document>
<document nplp_id="2811" title="Mikołaj SOKOŁOWSKI" slug="mikolaj-sokolowski">ur. 1972

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA

BIOGRAM
Urodzony 13 sierpnia 1972 w Warszawie; syn Mirosława Sokołowskiego, ekonomisty, i Danuty Binkowskiej, nauczycielki. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Batorego (w klasie z językiem włoskim). W 1991 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (specjalność nauczycielska). W 1996 uzyskał magisterium summa cum laude na podstawie pracy Aniołowie myśli. Mowa, pismo, mesjanizm wedle Mickiewicza (promotor prof. Maria Janion), której fragmentem debiutował w 1995 na łamach „Tekstów Drugich” (nr 6). Od 1996 odbywał studia doktoranckie w Szkole Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN; przygotowywał wówczas rozprawę doktorską pt. Romantyzm i pismo (później temat rozprawy uległ sprecyzowaniu), wygłosił też tam cykl gościnnych wykładów, poświęconych filozofii włoskiej.W 2001 został zatrudniony w Pracowni Literatury Romantyzmu Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN. W pracy badawczej zajął się literaturą romantyczną oraz m.in. związkami literatur słowiańskich z romańskimi (głównie z włoską). Recenzje, artykuły i przekłady z języka włoskiego publikował m.in. w „Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej” (2000, 2001), „Kresach” (2000, 2003, 2006), „Przeglądzie Filozoficznym” (2000), „Pamiętniku Literackim” (2001, 2004, 2005), „Tekstach Drugich” (2004, 2007), „Teatrze” (2006-08, 2010, 2012, 2014), „Kronosie” (2007), „Studi Comparatistici” (2009) i „pl.it” (2013). W 2003 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy „Król Duch” Juliusza Słowackiego a epopeja słowiańska. Wybrane zagadnienia, napisanej pod kierunkiem prof. M. Janion, za którą otrzymał II nagrodę im. K. Szaniawskiego, przyznawaną przez Towarzystwo Popierania i Krzewienia Nauk. W tymże roku przeszedł na stanowisko adiunkta w IBL, objął funkcję sekretarza w Radzie Naukowej IBL PAN, którą sprawował do 2006. Habilitował się w 2006 na podstawie rozprawy Idee dodatkowe. Mickiewicz i włoski sensualizm. W 2006-09 był zastępcą dyrektora do spraw naukowych, a od 2010 dyrektorem IBL PAN. W 2009 przebywał na stypendium naukowym Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w Turynie, gdzie prowadził kwerendy w Bibliotece Królewskiej (Reale di Torino). W 2010 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego, a w 2012 tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego w IBL PAN. W 2011 został członkiem rady naukowej serii „Czarny Romantyzm” i rady czasopisma „Świat Tekstów”, w 2013 międzynarodowego czasopisma „Ri-cognizioni” oraz Rady Naukowej Instytutu Slawistyki PAN. Jest członkiem Włoskiego Stowarzyszenia Polonistów (AIP). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. „Król Duch” Juliusza Słowackiego a epopeja słowiańska. Wwa: Wydawn. IBL
PAN 2004, 237 s. IBL PAN.
Rozprawa doktorska.
2. Idee dodatkowe. Mickiewicz i włoski sensualizm. Wwa: Semper 2005, 168 s.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Techniki asocjacyjne. Angielskojęzyczne „poematy o wzroście indywidualnego umysłu” od XVIII do XX wieku. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2007, 302 s. IBL PAN.
4. Nikt tylko Mickiewicz. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2008, 245 s. Wokół Literatury, 3.
Zawartość: „Nikt” w literaturze romantycznej przed wystąpieniem Mickiewicza; Gustaw; Konrad.
5. Prezentacja Instytutu Badań Literackich PAN. [Dokument elektroniczny]. Multimedialny pokaz Instytutu, Biblioteki i Wydawn. IBL w związku z wystawą jubileuszową. Fotografie, prezentacja M. Sokołowskiego i film. A. Orlewicza. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza; Bibl. IBL PAN, 2009, dysk optyczny DVD-ROM.
6. Adwokat diabła – Attilio Begey. [Biografia]. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, 482 s.
7. Canonico. Antologia. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2016, 287 s.
Praca zawiera biografię T. Canonica, s. 11-138, oraz wybór jego tekstów („Dziennik wewnętrzny” oraz obszerny wybór poezji) w oryginale i przekładzie pol.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Mowa, pismo, mesjanizm (według Mickiewicza). „Teksty Drugie” 1995 nr 6 s. 148-157. – Antropologiczny tragizm („Konrad Wallenrod”). „Młoda Polonistyka” 1997 nr 1 s. 107-115. – Oralność i piśmiennictwo. Słowo poddane seksualizacji. „Świat Psychoanalizy” 1998 nr 2 s. 64-72. – Tajemnica słowa. Mickiewicz wobec oralności i piśmienności. W: Tajemnice Mickiewicza. Wwa 1998 s. 155-165. – Słowacki rhizomatyczny. W: Słowacki współczesny. Wwa 1999 s. 164-169. – „Król-Duch” Słowackiego – „zupełnie nieudane arcydzieło” czy romantyczna anomalia? „Kresy” 2000 nr 42/43 s. 265-271. – „Nihil ex machina” w myśli Luigiego Pareysona. „Arch. Hist. Filoz. i Myśli Społ.” 2000 t. 45 s. 59-68, nadb. – Idee drugorzędne – recepcja filozofii Johna Locke’a we Włoszech na przełomie XVIII i XIX wieku. „Arch. Hist. Filoz. i Myśli Społ.” 2001 s. 13-26. – O początku. Praktyki etymologiczne w „Królu-Duchu” Juliusza Słowackiego. W: Ciało, płeć, literatura. Wwa 2001 s. 25-48. – „Pan Tadeusz” i jego dziedzictwo „Pam. Lit.” 2001 z. 3 s. 231-246. – Stereotip russkogo nigilista v tvorčestve Juzefa Ignacy Kraševskogo. Stereotyp „Rosjanina-nihilisty” w twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. W: Rossiâ – Polša. Rosja – Polska. Moskva 2002 s. 181-191, przedr. w: Nihilizm i historia. Wwa, Białystok 2009 s. 357-367. – Przeobrażenie terminologii biblijnej w „Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza. „Kresy” 2003 nr 4 s. 50-72. – Słowo-idea. „Arch. Hist. Filoz. i Myśli Społ.” 2003 nr 4 s. 173-189. – O inności w „Księdzu Marku” Juliusza Słowackiego. W: Inny, inna, inne. Wwa 2004 s. 86-97. – Rewolucyjny sentymentalizm Tarasa Szewczenki na przykładzie wierszy o „pokrytkach”. W: Taras Szewczenko. Narodna Kultura. T. 2. Czerkasy 2004 s. 40-47. – Włoskie badania nad romantyzmem w latach 1980-2000. „Pam. Lit.” 2004 z. 3 s. 91-111, nadb. – Mowy pogrzebowe wygłaszane z powodu śmierci Adama Mickiewicza wobec tradycji gatunku. „Pam. Lit.” 2005 z. 4 s. 123-141, przedr. w: Śmierć Mickiewicza. Wwa 2008 s. 55-83. – Wątki towianistyczne we współczesnej filozofii włoskiej. (Wybrane przykłady). W: Mit jedności słowiańsko-romańskiej w życiu i twórczości Adama Mickiewicza. Wwa 2005 s. 197-215. – Filomackie marzenia o „dziwnej Europie”. W: Romantycy i Europa. Wwa 2006 s. 25-41. – Literatura gotycka a dyskurs władzy. W: Księga Janion. Gdańsk 2007 s. 501-506. – Unorthodoxe Motive im Werk Adam Mickiewiczs, Andrzej Towiańskis und ihrer italienischen Anhaenger. W: Romantik und Geschichte. Wiesbaden 2007 s. 152-169. – Il sensismo e la letteratura romantica polacca. W: La tradizione italiana nella vita intellettuale ed artistica in Europa centrale e orientale. Warszawa 2008 s. 125-133. – Koncepcja konwersacji w „Zibaldone” Giacoma Leopardiego. W: Dialogi romantyczne. Warszawa, Pułtusk 2008 s. 457-469. – „Rozrachunki inteligenckie” w prozie roczników siedemdziesiątych [XX w.]. W: Inteligencja w Polsce. Wwa 2008 s. 440-464. – Uwagi na temat „Mickiewiczologia XXI wieku”. W: Śmierć Mickiewicza. Wwa 2008 s. 55-83. – Źródła zachowawczego nihilizmu Ksawerego Branickiego. W: Nihilizm i historia. Białystok, Warszawa 2008 s. 415-440. – „Nikt”. Mickiewiczowska interpretacja klasycznego motywu. W: Romantyzm i nowoczesność. Kr. 2009 s. 217-230. – „Unde malum?” – zagadnienie zła w filozofii Luigiego Pareysona i jego współczesne interpretacje. „Arch. Hist. Filoz. i Myśli Społ.” 2009 s. 105-126. – Władysław, syn Adama. W: Chrześcijańskie dziedzictwo duchowe narodów słowiańskich. Białystok 2009 s. 233-254. – Włoscy towiańczycy a kształtowanie się chrześcijańskiej demokracji w Italii przed 1939 rokiem. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2009 nr 7 s. 81-91. – Poststrukturalizm w polskich badaniach nad romantyzmem. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2010 nr 8 s. 353-360. – „The city of dreadful night” Jamesa Thomsona – przykład wiktoriańskiej analogii. W: Noc. Symbol – Temat – Metafora. T. 1. Wokół „Straży nocnych” Bonawentury. Białystok 2011 s. 343-362. – Kraszewski, Rosja, towianizm. W: Obraz Rosji w literaturze polskiej. Pozn. 2012 s. 237-248. - „Iridione” di Zygmunt Krasiński. Il contesto ideologico della traduzione italiana. „Kwart. Neofilol.” 2014 z. 2 s. 357-365 [spraw. z konferencji „Visto dall'altra parte. Lingua, letteratura, cultura in traduzione”]. – La traduzioni polacche dei testi towianisti italiani. Un caso di doppia traduzione oppure un caso della ritraduzione della terminologia towianista. „Kwart. Neofilol.” 2015 z. 2 s. 151-160 [spraw. z konferencji „La traduzione strumenti problemi, esperienze”].
Przekład
1. E. Severino: Powrót do Parmenidesa. Przeł. i posł. opatrzył M. Sokołowski. Wstępem poprzedził D. Facca. Warszawa: Wydawn. IFiS PAN 2005, 91 s. Studia z Filoz. Systematycznej, 5.
Zob. też. Twórczość poz. 7.
Prace redakcyjne
1. Mit jedności słowiańsko-romańskiej w życiu i twórczości Adama Mickiewicza. Konfrontacje polsko-włoskie w 150 rocznicę śmierci poety. Pod red. M. Sokołowskiego. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN 2005, 251 s.
Tekst częściowo w jęz. włos.
2. Nihilizm i historia. Studia z literatury XIX i XX wieku. Wstęp: M. Sokołowski. Pod red. M. Sokołowskiego i J. Ławskiego. Białystok: Trans Humana; Wwa: [IBL PAN] 2009, 727 s. Zakład Literatury Oświecenia i Romantyzmu. Uniwersytet w Białymstoku; IBL PAN. Czarny Romantyzm.
T. 1. Literatura i słowo; T. 2. Historia, język, kultura.
3. S. Witwicki: Edmund. Wstęp i oprac. tekstu: M. Sokołowski. Aneks, oprac. i wstępem poprzedziła M. Burka-Janik. Red. tomu: J. Ławski, H. Krukowska. Białystok: Alter Studio 2015, 297 s. Czarny Romantyzm, 32.
4. „Inna komparatystyka”. Od dokumentu do wyobraźni. Pod red. nauk. G. B. Bercoff, M. Ciccarini, M. Sokołowskiego. Wwa: IBL PAN [2017], 275.
Książka dedykowana pamięci prof. Hanny Dziechcińskiej.




OPRACOWANIA

 	Ank. 2015.

&amp;nbsp;
Adwokat diabła – Attilio Begey

 	M. ROGALSKI: Balansowanie na granicy syntezy. „Kronos” 2013 nr 1.
 	L. HENCZEL-WRÓBLEWSKA. „Sensus Historiae” 2014 nr 2.

</document>
<document nplp_id="2813" title="Małgorzata SUGIERA" slug="malgorzata-sugiera">ur. 1958

Teatrolog, performatyk, historyk technonauki XIX i XX wieku, tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 24 listopada 1958 w Łosicach (Mazowieckie); córka Henryka Sugiery i Genowefy z Domańskich. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. B. Prusa w Siedlcach; w 1977 zdała egzamin maturalny. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Debiutowała w 1981 artykułem Elementy teatru romantycznego w teorii i praktyce dramatycznej Franciszka Wężyka, ogłoszonym na łamach zeszytu naukowo-literackiego „Warsztat” (nr z I–VI), wydawanego na UJ przez Sytuacyjną Grupę Naukową „Warsztat”. W tymże roku uzyskała magisterium i podjęła pracę w Zakładzie Teatru Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UJ. W badaniach naukowych zajęła się polskim i szerzej europejskim dramatem, a w późniejszych latach także problematyką genderiqueer oraz zagadnieniami performatywności i relacjami między sztuką a technonauką w XIX, XX i XXI w. W 1988 doktoryzowała się na UJ na podstawie rozprawy Między tradycją i awangardą. Teatr Jerzego Grzegorzewskiego (promotor prof. Jan Błoński). Artykuły i rozprawy ogłaszała m.in. w „Dialogu” (od 1989), „Pamiętniku Literackim” (1989–92, 1998–99), „Ruchu Literackim” (1990–99, z przerwami), „Didaskaliach” (1995–2001, 2005, 2013–14). W latach dziewięćdziesiątych zaczęła publikować też przekłady prac z zakresu wiedzy o teatrze i dramacie oraz tekstów dramatów z języków angielskiego, niemieckiego i francuskiego (głównie we współpracy z Mateuszem Borowskim). W 1996 habilitowała się na UJ, przedstawiając książkę Dramaturgia Sławomira Mrożka. Była stypendystką Institut für Wissenschaften vom Menschen w Wiedniu (1991), dwukrotnie Region Rhône-Alpes (1993, 2001), Alexander-von-Humboldt Stiftung (1995–97), Svenska Institutet w Sztokholmie (1998), dwukrotnie amerykańskiej Andrew Mellon Foundation (American Academy in Rome w 1999 i Uniwersytet w Edynburgu w 2001–02), Programu „Schwerpunkt Polen” Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji (2003), Deutscher Akademischer Austauschdienst (DAAD; 2004) oraz Centre National du Livre (2006). Prowadziła gościnnie wykłady i seminaria na niemieckich, francuskich i szwajcarskich uniwersytetach. Została członkiem redakcji wydawniczych serii: Horyzonty nowoczesności (Wydawnictwo Universitas, od 1997), Dramat współczesny (Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, 1999–2007; Wydawnictwo Panga Pank, 2007–12), Dramat współczesny. Interpretacje (Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, 2002–11), a następnie Interpretacje Dramatu (Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, od 2008). Od 1998 kierowała Pracownią Dramatu (później Katedrą Dramatu) w Katedrze Historii i Teorii Teatru Instytutu Polonistyki UJ, przekształconą w 2011 w Katedrę Performatyki. W 1999 otrzymała Nagrodę Jabłonowskiego (Jablonowski-Preis) przyznaną przez Societas Jablonoviana e.V. (Jablonowskische Gesellschaft der Wissenschaften zu Leipzig). W 2000 uzyskała tytuł naukowy profesora. W 2000–08 była w zarządzie International Federation for Theatre Research (FIRT/IFTR). W 2002–04 współorganizowała International Postgraduate Programme Theatre and Media na Johannes Gutenberg-Universität w Moguncji. W 2008–10 wchodziła w skład kapituły Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej (w 2009 jako przewodnicząca). W 2010 podjęła się także funkcji tutora w Instytucie Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. W 2012 została ekspertem panelu SH5 European Research Council (ERC) w Brukseli i Review Panel of the European Cooperation in Science and Technology (COST). W 2015/16 była stypendystką International Research Center „Interweaving Performance Cultures” na Freie Universität Berlin. Cztery pierwsze miesiące 2017 przebywała na Universidade de Sao Paulo w ramach czteroletniego projektu The Social Performance, Cultural Trauma and the Reestablishing of Solid Sovereignties (SPECTRESS), finansowanego przez European Commission. Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Między tradycją i awangardą. Teatr Jerzego Grzegorzewskiego. Kr.: Universitas 1993, 212 s.
Rozprawa doktorska.
2. Dramaturgia Sławomira Mrożka. Kr.: Universitas 1996, 294 s. Wyd. 2 tamże 1996.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Wariacje szekspirowskie w powojennym dramacie europejskim. Kr.: Universitas 1997, 208 s.
Zawartość: Wariacje szekspirowskie. I: 1. Po tamtej stronie lustra [dot.: T. Stoppard: Rosencrantz i Guildenstern nie żyją; I. Brešan: Przedstawienie „Hamleta” we wsi Głucha Dolna; J. Żurek: Po Hamlecie; J. Głowacki: Fortynbras się upił]; 2. Ludzie i dzikie bestie [dot.: A. Césare: Une tempete; E. Bond: Lir]; 3. Gry w zabijanego [dot.: E. Ionesco: Macbeth; H. Müller: Macbeth; R.M. Groński: Zabójcy z „Makbeta”]; 4. Poszukiwanie różnicy [dot.: H. Müller: Hamletmaschine]; 5. Wielka pułapka świata [dot.: F. Dürrenmatt: Titus Andronicus; H. Müller: Anatomie Titus fall of Rome]; 6. Teatr: chorobliwa wydzielina [W. Schwab: Troiluswahn und Cressidatheater]. — II: 1. Opowiadać Szekspira: przeciw interpretacji [dot. opowiadań W.E. Richartza i U. Widmera]; 2. Tańczyć Szekspira: Johann Kresnik; Odmitologizować Szekspira: 2 x „Sen nocy letniej”.
4. W cieniu Brechta. Niemieckojęzyczny dramat powojenny 1945–1995. Kr.: Universitas 1999, 455 s.
Zawartość: Frisch i Dürrenmatt: teatralne gry z rzeczywistością: Hildesheimer, Grass, Walser: zadomowieni w absurdzie; Hochhuth, Kipphardt, Weiss: między fikcją a dokumentem; Peter Handke: ćwiczenia w estetyce odbioru; Heiner Müller: zbieranie sprzeczności; Heiner Müller: terror, który przychodzi z Niemiec; Peter Hacks: dialektyka utopii i rzeczywistości; Tankred Dorst: sceniczne eksplozje skostniałych światów; Thomas Bernhard: wszystko inne jest kłamstwem; Botho Strauss: urojone rzeczywistości; Elfride Jelinek: demontaż powszednich mitów; Werner Schwab: na przecięciu słów i ciał.
5. Dyskurs, postać i płeć w dramacie. [Rozprawa; współaut.:] W. Baluch, J. Zając. Kr.: Księg. Akad. 2002, 500 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 3. Wyd. 2 uzup. i popraw. tamże 2009, 506 s. Interpretacje Dramatu, 40.
6. Potomkowie króla Ubu. Szkice o dramacie francuskim (od Jarry’ego do Lagarce’a). Kr.: Księg. Akad. 2002, 486 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 1. Wyd. 2 uzup. i popraw. tamże 2011, 553 s. Interpretacje Dramatu, 54.
Zawartość: Jarry: prawda maski; Artaud: alchemia słów; Beckett: kondensowanie świata; Ionesco: podróże na scenie theatrum mentis; Adamov: neuroza i polityka; Genet: znaki ciężarne znakami; Duras: obecność nieobecności; Vinaver: uparte podgryzanie; Cixous: czas przeszły uobecniony; Koltés: metafory realnych miejsc. — W wyd. 2 dodano: Lagarce: opowiedzieć świat; Potomkowie króla Ubu: jednym spojrzeniem.
7. Realne światy / możliwe światy. Niemiecki dramat ostatniej dekady (1995–2004). Kr.: Księg. Akad. 2002, 500 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 14.
Zawartość: Anatomia kryzysu. (Zamiast wstępu). — Każdy przeciw każdemu (Marius von Mayenburg); Zmyślenie i prawda (Dea Loher); Rytuały pamięci (Dirk Dobbrow); Smak i sens powtórzenia (Tim Staffel); Inne miejsca (Roland Schimmelpfennig); Ślady i blizny (Fritz Kater); Praca, miłość i inne sposoby zarabiania pieniędzy (René Pollesch).
8. Upiory i inne powroty. Pamięć, historia, dramat. Kr.: Księg. Akad. 2006, 381 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 18.
Zawartość: Wstęp: O upiorach, czyli powrotach. — Cz. 1. Przeciw pamięci (teatru i widzów). — Cz. 2. Powrót jako trauma: Obieranie cebuli [dot.: H. Ibsen: Peer Gynt]; Przepisywanie Itaki [dot.: S. Wyspiański: Powrót Odysa; B. Strauss: Ithaka]; Zatruta studnia; Tajemnica Kafki [dot.: T. Różewicz: Pułapka]; Świadectwo ran [dot.: W. Szekspir: Koriolan]. — Cz. 3. Powrót jako odsłonięcie: Skłamane opowieści [dot.: H. Ibsen: Upiory]; Narzucanie sensu [dot. sztuk historycznych A. Strindberga, gł. „Karola XII”]; Odczarowanie wesela [dot: S. Wyspiański: Wesele]; Nicowanie historii [dot.: S. Grochowiak: Król IV]; Tragedia amnezji. — Cz. 4. Powrót jako współtworzenie: Przeżyć nieprzeżyte [dot. dramatów H. Ibsena]; Zobaczyć niewidzialne [dot.: A. Strindberg: Do Damaszku]; Dokończyć niedokończone [dot. teatru absurdu]; Opowiedzieć nieopowiedziane [dot. dramatów W. Mouwada, M. Duras i D. Danisa]; Przedstawić nieprzedstawialne [dot. twórczości Ph. Minyany, gł. „Chambers”].
Przekł. ang. szkiców: Przepisywanie Itaki: Rewriting Homer: Wyspiański’s „Powrót Odysa” and Strauss’ „Ithaka”. W: (Dis)placing classical Greek theatre. Thessaloniki 1999 s. 85–96; Tragedia amnezji: Postdramatic memory and after. „Interliteraria”, Tartu 2002 nr 7 s. 94–104.
9. Inny Szekspir. Kr.: Księg. Akad. 2009, 275 s. Interpretacje Dramatu, 38.
Zawartość: Męska przyjaźń i amory. („Dwaj panowie z Werony”, „The two noble kinsmen”); Teatr władzy i władza teatru. („Burza”, „Miarka za miarkę”); Lektury i konteksty lektur („Poskromienie złośnicy”, „Romeo i Julia”); Przebieranki i lustrzane podobieństwa. („Jak wam się podoba”, „Wieczór Trzech Króli”); Męska tożsamość i potwory. („Makbet”, „Koriolan”); Dynamika pamięci i zapominania. („Hamlet”, „Antoniusz i Kleopatra”); Szekspir i Shakes­queer.
10. W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości. [Monografia; współaut.:] M. Borowski. Wwa: Inst. Teatr. im. Z. Raszewskiego; Wydawn. Trio 2012, 372 s. Inna Scena.
11. Nieludzie. Donosy ze sztucznych natur. [Szkice]. Kr.: Księg. Akad. 2015, 257 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 75.
Zawartość: Ósmy dzień; Powroty detektywa [dot. filmów i seriali kryminalnych]; Nie na ludzką miarę [dot. B. Brechta]; Laboratorium wysp bezludnych; Być jak zombie; Lekcja anatomii; Pigułka wolności [dot. tematu antykoncepcji w literaturze]; Po rozum do mrówek [dot. mrówek i mrowiska jako tematu literatury]; Łączyć i rządzić.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Elementy teatru romantycznego w teorii i praktyce dramatycznej Franciszka Wężyka. „Warsztat” 1981 s. 71–104. — Dyskusje nad tragizmem i tragedią w dwudziestoleciu międzywojennym. „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1986 nr 23 s. 121–136. — La „Non-Divine Comédie” de Krasiński dans la lecture littéraire et théatrale. „Acta Univ. Wratisl. Romantica Wratisl.” 1986 nr 895 s. 159–169. — Wybrane przykłady inscenizacji i interpretacji „Nie-Boskiej komedii”. „Ruch Lit.” 1986 nr 3 s. 215–230. — Le messianisme du „ser­viteur souffrant” chez Norwid. W: Messianisme et slavophilie. Cracovie 1987 s. 111–119. Varia, 227. — Od krytyki do regulaminu patrzenia. (Ewolucja podstawowych pojęć krytycznych Ludwika Flaszena). W: Od tragedii do groteski. Szkice z dziejów pojęć i terminów krytycznoteatralnych. Katow. 1988 s. 107–120. — Norwidowska koncepcja tragizmu. „Pr. Polonist.” Ser. 45: 1989 s. 245–260. — „Garbus”, „Pieszo” i „Portret” — osobliwe dramaty Sławomira Mrożka. „Ruch Lit.” 1990 z. 2/3 s. 123–136. — Poetyka Grzegorzewskiego: (1). Układy fabularne; (2). Przestrzeń teatru; (3). Czas, postacie; (4). Widownia i widz. „Dialog” 1990 nr 2 s. 144–154; nr 3 s. 108–119; nr 5 s. 140–148; nr 6 s. 124–132. — Eseista w ogrodzie kultury. W: Polski esej. Kr. 1991 s. 51–77 [o eseistyce Z. Herberta, R. Przybylskiego, J.M. Rymkiewicza]. — Konstanty Puzyna: poszukiwanie prawdziwego teatru. W: Krytycy teatralni XX wieku. Wr. 1991 s. 219–232. — Dramat dwudziestowieczny: próby porządkowania. „Dialog” 1992 nr 6 s. 120–131. — „Hamlet” współczesny. „Dialog” 1992 nr 3 s. 150–157 [nt. odwołań do sztuki W. Szekspira]. — I jako sen powróci… Stan wojenny w teatrze Grzegorzewskiego. „Tytuł” 1992 nr 2 s. 78–95. — „Mazepa” [J. Słowackiego]. Z przestrzeni tragedii w romantyczny mit. W: Dramat i teatr romantyczny. [T.] 1. Wr. 1992 s. 63–72. — Mythos, katharsis i mimesis: nowe lektury „Poetyki” Arystotelesa. W: Po strukturalizmie. Współczesne badania teoretycznoliterackie. Wr. 1992 s. 137–152. — The theatre of Jerzy Grzegorzewski. Between academism and the avant-garde. „Polish Art Studies” 1992 t. 13 s. 179–192. — Diabeł urojony. „Tytuł” 1993 nr 1 s. 72–80 [dot. opowiadań W. Gombrowicza z „Dziennika” z 1961 r., „Kosmosu” i „Ślubu”]. — „Hamlet” współczesny. W: Od Shakespeare’a do Szekspira. Gdańsk 1993 s. 293–302 — Kafka w oczach Różewicza. W: Zobaczyć poetę. Materiały konferencji „Twórczość Tadeusza Różewicza” UAM Poznań, 4–6 XI 1991. Pozn. 1993 s. 59–67. — Le pillard justifie ou les classiques sur les scenes polonaises et (ouest) allemandes. „Polish Art Studies” 1992 t. 14 wyd. 1993 s. 145–158 [wierność realizacji scenicznej wobec tekstu literackiego]. — Papuga Kanta, czyli Bernhard. „Dialog” 1993 nr 4 s. 142–153 [o twórczości dramaturgicznej T. Bernharda]. — Architektonika Wzruszeń contra Maszyna Umarłych Wspomnień. W: Dramat i teatr po roku 1945. Wr. 1994 s. 267–274 [dot.: T. Kantora]. — Inny Ionesco. „Dialog” 1994 nr 5 s. 134–144. — Mrożek: z Krakowa w świat i z powrotem. W: Krakowskie rodowody teatralne. Materiały z sesji naukowej „Z Krakowa w świat”, 22–24 X 1993. Kr. 1994 s. 157–167 [o dramaturgii S. Mrożka]. — Dlaczego mity teatru XX wieku? [Współaut.:] K. Pleśniarowicz; Wagnerowskie inscenizacje Apii; Opery Craiga; Craig, Stanisławski i moskiewski „Hamlet”. W: Mity teatru XX wieku: od Stanisławskiego do Kantora. Kr. 1995 s. 17–30; 31–42; 43–52. — Tancerze własnego Obrazu. (Na marginesie „Splendid’s” Jeana Geneta). „Tytuł” 1995 nr 1 s. 194–206. — Witkacy i Artaud. Dwa modele teatru XX wieku. „Acta Univ. Lodz. Folia Scientiae Artium et Litterarum” 1995 z. 5 s. 113–125. — Witold Gombrowicz’s world without god. „Renascence”, Milwaukee WI 1995 Vol. 47 nr 3/4 s. 229–241 [dot.: Dziennik]. — Artaud dramatopisarz. „Dialog” 1996 nr 4 s. 164–176. — Dwa oblicza teatru absurdu. „Acta Univ. Lodz. Folia Scientiae Artium et Litterarum” 1996 z. 6 s. 55–68. — Kolektywne uprawianie sztuki czyli „Lehrstück” Bertolta Brechta. „Dialog” 1997 nr 9 s. 124–135. — Niewypowiedziane i niewypowiadalne we współczesnym dramacie. „Teksty Drugie” 1997 nr 6 s. 137–149. — Od tanga Stomila do tanga Edka. Historiozoficzna parabola Mrożka. W: Lektury polonistyczne. Literatura współczesna. T. 1. Kr. 1997 s. 149–162. — Szwajcarscy Dioskurowie rozdzieleni. Recepcja sztuk Dürrenmatta i Frischa w polskim dramacie po 1956. „Ruch Lit.” 1997 z. 5 s. 695–708. — Dialektische Verfahren in Dramen von Friedrich Durrenmatt und Max Frisch – Wirkungen in der polnischen Dramatik nach 1956. W: Polnisch-deutsche Theaterbeziehungen seit dem Zweiten Weltkrieg. Tübingen 1998 s. 98–112, wyd. nast. jako reprint: Berlin; Boston 2015. — Teatr epicki, realizm i modele: „Matka Courage i jej dzieci” Bertolta Brechta. W: Arcydzieła inscenizacji: od [M.] Reinhardta do [R.] Wilsona. Kr. 1997 s. 53–69. — Heiner Müller, buntowniczy spadkobierca. „Dialog” 1998 nr 2 s. 132–143 [H. Müller jako kontynuator B. Brechta]. — Leworęczna i wilkołak. „Inny” w dramatach Lubkiewicz-Urbanowicz. „Teksty Drugie” 1999 nr 5 s. 145–155. — Mickiewicz a Stagnelius. Rekonesans. [Współaut.:] L. Neuger. „Acta Suedo-Polonica” 1998 nr 7 wyd. 1999 s. 65–74. — Peter Handke: ćwiczenia w estetyce odbioru. „Dialog” 1999 nr 3 s. 100–112. — Próbowanie teatru jako strategia montażu. W: Bogusław Schaeffer — kompozytor i dramatopisarz. Kr. 1999 s. 119–134. — Witolda Gombrowicza „Ślub”. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 2. Gdańsk 2001 s. 172–182. — Błoński w oparach absurdu. W: Jan Błoński… i literatura XX wieku. Kr. 2002 s. 75–82. — Świat w głowie: najnowszy dramat niemiecki. „Dekada Lit.” 2002 nr 5/6 s. 54–63. — Pytania o dramat. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2 s. 60–71. — Wariacje na formy i wspomnienia. [Współaut.:] M. Borowski. Wstęp do: Wielość teatrów. 1. Kr. 2005 s. 7–46. — Przeciwko autorytetowi tekstu. I: „Opis obrazu” Heinera Müllera jako negacja teatralności tekstu. „Przestrzenie Teorii” 2008 nr 9 s. 165–177. — Teatr absurdu — same pytania. [Współaut.:] M. Borowski; Materialność absurdystów: (między antyteatralnymi projektami modernistów a teatrem multimedialnym). W: Teatr absurdu: nowy czy stary teatr. Kr. 2008 s. 11–20; 167–186. — Ibsen jako zadanie. [Współaut.:] M. Borowski; Powroty tego, co było: formy pamięci w sztukach Ibsena. W: Ibsen: odejścia i powroty. Kr. 2009 s. 9–22; 53–71. — Pamięć w laboratorium społecznej wyobraźni: „Germanie” Heinera Müllera. „Dialog” 2009 nr 12 s. 153–161. — Rozkład czyli konstrukcja. [Współaut.:] M. Borowski; Zapośredniczone spojrzenie: ramy i punkty widzenia w dramacie; Którego nie ma: dialektyka obecności/nieobecności. W: Elementy dramatu. Analizy diagnostyczne. Kr. 2009 s. 9–38; 119–143; 225–245. — Widzialność i ślepcy. Nowe spojrzenie na Maeterlincka. [Współaut.:] M. Borowski. W: Zapomniany dramat. T. 1. Wwa 2010 s. 331–342. — I staw się przede mną: przedstawienie przeszłości w polskim dramacie współczesnym. „Dialog” 2011 nr 11 s. 59–71. — Być jak baron Münchhausen, czyli performatywność i performatyka. „Dialog” 2012 nr 5 s. 76–89. — Dwie katastrofy, biblioteka i zwrot performatywny. „Dialog” 2013 nr 11 s. 122–139. — Pisuar jako źródło cierpień. Toalety publiczne i performatywność płci. „Dialog” 2013 nr 3 s. 163–171. — Przemiany form dramatycznych a nowa koncepcja polityczności teatru. [Współaut.:] M. Borowski. „Not. Teatr.” 2012/2013 nr 68/69 s. 54–71. — U źródeł autorytetu dramatu. W: Polska dramatyczna. [T.] 2. Dramat i dramatyzacje w XVIII i XIX wieku. Kr. 2014 s. 59–96. — Po wybuchu bomby megabitowej I: nowe systemy i nowe katastrofy. „Quart” 2015 nr 3/4 s. 123–133 [dot. S. Lema]. — Struktury i sieci: od Antygony do ANT [actor network theory]. [Współaut.:] M. Borowski. „Didaskalia” 2015 nr 125 s. 95–102. — Teatr oświeconych jako laboratorium nowej rzeczywistości. „Didaskalia” 2015 nr 126 s. 78–86. — Performans jako epidemia. „Didaskalia” 2016 nr 133/134 s. 70-71. — Poznać wszystkie swoje liczby. „Dialog” 2016 nr 11 s. 241-251. — Efekty i afekty w mockumentalnych raportach z misji kosmicznych. „Didaskalia” 2017 nr 141 s. 46-53. — Praktyki kontrfaktualne w narracjach naukowych i fikcjonalnych. „Teksty Drugie” 2017 nr 1 s. 176-186. — Theatre as contagion: making sense of communication in performative arts. „Text Matters” 2017 nr 7 s. 291-304.
Przekłady
1. Mrożek i Mrożek. Materiały z sesji naukowej zorganizowanej przez Zakład Teatru Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego 18–21 czerwca 1990 roku. Red.: E. Widota-Nyczek, J. Opalski. Tłum.: A.M. Uggla, M. Sugiera, M.B. Kamiński. Kr.: PWST im. L. Solskiego; Cracow: Mrożek Festiwal 1994, 138 s.
2. J.L. Styan: Współczesny dramat w teorii i scenicznej praktyce. Z przedm. J. Błońskiego. Przekł., oprac. i uzup.: M. Sugiera. Wr.: Ossol. 1995, 538 s. Wyd. nast. dodr. 1997.
Wyróżnienie Stow. Tłumaczy Pol. za tłumaczenia książkowe i przekłady utworów teatralnych za 1995.
3. H.-T. Lehmann: Teatr postdramatyczny. Przeł.: D. Sajewska i M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2004, 353 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 13. Wyd. 2 popraw. tamże 2009. Interpretacje Dramatu, 39.
4. S. Berg: Pan Mautz. Przyjemna sztuka autorstwa pani Berg. Przeł.: M. Borowski i M. Sugiera. W: Wielość teatrów. Antologia najnowszych sztuk niemieckich. 1. Kr.: Księg. Akad. 2005 s. 115–151. Dramat Współcz., 29. Wyst.: Reż.: A. Majczak. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 2013.
5. F. Kater: Czas kochania czas umierania. Na motywach filmu „Time stands still” Pétera Gothára. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Wielość teatrów. Antologia najnowszych sztuk niemieckich. 1. Kr.: Księg. Akad. 2005 s. 203–258. Dramat Współcz., 29. Wyst.: Reż.: T. Gawron. Wwa, T. Dram. 2005.
6. L. Bärfuss: Autobus. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: L. Bärfuss: Seksualne neurozy naszych rodziców; Autobus. Przekł.: I.E. Rozhin, M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2006 s. 81–176. Dramat Współcz., 31. Wyst.: Reż.: J. Mark. Jelenia Góra, T. im. C.K. Norwida 2014.
7. Obcy samym sobie. T. Staffel: Werter w Nowym Jorku; F. Richter: Pod lodem. [Utwory dramatyczne]. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2006, 127 s. Dramat Współcz., 33.
Tu także wstęp M. Borowskiego i M. Sugiery: Obcy samym sobie, s. 7–26. — Zawartość: T. Staffel: Werter w Nowym Jorku [poz. 8]; F. Richter: Pod lodem, s. 77–130.
8. T. Staffel: Werter w Nowym Jorku. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: T. Wysocki. Kr., T. im. J. Słowackiego 2006. Druk zob. poz. 7 s. 27–66.
9. L. Gaudé: Złożone w ofierze. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Niby w teatrze. Antologia współczesnych sztuk francuskich. [T. 2]. Kr.: Panga Pank 2007 s. 7–102. Dramat Współcz., 5.
10. E. Jelinek: Śmierć i dziewczyna I–V. Dramaty księżniczek. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2007, 157 s. Dramat Współcz., 1. Wyst.: Reż.: M. Kwiecień, S. Wächter, A. Korytowska-Mazur, M. Głuchowska. Wwa, T. Dram. 2009.
11. H. Klaus: Sztuki. Przekł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2007, 173 s. Dramat Współcz., 8.
Zawartość: W. Baluch: Dramat odzierany ze snu. [Wstęp]. — Tęsknię za Alpami. Tak powstają jeziora, s. 31–43; (Dziki) człowiek ze smutnymi oczami, s. 45–100; Ciemny kuszący świat, s. 101–173.
12. Słownik dramatu nowoczesnego i najnowszego. Red.: J.-P. Sarrazac. Współpraca: C. Naugrette [i in.]. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2007, 195 s. Dramat Współcz. ­Interpretacje, 25.
13. Ch. Thomas: Podniebienie królowej. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Niby w teatrze. Antologia współczesnych sztuk francuskich. [T. 1]. Kr.: Panga Pank 2007 s. 183–220. Dramat Współcz., 5.
14. B. Brecht: Decyzja; H. Müller: Mauzer. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2008, 80 s. Dramat Współcz., 12.
15. E. Fischer-Lichte: Estetyka performatywności. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2008, 353 s. Interpretacje Dramatu, 31.
16. S. Barry: Zarządca chrześcijaństwa. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Polityka, historia, tożsamość. Antologia współczesnego dramatu irlandzkiego Kr.: Panga Pank 2009 s. 315–374. Dramat Współcz., 23.
17. H. Müller: Cement. (Według Gładkowa). Wyd. łącznie z poz. 20 pt. Cement; Szosa Wołokołamska. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2009 s. 29–110. Dramat Współcz., 21. Wyst.: Reż.: W. Klemm. Wr., Wrocławski T. Współcz. 2009.
18. H. Müller: Germanie. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2009, 153 s.
19. H. Müller: Kwadryga. [Utwór dramatyczny]. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. „Dialog” 2009 nr 12 s. 142–143.
20. H. Müller: Szosa Wołokołamska. I–V. Wyd. łącznie z poz. 17 pt. Cement; Szosa Wołokołamska. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2009 s. 111–154. Dramat Współcz., 21. Wyst.: Reż.: B. Wysocka. Wr., T. Pol. 2010.
21. J. Neumann: Kredyt. Historie rodzinne. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Opowiadanie historii. Kr.: Panga Pank 2009 s. 25–51. Dramat Współcz., 19.
22. S. Parker: Zielone świątki. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Polityka, historia, tożsamość. Antologia współczesnego dramatu irlandzkiego Kr.: Panga Pank 2009 s. 105–169. Dramat Współcz., 23.
23. W. Schwab: Moja psia twarz. [Tłum.:] M. Borowski, M. Muskała, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2009, 277 s. Dramat Współcz., 17.
Tu M. Borowskiego i M. Sugiery wstęp: „Na szczęście jesteśmy martwi” — język i jego (po)twory, s. 7–30, — oraz przekł.: Moja psia twarz. Utwór teatralny w czterech scenach, s. 75–132; Wreszcie martwy. Wreszcie brakuje powietrza. Komedia o wyniszczeniu teatru, s. 211–268.
24. J. Butler: Żądanie Antygony. Rodzina między życiem a śmiercią. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2010, 107 s. Interpretacje Dramatu, 48.
Dot. tragedii Sofoklesa.
25. M. Deutsch: Czerwona dekada. Fragment niemieckiej historii. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Czerwona dekada. Kr.: Panga Pank 2010 s. 29–93. Dramat Współcz., 31.
26. H. Foster: Powrót realnego. Awangarda u schyłku XX wieku. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Universitas 2010, 281 s. Horyzonty Nowoczesności, 85. Wyd. nast. tamże 2012.
27. E. Jelinek: Kupieckie kontrakty. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2010 s. 139. Dramat Współcz., 27. Wyst.: Reż.: P. Miśkiewicz. Wwa, T. Dram. 2011.
28. F. Kater: Z zaginionego świata. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2010 s. 234. Dramat Współcz., 25.
29. D. Loher: Lewiatan. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Czerwona dekada. Kr.: Panga Pank 2010 s. 171–260. Dramat Współcz., 31.
30. F. Rokem: Wystawianie historii. Teatralne obrazy przeszłości we współczesnym teatrze. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2010, 253 s. Interpretacje Dramatu, 50.
31. K. Schmitt: Nokaut. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Czerwona dekada. Kr.: Panga Pank 2010 s. 263–294. Dramat Współcz., 31.
32. B. Brecht: Jak egoista Johann Fatzer poszedł na dno. (W adaptacji scenicznej Heinera Müllera). Kr.: Panga Pank 2011, 113 s. Dramat Współcz., 30.
33. R. Schimmelpfennig: Tu i teraz. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Niemcy 3.0. [Wybór dramatów]. Wybór i red.: M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2011 s. 123–185. Dramat Współcz., 35.
34. K. Schmidt: W futrze. (Na motywach „Wenus w futrze” Leopolda von Sacher-Masocha). Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Niemcy 3.0. [Wybór dramatów]. Wybór i red.: M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2011 s. 29–66. Dramat Współcz., 35.
35. W. Schwab: Szaleństwo Troilusa i teatr Kresydy. Sztuka według „Troilusa i Kresydy” Williama Szekspira w polskim tłumaczeniu Leona Ulricha. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Córki Leara i inne parafrazy. Kr.: Panga Pank 2011 s. 183–242. Dramat Współcz., 32.
36. T. Staffel: Następny poziom Parsifal. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Niemcy 3.0. [Wybór dramatów]. Wybór i red.: M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2011 s. 339–416. Dramat Współcz., 35.
37. The Women’s Theatre Group and Elaine Feinstein: Córki Leara. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. W: Córki Leara i inne parafrazy. Kr.: Panga Pank 2011 s. 35–78. Dramat Współcz., 32.
38. E. Fischer-Lichte: Teatr i teatrologia. Podstawowe pytania. Wr.: Inst. im. J. Grotowskiego 2012, 211 s.
Podręcznik akademicki.
39. Rimini Protocole. Na tropie codzienności. Red.: M. Dreysse i F. Malzacher. Red. pol. wyd.: A.R. Burzyńska. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Pozn.: Fundacja Malta; Kr.: Ha!art, 2012, 237 s. Linia Teatr., 8.
40. W labiryncie. Theodoros Terzopoulos spotyka Heinera Müllera. Red.: F. Raddatz. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Wr.: Inst. im. J. Grotowskiego 2012, 190 s.
41. R. Detje: Castorf: prowokacja dla zasady. [Biografia]. Przeł.: M. Borowski, M. Sugiera. Przedm.: A.R. Burzyńska. Kr.: Ha!art, 2013, 270 s. Linia Teatr., 12.
Dot. F. Castorfa.
42. W.B. Worthen: Dramat: między literaturą a przedstawieniem. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2013, 378 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 67.
43. F. Rokem: Filozofowie &amp;amp; ludzie teatru. Myślenie jako przedstawienie. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2014, 404 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 69.
44. A. Wirth: Byle dalej. Autobiografia mówiona i materiały. Pod red. T. Irmera. Przeł.: M. Borowski, A.R. Burzyńska, M. Leyko, M. Sugiera. Leipzig: Spector Books; Wwa: Inst. Teatr. im. Z. Raszewskiego 2014, 354 s.
45. T. Bardini: Junkware czyli Do odzysku. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2016, 404 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 76.
46. Sztuczne natury. Performanse technonauki i sztuki. [Eseje]. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2016, 506 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 77.
47. J. Parikka: Owady i media. Tłum.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2017, 375 s. Dramat Współcz. Interpretacje, 78.
Zob. też Prace redakcyjne poz. 18, 21.
Prace redakcyjne
1. Arcydzieła inscenizacji: od Reinhardta do Wilsona. Pod red. [i ze wstępem] K. Pleśniarowicza i M. Sugiery. Kr.: Księg. Akad. 1997, 139 s. Wielkie Dzieła Teatr., 2.
2. Polnisch-deutsche Theaterbeziehungen seit dem Zweiten Weltkrieg. [Oprac.:] H.-P. Bayerdörfer [we współpracy z:] M. Leyko, M. Sugiera. Tübingen: Max Niemeyer 1998, XIV, 301 s. Wyd. nast. jako reprint: Berlin; Boston: De Gruyter 2015, 315 s. Theatreon, 26.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Berlin; Boston: De Gruyter 2015, plik w formacie PDF.
Materiały konferencyjne.
3. Bogusław Schaeffer — kompozytor i dramatopisarz. Materiały z międzynarodowego sympozjum naukowego w Krakowie (10–11 maja 1999) = Bogusław Schaeffer — composer and playwright. Proceedings of an international conference held in Krakow (10th-11th May, 1999). Pod red. [i ze wstępem] M. Sugiery i J. Zając. Kr.: Księg. Akad. 1999, 204 s.
4. B. Schultze: Perspektywy polonistyczne i komparatystyczne. Pod red. M. Sugiery. Kr.: Universitas 1999, VIII, 497 s.
5. W stronę rytuału. Od Yeatsa do Węgajt. Pod red. [i ze wstępem] M. Sugiery. Kr.: Księg. Akad. 1999, 242 s. Wielkie Dzieła Teatr., 4.
6. Ein schwieriger Dialog. Polnisch-deutsch-österreichische Theaterkontakte nach 1945. [Oprac.:] M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2000, 327 s.
Materiały konferencji „Polsko-niemiecko-austriackie kontakty teatralne po 1945 roku”, Kraków 1999. — Tekst w jęz. niem., ang. i częściowo pol.
7. Uwzględniając widza — od Pirandella do Bergmana. Pod red. [i ze wstępem] W. Balucha i M. Sugiery. Kr.: Księg. Akad. 2001, 198 s. Wielkie Dzieła Teatr., 5.
8. Humor w kulturze — kultura humoru. Referaty z międzynarodowej sesji naukowej — Kraków, 23–24 października 2000 r. Red.: M. Sugiera i J. Zając. Tarnów: Gmina M. Tarnowa 2002, 168 s. Bibl. Komedii, 1.
9. Jan Błoński … i literatura XX wieku. Red.: M. Sugiera, R. Nycz. Kr.: Universitas 2002, 347 s.
10. A. Wirth: Teatr jaki mógłby być. Pod red. M. Sugiery. Przekł. autoryz.: M. Leyko i J. Margański. Słowo wstępne: J. Kott. Kr.: Księg. Akad. 2002, 334 s.
11. J. Błoński: Wyspiański wielokrotnie. Oprac. i red.: M. Borowski, M. Sugiera. Wykłady z jęz. franc. przeł. J. i K. Błońscy. Kr.: Universitas 2007, 263 s.
12. Fictional realities — real fictions. Contemporary theatre in search of a new mimetic paradigm. [Wybór szkiców; oprac.:] M. Borowski, M. Sugiera. Newcastle: Cambridge Scholars Publ. 2007, XXVIII, 221 s.
13. Oblicza realizmu. Pod red. M. Borowskiego i M. Sugiery. Kr.: Księg. Akad. 2007, 397 s. Dramat Współcz. Interpretacje.
14. J. Błoński: Lektury użyteczne. Red.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2008, 134 s. Interpretacje Dramatu, 33.
15. Teatr absurdu: nowy czy stary teatr. Red.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2008, 272 s. Interpretacje Dramatu, 36.
16. Theater spielen und denken. Polnische Texte des 20. Jahrhunderts. [Red.:] M. Borowski, M. Sugiera. [Przeł.] S. Arnold [i in.]. Frankfurt am Main: Suhrkamp 2008, 504 s. Denken und Wissen.
17. Elementy dramatu. Analizy diagnostyczne. Red.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2009, 277 s. Interpretacje Dramatu, 45.
18. Ibsen: odejścia i powroty. Red.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 2009, 244 s. Interpretacje Dramatu, 41.
Tu także przekł. M. Borowskiego i M. Sugiery: T. Moi: Ibsen i ideologia modernizmu, s. 25–52.
19. Miasto w sztuce — sztuka miasta. Red.: Ewa Rewers. [Weryfikacja tłum.: M. Sugiera]. Kr.: Universitas 2010, 700 s. Horyzonty Nowoczesności, t. 84.
20. Worlds in words. Storytelling in contemporary theatre and playwriting. [Oprac.:] M. Borowski, M. Sugiera. Newcastle upon Tyne: Cambridge Scholars 2010, XXVIII, 246 s.
21. Niemcy 3.0. [Wybór dramatów]. Wybór i red.: M. Sugiera. Kr.: Panga Pank 2011, 416 s. Dramat Współcz., 35.
Tu też przekł. M. Sugiery zob. Przekłady poz. 33–34, 36.
22. Polska dramatyczna. Red.: M. Borowski, M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. Dramat Współcz. Interpretacje, 63, 68.
[T.] 1. Dramat i dramatyzacje w XX wieku. 2012, 346 s.
[T.] 2. Dramat i dramatyzacje w XVIII i XIX wieku. 2014, 411 s.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Przeciw niemieckiej normalności. Rozm. B. Gierat-Bieroń. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 32 [dot.: W cieniu Brechta]; Dywagacje szekspirowskie. Rozm. W. Świątkowska. „Teatr” 2010 nr 1; Tłumacz nie jest Antygoną. O „Żądaniu Antygony” [J. Butler], przekładzie i feminizmie. Rozmowa z M. Sugierą i M. Borowskim. Rozm. A. Kowalcze-Pawlik. „Przekładaniec” 2010 nr 2; Dywagacje szekspirowskie. Rozm. W. Świątkowska. „Teatr” 2010 nr 1 [dot.: Inny Szekspir].

&amp;nbsp;
Między tradycją i awangardą

 	J. HERNIK SPALIŃSKA: (B)analiza teatru Jerzego Grzegorzewskiego. „Dialog” 1994 nr 7, polem.: J. KRAKOWSKA-NAROŻNIAK: Ważna książka z recenzją w tle. Tamże nr 11.
 	W. OWCZARSKI: Grzegorzewski oswojony. „Teatr” 1994 nr 2.
 	M. RASZEWSKA: On Grzegorzewski. „Le Theatre en Pologne = The Theatre in Poland” 1994 nr 2.

&amp;nbsp;
Dramaturgia Sławomira Mrożka

 	S. BURKOT. „Ruch Lit.” 1996 z. 6.
 	J. DZIWISZEK: Cztery razy Mrożek. „Dialog” 1997 nr 11.
 	J. KOPCIŃSKI: Mrożek inaczej. „Teatr” 1997 nr 1.
 	T. NYCZEK: Anatomia doktor Sugiery. „Didaskalia” 1996 nr 15.
 	E. SIDORUK. „Test” 1996 nr 3.
 	K. SIELICKI: Mrożek wrócił. „Nowe Książ.” 1996 nr 10.
 	J. BŁOŃSKI: O Mrożku inaczej. „Teksty Drugie” 1997 nr 3.
 	S. GĘBALA: [Trzy] 3 x Mrożek. „Zdanie” 1997 nr 3/4 .

&amp;nbsp;
Wariacje szekspirowskie w powojennym dramacie europejskim

 	T. KUBIKOWSKI: Podróż prywatna. „Didaskalia” 1998 nr 25/26.
 	J. SIERADZKI: Małgorzaty Sugiery teatr podpowia­dany. „Dialog” 1998 nr 8.

&amp;nbsp;
W cieniu Brechta

 	D. ŻMIJ-ZIELIŃSKA: Cienie bez tła, czyli jak się odcedza historię. „Dialog” 1999 nr 12.
 	E. SZYMANI. „Prz. Hum.” 2000 nr 5.
 	Z. JASKUŁA: Grać przypisy! „Lit. na Świecie” 2001 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Potomkowie króla Ubu

 	J. GONDOWICZ: Teatr Świńskiej Maski. „Nowe Książ.” 2003 nr 12.
 	K. SZUMLEWICZ: Damy i kawalerowie orderu Kałdulii. „Twórczość” 2003 nr 7/8.

&amp;nbsp;
Realne światy / możliwe światy

 	J. GOLIŃSKA: Rewolucja niekonkretna. „Dialog” 2006 nr 4.

&amp;nbsp;
Inny Szekspir

 	M. GRZEGORZEWSKA: Shakespeare pod włos i z ukosa… „Teatr” 2010 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
W pułapce przeciwieństw

 	I. KOWALCZYK: W pułapce rozważań nad tożsamością; R. SENDYKA: Dywersanci, czyli demaskacja maszyny antropologicznej. „Didaskalia” 2013 nr 114.
 	D. SAJEWSKA: Dydaktyczna maszyna antropologiczna. „Teksty Drugie” 2013 nr 4.

</document>
<document nplp_id="2815" title="Dariusz SUSKA" slug="dariusz-suska">ur. 1968

Poeta.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 3 czerwca 1968 w Złotoryi; syn Adama Jana Suski, górnika, i Natalii. Naukę w zakresie szkoły podstawowej ukończył w Złotoryi. Od 1983 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Polonii Belgijskiej we Wrocławiu, gdzie uczył się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym; został w tym czasie finalistą Ogólnopolskiej Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Po zdaniu w 1987 egzaminu maturalnego studiował fizykę stosowaną na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej (PWr.). Debiutował jako poeta w 1989 na łamach wydawanego poza cenzurą pisma NZS Studentów PWr. „Na Indeksie”, którego był członkiem redakcji. W 1990 zbojkotował studium wojskowe, co pociągnęło za sobą niezaliczenie III roku studiów na PWr. Przeniósł się wówczas na Wydział Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie do 1993 kontynuował naukę na specjalizacji fizyka ciała stałego i uzyskał absolutorium; magisterium w tym zakresie otrzymał w 1999 na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1995 pracował w Warszawie jako redaktor i dziennikarz w dziale kultury najpierw „Życia Warszawy” (do 1996; tu w 1995 recenzje książkowe), potem „Życia” (1996–98), a w 1998–2005 „Gazety Wyborczej”, w której redagował stronę kulturalną i współredagował dodatek „Gazeta Książki”. Wiersze, a także recenzje, głównie dotyczące tomików poetyckich, publikował nadto m.in. w „NaGłosie” (1993), „Lampie i Iskrze Bożej” (1995, 1999–2002) i „Lampie” (2004–05), „Frondzie” (1996–97), „Res Publice Nowej” (1999–2000, 2003) oraz w „Tygodniku Powszechnym” (1999–2000). W 2000–01 odbył podyplomowe studia z informatyki w Instytucie Organizacji i Zarządzania w Przemyśle (ORGMASZ) w Warszawie. W 2005 podjął pracę jako redaktor konsultujący w Departamencie Produkcji Fabularnej stacji telewizyjnej TVN. Uprawiał nadal twórczość literacką. Wyjeżdżał jako stypendysta do Hawthornden Castle Fellowship, The International Retreat for Writers (Szkocja; 2000), do The Château de Lavigny International Writers’ Residence (Szwajcaria; 2001), do Baltic Centre for Writers and Translators w Visby (Szwecja; 2006) oraz na festiwale: Dublin Poetry Festival (2009), Ledbury Poetry Festival (Wielka Brytania; 2009), Marche de la Poesie w Paryżu (2009), Międzynarodowy Festiwal Literacki „Brzegi” we Władywostoku (2010), a w ramach projektu Portu Literackiego Ambasadorzy Poezji odbył w 2014 spotkania literackie w Petersburgu.

W 1998 zawarł związek małżeński z Anetą Pierzchałą, polonistką, historykiem sztuki; ma córkę Nataszę Helenę (ur. 2001) i syna Leo Natana (ur. 2007). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Rzeczy, które były światem. [Wiersze]. Kr.: Zebra 1992, 44 s.
2. DB6160221. [Wiersze]. Kr.: Zebra 1997, 27 s. Przedr. częściowy pt. Światło zob. poz. 6.
3. Wszyscy nasi drodzy zakopani. [Wiersze]. Wwa: Lampa i Iskra Boża; Wołowiec: Czarne 2000, 43 s. Czarna Lampa. Przedr. zob. poz. 6.
Nagroda Pol. Tow. Wyd. Książek dla najlepszego tomu poetyckiego w 2000 i nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2001.
4. Edward Dwurnik. Miasta polskie. Prace z lat 1966–69 = Edward Dwurnik. Polish cities. Works from 1966–69. [Katalog wystawy; autorzy tekstów:] W. Tuleya, D. Suska. Tłum.: M. Umińska, T. Korecki. Wwa: Galeria ART 2001, [80] s.
Tekst w jęz. pol. i ang. — Komentarze D. Suski s. 15–43.
5. Cała w piachu. [Wiersze]. Red.: Zbigniew Kruszyński. Wołowiec: Czarne 2004, 52 s. Przedr. zob. poz. 6.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2005.
6. Czysta ziemia. 1998–2008. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 154 s. Dożynki, 6.
Zawartość: Światło [fragm. poz. 2 z nowym cyklem: Śmierć jest jak powietrze]; Wszyscy nasi drodzy zakopani [poz. 3]; Cała w piachu [poz. 5]; Czysta ziemia.
7. Duchy dni. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 54 s. Poezje, 70.
Nominacje w 2013 do Nagrody Lit. Gdynia, Nagrody Poetyckiej Silesius, Nagrody im. C.K. Norwida, Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” za najlepszy tom roku.
8. Ściszone nagle życie. [Wiersze]. Kr.: Znak 2016, 76 s.
Nominacje w 2017 do Nagrody Lit. Gdynia, Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, Nagrody Lit. m. Wwy, do finału Nagrody Poetyckiej Orfeusz im. I.K. Gałczyńskiego.

Przekłady wierszy D. Suski w antologiach zagranicznych: ang.: Six Polish poets. [Tłum.:] E. Chruściel [i in.]. [Oprac. i wstęp:] J. Dehnel. Todmorden 2009; Free over blood. [Oprac.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Oprac. i przekł.] M.J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, IN 2015, — hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. [Wstęp:] X. Farré. Zaragoza 2012, — serb.: Stâne pripravnosti. Pregled savremene pôlske poezije. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960–1990. godine. [Oprac.:] B. Rajčić. Beograd 2013, — szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003.
Praca redakcyjna
1. W. Broniewski: Wykrzywiam się na ten wszechświat. Wybór i posł.: D. Suska. Rys.: N. Łupińska. Wr.: Biuro Lit. 2011, 60 s. 44, Poezja Pol. od Nowa, 2.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Gdyby Chrystus był artystą. Rozm. T. Majeran. „Nowy Nurt” 1995 nr 25; Rzeczy i słowa. Rozm. W. Browarny. „Odra” 1995 nr 4;Na spacerze od kałuży do kałuży. Rozm. J. Mikołajewski. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 220; „Piotruś Pan na cmentarzu”. Rozm.: Z. Wrońska i P. Soszyński „Lampa” 2005 nr 1; „Światło”. Z Dariuszem Suską o jego wierszu rozm. A. Kawa. „Zwierciadło” 2006 nr 2 [z tomu „Czysta ziemia”].

&amp;nbsp;
Ogólne

 	R. KOBIERSKI: Światło, nic ponadto. „Gaz. Forteczna” 1999 nr 4/5.
 	K. MALISZEWSKI: Gdzie jesteś epifanio? W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	M. MALCZEWSKI: Pisanie śmierci śmierci. „Polonistyka” 2005 nr 10 [dot. m.in. D. Suski].
 	K. MALISZEWSKI: „Nie śmierć, ale jej przezwyciężenie”. W tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Śmierć w poezji współczesnej. W: Zamieranie. Interpretacje. Katow. 2007 [dot. m.in. D. Suski].
 	TAŻ: Alegorie Dariusza Suski. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.
 	M. PIOTROWSKA-GROT: Piekło zamar(z)ło? – nowa odsłona wyobraźni religijnej w wybranych wierszach Krzysztofa Siwczyka i Dariusza Suski. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
 	A. TRYKSZA: Państwo Piaskownicy i kosmos spraw ostatecznych w wierszach Dariusza Suski. W: Dialog pokoleń. W języku potocznym, w języku wsi i miasta, w literaturze, w publicystyce, w tekstach kultury . Wwa 2015.
 	P. URBAŃSKA: Gry z czasem, zabawy w śmierć, rozmowy z tradycją. Poezja Dariusza Suski. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	B. ENGLENDER: Jak umierają zwierzęta? O poezji Dariusza Suski. „Fragile” 2016 nr 2.
 	J. KLEJNOCKI: „*** Chomik mi się zepsuł, powiedziała Ala”. O dwóch śmiertelnych książkach Dariusza Suski. W tegoż: Przez wiersze. Szkice interpretacyjne. (Wokół wybranych wierszy kilku poetów urodzonych w latach 60. XX wieku). Wwa 2016.

&amp;nbsp;
Rzeczy, które były światem

 	T. MAJERAN: Nie zauważony debiut. „Nowy Nurt” 1995 nr 3.
 	M. OLĘDZKI: Spoglądając w przeszłość, widząc przyszłość. „Dykcja” 1996 nr 3/4.

&amp;nbsp;
DB6160221

 	J. DRZEWUCKI: Suska: szczegóły. „Twórczość” 1998 nr 11.
 	J. KLEJNOCKI: Dresiarz Batman na Centralnym. „Dykcja” 1998 nr 9/10.
 	K. MALISZEWSKi: Nie stać na przeżycie. „Studium” 1998 nr 11/12.
 	J. SOBOLEWSKA: Elegia i ironia. „Nowe Książ.” 1998 nr 12.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Forma i rozpad. „Res Publica Nowa” 1998 nr 12, przedr. zmien. w tegoż: Przygody z wolnością. Wwa 2002.

&amp;nbsp;
Wszyscy nasi drodzy zakopani

 	M. GOLAK: Sus Suski. „Kartki”, Białystok 2000 nr 23.
 	J. KLEJNOCKI: Zimny świat. „Nowe Państ.” 2000 nr 42.
 	M. CICHY: Piosenki żałobne. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 130.
 	M. CYRANOWICZ: Pobyt grozi śmiercią. „Nowe Książ.” 2001 nr 1.
 	K. MALISZEWSKI. „Opcje” 2001 nr 1.
 	E. MICHALSKA: „Naszyjnik z grążeli”. „Kartki” 2001 nr 1.
 	M. OLSZEWSKI: Elegie peryferyjne Dariusza Suski. „Studium” 2001 nr 1.
 	R. RŻANY: Zanikająca obecność. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2.
 	A. STANKOWSKA: Życie jako anomalia. „Res Publica Nowa” 2001 nr 1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Ocalenie (w) śmierci. „Kresy” 2001 nr 3, przedr. w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
 	M. WITKOWSKI: Wołanie w pustym pejzażu. „Czas Kult.” 2001 nr 1.
 	M. SOLECKI: Z zabaw i gier dziecięcych Dariusza Suski. „Akcent” 2002 nr 3, toż „Topos” 2002 nr 4/5.

&amp;nbsp;
Cała w piachu

 	M. BARANOWSKA: Na wyciągnięcie ręki. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 21.
 	A. KAŁUŻA: Temat: śmierć. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.
 	J. KLEJNOCKI: Ze śmiercią jej do twarzy. „Lampa” 2004 nr 3.
 	B. MYTYCH: Przywracanie wiary w śmierć. „FA-art” 2004 nr 2.
 	M. OLSZEWSKI: Danse macabre w piaskownicy. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 152.
 	J. SOBOLEWSKA: Martwe pod nami. „Odra” 2004 nr 10.
 	M. SOLECKI: Brokatowe strofy o dzieciństwie. „Kresy” 2004 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Król Nic. „Res Publica Nowa” 2004 nr 4, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	A. ŚWIEŚCIAK: W Państwie Piaskownicy. „Opcje” 2004 nr 3.
 	M. RADZIWON: Tajemnice dla dziecka. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 139.
 	B. WIDERA: Śmierć w piaskownicy. „Śląsk” 2005 nr 11.
 	P. MACKIEWICZ: Dlaczego są na świecie jaskółki? „Twórczość” 2006 nr 1.
 	M. OLĘDZKI: Beztroska zabawa i nostalgia przemijania. „Pomosty” 2006 t. 11.

&amp;nbsp;
Czysta ziemia

 	P. MACKIEWICZ: Wieje grozą w powiecie. „FA-art” 2008 nr 4.
 	K. MALISZEWSKI: W stronę „Światła”. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 13, przedr. w: Wolność czytania. Mikołów 2015.
 	P. SOSZYŃSKI: Et in lumen ego. „Lampa” 2008 nr 3.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Z wysokości” dorosłego Suski. „Opcje” 2008 nr 2, przedr. pt. Z wysokości w tejże: Lekcja nieobecności. Mikołów 2010.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Ballada o truchłach w piaskownicy. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 95.
 	M. ORLIŃSKI: „My tymczasem wznośmy tamę ponad końcem”. ­„Akcent” 2009 nr 1, przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.

&amp;nbsp;
Duchy dni

 	K. LISOWSKI: Ciemność tożsamości. „Nowe Książ.” 2012 nr 5.
 	P. KOZIOŁ. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr 3 [dostęp 5 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3259–dariusz-suska-duchy-dni.html.
 	M. MOSTEK: Śmierć i inni poeci nie-życia. (Na marginesach „Duchów dni” Dariusza Suski). „Wyspa” 2012 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Z brzegu. Książka roku. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 19 dod. „Nagroda Poetycka Silesius”.
 	K. SIWCZYK. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 48.

&amp;nbsp;
Ściszone nagle życie

 	P. KOZIOŁ: Nierzeczywisty. „dwutygodnik.com” [on-line] 2017 nr 198 [dostęp 17 czrewca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6841-nierzeczywisty.html
 	P. MACKIEWICZ: Moment nieczytelności. „Nowe Książ.” 2017 nr 7/8.
 	M. OLSZEWSKI: Bajki o nie(za)istnieniu. „Odra” 2017 nr 10.
 	B. SUWIŃSKI: Truchła dni. „Elewator” 2017 nr 2.

</document>
<document nplp_id="2817" title="Stefan SZYMUTKO" slug="stefan-szymutko">1958–2009

Historyk literatury, eseista.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 27 lipca 1958 w Mysłowicach; syn Józefa Szymutki i Marii z domu Otkowicz. Uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Mysłowicach. Po zdaniu matury w 1977 studiował polonistykę na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.). W 1980 otrzymał srebrną odznakę im. M. Kopernika „Primus Inter Pares”. Debiutował w 1981 recenzją powieści S. Piskora pt. Ruchomy kraj, zamieszczoną w dwutygodniku „Poglądy” (nr 8). W tymże roku uzyskał magisterium, wyróżnione Nagrodą Specjalną Sekretarza Naukowego PAN, i rozpoczął pracę w Zakładzie Historii Literatury Poromantycznej Instytutu Literatury i Kultury Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, od 2005 im. I. Opackiego) na UŚl. W badaniach naukowych zajął się literaturą polską XX wieku ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Teodora Parnickiego. Odbył staże naukowe w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (1 X 1984–15 II 1985) i w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie (16 II–30 VI 1994). Rozprawy i eseje publikował m.in. w czasopismach: „Pamiętnik Literacki” (1990, 1994, 1997, 2010), „Ruch Literacki” (1991, 1994, 1997), „FA-art” (1995–2005, z przerwami), „Opcje” (1996, 2002–2004, 2008, 2009), „Res Publica Nowa” (1995–1999), „Śląsk” (1996, 1999, 2000, 2003, 2008; w 1999–2000 redaktor Działu Krytyki i Eseju). W 1991 na podstawie rozprawy Wielość i wielkość. O końcu „Zgody Narodów” Parnickiego doktoryzował się na UŚl. (promotor prof. Tadeusz Bujnicki), po czym otrzymał stanowisko adiunkta. W 1997 współtworzył Towarzystwo Literackie im. T. Parnickiego, którego do 2001 był prezesem. Pracował wiele lat nad przypisami do powieści Parnickiego Słowa i ciała, których nie ukończył. Stopień doktora habilitowanego uzyskał na UŚl. w 1999 na podstawie dysertacji Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i literaturoznawstwie. W 2002 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego na UŚl., a w 2007 tytuł naukowy profesora. Został czterokrotnie wyróżniony nagrodą Rektora UŚl.: w 1986 nagrodą III stopnia, w 2000 i 2001 nagrodą II stopnia, a w 2007 nagrodą I stopnia.

Zawarł związek małżeński z Alicją Płachtą, księgową. Zmarł 18 lutego 2009 w Mysłowicach; pochowany na tamtejszym cmentarzu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Zrozumieć Parnickiego. Katow.: Gnome ­Books 1992, 231 s.
2. Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i w literaturoznawstwie. Katow.: Wydawn. UŚl. 1998, 193 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1758.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp: Niewyrażalna i niedostępna rzeczywistość. — Cz. 1. Powieść historyczna i spór o byt. (Krytycznoliteracka recepcja powieści historycznej w latach 1945–1960). — Cz. 2. Rzeczywistość w poezji: Lechoń: niezgoda na literackość; Broniewski: niezgoda na rzeczywistość. — Cz. 3. Literatura popularna wobec rzeczywistości: Meta(?)fizyka baronowej [K.] Blixen; Nadzieja nazywa się [W.] Wharton. — Cz. 4. Rzeczywistość w wielkiej literaturze: Wielkość Gombrowicza: śmierć w „Zbrodni z premedytacją”; Rzeczywistość Joyce’a; Parnicki: między historią i literaturą. — Cz. 5. Rzeczywistość w literaturoznawstwie: Ciało profesora Sławińskiego; Poststrukturalizm — poststrukturalizmem, ale …
3. Nagrobek ciotki Cili. [Eseje]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2001, 97 s. Bibliotheca Alia Universa, t. 1.
Literacka Nagroda „Solidarności” w 2002; nominacje do nagrody Śląski Wawrzyn Lit. w 2001 i do Nagrody Lit. Nike w 2002.
Zawartość: T. Sławek: Widok z okna. (Zamiast wstępu). — Nagrobek ciotki Cili; Moja babka, mój dziadek, nasza samotność; Chopcy z Cimoka. Opowieść nierozwojowa; Pożegnanie. — K. Uniłowski: Zamiast posłowia. — Kilka jednak jeszcze słów od autora.
Przekł. niem. eseju Moja babka, mój dziadek, nasza samotność: Meine Grossmutter, mein Grossvater, unsere Einsamkeit. „FA-art”. Vierteljahreszeitschrift für Literatur. Sondernummer zur Frankfurter Buchmesse 1998.
4. Przeciw marzeniu? Jedenaście przykładów, ośmioro pisarzy. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 174 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2416.
Zawartość: Od autora. — Semantyka wypowiedzi narracyjnych — problemów ciąg dalszy; Trud pokrzepiania serc albo samotność pozytywisty [dot. H. Sienkiewicza]; Historia i ciało. „Srebrne orły” Teodora Parnickiego; Poza pociechą logosu. (W stronę interpretacji „Słowa i ciała” Teodora Parnickiego); Ten nudzący się Chozroes, ta nudna Markia… [dot.: T. Parnicki: Słowo i ciało]; Opowiadanie, życie i śmierć (według Austera i Parnickiego); Starożytny wiek dziewiętnasty. „Ostatnia powieść” Teodora Parnickiego; Naturalna tolerancja Teodora Parnickiego; Zjawisko i istota w historii (według „Ostatniej powieści” Teodora Parnickiego); Marzenia Schulza; Peryfraza, zaimek i rzeczywistość. Nie tylko o narracji Gombrowicza.
5. Po co literatura jeszcze jest? Pisma rozproszone. Wybór, oprac. i posł.: G. Olszański i M. Jochemczyk. Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, 277 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3101.
Zawartość: Zamiast wstępu… notatka o centrum. — Parnicki for ever: Czytanie Parnickiego (na przykładzie „Słowa i ciała”); Parnicki — ostatni pisarz bytu; Teodor Parnicki w Mysłowicach i Katowicach; Teodor Parnicki for ever; O dziennikach Teodora Parnickiego; Mistyka Teodora Parnickiego; Na czym utknąłem? Pokaz bezradnej lektury „Słowa i ciała”. — Przestrzenie teorii: Po co literatura jeszcze jest? Na motywach książek Janusza Sławińskiego „Przypadki poezji” i „Miejsce interpretacji”; Bycie humanistą. O artykułach Janusza Sławińskiego w „Tekstach” (1972–1981); Wokół „Tekstów i tekstów” Janusza Sławińskiego. — Przestrzenie poezji: Lechoń o pogrzebie Słowackiego; Symbolizm, egocentryzm, historia. („Lustro” Wacława Iwaniuka); Poezja i nic. — Post scriptum do napisanej kiedyś książki: Zaczyn; Gdzie się podział Karol? Między jednostkowym a społecznym. — Wywiady: W poszukiwaniu (straconej tożsamości?). Ze Stefanem Szymutko rozmawiał M. Kubik; Ciotka Cila idzie do Europy. Ze Stefanem Szymutko rozmowę przeprowadziła W. Konopelska; „Nie wynokwiać”. Ze Stefanem Szymutko rozmawiali A. Musialik i H. Grzonka. — Zawsze fragmenty [wyimki z różnych tekstów]. — M. Jachemczyk, G. Olszański: Po co literatura jeszcze jest! [Posł.].
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Cienie i blaski Helikonu na Marszałkowskiej. W: W kręgu dwudziestowiecznego realizmu. Katow. 1983 s. 91–108. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 612 [dot. M. Białoszewskiego]. — Koniec porozumienia z odbiorcą. (O odmianie powieści historycznej stworzonej przez Teodora Parnickiego). W: Studia o przemianach gatunkowych w powieści polskiej XX wieku. Katow. 1987 s. 116–138. — Publicystyka wobec powieściopisarstwa w twórczości Teodora Parnickiego. „Ruch Lit.” 1987 nr 4/5 s. 309–322. — Poetyka powieści historycznych Teodora Jeske-Choińskiego. W: Między krytyką a prozą artystyczną pozytywizmu i modernizmu. Katow. 1988 s. 81–101. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 911. — Pozorna nonszalancja. (O „Torpedzie czasu” Antoniego Słonimskiego). W: Skamander. T. 6. Studia o twórczości Antoniego Słonimskiego. Katow. 1988 s. 133–143. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 880. — Historia w poezji Lechonia. W: Skamander. T. 8. Szkice i interpretacje. Katow. 1991 s. 27–46. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1170. — Od bytu do romansu. Krytycznoliteracka recepcja powieści historycznej w latach 1945–1956. W: Cezury i przełomy. Studia o literaturze polskiej XX wieku. Katow. 1994 s. 48–83. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1371. — Źródło, czyli tekstu historii ciąg dalszy. Na przykładzie „Końca Zgody Narodów” Teodora Parnickiego. „Pam. Lit.” 1994 z. 2 s. 62–94. — Konwencjonalizacja i problemy lektury. O poezji Jana Lechonia. W: „Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny…”. Topika polskiej współczesnej poezji emigracyjnej. Łódź 1995 s. 151–179. — Poezja i kibel. W: Stare i nowe w literaturze najnowszej. Bydg. 1996 s. 130–139 [dot. W. Broniewski: Rozmowa z Historią]. — Parnicki: między historią a literaturą. Od „Aecjusza ostatniego Rzymianina” do „Słowa i ciała”. „Pam. Lit.” 1997 z. 1 s. 79–94. — Poza pociechą logosu. W stronę interpretacji „Słowa i ciała”. W: Świat Parnickiego. Materiały z konferencji. Wr. 1999 s. 49–57. — Dzieło literackie jako wyzwanie dla teorii literatury. „FA-art” 2001 nr 3 s. 24–35.
&amp;nbsp;




OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady zob. Twórczość poz. 6 oraz m.in.: Zostawcie Śląsk w spokoju. Rozm. B.T. Wieliński. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 301 dod. „Katowice”.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	K. UNIŁOWSKI: Dzieje pewnego zawodu. „FA-art” 2000 nr 3.
 	U. GLENSK: W poszukiwaniu straconego czasu. Narracje sentymentalne Stefana Szymutki i Juliana Kornhausera. „Śląsk” 2006 nr 12.
 	T. BUJNICKI: Był moim „uczniem”. „Śląsk” 2009 nr 5.
 	W. WÓJCIK: Profesor Stefan Szymutko: talent, praca, radość życia. „Śląsk” 2009 nr 4.
 	P. TOMCZOK: Stefan Szymutko – wspomnienie pożegnanie. „Teksty Drugie” 2010 nr 1/2.
 	M. KŁOSIŃSKI: Stefan Szymutko i symulakry; D. MATUSZEK: Stefan muzykant; F. MAZURKIEWICZ: Melancholia Stefana Szymutki. „FA-art” 2012 nr 1/2.
 	M. KISIEL: Marzenie i śmierć. O Stefanie Szymutko. W tegoż: Critica varia. Katow. 2013.
 	A. HELLICH: Papieros Profesora Szymutki. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 23 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://niewinni-czarodzieje.pl/papieros-profesora-szymutki.
 	TENŻE: Problem czasu i tożsamości w eseju autobiograficznym (Stefan Szymutko, Ryszard Przybylski). „Ann. Univ. Paedagogicae Crac.. Studia Poetica” 2016 [nr] 4.
 	Ł. ŻUREK: Praktyki filologiczne Stefana Szymutki. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2016 z. 4.

&amp;nbsp;
Zrozumieć Parnickiego

 	K. UNIŁOWSKI: Parnicki przez Stefana Szymutkę odczytany? „Postscriptum” 1992 nr 3, toż „Opcje” 1993 nr 1.

&amp;nbsp;
Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i w literaturoznawstwie

 	K. UNIŁOWSKI: Poszukiwacze zaginionej rzeczywistości. (Stefan Szymutko, Ryszard Koziołek). „FA-art” 1999 nr 4, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002 [dot. też: R. Koziołek: Zdobyć historię].
 	A. BRODZKA-WALD. „Pogranicza” 2000 nr 3.
 	A. JUSZCZYK. „Pam. Lit.” 2000 z. 1.

&amp;nbsp;
Nagrobek ciotki Cili

 	Ciotka a sprawa śląska. Dyskusja redakcyjna: K. Karwat, K. Łęcki, M. Kisiel, K. Uniłowski. Oprac.: D. Nowacki. „Opcje” 2001 nr 6.
 	W. FORAJTER. „Tygiel Kult.” 2001 nr 7/9.
 	W. KONOPELSKA: Papierowy cień. „Śląsk” 2001 nr 7.
 	M. ZALESKI: Jakie monumentum? „Res Publica Nowa” 2001 nr 8.
 	P. CZAPLIŃSKI: Stefan Szymutko: Nagrobek ciotki Cili. W: Śląski Wawrzyn Literacki 2001. Katow. 2002.
 	M. KOZIOŁ. „Fraza” 2002 nr 1/2.
 	J. MOMRO: Dyktatura języka. „Dekada Lit.” 2002 nr 7/8.
 	L. NEUGER. „Zesz. Lit.” 2002 nr 2.
 	I. GIELATA, R. KOZIOŁEK: Odlany z próżni kształt. „Twórczość” 2003 nr 4.
 	P. CZAPLIŃSKI: Ja i on – to ja. „Kresy” 2004 nr 3.
 	K. ĆWIKLAK: Tożsamość człowieka Uniwersytetu. Nagrobek ciotki Cili. „Studia Pedag.-Artyst.” 2006 t. 6.
 	E. DUTKA: Śląsk jako doświadczenie. „Opcje” 2011 nr 3 [dot. też: A. Nawarecki: Lajerman].

&amp;nbsp;
Przeciw marzeniu? Jedenaście przykładów, ośmioro pisarzy

 	T. PAWLUS: Byt, fantazja i moment lektury. „Teksty Drugie” 2007 nr 6.

&amp;nbsp;
Po co literatura jeszcze jest?

 	W. RUSINEK: Nagrobek Stefana Szymutki. „FA-art” 2014 nr 4.
 	K. ZYCH: Po co lektura jeszcze jest? „Nowe Książ.” 2014 nr 6.

</document>
<document nplp_id="2819" title="Bronisław ŚWIDERSKI" slug="bronislaw-swiderski">ur. 1946

Prozaik, eseista.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 19 kwietnia 1946 w Łodzi; syn Czesława Świderskiego, działacza partyjnego do 1956, i Ireny, urzędniczki. Od 1950 mieszkał z rodziną w Warszawie. Tam uczęszczał do XXXIV Liceum Ogólnokształcącego im. gen. K. Świerczewskiego (obecnie im. M. de Cervantesa); w 1964 zdał egzamin maturalny. Następnie studiował na Uniwersytecie Warszawskim przez kilka miesięcy polonistykę, a w 1966 podjął studia na socjologii. W tym czasie zaczął drukować recenzje książkowe; debiutował w 1966 omówieniem powieści E. Berberyusz Wychodne dla Ewy na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie” (nr 2); kilka recenzji ogłosił w „Polityce” (1967) i „Współczesności” (1968, 1969) oraz w „Fołks Sztyme” (1968). W marcu 1968 za udział w protestach studenckich został wcielony na miesiąc do karnej kompanii wojskowej, a następnie w kwietniu relegowany z uczelni. W lutym 1970, otrzymawszy dokument podróży uprawniający do jednokrotnego przekroczenia granicy, wyemigrował do Danii. Zamieszkał w Kopenhadze, gdzie kontynuował studia w Institut for Kultursociologi na Københavns Universitet. W czasie studiów utrzymywał się z różnego rodzaju prac fizycznych. W 1977 otrzymał magisterium na podstawie pracy Marxisme, sociologi og kritisk intelligentsia. De marxistiske sociologer som repræsentanter for den kritiske intelligentsia i Polen fra slutningen af den 19. århundrede til 1957. W 1980–94 pracował jako wykładowca w Slaviske Institut na tymże uniwersytecie. Drukował w tym czasie rozprawy i artykuły politologiczne, dotyczące Polski, w duńskich czasopismach i dziennikach, m.in.: „Østnyt” (Aarhus; 1982), „Politiken” (Kopenhaga; 1981–83, 1988–91) i „Information” (Kopenhaga; 1989–91), „Vandkunsten” (1990). W 1986–88 redagował pismo „Svantevit. Dansk tidsskrift for slavistik”. Był związany jako tłumacz z Søren Kierkegaard Forskningscentret (Centrum Badawcze Sørena Kierkegaarda) na Københavns Universitet; przekładał na język polski twórczość Kierkegaarda i publikował studia na jego temat. Od 1990 ogłaszał artykuły publicystyczne, eseje, recenzje i przekłady, a od 1993 także prozę w pismach polskich, m.in. w „Res Publice” (1990), a potem „Res Publice Nowej” (1992–2002), „Życiu Warszawy” i jego dodatku „Ex Libris” (1993–95), „Tekstach Drugich” (1994, 1997–98, 2000), „Przeglądzie Politycznym” (1996–97, 2000–10, z przerwami), „Zeszytach Literackich” (1996–98), „Znaku” (1996–07), „Literaturze na Świecie” (1998–2000), „Rzeczpospolitej” i jej dodatku „Plus Minus” (1999–2006, z przerwami), „Tygodniku Powszechnym” (2004–05), „Krytyce Politycznej” (2002–04, 2010), „Czasie Kultury” (2008, 2010–13), „Kronosie” (od 2010). W 1998 został członkiem SPP.

Zawarł związek małżeński z Dunką Birgitte Ellen Hertz, z którą był związany od 1970. Mieszka w Kopenhadze.



TWÓRCZOŚĆ
1. Autobiografie. [Współautor:] J. Świderski. Londyn: Poets and Painters Press, 1981, 62 s.
Współautor jest postacią fikcyjną; książka w całości autorstwa B. Świderskiego.
2. Revolutionen som dialog. Die polske konspiratorer imod Rusland 1861–1864. København: Københavns Universitets Slaviske Institut 1981, 63 s. Rapporter — Københavns Universitets Slaviske Institut, 3.
3. Polen efter 1945. En bibliografi over informationsmidler. København: Københavns Universitets Slaviske Institut 1984, IX, 72 s. Rapporter — Københavns Universitets Slaviske Institut, 9.
4. Myth and scholarship. University students and political development in XIX century Poland. København: C.A. Reitzel, 1988, 150 s. Studier — Københavns Universitets Slaviske Institut, 13.
5. Gdańsk i Ateny. O demokracji bezpośredniej w Polsce. Wwa: Wydawn. IFiS PAN 1996, 238 s.
6. Słowa obcego. [Powieść]. Kr.: Znak 1998, 255 s. Proza.
Nagroda w konkursie na powieść Wydawn. Znak w 1998, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
7. Asystent śmierci. Powieść o karykaturach Mahometa, o miłości i nienawiści w Europie. Wwa: W.A.B. 2007, 504 s.
Nominacje w 2008 do finału Nagrody Lit. Nike oraz do Nagrody Lit. Gdynia.
8. Kiedy mogę zabić? Dyskusje o kulturze i przemocy. [Eseje]. Red.: J. Borowczyk, M. Larek. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 499 s. Ser. Estet., 1.
Zawartość: Wstęp: J. Zimna: Poetyka błędu. — Emigracje tożsamości: Pochwała błędu na Kulturfestivalen; Ostatnia i pierwsza. Przesłanie pewnego pojęcia [dot. racjonalności]; Kiedy mogę zabić? Skandal asymetrii; Uniewinnienie Orestesa. Idee przemocy w „Łaskawych” Jonathana Littella; Kopenhaga — Przeworsk — Oświęcim; Demokracja Pana i Poddanego; Rozmowa jako źródło dobra; Doświadczenia emigranta; Trzy tożsamości; Znowu do diabła ten etos! [Wywiad. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek]. — Przeciwko racji (literatura): Konio-ludzie i osło-ludzie; Dar [Przekłady poz. 2]; Jak powstaje nowa teoria albo o antysemityzmie Kierkegaarda; Bliźni to ty?; Hurra, na reszcie jedna Europa! Okres obecny a czas rewolucji; Żyć z Kierkegaardem po polsku; Kierkegaard jako powieściopisarz; Melancholia jest trójkątem; Nadzieja Andersena; Papiery wartościowe i stronice książek; Pożegnanie dzieciństwa. O powieściach Karola Maya; Spocona lektura Karola Maya; Obcy, czyli pozbawiony racji. — Jak umierają idee?: Jak umiera komunizm, czyli podróż do Chin; Europa Środka; Holocaust, pusty grób; Braterstwo ofiar i katów; Gniew w marcu ’68; Prawda w czasach przemocy. — Epilog: Dajmy się nieść życiu; O nienawiści. Strindberg i Kołakowski; Śmierć i rozum. — Posłowie: M. Larek: Dynamika, walka, refleksja. O esejach Bronisława Świderskiego; J. Borowczyk: Redakcja błędów. Biogram „wiecznego tłumacza”.
9. Czepiam się Kierkegaarda. [Eseje]. Wwa: Fundacja Augusta hrabiego Cieszkowskiego 2015, 456 s. Bibl. Kwart. „Kronos”.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Fundacja Augusta hrabiego Cieszkowskiego 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Bibl. Kwart. „Kronos”.
Zawartość: Jak uczepiłem się Kierkegaarda. [Przedm.]. — Nieporozumienie; Kierkegaard jako powieściopisarz [poz. 8]; Powtórzenie: kobieta czy idea?; Melancholia jest trójkątem. O jednym z najważniejszych pojęć Kierkegaarda [poz. 8]; Dar, albo: jak wygląda pseudonim? [poz. 8]; Żyć z Kierkegaardem po polsku [poz. 8]; Kierkegaard i Gombrowicz; Czy Bóg istnieje? (albo: Dlaczego Kierkegaard, Nietzsche i Gombrowicz przypominają siebie?); O Grundtvigu, zwolenniku demokracji, i Kierkegaardzie, jej krytyku; Bliźni… to ty? [poz. 8]; Jak powstaje nowa teoria, albo o antysemityzmie Kierkegaarda [poz. 8]; Kierkegaard i Budda; Pytanie Kierkegaarda: Dlaczego Bóg zniszczył wieżę Babel? i odpowiedź czytelnika: Nowa wieża Babel.

Przekłady
1. S. Kierkegaard: Powtórzenie. Próba psychologii eksperymentalnej przez Constantina Constantinusa. Przeł. oraz wstępem i przyp. opatrzył B. Świderski. Wwa: Fundacja Aletheia 1992, 137 s. Przedr. popraw. zob. poz. 2.
2. S. Kierkegaard: Powtórzenie; Przedmowy. Przeł. i oprac.: B. Świderski. Wwa: W.A.B. 2000, 376 s. Ser. z Wagą.
Tu poza przekł. autorstwa B. Świderskiego: Słowo od tłumacza, s. 7–10; O „Powtórzeniu”, s. 11–12; O „Roku astronomicznym” Johana Ludwiga Heiberga, s. 141–143; O „Liście otwartym Constantina Constantinusa do Pana Profesora Heiberga”, s. 197–198; O „,Przedmowach”, s. 241–246; Dar, s. 341–368 [przedr. zob. Twórczość poz. 8].
Praca redakcyjna
1. SOS Solidarność. [Red.:] H. Mysjkin, B.Swiderski. [Wstęp:] H. Myszkin. [Køobenhavn]: Fonden for Polske Underground-Sangere 1982, 32 s.
Wariant tytułu: Save our souls Solidarność. — Antologia piosenek związanych z NSZZ Solidarność w przekł. duń.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Trzy tożsamości. „Znak” 1996 nr 3, przedr. w: Kiedy mogę zabić? Zob. Twórczość poz. 8; Marzec ’68. „Prz. Polit.” 2008 nr 87.
 	Wywiady: „Po Śladach”. Rozm. W.P. Duda. „Prz. Polit.” 2005 nr 70; Człowiek, czyli małpa z duchem. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 229 [dot.: Asystent śmierci]; Znowu, do diabła, ten etos! Rozm. M. Larek. „Czas Kult.” 2008 nr 5, przedr. w: J. Borowczyk, M. Larek: Rozmowa była możliwa. Wywiady z pisarzami. Pozn. 2008 oraz zob. Twórczość poz. 8; Obcy, czyli pozbawiony racji. O „Procesie” Franza Kafki z Bronisławem Świderskim rozm. J. Borowczyk i M. Larek. „Kresy” 2010 nr 1/2; Dajmy się nieść życiu. Rozm. M. Larek. „Polska. Metropolia Warsz.” 2011 nr 47 dod. „Dod. Lit.” nr 7; Spocona lektura Karola Maya. Rozm.: M. Larek, J. Borowczyk. „Czas Kult.” 2011 [nr] 2.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	J. BOROWCZYK: Przeciw tyranii porządku. O prozie Bronisława Świderskiego. „Czas Kult.” 2013 [nr] 3.

&amp;nbsp;
Revolutionen som dialog

 	K. DOVRING. „Slavic Review”, Stanford, CA 1983 vol. 42 nr 1.

&amp;nbsp;
Myth and scholarship

 	G. BORKOWSKA: Inteligent pod presją. „Res Publica” 1990 nr 6.
 	J.J. TOMIAK. „The Slavonic and East European Review”, Londyn 1990 vol. 68 nr 2.
 	M.G. MÜLLER. „Jahrbücher für Geschichte Osteuropas”, Stuttgart 1991 Vol. 39 nr 3.

&amp;nbsp;
Gdańsk i Ateny

 	P. ŚPIEWAK: Między romantyzmem a republikanizmem – spór o demokrację. „Znak” 1996 nr 11 [dot. też: M. Janion: Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?].

&amp;nbsp;
Słowa obcego

 	P. BRATKOWSKI: W Kopenhadze, czyli wszędzie. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 9 dod. „Książki”.
 	J. GROMEK: Czysta forma obcości. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 41.
 	J. STRĘKOWSKI: Pojechać do Szczebrzeszyna. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.
 	J. WINIARSKI: Polskie goncourty. (Nagrody Znaku). „Mag. Lit.” 1998 nr 4.
 	A. ARASZKIEWICZ: W ramionach trójkąta. „Res Publica Nowa” 1999 nr 1/2, polem.: B. ŚWIDERSKI: Sam wiem, że nie wypada! „Res Publica Nowa” 1999 nr 4.
 	A. ARASZKIEWICZ, K. SZCZUKA: Jak być kochanym? „Res Publica Nowa” 1999 nr 7/8.
 	M. NAWROCKI: Puszki z nagrodami. „Dekada Lit.” 1999 nr 2.
 	K. DUNIN: Uściski nowego systemu. W tejże: Czytając Polskę. Wwa 2004 [dot. m.in.: Słowa obcego].
 	P. KRUPIŃSKI: Studiując Lévinasa. „Zesz. Nauk. Szczec. Pr. Polonist.” 2004 nr 15.
 	B. TRYGAR: Język w poszukiwaniu tożsamości na przykładzie powieści „Słowa obcego” i „Asystent śmierci” Bronisława Świderskiego = The language in search of the identity on the basis of the „Stranger's words” and „The assistant if the death” by Bronisław Świderski. „Podkarpackie Forum Filol. Ser. Lit. i Kult.” 2011.

&amp;nbsp;
Asystent śmierci

 	D. CIUNELIS: Hospicjum imienia Kierkegaarda. „Wyspa” 2007 nr 3.
 	M. CUBER: Ten Obcy. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	J. JAWORSKA: Pan Szecherezada. „Lampa” 2007 nr 2.
 	D. NOWACKI: Źle się dzieje w państwie duńskim. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 25.
 	I. SŁOMAK: Studium oprawcy. Zaklinanie śmierci. „Pogranicza” 2007 nr 3.
 	K. DROŻDŻ: Ćwiczenia w obcości. O „Asystencie śmierci” Bronisława Świderskiego. „Tygiel Kult.” 2008 nr 10/12.
 	M. RADZIWON: O Polsce i Danii z sarkazmem. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 139.
 	L. SZARUGA: Zaułek Leszka Szarugi. „Borussia” 2008 nr 42.
 	A. CZYŻAK: Asystenci śmierci – rzecz o domach starców. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	B. TRYGAR: Język w poszukiwaniu tożsamości na przykładzie powieści „Słowa obcego” i „Asystent śmierci” Bronisława Świderskiego The language in search of the identity on the basis of the „Stranger's words” and „The assistant of the death” by Bronisław Świderski. „Podkarpackie Forum Filol. Ser. Lit. i Kult.” 2011.
 	J. PASTERSKA: Emigrant-ekspatriata w ponowoczes­nej Europie XXI wieku. Studium przypadku w świetle powieści „Asystent śmierci” Bronisława Świderskiego. W: Proza polska XX wieku. Przeglądy i interpretacje. T. 2. Katow. 2012.
 	M. LAREK: Apostrofy Świderskiego. „Czas Kult.” 2013 [nr] 3.
 	B. TRYGAR: „Chodzi o znalezienie prawdy, która byłaby prawdą dla mnie…”. Kierkegaardowskie rozważania bohatera powieści „Asystent śmierci” Bronisława Świderskiego. „Tekstualia” 2014 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Kiedy mogę zabić?

 	E. WINIECKA: Prawdy, w które wierzymy? „Czas Kult.” 2013 [nr] 3.

&amp;nbsp;
Czepiam się Kierkegaarda

 	A. SZWED: Intymny Kierkegaard. „Znak” 2016 nr 4.
 	M. URBAŃSKA-BOŻEK: Kierkegaard bez retuszu. „Kronos” 2016 nr 2.

</document>
<document nplp_id="2821" title="Szczepan TWARDOCH" slug="szczepan-twardoch">ur. 1979

Prozaik.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)





BIOGRAM[przypis]Hasło opracowane bez odpowiedzi Autora na wysłaną ankietę.[/przypis]
Urodzony 23 grudnia 1979 w Żernicy pod Gliwicami. Studiował socjologię na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach; magisterium uzyskał w 2003. Podjął też tam studia z filozofii, których nie ukończył. W czasie studiów zajmował się jakiś czas handlem antykami (głównie zabytkową bronią), później założył firmę produkującą repliki broni białej. Zdobył rozległą wiedzę dotyczącą militariów; uprawiał szermierkę historyczną i strzelectwo sportowe. Interesował się historią i problematyką śląską. Pracował w dziale zagranicznych praw autorskich gliwickiego wydawnictwa biznesowego, w związku z czym często podróżował. Od 2001 publikował artykuły i felietony na tematy m.in. związane z militariami i tożsamością śląską; pierwszy tekst Metafizyka walki ogłosił w piśmie „Fronda” (2001 nr 25/26), drukował tam także w 2004–07. Jako prozaik debiutował w 2003 opowiadaniem Obłęd rotmistrza von Egern, ogłoszonym w miesięczniku „Science Fiction” (nr 23). Teksty publicystyczne i prozatorskie (początkowo w gatunku science fiction) drukował także m.in. w „Opcjach” (2001, 2003–10), „Esensji” (2004, 2007, 2010–14), „Nowej Fantastyce” (2004–11, z przerwami), „Broni i Amunicji” (2006–08), „Christianitas” (2006–07; w 2007 redaktor działu literackiego), „Czasie Fantastyki” (2006–07, 2010), „Fantastyce” (2006, 2008), „Arcanach” (2007–11; tu m.in. w 2008–11 Wypisy z dziennika. Cz. 1–14), „44/Czterdzieści i Cztery. Magazyn Apokaliptyczny” (2008–11), „Polityce” (od 2010; m.in. felietony w rubryce Kawiarnia Literacka). Od 2006 zajmował się wyłącznie pracą literacką. Odbywał liczne wyjazdy turystyczne, m.in. jeszcze w okresie studiów podróżował trzykrotnie koleją transsyberyjską, odwiedził Chiny, Mongolię, kilkakrotnie był na Spitsbergenie. W 2015 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie, a w 2017 O!Lśnienia, Nagrodę Kulturalną portalu Onet.pl.

W 2003 zawarł związek małżeński z Agatą, z zawodu architektem; ma dwóch synów. Mieszka w Pilchowicach niedaleko Gliwic.


&amp;nbsp;

TWÓRCZOŚĆ
1. Obłęd rotmistrza von Egern. [Opowiadania]. Lubl.: Fabryka Słów 2005, 296 s. Kuźnia Fantastów.
Zawartość: Obłęd rotmistrza von Egern; Otchłań; Anna; Cud domu brandenburskiego.
2. Epifania wikarego Trzaski. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2007, 166 s. Behemot.
Srebrne Wyróżnienie Nagrody Lit. im. J. Żuławskiego w 2008.
3. Sternberg. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA — Niezal. Ofic. Wydawn. NOWA 2007, 302 s. SuperNowa.
4. Prawem wilka. [Opowiadania]. Wwa: SuperNOWA — Niezal. Ofic. Wydawn. NOWA 2008, 287 s. SuperNowa.
Zawartość: Bodhisatwa; Żywot i śmierć św. Felicjana; Maniera Tenebrosa; Rondo na maszynę do pisania…
5. Przemienienie. [Powieść sensacyjna]. Dębogóra: Wydawn. Dębogórza 2008, 285 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Dębogóra: Wydawn. Dębogórza 2008, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. franc.: Transfiguration, [Przeł.] E. Ewa Rawicz-Władyka. [Paris] 2010.
6. Zabawy z bronią. Dębogóra: Wydawn. Dębogórza 2009, 230 s.
Dot. broni palnej.
7. Zimne wybrzeża. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. Oddz. Publicat 2009, 245 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Code Red Tomasz Stachewicz, 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Na okł. podtyt.: Spitsbergen, szpiedzy i niedźwiedzie polarne.
8. Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2010, 209 s. Zwrotnice Czasu. Hist. Alternatywne, 3. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2011; wyd. 2 [!] popraw. Kr.: WL 2013, tamże 2017. Bibl. Newsweeka. Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 21.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Nar. Centrum Kultury 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
W 2011 wyróżnienie Nagrody Lit. im. J. Mackiewicza, nominacja do nagrody kanału TVP Kultura, Gwarancja Kultury.
9. Wyznania prowincjusza. [Szkice literackie]. Wwa: Fronda Pl 2010, 203 s.
Szkice druk. częściowo w 2004–2010 w czasopismach.
Zawartość: Krótka podróż sentymentalna; Rosja za szybą; Pusty stryczek. O „Wieszaniu” Rymkiewicza; Aksolotl narodów; Umieranie Sándora Máraiego; Wyznania prowincjusza; Narodowość jako akt woli; Forma związków niebezpiecznych; Post-apokalipsy; Kościół i fantastyka; Zły policjant i wskrzeszenie Łazarza; Babilon i mimesis; Przełamując uprzedzenia; Powieść o ludziach radzieckich. „Życie i los” Wasilija Grossmana; Mała Rosja w krainie ostrych gór. Zapiski spitsbergeńskie; Na marginesie „Ostatnich dni Europy” Waltera Laqueura; Konserwatyzm jako klęska; Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm; Lampart na marmurowej skale [dot.: G. Tomasso di Lampedusa: Lampart; E. Jünger: Na marmurowych skałach].
10. Tak jest dobrze. [Opowiadania]. Wwa: Powergraph, 2011, 232 s. KontraPunkty.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Powergraph, 2011, plik w formacie EPUB, MOBI. Kontrapunkty.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2012.
Zawartość: Gerd; Ona płynie w moich żyłach; Masara; Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka; Uderz mnie; Tak jest dobrze.
11. Morfina. [Powieść]. Kr.: WL 2012, 578 s. Dodruk: 2013, 2014, 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
W 2012 nagroda Śląski Wawrzyn Lit., w 2013 Nagroda Paszport „Polityki”, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike i Nagroda Publiczności Nike, przyznawana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.”, nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus, nominacja do nagrody stow. Esprit d’Europe Prix de Livre Européen (European Book Prize) w 2015.
Przekł.: czes.: Morfium. [Przeł.] M. Alexa. Brno 2017, — franc.: Morphine. [Przeł.] K. Barbarski. Paris 2016, — maced.: Morfium. [Przeł.] I. Trajkovski. Skopje 2016, — niem.: Morphin. [Przeł.] O. Kühl. Berlin 2014, — rum.: Morfina. Varşovia 1939: femei, droguri şi trădare. [Przeł.] C. Godun. Cluj-Napoca 2015, — serb.:Morfijum. [Przeł.] J. Jović. Belgrad 2016, — słoweń.: Morfij. [Przeł.] S. Pavlović. Ljubljana 2016, — węgier.: Morfium. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2015.
Adapt. teatr.: Reż.: E. Marciniak. Adapt. i dramaturgia: J. Murawski. Wyst. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2014 [śląska nagroda Złotej Maski za przedstawienie roku i reż. w 2015].
12. Dom na polach. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: R. Bujnowski. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2013, 17 s. Ser. Małego Klubu Bunkru Sztuki.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Kr.:] Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2013, 1 płyta CD.
13. Sztuka życia dla mężczyzn, czyli Bezużyteczny podręcznik życia towarzyskiego i uczuciowego dla brzydkich, grubawych, łysiejących i nieszczególnie inteligentnych oraz ciekawy esej o życiu towarzyskim i uczuciowym dla wszystkich pozostałych, może zawierać śladowe ilości kpin. [Współaut.:] P. Baciąga. Wwa: Świat Książki 2013, 333 s.
14. Drach. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 394 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2015, «Brücke Berlin»-Preis w 2016.
Przekł. niem.: Drach. [Przeł.] O. Kühl. Berlin 2016.
15. Wieloryby i ćmy. Dzienniki. Kr.: WL 2015, 276 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
16. Król. [Powieść]. Przekł. dialogów na jęz. jidysz E. Geller. Kr.: WL 2016, 432 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja w 2017 do Nagrody Lit. Gdynia.
17. Ballada o pewnej panience. Wszystkie najważniejsze opowiadania. Kr.: WL 2017, 314 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta 12 aktorów. Kr.: WL 2017, płyta CD.
Zawartość: Ballada o pewnej panience; Ballada o Jakubie Bieli; Ewa i duchy; Moje życie z Kim; W piwnicy; Gerd; Masara; Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka; Uderz mnie; Tak jest dobrze; Fade to: black.
&amp;nbsp;




OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Wypisy z dziennika. [Cz. 1–14]. „Arcana” 2008 nr 3/4, nr 5–6, 2009 nr 1, 2/3–6, 2010 nr 1–5, 2011 nr 1, 4; Dziadek Jorg. „Wysokie Obcasy Extra” 2016 nr 12 [w cyklu:] Jak mnie wychowano; Jak spotkałem „Króla”. Rozm. „Książki” 2016 nr 3.
 	Wywiady: Esbecki thriller z Katowic. Rozm. A. Kontek. „Polska. Dz. Zach.” 2008 nr 155 [dot.: Przemienienie]; Pisać na chłodno, pisać na wkurzeniu. Rozm. K. Głuch. „Czas Fantastyki” 2008 nr 4; Człowiek, którego mielą żarna historii. Rozm.: Ł. Orbitowski, J. Urbaniuk. „Lampa” 2010 nr 7/8 [dot.: Wieczny Grunwald]; Dobrze mi tu. Rozm. M. Rutkowska. „Nasz Dz.” 2010 nr 225; Odmawiam naprawiania świata. Rozm. F. Memches. „Uważam Rze” 2011 nr 43; Człowiek pomiędzy w czasach pomiędzy. Rozm. R. Ostaszewski. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 3; Czytanie jest szkodliwe. Rozm. B. Prandzioch. „Reflektor” 2013 nr 2; Na Śląsku antypolski resentyment przybierze na sile. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 98; Nie jestem od zbawiania świata. Rozm. K. Kazimierowska. „Uważam Rze” 2013 nr 3; Nie jestem śląskim apostołem. Rozm. E. Niewiadomska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 296 dod. „Katowice”; Nie wyjadę do Warszawy. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 15 dod. „Katowice”; Nie reprezentuję, z nikim nie sympatyzuję. Rozm. M. Zasada. „Polska. Dz. Zach.” 2013 nr 76; Pisanie i libido. Rozm. A. Bartosiak. „Playboy” 2013 nr 10; Pisarz, krawiec, żołnierz, szpieg. Rozm. A. Makowska. „Newsweek Polska” 2013 nr 3; Polskość jest kobieca. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2013 nr 5; Szczepan Twardoch: więzi was polskość. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 70; Ślady po książkach. Rozm. A. Luboń. „Elle” 2013 nr 4; Uwiodła mnie Warszawa. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 9 dod. „Stołeczna” [dot.: Morfina]; Z nikim nie sympatyzuję. Rozm. M. Zasada. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 26 dod. „Fokus”; Dziewczyna i pistolet. Rozm. M. Felis. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 289 dod. „Wysokie Obcasy” nr 48; Na front bez morfiny. Rozm.: E. Niewiadomska i D. Kortko. „Książki. Mag. do Czytania” 2014 nr 4 [dot.: Drach]; Rewolucje tu się nie zdarzają. Rozm. M. Olszewski. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 6; Śląsk jako ciało. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2014 nr 48; Zawód pisarz. Rozm. P. Hykawy-Zabłocki. „Logo” 2014 nr 8; Historie mówione szeptem. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2015 nr 1; Mogą mi skoczyć. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2015 nr 41 [dot. m.in.: Wieloryby i ćmy]; Biję bo lubię. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 248; Mistrz Szczepan Twardoch. Rozm. M. Domagalik. „Pani” 2016 nr 1; Na górze się bywa. Rozm. A. Szarlik. „Twój Styl” 2016 nr 1; Według prostych zasad. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 205 dod. „Kultura”; Nie chcę być człowiekiem jednego tematu. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 24 dod. „Magazyn”; Siła to za mało. Rozm. M. Strzelecka. „Uroda Życia” 2016 nr 11; Bądź mężczyzną, nie fantazjuj. Rozm. F. Konopczyński. „Przekrój” 2017 nr 3..

&amp;nbsp;
Ogólne

 	B. GANCARZ: Pisarz dla prawdziwych mężczyzn. „Arcana” 2010 nr 92/93.
 	D. NOWACKI: Mistrz Szczepan z Pilchowic. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 28 dod. „Festiwal Conrada”.
 	TENŻE: Narodziny gwiazdy (Szczepan Twardoch). W tegoż: Ukosem. Katow. 2013.
 	B. PAWŁOWICZ: Złodzieje duszy. „Zwierciadło” 2013 nr 1.
 	M.I. NIEMCZYŃSKA: Pisarz nie wiedźmin: zasad mieć nie musi. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 160.
 	J. SOBOLEWSKA: Literacka grupa wsparcia. „Polityka” 2015 nr 19 [dot. też: Ł. Orbisowski, W. Szostak, J. Żulczyk].
 	L. MUERTE: Twardoch. „FA-art” 2016 nr 3.
 	B. WYDERKA: Gwara w twórczości nowej fali prozaików śląskich: Wojciech Kuczok i Szczepan Twardoch. „Stylistyka” 2016 t. 25.
 	J. ZAJĄC: Tożsamość, męskość i etyka przemocy. O twórczości Szczepana Twardocha. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.
 	D. KARPIUK: Przemiany Szczepana Twardocha. „Newsweek Polska” 2017 nr 42.
 	Artykuły dot. reakcji pisarza na decyzję Sądu Najwyższego, wg której Ślązaków nie można uznać za odrębny naród, m.in.: A. HERBICH: Rykoszet Szczepana Twardocha; P. SEMKA: Zygzaki mentora z Pilchowic. „Do Reczy” 2014 nr 2.

&amp;nbsp;
Obłęd rotmistrza von Egern

 	M. TROCKI: Uwaga! Twardoch! „Opcje” 2005 nr 1.

&amp;nbsp;
Epifania wikarego Trzaski

 	L. WOŁOSIUK: Kuszenie Szczepana Twardocha. „Arcana” 2010 nr 92/93 [dot. też: Przemienienie].

&amp;nbsp;
Sternberg

 	J. DUKAJ: Rewolucja, której nie było. Mit IV RP w prozie. „Tyg. Powsz.” 2007.
 	F. ŁAJSZCZAK: Mounstar. „Christianitas” 2007 nr 31/32.
 	D. MARKIEWICZ: Fajna ta historia. „Esensja” 2007 nr 6.
 	M. WOLSKI: Nad pięknym krwawym Dunajem. „Gaz. Pol.” 2007 nr 32.

&amp;nbsp;
Prawem wilka

 	P. KOFTA: Gra na twardych warunkach. „ Dziennik” 2009 nr 1 dod. „Kultura”.
 	K.B. MALINOWSKI: Prawem histofantasy. „Lampa” 2009 nr 3.

&amp;nbsp;
Przemienienie

 	5): J. DARSKI: Pierwszy thriller esbecki. „Gaz. Pol.” 2008 nr 28.
 	L. WOŁOSIUK: Kuszenie Szczepana Twardocha. „Arcana” 2010 nr 92/93 [dot. też: Epifania wikarego Trzaski].
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Zimne wybrzeża

 	J. GAŁKA: Mała zimna wojna. „Esensja” 2010 nr 1.

&amp;nbsp;
Wieczny Grunwald

 	M. CETNAROWSKI: Wieczne powroty. „Fantasy&amp;amp;Science Fiction” 2010 nr 3 [dot. też: W. Szostak: Chochoły].
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Rycerstwo mleczne kontra mięsne. „Polityka” 2010 nr 35.
 	B. KACHNIARZ: Polska i Niemcy, a ja gdzieś pośrodku. „Rzeczy Wspólne” 2010 nr 2.
 	D. NOWACKI: Matka Polska kontra Germania. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 203, polem.: W. ORLIŃSKI: Narodowa fantastyka, czyli Polacy kontra prawdziwi Polacy. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 211.
 	M. ORAMUS: Z piekła do piekła. „Dz. Pol.” 2010 nr 164.
 	R. WIŚNIEWSKI: Neverending historyk. „Odra” 2010 nr 12.
 	M.B. WANDOWICZ: Monolog wiecznotrwałego mizantropa. „Esensja” 2010 nr 7.
 	W. ŻYSZKIEWICZ: Jubileuszowy laur dla poety. Nagroda im. Mackiewicza po raz dziesiąty. „Tyg. Solidarność” 2011 nr 48 [dot. m.in. Wieczny Grunwald].
 	R. KNAPEK: Bękart – Duch. „FA-art” 2013 nr 4.
 	M. CYBOWSKI: Nie oddzielam. „Esensja” 2014 nr 5.
 	M. GOŁUŃSKI: Między gnozą a kabałą. Egzemplifikacje religijności w powieściach o wojnie polsko-krzyżackiej napisanych około roku 2010. „Świat i Sł.” 2014 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Tak jest dobrze

 	A. HORUBAŁA: Droga na szczyt. „Uważam Rze” 2011 nr 29.
 	D. KOZŁOWSKI: Gdzieś poza światem. „Śląsk” 2011 nr 11.
 	D. NOWACKI: Dobre, smutne i prawdziwe. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 160.
 	M.B. WANDOWICZ: Grunwaldy każdego z nas. „Esensja” 2011 nr 8.

&amp;nbsp;
Morfina

 	A. HORUBAŁA: Strategia renegata. „Uważam Rze” 2012 nr 46.
 	J. LUBELSKI: Rozpacz i ukojenie. „Rzeczpospolita” 2012 nr 281.
 	D. NOWACKI: Wallenrod nie daje rady. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 265.
 	S. ARLAK: Czym Stefan Twardoch postanowił sprowokować czytelników? „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 13 dod. „Kocham Czytać”.
 	J. BIELAWA: Być albo nie być Willemannem. „Śląsk” 2013 nr 2.
 	M. DUDA: Narodowe uzależnienia. „Wyspa” 2013 nr 1.
 	K. KUBISIOWSKA: Kim jest Willemann. „Tyg. Powsz” 2013 nr 42 dod. „Angelus”.
 	P. MICNAS: Tożsamość wielokrotna Konstantego Willemana. „Esensja” 2013 nr 1.
 	M. MIKOŁAJEC: Morfina, czyli o potencjalności. „FA-art” 2013 nr 4.
 	K. MROZIŃSKI: Tożsamość narodowa i kryzys męskości. „Twórczość” 2013 nr 7.
 	M. ORSKI: Powieść łotrzykowska XXI wieku? „Nowe Książ.” 2013 nr 2.
 	B. PRANDZIOCH: Werbigeracje, degeneracje, szaleńcze narracje. „Znak” 2013 nr 1.
 	C. ROSIŃSKI: Strzeż się Polski. „Odra” 2013 nr 4.
 	J. SOBOLEWSKA: Polska, męskość, ciemność. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 215.
 	M. SOWIŃSKI, K. TRZECIAK: Obcość, monumentalność, polityczność. Strategie wywoływania wrażenia w najnowszej prozie polskiej. „Czas Kult.” 2013 [nr] 6 [dot. także: J. Dukaj: Perfekcyjna niedoskonałość; W. Myśliwski: Ostatnie rozdanie].
 	E. STANIOS: Ulepiony z żeńskiej gliny. „Akcent” 2013 nr 4.
 	W. TURANT: W poszukiwaniu tożsamości. „Śląsk” 2013 nr 12.
 	K. VARGA: Pojedynek na pupy, czyli jaka Polska lepsza. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 85 dod. „Duży Format”.
 	A. ARASZKIEWICZ: Węgierskie morze, czyli seksizm (anty)martyrologii. „Czas Kult.” 2014 [nr] 3.
 	M. BIZIOR: Morfina Szczepana Twardocha, czyli Jak (nie)istnieć romantycznie. W: Romantyzm użytkowy. Długie trwanie romantyzmu w kulturze polskiej. Szczec. 2014.
 	J. KAPICA-CURZYTEK: Próba sił. „Esensja” 2014 nr 1.
 	L. SZARUGA: Pro / za i przeciw. „EleWator” 2014 nr 1 [dot. m.in.: Morfina].
 	K. BIELEWICZ: Granice cielesności w „Morfinie” Szczepana Twardocha. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Poetica” 2015 [nr] 3.
 	A. GŁOWACKA: Taniec na wulkanie. „Teatr” 2015 nr 3 s. 40–41.
 	A. HADUŁA: Wspomnienia z gwiezdnego pyłu. „Didaskalia” 2015 nr 125.
 	K. KASPEREK: Kochanki, morfina i kryzys męskości – „Morfina” Szczepana Twardocha. W: Seksualność w najnowszej literaturze polskiej. Tor. 2015.
 	M. LUBELSKA: Jak jest zrobiona „Morfina” Szczepana Twardocha. W: Widnokręgi literatury – Wielogłosy krytyki. Prace ofiarowane Profesor Teresie Walas. Kr. 2015.
 	B. VALIGURSKA-OLEJNIČAK: „Morfij” Mihaila Bulgakova i „Morfij” Ŝepana Tvardoha: o „bytii v odinočku” skvoz' prizmu problemy dvojstvennosti. „Prz. Rusycystyczny” 2015 nr 4.
 	B.A. BADURA: Deutschland im Rausch von „Morphin” von Szczepan Twardoch. Wie deutsch kann ein polnischer Roman sein? „Transfer“ 2016 t. 1.
 	M. KOZA: „Nie ja oczy otwieram”. Etyczne czytanie i „Morfina” Szczepana Twardocha. „Teksty Drugie” 2016 nr 4.
 	M. KUZIAK: „Sen polski”: przypadek romantyków i nie tylko. „Teksty Drugie” 2016 nr 5.
 	M. MIKIEWICZ: Afektywność rozkoszy erotycznej i narkotycznej na przykładzie „Morfiny” Szczepana Twardocha. W: Rozkosz w kulturze. Katow. 2016.
 	B. WALIGÓRSKA-OLEJNICZAK: „Morfina” Michaiła Bułhakowa i „Morfina” Szczepana Twardocha, czyli O doświadczaniu samotności w kontekście problemu narkomanii. W: Samotność. Aspekty, konteksty, wymiary. T. 2. Gdańsk 2016.

&amp;nbsp;
Sztuka życia dla mężczyzn

 	M. MIECZNICKA: Wszystkie implikacje noszenia poszetki. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	K. VARGA: Mercedes Twardocha, czyli sztuka życia dla mężczyzn. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 170 dod. „Duży Format”.

&amp;nbsp;
Drach

 	J. CIEŚLAK: Irytująca powieść o Śląsku. „Rzeczpospolita” 2014 nr 282.
 	M. CIEŚLIK: Twardoch źle obsadzony. „Rzeczpospolita” 2014 nr 289 dod. „Plus Minus”.
 	W. ENGELKING: Na ciele Behemota. O „Drachu” Szczepana Twardocha. „Kult. Liberalna” [on-line] 2014 nr z 16 XII [dostęp 16 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2014/12/16/engelking-drach-szczepan-twardoch-recenzja/.
 	R. KOZIOŁEK: Śląska bestia. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 49 dod. „Książ. w Tyg.”, przedr. w tegoż: Dobrze się myśli literaturą. Wołowiec; Katow. 2015.
 	D. NOWACKI: Tako rzecze drach. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 279.
 	Ł. SATURCZAK: Na Śląsku, czyli wszędzie. „Newsweek Polska” 2014 nr 49.
 	K. UNIŁOWSKI: Kaj som te chopy? O nowej powieści Szczepana Twardocha. „FA-art” 2014 nr 4.
 	J. ZAJĄC: Gdzie ty mieszkasz? Między swemi. W jakim kraju? W… ziemi. „ArtPAPIER” [on-line] 2014 nr 24 [dostęp 16 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?pageartykul&amp;amp;wydanie214&amp;amp;artykul4693&amp;amp;kat1.
 	A. KOWALCZYK: Wymiary wojny. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitterraria” 2015 [nr] 15.
 	A. MADALIŃSKI: Miriadami swoich oczu. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 219.
 	P. MAŁOCHLEB: Człowiek, drzewo, sarna, kamień. „Twórczość” 2015 nr 3.
 	K. PIETRYCH: Naturalistyczna (przy)powieść o ludzkim losie. „Nowe Książ.” 2015 nr 5.
 	M. PIOTROWIAK: Do-tkliwość wojny: „Omijam czule trawy, kiedy idę drogą...” Wojciecha Bąka i „Drach” Szczepana Twardocha. W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Katow. 2015.
 	K. REK. „Christianitas” [on-line] 2015 nr z 15 I [dostęp 16 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://christianitas.org/news/recenzja-powiesci-szczepana-twardocha-drach/.
 	C. ROSIŃSKI: Tak samo, chociaż inaczej. „Odra” 2015 nr 7/8.
 	W. RUSINEK: Genesis z Dracha. „Twórczość” 2015 nr 5.
 	E. STANIOS-KORYCKA: Drzewo, człowiek, sarna, kamień. To samo. „Akcent Lit. i Szt.” 2015 nr 3.
 	M. STECIĄG: „Lingua receptiva” w powieści Szczepana Twardocha „Drach”. „Socjolingwistyka” 2015 t. 29.
 	H. WANIEK: Kto ty jesteś? „Prz. Polit.” 2015 nr 131.
 	K. BERETA: Uśmierceni przez Twardocha. „Śląsk” 2016 nr 2.
 	A. CZYŻAK: Śląskie lochy i smoki. Wariacje historyczne Szczepana Twardocha. „Czytanie Lit.” 2016 nr 5.
 	R. MAKARSKA: Tekstowa wielojęzyczność jako zapisywanie miejsca: regionalizm, polikulturowość i wielojęzyczność nowej literatury z Europy Środkowej. „Wielogłos” 2016 nr 2 [dot. też: J. Vrak: Obyčejne vĕci].
 	K. BRAKONIECKI: Widnoksiąg. „Borussia” 2017 [nr] 59 [dot. też: Z. Kadłubek: Bezbronne myśli].
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;

Wieloryby i ćmy

 	W. CHMIELEWSKI: Zapiski Ślązaka. „Rzeczpospolita” 2015 nr 261.
 	M. MIKOŁAJEC: Nie takie „Wieloryby i ćmy” straszne (jak je malują). „Śl. Stud. Polonist.” 2015 nr 2.
 	D. NOWACKI: Blogaski w okładkach. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 257 [dot. też: J. Dehnel: Dziennik roku chrystusowego].
 	J. SOBOLEWSKA: Od Facebooka do sztambucha. „Polityka” 2015 nr 43 [dot. też: J. Dehnel: Dziennik roku chrystusowego; P. Siemion: Dziennik roku węża].
 	A. WĘGRZYNIAK: „Pozwól prowadzić się dharmie”. „FA-art” 2015 nr 4.
 	G. WYSOCKI: Gombrowiczów trzech. „Książki” 2015 nr 3 [dot. też: J. Dehnel: Dziennik roku chrystusowego; P. Siemion: Dziennik roku Węża].
 	E. DUTKA: Śląski mikrokosmos lęku i trwogi. „Postscriptum Polonist.” 2016 [nr] 2.
 	M. ROBERT: Dziennik w kostiumie. „Nowe Książ.” 2016 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.


Król

 	A. HORUBAŁA: Szczepan Twardoch – pisarz zawodowy. „Do Rzeczy” 2016 nr 42.
 	M. KUBE: Gangi dawnej Warszawy. „Rzeczpospolita” 2016 nr 256.
 	J. KURKIEWICZ: „Król”: kilka za i przeciw. „Książki” 2016 nr 3.
 	W. MROZEK: O nowym Twardochu. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 237.
 	D. NOWACKI: Męskie fantazje Twardocha. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 239.
 	J. SOBOLEWSKA: Przedwojenne Sin City. „Polityka” 2016 nr 41.
 	M. SOWIŃSKI: Łomot. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 44 dod. „Książ. w Tyg.” nr 7/9.
 	K. VARGA: Bolo powraca, czyli Polska według Twardocha. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 234 dod. „Duży Format” nr 40.
 	J. BIELAWA: Z majchrem na wieloryby. „Nowe Książ.” 2017 nr 3.– J. CRETTENAND: „Król” a sprawa polska. „Elewator” 2017 nr 2.
 	J. ENGELGARD: Żydzi Szczepana Twardocha. „Myśl Pol.” 2017 nr 9/10.
 	Z. JAZIENICKI: Liwjatan. „Twórczość” 2017 nr 4.
 	J. KRÓL: Z majchrem na wieloryby. „Nowe Książ.” 2017 nr 3.
 	M. MOTAS: ONR w powieści Twardocha. „Myśl Pol.” 2017 nr 13/14.
 	R. OSTASZEWSKI: Gangsterski król. „Nowa Dekada Krak.” 2017 nr 1/2.
 	C. ROSIŃSKI: Wirtualne kłamstwo. „Odra” 2017 nr 2.
 	M. SZLACHETKA: Dwie Warszawy i gwałtowne ciecie noża. „Akcent” 2017 nr 1.

&amp;nbsp;
Ballada o pewnej panience

 	D. NOWACKI: Opowiadania na czas oczekiwania. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 260.

&amp;nbsp;












</document>
<document nplp_id="2823" title="Danuta ULICKA" slug="danuta-ulicka">ur. 1956

Do 1982 podp. nazwiskami: Surowiec; Surowiec-Ulicka.

Pseud.: Danuta Bakalarczyk.

Teoretyk literatury, tłumaczka, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 8 czerwca 1956 w Warszawie; córka Jana Surowca i Teodozji z domu Bakalarczyk. Dzieciństwo spędziła w Warszawie, gdzie w 1971–75 uczęszczała do VI Liceum Ogólnokształcącego im. T. Reytana. W 1975–79 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutowała w 1977 na łamach „Nowego Wyrazu” tłumaczeniem fragmentów książki B. Uspienskiego pt. Poetyka kompozycji (nr 11) oraz artykułem W obronie młodej prozy. (Na marginesie polemik i dyskusji) (nr 12). Po uzyskaniu magisterium została w 1979 zatrudniona na stanowisku asystenta w Zakładzie Teorii Literatury i Poetyki (od 2009 Zakład Poetyki, Teorii Literatury i Metodologii Badań Literackich) Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UW. W badaniach naukowych zajęła się zorientowanymi fenomenologicznie i lingwistycznie badaniami literatury XX wieku. Rozprawy krytyczne, tłumaczenia i recenzje zamieszczała m.in. w „Przeglądzie Humanistycznym” (1978–2000). W 1981–89 współpracowała jako recenzentka z „Miesięcznikiem Literackim”, a w 1986–2013 jako recenzentka literatury pięknej i książek o charakterze naukowym z „Nowymi Książkami” (także podp. pseud. Danuta Bakalarczyk). W 1988 obroniła na UW pracę doktorską pt. Ingardenowska filozofia literatury a neoidealizm (promotor prof. Eugeniusz Czaplejewicz) i przeszła na stanowisko adiunkta. W tymże roku otrzymała nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich za tłumaczenie zbioru rozpraw S. Awierincewa pt. Na skrzyżowaniu tradycji. (Szkice o literaturze i kulturze wczesnobizantyjskiej). W 1997–2008 wykładała także na Wydziale Filologii Polskiej Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku. W 2000 habilitowała się na UW na podstawie rozprawy Granice literatury i pogranicza literaturoznawstwa. Fenomenologia Romana Ingardena w świetle filozofii lingwistycznej i w 2002 otrzymała stanowisko profesora UW. Prace historyczno- i teoretycznoliterackie ogłaszała m.in. w „Tekstach Drugich” (2001–13) i „Przestrzeniach Teorii” (od 2004), a liczne recenzje książek zamieszczała również w tygodniku internetowym „Latarnik” (2001). W 2002 weszła w skład rady naukowej „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego”. Uczestniczyła w pracach Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW i Akademii „Artes Liberales” UW. W 2005 została kierownikiem Zakładu Poetyki, Teorii Literatury i Metodologii Badań Literackich IFP UW oraz członkiem komitetu redakcyjnego międzynarodowego periodyku „Interpretations. European Research Project for Poetica &amp;amp; Hermeneutics”. W 2010 otrzymała tytuł naukowy profesora. Weszła w skład zespołu redakcyjnego rocznika „Colloquia Humanistica”, wydawanego przez Instytut Slawistyki PAN (2010) oraz rady naukowej „Śląskich Studiów Polonistycznych” (2011). Od 2011 brała udział w pracach Komitetu Nauk o Literaturze PAN (od 2015 jako członek prezydium). W 2012 została przewodniczącą Rady Naukowej ILP UW. W 2013 weszła w skład komitetu redakcyjnego periodyku Odeskiego Uniwersytetu Narodowego im. I. Miecznikowa „Problemi sučasnogo literaturoznavstva”. W 2014 została redaktorem naukowym autorskiej serii przekładów z rosyjskiej literatury naukowej i faktu, ukazującej się przy współpracy Wydawnictwa Akademickiego SEDNO i Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, a w 2015 członkiem komitetu redakcyjnego serii Z dziejów formartystycznychw literaturze polskiej IBL PAN. Dwukrotnie otrzymała nagrodę Ministra Szkolnictwa Wyższego i Techniki (2005, 2007). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Ingardenowska filozofia literatury. Konteksty. Wwa: PWN 1992, 274 s.
Rozprawa doktorska.
2. Granice literatury i pogranicza literaturoznawstwa. Fenomenologia Romana Ingardena w świetle filozofii lingwistycznej. Wwa: Wydawn. Wydz. Polonistyki UW 1999, 400 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Przekł. ang. rozdz. Język i doświadczenie: Language and experience. (On the subject and method of Ingarden’s philosophy of literature). „Literary Studies in Poland”, Wr. T. 24: 1991 s. 43–73, przedr. w: The reincarnating mind, or the ontopoietic outburst in creative virtualities. Harmonisations and attunement in cognition, the fine arts, literature phenomenology of life and the human creative condition. [T.] 2. „Analecta Husserliana”, Hanover, NH 1997.
3. Literaturoznawcze dyskursy możliwe. Studia z dziejów nowoczesnej teorii literatury w Europie Środkowej i Wschodniej. Kr.: Universitas 2007, 482 s. Horyzonty Nowoczesności, t. 64.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Universitas [2007], plik w formacie PDF.
Zawartość: Czy jest możliwa inna historia literatury? — Z historii teorii (literatury): Niektóre problemy poetyki Bachtina; Widma formalizmu; Przed-ponowoczesna powieść filologiczna; „Wróg narodu”, „Formalista nr 2”, „Kolaborant” Szostakowicz; Co nam zostało z fenomenologii? Roman Ingarden a rozwój teorii badań literackich (w Polsce i za granicą w latach 1980–2000). – Z teorii teorii (literatury): Obrona teorii (o upowieściowieniu literaturoznawstwa i powieściach profesorskich); Literaturoznawcze dyskursy faktyczne i możliwe. (O polskiej literaturze literaturoznawczej); Narracyjna i nienarracyjna koncepcja dyskursu literaturoznawczego. (O powieści historycznoliterackiej); „Zwrot” etyczny. (O narracyjnym i dramaturgicznym dyskursie literaturoznawczym ostatniego ćwierćwiecza); Ja czytam moje czytanie. (O podmiocie wypowiedzi literackiej i literaturoznawczej); Funkcja poznawcza literatury i wiedzy o literaturze. (Tezy do przyszłej antropologii literaturoznawstwa).
Przekł. poszczególnych studiów: ang.: Narracyjna i nienarracyjna koncepcja dyskursu literaturoznawczego. (O powieści historycznoliterackiej): The non-narrative concept of literary studies discourse. W: The narrative in the light of comparative studies = Le récit dans la perspective des études comparatives. Wwa 2005 s. 131–145; „Wróg narodu”, „Formalista nr 2”, „Kolaborant” Szostakowicz: The enemy of the people, the formalist number 2, the collaborator Shostakovich. „Interpretations. European Research Project for Poetics &amp;amp; Hermeneutics”, Skopje 2007 vol. 1 s. 99–119; Funkcja poznawcza literatury i wiedzy o literaturze. (Tezy do przyszłej antropologii literaturoznawstwa): On the epistomological function of literature and the literary studies. (Theses towards a future anthropology of literary studies). W: From modern theory to a poetics of experience. Frankfurt am Main; Berlin; Bern; Bruxelles; New York; Oxford; Wien 2014 s. 161–178, — ukr.: „Zwrot” etyczny. (O narracyjnym i dramaturgicznym dyskursie literaturoznawczym ostatniego ćwierćwiecza): Etičnyj povorot v literaturniznavčih doslidženiah. [Przeł.] S. Âkovenko. W: Literatura. Teorija. Metodologija. Kiïv 2006 s. 389–414.
4. Słowa i ludzie. 10 szkiców z antropologii filologicznej. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN 2013, 367 s.
Nominacja do Nagrody im. Długosza w 2014.
Zawartość: Wstęp. Zapomniane w biografii. – I. Kto jest autorem? Kim jest autor? — II. Historia domyślna („Pępek Objawiony” i upowieściowienie Arystofanesa). – III. Miejsca pamięci („Instytut Inkryminowanych Inteligentów”). – IV. Habent sua fata libelli. („Słowo” w pierwszym przekładzie „Kursu językoznawstwa ogólnego” [F. de Saussure’a]). – V. „Jedenaście myków Leninowskiej mowy”. (Chwyt udziwnienia wobec porewolucyjnych przemian języka). – VI. Chronotop. (Pojęcie, termin, metafora). – VII. Glos(s)y do heteroglozji. Mały heteroglo(s)sariusz. – VIII. Jak został zrobiony termin „zrobiony”? (Na marginesie malarstwa analitycznego Pawła Fiłonowa). – IX. Siła komentarza. (Puszkin Bachtina i formalistów). – Ja jako inni. (Autor polifoniczny). – Humor strukturalistów (fotoopowieść).
Przekł. ang. poszczególnych szkiców: Kto jest autorem? Kim jest autor?: Who is the author. W: The effect of palimpsests. Culture, literature, history. Frankfurt am Main 2011 s. 165–184. – Habent sua fata libelli. („Słowo” w pierwszym przekładzie „Kursu językoznawstwa ogólnego”): Habent sua fata libelli. (Remarks on desirable archival turn). W: The Humanities today and the idea of interdisciplinary studies. In honor of Jerzy Axer. Warsaw 2011 s. 179–197; Glos(s)y do heteroglozji. Mały heteroglo(s)sariusz: Some gloss to heteroglossia or a short heteroglossary. W: Literature, culture, tolerance. Amsterdam; Philadelphia 2009 s. 197–223.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Dylematy odbioru w teorii Romana Ingardena. „Prz. Hum.” 1978 z. 11 s. 93–102. – Prawda dzieła literackiego w rozważaniach Romana Ingardena. „Prz. Hum.” 1979 z. 3 s. 71–89. – Wartości w świecie literatury. „Prz. Hum.” 1979 z. 11/12 s. 71–88. – Stanisław Witkiewicz (1851–1915); Stanisław Witkiewicz: z pogranicza poetyki i estetyki. W: Polskie koncepcje teoretycznoliterackie w wieku XIX. Wwa 1982 s. 299–307; 308–324. – Estetyka a poetyka. (Literaturoznawcza konkretyzacja koncepcji estetycznej Stanisława Witkiewicza). „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1982/1983 s. 118–134. – Konrad Górski w międzywojennej nauce o literaturze polskiej. „Prz. Hum.” 1987 s. 35–49. – Orientacja neoidealistyczna w literaturoznawstwie polskim okresu dwudziestolecia międzywojennego. W: Z dziejów polskiej nauki o literaturze. Materiały sesji zorganizowanej przez Instytut Filologii Polskiej w 200 rocznicę powstania Katedry Literatury w Szkole Głównej Koronnej (22–24 listopada 1982). T. 1. Wwa 1987 s. 119–143. – Konteksty Ingardenowskiej filozofii literatury. W: Prace na X Międzynarodowy Kongres Slawistów w Sofii 1988. [Cz. 2.] Literaturoznawstwo, folklorystyka, problematyka historyczna. Wwa 1988 s. 315–329. Z polskich studiów slawistycznych, 7. – Ingardenowska filozofia literatury w świetle teorii literatury jako aktu mowy. W: Poszukiwania teoretycznoliterackie. Wr. 1989 s. 363–404, przekł. ang.: On Ingarden’s philosophy of literature. [Przeł.] A. Korzeniowska. W: Reflection on literature in eastern and western cultures. Wwa 1990 s. 223–250. – Mimetyczne — konwencjonalne — arbitralne (niedostrzeżony wątek Ingardenowskiej filozofii literatury). W: Reinterpretacje klasyki. Kr. 1990 s. 135–147. – „Odpowiednie dać rzeczy słowo”. „Twórczość” 1990 nr 1 s. 86–96, przedr. pt. „Odpowiednie dać rzeczy słowo”. (O filozofii w metaforze). W: Koncepcje słowa. Wwa 1991 s. 95–111 [dot. Cypriana K. Norwida]. – Język potoczny w świetle zadań ingardenowskiej filozofii (literatury). „Studia Metodologiczne = Dissertationes Methologicae” 1992 t. 27 s. 115–148. – Literatura źle widziana. W: Mitologie popularne. Szkice z antropologii współczesności. Kr. 1994 s. 167–181. – Przełom antypozytywistyczny; Fenomenologiczna filozofia literatury. W: Literatura, teoria, metodologia. Wwa 1998 s. 39–59; 88–111 i wyd. nast., przekł. ukr.: Antipozitivitskij zlam; Fenomenologična filosofija literatiri. W: Literatura. Teorija. Metodologija. [Przeł.] S. Âkovenko. Kiïv 2006 s. 114–136; 38–56. – Synteza „dla Europy”. „Prz. Hum.” 2000 nr 6 s. 61–73. – Poetyka — etyka — dogmatyka. O tak zwanym paradygmacie etycznym w literaturoznawstwie lat dziewięćdziesiątych. W: Dialog, komparatystyka, literatura. Profesorowi Eugeniuszowi Czaplejewiczowi w czterdziestolecie pracy naukowej i dydaktycznej. Wwa 2001 s. 127–150. – The literary work of art as the creative power in man. On the margin of Roman Ingarden’s theory of literary discourse. W: The creative matrix of the origins. Dynamisms, forces and the shaping of life. „Analecta Husserliana”, Hanover, NH 2003 s. 385–404. – Z punktu widzenia nauki. Teoriocentryzm i antyteoretyzm. W: Kategoria punktu widzenia w języku, w tekście i w dyskursie. Lubl. 2003 s. 267–289. – Z punktu widzenia teorii. Antyteoretyzm i teoriocentryzm wobec literaturoznawczych dyskursów faktycznych i możliwych. W: Punkt widzenia w tekście i w dyskursie. Lubl. 2004 s. 261–289. – Krytyka etyczna. W: Literatura, teoria, metodologia. Wyd. 3 zmien. i uzup. Wwa 2006 s. 418–446. – Komedia nie-ludzka. Wielcy nieobecni — twórcy literaturoznawstwa XX wieku. W: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku. Wwa 2008 s. 291–311. – Teoria w literaturze. W: Awangardowa encyklopedia, czyli słownik rozumowany nauk, sztuk i rzemiosł różnych. Łódź 2008 s. 427–448. – Tradycje nowoczesnego literaturoznawstwa polskiego. „Teksty Drugie” 2008 nr 1/2 s. 206–220. – Trwałe i zmienne. Ingardenowska koncepcja narracyjności wypowiedzi wobec bergsonizmu i formalizmu. „Ruch Lit.” 2008 z. 1 s. 1–17, przekł. ang.: Time and duration in Ingarden’s concept of the cognition of the literary work of art: on the Bergsonian origins of the narrative concept of understanding. [Przeł.:] A. Kremer. W: Roman Ingarden: ontologie, esthétique, fiction. Paris 2012 s. 117–124. – Vosprijatije Bahtina w anglojazyčnych stranach i w Polše. W: Filosofskije pošuki. Lvïv; Odessa 2008 s. 40–58. – Bachtinowska koncepcja tekstu-sieci i tekst Bachtina w sieci. W: Tekst (w) sieci. 1. Tekst, język, gatunki. Wwa 2009 s. 77–89. – Powieść mą widzę ogromną… (Wprowadzenie do antologii); Bachtin i wokół Bachtina; Wprowadzenie do kalendarium; Kalendarium; Kilka uwag o języku Bachtina; Polski słownik pojęć bachtinowskich (używanych w antologii; Komentarz edytorski. W: Ja – inny. Wokół Bachtina. T. 1. Kr. 2009 s. 9–37; 455–475; 475–501; 501–515; 515–521; 521–527. – „Smert teorii” — ujavna či faktična? „Ukraina Moderna”, Kijów 2009 s. 78–100. – Indywidualność i wielogłosowość. (O Bachtinowskiej koncepcji autora). W: Dramatyczność i dialogowość w kulturze. Pozn. 2010 s. 456–476. – Siła komentarza. W:Siła komentarza. Romantyzmy literaturoznawców. Pozn. 2011 s. 13–27. – Żurnal i protokół: dwa style krytyczne rosyjskich formalistów. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2011 z. 2 s. 319–337; wersja ang.: The protocol and the magazine. Two styles of literary criticism the so-called Russian formalism. W: Critical theory and critical genres. Frankfurt am Main 2014 s. 99–114. – Aesthetic value as a cryptonym. W: Modern slavic literary theories and comparative poetics. New spaces, new issues, new methods. Beijing 2012 s. 83–91. – Intencja (autorska) — inwencja (badawcza) — atencja (recenzencka). „Teksty Drugie” 2013 z. 5 s. 113–122. – Sub-, pre- post-, inter-, czyli jak formy prefiksalne grają w teatrze literaturoznawczej mowy? W: Przyszłość polonistyki. Koncepcje — rewizje — przemiany. Katow. 2013 s. 473–489. – Autonomia — interdyscyplinarność — profesjonalizm. W: Głosy w sprawie interdyscyplinarności. Socjologowie, filozofowie i inni o pojęciach, podejściach i swych doświadczeniach. Wwa 2014 s. 217–241. – Morskie i zamorskie podróże idei antropologii. „Slavia Meridionalis” 14, 2014 s. 1–32. – On the epistemological function of literature and literary studies. W: From modern theory to a poetics of experience. Polish studies in literary history and theory. Frankfurt am Main 2014 s. 161–178. – From circles to the school (and back again). The case of Polish structuralism. [Współaut.:] A.F. Kola. W: Theoretical schools and circles in the twentieth-century humanities. Intellectual and cultural legacy. New York 2015 s. 63–83. – Przemoc czytanek. O gatunku antologii. W: Współczesne dyskursy konfliktu. Literatura — język — kultura. Wwa 2015 s. 435–445. – Jak być dobrym historykiem (polskiej nauki o literaturze)? W: Literatura prze-pisana II. Od zapomnianych teorii do kryminału. Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź 2016, plik w formacie PDF s. 13- 40. - Spekulative Geschichtsschreibeung. „Welt der Slavenhalbjahresschrift”, Wiesbaden 2016 z. 1 s. 84–105. – Tematy kulturowe w polskim literaturoznawstwie teoretycznym: przypadek referencji albo Roman Ingarden dla początkujących i zaawansowanych. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2016 z. 4 s. 9-33, przekł. ang.: Cultural themes in Polish theoretical literary studies: a case of reference, or, Roman Ingarden for children and for adults. [Przeł.] K. Szymańska. „Prz. Filozof.-Lit.” 2017 nr 2 s. 143-159. – Writing history: shaping history of (not only Polish) literary studies. [Przeł.] K. Szymańska. „Prz. Filozof.-Lit.” 2017 nr 2 s. 9-22.
Przekłady
1. M. Bachtin: Estetyka twórczości słownej. Oprac. przekł. i wstęp: E. Czaplejewicz. Wwa: PIW 1986, 576 s. Bibl. Kryt. Współcz.
2. S. Awierincew: Na skrzyżowaniu tradycji. (Szkice o literaturze i kulturze wczesnobizantyjskiej). Przeł. i opatrzyła wstępem oraz notami biogr.: D. Ulicka. Wwa: PIW 1988, 423 s. Bibl. Kryt. Współcz.
Nagroda Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich w 1988.
3. R.P. Pogodin: Drzwi. [Powieść]. Wwa: PIW 1988, 248 s. KIK. Klub Interesującej Książ.
4. A. Sacharow: Wspomnienia. [T.] 1. Wwa: „PoMOST” 1991, 204 s.
5. W. Jerofiejew: Rosyjska piękność. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1993, 298 s. Wyd. 2 tamże 2004.
6. W. Propp: Nie tylko bajka. [Szkice]. Wybór i tłum.: D. Ulicka. Wwa: PWN 2000, 374 s.
7. W. Zubow: Lata przez mękę. Rosja 1917–1925. Wwa: Wydawn. Akademickie Sedno; Centrum Pol.-Ros. Dialogu i Porozumienia 2015, 192 s.
Prace redakcyjne
1. Oblicza samotności. Wypisy. Streszczenia. Analizy i interpretacje literackie. 4. klasa liceum. Noty, analizy i interpretacje, wybór wypisów: D. Ulicka. Streszcz.: R. Szaniawski. Wprowadzenie i oprac.: Z. Lewandowska. Wwa: Polonia Press [1995], 111 s.
2. Poetyka. Wyboru dokonała i wstępem poprzedziła D. Ulicka. T. 1–3. Wwa: UW 1997–2000. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki, t. 49, 50, 36.
T. 1. 1999, 462 s. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki. Ser. 1. Teksty. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 rozszerz. 2000 (t. 56), 477 s.; wyd. 3 zmien. 2003 (t. 70), wyd. 4 2005 (t. 70), wyd. 5 2006 (t. 73).
T. 2. 2000, 345 s. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki. Ser. 1. Teksty. Wyd. nast. tamże 2001 (t. 62).
T. 3. (Genologia; Interpretacje). 1997, 151 s. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki. Ser. 2. Opracowania. Z Prac Inst. Lit. Pol. UW.
3. Literatura, teoria, metodologia. Pod red. nauk. D. Ulickiej. Wwa: Wydawn. Dydaktyczne UW W[ydz.] P[olonistyki] 1998, 356 s. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki, t. 42. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 rozszerz. 2001, 508 s., wyd. 3 zmien. i uzup. 2006, 607 s. Z Prac Inst. Lit. Pol. UW.
Przekł. ukr.: Literatura, teoriâ, metodologiâ = Literatura, teoria, metodologia. [Red.:] D. Ulic’koï. [Przekł.] S. Âkovenko. Kiïv 2006.
4. Teoria literatury i metodologia badań literackich. Wyboru dokonała i wstępem poprzedziła D. Ulicka. Wwa: W[ydz.] P[olonistyki] UW 1999, 315 s. Mater. Do Ćwiczeń — UW Wydz. Polonistyki, t. 48.
5. Polskie oblicza feminizmu. Materiały z konferencji „Polskie oblicza feminizmu”, Uniwersytet Warszawski 8 marca 1999 roku. Pod red. W. Chańskiej i D. Ulickiej. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2000, 208 s.
6. Dialog, komparatystyka, literatura. Profesorowi Eugeniuszowi Czaplejewiczowi w czterdziestolecie pracy naukowej i dydaktycznej. Pod red. nauk. E. Kasperskiego i D. Ulickiej. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra — Jr 2002, 571 s.
7. Teoretycznoliterackie tematy i problemy. Wyboru dokonała i wstępem poprzedziła D. Ulicka. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2003, 599 s. Z Prac Inst. Lit. Pol. UW.
8. O.M. Freudenberg: Semantyka kultury. Red. nauk.: D. Ulicka. Wstęp: W. Grajewski. Kr.: Universitas 2005, XXXVI, 381 s.
9. Derrida — Adirred. Pod red. D. Ulickiej, Ł. Wróbla. Pułtusk: Akad. Hum. im. A. Gieysztora; Ofic. Wydawn. Aspra — JR, 2006, 468 s. Ser. z Ostem.
10. Tradycje polskiej nauki o literaturze. Warszawskie Koło Polonistów po 70 latach. Praca zbiorowa. Pod red. D. Ulickiej i M. Adamiaka. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2008, 217 s.
Materiały z konferencji, 19 X 2006, Wwa.
11. Ja – inny. Wokół Bachtina. Antologia. Red.: D. Ulicka. T. 1–2. Kr.: Universitas 2009, 543 + 597 s.
12. Tekst (w) sieci. 1. Tekst, język, gatunki. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. i Profesjonalne. Grupa Kapitałowa WSiP 2009, 315 s.
13. Dramatyczność i dialogowość w kulturze. Pod red. A. Krajewskiej, D. Ulickiej, P. Dobrowolskiego. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2010, 552 s. Bad. Interdyscyplinarne — UAM, 19.
14. G. Tihanow: Pan i niewolnik: Lukacs, Bachtin i idee ich czasów. Przeł. M. Adamiak. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Ofic. Nauk. 2010, XXXI, 380 s. Visiae Mundi, 4.
15. Strukturalizm w Europie Środkowej i Wschodniej. Wizje i rewizje. Pod red. D. Ulickiej i W. Boleckiego. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL 2012, 521 s. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol.
16. A. Gładilin: Ulica generałów. Przeł. A. Wołodźko-Butkiewicz. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. Sedno 2014, 277 s.
17. B. Pasternak, O.M. Frejdenberg: Na całe życie. Listy 1910–1954. Przeł. W. Grajewski. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. Sedno; Centrum Pol.-Ros. Dialogu i Porozumienia 2014, 456 s.
18. I. Ratuszynska: Szary — kolor nadziei. Przeł. H. Chłystowski. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. Sedno; Centrum Pol.-Ros. Dialogu i Porozumienia 2014, 288 s.
19. M. Robinson: Losy elity akademickiej. Rosyjska slawistyka od roku 1917 do początku lat 30. Przeł. M. Skarżyński. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. Sedno; Centrum Pol.-Ros. Dialogu i Porozumienia 2014, 576 s.
20. Eisenstein o Meyerholdzie. Przeł.: H. Chłystowski. Wybór, oprac. i przyp. W. Zabrodin. Red. nauk.: D. Ulicka. Wwa: Wydawn. Akad. Sedno; Centrum Pol.-Ros. Dialogu i Porozumienia 2015, 372 s.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiad: Od innej strony: z prof. Danutą Ulicką, redaktor naukową „Serii Rosyjskiej”. Rozm. M. Kąpiel. „Nowe Książ.” 2017 nr 4.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	P. BOHUSZEWICZ: Teoria literatury doby „zwrotów”. O jubileuszowej ankiecie „Tekstów Drugich”. „Przestrzenie Teorii” 2012 nr 17.

&amp;nbsp;
Ingardenowska filozofia kultury

 	J. DUNUN: Konteksty ingardenologii. „Nowe Książ.” 1993 nr 4.

&amp;nbsp;
Granice literatury i pogranicza literaturoznawstwa

 	Z. MITOSEK: Ingarden ponowoczesny? „Teksty Drugie” 1999 nr 6.
 	K. BARTOSZYŃSKI. „Pam. Lit.” 2000 z. 4.
 	R. NYCZ. „Ruch Lit.” 2000 z. 1.
 	M. RÓŻEWICZ. „Kwart. Filozof.” 2002 z. 3.

&amp;nbsp;
Literaturoznawcze dyskursy możliwe

 	J. PŁUCIENNIK. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2008 z. 1/2.
 	A.F. KOLA: Nie-klasyczna historia teorii literatury Europy (Środkowo-) Wschodniej. „Teksty Drugie” 2009 nr 4, przedr. zmien.: „Slavica Litteraria” 2011 nr 2 [dot. także: Tradycje polskiej nauki o literaturze].
 	A. SKRENDO: Swego nie znacie, cudze chwalicie. „Litteraria Copernicana” 2010 nr 1.

&amp;nbsp;
Słowa i ludzie

 	Z. MITOSEK: Bachtin raz jeszcze. „Teksty Drugie” 2015 nr 5.

&amp;nbsp;
Tradycje polskiej nauki o literaturze

 	A.F. KOLA: Nie-klasyczna historia teorii literatury Europy (Środkowo-) Wschodniej. „Teksty Drugie” 2009 nr 4, przedr. zmien.: „Slavica Litteraria” 2011 nr 2 [dot. także: Literaturoznawcze dyskursy możliwe].

</document>
<document nplp_id="2825" title="Witold WEDECKI" slug="witold-wedecki">ur. 1944

Pełna forma nazwiska: Wedecki-Leliwa.

Pseud.: Borinow-Wedecki.

Prozaik.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 30 listopada 1944 w Wilnie; syn Leona Wedeckiego, prawnika, i Kazimiery z Wojszwiłłów. W okresie II wojny światowej został wraz z rodziną wywieziony przez władze sowieckie na Syberię. Uczęszczał do szkoły kadeckiej w Baku. W końcu lat pięćdziesiątych przyjechał wraz z matką w ramach tzw. repatriacji na Śląsk. Zamieszkał w Gliwicach. Po zdaniu matury studiował architekturę na Politechnice Śląskiej. Uzyskawszy dyplom, pracował jako architekt. Debiutował jako pisarz w 1965 wierszem Martwa natura, ogłoszonym w tygodniku „Odgłosy” (nr 13; podp.: W. Borinow-Wedecki); w 1970 opublikował arkusz poetycki pt. Uczty. W następnych latach wysyłał opowiadania i reportaże na konkursy literackie, otrzymując wielokrotnie nagrody i wyróżnienia. Zajmował się też grafiką i malarstwem. W 1986–89 wydrukował kilka opowiadań na łamach tygodnika „Tak i nie”. W 1996 zaczął ogłaszać powieści, w dużej części poświęcone tematyce kresowej.

Ma syna Olgierda. Mieszka w Gliwicach.



TWÓRCZOŚĆ
1. Uczty. [Wiersze]. Katow: Śląsk; staraniem Śląskiego Funduszu Lit. przy ZLP 1971, 39 s. Propozycje, 7.
2. Bielsze od czerni. Obrazy. [Powieść]. Do druku przygotował i przedm. opatrzył R. Samsel. Warszawa: Ipsylon 1996, 206 s.
3. Wejście i wyjście. [Powieść]. Wwa: Kopia 2000, 335 s.
4. Klęski i nadzieje. Cz. 1. [Powieść]. Wwa: Fundacja Sztuki na rzecz „Integracji”, 2001, 145 s.
5. Wolni. Witraż. [Powieść]. Katow.: Ofic. Wydawn. Migo 2003, 410 s.
6. Czarne rondo. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2006, 303 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2007.
7. Romanse. Witraż. [Powieść]. Katow.: Kos 2007, 306 s. Rajski Ptak.
8. Drewniane kule. Witraż. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2010, 286 s.
9. Gryps prywatnego koloru. Witraż. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2011, 247 s.
10. Dom pod czerwoną blachą. Opowieść o Kresach, których już nie ma. [Powieść]. Wwa: Bellona 2012, 317 s.
11. Pani Kazimiera. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2012, 229 s.
12. Barbarzyńcy. Witraż. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2013, 244 s.
13. Oprychy. Witraż. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2014, 220 s.
14. Mrok. Opowieść o kresach, których już nie ma. Wwa: Bellona 2015, 406 s. Dom pod czer. blachą.
15. Wyspa — miejsce specjalne. Studenterskie balangi. [Powieść]. Katow.: Śląsk 2015, 372 s.
&amp;nbsp;



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.

&amp;nbsp;
Uczty

 	S. NYCZAJ: Kłopotliwy prezent. „Opole” 1970 nr 11 [rec. zbior. serii; dot. m.in. Uczty].
 	H. JERZMAŃSKI: Poezja nieplewiona. „Nowe Książ.” 1972 nr 11.

&amp;nbsp;
Bielsze od czerni

 	J. KOPROWSKI: Obrazy bielsze od czerni. „Wiad. Kult.” 1997 nr 7 s. 21.

&amp;nbsp;
Czarne rondo

 	M. ORAMUS: Przegrana zwycięska wojna. „Dz. Pol.” 2006 nr 255.
 	A. MORAWIEC: Opowiadaj to. „Nowe Książ.” 2007 nr 3.
 	G. WYSOCKI: O tym, że w Ameryce każdy ma samochód i na ręce zegarek, a w Ejszyszkach to już niekoniecznie. „artPAPIER” [on-line] 2007 nr 80 [dostęp 7 września 2015]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?pageartykul&amp;amp;wydanie33&amp;amp;artykul718.

</document>
<document nplp_id="2827" title="Adam WIEDEMANN" slug="adam-wiedemann">ur. 1967

Poeta, prozaik, krytyk literacki i muzyczny.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 24 grudnia 1967 w Krotoszynie; syn Jerzego Wiedemanna i Janiny z domu Kubiak. Dzieciństwo spędził w Borzęcicach, Obrze Starej i Książenicach pod Grabowem nad Prosną. Uczęszczał do Liceum im. M. Skłodowskiej-Curie w Ostrzeszowie. Po zdaniu w 1986 matury studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie; magisterium uzyskał w 1991. W 1986 debiutował recenzją Opowiadań dawnych i nowych A. Ziemnego pt. Historia niewidoczna, opublikowaną w tygodniku „Kultura” (nr 25). Jako poeta i prozaik debiutował utworami, które zostały nagrodzone w konkursie prozatorskim i poetyckim dwumiesięcznika „Czas Kultury” i ogłoszone w 1991 na jego łamach: opowiadaniem pt. Śmierć Zbigniewa Herberta (nr 26/27) i wierszem o incipicie: „Wsiadłem. W przedziale siedział tylko jeden facet…” (nr 31). W piśmie tym publikował utwory poetyckie także w następnych latach. Wiersze, opowiadania, a także recenzje literackie i muzyczne oraz felietony ogłaszał również m.in. w „Twórczości” (1994, 1996, 2006-09), „FA-art” (1995-99, 2003-08 z przerwami), „Kresach” (1995, 1998, 2002, 2005, 2008), „Znaku” (1995-2002), „Odrze” (1996-2008, z przerwami), „Tygodniku Powszechnym” (1996-2005; tu głównie recenzje płyt), „Res Publice Nowej” (1998-2009 z przerwami; tu m.in. w 2001-07 felietony muzyczne w rubryce Dziennik ucha), „Studium” (1998-2004; także do 2001 członek zespołu redakcyjnego), „Przekroju” (tu w 2001 cykl Dziennik „duszy” i Dzienniczek lipski), „Pograniczach” (2003-09) ) i „Blizie” (od 2009; tu m.in. cykl Ucho w rosole). W 1998-2001 był członkiem zespołu redakcyjnego pisma „Studium”, w którym nadto w 1996-04 (z przerwami) drukował swoje utwory. Przekładał poezję z języka ukraińskiego, słoweńskiego i angielskiego. Zajmował się także malarstwem, rysunkiem i ilustracją książkową; prezentował swoje prace na wystawach indywidualnych. Należał do Grupy Plastycznej im. Franka Zappy. Wziął udział w kursie złocenia architektury prowadzonym przez artystę grafika, prof. Eugeniusza Geta-Stankiewicza. Był laureatem wielu nagród, m.in. w 1999 Fundacji im. Kościelskich w Genewie i w 2008 Nagrody Literackiej Gdynia. Otrzymał kilkakrotnie stypendia literackie: Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2002, 2004, 2010), a także niemieckie Hermann-Kesten-Stipendium (Norymberga 2000) i Künstlerdorf Schöppingen (2000) oraz amerykańskie International Writing Program (Iowa City 2004). W 2009 został członkiem SPP i Polskiego PEN Clubu. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Samczyk. [Wiersze]. Pozn.: Obserwator 1996, 65 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 18. Przedr. zob. poz. 11.
Zawiera wiersze w działach: Cz. I. (1989-1990); Sierpień 1991; Cz. 2. (1991-1993); Cz. III. (1994); Cz. IV (1995).
2. Bajki zwierzęce. [Wiersze]. Rys.: P. Zielona. Wr.: Pomona 1997, 36 s. bibl. 44, t. 5. Wyd. 2 Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2002, 45 s. Port Legnica 2002, 10.
Wyd. 1 w nakł. 44 egz.
Zawartość: Bajki zwierzęce; Bajki odnalezione; Trzy poematy.
3. Wszędobylstwo porządku. [Opowiadania]. [Posł.:] H. Bereza. Kr.: Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ; Zielona Sowa [1997], 72 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, 5.
Nagroda Pol. Tow. Wydawców Książek i Bibl. Raczyńskich w Pozn. oraz nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1998.
Zawartość: Hera; Pierwszy raz; Ciągle jeszcze jest w Polsce ta przykrość…; Szczeknięcie lata; Drugi dzień potrzebuje pierwszego dnia; Co?; Przestać być pocałunkiem; Śmierć Zbigniewa Herberta; Nieszczęsny Jaś; Wschodni czy Zachodni?; Śmierć za idee; Widelec; Prześpię się w twoim ogniu; Szczęście w spodniach; Święty Witoldzie módl się za nami. – H. Bereza: Swoboda [posł.].
4. Ciasteczka z kremem. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 15 s. Barbarzyńcy i Nie, 13.
Zawiera wiersze w działach: I; II. Ciasteczka z kremem; III.
5. Długo w noc. Sonata. [Wybór wierszy]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 15 s. Barbarzyńcy i Nie.
6. Rozrusznik. [Wiersze]. Kr.: WL 1998, 60 s. Przedr. zob. poz. 11.
7. Sęk, pies, brew. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 1998, 136 s. Archipelagi.
W 1999 Nagroda Fundacji im. Kościelskich, Nominacja do Nagrody Lit. Nike.
Zawartość: Eliada. Opowiadanie bergmanowskie; Gwałtowne pogorszenie słuchu. Opowiadanie zachowawcze; Pudel. Opowiadanie intertekstualne; Kapitan. Opowiadanie pornograficzne; Sens życia. Opowiadanie śródziemnomorskie.
Przekł.: niem.: Gewaltige Verschlechterung des Gehörs. [Przeł.:] R. Matwin-Buschmann, E. Kinsky. Göttingen 2001, – ros.: Gde sobaka zaryta. [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2003.
8. Konwalia. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 53 s. Port Legnica 2001, t. 8. Przedr. zob. poz. 11.
9. [Tekst w:] Z. Janin: I love you too = ja ciebie też : czerwiec-sierpień 2001. [Katalog wystawy]. [Teksty:] S. Szabłowski, R. Lewandowski, … Tłum. A. Zapałowski. Bytom: Galeria Kronika; Jelenia Góra: BWA 2001, 32 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
10. Kalipso. [Wiersze]. Wwa: Prószyński i S-ka 2004, 54 s. Przedr. zob. poz. 11.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2005.
Zawiera m.in : Pięć małych traktatów.
11. Sceny łóżkowe. Kr: Korporacja Ha!art 2005, 199 s. [Ser. Prozatorska, 2].
Zapis snów z l. 1987-2000.
Przekł. słoweń.: Prizori iz postelje. [Przeł.] T. Jamnik. [Il.] … Ljubljana 2007.
12. Czyste czyny. Wiersze zebrane 1989-2006. Pozn.: Wyd. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2007, 47 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 14.
Zawiera wiersze z tomów 1, 6, 8, 10, 13 oraz wiersze spoza zbiorów. – A. Skrendo: Czysta radość. [Posł.].
Przekł. serb.: Čista posla. [Przeł.] B. Rajčic. Beograd 2010.
13. Pensum. [Wiersze]. Pozn.: Wyd. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2007, 47 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 6. Przedr. zob. poz. 12.
Nagroda Lit. Gdynia i nominacja do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” w 2008.
14. Filtry. [Wiersze]. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 2008, 32 s. Bibl. Nocy Poetów, 28.
Nominacja w kategorii książka roku do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2009.
15. Dywan. [Wiersze]. Pozn.: Wyd. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 50 s. Bibl. Poezji Współcz., 18.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2011.
16. Końcówki. Henryk Bereza mówi. [Wywiad rzeka]. [Współaut.:] P. Czerniawski. Kr.: Korporacja Ha!art 2010, 175 s.
17. Odpowiadania. Wr.: Stow. Kult.-Artyst. „Rita Baum” 2011, 222 s. Bibl. Rity Baum.
Zawartość: Księżyc i jego krytyk; Nieznany fragment „Obciachu” Kingi Dunin; Teoria poznania; Lotta w Krakowie; „Cały las pełen dziadka”; Rok w Medanie; Goldfinger meets a goldfish; Heiliger Dankgesang eines Genesenden; Wilanów; Placówka; W Szwajcarii; WSZYSTKO PRZESZKADZA; Przygoda; Weź ręce od mojego przyjaciela!; Philips &amp;amp; Myama; Polonia w Kolonii; Keep walking; Umorzenie; Nieznany frgament powieści Andrzeja Żóławskiego; Niewinność.
18. Domy schadzek. [Wiersze]. Wybór i posł.: M. Topolski. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 459 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 46.
19. Adam Wiedemann. Antologia. [Wybór wierszy]. Wwa: Hachette Polska 2013, 189 s. Poezja Polska, 73. Kolekcja Hachette.

20. Z ruchem. [Wiersze]. Pozn.: Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2014, 52 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 85.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2015.
21. Karpie. [Wiersze]. Rys.: A. Wiedemann. Tor.: „Inter-. Literatura-Krytyka-Kultura”. Zakład Antropologii Literatury i Edukacji Polonistycznej. Inst. Literatury Pol. UMK 2015, 9 s. Bibl. „Inter”- Ser. Poetycka Jeden, t. 1.
22. Metro na Żerań. [Wiersze]. Il.: A. Wiedemann i R. Ryba-Rybicki. Pozn.: WBPiCAK [Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury] 2016, 69 s. Bibl. Poezji Współcz., 113.
23. Poczytalność. Przygody literackie. Oprac. [i posł.]: T. Dalasiński. Wr.: Wrocławskie Wydawn. Warstwy 2016, 452 s.
Tom stanowi komplet z poz. 24. – Zawiera wybór szkiców i recenzji lit. ze wstępem A. Wiedemanna, m.in. w dziale szkiców: Czy czyta pani Czycza? Czy Czycza pani zna?; Cztery powieści unistyczne; Paradoks Wirpszy; Komentarz do odczytu Karola Tarnowskiego o pocieszeniu, jakie daje sztuka; Wycieczka w góry. Przyczynek do badań nad Kosmosem [W. Gombrowicza]; Pamflet na mistrza [dot. K. Irzykowskiego]; Ta mała na „ś” [dot. A. Sosnowskiego]; Mieczysław Jastrun. Poezja i wielkość; Szukanie Boga; Konstanty P. pisze wiersze na studiach w USA [K. Puzyna]; Wał [dot. Cz. Miłosza]; Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć [dot. W. Szymborskiej]; Ponad wszelką współczesność [dot. M. Piotrowskiego].
24. Posłuszność. Przygody muzyczne. Oprac.: I. Puchalska. Wr.: Wrocławskie Wydawn. Warstwy 2016, 492 s.
Tom stanowi komplet z poz. 23. – Zawiera wybór felietonów, recenzji i relacji dot. muzyki ze wstępem A. Wiedemanna i posł. A. Czarneckiej.

Wybory wierszy w przekł.: ang.: Free over blood. [Oprac.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011, – serb.: Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2013, – słoweń.: Izbrane pesmi. [Przeł.] P. Čučnik. Maribor 2002, – ukr.: Nove pomeškanâ. [Przeł.] M. Kìânovs'ka. Ternopìl' 2015.

Przekłady utworów A.Wiedemanna w antologiach zagranicznych: ang.: Altered state. The new Polish poetry. Todmorden 2003; Carnivorous boy carnivorous bird. [Red.:] M. Baran, A. Skucińska, E. Wójcik-Leese. Brookline, MA 2004; Free over blood. Contemporary Polish writing in translation. [Red.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i oprac.:] Â. Denel i M. Vožnâk. Plovdiv 2014, – chorw.: Orkestru iza leða. [Przeł.:] I. Vidovic Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – czes.: Bílé propasti. [Przeł.:] B. Trojak, R. Putzlacher-Buchtová, L. Martinek, M. Zelinský. Skalice nad Svitavou, Brno 1997, – hiszp..: Poesía a contragolpe. [Wybór przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – niem.: Landschaften und Luftinseln. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000; Mozarts Zauberkutsche. Neue literarische Nachschriften. [Red.:] A. Knafl. Wien 2006; Poezja polska po przełomie – Pokolenie '89 = Polnische Poesie nach der Wende - Generation '89. [Red.:] R. Hodel. Hamburg; Wwa 2008; VERSschmuggel. Polnisch- und deutschsprachige Gedichte = WERSszmugiel. Antologia poezji polsko- i niemieckojęzycznej. [Red.:] A. Maurin, T. Wohlfahrt. Heidelberg; Brzeg 2010, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Przedm., red., tłum.:] B. Rajčić. Beograd 2012; Atlas evropske lirike. Iz moderne poezije evropskih naroda čije manjine žive u Bosni i Hercegovini. [Red.:] M. Šindić, Z. Kecman. Banja Luka 2013; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2013, – słoweń.: Piši mi Medana. [Red.:] A. Šteger, D. Šarotar, I. Divjak. [Medana] 1999; Akslop poljska nazaj. [Oprac.:] P. Čučnik. Ljubljana 2005; Vilenica 2001. Mednarodno pisateljsko srečanje = International Writers' Gathering = Rencontre internationale des écrivains. [Red.:] I. Osojnik, B. Šubert. Ljubljana 2011 ; Moral bi spet priti. Sodobna evropska gejevska poezja. [Red. :] B. Mozeli. [Przeł. :] A. Mustar, N. Subiotto. Ljubljana 2009, – szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Çağdaş Polonya edebiyatı antolojisi. [Przekł.] N. Yüce İstanbul 2014, – ukr.: Pìdkazanij Mìloš. Kiïv [2012].
Przekłady
1. P. Čučnik: Zapach herbaty. Przeł.: K. Šalamun-Biedrzycka, A. Będkowska-Kopczyk, A.Wiedemann. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2002, 68 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”. Nowa Poezja Słoweńska , 53.
2. M. Komelj: Rosa. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 52 s. Port Legnica 2003.
3. P. Semolič: Wiersze wybrane. W przekł. A. Będkowskiej-Kopczyk, K. Šalamun-Biedrzyckiej, A.Wiedemanna. Posł.: A.Wiedemann. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 68 s. Port Legnica 2003.
4. A. Bondar: Jogging. [Wiersze]. Nowa Ruda: „Mamiko” Apolonia Maliszewska 2005, 85 s. Poezja Ukraińska.
5. P. Čučnik: Praca i dom. Przeł.: M. Olszewski i A.Wiedemann. Gdańsk : słowo/obraz terytoria, 2009, 67 s. Europejski Poeta Wolności. Nominacje.
Prace redakcyjne
1. Opowiadania o miłości. Wybór: W. Bonowicz, A.Wiedemann. Kr.: Znak 1998, 194 s.
2. M. Piotrowski: Czerwona piłka. Dramaty. Wybór i wstęp: A.Wiedemann. Oprac. tekstów: B. Mieszkowska. Wwa: Wydaw. IBL PAN 2012, Dramat Pol. Reaktywacja, t. 2.

&amp;nbsp;



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Depattitacja i inne opowiadania. Rozm. D. Różycka. „Studium” 1998 nr 10; Przeciwstawiłbym się nieco jury. Rozm. D. Ćosić. „Dz. Pol.” 1999 nr 302; „O przyjaźni już się nie rozmawia”. Rozm. P. Zawadzki. „Tytuł” 2000 nr 3; Zawile i rozwiąźle. Rozm. T. Pióro. „Dz. Portowy” 2001 nr 3; Bezwzględny humor domkniętej książki. Rozm. J. Fiedorczuk. „Dz. Portowy” 2002 nr 6 [dot.: Bajki zwierzęce]; I co mi da, że sobie zobaczę. „Dz. Portowy” 2004 nr 11; Nie kpię, tylko pytam o drogę. Rozm. M. Grzebalski. „Czas Kult.” 2004 nr 4; Uchodzę za nieszkodliwego kpiarza. Rozm. K. Kwiecień. „Kraków” 2005 nr 12; Lekkoduszny oczywizm. Rozm. I. Noszczyk. „Mrówkojad” 2007 nr 5; Piękna wtopa. Rozm. D. Skarbek. W: …widoki są niejadalne… Wwa 2007; Pointę mamy już za sobą. Rozm. D. Foks. „Machina” 2007 nr 16; Wyciskanie, osmoza, piekarnia. Rozm. C. Domarus. „Polska The Times” 2008 nr z 3 XI dod. „Dod. Lit. Gaz. Nagrody Lit. Gdynia” nr 3; Zupełnie inna przyjemność. Rozm. B. Sadulski. „Odra” 2008 nr 9; Zakamuflowane lodówki pełne mięsa. (AdamWiedemann i Michał Płaczek mówią Kubie Przybyłowskiemu o urokach związku dwóch pisarzy). „Lampa” 2009 nr 5; W sztuce tracenia warto dojść do wprawy. Rozm. M. Orliński. „Neurokultura” 2010 nr 1.

&amp;nbsp;

 	Bibliografia. W: …widoki są niejadalne… O twórczości Adama Wiedemanna. Wwa 2007.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	…widoki są niejadalne… O twórczości Adama Wiedemanna. Pod red. D. Skarbka. Wwa: Semper 2007, 208 s. [Zawartość: D. SKARBEK: Nie patrzę, ale widzę; A. KULA: Słonie są zaraźliwe [dot.: Bajki zwierzęce]; D. SKARBEK: Samples from, czyli Proteuszowy ból przemiany (rzecz o „Rozruszniku”); A. GRABOWSKI: Adam na Szlaku w Międzyczasie (rozmyślania nad „Konwalią”); J. KLEJNBERG: Już czas oddać rzeczy do pralni [dot.: Kalipso]; A. KAMIŃSKI: Wędrówki starożytne. O „Kalipso”; K. NIKLASIŃSKI: Notatka błyskawiczna w proszku z „Wszędobylstwa porządku” Adama Wiedemanna; A. MORAWIEC: Horror methaphysicus, czyli banalizm rzekomy. (Uwagi o prozie Adama Wiedemanna), przedr. w tegoż: Polityczne, prywatne, metafizyczne. Tor. 2014; K. MALISZEWSKI: Bez widoków na przyszłość, czyli śmietnik narracji (wokół „Sęk pies brew” Adama Wiedemanna); M. WILK: Tombola. O „Scenach łóżkowych” Adama Wiedemanna; A. GŁOWA: Wszystko to takie niewinne i wesołe … (o rysunkach Adama Wiedemanna). - Piękna wtopa (z Adamem Wiedemannem rozm. D. Skarbek)].

&amp;nbsp;

 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: W poszukiwaniu absolutnego słuchu. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	K. DUNIN: Adam Wiedemann. [Szkic]. ]. [Przeł.] M. Lami. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 18 s. [tekst w jęz. niem.; zawiera także przekł. utworów pisarza].
 	K. MALISZEWSKI: Wiedemann; sympatyczne fragmenty… W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	Tenże: Odyseusz i Kalipso. W tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. MORAWIEC: Horror metaphysicus, czyli banalizm rzekomy. Uwagi o prozie AdamaWiedemanna. „Twórczość” 2006 nr 4, przedr. w: …widoki są niejadalne… O twórczości Adama Wiedemanna. Wwa 2007.
 	A. CZARNACKA: Okoliczniki słuchu. „Res Publica Nowa” 2007 nr 1.
 	D. SKRABEK: Transgresja sensu: „Cięgi” AdamaWiedemanna i muzyka. „Kresy” 2007 nr 1/2.
 	A. SKRENDO: Podejścia Wiedemanna. „Twórczość” 2008 nr 10, przedr. w tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013 [dot. gł.: Pensum].
 	H. BEREZA: Uciecha. „Twórczość” 2009 nr 5.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Blisko siebie. „Res Publica Nowa” 2009 nr 7, przedr. w tegoż: Horror poeticus. Wr. 2012 [dot. też: I. Stokfiszewski: Zwrot polityczny].
 	A. SKRENDO: Czysta przyjemność. Patafizyka Wiedemanna. W tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013.
 	H. BEREZA: Listy do poetów: do Adama Wiedemanna. „Elewator” 2014 nr 2.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski: epopeja rozkładu. Motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci). Katow. 2015, passim.

&amp;nbsp;
Samczyk

 	W. KUCZOK: Zmyłki autoteliczne. „FA-art” 1997 nr 1.
 	K. MALISZEWSKI: Fragmenty bardzo sympatycznego psa. „Dykcja” 1997 nr 6.
 	J. WINIARSKI: Podróż w sprawach wiecznych. „Studium” 1997 nr 7/8.
 	R. KOBIERSKI: Sakralizacja rzeczywistości. „Kartki” 1998 nr 18.

&amp;nbsp;
Bajki zwierzęce

 	R. KOBIERSKI: Rzecz o urojeniach. „Studium” 1997 nr 9.
 	[G. JANKOWICZ] Jankovitsch: Foreign Correspondent. „Dz. Portowy” 2002 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Wszędobylstwo porządku

 	H. BEREZA: Czytane w maszynopisie. „Twórczość” 1997 nr 4 [tu pt. Swoboda].
 	K. DUNIN: Wspak od wysp Miłosza. „Twórczość” 1998 nr 4, przedr. w tejże: Karoca z dyni. Wwa 2000.
 	A. EKIERHARDT: Struktura oswojonego chaosu. „Kartki”, Białystok 1998 nr 17.
 	G. OLSZAŃSKI: Śmierć AdamaWiedemanna. „FA-art” 1998 nr 4.
 	M. ORSKI: Porządki bytu. „Prz. Powsz.” 1998 nr 7/8.
 	M. STALA: Nietrwałe formy istnienia. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 12, przedr. w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Proza postadolescencyjna. „Kur. Czytelniczy” 1998 nr 42.
 	M. ZALESKI: Niechybność tego i owego. „Res Publica Nowa” 1998 nr 7/8.

&amp;nbsp;
Rozrusznik

 	J. ORSKA: Wiedemann Mix. „Nowe Książ.” 1999 nr 2.
 	J. SZAKET: 40 kaczek (i niedźwiedź). „FA-art” 1999 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Odwołanie portretu. (O Adamie Wiedemannie). „Tyg. Powsz.” 1999 nr 14, przedr. w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Sęk, pies, brew

 	P. BRATKOWSKI: Sęk w grze. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 264.
 	M. CIEŚLIK: Białoszewski był jeden. „Życie” 1998 nr 294.
 	K. DUNIN: Nagi prozaik czyli rozbieranie Wiedemanna. „Kur. Czytelniczy” 1998 nr 49.
 	H. BEREZA: Koincydentalność. „Twórczość” 1999 nr 3.
 	M. CICHY: Rzeczywistość nie odpowiada prawdzie. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 114.
 	R. CHOJNACKI: Biały kwadrat na białym tle. „Studium” 1999 nr 1/2.
 	M. GOLAK: Popatrz to tylko chaos. „Kartki”, Białystok 1999 nr 19.
 	Ł. GOŁĘBIEWSKI: Zgrabna fabuła to za mało. „Rzeczpospolita” 1999 nr z 13 I. – M. JANION: Przygody przygodnej podmiotowości. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 1, przedr. w tejże: Żyjąc tracimy życie. Wwa 2001.
 	J. KORNHAUSER: Postscriptum (12). „Kwart. Artyst.” 1999 nr 1.
 	M. MIZURO: Wszędobylstwo chaosu. „Odra” 1999 nr 7/8.
 	J. ORSKA: Ni to pies ni to brew. „Arkusz” 1999 nr 7.
 	R. OSTASZEWSKI: Rozpaczliwie szukając sensu Sensu. „Nowe Książki” 1999 nr 5.
 	M. PARJASZEWSKA: Wejście na bardzo krętą ścieżkę. „Życie Warsz.” 1999 nr 16.
 	J. WILENGOWSKA: Bóg w ubikacji. Banalizm nie. „Portret” 1999 nr 8/9.
 	I. ZIÓŁKOWSKI: Sęk w tym że pies ma brew. „Znak” 1999 nr 9.
 	M. ORSKI: Szarady Adama Wiedemanna. „Prz. Powsz.” 2000 nr 1, przedr. w tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	G. JANKOWICZ: Podręcznik kompozycji. „Ha!art” 2001 nr 2.

&amp;nbsp;
Konwalia

 	W. BONOWICZ: „Wiersze ludowe”. „Nowe Książ.” 2001 nr 9 [dot. też: K. Siwczyk: Dane dni].
 	M. WITKOWSKI: Ocalić historię biustonosza. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 220 dod. „Mag. z Książ.” nr 8.
 	T. DĄBROWSKI: Piszę by przekazywać ludzkości istotne prawdy. „Studium” 2002 nr 3/4.

&amp;nbsp;
Kalipso

 	T. DĄBROWSKI: Helikopter Wiedemanna. „Lampa” 2004 nr 4/5.
 	K. MALISZEWSKI: Kochaj siebie, Wiedemann. „Czas Kult.” 2004 nr 4.
 	J. SZAKET: Lody, lody na śmietanie… „FA-art” 2004 nr 1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: I tak dalej, w pustkę. „Res Publica Nowa” 2005 nr 1, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	J. ORSKA: Auto-apo-kalipso. „Odra” 2006 nr 2.

&amp;nbsp;
Sceny łóżkowe

 	P. CZAPLIŃSKI: Sennik polski według Wiedemanna. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 265.
 	K. MALISZEWSKI: Jakże piękny musi być mózg. „Czas Kult.” 2005 nr 6.
 	Ł. JEŻYK: Język w pościeli. „Odra” 2006 nr 2.
 	J. MADEJSKI: „Ukroić kawałek placka”. „Nowe Książ.” 2006 nr 2.
 	A. PLUSZKA: Pokój śniadaniowy. „Twórczość” 2006 nr 2.
 	M. ROBERT: Sceny (oniryczne) z życia artysty. „Topos” 2006 nr 4.
 	W. RUSINEK: Sen Bies Wiedemanna. „FA-art” 2006 nr 1/2.
 	M. WILK: Literackie opanowanie rzeczywistości (łóżkowej), czyli śnienie (nie)oczywiste. „Pogranicza” 2006 nr 1.
 	N. LEMANN: Gurami mozaikowy dyryguje Beethovenem. Oniryczny panfikcjonalizm „Scen łóżkowych” Adama Wiedemanna. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2012 [nr] 1.
 	W. OWCZARSKI: Od dziennika do sennika. Sceny łóżkowe. W tegoż: Sennik polski. Gdańsk 2014.

&amp;nbsp;
Czyste czyny

 	A. CZARNACKA: Kto uczy się od psa, ten ma wyłącznie piątki. „Lampa” 2009 nr 5.
 	A. KAŁUŻA: Zrób sobie klucz. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 21 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	E. WINIECKA: Co można zdziałać słowami? „Czas Kult.” 2009 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI. „Odra” 2010 nr 1, przedr. jako fragm. Z notatek (2) w tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
 	A. KAŁUŻA: Feedback – komunikacyjny porządek sfery publicznej w tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011 [dot. też: G. Wróblewski: Hotelowe koty].

&amp;nbsp;
Pensum

 	K. MALISZEWSKI. „Odra” 2007 nr 9.
 	A. MARCHEWKA: Tylko i aż : Adam Wiedemann wydał swoją najlepszą książkę poetycką. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 25.
 	A. PIECH-KLIKOWICZ: Zmielone, roztarte. „Nowe Książ.” 2007 nr 9.
 	D. FOKS: Siedzieć jak Budda. „Polska The Times” 2008 nr z 9 VI dod. „Dod. Lit. Gaz. Nagrody Lit. Gdynia” nr 2.
 	J. ORSKA: Istoty z odrębnych środowisk. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
 	T. PUŁKA: Czy ktoś się już rozegrał? „Tygiel Kult.” 2008 nr 10/12.
 	M. JAWORSKI: Kłopotliwe spotkanie. („Ziemia” Adama Wiedemanna). „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2012 t. 19.

&amp;nbsp;
Filtry

 	A. KAŁUŻA: Wiedemann na diecie odmładzającej. „Nowe Książ.” 2009 nr 3, przedr. pt. Sygnały z centrali – świat płci w tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011.
 	I. MISIAK: Wiersze na co dzień. „Fraza” 2009 nr 1/2.

&amp;nbsp;
Dywan

 	A. KOPKIEWICZ: Latający dywan Lulu. „Pogranicza” 2010 nr 4.
 	J. ORSKA: Krew na dywanie. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.
 	P. KACZMARSKI: Światy dopełnione. „Twórczość” 2011 nr 5.
 	M. ORLIŃSKI: Wniosek o dowód. W tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.
 	M. TOPOLSKI: W stojącej wodzie spodziewaj się trucizny. „Polska Dz. Bałt.” Oraz „Polska Metropolia Warsz.” 2011 nr z 26 X dod. „Dod. Lit. Gaz. Nagrody Lit. Gdynia” nr 7.
 	M. KORONKIEWICZ: Obojętność w poezji AdamaWiedemanna. „Rita Baum” 2011 nr 19.

&amp;nbsp;
Końcówki

 	J. BOROWIEC: Życioczytanie. „Twórczość” 2010 nr 10.
 	A. NĘCKA: Między nami literatami. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.
 	P. PUSTKOWIAK: Pan od literatury. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 147 dod. „Kultura”.
 	J. SZCZĘSNA: Bereza: Czytam, więc jestem. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 291.

&amp;nbsp;
Odpowiadania

 	A. MIKSZA: Biawiedemannizmy. „Arterie” 2012 nr 2.

&amp;nbsp;
Z ruchem

 	D. FOKS: Dysk lokalny. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 28 dod. „Książ. w Tyg.” nr 5/6.
 	J. SKURTYS: Luźne związki. „Opcje” 2014 nr 3.
 	W. KLERA: Przepaść, zaskoczenie. „Elewator” 2015 nr 1.
 	M. KORONKIEWICZ: Wszystkożerność. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 21.

&amp;nbsp;
Karpie

 	W. KLERA: W sercu na dnie. (Adam Wiedemann: Karpie). artPAPIER [on-line] 2016 nr 3 [dostęp 8 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?pageartykul&amp;amp;wydanie296&amp;amp;artykul5378.

&amp;nbsp;
Metro na Żerań

 	P. KULIŃSKI: Ekonomia zdarzeń a ekonomia języka. „Nowe Książ.” 2016 nr 11.
 	J. ORSKA: Wiersze rozkopane. „Odra” 2016 nr 3.

&amp;nbsp;
Poczytalność

 	A. FRANCUZ: „W życiu i na języku”. „Twórczość” 2016 nr 12.

&amp;nbsp;
Posłuszność

 	T. CYZ: Wiedemannopisanie. „Ruch Muzyczny” 2016 nr 11.
 	M. PASIECZNIK: Mała socjologia muzyki. „Odra” 2017 nr 4.

&amp;nbsp;
Izbrane pesmi

 	L. Gačnik-Gombač: Živimo. Ne da se skrit. „Večer’’, Maribor 2002 nr 166.

&amp;nbsp;
P. Čučnik: Praca i dom

 	M. GAWLAK: Podwójny dialog – przekładu i twórczości własnej. Ujęcie komparatystyczne? „Przekłady Lit. Słow.” 2014 t. 5 cz. 1.

</document>
<document nplp_id="2829" title="Maria WOŹNIAKIEWICZ-DZIADOSZ" slug="maria-wozniakiewicz-dziadosz">ur. 1941

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 10 lipca 1941 w Lublinie; córka Stanisława Woźniakiewicza, chemika, i Zofii z Narzymskich. W 1955–56 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Konopnickiej w Inowrocławiu, a następnie w 1956–58 naukę kontynuowała w Liceum Ogólnokształcącym im. M. Konopnickiej w Lublinie. Po zdaniu w 1958 matury studiowała filologię polską, początkowo przez cztery lata na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a następnie przez rok na Uniwersytecie im M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie (UMCS). W 1963 uzyskała magisterium i została zatrudniona na stanowisku asystenta w Katedrze Historii Literatury Polskiej Wydziału Humanistycznego UMCS (od 1979 Zakład Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej), z którym następnie związana była przez całe życie zawodowe. W pracy badawczej zajęła się początkowo historią literatury XIX w., a później także w. XXI oraz teorią literatury. Debiutowała artykułem pt. Działalność literacka koterii petersburskiej, a funkcjonowanie grupy, opublikowanym w książce zbiorowej pt. Poetyka i historia (Wr. 1968). W 1972 obroniła na UMCS rozprawę doktorską pt. Między buntem a rezygnacją. O powieściach Narcyzy Żmichowskiej (promotor prof. Maria Żmigrodzka) i uzyskała stanowisko adiunkta. W 1980 została członkiem NSZZ „Solidarność”; w 1999–2002 pełniła funkcję przewodniczącej Związku na UMCS. Trzykrotnie otrzymała Nagrodę Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (1982, 1987, 1989). W 1987 habilitowała się na UMCS na podstawie rozprawy pt. Polityka i romantyczne struktury powieściowe. W 1987–91 pracowała w ramach współpracy międzyuczelnianej w Katedrze Języka i Literatury Polskiej na Uniwersytecie Lajosa Kossutha w Debreczynie, początkowo jako lektor języka polskiego, a następnie jako kierownik Katedry; w latach następnych kontynuowała współpracę z tamtejszą polonistyką m.in. jako organizatorka konferencji naukowych. W 1992–2011 kierowała Zakładem Teorii Literatury UMCS. W 1993–2008 wchodziła w skład Senatu UMCS. W 1999 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2000–06 pełniła funkcję dyrektora Instytutu Filologii Polskiej UMCS oraz koordynatora polonistyki w Kolegium Licencjackim UMCS w Radomiu. W 2003–10 była redaktorem „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio FF Philologiae”, a w 2007–11 wchodziła w skład zespołu redakcyjnego „Annales Instituti Slavici Universitatis Debrecensis Slavica”. W 2004 otrzymała stanowisko profesora zwyczajnego UMCS. Współpracowała z Rozgłośnią Polskiego Radia w Lublinie jako członek jury dorocznego konkursu na reportaż radiowy oraz okazjonalnie w 2003–06 z Ośrodkiem Telewizji Polskiej w Lublinie jako autorka audycji na temat najnowszej prozy polskiej. Odbyła wiele podróży zagranicznych, m.in. po Europie oraz na Bliski Wschód. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1984).

W 1963 zawarła związek małżeński z Ryszardem Dziadoszem, socjologiem. Mieszka w Lublinie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Między buntem a rezygnacją. O powieściach Narcyzy Żmichowskiej. Wwa: PIW 1978, 341 s. Hist. i Teoria Lit., 42.
Rozprawa doktorska. – Dot. powieści: Poganka; Książka pamiątek; Biała róża; Kasia i Marynka; Czy to powieść?
2. Polityka i romantyczne struktury powieściowe. Lubl.: UMCS 1986, 275 s. Rozprawy Wydz. Hum. – UMCS. Rozprawy Habilitacyjne.
3. Kraszewskiego wizje przeszłości i przyszłości. Lubl.: UMCS 1997, 90 s. Wykłady Otwarte UMCS, 23.
4. Obrzeża formy powieściowej. Lubl.: Wydawn. UMCS 1998, 125 s. Wykłady Otwarte UMCS, 27.
Zawartość: Wprowadzenie. – Rozdz. I. Użytkowe i artystyczne formy piśmiennictwa. – Rozdz. II. Dawna i nowa fabularność. – Rozdz. III. Powieść w przestrzeni autobiograficznej — rozrachunki pokoleniowe: 1. „Pisma Gabrielli” [N. Żmichowskiej] — romantyczna formuła dyskursu pokoleniowego; 2. Dokument osobisty wobec formy powieściowej („Dziennik 1954” Leopolda Tyrmanda); 3. Model złej biografii. – Rozdz. IV. Tekst użytkowy w tekście artystycznym: 1. Publicystyczna powieść polityczna doby romantyzmu; 2. Dwudziestowieczny wariant powieści politycznej. „Wszystko inaczej” Stefana Kisielewskiego. – V. Powieść jako warsztat uczonego. – Zakończenie.
5. Hiperpowieść, czyli Sieć w powieści. [Studium]. Lubl.: Wydawn. UMCS 2012, 161 s.
Zawartość: Uwagi wstępne. – Cz. 1. Zmiana paradygmatów: 1. Ruiny fabularności; 2. Kres galaktyki Gutenberga; 3. Dzieło i autor jako produkt rynkowy — strategie autobiograficzne. – Cz. 2. Powieść jako model do składania: 4. ***; 5. Labirynt i kłącze. Powieść z instrukcją użytkowania; 6. Hermeneutyczny błędnik narracji introspektywnej; 7. Ścieżki rozwidlające się do donikąd; 8. Powieść tabularna; 9. Światopisanie, czyli ogólna teoria wszystkiego. – Cz. 3. Model fraktalny — dzieło narastające w serii powieściowej: 10.*** ; 11. Romantyczne antecedencje dzieła w toku; 12. Mobilne przestrzenie tekstowe Imperium Secesji.

Artykuły drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Funkcje didaskaliów w dramacie młodopolskim. „Pam. Lit.” 1970 z. 3 s. 3–37. – „Alkhadar” Edmunda Chojeckiego jako powieść polityczna i fantastyczna. „Folia Societatis Lublinensis” 1979 sect. A vol. 21 nr 2 s. 25–37. – Kategorie muzyczne w strukturze tekstu narracyjnego. (Na przykładzie „Kotłów beethovenowskich” [M.] Choromańskiego i „Martwej pasieki” [J.] Iwaszkiewicza). „Pam. Lit.” 1979 z. 4 s. 191–212. – Temat jako podstawa grupowania tekstów. „Lit. Lud.” 1979 z. 4/6 s. 61–71. – Romantyczna powieść o konspiracji. W: Między literaturą a historią. Lubl. 1986 s. 70–79. – Spiskowiec i emisariusz w literaturze romantycznej. W: Style zachowań romantycznych. Wwa 1986 s. 85–105. – „Koczowisko” Tomasza Łubieńskiego. Próba interpretacji. W: Dramat polski XIX i XX wieku. Lubl. 1987 s. 373–389. – Dziewiętnastowieczna powieść polityczna w poszukiwaniu formy (model dyskursywny) W: Dziedzictwo romantyczne w literaturze pozytywizmu i Młodej Polski. Lubl. 1988 s. 27–37 [dot.: N. Żmichowska: Niektóre pisma bezimienne autorki przez zupełnie nieznanego wydawcę ogłoszone]. – Narcyza Żmichowska; Eleonora Ziemięcka. W: Obraz literatury polskiej XIX i XX wieku. Ser. 3. Literatura krajowa w okresie romantyzmu 1831–1863. T. 2. Kr. 1988 s. 691–743; 743–769. – Romantyczna powieść organicznikowska. W: Studia z literatury polskiej i obcej. Lubl. 1988 s. 191–202 [na podstawie powieści Z. Kaczkowskiego, I.J. Kraszewskiego, A. Pługa]. – Ironia jako zasada bytu i jako formuła opisu świata (O „Historiach maniaków” Romana Jaworskiego). „Ann. UMCS. Sect. FF Philologiae” 1986 wyd. 1989 s. 147–161. – Bułgarskie powieści T.T. Jeża. „Slavica: Ann. Insituti Philologiae Slavica Univ. Debreceniensis de Ludovico Kossuth Nominatae” 1990 s. 167–179. – Dziedzictwo masońskie romantycznych konspiracji. „Ann. UMCS. Sect. FF Philologiae” 1989 wyd. 1990 s. 53–66. – Literacki renesans Tyrmanda. „Slavica: Ann. Insituti Philologiae Slavicae Univ. Debreceniensis de Ludovico Kossuth Nominatae” 1991 s. 245–254. – Kunterebes i Hortobágy — dwie wizje kultury węgierskiej w twórczości węgierskich pisarzy populistów. W: Polono-Hungarica. Budapeszt 1992 s. 135–142, toż w wersji zmien. pt. Kunterebes i Hortobágy — dwa modele kultury węgierskiej w twórczości Zsigmonda Móricza. W: Małe formy narracyjne. Lubl 1996. – Romantyczna Litwa w optyce Kraszewskiego. W: Polska–Litwa. Historia i kultura. Lubl. 1994 s. 118–130. – Uwierzyć w sklejone niebo. („Dziennik węgierski” Wiktora Woroszylskiego). W: Lengyelek magyorok és szomszédok. Debrecen 1994 s. 95–111. – Fikcja mimetyczna i problem koincydencji w powieści. W: Mimesis w dyskursie literackim. Tor. 1996 s. 75–87. – Spór o model patriotyzmu w twórczości Narcyzy Żmichowskiej. „Stud. Łomżyńskie” 1996 s. 341–349. – Stabilizacja prowizorki, czyli życie pod butem historii w powieściach Milana Kundery i Vladimira Párala. W: Pogranicza, granice. Lubl. 1996 s. 31–39. – Puszta jako model kultury węgierskiej w twórczości Zsigmonda Móricza. W: Tematy węgierskie. Lubl. 1997 s. 147–157. – Swój i obcy w światopoglądzie dziecięcia partii. (Klęska ideologii w „Dzienniku węgierskim 1956” Wiktora Woroszylskiego). W: Swoi i obcy w literaturze i kulturze. Lubl. 1997 s. 87–96. – Nie-romantyczna biografia romantycznego bohatera. W: Lustra historii. Wwa 1998 s. 143–151. – Powieść jako dekonstrukcja i rekonstrukcja biografii. O „Literaturze” Wiktora Woroszylskiego. W: Fabularność i dekonstrukcja. Lubl. 1998 s. 117–134. – Stefanii Skwarczyńskiej teoria listu. W: Literatura i komunikacja. Lubl. 1998 s. 23–32. – Gatunki prasowe i powieściowe. W: Poetyka i pragmatyka gatunków dziennikarskich. Rzeszów 1999 s. 9–21. – Biografia jako żmut. (Mickiewicz w cyklu powieściowym J.M. Rymkiewicza „Jak bajeczne żurawie…”). W: Polono-Hungarica. Budapest 2000 s. 149–159. – List pisarza w przestrzeni autobiograficznej. W: Sztuka pisania. Białystok 2000 s. 233–244. – Forma listowa jako założenie narracji powieściowej. „Ann. UMCS Sect. FF Philologiae” 2001 s. 9–18. – Literacki „gargamel” Manueli Gretkowskiej. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 2000/2001 z. 1 s. 71–80. – Parciana retoryka, czyli o peerelowskiej wersji sztuki perswazji. W: Hungaro-Slavica 2001. Budapest 2001 s. 310–318. – Dzieje przyjaźni entuzjastek w świetle korespondencji Narcyzy Żmichowskiej. „Ann. UMCS. Sect. FF Philologiae” 2001/2002 s. 345–355. – Dzieje przyjaźni entuzjastek w świetle listów Narcyzy Żmichowskiej do Bibianny Moraczewskiej. „Ann. UMCS. Sect. FF Philologiae” 2002/2003 s. 375–386. – Narcyza Żmichowska. W: Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach. T. V. Romantyzm. Cz. 2. Kr. 2003 s. 265–278. – Pismo i świat. O powieści inicjacyjnej Olgi Tokarczuk „Podróż ludzi Księgi”. W: W poszukiwaniu nowego kanonu. Goleszów 2003 s. 13–141. – O literackości reportażu. W: Reportaż w dwudziestoleciu międzywojennym. Lubl. 2004 s. 93–101. – Obrazy kultury polskiej w twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. Lubl. 2004 s. 39–47. – Pastisz epistolograficzny czułego romansu. „Ann. UMCS. Sect. FF Philo­logiae” 2004 s. 33–45 [dot.: P. Wojciechowski: Kamienne pszczoły]. – Powrót Miteleuropy. O gdańskim tryptyku Stefana Chwina. W: Wielokulturowość, tożsamość narodowa, mniejszości na Węgrzech i w Polsce = Multikulturalitás, nemzeti identitás, kisebbségek Magyarországon és Lengyelországban. Debrecen 2004 s. 247–259. – Tekst literacki jako widowisko komunikacji zmanipulowanej. W: Manipulacja w języku. Lubl. 2004 s. 233–242 — Prowincja — demoludy w prozie Vladimira Párala. W: Prowincja. Świat, Europa, Polska. Lubl. 2007 s. 265–271. – Kapuścińskiego podróże nie tylko z Herodotem, czyli czytanie tekstu Rosji poprzez lekturę Mickiewicza. W: Ryszard Kapuściński. Portret pisarza i myśliciela. Opole 2008 s. 173–83. – Powieść po transformacji komunikacyjnej. Zmiana paradygmatu gatunkowego. W: Od poetyki do hermeneutyki. Kr. 2008 s. 575–584. – Romans w sieci (powieściowej). W: Album Gdańskie. Gdańsk 2009 s. 726–734. – Powieść serialna i seria powieściowa. W: Horyzonty polonistyki. Lubl. 2010 s. 367–378. – Romantyczna biografia Kraszewskiego. „Kult. i Społ.” 2012 nr 7 s. 22–27. – Baza danych i strategie narracyjne w powieściach przełomu XX i XXI wieku. „Irydion” 2017 nr 1 s. 177-197.

Prace redakcyjne
1. Formy dyskursu w powieści. Pod red. [i ze wstępem] M. Woźniakiewicz-Dziadosz. Lubl.: Wydawn. UMCS 1996, 140 s.
2. Tematy węgierskie. Sesja naukowa, Kazimierz Dolny 19–20 X 1995. Pod red. M. Woźniakiewicz-Dziadosz. Lubl.: Wydawn. UMCS 1997, 211 s.
Tekst częściowo tłum. z węgier.
3. Fabularność i dekonstrukcja. Pod red. M. Woźniakiewicz-Dziadosz. Lubl.: Wydawn. UMCS 1998, 192 s.
4. Bolesław Prus. Pisarz, publicysta, myśliciel. Red.: M. Woźniakiewicz-Dziadosz, S. Fita. Lubl.: Wydawn. UMCS 2003, 438 s. Obrazy Kult. Pol.
5. Słowacki i Ukraina. Pod red. M. Woźniakiewicz-Dziadosz. Lubl.: Wydawn. UMCS 2003, 117 s.
Materiały konferencji nauk., Lublin 26–27 XI 1999.
6. Wersyfikacja polska. T. 1–3. Pod red. M. Woźniakiewicz-Dziadosz, M. Ryszkiewicza. Lubl.: Wydawn. UMCS 2007
T. 1. Teksty teoretyczne i słowniczek pojęć, 230 s.
T. 2. Analizy wersyfikacyjne, 190 s.
T. 3. Ćwiczenia wersyfikacyjne, 255 s.
Nagroda Rektora UMCS za koncepcję, opiekę merytoryczną i redakcję oraz pierwsze miejsce w konkursie za najlepszy podręcznik i skrypt akademicki w 2008.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.


 	A. Tryksza, M. Medecka: Bibliografia prac prof. dr hab. M. Woźniakiewicz-Dziadosz. W: Literatura i jej obrzeża. Prace ofiarowane Pani Profesor Marii Woźniakiewicz-Dziadosz. Lubl. 2012.

&amp;nbsp;
Między buntem a rezygnacją

 	J. ZIELIŃSKI: Twórczość Narcyzy Żmichowskiej. „Nowe Książ.” 1978 nr 16.

</document>
<document nplp_id="2831" title="Marek WYDMUCH" slug="marek-wydmuch">1949-1987

Pseud. i krypt.: M.W.; (MW); Piotr Rankiewicz.

Krytyk literacki, historyk i teoretyk literatury, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 18 sierpnia 1949 w Warszawie; syn Zdzisława Wydmucha i Bogusławy z domu Sieczko, dziennikarzy. Uczęszczał do XXVI Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie. Po zdaniu w 1967 matury studiował germanistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W okresie studiów należał do ZSP. Magisterium uzyskał w 1972 i rozpoczął pracę na stanowisku asystenta w Zakładzie Literatury Instytutu Germanistyki UW. W tymże roku debiutował jako krytyk recenzją niemieckiego przekładu powieści kryminalnej J. Putramenta Strachy w Biesalu (Der Trauermantel. Przeł. Ch. Eckert), zamieszczoną w miesięczniku „Literatura na Świecie” (nr 2); w tym samym roku wydrukował na łamach tygodnika „Literatura” pierwszy artykuł na temat powieści grozy pt. Amerykańskie strachy (nr 38), dotyczący twórczości H.Ph. Lovecrafta. Pierwszy własny przekład – tłumaczenie artykułu W. Heisego Filozoficzne aspekty twórczości Heinego – ogłosił w 1973 w „Przeglądzie Humanistycznym” (nr 6). Recenzje głównie literatury obcej (zwłaszcza niemieckojęzycznej) zamieszczał przede wszystkim w „Nowych Książkach” (1974-83; podp. również M.W.), „Kobiecie i Życiu” (1977-87; również pod krypt.: (MW), M.W.) oraz „Kulturze” (1978-81; także członek redakcji); drukował też w prasie niemieckojęzycznej, m.in. w austriackim periodyku „Quarber Merkur” (1973-80). Interesował się szczególnie twórczością Tomasza Manna, Klausa Manna i Franza Kafki, a także fantastyką, literaturą grozy oraz kryminalną i młodzieżową. Jako krytyk współpracował także z Polskim Radiem i Telewizją. Kilkakrotnie wyjeżdżał do Włoch i Austrii. W 1978-84 pracował w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” jako redaktor w Redakcji Germańskiej i lektor, a w 1984-85 kierownik Redakcji Literackiej Polskiej; był autorem wstępów do wydawanych tam książek. Współpracował też z wieloma oficynami jako recenzent wewnętrzny, m.in. z Państwowym Instytutem Wydawniczym, Wydawnictwem Literackim, Iskrami, Naszą Księgarnią, Wydawnictwem Poznańskim. Od 1978 należał do ZLP (do rozwiązania Związku w 1983).

Był żonaty z Anną Brzozowską-Wydmuch, dziennikarką. Zmarł 2 listopada 1987 w Warszawie; pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.



TWÓRCZOŚĆ
1. Gra ze strachem. Fantastyka grozy. [Rozprawa]. Wwa: Czyt. 1975 198 s.
Zawartość: Wprowadzenie: Osaczanie fantastyki; Instrumenty strachu: wampiry i golemy; Mechanizm strachu: puste domy; Strach zwielokrotniny: [H.Ph.] Lovecraft; Strach skompromitowany: nonsens i śmiech. – Zakończenie: Vacuum horroris.
2. Tomasz Mann. [Biografia]. Wwa: Wiedza Powsz. 1979, 301 s. Profile.
3. Franz Kafka. [Biografia]. Wwa: Czyt. 1982, 115 s. Klasycy Literatury XX wieku.
Zawiera także: fragm. „Dzienników” F. Kafki oraz wypowiedzi pisarzy i krytyków o F. Kafce, tłum. z ang., franc. i niem.
Przekłady
1. L. Perutz: Mistrz Sądu Ostatecznego. [Powieść]. Przeł. i wstępem opatrzył M.Wydmuch. Wwa: Czyt. 1984, 189 s.
2. A. Wendt: Nieplanowany kurs. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: M. Kulesza. Radio 1985.
3. E. Hofer: Mały spadek, duże kłopoty. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: NK 1988, 143 s.
4. D. Wolff: Sędzia i jego ćpun. [Powieść]. Wwa: Iskry 1988, 183 s. Klub Srebrnego Klucza.
5. K. Mann: Ucieczka na północ. [Powieść]. Przeł.: M.Wydmuch i R. Wojnarowski. Wwa: Przedświt 1992, 211 s.
6. K. Mann: Punkt zwrotny. [Wspomnienia]. Przeł. i posł. opatrzył M.Wydmuch. Wwa : Czyt. 1993, 571 s. Wyd. nast. [Gdańsk]: Czystywarsztat [2013].
7. B. Stoker: Dracula. [Powieść]. Przeł: M.Wydmuch i Łukasz Nicpan. Wwa: Alfa 1993, 561 s.
Prace redakcyjne
1. Gespenstergeschichten aus Polen. [Wyd.:] M.Wydmuch, F. Rottensteiner. [Przeł.] E. Werfel. Frankfurt am Main: Fischer-Taschenbuch-Verlag 1978, 132 s.
Tu także opowiadanie M. Wydmucha pt. „Der Garten” podp.: Piotr Rankiewicz.
2. H. Broch: Powrót Wergilego. Opowiadania. Przeł. A.M. Linke. Wybór i posł.: M. Wydmuch. Wwa : Czyt. 1981, 226 s.
3. H.Ph. Lovecraft: Zew Cthulhu. [Opowiadania]. Przeł. R. Grzybowska. Wybór i słowo wstępne: M.nWydmuch. Wwa: Czyt. 1983, 311 s. Wyd. nast. Tor.: C&amp;amp;T 2004.
4. T. Mann: Dzienniki. Przeł.: I. i E. Naganowscy. Wyboru dokonali M. Wydmuch i E. Naganowski. Przedm.: E. Naganowski. [T. 1-3]. Poznań: Rebis 1995, 320 + 368 + 384 s.
[T. 1]. Wybór 1918-1921; [T. 2]. Wybór 1933-1934; [T. 3]. Wybór 1935-1936.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje żony, Anny Brzozowskiej-Wydmuch, 2011.
 	Wywiad: Druga strona czytania. Rozm. J. Słuszniak. „Kobieta i Życie” 1979 nr 44.

&amp;nbsp;
Gra ze strachem

 	W. ŻUKROWSKI: Ciarki po grzbiecie. „Nowe Książ.” 1975 nr 16.
 	A. NIERACKA. „Lit. Lud.” 1976 nr 6.

&amp;nbsp;
Tomasz Mann

 	A. BOJARSKA. „Nowe Książ.“ 1979 nr 18.
 	J. KOPROWSKI. „Literatura” 1979 nr 39.
 	T. KRZEMIEŃ. „Kultura” 1979 nr 38.
 	B. SOWIŃSKA: Spotkania z Tomaszem Mannem. „Życie Warsz.” 1979 nr 220.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI. „Życie Lit.” 1979 nr 48.
 	N. HONSZA: Nad twórczością Tomasza Manna. „Odra” 1980 nr 7/8.

&amp;nbsp;
Franz Kafka

 	J. KOPROWSKI: Hamsun i Kafka. „Perspektywy” 1982 nr 20 [dot. też: A. Rogalski: Knut Hamsun].
 	K. MAUSCH: Kafka dla początkujących. „Nurt” 1982 nr 8.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Kafka. „Tu i Teraz” 1982 nr 5.
 	A. PARYSKI. „Lit. na Świecie” 1983 nr 11 [list do red. z wykazem błędów M. Wydmucha w nazewnictwie].
 	W. STANISZ: Rozpacz i odkupienie. „Poglądy” 1983 nr 11.

</document>
<document nplp_id="2840" title="Zdzisław Jerzy ADAMCZYK" slug="zdzislaw-jerzy-adamczyk-2">
ur. 1936

Prace podpisywał też: Zdzisław J. Adamczyk.

Krypt.: (zja); (ZJA).

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 5 stycznia 1936 we wsi Berezów (obecnie w granicach miasta Suchedniów, Świętokrzyskie); syn Mariana Adamczyka, robotnika, i Alfredy z domu Pajek. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego w Skarżysku-Kamiennej, gdzie w 1953 złożył egzaminy maturalne i otrzymał świadectwo dojrzałości. W tymże roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Pierwszy artykuł pt. Powszednie dni, dotyczący prozy P. Gojawiczyńskiej, ogłosił w 1956 na łamach „Sztandaru Młodych” (nr 216); teksty (także recenzje) poświęcone literaturze i filmom publikował nadto m.in. w „Żołnierzu Wolności” (1956) i „Głosie Pracy” (1958; również podp. krypt.: (ZJA)). W 1957 uzyskał dyplom magistra filologii polskiej. Zatrudniony na stanowisku redaktora w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej, pozostał w Warszawie do października 1959, a później przeprowadził się do Radomia. Był kierownikiem czytelni w Miejskiej Bibliotece Publicznej (do 1961), a przez następne dziesięć lat pracował w Studium Nauczycielskim w tym mieście, początkowo jako bibliotekarz, a potem wykładowca i kierownik Sekcji Filologii Polskiej. W 1962 został członkiem PZPR (do rozwiązania partii w styczniu 1990). Przewodniczył radomskiemu Klubowi Literackiemu, działającemu pod patronatem Oddziału Warszawskiego ZLP. Jako edytor debiutował w 1961 na łamach „Literatury Ludowej” (nr 3), kiedy to podał do druku list Stefana Żeromskiego zatytułowany Żeromski, Orkan i Kajetan Sawczuk. Materiały źródłowe (głównie wyimki z korespondencji Żeromskiego), artykuły i recenzje zamieszczał później m.in. w kieleckim dzienniku „Słowo Ludu” (1962–69, sporadycznie do 1988), „Polonistyce” (1968–74, z przerwami), „Twórczości” (1968, 1971), „Tygodniku Kulturalnym” (1968–82, z przerwami), „Pamiętniku Literackim” (sporadycznie w 1969 i 1988), „Przeglądzie Humanistycznym” (1969–77, z przerwami), kieleckim miesięczniku „Przemiany” (1970–87; podp. również (zja)) oraz w „Roczniku Świętokrzyskim” (1985, 1989). Doktoryzował się na UW w 1971 na podstawie rozprawy pt. Poglądy estetyczne i historycznoliterackie Stefana Żeromskiego (promotor prof. Jan Zygmunt Jakubowski). Latem tegoż roku zamieszkał na stałe w Kielcach i podjął pracę w Wyższej Szkole Nauczycielskiej (od 1973 Wyższa Szkoła Pedagogiczna; WSP); zajmował tam stanowisko starszego asystenta, później adiunkta i od 1975 docenta; w 1975–2006 kierował Zakładem Literatury Polskiej Okresu Pozytywizmu i Młodej Polski. Pełnił także funkcje administracyjne: był prodziekanem (w 1972–74) i dziekanem Wydziału Humanistycznego (w 1974–78, ponownie w 1982–84) oraz wicedyrektorem Instytutu Filologii Polskiej (w 1980–82, ponownie w 1984–86). W 1975 wszedł w skład Komitetu Redakcyjnego Pism zebranych Stefana Żeromskiego, wydawanych pod kierunkiem Zbigniewa Golińskiego w IBL PAN. Rozwijał badania z zakresu historii literatury Młodej Polski, koncentrując się na edytorskim opracowaniu dorobku literackiego i epistolografii Żeromskiego. W 1985, na podstawie dysertacji pt. „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego w świetle dyskusji i polemik z 1925 roku, uzyskał w IBL PAN w Warszawie stopień doktora habilitowanego. Kontynuował pracę naukowo-dydaktyczną w kieleckiej WSP, w 2000 przekształconej w Akademię Świętokrzyską; był również dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej (w 1987–91 i ponownie w 1996–2002). Obowiązki te łączył z redagowaniem w 1986–87 periodyku dla nauczycieli „Język Polski w Szkole Średniej” (kierownik działu wiedzy o literaturze), z prowadzeniem w 1992–2000 wydawnictwa WSP (kierownik i redaktor naczelny), a później w 1996–2007 ze stanowiskiem profesora w Wyższej Szkole Humanistyczno-Przyrodniczej w Sandomierzu. W 1996 otrzymał tytuł naukowy profesora nauk humanistycznych. Artykuły, recenzje i teksty źródłowe ogłaszał m.in. ponownie w „Przeglądzie Humanistycznym” (1992–2008, z przerwami), periodyku „Ikar” (1993–95), „Wiadomościach Kulturalnych” (1994, 1996), „Kieleckich Studiach Filologicznych” (1997–98, 2000) i w „Pamiętniku Literackim” (2013–15). W poszukiwaniu dokumentów i informacji do objaśnienia korespondencji i publicystyki Stefana Żeromskiego odbywał liczne podróże krajowe i zagraniczne, m.in. do Paryża, Rzymu, Florencji, Pragi, Lwowa i Wilna. W 2006 przeszedł na emeryturę i zakończył pracę w Akademii Świętokrzyskiej (od 2008 Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy Jana Kochanowskiego; od 2011 Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach). W 2006–15 był zatrudniony na stanowisku profesora w Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku. W 2011 (po śmierci Z. Golińskiego) objął kierownictwo Komitetu Redakcyjnego Pism zebranych Stefana Żeromskiego. W 2013 został członkiem Polskiego PEN Clubu i laureatem Nagrody Edytorskiej im. J. Żuławskiego (przyznanej mu przez Polski PEN Club za edycję dzieł Żeromskiego, ze szczególnym uwzględnieniem listów). Czterokrotnie (w 1976, 1984, 1989, 2011) otrzymał nagrody Ministra Szkolnictwa Wyższego. Odznaczony (za działalność naukową i dydaktyczną): Złotym Krzyżem Zasługi (1975), Krzyżem Kawalerskim (1984) i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2001).

W 1958 ożenił się Danutą Domagałą, bibliotekoznawcą (później profesorem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach; rozwód w 1981). Z tego związku ma dwie córki: Agnieszkę (po mężu Bogucką, nauczycielkę) oraz Justynę (po mężu Dobrołowicz, pedagoga, nauczyciela akademickiego). Mieszka w Kielcach.


TWÓRCZOŚĆ
1. „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego w świetle dyskusji i polemik z 1925 roku. Kielce: Wydawn. WSP 1988, 208 s. WSP w Kielcach. Wyd. 2 poszerz. Wwa: Czytelnik 1989, 371 s.
Rozprawa habilitacyjna.
2. „Przedwiośnie” – prawda i legenda. [Monografia]. Pozn.: G &amp;amp; P [Gościański, Prętnicki] 2001, 204 s. Fakty i Mity.
Dot. powieści S. Żeromskiego. – W aneksie materiały w oprac. W. Branieckiego (pt. „Przedwiośnie” Bajona, ­czyli zapiski z planu filmowego), dot. filmowej adapt. utworu w reż. F. Bajona (z 2001).
3. Manipulacje i tajemnice. Zagadki późnej biografii Stefana Żeromskiego. [Biografia]. Wwa: Czyt. 2017, 244 s.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Dzienniki” jako dokument formowania się programu literackiego i poglądów estetycznych Stefana Żeromskiego. „Prz. Hum.” 1970 nr 3 s. 1–33. – Świadomość estetyczna i program pisarski Stefana Żeromskiego w latach 1900–1918. „Prz. Hum.” 1971 nr 1 s. 27–47. – Stanisław Piołun-Noyszewski jako komentator twórczości i biograf Stefana Żeromskiego. „Zesz. Kiel.” 1973 s. 145–157. – Wstęp. W: Żeromski. Z dziejów recepcji twórczości. 1895–1964. Wwa 1975 s. 9–23. – Recepcja twórczości Stefana Żeromskiego poza Polską. W: O Stefanie Żeromskim. Kr. 1976 s. 193–205. – Z zagadnień europejskiej recepcji twórczości Stefana Żeromskiego. W: Stefan Żeromski. W pięćdziesiątą rocznicę śmierci. Wwa 1977 s. 396–419. – Wstęp. W: S. Żeromski: Wierna rzeka. Wr. 1978 s. III–LXXIV. – Wstęp. W: S. Żeromski: Przedwiośnie. Wr. 1982 s. III–CVIII, przedr. skrócony w: S. Żeromski: Przedwiośnie. Kr. 1997 s. 5–71. – Edytorskie zagadki tomu „Sen o szpadzie i sen o chlebie” [S. Żeromskiego]. „Studia Kiel.” 1985 nr 4 s. 49–74. – Polemiki wokół „Przedwiośnia” w 1925 roku. „Rocz. Świętokrzyski” 1985 t. 13 s. 69–82. – Wstęp. W: S. Żeromski: Echa leśne. Łódź 1985 s. 5–41. – Cenzura carska wobec twórczości Stefana Żeromskiego. „Rocz. Świętokrzyski” 1989 t. 16 s. 175–185. – Stefan Żeromski wobec Henryka Sienkiewicza. W: Henryk Sienkiewicz. Twórczość i recepcja. Lubl. 1991 s. 335–343. – Stefana Żeromskiego idea regionalizmu. W: W hołdzie Aleksandrowi Patkowskiemu. Kielce 1991 s. 74–84. – Powstanie styczniowe w twórczości Stefana Żeromskiego. Propozycja interpretacji wybranych utworów dla klasy III liceum i technikum. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1992/1993 z. 4 s. 7–25. – Stefan Żeromski wobec powstania styczniowego. W: Rok 1863. Kielce 1993 s. 81–89. – „Siłaczka” [S. Żeromskiego], czyli opowieść o doktorze Pawle Obareckim. W: Nowela – opowiadanie. Ewolucja gatunku. Kielce 1994 s. 108–115. – O „Syzyfowych pracach” – trochę inaczej. „Prz. Hum.” 1995 nr 6 s. 11–22. – O listach Stefana Żeromskiego; Żeromski na probostwie w Wyszkowie. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1995/1996 z. 1 s. 13–19; 20–27. – „Wierna rzeka” w powieści i filmie. W: Żeromski na ekranie. Kielce 1997 s. 25–31 [dot. filmu w reż. T. Chmielewskiego]. – Zygmunt Wasilewski i Stefan Żeromski. Zygzaki znajomości. W: Zygmunt Wasilewski: polityk – krytyk – regionalista. Kielce 2002 s. 97–107. – „Cherchez la femme”? Bolesław Prus w listach (czyli w życiu) Stefana Żeromskiego. W: Prus i inni. Lubl. 2003 s. 281–293. – O korespondencji Stefana Żeromskiego. W: Stefan Żeromski 1864–1925. Wwa 2003 s. 65–72. – Trzy ciągi dalsze „Przedwiośnia”. W: Klucze do Żeromskiego. Lubl. 2003 s. 137–146. – Problemy świadomości pisarskiej Stefana Żeromskiego w świetle jego wypowiedzi publicystycznych i korespondencji. W: Światy Stefana Żeromskiego. Wwa 2005 s. 11–22. – Stanisława Pigonia praca nad listami Stefana Żeromskiego. W: Profesor z Komborni. Stanisław Pigoń w czterdziestą rocznicę śmierci. Kr. 2010 s. 187–194. – Żeromski zakłada polski Pen Club. „Twórczość” 2010 nr 3 s. 77–89. – „Tajemnice rodzinne”. Zagadki późnej biografii Stefana Żeromskiego. „Twórczość” 2011 nr 9 s. 83–108. – Jeszcze raz o Prusie i Żeromskim. Czego nie wydrukował Pigoń. „Pam. Lit.” 2013 z. 2 s. 199–203. – Boje Stanisława Pigonia o pełne wydanie utworów Stefana Żeromskiego. W: Stefan Żeromski. Kim był? Kim jest? Kielce 2015 s. 375–392. – Stefan Żeromski wobec jubileuszu Lwa Tołstoja. „Pam. Lit.” 2015 z. 2 s. 185–190. – Do czego potrzebny był Żeromskiemu Andrzej Radek. Trochę nowego światła na „Syzyfowe prace”. „Rocz. Muzeum Nar. w Kielcach” 2016 t. 31 s. 15–40. – Zbigniew Goliński jako redaktor krytycznej edycji pism Stefana Żeromskiego. W: Zbigniew Goliński. Portret badacza. Wwa 2016 s. 137–163.

Prace edytorskie i redakcyjne
1. O. Żeromska: Listy do Stefana Żeromskiego. Oprac., wstępem i przypisami opatrzył: Z.J. Adamczyk. Łódź: WŁ 1972, XXVII, 151 s., 12 k. tabl.

2. Żeromski. Z dziejów recepcji twórczości. 1895–1964. Wybór tekstów i wstęp: Z.J. Adamczyk. Przedm.: J.Z. Jakubowski. Bibliogr. przekł. i indeks tłumaczy oprac. D. Bilikiewicz-Piotrowska. Wwa: PWN 1975, 460 s.
Wybór wypowiedzi krytyków, historyków literatury i pisarzy opublikowanych w latach 1895–1964 nt. recepcji Żeromskiego w kraju i za granicą. – Nagroda mies. „Przemiany” w 1976.
3. S. Żeromski: Wierna rzeka. Klechda domowa. [Powieść]. Oprac. [i wstęp]: Z.J. Adamczyk. Wr.; Kr.: Ossol. 1978, LXXIV, 178 s., tabl. 8. BN I, 232.
4. S. Żeromski: Pisma zebrane. Pod red. i ze wstępem Z. Golińskiego, [od 2011] Z.J. Adamczyka. Wwa: Czyt. 1981 – [od 2001 współwyd.] Wydawn. IBL PAN, [w 2012 wyd.:] Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN, [od 2014 współwyd.] Uniw. Jana Kochanowskiego w Kielcach. IBL PAN.
Tu w oprac. Z.J. Adamczyka:
Ser. 1. Nowele, opowiadania i inne utwory epickie:
T. 1. Opowiadania. 1981, 415 s.
T. 2. „Rozdzióbią nas kruki, wrony”. [Opowiadania]; Utwory powieściowe. 1983, 416 s.
T. 4. Sen o szpadzie; Pomyłki i inne utwory epickie. 1990, 444 s.
Ser. 2. Powieści:
T. 15. Wierna rzeka. Klechda domowa. 1990, 235 s.
T. 19. Przedwiośnie. 1996, 388 s.
Ser. 4. Pisma społeczne i wspomnienia:
T. 24. Pisma raperswilskie. Wspomnienia i sylwetki. 2015, 595 s.
T. 25. Publicystyka 1889-1919. 2016, 512 s.
T. 26. Publicystyka 1920-1925. 2016, 662 s.
Ser. 6. Listy:
T. 34. Listy 1884–1892. 2001, 363 s.
T. 35. Listy 1893–1896. 2001, 412 s.
T. 36. Listy 1897–1904. 2003, 336 s.
T. 37. Listy 1905–1912. 2006, 448 s.
T. 38. Listy 1913–1918. 2008, 397 s.
T. 39. Listy 1919–1925. 2010, 634 s.
Nominacja do Nagrody im. prof. A. Gieysztora (za przygotowanie pierwszej, pełnej, naukowej edycji listów Żeromskiego) w 2010, Nagroda Edytorska im. J. Żuławskiego, przyznana przez Polski PEN Club (za edycję dzieł Żeromskiego, ze szczególnym uwzględnieniem listów) w 2013.
Nadto pod red. nauk. Z.J. Adamczyka:
Ser. 1. Nowele, opowiadania i inne utwory epickie:
T. 5. Wisła; Wiatr od morza; Międzymorze. Oprac.: Z. Goliński, 2012, 583 s.
Ser. 2. Powieści:
T. 16. Nawracanie Judasza. Oprac.: B. Utkowska, 2014, 457 s.
T. 17. Walka z szatanem. T. 2. Zamieć. Oprac.: B. Utkowska, 2015, 339 s.
T. 18. Walka z szatanem. T. 3. Charitas. Oprac.: B. Utkowska, 2016, 424 s.
Ser. 3. Dramaty:
T. 21. Sułkowski; „Ponad śnieg bielszym się stanę”. Oprac.: G. Legutko 2016, 418 s.
5. S. Żeromski: Przedwiośnie. [Powieść]. Oprac., wstęp: Z.J. Adamczyk. Wr.: Ossol. 1982, CVIII, 339 s. BN, I, 242.
6. S. Żeromski: Echa leśne. [Nowela]. Oprac. i wstęp: Z.J. Adamczyk. Łódź; Kielce: WŁ 1985, 75 s. Wyd. 2 [właśc. 5] tamże 1988.
7. L. Grzybowski: Opis powstania polskiego w roku 1863 i 1864 w województwie krakowskim. [Pamiętnik]. Oprac.: W. Caban, Z.J. Adamczyk. WSP w Kielcach. Kielce: Wydawn. WSP 1994, XIV, 195 s. WSP w Kielcach.
8. S. Żeromski: Przedwiośnie. [Powieść]. Wstęp i oprac.: Z.J. Adamczyk. Kr.: Universitas 1997, 370 s. Bibl. Pol.
9. S. Żeromski: Dziennik z wiosny 1891 roku. Oprac.: Z.J. Adamczyk i Z. Goliński. Kielce: Wydawn. Akad. Świętokrzyskiej, 2000, 64 s. Akad. Świętokrzyska w Kielcach.
10. S. Pigoń, M. Żeromska: Korespondencja wzajemna (1952–1968). Do druku przygot., wstępem i komentarzem opatrzyli: Z.J. Adamczyk i A. Kowalczykowa. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2004, 106 s. URzesz. Wydawn. URzesz., 157. Korespondencja (Stanisława Pigonia).
11. Stefan Żeromski. Kim był? Kim jest? Pod red. Z. J. Adamczyka. Kielce: WBP im. W. Gombrowicza 2015, 480 s.
Materiały z ogólnopolskiej konferencji nauk., zorganizowanej w Kielcach 2–4 X 2014 przez Woj. Bibl. Publ. im. W. Gombrowicza w Kielcach, Okręg Świętokrzys. Stow. Bibl. Pol., Muz. Nar. w Kielcach, Inst. Filologii Pol. Uniw. Jana Kochanowskiego w Kielcach.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Laureaci dorocznej nagrody „Przemian”. Rozm.: I. Jarosz. „Przemiany” 1976 nr 2 s. 3–4 [w związku z nagrodą za tom pt.: Żeromski. Z dziejów recepcji twórczości]; Nowe czytanie Żeromskiego. Rozm. L. Kaczanowski „Sł. Ludu” 1983 nr 24 „Magazyn” nr 1221 [dot. S. Żeromski: Pisma zebrane].
 	WUP t. 1.
 	Z. JUDYCKI, J. SIWEK: Z.J. Adamczyk. W tychże: Kto jest kim w Kielcach. T. 1. Tor. 2002.
 	B. UTKOWSKA, K. JAWORSKI: Wybór ważniejszych prac profesora Zdzisława Jerzego Adamczyka z lat 1961–2006. [Bibliografia]. W: Literatura i życie artystyczne XIX i XX wieku. Prace ofiarowane profesorowi Zdzisławowi Jerzemu Adamczykowi w roku Jubileuszu. Kielce 2006.

„Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego w świetle dyskusji i polemik z 1925 roku

 	Z. SZELĄG: Wokół „Przedwiośnia”. „Tyg. Radomski” 1989 nr 4.
 	S. ŻAK: Półka z książkami. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1994/1995 z. 1 [dot. m.in. Z.J. Adamczyka].

Manipulacje i tajemnice

 	I. MIKRUT: Dwie żony. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 18 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.teatrdlawas.pl/artykuly/1318-dwie-zony.
 	A. SZWEDOWICZ: Prof. Adamczyk: prawda o małżeństwach Żeromskiego jest inna niż przypuszczaliśmy. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 18 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1185691,prof-adamczyk-prawda-o-malzenstwach-zeromskiego-jest-inna-niz-przypuszczalismy.html.

Żeromski. Z dziejów recepcji twórczości. 1895–1964

 	A. KŁOSKOWSKA: Czy możliwa jest obojętność. „Literatura” 1975 nr 48.
 	[Z. NAJDER] zn: Recepcja Żeromskiego. „Twórczość” 1975 nr 11.
 	P. BAGIŃSKI: Po roku Żeromskiego. „Polonistyka” 1976 nr 1.
 	U. GUMUŁA: Spór o Żeromskiego. „Poglądy” 1976 nr 10.
 	T. JASTRUN: Głosy o Żeromskim. „Tyg. Kult.” 1976 nr 13.
 	A. PODLEWSKA: A jednak żywy! „Nowe Książ.” 1976 nr 2.
 	A. JOPEK. „Ruch Lit.” 1978 nr 1.
 	J. KULCZYCKA-SALONI: Literatura polska 1884–1918. „Rocz. Lit. 1975” wyd. 1978 [dot. m.in. tomu w oprac. Z.J. Adamczyka].
 	Zob. też Wywiady.

S. Żeromski: Wierna rzeka. Klechda domowa

 	A. JOPEK: „Wierna rzeka” na nowo odczytana. „Przemiany” 1979 nr 6.
 	S. MIJAS: Narodowa Love Story. „Sł. Ludu” 1979 nr 114.
 	M. POPIEL. „Ruch Lit.” 1979 nr 6.

S. Żeromski: Pisma zebrane

 	J. PASZEK: „Ruch Lit.” 1983 nr 2 [dot.: T.1. Opowiadania].
 	S. FITA. „Pam. Lit.” 2005 z. 3 [dot.: T. 34–36. Listy].
 	J. BECZEK: Korespondencji ciąg dalszy. „Nowe Książ.” 2007 nr 1 [dot.: T. 37. Listy].
 	Zob. też Wywiady.

S. Żeromski: Przedwiośnie (poz.5)

 	S. MIJAS: „Przedwiośnie” w „Bibliotece Narodowej”. „Sł. Ludu” 1983 nr 89 dod. „Magazyn” nr 1232.
 	J. RURAWSKI: Nad „Przedwiośniem” dzisiaj. „Przemiany” 1983 nr 6.

L. Grzybowski: Opis powstania polskiego w roku 1863 i 1864 w województwie krakowskim

 	M. PIECZARA: Ofiary polskiego ducha. „Wiad. Kult.” 1994 nr 27.
 	W. ŚLIWOWSKA: O pożytku wydawnictw regionalnych. „Kwart. Hist.” 1995 nr 1.

S. Żeromski: Przedwiośnie (poz.8)

 	J. RURAWSKI: Nowe wydanie „Przedwiośnia”. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1998/1999 z. 3.



&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2844" title="Stanisław BALBUS" slug="stanislaw-balbus">ur. 1942

Imiona metrykalne: Stanisław Kazimierz.

Pseud.: Fil; Fil.; FIL; FIL.; P.W.; s.b.; St.B.; St. Bal.; Stefan Bal.

Teoretyk literatury, krytyk literacki, eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 8 maja 1942 w Sieradzu; syn Ludwika Balbusa, piekarza, i Antoniny Marii z Malinowskich. Uczęszczał do XVII Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu; jako uczeń ogłosił w 1958 na łamach harcerskiego pisma „Na Przełaj” (nr 26) wiersz pt. Wiosna. W 1961 zdał egzamin maturalny i podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Równocześnie zaczął studiować na tej samej uczelni matematykę, a po roku także muzykologię; od 1964 kontynuował tylko studia polonistyczne. W 1963 wstąpił do PZPR (zrezygnował z członkostwa w grudniu 1980, na ostatnim Zjeździe ZLP). W 1966 uzyskał na UJ dyplom magistra filologii polskiej, a następnie został asystentem w Zakładzie Poetyki i Stylistyki w Katedrze Literatury Polskiej UJ. Zajmował się badaniami z pogranicza literaturoznawstwa i językoznawstwa. Debiutował w 1966 na łamach „Ruchu Literackiego” (z. 3) recenzjami pt. Próba metodologii powieści (o książce V.V. Kožinova Proischoždenie romana) oraz Poetyka i matematyka (omówienie pracy zbiorowej pod tym samym tytułem); kolejne recenzje i artykuły zamieszczał w tym piśmie do 1969. Pierwszy tekst krytycznoliteracki pt. Mały nierealizm, dotyczący powieści S. Czycza pt. Ajol, ogłosił w 1967 w „Życiu Literackim” (nr 26); współpracę z tym tygodnikiem kontynuował do 1977 (podp. także: Fil, Fil., FIL, FIL., s.b.; tu m.in. rubryka pt. Co nowego w księgarni oraz felietony w cyklu Lektury obowiązkowe). Teksty naukowe i krytycznoliterackie oraz tłumaczenia z języka rosyjskiego publikował także m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1968-71; podp. także s.b.), „Studencie” (1971-72; rec. podp. P.W.) i „Nowych Książkach” (1972). Jako lektor i recenzent wewnętrzny związany był w 1966-79 z Wydawnictwem Literackim w Krakowie. Od 1970 uczestniczył w charakterze recenzenta książek, autora pogadanek i dyskutanta w programach i audycjach literackich emitowanych przez Telewizję Polską w Krakowie (do 1976 i po przerwie w 1990-1999) oraz krakowską rozgłośnię Polskiego Radia (do 1998). Doktoryzował się w 1975 na podstawie rozprawy pt. Aktualizacja akustyczna tekstu literackiego, napisanej pod kierunkiem prof. Marii Dłuskiej. W następnym roku otrzymał stanowisko adiunkta w Instytucie Filologii Polskiej UJ; w 1978-2002 wykładał na UJ teorię literatury, prowadził teoretycznoliterackie seminaria magisterskie i doktoranckie oraz prace badawcze skoncentrowane wokół problematyki stylów literackich, semiotyki poetyckiej i hermeneutyki. Od 1976 należał do ZLP (do rozwiązania związku w 1983; w 1980-83 członek Zarządu Oddziału w Krakowie). W 1980 został członkiem NSZZ „Solidarność” (do 1991); zaczął też prowadzić sporadyczne prelekcje w Towarzystwie Kursów Naukowych (do 1986). Brał udział w niezależnym życiu literackim. Był współtwórcą, a potem współpracownikiem krakowskich periodyków wydawanych bez debitu: czasopisma mówionego „NaGłos” (1982-89; m.in. notki i krótkie artykuły podp.: St.B., St. Bal.) i „bruLionu” (1987-89; esej i wypowiedzi podp.: S. Bal., St.B., Stefan Bal). Wchodził w skład Rady Literacko-Artystycznej Oficyny Literackiej (1985-95), do 1989 funkcjonującej w niezależnym obiegu wydawniczym. Dotknęły go liczne restrykcje, m.in. w postaci milicyjnych rewizji i zatrzymań, konfiskaty księgozbioru oraz pobicia przez tzw. „nieznanych sprawców”. W 1988 prowadził gościnne wykłady w Szwecji, na Uniwersytecie w Göteborgu. W tymże roku został członkiem Polskiego PEN Clubu, a rok później członkiem–założycielem SPP (w 1991-94 wiceprezes Oddziału Krakowskiego). W 1988 wszedł w skład Komisji Historycznej Oddziału PAN w Krakowie, a w 1992 – komisji Poetyki i Stylistyki przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów. W 1989, po przedstawieniu rozprawy pt. Między stylami. Strategie intertekstualne w procesie historycznoliterackim, uzyskał na UJ stopień doktora habilitowanego. W 1992 objął na UJ stanowisko profesora nadzwyczajnego, a w następnym roku otrzymał tytuł naukowy profesora. Wznowił współpracę z „Ruchem Literackim” (1989-94, z przerwami) oraz publikował artykuły i recenzje m.in. w dwutygodniku „Dekada Literacka” (1990-96), miesięczniku „NaGłos” (1990-97) oraz w dwumiesięczniku „Teksty Drugie” (1990, 1994, 1996, 1999). Od 1994 pełnił na UJ obowiązki kierownika Katedry Teorii Literatury, w 1996-2003 był formalnie kierownikiem tej Katedry, a potem jej członkiem (do przejścia na emeryturę w 2012). W 1999 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego. Równocześnie został powołany do Prezydium Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN (wiceprzewodniczący do 2002), a w 2001 wszedł w skład Komisji Kultury Słowian PAU w Krakowie (wiceprzewodniczący komisji w 2001-2003). W 2002 został członkiem komitetu redakcyjnego poznańskiego periodyku „Przestrzenie Teorii”. Uczestniczył (w roli tutora) w programie kształcenia realizowanym na Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiach Humanistycznych – Akademia „Artes Liberales”. Za osiągnięcia literaturoznawcze i krytyczne otrzymał wiele nagród i wyróżnień, m.in. nagrody naukowe Rektora UJ (1969, 1976, 1982, 1993, 1997, 2992, 2008), nagrody Ministra Szkolnictwa Wyższego (1981, 1993), nagrodę literacką im. K. Wyki (1992; za całokształt dorobku krytyczno-literackiego, ze szczególnym uwzględnieniem monografii pt. Poezja w czasie marnym).

W 1967 ożenił się z Barbarą Sosień, romanistką (rozwód 1979). W 2003 zawarł związek małżeński z Zofią Iwańską-Nowak, wdową po poecie Tadeuszu Nowaku; do jej śmierci w 2013 mieszkał w Krakowie i w Warszawie, a później osiadł w Krakowie. Odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1999) i Złotym Krzyżem Zasługi (2000).



TWÓRCZOŚĆ
1. Aktualizacja akustyczna tekstu literackiego. Rozprawa doktorska. Powst. 1975. Druk fragm. pt. Problem segmentacji tekstu prozatorskiego. W: Z zagadnień języka artystycznego. Kr. 1977 s. 261-304 Zesz. Nauk. UJ., 457. Pr. Językozn., 54, przedr. w: Problemy teorii literatury. Ser. 3. Wr. 1988 s. 12-56.
Przekł. franc. całości: Texte littéraire et sa structure acoustique. [Tłum.] B. Sosień-Balbusowa. Wwa, Kr.: Nakł. UJ 1981, 200 s. Zesz. Nauk. UJ, 533. Pr. Językozn., 64.
2. Intertekstualność a proces historycznoliteracki. Kr.: Nakł. UJ 1990, 175 s. Rozpr. Habilitacyjne UJ, 191. Por. poz. 4.
Zawartość: Przedmowa. – Zamiast wstępu. – Stylizacja a problem intertekstualności; Historycznoliteracka aktywność stylizacji; Intertekstualność a tradycja literacka; Typologia strategii intertekstualnych i jej kryteria semantyczno-pragmatyczne; Ewolucja i rewolucja intertekstualna.
3. Poezja w czasie marnym. O metafizyce i historiozofii poezji Tadeusza Nowaka. [Współwyd.:] T. Nowak: Modły jutrzenne – modły wieczorne. [Wiersze]. Kr.: OL 1992, 303 s.
Zawiera tekst S. Balbusa oraz wybrane przez niego wiersze T. Nowaka.
4. Między stylami. Wyd. Kr.: Universitas 1993, 393 s. Select. Wyd. 2 tamże 1996, 442 s.
Rozszerzona wersja rozprawy habilitacyjnej por. poz. 2.
Nagroda naukowa im. A. Brücknera przyznana w 1993 przez Wydział I PAN.
Zawiera: Zamiast wstępu. – Cz. 1. Kompetencje intertekstualne. (Dyskusje i propozycje): Stylizacja a problem intertekstualności; Historycznoliteracka aktywność stylizacji; Intertekstualność a tradycja literacka; Typologia strategii intertekstualnych i jej kryteria semantyczno-pragmatyczne; Ewolucja i rewolucja intertekstualna. – Cz. 2. Strategie intertekstualne. (Lektury i interpretacje): Wstęp; Aktywna kontynuacja i epigonizm; Restytucja formy; Jawne naśladownictwa wzorów; Reminiscencja stylistyczna; Reminiscencja stylistyczna wobec strategii prymarnie konwersacyjnych; Kulturowa transpozycja tematyczna; Transpozycja tematyczna wobec stylizacji; Stylizacja jako interpretacja tradycji.
5. Świat ze wszystkich stron świata. O Wisławie Szymborskiej. [Szkice]. Kr.: WL 1996, 249 s.
Zawartość: Z lotu ptaka; „Tylko co to takiego poezja”?; Stworzenie świata; Na niemożliwej granicy; Światy możliwe; Zagadka jawy; „Od tego trzeba było zacząć”. – Wykaz książek Wisławy Szymborskiej. – Od autora. – Bibliografia prac o Wisławie Szymborskiej. Oprac. D. Wojda. – Aneks: Wisława Szymborska: Dwadzieścia jeden wierszy [w wyborze S. Balbusa].
6. Zosia. [Wiersze i proza]. Kr.: Księgarnia Akademicka 2015, 227 s.
Tom poświęcony zmarłej w 2013 żonie, Zofii Iwańskiej, primo voto Nowak, secundo voto Nowak-Balbus. Zawiera 30 wierszy i 30 mikroopowiadań, przekłady poetyckie oraz wspomnienia S. Balbusa. Tu także teksty innych autorów: Tadeusza Nowaka (wiersze dedykowane żonie), Krystyny Nalepy (miniatury poetyckie poświęcone przyjaciółce), Tomasza Jastruna (wstęp), Zofii Nowak-Balbus (wiersze z papierów pośmiertnych).

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: O „Niewoli tatarskiej” Henryka Sienkiewicza. [Współautor:] T. Bujnicki. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1968 nr 168 z. 14 s. 115-173, przedr. pt. Stylizacja na pamiętnik szlachecki wobec synkretyzmu struktury gatunkowej „Niewoli tatarskiej” H. Sienkiewicza. W: Poetyka i historia. Wr. 1968 s. 81-102. – Problem stylizacji w poetyce i niektóre zagadnienia stylu poetyckiego. W: Poetyka i historia. Wr. 1968 s. 131-152. – Z problemów rytmiki wiersza Zygmunta Krasińskiego. „Pam. Lit.” 1970 z. 4 s. 139-160. – O pewnym typie prozy rytmicznej w romantyzmie. (Casus: „Agaj-Han” Zygmunta Krasińskiego). W: Metryka słowiańska. Wr. 1971 s. 173-211, przekł. ros.: Ritmičeskaâ proza pol’skogo romantizma. [Przeł.] E. Ruminkova. W: Popytki strukturnogo tolkovaniâ poetičeskogo teksta. Leningrad 1979. – Poetyka „psalmów” Tadeusza Nowaka. „Twórczość” 1972 nr 1 s. 71-82. – Psalm zabandażowany. „Tyg. Kult.” 1972 nr 2 s. 4 [dot. twórczości T. Nowaka], przedr. w: Tadeusz Nowak. Wwa 1981 s. 160-171. – O poezji Tadeusza Nowaka. [Przedm. do:] T. Nowak: Wybór wierszy. Wwa 1973 s. 5-[18]. Wyd. 2 tamże 1979, przekł. niem. wersji skróconej: Vorwort. [Przeł.] H. Bereska. W: T. Nowak: Weisser als Schnee. Berlin 1990. – Okresy i prądy literackie [wstęp]; Terminy i pojęcia nauki o literaturze. [Współautor:] M. Szybist. W: Lektury obowiązkowe. Wr. 1973 s. 9-32; 457-506. Wyd. nast.: wyd. 2 1975, wyd. 3 1977. – Tradycja i kształty poezji Tadeusza Nowaka. „Opole” 1973 nr 5 s. 16-17, nr 6 s. 14-15. – Propozycje metodologiczne M. Bachtina i ich teoretycznoliterackie konteksty. [Przedm. do:] M. Bachtin: Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu. Kr. 1975 s. 5-56. – Pielgrzym i żołnierz – tułacz. Restytucja motywu pielgrzyma w wojennej poezji Władysława Broniewskiego. [Współautor:] T. Bujnicki. W: Literatura wobec wojny i okupacji. Wr. 1976 s. 103-119. – Zych. „Poezja” 1977 nr 4 s. 18-29 [dot. twórczości poetyckiej J. Zycha]. – Lew Wygotski i jego teoria kultury: psychologia, język, sztuka. [Wstęp do:] L. Wygotski: Psychologia sztuki. Kr. 1980 s. 5-45. – Graficzny inwariant tekstu literackiego. W: O języku literatury. Katow. 1981 s. 230-56. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.”, 397. – Sztuka małej prozy. „Pismo” 1981 nr 4 s. 77-91, przekł. serb.: [Przeł.] B. Rajčić. „Treti Program”, Belgrad 1986 z. 3 [dot. twórczości K. Filipowicza]. – Stylizacja i zjawiska pokrewne w procesie historycznoliterackim. „Pam. Lit.” 1983 z. 2 s. 133-163. – Wielkie milczenie. „Arka”* 1983 nr 5 s. 48-67, przedr. „Arka”, Paryż 1986 [cz. 1] s. 109-130 [dot. literatury pol. l. 1960-1980]. – „Pierwszy ruch jest śpiewanie”. (O wierszu Miłosza – rozpoznanie wstępne). W: Poznawanie Miłosza. Kr., Wr. 1985 s. 461-521, przekł. ang.: „The first movement is a singing”. A preliminary study of Miłosz’s verse. W: Miłosz like the world. Frankfurt am Main 2015 s. 103-134. – Poetycka dywersja w nowomowie. „bruLion”* 1987 nr 2/3 s. 115-132, przekł. bułg.: [Przeł.] J. Milčakov. W: Jezik na totalitarnata propagandata. Šumen 1991. – Modlitwy z Ziemi Ulro. (O metafizyce i historiozofii Tadeusza Nowaka). „Twórczość” 1989 nr 10 s. 41-65. – Mistrz i jego świadek. „NaGłos” 1990 nr 1 s. 106-118 [dot. prac A. Drawicza]. – Oksymoroniczne gry intelektualne – Leśmian. „Ruch Lit.” 1990 nr 4/5 s. 271-291. – Śpiew czasu. „NaGłos” 1990 nr 2 s. 209-220, przedr. w: O Brodskim. Katow. 1993 s. 79-92 [dot.: J. Brodski: Śpiew wahadła]. – The great silence of the black hole. Literature in the face of communism. [Przeł.] R. Śliwińska. W: Literary Galicia. Kr. 1991 s. 39-50. – Henryk Markiewicz jako teoretyk literatury. W: Kryzys czy przełom. Kr. 1994 s. 11-57. – Poetyka i światopogląd „światów możliwych” Wisławy Szymborskiej. „Ruch Lit.” 1994 nr 1/2 s. 1-22. – Granice poetyki i kompetencje teorii literatury. W: Poetyka bez granic. Wwa 1995 s. 7-31 Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 78. – O Henryku Markiewiczu – opowieść biograficzna z dygresjami. [Przedm. do:] H. Markiewicz: Prace wybrane. T. 1. O Prusie i Żeromskim. Kr. 1995 s. [5]-41. – Tak mało wierszy, tak wiele poezji [wstęp]; Wisława Szymborska, czyli Pytanie w Odpowiedzi na Pytanie. W: Radość czytania Szymborskiej. Kr. 1996 s. 7-19; 278-286. – [Wypowiedź w:] O Kazimierzu Wyce. Kr. 1996 s. 44-53. – Tadeusz Nowak – szkic do portretu i jedno zbliżenie; Wisława Szymborska – szkic do portretu i jedno zbliżenie. W: Lektury polonistyczne: literatura współczesna. T. 1. Kr. 1997 s. 253-292; 339-372. – „Jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.” („Ja” wobec rzeczy w poezji Szymborskiej). W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999 s. 125-147. Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 22. – Kornel Filipowicz – szkic do portretu i próba zbliżenia. W: Lektury polonistyczne: literatura współczesna. T. 2. Kr. 1999 s. 247-270. – „Zagłada gatunków”. „Teksty Drugie” 1999 nr 6 s. 25-39, przedr. w: Genologia dzisiaj. Wwa 2000. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 82, przekł. ang.: The extinction of species. W: From modern theory to a poetics of experience. Frankfurt am Main 2014. – Kornel Filipowicz jako poeta. W: Kornel Filipowicz – szkice do portretu. Kr. 2000 s. 62-91. – „Piosenka na jedną strunę”. (W stronę poetyki intertekstualnej Miłosza). W: Poznawanie Miłosza 2. Cz. 1. Kr. 2000 s. 265-293. – Maria Dłuska. Życie i twórczość. [Wstęp do:] M. Dłuska: Prace wybrane. T. 1. Odmiany i dzieje wiersza polskiego. Kr. 2001 s. [V]-XLVI. – Metodologie i mody metodologiczne we współczesnej humanistyce (literaturoznawczej). „Przestrzenie Teorii” 2002 nr 1 s. 97-103. – Od tekstu do „Tekstu” (i z powrotem). W: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Wwa 2002 s. 113-125. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 83. – Piękna niepojęta. (Epistemologia jabłonki). „Przestrzenie Teorii” 2006 nr 6 s. 143-190 [dot. twórczości W. Szymborskiej]. – Co nam mówi „żywy trup” albo Śmierć i zmartwychwstanie Juliusza Słowackiego. W: Amoenitates vel lepores philologiae. Kr. 2007 s. 471-495. – Neurosemiotyka jako hermeneutyka kultury i literatury. (Krótki komentarz do rozpraw Jana Kordysa). „Przestrzenie Teorii” 2007 nr 8 s. 179-192. – Znaki róży. (O poezji Juliana Przybosia). W: Od tematu do rematu. Przechadzki z Balcerzanem. Pozn. 2007 s. 345-376. – Nieśmiertelna choroba. O „Psalmach” Tadeusza Nowaka. W: Interpretować dalej. Kr. 2011 s. 421-442. – Budowanie przestrzeni „Traktatu teologicznego” = Constructing space in „Treatise on theology” W: Miłosz i Miłosz. Kr. 2013 s. 191-205. – Henryk Markiewicz (16 XI 1922 – 31 X 2013). „Przestrzenie Teorii” 2014 nr 22 s. 299-310. – Henryk Wielki. „Wielogłos” 2014 nr 1 s. 1-9 [dot. H. Markiewicza]. – „Conversation at Easter 1620” – an intertextual interpretation. W: Miłosz like the world. Frankfurt am Main 2015 s. 161-178. – Tadeusz Nowak (11 XI 1930 - 10 VIII 1991). W 25. rocznicę śmierci. „Konteksty Kult.” 2016 [nr] 13 z. 4 s. 333-343. – Wisława Szymborska. O antropocentryzmie bez przesady. „Wielogłos” 2016 nr 3 s. 15-26.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Lektury obowiązkowe. Szkice, eseje, felietony na temat lektur szkolnych. Red.: S. Balbus i W. Maciąg. Wr.: Ossol. 1973, 517 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1975, wyd. 3 1976.
2. M. Bachtin: Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu. Przeł.: A. i A. Goreniowie. Oprac., wstęp, komentarze i weryfikacja przekładu: S. Balbus. Kr.: WL 1975, 653 s. Bibl. Studiów Lit.
3. S. Jesienin: Poezje. Wybrał i przeł. T. Nowak. [Wstęp oraz oprac. i konsultacja filolog. przekł., red.] S. Balbus. Kr.: WL 1975, 139 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1978, wyd. 3 1987.
Inf. o udziale S. Balbusa (poza wstępem) na podstawie Ank. 2009.
4. L. Wygotski: Psychologia sztuki. Przeł. M. Zagórska. Oprac. przekł.: T. Szyma. Oprac. nauk. tekstu, wstęp oraz komentarze: S. Balbus. Kr.: WL 1980, 489 s.
5. M. Broda: Światło przestrzeni. [Wiersze]. [Oprac. i posł.:] S. Balbus. Kr.: OL 1990, 43 s.
Inf. o udziale S. Balbusa na podstawie Ank. 2009.
6. Cz. Miłosz: Wiersze wybrane. Wybór, [oprac.] i posł.: S. Balbus. Kr.: Miniatura 1990, 77 s.
7. H. Markiewicz: Prace wybrane. Pod red. i ze wstępem S. Balbusa. Kr.: Universitas. Klasycy Współcz. Pol. Myśli Hum.
T. 1. O Prusie i Żeromskim. 1995, 289 s.
T. 2. Z historii literatury polskiej. 1996, 490 s.
T. 3. Główne problemy wiedzy o literaturze. 1996, 376 s.
T. 4. Wymiary dzieła literackiego. 1996, 343 s.
T. 5. Z teorii literatury i badań literackich. 1997, 304 s.
T. 6. Z dziejów polskiej wiedzy o literaturze. 1998, 452 s.
8. T. Nowak: I co na niebie, i co jest na ziemi. Wiersze z lat 1949-1991. Wybór, układ i posł.: S. Balbus. Kr.: OL 1995, 230 s.
9. Radość czytania Szymborskiej. Wybór tekstów krytycznych. Oprac.: S. Balbus i D. Wojda. Kr.: Znak 1996, 381 s.
10. T. Nowak: Jeszcze ich słyszę, widzę jeszcze; Jak w rozbitym lustrze. [Powieści]. [Oprac. edytorskie] S. Balbus. Wwa: Muza 1999, 346 s. Sami swoi.
Inf. o udziale S. Balbusa na podst. Ank. 2009.
11. Ostrożnie z literaturą. (Przykłady, wykłady oraz inne rady). Praca zbiorowa. Pod red. S. Balbusa i W. Boleckiego. Wwa: Wydawn. IBL 2000, 229 s. IBL PAN. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 80.
12. M. Dłuska: Prace wybrane. Pod red. [i ze wstępem] S. Balbusa. Kr.: Universitas 2001. Klasycy Współcz. Pol. Myśli Hum.
T. 1. Odmiany i dzieje wiersza polskiego. XLVI, 544 s.
T. 2. Próba teorii wiersza polskiego. 364 s.
T. 3. Poezja wierszem i prozą. 501 s.
13. Stulecie Przybosia. Praca zbiorowa. Pod red. S. Balbusa i E. Balcerzana. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2002, 430 s. Filologia Pol. UAM, 73.
14. Intersemiotyczność. Literatura wobec innych sztuk (i odwrotnie). Pod red. S. Balbusa, A. Hejmeja, J. Niedźwiedzia. Kr.: Universitas 2004, 447 s.
15. T. Nowak: Bramy czułości. [Wiersze]. Wybór i posł.: S. Balbus. Lubl.: Wydawn. Archidiecezji Lubel. Gaudium 2006, 143 s. Liryka i Metafizyka.
16. Tadeusza Nowaka psalmy śpiewane, psalmy mówione, pieśni bezsenne. Oprac. i posł.: S. Balbus. Kr.: Księg. Akademicka 2016, 99 s. + 1 dysk optyczny (CD).



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2010.
 	Autor o sobie: Stanisław Balbus. W: Autoportret z Gołębnikiem w tle. Profesorowie krakowskiej polonistyki o sobie. Kr. 2016.
 	Wywiady: Poeta nigdy nie wie, co napisał. Rozm. G. Dziedzic. „Echo Kr.” 1992 nr 198; Gospodarz potrzebny od zaraz. Rozm. R. Kozik. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 70 dod. „Kraków”; Zawsze miałem ambicje, żeby zostać wirtuozem lektury… Rozm. M. Kalemba. „Bez Porównania” 2005 nr z VI; Co to jest miłość? Rozm. A. Pietruszka. „Znak” 2017 nr 4.
 	WUP t. 1.
 	M. ZACZYŃSKI: Stanisław Balbus – bibliografia. W: Różne głosy. Prace ofiarowane Stanisławowi Balbusowi na jubileusz siedemdziesięciolecia. Kr. 2013.

Ogólne

 	P. STACHNIK: Literatura mierzona suwakiem. „Dz. Pol.” 2002 nr 31.
 	P. SOBOLCZYK: Od teorii do hermeneutyki. Przypadek Stanisława Balbusa. „Przestrzenie Teorii” 2006 nr 6.
 	PS: Leksykon. Stanisław Balbus. „Dekada Lit.” 2007 nr 2/3.
 	K. GRZYBOWSKA, A. BUSZEK: Na Balbusa się chodziło ... „Alma Mater” 2014 nr 169/170.

Między stylami

 	M. WOJTAK. „Stylistyka” 1994 [t. 3].
 	B. OWCZAREK: Stylizacja. Intertekstualność. Historia literatury. „Prz. Hum.” 1995 nr 1.
 	E. KASPERSKI: Balbus czy Bachtin? Spór o koncepcję stylu i stylistyki w badaniach literackich. W: Style a tekst. Opole 1996.
 	J. MARGAŃSKI. „Pam. Lit.” 1996 z. 1.

Poezja w czasie marnym

 	M. LUBELSKA: Komedia intelektualna. „Znak” 1992 nr 11.
 	B. FARON: Dwie książki w jednej. W tegoż: Spotkania i powroty. Wwa, Kr. 1995.

Świat ze wszystkich stron świata

 	J. GRĄDZIEL: Co kto woli. „Teksty Drugie” 1997 nr 6.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Od tego trzeba było zacząć. „Nowe Książ.” 1997 nr 5.
 	M. MIKOŁAJCZAK. „Edukacja Hum.” 2000 nr 4.

Zosia

 	K. LISOWSKI: Talent rozdawania siebie. „Nowe Książ.” 2015 nr 8.
 	J. WOJCIECHOWSKI: Tren. „Kraków” 2015 nr 7/8.
 	A. BUSZEK: Pięć liter. „Elewator” 2016 nr 4.

Lektury obowiązkowe

 	K. DYBCIAK: Przybliżać czy obniżać? „Teksty” 1974 nr 3.

L. Wygotski: Psychologia sztuki

 	Psychologia sztuki (Prace redakcyjne i edytorskie poz. 4): Z. MITOSEK: O psychologię humanistyczną. „Mies. Lit.” 1982 nr 7.

Radość czytania Szymborskiej

 	K. LISOWSKI: Oglądana „z sześciu stron”. „Nowe Książ.” 1997 nr 1 [dot. także: A. Legeżyńska: Wisława Szymborska].

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="2859" title="Marcin BARAN" slug="marcin-baran">ur. 1963

Pseud.: MET.

Poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 16 listopada 1963 w Krakowie w rodzinie lekarzy; syn Erazma Barana i Mirosławy z Kowalskich. Uczęszczał do V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego w Krakowie. W 1982 uzyskał świadectwo dojrzałości i podjął studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Pierwsze wiersze zaprezentował publicznie w 1985 w krakowskim niezależnym piśmie czytanym „NaGłos”. W 1987 na łamach bezdebitowego kwartalnika „brulion” (później „bruLion”), którego był współzałożycielem, ogłosił debiutanckie utwory poetyckie pt.: Wyszczerbione śmiercią […]; Kiedy umiera Pelletier; 1945; Wiosna; Ziemia poddana (1987 nr 1); jako poeta i członek zespołu redakcyjnego współpracował z tym pismem do 1990 (utwory podp. m.in. pseud.: MET). W 1987 uzyskał na UJ magisterium i rozpoczął prace nad doktoratem, poświęconym współczesnej liryce miłosnej (rozprawa, zawężona następnie do problematyki liryki kobiecej, nie została ukończona). W 1987-88 pracował w Wydawnictwie Literackim w Krakowie na stanowisku referenta, a po przerwie, w 1990-91 – kierownika działu promocji, p.o. dyrektora do spraw produkcji. W 1991 został dziennikarzem radiowym, związanym początkowo z Radiem Kraków, w 1992-93 z Radiem Mariackim i w 1993-95 ponownie z Radiem Kraków (jako kierownik redakcji kultury). W 1993 razem z Marcinem Świetlickim i Marcinem Sendeckim ogłosił na łamach „bruLionu” (nr 21/22) utwór pt. Wiersz wspólny (półfinałowy), uznany za manifest pokolenia związanego z tym kwartalnikiem. W 1996 nawiązał współpracę z Telewizją Polską S.A. (TVP) i do 1998 był współautorem cyklicznych programów emitowanych w paśmie ogólnopolskim – TVP 1 (Czytadło) i lokalnym – TVP Kraków (SziK, czyli Sztuka i Kultura oraz Krakowski Komentarz Osobisty). Brał też udział w realizacji filmów dokumentalnych poświęconych pisarzom, przygotowywanych dla TVP 2 (pt. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego rozważania o cnotach w 1998, Jerzy Pilch. Wyznania człowieka piszącego po polsku w 1999). Od 1996 uczestniczył w przygotowaniu dorocznych edycji festiwalu Warszawa Pisarzy, organizowanego przez Fundację Inicjatyw Międzynarodowych (aż do ósmej edycji festiwalu w 2004). Rozwijał twórczość poetycką i publikował kolejne tomy wierszy, kontynuując jednocześnie pracę zawodową. W 1999-2000 jako pracownik Zespołu Literackiego „Frankfurt 2000”, działającego w strukturach Stowarzyszenia Willa Decjusza w Krakowie i zajmującego się zagraniczną promocją Polski poprzez literaturę, współredagował wydawane przez ten zespół publikacje. Przez następne cztery lata wchodził w skład redakcji tygodnika „Przekrój”, najpierw jako kierownik redakcji kultury, potem sekretarz redakcji i w końcu zastępca redaktora naczelnego. Był współzałożycielem powołanego w 2003 w Krakowie Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” i należał (z przerwami) do jury Nagrody Wielkiego Kalibru, od 2004 przyznawanej przez to stowarzyszenie, a od 2009 – w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Po 2004 był kolejno: kierownikiem działu krajowego w Instytucie Książki w Krakowie (do 2005), redaktorem naczelnym ogólnopolskiego miesięcznika poświęconego nowościom kulturalnym „Arte” (do 2006), kierownikiem redakcji kultury w Radiu Kraków (do 2007), sekretarzem redakcji (od 2007) i zastępcą redaktora naczelnego krakowskiego „Dziennika Polskiego” (2009-2011). W 2012 rozpoczął pracę w Muzeum Historycznym M. Krakowa, w 2013 objął tam stanowisko kierownika Redakcji Wydawnictw. Brał udział w przygotowywaniu kolejnych festiwali literackich: w 2012 został dyrektorem programowym Festiwalu im. B. Schulza (organizowanego przez Wydawnictwo EMG we Wrocławiu, pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Prezydenta Wrocławia), a w 2016 dyrektorem programowym Międzynarodowego Festiwalu Poezji Silesius 2016.

W 1986 ożenił się z Renatą Gazdą, nauczycielką, z którą ma trzech synów: Mikołaja (ur. 1987), Wojciecha (ur. 1988), i Dominika (ur. 2004). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Pomieszanie. (1983-1988). [Wiersze]. Kr.: OL 1990, 61 s.
2. Sosnowiec jest jak kobieta. (1989-1991). [Wiersze]. Kr., Wwa: „bruLion” 1992, 30 s. BibLioteka.
3. Sny słodkie jak chuj. [Wiersz]. Białystok: Ofic. Grópy[!] Obłęd 1995, [1] s. Bibl. Jednego Wiersza.
4. Sprzeczne fragmenty. [Wiersze]. Pozn.: a5 1996, 29 s. Bibl. Poetycka. Wydawn. a5, 26.
5. Zabiegi miłosne. [Wiersze i proza poetycka]. Kr.: Baran i Suszczyński 1996, 55 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike za r. 1997.
Zawartość: Otwarcie na motywach: Wcześniejsze ustalenia [proza poetycka]. – Temat: Zestaw ćwiczeń duchowych [proza poetycka]. – 27 wariacji sentymentalnych i sennych [wiersze]. – Koda: Biedny chrześcijanin traci wyczucie proporcji i zwraca się bezpośrednio do Boga w sprawie raczej błahej [wiersz].
6. Najnowszy podręczny senniczek polski. [Współautor:] D. Rodziewicz. Kr.: WL 1998, 76 s.
Utwór satyryczny utrzymany w konwencji sennika.
7. Tanero. [Wiersze]. [Fot. z cyklu:] Słodka sztuka mimesis: W. Wilczyk. Kr.: OL 1998, 70 s.
8. Trylogia. [Słuchowisko radiowe i wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 15 s. Barbarzyńcy i Nie, 10.
Zawartość: Rozkoszny koniec [wiersz]. – Jacek i Agatka [słuchowisko radiowe]. – A teraz jutro [wiersz].
9. Prozak liryczny. [Proza poetycka]. Kr.: WL 1999, 45 s.
10. Ryszard Krynicki. [Szkic]. [Przeł.] D. Muβ-Gorazd. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 1999, 27 s.
Tekst w jęz. niem.– Zawiera także wybór wierszy R. Krynickiego w przekł. oraz fragm. wywiadów i wypowiedzi krytyków o poecie.
11. Bóg raczy wiedzieć. [Poemat]. Rys.: D. Szewionkow-Kismiełow. Kr.: Zebra 2000, 34 s. Przedr. zob. poz. 16.
12. Destylat. [Wybór wierszy i prozy poetyckiej]. Kr.: Zielona Sowa 2001, 131 s.
Zawiera utwory z l. 1983-1999.
13. Gnijąca wisienka i inne wcielenia. [Wiersze]. Kr.: a5 2003, 54 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, 45.
14. Warszawa’44. [Album fotografii niemieckich z okresu Powstania Warszawskiego]. Koncepcja: B. Kalinowska i M. Kędra. Teksty: M. Baran i M. Wójcik. Wwa: Edipresse; Pozn.: Zysk i S-ka 2004, [104] s.
15. Jeden Kraków 26 lat. [Katalog]. [Autorzy:] J. Szot: 55 fotografii; M. Baran: 11 wierszy [oraz wstęp]. Red.: J. Szot. Kr.: Muzeum Historii Fot. [2007], [67] s.
16. Mistyka i zmysły. [Wybór wierszy, poematów i prozy poetyckiej]. Kr., Budapeszt: Austeria 2008, 160 s.
Zawiera wybór utworów z l. 1986-2003, m.in. poematy Give war a chance, Bóg raczy wiedzieć [por. poz. 11].
17. Mniej, więcej, wszystko. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Gutorow. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, cop. 2011, 119 s. Bibl. Poezji Współcz., 31.
18. Niemal całkowita utrata płynności. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. EMG 2012, 88 s.
Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius przyznana (w kategorii książka roku) w 2013.
19. Antologia. [Wiersze]. [Wstęp:] P. Próchniak. Wwa: Hachette Polska 2013, 188 s. Poezja pol., 76.
Zawiera wybór wierszy z poz. 1, 2, 4, 5, 7, 13, 18.
20. Kłopoty z mlekiem dla kota. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: A. Żelewska. Wwa: Egmont Polska 2013, 31 s. Czytam sobie, Poziom 1. Składam Słowa.
21. Zebrane. Wiersze i poematy 1983-2013. Red. i posł.: M. Baran. Kr.: EMG 2013, 456 s.
Zawiera przedruki wierszy z poz.: 1, 2, 4, 5, 8, 7, 9, 11, 13, 18; nadto cykle: Nic się nie zmarnuje (rozproszone, spoza zbiorów, niedrukowane, dawne i nowe); Koniec końców – po słowie pt. Pięćdziesiątka.

Adapt. w formie komiksu wiersza pt. 21 lipca. [Rys.] M. Prawelska „Czekolada stołeczna”. W: Powrót barbarzyńców i nie. Wr. 2013 s. 21-24. Poezje, 92.

Wybór utworów w przekł. słowac.: Out of record. [Przeł.] K. Chmel. Banská Bystrica 2000.
Przekłady wierszy M. Barana w antologiach zagranicznych: ang.: City of memory. A bilingual anthology of contemporary polish poetry. [Przekł. i oprac.:] M. J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, IN 2015, – bułg.: Antologiâ na novata poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, – czes.: Bílé propasti. Skalice nad Svitavou, Brno 1997, – franc.: Poésie. [Montricher], Paris 2000, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Przeł.:] A. Murcia, G.Beltrán, X, Farré. Zaragoza 2012, – niem.: Poesie. [Przeł.] K. Dedecius. Zürich 1996; Das Unsichtbare lieben = Kochać to, co niewidzialne. Wybór i posł.: D. Danielewicz-Kerski. Przedm.: A. Zagajewski. Köln [1998]; Es ist Zeit, Wechsle die Kleider! Stimmen aus Polen / Gedichte ausgewählt, zusammengestellt und hrsg. von Peter Gehrisch und Dieter Krause. [Red.:] J. Bernig, U. Rachowski. Dresden 1998, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac.] B. Rajčić. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2013.
Adaptacja i przekłady
1. Chandler, poeci i inni… [Widowisko poetyckie]. Scenariusz: A. Czernecka, M. Baran. Praprem. tv: Reż.: A. Czernecka, D. Pawelec. TVP 1998.
Widowisko oparte na wierszach z antologii: Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. Zob. Prace redakcyjne poz. 1.
2. J. Pilch: Monolog z lisiej jamy. [Opowiadanie]. Adapt. tv: A. Czernecka, M. Baran, J. Krysiak. Reż.: J. Krysiak. TVP 1998.
3. M. Spillane: Ja jestem sądem. [Powieść]. Przeł.: T. Kunz i M. Baran Kr.: EMG 2008, 180 s.
4. Ch. Bukowski: Światło błyskawicy za górą. Nowe wiersze. Przeł.: M. Baran i D. Rodziewicz. Wwa: Noir Sur Blanc 2009, 298, [6] s.
5. Ch. Bukowski: Noce waniliowych myszy. [Wybór wierszy]. [Wstęp:] T. Nyczek. Przeł.: M. Baran, L. Engelking, M. Kłobukowski, P. Madej, D. Rodziewicz. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2014, 401 s.
Prace redakcyjne
1. Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. Pomysł i red. antologii: M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: Zebra 1997, 39 s. Bibl. Zebry. Wyd. nast. [popraw.] w: Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii: Długie pożegnanie. Kr.: EMG 2010, 102 s. Zob. poz. 12.
Antologia wierszy poświęconych autorowi powieści kryminalnych, R. Chandlerowi.
2. Czesław Miłosz. Red.: M. Baran. [Przeł.:] K. Dedecius, F. Griese, U. Kiermeier. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur 1999, 50 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
3. Adam Zagajewski. [Wstęp:] J. Klejnocki. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. [Przeł.:] K. Dedecius, L. Murawski. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 30 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
4. Janusz Głowacki. [Wstęp:] E. Baniewicz, H. Bereza. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran, A. Volk. [Przeł.] M. Steinhilper. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 27 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
5. Jerzy Ficowski. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. [Przeł.] L. Murawski. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 30 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
6. Jerzy Pilch. [Wstęp:] D. Nowacki. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. Przeł.: A. Lempp, D. Daume. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 22 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
7. Polska zaprasza. [Album]. Koncepcja albumu: M. Pawlicki. Dobór cytatów: J. Polkowski, M. Baran. Oprac. graf.: A. Budek, J. Ebert. Wwa: K&amp;amp;K Advertising 2000, 139 s.
Przekł.: ang.: Pol@nd welcomes you. Wwa 2000, – niem.: Polen l@dt ein. Wwa 2000.
8. Sławomir Mrożek. [Wstęp: ] M. Kijowska. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 31s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. wypowiedzi krytyków dot. pisarza oraz wybór z jego twórczości w przekł.
9. Tadeusz Różewicz. [Wstęp:] P. Śliwiński. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. [Przeł.] U. Bischof. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 27 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także oraz fragmenty wypowiedzi krytyków dot. poety oraz wybór z jego wierszy w przekł.
10. Carnivorous Boy. Carnivorous Bird. Poetry from Poland. [Antologia]. Red.: M. Baran. Współpraca: A. Skucińska, E. Wójcik-Leese. Brookline, MA: Zephyr Press 2004, 335 s.
Zawiera wiersze 24 pol. poetów, urodzonych w l. 1958-1969. – Teksty w jęz. pol. i ang.
11. Trupy polskie. Kryminał, thriller, sensacja. Opowiadania. Red.: M. Baran. Kr.: EMG 2005, 268 s. Pol. Kolekcja Kryminalna, 1.
12. Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii: Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. [Red. :] M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: EMG 2010, 102 s. Zob. poz. 1.
Antologia wierszy poetów pol. poświęconych R. Chandlerowi.
13. Teatr w Nowej Hucie. [Katalog wystawy]. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. Oddz. Dzieje Nowej Huty 2013, 295 s.
14. Krakowscy wyklęci. [Katalog wystawy]. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. Oddz. Fabryka Emalia O. Schindlera 2014, 175 s.
15. Liberation or subjugation? On the 70th Anniversary of the battle for Kraków. [Katalog wystawy]. [Red.:] M. Baran. [Przeł.] M. Szymonik. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. Oddz. Fabryka Emalia O. Schindlera 2015, 215 s.
Tytuł także w jęz. pol.: Wyzwolenie czy zniewolenie? W 70. rocznicę bitwy o Kraków.
16. P. Hapanowicz: Exhibition „Cyberteka. Kraków – time and space”. The Krzysztofory Palace. Guide [Red.:] M. Baran. [Przeł.] J. Bełch-Rucińska. Kr.: Historical Museum of the City of Kraków 2015, 52 s.
Tytuł także w jęz. pol.: Cyberteka. Kraków – czas i przestrzeń.
17. Forty austriackie w Nowej Hucie. [Katalog wystawy]. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. Oddz. Dzieje Nowej Huty 2015, 131 s.
18. Miasto bez murów. W 650. rocznicę lokacji Kleparza (1366-2016). [Katalog wystawy]. T. 2. Koncepcja, redaktor prowadzący: A. Radwan. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. 2016, 119 s.
19. Płaszów – odkrywanie. [Materiały konferencyjne]. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. 2016, 251 s.
20. Bufet pod kombinatem. [Katalog wystawy]. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Hist. M. Kr. 2017, 143 s.
20. Prawie wszystko o Zwierzyńcu. [Katalog wystawy]. Kurator wystawy i kierownik projektu: M. Lempart. Red.: M. Baran. Kr.: Muzeum Historyczne M. Kr. 2017, 100 s.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Autor o sobie: Krytyka i jej kryteria. „Znak” 1998 nr 7.
 	Wywiady: M. Baran, K. Koehler, M. Świetlicki: Nowe „Dziady”. Rozm. P. Rodak. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6 [wywiad z poetami związanymi z pismem „bruLion”]; Gałczyńskiego też nie od razu cytowali. Rozm. R. Rżany. „Nowy Nurt” 1996 nr 6; Trzeba być bezwzględnym i delikatnym. Rozm.: A. Kosińska, R. Adamczak. „Opcje” 1998 nr 1; Kobieta jak Sosnowiec. Rozm.: G. Dyduch, M. Świetlicki. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 91 dod. „Wysokie Obcasy” nr 16; Nie o nazwiska tu chodzi, a o zbiorowy wysiłek, zbiorowe dzieło. Rozm. M. Wiatrak. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 220 dod. „Kraków”; Skubnąć jakiegoś noblistę. Rozm. M. Wiatrak. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 21 dod. „Kraków”; Chronicznie niedojrzały. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 204 dod. „Kraków” [dot.: Niemal całkowita utrata płynności:]; Mistyka i zmysły, Krzysztofie, nic, tylko mistyka i zmysły. Rozm. K. Siwczyk. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 48 dod. „Warszawa” [dot.: Niemal całkowita utrata płynności]; O grach (planszowych). Rozm. W. Klera. „Elewator” 2015 nr 2.
 	LP XX w. (D. Nowacki).

Ogólne

 	[I. SMOLKA] W. ISSA; [M. STALA] J. KRZOS: Na progu wyboru; [L. SZARUGA] L.SZ. „Brulion”* 1987 nr 1[komentarze do ogłoszonych w piśmie debiutanckich wierszy M. Barana].
 	J. KORNHAUSER: Nowi dzicy. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6 [dot. poetów związanych z pismem „bruLion”, m.in. M. Barana].
 	Nowi poeci ojczyzny. Rozmowa redakcyjna. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6 [wypowiedzi, m.in. dot. M. Barana, autorów: Z. Bieńkowski, G. Borkowska, P. Gruszczyński, P. Sommer, M. Zaleski].
 	J. KORNHAUSER: Marcin Baran. Alfabet pisarzy krakowskich. (4). „Gaz. Wybor.” 1994 nr 227 dod. „Gaz. w Kr.”.
 	J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: Chwilowe zawieszenie broni. Wwa 1996, passim.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Doświadczaj mnie, Panie. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	K. POTRĘĆ: „Okręcić wokół naszych palców…” Poetycki frotagge Marcina Barana. „Akcent” 1998 nr1/2.
 	M. WIECZOREK: BruLion. Instrukcja obsługi. Kr. 2005, passim.
 	J. ORSKA: Warunki obserwacji. „FA-art” 2006 nr 1/2 [dot. także M. Sendeckiego], przedr. z podtyt.: O poezji Marcina Sendeckiego i Marcina Barana. w tejże: Liryczne narracje. Kr. 2006 oraz w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Piosenka w poezji ery transformacji 1984-2009. Pozn. 2009.
 	J. GUTOROW: Jeszcze jeden apokryf. W tegoż: Księga zakładek. Wr. 2011.
 	P. MACKIEWICZ: Czy „bruLion” nie ma końca? Roczniki osiemdziesiąte wobec „bruLionu”. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013, przedr. w: Tajne bankiety. Pozn. 2014 [dot. m. in. M. Barana].
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski: Epopeja rozkładu. Motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci). Katow. 2015, passim.
 	P. PASZEK: Modlitwa i eros-ja. Przypadek podmiotu w poezji Marcina Barana. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	J. KLEJNOCKI: „Sny słodkie jak chuj”. Dwa słowa o formule poetyckich zabiegów Marcina Barana. W tegoż: Przez wiersze. Wwa 2016.

Pomieszanie

 	Z. BIEŃKOWSKI: Człowiek, arcydzieło niepewności. „Tyg. Lit.” 1991 nr 22/23.

Sosnowiec jest jak kobieta

 	Sz. KANTORSKI: Nie mówić o ukojeniu. „Czas Kult.” 1993 nr 4.

Sprzeczne fragmenty

 	G. BORKOWSKA: Wiersz i kochanka – karmieni tym samym. „Res Publica Nowa” 1997 nr 12 [dot. także: Zabiegi miłosne].
 	M. CHORABIK: Przez codzienność do spraw istotnych. „Tytuł” 1997 nr 2.
 	M. PISARSKI: W poszukiwaniu nowej bajki. „Czas Kult.” 1997 nr 4 [dot. także: Zabiegi miłosne].
 	M. STALA: Każde umieranie ma swoje zaklęcia. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 20, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997.
 	A. GRABOWSKI: Prywatne dochodzenie. „Znak” 1998 nr 2.

Zabiegi miłosne

 	M. KISIEL: Starty i falstarty. Program „nowego maskulinizmu”. „Śląsk” 1996 nr 11, przedr. pt. Walory intymizmu. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	K. LISOWSKI: Perfekcyjna bezradność. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 28.
 	K. MALISZEWSKI: „Trzydziestotrzyletni zakończył w katakumbach mało owocną pielgrzymkę w poszukiwaniu kobiety i zanosi błagania”. „FA-art” 1996 nr 3, przedr. zmien. pt.: Duchowi Świętemu nie robi się zdjęć. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	A. OSIECKA: Świtanie tapet. „Życie Warsz.” 1996 nr 132, przedr. w tejże: Gawędy o lekturach. Wwa 2010.
 	A. STASIUK: Nawiedzone miejsca. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 201.
 	P. WILCZEK: Inwazja sentymentalizmu? „Nowe Książ.” 1996 nr 9.
 	G. BORKOWSKA: Wiersz i kochanka – karmieni tym samym. „Res Publica Nowa” 1997 nr 12 [dot. także: Sprzeczne fragmenty].
 	M. PISARSKI: W poszukiwaniu nowej bajki. „Czas Kult.” 1997 nr 4 [dot. także: Sprzeczne fragmenty].

Najnowszy podręczny senniczek polski

 	ROK, KGJ, JR: Cennik egipski. „Czas Kult.” 1998 nr 3.

Tanero

 	J. DRZEWUCKI: Groza życia. „Rzeczpospolita” 1998 nr 304.
 	J. KLEJNOCKI: Czułe słówka, twarde słowa. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 50.
 	Z. CHOJNOWSKI: Sztuka obserwacji. „Studium” 1999 nr 1/2.
 	J. ORSKA: „Tanero”, czyli fikcja komunikacji. „Kresy” 1999 nr 1.
 	J. SZAKET: Idziemy w Tanero. „FA-art” 1999 nr 1.

Prozak liryczny

 	DR KEVORKIAN: Aviomarin krytyczny – lek na „język pawia”. „Studium” 1999/2000 nr 6/1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Wyszedł z wiersza. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 2.
 	E. RAJEWSKA: Czarna rozpacz voyeura. „Arkusz” 2001 nr 7.

Bóg raczy wiedzieć

 	J. KLEJNOCKI: Ekscentryczny dziennik lektur. „Polityka” 2001 nr 3.
 	M. SENDECKI: A Bóg raczy wiedzieć. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 63.

Destylat

 	A. KAŁUŻA: Czysta poezja. „Akcent” 2001 nr 4.
 	R. JASNORZEWSKI: Spisz treści. „Śląsk” 2002 nr 5.
 	J. KLEJNOCKI: Wiersze wydestylowane. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 44 dod. „Stołeczna”.

Gnijąca wisienka i inne wcielenia

 	M. OLSZEWSKI: Pomiędzy wiarą i pożądaniem. „Gaz. Wybor.” dod. „Kraków” 2003 nr 299.
 	A. POPRAWA: Niezbędne, niekonieczne gry. „Nowe Książ.” 2004 nr 3.
 	M. STALA: Zmyślone przyjemności przemijania. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 18, przedr. w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Erotyczna siła. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 16.
 	K. MALISZEWSKI: Przemijanie. Instrukcja obsługi. W tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. KAŁUŻA: Ambiwalentność pożądania: „Gnijąca wisienka” Marcina Barana. W tejże: Bumerang. Wr. 2010.

Mistyka i zmysły

 	M. SENDECKI: Mistyka i zmysły. Marcina Barana dłuższe rzeczy zebrane. „Przekrój” 2009 nr 4.

Mniej, więcej, wszystko

 	J. MADEJSKI: Wiersz i apokryf. „Nowe Książ.” 2012 nr 2.

Niemal całkowita utrata płynności

 	M. SENDECKI: Raport skądeś. „Not. Wydawn.” 2012 nr 9.
 	K. SIWCZYK. „Polska. Dz. Bałt.” 2012 nr 241.
 	A. KAŁUŻA: Wyprzedaż znaków: książka roku. „Tyg. Powsz”. 2013 nr 19 dod. „Nagroda Poetycka Silesius”.
 	M. ORLIŃSKI: Godziny prób. „Twórczość” 2013 nr 6, toż nr 8.

Zebrane

 	M. SENDECKI. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 285.
 	W. KLERA: Co jest, co się zdarza i co się zdarzyć może. „Elewator” 2014 nr 1.

Długie pożegnanie

 	P. KĘPIŃSKI: Eureka: chandleryzm! „Czas Kult.” 1997 nr 3.

</document>
<document nplp_id="2862" title="Liliana BARDIJEWSKA" slug="liliana-bardijewska">ur. 1955

Krypt.: br.; L.B.; lil.

Autorka utworów prozatorskich, dramatów i słuchowisk dla dzieci, krytyk literacki, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 15 maja 1955 w Warszawie; córka Henryka Bardijewskiego, dramatopisarza, prozaika, autora słuchowisk radiowych, i Sławy z domu Winiarek, krytyka radiowego. Po maturze, zdanej w 1973 w XXXVII Ogólnokształcącym Liceum im. J. Dąbrowskiego w Warszawie, studiowała filologię słowiańską (specjalność bułgarystyka) na Uniwersytecie Warszawskim; magisterium uzyskała w 1978. W tymże roku debiutowała jako krytyk recenzją pt. Młoda literatura i morze, dotyczącą antologii opowiadań bułgarskich Błękitna kula ziemska,opublikowaną w miesięczniku „Literatura na Świecie” (nr 1). W 1979 ogłosiła pierwszy utwór dla dzieci, słuchowisko pt. Baśń o dzielnym Iwanie i cudownym drzewie Rangele, nadane w Polskim Radiu; z radiem współpracowała odtąd stale także jako tłumaczka z języka bułgarskiego. Przekłady prozy pisarzy bułgarskich ogłaszała w 1979-84 w tygodniku „Szpilki”. Podjęła współpracę z „Nowym Wyrazem” (1979-81), „Sceną” (1980-83) i „Dialogiem” (od 1983), zamieszczając tam artykuły, wywiady, recenzje i tłumaczenia. W latach osiemdziesiątych opracowała nadto kilkadziesiąt haseł z zakresu teatru bułgarskiego do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej. Była konsultantką Departamentu Teatru Ministerstwa Kultury i Sztuki do spraw teatru i dramaturgii bułgarskiej. W 1984 została członkiem ZLP. Współpracowała z Redakcją Przekładów Państwowego Instytutu Wydawniczego (1985-90) oraz z czasopismem „Teatr” (od 1985). Recenzje ze spektakli lalkowych oraz spektakli dla dzieci zamieszczała w 1994-2004 w „Gazecie Wyborczej”. W 1995 została członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ (w 1996-99 przewodnicząca Komisji Rewizyjnej); w 1996 zaczęła prowadzić warsztaty dramaturgiczne organizowane przez to Stowarzyszenie. W 1995-2000 współredagowała pismo Polskiej Sekcji Międzynarodowej Unii Artystów Lalkarzy POLUNIMA pt. „Teatr Lalek”; w 1999 została członkiem Unii. Była wielokrotnie laureatką corocznego konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. Prowadziła warsztaty dramaturgiczne dla młodych dramaturgów, m.in. w Australii (Interplay’97), Niemczech (Interplay Europe’98), w Polsce (Interplay Europe 2000) oraz w Bułgarii (Sofia 2007). W 1998 została uhonorowana dyplomem Ministerstwa Kultury Republiki Bułgarii za wkład w rozwój bułgarskiej kultury. Była jurorem w wielu teatralnych konkursach i festiwalach polskich i międzynarodowych, m.in.: w konkursie na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, organizowanym przez Ministerstwo Kultury i Sztuki (1995), w konkursie dramaturgicznym dla młodzieży „Szukamy Polskiego Szekspira”, organizowanym przez Polski Ośrodek ASSITEJ (1996, 1998), na festiwalu spektakli dla dzieci w Kłodzku „Małe Zderzenie” (1996-99), na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek „Walizka” w Łomży (2000, 2002, 2005, 2011), Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek w Zagrzebiu (Chorwacja 2000, 2001, 2012), przeglądzie teatrów amatorskich SPOT w Warszawie (2003, 2004), Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Dziecięcych „Dziatwa” w Łodzi (2005, 2010), w konkursie zespołów dziecięcych i młodzieżowych „Brombolandia” w Warszawie (2006, 2009), Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek dla Dorosłych Pierrot w Starej Zagorze (Bułgaria 2007, 2009), Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Lalek w Opolu (2007), Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży KONTEKSTY w Poznaniu (2007). W 2000-06 była redaktorem naczelnym wydawnictwa Agencja Edytorska Ezop. W 2001 została członkiem Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (Polska Sekcja IBBY; członek zarządu Polskiej Sekcji w 2004-07). W 2002 otrzymała nagrodę Polskiego Ośrodka ASSITEJ za działalność krytyczną w zakresie teatru dla dzieci i młodzieży. Od 2003 zamieszczała recenzje utworów dla dzieci w „Nowych Książkach”, kontynuowała współpracę z „Teatrem Lalek”. W 2011 otrzymała nagrodę za całokształt twórczości literackiej dla dzieci i statuetkę Pegazika przyznawaną podczas poznańskich Targów Książki dla Dzieci. W 2012 została nominowana do ustanowionej przez rząd szwedzki Literackiej Nagrody Pamięci Astrid Lindgren (ALMA). Odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2010), Medalem Polskiej Sekcji IBBY (2012). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Ratatuj. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Czyt. 1984, 146 s.
Nagroda w konkursie Pol. Tow. Wyd. Książek Najpiękniejsze Książki Roku 1984.
2. Tobołek złośliwego karła. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.
radiowa: Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1992. Druk pt. Baśń o stu krokach w: Teatr dziecięcy. Pozn. 2003 s. 93-112. Przedr. zob. poz. 25.
Przekł. bułg.: Torbata na zloto džudže. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
3. Baśń o złym śmiechu. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla
Dzieci i Młodzieży” 1994 z. 7 s. 23-48. Praprem. radiowa pt. Kropla rozumu i morze cierpliwości: Radio 1994.
4. Nareszcie bal. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: radiowa: Reż.:
J. Kukuła. Radio 1994; tv: Reż.: W. Fiwek. TVP 1996. Druk pt. Nareszcie bal! zob. poz. 25.
Przekł. bułg.: Naj-posle še ima bal. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
5. Złodziej snów. Sztuka dla najmłodszych. Praprem.: radiowa: Reż.: W.
Markiewicz. Radio 1997; teatr.: Reż.: G. Kwieciński. Olsztyn, Olsztyński T. Lalek 2004. Druk: „Biul. Informacji Kult.” 2003, wkł. Przedr. zob. poz. 25.
Przekł. bułg.: Kradec”t na s”niŝa. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
6. Koronki i kordonki. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 1998.
„Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2000 z. 14 s. 53-80. Praprem.: Reż.: A. Proszkowska. Joensuu (Finlandia), T. Vunukka 2002. Przedr. pt. Kordonki, koronki zob. poz. 25.
Tekst dostępny w Internecie: http://www.teatramatorski.pl/pdf/Bardijewska_Koronki.pdf [dostęp 27 lutego 2014].
Nagroda w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 1998.
Przekł. bułg.: Wyst.: Reż. H. Arsenova, Burgas, T. Lalek 2009, - fiń.: Pitsiä ja pirtanauhaa. [Przeł.] S. Meurman. Joensuu, T. Vunukka 2002.
7. Rien ne va plus. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Pozn., T. Sala nr 13 1998.
8. Za ósmą górą. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 1998 z. 12 s. 23-55. Praprem.: Reż.: Cz. Sieńko. Łódź, T. Lalek Arlekin 1998. Przedr. zob. poz. 25.
Przekł. bułg.: Zad osem planini. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
9. Pięć minut. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 1999. „Nowe Szt.
dla Dzieci i Młodzieży” 2001 z. 15 s. 7-34. Praprem.: Reż.: J. Moszkowicz. Pozn., T. Animacji 2004. Przedr. zob. poz. 25.
Wyróżnienie w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 1999.
Przekł.: ang.: Five minutes. W: Poljska čitanka=Polish reader. [Przeł.] P. Mioč. Zagreb 2009, - bułg.: Pet minuti. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009, –chorw.: Pet minuta. W: Poljska citanka=Polish reader. [Przeł.] P. Mioč. Zagreb 2009, – niem.: Meine fünf Minuten. [Przeł.] W. Jöhling. W: Dramatik aus Polen. Vier neue Stücke. Wilhelmshaven 2001.
10. Sekret krzywego lustra. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 2000. Druk w: Teatr dziecięcy. Pozn. 2003 s. 67-91.
Wyróżnienie w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 2000.
11. O królewnie Śnieżce. [Bajka]. Wwa: Ezop 2001, 30 s.
12. Zgubiono - znaleziono. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 2001. Druk: Będzin: T. Dzieci Zagłębia 2005.
Nagroda w konkursie na sztukę T. Dzieci Zagłębia im. J. Dormana w Będzinie w 2001.
13. Zielony wędrowiec. [Opowieść dla dzieci]. Wwa: Ezop 2001, 57 s. Książ. z Zebrą. Wyd. nast. tamże: 2008, 2015, 2017. Por. poz. 21.
Tytuł „Książki Roku” 2001 przyznawany przez Stow. Przyjaciół Książki dla Młodych (Pol. Sekcja IBBY), Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawniczych i Bibl. Raczyńskich „Książka Wiosny 2001”.
Przekł. niem.: Der grüne Wanderer. [Przeł.] I. De Nuzzo. Weimar 2017.
14. O księżniczce i o ziarnku grochu. [Opowiadanie]. Wwa: Ezop 2003, [20] s. Twoja Bajka, 7. Por. poz. 23.
15. Bractwo Srebrnej Łyżeczki. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Ezop 2004, 146 s. Książ. z Rumakiem.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Suszczyński. Wwa: Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla dzieci.
Nagroda „Pozn. Przeglądu Nowości Wydawniczych” i Bibl. Raczyńskich „Książka Zimy 2003/2004”.
Przekł. chorw.: Družba srebrne žličice. [Przeł.] P. Mioč. Zagreb 2004.
16. Moje - nie moje. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Ezop 2004, 32 s. Książ. z Zebrą. Wyd. nast. uzup. tamże 2016. Por. poz. 17.
17. Moje - nie moje. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2004 z. 19 s. 5-36. Praprem.: Reż.: L. Chojnacki. Łódź, T. Lalki i Aktora Pinokio 2007. Przedr. zob. poz. 25. Por. poz. 16.
I nagroda w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 2004.
Przekł. bułg.: Moe - ne moe. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
18. Zielona baśń. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: IKAR 2004, 22 s.
19. Bajka o Kapciuszku, czyli jak to z wdzięcznością było. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2005 z. 21 s. 5-49. Wyd. osob.: Pozn.: Mila 2008, 48 s. Praprem. pt. Po nitce do kłębka, czyli jak to z wdzięcznością było: Reż.: L. Sypniewska. Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka 2017. Przedr. zob. poz. 25.
Książka wpisana w 2008 na Listę Białych Kruków Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
Przekł. ang.: The story of Slipperella or what became of gratitude. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Pozn. 2008.
20. Prezent dla świętego Mikołaja. W: Poczuj magię Świąt. Baśniowy przepis na ciepłe, rodzinne Święta Bożego Narodzenia. [Bajki; autorzy:] L. Bardijewska, J. Luboń, J. Sałkowska. Wwa: Ezop 2005 s. 13-38.
21. Zielony wędrowiec, czyli baśń o największym marzeniu. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2005 z. 21 s. 51-93. Praprem. pt. Zielony wędrowiec: Reż.: P. Aigner. Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka 2005. Przedr. zob. poz. 25. Por. poz. 13.
Nagroda Złotej Maski za najlepsze przedstawienie roku dla dzieci w województwie śląskim w 2006.
Przekł.: bułg.: Zeleniât pʺtešestvenik ili prikazka za naj-golâmata mečta. [Przeł.] B. Božkov. W: „Različnoto Patence” i ... drugi, ne samo prikazki. Antologiâ s"vremenni polski piesi za deca i Madei. [Wybór:] Z. Rudžinski. [Sofiâ] 2015, – chorw.: Zeleni putnik. [Przeł.] P. Mioč. „Tmačaart”, Mostar 2008 nr 45/46.
22. Dom ośmiu tajemnic. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: NK 2006, 155 s. Wyd. nast.: tamże 2007; Wwa: Wydawn. Marginesy 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Marginesy 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Tytuł „Książki Roku” 2006 przyznawany przez Stow. Przyjaciół Książki dla Młodych (Pol. Sekcja IBBY). - Książka wpisana w 2008 na Listę Honorową Międzynarodowej Izby do spraw Książek dla Młodych (IBBY) oraz na Listę Białych Kruków Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
Przekł. chorw.: Kuća osam tajni. [Przeł.] P. Mioć. Zagreb 2013.
23. Księżniczka i groszek. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 2006. Druk w: „Scenariusze”, z. 3. Bielsko-Biała 2008 s. 7-26. Praprem.: Rzeszów, T. Maska 2010. Por. poz. 14.
Wyróżnienie w konkursie Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej w 2006.
24. Bajka o najpiękniejszej bajce. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 2007.
Wyróżnienie w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 2007.
Przekł. bułg.: Prikazka za naj-hubavata prikazka. [Przeł.] B. Božkov. W: Zad osem planini. Stara Zagora 2009.
25. Za 8 [ósmą] górą i inne sztuki dla dzieci i młodzieży. Tor.: Woj. Ośr. Animacji Kultury 2007, 212 s.
Zawartość: Za ósmą górą [poz. 8]; Złodziej snów [poz. 5]; Tobołek złośliwego karła [poz. 2]; Kordonki, koronki [poz. 6]; Nareszcie bal! [poz. 4]; Zielony wędrowiec [poz. 21]; Moje – nie moje [poz. 17]; Bajka o Kapciuszku [poz. 19]; Pięć minut [poz. 9].
Przekł. bułg.: Zad osem planini. Przeł. [B. Božkov]. Stara Zagora 2009.
26. Niepowrót. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem. czytana: Pozn., Ogólnopol. Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży 2008.
27. Niezwykła wędrówka Ślimaka Lazura. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Ezop 2008, 67 s.
Adapt.: radiowa: Reż.: J. Warenycia. Radio 2013.
28. Bajka o trzech liściach. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. Dla Dzieci i Młodzieży” 2009 z. 29 s. 5-28.
29. Każdy może zostać… czarodziejem! [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Papilon – Publicat 2009, 141 s. Książki Szczęśliwego Dzieciństwa. Wyd. nast. pt. Pięć czarów i cud. Łódź: Literatura 2016, 144 s. To lubię.
30. Moja Ciotka Sroka. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Bis 2009, 94 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Bis 2009, plik w formacie EPUB, MOBI.
31. Drobinka Śmieszynka, czyli przygody kropelki wody. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Bajka 2010, 68 s. Lubię Bajki.
32. Królewna Żabka. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Hachette 2010, [26] s. Baśnie i legendy polskie. Wyd. nast. wraz ze słuchowiskiem na płycie CD. Reż.: M. Włodarski. Kielce: Jedność 2013, [29] s. Baśnie polskie. Jedność dla Dzieci. Przedr. zob. poz. 51.
33. Pierścień orlicy. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Hachette 2010, [26] s. Baśnie i legendy polskie. Wyd. nast. wraz ze słuchowiskiem na płycie CD. Reż.: M. Włodarski. Kielce: Jedność 2013, 36 s. Baśnie polskie. Jedność dla Dzieci. Przedr. zob. poz. 51.
34. Szklana góra. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Hachette 2010, [26] s. Baśnie i legendy polskie. Wyd. nast. wraz ze słuchowiskiem na płycie CD. Reż.: M. Włodarski. Kielce: Jedność 2013, 36 s. Baśnie polskie. Jedność dla Dzieci. Przedr. zob. poz. 51.
35. Tańcząca gazela i magiczny tam-tam. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: Z. Niecikowski. Szczec., T. Lalek Pleciuga 2010.
36. Toruńskie pierniki. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Hachette 2010, [26] s. Baśnie i legendy polskie. Wyd. nast. wraz ze słuchowiskiem na płycie CD. Reż.: M. Włodarski. Kielce: Jedność 2013, 18 s. Baśnie polskie. Jedność dla Dzieci. Przedr. zob. poz. 51.
37. Złota kaczka. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Hachette 2010, [26] s. Baśnie i legendy polskie. Wyd. nast. wraz ze słuchowiskiem na płycie CD. Reż.: M. Włodarski. Kielce: Jedność 2013, 29 s. Baśnie polskie. Jedność dla Dzieci, tamże 2014. Przedr. zob. poz. 51.
38. Kopciuszek. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: E. Piotrowska. Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka im. J. Zitzmana 2011.
39. Paskuda i Maruda. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2011 z. 32 s. 89-129. Praprem.: Reż.: Z. Niecikowski, Szczec., T. Lalek Pleciuga 2012.
Wyst. nast. pt. Bajka o czasie. Reż.: J. Ryl-Krystianowski. Pozn., T. Animacji 2012.
40. Eliksir starości. [Utwór dramatyczny]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2012 z. 33 s. 137-173. Praprem. czytana: Białystok, Białost. T. Lalek 2013.
Nagroda w konkursie Ogólnopol. Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 2012.
Przekł. bułg.: Eliksir na starostta. [Przeł.] B. Božkov. W: „Različnoto Patence” i ... drugi, ne samo prikazki. Antologiâ s"vremenni polski piesi za deca i Madei. [Wybór:] Z. Rudžinski. [Sofiâ] 2015.
41. Gwiazdka z nieba. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Ezop 2012, 44 s. Książ. z Zebrą.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta B. Rakowska. Wwa: Wydawn. Festina lente, 1 płyta CD w formacie mp3.
42. Księżniczka Koronka i książę Hafcik. [Bajka dla dzieci]. Łódź: Literatura 2012, 36 s.
Nagroda dla Najlepszej Książki Dziecięcej „Przecinek i Kropka” w 2012.
43. Kwiat paproci. [Bajka dla dzieci]. Kielce: Jedność 2013, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski. Przedr. zob. poz. 51.
44. O czym szumią muszle. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Zielona Sowa 2014, 51 s. Zakręcone Opowieści. Zob. Słuchowiska radiowe.
45. Smok Wawelski. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Jedność 2014, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski.
46. Bazyliszek. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Jedność 2015, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski. Wyd. nast. tamże 2017. Legendy polskie.
47. Janosik. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Jedność 2015, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski.
48. Skąd Mikołaj wie? [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem. czytana: Opole, Studio M Radia, Opole 2015.
49. Kot Karima i obrazki. [Bajka dla dzieci]. Łódź: Literatura 2016, 88 s. Wojny dorosłych – historie dzieci.
50. Książę Popiel. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Jedność 2016, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski.
51. Opowieści pokoleń, czyli baśnie i legendy polskie. Kielce: Jedność 2016, 275 s.
Zawartość: Książę Popiel [poz. 50]; Pierścień orlicy [poz. 33]; Szklana góra [34]; Królewna żabka [32]; Smok wawelski [45]; Złota kaczka [37]; Bazyliszek [46]; Toruńskie pierniki [36]; Syrenka warszawska [poz. 52]; Janosik [poz. 47].
52. Syrenka warszawska. [Bajka dla dzieci]. Wwa: Jedność 2016, 36 s. Baśnie polskie + płyta CD ze słuchowiskiem. Reż.: M. Włodarski. Zob. poz. 51.

Słuchowiska radiowe zob. poz. 2-5, 32-34, 36-37, 45-47, 50, 52 oraz m.in.: Baśń o dzielnym Iwanie i cudownym drzewie Rangele. Reż.: M. Wachowiak. Radio 1979. – Różowy kominiarz. Radio 1980, tłum. na bułg.: Radio (Sofia) 1983. – Opowieść o tym, jak Iwan po żywą wodę wędrował. Radio 1982. – Truś z wrzosowej polany. Radio 1993. – Dolina zagubionych marzeń. Reż.: J. Warenycia. Radio 1995. – Historia prawie prawdziwa. Radio 1995. – Profesja pani Laury. Reż.: P. Łysak. Radio 1995. – Wielki grzesznik Teodozi. Reż.: W. Markiewicz. Radio 1997. – Łowcy kwiatów. Cz. 1-2. Radio 1999. – Z serii Opowieści sroki: Królewskie jajo. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2002; Królewska choinka. Radio 2002; Królewska zima. Reż.: D. Bałazy. Radio 2005; Królewskie lato. Radio 2005; Królewski kinderbal. Radio 2006; Królewski przeciąg. Radio 2007. – Ziarenko. Radio 2007; Gwiazdy i rozgwiazdy. Reż.: J. Warenycia. Radio 2009. – O czym szumią muszle. Reż.: D. Bałazy. Radio 2013. Zob. poz. 38. – Za drzwiami. [III nagroda w konk. zorganizowanym przez Program 2 Pol. Radia i Stow. Autorów ZAiKS w 2013]. Reż.: J. Kukuła. Radio 2014. – Następna stacja. Reż.: J. Kukuła. Radio 2015. – Niebieskie migdały. Reż.: J. Kukuła. Radio 2016 [III nagroda w konk. zorganizowanym przez Program 2 Pol. Radia i Stow. Autorów ZAiKS w 2016].
Przekłady i adaptacje
1. J. Radiczkow: My wróbelki. [Opowiadania]. Wwa: NK 1982, 193 s.
2. S. Stratijew: Ragazza. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Scena” 1982 nr 11 s. 43-48.
3. M. Minkow: Księga carów. (Sztuka w 2 aktach). „Dialog” 1983 nr 4 s. 26-70. Wyst.: Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1994.
4. J. Radiczkow: Koszyki. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1984 nr 3 s. 43-76.
5. L. Stojanow: Cholera; Srebrne wesele pułkownika Matowa. [Opowiadania]. Przeł.: L. Bardijewska i H. Madany. Wwa: KiW 1984, 276 s. Kolekcja Lit. Bułg.
W tłum. L. Bardijewskiej: Srebrne wesele pułkownika Matowa.
6. L. Milewa: Ziemia jest taka ogromna. [Wiersze dla dzieci]. Przeł.: L. Bardijewska, W. Medyńska, A. Czcibor-Piotrowski. Wwa: NK 1986, 55 s.
7. S. Canew: Ostatnia noc Sokratesa. (Komedia ludowa). „Dialog” 1988 nr 2 s. 62-91. Wyst.: teatr.: Reż.: Z. Mamont. Szczec., T. Pol. 1988; radiowe: Reż.: W. Modestowicz. Radio 1993.
8. R. Moskowa: Chłopiec i wiatr. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst.: Reż.: D. Pawłow. Łódź, T. Pinokio 1988.
9. C. Peszew: Trzy złote lewki i inne bajki o mieszkańcach Welenu i Łosiny. Wwa: NK 1988, 64 s.
10. A. Tomow: Elegia dla ptaków. [Powieść]. Wwa: PIW 1989, 182 s. KIK, Klub Interesującej Książki.
11. C. Peszew: Szable i miecze. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Tłum. i adapt.: L. Bardijewska. Wyst.: radiowe: Reż.: A. Jarski. Radio 1991; tv: Reż.: W. Pawlak. TVP 1992.
12. S. Stratijew: Po drugiej stronie. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1994 nr 10 s. 72-81. Wyst.: Radio 1995.
13. J. Radiczkow: Dobrotliwe węże. [Słuchowisko]. Wyst.: Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1996. Druk: „Dialog” 1997 nr 2 s. 91-102.
14. Złota kolekcja bajek. 75 opowieści o miłości, przyjaźni i odwadze. Przeł.: L. Bardijewska i K. Ciążyńska. Wwa: Egmont 1999, 303 s.
15. Maleństwo i jego nowa niania. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont 2001, [32] s. Kubuś Puchatek. Wyd. nast. tamże 2011. Kubuś i Przyjaciele. Przedr. zob. poz. 28.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Dymna. Wwa: Egmont 2011, 1 płyta CD w formacie mp3.
16. Trudny poranek Królika. Wwa: Egmont 2002, [32] s. Kolekcja Kubusia Puchatka. Wyd. 2 tamże 2004. Przedr. zob. poz. 29.
17. Najmilsze dni w roku z Kubusiem Puchatkiem. [Opowiadania]. Wwa: Egmont Polska 2003, 191 s. Ze Skarbczyka Walta Disneya.
18. K. Weidner Zoehfeld: Puchatkowe dzwoneczki. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2003, 32 s. Kolekcja Kubusia Puchatka. Wyd. nast. tamże 2006. Naklejkowe Szaleństwo, 70. Przedr. zob. poz. 30.
19. A. Hest: Całus na dobranoc. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, [32] s.
20. A. Hest: Czy źle się czujesz, Sam? [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, [32] s.
21. K. Holabird: Angelina balerina. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, [26] s.
22. K. Holabird: Angelina na scenie. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, 25 s.
23. K. Holabird: Angelina w wesołym miasteczku. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, [26] s.
24. K. Holabird: Urodziny Angeliny. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2004, 25 s.
25. D. King-Smith: Arystoteles. [Opowiadanie]. Wwa: Egmont Polska 2004, 75 s.
26. Puchatku, cierpliwości! [Opowiadanie]. Wwa: Egmont Polska 2005, 32 s. Wyd. nast. tamże 2011. Przedr. zob. poz. 29.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Barciś. Wwa: Egmont 2011, 1 płyta CD w formacie mp3. Od Słuchania do Czytania.
27. H.Ch. Andersen: Królowa Śniegu. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst.: Reż.: I. Raykow. Białystok, Białost. T. Lalek 2010.
28. Po co komu leżakowanie; Maleństwo i jego nowa niania. [Opowiadania]. Wwa: Egmont Polska 2010, 62 s. Kubuś Puchatek. Zob. poz. 15.
29. Puchatku, cierpliwości!; Trudny poranek Królika. [Opowiadania]. Wwa: Egmont Polska 2010, 63 s. Kubuś Puchatek. Wyd. osob. zob. poz. 16, 26.
30. Bajki o Kubusiu. [Opowiadania]. Wwa: Egmont Polska 2011, 160 s. Ser. Bajeczna.
Tu w tłum. L. Bardijewskiej: Puchatek spieszy z pomocą; Puchatkowy pamiętnik; Puchatkowe dzwoneczki (poz. 18).
31. L.F. Baum: Czarnoksiężnik z Krainy Oz. Przeł. i adapt.: L. Bardijewska. Wyst.: Reż.: P. Nosálek. Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka im. J. Zitzmana 2011.
32. N. Wood: Czy umiesz gwizdać, Johanno? [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Szt. dla Dzieci i Młodzieży” 2012 z. 34 s. 161-211.

Przekłady słuchowisk zob. poz. 3 oraz m.in.: E. Manow: Gałązka migdałowca. Radio 1985. – M. Wenkowa: Dobre słowo. Radio 1990. – N. Paruszew: Wielkolud i chłopiec. Tłum. i adapt.: L. Bardijewska. Reż.: D. Bałazy. Radio 1993. – S. Canew: Druga śmierć Joanny d’Arc. Reż.: W. Modestowicz. Radio 1994. – K. Topalow: Kawa dla dwojga. Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1994. – S. Stratijew: Puste pokoje. Radio 2001. – P. Mioč: Ararat Express. Radio 2005.
Praca redakcyjna
1. Szukamy polskiego Szekspira. Wybór sztuk laureatów konkursu. Oprac.: L. Bardijewska. Wwa: Ypsylon 1999, 391 s.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2012, 2014.
 	Strona internetowa: www.lilianabardijewska.com.
 	Wywiad: Sztuka dialogu. Rozm. D. Koman. „Guliwer” 2002 nr 2.

Zielony wędrowiec

 	D. KOMAN. „Mag. Lit. Książ.” 2001 nr 4.
 	H. LEBECKA: Za rok Bolonia. „Nowe Książ.” 2001 nr 10.
 	A. TYSZKA: Kolorowe wędrowanie. „Guliwer” 2001 nr 3.

Bractwo Srebrnej Łyżeczki

 	Z. BESZCZYŃSKA: Tajemnicze ścieżki. „Nowe Książ.” 2004 nr 3.

Moje – nie moje

 	Z. OŻÓG-WINIARSKA: Tajemnicze jajo… O nowej książce L. Bardijewskiej. „Guliwer” 2004 nr 4.

Dom ośmiu tajemnic

 	G. LESZCZYŃSKI: Zakorzenienie. „Nowe Książ.” 2006 nr 9.

Za 8 [ósmą] górą i inne sztuki dla dzieci i młodzieży

 	H. BALTYN: Za ósmą górą. „Nowe Książ.” 2008 nr 5.
 	M. LEGENDŹ: Zaglądanie za ósmą górę. „Animator” 2008 nr 2-3.

Niezwykła wędrówka Ślimaka Lazura

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Wyobraźcie sobie… „Nowe Książ.” 2008 nr 8.

Każdy może zostać … czarodziejem!

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Literatura z wyobraźnią. „Nowe Książ.” 2009 nr 8 [dot. też: H. Bardijewski: Wyprawa do kraju księcia Marginała].

Moja Ciotka Sroka

 	O. GOGOLIN: Książka pełna humoru. „Guliwer” 2009 nr 3.

Gwiazdka z nieba

 	D. KOMAN: Opowiadając bajki. „Nowe Książ.” 2013 nr 2.

O czym szumią muszle

 	D. KOMAN: Omar i inni. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.

Kot Karima i obrazki

 	E. RĄBKOWSKA: Karim ma kota. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.

</document>
<document nplp_id="2865" title="Justyna BARGIELSKA" slug="justyna-bargielska">ur. 1977

Poetka, prozaiczka, dramatopisarka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)


BIOGRAM[przypis]Hasło przygotowane bez odpowiedzi Autorki na wysłaną ankietę.[/przypis]
Urodzona 7 lipca 1977 w Warszawie, gdzie mieszkała i uczęszczała do szkół. Po uzyskaniu matury rozpoczynała studia na kilku kierunkach (m.in. z zakresu filozofii, polonistyki, kultury śródziemnomorskiej, ochrony środowiska, muzykologii, psychologii) i rezygnowała z ich kontynuowania. Pierwszą pracę podjęła w wypożyczalni kaset video na warszawskim Grochowie, później zatrudniona była jako sprzedawczyni w sklepie osiedlowym. Ok. 1998, poprzez Usenet (ogólnoświatowy system grup dyskusyjnych komunikujących się za pomocą Internetu) dołączyła do społeczności literackiej skupionej wokół grupy pl.hum.poezja; rozpowszechniała tu własne wiersze oraz uczestniczyła w przygotowaniu i wydaniu antologii grupy, pt. p.h.p. wiersze (Wałbrzych 2002). W 2001 wzięła udział w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. R.M. Rilkego (organizowanym przez pismo „Topos” oraz Towarzystwo Przyjaciół Sopotu), w którym dostała główną nagrodę. W druku debiutowała w 2002 wierszami pt.: Niepamięć; Lato i jak ono wpływa na panny z dobrych domów; *** [incip.: Pamiętacie nasz ostatni wieczór w Nieporęcie?]; Kamienica, ogłoszonymi na łamach dwumiesięcznika literackiego „Studium” (nr 1). W tym samym roku publikowała wiersze także w innych pismach: „Topos”, „Nowa Okolica Poetów”, „Arkusz”. Po urodzeniu córki pracowała jako dziennikarka w jednej z lokalnych warszawskich gazet (ok. 2006–09). Zainicjowała w tym okresie, a następnie prowadziła Szkołę Pisania dla Mam – warsztaty literackie dla kobiet, oparte na doświadczeniach macierzyństwa. Brała udział w działaniach podejmowanych w ramach Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu, m.in. fotografowała rodzinne pożegnania z martwo urodzonymi dziećmi. Kontynuowała twórczość poetycką, zaczęła też pisać utwory prozatorskie i dramatyczne. Wiersze, prozę, recenzje, artykuły i felietony ogłaszała m.in. w „Odrze” (2004, 2010, 2012), „Tygodniku Powszechnym”, wraz z dodatkiem „Książki w Tygodniku” (2011–17), miesięczniku „Znak” (2012; stała rubryka felietonów od 2014) i „Ruchu Muzycznym” (2014–16; cykle felietonów pt. Groupies, Arie). Od ok. 2010 prowadziła cykliczne warsztaty prozatorskie i poetyckie w podyplomowym Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Literacką „Gdynia”: w 2010 w kategorii poezja, a w 2011 w kategorii proza.

Ok. 1999 wyszła za mąż za Jerzego Furgałę, chemika; z tego związku ma dwoje dzieci: Rozalię (ur. 2006) i Jerzego (ur. 2008). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Dating sessions. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2003, 40 s. Bibl. Studium. Nowa Poezja Pol., 60. Przedr. zob. poz. 8.
Na s. red. odmienna nazwa ser.: Bibl. Dwumies. Lit.-Artyst. Studium.
W 2002 nagroda specjalna w ósmej edycji konkursu lit. im. J. Bierezina, orga-nizowanego przez SPP w Łodzi.
2. China shipping. [Wiersze]. Rys.: J. Sztandera. Fot. i montaż: J. Łukasze-wicz. Kielce: kserokopia.art.pl 2005, [112] s. Przedr. zob. poz. 8.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Biuro Lit. 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Na odwrocie s. tytułowej – jako oryginalny – podany tytuł zapisany alfabetem chińskim, wraz z inf.: tłum.: K. Kulpa.
3. Dwa fiaty. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2009, 37 s. Bibl. Poezji Współcz., 12. Przedr. zob. poz. 8.
Nagroda Lit. „Gdynia” w kategorii poezja w 2010.
4. Obsoletki. [Proza]. Wołowiec: Czarne 2010, 89 s. Linie Krajowe.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2010, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zbiór 43 miniatur.
W 2010 nominacja do Paszportu „Polityki”, w 2011 Nagroda Lit. „Gdynia” w kategorii proza, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike oraz nagroda Pol. Tow. Wydawców Książek dla najlepszej książki prozatorskiej lat 2010–2011.
5. Bach for my baby. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 35 s. Poezje, 71. Wyd. 2. zmien. i rozszerz. tamże 2013, 40 s. Poezje, 71.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Biuro Lit. 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacje do: nagrody TVP Kultura – Gwarancje Kultury w 2012, Nagrody Lit. Nike, Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz Nagrody im. W. Szymborskiej w 2013.
6. Marcin i pełnia w zoo. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: D. Buczkowska. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2012, 22 s. Mały Klub Bunkra Sztuki.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta S. Piechura. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2012, 1 dysk optyczny CD.
7. Małe lisy. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2013, 107 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Dereszowska. Wołowiec: Czarne 2013, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. jako dokument elektroniczny: Wo-łowiec: Czarne 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2014.
Przekł. niem.: Kleine Füchse. [Przeł.] L. Palmes. Berlin 2015.
8. Szybko przez wszystko. Trzy zbiory wierszy: Dating sessions, China shipping i Dwa fiaty. Wr.: Biuro Lit. 2013, 129 s. Poezje, 98.
Zawiera nieznacznie zmien. poz. 1–3.
9. Clarissima. [Monodram]. Praprem.: Reż.: T. Cyz. Zakopane, T. im. S.I. Witkiewicza 2014 (wykonanie: A. Justa).
Utwór inspirowany biografią Clary Schumann.
10. Nudelman. [Wiersze]. Rys.: I. Chmielewska. Wr.: Biuro Lit. 2014, 34 s. Poezje, 107.
11. Calineczka. [Słuchowisko]. Praprem.: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2015.
Wyróżnienie w konkursie Programu 2 Polskiego Radia i Stow. ZAiKS ogłoszonym w 2013. – Nagranie we współpracy z Nar. Inst. Audiowizualnym.
12. Moja pierwsza śmierć w Wenecji. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: T. Cyz. Wwa, T. Dram., Scena im. H. Mikołajskiej 2015.
Utwór na kanwie noweli T. Manna, inspirowany także dziełami J. Brodskiego, E. Pounda i F. Nietzschego oraz muzyką G. Mahlera i filmem L. Viscontiego.
13. Obie. [Proza]. Il.: I. Chmielewska. Lusowo: Wydaw. Wolno – Biuro Rachunkowe Eva 2016, [40] s.
Książka obrazkowa w formie listu do córki.
14. Selfie na tle rzepaku. [Wiersze]. Stronie Śląskie; Wr.: Biuro Lit. 2016, 30 s. Wiersze Podróżne, 4.
15. Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy. [Opowiadania dla dzieci]. Stronie Śląskie: Biuro Lit. 2016, 76 s. Proza, 45.

Wybór wierszy w przekł. czes.: Píšeš báseň? [Wybór i przekł.:] L. Za-kopalová. Ostrava 2013.
Przekłady utworów J. Bargielskiej w antologiach zagranicznych: ang.: Free over blood. Contemporary Polish poetry in translation. [Red.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011. Zesz. Poetyckie/OFF Press; „Modern Poetry in Translation”, Oxford 2013 [nr 3: Secret Agents of Sense], – czes.: Antologie současné polské poezie. [Wyd.:] G. Jankowicz, L. Zakopalová. Praha 2011, – niem.: Stillleben mit Crash. Gedichte aus Polen. Heidelberg 2014.
Praca redakcyjna
1. L. Staff: Wyszedłem szukać. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Bargielska. Wr.: Biuro Lit. 2012, 56 s. Poezja Pol. od Nowa, 7.


OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Obca kobieta. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 135 dod. „Wysokie Obcasy” nr 23 [dot. ulubionych lektur; w bloku wypowiedzi pisarzy pt. „Nie myć się, nie jeść. Czytać!”]; Porywająca głupota. Oprac.: A. Boćkowska, M. Rachid Chehab. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 233 [wypowiedź w ank. dla autorów nominowanych do Nagrody Lit. Nike pt. „Kto uwodzi pisarza? Jestem tym, co czytam”]; W kryminale. „Znak” 2014 nr 6 [wypowiedź w ank. red. dot. prozy sensacyjnej]; Wojna samców. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 135 dod. „Wysokie Obcasy” nr 23 [o aborcji z perspektywy katoliczki].
 	Wywiady: Do oka nie mam zaufania, do życia już większe. Rozm. J. Czechowska. „Res Publica Nowa” 2010 nr 9; Dziura na ogon. Rozm. A. Kula. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 37 dod. „Festiwal Conrada”; Inne rzeczy bolą. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 117 dod. „Wysokie Obcasy” nr 20 [dot. m.in.: Obsoletki]; Schwytajcie lisy, co pustoszą winnice. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 278 [dot. gł.: Małe lisy]; Ja jestem swoją ulubioną poetką. Rozm.: P. Kaczmarski i M. Koronkiewicz. „Odra” 2012 nr 11; Śni i jest w pracy. Rozm. S. Misiarz-Filipek. „Nowa Dekada Krak.” 2012 nr 1/2; Nie umiem zmyślać. Rozm. M. Bednarska. „Twój Styl” 2013 nr 9; Pójdę do nieba, sorry. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 93; A co to jest tabu? Rozm. J. Koźbiel. „Więź” 2014 nr 3, przedr. w tejże: Słowo i sens. Pruszków 2016. [dot. autobiograficznych wątków w twórczości J. Bargielskiej]; Mózg kałamarnicy Humboldta. Rozm. B. Mytych-Forajter. „Śl. Stud. Polonist.” 2014 nr 1/2 [gł. o zwierzętach w życiu i twórczości J. Bargielskiej]; Polska jak z horroru, czyli inna strona macierzyństwa. Rozm. P. Błaszkiewicz. „Nowości” 2014 nr 119 [dot. gł.: Obsoletki]; Wesoła czasem makabra. Rozmowa A. Nawareckiego z J. Bargielską o jej nowej książce „Nudelman”. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 3 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/wesola-czasem-makabra/; Szybko przez wszystko i ruchy Browna. Rozm. A. Nawarecki. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/szybko-przez-wszystko-i-ruchy-browna/ [dot.: Szybko przez wszystko]; Masz w sobie kawałek mojego serca. Rozm. A. Sowińska. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 122 [dot.: Obie; z udziałem I. Chmielewskiej, autorki ilustracji]; Nigdy to „ydgin” pisane wspak. Rozm. J. Mueller. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/nigdy-ydgin-pisane-wspak/ [dot.: Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy, Obie]; Poproszę o drugie życie. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 16.

Ogólne

 	M. KORONKIEWICZ: „Panny z Wilka” w wersji Tima Burtona. „Wielogłos. Pismo Wydz. Polonistyki UJ” 2012 nr 2.
 	A. LIPSZYC: Peep show. Lamentacje Justyny Bargielskiej. „Teksty Drugie” 2013 nr 6 [dot. uczuć w literaturze].
 	A. CZYŻAK: Codzienność. Warianty Justyny Bargielskiej. W: Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze. Szczecin 2014.
 	A. CZYŻAK: Przeciw śmierci. Liryka Justyny Bargielskiej. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2014 nr 5.
 	M. GLOSOWITZ: Niemożliwe światy Justyny Bargielskiej. Lektura afektywna; M. KORONKIEWICZ: Bargielska bez wymówek. „Śl. Stud. Polonist.” 2014 nr 1/2.
 	J. MUELLER: Czy poniechała cię noc? O „wołaniach z głębokości” Justyny Bargielskiej. „FA-art” 2014 nr 3.
 	P. BOGALECKI: Nie wiem, co zrobić (z tą wiarą). Justyna Bargielska oddaje życie; B. MYTYCH-FORAJTER: Najmniejsze zwierzę Justyny Bargielskiej. W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Katow. 2015.

Dating sessions

 	J. BIERUT: Oko kici. „Czas Kult.” 2003 nr 6.

China shipping

 	A. KAŁUŻA: China Girl. „Twórczość” 2006 nr 10, przedr. pt. Antyelementarz. „China shipping” Justyny Bargielskiej. w tejże: Bumerang. Wr. 2010.
 	T. MELANOWSKI. „Arte” 2006 nr 7/8.

Dwa fiaty

 	T. KOWALSKI: Przyjmowanie świata. „Czas Kult.” 2010 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI: Fiat lux! „Akcent” 2010 nr 3, przedr. w tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
 	A. PIECH-KLIKOWICZ: Czarodziejka. „Nowe Książ.” 2010 nr 4.
 	B. SADULSKI: Dwa fiaty. (Bargielska i Gałkowska). „Odra” 2010 nr 4 [dot. także: M. Gałkowska: Fabryka tanich butów].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Raz jeszcze o „niewymawialskiej”. „Opcje” 2010 nr 2.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: „Dwa fiaty”. Powst. 2010 ­[on-line] [dostęp 15 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1144–justyna-bargielska-dwa-fiaty.html.
 	J. MUELLER: Antologia Ósmego Arkusza. „Odra” 2011 nr 4 [dot. głównie wiersza „Przekład”, typowanego do nieformalnej antologii najlepszych wierszy].
 	M. TOPOLSKI: Let’s fuck, lew &amp;amp; płatki róż. „Arterie” 2012 nr 1.
 	E. SOŁTYS-LEWANDOWSKA: Kolego, kolego, zostaw marginesik – Justyna Bargielska. W tejże: O „ocalającej nieporządek rzeczy” polskiej poezji metafizycznej i religijnej drugiej połowy XX wieku i początków XXI wieku. Kr. 2015 [dot. także: Bach for my baby].

Obsoletki

 	A. MARCHEWKA: Przez jakiś czas byłam grobem. „Lampa” 2010 nr 12.
 	D. NOWACKI: Złe wspomnienia są dobre. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 49 dod. „Mag. Lit.” – A. HORUBAŁA: Nasze śmierci codzienne. „Uważam Rze” 2011 nr 27.
 	K. KASPEREK: Historia absurdalnej straty. „FA-art” 2011 nr 1/2.
 	E. SZYBOWICZ: Bargielska decyduje sama. Finaliści Nike 2011. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 214.
 	I. ADAMCZEWSKA: Pisarz w mediach masowych, czyli autentyzm jako literacki chwyt (auto)promocyjny. „Teksty Drugie” 2012 nr 6 [dot. także „narracji niedyskretnych” T. Piątka, W. Kuczoka, M. Witkowskiego i M. Dzido].
 	A. WÓDKOWSKA: Obumarłe. O konstruowaniu podmiotu melancholijnego w „Obsoletkach” Justyny Bargielskiej. „Teksty Drugie” 2013 nr 6.
 	A. BYRSKA: Białe Ofelie. „Fragile” 2015 nr 4 [dot. także: J. Fiedorczuk: Biała Ofelia].
 	Zob. też Wywiady.

Bach for my baby

 	E. ANTONIAK-KIEDOS: Usłyszeć melodię. „Akcent” 2012 nr 4.
 	D. BEDNAREK: Co się robi z Bachem, dzieckiem, kotkiem i prostytutką? „Nowa Dekada Krak.” 2012 nr 1/2.
 	K. KASPEREK: O dziewczynie, która spłonęła w piekle. „FA-art” 2012 nr 1/2.
 	M. KORONKIEWICZ: I nie truchleje. „Polska. Dz. Bałt.” 2012 nr 241 dod. lit.
 	S. MISIARZ-FILIPEK: Próby do lektury „Bacha…” „Nowa Dekada Krak.” 2012 nr 1/2.
 	J. SKURTYS: Rozmowa na odległość i harfy ogniowe. „Wyspa” 2012 nr 4.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Miłosne inscenizacje. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 4/5.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Nerwowo pulsujący romans. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 212.
 	E. SOŁTYS-LEWANDOWSKA: Kolego, kolego, zostaw marginesik – Justyna Bargielska. W tejże: O „ocalającej nieporządek rzeczy” polskiej poezji metafizycznej i religijnej drugiej połowy XX wieku i początków XXI wieku. Kr. 2015 [dot. także: Dwa fiaty].

Małe lisy

 	M. GLOSOWITZ: „To będzie opowieść o wszystkim; M. MUS: O życiu czy dla przyjemności? „FA-art” 2013 nr 1/2.
 	S. MISIARZ-FILIPEK: Opowieść o wszystkim. „Twórczość” 2013 nr 8.
 	D. NOWACKI: Lisy małe, ale frajda duża. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 60.
 	K. PAWLICKA: Powiedz, co napisałaś. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 4/5.
 	C. ROSIŃSKI: Wspaniałe byle jak. „Nowe Książ.” 2013 nr 6.
 	M. SZYMAŃSKI: Dwa liście. „Małe lisy”: maszyneria prozy. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 14.
 	J. JARNIEWICZ: Symetryczne utrzymywanie równowagi, czyli „Małe lisy” Justyny Bargielskiej. „Arterie” 2015 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Szybko przez wszystko

 	M. PIECZARA-ŚLARZYŃSKA: Humor słodko-gorzki. „Twórczość” 2014 nr 2.
 	A. KAŁUŻA: Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej fantazji. (Justyna Bargielska). W tejże: Pod grą. Kr. 2015 [dot. także: Nudelman].
 	Zob. też Wywiady.Clarissima (poz. 9): P. GRZESIK: Trudne i dziwne życie żony geniusza. „Tyg. Podhalański” 2014 nr 38.

Nudelman

 	R. RŻANY: Od języka do podmiotu. „Nowe Książ.” 2014 nr 11.
 	A. KAŁUŻA: Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej fantazji. (Justyna Bargielska). W tejże: Pod grą. Kr. 2015 [dot. także: Szybko przez wszystko].
 	Zob. też Wywiady.

Moja pierwsza śmierć w Wenecji

 	M. SEREDYŃSKA: Na granicy istnienia. (Moja pierwsza śmierć w Wenecji). „Teatralia” [on-line] 2015 nr 153 [dostęp 17 lutego 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.teatralia.com.pl/na-granicy-istnienia-moja-pierwsza-smierc-wenecji.
 	W. MROZEK: Stary pisarz wciąż umiera. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 279 dod. „Stołeczna”.

Obie

 	M. BASZEWSKA: Macierzyństwo odczarowane – dwugłos autorek. „Kult. Liberalna” [on-line] 2017 nr 21 [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostepny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2017/05/22/marta-baszewska-recenzja-obie-chmielewska-bargielska-kl-dzieciom/.
 	M. BASZEWSKA: Macierzyństwo – po drugiej stronie lustra. „Nowe Książ.” 2017 nr 2.
 	M. SYRWID: Ukłucia, odcięcia, złamania, pęknięcia. „Znak” 2017 nr 5
 	A. WARNKE. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/dzielo/justyna-bargielska-iwona-chmielewska-obie.
 	K. ZABAWA: Wyraz miłości. „Nowe Książ.” 2017 nr 7/8.
 	Zob. też. Wywiady.

Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy

 	A. NAWARECKI: Zrównoważony rozwój Rozalii Grozy. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/recenzje/zrownowazony-rozwoj-rozalii-grozy-2/.
 	Zob. też Wywiady.




 	↑ Hasło przygotowane bez odpowiedzi Autorki na wysłaną ankietę.
</document>
<document nplp_id="2869" title="Marek BIEŃCZYK" slug="marek-bienczyk">ur. 1956

Historyk literatury, prozaik, eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 6 lipca 1956 w Milanówku; syn Jerzego Bieńczyka i Karoliny z Rogalskich, ekonomistów. Uczęszczał do XLVII Liceum Ogólnokształcącego im. S. Wyspiańskiego w Warszawie, gdzie w 1975 zdał egzamin maturalny. Od 1976 studiował romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW); magisterium uzyskał w 1980. Następnie podjął studia hinduistyczne na UW, które przerwał w 1981. W czasie studiów należał do NZS (pełnił w 1980-82 funkcję szefa koła w Instytucie Orientalistyki, a w 1981 był członkiem zarządu Komitetu Strajkowego UW). Debiutował w 1980, ogłaszając na łamach „Polityki” (nr 22) polemikę z Zygmuntem Kałużyńskim na temat Jeana Paula Sartre’a zatytułowaną Święty Sartre, aktor i męczennik. Pracował jako lektor języka francuskiego na UW (1983-84) i w Instytucie Francuskim (1983-96). Równocześnie od 1983 był uczestnikiem Studium Doktoranckiego w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN, gdzie w 1987 został zatrudniony na stanowisku asystenta w Pracowni Literatury Romantyzmu. W 1988 debiutował jako tłumacz z języka francuskiego (przekład fragmentu prozy Milana Kundery Słownik (VI). „Res Publica” nr 6), a w 1990 jako tłumacz z języka francuskiego (przekład eseju Václava Belohadsky’ego Cesarstwo austriackie jako metafora. „Res Publica” nr 5). W następnych latach ogłaszał przekłady głównie prozy Milana Kundery, a także m.in. Émile’a Ciorana i Rolanda Barthesa. Doktoryzował się w 1989 w IBL PAN na podstawie rozprawy Wyobrażenia cierpienia i śmierci w twórczości Zygmunta Krasińskiego (promotor prof. Maria Janion), po czym w 1990 otrzymał w IBL stanowisko adiunkta. W 1991-92 był członkiem kolegium redakcyjnego pisma IBL „Literary Studies in Poland”. Od 1993 wchodził w skład redakcji francuskiego kwartalnika „L’Atelier du Roman”, w którym ogłosił kilkadziesiąt artykułów i studiów. Pracę naukową i translatorską łączył od 1994 z własną twórczością literacką. Od 1998 prowadził warsztaty prozatorskie na Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1999 otrzymał nagrodę Paszport „Polityki” w dziedzinie literatury, a w 2001 Grand Prix de la Francophonie, nagrodę przyznawaną przez Académie Française. W 2003 habilitował się w IBL PAN na podstawie rozprawy Oczy Dürera. O melancholii romantycznej i został zatrudniony w 2005 na stanowisku docenta. W 2004 został członkiem Polskiego PEN Clubu (od 2005 – członek zarządu). W 2007 wszedł w skład Kapituły Nagrody Literackiej Gdynia. W 2010 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego IBL PAN. Artykuły i recenzje literackie oraz przekłady z literatury francuskiej ogłaszał m.in. w Res Publice (1988, 1990) i Res Publice Nowej (1993-2006, z przerwami), Ogrodzie (1990, 1992, 1994), Zeszytach Literackich (1990, 1993, 1995), Tekstach Drugich(1990, 1993, 1996, 2008), Gazecie Wyborczej (1994, 1998-99, 2001, 2009, 2012-17), Rzeczpospolitej (1997-98, 2009), Literaturze na Świecie (1999, 2003-04, 2007, 2010, 2014, 2016), Polityce (1999-2000, 2008, 2012), Tygodniku Powszechnym (od 2001) oraz Newsweek Polska (2006, 2008) i magazynie „Książki” (od 2014). Zajął się ponadto enologią; publikował cykle felietonów na temat wina m.in. w dodatku „Gazety Wyborczej” – „Magazyn”, w „Przekroju”, „Forbes”, „Magazynie Wino”, „Kuchni” oraz na portalu o winie inicjatywa.pl; z Wojciechem Bońkowskim ogłaszał też poradniki z tego zakresu. W 1999 został członkiem International Federation of Wine and Spirit Journalists and Writers. W 2009-11 kierował projektem badawczym Atlas polskiego romantyzmu. Świat – Europa – Polska, (dostępnym na portalu Nowa Panorama Literatury Polskiej w ramach Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN). W 2012 za tom esejów Książka twarzy otrzymał Nagrodę Literacką Nike. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Czarny człowiek. Krasiński wobec śmierci. [Studium]. Wwa: IBL PAN [1990], 190 s. Wyd. nast.: Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2001.
Nagroda Fundacji im. K. i M. Górskich w 1992.
2. Terminal. [Powieść]. Wwa: PIW 1994, 181 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł.: franc.: Terminal. [Przeł.:] J.-Y. Erhel, T. Janasz. [Paris] 1997, - niem.: Terminal. [Przeł.] K. Wolff. Herne 2000.
3. Antoni Malczewski. [Scenariusz biograficznego filmu dokumentalnego; współaut.:] D. Siwicka. Reż.: K. Bukowski. TVP 1997.
4. Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty. [Szkice literackie]. Wwa: Sic! 1998, 141 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2000; Wwa: Świat Książki – Weltbild Polska 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, plik w formacie MOBI, EPUB.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999, wyróżnienie Fundacji Kultury w 1997.
Zawartość: Na placu Carrousel; Flâneur i inni jeszcze; Czarna żółć czyli nic, które boli; Freud i twarz melancholijna; Pseudoteksty, pseudonimy; Magiczne wyliczanie; Spis powszechny i utopia; O wyższości dolin nad górami; Labirynt wiecznego tułacza; Freud, odblask i regres; Ironia i śmiech; Przyszłość jak na dłoni; Błękitne spojrzenie i anamorfoza; Alegoria na drodze melancholika; Melancholia czerwona i czarna; Acedia; Freud, pożądanie i nierealność; Zwierciadło i możliwość; Terapie, terapie; Nie i tak metamorfozy; Pomerol 1989; W studni melancholii.
Przekł.: bułg.: Melanholiâ. Za tez, koito nikogo izgubenoto nâma da namerât. [Przeł.:] D. Nedâlkova, M. Ajkova-Gurecka. Sofiâ 2002, – hiszp.: Melancolía. De los que la dicha perdieron y no la hallarán más. [Przeł.] M. Lema. Barcelona 2014.
5. Tworki. [Powieść]. Wwa: Sic! 1999, 194 s. Wyd. 2 tamże 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2012, plik w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda Lit. im. W. Reymonta za książkę roku w 1999, przyznana przez Związek Rzemiosła Polskiego, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2000, francuska nagroda Prix Ecureuil de la Littérature Etrangère, przyznana na festiwalu Lettres du monde (Bordeaux) w 2007.
Przekł.: ang.: Tworki. [Przeł.] B. Paloff. Evanston, Ill. 2007, - franc.: Tworki. [Przeł.] N. Véron. Paris 2006, - hiszp.: Tworki. [Przeł.] M. Lema Quintana. Barcelona 2010.
6. Kroniki wina. [Felietony literacko-enologiczne]. Wwa: Sic! 2001, 296 s.
7. Oczy Dürera. O melancholii romantycznej. Wwa: Sic! 2002, 384 s. Stanowiska, interpretacje, t. 20.
Rozprawa habilitacyjna. - Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2003.
Zawartość: „Dzień przed”. (Uwagi wstępne). – Część pierwsza: „Wszystko w świecie tracić”. (O „Marii” Antoniego Malczewskiego); Kapitan dziecko Saturna. (O „Trzy po trzy” Fredry); Szklany dzwon. (O teatrze Alfreda de Musseta); Czy romantyzm jest odpowiedzialny za brak psychoanalizy w kulturze polskiej?; Oczu Dürera. (O Zygmuncie Krasińskim i jego listach); „Świat jaki jest”. (O „Rosji w 1839 roku” markiza de Custine); Wileński debiut Juliana Klaczki; Tajemnica zwierząt. (O motywie kości u Mickiewicza); Francuz na wyspie Lesbos. (O wierszach seraficznych Baudelaire'a). – Część druga: Melancholia i niesmiertelność. (Baudelaire, Kafka, Starobinski, Baudrillard); Homo pyknolepticus. (O pracach Paula Virilia); Herezja i melancholia. (O Emilu Cioranie); Małe metamorfozy. (O esejach Eliasa Canettiego); Okno i metoda. (Flaubert, Baudelaire, Hopper). – „Dzień po”. (Zakończenie).
8. Wina Europy. [Poradnik; współaut.:] W. Bońkowski.
2003/2004. Wwa: Wiedza i Życie 2003, 511 s.
2005/2006. Wwa: Wiedza i Życie, Hachette Live Polska 2005, 672 s.
2009. Wwa: Hachette Live Polska 2008, 800 s.
9. Przezroczystość. [Szkice i eseje]. Kr.: Znak 2007, 257 s. Wyd. nast.: Wwa: Wielka Litera 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2015, plik w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda Bibl. Raczyńskich w Pozn. w 2007, Nagroda im. A. Siemka przyznana przez mies. „Lit. na Świecie”.
Zawartość: Wrzesień - marzec; Gabriel i śnieg [dot. J. Joyce: Zmarli]; Jastrzębie w zmroku [dot. E. Hoppera]; Dlaczego przezroczystość; Grzebień panny Lambercier [dot. J.J. Rousseau]; Diaphanes [dot. Arystotelesa]; Język serc [dot. J.J. Rousseau]; Jedno zdanie; Bandoneon i muleta; Pokój nad morzem [dot. E. Hoppera]; Światło i reakcja [dot. J.J. Rousseau]; To piękne słowo; Przejrzysta Polska; Firma „Woreczek”; Klosz modrego kryształu; Zatrzyj ślady [dot. W. Benjamina]; Glasarchitektur [dot. P. Scheerbarta]; Dygresja w katedrze; Nowa higiena [dot. W. Benjamina i P. Scheerbarta]; Melancholia w wielkim mieście; Crystal Palace I; Laboratoria władzy; Crystal Palace II; Trzy domy; Rowe i Slutzky; Przejrzystość rzeczy [dot. V. Nabokova]; Mroźne medytacje; W stronę milczenia [dot. F.-R. de Chateaubrianda]; Pająk małe licho; Aerofanie [dot. O. Paza i S. Mallarmé]; Histeria; Blok czysty, przezroczysty; Olga; Liczba mnoga; Ciastko w Arkadii; Jan Jakub, suita [dot. J.J. Rousseau]; Znowu czerwiec.
Przekł. ang.: Transparency. [Przeł.] B. Paloff. Champaign, Ill. 2012.
10. Nowe kroniki wina. [Felietony literacko-enologiczne]. Wwa: Świat Książki 2010, 478 s.
11. Książka twarzy. [Eseje]. Wwa: Świat Książki 2011, 448 s.
Nagroda Lit. Nike w 2012.
Zawartość: Vita brevis. – Initiatica: Winnetou [dot. powieści K. Maya]. ‒ Sportiva: Światło bramki; Naszym przyjacielem jest [dot. trenera K. Górskiego]; Oczko Borga [dot. tenisisty B. Borga]; Czempion odchodzi [dot. tenisisty A. Agassiego]; Światło bramki. – Melancholica: O trzy drinki z tyłu [dot. H. Bogarta]; Nie dla mnie sznur samochodów; Samotny jak szczur, ostatni z kloszardów [dot. C. Moricanda i H. Millera]. ‒ Sensualica: Anioł w Wiedniu; In vino fabula. – Picturesca: Twarz [L.] Beenhakkera; Twarze, dmuchawce [dot. fotografii E. Lempp]; Światła miasta [dot. malarstwa A. Patrzyka]; Prześwietlone medytacje [dot.: W. Nowicki: Dno oka]; W imadle świata. – Romantica: Wielki Narrator [dot. J. Karskiego]; Kłamiecie, wszyscy kłamiecie!; Maniakalna potrzeba idei [dot. Ch. Baudelaire’a]; Hrabia urynkowiony [dot. F.-R. de Chateaubrianda]; Poeci odchodzą [dot. V. Hugo i A. Mickiewicza]. – Geografica: Absurde Traveller [dot. podróży do Brazylii]; Droga do Ostendy [dot. J. Słowackiego]; Z niepewnej krainy [dot. kanadyjskiej prowincji Quebec]; Nicea [dot. Z. Krasińskiego]; Klątwa graniczna [dot. paszportu w XIX w.]; Ach, jak przyjemnie [dot. spływów kajakowych na Litwie i Łotwie]. – Translativa: Chirurg wiecznie żywy [dot. T. Boya i A. Siemka]; Fragmenty posłowia miłosnego [dot. R. Barthes’a]. – Romanesca: Braciszek [dot. R. Chandlera]; Granica szwajcarska; Ulica Szkolna [dot. R. Barthes’a]. – Nota od wydawcy.
Przekł.: bułg.: Kniga na liceto. [Przeł.] M. Grigorova. [Veliko T’rnovo] 2015, - ukr.: Kniga oblič. [Przeł.] O. Slivins’kij. L”vìv 2015, – Przekł. franc. szkicu Poeci odchodzą: Hugo – Mickiewicz. Tanatographie comparée. „Annales – Centre Scientifique de l’Académie Polonaise des Sciences à Paris” 2005 vol. 8 s. 107-121.
12. Nussi i coś więcej. [Opowieść dla dzieci]. Wr.: Format 2012, [34] s.
13. Książę w cukierni. [Opowieść dla dzieci]. Ilustr.: J. Concejo. Wr.: Format 2013, 92 s.
14. Jabłko Olgi, stopy Dawida. [Szkice literackie i opowiadania]. Wwa: Wielka Litera 2015, 381 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2015, plik w formacie MOBI, EPUB.
Zawartość: I. Wstęp: Jabłko Olgi; Stopy Dawida. – II. Gesty, kroki, dźwięki: Dłonie na wietrze [dot. m.in. utworów M. Prousta, E. Canettiego, G. Agambena]; Dobre wróżki [dot. m.in. utworów F. Dostojewskiego, R. Barthesa, Z. Herberta, M. Prousta, M. Monroe]; Balkon; Werwa i drżenie. – III. Książki pierwsze: Gruba [dot. m.in. utworów A. Minkowskiego, G. Vigarello, R. Lourie, T. Gautiera, M. Kundery]; Szczęśliwa jedenastka [dot. m.in. utworów E. Bassa, A. Bahdaja, A. Rudnickiego, L. Tyrmanda, D.-R. Dufour, P. Esterházy]; Stawiać na Ciamciarę [dot. m.in. utworów M. Prousta, G. de Nercvala, L. Montgomery, B. Lesmiana, E. Niziurskiego, A. Bahdaja]; Karandasz; Oczarowani [dot. m.in. utworów G. de Nervala, P. Muraya, S. Kofman, P. Bénichou, G. Pouleta, J. Iwaszkiewicza, U. Eco]. – IV. Dyptyk lśniący: Przez okno [dot. m.in. utworów M. Prousta, F. Lipińskiego, A. Stasiuka, I. Kranzfeldera, F. Bon]; Żółta ściana [dot. m.in. utworów M. Prousta, W. Bałusa, G. Didi-Hubermana, G. Herlinga-Grudzińskiego, M. Łukasiewicz, B. Prusa]. – V. Uciekać, trzeba uciekać: Wyjście Czejenów [dot. m.in. utworów J.M. Coetzee’go, H. Melvile’a, G. Pereca, P. Virilio, A. Stasiuka, W. Szkłowskiego, W. Śliwowskiej, R. Piotrowskiego, R. Koziołka, J. Leara]; Niepocieszony i wesoły [dot. m.in. twórczości plastycznej J.-J. Sempé’go]. – VI. Zakończenie: Eseje i jesienie; Dos gardenias para ti. – Niektóre teksty ukazały się wcześniej na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Literatury na Świecie” i „Kontekstów”.

Rozprawy i szkice w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Prowokacja chwili. „Twórczość” 1987 nr 6 s. 62-71 [dot. Z Krasińskiego]. – Estetyka melancholii. W: Trzynaście arcydzieł romantycznych. Wwa 1996 s. 9-17 [dot. A. Malczewski: Maria]. – Sześć toastów dla Pani Profesor. W: Lustra historii. Wwa 1998 s. 7-18 [dot. M. Janion]. – Rue de Ecoles. „Lit. na Świecie” 2004 nr 1/2 s. 414-433 [dot. R. Barthes’a]. – Choroba paszportowa. Romantyczny rekonesans. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3 s. 65-73 [dot. podróży zagranicznych w XIX wieku]. – Przezroczystość. W: Księga Janion. Gdańsk [2007] s. 466-479. – Kilka uwag o zauroczeniu. „Lit. na Świecie” 2010 nr 7/8 s. 194-209 [dot. G. de Nervala]. – Čist Kunderu v dobĕ Solidarity. W: Milan Kundera aneb Co zmuže literatura? Brno 2012 s. 203-212. – Pismo katastrofy w XIX wieku. Wstęp do rozważań. „Wiek XIX” 2015 s. 9-26.
Przekłady
1. P. Djian: 37,22 rano. [Powieść]. Szczec.: Glob 1991, 252 s.
2. M. Kundera: Sztuka powieści. Esej. Wwa: Czyt. 1991, 129 s. Wyd. nast.: wyd. 2 zmien. tamże 1998; wyd. 2 [!] zmien. Wwa: PIW 2004; wyd. 3. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
3. C. Lanzmann: Shoah. [Scenariusz filmowy]. Koszalin: Novex 1993, 222 s.
4. M. Kundera: Nieśmiertelność. [Powieść]. Wwa: PIW 1995, 389 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2002; wyd. 3. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
5. M. Kundera: Zdradzone testamenty. Esej. Wwa: PIW 1996, 250 s. Wyd. 3 [!] zmien. i popraw. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
6. É. M. Cioran: Historia i utopia. [Eseje]. Przeł. i wstępem opatrzył M. Bieńczyk. Wwa: Wydawn. IBL 1997, 116 s. Arch. Humanistyki XX w., 1. Wyd. nast.: Przeł. i posł. opatrzył M. Bieńczyk. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
7. M. Kundera: Powolność. [Powieść]. Wwa: PIW 1997, 92 s. Wyd. 2. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
8. M. Kundera: Tożsamość. [Powieść]. Wwa: PIW 1998, 106 s. Wyd. 2. Wwa:
Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
9. R. Barthes: Fragmenty dyskursu miłosnego. Przekł. i posł.: M. Bieńczyk. Wstęp: M.P. Markowski. Pisma. T. 2. Wwa: KR 1999, 349 s. Wyd. nast.: Wwa: Wydawn. Aletheia 2011.
10. M. Kundera: Kubuś i jego pan. Hołd w trzech aktach dla Denisa Diderota. [Utwór dramatyczny]. Wwa: PIW 2000, 94 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015. Wyst.: Reż.: J. Stuhr. Wyst. Kr., PWST 2002. Wyst. W teatrze zawodowym: Reż.: Z. Wardejn. Gniezno, T. im. A. Fredry 2002.
11. M. Proust: Pamięć i styl. [Szkice literackie]. Wybór, oprac. i wstęp: M.P. Markowski. Przekł.: M. Bieńczyk, J. Margański, M.P. Markowski. Kr.: Znak 2000, 227 s. Esej.
12. M. Kundera: Niewiedza. [Powieść]. Wwa: PIW 2003, 111 s. Wyd. 2. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
13. M. Kundera: Zasłona. Esej w siedmiu częściach. Wwa: PIW 2006, 155 s. Wyd. 2. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2016.
14. M. Kundera: Spotkanie. [Szkice literackie]. Wwa: PIW 2009, 164 s. Wyd. 2. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2016.
15. M. Kundera: Święto nie istności. [Powieść]. Wwa: Wydawn. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, 109 s.
Prace redakcyjne
1. Nasze pojedynki o romantyzm. Pod red. D. Siwickiej i M. Bieńczyka. Wwa: Wydawn. IBL we współpracy Towarzystwa „Ogród Ksiąg” 1995, 293 s. IBL PAN.
2. Romatyzm, Janion, fantazmaty. Prace ofiarowane profesor Marii Janion na jej siedemdziesięciolecie. Pod red. D. Siwickiej i M. Bieńczyka. Wwa: Wydawn. IBL 1996, 222 s. IBL PAN.
3. Szybko i szybciej. Eseje o pośpiechu w kulturze. Pod red. D. Siwickiej,M. Bieńczyka, A. Nawareckiego. Wwa: Wydawn. IBL 1996, 226 s. IBL PAN.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2014.
 	Autor o sobie: Proszek, tancerki i książki. Notowała E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2003 nr 261; O zaufaniu i nieufności. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 52/53 dod. „Odnalezione w tłumaczeniu” [dot. własnej pracy przekładowej].
 	Wywiady: Kucharz, naukowiec, jego powieść i jego przecinki. Rozm. T. Cichoń. „Nowy Nurt” 1995 nr 16; Gwarant opowieści. Rozm. W. Chmielewski. „Rzeczpospolita” 1998 nr 188; Imię Soni. Rozm. W. Chmielewski. „Rzeczpospolita” 1999 nr 159 [dot.: Tworki]; Słowo w akcji. Rozm. M. Wolny. „Polityka” 2000 nr 5; Sweterek. Rozm. B.N. Łopieńska. „Res Publica Nowa” 2002 nr 1; Wino – ekspresja ziemi. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. „Tyg. Powsz.”2002 nr 47, przedr. zmien. pt. O winie i melancholii w: Rozmowy na nowy wiek. T. 2. Kr. 2002; Piękna ułuda, obietnica zbawienia. Rozm. M. Guzowski. „Dziennik” 2007 nr 150; Scena balkonowa. Rozm. W. Bojda. „Opcje” 2007 nr 3; „La recherche idyllique”. Rozm. L. Sichler. „Marianne”, Paris 2008 nr z 6 VIII; O czym tu gadać z facetami. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 131; Ambrozje i jady. Szkoła zmysłów Marka Bieńczyka. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 34 [dot.: Książka twarzy]; Mam kłopoty z Dionizosem. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 81 dod. „Duży Format” nr 13; Wieloboista: w poszukiwaniu utraconych światów. Rozm. R. Koziołek. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 47; Ja już nigdy, nigdy, nigdy… Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 211 [dot.: Książka twarzy]; Mam naturę zdrajcy. Rozm. K. Sulej. „Przekrój” 2012 nr 44 [dot.: Książka twarzy]; Mozaika twarzy. Rozm. P. Owczarek. „Arterie” 2012 nr 1; Nauka rozmawiania z chlebem. Rozm. J. Nikodem. „Przegląd” 2012 nr 46 [dot.: Książka twarzy]; Tajemnica twarzy. Rozm. W. Chmielewski. „Wyspa” 2012 nr 3; Ten zwierzątek Nussi. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 257 [dot.: Nussi i coś więcej]; Chciałbym być Iniestą. Rozm. R. Stec. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 11; Przestrzeń i melancholia. Z Markiem Bieńczykiem i Filipem Springerem rozm. R. Koziołek. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 49 dod. „Książ. w Tyg.” nr 11/12; Samouk w każdej dziedzinie. Rozm. Maria K. „Wiad. Lit.” 2013 nr 4; Melancholizacja. Rozm.: M. Hapke i A. Michalska. „Czas Kult.” 2014 nr 5; Całe moje życie zostało naznaczone przez książki. Rozm. P. Czerkawski. „Odra” 2016 nr 6; Literatura poza językiem. Rozm. M. Piwowar. „Rzeczpospolita” 2015 nr 104 [dot. M. Kundery z okazji wydania Święta nieistności]; Mam obsesję gestów. Rozm. Z. Wierus. „Polska” 2015 nr 24; Mieszkam w Republice Nie Tutaj. No i piszę. Po co mi to było? Rozm. M. Kicińska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 67; Efemeryczne przejawy pełni. Rozm. J. Koźbiel. W tejże: Słowo i sens. Pruszków 2016.

Ogólne

 	J. IGNATOWICZ-SKOWROŃSKA: O pewnym typie zabiegów na frazeologizmach w prozie Marka Bieńczyka. „Studia Językozn.” 2002 t. 1.
 	M. ORSKI: Laptopowe podróże Marka Bieńczyka. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej. Kr. 2004, passim.
 	M. PŁAZA: C/Z, czyli dyskurs miłosny Marka Bieńczyka. „Kresy” 2004 nr 3.
 	W. BOJDA: Słowa, słowa, słowa? „Opcje” 2007 nr 3.
 	M. PLAZA: Tekst doświadczenia, doświadczenie tekstu – narracje Marka Bieńczyka. W: Narracje po końcu (wielkich) narracji. Wwa 2007.
 	K. SZALEWSKA: Écriture mélancolique. O eseistyce Marka Bieńczyka. „Kresy” 2008 nr 4.
 	A. MAŁCZYŃSKA: Melancholijne pisanie Marka Bieńczyka. „Strony” 2009 nr 1/2.
 	R. SENDYKA: Esej i ekfraza (Herbert – Bieńkowska – Bieńczyk). „Przestrzenie Teorii”. 2009 [nr] 11.
 	J. MOMRO: Akt etyczny i histeria – dwie twarze melancholii. O eseistyce Marka Bieńczyka. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 201.
 	J. MOMRO: Nieśmiertelne ruiny. O eseistyce Marka Bieńczyka. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
 	M.P. MARKOWSKI: Siedem przypadków Marka Bieńczyka. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 42.
 	D. WODECKA: Wino, kobiety i Nike. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 240.
 	M. KŁOSIŃSKI: Melancholia i styl: o twórczości Marka Bieńczyka. W: Skład osobowy. Katow. 2014.
 	R. KOZIOŁEK: Smak ucieczki. O Bieńczyku. W tegoż: Dobrze się myśli literaturą. Wołowiec – Katow. 2015.

Czarny człowiek

 	J. ZIELIŃSKI: Wiwisekcja wieszcza. „Res Publica”1990 nr 5 [dot. rozprawy: Wyobrażenie cierpienia i śmierci w twórczości Zygmunta Krasińskiego].
 	B. ZWOLIŃSKA. „Pam. Lit.” 1994 z. 4.
 	M.P. MARKOWSKI. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 22.

Terminal

 	K. UNIŁOWSKI: Jeśli ktoś kocha, to i opowiada. „FA-art” 1994 nr 4, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
 	L. BUGAJSKI: Wyrafinowanie. „Wiad. Kult.” 1995 nr 14.
 	A. CZACHOWSKA: Koniec i początek. „Prz. Artyst.-Lit.” 1995 nr 12.
 	I. JANOWSKA: Czyj to język? „Nowe Książ.” 1995 nr 1.
 	A. KOSS: Kolejne tango w Paryżu. „Kresy” 1995 nr 23.
 	J. NOWOSAD: Z terminalu – na lotnisko. „Opcje” 1995 nr 1/2.
 	M. RABIZO-BIREK: Powieść wyzuta z seksu. „Nowy Nurt” 1995 nr 16.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Polski jogurt. „Polityka” 1997 nr 36 [dot. recepcji we Francji].
 	M. DERDA-NOWAKOWSKI: Ukryta twarz romansu. Na marginesach „Terminalu” Marka Bieńczyka. „FA-art” 1999 nr 2.
 	K. BUDROWSKA: „Terminal”, czyli seksualizm symboliczny i zawsze piękna heroina w postrzępionym sweterku; „Terminal”, czyli kobieta zawsze dobra i piękna; „Terminal”, czyli niema bohaterka intertekstualnej powieści. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	J. WILENGOWSKA: Wyznaczniki nieepickości w powieści Marka Bieńczyka „Terminal”. W: Literackie strategie lat dziewięćdziesiątych. Olsztyn 2002.
 	M. MRUWCZYŃSKI: Spotkanie z Innym. „Terminal” Marka Bieńczyka. „FA-art” 2003 nr 3/4.
 	D. OSTASZEWSKA: Interakcje komunikacyjne w tekście artystycznym: na wybranym materiale współczesnej prozy. „Jęz. Artyst.” 2007 t. 13 [dot. też: M. Nowakowski: Układ zamknięty i W. Wirpsza: Pomarańcze na drutach].
 	D. MARKIEWICZ: Przełączając przerzutkę na postmodernizm. „Esensja” 2013 nr 1.
 	A. CZYŻAK: W cudzej przestrzeni: narracyjne gest (samo)poznania w prozie przełomu XX i XXI wieku. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2016 t. 8 [dot. też: I. Karpowicz: Sońka; P. Potoroczyn: Ludzka rzecz].

Melancholia

 	A. ARASZKIEWICZ: Melancholijny słownik z utratą. „Res Publica Nowa” 1998 nr 9.
 	B. FRANKOWSKA: Pisane żółcią, w południe. „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
 	J. SOBOLEWSKA: Patrzą Państwo na przeszłość. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 187.
 	M. ZAPĘDOWSKA: Anatomia „Melancholii”. „Czas Kult.” 1998 nr 4.
 	D. MAJKOWSKA: Świat melancholii. „Konteksty” 1999 nr 3.
 	M. NAWROCKI: Pochwała melancholii, czyli o niczym, które boli. „Dekada Lit.” 1999 nr 7/8.
 	S. SZULC: Czarna żółć. „Śląsk” 1999 nr 1.
 	M. JENTYS: Rubinowe strofy. „Twórczość”2000 nr 2, przedr. pt.: Marka Bieńczyka rzecz o czarnych ludziach. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.

Tworki

 	W. BOJDA: „Tworki”, czyli o znikaniu. „FA-art” 1999 nr 2.
 	A. CZACHOWSKA: „Dlaczego, psiakrew, polski?”. „Twórczość” 1999 nr 12.
 	K. NADANA: U Pana Boga za piecem. „Res Publica Nowa” 1999 nr 7/8.
 	M. ORSKI: O Jurku-ogórku głodnym przeżyć. „Nowe Książ.” 1999 nr 11.
 	R. OSTASZEWSKI: Wszyscyśmy z jednych Tworek. „Dekada Lit.” 1999 nr 5/6.
 	K. SZCZUKA: Miłość w czasach Zagłady. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 24.
 	M. ZALESKI: Praca żałoby. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 108.
 	P. MARECKI: (Po)tworek Derridy. (M.N. – „Tworki”). „Studium” 1999/2000 nr 6/1.
 	M. WITKOWSKI: Majstersztyk. „Odra” 2000 nr 3.
 	M. LECIŃSKI: Likwidacja przewagi. Praca żałoby i empatia w „Tworkach” Marka Bieńczyka. „Teksty Drugie” 2001 nr 1.
 	J. KLAMAN: Nie / do / czytania. „Kresy” 2003 nr 1.
 	E. DOBOSIEWICZ: W języku za piecem. „Polonistyka” 2004 nr 4.
 	M. ZALESKI: Jedyna instancja. O „Tworkach” Marka Bieńczyka. W: Narracja i tożsamość. Wwa 2004, przedr. w tegoż: Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności. Kr. 2007.
 	A. ADAMCZYK: Sonia się uśmiechnęła. O tym, czy Marek Bieńczyk napisał powieść o Holocauście. „Tekstualia” 2005 nr 3.
 	A. MORAWIEC: Holokaust i postmodernizm. O „Tworkach” Marka Bieńczyka. „Ruch Lit.”2005 z. 2.
 	M. KUNDERA: Idylle à la maison des fous. „Le Monde des livres”, Paris 2006 nr z 6 X. − J. MUCHOWSKI: Figury czasowości w „Tworkach” Marka Bieńczyka. Teksty Drugie 2006 nr 3.
 	F. RICARD: La Résistance idyllique. „L’Inconvénient”, Montréal 2007 nr 28.
 	A. UBERTOWSKA: Zagłada jako katastrofa języka. (O „Tworkach” Marka Bieńczyka). W: Świadectwo – trauma – głos. Kr. 2007.
 	K. BOJARSKA: Historia Zagłady i literatura (nie)piękna. „Tworki” Marka Bieńczyka w kontekście literatury posttraumatycznej. „Pam. Lit.” 2008 z. 2.
 	W. BOJDA: Pisać na Berdyczów, czyli raz jeszcze o „Tworkach” Marka Bieńczyka. „FA-art” 2009 nr 3.
 	B. GRYSZKIEWICZ: Kultura Holocaustu jako macierzysty kontekst literatury o zagładzie Żydów (przykład „Tworek” Marka Bieńczyka). „Annales Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria”. 2009 [nr] 9.
 	„Tworki, écrire après le désastre”. „l’Atelier du roman”, Paris 2009 nr 59 [numer monograficzny czasopisma].
 	I. DAUNAIS: Forma przeciw przeznaczeniu; M. KUNDERA: Idylla w domu wariatów. [Przekł.] P. Wolski. „Litteraria Copernicana” 2010 nr 1.
 	M. ORSKI: „Modlę się, Panie, żebym nie zasłaniał”. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Przezroczystość].
 	P. MARECKI: „Tworki” Marka Bieńczyka jako powieść gatunkowa. „Przestrzenie Teorii” 2012.
 	E. PADOŁ: Język i mesjanizm: (post)konteksty a problematyka żydowska w „Tworkach” Marka Bieńczyka. W: Polacy-Żydzi: kontakty kulturowe i literackie. Kr. 2014.
 	J. SKOLICKA” Na marginesach „Skazy” Magdaleny Tulli i „Tworek” Marka Bieńczyka; chwyty performatywne, wątki teatralne. „Arterie” 2016 nr 2.
 	M. TOMCZOK: Alegorie Zagłady w „Tworkach” Marka Bieńczyka i „Wieku 21” Ewy Kuryluk. „Prace Filol. Literaturoznawstwo” 2016 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

Kroniki wina

 	W. BOJDA: Łabędzi śpiew. „Opcje”2002 nr 1.
 	M. PIETRZAK: Słowem zakochani w winie. „Tygiel Kult.” 2002 nr 1/3.
 	J. WCIÓRKA: Scedzone wino życia. „Arkusz” 2002 nr 4.

Oczy Dürera

 	A. GRABOWSKI: Nasza strata. „Res Publica Nowa” 2003 nr 1.
 	M. JANION: W oczach Dürera. O nowej książce Marka Bieńczyka. „Teksty Drugie” 2003 nr 4.
 	M. RADZIWON: Twórcze smutki. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 123.
 	D. ULICKA: Widzieć nieobecne. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.
 	P. ROJEK: Oczy Bieńczyka. „Kresy” 2004 nr 1/2.

Przezroczystość

 	W. BOJDA: Powszechna historia przezroczystości. „FA-art” 2007 nr 3.
 	A. FRANASZEK: Dwa pokoje ze światłem. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 165.
 	Z. KRÓL: Osiołek czy niebyt? „Zesz. Lit.” 2007 nr 3.
 	Sz. KUŚ: „Fiksum dyrdum” przemienione w dramat. „Świat i Sł.” 2007 nr 2.
 	M.P. MARKOWSKI: Pod światło. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 30, przedr. w tegoż: Życie na miarę literatury. Kr. 2009.
 	A. ADAMCZYK: Lube imitacje, niewczesne kalki. Na marginesie „Przezroczystości” Marka Bieńczyka. „Tekstualia” 2008 nr 4.
 	M. LAREK: Histeria i literatura. „Tekstualia” 2008 nr 1.
 	M. LEŚNIAKOWSKA: Dlaczego przezroczystość? „Nowe Książ.” 2008 nr 1.
 	M. ORSKI: „Uchwytna poręcz” istnienia. „Prz. Powsz.” 2008 nr 7/8.
 	K. SZALEWSKA: Glass-esej. „Twórczość” 2008 nr 11.
 	M. WARCHALA: Melancholia – krótki kurs. „Lit. na Świecie” 2008 nr 9/10.
 	E. WINIECKA: Przezroczystość w melancholii. „Czas Kult.” 2008 nr 1.
 	M. ORSKI: „Modlę się, Panie, żebym nie zasłaniał”. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Tworki].
 	J. MOMRO: Przemoc przezroczystości. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
 	T. KARSHAN: In glass houses. „Times Literary Suplement”, New York 2013 January.
 	O. SZMIDT: Léche-vitrine: podmiot melancholijny w literaturze XXI wieku na przykładzie „Przezroczystości” Marka Bieńczyka. W: Literatura na progu XXI wieku. Olsztyn 2014.
 	M. BŁASZCZAK: Przezroczysta lekkość bytu: od Calvina do Bieńczyka. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 25 [dot. też: I. Calvino: Lezioni americane].

Nowe kroniki wina

 	D. NOWACKI: Dwie strony: Bieńczyk winny po raz drugi. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 49 dod. „Mag. Lit.”.

Książka twarzy

 	L. BUGAJSKI: Taniec na linie. „Twórczość” 2011 nr 9, przedr. w tegoż: Margines centralny. Kr. 2015.
 	P. MAŁOCHLEB: Pochwała żarliwości. „Nowe Książ.” 2011 nr 8.
 	D. NOWACKI: Marka Bieńczyka zaprasza na Facebooka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 107.
 	W. NOWICKI: Twarze: światy utracone. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 37.
 	P. PIEŃKOSZ: Eseistyczny Facebook. „Wyspa” 2011 nr 4.
 	T. SOBOLEWSKI: Bieńczyk. Lubię to! „Gaz. Wybor.” 2012 nr 235.
 	J. KAPICA-CURZYTEK: Nie tylko twarze. „Esensja” 2013 nr 2.
 	A. MADALIŃSKI [on-line] „dwutygodnik.com” 2013 [dostęp 20 maja 2103]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com – M.P. WIŚNIEWSKI: Poza siecią tez można mieć swój profil. „Akant” 2014 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Książę w cukierni

 	M. KĄKIEL: Dla kogo Duży Książę? „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

Jabłko Olgi, stopy Dawida

 	J. BIELAWA: Refugium. „Nowe Książ.” 2015 nr 7.
 	R. KOZIOŁEK: Wiele przewag. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 11.
 	A. MADALIŃSKI: Jabłko czy stopy? „Znak” 2015 nr 5.
 	D. NOWACKI: Czary, mary, Bieńczyk! „Gaz. Wybor.” 2015 nr 69.
 	M. ORSKI: Odwijanie „mumii”. „Odra” 2015 nr 6.
 	W. RUSINEK: Po stronie życia, przeciw melancholii. „Śl. Studia Polonist.” 2015 nr 2.

</document>
<document nplp_id="2876" title="Ewa BIEŃKOWSKA" slug="ewa-bienkowska">ur. 1943

Krypt.: E.B.; EB.

Eseistka, historyk literatury, prozaiczka, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 13 września 1943 w Warszawie; córka Władysława Bieńkowskiego, publicysty, polityka (działacza PPR, do 1970 PZPR, po 1976 KOR), socjologa, i Flory z domu Trynkus, nauczycielki, prozaiczki i poetki. Dzieciństwo spędziła w Warszawie, gdzie w 1957-61 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. N. Żmichowskiej. Po zdaniu matury podjęła w 1961 studia romanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1963 opublikowała na łamach „Kwartalnika Neofilologicznego” pierwszy artykuł pt. Koncepcje postaw w teatrze Corneille’a (nr 3). Po uzyskaniu w 1966 magisterium odbywała studia doktoranckie na Wydziale Filologii Obcych UW; tu w 1970 obroniła doktorat pt. Poezja i tradycja w „Tygodniach” Guillaume’a de Salluste du Bartas (promotor prof. Mieczysław Brahmer). W 1972 debiutowała jako tłumaczka przekładem eseju P. Ricoeura pt. Wydarzenie i sens w mowie, ogłoszonym w „Tekstach” (nr 6). Jako eseistka, recenzentka i tłumaczka współpracowała z „Twórczością” (od 1971), „Tygodnikiem Powszechnym” (od 1972), „Znakiem” (od 1972) i „Więzią” (od 1974). W 1975 została zatrudniona na stanowisku adiunkta w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie do 1981 prowadziła wykłady z literatury francuskiej i teorii kultury. W 1977 otrzymała Nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie. W 1981 habilitowała się w IBL PAN na podstawie rozprawy poświęconej historii kultury niemieckiej pt. W poszukiwaniu królestwa człowieka. Niemiecka utopia sztuki od Kanta do TomaszaManna. W 1982 wyjechała do Francji i do 1987 pracowała w Université d’Avignon jako assistant associé. W 1983 została członkiem redakcji i stałym współpracownikiem (ukazujących się wówczas w Paryżu) „Zeszytów Literackich”; drukowała tu szkice i eseje poświecone kulturze europejskiej, a w 1993 rubrykę pt. List z Wersalu. Od 1983 publikowała także w wychodzącym w Londynie miesięczniku „Aneks” (tu liczne szkice z pogranicza literatury i filozofii). Wielokrotnie odbywała podróże do Grecji i Włoch, o kulturze tych krajów pisała eseje. W 1989 została członkiem SPP. W 1994-95 była konsultantem w Stacji Naukowej PAN w Paryżu. Publikowała nadal m.in. w „Znaku”, „Res Publice” (później „Res Publica Nowa”), „Gazecie Wyborczej”. W 1999 została zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie, gdzie podjęła wykłady i zajęcia z zakresu literatury polskiej i powszechnej; obejmowała też do przejścia na emeryturę w 2013 funkcję kierownika Katedry Modernizmu Europejskiego UKSW. Weszła w skład jury Nagrody Fundacji im. Kościelskich w Genewie. W 2008 podjęła współpracę jako recenzentka z „Przeglądem Politycznym”.

Wyszła za mąż za Jean-Paula Chancela, inżyniera aerodynamiki. Na stałe mieszka w Wersalu we Francji.



TWÓRCZOŚĆ
1. Dwie twarze losu: Nietzsche – Norwid. [Szkice].Wwa: PIW 1975, 189 s.
Zawartość: Wprowadzenie. – I. Nietzsche: Słowo i istnienie; Wędrówka przez krainę kultury; Historia odkupiona; Taniec Zaratrusty; Żegluga ku dalekim brzegom; Dionizos przeciw Ukrzyżowanemu. – II. Norwid: W poszukiwaniu wielkiej ojczyzny. (O poemacie Quidam Cypriana Norwida); Czasy pełne znaków; Romantyczna historiozofia i romantyczna polityka; W cieniu wielkich poprzedników; Rzym 1848; Zmarnowane pokolenie; Historia jako dzieje Wcielenia; Dlaczego poemat?
2. W poszukiwaniu królestwa człowieka. Utopia sztuki od Kanta do Tomasza Manna. Wwa: Czyt. 1981, 355 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Szkice dotyczące dziejów kultury niemieckiej od schyłku XVIII wieku po współczesność.
Zawartość: Cz. I. Wielkość i tragizm człowieka klasycznego: Czasy przełomu; Marzenie o systemie; Krytyka to ustalenie ludzkiego zadania; Świat natury i świat osoby; Czy pojednanie jest możliwe?; Nowe widnokręgi. – Cz. II. Spadkobiercy: Losy pewnego pojęcia; Poeta podejmuje pytanie filozofa [dot. F. Schillera]; Śmiercionośna synteza [dot. F. Hegla]; Geniusz ironii romantycznej [dot. F. Schlegla]; Jasne oko świata [dot. A. Schopenhauera]; Twórczość rozpętana [dot. F. Nietzschego]. – Cz. III. Ocalenie przez muzykę: Wprowadzenie; Muzyka w świecie myśli idealistycznej; Jak uzasadnić muzykę?; Synteza sztuk wokół mitu; Czas, sens, liturgia; Schyłek utopii. – Cz. IV. Literatura jako duchowa forma życia: Pisarz pośród filozofów; Rodowód; Muzyka wenecka; Powieść jako krytyka egzystencji; Księga losu niemieckiego.
3. Dane odebrane. [Opowiadania]. London: Puls 1985, 179 s.
Zawartość: Tryptyk włoski; Droga na południe; Kopuła; Rzymianin.
4. Co mówią kamienie Wenecji. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1999, 265 s.
Zawiera eseje dot. sztuki: Przyjazd; Warsztaty wyobraźni; Wygnaniec; Powroty; Przestrzenie weneckie; O przemijaniu i trwaniu; U świętego Marka; Pochwała lekkości; Światło zimowe; Postscriptum.
5. Spór o dziedzictwo europejskie. Między świętym a świeckim. [Eseje]. Wwa: W.A.B. 1999, 245 s.
Zawartość; Oświecenie – pomiędzy świętym i świeckim; Intelektualiści i rewolucja; Twórczość przeciw samotności; Sprawa Dreyfusa; Wybór i tożsamość; Mieszkać w historii; Zdrada klerków po latach; Zbrodnia słów; Portret kondotiera na tle pejzażu [dot. E. Jüngera]; Pamięć, polityka, religia; Proces [M.] Papona; Uczniowie czarnoksiężnika; Krótki rzut oka na koniec stulecia; Śmierć Simone Weil; Co zawdzięczamy Mircei Eliademu.
6. Pisarz i los. O twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2002, 172 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2003.
7. W ogrodzie ziemskim. Książka o Miłoszu. Wwa: Sic! 2004, 277 s.
8. Michał Anioł – nieszczęśliwy rzymianin. [Esej]. Wwa: Sic! 2009, 153 s.
9. Spacery po Rzymie. [Przewodnik eseistyczny]. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2010, 212 s. Podróże „Zesz. Lit.”.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.”, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
10. Dom na Rozdrożu. [Wspomnienia]. Wwa: Sic! 2012, 256 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Sic! 2012, plik w formacie EPUB.
11. Historie florenckie: Sztuka i polityka. [Eseje]. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2015, 200 s. Ser. Podróże.
Nagroda Magellana w 2015.
Zawartość: Pod znakiem katastrofy; Uczta ziemska, uczta niebiańska [dot. obrazów przedstawiających Ostatnią Wieczerzę]; O Medyceuszach można bez końca; Niebo nad miastem [dot. G. Savonaroli i N. Machiavellego]; Wyobraźnia i obrazy.

Nadto szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Czytanie w przyszłości. (Krasiński i Cieszkowski: dwie wersje romantycznej filozofii kultury). „Znak” 1974 nr 4 s. 403-414. – Historia jako dzieje wcielenia. „Więź” 1974 nr 4 s. 29-39. – Muzyka – Świat. „Teksty” 1975 nr 2 s. 39-58. – Sztuka i ocalenie. „Twórczość” 1976 nr 12 s. 91-103. – Pisarze wśród filozofów. „Teksty” 1978 nr 1 s. 83-100. – Poezja i egzegeza w „Tygodniach” G. De Salluste du Bartas. „Rocz. Hum.” 1979 z. 5 s. 5-32. – Usta ciemności. „Znak” 1979 z. 295/296 s. 83-109. – Przestrzeń ocalenia. „Więź” 1981 nr 3 s. 25-40. – L’image de L’Occident dans la littérature polonaise. W: The common christian roots of the European nations. [T.] 2. Florence 1982 s. 705-712, wersja pol.: Obraz Zachodu w literaturze polskiej. W: Literatura polska w kulturze chrześcijańskiej Europy. Lubl. 1983 s. 49-60, przekł. ang.: The image of the West in Polish literature. [Przeł.] A. Pasicki. W: Polish literature in the culture of christian Europe. Lubl. 1983 s. 57-68. – Szukanie trudnego środka. „Aneks”, Londyn 1982 nr 28 s. 154-168 [dot. L. Kołakowski: Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań]. – Krasiński – poezja jako egzegeza symbolu. W: Religijne tradycje literatury polskiej. Lubl. 1983 s. 211-228. – Sztuka eseju, czyli o darze rozmowy. „Aneks”, Londyn 1983 nr 31 s. 101-113. – Romantyzm dziś: w stronę drugiego obiegu. „Zesz. Lit.”, Paryż 1985 nr 12 s. 116-127. – Leszek Kołakowski – wielkość i nędza rozumu wyemancypowanego. „Aneks”, Londyn 1987 nr 48 s. 101-115. – Zbrodnia słów. „Zesz. Lit.” 1993 z. 42 s. 36-51 [dot. biografii R. Brasillacha]. – Mała historia pamięci. (Pamięć jednostkowa, pamięć zbiorowa). „Znak” 1995 nr 5 s. 19-30. – Kultura w czasach interregnum. O elitach w społeczeństwie masowym. „Znak” 2001 nr 8 s. 11-23. – Troska o Polskę, troska o świat. „Znak” 2002 nr 3 s. 72-88. – „Inny świat” [G. Herlinga-Grudzińskiego] – opowieść wychowawcza. „Zesz. Lit.” 2009 nr 4 s. 175-185. – O niektórych sekretach „Pieska przydrożnego”. W: Miłosz i Miłosz. Kr. 2013 s. 503-510. – Miłosz and the Book of Psalms. W: „Miłosz like the world”. Poet in the eyes of Polish literary critics. Frankfurt am Main 2015 s. 383-390.
Przekłady
1. P. Ricoeur: Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie. Wybór, oprac. i posł.: S. Cichowicz. Przeł.: E. Bieńkowska, H. Bortnowska, S. Cichowicz. Wwa: PAX 1975, 319 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1985; wyd. 3 Wwa: De Agostini we współpracy z Ediciones Altaya Polska 2003, 406 s.
2. M. Merleau-Ponty: Proza świata. Eseje o mowie. Wybrał i wstępem opatrzył S. Cichowicz. Przeł.: E. Bieńkowska, S. Cichowicz, J. Skoczylas. Wwa: Czyt. 1976, 257 s. Wyd. 2 tamże 1999.
Tu w przekł. E. Bieńkowskiej rozdz.: Postrzeganie, ekspresja, sztuka, s. 178-251.
3. M. Philibert: Paul Ricoeur, czyli wolność na miarę nadziei. Przeł.: E. Bieńkowska, H. Bortnowska, S. Cichowicz. Wwa: PAX 1976, 254 s.
Praca redakcyjna
1. H. Balzac: Jaszczur. Przeł. i wstęp: T. Boy-Żeleński. Tekst przejrzał J. Rogoziński. Oprac.: E. Bieńkowska. Wr., Kr.: Ossol. 1999, CIV, 288 s. BN II, 240.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Wywiady: Biografia i życie. Rozm. T. Walas. „Dekada Lit.” 1992 nr 7; Wokół kanonu. Rozm. A. Bielik. „Nowe Książ.” 1999 nr 8; Nocny stolik Papona. W: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000.

Ogólne

 	R. SENDYKA: Esej i ekfraza: (Herbert-Bieńkowska-Bieńczyk). „Przestrzenie Teorii” 2009 nr 11.

Dane odebrane

 	M. ZIELIŃSKI: Wymyślenie. W tegoż: Ucieczka przed Polską. Kr. 2006.

Co mówią kamienie Wenecji

 	J. DRZEWUCKI. „Rzeczpospolita” 1999 nr 305.
 	J. UGNIEWSKA: Doświadczenie Wenecji. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	A. BARANOWA: Miasto światła. „Znak” 2000 nr 4.
 	D. CZAJA: Przygody oka. Ewy Bieńkowskiej książka o Wenecji. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 6.
 	M. RABIZO-BIREK: Zobaczyć Wenecję i ... „Twórczość” 2000 nr 6.

Spór o dziedzictwo europejskie

 	A. KOMOROWSKI: Europejskie sprawy spadkowe. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	J. ZARZYCKA: Pomiędzy troską a nadzieją. „Dekada Lit.” 1999 nr 5/6.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Sztuka eseju, sztuka czytania historii. „Polonistyka” 2000 nr 3.
 	K. SZUMLEWICZ: Encyklopedia komunałów. „Twórczość” 2000 nr 1.

Pisarz i los

 	I. GRUDZIŃSKA-GROSS. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 139.
 	Z. KUDELSKI: Historia zestrzelonego w locie. „Rzeczpospolita” dod. „Rzecz o Książ.” 2003 nr 27.
 	A. MORAWIEC: Odtwarzanie w sobie świata pisarza. „Nowe Książ.” 2003 nr 9.
 	J. SOCHOŃ: Szczęśliwie trudny splot. „Więź” 2003 nr 8/9.
 	P. ŚPIEWAK: O pisarzu i losie. O twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego Ewy Bieńkowskiej. „Res Publica Nowa” 2003 nr 4.
 	J. CZACHOWSKA: Na progu tajemnicy wyjątkowości. „Twórczość” 2004 nr 2/3.
 	M. LUL. „Pam. Lit.” 2004 z. 4.
 	B. POCIEJ: Wnikanie w sedno literatury… „Zesz. Lit.” 2009 nr 1 [dot. też: W ogrodzie ziemskim].

W ogrodzie ziemskim

 	M. RADZIWON: Miłosz jak góra. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 280.
 	M. CUBER: Przywidzenia nad prywatną zatoką. „Nowe Książ.” 2005 nr 3.
 	Z. KRÓL: Niejeden prorok lubi dżem truskawkowy. „Zesz. Lit.” 2005 nr 1.
 	J. ZACH-ROŃDA: Między wykładem a wyznaniem. Opowieść o Miłoszu. „Znak” 2005 nr 6.
 	M. BERNACKI: Eseje, gawędy, szkice – o krytycznoliterackich ob-chodach „góry Miłosz”. „Świat i Sł.” 2006 nr 1 [dot. też: M. Zaleski: Zamiast. O twórczości Czesława Miłosza;M. Skwarnicki: Mój Miłosz].
 	B. POCIEJ: Wnikanie w sedno literatury… „Zesz. Lit.” 2009 nr 1 [dot. też: Pisarz i los].

Michał Anioł – zadziwiający rzymianin

 	A. ARNO: Zadziwiający Michelangelo Buonarotti. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 300.
 	J. MIZIOŁEK: Posępny geniusz. „Nowe Książ.” 2010 nr 5.

Dom na Rozdrożu

 	B. KALISKI: Florentyna i Władysław. „Nowe Książ.” 2012 nr 11.
 	M. WYKA: O książce Ewy Bieńkowskiej „Dom na Rozdrożu”. „Zesz. Lit.” 2012 nr 2.
 	A. GRZEMSKA: „[...] mała apologia pro domo sua [...]”. O „Domu na rozdrożu” Ewy Bieńkowskiej. „Autobiografia” 2013 nr 1.
 	J. POLKOWSKI: Wina i rozgrzeszenie. „wSieci” 2014 nr 45.

Historie florenckie

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Trzy Florencje. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 50.
 	J. MIKOŁAJEWSKI: Florencja niezatapialna. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 284.
 	P. KĘPIŃSKI: Miasto kruche i nieśmiertelne. „Twórczość” 2016 nr 7/8.
 	H. WANIEK: Wbrew powodzi. „Nowe Książ.” 2016 nr 2.
 	M. WRANA: „Uczta ziemska, uczta niebiańska”. „Znak” 2016 nr 731.
 	M. WYKA: Widoki Florencji. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 1/2.

</document>
<document nplp_id="2881" title="Wojciech BONOWICZ" slug="wojciech-bonowicz">ur. 1967

W 1993 jako formalne nazwisko przyjął dotychczasowy pseudonim literacki: Wojciech Bonowicz.

Poeta, prozaik, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 10 stycznia 1967 w Oświęcimiu; syn Franciszka i Zofii Ciurów, inżyniera i laborantki medycznej. Do 1974 mieszkał w Oświęcimiu, a potem wraz z rodziną wyprowadził się do Krakowa. Tam też uczęszczał do V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego; jako uczeń klasy IV został laureatem Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Po złożeniu egzaminów maturalnych i uzyskaniu w 1985 świadectwa dojrzałości podjął w tymże roku studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Przez krótki czas studiował na UJ również filozofię, a na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie był słuchaczem wykładów z filozofii, prowadzonych przez księdza Józefa Tischnera. Debiutancki wiersz pt. Najlepszym poetą jest zamieścił w 1985 w tygodniku „Radar” (nr 6, podp.: Wojciech Ciura). Wkrótce potem zaczął ogłaszać utwory i artykuły na łamach periodyku Koła Naukowego Polonistów UJ „Kontr-Akty”. Brał udział w konkursach poetyckich: w 1989 (jako Wojciech Ciura) otrzymał nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poezji Religijnej „Wolność–Wieczność–Wielkość”, zorganizowanym przez ojców kapucynów przy parafii św. Augustyna we Wrocławiu; w 1990 (jako Wojciech Bonowicz) otrzymał wyróżnienie w pierwszej edycji konkursu poetyckiego ogłoszonego przez pismo „bruLion”; dwa spośród nagrodzonych wierszy, pt. Jak ty się bardzo zmieniłaś oraz O Bożym Narodzeniu („bruLion” 1990 nr 14/15), stanowiły jego debiut poetycki. W 1991 ukończył studia i uzyskał dyplom magistra filologii polskiej. Krótko potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych; przebywał tam niespełna dwa lata, utrzymując się z dorywczych prac i rozwijając twórczość literacką. W 1991–96 publikował wiersze w piśmie „NaGłos”, od 1993 drukował tu również recenzje, z których pierwsza pt. Niepewność piękniejsza (1993 nr 12), dotyczyła tomu W. Szymborskiej pt. Koniec i początek. W 1994 rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym” (nr 47); ogłaszał w tym piśmie utwory poetyckie, prozę i felietony. W 1995 został nagrodzony w konkursach poetyckich organizowanych w Poznaniu (przez redakcję „Nowego Nurtu” wraz z Wydawnictwem Kurpisz oraz przez redakcję „Czasu Kultury”) i w Łodzi (organizowanym przez Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego wraz z Katedrą Literatury Romantyzmu i Katedrą Literatury Współczesnej UŁ); jako prozaik został w tymże roku laureatem Konkursu Literackiego Młodych Twórców „Werdykt”, który został ogłoszony przez „Tygodnik Powszechny” i Stowarzyszenie Promocji Kultury Młodych „Lepsi”. Również w 1995 (artykułem poświęconym literaturze) rozpoczął współpracę z miesięcznikiem „Znak”; w 1996–2000 wchodził w skład redakcji pisma, a później pracował jako redaktor w Wydawnictwie Znak. Przygotowywał (również jako współautor, edytor i redaktor) opracowania biograficzne, wywiady i wybory twórczości księży (L. Knabita, J. Tischnera, M. Hellera, T. Węcławskiego, T. Isakowicza-Zaleskiego) oraz papieży (Jana Pawła II i Benedykta XVI). Zajmował się także redagowaniem tomów poetyckich współczesnych polskich twórców i pisał opowiadania dla dzieci. W charakterze opiekuna merytorycznego uczestniczył od 2003 w Dniach Tisch­nerowskich organizowanych w Krakowie oraz wszedł do Rady Programowej Instytutu Myśli Józefa Tischnera. Kontynuował (rozpoczętą w latach studenckich) społeczną działalność w Fundacji im. Brata Alberta, a w 2013 objął funkcję wiceprzewodniczącego Rady Fundacji. Został również członkiem Rady Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” oraz Rady Fundacji „Tygodnika Powszechnego”. Współpracował z muzykami rockowymi: jako autor tekstów oraz wokalista wystąpił gościnnie na płytach zespołu Lesers Bend, brał także udział w koncertach zespołów Fisz Emade Tworzywo, Kim Nowak, Pablopavo i Ludziki oraz Świetliki. W maju 2010 był uczestnikiem programu stypendialnego „Hermann-Kesten-Stipendium”, organizowanego w Norymberdze (przez tamtejszy Wydział Kontaktów Zagranicznych Urzędu Miasta we współpracy z Wydziałem Prasy i Informacji) dla dziennikarzy i pisarzy z miast partnerskich. Włączył się do akcji „Lekcje czytania z «Tygodnikiem Powszechnym»”, organizowanej od 2009 z myślą o promowaniu czytelnictwa wśród młodzieży szkolnej. W 2010–11 brał udział w cyklicznym programie telewizyjnym „Czytelnia” (poświęconym nowościom literackim), emitowanym przez kanał Telewizji Polskiej (TVP) Kultura i Regionalną TVP Kraków. W 2015 (razem z Justyną Sobolewską) prowadził w TVP Kultura cotygodniową, utrzymaną w konwencji rozmów, audycję „Poeci”. Kontynuując współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym” (tu m.in. od 2007 cykl felietonów Wycieczki osobiste) i miesięcznikiem „Znak” (od 2015 cykl felietonów poświęconych poezji Moi mistrzowie), sporadycznie drukował też teksty w innych periodykach, a w 2010–14 był jednym z autorów działającej w Krakowie gazety mówionej „Gadający pies”. W 2007 (za tom poetycki Pełne morze) otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi (2012), przyznanym mu za działalność na rzecz społeczności lokalnej.

W 1991 ożenił się z Dianą, obecnie działaczką charytatywną, dyrektor Fundacji Kapucyni i Misje; w 2014 razem z żoną otrzymał tytuł Promotora Integracji, nadany przez Zespół Placówek Oświatowych im. ks. prof. J. Tischnera przy Małopolskim Centrum Rehabilitacji Dzieci „Solidarność” w Radziszowie. Jest ojcem trojga dzieci – dwóch synów i córki. Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Wybór większości. [Wiersze]. [Oprac. red. T. Cieślak]. Łódź: Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 1995, 48 s. Ser. Poetycka. Stow. Lit. im. K.K. Baczyń-skiego, 45. Przedr. zob. poz. 11.
Inf. o oprac. red. T. Cieślaka za W. Bonowiczem. Zob. wywiad [on-line] [dostęp 30 marca 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/trzeba-walczyc-o-kazdy-przecinek.
2. Schody do nieba. Z Ojcem Leonem Knabitem OSB rozmawiają W. Bo-nowicz i A. Sporniak. Kr.: Znak 1998, 152 s. Dodruk 2003. Przedr. zob. poz. 17. Por. poz. 7.
Wywiad-rzeka z benedyktynem z opactwa w Tyńcu.
3. Hurtownia ran. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2000, 31 s. Bibl. Pisma Lit.-Artyst. „Studium”, 23. Przedr. zob. poz. 10.
4. Niebo to inni. Z Janiną Ochojską rozmawia W. Bonowicz. Kr.: Znak 2000, 297, [7] s., [16] s. tabl.
Wywiad-rzeka z prezeską Polskiej Akcji Humanitarnej.
5. Tischner. [Biografia]. Kr.: Znak 2001, 509 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 2003; wyd. pt. Ks. Józef Tischner. Wwa: Świat Książki – Ber-tels­mann Media 2007. Autorytety.
Dot. księdza Józefa Tischnera (1931–2000). – Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2002.
6. Wiersze ludowe. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 35, [5] s. Port Legnica 2001, 1. Przedr. zob poz. 10.
Przekł. czes. łącznie z tomem Echa (poz. 16): Lidové básně. Ozvěny. [Przeł.] J. Červenka. Praha 2015.
7. Od początku do końca. Z Ojcem Leonem Knabitem OSB rozmawiają W. Bonowicz i A. Sporniak. Kr.: Znak 2002, 197 s. Wyd. nast. zob. poz. 17.
Kontynuacja problematyki z poz. 2.
8. Benedykt XVI – pielgrzymka do Polski 2006. (Przemówienia i homilie, reportaże, wywiady). Współautor: K. Kolenda-Zaleska. Kr.: Znak 2006, 124 s.
Podtytuł wg okł. – Reporterska kronika papieskiej pielgrzymki wraz z zapisami wypowiedzi Benedykta XVI.
9. Pełne morze. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 37 s. Więcej Poezji, 26. Wyd. nast. łącznie z przekł. włos.: Pełne morze = Mare aperto. [Przekł. i oprac.:] L. Masi. [B.m.]: Incerti editori 2012, 82, [7] s. A di foglia, 3.
W 2007 Nagroda Lit. Gdynia i nominacja do Nagrody Lit. Nike. – Przekład włos. współfinan-sowany przez Inst. Książki w ramach programu translatorskiego Poland.
Przekł. włos. zob. wyżej.
10. Hurtownia ran i Wiersze ludowe. [Rys.:] J. Modzelewski. Wr.: Biuro Lit. 2007, 67 s. Poezje – Biuro Lit., 10.
Zawiera przedr. poz. 3 i 6 z nieznacznymi zmianami w dwóch wierszach.
11. Wybór większości i Wiersze z okolic. [Wiersze]. [Rys.:] M. Świetlicki. Wr.: Biuro Lit. 2007, 68 s. Poezje – Biuro Lit., 4.
Zawiera przedr. poz. 1, a nadto utwory z lat 1995–1998 publikowane wcześniej w czasopi-smach oraz pierwodruki.
12. Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu ­Tischnerze. Kr.: Znak 2010, 226 s., [12] k. tabl.
Zawiera 43 gawędy.
13. Polskie znaki. [Wiersze]. Rys.: B. „Fisz” Waglewski. Wr.: Biuro Lit. 2010, 36 s. Poezje – Biuro Lit., 48.
14. Bajki Misia Fisia. [Opowiadania dla dzieci]. Il.: B. „Fisz” Waglewski. Kr.: Znak 2012, 45 s. Znak Emotikon.
Książka wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej.
15. Łopuszna. Kościół drewniany. [Monografia]. [Teksty:] A. Skorupa, W. Bonowicz. [Fot.:] R. Monita. Kr.: Astraia 2012, 69, [5] s. Wyd. 2 tamże 2017.
16. Echa. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2013, 35, [5] s. Poezje – Biuro Lit., 100.
Nominacja w 2014 do Nagrody im. W. Szymborskiej i do Nagrody Lit. Nike.
Przekł. czes. łącznie z tomem Wiersze ludowe (poz. 6): Lidové básně. Ozvěny. [Przeł.] J. Červenka. Praha 2015.
17. Spotkania z ojcem Leonem. Leon Knabit w rozmowie z W. Bonowiczem i A. Sporniakiem. Kr.: Znak 2013, 281 s.
Zbiorcze wyd. dwóch wcześniejszych tomów pt. Schody do nieba (poz. 2) i Od początku do końca (poz. 7).
18. Misiu Fisiu ma dobry dzień, dobry dzień. [Opowiadania dla dzieci]. Il.: B. „Fisz” Waglewski. Kr.: Znak 2015, 48 s.
19. Wierzę, żeby rozumieć. Z Michałem Hellerem rozmawiają W. Bonowicz, B. Brożek i Z. Liana. Kr.: Znak; Copernicus Center Press 2016, 345 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak; Copernicus Center Press 2016, pliki w forma-cie EPUB, MOBI.
Wywiad-rzeka z księdzem – filozofem, teologiem i fizykiem kosmologiem.
20. Druga ręka. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2017, 47 s. Bibl. Poetycka Wy-dawn. a5, 96.
21. Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe. Wojciech Waglewski w rozmowie z Wojciechem Bonowiczem. Kr.: Znak 2017, 377 s.
Wywiad rzeka z muzykiem rockowym.

Montaż poetycki: Ziemia niebo – poezja Wojciecha Bonowicza. [Mon-taż poetycki]. Kr., T. im. J. Słowackiego, Krak. Salon Poezji 2015.
Wybór utworów W. Bonowicza w przekł. rum.: Ecouri şi alte poeme. [Przeł.] S. Daici. ­Bucureşti 2014.
Przekłady utworów W. Bonowicza w antologiach zagranicznych: ang.: Modern Poetry in Translation. Oxford 2013 [nr] 3: Secret Agents of Sense, – czes.: Bilé propasti. Antologie mladé polské poezie. Skalice nad Svitavou; Brno 1997, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poeziǰe – generaciǰa BruLiona i noviǰi autori. [Wybór i przekł.] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2012, – włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.] A. Amenta, L. Costantino. Udine 2010.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Opowiadania o miłości. [Antologia]. Wybór: W. Bonowicz, A. Wiedemann. Kr.: Znak 1998, 194 s.
2. J. Tischner: Myśli wyszukane. [Aforyzmy]. Wybór [i słowo wstępne:] W. Bonowicz. Kr.: Znak 2000, 147 s. Wyd. 2 tamże 2010.
3. J. Tischner: Miłość nas rozumie. Rok liturgiczny z księdzem Tischnerem. [Rozważania religijne]. Wybór i oprac.: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2001, 182 s. Wyd. 2 poszerz. tamże 2011, 208 s.
4. Różaniec z Janem Pawłem II. Wybór tekstów i oprac.: W. Bonowicz, J. Poniewierski. Kr.: Znak 2002, 85 s. Dodruk 2003.
Cytaty z pism i wypowiedzi Jana Pawła II – jako pomoc do rozważania modli-twy różańcowej.
5. B. Dobroczyński: III Rzesza Popkultury i inne stany. [Szkice literackie]. Wybór i układ tekstów W. Bonowicz we współpracy z autorem. Kr.: Znak 2004, 235 s.
6. Droga Krzyżowa i Droga Światła z Janem Pawłem II. Wybór tekstów i oprac.: W. Bonowicz, J. Poniewierski. Wstęp: G. Ryś. Kr.: Znak 2004, 112 s.
Cytaty z pism i wypowiedzi Jana Pawła II – jako pomoc do rozważania liturgii Drogi Krzyżowej.
7. J. Tischner: Myślenie w żywiole piękna. Wybór i oprac.: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2004, 353 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak [2013], pliki w formacie EPUB, MOBI.
Wybór szkiców, recenzji i wystąpień księdza J. Tischnera dot. filozofii człowieka.
8. K. Wojtyła: Poezje, dramaty, szkice; Jan Paweł II: Tryptyk rzymski. Wstęp: M. Skwarnicki. [Wybór i układ:] M. Skwarnicki, J. Turowicz. [Red.:] W. Bonowicz, M. Romanek. Kr.: Znak 2004, 594 s.
9. L. Knabit OSB: O odwadze. Współpraca: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2005, 71 s.
Refleksje benedyktyna z opactwa w Tyńcu, spisane przez W. Bonowicza.
10. J. Tischner: Idąc przez puste Błonia. Wybór i oprac.: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2005, 351 s. Wyd. 2 tamże 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak [2014], pliki w formacie EPUB, MOBI.
Komentarze do nauczania Jana Pawła II oraz wspomnienia osobistych kontaktów z papieżem.
11. J. Tischner: Zrozumieć własną wiarę. [Red.] W. Bonowicz. Kr.: Znak 2006, 108 s. Wyd. nast. tamże 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak [2012], pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera dwa cykle art.: Wiara szuka rozumienia; Rozmowy.
12. T. Węcławski: Pascha Jezusa. [Współpraca:] W. Bonowicz, M. Okoński. Kr.: Znak 2006, 131 s.
Książka oparta na rozmowach dziennikarzy „Tyg. Powsz.” z księdzem T. Węcławskim; teologiczne rozważania o podstawach wiary chrześcijańskiej.
13. M. Świetlicki: Nieoczywiste. 77 wierszy religijnych Marcina Świetlic-kiego [wstęp i wybór:] według W. Bonowicza. [Rys.:] D. Szewionkow-Kismiełow. Kr.: EMG 2007, 114 s. Ser. Czarna.
14. J. Tischner: Ksiądz na manowcach. [Red.:] J. Poniewierski, W. Bono-wicz. Wyd. 2. Kr.: Znak 2007, 348 s.
Wyd. 1 bez udziału W. Bonowicza.
15. T. Isakowicz-Zaleski: Moje życie nielegalne. Współpraca i wstęp: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2008, 389 s., [48] s. tabl. Wyd. 2 Kr.: Małe Wydawn. 2012.
Wypowiedzi księdza T. Isakowicza-Zaleskiego, zarejestrowane przez W. Bonowicza podczas wywiadów przeprowadzanych w latach 2006–2007.
16. J. Tischner: Wiara ze słuchania. Kazania starosądeckie 1980–1992. Oprac. [i posł.]: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2009, 359 s., [8] s. tabl.
Zbiór kazań, wygłoszonych przez księdza J. Tischnera w latach 1980–1992 w starosądeckim klasztorze sióstr klarysek.
17. J. Tischner: Rozmowy z dziećmi, kazania niecodzienne. Oprac.: W. Bo-nowicz. Kr.: Znak 2010, 83 s.
Zredagowany przez W. Bonowicza zapis pięciu kazań dla dzieci, wygłoszonych przez księdza J. Tischnera w kościele św. Marka w Kr., lata 70. XX w. – Nadto trzy opowiadania dla dzieci (powst. w 1975) ogłoszone pod wspólnym tytułem „Wakacyjne odkrycia”.
18. J. Tischner: Nadzieja czeka na słowo. Rekolekcje 1966–1996. [Red.:] W. Bonowicz. Kr.: Znak 2011, 79 s.
Wybór nauk rekolekcyjnych, wygłaszanych w pol. kościołach.
19. W. Sebyła: Dialog w ciemności. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Bonowicz. [Rys.:] J. Nowosad. Wr.: Biuro Lit. 2012, 75 s. [Ser.] 44. Poezja Pol. od Nowa, 5.
20. J. Tischner: Alfabet Tischnera. Wybrał i oprac.: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2012, 317 s.
Refleksje (dot. religii i filozofii, gór i górali, komunizmu i demokracji) zaprezentowane w postaci leksykonu.
21. B. (Fisz) Waglewski: Warszafka płonie. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Bonowicz. Wr.: Biuro Lit. cop. 2013, 115 s. [Ser.:] 33 Piosenki na Papierze, 3.
22. J. Tischner: Rekolekcje paryskie. [Red.:] W. Bonowicz. Kr.: Znak 2013, 335 s.
Wybór nauk rekolekcyjnych z lat 80., wygłoszonych w Paryżu w ośrodku prowadzonym przez księży pallotynów.
23. J. Tischner: Dziennik 1944–1949. Niewielkie pomieszanie klepek. Oprac.: M. Tischner, W. Bonowicz. Kr.: Znak 2014, 313 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak [2014], pliki w formacie EPUB, MOBI.
24. Doroga bez kìncâ. Antologìâ vìršovanoï pol's'koï kazki. [Przeł.] M. Kìânovs'ka. [Wybór i oprac.] V. Bonovič. [Il.:] K. M. Vìs'nèvs'ka. Vroclav: Biuro Festiwalowe Impart 2016, 2016, 111 s. Europejska Stolica Kultury –Biuro Festiwalowe Impart 2016.
25. J. Tischner: Myśli o wolności, władzy i wspólnocie. Wybór i układ: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2016, 152 s.
26. J. Tischner: Inny. Eseje o spotkaniu. Posł.: D. Kot. Red.: W. Bonowicz. Kr.: Znak 2017, 136 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Autor o sobie: Krytyka i jej kryteria. „Znak” 1998 nr 7 [wypow. w ank. red.]; Przeszłość nie rysuje się zbyt jasno. Kilka uwag do własnych lektur. „FA-art” 1998 nr 4; Mickiewicz, Słowacki i my. Wyniki ankiety. Oprac.: Z. Machej. „Krasnogruda” 2000 nr 11; Pan Turowicz we śnie. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 49 [o rozpoczęciu cyklu felietonów pt. „Wycieczki osobiste”]; Odwaga pisania. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 3 [z cyklu „Wycieczki osobiste”; w związku z ank. red. „Dziennika” pt. Jaką książkę chciałbym przeczytać w nowym roku?]; Radość, że nie wie się wszystkiego. Kilka uwag o pisaniu biografii. „Dekada Lit.” 2010 nr 4/5 [wypowiedź w ank. red.; szerzej o książce pt. Tischner].
 	Wywiady: Nic ciekawego do roboty nie było. Rozm. A. Kosińska. „Studium” 1997 nr 9 [gł. o studiach polonistycznych na UJ i początkach twórczości poetyckiej]; „Boję się swego szczęścia”. Rozm. A. Wiedemann. „Dz. Portowy” 2001 nr 3 [on-line] [dostęp 15 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/boje-sie-swego-szczescia; Jedno pytanie do… W. Bonowicza. Rozm. Z. Lipiński. „Topos” 2001 nr 6 [czego biografistę uczy obcowanie z życiorysem i dziełem ks. prof. J. Tischnera]; Dwa razy w stół, trzeci raz poza. Pochwała poezji niezrozumiałej. Rozm. K. Mikurda. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 2; Język zbudowany z języków innych. Rozm. M. Rybak. W: Rozbiórka. Wiersze, rozmowy i portrety 26 poetów. Wr. 2007 [wywiad inspirowany wierszem W. Bonowicza pt. Noc]; Przypadek i duch zabawy. Rozm. M. Ofman. Powst. 2007 [on-line] [dostęp 15 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/przypadek-i-duch-zabawy; To nie jest artysta popkulurowy. Rozm. A. Pawłowska. „Polska. Dz. Łódz.” 2007 nr 277 [dot. oprac.: M. Świetlicki: Nieoczywiste]; Jestem krakowskim blokersem. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Lampa” 2008 nr 1/2; Sąd Ostateczny to świetne zakończenie. Poezja i religia. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 4 [wywiad z W. Bonowiczem i M. Świetlickim]; Trzeba walczyć o każdy przecinek. Rozm. M. Robert. Powst. 2008 [on-line] [dostęp 15 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/trzeba-walczyc-o-kazdy-przecinek; Wiersze szukające nadziei. Rozm. M. Robert. „Rzeczpospolita” 2008 nr 4 dod.; Zbiorowisko małych absolutów – rozmowa z W. Bonowiczem. Rozm. K. Siwczyk. „Dod. Lit.” 2008 nr 1, przedr. w tegoż: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012; Pobożność rozumu nie zastąpi. Rozm. K. Targosz. „Kraków” 2009 nr 5 [dot. pracy nad biografią i książkami księdza J. Tischnera]; Mieć w sobie siłę. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2010 nr 13/14; Poezja to wolność. Rozm. P. Kaczmarski. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 15 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/poezja-to-wolnosc; Katastrofa jest zasadą świata. Rozm. M. Doskocz. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 23 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/katastrofa-zasada-swiata-2/ [dot.: W. Sebyła: Dialog w ciemności]; Kraść bezceremonialnie, nie spodziewać się profitów. Rozm. M. Baran. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 15 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/krasc-bezceremonialnie-nie-spodziewac-sie-profitow [dot. tomu: Echa]; Poeta z genem społecznikowskim. Rozm. A. Grzegorzewska. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 3 marca 2018]. Dostępny w Internecie: https://www.archiwum.ksiazka.net.pl/?id=126&amp;amp;tx_ttnews[pointer]=11&amp;amp;tx_ttnews[tt_news]=20246&amp;amp;tx_ttnews[backPid]=125&amp;amp;cHash=eaf5b92199; Ludzie mają wszystko, tylko nie ma kto ich przytulić. Rozm. J. Siemienowicz. „Znak” 2016 nr 732 [o przeżywaniu ojcostwa].

Ogólne

 	A. PYTLEWSKA: „Droga stąd do morza” – kilka kroków z poezją W. Bonowicza. „Polonistyka” 2008 nr 4 [o motywie morza].
 	K. DĄBROWSKA: Wojciech Bonowicz. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 28 kwietnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/tworca/wojciech-bonowicz.
 	H. MARKIEWICZ: Dwie interpretacje. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 40 [W. Bonowicz jako krytyk lit.; na przykładzie zinterpretowanych przez niego wierszy M. Barana i T. Pułki], polem.: W. Bonowicz: Pod drzwiami. Tamże.
 	M. PUSTUŁA: Konwencja bajek Wojciecha Bonowicza a tradycja. W: Dialog z tradycją. T. 4. Język, komunikacja, kultura. Kr. 2015.
 	E. SOŁTYS-LEWANDOWSKA: O „ocalającej nieporządek rzeczy” polskiej poezji metafizycznej i religijnej drugiej połowy XX wieku i początków XXI wieku. Kr. 2015, passim [dot. m.in. W. Bonowicza].
 	M.R. KANIECKI: Dwa wiersze. „Topos” 2017 nr 2 [dot. T. Różewicz: Warkoczyk (w poetyckich reinterpretacjach:) W. Bonowicz: Pierwsza lekcja; M. Solecki: Wrzesień 2012].

Wybór większości

 	A. GRABOWSKI: Żale. „Studium” 1996 nr 4.
 	P.W. LORKOWSKI: Interpretacje powszedniości. „Pracownia” 1996 nr 16.
 	K. MALISZEWSKI: „Bez wychodzenia poza ten świat”. „Nowy Nurt” 1996 nr 8, przedr. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	K. MALISZEWSKI: Między „świetlickim kredowym kołem” a „wenclowym przedmurzem”. „FA-art” 1996 nr 2 [dot. debiutów poetyckich z r. 1995; m.in. tomu W. Bonowicza].
 	R. RŻANY: Pozornie tak bardzo podzieleni. „Odra” 1996 nr 11, przedr. w tegoż: Pozornie tak bardzo podzieleni. (Nie tylko o młodej poezji). Rzeszów 1998 [tu także odniesienia do tomu W. Bonowicza w rozdz.: Poezja drugiego oddechu (o poezji młodej i najmłodszej)].
 	M. STALA: Przez szkło. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 35, przedr. w tegoż: Druga strona. Notatki o poezji współczesnej. Kr. 1997.
 	A. WIEDEMANN: Pompes vivantes. „Twórczość” 1996 nr 7.

Hurtownia ran

 	A. PIWKOWSKA. „Nowe Książ.” 2001 nr 2.
 	T. HRYNACZ: Dogłębnie przeżywane wzruszenia. „Akant” 2002 nr 3.

Niebo to inni

 	A. BONIECKI: Pomysł na życie. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 26.
 	I. JANOWSKA-WOŹNIAK: Pełnia. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
 	E. MILEWICZ: Sprawozdanie z poligonu walki ze smokiem. „Znak” 2000 nr 9.
 	A. BRONIKOWSKA-BALEWSKA: Przychylić komuś nieba. „Polonistyka” 2001 nr 8.

Tischner.

 	E. BIELA: Herkules myśli niepodległej. „Akant” 2001 nr 9.
 	T. FIAŁKOWSKI: Brama wolności. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 120.
 	K. MASŁOŃ. „Mag. Lit.” 2001 nr 6.
 	M. OKOŃSKI: „Dobre było”. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 20.
 	A. SZOSTKIEWICZ: Dylematy wewnętrznej wolności. „Polityka” 2001 nr 23.
 	A. SZYMAŃSKA: Tischnerland. „Prz. Powsz.” 2001 nr 12.
 	H. ZAWORSKA: Żył bez lęku. „Nowe Książ.” 2001 nr 8.
 	W.P. GLINKOWSKI: Płacz anioła. „Tygiel Kult.” 2002 nr 7/9.
 	A. KAROŃ-OSTROWSKA: Tischner według Bonowicza. „Więź” 2002 nr 3.
 	Z. STAWROWSKI: „Dobre było”. „Znak” 2002 nr 6.
 	Zob. też: Autor o sobie.

Wiersze ludowe

 	M. SIKORA: Bizary. „Studium” 2001 nr 4.
 	J. PODSIADŁO: Poezja po byku. Biuro Literackie Port Legnica. „Res Publica Nowa” 2002 nr 1 [dot. też: T. Majeran: Ruchome święta].

Pełne morze

 	J. GUTOROW: Najciekawsze wiersze roku. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2006 nr 134.
 	K. MALISZEWSKI: „Czasem nie można pogodzić”. W tegoż: Rozproszone głosy. Notatki krytyka. Wwa 2006.
 	M. STALA: Znaki dla odważnych. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 37.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Móc to mus. ­„FA-art” 2006 nr 4, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	G. HETMAN: O trudnej ufności. „Odra” 2007 nr 4.
 	R. RŻANY: Odpowiedniość. „Twórczość” 2007 nr 4.
 	M. TOMCZYK: Reanimacja intuicji. „Studium” 2006/2007 nr 6/1.
 	A. GOWORSKI: Polowanie na Bonowicza. „Akcent” 2008 nr 1 [dot. także tomu: Hurtownia ran i Wiersze ludowe].
 	K. SIWCZYK: Spokojne wody. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.
 	K. SKÓRSKA: W ciemnościach słowa. „Lit. na Świecie” 2014 nr 3/4 [dot. przekł. na jęz. włos.].

Hurtownia ran i Wiersze ludowe

 	P. MACKIEWICZ: „Objęty tekstem, obojętny na resztę”. „FA-art” 2007 nr 4 [dot. także tomu: Wybór większości i Wiersze z okolic].
 	A. GOWORSKI: Polowanie na Bonowicza. „Akcent” 2008 nr 1 [dot. także tomu: Pełne morze].

Wybór większości i Wiersze z okolic

 	P. MACKIEWICZ: „Objęty tekstem, obojętny na resztę”. „FA-art” 2007 nr 4 [dot. także tomu: Hurtownia ran i Wiersze ludowe].

Kapelusz na wodzie

 	A. SZOSTKIEWICZ: Józek z Łopusznej. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.

Polskie znaki

 	J. GUTOROW: Notatki o nowej książce W. Bonowicza. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 3 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/recenzje/notatki-o-nowej-ksiazce-wojtka-bonowicza/.
 	A. KAŁUŻA: Powrót drzew i podmiotu. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 21.
 	P. MACKIEWICZ: Powrót podmiotu odłożony. „Nowe Książ.” 2010 nr 11.
 	K. MALISZEWSKI: Znaczące zaznaczenia. „Odra” 2010 nr 7/8, przedr. w tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
 	A. KAŁUŻA: Wspólny świat. W tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011 [dot. m.in. tomu W. Bonowicza].
 	P. MACKIEWICZ: W poszukiwaniu podmiotu. Powrót podmiotu odłożony. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.

Echa

 	A. KAŁUŻA: Coś. „Nowe Książ.” 2014 nr 2.
 	W. LIGĘZA: Głosy z oddali. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 3/4.
 	S. MISIARZ-FILIPEK: „Echa” Bonowicza. „Topos” 2014 nr 4.
 	B. SUWIŃSKI: Unisono na pomieszane głosy. „Odra” 2014 nr 1.
 	Zob. też. Wywiady.

Wierzę, żeby rozumieć

 	A. SZYMAŃSKA: Z Syberii do Pałacu Buckingham. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.

Druga ręka

 	I. KLIMEK: Czwarty wymiar. „Znak” 2017 nr 7/8.
 	K. NOLBERT: Poetyka rozchwiania. „Odra” 2017 nr 6.
 	R. RŻANY: Ogrodnik czasu. „Nowe Książ.” 2017 nr 10.

M. Świetlicki: Nieoczywiste

 	A. PAWŁOWSKA: „Nieoczywiste”, czyli Świetlicki o Bogu. „Polska. Dz. Łódz.” 2007 nr 277.
 	Zob. też. Wywiady.

W. Sebyła: Dialog w ciemności

 	W. BONOWICZ: Sebyła. Wojna zabrała mu życie, ale oszczędziła archiwum. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 15 [komentarz red. wyboru].
 	Zob. też Wywiady.

J. Tischner: Alfabet Tischnera
W.P. GLINKOWSKI: Tischner wyławiany ze słów. „Nowe Książ.” 2013 nr 2.
J. Tischner: Dziennik 1944–1949

 	W. BONOWICZ: Dziennik młodego Tischnera. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 38 [komentarz red. wyboru].

</document>
<document nplp_id="2884" title="Kamila BUDROWSKA" slug="kamila-budrowska">ur. 1970

Imiona metrykalne: Kamila Joanna.

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 9 marca 1970 w Białymstoku; córka Hieronima Leonowicza, technika budownictwa wodnego, i Wandy z Surmasiewiczów, nauczycielki. Uczęszczała do VI Liceum Ogólnokształcące im. króla Zygmunta Augusta w Białymstoku; w 1986–90 była również uczennicą Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w Białymstoku. W 1988 złożyła egzaminy maturalne i rozpoczęła studia z zakresu filologii polskiej w Filii Uniwersytetu Warszawskiego (UW) w Białymstoku. Z podejmowanych w tym okresie prób literackich ogłosiła w 1992 w czasopiśmie „Kartki” (nr 2) utwór prozą pt. Hamlet. W 1994 uzyskała dyplom magisterski (z wyróżnieniem) i została zatrudniona jako asystentka na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Filii UW w Białymstoku (od 1997 Uniwersytet w Białymstoku, UwB). Prowadziła zajęcia dla studentów pedagogiki kulturalno-oświatowej (do 1998; również w Grodnie, w trybie eksternistycznym). Brała udział w szkoleniu uczestników Olimpiady Języka Polskiego poza granicami kraju; w ramach wyjazdów na Białoruś, organizowanych w 1994–96 przez „Wspólnotę Polską”, pracowała z młodzieżą w Grodnie (w 1996 uczyła tu także w Liceum Społecznym Polskiej Macierzy Szkolnej) i w Wołkowysku (tu także lekcje w szkołach podstawowych z polskim językiem wykładowym). W 1995/1996 była nadto asystentką we Wszechnicy Mazurskiej w Olecku. Pierwszy artykuł pt. Język kobiet i język mężczyzn w „Menażerii ludzkiej” Gabrieli Zapolskiejopublikowała w 1995 w kwartalniku „Test” (nr 1), wydawanym przez Wydział Pedagogiki i Psychologii Filii UW w Białymstoku; współpracowała z tym pismem jako autorka i członek zespołu redakcyjnego aż do zawieszenia periodyku w 1997. Za swój właściwy debiut naukowy uważa artykuł pt. Dramatyczny świat codzienności Mirona Białoszewskiego, zamieszczony w tomie monograficznym pt. Konflikty współczesnej kultury (Białystok 1995). Od 1995 należała do Stowarzyszenia Pracowników i Absolwentów Wydziału Pedagogiki i Psychologii UwB „Trans Humana”; w 1997–99 pełniła też funkcję sekretarza redakcji i redaktora w wydawnictwie naukowym „Trans Humana”. W 1995–98 wchodziła w skład Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. W 2000 obroniła na UMK w Toruniu dysertację doktorską pt. Obraz kobiety w prozie polskiej po roku 1989 (promotor prof. Krystyna Jakowska). W tymże roku została asystentką na Wydziale Filologicznym UwB; początkowo pracowała w Zakładzie Bibliotekoznawstwa, a po rozwiązaniu w 2003 tej jednostki –w Zakładzie Literatury Międzywojennej i Współczesnej. Prowadziła zajęcia na kierunku informacja naukowa i bibliotekoznawstwo oraz na polonistyce. Wykładała także na studiach podyplomowych z dziedziny bibliotekoznawstwa, organizowanych w 2000–04 przez Wydział Filologiczny UwB oraz Wszechnicę Mazurską w Olecku. We współpracy z Centrum Edukacji Nauczycieli w Białymstoku na kursach kwalifikacyjnych w 2002–11 miała wykłady i egzaminy z literatury dziecięcej. Włączyła się w działalność popularyzatorską i kulturotwórczą, m.in. jako gospodyni spotkań autorskich w Książnicy Podlaskiej im. Ł. Górnickiego w Białymstoku, prelegentka występująca z odczytami dla pracowników bibliotek z województwa podlaskiego (2000–03), opiekun naukowy studentów promujących czytelnictwo i literaturę w Szkole Podstawowej w Gąskach, na Suwalszczyźnie (2004–05); uczestniczyła w Podlaskim Festiwalu Nauki oraz w projekcie „Podlasie w badaniach naukowych” (2007–14). Należała do zespołów redakcyjnych periodyku Wydziału Pedagogiki i Psychologii UwB „Nowy Test” (2000–01) oraz serii naukowej UwB Dziedzictwo przeszłości związków językowych, literackich i kulturowych polsko–bałto-wschodniosłowiańskich (2001–03). W 2001 odbyła półroczny staż naukowy z dziedziny edytorstwa i tekstologii w IBL PAN w Warszawie (pod opieką naukową prof. Janusza Maciejewskiego); wówczas też została członkiem Komisji Edytorskiej przy Towarzystwie Literackim im. A. Mickiewicza (od 2015 także członek Towarzystwa). W 2003, korzystając ze stypendium Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, badała pod kierunkiem prof. Aliny Brodzkiej-Wald (IBL PAN) archiwa autorskie zachowane w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie (zwłaszcza dokumentację Jerzego Andrzejewskiego). W tym samym okresie, w stołecznym Archiwum Akt Nowych, rozpoczęła eksplorację akt Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (GUKPPiW), którą kontynuowała przez następne lata (w ramach indywidualnych grantów badawczych oraz z funduszy stypendialnych Rektora UwB). Artykuły i recenzje publikowała m.in. na łamach „Nowego Testu” (2000–01), „Bibliotekarza Podlaskiego” (2001–02), „Tekstów Drugich” (2004, 2006, 2011, 2015), „Pamiętnika Literackiego” (2006–08, 2010, 2014), „Wschodniego Rocznika Humanistycznego” (2014). W 2010 na podstawie rozprawy pt. Literatura i pisarze wobec cenzury PRL. 1948–1958 habilitowała się w IBL PAN w Warszawie. W tymże roku weszła w skład Rady Naukowej Instytutu Filologii Polskiej oraz Rady Wydziału Filologicznego UwB. W ramach specjalności edytorsko-filologicznej zainicjowanej na białostockiej polonistyce (na podstawie programu, w którego opracowaniu uczestniczyła w 2009) wykładała edytorstwo tekstu współczesnego oraz zagadnienia cenzuralnych presji wywieranych na literaturę. W 2011 objęła kierownictwo grantu badawczego pt. Cenzura wobec literatury polskiej w latach 1945–1989 (który pozyskała w konkursie „Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki” na okres 5 lat). Wystąpiła z projektem, a następnie poprowadziła (powołany uchwałą Senatu UwB w 2011) Ośrodek Badań Filologicznych nad Cenzurą PRL; była także pomysłodawczynią i redaktorem naukowym wydawanej przez ten ośrodek od 2012 serii Badania Filologiczne nad Cenzurą PRL. Brała udział w kilkudziesięciu konferencjach naukowych w Polsce i za granicą, prowadziła wykłady w ramach programu Erasmus (w 2012 na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze, a w 2016 na Uniwersytecie Wielkotyrnowskim im. Św. Cyryla i Metodego w Tyrnowie Wielkim w Bułgarii). Wyjeżdżała na pobyty studyjne na Uniwersytet w Glasgow (w 2013 na zaproszenie Centre for Russian, Central and East European Studies, CRCEES) i na Peter Pazmany Catholic University w Budapeszcie (w 2015, w ramach The Central European Exchange Program for University Studies, CEEPUS). Wiedzę na temat mechanizmów cenzury popularyzowała w 2013 m.in. na antenie Polskiego Radia. Nagradzana za działalność organizacyjną na rzecz UwB (2003, 2007, 2012), otrzymywała także nagrody naukowe Rektora UwB (2010, 2011, 2013, 2014/2015). W 2013–14 kierowała Zakładem Literatury Międzywojennej i Współczesnej na białostockiej polonistyce. Tytuł naukowy profesora uzyskała w 2015. Jesienią 2017 objęła na UwB kierownictwo Katedry Badań Filologicznych nad Cenzurą PRL i Edytorstwa.

W 1990 wyszła za mąż za Adama Budrowskiego, specjalistę audytu i kontroli wewnętrznej; z tego związku urodzili się: Szczepan (ur. i zm. 1996) i Mikołaj (ur. 1997). Mieszka w Białymstoku i w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Kobieta i stereotypy. Obraz kobiety w prozie polskiej po roku 1989. [Szkice]. Białystok: Trans Humana 2000, 192 s.
Rozprawa doktorska.
Zawartość: Wstęp. –I. Stabilizacja stereotypów kobiety: 1. Dojrzewanie: Doj-rzewanie jako poszukiwanie tożsamości, czyli przypadek Marysi Kawczak [dot.: T. Tryzna: Panna Nikt], –2. Seksualizm: Proza Andrzeja Stasiuka, czyli kobieta w pełni uwikłana; „Panna Nikt” [T. Tryzny], czyli „połączenie demona erotyki i demona pieniądza”; „Terminal” [M. Bieńczyka], czyli seksualizm symboliczny, –3. Macierzyństwo: „Panna Nikt” [T. Tryzny], czyli córki po-wielają wzory matek; [A.] Stasiuk, czyli wersja głównie pesymistyczna; „Trzy razy” [D. Bitnera] i „Bulgulula” [A. Stasiuka], czyli wyłączenie ojca; „Domino. Traktat o narodzinach” [A. Nasiłowskiej], czyli nieobecny ojciec i aseksualna matka, –4. Piękno ciała: Zawsze piękna heroina w postrzępionym sweterku [dot.: M. Bieńczyk: Terminal]; Proza [D.] Bitnera, czyli agresja i tęsknota, –5. Istnienie „typowo” kobiecych cech: „Panna Nikt” [T. Tryzny], czyli typowość związana z tradycyjnym systemem wartości; „Pan Bóg jest chłopcem”, czyli kobiety typowe w „Opowieściach galicyjskich” [A. Stasiuka]; „Terminal” [M. Bieńczyka], czyli kobieta zawsze dobra i piękna, –6. Nowy matriarchat: „Trzy razy” [D. Bitnera] i „Bulgulula” [A. Stasiuka], czyli władza kobiet modliszek, –7. Rzadkie sytuowanie na pozycji podmiotu: „Terminal” [M. Bieńczyka], czyli niema bohaterka intertekstualnej powieści; „Mury Hebronu” [A. Stasiuka], czyli (także) językowa dominacja nad kobietą; Proza [D.] Bitnera, czyli kobiety „mówione”. –II. Deszyfracja stereotypów kobiety: 1. Dojrze-wanie: Dziewczynka, czyli proza Nataszy Goerke, –2. Seksualizm: Proza Iza-beli Filipiak, czyli negacja związków heteroseksualnych i dowartościowanie homoseksualizmu; „Panna Nikt” [T. Tryzny], czyli homoseksualizm jako „skutek uboczny” fascynacji cielesnością; „Trzy razy” Dariusza Bitnera, czyli kobiecy homoseksualizm jako symbol piękna; Twórczość Manueli Gretkow-skiej, czyli deszyfracja stereotypu kobiecej bierności seksualnej; Proza Nataszy Goerke, czyli kochanka zbanalizowana, –3. Macierzyństwo: Twórczość Izabeli Filipiak, czyli macierzyństwo patologiczne; Obrazki Goerke, czyli groteska podszyta goryczą; „Domino” Anny Nasiłowskiej, czyli filozoficzny traktat o macierzyństwie, –4. „Typowo” kobiece cechy: Proza Nataszy Goerke, czyli żona archetypiczna, –5. Nowy stereotyp: Proza [M.] Gretkowskiej, czyli opresyjny charakter nowego wzoru; „Fractale” i „Księga Pasztetów” [N. Go-erke], czyli między feministką a „myśliwą”, –6. Kobieta jako podmiot wypo-wiedzi: [M.] Gretkowskiej pretendowanie do miana „pisarki”; „Domino. Trak-tat o narodzinach” [A. Nasiłowskiej], czyli wszechogarniająca wypowiedź kobiety-matki. –Zakończenie.

2. Literatura i pisarze wobec cenzury PRL. 1948–1958. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2009, 331 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wprowadzenie. –1. Próba syntezy: Cenzorska teoria; Cenzurowa-nie ze względu na treść; Cenzurowanie ze względu na autora; Wydawca; Od-biorca; Poetyka cenzorskich recenzji; Kilka słów o PRL-owskim cenzorze. Próba portretu. –2. Przypadki szczególne: Wypadkowa przystosowania i opo-ru. Jerzy Andrzejewski; Stanisław Lem pisarzem dla młodzieży?; Władysław Broniewski bez cenzury. 1949–1955; Jan Brzechwa, Irena Jurgielewiczowa i inni. Literatura dla dzieci i młodzieży. –3. Strategie autorskie: Gotowy wzór reakcji. Cenzura carska a cenzura w PRL-u; „Mowa ezopowa” i „porcelanowy piesek”. Autorskie strategie radzenia sobie z cenzurą [m.in. szerzej o J. An-drzejewskim, S. Lemie, W. Broniewskim, J. Brzechwie]. –3. Konteksty: Nauka o literaturze; „Odwilż” Ilji Erenburga a polska cenzura. –Zakończenie.

3. Zatrzymane przez cenzurę. Inedita z połowy XX wieku. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2013, 370 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, 2.
Zawartość: Zarys problematyki badań: Perspektywy edytorskie wynikające z penetracji archiwów cenzury (1948–1958): Kategoryzacja ingerencji; Perspek-tywy edytorskie; Postulaty edytorskie. –Zatrzymane przez cenzurę: Zatrzyma-nie jako jeden z typów cenzorskiej ingerencji; Wytyczne dotyczące zatrzymań; Przykłady zatrzymań; Zatrzymane przez cenzurę jako odrębna kategoria inedi-tów; Inedita zatrzymane przez cenzurę. –Przykłady: Kryteria doboru tekstów; „Dni grozy” Rajmunda Hempla; Ostatnie powieści Władysława Umińskiego („Zaziemskie światy. Pierwszy lot międzyplanetarny”; „O własnych siłach”); Wiersz „Skrót rozmowy z Paryżem” Władysława Broniewskiego; „Lamus” Nadziei Druckiej. –Zakończenie.

4. Studia i szkice o cenzurze w Polsce Ludowej w latach 40. i 50. XX w. Białystok: Alter Studio 2014, 135 s.
Zawartość: Cykl wymuszony. O „Węzłach życia” Zofii Nałkowskiej; Przeszłość ocenzurowana. GUKPPiW a obraz historii Polski w literaturze lat 1948–1958; Cenzura obyczajowa w Polsce w latach 1948–1958; Portret rodziny we wczesnych wierszach (publikowanych i niepublikowanych) Mieczysławy Buczkówny; O zatrzymanym przez cenzurę dramacie Magdaleny Samo-zwaniec [dot.: Kim jesteś Anno?]; Wewnętrzne pismo cenzury. „Biuletyn In-formacyjno-Instrukcyjny” w latach 1952–1955; O niestosownych zastosowa-niach literatury przez cenzurę PRL [dot. cenzorskich materiałów instruktażo-wych].

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Dramatyczny świat codzienności Mirona Białoszewskiego. W: Konflikty współczesnej kultury. Białystok 1995 s. 101–123. –Język kobiet i język mężczyzn w „Menażerii ludzkiej” Gabrieli Zapolskiej. „Test” 1995 nr 1 s. 51–58. –Słodkie kobiety turpisty. „Test” 1996 nr 3 s. 128–138 [dot. twórczości A. Bursy]. –Freud, Szekspir i Makbet. „Świat Psychoanalizy” 1998 nr 2 s. 100–111. –Rosyjskie dziedzictwo literackie w „Wierszach miłosnych i nie” Andrzeja Stasiuka. W: Dziedzictwo przeszłości związków językowych, literackich i kulturowych polsko–bałto-wschodniosłowiańskich. T. 5. Białystok 2000 s. 40–52. –Między kulturą a brakiem natury. O prozie Nataszy Goerke. W: Między słowem a ciałem. Bydg. 2001 s. 249–258. –Niełatwo jest opuścić Ściegi. Intertekstualne relacje w powieści „W czerwieni” Magdaleny Tulli. W: Dziedzictwo przeszłości związków językowych, literackich i kulturowych polsko–bałto-wschodniosłowiańskich. T. 8. Białystok 2002 s. 19–26. –Oswajanie tęsknoty. O twórczości Ewy Alimowskiej. W: Zbliżenia. Portrety pisarzy. T. 3. Białystok 2003 s. 7–26. –Kobieta w procesie literackiego komunikowania. Rozważania teoretycznoliterackie i nie tylko. „Teksty Drugie” 2004 nr 1/2 s. 283–290. –Nadprzyrodzone w polskiej powieści inicjacyjnej po roku 1989. W: Nadprzyrodzone. Kr. 2004 s. 412–421. –Powieść, cykl literacki, opowiadanie. Postmodernizmu gatunki niemożliwe. W: Cykl i powieść. Białystok 2004 s. 213–224. –Nowe sposoby czytania „starych” lektur. „Lalka i perła” Olgi Tokarczuk. W: Edukacja dla przyszłości. T. 3. Białystok 2006 s. 445–455. –Powieść o artyście. „Idzie skacząc po górach” Jerzego Andrzejewskiego. W: Z problemów prozy. Powieść o artyście. Tor. 2006 s. 411–420. –„Tekst kanoniczny”, „intencja twórcza” i inne kłopoty. Z zagadnień terminologicznych tekstologii i edytorstwa naukowego. „Pam. Lit.” 2006 z. 3 s. 109–121. –Mityzacja wizerunku kobiety w prozie Jerzego Andrzejewskiego. W: Beatrycze i inne. Mity kobiet w literaturze i kulturze. Gdańsk 2010 s. 66–76. –„Do wyższych ja rzeczy urodzon…” Nieznany dramat przypisany Zofii Kossak. W: „Lancetem, a nie maczugą”. Cenzura wobec literatury i jej twórców w latach 1945–1965. Wwa 2012 s. 57–92 [z tekstem dramatu na s. 73–91]. –Inedita związane z tematyką II wojny światowej i Zagłady. Dramat „Bal Barbarzyńców (Faszyści)” Alfreda Degala. W: Literatura w granicach prawa. Wwa 2013 s. 187–200. –Konkursy literackie organizowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki w latach 1949–1950. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2013 nr 1 s. 5–17, przekł. ang.: Literary competitions organised by the Ministry of Culture and Arts in 1949–1950 in the light of archive records. Przeł. J. Wosik. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2016 nr 7 s. 19–31. –The censored past. GUKPPiW and a picture of Polish history in the 1948–1958 literature; Cenzurowanie tematyki rosyjskiej w literaturze pięknej w Polsce w latach 1948–1960. Rekonesans archiwalny. „Wschodni Rocz. Hum.” 2014 t. 10 s. 31–40; 91–101. –Nieznane archiwum wydawnictwa Gebethner i Wolff, czyli o pożytkach z przeglądania „Przewodnika polonisty” [J. Czachowskiej i R. Lotha]. „Pam. Lit.” 2014 z. 4 s. 152–167. –Od orderu do „zapisu”. Jak GUKPPiW oceniał pisarzy w latach 1952–1955? W: Kariera pisarza w PRL-u. Warszawa 2014 s. 78–95. –Autsajderzy literatury: Kornel Makuszyński i Władysław Umiński. „Wschodni Rocz. Hum.” 2015 t. 12 s. 305–316. – Cenzorka jako kobieta czytająca w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. W: Czytanie. Kobieta, biblioteka, lektura. Szczec. 2015 s. 575–592. – Cenzurowanie tematyki pogranicza w Polsce Ludowej w latach 1945–1956. Przegląd problematyki badań. „Studia Wschodniosłowiańskie” 2015 t. 15 s. 533–542. – O za-pomnianych wierszach Juliana Kawalca z 1947 roku. „Teksty Drugie” 2015 nr 4 s. 402–410. – Popiełuszko. O najtrudniejszym cenzorskim zadaniu roku 1984. W: 1984. Literatura i kultura schyłkowego PRL-u. Wwa 2015 s. 301–315. – Wykluczanie tradycji. Cenzurowanie międzywojennej literatury kobiecej w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. (Na przykładzie twórczości Zofii Nałkowskiej). „Szt. Edycji” 2015 nr 1 s. 49–57. – Cenzura wobec literatury pięknej w latach 1945–1989. Źródła archiwalne z zespołu GUKPPiW w pracy filologa. W: Archiwa w nauce, nauka w archiwach. Bia-łystok, Łomża 2016 s. 115–123. – Cenzura wobec pierwszych wystąpień pokolenia „Współczesności” (1956–1960). W: Pokolenie „Współczesności”. Pozn. 2016 s. 89–100. – Cenzurowanie tekstów piosenek rockowych w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku. W: W kręgu kultury PRL. Pozn. 2016 s. 31–42. – Wykluczanie Nałkowskiej. Cenzura wobec Zofii Nałkowskiej w latach 1945–1954. W: Osaczeni – napiętnowani. Wwa 2017 s. 84-108.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Konflikty współczesnej kultury. Praca zbiorowa pod red. K. Budrowskiej i A. Kietlińskiej. Białystok: Trans Humana 1995, 140 s.
2. Dziedzictwo przeszłości związków językowych, literackich i kulturowych polsko–bałto–wschodniosłowiańskich. Red. nauk.: J.F. Nosowicz, K. Budrow-ska. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku. Uniw. w Białymstoku. Za-kład Bibliotekoznawstwa.
T. 7. Z badań humanistycznych. 2001, 187 s.
T. 8. Z języka i kultury pogranicza. 2002, 217 s.
T. 9. Literatura i język na styku kultur. 2003, 210 s.

3. „Lancetem, a nie maczugą”. Cenzura wobec literatury i jej twórców w la-tach 1945–1965. Pod red. K. Budrowskiej i M. Woźniak-Łabieniec. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, 259 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, [1].

4. Literatura w granicach prawa (XIX–XX w.). Pod red. K. Budrowskiej, E. Dąbrowicz i M. Lula.Wwa: Wydawn. IBL PAN 2013, 575 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, 3.

5. Kariera pisarza w PRL-u. Pod red. M. Budnik, K. Budrowskiej, E. Dą-browicz i K. Kościewicz. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2014, 425 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, 4.

6. [Tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty czwarty] 1984. Literatura i kultura schyłkowego PRL-u. Pod red.: K. Budrowskiej, W. Gardockiego, E. Jurkow-skiej. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2015, 465 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, 5.

7. „Dzieła” Henryka Sienkiewicza w dokumentach Głównego Urzędu Kon-troli Prasy, Publikacji i Widowisk (1948-1954). Wybór, oprac. nauk. i wstęp: K. Budrowska, K. Kościewicz. Oprac. red.: M. Budnik, W. Gardocki. Biały-stok: Alter Studio 2016, 262 s. Cenzura w PRL. Archiwalia, 1.

8. „Sztuka czytania między wierszami”. Cenzura w komunikacji literackiej w Polsce w latach 1965-1989. Red.: K. Budrowska, M. Kotowska-Kachel. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2016, 210 s. Bad. Filol. nad Cenzurą PRL, 6.

9. Dramat i teatr w dokumentach GUKPPiW). Red. nauk.: K. Budrowska, M. Budnik, K. Kościewicz. Białystok: Alter Studio 2017, 307 s. Cenzura w PRL. Archiwalia, 2.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Kobieta i stereotypy. Z dr Kamilą Budrowską rozmawia K. Konecka. „Gaz. Współcz.” 2001 nr z 15 I [w cyklu: „Portret w ramce”]; Cenzura też była na cenzurowanym. Z dr hab. Kamilą Budrowską, prof. UwB rozm. J. Weparchowska. „Kur. Poranny” 2014 nr z 25 IV dod. „Magazyn”.

Literatura i pisarze wobec cenzury PRL

 	S. LIGARSKI. „Dzieje Najnow.” 2011 nr 2.
 	K. MOJSAK: Kontrolerzy i stratedzy. „Pam. Lit.” 2016 z. 3.

„Lancetem, a nie maczugą”

 	K. SZAMRYK. „Szt. Edycji” 2015 nr 1.

Literatura w granicach prawa

 	K. SZAMRYK. „Wschodni Rocz. Hum.” 2015 t. 12.

</document>
<document nplp_id="2888" title="Stefan CHWIN" slug="stefan-chwin">ur. 1949

Pseud.: Max, Max Lars, Piotr Zdanowski.

Prozaik, eseista, historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)


BIOGRAM
Urodzony 11 kwietnia 1949 w Gdańsku; syn Józefa Chwina, ekonomisty pochodzącego z Wilna, i Aleksandry z domu Celińskiej, pielęgniarki z Warszawy (sanitariuszki w czasie Powstania Warszawskiego, później także pedagoga), którzy po zakończeniu II wojny światowej osiedli w Gdańsku. Uczęszczał do Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni-Orłowie i tam też w 1968 uzyskał świadectwo dojrzałości. Jesienią tegoż roku rozpoczął studia z zakresu filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku-Wrzeszczu (włączonej w 1970 w skład utworzonego wówczas Uniwersytetu Gdańskiego, UG). W grudniu 1970 był świadkiem pacyfikacji stoczniowców na ulicach Gdańska, co uważa za znaczące doświadczenie w swojej biografii. W maju 1971 zawarł związek małżeński z Krystyną Turkowską, wówczas studentką polonistyki, później zatrudnioną m.in. na kierowniczych stanowiskach w gdańskim ośrodku Telewizji Polskiej oraz jako redaktor naczelna kwartalnika „Tytuł”, autorki tomów poezji i prozy wydawanych pod pseudonimem Krystyna Lars (także wspólnie z mężem). W 1973 z wyróżnieniem obronił na UG pracę magisterską (pt. Gombrowicz i Forma Polska, napisaną pod kierunkiem prof. Marii Janion). Po ukończeniu studiów pracował krótko w Bibliotece PAN w Gdańsku, a jesienią 1973 został zatrudniony w Instytucie Filologii Polskiej UG, początkowo jako asystent stażysta, a potem kolejno asystent (od kwietnia 1974) i starszy asystent (od września 1975). Debiutował w 1975 artykułami pt. „Trans Atlantyk” wobec „Pana Tadeusza” („Pamiętnik Literacki” z. 4) i Gombrowicz – sarmata kontestujący ( „Ruch Literacki” nr 4). W następnych latach zajmował się głównie literaturą współczesną, polemizując z koncepcją „nowej fali” i zwracając uwagę na twórców najmłodszego pokolenia. Prace ogłaszał m.in. w wydawanym przez Koło Naukowe Polonistów UG piśmie „Litteraria. Próby literackie” (1977; przez dłuższy czas brał również udział w redagowaniu tego periodyku) oraz w gdańskim kwartalniku „Punkt” (1978-81). W latach osiemdziesiątych był członkiem zespołu redagującego serię wydawniczą Transgresje; w 1989 (wraz z Marią Janion, Stanisławem Rośkiem i Zbigniewem Majchrowskim) otrzymał za tę działalność nagrodę „Wiatr od morza”, przyznawaną przez Klub Studentów Wybrzeża „Żak” w Gdańsku. W 1982 doktoryzował się na podstawie rozprawy pt. System romantyczny we współczesnej literaturze polskiej (na przykładzie twórczości Wacława Berenta, Bruno Schulza, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Tadeusza Konwickiego, Tadeusza Nowaka) (promotor prof. Maria Janion); za obronioną z wyróżnieniem rozprawę doktorską nagrodzony został również przez Gdańskie Towarzystwo Naukowe. W lipcu tegoż roku objął na UG stanowisko adiunkta. Jesienią 1984 otrzymał nagrodę Fundacji Kościelskich, którą odebrał w Genewie, a następnie zwiedził Paryż, Hamburg i Berlin Zachodni; w tym czasie nawiązał w Paryżu osobiste znajomości m.in. z Konstantym Jeleńskim i Gustawem Herlingiem-Grudzińskim. Jako prozaik debiutował w 1985 powieścią fantastyczną pt. Ludzie – skorpiony. Przygody Joachima El Toro na wyspach Archipelagu San Juan de la Cruz, ogłoszoną pod pseudonimem Max Lars i opatrzoną własnymi ilustracjami. W następnych latach rozwijał twórczość literacką (głównie z zakresu powieści i eseju), łącząc pisanie z pracą dydaktyczną i badawczą, skoncentrowaną nadal wokół związków współczesnej kultury polskiej z romantyzmem. W 1995 wszedł w skład kolegium redakcyjnego „Kwartalnika Artystycznego” (gdzie w następnych latach publikował prozę, fragmenty dziennika i artykuły), w 1998-2003 był także członkiem rady redakcyjnej czasopisma „Borussia”. Studia, artykuły i recenzje oraz eseje i fragmenty prozy ogłaszał nadto w wielu periodykach literackich i naukowych, dłuższą współpracę nawiązując z pismem literacko-artystycznym „Tytuł” (1991-2002, z przerwami), z „Tygodnikiem Powszechnym” (od 1996) a także z dziennikami „Gazeta Wyborcza” (od 1997) i „Rzeczpospolita” (od 1999). W 1994 na podstawie rozprawy pt. Literatura i zdrada. Od Konrada Wallenroda do Małej Apokalipsy uzyskał stopień doktora habilitowanego. W 1998 otrzymał na UG stanowisko profesora nadzwyczajnego. Został członkiem Gdańskiego Towarzystwa Naukowego (w 1982), SPP (w 1990) i Polskiego PEN Clubu (w 1998). W 1995–2010, głównie w związku z publikacją przekładów jego powieści, odbył wiele zagranicznych podróży literackich i naukowych, m.in. na zaproszenie wydawców, księgarń i stowarzyszeń kulturalnych z Niemiec (około 100 spotkań autorskich), Rosji, Szwecji, Austrii, Szwajcarii, Włoch, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Rumunii, Słowacji, Węgier i Litwy. W 1996-2003 należał do jury Nagrody Literackiej Nike. Za zasługi w dziedzinie stosunków polsko-niemieckich otrzymał m.in. nagrodę im. E. Brosta (1997), a za całokształt twórczości literackiej odebrał nagrodę Polskiego PEN Clubu w dziedzinie prozy (1998) i Pomorską Nagrodę Artystyczną (2009). W 2007 został powołany do Rady Języka Polskiego przy PAN i wszedł w skład Europejskiej Federacji Narodowych Instytucji na Rzecz Języka (EFNIL). W tymże roku był jurorem na 32. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2009 został członkiem Rady Kultury Gdańska. W 2010 objął kierownictwo nad prowadzonymi na UG badaniami dotyczącymi odniesień literatury europejskiej do myśli św. Augustyna; zainteresował się także w swoich studiach filozoficznymi, moralnymi i psychologicznymi aspektami obrazu samobójstwa w literaturze i sztuce XIX i XX wieku. Brał udział w pracach nad Encyklopedią Gdańska, wydaną drukiem w 2012 i dostępną w internetowej wersji jako Gedanopedia. Współpracował z Krajowym Funduszem na Rzecz Dzieci (w ramach programu pomocy wybitnie uzdolnionym). W 2014 otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska „Neptuny”, a w 2015 – Nagrodę Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. S. B. Lindego. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (2002), Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2008) oraz medalem ks. Mściwoja II, przyznawanym przez władze Gdańska za wybitne zasługi na rzecz miasta (2010).

Jest ojcem dwóch synów: Marcina Rafała (ur. 1971) i Adama Juliusza (ur. 1979). Mieszka w Gdańsku.



TWÓRCZOŚĆ
1. Bez autorytetu. [Autorzy:] S. Chwin, S. Rosiek. [Szkice]. Gdańsk: WM 1981, 267 s.
Nagroda Fundacji Kościelskich w Genewie w 1983.
Szkice o współcz. literaturze pol., polemiczne wobec koncepcji literatury „nowej fali”. – Tu S. Chwina: Punkty oparcia. – O rytuałach: Rytuał czy rozmowa? O „czytaniu” społeczeństwa i „czytaniu” osoby; Przestrzeń zdrady. – O milczeniu: Jakimi pisarzami dziś mówimy; Socjologia milczenia. – O spustoszeniu: Czym była, czym mogła być „nowa prywatność”; Świat zalegoryzowany; Rany wewnętrzne. Trzy fragmenty o kolonizacji doświadczenia; Stopień ryzyka.
2. Ludzie – skorpiony. Przygody Joachima El Toro na wyspach Archipelagu San Juan de la Cruz. [Powieść fantastyczna]. Il. S. Chwin. Bydg.: Pomorze 1985 [właśc. 1986], 218 s. Wyd. 2 tamże 1989.
Autor podp. pseud.: Max Lars.
3. Człowiek – litera. Przygody Aleksandra Umwelta podczas akcji specjalnej w górach Santa Cruz. [Powieść fantastyczna]. [Il.] S. Chwin. Bydg.: Pomorze 1989, 342 s.
Autor podp. pseud.: Max Lars.
4. Romantyczna przestrzeń wyobraźni. [Szkice]. Bydg.: Pomorze 1989, 258 s.
Nagroda Klubu Krytyki Lit. Gdańskiego Oddz. SPP w 1989.
Zawartość: Literatura, historia, „długie trwanie”: Literatura i pamięć; Historia i interpretacja. – Romantyzm i współczesność. (Dialogi wyobraźni): Myśl polska po „zmierzchu bogów”. (Powieść i „nowa mitologia”) [W. Berent]; Witkacy mistyczny, czyli „Bunt mas” i sacrum; Bruno Schulz –Golem, Demiurg i Materia; Wyobraźnia i Natura. (Gombrowicza „fenomenologia różnicy”); Romantyzm a „Forma polska”, czyli Gombrowicz wobec „Pana Tadeusza”; Sny nad „wierną rzeką”. (Tadeusz Konwicki i romantyczne przeżycie Losu); Jabłko Wallenroda. (Tadeusz Nowak i antynomie romantycznego marzenia).
5. Krótka historia pewnego żartu. (Sceny z Europy Środkowowschodniej). [Powieść]. [Wstęp:] J. Błoński. Kr.: OL 1991, 260 s. Wyd. nast.: wyd. 2 zmien. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1999; wyd. 3 Gdańsk: „Tytuł” [2007].
Nagroda Gdańskiego Tow. Przyjaciół Sztuki za rok 1991 (przyznana w 1992; S. Chwin odmówił przyjęcia), Nagroda Lit. m. Gdańska w 1993.
6. Literatura i zdrada. Od „Konrada Wallenroda” do „Małej Apokalipsy”. [Studia]. Kr.: OL 1993, 456 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Na okł. tytuł: Literatura a zdrada. – Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1994, nagroda „Pro Libro Legendo” za 1993, przyznana w 1994.
Zawartość: Cz. 1. Konrad [dot. utworu A. Mickiewicza]: Wyobraźnia romantyczna a spisek; Makiawelizm i imperatyw jawności; Etos rycerski wobec „etosu maski”; Psychospołeczny paradoks „jawnego spiskowania”; Zrzucenie „maski” przed tyranem; Naród i „ludzie idei”. Zagadnienie społecznej obcości spisku; „Porwany za młodu”; Bunt indywidualistyczny. Powołanie do moralnej wielkości jako los; Samobójstwo Wallenroda. – Cz. 2. Literatura i zdrada – po Jałcie: Ciemna wrogość. Spór wokół „patriotycznej zdrady” [od czasów A. Mickiewicza do współczesności]; Przeklęta maska? [dot. głównie twórców: A. Trzebiński, K.K. Baczyński, W. Gombrowicz]; „Wallenrodowie lat wojny” [dot.: J. Gierałtowski: Wakacje kata, J. Krasiński: Syn Wallenroda]; Tyrmand, czyli „broń życiowego detalu”, dandyzm i duch pikarejski [dot. głównie: Filip]; Zdrada zdradzonych [dot.: J. Mackiewicz: Droga donikąd; Nie trzeba głośno mówić]; Mit „patriotycznego skrytobójcy” po roku 1945 [dot.: J. Andrzejewski: Popiół i diament, L. Kruczkowski: Odwety]; Wallenrodyzm w państwie Bieruta – trzy spojrzenia [dot.: Cz. Miłosz: Zniewolony umysł, L. Tyrmand: Dziennik, J. Trznadel: Hańba domowa]; Płowy wódz. Pisarze i „sprawa Piaseckiego” [dot. m.in.: T. Breza: Mury Jerycha, S. Kisielewski: Zbrodnia w Dzielnicy Północnej, Cz. Miłosz: Zdobycie władzy]; Błogosławiona Ochrana? [dot.: W. Terlecki: Dwie głowy ptaka; Powrót z Carskiego Sioła]; Wallenrodowie w teatrze [dot.: I. Iredyński: Głosy umarłych, S. Grochowiak: Po tamtej stronie świec]; Cień Bonhoeffera [dot. tekstów S. Barańczaka (z tomu Etyka i poetyka): Notatki na marginesach Bonhoeffera; Zmieniony głos Settembriniego]; Insurekcja bezbronnych, terroryzm, duch Machiavellego [dot. publicystyki autorów: J.J. Lipski, J. Kuroń, A. Michnik, P. Wierzbicki]; „Wallenrodowie” w sierpniu [dot.: J. Głowacki: Moc truchleje]; „Ja płakał, ale bił”, czyli „Wallenrod” stanu wojennego [dot. m.in.: J.J. Szczepański: Kadencja, Z. Herbert: Raport z oblężonego miasta i inne wiersze]; Wallenrod po Afganistanie i Grudniu [dot. A. Braun: Wallenrod]; Wallenrodyczne barwy końca [dot.: T. Konwicki: Mała Apokalipsa]. – Cz. 3. O czym nie pisał Mickiewicz, czyli Urok wallenrodycznych drobiazgów: Święte gaje, kapłani, rycerze [dot. obrazu Litwy w twórczości polskich autorów z XVIII i XIX w.]; O czym wolał nie pisać Mickiewicz w „Konradzie Wallenrodzie”? [dot. recepcji poematu].
7. Hanemann. [Powieść]. Gdańsk: Marabut 1995, 202 s. Bibl. „Tytułu”. Wyd. nast.: [wyd. 2 i 3] tamże 1996; [wyd. 4] Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1997; [wyd. 5] Wwa: Świat Książki 1998; [wyd. 6] Gdańsk: „Tytuł” [2001]; [wyd. 7] Wwa: Polityka Spółdz. Pracy [2008]. Pol. Lit. Współcz., 15; [wyd. 8] Gdańsk: „Tytuł” [2009]. Proza Współcz., tamże: 2010, 2011.
Nagroda Artusa - Gdańska Książka Roku 1995, Paszport „Polityki” w 1996, międzynarodowa nagroda im. A. Gryphiusa (1999), przyznana przez Gildię Artystów Niemieckich za najlepszą książkę Europy Środkowej, dotyczącą kwestii zbliżenia między narodami. – Do [wyd. 8] włączono winiety graficzne autorstwa S. Chwina.
Przekł.: ang.: Death in Danzig. [Przeł.] P. Boehm. Orlando, FL 2004, wyd. nast: London 2005, [Orlando, FL] 2005, London 2006, – czes.: Hanemann. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2005, – franc.: Hanemann. [Przeł.] L. Waleryszak. [Belval] 2012, – hiszp.: El doctor Hanemann. [Przeł.:] A. Rubió, J. Sławomirski. Barcelona 2005, –niem.: Tod in Danzig. [Przeł.] R. Schmidgall. Berlin 1997, wyd. nast.: Reinbek bei Hamburg 1999, tamże: 2001, 2005, – ros.: Haneman. [Przeł.] K.Â.Starosel’skaâ. „Inostrannaâ Literatura”, Moskva 1997 [nr] 12, wyd. osob. Moskva 2003, tamże 2005, – rum.: Doctor Hanemann. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucureşti 2004, wyd. nast. Piteşti 2005, – słowac.: Hanemann. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2005, – szwedz.: Hanemann. [Przeł.] L. Mendoza Ǻsberg. [Stockholm] 2001, – ukr.: Ganeman. [Przeł.] Ì. Pìzniûk. Kiïv 2010, – węgier.: Hanemann. [Przeł.] K. Weber. Pozsony 2004.
Adapt.: radiowa: Adapt.: E. Marcinkowska. Radio 1998, – teatr.: Adapt. i reż.: S. Majewski. Wyst. Koszalin, Bałtycki T. Dram. 1998; Adapt. i reż.: I. Cywińska. Wyst. Gdańsk, T. Wybrzeże 2002.
8. Esther. [Powieść]. Gdańsk: „Tytuł” 1999, 346 s., 16 k. tabl. Bibl. „Tytułu”. [Wyd. 2] Wwa: Świat Książki 2000.
Nagroda Fundacji Kultury w 2000, Statuetka Gryfa – Pomor. Nagroda Artyst. w 2000.
Przekł.: niem.: Die Gouvernante. [Przeł. ] R. Schmidgall. Berlin 2000, wyd. nast.: Reinbek bei Hamburg 2003, –ros.: Guvernantka. [Przeł.] K. Â. Starosel’skaâ. Moskva 2004.
9. Wspólna kąpiel. [Miniatury]. [Współaut.: K. Chwin] K. Lars. Gdańsk: „Tytuł” [2000], 155 s. Bibl. „Tytułu”.
Zawartość: Wspólna kąpiel [wiersz]. – [Cykle miniatur prozą:] Dawne pomyłki; O mały włos; Siedem scen z życia mężczyzn; Ci, którzy przychodzą w snach; Sceny fantastyczne z historii literatury polskiej; Adam Zagajewski czyta wiersz w jednym z miast na północy Europy; Drobne poprawki; Republika marzeń; I po cóż to ruszać?; Prześwity; Dama pik; Gargantua i ja; Sceny fantastyczne z historii imperium; Koszyk łez; Wypisy z ksiąg nieużytecznych.
10. Złoty pelikan. [Powieść]. Gdańsk: „Tytuł” [2002], 270 s. Bibl. „Tytułu”. Wyd. 2 Wwa: Świat Książki 2004.
Przekł.: franc.: Le Pelican d’Or. [ Przeł.] F. Laurent. Belval 2009, – hiszp.: La Pelikan de oro. [Przeł.:] A. Rubió, J. Sławomirski. Barcelona 2007, – niem.: Der Goldene Pelikan. [Przeł.] R. Schmidgall. München 2005, wyd. nast. tamże 2008, – szwedz.: Guldpelikanen. [Przeł.] L. Mendoza Ǻsberg. Stockholm 2004, – węgier.: Arany Pelikan. [Przeł.] K. Weber. Pozsony 2007.
11. Kartki z dziennika. Gdańsk: „Tytuł” [2004], 516 s. Bibl. „Tytułu”. Por. poz. 15.
Autobiograficzne zapiski z życia polskiego inteligenta z przełomu XX i XXI wieku.
Przekł. niem. w wyborze (łącznie z poz. 15) pt.: Ein deutsches Tagebuch. [Wybór i oprac.:] M. Kijowska, K. Turkowska-Chwin. [Przeł.] M. Kijowska. Berlin: FotoTapeta 2015, 256 s.
12. [Miejsca wspomnień. Obrazy z Europy Środkowej. (Drezdeńskie wykłady poetyckie)]. Powst. 2000-2004.
Przekł. niem.: Stätten des Erinnerns. Gedächtnisbilder aus Mitteleuropa; Dresdner Poetikvorlesungen. [Przeł. z jęz. pol.:] S. Miodona, A. Sproede, B. Partyk-Hirschberger. [Wstęp:] R. Erb. [Posł. i bibliogr.:] A. Sproede. Dresden: Thelem 2005, 216 s.
Zawartość: Gedächtnisort Danzig. – Roman und Erfahrung in Mitteleuropa. – Literatur und Selbstmord.
13. Żona prezydenta. [Powieść]. Gdańsk: „Tytuł” [2005], 192 s. Bibl. „Tytułu”. [Wyd. 2] tamże [2006].
Nagroda Sztorm Roku 2005, przyznana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.” dod. „Trójmiasto” (w kategorii literatura) w 2006 r.
Przekł. słoweń.: Predsednikova žena. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2012.
14. Dolina Radości. [Powieść]. Gdańsk: „Tytuł” [2006], 543 s. Bibl. „Tytułu”. [Wyd. 2] tamże [2007].
Przekł.: hiszp.: El valle de la alegría. [Przeł.:] A. Rubió, J. Sławomirski. Barcelona 2013, – słowac.: Dolina radosti. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2008.
15. Dziennik dla dorosłych. Gdańsk: „Tytuł” 2008, 472 s. Bibl. „Tytułu”.
Autobiograficzne zapiski z życia polskiego inteligenta na początku XXI wieku. – Kontynuacja poz. 11.
Przekł. niem. w wyborze (łącznie z poz. 11) pt.: Ein deutsches Tagebuch. [Wybór i oprac.:] M. Kijowska, K. Turkowska-Chwin. [Przeł.] M. Kijowska. Berlin: FotoTapeta 2015, 256 s.
16. Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni. [Studia i szkice]. Gdańsk: „Tytuł” 2010, 555 s. Bibl. „Tytułu”. Ser. Światopoglądy. Wyd. nast. tamże 2011.
Nagroda lit. Gdynia w 2011.
Zawartość: [Wstęp:] Właściwie bez powodu; Nic takiego. – Między traumą a formą. Światoodczucie i forma symboliczna śmierci: Chronologia przyczyn czy semantyzacja śmierci?; „Poetyka” samobójstwa. Moment „estetyczny” czynu; Trzy wymiary samobójczego doświadczenia. – Samobójstwo jako czyn adresowany do innych. (Znaczenia interakcyjne): Anty-obrazy śmierci. „Czarne” ikony samobójstwa; Samobójstwo Judasza i jego represyjne znaczenia; Jak społeczeństwo zachęca człowieka do śmierci; Fenomen samobójstwa altruistycznego. Samozniszczenie i samopoświęcenie; Święte samobójczynie. „Jasne” ikony samobójstwa altruistycznego. – Egzystencjalny wymiar samobójstwa: Samobójstwo w wodzie; Samobójstwo w ogniu; Samobójstwo a żywioł powietrza. Skok z wysokości, lot, spadanie w otchłań; Samobójstwo i czas. Długie i krótkie umieranie; Trucizna, opium, laudanum. – Co samobójca „robi” ze swoim ciałem. Marzona śmierć i konstruowanie „ciała symbolicznego”: Symboliczna kartografia ciała; Symboliczna indywidualizacja i dezindywidualizacja ciała. – Śmierć z własnej ręki i centralne metafory egzystencji: Metafory życia i obrazy anihilacji; Metafora życia jako „grzechu istnienia”; Niezdolność do bycia Bogiem jako „grzech istnienia”. Ciało i śmierć Kiriłłowa [o powieści F. Dostojewskiego: „Biesy”]; Samobójstwo godnościowe. Metafora życia jako „procesu medyczno-sądowego”; Metafora „mdłości”. Grzech „bezzasadnego istnienia”; Metafora „obojętności świata ”. – Jak wyobraźnia gromadzi argumenty przeciwko życiu: Konstruowanie obrazu „życia nie do zniesienia”; Hiperbolizacja „bolesności istnienia”. Obrazy „matni”; „Matnia” Witkacego; „Matnia” Gombrowicza; „Ludzie – skorpiony”. Metafora „żądła”. Samobójstwo wolicjonalne; Sztuka, samobójstwo i ryzyko psychologii motywów; Nadwartościowanie i odwartościowanie śmierci; Samobójstwo jako złudzenie i jako poznanie. – Rozszerzenia i dopowiedzi [przypisy].
17. Panna Ferbelin. [Powieść]. Gdańsk: „Tytuł” 2011, 316 s. Bibl. „Tytułu”.
Nagroda Sztorm Roku 2011, przyznana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.” dod. „Trójmiasto” (w kategorii literatura) w 2012 r.
18. Miłosz. Interpretacje i świadectwa. [Szkice]. Gdańsk: Tytuł 2012, 352 s., 136 s. tabl. Bibl. „Tytułu”. Ser. Światopoglądy.
Nagroda Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury – Splendor Gedanensis, przyznana w 2013 r., także za tom pt. „Miłosz – Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy”, współredagowany z Krystyną Chwin (zob. Prace edytorskie i redakcyjne poz. 3).
Zawartość: [I.] Interpretacje: „Dachau koników polnych”. Miłosz i „ukąszenie darwinowskie”; Czesław Miłosz wobec powstania warszawskiego; Czas „Biblii” i czas Pana Cogito. O istocie sporu Herberta z Miłoszem; Miłosz i samobójstwo egzystencjalne. – [II.] Miłosz i Pomnik: Czy Czesław Miłosz chciał, by wiersz „Który skrzywdziłeś człowieka prostego” został umieszczony na gdańskim Pomniku Poległych Stoczniowców?; Kalendarium zdarzeń i ustaleń dotyczących umieszczenia na Pomniku Poległych Stoczniowców wiersza Czesława Miłosza „Który skrzywdziłeś człowieka prostego”; Miłosz i zabity milicjant, czyli na jakim właściwie pomniku miał się znaleźć wiersz „Który skrzywdziłeś człowieka prostego”?; Poeta bez wierszy, czyli jak Czesław Miłosz zachowywał się w Stoczni Gdańskiej w czerwcu 1981; „Dygotała mu ze złości szczęka”. Gdańska wizyta Miłosza w oczach Służby Bezpieczeństwa; Wariant cichej prawdy. Współczesny kontekst symboliczny tekstów Miłosza umieszczonych na Pomniku Poległych Stoczniowców. – Rozszerzenia i dopowiedzi [przypisy].
19. Samobójstwo i „grzech istnienia”. [Szkice]. Gdańsk: „Tytuł” 2013, 563, [5] s. Bibl. „Tytułu”. Ser. Światopoglądy.
Zawartość: Człowiek zbuntowany i skaza [wstęp]. – [I.] Między przebóstwieniem ciała a rytuałem „endury”. Święty Augustyn a gnostyczna antropologia śmierci: Św. Augustyn wobec idei „grzechu istnienia”; Samobójstwo egzystencjalne w ujęciu gnostyków. – [II.] Pisarze wobec „grzechu istnienia”: Ból istnienia i „umowa społeczna”. Samobójstwo niedokonane kawalera Saint-Preux; Katońska teatralizacja życia i śmierci w kulturze XVIII wieku. Samobójstwo Radiszczewa a śmierć Jana Potockiego; Werter i „grzech istnienia”; Milton. Samobójstwo w Raju; Myśli samobójcze Prometeusza; Kain Byrona; Manfred. Fenomen „samobójstwa wolicjonalnego”; Sardanapal. Samobójstwo a „grzech istnienia w historii”; Samobójstwo we „Frankensteinie”. Bóg, projekt eugeniczny i nieudane „dziecko”, które chce się zabić; Kleist. Samobójstwo i „antropologia nieciągłości”. – [III.] Między redutą Ordona a „grzechem przyrodniczego istnienia”: Romantyzm i prawo do „własnej śmierci”; Stawrogin. Samobójstwo „człowieka przyrodniczego”; Czy doświadczenie „grzechu istnienia” jest możliwe w świecie bez Boga. – Rozszerzenia i dopowiedzi [przypisy]. – Dlaczego napisałem książkę o „grzechu istnienia” [zakończenie].
20. Srebrzysko. Powieść dla dorosłych. Gdańsk: „Tytuł” 2016, 364 s.
21. Zwodnicze piękno. Kr.: „Tyg. Powsz.” 2016, 48 s. Bibl. „Tyg. Powsz.”, 9.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: „Tyg. Powsz.” 2016. Bibl. „Tyg. Powsz.”, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Wykład wygł. 21 V 2016 r. w Kr. podczas Festiwalu Copernicus.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Gombrowicz – sarmata kontestujący. „Ruch Lit.” 1975 nr 4 s. 217-224 [dot.: Trans-Atlantyk]. – Jeszcze o „Świecie nieprzedstawionym” [J. Kornhausera i A. Zagajewskiego]. „Litteraria”, Gdańsk 1975 [nr 7] s. 9-17. – „Trans-Atlantyk” wobec „Pana Tadeusza”. „Pam. Lit.” 1975 z. 4 s. 97-121. – Sytuacja etyczna debiutu. „Litteraria”, Gdańsk 1976 [nr z XI] s. 13-21, przedr. „Nowy Wyraz” 1977 nr 6 s. 66-74. – Etyka i forma. „Litteraria”, Gdańsk 1977 [nr z X] s. 34-46, przedr. „Nowy Wyraz” 1978 nr 4 s. 95-100. – Kilka pytań w sprawie życia prywatnego. „Litteraria”, Gdańsk 1977 [nr z IV] s. 61-77, przedr. „Punkt” 1978 nr 2 s. 16-25 [dot. najmłodszego pokolenia pisarzy]. – Paradoks awangardy. „Punkt” 1978 nr 3 s. 70-80. – Pisarz i bezimienność. „Punkt” 1979 nr 5 s. 5-15. – W stronę antropologii pogranicza. Fenomen recepcji prac Antoniego Kępińskiego. W: Galernicy wrażliwości. Gdańsk 1981 s. 442-467. – Twórczość i autorytety. (Bruno Schulz wobec romantycznych dylematów tworzenia). „Pam. Lit.” 1985 z. 1 s. 69-93. – Autoportret przeżycia pokoleniowego. Gdańskie debiuty poetyckie lat siedemdziesiątych. W: Literatura Gdańska i Ziemi Gdańskiej. T. 2. Gdańsk 1986 s. 273-291. – Gombrowicz i maska. W: Maski. T. 2. Gdańsk 1986 s. 307-332. – Kain, Prometeusz i dziecko. (O „spowiedzi Stawrogina”). „Twórczość” 1987 nr 7 s. 65-84, przedr. pt. Stawrogin i dziecko w: Dzieci. T. 2. Gdańsk 1988 s. 40-70 [dot.: J. Byron: Kain, F. Dostojewski: Biesy]. – „System romantyczny” w literaturze polskiej. (Kierunki badań). „Gdań. Zesz. Hum.” 1983 wyd. 1987 nr 30 s. 19-47. – Polskie marzenie o „dawnej Litwie”. „Autograf” 1989 nr 6/8 s. 44-52, wersja zmien. i poszerz. pt. Święte gaje, kapłani, rycerze zob. Twórczość poz. 6. – Wstęp do: A. Mickiewicz: Konrad Wallenrod. Wyd. 3 zmien. Wr. 1991 s. [III]-CLXXIII. BN I, 72. Wyd. 4 przejrz. tamże 1998. – Dlaczego upadek komunizmu zaskoczył literaturę polską? Powst. 1993. Przekł. niem.: Warum die polnische Literatur vom Zusammenbruch des Komunismus überrascht wurde. [Przeł.] A. Marszałek. „Stint Zeitschrift fur Literatur”, Bremen 1993 nr 14; druk w jęz. pol.: „Teksty Drugie” 1994 nr 1 s. 5-28, polem.: K. Dunin: Dlaczego Machejek nie przewidział upadku komunizmu? „Życie Warsz.” 1994 nr 75 dod. „Ex Libris” nr 49 s. 5; L. Bugajski: Wśród czasopism. „Twórczość” 1994 nr 3 s. 138-140; S. Chwin: Korespondencja. „Twórczość” 1996 nr 1 s. 150-152. – Wolność pisana po Jałcie. „Tytuł” 1993 nr 4 s. 11-25, przekł. niem. [wg inf. autora]: Freiheit geschrieben nach Jalta. [Przeł. K. Wolff]. „Ostragehege”, Drezno 1996 nr 5. – Dlaczego właściwie polscy pisarze odrzucili komunizm i co z tego wynikło. „Kwart. Artyst.” 1994 nr 4 s. 32-48. – Schulz a Leśmian. W: Czytanie Schulza. Kr. 1994 s. 108-126, przekł. ukr.: Šul’c i Les’mân. [Przeł.] O. Sachn’ûk. W: Poverennâ. Bruno Šul’c (1892-1942). Lublin 1996 s. 86-91. – Strefy chronione. Literatura i tabu w epoce pojałtańskiej. „Res Publica Nowa” 1995 nr 10 s. 39-48, przedr. w: Wiedza o literaturze i edukacja. Wwa 1997. – Wojaczek: samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni. „Tytuł” 1995 nr 3/4a s. 119-138. – Gombrowicz i Forma Polska. W: W. Gombrowicz: Trans-Atlantyk. Kr. 1996 s. 121 –140 [posł.], wyd. nast. tamże 1998, 2003, 2004, 2009; przekł. niem.: Gombrowicz und die polnische Form. [Przeł.] N. Kozlowski. „Akzente”, München 2004 [nr z 3 VI] s. 255-274. – „Literatura pogranicza” a dylematy Europy Środkowej. W: Tematy polsko-niemieckie. Olsztyn 1997 s. 161-171, przekł. niem.: „Grenzlandliteratur” und das mitteleuropäische Dilemma. [Przeł.] R.U. Henning. „Transodra”, Potsdam [on-line] 1997 nr 17 s. 5-13 [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dpg-brandenburg.de/de/nr17/chwinde.htm – Nowej Fali kłopoty z wolnością. „Tytuł” 1997 nr 1 s. 27-42. – Wyobraźnia i duch miejsca. „Tytuł” 1997 nr 3/4 s. 6-21. – Adam Mickiewicz „Konrad Wallenrod” – eksplikacja. „Warsztaty Polonist.” 1998 nr 4 s. 90-100, przedr. w: Lekcje czytania. Eksplikacje literackie. Cz. 2. Wr. 1999. – Romantyzm i poszukiwanie „trzeciej drogi”. „Teksty Drugie” 1998 nr 5 s. 79-101. – Czy pamięć sprzyja rozwojowi demokracji? „Tytuł” 2000 nr 1/2 s. 5-17. – Powieść i doświadczenie środkowoeuropejskie. „Tytuł” 2000 nr 1/2 s. 18-56. – Samobójstwa pisarzy polskich w wieku XX. „Tytuł” 2001 nr 3 s. 30-68. – Gdańsk – nowa tożsamość. „Tytuł” 2002 nr 1/2 s. 33-52. – Gombrowicz, my i Niemcy. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 190 s. 12-13, przedr. zmien. i rozszerz. pt. Gombrowicz i Niemcy w: Witold Gombrowicz, nasz współczesny. Kr. 2010 s. 100-115, streszcz. w jęz. niem. pt. Gombrowicz und Deutschland w: Berührungslinien. Polnische Literatur und Sprache aus der Perpektive des Deutsch-Polnischen Kulturellen Austauschs. Hildesheim; Zurich; New York 2006 s. 51-64, przekł. węgier. pt. Gombrowicz, mi es a Nemetek. „Kalligram”, Budapeszt 2005 [nr z III-IV]. – Irak i „dusza polska”. Moralne aspekty „narracji irackiej” w mediach polskich. W: Obszary ładu i anomii. Łódź 2006 s. 257-275. – Romantyzm i prawo do własnej śmierci. W: Księga Janion. Gdańsk [2007] s. 214-235, przekł. niem.: Die Romantik und das Recht auf den eigenen Tod. [Przeł.] I. Such. W: Romantik und Geschichte. Wiesbaden 2007 s. 195-218. – Złote runo Zbigniewa Herberta. „Kwart. Artyst.” 2008 nr 2 dod. s. 11-21, przekł. węgier.: Zbigniew Herbert es az Aranygyapju. [Przeł.] Z. Mihalyi „2000. Irodalmi es tarsadalmi havi lap”, Budapeszt 2010 [nr z I]. – Czas „Biblii” i czas „Pana Cogito”. O istocie sporu Herberta z Miłoszem. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 713-727, przekł. ang.: The time of the Bible and the time of Mr. Cogito or the Essence of the dispute between Herbert and Miłosz. W: Miłosz like the world. Poet in the eyes of Polish literary critics. [Przeł.:] G. Czemiel. Frankfurt am Main 2015. – Mity i prawdy gdańskiej pamięci. W: Tożsamość Gdańszczan. Gdańsk 2010 s. 19-35. – Samobójstwo w Raju. (O „Raju utraconym” Miltona). „Kwart. Artyst.” 2010 nr 3 s. 59-68. – Literatura i zło. Moja przygoda z Nietzschem. „Kwart. Artyst.” 2012 nr 3 s. 117-125. – Nuda i „sacrum”. „Kwart. Artyst.” 2012 nr 1 s. 137-143. – Grzechy Gombrowicza przeciwko wolności. O projekcie etycznym wpisanym w „Ferdydurke”. „Przestrzenie Teorii” 2013 R. 20 s. 11-27. – Parę chwil z Miłoszem. W: Obecność. Wspomnienia o Czesławie Miłoszu. Wwa 2013 s. 484-500. – Dlaczego Bruno Schulz nie chciał być pisarzem żydowskim. (O „wymazywaniu” żydowskości w „Sanatorium pod klepsydrą” i „Sklepach cynamonowych”. „Schulz Forum” 2014 nr 4 s. 5-21. – Literatura i „zło ontologiczne”. „Kwart. Artyst.” 2015 nr 2 s. 148-154. – Miłosz, Szymborska, Darwin. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 49-67. – [Osiemnaście] 18 zagadek do rozwiązania przed północą. „Kwart. Artyst.” 2015 nr 1 s. 137-143. – Jan Błoński. Historia pewnej znajomości. „Kwart. Artyst.” 2016 nr 1 s. 67-71. – Polska pamięć - dzisiaj. Co pozostaje? Trwały ślad i mechanizmy niepamiętania. „Teksty Drugie” 2016 nr 6 s. 15-29. – Wielkie deportacje środkowoeuropejskie z lat 1939-1950 w perspektywie aksjologicznej. Wyzwanie dla literatury. „Teksty Drugie” 2016 nr 3 s. 11-41.

Przekłady opowiadań, esejów i fragm. powieści S. Chwina w antologiach zagranicznych: ang.: The eagle and the crown. Modern Polish short stories. [Oprac.: T. Halikowska, G. Hyde]. London, New York 1996; The mystery oft the „Good evil”. [Przeł.] A. Gąsienica-Bircyn. „Lituanus”, Champaign, Illinois [on-line] 2006 vol. 52 nr 1 [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.lituanus.org/2006/06_1_01%20Chwin.htm, – białorus.: Dvaccac' pol'skìh apavâdan'nâŭ. [Oprac.:] A. Hadanovìč. Mìnsk 2007, – bułg.: Lûbimi polski avtori i tvorbi. Izbrani studentski prevodi = Ulubieni polscy autorzy i dzieła. Wybrane tłumaczenia studenckie. [Red.:] M. Grigorova. Veliko T''rnovo 2014, – niem.: Polnische Tagung für Verleger, Kritiker und Schriftsteller, durchgefürt von der Villa Decius. Krakau 1996; Zwischen de Linien. Eine polnische Anthologie. [Oprac.:] S. Geist. Hanower 1996; Irgendwo bei Katowitz. Stimmen aus dem Nachbarhaus. Polnische Gegenwart im Spiegel der Literatur. „Die Horen”, Hanower 2000 nr 2 [nr poświęcony literaturze pol.]; Das Land Ulro nach Schliessung der Zimläden. [Oprac.:] P. Gehrisch, A. Helbig. Dresden 2000; Europa schreibt. Was ist das Europäische an den Literaturen Europas? Essays aus 33 europäischen Ländern. [Oprac.:] U. Keller, I. Rakusa. Hamburg 2003; Gombrowicz, Schulz, Witkacy. Die „Grossen Drei” und ihre Kinder. Beispiele modern Prosa. „Die Horen”, Hanower 2006 nr 2 [nr poświęcony literaturze pol.]; Romantik und Geschichte. Polnisches Paradigma, europäischer Kontext, deutsch-polnische Perspektive. [Oprac.:] A. Gall [i in.]. Wiesbaden 2007; Zwischen (Sowjet-) Russland und Deutschland. Geschichte und Politik im Schaffen von Józef Mackiewicz (1902-1985). [Oprac.:] K. Ruchniewicz, M. Zybura. Osnabrück 2012, – ros.: Venskaâ lûbov’ Stacha W. [Przeł.] K.Â. Starosel’skaâ. W: Kurortnyê romany. Moskva 2010 [wg inf. S. Chwina], – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Oprac. i przeł.:] N. T. Yüce. İstanbul 2014.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Dzieci. Wybór, oprac. i red.: M. Janion i S. Chwin. T. 1-2. Gdańsk: WM 1988, 375, 358 s. Transgresje.
Antologia tekstów nauk. i lit. dot. obrazu dziecka w kulturze europejskiej z perspektywy idei antypsychiatrii i filozofii transgresji.
2. A. Mickiewicz: Konrad Wallenrod. Wyd. 3 zmien. [Wstęp, oprac. i komentarz:] S. Chwin. Wr.: Ossol. 1991, CLXXIII, 116 s. BN I, 72. Wyd. 4 przejrz. tamże 1998.
Nagroda Rektora UG pierwszego stopnia w 1992.
3. Miłosz – Gdańsk i okolice. Relacje, dokumenty, głosy. Pod red. K. Chwin i S. Chwina. Gdańsk: „Tytuł” 2012, 463, [5] s., 154 s. tabl. Bibl. „Tytułu”. Ser. Światopoglądy.
Nagroda Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury – Splendor Gedanensis, przyznana redaktorom w 2013 r.; także za tom szkiców S. Chwina pt. „Miłosz. Interpretacje i świadectwa” (zob. Twórczość poz. 18).
Tu m.in. wyimki prozy S. Chwina z poz. 11 i 15 (pt. „Czesław Miłosz w «Kartkach z dziennika»” oraz „Czesław Miłosz w „«Dzienniku dla dorosłych»”) oraz trzy przeprowadzone przez S. i K. Chwinów wywiady (z R. Gorczyńską pt. „Może zamieszkałby w Gdańsku…”, z A. Franaszkiem pt. Ciemny, sprzeczny, dionizyjski, z Cz. Miłoszem pt.: Literatura nie jest od prawdy).



OPRACOWANIA (wybór)[przypis]Część inf. dot. opracowań zagranicznych odnotowana wg danych przesłanych przez autora w 2010.[/przypis]

 	Ank. 2008, 2010, 2011.
 	Autor o sobie: Krótkie zeznanie w sprawie pióra i ołówka oraz kilku innych przewinień popełnionych w wieku dojrzałym z udziałem osoby trzeciej płci żeńskiej. „Kwart. Artyst.” 1996 nr 3; Pisarz polski i Niemcy. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 299.
 	Wywiady: Niebezpieczne zajęcie. Rozmowa ze Stefanem Chwinem, pisarzem, autorem nagrodzonej Paszportem „Polityki” książki „Hanemann”. Rozm. G. Łęcka. „Polityka” 1996 nr 3, przedr. w: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000; O Hanemannie, tauromachii i trzech samobójstwach. Rozm. A. Bagłajewski. „Kresy” 1996 nr 1; Uroki wykorzenienia. O narracji reistycznej, grach z losem i kilku innych pokusach. Rozm. W. Werochowski. „Tytuł” 1996 nr 3, przedr. w: Rozmowy „Tytułu”. Gdańsk 1996; Wytrwać w wielkim przeczeniu. Rozm. J. Klejnocki. „Odra” 1996 nr 12; Złe miejsce na Ziemi. Rozm. A. Franaszek, „Tyg. Powsz.” 1996 nr 1; Mitologia Gdańska. Rozm. A. Ubertowska. „Prz. Polit.” 1997 nr 33/34, przekł. niem.: Das Danziger Universum. Interview mit dem Schrifsteller und Literaturhistoriker Stefan Chwin. „Dialog. Deutsch-Polnisches Magazin. Mag. Pol.-Niem.”, Berlin 1997 nr 1; „Chcielibyśmy, żeby literatura pozwalała sobie na więcej”. Rozm.: P. Czapliński i P. Śliwiński. „Megaron” 1998 nr 4, przedr. w: P. Czapliński, P. Śliwiński: Kontrapunkt. Pozn. 1999; Tajemnica jest warunkiem życia. Rozm. R. Grzela. „Literatura” 1998 nr 10, przedr. w: R. Grzela: Rozum spokorniał. Wwa 2000; Cena duszy nieco spadła. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 1999 nr 195 dod. „Plus-Minus” [dot. gł.: Krótka historia pewnego żartu i Hanemann]; Inna twarz Hioba. Rozm.: K. Janowska i P. Mucharski. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 47, przedr. zmien. w: Rozmowy pod koniec wieku, t. 3. Kr. 1999; O rzeczach i o sztuce. Rozm. M. Malatyńska. „Dekada Lit.” 2001 nr 7/8; Państwo Hanemann. Rozm. [i wstęp:] B. Pawłowicz. „Elle” 2001 nr 12; Bez Małgorzaty Faust byłby niczym. Rozm. E. Pytka. „Twój Styl” 2003 nr 2 [o kobietach w życiu i twórczości S. Chwina]; Kłopoty z duszą. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 10; Na własne oczy. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2003 nr 75 dod. „Plus-Minus” [dot.: Złoty pelikan]; „Ręce precz od pisarzy”. Wywiad ze Stefanem Chwinem i Pawłem Huelle. Rozm. J. Wróblewski. „Tytuł” 2003 nr 47/48; Słowo i kryształ ametystu. Rozm.: Ł. Grodziński, M. Larek. „Kresy” 2003 nr 4; Niebezpieczne sprawy. Rozm. M. Łaska. „Czas Kult.” 2004 nr 2/3; Fałszywy thriller. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 33 dod. „Książki w Tyg.” [dot.: Żona prezydenta]; Jestem jak Kaj z bajki Andersena. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 1 dod. „Trójmiasto” [dot.: Kartki z dziennika]; Wściekły. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 171 dod. „Duży Format” nr 28 [dot.: Żona prezydenta]; Przejście przez literę. Rozm. A. Dziewit. „Lampa” 2006 nr 1, przedr. rozszerz. pt. Groty, brokaty, ornamenty w: A. Drotkiewicz, A. Dziewit: Teoria trutnia i inne. Wołowiec 2009; Prześwity w kamiennych tablicach. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 52 [dot. gł.: Dolina Radości]; Solidarność i samotność. Rozm. J. Zalesiński. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 37; Erynie wybaczą każdemu. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 40 [dot.: J. Littell: Łaskawe]; Skąd ten strach? Rozm. S. Duda. „Newsweek Polska” 2008 nr 10; Mity są szalone. Rozm. C. Polak. „Dziennik” 2009 nr 13 dod. „Kultura”; Polska walcząca, Polska milcząca. Rozm. R. Walenciak. „Przegląd” 2009 nr 29; Von der Unübersichtbarkeit der Welt. [Rozm.] B. Eberspächer. „Ostragehege”, Drezno 2009 [z.] 56; Bóg nigdy się nie uśmiecha. Rozm. G. Kalinowski. „Kwart. Artyst.” 2010 nr 3; Narodowy melodramat. Rozm. D. Karaś. „Prz. Polit.” 2010 nr 100 [wokół katastrofy smoleńskiej]; Powiedziałby to pan Witkacemu. Rozm. J. Zalesiński. „Wyspa” 2010 nr 3; Samobójstwo jako sztuka. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2010 nr 7 [dot. gł.: Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni]; Chwin – świat bez liter to coś okropnego. Rozm. D. Karaś. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 138.
 	[Wywiady dot. gł. Panna Ferbelin:] Ewangelia według Chwina. Rozm. R. Kurkiewicz. „Wprost” 2011 nr 8; Obecność silnych i dobrych kobiet rozjaśnia duszę. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2011 nr 44 dod. „Kultura. Program TV”; Płomień życia. Gdy gasną marzenia o lepszym świecie. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 14.
 	Samobójstwo egzystencjalne. Rozm. K. Siwczyk. „Polska. Metropolia Warsz.” 2011 nr 83 „Dod. Lit.” [dot. gł.: Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni]; W sztuce główną sprawą jest iskra, która zapala wyobraźnię. Rozm. B. Szczepuła. „Polska. Metropolia Warsz.” 2011 nr 32; toż pt. Erotyczne iskrzenie. „Polska. Dz. Bałt.” 2011 nr 88 [dot.: Panna Ferbelin]; Jego spotkania z Miłoszem. Rozm. B. Szczepuła. „Polska. Dz. Bałt.” 2012 nr 234 [dot.: Miłosz. Interpretacje i świadectwa]; Demon przychodzi o trzeciej. Co byś powiedział sobie młodemu. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 142 dod. „Duży Format” nr 25; Miłosz, duch niebezpieczny. Kim naprawdę był noblista? Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 28 [dot.: Miłosz. Interpretacje i świadectwa]; Bezbronny inteligent idzie na śmietnik. Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 279 [dot. współcz. realiów społ. i kult.]; Przerażają mnie ci, którzy chcą zmienić ludzi w anioły. Rozm. B. Szczepuła. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 50 [o pol. polityce wewnętrznej i jej języku]; Furia. Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 142 [dot. współcz. realiów społ.-polit.]; Gra o krew. Strach, polski chleb powszedni. Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 296 [dot. współcz. realiów społ.-polit.]; Książki są śladami naszych kolejnych wcieleń. Spotkanie z Krystyną i Stefanem Chwinami. Rozm.: M. Rabizo-Birek, M. Stanisz. „Fraza” 2015 nr 3; Tożsamość miasta. Czytanie Pomorza. Rozm. G. Nurek. „Tyg. Powsz.” dod. „Książki w Tyg.” 2015 nr 20; Czas radykałów – tych z lewa i tych z prawa. Rozm. B. Szczepuła. „Polska” 2016 nr 69 dod. Magazyn; Polak zerwany z łańcucha. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2016 nr 10; Samotność mędrka. Rozm. M. Górlikowski. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 254 [dot. aktualnej sytuacji społ.-polit. w kontekście powieści pt. Srebrzysko]; Utajona furia. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2016 nr 43 [o pol. polityce i świadomości społ.]; Jak obchodzić się z prawdą. Rozm. A. Gruszczyński. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 21 [o hist. i kulturowych uwarunkowaniach sytuacji społ.-polit. w kraju].


 	LP XX w. (E. Zydlewska).
 	S. Serafin, V.D. Mihailovich: Twenty-first-century Central and Eastern European writers. Detroit 2010, Dictionary of literary biography, 353.

Ogólne

 	K. LARS: Gdańsk według Stefana Chwina. Gdańsk: Urząd Miej. 2008, 115 s. [przewodnik po miejscach związanych z biografią i twórczością S. Chwina, z licznymi cytatami z jego utworów].
 	K. WAKUŁA: Korespondencja sztuk – literatura i sztuki plastyczne na przykładach tekstów Stefana Chwina. Warszawa: Dom Wydawn. Elipsa 2016, 206 s.
 	R. SCHMIDGALL: Die Macht des Genius Loci. Danzig in der Prosa von Stefan Chwin und Paweł Huelle. „Ansichten”, Darmstadt 1995/96 nr 7.
 	A. UBERTOWSKA: Literatura i miasto. „Prz. Polit.” 1997 nr 33/34 [dot. Gdańska w twórczości S. Chwina i P. Huelle].
 	A. UBERTOWSKA: „Szkoła gdańska” we współczesnej prozie polskiej. „Dialog. Deutsch-Polnisches Magazin. Mag. Pol.-Niem.”, Berlin 1997 nr 1.
 	T. KOMENDANT: Ekspresja i maska. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 46.
 	M. BRZÓSTOWICZ: Rzeczy mówią o człowieku. O prozie Stefana Chwina. W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999. Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit., 26.
 	P. CZAPLIŃSKI: Stefan Chwin. [Przeł.] R. Stapf. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 23 s. [tekst w jęz. niem.; tu też wybór fragm. wywiadów i oprac. dot. S. Chwina oraz przekł. jego prozy].
 	J. SZYDŁOWSKA: Obcowanie z Tajemnicą. Topos Gdańska w prozie Stefana Chwina i Pawła Huellego jako literacki dyskurs z przeszłością i twórcza refleksja nad przyszłością. W: Literackie strategie lat dziewięćdziesiątych. Olsztyn 2002.
 	P. ZAVŘELOVÁ: Gdańskie przestrzenie – duch miejsca i historii. (O prozie Stefana Chwina). W: Nova generace české polonistiky. Olomouc 2002.
 	I.E. ABEL’GEJM: „Kratkij kurs arheologii pamâti”. Predmetnyj mir pol’skoj prozy 1990-h gg. W: Studia Polonorossica. Moskva 2003. – K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	M. WOŹNIAKIEWICZ-DZIADOSZ: Powrót Mitteleuropy. O gdańskim tryptyku Stefana Chwina. W.: Multikulturalitas, nemzeti identitas, kisebbsegek madyarragon es lengyelorsagban. Debrecen 2004.
 	E. SZYBOWICZ: Co Stefan Chwin ma wspólnego z Maksem Larsem, czyli autor powieści przygodowej dziś. W: Doktoranckie varia i wariacje. Pozn. 2005.
 	M. CEMERYS: Autokreacja literacka w twórczości Stefana Chwina. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2006 [nr] 6.
 	A. TIPPNER: Ślady przeszłości. Opowiadanie i fotografia jako media pamięci u Stefana Chwina i Pawła Huelle. W: Kamp, lingwizm. Pozn. 2006. Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit., 33.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Lekcje rzeczy według Stefana Chwina. W: Rzecz i rzeczowość w kulturze XX i XXI wieku. Lubl. 2007, przedr. w tegoż: Mapy dwudziestolecia 1989-2009. Lubl. 2012.
 	N. MIKOŁAJCZAK-WOJCIECHOWSKA: Symfonia rzeczy. Funkcje opisu przedmiotów w prozie Stefana Chwina. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2007 nr 47.
 	B. BOSSAK-HERBST: Gdańsk w powieściach Pawła Huellego i Stefana Chwina – próba rekonstrukcji. „Konteksty” 2008 nr 3/4.
 	B. BOSSAK-HERBST: The changing image of Gdansk – from regained homeland to multiculture city. W: Homecoming. An anthropology of return migrations. Kr. 2008.
 	R. JOCHYMEK: „Miasta się przemieszały” – synkretyczność kultur a poczucie wyobcowania bohaterów powieści Stefana Chwina. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2008 [nr] 8.
 	J. CEMBROWSKA: Mędrzec kontra fabulator. Przypadek Stefana Chwina. „FA-art” 2009 nr 3.
 	A. BZYMEK: Tożsamość lokalna i literatura. Terapeutyczne funkcje prozy Stefana Chwina i Pawła Huelle. „Kult. i Edukacja” 2010 nr 3.
 	B. DĄBROWSKI: Postpamięć i trauma. Myśleć inaczej o literaturze „małych ojczyzn”. (Na przykładzie powieści Pawła Huellego i Stefana Chwina). W: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Wwa 2010. ­
 	J. MADEJSKI: Man of letters. „Kwart. Artyst.” 2010 nr 3 [o pisarstwie akademickim S. Chwina].
 	N. ROYON: Wiederkehr im Wort. Östliche Erinnerungsorte in Werken von Wolfgang Koeppen, Johannes Bobrowski, Czesław Miłosz und Stefan Chwin. Hamburg 2010, Schriftenreihe Poetica, 110.
 	R. JOCHYMEK: Suknie i makijaże. Realizacja mitu piękności w pisarstwie Stefana Chwina. „Świat i Sł.” 2011 nr 1.
 	E. KANOŃCZUK: Mapa w interdyscyplinarnym dialogu geografii, historii i literatury. „Teksty Drugie” 2011 nr 5 [dot. też A. Stasiuka].
 	J. KEDZIERSKA STIMMEL: Uncanny Gdańsk/Danzig. Memory, forgetting, and reconciliation in the works of Günter Grass and Stefan Chwin. W: Re-mapping Polish-German historical memory. Physical, political, and literary spaces since world war II. Bloomington, Indiana 2011.
 	A. NOWACZEWSKI: Odkrywanie ulic nieprzedstawionych. W tegoż: Szlifibruki i flâneurzy. Gdańsk 2011 [dot. m.in. S. Chwina].
 	A. MAKOWSKA: Profesor prowokator. „Newsweek Polska” 2013 nr 1.
 	M. MEDECKA: Zakazane/zapomniane pogranicza kultur w powieści kryminalnej i apokryfie rodzinnym. „Zesz. Nauk. KUL” 2013 nr 4 [dot. także twórczości M. Krajewskiego].
 	A. IZDEBSKA: Opowieści o „miastach odzyskanych”. Proza Stefana Chwina, Pawła Huellego, Joanny Bator i Ingi Iwasiów. „Białost. Stud. Literaturoznawcze” 2014 [t.] 5.
 	P. WOJTOWICZ-MARYJKA: Co widzi wędrowiec przed morzem mgieł? Malarstwo Caspara Davida Friedricha w twórczości Stefana Chwina. „Świat Tekstów” 2014 nr 12.
 	B. WEŻGOWIEC: Chwin i Gdańsk. O relacjach między miastem i pisarzem. W: Ścieżkami pisarzy. T. 2. Miasto jako przestrzeń twórców. Kr. 2015.
 	P. WOJTOWICZ-MARYJKA: W cieniu dwóch wież. Motywy gdańskiego Ratusza i Katedry Oliwskiej w twórczości Stefana Chwina. „Fraza” 2015 nr 3.
 	J. BEDNARSKA-KOCIOŁEK: Stefan Chwin – Die Metamorphose der Stadt. W tejże: Danzig/Gdańsk als Erinnerungsort. Auf der Suche nach der Identität im Werk von Günter Grass, Stefan Chwin und Paweł Huelle. Frankfurt am Main 2016 Lodzer Arbeiten zur Literatur- und Kulturwissenschaft.
 	M. I. Niemczyńska: Dzwonię do żon. „Książki” 2016 nr 1 [dot. S. Chwina i K. Turkowskiej-Chwin oraz. M. Sendeckiego i K. Felberg].
 	G. TOMASZEWSKA: Dar sprzeczności a dwuznaczność szczęścia: Stefan Chwin, „Kartki z dziennika” i Krystyna Lars, „Proste wiersze o szczęściu”. W: Pośród nas. Twórcy pomorscy i gdańscy. Rozmowy niedokończone. Gdańsk; Sopot: Wydawn. UG 2016 [jako fragm. większej całości pt.: Spotkanie piąte. Krystyna Lars i Stefan Chwin; tu także biogram S. Chwina, rozmowa z jego udziałem oraz wyimki powieści pt. Srebrzysko].
 	P. WOJTOWICZ-MARYJKA: Wyobraźnia zaklęta w ametyście. O twórczości Stefana Chwina. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

Bez autorytetu

 	L. BUGAJSKI: Filologowie w rozterce. „Kultura” 1981 nr 42.
 	T. NYCZEK: Nowa prywatność krytyki. „Literatura” 1981 nr 36.
 	M. DANILEWICZ ZIELIŃSKA: Intermezzo. (Literatura krajowa pomiędzy sierpniem 1980 a grudniem 1981). „Kultura”, Paryż 1982 nr 6 [rozdz. pt.: Buntownicy gdańscy: Stefan Chwin i Stanisław Rosiek].
 	K. KRASUSKI: Bez autorytetu, ale odpowiedzialnie. „Odra” 1982 nr 7/8.
 	A. OGRODOWCZYK: Terapia krytyki. „Mies. Lit.” 1982 nr 10.
 	J. SOCHOŃ: Dopiero zaczynamy. „Akcent” 1982 nr 4.
 	A. NOWAK: Granice niezależności. „Poezja” 1984 nr 3.
 	A. URBAŃSKI: Gra o świadomość, czyli spóźniona glosa do krytyki lat siedemdziesiątych. „Alm. Lit. Iskier” 1984 nr 1.
 	B. MISZEWSKI: Die „Rückkehr zur Person” in der Literaturkritik: „Ohne Autorität”. W tejże: New-Age-Diskurs in der polnischen Literaturwissenschaft, Literaturkritik und Lyrik der 70er und 80er Jahre. München 1995. Slavistische Beiträge, 328.

Ludzie – skorpiony

 	L. ŻULIŃSKI: Nasz człowiek na Karaibach. „Autograf” 1990 nr 6 [dot. także: Człowiek-litera].
 	E. SZYBOWICZ: Niedoskonały apokryf doskonały. W tejże: Apokryf w polskiej prozie współczesnej. Pozn. 2008 [dot. także: Człowiek-litera].

Człowiek – litera

 	L. ŻULIŃSKI: Nasz człowiek na Karaibach. „Autograf” 1990 nr 6 [dot. także: Ludzie – skorpiony].
 	E. SZYBOWICZ: Niedoskonały apokryf doskonały. W tejże: Apokryf w polskiej prozie współczesnej. Pozn. 2008 [dot. także: Ludzie – skorpiony].

Romantyczna przestrzeń wyobraźni

 	A. BAGŁAJEWSKI: „Romantyzm bez granic?”. „Twórczość” 1990 nr 11.

Krótka historia pewnego żartu

 	J. PILCH: V.I.P. i literatura. „Tyg. Powsz.” 1991 nr 28.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Żart, historia i wieczne ogrody. „Odra” 1992 nr 7/8.
 	Z. CHOJNOWSKI: Esteta wśród rzeczy oglądanych w Gdańsku. „Borussia” 1992 nr 3/4.
 	T. KOMENDANT: Sny na jawie. „Twórczość” 1992 nr 1.
 	A. NIEWIADOMSKI: Krótka historia na czas przeprowadzki. „Kresy” 1992 nr 9/10 [dot. także: P. Huelle: Opowiadania na czas przeprowadzki].
 	M. ORSKI: Mitologia czasów stalinowskich. „Prz. Powsz.” 1992 nr 6, wersja zmien. pt. Stefan Chwin: Mitologie czasów zniewolenia. W tegoż: A mury runęły. Wr. 1995.
 	S. STERNA–WACHOWIAK: „Nautiliusem” (?) nad Europą Środkowowschodnią. „Tytuł” 1992 nr 2.
 	M. CZERMIŃSKA: Centrum i kresy w prozie pisarzy urodzonych po wojnie. „Akcent” 1993 nr 4 [dot. m.in. utworu S. Chwina].
 	A. DOBOSZ: Granice literatury. „Kultura”, Paryż 1993 nr 11.
 	D. KUBACKI: W co wierzy Chwin. „Opole” 1993 nr 1/2.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Gdańskie miejsca. „Kresy” 1995 nr 22 [dot. także twórcz. G. Grassa, P. Huelle, W. Hrynkiewicza].
 	A. BAGŁAJEWSKI: „Fanatyk” detalu i miejsca? Kilka uwag interpretacyjnych o prozie Stefana Chwina. „FA-art” 1997 nr 4, przedr. z podtyt. O wczesnej prozie Stefana Chwina. W tegoż: Mapy dwudziestolecia 1989-2009. Lubl. 2012 [dot. także Hanemann].
 	E. NAWROCKA: Uroda rzeczy i wariactwa historii. „Tytuł” 1998 nr 1 [dot. także Hanemann], przekł.[?] niem.: Eine literaturwissenschaftliche Einführung zum Werk Stefan Chwin. [Przeł.] H. Stasiak. „Adalbertusforum”, Frankfurt am Main 1998 [z.] 1.
 	Z. MENTZEL: Nie na żarty. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 27.
 	S. ROSIEK: I ja byłem w Arkadii Chwina. „Tytuł” 1999 nr 4.
 	M. CUBER: Łaźnia gdańska. Kobiety w „Krótkiej historii pewnego żartu”. „FA-art” 2002 nr 2.
 	H. GOSK: Bohater swoich czasów. Izabelin 2002, passim.
 	T. DALASIŃSKI: „Krótki kurs archeologii pamięci”. Czas rekonstruowany jako element konstytuujący tożsamość bohatera „Krótkiej historii pewnego żartu” Stefana Chwina. „Dyskurs” 2012 z. 7.
 	A. SZÓSTAK: Dzieciństwo w perspektywie pytań o sens istnienia w prozie Juliana Kornhausera („Dom, sen i gry dziecięce”), Kazimierza Orłosia („Niebieski szklarz”) i Stefana Chwina („Krótka historia pewnego żartu”). W tegoż: Między mitem a rzeczywistością. Zielona Góra 2012.
 	S. IWASIÓW: Auto/bio/geo/grafie miast. Danzing/Gdańsk Stefana Chwina i Stettin/Szczecin Artura Daniela Liskowackiego. W: Monady. Polsko-niemiecko-żydowskie po(st)graniczne narracje miejskie. Kr. 2015.
 	Zob. też Wywiady.

Literatura i zdrada

 	M. ADAMIEC: Konrad Wallenrod, łajdactwa i transportery opancerzone. „Prz. Polit.” 1993 nr 19/20.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Wallenrod, Jałta i sprawa polska. „Znak” 1993 nr 12.
 	A. DOBOSZ: Granice literatury. „Kultura”, Paryż 1993 nr 11.
 	J. JARZĘBSKI: Podsumowanie dziejów wallenrodyzmu. „Tytuł” 1993 nr 2.
 	W. LEWANDOWSKI: „Wallenrod mnoży się niepowstrzymanie…” „Res Publica Nowa” 1993 nr 10.
 	M. URBANOWSKI: Zdrajca – nasz bliźni? „Dekada Lit.” 1993 nr 14, przedr. w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	W. BROWARNY: Wallenrodyzm współczesny – ludzie i książki. „Odra” 1994 nr 7/8.
 	D. DOBROWOLSKA. „Pam. Lit.” 1995 z. 4.

Hanemann

 	W. BONOWICZ: Z czułością przedrzeźniając świat. (O nowej powieści Stefana Chwina). „Tyg. Powsz.” 1995 nr 38.
 	P. HUELLE: Laudacja, czyli słowo pochwalne. „Tytuł” 1995 nr 3/4b.
 	J. JARZĘBSKI: Hanemann i samobójcy. „Znak” 1995 nr 12, przedr. w tegoż: Apetyt na Przemianę. Kr. 1997.
 	J. KLEJNOCKI: Zagłada i zmartwychwstanie. „Polityka” 1995 nr 45.
 	J. KORNHAUSER: Majka Kawczak i Hanemann. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 40 [dot. też: T. Tryzna: Panna Nikt].
 	K. KOŹNIEWSKI: Nasza mała ojczyzna. „Wiad. Kult.” 1995 nr 44.
 	S. LEM: Proza gęsto tkana. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 51.
 	T. NYCZEK: Gdańsk przed i po. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 232.
 	J. STACHOWIAK: Miasto i świat. „FA-art” 1995 nr 4.
 	L. SZARUGA: Odbudowanie przestrzeni. „Sycyna” 1995 nr 25.
 	K. UNIŁOWSKI: Odpominanie. „Śląsk” 1995 nr 2, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
 	M. WILCZYŃSKI: Opowieść o dwóch miastach. „Czas Kult.” 1995 nr 4.
 	M. ZALESKI: Elegia na obcość świata. „Res Publica Nowa” 1995 nr 10.
 	A. FRANASZEK: Milczenie z wnętrza rozpaczy. Zapiski na marginesach „Hanemanna”. „NaGłos” 1996 nr 23, przedr. pt. Lewa ręka Boga. W tegoż: Przepustka z piekła. Kr. 2010.
 	M. KISIEL: Lektura fotografii. „Tygiel Kult.” 1996 nr 6/7.
 	A. KOSS: Gotyk i melancholia. „Kresy” 1996 nr 2.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Inny Niemiec, inny Gdańsk. „Polonistyka” 1996 nr 10, przedr. w tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	W. MACIĄG: Źródła wierności. „Dekada Lit.” 1996 nr 2.
 	D. NOWACKI: Obok i ponad. „Twórczość” 1996 nr 3, przedr. zmien. w rozdz. pt. Im dawniej, tym lepiej, w tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999.
 	M. ORSKI: W tonacji trenu. „Odra” 1996 nr 3.
 	A. BAGŁAJEWSKI: „Fanatyk” detalu i miejsca? Kilka uwag interpretacyjnych o prozie Stefana Chwina. „FA-art” 1997 nr 7, przedr. z podtyt. O wczesnej prozie Stefana Chwina. W tegoż: Mapy dwudziestolecia 1989-2009. Lubl. 2012 [dot. także: Krótka historia pewnego żartu].
 	A. BREITENSTEIN: Durch die Milchglasscheibe. „Tod in Danzig”: Stefan Chwin betreibt Völkerversöhnung. „Neue Zürcher Zeitung”, Zürich 1997 [nr z] 9 VIII.
 	M. KIJOWSKA: Femininer Blick. Der Pole Stefan Chwin vollführt in seinem Roman „Tod in Danzig” ein bizzares Rollenspiel. „Focus”, Monachium 1997 nr 46.
 	M. PĄKCIŃSKI: Spokojne światło bytu. „Literatura” 1997 nr 1.
 	A. REIF:Neues Leben in einer untergangen Welt. Der polnische Schriftsteller Stefan Chwin und sein Roman „Tod in Danzig”. „Die Welt”, Frankfurt am Main 1997 [nr z ] 5 VI. – G. KRZECHOWICZ: Die verlorenen Wurzeln in Danzig. Roman über die Stadt, vorund nach ihrer Zerstorung im Zweiten Weltkrieg. „Salzburger Nachrichten”, Salzburg 1998 [nr z] 28 II. – E. NAWROCKA: Uroda rzeczy i wariactwa historii. „Tytuł” 1998 nr 1 [dot. także Krótka historia pewnego żartu], przekł.[?] niem.: Eine literaturwissenschaftliche Einführung zum Werk Stefan Chwin. [Przeł.] H. Stasiak. „Adalbertusforum”, Frankfurt am Main 1998 [z.] 1.
 	L. QUINKENSTEIN: Entsiegelte Geschichte. Zur Bildfunktion der Stadt Danzig in der polnischen Gegenwartsliteratur unter Berücksichtung der Wirkungsgeschichte von Günter Grass. W: Convivium. Germanistisches Jahrbuch Polen. Bonn 1998.
 	P. CZAPLIŃSKI: „Hanemann” Stefana Chwina albo o kruchości istnienia. W: Literatura współczesna – Lektury polonistyczne, t. 2. Kr. 1999, przedr. pt. O kruchości istnienia. W: P. Czapliński: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
 	M. POLLACK: Krieg, Flucht, Ironie und tiefere Bedeutung. Eine subjektive Geschichte der Literatur Polens. „Literaturen. Die Erfindung des Ostens”, Berlin 2000 nr 1/00.
 	J. GRUDZIŃSKA: „Hanemann” i „Weiser Dawidek” w przekładach. „Tytuł” 2001 nr 1/2 [dot. przekł. na jęz. ang. i niem.].
 	G. HÅKANSSON: Nar sorgen overfors pa tingen. „Dagens Nyheter”, Sztokholm 2001 [nr z ] 21 XI. – W. SCHLOTT: W poszukiwaniu tożsamości kulturalnej: Güntera Grassa „Wróżby kumaka” i Stefana Chwina. „Hanemann”. „Slavia Occidentalis” 2001 t. 58.
 	E. BANIEWICZ: „Hanemann” i przyległości. „Twórczość” 2002 nr 5/6 [dot. także adapt. w T. Wybrzeże].
 	L. SOBKIEWICZ: Literatur als Archäologie: Danzig/Gdańsk in der Bildlichkeit von Stefan Chwin Roman „Hanemann”. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Germańska” 2002 z. 24.
 	R. ZEKERT: Nähe und Distanz. Erzählstruktur und Motivgeflecht in Stefan Chwin Roman „Tod in Danzig”. W: Ein weiter Mantel. Polenbilder in Gesellschaft, Politik und Dichtung = Obszerna polska peleryna. Polityczne, społeczne i literackie wizje Polski i Polaków. Dettelbach 2002. Kulturwissenschaftliche Beiträge, 1 [art. w jęz. niem. ze streszczeniem w jęz. pol.].
 	E. BÄCKSTEDT: Hanemann bleve succe for Chwin. „Svenska Dagbladet”, Sztokholm 2003 [nr z ] 28 IX. – A. BAGŁAJEWSKI: O „Hanemannie” Stefana Chwina. W: W poszukiwaniu nowego kanonu. Goleszów 2003.
 	P. PIETRYCH: Powieść o porcelanie. Inne spojrzenie na „Hanemanna” Chwina. W: Literatura polska 1990-2000. T. 2. Kr. 2003.
 	E. Z. CYBENKO: Roman Stefana Hvina „Hanemann” v kontekste pol’skoj prozy 1990-h gg. „Slavânskij Vestnik”, Moskwa 2004.
 	A. MUNDOW, M. KENNEY: Best fiction books of the year. „The Boston Globe”, Boston 2004 [nr z] 5 XII [dot. m.in.: Hanemann].
 	A. PRAVIKOV: Put’ s dvustoronnim dviženiem. „Znamâ”, Moskwa 2004 nr 4.
 	Z. WASILEWSKA-LIPKE: Obecność i ślady – rzecz o „Hanemannie” Stefana Chwina. W: Czytane na nowo. Izabelin 2004.
 	F. CASTANEDO: La ciudad perdita. „El Pais” Madryt 2005 nr 716 [z] 13 VIII dod. „Babelia”.
 	W. EMMERICH: Dürfen die Deutschen ihre eigenen Opfer beklagen? Schiffsuntergänge 1945 bei Uwe Johnson, Walter Kempowski, Günter Grass, Tanja Dückers und Stefan Chwin. W: Danzig und der Ostseeraum. Sprache, Literatur, Publizistik. Bremen 2005.
 	M. HOFMANN: What life after linden-blossom tea? „The Guardian”, Londyn 2005 [nr z] 5 III. – J. SAVAGE: Chwin creates brilliant characters. „Daily Herald-Tribune”, Grande Prairie 2005 [nr z ] 21 III. – D.J. TAYLOR: Shattered lives in the ruins of the Reich. „The Independent”, Londyn 2005 [nr z] 11 III. – A. ROTER-BOURKANE: „Nad łóżkiem pistolety i portret Hanemanna” – obecność pewnej sceny u Kraszewskiego i Chwina. „Pr. Komis. Filol. PTPN” 2006 t. 47.
 	H. TUMOLSKA: „Hanemann” Stefana Chwina – tren na cześć umierającego miasta. W tejże: Mitologia Kresów Zachodnich w pamiętnikarstwie i beletrystyce polskiej (1945-2000). Tor. 2007.
 	J. BEDNARSKA-KOCIOŁEK: Zur Magie der Stadt Danzig. „Tod in Danzig“ von Stefan Chwin und „Unkenrufe“ von Günter Grass. W: Texte und Kontexte. Festschrift für Professor Zenon Weigt zum 60. Geburtstag. Łódź 2008.
 	B. DARSKA: Zmysłowa nieobecność: mit kobiety utraconej i straceńczej w powieściach Stefana Chwina „Hanemann” i „Esther”. „Media, Kult., Komunikacja Społ.” 2007/2008 nr 3/4.
 	J. KLEJNOCKI: Hymn na cześć życia. „Polityka” 2009 nr 5.
 	J. TERMER: Jeszcze jeden „gdański tekst”. „Hanemann” Stefana Chwina. W tegoż: Z przełomu wieków. Tor. 2009.
 	K.P. AUGUSTYN: „Arystokracje i upadki”, czyli słów kilka o powstawaniu i ginięciu w „Hanemannie” Stefana Chwina. „Orbis Linguarum” 2011 vol. 37.
 	M. GASZYŃSKA-MAGIERA: La posmemoria como un problema de la traducción. El papel de los topónimos en „Hanemann” de Stefan Chwin. W: Traducción. Contextos e implicaciones. Wr. 2014.
 	M. KAŹMIERCZAK: Miasto, wyobraźnia, refrakcja. O niemieckości Gdańska w rosyjskim przekładzie „Hanemanna” Stefana Chwina. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2014 [t.] 23.
 	Zob. też Wywiady.

Esther

 	A. BAGŁAJEWSKI: Opowiem wam o Esther. „Kresy” 2000 nr 1.
 	P. CZAPLIŃSKI: Opowieść, siostra pamięci. „Polityka” 2000 nr 6.
 	E. CZERWIŃSKA: Księga Estery według Chwina. „Zesz. Lit.” 2000 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Rzecz o rzeczach. „Twórczość” 2000 nr 8.
 	K. DUNIN: Nowe Jeruzalem dla nowego mieszczucha. „Res Publica Nowa” 2000 nr 9, polem.: S. Chwin: Nowa Polska i „wściekli”. „Res Publica Nowa” 2000 nr 11.
 	M. EBEL: Und schön war alles anders. Stefan Chwin beschwort ein vergangenes Polen. „Neue Zürcher Zeitung”, Zurych 2000 nr 242 [z 17 X].
 	A. FRANASZEK: Kamień i wino. Wokół pisarstwa Stefana Chwina. „Twórczość” 2000 nr 12, przedr. w tegoż: Przepustka z piekła. Kr. 2010.
 	M. FRĄTCZAK. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 2000 nr 5.
 	J. JARZĘBSKI: Esther w mieszczańskiej Arkadii. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 33.
 	K. JERZAK: Coraz bledsze, coraz niklejsze, czyli nowa powieść Stefana Chwina. „Pogranicza” 2000 nr 3.
 	M. MIZIURO: Nietzsche od kuchni. „Odra” 2000 nr 1.
 	M. STAŚKIEWICZ: Eteryczna podróż w przeszłość. „Res Publica Nowa” 2000 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Konstruowanie pamięci. O nowych książkach Jerzego Limona i Stefana Chwina. „FA-art” 2000 nr 1/2, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	R. Volmann: Wenn Romane Frauen wären. Weshalb der polnische Romancier Stefan Chwin so schön schreibt und weshalb Georges Simenon am Ende vielleicht doch stärker ist. „Die Zeit”, Hamburg 2000 nr 43 dod. „Die Zeit Literatur” [dot. także G. Simenon: Der Zug].
 	M. ZALESKI: Tożsamość Esther. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 14.
 	G. Ziolkowski: Es riecht wie bei Buddenbrooks Stefan Chwin Roman „Die Gouvernate”. „Frankfurter Rundschau”, Frankfurt nad Menem 2000 nr 242.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Czas Esther. W tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	M. MEDECKA: Ulotna trwałość rzeczy. O „Esther” Stefana Chwina. W: W poszukiwaniu nowego kanonu. Goleszów 2003.
 	A. NĘCKA: Gott ist tot? O „Esther” Stefana Chwina. „FA-art” 2003 nr 1/2, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Notatki o prozie polskiej XXI wieku. Mikołów 2012.
 	M. CUBER: Żydówka w butach z safianowej skórki. O „Esther” Stefana Chwina. W: Proza polska XX wieku. Przeglądy i interpretacje, t. 1. Katow. 2005. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2289.
 	W. BROWARNY: Mieszczańska ikonosfera w powieściach Stefana Chwina, Pawła Huellego i Olgi Tokarczuk. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007, przedr. pt.: Powieść z mieszczańskimi tradycjami. („E.E.” O. Tokarczuk, „Esther” Stefana Chwina, „Castorp” P. Huellego). W tegoż: Fikcja i wspólnota. Wr. 2008.
 	M. MEDECKA: Dziewiętnastowieczny romans w formule narracji seryjnej. „Esther” Stefana Chwina. W tejże: Apokryf rodzinny jako odmiana dwudziestowiecznej powieści historycznej. Lubl. 2007.
 	B. DARSKA: Zmysłowa nieobecność: mit kobiety utraconej i straceńczej w powieściach Stefana Chwina „Hanemann” i „Esther”. „Media, Kult., Komunikacja Społ.” 2007/2008 nr 3/4.
 	J. LEHUN: Konstrukcja narratora w „Esther” Stefana Chwina jako sposób przywoływania dawności. „Kwart. Opol.” 2008 nr 1.
 	I. PIBER: U źródeł (po)nowoczesności. „Esther” Stefana Chwina. „Pam. Lit. ” 2012 z. 4.
 	C. Fabig: Auf den Pfaden des Fremden – Eine Spurensuche im Prosatext von Stefan Chwin „Die Gouvernante”. Frankfurt [n. Odrą] 2013, Fokus Osteuropa. Studentische Beiträge zur Kulturwissenschaft, 8.

Wspólna kąpiel

 	T. BUREK: Samoucy i nuworysze. „Życie” 2001 nr 137.
 	J. KLEJNOCKI: W wannie historii. „Polityka” 2001 nr 15.
 	M. LECIŃSKI: Gdybanie. „Pracownia” 2001 nr 4.
 	E. RAJEWSKA: Wspólna kąpiel. „Arkusz” 2001 nr 10 [dot. także: [K. Chwin] K. Lars: Umieranki i inne wiersze].
 	K. UNIŁOWSKI: Tradycja, ironia i język ojczysty. „FA-art” 2001 nr 3.

Złoty pelikan

 	J. CEMBROWSKA: Pisane złotym pelikanem. „Świat i Sł.” 2003 nr 1.
 	M. CUBER: Zbrodnia i kara. „Opcje” 2003 nr 1.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Grzech zaniechania. „Przekrój” 2003 nr 5.
 	A. FRANASZEK: Ziarno bez rdzy. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 4.
 	J. KANDZIORA: Uciekinier z krainy Auchan. „Arkusz” 2003 nr 4.
 	J. KLEJNOCKI: Ostatnia taka powieść. „Borussia” 2003 nr 29.
 	P. ŁYŻBICKA: Apetyt na życie. „Polonistyka” 2003 nr 10.
 	A. NOWACZEWSKI: Powrót do autorytetu? „Topos” 2003 nr 4/5.
 	M. ZALESKI: Pozłacany pelikan. „Res Publica Nowa” 2003 nr 3, polem.: S. Chwin: Pisarz i obrona Wartości, M. Zaleski: Krytyk i jego trzy grosze. „Res Publica Nowa 2003 nr 6.
 	M. MIKOŁAJCZAK: W zawieszeniu. „Kwart. Artyst.” 2004 nr 2.
 	R. Tornborg: Handledning för alla bekymrade. „Svenska Dagbladet”, Sztokholm 2004 [nr z] 19 XI. – G. Dotzauer: Der Mensch wohnt in der Niederlage. Ab in die Hölle: S. Chwin grosser Roman „Der goldene Pelikan”. „Der Tagesspiegel”, Berlin 2005 [nr z] 2 IX. – M. JENTYS: Stefana Chwina rzecz o ekspiacji. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	G. Schulz: Diese dumme Sache in Danzig. Polnische Literatur als moderne Weltliteratur: Stefan Chwin berührender Roman über eine unselige Passion. „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Frankfurt nad Menem 2005 nr 211.
 	L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2005 nr 36 [dot. także: E. Rylski: Człowiek w cieniu, P. Huelle: Castorp].
 	SZ. KUŚ: Terapeutyczny wymiar Innego w „Złotym pelikanie” Stefana Chwina. „Świat i Sł.” 2008 nr 2.
 	I. MARCZAK: Prze-pisać na nowo. „Dyskursy o Kult.” 2009 [t.] 1.
 	C. ZALEWSKI: Aspekty przemocy w literaturze najnowszej. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Pesymizm w prozie polskiej po 1985 roku. Kr. 2011 [m.in. o problemie masochizmu w „Złotym pelikanie”].
 	A. WERESZKA: „Złoty pelikan” – kondycja moralna współczesnego mężczyzny. Rozważania na temat kreacji mężczyzny w twórczości Stefana Chwina. „Stud. i Mater. Polonist.” 2009 t. 9.
 	Zob. też Wywiady.

Kartki z dziennika

 	P. CIELESZ: „Dusza to dom ze słów”. „Topos” 2004 nr 5.
 	M. CUBER: Odwaga nie skaza. „Res Publica Nowa” 2004 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Walka krawata z niebytem. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 108.
 	A. DOBOSZ: Kartki z dziennika.„Tyg. Powsz.” 2004 nr 22, polem.: S. CHWIN: Cierpiał wiele, więc ma prawo. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 25.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Prawdy i półprawdy. „Lampa” 2004 nr 5.
 	M. LAREK: Mieszczanin romantykiem? „Czas Kult.” 2004 nr 4.
 	M. RADGOWSKI: Dziennik nie dziennik. „Rzeczpospolita” 2004 nr 131.
 	J. WINIARSKI: Dusza we fraku. „Studium” 2004 nr 2/3.
 	A. ZAWADA: Sztuka uwodzenia. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2004 nr z 9 VII dod. „Prz. Pol.”.
 	R. JOCHYMEK: Autokreacja Stefana Chwina w jego „Kartkach z dziennika”. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2006 [nr] 6.
 	J. MADEJSKI: „Wystawianie duszy na niebezpieczeństwa”. Gombrowicz Chwina. W: Gombrowicze. Słupsk 2006.
 	J. ZALESIŃSKI: Gnostyk z sielską duszą. „Prz. Polit.” 2007 nr 81.
 	A. OKULUS:Ja autobiograficzne jako podmiot dialogiczny „Kartki z dziennika” Stefana Chwina – „odkrywanie innego”. „Kwart. Opol.” 2009 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Stätten des Erinnerns. Gedächtnisbilder aus Mitteleuropa; Dresdner Poetikvorlesungen

 	A. SAUTER: In der Mitte Europas. Wie Stefan Chwin seinen deutschen Lesern das polnische Geschichtsbewusstsein auf einfühlsame Weise nahe bringt. „Literaturkritik.de”, Marburg [on-line] 2006 nr 12 [dostęp 1 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://literaturkritik.de/id/10225.

Żona prezydenta

 	M. CUBER: Apelacja – sequel. „Twórczość” 2005 nr 12.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Tak tak, nie nie? „Lampa” 2005 nr 7/8.
 	J. KLEJNOCKI: Globalne wariactwo. „Polityka” 2005 nr 27.
 	D. NOWACKI: Świat zwariował! „Gaz. Wybor.” 2005 nr 148.
 	T. NYCZEK: Anty-Fallaci. „Przekrój” 2005 nr 29.
 	J. ROSTROPOWICZ-CLARK: Polka w kazamatach USA (czyli koncernu Maliburton); J. ZIELIŃSKI: Mistrz i Krystyna. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2005 nr z 16 IX dod. „Prz. Pol.”.
 	M. ZALESKI: I ty zostaniesz paranoikiem. „Res Publica Nowa” 2005 nr 4.
 	A. NOWACZEWSKI: Romantyzm dla mas. „Topos” 2006 nr 1/2.
 	M. URBANOWSKI: Obce ciało III RP. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007 [dot. także: R. Ziemkiewicz: Ciało obce, D. Bieńkowski: Nic].
 	Zob. też Wywiady.

Dolina Radości

 	K.B. MALINOWSKI: Szminka oraz puder dla cherubinów i łachuder. „Lampa” 2006 nr 12.
 	T. MIZERKIEWICZ: Apokryf o modernistycznej radości. „FA-art” 2006 nr 4, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	A. NASIŁOWSKA: Baśń historyczna. „Polityka” 2006 nr 45.
 	D. NOWACKI: Ryzykowna gra. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 255.
 	T. NYCZEK: Rzeźbiarz twarzy. „Przekrój” 2006 nr 45.
 	A. SKRENDO: Dolina smutku. „FA-art” 2006 nr 4, przedr. w tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013.
 	J. CEMBROWSKA: Literatura! I coś jeszcze. „Opcje” 2007 nr 1.
 	B. DARSKA: Czytanki z historii. „Kresy” 2007 nr 1/2.
 	S. IWASIÓW: Pan życia i śmierci. „Pogranicza” 2007 nr 3.
 	K. UNIŁOWSKI: Mit powieści mieszczańskiej. (2). „Dekada Lit.” 2007 nr 4.
 	J. ZALESIŃSKI: Gnostyk z sielską duszą. „Prz. Polit.” 2007 nr 81.
 	A. ADAMCZYK: Panie szofer, gazu! – bracia strzelają do braci! „Czas Kult.” 2008 nr 3.
 	R. JOCHYMEK: Gry z totalitaryzmem Innego „skromnego pracownika piękna”. „Świat i Sł.” 2008 nr 2.
 	K. UNIŁOWSKI: Niewiarygodne przygody Eryka Stamelmanna, znajdy. W tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	J. BEDNARSKA-KOCIOŁEK: Die Metamorphosen und Anspielungen auf die Werke der deutschen Literatur (Friedrich Nietzsche und Günter Grass) im Roman von Stefan Chwin „Dolina Radości” („Freudental”). „Acta Univ. Lodz. Folia Germanica” 2014 z. 10.
 	Zob. też Wywiady.

Dziennik dla dorosłych

 	J. KLEJNOCKI: Samotne krucjaty pana S. „Lampa” 2008 nr 12.
 	I. KOŚCIELNIAK: Szkiełko w oku. „Polityka” 2008 nr 47.
 	A. ADAMCZYK: Poletko Pana S. „Czas Kult.” 2009 nr 3.
 	P. MACKIEWICZ: Lew Nikołajewicz z Moreny. „FA-art” 2009 nr 1/2.
 	P. MACKIEWICZ: Żywot Lwa Nikołajewicza z Moreny. „Kwart. Artyst.” 2009 nr 1.
 	J. ZALESIŃSKI: Na łodydze pokrzywy. „Prz. Polit.” 2009 nr 91/92.
 	M. ORSKI: Autor na kozetce u narratora. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.

Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni

 	M. BUCHOLC: Śmierć jest możliwa. „Kult. Liberalna” [on-line] 2010 nr 61 [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2010/03/16/bucholc-smierc-jest-mozliwa-stefana-chwina-%E2%80%9Esamobojstwo-jako-doswiadczenie-wyobrazni%E2%80%9D/ – T. DĄBROWSKI: Każdy jest potencjalnym samobójcą. „Polityka” 2010 nr 7.
 	D. MARKIEWICZ: Doświadczenie defetyzmu. „Tygiel Kult.” 2010 nr 4/6.
 	C. POLAK: Tanatos wyobrażony. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 30.
 	P. SOBOLCZYK: Gnostycka apostazja. „Kwart. Artyst.” 2010 nr 2.
 	K. VARGA: Paradoksy samobójstwa, czyli o trupie, któremu wydaje się, że żyje. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 29 dod. „Duży Format” nr 4.
 	K. STACHEWICZ: Być czy nie być? Człowiek wobec samobójstwa. „Znak” 2011 nr 1.
 	L. BUGAJSKI: Zabić siebie, czyli strategia skorpiona. W tegoż: Margines centralny. Kr. 2015.
 	Zob. też Wywiady.

Panna Ferbelin

 	A. GRODECKA: Panna Ferbelin. „Prz. Powsz.” 2011 nr 11.
 	A. MORAWIEC: Secundus adventus. „Nowe Książ.” 2011 nr 5.
 	A. NASIŁOWSKA: Panna F. „Kwart. Artyst.” 2011 nr 2.
 	D. NOWACKI: Gdańskie lata Jezusa. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 48.
 	J. PETROWICZ: Panna Ferbelin to ja? „Pogranicza” 2011 nr 5.
 	P. JAKUBOWSKI: Podnieść na siebie piszącą rękę. „Zesz. Nauk. Centrum Badań im. Edyty Stein” 2012 nr 9.
 	I. ŁOSSOWSKA: Stefana Chwina – „Panna Ferbelin”. W tejże: Śladami moich lektur. Wwa 2012.
 	P. MAŁOCHLEB: Kafka w Gdańsku. „Odra” 2012 nr 6.
 	A. OGONOWSKA: „Przepisane” historie życia Chrystusa. „Panna Ferbelin” Stefana Chwina oraz „Ewangelia według Jezusa Chrystusa” Jose Saramago. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Stud. de Cultura” 2012 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Miłosz. Interpretacje i świadectwa

 	A. MAKOWSKA: Profesor prowokator. „Newsweek Polska” 2013 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Srebrzysko

 	R. GORCZYŃSKA: Metafizyczny thriller Stefana Chwina. „Kwart. Artyst.” 2016 nr 4.
 	J. ZALESIŃSKI: Hiob z kałachem. „Prz. Polit.” 2016 nr 139/140.
 	M. FOX: „Srebrzysko”, czyli o ludzieńkach bez świata i Boga. „Śląsk” 2017 nr 1.
 	P. MÜLDNER-NIECKOWSKI. „Podgląd” 2017 nr 1.
 	P.M. WIŚNIEWSKI: Proszek do prania marki Bryza. „Twórczość” 2017 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.


</document>
<document nplp_id="2890" title="Przemysław CZAPLIŃSKI" slug="przemyslaw-czaplinski">ur. 1962

Pseud.: P.Cz.; Pseudo Nim.

Historyk literatury, krytyk literacki, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 6 listopada 1962 w Poznaniu; syn Andrzeja Czaplińskiego, filologa klasycznego, i Zofii Opatowicz-Czaplińskiej, lekarki. Uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, gdzie w 1981 zdał egzamin maturalny. W tymże roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu; na tej samej uczelni studiował przez cztery semestry także historię sztuki i filozofię. W 1986 uzyskał dyplom magistra filologii polskiej i został asystentem w Zakładzie Teorii Literatury (od 1988 Katedra Teorii Literatury) Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UAM. Podjął badania głównie nad współczesną prozą polską, zarówno w ujęciu teoretycznym, jak i krytycznoliterackim. Debiutował w 1988 artykułem pt. Powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza wobec teorii czystej formy, ogłoszonym w „Pamiętniku Literackim” (z. 2); z pismem tym współpracował do 1993, także jako tłumacz prac literaturoznawczych z języka angielskiego. Publikował teksty również w wydawanym poza cenzurą periodyku „Kultura Niezależna” (1989) oraz w bezdebitowym glosariuszu pt. Do współczesności (Wr.* 1989; podp. Pseudo Nim). Doktoryzował się w 1992 na podstawie rozprawy pt. Poetyka manifestu literackiego w dwudziestoleciu międzywojennym,pisanej pod kierunkiem prof. Jerzego Ziomka, a po jego śmierci w 1990 – prof. Janiny Abramowskiej; w 1993 został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Zakładzie Poetyki Historycznej IFP UAM. W 1994 wyjechał na kilkutygodniowe stypendium do Rennes we Francji. Artykuły, recenzje, eseje, felietony i wywiady zamieszczał m. in. na łamach „Wprost” (w cyklu z 1990 pt. Literatura na nowo obecna, który współtworzyli także Jan Karłowski, Wiesław Kot i Piotr Śliwiński), „Kresów” (od 1992), „Tekstów Drugich” (1992-2005, z przerwami), „Tytułu” (1992-1997), „Arkusza” (1995-96; tu m.in. w 1995 cykl felietonów pisanych wspólnie z P. Śliwińskim pt. Książki, zabawki, artykuły papiernicze), biuletynu „Megaron” (1996-98, podp. także krypt. P.Cz.; głównie wywiady we współpracy z P. Śliwińskim), „Res Publiki Nowej” (1996-97, 2000-07, z przerwą). Wchodził w skład jury wielu nagród literackich, m.in. Nagrody Literackiej Nike (1997-2001, 2011-2013), nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (od 1997), Nagrody Artystycznej m. Poznania (od 1998). Po przedstawieniu rozprawy pt. Ślady przełomu. O prozie polskiej 1976-1996 uzyskał w 1997 stopień doktora habilitowanego, a w 1998 stanowisko profesora UAM. Nawiązał współpracę z kolejnymi pismami, m.in. z „Gazetą Wyborczą” (od 1997), „Tygodnikiem Powszechnym” (1998-2008, z przerwami), „Polityką” (1999-2002, 2005) i „Przeglądem Politycznym” (2001-2007). Za osiągnięcia literaturoznawcze i krytyczne otrzymał liczne nagrody i wyróżnienia, m.in. Medal Młodej Sztuki, przyznawany przez redakcję „Głosu Wielkopolskiego” (1996), Nagrodę im. L. Frydego, ufundowaną przez polską sekcję Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyki Literackiej (Association Internationale des Critiques Littéraires, AICL; 1997), nagrodę Rektora UAM (2002), nagrodę im. K. Wyki za 2004 (2005). W 2001 zgłosił projekt zorganizowania w IFP UAM Pracowni Krytyki Literackiej, a następnie do 2006 był jej kierownikiem. W 2001 został też członkiem komitetu redakcyjnego rocznika „Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Literacka” (razem z P. Śliwińskim i Z. Przychodniakiem). W 2002 otrzymał tytuł naukowy profesora. Należał do Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN (2003-2006). W 2005 wespół z P. Śliwińskim utworzył w IFP UAM specjalność krytycznoliteracką (od 2015 pod nazwą: Krytyka i praktyka literacka), którą opiekował się później jako kierownik. W 2006 zainicjował (razem z Barbarą Sienkiewicz) powołanie na poznańskiej polonistyce Zakładu Antropologii Literatury, gdzie potem pracował. W 2007 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego. Należał do jury ogólnopolskiego Konkursu Teatralnego Sztuk dla Dzieci i Młodzieży (od 2004), rekomendował kandydatów do „Paszportu Polityki” w kategorii literatury (2005-2014), zasiadał w jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2008-2010) i Ogólnopolskiego Konkursu Dramaturgicznego „Metafory rzeczywistości” (od 2008). Wykładał na wielu zagranicznych uniwersytetach, m.in. w Berlinie, Budapeszcie, Brukseli, Dreźnie, Londynie, Bostonie, Chicago-Illinois. W 2016 został członkiem korespondentem PAN. W tymże roku wszedł do kolegium redakcyjnego „Tekstów Drugich”. Odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014).

W 1984 ożenił się z Ewą Guderian, historykiem literatury i teatrologiem. Mieszka w Poznaniu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Tadeusz Konwicki. [Monografia]. Pozn.: Rebis 1994, 212 s. Czytani Dzisiaj.
2. Poetyka manifestu literackiego 1918-1939. Wwa: Wydawn. IBL 1997, 215 s. IBL. PAN Kom. Nauk o Literaturze Pol. Rozpr. Lit., 75. Z prac UAM w Pozn. oraz IBL PAN.
Skrócona wersja rozprawy doktorskiej. – Nagroda w konkursie Fundacji im. K. i M. Górskich w 1993.
Zawartość: Wstęp: Dlaczego manifest. – Cz. 1. Zasady działania: „Nie potrzeba nam dla naszej sztuki pośredników”, czyli utopia bezpośredniości; „Nawoływanie, pragnące zbudzić echo”, czyli jak stwarzać historię za pomocą słów. – Cz. 2. Poetyka obwieszczania i agitacji: Zobowiązanie, czyli manifest literacki jako jednostka procesu historycznoliterackiego; Agitka i dekret, czyli historia pewnego przywództwa. – Cz. 3. Poetyka objawienia i skandalu: Proroctwo, czyli warianty końca świata; Bluźnierstwo, czyli skandal semantyczny awangardy. – Cz. 4: Poetyka objaśniania i demonstracji: „Jednak nikt nie zna się na poezji lepiej ode mnie”, czyli manifest znawcy; „Kiedy artysta mówi o sztuce, powinien o niej robić”, czyli manifest artystowski. – Zakończenie: Zamiast manifestu.
3. Ślady przełomu. O prozie polskiej 1976-1996. [Szkice]. Kr.: WL 1997, 265 s. Obrazy Współczesności.
Nagroda dla Młodego Krytyka Pol. Sekcji Międzynarodowego Stow. Krytyków Lit. w 1997; Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1998; Nagroda Prezesa Rady Ministrów w 1999.
Zawartość: Wstęp: Ślady przełomu. – Ślady końca: Wobec literackości: przygoda antyfikcji; Wobec powinności: o realizmie antysocjalistycznym; Wobec biografii: kryzys „autentyku” i sylwy; Wobec tożsamości: tożsamość i nienawiść. – Ślady początku: Wobec literackości (1): metafikcja i powrót fabuły; Wobec literackości (2): metafikcja i nieepicki model prozy; Wobec powinności: portret twórcy w czasach przełomu; Wobec biografii: Nowa proza – rytuały inicjacji; Wobec tożsamości: tożsamość i wolność, czyli bohatera nowej prozy portret zbiorowy.
4. Kontrapunkt. Rozmowy o książkach. [Współaut.:] P. Śliwiński. Pozn.: Obserwator 1999, 247 s.
Zawartość: O czym to jest i dlaczego [wstęp]. – Wartości republikańskie: Czy wiedza jest do zbawienia potrzebna? Rozmowa z ks. Józefem Tischnerem; „Jak mogło być fajnie i jak się to wszystko spieprzyło”. O książce Adama Michnika, Józefa Tischnera i Jacka Żakowskiego „Między Panem a Plebanem”; Mały wielki człowiek. O książce Krzysztofa Kąkolewskiego „Diament odnaleziony w popiele”; WC. O książce Wojciecha Cejrowskiego „Kołtun się jeży”; Harlequin dla prawicowych intelektualistów. O książce Cezarego Michalskiego „Powrót człowieka bez właściwości”; Dziennik, czyli osobnik. O książce Stefana Kisielewskiego „Dziennik”; Republika, publika i publicystyka. O tematyce „obywatelskiej” w książkach Teresy Boguckiej „Polak po komunizmie”, Andrzeja Szczypiorskiego „Grzechy, cnoty, pragnienia” i monograficznym numerze „Res Publiki Nowej”: „Praca to skandal”; Wartości „respublikańskie”. Rozmowa z Markiem Zaleskim; Przemoc nasza powszednia. O „Res Publice Nowej” raz jeszcze; „Wypisać się z polityki”. Rozmowa z Włodzimierzem Boleckim. – Nowe czasy, nowa literatura: „Chcieliśmy, żeby literatura pozwalała sobie na więcej”. Rozmowa ze Stefanem Chwinem; Bezdomność i gry dorosłe. O powieści Juliana Kornhausera „Dom, sen i gry dziecięce”; Postmodernistyczne kaprysy. O książce Tony’ego Thorne’a „Słownik pojęć kultury postmodernistycznej”; Apokaliptyczna randka. O powieści Jerzego Pilcha „Inne rozkosze”; „Świat w zwierciadle prozy.” Rozmowa z Jerzym Jarzębskim; Pomarańczowa alternatywa literatury polskiej? O „Lampie i Iskrze Bożej”; Dokąd przez rzekę? O tomie opowiadań Andrzeja Stasiuka „Przez rzekę”; Dlaczego klasycy? O tomach poetyckich Wojciecha Wencla „Oda na dzień św. Cecylii” i Krzysztofa Koehlera „Partyzant prawdy”; Klasyk i barbarzyńcy. Rozmowa z Krzysztofem Koehlerem; Obecni nie mają racji. O książce „Lekcja pisania”; Świat stoi przed nim potworem. O tomiku poetyckim Marcina Świetlickiego „Pieśni profana”; Calvino, Marquez i pewna pani. Rozmowa z Magdaleną Tulli; Magia Sophia. O powieści Magdaleny Tulli „W czerwieni”; Misja. Rozmowa z Arkadiuszem Bagłajewskim i Andrzejem Niewiadomskim; Czas normalności. O literaturze A.D. 1996; Od choinki do choinki. O literaturze A.D. 1997; Bieg bez przeszkód? O literaturze A.D. 1998. – Rynek: Paragon kasowy, czyli historia literatury w odcinkach. O listach książkowych bestsellerów; Arcydzieło na tydzień. O powieści Małgorzaty Saramonowicz „Siostra”; Ku zasmuceniu serc. O powieści Andrzeja Stojowskiego „W ręku Boga”; Po prostu powieść? O powieści Hanny Kowalewskiej „Tego lata, w Zawrociu”; Historie miłosne. O tomie reportaży Andrzeja Mularczyka „Polskie miłości”. – Poza koniunkturami: Kłopoty z Miłoszem. O książce Czesława Milosza „Piesek przydrożny”; Odzyskiwanie mitu. O książce Zygmunta Kubiaka „Mitologia Greków i Rzymian” oraz innych „antykaliach”; Zbigniew Herbert – powrót. O Zbigniewie Herbercie z okazji wydania kolejnego tomu jego wierszy „Epilog burzy”. – Linguae feminae: Własnym głosem. Rozmowa z Kolektywnym Kobiecym Podmiotem; Gorszycielka na rynku książki. O Manueli Gretkowskiej; Eros, śmierć, literatura. Rozmowa z Zytą Rudzką; One. O literaturze kobiecej w ogólności oraz „Niebieskiej menażerii” Izabeli Filipiak w szczególności; „Nowy Jork, mój Drohobycz”. Rozmowa z Izabelą Filipiak; Dlaczego ona? O powieści Olgi Tokarczuk „Prawiek i inne czasy”; Nie tu i nie teraz. Rozmowa z Olgą Tokarczuk. (Część I); Chciałabym pilnować środka. Rozmowa z Olgą Tokarczuk. (Część II).
5. Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji. [Współaut.:] P. Śliwiński. Kr.: WL 1999, 428 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 1 dodr. 2000, wyd. 2 popraw. 2000, wyd. 3 2002.
Nominacja do Nagrody im. J. Długosza w 1999, Nagroda Rektora UAM w 2000.
6. Stefan Chwin. [Szkic]. [Przeł.] R. Stapf. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 23 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera też wybór fragm. wywiadów i oprac. dot. S. Chwina oraz przekł. jego prozy.
7. Mikrologi ze śmiercią. Motywy tanatyczne we współczesnej literaturze polskiej. [Szkice]. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2001, 220 s. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, 27. Prace Inst. Filologii Pol. UAM.
Zawartość: Szczeliny śmierci [wstęp]. – Mikrologi poetyckie: Śmierć, czyli świat bez dna – Józef Czechowicz; Śmierć, albo o znikaniu – Stanisław Grochowiak; Śmierć, czyli o niedoskonałości – Zbigniew Herbert. – Mikrologi prozatorskie: Śmierć totalitarna. „Człowiek nie umiera” Kazimierza Brandysa; Śmierć nostalgiczna. Powieści inicjacyjne Tadeusza Konwickiego [rozszerz. wersja jednego z rozdziałów z poz. 1]; Śmierć chaotyczna. „Katar” Stanisława Lema; Śmierć apokryficzna. O prozie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego; Śmierć podejrzana – obrazy umierania w prozie lat dziewięćdziesiątych; Śmierć zamieszkana. „Dom dzienny, dom nocny” Olgi Tokarczuk.
8. Wzniosłe tęsknoty. Nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych. [Szkice]. Kr.: WL 2001, 269 s.
Zawartość: Wstęp. – Cz. 1. Tęsknoty chroniczne. Proza lat dziewięćdziesiątych w poszukiwaniu przeszłości: Wznoszenie biografii; Tęsknota za początkiem. (J. Kornhauser: Dom, sen i gry dziecięce); Epopeja spełnionej nostalgii. (W. Myśliwski: Widnokrąg); W poszukiwaniu utraconej jedności. (A. Jurewicz: Pan Bóg nie słyszy głuchych); Wyprawa po wzniosłość. (A. Stasiuk: Biały kruk); Między nostalgią i teraźniejszością. (W. Kowalewski: Powrót do Breitenheide). – Cz. 2. Miejsca wypisane. Proza lat dziewięćdziesiątych w poszukiwaniu ojczyzny: Mapa, córka nostalgii; Zamieszkać w krajobrazie. (A. Stasiuk: Opowieści galicyjskie); Sielanka metafizyczna. (Z. Żakiewicz: Ujrzane, w czasie zatrzymane); Pamięć i rozpacz. (W. Odojewski: jedźmy, wracajmy…); Odzyskiwanie Miasta. (A.D. Liskowacki: Eine, kleine). – Cz. 3. Dalekie dziś. Proza lat dziewięćdziesiątych w poszukiwaniu teraźniejszości: Przetwarzanie nostalgii; O kruchości istnienia. (S. Chwin: Hanemann); W stronę dojrzałości. (P. Huelle: Pierwsza miłość i inne opowiadania; A. Stasiuk: Przez Rzekę); Jerzego Pilcha groteska nostalgiczna. (J. Pilch: Tysiąc spokojnych miast); Rozstania i powroty. (I. Filipiak: Niebieska menażeria); Między nostalgią i melancholią. (A. Libera: Madame).
9. Ruchome marginesy. Szkice o literaturze lat 90. Kr.: „Znak” 2002, 193 s.
Zawartość: Cz.1. Marginesy przełomu: Niekonieczność. („Apetyt na przemianę” J. Jarzębskiego) [rec.]; Rzemiosło („Lekcja pisania”) [rec.]; „Cóż po poecie w czas medialny” [odpowiedź na ankietę „Polonistyki” pt. „Pisarze źle obecni – dzisiaj”]; Niezależność. (O dziedzictwie „bruLionu”); Apetyt na koniec. („Oko smoka” P. Dunin-Wąsowicza) [rec.]. – Cz. 2. Marginesy PRL-u: Różnicowanie; Zaraz po wojnie. („Szkoła bezbożników” W. Dichtera); Portret artysty z czasów nieprawości. („Niemoc” J. Krasińskiego); Historia niezakończona. („Wolna Trybuna” Ch. Skrzyposzka); Gdyby stanu wojennego nie było. („Krfotok” E. Redlińskiego); Osobne historie. („Dryf” J. Sobczaka). – Cz. 3. Marginesy współczesności: Marginesowanie; Raport o stanie przyziemnym. („Prawo prerii” M. Nowakowskiego); Zagłada centrum. („Dziewięć” A. Stasiuka); Irytująca normalność. („Obciach” K. Dunin); Prowincjonalne centrum. („Ławka pod kasztanem” R. Sadaja). – Cz. 4. Marginesy przyszłości: Wyzwania przyszłości; Przeszkadzanie teraźniejszości. („Bóg zapłacz!” W. Kowalewskiego); Stanisław Lem – spirala pesymizmu.
10. Kalendarium życia literackiego 1976-2000. Wydarzenia, dyskusje, bilanse. [Autorzy:] P. Czapliński, M. Leciński, E. Szybowicz, B. Warkocki. Red. prowadzący: M. Rola. Kr.: WL 2003, XII, 629 s.
11. Świat podrobiony. Krytyka i literatura wobec nowej rzeczywistości. [Szkice]. Kr.: „Universitas” 2003, 272 s.
Nagroda Rektora UAM w 2004.
Zawartość: Podrabianie [o współcz. strategiach pisarskich]; Języki przełomu [w komunikacji lit.]; Mickiewicz albo proza najnowsza wobec tradycji; Rzecz w literaturze: wyzwanie mimetyczne; Nuda przedstawiona albo proza najnowsza wobec istnienia; Polak naszych czasów: konstruowanie obcego; Polska poróżniona. Dylematy realizmu w prozie lat dziewięćdziesiątych; Wątpliwe rozstanie z utopią.
12. Efekt bierności. Literatura w czasie normalnym. [Szkice]. Kr.: WL 2004, 235 s.
Zawartość: Wstęp. – Zaklinanie normalności: literatura wobec Innego. – [Cz.] 1. Przedłużone dorastanie: Harlequin dla naszych dzieci. (J. Rowling: „Harry Potter”); Galernicy normalności. (W. Kuczok: „Szkieleciarki”); Strategia ksenofoba. (J. Sosnowski: „Linia nocna”); Pokonać Królewnę Śnieżkę. (M. Dygat: „Rozstania”); Schodzenie na ziemię. (D. Terakowska: „Poczwarka”). – [Cz.] 2. Uzbrajanie konfliktów: Kobiety i duch tożsamości. Pułapka na pisarkę. (H. Samson: „7 opowiadań o miłości…”); Zdradliwy realizm. (O. Tokarczuk: „Gra na wielu bębenkach”); Frustrejszen. (E. Redliński: Transformejszen). – [Cz.] 3. Ułatwione publiczne: Literatura, polityka i sfera publiczna; Socjoza. O brutalizmie z perspektywy widza; Liberalizm kołtuński. (P. Siemion: „Finimondo”); Tyrania parlamentarna. (R. Przybylski: „Sardanapal”).
13. Powrót centrali. Literatura w nowej rzeczywistości. [Szkice]. Kr.: WL 2007, 209 s.
Nagroda Rektora UAM w 2008.
Zawartość: Opowieść o potrójnym wybuchu [przywołanie koncepcji literackich J. Sławińskiego, J. Jarzębskiego i M. Janion]. – Inwolucja [dot. sytuacji na pol. rynku wydawniczym]. – Krótka historia pism literackich 1989-2000. – Zwycięstwa i zwyciężeni [dot. nagród literackich]. – Na tropach czytelnika [dot. badań nad czytelnictwem]. – Żywy trup. Krytyka literacka 1989-2004. – Zanikanie alternatyw, czyli krótka historia komunikacji niezależnej. – Nieruchomienie centrum.
14. Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje. Wwa: W.A.B. 2009, 378 s. Ser. z Wagą.
Zawartość: Wymiana wielkich narracji. – 1. Późna nowoczesność: Kapitalizm a sprawa polska; Mimesis, która się nie waha; Mieszczański realizm magiczny; Kapitalizm, patriotyzm i terror; Kościół i ciało; Spór z ponowoczesnością. – 2. Braterstwo: Wypowiadanie wojny; PRL i oczyszczanie nowoczesności. – 3. Braterstwo i wolność: Polityka i erotyka. (Powieść o władzy w czasach demokracji); Wspólnota wyobrażona. (Literatura i doświadczenia solidarności). – 4. Braterstwo, wolność i równość: Kanon; Nasi odmieńcy.
Przekł. rum.: Polonia în schimbare. Modernitatea târzie şi marile noastre naraţiuni. [Przeł.:] C. Geambaşu. Bucureşti 2015.
15. Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu. Kr.: WL 2011, 310 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera: Przedmowa. – [I] Resztki tradycji. Sarmatyzm, uwłaszczenie ciał i późna nowoczesność. – [II] Resztki przyszłości. Literatura i wytwarzanie utopii. – Wymowa [zakończenie].
Przekł. ang.: The Remnants of Modernity. Two essays on sarmatism and utopia in Polish contemporary literature. [Przeł.:] T. Anessi. Frankfurt am Main 2015.
16. Poruszona mapa. Wyobraźnia geograficzno-kulturowa polskiej literatury przełomu XX i XXI wieku. [Szkice]. Kr.: WL 2016, 416 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
W 2017 Nagroda im. J. Długosza za najlepszą pracę w dziedzinie humanistyki oraz nominacje do nagrody im. J. Giedroyca i do Górnośląskiej Nagrody Orfeusz.
Zawartość: Wstęp. – Wschód, czyli brud Europy [dot. m.in.: R. Kapuściński: Imperium, K. Kurczab-Redlich: Pandrioszka; Głową o mur Kremla, J. Hugo-Bader: W rajskiej dolinie wśród zielska; Biała Gorączka; Dzienniki kołymskie, O. Tokarczuk: Bieguni, M. Wilk: Wilczy notes; Dom nad Oniego; Wołoka, E. Rylski: Warunek, J. Dukaj: Lód, D. Masłowska: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, A. Stasiuk: Wschód, Z. Szczerek: Siódemka]. – Zachód, czyli płynna forma [dot. m.in.: J.J. Lipski: Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy, A. Szczypiorski: Początek, S. Chwin: Hanemann, J.M. Rymkiewicz: Kinderszenen]. – Południe, czyli krajobraz osobności: 1. Znikający Środek [dot. m.in.: M. Kundera: Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej oraz prozy S. Chwina, K. Czyżewskiego, A. Stasiuka]; 2. Wątpliwe Południe [dot. m.in.: M. Szczygieł: Gottland; Zrób sobie raj, K. Varga: Gulasz z turula; Czardasz z mangalicą]. – Północ, czyli inna nowoczesność: 1. Nieustająca korekta [dot. m.in.: A. Zagajewski: Solidarność i samotność, J. Pilch: Spis cudzołożnic, D. Masłowska: Paw królowej, M. Zaremba: Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji]; 2. Śledztwo w sprawie dalszego ciągu [dot. m.in. cyklu powieści kryminalnych H. Mankella o komisarzu Wallanderze oraz trylogii S. Larssona: Millenium]. – Geografia późnej nowoczesności [zakończenie].

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza wobec teorii czystej formy. „Pam. Lit.” 1988 z. 2 s. 75-105. – Powieść źle skrojona. (O kłopotach aksjologii z prozą Witkacego). „Pam. Lit.” 1989 z. 3 s. 39-63. – Siedem cytatów w poszukiwaniu cenzora głównego. „Kult. Niezal.”* 1989 nr 55 s. 48-57 [dot. ingerencji cenzury państwowej]. – Metafizyka śmierci. (O rozterkach myślowych w powieściopisarstwie Mieczysława Piotrowskiego). „Twórczość” 1990 nr 6 s. 61-83. – Paradoksy sporu o powieść w latach 1944-1949. „Stud. Polonist.” 1991 t. 16/17 s. 381-395. – Retoryka manifestów literackich dwudziestolecia międzywojennego – elementy mozaiki. W: Dwór mający w sobie osoby i mózgi rozmaite. Pozn. 1991 s. 243-257. – Manifest literacki jako tekst literaturoznawczy. „Pam. Lit.” 1992 z. 1/2 s. 62-82. – Warianty końca świata w manifestach literackich awangardy. W: Wizje końca świata w literaturze. Szczec. 1992 s. 107-128. – Narracje manifestowe, czyli manifest literacki jako tekst literacki. W: Formy i strategie wypowiedzi narracyjnej. Tor. 1993 s. 99-110. – „Nieodparta potrzeba pisania”. Literackie pasje Aleksandra Janty-Połczyńskiego. W: Opowieść o cynowym raju i kilka innych historii z XX wieku. Pozn. 1993 s. 89-105. – Obecna, nieusprawiedliwiona. „Teksty Drugie” 1994 nr 5/6 s. 115-127. – Trivia. W: Kryzys czy przełom. Kr. 1994 s. 137-149 [metody i orientacje w badaniach dzieła lit. od lat 60. do współczesności]. – Sztuka prozatorska Manueli Gretkowskiej. „Kresy” 1997 nr 2 s. 72-84. – Życie literackie wobec wyzwań lat dziewięćdziesiątych. W: Biblioteki na przełomie wieków. Wwa 1999 s. 35-48. – The „Mythic Homeland” in contemporary Polish prose. W: New Polish writing. Chicago 2000 s. 357-365. – Marginesy i centrum: proza polska 1999-2000. „Kresy” 2001 nr 4 s. 132-160. – Proza 1999-2000 – szanse rewizji. W: Literatura, piśmiennictwo, biblioteki. Wwa 2002 s. 40-59. – Stefan Szymutko: Nagrobek ciotki Cili. W: Śląski Wawrzyn Literacki 2001. Katow. 2002 s. 47-64 [laudacja w związku z nominowaniem książki do nagrody]. – Zagłada jako wyzwanie dla refleksji o literaturze. „Teksty Drugie” 2004 nr 5 s. 9-22. – Wolność i wspólnota. Doświadczenie solidarności. „Prz. Polit.” 2005 nr 72 s. 48-57. – Wspólnotowy rytuał ofiarniczy. „Trans-Atlantyk” Witolda Gombrowicza. „Teksty Drugie” 2005 nr 3 s. 27-37. – Dziedzictwo niezależności. Krótka historia komunikacyjnego podziemia. W: Literatura II obiegu w Polsce w latach 1976-1989. Koszalin 2006 s. 39-52, przedr. „Słup. Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2007 nr 5 s. 129-152. – Końce historii. „Prz. Polit.” 2006 nr 75 s. 69-79. – Wypowiadanie wojny. Literatura najnowsza wobec okresu 1939-1945. W: Wojna – doświadczenie i zapis. Kr. 2006 s. 417-439. – Przesilenie nowoczesności. Proza polska 1989-2005 wobec Wielkich Narracji. W: Narracje po końcu (wielkich) narracji. Wwa 2007 s. 34-55, toż w: Transformacja w kulturze i literaturze polskiej 1989-2004. Pozn. 2007 s. 69-98. – Języki zdrady. „Krytyka Polit.” [2008 nr] 16/17 s. 416-424. – Dojczland. Obraz Niemców w literaturze polskiej. „Res Publica Nowa” 2009 nr 7 s. 186-195. – Niebezpieczne arcydzieło. [Posł. do:] J. Conrad: Jądro ciemności. Pozn. 2009 s.121-170. – Polityka literatury, czyli pokazywanie języka. [Wstęp do:] Polityka literatury. Przewodnik „Krytyki Politycznej”. Kr. 2009 s. 6-39. – Zacieśnianie pola walki. O sztuce dramatopisarskiej Pawła Demirskiego. „Dialog” 2009 nr 5 s. 5-25. – Zagłada i profanacje. „Teksty Drugie” 2009 nr 4 s. 199-213 [dot. problematyki Holokaustu we współcz. sztuce]. – Resztki utopii. Literatura najnowsza i wymyślanie przeszłości. W: Nowe Dwudziestolecie. (1989-2009). Wwa 2010 s. 40-79. – Tekst drugi. „Teksty Drugie” 2010 nr 1/2 s. 34-40 [o współczesnym literaturoznawstwie]. – Uszy szeroko zamknięte. „Dialog” 2010 nr 9 s. 5-11 [dot. A. Barta]. – Zwroty antropologiczne w badaniach literackich. [Współautorzy:] A. Legeżyńska, M. Telicki. Wstęp do: Jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pozn. 2010 s. VII-XXI. – Języki niezależności. „Res Publica Nowa” 2011 nr 13 s. 121-133 [dot: E. Redliński: Krfotok czyli Stanu wojennego nie było…, J. Tischner: Etyka solidarności oraz Homo sovieticus, I. Filipiak: Absolutna amnezja]. – Pank's not dead, czyli pisarz XX-wieczny wobec kanonu. „Teksty Drugie” 2011 nr 6 s. 29-48. – Upadek w nowoczesność. Szkic o Dostojewskim. W: Więcej życia niż słów. Pozn. 2011 s. 319-330. – Kanon i wolność. Życie literackie w Polsce po roku 1989. W: Europejski kanon literacki. Dylematy XXI wieku. Wwa 2012 s. 69-81. – Literatura i życie. Perspektywy biopoetyki. W: Teoria – literatura – życie. Praktykowanie teorii w humanistyce współczesnej. Wwa 2012 s. 63-93. – No future. W: Fantastyka w obliczu przemian. Pozn. 2012 s. 37-62. Prace Komisji Filol., t. 71 [pierwotna wersja studium, które w rozszerzonej postaci (pt. Resztki przyszłości. Literatura i wytwarzanie utopii) ogłoszone zostało w książce P. Czaplińskiego, zob. Twórczość poz. 15]. – Kontury mobilności. Wstęp do: Poetyka migracji. Katow. 2013 s. 9-42 [dot. granic w literaturze]. – Literatura i nadmiar. „Kult. Współcz.” 2013 nr 1 s. 118-130. – Literatura jest gdzie indziej. W: Obraz literatury w komunikacji społecznej po roku ’89. Wwa 2013 s. 95-125. – Poza zasadą autonomii. „Postscriptum Polonist.” 2013 nr 1 s. 215-229 [dot.: D. Nowacki: Kto im dał skrzydła]. – Źle przemieszani. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2013 t. 22 s. 97-118 [problematyka żydowska we współczesnej literaturze]. – Awaria cmentarza. „Prace Filol. Literaturoznawstwo” 2014 nr 4 s. 195-208 [o cmentarzach i żałobie we współczesnej literaturze polskiej]. – Przekraczanie horroru. „Radar” 2014 nr 1 s. 3-12 [dot. współczesnej polskiej literatury grozy]; przekł. niem.: Den Horror hinter sich lassen. [Przeł.:] U. Kiermeier. Tamże. – Literatura światowa i jej figury. „Teksty Drugie” 2014 nr 4 s. 13-40. – Wirus Auschwitz. „Zagłada Żydów” 2014 nr 10 t. 2 s. 874-884 [dot.: S. Buryła: Tematy (nie)opisane]. – Zagłada jako nieczystość. „Wielogłos” 2014 nr 4 s. 33-44 [dot.: J. Błoński: Biedni Polacy patrzą na getto]. – Katastrofa wsteczna. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2015 t. 25 s. 37-66 [dot. holocaustu w literaturze polskiej]. – Oś Północ-Południe – mapa performatywna. Z „geograficznym położeniem niekorzystnym zacznijmy wreszcie walczyć Polski”. „Kult. Współcz.” 2015 nr 2 s. 141-161. – Plebejski, populistyczny, posthistoryczny. Formy polityczności sarmatyzmu masowego. „Teksty Drugie” 2015 nr 1 s. 21-45. – Uniwersytet, państwo, rynek. Czyj kryzys? „Czas Kult.” 2015 nr 3 s. 14-21. – Bunt w ramach pamięci. „Solidarność”, rewolucja, powstanie. „Teksty Drugie” 2016 nr 6 s. 204-225 [z problematyki dziejów najnowszych Polski]. – Krańce wyobraźni. „Kultura i Rozwój” 2016 nr 1 s. 35-50 [dot. prozy polskiej]. – Państwo bez wstrętu. „Teksty Drugie” 2016 nr 1 s. 108-125 [dot.: S. Żeromski: Przedwiośnie]. – Wojna wstydów. „Teksty Drugie” 2016 nr 4 s. 17-45 [dot. wstydu w literaturze]. – Zagłada jako horror. Kilka uwag o literaturze polskiej 1985-2015. „Zagłada Żydów” 2016 nr 12 s. 375-394. – Fałdowanie gór. Dwa zejścia łotrzykowskie. W: Krajobrazy kulturowe. Sposoby konstruowania i narracji. Wwa 2017 s. 314-328 [dot.: A. Kroh: Sklep potrzeb kulturalnych, W. Kuczok: Spiski]. – Metanoja albo Postoświeceniowe filmy o Zagładzie. W: Pomniki pamięci – miejsca niepamięci. Wwa 2017 s. 95-117. – Poszerzanie pola Zagłady. „Teksty Drugie” 2017 nr 2 s. 7-16.
Przekłady
1. J. Dever: Wojownik autostrady. Jesteś wojownikiem jutra – wybierz swój los. [Gra paragrafowa]. Wwa: Amber. Gry. T. 1-4. [T. 1: 1991, przeł. J. Karłowski; t. 4: 1993, przeł. K. Karłowska].
[T.] 2. Przejście przez Góry Masakry. Przeł.: P. Spałek, P. Czapliński. 1991, 250 s.
[T.] 3. Strefa śmierci. Przeł. P. Czapliński. 1992, 272 s.
2. J. F. English: Ekonomia prestiżu. Nagrody, wyróżnienia i wymiana wartości kulturowej. Przeł.: P. Czapliński. Ł. Zaremba. Wstęp: P. Czapliński. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2013, 260 s. Kultura się Liczy!
Prace redakcyjne
1. Czytanie Herberta. Pod red. P. Czaplińskiego, P. Śliwińskiego, E. Wiegandt. Pozn.: Zakład Poetyki Hist. UAM, WiS 1995, 279 s.
2. Nuda w kulturze. Red.: P. Czapliński, P. Śliwiński. Pozn.: Rebis 1999, 382 s. Konstatacje.
Materiały z sesji nauk. pt. „Nuda w kulturze”, zorganizowany przez Inst. Filologii Pol. UAM w Pozn. w marcu 1998.
3. Normalność i konflikty. Rozważania o literaturze i życiu literackim w nowych czasach. Pod red. P. Czaplińskiego i P. Śliwińskiego. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2006, 288 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit., 49.
Materiały z konferencji zorganizowanych przez Pracownię Krytyki Lit. Inst. Filologii Pol. UAM: „Literatura i normalność“ (w marcu 2001) oraz „Literatura i konflikty“ (w kwietniu 2003).
4. Lacan, Žižek – rewolucja pod spodem. Pod red. P. Czaplińskiego. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2008, 192 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM, Bibl. Lit., 54.
5. Zagłada. Współczesne problemy rozumienia i przedstawiania. Pod red. P. Czaplińskiego i E. Domańskiej. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2009, 332 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit., 56.
6. Jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pod red. [i ze wstępem] P. Czaplińskiego, A. Legeżyńskiej, M. Telickiego. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2010, XXI, 260 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit., 57.
7. Literatura ustna. Podręcznik akademicki. Wybór tekstów, wstęp, kalendarium i bibliogr.: P. Czapliński. Gdańsk: Wydawn. słowo/obraz terytoria 2010, 393. Tematy Teoretycznoliterackie, 10.
8. Nowoczesność i sarmatyzm. Pod red. P. Czaplińskiego. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2011, XXXIV, 272 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit., 63.
9. Kamp. Antologia przekładów. Red.: P. Czapliński, A. Mizerka. Kr.: Universitas 2012 [właśc. 2013], 748 s. Horyzonty Nowoczesności, 101.
Tu też wstępne studium P. Czaplińskiego pt. Kamp – gry antropologiczne.
10. Poetyka migracji. Doświadczenie granic w literaturze polskiej przełomu XX i XXI wieku. Pod red.: P. Czaplińskiego, R. Makarskiej, M. Tomczok. Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, 411s. Pr. Nauk. UŚl. W Katow., 3100.
Materiały z konferencji „Polska literatura emigracyjna lat osiemdziesiątych XX wieku” zorganizowanej w dniach 18-20 XI 2010 w Tybindze.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009.
 	Wywiady: Krytyk nie feruje już wyroków. Rozm. P. Czapczyk. „Rzeczpospolita” 2002 nr 156; Spotkanie z nieoczekiwanym. Rozm. J. Borowiec. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 43; Nie popełniajmy harakiri. Z P. Czaplińskim, D. Nowackim, M. Zaleskim rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 13 [dot.: Powrót centrali]; Czytaj bliźniego swego, jak dobrą książkę. Rozm. A. Gruszczyńska. „Refleksje” 2008 nr 4; Czas wymienić narracje! Literatura i 20 lat wolności. Rozm.: A. Franaszek, G. Jankowicz. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 24; Nie czekajcie na arcydzieła. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 229; Kontrabanda z Gombrowiczem. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 224 [o lekturach zalecanych studentom]; Piracka akademia pisania. Dlaczego Polacy mniej czytają a więcej piszą? Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 16; Czas horroru. Rozm. J. Żakowski. „Polityka” 2015 nr 31 [literatura a polskie przemiany ostatnich 30 lat]; Czas na horror. Rozm. G. Sroczyński. „Gaz. Wybor.” 2016 dod. „Duży Format” nr 21 [dot. relacji między literaturą a zmianami społ.-polit. w Polsce], polem.: J. Tokarska-Bakir: O wstydzie. „Gaz. Wybor.” 2016 dod. „Duży Format” nr 23; Puste zbiorniki dumy. Rozm. S. Duda. „Więź” 2016 nr 3 [o antysemityzmie i kwestii żydowskiej we współczesnej Polsce]; Wyprowadzka z mapy. Rozm. A. Gruszczyński. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 40 [dot. gł. tomu pt.: Poruszona mapa]; Dryfujemy. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 94 [na marginesie tomu pt. Poruszona mapa].
 	Jak rodził się gniew. Rozm. K. Leśniewicz. „Przegląd” 2017 nr 3 [o sytuacji społecznej w Polsce]; Mamy mapę, nie mamy narracji. Rozm. M. Sutkowski. W: M. Sutkowski: Rok dobrej zmiany. Wwa 2017.

Ogólne

 	W. BONOWICZ: W centrum: Nagrody Kościelskich 1998. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 49.
 	J. JARZĘBSKI: Świetny i mądry czytelnik. „Dekada Lit.” 2004 nr 4.
 	M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989. Kr. 2004, passim.
 	J. POTKAŃSKI: Krytyka literacka jako dobór płciowy. „Świat i Sł.” 2010 nr 1.
 	D. Nowacki: Kto im dał skrzydła. Uwagi o prozie, dramacie i krytyce (2001-2010). Katow. 2011, passim [dot. m.in. prac krytycznoliterackich P. Czaplińskiego].
 	D. KOZICKA: Krytyczne (nieporządki). Studia o współczesnej krytyce literackiej w Polsce. Kr. 2012, passim.

Tadeusz Konwicki

 	L. ŻULIŃSKI: Czytany dzisiaj. „Wiad. Kult.” 1994 nr 28.
 	D. DĄBROWSKA: Konwicki czytany dzisiaj. „Tytuł” 1995 nr 1.
 	J. SMULSKI: Konwicki czytany dzisiaj. „Twórczość” 1995 nr 3.

Poetyka manifestu literackiego

 	P. MAJERSKI: Trudno nie pisać manifestu… „Śląsk” 1998 nr 3.

Ślady przełomu

 	A. BAGŁAJEWSKI: Prozatorskie znaki przełomu. „Odra” 1997 nr 9.
 	Z. CHOJNOWSKI: Symetria i diagnoza. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.
 	M. LECIŃSKI: Detektyw na tropie. „Czas Kult.” 1997 nr 5/6.
 	P. PRZYWARA: Przełom, który nastąpi. „Akcent” 1997 nr 3.
 	L. SZARUGA: Czy rzeczywiście przełom? „Opcje” 1997 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Szukając czego nie było. (Przemysław Czapliński). „FA-art” 1997 nr 2/3, przedr. zmien. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	M. ADAMIEC: Przełom, proza i okolice. „Arkusz” 1998 nr 2.
 	W. BONOWICZ: W centrum. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 49.
 	J.Z. BRUDNICKI: Fikcje krytyków; S. MELKOWSKI: Jest przełom, czy go nie ma. „Wiad. Kult.” 1998 nr 1/2.
 	B. KANIEWSKA: Tropiciel śladów przełomu. „Polonistyka” 1998 nr 6.
 	D. NOWACKI: Co zmienił rok 1989? „Znak” 1998 nr 1.
 	A.-M. ZARYCHTA. „Zag. Rodzajów Lit.” 1998 z. 1/2.

Kontrapunkt

 	M. KISIEL: Słuchanie różnic. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
 	J. KLEJNOCKI: Jak pięknie się różnić. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 191.
 	M. WIECZOREK: Kilka kontekstów, czyli didaskalia do dialogu o książkach. „Twórczość” 2000 nr 8.

Literatura polska 1976-1998

 	D. NOWACKI: Z całym szacunkiem. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 45.
 	L. SZARUGA: Życie po Nowej Fali. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
 	M. ZALESKI: Panorama z marnym widokiem na arcydzieło. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 215.
 	J. JARZĘBSKI: Przewodnik po nowoczesności. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 4.
 	R. JOCHYMEK: Parnas pozostaje otwarty. „Opcje” 2000 nr 4.
 	A. NASIŁOWSKA: Samotna inteligencja. „Odra” 2000 nr 1.
 	M. ORSKI: Nowe ustalenia i stare przeoczenia. „Prz. Powsz.” 2000 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Autorską trasą przez literaturę współczesną. „FA-art” 2000 nr 1/2.
 	M. RATAJCZAK: Więcej niż przewodnik. „Polonistyka” 2001 nr 4.

Mikrologi ze śmiercią

 	P. MAJERSKI: Mikrokosmos i sprawy ostateczne. „Nowe Książ.” 2001 nr 12.
 	M. WŁODARSKI: Na początku jest śmierć. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 244 dod. „Mag. z Książ.
 	B. MYTYCH: Mikrologia umierania? „FA-art” 2002 nr 2.
 	M. SIKORA: Reszta jest milczeniem… „Studium” 2002 nr 2.
 	W. FORAJTER. „Pam. Lit.” 2004 z. 1.

Wzniosłe tęsknoty

 	I. IWASIÓW: Męskie tęsknoty. „FA-art” 2001 nr 1/2.
 	J. MADEJSKI: Wzniosłe krytykowanie. „Pogranicza” 2001 nr 3, przedr. w tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
 	D. NOWACKI: Troska i rozmowa. „Kresy” 2001 nr 3.
 	M. ORSKI: Grzeszne czaty, czyli o powrotach do PRL-u w prozie lat dziewięćdziesiątych. „Odra” 2001 nr 12.
 	M. PIETRZAK: Promocja nostalgii. „Fraza” 2001 nr 4.
 	A. POPRAWA: I co (z) teraz? „Nowe Książ.” 2001 nr 9.
 	M. WŁODARSKI: Prokurator nostalgii. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 137.
 	M. WYKA: Wzniosłe prozy. „Dekada Lit.” 2001 nr 11/12.
 	E. NAWROCKA: Czytać? Nie czytać? „Prz. Polit.” 2002 nr 54.

Ruchome marginesy

 	R. OSTASZEWSKI: Nieruchawe marginesy. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.
 	A. SKRENDO: „Dynia prawdy”. „FA-art” 2002 nr 2.
 	M. WITKOWSKI: Nikt nie wyjdzie stąd żywy. „Odra” 2002 nr 12.
 	P. ROJEK: Powiernik cudzych opowieści. „Kresy” 2003 nr 1.
 	P. URBANIAK. „Pro Libris” 2003 nr 1.
 	S. LEM: Horyzont za mgłą. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 16 [polem. dot. rozdz.: Stanisław Lem – spirala pesymizmu].

Kalendarium życia literackiego 1976-2000

 	M. KISIEL: Sumowanie przeszłości. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	K. VARGA: Formy przetrwania. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 16.

Świat podrobiony

 	E. NAWÓJ: Zawodne spoiwo. „Nowe Książ.” 2003 nr 9.
 	R. RUTKOWSKI. „Ruch Lit.” 2003 z. 6.
 	R. OSTASZEWSKI: Bez pasji. „Twórczość” 2004 nr 2/3.
 	M. PIETRZAK: Kilka uwag o zaangażowaniu na marginesach podrabiania. „FA-art” 2004 nr 2.
 	M. LACHMAN: O podrabianiu światów. „Teksty Drugie” 2006 nr 1/2.

Efekt bierności

 	I. IWASIÓW: Normalne wczoraj. „Pogranicza” 2004 nr 6 [dot. także: D. Nowacki: Wielkie wczoraj].
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Marność normalności. „Nowe Książ.” 2005 nr 4.
 	P. URBANIAK: O apatii w literaturze najnowszej. „Akcent” 2005 nr 3.
 	R. WÓJS. „Orbis Linguarum” 2005 vol. 28.

Powrót centrali

 	L. BUGAJSKI. „Newsweek Polska” 2007 nr 11.
 	A. FRANASZEK: Żale na Centrale. „Polityka” 2007 nr 16.
 	G. HETMAN: Komunikacja społeczna w opałach. „Kresy” 2007 nr 4.
 	W. KALISZEWSKI: Nowa centralizacja. „Nowe Książ.” 2007 nr 8.
 	Z. KRÓL: Musisz wiedzieć, co przeżyłeś. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 104.
 	P. MACKIEWICZ: Powrót niekochanej. „Odra” 2007 nr 9.
 	M.I. NIEMCZYŃSKA: Powrót autoerotycznej bajki. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 75 dod. „Kraków”.
 	M. SEDLACZEK-MIKODA: Ale to już było, tylko inaczej. „Śląsk” 2007 nr 10.
 	B. WARKOCKI: Kryminał dla intelektualistów. „Pogranicza” 2007 nr 2.
 	P.W. LORKOWSKI: Jak sformatowano nam literaturę. „Topos” 2008 nr 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

Polska do wymiany

 	D. NOWACKI: Małe narracje. Jak proza opisała 20 lat niepodległej Polski. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 19.
 	T. ROWIŃSKI: Polskę wymienię chętnie… ale na co? „Wyspa” 2009 nr 3.
 	A. SASINOWSKI: Pospiesz się, literaturo! „Pogranicza” 2009 nr 3, polem.: P. CZAPLIŃSKI: Recenzent do wymiany; A. SASINOWSKI: Rzetelny Recenzent. W odpowiedzi Przemysławowi Czaplińskiemu. „Pogranicza” 2009 nr 5.
 	A. SIKORA: Podejrzana lektura podejrzliwa. „Twórczość” 2009 nr 9.

Resztki nowoczesności

 	P. KACZMARSKI: Biopoetyka z resztek. „Odra” 2012 nr 6.
 	A. SIKORA: Kontusz, cyborg, pęd. „Twórczość” 2012 nr 5.
 	K. VARGA: Śledzie kontra sushi. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 5.
 	R.A. ZIEMKIEWICZ: Resztki oświecenia. „Uważam Rze” 2012 nr 2.

Poruszona mapa

 	E. BENDYK: Gdzie jest Polska? „Polityka” 2016 nr 37.
 	P. BRATKOWSKI: Po co Polsce świat? „Newsweek Polska” 2016 nr 38.
 	J. BURNATOWSKI: Straż nocna. „Prz. Polit.” 2016 nr 139/140.
 	A. KALIN: Mapa kontra terytorium. Geopolityczne kolonizacje. „Czas Kult.” 2016 nr 4.
 	P. KOFTA: Przybijanie ludzi do mapy. „Dz. Gaz. Prawna” dod. „Kultura” 2016 nr 185.
 	K. SZKARADNIK: Mapa do wymiany? „FA-art” 2016 nr 4.
 	A. HORUBAŁA: Mapka ideolo. Modernizacyjne mity Przemysława Czaplińskiego. „Do Rzeczy” 2017 nr 25.
 	Z. KRÓL: Świat wyczytany z mapy. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 94.
 	P. PIENIĄŻEK: Bo z sąsiadami ... „Twórczość” 2017 nr 9.
 	M. TOMCZOK: Przywrócenie wiary. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

</document>
<document nplp_id="2893" title="Mieczysław DĄBROWSKI" slug="mieczyslaw-dabrowski">ur. 1947

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 16 maja [przypis]Data dzienna urodzenia wg inf. autora w ankiecie dla IBL PAN z 2009; data 28 września figuruje w błędnym zapisie urzędowym.[/przypis]  1947 we wsi Topiąca (mazowieckie); syn Romana Dąbrowskiego i Władysławy z Głowackich, rolników. Od 1961 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Jagiełły w Płocku. W 1965 zdał maturę i rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutował w 1970 artykułem Świat metaforą opisany. O prozie Tadeusza Nowaka, opublikowanym na łamach dwutygodnika „Współczesność” (nr 11). W tymże roku uzyskał magisterium i został zatrudniony na Wydziale Polonistyki UW. W pracy naukowo-badawczej zajął się historią literatury polskiej XX w. oraz komparatystyką, a w późniejszym okresie szczególnie m.in. problematyką modernizmu, postmodernizmu i krytyki etycznej, a także tożsamości kulturowej. W 1970-81 należał do PZPR oraz do ZNP. W 1975 obronił na UW pracę doktorską pt. Stanisław Piętak. Studium historycznoliterackie (promotor dr Janusz Rohoziński). Artykuły, studia i recenzje ogłaszał na łamach wielu czasopism, m.in. „Tygodnika Kulturalnego” (1979—80, 1985-87, tu m.in. w 1985-86 cykl felietonów literackich pt. Orzeł i reszka literatury współczesnej), „Nowych Książek” (1979-81), „Miesięcznika Literackiego” (1978-88), „Przeglądu Humanistycznego” (1979-81, 1990-98). Kilkakrotnie pracował jako lektor języka i kultury polskiej na zagranicznych uczelniach: w 1975-77 na Uniwersytecie w Getyndze, w 1987-89 w Coal Mining Management College w Pekinie, a w 1990-94 w Instytucie Slawistyki w Tybindze. W 1988 habilitował się na UW w oparciu o rozprawę pt. „Nierzeczywista rzeczywistość". Twórczość Andrzeja Kuśniewicza na tle epoki. W 1995-2003 był członkiem ZLP. Organizował lub współorganizował, a także był uczestnikiem wielu krajowych i międzynarodowych konferencji i sesji naukowych, m.in. na uniwersytecie w Wiedniu, uniwersytetach w Berlinie, w Saarbrücken, Passau, Trewirze, Greifswaldzie, Bonn, Brukseli, Lueven, Bukareszcie, Sofii, Ljubljanie, Belgradzie, Piliscabie, Neapolu, Pradze, Brnie, Debreczynie, Mińsku, Drohobyczu i Lwowie. W 1993-95 brał udział w grancie naukowym Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, a w 1997-98 grancie dydaktycznym Open Society Institute w Budapeszcie. W semestrze zimowym 1996/1997 i letnim 1999/2000 jako profesor-gość w Instytucie Slawistyki na Uniwersytecie w Heidelbergu wykładał literatury zachodniosłowiańskie. W 1997 uzyskał stanowisko profesora nadzwyczajnego UW i w tymże roku wszedł w skład Rady Naukowej Instytutu Literatury Polskiej. W 1999-2002 był członkiem senackiej Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów, a w 2002-05 członkiem Komisji Oceniającej Nauczycieli Akademickich poza Wydziałami. W 2001-06 pełnił funkcję kierownika Zakładu Literatury XX wieku w Instytucie Literatury Polskiej (ILP) UW. W 2002 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2002-05 był przewodniczącym Komisji Literaturoznawczej I Wydziału Polonistyki do spraw przewodów doktorskich; funkcję tę pełnił także w 2005-12. W 2002-05 przewodniczył Radzie Naukowej Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców Polonicum UW. Wielokrotnie brał udział w programie dydaktycznym Polonicum na kursach wakacyjnych i zimowych oraz jako wykładowca w ramach programu Sokrates/Erasmus. W 2002 był współorganizatorem (wspólnie z prof. Andrzejem Makowieckim) międzynarodowej konferencji naukowej pt. Modernistyczne źródła dwudziestowieczności, a w 2003 konferencji Dwudziestowieczność (wspólnie z dr. Tomaszem Wójcikiem). W 2003 został kierownikiem Pracowni Badań Literackiej Kultury Mniejszości ILP UW; w jej ramach prowadził zajęcia i publikował teksty dotyczące pogranicza kulturowego polsko-niemiecko-żydowskiego. W 2003-06 kierował wspólnie z prof. Haliną Janaszek-Ivanićkovą pracami Międzynarodowej Sieci Naukowej powołanej do realizacji projektu pt. Literatury słowiańskie po 1989 roku w dialogu z Europą a światem. Nowe zjawiska, tendencje, perspektywy (sesje naukowe w Budziszynie/Bautzen 2003 oraz w Piliscabie, Węgry 2004). W 2004 we współpracy z Uniwersytetem Pedagogicznym w Drohobyczu zorganizował konferencję naukową pt. Drohobycz-miasto wielu kultur. W 2005-12 pełnił funkcję dyrektora ILP UW; w 2007 z jego inicjatywy powstał Zakład Komparatystyki, który współtworzył wraz z prof. Edwardem Kasperskim i dr hab. Ewą Szczęsną i którego został członkiem. W 2005 roku przebywał przez miesiąc na stypendium badawczym Deutscher Akademischer Austausch Dienst (DAAD) na uniwersytecie w Trewirze. Okresowo współpracował z Polskim Radiem i Telewizją, m.in. brał udział w kolejnych edycjach teleturnieju Wielka Gra, a w ostatnich latach w programach TVP Kultura. W 2004-11 należał do Rady Programowej „Przeglądu Filozoficzno-Literackiego”, w 2008-13 do redakcji „Prac Filologicznych. Seria Literaturoznawcza”. W 2009 dołączył do Komitetu Redakcyjnego rumuńskiego czasopisma „Romanoslavica”. W 2007 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UW. W tymże roku był współzałożycielem Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych oraz został członkiem Komitetu Honorowego portalu internetowego Wspólne lektury. W semestrze zimowym 2012/2013 był profesorem-gościem w Seminarium Slawistycznym w Tybindze. Należy do wielu organizacji i stowarzyszeń naukowych, m.in. Societas Jablonoviana (od 2002), Komisji Literatury Porównawczej Międzynarodowego Komitetu Slawistów (od 2003), Polskiego Stowarzyszenia Komparatystyki Literackiej (od 2013). Trzykrotnie otrzymał indywidualną nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (1978, 1983, 2006). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Stanisław Piętak. Studium historycznoliterackie. Wwa: LSW 1977, 271 s.
Nagroda im. S. Piętaka w 1978.
2. Tadeusz Breza. Wwa: PIW 1982, 213 s. Portrety Współcz. Pisarzy Pol.
3. Nierzeczywista rzeczywistość. Twórczość Andrzeja Kuśniewicza na tle epoki. Rozprawa habilitacyjna. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 1987, 329 s. Wyd. 2 zmien. pt. „Nierzeczywista rzeczywistość”. O twórczości Andrzeja Kuśniewicza. Wwa: Elipsa 2004, 216 s.
4. Polska awangarda prozatorska. [Studia]. Wwa: Semper 1995, 183 s.
Zawartość: Cz. I. Problemy prozy w dwudziestoleciu międzywojennym: 1. Na „odzyskanym śmietniku”; 2. Pokolenie 1910; 3. Z zagadnień awangardyzmu; 4. Awangarda a realizm; 5. Stanowisko krytyki; 6. Świadomość autorów. – Cz. II. Modele prozy awangardowej: 1. Tadeusz Breza: powieść analityczna; 2. Bruno Schulz: mitologizacja rzeczywistości; 3. Witold Gombrowicz: powieść groteskowa; 4. Michał Choromański: powieść jako gra. – Cz. III. Strukturalne przeobrażenia prozy międzywojennej. – Dopowiedzenia.
5. Dekadentyzm współczesny. Główne idee, motywy i postawy modernistyczne w polskiej i niemieckojęzycznej literaturze XX wieku. [Monografia]. Izabelin: Świat Lit. 1996, 219 s.
6. Literatura polska 1945-1995. Główne zjawiska. [Podręcznik]. Wwa: Trio; Pułtusk: Wyższa Szkoła Hum. 1997, 282 s. Z Prac Instytutu Lit. Pol. UW.
7. Postmodernizm. Myśl i tekst. [Studium]. Kr.: Universitas 2000, 192 s.
8. Swój/Obcy/Inny. Z problemów interferencji i komunikacji międzykulturowej. [Studia]. Izabelin: Świat Lit. 2001, 218 s.
Zawartość: I. Interkulturowość jako metoda badania literatury; II. Modele analizy interkulturowej; III. Dyskurs interetniczny w „Ziemi obiecanej” [W. Reymonta]; IV. Gdańsk, czyli Danzig: Grass – Chwin – Huelle; V. Etnokultura in statu nascendi. Lenz – Kruk – Bobrowski – Panas – Krall; VI. Śląski tygiel Horsta Bienka; VII. Wspomnienie jako legitymacja wspólnej historii: przypadek Andrzeja Kuśniewicza; VIII. (Auto)biografia, czyli próba tożsamości; IX. Miłosz i Canetti – autobiograficzne świadectwa wielokulturowości; X. Marcel Reich – Ranicki: człowiek trzech kultur; Aneks: Bruno Schulz w kontekście współczesnych dyskursów o kulturze.
Przekł. bułg. rozdz. Miłosz i Canetti – autobiograficzne świadectwa wielokulturowości pt. Miloš i Kaneti – (awto)biografiâta kato kul’turen tekst. [Przeł.] R. Petrova. „Literaturni Balkani” Sofia 2011 nr 21.
9. Projekt krytyki etycznej. Studia i szkice literackie. Kr.: Universitas 2005, 342 s.
Zawartość: Cz. I. Studia: Projekt krytyki etycznej; O dwóch rodzajach literaturoznawczego dyskursu; Trzy utraty i trzy pożytki; Struktury poznawcze powieści modernistycznej (Zarys); Literatura polska XX wieku w perspektywie porównawczej: modernizm – awangarda – postmodernizm. Rekonesans; (Auto)biografia, czyli próba tożsamości (poz. 8); Pogranicza i mniejszości kulturowe. – Cz. II. Szkice literackie: Między Inter- a transkulturowością: przypadek Bobkowskiego; Estetyka ironii u Gałczyńskiego; Śmierć (nie)wyrażona. Poetyckie przykłady dyskursywizacji odejścia; „… i trwała śmierć bez zmartwychwstania”. O poezji Jana Bolesława Ożoga; Historia albo mity powszednie: „Król Obojga Sycylii” Andrzeja Kuśniewicza; Poetyka powszedniości Kornela Filipowicza. Na materiale mikropowieści; Stare pytania do młodej literatury; Reguła kompensacji. O nowej formule kresowości literackiej; Rewizja wzorca patriotycznego w literaturze polskiej „nowych roczników”.
10. Komparatystyka dyskursu / Dyskurs komparatystyki. [Szkice]. Wwa: Elipsa 2009, 347 s.
Zawartość: Od autora – Wstęp: Dyskurs jako przedmiot komparatystyki; Exemplum I: Większość versus mniejszość – dialektyka dyskursu; Exemplum II: Dyskurs płci. – Dyskursy estetyczne: Ponowoczesna melancholia. Modelowanie dyskursu; Powszechna estetyzacja; Kamp i jego ponowoczesne (po)wiązania; Estetyka melancholii w prozie Schulza; Dialog poezji i malarstwa. Różewicz i Bacon; Różewicz i Mann: paralela komparatystyczna; Geografia kulturowa. Mapa Stasiuka; Modernizm, awangarda, postmodernizm – projekt całości. – Dyskursy tożsamościowe. Psychologia i socjalność: Fantazmatyka Kuśniewicza; Fantazmat żydowski w literaturze polskiej; Swój/obcy/inny. Gdzie jesteśmy?; Literackie i kulturalne przestrzenie podwójnej emigracji: Bobkowski i Regler; Historia i historiografia?; Opozycja „metropolia–prowincja” w literaturze polskiej XX wieku. Kilka aspektów; Kresy w perspektywie postkolonialnej; Wokół stereotypów polskości i niemieckości.
Przekł. poszczególnych rozdz.: ang. : Estetyka melancholii w prozie Schulza: Aesthetics of Melancholy in Bruno Schulz’s. W: (Un)masking Bruno Schulz. Amsterdam, New York 2009 s. 307-327. – bułg. Swój/obcy/inny. Gdzie jesteśmy?: Svoj i čužd. Kde sme nié? W: Vpreki različiâta. Sofiâ 2008 s. 13-28.
11. Literatura i konteksty. Rzeczy teoretyczne. [Szkice]. Wwa: Elipsa 2011, 416 s.
Zawartość: Wstęp: Od autora. – Cz. I. Literatura i/a poznanie: POSTne literaturoznawstwo; Projekt krytyki etycznej [poz. 9]; Trzy utraty. I trzy pożytki (poz. 9); Struktury poznawcze powieści modernistycznej. (Zarys) [poz. 9]; Modernizm, awangarda, postmodernizm – projekt całości [poz. 10]. – Cz. II. Dyskurs i tożsamość: Dyskurs jako przedmiot komparatystyki [poz. 10]; Pogranicza kulturowe. Kilka pytań i parę konstatacji; (Auto)-biografia, czyli próba tożsamości [poz. 8]; Fantazmat żydowski w literaturze polskiej [poz. 10]; Swój/obcy/inny. Kontynuacja; Kresy w perspektywie krytyki postkolonialnej. – Cz. III: Estetyka i/a gender [z poz. 10]: Ponowoczesna melancholia. Modelowanie rozumienia; Estetyka melancholii w prozie Schulza; Powszechna estetyzacja; Kamp i jego nowoczesne (po)wiązania.
Przekł. ukr. rozdz.: Dyskurs jako przedmiot komparatystyki: Diskurs âk predmet komparativistiki. [Przeł.] M. Bracka. W: Zahid-Shid: osnovni tendenci rozvitku sučasnogo porinal’nogo literaturoznavstva. Doneck 2012 s. 147-159.
12. Dwa wątki. [Studia]. Wwa: Dom Wydawn. Elipsa 2015, 324 s.
Zawartość: Od autora. – Cz. I. Lektury podwójne: Geopoetyka a badania kulturowe; Literatura gdańska. Nagrody i historia; Śląsk Horsta Bienka; Tekst Triestu. Początki włoskiego modernizmu; Miłosz i Magris – pararela mitologiczna; Claudio Magris: dialektyka harmonii i rozpadu; Miłosz i Canetti – autobiograficzne świadectwa wielokulturowości; Musil i Roth. Ironia i nostalgia; Różewicz i Mann: paralela komparatystyczna; Melancholijne dialogi Różewicza; Dwa przypadki kulturowego przekładu Owidiusza: J. Bocheński, „Naso poeta” i Ch. Ransmayr, „Die letzte Welt”; Wokół romantycznego paradygmatu (Pierścionek z końskiego włosia Al. Ścibora-Rylskiego i Pierścionek z orłem w koronie A. Wajdy); Literackie i kulturalne przestrzenie podwójnej emigracji: Bobkowski i Regler [poz. 10] – Cz. II. Literatura polsko-żydowska. Noty wokół trudnego tematu: Format żydowski w literaturze polskiej; Rody polsko-żydowskie: dyskursywizacja tożsamości; Grynberg i Krall: Dwie strategie pisarstwa poholocaustowego; Żydowski barbarzyńca w polskim Edenie; Późna mowa wojenna: Białoszewski, Wojdowski, Odojewski; Między dyskursem publicznym a metodologią. Świadomość polska w przebudowie.
13. Tekst międzykulturowy. O przemianach literatury emigracyjnej. [Monografia]. Wwa: Elipsa 2016, 341 s.

Artykuły i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Pesymistyczne wątki w filozofii i teorii literatury XX wieku. „Prz. Hum.” 1996 nr 3 s. 71-84. – Literackie i kulturowe przestrzenie podwójnej emigracji. Bobkowski i Regler. [Współaut.:] D. Uffelmann. „Prz. Hum.” 2002 nr 6 s. 99-113, toż w przekł. niem.: Kulturelle und literarische Räume doppelter Emigration (Frankreich–Lateinamerika). Andrzej Bobkowski und Gustaw Regler. W: Exclusion. München 2006 s. 139-180. – Nodes of political time: 1945 (współautor). W: History of the literary cultures of East-Central Europe. Amsterdam/Philadelphia 2004 s. 143-176. – O dwóch rodzajach literaturoznawczego dyskursu. [Wstęp do:] Czytane na nowo. Izabelin 2004 s. 7-29. – Polilog Gałczyńskiego. W: Mag w cylindrze. O pisarstwie K.I. Gałczyńskiego. Pułtusk 2004 s. 125-137. – Polnische Wege auf deutsche Spuren. Die Literatur und die Dialektik der Geschichte. [Przeł.] D. Uffelmann. W: Das literarische und kulturelle Erbe von Danzig und Gdańsk. Frankfurt am Main 2004 s. 7-21. – Historia czy/i historiografia w dramacie współczesnym. „Slavica. Annales Instituti Slavici Universitatis Debreceniensis” 2005 t. 34 s. 197-204. – Problematyka mniejszości narodowo–etnicznych kulturowych i seksualnych w literaturach słowiańskich po roku 1989. [Wstęp do:] Literatury słowiańskie po roku 1989 T. 4. Mniejszości. Wwa 2005 s. 7-21, toż w przekł. ang.: The problems of national ethnic, cultural and sexual minorites in Slavic literatures after 1980. „Neohelicon”, Budapeszt 2006 t. 33 z. 2 s. 73-88. – Literatura jako nośnik etycznego dyskursu epoki: Fin de siècle i fin de millénaire. W: Etyka i literatura. Wwa 2006 s. 392-402. – Modele literatury i kultury według Italo Calvino. Postmodernistyczna intertekstualność. W: Czytane na nowo. Wwa 2006 s. 243-257. – [Wstęp do:] Pisarze polsko-żydowscy XX wieku. Wwa 2006, s. 7-32; przekł. fragm.: serb.: Swoji ili/i tudi. Jevreji u polskoj kulturi. W: Slika drugog u balkanskim i srednjioevropskim književnostima. Beograd 2006 s. 105-115; ang.: Fellow countryman or/and aliens. The Jews in polish culture and literature. [Przeł.] J. Adamko. W: Multiculturalism at the start of 21st century. Łódź 2007 s. 227-240.– Estetyka współczesnej melancholii. W: Narracje po końcu (wielkich) narracji. Wwa 2007 s. 203-218. – Etyczny wygłos interpretacji. Rozumienie, warunki, sens. W: Filozofia i estetyka interpretacji. Kr. 2007 s. 221-233. – Modernizm a postmodernizm. Przeciw, obok czy wraz? W: Nasza środkowoeuropejska ars combinatoria. Pozn. 2007 s. 51-69, przekł. chorw.: Modernizm i postmodernizm. Protiv, poved ili za jedno? W: Oslamingu-drugi. Osijek/Pozn. 2006. – Dialogi Różewicza. Intra- i intertekstualne gesty poety w późnych tekstach. W: Dialog międzykulturowy w (o) literaturze polskiej. Szczec. 2008 s. 169-182. – Facing the stereotypes of Polishness and Germanness: Rudnicki and others. W: Contemporary Polish migrant culture and literature in Germany. Frankfurt am Main 2011 s. 81-101. – Komparatystyka kulturowa. W: Komparatystyka dla humanistów. Wwa 2011 s. 211-288. – Miłosz i Magris – paralela mitologiczna. W: W kręgu idei Miłoszowskich = Miłoszo idéju pasaulyje. Vilnius 2011 s. 34-45. – Poetologiczne i semantyczne aspekty „reguły NIE” w poezji Ewy Lipskiej (na materiale „Piątego zbioru wierszy”). W: Pogłosy. Aspekty twórczości Ewy Lipskiej. Wiedeń 2011 s. 27-38. - Geopoetyka jako principium comparationis w badaniach kulturowych. „Rocz. Komparatystyczny” 2012 nr 3 s. 9-28. – Grynberg i Krall: dwa modele dyskursu polsko-żydowskiego. W: Osteuropäisch-Jüdische Literaturen im 20. und 21. Jahrhundert. Identität und Poetik. München-Berlin-Washington 2013 s. 259-270. - Literatura emigracyjna lat osiemdziesiątych. Perspektywa amerykańska. Głowacki i inni. W: Poetyka migracji. Katow. 2013 s. 288-303, przekł. niem.: Emigrantenliteratur der 1980er Jahre. Die amerikanische Perspektive: Głowacki und andere. [Przeł.:] T. Weiler. W: Polinische Literatur in Bewegund Die Exilwelle der 1980er Jahre. Bielefeld 2013 s. 177-191. – Dwa przypadki kulturowego przekładu Owidiusza: Juliusz Bocheński, „Nazo poeta” i Christoph Ransmayr, „Die letzte Welt”. „Rocz. Komparatystyczny” 2014 s. 85-104. – Międzytekst. Literatura między kulturami narodowymi. „Porównania” 2013 s. 93-105. – Wilk w Rosji: subaltern? w imperium? (polemika z konceptem „postzależności”). „Porównania” 2014 s. 105-120. – Współczesna literatura emigracyjna/migracyjna. Rewizja pojęć analitycznych. „Rocz. Komparatystyczny” 2015 s. 395-413. – Proza migracyjna. Źródła i znaczenie. „Teksty Drugie” 2016 nr 3 s. 288-307.
Prace redakcyjne
1. Stanisław Piętak: Pisma. Pod red. S. Lichańskiego. T. 3-5. Oprac. i posł.: M. Dąbrowski. Wwa: LSW 1988, s. 441 + 357 + 474.
Zawartość : T. 3: Młodość Jasia Kunefała; Białowiejskie noce; Nagi grom; Ucieczka z miejsc ukochanych; t. 4: Po burzy; Ciężkie lato; Odmieniec; t. 5: Burzliwa pora; Bliski kraj; Plama.
2. Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. [Szkice]. Pod red. M. Dąbrowskiego i A.Z. Makowieckiego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2000, 470 s.
3. Czytane na nowo. Polska proza XX wieku a współczesne orientacje w badaniach literackich. [Szkice]. Red. nauk. M. Dąbrowski i H. Gosk. Wstęp: M. Dąbrowski. Izabelin: Świat Lit. 2004, 366 s. Ser. Pr. Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
4. Dwudziestowieczność. [Studia]. Pod red. M. Dąbrowskiego i T. Wójcika. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2004, 664 s.
5. Drohobycz wielokulturowy = Bagatokul’turnij Drogobič. [Szkice]. Red.: M. Dąbrowski, W. Meniok. Wwa: Elipsa 2005, 284 s.
Tekst w jęz. pol. i ukr.
6. Literatury słowiańskie po roku 1989. Nowe zjawiska, tendencje, perspektywy. T. 4. Mniejszości. [Szkice]. Po red. nauk. M. Dąbrowskiego. Wwa: Kolor Plus 2005, 272 s.
7. Czytane na nowo. Proza obca a współczesne orientacje w badaniach literackich. [Szkice]. Red. nauk.: M. Dąbrowskiego i M. Kliszcz. Wstęp M. Dąbrowski. Wwa: Elipsa 2006, 323 s. Ser. Pr. Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. UW.
8. Pisarze polsko-żydowscy XX wieku. Przybliżenia. [Szkice]. Pod red. M. Dąbrowskiego i A. Molisak. Wstęp: M. Dąbrowski. Wwa: Elipsa 2006, 473 s.
9. Lektury inności. Antologia. Pod red. M. Dąbrowskiego i R. Pruszczyńskiego. Wwa: Elipsa 2007, 278 s.
10. Lektury płci. Polskie (kon)teksty [Szkice]. Red. nauk.: M. Dąbrowski. Wwa: Elipsa 2008, 464 s.
11. Komparatystyka dla humanistów. Podręcznik akademicki. Red. nauk.: M. Dąbrowski. Wwa: Wydawn. UW 2011, 486 s.



OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2013.

Stanisław Piętak

 	S. FRYCIE: Literacki portret Stanisława Piętaka. „Prz. Hum.” 1978 nr 7/8.
 	M. GIERYCZ: Studium o Piętaku. „Tyg. Kult.” 1978 nr 18.
 	J. KOPROWSKI: Trzy wcielenia Piętaka. „Nowe Książ.” 1978 nr 16.
 	D. MARSZAŁKOWSKA: Przypomnienie Piętaka. „Mies. Lit.” 1978 nr 11.
 	M. POPIEL: Romantyczny portret. „Życie Lit.” 1978 nr 24.
 	S. TOMALA: Życie w poezję uwikłane. „Literatura” 1978 nr 18.
 	M. CECHNICKA. „Ruch Lit.” 1980 nr 3.
 	A. STANISZEWSKI. „Lit. Lud.” 1981 nr 4/6.

Tadeusz Breza

 	S. FRYCIE: Książka o Tadeuszu Brezie. „Polonistyka” 1983 nr 8.
 	B. ROGATKO: Wyznawca formy. „Twórczość” 1983 nr 12.
 	T. WÓJCIK: Tadeusz Breza. „Prz. Hum.” 1983 nr 12.

Polska awangarda prozatorska

 	A. KONKOWSKI: W potrzasku zwątpienia. (O polskiej awangardzie prozatorskiej). „Prz. Hum.” 1996 nr 3.

Literatura polska 1945-1995

 	A. NASIŁOWSKA: Synteza pułtuska. „Nowe Książ.” 1997 nr 12.
 	L. SZARUGA: Literaturoznawczy horror. „Kultura”, Paryż 1997 nr 9.
 	T. WÓJCIK: Autorska synteza literatury lat 1945-1995. „Prz. Hum.” 1997 nr 6.

Swój/Obcy/Inny

 	J. PAŁACH: Mniejsze i większe ojczyzny. „Nowe Książ.” 2002 nr 6.
 	A. UBERTOWSKA: Paradoksy innego. „Teksty Drugie” 2004 nr 1 /2.

Projekt krytyki etycznej

 	E. KRASKOWSKA: O potrzebie metafizyki. „Prz. Hum.” 2007 nr 2.

Komparatystyka dyskursu / Dyskurs komparatystyki

 	R. CIEŚLAK: Dyskurs jako podmiot komparatystyki. „Pogranicza” 2010 nr 1.
 	T. WÓJCIK: Projekt nowoczesnej komparatystyki kulturowej. „Prz. Hum.” 2010 nr 4.
 	K. BIELAWNA: Pytania do „Komparatystyki dyskursu” „Rocz. Komparatystyczny” 2011, polem. M. DĄBROWSKI: Odpowiedzi wieku… Tamże.
 	B. POPIEL: Dyskurs, estetyka, tożsamość. Spojrzenia komparatystyczne. „Rocz. Komparatystyczny” 2011.

Dwa wątki

 	B. ZIELIŃSKI: Uroda i mądrość konstrukcji binarnej. „Pozn. Studia Slaw.” 2016 nr 10.

</document>
<document nplp_id="2894" title="Jacek DEHNEL" slug="jacek-dehnel">ur. 1980

Pseud. wspólnie z Piotrem Tarczyńskim: Maryla Szymiczkowa.

Prozaik, poeta, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 1 maja 1980 w Gdańsku; syn Jacka Dehnela, inżyniera informatyka, i Anny z Karpińskich, malarki. Dzieciństwo spędził w Gdańsku. Brał wówczas udział w wystawach twórczości dziecięcej i był laureatem konkursu plastycznego dla dzieci im. E. Nyiregyhazi w Takasaki (Japonia). W 1990 należał do założycieli Leo Club Artus Gdańsk, młodzieżowej organizacji charytatywnej, wchodzącej w skład Stowarzyszenia Lions Clubs International. Od 1995 uczęszczał do klasy z wykładowym językiem angielskim w V Liceum Ogólnokształcącym im. S. Żeromskiego w Gdańsku-Oliwie; był stypendystą Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci (1996-99). Debiutował jako uczeń wierszem o incipicie Na pięć minut przed jesienią Jerozolimy (z 1997) i prozą pt. Kwiecień (z 1998), utworami nagrodzonymi w konkursie, ogłoszonym w 1998 przez Toruńskie Artystyczne Spotkania Młodzieży (Taśma 98), a opublikowanymi w 1999 w „PAL Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (nr 3). Po zdaniu matury w 1999-2005 studiował w Collegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego (UW); magisterium uzyskał w 2004 na Wydziale Filologii Polskiej UW. Następnie zajął się wyłącznie pracą literacką jako prozaik, poeta, tłumacz (m.in. P. Larkina, K. Vērdinša, G. Szirtesa) i autor tekstów piosenek. Wiersze i prozę drukował m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Tytule”, „Akcencie”, „Wyspie”, „Frazie”. W 2004 związał się z internetową Fundacją Literatury, zamieszczając w portalu literackim Nieszuflada (www.nieszuflada.pl) swoje wiersze i przekłady, następnie jako współredaktor portalu Strony Literackie (www.literackie.pl). Otrzymał wiele nagród i wyróżnień w konkursach poetyckich (m.in. R.M. Rilkego, Z. Herberta, K.K. Baczyńskiego, J. Bierezina, H. Poświatowskiej, Czerwonej Róży) i prozatorskich (Wydawnictwa Znak). W 2006-09 współprowadził w TVP telewizyjny program kulturalny pt. Łossskot. W 2007-11 ogłaszał felietony i recenzje książek w portalu Wirtualna Polska. Wszedł w skład Rady Programowej przy Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki (2007-13). Przebywał na miesięcznych stypendiach w Literarisches Colloquium Berlin (2008) oraz w Ledig House w Omi w Stanach Zjednoczonych. Otrzymał tytuł Młodego Ambasadora Polszczyzny, przyznawany przez Radę Języka Polskiego oraz nagrodę miasta Gdańska w dziedzinie kultury „Splendor Gedanensis” (2009). W 2009 zaczął publikować felietony w tygodniku „Polityka” (m.in. w rubryce „Kawiarnia literacka”). W 2010-16 prowadził blog poświęcony międzywojennemu czasopismu „Tajny Detektyw” (http://tajnydetektyw.blogspot.com/). Zajmuje się nadal malarstwem i rysunkiem. W 2012 był współautorem koncepcji wystawy pt. Świat Ptolemeusza, zorganizowanej w Bibliotece Narodowej w Warszawie. W tymże roku nawiązał stałą współpracę z magazynem poświęconym muzyce poważnej „Muzyka w Mieście” (http://mwm.nfm.wroclaw.pl) także jako autor rubryk: Mały przewodnik po operach zagranicznych i nieistniejących; Mały słownik kompozytorów zapomnianych i nieistniejących; Mały pitawal przestępstw dokonanych za pomocą instrumentów muzycznych). Jest autorem tekstów piosenek powstałych w ramach „Projektu Tajny Detektyw” i nagranych w 2015 przez zespół Tajny. W 2015 otrzymał Nagrodę im. M. i Ł. Hirszowiczów, przyznawaną przez Żydowski Instytut Historyczny im. E. Ringelbluma. Odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2016). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Kolekcja. [Opowiadania]. Gdańsk: Marpress 1999, 61 s.
I nagroda w Konkursie Lit. m. Gdańska w 1998.
Zawartość: Kolekcja; Pygmalion; Biokonwenanse; Pudełko Hoogstratena; Ogniki; Ars moriendi.
2. Żywoty równoległe. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.- Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2004, 44 s. Bibl. Pisma Lit.-Artyst. „Studium”, t. 67. Przedr. zob. poz. 5, 11.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 2005.
3. Wyprawa na południe. [Wiersze]. Tychy: Teatr Mały 2005, 54 s. Bibl. Tyskiej Zimy Poetyckiej. Przedr. zob. poz. 5, 11.
Nagroda w konkursie na Tomik Wierszy Tyskiej Zimy Poetyckiej w 2005.
4. Lala. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2006, 401 s. Archipelagi. Wyd. nast. tamże: 2007, 2008, 2009, 2011, 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: J. Dehnel. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta (CD) w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2006, plik w formacie EPUB, PDF. Wyd. nast. tamże 2017.
Nagroda Paszport „Polityki” w 2007, nominacja do Nagrody Europy Środkowej Angelus.
Przekł.: chorwac.: Lala. [Przeł.] A. Cvitanović. Zagreb 2010, – hebr.: Lalah. [Przeł.] B. Gerws. Yrŵšalayim 2009, – hiszp.: El jardin de lala. [Przeł.] J. Slawomirski, A. Rubió. Barcelona 2012, – litew.: Lialė. [Przeł.] B. Jonuškaitė. Vilnius 2010, wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: N. Lipelikaitė. Vilnius 2012, 1 płyta (CD) w formacie mp3. – niem.: Lala. [Przeł.] R. Schmidgall. Berlin 2008, – ros.: Lâlâ. [Przeł.] Û. Čajnikova. Moskva 2015, - słowac.: Babul’a. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2009, – słoweń.: Pupa. [Przeł.] J. Unuk. Vnanje Gorice 2012, - turec.: Lala. [Przeł.] S. Köycü. Istanbul 2011, – węgier.: Lala. [Przeł.] G. Keresztes. Pozsony 2010, – włos.: Lala. Sotto il segno dell’acero. [Przeł.] R. Belletti. Milano 2009.
5. Wiersze. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2006, 144 s.
Zawiera cykle: Żywoty równoległe [poz. 2]; Wyprawa na południe [poz. 3]; Pochwała przemijania.
6. Brzytwa okamgnienia i inne wiersze. Wr.: Biuro Lit. 2007, 48 s. Więcej poezji, t. 30.
7. Rynek w Smyrnie. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2007, 239 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2007, plik w formacie EPUB.
Zawartość: Patrząc na Stromboli; Rynek w Smyrnie; Olaf Fabiarczyk; Sanctus sanctus sanctus; Die Schöpfung; Filc.
8. Balzakiana. [Minipowieści]. Wwa: W.A.B. 2008, 409 s. Wyd. nast. tamże 2009, 2010.
Wyd. jako dokument elektroniczny 2008, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagrody „Śląskiego Wawrzynu Literackiego 2008” i „Splendor Gedanensis” (2009), nominacja do Nagrody Lit. Nike (2009).
Zawartość: Mięso wędliny ubiory tkaniny; Tońcia Zarębska; Miłość korepetytora; Blaski i nędze życia artystki estrady na zasłużonej emeryturze.
9. Ekran kontrolny. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 63 s. Poezje – Biuro Lit., 42.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2010.
10. Fotoplastikon. [Miniatury literackie]. Wwa: W.A.B. 2009, 239 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009, plik w formacie PDF.
11. Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999 – 2010. Wr.: Biuro Lit. 2011, 140 s. Poezje – Biuro Lit., 63.
Zawiera cykle: Zawiera cykle: Na szyję świętej Katarzyny księżniczki egipskiej; Venezia albo Zuzanna i starcy; Kindertotenlieder; Trzy psalmy okrutne; Konstantynopol/Istanbul; Żywoty równoległe [poz. 2]; Wyprawa na południe [poz. 3]; Cztery autoportrety, w tym jeden podwójny; Niderlandy. Sześć pocztówek; Podwiślańska Szkoła Fortepianowa Czernego; Przez most i dalej; Zegar, czyli Mała liturgia godzin dla niepraktykujących; Ekran kontrolny [poz. 9].
12. Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2011, 269 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czytają: L. Filipowicz, R. Siemianowski, J. Zadura. Wwa: Bibl. Akustyczna 2011, plik w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2011, plik w formacie PDF, EPUB.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2012.
Przekł.: ang.: Saturn. Black paintings from the lives of the man in the Goya family. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Sawtry 2012, - niderl.: Saturnus. Zwarte tafeleren uit het van de mannen van de familie Goya. [Przeł.] E. Hart. Baarn 2012, - niem.: Schwarze Bilder der Familie Goya. [Przeł.] R. Schmidgall. München 2013, wyd. nast. tamże 2016, - ros.: Saturn mračnye kartiny iz žizni mužčin roda Gojâ. [Przeł.] O. Lobodzinskaja. Moskva 2015, - słowac.: Saturn. Čierne obrazy zo života mužov z rodiny Goya. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2013, - ukr.: Saturn. Čornì kartini z žittâ čolovìkìv rodini Gojâ. [Przeł.] A. Bondar. Kiïv 2015, - węgier.: Szaturnusz. Fekete képek a Goya család férfi tagjainak életéből. [Przeł.] M. Pályi. Pozsony 2014, - włos.: Il quadro nero. [Przeł.] R. Belletti. Milano 2013.
13. Kosmografia, czyli trzydzieści apokryfów tułaczych. Wwa: Bibl. Nar. 2012, 247 s.
30 tekstów prozatorskich inspirowanych mapami z „Geografii” Ptolemeusza.
14. Języki obce. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2013, 52 s.
Nominacja do Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej w 2014.
15. Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu. Wwa: W.A.B. 2013, 365 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Krótkie felietony drukowane uprzednio w „Polityce” i portalu Wirtualna Polska.
16. Matka Makryna. [Powieść]. Wwa: W.A.B.; Grupa Wydawn. Foksal 2014, 398 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa.: W.A.B. 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2015.
17. Dziennik roku chrystusowego. Wwa: W.A.B.; Grupa Wydawn. Foksal 2015, 509 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa.: W.A.B. 2015, plik w formacie EPUB.
18. Nowy Tajny Detektyw. Ilustrowany tygodnik kryminalno-sądowy. Wstęp: J. Dehnel. Wybór: B. Klicka, J. Dehnel. Wwa: Fundacja Picture Doc; Nar. Centrum Kultury 2015, s. 63, + płyta CD.
Zawiera teksty J. Dehnela oraz przedruki artykułów z czasopisma „Tajny Detektyw. Ilustrowany tygodnik kryminalno-sądowy” z lat 1931-1935.
19. Proteusz czyli o przemianach. Spacerownik po historii Muzeum Narodowego w Warszawie. Wybór i opis materiału ikonograficznego: A. Masłowska. Projekt i oprac. graficzne: Lech Majewski. Wwa: Muz. Nar.; Art Bookstore 2015, 316 s.
20. Tajemnica domu Helclów. [Powieść]. [Współaut.: P. Tarczyński]. Kr.: Znak 2015, 282 s. Znak Litera Nova.
Podp.: Maryla Szymiczkowa.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
21. Krivoklat czyli Ein österreichisches Kunstidyll. [Proza]. Kr.: Znak 2016, 232 s. Proza PL. Znak Litera Nova.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2017.
22. Rozdarta zasłona. [Powieść]. [Współaut.: P. Tarczyński]. Kr.: Znak 2016, 304 s.
Podp.: Maryla Szymiczkowa.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2016, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
23. Seria w ciemność. [Wiersze]. Stronie Śląskie; Wr.: Biuro Lit. 2016, 44 s. 22. Wiersze podróżne, 1.

Nadto tekst albumu: The book of the city of Lublin. Photographs of Lublin = Księga miasta Lublina. Fotografie Lublina. Essay by Jacek Dehnel. [Red.: B. Wybacz. Tłum. na jęz. ang. B. Wójcik]. Lubl.: Stow. Kult. Grupa Projekt: Episteme 2013, 87 s.

Przekłady wierszy Jacka Dehnela w antologiach zagranicznych: ang.: Six Polish Poets. Jacek Dehnel, Agnieszka Kuciak, Anna Piwkowska, Tomasz Różycki, Dariusz Suska, Maciej Woźniak. [Przeł.] E. Chruściel [i in.]. [Oprac. i wstęp:] J. Dehnel. Todmorden 2009. Zob. Prace redakcyjne poz. 1; Free over blood. [Oprac: D. Jung, M. Orliński]. London 2011, – bułg.: Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i oprac.: J. Dehnel i M. Woźniak]. Plovdiv: 2014. Zob. Prace redakcyjne, poz. 6, – czes.: Antologie současné polské poezie. [Oprac.: Grzegorz Jankowicz, Lucie Zakopalová]. Praha 2011, – hiszp.: Poesía a contragolpe: antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i tłum.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. [Zaragoza 2012]; Warszawa. [Pomysł i projekt graficzny: G. Lange. [Przeł.] A. Murcia. Valencia 2015, – niem.: Still leben mit Crash. Gedichte aus Polen. [Red.:] H. Thill, C. Rudolph. Heidelberg 2014. – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Przeł.:] B. Rajčic. Beograd 2013.
Przekłady
1. P. Larkin: Zebrane: Mniej oszukani; Wesela w Zielone Świątki i Wysokie okna. [Wiersze]. Przeł. J. Dehnel. Red. i przedm.: J. Jarniewicz. Wr.: Biuro Lit. 2008, 151 s.
Zawiera przekłady tomów wierszy: Mniej oszukani; Wesela w Zielone Świątki; Wysokie okna oraz szkic J. Dehnela pt. Nudziarz z Hull.
2. Tango laboratorium. [Spektakl muzyczny]. Przekł. piosenek: J. Dehnel, A. Kryczyńska-Pham. Wyst.: Reż.: T. Filipczak, Wwa, Laboratorium Dramatu 2009.
3. K. Vērdinš: Niosłem ci kanapeczkę. Wybór próz poetyckich (1999 – 2008). Przekł. i wybór: J. Dehnel. Wr.: Biuro Lit. 2009, 60 s.
4. E. White: Hotel de Dream. Powieść nowojorska. Przeł.: J. Dehnel, P. Tarczyński. Wr.: Biuro Lit. 2012, 202 s. Proza, 17.
5. F.S. Fitzgerald: Wielki Gatsby. [Powieść]. Kr.: Znak 2013, 219 s. 50 na 50.
6. H. James: Dokręcanie śruby. [Powieść]. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal, 2015, 174 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, plik w formacie EPUB, PDF.
7. M. Altés: Nie! [Opowiadanie dla dzieci]. Gdańsk: Adamada 2016, 32 s.
8. P. Larkin: Zimowe królestwo. [Powieść]. Stronie Śląskie; Wr.: Biuro Lit. 2017, 238 s.

Zob. też Prace redakcyjne poz. 1, 7.
Prace redakcyjne
1. Six Polish Poets. Jacek Dehnel, Agnieszka Kuciak, Anna Piwkowska, Tomasz Różycki, Dariusz Suska, Maciej Woźniak. [Przeł.] E. Chruściel [i in.]. [Oprac. i wstęp:] J. Dehnel. Todmorden 2009, 170 s., New Voices from Europe and Beyond.
Zawiera m.in. wybór wierszy J. Dehnela.
2. Ch.N. Bialik: Pieśni. W przekł. S. Dymana. Wyd. krytyczne popraw. i rozszerz.: M. Zawanowska, M. Tomal. Dodatkowe wiersze w poetyckim oprac.: J. Dehnela. Z hebr. przeł. M. Zawanowska. Kr.; Budapeszt: Austeria 2012, 699 s. Lit. Spotkania: na Styku Kultur Pol. i Żyd., t. 1.
3. Ch.N. Bialik: Wiersze i poematy. W poetyckim oprac. J. Dehnela. Wstęp, przekł. filologiczny i oprac. całości: M. Zawadowska. Konsultacja merytoryczna: Karolina Szymaniak. Tekst jidisz przepisała A. Szyba. Kr.; Budapeszt: Austeria Klezmerhojs 2012, 199 s. Lit. Spotkania. Na Styku Kultur Pol. i Żyd., t. 4.
Wiersze w języku pol. i jidisz.
4. Il vetro è sottile. Poeti polacchi contemporanei tradotti da poeti. [Red.:] J. Dehnel, M. Campagnoli. Bellinzona: Casagrande 2012, 80 s.
5. J. Iwaszkiewicz: Wielkie, pobudzone, zachwycone zwierzę. Wybór i posł.: J. Dehnel. Wr.: Biuro Lit. 2013, 71 s. Poezja Pol. od Nowa, 9.
6. Miłość nie jest tym słowem: antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata: antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i oprac.: J. Dehnel i M. Woźniak]. Plovdiv: Izdatelstvo Žanet 2014, 289 s.
Tekst w jęz. pol. i bułg. – Zawiera m.in. wiersze J. Dehnela.
7. Szyby są cienkie: szwajcarskie wiersze włoskojęzyczne w tłumaczeniach polskich poetów. [Przeł.:] M. Woźniak, N. de Barbaro, J. Wajs, J. Dehnel, R. Kobierski. Red.: M. Campagnoli, J. Dehnel, J.H. Orzeł. Wr.: Biuro Lit. 2015, 70 s.
8. H. Karpińska: Życie Lali przez nią samą opowiedziane. Wybór i red. [i słowo wstępne]: J. Dehnel. Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal 2017, 333 s. Archipelagi.
OPRACOWANIA (wybór)



 	Ank. 2008, 2011.
 	Wywiady: Archeopteryx poezji. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2005 nr 12, przedr. w tegoż: Rozmowy lampowe. Wwa 2007; Chłopak jak ta lala. Rozm. A. Kozłowska. „Gaz. Wybor.” dod. „Wysokie obcasy” 2007 nr 24/25; Jacek Dehnel. W stronę Lisowa. Rozm. H. Rydlewska. „Exklusiv” 2007 nr 12; Młody gentleman. Rozm. K. Rojek. „Motyw” 2007 nr 6; Wychowała mnie Szeherezada. Rozm. K. Janowska. „Polityka” 2007 nr 4; Zawsze miałem olbrzymie apetyty poznawcze. Rozm. K. Bachta. „Pro Libris” 2007 nr 1; Nie dam się dewotkom ani gejowskim aktywistkom. „Zwierciadło” 2009 nr 9; Pisarz najciekawszy jest w książkach. „artPapier” [www.artpapier.com] 2009 nr 8 [dot.: Balzakiana]; Dehnel. Cały jestem przywiązaniem. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 54; Na stole sałatka, w telewizji śmierć. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 230 [dot.: Ekran kontrolny]; Następstwo mężczyzn. Rozm. M. Doskocz. „artPapier” [www.artpapier.com] 2011 nr 6 [dot.: Saturn]; Pisanie to nie masaż stóp. Rozm. M. Hajdysz. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 82 dod. „Trójmiasto”; Polska jako projekt emancypacyjny. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 276; Kotek z kaprawym oczkiem. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 33, dod. „Kultura” [dot.: Młodszy księgowy]; Dehnel o nowej powieści „Matka Makryna”. Rozm. A. Szwedowicz. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 14 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/artykul/dehnel-o-nowej-powiesci-matka-makryna; Eksperyment. Rozmowa z Jackiem Dehnelem i Piotrem Tarczyńskim. Rozm. A. Sowińska. Powst. 2014? [on-line] [dostęp 4 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6039-eksperyment.html [dot. m.in. Projektu Tajny Detektyw i powieści „Tajemnica domu Helclów”]; Pisarz zawsze tkwi między dziedzictwem a potomnością. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2014 nr 1; Święta oszustka Wielkiej Emigracji. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2014 nr 43; Dziennik jako wola i niewydarzenie: o „Dzienniku roku chrystusowego" Jacka Dehnela. Rozm. M. Woźniak. „Załącznik Kulturoznawczy” 2015 nr 2; Niebłękitnoocy. Rozmowa z Jackiem Dehnelem i Barbarą Klicką. Rozm. Z. Król. Powst. 2015. [on-line] [dostęp 4 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6324-nieblekitnoocy.html?print1 [dot. Projektu Tajny Detektyw]; Jacka Dehnela pytamy o „Serię w ciemność”. Rozm. R. Honet. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 27 listopada 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.literackapolska.pl/kilka-pytan-do/pytania-do-jacka-dehnela/; Trzy pytania po spotkaniu z Jackiem Dehnelem. [Rozm.] M.W. Trojanowska. „Bibl. Radomski” 2016 nr 2; Niech James żyje. Z Jackiem Dehnelem o przekładzie „The turn of the screw”. Rozm. D. Guttfeld. „Litteraria Copernicana” 2017 nr 1; Z ziemi polskiej do angielskiej. Rozm. N. Malek. „Wprost” 2017 nr 11.

Ogólne

 	J. KLEJNOCKI: Nowoklasycyzm warszawski. „Lampa” 2005 nr 7/8.
 	TENŻE: Pośmiertny triumf Czesława Miłosza. „Lampa” 2005 nr 10.
 	J. ZIELIŃSKI: Polowanie na wędrowne anioły. „Rzeczpospolita” 2005 nr 236.
 	J. BŁACHNIO: Marsjanin przy treliażu, klasyk w tramwaju. O poezji Craiga Raine’a i Jacka Dehnela. „Twórczość” 2007 nr 9.
 	J. KAPELA: Pierwszy poeta IV RP. „Lampa” 2007 nr 10, polem. J. Dehnel: Trud czytania, tamże.
 	W. KOROLCZUK: Motywy siedleckie w twórczości Jacka Dehnela. „Szkice Podlaskie” 2007 z. 15.
 	T. SKUTNIK: Chłopiec nad przepaścią. „Dz. Bałt.” 2007 nr 46.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Śmierć w poezji współczesnej. (Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Dariusz Suska, Jacek Dehnel, Marcin Siwek, Tomasz Różycki, Wojciech Wencel). W: Zamieranie. Interpretacje. Katow. 2007.
 	G. CZEKAŃSKI: Dehnel tkwi w szczegółach. „Odra” 2008 nr 4.
 	A. Pyzik: Nie tak źle. „Lampa” 2008 nr 11.
 	R. OSTASZEWSKI: Balzak, czyli laseczka. „Pogranicza” 2008 nr 6.
 	A. RZEPKOWSKA: Zastosowanie kategorii postpamięci w badaniach literackich na przykładzie „Lali” Jacka Dehnela. „Kwart. Polonist.” 2008 nr 2.
 	E. SZYBOWICZ: Comme il faut 2. O prozie i Paszporcie Jacka Dehnela. „Krytyka Polit.” 2007/2008 [Z.] 14.
 	K. DZIKA-JUREK: Głos w sprawie kilku zdjęć: pewne „fotografie" Stasiuka i Dehnela. „Świat i Słowo: filologia, nauki społeczne, filozofia, teologia” 2009 nr 2.
 	T. TOBIASZ: Spór Dehnela z klasycyzmem w cyklu „Przez most i dalej”. „Ruch Lit.” 2009 z. 4/5.
 	J. DUDYCZ: Rilke i Dehnel w jednym stali domu? „Twórczość” 2010 nr 6.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Lans à la polonaise – Jacek Dehnel i Jaś Kapela. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej. 1989-2009. T. 1. Cz. 1. Katow. 2010, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	M. TROJANOWSKI: Jacek Dehnel. Tytan z plastiku. W tegoż: Etyka i poetyka. T. III. Wwa 2010 [on line] [dostęp 14 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.literator.pl/wp-content/uploads/2009/04/etyka-i-poetyka-iii.pdf.
 	C. ZALEWSKI: Znaleziska, wystawy, kolekcje. Projekt antropologii estetycznej w utworach Stanisława Czycza, Witolda Wirpszy i Jacka Dehnela. W tegoż: Pragnienie, poznanie, przemijanie. Kr. 2010.
 	K. SZYMAŃSKA: „The less deceived": „Mniej oszukani", czyli o dwóch przekładach wiersza Philipa Larkina. „Pam. Lit.” 2011 z. 3.
 	K. UNIŁOWSKI: Patyna, a nie moda: kulturowa wartość literatury najnowszej. „FA-art” 2011 nr 1/2.
 	D. ANTONIK: Literatura w kulturze audiowizualnej. Od awangardy do Jacka Dehnela. W: Twórca-dzieło-badacz. Między dyscyplinami humanistyki. Kr. 2013.
 	TENŻE: Jacek Dehnel, czyli futurystyczny klasycyzm. W tegoż: Autor jako marka. Kr. 2014.
 	K. WITKIEWICZ: „Bądź dobry, kochaj, starzej się z wdziękiem": starość w utworach Jacka Dehnela. W: Między literaturą a medycyną. Cz. 8. Starość i inne problemy egzystencjalne w badaniach interdyscyplinarnych. Lubl. 2014.
 	TENŻE: Konterfekt pisarza: negocjacje wizerunku. „Ann. Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio FF, Philologiae”, vol. 32 (2014).
 	K. MALISZEWSKI: „Obrazowość" poetycka: notatki o niektórych twórcach i przejawach. „Dyskurs” 2015 nr 20.
 	G. WYSOCKI: Z wysoka i niska: Ten potwór Jacek Dehnel [on-line] [dostęp 14 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3599-z-wysoka-i-niska-ten-potwor-jacek-dehnel.html; http://www.dwutygodnik.com/artykul/3680-z-wysoka-i-niska-ten-potwor-jacek-dehnel-ii.html.
 	A. WÓJTOWICZ-ZAJĄC: Wehikuły czasu: o prozie Jacka Dehnela. W: Skład osobowy: szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

Żywoty równoległe

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Młody staruszek. „Lampa” 2004 nr 6.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Rżenie jednorożca. „Odra” 2005 nr 12.
 	A. NOWACZYŃSKI: Na brzegu lustra. „Topos” 2005 nr 1/2.
 	A. SZYMAŃSKA: Wzloty i ucieczki estety. „Nowe Książ.” 2005 nr 9 [dot. także: Wyprawa na południe].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Pocztówka do Jacka Dehnela. „FA-art” 2005 nr 2/3 [dot. także: Wyprawa na południe].
 	I. JANICKA: Gra w pisanie, czyli wieczne „teraz” Dehnela. „Nowe Pis.” 2006 nr 6.
 	M. KOCOT: Gdzie ukryło się istnienie? „Fraza” 2006 nr 1-2.
 	O. MASIUK: Siena Palona, czyli o rekwizytorni Jacka Dehnela. „LiteRacje” 2006 nr 1.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Dwa obrazy melancholii w poezji współczesnej. (Maciej Woźniak i Jacek Dehnel). W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 [dot. także: Wyprawa na południe].

Wyprawa na południe

 	M.K.E. BACZEWSKI: Wehikuł czasu. „Kursywa” 2005 nr 4-5.
 	Ł. JANICKI: Nauka patrzenia. „Akcent” 2005 nr 4.
 	A. NOWACZEWSKI: Czy Dehnel sięgnie po nóż? „Topos” 2005 nr 5/6.
 	K. PILITOWSKA: Oliwski Horacy. „Pogranicza” 2005 nr 5.
 	W. SETLAK: Primus inter pares? „Nowa Okolica Poetów” 2005 nr 3/4.
 	M. SIKORA: Klasyk w ogrodzie. „Studium” 2005 nr 4/5.
 	K. MALISZEWSKI: Od świecidełka do świecidła. „Czas Kult.” 2005 nr 5, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. KAŁUŻA: Poetycka turystyka na zamówienie. „Twórczość” 2006 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Życie prawdziwe i równie prawdziwe. „Prz. Powsz.” 2006 nr 1.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Pocztówka do Jacka Dehnela. „FA-art” 2005 nr 2/3 [dot. także: Żywoty równoległe].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Dwa obrazy melancholii w poezji współczesnej. (Maciej Woźniak i Jacek Dehnel). W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 [dot. także: Żywoty równoległe].

Lala

 	M. CUBER: Z sercem, bez ducha. „Nowe Książ.” 2006 nr 12.
 	B. DARSKA: Gdy język ocala czas. „Opcje” 2006 nr 4.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Nos księcia Konstantego. „Lampa” 2006 nr 11.
 	D. NOWACKI: Powieść jak ta lala. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 249.
 	A. KACZOROWSKI: Babcia Lala. „Polityka” 2006 nr 2575.
 	J. ZIELIŃSKI: Perły, szampan i łzy. „Rzeczpospolita” 2006 nr 258.
 	J. BECZEK: W blasku zakwitającej przeszłości. „Studium” 2007 nr 3/4.
 	J. BIELAS: Pani Jowialska z Lisowa. „Czas Kult.” 2007 nr 1-2.
 	W. BROWARNY: Babcia odchodzi. „Odra” 2007 nr 3.
 	S. CHWIN: Migotanie tkaniny pamięci. „Prz. Polit.” 2007 nr 82.
 	W. HOLEWIŃSKI: W poczekalni do śmierci. „Wyspa” 2007 nr 1.
 	M. KĘDZIERSKI: Dopełnienie bliższe i dalsze. „Akcent” 2007 nr 2.
 	I. MARCZAK: Ocalić dzięki opowieściom. „Tygiel Kult.” 2007 nr 10.
 	C. MARKIEWICZ: Oddajcie mi moją Europę! „Pro Libris” 2007 nr 1.
 	H. RATUSZNA: Opowieść w kolorze sepii. „Twórczość” 2007 nr 1.
 	A. WOŹNY: Dehnelowskie Soplicowo. „Splot” 2007 nr 1.
 	B. ŻYNIS: Słowo jest Boga, narracja należy do nas... „Portret” 2007 nr 23.
 	A. KOBIAŁKA: Struktura narracyjna w „Lali" Jacka Dehnela na tle współczesnych gier z konwencją. „Konteksty Kult.” 2008 nr 4.

Wiersze

 	M. TOMCZYK: Vivienne Westwood polskiej sceny poetyckiej? „Studium” 2006 nr 5.

Brzytwa okamgnienia i inne wiersze

 	E. ANTONIAK: Czarna Leica Dehnela. „Śląsk” 2007 nr 11.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: „Brzytwa okamgnienia” albo Jacka Dehnela z czasem bojowanie. „Kresy” 2007 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Dehnelizacja. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 16, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Brzytwą po kartce. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 73.
 	K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Ból i elegancja. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.
 	J. ZIELIŃSKI: Zakrzepła sepia. „Rzeczpospolita” 2007 nr 53.
 	M. ORLIŃSKI: Wywoływanie świata. „Akcent” 2008 nr 1, przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.

Rynek w Smyrnie

 	P. MAŁOCHLEB: W ogrodzie Europy. „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
 	D. NOWACKI: Pusta elegancja. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 79.
 	B. ŻYNIS: Koniec świata w pudełku. „Portret” 2007 nr 24.
 	A. BUBNIAK, R. BUBNIAK: Laleczka smyra laseczką – aż odrzuca (seans w odcinkach). „Czas Kult.” 2008 nr 1.
 	K. WALC: O samotności i innych demonach. Półprywatne notatki z lektury „Rynku w Smyrnie”. „Fraza” 2008 nr 1/2 .

Balzakiana

 	T. DĄBROWSKI: Balzak patronem Dehnela. „Polityka” 2008 nr 41.
 	M. HAJDYSZ: Polska „bylejakość” w stylu Balzaca. „Gaz. Wybor.” dod. „Trójmiasto” 2008 nr 237.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: Stracone złudzenia. O „Balzakianach” Jacka Dehnela. „Kresy” 2008 nr 4.
 	M. MAŁKOWSKA: Presja miłości i pieniędzy. „Rzeczpospolita” 2008 nr 233.
 	D. NOWACKI: Pożytki z Balzaka. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 46.
 	K. UNIŁOWSKI: Balzakiem być. „FA-art” 2008 nr 4.
 	J.Z. BRUDNICKI: Jajo węża Jacka Dehnela. „Trybuna” 2009 nr 96.
 	M. BRZEZIŃSKA: Dehnelicje. „Wyspa” 2009 nr 1.
 	A. GĘBALA: Korepetytor. Sny Adriana Helsztyńskiego. O mikropowieści Jacka Dehnela. „FA-art” 2009 nr 4.
 	I. GODLEWSKA: Dehneliana. „Odra” 2009 nr 7/8.
 	A. GOWORSKI: Czy „można dzielnym być człowiekiem i o paznokcie mieć staranie?”. „Akcent” 2009 nr 1.
 	A. LAM: To się da zrobić. W tegoż: Poznać to, co mówimy. Wwa 2009.
 	Zob. też Wywiady.

Ekran kontrolny

 	J. KURKIEWICZ: Elegia w wulgarnym świecie. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 139.
 	R. RŻANY: Bezimienność. „Nowe Książ.” 2010 nr 2.
 	G. TOMICKI: „Mądrość, którą przemiany wysłały na przemiał". „FA-art” 2010 nr 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

Fotoplastikon

 	D. NOWACKI: Jak na załączonym obrazku. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 293.
 	A. GRZEMSKA: Second-hand. „Pogranicza” 2010 nr 1.
 	J. MADEJSKI: Dla sztuki. „Nowe Książ.” 2010 nr 3.
 	A. SIKORA: Chodząc po wodzie. „Twórczość” 2010 nr 6. M. MIKIEWICZ: Fotograficzna podróż w czasie. „Fotoplastikon” Jacka Dehnela. „Literaturoznawstwo: historia, teoria, metodologia, krytyka” 2014/2015 nr 8/9.

Rubryki strat i zysków

 	A. MAZUREK: Wahadło, czyli anatomia melancholii według Dehnela. „Akcent” 2012 nr 4.
 	G. TOMICKI: Literacka przygoda z formą. O poematach i cyklach poetyckich Jacka Dehnela. „Twórczość” 2012 nr 8.

Saturn

 	M. CUBER: Saturniczny apetyt, czyli o nienapisanej książce Dehnela. „Twórczość” 2011 nr 8.
 	M. KOMAR: W cieniu geniusza. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	M. MIZURO: Rozsadzone ramy. „Odra” 2011 nr 6.
 	A. MADALIŃSKI: P(r)oza rodziny. „Tyg. Powsz.” 2011 dod. „Książ. w Tyg.” nr 5.
 	M. POPRZĘCKA: Nazywam się czerń. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 55.
 	W. RUSINEK: W cieniu Kolosa. „Pogranicza” 2011 nr 3.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Seks, kłamstwa i sztuka. „Polityka” 2011 nr 11.
 	U.M. BENKA: Męska otchłanna potworność. „Akcent, Literatura i Sztuka” 2012 nr 1.
 	A. NĘCKA: Dziedzictwo Saturna. W tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012 s. 70-73.
 	D. NOWACKI: Udręka i ekstaza. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43.
 	K. WALC: Saturnismo. „Fraza” 2012 nr 3.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Linia cierpienia. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 10.
 	P. PIENIĄŻEK: Upadek domu Goya. „Tygiel Kult.” 2013 nr 7/12.
 	Zob. też Wywiady.

Języki obce

 	M. OLSZEWSKI: In translation. „Opcje” 2013 nr 4.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: „Stary szelma” Dehnel. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 3/4.
 	K. MALISZEWSKI: Podniecający trud. „Akcent” 2014 nr 1.
 	A. REIMANN: Poziomy zaawansowania. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.
 	B. SUWIŃSKI: Wspólnota wrażliwości. „Twórczość” 2014 nr 2.

Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Czytelnik świata. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 10.
 	M. SZLACHETKA: Dehnel nie rozmienia się na drobne. „Akcent, Literatura i Sztuka” 2013 nr 3.
 	K. WALC: Wszystko jest tekstem. „Fraza” 2013 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Matka Makryna

 	D. NOWACKI: Jak Makryna czmut w oczy puskała. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 273.
 	J. BIELAWA: Matka o wielu twarzach. „Nowe Książ.” 2015 nr 3.
 	M. JAKUBOWIAK: Szeherezada z polskiego błota: Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 42.
 	P. GOŹLIŃSKI: Dehnel: blizny Makryny. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 209.
 	M. KLIMOWICZ: Dyskretny urok chimer. „Akcent” 2015 nr 3.
 	W. TURANT: Makryna cierpi za miliony. „Śląsk” 2015 nr 5.
 	M. ZATORSKA: Świątobliwa oszustka. „Fraza” 2015 nr 3.
 	M. HAWRYSZ: Stylizacja językowa w powieści „Matka Makryna" Jacka Dehnela. „Język Artyst.” 2017 nr 16.
 	Zob. też Wywiady.

Dziennik roku chrystusowego

 	Ł. NAJDER: Ja z jednej strony i ja z drugiej strony. „Dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 171 [dostęp 14 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6222-ja-z-jednej-strony-i-ja-z-drugiej-strony.html.
 	D. NOWACKI: Blogaski w okładkach, czyli jak Dehnel i Twardoch pamiętniki wydali. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 257 [dot. także: S. Twardoch: Wieloryby i ćmy].
 	J. SOBOLEWSKA: Od Facebooka do sztambucha. „Polityka” 2015 nr 43 [dot. także: P. Siemion: Dziennik roku Węża; S. Twardoch: Wieloryby i ćmy].
 	G. WYSOCKI: Gombrowiczów trzech. „Książki” 2015 nr 3 [dot. także: P. Siemion: Dziennik roku Węża; S. Twardoch: Wieloryby i ćmy].
 	A. AUGUSTYNIAK: Żadna chwilka mi nie uleciała. „Nowe Książ.” 2016 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Tajemnica domu Helclów

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Zbrodnia w Krakowie. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 31.
 	M. OLSZEWSKI: Retrokryminalny Kraków. „Nowe Książ.” 2015 nr 11.
 	Zob. też Wywiady.

Krivoklat czyli Ein österreichisches Kunstidyll

 	G. JANIK: Błąd w sztuce. „Fa-art” 2016 nr 3.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Próba kwasu siarkowego. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 22.
 	Ł. NAJDER: Kwasowy wandal uderza ponownie. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 22.
 	J. SOBOLEWSKA: Oblać Vermeera. „Polityka” 2016 nr 21.
 	D. NOWACKI: Dla każdego coś przykrego, czyli dlaczego powieść Dehnela zbiera klapsy? „Gaz. Wybor.” 2016 nr 143.
 	M. ROBERT: Rozrywka pod patronatem Bernharda. „Nowe Książ.” 2016 nr 12.
 	B. SADULSKI: Naśladowca głosów. „Dwutygodnik” 2016 nr 186, [on-line] [dostęp 14 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6586-nasladowca-glosow.html.
 	E. IGNATIUK: Duchowa chrypka, duchowe otłuszczenie. „Akcent” 2017 nr 1.

Seria w ciemność

 	Zob. Wywiady.

P. Larkin: Zebrane: Mniej oszukani; Wesela w Zielone Świątki i Wysokie okna

 	K. DĄBROWSKA: Larkin po polsku. „Lit. na Świecie” 2010 nr 9/10.
 	K. SZYMAŃSKA: Larkina portret zwielokrotniony. O dwóch polskich przekładach brytyjskiego poety. Wwa: Semper 2012 [dot. także przekładów S. Barańczaka].

F.S. Fitzgerald: Wielki Gatsby

 	B. Kopeć-Umiastowska: Dehnel na trawniku. „Lit. na Świecie” 2014 nr 3/4.

H. James: Dokręcanie śruby

 	D. GUTTFELD: Skąd się biorą duchy?: dwa przekłady „The turn of the screw". „Litteraria Copernicana” 2017 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

J. Iwaszkiewicz: Wielkie, pobudzone, zachwycone zwierzę

 	M. SZYMAŃSKI: Jacek czyta Jarosława. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 9, przedr. w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.

H. Karpińska: Życie Lali przez nią samą opowiedziane

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Debiut niespodziewany. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 17.

</document>
<document nplp_id="2895" title="Jacek DUKAJ" slug="jacek-dukaj">ur. 1974

Prozaik, autor scenariuszy filmowych, krytyk literacki, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 30 lipca 1974 w Tarnowie. Ukończył III Liceum Ogólnokształcące im. A. Mickiewicza w Tarnowie, następnie studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Debiutował jako szesnastolatek opowiadaniem pt. Złota Galera, opublikowanym w 1990 na łamach miesięcznika „Fantastyka” (nr 2), z pismem, a następnie z „Nową Fantastyką” współpracował jako prozaik, autor felietonów i recenzji powieści z gatunku science-fiction i fantasy (1990–2009; tu m.in. w 2003–05 w kolumnie pt. Biblioteka Babel). Felietony i recenzje zamieszczał także w „Fenixie” (1991–93), „SFinksie” (1996–2002; tu omówienia nowości książkowych w dziale pt. Godne polecenia), w magazynie internetowym „Esensja” (2000–04; http://www.esensja.pl; tu m.in. rozmowy z Witem Szostakiem i Łukaszem Orbitowskim w cyklu S.O.D.), w miesięczniku „Science Fiction” (2001–05; tu w 2002–03 dział recenzji nieistniejących książek pt. Księgarnia alternatywna, a w 2004–05 także recenzje filmowe), w kwartalniku „Czas Fantastyki” (2004–12; tu felietony), w „Tygodniku Powszechnym” (od 2006; tu felietony i recenzje), a w 2007–09 (na zmianę z Jackiem Dehnelem) felietony na portalu internetowym Wirtualna Polska (serwis ksiazki.wp.pl). W 2012 nawiązał współpracę jako eseista z pismem „Książki. Magazyn do Czytania”. Był wielokrotnie nominowany do Nagrody Paszportu „Polityki” (2004, 2006, 2008, 2009). W 2008 otrzymał nagrodę SFinks w kategorii „Twórca Roku”. Odznaczony Brązowym Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2014). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Xavras Wyżryn; Zanim noc. [Powieści]. Wyd. pt. Xavras Wyżryn. Wwa: SuperNOWA 1997, 319 s. Przedr. zob. poz. 10.
Zawartość: Zanim noc, s. 15–171; Xavras Wyżryn, s. 174–319.
Przekł. włos. powieści Xavras Wyżryn: Gli imperi tremano. [Przeł.] F. Annichiarico. [Massa] 2012.
2. Katedra. [Opowiadanie]. Powst. 1998–1999. Druk w: W kraju niewiernych. Wwa 2000 zob. poz. 3 s. 395–447. Wyd. osob. Il.: T. Bagiński. Kr.: WL 2003, 91, [28] s. Wyd. nast. tamże: 2008 + 1 dysk optyczny DVD, 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja, Wyd. nast. tamże 2017.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2000.
Przekł. czes.: Katedrála. [Przeł.] P. Weigel. W: Polská ruleta. Polskie sci-fi povidky. Plzeň 2003. – włos.: La cattedrale. [Przeł.:] M. Valenti, J. Kulik. Roma 2013.
Adapt. film.: Scen. i reż. krótkometrażowego filmu animowanego: T. Bagiński. Ekran. 2002 [film wielokrotnie nagradzany i nominowany do nagrody amer. Akad. Film. Oscar 2003].
3. W kraju niewiernych. [Opowiadania]. Wwa: SuperNOWA 2000, 538 s. Wyd. nast.: tamże: 2003. Polska Fantastyka, toż 2005; wyd. 2 przejrz. Kr.: WL 2008, tamże: 2010, 2011, [T.] 1-2. 2017. Bibl. „Newsweeka”- Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 23; 24.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL, pliki w formacie EPUB, MOBI; wyd. osob. poszczególnych opowiadań: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja.
Nagroda czytelników pisma „SFinks” w 2001, nagroda Śląskiego Klubu Fantastyki Śląkfa w 2001.
Zawartość: Ruch Generała; Irrehaare; Muchobójca; Ziemia Chrystusa; Katedra [poz. 2]; Medjugorje; In partibus infidelium.
4. Aguerre w świcie. [Mikropowieść]. Druk w: Wizje alternatywne 3. Olsztyn: Solaria 2001 s. 250–358. Przedr. zob. poz. 14.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja.
Nominacja do nagrody im. J.A.Zajdla w 2001.
5. Czarne oceany. [Powieść]. Wwa: SuperNowa 2001, 494 s. Wyd. nast.: wyd. 2 przejrz. Kr.: WL 2008, wyd. 3 t. 1-2 tamże 2017. Bibl. „Newsweeka”- Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 27; 28.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2008, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda czytelników pisma „SFinks” w 2002, nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2001.
6. Córka łupieżcy. [Mikropowieść]. Druk w: Wizje alternatywne 4. Olsztyn: Solaria 2002 s. 463–601. Wyd. osob.: Kr.: WL 2009, 130 s. Bibl. „Newsweeka” - Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 16.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: WL 2009, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. węgier.: Zuzanna és a világmindenség. [Przeł.] Z. Mihályi. [Budapeszt] 2012.
7. Extensa. [Powieść]. Kr.: WL 2002, 163 s., wyd. nast. tamże: 2010, 2016. Bibl. „Newsweeka”- Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 6.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2008, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. węgier.: Extensa. [Przeł.] Z. Mihályi. [Budapeszt] 2012.
8. Inne pieśni. [Powieść]. Kr.: WL 2003, 628 s. Wyd. nast. tamże: 2008, [T. 1-2] 2016. Bibl. „Newsweeka” - Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 11, 12.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Gosztyła. Kr.: WL 2009, 2011, 1 płyta CD w formacie mp 3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2008, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2003, nagroda czytelników pisma „SFinks” w 2004.
Przekł.: bułg.: Drugi pesni. [Przeł.] S. Borisova. Sofia 2015, — ros.: Inye pesni. [Przeł.] S. Legeza. Moskva 2014, — węgier.: Más dalok. [Przeł.] Z. Mihályi. Budapest 2015.
9. Perfekcyjna niedoskonałość. Pierwsza tercja progresu. Kr.: WL 2004, 450 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2008, wyd. 3 2016. Bibl. „Newsweeka” -Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 8.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: WL 2008, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2004.
10. Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe. [Powieść i opowiadania]. Kr.: WL 2004, 273 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 uzup. 2009, wyd. 3 2012, 2016. Bibl. „Newsweeka” - Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 18.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2011, pliki w formacie EPUB, MOBI; wyd. osob. opowiadań: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Ferency. Kr.: WL 2012, 1 płyta CD w formacie mp3.
Zawiera powieści z poz. 1, — nadto opowiadania: Sprawa Rudryka Z.; Przyjaciel prawdy; Gotyk.
11. Lód. [Powieść]. Kr.: WL 2007, 1050 s., wyd. nast. [t. 1–3] tamże 2016. Bibl. „Newsweeka”. - Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 1-3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2007, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla (2007), Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie (2008), Nagroda Lit. im. J. Żuławskiego (2008), Nagroda czytelników pisma „SFinks” (2008), Nagroda Śląskiego Klubu Fantastyki Śląkfa (2008), Nagroda The European Union Prize for Literature (2009). Nominacje do Lit. Nagrody Europy Środkowej „Angelus”, Nagrody im. J. Mackiewicza i Nagrody Lit. Nike w 2008.
Przekł.: bułg.: Led. [Przeł.:] V. Deânova, V. Velčev. Sofiâ 2017, – maced.: Mraz. [Przeł.] F. Dimevski. Skopje 2013.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: J. Opryński. Lubl., T. Provisorium 2013.
12. Kto napisał Stanisława Lema? [Opowiadanie]. Druk w: S. Lem: Doskonała próżnia. Wwa 2008 s. 203–214.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja.
Opowiadanie w formie recenzji nieistniejącej książki o S. Lemie. – Nominacja do Nagrody Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2008.
Przekł.: ang.: The Apocryphia of Lem. [Przeł.] D. Stok. W: Lemistry. A Celebration of the Work of Stanisław Lem. [Manchester] 2011, – ukr.: Hto napisav Stanìslava Lema. Ternopìl' 2016.
13. Wroniec. [Powieść]. Il.: J. Jabłoński. Kr.: WL 2009, 245 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Peszek. Kr.: WL 2009. 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2007, pliki w formacie EPUB, MOBI.
W 2010 Nagroda Specjalna im. J. Żuławskiego i nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej „Angelus”.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: J. Bielunas. Wwa, T. Kamienica 2010; Adapt.: M. Pakuła. Reż.: J. Peszek. Wr., Wrocławski T. Lalek 2011.
14. Król Bólu. [Opowiadania]. Kr.: WL 2010, 820 s. Wyd. nast. [t. 1-3] tamże 2017. Bibl. „Newsweeka”- Fantastyczna Kolekcja Światy Równoległe, 32.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2011, pliki w formacie EPUB, MOBI; wyd. osob. poszczególnych opowiadań: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla w 2010, nagroda czytelników pisma „SFinks” w 2011, nadto opowiadanie „Szkoła” nagrodzone w plebiscycie na najlepsze opowiadanie (polskie i zagraniczne) opublikowane na łamach „Nowej Fantastyki” w 1996, opowiadanie „Serce Mroku” uhonorowane w 1999 nagrodą czytelników pisma „SFinks” i nagrodą Asocjacji Pol. Pisarzy Fantastów „Srebrny Glob” w kategorii „Opowiadanie roku”.
Zawartość: Linia oporu; Oko potwora; Szkoła; Król Bólu i pasikonik; Crux; Serce Mroku; Aguerre w świcie (poz. 4); Piołunnik.
15. Science fiction. [Powieść]. Druk w: Science Fiction. [Wwa]: Powergraph 2011 s. 575–788.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa:] Book-Rage 2012, pliki w formacie MOBI, EPUB, PDF; Wwa: Code. Red Tomasz Stachewicz [2014].
Nagroda Lit. im. J. Żuławskiego w 2012.
16. Portret Nietoty. [Opowiadanie]. Druk w: Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowieści. Wwa: Świat Książki — Weltbild Polska 2012 s. 61–134.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI. Mini-booki Jacka Dukaja.
Opowiadanie nominowane do Nagrody im. J.A. Zajdla 2012.
17. Starość aksolotla. [Powieść interaktywna]. Koncepcja, opracowanie wizualne i filmowe: Fish Ladder; Platige Image. Wyd. jako dokument elektroniczny: [Pozn.:] Allegro 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Przekł. ang.: The old axalotl. [Przeł.] S. Bill. [Pozn.:] Allegro 2015, 160 s. Dostępny w Internecie: http://www.amazon.com/The-Old-Axolotl-Hardware-Dreams-ebook/dp/B00UTUMM3E#reader_B00UTUMM3E.

Przekłady opowiadań J. Dukaja w antologiach zagranicznych: ang.: The Dedalus book of Polish fantasy. [Przeł.] W. Powaga. Sawtry; New York 1996; The European Union Prize for Literature. Twelve winning authors. [Brussels] 2009; A Polish book of monsters. Five dark tales from contemporary Poland. [Wybór i przekł.] M. Kandel. New York 2010, — azerski: Müasir Polyak nəsr antologiyası. [Oprac.] L. Kaleta. [Przeł.] F. Qiyayi. Bakı 2008, — czes.: Polská ruleta. Polskie sci-fi povidky. [Przeł.] P. Weigel. Plzeň 2003; Polská ruleta 2. [Przeł.:] P. Weigel. Plzeň 2005, — niem.: Auf der Strasse nach Oodnadatta. [Wybór:] W. Jeschke. [München] 2002, — ros.: Pol‘skaâ fentezi. Moskva 2002; Inostrannaâ literatura. Istorii prošlogo i buduščego, pol’skaâ literatura segodnâ. [Oprac.] K. Starosel‘skaâ. [Moskva] 2006; Pol’skie trupy. Moskva 2008; Formula krovi. Moskva 2011, — słowac.: Železný general. Antológia polskej fantastiky. [Przeł.:] M. Ferko, H. Králik. [Bratislava] 2006.
P r z e k ł a d
1. J. Conrad. Serce ciemności. Spolszczył J. Dukaj. Kr.: WL 2017, 163 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Praca redakcyjna
1. PL + 50: historie przyszłości. [Antologia opowiadań]. Wybór i wstęp: J. Dukaj. Kr.: WL 2004, 557 s.
Tu J. Dukaja: Crux [zob. Twórczość poz. 14]. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Autor o sobie: Spowiedź rówieśnika. „Nowa Fantastyka” 2012 nr 11; Świat bez książek? Nie mogę się doczekać. „Książki. Mag. do Czytania” 2015 nr 1.
 	Wywiady: Arystoteles miał rację. Rozm. D. Materska. „Nowa Fantastyka” 2003 nr 4; Zaskoczyła mnie siła „Katedry”. Rozm. Ł. Maciejewski. „Dz. Pol.” 2003 nr 68; Żywa katedra. Rozm. M. Szczyrba. „Sł. Pol.” 2003 nr 81 [dot.: Katedra]; Żyjemy w złotej erze fantasy. Rozm. P. Ciemniewski. „Dekada Lit.” 2004 nr 5/6; Oczywiście, że to literatura. Rozm. Ł. Wróbel. „Nowe Książ.” 2005 nr 2; Wszczepki i żywokryst. (Kiedy temat bierze pisarza za gardło). Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2006 nr 4, przedr. w tegoż: Rozmowy Lampowe 1993–2007. Wwa 2007; Jestem sierotą po literaturze. Rozm. J. Demiańczuk. „Dz. Polska — Europa — Świat” 2007 nr 298; Polska z drugiej strony lustra. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 301; Autor po napisaniu książki powinien się zastrzelić. Rozm. J. Winiarski. „Studium” 2007/2008 nr 5/6; Wywiad z Jackiem Dukajem. [Rozm.] J. Żerański. Powst. 2008/2009 [on-line] [dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://katedra.nast.pl/art.php5?id=4239 [prowadzony między XI 2008 a II 2009 i między V a VII 2009]; Dusza z uchem przy grobie: co nam przyniesie przyszłość. Rozm.: L. Jedlicka, R. Wiśniewski. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 1/2; Stan wojenny trzeba zrobić. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 260 dod. „Duży Format” nr 43 [dot. Wrońca]; Totalna imersja. Rozm. J. Borowczyk. „Czas Kult.” 2009 nr 6; Moc generowania sensów. „Esensja” 2010 nr 10; O Wrońcu i innych bajkach. Rozm. R. Kur. „Wyspa” 2010 nr 2; Czuję się jak kukułczy podrzutek. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 277; Wywiad z Jackiem Dukajem: o czytnikach, przyszłości książki i „Starości aksolotla”. Rozm. R. Drozd. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 12 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://swiatczytnikow.pl/wywiad-z-jackiem-dukajem-o-czytnikach-przyszlosci-ksiazki-i-starosci-aksolotla/; Człowiek nie istnieje. Rozm. D. Karpiuk. „Newsweek Polska” 2017 nr 18/19; Transfuzja ciemności. Jacek Dukaj o nowym przekładzie „Jądra ciemności” Josepha Conrada. Rozm.: J. Sobolewska, E. Bendyk. „Polityka” 2017 nr 46.
 	Strony internetowe J. Dukaja: www.dukaj.pl; http://encyklopediafantastyki.pl/index.php/Jacek_Dukaj.
 	P. Dunin-Wąsowicz, K. Varga: Jacek Dukaj. W: Parnas Bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 r. Wwa 1995. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i rozszerz. Wwa1995; wyd. 3 i ostatnie [!] (zaktualizował P. Dunin-Wąsowicz). Wwa 1998, [wyd. 4] tamże 2005.

Ogólne

 	P. GORLIŃSKI-KUCIK: Między (tech)gnozą a uchronią. Proza Jacka Dukaja. [Praca doktorska] [on-line] Katow. 2015, 229 s. [dostęp 10 grudnia 2015]. Dostępna w Internecie: http://www.sbc.org.pl/Content/174300/doktorat3584.pdf; wyd. pt. TechGnoza, uchronia, „science fiction”. Proza Jacka Dukaja. Katow.: Wydawn. UŚl. 2017, 435 s.
 	Doświadczenia Dukaja. Gdańsk; [Sopot]: Wyd. UG 2016, 110 s .[M. ROMANOWSKI: Doświadczenia Dukaja; M. DAJNOWSKI: Jacka Dukaja bajka o żelaznym wilku (i żelaznej Suce) [dot. „Wrońca”]; T. ZIÓŁKOWSKI: Dzieci nowego świata - obraz postczłowieka w „Linii oporu” Jacka Dukaja; K. CHOJNOWSKI: Wizerunek postaci nie-ludzkich w „Extensie” i „W kraju niewiernych”; T.P. BOCHEŃSKI: Intermedialne strategie czytania: „Serce Mroku” Jacka Dukaja, „Jądro ciemności” Josepha Conrada i Rammstein; P. OSAK, K.M. TOMALA: Historia to (nie) bajka: o możliwościach adaptacji „Wrońca” Jacka Dukaja na potrzeby szkolnej edukacji polonistycznej; Z. KALICKA-KARPOWICZ: Codzienność w przyszłości: neologizmy w „Córce łupieżcy” Jacka Dukaja a tendencje językowe w polszczyźnie; Aneks: B. BŁASZCZYŃSKI: Pierwomyśl].
 	G. ROGACZEWSKI: Odczytywanie światów Jacka Dukaja. „Esensja” 2004 nr 1.
 	J. ŚLÓSARSKA: „Katedra” i „Inne pieśni”. „Żywokryst” oraz „Morfy” i „Formy” w literackiej i filmowej kosmologii Jacka Dukaja i Tomasza Bagińskiego. W: Między słowem a obrazem. Księga Pamiątkowa dla Uczczenia Jubileuszu Profesor Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej. Kr. 2005.
 	K. UNIŁOWSKI: Lord Dukaj albo fantasta wobec mainstreamu. „FA-art” 2007 nr 4.
 	T. MIZERKIEWICZ: Wirtualny odbiorca wirtualny. Albo o tym, jak Jacek Dukaj wymyślił czytelników współczesnej literatury polskiej. „Czas Kult.” 2009 nr 6.
 	I. PIĘTA: Dlaczego czytamy fantastykę. Rozważania o prawdzie na przykładzie prozy Jacka Dukaja. „Rocz. Hum.” 2009 z. 1.
 	TAŻ: Funkcja obcości (inności) w kształtowaniu się tożsamości „Ja” podmiotowego w twórczości Jacka Dukaja. „Konteksty Kult.” 2012 nr 8.
 	TAŻ: Bóg, człowiek, świat w prozie Jacka Dukaja. W: Motywy religijne we współczesnej fantastyce. Białystok 2014.
 	N. LEMANN: Miejsca (nie)PODobne: toponimia w historiach alternatywnych. W: Mikrotoponimy i makrotoponimy w komunikacji i literaturze = Microtoponyms and macrotoponyms in communication and literature. Łódź 2015.
 	O. DAWIDOWICZ-CHYMKOWSKA: Użyteczna czy bezużyteczna?: bomba atomowa w twórczości Jacka Dukaja. „Prz. Hum.” 2017 nr 1.
 	S.P. KUKULAK: Historia alternatywna w polskiej fantastyce: przypadki Jacka Dukaja i Jacka Piekary. „Nowa Dekada Lit.” 2017 nr 1/2.
 	T. MIZERKIEWICZ: Practising the history of literary studies within the studies of particular authors. „Prz. Filoz.-Lit.” 2017 nr 2 [dot. także Z. Haupta i S. Różewicza].

 Xavras Wyżryn

 	 T.A. OLSZAŃSKI: Dukaj na manowcach. „Miesięcznik ŚKF” 1997 nr 97.
 	M. ORAMUS: Zanim moc. „Nowa Fantastyka” 1997 nr 7.
 	R. OSTASZEWSKI: Zbrodniczy bohater. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 121 dod. „Kultura”.
 	E. KOZAK: Paradygmat kat - ofiara w powieści Jacka Dukaja „Zanim noc”. W: Paradygmat kat-ofiara w literaturze i sztuce europejskiej w latach 1989-2014. Warszawa 2015.

W kraju niewiernych

 	Ł. JONAK: Matrix i Irrehaare, czyli koniec cyberpunku. „Nowa Fantastyka” 1999 nr 12.
 	Ł. JONAK: Szok poznawczy. „Nowa Fantastyka” 2000 nr 12.
 	R. PAWLAK: Udane podsumowanie. „Fenix” 2000 nr 9.
 	G. WIŚNIEWSKI: Taktyka spalonej ziemi. „Esensja” 2000 nr 1.
 	M. ORAMUS: W krainie wiernych. „Dz. Pol.” 2001 nr 167.
 	P. GORLIŃSKI-KUCIK: Podróż dwudziesta druga do krainy niewiernych. „Konteksty Kultury” 2013 nr 10 [dot. też: S. Lem: Dzienniki gwiezdne].
 	J. ŚLÓSARSKA: Nazgul i Chrystus. Dystopijne lustra komunikacyjne w prozie Jacka Dukaja (na podstawie opowiadań z tomu „W kraju niewiernych”). W: Problemy utopii i antyutopii w literaturach słowiańskich i historii Słowian. Bielsko-Biała 2014.
 	K. CHOJNOWSKI: Wizerunek postaci nie-ludzkich w „Extensie” i „W kraju niewiernych”. W: Doświadczenia Dukaja. Gdańsk 2016.

Czarne oceany

 	M. ORAMUS: W ślepym zaułku. „Nowa Fantastyka” 2001 nr 12.
 	W. ORLIŃSKI: Władza leży między. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 251.
 	T. LEWANDOWSKI: Lekcja fantastyki dla zaawansowanych. „Nowe Książ.” 2002 nr 2.
 	D. NOWACKI. „FA-art” 2002 nr 1.
 	E. REMIEZOWICZ: Wykład profesora Dukaja. „Esensja” 2002 nr 1.
 	A. GĘBALA: Cyber metafizyka. O „Czarnych oceanach” Jacka Dukaja. „FA-art.” 2009 nr 1/2.
 	J. CZURKO: Za horyzontem antropologii. Trans i posthumanistyczne wizje we współczesnej kulturze na przykładzie filmu „Avatar” Jamesa Camerona oraz powieści „Czarne oceany” i „Perfekcyjna niedoskonałość” Jacka Dukaja. W: Dyskursy w Kulturze. Łódź 2012.

Córka łupieżcy

 	P. KOFTA: Miasto miast. „Dziennik” 2009 nr 49 dod. „Kultura”.
 	D. MARKIEWICZ: Archeologia według Dukaja. „Esensja” 2009 nr 4.
 	M. BRZÓSTOWICZ-KLAJN: Niewidzialna obecność Obcych w „Głosie Pana” Stanisława Lema i „Córce łupieżcy” Jacka Dukaja. „Quart” 2015 nr 3/4.
 	Z. KALICKA-KARPOWICZ: Codzienność w przyszłości: neologizmy w „Córce łupieżcy” Jacka Dukaja a tendencje językowe w polszczyźnie. W: Doświadczenia Dukaja. Gdańsk 2016.

Extensa

 	M. ORAMUS: Niebo za karę. „Nowa Fantastyka” 2002 nr 24.
 	Ł. PASSER: W poszukiwaniu istoty człowieczeństwa. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.
 	A. MAZURKIEWICZ: Outsiders. „Akant” 2005 nr 3.
 	M. KOBIELSKA: Trzy poziomy pamięci kulturowej? W: Tradycja współcześnie — repetycja czy innowacja? Kr. 2012.

Inne pieśni

 	M. CZUBAJ: Moc czarnoksiężnika. „Polityka” 2003 nr 47.
 	W. ORLIŃSKI: Wytrawny Dukaj. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 240.
 	E. REMIEZOWICZ: Odkrywanie nowego świata. „Esensja” 2003 nr 8.
 	A. KLĘCZAR: W formie niesamowitej. „Dekada Lit.” 2004 nr 5/6.
 	R. OSTASZEWSKI: Dukaj. Lemobójca. „Opcje” 2004 nr 1/2.
 	R. SZYMA: Z podszeptu Stagiryty. „FA-art” 2004 nr 2.
 	B. TOKARZ: Świadomość formy w powieści Jacka Dukaja „Inne pieśni”. „Zag. Rodz. Lit.” 2014 z. 2.
 	K. CHOJNOWSKI: Wizerunek postaci nie-ludzkich w „Extensie” i „W kraju niewiernych”. W: Doświadczenia Dukaja. Gdańsk 2016.

Perfekcyjna niedoskonałość

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Perfekcyjny krok wstecz. „Przekrój” 2004 nr 49.
 	K.T. LEWANDOWSKI: Bolesne poszerzanie horyzontów. „Lampa” 2004 nr 11.
 	M. OLSZEWSKI: W saku przyszłości. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 282.
 	G. ROGACZEWSKI: Rezonans morfy i formy. „Esensja” 2004 nr 8.
 	M. ORAMUS: Świat za tysiąc lat. „Dz. Pol.” 2005 nr 64.
 	M. PĄKCIŃSKI: Światy Jacka Dukaja. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
 	D. MARKIEWICZ: Zachwyt nie wychodzi z rozumienia. „Esensja” 2009 nr 1.
 	J. CZURKO: Za horyzontem antropologii. Trans i posthumanistyczne wizje we współczesnej kulturze na przykładzie filmu „Avatar” Jamesa Camerona oraz powieści „Czarne oceany” i „Perfekcyjna niedoskonałość” Jacka Dukaja. W: Dyskursy w Kulturze. Łódź 2012.
 	M. SOWIŃSKI: Obcość, monumentalność, strategie wywoływania wrażenia w najnowszej prozie polskiej. „Czas Kult.” 2013 nr 6 [dot. też: W. Myśliwski: „Ostatnie rozdanie”, Sz. Twardoch: „Morfina”].
 	J. LIGMANOWSKA: W stronę nieśmiertelności: człowiek transcendujący w „Fiasku" Stanisława Lema i „Perfekcyjnej niedoskonałości" Jacka Dukaja. „Wiek XIX” 2015.

Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe

 	D. MARKIEWICZ: Ku chwale ojczyzny! „Esensja” 2009 nr 10.

Lód

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Lód, jak brylant. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 50.
 	P. KOFTA: Spojrzenie Pierre’a Menarda. „Dz. Polska — Europa — Świat” 2007 nr 286.
 	W. ORLIŃSKI: Czy Polska jest konieczna? „Gaz. Wybor.” 2007 nr 283.
 	A. BAŁDYGA: Jeśli na końcu jest zero absolutne. „Dekada Lit.” 2008 nr 5/6.
 	W. BROWARNY: Historia bez gorsetu. „Odra” 2008 nr 4.
 	M. FOERESTER: Dorabianie gęby Dukajowi. „Esensja” 2008 nr 5.
 	P. MATUSZEK: Ontologiczna Syberiada. „Nowa Fantastyka” 2008 nr 2.
 	M. PABISEK: Posąg i jego syn. „FA-art” 2008 nr 1.
 	A. PIECH-KLIKOWICZ: Prawda Zimy i niepewność Lata. „Nowe Książ.” 2008 nr 4.
 	W. HAMERSKI: SF: struktura lodu. „Czas Kult.” 2009 nr 6.
 	M. MROWIEC: Juliusz Słowacki i Jacek Dukaj — lodowaty dialog między tekstami. „Postscriptum Polonist.” 2009 nr 2.
 	J. CIERPISZ: „Ten lód — to prawda ziszczona, materja sprowadzona poniżej zera Kelvina”. Wybrane idee religijne w powieści Jacka Dukaja „Lód”. „Ex Nihilo” 2012 nr 2.
 	N. LEMANN: PODobni — niepodobni. „Muza dalekich podróży” Teodora Parnickiego i „Lód” Jacka Dukaja jako przykład dwóch sposobów alternatywizacji historii. „Porównania” 2012 nr 10. — P. GORLIŃSKI-KUCIK: Jak zrobiony jest „Lód” Jacka Dukaja. „FA-art” 2013 nr 4.
 	K. WĄTROBA: „Ponieważ język": „Lód” Jacka Dukaja i problem niewyrażalności. W: Wyobraźnia, pamięć, tożsamość. Studia, szkice, interpretacje. Tarnów 2014.
 	P. GORLIŃSKI-KUCIK: Pamięć przeszłości versus Historia: o „Lodzie" Jacka Dukaja. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
 	E. WASILEWSKA: Złożone nazwy barw w tekście powieści „Lód" Jacka Dukaja. „Poradnik Jęz.” 2017 z. 1.

Wroniec

 	M. MAŁKOWSKA: Mroczna bajka z naiwną fabułą. „Rzeczpospolita” 2009 nr 290.
 	D. NOWACKI: Baśń o stanie wojennym. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 258.
 	M. PABISEK: Enesy-floresy i inne procesy. „FA-art” 2009 nr 3.
 	M. CIELECKI: W szponach wrońca. „W Drodze” 2010 nr 8.
 	E. DYDA: Kruki, wrony, enesy i bubeki… „Fraza” 2010 nr 2.
 	J. HERNIK-SPALIŃSKA: Nowa baśń. „Dialog” 2010 nr 3 [dot. powieści „Wroniec” J. Dukaja i dramatów M. Walczaka „Ostatni tatuś” i M. Fertacz „Białe baloniki”].
 	K. KNAPIK-GAWIN: Tańczący z mitami. „Arterie”, Łódź 2010 nr 1.
 	K. KOSIŃSKI: Mała apokalipsa (nie tylko) dla dzieci. „Więź” 2010 nr 4.
 	M. MACHNIO: Wroniec, czyli bajkowy koszmar. „Myśl.pl” 2010 nr 17.
 	A. PIECH-KLIKOWICZ: Między Tajemnicami, Strachami i Potworami. „Nowe Książ.” 2010 nr 3.
 	P. STERCZEWSKI: Jak się robi stan wojenny: wokół „Wrońca”. „Res Publica Nowa” 2010 nr 11/12.
 	K. WĄGROWSKI: Z Pozycjonistami na Bubeków i Członków. „Esensja” 2010 nr 10.
 	Zob. też Wywiady.
 	T. BUREK: „Wroniec” albo o potwornej wronie, która bohaterów przeraziła wielce. „Arcana” 2011 nr 1.
 	A. RATAJ: Dorównać Dukajowi. „Teatr” 2011 nr 6 [rec. z wyst. „Wrońca”: Wwa, T. Kamienica, Wr., T. Lalek].
 	P. ZAŃKO: Bajka niedokończona. „Wroniec” Jacka Dukaja. „Ex Nihilo” 2011 nr 1.
 	M. BŁASZKOWSKA: „Nic innego się za nimi nie kryje, tylko rzeczy”. Rola słowa we „Wrońcu” Jacka Dukaja. „Maska” 2014 nr 23. M. DAJNOWSKI: Jacka Dukaja bajka o żelaznym wilku (i żelaznej Suce); P. OSAK, K.M. TOMALA: Historia to (nie) bajka: o możliwościach adaptacji „Wrońca” Jacka Dukaja na potrzeby szkolnej edukacji polonistycznej. W: Doświadczenia Dukaja. Gdańsk 2016.

Król bólu

 	D. MARKIEWICZ: Człowiek przekraczający. „Esensja” 2010 nr 10.
 	M. CETNAROWSKI: Prawda tkwi w oku Proteusza. „Fantasy&amp;amp;Science Fiction” 2011 nr 1 — T. EWERTOWSKI: Technologia jako źródło cierpień? „Czas Kult.” 2011 nr 4.
 	W. ORLIŃSKI: Projektant sensów. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 7.
 	T. ROWIŃSKI: O bólu czytania. „Wyspa” 2011 nr 2.
 	D. BRZOSTEK: Bez lęku (przed wpływem?). Na marginesie „Oka potwora” Jacka Dukaja. „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2014 t. 20.
 	T. ZIÓŁKOWSKI: Dzieci nowego świata - obraz postczłowieka w „Linii oporu” Jacka Dukaja; T.P. BOCHEŃSKI: Intermedialne strategie czytania: „Serce Mroku” Jacka Dukaja, „Jądro ciemności” Josepha Conrada i Rammstein. W: Doświadczenia Dukaja. Gdańsk 2016.

Science fiction

 	J. SZEJA: Pean dla science fiction. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.nagroda-zulawskiego.pl/?q=salon/science_fiction.

Starość aksolotla

 	G. JANKOWICZ: Smutek robotów. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 13.
 	J. LECH: Wieczność porasta rdzą. „Esensja” 2015 nr 6.
 	M. MARTYNIUK: Starość aksolotla. Człowiek 2.0. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 10 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.polter.pl/Starosc-aksolotla-c28081.
 	W. ORLIŃSKI: Tak kończy się świat. Errorem. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 57.
 	M. ZWIERZCHOWSKI: Mecha-książka. „Polityka” 2015 nr 11.
 	W. KALISZUK: Postapokalipsa i teraźniejszość: „Starość aksolotla" Jacka Dukaja. „Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska. Sectio FF, Philologiae” 2016 z. 2.
 	K. M. MAJ: „Starość aksolotla" Jacka Dukaja: między multimodalnością a transmedialnością. „Ruch Lit.” 2017 z. 1.
 	Zob. też Wywiady.

J. Conrad: Serce ciemności

 	W. ORLIŃSKI: Co ma wspólnego Steve Jobs z „Jądrem ciemności”. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 280.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="2897" title="Wiesław DYMNY" slug="wieslaw-dymny">1936 – 1978

Prozaik, poeta, satyryk, autor tekstów piosenek oraz scenariuszy filmowych.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 25 lutego 1936 we wsi Połoneczka (pod Baranowiczami, obecnie Białoruś); syn Wiktora Dymnego, i Janiny, nauczycieli. Po zakończeniu II wojny światowej w ramach tzw. akcji repatriacyjnej przyjechał w 1945 z matką i rodzeństwem do Polski. Początkowo mieszkał w miejscowościach Nowogród i Miastkowo (Łomżyńskie), następnie w Zapasiekach (Cieszyńskie), a w końcu cała rodzina przeniosła się do Jaworza Nałęża. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego TPD (obecnie III Liceum Ogólnokształcące im. S. Żeromskiego) w Bielsku-Białej. W tym okresie zaczął pisać wiersze i opowiadania (niedrukowane) oraz tworzyć pierwsze prace plastyczne. W 1953 zdał maturę i rozpoczął studia malarskie w Akademii Sztuk Pięknych (ASP) w Krakowie. Na czwartym roku studiów został przyjęty do ZPAP (później wypisany z powodu niepłacenia składek). Przerwał studia na ASP, ale kontynuował twórczość malarską, rzeźbiarską, zajmował się także scenografią i fotografią. W 1956 był jednym ze współzałożycieli krakowskiego kabaretu Piwnica pod Baranami, dla którego pisał później teksty piosenek i monologów, występował w nim oraz projektował scenografię do kolejnych przedstawień. Debiutował w druku jako poeta i prozaik w 1957 wierszem pt. Szyba i opowiadaniem pt. Przypowiastka prawdziwa o wielu bardzo sprawach, opublikowanymi na łamach czasopisma „Zebra” (nr 6). W latach następnych pisał teksty także dla Teatru STS, Teatru 38 oraz własnego, założonego w 1961 kabaretu Remiza (który działał około pół roku w Piwnicy pod Jaszczurami), dla tego kabaretu opracował program pt. Opera strażacka. Był autorem około 300 tekstów piosenek, wielokrotnie nagradzanych na kolejnych Krajowych Festiwalach Piosenki w Opolu (m.in. Czarne Anioły z muzyką Zygmunta Koniecznego, wykonane przez Ewą Demarczyk, nagrodzone na I Festiwalu). W 1964 założył w Krakowie grupę beatową Szwagry, a następnie do 1969 był jej kierownikiem artystycznym i literackim oraz pełnił funkcje konferansjera. Za teksty dla tego zespołu otrzymał w 1965 nagrodę specjalną przyznaną przez jury I Ogólnopolskiego Przeglądu Zespołów Muzyki Rozrywkowej w Gliwicach. W tymże roku nagrodziła go Fundacja im. Kościelskich w Genewie. Pisał także od 1967 scenariusze filmowe, na planach osiemnastu filmów wystąpił jako wykonawca, głównie ról epizodycznych. Wiersze drukował m.in. na łamach tygodnika „Szpilki” (1970-1978, z przerwami). Wydawał nielegalne pismo w jednym egzemplarzu, do którego wykonywał rysunki i teksty piosenek. W 1977 w wyniku pożaru mieszkania uległo zniszczeniu wiele jego rysunków i tekstów. Reszta spuścizny pozostała pod opieką Anny Dymnej z domu Dziadyk, aktorki, którą poślubił w 1971. Cierpiał na pogłębiającą się chorobę alkoholową. Zmarł 12 lutego 1978 w Krakowie; pochowany tamże na Cmentarzu Salwatorskim.



TWÓRCZOŚĆ
1. Opowiadania zwykłe. Wwa: Iskry 1963, 226 s. Wyd. nast.: Wwa: Muza 1997.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1965.
Zawartość: Żyd; Oskarżony; Skrzynka bez pudła; Dezerter; Złodziej; Chudy i inni (por. poz. 2).
Adapt: poszczególnych opowiadań: Oskarżony: teatr.: pt. „… i diabłu ogarek”. Adapt. i reż.: W. Solarz. Scenografia: W. Dymny. Wyst. Wwa, STS 1965; pt. A diabłu ogarek. Reż.: P. Sowiński. Wyst. Grudziądz, T. Ziemi Pomor., Scena Kameralna 1979; Reż. P. Sowiński. Gniezno, T. im. A. Fredry 1981; Reż.: W. Siemion. Szczec., T. Krypta 1993, - tv: Adapt. i reż.: W. Siemion. TVP 1969. – Skrzynka bez pudła: pt. Skrzyneczka bez pudła: Adapt. teatr. i reż.: A. Sadowski. Wyst. Częstochowa , T. im. Adama Mickiewicza 2004. - Dezerter: tv: pt. Do domu. Reż.: J. Zaorski. TVP 1999.
2. Chudy i inni. Scenariusz filmowy. Reż.: H. Kluba. Ekran. 1967. Por. poz. 1.
3. Słońce wschodzi raz na dzień. Scenariusz filmowy. Reż.: H. Kluba. Współpraca scenograficzna: W. Dymny, L. Leszczyk. Ekran. 1967. Prem. kinowa 1972. Druk zob. poz. 10.
4. Teksty ballad do: Żywot Łazika z Tormesu. Adapt. teatr.: M. Szybist, J. Cnota. Reż.: J. Cnota. Wyst. Kr.,T. 38 1969. Druk zob. poz. 10 s. 234-240.
5. [Pięć i pół] 5 i 1/2 Bladego Józka. Scenariusz filmowy. Współpraca scenograficzna: E. Kupis i W. Dymny. Reż.: H. Kluba. Ekran 1971.
Film nie wszedł na ekrany.
6. Droga na Dziki Zachód. [Opowiadania]. Powst. 1974. Druk Wwa: Muza 1998, 187 s. Sami Swoi.
W zamyśle autora scenariusz filmu telewizyjnego „Droga na Dziki Zachód” napisany dla zespołu filmowego „X”.
Zawartość: Powrót; Niemiec; Dziadek; Granica; Banda; Klasztor; Przeprawa.
7. Koty budujące machiny latające. Scenariusz filmu animowanego dla dzieci. Reż.: K. Raynoch. Ekran. 1976. Druk zob. poz. 10 s. 175-178.
8. Pieśń nad pieśniami. (Ballada o człowieku i miłości.). [Utwór sceniczny]. Powst. przed 1978. Druk „Dialog” 1984 nr 11 s. 5-20. Praprem.: Reż.: R. Major. Szczec., T. Współcz. 1988 [także w oparciu o inne utwory].
9. Polski szynkwas żydowski. [Poemat]. Powst. przed 1978. Adapt. teatr.: pt. Kur zapiał… Scenariusz: M. Szybist, K. Jasiński. Reż.: K. Jasiński. Wyst. Kr., Teatr STU 1985; pt. Polska karczma żydowska. Reż.: A. Maj. Kr., Stary T. 1982; pt. Polski szynkwas. Wyst. Kr., T. im. J. Słowackiego, 225 Krakowski Salon Poezji 2008.
10. Słońce wschodzi raz na dzień i inne utwory. Kr.: WL 1981, 256 s.
Zawartość: Proza: Oskarżony [poz. 1]; Ogromny i biały; Pokój; Sztuczki magiczne; Siedem bestii moich; Aparat do memłania; Aparat do produkcji pieniędzy. – Scenariusze filmowe: Słońce wschodzi raz na dzień [poz. 3] ; Prorok; Droga na Dziki Zachód. Odc. 1. Powrót [poz. 6]; Koty budujące machiny latające. Scenariusz filmu animowanego dla dzieci [poz. 7]. – Wiersze. – Fraszki - Ballady do „Żywota Łazika z Tormes” [poz. 4]. – Słowa do muzyki z filmu „Słońce wschodzi raz na dzień”: - Teksty piosenek. – Spis fotografii [zawiera także rysunki W.D].

Przekłady utworów W. Dymnego drukowanych w antologiach zagranicznych: ang.: Polish writing today. [Oprac.:] C. Wieniewska. Middlesex, New Jersey 1967, – jap.: Gendai porand tampen senshiu. Tökyõ 1972, wyd. nast. tamże 1982. – niem.: Überall ist Polen. [Przeł.] K. Dedecius. Frankfurt am Main 1974.

Montaże utworów i widowiska w oparciu o teksty W. Dymnego, m. in.: Dymny – wiersze, piosenki, wymyślania. Scenariusz: A. Dymna. Reż.: M. Wojtyszko. Wyst. Wwa, T. Ateneum 1993; Zbiór bzdur, czyli Dymny-żongler dwusturęki. Scenariusz i reż.: M. Pacuła. Wyst. Gdynia, T. Miej. 1997; Dymny, Dymny. Wyst. Kr., PWST, Scena im. S. Wyspiańskiego 1998; Pasą się pasą barany wełniane. Wyst. Kr., Piwnica pod Baranami 1998; Siedem jest bestii moich, czyli cyrk metafizyczny Wiesława Dymnego. Scenariusz: A. Dymna. Reż.: K. Orzechowski. TVP 1998; Siedem jest bestii… Reż.: A. Opatowicz. Wyst. Szczec., T. Pol., Scena Czarny Kot Rudy 1999; Piwnica Dymnemu, Dymny piwnicy, czyli jest albo idealizm, albo k… nie ma nic śmiesznego. Wyst. Kr., Piwnica pod Baranami 2003; Człowiek ogromny. Scenariusz: M. Pacuła. Oprac.: D. Buczek. Wyst. Kr., PWST 2004; Na naszej wyspie. Reż.: M. Pacuła. Wyst. Kr., Piwnica pod Baranami 2008.

Katalogi wystaw rysunków i grafik: Wiesław Dymny - wystawa rysunku. Galeria „EMCEKA-FORUM” Kraków. Kr.: MCK [Młodzieżowe Centrum Kultury, 1981], [16] s. – Wiesław Dymny. Rysunki. Luty 1999 - marzec 1999. Miejska Galeria Sztuki Extravagance w Sosnowcu. Sosnowiec: Urząd Miej.; Miej. Galeria Sztuki Extravagance 1999, [12] s. – Wiesław Dymny. Rysunki i grafiki ze zbiorów ZPAP Okręgu Krakowskiego. Red. i projekt graf.: Stanisław Tabisz. Galeria Klubu Plastyków. Kr.: Związek Pol. Artystów Plastyków Okręg Krak. 2005, [24] s.


OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Piwnica krakowska i inni. W: Teatry studenckie w Polsce. Wwa 1968; Dymny. Życiorys w formie listu do Barbary Natkaniec. Nie jestem wart wspomnienia. „Gaz. Krak.” 1998 nr 37.
 	Wywiady: Ważna jest idea, a nie bohater. Rozm. K. Grabień. „Film” 1967 nr 46 [dot.: Słońce wschodzi raz na dzień]; Tryptyk o współczesnym Polaku. Rozm. Z. Święch. „Echo Krak.” 1968 nr 63.
 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	M. WĄS: Wiesław Dymny. Kr.: Wydawn. Petrus 2013, 179 s.
 	M. WĄS: Dymny. Życie z diabłami i aniołami. Kr.: Znak 2016, 430 s.
 	R. TAEDLING: Trzy twarze Wiesława Dymnego. „Dz. Pol.” 1963 nr 207.
 	L. DŁUGOSZ: Wiesław Dymny. „Kultura” 1978 nr 10.
 	Z. KRZYSZTONIAK: Tacy dziś boją się rodzić. „Gaz. Krak.” 1984 nr 119.
 	S. CIEPŁY: Dymny, Dymny. „Życie Lit.” 1988 nr 13.
 	Dymny. Z W. Bojdą, ojczymem Wiesława Dymnego. rozm. Ł. Wyrzykowski. „Przekrój” 1988 nr 22.
 	D. MICHALSKI: Drogi nieobecny. „Sztand. Młodych” 1988 nr 55.
 	Ł. WYRZYKOWSKI: Poznał ludzi, wsiadł do łodzi… Wspomnienie o Wiesławie Dymnym. „Dz. Zach.” 1988 nr 55.
 	J.R. KOWALCZYK: Ja do Dymnego mknę. „Rzeczpospolita” 1993 nr 155.
 	J. ARMATA: Żongler dwusturęki. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 250 dod. „Gaz. w Krak.”.
 	imię Wiesław, nazwisko Dymny. „Przekrój” 1998 nr 7 [wspomnienia K. Wiśniaka, M. Pacuły i P. Skrzyneckiego].
 	J.R. KOWALCZYK: Poezja śmiechu. „Rzeczpospolita” 1998 nr 170.
 	B. NATKANIEC: Wiesiek westchnął w niebie: cholera nareszcie… , czyli jak Dymny oszołomił po 20 latach. „Przekrój” 1998 nr 47.
 	J. POPRAWA: Wypominki. „Dz. Pol.” 1998 nr 259.
 	I. KIEC: Produkuję czarne anioły…; Ta nasza młodość co z czasu kpi…Wielka Poezja i sztubacka zgrywa na scenie Piwnicy pod Baranami. W tejże: Wyprzedaż teatru w ręce błazna i arlekina…, czyli o kabarecie. Pozn. 2001.
 	A. DOBRZAŃSKA: „Nienawidzę być aktorem”. Filmowe przygody Wiesława Dymnego. „Stud. Filmoznawcze” 2002 t. 23.
 	J. OLCZAK-RONIKIER: Piwnica pod Baranami. Wwa 2002, passim.
 	A. DYMNA: Świątek filozof. Oprac.: A.R. Kowalczyk. „Rzeczpospolita” 2003 nr 35.
 	M. MIKOS: On nie udawał. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 50.
 	W. WIERZCHOWSKA, B. NATKANIEC: Zamknięte karty. „Pokaz” 2003 nr 35 [m.in. dot. W. Dymnego].
 	A. BOJANOWSKA: D., żongler dwusturęki. „Piosenka” 2006 nr 1.
 	A. DYMNA, W. SZCZAWIŃSKI: Warto mimo wszystko. Kr. 2006, passim., wyd. 2 tamże 2017.
 	R. RADŁOWSKA: Sen nocy letniej na Groblach. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 151 [m.in. dot. W. Dymnego].
 	W. KRUPIŃSKI: Głowy piwniczne. Kr. 2007, passim.
 	M. JANKOSZ: Siedem bestii jego. Trzydziesta rocznica śmierci Wiesława Dymnego. „Fragile” 2008 nr 1.
 	Ł. MACIEJEWSKI: Da Vinci PRL-u. Legenda Wiesława Dymnego – w 30 rocznicę śmierci. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 7.
 	A. Dymna: Nagle otworzyło się niebo. Rozm. M. Rigamonti. „Wprost” 2012 nr 17/18.
 	A.D. LISKOWACKI: Dymny rozwiera ramiona. „Twórczość” 2013 nr 11.
 	P. BATKOWSKI: Czuły barbarzyńca. „Newsweek Polska” 2016 nr 10.
 	A. Dymna: Cii… o takiej miłości się nie mówi. Kto kalkuluje ten nie żyje. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 36.
 	A. Dymna: Miłość to taka siła, że jeśli nawet przyjdzie śmierć, to uczucie trwa. Rozm. M. Mazurek. „Polska” 2016 nr 12.
 	W. KRUPIŃSKI: Jedni się go bali, inni podziwiali. Jego historia to materiał na film. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 17.
 	Mały Leonardo da Vinci. Legenda za życia, legenda po śmierci. Z M. Wąs, autorką książki „Dymny. Życie z Aniołami i diabłami” rozm. T.Z. Zapert. „Do Rzeczy” 2016 nr 26.

Opowiadania zwykłe

 	M. BAGIŃSKI. „Tyg. Powsz.” 1963 nr 31.
 	T. BUREK: Moje kłopoty z Dymnym. „Współczesność” 1963 nr 22.
 	A. DRAWICZ: Nie – zwykłe, lecz niezwykłe. „Sztand. Młodych” 1963 nr 199.
 	L. FLASZEN: Pytania Kaina. „Życie Lit.” 1963 nr 44.
 	J. IWASZKIEWICZ: Rozmowy o książkach. „Życie Warsz.” 1963 nr 304.
 	S. KRYSKA: Opowiadania zwykłe. „Il. Mag. Studen.” 1963 nr 36.
 	S. MELKOWSKI: Zwykłe i niezwyczajne. „Kultura” 1963 nr 2, przedr. w tegoż: Oczekiwania i zapowiedzi. Łódź 1980.
 	Z. ŻABICKI: W pułapce stylizacji. „Nowe Książ.” 1963 nr 14, przedr. pt. Gdzie jesteśmy – dokąd idziemy? W pułapce stylizacji. W tegoż: Proza… proza… Wwa 1966.
 	Z. MACUŻANKA: Najmłodsi… obawy i nadzieje. „Kultura” 1964 nr 2 [m.in. dot. W. Dymnego].
 	J. PREGER: Mitologia a współczesność. „Twórczość” 1964 nr 2.
 	S. STANUCH: Prozaik z tamtych lat. „Tu i Teraz” 1982 nr 9.
 	J.R. KOWALCZYK: Kruche piękno codzienności. „Rzeczpospolita” 1997 nr 258.
 	L. BUGAJSKI: Wszystko jest balladą. „Polityka” 1998 nr 14 [dot. też: Droga na Dziki Zachód].
 	W. PAŹNIEWSKI: Przerwane w pół zdania. „Nowe Książ.” 1998 nr 4 [dot. też: Droga na Dziki Zachód].
 	M. WIECZOREK: Opowiadania o zwykłych ludziach. „Życie” 1998 nr 41 [dot. też: Droga na Dziki Zachód].

Chudy i inni

 	Z. DOLECKI: Opowieść o współczesnych bandosach. „Kierunki” 1967 nr 14.
 	Z. KAŁUŻYŃSKI: Produkcyjniak typowo polski. „Polityka” 1967 nr 9 [dot. też filmu].
 	D. KARCZ: Wyjście z wieży z kości słoniowej. „Kino” 1967 nr 4 [dot. też filmu].
 	T. KOCHAŃSKI: A jednak się kręci. „Tyg. Kult.” 1967 nr 10.
 	J.A. KOENIG: „Tyg. Powsz.” 1967 nr 13.
 	Z. LICHNIAK: „Sł. Powsz.” 1967 nr 49.
 	L. PIJANOWSKI: „Kult. i Życie” 1967 nr 10.
 	K.T. TOEPLITZ: Ballada o budowie. „Kultura” 1967 nr 11.

Słońce wschodzi raz na dzień

 	R. MARSZAŁEK: Słońce raz w roku. „Współczesność” 1968 nr 20.
 	L. PIJANOWSKI: Ballada i życie. „Świat” 1968 nr 38.
 	K.T. TOEPLITZ: Opowieść zbójecka. „Kultura” 1968 nr 37.
 	D. TERAKOWSKA. „Gaz. Krak.” 1972 nr 110.
 	W. JAWORSKI: „Smutno-kolorowy świat” Wiesława Dymnego. „Nowe Książ.” 1982 nr 4.

Droga na Dziki Zachód

 	L. BUGAJSKI: Wszystko jest balladą. „Polityka” 1998 nr 14 [dot. też: Opowiadania zwykłe].
 	W. PAŹNIEWSKI: Przerwane w pół zdania. „Nowe Książ." 1998 nr 4 [dot. też: Opowiadania zwykłe].
 	M. WIECZOREK: Opowiadania o zwykłych ludziach. „Życie” 1998 nr 41 [dot. też: Opowiadania zwykłe].
</document>
<document nplp_id="2899" title="Leszek ENGELKING" slug="leszek-engelking">ur. 1955

Imiona metrykalne: Leszek Maria.

Krypt.: (E)

Poeta, prozaik, tłumacz, literaturoznawca i krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 2 lutego 1955 w Bytomiu; syn Edwarda Engelkinga i Kazimiery Teresy z Wilczyńskich, filologów klasycznych (wykonujących zawody bibliotekarza i bibliografa oraz nauczycielki języka angielskiego). Od 1970 mieszkał w Brwinowie pod Warszawą i uczęszczał do tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego (obecnie im. J. Iwaszkiewicza). Około czerwca 1972 ogłosił w czasopiśmie „Mówi Pruszków” wiersz pt. …W wiosce leży wykrzyknik… W 1974 zdał egzaminy maturalne i podjął na Uniwersytecie Warszawskim (UW) studia z zakresu japonistyki, a po zaliczeniu pierwszego roku przeniósł się na polonistykę. Rozwijał twórczość poetycką; w 1976 opublikował w tygodniku „Stolica” (nr 5) utwór pt. Piosenka zziębniętej dziewczyny, a w tomie zbiorowym Świt. Ponowa poetycka wiersz pt. Król mówi; za właściwy debiut uważa wydany w 1979 tom wierszy pt. Autobus do hotelu Cytera. W 1978 za wyniki w nauce otrzymał nagrodę Sekretarza Naukowego PAN im. W. Borowego. W następnym roku uzyskał dyplom magistra filologii polskiej ze specjalizacją filmoznawczą. Należał do Koła Młodych przy ZLP (do rozwiązania związku w 1983). W 1980 na łamach „Literatury na Świecie” (nr 4) ogłosił pierwszy artykuł krytycznoliteracki pt. Maski Ezry Pounda oraz debiutanckie przekłady z poezji amerykańskiej (utworów E. Pounda i A. Lowell); współpracę z tym miesięcznikiem kontynuował w następnych latach (w 1984-95 członek redakcji; recenzje podpisywał też krypt.: (E); sporadyczne publikacje także po roku 2000). Tłumaczenia (literatury anglo- i rosyjskojęzycznej, a wkrótce także czeskiej i słowackiej), artykuły, recenzje i wiersze drukował nadto m.in. w periodyku poświęconym twórczości E. Pounda −„Paideuma” (Orono, ME; stały współpracownik od 1982), kwartalniku „Akcent” (1985-96, z przerwami) oraz tygodniku „Tak i Nie” (1986-87); w tym ostatnim piśmie opublikował w 1986 pierwsze opowiadanie pt. Rękopis znaleziony w pociągu (nr 27). Został przyjęty do Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1986), był członkiem-założycielem SPP (1989), wszedł w skład Polskiego Oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC; 1994), międzynarodowej rady festiwalu poetyckiego „Jesień Poezji” organizowanego na Litwie („Poetis Rudųo”, Druskienniki, Wilno; 1996) oraz stowarzyszenia literackiego „Scriptus” (1997). W 1997-98 wykładał historię literatury czeskiej oraz filmu czeskiego i słowackiego na wydziale slawistyki UW; w tym samym okresie gościnnie prowadził wykłady z historii dwudziestowiecznej literatury polskiej na Uniwersytecie Františka Palackiego w Ołomuńcu. W charakterze tłumacza i redaktora serii Biblioteka Poezji Czeskiejwspółpracował z krakowskim wydawnictwem „Miniatura” (1997-2000). W 1998 podjął pracę na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ), gdzie (jako doktorant) prowadził zajęcia z teorii literatury oraz literatury porównawczej. Sporadycznie wygłaszał też wykłady na Ukrainie (w 1998 na Uniwersytecie Iwana Franki we Lwowie), Słowacji (w 1999 na uniwersytecie w Prešovie), na Uniwersytecie Szczecińskim (1999) i w Niemczech (w 2010 na Justus-Liebig-Universität w Giessen). Poza periodykami, z którymi związany był już wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych zaczął zamieszczać przekłady (także z hiszpańskiego, białoruskiego i ukraińskiego) oraz utwory oryginalne, recenzje i artykuły m.in. w pismach krajowych: „bruLion” (1990-91, 1998), dodatek „Życia Warszawy” - „Ex Libris” (1990-96), „Tygodnik Literacki” (1990-91), „Kresy” (1994-96, 2001-02), „Tygodnik Powszechny” (1994-2003) i jego dodatek „Książki w Tygodniku” (2003-06), „Gazeta Wyborcza” (1995-2003), „Przegląd Artystyczno-Literacki” (1995-2005; od 1997 pt. PAL Przegląd Artystyczno-Literacki”; stały współpracownik), „Podkowiański Magazyn Kulturalny” (1996, 2003-08, z przerwami), „Pogranicza” (1996, 1999, 2002-07, z przerwami), „Topos” (1996-97, 2000-06), „Tygiel Kultury” (stała współpraca od 1996), „Akant” (1998-2000) i „Nowe Książki” (od 1998) oraz zagranicznych: „Scriptum” (Ołomuniec, 1993-2000, z przerwami; członek rady redakcyjnej), „Literárni Noviny” (Praga, 1994-2003, z przerwami), „List Oceaniczny” (Toronto, 1996), „Literatura ir Menas” (Wilno,1996-2007), „Listy” (Ołomuniec, od 2004), „Slavia” (Praga, od 2007 członek międzynarodowego kręgu redakcyjnego). W 2000 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2002 obronił na UŁ dysertację doktorską pt. Codzienność i mit. Poetyka, programy i historia „Grupy 42” w kontekście dwudziestowiecznej awangardy i postawangardy(promotor prof. Grzegorz Gazda). Od następnego roku – jako adiunkt w Katedrze Teorii Literatury, wchodzącej w skład Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych UŁ – rozpoczął wykłady z historii literatury światowej. Zajęcia poświęcone zagadnieniom przekładu artystycznego prowadził w tym samym okresie w Podyplomowym Studium Tłumaczenia na Uniwersytecie Jagiellońskim (2003 i 2005) oraz w Instytucie Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW (2003, 2004). Został członkiem Łódzkiego Towarzystwa Naukowego. Za dorobek translatorski i popularyzowanie literatury czeskiej za granicą otrzymał w 2003 czeską nagrodę Premia Bohemica. W 2006 (za osiągnięcia naukowo-badawcze minionego roku) nagrodzony został przez Rektora UŁ. Jako edytor współpracował (od 2009) z warszawską oficyną „Muza SA” przy wydawaniu wybranych pism Vladimira Nabokova. Na antenie Polskiego Radia, głównie programu II, prezentował własny dorobek literacki, krytycznoliteracki i translatorski. W 2008 został członkiem Polsko-Czeskiego Towarzystwa Naukowego. Uczestniczył w licznych konferencjach naukowych oraz festiwalach literackich w Polsce, Republice Czeskiej, Rosji, Rumunii, Serbii, Katalonii, Wielkiej Brytanii, na Słowacji, Litwie, Ukrainie i Białorusi. Za wybitny dorobek translatorski otrzymał w 2010 nagrodę Polskiego PEN Clubu. Tytuł naukowy doktora habilitowanego uzyskał w 2013, na podstawie rozprawy pt. Chwyt metafizyczny. Vladimir Nabokov - estetyka z sankcją wyższej rzeczywistości, złożonej w Instytucie Kultury Współczesnej UŁ (powstałym z przekształcenia Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych). Odznaczony medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2006).

W 1994 ożenił się z Mają Chadryś, animatorką kultury, instruktorką teatralną i literacką. Ma syna Wojciecha Piotra (ur. 1992). Mieszka w Brwinowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Autobus do hotelu Cytera. [Wiersze]. Wwa: Warsz. Klub Młodych Pisarzy 1979, 32 s. Bibl. „Barw”.
2. Vladimir Nabokov. [Monografia]. Wwa: Czyt. 1989, 146, [16] s. Klasycy Lit. XX Wieku.
Przekł. czes. [wersja rozszerz.]: Vladimir Nabokov. Podivuhodný podvodník. [Przeł.] I. Mikešová. Olomouc 1997.
3. Haiku własne i cudze. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 1990, 28 s.
4. Mistrzyni kaligrafii i inne wiersze. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 1994, 47 s.
5. Dom piąty. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 1997, 38 s.
6. Od tego się nie umiera... = Vìd c’ogo ne vmirajut’... [Wiersze; wybór i przekł.:] V. Dmitruk. [Wstęp:] A. Otko. L’vïv: Kamenjar 1997, 93 s.
Tekst w jęz. pol. i ukr. − Zawiera wiersze z poz. 1, 3, 4, 5 oraz pierwodruki.
7. I inne wiersze. (Utwory wybrane i nowe). Kr.: Miniatura 2000, 126 s.
Zawiera wiersze z poz. 1, 3, 4, 5 oraz pierwodruki.
8. Surrealizm, underground, postmodernizm. Szkice o literaturze czeskiej. Łódź: Wydawn. UŁ 2001, 160 s.
Zawiera szkice o literaturze czes. XX w.: Surrealizm w liczbie mnogiej; Pechowiec, czyli poeta przeklęty [posł. do: O. Wenzl: Słyszę kroki ementalera]; Przerwy w życiorysie [dot. literatury czes. w l. 50. i 70. XX w.]; „Papież” undergroundu [posł. do: E. Bondy: Dzisiaj wypiłem dużo piw]; Nadrealny realizm [dot. twórczości B. Hrabala i J. Kolářa]; Ściągnięty naskórek materii [dot. V. Boudníka i jego obecności w twórczości B. Hrabala]; Rękopisy z imionami demonów [dot. czes. pisarzy, których utwory zaczęto publikować dopiero po zniesieniu cenzury w 1989]; Magiczna Praga Michala Ajvaza.
9. Codzienność i mit. Poetyka, programy i historia Grupy 42 w kontekstach dwudziestowiecznej awangardy i postawangardy. [Monografia]. Łódź: Wydawn. UŁ 2005, 447 s.
Rozprawa doktorska.
10. Szczęście i inne prozy. [Opowiadania]. Posł.: J. Gondowicz. Wwa: Ofic. Wydawn. Volumen 2007, 179 s.
Zawiera: Szczęście. (Wariacje na temat z Nabokova); Pisarz postanawia napisać opowiadanie; Rękopis znaleziony w pociągu; Pociąg znaleziony w rękopisie; Rękopis wyłowiony z morza; Pociąg z miasta A. i pociąg z miasta B.; Okręty; Doliczone minuty; Tatuaż; Dialogus vel tractatus; Drzewko; Paragraf 4444; Wyznania Fanny Monte, przodownicy pracy socjalistycznej; Smok, dziewica, jednorożec; Trzy życzenia. Bajka; Ósme niebo; Trzy misie. Bajka; Jehohannan; Ogień; Concerto grosso; Trzeba się mieć na baczności; Na małą skalę; Kompilacja; Mgr inż. Piąstka; Pomyłka; Przed dworcem kolejowym; Trzy przesłuchania; Sezony przeminęły. (Sezony przeminęły. Martwy Dworzec Północny. O świcie); Rekwizytornia nocy; Zapiski myśliwego.
11. Chwyt metafizyczny. Vladimir Nabokov - estetyka z sankcją wyższej rzeczywistości. Łódź: Wydawn. UŁ 2011 [właśc. 2012], 474 s.
Rozprawa habilitacyjna.
12. Muzeum dzieciństwa. [Wiersze]. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2011, 85 s., Bibl. Poezji Współcz., 37.
Nominacja w 2012 do Nagrody Lit. m.st. Warszawy oraz do Nagrody im. K. I. Gałczyńskiego – Orfeusz (przyznawanej przez Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu).
Przekł. hiszp. [fragm.: 8 wierszy w jęz. pol. i hiszp.]: Museo de la infancia. [Przeł.:] G. Beltrán, X. Farré, A. Murcia. Saragossa 2010.
13. Komu kibicują umarli? [Wiersze]. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2013, 59 s. Bibl. Poezji Współcz., 68.
14. Nowe mity. Twórczość Jáchyma Topola. [Monografia]. Łódź: Wydawn. UŁ 2016, 226 s. Literaturozn. – UŁ. Sylwetki.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Wydawn. UŁ 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI, pdf.
15. Suplement. [Wiersze]. Łódź: Dom Literatury. Oddz. SPP 2016, 58, [6] s.

Wybory utworów L. Engelkinga w przekł.: ang.: Your train the local. [Arkusz poetycki]. [Przeł.] C. Czury. Reading, PA 2001; Paulina’s House. [Arkusz poetycki]. [Przeł.] C. Czury. Reading, PA 2002, – czes.: A jiné básně a jiné básně. [Wiersze]. [Wybór:] L. Engelking i V. Burian. [Przeł.:] I. Mikešová, V. Burian, I. Wenisch, P. Mikeš. [Posł.:] V. Burian. Olomouc 1998; Muzeum dětství a jiné básně. [Wiersze]. [Wybrał i przeł.:] V. Burian. Ostrava 2016 [wiersze z poz. 12, 13, 15 oraz teksty wcześniej niepublikowane], – słowac.: Zanechala si otlačky prstov na mojej koži. [Wiersze]. [Wybór i przekł.:] K. Chmel. Bratislava 2005, – ukr.: zob. poz. 6.

Przekłady utworów L. Engelkinga w antologiach zagranicznych: białorus.: Verš na svabodu. [Red.] V. Aksak. Vašyngtòn 2002, – litew.: Poetinis Druskininkų ruduo, 2000. Vilnius 2000; Poetinis Druskininkų ruduo, 2001. Vilnius [2001]; Poezijos pavasaris. [Red.] D. Gintalas. Vilnius 2003, – ros.: Pol'skie poèty XX veka. Antologija = Poeci polscy XX wieku. Aantologia. [Przeł.:] N. Astaf'eva, V. Britanišskij. T. 2. Sankt-Peterburg 2000; Sdelano v Pol'še, vek – XX. Antologiâ. [Wybrał i przeł.] A. Bazilevskij. Moskva 2009, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2012.

Rozprawy i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: W poszukiwaniu kryterium poetyckości filmu. „Poezja” 1980 nr 10 s. 15-25. – Yeatsa sztuka dla tancerzy. „Lit. na Świecie” 1981 nr 8 s. 208-219 [dot.: Przy źródle jastrzębia]. – Ezra Pound in Poland. „Paideuma”, Orono, ME 1982 vol. 11 nr 1 s. 106-131. – Bachtinowska koncepcja rozróżniania poezji i prozy. „Lit. na Świecie” 1983 nr 1 s. 308-329. – Some remarks on the devil in Nabokov’s „The Visit to the Museum”. „Canadian/American Slavic Studies”, Vancouver 1985 nr 3 s. 351-356; (wersja zmien. i rozszerz. w jęz. pol.): Czarcia sztuczka. Diabeł w opowiadaniu Vladimira Nabokova „Zwiedzanie muzeum”. W: Gotycyzm i groza w kulturze. Łódź 2003 s. 45-57. – Twórczość Ezry Pounda w Polsce; Ezra Pound. „Lit. na Świecie” 1985 nr 1 s. 227-264; 298-323. – Imagizm. „Lit. na Świecie” 1991 nr 1 s. 190-209. – Uwertura poematu. (Aluzje literackie, mitologiczne i historyczne w trzech pierwszych „Pieśniach” Ezry Pounda). „Lit. na Świecie” 1991 nr 1 s. 109-209. – Słowo i milczenie Jiříego Kolářa. „Lit. na Świecie” 1994 nr 9 s. 213-227. – Dvěma slovy zachytit nezachytitelnost. [Posł. do:] B. Leśmian: Druhá smrt. Olomouc 1995 s. 31-81. – A Penelopą jego był Flaubert... („Hugh Selwyn Mauberley” Ezry Pounda). „Tytuł” 1997 nr 2 s. 81-93. – Duża literatura małego narodu. „Tygiel Kult.” 1998 nr 6/8 s. 20-34 [o najnowszej literaturze czes.]. – Nie wysłany list miłosny. „Lit. na Świecie” 1999 nr 5/6 s. 293-306 [dot. J. Hanča]. – Pretaviť lýry na meče. Alúzie na „Dziady” Adama Mickiewicza vo „Wyzwolení” (Oslobodení) Stanisława Wyspiańského a literárne diskusie obdobia na sklonku poľskej moderny „Młodej Polski”. W: Kapitoly k dejinám estetiky na Slovensku II. Prešov 1999, Stud. Aesthetica III; druk w jęz. pol.: Aluzje do „Dziadów” Adama Mickiewicza w „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskiego. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2004 t. 47 z. 1/2 s. 153-174. – Podivný zpěv v černém hradu duše. [Posł. do:] T. Miciński: Nedokonaný. Básně v próze. Olomouc 2000 s.102-123. – Rilke i Czechy. „Topos” 2000 nr 1 s. 27-41. – Środkowoeuropejskie pustelnie pod bananowcem. Kilka uwag o haiku w literaturze czeskiej, słowackiej i polskiej. W: Droga na Wschód. Polskie inspiracje orientalne. Słupsk 2000 s. 109-132. – Text jiného a text vlastní. (Texty v díle Jiřího Koláře). W: Česká literatura na konci tisíciletí. Příspěvky z 2. kongresu světové bohemistyki. T. 2. Praha 2001 s. 635-644. – Wtedy rozproszone jest w Teraz... „Lit. na Świecie” 2001 nr 5/6 s.61-81 [o B. Buntingu]. – „Miejsca, które opuściliśmy, żyją dalej”. Nostalgiczne przywoływanie przeszłości w emigracyjnej poezji Jana Lechonia i Ivana Blatnego. W: Česká a polská emigrační literatura = Emigracyjna literatura czeska i polska. Opava 2002 s. 122-134. – Poezja Petra Mikeša w ołomunieckim samizdacie. W: Česká a polská samizdatová literatura = Czeska i polska literatura drugiego obiegu. Opava 2004 s. 230-240. – Stolarz z Kladna. Droga życiowa i twórcza Jiříego Kolářa. W: Twórczość w godzinach nadliczbowych. Między sztuką a biografią. Słupsk 2004 s. 241-259. – Duchovní poezie Petra Mikeše v olomouckém samizdatu. W: Víra a výraz. Brno 2005. – Kafka a Nabokov. W: Twórczość Franza Kafki. Tożsamość kulturowa i literacka. Słupsk 2005 s. 133-152. – Muzyka czy sens? O tłumaczeniu poezji Basila Buntinga (zwłaszcza „Briggflats”). „Przekładaniec” 2004/2005 nr 13/14. – Nowe mity Jáchyma Topola. „Dialog” 2005 nr 11 s. [134]-147. – Nowy mit, stary rytuał. O wierszu Josefa Kainara „Stříhali dohola malého chlapečka”. (Strzyżono na glacę małego chłopczyka). Pierwodr. w przekł. czes.: Nový mýtus, staré rituály. O básni Josefa Kainara „Střihali dohola malého chlapečka”. [Przeł.] J. Linka. „Česká literatura” 2005 nr 3 s. 361-371; druk w jęz. pol. w: Obraz minulosti v současné české a polské literatuře = Obraz przeszłości we współczesnej literaturze czeskiej i polskiej. Opava; Katow. 2006 s. 295-305. – Groźny trefniś. Postać Polki w powieści Jáchyma Topola „Nocna praca” jako element gry z czytelnikiem. W: Homo ludens v literatuře. Opava 2006 s. 282-308. – Niemożliwa rozmowa. O poezji Jerzego Jarniewicza. „Twórczość” 2006 nr 4 s. 59-73, wersja zmien. i rozszerz. pt.: Możliwa niemożliwa rozmowa. O poezji Jerzego Jarniewicza. W: Ślady i więzy. Krytyczna topografia Jarniewicza. Łódź 2008 s. 142-170 Bibl. „Tygla Kult.”, 43. – „V mládí jsem občas chtěl být Polák...” Polsko, polština a Poláci v románu „Sestra” Jáchyma Topola. W: Otázky českého kánonu. Praha 2006 s. 562-574, przedr. w: Otevřený rány. Vybrané studie o díle Jáchyma Topola. Praha 2013 s. 77-88. – Bliższe brzegi rzeki. O tłumaczeniu poezji polskiej na języki słowiańskie. „Tygiel Kult.” 2007 nr 4/6 s. 160-170. – Czy Jáchym Topol jest realistą magicznym? Wieloznaczność, mity oraz postać trickstera w powieści „Nocna praca”. W: Realizm magiczny. Teoria i realizacje artystyczne. Łódź 2007 s. 217-247. – Laleczki na sprzedaż. Zabawa w Holocaust i handel Holocaustem. W: Holokaust - Šoa - zagłada v české, slovenské a polské literatuře. Praha 2007 s. 79-94. – „Muszę robić złe rzeczy, bo da się je robić...” Dobro i zło w twórczości Jáchyma Topola. W: Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich. [T.] 7. Cz. 2. Wr. 2007 s. 233-240 Acta Univ. Wratisl., 2970. Slavica Wratisl., 143. – Spojrzenie z drugiej strony. W: Przekładając nieprzekładalne. [T.] 3. O wierności. Gdańsk 2007 s. 83-94 [o przekładach własnych wierszy dokonanych przez innych tłumaczy]. – Z dziejów ołomunieckiego samizdatu: pismo „Ječmínek”. W: Drogi do wolności w kulturze Europy Środkowej i Wschodniej 1956-2006. Pozn. 2007 s. 173-182, przekł. czes.: Z historie olomouckého samizdatu, časopis Ječmínek. [Przeł.] B. Gregorová. „Plav – měsíčník pro světovou literaturu”, Praga 2007 vol. III, nr 2 s. 41-46. – Pikarejski kojot Ilja. Model pikara i model trickstera w powieści Jáchyma Topola „Kloktat dehet” („Dziegieć w gardle”). W: Awangardowa encyklopedia, czyli Słownik rozumowany nauk, sztuk i rzemiosł różnych. Łódź 2008 s. 309-320, przekł. czes.: Pikareskní kojot Ilja. Model Pícara a model trickstera v románu Jáchyma Topola Kloktat dehetm. W: Otevřený rány. Vybrané studie o díle Jáchyma Topola. Praha 2013 s. 227-242. – Zplozenci zlýho ducha. (Násilí a agrese v tvorbě Jáchyma Topola). [Przeł.] V. Burian. W: Agresivita a násilí v jazyce, literatuře, médiích a společnosti. Praha 2008 s. 35-42, przedr. w: Otevřený rány. Vybrané studie o díle Jáchyma Topola. Praha 2013 s. 296-308. – Cichy przybój mowy. (Morze we wczesnej twórczości Michala Ajvaza). W: Moře v české a polské literatuře = Morze w literaturze czeskiej i polskiej. Opava 2009 [właśc. 2010] s. 51-59. – Dom i bezdomność w powieści Jáchyma Topola „Kloktat dehet“ („Dziegieć w gardle”). W: Dům v české a polské literatuře = Dom w literaturze czeskiej i polskiej. Opava 2009 [właśc. 2010] s. 104-113. – [Posł. do:] J. Kolář: Sposób użycia i inne wiersze. Wr. 2010 s. 267-288. – Polska literatura w czeskim samizdacie i czeska w polskim drugim obiegu. W: Česko-polská literatura v samizdatu a v druhém oběhu. Studie a rozhovory s překaldateli. Praha 2010. – Miłość erotyczna w kilku rosyjskojęzycznych utworach Vladimira Nabokova. Nabokov i Władimir Sołowjow. W: Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich. 9. Ciało. Wr. 2011 s. 369-379. „Acta Univ. Wratisl.”, 3277 Slavica Wratisl., 153,. – Paszporty wierszy. O przekładach gier językowych w poezji. W: Evropská dimenze české a polské literatury = Europejski wymiar literatury czeskiej i polskiej. Opava 2011 s. 234-258. – Gra warta świeczki. Tłumaczenie gier słów w utworach literackich. „Tygiel Kult.” 2012 nr 7/9 (199/201) s. 37-47. – Genialny samouk Jiří Kolář. W: Jiři Kolář i Béatrice Bizot. Korespondaż. Wr. 2013 s. 113-120 [art. w kat. wystawy Muzeum Architektury we Wrocławiu]. – Polska w Supermarkecie bohaterów radzieckich Jáchyma Topola. W: Mosty i zasieki. Spotkania polskiej i czeskiej literatury w XX wieku. Bielsko-Biała 2013 s. 107-117. – Wnuk ekspresjonistów i postmodernista mimo woli. Elementy ekspresjonistyczne w twórczości Jáchyma Topola. W: Awangarda Środkowej i Wschodniej Europy – innowacja czy naśladownictwo? Kr. 2014 s. 283-300. – Menzel i inni. Adaptacje filmowe prozy Bohumila Hrabala. „Konteksty Kult.” 2015 [nr] 12 z. 1/2 s. 105-124.
Przekłady
1. W.B. Yeats: Przy źródle jastrzębia. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1981 nr 8 s. 194-207. Przedr. w: W.B. Yeats: Dramaty. Izabelin: Świat Lit. 1994 s. 97-112. Wyst. jako cz. I spektaklu pt. Upadek Cuchlaina. Reż.: P. Wodziński. Wwa, T. Kameralny 1995.
2. Wyspy na jeziorze. [Antologia wierszy]. Przekł. [z ang.:] K. Boczkowski, L. Engelking, A. Szuba. [Oprac.:] L. Engelking. Kr.: Miniatura 1988, 63 s.
Inf. o oprac. wg Ank. 2010. – Antologia zawiera utwory W.B. Yeatsa, E. Pounda, T. S. Eliota oraz imagistów.
3. E. Pound: Poezje wybrane. Wyboru dokonał, przeł. i oprac. L. Engelking. Wwa: LSW [1989], 200 s. Bibl. Poetów.
Nagroda translatorska miesięcznika „Lit. na Świecie” w kategorii książkowego debiutu translatorskiego w 1989.
4. N. Gumilow: Tramwaj zbłąkany i inne wiersze. Wybór i przekł.: L. Engelking. Kr.: Miniatura 1990, 32 s. Poeci.
Książka wydrukowana na płótnie.
5. V. Nabokov: Zaproszenie na egzekucję. [Powieść]. Przeł. z ros. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Czyt. 1990, 206 s. Wyd. nast. Wwa: Muza 2003, tamże wyd. 2 [!] 2014.
6. P. Mikeš: Dom jest tam. Wiersze wybrane. Wybrał i przeł. L. Engelking. Kr.: Miniatura 1991, 47 s.
7. I. Wernisch: Cmentarz objazdowy. [Wiersze]. Przekł. [oraz wybór i posł.:] L. Engelking. Kr.: Miniatura [1991], 107 s.
Inf. o autorstwie wyboru wg Ank. 2010.
8. I. Blatný: Szkoła specjalna. Wiersze wybrane. Wyboru dokonał, przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Kr.: Fundacja „bruLionu” 1993, 111 s. Bibl. L.[eszka] E.[ngelkinga], 1.
9. V. Nabokov: Rozpacz. [Powieść]. Przeł. [z ang.] L. Engelking. Gdańsk: Atext 1993, 182 s. Wyd. nast.: Wwa: Muza 2003, tamże [z posł. L. Engelkinga] 2014.
10. V. Nabokov: Król, dama, walet. [Powieść]. Przeł. [z ang.] L. Engelking. Gdańsk: Marabut 1994, 243 s. Wyd. nast.: Wwa: Muza 2004, tamże 2013.
11. V. Nabokov: Feralna trzynastka. [Opowiadania]. Przeł.: [z ang.] L. Engelking, [z ros.] E. Siemaszkiewicz. Gdańsk: Atext 1995,194 s. Ser. z Okiem.
12. A. Pleijel: Anioły ze snu. [Wiersze]. Wybrał i przeł. L. Engelking. Kr.: Miniatura 1995, 47 s. Poezja Współcz.
13. R. Caddel: Mały atlas klimatyczny duszy. Wiersze wybrane = A short climate-atlas of the soul. Selected poems. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Kr.: Miniatura 1996, 111 s.
Teksty w jęz. pol. i ang.
14. D.A. Carrión: Kłopoty urodzonego we wrześniu; Los problemas de nacer en septiembre. [Wiersze]. [Przeł.:] L. Engelking, D. Pudłówna, K. Rodowska. Posł.: J. Gondowicz. Wwa: Wydawn. Małe 1996, 56 s.
Teksty w jęz. pol. i hiszp.
15. M. Holub: Wiersze. Wybór i posł.: L. Engelking. Przeł.: L. Engelking, M. Grześczak. Izabelin: Świat Lit. 1996, 112 s.
Teksty w jęz. pol. i czes.
16. O. Wenzl: Słyszę kroki ementalera. Wybór wierszy. Wybrał, przeł. i oprac. L. Engelking. Bydg.: „Świadectwo” 1996, 110 s.
Tu także posł. L. Engelkinga; przedr. pt. Pechowiec, czyli poeta przeklęty zob. Twórczość poz. 8.
17. M. Agiejew: Romans z kokainą. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Czyt. 1997, 142 s. Wyd. nast.: Wwa: Polityka Spółdz. Pracy 2011. Współcz. Lit. Ros.,14; Kr.: Wydawn. „44.pl” 2013, 263 s.
W wyd. z 2013 tekst w jęz. pol. i ros.
18. E. Bondy: Dzisiaj wypiłem dużo piw. Wiersze wybrane. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Kr.: Miniatura 1997, 211 s. Bibl. Poezji Czes., 2.
Przedr. posł. pt. Papież undergroundu zob. Twórczość poz. 8.
19. V. Burian: Czas szuflad. Wiersze wybrane. Wybrał, przeł. i oprac. L. Engelking. Kr.: Miniatura 1997, 61 s. Bibl. Poezji Czes., 1.
20. N. Roberts: Dziwki w historii. Prostytucja w społeczeństwie zachodnim. [Monografia historyczna]. Przeł. L. Engelking. Wwa: Volumen, Alfa-Wero 1997, 552 s.
21. M. Holub: Kłopoty na statku kosmicznym. Eseje. Przeł.: H. Pustuła, L. Engelking. Izabelin: Świat Lit. 1998, 142 s.
22. E. Pound: Duch romański. [Szkice literackie]. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Czyt. 1999, 264 s. Pejzaże Kult.
Nagroda Stow. Tłumaczy Pol. za najlepszy przekład w dziedzinie eseistyki w roku 1999.
23. E. Pound: Liryki najpiękniejsze. Red.: J. Kapica. [Przeł.: L. Engelking, J. Niemojewski]. Tor.: Algo 2000, 46 s. Kolekcja Liryki Światowej.
Inf. o autorach przekł. wg Ank. 2010.
24. D. Hodrová: Pod dwiema postaciami. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Łódź: Fundacja Anima „Tygiel Kult.” 2001, 126 s. Bibl. „Tygla Kult.”, 10.
25. Ch. Reid: Katerina Brac. [Wiersze]. Przeł.: L. Engelking, J. Jarniewicz. Posł. opatrzył J. Jarniewicz. Kr.: Miniatura 2001, 63 s.
26. J. Topol: Siostra. [Powieść]. Przeł. L. Engelking. Wwa: W.A.B. 2002, 608 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
Nagroda „Lit. na Świecie” w kategorii przekładu prozy w 2003.
27. Ch. Bukowski: Miłość to piekielny pies. Wiersze z lat 1974-1977. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Noir sur Blanc 2003, 319 s. Wyd. 2 tamże 2017.
Wybrane wiersze z tego tomu przedr. w: Ch. Bukowski: Noce waniliowych myszy. Wybór, oprac. i przedm. T. Nyczek. Wwa: Noir sur Blanc 2017.
28. M. Jesenská: Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939. Wyboru dokonali: V. Burian i L. Engelking. Przeł. i przedm. opatrzył L. Engelking. Wołowiec: Czarne 2003, 208 s. Wyd. 2 tamże 2009.
29. I. Wernisch: Pchli teatrzyk. [Wiersze]. Wybrał i przeł. L. Engelking. T. 1-2. Łódź: Fundacja Anima „Tygiel Kult.” Bibl. „Tygla Kult.”, 22, 38.
T. 1. 2003, 161, [7] s.
T. 2. 2007, 212 s. Wyd. 2 tamże 2008.
Nagroda „Lit. na Świecie” w kategorii przekładu poezji w 2009 (łącznie z przekł. poz. 38). – Inf. o wyd. 1 t. 2. według Ank. 2010.
30. L. Klíma: Jak będzie po śmierci i inne opowiadania. Wybrał, przeł. i oprac. L. Engelking. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 133 s. Małe Pasaże, 2.
31. J. Topol: Nocna praca. [Powieść]. Przeł. L. Engelking. Wwa: W.A.B. 2004, 300 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
32. M. Ajvaz: Morderstwo w hotelu Intercontinental. [Wiersze]; Powrót starego warana [Opowiadania]; Inne miasto. [Powieść]. Przekł. i posł.: L. Engelking Sejny: Fundacja „Pogranicze” 2005, 359 s. Meridian.
33. J. Topol: Droga do Bugulmy. [Utwór dramatyczny]. Przeł. L. Engelking. „Dialog” 2005 nr 11 s. [148]-172. Wyd. osob. Wołowiec: Czarne 2006, 84 s. Mała Ser.
Adapt. radiowa: Adapt.: M. Mokrzycka-Pokora. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2006.
34. J. Topol: Supermarket bohaterów radzieckich. [Proza]. Przeł. L. Engelking. Wołowiec: Czarne 2005, 76 s. Mała Ser.
Pierwodr. oryginalnej wersji tekstu ukazał się jako wstęp do czes. przekł. książki A. Stasiuka pt. Jak zostałem pisarzem. Praha 2004.
35. O. Pastier, K.Chmel, I.Kolenič: Oko za ząb. Trzej współcześni poeci słowaccy. [Wiersze]. Wybrał, oprac. i przeł. L. Engelking. Sejny: Fundacja „Pogranicze” 2006, 252 s. Ser. Meridian.
36. V. Nabokov: List, który nigdy nie dotarł do Rosji i inne opowiadania. T. 1. Przeł.: M. Kłobukowski, L. Engelking. Wwa: Muza 2007, 454 s. Wyd. nast. tamże 2010.
Tu w przekł. L. Engelkinga opowiadania: Bajka, Powrót Czorba. – T. 2 zob. poz. 41.
37. J. Stanĕk: Malé modlitby. (Jiřímu Ortenovi) = Małe modlitwy. (Za Jiříego Ortena). Przeł. L. Engelking. Posł.: M. Skýpala. Łódź: Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 2007, 31 s. Ser. Poetycka, 77.
Teksty w jęz. pol. i czes.
38. Maść przeciw poezji. Przekłady z poezji czeskiej. Wybór, przekł., oprac. krytyczne, wstęp i posł.: L. Engelking. Wr.: Biuro Lit. 2008, 558 s. Antologie Poetyckie, 5.
Nagroda „Pióro Fredry” w 2008 (przyznana wydawcy w konkursie towarzyszącym Wrocławskim Promocjom Dobrych Książek), nagroda „Lit. na Świecie” w kategorii przekładu poezji w 2009 (łącznie z przekł. poz. 29).
39. J. Topol: Strefa cyrkowa. [Powieść]. Przeł. L. Engelking. Wwa: W.A.B. 2008, 336 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
40. V. Nabokov: Ada albo Żar. Kronika rodzinna. [Powieść]. Przeł., komentarzem i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Muza 2009, 841 s.
41. V. Nabokov: Kęs życia i inne opowiadania. T. 2. Przeł.: L. Engelking, M. Kłobukowski. Posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Muza 2009, 716 s. Wyd. nast. tamże 2011.
T. 1 zob. poz. 36.
42. J. Kolář: Sposób użycia i inne wiersze. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wr.: Atut 2010, 292 s. Lit. Czeska.
43. V. Nabokov: Oryginał Laury. (Umieranie to świetna zabawa). [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Muza 2010, XIX, 285 s.
44. H. Hajdarević: Selma. [Wiersze]. Wybór i posł.: D. Cirlić-Straszyńska. Przeł.: D. Cirlić-Straszyńska i L. Engelking. Wwa: Ofic. Wydawn. Agawa 2012, 201. Bibl. Poetycka.
45. V. Nabokov: Nikołaj Gogol. [Biografia]. Przeł. i posł. opatrzył L. Engelking. Wwa: Warsz. Wydawn. Lit. Muza 2012, 189, [3] s.
46. E. Pound: Wiersze, poematy i Pieśni. Wybrał, przeł. i oprac. L. Engelking. Wr.: Biuro Lit. 2012, 231 s. Poezje, 67.
47. J. Topol: Warsztat Diabła. [Powieść]. Przeł. L. Engelking. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal, 2013, 189 s.
48. G. Beltrán: A la velocidad de la luz = Z prędkością światła. [Wiersze]. Przeł.: L. Engelking i A. Kuzborska. Wwa: Czuły Barbarzyńca 2013, 105 s.
Teksty w jęz. hiszp. i pol.
49. K. Čapek: Rozmowy z Tomášem Garriguem Masarykiem. Przeł.: A. Czcibor-Piotrowski, L. Engelking. Ze wstępem A. Kaczorowskiego i P. Janyški. Wr.: Książkowe Klimaty 2015, 587, [5] s. Czeskie Klimaty.
50. M. Ajvaz: Podróż na południe. [Powieść]. Przeł. L. Engelking. Wr.: Książkowe Klimaty 2016, 527 s. Czeskie Klimaty.
51. Obraz i wir. Antologia anglo-amerykańskiego imagizmu. [Oprac. i przeł.:] L. Engelking, A. Szuba. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Fundacja „Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych” 2016, 523, [17] s.
52. F. García Lorca: Gips i jaśmin. Poezje wybrane. Wybór i przekł.: L. Engelking. Łódź: Officyna 2017, 143 s.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Między Niebem a Wąglanami. Pokłosie XVIII Międzynarodowego Konkursu Poezji „Szukamy talentów z prowincji”. [Wiersze; wybór tekstów:] L. Engelking, W. Jóźwik. Wąglany; Radom: „Migg” [1999], 168 s. Promocyjna Ser. Wydawn. „Migg”, 28.
2. Warszawskie skrzyżowanie. Teksty pisarzy gości festiwalu w 2006 roku. [Wstęp i oprac.:] L. Engelking. Wwa: Centrum Łowicka 2007, 96 s.
Zawiera także przekłady L. Engelkinga (z jęz. czes., białorus. i ros.). – Związane z Warszawą utwory lit. pisarzy z różnych krajów, zaprezentowane w 2006 na Festiwalu Warsz. Skrzyżowanie Kultur.

Nadto wybory wierszy autorów czeskich do cyklu kalendarzy opatrzonych wspólnym podtytułem Praha 2003 (Oprac. graf.: L. Majewski. Fot.: M. Patyczek. [Wwa 2002]: J&amp;amp;S Group): I. Blatný: A cyrk odjeżdżał już; F. Halas: Wiersze; V. Holan: Nie ma; J. Vrchlický: Śpiąca Praga; I. Wernisch: Wiersze.

Zob. też Przekłady poz.: 2-4, 6-8, 12, 13, 15, 16, 18, 19, 28, 29, 30, 35, 38, 40, 42, 45, 51, 52.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.
 	Autor o sobie: Sam wiersz. „Topos” 2000 nr 5/6 [nadtytuł: Rzecz dla mnie, jako poety, najważniejsza]; Konkretne decyzje tłumacza. „Lit. na Świecie” 2006 nr 11/12; Mé bytomské básně. „Listy”, Ołomuniec 2009 nr 1.
 	Wywiady: Tři otázky pro Leszka Engelkinga. Rozm.: [A. Bezděk] A.B., [V. Burian] V.B. „Arch A5”, Ołomuniec 1989 nr 1; „Novodobá česká kultura je kulturou plebejskou, polská šlechtickou”. [Rozm.:] J. Trávníček, M. Balaštík. „Host”, Brno 2000 nr 3; Z obcego na nasze. Rozm. B. Gruszka-Zych. „Gość Niedz.” 2000 nr 39; „Lepší stereotypy než lhostejnost”. Rozhovor s polským překladatelem a básníkem Leszkem Engelkingem. [Rozm.:] V. Burian, L. Bělunková. „Literární noviny”, Praga 2001 nr 29; O sztuce przekładu. „Podkowiański Mag. Kult.” 2005 nr 3; Rozhovory s učastníky bohemistického semináře. Leszek Engelking. [Rozm.] P. Odehnal. „Zvuk Zlínského kraje”, Zlín 2005 zima; Perwersja nikogo już nie szokuje. Rozm. M. Robert. „Życie Warsz.” 2009 nr 62 [dot. przekł. powieści V. Nabokova: Ada albo Żar]; Pound und Zeit. Rozm.: P. Owczarek, K. Bartczak. „Arterie (Łódź)” 2012 nr 3 [o nowych przekładach poezji E. Pounda].

Ogólne

 	L. SPYRKA: Tłumaczyć przemilczane. O polskim przekładzie słowackiego erotyku. W: Topika erotyczna w przekładzie. Katow. 1994 [o pracy translatorskiej L. Engelkinga na przykładzie tłumaczenia wiersza T. Lehenovej: Nocny koszmarek].
 	O. IRVANEĆ: Poetyčna tvorčist’ - eliksir bezsmert’â. „Vsesvìt”, Kijów 1998 nr 5/6.
 	L. MARTINEK: Úvahy o české literatuře. W: Sborník prací Filozoficko-přírodovĕdné fakulty Slezské univerzity v Opavé. Řada literárněvědná. Opava 2002.
 	V. BURIAN: Laudatio pro Leszek Engelking. „Dokořán”, Praga 2003 nr 26, przekł. pol.: Laudacja dla Leszka Engelkinga. Przeł. J. Pacześniak. „Lit. na Świecie” 2003 nr 7/8.
 	V. BURIAN: Úkaz jmenem Engelking. „Literární noviny”, Praga 2003 nr 22.
 	W. LIGĘZA: Aktor konwencji. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9 [dot. prozy L. Engelkinga].
 	B. MUSAJEW: Paradoks wieczności i przemijania. Doświadczenie czasu w „That in Aleppo once...“ Vladimira Nabokova oraz w jego polskich przekładach. „Przekładaniec” 2016 nr 32.

Autobus do hotelu Cytera

 	A. TRZASKA: Notatnik z miejskiej podróży. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9 [o haiku L. Engelkinga; dot. także: Haiku własne i cudze].

Vladimir Nabokov

 	Z. BIEŃKOWSKI: Korzenie. „Nowe Książ.” 1990 nr 5.

Haiku własne i cudze

 	A. TRZASKA: Notatnik z miejskiej podróży. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9. [dot. także: Autobus do hotelu Cytera].

Mistrzyni kaligrafii i inne wiersze

 	M.H. STAŚKIEWICZ: Sen się z jawą pomieszał. „Kwart. Artyst.” 1994 nr 3.

Dom piąty

 	J. DRZEWUCKI: Zapiski z podróży. „Rzeczpospolita” 1997 nr 191.

I inne wiersze

 	E. BORKOWSKA: Brama do piątego domu. „Akant” 2000 nr 13.
 	P. MICHAŁOWSKI: Suita na echa, lustra i głos. „Arkusz” 2001 nr 11.
 	A. SZYMAŃSKA: Wędrowna dusza poety. „Nowe Książ.” 2000 nr 8.
 	D. WOŁODŹKO: Jak pachnie światło. „Topos” 2000 nr 5/6.

Surrealizm, underground, postmodernizm

 	J. CZAPLIŃSKA: Rozbudzanie apetytu. „Pogranicza” 2002 nr 2.
 	J. GONDOWICZ: Święte ognie. „Nowe Książ.” 2002 nr 2.
 	L. MARTINEK: Surrealizm, underground, postmodernizm. „Tygiel Kult.” 2002 nr 7/9.
 	A. GAWARECKA. „Slav. Occid.” 2003 t. 60.

Codzienność i mit

 	M. ČERVENKA: Skupina 42 v tvořivém souhrnu. „Slovo a smysl. Časopis pro mezioborová bohemistická sttudia. Word &amp;amp; Sense. A Journal of Intedisciplinary Theory and Criticism in Czech Studies”, Praga 2005 vol. 2 nr 4.
 	I. KĘDZIERSKI. „Pam. Słow.” 2006 t. 56 z. 1.
 	M. LEMAŃCZYK. „Slav. Occid.” 2007 t. 64.
 	S. FEDROVÁ: 2 x o Skupině 42. „Česká literatura”, Praga 2008 nr 1.

Szczęście i inne prozy

 	A. DOROBEK. „Gościniec Sztuki” 2008 nr 1/12.
 	Z. KRZYWICKA: Podszewka. „Wyspa” 2008 nr 1.
 	P. MICHAŁOWSKI: Kaligrafia na labiryncie z papieru. „Pogranicza” 2008 nr 1.
 	D. NOWACKI: Ładne i martwe. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.
 	B. SOKOŁOWSKA: Pociągi pod specjalnym nadzorem. „Topos” 2008 nr 6.

Chwyt metafizyczny

 	M. ŚWIERKOCKI: Metafizyczność chwytu. „Lit. na Świecie” 2012 nr 11/12.
 	I. KSIĘŻOPOLSKA: Motyl nad szachownicą. Metafizyka a styl w rozprawie Leszka Engelkinga o Nabokovie. „Kronos” 2013 nr 3.
 	M. PARYŻ: Planeta Nabokov. „Nowe Książ.” 2012 nr 8.

Muzeum dzieciństwa

 	A. JABŁOŃSKI: Podróż sentymentalna. „Nowe Książ.” 2012 nr 3.
 	P. W. LORKOWSKI:Poszukiwacz czasotrwałych treści.„Topos” 2012 nr 4 (125).
 	M. PIECZARA: Amarcord. „artPapier” 2012 nr 7 [on-line] [dostęp 2 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=150&amp;amp;artykul=3208.
 	K. RODOWSKA: Miasto zwielokrotnione. „Twórczość” 2012 nr 12.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (LIV). „Zesz. Lit.” 2012 nr 3.
 	A jiné básně a jiné básně (Wybory utworów w przekł. czes.:) L. MARTINEK: A jiné básně a jiné básně Leszka Engelkinga. („I inne wiersze” Leszka Engelkinga w języku czeskim). „Literární noviny”, Praga 2000 nr 19.

E. Pound: Poezje wybrane

 	J. JARNIEWICZ: „Instant” Pound. „Lit. na Świecie” 1992 nr 8/9.

V. Nabokov: Zaproszenie na egzekucję

 	J. WĘGIEŁEK: Śmierć Cyncynata C. „Nowe Książ.” 1991 nr 1.

I. Blatný: Szkoła specjalna

 	Z. MACHEJ: Blatný według E. „Lit. na Świecie” 1994 nr 9, polem.: L. ENGELKING: Blatný według Macheja; Z. MACHEJ: E. według E. „Lit. na Świecie” 1994 nr 11.
 	J. WITAN: Delikatny szczep. „Sztandar surrealizmu w górze”. „Krzywe Koło Lit.” 1995 nr 2.

M. Holub: Wiersze

 	Z. MACHEJ: Holub nie potwierdzony. „Lit. na Świecie” 1997 nr 7.

O. Wenzl: Słyszę kroki ementalera

 	Z. MACHEJ: Nie słyszę kroków ementalera. „Lit. na Świecie” 1997 nr 6.

M. Agiejew: Romans z kokainą

 	ŁT: Cierpienia młodego biesa. „Znak” 1997 nr 8.

I. Wernisch: Pchli teatrzyk

 	J. GONDOWICZ: Cyrk pcheł i inne atrakcje. „Nowe Książ.” 2004 nr 7.

Maść przeciw poezji

 	P. PIETRZAK: Z ziemi czeskiej do polskiej. „Nowe Książ.” 2009 nr 3.
 	K. KRASUSKI: Leszek Engelking bohemista. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9.
 	K. SIWCZYK: Czesi u bram. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.

V. Nabokov: Ada albo Żar

 	J. KURKIEWICZ: Nabokov, karmelki i science fiction. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 93.
 	M. ROBERT: Wyprawa w głąb powieści. „Życie Warsz.” 2009 nr 62.
 	J. WAKAR: Duch opowieści. „Dz. Polska Europa Świat” 2009 nr z 6 III dod. „Kultura”.
 	Zob. też Wywiady.

E. Pound: Wiersze, poematy i Pieśni

 	J. BUDZIK: Wyśpiewane do końca... „Pieśni” Ezry Pounda w przekładzie Leszka Engelkinga. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9.
 	W. PIETRZAK: Ezra Pound i poezja nowego obiektywizmu. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 4/5.
 	W. PIETRZAK: Porządek Pounda. „Lit. na Świecie” 2013 nr 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

F. García Lorca: Gips i jaśmin

 	R. WAWRZYŃCZYK: Korona ze rdzy. „Mały Format” [online] 2018 nr 1 [dostęp 22 stycznia 2018]. Dostępny w Internecie; http://malyformat.com/2018/01/korona-ze-rdzy/
</document>
<document nplp_id="2900" title="Izabela FILIPIAK" slug="izabela-filipiak">ur. 1961

Zmieniła nazwisko na Morska.

Prozaiczka, felietonistka, publicystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 24 sierpnia 1961 w Gdyni, córka Stanisława Filipiaka, urzędnika, i Jadwigi z Sicińskich. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego nr 2 w Gdyni; w 1980 zdała maturę. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim (UG). W czasie studiów zdała egzamin na instruktora teatralnego i prowadziła samodzielnie amatorski teatr, w którym wystawiła m.in. własny poetycki dramat o czarownicach. W 1986 otrzymała na UG magisterium na podstawie pracy Śmierć jako gwałt w poezji Stanisława Grochowiaka, napisanej pod kierunkiem prof. Marii Janion. W tymże roku wyjechała na paszporcie turystycznym do Francji, aby uczyć się języka francuskiego w szkole Alliance Française. Pod koniec roku szkolnego wystąpiła zarówno do rządu francuskiego, jak i do ambasady amerykańskiej o przyznanie jej azylu politycznego. Uzyskała dwie odpowiedzi przychylne, ale w listopadzie 1987 zdecydowała się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Podejmowała tam różne prace zarobkowe, okresowo przebywała na zasiłku dla bezrobotnych. Równocześnie studiowała m.in. sztuki wizualne, a w 1989 improwizację teatralną i dramatopisarstwo w szkole HB Studio w Nowym Jorku. Debiutowała w 1990 opowiadaniem pt. Zdobycz, opublikowanym na łamach czasopisma „Kontakt” (Paryż, nr 9/10). Opowiadania, wiersze, artykuły i recenzje drukowała następnie m.in. w dodatku „Nowego Dziennika” „Przegląd Polski” (Nowy Jork, od 1990), a także w pismach krajowych: „bruLionie” (od 1991), „Czasie Kultury” (1990, 1991, 1992, 1995), „Odrze” (1991, 1992, 1994, 1996), dodatku do „Życia Warszawy” „Ex Libris” (od 1995). W 1996 wróciła do Polski. W 1997 została członkiem SPP. Od tegoż roku prowadziła przez pewien czas zajęcia z kreatywnego pisania na podyplomowych studiach Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ogłaszała artykuły, recenzje, wiersze m.in. w „Res Publice Nowej” (1997-2000), a cykle felietonów w magazynach ilustrowanych: „Marie Claire” (1998-99), „Wysokie Obcasy” (1999-2000), „Pani” (2000-01) i „Activist” (2001-02). W 1999 wyreżyserowała i wystawiła przedstawienie swoich studentek z warsztatów twórczego pisania w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim w Warszawie. W 2001-2007 prowadziła zajęcia z kreatywnego pisania na Studium Literacko-Artystycznym przy Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2003 ponownie pojechała do Stanów Zjednoczonych na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej jako visiting scholar w Institute of Slavic, East European and Eurasian Studies na University of California w Berkeley. Po otrzymaniu w 2005 w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie tytułu doktora nauk humanistycznych na podstawie rozprawy pt. Maria Komornicka i kreacje odmienności (promotor prof. M. Janion) wzięła w 2006 udział jako affiliated scholar w programie badań genderowych w Beatrice Bain Research Group na University of California w Berkeley. W 2007-09 studiowała na Mills College w Oakland i uzyskała stopień Master of Fine Arts w zakresie literatury w języku angielskim i creative writing. W 2009 podjęła pracę na stanowisku adiunkta w Katedrze Kultur i Literatur Anglojęzycznych Instytutu Anglistyki i Amerykanistyki UG. W 2010 założyła Fundację Pisarze dla Pokoju/Writers for Peace, której celem jest wspieranie obywateli w sferze publicznej. Mieszka w Gdyni.



TWÓRCZOŚĆ

1. Śmierć i spirala. [Opowiadania]. Wr.: „A” 1992, 144 s. Bibl. Feministyczna. Przedr. zob. poz. 12.
Zawartość: A końca nie widać; Zdobycz; W tango; Piramida; Maska; Przytul mnie; Our Lady of the Roses; Nic się nie stało; SKA; Ptaki; Nieporozumienie; Gwiazda; Magiczne oko; Jeszcze trochę.
2. „Hollywood” [Monodram]. Praprem.: Reż. I. Filipiak. New York, Open Center 1993.
3. Samouczek polsko – angielski. Do nauki języka angielskiego bez nauczyciela, opracowany specjalnie dla Polaków w Ameryce. Gdańsk; New York: Axter; Pol-Am Publishers 1994, 291 s. [Wyd. 2] tamże 2001.
4. Zwiedzamy Nowy Jork. Przewodnik. [Współaut.:] M. Spychalski. Gdańsk; New York: Axter; Pol-Am Publishers 1994, 127 s.
5. Absolutna amnezja. [Powieść]. Pozn.: Obserwator 1995, 246 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 12. Wyd. nast.: Wwa: PIW 1998; Wwa: Tchu Dom Wydawn. 2006.
6. Niebieska menażeria. [Opowiadania]. Wwa: Sic! 1997, 289 s. Przedr. zob. poz. 12.
Zawartość: Marzenie; Muzeum; Pogodni bogowie…; Pitbullka; Życie na Marsie; Perszing; Od jakiegoś czasu śni mi się Polska…; Korzenie; Tajemnicze Kentile Floors; Rosyjska księżniczka; Żyję tak jakbym była nieśmiertelna…; Weronika; Portret z kotem.
7. Twórcze pisanie dla młodych panien. [Podręcznik]. Wwa: W.A.B. 1999, 310 s.
8. Madame Intuita. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2002, 78 s.
Przekł. włos.: Madame Intuita. [Przeł.] A. Amenta. Salerno 2002, [wyd. 2] Napoli 2007.
9 Alma [Powieść]. Kr.: WL 2003, 136 s.
10. Kultura obrażonych. [Felietony]. Wwa: W.A.B. 2003, 221 s.
11. Księga Em. [Dramat]. Wstęp: E. M. Grossman Wwa: tCHu doM wYdawniczy 2005, 249 s.
Dot. M. Komornickiej.
12. Magiczne oko. Opowiadania zebrane. Wwa: W.A.B. 2006, 461 s. Archipelagi
Zawiera opowiadania z poz. 1 i 6 [tu oprócz opowiadania: Haarlem i Droga warszawska]
13. My life as a rabbit. [Sztuka w jednym akcie]. Praprem. (jako sztuka czytana): Reż. I. Filipiak. Berkeley, University of California, Beatrice M. Bain Research Group 2006; wyst. nast.: Laney College, Oakland 2006. Wersja pol. zob. poz. 15.
14. Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej. [Biografia]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 579 s. Portrety Kobiet.
Rozprawa doktorska.
15. Moje życie królicze. [Sztuka w jednym akcie]. Praprem. (jako czytanie performatywne): Reż.: M. Warsicka. Olsztyn, T. im. S. Jaracza, Scena Margines 2013. Wersja ang. zob. poz. 13.
16. Glorious outlaws. Debt as a tool in contemporary postcolonial fiction. [Eseje]. Frankfurt am Main: Peter Lang 2016, 310 s. Transatlantic Studies in British and North American Culture, vol. 14
W wolnym dostępie on-line: https://s3-ap-southeast-2.amazonaws.com/7iaddq6ytftas/download.html?data=R2xvcmlvdXMgT3V0bGF3czogRGVidCBhcyBhIFRvb2wgaW4gQ29udGVtcG9yYXJ5IFBvc3Rjb2xvbmlhbCBGaWN0aW9uIChUcmFuc2F0bGFudGljIFN0dWRpZXMgaW4gQnJpdGlzaCBhbmQgTm9ydGggQW1lcmljYW4gQ3VsdHVyZSl8fEl6YWJlbGEgTW9yc2th
Podp.: Izabela Morska.

Przekłady utworów I. Filipiak w antologiach zagranicznych: ang.: American experience - the experience of America. [Oprac.:] A. Ceynowa, M. Wilczyński. Frankfurt am Main 2013, – Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór. i oprac.:] K. Kovacik. Buffalo 2015, – czes.: Současná ruská, polská a ukrajinská literatura. [Przeł.] J. Jeništa. Ołomouc 2013 [tu także krótki art. dot. twórczości I. Filipiak], – franc.: Minorités littéraires (et autres) en Pologne. [Red.:] A. Grudzińska, K. Siatkowska-Callebat. Paris 2012, – niem.: Grenzen überschreiten. Mainz-München 1996; Zwischen den Linien eine polnische Anthologie. [Oprac.:] S. Geist. Hannover 1996; Selbststfindung-Selbstkonfrontation. Frauen in gesellschaftlichen Umbruchen. [Oprac.:] M. George, A. Rudolph. Dettelbach 2002; Neue Geschichten aus der Pollakey. [Oprac.:] B. Helbig-Mischewski, K.M. Załuski. Jestetten 2000; Zwischen den Linien [Oprac.:] S. Geist. Hannover 1996; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzahlungen der Gegenwart. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000, – szwedz.: Polen berättar. Navelsträngen i jorden. Red.: I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005; Ö.a*. Red.: L. Mendoza Asberg. Huddinge 2007, – włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Przeł.:] A. Amenta, L. Costantino. Udine 2010.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Wywiady: Święta Łucja objawia się w Prospect Parku. Rozm.: J. Borowczyk, W. Ratajczak. „Czas Kult.” 1994 nr 5/6; Nie wyobrażałam sobie że zostanę pisarką… Rozm. D. Naumczyk. „Gaz. Współcz.” 1997 nr 200; Literatura jest rodzaju męskiego. Rozm.: E. Nawój, P. Głogowski. „Mag. Lit.” 1998 nr 1; Nowy Jork – mój Drohobycz. Rozm.: P. Czapliński, P. Śliwiński. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999; Kiedy kobieta kocha kobietę. Rozm. A. Kaplińska. „Viva” 2002 nr 22; Nad Zatoką San Francisco Rozm. S. Praśniewska. „Lampa” 2005 nr 9; Radykalistka. Rozm. S. Drajewski. „Głos Wielkop.” 2005 nr 128; Uranianka. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 247.
 	LP XX w. (A. Górnicka–Boratyńska).

Ogólne

 	B. KANIEWSKA: Portret Izabeli F. „Czas Kult.” 1994 nr 5 /6.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Odwrotna strona rzeczy i dlaczego I. Filipiak jest pisarką feministyczną. W: Od kobiety do mężczyzny i z powrotem. Białystok 1995.
 	A. ZIENIEWICZ: Babski przełom. „Wiad. Kult.” 1995 nr 29 [m.in. dot. I. Filipiak].
 	M. JANION: Ifigenia w Polsce. W: Kobiety i duch inności. Warsz. 1996.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIERC: … mogę po prostu być. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	J. REWAJ: Manuela, Izabela, Natasza, czyli „baby runęły do literatury” „Pogranicza” 1997 nr 2 [dot. też M. Gretkowskiej i N. Goerke].
 	G. BORKOWSKA: Zeskrobać starą zaprawę z pomnika polskiej literatury. (O „młodej” prozie kobiecej) W: Sporne sprawy polskiej literatury współczesnej. Wwa 1998 [m.in. dot. I. Filipiak] .
 	K. BUDROWSKA: Proza I. Filipiak, czyli negacja związków heteroseksualnych i dowartościowanie homoseksualizmu; Twórczość I. Filipiak, czyli macierzyństwo patologiczne; „Odstępczyni”. Wersja I. Filipiak; Androgyne. Wersja I. Filipiak W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	Izabela Filipiak. [Wstęp:] J. Arit. [Red.:] E. Kalinowska–Styczeń, A. Volk. Przeł. na niem. J. Arit. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 26 s. [zawiera także fragm.. utworów I. Filipiak].
 	U. GLENSK: Proza wyzwolonej generacji. 1989-1999. Kr. 2002, passim.
 	B. WARKOCKI: Poszukiwanie języka. O twórczości I. Filipiak „Teksty Drugie” 2002 nr 6.
 	K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	A. GALANT: Seksowne granice tekstu. [E.] Sonnenberg, [I.] Filipiak, [I.] Iwasiów. „FA-art” 2004 nr 1.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Oswojona kobiecość i obca męskość, czyli o realizacji praktycznego feminizmu w twórczości I. Filipiak. „Fraza” 2005 nr 1/ 2.
 	M. FRENKIEL: Ifigenia współczesna. „Gaz. Krak.” 2005 nr 116.
 	A. BIAŁA: Anatomia, turpizm, feminizm. „Studia Kiel. Ser. Filol.” 2007 nr 6.
 	A. MACH: Folie á deux – „szaleństwo matki, szaleństwo córki”. „Rocz. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza” 2007.
 	B. WARKOCKI: Poza zasadą tożsamości, czyli konstruowanie odmieńca w prozie I. Filipiak. W tegoż: Homo niewiadomo. Wwa 2007.
 	B. ZWOLIŃSKA: Proza kobieca po 1989 roku wobec mitu matki – Polki. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007 [m.in. dot. I. Filipiak].
 	E. SZYBOWICZ: Wariatka na strychu i moherowy beret. W tejże: Apokryfy w polskiej prozie współczesnej. Pozn. 2008.
 	M. PŁACZEK: „Morderstwo w pełnym majestacie”. O figurze kobiety w prozie pisarek polskich tworzących po 1989 roku. „Fraza” 2009 nr 3 /4 [m.in. dot. I. Filipiak].
 	D. NOWACKI: Z myślą o naszych odbiorcach. W tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [m.in. dot. I. Filipiak]. N. SOKOŁOWSKA: Absolutna amnezja. „Akant” 2011 nr 4.
 	A. MROZIK: Akuszerki transformacji. Wwa 2012, passim….
 	M. ŚWIERKOSZ: Przestrzenie nomadycznych figuracji w prozie Izabeli Filipiak i Olgi Tokarczuk. Białostoc. Studia Literaturoznawcze 2013 t. 4.

Śmierć i spirala

 	M. ADAMIEC: Głos mają kobiety… „Ex Libris” 1992 nr 26.
 	G. BORKOWSKA: Święta Łucja z Nowego Jorku. „Kresy” 1993 nr 15.
 	M. CIUPEK: Kobieta w Nowym Jorku. „Dekada Lit.” 1993 nr 15.
 	A. GOLLNIKOWA: Miasto-potwór i kobieta. „Kwart. Artyst.” 1993 nr 0.
 	I. JAROSIŃSKA: Gdzie jest ten „emigracyjny skowyt”? „Nowe Książ.” 1993 nr 12.
 	W. RATAJCZAK: To wszystko z tej piekielnej samotności… „Czas Kult.” 1993 nr 2.
 	R. PRASZYŃSKI: Strach. „Nowy Nurt” 1994 nr 18.

Absolutna amnezja

 	W. BONOWICZ: Rękopis znaleziony w Trójmieście. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 28.
 	L. BUGAJSKI: Radość i ból wspominania. „Wiad. Kult.” 1995 nr 41.
 	K. DUNIN: Polska policja menstruacyjna. „Ex Libris” 1995 nr 80.
 	M. FRAJS: Lustro bez drugiej strony. „Życie Warsz.” 1995 nr 255.
 	H. GOSK: W poszukiwaniu oparcia. „Nowe Książ.” 1995 nr 8.
 	A. KOSIŃSKA: Absolutna pamięć jednego pokolenia. „Dekada Lit.” 1995 nr 6.
 	I. KURZ: Inicjacja Marianny. „Polityka” 1995 nr 30.
 	D. NOWACKI: Pismo lekarstwem na pamięć i inne tropy. „FA-art” 1995 nr 3.
 	J. SOSNOWSKI: Każdy był małą dziewczynką. „Życie Warsz.” 1995 nr 209.
 	L. SZARUGA: W poszukiwaniu utraconej księgi. „Sycyna” 1995 nr 18.
 	K. VARGA: Tendencyjny feminizm magiczny. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 189.
 	W. BROWARNY: Pączkowanie opowieści. „Odra” 1996 nr 2.
 	A. CZACHOWSKA: Wynurzeni z letejskich odmętów. „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 9.
 	M. LENGREN: Przepis na człowieka. „Twórczość” 1996 nr 9.
 	E. TONIAK: Portret Pani Z. w ryku bombowca. „Twórczość” 1996 nr 6.
 	J.Z. BRUDNICKI: Fala feministek. W tegoż: Ćwiczenia z wolności. Tor. 2007 [m.in. dot. I. Filipiak].
 	M. BARAN-RADWAŃSKA: Ku wolności jednostki. O mechanizmach zniewalania człowieka w powieści Absolutna amnezja Izabeli Filipiak. Sanok: Druk. Piast Kołodziej 2011, 93 s.
 	P. CZAPLIŃSKI: Języki niezależności. „Res Publica Nowa” 2011 nr 13 [m.in. dot. I. Filipiak].
 	N. SOKOŁOWSKA : Absolutna amnezja. „Akant” 2011 nr 4 [dot. też innych utworów I. Filipiak].
 	M. ŚWIERKOSZ: Marianna in bluebeard’s castle. Tropes of female authorship in Izabela Filipiak’s „Total amnesia”. W: Polish literature in transformation. Zurich; Berlin 2013.
 	J. GŁUSZEK: Doświadczenie płci w „Absolutnej amnezji” J. Filipiak. W: Literatura i doświadczenie. Białystok 2015.
 	A. WÓDKOWSKA: Bunt Marianny. Historia dojrzewania i dojrzewanie w historii w „Absolutnej amnezji” I. Filipiak. W: Kobiety i historia. Gdańsk 2015.

Niebieska menażeria

 	E. BIELA: Coś więcej niż opowiadania. „Wiad. Kult.” 1997 nr 36.
 	K. DUNIN: Między szklaną a niebieską menażerią. „Dialog” 1997 nr 12. [m.in. dot. I. Filipiak].
 	P. GŁOGOWSKI: Trudne miłości w kolorze nieba. „Mag. Lit.” 1997 nr 5 /6.
 	I. IWASIÓW: Już raczej się dobudować. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.
 	E. KRASKOWSKA: „Że się me serce byle czym przeczula” „Arkusz” 1997 nr 9.
 	M. ORSKI: „Pyłki myślącego gwiezdnego pyłu” „Odra” 1997 nr 12.
 	A. TATARKIEWICZ: Sprawa księżniczki. „Polityka” 1997 nr 22.
 	M. ZALESKI: Dotknąć, poczuć, zrozumieć. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 32.
 	A. CZACHOWSKA: Pętla. „PAL Prz. Artyst-Lit.” 1998 nr 1 /2.
 	R. JOCHYMEK: Ociosane kamienie. „Śląsk” 1998 nr 2.
 	M. LENGREN: „Pyłki myślącego gwiezdnego pyłu”. „Twórczość” 1998 nr 1.
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: One. O literaturze kobiecej w ogólności oraz „Niebieskiej menażerii” I. Filipiak w szczególności. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	U. CHOWANIEC: W poszukiwaniu kobiecego świata. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001 [dot. też: O. Tokarczuk: Dom dzienny, dom nocny].
 	P. CZAPLIŃSKI: Rozstania i powroty. W tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
 	S. JAWORSKI: Zakręty i przełomy. Kr. 2003. [m.in. dot. I. Filipiak].
 	M. TOMCZOK: Emigranctwo i nomadyzm „Niebieskiej menażerii” Izabeli Filipiak. W: Poetyka migracji. Katow. 2013.

Twórcze pisanie dla młodych panien

 	P. BRATKOWSKI: Cudzoziemiec wśród panien. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 267.
 	A. ARASZKIEWICZ: Panna, czyli prowokacja. „Res Publica Nowa” 2000 nr 5.
 	H. GOSK: Poradnik, podręcznik, tekst Twórczego Zwierzątka. „Nowe Książ.” 2000 nr 1.
 	M. MIZURO: Pójdź, kobieto, ja cię uczyć każę. „Odra” 2000 nr 5.
 	K. SZUMLEWICZ: Dobre rady panny Izabeli. „Twórczość” 2000 nr 5.

Madame Intuita

 	A. GALANT: Intuicja to za mało. „Kresy” 2003 nr 2/3.
 	J. JEŚWIŁŁ: Madame Intuita kocha kobietę. „Pogranicza” 2003 nr 2.
 	E. KRASKOWSKA: Madame Intuita zabiera głos. „Arkusz” 2003 nr 2.
 	A. NASIŁOWSKA: Intuita i intuicja. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
 	A. STANKOWSKA: Ironia i przekład. „Arkusz” 2003 nr 2, przedr. pt. Między ironią a przekładem. O „Madame Intuita” I. Filipiak z nieustającym odniesieniem do „Pana Cogito” Z. Herberta. W tejże: Poezji nie pisze się bezkarnie. Pozn. 2007.

Alma

 	M. MIZURO: Jednak literatura. „FA-art” 2003 nr 3/4.
 	M. CUBER: Babskie piekło. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	J. ORSKA: Sztuka okrucieństwa. „Odra” 2004 nr 7/8.
 	I. JAWORSKA: W imię Matki i Córki i Ducha Nieświętego, czyli o heretyckiej naturze kobiety. W: „Gorsza” kobieta. Dyskursy inności, samotności, szaleństwa. Wr. 2008.

Kultura obrażonych

 	K. FILIPOWICZ-TOKARSKA: Feministyczne felietony I. Filipiak „Czas Kult.” 2003 nr 4.
 	B. SŁAWIŃSKI: Pióro i trucizna. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	M. MIZURO: Felieton jest kobietą. „Teka” 2004 nr 1 [dot też: K. Dunin: Czego chcecie ode mnie].

Księga Em

 	J. KRAKOWSKA: Sztuki przeczytane. „Dialog” 2003 nr 12.
 	M. SZLACHETKA: Wieloznaczna metafora. „Twórczość” 2005 nr 10.
 	K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: I Bóg stworzył...Em. „Nowe Książ.” 2005 nr 8.
 	A. MARCHEWKA: Zziębłam bardzo, zziębłam aż do kości. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 17 dod. „Książ. w Tyg.” [dot. także: Obszary odmienności].

Magiczne oko

 	M. BOCZKOWSKA: Opowieści szeptane na ucho. „Twórczość” 2007 nr 7.
 	A. PYZIK: Podróż przez strony inności. „Lampa” 2007 nr 1.
 	M. STOCH: Mężczyźni w oczach kobiet. Edukacyjny potencjał współczesnej polskiej prozy feministycznej. „Ars Educandi” 2014. [m.in. dot. I. Filipiak].

Obszary odmienności

 	B. DARSKA: Walka o siebie. „Nowe Książki” 2007 nr 10.
 	A. LUDWIKOWSKA: Dramat kobiecości. „Twórczość” 2007 nr 11.
 	B. WARKOCKI: Sprawa Komornickiej. „Le Monde Diplomatique”, Wwa 2007 nr 7.
 	A. MARCHEWKA: Zziębłam bardzo, zziębłam aż do kości. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 17 dod. „Książ. w Tyg.” [dot. także: Księga Em].

Moje życie królicze

 	O teatrze lesbijskim w Polsce III. Damski Tandem Twórczy. Rozmowa o dramacie. I. Morska: Moje życie królicze. Rozm.: M.[Rak] i A. [Małgowska] [on line] [dostęp 8 czerwiec 2016]. Dostępny w Internecie: www. teatralia.com.pl/teatrze-lesbijskim-polsce-iii/
</document>
<document nplp_id="2901" title="Ida FINK" slug="ida-fink">1921 – 2011

Prozaik, dramatopisarka, autorka wspomnień.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 11 stycznia 1921 w Zbarażu (Wołyń) w rodzinie żydowskiej; córka Ludwika Landaua, lekarza, i Franciszki z domu Stein, nauczycielki biologii i wicedyrektorki gimnazjum w Zbarażu. Uczyła się w Państwowym Gimnazjum Humanistycznym im. H. Sienkiewicza w Zbarażu, w którym w 1938 zdała egzamin maturalny. Następnie podjęła studia pianistyczne w Konserwatorium Polskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie, przerwane w czerwcu 1941 z powodu wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej. Wróciła do Zbaraża, w październiku 1942 zmuszona była przenieść się do tamtejszego getta, skąd jesienią tegoż roku udało jej się wydostać i wraz z siostrą przez Tarnopol dotrzeć do Lwowa. W 1943 wyjechały obie na tzw. aryjskich papierach na roboty do III Rzeszy (pracowały m.in. w fabryce i w gospodarstwach rolnych). Po zakończeniu wojny przebywała do lutego 1946 w obozie prowadzonym przez międzynarodową organizację UNRRA (United Nations Relief and Rehabilitation Administration); w tym okresie z powodu nabytej w czasie wojny gruźlicy odbyła blisko roczną kurację w sanatorium w Szwajcarii, tu też podjęła pierwsze próby literackie. W 1946 wróciła do Polski, początkowo mieszkała w Kłodzku. W 1948 wyszła za mąż za Brunona (Bronisława) Finka, inżyniera, pianistę i taternika (zm. 1983). W tymże roku na łamach szwajcarskiego pisma „Action” (nr 205 September) ukazało się jej opowiadanie Elza (w tłumaczeniu M. Wloch i L. Belleme). Na początku lat pięćdziesiątych wraz z mężem zamieszkała we Wrocławiu. W 1954-55 pracowała jako akompaniatorka w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego we Wrocławiu; krótko była też związana z Polskim Radiem, dla którego przygotowywała reportaże. W 1957 wyemigrowała wraz z rodziną do Izraela i osiadła w Cholonie. W 1958 ogłosiła w Izraelu opowiadanie Powrót w polskojęzycznym czasopiśmie „Od Nowa” (Tel Awiw, nr 4). W 1960-71 pracowała dla Instytutu Yad Vashem (w dziale gromadzenia świadectw osób ocalałych z Holokaustu), a w 1971-83 jako bibliotekarka w dziale muzycznym biblioteki Instytutu Goethego w Tel Awiwie. Opowiadania i fragmenty prozy ogłaszała m.in. w „Od Nowa”(Tel Awiw, 1959-62, 1965), „Wiadomościach” (Londyn, 1976), „Konturach” (Tel Awiw, 1988), „Akcentach”(Tel Awiw, 1991-93) i „Zeszytach Literackich” (1992, 2001). Była członkiem Związku Autorów Piszących po Polsku w Izraelu. W 1995 została uhonorowana nagrodą Buchman Foundation Memorial Prize przyznawaną przez Instytut Yad Vashem, w 1996 włoską nagrodą literacką Premio Moravia, w 2003 Nagrodą Specjalną Polskiego PEN Clubu, w 2008 Pras-Israel (państwową nagrodą Izraela). W 2004 otrzymała doktorat honoris causa Uniwersytetu Ben Guriona w Beer Szewie.

Miała córkę Miri [właśc. Miriam] (ur. 1952). Zmarła 27 września 2011 w Tel Awiwie; pochowana tamże na cmentarzu Kirjat Szaul.



TWÓRCZOŚĆ

1. Ha-Dagig ha-lawan. [Bajka dla dzieci; współaut.:] Chaim Mesing. Tēl Aviv: Ma'ariv 1971, 15 s.
Utwór w jęz. hebr.; tytuł pol.: Biała rybka.
2. Ha-Tanin we-ha-miwreszet ha-me’ofefet szelo. [Bajka dla dzieci; współaut.:] Chaim Mesing. Tēl Aviv: Ma'ariv 1971, 15 s.
Utwór w jęz. hebr.; tytuł pol.: Krokodyl i jego latająca szczotka.
3. Ta’alule jalde miszpachat chipuszi. [Bajka dla dzieci; współaut.:] Chaim Mesing. Tēl Aviv: Ma'ariv 1971, 15 s.
Utwór w jęz. hebr.; tytuł pol.: Psotne dziecko rodziny chrząszczy.
4. Ha-Pil be-Malkodet. [Bajka dla dzieci; współaut.:] Chaim Mesing. Tēl Aviv: Ma'ariv 1971, 15 s.
Utwór w jęz. hebr.; tytuł pol.: Słoń w pułapce.
5. Nahasz ba-Ken. [Bajka dla dzieci; współaut.:] Chaim Mesing. Tēl Aviv: Ma'ariv 1971, 15 s.
Utwór w jęz. hebr.; tytuł pol.: Wąż w gnieździe.
6. Skrawek czasu. [Opowiadania]. Powst. przed 1974. Londyn: Aneks 1987, 103 s. Wyd. nast.: Kr.: Margines* 1988; [Wwa:] Myśl* [1988]. Przedr. poszczególnych opowiadań poz. 12, 13.
Pierwodr. w przekł. hebr.: Pisat zeman. [Przeł.] N. Ben-Ami. Ramat Gan 1974, 171 s.
Holenderska nagroda literacka im. A. Frank w 1985.
Zawartość: Koniec; Skrawek czasu; Jan Krzysztof; Zabawa w klucz; Odpływający ogród; Wariat; Za żywopłotem; Zamknięty krąg; Pies; Rozmowa; Wiosenny poranek; * * * [Ukryci w ciemnych wnętrzach…]; Kriminalrat von Cholevinsky; Aryjskie papiery; Śmierć Carycy; Świnia; Titina; Przed lustrem; Czarna bestia; Noc kapitulacji; Dziesiąty mężczyzna; Drzazga; Siostra Henryka; Schron; Wesoła Zośka; Skok; Drugi brzeg; Ślad.
Przekł. inne: ang.: A scrap of time and other stories. [Przeł.:] M. Levine, F. Prose. New York 1987, wyd. nast.: London 1988, Evanston (Ill.) 1995, wyd. nast. tamże 1998, − franc.: Le jardin à la dérive. [Przeł.] L. Dyèvre. Paris 1989, wyd. nast. tamże 1991, – hiszp.: Un pedacio de tiempo y otros relatos. [Przeł.] E. Bortkiewicz Morawska. Aguadulce 2015, − niderl.: Een klein ogenblik. Verhalen uit de holocaust. [Przeł.] G. Rasch. ’s‒Gravenhage 1985, − niem.: Eine Spanne Zeit. Erzählungen. [Przeł.] K. Staemmler. Zürich 1983, wyd. nast.: Frankfurt am Main 1986, München, Zürich 1992, − włos.: Frammenti di tempo. [Przeł.] L. Quercioli Mincer. Milano 1995, wyd. nast.: Firenze 2002
Adapt.: radiowa: opowiadania Skrawek czasu: Cz. 1-3. Radio 1993, ‒ film.: opowiadania Zabawa w klucz: Le jeu de la clé. Reż.: M. Hassan. Ekran. (Francja) 1995.
7. Stół. (Rzecz na cztery głosy i basso ostinato). [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1988 nr 11/12 s. 50-61. Praprem. tv: Reż.: K. Lang. TVP 1992. Przedr. zob. poz. 11.
Przekł. niem.: Der Tisch. [Przeł.:] … i B. Fink. Wyd. w: I. Fink: Eine Spanne Zeit. Erzählungen. Zürich 1983, wyd. nast.: Frankfurt am Main 1986, München, Zürich 1992.
Adapt.: radiowa: Adapt.: W. Modestowicz. Radio 1992, – tv: Reż.: K. Lang. TVP 1992.
8. Podróż. [Powieść]. Londyn: Aneks 1990, 176 s. Wyd. nast.: wyd. 2. Wwa: W.A.B. 2004, wyd. 3 tamże 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Powieść została wpisana na listę stu najważniejszych książek w jęz. jidysz ogłoszoną przez Yiddish Book Center w Amherst, MA [zob.: http://www.yiddishbookcenter.org/annotated-list].
Przekł.: ang.: The journey. A novel. [Przeł.:] J. Werschler, F. Prose. New York 1992, wyd. nast. tamże 1993, − duń.: Rejsen. [Przeł.] G. Sørby. Valby 1993, − franc.: Le voyage. Roman. [Przeł.] L. Dyèvre. Paris 1992, wyd. nast. tamże 1993, 2010, − hebr.: Nēlēk b-ll-t n-šan b-yam-m. [Przeł.] D. Weinfeld. Tēl Aviv [1993], − hiszp.: El viaje. [Przeł.:] E. Bortkiewicz, J.C. Vidal. Madrid 1991, − niderl.: De reis. Roman. [Przeł.] G. Rasch. Amsterdam 1991, − niem.: Die Reise. Roman. [Przeł.] K. Staemmler. München, Zürich 1991, wyd. nast.: Frankfurt am Main 1996, Berlin 2011, − norw.: Reisen. [Przeł.] J. Brodal. Oslo 1997, − portugal.: A viagem. [Przeł.] M. Paiva de Souza. Rio de Janeiro 1998, − szwedz.: Resan. [Przeł.] M. Von Zweigbergk. Stockholm 2003, − włos.: Il viaggio. [Przeł.] D. Tozzetti. Parma 1993, wyd. nast.: Firenze [2001].
Adapt. film. pt. Das letzte Versteck = Ostatnia kryjówka: Scenariusz: Ch. Busch, P. Steinach. Reż.: P. Koralnik. Ekran. (Niemcy, Polska) 2002.
9. Ślad. Słuchowisko radiowe. „Dialog” 1990 nr 10 s. 46-55. Praprem. tv: Reż.: J. Buchwald. TVP 1998. Przedr. zob. poz. 11, 13.
10. Opis poranka. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1994 nr 3 s. 5-11. Praprem. tv: reż.: J. Buchwald. TVP 1995. Przedr. zob. poz. 11.
11. Ślady. [Opowiadania i utwory dramatyczne]. Wwa: W.A.B. 1996, 204 s.
Zawartość: Próg; Drugi skrawek czasu; Alina i jej klęska; Zygmunt; Awans; Eugenia; Zmartwychwstanie piekarza; Nocne wariacje na temat; Julia; Poszliśmy już do opery; Ptaki; W podróży, nocą; Dłoń; Adres; W dzieciństwie, wieczorem; Sabina pod workami; Popołudnie na trawie; Opis poranka [poz. 10]; Ślad [poz. 9]; Stół [poz. 7].
Przekł.: ang.: Traces. Stories. [Przeł.:] P. Boehm, F. Prose. New York 1997, wyd. nast tamże 1998, − franc.: Traces. [Przeł.] L. Dyèvre. Paris 2000, ‒ hiszp.: Huellas. [Przeł.] E. Bortkiewicz. Madrid 2012, − niem.: Notizen zu Lebensläufen. Erzählungen. [Przeł.] E. Kinsky. Frankfurt am Main 1998, wyd. nast. tamże 2000, − włos.: Tracce. Racconti intorno alla Shoa. [Przeł.] C. Madonia. Firenze 2003.
12. Odpływający ogród. Opowiadania zebrane. Wwa: W.A.B. 2002, 330 s. Archipelagi.
Zawiera utwory z poz. 6 (z wyjątkiem opowiadania: Ślad) i z poz. 11 (z wyjątkiem opowiadania: Ptaki i utworów dramatycznych: Opis poranka i Stół), − nadto: Mój pierwszy koniec świata; Mdłości; Trudne Julii przyjazdy; Godzina światła.
Przekł.: hebr.: ha-Gan ha-malfig la-merḥaḳim. [Przeł.:] D. Weinfeld, B. Tene. Tēl Avic 1988, wyd. nast. tamże 2000, ‒ węgier.: Elúszó kert. [Przeł.:] M. Éles, F. Nánay, L. Pálfalvi, A. Pályi, B. Petrovszki Lajszki. [Budapeszt] 2005.
13. Wiosna 1941. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2009, 184 s. Wyd. nast. tamże 2011.
Zawiera utwory z poz. 6: Skrawek czasu; Zamknięty krąg; Odpływający ogród; Jan Krzysztof; Wariat; Aryjskie papiery; *** [Ukryci w ciemnych wnętrzach…]; Rozmowa; Za żywopłotem; Pies; Wiosenny poranek; Titina; Śmierc Carycy; Kriminalrat von Cholevinsky; Przed lustrem; Zabawa w klucz; Czarna bestia, - oraz z poz. 11: Alina i jej klęska; Zygmunt; Drugi skrawek czasu; Popołudnie na trawie; Ślad [poz. 9].
Przekł. czes.: Jaro 1941. [Przeł.] L. Daňhelová. Brno 2012.
Adapt. film. opowiadań: Spring 1941. Scenariusz: M. Lerner. Reż.: U. Barbash. Ekran. (Polska, Wielka Brytania, Izrael) 2008.
14. Opowiadania Idy Fink. Oprac. A. Łoboda. Tor.: Wydawn. Literat 2015, 149 s. Lektury Wszech Czasów, 105.
Zawiera utwory z poz. 6: Drzazga; Dziesiąty mężczyzna; Kriminalrat von Cholevinsky; Odpływający ogród; Przed lustrem; Rozmowa; Schron; Skok; Skrawek czasu; Ślad; Świnia; Wiosenny poranek; Zabawa w klucz, - oraz z poz. 11.: Awans; Popołudnie na trawie.

Wybory utworów w przekł.: hebr.: Ha-gan ha-mafling le-merchakim. Sippurim. [Przeł.:] D. Weinfeld, B. Tene. Tēl-Aviv 1988; Riszumim le-korot chaim. [Przeł.] D. Weinfeld. Tēl-Aviv 1995; Sof ha-‘olam ha-rishon sheli. [Przeł.] D. Weinfeld. Tēl-Aviv 1999; Kol ha sippurim. [Przeł.:] D. Weinfeld, B. Tene. Tēl-Aviv 2004, − niderl.: De wederopstanding van de bakker. [Przeł.] G. Rasch. Amsterdam 1988, wyd. nast. tamże 1998, ‒ słoweń.: Moj prvi konec sveta. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2011, − włos.: Descrizione di un mattino e alter opera. Salerno 1999.

Przekłady utworów Idy Fink w antologiach zagranicznych: ang.: Different voices. Women and the Holocaust. [Oprac.:] C. Rittner, J.K. Roth. New York 1993.; Truth and lamentation. Stories and poems on the Holocaust. [Oprac.:] M. Teichman, S. Leder. Urbana 1994; Art from the ashes. A Holocaust anthology. [Oprac.] L.L. Langer. New York 1995; Bearing witness. Stories of the Holocaust. [Oprac.:] H. Rochman, D.Z. McCampbell. New York 1995; The eagle and the crow. Modern Polish short stories. [Oprac.:] T. Halikowska, G. Hyde. London, New York 1996; Images from the Holocaust. A literature anthology. [Oprac.:] J.E. Brown, E.C. Stephens, J. Rubin. Lincolnwood 1997; The Oxford book of Jewish stories. [Oprac.] I. Stavans. New York 1998; Women in the Holocaust. [Oprac.:] D. Ofer, L.J. Weitzman. New York 1998; Out of the whirlwind. A reader of Holocaust literature. [Oprac.] A.H. Friedlender. New York 1999; Short fiction. Classic and contemporary. [Oprac.:] C.H. Bohner, D. Dougherty. Upper Saddle River 1999; When night fell. An anthology of Holocaust short stories. [Oprac.:] L.S. Raphael, M.L. Raphael. New Brunshwick 1999; Contemporary Polish writing in Poland. An anthology. [Oprac.:] A. Polonsky, M. Adamczyk-Grabowska. Lincoln 2001; The call of memory; Learning about the Holocaust through narrative. An anthology. [Oprac.:] K. Shawn, K. Goldfrad, W.A. Younglove. Teaneck 2008; Holocaust literature. [Oprac.] J.K. Roth. Pasadena 2008, ‒ niem.: Die Federn des weissen Adlers. Polnische Erzählungen aus 40 Jahren. [Oprac.] K. Staemmler. Frankfurt am Main 1986, – węgier.: Huszadik századi lengyel novellák. [Oprac.] L. Pálfalvi. Budapest 2007.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje od red. R. Löwa (2010), dr. B. Krupy i dr K. Famulskiej-Ciesielskiej (2013).
 	Wywiady: Spotkanie z izraelską pisarką Idą Fink. Rozm. W. Zawistowska. „Sł. Żyd. = Dos Jidisze Wort” 1994 nr 20; Zawsze chciałam pisać. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 160; Cenne ziarna prawdy. Rozm. R. Pragier. „Midrasz” 1998 nr 7/8; Ocalić pamięć. Rozm. P. Szewc. „Nowe Książ.” 2003 nr 5; Piszę szeptem. Rozm. J. Sobolewska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 110; Imiona zagłady. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2004 nr 19, przedr. w: Żydzi, Sowieci i my. Wwa 2005; Blizna pamięci. Rozm. S. Bereś. „Kresy” 2005 nr 4.
 	J.M. Tjetjen: Fink Ida. [Hasło w:] Jewish writers of twentieth century. New York 2003.
 	K. Famulska-Ciesielska, S.J. Żurek: Fink Ida. [Hasło w tychże:] Literatura polska w Izraelu. Leksykon. Kraków, Budapeszt 2012.

Ogólne

 	M. ADAMIEC: Skrawek czasu Idy Fink. W: Świadectwa i powroty nieludzkiego czasu. Lubl. 1990.
 	M. HOPFINGER: Wrzesień – pora umierania. (O prozie Idy Fink). „Krytyka” 1991 nr 34/35.
 	J. WRÓBEL: Świadectwa i opłakiwania. W tegoż: Tematy żydowskie w prozie polskiej 1939-1987. Kr. 1991.
 	G. SHAKED: The name of the game: survival. „Yedi’ot Aharonot”, Nowy Jork 1993 nr z 6 VIII .
 	G. SHAKED: Playing in the theatre of the absurd. „Yedi’ot Aharonot”, Nowy Jork 1993 nr z 13 VIII .
 	I. KIEC: Idy Fink droga do formy dramatycznej. W: Teatr i dramat polskiej emigracji 1939-1989. Pozn. 1994.
 	M. WILCZYNSKI: Trusting the words: paradoxes of Ida Fink. „Modern Language Studies”, Nowy Jork 1994 nr 24/4 (Fall).
 	M. GOLDENBERG: „From a world beyond”. Women in the Holocaust. „Feminist Studies”, College Park 1996 nr 3.
 	S.R. HOROWITZ: Voicing the void. Muteness and memory in Holocaust fiction. New York 1997.
 	D.A. BROWNS: Scraps and traces. Narrative transmission strategies in the Holocaust fiction of Ida Fink, Cynthia Ozick and Elie Wiesel. Cambridge: Harvard University 1999, 182 s.
 	L.S. KREMER: Women’s Holocaust writing: memory and imagination. Lincoln 1999, passim.
 	G. RAMAS-RAUCH: Ida Fink and Holocaust literature. W: Jewish studies at the turn of twentieth century. London 1999.
 	K. SOKOŁOWSKA: Droga jako zapowiedź kresu. (O prozie Adolfa Rudnickiego i Idy Fink). W: Człowiek w drodze. T. 1. Bydg. 2000.
 	M. ORSKI: Skrawki pamięci. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	D. GŁOWACKA: Znikające ślady. Emanuel Levinas, literackie świadectwo Idy Fink i szuka Holokaustu. „Lit. na Świecie” 2004 nr 1/2.
 	E.S. FINE: An eye on a strap of World. Ida Fink’s hidden witnesses. W: Jewish American nad Holocaust literature. Representation in the postmodern World. Albany 2004.
 	S. VICE: Children writing the Holocaust. New York 2004, passim.
 	A. KURYŁEK: „Pamięć uspokajana, znaczy martwa”. Ida Fink. W: Pisarze polsko-żydowscy XX wieku. Wwa 2005.
 	I. ŚWIATŁOWSKA-PRĘDOTA: Po obu stronach muru: dziecko żydowskie jako ofiara Holocaustu (autobiografie Romy Ligockiej, Idy Fink, Aliny Margolis-Edelman i Josepha Bainvolla). „Orbis Linguarum” 2005 vol. 28.
 	B. TARNOWSKA: Smak obcości. „Nowiny-Kur.”, Tel Awiw 2005 nr z 21 I.
 	M. WOŁK: Ja – ona, ona – ja. Gramatyka podmiotu w autobiograficznej prozie Idy Fink i Hanny Krall. W: Stosowność i forma. Jak opowiadać o Zagładzie. Kr. 2005.
 	K. FAMULSKA: Budowanie tożsamości w utworach I.F „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 2006 z. 63.
 	M. RUTKOWSKA: Podróże pamięci. Twórczość Idy Fink. W: Proza polska na obczyźnie. T. 2. Rzesz. 2007.
 	K. FAMULSKA-CIESIELSKA: Polacy, Żydzi, Izraelczycy. Tożsamość w literaturze polskiej w Izraelu. Tor. 2008, passim.
 	E. KOTARSKA: Doświadczenie czasu w twórczości Idy Fink. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2013 z. 13.
 	K. FAMULSKA-CIESIELSKA: Ida Fink. „Arch. Emigracji” 2011 z. 1/2 (14/15).
 	M. ORSKI: „Skrawki” prawdy czasu. „Odra” 2011 nr 12.
 	J. SZCZĘSNA, T. SOBOLEWSKI: Zmarła Ida Fink. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 226.
 	M. WILCZYŃSKI: Najmniej słów. Doświadczenie Zagłady w prozie Idy Fink. W: Wojna i postpamięć. Gdańsk 2011.
 	A. RZĄDCA: Foto-Grafie. Fotografische Narrativität im Werk von Ida Fink. Foto-bio-grafisches Erzählen in der polnischen Literatur. München: Akademische Verlagsgemeinschaft München 2012, 128 s.
 	M. BEDNAREK: Na marginesie historii (Iłłakowiczówna, Woroszylski, Fink). W tejże: Mikrokosmos literacki. Pozn. 2013.
 	K. SOKOŁOWSKA: Zdziwienie zamiast krzyku. O opowiadaniach Idy Fink. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2013 [t.] 4.
 	M. WILCZYŃSKI: Polska proza galicyjska przed wojną i po wojnie. Bruno Schulz w kontekście literatury katastrofy. „Schulz Forum” 2015 [nr] 5 [dot. też L. Buczkowskiego i Z. Haupta].

Skrawek czasu

 	H. DATNER-ŚPIEWAK: Urodzona w Zbarażu. „Res Publica” 1987 nr 4.
 	R. GORCZYŃSKA. „The Polish Review”, Nowy Jork 1987 nr 4.
 	J. KAPLAN. „New York Times Book Review”, Nowy Jork 1987 nr z 12 VII.
 	T. KARREN: O „Skrawku czasu” Idy Fink. „Tydzień”, Londyn 1987 nr 21.
 	A. POSPIESZALSKI. „Kultura”, Paryż 1987 nr 7/8.
 	S. WYGODZKI: Ida Fink. „Nowiny-Kur.”, Tel Awiw 1987 nr z 5 VI.
 	J. PILLING. „Times Literary Supplement”, Londyn 1988 nr z 26 VIII.
 	E. SARTORI. „Prairie Schooner”, Lincoln, NE 1988 nr 2.
 	Y. SHALITT. „Nowiny-Kur.”, Tel Awiw 1988 nr z 30 X.
 	W. BEREŚ: Szepty Idy Fink. „Tyg. Powsz.” 1988 nr 29.
 	M. JAGIEŁŁO: Po tamtym. „Krytyka”* 1988 nr 28/29.
 	J.J. MACIUSZKO. „World Literature Today”, Norman, OK 1988 nr 2.
 	M. MALISZEWSKA: Świadectwo Idy Fink. „Znak” 1988 nr 11.
 	J. WRÓBEL: O opowiadaniach Idy Fink. „Arka”* 1988 nr 23.
 	M. ADAMIEC: „Skrawek czasu” Idy Fink. W: Świadectwa i powroty nieludzkiego czasu. Lubl. 1990.
 	P. CALDERÓN: Doświadczenie wykluczenia widziane od środka. „Skrawek czasu” Idy Fink i jego polska recepcja. „Pam.Lit.” 2015 z. 3.
 	P. CALDERÓN: Motyw gwałtu w opowiadaniu „Aryjskie papiery” [z tomu „skrawek czasu”] i w dramacie „Nasza klasa” Tadeusza Słobodzianka. „Teksty Drugie” 2015 nr 2.

Stół

 	M. OBŁAMKA: Stół Idy Fink. „Antena” 1992 nr 14.

Podróż

 	M. LALAK: Podróże z podróży. „Nowe Książ.” 1991 nr 5, przedr. w tegoż: Niepokojąca renta. Szczec. 2004.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Głos dobry. „Odra” 1992 nr 1.
 	H. MITGANG: Words as a shield against the Nazis. „New York Times”, Nowy Jork 1992 nr z 19 VIII.
 	N. SHERMAN. „The Jewish Reader”, Amherst, MA 2003 nr 9.
 	M. CUBER: Wziąć wojnę na język. „Odra” 2004 nr 4.
 	J. GIZELLA: Wojenna Akademia Przetrwania. „Czas Kult.” 2004 nr 5/6.
 	J. PALIWODA: Podróż bez końca. „ArtPapier” 2004 nr 10.
 	M. ORSKI. „Prz. Powsz.” 2004 nr 3.
 	R. OSTASZEWSKI: Podróż po kres strachu. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 24.
 	J. SOBOLEWSKA: Powieść diament. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 40.
 	M. TABACZYŃSKI: Proza życia (mimo wszystko). „Borussia” 2004 nr 33/34 [dot. też: Odpływający ogród].
 	I. MILNER: Towards a new reading of Fink’s „The Journey”. W: Comparative central european holocaust studies. West Lafayette, IN 2009.

Opis poranka

 	M. ORSKI: Dotrzeć do dna prawdy. „Dialog” 1994 nr 3.

Ślady

 	Y. SHALITT. „Nowiny-Kur.”, Tel Awiw 1996 nr z 27 XII.
 	F. EBERSTADT: Images of an extinguished world. „New York Times”, Nowy Jork 1997 nr z 24 VIII.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Ślady w pamięci. „Nowe Książ.” 1997 nr 3.
 	M. ORSKI: „Skrawki czasu” Idy Fink. „Arkusz” 1997 nr 5.
 	M. PIASECKI: Wyczerpanie konwencji? „Gaz. Wybor.” 1997 nr 6.
 	R.K. WILSON. „World Literature Today”, Norman, OK 1998 nr 2.

Odpływający ogród

 	M. MIZURO: Zbrodnia w raju. „Odra” 2003 nr 9.
 	M. ORSKI: Ślady czasu zagłady. „Prz. Powsz.” 2003 nr 5.
 	J. SOBOLEWSKA: Świat na końcu świata. „Przekrój” 2003 nr 7.
 	T. SOBOLEWSKI: Po końcu świata. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 110.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Przeszły nieprzedawniony. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 12.
 	H. ZAWORSKA: Twarda czułość. „Nowe Książ.” 2003 nr 5.
 	M. SOBCZYK: Pamięć i empatia. „Polonistyka” 2004 nr 4.
 	M. TABACZYŃSKI: Proza życia (mimo wszystko). „Borussia” 2004 nr 33/34 [dot. też.: Podróż].
 	M. ZALESKI: Jedyna instancja. W tegoż: Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności. Kr. 2007 [dot. też: H. Grynberg: Sielanka – Siaj; M. Bieńczyk: Tworki; A. Appelfeld: Badenheim 1939; P. Szewc: Zagłada].
 	A. TATAR: Przyzwyczajenie do Zagłady Żydów – analiza i interpretacja utworu „Odpływający ogród” Idy Fink. „Teksty Drugie” 2013 nr 5.

Wiosna 1941

 	S. BURYŁA: Proza, która onieśmiela. „Pogranicza” 2009 nr 4.
 	U. PAWLICKA: Uchwycić nieuchwytne „skrawki pamięci”. „Portret” 2009 nr 28.
 	P. SMOLEŃSKI: Szukanie normalności. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 200.
 	J. SOBOLEWSKA: Pełnia i Zagłada. „Polityka” 2009 nr 11.
 	M. ORSKI: „Skrawki” najtrudniejszego czasu. „Prz. Powsz.” 2010 nr 2.
</document>
<document nplp_id="2902" title="Marta FOX" slug="marta-fox">ur. 1952

Podpisywała utwory również nazwiskami: Fręś; Fręś-Fox, Siemieniuk-Fręś oraz imieniem i nazwiskiem: Miśka Fręś.

Krypt.: M.F.

Powieściopisarka, poetka, felietonistka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 1 stycznia 1952 w Siemianowicach Śląskich; córka Henryka Siemieniuka, cieśli, i Ludwiki z Jóźwików. Dzieciństwo spędziła w Katowicach. Od 1965 uczęszczała do V Liceum Ogólnokształcącego im. W. Broniewskiego w Katowicach. Po zdaniu w 1969 matury studiowała filologię polską na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach; magisterium uzyskała w 1974. Następnie do 1995 pracowała jako nauczycielka języka polskiego i bibliotekarka w V Liceum Ogólnokształcącym im. W. Broniewskiego w Katowicach; ukończyła Studium Podyplomowe przy UŚl. (1982) oraz otrzymała drugi stopień specjalizacji pedagogicznej (1988). Debiutowała w 1984 sprawozdaniem zamieszczonym w katowickim „Wieczorze” (nr 237; podp. Miśka Fręś); od 1985 ogłaszała liczne recenzje książkowe, teatralne, wywiady, artykuły i sprawozdania m.in. w piśmie „Tak i Nie” (tu także podp. (M.F.)), a w 1986-87 w „Radarze”. W latach osiemdziesiątych mieszkała krótko w Gdańsku. W 1987-89 redagowała wkładkę tygodnika „Nowy Medyk” pt. „Młoda Sztuka”. Jako prozaiczka debiutowała w 1989 w „Tak i Nie” (nr 47) opowiadaniem pt. Gra, nagrodzonym w Lubinie tytułem Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Literatury Miłosnej (1989). W tymże roku otrzymała główną nagrodę Warszawskiej Jesieni Poetyckiej za esej poświęcony amerykańskiej poetce, Anne Sexton. W 1990-95 pełniła obowiązki kierownika literackiego Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. W 1990 została członkiem Towarzystwa Kultury Teatralnej (International Amateur Theatre Association, IATA); w 1994-98 pełniła funkcję prezesa Oddziału Wojewódzkiego w Katowicach. W 1993-94 była zastępcą redaktora naczelnego „Górnośląskiego Diariusza Kulturalnego”. W 1995-99 współpracowała z Miejską Galerią Sztuki „Extravagance” w Sosnowcu, gdzie zajmowała się m.in. organizacją konkursu poetyckiego „Inspiracje” i przygotowywaniem wstępów do katalogów wystaw Galerii. W 1995 rozpoczęła współpracę z miesięcznikiem „Śląsk” (tu wywiady, recenzje, a do 2001 stały felieton pt. Listy spod kapelusza), w 1996-97 redagowała dział poezji w kwartalniku „Wyrazy”. Otrzymała nagrody m.in. w konkursie im. J.I. Kraszewskiego (1990), T. Micińskiego (1990), H. Poświatowskiej (1992), E. Stachury (1993), w Ogólnopolskim Konkursie Literatury Miłosnej (1994). Została dwukrotnie nagrodzona przez Polską Sekcję Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY; 1995, 2000). Została członkiem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego (w 1995) i SPP (w 1996). Od 2002 wchodziła w skład redakcji pisma „Migotania, przejaśnienia” (od 2011 pt. „Migotania”). W 2007 zaczęła prowadzić blog w Internecie (marta-fox.blog.onet.pl). Wyróżniona odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej” (2006).

Jest matką Magdaleny (ur. 1974) i Agaty (ur. 1979). Mieszka w Katowicach.



TWÓRCZOŚĆ

1. Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni. [Wiersze i opowiadania]. [B.m.]: Ofic. Wydawn. Sygnatura 1992, 78 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wr.: Siedmioróg 1996, Wokół Nas, 28; wyd. 3 Wr.: Ofic. Wydawn. Promocja 2006.
Zawartość: Wstęp: Z. Joachimiak, – [Opowiadania:] Gra; Oczekiwanie; Między snem a snem; Grzech; Trójkąt równoboczny; Demon; Magilla; PPPP. - W. Sadkowski: Posł.
2. Agaton-Gagaton. Jak pięknie być sobą. [Powieść dla młodzieży]. Tor.: C&amp;amp;T Editions1994, 117 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1996; Wr.: Siedmioróg 1997, Wokół Nas, 50, tamże: 2000, 2004 [5]. Przedr. zob. poz. 30. Por. poz. 11.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Siedmioróg 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda „Książki Roku” Pol. Sekcji Stow. Przyj. Książki dla Młodych (IBBY) w 1995.
3. Batoniki Always miękkie jak deszczówka. [Powieść dla młodzieży]. Tor.: C&amp;amp;T Editions 1994, 93 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1996; Wr.: Siedmioróg 1997, Wokół Nas, 49, tamże: 2000, 2003, 2004, 2006. Przedr. zob. poz. 30.
4. Chcę być chłopcem jak mój ojciec. [Wiersze]. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1994, 54 s.
5. Zapłakać czerwonym deszczem. [Widowisko poetycko-muzyczne]. Muz.: B. Mizerski. Praprem. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 1994.
Spektakl prezentowany w ramach III Górnośląskiego Festiwalu Kameralistyki.
6. Magda. doc [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1996, 159 s., Wokół Nas, 33. Wyd. nast. tamże: 1997, 1998, 2000, 2008.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Siedmioróg 2012, plik w formacie EPUB.
Cz. 1 cyklu; cz. 2-3 zob. poz. 9, 28.
7. Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza. [Powieść]. Tor.: C&amp;amp;T Editions 1996, 143 s. Wyd. 2 zmien. Wr.: Siedmioróg 1998.
8. Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu. Katow.: Tow. Zachęty Kultury [1996], 158 s. Wyd. nast.: Wr.: Siedmioróg 2002, tamże 2004.
Nagroda XX Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w 1997.
Zawiera poza tekstem M. Fox wiersze i kolaże W. Szymborskiej, wypowiedzi twórców i krytyków literatury na temat twórczości W. Szymborskiej oraz grafiki Mariusza Pałki.
9. Paulina. doc [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1997, 165 s., Wokół Nas, 43. Wyd. nast. tamże: 2001, 2003, 2004, 2005.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Siedmioróg 2012, plik w formacie EPUB.
Cz. 2 cyklu; cz. 1, 3 zob. poz. 6, 28.
10. Dotknij mnie tak dawno nie miałem kobiety. [Wiersze]. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1998, 87 s.
11. Firma Agaton-Gagaton. Wypróbuj bez szorowania. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1998, 126 s., Wokół Nas, 55. Wyd. nast. tamże: 2000, 2004. Przedr. zob. poz. 30. Por. poz. 2.
12. Do rana daleko. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1999, 77 s. Pierwsza Miłość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2003, 2004, 2005, 2006, 2013. Przedr. zob. poz. 24.
13. Nie jestem która wszystko zniesie. [Wiersze i proza]. Katow.: Forum Sztuk 1999, 102 s.
14. Po nitkach babiego lata. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg1999, 75 s. Pierwsza Miłość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2003, 2013. Przedr. zob. poz. 24.
15. Romeo zjawi się potem. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1999, 77 s. Pierwsza Miłość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2002, 2003, 2004, 2005, 2006, 2013. Przedr. zob. poz. 24.
16. Westchnienia jak morskie huragany. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1999, 77 s. Pierwsza Miłość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2003, 2004, 2005, 2012. Przedr. zob. poz. 24.
17. Więc nie wiń mnie za to. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1999, 78 s. Pierwsza Miłość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2005, 2013. Przedr. zob. poz. 24.
18. Zanim nadejdzie rozstanie. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 1999, 76 s., Pierwsza Młość. Wyd. nast. tamże: 2000, 2003, 2005, 2013. Przedr. zob. poz. 24.
19. Czerwień raz jeszcze daje czerwień. [Powieść]. Wr.: Siedmioróg 2001, 175 s.
20. Listy spod kapelusza. [Felietony]. Chorzów: Itatis 2001, 215 s.
Felietony zamieszczane w 1995-2001 w tygodniku „Śląsk”.
21. Kochać. [Wiersze]. Chorzów: Itatis [2002], 137 s.
Adapt. teatr.: Scenariusz: W. Jędrzejczak. Wyst. Leszno, T. Małych Form 2005.
22. Niebo z widokiem na niebo. [Powieść]. Wr.: Siedmioróg 2003, 199 s. Wyd. nast. tamże: 2005, 2007.
23. Coraz mniej milczenia. O dramatach dzieciństwa bez tabu. Wr.: Siedmioróg 2004, 215 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Siedmioróg 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Honorowe odznaczenie „Złoty Telefon” przyznane przez Ogólnopol. Pogotowie do Walki z Przemocą w Rodzinie „Niebieska Linia” w 2004.
24. Pierwsza miłość. [Powieści dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 2004, 438 s. Wyd. nast. tamże: 2005, 2006.
Zawartość: Do rana daleko [poz. 12]; Po nitkach babiego lata [poz. 14]; Romeo zjawi się potem [poz. 15]; Westchnienia jak morskie huragany [poz. 16]; Więc nie wiń mnie za to [poz. 17]; Zanim nadejdzie rozstanie [poz. 18].
25. Alicja w Krainie Komórkowców. [Monodram]. Praprem.: Reż.: P. Napora. Wr., T. KORBA 2005.
26. Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych. [Proza autobiograficzna]. Wr.: Siedmioróg 2005, 311 s. Wyd. nast. tamże 2011.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Fox. [Katow.:] Wydawn. Aleksandria 2006, 4 płyty CD w formacie mp3.
27. Któremu serce dasz. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako sztuka czytana: Przygot.: A. Dopierała. Katow., T. Śląski 2007.
28. Paulina w orbicie kotów. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Wydawn. Akapit Press 2007, 245 s.
Cz. 3 cyklu; cz. 1, 2 zob. poz. 6, 9.
29. Kaśka Podrywaczka. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2008, 245 s.
30. Agaton-Gagaton. [Powieści dla młodzieży]. Wr.: Siedmioróg 2009, 325 s. Bibl. Nastolatków. Wyd. nast. tamże 2017.
Zawartość: Batoniki Always miękkie jak deszczówka [poz. 3]; Agaton-Gagaton. Jak pięknie być sobą [poz. 2]; Firma Agaton-Gagaton. Wypróbuj bez szorowania [poz. 11].
31. Karolina XL. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2009, 152 s.
32. Karolina XL zakochana. Łódź: Akapit-Press 2009, 124 s.
Kontynuacja powieści Karolina XL, poz. 31.
33. Kobieta zaklęta w kamień. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 304 s.
34. Iza Anoreczka. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2010, 133 s.
35. Iza Buntowniczka.[Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2011, 132 s.
36. Rozmowy z Mirό. [Wiersze]. Nowa Ruda: Mamiko Apolonia Maliszewska 2011, 76 s.
37. Zuzanna nie istnieje. [Powieść dla młodzieży]. Kr.: WL 2011, 244 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2011, plik w formacie EPUB.
38. Café Plotka [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2012, 152 s.
39. Eveerything that is impossible. Selected poems = Wszystko co niemożliwe. Wiersze wybrane. Wybór i przekł.: A. Gąsienica Byrcyn. Gdańsk: Fund. Światło Literatury 2012, 191 s.
Tekst w jęz. ang. i pol.
40. Pierwsza miłość. [Minipowieści]. Wr.: Siedmioróg 2012, 221 s. Ważne Sprawy Dziewcząt i Chłopców - Siedmioróg.
41. Plotkarski sms. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2012, 138 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Akapit Press 2013, plik w formacie MOBI.
42. Autoportret z Lisiczką. [Powieść]. Piastów: Dom Wydawn. Mała Kurka 2013, 430 s.
43. Sekret-nik. [Poradnik]. Łódź: Akapit Press 2013, 173 s.
44. Przybij piątkę! [Powieść dla dzieci]. Łódź: Akapit Press 2014, 79 s.
45. Zołzunie. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2014, 176 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Akapit Press 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
46. Zakochaj się, mamo. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2015, 175 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Akapit Press 2015, plik w formacie MOBI.
47. Idol. [Powieść dla młodzieży]. Łódź: Akapit Press 2016, 184 s.
48. Zielona Nikola. [Powieść dla dzieci]. Łódź: Akapit Press 2016, 78 s.
Przekład i adaptacja
1. J. Synková: Przygoda malutkiej czarownicy. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Przeł.: M. Fox, P. Nosálek. Teksty piosenek: M. Fox. Wyst.: Reż.: P. Nosálek. Opole, Opol. T. Lalki i Aktora im. A. Smolki 1995.
2. P. Nosálek: Opowieść o miłości, o drzewie i o tobie. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Poetycka wersja tekstu: M. Fox. Wyst.: Reż.: P. Nosálek. Wwa, T. Lalka 1996.
Prace redakcyjne
1. Inspiracje. Ogólnopolski Konkurs Poetycki. [Red.: M. Fox]. Sosnowiec: Extravagance 1998, [32] s.
2. Ogrodnicy północy. Poetów portret potrójny. [Oprac. i red.: M. Fox] Gdańsk: Tower Press 1998, 271 s.
Zawiera wywiady z poetami: A. Czekanowicz, Z. Joachimiakiem, W. Zawistowskim, wybór ich wierszy, recenzje i inne teksty krytyczne.
3. J.L. Woźniak: Z oczu bielmo, z serca strach. [Wiersze]. [Red.: M. Fox]. Sosnowiec: Extravagance 1998, [60] s.
Inf. o udziale M. Fox od autorki.
4. Wilgotny strach pod powiekami. Turniej Jednego Wiersza. [Antologia wierszy]. [Red.: M. Fox]. Katow.: Miej. Dom Kultury „Koszutka” 2000, 52 s.
Inf. jak w poz. 3.
5. Gdzie na słońcu dojrzewają pocałunki. II Ogólnopolski Turniej Jednego Wiersza. [Antologia wierszy]. [Red.: M. Fox]. Katow.: Miej. Dom Kultury „Koszutka” 2001, 55 s.
Inf. jak w poz. 3.
6. Płatki pękniętej czereśni. III Ogólnopolski Turniej Jednego Wiersza. [Antologia wierszy]. [Red.: M. Fox]. Katow.: Miej. Dom Kultury „Koszutka” 2002, 56 s.
Inf. jak w poz. 3.
7. I wyszedł przed dom by zbierać atrament. IV Ogólnopolski Turniej Jednego Wiersza. [Antologia wierszy]. [Red.: M. Fox]. Katow.: Miej. Dom Kultury „Koszutka” 2003, 52 s.
Inf. jak w poz. 3. 
OPRACOWANIA

 	Ank. 2010.
 	Strona internetowa: www.martafox.pl.
 	Wywiady: Dlaczego wywiad z Martą Fox? Rozm. S. Bortnowski. „Polonistyka” 1995 nr 7; Napisz o pogodnej dziewczynce. Rozm. A. Gomóła. „Guliwer” 1996 nr 2; Łakoma na życie. Rozm. D. Stasikowska-Woźniak. „Śląsk” 2007 nr 3; Szaleństwa Marty Fox. Rozm. J.B. Serafińska. „Śląsk” 2008 nr 1; Wszystkie tajemnice ojca. Najważniejszy człowiek w moim życiu. Rozm. M. Nogaś. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 6 dod. „Duży Format”.

Ogólne

 	J. HURNIK: Kobieta wobec siebie. W tejże: Kobieta wobec świata. Częstochowa 2003.
 	K. BĘCZKOWSKA: Polemika Ewy Nowackiej z Martą Fox; Batoniki Always miękkie jak deszczówka i Agaton–Gagaton: jak pięknie być sobą – powieści Marty Fox nie tylko dla młodzieży. W tejże: Powieść obyczajowa dla młodzieży po roku 1990. Kielce 2006.
 	I. MAZURKIEWICZ-KRAUSE: Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości. „Nowa Polszczyzna” 2007 nr 2.
 	W. GÓRSKA: Nastolatki ze Śląska w powieściach młodzieżowych Marty Fox. „Migotania Przejaśnienia” 2008 nr 4.

Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni

 	E. DYMOWSKI: Posłowie, którego miało nie być. „Sł. Powsz.” 1992 nr 11.
 	R. PUTZLACHER: Kobiety winne grzechu. „Głos Ludu” 1993 nr 124.
 	J. PIERZCHAŁA: Niedyskrecje. „Pracownia” 1994/1995 nr 13.

Agaton-Gagaton. Jak pięknie być sobą

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Pięknie być Gagatonem. „Guliwer” 1996 nr 1.

Batoniki Always miękkie jak deszczówka

 	R. BEDNARCZYK: Proza jak deszczówka. „Życie Górnośl.” 1994 nr 16.
 	E. POPŁAWSKI: Nowe oblicze Marty Fox. „Opcje” 1994 nr 1.
 	A. ZAJĄC: Pyszne batoniki. „Guliwer” 1994 nr 3.

Chcę być chłopcem jak mój ojciec

 	A. WĘGRZYNIAKOWA: Na cienkiej czerwonej linii. „Opcje” 1994 nr 4.
 	A. WAWRYSZUK: W drodze do izby tortur… i z powrotem. „Fraza” 1996 nr 11/12.
 	D.T. LEBIODA: Miłość i eutanazja. „Autograf” 1997 nr 5.

Magda. doc

 	Z. BESZCZYŃSKA: I tylko jego brak… „Nowe Książ.” 1996 nr 9 [dot. też: Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza].
 	D. ŚWIERCZYŃSKA – JELONEK: Matki i córki. „Guliwer” 1997 nr 5.

Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza

 	Z. BESZCZYŃSKA: I tylko jego brak... „Nowe Książ.” 1996 nr 9 [dot. też: Magda.doc].

Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu

 	L. BRODA: O Wisławie Szymborskiej inaczej. „Zwrot” 1997 nr 7.
 	M. KRASSOWSKI: O Szymborskiej inaczej. „Wiad. Kult.” 1997 nr 4.
 	P. SZEWC. „Nowe Książ.” 1997 nr 4.

Paulina. doc

 	E. NOWACKA: Główna wygrana na loterii życia. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.

Dotknij mnie tak dawno nie miałem kobiety

 	D.T. LEBIODA: Słowo i żar. „Śląsk” 1998 nr 4.
 	S. PASTUSZEWSKI: Blisko i daleko od Poświatowskiej. „Akant” 1998 nr 6.
 	L. ŻULIŃSKI: Wcielanie. „Wiad. Kult.” 1998 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI. „Odra” 1999 nr 7/8.

Firma Agaton-Gagaton. Wypróbuj bez szorowania

 	A.M. KRAJEWSKA: Co się stało z Gagatonem? „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Agaton w gorszej formie. „Guliwer” 1999 nr 5.

Nie jestem która wszystko zniesie

 	E. BIELA: Pomiędzy ludźmi są słowa i sex. „Akant” 1999 nr 9.

Czerwień raz jeszcze daje czerwień

 	M. KOBUS: Marta Fox o Marcie Fox. „Pogranicza” 2002 nr 3.

Listy spod kapelusza

 	Z. BESZCZYŃSKA: Matki, żony, rozwódki, poetki… „Nowe Książ.” 2002 nr 5.

Niebo z widokiem na niebo

 	E. RAK: Za szybką. „Nowe Książ.” 2003 nr 10.

Coraz mniej milczenia

 	M. KRĘCISZÓWNA: Zniewolone dzieciństwo. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.
 	K.E. ZDANOWICZ: Zasznurowani. „Zadra” 2004 nr 3.
 	J. STYCZEŃ: Polskie dzieciństwo. „Pomosty” 2005 [T.] 10.

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych

 	A. HOJDEN: O Marty Fox „Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych”. „Zadra” 2005 nr 4.
 	E. BIELA: Zwierzenia pisarki – Andry Salamandry. „Gaz. Kult.” 2006 nr 5.
 	D. LUBINA- CIPIŃSKA: Modlitwa do płatków róży. „Śląsk” 2006 nr 1.
 	D. NOWACKI: O wychodzeniu na swoje. „Nowe Książ.” 2006 nr 2.
 	W. WÓJCIK: Biografia i literatura. „Opcje” 2006 nr 1.

Paulina w orbicie kotów

 	I. MIKRUT: Polifonia sieci. „Śląsk” 2007 nr 12.
 	E. NOWACKA: Sklejanka. „Nowe Książ.” 2008 nr 5.

Kaśka Podrywaczka

 	M. KĄKIEL: Trochę mydełka „Fa”. „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
 	M. RITUK: Uroki dojrzewania. „Guliwer” 2008 nr 2.

Iza Anoreczka

 	I. MAZURKIEWICZ-KRAUSE. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.

Rozmowy z Mirό

 	I. FIETKIEWICZ-PASZEK. „Migotania” 2012 nr 1.

Zuzanna nie istnieje

 	M. BOCZKOWSKA: Taka miłość się nie zdarza. „Twórczość” 2011 nr 12.

Café Plotka

 	W. GÓRSKA: W poszukiwaniu życiowej roli. „Guliwer” 2012 nr 2.

Zakochaj się mamo

 	M. RITUK: Listy z marzeniem. „Guliwer” 2015 nr 4.

Ogrodnicy Północy

 	M. KISIEL. „Śląsk” 1998 nr 5.
 	A. PAWLAK. „Topos” 1999 nr 2/3.
</document>
<document nplp_id="2903" title="Andrzej FRANASZEK" slug="andrzej-franaszek">ur. 1971

Krypt.: A.F.

Literaturoznawca, krytyk literacki, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 28 kwietnia 1971 w Krakowie; syn Ryszarda Franaszka, technika, i Ireny Gurgul, urzędniczki. Uczęszczał do VIII Liceum Ogólnokształcącego im. S. Wyspiańskiego w Krakowie. W 1990 zdał egzaminy maturalne i podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Debiutował w 1992 recenzją tomu K. Koehlera Wiersze, ogłoszoną na łamach pisma „NaGłos” (nr 7) pt. Droga w kamienne serce blasku…; recenzje i artykuły drukował w tym periodyku do 1996. Już jako student publikował także w dwutygodniku „Dekada Literacka” (1992–95), a w 1994 rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym” i niedługo potem wszedł w skład zespołu redakcyjnego tego pisma (w późniejszych latach sporadycznie podpisywał teksty krypt.: A.F.). Również w 1994 (przeprowadzonym wywiadem) zainicjował druk w „Gazecie Wyborczej”, w której w następnych latach zamieszczał głównie recenzje i artykuły (1996, 1998 i od 2001, z przerwami; także w dodatkach „Gazeta o Książkach” i „Książki”). W 1995 uzyskał magisterium na UJ. Rozwijał twórczość krytycznoliteracką, zajmując się głównie literaturą współczesną (ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Zbigniewa Herberta) oraz problematyką z zakresu antropologii literatury. Od 2001 gromadził materiały do biografii Czesława Miłosza, opracowywanej na zlecenie oficyny Znak i sfinalizowanej dzięki rocznemu stypendium, przyznanemu przez to wydawnictwo w 2010, a wyróżnionej w 2011 Nagrodą Fundacji im. Kościelskich w Genewie. W 2004–05 wchodził w skład jury Nagrody Literackiej Nike. Poza tekstami przygotowywanymi dla macierzystej redakcji i dodatków: „Kontrapunkt” (1996–2000, z przerwami), dodatku lokalnego „Gliwice” oraz dodatków kulturalnych, kolejno: „Kwartalnik Chopinowski”, „Miłosz jak świat”, „Europejski Poeta Wolności”, „Nagroda Poetycka Silesius”, „Książki w Tygodniku”, „Brave Festival”, „Radość pisania”, „Angelus” i wielu innych, drukował m.in. w pismach: „Nowy Nurt” (1996), „Rzeczpospolita” (1996–98; także w dodatku „Plus Minus”), „Twórczość” (pojedyncze artykuły w 1997, 2000, 2009, 2015), „Znak” (1998, 2002, 2004, 2011), „Zeszyty Literackie” (pojedyncze teksty w 1993, 2001 i 2007, kolejne wypowiedzi od 2009, z przerwami), „Polityka” (2006–07), „Bliza” (2016). Był autorem (i współautorem) scenariuszy filmów dokumentalnych poświęconych ludziom kultury, realizowanych na zamówienie Telewizji Polskiej. Współpracował z kanałem TVP Kultura jako uczestnik programów literackich „Czytelnia” (ok. 2009–12), „Czytanie to awantura” (2012) i „Sztuka czytania” (ok. 2013–14). Został pracownikiem powołanej w 2010 Fundacji im. Z. Herberta, a później sekretarzem Międzynarodowej Nagrody imienia poety, przyznawanej od 2013. Doktoryzował się w 2011 na podstawie rozprawy pt. Kategorie negatywne w literaturze polskiej po roku 1989. Rekonesans (promotor prof. Paweł Marek Próchniak), którą obronił na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej (UP) w Krakowie. W 2012 objął stanowisko adiunkta w Katedrze Literatury Współczesnej i Krytyki Literackiej Instytutu Filologii Polskiej UP. W 2011 został członkiem Polskiego PEN Clubu. Występował w Programie Drugim Polskiego Radia jako współgospodarz programów literackich „Życie na miarę literatury” (2012–14) i „Dwukropek” (2014–15).

Rozwiedziony. Ma córkę Antoninę (ur. 2001). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Ciemne źródło. (O twórczości Zbigniewa Herberta). [Esej]. Londyn: Puls 1998, 246 s. Proza i Eseistyka. 121. Wyd. 2 z podtyt.: Esej o cierpieniu w twórczości Zbigniewa Herberta. Kr.: Znak 2008, 274 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
2. Zbigniew Herbert. [Szkic]. [Przeł.] A. Rosenau. Kr.: Villa Decius. Arbe-itsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 31 s.
Tekst w jęz. niem.; tu też wiersze Z. Herberta.
3. Przepustka z piekła. 44 szkice o literaturze i przygodach duszy. Kr.: Znak 2010, 530 s.
Zawartość: Krótki wstęp, w którym autor przyznaje się do swych staroświeckich przekonań. – Dusza i ciało: Czysta czarna czerń [dot. twórczości poetyckiej Aleksandra Wata]; Lewa ręka Boga [dot.: S. Chwin: Hanemann]; Kamień i wino [wokół pisarstwa S. Chwina]. – Zimny świat: „Nic bardziej jasnego od śniegu i śmierci” [dot.: S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kr. 2006]; Być niczyim dreszczem [dot.: A. Szlosarek: Popiół i miód]; Korespondencja pośmiert-na [dot.: J. Stefko: Papier; J. Stefko: Po stronie niczyjej]; Muszla [dot. twórczości M. Świe-tlickiego]; Przepustka z piekła [dot.: M. Świetlicki: Muzyka środka]; Podróż pośmiertna [dot.: R. Honet: Baw się]; Pod Ścianą Płaczu [dot.: R. Krynicki: Wiersze wybrane. Kr. 2009]. – Bóg i diabeł: Cień Ojca [dot.: T. Różewicz: Nauka chodzenia]; Obręcz [dot.: G. Herling-Grudziński: Gorący oddech pustyni; G. Herling-Grudziński: Don Ildebrando]; Iskry na wietrze [dot.: P. Huelle: Pierwsza miłość i inne opowiadania]; Oczy Olgi T. [dot. pisarstwa O. Tokarczuk]; Wezwanie niepokoju [dot.: O. Tokarczuk: Bieguni]; Szeherezada Auschwitz [dot.: D. Grosman: Patrz pod: Miłość]; Portret Diabła [dot.: D. Czaja: Lekcje ciemności]. – Pamięć i sztuka: Supły pamięci [dot.: J. Szuber: Pianie kogutów]; Pamięć obłoków [dot.: J. Hartwig: Nie ma odpowiedzi]; Zęby tygrysa [dot.: J. Hartwig: To wróci]; Ariel z kwiatem krwawnika [dot.: K.A. Jeleński: Chwile oderwane]. – Kurz: Żarłoczna modlitwa kurzu [dot.: J. Polkowski: Cantus]; Sen o wódce i śmierci [dot.: J. Pilch: Tysiąc spokojnych miast]; Inne udręki [dot.: J. Pilch: Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści]; SMS od Szatana [dot.: J. Pilch: Marsz Polonia]. – Kres: Śmierć Pana Cogito [o starości w literaturze, głównie na przy-kładzie twórczości Z. Herberta i T. Różewicza]; Zapatrzony w jeden jasny punkt [dot.: Cz. Miłosz: Druga przestrzeń]; Ucieczka Prospera [dot.: Z. Herbert: Wiersze zebrane. Kr. 2008]; Zawołać po imieniu [dot.: J. Baczak: Zapiski z nocnych dyżurów]; Zapatrzony w serce światła [dot.: M. Bieńczyk: Przezroczystość]; „To będzie zupełnie jak w tem życiu było” [o zaświatach w poezji Z. Herberta, T. Różewicza i Cz. Miłosza]. – „… Co słońce porusza i gwiazdy”: Róża w czarnych włosach [o twórczości Z. Herberta]; Wapno pościeli [dot.: Z. Herbert: Wiersze zebrane. Kr. 2008]; Płacz odwilży pod śniegiem [dot.: P. Larkin: Zebrane]; Pod obłokami [dot. reżysera M. Antonioniego]; Wydrążenie [dot.: L. Durrell: Kwartet aleksandryjski]; Piotruś [dot. książek dla dzieci, gł. nt.: J.M. Barrie: Przygody Piotrusia Pana; Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich; Piotruś Pan i Wendy]; Księga zdarzeń [dot. późnej twórczości C. Miłosza i Z. Herberta]; Rekruci Persefony [dot.: J. Iwaszkiewicz: Panny z Wilka, T. Mann: Śmierć w Wenecji]; Dotknięty do żywego [dot.: M.P. Markowski: Nieobliczalne]; Kropla, kamień, płomień [dot.: M.B. Kielar: Monodia]; Spróbuj być Bogiem [dot.: J. Podsiadło: Wiersze zebrane. Wwa 1998]; Włócznia anioła [dot. śladów Z. Herberta w Sienie]; Zielony płomień [dot. ujęcia problematyki miłości w polskiej poezji współczesnej].
4. Miłosz. Biografia. Kr.: Znak, 2011, 959 s., [32] s. tabl.
W 2011 Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie, w 2012 nominacja do finału Nagrody Lit. Nike i Nagroda Nike Publiczności, przyznana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.” oraz nagroda „Kulturalne Odloty” przyznana w kategorii Artysta Roku przez krakowską redakcję „Gaz. Wybor.”, w 2013 Nagroda im. K. Wyki oraz Nagroda Ministra Kultury i Dzie-dzictwa Nar.
Przekł.: ang.: Miłosz. A biography. [Przeł.] A. i M. Parker. Cambridge, MA; London 2017, – litew.: Miłoszas. Biografija. [Przeł.] V. Dekšnys. Vilnius 2015.

Nadto scenariusze filmów dokumentalnych wyprodukowanych przez TVP: Zwyczajna dobroć. O Jerzym Turowiczu. Scenariusz: A. Franaszek, P. Mu-charski, A. Szostkiewicz. Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. 1998. – Czarodziej-ska góra. Amerykański portret Czesława Miłosza. Scenariusz: A. Franaszek, J. Illg. Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. 2000. – Pokolenie’89. Scenariusz: A. Franaszek, M. Zmarz-Koczanowicz. Pomysł filmu: A. Franaszek, M. Okoński. Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. 2002. – Profesor. O Leszku Kołakowskim. Scenariusz: A. Franaszek. Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. 2005. – Miłosz. Scenariusz: A. Franaszek. Reż.: K. Gondek. 2013.
Prace redakcyjne
1. Cz. Miłosz: Traktat moralny; Traktat poetycki. Lekcja literatury z Cze-sławem Miłoszem, A. Fiutem i A. Franaszkiem. Przyp. sporządził A. Fiut. Kr.: WL 1996, 100 s. Lekcja Lit. Wyd. nast. tamże 1998.
Zawiera także: Pokochać sprzeczności. Z Czesławem Miłoszem rozmawiają A. Fiut i A. Franaszek, s. 5–32.
2. Poznawanie Herberta. [Szkice]. Wybór i wstęp: A. Franaszek. Red.: M. Rola. Kr.: WL 1998, 440 s.
Tu także wiersze Z. Herberta. – Wstęp A. Franaszka, s. 5–18.
3. Poznawanie Herberta. 2. Wybór i wstęp: A. Franaszek. Red.: M. Rola. Kr.: WL 2000, 476 s.
Tu także szkic A. Franaszka pt. Róża w czarnych włosach, s. 189–212.
4. Poeci czytają Herberta. Zebrał i oprac. A. Franaszek. Kr.: Wydawn. a5 2009, 180 s.
Antologia szkiców powstała w ramach obchodów Roku Z. Herberta w Kr. w 2008.
5. Cz. Miłosz: Ziemia Ulro. Przyp. i bibliogr.: A. Franaszek. (Dzieła zebrane). Kr.: Znak 2013, 356 s.
6. Zbigniew Herbert. Ludzie; People. [Katalog wystawy]. Red.: A. Frana-szek. Przeł.: R. Bialy, P. Łopatka. Kr.: MOCAK Muzeum Sztuki Współcz. w Kr. 2015, 111, [97] s.
Tekst w jęz. pol. i ang. dot. wystawy zorganizowanej w Muzeum Sztuki Współcz. w Kr., 26 VI–13 IX 2015. – Tu także szkic A. Franaszka: Nieprzenikniony jak kamień = Impenetrable as a stone, s. 8–21 oraz wywiad z R. Krynickim pt. Wehikuł pamięci = Memory vehicle, s. 82–93. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Krytyka i jej kryteria. „Znak” 1998 nr 7 [wypow. w ank. red.]; Książka w mediach – ostatnia deska ratunku czy niebezpieczne związki? „Tyg. Powsz.” 2004 nr 50 [głos w debacie]; Pisanie biografii. „Dekada Lit.” 2010 nr 4/5 [wypow. w ank. red.]; Inne języki, inne cierpienia. „Zesz. Lit.” 2011 nr 4 [podziękowanie za Nagrodę Fundacji Kościelskich, przyznaną za: Miłosz. Biografia]; Serce się nie starzeje. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 6 dod. „Książki w Tyg.” [w związku z Nagrodą im. K. Wyki].
 	Wywiady: Powaga jest mi bliższa. Rozm.: Ł. Grodziński, M. Larek. „Arkusz” 2002 nr 4; Miłosz do czyśćca. Rozm. R. Kurkiewicz. „Wprost” 2011 nr 19; Miłosz – instrukcja obsługi. Rozm. A. Papieska. „Nowe Książ.” 2011 nr 7; Miłosza jazdy w dół. I w górę. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 103 dod. „Duży Format” nr 17; Mistrz pokonanej rozpaczy. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2011 nr 16/17 [dot. C. Miłosza]; Wielki nieznajomy. Rozm. J. Topolewski. „Twój Styl” 2011 nr 5 [dot. C. Miłosza].

Ogólne

 	M. STALA: Przyciąganie ciemności. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 26, przedr. z podtyt.: Na marginesie książek Andrzeja Franaszka w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004 [szerzej nt. książki: Ciemne źródło].
 	J. KORNHAUSER: Postscriptum. Notatnik krytyczny. Kr. 1999 [tu o twórczości A. Franaszka w rozdz. 30].
 	M. STALA: Krytyk nieobojętny. Pochwała Andrzeja Franaszka. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 1/2 [laudacja wygłoszona podczas wręczania Nagrody im. K. Wyki].
 	[Polem. z art. A. Franaszka w „Gaz. Wybor.” 2014: Poezja jak bluza z kapturem, nr 68 oraz: Nie wejdziem do królestwa, gdzie poezja czysta, nr 142:] J. FIEDORCZUK: A gdzie poetki? „Gaz. Wybor.” 2014 nr 74; M. SENDECKI: Andrzeja Franaszka widzenia przy bębnie. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 84; G. TOMICKI: Franaszek i „oburzeni”. „Twórczość” 2014 nr 7; M. ZALESKI: Coś więcej. „dwutygodnik.com” [on-line] 2014 nr 131 [dostęp 14 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5179-cos-wiecej.html.

Ciemne źródło

 	J. DRZEWUCKI: Solidarność cierpiących. „Rzeczpospolita” 1998 nr 190 dod. „Plus Minus” nr 33.
 	T. GARBOL: „Ciemne źródło”, ­czyli pytanie o cierpienie. „Kresy” 1998 nr 36.
 	P. SZEWC: Kamyk krytyczny. „Nowe Książ.” 1998 nr 8.
 	M. CYRANOWICZ: Poezja jako antidotum na analgezję? „Odra” 1999 nr 7/8.
 	A. CZACHOWSKA: Według jednego klucza. „Res Publica Nowa” 1999 nr 3.
 	Zob. też Ogólne.

Przepustka z piekła

 	J. HNIDIUK: Pan od poezji i prozy. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.
 	M. SABINIEWICZ: Poeta miłości. „Zesz. Lit.” 2010 nr 4.
 	M. STALA: Lekcja współczującej wyobraźni. „Tyg. ­Powsz.” 2010 nr 41.
 	A. SASINOWSKI: Inna wrażliwość. „Pogranicza” 2011 nr 1.
 	R. WINNICKI: Światłocienie Franaszka. „Twórczość” 2011 nr 1.

Miłosz

 	K. BURNETKO: Poeta drugiej Europy. „Nowa Europa Wschodnia” 2011 nr 5, przekł. ang.: The poet of the other Europe. [Przeł.] T. Gąssowski. „New Eastern Europe”, Kr. 2011 nr 1.
 	S. CHWIN: Nieczułe dziecko. Portret Miłosza. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 24.
 	M. CIELECKI: Latarnia i ciemność. „W Drodze” 2011 nr 6.
 	M. CIELECKI: Nagi król. „Prz. Powsz.” 2011 nr 12.
 	P. DAKOWICZ: Noty o książce „Miłosz. Biografia” Andrzeja Franaszka. „Topos” 2011 nr 5.
 	I. GRUDZIŃSKA-GROSS: Rentgen nie zna litości. „Książki” 2011 nr 1.
 	A. HORUBAŁA: (Auto)biografia Miłosza. „Uważam Rze” 2011 nr 14.
 	G. KALINOWSKI: Nieobjęta ziemia – o biografii „Miłosz”. „Kwart. Artyst.” 2011 nr 3.
 	P. KĘPIŃSKI: Rekonstrukcja poety. „Twórczość” 2011 nr 7.
 	K. MASŁOŃ: Miłosz ci nic nie wybaczy. „Rzeczpospolita” 2011 nr 95.
 	B. ROGATKO: Wędrówki z Miłoszem. „Dekada Lit.” 2011 nr 1/2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Miłosz hardy i bliski. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 119.
 	T. TOMASIK: Opowieść o życiu skorupiaka. „Bliza” 2011 nr 3.
 	B. TORUŃCZYK: Kilka wypowiedzi pro i contra. Na marginesie książki Andrzeja Franaszka „Miłosz. Biografia”. „Zesz. Lit.” 2011 nr 4.
 	M. WOJAK: Z Heraklitem za pan brat. „Wyspa” 2011 nr 3.
 	K. ALICHNOWICZ: Portret wielokrotny. „Odra” 2012 nr 3.
 	C. CAVANAGH: Clare Cavanagh o biografii Czesława Miłosza napisanej przez Andrzeja Franaszka. Przeł. U. Jachimczak. „Znak” 2012 nr 1.
 	E. KIŚLAK: Zdobycie góry Miłosz. „Teksty Drugie” 2012 nr 5.
 	P. KULAS: Pomiędzy życiem prywatnym a publicznym. Domosławski vs Franaszek. „Opcje” 2012 nr 1 [dot. także: A. Domosławski: Kapuściński non-fiction].
 	A. ŁUCKI: „Niedosiężna nuta”. „Ethos” 2012 nr 1/2.
 	Ł. MARCIŃCZAK: Rozmowy Miłosza z Bogiem, czyli Hiob-Poeta. „Akcent” 2012 nr 2.
 	A.M. WIERZBICKI: Pościg za rzeczywistością. „Więź” 2012 nr 2/3.
 	B. MIĄZEK: Czesława Miłosza portret pytaniami. „Orbis Linguarum” 2013 vol. 39.
 	Zob. też: Autor o sobie i Wywiady.

Poznawanie Herberta

 	W. PYCZEK: Kształty obecności. „Kresy” 1998 nr 3.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Oswajanie Herberta. „Nowe Książ.” 1998 nr 8.
 	A. BESZTOCHA: Czytanie Herberta. „ Nowa Polszczyzna” 1999 nr 1.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Pisarze i krytycy. „Jęz. Pol. w Szk.
 	Gimnazjum” 1999/2000 nr 3.
 	W. PYCZEK: Próby poznawania Herberta. „Ethos” 2000 nr 4 [dot. także: Poznawanie Herberta. 2].

Poznawanie Herberta. 2

 	E. KOŁODZIEJCZYK: Herbert w stanie podejrzenia? „Teksty Drugie” 2000 nr 3.
 	W. PYCZEK: Próby poznawania Herberta. „Ethos” 2000 nr 4 [dot. także: Poznawanie Herberta. Wyd. 1998].
 	M. WYKA: Krytycy i dzieło. „Nowe Książ.” 2000 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2904" title="Grzegorz GAZDA" slug="grzegorz-gazda">ur. 1943

Pseud. i krypt.: G.G.; (GRZ); (GRZG); (GRZG.); Józef Podgórski; Tadeusz Zagórski; Wit Zakrota; Witold Zakrota.

Historyk i teoretyk literatury, komparatysta, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 13 października 1943 w Srocku pod Piotrkowem Trybunalskim; syn Józefa Gazdy, urzędnika, i Genowefy z domu Grochulskiej. W 1954 zamieszkał wraz z rodziną w Łodzi. Od 1957 uczęszczał do VI Liceum Ogólnokształcącego im. J. Lelewela w Łodzi; maturę zdał w 1961. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ); w 1966 uzyskał magisterium ze specjalności filmoznawczej. Był członkiem ZNP (od 1962), ZSP (1963–67) i PZPR (1967–81). W 1966–67 odbywał staż w Zakładzie Teorii Literatury UŁ. Debiutował w 1967 artykułem pt. Film poetycki. Wybrane zagadnienia genologiczne, opublikowanym w „Sprawozdaniach z Czynności i Posiedzeń Łódzkiego Towarzystwa Naukowego” (nr 8). W 1967–69 uczęszczał na studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich PAN (IBL). W 1969 został zatrudniony w Zakładzie Teorii Literatury w Katedrze Teorii Literatury UŁ na stanowisku starszego asystenta. W 1970–95 pełnił obowiązki sekretarza Komisji Poetyki i Stylistyki Słowiańskiej przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów (MKS). W 1972 obronił w IBL pracę doktorską pt. Futuryzm w Polscena tle ówczesnych tendencji literackich (promotor prof. Stefania Skwarczyńska) i otrzymał stanowisko adiunkta w UŁ. W 1974 wyjechał do Francji i do 1976 prowadził lektorat języka polskiego i literatury w Institut d’Etudes Slaves na Université de Caen. Po powrocie do Polski w 1978–81 pełnił funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Filmu UŁ. Zajmował się teorią literatury, genologią i komparatystyką. W 1979 został członkiem ZLP. W tymże roku nawiązał współpracę z tygodnikiem „Odgłosy”, gdzie opublikował wiele artykułów, recenzji i felietonów (także podp. G.G., (GRZ), GRZG, (GRZG), (GRZG.), (GRZEG.), Wit Zakrota), w 1984–87 pełnił funkcję kierownika literackiego pisma. Od 1983 wchodził w skład redakcji zeszytów „Folia Artium et Litterarum” (do 1997: „Folia Scientiarum Artium et Librorum”), wydawanych w serii Acta Universitatis Lodziensis, w 1997–2010 był ich redaktorem naczelnym. W 1986 uzyskał habilitację na podstawie książki Awangarda — nowoczesność i tradycja (z teorii i historii europejskich kierunków literackich pierwszych dziesięcioleci XX wieku) oraz stanowisko docenta na UŁ. W 1987 został członkiem Rady Wydziału Filologicznego UŁ i członkiem Łódzkiego Towarzystwa Naukowego oraz otrzymał Honorową Odznakę m. Łodzi i Nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego III stopnia za szczególnie ważne i twórcze osiągnięcia. W 1987–91 kierował Zakładem Wiedzy o Filmie w Instytucie Teorii Literatury, Teatru i Filmu oraz był prodziekanem Wydziału Filologicznego UŁ. W 1990 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŁ. W 1991–94 współredagował dwumiesięcznik „Film na Świecie”, zamieszczając tu artykuły i przekłady z języka francuskiego (także podp. pseud. Witold Zakrota). W 1993 został kierownikiem Zakładu Teorii Literatury UŁ (od 2002 — Katedra Teorii Literatury). W 1995–2003 był profesorem i kierownikiem Katedry Literatury w Mazowieckiej Wyższej Szkole Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu. W 1997–2012 kierował także Katedrą Teorii Literatury, Teatru i Filmu UŁ (od 2002 Katedra Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych, od 2011 Katedra Teorii Literatury).W 1997–2012 był redaktorem serii Acta Universitatis Lodziensis —Folia Scientiae Artium et Litterarum. W 2000 otrzymał nagrodę miesięcznika „Literatura na Świecie” w dziedzinie leksykografii i komparatystyki oraz był nominowany do Nagrody im. Jana Długosza za „znaczące osiąg­nięcia w humanistyce”. W 2002 otrzymał tytuł naukowy profesora i do 2012 był członkiem Senatu UŁ. W 2003 wszedł w skład Rady Naukowej IBL PAN oraz Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN (do 2015). W 2004 został profesorem zwyczajnym w UŁ i członkiem Komitetu Nauk o Kulturze PAN oraz Stowarzyszenia Instytut Tolerancji. W tymże roku rozpoczął współpracę z czasopismem „Midrasz”. W 2005–14 kierował Pracownią Języka i Kultury Żydowskiej w Instytucie Kultury Współczesnej UŁ. W 2007–10 wchodził w skład Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych Sekcji I Nauk Humanistycznych. Został członkiem: Komisji Poetyki i Stylistyki Słowiańskiej oraz Komisji Badań Porównawczych Międzynarodowego Komitetu Slawistów, Komisji Kultury i Sztuki przy łódzkim oddziale PAN, Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Wchodził w skład rady redakcyjnej międzynarodowego półrocznika „Zagadnienia Rodzajów Literackich/Les Problèmes des genres littéraires” (redaktor naczelny w 1997–2010, następnie członek Rady Redakcyjnej) oraz rad redakcyjnych pism wydawanych w Brnie: „Slavica Litteraria”, „Novaja Rusistika” i półrocznika „Proudy” Wydziału Slawistyki Uniwersytetu w Brnie. Wygłaszał wykłady na uczelniach w Pradze, Brnie, Bańskiej Bystrzycy, Nitrze, Sztokholmie, Viterbo. W 2014 przeszedł na emeryturę. Wyróżniony Nagrodą Ministra Szkolnictwa Wyższego (1974, 1987, 2000) oraz wielokrotnie nagrodą Rektora UŁ (w 2014 za całokształt osiągnięć naukowych, dydaktycznych i organizacyjnych). Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1989), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1991), Medalem Senatu UŁ „W Służbie Społeczeństwu i Nauce” (1994), Medalem 50-lecia UŁ (1998), Medalem za Szczególne Zasługi dla ZNP (2005), Złotym Medalem za Długoletnią Służbę (2008), Medalem ŁTN (2010), Medalem Universitatis Lodziensis Merentibus (2010).

W 1969 zawarł związek małżeński z Ireną Grudniewską, pedagogiem; ma dwóch synów: Michała (ur. 1972) i Tomasza (ur. 1977). Mieszka w Łodzi.



TWÓRCZOŚĆ

1. Futuryzm w Polsce. Wr.: Ossol. 1974, 138 s. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., t. 35.
Rozprawa doktorska.
2. Awangarda — nowoczesność i tradycja. (Z teorii i historii europejskich kierunków literackich pierwszych dziesięcioleci XX wieku). Łódź: Uniwersytet Łódzki 1986, 271 s. Acta Univ. Lodz. Por. poz. 3.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda Ministra Szkolnictwa Wyższego i Nauki w 1987.
Zawartość: Wstęp. – I. Pojęcie awangardy w krytyce i w badaniach literatury XX wieku. – II. Społeczno-kulturowa geneza awangardy. – III. Strategie i kanon programowy. – IV. Awangarda wobec tradycji literackiej. – V. Awangarda i marksizm.
Przekł. franc. rozdz. Awangarda wobec tradycji gatunkowych: L’avant-garde et la tradition des genres littéraires. [Przeł.] M. Smoleńska. „Zag. Rodzajów Lit.” 1981 z. 1.
3. Awangarda, nowoczesność i tradycja. W kręgu europejskich kierunków literackich pierwszych dziesięcioleci XX wieku. Łódź: WŁ 1987, 290 s. Por. poz. 2.
Zawartość: Wstęp. – Pojęcie awangardy w krytyce i w badaniach nad literaturą XX wieku; Społeczno-kulturowa geneza awangardy; Sztuka — życie — działanie: Strategie awangardy; Światopoglądowe i artystyczne aspekty kanonu programowego; Awangarda wobec tradycji; Awangarda i marksizm.
4. Spis publikacji literackich Władysława Strzeleckiego. (1933–1993). Łódź: [nakł. autora] 1993, 28 s.
Podp.: Witold Zakrota.
5. Słownik europejskich kierunków i grup literackich XX wieku. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 2000, 766 s. Wyd. 2 tamże 2009, 855 s. Słowniki Akademickie PWN.
6. Dwudziestolecie międzywojenne. Słownik literatury polskiej. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2008, 259 s.

Nadto artykuły i rozprawy w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Architektonika graficzna poetyckiego utworu drukowanego. W: Literatura i metodologia. Wr. 1970 s. 213–229. – Funkcja prymitywu i egzotyki w literaturze międzywojennej. W: Problemy literatury polskiej lat 1890–1939. Ser. I. Wr. 1972 s. 365–394. – Społeczne uwarunkowania grup literackich w Polsce międzywojennej. W: O współczesnej kulturze literackiej, t. 2. Wwa 1973 s. 57–85; przedr. w: Pokolenia i grupy literackie po 1918 r. Kr. 1976 s. 240–276, wyd. 2 tamże 1979 s. 240–276. – Das Bild des „poète maudit” in der avantgardistischen Poesie, [Przeł.] O. Mallek. „Zeitschrift für Slawistik” 1978 z. 4 s. 558–569; wersja polska: Poète maudit: między poezją i życiem. Romantyzm — symbolizm — awangarda. „Acta Univ. Lodz. – Folia Scientiae Artium et Litterarum” 1995 z. 5 s. 43–51 — Społeczno-kulturowe determinanty polskiej awangardy, „Prz. Hum.” 1987 nr 3 s. 51–62; wersja ang.: The socio-cultural determinants of the polish avant-garde. W: The slavic literatures and modernism. Stockholm 1987 s. 129–141. – Stefania Skwarczyńska jako redaktor i wydawca. W: Stefania Skwarczyńska. Uczony — nauczyciel-wychowawca. Łódź 1992 s. 86–96. – Hasła: Awangarda; Czartak; Autentyzm; Kwadryga; Kreacjonizm; Manifest literacki w: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr. 1992 s. 47–49, 62–71, 479–481, 521–524, 614–616. – Hasła: Awangarda; Dadaizm; Awangarda literacka w Polsce. W: Od awangardy do postmodernizmu. Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Wwa 1996 s. 21–33, 33–47, 263–277. – Tuwim i awangarda. „Prace Polonist.” 1996 s. 21–34. – Eco — nasz współczesny, „Maz. Zesz. Hum.” 1996 z. 2 s. 65–75; wersja ang.: W: Potęga intelektu. The Power of Intellect. Umberto Eco. Reception and Reminiscenses in Poland. Łódź 2015 s. 186–197. – Modernizmus a modernizmy. W: Studia Aesthetica III. Prešov 1999 s. 47–60; wersja pol.: Modernizm i modernizmy (Uwagi o semantyce i pragmatyce terminu). W: Dialog — Komparatystyka — Literatura. Wwa 2002 s. 115–126. – Awangarda i literatura jidysz. W: Z problemów literatury i kultury XX wieku. Katow. 2000 s. 47–59. – Stulecie realizmów. W: Od średniowiecza ku współczesności. Łódź 2000 s. 171–181. – Poezja konkretna — zamknięty etap awangardowej korespondencji sztuk. „Litteraria Humanitas”. VIII, Komparatistika. Genologie. Translatologie. Brno 2000 s. 135–154. – Awangarda. W: Awangarda. Teorija i istorija pojma 2. Beograd 2000 s. 115–134. – Avangarda i tradicija. W: Avangarda i tradicija. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2002 s. 247–280. – Modernizm i awangarda — dwa etapy europejskiej integracji literatury. W: Koncepcie svetovej literatúry v epoche globalizácie/Concepts of world literature in the age of globalization. Bratislava 2003 s. 265–275. – Ostatnie drogi sióstr Franza Kafki. „Midrasz” 2003 nr 7–8 s. 24–33, przedr.: „Slavia. Časopis pro slovanskou filologii”, Praha 2004 z. 1 s. 43–58; „Zwoje. Periodyk kulturalny. The scrolls. An Internet cultural periodical” [on-line] 2006 nr 44 [dostęp 30 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje/43/text15p.htm; wersja ang.: The final journey of Franz Kafka’s sisters. „Kult. Współcz.” 2003 nr 4 s. 17–36, przedr.: „Zwoje. Periodyk kulturalny. The scrolls. An Internet cultural periodical” [on-line] 2006 nr 44 [dostęp 30 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje/43/text16p.htm. – Stereotypy i awangarda. W: Stereotypy w literaturze (i tuż obok). Wwa 2003 s. 173–184. – Pamięć Szoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętnienia. Łódź 2009 s. 175–190; wyd. 2 tamże 2011; „Prz. Polit.” 2010 nr 102 s. 142–152, wersja ang.: Memory of the shoah. Cultural representations and commemorative practices. Łódź 2009 s. 24–42. – Sytuacja literatury w kulturze XX wieku. W: Polonistyka w przebudowie. Literaturoznawstwo — wiedza o języku — wiedza o kulturze — edukacja, t. 2. Kr. 2005 s. 633–642; wersja ang.: The situation of literature in 20th century culture. W: Život v literatúre. Literatúra zblizka a z dial’ky. Bratislava 2006 s. 201–215, przekł. włos.: Situazione della letteratura nella cultura del XX secolo. W: „Slavica viterbiensia”, Viterbo 2007 s. 97–113. – Literature of the Holocaust and Genre Theory (on Leon Weliczker’s Book Brygada śmierci). Przeł. M. Świerkocki. W: The Holocaust in the Central European Literatures and Cultures since 1989. Problems of Poetization and Aestheticization/Der Holocaust in den mitteleuropäischen Literaturen und Kulturen seit 1989. Probleme der Poetizirung und Äesthetisierung. Stuttgart 2014 s. 175–184. –Ku nowoczesnej historii literatury polskiej. W: Komunikacja międzykulturowa - Przekład - Komparatystyka - Teoria i historia literatury. Katow. 2016 s. 395-406.– La storia chiusa del Futurismo polacco. „PL.IT. Rassegna italiana di argomenti polacchi” 2016 [on line] [dostęp 21 lutego 2018]. https://plitonline.it/2016/plit-7-2016-7-14-grzegorz-gazda
Prace redakcyjne
1. Problemy genologii. Red.: T. Cieślikowska i G. Gazda. Łódź: UŁ 1980, 262 s. Acta Univ. Lodz. Folia. Literatura, Teatr, Film. Polonica, 35.
2. W kręgu zagadnień awangardy. [T. 1–5]. Łódź: UŁ. Acta Univ. Lodz. Folia Scientiae Artium et Litterarum, 3, 7, 1, 4, 5.
[T. 1]. Współred. T. Szczepański, 1982, 262 s.
[T. 2]. Współred. G. Nurczyńska-Fidelska. 1986, 230 s.
[T. 3]. Współred. R.W. Kluszczyński. 1990, 299 s.
[T. 4]. Współred. G. Szymczyk-Kluszczyńska. 1992, 156 s.
[T. 5]. Współred. M. Leyko. 1995, 151 s.
3. Druhu serdeczny… W 75-lecie Władysława Strzeleckiego. Antologię zredagował i słowem wstępnym opatrzył G. Gazda. Łódź; Skierniewice: Wydz. Kultury i Sztuki Urzędu Woj. w Skierniewicach 1990, 20 s.
4. W. Strzelecki: Drogi najprostsze. Wiersze wybrane. Wybrał i wstępem opatrzył G. Gazda. Łódź: Varia 1994, 63 s.
5. Jerzy Kosiński — być tu i tam. Materiały z konferencji naukowej Jerzy Kosiński, człowiek i dzieło na skrzyżowaniu kultur, Łódź 8–10 maja 1995. [Oprac. red. A. Salska i G. Gazda]. Wwa: Da Capo 1997, 190 s.
6. Wokół gotycyzmów. Wyobraźnia, groza, okrucieństwo. Red.: G. Gazda A. Izdebska, J. Płuciennik. Wstęp G. Gazda. Kr.: Universitas 2002, 337 s.
Materiały z międzynarodowej konferencji pt. „Wokół gotycyzmów: wyobraźnia, groza, okrucieństwo”, Łódź 15–18 maja 2001.
7. Gotycyzm i groza w kulturze. Pod red. G. Gazdy, A. Izdebskiej, J. Płuciennika. Wstęp G. Gazda. Łódź: Wydawn. UŁ 2003, 232 s.
Materiały z międzynarodowej konferencji pt. „Wokół gotycyzmów: wyobraźnia, groza, okrucieństwo”, Łódź 15–18 maja 2001.
8. Stereotypy w literaturze (i tuż obok). Pod red. W. Boleckiego i G. Gazdy. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2003, 351 s. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., t. 84.
9. Historia i trwanie. 60 lat Katedry Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Łódzkiego (1945–2005). [Red. G. Gazda]. Łódź: Wydawn. UŁ 2005, 89 s. Wyd. 2 tamże 2007.
10. Słownik rodzajów i gatunków literackich. Pod red. G. Gazdy i S. Tyneckiej-Makowskiej. Kr.: Universitas 2006, XVIII, 813 s. Wyd. 2 [nowe] Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 2012, XVII, 1253 s.
Przekł. serb.: Rečnik književnih rodova i vrsta. Red.: G. Gazda, S. Nitecka Makowska. Przeł. I.D. Saunderson. Beograd 2016.
11. Realizm magiczny. Teoria i realizacje artystyczne. Red.: J. Biedermann, G. Gazda, I. Hübner. Łódź: Wydawn. UŁ 2007, 358 s.
12. Dyskursy i przestrzenie (nie) tolerancji. Pod red.: G. Gazdy, I. Hübner, J. Płuciennika. Łódź: UŁ 2008, 515 s.
Materiały z międzynarodowej konferencji pt. „Literatura, kultura, tolerancja” Łódź 28–31 V 2007.
13. Literatura, kultura, tolerancja. Red.: G. Gazda, I. Hübner, J. Płuciennik. Kr.: Universitas 2008, 566 s.
Materiały z międzynarodowej konferencji pt. „Literatura, kultura, tolerancja” Łódź 28–31 V 2007.
14. Przestrzeń ogrodu, przestrzeń kultury. Red. G. Gazda i M. Gołąb. Kr.: Universitas 2008, 476 s.
Przekł. ang.: Space of a garden, space of culture. Cambridge 2008.
15. Reprezentacje Shoah w literaturze i filmie w Europie Środkowej. Lata powojenne. Red.: G. Gazda, M. Leyko, P. Rutkiewicz. Łódź: Wydawn. UŁ 2014, 147 s. Acta Univ. Lodz. Folia Scientiae Artium et Litterarum, 11.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2015.
 	Literatura wciąż jest podstawą kultury. Rozm.: Profesor Dr Grzegorz Gazda i Andrzej Kobosa. „Zwoje. Periodyk kulturalny. The Scrolls. An Internet Cultural Periodical” [on-line] 2006 nr 44 [dostęp 10 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje44/text09.htm.
 	G. Gazda: Fragmenty autobiografii. W: Moja droga do nauki. [8]. Łódź 2016.

Ogólne

 	Profesor Grzegorz Gazda. Łódź: Łódzkie Tow. Nauk. 2014, 29 s. Sylwetki Łódzkich Uczonych,z. 15 [J. Płuciennik, A. Śliz: Droga naukowa profesora Grzegorza Gazdy; Publikacje profesora Grzegorza Gazdy].

Futuryzm w Polsce

 	M. JĘDRYCH: Oblicze polskiego futuryzmu. „Więź” 1975 nr 6.
 	J. ŁUGOWSKA. „Pam. Lit.” 1974 nr 4.
 	J. PASZEK: Kwintesencja futuryzmu. „Literatura” 1974 nr 42.
 	A.K. WAŚKIEWICZ. „Ruch Lit.” 1975 nr 2.
 	A. ZAWADA: Czym jest futuryzm? „Twórczość” 1974 nr 12.

Awangarda — nowoczesność i tradycja

 	S. GARLIŃSKI. „Ruch Lit.” 1990 z. 1.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Opuszczona garda. „Poezja” 1989 nr 4.
 	TENŻE. „Prz. Hum.” 1989 nr 2.
 	J. SMULSKI. „Pam. Lit.” 1989 z. 2.
 	M. ŚWIERKOCKI. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1989 z. 2.
 	A. WOŁOSEWICZ: Palimpsest jako metoda krytyki? „Mies. Lit.” 1989 nr 4.

Słownik europejskich kierunków i grup literackich XX wieku

 	B. CHAMOT. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2002 z. 1/2.
</document>
<document nplp_id="2905" title="Natasza GOERKE" slug="natasza-goerke">ur. 1960

Prozaiczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 13 marca 1960 w Poznaniu; córka Tadeusza Goerke i Hanny z domu Murawskiej. Uczęszczała do II Liceum Ogólnokształcącego im. H. Modrzejewskiej w Poznaniu i tam też w 1979 zdała egzaminy maturalne. Po nieudanej próbie dostania się na Wydział Wiedzy o Teatrze w PWST w Warszawie, podjęła studia z zakresu filologii polskiej na poznańskim Uniwersytecie im. A. Mickiewicza. W 1983 przeprowadziła się do Krakowa, gdzie rozwijając zainteresowania sanskrytem i hindi, rozpoczęła studia orientalistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Latem 1984 wyjechała do Danii; przez kilka miesięcy mieszkała w Kopenhadze i utrzymywała się z dorywczych zajęć (sprzedaży sztucznej biżuterii, a później pomocy w cukierni). W 1985 przeniosła się do Niemiec i w Hamburgu kontynuowała przerwaną w Polsce orientalistykę; pracowała w tym czasie m.in. jako kelnerka w pakistańskiej restauracji, zajmowała się opieką nad starszymi ludźmi i wypiekami ciast na zamówienie. W 1991-95 zatrudniona była w redakcji hamburskiej Bauer Verlag, gdzie do jej obowiązków należało pisanie horoskopów oraz redagowanie rubryki towarzyskiej i działu ogrodowego w czasopismach wydawanych przez tę oficynę. Debiutowała w 1991 na łamach krakowskiego „bruLionu”, najpierw (nr 16) jako prozaiczka miniaturą pt. Skłonność. (List do misia w Skierniewicach), a później (nr 17/18) jako autorka wierszowanych miniatur pt. Haiku z Mönkebergstraβe, Telewizja oraz Myślane w sanskrycie: Wielki Bojownik; współpracę z tym pismem kontynuowała do 1996. Małe formy prozatorskie drukowała w 1991 także w „Przeglądzie Polskim”, tygodniowym dodatku nowojorskiego „Nowego Dziennika” oraz w wielu innych literackich periodykach. W 1992 została wyróżniona w konkursie literackim na ten gatunek, ogłoszonym przez „Czas Kultury”; swoje utwory ogłaszała w poznańskim dwutygodniku także w następnych latach (do 1996; nieregularne publikacje również w 1998-2006), a nadto publikowała m.in. w „Odrze” (1992-93), dodatku literackim „Gazety” z Toronto – „List Oceaniczny” (1993), „NaGłosie” (1994-95), „Przedprożach” (1994) i „Twórczości” (1995, sporadycznie także w 2005-08). W 1995 zakończyła pracę w redakcji Bauer Verlag i wyjechała na półroczne stypendium literackie w Akademie Schloss Solitude pod Stuttgartem; później korzystała ze stypendiów twórczych fundowanych przez inne instytucje, m.in. w Wiepersdorf (na zamku Bettiny von Arnim) oraz w Belgii. Brała udział w licznych spotkaniach autorskich i promocjach literatury polskiej, organizowanych zarówno w Polsce, jak i za granicą (w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Szwecji, Belgii, Chorwacji, Serbii, Słowenii, Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych). Odbyła dłuższe podróże do Indii, Tybetu oraz Nepalu; w 2006 została właścicielką domku w nepalskiej Dolinie Katmandu, gdzie odtąd spędzała kilka miesięcy każdego roku. Od 2008 prowadziła (razem z Olgą Tokarczuk) warsztaty kreatywnego pisania, organizowane w ramach dorocznego Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Od 2011 angażowała się również w warsztaty organizowane przez wydawnictwo Czarne w Wołowcu. W 2012 zaczęła drukować utwory w sobotnim dodatku „Gazety Wyborczej” – „Wysokie Obcasy” oraz w „Bluszczu”, „Chimerze” i „Kontynentach”. Mieszka w Hamburgu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Fractale. [Opowiadania]. Rys.: M. Kruk. Pozn.: Obserwator 1994, 190 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 4. Wyd. nast. [zmien.]: Wwa: Prószyński i S-ka 2004.
Zawiera: Sklepy prześcieradłowe: Inspiracja; Wycieczka; Przed burzą; Poza lękiem; Polowanie u Rezy Pahlavi; Bramin; Siddhartha; Ciepłe miejsce w łóżku; Delikatna metoda; Podstęp; Design; Przebudzenie; Gra w pyłki; Opowiadania; Duży haust życia; Redying; Sklepy prześcieradłowe. – Niemaroberta Pięć: Upiorna strofa; Robak; Zmowa; Primabaleriny; Tęcza; Celtycki krzyż; Parasol; Hodowla; Patyczkowata ręka; Matura wiewióry; Niemaroberta Pięć; Moja piękna żona; Odcinek; Banał; Kuszenie Zofii; Klasówka z metafory; Spadek; Człowiek starej daty. – Wichrowatość: Malarz kołder; Punktowanie tygryska; Szuflada; Różne szkoły percepcji; Trzeci brzeg; Archetypy; Casanostra; Przesłuchanie emigranta; Wizyta; Powrót; Koło; W siedemdziesiąt lat dookoła łąki; Fortepian Szopena; Kołysanka; Marchewka; Balast; Requiem; Pan ogrodu; Ekskluzywny miś; Najczulsze omijanie; Figlarność losu; Wichrowatość; Sutra ogrodnika; Epoka brązu; Chory Człon Jedności; Myślowisko; Syberyjska palma.
2. Księga pasztetów. [Opowiadania]. Pozn.: Obserwator 1997, 96 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 19.
Zawiera: Cz.1. Koń na biegunach: Niepokoje wychowanki Törlessa; Dyptyk konwencjonalny. (Ostatni zawód Konstantina Muska; Dla pożytku Sztuki); Druga miłość; Koń na biegunach; 3D. – Cz. 2. Opisy przyrody: Tryptyk zoologiczny. (Jeże; Żabka; Mysz); Opisy przyrody; Widelcowanie; Sprawa Gulaczyka; Fatamorgana. – Cz. 3. O Obrotach Ciał: Kanon; O Obrotach Ciał; Księga Pasztetów; Zoom; Sosoma Granda. – Cz. 4. Wymiar Zero: Przesłanie; Paralele; Podróże kształcą; Korzenie umysłu; Głodna Saraswati; Wymiar Zero.
Przekł.: serb. całości: Sve pašteta sveta. [Przeł.] M. Gavrilović. Beograd 2002. – Przekł. opowiadania Paralele: ang. [Przeł.] B. Czajkowski; niem. [Przeł.] B. Marciniak-Jędrzejczak. W: N. Goerke – Paralele; R.Kapuściński - Wewnątrz góry lodowej. Katow. 2007, Czytaj po Polsku, 6. Podręczniki i Skrypty UŚl., 85. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2011, wyd. 3 2014, wyd. 4 2016.
Adapt. radiowa: Cz. 1-7.Oprac. I. Wiśniewska. Radio 1997.
3. Pożegnania plazmy. [Opowiadania]. Czarne: Wydawn. Czarne 1999, 81 s.
Wg noty w piśmie „FA-art” (2000 nr 1/2 s. 52) właściwy tytuł tomu powinien brzmieć tak, jak tytułowe opowiadanie: Pożegnanie plazmy; liczba mnoga jest skutkiem błędu w korekcie książki.
Zawiera: La Mala Hora; Gasnący blask; Pożegnanie plazmy; Wspaniały majowy dzień; Dłużnicy; Wytchnienie; Katharsis; Marszand; Pies; Kumari; Ostateczna porażka; Pajączki i mole; Wybraniec; Art diabolica.
4. [Czterdzieści siedem] 47 na odlew. [Opowiadania]. Wwa: Prószyński i S-ka 2002, 85 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2003.
Zawiera: 47 na odlew; Buraki; Waiting underground.
5. Tam. [Proza]. Wołowiec: Czarne 2017, 148 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2017 pliki w formacie: EPUB, MOBI.
Refleksje o współczesności i historii Nepalu.

Wybory utworów w przekładach: ang.: Farewells to plasma. [Przeł.] W. Martin. Prague 2001, – chorw.: Oproštaji plazme. [Przeł.] I. Kavedžija. Zagreb 2004, – niem.: Sibirische Palme. [Przeł.] H. Bereska. Hamburg 1997; Abschied vom Plasma. [Przeł.] H-P. Hoelscher-Obermaier. Hamburg 2000; Rasante Erstarrung. [Przeł.] M. Lami. Innsbruck 2003, – słowac.: Povedz mi čo Si mysliš o Indii a ja Ti powiem kto Si. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2002.

Przekłady utworów N. Goerke w antologiach zagranicznych: ang.: The eagle and the crow. Modern Polish short stores. [Red.:] T. Halikowska, G. Hyde. London, New York 1996; Essays, lyrics, poetry and verse. A generation defining itself. Cary, NC 2004. In our own words, 5, – chorw.: Orkestru iza leþa. Antologija poljske kratke priče. [Red.:] I. Vidović Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – niem.: Am Rande des Himmels. Junge Autoren aus Deutschland und Polen = Na skraju nieba. Młodzi autorzy z Niemiec i Polski. [Oprac. i red.:] P. Grosz. Mainz 1995; Grenzen überschreiten. Polens junge Generation erzählt. München 1996; Ich trage das Land. [Red.:] B. Neuwirth. Klagenfurt 1996; Zwischen den Linien. Eine polnische Antologie. [Red.:] S. Geist. [Posł.:] H. Bereska. Hannover 1996; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. [Red.:] A. Markiewicz. München 2000; Polnische Literatur und deutsch-polnische Literaturbeziehungen. [Oprac.:] M. Kneip, M. Mack. [Współpraca:] K. Götz, R. Schliephacke. Berlin 2003, – szwedz.: Polen berättar. Navelsträngen i jorden. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – ros.: ...o lûbvi. 10 romantičeskih istorij. Belgorod; Har'kov 2012, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Çağdaş Polonya edebiyatı antolojisi. [Red.:] N. Yüce. İstanbul 2014.
Prace redakcyjne
1. B1. Goerke, Kędzierski, Lopez Mauzere, Sadlakowska-Verwer, Załuski. Dortmund’93. [Antologia]. Red. grupa B1: N. Goerke, R. Kędzierski, A. Sadlakowska-Verwer, W. Stamm, K.M. Załuski. Dortmund: [Nakł. własny] 1993, 92 s.
Almanach literacki polonijnych środowisk twórczych.
2. Pin i zielonym. Antologia. Pod red.: N. Goerke, M. Mizuro i M. Hamkały. Wr.: Tow. Aktywnej Komunikacji 2013, 118 s.
3. Nowe marzy. Antologia. Pod red.: N. Goerke, M. Mizuro i D. Sośnickiego. Wr.: Tow. Aktywnej Komunikacji 2014, 198 s.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Autor o sobie: Patrz ludziom w oczy. Not.: (Jer). „Kartki” 1996 nr 13; Być pisarzem polskim w Niemczech. „Dekada Lit.” 2002 nr 5/6 [wypowiedź w ank. red.]; [Nie jesteśmy pomidorami. Dlaczego wyjechałam z Polski; przekł. niem.:] Multigemüsecocktail. [Przeł.] R. Schmidgall. W: Sarmatische Landschaften. Frankfurt am Main 2005; druk w jęz. pol. w: Sarmackie krajobrazy. Wołowiec 2006 [esej autobiograficzny]; Zapałki na granicy. Wysłuchała I. Klementowska. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 243; Wyprawa low budget w tak zwany daleki świat. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 145 dod. „Wysokie Obcasy” nr 25 [o wyprawie do Indii i Nepalu w l. 80.].
 	Wywiady: W Polsce zostanę wróżką. Rozm. J. Barełkowski. „Czas Kult.” 1994 nr 1; Na pierwszym miejscu stoi mądrość. Rozm. T. Majeran. „Odra” 1995 nr 7/8; Szybkość i nuda. (Kawiarniana rozmowa z Nataszą Goerke i Olgą Tokarczuk, z pointą w postaci nadejścia Andrzeja Stasiuka). Rozm. J. Sosnowski. „Kresy” 1995 nr 1; Wyolbrzymiać i prześwietlać, widząc szkielet i wątrobę Claudii Schiffer. Rozm. I. Kaluta. „Studium” 2000 nr 2/3, przekł. niem. w: Natasza Goerke. Kr. 2000; Jeśli to prawda – to jestem mężczyzną. Rozm. J. Sobolewska. „Odra” 2003 nr 2; Jak Natasza z Nataszą. Rozm. N. Stelmaszczuk. „Czas Kult.” 2005 nr 1; Pisarz zawsze jest na emigracji. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2015 nr 4; Kraj do niemyślenia. Rozm. B. Dobroch. „Polityka” 2017 nr 31; Reportaż miłosny, romans reportażowy. Rozm. M. Sokołowska. „Nowe Książ.” 2017 nr 5 [dot. głównie tomu: Tam].
 	R. PRUSZCZYŃSKI: Natasza Goerke. W: Wielkopolski Słownik Pisarek [on-line] Pozn.: Pracownia Krytyki Feministycznej Inst. Filologii Pol. UAM [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://pisarki.wikia.com/wiki/Goerke_Natasza.

Ogólne

 	B. KANIEWSKA: Postmodernistyczna Gioconda albo Dama z wiewiórą. „Czas Kult.” 1994 nr 1.
 	L. BURSKA: Hotel Europa. „Res Publica Nowa” 1996 nr 4 [dot. także pisarzy: M. Gretkowska, J. Rudnicki, K. Rutkowski].
 	J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: Chwilowe zawieszenie broni. Wwa 1996, passim.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Czułe rozmijanie. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997 oraz passim.
 	J. REWAJ: Manuela, Izabela, Natasza, czyli „baby runęły do literatury”. „Pogranicza” 1997 nr 2 [dot. także M. Gretkowskiej i I. Filipiak].
 	K. BUDROWSKA: Dziewczynka, czyli proza Nataszy Goerke; Proza Nataszy Goerke, czyli kochanka zbanalizowana; Obrazki Goerke, czyli groteska podszyta goryczą; Proza Nataszy Goerke, czyli żona archetypiczna; Androgyne. Wersja Nataszy Goerke. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	Natasza Goerke. [Wstęp:] I. Kaluta. [Przeł.] J. Arlt. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 27 s. [tekst w jęz. niem.; zawiera m.in. fragm. prozy Nataszy Goerke, wybór z oprac. krytycznych oraz wywiad z pisarką].
 	M. ORSKI: Postmodernistyczny wymiar zero. „Arkusz” 2000 nr 4.
 	W. KLEMM: Czy Natasza Goerke jest kobietą? W: Wiek kobiet w literaturze. Białystok 2002.
 	P. CZAPLIŃSKI: Świat podrobiony. Kr. 2003, passim.
 	M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989. Kr. 2004.
 	K. KROWIRANDA: Wizerunek emigranta w prozie polskiej lat dziewięćdziesiątych XX w. Natasza Goerke, Manuela Gretkowska. W: Pisarz na emigracji. Wwa [2005].
 	Ż. NALEWAJK: Nieepicki model prozy po 1989 roku wobec problemu mimesis. „Tekstualia” 2006 nr 3.
 	J. PATUREJ-GRANDYBERG: Androgynia: kategoria trzeciej płci w tekstach Nataszy Goerke. „Media, Kult., Komunikacja Społ.” 2012 nr 8.
 	A. ARTWIŃSKA: Doświadczenia (e)migracji, (e)migracja doświadczeń. O prozie Nataszy Goerke; A. MOLISAK: Ironia, groteska i surrealizm., czyli języki uniwersalne – przykład Nataszy Goerke. W: Poetyka migracji. Katow. 2013.
 	A. NĘCKA: Realność iluzji. O prozie Nataszy Goerke. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3440.

Fractale

 	D. NOWACKI: Nataszy klasówka z metafory. „Twórczość” 1994 nr 12.
 	J. SZAKET: Inna puenta. „FA-art” 1994 nr 3.
 	L. SZARUGA: Innej puenty nie będzie. „Dekada Lit.” 1994 nr 16/17.
 	T. ŻUKOWSKI: Wichrowatość rzeczy tego świata. „Gaz. Malarzy i Poetów” 1994 nr 3.
 	M. ADAMIEC: „Powietrze aż gęste od półtonów...” „Tytuł” 1995 nr 1.
 	G. BORKOWSKA: Natasza, „gorąca polska ryba”; P. KEMPNY: „Fractale”, czyli lekcja (kobiecego?) dystansu. „Kresy” 1995 nr 21.
 	M. ORSKI: Łóżko Szopena. „Odra” 1995 nr 2, przedr. zmien. pt. W ponowoczesnej wieży Babel. W tegoż: Autokreacje i mitologie. Wr. 1997.
 	R. RYCHLICKI: Przewrotna G. i mroczne groteski Topora. „Strony” 1995 nr 5 [dot. także: R. Topor: Cafe Panika].
 	W. SCHLOTT: Zersplitterte Erzaehlwelt in hybriden Kulturen. Natasza Goerkes „Fractale”. W tegoż: Experimentelles Erzaehlen in der polnischen Postmoderne der neunziger Jahre. Bremen 1996, przedr. w tegoż: Polnische Prosa nach 1990. Münster 2004.
 	J. SOSNOWSKI: Pani Bovary ogląda MTV. Wokół „Fractali” Nataszy Goerke. „FA-art” 1996 nr 1, przedr. w tegoż: Czekanie cudu. Wwa 2008.
 	M. LECIŃSKI: Goerke ucieka w śmiech. „Arkusz” 1998 nr 7 [dot. także: Księga pasztetów].
 	K. BUDROWSKA: „Fractale” i „Księga pasztetów”, czyli między feministką a „myśliwą”. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.

Księga pasztetów

 	P. KUŹMIŃSKI: Drugi zawód Nataszy Goerke. „Twórczość” 1997 nr 7.
 	M. LECIŃSKI: Księga pastiszy. „Czas Kult.” 1997 nr 3.
 	J. ORSKA: Koan po europejsku. „Arkusz” 1997 nr 7.
 	M. ORSKI: „Ziemia stała się ogromną niebieskozieloną pupą”. „Nowe Książ.” 1997 nr 5.
 	J. SZAKET: Salceson na sto sposobów. „FA-art” 1997 nr 1.
 	W. BROWARNY: Ontologia pasztetów. „Odra” 1998 nr 9.
 	M. LECIŃSKI: G. ucieka w śmiech. „Arkusz” 1998 nr 7 [dot. także: Fractale].
 	K. UNIŁOWSKI: Pełno wszędzie, głucho wszędzie. W tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
 	K. BUDROWSKA: „Fractale” i „Księga pasztetów”, czyli między feministką a „myśliwą”. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	M. ORSKI: Gry tekstualne Nataszy Goerke. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003 [dot. także: Pożegnania plazmy].
 	J. ZIMNA: Podmiot jako symptom. „Tekstualia” 2006 nr 3.

Pożegnania plazmy

 	R. CHOJNACKI: Dyskretny urok Nataszy Goerke. „Studium” 2000 nr 2/3.
 	M. CUBER: Hipertrofia plazmy. „FA-art” 2000 nr 1/2.
 	M. ORSKI: Groteska świata zerów. „Prz. Powsz.” 2000 nr 7/8.
 	R. OSTASZEWSKI: Pożegnanie z Nataszą? „Res Publica Nowa” 2000 nr 11.
 	K. SZUMLEWICZ: Vian po polsku. „Twórczość” 2000 nr 7.
 	M. WITKOWSKI: Pani Zero i jej „niestrawne” opowiadania. „Odra” 2001 nr 3.
 	M. ORSKI: Gry tekstualne Nataszy Goerke. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003 [dot. także; Księga pasztetów].

&amp;nbsp;
47 na odlew

 	J. CEMBROWSKA: 1+2. „FA-art” 2002 nr 3.
 	M. LAREK: Czas na zmianę. „Czas Kult.” 2002 nr 4/5.
 	R. OSTASZEWSKI: Nadgryzione ciasteczko. „Dekada Lit.” 2002 nr 5/6.
 	M. RABIZO-BIREK: Śmieszność istnienia. „Twórczość” 2002 nr 11/12.
 	A. SZÓSTAK: Czy życie to sen wariata? „47 na odlew” – Natasza Goerke bije mocno. „Pro Libris” 2002 nr 2.
 	M. ORSKI: Tekstu życie po życiu. „Odra” 2003 nr 2.

Tam

 	J. PASTERSKA: Dom do niemyślenia. „Nowe Książ.” 2017 nr 5.
 	M. ROBERT: Nagi król na złotym tronie. „Polityka” 2017 nr 20.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="2906" title="Katarzyna GROCHOLA" slug="katarzyna-grochola">ur. 1957

Imiona metrykalne: Anna Katarzyna.

Pseud.: Anna Borsuk; Anna Wiewiór.

Powieściopisarka, nowelistka, dramatopisarka, autorka scenariuszy.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 18 lipca 1957 w Krotoszynie; córka Lidii i Władysława Grocholi, byłego uczestnika kampanii wrześniowej 1939 roku, sędziego Sądu Najwyższego. Dzieciństwo spędziła w Poznaniu, Wałbrzychu i Warszawie, gdzie kontynuowała naukę w szkole podstawowej, a w 1976 ukończyła VII Liceum Ogólnokształcące im J. Słowackiego w Warszawie. Następnie uczyła się w pomaturalnej szkole medycznej i pracowała jako salowa w Szpitalu Wolskim. Po zamążpójściu do jesieni 1981 przebywała wraz z rodziną w Libii, gdzie pracowała jako sekretarka w firmie WADECO. Po powrocie do kraju rozwiodła się. Pracowała jako korektorka w Krajowej Agencji Wydawniczej. Następnie wyjechała do Londynu, gdzie zarabiała pracami fizycznymi. W 1987 przeszła chorobę nowotworową. Pracowała na stanowisku specjalisty do spraw szkoleń w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Następnie przez kilka lat współpracowała z prasą kobiecą, zatrudniona w dziale listów kolejno w czasopismach „Poradnik Domowy” i „Jestem”. Następnie przez rok była konsultantką w biurze matrymonialnym „Czandra”. Publikowała w pismach „Marie Claire” i „Pani”. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaczęła publikować powieści, a także scenariusze seriali i dramaty. W 2005 razem z Elżbietą Majcherczyk założyła Wydawnictwo Autorskie K. Grochola, E. Majcherczyk. Została członkiem Stowarzyszenia Towarzystwa Autorów Teatralnych (TAT). Za twórczość prozatorską otrzymała nagrodę „AS” przyznaną przez sieć księgarń Empik (2001, 2002) oraz nagrodę wydawniczą „IKAR” (2001). Mieszkała w Milanówku pod Warszawą.

Ma córkę Dorotę Szelągowską (ur. 1980), dziennikarkę telewizyjną.



TWÓRCZOŚĆ

1. Przegryźć dżdżownicę. [Powieść]. Wwa: Do; M. Ryćko 1997, 83 s. Wyd. nast.: Kr.: WL 2004, tamże 2008. Wyd. nast. łącznie z poz. 22 pt. Przegryźć dżdżownicę; Houston, mamy problem. Kr.: WL 2016, 646 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL [2015], plik w formacie EPUB, MOBI.
Adapt. teatr. w formie monodramu: Reż.: R. Grząślewicz. Pozn., Scena na Piętrze 1997 (wykonanie J. Żółkowska).
2. Kot mi schudł. [Spektakl radiowy]. Powst. 2000. Praprem. radiowa: Reż.: R. Miżyński. Wykonanie: S. Błazińska. Radio 2001.
Nagroda w konkursie Tespis 2000 poznańskiej Sceny na Piętrze oraz Grand Prix pierwszego Krajowego Festiwalu Słuchowisk Polskiego Radia i Teatru Telewizji w Sopocie (2001).
3. M jak miłość. [Scenariusz odcinków 27, 31-39, 41-58, 73, 76, 77 serialu telewizyjnego; współaut.:] I. Łepkowska. Reż.: M. Dejczer (odcinki 27, 32-35, 47-49, 56-58), R. Zatorski i N. Koryncka-Gruz (odcinki 31, 36-39, 50-52, 76, 77), P. Wereśniak (odcinki 41-46, 53-55, 73). TVP 2000-2003. TVP 2000-2003.
4. Pozwól mi odejść. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2000. Praprem.: Reż.: I. Cywińska. Wwa, T. Mały 2003. Zob. poz. 6.
Nagroda w konkursie Tespis 2000 poznańskiej Sceny na Piętrze.
5. Nigdy w życiu! [Powieść]. Wwa: Libros 2001, 239 s. Wyd. nast.: Wwa: W.A.B. 2001, Żaby i anioły, tamże: 2003, wyd 2 [!] 2005; wyd. wspólnie z poz. 8 i 12 Wwa: W.A.B. 2006, Żaby i anioły; Kr.: WL 2009, tamże wyd. łącznie z poz. 8 pt. Nigdy w życiu!; Serce na temblaku. 2015, 488 s.
Kontynuacja zob. poz. 8, 12, 14. Por. poz. 16.
Przekł.: bułg.: Nikoga veče! [Przeł.] D. Nedâlkova. Sofiâ 2004, – czes.: Už nikdy! [Przeł.] H. Stachová. Praha 2003, – litew.: Niekados! [Przeł.] L. Malakauskiene. Vilnius 2003, wyd. nast. tamże 2008, – macedoń.: Nikogaš poveke! [Przeł.] A. Todevska. Skopje 2009, – ros.: Nikogda v žizni! [Przeł.] O.L. Katrečko. Moskva 2003, wyd. nast. 2004, 2005, 2006, – ukr.: Nìkoli v žittì! [Przeł.] A. Bondar. Kiïv 2008, – węgier.: Nyalogatom a sebeimet. [Przeł.] B. Petrovszki Lajszki. Budapest 2005. – wietn.: Xin cach dàn ông! [Przeł.] Lê Bá Thu. Hà Nôi 2008 – włos.: Mai piu in vita mia. [Przeł.] B. Delfino. Siena 2006.
Adapt. film.: Nigdy w życiu! [Scenariusz:] I. Łepkowska. Reż.: R. Zatorski. Ekran. Studio Interfilm, ITI Cinema 2004.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa ITI Home Video [2006], 1 dysk optyczny DVD; Wwa: TIM Film Studio [2009], 1 dysk optyczny DVD, tamże 2010.
6. Podanie o miłość. [Opowiadania]. Wwa: Prószyński i S-ka 2001, 191 s. Wyd. nast.: Wwa: Libros 2002; Wwa: Prószyński i S-ka 2003; Kr.: WL 2008; pt. Podanie o miłość i inne opowiadania, Kr.: WL 2016, 591 s.
Zawartość: Niedziela; Kot mi schudł; Powrót do domu; Podanie o miłość; Kiedyś; Księżyc mi upadł; Drugi Brzeg; Wieczne pióro; Miłość i morderstwo; Pozwól mi odejść. Zob. poz. 4. – Wyd. z 2016 zawiera także utwory z tomów: Upoważnienie do szczęścia [poz. 11], Zagubione niebo [poz. 24].
Przekł. ros.: Zatlenie o lûbvi. [Przeł.?] Moskva 2004.
7. Na dobre i na złe. [Scenariusz odcinków 112, 113, 116 serialu telewizyjnego]. Reż.: M. Dejczar. TVP 2002-2003.
8. Serce na temblaku. [Powieść]. Wwa: Libros 2002, 298 s. Żaby i anioły Wyd. nast.: Wwa: W.A.B. 2002. Żaby i anioły, tamże: wyd. 2 [!] 2005, 2006; Kr.: WL 2009, tamże wyd. łącznie z poz. 5 pt. Nigdy w życiu!; Serce na temblaku. 2015, 488 s. Por. poz. 16.
Cz. 2 cyklu Żaby i anioły; cz. 1, 3-4 zob. poz. 5, 12, 14.
Przekł.: litew.: Sugipsuota širdis. Vilnius 2009, – niem.: Allerste Sahne. [Przeł.] M. Cagliesi-Zenkteler. München 2005, – ros.: Serdce v gipse. [Przeł.] O.L. Katrečko. Moskva 2003, wyd. nast. 2004, 2005, – ukr.: Serce na perev’âzì. [Przeł.] A. Bondar. Kiïv 2009.
9. Zdążyć przed pierwszą gwiazdką. [Opowiadania]. Wwa: Agora 2002, 95 s. Przedr. zob. poz. 24.
Zawartość: Zdążyć przed pierwszą gwiazdką; On jeszcze nie wie, że mnie kocha; Scarlett O’Hara z Pilawki Górnej.
Przekł. ros. Zdążyć przed pierwszą gwiazdką: Uspet' do pervoj zvezdy. [Przeł.] È.V. Serebrâkova. W: K. Grochola: Garantiâ na sčast'e. Moskva 2005.
10. Związki i rozwiązki miłosne. [Rozmowy o szczęściu w miłości; współaut.:] A. Wiśniewski. Wwa: Ego [2002], 354 s. Wyd. nast.: Wwa: Prószyński i S-ka 2003; Kr.: WL 2010, wyd. [4] tamże 2013, [wyd. 5] łącznie z poz. 15 pt. Związki i rozwiązki miłosne; Gry i zabawy małżeńskie. Kr.: WL 2016, 503 s.
11. Upoważnienie do szczęścia. [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka 2003, 262 s. Wyd. nast.: [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka [2005]; Wwa: G + J. Gruner + Jar Polska [2005]; Kr.: WL 2008. Przedr. w: Podanie o miłość i inne opowiadania [poz. 6]. Kr.: WL 2016.
Przekł. ros.: Garantiâ na sčast’e. Moskva 2005.
12. Ja wam pokażę! [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2004, 380 s. Żaby i anioły. Wyd. nast.: tamże 2005; Wwa: Świat Książki 2008, Kr.: WL 2009, tamże łącznie z poz. 14 pt. Ja wam pokażę!; A nie mówiłam! 2015, 622 s. Por. poz. 16, 17.
Cz. 3 cyklu Żaby i anioły; cz. 1, 2, 4 zob. poz. 5, 8, 14.
Przekł.: czes.: Já vám ukážu! [Przeł.] H. Stachová. Praha 2004, – ros.: Â vam pokažu! [Przeł.] O.L. Katrečko. Moskva 2005, – ukr.: Â vam pokažu! [Przeł.] A.V. Bondar. Kiïv 2010.
13. Osobowość ćmy. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Autorskie K. Grochola, E. Majcherczyk 2005, 300 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2007; Kr.: WL 2008; wyd. łącznie z poz. 20 pt. Osobowość ćmy. Zielone drzwi. Kr.: W: 2016, 541 s.
Przekł. ros.: Babočka na ladoni. [Przeł.:] S. Sokolov, A. Moiseev. Moskva 2008.
14. A nie mówiłam! [Powieść]. Wwa: W.A.B.; Wydawn. Autorskie K. Grochola, E. Majcherczyk 2006, 365 s. Żaby i anioły. Wyd. nast.: Wydawn. Autorskie K. Grochola, E. Majcherczyk 2006. Żaby i anioły; Kr.: WL 2010, tamże łącznie z poz. 12 pt. Ja wam pokażę!; A nie mówiłam! 2015, 622 s.
Cz. 4 cyklu Żaby i anioły; cz.1-3 zob. poz. 5, 8, 12.
15. Gry i zabawy małżeńskie i pozamałżeńskie. [Rozmowy o harmonii w związkach; współaut.:] A. Wiśniewski. Wwa: Wydawn. Autorskie K. Grochola, E. Majcherczyk 2006, 347 s. Wyd. nast. Kr.: WL 2011; łącznie z poz. 10 pt. Związki i rozwiązki miłosne; Gry i zabawy małżeńskie. Kr.: WL 2016, 503 s.
16. Ja wam pokażę! [Scenariusz filmowy; współaut.:] C. Harasimowicz. Reż.: D. Delić. Ekran. 2006. Por. poz. 12, 17.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa]: Monolith Video 2008, 1 dysk optyczny.
Scenariusz na podstawie powieści Serce na temblaku (poz. 8) i Ja wam pokażę! (poz. 12).
17. Ja wam pokażę! [Scenariusz serialu telewizyjnego w 12 odcinkach; współaut.:] T. Kępski. Reż.: D. Delić. TVP 2007. Por. poz. 12, 16.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2002, 2 dyski optyczne.
18. Trzepot skrzydeł. [Powieść]. Kr.: WL 2008, 168 s. Wyd. nast. łącznie z poz. 19 pt. Kryształowy anioł; Trzepot skrzydeł. Kr.: WL 2016, 592 s.
19. Kryształowy anioł. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 550 s. Wyd. nast. łącznie z poz. 18 pt. Kryształowy Anioł; Trzepot skrzydeł. Kr.: WL 2016, 592 s.
20. Zielone drzwi. [Powieść]. Kr.: WL 2010, 406 s. Wyd. nast.: wyd. łącznie z poz. 13 pt. Osobowość ćmy. Zielone drzwi. Kr.: W: 2016, 541 s.
Bestseller sieci księgarń Empik w 2010.
21. Makatka. [Wspomnienia; współaut.:] D. Szelągowska. Kr.: WL 2011, 371 s.
Na odwrocie okładki tytuł: Makatka, czyli Rok Matki i Córki.
22. Houston, mamy problem. [Powieść]. Kr.: WL 2012, 606 s. Wyd. nast. łącznie z poz. 1 pt. Przegryźć dżdżownicę; Houston, mamy problem. Kr.: WL 2016, 646 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta W. Mecwaldowski. Kr.: WL 2012. ‒ Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. ros.: H’ûston, u nas problema. [Przeł. M. Togobeckaja. Moskva 2015.
23. Trochę większy poniedziałek. [Felietony]. Kr.: WL 2013, 304 s.
24. Zagubione niebo. [Opowiadania]. Kr.: WL 2014, 302 s. Przedr. w: Podanie o miłość i inne opowiadania. Kr.: WL 2016 [poz. 6].
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera opowiadania z poz. 9 oraz: Feralna trzynastka; Kamień szczęścia; Taki piękny dzień dzisiaj; Pierwsza rocznica; Pomyłka o wschodzie słońca; Niebo pode mną; Powrót taty; Koniec lata; Nieudana randka; Poprawka z rozpaczy; Cienista dolina; Rzymskie wakacje.
25. Przeznaczeni. [Powieść]. Kr.: WL 2016, 542 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Kr.:] WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Judyta to nie Bridget Jones. Rozm. M. Janusz. „Rzeczpospolita” 2001 nr 220; Mężczyzną jeszcze nie byłam. Rozm. K. Monkiewicz. „Przegląd” 2001 nr 24; Nie możemy ulegać niezdrowej presji. Rozm. K. Bolibrzuch. „Życie” 2001 nr 256; Podsłuchuję w autobusie. „Głos Naucz.” 2001 nr 34 [dot.: „Nigdy w życiu”]; Teraz czas na miłość. O związkach z ludźmi, spełnionych i niespełnionych marzeniach oraz cenie sukcesu z K. Grocholą rozmawia psycholog M. Szczuka. „Twój Styl” 2002 nr 12; Zaśpiewać w Opolu. Rozm. A. Kropiwnicki. „Wprost” 2002 nr 21; Mam wrażenie, że mało piszę. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 90; Jestem pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym. Rozm. M. Sawicka. „Wprost” 2004 nr 9; Mickiewicz pod strzechy, ja do wariatkowa. Rozm. E. Likowska. „Przegląd” 2004 nr 13; Kropka nad „i”. Rozm. P. Dobrołęcki. „Mag. Lit. Książ.” 2005 nr 5 [dot. m.in. Wydawnictwa Autorskiego]; Zawsze chciałam zaczarować świat. Rozm. K. Troszczyńska, A. Prokopowicz. „Sukces” 2005 nr 5; Życie jest lepsze po przeczytaniu Grocholi. Rozm. E. Likowska. „Przegląd” 2005 nr 26; Umyłam okna i czekam. Rozm. J. Strzałka. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 14; Ja wam jeszcze pokażę. Rozm. M. Matuszewska. „Gaz. Wroc.” 2008 nr 149 [dot.: Trzepot skrzydeł]; Lubię być grafomanką. Rozm. B. Gadomski. „Angora” 2009 nr 32; Sukces bez recepty. „Nowości” 2009 nr 237; Jestem facetem. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 151; Miłość jest najważniejsza. Rozm. P. Kitrasiewicz. „Mag. Lit. Książ.” 2009 nr 7 [dot. m.in. powieści Kryształowy anioł]; Wałbrzych to umierające miasto. Rozm. M. Matuszewska. „Gaz. Wroc.” 2009 nr 154 [dot. m.in.: Kryształowy anioł]; Związki nieidealne. Rozm. Ł. Stec. „Przegląd” 2009 nr 27; Grocholand. Rozm. M. Bednarska. „Twój Styl” 2010 nr 7; Po miłości jest dwukropek. Rozmowa z Katarzyną Grocholą o klęskach i zwycięstwach na wielu polach bitewnych, nie tylko miłosnych. Rozm. M. Wilk. W tegoż: W biegu… książka podróżna. Kr. 2010; [Dot. powieści: Houston, mamy problem]: Teraz rozumiem facetów. Rozm. K. Spyrka. „Gaz. Krak.” 2012 nr 257; Wszystko przerobię na dobre. Rozm. G. Sroczyński. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 250 dod. „Duży Format” nr 42; Nie ma zmiłuj… „Olivia” 2013 nr 8; Walczcie o swoje szczęście. Rozm. E. Nowakowska. „Polska” 2013 nr 55, dod. „Kocham czytać”; Najpopularniejsza w Polsce. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wyb.” 2014 nr 107 [dot. też: Zagubione niebo].
 	Dzięki ci, Boże, że on nie siedzi u mnie w domu. Rozm. I. Komendołowicz. „Pani” 2015 nr 11.
 	[dot. powieści Przeznaczeni:] Nowe rozdanie. Rozm. T. Wilk. „Uroda Życia” 2016 nr 6; Przeznaczeni. Rozm. A. Zemanek. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 112.

Ogólne

 	D. KULCZYCKA: „Kobiety niekochane, kobiety porzucone” – o fenomenie prozy K. Grocholi. „Pro Libris” 2002 nr 2.
 	S. ŁUPAK: Grochola daje gazu. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 64 dod. „Trójmiasto”.
 	M. BARTOSZEWICZ: Polskie Bridget Jones – kreacje bohaterek powieści K. Grocholi i Barbary Kosmowskiej wobec pierwowzoru. „Zesz. Nauk. Wyż. Szk. Hum.-Ekonomicznej w Łodzi” 2003 ser. 1 z. 2.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Krytyka feministyczna a przypadek K. Grocholi i innych. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003.
 	P. DOBROŁĘCKI: Jak ludzie czytają cokolwiek, to czytają wszystko. „Mag. Lit. Książ.” 2003 nr 5.
 	W. KOT: Grochola krzepi. „Newsweek Polska” 2004 nr 7.
 	H. SAMSON: Dom rodzi dom. „Twój Styl” 2004 nr 3.
 	M. SAWICKA: Grocholiada. „Wprost” 2004 nr 9.
 	J.Z. BRUDNICKI: Czytadła z supermarketu. Kobiety popularne (po paru latach). W tegoż: Ćwiczenia z wolności. Tor. 2007.
 	M. TYTKO: Szybko, łatwo i przyjemnie, czyli „sprawy najważniejsze” w literaturze (bardzo) popularnej. „Nurt” 2008 z. 1/2.
 	M. ROSZCZYNIALSKA: Twórczość K. Grocholi. Szkicując kierunki lektury. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2009 nr 9.
 	J. MIĘKINA-PINDUR: Oswoić chorobę, oswoić śmierć – dziennik, pseudodziennik i autobiograficzna powieść popularna wobec doświadczenia cierpienia. Na przykładzie tekstów K. Kofty, A. Mazurkiewicz i K. Grocholi. „Konteksty Kult.” 2012 nr 8.
 	L. BUGAJSKI: Pisarz w boa. „Rzeczpospolita” 2014 nr 271.
 	A. HORUBAŁA: Radość z Grocholi? „Do Rzeczy” 2014 nr 21.
 	S. ŁUPAK: Królowa jest jedna. „Newsweek Polska” 2014 nr 20.
 	A. RYDYK: O sredstvah uveličeniâ illokutivnoj sily rekvestivnyh rečevyh aktov: (na primere pol'skogo i rucckogo âzykov). „Acta Univ. Lodz. Folia Linguistica Rossica” 2014 z.10.

Przegryźć dżdżownicę

 	M. PIWOWAREK. „Życie Warsz.” 1998 nr 80.

Nigdy w życiu

 	Z. BESZCZYŃSKA: Sezon na kobiety. „Nowe Książ.” 2001 nr 6.
 	A. BLAUT: I nie będziesz żyła bez mężczyzny. „Czas Kultury” 2001 nr 3.
 	M. GOŁĄB: Czasy bardzo kobiece. „Życie” 2001 nr 179.
 	M. JANUSZ. „Mag. Lit.” 2001 nr 5.
 	A. KOSIŃSKA: Co ludzie czytają. Polska Bridget Jones. „Dekada Lit.” 2001 nr 9/10.
 	K. SZCZUKA: Produkt krajowy babbo. „Res Publica Nowa” 2001 nr 11.
 	M. CISŁO. „Odra” 2002 nr 2.
 	M. WOLNY: Marsjanki lecą na Wenus. „Polityka” 2001 nr 15.

Podanie o miłość

 	W. KOT: Diagnostyka uczuć. „Newsweek Polska” 2001 nr 13.

Serce na temblaku

 	S. DRAJEWSKI: Płeć i lektury. „Świat Rodzinny” 2002 nr 227 [dot. też: N. Homby: Był sobie chłopiec].
 	M. GOŁĄB: Serce w rozterce. „Życie” 2002 nr 68.

Upoważnienie do szczęścia

 	P. DOBROŁĘCKI: Jak ludzie czytają cokolwiek, to czytają wszystko. „Mag. Lit. Książ.” 2003 nr 5.
 	M. MIZURO: Happy end potrzebny od zaraz. „Sł. Pol.” 2003 nr 74.

Ja wam pokażę

 	A. DRAJEWSKA: Gdy jest czytana. „Głos Wielkop.” 2004 nr 79.
 	I. JANOWSKA: Żaby w anioły… „Nowe Książ.” 2004 nr 6.
 	J. SOBOLEWSKA: Nowa matka Polka. „Przekrój” 2004 nr 12.

Osobowość ćmy

 	A. CHĄDZYŃSKA: Uwolnić Grocholę. „Twój Styl” 2005 nr 6.

Trzepot skrzydeł

 	B. DARSKA: Urodzić siebie na nowo. „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
 	M. MAŁKOWSKA: Portret domowego tyrana. „Rzeczpospolita” 2008 nr 148.
 	M. SKOWROŃSKA: Druga strona lustra. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 139.
 	J.Z. BRUDNICKI: Człowiek-dziewczyna i kultura. „Trybuna” 2009 nr 160.
 	Zob. też Wywiady.

Kryształowy anioł

 	I. OKULSKA: Grochola to dobra pisarka. „Czas Kult.” 2009 nr 5.
 	E. KUSTRA: Wydmuszka z kryształu. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2009 nr 142.
 	Zob. też Wywiady.

Zielone drzwi

 	S. DRAJEWSKI: Zielona autobiografia. „Głos Wielkop.” 2010 nr 117.
 	M. WILK: Uchylić rąbka Grocholi. „Dz. Pol.” 2010 nr 122.

Makatka, czyli Rok Matki i Córki

 	K. MASŁOŃ: Złote myśli z kolejki do fryzjera. „Uważam Rze” 2011 nr 29.

Houston, mamy problem

 	S. DRAJEWSKI: Jeremiasz zastąpił Judytę. „Głos Wielkop.” 2012 nr 268.
 	Zob. też Wywiady.

Zagubione niebo

 	A. HORUBAŁA: Radość z Grocholi? „Do Rzeczy” 2014 nr 21.
 	S. ŁUPAK: Królowa jest jedna. „Newsweek Polska” 2014 nr 20.
 	D. WODECKA: Najpopularniejsza w Polsce. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 107.
</document>
<document nplp_id="2910" title="Irit AMIEL" slug="irit-amiel">ur. 1931

Pierwotne imię: Irena.

Poetka, prozaik, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona w 1931 w Częstochowie w rodzinie żydowskiej; córka Leona Librowicza, współwłaściciela sklepu bławatnego, i Natalii z domu Hassenfeld (oboje zginęli w Treblince w 1942). Dzieciństwo spędziła w Częstochowie, od 1941 w tamtejszym getcie, z którego udało jej się wydostać we wrześniu 1942 i ukrywać (jako Krystyna Iwańczak, Krystyna Hankiewicz) w Częstochowie, na wsi pod Częstochową i w Warszawie (tu wraz z wujkiem i jego rodziną). Po upadku powstania warszawskiego przebywała w Pociesznej Górce pod Częstochową, a gdy zakończyła się wojna, powróciła do Częstochowy. Uczęszczała tu przez krótki czas do Gimnazjum Żeńskiego im. J. Słowackiego. Przy pomocy organizacji Bricha, która zajmowała się nielegalną emigracją ludności żydowskiej, pod koniec 1945 opuściła Polskę. Przez obozy dla uchodźców w Niemczech (Biberach an der Riss, Jordenbach), we Włoszech (Turyn) i na Cyprze, w grudniu 1947 dotarła do Palestyny. Kilka miesięcy spędziła w kibucu Beit Haszita, a od 1949 mieszkała w kibucu Palmachim, gdzie pracowała m.in. jako rolniczka i rybaczka. Poznała tam Chuzego Amiela, z którym zawarła ślub w 1953. Po opuszczeniu kibucu pracowała m.in. jako urzędniczka, zajmowała się też wyrobem i sprzedażą biżuterii artystycznej. Pod koniec lat siedemdziesiątych studiowała filologię, historię i historię literatury na Otwartym Uniwersytecie Izraela w Ra’anana, po czym w 1981–85 odbyła studia translatorskie w Beit-Berl College w Kefar Sawa. Następnie zajęła się tłumaczeniami poezji i prozy z hebrajskiego na polski i z polskiego na hebrajski. Debiutowała w 1987 przekładem wspomnień M. Hochberg-Marjańskiej i M. Pelega pt. Wśród przyjaciół i wrogów. Poza gettem w okupowanym Krakowie. Od 1994 przekłady (m.in. opowiadań L. Lipskiego, M. Hłaski, H. Krall, H. Grynberga, wierszy W. Szymborskiej) i własne utwory publikowała w wydawanym w Tel Awiwie tygodniku „Nowiny — Kurier” i roczniku „Kontury. Wybór prozy i poezji autorów piszących po polsku w Izraelu”. Pierwszy tomik własnych wierszy (w języku hebrajskim) ogłosiła w 1994 (w tymże roku wydany w języku polskim pt. Egzamin zZagłady), a prozy w 1999. Wiersze i prozę publikowała m.in. w pismach: „Midrasz” (od 1997), „Słowo Żydowskie = Dos Jidische Wort” (od 1997), „Czas Kultury” (od 1999). Została członkiem Związku Autorów Piszących po Polsku w Izrelu. W 2014 otrzymała Honorową nagrodę miasta Częstochowy.
Ma dwoje dzieci: Liona Mosze (ur. 1955) i Yechuditę (Ditę) (ur. 1958), malarkę i fotograficzkę, autorkę wszystkich okładek do książek matki. Mieszka w Tel Awiwie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Mivhan be-Sho’ah. Tel-Aviv: Saar 1994, 32 s. Wersja pol. zob. poz. 2.
2. Egzamin z Zagłady. [Wiersze]. [Przeł. z hebr. I. Amiel]. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1994, 30 s. Wyd. 2 tamże 1998. Wersja hebr. zob. poz. 1.
3. Nie zdążyłam. [Wiersze]. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1998, 31 s.
4. Osmaleni. [Opowiadania]. Posł.: M. Głowiński. Izabelin: Świat Lit. 1999, 108 s. Wyd. 2 Wwa: Czuły Barbarzyńca Press 2010. Biblioteczka, 68, tamże dodruk 2017. Wersja hebr. zob. poz. 5.
Nominacja do nagrody Lit. Nike w 2000.
Zawartość: Kartka z pamiętnika; Linka; Długi; Klara; Palestyńczyk; Batia; Daniel; Ziwa; Monogram; Wybrana; Naznaczeni; Współczesny splot; Lucynka; Pożegnanie martwej klasy; Z izraelskiego tygla.
Przekł.: ang.: Scorched. A collection of short stories on survivors. [Przeł. z hebr.] R. Rubin. London; Portland 2006, — niem.: Gezeichnete. Geschichten vom Überleben. [Przeł. z hebr.] M. Zibaso. Berlin 2015, — węgier.: Megperzseltek. [Przeł. z hebr.] P. Hermann. Budapest 2002.
5. Tseruvim. Yerushalayim: Karmel 2002. Wersja pol. zob. poz. 4.
6. Wdychać głęboko. [Wiersze]. Izabelin: Świat Lit. 2002, 88 s.
7. Podwójny krajobraz. [Opowiadania]. Wwa: Prószyński i S-ka 2008, 110 s.
Nominacja do nagrody Lit. Nike w 2009.
Zawartość: H. Grynberg: Lekcja o człowieku — koniec wojny. [wstęp]. Ucieczka spod Jasnej Góry; Pierwsze kroki w kraju; List do Ojca; Do trzech razy sztuka; Chana; Daniel; Przodkowie; Rodzinne esy-floresy; Pokawałkowany byt; Adam; Opcje; Vipasana; Tikwa i Salim — Nadzieja i pokój; Holenderska opowieść; Migawkowe zdjęcie; Sklep baba Udl; Zemsta niedokonana; Kol Nidrei; Pożegnanie mojej martwej klasy; Ostatnie rozmowy; Jedenaste Przykazanie.
Przekł. włos.: Fratture. [Przeł.] M. Borejczuk. Rovereto 2010.
8. Życie — tytuł tymczasowy. [Biografia]. Wwa: Czuły Barbarzyńca Press 2014, 240 s.
P r z e k ł. a n g.: Life. A Temporary Title. [Przeł. A. Błasiak] A. Hyde. Elstree (Wielka Brytania); Portland, OR 2017.
9. Spóźniona / Delayed. [Wybór wierszy]. Przeł. M. Kazmierski. Przedm.: B. Frymorgen. Kr.: Austeria 2016, 208 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
Nominacja do Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego Orfeusz w 2017.
Wybór wierszy w przekł. ang.: Dark Flashes. [Przeł.] M. Kazimierski. London 2013.
Przekłady utworów I. Amiel w antologiach zagranicznych: ros.: Sdelano w Pol’še. Vek XX. Antologia. [Wybór i przekł.] A. Bazilevskij. Moskva 2009, — węgier.: Huszadik századi lengyel novellák. [Wybór] L. Pálfalvi. [Przeł.:] J. Cservenits [i in.]. Budapest 2007.
PRZEKŁADY
1. M. Frenkel: Ha-recach ha-nazi be-Lwow. [Opowiadania]. [Jerozolima; Buenos Aires Fundacja Reysfeld], [1987], 248 s.
Tytuł oryginału pol.: To jest morderstwo.
2. M. Hochberg-Mariańska, M. Peleg-Mariański: Mi-huts le-h.omot ha-get.o: be-K.rak.ov ha-kevushah. Yerushalayim: Yad v.a-shem be-shituf ‘im Irgun Yots’e K.rak.ov [1987], 167 s.
Tytuł oryginału pol.: Wśród przyjaciół i wrogów. Poza gettem w okupowanym Krakowie.
3. L. Rozentsvig: Kinot. Tel Aviv: Sa’ar 1992.
Tytuł oryginału pol.: Treny.
4. B. Mendel: Be-darkhe ha-goral. Tel-Aviv: Sa’ar 1993, 40 s.
Pamiętnik z okresu Holocaustu.
5. Ł. Gliksman. Wczoraj i inne wiersze. Przekł. na hebr.: I. Amiel, Sz. Raczyńska. Słowo o autorze: R. Löw, K. Bernard. Tel Awiw: „Kontury” 1993, 46 s.
Tekst w jęz. pol. i hebr.
6. M. Koplowicz: Utwory własne = Mi-shel ‘atsmi: shirim shel na’ar mi-get.o Lodz’. Reprodukcja rękopisu i przekł. I. Amiel. Yerushalayim: Yad v.a-shem, rashut ha-zikaron la-Sho’ah v.ela-gevurah [1994], 80 s.
Tekst w jęz. pol. i hebr.
7. D. Pagis: Ostatni. [Wiersze]. [Oprac.: W. Sadkowski]. Wwa: Studio EMKA 2004.
8. H. Lewin: Requiem. (Oparte na trzech opowiadaniach Czechowa). [Utwór dramatyczny]. Druk w: H. Lewin: Ja i ty i następna wojna. Teatr życia i śmierci. Kr. [2011] s. 651–687. Wyst. pt. Requiem. Warsztaty (Aszkhawa). Reż.: W. Urbański. Wwa, T. Współcz. 2015.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Strona internetowa: https://pl-pl.facebook.com/Irit-Amiel .


 	Wywiady: Ocaliła mnie polszczyzna. Rozm. R. Wasita. „Sł. Żyd. = Dos JidiszeWort” 1996 nr 17, toż: „Lit. na Świecie” 1996 nr 10; Wywiad z Irit Amiel. Rozm. M. Lewińska. W: M. Lewińska: Przechowane słowa. Tel Awiw 2008; Takie zdania powinno się zapisać. Rozm. E. Zdrojkowska. W: E. Zdrojkowska: Rozmówki polsko — polskie. Wywiady radiowe. Olsztyn 2012; Jestem tą, która tam była. Rozm. R. Grzela. „Miasteczko Poznań” 2014 nr 1/2 [dot.: Życie — tytuł tymczasowy]; Trzeba było zamienić niemoc w moc. Rozm.: U. Chowaniec, W. Grzegorzewska. „Zadra” 2014 nr 1-2, http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/trzeba-bylo-zamienic-niemoc-moc/.


 	K. Famulska-Ciesielska, S.J. Żurek: Amiel Irit. [Hasło w tychże:] Literatura polska w Izraelu. Leksykon. Kr.; Budapeszt 2012.

Ogólne

 	I. KIEC: Bez powrotu do codzienności (o bohaterach Irit Amiel). „Twórczość” 2001 nr 4.
 	S. PODOBIŃSKI: Rola języka i języków w kształtowaniu się świadomości i budowaniu więzi społecznych — żydowskie antecedencje traumatyczne z częstochowskiego getta w „Osmalonych” Irit Amiel. W: Z dziejów Żydów w Częstochowie. Częstochowa 2002.
 	E. KIEPURA: Po drugiej stronie życia. O poezji Irit Amiel. „LiteRacje” 2006 nr 2.
 	J. SOKOŁOWSKA: Świadek Irit Amiel. „Kresy” 2009 nr 4.
 	B. OLECH: Zbezczeszczeni, osmaleni, ocaleni. Lęk w twórczości Józefa Baua, Irit Amiel, Jadwigi Maurer. W: Kontury XV. Wybór prozy i poezji autorów piszących po polsku. Tel Awiw 2005.
 	Z. PAKUŁA: Naznaczona tatuażem. „Miasteczko Poznań” 2014 nr 1/2 [dot. też Życie — tytuł tymczasowy].
 	K. ZWOLSKA-PŁUSA: Dwa oblicza żydowskiej matki w prozie Irit Amiel i Haliny Birenbaum. W: Tożsamość a stereotypy. Żydzi i Polacy. Częstochowa 2014.
 	J. WALIGÓRA: Nikomu się nie udało. W: Lęk, ból, cierpienie. Analizy i interpretacje. Pruszcz Gdański; Słupsk 2015.

Egzamin z Zagłady

 	R. GRZELA. „Literatura” 1998 nr 7/8.
 	A. SZYMAŃSKA: Wiersze z brzucha. „Nowe Książ.” 1998 nr 8.

Nie zdążyłam

 	R. GRZELA. „Literatura” 1998 nr 7/8.

Osmaleni

 	J. LEOCIAK: Krajobraz po Zagładzie. „Midrasz” 1999 nr 12.
 	M. CIEŚLIK: Skazani na życie. „Polityka” 2000 nr 15.
 	M. CICHY: „Medaliony”. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 125.
 	P. CZAPLIŃSKI: Pomazani śmiercią. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 11.
 	H. GOSK: Albo się żyje, albo umiera. „Nowe Książ.” 2000 nr 1.
 	T. KORZENIOWSKI: Dwie książki, dwa pokolenia. „Sł. Żyd. = Dos Jidisze Wort” 2000 nr 8 [dot. też: Z. Rudzka: Mykwa].
 	T. NYCZEK. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 72 dod. „Wysokie Obcasy” nr 12.
 	A. OSTOWICZ: „…taryf ulgowych dla nikogo nie będzie!”. „Topos” 2000 nr 2.
 	P. CZAPLIŃSKI: Odzyskiwanie Zagłady. „Prz. Polit.” 2003 nr 61.
 	B. URBANKOWSKI: Osmaleni. „Gaz. Pol.” 2009 nr 17 [dot. też: Podwójny krajobraz].

Podwójny krajobraz

 	M. CUBER: Nieustająca opowieść. „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
 	B. URBANKOWSKI: Osmaleni. „Gaz. Pol.” 2009 nr 17 [dot. też: Osmaleni].

Życie — tytuł tymczasowy

 	R. GRZELA. „Miasteczko Poznań” 2014 nr 1/2.
 	T. NYCZEK: Panna z Częstochowy. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 197.
 	Z. PAKUŁA: Naznaczona tatuażem. „Miasteczko Poznań” 2014 nr 1/2.
 	J. PETROWICZ: Właściwa chwila. „Nowe Książ.” 2014 nr 5.
 	A. WAL: „Wyświetlić ostatnie stare negatywy”. O autobiografii Irit Amiel. W: Powrześniowa emigracja niepodległościowa na mapie kultury nie tylko polskiej: Paryż, Londyn, Monachium, Nowy Jork. T. 2. Białystok 2016.
 	Zob. też Wywiady.

S p ó ź n i o n a

 	K. HOFFMAN: Rana i staranność: wokół „Spóźnionej” Irit Amiel. „Miasteczko Poznań” 2016 nr 2.
 	[T. FIJAŁKOWSKI] LEKTOR: W mieście Stoczęwacho. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 32.
</document>
<document nplp_id="2913" title="Marek Krystian Emanuel BACZEWSKI" slug="marek-krystian-emanuel-baczewski">ur. 1966

Właściwe imię i nazwisko: Marek Kowalik.

Poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony w 1966? w Bielawie. Przez pewien czas mieszkał w Zabrzu. Debiutował tomikiem wierszy pt. Fortepian Baczewskiego i inne konstrukcje (wyd. Płock 1994). Liczne wiersze (pisane często w cyklu Ars Poetica), nadto prozę i recenzje ogłaszał m.in. w pismach: „FA-art” (od 1995, z przerwami), „Nowy Nurt” (1995-96), „Opcje” (od 1995, z przerwami; tu od 2005 teksty w dziale Felieton), „Arkadia” (1996-99), „Kresy” (1998, 2002, 2004), „Studium” (1998, 2004, 2006-07), „Topos” (1998, 2000-03, 2006, 2008), „Czas Kultury” (1999), „Nowa Okolica Poetów” (1999, 2002, 2006-08), „Twórczość” (1999, 2002, 2006-08, 2010, 2012, 2014, 2016; tu m.in. proza w cyklu Opowiadania krótkie), „Fraza” (2000, 2007, 2009-10, 2014), „Akcent” (2014), „Odra” (2014). Felietony zamieszczał też na portalach internetowych: Witryna Czasopism oraz „Dodatek LITERAcki”. Za twórczość poetycką otrzymał I Nagrodę na V Ogólnopolskim Konkursie Poezji „Beskidy’96”, nagrodę poetycką im. R.M. Rilkego w pierwszej edycji konkursu zorganizowanego przez pismo „Topos” (1997) oraz nagrodę pisma „Nowa Okolica Poetów” (2007). Mieszka w Zawierciu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Fortepian Baczewskiego i inne konstrukcje. [Wiersze]. Oprac. graf.: A. Łukawski. Płock: Stow. „Civitas Christiana” 1994, 42 s.
Tu na obwolucie data ur. M.K.E. Baczewskiego: 1967.
2. Taniec piórem. [Wiersze]. Bytom: „FA-art” 1998, 45 s. Ser. Poetycka Kwart. Lit. „FA-art”, 2.
3. Kasandra idzie przypudrować nosek. Bacevii Cassandra obscurum poema. [Poemat]. Kr.: „Zielona Sowa”; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 1999, 50 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, 13. Przedr. zob. poz. 11.
4. Wiersze żebrane. Kr.: Fall 1999, 45 s. Dać Świadectwo. Przedr. zob. poz. 11.
5. Wybór wierszy. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2000, 48 s. Bibl. „Toposu”. Przedr. zob. poz. 11.
6. Antologia wierszy nieśmiałych. [Poezje]. Tychy: T. Mały 2003, 61 s. Bibl. Tyskiej Zimy Poetyckiej. Przedr. zob. poz. 11.
Nagroda w konkursie „Tyska Zima Poetycka” w 2003.
7. Morze i inne morza. [Wiersze]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2006, 56 s. Bibl. Arkadii, 24.
Nominacja do Nagrody Lit. „Gdynia” w 2007.
8. [Pięć] 5 poematów. Bytom, Katow.: Wydawn. FA-art 2006, 50 s. Przedr. (z wyjątkiem poematu: Canto) zob. poz. 11.
Zawartość: Ars Poetica XXIII: Distilled from pure grain; Canto; 62; Ars Poetica VII: Ostatni wieczór autorski; Miesto Prochłady. 18 sonetów do Mariny Cwietajewej.
9. Nie używaj tego ognia. Scenariusz słuchowiska. „Dialog” 2008 nr 9 s. 63-72.
Adapt. radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2008 [Nagroda specjalna ZAiKS-u].
10. Dykteryjki o Bogu, przyjaźni i wielbłądach. [Opowiadania]. Katow.: Stow. Inicjatyw Wydawn.; Górnośląskie Centrum Kultury 2009, 63 s. Bibl. Kwart. Kult. „Opcje”.
Zawartość: Charon; Most; Trzej przyjaciele; Ja, dwa wielbłądy; Cień; Jurodiwy; Skazaniec; Lamech, sługa Boży.
11. Fortepian i jego cień. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 244 s. Bibl. Poezji Współcz. – Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kult. w Pozn., 16.
Zawiera wiersze wybrane z poz. 1, 7, – nadto: poz. 3-6, 8 [z wyjątkiem poematu: Canto] oraz cykl pt. Wiersze nowe. – K. Siwczyk: Wracając do powrotów [posł.].
12. Była sobie książka. Eseje. Mikołów: Inst. Mikołowski 2011, 191 s. Ser. Krytyczna Bibl. Arkadii, 65.
Zawartość: Aforyzmy o czytelniku; Była sobie książka [dot. historii książki]; Warowną twierdzą jest mój głód [dot. m.in. twórczości G. Bataille’a]; Gwiazda Hamlet [dot.: Z. Herbert: Tren Fortynbrasa; W. Wirpsza: Sens Fortynbrasa; J. Suchanek: Spis Fortynbrasa]; Wojna i piękno [dot. m.in. poematu G. Apollinaire’a: Prześliczna rudowłosa].
13. Bajki Baczewskiego. [Opowiadania]. Katow.: Wydawn. FA-art 2012, 187 s.
Zawartość: Bajka o królewnie, której nie było; Czerwony Kapturek; Kopciuszek; Lustro Które Mówi; Bajka o biednym rybaku i złotej rybce; Bajka o małym królu; Bajka o zagubionym zajączku; Ostatnia przygoda wesołego Robin Hooda; Bajka o królestwie niebieskim; Bajka o błędnym smoku i bezbłędnym rycerzu; Obcy; Bajka o przebudzonej królewnie; Bajka o wielkich podobieństwach i drobnych różnicach; Bajka o zamienionym żołnierzu; Krótka bajka o miłości; Bajka o pięknej królowej i źródle wody żywej.
14. Złote myśli samobójcze. [Szkice]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2014, 131 s. Bibl. „Arkadii” – pisma katastroficznego, 108.
Druk. wcześniej na łamach pism: „Opcje”, „Witryna Czasopism”, „FA-art”, „Dodatek LITERAcki”. – Zawartość: Jak żyć? – czyli gentelman, artysta, asceta i pieniądze [dot. m.in. L. Tołstoja]; Apologia z trzema kropkami; Il miglior ladro; Cyrk jako katastrofa; Problemy z nadwagą? Porzuć nieskuteczne diety! [dot. m.in. Anny Kareniny, postaci z powieści L. Tołstoja]; Seks w dobie internetu; Copulatio lucri causa albo łańcuszek św. Hermesa; Lament na zwarcie w płycie głównej; Kopiąc piłkę w drużynie Platona [o stosunku Autora do filozofii Platona]; Me quater undenos Decembris albo mężczyzna w wieku męskim; Złote myśli samobójcze; Dlaczego trzeba karmić misie; Uwaga! Czytanie poniższego tekstu zagraża śmiercią lub trwałym kalectwem!; Najlepszy wybór; Czemuś mnie wziął i opuścił?!; Rzucając perły czystej elokwencji przed wieprze z trzody czczej erudycji; Spóźniającym się na randki zwracamy honor; Ranking literówek; Śmierć po pracowitym życiu; Nikomunikacja; Opowieść o myślącym człowieku; Narrare humanum est; Lekce homo. Co się pije, co się je; Lista Bolka albo czy istnieje międzynarodowy spisek dziewic?; Pierwszy polski pacyfista albo przepis na rycerza [dot. króla Leszka Białego]; Ein feste Burg ist unser Teufel; Zrób coś dla jaj; Życzenia noworoczne jako literatura wyczerpania; Wąż; Tako rzecze Cambronne; Nota od autora. – Tu na obwolucie data ur. M.K.E. Baczewskiego: 1964.
15. Projekt „Orfeusz”. [Wiersze]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2016, 67 s. Bibl. „Arkadii”, 127.
Nominacja do nagrody Śląski Wawrzyn Lit. w 2017.
16. Wejdź do mnie. [Wiersze]. Łódź: Dom Lit. SPP. Oddz. 2017, 66 s. Białe Kruki, Czarne Owce, 10.
Słuchowiska radiowe: Cień. Radio 2000 [nagroda na festiwalu T. Radia Rzeszów]. – Obcy. Radio 2001. – Lata wieku XX. Radio 2006. – Ironia losu. Reż.: M. Wojtyszko. Radio 2014. – Zob. też Twórczość poz. 9.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: „Żyjemy w czasach, które nie mają czasu”. Rozm.: M. Melecki, K. Siwczyk. „Arkadia” 2003 nr 13/14; Być w nadziei. Rozm. J. Winiarski. „Studium” 2007 nr 3/4; Od książek, które szanuję, oczekuję refleksji na mój temat. Rozm. J. Durski. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 2; Realizm magiczny Podlasia. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2008 nr 9 [dot. słuchowiska: Nie używaj tego ognia]; „Będę liczył gwiazdy w dzień”. Rozm. A. Świeściak. „Opcje” 2012 nr 4; Kto pierwszy parsknie śmiechem, ten dostaje oklep. Rozm. R. Gawin. „Arterie”, Łódź 2015 nr 3; Dzikie zwierzęta. Rozm. A. Świeściak. „Opcje” 2016 nr 4; Werbalizacja wewnętrznej prawdy. „Próżnia” Marka K.E. Baczewskiego. Rozm. R. Rutkowski. „Arterie” 2016 nr 2.

OGÓLNE:

 	C.K. KĘDER: Ostatni taki Baczewski w obronie wierszoklectwa pseudointelektualnego. „FA-art” 1998 nr 1/2 [dot. m.in. M.K.E. Baczewskiego].
 	[I.S. FIUT] I. MOSTOWICZ: W kręgu młodej literatury krakowskiej. „Koniec Wieku” 2000 nr 16 [dot. też: J. Franczaka, Ł. Orbitowskiego i J. Wysowskiego].
 	M. KIÂNOVSKA: Bačevskij, gorilka, Kassandra i kava. Kilka ekstraordinarnych sužetiv na „B”. „Kurier Krivbasu” 2005 nr z XI [oryginał w masz. w jęz. pol. pt. Baczewski, wódka, Kassandra i kawa. Kilka nadzwyczajnych fabuł na „B” dostępny w Bibliotece Domu Literatury w Wwie].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Profanacje M.K.E. Baczewskiego. „FA-art” 2009 nr 4.
 	D. KUJAWA: „Powiedzmy kolokwialnie, że ja z innej beczki”. Marek Krystian Emanuel Baczewski jako poeta przemilczany. W: Nie w pierwszym szeregu. Tor. 2015 [dostępny w Bibl. Nar. jako plik tekstowy w formacie PDF].

Fortepian Baczewskiego i inne konstrukcje

 	J. SZAKET: Konstrukcja fortepianu. „FA-art” 1994 nr 4.
 	A. DOROBEK: Fortepianowy tygiel. „Nowy Nurt” 1995 nr 12.
 	P.W. LORKOWSKI: Gry demiurga. „Topos” 1995 nr 9/10.

Taniec piórem

 	A. CHOJECKI. „Topos” 1999 nr 1.
 	A. DOROBEK: Powtórka z Nabokova, czyli echa płockich konkursów literackich. „Gościniec Szt.” 1999 nr 2/4.
 	K. MALISZEWSKI: Tańczący z rozpaczą albo Postmodernizm w przypisach. „Studium” 1999 nr 1/2.

Kasandra idzie przypudrować nosek

 	T. CZERSKA: Czytane na gorąco. „Pogranicza” 1999 nr 4.
 	D. PAWELEC. „Nowe Książ.” 1999 nr 9.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Baczewski wysiaduje. „Opcje” 1999 nr 6.
 	M. WAWRZYŃSKA: Życie to nie nasza sprawa. „Studium” 1999 nr 5.
 	A. KAŁUŻA: „Poeta idzie przypudrować nosek”. W tejże: Bumerang. Wr. 2010.

Wiersze żebrane

 	J. SZAKET: Klocki św. Baczewskiego. „FA-art” 2000 nr 2.
 	P. KOZIOŁ: Marek, Krystian, Emanuel. „Twórczość” 2011 nr 4 [dot. wiersza pt. Nieopalimaja kupina z cyklu: Ikonopisanie].

Wybór wierszy

 	P. GULDA: Mickiewicz – copy writer. „Gaz. Morska” 2000 nr 295.
 	A. KAŁUŻA: Flos poetarum. „FA-art” 2001 nr 1.

Antologia wierszy nieśmiałych

 	Ł. ABALAR: Czyżby książka dla wybrednych. „Studium” 2003 nr 5/6.
 	A. KAŁUŻA: Baczewski coraz bardziej Baczewski. „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Czy Baczewski może być zbawiony i 36 innych kazań. „Opcje” 2003 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI: Śmierć i nieśmiałość. W tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	S. MATUSZ: Śmierci równoległe albo rapsod żałobny M.K.E. Baczewskiego. „Migotania” 2011 nr 2.

Morze i inne morza

 	A. PIECH-KLIKOWICZ: Trawienie świata. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Baczewski i inne morza. „Opcje” 2007 nr 1, przedr. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 2.
 	K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Podtopieni. „Śląsk” 2007 nr 7.
 	T. CIEŚLAK: „Morze…” M.K.E. Baczewskiego. W tegoż: W poszukiwaniu ostatecznej tajemnicy. Łódź 2009.

Nie używaj tego ognia

 	Zob. Wywiady.

Dykteryjki o Bogu, przyjaźni i wielbłądach

 	A. MARCHEWKA: Samotność nie jest żadnym położeniem. „Lampa” 2010 nr 6.
 	P. URBANIAK: Dykteryjki na poważnie. „Nowe Książ.” 2010 nr 4.

Fortepian i jego cień

 	K. SIWCZYK: Wracając do powrotów. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.
 	J. MADEJSKI: Głód formy. „Nowe Książ.” 2011 nr 2.

Bajki Baczewskiego

 	P. MAŁOCHLEB: Wybawienie w świecie fikcji. „Nowe Książ.” 2012 nr 12.
 	E. KĄCKA: Baczewski po drugiej stronie lustra. „Twórczość” 2013 nr 6.

Złote myśli samobójcze

 	M. BARAN [on-line] [dostęp 29 marca 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.instytutmikolowski.pl/marek-k.-e.-baczewski-zlote-mysli-samobojcze.php

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2915" title="Urszula Małgorzata BENKA" slug="urszula-malgorzata-benka">ur. 1953

Utwory podpisywała też: Benka-Urbanowicz.

Pseud.: Krasińska.

Poetka, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 30 grudnia 1953 we Wrocławiu; córka ekonomistów, Edmunda Bronisława Benki, i Józefy z domu Próchniak. Uczęszczała do XI Liceum Ogólnokształcącego im. S. Konarskiego we Wrocławiu; w 1973 zdała maturę. Następnie przez dwa lata studiowała psychologię na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.); z powodu choroby przerwała studia. Debiutowała wierszami pt. Zwierzeniakurtyzany i Gorączka, opublikowanymi na łamach studenckiego czasopisma „Sigma” (1974/75 nr 6), drukowała tu i w latach następnych (m.in. pod pseud.: Krasińska). W kolejnych latach była laureatką wielu konkursów i turniejów poetyckich. Od 1976 studiowała filologię polską na UWr.; w 1981 uzyskała magisterium. W 1979 została członkiem ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). Wiersze, opowiadania recenzje i artykuły drukowała w tym okresie m.in. na łamach „Literatury” (1975, 1980–88, z przerwami), „Nowego Wyrazu” (1975–79, 1981), „Odry” (1975–83, 1986–88), „Konfrontacji” (1976–79) i „Kontaktów” (1984–87). W 1983 wyjechała na czteromiesięczne stypendium literackie do Francji, po czym w 1984 otrzymała stypendium Europejskiej Organizacji Niezależnych Intelektualistów. Następnie nadal przebywała we Francji, podejmując różne prace zarobkowe, m.in. opiekowała się starszymi osobami. Nawiązała wówczas także współpracę z polskimi czasopismami emigracyjnymi, m.in. z „Zeszytami Literackimi” (1984–85). W 1987 wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Współpracowała tam z nowojorskim „Kurierem” i „Nowym Dziennikiem”. Została członkiem amerykańskiego PEN Clubu. W 1991–92 publikowała w „Akcencie” cykl felietonów pt. Listy z Nowego Jorku. W 1991 powróciła do Polski i zamieszkała początkowo w Katowicach, gdzie m.in. w 1992–94 uczestniczyła w działaniach artystycznych autorskiego teatru męża, Andrzeja Urbanowicza, Oneiron 2. W 1991 została członkiem SPP. W 1992 obroniła na UWr. doktorat pt. Charyzma władania, święty mord. Analiza symboliki i semantyki mitycznej w twórczości Henryka Sienkiewicza. W 1994 przeniosła się do Wrocławia. Wiersze, prozę, artykuły, także na tematy plastyczne, drukowała w tym czasie m.in. nadal w „Akcencie” (1993–96, 2003–04, 2009–14, z przerwami), „Odrze” (1995, 2005, z przerwami, 2014–15) oraz w „Akancie” (1996, 2001–05), „Formacie” (1996–97, 1999–2005, z przerwami), „Literaturze” (1997–98) i „Pomostach” (1997–2005, z przerwami). W 1995–2000 pracowała jako redaktor w Wydawnictwie Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu; w 1996–97 redagowała także dodatek pisma Akademii „Format” pt. „Format Literacki”. W 2000 otrzymała stypendium literackie Ministerstwa Nauki i Sztuki w Saksonii na pobyt w domu pracy twórczej w Schloss Wiepersdorf. W 2003–12 prowadziła wykłady w Wyższym Studium Fotografii Afa we Wrocławiu. W 2005 otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2005–06 prowadziła seminarium na Wydziale Kulturoznawstwa UWr. W tym okresie utwory publikowała m.in. na łamach pism „Strony” (2009) i „Rita Baum” (2011–13) oraz współredagowała pismo „Metafora”. W 2012–13 miała wykłady z dziedzictwa kulturowego dla studentów Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Zielonogórskiego.

W 1986 zawarła w Paryżu związek małżeński z Andrzejem Urbanowiczem, malarzem, grafikiem, performerem; ma córkę Gwendolinę (ur. 1988). Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Chronomea. [Wiersze]. Wwa: ZG SZSP 1977, 28 s. „Pokolenie które Wstępuje”; spotkanie 4.
Tytuł okładki mylny: „Chromomea”. – Medal im. S. Grochowiaka.
2. Dziwna rozkosz. [Wiersze]. Wr.: Ossol. 1978, 60 s.
Zawiera wiersz „Chronomea” oraz cykle: Dziwny pan; Dziwna rozkosz; Egzaltacja.
3. Nic. [Wiersze]. Kr.; Wr.: WL 1984, 69 s.
4. Perwersyjne dziewczynki. Wwa: PIW 1984, 83 s.
5. Ta mała Tabu. [Wiersze]. Wwa: Anagram 1991, 77 s.
6. Córka nocy. [Wiersze]. Wr.: Okis 1995, 63 s. Bibl. Wroc. Oddz. SPP; Ser. 3, 1.
Cykle: W ziemi świętej szalonej; Ostatniemu człowiekowi na ziemi w godzinę jego śmierci; Matce Boskiej Demonicznej; Córka nocy.
7. O. [Opowiadania]. Wwa: Przedświt [1999], 141 s. Wyd. 2 Kr.: Miniatura 2014, 168 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury Pol. w 1999.
Zawartość: Wiry i Lucynella; Serenada na niesamowicie wąskiej ulicy; Odium; Bez klamek; Pan; Twarzą do ziemi; Tiamat; Święta; Enuma Elisz; Listy do O; Rozmowa ze świętą.
8. Kielich Orfeusza. [Wiersze]. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2003, 69 s. Liryka Pol.
9. Psychomitopolityka. [Esej]. Zielona Góra: Organon 2004, 244 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury Pol.
10. Lanckorońsko. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2013, [28] s. Wyd. 2 tamże 2013.
11. Pasja Józefa z Nazaretu. Paryż – Wrocław, 1985-2005 [Wiersze] [on-line] 2017, 23 s. [on line] [dostęp 22 grudnia 2017] Dostęp w Internecie https://issuu.com/statystykiogladalnosci/docs/benka_urszula_pasja.
Teksty w katalogach wystaw: L. Mikoś: Malarstwo. [Przekł.] L. Szauer. Wwa: Fundacja „Cepelia”, Pol. Sztuka Rękodzieło [2000], 16 s. – J. Ratajczak-Kurowicka: Przestrzenie światła. Legnica: Muzeum Miedzi 2009, [24] s.
Wybór utworów U.M. Benki w przekł. niem.: Die Bestie und die Seele. Prosastücke und Gedichte. [Przeł.:] B. Eberspächer, K. Dedecius. Berlin;
Prace redakcyjne
1. Szkice z pamięci. Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych we Wrocławiu we wspomnieniach jej założycieli, studentów i pedagogów, lata 1946–1996. [Monografia uczelni. Cz. 1]. Red. merytoryczna: A. Saj. Współpraca red.: U.M. Benka. Wr.: Akad. Sztuk Pięknych Wydawn. 1996, 199 s.
2. G. Maziuk-Zienkiewicz: Spotkania na wzgórzu. [Wiersze]. Red.: U.M. Benka. Legnica: Legnicka Bibl. Publiczna 2003, 39 s.
PRZEKŁADY
Przekłady wierszy U.M. Benki w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a new Poland. An anthology. [Przekł., wstęp i noty o autorach:] D. Pirie. London 1993; Ambers aglow. An anthology of Polish women’s poetry (1981–1995). [Przekł. i oprac.:] R. Grol. Austin, TX 1996, — białorus.: Napârèǔmy. Ad Buga da Varty. Antalogìâ pol’skaj paèzìì XX stagoddzâ. [Przekł., przedm.:] A. Lojka. Minsk 2003, — czes.: Hledám, tedy jsem. [Wybór, oprac. i przekł.:] J. Pilař. Praha 1987, — franc.: La pire est certain. Antologie de la poésie catastrophiste polonaise du XXe siècle. [Przeł.:] C.H. du Bord, Ch. Jezewski. Orthez 2009. – niem.: Zielona granica. Polsko-saksońska antologia poetycka = Die grüne Grenze. Polnisch-Sächsische Anthologie. [Wybór i oprac.:] E. Dyczek. Wr. 1995; Panorama der polnischen Literatur des 20. Jahrhunderts 1–2. Poesie. [Oprac.:] K. Dedecius. Zürich. 1996; Polnische Lyrik aus 100 Jahren. [Oprac.:] S. Sterna-Wachowiak. [Przeł.:] J. Retz. Gifkendorf 1997; Es ist Zeit. Wechsle die Kleider. [Oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998; Das Land Ulro nach Schließung der Zimtläden. Stimmen aus Deutschland, Polen, Tschechien und Ungarn. [Wyd.:] P. Gehrisch, A. Helbig. Dresden 2000; Orpheus — Gespräch im Wort = Rozmowa w słowie. [Red.:] P. Gehrisch, A. Helbig. [Przeł.:] B. Eberspächer, P. Gehrisch. Dresden 2001; Orpheus versammelt die Geister. Stimmen aud der Mitte Europas. [Przeł.:] B. Eberspächer, P. Gehrisch. Dresden [2005]; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. [Wybór, przekł. i oprac.:] P. Gehrisch. Leipzig 2010, — ros.: Pol’skie poètessy. Antologiâ. [Przeł.] N. Astaf’era. Sankt Peterburg 2002; Iz veka v vek. Pol’skaâ poèziâ = Od wieku do wieku. Poezja polska. [Oprac.:] S.N. Glovûk, A. Navrocki. Moskva 2011, — rum.: Lirica feminină poloneză. Antologie. [Przeł.] N. Mareş. [Bucureşti] 2016.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015, 2016.
 	Autor o sobie: U.M. Benka: Moje lata siedemdziesiąte. „Pomosty” 1999/2000.
 	Wywiady: Literatura to podróż po labiryncie… Rozm. A. Winnicka. „Nowy Dz.” 1995 nr z 10 VIII dod. Prz. Pol; W poszukiwaniu własnej tożsamości. Rozm. E. Sonnenberg. „Studium” 1996 nr 2/3.

Ogólne

 	J. STOLARCZYK: Rezerwat rozkoszy. „Nowy Wyraz” 1980 nr 6.
 	W. CEGŁOWSKI: Zrozumcie tę czarownicę. W: W stronę wiersza. Wwa 1984.
 	R. BEDNARCZYK: Urszula Benka: nie tylko zły sen. „Tak i Nie” 1985 nr 41.
 	K. GRELA: Wyprowadzę cię miłośniej niż Orfeusz. O poezji Urszuli Małgorzaty Benki. „Integracje” 1992 nr 28.
 	J. LEHMAN: Kapłanka ciemnego wnętrza. „Mit” 1996 nr 11.
 	M. ŚNIECIŃSKI: Bestia i dusza (O poezji U.M. Benki). „List Oceaniczny” 1998 nr 52.
 	M. LIZUREJ: Pompa Funebris, czyli o ceremonii żałobnej w wierszu M. Benki „…wyleję czarne wino pomieszane z krwią”. „PAL Prz. Artyst-Lit.” 1999 nr 9.

Chronomea

 	B. SZREDER. „Nowy Medyk” 1977 nr 14.
 	W. ZAWISTOWSKI. „Student” 1977 nr 24.
 	J. BIELA: Druga seria. „Nowy Wyraz” 1978 nr 10 [dot. m.in. U.M. Benki].
 	A.K. WAŚKIEWICZ. „Nowy Medyk” 1978 nr 2.

Dziwna rozkosz

 	J.K. ADAMKIEWICZ: „Cień” i słowo. „Nowy Wyraz” 1978 nr 12.
 	Z. BADURA-TENGEROWICZ: „Jesteśmy w cyrku, proszę państwa…”. „Poezja” 1978 nr 9.
 	R. CHOJNACKI: Doznanie błękitu. „Nurt” 1978 nr 7, przedr. w tegoż: Od „mówienia wprost” do „nowej prywatności”. Wwa 1984.
 	A. KALISZEWSKI. Świat poety, świat w poezji. „Życie Lit.” 1978 nr 33 [dot. m.in. U.M. Bienki].
 	M. ORSKI: Dziwna baśń. „Odra” 1978 nr 10.
 	J. STYCZEŃ. „Kult. Dolnośl.” 1978 nr 3.
 	T. ZŁOTORZYCKI: Raz tak, trzy razy nie. „Nowe Książ.” 1978 nr 17 [dot. m.in. U.M. Benki].
 	J. LEPPEK: Benki Teatr Dziwów. „Radar” 1979 nr 3.
 	J. ROGOZIŃSKI: O niektórych zeszłorocznych debiutach. „Mies. Lit.” 1979 nr 1, przedr. w tegoż: Preteksty. Wwa 1985.
 	J. STYCZEŃ: Dziwności i rozkosze. „Literatura” 1979 nr 17.
 	A. ŁASZOWSKI: Pani U.M. Benka. „Kierunki” 1980 nr 50.

Nic

 	S. STANUCH: Nic — czyli jeszcze więcej. „Dz. Pol.” 1984 nr 82.
 	J. TULIK: „…zaczyna się poezja”. „ Życie Lit.” 1984 nr 27 [dot. m.in. U.M. Benki].
 	K. KARWAT: Nieujarzmiona wyobraźnia. „Tak i Nie” 1985 nr 28 [dot. też: Perwersyjne dziewczynki].
 	A. ROT: Ogniki na bagnach. „Kultura” 1985 nr 2.
 	J. RYSZKOWSKI: Wielkie nic. „Tyg. Kult.” 1985 nr 2.
 	T. ŻUKOWSKI: Poezja tajemnych szyfrów. „Twórczość” 1985 nr 5 [dot. też: Perwersyjne dziewczynki].
 	A. BOK-SZWABOWICZ: Nimfa błotna, albo Joanna d’Arc najmłodszej poezji polskiej. „Poezja” 1986 nr 3.
 	M. TARNOGÓRSKA: Podświadome trzęsawiska. „Odra” 1986 nr 6 [dot. też: Perwersyjne dziewczynki].
 	M. OBARSKI: Kwiat bagienny. „Nurt” 1987 nr 2.

Perwersyjne dziewczynki

 	A. GNAROWSKI: Zdziwienie światem. „Tu i Teraz” 1984 nr 21.
 	S. JURKOWSKI: Zakątki wyobraźni. „Tyg. Kult.” 1984 nr 22.
 	W. TKACZUK: Rozróżniać, aby scalać. „Nowe Książ.” 1984 nr 4.
 	K. KARWAT: Nieujarzmiona wyobraźnia [dot. też: Nic]. „Tak i Nie” 1985 nr 28.
 	T. ŻUKOWSKI: Poezja tajemnych szyfrów. „Twórczość” 1985 nr 5 [dot. też: Nic].
 	M. TARNOGÓRSKA: Podświadome trzęsawiska. „Odra” 1986 nr 6 [dot też: Nic].

Ta mała Tabu

 	J. FERT: Wariacje ze złym fioletem. O wierszach z tomu „Ta mała Tabu” U.M. Benki. „Akcent” 1992 nr 4.
 	Cz. SOBKOWIAK: „Mroczną falą ten kościół”. „Odra” 1993 nr 3.

Córka nocy

 	A. JANKO: Mieć jak być. „Odra” 1995 nr 10.
 	K. LISOWSKI: Oddawać się przemienieniu. „Metafora” 1995 nr 20/21.
 	J. NOWOSAD: U.M. Benka po raz szósty. Nie wiadomo, czyli…; A. WĘGRZYNIAKOWA: U.M. Benka po raz szósty. Morze — ziemia — kobieta. „Opcje” 1995 nr 3.
 	K. PIEŃKOSZ: Obsesja symbolu. „Sycyna” 1995 nr 15/16.
 	M. PRZEWOŹNIK: Córka źle strzyżona. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13.
 	J. SOCHOŃ: Poetycka moc Wrocławia. „Nowe Książ.” 1995 nr 10.
 	B. SOLA: Zielone łzy w kosmicznej pustce. „Dekada Lit.” 1995 nr 5.
 	J. STYCZEŃ: Hades i Persefona. „Kwart. Artyst.” 1995 nr 4.
 	B. BUDZIŃSKA: W objęciach Persefony. „Metafora” 1995/1996 nr 22/23.
 	E. DUNAJ-KOZAKOW: Czarne lustro. „Akcent” 1996 nr 1.

O

 	J. STYCZEŃ: „O”, czyli tajemnicza ukryta całość. „Literatura” 1999 nr 11.
 	M. WITKOWSKI: Proza mistyczna. „Gaz. Dolnośl.” 1999 nr 271.
 	B. BUDZIŃSKA: Jej Faustowska Mość. „Akant” 2000 nr 1.
 	D. NOWACKI: Złudna tajemniczość. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
 	B. NOWICKI: U.M. Benka a problem tożsamości. „W krainie lotofagów”. „Akcent” 2007 nr 4.
 	B. SOLA: Opowiadania, które nie chcą się podobać. „Pol. Gaz. Wroc.” 2014 nr 192.
 	M. HYPKI: „O” Urszuli Benki jako współczesna mitologia. „Dyskurs” 2016 nr 21.

Kielich Orfeusza

 	J. STYCZEŃ. „Pomosty” 2003 nr 8.
 	S. RUSIN: Oniryczne podróże z Orfeuszem. „Akcent” 2004 nr 1/2, przedr. w tegoż: W ogrodach wyobraźni. Bydg. 2012 [dot. też: Psychomitopolityka].
 	M. SOLECKI: Dwójjednia. O U.M. Bence. „Akcent” 2004 nr 1/2.

Psychomitopolityka

 	A.W. HAMKAŁO. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 14.
 	W. KALISZEWSKI: Mity, baśnie i polityka. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: W oficynie. „Odra” 2005 nr 6, przedr. w tegoż: Pociąg do literatury. Wr. 2010.
 	M. MIŁEK: Moja niezupełna zgoda — uwagi do eseju U.M. Benki pt. „Psychomitopolityka”. „Pro Libris” 2005 nr 3.
 	M.A. KOWALSKI: Człowiek między biegunami. Powst. 2010 ­[on-line] [dostęp 25 października 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.opcjanaprawo.pl/index.php/archiwum/2010/nr-4–100–kwiecien-2010/item/2264–cz%C5%82owiek-mi%C4%99dzy-biegunami.
 	Z. KRESOWATY: Świat baśniowy do odzyskania w chatce Słońca. „Metafora” 2009/2011 nr 70/81.
 	S. RUSIN: Oniryczne podróże z Orfeuszem. W tegoż: W ogrodach wyobraźni. Bydg. 2012 [dot. też: Kielich Orfeusza].

Jezus z Nazaretu

 	S. RUSIN: Poetyckie misterium. „Akant” 2017 nr 12.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2917" title="Stanisław BIENIASZ" slug="stanislaw-bieniasz">1950–2001

Pseud.: Michał Bielecki.

Prozaik, dramatopisarz, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, PRZEKŁADY, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 9 lipca 1950 w Pawłowie (od 1951 dzielnica Zabrza). W 1964 rozpoczął naukę w Technikum Budowlanym w Zabrzu. W tym okresie działał w szkolnym zespole teatralnym. Po zdaniu matury w 1969 ubiegał się o przyjęcie do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, rok później rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach; studiów nie ukończył. Podejmował różne prace zarobkowe, m.in. pracował jako nauczyciel w szkole specjalnej, ślusarz w hucie, pracownik administracji kopalnianej, mistrz budowlany, konstruktor w biurze projektów, technolog, inspektor, instruktor kulturalno-oświatowy w hotelu robotniczym, kierownik klubu, kierownik działu socjalnego. Debiutował w 1977 fragmentem monodramu pt. Jakim pragnę być, opublikowanym na łamach pisma „Poglądy” (nr 22) oraz monodramem Hotel pod Konfesjonałem, wystawionym w zabrzańskim Teatrze Nowym. Od 1978 był publicystą „Głosu Zabrza”. W 1981 został członkiem ZLP. W tymże roku wyjechał z rodziną przez Austrię (obóz przejściowy we Friedlandzie) do RFN; zamieszkał w miejscowości Mettmann w Nadrenii Północnej; uzyskał status przesiedleńca i obywatelstwo niemieckie. Jako publicysta i prozaik podjął współpracę z Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa oraz z polską redakcją radia Deutschlandfunk w Kolonii, gdzie m.in. ogłaszał swoje słuchowiska. Drukował artykuły na temat regionalizacji i autonomii Górnego Śląska na łamach paryskiej „Kultury”. Przez krótki czas działał także w Oberschlesisches Landesmuseum w Ratingen. W 1986 otrzymał w RFN nagrodę Oberschlesischer Kulturpreis. W 1994 powrócił do Polski i zaangażował się w sprawy społeczne Śląska. Kontynuował pracę literacką i publicystyczną. Artykuły, szkice i prozę drukował m.in. na łamach dodatku do „Gazety Wyborczej” — „Katowice” (tu m.in. w 1996–97 komiks pt. Zegarek Jorga Szymały) oraz w miesięczniku „Śląsk” (1998–2000). Pełnił funkcję radnego i przewodniczącego Komisji Kultury i Sportu w Zabrzu. Był pomysłodawcą Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona”, a w 2000 został jego dyrektorem programowym. Angażował się w dialog polsko-niemiecki: w 1996 współzałożył, a następnie przewodniczył Regionalnemu Towarzystwu Polsko-Niemieckiemu z siedzibą w Gliwicach (w 2001 przyjęło jego imię) oraz działał w powstałym w 1998 Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, zrzeszającym stowarzyszenia i związki polsko-niemieckie. Zmarł 11 lutego 2001 w Zabrzu; pochowany tamże na cmentarzu parafialnym przy kościele św. Józefa. W 2001 uhonorowany pośmiertnie Złotym Krzyżem Zasługi, Nagrodą Prezydenta m. Zabrza i Honorową Nagrodą im. W. Korfantego.
TWÓRCZOŚĆ
1. Hotel pod Konfesjonałem. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Daszewski. Zabrze, T. Nowy, Mała Scena 1977. Druk „Nowy Wyraz” 1979 nr 5 s. 50–61.
Wyst. nast.: Katow., T. Nowego Widza 1978. Inf. Autora.
2. Hałdy. (Sztuka w dwóch aktach). „Dialog” 1979 nr 10 s. 5–31. Praprem.: teatr.: Reż.: W. Matuszak. Koszalin, Bałtycki T. Dram. im. J. Słowackiego. Scena Studio. 1980; radiowa: Reż.: S. Bieniasz. Radio 1980.
Wyst. nast.: Reż.: S. Bieniasz. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego, Scena Kameralna 1995.
Nagroda w konkursie na pol. sztukę współcz. ogł. przez Min. Kultury i Sztuki oraz Komitet Organizacyjny Festiwalu Pol. Sztuk Współcz. we Wr. w 1979.
Przekł. słowac.: Odval. Drama w 2 dejstvách. [Przeł.] M. Andráš. Bratislava 1981.
3. Wszystko za nic. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Niedźwiecki. Katow., T. Młodego Widza 1979.
Inf. Autora.
4. Czerwone słoneczko. Sztuka w 2 aktach. Praprem.: Reż.: J. Połoński. Zabrze, T. Nowy 1980.
5. Urlop zdrowotny. (Sztuka w dwóch aktach). „Dialog” 1980 nr 10 s. 5–32. Praprem.: teatr.: T. im. Jana Kochanowskiego w Radomiu 1980; tv: Reż.: K. Kutz. TVP 1981; radiowa: Reż.: W. Maciejewski. Radio 1981.
6. Redakcja. Sztuka w 2 aktach. Powst. 1981.
Wyróżnienie I stopnia w konkursie dramaturgicznym w Sos­nowcu w 1981. Inf. K. Karwata w: S. Bieniasz: Stary portfel i inne utwory dramatyczne, poz. 32.
7. Stary portfel. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1981. Praprem.: Reż.: K. Kutz. TVP 1989. Druk zob. poz. 32.
Emisja zakończonej w 1981 realizacji tv została wstrzymana przez cenzurę.
8. Zgodnie z porządkiem. [Monodram]. Praprem.: Reż.: K. Kutz. Katow., T. Młodego Widza 1981.
Inf. Autora.
9. Ostry dyżur. Opowiadania. Londyn: Pol. Fundacja Kult. 1984, 157 s. Wyd. nast. [Wwa:] Res­publica 1988. Przedr. zob. poz. 11.
Zawartość: Podanie o zezwolenie na życie; Konrad; Recepta; Ostry dyżur; Trzynastego kolejnego miesiąca; Kariera; Tydzień przed wypłatą; Spowiedź; Święty Mikołaj w barze „Bambino”; Strach; Wychowanie dla socjalizmu; Strefa ciemności.
10. Biografia. Sztuka w dwóch aktach. „Dialog” 1990 nr 8 s. 5–40. Praprem.: teatr.: pt. Biografia kontrolowana. Reż.: J. Zegalski. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 1991; radiowa: Cz. 1–3. Reż.: A. Gryzik. Radio 1993. Przedr. zob. poz. 32. Wersja zmien. w jęz. niem. zob. poz. 20, w gwarze śląskiej zob. poz. 21.
Wyst. nast.: Reż.: S. Bieniasz. Zabrze, T. Nowy 1997; Reż. S. Bieniasz. Gliwice, Dom Współpracy Pol.-Niem. 1999.
11. Podanie o zezwolenie na życie. Opowiadania. Gliwice: Wokół Nas 1991, 198 s.
Zawiera opowiadania z poz. 9 [oprócz: Strefa ciemności] oraz nowe: Koniec, początek; Ścigany; Inni ludzie; Klauzura; Patrol; Świadek; Ludzie i szczury; Konspira; Szpotański; Okno; Powrót; Bez absolucji; Pomnik.
12. Rekonstrukcja. [Powieść]. Pozn.: SAWW 1991, 125 s.
13. Ucieczka. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1991, 250 s.
14. W pobliżu Königsallee. Słuchowisko radiowe. „Dialog” 1991 nr 4 s. 34–48. Praprem.: radiowa: Reż.: S. Bieniasz. Radio 1992; tv pt. Niedaleko Königsallee: Reż.: J. Sztwiertnia. TVP 1993. Przedr. zob. poz. 32. Por. poz. 23.
II nagroda w konkursie Programu II Pol. Radia i Rozgłośni w Katow.
15. Nowi. Słuchowisko radiowe w 2 cz. Radio (Katow.) na zlecenie Red. Pol. Deutschlandfunk (Kolonia) 1992.
Inf. K. Karwata w: S. Bieniasz: Stary portfel i inne utwory dramatyczne, poz. 32.
16. Christoph i Jadwiga. (Sztuka w dwóch aktach). Praprem.: Reż.: B. Kasztelaniec. Radio (Katow.) na zlecenie Deutschlandfunk (Kolonia) 1992. Druk „Not. Teatr.” 1993 nr 6 s. 79–168.
17. Spółka rodzinna. Scenariusz serialu telewizyjnego w 19 odcinkach. Reż.: J. Sztwiertnia (odcinki 1–6, 11–19), J. Dymek (odcinki 7–10). TVP 1994–1995.
18. Sponsor. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Reż.: S. Bieniasz. Radio (Katow.) 1995; teatr.: Reż.: S. Bieniasz. Katow., Górnośląskie Centrum Kultury. Scena 113 1996. Por. poz. 19.
19. Sponsor i jego autor. [Powieść]. Katow.: Książnica 1995, 137 s. Współcz. Proza Pol. Por. poz. 18.
20. [Biografia]. Praprem.: Reż.: S. Bieniasz. Ruda Śląska, Miej. Ośrodek Kultury 1996.
Wersja zmien. w przekł. niem. poz. 10.
21. [Biografia]. Praprem.: Reż.: S. Bieniasz. Ruda Śląska, Miej. Ośrodek Kultury 1997.
Wersja zmien. w gwarze śląskiej poz. 10.
22. Dziewczyna z Banku Prowincjonalnego SA. [Powieść]. Katow.: Książnica 1997, 185 s. Prywatny Detektyw Opowiada, 3.
Podp. pseud.: Michał Bielecki.
23. Niedaleko Königsallee. [Powieść]. Katow.: Książnica 1997, 241 s. Por. poz. 14.
24. Osiedle prominentów. [Powieść]. Katow.: Książnica 1997, 172 s. Prywatny Detektyw Opowiada, 4.
Podp. pseud.: Michał Bielecki.
25. Siostra komandosa. [Powieść]. Katow.: Książnica 1997, 172 s. Prywatny Detektyw Opowiada, 2.
Podp. pseud.: Michał Bielecki.
26. Stara klasa. [Powieść]. Katow.: Książnica 1997, 181 s. Wyd. 2 tamże 2003. Prywatny Detektyw Opowiada, 1.
Podp. pseud.: Michał Bielecki.
27. Górnoślązacy w XX wieku = Oberschlesier im 20. Jahrhundert. [Album]. Teksty: S. Bieniasz, B. Szczech. Red. i dobór fot.: R. Budnik. Przeł. P. Żwak. Gliwice: Wokół nas Rafał Budnik&amp;amp;Marek Kusto 1998, 91 s. Dom Współpracy Pol.-Niem. w Gliwicach, Regionalne Tow. Pol.-Niem. z siedzibą w Gliwicach.
28. Pora zbiorów. Sztuka w 3 aktach. „Dialog” 1998 nr 6 s. 5–35. Praprem.: Reż.: B. Ciosek. Sos­nowiec, T. Zagłębia 1999.
29. Losy Górnoślązaków w dwudziestym wieku. [Szkic]. Gliwice: Dom Współpracy Pol.-Niem. [2000], 22 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 2002, [wyd. 3] 2005.
30. Senator. Sztuka w 2 aktach. Praprem.: Reż.: S. Bieniasz. Zabrze, T. Nowy 2000. Druk zob. poz. 32.
31. Transfer. Komedia w 2 aktach. „Dialog” 2001 nr 10 s. 5–47. Praprem.: tv: Reż.: W. Krzystek. TVP 2002; teatr.: Reż.: B. Wyszomirski. Zabrze, T. Nowy 2009.
32. Stary portfel i inne utwory dramatyczne. Wybór, wstęp i oprac.: K. Karwat. Gliwice: Dom Współpracy Pol.-Niem., Katow.: Bibl. Śl. 2003, 284 s.
Zawartość: K. Karwat: S. Bieniasza ucieczki i powroty [wstęp]. – Stary portfel [poz. 7]; Biografia [poz. 10]; W pobliżu Königsallee [poz. 14]; Niedaleko Königsallee, na Bożywerku; Senator [poz. 30]. – Nadto wykazy utworów i ich realizacji: Monodramy, sztuki teatralne, scenariusze filmowe, słuchowiska radiowe oraz adapt.; Realizacje teatralne, realizacje telewizyjne, realizacje radiowe (wybór). – Nota wydawnicza.
33. Górny Śląsk — świat najmniejszy. Szkice, publicystyka, proza. Wybór, wstęp i oprac.: K. Karwat. Gliwice: Dom Współpracy Pol.-Niem. 2004, 255 s.
34. Naczelnik. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Wortman. Zabrze, T. Nowy 2005.
Nagroda Grand Prix V Festiwalu Dramaturgii Współcz. „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu w 2005.
Nadto, według inf. K. Karwata (we wstępie do: S. Bieniasz: Stary portfel i inne utwory dramatyczne, poz. 32), utwory nieopublikowane znajdujące się w Bibl. Śląskiej w Katow., m.in.: Blemenfeld. Sztuka w dwóch aktach. – Co jest grane? Monodram. – Jorg robi czwarte powstanie. Komedia śląska w dwóch aktach. – Nocny pociąg. Sztuka w dwóch aktach. – Ostatni dzień. Tragikomedia w dwóch aktach. – Ostatnie słowo Medei. Sztuka w jednym akcie. – Po obu stronach kraty. Sztuka w dwóch aktach. – Poranek jest bękartem nocy. Sztuka w trzech aktach. – Terror, śmierć i nadzieja. Sztuka w trzech aktach. – Tłumacz. Albo o Wandzie co chciała Niemca. Sztuka w dwóch aktach. – Transformacja. Sztuka w dwóch aktach. – Urodzaj na truskawki. Monodram. – W górę i w dół. Sztuka w dwóch aktach. – Willa „Concordia”. Scenariusz filmu fabularnego.

Prace redakcyjne:
1. Nowa przedsiębiorczość i nowa klasa średnia w nowych landach niemieckich. [Publicystyka]. Red.: S. Bieniasz, T. Schape. Gliwice: Wokół Nas. Fundacja im. F. Eberta. Biuro na Śląsku 1996, 74 s.
2. Polsko-niemiecka wspólnota losów — uciekinierzy, wysiedleni, wypędzeni w niemieckiej „literaturze wypędzenia” i polskiej literaturze kresowej. Konferencja literacka. Gliwice 21–23 listopad 1996. Red.: K. Karwat, T. Schape, S. Bieniasz. Przeł.: W. Johling, S. Bieniasz. Gliwice: Wokół Nas; Regionalne Tow. Pol.-Niem. [1996], 219 s.
PRZEKŁADY i adaptacje
H. Lipiński-Gottersdorff: Stern der Unglück­lichen. [Powieść]. Przekł. i adapt. radiowa pt. Gwiazda nieszczęśliwych: S. Bieniasz. Reż.: B. Kasztelaniec. Radio (Katow.) na zlecenie Red. Pol. Deutschlandfunk (Kolonia) 1990.
A. Scholtis: Ostwind. [Powieść]. Przekł. i adapt. radiowa w 4 cz. pt. Wiatr od wschodu: S. Bieniasz. Radio (Katow.) na zlecenie Red. Pol. Deutschlandfunk (Kolonia) 1991.
Zob. też Prace redakcyjne poz. 2.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Odrzuceni. Rozm. K. Karwat. „Tak i Nie” 1989 nr 88; Daleko od Śląska. Rozm. M. Oramus. „Czas Krak.” 1991 nr 113; Nie czułem romantyzmu. Rozm. A. Krzemiński. „Polityka” 1991 nr 35; Nie można odejść na zawsze. Rozm. E. Grochowska. „Tryb. Śl.” 1991 nr 20; Na razie jestem wściekły. Rozm. G. Łęcka. „Polityka” 1994 nr 39, przedr. w: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000; Śląska woda. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 1995 nr 128; Integracja wyższego poziomu. Rozm. J. Górdziałek. „Opcje” 1996 nr 2; Żyjemy w tej samej przestrzeni. Rozm. M. Łukowski. „Śląsk” 1996 nr 4; Granica, której nie ma. Rozm. S. Bereś. „Opcje” 2000 nr 6.


 	Bieniasz Stanisław (pseud. Michał Bielecki). Bibliografia podmiotowo-przedmiotowa wydań i artykułów w języku polskim. [on-line] [dostęp 9 stycznia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.biblioteka.zabrze.pl/wp-content/uploads/pages/33–zabrze-i-slask-w-naszych-zbiorach/bibl-stanislaw_bieniasz.pdf.

Ogólne

 	K. KARWAT: Stanisław Bieniasz — śląski los. Zabrze: M-Studio 2011, 77 s. [Tu także dwa teksty S. Bieniasza: Świat najmniejszy; Cud nad Czarnawką].


 	F. NETZ: Wyznania. „Panorama” 1980 nr 8.
 	M. ZIELIŃSKI: Ucieczka przed Polską. „Kultura”, Paryż 1991 nr 6.
 	J. GÓRDZIAŁEK: Wizje pogranicza w pisarstwie S. Bieniasza. „Opcje” 2000 nr 6.
 	K. KARWAT: Bieniasz, czyli Śląsk. „Dialog” 2001 nr 10.
 	J. KIJONKA: Pisarz śląskiego losu. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 38 dod. „Katowice”.
 	J. KUCZERA: List do przyjaciela. S. Bieniasz. „Śląsk” 2001 nr 4.
 	D. LUBINA-CIPIŃSKA. S. Bieniasz. (1950–2001). Piewca losu Górnoślązaków. „Rzeczpospolita” 2001 nr 52.
 	M. SMOLORZ: Przygnieciony Śląskiem. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 33 dod. „Katowice”.
 	K. KARWAT: Czego nauczył nas S. Bieniasz. Wierzył w pojednanie. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 231 dod. „Katowice”.
 	K. KARWAT: Bieniasz oskarża. „Śląsk” 2004 nr 10.
 	J. TERMER: Rozterki emigranta. Bieniasz. W tegoż: Z przełomu wieków, czyli literatury dzień powszedni (1990–2008). Tor. 2009.
 	J. KUCZERA: S. Bieniasz narodził się z teatru. [Wywiad]. Rozm. D. Lubina-Cipińska. „Śląsk” 2011 nr 5.

Hałdy

 	W. NAWROCKI: Interes. Debiut dramaturgiczny. „Tryb. Rob.” 1980 nr 53.
 	M. SZPAKOWSKA: Bieniasz, czyli o pretensji do świata. „Dialog” 1980 nr 10 [dot. też: Urlop zdrowotny].
 	K. MASŁOŃ: Dramat koalkoholizmu. „Rzeczpospolita” 1995 nr 228.

Urlop zdrowotny

 	M. SZPAKOWSKA: Bieniasz, czyli o pretensji do świata. „Dialog” 1980 nr 10 [dot. też: Hałdy].

Stary portfel

 	D. BUCHWALD. „Antena” 1989 nr 16.
 	J. SKWARA: Gorzki chleb. „Ekran” 1989 nr 19.
 	K. KUTZ: „Jak hartowała się stal”. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 40 dod. „Katowice”.

Ostry dyżur

 	S. KOSSOWSKA. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1985 nr z 28 III dod. „Prz. Pol.”.

Biografia

 	K. KUTZ: Górnośląska biografia S. Bieniasza. „Dialog” 1990 nr 8.
 	K. KARWAT: Według Bieniasza. „Panorama” 1991 nr 7.
 	J. SIERADZKI: Dopłata do powrotu. „Polityka” 1991 nr 15.
 	J. SIERADZKI: Life of a self-contained Silesian. „Biography” by S. Bieniasz. „The Theatre in Poland”, Wwa 1991 nr 3.
 	K. KARWAT: „Biografia” po śląsku. „Dz. Zach.” 1999 nr 284.

Rekonstrukcja

 	J. TERMER: Rozterki emigranta. „Nowa Europa” 1992 nr 8.
 	M. ORSKI: Czas rozkładu dominium. „Prz. Powsz.” 1993 nr 1.
 	M. ORSKI: „Rekonstrukcja” po „Ucieczce”. „Opole” 1993 nr 1/2 [dot. też: Ucieczka].

Ucieczka

 	M. PĄKCIŃSKI: Krajobraz po entropii. „Potop” 1991 nr 8/9.
 	M. ORSKI: „Rekonstrukcja” po „Ucieczce.” „Opole” 1993 nr 1/2 [dot. też: Rekonstrukcja].
 	M. ZIELIŃSKI: Ucieczka przed Polską. W tegoż: Ucieczka przed Polską. Kr. 2006.

Sponsor

 	K. KARWAT: PRL-owskie rozrachunki. „Śląsk” 1996 nr 2.

Sponsor i jego autor

 	M. ORSKI: Autor i jego „sponsor”. „Odra” 1995 nr 11.
 	R. BEDNARCZYK: Jak sponsor z autorem. „Śląsk” 1996 nr 9.

Niedaleko Königsallee

 	Z. CHOJNOWSKI: Granice i ograniczenia. „Nowe Książ.” 1998 nr 5.
 	P. MAJERSKI: Heimatlos. „Śląsk” 1998 nr 10.
 	M. ORSKI: W kręgu mitu Königsallee. „Prz. Powsz.” 1998 nr 3.

Pora zbiorów

 	K. KARWAT: Ciche dramaty. „Śląsk” 1999 nr 12.
 	H. WACH-MALICKA: Efekt domina. „Dz. Zach.” 1999 nr 247.

Stary portfel i inne utwory dramatyczne.

 	K. KARWAT: Od „Starego portfela” do „Senatora”. „Śląsk” 2002 nr 2.
 	B. WIDERA: Kogo obchodzi? „Śląsk” 2003 nr 11.

Górny Śląsk — świat najmniejszy

 	B. WIDERA: Biedni ludzie. „Śląsk” 2005 nr 7.

Naczelnik

 	I. KACPRZAK: W życiu jak na scenie. „Dz. Zach.” 2005 nr 257.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2919" title="Krzysztof BILIŃSKI" slug="krzysztof-bilinski">ur. 1962

Pseud.: Bronisław Foszt.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 3 kwietnia 1962 we Wrocławiu; syn Stanisława Bilińskiego, oficera Wojska Polskiego, i Janiny z domu Cybulak, lekarza stomatologa. Uczył się w IX Liceum Ogólnokształcącym im. J. Słowackiego we Wrocławiu. Po zdaniu matury w 1981 podjął studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.); w 1986 uzyskał magisterium na podstawie pracy pt. Techniki perswazyjne w piśmiennictwie religijnym Świadków Jehowy i Adwentystów Dnia Siódmego (promotor prof. Jacek Kolbuszewski). W 1986-89 pracował jako nauczyciel języka polskiego w XIV Liceum Ogólnokształcącym, a następnie do 1990 w II Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu. Debiutował w 1986 wierszem Jesteś Boże zagadką..., opublikowanym w dwutygodniku Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej „Nowe Życie” (nr 3), a w 1988 artykułem pt. Literacka panorama XIX-wiecznego Wrocławia, zamieszczonym w „Gazecie Robotniczej” (nr 152; przedr. „Wieczór Wrocławia” 1992 nr 253). Artykuły i recenzje publikował nadal w „Gazecie Robotniczej” (do 1989) oraz w pismach: „Mariawita” (1989), „Wieczór Wrocławia” (1989-92 ), „Zaranie Śląskie” (1989). Jako badacz debiutował w 1989 artykułem pt. Uwagi o życiu i twórczości ks. Franciszka Statecznego, opublikowanym w „Annales Silesiae” (t. XIX). W 1990 uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy pt. Literackie przejawy modernizmu katolickiego w Polsce. O twórczości Franciszka Statecznego i Antoniego Szandlerowskiego (promotor prof. Jacek Kolbuszewski). W październiku 1990 został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Zakładzie Literatury Polskiej XIX wieku Instytutu Filologii Polskiej UWr. W pracy naukowej zajął się głównie historią literatury polskiej okresu romantyzmu, pozytywizmu i Młodej Polski, a także badaniami dotyczącymi wątków i motywów religijnych ze szczególnym uwzględnieniem motywów biblijnych. Zajmował się również teorią literatury, prowadził badania nad myślą Jurija Łotmana (współpracował z ośrodkiem naukowym w Nitrze) oraz Charlesa Sandersa Peirce’a. Artykuły i studia publikował m.in. w: „Acta Universitatis Wratislaviensis. Prace Literackie” (1992, 1994-95, 1997, 2001-02, 2004, 2008, 2010), „Annales Silesiae” (1992-94, 1998-99), „Ruchu Literackim” (1994-96, 2001), „Śląskich Miscellaneach” (1994-96, 2000), „Mariawicie” (1995-96), „Pracach Polonistycznych” (1995, 1997), „Pamiętniku Literackim” (1996-97), „Przeglądzie Humanistycznym” (1996-97, 1999-2000), „Litterariach” (1997, 1999, 2001-02, 2012), „Poznańskich Studiach Polonistycznych. Seria Literacka” (1997-98), „Warsztatach Polonistycznych” (1998), „Śląsku” (1999, 2000), „Zagadnieniach Rodzajów Literackich” (2001, 2003), „Faktach i Mitach” (2002, 2014; podp. pseud.: Bronisław Foszt), „Signa Temporis” (2005-06, 2009), „Literaturze Ludowej” (2008-09), „Rocznikach Biblijnych” (2010), „Gazecie Wrocławskiej” (2011-13), „Odrze” (2011). W 1999 uzyskał habilitację w zakresie literaturoznawstwa na podstawie rozprawy pt. Biblia i historiozofia. „Kordian” jako synteza wczesnej twórczości Juliusza Słowackiego na Wydziale Filologicznym UWr. Za osiągnięcia naukowe, organizacyjne i dydaktyczne otrzymał czterokrotnie nagrodę Rektora UWr. (1996, 1998, 1999, 2000). W 2002 został profesorem nadzwyczajnym UWr., a w listopadzie 2006 otrzymał tytuł naukowy profesora, po czym w 2008 objął stanowisko profesora zwyczajnego UWr. W 2007-08 razem z Arturem Jemielitą współredagował witrynę internetową Ekumeniczne Wiadomości Starokatolickie CREDO; na portalu tym zamieszczał liczne artykuły i rozprawy. W kwietniu 2008 wszedł w skład komisji do spraw przewodów doktorskich na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jana Palackiego w Ołomuńcu. W październiku 2008 został zatrudniony na stanowisku profesora w Wyższej Szkole Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej, należącej do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego (prowadził zajęcia z zakresu historii filozofii, logiki i teorii poznania, etyki, antropologii kulturowej oraz erystyki i retoryki w punkcie konsultacyjnym w Nysie oraz w Podkowie Leśnej), wchodząc jednocześnie w skład Senatu tej uczelni. W czerwcu 2009 otrzymał honorowy tytuł licencjata teologii adwentystycznej Wyższej Szkoły Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej. W 2009- 13 odbywał studia doktoranckie w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w specjalności teologia porównawcza i ekumeniczna. Podjął współpracę z pismami Kościoła Nowoapostolskiego: „Chleb Żywota” (2009-14; tu w 2013-14 cykl Ideał życia chrześcijańskiego w Listach Apostoła Piotra), „Nasza Rodzina” (2015-16; tu cykl Ideał życia chrześcijańskiego w Listach Apostoła Piotra). W październiku 2011 został kierownikiem Zakładu Historii Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski w Instytucie Filologii Polskiej UWr. W grudniu tegoż roku wszedł w skład Rady Naukowej Instytutu Badań Regionalnych Biblioteki Śląskiej w Katowicach. W maju 2012 na podstawie rozprawy Ideał życia chrześcijańskiego w Listach świętego Piotra uzyskał stopień doktora pedagogiki Uniwersytetu Konstantyna Filozofa w Nitrze. W czerwcu tegoż roku został wykładowcą historii filozofii w internetowej szkole chrześcijańskiej (Old Catholic Church’s Sacred Heart of Jesus Theological Seminary). Został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej (w 1992), Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza (w 1996; w 1996-2002 prezes Oddziału Wrocławskiego; w 1998-2000 członek Zarządu Głównego), Hiszpańskiego Towarzystwa Semiotycznego (AES, w 1996), Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego (w 1999), Karkonoskiego Towarzystwa Naukowego (w 2007) , Kieleckiego Towarzystwa Naukowego (w 2007), Polskiego Towarzystwa Semiotycznego (w 2007). Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Literackie przejawy modernizmu katolickiego w Polsce. O twórczości Franciszka Statecznego, Antoniego Szandlerowskiego i Izydora Wysłoucha. Gdańsk: Marpress 1994, 127 s.
Rozprawa doktorska.
2. Biblia i historiozofia. „Kordian” jako synteza wczesnej twórczości Juliusza Słowackiego. Wr.: Wydawn. UWr. 1998, 214 s. Acta Univ. Wratisl., 2094.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Książka modernistycznego przełomu. W 100-lecie Młodej Polski na Śląsku. Katow.: WBP [Woj. Bibl. Publiczna w Katow.] 1998, 61 s. Ser. Bibliofilska Woj. Bibl. Publicznej w Katow.
4. Modernista w habicie. Ksiądz Franciszek Euzebiusz Stateczny oraz jego pamiętnik. Wr.: Wydawn. UWr. 1998, 154 s. Acta Univ. Wratisl., 2063.
5. „To jest chwila Samsona”. O szacie biblijnej III części „Dziadów”. Wr.: Wydz. Filol. UWr.; „Sudety” 2001, 81 s.
6. Strzępy, szpargały, świstki. [Szkice]. Wr., Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2008, 180 s.
Zawartość: Przedmowa; Funkcja cmentarza w „Chłopach” [W.S.] Reymonta; „Przed sklepem jubilera” Karola Wojtyły – w poszukiwaniu pedagogiki miłości; O poezji religijnej Juliana Tuwima w okresie międzywojennym; „Uspokojenie” Juliusza Słowackiego wśród romantycznych arcydzieł; Poetycki kosmos Tadeusza Micińskiego. (Zarys problematyki); „Listy do młodego nauczyciela” Marii Grzegorzewskiej a rzeczywistość dzisiejszej szkoły i nauczycieli; Problemy komunikacji głuchoniewidomych i ich interpretacja w teorii Maxa Bense’a; Między literaturą i dokumentem – „Niespokojny umysł” Kay Redfield Jamison; Egzystencjalna lektura Jurija Łotmana; Językowy obraz świata w wybranych sektach chrześcijańskich; Kościoły internetowe – cybersacrum XXI wieku; Dyskordianizm [dot. ruchu neopogańskiego]; Przedmowa do publikacji „Chrześcijaństwo unitariańskie”; Kino i religia (Mariola Dopartowa: Czy kino może nawrócić? Wokół Pasji Mela Gibsona. Kr. 2004); Nieznane listy Stanisława Przybyszewskiego do Stefana Zweiga; Przyczynek do recepcji literatury czeskiej w Młodej Polsce; Juliusz Kleiner czyta Henryka Sienkiewicza – impresja; Lęk jako dominanta artystyczna twórczości Augusta Strindberga – rekonesans; „Śiwa Purana” w tłumaczeniu Iwony Szuwalskiej.
7. Ideał życia chrześcijańskiego w Listach świętego Piotra. Podkowa Leśna: Signa Temporis 2013, 91 s.
Rozprawa doktorska obroniona w 2012 na Uniwersytecie Konstantyna Filozofa w Nitrze.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Nieznany pamiętnik ks. Euzebiusza Franciszka Statecznego. „Zaranie Śl.” 1989 nr 2 s. 211-234. – Motyw bitwy legnickiej w literaturze polskiej. „Śl. Labirynt Krajozn.”, Wr. 1991 t. 3 s. 39-47. – Dziewiętnastowieczne śląskie herezje w ich dziejowym rozwoju. „Ann. Silesiae” 1992 s. 53-62. – Echa Swedenborga w twórczości Adama Mickiewicza. W: Księga w 170 rocznicę wydania „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza. Wr. 1993 s. 177-186. – Problematyka śląska w badaniach Stanisława Kolbuszewskiego. W: Stanisław Kolbuszewski (1901-1965). Wr. 1993 s. 93-105. – Fredro-homo religiosus. W: Księga w dwusetną rocznicę urodzin Aleksandra Fredry. Wr. 1994 s. 57-67. – Rosyjskie elegie Adama Mickiewicza. W: Adam Mickevič – v istorii Rossii, Pol’ši i Evropy. Sankt-Peterburg 1994 s. 1-33. – „Szkoła polska gospodarstwa społecznego” Józefa Supińskiego i jej recepcja w pozytywizmie. W: Książka pokolenia. Białystok 1994 s. 65-77. – Monografia Wincentego Ogrodzińskiego o księdzu Franciszku Euzebiuszu Statecznym i jej dzisiejsza ocena. W: Książka polska na Śląsku w latach 1922-1945. Katow. 1995 s. 38-45. – O erotyzmie „Antka” Bolesława Prusa. „Pr. Lit.”. Ser. 50: 1995 s. 91-101. – Krytyczne refleksje o wczesnym pisarstwie Alfreda Szklarskiego. W: Książka na Śląsku w latach 1945-1956. Katow. 1997 s. 323-330. – Liturgia Kościoła ormiańskiego w Polsce w okresie międzywojennym. W: Tekst sakralny. Tekst inspirowany liturgią. Łódź 1997 s. 61-68. – Motyw papieża w „Kordianie” na tle biblijnej historiozofii dramatu. „Pr. Polonist.”. Ser. 52: 1997 s. 179-190. – Norwidowska krytyka negatywnych zjawisk w Kościele. W: Jaki Norwid? Pozn. 1997 s. 179-191. „Pozn. Studia Polonist.”. Ser. Lit., 4. – Swedenborg a „Zdania i uwagi” Adama Mickiewicza. „Prz. Hum.” 1997 z. 2 s. 65-71, przedr. w: Z Bogiem przez wieki. Rzeszów 1998 s. 164-171 . – Swedenborg jako źródło inspiracji twórczej młodego Słowackiego. W: Poetyka przemiany człowieka i świata w twórczości Juliusza Słowackiego. Olsztyn 1997 s. 9-16. – Ślady Swedenborga w „Marii” Antoniego Malczewskiego. W: Antoniemu Malczewskiemu w 170 rocznicę pierwszej edycji „Marii”. Białystok 1997 s. 305-313. – Struktura lirycznego mikrofaktu. „Giacomo Joyce” Jamesa Joyce’a. W: Wokół Jamesa Joyce’a. Kr. [1998] s. 55-61. – Teksty i zewnątrztekstowe struktury artystyczne w ujęciu Jurija Łotmana i próba ich rozwinięcia. W: O interpretácii umeleckeho textu. T. 19. Nitra l998 s. 89-98. – „Aryman i Oromaz” Jana Kasprowicza wobec tradycji polskiego romantyzmu. W: Jan Kasprowicz. W siedemdziesięciolecie śmierci. Olsztyn 1999 s. 87-94. – Biblia i jej znaczenie w „Życiu i przygodach Remusa”. W: „Życie i przygody Remusa” Aleksandra Majkowskiego. Słupsk 1999 s. 93-99. – „Biblia” jako baza kompozycyjna „Kordiana” Juliusza Słowackiego. W: O interpretácii umeleckeho textu. T. 21. Nitra 1999 s. 269-276. – Biblijny obraz Anioła Stróża i Szatana. „Litteraria” 1999 t. 30 s. 5-14. – „Kordian” i szatańska wizja dziejów. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1999 nr 34 s. 33-44. – Kto to jest Mike W. Kerrigan? O powieściach sensacyjno-kryminalnych Andrzeja Wydrzyńskiego. W: Książka na Śląsku 1956-1989. Katow. 1999 s. 325-332. – Pragmatyzm w semiotycznym ujęciu Charlesa Sandersa Peirce’ a. W: O interpretácii umeleckeho textu. T. 20. Nitra 1999 s. 135-144. – Sądy Piotra Chmielowskiego o Stanisławie Przybyszewskim. W: Piotr Chmielowski i Antoni Gustaw Bem. Częstochowa 1999 s. 153-159. – Utwory mistyczne Adama Mickiewicza. „Czasop. Zakładu Nar. im. Ossolińskich” 2000 z. 11 s. 43-53. – Cykl „Nad głębiami” Adama Asnyka jako filozofia rozpisana na głosy. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 621-629. – Dramaty Antoniego Szandlerowskiego – w poszukiwaniu młodopolskiego Fausta. W: Postacie i motywy faustyczne w literaturze polskiej. T. 2. Białystok 2001 s.101-110. – Leonard i nowa religia rewolucji. W: Zygmunt Krasiński – nowe spojrzenia. Tor. 2001 s. 251-258. – „Lucifer” Tadeusza Micińskiego jako poetycka gra znaczeń. W: O interpretácii umeleckeho textu. T. 23. Nitra 1999 s. 9-17. – Mikrokosmos Słowackiego. W: „Do poezji mam, jak sądzę, prawo”. Kielce 2001 s. 44-51, przedr. „Litteraria” 2002 t. 33 s. 45-51. – Motywy biblijne w „Klątwie” Stanisława Wyspiańskiego. W: Wyspiański. Siedlce 2001 s. 361-371. – „Biblia” Słowackiego. Mistyczne prolegomena. W: Juliusz Słowacki. Wyobraźnia i egzystencja. Słupsk 2002 s.123-132. – Nietzsche a Kasprowicz. W: Friedrich Nietzsche i pisarze polscy. Pozn. 2002 s. 17-32. – Pijany „Przybysz” [S. Przybyszewski], czyli u źródeł (auto)legendy. W: Używki w literaturze. T. 2. Od Młodej Polski do współczesności. Gdańsk 2002 s. 33-39. – Dwie estetyki Norwida. („Piękno” i „Piękno-czasu” ). W: Czytając Norwida 2. Słupsk 2003 s. 111-116. – Zwischen Postmoderne, Kommunitarismus und analytischer Philosophie – Humanistik auf der Suche nacht ihren Rechten. „Orbis Linguarum” 2003 vol. 24 s. 81-88. – Anioły Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W: Anioł w literaturze i w kulturze. [T.] 1. Wr. 2004 s.146-152. – Cześć dla umarłych w nauczaniu Andrzeja Frycza Modrzewskiego. W: Dziedzictwo Andrzeja Frycza Modrzewskiego w myśli humanistycznej. T. 2. Tor. 2004 s. 636-644. – Hermann Hesse i szwajcarska tożsamość. W: Ta Szwajcaria to nie Szwajcaria. Wr. 2004 s.19-28. – Norwid jako translator „Psalmu LXXXIX”. „Pr. Lit.” 2004 nr 44 s. 69-77. – Russkaâ literatura w pol’skoj srednej škole. „Problemy sučasnogo lìteraturoznavstva”, Odessa 2004 [z.]13 s. 152-157. – Tołstoizm i jego odzew w modernizmie i Młodej Polsce. W: Bizancjum – prawosławie – romantyzm. Tradycja wschodnia w kulturze XIX wieku. Białystok 2004 s. 613-620. – Wybrane aspekty folkloru chilijskiego w pamiętnikach Ignacego Domeyki. W: Wokół reportażu podróżniczego. [T.] 1. Katow. 2004 s. 98-106. – Apokalipsa według Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W: Konstanty Ildefons Gałczyński znany i nieznany. Katow. 2005 s. 56-65. – Bronisław Chlebowski jako krytyk literacki. Zarys problematyki. W: Polska krytyka literacka w XIX wieku. Tor. 2005 s. 335-342. – „Irydion” Zygmunta Krasińskiego – tragizm uwikłany w chrześcijańską metafizykę. W: Problemy tragedii i tragizmu. Białystok 2005 s. 543-549. – Motywy biblijne w poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (1923-1946). W: Dzieło i życie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. T. 2. Kr. 2005 s. 447-454. – Polemika i tradycja. Młodopolski spór o romantyzm. W: Więzy tradycji. Bielsko-Biała 2005 s.165-170. – Tematy religijne w „Literaturze Słowiańskiej“ Adama Mickiewicza. „Signa Temporis“ 2005 nr 9 s. 161-172. – Biblia i jej prezentacja w szkole średniej. W: Język. Szkoła. Religia. Pelplin 2006 s. 17-27. – Jurij Łotman – między globalizacją i semiotyką. W: Literatura i wyobraźnia. Wr. 2006 s. 415-420. – Kult Mickiewicza we wspomnieniach Stanisława Przybyszewskiego. W: W cieniu Mickiewicza. Katow. 2006 s. 329-335. – Mariawityzm wobec tekstu Apokalipsy. W: Apokalipsa. Symbolika, tradycja, egzegeza. T. 1. Białystok 2006 s. 99-107. – Wybrane aspekty protestanckiego piśmiennictwa śląskiego. W: Mikołaj Rej i dziedzictwo Reformacji w Polsce. Kr. 2006 s. 103-112. – Mistyczny obraz rzeczywistości? „Śniła się zima...” Adama Mickiewicza. W: Światło w dolinie. Białystok 2007 s. 339-345. – O specyfice karaimskiej w „Meirze Ezofowiczu” Elizy Orzeszkowej. „Alm. Karaimski”, Wr. 2007 t. 1 s. 43-52. – Existential reading of Yuri Lotman. W: Convergences and divergences of existential semiotics. Nitra 2007 s. 69-75. – Dolnośląski czas autora „Kordiana” i jego utworów. „Pastereczka z Pornic” – karkonoski epizod Juliusza Słowackiego. W: Księga X- lecia Kolegium Karkonoskiego. Jelenia Góra 2008 s. 203-209. – Refleksje o podstawach programowych ruchów neopogańskich. „Państ. i Społ.” 2008 nr 4 s. 55-63. – Czy potrzebna jest nowa edycja dzieł Juliusza Słowackiego? W: Przez gwiazdy i błękit jestem z Wami. Przemyśl; Rzeszów 2009 s. 135-141. – Kazania genezyjskie Juliusza Słowackiego jako forma przekazu mistycznego. W: Od oświecenia ku romantyzmowi i dalej… Cz. 3. Autorzy – dzieła – czytelnicy. Katow. 2009 s. 42-49. – Mistyczna droga Marii Franciszki Kozłowskiej. Przyczynek do biografii duchowej. „Filoz. Religii” 2009 t. 5 s. 167-175. – Modernistyczne dylematy Andrzeja Buzka. W: Krytyka literacka na Śląsku. Katow. 2009 s. 54-61. – Obraz świata kreowany w publikacjach wybranych sekt chrześcijańskich. W: Ideologie codzienności. Wr. 2009 s.189-197. – „Biblia” w poemacie Mikołaja Kopernika „Septem sidera”. „Pr. Lit.” 2010 nr 50 s. 5-13. – Deficyty badań śląskoznawczych w zakresie literaturoznawstwa. W: Deficyty badań śląskoznawczych. Katow. 2010 s. 47-56. – Mariawici płoccy wobec polityki PRL w latach 1964-1966. W: Władze Polski Ludowej a mniejszościowe związki wyznaniowe. T. 3: Wwa; Katow. 2010 s. 103-115. – Motywy biblijne w lirykach genezyjskich Juliusza Słowackiego. „Zesz. Wydz. Humanist. Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze” 2010 nr 4 s.75-84. – Próba oceny biblijnych dramatów Fryderyka Hebbla. W: Śladami romantyków. Wwa 2010 s. 333-343. – Historycyzm jako próba oceny Kościoła w Młodej Polsce. W: Liber amicorum professoris Ioannis Malicki. Katow. 2011 s. 54-61. – Jan Paweł II „Pamięć i tożsamość”. O soteriologicznej funkcji etyki i polityki. W: Idee i wartości. Humaniora Jana Pawła II. Kielce 2011 s. 29-45. – Michał Archanioł w gnostycyzmie i tekstach z Nag-Hammadi. W: Michał Archanioł. T. 1. Zagadnienia teologiczne. Marki 2012 s. 293-304. – Modlitwy poetyckie Zygmunta Krasińskiego. „Rocz. Przemyski. Lit. i Język” 2012 z. 2 s. 63-71. – O modernistycznych lirykach Józefa Lebiedzika (1884-1928). W: Przestrzenie kultury i literatury. Katow. 2012 s. 267-275. – Wokół wybranych liryków genezyjskich [J. Słowackiego]. W: Jaki Słowacki? Wr. 2012 s. 137-144, przedr. w: Piękno Juliusza Słowackiego. T. 3. Metamorphosis. Białystok 2015 s. 585-592.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Hiobowie XX wieku. Wspomnienia Świadków Jehowy (Badaczy Pisma Świętego). Wybrał, oprac. i wstępem poprzedził K. Biliński. Wr.: Pagina 1998, 159 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2008.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Wydawn. A Propos 2012, dokument on-line, dostępny w Repozytorium Dokumentów Elektronicznych Bibl. Nar.
2. J.N. Jaroń: Ballada jesienna. Wiersze wybrane. Przygot. do druku i wstępem poprzedzili K. Biliński i J. Lyszczyna. Katow.: Śląsk 1998, 103 s.
3. ’Abd’ul-Bahá: Mowy paryskie. Przemówienia wygłoszone przez ’Abd’ul-Bahę w 1911 roku. Przekł. przejrzał, popraw. i uzup. K. Biliński. Wwa: Wydawn. Bahá’í w Polsce 1999, XIII, 195 s. Wyd. 2 popraw. [Kruszyn Krajeński; Bydg.:] Skonpres 2011, 164 s.
Oryginał w jęz. perskim, tłum. z jęz. ang.
4. K. Negius: Kazania polskie. Wybór i wstęp: K. Biliński, D. Rott. Oprac. i posł.: I. Kaczmarzyk. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia”; Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej 2001, 46 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 9.
Druk z okazji IV Dialogów Poezji i Muzyki „Plesna Civitas” w Pszczynie. – Dot. ewangelicyzmu augsburskiego.
5. A. Skowroński: Wybór poezji. Oprac. i wstępem poprzedził K. Biliński. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2004, 67 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 17.
6. Z warsztatów badawczych historyków literatury polskiej – Wrocław 2002. Pod red. [i ze wstępem] K. Bilińskiego. Wr.: Dolnośl. Wydawn. Edukacyjne; współpraca Wydz. Filol. UWr. 2004, 176 s.
Materiały konferencyjne.
7. A.E. Odyniec: Wybór poezji. Oprac. i wstępem poprzedził K. Biliński. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2007, 70 s.
8. J. Słowacki: Wybrane liryki genezyjskie. Wybrał, oprac. i podał do druku K. Biliński. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2007, 68 s.
Adaptacja
1. J. Słowacki: Samuel Zborowski. Akt V. Reż.: W. Rubin. [Tekst przygot.:] K. Biliński. Wyst. jako sztuka czytana: Wr.,T. Pol. (Scena Kameralna) 2009.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015, 2016.
 	Wywiady: Świadkowie Jehowy – ofiary totalitarnych reżimów. Rozm. A. Boczek. „Kształty” 2008 nr 1.

Biblia i historiozofia

 	M. INGLOT. „Pam. Lit.” 1999 z. 4.

Książka modernistycznego przełomu

 	M. KWAŚNIEWICZ: Młoda Polska na Śląsku. „Śląsk” 1999 nr 2.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2921" title="Piotr BRATKOWSKI" slug="piotr-bratkowski">ur. 1955

Poeta, prozaik, publicysta, krytyk literacki i muzyczny, tłumacz.

Pseud.: Agnieszka Lwowska; Jan Marcinkowski; Marek Mokotowski, Tadeusz Gaz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, PRZEKŁADY, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 kwietnia 1955 w Warszawie, syn Jana Bratkowskiego, aktora i reżysera, oraz Anny z domu Karczewskiej (pierwotne imię i nazwisko: Margita Heilpern, zmienione w czasie okupacji), dziennikarki. Od 1969 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie; w 1973 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutował w 1972 wierszami wygłoszonymi w Teatrze Stara Prochownia, jako przerywnik w monodramie Wojciecha Siemiona Jak to było naprawdę, a w 1974 w druku, jako autor artykułu dotyczącego Andrzeja Bursy pt. Opowiedzieć świat od początku, wydrukowanego na łamach czasopisma „Kulisy” (nr 46). W 1974 był współzałożycielem a następnie członkiem efemerycznej grupy poetyckiej Argo (istniała do początku 1975), a w 1975 członkiem grupy poetyckiej „Moloch”. W 1977 uzyskał magisterium, po czym studiował filozofię na UW. Wiersze, artykuły drukował m.in. na łamach czasopism „Nowy Wyraz” (1976–77), „Literatura” (1977–89, z przerwami, tu m.in. w 1983–89 cykl felietonów o muzyce rockowej pt. Prywatna taśmoteka), „Radar” (1982–84), „Tygodnik Kulturalny” (1986–88). Współpracował z czasopismami wychodzącymi poza oficjalnym obiegiem; m.in. z pismami „Puls” (1978–79; pod pseud. Agnieszka Lwowska), „Zapis” (1979; pod pseud. Marek Mokotowski), „Wezwanie” (1982, 1984, też pod pseud. M. Mokotowski), „Tygodnik Mazowsze Solidarność” (1984, 1986; też pod pseud. M. Mokotowski, Jan Marcinkowski) i „bruLion” (1989) oraz anonimowo z „Nowym Zapisem” i „Kulturą Niezależną” jako autor kroniki wydarzeń. W 1980 został przewodniczącym Koła Młodych przy Oddziale Warszawskim ZLP. W tymże roku należał do interdyscyplinarnej grupy Ruch Artystyczny „Świat”. W 1989 został członkiem SPP i wszedł do pierwszego zarządu Stowarzyszenia, początkowo pełniąc funkcję zastępcy sekretarza, a następnie zastępcy skarbnika. W 1990–93 z ramienia Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” pełnił funkcję radnego warszawskiej dzielnicy Żoliborz. W 1990–91 był członkiem Rady Krajowej Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna (ROAD), a po rozpadzie tej partii członkiem zarządu i rzecznikiem Ruchu Demokratyczno-Społecznego (RD-S; 1991-92). Wiersze, recenzje i artykuły drukował w następnych latach m.in. na łamach czasopisma „Po prostu” (1990), „Krzywe Koło Literatury” (1991). W 1991 był redaktorem naczelnym dwutygodnika młodych „Atak” (wyszły dwa numery), a w 1992 sekretarzem redakcji „Obserwatora Codziennego” (ukazywał się od lutego do maja). W 1992 podjął pracę jako dziennikarz w „Gazecie Wyborczej” (okresowo pełnił funkcję zastępcy redaktora działu publicystyki, a następnie redaktora dodatku książkowego); liczne artykuły i recenzje ogłaszał w wydaniu głównym i w dodatkach „Gazeta o Książkach” (1993–95), „Książki” (1996–2002) i „Wysokie Obcasy” (1999–2002); w 1997–2002 i 2014–16 wchodził w skład jury Nagrody Literackiej Nike. W 1992–93 pełnił funkcję doradcy prezesa Komitetu ds. Radiofonii i Telewizji. Od 2002 (z roczną przerwą w 2005/2006, kiedy pracował jako publicysta „Rzeczpospolitej”) związany był z tygodnikiem „Newsweek”; m.in. kierował tu działem społecznym, był publicystą działu kulturalnego, a od 2011 redaktorem działu kultury. W 2004 został współzałożycielem Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” i do 2015 był jurorem Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej lub sensacyjnej przyznawanej przez to Stowarzyszenie. W 2004–05 drukował na łamach pisma „Lampa” m.in. cykl felietonów o muzyce pt. Prywatna taśmoteka, a następnie w 2005–06 na tematy różne pt. Instytut Pamięci Osobistej. W 2010 otrzymał nagrodę Pikowy Laur, przyznawaną przez Polską Izbę Książki za najlepsze prasowe publikacje promujące czytelnictwo.

W 1989 zawarł związek małżeński z Martą z domu Łataś, dziennikarką. Ma dwóch synów: Marka (ur. 1982) i Marcina (ur. 1991). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wiersze, wiersze, wiersze. [Wwa:] Studencka Ofic. Wydawn. Sowa, UW 1981, 24 s.
Tytuł tomiku podany w nocie o autorze: Uniwersytet.
2. Strefa skażeń. Wiersze P. Bratkowski. Grafika: P. Młodożeniec. Wwa: MAW 1983, 66 s. Debiut.
Cykle: Pluralis; Dualis; Singularis.
3. W stanie wolnym. [Powieść]. Kr., Wr.: WL 1983, 152 s.
4. Nauka strzelania. Poezja miasta. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1990, 59 s. Poezja Szybkiej Obsługi, 8.
5. Prywatna taśmoteka, czyli słodkie lata 80. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2003, 207 s.
Felietony nt. muzyki rockowej drukowane w latach 1983–1989 na łamach czasopisma „Literatura”; tu także wywiad z P. Bratkowskim.: „Dwadzieścia lat później…”. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. – Nagroda Artyst. im S. Wyspiańskiego w 1989.
6. Wiersze stare i nowe. Wybrał M. Stefański. Wwa: Oficyna 21 2003, 40 s.
7. Dziwny, dziwny, dziwny. [Wywiad rzeka; autorzy:] T. Lipiński, P. Bratkowski. Wwa: The Facto 2015, 300 s.
Rozmowa P. Bratkowskiego z muzykiem rockowym T. Lipińskim.
PRZEKŁADY
1. P. Cheyney: Amerykanin w Londynie. [Powieść; współwyd. z:] I. Fleming: Ośmiornisia. [Przeł.:] Z. Andrzejewski; E. Ness, O. Fraley: Nieprzekupni. [Przeł.] S. Plebański. Wwa: Mies. Lit.-Społ. Literatura 1989, 175 s.
Przekład P. Bratkowskiego podp. pseud.: Tadeusz Gaz.
2. T. Mason: Pasja milionów. Piłka nożna w Ameryce Południowej. Gdańsk: Marabut 2002, 221 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: zob. Twórczość poz. 5.

Strefa skażeń

 	J. TULIK: „…zaczyna się poezja”. „Życie Lit.” 1984 nr 27.
 	M. MALESSA: Podróż poza granice samotności. „Nowe Książ.” 1985 nr 1.
 	W. FUŁEK: Prawo do wiersza. „Integracje” 1987 nr 23.

W stanie wolnym

 	J. CIEĆKIEWICZ: Gra w pustkę. „Mies. Lit.” 1984 nr 10.
 	M. ŁUKASZEWICZ. „Literatura” 1984 nr 6.
 	A. NOWAKOWSKI: Gra w domino. „Nowe Książ.” 1984 nr 6.
 	A. STANISZEWSKI: Debiut: W stanie wolnym. „Życie Lit.” 1984 nr 16.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Nikczemna kondycja młodego pisarza. „Radar” 1984 nr 9.
 	J. BOLEK: Między nami literatami. „Tu i Teraz” 1985 nr 4.
 	M. ORSKI: Wolny stan prozy. „Twórczość” 1985 nr 2.
 	T. BŁAŻEJEWSKI: Literatura jako sprawność. W tegoż: Rysopis. Łódź 1987 [dot. m.in. P. Bratkowskiego].

Nauka strzelania

 	M. CZUBAJ: Post punk (ba)rock. „Słowo” 1991 nr 19.
 	P. NOWACZYK: Schrypnięty Dylan zagłusza słowiki. „Krzywe Koło Literatury” 1991 nr 4.
 	L. ŻULIŃSKI: Światełko w tunelu. „Literatura” 1991 nr 6.
 	T. OLSZEWSKI: Za szybko. „Nowe Książ.” 1992 nr 2/3.

Prywatna taśmoteka, czyli słodkie lata 80

 	R. SANKOWSKI: Parada wspomnień. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 231.
 	L. BUGAJSKI: Wśród czasopism. „Twórczość” 2004 nr 1.
 	W. FUŁEK: Między buntem a rozpaczą. „Topos” 2004 nr 3/4. [dot. m.in. P. Bratkowskiego].

Wiersze stare i nowe

 	J. KLEJNOCKI: Sonet o Oleksym. „Polityka” 2003 nr 29.
 	W. KOT: Drzazga buntu. „Newsweek Polska” 2003 nr 26.
 	A. POPRAWA: Sceptycyzm i jakaś czułość. „Nowe Książ.” 2003 nr 11.

Dziwny, dziwny, dziwny

 	R. SANKOWSKI: Spowiedź ulicznika z dobrego domu. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 103.
 	W. FUŁEK. „Topos” 2016 nr 2.
</document>
<document nplp_id="2923" title="Marzena BRODA" slug="marzena-broda">ur. 1965

Poetka, prozaik, autorka sztuk teatralnych.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, PRZEKŁADY, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 27 lutego 1965 w Krakowie. W 1985 debiutowała wierszem pt. Cisza zestarzała się…, opublikowanym na łamach pisma „Życie Literackie” (nr 17). W tymże roku należała do grupy poetyckiej „Akwarium”, która powstała przy Klubie Literackim Oddziału Krakowskiego ZLP. W 1990–2000 mieszkała w Stanach Zjednoczonych, a następnie przez krótki czas w Niemczech. Kontynuowała twórczość literacką. Wiersze, prozę, recenzje drukowała m.in. na łamach czasopism „Odra” (1988–97, z przerwami), „Kultura” (Paryż, 1990, 1996–97), „Zeszyty Literackie” (1990–98, z przerwami), dodatku nowojorskiego „Nowego Dziennika” „Przegląd Polski” (1991–97, z przerwami). W 1997 została członkiem SPP. W 2000 wróciła do Polski. W 2002/2003 prowadziła zajęcia z twórczego pisania na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 2005 wspólnie z Katarzyną Kasicą założyła Teatr Skaza działający przy Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. W 2006 była stypendystką Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wiersze, prozę i recenzje drukowała w tym czasie nadal w miesięczniku „Odra”, a także w „Kwartalniku Artystycznym” (od 1999), „Res Publice Nowej” (1997–2000), „Twórczości” (2007–12), „Pograniczach” (2004, 2007, 2012). W 2009 została członkiem Polskiego PEN Clubu. Mieszka w Krakowie i w Beskidach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Światło przestrzeni. [Wiersze]. Kr.: OL 1990, 43 s.
Nagroda im. K. Iłłakowiczówny w 1991.
2. Cudzoziemszczyzna. [Wiersze]. Pozn.: a5 1995, 74 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 19.
Prywatna nagroda S. Barańczaka w 1998.
3. Nie dotykać Normana Hammera, czyli Krótka historia ucieczki w głąb siebie. [Powieść]. Wwa: Muza 2004, 153 s.
4. Skaza [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2004 nr 1 s. 52–77. Praprem.: teatr.: Reż.: K. Kasica. Łódź, Mała Scena T. Studyjnego PWSFTviT 2004; tv: Reż.: M. Wrona. TVP 2005.
Wyst. nast.: Reż.: E. Wyskoczyl. Tarnowskie Góry, T. Za lustrem 2006.
II Nagroda na Festiwalu Interpretacje Reżyserskie w Katow. w 2005, nagroda na VI Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP „Dwa Teatry” w Sopocie w 2006.
5. Luka. [Powieść]. Pozn.: Rebis 2005, 127 s. Salamandra.
6. Prawo brzoskwinki do gromu. [Wiersze]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2008, 95 s. Bibl. Arkadii — pisma katastroficznego, t. 30.
7. Zwykłe rzeczy. [Wiersze]. Wwa: Nisza 2013, 48 s.
PRZEKŁADY
Przekłady utworów M. Brody w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a new Poland. [Przeł.] K. Lars [i in.]. London 1993; Amber aglow. An anthology of contemporary Polish women’s poetry. [Przeł.] R. Grol. Austin, TX 1996; Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór i red.:] K. Koracik. Buffalo, New York 2015. – franc.: Poèsie. Panorama de la Litterature Polonaise [Wybór:] K. Dedecius. Paris, [Montricher] 2000, — hiszp.: Poesía a contragolpe. Antologia de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012; El cerezo crece… [Red.:] J. Guatelli-Tedeschi, J. Nawrot, M. Sosiński. Granada 2015. – niem.: Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. [Red.:] K.-D. Sommer. Göttingen 1995; Poesie. [Oprac. i przekł.:] K. Dedecius. Zürich 1996; Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. Anthologie = Kochać to co niewidzialne. Nowa poezja polska. [Wybór i posł.:] D. Daniewicz-Kerski. Köln [1998], — szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Oprac.:]. I. Grönberg. Stockholm 2003, — rum.: Lirica feminină poloneză. Antologie. [Przeł.] N. Mareş. [Bucureşti] 2016., — włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Literackie molestowania. Rozm. R. Lenart. „Doza Kult.” 2004 nr 12/13; Po „Skazie”. Rozm. D.J. Cirlić „Dialog” 2004 nr 1; W każdym z nas drzemie Norman Hammer. Rozm. K.R. Jaśkiewicz. „Not. Wydawn.” 2004 nr 7/8; Brutalność świata w klasycznych normach. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2005 nr 77 [dot.: Nie dotykać Normana Hammera]; Wolność może być żywiołem. Rozm. M. Kornatowska. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2005 nr z 3 V dod. „Prz. Pol.” [dot.: Nie dotykać Normana Hammera]; Zrujnowny świat molestowanych. Rozm. M. Piwowar. „Rzeczpospolita” 2005 nr 247 [dot.: Skaza].

Światło przestrzeni

 	M. KRAJEWSKI: Przereklamowany debiut. „Czas Kult.” 1991 nr 29/ 30.
 	I. MISIAK: Słońce jest poza światem, który trzymasz w dłoniach. „Zesz. Lit.” 1991 z. 35.
 	K. PIEŃKOSZ: Zimne światło. „Literatura” 1991 nr 7.

Cudzoziemszczyzna

 	M. BARAN: Poezja neurotycznych żywiołów. Kilka zapewne zbyt osobistych notatek. „Życie Warsz.” 1996 dod. „Ex Libris” nr 94.
 	G. BORKOWSKA: Pierścień Saturna. „Res Publica Nowa” 1996 nr 5.
 	M. DZIEŃ: „Cudzoziemska” samotność. „Kwart. Artyst.” 1996 nr 3.
 	J. KLEJNOCKI: Pan Cogito w poszukiwaniu przepaści. „Nowy Nurt” 1996 nr 6, polem.: J. MIKOŁAJEWSKI: Krytyk w poszukiwaniu młotka. „Nowy Nurt” 1996 nr 10.
 	M. PISARSKI: …aby w ciemnościach było jaśniej. „Czas Kult.” 1996 nr 2.
 	W. WANTUCH: Swojskość czy cudzoziemszczyzna. „Nowe Książ.” 1996 nr 5.

Nie dotykać Normana Hammera, czyli Krótka historia ucieczki w głąb siebie

 	I. POPRAWA: Być — albo? „Nowe Książ.” 2004 nr 9.
 	A. MADALIŃSKI: W drodze do siebie. „Twórczość” 2005 nr 1.
 	J. ROSTROPOWICZ CLARK: Nie dotykać Normana Hammera. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2005 nr z 13 V dod. „Prz. Pol.”.
 	T. ŻYLSKI: Zły dotyk boli [on-line] [dostęp 8 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/zly-dotyk-boli/m2vs8.
 	Zob. też Wywiady.

Skaza

 	B. ŻURAWIECKI: Arizona dream. „Dialog” 2004 nr 1 [dot. też: J. Purzycki: Kufehek].
 	I. CZAPSKA: Smutny koniec bajki. „Życie Warsz.” 2005 nr 130.
 	R. PAWŁOWSKI: Niezwykle przejmujący thriller rodzinny. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 248.
 	K. TARAS: Chciałabym, aby byli zbawieni. „Didaskalia” 2005 nr 70.
 	Zob. też Wywiady.

Luka

 	M. CUBER: Bo to jest w miłości najstraszniejsze. „Nowe Książ.” 2005 nr 12.
 	I. IWASIÓW: O „Luce” M. Brody. „Zadra” 2005 nr 3.
 	A. MARCHEWKA: Cierpienie młodego Bernarda. „Lampa” 2005 nr 11.
 	A. MASSÉ. „Rzeczpospolita” 2005 nr 254.
 	T. MISIEWICZ: Ku chwale miłości. „Czas Kult.” 2005 nr 6.
 	M. STUCH: Romantyczne uczucia i bohaterowie. „Gaz. Krak.” 2005 nr 277.
 	A. NĘCKA. „FA-art” 2006 nr 1/ 2.

Prawo brzoskwinki do gromu

 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XL). „Zesz. Lit.” 2008 nr 103 [dot. m.in. M. Brody].
 	J. DRZEWUCKI: Prawo brzoskwinki do gromu. „Książ. Mag. Lit.” 2009 nr 1.
 	W. KLERA: Samotność w naturze. „Pogranicza” 2009 nr 1.
 	J. ZIELIŃSKI: Groźna ćma. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2009 nr z IX dod. „Prz. Pol.”.
 	I. MIKRUT: Ziarnko lodu. „Śląsk” 2010 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: Czytanie wiersza, czytanie człowieka. W tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015 [dot. wiersza: Oda do obłoku].

Zwykłe rzeczy

 	A. KAŁUŻA: Po zamęcie. „Nowe Książ.” 2013 nr 9.
 	K. LISOWSKI: Zwykłe rzeczy M. Brody. „Mies. Kr.” 2013 nr 9.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2925" title="Jacek BRZOZOWSKI" slug="jacek-brzozowski">1951-2017

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 lutego 1951 w Łodzi; syn Leszka Brzozowskiego, inżyniera budowlanego, i Marii z Okulewiczów, bibliotekarki. Uczęszczał do XXVIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Po zdaniu matury rozpoczął w 1969 studia z zakresu inżynierii chemicznej na Politechnice Łódzkiej; w połowie semestru letniego studia przerwał. Od 1970 studiował filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ). W 1975 otrzymał magisterium i rozpoczął pracę jako nauczyciel akademicki w Instytucie Filologii Polskiej UŁ. Debiutował artykułem pt. O symbolizmie „środka” i tragicznej wizji świata Tadeusza Różewicza, opublikowanym w 1977 na łamach pisma „Prace Polonistyczne” (ser. 33). W 1976 odbył całoroczną służbę wojskową w ramach szkolenia oficerów rezerwy. W 1978–80 był na stażu naukowym w Pracowni Poetyki Historycznej Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie, początkowo pod kierunkiem prof. Janusza Sławińskiego, a następnie prof. Michała Głowińskiego. W 1984 otrzymał na UŁ tytuł doktora na podstawie rozprawy pt. Muzy w poezji polskiej. Dzieje toposu do przełomu romantycznego (promotor prof. M. Głowiński). W swojej pracy naukowej zajął się historią literatury polskiej XIX i XX w., historią literatury powszechnej i edytorstwem tekstów romantycznych, w tym utworów Juliusza Słowackiego. Od 1990 brał udział w pracach Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Łodzi; od 1995 pełnił funkcję przewodniczącego tego Komitetu. W 1993–2011 współpracował z Radiem Łódź: wspólnie z Joanną Sikorzanką prowadził cykl programów komentujących wiersze słuchaczy pt. Do piór, przygotowywał także cykliczne audycje poświęcone m.in. późnej twórczości Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego; współorganizował oraz pełnił funkcje jurora w konkursach poetyckich, a następnie współredagował z J. Sikorzanką tomiki poetyckie prezentujące wiersze wyróżnione oraz niektóre z nadesłanych na konkurs. W 1997–2000 prowadził wykłady dla nauczycieli w ramach afiliowanego przez IBL PAN, a finansowanego przez Fundację Batorego programu „Kształcimy Elity Nauczycielskie”. W 1999 był członkiem Komitetu Obchodów 150 rocznicy śmierci Juliusza Słowackiego. W 1999 habilitował się na UŁ, przedkładając rozprawę Odczytywanie znaczeń. Studia o poezji Mickiewicza. W 2001–10 współpracował z „Zeszytami Szkolnymi”; prowadził tu rubrykę Czas na wiersz. Wchodził w skład rad naukowych pism „Sztuka Edycji”, „Studia Norwidiana” i „Czytanie Literatury”. Szkice i artykuły drukował na łamach m.in. „Prac Polonistycznych” (1994, 1997, 2003), „Rocznika Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” (1996, 1999, 2006) i „Pamiętnika Literackiego” (2008–2014, z przerwami). W 2002–05 sprawował funkcję prodziekana Wydziału Filologicznego UŁ do spraw studiów filologii polskiej, bibliotekoznawstwa, kulturoznawstwa i filologii słowiańskiej. W 2003–07 kierował Zakładem Poezji XIX i XX wieku Katedry Literatury Romantyzmu, Dwudziestolecia Międzywojennego i Literatury Współczesnej UŁ. W 2004–09 był ekspertem Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej. W 2007–10 wchodził w skład Rady Naukowej IBL PAN. W 2008 otrzymał tytuł naukowy profesora. W tymże roku został kierownikiem Katedry Literatury i Tradycji Romantyzmu UŁ. Pięciokrotnie wyróżniony nagrodą dydaktyczną Rektora UŁ (1978–2005), dziesięciokrotnie naukową (1981–2012). Odznaczony Złotą Odznaką UŁ (2004), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2005), Medalem „UŁ w Służbie Społeczeństwu i Nauce” (2008), Medalem Złotym za Długoletnią Służbę (2010).

W 1972 zawarł związek małżeński z Ewą Michałkiewicz, chemikiem (zm. 2011); ma syna Konrada (ur. 1976). Zmarł 18 czerwca 2017 w Łodzi; pochowany tamże na cmentarzu św. Rocha na Radogoszczu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Muzy w poezji polskiej. Dzieje toposu do przełomu romantycznego. Wr.: Ossol. 1986, 272 s., nlb 2 PAN, Komitet Nauk o Literaturze Polskiej. Z prac Katedry Literatury Romantyzmu i Literatury Współczesnej UŁ. Rozprawy Lit., 53.
Rozprawa doktorska.
2. „Pan Cogito” Zbigniewa Herberta. [Studium]. Wwa: Patria 1991, 37 s. Moje lektury, 7. Przedr. zmien. w: Dlaczego Herbert. Wiersze, komentarze, interpretcje. Łódź: Wydawn. UŁ 2004 s. 235–275.
3. Odczytywanie znaczeń. Studia o poezji Mickiewicza. Łódź: Wydawn. UŁ 1997, 217 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Od autora. – Kształt „Romantyczności”. (Glosy do wiersza): 1. „Czekam uwag nad tym wierszykiem”; 2. „Pierwiosnek” czyli martwa mowa; 3. Motto z Szekspira; 4. Zdolny uczeń Jana Śniadeckiego; 5. „Romantyczność” czyli żywa rozmowa; 6. Postscriptum: „Romantyczność” i „Żeglarz”. – O „Ałuszcie w dzień” i krymskim cyklu: 1. Tom „Sonetów”; 2. Opowieść o miłości i poecie zagniewanym; 3. O kompozycji „Sonetów krymskich” i miejscu ałusztańskiego wiersza; 4. Sens poetyckiego wędrowania; 5. „Ałuszta w dzień”. – O „Konradzie Wallenrodzie”, pieśni niepełnej: 1. Krótka historia komentarzy do zakończenia poematu; 2. „Czuły słuchacz”; 3. „Taka pieśń moja o Aldony losach”; 4. Anioł muzyki (i anioł harmonii). – O Prologu „Dziadów” drezdeńskich i jego zagadkowym duchu: 1. Historia Ducha z Prologu w historii literatury; 2. Krótka historia Ducha w drezdeńskim poemacie; 3. Krótka historia Prologu; 4. Portret człowieka zniewolonego; 5. Dlaczego Duch; 6. Postscriptum. – O kilku szczegółach z soplicowskiej garderoby: 1. Kilka słów o pasach; 2. Szafran, jarmułka i kołpak Jankiela.
4. O Mickiewiczu i Słowackim. Cztery szkice. [Autorzy:] J. Brzozowski, K. Poklewska. Łęczyca: Oddz. Tow. Nauk. Płockiego; Miej. Bibl. Publiczna 1999, 48 s.
Tu J. Brzozowskiego: Pan Tadeusz — bohater rzetelnie tytułowy; Zimowa apostrofa w „Panu Tadeuszu” Słowackiego, s. 11–15, 36–48.
5. Program magisterskich studiów polonistycznych (studia stacjonarne). Oprac.: J. Brzozowski. Łódź: UŁ. Wydz. Filol. 2001, 16 s.
6. Program magisterskich studiów polonistycznych (studia stacjonarne) dla studentów II roku filologii polskiej obowiązujący od roku akademickiego 2001/2002. [Oprac.:] J. Brzozowski. Łódź: UŁ. Wydz. Filol. 2001, 14 s.
7. Program magisterskich studiów polonistycznych (studia stacjonarne) dla studentów III roku filologii polskiej obowiązujący od roku akademickiego 2001/2002. Oprac.: J. Brzozowski. Łódź: UŁ. Wydz. Filol. 2001, 13 s.
8. Spis fakultatywnych wykładów i konwersatoriów dla studentów filologii polskiej w roku akademickim 2001/2002. Oprac.: J. Brzozowski, K. Pietrych. Łódź: UŁ. Wydz. Filol. 2001, 28 s.
9. Odczytywanie romantyków. [1]. Szkice i notatki o Mickiewiczu, Malczewskim i Słowackim. Kr.: Universitas 2002, 288 s. Zob. też poz. 11.
Zawartość: I. Notatki Mickiewiczowskie: Szkic do historii diabłów i szatana; „Litwa” Mickiewicza; Kilka szczegółów z garderoby Soplicowa [poz. 3]; Pan Tadeusz — bohater rzetelnie tytułowy [poz. 4]; Notatki na marginesie „Zdań i uwag”; Liryczna summa tęsknoty i samotności. O wierszu „Gdzie tu mój trup…”; „Jak drzewo przed wydaniem owocu…”; Wypisy. – II. Malczewski: O pacholęciu w „Marii” raz jeszcze. – III. Drobiazgi Słowackiego: Kilka notatek o ironii; O domowych marzeniach mistyka; O „Hugonie”; „Zachwycenie” — uwagi o poetyce wiersza; Uwagi, dla których powodem był wiersz „Daję wam tę ostatnią koronę pamiątek…”; Apostrofa do zimy w „Panu Tadeuszu” [poz. 4].
10. Późne wiersze poetów polskich XX wieku. Dwanaście szkiców i komentarzy. Łódź: Wydawn. UŁ 2007, 190 s.
Zawartość: Od autora. – Kilka uwag o poetyckiej recepcji liryków lozańskich; Bolesław Leśmian: „Niegdyś dom mój ochoczy…”; Ostatni wiersz Juliana Tuwima [dot.: Hołdy]; „Wieczór” Leopolda Staffa; Aleksander Wat: „Wiersz ostatni”; Józef Wittlin: „Przed końcem świata”; Wokół „Czarodziejskiej góry” Czesława Miłosza; Liryki anińskie Mirona Białoszewskiego; W stronę Lozanny. Wisławy Szymborskiej czytanie Mickiewicza; W stronę płaskorzeźby, w stronę ­bieli… Kilka fragmentów o drodze Różewicza do późnych wierszy; Zbigniew Herbert: „Epilog burzy”; Wiersze Starych Poetów „na koniec wieku” [dot. Cz. Miłosza, W. Szymborskiej, Z. Herberta, T. Różewicza]; „Postscriptum”: Usprawiedliwienie.
11. Odczytywanie romantyków. (2). Dwadzieścia dwa szkice i notatki o Mickiewiczu, Słowackim i Norwidzie. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2011, 278 s. Filol. Pol.-UAM w Pozn., 126. Zob. też poz. 9.
Zawartość: Od autora. – Mickiewicz: Jeszcze o bohaterce „Konrada Wallenroda”; Konrad w I scenie „Dziadów” drezdeńskich; Kapral w „Dziadach” drezdeńskich; „Żal rozrzutnika”. Próba lektury; Obraz autora w lirykach lozańskich; Trzy głosy na marginesie wiersza „Snuć miłość…”; Rymy częstochowskie; Mieszkać…, budować…, być. O lozańskim urywku; Nad tekstem wiersza „Ach, już w rodzicielskim domu…”; Mickiewiczowska parafraza Stanisława Barańczaka. – Słowacki: Więcej niż gotycka groza. O „Arabie”; Bajka Grzegorza z I aktu „Kordiana”; „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu” — kilka problemów edytorskich i interpretacyjnych; Notatki do lektury wierszy; Nad wierszem „Anioł ognisty — mój anioł lewy…” O kilku problemach edytorskich; Wokół wiersza „Córka Cerery”; Rysunki Słowackiego; Dwa zapomniane rysunki; Na marginesie jednego epigramatu; Dlaczego Gombrowicz wybrał na bohatera lekcji języka polskiego w „Ferdydurke” wielkiego poetę Juliusza Słowackiego? — Norwid: Za wstęp (Ogólniki) — uwagi o tekście, uwagi o wierszu; Norwid — o artyście (wierszem). Cztery notatki (z epilogiem).
12. [Jedenaście ] 11 szkiców o czytaniu wierszy. Łódź: Primum Verbum 2013, 155 s.
Zawartość: Od autora. – Charles Baudelaire: Albatros; Czesław Miłosz: Sroczość; Miron Białoszewski: Ballada o zejściu do sklepu; Miron Białoszewski: namuzowywanie i muźnięty; Wisława Szymborska: Dwie małpy Bruegla; Wisława Szymborska: Wieczór autorski i Trema; Wisława Szymborska: Uprzejmość niewidomych; Wisława Szymborska: W biały dzień; Wisława Szymborska: Moralitet leśny; Zbigniew Herbert: Brak węzła; Zbigniew Herbert: Pan Cogito.
Przekł. czes. szkicu: Wisława Szymborska: Uprzejmość niewidomych. W: Wisława Szymborska. Tradice-součastnosc-recepce. Materiály z mezinárodni vědecké konference uskutečněné v Ostravě ve dnech 4–5 prosince 2003 u přiležitosci 80. narozenin Wisławy Szymborské. Ostrava 2004.
13. Parerga edytorskie. (Z prac nad tekstami Juliusza Słowackiego). [Szkice]. Łódź: Primum Verbum 2013, 96 s.
Zawartość: „Dawniej myślałem uczynić rzeczy szalone…”. Kilka uwag o idei „Dzieł zebranych” Juliusza Słowackiego; Notatki do lektury wierszy; Przeoczone kopie wierszy; Dwie redakcje „Świąt przyszłych narodowych”; Kilka uwag o raptularzowym czterowierszu; Szukanie grobu.
Artykuły drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.:
Krótka historia zwierząt, które także bywają śmiertelne. „Teksty” 1979 nr 6 s. 171–85 [o epigramach poświęconych śmierci zwierząt]. – Poeta od Muz widziany. „Teksty” 1980 nr 5 s. 63–88, nr 6 s. 79–103. – Szkic do analizy tematycznej twórczości Tadeusza Różewicza. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria” 1981 nr 1 s. 87–120. – Białoszewskiego koncepcja poezji z jego wierszy wypisana. „Łódz. Alm. Młodych” 1988 s. 67–83. – Antyk Herberta. W: Topika antyczna w literaturze polskiej XX wieku. Wr. 1992 s. 89–108, przedr. w: Poznawanie Herberta. 2. Kr. 2000. – Czytanie Tucydydesa. Wokół wiersza „Dlaczego klasycy”. W: Dlaczego Herbert. Łódź 1992 s. 6–23. – Mieszkaniec krainy bez światła. W: Dlaczego Różewicz. Wiersze i komentarze. Łódź 1993 s. 160–173 [dot. wiersza: ***Einst hab ich die Muse gefragt…]. – Milczenie Mickiewicza. „Miscellanea Łódz.” 1993 s. 43–53. – O Prologu „Dziadów” drezdeńskich i jego zagadkowym duchu. W: Diabeł w literaturze polskiej. Łódź 1998 s. 46–88. – Notatki do lektury wierszy Juliusza Słowackiego. „Czasop. Zakładu Nar. im. Ossol.” 2010 z. 20/21 s. 27–45, przedr. w: Jaki Słowacki? Wr. 2012. – „Coś ty Atenom zrobił Sokratesie…” — lekcja tekstu i dwa przyczynki do lektury wiersza [C. Norwida]. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 226–242. – Notatki na marginesie dwóch wierszy Tadeusza Różewicza. „Czytanie Lit.” 2013 nr 2 s. 181–192 [dot.: wierszy: Wrota śmierci; bez tytułu]. – Odnaleziony autograf francuskiego wiersza Juliusza Słowackiego. [Współaut.:] E. Fradois, M. Kalinowska, Z. Przychodniak. „Pam. Lit.” 2014 z. 2 s. 127–145. – Uwagi o tomach trzecim i czwartym „Dzieł wszystkich” Cypriana Norwida. „Studia Norwidiana” 2014 nr 32 s. 233–260. – Świat rzeczy w „Pierścieniu Wielkiej Damy”. „Studia Norwidiana” 2017 T. 35 s. 95-103.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Dlaczego Różewicz. Wiersze i komentarze. Red.: J. Brzozowski i J. Poradecki. Łódź: Wydawn. UŁ. 1993, 173 s.
2. O wierszach Mirona Białoszewskiego. Szkice i interpretacje. Oprac. nauk. i red.: J. Brzozowski. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1993, 127 s.
3. Zaczynając od Miłosza… Antologia wierszy dla licealistów. Ułożyli J. Brzozowski i A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 1993, 139 s.
4. O wierszach Wisławy Szymborskiej. Szkice i interpretacje. Pod red. J. Brzozowskiego. Łódź: Wydawn. UŁ 1996, 130 s.
5. Wiersze Adama Mickiewicza. Analizy, komentarze, interpretacje. Pod red. J. Brzozowskiego. Łódź: Wydawn. W. Grochowalski 1998, 256 s.
6. Szkice o poezji Aleksandra Wata. Pod red. J. Brzozowskiego i K. Pietrych. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1999, 205 s. IBL PAN.
Materiały z konferencji, Łódź, 20–21 V 1998.
7. Z poetyckiego zaklęcia i gusła… Sonety. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1999, 32 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 1.
8. Lecz wspomnienia nie zetrą w popiół obce świty… Wiersze sztambuchowe. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Ofic. Bibliofilów 2000, 28 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 2.
9. Uff, więc się nie skończył świat… Fraszki na koniec wieku. [Antologia]. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Ofic. Bibliofilów 2001, 27 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 3.
10. Rozjaśnianie ciemności. Studia i szkice o Norwidzie. Red.: J. Brzozowski i B. Stelmaszczyk. Kr.: Universitas 2002, 162 s.
11. „Wszystko to być może…”. Bajki. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Ofic. Bibliofilów 2002, 37 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 4.
12. „a tam Mistrz Miron czeka…” Wiersze à la Miron. Red.: J.Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Ofic. Bibliofilów 2003, 36 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 5.
13. Romantycy — fantastyka — podróż. Red. nacz.: J. Brzozowski, B. Stelmaszczyk. Łódź: Łódz. Tow. Nauk. 2003, 318 s. „Pr. Polonist.” Ser. 58.
14. Raz pewnemu mężowi z Krakowa… Limeryki. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Wydawn. Literatura 2004, 31 s.
15. Płynie sobie rzeka. Wiersze dzieci i dla dzieci. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Wydawn. Literatura 2005. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 7.
16. J. Słowacki: Wiersze. Oprac.: J. Brzozowski, Z. Przychodniak. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2005, XXXI, 925 s. UAM
Tekst częściowo równolegle w jęz. ang. i pol., częściowo równolegle. w jęz. franc. i pol.
17. Strużka piasku w klepsydrze… Haiku. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Wydawn. Literatura 2006, 29 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 8.
18. Mickiewicz czytany w szkole. Materiały konferencji naukowej nauczycieli, Łódź 23–25 wrześ­nia 2005. Pod red. J. Brzozowskiego i K. Pietrych. Łódź: Wydawn. UŁ 2007, 135 s.
19. Więc kiedy już ust sennych otworzą się raje… Wiersze miłosne. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Wydawn. Literatura 2007, 31 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 9.
20. Oto właśnie ballada, która o tym opowiada… Ballady. Red.: J. Brzozowski i J. Sikorzanka. Łódź: Wydawn. Literatura 2008. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 10.
21. Pan Cogito po latach. 19 wierszy. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Wydawn. Literatura 2009, 46 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 11.
Na s. red. odmienny tytuł ser.: Ser. Poetycka Radia Łódź. Zawiera prace wyróżnione w konkursie „Pan Cogito po latach”.
22. J. Słowacki: Poematy. Oprac. [i wstęp]: J. Brzozowski i Z. Przychodniak. T. 1–2. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2009, UAM.
T. 1. Poematy z lat 1828–1939, s. XXXIV, 846.
T. 2. Poematy i fragmenty z lat 1842–1849, 750 s.
23. Przeczytaj dopiero, gdy będziesz się do mnie wybierać… Listy poetyckie. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Radio Łódź; Wydawn. Literatura 2010, 48 s. Ser. Poetycka — Radio
Łódź, 12.
24. Dziewczyneczki, koroneczki, muślinowych firan ruch… Oktostychy. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Radio Łódź; Wydawn. Literatura 2011. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 13.
25. Rzeczy nie dzieją się bez rytmu… Piosenki. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Wydawn. Literatura 2012, 39 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 14.
Zawiera prace wyróżnione w „Konkursie na piosenkę”.
26. J. Słowacki: Dziennik z lat 1847–1849. Podobizna autografu, transliteracja, transkrypcja, komentarz edytorski, objaśnienia: J. Brzozowski, K. Szumska. Wr.: Ossol. 2012, 227 s.
27. Stolice i prowincje kultury. Księga jubileuszowa ofiarowana profesor Alinie Kowalczykowej. Pod red. J. Brzozowskiego, M. Skrzypczyka i M. Stanisza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, 720 s.
28. Czy warto głos podnosić z gniewem?… Wiersze gniewne. Pod red. J. Brzozowskiego i J. Sikorzanki. Łódź: Wydawn. Literatura 2013, 40 s. Ser. Poetycka — Radio Łódź, 15.
29. J. Słowacki: Wiersze. Wstęp i oprac.: J. Brzozowski i Z. Przychodniak. Wr.: Ossol. 2013, CXXXVIII, 626 s. BN I, 319.
30. J. Słowacki: Beniowski. Poemat z roku 1841 i dalsze pieśni. Oprac.: J. Brzozowski, Z. Przychodniak. Pozn.: Wyd. Nauk. UAM 2014, LVI,
632 s.
31. Strategie „ja” (po) romantycznego w poezji polskiej XIX i XXI wieku. Pod red. J. Brzozowskiego i K. Pietrych. Cz. 1-2. Łodź: Wydawn. UŁ 2017.
Cz. 1. Studia i szkice, 453 s.
Cz. 2. Rozmowy, 160 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015.

Ogólne

 	K. PIETRYCH: Jacek Brzozowski (26 luty 1951-18 czerwca 2017). „Pam. Lit.” 2017 z. 3.

Muzy w poezji polskiej

 	J. PIESZCZACHOWICZ. „Nowe Książ.” 1987 nr 5/6.
 	E.J. GŁĘBICKA. „Pam. Lit.” 1988 z. 4.

Odczytywanie romantyków

 	A. FABIANOWSKI: Zaczytywanie romantyków. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/8.

Dlaczego Różewicz

 	S. GĘBALA: Poezja jako kromka chleba. „Twórczość” 1994 nr 8.
 	D. HECK: Dlaczego nie mogę patrzeć na wiersze Różewicza. „Teksty Drugie” 1996 nr 2/3.

O wierszach Mirona Białoszewskiego

 	J. KOPCIŃSKI. „Pam. Lit.” 1995 z. 3.

Zaczynając od Miłosza…

 	T. BUDREWICZ: Poezja bliżej ucznia. „Ojczyzna Polszczyzna” 1994 nr 1.

Wiersze Adama Mickiewicza.

 	A. BAGŁAJEWSKI: Nowe leksykony o literaturze. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 2000 nr 1.

Szkice o poezji Aleksandra Wata

 	P. MAJERSKI: Wat — poeta autentyczny. „Nowe Książ.” 2000 nr 5.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2927" title="Roman CHOJNACKI" slug="roman-chojnacki">ur. 1954

Pseud.: Ludwik Piechocki.

Poeta, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 4 maja 1954 w Lesznie (województwo wielkopolskie); syn Władysława Chojnackiego, kierownika Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w randze kapitana, i Leokadii z domu Maciąg. Pierwsze lata życia spędził w położonej nieopodal gminie Kościan. Uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego w Lesznie. Po zdaniu matury w 1973 rozpoczął studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu; w 1977 uzyskał magisterium za specjalnością teatrologiczną. Od 1973 był członkiem studenckiej grupy poetyckiej „Od Nowa” (do 1977), w tymże roku debiutował arkuszem poetyckim pt. Głos pierwszy, wydanym nakładem Witryny Poetyckiej Okręgowego Klubu Studentów „Od Nowa”; w latach późniejszych współredagował także cztery arkusze poetyckie tej Witryny. Był laureatem wielu konkursów poetyckich, m.in. w Turnieju Jednego Wiersza o nagrodę „Zielonej Wazy” (1975), Turnieju Wierszy o Poznaniu i Wielkopolsce (1975), Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego o nagrodę „Milowego Słupa” (1978), Ogólnopolskiego Turnieju Poezji Społecznie Zaangażowanej o nagrodę „Czerwonej Róży” (1978). Pracował w różnych zawodach, m.in. jako specjalista do spraw kwalifikacji zawodowych w Spółdzielni Fryzjerów „Wenus” w Poznaniu, w domach kultury w Poznaniu i Lesznie Wielkopolskim oraz jako korepetytor języka polskiego w konsulacie Stanów Zjednoczonych w Poznaniu. Rozwijał jednocześnie twórczość poetycką oraz krytycznoliteracką publikując liczne wiersze oraz recenzje i artykuły m.in. w „Integracjach” (1978- 1981; członek zespołu redakcyjnego), „Nurcie” (1978-81), „Studencie” (1978-81; w 1980-81 redaktor działu kultury), „Nowym Medyku” (1979-80), „Nowym Wyrazie” (1979-80), „Głosie Wielkopolskim” (1980-81), „Literaturze” (1980), „Odrze” (1980-81). W 1978 wstąpił do Koła Młodych przy poznańskim Oddziale ZLP, od 1980 (do rozwiązania Związku w 1983) pełnił funkcję przewodniczącego Koła; wraz z Tadeuszem Żukowskim zainicjował i współorganizował Ogólnopolski Zjazd Kół Młodych ZLP w Poznaniu (XI 1981). W 1980-81 był stypendystą Funduszu im. T. Borowskiego oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki. W 1981-88 pracował jako sekretarz literacki w poznańskim Teatrze Nowym; w tym czasie zamieszczał artykuły i recenzje w „Programach Teatru Nowego” (1981-87), a także m.in. współredagował jego dodatek – jednodniówkę pt. „Zza kulis” (tu w 1983 cykl felietonów Prosto w scenę). Wiersze zamieszczał w pismach wydawanych poza cenzurą (też pod pseud. Ludwik Piechocki): „Bez Debitu” (1983), „Obecność” (1984), „Czas Kultury” (1986). W związku z zaangażowaniem w niezależny ruch wydawniczy (współpracował z wydawnictwem Głosy) w listopadzie 1982 został powołany do służby wojskowej i wcielony do karnej kompanii w Wojskowym Obozie Specjalnym w Rawiczu, skąd zwolniono go w grudniu tegoż roku. W 1986 wyjechał do Stanów Zjednoczonych na sześciotygodniowe stypendium Departamentu Stanu rządu USA. Podróżował wówczas po Stanach, następnie powrócił do Polski. Za twórczość poetycką i eseistyczną otrzymał w 1988 Medal Młodej Sztuki, przyznany przez redakcję „Głosu Wielkopolskiego” i Urząd Miejski w Poznaniu. W tymże roku wyemigrował do Kanady. Początkowo mieszkał w Mississauga pod Toronto, później w Brampton. Zarabiał na życie najpierw prowadząc własną firmę budowlaną, a później został zawodowym kierowcą w transporcie drogowym. Kontynuował twórczość literacką, publikując sporadycznie wiersze m.in. w „Odrze” (1990), „Arkuszu” (1995, 1999), „Gazecie Malarzy i Poetów” (1999, 2004), „Akcencie” (2002-03), „Frazie” (2004), „Twórczości” (2005-12) oraz w wydawanych w Toronto czasopismach polonijnych: „Gazeta” (1988-89), „Głos Polski” (1988), „High Park” (1992-96), „Nowy Prąd” (2003). W 2000 został członkiem SPP. Po 2001 współpracował krótko z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie jako członek jego Zarządu. W 2006 otrzymał Nagrodę Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Kombatanckim w Kanadzie (2004) oraz Krzyżem Wolności i Solidarności RP (2015).

W 1976 ożenił się z Alicją Zygał, wówczas studentką polonistyki (rozwód w 1986), z którą ma córkę Zuzannę (ur. 1976), pracownika naukowego Uniwersytetu Wiedeńskiego, i syna Jakuba (ur. 1979), absolwenta dziennikarstwa tegoż uniwersytetu. W 1988 ożenił się z Aliną Piotrowską, pielęgniarką. Mieszka w Orangeville (stan Ontario) w Kanadzie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Głos pierwszy. [Wiersze]. Pozn.: SZSP – OKS [Okręgowy Klub Studencki] „Od nowa” 1973, 10 s., powiel.
Wg R. Chojnackiego nakład tomiku prawdopodobnie niemal w całości zaginął; 1 egz. znajduje się w posiadaniu S. Sterny-Wachowiaka (inf. 2016).
2. Dla tego życia. [Wiersze]. Red.: W. Gawłowski i J.K. Adamkiewicz. Pozn. 1976-1977, 27 s. powiel. Witryna Poetycka Okręgowego Klubu Studentów „Od Nowa” i Klubu „Nurt”. Wyd. 2 zmien. i poszerz.: [Red. i posł. na obwolucie]: Z. Jerzyna. Wwa: ZG SZSP 1978, 31 s. CKS [Centr. Klub Studencki] UW „Hybrydy”. Pokolenie, które Wstępuje, ser. 3 arkusz 18.
Zawiera cykle: Szkolenie obronne; Warsztat; Zrównoważenie sytuacji. – Nagroda w konkursie „Nowego Medyka” i „ITD” na zestaw 24 wierszy wybranych do druku w „Arkuszach Autorskich” w 1977, Medal im. S. Grochowiaka w 1979 przyznawany za najlepszy debiut poetycki w środowisku studenckim.
3. Z pozoru – cisza. [Wiersze]. Pozn.: WP 1980, 55 s.
Zawiera cykle: Z pozoru – cisza; Pętla.
Nagroda „Peleryny”, przyznana podczas Spotkań Jesiennych przez Klub Studentów Wybrzeża „Żak” w Gdańsku pod patronatem ZG SZSP w 1980.
4. Apel poległych i inne wiersze. Pozn.: Nakł. Autora 1983, powiel. Wyd. nast.: [wyd. 2] Pozn.: Głosy*1983, 27 s. Bibl. Mies. Studen. „Głosy”, 1. Przedr. wiersza „Apel poległych” w: Czarny czwartek. Wiersze o Poznańskim Czerwcu’56. Pozn. 2006 s. 47-83.
Wyd. 2 druk. w 150 egz. numerowanych. – Nagroda „Niezależnych im. 3 Maja” w 1984, przyznana przez poznańskich członków dawnego ZLP.
5. Od „mówienia wprost” do „nowej prywatności”. O poezji lat siedemdziesiątych. Wwa: MAW 1984, 173 s. Krytyka Lit. i Artyst.
Nagroda „Wawrzyny Radaru” w dziale krytyki literackiej w 1984.
Zawiera szkice druk. w czasop. w 1978-1980: Wstęp. – I. Przygoda „nowych roczników”: Z punktu widzenia Ezopa; „Jeszcze słychać śpiew…”. (Przykład mowy Ezopowej); Młoda liryka inteligencka – kryzys wiary; Młoda krytyka: dwie tendencje; Recepta na pokolenie; Chora literatura; Pomówmy o wartościach; Przygoda „nowych roczników”. – II. Konteksty: Bohaterowie są zmęczeni; Pozorna alternatywa – alternatywa pozorów; W czyim imieniu?. – III. Dwa pokolenia: Poza alternatywą [dot.: J. Kornhauser: Stan wyjątkowy]; „Która ocala”. (O liryce Ryszarda Krynickiego); Gdy słowo krew jest w wierszu obecne [dot.: K. Karasek: Prywatna historia ludzkości]; Kontekst jako norma klasycyzmu [dot.: A. Szuba: Wejście zapasowe]; Casus Kaliszewski [dot.: A. Kaliszewski: Autoprezentacja]; Z punktu widzenia ptaka [dot.: W. Zawistowski: Ptak w sieci dalekopisu]; Jak jest? [dot.: J.K. Adamkiewicz: Zaledwie pozory sytuacji. Sytuacja zastana]; Ja, Tomasz Soldenhoff [dot.: Koniec poezji]; Doznanie błękitu [dot.: U.M. Benka: Dziwna rozkosz]; „Nerwów krzak gorejący” [dot.: W. Gawłowski: Błędnik równowagi]. – Nota.
6. Noc. Wiersze 1977-1983. Wwa: MAW 1986, 69 s.
Zawiera cykle: Noc; Ściana.
7. Wiersze nienapisane. Posł. pt. „Nawlekając nic na igłę”: S. Sterna-Wachowiak. Pozn.: SPP; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2000, 53 s. Wyd. nast. (łącznie z przekł. franc.) pt.: Poèmes non écrits. Édition bilingue. [Przeł.] B. Biela. Lubl.: Norbertinum Wydawn. – Drukarnia – Księgarnia 2015, 90 s.
Przekł.: franc.: Poèmes non écrits. Édition bilingue. [Przeł.] B. Biela. Lubl. 2015, – węgier.: ĺratlan versek. [Przeł.] G. Zsille. Budapest 2008.
8. Tak. [Wiersze]. Lubl.: Norbertinum; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2003, 37 s. Bibl. „Akcentu”, 8.
9. Lekcje przyrody. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 57 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, 54.
10. Aleppo. [Wiersze]. [Wybór i układ:] R. Chojnacki. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2010, 17 s. Kolofon, 1.
11. C’est ainisi. [Wiersze]. Tłum. [z franc.], przyp., posł.: B. Biela. Rzeszów: Fraza; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 69 s. Bibl. „Frazy”.
Tekst w jęz. pol. i franc.
12. Do prywatnego użytku. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2014, 33 s.
Adaptacje
1. Herody polskie. Scenariusz na podstawie oryginalnych tekstów szopkowych i poezji współczesnej: R. Chojnacki. Reż.: I. Cywińska, L. Łotocki. Praprem. Pozn., T. Nowy (Scena Nowa) 1980.
2. Herody polskie II. Scenariusz na podstawie oryginalnych tekstów szopkowych i poezji współczesnej: R. Chojnacki. Powst. 1981.
Prem. (zaplanowaną na 14 XII) w T. Nowym w Pozn. odwołano z powodu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981.
Praca redakcyjna
1. Teatr Nowy w Poznaniu 1973-1983. Red.: R. Chojnacki, M. Kwiatkowski. Pozn.: T. Nowy 1984, 81 s., [37] s. tabl.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Przeciw prywatności. Rozmowa z Romanem Chojnackim, laureatem Medalu im. Stanisława Grochowiaka. Rozm. G. Suplicka. „Nowy Medyk” 1980 nr 4; Obrót wokół własnej osi. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 32 dod. „Poznań”; Przestałem kłócić się z życiem. Rozm. R. Brzezińska. „Gaz. Pozn.” 2003 nr 27; Szechina, doznawanie świata i poezja ludzka. [Rozm.] S. Sterna-Wachowiak. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2003 nr 2.


 	S. Sterna-Wachowiak: Roman Chojnacki. [Hasło bibliograficzne]. Powst. 2015, masz. przygot. do leksykonu „Bractwo wiecznego pióra. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich w Poznaniu i akolici”.

Ogólne

 	M. STALA: Czasem cię zdradzi trwoga twego serca. „Student” 1979 nr 21.
 	M. GRASZEWICZ: Pokolenie nietolerancji. „Nowy Medyk” 1980 nr 4.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: „Zbliżając horyzont pod próg swego domu”. W tegoż: Głowa Orfeusza. Wwa 1984.
 	P. KUNCEWICZ: Od nowa. Agonia i nadzieja. (Literatura polska 1918-1986). „Prz. Tyg.” 1987 nr 48 [dot. m.in. R. Chojnackiego].
 	W. BRANIECKI: Świadomość doświadczeń i wyobraźnia twórcza. „Głos Wielkop.” 1988 nr 36 [sylwetka R. Chojnackiego z okazji otrzymania Medalu Młodej Sztuki].
 	E. BALCERZAN: Przygoda piąta: samopoczucie pokolenia ’76. W tegoż: Przygody człowieka książkowego. Wwa 1990 [dot. m.in. R. Chojnackiego].
 	S. STERNA-WACHOWIAK: „I nic nie będzie poza”. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2004 nr 4 [dot. twórczości poetyckiej R. Chojnackiego].
 	B. SZAŁASTA-ROGOWSKA: „Wyplątany z sieci południków/odnalazłem siebie w głębi oceanu” – o „kanadyjskiej” poezji Romana Chojnackiego. W: Literatura polska na świecie. T. 4. Oblicza światowości. Katow. 2012.

Dla tego życia

 	W. GAWŁOWSKI: dla tego życia, dla tej twórczości… „Integracje” 1978 nr 2 [dot. też: Cz. Markiewicz: Modlitwa oszukanych].
 	M. JĘDRZEJEWSKI. „Integracje” 1978 nr 2 [dot. m.in. R. Chojnackiego].
 	J.K. ADAMKIEWICZ: W poetyce niepokoju. „Nowy Wyraz” 1979 nr 3.

Z pozoru cisza

 	A. ŁAWNICZAK: Czy śmierć poety? „Nurt” 1980 nr 12.
 	J.Z. BRUDNICKI: Gramatyka ciszy i adoracji. „Poezja” 1981 nr 3 [rec. też: J.K. Adamkiewicz: Sytuacja zastana].
 	W. GAWŁOWSKI: Antynomie ciszy. „Nowy Wyraz” 1981 nr 2.
 	A.K. WAŚKIEWICZ: „Jeszcze cię zdradzi trwoga twego serca”. „Życie Lit.” 1981 nr 4.
 	A. KALISZEWSKI: Przełamać ciszę. Chojnacki – zanik mowy. „Pismo” 1983 nr 4.
 	J. DRZEWUCKI: W pętli życia, w pętli języka. W tegoż: Chaos i konwencja. Kr. 1988 [dot. też.: Noc].

Od „mówienia wprost” do „nowej prywatności”

 	S. ĆWIK: W pętli. „Walka Młodych” 1984 nr 53.
 	A. NOWAK: Wyznanie będące wyzwaniem. „Radar” 1984 nr 31.
 	K. PYSIAK: Krytyka niecierpliwa. „Nowe Książ.” 1984 nr 12, przedr. w tegoż: Przecena dla młodej literatury. Wwa 1988.
 	A. BILSKA: Poezja i sankcja etyczna. „Radar” 1985 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Jednak w poczuciu bezsilności. „Student” 1985 nr 19.
 	E. KURZAWA: Od „Nowej Prywatności” do… „Integracje” 1987 nr 23.

Noc

 	M. STALA: Wygasły splot słońca. (Interpretacja wiersza „Doznanie” R. Chojnackiego). „Integracje” 1981 nr 11, przedr. w: W stronę wiersza. Wwa 1984.
 	Z. JERZYNA. „Prz. Tyg.” 1986 nr 35.
 	R. BEDNARCZYK: Doznanie nocy. „Tak i Nie” 1987 nr 33.
 	J. DRZEWUCKI: W pętli języka, w pętli życia. „Życie Lit.” 1987 nr 50, przedr. [rozszerz. o rec.: Z pozoru – cisza] pt. W pętli życia, w pętli języka. W tegoż: Chaos i konwencja. Kr. 1988.
 	M. GOSTYŃSKI. „Prz. Katol.” 1987 nr 43.
 	M. KISIEL: Usta niech słowom nie wierzą. „Radar” 1987 nr 21.
 	Cz. MICHNIAK: Pilnuj mnie prawdo. „Głos Wielkop.” 1987 nr 170.
 	W. OSZAJCA: Kto, komu, który. W tegoż: Przy świecy i ogarku. Pozn. 1995.

Wiersze nienapisane

 	A. KWIATKOWSKA: Człowiek, który wymknął się Bogu. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2000 nr 3/4.
 	A. POPRAWA: Bez kropki, mimo wszystko. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
 	A. SIKORSKI. „Prz. Katol.” 2000 nr 27.
 	P. CIELESZ: Wielki Ogrodnik dba o wiersze. „Topos” 2001 nr 6.

Tak

 	B. BIELA: Piękno opisywać przejrzyście. O poezji R. Chojnackiego. „Akcent” 2004 nr 1/2.
 	M. DANIELKIEWICZ: Trzy razy tak. (Na marginesie lektury wierszy R. Chojnackiego). „Akcent” 2004 nr 1/2.
 	U. GAWŁOWSKA: Krystalizacja. „Topos” 2004 nr 1/2.
 	W. GAWŁOWSKI: Ciemny strumień światła. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2004 nr 1.
 	T. POLANOWSKI: Życie codzienne z zamkniętym domem. „Prz. Powsz.” 2004 nr 11.

Lekcje przyrody

 	J. DRZEWUCKI. „Mag. Lit. Książ.” 2006 nr 12.
 	J. ORSKA: Wzniośle w próżnię. „Nowe Książ.” 2007 nr 3.
 	J. Roszak: Pan od przyrody. „Polityka” 2007 nr 9.
 	B. BIELA: Żal byłoby opuścić ten świat. O wierszach R. Chojnackiego. „Akcent” 2008 nr 1.

C’est ainisi

 	A. RESZCZYK: O bliskości świata. „Akcent” 2012 nr 2.

Herody polskie

 	B. KUSZTELSKI. „Gaz. Zach.” 1981 nr 12.
 	A. TUSZYŃSKA: Pełne łaski i prawdy. „Teatr” 1981 nr 3.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2929" title="Anna CZABANOWSKA-WRÓBEL" slug="anna-czabanowska-wrobel">ur. 1962

Podpisywała teksty także nazwiskiem: Czabanowska.

Pseud.: Joanna Zberecka.

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 1 czerwca 1962 w Krakowie w rodzinie lekarzy; córka Lesława Czabanowskiego, radiologa, i Jadwigi Bogdaszewskiej, dermatologa, profesora nauk medycznych. Od 1977 uczyła się w XIII Liceum Ogólnokształcącym im. Bohaterów Westerplatte w Krakowie. W 1980 była laureatką X Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Po zdaniu matury w 1981 podjęła studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Debiutowała jako krytyk literacki w 1984 recenzją pt. Współczesność jako obowiązek, dotyczącą tomu Ogień Jana Polkowskiego, ogłoszoną w wydawanym poza cenzurą „Miesięczniku Małopolskim” (nr 4; pod pseud.: Joanna Zberecka). W 1986 uzyskała magisterium (z wyróżnieniem) na podstawie pracy pt. Wyobraźnia akwatyczna w poezji Młodej Polski (promotor prof. Maria Podraza-Kwiatkowska). Jako historyk literatury debiutowała w 1987 fragmentem tej pracy, zamieszczonym w „Pamiętniku Literackim” (z. 3; podp.: Anna Czabanowska), wyjątki były też drukowane w „Ruchu Literackim”. W tymże roku została zatrudniona w Instytucie Filologii Polskiej (później Instytut Polonistyki, od 2004 Wydział Polonistyki) UJ początkowo jako asystent stażysta, a następnie od 1988 asystent. W badaniach naukowych zajęła się głównie poezją młodopolską, przemianami poezji współczesnej, zagadnieniem baśni w literaturze oraz problematyką dziecka i dzieciństwa w literaturze i kulturze. Rozprawy i studia publikowała m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1987-88, 1994, 2002-03, 2007, 2009) i „Ruchu Literackim” (1987, 1991-98, 2000-04, 2006-12). Artykuły, recenzje oraz sporadycznie wiersze i opowiadania ogłaszała m.in. w pismach bezdebitowych: „Miesięczniku Małopolskim” (1984-86; podp.: Joanna Zberecka) i „Kulturze Niezależnej” (1989), a także w „Twórczości” (1987; tu wiersze podp. Anna Czabanowska), „Tygodniku Powszechnym” (1988, 2000-03, 2006), „Dekadzie Literackiej” (1991-92, 1994-97, 2000, 2002, 2006-08, 2011; w 1996 podp. też: Joanna Zberecka), „NaGłosie” (1991, 1993). W 1995 uzyskała doktorat na podstawie rozprawy pt. Baśń w literaturze Młodej Polski (promotor prof. Maria Podraza-Kwiatkowska) i w 1996 otrzymała stanowisko adiunkta. W 2004 habilitowała się na Wydziale Filologicznym UJ, przedstawiając rozprawę pt. Dziecko. Symbol i zagadnienie antropologiczne w literaturze Młodej Polski. W 2004/2005 otrzymywała stypendium naukowe z Rektorskiego Funduszu Stypendialnego na napisanie książki Poszukiwanie blasku. O poezji Adama Zagajewskiego (wyd. 2005). W 2007 przeszła na stanowisko profesora nadzwyczajnego w Katedrze Historii Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski na Wydziale Polonistyki UJ. W tymże roku za osiągnięcia dydaktyczno-organizacyjne otrzymała Nagrodę (zespołową) Rektora UJ. Artykuły i recenzje publikowała m.in. w „Tekstach Drugich” (1993, 1995, 1997-98, 2000-05, 2008-09, 2013), „Życiu Duchowym” (2000-01), „Znaku” (2006, 2011), „Alma Mater” (2007-08, 2013/2014), „Przestrzeniach Teorii” (2007), „Wielogłosie” (2007, 2016), „Poznańskich Studiach Polonistycznych” (2009, 2012), „Przeglądzie Kulturoznawczym” (2009), „Zeszytach Literackich” (2010, 2013), „Frazie” (2011), „Nowej Dekadzie Krakowskiej” (od 2014). Sylwetki poetów polskich zamieszczała w tomach Młoda Polska i Dwudziestolecie międzywojenne, wydawanych w serii Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach (2004-2005) oraz w tomach Młoda Polska i dwudziestolecie międzywojenne i Literatura współczesna, ukazujących się w serii Historia literatury i kultury polskiej (2007-2008).Należała (jako juror) do Małopolskiego Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, a w 2005 weszła w skład nowo powstałego Komitetu Krakowskiego. W 2007 była inicjatorką i następnie od 2008 redaktorem naukowym serii UJ Żywioły wyobraźni. W 2011 uzyskała tytuł naukowy profesora. W 2012 była promotorem przewodu doktorskiego i laudatorem podczas uroczystości nadania tytułu doktora honoris causa UJ Adamowi Zagajewskiemu. W 2012 została członkiem Komitetu Nauk o Literaturze PAN i członkiem Komisji Historycznoliterackiej krakowskiego oddziału PAN, a w 2015 weszła w skład Prezydium. W grudniu 2013 zainicjowała utworzenie Ośrodka Badań Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej na Wydziale Polonistyki UJ i w styczniu 2014 objęła funkcję kierownika. W 2014 weszła też w skład Sekcji Polskiej Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY) oraz została członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych. W 2015 została członkiem redakcji „Ruchu Literackiego” (tu też artykuły). Odznaczona m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi (2002) oraz Medalem Komisji Edukacji Naukowej (2008).

Z zawartego w 1987 związku małżeńskiego z Józefem Wróblem, historykiem literatury, ma dwóch synów: Jerzego (ur. 1989) i Marcina (ur. 1991), absolwentów prawa UJ. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Baśń w literaturze Młodej Polski. Kr.: Universitas 1996, 269 s.
Rozprawa doktorska. – W 1996 II nagroda im. prof. K. Szaniawskiego, przyznawana przez Tow. Popierania i Krzewienia Nauk, Nagroda Rektora II stopnia.
2. Dziecko. Symbol i zagadnienie antropologiczne w literaturze Młodej Polski. Kr.: Universitas 2003, 383 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w 2004.
3. Poszukiwanie blasku. O poezji Adama Zagajewskiego. Kr.: Universitas 2005, 252 s. Krytyka XX Wieku, 3.
Nagroda Rektora UJ II stopnia w 2006.
4. Złotnik i śpiewak. Poezja Leopolda Staffa i Bolesława Leśmiana w kręgu modernizmu. Kr.: Universitas 2009, 470 s. Modernizm w Polsce, 29.
Nagroda Rektora UJ II stopnia w 2010.
5. Sprzeczne żywioły. Młoda Polska i okolice. Kr.: Wydawn. UJ 2013, 253 s. Żywioły Wyobraźni.
Nagroda Rektora UJ (zespołowa) II stopnia w 2014.
Zawartość: Wprowadzenie; I. Wyobraźnia akwatyczna: Wyobraźnia akwatyczna w poezji Młodej Polski. – II. Wyspiański i absolutna teraźniejszość: Ogień i czas. W kręgu „Meleagra”; Chwila i wieczność Laodamii. O dramacie „Protesilas i Laodamia”; Gniew i czułość. O „Achilleis”; Magia słowa i siła milczenia w „Klątwie”. – III. Podwojenia: „Wspomnienie Persefony…”. O dwoistości w poezji Leopolda Staffa; „Czarodziejska góra” Stanisława Brzozowskiego. O dialogu „Fryderyk Nietzsche”; Aby umrzeć, trzeba najpierw ożyć. „Na temat z St. John Perse’a” Jana Lechonia. – IV. Lalki i ludzie: Lalki Konopnickiej [dot. opowiadania „Lalki moich dzieci”]; „Pałuba” [K. Irzykowskiego] – „monstrualna ruina” dziewiętnastowiecznej powieści rodzinnej; Młodopolski heroizm – fantazmaty męskości; „Pogrzeb lalki”. Estetyka rokoka w poezji Młodej Polski [dot. tomiku wierszy Z. Kleszczyńskiego]. – V. Powroty: Palimpsest Krakowa z przełomu XIX i XX wieku – ślady przeszłości i znaki tego, co nowe; „Zeszyty Literackie” – ponowoczesna „Chimera”, utopijny projekt?

6. Adam Zagajewski. Monografia w toku. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka-Teatr NN” 2015, [190] s. W: Monografie w toku. Kompendia multimedialne. Pod red. P. Próchniaka [on-line] [dostęp 26 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://stronypoezji.pl/monografie/nota.
Zawartość: Kalendarium; Życie; Twórczość; Wiersze; Głosy krytyków; Multimedia; Bibliografie.
Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.:
„Kopiując naturę”. O „Wierszach i poematach” Josifa Brodskiego. „NaGłos” 1993 nr 11 s. 166-173. – Obraz Króla Olch w prozie Schulza. W: Czytanie Schulza. Kr. 1994 s. 296-305. – „Na życie nie ma zgody”. Jarosław Iwaszkiewicz na tle swojego pokolenia. W: Stawisko. Almanach Iwaszkiewiczowski. T. 2. Podkowa Leśna 1995 s. 23-33. – Pokolenie „Skamandra”. W: Stulecie Skamandrytów. Kr. 1996 s. 27-40. – Jarosław Iwaszkiewicz – „Sérénité”. W: Lektury polonistyczne. T. 1. Kr. 1997 s. 319-338. – Fantazmaty dzieciństwa. Glosa do „Wiosny” Schulza. „Ruch Lit.” 2001 z. 1. – „Muszla” – młodopolska elegia dzieciństwa. W: Poezja Kazimierza Tetmajera. Kr. 2003 s. 163-178. – „Powtórne dzieciństwo” w prozie Schulza. W: W ułamkach zwierciadła.Lubl. 2003 s. 121-137. – Czytam poetę. Twórczość Andrzeja Bursy; „Szczury” Andrzeja Bursy. Wybór emblematu. W: Czytanie Bursy. Kr. 2004 s. 11-23; 129-139. – Kosmos powtórzeń Witolda Gombrowicza. „Teksty Drugie” 2005 nr 3 s. 79-90, przedr. w: Gombrowicz – nasz współczesny. Kr. 2009 s. 136-150. – „Wilia”.W oczekiwaniu przemiany. W: Poezja Tadeusza Micińskiego.Kr. 2004 s. 197-216. – Magia słowa i siła milczenia w „Klątwie” Stanisława Wyspiańskiego. W: Dobra pamięć.Kr. 2005 s. 197-210. – „Piękno i groza zawsze razem”. Poetycki dialog Zbigniewa Herberta i Adama Zagajewskiego. W: Dialog i spór.Lubl. 2006 s.160-180. – Powrót do siebie. Tajemnice „Ojczyzny” Brunona Schulza. „Ruch Lit.” 2006 z. 3 s. 337-350. – Intymność marzenia, intymność pragnienia. O „Koloniach” Tomasza Różyckiego. W: Intymność wyrażona (2).Katow. 2007 s. 147-159. – „Kolonie” Tomasza Różyckiego jako ponowoczesny cykl poetycki. W: Polski cykl liryczny. Białystok 2008 s. 439-450. – Droga do Krakowa. Mediacyjna rola miasta w dwudziestowiecznej literaturze dla dzieci.W: Kraków mityczny.Kr. 2009 s. 9-21. – Michaela Endego przypowieści o pragnieniach, wyobraźni i granicach. „Szkoła Czarów”. „Ann. Univ. Paedadagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2011 t. XI s. 152-163. – Odnalezione mapy. [Cz.] Miłosz – [A.] Zagajewski – [T.] Różycki. „Ruch Lit.” 2011 z. 3 s. 241-253. – Ogień życia. Wiersz Adama Zagajewskiego „O mojej matce”. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2012 t. 19 s. 241-253. – „Un arbre généalogique de déportés”. Le thème de l’exil dans l’oeuvre d’Adam Zagajewski. [Przeł.:]K. Vandenborre.„Slavica bruxellensia” [on-line] 2012 nr 8 [15 s.] [dostęp 29 marca 2015]. Dostępny w Internecie: http://slavica.revues.org/1053. – Laudacja Adama Zagajewskiego. „Zesz. Lit.” 2013 nr 1 s. 64-67, przedr. w: i cień i światło... O twórczości Adama Zagajewskiego. Kr. 2015 s. 129-135, przekł. ang.: A laudatio for Adam Zagajewski. [Przekł.] S. Gauger. Tamże s. 131-137. – Spojrzenie zwrócone wstecz. O cyklach poetyckich Zdzisława Dębickiego „Oglądam się za siebie” i „Kraj lat dziecinnych”. W: Ostać się wobec chaosu. Pozn. 2013 s. 259-271. – „Ta dziwna” instytucja zwana literaturą dla dzieci. Historia literatury dla dzieci w perspektywie kulturowej. „Teksty Drugie” 2013 nr 5 s. 13-24, przedr. w: Kulturowa historia literatury. Wwa 2015 s. 329-340. – W poszukiwaniu Autentyku. Księga Alfikcji. W: Bruno od księgi blasku. Kr. 2013 s. 85-99. – Czy naprawdę wiemy, gdzie teraz jesteśmy? Uniwersyteckie kształcenie humanistyczne w kontekście socjologicznym. W: Polonistyka dziś – kształcenie dla jutra. Kr. 2014 s. 32-42. – [R.] Krynicki: poezja i powtórzenie. W: Pismo chmur. Kr. 2014 s. 311-327. – [B.] Leśmian i powtórzenie. „Tarcza” wśród poematów zazdrosnych. W: Stulecie „Sadu rozstajnego”. Kr. 2014 s. 53-67. – „Asymetria” Adama Zagajewskiego – konteksty malarskie. W: Ikoniczne i literackie teksty w przestrzeni nowoczesnej dydaktyki. Kr. 2015 s. 59-70. – Książki dla dzieci i dorosłych. Przypadek Doroty Masłowskiej. W: (Przed)szkolne spotkania z lekturą. Katow. 2015 s. 293-302. – Manifest życia. Anna Świrszczyńska o narodzinach dziecka. W: O tym, co Alicja odkryła… Kr. 2015 s. 193-203. – „Wszystko zapomniane…”. Przymus powtarzania w poematach prozą Stanisława Przybyszewskiego. W: Przybyszewski. Kr. 2015 s. 79-88. – „Sam środek Europy”. Wyobraźnia i postpamięć w poezji Tomasza Różyckiego. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 311-320. – [17 artykułów w formie haseł]. Powst. 2011-2015. W: Sensualność w kulturze polskiej [on-line]. Dostępny w Internecie: http://www.sensualnosc.ibl.waw.pl. – Drohobyckie i berlińskie dzieciństwo. Bruno Schulz i Walter Benjamin. „Ruch Lit.” 2016 nr 1 s. 45-58. – Literatura dziecięca – pomiędzy literaturą światową a globalną. „Wielogłos” 2016 nr 1 s. 1-15. – Źródła i ujścia młodopolskiego witalizmu. W: Młodopolski witalizm, modernistyczne witalizmy. Kr. 2016 s. 9-23. – „Stronice dawnych książek…”. Bohaterowie literatury europejskiej w wierszu Jarosława Iwaszkiewicza. W: Loci (non) communes. Kr. 2017 s. 311-320.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. J. Jedlicz: Utwory wybrane. Oprac. [i wstęp]: A. Czabanowska-Wróbel. Kr.: WL 1998, 428 s. Bibl. Poezji Młodej Polski.
2. Poezja Kazimierza Tetmajera. Interpretacje. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, P. Próchniaka, M. Stali. Kr.: Księg. Akademicka 2003, 357 s.
3. Czytanie Bursy. Pod red. [i ze wstępem] A. Czabanowskiej-Wróbel i G. Grochowskiego. Kr.: Księg. Akademicka 2004, 180 s.
Materiały z sesji pt. „Poezja Andrzeja Bursy” zorganizowanej 10-12 V 2000 w Domu Pracy Twórczej KUL w Kazimierzu Dolnym, przygotowanej na cykl spotkań pt. „Która lektura?” zainicjowanych przez IBL i KUL.
4. Poezja Tadeusza Micińskiego. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, P. Próchniaka, M. Stali. Kr.: Księg. Akademicka 2004, 518 s.
5. Poezja Leopolda Staffa. Interpretacje. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, P. Próchniaka, M. Stali. Kr.: Księg. Akademicka 2005, 545 s.
6. S. Miłaszewski: Poezje. Wstęp, wybór i oprac. tekstu: A. Czabanowska-Wróbel. Kr.: WL 2008, 262 s. Bibl. Poezji Młodej Polski.
Nagroda Rektora UJ za edycję naukową (nagroda zespołowa II stopnia) w 2009. 
7. Żywioły wyobraźni poetyckiej XIX i XX wieku. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel i I. Misiak. Kr.: Wydawn. UJ 2008, 222 s. Żywioły Wyobraźni.
8. Żywioły wyobraźni Stanisława Wyspiańskiego. Artykuły z konferencji naukowej doktorantów (UJ i ASP Kraków, 8-9 listopada 2007). Pod. red.: A. Czabanowskiej-Wróbel, D. Jarząbek, D. Saul. Kr.: Księg. Akademicka 2008, 347 s.
9. Stanisław Wyspiański. W labiryncie świata, myśli i sztuki. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel. Kr.: Wydawn. UJ 2009, 589 s., [28] s. tabl.
Materiały z konferencji zorg. 14-17 XI 2007 w Kr.
10. Żywioły wyobraźni poetyckiej pokolenia ’68. Pod red.: A. Czabanowskiej-Wróbel, I. Misiak. [Wstęp:] A. Czabanowska-Wróbel. Kr.: Wydawn. UJ 2010, 207 s. Żywioły Wyobraźni.
Materiały z sesji zorg. w III 2008 w Kr.
11. Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, M. Marchaj. [Wstęp:] A. Czabanowska-Wróbel. Kr.: Wydawn. UJ 2014, 232 s. Żywioły Wyobraźni.
12. i cień i światło… O twórczości Adama Zagajewskiego = both light and shadow… The work of Adam Zagajewski. Pod red. [i z posł.] A. Czabanowskiej-Wróbel. Kr.: Wydawn. a5 2015, 254 s. 
Tekst w jęz. pol. i ang. – Antologia tekstów wydanych z okazji 70. urodzin A. Zagajewskiego.
    13. Dorośli, dzieci i książki. Redaktorki prowadzące: A. Czabanowska-Wróbel, A. Pekaniec. „Nowa Dekada Krakowska” 2016 nr 1/2, 197 s.
Tu m.in. tekst A. Czabanowskiej-Wróbel: Dorośli, dzieci i książki, s. 9-13. 
    14. Młodopolski witalizm, modernistyczne witalizmy. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel i U.M. Pilch. Kr.: Wydawn. UJ 2016, 441 s. 
15. Poezja Wacława Rolicza-Liedera. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, U.M. Pilch, M. Stali. Kr.: Wydawn. UJ 2017, 300 s.
16. Wolność i wyobraźnia w literaturze dziecięcej. Pod red. A. Czabanowskiej-Wróbel, M. Kotkowskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2017, 373 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015, 2016.


 	Wywiad: Człowiek jako projekt. Rozm. K.E. Zdanowicz. W tejże: Kto się boi Marii K.? Katow. 2004 [dot. M. Komornickiej].

Baśń w literaturze Młodej Polski

 	G. LESZCZYŃSKI: Młoda Polska baśnią podszyta. „Nowe Książ.” 1997 nr 2.
 	V. WRÓBLEWSKA. „Ruch Lit.” 1997 z. 5.
 	G. LESZCZYŃSKI. „Pam. Lit.” 1998 z. 4.

Dziecko

 	W. GUTOWSKI. „Ruch Lit.” 2004 z. 6.
 	A. KUBALE. „Pam. Lit.” 2005 z. 3.
 	P. PRÓCHNIAK: Dziecko ukryte. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2.
 	K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Dziecko – bardzo ważna książka. „Polonistyka” 2006 nr 2.

Poszukiwanie blasku

 	K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Zamieszkać w wierszu, pozostać w obrazie. „Polonistyka” 2006 nr 10.
 	M. STALA: Samotność i blask. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 17 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	J.W. BEST: A search for radiance. On the poetry of Adam Zagajewski. „Sarmatian Reviev” 2008 nr 1.
 	R. JAGODZIŃSKA. „Literaturoznawstwo” 2008 nr 1.
 	I. MISIAK: Poezja patrycjusza. „Teksty Drugie” 2008 nr 4.

Złotnik i śpiewak

 	M. RABIZO-BIREK: Książka o poetach poetów. „Wielogłos” 2009 nr 1/2.
 	J. PASZEK: Małopolskie monografie modernistów. Poststrukturalizm w świetle darwinizmu. „Świat i Sł.” 2010 nr 1 [dot. m.in. książki A. Czabanowskiej-Wróbel].
 	M. ANTONIUK: Niuanse modernizmu. O „Złotniku i śpiewaku”. „Ruch Lit.” 2011 z. 3.

Sprzeczne żywioły

 	A. PEKANIEC: Harmonia przeciwieństw. „Ruch Lit.” 2014 z. 4/5.

Poezja Kazimierza Tetmajera

 	A. MIŚKOWIEC. „Ruch Lit.” 2008 nr 3.

Czytanie Bursy

 	M. KOBIELSKA: W poszukiwaniu zrozumienia, czyli „Czytanie Bursy”. „Teksty Drugie” 2006 nr 1/2.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2931" title="Leszek CZUCHAJOWSKI" slug="leszek-czuchajowski">1926-2016

Poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 8 września 1926 we Lwowie; syn Bolesława Czuchajowskiego, sędziego (od maja 1939 pełniącego obowiązki prezydenta Krakowa, zginął w obozie koncentracyjnym Auschwitz w 1941), i Marii z Garbusińskich, polonistki. W 1929 przeniósł się z rodziną do Krakowa. Podczas okupacji niemieckiej uczył się na tajnych kompletach. Należał do Szarych Szeregów (był drużynowym), potem do AK. Po zakończeniu II wojny światowej studiował na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, gdzie uzyskał magisterium. Następnie został asystentem na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W 1957 doktoryzował się, a w 1961 uzyskał habilitację. Po jednorocznym pobycie na University of Birmingham w charakterze stypendysty British Council, objął Katedrę Chemii Ogólnej w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie. Rozwijał tam działalność naukową oraz dydaktyczną. W 1971 został kierownikiem Katedry Chemii Organicznej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, a po otrzymaniu w 1973 tytułu profesora nadzwyczajnego, przez pięć lat pełnił funkcję prorektora. W 1980 został członkiem NSZZ „Solidarność”. Po otrzymaniu zaproszenia do USA wyjechał tam wraz z rodziną pod koniec 1981 i wykładał jako visiting profesor chemię najpierw na Southern Illinois University, potem w Kansas State University, a od 1986 do przejścia na emeryturę na University of Idaho w Moscow. W następnych latach ogłaszał wiersze w języku polskim i angielskim. W 1988 debiutował tomikiem Wiersze na kilku strunach. W 1990 nawiązał stały kontakt z krakowskim środowiskiem literackim. W 1995 otrzymał nagrodę American Library of Poetry. Wiersze publikował m.in. w dodatku do nowojorskiego „Nowego Dziennika” pt. „Przegląd Polski” (1997) i krajowym piśmie „Metafora” (2002/2003). Należał do stowarzyszenia International Society of Poets, od którego otrzymał nominację na „poetę roku 2000”. W 2005 został członkiem zagranicznym PAU. W 2014 powrócił do kraju i zamieszkał w Krakowie.

Był żonaty z Zuzanną z domu Dzioba (zginęła tragicznie w 1999), z którą miał trzy córki: Alicję, Joannę i Marię. W 2000 ożenił się z Barbarą.

Zmarł 4 marca 2016 w Krakowie; pochowany tamże na cmentarzu Rakowickim.
TWÓRCZOŚĆ
Obok prac z zakresu chemii organicznej opublikował:
1. Wiersze na kilku strunach. Stevens Point, WI: Artex Publishing 1988.
2. Poetry of my days. Pullman,WA: University Printing &amp;amp; Color Copy Center 1991, [11] s.
3. Moje niebo. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. P. Szymański. Kr.: Arcana 1994, 179 s.
4. Scattered poems. [B.m.w.] 1994.
Inf. na str. internetowej: http://www.sppkrakow.pl.
5. Dwie połowy czasu. [Wiersze]. Wybór i posł.: W.P. Szymański. Kr.: Arcana 1996, 181 s.
6. Eros chodzi po kampusie. Idaho 1996. [Wiersze]. Kr.: Emilia 1996, 111 s. Wersja ang. zob. poz. 7.
7. Eros walks on the campus. [Moscow]: University of Idaho 1997, 96 s. Wersja pol. zob. poz. 6.
8. Gruszów i biały koń. [Poemat]. Wybór i wstęp: W.P. Szymański. Kr.: Arcana 1997, 146 s.
9. Idą zmartwychwstańcy, idą. [Powieść]. Kr.: Arcana 1998, 145 s. Przedr. zob. poz. 32.
10. Wszyscy moi aniołowie. [Wiersze]. Kr.: Baran i Suszczyński 1998, 124 s.
11. Imaginacje czasu owego. [Utwór dramatyczny]. Kr.: Baran i Suszczyński 1999, 111 s. Przedr. zob. poz. 32. Wersja ang. zob. poz. 19.
12. Uśmiechy milczenia. (Treny dla Zuzanny). [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Baran. Kr.:
Miniatura 1999, 176 s. Wyd. 2 poszerz. pt. Jej portret: Wwa: Coeur D’Alene 2001, 206 s.
13. Her Miniature. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2000, 167 s.
Tekst w j. ang.
14. Pani profesorka i diabły. [Wierszowane zapiski]. Wybór i wstęp: W.P. Szymański.
Kr.: Arcana 2000, 138 s.
Dedykowane matce Marii Czuchajowskiej i jej uczniom.
15. Cząsteczki, kobiety, bogowie.[Wiersze]. Kr.: SPP; Puls 2001, 98 s.
16. I przyszły do mnie motyle. [Wiersze]. Słowo wstępne: S. Srokowski. Wr.: Światowid 2001, 128 s.
17. Moje zapatrzenia. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2001, 168 s.
18. Odczynianie ciemności. [Wiersze]. Wwa; Idaho: Nowy Świat 2002, 103 s.
19. Poetry and imaginations of my days. [Wiersze i dramat]. [Wstęp:] L. Elektorowicz. Kr.: Arcana 2002, 262 s.
Tekst częściowo tłum. z jęz. pol. – Zawiera wiersze w cyklach: Prologue; Sunniness; Horror; Antechamber of hell; Gods; Blissfulness; New; Tension; Calming down; Epilogue, – nadto: Imaginations [poz. 11].
20. Cisza i ty. [Wiersze]. Wybór: W.P. Szymański. Kr.: Arcana 2003, 100 s.
21. Wiersze wybrane. 1983-2003. Wybór, red. i oprac.: J. Baran. Wwa: Nowy Świat 2003, 259 s.
Na s. tytułowej miejsce wyd.: Wwa-Idaho. – Zawiera cykle: I. Lirycznie; II. Rodzinnie; III. Matczynie i nauczycielsko; IV. Wojennie; V. Żydowsko; VI. Rymowo-ludowo; VII. Opowiadarsko; VIII. Refleksyjnie; IX. Miłośnie; X. Po idahońsku – studencko; XI. Różnie: o spokoju, duszy i nieśmiertelności; XII. Żałośnie; XIII. Metafizycznie; XIV. W wyciszeniu, – nadto: O książkach autora pisali [cytaty z przedmów i komentarzy do innych książek L. Czuchajowskiego]: W.P. Szymański; L. Elektorowicz; M. Jentys; B. Wernichowska; D.T. Lebioda; K. Lisowski; J. Baran; B. Żurakowski; S. Srokowski.
22. A echa twoje się toczą. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2004, 119 s.
23. Ach, ci trubadurzy. [Wiersze]. Idaho; Kr.: Księg. Akademicka 2004, 128 s.
24. Wiersze o miłości. Kr.: Arcana 2004, 111 s.
25. Dwa głosy z Gruszowem i tłumem w tle. [Wiersze]. Wwa: LSW 2005, 107 s.
26. Liryki indiańskie. Adaptacje, inspiracje, spolszczenia. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2005, 137 s.
27. My też! My też! (Rzecz o cząsteczkach i nie tylko). [Wiersze]. Idaho; Kr.: Księg. Akademicka 2005, 130 s.
28. Rozwidy. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2005, 128 s.
29. Pharaohs, women and all others. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2006, 147 s. Wersja pol. zob. poz. 30.
30. Piramidy, czary, pieśni. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2006, 155 s. Wersja ang. zob. poz. 29.
31. Wołania dalekie i bliskie. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2006, 135 s.
32. O nieodgadniony czasie! [Proza i dramat]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2007, 256 s.
Zawiera: Idą zmartwychwstańcy idą [poz. 9] i Imaginacje czasu owego [poz. 11].
33. Perskie oko. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2007, 131 s.
34. Tak sobie, o sobie. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2007, 287 s. Przedr. zob. poz. 41.
35. Chatting with Gods. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2008.
36. Głosy z tego i nie z tego świata. Wiersze z lat 2003-2007. Wybór: J. Baran. Wwa:
Agencja Kuba 2008, 155 s.
Zawiera cykle: Tęsknoty; Kochają podobnie; Kochają bogowie, kochają boginie; Przeciw miłości, przeciw śmierci; O śmierci – łagodnie; Wyjście z cienia czy ucieczka w cienie?; Zanurzeni w sobie; Żywe cząsteczki martwego życia?; Świadomi Boga; Do innych bogów; Jacy ci aniołowie?; Świty ponad światem; Stworzone do niewyobrażalnego; Przyglądaj się sobie; Śpiewy; Inne ludzkie światy?; Wołania; Utrwalanie życia.
37. Rozmowy z ptaszkiem Tipo. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2008, 99 s.
38. Świat według Józefa Dzioby. [Wiersze]. Wwa: LSW 2009, 129 s.
39. Zapalają słońca, gaszą piekło. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2009, 96 s.
40. Szalona chacona. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2010, 108 s.
41. Wszyscy wspaniali! Kr.: Księg. Akademicka 2010, 329 s. Krak. Bibl. SPP, 3.
Wspomnienia od 1939. – Zawiera też wybór wierszy z poz. 34.
42. Hello, devil! [Wiersze]. Kr.: Arcana 2011, 118 s.
Tu też bibliografia utworów L. Czuchajowskiego.
43. O ciszy, diable i samym sobie. [Wiersze]. Kr.: Arcana 2011, 111 s.

Wybór wierszy w przekł. ang.: Diverse are the ways of love. [Przeł.:] T. Sławek, T. Rachwał. Kr.: Arcana 2004, 129 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: To nie była ucieczka. Rozm. M. Faber. „Echo Kr.” 1996 nr 151; Otwarte drzwi. Rozm. J. Baran. „Dz. Pol.” 1999 nr 159; Cząsteczki, kobiety, bogowie – rozmowa z poetą, profesorem chemii, L. Czuchajowskim. Rozm. Z. Kresowaty. „Metafora” 2004/2005 nr 56/59.

Ogólne

 	A. ZIEMIANIN: Chemia i poezja. „Gaz. Krak.” 1997 nr 168.
 	J. GIZELLA: Nostalgia..., i co poza nią? Czuchajowski, czyli paradoksy afirmacji. W: Poezja polska na obczyźnie. T. 1. Rzeszów 2005.
 	Z. KRESOWATY: Imaginacje humanistyczne Czuchajowskiego. „Akant” 2006 nr 3.
 	R. PAMPUCH, S. PENCZEK: Leszek Czuchajowski (8 IX 1926-4 III 2016). „Rocz. PAU” 2015/2016.

Gruszów i biały koń

 	M. JENTYS: Już furtę otwierają. „Regiony” 2000 nr 2/4.

Idą zmartwychwstańcy, idą

 	R. OSTASZEWSKI: W błędnym kole stereotypów. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.

Wszyscy moi aniołowie

 	K. LISOWSKI: Anioły Czuchajowskiego. „Życie” 1998 nr 203.

Uśmiechy milczenia

 	J. BARAN: Żalnik miłosny. „Dz. Pol.” 1999 nr 261.

Cząsteczki, kobiety, bogowie

 	J. BARAN: Na początku były kwarki. „Dz. Pol.” 2001 nr 214.

I przyszły do mnie motyle

 	I. SZOLC. „Mag. Lit.” 2001 nr 6.
 	S. SROKOWSKI: Atmosfera miejsca. „Akant” 2004 nr 3.

Cisza i ty

 	S. SROKOWSKI: Wielka nieobecność, czyli poezja ciszy. „Życie” 2004 nr 172.

Wiersze wybrane

 	J. BARAN: Różne smaki poezji. „Dz. Pol.” 2004 nr 12.

Liryki indiańskie

 	J. GIZELLA: Indiańskie legendy i mity. „Arcana” 2006 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2933" title="Zbigniew DMITROCA" slug="zbigniew-dmitroca">ur. 1962

Poeta, prozaik, autor utworów dla dzieci, satyryk, tłumacz.

Pseud.: Adrian Koszarski; Zygmunt Żwirkowski.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 28 lutego 1962 w Michałówce (nazwa majątku; obecnie Poddąbrowa); syn Stanisława Dmitrocy i Łucji ze Staszuków, rolników. Dzieciństwo spędził we wsi Niewirków koło Zamościa. Pierwsze próby literackie podjął w czasach szkolnych; zajął się wówczas również rzeźbieniem w drewnie. Od 1977 uczęszczał do Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zamościu. Wspólnie z kolegami utworzył tam grupę teatralną Adup. W 1978–83 należał do Grupy Literackiej „Zamoście” działającej w ramach Zamojskiego Ośrodka KKMP. Jako poeta debiutował w 1980 wierszem Pejzaże Malczewskiego wydrukowanym na łamach miesięcznika „Odra” (nr 9). Po zdaniu matury w 1982 studiował polonistykę, początkowo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a następnie do 1986 na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu. Brał aktywny udział w studenckim życiu kulturalnym. Równocześnie pracował w tym okresie jako pracownik fizyczny na Targach Poznańskich. W 1986 był wolnym słuchaczem na wydziale bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, a w 1987 podjął na krótko studia na Wydziale Socjologii UAM w Poznaniu. W 1988–90 przebywał w Trójmieście, zajmując się m.in. dorywczymi pracami literackimi, a następnie powrócił do Niewirkowa. Przez krótki czas pracował jako dziennikarz; podejmował także różne prace fizyczne. W 1989 opublikował w miesięczniku „Literatura na świecie” (nr 5/6) pierwsze przekłady wierszy autorów rosyjskich (A. Achmatowej, S. Gordeckiego, M. Gumiłowa i O. Mandelsztama). W 1990/91 wchodził w skład zespołów redakcyjnych wychodzących w Lubelskiem czasopism: „Zamojski Kwartalnik Kulturalny”, „Tygodnik Współczesny”, „Gazeta Domowa” W 1991–99 współpracował z Radiem Lublin jako współautor poetyckiej audycji dla dzieci pt. Jasiek. Od 1992 publikował książeczki dla dzieci. W 1999–2000 był członkiem redakcji miesięcznika „Aktualności i Informacje Lubelskie”. W 1999–2003 wspólnie z żoną zajmował się także rzemiosłem artystycznym; tworzył odlewy gipsowe oraz kartki pocztowe z limerykami m.in. dotyczącymi znaków zodiaku. Wiersze, prozę, przekłady z języka głównie rosyjskiego oraz recenzje drukował m.in. na łamach czasopisma „Kresy” (1990, 1994–96, 1999–2010, z przerwami, tu też pod pseud. Zygmunt Żwirkowski), „Literatura” (1996–99), „Odra” (1996, 2005–14, z przerwami), „Zeszyty Literackie” (1997–98, 2005–15, z przerwami), „Przekrój” (2003–08), „Europa” (2005–09), „Więź” (2005–12, z przerwami), „Fraza” (2008–13), „Twórczość” (2010–11), „Literatura na Świecie” (2011). W 2003–10 współpracował z Programem II Polskiego Radia; jego utwory były prezentowane w cyklach Sztuka przekładu, Sto lat poezji polskiej i Czwartki literackie. Był autorem wielu piosenek teatralnych (m.in. do lubelskiego Teatru Lalki i Aktora im H.Ch. Andersena), kabaretowych (m.in. prezentowanych w Lubelskiej Restauracji Biesy), popularnych, a także piosenek dla dzieci (część z nich została wydana na płycie pt. „Nibylandia”). W 2003 założył Jednoosobową Trupę Walizkową „Teatrzyk jak się patrzy” dla dzieci, w którym pełnił funkcję aktora i autora (wiersze z tego spektaklu znalazły się na płycie pt. „Skąd się biorą bajki”). W 2006 został członkiem SPP. Był wielokrotnym stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2003 otrzymał Nagrodę Województwa Małopolskiego im. W. Orkana, w 2010 tytuł Ambasadora Kultury Zamościa, przyznany przez Prezydenta m. Zamościa, a w 2015 za osiągnięcia w pracy twórczej nagrodę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

W 1997 zawarł związek małżeński z Magdaleną Józefczuk, plastyczką, ilustratorką także książek męża; ma córkę Kalinę. Od 2000 mieszka w kolonii Rożki pod Żółkiewką (Lubelskie).
TWÓRCZOŚĆ
1. Rozbrykana bryczka. [Wiersze dla dzieci]. Lubl.: Ex-libris 1992, 47 s.
2. Horror vacui. [Wiersze]. Lubl.: Test 1993, 62 s.
Nagroda im. J. Czechowicza za debiut w 1993.
3. Baśnik. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Alfa-Wero 1994, [32] s.
4. Namolny mol. [Limeryki dla dzieci]. Lubl.: Wydawn. Radia Lubl. 1995, [24] s.
Książeczka il. rysunkami wykonanymi w ramach konkursu dla słuchaczy dobranocek radiowych pt. „Jasiek”.
5. Ballada bez sensu i morału; Skamieliny, otoczaki, samorodki. [Wiersze]. Lubl.: Test 1996, s. 22 + 34.
Dwa zbiorki wierszy w jednym t. w układzie odwróconym.
6. Zezowata beza. [Wiersze dla dzieci]. Lubl.: Fulmen 1996, [56] s.
7. Kosy i kokosy. [Wiersze dla dzieci]. Il.: M. Józefczuk-Dmitroca. Lubl.: Wydawn. Radia Lubl. 1998, [37] s.
8. Alfabet imion. Z aneksem zodiakalnym. [Limeryki]. Kr.: Zielona Sowa 2000, 224 s.
9. Niedoraj. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa [2000], 39 s.
10. Miś na wsi. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: eSPe [2002], [12] s.
11. Miś w cyrku. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: eSPe [2002], [12] s.
12. Miś w parku. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: eSPe [2002], [12] s.
13. Miś w Zoo. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: eSPe [2002], [12] s.
14. Bajki niezapominajki. Wybór wierszy dla dzieci. Il.: M. Józefczuk-Dmitroca. Wybór: M. Małyska. Lubl.: Polonijne Centrum Nauczycielskie; Wydawn. Polihymnia 2003, 70 s.
15. Bal dla recytatorów. Wybór wierszy dla uczniów szkół podstawowych. Il.: M. Józefczuk-Dmitroca. Lubl.: Woj. Ośrodek Kultury 2004, 72 s.
16. Do trzech razy sztuka. [Utwory sceniczne dla dzieci]. Lubl.: Woj. Ośrodek Kultury, 2004 ,175 s.
Zawartość: Jak piraci zostali aktorami; Wielka afera w koszu z zabawkami; Klatka na krasnoludki.
17. Wiersze o zwierzętach na różnych kontynentach. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2005, [74] s.
18. Dobre duszki. Wiersze do poduszki. [Dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2006, 47 s.
19. Kotka trajkotka. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: eSPe 2006, 45 s.
20. Księga czarownic. [Wiersze dla dzieci]. Pomysł i il.: J. Marcolla. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2007, 38 s.
21. Zagadki wesołej gromadki. [Wierszowane zagadki dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertels­mann Media 2008, [48] s.
22. Zakaz przekraczania granicy. [Wiersze]. Lubl.: Świat Lit. 2008, 64 s.
Na książce błędna nazwa wydawn. – Nagroda im. A. Kamieńskiej w konkursie zorganizowanym przez Krasnostawski Dom Kultury za najlepszą książkę poetycką wydaną przez poetów Lubelszczyzny w 2008.
23. Kolorowy zawrót głowy. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki 2009, 37 s.
24. Raz, dwa, trzy… liczysz Ty! [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2009, 37 s.
25. Literki na cztery fajerki. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2010, [60] s.
26. Ptasie psoty i zgryzoty. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2010, 64 s.
27. Wierszykowy zawrót głowy. [Wiersze dla dzieci]. Il.: M. Józefczuk-Dmitroca. Lubl.: Polonijne Centrum Nauczycielskie i Wydawn. Polihymnia 2010, 98 s.
28. Księga zagadek na wszelki wypadek. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2011, 47 s.
29. Rymy na każdą okazję. Lubl.: Polonijne Centrum Nauczycielskie 2011, 129 s.
Wiersze i utwór sceniczny dla dzieci pt. Wielka afera w koszu z zabawkami [poz. 17].
30. Malowane dyktanda. [Dla dzieci]. Lubl.: Polonijne Centrum Nauczycielskie 2012, 39 s.
31. Śpiewanki dla Janka i Hanki. [Śpiewnik dla dzieci]. Lubl.: Polonijne Centrum Nauczycielskie 2012, 39 s.
Zbiór piosenek do słów Z. Dmitrocy do muz. J. Lawgmina, A. Namioty i D. Tokarewskiego.
32. Geoglify. [Wiersze]. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka — T. NN” 2013, 47 s.
33. Polska Baba Jaga na deskorolce. [Proza dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont 2014, 31 s. Czytam Sobie. Poziom 1. Składam Słowa. Edukacyjny Egmont.
34. Jeden, dwa, trzy… Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
35. Kolorowy świat. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
36. Koła i kółka. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
37. Kto robi hu-hu? Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
38. Kto się tu ukrył? Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
39. Śpiewanki, malowanki. Słowa: Z. Dmitroca. Muz.: J. Lawgmin. Rys.: M. Józefczuk-Dmitroca. Lubl.: Wydawn. Polihymnia 2014, 32 s. + płyta CD.
40. Świeci gwiazdka. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2014, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
41. Gdzie bywa słoneczko? Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
42. Parasol pana Pantalona. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, 47 s. Czytam Sobie. Poziom 2. Składam Słowa. Edukacyjny Egmont.
43. Widzę Cię! [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
44. Zwierzęta i zwierzątka. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka. Edukacyjny Egmont.
45. Jonka, Jonek i Kleks. [Komiks dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2016, 32 s. Czytam sobie. Poziom 1.
46. Baba Jaga w Ameryce. [Opowieść dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont 2017, 47 s. Czytam sobie. Poziom 2. Składam Słowa. Edukacyjny Egmont.
47. Kto tu pracuje? Il.: G. Ronco. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2017, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka.
48. Mamo, chcę jeść. Il.: F. Brunello. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2017, [24] s. Akad. Mądrego Dziecka.
Prace redakcyjne
1. Pojmowanie słońcem. Almanach. W wyborze Z. Dmitrocy i A. Kulika. Pod red. A.W. Kulika. Zamość: Klub Lit. Młodych; Woj. Dom Kultury 1983, 71 s.
2. J. Fałkiewicz: Wiraż. [Wybór wierszy]. Wybór: Z. Dmitroca. Zamość: Woj. Dom Kultury [1991], 11 s. Biblioteczka Zamojskiego Kwart. Kult., 1.
3. I. Słomińska: Wszechświatem będziemy we dwoje. [Wiersze]. Przeł. E. Siemaszkiewicz. Red. i wstęp: Z. Dmitroca. Lubl.: Woj. Bibl. Publiczna im. H. Łopacińskiego 2001, 156 s.
4. J. Czechowicz: Kołysanki i inne wiersze. Wybór: Z. Dmitroca. Wwa: Bertelsmann Media 2005, 72 s. Pol. Wiersze dla Dzieci.
5. Najpiękniejsze baśnie braci Grimm. Czyta Steffen Moller. Przeł. M. Tarnowski. Oprac. red. i wstęp: Z. Dmitroca. Wwa: Axel Springer Polska 2008, 64 s. + płyta CD.
6. Wiersze dla dzieci znane i lubiane. [Antologia]. Wybór i wstęp: Z. Dmitroca. Il.: M. Józefczuk-Dmitroca. Wwa: Axel Springel Polska 2008, 32 s.
7. J. Witkowska: Bajki z magicznej skrytki. [Wiersze dla dzieci]. Red. Z. Dmitroca. Wwa: Świat Książki — Bertelsmann Media 2008, 48 s.
Zob. też Przekłady poz. 2, 5.
PRZEKŁADY
1. A. Achmatowa: Modlitwa. [Wiersze]. Wybór i przekł.: Z. Dmitroca. Lubl.: MPJ 1993, 55 s., Wyd. nast. poszerz. i popraw. Wwa: Alfa 1998, 157 s.
2. A. Achmatowa: Milczenie było moim domem. [Wiersze]. Wybór i przekł.: Z. Dmitroca. Wwa: Świat Lit. [2008], 294 s.
Tekst w jęz. pol. i ros.
3. O. Kuzovkov, I. Trusov: Nie budzić wiosny. [Opowiadanie dla dzieci.]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, 23 s. Masza i Niedźwiedź. Ser. Małego Przedszkolaka.
4. O. Kuzovkov, I. Trusov: Pierwsze spotkanie. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, 23 s. Masza i Niedźwiedź. Ser. Małego Przedszkolaka.
5. Radio Swoboda. Współczesna poezja rosyjska. Wybór, przekł. i oprac. Z. Dmitroca. Wr.: Biuro Lit. 2015, 277 s. Antologie Poetyckie, 8.
6. O. Kuzovkov, I. Trusov: Wielkie pranie. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Wydawn. Egmont Polska 2015, 24 s. Koloruj, Czytaj, Naklejaj. Masza i Niedźwiedź.
7. W. Chodasiewicz: Powrót Orfeusza. [Wiersze]. Wybór, przekł. i wstęp: Z. Dmitroca. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka — T. NN” 2016, 120 s. Bibl. Zapomnianych Poetów, 10.
8. S. Bart: Nieuniknione. Przekł. wierszy Z. Dmitroca. Wwa: Wydawn. Nauk. UKSW 2016, 108 s.
Przekłady Z. Dmitrocy s. 35–72. – Zawiera także szkice o życiu i twórczości S. Barta.
9. B. Leśmian: Księżycowy żebrak i inne wiersze rosyjskie. Przekł. i posł.: Z. Dmitroca. Wwa: Sic! 2017, 68 s.

Nadto przekłady w dwujęzycznych tomach poezji: A. Blok: Nikto ne pridët nazad = Nigdy nie wraca nikt. Moskva 2016.
Polsko-Rosyjska Biblioteka Poetycka. – F. Tûtčev: Dva edinstva = Dwie jedności. Moskva 2017. Polsko-Rosyjska Biblioteka Poetycka. Klasyka, 1.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015.
 	Wywiady: „Poezja jest zaborczą kochanką i surowo karze za niewierność”. Rozm. M. Kraśniewska. „Gaz. Petersburska”, Sankt Petersburg 2009 nr 11/12.

Ogólne

 	A. STECHNIJ: Między konwencją a mimetyzmem. O poezji Z. Dmitrocy. W: Z. STECHNIJ, A. STECHNIJ: Oswajanie poetów. Lubl. 2003.
 	A. STECHNIJ: Różnorodne poezjowanie Z. Dmitrocy. „Kresy” 2007 nr 1/2.
 	J. DEMCZUK: Liryczne księstewko Z. Dmitrocy. „Nestor” 2009 nr 3.
 	K. CYZ: Dmitrocy książki dla dzieci. „dwutygodnik.com” [on-line] 2010 nr z IX [dostęp 20 listopada 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1430–dmitrocy-ksiazki-dla dzieci.html.

Rozbrykana bryczka

 	J. KOWALSKA: Taka mała książeczka… „Zamojski Kwart. Kult.” 1993 nr 2.
 	I. LAPPO: Dmitroca dzieciom. „Na przełaj” 1996 nr 33 [dot. także: Baśnik, Namolny mol] .

Horror vacui

 	A. NIEWCZAS: Lubelskie wydawnictwa. Lubelscy autorzy. „Na przykład” 1995 nr 21.

Baśnik

 	I. LAPPO: Dmitroca dzieciom. „Na przełaj” 1996 nr 33 [dot. także: Rozbrykana bryczka, Namolny mol].

Namolny mol

 	Z.W. FRONCZEK: Żona szczygła strzygła. „Nowe Książ.” 1996 nr 6.
 	I. LAPPO: Dmitroca dzieciom. „Na przełaj” 1996 nr 33 [dot. także: Rozbrykana bryczka, Baśnik].

Ballada bez sensu i morału; Skamieliny, otoczaki, samorodki

 	M. MICHALSKI: Poetycki notatnik i ballady bez morału. „Na przykład” 1996 nr 43, polem.: Z. Dmitroca: Puenta dla cenzora. Tamże nr 45.
 	I. LAPPO: Człowiek o podwójnej twarzy. „Kresy” 1997 nr 2.

Kosy i kokosy

 	E. SOL: Nowe wiersze. „Nowe Książ.” 1999 nr 5.

Niedoraj

 	R. OSTASZEWSKI: W niewoli życia czy konwencji. „Nowe Książ.” 2000 nr 8.

Zagadki wesołej gromadki

 	M. MAZUR: Zagadki dla maluchów. „Zamojski Kwart. Kult.” 2008 nr 3.

Zakaz przekraczania granicy

 	B. FORNEK. „Zamojski Kwart. Kult.” 2009 nr 4.
 	A. MORAWIEC: W roli poety. „Nowe Książ.” 2009 nr 3.

Geoglify

 	A. NĘCKA: Palcem i patykiem. „Nowe Książ.” 2015 nr 4.

Baba Jaga na deskorolce

 	J. KOŁTUN: Dmitroca najmłodszym. „Zamojski Kwart. Kult.” 2014 nr 2.

Jonka, Jonek i Kleks

 	K. MIŁEK: Pierwszy komiks. „Guliwer” 2016 nr 4.

A. Achmatowa: Milczenie było moim domem

 	P. FAST: Rewolucja czy zaniechanie? „Opcje” 2008 nr 3.
 	T. SINIAWSKA-SUJKOWSKA. „Kresy” 2008 nr 3.
 	A. PIWKOWSKA: Muza i… wariatka. „Więź” 2009 nr 1/2.
 	D. ULICKA: Achmatowa dla ubogich. „Nowe Książ.” 2009 nr 4.

Radio Swoboda

 	H. DUBYK: Swoboda song. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.
 	B. FORNEK: Współczesna poezja rosyjska w tłumaczeniu Z. Dmitrocy. „Zamojski Kwart. Kult.” 2016 nr 2.

B. Leśmian: Księżycowy żebrak i inne wiersze rosyjskie

 	A. OLMIŃSKA: Czy inny Leśmian jest możliwy? „Kult. Liberalna” [on-line] 2017 nr 45 [dostęp 22 grudnia 2017] Dostępny w Internecie: https://kulturaliberalna.pl/2017/10/31/anna-olminska-recenzja-lesmian-ksiezycowy-zebrak-wiersze-rosyjskie/
</document>
<document nplp_id="2935" title="Krystyna DOLATOWSKA" slug="krystyna-dolatowska">1923–2012

Krypt.: K.Ł.

Tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA
BIOGRAM
Urodzona 12 lutego 1923 w Radomiu; córka Mariana Łabędzia, urzędnika bankowego, i Stefanii Żerańskiej, nauczycielki (zmarła w połogu). Dzieciństwo spędziła częściowo w Radomiu i w Warszawie, gdzie ukończyła szkołę powszechną sióstr Zmartwychwstanek. Od 1934 uczęszczała do Państwowego Gimnazjum im. T. Chałubińskiego w Radomiu, przekształconego w 1939 w III Państwowe Gimnazjum i Liceum Żeńskie. W 1937 zamieściła w piśmie młodzieży szkół średnich „Sztubackie Głosy” opowiadanie pt. Marię wyrzucili (nr 1; podp.: K.Ł.), zaś w 1938 artykuł pt. Żeromski — a ziemia kielecka (nr 2; podp.: K. Łabędziówna). Po wybuchu II wojny światowej pozostała w Radomiu. W 1939 zmieniła (wraz z rodziną) nazwisko na Łubińska. Uczyła się w szkole handlowej i równolegle na kompletach tajnego nauczania; zdała maturę w 1942. Od 1941 pracowała jako telefonistka na poczcie. Współpracowała z AK. W kwietniu 1945 podjęła studia romanistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czerwcu 1947 ukończyła w krakowskim Instytucie Francuskim kurs d’Études françaises. W 1948 przeniosła się do Warszawy i kontynuowała od jesieni studia romanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W grudniu 1949 rozpoczęła pracę jako redaktorka w dziale literatury pięknej w Spółdzielni Wydawniczej „Książka i Wiedza” i zajęła się przekładami z języka francuskiego. W czerwcu 1950 ukończyła studia na UW, broniąc pracy magisterskiej poświęconej twórczości Guy de Maupassanta. Od 1950 roku publikowała tłumaczenia prozy francuskiej. W lipcu 1952 przeniesiona służbowo do Redakcji Romańskiej w Państwowym Instytucie Wydawniczym (PIW), pracowała tam do 1954, po czym współpracowała z wydawnictwem jako tłumaczka. W 1956–82 była członkiem Sekcji Tłumaczy ZLP. Odwiedzała kilkakrotnie we Francji powieściopisarkę, przyjaciółkę z gimnazjum i liceum, Zofię Romanowiczową. W 1969 powróciła do PIW-u i do 1972 pełniła obowiązki kierownika Redakcji Literatury Romańskiej. W 1972 zrezyg­nowała z pracy etatowej i poświęciła się całkowicie działalności przekładowej. W 1987 otrzymała nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich. Była członkiem ZAiKS-u (od 1971), PEN Clubu (od 1989) i SPP (od 1989). Pisała też dzienniki, prozę i wiersze, których nie publikowała (w 2014 „Zeszyty Literackie” nr 2 ogłosiły fragment jej prozy pt. Pejzaż).

W czerwcu 1949 poślubiła Zbigniewa Dolatowskiego, technika budowlanego, następnie grafika i bibliofila. Miała syna Jakuba Zbigniewa (ur. 1953), dendrologa. Zmarła 25 sierpnia 2012 w Warszawie; pochowana w Warszawie na Cmentarzu Pół­nocnym.
TWÓRCZOŚĆ
Przekłady

 	L. Aragon: Piękne dzielnice. [Powieść]. Wwa: KiW 1950, 484 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: PIW 1962, tamże: wyd. 3 1964, Aragon Louis (1897–1982). Świat rzeczywisty;wyd. 4 t. 1–2 1967. Bibl. Powsz., wyd. 5 1975.
 	É. Zola: Początki fortuny Rougonów. [Powieść]. Wwa: KiW 1950, 306 s. Wyd. nast. tamże: t. 1–2 1952. Bibl. „Prasy”, 41, 42. Przedr. zob. poz. 9.
 	É. Zola: Germinal. [Powieść]. T. 1–2. Wwa: KiW 1951, 243 + 194 s. Wyd. nast.: tamże 1952. Bibl. Przyjaciółki; Wwa: PIW 1953, wyd. nast. tamże: 1959. Rougon–Macquart, 13; wyd. 6 [!] 1966. Rougon–Macquart, Bibl. Arcydzieł. Najsłynniejsze Powieści Świata; wyd. 7 1970. Ser. Kieszonkowa; ze wstępem i oprac. J. Nowakowskiego Wr.; Kr.: Ossol. 1978, LXVIII + 536 s. BN, 2, 189; wyd. 8 Wwa: PIW 1976. Bibl. Klasyki Pol. i Obcej, tamże: wyd. 9 1983. Ser. Kieszonkowa, wyd. 10 1987. Ser. Kieszonkowa; Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1995. Bibl. Klasyki; [Madryt:] Mediasat Group 2005. Bibl. Gaz. Wybor. XIX Wiek,4. Przedr. zob. poz. 9. Wyd. fragm. zob. poz. 5.
 	G. de Maupassant: Piękny Pan. Powieść. Wstęp: A. Sowiński. Wwa: KiW 1952, 345 s. Wyd. nast.: pt. Bel-Ami: Wr.: Siedmioróg 1992; Wwa: Prószyński i S-ka 2000. Klasyka Powieści; pt. Uwodziciel Bel Ami. Wr.: Siedmioróg 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny pt. Uwodziciel Bel Ami: Wr.: Siedmioróg 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI.
 	É. Zola: Chleb i węgiel. [Powieść]. Wwa: MON 1952, 119 s. Bibl. Żoł. Ser. 1, Popularne Wypisy Lit., 63.
Fragment powieści É. Zoli: Germinal, zob. poz. 3.
 	G. de Maupassant: Spadek i inne opowiadania. Wyd. 2. Przeł.: A. Sowiński i K. Dolatowska. Posł. opatrzył R. Zimand. Wwa: Czyt. 1953, 182 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Przechadzka, s. 165–170.
 	G. de Maupassant: Historia prawdziwa i inne nowele. Posł. opatrzył J. Adamski. Wwa: Czyt. 1954, 258 s.
Zawartość: Historia prawdziwa; Tatuś Szymka; Spowiedź Teodula Sabot; Boitelle; Stary; Martinka; Pijak; Na morzu; Opowieść o pewnym Normandczyku; Sznurek; Ojciec Amable; Dwadzieścia pięć franków siostry przełożonej; Idylla; Królik; Toine; Królowa Hortensja; Pani Baptystowa; Duchoux; Ojcobójca; Posag; Protektor; Ojciec Mongilet; Przejażdżka; Znak; Wizyta; Parasol; Rodzina; Stryj Juliusz; Pole oliwne.
 	G. de Maupassant: Stryj Juliusz. [Opowiadania]. Tłum.: K. Dolatowska, M. Feldmanowa, A. Sowiński. Wwa: Czyt. 1954, 121 s. Książ. Nowego Czytelnika.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Stryj Juliusz; Historia prawdziwa; Tatuś Szymka; Toine; Królik.
 	É. Zola: Dzieła wybrane. Wstęp M. Żurowskiego. Tłum. K. Dolatowska [i in.]. Wwa: KiW 1954, XV + 1108 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Początki fortuny Rougonów [poz. 2]; Germinal [poz. 3].
 	G. de Maupassant: Nowele wybrane. Tłum.: R. Czekańska-Heymanowa [i in.]. Wwa: Czyt. 1955, 771 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Tatuś Szymka; Opowieść o pewnym Normandczyku; Przejażdżka; Na morzu; Królowa Hortensja; Stryj Juliusz; Sznurek; Martinka; Toine; Stary; Idylla; Protektor; Parasol; Pijak; Ojcobójca; Posag; Historia prawdziwa; Znak; Ojciec Amable; Rodzina; Duchoux; Dwadzieścia pięć franków siostry przełożonej; ­Boitelle, — nadto: Przechadzka [poz. 6]; Wyznanie.
 	G. de Maupassant: Baryłeczka i inne opowiadania. Tłum. R. Czekańska-Heymanowa [i in.]. Wwa: Czyt. 1956, 309 s. Złota bibl.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Tatuś Szymka; Opowieść o pewnym Normandczyku; Przejażdżka; Sznurek; Stary; Parasol, — nadto: Przechadzka [poz. 6].
 	É. Zola: Rougon-Macquartowie. Historia naturalna i społeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa. Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów. [Powieści]. Wwa: PIW 1956. Rougon–Macquart, 1, 2.
Cz. 1. Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów, 297 s.
Cz. 2. Zdobycz, 278 s.
 	A. Maurois: Olimpio, czyli życie Wiktora Hugo. Wiersze przeł. Z. Bieńkowski. Wwa: PIW 1957, 750 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1961, wyd. 3 1971.
 	Colette: Klaudyna w szkole. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 273 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. łącznie z poz. 15 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu. Wwa: PIW 1975, 357 s., toż 1985; wyd. łącznie z poz. 15, 16, 17 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu; Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi, tamże 1993, 642 s.; wyd. osob. Wwa: W.A.B. 2011.
Cz. 1 cyklu; cz. 2–4 zob. poz. 15–17, por. też. poz. 46.
 	Colette: Klaudyna w Paryżu. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 214 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. łącznie z poz. 14 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu. Wwa: PIW 1975, 357 s., toż 1985; wyd. łącznie z poz. 14, 16, 17 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu; Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi. Wwa: PIW 1993, 642 s.; wyd. osob. Wwa: W.A.B. 2011.
Cz. 2 cyklu; cz. 1, 3–4 zob. poz. 14, cz. 3–4 zob. poz. 16–17, por. też poz. 46.
 	Colette: Małżeństwo Klaudyny. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 194 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. łącznie z poz. 17 pt. Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi 1975, 269 s., toż 1985; wyd. łącznie z poz. 14, 15, 17 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu; Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi. Wwa: PIW 1993, 642 s.; wyd. osob. Wwa: W.A.B. 2011.
Cz. 3 cyklu; cz. 1, 2, 4 zob. poz. 14, 15, cz. 4 zob. poz. 17.
 	Colette: Klaudyna odchodzi. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 178 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. łącznie z poz. 16 pt. Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi 1975, 269 s., toż 1985, wyd. łącznie z poz. 14, 15, 16 pt. Klaudyna w szkole; Klaudyna w Paryżu; Małżeństwo Klaudyny; Klaudyna odchodzi 1993, 642 s.; wyd. osob. Wwa: W.A.B. 2011.
Cz. 4 cyklu; cz. 1–3 zob. poz. 14–16.
 	R. Radiguet: Bal u hrabiego d’Ogel. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 178 s.
 	G. de Maupassant: Wybór nowel. Przeł.: R. Czekańska-Heymanowa [i in.]. Wwa: Czyt. 1959, 174 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Tatuś Szymka; Przejażdżka; Stryj Juliusz; Sznurek; Parasol.
 	R. Radiguet: Opętanie. [Powieść]. Wwa: PIW 1958, 157 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 tamże 1959, wyd. 3 1979. Ser. z Jednorożcem; [wyd. 4] Wwa: KiW 1989. Koliber; Kr.: Zielona Sowa 2006. Arcydzieła Lit. Światowej.
 	H. Perruchot: Toulouse-Lautrec. [Biografia]. Wwa: PIW 1960, 429 s. Wyd. 2 tamże 1977.
 	L. Aragon: Aurelian. [Powieść]. Wwa: PIW 1961, 756 s. Wyd. 2 tamże 1964. Świat Rzeczywisty.
 	H. Perruchot: Manet. [Biografia]. Wwa: PIW 1961, 378 s. Wyd. 2 tamże 1978.
 	A. Vollard: Słuchając Cézanne’a, Degasa i Renoira. Wwa: PIW 1962, 385 s.
 	J. Cau: Litość Boga. [Powieść]. Wwa: PIW 1963, 315 s.
 	J. Semprún: Wielka podróż. [Powieść]. Wwa: PIW 1964, 250 s.
 	A. Billy: Bracia Goncourt. [Biografia]. Wwa: PIW 1966, 681 s.
 	M. Yourcenar: Moneta słów. [Powieść]. Wwa: PIW 1966, 174 s.
 	L. Aragon: Wyrok śmierci. [Powieść]. Wiersze przeł. J. Hartwig. Wwa: PIW 1968, 454 s. Współcz. Proza Światowa.
 	J. Semprún: Omdlenie. [Powieść]. Wwa: PIW 1969, 161 s. Współcz. Proza Światowa.
 	L. Guilloux: Konfrontacja. [Powieść]. Wwa: PIW 1970, 146 s. Bibl. „Jednorożca”.
 	G. de Maupassant: Baryłeczka. [Opowiadania]. Przeł.: R. Czekańska-Heymanowa, K. Dolatowska, J. Dmochowska. Wwa: KiW 1970, 140 s. Koliber.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Martinka; Ojciec Amable.
 	B. Vian: Jesień w Pekinie. [Powieść]. Wwa: PIW 1974, 270 s. Współcz. Proza Światowa. Wyd. nast.: Wr.: Siedmioróg 1992, Klasycy; Tor.: C&amp;amp;T 1996. Przedr. zob. poz. 54.
 	Colette: Narodziny dnia. [Powieść]. Wwa: PIW 1975, 113 s. KIK. Klub Interesującej Książ. Wyd. nast. Pozn.: Obserwator 1993.
 	N. Sarraute: Słyszy pan te śmiechy? [Powieść]. Posł.: J. Rogoziński. Wwa: PIW: 1975, 116 s. Współcz. Proza Światowa.
 	V. Segalen: René Leys. [Powieść]. Wwa: PIW 1975, 178 s.
 	Colette: Gigi i inne opowiadania. Wybór i przekł.: K. Dolatowska. Wwa: PIW 1977, 331 s.
Zawartość: Bella Vista; Pokój hotelowy; Księżyc przed deszczem; Kepi; Podlotek; Zielony wosk; Gigi; Pani fotografowa.
 	M. Skłodowska-Curie, I. Joliot-Curie: Korespondencja Marii Skłodowskiej-Curie z córką Ireną. 1905–1934. Wybór. Przedm.: Z. Ziegler. Wwa: PIW 1978, 209 s.
 	T. Gautier: Stopa mumii i inne opowiadania fantastyczne. Wybrał i posł. opatrzył J. Parvi. Przeł.: E. Bąkowska, K. Dolatowska, J. Parandowski. Wwa: PIW 1980, 276 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Onufriusz, czyli fantastyczne udręki pewnego wielbiciela Hoffmanna; Omfala. Historia w stylu rokoko; Stopa mumii; Dwóch aktorów do jednej roli.
 	Colette: Niebieska latarnia. [Wspomnienia]. Przeł., wstępem i przyp. opatrzyła K. Dolatowska. Wwa: PIW 1983, 269 s.
 	Znad Skaldy i Mozy. Antologia opowiadań belgijskich. Wybór i noty: Z. Cesul. Wstęp: Z. Smolarek. [Cz. 1]. Wwa: PIW 1983, 255 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: M. Tiry: Odległości, s. 98–145.
 	G. de Maupassant: Paryska przygoda. Wybór nowel. Przeł.: K. Dolatowska, R. Czekańska-Heymanowa, J. Dmochowska, M. Feldmanowa, A. Sowiński. Wwa: Czyt. 1984, 351 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Przechadzka [poz. 6]; z poz. 7: Opowieść o pewnym Normandczyku; Stryj Juliusz; Sznurek; Stary; Parasol; Posag; Znak; Ojciec Amable; Dwadzieścia pięć franków siostry przełożonej.
 	G. Duby: Czasy katedr. Sztuka i społeczeństwo 980–1420. Wwa: PIW 1986, 333 s. Wyd. nast. Wwa: Cyklady 1997.
 	G. de Maupassant: Jedyna miłość i inne opowiadania. Wybór: I. Szymańska. Wwa: Wydawn. Pol. Tow. Wydawców Książek 1987, 109 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Znak [poz. 7].
 	Opowieści Okrągłego Stołu. Oprac.: J. Bou­lenger. Przeł.: K. Dolatowska, T. Komendant. Wstępem i przypisami opatrzyła E.D. Żółkiewska. Wwa: PIW 1987, 440 s. Bibliotheca Mundi. Wyd. nast. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1996. Bibl. Klasyki.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Merlin czarodziej; Poszukiwanie Świętego Graala.
 	Colette: Dom Klaudyny. Wybrała i przeł. K. Dolatowska. Wwa: PIW 1988, 210 s.
Wybór z Colette: La Maison de Claudine; Sido; Noces.
 	M. Yourcenar: Opowieści wschodnie. Wwa: PIW 1988, 78 s. Mikropowieść.
 	A. Chedid: Szóstego dnia. [Powieść]. Wwa: NK 1989, 167 s.
 	M. Yourcenar: I jak woda płynie. [Powieść]. Wwa: PIW 1992, 233 s. Powieści Dwudziestego Wieku.
 	M. Yourcenar: Łaska śmierci. [Powieść]. Wwa: PIW 1993, 87 s.
 	M. Galey: Rozmowy z Marguerite Yourcenar. Gdańsk: Marabut 1996, 285 s. Piórko.
 	G. de Maupassant: Baryłeczka i inne utwory. Wybór i posł.: J. Falicki. Przeł.: R. Czekańska-Heymanowa [i in.]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1997, 662 s. Bibl. Klasyki.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Idylla; Królowa Hortensja; Martinka; Ojcobójca; Parasol; Przejażdżka; Stryj Juliusz; Sznurek; Tatuś Szymka; Toine, — nadto: Wyznanie [poz. 10].
 	M. Yourcenar: Aleksis, czyli traktat o daremnych zmaganiach. [Powieść]. Wwa: Sic! 1998, 91 s.
 	B. Vian: Dwie powieści. Przeł.: M. Puszczewicz, K. Dolatowska. Wwa: Liber 2001, 346 s.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej: Jesień w Pekinie [poz. 33].
 	M. Yourcenar: Czarny mózg Piranesiego; Wprowadzenie w dzieło Konstandinosa Kawafisa. Przeł.: J.M. Kłoczowski i K. Dolatowska.Wiersze K. Kawafisa w przekł. Z. Kubiaka. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 106 s. Bibl. Mnemosyne.
 	G. de Maupassant: Naszyjnik i inne opowiadania. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2005, 226 s. Bibl. Klasyki.
Tu w przekł. K. Dolatowskiej z poz. 7: Stryj Juliusz; Sznurek; Idylla; Parasol; Toine; Tatuś Szymka; Ojcobójca; Królowa Hortensja; Martinka, — nadto: Przechadzka [poz. 6]; Wyznanie [poz. 10].
 	M. Yourcenar: Pamiętniki Hadriana. Wyd. 3. Przeł. H. Szumańska-Grossowa; Zapiski do Pamiętników Hadriana przeł. K. Dolatowska. Wwa: W.A.B. 2008, 341 s. Inne Hist.
Przekład K. Dolatowskiej s. 306–326.

Praca redakcyjna

 	G. de Maupassant: Historia pewnego życia. [Powieść]. Tłum. [M. Feldmanowa]. M. Kreczowska. Przejrzała K. Dolatowska. Wwa: KiW 1950, 231 s.

OPRACOWANIA

 	Inf. syna Jakuba Z. Dolatowskiego 2014.
</document>
<document nplp_id="2937" title="Paweł DUNIN-WĄSOWICZ" slug="pawel-dunin-wasowicz">ur. 1967

Pseud.: Błażej Duda; Grzegorz Planeta;Jacek Fabierkiewicz; P. D.-W.; PDW; Paul Pavique; Pavique; Stefan Wrześmian; Witold Pawlicki; – pseud. zbiorowe używane także przez innych autorów: „Jacek Kocurek”; Sonia Szostakiewicz.

Prozaik, krytyk literacki, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 31 grudnia 1967 w Warszawie; syn Krzysztofa Dunin-Wąsowicza i Anny z Żaboklickich, historyków, pracowników Instytutu Historii PAN. Od 1974 uczył się w Szkole Podstawowej nr 92 im. E. Che Guevary (obecnie im. J. Brzechwy) w Warszawie. W 1982 podjął naukę w XVI Liceum Ogólnokształcącym im. S. Sempołowskiej; w 1986 zdał maturę. Następnie studiował dziennikarstwo na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego; w 1993 uzyskał magisterium na podstawie pracy pt. „Prasa lokalna dzielnic Warszawy 1916-1939” (wyd. nakładem własnym w 1993). Jako prozaik debiutował w 1988 opowiadaniem satyrycznym pt. Prowokacja, opublikowanym we wrocławskim dwutygodniku „Iglica” (nr 13; podp. pseud.: Witold Pawlicki). W tymże roku drukował też utwór prozą w roczniku studenckim „Enigma”. W 1989 rozpoczął działalność wydawniczą i redakcyjną, publikując w ruchu alternatywnym nieregularnik o tematyce artystycznej tzw. art zin „Iskra Boża”, w którym ogłaszał wiersze i opowiadania (m.in. podp. pseud.: Błażej Duda). W 1991-2002 był redaktorem naczelnym kontynuacji tego pisma pt. „Lampa i Iskra Boża. Miesięcznik nieregularny. Hand made” (funkcjonował też tytuł „Lampa Eklektyczna”), wydawanego oficjalnie przez niezależną dwuosobową instytucję (składającą się z P. Dunin-Wąsowicza i Andrzeja S. Rodysa) – Zjednoczone Oficyny Odlotystów; drukował tu do 2000 (podp. m.in. pseud.: Błażej Duda, Jacek Fabierkiewicz, P.D.-W., PDW, Paul Pavique, Pavique, Stefan Wrześmian). W 1993 zaczął prowadzić własne wydawnictwo książkowe „Lampa i Iskra Boża”, funkcjonujące w oficjalnym obiegu i promujące twórczość zwłaszcza najmłodszego pokolenia pisarzy. Równocześnie pracował etatowo jako dziennikarz – autor licznych artykułów, recenzji książek i komiksów w dzienniku „Życie Warszawy” (1992-96; podp. m.in. pseud.: Grzegorz Planeta), miesięczniku „Machina” (1996-2001; podp. m.in. pseud.: Stefan Wrześmian oraz zbiorowym „Jacek Kocurek”), a także w tygodniku „Przekrój” (2002-04). W 1994 razem z Grzegorzem Górnym i Rafałem Smoczyńskim był inicjatorem powstania pisma „Fronda”; wchodził w skład zespołu redakcyjnego pierwszego numeru oraz publikował tam wiersze i prozę (1994-95, 1998; podp. m.in. pseud.: Grzegorz Planeta). Artykuły, recenzje, opowiadania i wiersze publikował nadto w „Gazecie Wyborczej” (1989-2016, też w dod. „Książki”; podp. m.in. pseud.: Błażej Duda, Jacek Fabierkiewicz oraz zbiorowym: Sonia Szostakiewicz), „Tygodniku Uniwersyteckim” (1989; podp. m.in. pseud.: Jacek Fabierkiewicz oraz zbiorowym: Sonia Szostakiewicz), „Elicie” (1990; podp. pseud.: Błażej Duda), „Stronach” (1994), „Krzywym Kole Literatury” (1994-95; podp. m.in. pseud.: Pavique), „Nowym Nurcie” (1994), „Życiu” (1997), „Gazecie Fortecznej” (1998), „Kole” (1998), „Polityce” (1999, 2005-14, z przerwami), „FA-arcie” (2000, 2001), „Nocy Poetów” (2000), „Rzeczpospolitej” (2002), „Toposie” (2003), „Tygodniku Powszechnym” (2007), „eleWatorze” (2014; tu cykl felietonów Szpargalia odzyskana), „Dialogu” (2017), „Podglądzie” (2017), „Znaku” (2017). Brał aktywny udział w życiu kulturalnym Warszawy; w 1995-2003 współorganizował imprezy prezentujące środowiska alternatywnych wydawnictw literackich we współpracy ze Staromiejskim Domem Kultury w Warszawie i Stowarzyszeniem Przyjaciół Akademii Ruchu. W 1998 otrzymał Nagrodę Qchni Artystycznej „Wieszak”, przyznawaną „wybitnm osobistościom postmodernistycznym”. Był autorem kolaży m.in. do książki S. Grabińskiego Demon ruchu (wyd. Wwa 1999) oraz do powieści P. Soszyńskiego Tajemnice Szumina (wyd. Wwa 2002). W 2002 razem z Jarosławem Lipszycem i Piotrem Mareckim założył dwutygodnik literacki dostępny w Internecie w formie blogu pt. Kumple (istniał do 2011). W 2003-04 współprowadził w Telewizji Polskiej (z Tomaszem Łubieńskim oraz Kazimierą Szczuką, a potem Kingą Dunin) program Dobre książki. W 2004 został redaktorem naczelnym i wydawcą kontynuacji pisma „Lampa i Iskra Boża” pt. „Lampa. Literatura, muzyka, komiks”, wydawanego przez wydawnictwo Lampa i Iskra Boża. W 2005 otrzymał nagrodę Paszport „Polityki” w kategorii „kreator kultury”. W 2009-10 wchodził w skład Jury Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej lub sensacyjnej. Zajmował się także (od 1993) grą na gitarze i śpiewaniem własnych piosenek m.in. w zespołach Paul Pavique Movemenent oraz Meble (ich nagrania zostały dołączone w formie płyty CD do „Lampy” 2006 nr 2). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Mitteleuropa. Scenariusz filmowy. [Współaut.:] A.S. Rodys. „Lampa i Iskra Boża” 1991 nr 1 s. 12-13. Przedr.: „Fronda” 1994 nr 1 s. 36-40 oraz w poz. 6.
Przekł. niem. w: M. Fleischer: Overground. Die Literatur der polnischen alternativen Subkulturen der 80er un 90er Jahre. München 1994.
2. Prasa lokalna dzielnic Warszawy 1916-1939. Wwa: Nakł. aut. 1993, 73, [5] s.
Praca magisterska.
3. Rewelaja. [Mini-powieść]. Lublin: Propaganda Press; Wwa: Lampa i Iskra Boża 1994, 97 s. Wyd. nast.: Wwa: Lampa i Iskra Boża 2005.
Zawiera m.in. poemat: Jeżeli objawia się miasto…
4. Parnas bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku. Oprac.: P. Dunin-Wąsowicz, K. Varga. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1995, 102 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i rozszerz. Wwa: Empik; Odeon 1995, 153 s.; wyd. 3 i ostatnie [!] (zaktualizował P. Dunin-Wąsowicz) . Wwa: Lampa i Iskra Boża 1998, 239 s., [wyd. 4] tamże 2005, 254 s.
Od wyd. 3 podtytuł także na okł. – Zawiera hasła rzeczowe dot. najnowszej literatury i biogramy najmłodszego pokolenia pol. pisarzy.
Przekł. ang. hasła: „brulion”: „Chicago Review” 2000 nr 3-4 (46).
5. Widmowa biblioteka, czyli Książki urojone albo Wypisy o xięgach, których nigdy nie było, ale ktoś o nich napisał. Przez P. Dunin-Wąsowicza mistrza żurnalistyki. Wstęp: P. Dunin-Wąsowicz. Kolaże wewnątrz książki: [P. Dunin-Wąsowicz] PDW i W. Wilczyk. Wwa: Świat Książki; Lampa i Iskra Boża 1997, 279 s. Wyd. nast. [rozszerz.] pt. Polska biblioteka widmowa. Leksykon książek zmyślonych. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2016. Varia. Zob. też Prace redakcyjne poz. 7.
Tytuł na okł. wyd. 1: Widmowa biblioteka. Leksykon książek urojonych. – Dot. książek istniejących tylko w dziełach innych autorów.
6. Odczapów. Przewodnik dla turystów mentalnych. [Współaut.:] A.S. Rodys. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1999, 77 s.
Proza satyryczna dot. fikcyjnej enklawy nad Morzem Czarnym. – Zawiera też: Mitteleuropa [poz. 1], – nadto mapy i rysunki.
7. Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia „brulionu” wobec rzeczywistości III RP. [Rys.:] M. Świetlicki. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2000, 114 s. Pribałtika. Wyd. 2 tamże 2005.
Zawartość: I. W Polsce, czyli nigdzie. – II. Bazyliszek. – III. Przeciw nikomu, komuś, wszystkim: 1. Liberalni realiści: O wielkości prozy Krzysztofa Vargi; [A.] Stasiuk nostalgik; [C.] Domarus – piewca nieudaczników; [P.] Siemion – realista kapitalistyczny; Marek Kochan – groteska społeczno-ekonomiczna; Świat kumpli; – 2. Konserwatywni romantycy: [T.] Kołodziejczak i rycerz bez skazy; [R.A.] Ziemkiewicz -wizjoner; [M.] Lepianka i [J.] Dukaj – tryumf albo zgon; [K.T.] Lewandowski – konserwatyzm na wesoło; [Barnim] Regalica – prawdziwy nacjonalista: 3. Plujący anarchiści [dot. m.in. R. Praszyńskiego] . – IV. Kobieta, kariera, komputer; – Męski świat; Praca, czyli dopust boży; Gadżety nowych czasów. – V. O czystości pojęcia banalizmu.
8. T. Love: I hate rock’n’roll. Live. Tekst: M. Patryas, P. Dunin-Wąsowicz. [Wwa:] Agora 2006, 46 s. + 1 dysk optyczny (DVD). Bibl. Gaz. Wybor. Najmniejszy Koncert Świata, 2.
Zawiera teksty + 2 płyty DVD oraz dyskografię zespołu muz. T. Love, s. 44-45.
9. Rozmowy Lampowe 1993-2007. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2007, 328 s.
Zawiera wywiady z pisarzami, muzykami i plastykami przeprowadzone przez P. Dunin-Wąsowicza i publikowane w „Lampie i Iskrze Bożej” oraz „Lampie”: Kazik Malinowski: Anarchia jest jak proca; Słoneczna Ekipa Tworząca [Adaśko Wasilkowski, Marek Karcerowicz, Krzysztof Rekosz]: Żeby nie uciekało; Grabaż (Krzysztof Grabowski): Bal u Doktora; Pietia Wierzbicki: Kto był królem Punków; Muniek Staszczyk: Szwagier Kolaska; Marcin Pryt: 2 razy 19 Wiosen; Marek Sieprawski: Ja bym chciał, żeby były smoki; Maurycy Gomulicki: W Muzeum Śmiecia; Brudne Dzieci Sida (Grzegorz Kmita): Patyczak mieszał łyżką; Jan Riesenkampf: Czapka norwidka; Marek Kochan: Jakie to ma znaczenie?; Dorota Masłowska: Dyskoteka w piekle; Piotr Wojciechowski: Świat jest zły ale piękny; Andrzej Stasiuk: Mnie interesuje rozpad; Stanisław Lem: Upustki i wypustki; Marcin Świetlicki: Mentalny kloszard; Izabela Sowa: Moi przyjaciele są daleko; Cool Kids Of Death: Święta ignorancja; Krzysztof Gawronkiewicz, Grzegorz Janusz: Komiks za wycieraczką; Wojtek Staszewski: Spóźnieni punkowcy; Marek S. Huberath: Wspólnota piekła i czyśćca; Maciej Malicki: Palta jesionki; Jacek Dehnel: Archeopteryx poezji; Jacek Dukaj: Wszczepki i żywokryst; Wilhelm Sasnal: Nie wiedziałem co to Bauhaus; Endo (Agata Nowicka): Jestem trochę lesbijką; Aleksander Kościów: Moment złamania pieczęci.
10. Warszawa fantastyczna. Wwa: Raster Stow. Integracji Kultury 2010, 284, [4], XL s., il.
Nominacja do Nagrody Lit. m.st. Warszawy w 2011.
Leksykon wiedzy o wizjach Warszawy w polskiej literaturze fantastycznej. – Zawartość: Wprowadzenie. – Warszawa zmyślona od XIX do XXI wieku: Od Moszkopolis do Szymka Cymera; Od soc-utopii do auto da fe; Polska Republika Federalna; Sny o mocarstwie; Warszawa Plus; Husarz wkracza do akcji W. – Fantastyczne tematy: Bazyliszek i inne potwory; Baobab na Rynku Starego Miasta; Cosmopolis; Największy polski bohater literacki [dot. Pałacu Kultury i Nauki]; Tramwaj metafizyczny; Rejestr ulic i obiektów fantastycznych, – nadto: Appendix: I. Adam Idźkowski; II. Bohdan Pniewski; III. Bolesław Bierut; IV. Joanna Rajkowska; V. Paweł Althamer.
11. Fantastyczny Kraków. Wstęp: K. Dudek. Posł.: M. Roszczynialska. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2013, 199, [5], 8 s. tabl.
Przewodnik po obrazach Krakowa w polskiej literaturze ostatniego stulecia, głównie science fiction. – Zawartość: Od autora. – Krak, Smok i Pan Twardowski; W Krakowach przyszłości; Czekając na wojny i rewolucje; Kraków jako punkt odniesienia; Duchy wawelskie; …I duchy zwykłe; Miasto obok Krakowa. – Podsumowanie.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Nar. Centrum Kultury 2014, plik w formacie EPUB, MOBI oraz dostępny w Internecie: http://cyfroteka.pl/ebooki/Fantastyczny_Krakow-ebook/p85493i119362
12. Fantastyczny atlas Polski. Ilustr.: M. Adamik. [Projekt. graf.:] M.K. Zalejski. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2015, 359 s., [2] k. tabl.
Zawiera też komiks M. Sieńczyka pt. Chodź ze mną, mój przyjacielu, nadto rozdział M. Niemojewskiego pt. „Kresy fantastyczne”. – Leksykon dot. Polski i jej historycznych i wyobrażonych obszarów zawartych w twórczości pisarzy od początku XIX.
13. Dzika biblioteka. [Eseje]. Wwa: Iskry 2017, 294 s.
Literacka autobiografia. – Zawartość: Wstęp; Duniny zmyślone i prawdziwe; Detektywy historyczne; Rabarbarek, czyli biblioteka; Jak napisać kryminał retro; Pavelcovo; Komiksy; Kafel i Bereza [dot. m.in.: M. Kafel: Zarys techniki wydawniczej]; Autografy; O „Lalce” i adaptacjach; Muniek na pieprzonym Żoliborzu [dot. Z. Staszczyka]; Powieści o kapelach; Operetkowe państwa; Maciusiowe dary [dot. M. Sieńczyka]; Tramwaje i pociągi; Robinsony; Zmory; Antysemitmiki; Obcojęzyczne; Pożyczone nieoddane; Lampowe; Varia.
14. Żoliborski przewodnik literacki. Wwa: Lampa i Iskra Boża – P. Dunin-Wąsowicz 2017, 175 s.
Zawartość: I. Czasy; II. Miejsca; III. Gatunki.
PRZEKŁADY
Przekłady tekstów P. Dunin-Wąsowicza w antologiach niem.: Neue Geschichten aus der Pollakey. [Oprac.:] B. Helbig-Mischewski, K.M. Załuski. Jestetten 2000; Alphabet der polnischen Wunder. Red.: S. Peter. Frankfurt am Main 2007; Jahrbuch Polen 2011. Kultur. Wiesbaden 2011.
Prace redakcyjne
1. Xerofeeria. Antologia. Polskie alternatywne pisma artystyczne od – ~ do października 1993. Oprac. P. Dunin-Wąsowicz we współpracy z J. Sobczakiem, J. Katarzyńskim, A. Wasilkowskim. Wwa; Zielona Góra: Lampa i Iskra Boża 1993, 224 s. Wyd. 2 rozszerz. pt. Xerofeeria 2.0. Antologia artzinów. Polskie alternatywne pisma literackie 1980-2000. Wersja beta. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2002, 238 s.
Wyd. 1 dla Art Zine Gallery II. – Na okł. (wyd. 1) podtyt.: Antologia Art Zinów.
2. Xerofrenia. Antologia wierszy z tomików wydawanych w obiegu alternatywnym i nie tylko. Wybór wierszy: P. Dunin-Wąsowicz, J. Sobczak. Rys.: K. May. Wwa; Zielona Góra: Lampa i Iskra Boża 1994, 102 s.
Wyd. dla Art Zine Gallery II. – Na okł. podtyt.: Antologia nowych wierszy.
3. Xerofuria. Antologia-katalog. III warszawski Art Zine Show, 20 maja 1995. Red., wstęp i noty: P. Dunin-Wąsowicz. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1995, 128 s.
4. Lubelscy sentymentaliści. Red. i przedm.: P. Dunin-Wąsowicz. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 152 s.
Almanach z wierszami poetów lubelskich: A. Kobusa. W. Kozaka, K. Malinowskiego i J. Suszka. – Symboliczna Nagroda Bruna „Odwyk literacki” przyznana za „Lubelskich sentymentalistów” promowanych przez P. Dunina-Wąsowicza i pismo „Lampa i Iskra Boża” w 1998.
5. Macie swoich poetów. Liryka polska urodzona po 1960 roku. Wypisy. Wybór i oprac.: P. Dunin-Wąsowicz, J. Klejnocki, K. Varga. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 198 s. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 1997, 240 s.
6. Świat kumpli. Najlepsze opowiadania o młodych ludziach w Polsce. [Antologia]. Red.: P. Dunin-Wąsowicz. Il.: I. Rutkiewicz. Wwa: Machina 1999, 148 s. Młodzież.
7. Biblioteka widmowa. Suplement pierwszy do leksykonu xiąg urojonych. Oprac.: P. Dunin-Wąsowicz. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2002, 154 s. Zob. też Twórczość poz. 5.
8. [Dwadzieścia] 20 lat pod Lampą. Antologia opowiadań. [Red.:] P. Dunin-Wąsowicz. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2011, 231 s.
Tu także bibliografia utworów pol. wyd. w piśmie „Lampa” w 1991-2011.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Parnas Bis 10 lat po. Paweł Dunin-Wąsowicz wspomina losy słownika literatury polskiej urodzonej po 1960 roku. „Lampa” 2005 nr 9.
 	Wywiady: Autorom wyrządzam krzywdę. Rozm. M. Grzebalski. „Nowy Nurt” 1995 nr 8; Traktować młodych poważnie. Rozm.: B. Dudko. „Kur. Poranny” 1995 nr 178; Literatura to nie wagon. Rozm. K. Varga. „Czas Kult.” 1996 nr 2 [o literaturze publikowanej przez wydawnictwo i pismo „Lampa i Iskra Boża”]; Konopie, buraki i kartofle. Rozm. R. Paśnicki. „Krzywe Koło Literatury” 1997 nr 2/3; Eko-biblioteka. Rozm. B. Chaciński. „Expr. Wiecz.” 1998 nr 35 [dot. Widmowa biblioteka]; „Mogłem na tym tracić” – rozmowa o „Lampie”. Rozm. P. Marecki. W: P. Marecki: Pospolite ruszenie. Czasopisma kulturalno-literackie w Polsce po 1989 roku. Rozmowy z redaktorami. Kr. 2005; Popkultura nie chce buntu. Rozm. P. Kofta. „Dz. Polska-Europa-Świat” 2007 nr 156 dod. „Kultura”; Lampa do czytania. Rozm. R. Pawłowski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 96; Portret wydawcy z czasów dojrzałości. Rozm.: E. Kledzik, J. Roszak. „Czas Kult.” 2009 nr 5; O gustach się opowiada. Rozm. J.H. Sokołowska. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://dwutygodnik.com/artykul/2507/-o-gustach-sie-opowiada.html; Te wizje mnie wzięły. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 136 dod. „Stołeczna” [dot. głównie: Warszawa fantastyczna]; Dunin-Wąsowicz: Google to ja. Rozm. J. Świąder. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 180; Chcę cały czas znajdować nisze. Rozm. M. Gliński. Powst. 2014. [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/artykul/pawel-dunin-wasowicz-chce-caly-czas-znajdowac-nisze; Tropiciel złej literatury. Rozm. P. Gawlik. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 278 dod. „Stołeczna”; Jestem samolotem rozpoznawczym. Rozm. A. Gruszczyński. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 16; Plac Wilsona był na Żoliborzu zawsze. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 156 dod. „Mag. Stołeczny” [dot.: Żoliborski przewodnik literacki]; Uwielbiam fatalną literaturę. Rozm. R. Mazurek. „Dz. Gaz. Prawna” 2017 nr 238.


 	OGÓLNE: A. KYZIOŁ: Światła Lampy. „Polityka” 2004 nr 32; M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989. Kr. 2004, passim.
 	K. PIELKA: Namiętność bez zobowiązań – o ssaniu i kochaniu LAMPY. „Ha!art” 2004 nr 19A. – „Czarne” oraz „Lampa i Iskra Boża”. Literatura na rynku idei. Słupsk 2010 [materiały z konferencji poświęconej Wydawn. „Czarne”, Słupsk grudzień 2007 i Wydawn. „Lampa i Iskra Boża”, Słupsk grudzień 2008].
 	M. GLIŃSKI: „Lampa”, czyli jak pożenić Lelewela z punkiem. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/artykul/lampa-czyli-jak-pozenic-lelewela-z-punkiem .
 	G. JANKOWICZ: Porównawcze studium przypadku: „Znak” oraz „Lampa i Iskra Boża”. W: Literatura polska po 1989 roku w świetle teorii Pierre’a Bourdieu. Kr. 2014.

Rewelaja

 	J. KLEJNOCKI: Chichot postmodernistyczny. „Polityka” 1995 nr 12 dod. „Polityka – Kultura” nr 3.
 	Ł. KLESYK: Męka w sześciu konwulsjach. „Wiad. Kult.” 1995 nr 8.
 	M. PRZEWOŹNIAK. „Mag. Lit.” 1995 nr 11.
 	K. PUCZKO: Zrób to sam. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83.
 	A.S. RODYS: Pod lampą. „Lampa i Iskra Boża” 1995 nr 8.
 	K. VARGA: Ale jaja. „Nowy Nurt” 1995 nr 8.
 	A.S. RODYS: „Rewelaja” w obiegu zinowym. „Poglądy Otwarte” 1996 (wiosna).

Parnas bis

 	D. BŁASZAK; Ł. KLESYK: Forma przejściowa; J. KORYL: Co słychać na Parnasie; Z. ŁĄCZKOWSKI: „Parnas bis” – publikacja potrzebna, ale…; L. ŻULIŃSKI. „Krzywe Koło Lit.” 1995 nr 8/9.
 	J.Z. BRUDNICKI: Słownik kontrkultury. „Twórczość” 1995 nr 12.
 	L. BUGAJSKI: Zabawa w Parnas. „Śląsk” 1995 nr 1.
 	T. CICHOŃ. „Nowy Nurt” 1995 nr 20.
 	A. FRANASZEK: Parnas dla 30-latków. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 34.
 	T. JASKIERKO: Słownik pomówień. „Enigma” 1995 nr 22.
 	J. KLEJNOCKI: Inny Parnas. „Polityka” 1995 dod. „Polityka – Kultura” nr 9.
 	J. KLEJNOCKI: Pięćdziesiąt obiegów literatury polskiej. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 84.
 	P. KUNCEWICZ: Nowy Parnas. „Prz. Tyg.” 1995 nr 44.
 	D. NOWACKI: Chłopcy i dziewczęta z ferajny. „FA-art” 1995 nr 3.
 	K. NOWICKI: Szanowny Panie Redaktorze. „Topos” 1995 nr 9/10.
 	M. PIASECKI: Młody parnas. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 188.
 	J. SOSNOWSKI: Szalikowcy literatury. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 237 dod. „Gaz. o Książ.” nr 10.
 	D. SUSKA: Z brulionu na Parnas. „Życie Warsz.” 1995 nr 236.
 	P. SZEWC: Anarchistyczne państwo. Zwariowany słownik młodej literatury. „Rzeczpospolita” 1995 nr 239.
 	J. WINIARSKI: Łże-słownik. „Wiad. Kult.” 1995 nr 42.
 	K. WITKOWSKI. „Mag. Lit.” 1995 nr 11.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Kumoszki na Parnasie bis. „Nowe Książ.” 1996 nr 3.
 	J. CHŁOSTA: „Parnas bis” na bis. „Portret” 1996 nr 3.
 	A. CZACHOWSKA. „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 6.
 	S. DŁUSKI: Słownik urodzony w 1995 roku. „Fraza” 1996 nr 11/12.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Jeszcze dwa słowniki. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 7.
 	M. HAMKAŁO: Parnasizm brylujący. „Odra” 1996 nr 4.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Kij w mrowisku, czyli słownik. „Polonistyka” 1996 nr 3.
 	M. PIASECKI: Parnas bis bis. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 40.
 	A.S. RODYS: Pod lampą. (Książki by krytycy). „Lampa i Iskra Boża” 1996 nr 9.
 	K. SYBILSKA: Energia skandalu. „Teksty Drugie” 1996 nr 5.
 	S. BURSZEWSKI: Uwaga! – Banalizm. „Aleje 3” 1998 nr 16.
 	B. CHACIŃSKI: Poeci, pisarze i widma. „Expr. Wiecz.” 1998 nr 111.
 	A. EKIERHARDT: Tekst przeciw wszystkim. „Studium” 1998 nr 13/14, polem.: J. WINIARSKI: Przeciw naiwności. Tamże 1999 nr 1/2.
 	J. INGLOT: Parnas fantastyczny. „Nowa Fantastyka” 1998 nr 11.
 	M. MAZUREK: Młodzi poeci i wojna na morzu. „Czas Kult.” 1998 nr 3.
 	W. ORLIŃSKI: Sorry, Winnetou. Okrutna kpina z młodej literatury. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 148, polem.: J. KORNHAUSER: Post scriptum (10). „Kwart. Artyst.” 1998 nr 3.
 	R.A. ZIEMKIEWICZ: Świat równoległy. „Nowa Fantastyka” 1998 nr 11, sprostowanie: R.A. Ziemkiewicz: Skąd taki pomysł. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 203 [list do red.].
 	W. WENCEL: Intelektualiści bis. „Fronda” 1999 nr 15/16, przedr. w tegoż: Zamieszkać w katedrze. Wwa 1999.
 	Zob. też Autor o sobie.

Widmowa biblioteka

 	D. NOWACKI: Pavique widmowym bibliotekarzem. „FA-art” 1997 nr 4.
 	L. BUGAJSKI: Książka – gadżet. „Wiad. Kult.” 1998 nr 13.
 	B. CHACIŃSKI: Widmowe do kwadratu. „Życie” 1998 nr 15.
 	A. CHOJECKI: Postmodernizm się kończy… „Topos” 1998 nr 1/2.
 	J. DRZEWUCKI: Nie napisane książki. „Rzeczpospolita” 1998 nr 63.
 	J. GONDOWICZ: Chimera jako mól książkowy. „Nowe Książ.” 1998 nr 2, przekł. ros: Himery na stranicah knig. „Inostrannaâ Literatura”, Moskva 1999 nr 5.
 	J. KAŁĄŻNY: Motyw biblioteki w literaturze. „Biblioteka” 1998 nr 2 [dot. m.in. P. Dunin-Wąsowicza].
 	J. KLEJNOCKI: Książki na niby. „Polityka” 1998 nr 16 [dot. też: K. Varga: 45 pomysłów na powieść].
 	K. SZCZUKA: Książki, których nie ma. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 40 dod. „Książki” nr 2.
 	P. ZAWADZKI: Detektyw-biblionauta. „Mag. Lit.” 1998 nr 1.
 	R. KORDES: Książka, która jest. „Odra” 1999 nr 2.
 	[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Ostatni encyklopedysta. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 16.
 	C. ROSIŃSKI: Piękna ułuda. „Odra” 2017 nr 12.
 	[J. SOBOLEWSKA] JS: Stoi wiercąc góry. „Polityka” 2017 nr 11.
 	Zob. też Wywiady.

Odczapów

 	J. KLEJNOCKI: Aksamitna utopia. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 215 dod. „Książki” nr 9.
 	L. SZPONDERSKA. „Lampa i Iskra Boża” 1999 nr 15.
 	J. TOMKOWSKI: Witamy w Odczapowie! „Życie” 1999 nr 217.

Oko smoka

 	P. BRATKOWSKI: Prowokatorzy. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 303.
 	M. CIEŚLIK: Medal dla Dunina. „Mag. Lit.” 2001 nr 2.
 	P. CZAPLIŃSKI: Apetyt na koniec. „FA-art” 2001 nr 1, przedr. w tegoż: Ruchome marginesy. Kr. 2002.
 	K. DUNIN: Obszczymurki i faszyści. „Res Publica Nowa” 2001 nr 3, polem. R. ZIEMKIEWICZ: Mniej więcej przechlapane. „Mag. Lit.” 2001 nr 2.
 	D. NOWACKI: Rzeczywistość, czyli zdrada. „Twórczość” 2001 nr 7.
 	J. SOBOLEWSKA. „Nowe Książ.” 2001 nr 6.
 	M. WITKOWSKI: Tylko dla dorosłych. „Odra” 2001 nr 10.

Rozmowy lampowe

 	P. KOFTA: Kieszenie pełne czereśni. „Dz. Polska-Europa-Świat” 2007 nr 156 dod. „Kultura”.
 	W. ORLIŃSKI: Pokoleniowe rozmowy Dunina-Wąsowicza. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 135.

Warszawa fantastyczna

 	R. PAWŁOWSKI: Fantazja. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 194 dod. „Stołeczna”.
 	P. PUSTKOWIAK: Plac Defilad w zabójczych fioletach. „Dz. Gaz. Prawna” 2011 nr 107 dod. „Kultura”.
 	K. VARGA: Polska fantastyczna, czyli tylko fikcja jest interesująca. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 81 dod. „Duży Format”.
 	Zob. też Wywiady.

Fantastyczny Kraków

 	J. CZECHOWICZ: Możliwe niemożliwości. Powst. 2014. [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://krytycznymokiem/blogspot.com/2014/01/fantastyczny-krakow-pawe-dunin-wasowicz.html .
 	K. JANCZURA: Smoku, zbudź się! Powst. 2014 [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/smoku-zbudz-sie-fantastyczny-krakow.
 	W. JURASZ: Nasz współczesny Kraków – najlepszy z możliwych. „Dz. Pol.” 2014 nr 57.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Kraków w wielu odsłonach. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 12.
 	M. MUS: Kraków przefiltrowany. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 6.
 	T. PINDEL: Bałucki fantastyczny. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 16 sierpnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://poczytane.blog.onet.pl/2014/01/29/balucki-fantastyczny

Fantastyczny atlas Polski

 	B. BIEDRZYCKI: Palcem po literackiej mapie. O książce Pawła Dunin-Wąsowicza „Fantastyczny atlas Polski”. „Kult. Liberalna” 2015 nr 361 [on-line] [dostęp 17 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2015/12/08/biedrzycki-recenzja-dunin-wasowicz-fantastyczny-atlas-polski/ .
 	B. CHACIŃSKI: Fantazja polska. „Polityka” 2015 nr 47.
 	[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Księga fantastyczna. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 43.
 	Ł. ORBITOWSKI: Recenzja z roku 2055. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 286.

Dzika biblioteka

 	W. STANISŁAWSKI: Czytanie jako sport ekstremalny. Labirynt z luźnych okładek. „wSieci” 2017 nr 47.

Xerofeeria

 	A.S. RODYS: Ponury świat zinów. „Lampa i Iskra Boża” 1994 nr 7.
 	P. RYPSON: Dosyć Podporządku! „Życie Warsz.” 1994 dod. „Ex Libris” nr 43.
 	K. PUCZKO: Zrób to sam. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83 [dot. też: Xerofuria; Xerofrenia].

Xerofrenia

 	T. KONOPIŃSKI: Perfidny szkodnik pod drugą warstwą kory. „Krzywe Koło Lit.” 1995 nr 3, polem.: P. DUNIN-WĄSOWICZ: Drogi Konopie! Tamże 1995 nr 3.
 	K. KUCZKOWSKI: Bez nazwisk! Na marginesie „Xerofrenii”. „Nowy Nurt” 1995 nr 8.
 	K. PUCZKO: Zrób to sam. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83 [dot. też: Xerofeeria; Xerofuria].

Xerofuria

 	K. PUCZKO: Zrób to sam. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83 [dot. też: Xerofeeria; Xerofrenia].

Lubelscy sentymentaliści

 	A.S. RODYS: Pod lampą. (Książki by ASRodys). „Lampa i Iskra Boża” 1996 nr 10 [dot. też: Macie swoich poetów].
 	A. STASIUK: Poetycki Wharton. „Gaz. Wybor.” 1996 dod. „Książki” nr 11.

Macie swoich poetów

 	M. CISŁO: I znów bunt się ustatecznił. „Ocalenie przez poezję” 1996 nr 4.
 	M. CYRANOWICZ: Macie swoich poetów – pstrąg. „Czas Kult.” 1996 nr 2.
 	J. DRZEWUCKI: Nie tylko klasycy i barbarzyńcy. „Śląsk” 1996 nr 6.
 	A. FRANASZEK: U mnie u nich też i u tamtych też nic nowego. „Nowy Nurt” 1996 nr 12.
 	M. HAMKAŁO: W bieżącej poezji. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	M. KRASSOWSKI: Poezja i draka. „Wiad. Kult.” 1996 nr 11, polem.: C. BRYK: Historia pewnej głupoty. „Nowy Nurt” 1996 nr 8.
 	K. PIOTROWICZ: Amcie sowich peotów. „Akcent” 1996 nr 3.
 	A.S. RODYS: Pod lampą. (Książki by ASRodys). „Lampa i Iskra Boża” 1996 nr 10 [dot. też: Lubelscy sentymentaliści].
 	J. SOSNOWSKI: Barbarzyńcy zgolili brody. „Polityka” 1996 nr 15.
 	P. WILCZEK: Wypisy z młodej poezji. „Nowe Książ.” 1996 nr 6.
 	M. KALANDYK: „Macie swoich poetów” – „sine ira et studio”. (Chwilowe zawieszenie broni). „Fraza” 1997 nr 2.
 	E. NAWÓJ: Od Kochanowskiego do Wencla. „Mag. Lit.” 1997 nr 3/4.
 	P. SZUBARTOWICZ: Supermarket. „Wiad. Kult.” 1997 nr 29.
 	M. CIEŚLIK: Sam zrób swoją antologię. „Życie” 1998 nr 75.

Świat kumpli

 	J. KLEJNOCKI: Pokolenie „Machiny”? „Gaz. Wybor.” 1999 nr 137 dod. „Książki” nr 6.
 	J. KLIMCZYK: „Prz. Tyg.” 1999 nr 40.
 	M. WOLNY: Luz wystudiowany. „Polityka” 1999 nr 21.

20 lat pod Lampą

 	P. PUSTKOWIAK: Co widać pod Lampą. „Polityka” 2012 nr 9.
</document>
<document nplp_id="2939" title="Wincenty FABER" slug="wincenty-faber">1936-1980

Pseud.: KLON; Stanisław Szary; W.; W.F.

Poeta, autor książek i sztuk teatralnych dla dzieci.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 7 czerwca 1936 w Bielsku (od 1951 Bielsko-Biała); syn Stanisława Fabera, przedsiębiorcy, i Jadwigi Matuszewskiej, nauczycielki. Uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. S. Żeromskiego w Bielsku-Białej. W tym czasie podjął pierwsze próby poetyckie. Należał do ZHP. Po zdaniu matury w 1953 studiował slawistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Należał w tym czasie do ZSP. W 1957 był współzałożycielem Międzywydziałowego Klubu Literackiego z siedzibą w kawiarni Żaczek, mieszczącej się przy Domu Studenckim. W 1958 uzyskał magisterium na UJ i pracował najpierw jako instruktor kulturalno-oświatowy w Krakowskim Domu Kultury, następnie w Technikum Gospodarczym w Krakowie, potem do września 1967 jako bibliotekarz szkolny oraz przez rok w Kuratorium Okręgu Szkolnego. Jako poeta debiutował wierszem pt. Z jadłospisu drużyny ogłoszonym w 1958 na łamach harcerskiego tygodnika „Na Przełaj” (nr 26); za właściwy debiut poetycki uważał wiersz pt. Wolny przekład na leśne zamieszczony w 1959 w „Życiu Literackim” (nr 49), w piśmie tym publikował następnie do 1980. Jako autor wierszy i tekstów piosenek (ok. 300, m.in. Jaki śmieszny jesteś pod oknem, Wędrówka)współpracował z kabaretami i teatrami studenckimi. Wchodził w skład wielu grup literackich i stowarzyszeń. W 1959-62 wraz z Mieczysławem Czumą, Leszkiem Aleksandrem Moczulskim i Beatą Szymańską należał do Grupy Poetyckiej Młodzieżowego Klubu Literackiego „Żaczek” działającej przy Domu Studenckim „Żaczek” w Krakowie (członkowie grupy należeli jednocześnie do Koła Młodych przy Oddziale Krakowskim ZLP). W 1961 został kierownikiem literackim mieszczącego się w tym akademiku Teatrzyku Piosenki „Sowizdrzał”. W 1960-61 należał do poetyckiej Grupy Literackiej „Wielopole”, skupionej wokół miesięcznika ZMW „Głos Młodzieży Wiejskiej”, na którego łamach publikował w tym czasie wiersze. Zdobył wiele nagród w konkursach poetyckich, m.in. w 1960 nagrodę „Czerwonej Róży” Klubu Studenckiego „Żak” w 1960. Od 1960 współpracował z tygodnikiem społeczno-politycznym „Wieści” (podp. też: Stanisław Szary, W.F.; tu m.in. w 1976 cykl felietonów pt. „Moim zdaniem”, a w 1979 niepodpisana kolumna fraszek poświęconych współpracownikom), w którym od 1967 był także zatrudniony jako korektor, od 1978 jako redaktor, a po przejściu w 1979 z powodu choroby na rentę – jako prowadzący dział poezji. Nadto wiersze, felietony i artykuły publikował w „Dzienniku Polskim” (1960-77, z przerwami), „Gazecie Krakowskiej” (od 1961; tu w 1966 felieton podp. KLON), „Współczesności” (1961-62, 1966-67), „Tygodniku Kulturalnym” (1962-67, 1971-77, z przerwami), „Kurierze Akademickim” (1963-65). Od 1961 uprawiał także twórczość dla dzieci, ogłaszając utwory m.in. w „Płomyczku” (1962-79, z przerwami) i w „Świerszczyku” (1962-80; podp. też. W.F.). W lutym 1962 wszedł do Zespołu Literackiego powstałego przy Komitecie Wojewódzkim ZMS w Krakowie. Od 1964 do ok. 1970 należał do krakowskiej Grupy Literackiej „Sowizdrzał”, zorganizowanej przy studenckim klubie „Nowy Żaczek”, działającej w ramach Grupy Twórczej UJ „Sowizdrzał”; w 1964 był w zespole redagującym jednodniówkę „Kurier Akademicki” , zamieszczał w niej także wiersze. Po 1968 należał do Grupy Literackiej „GRONIE” im. E. Zegadłowicza powstałej przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej w Żywcu. Wiersze publikował także w „Głosie Młodzieży Wiejskiej” (1966-69; tu m.in. noty podp. W.), „Płomyku” (1967-68, 1972-73), „Materiałach Repertuarowych” (1968-73), „Poezji” (1971-77, z przerwami), „Jutrzence” (1975-80). Był autorem scenariuszy do filmów animowanych emitowanych w Telewizji Polskiej (1967-69). W 1968 został członkiem ZLP. W 1979 za całokształt twórczości literackiej dla dzieci otrzymał nagrodę specjalną przyznaną przez Beskidzkie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.

W 1965 ożenił się z Hanną Kossowską; miał córkę Mirosławę (ur. 1966). Zmarł 27 maja 1980 w Krakowie; pochowany na Cmentarzu Rakowickim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Próba porównania. Poezja. [Autorzy:] M. Czuma, W. Faber, L. Moczulski, B. Szymańska. Kr.: WL 1962, 83 s.
Zawiera 10 wierszy W. Fabera, s. 45-61.
2. Otwieranie liści. [Wiersze]. Wwa: Iskry 1964, 65 s.
Zawiera cykle: Otwieranie liści; Cybernetyka; Ballady wewnętrzne; Po stronie szarości.
3. W bibliotece. [Scenariusz filmu animowanego dla dzieci]. Reż.: A. Ledwig. TVP 1967.
4. Latawiec. [Scenariusz filmu animowanego dla dzieci]. Reż.: J.J. Janczak. TVP 1968.
5. Nagrodzona wytrwałość. [Scenariusz filmu animowanego dla dzieci]. Reż.: L. Marszałek. TVP 1968.
6. Rzeczowniki. [Wiersze]. Kr.: WL 1968, 51 s.
Zawiera cykle: Równowaga; Ręce.
7. Szyszki. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Ruch 1968, [12] k.
8. Przekorna chmurka. [Scenariusz filmu animowanego dla dzieci]. Reż.: A. Piliczewski. TVP 1969.
9. Niemechaniczny koń. [Sztuka lalkowa dla dzieci]. Praprem. pt. Koń niemechaniczny: Insc. i reż.: T. Walczak. Kr., T. Lalki i Maski „Groteska” 1971. Druk zob. poz. 14.
I nagroda na Telewizyjnym Festiwalu Widowisk Lalkowych w 1972.
10. Słodka przygoda. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ruch 1972, [12] k. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: KAW 1975, 24 s., wyd. 3 tamże 1979.
Adapt. tv: Scenariusz telewizyjnego filmu animowanego dla dzieci: E. Kulig. Reż.: J. Byrdy. TVP 1981.
11. Przyjmowanie. [Wiersze]. Kr.: WL 1974, 74 s.
Zawiera cykle: Przyjmowanie; Liryka konkretna.
12. Skaczące lato. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: WL 1975, 46 s. Wyd. 2 tamże 1988.
13. Wyścigi. [Dla dzieci]. Kr.: Komisja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego PZMot [Pol. Związku Motorowego], Zarząd Okręgu przy współudziale Komendy MO 1975, [6] k.
14. Dwie bajki. Muz.: A. Zarycki. Uwagi insc.: T. Walczak. Wwa: Centr. Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury 1977, 190 s. + nuty.
Zawartość: Niemechaniczny koń [poz. 9]; Bajka o gwiazdach, czyli Wielka kariera.
15. W cieniu ognia. [Wiersze]. Kr.: WL 1977, 40 s.
Nagroda im. A. Bursy, przyznana przez Zarząd Oddz. ZLP w Kr. w 1978.
16. Teatr na łące. (Przedstawienie w naszej klasie). [Utwór dramatyczny]. „Świerszczyk” 1978 nr 42 s. 667-668.
17. Makówka i wiatr. [Wiersze]. Wwa: KAW 1979, 36 s.
18. Pies na spacerze. [Wiersz dla dzieci]. Il.: R. Knuth. Wwa: KAW 1979, [6] k.
19. Słoneczni żeglarze. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: WL 1979, 44 s.
20. Wędrówka. [Wiersze]. Wwa: KAW 1979, [18] k.
Adapt. teatr.: Scenariusz i reż.: J. Chudy. Wyst.: Bielsko-Biała, T. Lalek „Banialuka” 1985; pt. Wycieczka. Reż. i scenariusz: M. Dwornik. Wyst.: Wałbrzych, T. Lalki i Aktora 2004.
21. Uwaga! Słoń! [Wiersze dla dzieci]. Wwa: KAW 1980, [8] k.
22. Zaczarowana muszla. [Scenariusz widowiska dla dzieci]. TVP 1980.
23. Kolorowy śnieg. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: NK 1981, 36 s.
24. Jakiekolwiek zdarzenie. [Wiersze]. Kr.: WL 1982, 49 s.
Zawartość: Jakiekolwiek zdarzenie [poemat], – nadto cykl: Wiersze ostatnie.
Adapt. tv: Jakiekolwiek zdarzenie. Program poetycki wg poezji W. Fabera. Wybór i układ wierszy: H. Faber. Reż.: S. Zajączkowski. TVP 1983.
25. Zawsze. Wiersze wybrane. Wybrał i wstępem opatrzył A. Włodek. Kr.,Wr.: WL 1986, 167 s. Seria Małych Wyborów Poetyckich.
Zawiera wiersze z tomów: poz. 2, 6, 7, 11, 20.

Nadto wydania osobne tekstów piosenek z nutami: Dwa kotki. Opowiadanie muzyczne na 2 fortepiany. [Muz.:] J. Fik. Kr.: PWM 1972, 19 s. – Czego żądasz. Fokstrot. [Muz.:] T. Kozłowski; Nietypowy podrywacz. Beguine. [Muz.:] T. Margot. Kr.: PWM 1973, [6] k., Bibl. Orkiestr Tanecznych, 195. – Można z tobą kury kraść. [Muz.:] A. Żalski. Współwyd. z: Gdyby nie piwo. [Muz.:] A. Żalski. Słowa: J. Laskowski. Wwa: Ag. Autorska na zlecenie ZAKR, 1974, [8] k.
Praca redakcyjna
1. Balią przez H2O. Piosenki z teatrzyków studenckich. Na głos z gitarą. Wybór i oprac. na gitarę: J. Powroźniak. Red., wstęp i noty: W. Faber. Kr.: PWM 1970, 107 s.
PRZEKŁADY
Przekłady wierszy w antologiach zagranicznych: bułg.: Chimn na r’’kata. Polski poeti. Sofiâ 1980, – hiszp.: Poesia polaca. [Red.:] I.M. Suārez Recio. La Habana 1984.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Dlaczego piszę wiersze dla dzieci. „Mag. Kult.” 1973 nr 2.
 	Wywiad: Mali czytelnicy mają duże wymagania. Rozm. E. Pałczyńska. „Echo Krak.” 1977 nr 212; Lubię dom. Rozm. A. Warzecha. „Dz. Pol.” 1978 nr 188.
 	LP XX w. (red.).
 	„Rocznik Literacki” 1980 (A. Biernacki).
 	Strona internetowa: http://www.wincenty-faber.pl [dostęp 17 grudnia 2015].

Ogólne

 	T. SZYMA: Liryka potocznego konkretu. „Życie Lit.” 1978 nr 43.
 	Z. BRZUCHOWSKA: Faber: Baśń wyorana z jednej grudki. „Poezja” 1979 nr 6 [dot. poezji W. Fabera].
 	A. AUGUSTYN: Wincenty Faber. „Tyg. Kult.” 1980 nr 25.
 	S.A. WISŁOCKI: Wicek Faber w „Sowizdrzale”. „Student” 1985 nr 14 [dot. działalności W. Fabera w Studenckim Teatrzyku Piosenki „Sowizdrzał”].
 	R. BEDNARCZYK: Z zazdrości ptakom. (O poezji W. Fabera). „Pis. Lit.-Artyst.” 1989 nr 10.
 	W. KOLARZ: „Zawsze będę pisał tę książkę…” „Gaz. Krak.” 1990 nr 133.
 	M. FABER: Wincenty Faber. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 163 dod. „Gaz. w Katow.”.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Prawo pierwszego olśnienia. „Dz. Pol.” 2000 nr 159.
 	A. ZIEMIANIN: Nie wolno o nim zapomnieć! „Gaz. Krak.” 2000 nr 123.

Próba porównania

 	M. WYKA: Przed debiutem. „Współczesność” 1961 nr 6.
 	M. GRZEŚCZAK: Początek. „Tyg. Kult.” 1962 nr 42.
 	A. MIĘDZYRZECKI: „Świat w człowieku”. „Nowe Książ.” 1962 nr 20 [dot. m.in. W. Fabera].
 	A. WŁODEK: Poetycki czworobok. „Dz. Pol.” 1962 nr 197.
 	B. BIERNACKA: Wokół „Miejsca zamieszkania”. „Nowa Kult.” 1963 nr 20 [dot. też: Z. Barczak: Miejsce zamieszkania].
 	J. KWIATKOWSKI: Zapowiedzi. „Życie Lit.” 1963 nr 2.

Otwieranie liści

 	J. LAU. „Życie Lit.” 1964 nr 20.
 	A. MIĘDZYRZECKI: Obraz i ruch. „Nowe Książ.” 1964 nr 11 [dot. m.in. W. Fabera].
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Autentysta w krainie robotów. „Współczesność” 1964 nr 167.

Rzeczowniki

 	H. KUBICKI: Przypadki Wincentego Fabera. „Agora” 1968 nr 24.
 	A. WŁODEK. „Życie Lit.” 1968 nr 46.

Szyszki

 	M. DUBAS: Poezja dla dzieci. „Książ. dla Ciebie” 1969 nr 1.

Niemechaniczny koń

 	J. BOBER: Obiecujący debiut [jako autora sztuk dla dzieci]. „Gaz. Krak.” 1971 nr 37.
 	K. ZBIJEWSKA: Dwa razy – młody widz. „Dz. Pol.” 1971 nr 55 [dot. też: Z. Dudnik: Jasełka].

Przyjmowanie

 	M. CHRZANOWSKI: Faber i [J.B.] Roszkowski. „Nowe Książ.” 1974 nr 17 [dot. też: J.B. Roszkowski: Rondo].
 	T. NYCZEK: Indywidualista. „Echo Kr.” 1974 nr 134.
 	I. SMOLKA: W świecie pytań. „Życie Lit.” 1974 nr 26.
 	Z. ZYGMA: Co przyjmujemy? „Poezja” 1975 nr 6.

Dwie bajki

 	A. AUGUSTYN: Dwie bajki. „Student” 1977 nr 18, polem.: W. FABER: Nowatorstwa Adama Augustyna. Tamże 1977 nr 19; Z. ZYGMA: Metody... „Życie Lit.” 1977 nr 41 [dot. m.in. W. Fabera].
 	Z. ZYGMA: Poezja dla dzieci i dorosłych? „Życie Lit.” 1977 nr 22.

W cieniu ognia

 	T. NYCZEK: Codzienny romantyk. „Echo Kr.” 1977 nr 204.
 	J. BARAN: „Szeregowi rycerze miłości”. „Wieści” 1978 nr 34.
 	P. GEMBAL. „Nowy Wyraz” 1978 nr 9.
 	K. LISOWSKI: Długo i szczęśliwie. „Mag. Kult.” 1978 nr 2.

Makówka i wiatr

 	Z. BESZCZYŃSKA: Jak pisać książki dla dzieci? „Nowe Książ.” 1979 nr 17 [dot. m.in. W. Fabera].

Wędrówka

 	E. BRZOZA: Propozycje dla najmłodszych. „Nowe Książ.” 1980 nr 9.
 	L. KOZIEŃ. „Teatr Lalek” 1986 nr 4.

Kolorowy śnieg

 	E. ZALESKA: Widzieć uroki świata. „Nowe Książ.” 1981 nr 20.

Jakiekolwiek zdarzenie

 	J. KAJTOCH: Ostatnie wiersze Wicka. „Gaz. Krak.” 1982 nr 185, przedr. w tegoż: Nie tylko o autorach i książkach. Bielsko-Biała 1985.
 	S. STANUCH: Pośmiertne wiersze Wincentego Fabera. „Tu i Teraz” 1982 nr 26.
 	A. WARZECHA: Przesłanie Wincentego Fabera. „Dz. Pol.” 1982 nr 169.

Zawsze

 	R. BEDNARCZYK: Wiersze kardiogramy. „Fakty” 1987 nr 11.
 	S. JURKOWSKI: Dwa małe wybory. „Literatura” 1987 nr 5 [dot. też: E. Zechenter-Spławińska: Wiersze wybrane].
 	J.A. BORZĘCKI. „Poezja” 1988 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2941" title="Darek FOKS" slug="darek-foks">ur. 1966

Imię metrykalne: Dariusz

Pseud.: Bruno Kotilov.

Poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 27 lipca 1966 w Skierniewicach; syn Waldemara Foksa, technika ekonomisty, i Anny z Deptułów, księgowej. Uczęszczał do Technikum Budowlanego w Skierniewicach; w 1986 zdał maturę. Następnie studiował na Wydziale Humanistycznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. J. Kochanowskiego w Kielcach, początkowo filologię rosyjską, a po roku filologię polską; studiów nie ukończył. Swoje utwory ogłaszał już w latach osiemdziesiątych na łamach pism „Radar” (tu proza podpisana pseud.: Bruno Kotilov) i „Okolice”, ale za właściwy debiut uważa wiersze opublikowane w 1992 na łamach miesięcznika „Twórczość” (nr 1), z pismem tym współpracował i w późniejszych latach. Wiersze, opowiadania, recenzje drukował następnie m.in. na łamach pism „Akcent” (1993–98, z przerwami), „Brulion” (1993, 1995), „Nowy Nurt” (1994–96), „Odra” (1996–99, 2002, 2012), „Gazeta Forteczna” (1997–99), dodatku „Gazety Wyborczej” „Książki” (1998–99) i „Studium” (1998–2001, 2007). W 1993–95 odbył zastępczą służbę wojskową w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Skierniewicach. W 1994 otrzymał stypendium dwutygodnika literackiego „Nowy Nurt”. W 1995–96 pracował jako młodszy instruktor do spraw literackich w Wojewódzkim Domu Kultury w Skierniewicach. W 1996–98 studiował na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. W tym samym czasie pełnił funkcję sekretarza redakcji w miesięczniku „Literatura na Świecie”. W 1998 został członkiem SPP. W 2002–04 był redaktorem prowadzącym i zastępcą redaktora naczelnego magazynów „Aktivist” i „Exklusiv”. W 2004 rozpoczął pracę w redakcji miesięcznika „Twórczość” jako redaktor działu prozy. Równocześnie w 2005–2012 był recenzentem literackim magazynu „Playboy”; współpracował też stale z magazynem „Machina”. Od 2004 studiował scenopisarstwo w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi; w 2007 uzyskał tam licencjat. W następnych latach był współscenarzystą seriali telewizyjnych. Brał udział w wielu polskich i zagranicznych festiwalach literackich, m.in. Poetry International w Rotterdamie (2005), The Maastricht International Poetry Nights (2004, 2006), Ars Poetica w Bratysławie (2006), Kijewskich Ławrach w Kijowie (2011). Czterokrotnie otrzymał stypendium twórcze Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2000, 2004, 2010, 2014). W 2014 został laureatem Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt twórczości. W 2015 odznaczony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

W 1996 zawarł związek małżeński z Krystyną Piotrowicz; ma syna Jakuba (ur. 1995). Mieszka w Skierniewicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Film i inne wiersze z lat 1986–1988. [Arkusz poetycki]. Wwa: ZG ZSMP 1989, 15 s. Wkł. do „Okolice” nr 2.
2. Wiersze. [Arkusz poetycki]. Skierniewice: Skierniewicki Dom Kultury. 1989.
3. Wiersze o fryzjerach. Lubl.: Multico 1994, 57 s. Nowa Poezja Pol.
Zawiera wiersze drukowane wcześniej w mies. „Twórczość”.
Nagroda główna w III edycji konkursu na Brulion Poetycki, organizowanego przez redakcję pisma „bruLion” w 1993, wyróżnienie w konkursie im K. Iłłakowiczówy za najlepszy debiut poetycki roku w 1994.
4. Misterny tren. [Wiersze]. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1997, 48 s. Bibl. „Kresów”.
5. Ezra Pub. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki — T. Dram. 1998, 11 s. Barbarzyńcy i Nie, 7.
6. Orcio. [Opowiadanie]. Wr.: Pomona 1998, 30 s.
Nagroda im. N. Gall, przyznana przez Fundację im. N. Gall za najlepszą krótką prozę w 1999.
7. Pizza weselna. [Opowiadania]. Posł.: H. Bereza. Kr.: Zielona Sowa 2000, 98 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, 19.
Nominacja wspólnie z poz. 8 do Paszportu Polityki w 2000.
Zawartość: Gesualdo; Weterynarze jej życia; Piersiami i plecami; Elvis Nabokov; Gruby testament; Adam Mokotów i Ewa Żoliborz; Chór rzeźników; Marihuana Jones; Pizza weselna. – Od autora. – H. Bereza: Żartujmy.
Przekł.: czes.: Svatební pizza. [Przeł.] J. Faber. Ostrava 2007, — słowac.: Svadobná pizza. [Przeł.] K. Chmel. Ivanka pri Dunaji 2007.
8. Sonet drogi. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2000, 63 s.
Nominacja wspólnie z poz. 7 do Paszportu Polityki w 2000.
9. Mer Betlejem [Powieść]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 141 s. Port Legnica, 1.
Nominacja do Paszportu Polityki w 2004.
10. Co robi łączniczka? [Tekst:] D. Foks. [Fotografie:] Z. Libera. Katow.: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2005, [132 s.].
Por. poz. 12.
Książka lit.-artyst. o powstaniu warszawskim. – Nagroda TVP Kultura w kategorii literatura i nominacja do Nagrody Lit. Gdynia wspólnie z Z. Liberą w 2005.
Przekł.: franc.: Ce que fait l’estafette. [Przeł.] É. Veaux.
[Paris]; Katow. 2006, — niem.: Was Macht die Meldegängerin. [Przeł.] O. Kühl. Katow.; [Heidelberg] 2008.
11. Przecena map. Wiersze z lat 1987–1997. Wr.: Biuro Lit. 2005, 108 s. Wielki Kanion, t. 5.
Zawiera cykle: Wiersze o fryzjerach [poz. 3]; Misterny tren [poz. 4], — nadto: Czapajew wypłynął.
12. Co robiła łączniczka. Książka o książce. [Współ­aut.:] Z. Libera. Pod red. S. Cichockiego. Bytom: Bytomskie Centrum Kultury: Kronika; Bielsko-Biała: Galeria Bielska [Biuro Wystaw Artyst.] BWA 2006, 87 s. Por. poz. 10.
Książka związana z poz. 10 i wystawą prezentowaną w Muzeum Górnośl. w Bytomiu 20 XI 2005–15 I 2006 i w Bielsku-Białej Galerii BWA 2 II–5 II 2006.
13. Ustalenia z Maastricht [Wiersze i małe formy prozatorskie]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 61 s. Więcej Poezji, 27.
14. Brzydula. Scenariusz odcinków 11, 17, 24, 29, 36, 113, 118, 122, 132 serialu telewizyjnego. TVN 2008–2009.
15. Wielkanoc z tygrysem. [Powieść]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2008, 311 s. Seria ze Strachem.
16. Sto najlepszych polskich reklam i jedna niemiecka. [Wiersze i proza]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2009, 67 s. Bibl. Poezji Współcz., 10.
17. Sigmund Freud Museum. [Wiersze]. Wwa: Wydawn. Raymond Q 2010, 46 s.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2011.
18. Kebab Meister. [Proza]. Kr.: Wydawn. i Księg. Korporacja Ha!art 2012, 102 s.
Nominacja do Śląskiego Wawrzynu Lit. i Nagrody Lit. Gdynia w 2013.
Adapt. radiowa: Reż. i adapt.: B. Marcinik. Odcinki 1–20. Radio 2013 [on-line] [dostęp 14 października 2014]. Dostępny w Internecie: http:/www.nina.gov.pl/.
19. Liceum. [Wiersze]. Wwa; Skierniewice: Wydawn. Raymond Q 2012, 45 s.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2013.
20. Rozmowy z głuchym psem. [Wiersze]. Łódź: Dom Literatury: SPP 2013, 77 s. Białe Kruki Czarne Owce, 1.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia i Nagrody Lit. Nike w 2014.
Cykle: Dom i rodzina; Motoryzacja; Turystyka i podróże; Biznes i gospodarka; Przeprowadzka.
21. Debordaż. [Wybór wierszy i prozy]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2014, 428 s. Bibl. Poezji Współcz., 83.
22. Susza. [Powieść]. Wr.: Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza 2014, 144 s.
23. Historia kina polskiego. [Proza]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 80 s.
Nominacja do Górnośl. Nagrody Lit. „Juliusz” w 2016.
24. Pracownia Poetycka Silesius. [Współaut.:] A. Sosnowski. Red.: A. Kałuża, G. Jankowicz. Wr.: Wrocławskie Wydawn. Warstwy 2015, 78 s.
Wypowiedzi na temat współczesnej poezji.
25. Tablet taty. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 44 s. Biuro Lit., 122
26. Historia poezji polskiej dla drwali. [Wiersze]. Wwa: Wydawn. Raymond Q; Skierniewice: we współpracy z Miej. Bibl. Publiczną 2015, 106 s.
27. Wołyń Bourne’a. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Raymond Q 2016, 150 s.
Prace redakcyjne
1. Niewinni kaznodzieje. Filmowy zestaw wierszy poetów polskich urodzonych w latach 1958–1985. Montaż D. Foks. Wwa; Skierniewice: Pol. Federacja Dyskusyjnych Klubów Film. 2001, 94 s.
2. Ludzie, ja Polak ze Skierniewic! Pomysł: K. Piotrowicz. Realizacja: R. Bednarek i D. Foks. Skierniewice: Miej. Bibl. Publiczna im. W.S. Reymonta 2007, 77 s.
3. DKF Eroica. Trzy dekad[y]. Dyskusyjny Klub Filmowy Eroica. [Realizatorzy: D. Foks, Z. Gradowski przy wsparciu K. Piotrowicz i A. Smyczka]. Skierniewice: Miej. Ośrodek Kultury — Kino Polonez; Miej. Bibl. Publiczna im. W.S. Reymonta 2009, 67 s.
4. Tosiek: Antoni Nurzyński — operator filmowy ze Skierniewic. Zebrał i oprac.: D. Foks. Pomysł: K. Piotrowicz. Skierniewice: Miej. Ośrodek Kultury — Kino Polonez; Miej. Bibl. Publiczna im. W.S. Reymonta 2010, 87 s.
PRZEKŁADY
Przekłady utworów prozą i wierszy D. Foksa w antologiach zagranicznych, m.in.: bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, — chorw.: Orkestru iza leða. Antologija poljske kratke priče. [Oprac.:] I.V. Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, — hiszp.: Poesia a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, — niem.: Am Rande des Himmels. Junge Autoren aus Deutschland und Polen = Na skraju nieba. Młodzi autorzy z Niemiec i z Polski. Koncepcja i red.: P. Grosz. Mainz 1995; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. [Red.:] A. Markiewicz. München 2000 [tekst w jęz. pol. i niem.]; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. Gedichte [Przeł. i oprac.:]P. Gehrisch. Leipzig 2010, — serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezje. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012, — słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Wybór:] P. Čučnik. Ljubljana 2005, — ukr.: Dzvoni zimoju. Antologija pol’skoï poezìï. [Przeł.] D. Pavliček. Kiïv 2000; [P’jatdesati] 50 pol’s’kich poetiv. Antologija pol’skoï poezji. [Przeł. i przedm.:] D. Pavliček. Kiïv 2001; Pìdkazanij Mìloš. Kiïv [2012].
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015.
 	Wywiady: Powinien być jeden wiersz. Rozm. A. Ekierhardt. „Studium” 1998 nr 13/14; Co tak naprawdę robiła łączniczka? Rozm. S. Cichocki. „Opcje” 2005 nr 4 [dot. wystawy „Co robi łączniczka” w Górnośląskim Muzeum w Bytomiu]; Z. Libera/D. Foks. Rozm. S. Cichocki. „Sztuka” 2006 nr 4 [dot. książek: „Co robi łączniczka” i „Co robiła łączniczka”]; Pinup girls z kanału. Z D. Foksem i Z. Liberą rozm. D. Jarecka i J. Sobolewska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 30 dod. „Wysokie Obcasy” nr 5; Synowie łączniczek. Z D. Foksem i Z. Liberą rozm. M. Cyranowicz, B. Gula, P. Kozioł. „Wakat” 2007 nr 2; Ale dworzec mamy najładniejszy w kraju. Rozm. R. Gawin. „Arterie”, Łódź 2010 nr 2; Używając głównie długopisów i żyletek. Rozm. G. Jankowicz. W: G. Jankowicz: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami. Cz. 2. Kr. 2013; Obtłukuję ornamenty. Rozm. P. Owczarek. „Arterie”, Łódź 2014 nr 1; Świat został już opisany. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 20.

Ogólne

 	B. ADAMEK, A. BURSZTA: Darek Foks w kawałkach. 100 ulubionych poetów haiku. Legnica: Biuro Lit. 1997, 16 s. [tu także wiersze D. Foksa]. K. MALISZEWSKI: Foks, dziwny jest ten wiersz. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	J. ORSKA: Dariusz Foks tkwi w szczegółach. „Odra” 2002 nr 7/8.
 	M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989. Kr. 2004, passim.
 	W. KARPIŁOWSKI: Cover, czyli dialog struktur. „Twórczość” 2005 nr 8.
 	P. MACKIEWICZ: „La Fontaine by tego nie poparł, lecz poparłby to Lyotard”. Komizm w poezji lat 90. i pierwszych (Foks, Majeran). „Dekada Lit.” 2009 nr 5/6, przedr. w: Dwadzieścia lat literatury polskiej. 1989–2009. T. 1. Cz. 1. Katow. 2010; w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
 	A. KAŁUŻA: Związki poezji i kultury popularnej: Krzysztof Jaworski, Darek Foks, Szymon Kopyt i Jaś Kapela. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej. 1989–2009. T. 1. Cz. 1. Katow. 2010.
 	G. JANKOWICZ, R. KOZIOŁEK, D. NOWACKI, A. KAŁUŻA: Prodżekt Foks. Dyskusja; A. KAŁUŻA: „Ogniskowa dla istniejących napięć”. Poezja Darka Foksa i sfera publiczna. „Śl. Studia Polonist.” 2011 nr 1.
 	E. SZYBOWICZ: Nisza i wielka narracja. „Pogranicza” 2011 nr 5.
 	A. KAŁUŻA: Inne życie wiersza. Twórczość D. Foksa. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2014 t. 24.
 	M. PIEKARSKA: Silesius: dwóch plus jedna. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 114 dod. „Wrocław” [dot. m.in. D. Foksa].
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Katalog białych plam. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 20.
 	A. KAŁUŻA: D. Foks — do jakiej poezji prowadzą jego historie?; Różewicz i poeci „innych” końców poezji (A. Sosnowski i D. Foks). W tejże: Pod grą. Kr. 2015.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Kąt widzenia. Notatki literackie. Wr. 2016, passim.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski. Epopeja rozkładu. Katow. 2015 [dot. m.in. D. Foksa].
 	A. CZYŻAK: Poza ramy spektaklu. Twórczość Darka Foksa w przestrzeni kultury masowej. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 25.
 	J. SOBOLEWSKA: Co nie zostało napisane. [on-line] [dostęp 21 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://dwutygodnik.com/artykul/5827–co-nie-zostalo-zapisane.

Wiersze

 	[M. ORSKI] Or: Poza oficyną. „Odra” 1991 nr 3 [dot. m.in. D. Foksa].

Wiersze o fryzjerach

 	P. GEMBAL: „Nie odkryję Ameryki mówiąc…” „Akcent” 1995 nr 1.
 	K. MALISZEWSKI: Ma oko, trochę czytał i jest cwany. „Nowy Nurt” 1995 nr 2, przedr. w tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	J. SZAKET: Kopniak w dupę dla D. Foksa. „FA-art” 1995 nr 1.
 	J. DRZEWUCKI: Między domem a światem. (Debiuty poetyckie lat 1990–1995). „Sycyna” 1996 nr 1 [dot. m.in. D. Foksa].
 	A. WIEDEMANN: Fryzjer na łowach. „Twórczość” 1996 nr 3.

Misterny tren

 	M. GOŁAK: Misterny Foks. „Kartki”, Białystok 1997 nr 16.
 	K. MALISZEWSKI: Gałczyński, Foks, wszyscy mleczarze mojego życia. „FA-art” 1997 nr 2/3.
 	D. PAWELEC: Po trzykroć pustka. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.
 	S. SADOWSKI: Tytuł może być mylący. „Życie” 1997 nr 174.
 	M. URBANOWSKI: Poeta, czyli koleś. „Fronda” 1997 nr 9/10, przedr. w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	B. WOŁOWICZ: Misterna bzdura. „Czas Kult.” 1997 nr 4.
 	A. EKIERHARDT: Dyskretny tren. „Studium” 1998 nr 10.
 	M. LECIŃSKI: Dzień, w którym się ubawiłem po pachy. „Arkusz” 1998 nr 5.
 	D. MUSZER: Misterny fuck. „B1” [Bundesstrasse 1] 1998 nr 11.
 	H. SZCZUR: Stolarz Foks kopie grób dla Iwaszkiewicza. „Studium” 1998 nr 10.
 	D. WALCZAK-DELANOIS: Oswajanie absurdu. „Arkusz” 1998 nr 5.

Ezra Pub

 	J. ORSKA: Fokstrot. „Odra” 1999 nr 1.

Orcio

 	C. ADAMCZYK: Niedawno temu na południu. „Studium” 1999 nr 3/4.
 	M. CYRANOWICZ: Debiut czy debet? „Kartki”, Białystok 1999 nr 20.
 	P. KĘPIŃSKI: Z lewej równo, z prawej poszarpane… „Czas Kult.” 1999 nr 2.
 	D. NOWACKI: Mała rzecz nie cieszy. „Twórczość” 1999 nr 10.
 	J. ORSKA: Oszałamiająca kariera dresiarza. „Nowe Książ.” 1999 nr 12.
 	T. PIÓRO: Orcio i my. „Odra” 1999 nr 11.
 	M. ZALESKI: Przyszli parnasiści. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 190.

Pizza weselna

 	J. FRANCZAK. „Suplement” 2000 nr 9.
 	D. KIEŁCZEWSKI: Pizza dobrze wypieczona. „Kartki”, Białystok 2000 nr 22.
 	D. NOWACKI: Proza językowego skandalu. „Twórczość” 2000 nr 8.
 	R. SZANIAWSKI: Wyssane z niejednego palca. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 249 dod. „Książki” nr 10.
 	M. WITKOWSKI: Puste znaki. „Odra” 2001 nr 6.

Sonet drogi

 	M. GIERSZEWSKI: Hit sezonu. „Studium” 2000 nr 5/6.
 	G. TOMICKI: Kiedy zobaczymy nieskazitelny horyzont? „FA-art” 2000 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Kaskaderzy języka. „Nowe Książ.” 2001 nr 1.

Mer Betlejem

 	M. CUBER: Kiepscy Betlejemscy? „Kresy” 2003 nr 2/3.
 	D. NOWACKI: W sieci absurdalnych powiązań. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	T. PIÓRO: Świder, Skierniewice, świat. „Przekrój” 2003 nr 27 [dot. m.in. D. Foksa].
 	M. WITKOWSKI: Socrealizm skierniewicki. „Twórczość” 2003 nr 12.
 	J. ORSKA: Pod pretekstem. „Odra” 2004 nr 1.

Co robi łączniczka?

 	M. DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI: Jeśli znasz prawdę? „Śląsk” 2006 nr 4.
 	J. JARNIEWICZ: Łączniczka w konspiracji. „Twórczość” 2006 nr 3.
 	A. KAŁUŻA: Przeszłość za jeden uśmiech. „Arte” 2006 nr 5.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Łączniczka. „Odra” 2006 nr 6.
 	D. NOWACKI: Przedmiot do podziwiania. „Nowe Książ.” 2006 nr 3.
 	A. PLUSZKA: Zagrajmy to jeszcze raz, sami. „Studium” 2006 nr 5.
 	A. POPRAWA: Łączniczka odkręca na inny odbiór. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 26.
 	S. WRÓBEL: Praca łączniczki, praca pamięci, zabawa chłopców. „Twórczość” 2006 nr 8 [dot. też wystawy].
 	M. ZALESKI: Pamięć w wersji kamp, czyli „Co robi łączniczka” Foksa&amp;amp;Libery. Referat. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2006, t. 13.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Kąt widzenia. Wr. 2016 [dot. m.in. D. Foksa].

Ustalenia z Maastricht

 	P. MACKIEWICZ: Wiersz niepolityczny. „FA-art” 2007 nr 1/2.
 	J. ORSKA: Sal Paradise. „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
 	A. POPRAWA: Porządki się skończyły. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 15.
 	G. TOMICKI: Nie wiem — mówię. „Odra” 2007 nr 1.
 	A. KAŁUŻA: Postmodernistyczne estetyzacje; Dehnel, Różycki, Foks. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.

Wielkanoc z tygrysem

 	A. PYZIK: Nasze życie serialowe. „Lampa” 2008 nr 6.
 	M. ROBERT: Trup ściele się gęsto na planie serialu. „Życie Warsz.” 2008 nr 113.
 	N. MARKOWSKA: Dwadzieścia dwa odcinki. „Arterie”, Łódź 2011 nr 2.

Sto najlepszych polskich reklam i jedna niemiecka

 	J. ORSKA: Debordaż. „Twórczość” 2010 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Cień wielkiego czarnoksiężnika — społeczny porządek sfery publicznej. W tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011 [dot. m.in. D. Foksa].
 	J. ŁUKASIEWICZ: Kąt widzenia. Wr. 2016 [dot. m.in. D. Foksa].

Sigmund Freud Museum

 	K. DĄBROWSKA: Poemat jak film. „Nowe Książ.” 2011 nr 4.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Szum polskich wierszy 2010: Wiersze krótkie i poematy. „Odra” 2011 nr 6 [dot. m.in. D. Foksa].

Kebab Meister

 	A. KAŁUŻA: Pytania bez odpowiedzi. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 6 dod. „Książki w Tyg.”.
 	J. KASPEREK: Emisje. „Wyspa” 2013 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Foxy Lady. „Nowe Książ.” 2013 nr 6 [dot. też Liceum].
 	J. ORSKA: Zwoje ze Skierniewic. „Twórczość” 2013 nr 8 [dot. też Liceum].
 	M. SZYMAŃSKI: Literatura i skalpel. W tegozż Przebicia. Wwa 2015.
 	M. WILCZYŃSKI: Generał Sz. „Prz. Polit.” 2015 nr 129 [dot. też: P. Szandruk: Siła męstwa].

Liceum

 	A. KAŁUŻA: Imię literatury: książka roku. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 19 [w związku z przyznaniem D. Foksowi Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius].
 	T. MIZERKIEWICZ: Foxy Lady. „Nowe Książ.” 2013 nr 6 [dot.: też Kebab Meister].
 	J. ORSKA: Zwoje ze Skierniewic. „Twórczość” 2013 nr 8 [dot. też: Kebab Meister].

Rozmowy z głuchym psem

 	M. HACHLICA: Gra w słyszącego człowieka. „Elewator” 2014 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Uczciwe oszustwo. „Nowe Książ.” 2014 nr 5.
 	M. PIECZRA-ŚLARZYŃSKA: Cała ta rasa ma problemy ze słuchem. „Twórczość” 2014 nr 10.

Susza

 	J. SKURTYS: Potyczki. „Wyspa” 2015 nr 1.

Historia kina polskiego

 	K. MUCA: Polska szkoła montażu literackiego. Przypadek Darka Foksa [on-line] [dostęp 14 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/szkic-klaudii-mucy.
 	G. TOMICKI: Historia powtórzeń. „FA-art” 2015 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Pamiętaj o psie, gdy czytasz i oglądasz. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.

Tablet taty

 	M. OLSZEWSKI: Szlifowanie chropowatym pumeksem. „Nowe Książ.” 2016 nr 9.
 	S. ROGALSKI: Ostatnia awaria D. Foksa. „Odra” 2016 nr 6.

Wołyń Bourne’a

 	A. KAŁUŻA: Handluj swoimi niewolnikami. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 11.
 	J. SURTYS: Wołyńska partytura. „Odra” 2017 nr 9.
</document>
<document nplp_id="2943" title="Mariusz GRZEBALSKI" slug="mariusz-grzebalski">ur. 1969

Poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 22 lutego 1969 w Łodzi, syn Andrzeja Grzebalskiego, lekarza, i Haliny z domu Kaczmarek, laborantki. Uczęszczał do XII Liceum Ogólnokształcącego im. M. Skłodowskiej-Curie w Poznaniu; w 1988 zdał maturę. Następnie studiował filozofię, a od 1991 także filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). Debiutował w 1989 wydanym poza cenzurą arkuszem poetyckim pt. Trwanie nieodparte [Poznań]. W 1992–95 wchodził w skład redakcji pisma alternatywnego (artzin) „Już Jest Jutro”, a następnie objął stanowisko redaktora naczelnego dwutygodnika literackiego „Nowy Nurt”, w którym także publikował utwory poetyckie. W 1993 otrzymał magisterium z zakresu filozofii. Po studiach podejmował różne prace zarobkowe, m.in. przez pewien czas prowadził hurtownię elektrotechniczną; był też agentem ubezpieczeniowym. W 1998 został redaktorem w Wydawnictwie Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu; w 1999–2003 pełnił tam funkcję kierownika. Wiersze i opowiadania drukował m.in. w pismach: „Pracownia” (1991–95, 1999, 2002), „Czas Kult.” (1993, 1996, 2000–06, z przerwami, 2011, 2014), „Fraza” (1995–99, 2000–01), „Odra” (1995–98, 2000, 2010–12), „Tygodnik Powszechny” (1997–99, 2003), „Gazeta Forteczna” (1998–99) i „Studium” (1999–2005, z przerwami). W 2001 otrzymał niemiecką nagrodę dla młodych poetów Europy Wschodniej Hubert Burda Preis. W 2001 rozpoczął pracę jako redaktor, a w 2002 został kierownikiem Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury; powołał tam dwie serie Wielkopolską Bibliotekę Poezji (w 2006) i Bibliotekę Poezji Współczesnej (w 2007). W 2006 został członkiem SPP. W 2008–13 pełnił funkcję redaktora „Dodatku LITERAckiego”, gazety Nagrody Literackiej Gdynia.

W 1994 zawarł związek małżeński z Marią Tomczak, pedagożką. Ma troje dzieci: Martę (ur. 1996), Jana (ur. 2003), Kalinę (ur. 2009). Po rozwodzie związał się z Dorotą Bojkowską, graficzką. Mieszka w Dąbrówce pod Poznaniem.
TWÓRCZOŚĆ
1. Trwanie nieodparte. [Arkusz poetycki]. [Pozn.:] Ruch Artyst.* 1989, 27 s.
2. Negatyw. [Wiersze]. Reprodukcje grafik M. Krajewskiego. Ostrołęka: „Pracownia”; Ofic. Wydawn. Ostrołęckiego Ośrodka Kultury 1994, 41 s. Bibl. Pracowni, t. 5. Wyd. 2 rozszerz. i popraw. Wr.: Biuro Lit. 2004, 44 s. Wielki Kanion, t. 4.
Nagroda Poetycka im. K. Iłłakowiczówny w 1994 za najlepszy debiut poetycki roku.
3. Ulica Gnostycka. [Wiersze]. Pozn.: Obserwator 1997, 49 s. Bibl. „Czasu Kult.”, t. 21.
Nagroda Pol. Stow. Wydawców Książek w 1998.
4. Boks. Szlachetna sztuka samoobrony; Medalistę Mariusza Grzebalskiego wysłuchał Artur Burszta. [Wiersze; wywiad]. Legnica: Centrum Sztuki — T. Dram. 1998, 15 s.
5. Widoki. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki — T. Dram. 1998, 12 s. Barbarzyńcy i Nie, nr 8.
6. Drugie dotknięcie. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 53 s. Port Legnica, t. 2.
7. Graffiti. Gedichte. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] D. Daume. [Przedm.:] A. Kolleritsch. Wien: Edition Korrespondenzen 2001, 105 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
8. Słynne i świetne. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2004, 57 s. Więcej Poezji, t. 2.
9. Człowiek, który biegnie przez las. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2006, 167 s. Archipelagi.
Zawartość: Dni; Kemping; Wuj Mateusz; Pawiana; Telefonik; Ballada o łapserdakach; Casablanca; Tablo-łapanka; Zdjęcia; Mężczyzna, który biegnie przez las; Po godzinach.
10. Pocałunek na wstecznym. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2007, 119 s. Wielki Kanion, t. 9.
11. Pomarańczowy pokój. [Opowiadanie]. [B.m.w.] 2007, 13 s. Kontrabanda, t. 8.
12. Niepiosenki. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 49 s. Poezje, 35.
13. Kronika zakłóceń. [Wiersze zebrane]. Wr.: Biuro Lit. 2010, 279 s. Dożynki, t. 14.
14. W innych okolicznościach. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. EMG 2013, 45 s.
Nagroda Poetycka Silesius w kategorii książka roku 2013 i nominacja do Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej w 2014.
15. Dziennik pokładowy. [Wybór wierszy. Oprac. i posł.:] P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2016, 142 s.
16. Z demobilu i nie. [Wiersze]. Tor.: „Inter–Literatura–Krytyka–Kultura” Zakład Antropologii Literatury i Edukacji Polonistycznej. Inst. Literatury Pol. UMK 2016, 5 s, Bibl. „Inter-” Ser. Poetycka Jeden, t. 2.
Prace redakcyjne
1. Album widoków przedstawiających miejsca historyczne Księstwa Poznańskiego i Prus Zachodnich. Zrysowane z natury przez Napoleona Ordę. Oprac. red.: L. Bednarska, M. Grzebalski. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2004, [23] k.
Tekst w jęz. pol. i ang; podpisy pod rys. w jęz. pol. i franc.
2. Gotyckie kościoły w Wielkopolsce = Gothic churches in Wielkopolska. [Koncepcja, teksty, wybór fotografii:] P. Maluśkiewicz. Fot.: K. Budziński. [Przeł.:] Z. Nadstoga. Red.: M. Grzebalski. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2008, 302 s.
3. [Pięć] 5 lat Nagrody Literackiej Gdynia. [Antologia]. Red.: M. Grzebalski. Wybór fragm.: P. Śliwiński. Il.: M. Sztyma. Gdynia: Miej. Bibl. Publiczna 2010, 65 s. Zesz. Miej. Bibl. Publicznej w Gdyni, nr 4.
Nadto redakcja kilkudziesięciu pozycji w Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury oraz podręczników dla studentów Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu.
PRZEKŁADY
Przekłady utworów M. Grzebalskiego drukowane w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: Carnivorous boy, carnivorous bird. Antologia współczesnej poezji polskiej. Chicago 2002; Free over blood. [Oprac.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Oprac. i przeł.:] M.J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, Indiana 2015 [tekst w j. pol. i ang.], — bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i red.:] Â. Denel i M. Vožnâk. [Przeł.] D. Hamze [i in.]. Plovdiv 2014, — czes.: Bilé propasti. Antólogie mladé polské poezie. Przeł. B. Trojak [i in.]. Brno 1997, — hiszp: Poesía a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, — niem.: Es ist Zeit. Wechsle die Kleider! [Oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998; Poezja polska po przełomie — Pokolenie ’89. Antologia = Polnische Poesie nach der Wende — Generation ’89. Antologie. [Red.:] R. Hodel. Wwa, Hamburg 2008, — serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezje. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.] A. Šaranac. Beograd 2010; Slovenska čitanka. Ogledi i prevodi iz slovenskih kniževnosti XX veka. [Red.:] Z. Đerić. Novi Sad 2013, — słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologia novejše poljske poezje. [Przeł.] P. Čučnik. [i in.]. Ljubljana 2005, — szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Mój wiersz. Ankieta. „Odra” 1996 nr 5.
 	Wywiady: Zob. poz. 4 oraz m.in.: Negatyw, czyli pozytyw. Rozm. T. Majeran. „Odra” 1996 nr 7/8; Getto? Jakie getto?! Rozm.: P. Kępiński, W. Ratajczak. „Czas Kult.” 1997 nr 4; Po balu. Rozm. W. Kuczok. „Studium” 1999 nr 3/4; Ja już nie chcę słuchać o „Brulionie”. Rozm. M. Wabik. „Nowy Wiek” 2001/2002, nr 7/8; Nie jestem odklejony. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 52 dod. „Poznań”; Nigdzie nie czuję się tak dobrze jak na siodełku. Rozm. Ł. Bagiński. „Studium” 2004 nr 4/5; Chcę się wygadać. Rozm. E. Podolska. „Gaz. Pozn.” 2005 nr 73; Tirówki, bożki za dwa złote i inne sprawy. Rozm. W. Gierdys. „Teka” 2004/2005 nr 2/4; Proza bez złudzeń. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 85 dod. „Poznań” [dot.: Człowiek biegnie przez las]; Mamy swoich poetów. Rozm.: V. Szostek, M. Danielewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 133 dod. „Poznań”; Jasna strona mocy. Rozm.: P. Witkowski, B. Sadulski. „Odra” 2010 nr 6; Na szczęście robota nie pali mi się w rękach. Rozm. M. Robert. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 15 czerwca 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/na-szczescie-robota-nie-pali-mi-sie-w-rekach/ [dot.: Kronika zakłóceń]; Nie mam serca do dużych liter. Rozm. A. Sinkowski. „Wyspa” 2010 nr 2; Przeczekać samego siebie. Rozm.: J. Borowczyk i M. Larek. „Czas Kult.” 2011 nr 1; M. Grzebalski: Jestem poetą elegijnym. Rozm. M. Rutkowski. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 15 czerwca 2015]. Dostępny w Internecie: http://m.rutkowski.pl/jestem-poeta-elegijnym-mariusz-grzebalski/; Na bogato już było. Rozm. M. Robert. „Czas Kult.” 2014 nr 5; Nie dać się wziąć żywcem. Rozm. K. Hoffmann. „Gaz. Wybor”. 2014 nr 50, dod. „Poznań”; Wiersz mnie łapie z zaskoczenia. Rozm. M. Piekarska. Wyborcza.pl [on-line] 2014 nr z 14 V [dostęp 15 czerwca 2015]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75475,15988272,Mariusz_Grzebalski__laureat_Silesiusa__Wiersz_mnie.html.; Dobieranie się do pestki. Rozm. G. Banaszkiewicz. „Wyspa” 2016 nr 4; Pisanie wierszy to nie fach. Rozm. K. Hoffmann. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 78, dod. „Poznań”.

Ogólne

 	K. MALISZEWSKI: Trzy wiersze ponowoczesne. „NaGłos” 1995 nr 21 [dot. m.in. M. Grzebalskiego].
 	K. MALISZEWSKI: W kierunku jak najbardziej mi odpowiadającym. Siedem posunięć. „Studium” 1999 nr 3/4.
 	K. MALISZEWSKI: Grzebalski, graffiti, metafory. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	J. ORSKA: Jak może wyglądać we współczesnej poezji rozpowiadanie tajemnic. „Studium” 2004 nr 4/5.
 	K. MALISZEWSKI: Nowa poezja polska 1989–1999. Wr. 2005, passim.
 	P. KĘPIŃSKI: Wiatr bez końca. M. Grzebalski zamyka oczy. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	K. MALISZEWSKI: Silne, męskie uda kobiety kucającej w jeziorze. W tegoż: Po debiucie. Wr. 2008.
 	J. GUTOROW: Chwila nieuwagi. Notatki o wierszach M. Grzebalskiego. „Czas Kult.” 2009 nr 2.
 	P. KĘPIŃSKI: Bezlitosny niepokój. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 15 czerwca 2015]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/bezlitosny-niepokoj/.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski. Epopeja rozkładu. Katow. 2015, passim.
 	P. KACZMARSKI: Jeszcze przytomny. Podmiot i kryzys u Mariusza Grzebalskiego. „Czas Kult.” 2016 nr 4.

Trwanie nieodparte

 	D. BŁASZAK: Już jest jutro. „Enigma” 1990 nr 2.

Negatyw

 	P. DULSKA: Imiona pseudonimów. „Opcje” 1994 nr 4.
 	P.W. LORKOWSKI: „Nieskończony rubikon szczegółu”. „Topos” 1994 nr 8/9.
 	W. WANTUCH: Poeci stanu pośredniego. „Arkusz” 1994 nr 7.
 	W. BROWARNY: Negatyw, czyli pozytyw. „Za pozwoleniem” 1995 nr 14.
 	J. KLEJNOCKI: Po barbarzyńcach. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83.
 	R. RŻANY: Najistotniejszy wymiar. „Fraza” 1995 nr 8, przedr. w tegoż: Pozornie tak bardzo podzieleni. Rzeszów 1998.
 	T. ŻUKOWSKI. „Czas Kult.” 1995 nr 4.
 	W. WANTUCH: Stan po wylewie nostalgii do Mózgu. „Kresy” 1995 nr 21 [dot. też: D. Sośnicki: Marlewo].
 	J. WITAN: Najistotniejszy wymiar. „Pracownia” 1995 nr 13.
 	T. ŻUKOWSKI: Dwa lustra świata: negatyw-pozytyw. „Czas Kult.” 1995 nr 4.
 	A. OGRODOWCZYK: Na ile realna? „Gaz. Malarzy i Poetów” 1996 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Dwaj różni młodzi poeci. „Res Publica Nowa” 1996 nr 3 [dot. też: D. Sośnicki: Marlewo].
 	J. WOLSKI: Co ma kryć w sobie negatyw. „Akcent” 1996 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Grzebalski: skupienie. „Twórczość” 1998 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: Nowa ironia, inna bezpośredniość. W tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	M. LAREK: „Kolacja filozofów”. Nowofalowy wiersz M. Grzebalskiego. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.

Ulica Gnostycka

 	A. EKIERHARDT: Poradnik trzydziestolatka. „FA-art” 1997 nr 4.
 	J.M. GRUZLA: Buddyjskie zaśpiewy w gnostyckich przestrzeniach Zachodu. „Arytmia” 1998 nr 2.
 	J. KLEJNOCKI: Ciemno na ulicy Gnostyckiej. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 40 dod. „Książki” nr 2.
 	J. KOBIERSKI: Ulica Grzebalska. „Studium” 1998 nr 10.
 	W.J. LORKOWSKI: Widoki z ulicy Gnostyckiej (i okolic). „Topos” 1998 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: I Ty jesteś chłopcem, czytelniku. „Opcje” 1998 nr 1.
 	R. RŻANY: Kłamstwa jesieni. „Kresy” 1998 nr 33.
 	A. WIEDEMANN: Wieje grozą. „Odra”1998 nr 11.
 	J. WINIARSKI: Mały realizm. „Arytmia” 1998 nr 2.
 	B. WOŁOWICZ: Brak znaków szczególnych. „Fraza” 1998 nr 19/20.
 	L. ZUBIŃSKA: „I żadnych tam ważnych spraw…” „Akant” 1998 nr 7.
 	D. ŁUKASZEWSKI: Okruchy autonomiczne: O przyczepach duszy. Każdy domysł ulegnie zepsuciu. „Pracownia” 1999 nr 21.

Drugie dotknięcie

 	J. BIERUT: Drugie dotknięcie Grzebalskiego. „Czas Kult.” 2001 nr 5/6.
 	J. DRZEWUCKI. „Mag. Lit.” 2001 nr 6.
 	Z. JARZĘBOWSKI: To na co patrzysz jest inne. „Pogranicza” 2001 nr 4.
 	M. KOKOSZKA: Jak na dłoni. „Opcje” 2001 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Pokaleczony. „Nowe Książ.” 2001 nr 10.
 	R. RŻANY: Tylko pół roku. „Twórczość” 2001 nr 8.
 	W. WOŹNIAK: Najczęściej o innych i zazwyczaj o sobie. „Pracownia” 2001 nr 4 [dot. m.in. M. Grzebalskiego].
 	P. ŚLIWIŃSKI: Solidarność i osobność. (O M. Grzebalskim). „Tyg. Powsz.” 2001 nr 31, przedr. w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.

Graffiti

 	M. BRAUN. [Przeł.] A. Leś­niewska: Śmierdzimy mięsem. „Czas Kult.” 2002 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: Grzebalski — niemiecki wybór. „Opcje” 2002 nr 3.
 	Z. JASKUŁA: Nasz austriacki kanarek. „Lit. na Świecie” 2003 nr 5/6.

Słynne i świetne

 	J. BIERUT: „O czym jest ta piosenka?” „Kresy” 2004 nr 3.
 	A. GULCZYŃSKA. „Czas Kult.” 2004 nr 1.
 	A. KAŁUŻA: Przede wszystkim ciekawsze. „Opcje” 2004 nr 1/2.
 	J. KLEJNOCKI: Prawdziwe życie jest gdzie indziej. „Lampa” 2004 nr 5.
 	P. MACKIEWICZ: „Jak człowiek chciwie wypatrujący zdarzeń”. „Twórczość” 2004 nr 11.
 	P. MAJERSKI: W aurze sceptycznej ironii. „Nowe Książ.” 2004 nr 7.
 	K. KLOC-PAWLIK: „Słynne i świetne” auto (ironiczne) i szczere historie bez dalszego ciągu. „Świat i Sł.” 2005 nr 1.
 	P. KĘPIŃSKI: M. Grzebalskiego Anty-Lorca? W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.

Człowiek, który biegnie przez las

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Katalog dyskomfortów. „Lampa” 2006 nr 4.
 	K. FELBERG: Nieznośna lekkość prozy. „Czas Kult.” 2006 nr 4.
 	A. MADALIŃSKI: Wszystko i nic. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. MIZURO: Minęło ale było. „Nowe Książ.” 2006 nr 6.
 	R. OSTASZEWSKI: Poeta, który poległ, pisząc prozę. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 80.
 	K. SIWCZYK: Dwie książki, które lubię. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010 [dot. też: J. Rudnicki: Chodźcie, idziemy].
 	Zob. też Wywiady.

Pocałunek na wstecznym

 	E. ANTONIAK: Spotkania — dotknięcia. „Opcje” 2008 nr 2.
 	M. PIECZARA: Trzecie dotknięcie? „Twórczość” 2008 nr 2.

Niepiosenki

 	P. KĘPIŃSKI: Czuła agonia podłego świata. „Kresy” 2009 nr 4.
 	K. LISOWSKI: Ciemności serca. „Twórczość” 2009 nr 10.
 	P. MACKIEWICZ: Historia pestki i cienia. „Nowe Książ.” 2009 nr 9.
 	K. MALISZEWSKI: Czujność poetyckiej samotności. „Odra” 2009 nr 11.
 	A. POPRAWA: Już bez spodziewań. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 21 dod. „Książ. w Tyg.” — J. RYSZKOWSKI: Takim tomikiem zyskuje się przyjaciół. „Topos” 2009 nr 5.
 	J. SOBOLEWSKA: Negatyw życia. „Polityka” 2009 nr 28.
 	A. SZYMAŃSKA: Gra o całość. „Prz. Powsz.” 2010 nr 1.
 	J. BOROWCZYK: Życie inne niż moje. O niepiosenkach i innych okolicznościach M. Grzebalskiego. „Czas Kult.” 2014 nr 5.
 	K. MALISZEWSKI: Czujność poetyckiej wyobraźni. W tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.

Kronika zakłóceń

 	P. KACZMARSKI: Na drugim planie. „FA-art” 2011 nr 1/2.

W innych okolicznościach

 	J. DRZEWUCKI: „Mówię jak jest”. „Twórczość” 2014 nr 8.
 	W. KLERA: O ile cokolwiek można powiedzieć o wszystkim. „Elewator” 2014 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Nieuchronność i czułość. „Nowe Książ.” 2014 nr 5.
 	G. OLSZAŃSKI: Inne okoliczności. „Opcje” 2014 nr 4.
 	I. SMOLKA: Uważność i czułość. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 3/4.
 	B. SUWIŃSKI: Obietnica lotu. „Odra” 2014 nr 5.
 	T. TOMSIA: Przepis na wiersz: „Zamknij oczy i patrz!”. „Topos” 2014 nr 4.

Dziennik pokładowy

 	P.MACKIEWICZ: Od prologu do prologu. „Nowe Książ.” 2016 nr 9.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2945" title="Anna GRZEŚKOWIAK-KRWAWICZ" slug="anna-grzeskowiak-krwawicz">ur. 1956

Podpisywała też teksty nazwiskiem Grześkowiak.

Historyk literatury, historyk idei, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 18 czerwca 1956 w Gdańsku; córka nauczycieli akademickich, Władysława Grześkowiaka, inżyniera, i Janiny z Koryckich, chemiczki. Od 1971 uczęszczała do III Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. Po zdaniu matury w 1975 studiowała historię na Uniwersytecie Gdańskim; w 1979 uzyskała magisterium. Od tegoż roku do 1983 uczęszczała na studia doktoranckie w Instytucie Historii PAN. Od 1984 pracowała w Bibliotece Gdańskiej PAN. Debiutowała w tymże roku artykułem pt. Nieznany przekład rozprawy Mably’ego „Des droits et des devoirs du citoyen”, opublikowanym na łamach pisma „Człowiek i Światopogląd” (nr 4). W 1986 obroniła w Instytucie Historii PAN pracę doktorską pt. Model rządów monarchii francuskiej w polskiej publicystyce politycznej lat 1772–1792(promotor profesor Edmund Cieślak). W 1987 zdała egzamin na bibliotekarza dyplomowanego. W 1988 została członkiem Gdańskiego Towarzystwa Naukowego. W 1989 przeniosła się do Warszawy i podjęła pracę na stanowisku adiunkta w Pracowni Literatury Oświecenia Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. W pracy badawczej zajęła się myślą polityczną Rzeczpospolitej Obojga Narodów, kulturą oświecenia oraz edytorstwem źródeł osiemnastowiecznych. W 1996 była członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Badań nad Wiekiem Osiemnastym; w 1997 objęła funkcję redaktora wydawanego w jego ramach Biuletynu Polskiego Towarzystwa Badań nad Wiekiem Osiemnastym; w 2012 została prezesem Towarzystwa. Była współorganizatorką oraz uczestnikiem konferencji o zasięgu krajowym i zagranicznym, m.in. kongresów naukowych Polskiego Towarzystwa Badań nad Wiekiem Osiemnastym i Międzynarodowych Kongresów Badaczy Oświecenia. Od 1998 wchodzi w skład Rady Naukowej IBL PAN; od 2006 była wiceprzewodniczącą, a od 2015 przewodniczącą Prezydium. W 1999–2011 wchodziła w skład Komitetu Wykonawczego International Society for Eighteenth-Century Studies. W 2000 uzyskała w IBL PAN tytuł doktora habilitowanego na podstawie rozprawy pt. O formę rządu czy rząd dusz? Publicystyka polityczna Sejmu Czteroletniego. W 2007 została kierownikiem Pracowni Literatury Oświecenia IBL. Wykładała nadto w Warszawskiej Szkole Humanistycznej im. B. Prusa (2006–08) i na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego (2008–14). Od 2010 była członkiem redakcji rocznika Wiek Oświecenia. Od 2012 należy do Polskiego PEN Clubu.W 2013 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 2014 stanowisko profesora zwyczajnego w IBL PAN.

W 1986 zawarła związek małżeński z Markiem Ney-Krwawiczem, historykiem. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Tatarzy polscy. Wystawa w Bibliotece Gdańskiej PAN luty–marzec 1985. [Katalog]. Gdańsk: Bibl. Gdańska PAN 1986, [2], 10, [7] s. Bibl. Gdańska PAN.
2. Publicystyka stanisławowska o modelu rządów monarchii francuskiej. Wr.: Ossol. 1990, 171 s. PAN Inst. Historii.
Rozprawa doktorska w wersji rozszerz.
Zawartość: I. Publicystyka stanisławowska wobec problemu państwa i obcych wzorów ustrojowych; II. Polska ocena organizacji władzy francuskiej monarchii absolutnej; III. Opinie o funkcjonowaniu państwa francuskiego; IV. Publicystyka polska o sytuacji poddanych monarchii absolutnej; V. Publicystyka polska wobec upadku francuskiej monarchii absolutnej i powstania nowej formie rządów we Francji. – Zakończenie.
3. IBL — Instytut Badań Literackich. Informator. [Współaut.:] Z. Ziątek. Wwa: Wydawn. IBL 1994, 77 s. IBL PAN.
4. Gdańsk oświecony. Szkice o kulturze literackiej Gdańska w dobie Oświecenia = Die Aufklärung in Danzig. Skizzen über die Danziger Literaturpflege im Zeitalter der Aufklärung. Wwa: Wydawn. IBL 1998, 202 s. IBL PAN.
Tekst w jęz. pol. i niem. – Nagroda „Pióro Fredry” za 1998 w Konkursie na Najlepszą Książkę Roku w ramach Wrocławskich Promocji Dobrych Książek.
Zawartość: Słowo wstępne. – Oświecenie w Gdańsku — uwagi wstępne; Słowo w kulturze Gdańska; Książka i jej rola w kształtowaniu kultury literackiej oświeconego Gdańska; Szkoła jako instytucja kształtująca kulturę literacką; Rola czasopism w kształtowaniu kultury literackiej; Teatr a kultura literacka oświeconego Gdańska. – 
Zakończenie.
5. O formę rządu czy rząd dusz? Publicystyka polityczna Sejmu Czteroletniego. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2000, 402 s.
Rozprawa habilitacyjna.
6. Zabaweczka. Józef Boruwłaski — fenomen natury, szlachcic pamiętnikarz. [Biografia; współwyd.:] Pamiętniki słynnego karła Józefa Boruwłaskiego, szlachcica polskiego, zawierające wierną i ciekawą opowieść o jego narodzinach, wychowaniu, małżeństwie i podróżach, spisane przez niego samego, a na język polski przełożone i komentarzem opatrzone przez Annę Grześkowiak-Krwawicz. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 170 s. Przygody ciała.
Przekł. ang.: Guliwer in the land of giants. A crirical biography and the memoirs of the celebrates dwarf Joseph Boruwłaski. [Przeł.:] D. Sax. Farnham; Burlington 2012.
7. Regina libertas. Wolność w polskiej myśli politycznej XVIII wieku. [Monografia]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 515 s. Idee i Hist.
8. Czy rewolucja może być legalna? 3 maja w oczach współczesnych. [Studium]. Wwa: DIG 2012, 226 s.
Zawartość: Wstęp. – W ferworze walki: Czy rewolucja może być legalna?; Zdrada 3 maja? — Oceny i opinie: Publicystyka lat 1791–1792 wobec Konstytucji 3 Maja; Widziane z zewnątrz. Londyńska prasa informacyjna o polskich „rewolucjach” 1791 roku. – Narodziny mitu: Konstytucja 3 Maja — narodziny mitu; Konstytucja 3 Maja a powstanie kościuszkowskie.
9. Queen liberty. The concept of freedom in the Polish-Lithuanian Commonwealth. [Przeł.] D.J. Sax. Leiden; Boston: Brill 2012, 135 s. Studies in Central European Histories, vol. 56.
Artykuły drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Publicystyka polska lat 1772–1792 o angielskim systemie rządów. „Prz. Hum.” 1986 nr 5/6 s. 149–165. – Polska myśl polityczna lat 1772–1792. O systemie władzy monarchii absolutnej. „Kwart. Hist.” 1987 nr 3 s. 41–58. – Klasyfikacja form rządów w literaturze politycznej czasów stanisławowskich. W: Studia z dziejów polskiej myśli politycznej. T. 4: Od reformy państwa szlacheckiego do myśli o nowoczesnym państwie. Tor. 1992 s. 47–61. – Rara avis czy wolni wśród wolnych? Obraz krajów wolnych w polskiej literaturze politycznej XVIII wieku. W: Trudne stulecia. Studia z dziejów XVII i XVIII wieku ofiarowane profesorowi Jerzemu Michalskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin. Wwa 1994 s. 167–183. – Le débat polonais sur la liberté de parole dans la deuxiéme moitié du XVIIIe siècle. [Przeł. z pol.] I. Zatorska. „Acta Poloniae Historica” 1997 s. 101–114. – Political and social literature during the four-year diet. W: Constitution and reform in eighteenth-century Poland. Bloomington 1997 s. 175–201. – Publicystyczna dyskusja wokół „Uwag nad życiem Jana Zamoyskiego” Stanisława Staszica. „Napis” 1999 s. 121–135. – O recepcji idei umowy społecznej w Polsce w czasach stanisławowskich. „Czasop. Prawno-Hist.” 2000 z. 1/2 s. 109–125. – Obywatel a państwo w polskiej myśli politycznej XVIII wieku. Zarys problematyki. „Civitas” 2001 nr 5 s. 248–273. – Polish views on European Monarchies. W: The Polish-Lithuanian Monarchy in European context, c 1500–1795. Houndmills, Basingstoke, New York 2001 s. 116–131. – Quentin Skinner i teoria wolności republikańskiej. „Arch. Hist. Filoz. i Myśli Społ.” 2000, wyd. 2001 s. 165–174. – Anti-monarchism in Polish republicanism in the seventeenth and eighteenth centuries. W: Republicanism: a shared European heritage. Vol. 1. Cambridge 2002 s. 43–59. – Czy król potrzebny jest w republice. Polscy pisarze polityczni wieku XVIII o miejscu i roli monarchy w Rzeczpospolitej. Zarys problematyki. W: Dwór a kraj między centrum a peryferiami władzy. Kr. 2003 s. 467–485. – Deux libertés, l’ancienne et la nouvelle, dans la pensée politique polonaise du XVIIIe siècle. W: Liberte. Héritage du passé ou idée Lumiéres? Kr.; Wwa 2003 s. 44–61. – Gdańsk oświecony — ani centrum, ani peryferie? „Wiek Oświecenia” 2003 z. 19 s. 97–108, przekł. franc.: Gdańsk-Danzing — ni centre ni pérypherie? W: Centre(s) and Enlightenment from Belfast to Beijing. Paris 2003. – Veto — wolność — władza w polskiej myśli politycznej wieku XVIII. „Kwart. Hist.” 2004 nr 3 s. 141–159. – Admirabilis ordo. Polacy wobec mitu Wenecji. W: Literatura, historia, dziedzictwo. Wwa 2006 s. 67–78. – K modernimu státu. Ideje lidských práv a konstituce ve „starych republikach”: připad Polska. W: Jakou Evropu ohlašovala bitva u Slavkova? Praha 2006 s. 73–87. – Koncepcja wolności w myśli politycznej Stanisława Staszica. „Wiek Oświecenia” 2006 z. 22 s. 39–56. – Liberté polonaise — privilege nobiliare ou idée universelle? W: Noblesse française et noblesse polonaise. Pessac 2006 s. 299–311. – „Nad rewolucyją dwóch narodów w Europie”. Obraz rewolucji francuskiej w polskich dyskusjach politycznych 1788–1792. W: W stronę Francji… Z problemów literatury i kultury polskiego Oświecenia. Wwa 2007 s. 17–32. – Wolność w polskiej myśli politycznej XVIII wieku. W: Wolność i jej granice. Kr. 2007 s. 37–59. – Vie de Joseph Boruwlaski. Posł. do: Memoires du celebre nain Joseph Boruwlaski, gentilihomme polonais. Paris 2008 s. 129–148. – Citizen, fatherland and patriotism in the political discourse of the Polish-Lithuanian Commonwealth. W: Whose love of which country? Brill 2010 s. 255–284. – „Dzisiaj w całej Europie rzeczompospolitym utrzymać się trudno jest”. Obraz Holandii w polskim piśmiennictwie politycznym XVIII w. W: O prawie i jego dziejach księgi dwie. Studia ofiarowane Profesorowi Adamowi Lityńskiemu w czterdziestolecie pracy naukowej i siedemdziesięciolecie urodzin. Białystok — Katow. 2010 s. 469–477. – Jerzy Michalski jako badacz polskiej myśli politycznej XVIII wieku. W: W kręgu badaczy dziejów politycznych XVIII wieku. Wwa 2010 s. 79–88. – Machiavelli i makiawelizm w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. O potrzebie badań. W: Libris satiari nequeo = „Oto ksiąg jestem niesyty...”.  Wwa 2010 s.73–84.. – „Przyszłam do Polski z Lechem…”. Konfederaci barscy, a polska tradycja wolności. W: Konfederacja barska, jej konteksty i tradycje. Wwa 2010 s. 237–254. – Noble republicanism in the Polish-Lithuanian Commonwealth: (An attempt at description). [Przeł.:] Z. Szkoda. „Acta Poloniae Historica” 2011 s. 31–65. – Rzeczpospolita — pojęcie i idea w dyskursie politycznym Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Rekonesans. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 2012 s. 5–35. – Legenda Stanisława Augusta; 3 maja 1791 – polska rewolucja..  W: Stanisław August i jego Rzeczpospolita. Wwa 2013 s. 63–80, s. 235-246. – Stanislas Auguste — le roi tragique. W: Stanislas Auguste dernier roi de Pologne, collectionneur et mécène dans l’Europe des Lumières. Paris 2013 s. 27–36. – Wstęp do: Pamiętniki króla Stanisława Augusta. Antologia. Wwa 2013 s. 9–40. – Polska myśl polityczna epoki oświecenia wobec tradycji antycznej. W: Antyk oświeconych. Wwa 2012 [właśc. 2014] s. 75–96. – Rousseau et les politiques de la noblesse Polonaise. W: Jean-Jacques Rousseau entre Savoie et Pologne. Chambery 2014 s. 125–135. – Czy historyk powinien interesować się językiem ? W: Zmierzch i świt. Wwa 2015 s. 31-40. – „Nowe wino w starych butelkach.” O języku politycznym Stanisława Konarskiego. „Wiek Oświecenia” 2016 s. 11-28. – Quentina Skinnera teoria wolności. W: Quentin Skinner – metoda historyczna i wolność republikańska. Tor. 2016 s. 231-246. – Rzeczpospolita, państwo czy wspólnota . Zmiany w systemie wartości w dyskursie politycznym w XVIII wieku. W: Wartości polityczne Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wwa 2017 s. 88-116.

Prace edytorskie i redakcyjne
1. Konstytucja 3 maja. Prawo, polityka, symbol. Materiały z sesji Polskiego Towarzystwa Historycznego na Zamku Królewskim w Warszawie 6–7 maja 1991. Pod red. A. Grześkowiak-Krwawicz. Wwa: Pol. Tow. Hist.; Wydawn. Fundacji „Historia Pro Futuro”. 1992, 115 s. Pol. Tow. Hist., Wydawn. Fundacji „Historia Pro Futuro”.
2. Za czy przeciw ustawie rządowej. Walka publicystyczna o Konstytucję 3 Maja. Antologia. Oprac.: A. Grześkowiak-Krwawicz. Wwa: Wydawn. IBL 1992, 279 s. IBL PAN.
3. Bo insza jest rzecz zdradzić, insza dać się złudzić. Problem zdrady w Polsce przełomu XVIII i XIX wieku. Praca zbiorowa. Pod red. A. Grześkowiak-Krwawicz. Wwa: IBL 1995, 206 s. IBL PAN.
4. Liberté. Héritage du passé ou idée Lumiéres? = Freedom. Heritage of the past or an idea of the Enlightenment?. [Pod red.:] A. Grześkowiak-Krwawicz i I. Zatorskiej. Wwa, Kr.: Collegium Columbinum 2003, 223 s. Bibl. Bad. nad Wiekiem Osiemnastym. Studia, nr 1.
Materiały z międzynarodowego spotkania badaczy XVIII w. Wwa, IX 2002. – Wstęp w jęz. pol., franc., ang.
5. Literatura, historia, dziedzictwo. Prace ofiarowane prof. Teresie Kostkiewiczowej. Pod red. T. Chachulskiego i A. Grześkowiak-Krwawicz. Wwa: IBL PAN 2006, 612 s.
6. Mémoires du célébre nain Boruwlaski, gentilhomme polonais. [Oprac.:] A. Grześkowiak-Krawawicz &amp; D. Triaire. Paris: Flammarion 2008, 152 s.
7. Stanislaus Auguste: Mémoires. [Oprac.:] A. Grześkowiak-Krwawicz &amp; D. Triaire. Paris: Institut d’Études Slaves 2012, 861 s. Collection Historique de l’Institut d’Études Slaves, 68; Mémoires de la Sociéte Historique et Littéraire Polonaise.
8. Dyskurs polityczny Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wybór źrodeł. Oprac. nauk.: A. Grześkowiak-Krwawicz, P. Sapała. Oprac. tekstów: P. Gawrychowski [i in.]. Wwa: Wydawn. Nauk. Sub Lupa; Wydz. „Artes Liberales” 2013, 136 s.
9. Europejski wiek osiemnasty. Uniwersalizm myśli, różnorodność dróg. Studia i materiały. Pod red. M. Dębowskiego, A. Grześkowiak-Krwawicz i M. Zwierzykowskiego. [Przeł. z jęz. franc.:] A. Marek, M. Filipiuk-Michniewicz. Kr.: Wydawn. Tow. Naukowego „Societas Vistulana” 2013, 623 s.
Tekst częściowo. tłum. z jęz. franc.
10. Pamiętniki Stanisława Augusta i ich bohaterowie. [Szkice]. Pod red. A. Grześkowiak-Krwawicz. Wwa: Ośrodek Badań nad Epoką Stanisławowską. Muzeum Łazienki Królewskie 2015, 352 s.
11. Wartości polityczne Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Struktury aksjologiczne i granice cywilizacyjne. [Studia].  Red. nauk.: A. Grześkowiak-Krwawicz; współpraca: J. Axer. Wwa: Wydawn. UW 2017, 318 s. Kultura Pierwszej Rzeczpospolitej w Dialogu z Europą. Hermeneutyka Wartości; t. 3.

PRZEKŁADY
Zabaweczka. Józef Boruwłaski — fenomen natury, szlachcic pamiętnikarz. [Współwyd.:] Pamiętniki słynnego karła Józefa Boruwłaskiego, szlachcica polskiego, zawierające wierną i ciekawą opowieść o jego narodzinach, wychowaniu, małżeństwie i podróżach, spisane przez niego samego, a na język polski przełożone i komentarzem opatrzone przez Annę Grześkowiak-Krwawicz. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 170 s. Przygody ciała. Zob. Twórczość poz. 6.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.

Gdańsk oświecony

 	K. DMITRUK. „Wiek Oświecenia” 1999 s. 396–398.
 	Z. NOWAK. „Rocz. Gdań.” 1999 z. 2.
 	A. SITEK: Gdańsk niemiecki i polski. „Nowe Książ.” 1999 nr 4.

O formę rządu, czy rząd dusz?

 	R. BUTTERWICK: Niegdysiejsze dyskusje. „Nowe Książ.” 2000 nr 12.
 	T. KOSTKIEWICZOWA. „Wiek Oświecenia” 2001 z. 17.
 	W. ORGANIŚCIAK. „Czasop. Prawno-Hist.” 2001 z. 1.

Zabaweczka

 	M. RADGOWSKI: Mały hrabia. „Nowe Książ.” 2004 nr 6.
 	A. ROĆKO. „Wiek Oświecenia” 2005 z. 21.
 	P. ZAWADZKI: Joujou, czyli zabaweczka. „Twórczość” 2005 nr 9.
 	J. JANIK. „Studia Hist.” 2013 z. 1 [dot.: Gulliver in the land of giants].

Regina libertas

 	M. GÓRSKA: Wizerunek polskiej wolności. „Arcana” 2007 nr 2/3.
 	P. MARCZEWSKI: Królowa wolność i nauczycielka warchołów. „Prz. Polit.” 2007 nr 81.
 	W. ORGANIŚCIAK. „Czasop. Prawno-Hist.” 2007 z. 2.
 	M. PARKITNY. „Wiek Oświecenia” 2007 z. 23.
 	J. TAZBIR: Wolność jako narkotyk narodu szlacheckiego. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.
 	W. ORGANIŚCIAK. „Z Dziejów Prawa” 2009 t. 2.
 	M. WYSZOMIRSKA. „Studia Hist.” 2009 z. 1.
 	R. BUTTERWICK: Dialog republikanizmu z liberalizmem w związku z książką A. Grześkowiak-Krwawicz o idei wolności. „Kwart. Hist.” 2010 nr 1.

Czy rewolucja może być legalna?

 	A. LITYŃSKI. „Miscellanea Historico-luridica” 2012 t. 11.

Queen liberty

 	K. KURAS. „Studia Hist.” 2013 z. 2.

Za czy przeciw ustawie rządowej

 	J. MICHALSKI. „Kwart. Hist.” 1993 nr 2.

Bo insza jest rzecz zdradzić, a insza dać się złudzić

 	J. WĘGRZYN. „Ruch Lit.” 1996 z. 6.
 	Z. ANCULEWICZ. „Zesz. Nauk. WSP w Olszt. Pr. Hist.-Lit.” 1997 z. 1.
 	J. MACAŁA. „Śl. Kwart. Hist. Sobótko” 1997 nr 1/2.
 	A. MICHALSKI. „Rocz. Elbląski” 1998 t. 16.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2947" title="Maria JENTYS" slug="maria-jentys">ur. 1942

Imiona metrykalne: Maria Teresa.

Utwory podpisywała też nazwiskami: Maria Jentys (do 1963 i w 1978-2010), Maria Jentys-Wronkowska, Maria Wronkowska (1963-1978); Maria Jentys-Borelowska (od 2010).

Pseud.: Anna Zdaniewska; Ewa Mańkowska; M.J.

Krytyk literacki, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 1 stycznia 1942 roku w Łukowie na Lubelszczyźnie w rodzinie lekarzy; córka Jerzego Jentysa i Kamili ze Zdaniewskich. Do szkoły podstawowej uczęszczała w Zielonej Górze (1948), Strzelnie pod Mogilnem (1948-53) i w Wyrzysku pod Nakłem (1953-55). Od 1955 uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Łobżenicy (powiat pilski). Po zdaniu matury w 1959 studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W roku akademickim 1961/1962 dodatkowo studiowała filologię klasyczną na UW (zaliczony pierwszy rok). Podczas studiów współpracowała z tygodnikiem studenckim „Politechnik”; na jego łamach debiutowała artykułem pt. Od „Wyroku” do wyroku (1963 nr 24; podp.: Maria Jentys); w piśmie tym do 1966 publikowała recenzje, felietony, reportaże i artykuły. W 1964 uzyskała magisterium z zakresu filologii polskiej na podstawie pracy pt. „Matka Joanna od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza w kręgu utworów o złu, za którą otrzymała nagrodę rektorską. W 1965-68 pracowała w redakcji „Rocznika Biblioteki Narodowej”, początkowo jako redaktorka i korektorka prac naukowych, a w końcowym okresie jako zastępca sekretarza redakcji. W 1970-79 była redaktorką w Redakcji Literatury Pięknej Współczesnej w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Równocześnie rozwijała działalność krytycznoliteracką i literacką. Jako krytyk debiutowała w 1972 recenzją pt. Sny i widma, opublikowaną w „Tygodniku Kulturalnym” (nr 4; podp. Maria Wronkowska), dotyczącą książki Stanisława Czernika Sny i widma. W 1977 debiutowała jako poetka wierszami: Cisza, Dialog ze sobą, Nie widzisz ludzi…, Przed podróżą, Uwięziony cień, ogłoszonymi w kwartalniku „Regiony” (1977 nr 1, podp.: Maria Jentys), z którym stale współpracowała w 1975-92 oraz w 1996-2003 (w 1975-78 podp: Maria Wronkowska, a następnie – Maria Jentys) W 1979-91 była zatrudniona w Redakcji Debiutów w Państwowym Wydawnictwie „Iskry”. Recenzje, szkice, wiersze i opowiadania zamieszczała także w „Odrze” (1984-85, 1987), „Twórczości” (od 1984), „Zielonym Sztandarze” (1984-85), „Nowych Książkach” (1986-88), „Przeglądzie Tygodniowym” (tu w 1986 rubryka recenzji pt. „Czytelnia na Brackiej”), „Więzi” (1987; podp. m.in. M.J.), „Integracjach” (1988, 1991), „Kierunkach” (1988-90), „Piśmie Literacko-Artystycznym” (1989), „Poezji” (1989), „Nadodrzu” (1989), „Tygodniku Podlaskim” (1989), „Potopie” (1991), „Arkuszu” (1991, 1997), „Kresach Literackich” (1991-95), „Literaturze” (1992), „Okolicach” (1992), „Przeglądzie Literackim” (1992-93), „Kwartalniku Artystycznym Kujawy i Pomorze” (1994), „Sycynie” (1995-98; również członek redakcji; też pod pseud.: Anna Zdaniewska, M.J.), „Roczniku Nadnoteckim” (1996-97), „Akancie” (1998-2000), „Magazynie Literackim” (1999), „Śląsku” (1999-2000). Od kwietnia 1991 do 1993 pełniła funkcję sekretarza w Oficynie Literatów i Dziennikarzy „Pod Wiatr” (była też redaktorką i korektorką). Następnie pracowała od maja do sierpnia 1993 w Zakładzie Przewodnika Bibliograficznego Biblioteki Narodowej. We wrześniu 1993 przeniosła się do Wydawnictwa Naukowego PWN, gdzie pracowała do przejścia na emeryturę w 2002 (a potem jeszcze przez trzy lata jako pracownik zatrudniony na zlecenie); była tam redaktorką w Pionie Encyklopedii, najpierw w Zespole Leksykografii, a od kwietnia 1996 w Zespole 6 Encyklopedii. Brała udział redaktorski oraz autorski w pracach nad Literaturą polską XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny (T. 1-2, wyd. 2000) oraz Wielką Encyklopedią PWN (t. 1-30 + 31 suplement, wyd. do 2005). Uczestniczyła też jako autorka w pracy nad ostatecznie niewydaną pięciotomową Encyklopedią literatury światowej. W 1995 została członkiem SPP; w 2005-08 wchodziła w skład Zarządu Oddziału Warszawskiego, a w 2008-10 pełniła funkcję sekretarza Zarządu Głównego Stowarzyszenia. W tym czasie była współpracownikiem kwartalnika „Migotania, Przejaśnienia” (od 2003; od 2008 stała współpraca; od 2009 członek zespołu redakcyjnego; od 2011 pisma pt. „Migotania”) i kwartalnika „Wyspa” (2007-11; w 2007-09 członek zespołu redakcyjnego). Publikowała też na łamach pism „eleWator” (2012), „Podgląd” (2016-17; tu m.in. fragm. powieści „Dziennik Aleksandry”, 2017 nr 2-3), „Twórczość” (2016-17). Była dwukrotnie stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2004, 2006) oraz w 2014 Marszałka Województwa Pomorskiego. Otrzymała Nagrodę Specjalną Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2007), Nagrodę Funduszu Promocji Twórczości Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2007) oraz Nagrodę im. W. Hulewicza (2011). Odznaczona m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi (1984) i Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1988).

W 1963 zawarła związek małżeński z Leszkiem Wronkowskim, pracownikiem naukowo-dydaktycznym Politechniki Warszawskiej (rozwód w 1976).W 2009 poślubiła Marcina Borelowskiego, emerytowanego pracownika naukowo-dydaktycznego krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej i Politechniki Krakowskiej i do lipca 2012 mieszkała w Krakowie, po czym przeniosła się wraz z mężem do Warszawy.
TWÓRCZOŚĆ
1. Córka Ikara. (Wiersze z lat 1970-1980). Oprac. graf.: W. Freudenreich. Wwa: [b.w.] 1990, 45 s.
Cykle: Dom; Piosenki z domu obłąkanych; Dom niebieski.
Wyd. [rozszerz.] jako dokument elektroniczny: Córka Ikara. Wiersze i opowiadania. Gdańsk: Tower Press 2001, plik w formacie txt [dostępny w Internecie na portalu wydawn. Literatura.net.pl].
2. I światłem być, i źrenicą. (Szkice o literaturze). Wwa: Okolice 1990, 137 s.
Zawartość: Duchowie czarni, aniołowie biali: Zliczyć każdy dźwięk. (O lirykach lozańskich Adama Mickiewicza); Ku jedyności. (O poezji Juliana Przybosia); W niepomyślenie, w nieodżałowanie. (O poezji Wisławy Szymborskiej); Ze słońcem twarzą w twarz. (O Edwardzie Stachurze w dziewiątą rocznicę śmierci); To ja tak patrzę nie widząc. (O twórczości Wojciecha Czerniawskiego); Ziarna duszy nagie: Moja idea i moje żarcie. (O twórczości Tadeusza Siejaka); Oficerowie prawdy. (O nowe wartości w literaturze) [dot. J. Łozińskiego, A. Łuczeńczyka, R. Szuberta, T. Siejaka, M. Słyka]; Prywatność nie znaczy prywata. (O inne wartości w literaturze); Ojczyzna myśli mojej: Myślenie musi być cienkie. (O prozie Zygmunta Haupta); Przestrzenie dziwne. (O twórczości Jerzego Pietrkiewicza); Wyjdź z obozu. (O pisarstwie Zofii Romanowiczowej); Serca mego rodzeństwo: Rycerz więzień [dot.: T. More: Pisma więzienne]; Trwoga nie jest piękna [dot.: G. Bernanos: Dialogi karmelitanek]; Manekiny [dot. powieści J. Greena]; Świat nie miał krańca [dot.: A. Lundkvist: Wola Nieba]; Zło jest złe [dot.: S. Delblanc: Speranza]; Dać próbę siebie [dot.: M. Corti: Godzina próby]; Cena wolności [dot.: P.O. Sundman: Opowieść o Såmie]; Winni bez winy [dot.: M. Delibes: Niewinni święci]; Spiskowiec [G.] Guareschi [dot.: Dziesiąty spiskowiec]; Bramy prostoty [dot.: R. Tagore: Dom i świat].
3. Portrety liryczne. [14 szkiców literackich]. Wyd. jako dokument elektroniczny: Gdańsk: Tower Press 2001, plik w formacie txt [dostępny w Internecie na portalu wydawn. Literatura.net.pl oraz na portalu: Ebooks Warez (3813).
4. Szare godziny Weroniki. Wiersze i proza. Wwa: Nowy Świat 2003, 63 s.
Zawiera wiersze z cyklów poz. 1: Dom; Piosenki z domu obłąkanych; Dom Niebieski, – nadto: Bezdomność. – Szare godziny Weroniki [fragm. prozy].
Wyd. jako dokument elektroniczny: Gdańsk: Tower Press 2003, plik w formacie txt [dostępny w Internecie na portalu wydawn. Literatura.net.pl].
5. Pomnożyć serca dostatek. O poetkach, poetach i prozaikach. Wwa: Nowy Świat 2004, 124 s.
Zawiera wspomnienia, listy i komentarze krytycznoliterackie o Hannie Nowosielskiej, Celinie Tatarkiewicz, Janie Piepce, Ludmile Marjańskiej, Janie Drzeżdżonie, Wojciechu Czerniawskim, Andrzeju Łuczeńczyku, Tadeuszu Siejaku, Stanisławie Kopiec i Lilli Latus.
6. Nić Ariadny. Z notatnika recenzentki. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2005, 223 s.
Zawiera recenzje w działach: 1. Ból przemijania; 2. Neuroza i melancholia, czyli smutek, ból i bezsens istnienia; 3. Demony historii; 4. Społeczne, polityczne i cywilizacyjne korzenie neurozy; 5. Koła ratunkowe: sacrum, mit, archetyp, sen; 6. Narzędzia walki: ironia, kpina, groteska, – nadto: Aneks.
7. Argonauci naszych czasów. O prozie polskiej (i niepolskiej). [Szkice]. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2009, 372 s.
Zawartość: Zatrzymać czas. O Kazimierzu Orłosiu; Pogoda świata. O Marianie Pilocie; Duch światła. O Janie Drzeżdżonie (1937-1992); Ocalić siebie. O Piotrze Bednarskim; Fenomeny rzeczywistości. O Józefie Łozińskim; Oto człowiek. O twórczości Eustachego Rylskiego; Człowiek ze światła. O Macieju Malickim; Obszar przemiany. O powieści Leszka Szarugi [dot.: Zdjęcie]; Pustka i mrok. O Januszu Andermanie; Żarliwy świadek epoki. O Tadeuszu Siejaku (1949-1994); Opowiadacz natchniony. O Bernardzie Nowaku; Odmienne stany świadomości. O Krystynie Sakowicz; Człowiek tragikomiczny. O Marku Ławrynowiczu; Los tułaczy. O Aleksandrze Jurewiczu; Człowiek heroiczny. O Wacławie Holewińskim; Człowiek i świat. O Włodzimierzu Kowalewskim; Człowiek niepokorny. O Januszu Rudnickim; Ludzie i wiatraki. O Piotrze Siemionie; Księga podróży. O Oldze Tokarczuk; Najpiękniejszy obraz światła. O Zycie Rudzkiej; Żywioły buntu. O Mariuszu Sieniewiczu. – Aneks: Święty Nikt. O Zygmuncie Krzyżanowskim (1887-1950); Pamięć, historia i fikcja. O Ewie Stachniak, pisarce z Toronto.
8. Ogrody zamyśleń, marzeń i symboli. Rzecz o Janie Drzeżdżonie. Gdańsk: Woj. Bibl. Publiczna im. J. Conrada-Korzeniowskiego; Fundacja Światło Literatury 2014, 219 s.
Prace redakcyjne
1. J. Rączkowski: Wśród polityków i artystów. (Ze wspomnień redaktora). Oprac.: W. Stankiewicz i M. Wronkowska . Wwa: LSW 1969, 538 s., [13] tabl.
Tu M. Jentys (Wronkowskiej) komentarze do pamiętników J. Rączkowskiego, redaktora „Piasta” i sekretarza Wincentego Witosa.
2. „Wilczy Szaniec” – zamach na Hitlera. Oprac.: M. Jentys. Wwa: Iskry 1993, 36 s.
Dot. zamachu na Adolfa Hitlera w 1944 r.
3. S. Kopiec: Wielki Wóz. (Wiersze z lat 1987-1997). Wybór wierszy: M. Jentys. Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 1997, 109 s.
4. T. Siejak: Kulturysta. Cz. 1. [Powieść]. Oprac. z rękopisu i posł.: M. Jentys. Wwa: Wydawn. Nowy Świat 2004, 247 s.
Część tomu drugiego niedokończonej powieści pt. „Tam, dołem płynie rzeka”.
5. J. Drzeżdżon: Baśnie = Brãwadë. Red. i wybór: M. Jentys-Borelowska. [Przeł. z jęz. kaszubskiego na jęz. pol.:] R. Drzeżdżon. Gdańsk: Zrzesz. Kaszubsko-Pomor. ZG 2012, 289 s., [16] k. tabl.
Tekst w jęz. pol. i kaszubskim.
6. J. Drzeżdżon: Łąka wiecznego istnienia. Wybór wierszy z lat 1973-1990. Red.: M. Jentys-Borelowska, P. Nowakowski. Szczec.: Wydawn. Forma; Książn. Pomor. im. S. Staszica 2012, 58 s. 15 Piętnastka.
7. H. Sekulski: Przecież jestem. Wiersze zebrane. Zebrała, oprac. i posł. opatrzyła M. Jentys-Borelowska. Wwa: Ofic. Literatów i Dziennikarzy „Pod Wiatr” 2012, 290 s.
8. S. Kopiec: Niebieski gościniec. Wiersze wybrane. Wybór, oprac. i posł.: M. Jentys-Borelowska. Słowo wstępne: J. Baran. Wwa: Ofic. Literatów i Dziennikarzy „Pod Wiatr” 2013, 286 s.
9. J. Drzeżdżon: Pergamonia. [Powieść]. Red.: M. Jentys-Borelowska, A. Nowakowska, P. Nowakowski. Szczec.: Forma; Fundacja Lit. im. H. Berezy 2016, 377 s. Dzieła.
PRZEKŁADY
1. B. Cartland: Święte szafiry. [Powieść]. Wwa: Amber 1994, 151 s. Najpiękniejsze Miłości, 84.
2. B. Cartland: Wieczór radości. [Powieść]. Wwa: Amber 1994, 165 s. Najpiękniejsze Miłości, 50.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015.
 	Wywiad: Zjawisko Drzeżdżon. [Rozm.] M. Adamkowicz. „Pomerania” 2015 nr 3 [dot.: Ogrody zamyśleń, marzeń i symboli].

Córka Ikara

 	S. JURKOWSKI: Córka nadziei. „Sł. Powsz.” 1991 nr 231.
 	R. MIELHORSKI: Poezjobranie. „Okolice” 1992 nr 1/3.

I światłem być, i źrenicą

 	R. MIELHORSKI: Przenikanie. „Prz. Lit.” 1992 nr 1/2.

Szare godziny Weroniki

 	A. JĘSIAK: Obłąkani na pustyni. „Migotania, przejaśnienia” 2004 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Weronika i śmierć. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	A. SZYMAŃSKA: Wiersze o domu, bólu i nadziei. „Prz. Powsz.” 2004 nr 3.

Pomnożyć serca dostatek

 	P.M. „Nowe Książ.” 2004 nr 6.
 	A. NĘCKA: Ocalić od zapomnienia. „Śląsk” 2004 nr 9.
 	S. STANIK: Dziesięć portretów. „Nowa Myśl Pol.” 2004 nr 18/19.
 	L. ŻULIŃSKI: Wyższe miary. „Twórczość” 2004 nr 11.
 	M. ŁAWRYNOWICZ: Obrona Münhausena. „Mag. Lit. Książki” 2005 nr 1.

Nić Ariadny

 	S. BURYŁA: Recenzent Maria Jentys. „Nowe Książ.” 2006 nr 7.
 	L. ŻULIŃSKI: Po nici do kłębka. „Twórczość” 2008 nr 1.

Argonauci naszych czasów

 	M. WOJAK: Radość czytania. „Wyspa” 2010 nr 1.
 	A. WOŁOSEWICZ: Jentys, argonautka literatury. „Migotania, przejaśnienia” 2010 nr 2/3.
 	W. TRZCIŃSKA: Zapraszam na prywatę. „Miesięcznik”, Koszalin 2010 nr 3/4.
 	P. URBAŃSKI: Czytanie emocjami. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.

Ogrody zamyśleń, marzeń i symboli

 	[M. ADAMKOWICZ] (MA): Przewodnik po świecie Jana Drzeżdżona. „Dz. Bałt.” 2015 nr z 6 II.
 	J. KRZYŻANOWSKI: Dzieło niedokończone. „Elewator” 2015 nr 3.
 	K. LISKOWACKI: Uśpiona moc Ogniszcza. „Topos” 2015 nr 6.
 	A. NĘCKA: Podążanie za głosem serca. „Nowe Książ.” 2015 nr 7.
 	L. ŻULIŃSKI: Zamyślenia, marzenia, symbole. „Latarnia Morska” 2015 nr z 18 VIII [on-line] [dostęp 17 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.latarnia-morska.eu/index.php?option
 	Zob. też Wywiad.

T. Siejak: Kulturysta. Cz. 1

 	Kulturysta. Cz. 1: L. BUGAJSKI: Tylko raz. „Twórczość” 2004 nr 9.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2949" title="Rajmund KALICKI" slug="rajmund-kalicki">ur. 1944

Pseud.: mizantrop; R.K; yo.

Eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 maja 1944 w miasteczku Głębokie na Wileńszczyźnie; syn Józefa Kalickiego, lekarza, i Michaliny Furs, laborantki rentgenowskiej. W 1958-59 odbył wraz z ojcem podróż do rodziny w Argentynie. Debiutował w 1959 listem – reportażem z tego wyjazdu, zamieszczonym w „Płomyku” (nr 15). Po powrocie podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Sokółce; w 1963 zdał maturę. Następnie studiował archeologię w Katedrze Archeologii Śródziemnomorskiej na Uniwersytecie Warszawskim; w 1968 uzyskał magisterium (promotor prof. Kazimierz Michałowski). W 1969 wyjechał ponownie do Argentyny i zdał tam drugą maturę w Colegio Nacional de San Miguel w Buenos Aires. Następnie przez rok studiował dokumentalistykę filmową w Instituto de Cinematografia de la Universidad Nacional del Litoral w Santa Fe. Po powrocie do kraju pracował w 1972-75 w dziale hiszpańskojęzycznym Redakcji Wiadomości dla Zagranicy PAP. Jako tłumacz z języka hiszpańskiego debiutował w 1972 przekładem opowiadania peruwiańskiego pisarza Ventury Garcíi Calderóna Szpila, opublikowanym w „Przekroju” (nr 1361). W następnych latach publikował kolejne tłumaczenia prozy iberoamerykańskiej. W 1974 podjął pracę w miesięczniku literackim „Twórczość”, gdzie drukował liczne szkice, tłumaczenia, noty i wspomnienia (podp. m.in.: R.K., yo) oraz został redaktorem działu krótkiego szkicu. Nadto przekłady, noty i artykuły publikował m.in. w „Kontaktach” (1973, 1979), „Literaturze na Świecie” (1973, 1975, 1977-78, 1985, 1993,1995), „Literaturze” (1975, 1985), „Kulturze” (1976-81), „Przekroju” (1976-77, 1987), „Perspektywach” (1977), „Kontynentach” (1978, 1984), „Polityce” (1978-80, 1986), „Tygodniku Literackim” (1990-91), „Dzienniku Zachodnim” (1992-94; tu cykl szkiców Dziennik osobny, podp.: mizantrop).W 1984-92 pracował nadto jako redaktor w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. W tym okresie zajął się także publikacją i przekładami tekstów związanych z pobytem w Argentynie Witolda Gombrowicza. W 1990 został członkiem SPP, a w 2001 Polskiego PEN Clubu. W 1994 za przekład szkiców J. Ortegi y Gasseta Velázquez i Goya otrzymał nagrodę „Literatury na Świecie” oraz nagrodę przyznaną przez Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (2005).

W 1968 ożenił się z Barbarą Marią Kiszniewską, absolwentką SGPiS, z którą ma dwóch synów: Olafa i Konrada. Mieszka w Otwocku.
TWÓRCZOŚĆ
1. Jorge Luis Borges. [Monografia]. Wwa: Czyt. 1980, 151 s., [12] k. tabl. Klasycy Lit. XX Wieku.
2. Dziennik tajemny. [Szkice]. Il.: M. Betelú, J. Nowosielski. Kr.: WL 2000, 161 s.
Zawartość: Dziennik tajemny [dot.: M. Baigent, R. Leigh, H. Lincoln: Święty Graal, święta krew]; Drugie konanie Europy [dot.: J. Attali: Rok 1492]; Ten straszny Gombrowicz [dot. pobytu pisarza w Argentynie]; Pożegnanie; Dziennik madrycki; Zapiski porzucone; Bóg od dawna wie, co jest nam winien. Dwie rozmowy z Jerzym Nowosielskim; Na rubieżach; Dlaczego? 
3. E. Dwurnik: Wyliczanka, Sportowcy, Dwudziesty Trzeci. Tekst pt. Spoko: R. Kalicki. Red.: D. Zielińska, Z. Rybka. Rzeszów: T. im. W. Siemaszkowej 2000, 82 s.
Katalog wystawy zorg. przez Biuro Wystaw Artyst. 3 XI – 26 XI 2000 w Zielonej Górze.
4. Dziennik patagoński. [Szkice]. Rys.: M. Betelú. Wwa: Nowy Świat 2007, 239 s.
Zawartość: Dziennik patagoński; Ameryka; Utopia – mit amerykański; Cienie; Twój list jest jak tango; Przed i po; Nic do gadania; Przeciw Gombrowiczowi; Trzej poeci Polsce – Buenos Aires 1941 [dot. wierszy J.L. Borgesa: Polsko, twoje noce, E.M. Estrady: Warszawie, C. Mastronardiego: Polskie noce]; Pogłos; Przed końcem; Tango; Domysł; Dowód; Abece; Gra; Złoty podział; W drodze; Los polonios; Życie to wyczyn interpretacyjny; Spokój; 4 sierpnia 2004; W miasteczku.
5. Dziennik nieobyczajny. Rys.: M. Betelú .Wwa: Czyt. 2008, 254 s.
Zawiera zapiski wspomnieniowe i aktualne. – Cykl druk. w 1992-94 jako Dziennik osobny w „Dzienniku Zachodnim” pod pseud.: mizantrop. 
6. Medytacje. Nec unum nec nullum. Wwa: Nowy Świat 2012, 55 s.
7. Dziennik z zaświatów. [Szkice]. Kr.: Inst. Książki. Dział Wydawn.; Wwa: „Twórczość” 2014, 200 s. Bibl. „Twórczości”.
Zawartość: Czas; Spoko [poz. 3]; Jeden dzień; Cisza w chmurach; CV; Lata sześćdziesiąte; Lata siedemdziesiąte; Zapiecek; 7.7.77; Moje biedne ciało; Zbigniew Herbert: dwa listy [do R. Kalickiego]; Trzecie niebo; Rzecz trzecia; Dominanta; W powijakach; Niebo gwiaździste; Za horyzontem; Wielkie łowy; Zmysł szósty; Pytanie; Masa; Władza; Krew; Rzeczy z ducha; Jak się wzbogacić?; Pokusa; Zaduszki czterolistne; „Kreteńczycy byli ejdetykami”; Straszne czasy; Próba boża; W pułapce; Poniewczasie; Bóg porządku; Nowa geometria; Moja wyliczanka; Wielki Atraktor; Nic; Głupie pytania; Stała metafizyczna…; Szyfry; Nec unum nec nullum. 
8. Dziennik podróży na Ocolorę. Wwa: Melanż 2017, 475 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Melanż 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekład tekstu R. Kalickiego w antologii franc.: Faces facettes et grimaces de Witold Gombrowicz. [Oprac.:] J. Musy, współpraca: J. Zieliński. Québec; Genève 2004.

Prace redakcyjne
1. Każdego lata. Nowe opowiadania argentyńskie. Wybór i posł.: R. Kalicki. Przeł.: T. Garbacik i in. Kr.: WL 1988, 353 s. Proza Iberoamerykańska.
Tu też przekł. R. Kalickiego.

Zob. też Przekłady poz. 1, 6-8.
PRZEKŁADY
1. J. Lezama Lima: Wazy orfickie. [Szkice literackie]. Przeł., wyboru dokonał, posł. i przyp. opatrzył R. Kalicki. Kr.: WL 1977, 207 s.
2. J.C. Onetti: Historia kawalera z różą i ciężarnej dziewicy z Liliputu. [Opowiadania]. Przeł.: R. Kalicki, E. Stachura. Wwa: Czyt. 1977, 359 s. Nike.
3. W zaczarowanym zwierciadle. Opowiadania fantastyczne Ameryki Łacińskiej. [Antologia]. Przeł. [z hiszp. i portug.]: R. Kalicki, J.Z. Klave, J. Kühn, A. Sobol-Jurczykowski. Wyboru dokonał: A. Sobol-Jurczykowski. Posł. i notami biogr. opatrzył J. Kühn. Kr.: WL 1977, 353 s.
4. R. Arlt: Siedmiu szaleńców. [Powieść]. Wwa: PIW 1978, 234 s. Współcz. Proza Światowa.
5. G. García Márquez: Opowieść rozbitka, który dziesięć dni dryfował na tratwie bez jedzenia i picia, był ogłoszony bohaterem narodowym, całowany przez królowe piękności, obsypany złotem przez agencje reklamowe, a potem znienawidzony przez władze i zapomniany na zawsze. [Reportaż]. Przeł. i posł. opatrzył R. Kalicki. Kr.: WL 1980, 95 s. Proza Iberoamerykańska. Wyd. nast.: Wwa: Muza 1999, tamże: 2002, 2010.
6. Tango Gombrowicz. [Antologia wspomnień]. Zebrał, przeł. i wstępem „Ten straszny Gombrowicz” opatrzył R. Kalicki. Kr.,Wr.: WL 1984, 389 s., [56] s. 
Przedr. wstępu zob. Twórczość poz. 2.
7. D. Moyano: Po drugiej stronie morza. [Opowiadania]. Wybrał, przeł. i komentarzem opatrzył: R. Kalicki. Kr.,Wr.: WL 1986, 92 s.
8. E. Sábato: Pisarz i jego zmory. [Szkice]. Zebrał, przeł. i posł. opatrzył R. Kalicki. Kr.: WL 1988, 230 s.
Wyróżnienie Funduszu Literatury za 1988 w dziedzinie przekładu.
9. O. Paz: Pochmurno. [Szkice]. Przekł.: R. Kalicki, E. Komarnicka. Wwa: Spacja, 1990, 192 s.
10. Sztuka świata. T. 4. Autorzy wyd. hiszp.: J. Pijoan, J. Auboyer, J. Ostier. Przekł. z hiszp. R. Kalicki. Rozdz. o sztuce islamu z niem. przeł. B. Ostrowska. Autorzy tekstów pol.: M. Machowski, N. Świdzińska, P. Trzeciak. Wwa: Arkady 1990, 390 s. Wyd. nast. tamże: 1992, 1993, 1994, 1995, 2011; dodruki tamże: 2001, 2004, 2006. 
11. J. Ortega y Gasset: Velázquez i Goya. [Szkice]. Wyboru dokonał S. Cichowicz. Przeł. R. Kalicki. Wwa: Czyt. 1993, 281 s.
Nagrody za przekład: „Literatury na Świecie” (za 1993) i Stow. Tłumaczy Pol. w 1994.
12. O. Paz: Prąd przemienny. [Szkice]. Wwa: Czyt. 1995, 224 s.
13. W. Gombrowicz: Publicystyka; Wywiady; Teksty różne. 1939-1963. Tłum.: I. Kania, Z. Chądzyńska, R. Kalicki. Red. nauk. tekstu: J. Błoński, J. Jarzębski. Wybór i układ tekstów: J. Jarzębski, K. Jeżewski. (Dzieła, T. 13.) Kr.: WL 1996, 506 s. 
14. Wspominając Gombrowicza. [Oprac.:] M. Grinberg. Przeł.: E. Zaleska, R. Kalicki. Posł. opatrzył J. Jarzębski. [Wstęp:] R. Gombrowicz. Wwa: PIW 2005, 174 s. 
Zob. też Prace redakcyjne poz. 1.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014, 2015.

Jorge Luis Borges

 	J. GONDOWICZ: Dlaczego Borges? „Nowe Książ.” 1981 nr 2.
 	A. KOMOROWSKI: Paradoksy Borgesa. „Pismo” 1981 nr 2.
 	J. MAZUR: „Kontynenty” 1981 nr 4.
 	M. PAROWSKI. „Razem” 1981 nr 6.
 	J. PILCH: Wielcy pisarze w niewielkich dawkach. „Echo Kr.” 1981 nr 22 [dot. serii wydawn. „Klasycy Lit. XX wieku”, m.in. książki R. Kalickiego].
 	B. SOWIŃSKA. „Życie Warsz.” 1981 nr 40.
 	N. TOMCZYK: Klucz do labiryntu. „Wiadomości” 1981 nr 7.
 	A. URBAŃSKI: Borges w lustrzanych odbiciach. „Literatura” 1981 nr 21.

Dziennik tajemny

 	J. DRZEWUCKI: We władzy wyjątków i pomyłek. „Rzeczpospolita” 2001 nr 80.
 	E. NOWACKA: Zaproszenie do wspólnego myślenia. „Nowe Książ.” 2001 nr 5.
 	W. PAŹNIEWSKI: Lekcja tanga. „Twórczość” 2001 nr 8.
 	A. PIECH: Niby dlaczego zwyczajny? „Gaz. Wybor.” 2001 nr 54 dod. „Gaz. w Kr.”

Dziennik patagoński

 	A. SIKORA: Czterdzieści lat później. „Nowe Książ.” 2007 nr 10.
 	H. BEREZA: Wypiski. „Twórczość” 2008 nr 11.
 	L. BUGAJSKI: Tango Kalickiego. „Newsweek Polska” 2008 nr 3.
 	A. KOMOROWSKI: „Ja to ja i moje uwikłanie”. „Twórczość” 2008 nr 1.

Dziennik nieobyczajny

 	J.Z. BRUDNICKI: Od plotki do sensacji. „Trybuna” 2008 nr 244 [dot. też: A. Osiecka: Na wolności].
 	M. FUZOWSKI: Urzekająca bezużyteczność. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2008 nr 137 dod. „Kultura”.
 	M. PAWEŁCZYK: Napuszona filozofszczyzna. „Forum Akad.” 2008 nr 7/8.
 	J. STRZAŁKA: Rzeczy dziwne i tajemne. „Polityka” 2008 nr 25.
 	A. TYSZKA: Zapiski outsidera. „Twórczość” 2009 nr 1.

Medytacje

 	B. KANIEWSKA: Ani – ani. „Nowe Książ.” 2012 nr 10.
 	A. KOMOROWSKI: Medytacje, czyli opukiwanie niepoznanego. „Twórczość” 2012 nr 11.
 	M. SOŁTYSIK: „Każdy z nas jest niejako każdym z ludzi, którzy umarli”. „Twórczość” 2012 nr 11.
 	H. WANIEK: Medytacje R. Kalickiego. „Twórczość” 2012 nr 11.
 	F. HUNIA: List. „Twórczość” 2014 nr 1, odp. R. Kalicki. Tamże.

Dziennik z zaświatów

 	B. KANIEWSKA: Podawanie myśli. „Nowe Książ.” 2014 nr 10.
 	H. WANIEK: Spoza. „Twórczość” 2014 nr 11.

Tango Gombrowicz

 	M. ŁUKASZEWICZ: Gombrowicz w Argentynie. „Nowe Książ.” 1984 nr 9.
 	T. OLSZEWSKI: Ten straszny Gombrowicz. „Tyg. Kult.” 1984 nr 52/53.
 	K. DERDOWSKI: Wizerunki Gombrowicza. „Fakty” 1985 nr 3.
 	W. PAŹNIEWSKI: Polonez-tango. „Twórczość” 1985 nr 1, polem. J. ROSZKO. „Kontrasty” 1985 nr 11.
 	M. GŁOWIŃSKI: Między dziełem a biografią. Na marginesie książek Rity Gombrowicz i Rajmunda Kalickiego. „Pam. Lit.” 1986 z. 2 [dot. też: R. Gombrowicz: Gombrowicz en Argentine. Paryż 1984].
 	W. BOLECKI. [Przekł. na jęz. ang.] Z. Nierada. „Literary Studies in Poland”, Wr. T. 17: 1987.
 	Z. BIEŃKOWSKI: Tango argentyńskie. „Tyg. Kult.” 1988 nr 19.

E. Sábato: Pisarz i jego zmory

 	Z. BIEŃKOWSKI: Dusza. „Tyg. Kult.” 1988 nr 26, przedr. w tegoż: Ćwierć wieku intymności. Wwa 1993.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2951" title="Ignacy KARPOWICZ" slug="ignacy-karpowicz">ur. 1976

Prozaik, krytyk literacki
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 lipca 1976 w Białymstoku. Okres wczesnego dzieciństwa spędził we wsi Słuczanka pod Białymstokiem, później wraz z rodzicami przeprowadził się do Białegostoku. Uczył się w tamtejszym I Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza; w którym zdał maturę. Następnie wyjechał do Warszawy, gdzie w 1995-98 studiował na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował też jako nauczyciel w liceum ogólnokształcącym w Warszawie. Rozwijał zainteresowania z zakresu iberystyki i afrykanistyki, a także zajmował się tłumaczeniami z języka angielskiego, hiszpańskiego i amharskiego, urzędowego języka Etiopii, gdzie przebywał w 2000. W 2002-06 podróżował m.in. po Ameryce Środkowej (Kostaryka, Panama, Gwatemala, Kolumbia, Nikaragua) i Afryce Wschodniej. W 2002 rozpoczął twórczość prozatorską; debiutował na łamach pisma „FA-art” fragmentem nie wydanej w całości powieści pt. Geometrie. Komentarz tłumacza Roberta Cionglera (nr 4). W 2006 po ukazaniu się drukiem powieści Niehalo zamieszkał w Warszawie. W 2007 otrzymał stypendium „Homines Urbani 2007”, przyznane przez Stowarzyszenie Decjusza oraz Instytut Książki w Krakowie i w 2008 przeniósł się na dwa lata do Krakowa. Był też stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Fragmenty powieści, opowiadania oraz sporadycznie artykuły i recenzje drukował m.in. w pismach: „FA-art” (2005-06), „Lampa” (2006), „Dekada Literacka” (2007-09), „Gazeta Wyborcza” (2008 i od 2011), „Morele i Grejpfruty” (2007), „Bliza” (2009), „Polityka” (2009-11; tu w 2009-10 felietony w cyklu Kawiarnia literacka), „Znak” (2012), „Charaktery Pisma” (2013), „Książki. Magazyn do czytania” (od 2013). W 2011 zajął drugie miejsce w plebiscycie „Polski Nobel 2040” na najlepszego polskiego pisarza przed czterdziestym rokiem życia zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą”. Mieszka w Słuczance pod Białymstokiem.
TWÓRCZOŚĆ
1. Niehalo. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2006, 216 s. Wyd. 2 Kr.: WL 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kiss. Piaseczno: Heraclon International; Storybox.pl [2014], 1 płyta w formacie mp3. Lit. Współcz. – Heraclon Intermedia.
Nominacja do nagrody Paszport „Polityki” 2007.
Adapt. teatr. pt. Czarna skrzynka: Reż. i scenariusz: J. Kasper. Wyst., Wągrowiec, T. Prób 2008.
2. Cud. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2007, 273 s. Linie Krajowe. Wyd. 2 zmien. Kr.: WL 2013, 311 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Borowski. Piaseczno: Heraclon International; Storybox.pl [2014], 1 płyta w formacie mp3. Lit. Współcz.-Heraclon Intermedia.
Przekł. węgier.: Csoda. [Przeł.] G. Körner. [Budapest] 2014.
3. Nowy kwiat cesarza (i pszczoły). [Powieść]. Zdjęcia: I. Karpowicz. Wwa: PIW 2007, 255 s.
Nagroda Lit. im. W. Kazaneckiego, przyznana przez prezydenta Białegostoku w 2007.
4. Gesty. [Powieść]. Kr.: WL 2008, 260 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2008, plik w formacie EPUB, MOBI. Wyd. nast. 2011.
Nagroda Lit. im. W. Kazaneckiego, przyznana przez prezydenta Białegostoku w 2009, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike 2009.
Przekł. litew.: Gestai. [Przeł.] K. Uscila. Vilnius 2011.
5. Balladyny i romanse. [Powieść]. Kr.: WL 2010, 574 s. Wyd. nast. tamże 2011.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2010, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. im. W. Kazaneckiego, przyznana przez prezydenta Białegostoku w 2011, nagroda Paszport „Polityki” w 2011, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2011.
Przekł.: słoweń.: Baladine in romance. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2014, – węgier.: Égiek és földiek. [Przeł.] G. Körner. [Budapest] 2012.
Adapt.: teatr.: pt. Balladyny i romanse. Szkic. Reż.: K. Dworakowski. Wyst. Kr., PWST im. L. Solskiego – filia we Wr., Wr. Sala Studio 2012, wyst. nast.: Reż.: K. Dworakowski. Łódź, T. Lalki i Aktora „Pinokio” 2012.
6. Zapewnia się atmosferę życzliwości = Overwhelmed by the atmosphere of kindness. [Album]. Fot.: T. Tomaszewski. Tekst: I. Karpowicz, G. Sobecka. Białystok: Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego 2012, 186 s.
Tekst w języku pol. i ang. – Dot. woj. podlaskiego.
7. ości. [Powieść]. Kr.: WL 2013, 468 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike 2014 oraz nagroda Nike Publiczności, przyznana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.” w 2014, Warsz. Nagroda Lit. w kategorii proza w 2014.
Przekł.: bułg.: K-osti. [Przeł.] L. Račeva. Sofiâ 2017, – węgier.: Szálkák. [Przeł.] G. Körner. [Budapest] 2017.
Adapt. teatr.: Adapt.: J. Bednarczyk, P. Miśkiewicz. Reż.: P. Miśkiewicz. Wyst. Wwa, T. Soho Factory 2018.
8. Sztuka znikania. Film dokumentalny. Scenariusz i reż.: B. Konopka, P. Rosołowski. Komentarz: I. Karpowicz. Ekran. 2013.
Dot. haitańskiego kapłana wudu Amona Frémona i jego wizyty w Polsce w 1980.
9. Sońka. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 204 s. Por. poz. 11.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike 2015.
Wyd. jako dokument dźwiękowy (w formie utworu dramatycznego): Adapt. i reż.: K. Kiczek. Kr.: WL 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.
Przekł: niem.: Sonka. [Przeł.] K. Kowarczyk. Berlin 2017.
10. Dybuk. [Utwór dramatyczny]. Tekst sceniczny inspirowany „Dybukiem” Sz. Anskiego: I. Karpowicz oraz zespół aktorski. Reż.: A. Smolar. Wyst. Bydg., T. Pol. im. H. Konieczki, 2015.
11. Sońka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A. Korytkowska-Mazur. Wyst. Białystok, T. Dram. im. A. Węgierki 2015. Por. poz. 9.
12. Miłość. [Powieść]. Kr.: WL 2017, 289 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	I. KARPOWICZ: Jak napisałem powieść o miłości pod tytułem „Miłość”. „Książki” 2017 nr 4.
 	Strona internetowa: http://www.wrotapodlasia.pl/pl/region/ludzie_podlasia/Ignacy_Karpowicz.htm [Powst. 2006, 2008] [dostęp 20 grudnia 2015].


 	Wywiady: Absurd w Białymstoku, absurd pod palmami. Rozm. B. Staszczyszyn. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 32 [dot. gł.: Niehalo]; Białystok niehalo. Rozm. M. Żmijewska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 134 [dot. gł.: Niehalo]; Białystok z „kosmicznej” strony. Rozm. J. Paliwoda. „Kur. Poranny” 2006 nr 209 [dot. gł.: Niehalo]; Odklejacz. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2006 nr 9; Ignacy, skąd się właściwie wziąłeś?. Rozm. M. Robert. „Notes Wydawn.” 2007 nr 3; Musiałem uciec z Białegostoku, by wreszcie żyć po swojemu. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2007 nr 1; Rzeczywistość jednojajowa. Rozm. K. Masłoń. „Wyspa” 2007 nr 1; Niepewność i żarty. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3; O „Niehalo”, podróżach, styku religii i języka. Rozm. M. Duda. „Odra” 2008 nr 2; Żeby dokądkolwiek dojść należy wyjść. Rozm. K. Kwiecień. „Gość Kr.” 2008 nr 5; Błąd jest piękny i wzruszający. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 249; Z klęską mi do twarzy. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 223; Bogowie w promocji. Rozm. M. Żmijewska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 248 dod. „Białystok”; Lubię Jezusa i Nike. Rozm. M. Żmijewska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 258 dod. „Duży Format” nr 43 [dot. też: Balladyny i romanse]; Piszę swoją klęskę. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2010 nr 44 [dot. też: Balladyny i romanse]; Skończmy z tym romantyzmem. Rozm. T. Mikulicz. „Kur. Poranny” 2010 nr 252; Polakowi staje w okolicach śmierci. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 280; Wszyscyśmy z sieci. Nie ze wsi. Nie wstydź się swojego chłopa. Dyskusja o tożsamości Polaków. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 228; Nasza ukochana cywilizacja śmierci. Rozmowa z K. Dunin i I.Karpowiczem. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 131 [dot. gł.: ości]; Nowy plastikowy świat. Rozm. G. Butkiewicz. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 27 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.studnia.net.pl/2011/06/08/nowy-plastikowy-swiat [dot. gł.: Balladyny i romanse]; Ignacy Karpowicz: „ości” stają w gardle. Rozm. D. Gajda. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 14 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie: http://kultura.onet.pl/ksiazki/rozmowy/ignacy-karpowicz-osci-staja-w-gardle,1,5534173,artykul.html [dot. gł.: ości]; Jezus jako paralizator. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 119 [dot. m.in. Sońka]; Na Podlasiu każda wieś mówi innym językiem. Rozm. T. Mikulicz. „Przegląd” 2015 nr 14 [dot. gł. Sońka]; Legendy do obiadu i kłamstewka na spowiedzi. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 268 [dot. gł. „Miłość”].

Ogólne

 	J. SOBOLEWSKA: Będziesz śmiał się każdego dnia. „Polityka” 2011 nr 11.
 	M. KOŚCIAŃCZUK: Odmiany śmierci i umierania w prozie Ignacego Karpowicza. „Zesz. Nauk. Centrum Badań im. E. Stein” 2012 nr 9.
 	A. MAJCHROWSKA: ZwyczajnOŚCI Ignacego Karpowicza. „Kult. Liberalna” 2013 nr 236 [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2013/07/16/majchrowska-zwyczajnosci-ignacego-karpowicza.
 	M. NARBUTT: Romans w stylu gender. „wSieci” 2014 nr 42 [dot. też K. Dunin].
 	D. NOWACKI: Literatura przewrotnych pocieszeń. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 10 dod. „Książ. w Tyg.” nr 1/2.
 	W. RUSINEK: „Horror metaphysicus”. O twórczości Ignacego Karpowicza. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
 	K. SAWICKA-MIERZYŃSKA: Ponowoczesne (re)wizje romantyzmu w twórczości Ignacego Karpowicza. W: Romantyzm użytkowy. Szczec. 2014.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Skandal nowej generacji. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 41 [dot. też K. Dunin].
 	H. GOSK: Środkowoeuropejczyk w krainie „niehalości”. Studium przypadku bohaterów prozy Ignacego Karpowicza. W tejże: Wychodzenie z „cienia imperium”. Kr. 2015, przedr. w: W ogrodzie świata. Kr. 2015.

Niehalo

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Najmniejsza apokalipsa. „Lampa” 2006 nr 5.
 	M. FLAK: Zaliczyć glebę – i przetrwać. „Tyg. Powsz” 2006 nr 32 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Próby korekcyjne. „Dialog” 2006 nr 7.
 	R. KOZIK: Gdyby autor tej książki poszedł na całość… „Gaz. Wybor.” 2006 nr 143 dod. „Kraków”.
 	K. MALISZEWSKI. „Dz. Polska. Europa. Świat” 2006 nr 32.
 	T. MIZERKIEWICZ: Halucynacje muszą być. „FA-art” 2006 nr 1/2, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	D. NOWACKI: Odwet na historii i polityce. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 107.
 	A. PLUSZKA: Frustracja na miarę możliwości. „Twórczość” 2006 nr 11.
 	K. JANOWSKA: Karpowicz jest halo. „Polityka” 2007 nr 5 [dot. też: Cud].
 	M. KOCHANOWSKI: Ta „brudna” powieść. „Kur. Poranny” 2007 nr 40.
 	J. SŁODKOWSKI; K. RAKOWSKA: Jest „niehalo”, ale są i cuda. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 56 dod. „Łódź” [dot. też: Cud].
 	A. LEWANDOWSKA: Postzależnościowe narracje patriotyczne w wybranych tekstach Doroty Masłowskiej, Dawida Bieńkowskiego i Ignacego Karpowicza. „Porównania” 2013 t. 12.
 	K. CZAJA: Literaturoznawcy tożsamość wieloraka. (Na przykładzie wybranych powieści Davida Lodge’a i Ignacego Karpowicza). „Twórczość” 2015 nr 6 [dot. też: ości].
 	Zob. też Wywiady.

Cud

 	S. BAUMAN: Najpiękniejszy trup świata. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	J. BIELAS: Cud mniemany, czyli Karpowicza dzieło i krytycy. „Twórczość” 2007 nr 7.
 	K. JANOWSKA: Karpowicz jest halo. „Polityka” 2007 nr 5 [dot. też: Niehalo].
 	A. MADALIŃSKI: Powiastka o świętym Mikołaju. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 34.
 	R. OSTASZEWSKI: 36,7 stopnia po śmierci. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 31.
 	W. RUSINEK: Problemy z metafizyką. „FA-art” 2007 nr 1/2.
 	J. SŁODKOWSKI; K. RAKOWSKA: Jest „niehalo”, ale są i cuda. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 56 dod. „Łódź” [dot. też: Niehalo].
 	J. SZERSZUNOWICZ: Cudowny denat. „Kur. Poranny” 2007 nr 20.
 	J. WACH: Wielka nieobecna. „Akcent” 2007 nr 4.
 	M. WILK: Cud, miód i orzeszki. „Studium” 2007/2008 nr 5/6/1.
 	K. DUNIN: Co oznacza nowe zakończenie „Cudu”? Boga trzeba zabić. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 223.

Nowy kwiat cesarza (i pszczoły)

 	J. BIELAS: Mozaika z etiopskich kwiatów. „Twórczość” 2007 nr 12.
 	A. LESZCZYŃSKI: Antyreportaż afrykański. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 165.
 	P. MACKIEWICZ: Hallo, hallo! Kto mówi? „Nowe Książ.” 2007 nr 11.
 	A. NASIŁOWSKA: Koktajl turystyczny. „Polityka” 2007 nr 22.
 	K. RYCĄBEL: Nowe szaty cesarza. „FA-art” 2007 nr 3.

Gesty

 	A. CIECHANOWSKA: Zabójczy brak traumy. „Lampa” 2008 nr 10.
 	M. DVORÁK: Życie jako plagiat. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 248 dod. „Kraków”.
 	D. NOWACKI: Pisać jak Paulo Coelho. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 258.
 	M. ROBERT: Ze skalpelem na duszę mężczyzny. „Dz. Polska. Europa. Świat” 2008 nr 284.
 	J. SOBOLEWSKA: Matka i syn – taniec gestów. „Dz. Polska. Europa. Świat” 2008 nr 259.
 	J. SZAKET: Dwadzieścia jeden razy dwa. „FA-art” 2008 nr 4.
 	S. IWASIÓW: Gramatyka powieści. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.
 	M. ORSKI: Lament współczesnego tetryka. „Prz. Powsz.” 2009 nr 3, przedr. pt. Rodzinna Syberia. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	M. RADZIWON: Nie ma ludzi szczęśliwych. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 134.
 	N. KOTARBA: Zapisać świat, by odnaleźć siebie…, czyli o roli słowa w „Gestach” Ignacego Karpowicza oraz „Kraju bez kapelusza” Dany’ego Laferrière’a. „Rocz. Komparatystyczny” 2016 R. 7.
 	C. ROSIŃSKI: Obrazy starości późnej w polskiej prozie najnowszej. „Ruch. Lit.” 2016 z. 2 [dot. też: E. Rylski: Na grobli].

Balladyny i romanse

 	J. CIOSEK: Metamorfozy chińskiego ciasteczka. „Dz. Pol.” 2010 nr 296.
 	J. KAMIŃSKI: Boski Karpowicz. „Lampa” 2010 nr 11.
 	R. KOZIK: Karpowicz doszarżował. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 285.
 	M. WAPIŃSKA: Bogowie z prefabrykatów. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 212.
 	J. SZAKET: Chińskie ciasteczko. „FA-art” 2010 nr 3/4.
 	L. BUGAJSKI: Profanum pożarło sacrum. „Twórczość” 2011 nr 4.
 	K. DUNIN: Rozważny i romantyczny. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 211.
 	A. KARPIŃSKI. „Goniec Wolności” 2011 nr 8.
 	M. ORSKI: Satyryczny „matrix” Karpowicza. „Nowe Książ.” 2011 nr 3.
 	Rec. adapt. teatr.: wyst. w Łodzi: M. BAŁCZEWSKI: Balladyny i romanse w Teatrze Pinokio [on-line] [dostęp 24 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.plasterlodzki.pl/teatr/recenzje-spektakli/6260-balladyny-i-romanse-w-teatrze-pinokio-foto; Ł. KACZYŃSKI: „Balladyny i romanse” w Teatrze „Pinokio”. „Polska Dz. Łódz.” 2012 nr 284; K. SKRĘT: Miejsce bogów jest między ludźmi. „Teatralia” [on-line] 2013 nr 47 [dostęp 8 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.teatralia.pl ; J. TARGOŃ: Narracja femme fatale. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 27 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/160806.html, – wyst. we Wr.: J. KLEBANIUK: Bogowie i lalki. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 27 maja 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/139651.html.
 	Zob. też: Wywiady.

ości

 	P. CZAPLIŃSKI: Dobra nowina Karpowicza. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 134.
 	D. NOWACKI: Pochwała fileta. „Nowe Książki” 2013 nr 9.
 	M. ROBERT: Pamięć, fikcja, mityzacja i prostota. [P.] Paziński, [I.] Karpowicz, [H.] Klimko-Dobrzaniecki. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 14 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie: http://xiegarnia.pl/artykuly/pamiec-fikcja-mityzacja-i-prostota-pazinski-karpowicz-klimko-dobrzaniecki.
 	R. OSTASZEWSKI: Rodzina jako źródło zdziwień. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 4/5.
 	W. RUSINEK: Wszyscy jesteśmy mieszczanami. „FA-art” 2013 nr 3.
 	M. STYCZYŃSKI. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 14 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie: http://kultura.onet.pl/ksiazki/recenzje-literackie/recenzja-osci-ignacy-karpowicz,1,5514911,artykul.html.
 	D. NOWACKI: [I.] Karpowicz: jeden krok przed nami. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 201.
 	Zob. też Wywiady.

Sońka

 	L. BUGAJSKI: Droga Mleczna i masło. „Twórczość” 2014 nr 6.
 	J. BURNATOWSKI: Fiasko wojennych kochanków. Na marginesach „Sońki” Ignacego Karpowicza. „Bliza” 2014 nr 4.
 	J. CYNGOT: Jestem z Tobą. Opowieść Sońki. „Migotania” 2014 nr 4.
 	P. CZAPLIŃSKI: Jak wyjść z kopalni trupów. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 115.
 	I. GIELATA: „Święta” Sońka „od Niezliczonych Boleści”. „Świat i Sł.” 2014 nr 2.
 	R. KOZIOŁEK: Esesman, mój bliźni. „Książ. Mag. do Czytania” 2014 nr 2, przedr. w tegoż: Dobrze się myśli literaturą. Wołowiec – Katow. 2015.
 	A. LIPCZAK. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/dzielo/ignacy-karpowicz-sonka.
 	D. NOWACKI: Układanie melodramatu. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	M. ORSKI: Jaskinie cierpień. „Odra” 2014 nr 10.
 	W. RUSINEK: W cudzym imieniu, własnym głosem. „Opcje” 2014 nr 3.
 	J. SOBOLEWSKA: Zdrajczyni, dziwka, szeptucha. „Polityka” 2014 nr 20.
 	I. PIOTROWSKA: „Sońka” Ignacego Karpowicza. Propozycja pracy z lekturą. W: Twórcze praktyki polonistyczne. Kr. 2015.
 	D. NOWACKI: Karpowicz. Dawno, dawno temu. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 208.
 	A. CZYŻAK: W cudzej przestrzeni. Narracyjne gesty (samo)poznania w prozie przełomu XX i XXI wieku. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2016 t. 8 [dot. też: M. Bieńczyk: Terminal; P. Potoroczyn: Ludzka rzecz].
 	A. SAKOVIČ: Da prablematyki pol’ska-belaruskaga pemežža. A povesc’ „Sońka” Ignacyâ Karpoviča. „Białorutenistyka Białostoc.” 2016 T. 8.
 	A. BRONDER: „?/od nowej strony?/”. O intertekstualnym i intersemiotycznym wymiarze „Sońki” Ignacego Karpowicza. „Jęz. Artyst.” 2017 t. 16.
 	Zob. też Wywiady.

Dybuk

 	W. MROZEK: „Dybuk” w czasach internetowego hejtu. [A.] Smolar i Karpowicz wystawiają klasykę dramatu żydowskiego. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 24 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75410,19303948, dybuk-w-czasach-internetowego-hejtu-smolar-i-karpowicz-wystawiaja.html.
 	K. WALIGÓRA: Nie-żywy. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 24 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.sztukawspolczesna.org/recenzja/2015-2016/242/nie-zywy.
 	SZ. SPICHALSKI: Gra w ducha. „Dialog” 2016 nr 11.
 	Dybuk w szkole. Rozmowa A. Dzierzgowskiej, J. Krakowskiej, H. Maciąg, M. Rakoczy i A. Smolar. „Dialog” 2016 nr 11.

Sońka.

 	T. DOMAGAŁA: „Sońki” płakanie nad rozlanym mlekiem. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 11 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: domagamsiekultury.blog.pl; http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/200728.html.
 	A. DYCHA: Ta historia nie miała prawa się wydarzyć. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 11 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: na portalu bialystokonline.pl; http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/199765.html.
 	J. WAKAR: Stwarzanie świata. „Dz. Gaz. Prawna” 2015 nr 69 dod. „Kultura”.
 	K. ZALEWSKA: Podlasie, moja miłość. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 11 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/201575.html.
 	M. ŻMIJEWSKA: Sońka. Potworne ryzyko sceniczne. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 11 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/199533.html.
 	SZ. SPICHALSKI: Gra w ducha. „Dialog” 2016 nr 11.

Miłość

 	J. CIEŚLAK: Szczerość czy pisarska poza. „Rzeczpospolita” 2017 nr 300.
 	D. KARPIUK: On, on i miłość. „Newsweek Polska” 2017 nr 48.
 	D. NOWACKI: M jak miłość, M jak majstersztyk. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 270.
 	J. SOBOLEWSKA: Duszność uczuć. „Polityka” 2017 nr 49.
 	Zob. też Autor o sobie i Wywiady.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2953" title="Edward KASPERSKI" slug="edward-kasperski">1942–2016

Historyk i teoretyk literatury
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 lutego 1942 we Lwowie; syn Michała Kasperskiego i Anny z Sekowskich. Dzieciństwo spędził we wsi Małkowice pod Przemyślem. Od 1955 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. K. Morawskiego w Przemyślu. Po otrzymaniu matury w 1959 studiował filologię polską oraz przez trzy lata filozofię na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1964 uzyskał magisterium z zakresu filologii polskiej i podjął pracę na stanowisku początkowo asystenta, a następnie adiunkta na Wydziale Filologii Polskiej i Słowiańskiej (od 1975 Wydział Polonistyki) UW w Katedrze Teorii Literatury (później Zakład Poetyki, Teorii Literatury i Metodologii Badań Literackich). W pracy badawczej zajął się historią literatury XIX i XX wieku, teorią literatury i poetyką, zjawiskami z pogranicza literatury i filozofii, komparatystyką i antropologią literatury. Debiutował w 1965 artykułem pt. Nowe francuskie czasopismo o komunikacji masowej, opublikowanym na łamach kwartalnika „Kultura i Społeczeństwo” (nr 2). Artykuły, szkice, recenzje ogłaszał m.in. w „Miesięczniku Literackim” (1971–90, z przerwami) i w „Przeglądzie Humanistycznym” (od 1977, z przerwami). W 1974 doktoryzował się w oparciu o rozprawę pt. Problem wartości w pisarstwie Cypriana Kamila Norwida. Przedmioty użytkowe. Przedmioty potrzeb, wartości perfekcyjne, celowe i instrumentalno-użytkowe. W 1981–84 pracował jako lektor polski w Slavisk Institut na Uniwersytecie Aarhus w Danii. W późniejszych latach kilkakrotnie otrzymywał duńskie stypendia rządowe na wielomiesięczne pobyty badawcze w Centrum Kierkegaarda w Kopenhadze w Danii. W 1991 habilitował się na UW na podstawie rozprawy Idee, formy i tradycje dialogu. Od 1994 wykładał historię literatury także w Wyższej Szkole Humanistycznej im. A. Gieysztora (od 2006 Akademia Humanistyczna) w Pułtusku. W 1997–2000 kierował Zakładem Teorii Literatury i Poetyki, a w 2001–06 Zakładem Romantyzmu Instytutu Literatury Polskiej (ILP) UW. W 2002 uzyskał tytuł naukowy profesora. Od 2007 współpracował z kwartalnikiem „Tekstualia” jako autor artykułów oraz członek Rady Redakcyjnej pisma. W tymże roku został kierownikiem nowo powstałego Zakładu Komparatystyki ILP i funkcję tę pełnił do przejścia na emeryturę w 2011.

Zmarł 3 marca 2016 w Warszawie. Pochowany na cmentarzu parafialnym w Starych Babicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Świat wartości Norwida. [Monografia]. Wwa: PWN 1981, 375 s. Z prac Inst. Literatury Pol. UW.
2. Idee, formy i tradycje dialogu. Rozprawa habilitacyjna. Wwa: UW Wydz. Polonistyki 1990, 497 s. [Wyd. 2] zmien. pt. Dialog i dialogizm — idee, formy, tradycje. Wwa: Elipsa 1994, 227 s.
Zawartość wyd. 1: Od autora. – Ironia. Sokrates i romantyzm. Wstęp do Kierkegaarda; Ironia jako dyskurs i strategia. Z rozważań nad poetyką teoretyczną i historyczną ironii; Pisarz i dialektyka komunikacji. Osnowa tzw. komunikacji pośredniej u Kierkegaarda; Kierkegaard jako krytyk literacki (na tle filozofii krytycznej); Sprawa dialogu w „Literaturze słowiańskiej” Adama Mickiewicza; Sztuka pytań Norwida; Dialog polemiczny. Spór: „Psalmy przyszłości”. [Z. Krasińskiego] — „Odpowiedź na Psalmy” [J. Słowackiego]; Podmiot, rzeczy i sens. Niektóre pogranicza i przeciwieństwa dialogizmu; Dialog w świecie pozorów. O dialogice Bubera; O genealogii Bachtina. Początki dialogizmu; Dialogizm i dziedzictwo formalizmu. – Aneks. Trzy tradycje dialogu. – W wyd. 2: pominięto: Ironia. Sokrates i romantyzm. Wstęp do Kierkegaarda; Ironia jako dyskurs i strategia. Z rozważań nad poetyką teoretyczną i historyczną ironii; Pisarz i dialektyka komunikacji. Osnowa tzw. komunikacji pośredniej u Kierkegaarda; Kierkegaard jako krytyk literacki (na tle filozofii krytycznej), — dodano: Kierkegaard o komunikacji: Podwójność twórczości; Komunikowanie wiedzy i komunikowanie decyzji; Komunikacja pośrednia; Konkluzja. Komunikacja i dialog.
3. Literatura i różnorodność. Kresy i pogranicza. [Studia; autorzy:] E. Czaplejewicz, E. Kasperski. Wwa: DiG 1996, 183 s.
Tu E. Kasperskiego: Teoria i literatura w sytuacji ponowoczesności: Związki literackie, intertekstualność i literatura powszechna; Kresy, pogranicza, mity. O metodologii badań nad literaturą kresową; Próba stylu (i stylistyki); Rozdroża hermeneutyki. Egzegeza — tekst — lektura; Ćwiczenie z dekonstrukcji. Czy interpretacji jest zbyt wiele i czy należy ograniczyć ich różnorodność; Różewicz, groteska i… postmodernizm; Legitymizacja: najważniejszy problem powieści. (O „epopei” W. Odojewskiego „Zasypie wszystko zawieje”); Pop i porno powieści Jerzego Kosińskiego. Melanże polsko-żydowsko-amerykańskie, s. 91–178.
4. Dyskursy romantyków. Norwid i inni. [Studia]. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2003, 548 s.
Zawartość: Słowo wstępu. – Cz. I. Dyskursy liryczne: O liryce Norwida. Autobiografizm i autonomia; Metaliryka Norwida; Wolność i forma: dwa bieguny liryki Norwida. – Cz. II. Dyskursy Północy: „Północne my sny… wchodowej historii…” Norwid, Polska i północ; Wokół „Syberii” Norwida. Dwa typy etyki, historiozofii i patriotyzmu. – Cz. III. Dyskurs walki: Filozofia konfliktu i walki. Cyprian Norwid i August Cieszkowski. – Cz. IV. Komparatystyczne dyskursy egzystencji: Języki egzystencji, Juliusz Słowacki i Søren Kierkegaard; Jednostka, historia i etyka. Paralela — Kierkegaard. – Cz. V. Dyskursy mistyki, świętości i śmieszności: Dyskursy liryczno-mistyczne Słowackiego; Religijność Mickiewicza. Próba fenomenologii egzystencjalno-kulturowej; Rzeczy święte, rzeczy śmieszne. („Pierścień Wielkiej Damy”, „Aktor” Norwida). – Cz. VI. Dyskursy nacji: Dyskurs barski. Judyta i Żydzi w „Księdzu Marku” Juliusza Słowackiego; Dyskurs zdrady. Iwan Franko a Adam Mickiewicz. – Cz. VII. Dyskursy wolności: Narracje i symbole wyzwolenia. Słowacki — Szewczenko; Oracze i polewacze wolności. O mitopoetyce Mickiewicza.
5. Kierkegaard. Antropologia i dyskurs o człowieku. Monografia. Pułtusk: Wyższa Szkoła Hum. 2003, 555 s. Wyższa Szkoła Hum. im. A. Gieysztora w Pułtusku. Seria z Ostem.
6. Świat człowieczy. Wstęp do antropologii literatury. [Studium]. Pułtusk: Akad. Hum. im. A. Gieysztora; Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2007, 496 s. Akad. Hum. im. A. Gieysztora.
Zawartość: Słowo wstępu. – Cz. I. Jak możliwa jest antropologia literatury? — Cz. II. Antropologia podmiotu. – Cz. III. Antropologia postaci. – Cz. IV. Okolice antropologii.
7. Kategorie komparatystyki. [Studia]. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2010, 401 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Texter 2010, plik w formacie PDF.
Zawartość: Słowo wstępu. – I. Podstawy komparatystyki; II. Status poznawczy komparatystyki; III. Komparatystyka literacka a dialog; IV. Trzy studia o dyskursie. Próba krytyki. V. Kondycja hermeneutyki; VI. O teorii interpretacji; VII. W stronę komparatystyki interpretacji; VIII. Siedem rodzajów interpretacji; IX. Poezja, inne sztuki i filozofia. W kręgu Hegla; X. Słowne obrazy Norwida. Szkic z poetyki komparatystycznej. XI. Swojskie, cudze, uniwersalne. Paralele polsko-ukraińskie; XII. Narodowość i literatura. U kolebki nowoczesnych literatur Polski i Ukrainy; XIII. Kategoria pogranicza. Trzy aspekty; XIV. Pogranicza słowiańsko-żydowskie. Trzecia droga Martina Bubera; XV. Media i literatura; XVI. Literatura a kultura. Refleksje o ich związkach.
8. Na diabelskim żołdzie. Klucze do pisarstwa Franza Kafki. [Studium]. Dokument elektroniczny: Wwa: Texter 2011, 101 s., plik w formacie PDF.
Zawartość: I. W kręgu recepcji; II. Święty Kafka. Portret według Maksa Broda; III. Spółkowanie z literaturą; IV. Na diabelskim żołdzie; V. Walizka z wpływami.
Artykuły drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Elementy semiologii. „Kult. i Społ.” 1965 nr 4 s. 107–121. – Przesłanki semiotycznej narracji. „Kult. i Społ.” 1967 nr 4 s. 151–162. – Semiotyka i poetyka. „Studia Estet.” 1968 s. 387–397. – Gustaw Daniłowski; Ludwik Stanisław Liciński. W: Obraz literatury polskiej XIX i XX wieku. Ser. 5 t. 3. Wwa 1973 s. 223–257; 281–296. – Filozofia celu Norwida. „Poezja” 1975 nr 7/8 s. 119–130. – Zmierzch czy świt kultury ludowej? „Regiony” 1976 nr 2 s. 24–37. – „Zwierzątko” Brylla, czyli sylabizowanie odwagi. „Poezja” 1976 nr 7/8 s. 58–61. – Poetyka pragmatyczna. Uwagi o jej przedmiocie i zagadnieniach badawczych. W: Problemy poetyki pragmatycznej. Wwa 1977 s. 47–76. – Problem pytań w twórczości Norwida. „Prz. Hum.” 1977 nr 6 s. 50–67. – Dialog a nauka o literaturze. W: Dialog w literaturze. Wwa 1978 s. 237–272. – Filozofia środka. „Prz. Hum.” 1979 nr 10 s. 71–89. – W świecie potrzeb ludzkich (z badań nad aksjologią Norwida). „Prz. Hum.” 1979 nr 11–12 s. 53–70. – Cypriana Norwida program odbudowy wysokich ideałów. „Regiony” 1980 nr 2 s. 41–60. – Norwida królestwo literatury. (Panorama zagadnień). „Prz. Hum.” 1980 nr 6 s. 137–151. – O teorii gatunków. (Gatunki literackie jako wartość). „Acta Univ. Lodz.” 1980 nr 34 s. 63–89. – Siła i moralność. W kręgu utopii słowa siły Norwida. „Poezja” 1980 nr 11 s. 89–102. – Cyprian Norwid (1821–1883). Cyprian Norwid: Elementy literaturologii. W: Polskie koncepcje teoretycznoliterackie w wieku XIX. Antologia. Wwa 1982 s. 171–183. – Demony propagandy. (1. Poezja i propaganda. Wytwarzanie przekonań. 2. Kuszenie i terror. 3. Co na to pan Cogito?). „Poezja” 1982 nr 3/4 s. 46–58. – Między nadzieją a zwątpieniem. (O pisarstwie Jerzego Andrzejewskiego). „Mies. Lit.” 1982 nr 11 s. 26–35. – Literatura i nauka o literaturze w polu myśli Bachtina; Marksizm — kultura — dialog. W: Bachtin. Dialog — język — literatura. Wwa 1983 s. 27–52; 491–506. – Estetyka współczesnej prozy psychologicznej. „Studia Estet.” 1987 s. 77–104. – Tekst widowiskowy (Z problemów poetyki dramatu). W: Problemy dramatu i teatru. Wr. 1988 s. 55–62. – Egzystencja, literatura, dialog; Trzy prawdziwe baśnie teoretycznoliterackie. (O pająku, rycerzach i cesarzu). W: Poszukiwania teoretycznoliterackie. Wr. 1989 s. 53–100, 167–188. – Kontra-Bachtin, czyli o dialogu u formalistów. „Prz. Hum.” 1989 nr 3 s. 67–84. – Poeta antypoeta Kierkegaard. „Poezja” 1989 nr 3 s. 61–72. – Dialog romantyczny (Krasiński–Słowacki). „Prz. Hum.” 1990 nr 11 s. 87–106. – Jerzy Andrzejewski. W: Literatur Polens. Einzeldarstellungen. Berlin 1990 s. 303–320. – Aspekty mimesis. Zarys problematyki. W: Mimesis w literaturze, kulturze i sztuce. Wwa 1992 s. 65–93. – Parodia i parodiowanie. (Na tle postmodernizmu). „Prz. Hum.” 1992 nr 4 s. 31–44. – Epitafium dla podmiotu? Przyczynek do antropologii literatury. W: Kryzys czy przełom? Kr. 1994 s. 151–163. – Istota genezy. Idiom tekstu i redakcja przeszłości. W: Ecriture/Pisanie. Wwa 1995 s. 77–102. – Konrad Górski i konteksty teoretycznoliterackie (neoidealizm, pozytywizm, hermeneutyka, aksjologia). „Prz. Hum.” 1995 nr 5 s. 137–152. – Mrożek i katastrofizm współczesny. „Prz. Hum.” 1995 nr 4 s. 69–79. – Balbus czy Bachtin? Spór o koncepcję stylu i stylistyki w badaniach literackich. W: Styl a tekst. Opole 1996 s. 9–20. – Historia, narratywizm i literatura piękna. W: Pochwała historii powszechnej. Wwa 1996 s. 509–518. – Leopold Buczkowski — kres Kresów; Mit maciczny — Bruno Schulz i Kresy. W: Kresy w literaturze. Wwa 1996 s. 188–239; 322–348. – Levi-Strauss Claude. Anthropologie structurale. W: Przewodnik po literaturze filozoficznej XX wieku. Wwa 1996 s. 299–314. – Poetyka i heterogoniczność. W: Literatura i heterogeniczność kultury. Wwa 1996 s. 204–215. – Spilnota i konflikty. (Slovanska ideâ w polskij romantyčnij istoriosofi). W: Problemy slovânoznavstwa. L’viv 1996 s. 42–53. – Podmiot poznania i podmiot egzystencji u Kierkegaarda. W: Sub’iekt piznannja. Ontoohični ta metodolohični aspekty problemy. „Stud. Methodologica”, Tarnopol 1996 s. 14–22. – Temat kresowy po wojnie. Modele i przykłady. W: Stare i nowe w literaturze najnowszej. Bydg. 1996 s. 231–241. – „Brat przeciwko bratu”. Konflikty polsko-ukraińskie w literaturze polskiej. Uwagi wstępne. W: Slavistyčny studiji. T. 1. L’viv 1997 s. 78–86. – Poezja filozoficzna Szymborskiej (człowiek, byt, poznanie, etyka). W: „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 1996”, Wwa 1997 s. 11–26. – Witkacy i wiry przemian. W: S.I. Witkiewicz: Szewcy. Wwa 1997 s. 101–127. – Wyznaczniki i kryteria mistyki. O wierszach liryczno- mistycznych Juliusza Słowackiego. „Prz. Hum.” 1997 nr 4 s. 42–52. – Emihracíâ, istorija ta mižkulturnyj dialoh (na prikladi poezji Jewhena Malaniuka). W: „Naukovi Zapiski”, Tarnopol 1998 s. 95–106. – Literatura. Teoria. Metodologia; Hermeneutyka. Teoria interpretacji; O teorii komparatystyki. W: Literatura, teoria, metodologia. Wwa 1998 s. 8–38; 112–142, 331–356, toż w wyd. 2 rozszerz. tamże 2001. – Martin Buber, idea dialogu i świat słowiański. „Slavica Tarnopolensia” 1998 s. 103–127. – Między poetyką a antropologią postaci. Szkic zagadnień. W: Postać literacka. Teoria i historia. Wwa 1998 s. 9–40. – Pierwiastek negacji w postromantyzmie. Pokusy i zagrożenia. W: Postmodernizm po polsku? „Acta Univ. Lodz.” 1998 s. 199–215. – Problem dialogu w twórczości Iwana Franki. W: Ìvan Franko — pis’mennik, mislitel’, gromadânin. L’viv 1998 s. 278–283. – Święte i świeckie. Przemiany wartości. W: Człowiek, dzieło, sacrum. Opole 1998 s. 49–61. – Teoria literatury a metodologia. Dyskursy pokrewne a odrębne? „Stud. Methodologica” 1998 t. 4 s. 22–33. – Paradygmat funkcjonalny i literatura (Funkcjonalizm w literaturoznawstwie, zdobycze, krytyka). W: „Stud. Methodologica” 1999 s. 19–29. – Poznanie i sztuka egzystowania u Kierkegaarda. „Principia” 1999 t. XXIII s. 116–136. – Przyszłość i zasady genologii. O czeskiej szkole genologicznej z Brna. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1999 z. 1–2 s. 181–196. – Zabójczy jad poezji. Iwan Franko i Adam Mickiewicz na rozstajnych szlakach historii. „Prz. Hum.” 1999 nr 5 s. 57–75. – Drogi i rozdroża metodologii. Studium problemu; Spór o funkcjonalizm. W: Rozważania metodologiczne. Język, literatura — teatr. Wwa 2000 s. 11–74; 255–273. – Jewhen Małaniuk i emigracyjne pogranicza kultur. Paralele ukraińsko-polskie. W: Literackie Kresy i bezkresy. Szczec. 2000 s. 261–280. – Ukraina jako symbol wolności w poezji romantycznej. W: Ukraïna i Polśča doby romantyzma: obraz susida. Kremeneć 2000 s. 3–21. – Autobiografia. Sytuacja i wyznaczniki formy. W: Autobiografizm — przemiany, formy, znaczenia. Wwa 2001 s. 9–25. – Parodia a literatura XX wieku. Kontury zjawiska. W: Pisać poza rok 2000. Wwa 2002 s. 42–70. – Ridiculus sum… Z problemów teorii parodii. W: Dialog. Komparatystyka. Literatura. Wwa 2002 s. 215–229. – Dialog kultur a kultura dialogu. Dialog i reklama jako formy kultury współczesnej. W: Kultura tworzona w dialogu cywilizacji Europy. Częstochowa 2003 s. 225–242. – Dyskurs swobody u Mickiewicza. W: Studia Polonorossica. Moskwa 2003 s. 65–78. – Liryka Norwida. (Polimorfizm, polifonia, policentryzm w poezji poety). W: Norwid u progu XXI wieku. Pułtusk 2003 s. 63–116. – Rozgłos. Egzystencja. Kunszt. Post-jubileuszowe refleksje o Erneście Hemingwayu. W: Spotkania z Ernestem Hemingwayem. Pułtusk 2003 s. 62–107. – Dyskurs o rozpaczy w „Chorobie na śmierć” Sørena Kierkegaarda. Zarys zagadnień. W: Człowiek wobec rozpaczy w filozofii Sørena Kierkegaarda. Kr. 2004 s. 137–180. – Klucze do Kafki. W: Poetyka egzystencji. Franz Kafka na progu XXI wieku. Wwa 2004 s. 13–97. – Nurt parodyjno-groteskowy w literaturze polskiej XX wieku. Dominanta, oboczność, czy margines? W: Dwudziestowieczność. Wwa 2004 s. 225–236. – Prepostmodernista? O groteskach K.I. Gałczyńskiego. W: Mag w cylindrze. O pisarstwie K.I. Gałczyńskiego. Pułtusk 2004 s. 81–124. – W stronę poetyki paradoksu i absurdu. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2004 nr 3 s. 15–30. – Gatunki, logos, dyskurs. Wprowadzenie do genologii Norwida. W: Genologia Cypriana Norwida. Słupsk 2005 s. 9–56. – Interpretacja, dyskurs i władza znaczeń. Szkic o zasadach interpretacji. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2005 nr 4 s. 5–20. – Klucze do Kafki. Style interpretacji. W: Twórczość Franza Kafki. Słupsk 2005 s. 11–33. – Literatura a religia. Różnice, korelacje, funkcje. W: Dziedzictwo religijne Europy w literackiej kulturze XIX i XX wieku. Częstochowa 2005 s. 13–30. – Mistyka a nauka o literaturze. Wokół „Rozmowy wieczornej” i „Widzenia”. W: Mickiewicz mistyczny. Wwa 2005 s. 68–86. – Modernizm wobec tradycji. W: Więzy tradycji. Bielsko-Biała 2005 s. 155–164. – Teorie i aporie dyskursu. W: Formacje dyskursywne w kulturze, językach i literaturze. Słupsk 2005 s. 29–57. – Historia w literaturze, literatura w historii. W: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Wwa 2006 s. 13–31. – O teorii komparatystyki. W: Literatura. Teoria. Metodologia. Wyd. 3 zm. i uzup. Wwa 2006 s. 577–602, przekł. ukr.: Po teoriju komparatyvistyki. W: Literatura. Teorija. Metodologija. [Przeł.] S. Jakobenka. Kiïv 2006. – Paradoksy historyzmu. Anty-historia w historii. W: Poza historią. Katow. 2006 s. 577–602. – Paradygmat i historia. Metodologiczne rozważania o romantyzmie. W: W cieniu Mickiewicza. Katow. 2006 s. 25–39. – Przeszłość, romantyzm, literatura. Głos w dyskusji polonisty z ukrainistą. „Prz. Hum.” 2006 nr 1 s. 11–24. – Tożsamość bez maski. W kręgu „Punktu widzenia” i autobiografii Kierkegaarda. W: Aktualność Kierkegaarda. Kęty 2006 s. 36–73. – Zakała wśród filozofów? Spór o tożsamość Kierkegaarda. „Prz. Filoz.-Lit.” 2006 nr 1 s. 41–60. – Dyskurs antropologiczny. O antropologii literatury. Zasady pierwsze. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2007 nr 5 s. 153–170. – Dyskurs kresowy. Kryteria, własności, funkcje. „Pr. Komis. Filol. Pozn. TPN” 2007 t. 48 s. 89–103. – Filozofia i autobiografia. Kierkegaard o Kierkegaardzie w „Punkcie widzenia na moją działalność pisarską”. W: Miłość i samotność. Wwa 2007 s. 120–147. – Poezja a filozofia. Cztery filary tradycji. (Komparatystyka dyskursów). „Tekstualia” 2007 nr 3 s. 25–46, przekł. ang.: Poetry and philosophy. Four pillars of tradition. A comparative study of discourses. [Przeł.] M. Wojtyna „Tekstualia. A special selection of articles” 2013 s. 91–110. – Przewartościowania egzystencjalne w literaturze przełomu 1956 roku. „Prz. Hum.” 2007 t. specjalny s. 56–85. – Franz Kafka — pisarz pogranicza. „Tekstualia” 2008 nr 3 s. 5–18. – Jaki Norwid? Jaki romantyzm? Krytycznie o norwidologii adorującej. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2008 nr 6 s. 199–218. – Johannes Climacus, czyli dekonstrukcja filozofii. „Kronos” 2008 nr 1 s. 187–213. – Kresy w perspektywie metodologii. „Pr. Filol. Ser. literaturoznawcza” 2008 t. 55 s. 49–76. – Monologi, soliloquia, polilogi. Kształty romantycznej utopii; Rozmowy w podróży. [Współaut.: M. Grogorowa]. W: Dialogi romantyczne. Pułtusk 2008 s. 35–93; 115–144. – Religijność a literatura romantyczna. W: Religie i religijność w literaturze i kulturze romantyzmu. Wwa 2008 s. 13–44. – Tragigroteska Kafki. „Tekstualia” 2008 nr 3 s. 19–34. – Wobec prawdy. Poezja a filozofia. W: Strona Norwida. Lubl. 2008 s. 183–207. – Edgar Allan Poe. Tożsamość i konteksty. Wprowadzenie do lektury. „Tekstualia” 2009 nr 1. – Granice pisma, granice egzystencji. Przypadek Norwida. W: Zwyczajny człowiek w niezwyczajnej sytuacji. Wwa 2009 s. 70–102. – Kafka jako antyepik. Konteksty i kontrteksty. W: Literatura niemiecka w Polsce. Pułtusk 2009 s. 207–259. – Odkrywanie Poego [współaut.: Ż. Nalewajk]; Poe i historia; Czy Poe był modernistą? W: Edgar Allan Poe. Klasyk grozy i perwersji — i nie tylko… Wwa 2009 s. 7–13; 39–60; 305–336. – Pro teoriû komparativistiki. W: Sučasna literaturna komparativistika. Kiïv 2009 s. 125–146. – Stawanie się romantyzmu. Wokół przedmowy do I t. „Poezyj” Mickiewicza. „Prz. Hum.” 2009 nr 5/6 s. 49–63. – W objęciach ponowoczesności. Recycling i retoryka zamiast wiedzy? „Tekstualia” 2009 nr 4 s. 19–34, przekł. ang.: Embracing postmodernity: recycling and rhetoric instead of knowledge? [Przeł.] B. Lutostański. „Tekstualia. A special selection of articles”. 2013 s. 127–142. – Apodemika Norwida. W: Europejczyk w podróży 1850–1939. Wwa 2010 s. 389–401. – Dyskursy romantyzmologii. Studium (samo) krytyczne. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2010 nr 8 s. 7–23. – Etyka a historia. (Czy sądy etyczne są historycznie prawomocne? Czy sądy historyczne mają walor etyczny? „Tekstualia” 2010 nr 3 s. 165–177. – Gotyzm i śmiech. Groza, groteska i parodia u E.A. Poego. „Pr. Filol. Ser. literaturoznawcza” 2010 t. 59 s. 181–198. – Komika, groteska, śmiech sataniczny; Niekonwencjonalny romantyk. W: Edgar Allan Poe. Niedoceniony nowator. Wwa 2010 s. 175–194; 15–49. – Koniec historii? Nowy historycyzm? „Tekstualia” 2010 nr 3 s. 19–38, przekł. ang.: The end of history? New historicism? [Przeł.] J. Burzyńska. „Tekstualia. A special selection of articles” 2013 s. 181–202. – Krasiński: filozofia i liryzm śmierci (metodologia i tradycje). W: Śmierć Zygmunta Krasińskiego. Piotrków 2010 s. 9–24. – L’utopie de l’ironie, l’ironie de l’utopie. F. Schlegel, S. Kierkegaard et C. Norwid. „Les Nouveaux Cahiers Franco-Polonais” 2010 nr 8 s. 28–36. – Parateksty zamiast przedmów. Zarys poetyki paratekstów w twórczości Norwida. W: Romantyczne przemowy i przedmowy. Katow. 2010 s. 106–126. – Polityka i poetyka. Wokół dyskursu wolności Mickiewicza; Romantyzm polski w perspektywie porównawczej. W: Śladami romantyków. Wwa 2010 s. 393–424; 465–489. – Requiem dla folkloru?… Mity i prawda folkloryzmu. „Tekstualia” 2010 nr 1 s. 21–36, przekł.: ang.: A requiem for folklore?: myth, truth, and folklorism. [Przeł.:] M. Wojtyna. „Tekstualia. A special selection of articles” 2013 s. 231–246; słoweń.: Requiem za folkloro! Miti in resnica o folkloristiki. „Apokalipsa”, Lublana 2012 z. 163/164. – Romantyzm polski: poezja, polityka, wiara. „Artes Liberales” 2010 nr 1/2 s. 47–63. – Samuel Beckett: w gnoju, czy w śmietniku? „Tekstualia” 2010 nr 1 s. 17–34, przekł. słowac.: Samuel Beckett we hnoji nebo na smetišti? [Przeł.] L. Zakopalova. „Protimluv”, Ostrawa 2011 z. 3/4. – Trudny Norwid, trudna metodologia. Jak badać Norwida? „Stud. Norwidiana” 2009/2010 R. 27/28 s. 53–76. – Dyskurs prawdy i władzy. (Wiersz Norwida „Idee i prawda” wobec filozofii). W: Komparatystyka dzisiaj. T. 2. Interpretacje. Wwa 2011 s. 124–147. – Estetyka, polityka, wiara. Romantyzm polski w poszukiwaniu idiomu na tle porównawczym. Powst. 2011, 26 s. [on-line] [dostęp 24 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://texterbooks.com/do/product/Estetyka__polityka__wiara__Romantyzm_polski_w_poszukiwaniu_idiomu_na_tle_porownawczym_Edward_Kasperski_2867. – Etyka w obliczu historii. Kierkegaard, Mickiewicz, romantycy a XXI wiek. W: Kategorie etyczne w czasach upadku duchowości. Częstochowa 2011 s. 13–34. – Narrator, narracja, fabuła. Idea i poetyka Quidama [C. Norwida]. W: Quidam. Studia o poemacie. Lubl. 2011 s. 135–184. – Oblicza spektaklu. „Tekstualia” 2011 nr 3 s. 5–23, przekł. ang.: Different faces of the spectacle. [Przeł.] M. Aleksandrowicz-Wojtyna. „Tekstualia. A special selection of articles” 2013 s. 241–258. – Perypetie romantycznego podmiotu. Wzlot i upadek. W: Romantyczne repetycje i powroty. Wwa 2011 s. 13–32. – Podmiotowość wielkoludów. W: Podmiot w literaturze polskiej po 1989. Wwa 2011 s. 237–256. – Rozliczyć egzystencjalizm. (Albert Camus z perspektywy ponowoczesności). „Tekstualia” 2011 nr 1 s. 21–40. – Stare i nowe w poezji metafizycznej. „Tekstualia” 2011 nr 2 s. 7–28. – Symbolizm Norwida w kontekście porównawczym. W: Symbol w dziele Cypriana Norwida. Wwa 2011 s. 36–61. – U podstaw komparatystyki. W: Komparatystyka dla humanistów. Wwa 2011 s. 17–86. – Współczesny neotranscendentalizm? (Wisława Szymborska: Platon, czyli dlaczego). W: Komparatystyka dzisiaj. T. 2. Interpretacje. Wwa 2011 s. 148–170. – Dyskursy fundacyjne romantyzmu. „Prz. Hum.” 2012 nr 4 s. 7–23. – Futurum u Słowackiego. „Śl. Stud. Polonist.” 2012 nr 1/2 s. 21–39. – Ja – wszechświat. Romantyczna kosmologia w perspektywie porównawczej (Juliusz Słowacki „Genezis z ducha” — Allan Edgar Poe „Eureka”). W: Jaki Słowacki? Wr. 2012 s. 115–136. – Kraszewski i Norwid: stosunek do historii, bariery dialogu, spór o powieść. W: Kraszewski. Poeta i światy. Tor. 2012 s. 223–247. – Literaturoznavča komparativistika i dialog. W: Zahid-Shid. Osnovni tendenciji rozvytku sučasnogo porivnialnogo literaturoznavstva. Doneck 2012 s. 103–145. – O poezji cmentarnej (graveyard poetry). Robert Blair i Edward Young. „Pr. Filol.” 2012 nr 2 s. 179–198. – Pochwała wieży Babel. Przyszłość komparatystyki a wielojęzyczność. „Tekstualia” 2012 nr 4 s. 5–27, przekł. ang.: A tribute to the tower of Babel. The future of comparative studies and multilingualism. [Przeł.] J. Burzyńska. „Tekstualia. A special selection of articles” 2013 s. 9–32. – Romantyzm i poprzednicy. Wokół dyskursów prefundacyjnych. Świat tekstów. „Rocz. Słupski” 2012 nr 10 s. 5–22. – W groteskowym stylu. O pisarstwie Mikołaja Gogola — oczami XXI wieku. „Tekstualia” 2012 nr 2 s. 5–26. – Kierkegaard jako apofatyk i dekonstrukcjonista. W: Aktualność Sørena Kierkegaarda. Sopot; Gdańsk 2013 s. 102–128. – Moment, koniunktura, trwanie. Czas w literaturze, literatura w czasie, literatura poza czasem. W: Sekundy (i) epoki. Wwa 2013 s. 17–54. – Motivaciâ, funkcji ta efekti na Nobelovata nagrada za literatura. (Vyrchu promeri s Česlav Miloš i drugi polski i čuždestranni laureati). W: Nobelovata nagrada — most meždu kulturite. Veliko T’rnovo 2013 s. 22–37. – Poetyka jako dyskurs. „Tematy i Konteksty” 2013 nr 3 s. 63–77. – Teoria literatury jako oksymoron. „Tekstualia” 2013 nr 4 s. 7–22. – Wołyń idylliczny z „genocidum atrox” w tle. „Tekstualia” 2013 nr 2. – Czarny humor, komizm, parodia. „Tekstualia” 2014 nr 4 s. 5–30. – Dekonstrukcja romantyzmu wewnątrz romantyzmu. W: Romantyzm w lustrze postmodernizmu. Wwa 2014 s. 42–64. – Dzieje i dziejowość u Norwida. W: Norwid wobec historii. Lubl. 2014 s. 67–115. – Etyka Kierkegaarda — jej aspekty, funkcje, znaczenie. W: Polifoniczny świat Kierkegaarda. Gdańsk 2014 s. 165–218. – Geopoetyka. Ku nowej poetyce przestrzeni — pierwszy krok w chmurach. W: Geografia wyobrażona regionu. Kr. 2014 s. 21–40. – Iwan Franko i Polacy. Korzenie ukraińskiego nacjonalizmu. W: Świat Kresów wschodnich w II Rzeczypospolitej w literaturze i sztuce. Zielona Góra 2014 s. 19–43. – Kierkegaard i Norwid. Różni i podobni w „pustyni żywota”. „Tekstualia” 2014 nr 3 s. 57–74. – Kierkegaard kot apofatik in dekonstruktivist. Konteksti, rešitve, konsekvence. W: Kirkegaard — eksistencialni preobrat. Ljubljana 2014 s. 547–574. – Pod znakiem parodii i groteski. (Stanisław Ignacy Witkiewicz, Bruno Schulz, Witold Gombrowicz). Powst. przed 2014. Przekł. ang.: Under the sign parody and the grotesque (Stanisław Ignacy Witkiewicz, Bruno Schulz, Witold Gombrowicz). [Przeł.] D. Malcolm. „Tekstualia” 2014 nr 1 s. 181–198 [wyd. ang.]. – Pseudo-Norwid, czyli co się komu podoba. „Stud. Norwidiana” 2014 nr 32 s. 290–325. – U źródeł romantycznego apofatyzmu. W: Tradycje bizantyjskie. Wwa 2014 s. 37–68. – W stronę deontologii. Dekonstrukcja ontologii u Kierkegaarda i jej następstwa. W: W kręgu Kierkegaarda. Wwa, Kęty 2014 s. 107–132. – Wokół estetyki Kierkegaarda. „Tekstualia” 2014 nr 3 s. 11–30. – Czym jest kulturologia ? „Załącznik Kulturoznawczy” 2015 nr 2 s. 12-49. – Dramaturgia postdramatyczna i (anty?) feministyczna. O „Księżniczkach” Elfriede Jelinek. „Tekstualia” 2015 nr 3 s. 15–40. – Kulturologia Norwida. Ramy, istota, rodzaje i zastosowania. W: Norwid — spotkania kultur. Lubl.: Tow. Nauk. KUL 2015 s. 11–39. – Norwid jako strateg w kontekście rozważań o walce i wojnie. „Stud. Norwidiana” 2015 nr 33 s. 51–76. – Paradoks czy schizofrenia, czyli o problemie autora w literaturze. „Tekstualia” 2015 nr 2 s. 13–28. – William Faulkner. Na skręcie stylów i poetyk. „Tekstualia” 2016 nr 1 s. 9-35.
Przekład
1. R. Williams: Marksizm i literatura. [Studium]. Przeł.: A. Chojnacki i E. Kasperski. Posł.: S. Żółkiewski. Wwa: PWN 1989, 375 s.
Prace redakcyjne

 	Dialog w literaturze. [Szkice]. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wwa: PWN 1978, 317 s.
 	Bachtin. Dialog — język — literatura. [Szkice]. Red. E. Czaplejewicz i E. Kasperski. Wwa: PWN 1983, 608 s.
 	Poszukiwania teoretycznoliterackie. [Szkice]. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wr., Łódź: Ossol., Oddz. 1989, 431 s. PAN Inst. Słowianoznawstwa.
 	Koncepcje słowa. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wwa: Wydawn. UW 1991, 284 s. Polono–Slavica Varsoviensia, 11.
 	Kresy, Syberia, literatura. Doświadczenia dialogu i uniwersalizmu. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wwa: Trio 1995, 252 s. Wyższa Szkoła Hum. w Pułtusku.
 	Kresy w literaturze. Twórcy dwudziestowieczni. [Szkice]. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wwa: Wiedza Powsz. 1996, 347 s.
 	Literatura a heterogeniczność kultury. Poetyka i obraz świata. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego. Wwa: Trio 1996, 215 s. Wyższa Szkoła Hum. w Pułtusku.
 	Postać literacka. Teoria i historia. Red. nauk.: E. Kasperski. Współred.: B. Pawłowska-Jądrzyk. Wwa: UW 1998, 261 s.
 	Rozważania metodologiczne = Mediations on methology. Język, literatura, teatr. Praca zbiorowa. Pod red. E. Kasperskiego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2000, 280 s.
Tekst częściowo w jęz. ang. i ros.
 	Dialog, komparatystyka, literatura. Profesorowi Eugeniuszowi Czaplejewiczowi w czterdziestolecie pracy naukowej i dydaktycznej. [Szkice]. Pod red. nauk. E. Kasperskiego i D. Ulickiej. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2002, 571 s.
 	Poetyka egzystencji. Franz Kafka na progu XXI wieku. Red. nauk. E. Kasperski we współpracy z T. Mackiewiczem. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2004, 370 s. Z Pr. Zakładu Romantyzmu, 1.
 	Dialogi romantyczne. Filozofia — teoria i historia — komparatystyka. Red. nauk.: E. Kasperski, T. Mackiewicz. Pułtusk: Akad. Hum. im. A. Gieysztora; Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2008, 599 s. Akad. Hum. im. A. Gieysztora; Wydz. Polonistyki UW. Seria z Ostem.
 	Religie i religijność w literaturze i kulturze romantyzmu. [Szkice]. Pod red. E. Kasperskiego i O. Krysowskiego. Wstęp: E. Kasperski. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2008, 462 s. Z Pr. Zakładu Romantyzmu i Komparatystyki, 3.
 	Edgar Allan Poe. Klasyk grozy i perwersji — i nie tylko… W dwusetną rocznicę urodzin pisarza i sto sześćdziesiątą rocznicę śmierci. [Szkice]. Red. nauk.: E. Kasperski i Ż. Nalewajk. Wwa: Wydawn. UW 2009, 344 s.
 	Edgar Allan Poe. Niedoceniony nowator. [Szkice]. Red.: E. Kasperski i Ż. Nalewajk. Wwa: Atut 2010, 294 s.
 	Komparatystyka dzisiaj. [Studia]. Red. nauk.: E. Szczęsna, E. Kasperski.
T. 1. Problemy teoretyczne.. Kr.: Universitas 2010, 258 s.
T. 2. Interpretacje. Wwa: Elipsa 2011, 348 s.
 	Śladami romantyków. Profesorowi Zbig­niewowi Sudolskiemu w osiemdziesiątą rocznicę urodzin. Pod red. nauk. E. Kasperskiego i O. Krysowskiego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2010, 489 s. Akad. Muz. im. S. Moniuszki w Gdańsku. Z Pr. Zakładu Romantyzmu i Komparatystyki.
 	Polifoniczny świat Kierkegaarda. [Studia]. Red.: E. Kasperski; M. Urbańska-Bożek. Gdańsk: Pomor. Tow. Filoz.-Teologiczne 2014, 390 s.
 	Tradycje bizantyjskie. Romantyzm i inne epoki. Red.: E. Kasperski, O. Krysowski. Wwa: UW. Wydz. Polonistyki 2014, 406 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Edward Kasperski (Uniwersytet Warszawski). Bibliografia prac naukowych 1965–2015. „Tekstualia” 2015 nr 4.

Ogólne

 	Ż. NALEWAJK: Pół wieku sporu o principia. Z okazji pięćdziesięciolecia debiutu naukowego prof. dr. hab. Edwarda Kasperskiego. „Tekstualia” 2015 nr 4.
 	Wspomnienia o profesorze doktorze habilitowanym Edwardzie Kasperskim. „Tekstualia” 2016 nr 1 [Zawiera: Ż. NALEWAJK-TURECKA: Początek i koniec; O. KRYSOWSKI: Wspomnienie o prof. dr hab. Edwardzie Kasperskim; B. PAWŁOWSKA-JĄDRZYK: Wspomnienie o Profesorze Edwardzie Kasperskim; K. TOEPLITZ: Wspomnienie o Profesorze Edwardzie Kasperskim].

Świat wartości Norwida

 	M. ADAMIEC. „Pam. Lit.” 1983 z. 2.
 	J. MARX: Świat wartości Cypriana Kamila Norwida. „Poezja” 1983 nr 4/5.
 	E. RUTKOWSKI: Sposób istnienia Norwida. „Nowe Książ.” 1983 nr 2.
 	A. TYSZCZYK: Świat wartości Norwida? „Stud. Norwidiana” 1984 t. 2.

Dyskursy romantyków

 	K. SAWICKA. „Arterie” 2004 [t.] 1.
 	J. LYSZCZYNA: Norwidowskie dyskursy. „Stud. Norwidiana” 2006/2007 nr 24/25.

Kierkegaard. Antropologia i dyskurs o człowieku

 	H. RATUSZNA: Aktualność dyskursu o Kierkegaardzie. „Prz. Hum.” 2004 nr 5.
 	A. SŁOWIKOWSKI. „Ruch Filoz.” 2005 nr 2.

Świat człowieczy

 	A. CZARKOWSKA: Głos Edwarda Kasperskiego w sprawie małżeństwa literatury z antropologią. „Tekstualia” 2008 nr 2.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2955" title="Paweł KĄDZIELA" slug="pawel-kadziela">ur. 1958

Pseud. i krypt.: Jan Makowski; (p.k.); P.K.; (pk); PK; S.Ż.; Stanisław Bobowski; Stanisław Żółkowski; Stefan Borowicz; Stefan Żółkowski.

Edytor, historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 25 maja 1958 w Nadarzynie; syn Jerzego Kądzieli, historyka literatury i edytora, i Teresy z Żółkowskich, pedagoga. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. N. Żmichowskiej w Warszawie; jako uczeń ogłosił na łamach „Tygodnika Powszechnego” (1974 nr 36) obszerny list do redakcji pt. O pracy społecznej w szkole – inaczej, będący polemiką z artykułem prof. Andrzeja Grzegorczyka pt. Praca społeczna w szkole. W okresie licealnym uczestniczył w niezależnych wykładach dotyczących najnowszej historii i kultury polskiej. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych brał udział w dyskusjach na tematy polityczne, społeczne, historyczne i literackie w Sekcji Kultury warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK); w 1978 został członkiem zwyczajnym KIK. W 1977 podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW); magisterium uzyskał w 1984. Podczas studiów przez rok był przewodniczącym Warszawskiego Koła Polonistów; współredagował almanach „Z archiwum Warszawskiego Koła Polonistów”. Pierwszy tekst krytycznoliteracki pt. Obowiązek odpowiedzialności, będący recenzją tomu J.J. Szczepańskiego Autograf, ogłosił na łamach „Nowych Książek” (1981 nr 2), po czym w następnych latach (do 1996, z przerwami) kontynuował współpracę z tym pismem jako recenzent. Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 był do 1984 współpracownikiem Sekcji Ewidencji i Informacji Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom. Jesienią 1981 podjął współpracę z miesięcznikiem „Więź”, a w połowie 1982 został tam zatrudniony etatowo, początkowo na stanowisku zastępcy sekretarza redakcji, później pełnił obowiązki kierownika działu literackiego, a w 1984 został członkiem Kolegium Redakcyjnego „Więzi”; w miesięczniku tym ogłaszał w 1981-2000 artykuły i recenzje literackie (także podp.: P.K. i PK). Publikował też w „Tygodniku Powszechnym” (1983-86), w kwartalniku „Znaki Czasu” (1986; tu pod pseud. Jan Makowski); we wrocławskim dwutygodniku „Nowe Życie” (1983-89; tu m.in. rozmowy z pisarzami), w „Przeglądzie Katolickim” (1984-85; tu drukował artykuły literackie, także podp. pseud.: S.Ż., Stanisław Żółkowski, Stefan Żółkowski). W 1986 został dyrektorem wydawnictwa Biblioteka „Więzi”. W 1987 ukończył Podyplomowe Studium Edytorsko-Tekstologiczne przy Wydziale Polonistyki UW i Instytucie Badań Literackich PAN. W 1987-89 i ponownie w 1996 przebywał na stypendiach w Paryżu i Londynie, prowadząc kwerendy badawcze w emigracyjnych bibliotekach i archiwach. W 1988-92 oraz 1994-99 publikował artykuły dotyczące literatury emigracyjnej na łamach nowojorskiego „Przeglądu Polskiego”. W 1993-96 redagował w Oficynie Wydawniczej „Interim” (przekształconej następnie w Wydawnictwo Książkowe „Twój Styl”) serię Utwory Nieznane, prezentującą dzieła najwybitniejszych polskich pisarzy emigracyjnych. W 2001 podjął współpracę z kwartalnikiem „Zeszyty Literackie”. W 2012 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2012 otrzymał Nagrodę Edytorską przyznaną przez kwartalnik „Zeszyty Literackie”, a w 2014 – Nagrodę Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą (z siedzibą w Londynie) za całokształt twórczości i pracy wydawniczej. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2008).

W 1984 ożenił się z Katarzyną Nassalską, lekarzem medycyny; ma trójkę dzieci: Tadeusza (ur. 1986), dziennikarza sportowego, Krystynę (ur. 1988), tłumaczkę z języka niemieckiego, i Teresę (ur. 2001). Mieszka w Podkowie Leśnej.
TWÓRCZOŚĆ
1. Stosunki państwo – Kościół w latach 1945-1965. [Szkic historyczny]. Wwa: Oświata Niezal.* 1986, V, 45 s. Zesz. Edukacji Nar. Kościół Katol. w Pol.
Podp. pseud.: Stanisław Bobowski.
2. Kościół a państwo w Polsce 1945-1965. [Szkic historyczny]. Wr.: Bibl-czka „Nowego Życia” 1990, 80 s. Bibl-czka „Nowego Życia”.
3. Tematyka emigracyjna w „Więzi” 1958-1993. Bibliografia. Wwa: Bibl. „Więzi” 1993, 15 s.
4. Libella. 1957-1997. Historia i współczesność. Wwa: „Libella” 1997, 145 s.
Dot. Społ. Zjednoczenia Przemysłowego „Libella”.
5. Biblioteka „WIĘZI”. Katalog. Wwa: Bibl. „Więzi” 1998, IV, 98 s.
Opis tomów 1-103 kolekcji Bibl. „Więzi”.
6. Twórczość Zbigniewa Herberta. Monografia bibliograficzna. T. 1-2. Wwa: Tow. „Więź”, Inst. Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Pol., Oddz. Muz. Literatury im. A. Mickiewicza 2009, 707 + 248 s. Bibl. „Więzi”, t. 236.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Kluby Inteligencji Katolickiej po sierpniu 1980 r. „Zeszyty Historyczne” (Paryż) 1986 z. 76 s. 113-142 [podp. pseud. Stefan Borowicz]. – „Sens ponad klęską”. Wokół „Czarnego poloneza” Kazimierza Wierzyńskiego. „Więź” 1988 nr 3 s. 13-21. – Projekt edycji „Pism” Kazimierza Wierzyńskiego. „Prz. Hum.” 1989 nr 3 s. 159-169. ‒ Instytucje polskiego życia kulturalnego w Londynie. W: Warszawa nad Tamizą. Wwa 1994 s. 140-164. – Młodość Wierzyńskiego. „Kresy” 1994 nr 19 s. 211-217. ‒ O publicystyce londyńskich „Kontynentów”. W: Myśl polityczna na wygnaniu. Wwa 1995 s. 193-203.– „Wiadomości” w latach siedemdziesiątych. W: „Wiadomości” i okolice. T. 1. Tor. 1995 s. 33-39. – O prozie Kazimierza Wierzyńskiego. Rekonesans. „Rocz. Bibl. Nar.” 1996 t. 32 s. 367-377. – Prasa krajowa o literaturze emigracyjnej. Bibliografia 1989 r. „Arch. Emigracji” 1998 z. 1 s. 273-280. – Prowansja Kazimierza Wierzyńskiego. W: Pani Stefa. Londyn 1999 s. 69-75. – Józef Wittlin. Bibliography for the years 1945-1998. W: Between Lvov, New York and Ulisses’ Ithaca. Tor.; New York 2001 s. 243-265. ‒ Awantura o Jantę. W: Jerzy Giedroyc: kultura, polityka, wiek XX. Wwa 2009 s. 323-329. ‒ Antoni Słonimski o „Liście 15”. W: „Jak się z wami zrosło moje życie”. Prace dedykowane Profesorowi Romanowi Lothowi. Wwa 2011 s. 309-316. ‒ Londyńskie lata Wierzyńskiego. „Ekspresje. Expressions”, Londyn 2014 t. V s. 157-180.

Prace redakcyjne i edytorskie

1. F. Przysiecki: Wiersze. Wstępem poprzedził J. Kądziela. Zebrał i oprac. P. Kądziela. Wspomnienia napisali: J. Tuwim [i in.]. Wwa: PIW 1989, 119 s. Oficyna Poetów XX Wieku.
2. K. Wierzyński: Szkice i portrety literackie. Zebrał i posł. opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 1990, 284 s. Bibl. „Więzi”, t. 63.
3. K. Wierzyński: Pamiętnik poety. Do druku przygot., wstępem i przyp. opatrzył P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1991, 486 s.
4. J. Iwaszkiewicz: Marginalia. [Felietony]. Koncepcję wydawn. oprac. M. Iwaszkiewicz, P. Kądziela i L. Grzeniewski. Notę edytorską i indeks oprac. P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1993, 135 s. Utwory Nieznane.
5. J. Lechoń: O literaturze polskiej. [Szkice]. Notę edytorską i indeks oprac. P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1993, 171 s. Utwory Nieznane.
6. K. Wierzyński: Towarzysz Październik. [Utwór dramatyczny]. Koncepcję wydawn. i notę edytorską oprac. P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1993, 213 s. Utwory Nieznane.
Zawiera także przekłady poetyckie K. Wierzyńskiego z ang. i ros.
7. A. Bobkowski: Opowiadania i szkice. Koncepcję wydawn. i notę edytorską oprac. P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1994, 191 s. Utwory Nieznane.
8. M. Grydzewski: Szkice. Koncepcję wydawn. i notę edytorską oprac. P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1994, 168 s. Utwory Nieznane.
9. Z. Nowakowski: Mój Kraków i inne wspomnienia. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1994, 134 s. Utwory Nieznane.
10. M. Pawlikowska-Jasnorzewska: Listy 1940-1945. Zebrał, wstępem i przyp. opatrzył P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1994, 91 s.
11. J. Łobodowski: Worek Judaszów. [Wybór felietonów]. Wybrał i notą edytorską opatrzył P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1995, 242 s. Utwory Nieznane.
12. A. Słonimski: Kroniki londyńskie. Zebrał i notą edytorską opatrzył P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1995, 102 s. Utwory Nieznane.
13. K. Wierzyński: Granice świata. [Opowiadania]. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: „Twój Styl” 1995, 111 s. Utwory Nieznane.
14. J. Wittlin: Eseje rozproszone. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: „Twój Styl” 1995, 233 s. Utwory Nieznane.
15. S. Zahorska: Szkice o literaturze i sztuce. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: „Twój Styl” 1995, 107 s. Utwory Nieznane.
16. W. Borowy: Wspomnienia. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: „Interim” 1996, 191 s. Utwory Nieznane.
17. Wspomnienia o Antonim Słonimskim. Pod red. P. Kądzieli i A. Międzyrzeckiego. Wwa: Bibl. „Więzi” 1996, 392 s. Bibl. „Więzi”, t. 88.
18. J. Lechoń: Portrety ludzi i zdarzeń. [Szkice wspomnieniowe i biograficzne]. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 1997, 272 s. Bibl. „Więzi”, t. 101. Wyd. 2 tamże 1999.
19. Z. Mycielski: Szkice i wspomnienia. Zebrał, oprac., notą edytorską opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 1999, 272 s. Bibl. „Więzi”, t. 118.
20. Pani Stefa. Red.: R. Habielski, K. Muszkowski, P. Kądziela. Londyn: Pol. Fundacja Kult. 1999, 192 s.
Szkice i wspomnienia dot. S. Kossowskiej.
21. A. Iwaszkiewiczowa: Dzienniki i wspomnienia. Do druku podała M. Iwaszkiewicz. Oprac., przyp. opatrzył i indeks sporządził P. Kądziela. Wwa: Czyt. 2000, 599 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 1 [!] w tej edycji 2012.
22. Z. Herbert: Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998. Zebrał, oprac. i notami opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2001, 822 s. Bibl. „Więzi”, t. 137. Wyd. 2 rozszerz. i popraw. t. 1-2 tamże 2008, 404 + 477 s. Bibl. „Więzi”, t. 225.
23. Wspomnienia o Kazimierzu Wierzyńskim. Zebrał i oprac. P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2001, 432 s. Bibl. „Więzi”, t. 130.
24. H. Elzenberg, Z. Herbert: Korespondencja. Red. i posł.: B. Toruńczyk. Przyp. oprac.: B. Toruńczyk i P. Kądziela. Wwa: „Zesz. Lit.” 2002, 248 s.
25. Z. Herbert, J. Zawieyski: Korespondencja 1949-1967. Wstęp napisał J. Łukasiewicz. Z autografu do druku przygot. i przyp. opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2002, 197 s. Bibl. „Więzi”, t. 143.
26. H. Micińska-Kenarowa: Długi wdzięczności. [Wspomnienia]. Słowo wstępne: Cz. Miłosz. Wybór tekstów i posł.: J. Timoszewicz. Noty o tekstach: P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2003, 393 s. Bibl. „Więzi”, t. 153.
27. J. Iwaszkiewicz: Portrety na marginesach. Oprac. [i przedm.]: P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2004, 175 s. Bibl. „Więzi”, t. 162.
Krótkie notatki i uwagi dot. wielu pol. pisarzy współcz.
28. J. Czapski: Rozproszone. Teksty z lat 1925-1988. Zebrał i notami opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2005, 554 s. Bibl. „Więzi”, t. 175.
29. M. Czapska: Ostatnie odwiedziny i inne szkice. Zamiast przedm.: K.A. Jeleński: Marynia. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: Tow. „Więź” 2006, 203 s. Bibl. „Więzi”, t. 190.
30. Wspomnienia o Janie Lechoniu. Zebrał i oprac. P. Kądziela. Wwa: Tow. „Więź” 2006, 366 s. Bibl. „Więzi”, t. 193.
31. A. Kowalska: Dzienniki 1927-1969. Przedm.: J. Hartwig. Wybrał, z rkpsu do druku przygot., przyp. opatrzył P. Kądziela. Wwa: Iskry 2008, 579 s.
32. A. Micińska: Micińska: Wędrówki bez powrotu. Przedm.: A. Dobosz. Wybór i oprac.: P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2008, 256 s. Biblioteka „Więzi”, t. 227.
33. Noty dla Edytora. Jerzemu Timoszewiczowi na urodziny 75. Zebrali i oprac.: M. Raszewska i P. Kądziela. Wwa: Inst. Dokumentacji i Studiów na Literaturą Pol., Oddz. Muz. Literatury im. A. Mickiewicza; Gdańsk: Pracownia 2008, 213 s.
34. A. Bobkowski: Ikkos i Sotion oraz inne szkice. Zebrał i oprac. P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi” 2009, 236 s. Bibl. „Więzi”, t. 234.
35. J. Giedroyc, A. Janta-Połczyński: Korespondencja 1947-1974. Oprac., przedm. i przyp. opatrzył P. Kądziela. Wwa: Bibl. Nar. 2009, 518 s.
36. „Jak się z wami zrosło moje życie”. Prace dedykowane profesorowi Romanowi Lothowi. Pod red. B. Dorosz i P. Kądzieli. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2011, 451 s.
37. B. Miciński: Pisma zebrane. Oprac.: P. Kądziela. T. 1-2. Wwa: Bibl. „Więzi” 2011. Bibl. „Więzi”, t. 270.
T. 1. Podróże do piekieł. Eseje, 268 s.
T. 2. Treść i forma. Artykuły i recenzje, 300 s.
38. Cz. Miłosz: Wiersze; Świat. Poema naiwne; Głosy biednych ludzi. Nota wydawnicza, noty o wierszach: P. Kądziela. Wwa: Bibl. „Więzi”, Inst. Dokumentacji i Studiów na Literaturą Pol., Oddz. Muz. Literatury im. A. Mickiewicza 2011, 27 k. + 40 k. + 17 k. + 26 s.
Reprinty oryginalnych wydań: tomu z 1939 podp. pseud. Jan Syruć oraz dwóch konspiracyjnych tomów z 1943.
39. Rachunek pamięci. Wstęp: M. Głowiński. Przyp., noty, indeksy: P. Kądziela. Wwa: Inst. Dokumentacji i Studiów na Literaturą Pol., Oddz. Muz. Literatury im. A. Mickiewicza 2012, 306 s. Bibl. „Więzi”, t. 280.
Zbiór tekstów rozliczeniowych ze stalinizmem, napisanych przez różnych autorów około 1956 r., na którego publikację nie wyraziła wówczas zgody cenzura.
40. J. Wittlin: Etapy. Italia, Francja, Jugosławia. [Eseje]. Oprac.: P. Kądziela. Wwa: Tow. „Więź” 2012, 165 s. Bibl. „Więzi”, t. 279.
41. F. Lilpop-Krance: Powroty. [Wspomnienia]. Red.: P. Kądziela. Wwa: Tow. „Więź” 2013, 520 s. Bibl. „Więzi”, t. 292.
42. J. Stempowski: „Bez tytułu” oraz inne publikacje nieznane i zapomniane 1925-1939. Wybrał J. Timoszewicz. Oprac. i notami opatrzyli P. Kądziela i J. Timoszewicz. Wwa: Tow. „Więź” 2014, 280 s. Bibl. „Więzi”, t. 305.
43. Wyjść poza „miasto położone na górze”. Echa książki „Nie stracić wiary w Watykanie”. Red. C. Gawryś i P. Kądziela. Warszawa: Tow. „Więź” 2015, 67 s. Bibl. „Więzi”, t. 315.
Dot. książki: Nie stracić wiary w Watykanie. Ze Stefanem Frankiewiczem rozmawia Cezary Gawryś. Warszawa: Tow. „Więź” 2014, 293 s. Bibl. „Więzi”, t. 295.
44. J. Lechoń, K. Wierzyński: Listy 1941-1956. Oprac. B. Dorosz przy współpracy P. Kądzieli. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2016, 642 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Edytorstwo jest pasjonującym zajęciem. Rozm. I. Janowska-Woźniak. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.


 	G. POLAK: Paweł Kądziela. W tegoż: Kto jest kim w Kościele? Warszawa 1996.
 	E. CIBORSKA: Paweł Kądziela. W tejże: Leksykon polskiego dziennikarstwa. Warszawa 2000.
 	[A. BIERNACKI] ABE: Paweł Kądziela: Brawo! „Twórczość” 2002 nr 10.

Ogólne

 	Laudacja. Nagroda edytorska: A.S. Kowalczyk o Pawle Kądzieli. „Zesz. Lit.” 2012 nr 4.
 	J.M. RUSZAR: Ukryty za swym dziełem. „Ekspresje. Expressions. Rocz. Lit.-Społ. Stow. Pisarzy Pol. za Granicą”, Londyn 2014, t. V.

Stosunki państwo – Kościół w latach 1945-1965

 	W. LEWANDOWSKA: Lata walki o byt. „Życie Warsz.” 1991 nr 125.
 	J. SMOSARSKI. „Nowe Życie” 1991 nr 16.

Twórczość Zbigniewa Herberta

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Uczty bibliograficzne. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 33.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Dzieło bibliografa. „Zesz. Lit.” 2010 nr 3.
 	R. NOWOSZEWSKI: Herbert sumiennie opisany. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2957" title="Hubert KLIMKO-DOBRZANIECKI" slug="hubert-klimko-dobrzaniecki">ur. 1967

Utwory podpisywał też nazwiskami: Dobrzaniecki; Klimko.

Prozaik, poeta, felietonista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 stycznia 1967 w Bielawie na Dolnym Śląsku. Ukończył liceum ogólnokształcące w Ząbkowicach Śląskich. Studiował filozofię i teologię. W roku 1992 wyjechał z kraju celem uniknięcia służby wojskowej. Początkowo przebywał w Holandii i Wielkiej Brytanii, a w 1997-2007 na Islandii, której przyjął obywatelstwo. W tym okresie odbył studia w zakresie filologii islandzkiej, a także rozpoczął twórczość literacką (również w języku islandzkim). Opowiadania, fragmenty powieści, felietony, reportaże z podróży po Islandii oraz tłumaczenia z języka islandzkiego zamieszczał m.in. w „Studium” (2004-08), „Czasie Kultury” (2005-08, 2011), „Lampie” (2006-07), „Opcjach” (2006, 2008), „Twórczości” (2007-10, 2014, 2016), „Gazecie Wyborczej” (2009), „Kurierze Szczecińskim” (2009), „Polityce” (2009-10), „Odrze” (od 2011). W 2009 otrzymał polskie stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w 2010 stypendium Departamentu Północy i Kraju Loary i przebywał w Saint-Nazaire w północnej Francji, uczestniczył także w pierwszej edycji programu stypendialnego Dagny współorganizowanego przez Stowarzyszenie Willi Decjusza w Krakowie i norweskie Centrum Kultury Solvberget w Stavanger. W 2010 został członkiem SPP. Za twórczość literacką otrzymał w 2013 nagrodę „Złota Sowa Polonii”, przyznaną przez redakcję wiedeńskiego pisma polonijnego „Jupiter”. Mieszka w Wiedniu i we wsi Krasne w województwie zachodniopomorskim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Ljóŏ út úr skápnum áriŏ. [Wiersze]. Reykjavik 1999. [Inf. Autora].
2. Opowiadania z Europy. [Współwyd.:] Wiersze z wiatru. Wwa: Fundacya Głodujących Poetów Radwano 2002, 31 + 23 s.
Podp.: Hubert Dobrzaniecki. -Tytuł okładkowy: Opowieści z Europy. – Wg inf. Autora druk okolicznościowy, rozpowszechniany bez jego zgody.
Wyd. 1 zawiera współwyd. i oprawione przeciwstawnie opowiadania (s. 5-31): Opowieść polska; Opowieść niemiecka; Opowieść irlandzka; Opowieść czeska; Opowieść islandzka; Opowieść holenderska, – nadto cykl poetycki (s. 5-23): Wiersze z wiatru.
3. Stacja Bielawa Zachodnia. [Opowiadania]. Nowa Ruda: Mamiko Apolonia Maliszewska 2003, 136 s.
Podp.: Hubert Dobrzaniecki.
Zawartość: Święta; Spowiedź; Komunia; Cud; Langenbielau 1937; Bielawa 1977; Wariat; Stacja Bielawa Zachodnia; Para; Lot; Początek.
4. Dom Róży. [Współwyd.:] Krýsuvík. [Powieści]. Wołowiec: Czarne 2006, 112 + 61 s. Linie Krajowe. Wyd. nast. [współwyd. z:] Kołysanka dla wisielca [poz. 5]: Kr.: Znak 2013, 157 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2007.
Zawiera współwyd. i oprawione przeciwstawnie: Dom Róży, s. 5-112; Krýsuvík, s. 5-61.
Przekł.: bułg. : Dom’’t na Roza; Krisuvík. [Przeł.] E. Manolova. Sofiâ 2013, – franc.: La maison de Róza. [Przeł.] V. Patte. Paris 2009, 2011, – serb.: Ružin dom; Krisuvik. [Przeł.] V. Milutinović-Durić. Beograd 2010, – słowac.: Rózin dom; Krýsuvík. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2014, – włos.: La casa di Rosa. [Przeł.] M. Borejczuk. Roverento 2007, wyd. 2 tamże 2010.
5. Kołysanka dla wisielca. [Opowiadanie]. Wołowiec: Czarne 2007, 94 s. Mała Seria. Wyd. nast. łącznie z poz. 4 pt. Dom róży. Kr.: Znak 2013 s. 3-80.
Nominacja do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” i do Paszportu „Polityki” (łącznie z poz. 6 i 7) za 2007.
Przekł.: ang.: Lullaby for a hanged man. [Przeł.:] J. Sherwood, P. Sherwood. New York 2016, – franc.: Berceuse pour un pendu. [Przeł.] V. Patte. Paris 2010, – słowac.: Uspávanka pre obesenca. [Przeł.] J. Sherwood. Bratislava 2013.
6. Raz, dwa, trzy. [Powieść]. Kr.: Korporacja Ha!Art 2007, 215 s.
Nominacja do Paszportu „Polityki” (łącznie z poz. 5 i 7) za 2007.
7. Wariat. [Opowiadania]. Olsztyn: Stow. Artyst.-Kult. „Portret” 2007, 193 s.
Nominacja do Paszportu „Polityki” (łącznie z poz. 5 i 6) za 2007.
Zawartość: Rzeźnia; Głowa; Kwiecia Srebrna Strzała; Żuki; Cud [poz. 3]; Marzenie; Wariat [poz. 3]. – Od Autora.
8. Rzeczy pierwsze. [Powieść]. Kr.: Znak 2009, 103 s.
Przekł. franc.: Les toutes premières choses. [Przeł.] V. Patte. Paris 2011.
9. Bornholm, Bornholm. [Powieść]. Kr.: Znak 2011, 243 s.
Przekł. chorw.: Bornholm, Bornholm. [Przeł.] E. Nuić. Zagreb 2016.
10. Bangsi. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: M. Dopieralski. Wr.: Wydawn. FORMAT 2012, 64 s.
11. Grecy umierają w domu. [Powieść]. Kr.: Znak 2013, 238 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2013, plik w formacie PDF.
12. Pornogarmażerka. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2013, 187 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Zimne nóżki; Pornogarmażerka; Moja siekierezada; Kołysanka dla Josefka; Stypendium; Nad pięknym modrym Dunajem; Woefelsgrund; Dzisiaj pękło niebo; Amen; Serbska pochodnia; Diabeł; Plagiat; Premiera; Szafa; Szturm; Poczekalnia; Z zapisków Alza Heimera.
13. Preparator. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Od Deski do Deski 2015, 229 s. Seria Na F/Aktach.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. Od Deski do Deski 2015, plik w formacie MOBI.
14. Samotność. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 2015, 153 s. Seria K4.
Przekł.: czes.: Samota. [Przeł.] L. Zakopalová. Brno 2015, – słowac.: Samota. [Przeł.] S. Lavrik. Bratislava 2015.
15. Zostawić Islandię. [Wspomnienia]. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2016, 124 s., [16] tab.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Noir sur Blanc 2016, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: B. Głogowski. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.
16. Dżender domowy i inne historie. [Opowiadania]. Wwa: Nor sur Blanc 2017, 152 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Noir sur Blanc 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Postypie; New romantic; Er; Alibi; Mur; Pączuś Piłat od rana ma dobry humus; Dżender domowy; Po sezonie.

Wybór wierszy w przekł. islandzkim: Árstiŏirnar. [Przeł.] P. Bartoszek. Reykjavik 2000, – wybór opowiadań w przekł. franc.: Amen et autres récits. [Przeł.] V. Patte. Saint-Nazaire 2012.
Przekład
1. B. Jónsson: Wypadek. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2009 nr 4 s. 70-91.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Wywiady: Duch spokojności. Rozm. M. Baran. „Mrówkojad” 2007 nr 15; Hartowanie z zimną krwią. Rozm. M. Robert. „Życie Warsz.” 2007 nr 301; Tylko (i aż) opowiadacz. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2007 nr 4; Szacun dla księdza. Rozm. T. Kwaśniewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 230 dod. „Duży Format” nr 38; Grecki dystans. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2013 nr 140 [dot. gł.: Grecy umierają w domu]; Nie wierzę w całkowite zło bez przyczyny. Rozm. K. Sarniewicz. „Polska. Metropolia Warsz.” 2015 nr 27 [dot. też: Preparator]; Mam cygańską naturę. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 180 dod. „Kultura”; Życie w złotej klatce. Rozm. K. Kazierowska. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 12 [dot. gł.: Samotność].

Ogólne

 	A. MADALIŃSKI: Ładna proza dla każdego. „FA-art” 2007 nr 4 [dot.: Wariat; Raz, dwa, trzy; Kołysanka dla wisielca].
 	S. OSIŃSKI: Optymizm w epoce narzekania, czyli o prozie H. Klimko-Dobrzanieckiego. „Pogranicza” 2008 nr 6.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Książki Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 230 dod. „Duży Format” nr 38.
 	A. SIDORUK: Zjawisko przypadkowości wciąga. „Dziennik” 2011 nr z 25 II dod. „Kultura”.
 	G. CZEKAŃSKI: Hubert Klimko-Dobrzaniecki. Literatura brzydka. W: Rozkład jazdy. Dwadzieścia lat literatury Dolnego Śląska po 1989 roku. Wr. 2012.
 	J. RZĄDECZKO: Praktyki męskiej dominacji w prozie Huberta Klimki-Dobrzanieckiego. „Orbis Linguarum” 2015 nr 42.
 	A. NĘCKA: O(d)słanianie siebie. O prozie Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

Stacja Bielawa Zachodnia

 	J. UGLIK: W poszukiwaniu utraconego miasta. „Kultura” 2004 nr 6.
 	A. WÓJCIK: Opowieści z Langenbielau. „Czas Kult.” 2004 nr 1.
 	K. MALISZEWSKI: Stąd i stamtąd. Dobrzaniecki w poszukiwaniu miejsca. W tegoż: Pociąg do literatury. Wr. 2010.

Dom Róży; Krýsuvík

 	J. BIELAS: Europa (Zachodnia) to kobieta. „Twórczość” 2006 nr 12.
 	B. DOBROCH: Zimna wyspa. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 21 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Tylko między ósmą a czwartą. „Lampa” 2006 nr 2.
 	M. MIZURO: Śmierć na każdym piętrze. „Nowe Książ.” 2006 nr 4.
 	D. NOWACKI: Życie na zimnej wyspie Islandii. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 38.
 	J. SOBOLEWSKA: Ciekawość prowadzi do piekiełka. „Przekrój” 2006 nr 10.
 	D. WEPS: Dom śmierci, dom życia. „Opcje” 2006 nr 2.
 	M. ORSKI: Uporczywy ciężar bytu. „Odra” 2007 nr 2.
 	M. RADZIWON: Bóg, my i suszone ryby. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 138.
 	K. MALISZEWSKI: W fabryce umierania. W tegoż: Pociąg do literatury. Wr. 2010.
 	K. SPROŃSKA: Opowieść o islandzkiej codzienności [on-line] [dostęp 1 grudnia 2010] Dostępny w Internecie: www.islandia.org.pl.
 	A. CZYŻAK: Asystenci śmierci – rzecz o domach starców; B. DARSKA: Między etyką a estetyką – ciało doświadczone, ocalone czy obrzydliwe? Pisanie o starości w literaturze najnowszej. Hierarchia starości. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011 [dot. m.in. H. Klimko-Dobrzanieckiego].
 	Ł. KAŁUŻNY: Śmierć jako „Inny” nowoczesnego świata w noweli Huberta Klimko-Dobrzanieckiego „Dom Róży”. Rozważania z pogranicza socjologii i literatury. W: Problemy współczesnej tanatologii. Wr. 2012.

Kołysanka dla wisielca

 	A. NĘCKA: W pętli czasu. „Pogranicza” 2007 nr 6.
 	D. NOWACKI: Skromne rekwiem. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 224.
 	B. DARSKA: Koniec jako początek. „Twórczość” 2008 nr 2.
 	J. ORSKA: Minus Nieskończoność. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.

Raz, dwa, trzy

 	B. DARSKA: Prowincja forever. „Opcje” 2007 nr 2.
 	M.I. NIEMCZYŃSKA: Katodewohomopolska. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 203.
 	M. ORSKI: Raz, dwa. „Odra” 2007 nr 10, przedr. pt. Jakieś ogólne schizo w tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	R. OSTASZEWSKI: Opowieści (po)graniczne. „Dekada Lit.” 2007 nr 4 [dot. też: Wariat].
 	M. WILK: Punk is not dead! „Czas Kult.” 2007 nr 4/5.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Pisać o seksie to sztuka. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 135.

Wariat

 	J. CEMBROWSKA: Wariat i inne demony. „Opcje” 2007 nr 3.
 	A. NĘCKA: Odświeżanie pamięci. „Nowe Książ.” 2007 nr 9.
 	M. ORSKI: Powrót do „cudzych żalów”. „Prz. Powsz.” 2007 nr 9.
 	R. OSTASZEWSKI: Opowieści (po)graniczne. „Dekada Lit.” 2007 nr 4 [dot. też: Raz, dwa, trzy].
 	M. WAPIŃSKA: Wytrawny opowiadacz. „Dziennik” 2007 nr 144 dod. „Kultura”.

Rzeczy pierwsze

 	D. GAJDA: Nie pierwszy raz o sobie. „Nowe Książ.” 2009 nr 10.
 	R. OSTASZEWSKI: Wróżba z kurzych wątróbek. „Polityka” 2009 nr 40.
 	P. PUSTKOWIAK: Trzykrotne narodziny. „Dziennik” 2009 nr 203 dod. „Kultura”.
 	Ł. SATURCZAK: Nie możesz być silniejszy od przeznaczenia. „Lampa” 2009 nr 10.
 	A. NĘCKA: O(d)słanianie siebie? „Twórczość” 2010 nr 2, przedr. w wersji rozszerz. w: Skład osobowy. Katow. 2016.
 	M. ORSKI: Kalaninuiahilapalapalapa Kaiulani Cleghorn. „Odra” 2010 nr 4.

Bornholm, Bornholm

 	M. CUBER: Maksymalnie nieudane egzystencje. „Nowe Książ.” 2011 nr 4.
 	D. GAJDA: Powieść podwójna. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 6 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. GÓRECKA: Dwugłos o niespełnieniu. „Akcent” 2011 nr 3.
 	A. NĘCKA: Powroty. W tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
 	D. NOWACKI: Czego pragną mężczyźni. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 25.
 	M. ORSKI: Noc polarna, chłód i ciemność. „Odra” 2011 nr 3, przedr. w tegoż: Rozkład jazdy. Dwadzieścia lat literatury Dolnego Śląska po 1989 roku. Wr. 2012.
 	J. SOBOLEWSKA: Cienie przeszłości. „Polityka” 2011 nr 4.
 	M. WAPIŃSKA: Bornholm razy dwa. „Dz. Gaz. Prawna” 2011 nr 29 dod. „Kultura”.
 	A. CIARKOWSKA: Wyspa mężczyzn. „Tygiel Kult.” 2012 nr 1/3.

Bangsi

 	K. SAREK: Bezkres śniegu i uczuć. O „Bangsi” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego i Marcina Dopieralskiego. „Kult. Liberalna” 2013 nr 226 [on-line] [dostęp 22 listopada 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.kulturaliberalna.pl/2013/05/07/kl-dzieciom-sarek-bezkres-sniegu-i-uczuc-o-bangsi-huberta-klimko-dobrzanieckiego-i-marcina-dopieralskiego.

Grecy umierają w domu

 	S. BAUMAN: Wygnanie z raju. „Nowe Książ.” 2013 nr 11.
 	J. NIKODEM. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 28 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.culture.pl/baza-literatura-pelna-tresc/-/event_asset_publisher/k3Ps/content/hubert-klimko-dobrzaniecki-grecy-umieraja-w-domu.
 	D. NOWACKI: Apetyt na prostą opowieść. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 188 [dot. też: Pornogarmażerka].
 	M. PIEKARSKA: Trochę Grecji w Bielawie. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 149 dod. „Mag. Wroc.”.
 	M. ROBERT: Pamięć, fikcja, mityzacja i prostota. [P.] Paziński, [I.] Karpowicz, [H.] Klimko-Dobrzaniecki. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 14 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie: http://xiegarnia.pl/artykuly/pamiec-fikcja-mityzacja-i-prostota-pazinski-karpowicz-klimko-dobrzaniecki .
 	J. SOBOLEWSKA: Grecy z Bielawy. „Polityka” 2013 nr 29.
 	P. PIENIĄŻEK: Przysmak grecko-wiedeński. „Twórczość” 2014 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Pornogarmażerka

 	K. FRANCZAK: Zakrzywianie świata. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 43 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	D. NOWACKI: Apetyt na prostą opowieść. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 188 [dot. też: Grecy umierają w domu].
 	C. POLAK. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr z 3 IX dod. „Kultura”.

Preparator

 	Ł. NAJDER: Trzy historie zbrodni. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 36 [dot. też: Ł. Orbitowski: Inna dusza; J. Guinn: Manson].
 	M. ORSKI: Unde malun?... Taki naród. „Elewator” 2015 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Samotność

 	J. SOBOLEWSKA: Między nami potworami. „Polityka” 2015 nr 45.
 	M. BAUCHROWICZ-KŁODZIŃSKA: (Anty)bohater naszych czasów. „Nowe Książ.” 2016 nr 2.
 	P. CHAJĘCKA: Nieznośna lekkość samotności. „Twórczość” 2016 nr 9.
 	K. CZAJA: Sam o sobie samym. „Twórczość” 2016 nr 4.
 	Ł. MACIEJEWSKI: Samotność z wyboru. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 9 dod. „Kultura”.
 	M. ORSKI: Pustelnik naszych czasów. „Odra” 2016 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

Zostawić Islandię

 	[T. FIAŁKOWSKI]: Lektor: Wspomnienie wyspy. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 37.
 	U. GLENSK: Więcej ciepła. „Nowe Książ.” 2016 nr 12.
 	Ł. KACZYŃSKI: Znikająca wyspa. „Odra” 2017 nr 2.
 	P. SZEWCZYK: Biało, zimno, Klimko. „Twórczość” 2017 nr 7.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2959" title="Zbigniew KLOCH" slug="zbigniew-kloch">ur. 1951

Teoretyk i historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 6 sierpnia 1951 roku w Warszawie; syn Józefa Klocha i Jadwigi z domu Dębskiej, robotników wykwalifikowanych. Ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową (nr 2), a następnie w 1972 Technikum Mechaniczne w Warszawie. W 1974–78 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1979–82 uczęszczał na studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN. Debiutował w 1980 recenzją pracy I. Opackiego pt. Poetyckie dialogi z kontekstem, opublikowaną w „Pamiętniku Literackim” (z. 3). W 1983 został zatrudniony w Pracowni Poetyki Teoretycznej i Języka Literackiego (obecnie Pracownia Poetyki Teoretycznej) IBL PAN na stanowisku asystenta. W 1985 obronił w IBL rozprawę doktorską pt. Konwencje literackie w poezji polskiej okresu pierwszej wojny światowej (promotor prof. Michał Głowiński) i objął stanowisko adiunkta. W pracy badawczej zajął się początkowo poetyką, następnie teorią literatury, teorią znaku, komunikacją literacką, socjolingwistycznie zorientowaną teorią kultury, kulturą popularną, a w późniejszych latach także zmianami tożsamości kulturowej w Polsce po transformacji ustrojowej. Artykuły i rozprawy publikował m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1980, 1998, 2000, 2013) i w „Tekstach Drugich” (2003, 2006, 2009). W 1992–93 współpracował jako krytyk literacki z „Gazetą Wyborczą”. W 1993–94 pracował jako scenarzysta i realizator filmów o tematyce społeczno-kulturalnej i literackiej dla Telewizji Edukacyjnej Telewizji Polskiej (TVP); m.in. przygotował cykl dokumentalny Książki, które wstrząsnęły światem. W 1993–98 kierował Podyplomowym Studium Polonistycznym przy IBL. W 1995 uzyskał w IBL habilitację na podstawie książki pt. Spory o język, a w 1996 otrzymał stanowisko docenta. Od 1995 uczestniczył w pracach nad utworzeniem dwuletniego studium podyplomowego o interdyscyplinarnym programie nauczania, Szkoły Nauk Humanistycznych przy IBL PAN, którą kierował do 1998. Był stypendystą Fundacji Popierania Działalności Naukowej im. M. i B. Suchodolskich (1995), odbywał staże naukowe: w Paryżu w Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales (1997), kilkakrotnie w Pradze na Uniwersytecie Karola (Univerzita Karlova) oraz w Besançon na Université de Franche-Comté. W 1995–2011 sprawował funkcję zastępcy prezesa Zarządu Fundacji „Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych”. W 1999 wygrał konkurs na stanowisko profesora nadzwyczajnego UW w Ośrodku Badań Nad Tradycją Antyczną w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej (OBTA) (od 2008 Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” UW, od 2012 Wydział „Artes Liberales” UW) i zaczął prowadzić seminaria i wykłady z zakresu teorii kultury, socjolingwistyki i komunikacji społecznej. W 1997–2009 pełnił obowiązki zastępcy dyrektora Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych (MISH UW). W 1999/2000 realizował projekt edukacyjny Moduł MISH 2000. Był autorem haseł w Słowniku pojęć i tekstów kultury (wyd. 2002).W 2005–09 współkierował programem wstępnym dla kandydatów na Interdyscyplinarne Studia Doktoranckie OBTA UW, brał udział w pracach nad programem studiów UW Collegium „Artes Liberales”. Otrzymał nagrody Rektora UW (2003, 2015). Wchodził w skład Rad Naukowych: IBL (od 1995), Kolegium MISH UW (od 1999), Akademii „Artes Liberales” (od 2000), Rady Programowej Programu Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UW (2004–08), Instytutu Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” UW (od 2008). W 2010 został profesorem nadzwyczajnym w IBL, w 2012 otrzymał tytuł naukowy profesora oraz stanowisko profesora nadzwyczajnego UW. W 2012–15 kierował grantem Znakowe wartości kultury: aspekt historyczny, tożsamość i zmiana oraz programem badawczym Laboratorium Semiotyczne na Wydziale „Artes Liberales” UW. W 2015 przeniósł się z Pracowni Poetyki Teoretycznej do Ośrodka Badań Filologicznych i Edytorstwa Naukowego IBL PAN.

W 1978 zawarł związek małżeński z Izabellą, psychologiem, jest ojcem dwóch córek: Agnieszki i Adeliny. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Poezja pierwszej wojny. Tradycja i konwencje. Wr.: Ossol. 1986, 217 s. IBL PAN.
Rozprawa doktorska.
2. Spory o język. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1995, 224 s.
Rozprawa habilitacyjna zawierająca studia nad świadomością językową i stylistyczną okresu 1795–1830: — I. Zaproszenie do lektury. – II. Świadomość językowa, naród i kultura. – III. Między zwyczajem a normą. – IV. O słownikach synonimów. – V. Iloczas czy akcent?. – VI. Interpunkcja jako element wiedzy o języku i stylu. – VII. Język według Brodzińskiego. – VIII. Poza konwencjami myślowymi epoki. – IX. Polscy uczeni o stylu. – X. Aneks. Oświadczenie wileńskiej przekupki.
3. Odmiany dyskursu. Semiotyka życia publicznego w Polsce po 1989 roku. Wr.: Ossol. 2006, 243 s. Fundacja na Rzecz Nauki Pol. Monogr. Fundacji na Rzecz Nauki Pol. Ser. Hum.
Zawartość: Wprowadzenie do lektury. – I.: Potoczność jako codzienne doświadczenie kulturowe. – II.: Język i płeć: różne podejścia badawcze: Mówienie i gender; Lingwistyka feministyczna: lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte; Strategia a styl; Komunikowanie a płeć. – III.: Mówienie publiczne, mówienie na scenie: O dzisiejszych konwencjach publicznego wypowiadania się; Honoryfikatywność w dyskursie publicznym; Metafora w dzisiejszym dyskursie publicznym; Dyskurs publiczny i językowe strategie kłamstwa; Mówienie prywatne, mówienie publiczne. – IV.: Medialny opis tragedii. O relacjach prasowych na temat ataku na WTC: Media i zło; Gatunek i konwencja; Mitologizacja i symbolizacja relacjonowanych wydarzeń; Punkt widzenia i „nazywanie zdarzeń”; Fotografia jako dokument i jako zjawisko kultury masowej. – V.: Reality show i kultura masowa. – VI.: Efekt przypomnienia, efekt podpowiedzi. O semiotyce reklamy w przestrzeni miasta. – W miejscu zakończenia.
Przekł. ang. poszczególnych szkiców: Mówienie i gender: Language and gender: social and psychological limitation in communication. „Psychology of Language and Communication” 2000 nr 2 s. 45–58; Medialny opis tragedii. O relacjach prasowych na temat ataku na WTC: Polish media about 9/11. The rhetoric and metaphors of the discourse. „Psychology of Language and Communication” 2003 nr 2 s. 3–15; Fotografia jako dokument i jako zjawisko kultury masowej: Iconicity of discourse in contemporary culture. Example: Photographs from the WTC Attack. W: Words and images. Iconicity of the text. Sofia 2008.
4. Kultura doświadczenia potocznego. Semiotyczne aspekty codzienności. Eseje. Wwa: Wydawn. UW 2014, 200 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: UW [b.d.], pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Wprowadzenie. – W stronę teorii: Kultura doświadczenia potocznego i przestrzenie migracji tekstów; Potoczność i wypowiadanie: przyczynek do antropologii codzienności. – Doświadczanie tekstów kultury: Marginalia kultury. O obrazach ciąży oraz ich znaczeniach w kulturze doświadczenia potocznego; Przedstawienie i prawda w kulturze doświadczenia potocznego. – Wypowiedzi i opowieści: Mowa i ołtarz. O znaczeniach wystąpienia publicznego w dzisiejszej kulturze na przykładzie wypowiedzi papieża Benedykta XVI w Auschwitz-Birkenau. – Edelman: opowiadanie, dyskurs świadomości i konflikt. – Mówienie publiczne: Agresja i kłótnie w mediach a potoczne zachowania językowe. – Język i zmiana społeczna: komunikowanie publiczne, naród i tożsamość. – Pomiędzy retoryką a erystyką: dzisiejszy dyskurs publiczny a dewaluacja słowa; Polska jako tekst: kilka uwag o charakterze teoretycznym. – O języku i narodowej tożsamości: przypadek XIX-wiecznej Finlandii. – O filmie na dwóch przykładach: Samuraj i gołębie; Dr House: gra i semiologia. – Zamiast zakończenia.
Przekł. ang. poszczególnych szkiców: Język i zmiana społeczna: komunikowanie publiczne, naród i tożsamość: Language and social change. Public communication, nation and identity. [Przeł.] E. Olechowska. „Psychology of Language and Communication” 2012 nr 3 s. 253–267; O filmie na dwóch przykładach: Samuraj i gołębie: The Samurai and his Pigeons. [Przeł.] E. Olechowska. W: Birthday beasts’ book. Cultural studies in honor of Jerzy Axer. Warsaw 2011 s. 111–120; Dr House: gra i semiologia: House, M.D. – interplay and semiology. [Przeł.] E. Olechowska. „Images. The International Journal of European Film, Performing Arts and Audiovisual Communication” 2012 nr 19/20 s. 154–162.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Emil Benveniste. W: Przewodnik po literaturze filozoficznej XX w. T. 3. Wwa 1995 s. 29–39. – Ferdinand de Saussure; Roman Jakobson. W: Przewodnik po literaturze filozoficznej XX w. T. 4. Wwa 1996 s. 343–353; 247–257. – Uwagi o wspólnocie języka i porozumiewaniu się inspirowane wierszem „Na wieży Babel” Wisławy Szymborskiej. „Pam. Lit.” 1998 z. 4 s. 139–147. – De Saussure i feministki. W: Krytyka feministyczna. Wwa 2000 s. 132–145. – Język i płeć: różne podejścia badawcze. „Pam. Lit.” 2000 z. 1 s. 141–160. – Punkt widzenia i ideologia. W: Punkt widzenia w tekście i dyskursie. Lublin 2004 s. 171–186. – Metafory w dyskursie publicznym: Michnik, Urban, Miller przed komisją sejmową. „Nauka” 2006 nr 1 s. 65–79. – Reklama, miasto i kulturowa potoczność. „Teksty Drugie” 2006 nr 4 s. 161–176. – Przedstawienie i prawda w kulturze doświadczenia potocznego. „Teksty Drugie” 2009 nr 5 s. 29–39. – A structural-semiotic concept of culture: The Tartu-Moscow School. Some remarks from subjective perspective; Interdisciplinary as discursive gauge of modernity. W: The humanities today and the idea of interdisciplinary studies. Wwa 2011 s. 197–208. – Agresja i kłótnia w mediach a potoczne zachowania językowe. „Nauka” 2012 nr 2 s. 113–128. – De amicitia. A few comments about the term and its usage in culture. [Przeł.] E. Olechowska. W: De amicitia. Transdisciplinary studies in friendship. Wwa 2016 s. 159-168.

Prace redakcyjne
1. Teksty i interpretacje. Red. [i wstęp]: B. Bokus, Z. Kloch. Piaseczno: Studio Lexem 2013, XX, 348 s. Język, Poznanie, Komunikacja, t. 17.
Tu B. Bokus, Z. Kloch: Teksty i interpretacje. Wprowadzenie do lektury, s. VII–XX.
2. Znakowe wartości kultury. Pod red. Z. Klocha, Ł. Grützmachera i M. Kaźmierczaka. Wwa: Wydawn. UW 2014, 358 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.

Spory o język

 	B. BOGOŁĘBSKA. „Poradnik Jęz.” 1996 z. 2.
 	E. SZARY-MATYWIECKA: Polskie spory o język. „Teksty Drugie” 1996 nr 6.
 	K. MAĆKOWIAK. „Pam. Lit.” 1997 z. 1.
 	T. KOSTKIEWICZOWA. „Wiek Oświecenia” 1998 nr 13.
</document>
<document nplp_id="2961" title="Czesław KŁAK" slug="czeslaw-klak">ur. 1935

Imiona metrykalne: Czesław Stanisław.

Pseud.: Aleksander Gronicki; Cz. KŁ.; Cz. Kł.; Groń; (K.K.).

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 kwietnia 1935 we wsi Hadle Szklarskie pod Przeworskiem w rodzinie robotniczo-chłopskiej; syn Kazimierza Kłaka i Izabeli z domu Rapszla. Od 1941 uczył się w Szkole Powszechnej w Hadlach Szklarskich i w Jaworniku Polskim. W 1948 podjął naukę w II Liceum Ogólnokształcącym im. K. Morawskiego w Przemyślu. Po zdaniu matury w 1952 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); w 1956 uzyskał magisterium. W 1956-60 pracował jako nauczyciel języka polskiego w Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika w Jarosławiu. W 1961 był bibliotekarzem w Wojewódzkiej Bibliotece Pedagogicznej w Rzeszowie, a następnie został zatrudniony jako dziennikarz w redakcji „Nowin Rzeszowskich”, gdzie w 1961-63 redagował dodatek kulturalny do tego dziennika pt. „Widnokrąg”. Na jego łamach debiutował w 1961 artykułem pt. Jan Zachariasiewicz – zapomniany pisarz z Radymna(nr 8), a następnie do 1966 publikował m.in. liczne recenzje teatralne (podp. też: Aleksander Gronicki, Cz. Kł., Groń, (KK)). W listopadzie 1963 został zatrudniony w Zakładzie Literatury Polskiej nowo powstałego Studium Wydziału Filologiczno-Historycznego w Rzeszowie Wyższej Szkoły Pedagogicznej (WSP) w Krakowie (od 1965 WSP w Rzeszowie; od 2001 Uniwersytet Rzeszowski); początkowo na godzinach zleconych, a od 1964 na etacie starszego asystenta w Katedrze Literatury i Języka Polskiego (od 1981 Instytut Filologii Polskiej). W pracy badawczej zajął się polską literaturą XIX w., zwłaszcza powieścią historyczną oraz legendą powstania listopadowego w historiografii i literaturze, a także epistolografią i działalnością naukową Stanisława Pigonia (m.in. był koordynatorem sprowadzenia do Rzeszowa jego księgozbioru, dzięki czemu utworzono w 1982 w bibliotece uczelnianej Pracownię Polonistyczną „Pigonianum”). Za właściwy debiut naukowy uważa rozprawę z 1966 pt. Literacka młodość Jana Zachariasiewicza, zamieszczoną w pracy zbiorowej pt. Z tradycji kulturalnych Rzeszowa i Rzeszowszczyzny. Artykuły, recenzje i felietony zamieszczał w „Kwartalniku Rzeszowskim” (1966-67) oraz jego kontynuacji „Profilach” (1968, 1970-72, 1976), a także w dwumiesięczniku „Ruch Literacki” (1967-72). W 1969 uzyskał doktorat w WSP w Krakowie na podstawie rozprawy pt. Powieści historyczne Jana Zachariasiewicza (promotor prof. Wincenty Danek) i otrzymał stanowisko adiunkta na WSP w Rzeszowie. Rozprawy publikował w „Pracach Humanistycznych Rzeszowskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk” (1970), „Roczniku Naukowo-Dydaktycznym WSP w Rzeszowie” (1975-80, 1984; nadto redagował poszczególne numery: 1970 z. 8, 1975 z. 8, 1976 z. 30, 1979 z. 12, 1980 z. 13, 1984 z. 16), „Roczniku Komisji Historycznoliterackiej PAN” (1979), „Kwartalniku Historii Prasy Polskiej” (1986). W 1972-75 pełnił funkcję prorektora WSP w Rzeszowie. W 1972-91 kierował Zakładem Literatury Polskiej (od 1978 Zakład Historii Literatury Polskiej). W 1979 został członkiem Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza; w 1993-2008 pełnił funkcję prezesa Oddziału Rzeszowskiego. W 1988 otrzymał Nagrodę II Stopnia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (za 1987). W 1990 uzyskał na UJ habilitację na podstawie rozprawy pt. Polski Leonidas. Rzecz o legendzie historycznej i literackiej generała Józefa Sowińskiego i stanowisko docenta, a w 1991 profesora nadzwyczajnego WSP w Rzeszowie. Od tegoż roku, aż do przejścia na emeryturę w 2005, sprawował kierownictwo w Zakładzie Literatury Romantyzmu i Pozytywizmu (w 1998-99 w Zakładzie Literatury Pozytywizmu) Instytutu Filologii Polskiej WSP. W 1991-2001 był redaktorem naczelnym „Zeszytów Naukowych Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie. Seria Filologiczna (Historia Literatury)”. W 1993-96 ponownie pełnił funkcję prorektora WSP w Rzeszowie. Artykuły i recenzje publikował m.in. w „Ojczyźnie-Polszczyźnie” (1993-95), „Frazie” (1999-2004), „Tygodniku Powszechnym” (1999), „Tyczyńskich Zeszytach Naukowych” (2001, 2005), „Ruchu Literackim” (2002, 2008), „Nowej Polszczyźnie” (2005, 2007), „Przeglądzie Humanistycznym” (2007), „Gazecie Uniwersyteckiej Pracowników i Studentów Uniwersytetu Rzeszowskiego” (2008), rzeszowskiej „Gazecie Uniwersyteckiej” (2010), „Tematach i Kontekstach” (2012, 2016), „Wieku XIX” (2014), „Pamiętniku Literackim” (2016), „Frazie” (2017). W 1998 uzyskał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego WSP w Rzeszowie (od 2001 Uniwersytet Rzeszowski). Wchodził w skład Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN. Kilkakrotnie otrzymywał Nagrody Rektorskie I stopnia. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1979), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Medalem Uniwersytetu Rzeszowskiego. Mieszka w Hadlach Szklarskich.
TWÓRCZOŚĆ
Polski Leonidas. Rzecz o legendzie historycznej i literackiej generała Józefa Sowińskiego. Wwa: LSW 1986, 253 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Tu też antologia poezji i prozy o J. Sowińskim.
Romantyczne tematy i dylematy. Echa powstania listopadowego w literaturze, historiografii i publicystyce. Rzeszów: Wydawn. WSP 1992, 207 s.
Rozprawy i szkice powst. w 1975-1990, druk. wcześniej gł. w „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz.”. – Zawartość: Wstęp. – „Wstąpiłem na działo…” – rozważania o istocie gatunkowej „Reduty Ordona” Adama Mickiewicza; „Nie klękajcie wy przede mną…” – próba reinterpretacji „Sowińskiego w okopach Woli” Juliusza Słowackiego; Powstanie listopadowe w legendzie poetyckiej; Etiudy prozatorskie Aleksandra Fredry; Powieści „listopadowe” Anny Nakwaskiej; Powstanie listopadowe w powieściach J.I. Kraszewskiego i T.T. Jeża; Kariera tematu listopadowego w polskiej prozie fabularnej; Relacje „Tygodnika Petersburskiego” o powstaniu listopadowym; Historiografia romantyczna wobec powstania listopadowego. (Od M. Mochnackiego do S. Barzykowskiego); Spory o powstanie listopadowe w drugiej połowie XIX wieku.
Stanisław Pigoń. Szkice do portretu. Rzeszów: Wydawn. WSP 1993, 186 s., [16] s. tabl.
Zawartość: Szkic wstępny. – Pigoniowe „niebo w płomieniach”; Nad pamiętnikami [Stanisława Pigonia] [Prace redakcyjne i edytorskie poz. 2]; Warsztat. Uwagi o bibliotece i glosach Uczonego; Stanisław Pigoń jako klasyk; Z Komborni… do Komborni. – Aneks: S. Pigoń: Nad Stochodem [szkic wspomnieniowy z 1919]; S. Pigoń: Listy do rektora WSP w Rzeszowie [3 listy do A. Woźniackiego].
Pisarze galicyjscy. Szkice literackie. Rzeszów: Wydawn. WSP 1994, 160 s., [16] s. tabl. Galicja i jej dziedzictwo, 5.
Zawartość: Słowo wstępne. – Etiudy prozatorskie Aleksandra Fredry [poz. 2]; Zwierciadło epoki. O dzienniku Franciszka Ksawerego Preka; Blaski i cienie „Salonu i ulicy” Józefa Dzierzkowskiego; Glosa do „Czerwonej czapki” Jana Zachariasiewicza; Zygmunt Kaczkowski: „Murdelio”. Współczesna próba lektury; O „Skarbie watażki” Władysława Łozińskiego; O „Legioniście” Władysława Łozińskiego; „Starosta zygwulski” Adama Krechowieckiego, czyli syndrom polski; [S.] Tarnowski – dzisiaj; Od ojcowizny do ojczyzny. Wątki patriotyczne w literaturze chłopskiej.
Dialog o dialogu. Marii Danilewicz Zielińskiej podzwonne. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2003, 167 s.
Zawartość: Wprowadzenie. – Listy [korespondencja Cz. Kłaka z M. Danilewicz Zielińską z l. 1995-1999]; Opinie o „Dialogu korespondencyjnym” [dot.: M. Danilewicz Zielińska, S. Pigoń: Dialog korespondencyjny (1958-1968), Prace redakcyjne i edytorskie poz. 5.]
Pigoń. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2013, 612 s.
Dedykacja: Uniwersytetowi Rzeszowskiemu i macierzystemu Instytutowi Filologii Polskiej na jubileusz pięćdziesięciolecia. – Zawartość: Wprowadzenie. – Przyjaźnie: Mistrz i uczeń: Chrzanowski – Pigoń; Pół wieku zażyłości z Romanem Pollakiem; Trudna przyjaźń – Julian Krzyżanowski; Czas adwentu. O jutro polonistyki uniwersyteckiej; Uczeń – kolega – przełożony. Wacław Kubacki w korespondencji Pigonia i Pollaka; Smuga dobroci i serdeczności. Relacje z Tadeuszem Mikulskim; Niedokończona edycja korespondencji z Czesławem Zgorzelskim; Siedleckie rekolekcje. W gościnnym domu bpa Ignacego Świrskiego; Scena dialogu z Marią Danilewiczową; Ponad żelazną kurtyną. – Przędziwo pamięci: Samotnie ze sobą o sobie. Nad młodzieńczym „Raptularzem”; Od teorii do praktyki. (Z Komborni w świat) [Prace redakcyjne i edytorskie poz. 2 pt. Nad pamiętnikami Stanisława Pigonia]; Formowanie dzieła; Świadectwo – wyznanie – przesłanie; Między aprobatą a potępieniem; Obrzeża. Ku wspominkom; Piekło Sachsenhausen. – Szkice biograficzne: Trzydziestolecie ostatnie; Trzy jubileusze; Sława pośmiertna; Pigoń w Rzeszowie. – Aneks: Czy Stanisław Pigoń był antysemitą? – bronię mojego Profesora…; Wokół „Sprawy o Pigonia” [dot. wypowiedzi M. Janion].
Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Literacka młodość Jana Zachariasiewicza. W: Z tradycji kulturalnych Rzeszowa i Rzeszowszczyzny. Rzeszów 1966 s. 141-182. – Teoretyczne problemy powieści biograficznej. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Nauki Hum.” 1968 z. 3 s. 257-292. – Powieści biograficzne Jana Zachariasiewicza. W: Z dziejów kultury i literatury ziemi przemyskiej. Przemyśl 1969 s. 125-172. – Powieści historyczne Jana Zachariasiewicza zwierciadłem sporów politycznych między demokratami i konserwatystami galicyjskimi. „Pr. Hum. Ser. 1” 1970 z. 1 s. 153-192. – Proza historyczna Bogusława Sujkowskiego wobec tradycji literackich. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Nauki Hum. Filol. Pol.” 1970 nr 5 s. 83-122. – Wprowadzenie do III części „Dziadów” Adama Mickiewicza. W: Literatura polska w szkole średniej. Wwa 1975 s. 152-173, toż. w wyd. nast. – Franciszek Ksawery Prek na tle swojego pokolenia. W: [Sto dwudziesta] 120 rocznica śmierci Franciszka Ksawerego Preka. Rzeszów 1986 s. 12-30. – Galicyjskie zagłębie pisarzy i pamiętnikarzy chłopskich. (Diagnoza historyczno-socjologiczna). W: Literatura – język – kultura. Rzeszów 1995 s. 21-34. – Niezwykłe kariery chłopskich synów. W: Chłopi, naród, kultura. T. 3. Oblicze duchowe. Rzeszów 1997 s. 95-106 [dot. m.in. S. Kota i S. Pigonia]. – Cypriana Norwida przesłanie zza grobu. W: III Liceum Ogólnokształcące im. Cypriana Kamila Norwida. Rzeszów 2000 s. 108-115. – W stronę dziennika. W: Polonistyka zintegrowana. Rzeszów 2000 s. 309-338. – „Idź złoto do złota”. Listy Stanisława Pigonia do Leona Piwińskiego (1932-1939). „Tyczyńskie Zesz. Nauk.” 2005 nr 1/4 s. 93-104. – O jutro polonistyki uniwersyteckiej. Okupacyjna korespondencja Stanisława Pigonia z Romanem Pollakiem i Julianem Krzyżanowskim. „Prz. Hum.” 2007 nr 5 s. 71-83. – Rzeszowskie wydanie „Pana Tadeusza” ad usum scholarum. W: Adam Mickiewicz. Dwa wieki kultury polskiej. Rzeszów 2007 s. 142-156. – Narracje Marty Wyki. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008 s. 221-236. – Kazimierz Wyka. Zapisy pamięci. W: Między biografią, literaturą i legendą. Rzeszów 2010 s. 217-225. – Opus magnum Karola Estreichera. W: Tradycje literatury polskiej XX wieku. Rzeszów 2010 s. 303-322. – Stanisław Pigoń. Dzieje sławy pośmiertnej. W: Profesor z Komborni. Kr. 2010 s. 64-73; 229-240. – Wacław Kubacki – portret szkicowany z bliska. W: W świecie myśli i wartości. Kr. 2010 s. 157-171. – [M.] Konopnicka – [A.] Mickiewicz. Z dziejów recepcji „Ody do młodości”. W: Obszary kultury. Rzeszów 2011 s. 234-247. – Maria Danilewicz Zielińska (1907-2003) – pierwsza dama bibliotekarstwa emigracyjnego. W: Kustosze księgozbiorów polskich za granicą. Wwa 2013 s. 55-69. – Narcyz w Rzeszowie. Wspomnienie o Stanisławie Rafale Lipińskim. (24 X 1931 – 16 VII 2016). „Fraza” 2017 nr 1/2 s. 55-63.

Prace redakcyjne i edytorskie
Wokół Stanisława Pigonia. Nad warsztatem naukowym i literackim Uczonego. [Red. nauk. i wstęp:] Cz. Kłak. Rzeszów: KAW 1983, 189 s., tabl.
Prace przedstawione 8 i 9 XII 1978 na sesji nauk. zorg. w Rzeszowie i Jaśle w 10. rocznicę śmierci uczonego.
S. Pigoń: Z Komborni w świat. Wspomnienia młodości. Wyd. 5. Wstępem, przyp. oraz indeksami opatrzył Cz. Kłak. Wwa: LSW 1983 [właśc.] 1984, 334 s., tabl.
Tu wstęp Cz. Kłaka: Nad pamiętnikami Stanisława Pigonia, s. 5-61, przedr. Twórczość poz. 3 oraz pt. Od teorii do praktyki. (Z Komborni w świat) zob. Twórczość poz. 6.
W. Łoziński: Skarb watażki. Powieść z końca XVIII wieku. Przyp. i posł.: Cz. Kłak. Rzeszów: KAW 1990, 218 s. Powieść Galicyjska.
Literatura – język – kultura. Red.: Cz. Kłak, M. Wyka. Rzeszów: Wydawn. WSP 1995, 190 s. Galicja i jej Dziedzictwo, 4.
Materiały z międzynarodowej konferencji nauk. zorg. 14-18 IX 1992. – Tekst częściowo tłum. z jęz. ang. i niem.
M. Danilewiczowa, S. Pigoń: Dialog korespondencyjny (1958-1968). Do druku przygot., wstępem i komentarzem opatrzył Cz. Kłak. Rzeszów: Wydawn. WSP 1996, 515 s., [16] s. tabl.
Chłopi, naród, kultura. T. 3. Oblicze duchowe. Pod red. Cz. Kłaka. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 262 s.
Materiały konferencyjne III Sekcji I Kongresu Historyków Wsi i Ruchu Lud., 1-3 VI 1995 w Rzeszowie.
Non omnis moriar. Studia i szkice o Stanisławie Pigoniu. Pod red. Cz. Kłaka. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 235 s.
Tu Cz. Kłaka: Przemówienie na otwarcie audytorium im. S. Pigonia. – Zawiera m.in. referaty z sesji nauk. zorg. 15-16 XII 1993 w Rzeszowie.
Pogranicze kultur. Materiały z konferencji naukowej zorganizowanej w dniach 15-16 września 1995 r. w Rzeszowie. Pod red. Cz. Kłaka. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 159 s.
S. Pigoń, M. Żeromska: Korespondencja wzajemna (1952-1968). Do druku przygot., wstępem i komentarzem opatrzyli Z.J. Adamczyk i A. Kowalczykowa. Pod red. Cz. Kłaka. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2004, 106 s.
I. Chrzanowski, S. Pigoń: Mistrz i uczeń. Korespondencja wzajemna (1914-1936). Do druku przygot., wstępem i komentarzem opatrzył Cz. Kłak. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2005, 166, [8] s. Korespondencja Stanisława Pigonia.
Profesor z Komborni. Stanisław Pigoń w czterdziestą rocznicę śmierci. Pod red. K. Fiołka. Red. nauk.: F. Ziejka, Cz. Kłak, J. Gruchała. Kr.: Wydawn. UJ 2010, 282 s. Państ. Wyższa Szkoła Zawodowa w Krośnie.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Autor o sobie: Cz. Kłak: Widzieć jaśniej… W: Pięćdziesiąt lat polonistyki rzeszowskiej. Rzeszów 2013 oraz passim.
 	Cz. Kłak: Nowa książka o Pigoniu. „Tematy i Konteksty” 2016 nr 6 [dot.: Pigoń].


 	WUP. T. 2 Wwa 1999.
 	K. MACIĄG: Bibliografia prac Profesora Czesława Kłaka opublikowanych w latach 1961-2004. W: Literatura i jej konteksty. Rzeszów 2005 s. 7-20.
 	W. MACIĄG: Cz. Kłak. W: Pięćdziesiąt lat polonistyki rzeszowskiej. Rzeszów 2013.


 	WYWIAD: Fragment życiorysu. Rozm. A. Piątek. „Nowiny” 1993 nr 214.


 	OGÓLNE: M. CHROSTEK: Zakład Literatury Romantyzmu i Pozytywizmu. W: Pięćdziesiąt lat polonistyki rzeszowskiej. Rzeszów 2013 [dot. m.in. pracy naukowej Cz. Kłaka].
 	A. CAŁEK: Czesław Kłak i próba opisu „nowego gatunku literackiego”. W tejże: Biografia naukowa: od koncepcji do narracji. Kr. 2013 [dot. gł. rozprawy „Teoretyczne problemy powieści biograficznej”].

Polski Leonidas

 	E. BIELA: Rzecz o generale Sowińskim. „Profile” 1986 nr 11.
 	K. MĘTRAK: Klechda i prawda. „Expr. Wiecz.” 1986 nr 67.
 	A. PASTERNAK: Dzieje pewnej legendy. „Nowiny” 1986 nr 198.
 	A. PASTERNAK: „Widnokrąg” 1986 nr 17.
 	I. SIPOWICZ: „Nike” 1986 nr 10.
 	J. TOMASZKIEWICZ: „Dz. Pojezierza” 1986 nr 167.
 	T. CZARNECKA: „Kron. Warsz.” 1987 nr 2.
 	L. JANOWICZ: Generał Sowiński. „Kur. Pol.” 1987 nr 11.
 	M. KOSMAN: Polski Leonidas? „Tyg. Il. Mag.”1987 nr 10.
 	[K. MĘTRAK] (km): Anatomia legendy. „Literatura” 1987 nr 1.
 	A.Cz. ŻAK. „Ład” 1987 nr 28.

Romantyczne tematy i dylematy

 	Z. PRZYBYŁA. „Ruch Lit.” 1994 z. 5/6.

Stanisław Pigoń

 	B. FARON: Szkice do portretu Stanisława Pigonia. „Lektura” 1993 nr 11/12.
 	A. BIERNACKI: Szkice do portretu Stanisława Pigonia. „Kultura”, Paryż 1994 nr 6.
 	B. FARON. „Ruch Lit.” 1994 z. 1/2.
 	Z. PRZYBYŁA. „Pam. Lit.” 1995 z. 2.

Pisarze galicyjscy

 	J. MAŚLANKA. „Ruch. Lit.” 1995 nr 2.

Pigoń

 	J. MAŚLANKA: Nauka w relacji Pigonia i jego korespondentów. „Tematy i Konteksty” 2014 nr 4.
 	T. WINEK: Stanisław Pigoń z perspektywy jednego badacza. „Wiek XIX” 2015 R. 8.
 	R. KOSTECKA: Pigonia listy własne i cudze szkice do portretu. „Pam. Lit.” 2017 z. 1.

Wokół Stanisława Pigonia

 	A. JOPEK. „Ruch Lit.” 1984 nr 1/2.

M. Danilewiczowa, S.Pigoń: Dialog korespondencyjny (1958-1968)

 	M. CHROSTEK: Korespondencja Pigoń – Danilewiczowa. „Fraza” 1997 nr 4.
 	M. DERNAŁOWICZ: Dialog kontrolowany. „Twórczość” 1997 nr 7.
 	J. STARNAWSKI. „Ruch Lit.” 1997 z. 5.
 	M. STĘPIEŃ: Dzieło Marii Danilewicz Zielińskiej. „Fraza” 1997 nr 4.
 	S. BURKOT. „Ruch Lit.” 1998 z. 1.
 	H. SIEWIERSKI: Dialog ponad przestrzenią. „Kultura”, Paryż 1998 nr 11.

Non omnis moriar

 	[A. BIERNACKI] Abe: Pigoniana. „Twórczość” 1998 nr 5.

Pogranicze kultur

 	J. GRAD. „Rocz. Wschodni” 1999 nr 5.

I. Chrzanowski, S. Pigoń: Mistrz i uczeń

 	D. ULICKA: Z archiwum nauki o literaturze polskiej. „Nowe Książ.” 2006 nr 8.
</document>
<document nplp_id="2963" title="Krystyna KŁOSIŃSKA" slug="krystyna-klosinska">ur. 1952

Historyk, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 20 maja 1952 w Legnicy; córka Tadeusza Ślizankiewicza i Zofii z domu Wilczek. W 1967–71 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Tarnobrzegu. Następnie od 1971 studiowała filologię polską na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach. Po uzyskaniu w 1975 magisterium została zatrudniona na stanowisku asystenta w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej UŚl. (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, od 2005 im. I. Opackiego) w Zakładzie Historii Literatury Poromantycznej. Debiutowała w 1978 na łamach „Ruchu Literackiego” (nr 6) recenzją pracy A. Martuszewskiej pt. Poetyka polskiej powieści dojrzałego realizmu (1876–1895). W pracy badawczej zajęła się m.in. historią literatury XIX i XX wieku, a później także problematyką feministyczną w literaturze polskiej oraz feministyczną krytyką literacką. W 1985 obroniła na UŚl. rozprawę doktorską pt. Powieści o „wieku nerwowym” (promotor prof. Tadeusz Bujnicki). W 2000 habilitowała się tamże na podstawie pracy Ciało, pożądanie, ubranie. O wczesnych powieściach Gabrieli Zapolskiej. W 2001 podjęła jako felietonistka współpracę z pismem „Opcje”. W 2001–05 prowadziła zajęcia poświęcone feministycznej krytyce literackiej na studiach doktoranckich w Szkole Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie, później na Podyplomowych Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie, w 2001–11 wykładała literacką krytykę feministyczną na podyplomowych Studiach z Zakresu Gender w Instytucie Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, była też od 2008 jednym z opiekunów Sekcji Gender Koła Naukowego WolnoMISHlicieli UŚl. W 2005 otrzymała stanowisko profesora UŚl., a w 2012 uzyskała tytuł naukowy profesora.

W 1977 wyszła za mąż za Krzysztofa Kłosińskiego, historyka i teoretyka literatury, profesora UŚl., z tego związku ma syna Michała (ur. 1986). Mieszka w Sosnowcu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Powieści o „wieku nerwowym”. Katow.: Śląsk 1988, 248 s.
Rozprawa doktorska.
2. Ciało, pożądanie, ubranie. O wczesnych powieściach Gabrieli Zapolskiej. Kr.: eFKa 1999, 327 s. Kobieta, Kultura, Krytyka.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: efKa [b.d.], pliki w formacie EPUB, MOBI.
Rozprawa habilitacyjna.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2000.
3. Fantazmaty. Grabiński, Prus, Zapolska. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2292.
4. Miniatury. Czytanie i pisanie „kobiece”. [Szkice]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 157 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2450.
Zawartość: Zaproszenie; „Motylem jestem”?; Utopia; Praca żałoby; Żyć utratą; Babski krzyk; „Mąż swojej żony”; Plotka; „Nie, nie jestem feministką, ale…”; „Wścieklizna macicy”; Europa; Się wylewa; Samoponiżenie; Nie tylko w imieniu ekofeminizmu; Homofobia i homoseksualność kobieca; Figura XIX-wiecznej histeryczki; „Kolekcja wstydliwych gestów”; Zapolska w Paryżu; Miłość i władza [dot.: G. Zapolska: Carewicz]; Relacje genderowe w literaturze śląskiej; Traktat o narodzinach [rec.: A. Nasiłowska: Domino]; Trójkąt rodzinny [dot.: S. Matusz: Serdeczna mammografia]; Sinobrody/Sinobroda [rec.: D. Loher: Sinobrody. Wyst. Kr., T. Stary 2005].
Przekł. franc. szkicu: Zapolska w Paryżu: Zapolska à Paris. W: Minorités littéraires (et autres) en Pologne. Paris 2012 s. 39–44.
5. Feministyczna krytyka literacka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2010, 711 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2801. Wyd. 2 tamże 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. [b.d.], plik w formacie PDF.
Nominacja do finału Nagrody im. Jana Długosza w 2011.
Zawartość: Wstęp. – I.: Krytyczki androtekstów [dot. K. Millet, J. Fetterley, P. Schweickart]. – II.: Zwrot do literatury pisanej przez kobiety i ku literackiej tradycji pisarstwa kobiecego [dot. E. Showalter, S.M. Gilbert, S. Hubar, A. Kolodny]. – III.: Między esencjalizmem a dekonstrukcją: Nancy K. Miller. – IV.: Post-strukturalizm i krytyka feministyczna: Naomi Shor. – V.: Socjohistoryczna krytyka feministyczna: Janet Todd. – VI.: Post-strukturalizm i dekonstrukcja na scenie pisania. – VII.: Lektury. – VIII.: Feministyczne lektury „Dory” [dot. I. Bauer, pacjentki Z. Freuda]. – IX.: Czarna literacka krytyka feministyczna. – X.: Lesbijska feministyczna krytyka literacka. – XI.: Mężczyzna w feminizmie czy mężczyzna i feminizm? — XII.: Co dalej?
Nadto artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Katastroficzna odmiana powieści popularnej. W: Katastrofizm i awangarda. Katow. 1979 s. 57–76. – Dokument, kompilacja czy spowiedź? (Jak czytano powieści o „bezdogmatowcach i melancholikach”). „Ruch Lit.” 1980 nr 5 s. 363–377. – Żołnierz — tułacz — pielgrzym. W: „Latarnik” Henryka Sienkiewicza — interpretacje. Katow. 1984 s. 70–87. – Kobieta autorka. „Teksty Drugie” 1995 nr 3/4 s. 87–112, przedr. w: Ciało i tekst. Wwa 2001 s. 94–116. – „Écriture féminine”. Rok 1974. „Jęz. Artyst.” 2003 t. 12 s. 213–247. – „Emancypantki” Bolesława Prusa. Pomiędzy ekonomią wymiany a filozofią daru. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2003 t. 10 s. 227–246. – Zakochany Freud. Narracja histeryczki. W: Księga Janion. Gdańsk [2007] s. 490–500. – Matka prekursorka krytyki feministycznej: Kate Millett. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 827–836. – Lęk przed wariatką na strychu. „Przekładaniec” 2010 nr 2 s. 228–246. – „Serdeczna mammografia” i nie tylko. O poezji Sławomira Matusza. W: Pisarze z Zagłębia. Sosnowiec 2010 s. 99–111. – Tajemnica „zakładu” Dulskich. „Teksty Drugie” 2015 nr 2, s. 84–104. – Zagrożona męskość/zagrożone męskości. „Śl. Studia Polonist.” 2016 nr 1-2 s. 7-34.

Praca redakcyjna
1. Niedrukowane dramaty Gabrieli Zapolskiej. Pod red. J. Jakóbczyka we współpracy z K. Kralkowską-Gątkowską, K. Kłosińską, M. Piekarą i J. Paszkiem. T. 1–2. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 289 + 349 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiad: Kobieta i literatura. Rozm. M. Kubik. „Gaz. Uniw.” 2000 nr 2.

Ogólne

 	M. KUBIK: Krystyna Kosińska, czyli o odczytywaniu na nowo. „Gaz. Uniw.” 2000 nr 3.

Ciało, pożądanie, ubranie

 	U. CHOWANIEC. „Ruch Lit.” 2000 z. 6.
 	M. CICHY. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 124.
 	P. CZAPLIŃSKI: Pożądliwe spojrzenie. „Polityka” 2000 nr 18.
 	M. JANION: Oskubała męskie pawie. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 133.
 	M. LIPIEC: O książce „Ciało, pożądanie, ubranie” Krystyny Kłosińskiej. „Res Publica Nowa” 2000 nr 8.
 	M. JANION: Figury tego, co kobiece. „Katedra” 2001 nr 1.
 	A. JANICKA. „Pam. Lit.” 2002 z. 2.

Fantazmaty. Grabiński, Prus, Zapolska

 	U. PHILLIPS: A Feminist overview of Adam Mickiewicz and Bolesław Prus. „Women’s Writing Online” 2009 nr 1.

Miniatury

 	K. CZECZOT: Pod spodem. „Kresy” 2007 nr 1/2.
 	A. DRAGAN. „Ruch Lit.” 2007 z. 1.
 	T. KALIŚCIAK: Gościnny ogród. „Pogranicza” 2007 nr 4.
 	T. PAWLUS: O kobiecie „upadłej” w pisanie. „Teksty Drugie” 2008 nr 1/2.

Feministyczna krytyka literacka

 	G. BORKOWSKA: Mapa kobiecej krytyki. „Znak” 2011 nr 11.
 	D. ULICKA: Write love, not war. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	A. GALANT: Krytyka feministyczna „rozkwita” w literaturze. „Śl. Stud. Polonist.” 2012 nr 1/2.
 	I. IWASIÓW: Jest możliwa. Krytyka feministyczna. „Wielogłos” 2012 nr 2.
 	E. KRASKOWSKA: Zachodnie literaturoznawstwo feministyczne 1969–1988. „Pam. Lit.” 2012 nr 4.
 	A.E. BANOT: Anatomia lektury. „Świat i Słowo” 2014 nr 2.
</document>
<document nplp_id="2965" title="Krzysztof KŁOSIŃSKI" slug="krzysztof-klosinski">ur. 1951

Historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 marca 1951 w Krakowie; syn Juliusza Kłosińskiego i Zofii z domu Smolińskiej. W 1964–68 uczęszczał do II Liceum Ogólnokształcącego im. J. Sobieskiego w Krakowie, gdzie w 1968 zdał maturę. Następnie od 1968 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Po uzyskaniu magisterium na UJ rozpoczął w 1973 pracę jako asystent w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 im. I. Opackiego) Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.) w Katowicach. Debiutował w 1975 na łamach „Ruchu Literackiego” artykułem pt. Problematyka czasu w powieści historycznej XIX wieku (nr 1), a na łamach „Pamiętnika Literackiego” recenzją książki M. Głowińskiego Gry powieściowe (z. 2). W 1982 obronił na UŚl. rozprawę doktorską pt. Proza Romana Jaworskiego na tle przemian 1910–1925 (promotor prof. Tadeusz Bujnicki). W 1991 habilitował się na UŚl. na podstawie dysertacji pt. Mimesis w chłopskich powieściach Orzeszkowej. W 1992-1996 był wicedyrektorem INoLP. Rozprawy i recenzje z zakresu historii i teorii literatury XIX i XX wieku zamieszczał m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1975–76; 1985–87, 1999), „Pracach Naukowych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach” (od 1978), „Tekstach Drugich” (1998–2007, 2011, 2015), „Śląsku” (1996–2004, z przerwami). W 2002 otrzymał tytuł naukowy profesora. W śląskim radiu Top prowadził w 1995 audycję poświęconą muzyce klasycznej, a w telewizji TVN w 2004–09 wraz z Kazimierą Szczuką cotygodniową audycję pt. Wydanie drugie poprawione, poświęconą krytyce współczesnej literatury polskiej; za udział w tym programie otrzymał w 2007 nagrodę Pikowy Laur, przyznawaną podczas Targów Książki w Krakowie za najlepszą prezentację książek w mediach elektronicznych. W latach 2005–13 wykładał w Instytucie Kultury i Komunikowania Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. W 2007 objął funkcję przewodniczącego Komitetu Nauk o Literaturze PAN. Od 2008 był członkiem Rady Programowej Polskiego Radia w Katowicach W 2008-16 był dyrektorem INoLP UŚl. w Katowicach. Równocześnie od 2010 kierował Zakładem Historii Literatury Poromantycznej INoLP.W 2015 został wyróżniony uniwersytecką Nagrodą „Pro Scientia et Arte” przyznaną za wybitne osiągnięcia naukowe i dydaktyczne. Odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi (2002).

W 1977 zawarł związek małżeński z Krystyną z domu Ślizankiewicz, historykiem literatury, profesorem UŚl.; z tego związku ma syna Michała (ur. 1986). Mieszka w Sosnowcu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Mimesis w chłopskich powieściach Orzeszkowej. Katow.: UŚl. 1990, 191 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1129.
Rozprawa habilitacyjna.
2. Wokół „Historii maniaków” [R. Jaworskiego]. Stylizacja, brzydota, groteska. Kr.: WL 1992, 255 s.
Książka powstała na podstawie rozprawy doktorskiej.
3. Eros, dekonstrukcja, polityka. Katow.: Śląsk 2000, 288 s.
Zawartość: To nie bajka. Wstęp — Prolog: Przemiany prozy XX wieku. – Cz. I.: Eros: „Efebos”. Karola Szymanowskiego próba symbolizacji homoseksualizmu; Od „Zmór” do „Motorów” [E. Zegadłowicza]. Czy jest możliwa literatura erotyczna?; Jak czytać „Motory”?; „Playboy” albo chanson courtoise. – Cz. II.: Dekonstrukcja: Gry kategorii znaczeniowych w fabule opowiadania Romana Jaworskiego „Zepsuty ornament”; Przyczynek do portretu artysty: „Teatr w więzieniu” [A. Słonimskiego]; O funkcji metatekstów w powieści Romana Jaworskiego „Wesele hrabiego Orgaza”; Schulzowskie modele komunikacji. – Cz. III.: Polityka: Przestrzeń w „Oziminie” [W. Berenta]; Proza Struga: Między modernizmem a dwudziestoleciem. Próba interpretacji; „Wyrąbany chodnik” [G. Morcinka]; Egzotyzm po polsku [dot. twórczości A. Szklarskiego]. – Epilog: Rzeczywistość i władza. Mimesis w polskiej powieści politycznej.
4. Poezja żalu. [Szkice literackie]. Katow.: Śląsk 2001, 198 s.
Zawartość: Wstęp. – Radość pisania, żałoba pisania. „Radość pisania” Wisławy Szymborskiej; Bigos — kosmos. Opis bigosu w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza; Żal niedoskonały. Poezja Tadeusza Sułkowskiego; „Lament barana ofiarnego”. Cztery interpretacje ofiary Abrahama. Wokół wiersza Józefa Wittlina; Żałoba słowa. Wokół „Dziennika kanadyjskiego” Wacława Iwaniuka; „Wymyka mi się moja ledwo odczuta esencja”. Czesław Miłosz; Mnemosyne. Motyw „płaczki żałobnej” u Miłosza; „Niepokój” Tadeusza Różewicza.
5. W stronę inności. Rozbiory i debaty. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 160 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2489.
Zawartość: Zamiast wstępu: irreductible. – Rozbiory: Caca. Inny w „Nad Niemnem” [E. Orzeszkowej]; „Proszę państwa do gazu” [T. Borowskiego]; Proza poety [dot. T. Różewicza]; Poezja zaimków. O „Przesłaniu Pana Cogito” [Z. Herberta]; Pejzaż wewnętrzny Zagłębia Dąbrowskiego; Chodnik niewyrąbany [dot. twórczości G. Morcinka]; O „Krzaku gorejącym” Jana Pierzchały. – Debaty: Wolność i niewola; „Mit” &amp;amp; „dzisiaj”; Kto ukradł tekst?; Dla M.P.M. [dot. M.P. Markowski: Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura]; Odkrywanie innego; Inny reportaż.
Nadto artykuły i rozprawy w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Schulzowskie modele komunikacji. W: Studia o prozie Brunona Schulza. Katow. 1976 s. 91–101. – Powtórzenia w powieści. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1978 nr 238 s. 22–35. – Dyskurs katastroficzny. W: Katastrofizm i awangarda. Katow. 1979 s. 23–39. – „Zdarzenie” w badaniach narratologicznych. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1981 nr 459 s. 11–24. – Konteksty fabuły w latarniku z Aspinwall. W: „Latarnik” Henryka Sienkiewicza — interpretacje. Katow. 1984 s. 88–107. – Przemiany prozy XX wieku. W: Wiedza o literaturze i edukacji. Wwa 1996 s. 416–435. – „Miłosna rozmowa”. W: Pogranicza wrażliwości w literaturze dawnej oraz współczesnej. Cz. 1. Szczec. 1998 s. 7–17. – Niewyrażalność a niereferencjonalność. Poetyka w świetle dekonstrukcji. W: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 s. 59–77. – Imię róży [U. Eco]. „Pam. Lit.” 1999 z. 1 s. 5–20. – Signifiance: wstęp do pism Rolanda Barthes’a o muzyce. „Pam. Lit.” 1999 z. 2 s. 11–26. – Ocalony. Wokół wiersza Tadeusza Różewicza. W: Ciało — płeć — literatura. Wwa 1998 s. 59–77; przedr. w: Ciało, płeć, literatura. Wwa 2001 s. 395–412. – Fabuła i fabułoznawstwo — zagadnienia interdyscyplinarne. W: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Wwa 2002 s. 160–170. – Profesor Ireneusz Opacki, czyli odkrywanie innego. W: Tkanina: studia, szkice, interpretacje. Kr. 2003 s. 344–357. – Status dyskursu teoretycznego. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 57–73. – Nie przekraczać tekstu! (Derrida czytelnik). W: Derrida/Adirred. Pułtusk 2006 s. 267–283. – Literatura jako epoché. Literackie warunki doświadczenia. W: Literackie reprezentacje doświadczenia. Wwa 2007 s. 26–42; przedr. w: Nowoczesność jako doświadczenie: dyscypliny, paradygmaty, dyskursy. Wwa 2008 s. 33–43. – Ponad podziałami. W: „Obchodzę urodziny z daleka”. Szkice o Stanisławie Barańczaku. Katow. 2007 s. 18–31. – Sarkazmy. W: R. Barthes: Mitologie. Wwa 2008 s. 5–23. – Literatura jako potlacz (z dziejów pewnej idei). W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 816–826. – Literaturoznawczy darwinizm. „Teksty Drugie” 2011 nr 3 s. 33–51. – „Pyrrusowe usta”. O „Trzech poematach” Zbigniewa Bieńkowskiego. W: Interpretować dalej: najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945–1989. Kr. 2011 s. 105–116. – Humanistyka w uniwersytecie. W: Przyszłość polonistyki: koncepcje — rewizje — przemiany. Katow. 2013 s. 289–303. – Metafora pracy i praca metafory. W: Stanisław Brzozowski — (ko)repetycje. T. 2. Katow. 2013 s. 53–85. – Głuche „basso” doświadczenia. „Śl. Studia Polonist.” 2014 nr 1/2 s. 229-240. – Lacaniści i polityczność. [Współaut.:] D. Matuszek. W: Polityczność psychoanalizy. Katow. 2014 s. 3–16. – De(re)konstrukcja męskości. „Teksty Drugie” 2015 nr 2 s. 11–29. – „O roku ów”: rokowania historii literatury. W: Kulturowa historia literatury. Wwa 2015 s. 253–268. – W oku cyklonu. Biblioteka między wspólnotą informacji a prawem własności intelektualnej. W: Świat biblioteki otwartej. Katow. 2016 s. 120-143.
Przekłady
1. A. Hitchcock: Ciężki dzień na szafocie. [Opowiadania]. Katow.: Videograf 1994, 190 s. Ser. z Kobrą.
2. K. Boeser: Nostradamus. [Powieść]. Katow.: Videograf 1996, 185 s.
3. A. Waugh: Muzyka klasyczna. Nowy sposób słuchania. Wwa: Bellona; Rytm 1997, 144 s. + CD.
4. R. Barthes: Lektury. Przeł.: K. Kłosiński, M.P. Markowski, E. Wieleżyńska.
Wybrał, oprac. i posł. opatrzył M.P. Markowski. (Pisma. T. 4). Wwa: KR 2001, 270 s.
Tu w tłum. K. Kłosińskiego: Dramat, poemat, powieść, s. 19–41; Przez ramię, s. 117–130; Brecht i dyskurs: przyczynek do badań nad dyskursywnością, s. 167–178.
5. J. Derrida: Pismo i różnica. [Eseje]. Wwa: Wydawn. KR 2004, 532 s.

Prace redakcyjne
1. Przyszłość polonistyki. Koncepcje — rewizje — przemiany. Pod red.: A. Dziadka, K. Kłosińskiego, F. Mazurkiewicza. Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, 506 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3023.
Wyd. jako dokument elektroniczny [2013]. Dostępny w Internecie: http://libra.ibuk.pl.
2. Polityczność psychoanalizy. Freud, Lacan, Žižek. Pod red. K. Kłosińskiego i D. Matuszka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 491 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3286.
Wyd. jako dokument elektroniczny: 2014. Dostępny w Internecie: http://libra.ibuk.pl.
3. Emil Zegadłowicz daleki i bliski. Pod red. H. Czubały, K. Kłosińskiego, K. Latawiec i W. Pruchnickiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2015, 419 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3208.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Żałoba po świecie, który mija. Rozm. D. Lubina-Cipińska. „Rzeczpospolita” 2000 nr 253; Meloman to nauczyciel muzycznych rozkoszy. Rozm. K. Wolnik. „Gaz. Uniw.” 2002 nr 8; Świat się bardzo zmienił. Rozm. A. Sikora. „Gaz. Uniw.” 2012 nr 7; Niepotrzebna i szkodliwa humanistyka. Rozm. B. Widera. „Śląsk” 2015 nr 7.


 	LP XX w. (D. Nowacki).

Mimesis w chłopskich powieściach Orzeszkowej

 	T. BUJNICKI. „Ruch Lit.” 1991 nr 3.
 	B. NOWOROLSKA. „Pam. Lit.” 1993 z. 3/4.

Wokół „Historii maniaków”

 	A. CZYŻ: Dwaj mistrzowie do wzięcia. „Ogród” 1992 nr 1.
 	J. KOPCIŃSKI. „Pam. Lit.” 1994 z. 1.

Eros, dekonstrukcja, polityka

 	B. KANIEWSKA: Od Erosa do kamyczka. „Teksty Drugie” 2002 nr 6.

Poezja żalu

 	M. BARANOWSKA: O książce „Poezja żalu” Krzysztofa Kłosińskiego. „Res Publica Nowa” 2002 nr 5.
 	T. MIZERKIEWICZ: Obrządki żałoby, porządki słowa. „Teksty Drugie” 2003 nr 2/3.
</document>
<document nplp_id="2967" title="Jerzy KOREY-KRZECZOWSKI" slug="jerzy-korey-krzeczowski">1921–2007

Imiona metrykalne: Jerzy Maciej.

Teksty podpisywał też: George Korey; George Korey-Krzeczowski; Jerzy Krzeczowski; Jerzy Krzeczowski-Korczak; Jerzy M. Korczak Korey- -Krzeczowski.

Poeta, autor wspomnień.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 13 lipca 1921 w Kielcach; syn Antoniego Krzeczowskiego, prawnika, i Zofii z Chmielewskich. Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum i Liceum im. S. Żeromskiego w Kielcach. Debiutował w 1935 wierszem pt. Kopiec Marszałka Piłsudskiego w piśmie szkolnym „Młodzi Idą” (nr 13), które redagował w 1937–39; zamieszczał tam także artykuły i recenzje książek. Był członkiem koła literackiego, działającego w gimnazjum, oraz grupy poetyckiej Grupa Świętokrzyska „Gołoborze”. W 1938 wydał nakładem pisma „Młodzi Idą” wybór wierszy pt. Siedemnasta wiosna, w tymże roku otrzymał Nagrodę „Młodych” Książnicy Atlas za opowiadanie pt. Turniej oraz za prace literackie i postępy w nauce. Wiersze, artykuły i recenzje publikował także w dwutygodniku warszawskiej młodzieży szkolnej „Młody Nurt” (1938).Maturę zdał w 1939. Powołany w sierpniu tego roku do Junackiego Hufca Pracy w Węgierskiej Górce pod Żywcem, wziął udział w kampanii wrześniowej 1939. Po powrocie do Kielc włączył się w działalność konspiracyjną jako członek Tajnej Armii Polskiej; od 1941 ZWZ, następnie AK (używał pseud.: Brat Andrzej, Andrzej, Korczak). W 1939–42 pracował jako sekretarz w kancelarii adwokackiej w Kielcach i jako lustrator ubezpieczeniowy w Jędrzejowie. Zagrożony aresztowaniem od lutego 1942 do stycznia 1945 przebywał w Kotlicach pod Jędrzejowem, pełniąc obowiązki dyrektora biura w zarządzie Dóbr i Gorzelni Kotlice. Równocześnie studiował prawo na kompletach tajnego Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ) w Krakowie. W styczniu 1945 został zastępcą naczelnika, a w październiku tego roku naczelnikiem Wojewódzkiego Wydziału Kultury i Sztuki w Kielcach. W tymże roku był współorganizatorem oddziału Zawodowego Związku Literatów i Dziennikarzy i wiceprezesem Kieleckiego Klubu Literackiego. W maju 1945 otrzymał magisterium na Wydziale Prawa UJ. Został członkiem Stronnictwa Ludowego i Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Niepodległość i Demokrację. W marcu 1946 przeszedł do pracy w służbie dyplomatycznej. Został attaché kulturalnym i wicekonsulem ambasady polskiej w Rumunii, studiował równocześnie na kursie dla doktorantów Wydziału Polityczno-Ekonomicznego uniwersytetu w Bukareszcie. Był współzałożycielem tamtejszego Instytutu Polskiego. Jesienią 1946 powrócił na krótko do Warszawy i pracował jako radca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, po czym został mianowany konsulem w Baden-Baden (francuska strefa okupacyjna). W 1948–50 pełnił obowiązki konsula w Konsulacie Generalnym w Rastatt, prowadził restytucję zagrabionych podczas wojny polskich dzieł sztuki. Uzyskał doktoraty: z prawa międzynarodowego na Uniwersytecie we Fryburgu (1949) i z nauk ekonomicznych w Tybindze (1950). W lutym 1951 porzucił pracę w dyplomacji i wraz z rodziną wyjechał do Kanady. Zamieszkał w Montrealu, gdzie pracował jako ekonomista m.in. w Canadaair Ltd., następnie jako wiceprezydent Letham Simpson Management Consultants i naczelny dyrektor montrealskiego oddziału Werner Management Consultants Canada Inc. Specjalizował się w dziedzinie organizacji i zarządzania; był autorem licznych publikacji z tego zakresu. Należał do wielu stowarzyszeń ekonomicznych w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Europie (m.in. Royal Economic Society, New York Academy of Science, Academy of Marketing Science). W 1970 przeniósł się do Toronto i pracował w administracji uniwersyteckiej. W 1971–77 był dziekanem, zastępcą rektora, następnie rektorem Ryerson Polytechnical Institute (obecnie Ryerson University) w Toronto. W 1975 ukończył studia w Institute of Educational Management w Harvard University w Cambridge (USA). W 1976 założył w Toronto pierwszą w Kanadzie prywatną wyższą szkołę zarządzania, Canadian School of Management, i do 1986 pełnił obowiązki jej rektora, był też prezydentem Northland Open University. Otrzymał sześć doktoratów honoris causa różnych uczelni. Był członkiem organizacji, stowarzyszeń i fundacji polonijnych, m.in. pełnił funkcję członka zarządu, wiceprezesa i prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej w prowincji ­Quebec (1960–67), przewodniczącego rady głównej Kongresu Polonii Kanadyjskiej (1967–69), nadto współorganizował i przewodniczył Światowemu Zjazdowi Polonii w Toronto w 1978. Wchodził w skład grona profesorskiego International Management Centre in Buckingham (Anglia) i Union Graduate School in Cincinnati (USA), wykładał gościnnie na wielu uczelniach (m.in. Polish University w Londynie, Atlantic University w USA), był założycielem Institute of Graduate Studies w Puna (Indie). Przewodniczył Ontario Advisory Council of Multiculturalism (Rada Wielokulturowości przy Rządzie Prowincji Ontario), wchodził w skład Advisory Commitee on the Canadian Constitution (Komitet Doradczy ds. Konstytucji Kanadyjskiej). Na początku lat siedemdziesiątych powrócił do pracy literackiej; tomy poetyckie drukował w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a po 1995 głównie w Polsce, gdzie ogłaszał także szkice i wspomnienia. Należał do Związku Polskich Pisarzy na Obczyźnie. W 1981 otrzymał tytuł Man of the Year, przyznany przez Ethnic Press Council of Canada. W 1993–97 pełnił funkcję Wielkiego Mistrza Zakonu Rycerskiego pod wezwaniem św. Jana Jerozolimskiego. Odznaczony m.in.: Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi RP (1996) i medalami zagranicznymi, w tym m.in. Orderem św. Jana Jerozolimskiego (Order of Cyprus).

W lipcu 1944 ożenił się z Ireną Latacz (zm. w 2005); miał syna Andrew (ur. 1948). Zmarł 30 stycznia 2007 w Toronto; pochowany na cmentarzu Mount Pleasant Cemetery pod Toronto.
TWÓRCZOŚĆ
Poza pracami z zakresu ekonomii opublikował następujące utwory literackie:

Siedemnasta wiosna. Poezje. Kielce: „Młodzi Idą” 1938, 17 s. Wyd. nast.: współwyd. z wierszami J. Michalskiego, M. Przeździeckiego i M. Sołtysika pt. Gołoborze. Poezje. Kielce: „Młodzi Idą” 1938, 121 s.; reprint z podtyt. (Grupa Świętokrzyska). Poezje. Kielce: U Poety [2006].
Podp.: Jerzy Krzeczowski. – W wyd. z 2006 aneks pt. Losy poetów „Gołoborza”.
Pamiętnik poetycki. [Wiersze]. Kielce: „Młodzi Idą” 1939.
Inf. autora.
Profile młodości. [Wiersze]. Kielce: „Młodzi Idą” 1939.
Inf. autora.
Rytm serca. [Wiersze]. Kielce: „Młodzi idą” 1939.
Inf. autora.
Tragiczna młodość. [Powieść]. Powst. 1939. Por. poz. 26.
Liryki nostalgiczne. [Wiersze]. Albany, NY: Sigma Press 1972, 27 s.
Wyd. w 175 numerowanych egz. – Tu wiersze: Z cyklu „Pro domo sua”; Z cyklu „Z pamiętnika poetyckiego”; Z cyklu „Refleksje kanadyjskie”.
Stubborn Thoughts. Toronto 1972. Por. poz. 9–13, 15.
Inf. autora.
Lunch w Sodomie. [Wiersze]. Albany, NY: Sigma Press 1976, 16 s.
Wyd. w 75 egz.
Korey’s stubborn thoughts. [Aforyzmy]. New York: Sigma Press 1980, 42 s. Por. poz. 7, 10–13.
Podp.: George Korey-Krzeczowski.
Wszędzie i nigdzie. [Wiersze]. Paris: Ed. Dembinski 1989, 44 s. Poezja Ponad Granicami.
Tekst w jęz. pol. i ang. – Wiersze z l. 1939–1975 oraz aforyzmy pt. Stubborn Thoughts/Natrętne myśli [por. poz. 7, 11].
Stubborn Thoughts Natrętne myśli. [Aforyzmy]. Toronto: CSM Press 1993, 36 s.
Wyd. nast. tamże: pt. Natrętne myśli. [Przeł.] M. Szmygin. 1994; pt. Stubborn Thoughts 1998. Por. poz. 7, 10–13.
Wyd. z 1993 w jęz. pol. i ang.
Dojrzała pogoda. Wiersze i myśli. Oprac. K. Zapałowa. Kielce: Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego 1995, [20] s. Por. poz. 7, 10–11, 13.
Wyd. w 200 numerowanych egz. – Zawiera wiersze z l. 1937–1975 oraz wybór aforyzmów pt. Myśli.
Wiatry życia. Wiersze i myśli wybrane 1935–1995. Wyboru dokonał i posł. opatrzył S. Rogala. Aforyzmy przeł. [z ang.] M. Szmygin. Kielce: Gens 1995, 90 s. Por. poz. 7, 10–12.
Ród Korczak-Krzeczowskich. Linia senatorska kniaziowska. Kielce: Gens 2000, 147 s. Por. poz. 18.
Podp.: Jerzy M. Korczak Korey-Krzeczowski.
Trzynasty tom. [Wiersze; aforyzmy]. Kielce: Gens 2002, 120 s.
Zawiera Wiersze nowe (1995–2002) oraz aforyzmy, — nadto krótkie teksty prozą: Epigramy; Alfabet cynika; Rozmówki; Obserwacje; Bardzo uparte myśli, — oraz szkic S. Rogali: Słowo o autorze.
Ujawniam wielką tajemnicę. Wstęp: S. Rogala. Kielce: Gens 2002, 93 s.
Podp.: Jerzy M. Korczak Korey-Krzeczowski. – Zawartość: S. Rogala: Wstęp — bogate życie; Informacja z wydawnictwa POLONIA — Słownik biograficzny; W Ambasadzie RP w Bukareszcie; Odzyskane skarby; Habemus Papam; Autor i jego rodowód; Krótka historia rodu; S. Stolarczyk: Jerzy Korey-Krzeczowski ; Dokumentacja; Bibliografia prac J. Korey-Krzeczowskiego.
Navigators Can. [Szkice]. Przedm.: B. Tomczyk. East Lothian: Prestoungrange University Press 2003, 192 s.
Wyd. 2 jako dokument elektroniczny: [on-line] Victoria: Trafford Publishing 2004 [dostęp 13 stycznia 2016]. Dostępny fragm. w Internecie: http://www.prestoungrange.org/core-files/archive/university_press/navigators-can/pages1–10.pdf.
Podp.: George Korey.
Ciekawe życie, ciekawi ludzie. Z opiniami innych o życiu i działalności Jerzego Korey-Krzeczowskiego. [Szkice, wspomnienia]. Kielce: Gens 2004, 280 s.
Podp.: Jerzy M. Korczak Korey-Krzeczowski.
Zawartość: S. Rogala: Słowo od wydawcy. – B. Tomczyk: Słowo o autorze; J.Z. Brede: Primus inter pares; A. Lender: Spotkaliśmy się 75 lat temu; J. Korey-Krzeczowski: Krótka historia rodu; J. Korey-Krzeczowski: Trzy generacje; J. Korey-Krzeczowski: Ród Korczak-Krzeczowskich; J. Korey-Krzeczowski: Źródła historyczne dotyczące Rodziny; J. Korey-Krzeczowski: Dane historyczne dotyczące ks. Gryfiny Czernichowskiej; J. Korey-Krzeczowski: Szkic monograficzny ostatnich pokoleń Rodziny; J. Korey-Krzeczowski: Ostatnie 10 generacji; J. Korey-Krzeczowski: Pierwsze próby literackie [tu: opowiadanie Turniej; felieton pt. Czytelnik pisma szkolnego; Wielka pomyłka. (Studium krytyczne na marginesie książki „Ład serca” J.Andrzejewskiego); Złota kula (fragment niedrukowanej powieści)]; Gustaw Morcinek: List (dat.: Skoczów, 29 sierpnia 1939)]; J. Korey-Krzeczowski: Wspomnienia z czasów wojny; J. Korey-Krzeczowski: Wielkanoc Anno Domini 1941; J. Korey-Krzeczowski: Zrzuty w Okręgu Kieleckim AK; J. Korey-Krzeczowski: Podwójnie zakonspirowana Dywersyjna Akcja „N”; J. Korey-Krzeczowski: W Ambasadzie RP w Bukareszcie [poz. 16]; J. Korey-Krzeczowski: List do przyjaciela; J. Korey-Krzeczowski: Odzyskane skarby wawelskie [poz. 16, por. poz. 19]; S. Stolarczyk: Jerzy Korey-Krzeczowski [poz. 16]; M. Iskra: Kariera po kanadyjsku; J. Daniel: Jeden na tysiące; L.A. Marchow: Rzucona rękawica, czyli „wolność” po 55 roku życia; E. Chwojko: Szkoła sukcesu; J. Sokołowska-Gwizdka: O literaturze, kulturze, wartościach i życiu pełnym sukcesów; H.B. Klein: Kwiaty śpiewają na wyspie Bali [rec.: Wszędzie i nigdzie, poz. 10]; S. Rogala: Powrót poety; E. Sabiston: Wstęp [do tomu Tree of life]; E. Biela: Wiersze duszy; J. Korey-Krzeczowski: Reminiscencje — czas przywołany; J. Korey-Krzeczowski: Ciekawi ludzie, których spotkałem w życiu; J. Korey-Krzeczowski: Krótki zarys mojej filozofii życiowej; J. Korey-Krzeczowski: Krótki podręcznik dla początkujących kapitalistów w Polsce; Dokumenty; Lista wyróżnień, odznaczeń i orderów; Lista międzynarodowych źródeł biograficznych; Bibliografia. – B. Tomczyk: Posłowie.
Uchylam tajemnicę. Jak odzyskałem część skarbów wawelskich. [Kr.]: Miniatura 2004, 47 s. Por. poz. 16, 18.
Widzieć dalej niż dziś. Rozmowa z Jerzym Korey-Krzeczowskim. [Rozm.] Edward Zyman. Katow.: Gnome — Wydawn. Nauk. i Artyst.; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2004, 95 s.
Wywiad-rzeka.
Przez życie i kontynenty. [Wybór wierszy]. Wstęp: S. Rogala. Kielce: Gens 2005, 151 s.
Wyjść losowi naprzeciw, czyli recepta na sukces. [Szkic wspomnieniowy]. Katow.: Gnome — Wydawn. Nauk. i Artyst. 2005, 110 s.
Tu także: Aneks 2: Portret przez innych sporządzony. Oprac. E. Zyman.
Z mojego alfabetu. O ludziach, instytucjach i zdarzeniach. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Katow.: Gnome—Wydawn. Nauk. i Artyst. 2005, 126 s.
B. Kulesza-Walicka: Pojemny alfabet, — J. Korey-Krzeczowski: Jak czytać „Z mojego alfabetu”, — Od A do Z [75 sylwetek i krótkich haseł o charakterze wspomnieniowym], — S. Rogala: Pośród ludzi. Rzecz o Jerzym Korey-Krzeczowskim.
Poemat o ziemi. Berlin; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 13 s. Kolofon.
Powracam tutaj z własnej woli. Szkice i wspomnienia o wybranych twórcach Ziemi Świętokrzyskiej. Posł.: E. Zyman. Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2006, 141 s.
Zawartość: Wstęp. − W szkole, czyli smutek Księcia; „Kiedyś były prawdziwe święta”. (O spotkaniu z poezją Zdzisława Antolskiego); „Nie można powiedzieć słowa bez odwrócenia głowy”. („Ciemna” poezja Bolesława Garbosia); Powrót z komentarzem. (Gołoborze po latach); „Bym więcej nie garnął się do świata na oślep”. (Stanisława Nyczaja gry nie tylko z naturą); „I nie uciekać ciągle przed sobą”. (O poetyckich buntach Bogusława Pasternaka); „Jesteśmy zawsze znad jakiejś rzeki”. (Andrzeja Piskulaka osobista geografia mistyczna); „Ból pęcznieje w piersi skibą ziemi”. (O poetyckiej przygodzie Stanisława Rogali); Aneks. (Glossa do pewnego wywiadu); Wychodzić życiu naprzeciw. (Z prof. Jerzym Korey-Krzeczowskim rozmawia Anna Lubicz-Łuba).
Barwy młodości. Posł.: E. Zyman. [Powieść]. Rzeszów: Wydawn. „Otwarty Rozdział” 2007, 266 s.
Nowa wersja powieści pt. Tragiczna młodość (poz. 5). ­Powst. 1939.
Wiersze dla Ireny. Berlin; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2007, 26 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie,t. 5.
Cykle: Wiersze szpitalne; Tren dla Ireny.
Wybór wierszy J. Koreya-Krzeczowskiego w przekł. ang.: Tree of life. Poetic diary. Selected poems and thought. [Przeł.] W. Stelmaszynski. Toronto 1982 [podp.: George Korey-Krzeczowski].
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2006.
 	Wywiady zob. Twórczość poz. 20, 25.


 	Jerzy Korey-Krzeczowski: bibliografia podmiotowo-przedmiotowa. (Wybór). Wybór i oprac.: B. Lewandowska. Kielce: Pedag. Bibl. Woj. w Kielcach 2010.
 	S. Rogala: J. Korey–Krzeczowski. W: Pisarze regionu świętokrzyskiego. Ser. I t. 7. Kielce 1997.
 	Hasło w: Honorowa księga nauki polskiej. Współcześni uczeni polskiego pochodzenia za granicą. Wwa 2001.
 	K. Starczak-Kozłowska: Kanada uskrzydlona polskością. Redecz Krukowy; [Brześć Kujawski] 2015.


 	Ogólne zob. Twórczość poz. 18, 22 oraz: Y. BOGORYA: A man who dared. A biographical profile of dr. George Korey. Toronto: Canadian School of Management 1986, 99 s.
 	S. ROGALA. Jerzy Korey Krzeczowski. [Kielce]: Gens 1998, 64 s. Sylwetki Współcz. Pisarzy.
 	Człowiek, który się odważył. (Rzecz o Jerzym Korey-Krzeczowskim). Do druku przygot. S. Rogala. Kielce: Gens 1999, 237 s. [zawiera m.in. art. dot. J. Koreya-Krzeczowskiego z Twórczość poz. 18].


 	S. Rogala: Wspomnienie o księciu. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 44 dod. „Kielce”.

Siedemnasta wiosna

 	S. LICHAŃSKI. Takie sobie różne wierszyki. „Pion” 1938 nr 29.

Liryki nostalgiczne

 	K. SOWIŃSKI. „Wiadomości”, Londyn 1972 nr 39.

Wszędzie i nigdzie

 	H.B. KLEIN: Kwiaty śpiewają na wyspie Bali. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1991 nr z 2 V dod. „Prz. Pol.”, przedr. zob. Twórczość poz. 18.
 	A. LIPKA: Poeta z życiorysem. „Regiony” 1993 nr 3.

Natrętne myśli

 	S. ROGALA: Natrętne myśli kielczanina w Kanadzie. „Gaz. Kiel.” 1995 nr 125.

Wiatry życia

 	Z. FRONCZEK: Książę wierszopis. „Nowe Książ.” 1996 nr 1.
 	TENŻE: Wiersze i aforyzmy. „Ikar” 1996 nr 2.
</document>
<document nplp_id="2969" title="Maria KORYTOWSKA" slug="maria-korytowska">ur. 1947

Imiona metrykalne: Maria Elżbieta.

Prace podpisywała też nazwiskiem: do 1985 Cieśla, od 1986 także: Cieśla-Korytowska lub Korytowska (publikacje zagraniczne).

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 7 grudnia 1947 w Krakowie; córka Adolfa Cieśli, inżyniera architekta oraz muzyka, i Stanisławy z domu Batko. Uczyła się w IX Liceum Ogólnokształcącym im. I. Joteyki, a następnie w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Z. Nałkowskiej w Krakowie; w 1965 zdała maturę. Następnie studiowała polonistykę oraz romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Po uzyskaniu w 1970 magisterium z polonistyki podjęła pracę w Instytucie Filologii Polskiej (później Instytut Polonistyki, od 2004 Wydział Polonistyki) UJ w Katedrze Literatury XIX wieku. W pracy badawczej zajęła się głównie literaturą i kulturą romantyzmu, historią idei, związkami między literaturą a sztuką oraz komparatystyką. Jako badaczka debiutowała w 1972 recenzją książki M. Janion pt. Romantyzm. Studia o ideach i stylu, zamieszczoną w „Tekstach” (nr 5). W tymże roku otrzymała magisterium z romanistyki. Recenzje, artykuły i przekłady publikowała m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1973, 1994, 2003), „Tekstach” (1974, 1979), „Literaturze” (1976, 1977), „Ruchu Literackim” (1978, 1982, 1992, 1994-95, 2015), „Znaku” (1983, 1986, 1993), „Tekstach Drugich” (1996), „Kwartalniku Filozoficznym” (1997, 2016), „Pracach Komisji Filologicznej. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk” (2007-08), „Acta Poloniae Historica” (2014), „Roczniku Komparatystycznym” (2015), „Alma Mater” (2017). W 1975 obroniła na UJ doktorat na podstawie pracy pt. Mityczna struktura wyobraźni Słowackiego (promotor prof. Kazimierz Wyka) i otrzymała stanowisko adiunkta na UJ. W tymże roku wyjechała do Francji, gdzie do 1977 była lektorką języka polskiego na Université Nancy II. W 1985 przebywała na stypendium Oxford Colleges Hospitality Scheme. W 1988 habilitowała się na UJ w zakresie literatury polskiej i porównawczej rozprawą pt. Romantyczna poezja mistyczna. Ballanche, Novalis, Słowacki. Brała udział w międzynarodowych konferencjach i kongresach m.in. w Paryżu, Lille, Grenoble, Nancy, Londynie, Oksfordzie, Lejdzie, Fryburgu, Atenach i Stambule. W 1990 założyła w Instytucie Filologii Polskiej UJ Zakład Komparatystyki Literackiej, przekształcony w 2000 w Katedrę Komparatystyki Literackiej, którego została kierownikiem; zorganizowała wówczas także studia komparatystyczne jako specjalność w obrębie polonistyki UJ, zaoczne studia komparatystyczne i Podyplomowe Studium Interdyscyplinarne i Komparatystyczne. W 1993 była założycielką Polskiego Towarzystwa Komparatystycznego (członka International Comparative Literature Association, ICLA/AILC), którego została prezesem, a w 1998-2000 także członkinią Komitetu Wykonawczego ICLA/AILC. W 1999 uzyskała tytuł naukowy profesora, po czym w 2000 otrzymała nominację na stanowisko profesora nadzwyczajnego, a w 2006 – profesora zwyczajnego UJ. W 2007 została redaktorem naczelnym założonej przez siebie serii UJ Komparatystyka Polska. Tradycja i współczesność (do 2015 wydano siedemnaście tomów). W 2009 weszła w skład Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. W 2010 zorganizowała kierunek studiów polonistyka – komparatystyka na Wydziale Polonistyki UJ (studia licencjackie i magisterskie), a także podyplomowe studium interdyscyplinarne i komparatystyczne (Wiedza o literaturze, kulturze i sztuce). W 2013 została członkiem korespondentem PAU. Odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1998), odznaką Zasłużony Działacz Kultury (2000), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2002), Złotym Medalem za Długoletnią Służbę (2011), Nagrodami Rektorskimi UJ I stopnia (2011) i II stopnia (2012), Krzyżem Wolności i Solidarności (2011) oraz Odznaką „Honoris Gratia”, przyznaną za szczególne zasługi na rzecz m. Krakowa (2017). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Mityczna struktura wyobraźni Słowackiego. Wr.: Ossol. 1979, 114 s. Z prac Inst. Filol. Pol. UJ. PAN Komitet Nauk o Literaturze Polskiej. Rozprawy Lit., 27.
Podp.: Maria Cieśla. – Rozprawa doktorska.
Zawiera rozdziały: I. Wyznaczniki mitu; II. Składniki mitu kreowanego przez poetę; III. Świadomość mityczna Słowackiego.
2. Romantyczna poezja mistyczna. Ballanche, Novalis, Słowacki. Kr.: Znak 1989, 271 s.
Rozprawa habilitacyjna.
3. „Dziady” Adama Mickiewicza. Wwa: WSiP 1995, 183 s. „Bibl. Analiz Lit.”, 79. Wyd. 2 tamże 1998.
4. O romantycznym poznaniu. Kr.: WL 1997, 634 s. Bibl. Romantyczna.
Zawiera tekst M. Cieśli-Korytowskiej pt. „Romantyzm a poznanie”, s. 8-201, oraz antologię tekstów z epoki związanych z tym tematem, s. 205-532 i przypisy do antologii, s. 533-614.
5. O Mickiewiczu i Słowackim. [Studia]. Kr.: Universitas 1999, 225 s.
Zawartość: Wstęp. – Topika i symbolika mistycznych pism Słowackiego; Metaforyka poznania u Słowackiego; O wolności mesjasza – „Samuel Zborowski” Juliusza Słowackiego; Etyczny aspekt mesjanizmu Juliusza Słowackiego; O formie dramatycznej „Samuela Zborowskiego”; Słowiańszczyzna w oczach polskich romantyków; Co Mickiewicz i Słowianie mają do ofiarowania Zachodowi?; Polski romantyk w poszukiwaniu tożsamości [dot. twórczości A. Mickiewicza, J. Słowackiego, Z. Krasińskiego]; O polskim bohaterze romantycznym po latach; Spór jako element kreacji świata przedstawionego w „Dziadach”; Zagadnienie poznania w „Dziadach”; Dlaczego romantycy nienawidzili Newtona. (Z dziejów romantycznej gnoseologii: Goethe, Blake, Mickiewicz); O wzniosłości „Dziadów”.
Przekł. franc. studium: Etyczny aspekt mesjanizmu Juliusza Słowackiego pt. L’aspect éthique du messianisme de J. Słowacki. W: Messianisme et slavophilie. Cracovie 1987 s. 67-77.
6. Romantyczne przechadzki pograniczem. [Studia]. Kr.: Universitas 2004, 366 s., [12] k. tabl.
Zawartość: I. Z kim się muzyką podzielę? [dot. wątków muzycznych w twórczości Mickiewicza]; II. Szmery i trzaski w „Panu Tadeuszu”; III. Jak wyrazić smutek? [dot. wierszy: A. Mickiewicz: „Te rozkwitłe świeżo drzewa”; J. Słowacki: „Hymn o zachodzie słońca”]; IV. Dlaczego się minęli? [dot. J. Słowackiego i F. Chopina]; V. Duch czy „kałkuł”? [dot. poglądów F. Chopina oraz polskich romantyków na istotę muzyki]; VI. Czy Norwid tańczył krakowiaka?; VII. Dlaczego tu nikt nie śpiewa? [o roli pieśni w twórczości romantyków]; VIII. Słowa muzyka [dot. listów Chopina]; IX. Wypowiedzieć muzykę [o utworach poetyckich na temat Chopina].
7. Autor, autor! [Studia]. Kr.: Wydawn. UJ 2010, 230 s.
Zawartość: „W poezji liliowym oparze”, czyli krytyk w lustrze literatury; Co mnie dziwi w „Widzeniu” Mickiewicza; Jak wyrazić smutek? [poz. 6]; „Uciec z duszą na listek” [dot. podróży A. Mickiewicza]; Czy Norwid tańczył krakowiaka? [poz. 6]; Duch czy „kałkuł”? [poz. 6]; Pułapka Norwida; O bohaterach Juliusza Słowackiego; Brzydota (u) Słowackiego; Miłość romantyczna Słowackiego – mit czy kompleks?; Piękno oblicza, piękno ducha; O mężnych kobietach romantyzmu; „Sadźmy, przyjacielu, róże! – czyli o optymizmie [dot. wiersza S. Goszczyńskiego: „Przy sadzeniu róż”]; Comparaison n’est pas raison [dot. podobieństw między „Czarodziejską górą” T. Manna i „Dziadami” A. Mickiewicza]; Czy komparatyście wolno kochać?, – nadto posł.: [M. Korytowska] U. von Aachen: Nieskończenie subtelnie…
8. Te książki zbójeckie… [Esej]. Kr.: Wydawn. UJ 2011, 251 s. Komparatystyka Polska.
Dot.: A. Mickiewicz: Dziady, cz. IV; M. de Cervantes: Don Kichote; Listy Abelarda i Heloizy; Tristan i Izolda (fragmenty średniowieczne); Dante Alighieri: Boska Komedia. Pieśń V. Piekło; J.J. Rousseau: Julia czyli Nowa Heloiza; J.W. Goethe: Cierpienia młodego Wertera; F. Schiller: Zbójcy; G. Byron: Don Juan; S. Kierkegaard: Dziennik uwodziciela; Ch. de Laclos: Niebezpieczne związki; Stendhal: Czerwone i czarne; G. Flaubert: Pani Bovary; L. Tołstoj: Anna Karenina; J. Bédier: Dzieje Tristana i Izoldy.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Folklorystyczny aspekt „Króla-Ducha” Juliusza Słowackiego. W: Ludowość dawniej i dziś. Wr. 1973 s. 57-77. – „Rękopis znaleziony w Saragossie” [J. Potockiego] rozpisany na głosy. „Pam. Lit.” 1973 z. 4 s. 43-68. – Słowackiego mit o sobie. „Teksty” 1974 nr 3 s. 80-93. – „Beatryks Cenci” [J. Słowackiego] – czerwona tragedia. „Ruch Lit.” 1978 nr 1 s. 45-53. – Ballanche – prorok nieśmiały. „Teksty” 1979 nr 6 s. 131-151 [analiza utworu P.-S. Ballanche’a „La vision d’Hébal, chef d’un clan écossais”]. – L’univers mystique d’un poète polonais. W: “Revue du dix-neuvième siècle. L’ ombre de l’histoire” 1978 nr 19 s. 64-74. – Topika i symbolika przedmistycznych i mistycznych pism Słowackiego. W: Słowacki mistyczny. Wwa 1981 s. 160-170. – Z badań nad mistycyzmem. (O potrzebie uściślenia znaczeń). „Ruch Lit.” 1982 nr 5/6 s. 247-261. – Mickiewicz et les Slaves. Que peuvent-ils offrir a l’Occident? W: The Slavs in the eyes of the Occident, the Occident in the eyes of the Slavs. Cracow 1992 s. 83-95. East European Monographs, 355. – Rozkład formy dramatycznej „Samuela Zborowskiego” pod wpływem mistycyzmu Słowackiego. W: Dramat i teatr romantyczny. [T.] 1. Wr. 1992 s. 93-109. – L’Apocalypse romantique: „Samuel Zborowski” de Jules Slowacki. „IRIS”, Grenoble (Francja) 1995 nr 15. – Komparatystyka w Polsce. „Ruch Lit.” 1995 z. 4 s. 521-530, przedr. w: Wiedza o literaturze i edukacja. Wwa 1996 s. 614-623, wersja franc.: La Littérature comparée en Pologne. „Bulletin de Littérature Générale et Comparée”, Paris 1996 nr 19. – Narodowy i ponadnarodowy charakter „Dziadów” Adama Mickiewicza = Le caractère national et supranational des „Aïeux” d’Adam Mickiewicz. W: Narodowy i ponadnarodowy charakter literatury. Kr. 1996 s. 95-103; 104-113. – Zosia z barankiem a intertekstualizm. W: Lustra historii. Wwa 1998 s. 75-78. – Kordian par Juliusz Słowacki. W: Le héros romantique et l’histoire. Paris 1999 s. 169-191. – La conception mickiewiczienne de l’homme (d’après les „Aïeux”). W: Adam Mickiewicz. Kontext und Wirkung. Freiburg/Schweiz 1999 s. 103-115 – Un comparatiste polonais au Collège de France. W: Littérature comparée. Théorie et pratique. Paris 1999 s. 93-107. – La spécificité du romantisme polonais. W: Identity and alterity in literature, 18th-20th c. T. 1. Athens (USA) 2000 s. 235-245. – Słowacki i Wordsworth o dojrzewaniu. W: Juliusz Słowacki – poeta europejski. Kr. 2000 s. 28-40. – On the romantic cognition. W: Romantic poetry. Amsterdam 2002 s. 39 -53. – Chopin in Vienna. W: Austria and Austrians. Image in world literature. Tübingen 2003 s. 221-231. – Słowacki a kalokagathia. W: Antyk romantyków – model europejski i wariant polski. Tor. 2003 s. 263-270. – Od autobiografii do … w „Czarnych” i „Białych kwiatach”. W: Biografie romantycznych poetów. Pozn. 2007 s. 263-276. – To wszystko trwa jak Szopen… w poezji polskiej. W: Chopin w kulturze polskiej. Wr. 2009 s. 193-219. – Hic mulier? O mężnych kobietach romantyzmu. W: Persefona, czyli dwie strony rzeczywistości. Kr. 2010 s. 231-247. – My z niego wszyscy. Jan Gwalbert Pawlikowski „Mistyka Słowackiego”. W: Słowacki mistyczny – rewizje po latach. Wwa 2011 s. 261-270. – Mickiewicz et l’Europe. W: Mickiewicz – Turcja – Europa. Wwa 2012 s. 221-231. – Sprostać wyzwaniom. W: Prace Herkulesa. Kr. 2012 s. 331-355. – Tragiczny Irydion? W: Wokół Krasińskiego. Kraków 2012 s. 91-115. – Co zabiło Gustawa? W: Dziady nasze mają to szczególnie… Studia i szkice współczesne o dramacie Adama Mickiewicza. Wwa 2013 s. 83-99. – Mistrz i uczeń. W: Olimp – ideał, doskonałość, absolut. Kr. 2014 s. 85-109. – Liczebność Żydów w Wielkim Księstwie Litewskim w XVII w. „Kwart. Hist.” 2015 nr 2 s. 245-268. – Tragizm w „Panu Tadeuszu”. „Ruch Lit.” 2015 nr 2 s. 143-155. – Raz tylko… „Polen Lieder”. „Rocz. Komparatystyczny” 2015. R. 6 s. 109-137. – Akrasja w filozofii i literaturze. „Kwart. Filoz.” 2016 t. 44 z. 1 s. 5-27.
Przekład
1. Feliks Jasieński i jego Manggha. Wstęp i oprac.: E. Miodońska-Brookes. Wybór tekstów franc. i pol.: M. Cieśla-Korytowska i E. Miodońska-Brookes. Przekł. tekstów z franc.: M. Cieśla-Korytowska. Kr.: Universitas 1992, 381 s., [40] s. tabl. Select.
Prace redakcyjne
1. Messianisme et slavophilie. Colloque polono-français, 2-7 octobre 1985, Cracovie Université Jagellonne. [Red. i wstęp:] M. Cieśla-Korytowska. Cracovie: UJ 1987, 206 s. Varia – UJ, 227.
2. The Slavs in the eyes of the Occident, the Occident in the eyes of the Slavs. [Red.:] M. Cieśla-Korytowska. Cracow: Universitas; East European Monographs 1992, 127 s. East European Monographs, 355.
3. Narodowy i ponadnarodowy charakter literatury = National and supranational character of literature = Nationaler und übernational Charakter der Literatur = Le caractère national et supranational de la litterature. Studia i rozprawy. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej. Kr.: Universitas 1996, 476 s.
Materiały z sesji zorg. w Kr. 15-18 listopada 1995. – Tekst częściowo w jęz. ang., franc., niem.
4. O Kazimierzu Wyce. W dwudziestolecie śmierci. Materiały z sympozjum poświęconego Kazimierzowi Wyce, Modlnica, 1995. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej. Kr.: Universitas 1996, 85 s.
5. A. Mickiewicz: Dziady. Oprac.: M. Cieśla-Korytowska. Kr.: Universitas 1998, 359 s.
6. Juliusz Słowacki – poeta europejski. Red.: M. Cieśla-Korytowska, W. Szturc, A. Ziołowicz. [Wstęp:] M. Cieśla-Korytowska. Kr.: Universitas 2000, 205 s.
Materiały z konferencji.
7. Archipelag porównań. Szkice komparatystyczne. Red. [i wstęp]: M. Cieśla-Korytowska. Kr.: Universitas 2007, 298 s. Komparatystyka Pol.
8. Dziedzictwo Odyseusza. Podróż, obcość i tożsamość, identyfikacja, przestrzeń. Red.: M. Cieśla-Korytowska, O. Płaszczewska. Kr.: Universitas 2007, 459 s. Komparatystyka Pol.
9. Oblicza Narcyza. Obecność autora w dziele. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej, I. Puchalskiej, M. Siwiec. [Tłum. tekstów:] K. Spiechlanin. Kr.: Wydawn. UJ 2008, 623 s., [34] s. tabl. Komparatystyka Pol.
10. J.G. Pawlikowski: Mistyka Słowackiego. Przedm.: K. Tarnowski. Pod red. [ze wstępem i komentarzami] M. Cieśli-Korytowskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2008, XXI, 422 s. Komparatystyka Pol.
11. Ja – poeta Juliusz Słowacki. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2010, 202 s.
12. Persefona, czyli dwie strony rzeczywistości. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej, M. Sokalskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2010, 551 s., [16] s. tabl.
13. Prace Herkulesa. Człowiek wobec wyzwań, prób i przeciwności. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej, O. Płaszczewskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2012, 644 s. Komparatystyka Pol.
14. Olimp. Ideał, doskonałość, absolut. Pod red. M. Cieśli-Korytowskiej, I. Puchalskiej. Kr.: Wydawn. UJ 2014, 553 s. Komparatystyka Pol.

Zob. też Przekład poz. 1
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.


 	M. ZACZYŃSKI: Maria Cieśla-Korytowska – biobibliografia. W: Loci (non) communes. Kr. 2017.

Mityczna struktura wyobraźni Słowackiego

 	E. ŁUBIENIEWSKA. „Pam. Lit.” 1981 z. 4.

Romantyczna poezja mistyczna

 	S. BURKOT. „Ruch Lit.” 1990 z. 4/5.
 	D. SIWICKA: Słowacki i słońce. „Teksty Drugie” 1990 nr 5/6.
 	A. MEST’AN. „Revue de Littérature Comparée”, Paryż 1993 R. 67 nr 2.

O romantycznym poznaniu

 	J. BOROWCZYK. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1998 t. 5.
 	J. LEOCIAK: Pragnienie objęcia całości. „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
 	K. TURAJ-KALIŃSKA: Nagi Newton. „Universitas” 1998 nr 21 [właśc. 22].

Romantyczne przechadzki pograniczem

 	K. MACIĄG: Romantyczne pogranicza, czyli o muzycznych zainteresowaniach Mickiewicza i literackich talentach Chopina. „Fraza” 2005 nr 4.
 	J. DĄBROWSKA. „Ruch Lit.” 2006 z. 6.

Feliks Jasieński i jego Manggha

 	M. WYKA: Lektury kwartalne. „Zesz. Lit.” 1993 nr 43.
 	W. ODOROWSKI: „Manggha” wskrzeszona. „Nowe Książ.” 1994 nr 2.

Messianisme et slavophilie

 	P. DREUS. „Revue de Littérature Comparée”, Paryż 1993 r. 67 nr 2.

The Slavs in the eyes of the Occident, the Occident in the eyes of the Slavs

 	S. DIXON. „The Slavonic and East European Review”, Londyn 1994 t. 72 nr 2.
 	P. DREUS. „Revue de Littérature Comparée”, Paryż 1994 r. 68 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2971" title="Jadwiga KOTARSKA" slug="jadwiga-kotarska">ur. 1929

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 20 stycznia 1929 w Bydgoszczy; córka Franciszka Kędziory, urzędnika, i Marii z domu Zygmunt. Dzieciństwo spędziła w Bydgoszczy, gdzie w 1945–50 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego. W 1950–53 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu, po czym do 1962 pracowała na stanowisku redaktora w Rozgłośni Polskiego Radia w Bydgoszczy. W 1959 otrzymała tytuł magistra na UMK. 1 lutego 1963 została zatrudniona w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Gdańsku na stanowisku starszego asystenta. W pracy badawczej zajęła się historią i poetyką liryki staropolskiej. Debiutowała w 1966 recenzją książki Güntera Kratzela Das Thorner Kantional von 1687 und seine Deutschen Verlagen. Ein Beitrag zur Erforschung der Deutsch-Polnischen Liedbeziehungen im Zeitalter der Polnischen Reformation, zamieszczoną w „Pamiętniku Literackim” (nr 2). W 1968 obroniła na UMK rozprawę doktorską pt. Popularna liryka miłosna XVII wieku w kręgu tradycji czarnoleskiej (promotor prof. Bronisław Nadolski) i została adiunktem w Zakładzie Historii Literatury Staropolskiej WSP w Gdańsku (od 1970 Zakład Historii Literatury Staropolskiej, później Zakład Historii Literatury Staropolskiej i Oświeceniowej Uniwersytetu Gdańskiego, UG). W 1977 habilitowała się na UG na podstawie rozprawy pt. Erotyk staropolski i otrzymała stanowisko docenta. W 1978–81 pełniła funkcję prodziekana Wydziału Humanistycznego, a w 1981–91 kierownika podyplomowego Studium Filologii Polskiej UG. W 1981–93 pracowała także w WSP w Bydgoszczy. W 1989–93 redagowała „Prace Historycznoliterackie Zeszytów Naukowych Wydziału Humanistycznego UG”. Uczestniczyła w wielu konferencjach naukowych, organizowała cykle wykładów dla szkół średnich poświęconych literaturze staropolskiej. W 1999 otrzymała tytuł naukowy profesora. Została członkiem Gdańskiego Towarzystwa Naukowego (w 1968) i Société Internationale d’Histoire Comparée du Théâtre, Opera et du Ballet w Paryżu (w 1989). Była nagradzana kilkakrotnie nagrodą Ministra Szkolnictwa Wyższego i Techniki (1970, 1971, 1980, 1981, 1999). Po przejściu na emeryturę kontynuuje pracę naukową. Odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1980), odznaką Zasłużony Ziemi Gdańskiej (1984), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1994), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1994).

W 1956 poślubiła Edmunda Kotarskiego, polonistę, profesora UG. Mieszka w Gdańsku.
TWÓRCZOŚĆ

 	Poetyka popularnej liryki miłosnej XVII wieku w Polsce. Gdańsk: Gdańskie Tow. Nauk.; Wr.: Ossol. 1970, 235 s. Ser. Monografii Gdań. Tow. Nauk., 33.
Rozprawa doktorska.
 	Erotyk staropolski. Inspiracje i odmiany. Wr.: Ossol. 1980, 262 s. Rozprawy Lit., 30.
Rozprawa habilitacyjna. – Zawartość: Na auzońskich wodach; „Tyś honor, tyś dom święty, tyś pociecha moja”; Między zgrzebnością a dwornością; Concors discordia — discors concordia.
 	Theatrum mundi. Ze studiów nad poezją staropolską. Gdańsk: Wydawn. UG 1998, 265 s.
Zawartość: „Jesteśmy jakby na grę persony ubrane…”. Barokowe wersje toposu theatrum mundi; „Ad caelestem adspirat patriam”. Problem dualizmu natury ludzkiej w poezji polskiego baroku; Między światłem a ciemnością [dot. m.in. twórczości M. Sępa-Szarzyńskiego, S. Grabowieckiego]; „Dignitas humana” w twórczości Wacława Potockiego; „Z czasem bieżą lata” [problem starości m.in. w twórczości W. Rzewuskiego, Z. Morsztyna]; „Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni”. Z recepcji antycznych motywów zwierzęcych w poezji staropolskiej; „Co lipie do wirszów?”. Drzewa Arkadii ziemiańskiej; „Nad blask brylantów, pereł miganie”. Wśród symboli szlachetnych kamieni i klejnotów [dot. twórczości m.in. W. Potockiego, K. Bolesławiusza, S. Twardowskiego, J.A. Morsztyna]; „Kastalskie zdroje Muz”. Z dziejów topiki Apollińskiej; Motywy akwatyczne w polskich emblematach XVII wieku; Wisła w dawnej poezji polskiej.
 	Słownik literatury polskiej. Średniowiecze, renesans, barok. [Współaut.]: E. Kotarski. Gdańsk: Harmonia 2002, 398 s. Słownik lit. pol., t. 1, Zawsze pod Ręką.
 	Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Antypertrarkizm w poezji staropolskiej. Rekonesans. W: Literatura staropolska i jej związki europejskie. Wr. 1973 s. 211– 238. – Nad lirykami miłosnymi Jana Smolika. „Acta Univ. Nicolai Copernici, Nauki Hum.” 1979 s. 133–146. – Wiersze wariacyjne — autorska propozycja krytycznej lektury. W: Publiczność literacka i teatralna w dawnej Polsce. Wwa 1985 s. 67–94. – Epicki warsztat arcyliryka. W: Jan Kochanowski. 1584–1984. Epoka — twórczość — recepcja. T. 1. Lubl. 1989 s. 361–398. – Miasto w oczach sowizdrzałów. „Gdań. Zesz. Hum.” 1992 nr 32 s. 237– 269. – „On karbunkułem wietrznym i ognistym”. W kręgu metaforyki szlachetnych kamieni. „Ruch Lit.” 1997 z. 4 s. 537– 550. – Muza staropolska „o groszowej zacności”. W: Pieniądz w literaturze i teatrze. Gdańsk 2000 s. 40–52. – Pertrarkizm w poezji miłosnej polskiego baroku. Trwanie i przemiana. W: Barok polski wobec Europy. Wwa 2003 s. 365–384. – Staropolskie wiersze o przyjaźni. W: Corona scientiarum. Studia z historii literatury i kultury starożytnej ofiarowane profesorowi Januszowi Pelcowi. Wwa 2004 s. 289–299. – „Tu oczom, tam uszom uciechy”. Z zagadnień obrazowania natury w poezji baroku. W: Literatura i pamięć kultury. Lubl. 2004 s. 99–115. – „Na świat pilnie patrz…” Wizja ziemskiej przestrzeni człowieka w „Wizerunku” Mikołaja Reja. W: Mikołaj Rej — w pięćsetlecie urodzin. Łódź 2005 s. 33–50. – „Ja stawiam dom, nie pełgamy”. Z zagadnień staropolskiej topiki antydworskiej. W: Rzeczpospolita domów. Zamki, dworki i pałace. Słupsk 2008 s. 175–186. – „Proszę w swój dom ubogi na swój obiad mały”. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 70–79 [dot. twórczości H. Morsztyna]. – „Kościół wysoki ani dościgniony okiem…”. Przywołania przestrzeni sakralnej w poezji barokowej. W: Rzeczpospolita domów. Domy Boże. Słupsk 2012 s. 175–186. – Miasto jest jednym wielkim domem. W: Rzeczpospolita domów. Domy miejskie. Słupsk 2015 s. 177–188.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2015.

Poetyka popularnej liryki miłosnej XVII wieku w Polsce

 	A. NOWICKA-JEŻOWA. „Ruch Lit.” 1971 z. 6.

Erotyk staropolski

 	D. GOSTYŃSKA. „Pam. Lit.” 1984 z. 3; TAŻ: „Literary Studies in Poland” 1986, Wr. T. 15.

Theatrum mundi

 	A. CZYŻ. „Pam. Lit.” 1999 z. 3.
 	G. RAUBO. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.”1999 t. 6.
</document>
<document nplp_id="2973" title="Adam KULAWIK" slug="adam-kulawik">ur. 1938

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 24 grudnia 1938 w Krakowie; syn Władysława Kulawika, tokarza, i Balbiny z domu Gut, telefonistki. Uczęszczał do II Liceum Ogólnokształcącego dla Pracujących w Krakowie. Po otrzymaniu matury w 1958 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. W 1964 uzyskał magisterium, pisząc dwie prace z zakresu poetyki i językoznawstwa. Następnie pracował jako redaktor w krakowskim oddziale Wydawnictwa Ossolineum. Debiutował w 1968 artykułem pt. Uwertura do poematu „Niobe”, opublikowanym na łamach pisma „Ruch Literacki” (z. 1). W 1969–2003 był pracownikiem naukowym Instytutu Filologii Polskiej (później Instytut Polonistyki) UJ. W 1974 uzyskał tam doktorat na podstawie dysertacji pt. Liryka Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Problematyka i kształt wypowiedzi (promotor prof. Maria Dłuska). W swojej pracy badawczej zajął się głównie teorią literatury (twórca prozodyjnej teorii wiersza i literackiej teorii dramatu) oraz twórczością Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Pracował na uniwersytetach we Francji: w 1977–80 jako lektor na Université Aix-en-Provence, a w 1987–93 wykładał na Université de Caen. W 1986 habilitował się na UJ na podstawie rozprawy pt. Wprowadzenie do teorii wiersza. Był twórcą Katedry Teorii Literatury Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie, na której wykładał w 1994–98. Następnie założył w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie Katedrę Poetyki i Teorii Literatury, którą kierował do przejścia na emeryturę w 2009. W 2000 otrzymał tytuł naukowy profesora. Wyróżniony Odznaką „Honoris Gratiae”, przyznaną przez Prezydenta m. Krakowa(2009).

W 1963 zawarł związek małżeński z Ewą Ryżewską, redaktorką. Ma syna Macieja (ur. 1972) i córkę Annę Weronikę (zamężną Riondet). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Zarys poetyki. [Podręcznik akademicki; autorzy:] E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1972, 407 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1974, wyd. 3 poszerz. 1978, 566 s., [wyd. 4] 1980.
Nagroda zespołowa Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki przyznana w 1973.
2. Konstanty Ildefons Gałczyński. [Szkic]. Wr.: Kr.: Ossol. 1977, 41 s. Nauka dla Wszystkich, nr 275.
3. Wprowadzenie do lektury wiersza współczesnego. [Podręcznik]. Wr.; Kr.: Ossol. 1977, 32 s. Nauka dla Wszystkich, nr 267.
4. Teoria wiersza. [Szkic]. Wr.; Kr.: Ossol 1987, 53 s. PAN Oddz. w Kr. Nauka dla Wszystkich, nr 406.
5. Wprowadzenie do teorii wiersza. Wwa: PWN 1988, 246 s. Wyd. 2 popraw. i uzup. pt. Teoria wiersza Kr.: Antykwa 1995, 209 s.
Rozprawa habilitacyjna.
6. Poetyka. Wstęp do teorii dzieła literackiego. [Podręcznik akademicki]. Wwa: PWN 1990, 525 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. Kr.: Antykwa 1994, 400 s., wyd. 3 tamże 1997.
Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1990.
7. Wersologia. Studium wiersza, metru i kompozycji wersyfikacyjnej. Kr.: Antykwa 1999, 240 s.
8. Wersyfikacja i stylistyka w technice aktorskiej. [Podręcznik akademicki]. Kr.: PWST im. L. Solskiego 2005, 57 s.
9. Zarys poetyki. [Podręcznik akademicki]. Kr.: Wydawn. Antykwa 2013, 256 s.
10. Poezja to jest złoty szerszeń. Rzecz o poematach K.I. Gałczyńskiego. [Monografia]. Kr.: Wydawn. Antykwa 2015, 270 s.
Artykuły drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Heksametr polski — arka przymierza między starymi a nowszymi systemami wersyfikacyjnymi. W: Metryka słowiańska. Wr. 1971 s. 161–171. – Bal i Arkadia — dwa kluczowe motywy liryki Gałczyńskiego. „Prz. Hum.” 1974 nr 6 s. 57–68. – Kolczyki Izoldy — obrachunek poety z mitami narodowymi. „Poezja” 1974 nr 6 s. 67–72. – Tak zwany wiersz emocyjny wśród innych metod kształtowania wiersza. „Prz. Hum.” 1975 nr 6 s. 51–67. – Istota wierszowanej organizacji tekstu. W: Prace ofiarowane Henrykowi Markiewiczowi. Kr. 1984 s. 37–61. – Anty-Lotman, czyli Wiersz jako chwyt, albo Po co się pisze wiersze. „Prz. Hum.” 1986 nr 11/12 s. 123–14. – Model estetyczny renesansowej kompozycji wersyfikacyjnej albo o logice wiersza Jana Kochanowskiego. W: Jan Kochanowski. 1584–1984. T. 1. Lubl. 1989 s. 473–483. – Wersyfikacja czarnoleska; Estetyka wersyfikacji średniowiecznej. W: Wybrane zagadnienia z literatury. Cz. 2. Średniowiecze. Kielce 1996 s. 43–55. – O wersecie bibilijnym. „Ruch Lit.” 1999 z. 1 s. 19–30. – Ars versificandi Teodora Bujnickiego. W: Poezja i poeci w Wilnie lat 1920–1940. Kr. 2003 s. 137–152. – Pochwała Fortynbrasa. W: Zbliżenia historycznoliterackie. Kr. 2003 s. 343–351. – Kolczyki Izoldy? Kolczyki Baraniej Mordy? W: Gałczyński po latach. Neapol; Kr. 2004 s. 61–77, toż „Ann. Acad. Paedagogicae. Studia Historicolitteraria” 2004 z. 4 s. 59–69. – Małpolud czyta „Traktat teologiczny” Czesława Miłosza. W: Poznawanie Miłosza. T. 3. Kr. 2011 s. 759–766. – Kto zdeflorował Izabelę Łęcką? „Zdanie” 2016 nr 1 /2 s. 111-119.

Prace redakcyjne
1. Stylistyka polska. Wybór tekstów. Wybór, oprac. i wstęp: E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1973, 355 s.
2. Genologia polska. Wybór tekstów. Wybór, oprac. i wstęp: E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1983, 545 s.
3. A. Daudet: Listy z mojego młyna. [Opowiadanie]. Przeł. R. Kołoniecki. Oprac.: A. Kulawik. Wr.; Kr.: Ossol. 1991, 230 s. BN. Ser. 3, Dla Młodzieży, nr 4.
4. Październik 56. Odwilż i przełom w życiu literackim i kulturalnym Polski. Materiały ogólnopolskiej sesji naukowej. Rzeszów 23–25 września 1996 roku. Red. nauk.: A. Kulawik. Kr.: Antykwa 1996, 301 s. Zakład Teorii Literatury Inst. Filologii Pol. WSP w Rzeszowie.
5. Dzieło i życie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. [Szkice]. Pod red. A. Kulawika i J.S. Ossowskiego. T. 1–2. Kr.: Collegium Columbinum 2005, 441 + 442 — 892 s. Bibl. Tradycji, ser. 2, nr 42.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Bibliografia prac Adama Kulawika. W: Bibliografia publikacji pracowników Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. [on-line] [dostęp 11 października 2015]. Dostępny w Internecie: www.up.krakow.pl/biblio/splendor/expertus3e.cgi.
 	A. Mastalski: Bibliografia prac Profesora Adama Kulawika (z lat 1968–2015) [on-line] [dostęp 11 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: www.academia.edu/506269/Bibliografia_prac_Profesora _Adama_Kulawika.


 	Leksykon Profesorów Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej 1946–2006. Kr. 2006.

Ogólne

 	T. BUDREWICZ, J.S. OSSOWSKI: Słów kilka o biografii twórczej prof. dr. hab. Adama Kulawika. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Prace ofiarowane profesorowi Adamowi Kulawikowi w 70. rocznicę urodzin. Kr. 2008.
 	R. BOROCH: Spór o podmiot dramatyczny (wokół propozycji Adama Kulawika). W: Od Lema do Sienkiewicza (z Ingardenem w tle). Tor. 2017.

Zarys poetyki.

 	S. BARAŃCZAK: Właściwie po co? „Teksty” 1973 nr 3.
 	B. CHRZĄSTOWSKA, S. WYSŁOUCH. „Pam. Lit.” 1973 z. 2, polem.: E. MIODOŃSKA-BROOKES, A. KULAWIK, M. TATARA. Tamże 1974 z. 2 [dot. wyd. 1].
 	A. MARTUSZEWSKA: Nowy podręcznik poetyki. „Polonistyka” 1973 nr 2.
 	[S. STABRYŁA] St.S.: Nowy podręcznik poetycki (!). „Twórczość 1973 nr 4.
 	E. KAŃSKI. Przeł. na jęz. franc. M. Michalak. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1974 z. 2.
 	J. TRZYNADLOWSKI. „Rocz. Lit. 1978” Wyd. 1982.

Wprowadzenie do teorii wiersza (wyd. 2 pt. Teoria wiersza)

 	W. PRÓCHNICKI. „Ruch Lit.” 1990 z. 4/5.
 	J. POTKAŃSKI: Dobra synteza złej teorii. „Prz. Hum.” 1997 nr 6.
 	J. POTKAŃSKI: Kulawik, czyli o pauzie wersyfikacyjnej. W tegoż: Wiersz Szymborskiej. Wwa 2000.

Poetyka

 	D. ULICKA: Czas podręcznika. „Nowe Książ.” 1991 nr 5.
 	K. RUTA-RUTKOWSKA: Dramatyczne gry w podmiot. „Teksty Drugie” 1999 nr 1/2.

Wersologia

 	A.S. MASTALSKI: Ostatnia wielka narracja w polskich badaniach wersologicznych. Prozodyjna teoria wiersza Adama Kulawika w trzydziestą rocznicę publikacji „Istoty wierszowanej organizacji tekstu”. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Poetica” 2014 t. 2.

Poezja to jest złoty szerszeń

 	J. KWIEK-OSIOWSKA: Rzecz o poematach K.I. Gałczyńskiego. „Akant” 2015 nr 13.
</document>
<document nplp_id="2975" title="Marek KUSIBA" slug="marek-kusiba">ur. 1951

Pseud. i krypt.: Cergoń; Cergowa; Krzysztof Cergoń; (kum); Kum; mak; Marek Śmiglewski; Qsiba; Spinacz; Targowiak.

Poeta, reporter, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 22 września 1951 w Krośnie; syn Józefa Kusiby, instruktora lotniczego, i Alicji z Ochałów, suwnicowej. Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika w Krośnie podjął w 1969 studia polonistyczne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (UMCS); w 1975 uzyskał magisterium. W 1969-74 był członkiem zespołu Radia Akademickiego UMCS w Lublinie, a w 1972-74 członkiem lubelskiej Studenckiej Grupy Literackiej „Samsara”. Jako poeta debiutował w 1972 na łamach „Kameny” (nr 10) wierszami Jest to strategia… i Tak winno, w następnych latach (1974, 1976) ogłaszał tu wiersze, prozę i reportaże. Pierwszy tekst o charakterze krytycznoliterackim pt. Droga do „kariery”, na temat działalności Klubu Dziennikarzy Studenckich, ogłosił w 1972 w „Kamenie” (nr 20). Wiersze, artykuły literackie i reportaże publikował też w „Konfrontacjach”, dodatku studenckim do „Kuriera Lubelskiego” (1971-74; także współredaktor), w „Sztandarze Ludu” (1972, 1974-75; tu w 1975 odbył staż), w „Studencie” (korespondent w 1971-77). W 1976 został członkiem SDP. W tymże roku przeniósł się do Białegostoku i pracował w tamtejszych pismach: miesięczniku literatury faktu „Kontrasty” oraz redakcji „Gazety Współczesnej”. W 1976-77 był członkiem Klubu Literackiego ZLP w Białymstoku. Liczne wiersze i prozę, artykuły i recenzje literackie i teatralne, przekłady poezji amerykańskiej i holenderskiej publikował także w „Poezji” (1975), „Nowym Wyrazie” (1976, 1979-80), „Odrze” (1976, 1978), „Studencie” (1976-77), łomżyńskich „Kontaktach” (1980-81), „Kulturze” (1980-81), „Miesięczniku Literackim” (1981) i „Więzi” (1982). Współpracował z Polskim Radiem i Oddziałem Telewizji Polskiej w Białymstoku (1976-81; m.in. stały felieton literacki w cyklu Sobotynka). Był laureatem konkursów reporterskich (m.in. w 1980 II nagroda, ex aequo z T. Torańską, w konkursie o nagrodę im. A. Polewki). W 1980 został członkiem NSZZ „Solidarność”; uczestniczył w I Zjeździe Związku w Oliwie. Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 został pozbawiony możliwości pracy zawodowej w dziennikarstwie; wraz z trzema zwolnionymi dziennikarzami zaskarżył RSW Prasa-Książka-Ruch w Białymstoku do Sądu Pracy i uzyskał odszkodowanie (sprawozdania z rozprawy emitowane były na antenie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa). Powstały w tym okresie zbiór reportaży Wybrzeże świata(1982) i utwór dramatyczny Eksmisja (współautor J. Muszyński, 1983) zostały zatrzymane przez cenzurę. W stanie wojennym złożył u prof. Stefana Sawickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim konspekt rozprawy doktorskiej pt. Obraz USA i Kanady w literaturze faktu PRL. Projekt ten jednak zarzucił, gdy w 1984 dzięki pomocy rządu kanadyjskiego wyemigrował z rodziną do Kanady. Zamieszkał w Halifaksie w Nowej Szkocji, skąd nadawał korespondencje dla polskiej sekcji CBC-RCI (Canadian Broadcasting Corporation ‒ Radio Canada Internationale) w Montrealu oraz współpracował z „Halifax Herald” (1984-85), z „Głosem Polskim” w Toronto (1986-87), a sporadycznie także z rozgłośnią radiową „Głos Ameryki” w Waszyngtonie. W połowie 1985 przeniósł się z rodziną do Toronto, gdzie krótko współpracował z tygodnikiem „The Polish Express – Express Polski”. W tym samym roku podjął pracę menedżera budynku w kompanii Maysfield Property Management Inc. (1985-1996), w którym organizował cykliczne spotkania literackie (dzięki czemu budynek zyskał w środowisku przydomek „Kusibówka”). W Toronto współpracował m.in. z telewizją CBC jako konsultant serii „Struggles for Democracy” (1987-88), cotygodniowym programem „Polish Studio” w telewizji torontońskiej (1988-2003), tygodnikiem „Związkowiec” (1997-2003; m.in. zastępca redaktora naczelnego), miesięcznikiem „Books in Canada” (1998-1999; tu zastępca redaktora naczelnego), miesięcznikiem „Exile” (1999, 2000, 2011), kwartalnikiem „Alphabet City” (2000-01), „Dziennikiem” (2000-02; tu m.in. codzienny felieton „Nieco-dziennik”), a także z tygodnikiem „The New Yorker” (2005-06), nowojorskim dodatkiem kulturalnym „Nowego Dziennika” „Przegląd Polski” (tu od 2000 stały felieton Żabką przez Atlantyk). Po 1989 nawiązał też współpracę z czasopismami w kraju, m.in. z lubelskim „Akcentem” (od 1993, z przerwami), rzeszowską „Frazą” (2000-14, z przerwami), „Podkarpaciem” (2002, 2004), „Tygodnikiem Powszechnym” (2004) oraz portalami internetowymi „Zwoje” (1997-2006) i „Studio Opinii” (studioopinii.pl; 2011-15). W 1990 wszedł w skład zarządu Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie, a w 1992 ‒ Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich w Toronto. W 1996 (maj-grudzień) współpracował z Polskim Radiem i Oddziałem Telewizji Polskiej w Białymstoku (codzienny felieton radiowy Daty i tematy; wydawca sześciu programów telewizyjnych, m.in. Budzik i Słowo od autora) oraz białostockim wydaniem „Gazety Wyborczej”. W 2004-05 wykładał dziennikarstwo w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. J. Giedroycia w Warszawie, gdzie założył i prowadził Instytut Badań i Dokumentowania Emigracji/Migracji. W 2009 należał do inicjatorów Wakacyjnej Akademii Reportażu im. R. Kapuścińskiego w Siennicy Różanej, gdzie w 2009-13 prowadził wykłady z cyklu Nocny Marek. Sztuka pisarska Ryszarda Kapuścińskiego. W 2007 został członkiem SPP oraz PEN Clubu Canada.

W 1976 ożenił się z Barbarą Krawczyk, z zawodu rusycystką; ma dwóch synów: Mateusza (ur. 1982) i Mikołaja (ur. 1986). Mieszka w Mississauga (część metropolii Toronto) w Kanadzie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Tratwa. [Wiersze]. Lubl.: Wydawn. Lubel. 1976, 40 s. Lubel. Bibl. Poetycka, t. 75.
2. Wszystkie działa na mnie. [Wiersze]. Białystok: Woj. Dom Kultury w Białymstoku 1983, 14 s.
3. Samobójstwo Marsjan. Poezja. Red.: W. Iwaniuk, F. Śmieja, E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1987, 33 s. Bibl. Pol. w Kanadzie. Arkusz Poetycki, nr 3.
4. Próba Atmy. Rzecz o Szymanowskim. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Montreal, Konsulat RP 1991. [Inf. Autora].
5. Rozwiązać siebie. [Wiersze]. Berlin: Mordellus Press 1995, 11 s.
Druk bibliofilski w nakł. 40 egz.
6. Janusz Żurakowski. From Avro Arrow to Arrow Drive. [Biografia]. Mississauga, Ontario: Adres Press 2003, 100 s.
7. Inne powody. Wiersze przebrane i nowe 1974-2004. Wwa, Rzeszów: Inst. Badań i Dokumentowania Emigracji / Migracji Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społ. im. J. Giedroycia 2005, 132 s. Bibl. „Frazy”.
8. Admiral Road. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 18 s. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 3.
9. Alassio. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 19 s. Kolofon. Trzecia (Autorska) Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 2.
10. Żabką przez Atlantyk. [Cykl felietonów].
[T.] 1. Podręcznik do kobiet. 100 felietonów (niemal) feministycznych. Red. i wstęp: E. Zyman. Lubl.: Wydawn. UMCS; Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 363 s.
[T.] 2. Cymbał w świecie. Felietony flâneura. Red.: E. Zyman. Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Siennica Różana: Wakacyjna Akademia Reportażu im. R. Kapuścińskiego 2012, 404 s.
[T.] 3. Lennon wiecznie żywy. Felietony funeralne. Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Siennica Różana: Wakacyjna Akademia Reportażu im. R. Kapuścińskiego 2015, 360 s.
11. Rajskie. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2015, 20 s. Czwarta Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 1.
Przekłady
1. R. Kapuściński: I wrote stone. The selected poetry of Ryszard Kapuściński. [Przekł.:] D. Kuprel, M. Kusiba. Emeryville, Canada: Biblioasis 2007, 96 s.
2. R. Kapuściński: Wiersze zebrane = Collected poems. Przeł.: D. Kuprel i M. Kusiba. [Lubl.:] Wydawn. UMCS; [Mississauga, Ontario:] Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2012, 242 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
3. Ryszard Kapuściński. Fotobiografia = Photobiography. Koncepcja, wybór tekstów i oprac. graf.: M. Sadowski. Konsultant merytoryczny: A. Kapuścińska. Tłum.: J. Stawujak-Romaszko. Tłum. wierszy: D. Kuprel i M. Kusiba. Wwa: Wydawn. Veda 2013, 253 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
Prace redakcyjne
1. J. Żurakowski: Nie tylko o lataniu. [Wspomnienia]. Pod red. M. Kusiby. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2002, 200 s.
2. P.Z. Woś: Życie pełne Ameryki. Dzieje rodziny. Red. i posł.: M. Kusiba. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2008, 239 s.
3. E. Zyman: Mosty z papieru. O życiu literackim, sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie na przykładzie Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie w latach 1978-2008. Red.: M. Kusiba. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2010, 559 s.
4. E. Zyman: Poemat współczesny. Wybór wierszy, układ tomu i red.: M. Kusiba. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2014, 19 s. Czwarta Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 2.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Czy z emigracji można wrócić? Rozm. K. Konecka.


 	„Gaz. Współcz.” 1997 nr z 15 V; Polska od Karpat po Kordyliery. Rozm. J. Wolski. „Fraza” 2004 nr 2; Polish song M. Kusiby. Rozm. E. Czerwińska. „Kur. Lubel.” 2009 nr 29 (36) dod. „Magazyn”; Pospolite ruszenie miłości. Rozm. L. Błońska. „ARRKA” 2010 nr 1; Od poezji zaczynał dzień. Z M. Kusibą, tłumaczem i redaktorem polsko-angielskiej edycji Wierszy zebranych Ryszarda Kapuścińskiego rozm. B. Dudko. „Nowe Książ.” 2012 nr 8; Przyjaciele z krainy wiersza. Rozm. E. Czerwińska. „Kur. Lubel.” 2012 nr 125 dod. „Magazyn”.

Ogólne

 	E. ZYMAN: Oddalenia i powroty, czyli rozwiązywanie siebie. „Fraza” 2006 nr 3.
 	A. GÓRA: Wszystkiemu winien Hitler, albo wysokie latanie. „Wiad. Uniw. UMCS” 2007 nr z XII.
 	J. PASTERSKI: „Z emigracji się nie wraca”. Przypadek M. Kusiby. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	J. BUDZIK: M. Kusiba i Roman Sabo – zmowa (nie)oddalonych. W tejże: Zadomowieni i wyobcowani. Kr.; Toronto 2013.
 	V. WEJS-MILEWSKA: M. Kusiba. Strategia życia i pisania. W: Literatura polska obu Ameryk. Katow.; Toronto 2014.
 	E. ZYMAN: Melodie z domu obłąkanych, czyli długie dystanse felietonisty. (M. Kusiba). W: M. KUSIBA: Żabką przez Atlantyk. [T.] 1. Podręcznik do kobiet. Lubl.; Toronto 2011.

Tratwa

 	A. NOWAK: Tratwa debiutanta. „Walka Młodych” 1978 nr 2.

Wszystkie działa na mnie

 	E. BIELA: Za nas myślą poeci? „Kur. Podlaski” 1987 nr 46.

Inne powody

 	Ł. JANICKI: Prawda i wspomnienie. „Akcent” 2005 nr 4.
 	K. LISOWSKI: Wersja osobista ogólnie znanych wydarzeń. „Nowe Książ.” 2005 nr 6.
 	S. RUSIN: Itaka Kusiby. „Twórczość” 2005 nr 8.
 	J. ZIELIŃSKI: Fototerapia. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2005 nr z 27 V dod. „Prz. Pol.”.
 	A. STRZELECKA: W poszukiwaniu „innych” powodów [on-line] [dostęp 29 czerwca 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.biblioteka.sanok.pl/www/innepowody.html.

Żabką przez Atlantyk

 	A. BIENIAS: Kusiba i kobiety: konieczność reformy? „Fraza” 2012 nr 4.
</document>
<document nplp_id="2977" title="Irena LEWANDOWSKA" slug="irena-lewandowska">ur. 1931

Krypt. i pseud.: A. Osa; Anna Osa; Eka; EKA; I.L.; J.L.; jl; Lemur; (lj); Ocelot; SEM.

Tłumaczka, publicystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 11 lipca 1931 w Warszawie; córka Samuela Kletza, dziennikarza, i Julii Ity Mebel, pielęgniarki. W czasie okupacji niemieckiej razem z matką używały nazwiska Lewandowska, przy którym pozostała także po wojnie. Po upadku powstania warszawskiego przez kilka miesięcy mieszkała w Laskach. Następnie mieszkała w Łodzi, gdzie ukończyła Liceum Ogólnokształcące. W 1950-1955 studiowała ekonomię w SGPiS w Warszawie, uzyskując magisterium; w czasie studiów należała do ZWM. Debiutowała jako tłumaczka w 1948 przekładem prozy Leonida Pierwomajskiego W tym samym polu, ogłoszonym w piśmie „Przyjaźń” (nr 5). W latach następnych pracowała jako dziennikarka w czasopismach „Chłopska Droga” (1950), „Przegląd Kulturalny” (1955) i „Sztandar Młodych” (1955-57; tu też publikowała pod pseudonimem Lemur). W 1956 została członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Do 1962 była członkiem PZPR. Przekłady prozy i publicystyki w języku rosyjskim (także z literatur republik ówczesnego ZSRR), artykuły, felietony, recenzje i wywiady z pisarzami rosyjskimi publikowała w wielu czasopismach, m.in. w „Dialogu” (1964, 1977, 1978, 1996, 1998, 2000, 2001), „Szpilkach” (1964-75), „Filipince” (1964-72), „Kobiecie i Życiu” (1964-70; m.in. pod pseud. Lemur), „Polityce” (1964-79, 1996). W styczniu 1976 należała do sygnatariuszy „Memoriału 101”, wyrażającego protest przeciwko projektowanym zmianom w konstytucji PRL. Współpracowała z Komitetem Obrony Robotników, m.in. kolportując wydawany poza cenzurą „Biuletyn Informacyjny KOR”. W 1980-81 pracowała w dzienniku „Niezależność” Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”. W związku z działalnością w NSZZ „Solidarność” została 13 grudnia 1981 internowana; zwolniona 27 grudnia tegoż roku. Następnie publikowała artykuły i przekłady w czasopismach poza cenzurą: „Wezwanie” (1984, 1986-88; pod pseud.: Anna Osa; Eka, Ocelot, SEM), „Unia” (1985), „Vacat” (1985; pod. krypt. I.L.), „Kultura Niezależna” (1987, 1988; m.in. pod. krypt.: I.L.), „Solidarność” (1988). W czerwcu 1984 była zatrzymana przez służbę bezpieczeństwa i przesłuchiwana w związku ze sprawą Zbigniewa Bujaka. W latach następnych stale współpracowała jako publicystka i tłumaczka z „Gazetą Wyborczą” (1995-2008; także pod pseud. lai). Od 1971 była członkiem ZLP, a od stycznia 1989 SPP, od 1989 należała też do Polskiego PEN Clubu (od 1991 członek komisji rewizyjnej, w 1999-2011 jako członek Zarządu). Za twórczość przekładową otrzymała Nagrodę Literacką ZAiKS-u za 1992, Nagrodę Związku Artystów i Kompozytorów Scenicznych za 1992, Nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich za 1993. Odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi (1976), Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2007) i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011). Mieszka w Warszawie.

Ze związku z Witoldem Dąbrowskim, poetą, tłumaczem i publicystą (zmarł w 1978), ma córkę Justynę Dąbrowską (ur. 1960), psychoterapeutkę, dziennikarkę.
TWÓRCZOŚĆ
Przekłady
1. M. Maklarski: Klęska mister Clarka. [Powieść]. Wwa: MON 1951, 138 s. Wyd. 2 tamże 1954. Biblioteczka Przygód Żoł.
2. K. Pawlidu: Sześć miesięcy w celi śmierci. [Wspomnienia]. Przeł.: I. Lewandowska i K. Mazur. Wwa: Iskry 1954, 60 s.
3. A. Sołżenicyn: Jeden dzień Iwana Denisowicza. [Powieść]. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. „Polityka” 1962 nr 48-52, 1963 nr 1-5. Wyd. osob. Wwa: Niezal. Ofic. Wydawn.; Niezal. Spółdz. Wydawn. [1980]*, 65 s. Wyd. nast.: tamże: [1981]*, [1989]*; Wr.: Wyzwolenie 1981*; Opole: Aneks 1981*; Wwa: Iskry 1989, 109 s., tamże: wyd. 2 1992, wyd. 3 1994, wyd. 4 2000, wyd. 7 [!] 2002; przedr. w: Jeden dzień Iwana Denisowicza i inne opowiadania. Przeł.: I. Lewandowska i inni. Poz.: Rebis 2010, 2013.
4. I. Grekowa: Fryzjer damski i inne opowiadania. Przeł.: I. Lewandowska i K. Witwicka. Druk fragm.: „Kobieta i Życie” 1964 nr 7-12. Wyd. osob. Wwa: PIW 1968, 216 s.
5. A. Minczakowski: Dorośli i Tonia. [Powieść]. „Przyjaciółka” 1966 nr 1-27.
6. W. Katajew: Zaciszny pensjonat. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: O. Koszutska. Wwa, T. Komedia 1967.
7. G. Maszkin: Biały okręt płynie w dal. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Iskry 1967, 175 s. Wyd. 2 tamże 1971.
8. M. Bułhakow: Życie pana Moliera. [Powieść]. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wwa: PIW 1968, 243 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: MAW 1987; Wwa: Prószyński i S-ka 1999, 168 s.; pt. Życie pana de Molière. Wwa: Muza 2004, 253 s.
9. A. Abramow, S. Abramow: Jeźdźcy znikąd. [Powieść]. Wwa: Iskry 1969, 279 s. Fantastyka, Przygoda.
10. M. Bułhakow: Mistrz i Małgorzata. [Powieść]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wwa: Czyt. 1969, 603 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 1970, wyd. 3 1973. Bibl. Klasyki Pol. i Obcej, [wyd. 4] 1980, [wyd. 5] 1983, [wyd. 6] 1987, [wyd. 7] 1988, dodruk 1988; Wstęp: A. Drawicz. Oprac. tekstu i przyp. G. Przebinda; Wr., Kr.: Ossol. 1990, LXXXVIII, 522 s.; [wyd. 9] Wwa: Czyt. 1992, tamże: [wyd. 10] 1993, [wyd. 11] 1994, [wyd. 12] 1995, wyd. 13 1996, wyd. [14] 1997. Bibl. „Czytelnika”, [wyd. 15] 1997; Wwa: Prószyński i S-ka 1998, tamże 1999. Bibl. Interesującej Prozy, toż 2000; Wwa: Muza 2001; Wwa: De Agostini Polska, Altaya Polska 2002. Arcydzieła Lit. Współcz.; Wwa: Muza 2002. Bibl. Bestsellerów, tamże wyd. 1 ilustrowane 2003, toż 2004; Kr.: Mediasat Poland [2004]. Kolekcja „Gaz. Wybor.”. XX wiek, 4; Wwa: Muza 2009, tamże: 2010, wyd. 3 [!] 2011; Wwa: Agora 2012. Bibl. „Gaz. Wybor.”.
Na okł. wyd. z 2010: Zaznaczono ingerencje sowieckiej cenzury.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta H. Boukołowski. Wwa: Propaganda [2006], 1 płyta CD w formacie mp3, toż [2008]; wyd. inne: Czyta W. Zborowski. Wwa: Bellona, Agora 2012.
Adapt. teatr. powieści wystawiane były od 1971 także pod tytułami: Czarna magia oraz jak ją zdemaskowano, Czarna magia, Czy pan widział Poncjusza Piłata?, Poncjusz Piłat piąty procurator Judei; Opowieść o Mistrzu i Małgorzacie; Bal u Wolanda. Mistrz &amp;amp; Małgorzata story.
11. A. i G. Wojnar: Morderstwo na pustkowiu. [Powieść]. „Sztand. Młodych” 1969 nr 27-73; „Kur. Lubel.” 1969 nr 81-129.
12. E. Drabkina: Na przełomie zimy. [Wspomnienia o W. Leninie]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wwa: KiW 1970, 208 s.
13. A. Kirnosow: Dwa kwietnie. [Powieść]. Wwa: PIW 1971, 425 s. Klub Interesującej Książki.
14. L. Levi: Notatnik Szarego Wilka. [Powieść]. Wwa: PIW 1971, 254 s.
15. B. Okudżawa: Kieszonkowe przygody. [Opowiadanie]. Przekł. i adapt.: I.
Lewandowska. Radio 1971. Por. poz. 27.
Adapt. teatr.: Kieszonkowe przygody. Wyst.: Reż.: W. Kobrzyński. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 1981.
16. A. Strugacki, B. Strugacki: Hotel „Pod poległym alpinistą”. [Powieść]. „Expr. Wiecz.” 1971 nr 51-113. Wyd. osob. Wwa: Amber 2005, 190 s. Mistrzowie SF &amp;amp; Fantasy.
17. M. Bułhakow: Biała Gwardia. [Powieść]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. W. Niekrasow: Zamiast posłowia. Wwa: PIW 1972, 325 s. Wyd. nast.: tamże: 1974, wyd. 2 [właśc. 3] 1989, wyd. 3 [właśc. 4] 1992; Wwa: Prószyński i S-ka 1998; Wwa: Muza 2002; Wwa: De Agostini we współpr. z Editiones Altaya Polska 2003.
Od 1989 wyd. bez posł.
18. N. Barańska: Tydzień jak tydzień. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: R. Smożewski. Tarnów, T. Ziemi Krak. 1973.
19. J. Dombrowski: Czarna dama. Trzy opowieści o Szekspirze. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wwa: PIW 1973, 174 s.
20. S. Gorodecki: Ogrody Semiramidy. [Powieść]. Wwa: KiW 1973, 191 s.
21. A. Makajonak: Wykończony apostoł. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. ok. 1973.
Inf. o dacie powst. przekł.: „Now. Teatr.” 1973 nr 6 s. 12-13.
22. W. Maksimow: Tam, gdzie nic już się nie liczy. Dramat w 3 aktach. Przekł. powst. ok. 1973. Wyd. [Wwa:] Niezal. Ofic. Wydawn. 1983*, 58 s.
Inf. o dacie powst. przekł. jak w poz. 21.
23. A. Strugacki, B. Strugacki: Sprawa zabójstwa. [Powieść]. Wwa: Iskry 1973, 225 s. Fantastyka, Przygoda.
24. E. Szwarc: Kopciuszek. [Sztuka dla dzieci]. Wyst.: Reż.: W. Dobromilski. Wr., Wrocławski T. Lalek, Scena Duża 1973.
25. B. Wasiliew: O świcie jest tu spokojnie. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wyst. pt. Tak tu cicho o zmierzchu: Reż.: I. Babel. Kr., T. im. J. Słowackiego 1973.
Wyst. też pt. Jak tu cicho o świcie.
26. Klub 12 krzeseł. [Satyry]. Wybór: A. Mostowicz. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski, A. Mostowicz. Przedm.: W. Wiesiołowski. Wwa: WAiF 1974, 255 s. Wyd. nast. w wyborze pt. Klub „Dwunastu Krzeseł”. (Wybór satyry). Wwa: „Kult. i Ty” 1975, 40 s., wkł. do czasop. „Kult. i Ty”.
Wybór materiałów satyrycznych z pisma „Literaturnaâ Gazeta”.
27. B. Okudżawa: Kieszonkowe przygody. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: KAW 1974, 30 s. Wyd. nast.: Kieszonkowe przygody. Piosenki napisał W. Dąbrowski. Wwa: Prószyński i S-ka 1999, 42 s. Por. poz. 15.
28. A. i B. Strugaccy: Piknik na skraju drogi. [Powieść]. Wwa: Iskry 1974, 238 s. Wyd. nast. łącznie z opowiadaniem Las. Posł.: S. Lem. Kr.: WL 1977, 287 s. Stanisław Lem poleca; wyd. osob. z przedm. T. Kołodziejczaka Wwa: S.R. (Bracia Szymańscy) 1994. Dzieła wybrane, 1; Wwa: Prószyński i S-ka 1999. Nowa Fantastyka.
29. G. Emin: Siedem pieśni o Armenii. [Opowieści]. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wwa: KiW 1975, 188 s.
30. W. Koniecki: Pośród mitów i raf. [Opowiadania]. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wwa: PIW 1975, 395 s. Współcz. Proza Światowa.
31. A. Strugacki, B. Strugacki: Koniec akcji „Arka”. [Powieść]. Wwa: Iskry 1975, 217 s. Fantastyka, Przygoda.
32. N. Barańska: Moje dni. [Monodram]. Wyst. Wwa, Dzielnicowy Dom Kultury „Mokotów” 1976.
Inf. o przekł.: „Życie Warsz.” 1976 nr 20.
33. M. Ibrahimbekow: Kto pojedzie do Truskawca. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wwa: KiW 1976, 259 s.
34. R. Ibrahimbekow: Spotkanie. [Utwór dramatyczny]. Scenariusz: K. Szumilakowa, I. Wollen. Wyst.: Reż.: I. Pollen. TVP 1976.
35. B. Możajew: Żywy. [Powieść]. Przeł. I. Lewandowska. Posł. opatrzył F. Nieuważny. Wwa: Czyt. 1976, 176 s.
36. O. Czajkowska: Prosto w serce. [Powieść]. Adapt.: A. Sudlitz. Radio 1977.
37. M. Gorki: Wassa Żeleznowa. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wyst.: Reż.: O. Koszutska. Łódź, T. Nowy, Mała Sala 1977.
38. S. Michałkow: Bałałajkin i Spółka. (Sztuka oparta na motywach powieści Michaiła Sałtykowa-Szczedrina „Idylla współczesna”). Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. „Dialog” 1977 nr 8 s. 50-81. Wyst.: Reż.: B. Hussakowski. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 1978.
39. A. i B. Strugaccy: Miliard lat przed końcem świata. Rękopis znaleziony w zagadkowych okolicznościach. [Powieść]. „Tyg. Demokr.” 1977 nr 7-18; „Kulisy” 1978 nr 44-52/53, 1979 nr 2-9. Wyd. osob. Wwa: Iskry 1984, 121 s. Wyd. nast.: Wwa: Prószyński i S-ka 1999; Wwa: Amber 2004.
40. M. Unt: Dług. [Opowiadanie]. Wwa: KAW 1977, 71 s.
41. O. Czajkowska: Powróć do nas, sowo… [Powieść]. Wwa: PIW 1978, 141 s. Klub Interesującej Książki.
42. A. Wampiłow: Niezrównany Nakoniecznikow. [Utwór dramatyczny]. Przeł. i notą o utworze opatrzyła I. Lewandowska. „Dialog” 1978 nr 5 s. 79-89. Wyst.: Reż.: S. Zajączkowski. TVP 1979.
43. A. Żytyński: Efekt Brumma. [Powieść]. „Świat Młodych” 1978 nr 105-113.
44. A. Strugacki, B. Strugacki: Przyjaciel z piekła. Powieść fantastycznonaukowa. Wwa: Czyt. 1979, 102 s. Wyd. nast. Wwa: Amber 2003.
45. M. Zoszczenko: Pechowy dzień i zbrodnia i kara. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: R. Śliwowski i I. Lewandowska. Wyst. Reż.: A. Strzelecki. TVP 1979.
46. N. Dumbadze: Białe flagi. [Powieść]. Przekł. powst. ok. 1980. Wwa: PIW 1982, 152 s. Por. poz. 47.
47. N. Dumbadze: Białe flagi. [Powieść]. Adapt. scen.: I. Lewandowska i P. Dangel. Wyst.: Reż.: P. Dangel. Wwa, T. Rozmaitości 1980. Por. poz. 46.
48. M. Rozowski: Dwa razy dwa. [Utwór dramatyczny]. Przeł. I. Lewandowska. Wyst.: Reż.: E. Lubaszenko. TVP 1980.
49. M. Bułhakow: Fatalne jaja. [Opowiadanie]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. „Lit. na Świecie” 1981 nr 9 s. 4-107. Przedr. w: Fatalne jaja i inne opowiadania. Przeł. I. Lewandowska i inni. Wwa: Alfa 1988, 139 s. Dawne Fantazje Nauk., 8. Wyd. nast.: wspólnie z poz. 56 pt. Fatalne jaja; Diaboliada: Wwa: Czyt. 1993, 139 s.; Wwa: Muza 1994. Dzieła wybrane; wyd. osob.: Wwa: Prószyński i S-ka 1998, 74 s., tamże 1999; Wwa: Muza 2002; wyd. łącznie z poz. 56 i poz. 58 pt. Fatalne jaja; Diaboliada; Psie serce. Wwa: De Agostini we współpr. z Editiones Altaya Polska 2003, 293 s. Arcydzieła Lit. Współcz. Przedr. zob. poz. 57.
50. A. Strugacki, B. Strugacki: Żuk w mrowisku. [Powieść]. „Fantastyka” 1982 nr 1-3. Wyd. osob. Wwa: Iskry 1983, 162 s. Fantastyka, Przygoda. Wyd. nast.: [wyd. 2] tamże 1988; Wwa: Prószyński i S-ka 2001.
51. W. Lebiediew, J. Simczenko, A. Starostin: Dziennik jednego roku. [Opowieść o Selkupach]. Przeł. I. Lewandowska przy współpr. M. Jagiełły. Wwa: Iskry 1983, 197 s. Naokoło Świata.
52. A. i B. Strugaccy: Ślimak na zboczu. [Powieść]. Wwa: Alfa 1985, 255 s. Bibl. Fantastyki. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki ‒ Bertelsmann Media 1997; Wwa: Amber 1999. Mistrzowie SF &amp;amp; Fantasy.
53. W. Jerofiejew: Noc Walpurgii albo „Kroki Komandora”. Tragedia w pięciu aktach. Przeł. I. Lewandowska. Wiersze tłum. wspólnie z [M.B. Jagiełłą] Jasiem Wędrowniczkiem. Wwa: Niezal. Ofic. Wydawn. 1986*, 56 s. Przedr. „Dialog” 1989 nr 1 s. 39-85. Wyst.: Reż.: J. Zoń. Jelenia Góra, T. im. C.K. Norwida 1989. Wyd. nast.: pt. Noc Walpurgii czyli Kroki Komandora. Tragedia w pięciu aktach. Przeł. I. Lewandowska. Wwa: Czyt. 1991; wyd. pt. Noc Walpurgii. Wiersze i piosenki tłum. I. Lewandowska i M.B. Jagiełło. Wybrał i oprac.: A. Drawicz. Przeł. A. Drawicz i in. (W. Jerofiejew: Dzieła prawie wszystkie). Kr.: WL 2000, wyd. nast. tamże: 2001, 2003, 2005, wyd. 3 [!] 2008, 2011.
54. M. Bułhakow: Nie nasz człowiek. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: W. Dąbrowski, Z. Fedecki, I. Lewandowska. Wyst.: Adapt.: K. Kanownik. Reż.: J. Kukuła. Radio 1987.
55. W. Sorokin: Kolejka. [Powieść]. [Kr.:] Ofic. Lit. 1988*, 257 s. Wyd. nast. Gdańsk: Tower Press 2005.
56. M. Bułhakow: Diaboliada. [Opowiadanie]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wyd. łącznie z Fatalne jaja (poz. 49) i Psie serce (poz. 58) pt. Opowiadania. Wwa: Współpraca 1989, 237 s. (poz. 57). Wyd. nast. łączne z poz. 49 pt. Fatalne jaja; Diaboliada. Wwa: Czyt. 1993, 139 s. Wyd. osob.: Wwa: Prószyński i S-ka 1998, 45 s.; Wwa: Muza 2003.
57. M. Bułhakow: Opowiadania. Przeł.: I. Lewandowska, W. Dąbrowski. Wwa: Współpraca 1989, 237 s.
Zawiera opowiadania: Psie serce (poz. 58); Diaboliada (poz. 56), Fatalne jaja (poz. 49).
58. M. Bułhakow: Psie serce. [Opowiadanie]. Wwa: Iskry 1989, 95 s. Wyd. nast.: Gdańsk: Atext 1991; Wwa: Prószyński i S-ka 1999; Wwa: Muza 2002; wyd. łącznie z poz. 49 i poz. 56 pt. Fatalne jaja; Diaboliada; Psie serce. Wwa: De Agostini we współpr. z Editiones Altaya Polska 2003, 293 s. Przedr. poz. 57.
59. A. Strugacki, B. Strugacki: Fale tłumią wiatr. Wwa: Iskry 1989, 135 s.
60. M. Bułhakow: Proszę mnie wypuścić. Wyst.: Reż. i oprac tekstu: Ł. Korwin. TVP 1991.
Adapt. teatr. listów M. Bułhakowa do władz sowieckich.
61. O. Juriew: Miriam. Komedia w formie komedii ludowej. „Dialog” 1992 nr 11 s. 53-64. Wyst.: Reż.: R. Załuski. TVP 1993.
62. A. i B. Strugaccy: Żydzi miasta Petersburga. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1992 nr 4 s. 46-69. Wyst.: Reż.: J. Skalski. TVP 1993.
63. M. Gogol: Martwe dusze. Adapt.: M. Bułhakow. Wyst.: Reż.: W. Fokin. Kr., T. im. J. Słowackiego 1993.
64. K. Bułyczow: Dziewczynka, której nigdy nie zdarzyło się nic złego. [Widowisko dla dzieci]. Przekł. i adapt.: I. Lewandowska. Piosenki: W. Dąbrowski. Wyst.: Reż.: A. Glińska. TVP 1994.
65. O. Jureiw: Mały pogrom w bufecie kolejowym. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: R. Załuski. TVP 1994.
66. L. Pietruszewska: W kółko to samo. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: T. Zygadło. TVP 1994.
67. E. Szwarc: Czerwony Kapturek. [Sztuka dla dzieci]. Wyst.: Reż.: Z. Niecikowski. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 1994.
68. S. Złotnikow: Akapit. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: T. Zygadło TVP 1994.
69. J. Dombrowski: Testament Szekspira. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: I. Lewandowska i W. Dąbrowski. Wyst.: Reż.: A. Ustynowicz. TVP 1995.
70. W. Maksimow: Po tamtej stronie. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: T. Zygadło. TVP 1995.
71. M. Bogomolny: Zwycięstwo. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1996 nr 1 s. 41-50.
72. M. Bułhakow: Ach, co za wynalazek. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: J. Zaorski. TVP 1996.
73. E. Radziński: Stalin. Pierwsza pełna biografia oparta na rewelacyjnych dokumentach z tajnych archiwów rosyjskich. Przeł.: I. Lewandowska, M. Jagiełło. Wwa: Magnum 1996, 633 s.
74. B. Okudżawa: Wędrówki pamięci. [Powieść]. Kr.: WL 1997, 342 s. Wyd. nast. łącznie z poz. 76 pt. Wędrówki pamięci; Jeszcze wszystko przed nami. Kr.: WL 2003, 323 s.
75. R. Ibrahimbekow: Pętla. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1998 nr 1 s. 36-69.
76. B. Okudżawa: Jeszcze wszystko przed nami. [Opowiadanie]. Kr.: WL 1999, 68 s. Wyd. nast. łącznie z poz. 74 pt. Wędrówki pamięci; Jeszcze wszystko przed nami. Kr.: WL 2003, 323 s.
77. E. Griszkowec: Zima. Jak zjadłem psa. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2000 nr 12 s. 71-105. Wyst.: Reż.: M. Bednarkiewicz. Wwa, T. Nar. 2001.
78. A. Strugacki, B. Strugacki: Kulawy los. Wwa: Amber 2000, 303 s. Mistrzowie SF &amp;amp; Fantasy.
79. W. Jerofiejew: Zapiski psychopaty. [Powieść]. Kr.: WL 2002, 179 s. Wyd. 2 tamże 2003.
80. A. Strugacki, B. Strugacki: Koniec eksperymentu „Arka”. [Powieść]. Wwa: Amber 2003, 139 s. Mistrzowie SF &amp;amp; Fantasy.
81. A. Strugacki, B. Strugacki: Przyjaciel z piekła. [Powieść]. Wwa: Amber 2003, 94 s.
82. A. Politkowska: Druga wojna czeczeńska. [Reportaże]. Przeł. i oprac.: I. Lewandowska. Kr.: Znak 2006, 233 s.
83. W. Tokariewa: Miłość na całe życie. [Powieść]. Przeł. I. Lewandowska. Wwa: Muza 2006, 144 s.
84. W. Nabokow: Biegun. [Sztuka lalkowa dla dorosłych]. Wyst.: Reż.: E. Piotrowska. Białystok, Białost. T. Lalek 2007.
85. D. Popow, I. Milstein: Pomarańczowa księżniczka. Zagadka Julii Tymoszenko. Kr.: WL 2007, 282 s.
Praca redakcyjna
1. Wysocki. [Scenariusz spektaklu]. [Przekł. piosenek:] M. Jagiełło, W. Młynarski, A. Bianusz, A. Jarecki. Wyst.: Reż.: W. Młynarski. Wwa, T. Ateneum im. S. Jaracza 1989.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	I. LEWANDOWSKA: Trudno być bogiem. „Kino” 1969 nr 12 [dot. ros. science-fiction; I. LEWANDOWSKA: Dlaczego ją lubię. „Głos Pracy” 1976 nr 242 [dot. książki I. Konieckiego „Pośród mitów i raf”].
 	Wywiad. Rozm. R. Roykiewicz. „Itd” 1989 nr 32/33.

M. Bułhakow: Mistrz i Małgorzata

 	Mistrz i Małgorzata (Przekłady poz. 10): I. OBŁĄKOWSKA-GALANCIAK: Kilka uwag o translokacji nazw własnych w przekładzie (Na materiale polskiego tłumaczenia „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa). W: Świat przedstawiony w dziełach pisarzy Wschodniej Słowiańszczyzny. Zielona Góra 1994 [dot. m.in. przekł. I. Lewandowskiej].
 	G. PRZEBINDA: „Sto dwadzieścia jedna Małgorzata”. O tekście pierwszego polskiego przekładu „Mistrza i Małgorzaty”. „Prz. Rusycystyczny” 2017 nr 2.

Wysocki

 	J. SIERADZKI: Na górze i na dole. „Polityka” 1989 nr 40 [dot. m.in.: Wysocki].
</document>
<document nplp_id="2979" title="Regina LUBAS-BARTOSZYŃSKA" slug="regina-lubas-bartoszynska">ur. 1936

Historyk literatury polskiej i francuskiej.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 17 września 1936 w Sosnowcu; córka Władysława Lubasa, kupca, uczestnika powstań śląskich, i Stanisławy z domu Nowickiej. Okres okupacji niemieckiej spędziła w Sosnowcu. Po wojnie uczyła się w tamtejszym Liceum Handlowym; w 1953 uzyskała maturę. W 1957 ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ), po czym pracowała przez kilka lat jako nauczycielka w szkołach średnich w Sosnowcu. W 1970 uzyskała doktorat na podstawie rozprawy pt. Józef Aleksander Gałuszka na tle poezji Krakowa lat międzywojennych (promotor prof. Jan Nowakowski), po czym została adiunktem w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP, od 1999 Akademia Pedagogiczna, AP, od 2008 Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej, UP). W badaniach naukowych zajmowała się m.in. poezją polską XX w. oraz problematyką autobiografii polskiej i obcej, głównie francuskiej. Debiutowała w 1969 artykułem Józef Aleksander Gałuszka. W trzydziestolecie śmierci, opublikowanym w kwartalniku „Profile” (nr 8/9). Od 1970 publikowała artykuły i recenzje w „Ruchu Literackim”. W 1975-76 odbyła staż naukowy w Instytucie Badań Literackich PAN. W 1978-81 była lektorką języka polskiego na Université Clermont-Ferrand II we Francji. Habilitowała się w 1984 na podstawie książki Style wypowiedzi pamiętnikarskiej, po czym otrzymała stanowisko docenta na WSP. Od tegoż roku pracowała w Instytucie Neofilologii WSP. W 1985-91 pełniła funkcję zastępcy kierownika Zakładu Literatury Instytutu Filologii Polskiej UP. W 1986 odbyła staż naukowy w Université Libre de Bruxelles, a w 1990 w Université Grenoble. Od października 1989 do lutego 1990 była zatrudniona jako professeur invité w Université Clermont II, gdzie miała wykłady z zakresu literatury i kultury polskiej. W 1991 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego WSP. Odbyła kolejne wyjazdy naukowe do Université Libre w Brukseli (1992) i do Université Paris-Nord (Villetaneuse; 1993). Uczestniczyła w pracach badawczych międzynarodowych zespołów Le groupe du travail sur les récits de vie (od 1994) i Die Gruppe EuroAutoTexte (od 1995). W 1995 otrzymała tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego WSP; pod koniec lat dziewięćdziesiątych została kierownikiem Zakładu Literatur Zachodnioeuropejskich w Instytucie Neofilologii. W tym czasie podjęła działalność w Komisji Historycznoliterackiej PAN Oddział w Krakowie. Artykuły i recenzje publikowała m.in. w pismach: „Kultura i Społeczeństwo” (1995, 2008, 2010), „Przegląd Humanistyczny” (1996), „Rocznik Naukowo-Dydaktyczny. Prace Romanistyczne” (1997), „Zdanie” (1997), „Annales Academiae Paedagogicae Cracoviensis. Studia Romanica” (2001, 2003, 2008; także redaktor tych roczników), „Przestrzenie Teorii” (2002-12) i „Pamiętniku Literackim” (2013); była też autorką licznych haseł w encyklopediach i słownikach literackich. W 2005 została członkiem Komisji Neofilologicznej PAU. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1981) i Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2006).

W 1982 wyszła za mąż za prof. Kazimierza Bartoszyńskiego, teoretyka i historyka literatury, filozofa (zmarł w 2015). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Poezja Helionu i Litartu. [Rozprawa]. Kr.: WL 1978, 197 s.
Zawartość: W tyglu życia artystycznego; Postawy polityczne; Miasto i wieś: antytezy pozorne; Poezja słoneczna.
2. Style wypowiedzi pamiętnikarskiej. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1983, 223 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., t. 61.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Cz. I. W kręgu zagadnień teoretycznych literatury pamiętnikarskiej: Wielość struktur; Odczytanie pozatekstowe wypowiedzi pamiętnikarskiej: A. W poszukiwaniu postaw. B. Czy źródło wiedzy faktograficznej?; Intymność. – Cz. II. Analizy: Pogranicze autobiografii i pamiętnika: „Mój Kraków” Jalu Kurka; Pamiętnik czy esej?: „Młodości mej stolica” Tadeusza Kudlińskiego; Esej i jego bezdroża: „W Krakowie i w Paryżu” Jana Brzękowskiego; Pamiętnik: relacje „wewnątrzrodzinne”; Bliskie pokrewieństwa: formy przypamiętnikarskie. A: Ustalenia ogólne. - B: Notesy: Pierre Reverdy. – C: Cahiers: Paul Valéry; Czesław Miłosz, „Ziemia Ulro”.
3. Między autobiografią a literaturą. Wwa: PWN 1993, 260 s.
Zawartość: Autobiografizm dzisiaj; Problem przyszłości w tekstach autobiograficznych; Refleksja autotematyczna w „Dziennikach” Stefana Żeromskiego; Funkcje listów w tekstach o charakterze autobiograficznym; Autentyk i anegdota; Od dokumentu do fikcji. (Rzecz o powieści autobiograficznej).
4. Szkice z poezji polskiej i francuskiej. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1995, 78 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., t. 198.
Zawartość: „Jesteśmy twoim obliczem, o Francjo” (Lech Piwowar wobec poetów francuskich); Poetyckie analogie i kontrasty (Maurice Careme - Leopold Staff); Przestrzeń w poezji Jules’a Supervielle’a; Dwa ostatnie tomiki Elżbiety Zechenter-Spławińskiej [dot.: Na łowiskach świata; Powrót do ballad i romansów].
5. Sukcesy i gorycze. O „historiach życia” polityków polskiej opozycji antykomunistycznej. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1998, 186 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., t. 241.
Zawartość: Z perspektywy długiego trwania. Autobiografie, pamiętniki, szkice wspomnieniowe: „Historie życia” Jacka Kuronia; Stefan Niesiołowski – szkice wspomnieniowe. – Zapis prezentystyczny. Dzienniki, notesy, listy: Tadeusz Mazowiecki – zapisy fragmentów życia; Jerzy Kropiwnicki – zapis protestu; Zdzisław Najder – pytanie o kształt Polski; Pobliża autobiografii. O wypowiedziach osobistych Adama Michnika. – Teksty interlokucyjne. Rozmowy z: Rozmowa z jednym politykiem: Bronisław Geremek – rok 1989 w perspektywie długiego trwania; Andrzej Celiński – o politykach i polityce trochę inaczej; Krzysztof Kozłowski – gliniarz z „Tygodnika [Powszechnego]”; Jan Olszewski. Przerwana premiera; Leszek Moczulski – osobowość bez wahania; Jarosław Kaczyński – cztery szkice. - Rozmowy z wieloma politykami: Jan Parys; Adam Glapiński; Antoni Macierewicz; Leszek Balcerowicz; Jan Krzysztof Bielecki; Jacek Merkel; Jan Rulewski.
6. Pisanie autobiograficzne w kontekstach europejskich. Katow.: Wydawn. Nauk. Śląsk 2003, 211 s.
Zawartość: I. Tożsamość i autobiografia; Fundator nowoczesnej myśli o autobiografii – Philippe Lejeune; Powiedziane i nie wypowiedziane w tekstach dziennikowych; Założenia mediologii i pisanie autobiograficzne. – II A. Ujęcia komparatystyczne: Historia i jej interpretacje. Przykład templariuszy (w „Królach przeklętych” Maurice’a Druona i w „Wahadle Foucaulta” Umberto Eco); Ziemia i konflikty rodzinne w „Chłopach” Władysława Reymonta oraz w powieściach François Mauriaca; Między autobiokopiami. Zagadnienie intertekstualizmu w dziennikach Raymonda Queneau i Michela Leirisa, w jego autobiografiach-esejach oraz w „Fils” („Synu”) Serge’a Doubrovsky’ego. – II B. W kręgu języka francuskiego: Tożsamość rozdwojona w twórczości autobiograficznej Michela Leirisa; Portret intelektualisty w „Dziennikach” Raymonda Queneau; Nowa powieść autobiograficzna, czyli autofikcja. „Przerwana książka” Serge’a Doubrovsky’ego; Powieść kobieca wobec powieści współczesnej. Przykład Françoise Mallet-Joris. – II C. Okruchy polskie: Jarosław Iwaszkiewicz i Witold Gombrowicz w spojrzeniu na Paryż oraz prowincję francuską; Odmiany autobiograficzności w prozie Kornela Filipowicza. – III. Spojrzenie interdyscyplinarne: O dziennikach antropologów; Konkurs na pisma intymne w Polsce.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Program poetycki „Skamandra” na tle poezji polskiej okresu XX-lecia międzywojennego. „Jęz. Pol. Biul.” 1969 nr 6 s. 27-35. – Analiza wersyfikacyjna w szkole średniej. „Jęz. Pol. Biul.” 1970 nr 7 s. 47-56, nr 8 s. 51-59. – W kręgu poezji okolicznościowej I Wojny Światowej. „Ruch Lit.” 1970 z. 3 s. 171-183. – Wiersz „Helionu” na tle polskiej tradycji wersyfikacyjnej. „Rocz. Nauk. Dydak. WSP w Kr. Pr. Hist.-Lit.” 1971 z. 36 s. 109-134. – Wokół tradycji poezji i satyry powstań śląskich. „Zaranie Śl.” 1972 nr 3 s. 208-227. – Motywy słońca w poezji „nieawangardowej” Krakowa lat międzywojennych. „Rocz. Nauk.-Dydakt. WSP Kr.” 1975 s. 167-185. – Motywy poszukiwania w poezji Juliusza Żuławskiego. W: Jerzy Żuławski. Życie i twórczość. Rzeszów 1976 s. 75-90. – Medycyna w poezji. „Poezja” 1978 nr 10 s. 96-104. – La théorie du journal intime dans le „Journal” d’André Gide. „Etudes Romanes”, Kraków 1987 nr 2 s. 61-84. –Problem przyszłości w tekstach autobiograficznych. „Prz. Hum.” 1990 nr 1 s. 51-72. – L’autobiographisme aujourd’hui. „Kwart. Neofilol.” 1991 t. 38 z. 2 s. 109-125. – Le fonctionement des lettres dans lest textes autobiographiques. W: La lettre à la croisée d’individuel et du sociale, Paris 1994 s. 160-164. – Les recherches sociologiques sur l'autobiographie en Pologne après 1945. W: Ou en sommes-nous dans les recherches autobiographiques? Kr. 1994 s. 185-194. – Roman autobiographique moderne. Le cas de Serge Doubrovsky „Le livre brisé”. W: Le romanesque français contemporain. Katow. 1994 s. 179-188. – Le roman feminin face à la condition du roman contemporain. L’exemple de Françoise Mallet-Joris. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1998 nr 1731 s. 152-159. – Jarosław Iwaszkiewicz et Witold Gombrowicz face à Paris et à la province française. W: Paris en France et ailleurs jadis et aujourd’hui. Kr. 1999 s. 63-70. – L'Histoire et ses interprétations abusives. Les templiers dans „Les Rois maudits” de Maurice Druon et dans Le „Pendule de Foucault” d'Umberto Eco. W: Le roman de l’histoire dans l’histoire du roman. Katow. 2000 s. 143-151. – O „Dziennikach” Raymonda Queneau. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Romanica” 2001 nr 1 s. 147-158. – La terre et les conflits familiaux dans „Les Paysans” de W. Reymont et les romans de F. Mauriac. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 2002 s. 160-169. – Raymond Queneau: Le moi intellectuel dans les „Journaux”. W: Écritures de soi. Secrets et réticences. Actes du Colloque international de Besançon. Paris 2002 s. 133-145. – L’identité. Esquisse du probléme. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Romanica” 2003 nr 2 s. 93-99. – Kamyki autobiograficznej mozaiki poetyckiej Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Powst. 2003 [dokument elektroniczny po konferencji, 1 płyta CD]. Druk w: Życie i dzieło Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Kr. 2005 s. 431-441. – Tożsamość i autobiografia. „Przestrzenie Teorii” 2003 nr 2 s. 139-157. – Między integrystami a separatystami w autobiografii. „Dekada Lit.” 2004 nr 3 s. 16-25. – Philippe Lejeune, Catherine Bogaert. Historia pewnej praktyki „Un journal à soi”. „Przestrzenie Teorii” 2004 nr 3/4 s. 263-277. – Kłopoty z autofikcją. Mimowolne autofikcje Romy Ligockiej. „Ruch Lit.” 2005 z. 6 s. 633-641. – Le clair-obscur de la vision du monde exotique et du „Je” dans les journaux de deux anthropologues. Bronisław Malinowski et Michel Leiris. W: Le clair-obscur dans les littératures en langues romanes. Katow. 2005 s. 235-243. – Le motif de léau dans la poésie de Pierre Reverdy. W: In Aqua Scribis. Le théme de l’eau dans la littérature. Gdańsk 2005 s. 181-188; wersja pol.: Motywy akwatyczne w poezji Pierre'a Reverdy'ego i sposoby ich wyrażania. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008 s. 257-267. – Norma i „wolność” formy sonetowej oraz „ryzyko wolności”. Przykład twórczości kilku poetów współczesnych – belgijskich i polskich. „Przestrzenie Teorii” 2005 nr 5 s. 147-159; wersja franc.: La norme et la liberté du sonet, à partir de quelques sonnets de poètes belges et polonais du XX siècle. W: Le sonnet au risque du sonnet. Paris 2006 s. 309-322. – Nowsze problemy ostatnich dziesięcioleci. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2006 nr 6 s. 5-18, przedr. w: „Przestrzenie Teorii” 2006 nr 6 s. 51-67. – Przesłania motywów elewacji w poezji Bertranda Degotta. „Przestrzenie Teorii” 2007 nr 8 s. 195-203; wersja franc.: La signification des motifs d’élévation dans la poésie de Bertrand Degott. W: Images, symboles, mythes et poétique de L’Ascension /„Envol”. Kr. 2007 s. 223-229. – Le mythe contemporain et le passage à travers „les miroirs” dans „Vendredi ou les limbes du Pacifique” de Michel Tournier. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2008 z. 3 s. 106-113. – Les récentes théories de l'autobiographie dans la littérature polonaise de la deuxiéme moitié du XX'e siècle. „Kwart. Neofilol.” 2008 z. 4 s. 379-385. – Umberto Eco – autobiograf? „Przestrzenie Teorii” 2009 nr 11 s. 131-153. – Autobiografie filozofów. „Przestrzenie Teorii” 2010 nr 13 s. 55-75. – O Polsce i Polakach w pozaantologijnych pismach osobistych cudzoziemców XVIII i XIX wieku. „Przestrzenie Teorii” 2012 s. 199-216. – Wschód w poetyckich obrazach przestrzennych Julesa Supervielle'a (próby interpretacji). W: Orient w literaturze i kulturze modernizmu. Lubl. 2011 s. 187-196. – Co o Polsce i o Polakach mówią wybrane pisma osobiste Francuzów XIX wieku. W: De la lettre aux belles-lettres. Études dédiées à Regina Bochenek-Franczakowa. Kr. 2012 s. 311-320. – Polska i Polacy w pozaantologijnych pismach osobistych cudzoziemców XVIII wieku. W: Z dziejów staropolskiego pamiętnikarstwa. Kr. 2012 s. 337-345. – Refleksje nad aktualną krytyką autobiograficzną w jej relacjach z teorią literatury. W: Różne głosy. Prace ofiarowane Stanisławowi Balbusowi […]. Kr. 2013 s. 117-127. – L'identité personnelle dans la poésie de William Cliff. W: Auteur personnage, lecteur dans les lettres d'expression française. Kr. 2014 s. 89-98. – Obraz Polski i Polaków w tekstach autobiograficznych pisarzy obcych XX i XXI wieku; Wspomnienie Najbliższego [dot. prof. K. Bartoszyńskiego]. „Przestrzenie Teorii” 2015 nr 23 s. 153-169; 291-295.
Prace redakcyjne
1. Z przemian wiersza polskiego. Antologia. Red. i wstęp: R. Lubas. Kr.: WSP 1972, 144 s. Wyd. 2 uzup. tamże 1974.
2. L. Piwowar: Wiersze i wybór publicystyki. Oprac. i wstępem opatrzyła R. Lubas. Wr.: Ossol. 1978, 358 s. Zagłębie Dąbrowskie w Dokumentach Lit., t. 3.
3. La Jeune-Belguique et la Jeune-Pologne. Pod red. i ze wstępem R. Lubas-Bartoszyńskiej. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1988, 255 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., t. 99.
Materiały z kolokwium pol.-belgijskiego zorg. przez WSP w Kr. i l’Université Libre de Bruxelles.
4. Ou en sommes-nous dans les recherches autobiographiques? [Red.] R. Lubas-Bartoszyńska i M. Braud. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1994, 209 s.
5. Pisać o sobie – dla siebie. Wielogłos pamiętnikarski. Antologia fragmentów wypowiedzi osobistych nadesłanych w odpowiedzi na apel ogłoszony w prasie krajowej na przełomie 1992 i 1993 roku. Pomysł, wybór i oprac.: R. Lubas-Bartoszyńska. Sosnowiec: Offmax 1994, 141 s.
6. P. Lejeune: Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografii. Przeł. W. Grajewski, R. Lubas-Bartoszyńska i in. Red. i wstęp: R. Lubas-Bartoszyńska. Kr.: Universitas 2001, XVII, 310 s. Wyd. 2 tamże 2007.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.


 	F. Kiryk: R. Lubas-Bartoszyńska. W: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie w 40 roku działalności. Kr.; WUP. Słownik biograficzny. T 2. Wwa 1999; Bibliografia publikacji pracowników Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie [on-line] Kr. 2001 [dostęp 10 stycznia 2013], dostęp w Internecie: www.up.krakow.pl/biblio/bibliografia/bibliografia2.html; Kto jest kim w Polsce nowego millenium (2000-2002). [Red.:] M.R. Bombicki. [Pozn. 2002]; Złota Księga Nauk Humanistycznych 2004. Gliwice 2004; Leksykon Profesorów Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej 1946-2006. Kr. 2006; G. Meinardi: Prof. dr hab. Regina Lubas-Bartoszyńska. Bibliographie. „Synergies Pologne” 2007 nr 4.

Między autobiografią a literaturą

 	J. LEOCIAK: Teoria i praktyka autobiografizmu. „Nowe Książ.” 1994 nr 5.

Pisanie autobiograficzne w kontekstach europejskich

 	J. LIS. „Przestrzenie teorii” 2004 nr 3/4.
 	R. SIWEK. „Ruch Lit.” 2004 z. 3.
 	P. RODAK. „Pam. Lit.” 2006 z. 4.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2981" title="Jarosław Mariusz ŁAWSKI" slug="jaroslaw-mariusz-lawski">ur. 1968

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 8 sierpnia 1968 w Szczytnie; syn Długomira Ławskiego, żołnierza zawodowego, i Haliny Chrostowskiej, nauczycielki. Ukończył w 1987 I Liceum Ogólnokształcące im. S. Żeromskiego w Ełku, po czym studiował filologię polską w Filii Uniwersytetu Warszawskiego (UW) w Białymstoku. W latach 1991-92 współpracował jako dziennikarz i recenzent z białostocką „Gazetą Współczesną”. Magisterium otrzymał w 1992 za pracę TadeuszaMicińskiego„księga unicestwienia”:„Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni” (promotor prof. Halina Krukowska), która w 1995 została opublikowana jako jego debiut naukowy pt. Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego „Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni”. W 1992 został asystentem w Instytucie Filologii Polskiej Filii UW w Białymstoku (od 1997 roku Uniwersytetu w Białymstoku; UwB). Od 1992 roku prowadził zajęcia i wykłady z historii literatury polskiej i powszechnej XVIII‒XX wieku oraz komparatystyki, związanej z przemianami kulturowymi i literackimi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W pracy naukowej prowadził badania poświęcone literaturze romantyzmu polskiego i europejskiego. Studia, artykuły i recenzje publikował od 1995 w „Pamiętniku Literackim” (1995, 1997, 2001, 2005, 2007), „Pracach Polonistycznych” (1997), „Tekstach Drugich” (2005), „Anthropos?” (2008, 2010), „Wieku XIX” (2008-10, 2015), „Śląskich Studiach Polonistycznych” (2012), „Słupskich Pracach Filologicznych” (2013), „Bibliotekarzu Podlaskim” (2014, 2015), „Kijowskich Studiach Polonistycznych” (od 2013), „Tematach i Kontekstach” (2014), „Ucrainistica” (2014), „Scripta Humana” (2013, 2015), „Ruchu Literackim” (2015). W 2000 obronił w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN rozprawę doktorską pt. Marieromantyków. Metafizyczne wizje kobiecości (Mickiewicz – Malczewski – Słowacki – Krasiński), napisaną pod kierunkiem prof. H. Krukowskiej i w 2001 otrzymał stanowisko adiunkta w Zakładzie Literatury Oświecenia i Romantyzmu UwB. Od 2000 współpracował z serią wydawniczą Antyk Romantyków, w której także zredagował trzy tomy. Habilitację uzyskał w 2006 w IBL PAN na podstawie książki Ironia i mistyka. Doświadczenia graniczne wyobraźni poetyckiej Juliusza Słowackiego, i w tym samym roku otrzymał stanowisko profesora UwB i do 2009 kierował Zakładem Literatury Oświecenia i Romantyzmu. W 2006 został członkiem Rady Naukowej IFP oraz Rady Naukowej Wydziału Filologicznego UwB. W 2007 objął redakcję Naukowej Serii Wydawniczej Czarny Romantyzm, wydawanej w UwB. W 2008 został członkiem rady redakcyjnej czasopisma „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”. W tymże roku został członkiem Kapituły Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. F. Karpińskiego. Przewodniczył od 2009 Komitetowi Redakcyjnemu Wydawnictwa „Piękno Juliusza Słowackiego. Estetyka – Idee – Język”, działającemu na UwB. W 2010 został kierownikiem Zakładu Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych „Wschód – Zachód”. W tymże roku był inicjatorem Rady Redakcyjnej serii naukowej Colloquia Orientalia Bialostocensia; został też przewodniczącym jej Rady Naukowej. W 2012 otrzymał tytuł naukowy profesora i został kierownikiem powołanej z jego inicjatywy Katedry Badań Filologicznych „Wschód – Zachód” UwB oraz przewodniczącym zaprojektowanej przez siebie serii „Przełomy/Pogranicza”. W 2011 wszedł do Rady Naukowej Międzynarodowego Instytutu Adama Mickiewicza przy Uniwersytecie im. Janki Kupały w Grodnie na Białorusi oraz do Komitetu Nauk o Literaturze PAN. Od 2012 prowadził wykłady z historii kultury i mitoznawstwa na Wydziale Kulturoznawstwa UwB. W tymże roku został członkiem Rady Redakcyjnej „Śląskich Studiów Polonistycznych”. W 2013 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UwB. W tymże roku objął redakcję „Bibliotekarza Podlaskiego”, przekształcając to pismo w periodyk naukowy pt. „Bibliotekarz Podlaski. Ogólnopolskie Naukowe Pismo Bibliotekoznawcze i Bibliologiczne”. Został członkiem rad naukowych czasopism ukraińskich „Kijowskie Studia Polonistyczne” (od 2015) i „Volin’ – Žitomirŝina. Istoriko-filologičnij zbiornik” (od 2016). Od 2015 przewodniczył jury Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz”. W 2016 został wybrany dziekanem Wydziału Filologicznego UwB. Należał do Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza (od 1993), Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych (od 2012), Stowarzyszenia Naukowego „Oikoumene” (od 2013), Polskiego Stowarzyszenia Komparatystyki Literackiej (od 2013) oraz The Association for Slavic, East European &amp;amp; Eurasian Studies (od 2016). Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi (2014).

Żonaty z Anną Janicką, historykiem literatury, związaną zawodowo z UwB; z małżeństwa tego ma syna Adama (ur. 1993) i córkę Elżbietę (ur. 2005). Do 2012 mieszkał w Spychowie, obecnie w Ełku i Białymstoku.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego „Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni”. Białystok: Inst. Filologii Pol. Filii UW 1995, 191 s. Czarny Romantyzm.
Skrócona i zmieniona wersja pracy magisterskiej. – Zawartość cz. I‒IX: Tadeusz Miciński – romantyczny heretyk; Wiek upadku i literackie świadectwa; Poemat hermetyczny; Symbolizm świata lucyferycznego; Fenomenologia kuszenia; Bluźnierstwa zatraceńca; Interpretacje poematu; Wyobraźnia szalona. – Tu także: T. Miciński: „Niepokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Poemat, s. 31-57.
2. Marie romantyków. Metafizyczne wizje kobiecości: Mickiewicz, Malczewski, Krasiński. Białystok: Inst. Filologii Pol. Filii UW 2003, 764 s., Czarny Romantyzm.
Rozprawa doktorska. – Zawartość: I. Dziedzictwo – przełom – krytyka. Kobiety i literatura u progu epoki romantycznej. – II. „Przejrzeć w serce głazu” – metafizyczna strona kobiecości w „Dziadach” Adama Mickiewicza: Cz. 1. Boskie imię; Cz. 2. Gustaw i Maria; Cz. 3. Obrzędy miłosne „Dziadów”; Cz. 4. „Konrad Wallenrod”; Cz. 5. Pielgrzym i Ewa; Cz. 6. „Super flumina babylonis”; Cz. 7. Geneza fascynacji: od przeżycia do lektury; Cz. 8. Między immanencją a transcendencją. – III. „…i młode ich lata, i dawne ich miłostki…” – Eidos Litwy w „Panu Tadeuszu”: Cz. 1. Podróż do Soplicowa; Cz. 2. Erotyczne marzenia i marzycielskie realia; Cz. 3. Święto życia – symboliczny mesjanizm; Cz. 4. Podmiot i ikona eposu; Cz. 5. Ku pełni fantazmatycznej. – IV. Dlaczego Maria? Symboliczne ewokacje kobiecości w poemacie Antoniego Malczewskiego. – V. Poezja i Armagedon. „Nie-Boska komedia” Zygmunta Krasińskiego – dramat eschatologicznych prowokacji. – VI. Perspektywy przyszłości: „A wolność przynosi ze sobą i wielkie obowiązki”.
3. Ironia i mistyka. Doświadczenia graniczne wyobraźni poetyckiej Juliusza Słowackiego. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2005, 582 s. Uniw. w Białymstoku. Inst. Filologii Pol. Zakład Literatury Oświecenia i Romantyzmu.
Rozprawa habilitacyjna.
4. Bo na tym świecie Śmierć. Studia o czarnym romantyzmie. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2008, 345 s. Wokół Literatury.
Zawartość: Co to jest czarny romantyzm?; Malczewski: iluminacje i klęski melancholijnego wędrowca; Liryczny caravaggionizm „Marii” Malczewskiego; „Już mnie domowe szczęście nie omami…” Metamorfozy świata poetyckiego „Marii” w „Janie Bieleckim” Juliusza Słowackiego; W romantycznym mroku gwiazd. Wyobraźnia katastroficzna Augusta Antoniego Jakubowskiego; „Nim rosa wyżre oczy”. O wielkiej sprzeczności Zygmunta Krasińskiego; Linia „Marii” w poezji polskiej.
5. Mickiewicz – mit – historia. Studia. Białystok: Trans Humana 2010, 439 s. Uniw. w Białymstoku. Wydz. Filol. Inst. Filologii Pol.
Zawartość: Wstęp: Obywatel Rzeczypospolitej wszystkich narodów. – I. Słowo, narracja, objawienie: Od historiografii do historiozofii. Mickiewiczowska refleksja o metodach poznania przeszłości (1820-1840); Rozumienie mitu/mitologii w pismach Mickiewicza; Puste niebo nad Świtezią? Romantyzm i sztuka egalitarna. – II. Słowianie, słowo, dziejopisanie: Poetyka Księgi i mit Słowiańszczyzny – o prelekcjach paryskich; Odkrywca „słowiańskiego kontynentu”. O wykładzie inauguracyjnym w Collège de France; Sacrum słowiańskie: Od „Historii polskiej” do prelekcji paryskich. – III. Interpretacja, topos, słowo: Eidos wyobraźni. Bohater „Dziadów” między epopeicznym a tragicznym doświadczeniem świata; Mickiewiczowskie Wilno: miasto, symbol, mit; Żywot protestanta poczciwego. Mikołaj Rej w lekturze Adama Mickiewicza. – Zakończenie. Mickiewicz, wspólnota, historia.
6. Miłosz: „Kroniki” istnienia. Sylwy. Białystok: Wydawn. Alter Studio 2015, 336 s. Katedra Badań Filolog. „Wschód-Zachód”, Wydz. Filolog. Uniw. w Białymstoku. Przełomy/Pogranicza, 16.
Zawartość: Od Autora; I. Rozdziały wielkich „Kronik”; II. Model. Miłosz i gatunki; III. Erudicon „Kronik”. Liryzm i figury wiedzy; IV. Argument za istnieniem Boga. Poezja transcendentalna; V. Pewność i cie(r)ń. O „Sześciu wykładach wierszem”; VI. Projekty ksiąg nienapisanych: „Rok myśliwego”, „Kroniki”; VII. „Kroniki” jako poezja Północy. Perspektywa intymistyczna; VIII. „Bezgraniczna historia trwała w tym momencie…” Sylwy antyapokaliptyczne; IX. Miłoszologia; X. Tak zamyka się ta Kronika.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Funkcje i geneza symboli maryjnych w „Dziadach” Adama Mickiewicza. W: Wilno i Kresy Północno-Wschodnie. T. 4. Literatura. Białystok 1996 s. 51-73. – Credo mistyka. Funkcje słowa w genezyjskiej twórczości Słowackiego. W: Poetyka przemiany człowieka i świata w twórczości Juliusza Słowackiego. Olsztyn 1997 s. 61-94. – Dlaczego „Maria”? Symboliczne funkcje tytułu w poemacie Antoniego Malczewskiego. W: Antoniemu Malczewskiemu w 170 rocznicę pierwszej edycji „Marii”. Białystok 1997, s. 137-179. – Teatr śmierci w „Balladynie”. Glosy do rozważań o wyobraźni poetyckiej Juliusza Słowackiego. „Pr. Polonist.” Ser. 52: 1997 s. 45-98. – Życie i śmierć mitu. „Faust polski” między XIX i XX wiekiem. T. 2. W: Postacie i motywy faustyczne w literaturze polskiej. Białystok 1997 s. 573-660 [na przykładzie twórczości A. Wata, M. Jastruna, A. Gołubiewa, L. Kołakowskiego, E. Kuryluk, M. Janion, J. Prokopiuka]. – Słowacki i libertyński rys kultury francuskiej. „Alm. Hist.-lit.” 1999 t. 2 s. 57-75. – Dialektyka marności i ocalenia w „Kronikach” Czesława Miłosza. W: Wilno i ziemia Mickiewiczowskiej pamięci. T. 2. W kręgu literatury i sztuki. Białystok 2000 s. 179-211. – Metahistoria i egzystencja (O doświadczeniu dziejów w Zygmunta Krasińskiego „Rozmowie 1824‒go z 1825‒tym rokiem”, listach oraz liryku „Nim słońce wejdzie, rosa wyżre oczy!”). W: Zygmunt Krasiński – nowe spojrzenia. Tor. 2001 s. 95-130. – Erudycja, indywidualizacja, inicjacja. O „Xiędzu Fauście” Tadeusza Micińskiego. Tezy o powieściowej wyobraźni. W: Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna. Tor. 2003 s. 152-191. – Doskonałość. O „Michałanielskim” „Rzeźbiarzu” Leopolda Staffa. W: Poezja Leopolda Staffa. Kr. 2005 s. 305-342. – Narracja i wyniszczenie. O „Spowiedzi” Calka Perechodnika. „Teksty Drugie” 2005 nr 4 s. 173-195. – Od historiografii do historiozofii. Mickiewiczowska refleksja o metodach poznania przeszłości (1832-1840). „Pam. Lit. ” 2005 z. 4 s. 79-99. – Przemiany obrazu i znaczenia Wilna w twórczości Adama Mickiewicza. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2005 nr 4 s. 111-139. – Homo nocturnus. Romantyzm Haliny Krukowskiej. W: Światło w dolinie. Białystok 2007 s. 25-50. – Mickiewicz, wspólnota, historia. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 2008 s. 54-72. – Nicością podszyty Słowacki (Juliusz). W: Nihilizm i historia. Studia z literatury XIX i XX wieku. Białystok; Wwa 2008 s. 201-259. – O interpretacji kuriozalnej. „Anthropos?” 2008 nr 10/11 (www.anthropos.us.edu.pl). – „Od Assuan aż do Siout…”. Egipskie notatki Juliusza Słowackiego. W: Album gdańskie. Gdańsk 2008 s. 322-345. – Siedem. O Auguście Antonim Jakubowskim. W: Nihilizm i historia. Studia z literatury XIX i XX wieku. Białystok; Wwa 2008 s. 17-79. – Hiob. Wojownik. O lirycznym arcydziele Juliusza Słowackiego „Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika…”. W: Modernizm. Zapowiedzi, krystalizacje, kontynuacje. Bydg. 2009 s. 62-105. – Ironia i idea. Obrazki greckie Marii Konopnickiej i Elizy Orzeszkowej. W: Twórczość Elizy Orzeszkowej w estetycznej przestrzeni współczesności. Grodno 2009 s. 164-180. – Symplifikat. Kartka z dziejów Mickiewiczowskiego mesjanizmu. W: Mickiewicz i nowoczesność. Kraków 2009 s. 325-384. – „Nie tylko Janczar, ale Polak”. Mickiewicz czyta „Pamiętniki Janczara”. W: Miscellanea literackie i teatralne. Cz. 2. Tradycje literackie i teatralne. Łódź 2010 s. 32-59. – Nieśmiertelność mitobiografii. O „Malczewskim” Antoniego Langego. W: Zapomniany dramat. T. 1. Wwa 2010 s. 313-328. – Tabu, ekstaza, upadek. „Michał Anioł” W. Kozickiego. W: Cykle i cykliczność. Białystok 2010 s. 329-346. - „To zawsze wielki człowiek, kto największy z ludzi”? (Napoleon, Malczewski, Jakubowski). W: Literatura, pamięć, kultura. Białystok 2010 s. 195-232. – Nikt. Czterdzieści i cztery głupstwa o mesjanizmie. „LiteRacje” 2011 nr 1 s. 78-94. – Paradoks i błysk. Uwagi o etosie środkowoeuropejskiego romantyka. W: Współczesne paradygmaty w literaturoznawstwie, językoznawstwie, translatoryce, pedagogice i kulturoznawstwie w kontekście interdyscyplinarnym, Częstochowa 2011 s. 147-162. – Wojna ody z balladą. Przypadek Adama Mickiewicza. W: Romantyczne repetycje i powroty, Częstochowa 2011 s. 155-200. – Stambuł. Śródziemnomorska podróż Adama Mickiewicza. W: Adam Mickiewicz w kontekstach kulturowych dawnych i współczesnych. Opole 2012 s. 317-338. – Apokalipsa romantycznych marionetek. O „Szanfarym” Juliusza Słowackiego. W: Czas Apokalipsy. Wwa 2012 s. 74-97. – Ateusz. O narodzinach prawdy absolutnej w „Szanfarym” Juliusza Słowackiego. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 284-314. – Piękno Słowackiego. W: Piękno Juliusza Słowackiego. T. I: Principia. Białystok 2012 s. 123-138. – Harsh! Adam Mickiewicz wobec Williama Shakespeare’a. W: Szekspir wśród znaków kultury polskiej. Kr. 2012 s. 51-78. – Rok 1819. Pierwszy romantyczny program dramatu narodowego Edwarda księcia Lubomirskiego. W: Noc. Symbol – temat – metafora. T. 1. Białystok 2012 s. 293-330. – Tragiczna i utracona. Ukraina w liryce Augusta Antoniego Jakubowskiego. W: „Szkoła ukraińska” w romantyzmie polskim. Wwa 2012 s. 217-256. – „Trochę dzika…” Konopnicka, wyobraźnia, ironia. W: Noc. Symbol – Temat – Metafora. T. II. Białystok 2012 s. 475-512. – Bezradność. Nauka – student – uniwersytet. W: Przyszłość polonistyki. Koncepcje – rewizje – przemiany. Katow. 2013 s. 305-324. – Ilgner. W: A. Ilgner, Pieśni triesteńskie. Kraków 2013 s. 71-85. – Fürst Edward Lubomirski und die literarischen Früchte seines Aufenthalts in Wien. „Jahrbuch des Wissenschaftlichen Zentrums der Polnischen Akademie der Wissenschaften in Wien”, Wiedeń, t. 4: 2013 s. 193-210. – Imaginarium Syberii/Sybiru. W: Sybir. Wysiedlenia – Losy – Świadectwa. Białystok 2013 s. 135-153. – Mickiewicz, Białoruś, profesor Swietłana Musijenko. W: Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy. Ser. 1: Prace dedykowane Profesor Swietłanie Musijenko. Białystok 2013 s. 17-30. – „Nadgrobek libertyna”. Mickiewicz – Trembecki – prelekcje paryskie. W: „Sofijówka” Stanisława Trembeckiego – konteksty i interpretacje. Rzeszów 2013 s. 15-41. – O białostockim projekcie badań nad kultura Żydów wschodniej polski. [Współaut.: B. Olech]. W: Żydzi wschodniej Polski. Ser. 1: Świadectwa i interpretacje. Białystok 2013 s. 13-25. – O efekcie interpretacyjnego domina. „Zesz. Nauk. Uniw. Zielonogórskiego. Ser. Scripta Humana” 2013 t. 1 s. 21-53. – Obraz literatury polskiej na wschodzie Europy. „Naukovi Zapiski”, Ostróg, 2013 nr 36 s. 94-98. – Rzeka Krutynia – Spychowska Struga. W: Urzeczenie. Locje literatury i wyobraźni. Katowice 2013 s. 159-176. – Szwajcaria nie zawsze poetyczna. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński. „Świat Tekstów. Rocz. Słupski” 2013 nr 11 s. 67-95. – Temat Zapolskiej. W: Życie i twórczość Gabrieli Zapolskiej. Stuttgart 2013 s. 61-86. – Tradycja i wyniszczenie. Gwiazdy Felicji Nowak. W: Żydzi wschodniej Polski. Ser. 1: Świadectwa i interpretacje, Białystok 2013 s. 195-222. – Czesław Miłosz i gatunki. „Wisnik ONU. Filologia”, Odessa, 2014 nr 1 s. 20-31. – Dakowicz. „Topos” 2014 nr 1/2 s. 133-142 [dot. teorii wiersza polskiego P. Dakowicza]. – Dora Kacnelson. Ta, która „zgadała przyszłe wieki”. W: Żydzi wschodniej Polski. Seria 2: W blasku i w cieniu historii, Białystok 2014 s. 56-92. – Głos „Polskiego wygnańca” o Ukrainie w Ameryce w 1837 roku po angielsku. „Ucrainistica. Zbìrnik naukovih prac”, Krzywy Róg, 2014 nr 12 s. 9-38. – Gry listowe Adama Mickiewicza. W: Mickiewicz niedoczytany… Wwa 2014 s. 151-174. – Hulaka rozgrzeszony. „Sofiówka” i Trembecki w listach Adam Mickiewicza. W: Szekspir, Słowacki i gdańskie okolice. Gdańsk 2014 s. 117-140. – Interpretacja projekcyjna. Prusowska lektura „Zdań i uwag” Adama Mickiewicza. „Tematy i Konteksty” 2014 nr 4 s. 432-444. – Ironia w strukturze dramatu. „Kasandra” Łesi Ukrainki. W: Dramat w nowych ujęciach teoretycznych. „Stud. slawistyczne”, Odessa; Białystok, 2014 s. 305-325. – Józef Ignacy Kraszewski – nowe style lektury. „Horevskie čteniâ. Sbornik naučnych rabot”, Grodno, 2014 nr 1 s. 81-95. – Józef Ignacy Kraszewski. Pisarz, myśliciel, autorytet. [Współaut.:] A. Janicka. W: Kraszewski i wiek XIX. Białystok 2014 s. 23-38. – Konstelacja Toposu. W: Konstelacja Toposu. Antologia poetycka. Sopot 2015 s. 205-220. – Lenziada. Heimatmuseum i dyskursy poprawnościowe. W: Wielokulturowy świat Siegfrieda Lenza. Studia. Białystok;Ełk 2014 s. 137-150. – Staropruski tekst Adama Mickiewicza. W: Funkcjonowanie języków i literatur na Litwie. Kalbų ir literatūrų funkcionavimas Lietuvoje. Vilnius 2014 s. 126-144. – Topografia mesjanistyczna; Aleksandria – Nil – nieskończoność. Egipt Juliusza Słowackiego. W: Atlas Polskiego Romantyzmu. Świat – Europa – Polska [on-line]. Warszawa 2014 [dostęp 31 stycznia 2016]. Dostępny w Internecie: fbc.pionier.net.pl/id/oai:rcin.org.pl:publication:70228. – Współpraca naukowa z krajami Europy Wschodniej. Uwagi sceptycznego entuzjasty; Obraz literatury polskiej na wschodzie Europy. Kultura i geopolityka. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. T. I. Opole 2014 s. 84-100; 356-365. – Z ducha klasycyzmu. Wiersze okolicznościowe Antoniego Malczewskiego. W: Poezja okolicznościowa w latach 1730-1830. Rzeszów 2014 s. 442-462. – „Zmora” i „Romanisko”. Legenda Romana Zmorskiego. W: R. Zmorski: Lesław. Białystok 2014 s. 127-165. – Zygmunt Gloger i wiek XIX. W: Z. Gloger: Pisma rozproszone. T. 1. Białystok 2014 s. 19-38. – Czarny romantyzm Augusta Antoniego Jakubowskiego. „Wiek XIX” 2015 s. 215-235. – Kanon literatury polskiej we „Wspomnieniach polskiego wygnańca” A.A. Jakubowskiego. „Ruch Lit.” 2015 z. 3 s. 259-273. - Kobieta żydowska: w kręgu inspiracji Chasi Bornstein-Bielickiej. W: Żydzi wschodniej Polski. Ser. 2. Kobieta żydowska. Białystok 2015 s. 15-26. – „Kordian”: forma dobrze przemyślana. W: Piękno Juliusza Słowackiego. T. III. Metamorphosis. Białystok 2015 s. 203-220. – Kraszewski z „Ankiety”. Nowe style lektury. W: Kraszewski i nowożytność. Białystok 2015 s. 15-30. – Litwy Mickiewicza. W: Praca – formula uspihu. Drogobyč 2015 s. 265-277. – Mroczny moment. O „Wspomnieniach polskiego wygnańca” Augusta Antoniego Jakubowskiego. W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Białystok 2015 s. 243-255. – Pozytywiści, Gloger, Orzeszkowa, Balicki: przełamywanie traumy. W: Pozytywiści warszawscy: „Przegląd Tygodniowy” 1866-1876. Ser. 1. Studia, rewizje, konteksty. Białystok 2015 s. 239-258. – Rzeka w czarnoromantycznym imaginarium. „Zamek kaniowski” Seweryna Goszczyńskiego. W: „Pr. Filol. Seria literaturoznawcza” 2015 s. 455-478. – Zygmunt Gloger. Prowincja jako centrum świata: Zygmunt Gloger. „Bibliotekarz Podlaski” 2015 nr 2 s. 60-70. – Z ducha Karpińskiego: Haliny Krukowskiej interpretacje „Pana Tadeusza”. W: Z ducha Franciszka Karpińskiego. Białystok 2015 s. 181-196. – Jan Leończuk. Pisarz – osobowość – dzieło. W: Bibliotheca mundi. Studia bibliologiczne ofiarowane Janowi Leończukowi. Białystok 2016 s. 29–48. – „Arcydzieło polszczyzny, epos narodowy”, tylko? W: Pan Tadeusz. Poemat, postacie, recepcja. Wwa 2016 s. 167-183. – Jan Leończuk. Poeta, dzieło, osobowość. W: Bibliotheca mundi. Białystok 2016 s. 29-47. – Nieznany rosyjski artykuł Tadeusza Micińskiego o Henryku Sienkiewiczu. „Bibliotekarz Podlaski” 2016 s. 201-228. – Polskie mitologie Odessy. W: Odessa w literaturach słowiańskich. Studia, Białystok - Odessa 2016 s. 178-213. – Pytanie (d)o Glogera. W: Zygmunt Gloger. Pisarz, myśliciel, uczony. Białystok 2016 s. 35-51. ‒ Rzeka jasna, rzeka ciemna. „Nad Wisłą. (Improwizacja)” Romana Zmorskiego. W: Wiersz–rzeka. Katow. 2016 s. 11-32. ‒ Tadeusz Miciński – krytyk sztuki. Przypadek Anny Zawadzkiej. W: Czytać Tadeusza Micińskiego. Siedlce 2016 s. 139-162. ‒ Wielkie stulecie Polaków – wiek XIX – koniec lektury? „Litteraria Copernicana” 2016 nr 4 s. 11-25. – Edukacja i światopogląd. Uniwersytety Zygmunta Glogera. W: Szkoła Główna. Kręgi wpływów. Wwa 2017 s. 209-225. ‒ Estetyka pism Tadeusza Micińskiego. W: Proza Tadeusza Micińskiego. Białystok 2017 s. 207-221. ‒ Inna tragiczność. „Z życia dworu wiejskiego” Zygmunta Glogera. „Bibl. Podlaski” 2017 nr 1 s. 51-71. ‒ Liberalna utopia. „Głos ze wsi w kwestii żydowskiej”. W: W kręgu judaizmu. Białystok 2017 s. 129-145. ‒ „...od najmłodszych lat pamiętam książki jego autorstwa w domowej biblioteczce...”. Rozmowa z Lilianą Gloger. Rozm. J. Ławski. „Bibl. Podlaski” 2017 nr 1 s. 141-148.
.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. A. Malczewski: Maria. Powieść ukraińska. Wprowadzenie napisali H. Krukowska i J. Ławski. Oprac. tekstu H. Krukowska. Białystok: Inst. Filologii Pol. Filii Uniw. Warsz. 1995, 183 s. Czarny Romantyzm. Wyd. 2 popraw. Białystok: Trans Humana 2002. Czarny Romantyzm.
2. Postacie i motywy faustyczne w literaturze polskiej. Materiały ogólnopolskiej konferencji naukowej, Białystok 23-26 października 1997. Pod red. H. Krukowskiej i J. Ławskiego. T. 1-2. Białystok: Inst. Filologii Pol. Uniw. w Białymstoku 1999, 2001, 529 + 670 s. Czarny Romantyzm.
3. Bizancjum, Prawosławie, Romantyzm. Tradycja wschodnia w kulturze XIX wieku. Red. nauk.: J. Ławski i K. Korotkich. Białystok: Wydawn. Uniw. 2004, 670 s. Uniw. w Białymstoku. Wydz. Filol., Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Pol. i w Europie Środkowo-Wschodniej – UW, UMK. Antyk Romantyków.
4. Problemy tragedii i tragizmu. Studia i szkice pod red. H. Krukowskiej i J. Ławskiego. Białystok: Inst. Filologii Pol. Uniw. w Białymstoku 2005, 1000 s. Czarny Romantyzm.
5. Apokalipsa. Symbolika, tradycja, egzegeza. Pod red. K. Korotkicha i J. Ławskiego. T. 1-2. Białystok: Inst. Filologii Pol. Uniw. w Białymstoku 2006-2007, 748 + 908 s. Uniw. w Białymstoku. Inst. Filologii Pol. Zakład Literatury Oświecenia i Romantyzmu. Międzywydziałowa Katedra Teologii Katolickiej. Czarny Romantyzm.
6. E.A.F. Klingemann: Straże nocne. Przeł. K. Krzemieniowa i M. Żmigrodzka. Wstęp: S. Dietzsch i M. Żmigrodzka. Oprac. tekstu i red. tomu J. Ławski. Białystok: Inst. Filologii Pol. Uniw. w Białymstoku 2006, 171 s., Czarny Romantyzm.
7. Światło w dolinie. Prace ofiarowane profesor Halinie Krukowskiej. Pod red. K. Korotkicha, J. Ławskiego, D. Zawadzkiej. Białystok: Uniw. w Białymstoku; Trans Humana 2007, 986 s. Czarny Romantyzm.
8. Ateny, Rzym, Bizancjum. Mity Śródziemnomorza w kulturze XIX i XX wieku. Pod red. J. Ławskiego i K. Korotkicha. Białystok: Trans Humana 2008, 1052 s. Antyk Romantyków.
9. Chrześcijańskie dziedzictwo duchowe narodów słowiańskich. Ser. 2. Wokół kultur śródziemnomorskich. Pod red. Z. Abramowicz i J. Ławskiego. T. 1-2. Białystok: Trans Humana 2009-2010, 694 + 563 s. Uniw. w Białymstoku. Zakład Językoznawstwa Hist. IFW [Inst. Filologii Wschodniosłowiańskiej].
10. Nihilizm i historia. Studia z literatury XIX i XX wieku. Wstęp: M. Sokołowski. Pod red. M. Sokołowskiego i J. Ławskiego. Białystok: Trans Humana; Wwa: [IBL PAN] 2009, 727 s. Zakład Literatury Oświecenia i Romantyzmu. Uniwersytet w Białymstoku; IBL PAN. Czarny Romantyzm.
T. 1. Literatura i słowo; T. 2. Historia, język, kultura.
11. J. Słowacki: Horsztyński. Tragedia w 5 aktach. Oprac. i wstęp: J. Ławski. Wr.: Ossol. 2009, CXXXVII, 209 s. BN I, 314.
12. Noc. Symbol, temat, metafora. Pod red. J. Ławskiego, K. Korotkicha, M. Bajki. T. 1-2. Białystok: Trans Humana 2011-2012, 741 + 993 s. Zakład Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych „Wschód–Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku, Fundacja Współpracy Pol.-Niem. Czarny Romantyzm.
T. 1. Wokół straży nocnych Bonawentury; T. 2. Noce polskie, noce niemieckie.
13. Prelekcje paryskie Adama Mickiewicza wobec tradycji kultury polskiej i europejskiej. Próba nowego spojrzenia. Praca zbiorowa pod red. M. Kalinowskiej, J. Ławskiego i M. Bizior-Dombrowskiej. Wwa: Wydawn. UW 2011, 404 s.
14. G. Kowalski: Duch w osobie. Bohater w dramatach Juliusza Słowackiego. Red. tomu: J. Ławski. Białystok: Uniw. w Białymstoku; Wwa: Nar. Centrum Kultury 2012, 156 s. Czarny Romantyzm.
15. Piękno Juliusza Słowackiego. T. 1-3. Przełomy, Pogranicza, 2, 6, 15.
Materiały z międzynarodowej konferencji. nauk. „Piękno Słowackiego”, 6-9 maja 2009, Białystok.
T. 1. Principia. Studia pod red. J. Ławskiego, K. Korotkicha, G. Kowalskiego. Białystok: Zakład Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych „Wschód‒Zachód”; Wwa: Nar. Centrum Kultury 2012, 700 s.
T. 2. Universum. Studia pod red. J. Ławskiego, G. Kowalskiego, Ł. Zabielskiego. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2013, 693 s.
T. 3. Metamorphosis. Studia pod red. J. Ławskiego, A. Janickiej, Ł. Zabielskiego. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2015, 753 s.
16. Pogranicza, cezury, zmierzchy Czesława Miłosza. Studia pod red. A. Janickiej, K. Korotkicha, J. Ławskiego. Wwa: Nar. Centrum Kultury; Białystok: Zakład Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych „Wschód‒Zachód”, Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku 2012, 723 s. Przełomy, Pogranicza, 1.
17. A.A. Jakubowski: Wspomnienia polskiego wygnańca. The remembrances of a Polish exile. Wydanie polsko-angielskie. Przekł., wstęp, red. tomu J. Ławski i P. Oczko. Białystok: Alter Studio 2013, 160 s. Czarny Romantyzm.
18. Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy. Idea i wstęp: J. Ławski. Red. nauk.: A. Janicka, G. Kowalski, Ł. Zabielski. Ser. 1-2. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2013, 842 + 795 s. Katedra Badań Filol. „Wschód‒Zachód”, Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego w Białymstoku, Stow. Nauk. „Oikoumene”. Colloquia Orientalia Bialostocensia, 3-4.
Materiały z konferencji, Białystok 2011. – Ser. 1. Prace dedykowane profesor Swietłanie Musijenko. Ser. 2. Wiktor Choriew in memoriam.
19. Sprawozdania z podróży muftiego Jakuba Szynkiewicza. Źródła, omówienia, interpretacje. [Oprac.:] G. Czerwiński. Red. nauk.: J. Ławski i G. Kowalski. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2013, 323 s. Colloquia Orientalia Bialostocensia, 5.
20. Starość. Doświadczenie egzystencjalne, temat literacki, metafora kultury. Koncepcja i wstęp: J. Ławski. Ser. 1-2. Białystok: Alter Studio 2013, 670 + 734 s. Katedra Badań Filol. „Wschód-Zachód”, Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku. Czarny Romantyzm.
Ser. 1. Rozpoznania. Red. nauk.: A. Janicka, E. Wesołowska, G. Kowalski.
Ser. 2. Zapisy i odczytania. Red. nauk.: A. Janicka, E. Wesołowska, Ł. Zabielski.
21. Sybir. Wysiedlenia, losy, świadectwa. Red. nauk.: J. Ławski, S. Trzeciakowska, Ł. Zabielski. Białystok: Muzeum Wojska 2013, 567 s. Colloquia Orientalia Bialostociensia, 6.
22. Żeromski. Tradycja i eksperyment. Idea i układ: J. Ławski. Red. nauk.: A. Janicka, A. Kowalczykowa, G. Kowalski. Rapperswill; Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2013, 591 s. Przełomy, Pogranicza, 7.
23. Żydzi Wschodniej Polski. Red. nauk.: B. Olech i J. Ławski. Ser. 1-3. Colloquia Orientalia Bialostociensia, 2, 7, 13, 18, 27.
Materiały z konferencji, 17-18 VI 2013, Białystok.
Ser. 1. Świadectwa i interpretacje. Białystok: Alter Studio 2013, 531 s.
Ser. 2. W blasku i w cieniu historii. Red. nauk.: B. Olech i J. Ławski. Białystok: Alter Studio; Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego 2014, 687 s.
Ser. 3. Kobieta żydowska. Red. nauk.: A. Janicka, J. Ławski, B., Olech. Białystok: Alter Studio 2015, 610 s.
Ser. 4. Uczeni żydowscy. Red.: G. Czerwiński, J. Ławski. Białystok: Alter Studio 2016, 405 s.
Ser. 5. W kręgu judaizmu. Red. nauk. J. Ławski i I. E. Rusek ; [Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Białymstoku, Katedra Badań Filologicznych „Wschód-Zachód” Uniwersytetu w Białymstoku, Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Izrael, Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego, Stowarzyszenie Naukowe „Oikoumene”] 2017, 436 s.
24. Dramaturgiâ v rakursah novejših teoretičeskih issledovanij. Dramat w nowych ujęciach teoretycznych. Studia slawistyczne. Red. nauk.: N. Maliutina i J. Ławski. Białystok: Alter Studio, Odessa: Uniw. w Odessie 2014, 420 s. Colloquia Orientalia Bialostociensia, 11.
Teksty częściowo w jęz. pol. i ukr.
25. Z. Gloger: Pisma rozproszone. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego.
T. 1. 1863-1876. Red. nauk.: J. Ławski i J. Leończuk. Wstęp: J. Ławski i G. Kowalski. Oprac. tekstów i przyp.: G. Kowalski i Ł. Zabielski. Noty i słownik czasopism: A. Janicka. Indeksy: M. Siedlecki, M. Jurkowska. 2014, 896 s.
T. 2. 1877-1886. Red. nauk.: J. Ławski i J. Leończuk. Wstęp: A. Janicka, D. Rembiszewska. Oprac. tekstów i przyp.: S. Kochaniec, M. Siedlecki, G. Kowalski i Ł. Zabielski. Noty i słownik czasopism: A. Janicka. Indeksy: M. Siedlecki, M. Jurkowska. 2015, 800 s.
T. 3. 1890-1910. Red. Nauk.: J. Ławski i J. Leończuk. Wstęp: J. Ławski, M. Rutkowski, Ł. Zabielski. Oprac. tekstów i przypisy: S. Kochaniec, M. Siedlecki, Ł. Zabielski. Noty i słownik czasopism: A. Janicka. Indeksy: M. Siedlecki. 2016, 900 s.
26. Horevskie čteniâ. Sbornik naučnych rabot. Vyp. 1. [Pod red.] S.F. Musienko. [Red. współpracujący: J. Ławski, A. Kieżuń, G. Borkowska, M. Czermińska, T. Budrewicz. Grodno: ÛrSPrint 2014, 273 s.
27. Kraszewski i wiek XIX. Idea i układ tomu: J. Ławski. Red. nauk.: A. Janicka, K. Czajkowski, P. Kuciński. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego, Katedra Badań Filol. „Wschód‒Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku 2014, 700 s. Przełomy, Pogranicza, 12.
Teksty częściowo w jęz. białorus. i ukr.
28. R. Löw: Literackie podsumowania: polsko-hebrajskie i polsko-izraelskie. Red. tomu, oprac.: M. Siedlecki, J. Ławski. Posł.: B. Olech. Białystok: Katedra Badań Filol. „Wschód–Zachód”, Wydz. Filolog. Uniw. w Białymstoku 2014, 256 s. Przełomy, Pogranicza.
29. T.A. Olizarowski: Poematy. Z autografu i pierwodruku oprac., wstępem poprzedziła M. Burzka-Janik. Red. tomu: M. Burzka-Janik, J. Ławski. Białystok: Alter Studio 2014, 930 s. Czarny Romantyzm.
30. Wielokulturowy świat Siegfrieda Lenza. Red. nauk.: J. Ławski i R. Żytyniec. Białystok: Alter Studio; Ełk: Muzeum Historyczne 2014, 319 s., Colloquia Orientalia Bialostociensia, 12.
31. R. Zmorski: Lesław. Szkic fantastyczny. Wstęp i opr. tekstu: H. Krukowska. Red. tomu i oprac. aneksu: J. Ławski. Białystok: Alter Sudio, 2014, 392 s. Czarny Romantyzm.
32. J.W. von Goethe: Baśń. Das Märchen. Wydanie polsko-niemieckie. Przekł.: K. Krzemień-Ojak. Wstęp: W. Kunicki, J. Ławski. Red.: J. Ławski. Białystok: Alter Studio; Fundacja Współpracy Pol.-Niem. 2015, 154 s. Czarny Romantyzm, 28.
33. Kraszewski i nowożytność. Studia. Idea i układ tomu: J. Ławski. Red. nauk.: A. Janicka, K. Czajkowski, Ł. Zabielski. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego, Katedra Badań Filol. „Wschód-Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku 2015, 857 s. Przełomy, Pogranicza, 14.
34. J. Poliszczuk: Ukraińskie rozstaje. Studia. Red. tomu i oprac. tekstu: J. Ławski i M. Siedlecki. Białystok: Katedra Badań Filol. „Wschód–Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku 2015, 174 s. Studia Ukr., 1. Przełomy, Pogranicza, 11.
35. G.H. von Schubert, Nocna strona przyrodoznawstwa. Przekł.: K. Krzemieniowa. Wstęp: S. Dietzsch, A. Bonchino, J. Ławski. Przyp.: Ł. Krzemień-Ojak, S. Dietzsch. Oprac. i wprowadzenie do tomu: J. Ławski. Białystok: Alter Studio; Fundacja Współpracy Pol.-Niem. 2015, 285 s. nlb. Czarny Romantyzm, 30.
36. Władysław Słowacki. Narracje. Wstęp, przyp. i bibliogr.: G. Kowalski. Red. Tomu: J. Ławski. Białystok: Alter Studio 2015, 297 s. Czarny Romantyzm, 31.
37. Z ducha Franciszka Karpińskiego. Studia i rozmowy. Red.: D. Kulesza, J. Ławski. Białystok: Uniw. w Białymstoku 2015, 362 s. Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”; Katedra Badań Filol. „Wschód–Zachód”; Książnica Podlaska im. Ł. Górnickiego; Wydział Filologiczny Uniw. w Białymstoku.
38. Żeromski: Piękno i wolność. Studia. Idea i układ tomu: J. Ławski. Białystok, Rapperswil: Prymat; Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego; Muzeum Pol. w Rapperswilu 2015, 537 s. Przełomy, Pogranicza, 10; Studia o Stefanie Żeromskim, 10.
39. E. Małłek: Gdzie jest moja Ojczyzna? Wspomnienia. Wstęp, oprac. tekstu i red.: J. Ławski. Przedsłowie: ks. D. Zuber. Białystok; Ełk 2016, 721 s. Katedra Badań Filol. „Wschód–Zachód” - Parafia Miłości Bożej Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w Ełku. Colloquia Orientalia. Wyd. 2 popraw. tamże 2017.
40. W. Szymanowski: Michał Sędziwój. Dramat. Wstęp i oprac. tekstu: G. Czerwiński, A. Janicka. Red. tomu: J. Ławski. Białystok: Wydawn. Prymat 2015, 375 s. Czarny Romantyzm, 33.
41. S. Witwicki: Edmund. Wstęp i oprac. tekstu: M. Sokołowski. Aneks, oprac. i wstępem poprzedziła M. Burka-Janik. Red. tomu: J. Ławski, H. Krukowska. Białystok: Alter Studio 2015, 297 s. Czarny Romantyzm, 32.
42. Bibliotheca mundi. Studia bibliologiczne ofiarowane Janowi Leończukowi. Red.: J. Ławski, Ł. Zabielski. Białystok: Katedra Badań Filol. „Wschód–Zachód”; Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego, 2016, 972 s. Colloquia Orientalia, 17.
43. J. Sękowski: Fantastyczne podróże barona Brambeusa. [Powieść]. Wprowadzenie: J. Ławski, J. Dziedzic. Red. J. Ławski. Białystok: Wydawn. Prymat 2016, 320 s. Czarny Romantyzm.
44. Odessa w literaturach słowiańskich. Studia = Odesa u slov'âns'kih lìteraturah. Studìï. Red.: J. Ławski, N. Maliutina. Białystok: Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego, Wydawn. Prymat; Odessa: [Muzeum Literatury w Odessie] 2016, 1022 s. Colloquia Orientalia Bialostocensia, 21.
45. Zygmunt Gloger. Pisarz, myśliciel, uczony. Studia. Red. nauk. Jan Leończuk, Jarosław Ławski, Łukasz Zabielski. Białystok: [Wydz. Filolog. Uniw. w Białymstoku. Katedra Badań Filol. „Wschód-Zachód” Uniw. w Białymstoku, Książn. Podlaska im. Ł. Górnickiego] 2016, 368 s.
46. E. Young: Myśli nocne. układ tomu, opracowanie i redakcja tekstów polskich, przypisy i bibliografia: Ł. Zabielski. Przekł.: F. Rydzewski, F. Ksawery Dmochowski. Oprac. i red. tekstów ang.: J. Partyka. Wprowadzenie: M. Sokołowski, Ł. Zabielski. Red. tomu i konsultacja nauk.: H. Krukowska, J. Ławski. [Katedra Badań Filol. „Wschód-Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku] 2016, 869 s.
47. Proza Tadeusza Micińskiego. Studia. Red. nauk. M. Bojko, W. Gutowski, J. Ławski. Wstęp: J. Ławski. Białystok: [Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Białymstoku. Katedra Badań Filol. „Wschód-Zachód” Uniwersytetu w Białymstoku] 2017, 596 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Wyobraźnia lucyferyczna

 	J. WRÓBEL. „Ruch Lit.” 1996 z. 5.

Marie romantyków

 	M. BĄK. „Ruch Lit.” 2004 z. 4/5.
 	E. SZCZEGLACKA: Metafizyczne wizje kobiecości. „Prz. Hum.” 2004 nr 5.
 	A. SEKUŁA: „Wyróść musisz na dziewicę”. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2.
 	J. WIJAS. „Pam. Lit.” 2005 z. 4.

Ironia i mistyka

 	U.M. ŁEBKOWSKA. „Ruch Lit.” 2006 z. 45.

Bo na tym świecie Śmierć

 	W. KALISZEWSKI: Oślepiająca ciemność. „Nowe Książ.” 2009 nr 12.
</document>
<document nplp_id="2983" title="Krzysztof MASŁOŃ" slug="krzysztof-maslon">ur. 1953

Krypt.: (mas).

Krytyk literacki, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 29 czerwca 1953 w Warszawie; syn Wacława Masłonia, prawnika, i Alicji ze Świderskich, urzędniczki. Uczył się w XXX Liceum Ogólnokształcącym w Warszawie; w 1972 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską początkowo na WSP w Białymstoku (Filii Uniwersytetu Warszawskiego), a od 1975 na UW w Warszawie; w 1977 uzyskał magisterium. Już podczas studiów podjął praktykę dziennikarską w dziale oświatowym redakcji „Sztandaru Młodych” i zaczął pisać swoje pierwsze recenzje; w piśmie tym debiutował jako krytyk literacki w 1978 omówieniem powieści Mieczysława Olbromskiego pt. Dyskoteka (nr 52). Recenzje, artykuły, wywiady i noty publikował nadal w „Sztandarze Młodych” (do 1981), a także w tygodniku „Razem” (1979, 1984-86; na łamach pisma przeprowadzał wywiady z muzykami rockowymi), w „Świecie Młodych” (1983), „Perspektywach” (1984-85), „Życiu Warszawy” (1987-90; podp. (mas)). W 1990 podjął stałą współpracę z dziennikiem „Rzeczpospolita”, publikując na jego łamach liczne artykuły, wywiady, recenzje z literatury polskiej i zagranicznej (podp. też: (mas)); przez pewien czas prowadził dodatek „Rzeczpospolita i Książki”, podjął też współpracę z weekendowym dodatkiem gazety pt. „Plus Minus”. Liczne recenzje oraz artykuły promujące i komentujące nowości wydawnicze zamieszczał w „Magazynie Literackim Książki” (1998-2000, 2003-07), a także w łódzkim tygodniku „Angora” (2004-05). W 2000 otrzymał Nagrodę Ikara, a w 2005 nagrodę Pikowy Laur, przyznaną przez Polską Izbę Książki za najciekawszą prezentację książki w mediach drukowanych. W 2005 został członkiem SPP. Otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2006). W 2010 wszedł w skład kapituły konkursu o „Nagrodę Złotej Ryby”, zorganizowanego przez Fundację M. Rybińskiego, a w 2011-16 był członkiem jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Kontynuował współpracę z dziennikiem „Rzeczpospolita” publikując w 2010-11 na łamach tygodniowego dodatku kresowego cykle szkiców pt. Lektury kresowe i Ta joj. W 2011-12 współpracował z tygodnikiem „Uważam Rze” (tu w 2011 cykl recenzji pt. Książki kalekie). W 2011 wszedł w skład kapituły Nagrody im. C.K. Norwida (w kategorii literatura; od 2014 przewodniczący). W listopadzie 2012 wszedł do zespołu pisma „W Sieci”, a w styczniu 2013 podjął współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”. W 2014 został członkiem jury Nagrody „Identitas”, w 2015 Warszawskiej Nagrody Literackiej, a w 2017 – Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego. Mieszka w Skierdach pod Warszawą.
TWÓRCZOŚĆ
1. Lekcja historii najnowszej. [Szkice i wywiady]. Kr.: WL 2003, 292 s.
Zawiera szkice: Lenin i Guevara: mistrz i uczeń. Człowiek z fotografii; Wojciech Bąk. Niczego mu nie oszczędzono, – nadto rozmowy z C. Fuentesem, A. Ozem. W. Bukowskim, I. Kertészem, P. Hertzem, W. Suworowem, J. Karskim (J. Kozielewskim), W. Szentalinskim, J. Krasińskim, K. i H. Fieldami, T.G. Ashem, J.W. Borejszą, T. Szarotą, Cz. Miłoszem, W. Boleckim, J. Giedroyciem, D. Stołypinem, W. Odojewskim, W. Zalewskim, K. Orłosiem, H. Grynbergiem, S. Bieniaszem, A. Makine’em. – Dot. m.in. antysemityzmu, ruchów narodowych, totalitaryzmu.
2. Miłość nie jest nam dana. [Wywiady i szkice]. Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 158 s.
Zawartość: Żywa pamięć. Rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim; Civis Romanus sum. Rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem; Miłość nie jest nam dana. Pierwsza rozmowa z Wiesławem Myśliwskim; Żal nie zatrzyma świata. Druga rozmowa z Wiesławem Myśliwskim; Po przejściu dwóch huraganów. Rozmowa z Jackiem Bocheńskim; Bicz Boży. Rozmowa z Januszem Głowackim; Pożytki z Conrada. Rozmowa ze Zdzisławem Najderem; Chciał uwieść Europę. Rozmowa z Ritą Gombrowicz; Wariackie przedsięwzięcie. Rozmowa z Czesławem Miłoszem; Upajająca przyjemność opowiadania. Rozmowa z Jerzym Pilchem; Nie było ważne: diabeł czy komuniści. Rozmowa z Jarosławem Abramowem-Newerlym; Ludzki pan, nie Neron. Rozmowa z Józefem Henem; Pisarskie powidoki. Rozmowa z Joanną Siedlecką; Moją magdalenką jest nahaj. Rozmowa z Wojciechem Kuczokiem; Nie kłam sobie, a nikt ci nie skłamie. O Jacku Kaczmarskim; Tak blisko od serca do papieru. Agnieszka Osiecka 1936-1997.
3. Żydzi, Sowieci i my. [Szkice i wywiady]. Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 223 s.
Teksty druk. wcześniej w „Rzeczpospolitej”: Tu i teraz, tam i wtedy. O książce „My z Jedwabnego” Anny Bikont; Mysz i ludzie. O komiksie Arta Spiegelmana; Kogo zdradzono o świcie. O książce „Żydzi i Polacy 1918-1955” [J.M. Chodakiewicza]; Inżynierowie dusz. O ludziach pióra w Sowietach i Rosji; Traktat o lwach i mendach. Wspomnienia i sny Władimira Maksymowa; Być Rosjaninem, jakaż to pokusa! O biografii Aleksandra Sołżenicyna; Zwalili go do fosy. O Osipie Mandelsztamie; Polska chce, żebym jej służył. O Jarosławie Marku Rymkiewiczu, – nadto wywiady z: W. Dichterem, I. Kertészem, L. Begleyem, A. Lustigerem, A. Appelfeldem, I. Fink, N. Zieńkowiczem, B. Sokołowem, W. Aksionowem, W. Jerofiejewem, T. Tołstoj, J.M. Chodakiewiczem, T. Jastrunem, P. Huelle, E. Rylskim, M. Harnym, N. Daviesem, J.M. Rymkiewiczem, S. Courtois, J.-L. Panné, A. Paczkowskim.
4. Bananowy song. Moje lata 70. [Wspomnienia]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2006, 222 s.
5. Nie uciec nam od losu. [Szkice i wywiady]. Wwa: Prószyński i S-ka 2006, 222 s.
Zawiera szkice druk. wcześniej na łamach „Rzeczpospolitej”. – Zawartość: Odwaga bycia pisarzem. O Gustawie Herlingu-Grudzińskim; Profeta z Londynu. O Juliuszu Mieroszewskim; Pochwała wolnych ust. O Józefie Wittlinie; Blisko Wańkowicza. O Joannie Ziółkowskiej-Boehm i Melchiorze Wańkowiczu; [W.] Łysiak na brzegu rzeki; Nie uciec nam od losu. O Czesławie Miłoszu; Jeźdźcy Apokalipsy. Czesław Miłosz – Andrzej Trzebiński: spór o wartości absolutne; Stary. O Jarosławie Iwaszkiewiczu; Co powie ryba. O Antonim Słonimskim; Naukowcy, filozofowie i Pan Antoni. O Antonim Słonimskim; Miłość pełna swarów. O Ksawerym Pruszyńskim; Pisane w czyśćcu. O Jerzym Andrzejewskim; Kapłańskie szaty błazna. O Marku Hłasce; Italiam, italiam. O Zygmuncie Kubiaku; Tylko ty żyj, książeczko! Wcale nie dbam o śmierć. Jeszcze o Zygmuncie Kubiaku; Każdemu to, czego potrzebuje najbardziej. O Janie Twardowskim; Poeta, psy i gwiazda. O Zbigniewie Herbercie; Pułkownik Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci. Jeszcze raz o Zbigniewie Herbercie; Jam złodziej, czarodziej. O Marku Nowakowskim; Bądź zdrów. Idę spać. Idę umrzeć. O Edwardzie Stachurze; Kolczastość Tadeusza Konwickiego; Wielkie zauroczenie. O Eustachym Rylskim i jego „Warunku”; Wyjście z cienia. O Eustachym Rylskim. – Nadto wywiady z P. Mitznerem o J. Iwaszkiewiczu, J. Siedlecką o Z. Herbercie, T. Konwickim.
6. Puklerz Mohorta. Lektury kresowe. Pozn.: Zysk i S-ka 2014, 502 s.
Szkice druk. w tygodniowym dod. kresowym do „Rzeczpospolitej” w l. 2010-2011 w cyklach „Lektury kresowe” i „Ta joj”. – Zawartość: Czortkowskie Cuda-wianki. Jarosław Abramow-Newerly [dot.: Granica sokoła]; Dwa teatry. Erwin Axer; Szept ziemi. Natalka Balbina [dot.: Miasto ryb]; Spotkanie w Bummelcugu. Władysław Bełza [o spotkaniu J. Wittlina z W. Bełzą]; Kufer na plecach. Jerzy Beski [dot.: Moje Podole 1930-1945]; Jóźko w polskim mundurze. Józef Bezładu [właśc. F. Neumeuer; dot.: Akademia Jóźka, Jóźko żołnierzem polskim]; Diabły wołyńskie. Wacław Biernacki [dot. m.in.: Straszny gość]; Z publiczności nie przyszli wszyscy. Stanisław Brandowski [dot. rec. operetki „Zuzia” druk. w „Śmigusie” 1913 nr 10]; Milczenie miasta. Leopold Buczkowski [dot.: Czarny potok]; Aprikosenkranz i Untenbaum. Wiktor Budzyński [o tekstach do kabaretowej audycji radiowej]; Wielkie księstwo Bałaku. Andrzej Chciuk; Jak stąd do Winnik. Andrzej Chciuk; W zaścianku. Florian Czarnyszewicz [dot.: Nadberezyńcy]; Chłopska niszczyzna. Jan Czeczot [dot. piosenek i wierszy]; Na szwabską nutę. Karl Emil Franzos; Wróble nad pomnikiem. Aleksander Fredro; Najlepszy bilard u Szpica. Konstanty Ildefons Gałczyński [dot. pobytu poety w Wilnie]; Słodkie powietrze Podola. Maurycy Goławski [dot. m.in.: Poezja ułana polskiego poświęcona Polkom]; Opętany polskością. Seweryn Goszczyński; Ropa z otwartej rany. Kazimierz Hałaburda; Truskawiec. Lato 1936. Zygmunt Haupt; Poleskie żółte piaski. Krzysztof Hejke [dot. m.in. albumu „Polesie”]; Gorzko, bardzo gorzko. Wiesław Helak; Guma arabska… Kropelka krwi. Marian Hemar; Deklaracja wierności. Zbigniew Herbert [dot.: R. Żebrowski: Zbigniew Herbert]; Nie cali śmieszne. Adam Hollanek [dot.: Ja z Łyczakowa; Mudrahel]; Krzywa szabla nad miastem. Tadeusz Hollender; Bzy na Rossie. Witold Hulewicz [dot. m.in.: R. Kiersznowski: Tam i wtedy]; Cierń i róża. Jarosław Iwaszkiewicz; Wystarczyło ledwie pół wieku. Jerzy Janicki [dot. m.in.: Krakidały]; Biały cadillac. Jerzy Janicki [dot. m.in.: Czkawka]; Dziewięć pałków w koronie. Paweł Jasienica [dot.: Pamiętnik]; Skradzione skrzydła św. Michała. Franciszek Jaworski [dot.: Lwów stary i wczorajszy]; Płacz na dworcu w Lidzie. Aleksander Jurewicz [dot.: Lida oraz rozm. z A. Hlebowiczem w tomie: Wielkie Księstwo Pana Boga i okolice ]; Marsz stąd! Stanisław Kierbedź; O Hajdamakach. Ks. Jędrzej Kitowicz [dot.: Opis obyczajów za panowania Augusta III]; Lwowianka! Lwowianka! Lwowianka! Anda Kitschman; Lodowa północ i wrzące południe. Sebastian Klonowic [dot.: Roxolania]; Ej, nie traćże nadzieje. Wespazjan Kochowski; Zaginiona planeta. Felicja Konarska [dot.: Wołyń – moja tęsknota i inne miniaturki]; Ref-Renowa nuta. Feliks Konarski [dot. m.in. pieśni: Czerwone maki na Monte Cassino]; Ziemia Dobrych Ludzi. Tadeusz Konwicki [dot. m.in.: B. Osadczuk: Trójkąt ukraiński]; Praudu ksiądz każe. Tadeusz Konwicki [dot.: Bohiń]; Na zhubu i pohybel. Zofia Kossak [dot.: Pożoga]; Na pograniczu… walijskim. Janina Kowalska [dot.: Moje uniwersytety; Pogranicze]; Pożegnanie z Wołyniem. Józef Ignacy Kraszewski [dot. utworu: Mnie żal]; W lasach poleskich. Józef Ignacy Kraszewski; To wszystko jest Polszcza. Maria Kuncewiczowa [dot.: Leśnik]; Mozart na ulicy Alembeków. Andrzej Kuśniewicz [dot. m.in.: Mieszaniny obyczajowe]; W Golicji i Głodomerii. Jan Lam [dot.: Wielki świat Capowic]; Niedostępny tłum wspomnień. Stanisław Lem [dot.: Wysoki Zamek]; Wiersze atamana. Józef Łobodowski [dot.: Złota hramota]; Śmierć lwowskiego Dumasa. Walery Łoziński; Oczajdusze i hultaje. Władysław Łoziński [dot.: Prawem i lewem]; Lwowskie vestigium. Waldemar Łysiak [dot.: Salon]; Sztob ty zharieu! Józef Mackiewicz [dot.: Bunt rojstów]; Zawsze „enfant terrible”. Stanisław Cat-Mackiewicz; Sentyment narodził się później. Janusz Majewski [dot. książki i filmu: Mała matura]; Miasto Polską obłąkane. Kornel Makuszyński [dot.: Uśmiech Lwowa]; Dusza stepowa. Antoni Malczewski [dot.: Maria]; Na upamiętanie ludziom swawolnym. Iwan Mazepa [dot. dworzanina Jana Kołodyńskiego]; Ofiara świerzopa. Adam Mickiewicz; Wielki bibuła. Mikołaj Mickiewicz; Alatheia, czyli przypomnienie. Czesław Miłosz [dot. szkicu: Miejsca utracone]; Egzotyczna litewskość. Oskar Miłosz; Z księgi cytatów Kazimierza Pawlaka. Andrzej Mularczyk [dot. bohatera filmu „Sami swoi”]; Na nowo w Krużewnikach. Andrzej Mularczyk [dot.: Każdy żyje jak umie]; W kraju nieznanym. Zygmunt Nowakowski; Kresowa Yoknapatawpha. Włodzimierz Odojewski [dot. cyklu podolskiego]; Czort swoje, baba swoje. Franciszek Olechnowicz [dot. jednoaktówki „Czort i baba”]; Huculska mamałyga. Tadeusz Olszański [dot.: Kresy Kresów]; Dolina Świsłoczy. Eliza Orzeszkowa; Horkaja dola. Eliza Orzeszkowa [dot.: Dziurdziowie]; Hezjod z Ukrainy. Tomasz Padura; Cóż za majster! Jan Parandowski [dot.: Niebo w płomieniach]; Paw wcale nie śmieszny. Leon Pasternak; Ze śpiewem na ustach. Anna Pawełczyńska [dot.: Koniec kresowego świata]; Straszna czerwona nić. Michał K. Pawlikowski [dot.:Wojna i sezon]; Tę ziemię mamy w nozdrzach… Michał K. Pawlikowski [dot.: Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego]; Grypsera z myszką. Sergiusz Piasecki; Puklerz Mohorta. Wincenty Pol [dot. rapsodu W. Pola: Mohort]; Znajdziesz, znajdziesz, boćwino! Wacław Potocki; Krawężniki w Kisielinie. Ksawery Pruszyński; Radion sam mówi. Ksawery Pruszyński [dot.: Podróż po polsku]; Pisarska samosiejka. Maria Rodziewiczówna; Poleska wieża Babel. Maria Rodziewiczówna; Polski Amsterdam. Ignacy Schiper [dot.: Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich]; Barbarzyńcy na ulicach. Bruno Schulz; Pan z panów. Henryk Sienkiewicz [dot. miejsca akcji „Ogniem i mieczem”]; Jubileusz we Lwowie. Henryk Sienkiewicz; Góra królowej Bony. Juliusz Słowacki; Jak rybka po Dunaju. Stanisław Srokowski; Nasze łacińskie litery. Zygmunt Starorypiński [dot.: Między Kamieńcem i Archangielskiem]; Zatopione miasto. Julian Stryjkowski [dot. m.in.: Głosy z ciemności]; Rozmówki bieżeńców. Julian Stryjkowski [dot. m.in.: To samo, ale inaczej]; Lirnik litewski. Władysław Syrokomla; Zachód słońca nad Kajzerwaldem. Witold Szolginia [dot.: Dom pod Żelaznym Lwem; Tamten Lwów]; Co dechni, to brechni. Witold Szolginia; Inni szatani byli tam czynni. Kornel Ujejski; Dla Hucuła nie ma życia jak na połoninie. Stanisław Vincent [dot.: Na wysokiej połoninie]; Kulikowski smak nieba. Kazimierz Wajda; W Monasterzyskach. Helena Walewska-Sobolewska [dot.: Droga przez czas]; A niech oni skisno! Melchior Wańkowicz; Tarantula zaleszczycka. Melchior Wańkowicz [dot reportażu: Jarem Dniestrowym]; Maścić trza zdrowo. Janusz Wasylkowski; Pojedziemy na łów. Józef Weysenhoff; Maturzyści z Drohobycza. Kazimierz Wierzyński; Lwowskie „Dziady”. Józef Wittlin [dot. eseju: Mój Lwów]; Prosto z Podola. Julian Wołoszynowski [dot.: Opowiadania podolskie]; Galicyjskie zajazdy. Karel Vladislav Zap; Siostra w wieczności. Kazimiera Zawistowska; Dość mu trzech słów. Henryk Zbierzchowski; Nadmiar i przesyt. Tadeusz Zubiński [dot.: Ogień przy drodze].
7. Od glorii do infamii. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy. Pozn.: Zysk i S-ka 2015, 349 s.
Zawiera szkice publ. wcześniej na łamach dod. hist.: „Historia. Uważam Rze” i „Historia. Do Rzeczy”: Kontra komunizmowi. Józef Mackiewicz; Straszna czerwona nić. Michał K. Pawlikowski; Polski Chateaubriand. Stanisław Cat-Mackiewicz; Żydzięta i Ciołek. Karol Zbyszewski; Drugi po Sienkiewiczu. Antoni F. Ossendowski; Upiorny chichot historii. Bruno Jasieński; Słowo o kapitanie „Orliku”. Władysław Broniewski; Fanfary i sygnały. Melchior Wańkowicz; Co się opłaciło ojczyźnie. Paweł Jasienica; Gra przez żywot cały. Czesław Miłosz; Co się komu śni. Sergiusz Piasecki; Sfałszowany obraz pisarza. Ferdynand Goetel; Babel po polsku. Stanisław Rembek; Nic oprócz pieśni kozackiej. Ksawery Pruszyński; Proza wysokich wymagań. Gustaw Herling-Grudziński; Ataman Łoboda. Józef Łobodowski; Sztuczki Mistrza Ildefonsa. Konstanty I. Gałczyński; Ile słów, tyle łgarstw. Julian Tuwim; Poeta arcydzieł. Jan Lechoń; Żywioł bałaku. Andrzej Chciuk; Życie z własnego wyboru. Andrzej Bobkowski; Boleśnie piękne urojenia. Marek Hłasko; Jak wszystko stawało się niczym. Jarosław Iwaszkiewicz; Rozdwojenie jaźni. Adam Ważyk; Duchowy autorytet narodu. Jerzy Andrzejewski; Wszystko było pomyłką. Mieczysław Jastrun; Oportunista chełpliwy. Kazimierz Brandys; Literat wyżej wtajemniczony. Jerzy Putrament; Świat mniejszy od serca. Stanisław Baliński; Poeta przeznaczonej ziemi. Kazimierz Wierzyński; Minio w skóry odziany. Janusz Minkiewicz.
8. W pisarskim czyśćcu. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy. Pozn.: Zysk i S-ka 2017, 372 s.
Dot. R. Bratnego, T. Konwickiego, W. Szymborskiej, Z. Herberta, S. Barańczaka, E. Stachury, M. Brandysa, A. Osieckiej, A. Bursy, L. Tyrmanda, I. Iredyńskiego, A. Kuśniewicza, W. Woroszylskiego, S. Grochowiaka, W. Żukrowskiego, J. Stryjkowskiego, W. Bąka, T. Różewicza, A. Trzebińskiego, T. Gajcego, T. Borowskiego, T. Bujnickiego, J. Przybosia, M. Dąbrowskiej, M. Grydzewskiego, M. Hemara, L. Kruczkowskiego, W. Wasilewskiej, A. Słonimskiego, J. Krasińskiego, J.M. Rymkiewicza, M. Nowakowskiego.
Prace redakcyjne
1. A. Mickiewicz: Dziady. [Utwór dramatyczny]. Oprac.: K. Masłoń. Wwa: Jota 1990, 47 s. Wyd. 2 tamże 1992.
2. A. Fredro: Zemsta. [Utwór dramatyczny]. Oprac.: K. Masłoń. Wwa: Jota 1991, 40 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiad: Kaczyński nie dyktuje mi artykułów. Rozm. M. Płociński. „Rzeczpospolita” 2016 nr 212 [dot. m.in. listu otwartego członków jury nagrody „Angelus” wobec obecności w nim K. Masłonia].

Lekcja historii najnowszej

 	J. TOMKOWSKI: Niepokorni uczniowie historii. „NoweKsiąż.”2004 nr 4.

Miłość nie jest nam dana

 	A. BORKOWSKI: Opowiedzieć siebie. „Nowe Książ.”2006 nr 3.

Żydzi, Sowieci i my

 	I. MORAWSKI: W poszukiwaniu tożsamości. „Nowe Książ.”2005 nr 8.

Bananowy song

 	D. NOWACKI: Ósma dekada. „Nowe Książ.” 2006 nr 9.
 	E. DUNAJ: Śpiewamy dalej? „Akcent” 2007 nr 2.

Nie uciec nam od losu

 	S. BURYŁA: Dziennikarska pasja. „Nowe Książ.”2006 nr 10.

Puklerz Mohorta

 	M. CIEŚLIK: Podróż do kresu Kresów. „Rzeczpospolita” 2014 nr 166 dod. „Plus Minus” nr 29.
 	M. WOLSKI: Archipelag ludzi utraconych. „Gaz. Pol.” 2014 nr 37.
 	T. TOMSIA: Lektury kresowe. Gdy dane słowo ważyło najwięcej. „Topos” 2016 nr 1

Od glorii do infamii

 	R. ŁATKA [on-line]. Powst. 2015. [Dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://histmag.org./krzysztof-maslon-od-glorii-do-infamii.
 	P. PIENIĄŻEK: Nieuładzone portrety. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="2985" title="Maryna OCHAB" slug="maryna-ochab">ur. 1946

Imiona metrykalne: Maria Danuta.

Przekłady podpisywała też imieniem: Maria.

Pseud.: M.L.; M.Li; Maria Li.

Tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 12 maja 1946 w Warszawie; córka Edwarda Ochaba, działacza społecznego i politycznego, m.in. Przewodniczącego Rady Państwa (1964-68), i Rozalii z domu Bobrowicz. Uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym im. N. Żmichowskiej, później w Liceum Ogólnokształcącym im. J. Słowackiego; w 1963 zdała maturę. Następnie studiowała filologię romańską na Uniwersytecie Warszawskim; w 1968 uzyskała magisterium. Debiutowała jako tłumaczka z języka francuskiego w 1974 wspólnym ze Stanisławem Cichowiczem przekładem książki C.I. Guliana pt. Hegel, czyli filozofia kryzysu, a w 1975 samodzielnym tłumaczeniem powieści kryminalnej G. Simenona pt. Wariatka Maigreta, drukowanym początkowo w odcinkach na łamach dzienników. Rozwijała działalność translatorską z języka francuskiego i z angielskiego, publikując przekłady artykułów, esejów i wierszy m.in. w „Literaturze na Świecie” (1976, 1986-87, 2000, 2003, 2008, 2011, 2014, 2016), „Punkcie” (1979), „Aneksie” (Londyn, 1984, 1987-88; podp.: M.L., M.Li, Maria Li), „Zeszytach Literackich” (Paryż, Warszawa, 1988-89, 1998-2007, od 2015) oraz w „Kontekstach” (1995, 1997-99, 2011). W 1996 została członkiem SPP, a w 2000 Polskiego PEN Clubu. Za przekłady z języków obcych otrzymała m.in. wyróżnienie Pro Helvetia, przyznane przez Szwajcarską Fundację dla Kultury (1985), wyróżnienie Polskiego PEN Clubu (2001), nagrodę „Zeszytów Literackich” im. P. Hertza (2006) oraz w 2015 Nagrodę za Twórczość Translatorską im. T. Boya-Żeleńskiego, ustanowioną przez Prezydenta m. Gdańska.

Ma córkę Karolinę. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
Przekłady
1. C.I. Gulian: Hegel, czyli filozofia kryzysu. Z franc. przeł.: M. Ochab i S. Cichowicz. Wwa: PWN 1974, 594 s.
2. G. Simenon: Wariatka Maigreta. [Powieść]. „Głos Pracy” 1975 nr 93-154, „Tryb. Rob.” 1975 nr 96-126, „Gaz. Pomor.” 1975 nr 106-159, „Słowo Pol.” 1975 nr 144-258, „Echo Kr.” 1975 nr 171-187. Wyd. osob.: Wwa: Czyt. 1976, 151 s. Seria z Jamnikiem.
3. F. Braudel: Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II. T. 1. Przeł.: T. Mrówczyński i M. Ochab [rozdz. 5 cz. 1 przeł. S. Meller]. Wstępem opatrzyli B. Geremek, W. Kula. Gdańsk: WM 1976, 683 s. Wyd. 2 Wwa: KiW 2004. Hist. Morska.
4. M. Pagnol: Mój dzielny tata. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1978, 175 s.
5. M. Aymé: Przechodzimur. Opowiadania. Wwa: KiW 1979, 221 s. Koliber, 52.
6. R. Nelli: Życie codzienne katarów w Langwedocji w XIII w. Wwa: PIW 1979, 215 s.
7. M. Edelman, H. Krall: Mémoires du Ghetto de Varsovie; Un dirigeant de l’insurrection raconte. [Wstęp:] P. Vidal-Naquet. [Przeł.:] P. Li, M. Ochab. [Paris:] Édition du Scribe 1983, 159 s. Collection Historie. Wyd. nast. tamże 1993. Wyd. oddzielne zob. poz. 22, 33.
Zawiera: M. Edelman: Le ghetto lutte; H. Krall: Prendre le bon Dieu de vitesse. – Tytuły oryginałów pol.: Getto walczy; Zdążyć przed Panem Bogiem.
8. C. Castoriadis: W obliczu wojny. Wwa: Myśl 1986, 190 s.
Przekł. podp.: Maria Li.
9. P. Ricoeur: Symbolika zła. Przeł.: S. Cichowicz, M. Ochab. Wwa: PAX 1986, 339 s. Wyd. 2 Wwa: De Agostini we współpracy z Ediciones Altaya Polska 2002. Arcydzieła Wielkich Myślicieli.
10. F. Braudel: Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII wiek. T. 1. Struktury codzienności. Możliwe i niemożliwe. Przeł.: M. Ochab i P. Graff. Wstęp i red. nauk.: J. Kochanowicz. Wwa: PIW 1992, 551 s.
11. A. Finkielkraut: Porażka myślenia. Wwa: Niezal. Ofic. Wydawn. 1992, 137 s.
Praca z zakresu etnopsychologii.
12. Gombrowicz w Europie. Świadectwa i dokumenty 1963-1969. Oprac.: R. Gombrowicz. Przeł.: O. Hedemann, M. Ochab. Tekst pol. wyd. przejrzał J. Jarzębski. Kr.: WL 1993, 423 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2002.
13. P. Ariès: Historia dzieciństwa. Dziecko i rodzina w dawnych czasach. Gdańsk: Marabut 1995, 238 s. Wyd. 2 z podtyt.: Dziecko i rodzina w czasach ancien regime’u. Wwa: Aletheia 2010, 334 s.
14. J. Delumeau: Wyznanie i przebaczenie. Historia spowiedzi. Gdańsk: Marabut 1997, 113 s.
15. Z. Milshtein: Koci chichot. Powieść z trzydziestoma trzema rysunkami autora. Wwa: Sic! 1997, 143 s.
16. J. Starobinsky: 1789. Emblematy rozumu. [Szkice]. Wwa: Czyt. 1997, 161 s.
17. L. Carrington: Trąbka do słuchania. [Powieść]. Posł.: A. Taborska. Piosenki i zagadki przeł. M. Lipszyc. Wwa: PIW 1998, 292 s.
18. G. Bataille: Erotyzm. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1999, 282 s. Przygody Ciała. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2007, wyd. 3 2015.
19. M. Leiris: Lustro tauromachii. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1999, 52 s. Przygody Ciała.
20. M. Petrusewicz: Irlandzki sen. Życie Konstancji Markiewiczowej – komendantki IRA (1868-1927). Wwa: „Twój Styl” 2000, 272 s.
21. J.-B. Botul: Życie seksualne Immanuela Kanta. [Szkice]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2002, 81 s.
22. M. Edelman: Mémoires du ghetto de Varsovie. [Przeł.:] P. Li, M. Ochab. [Wstęp:] P. Vidal-Naquet. Paris: Liana Levi 2002, 124 s. Zob. poz. 7.
23. P. Hassner: Koniec pewników. Eseje o wojnie, pokoju i przemocy. Wybór i wstęp: A. Smolar. Wwa: Fundacja im. Stefana Batorego, Sic! 2002, 258 s.
24. J. Semprún: Odpowiedni trup. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2002, 155 s.
25. M. Toussaint-Samat: Historia naturalna i moralna jedzenia. Przeł.: A.B. Matusiak, M. Ochab. Wwa: W.A.B. 2002, 667 s. Seria z Wagą. Wyd. 2 tamże 2015.
26. F. Augiéras: Podróż na górę Athos. [Reportaże]. Przeł.: J. Jury, M. Ochab. Wwa: „Twój Styl” 2003, 255 s. Wielki Wóz.
27. A. Glucksmann: Dostojewski na Manhattanie. Wwa: Sic! 2003, 253 s.
Rozprawa nt. współczesnego nihilizmu.
28. Z. Milshtein: Śpiew psa. [Powieść]. Wwa: „Twój Styl” 2003, 111 s.
29. G. Ceronetti: Milczenie ciała. Materiały do studiów medycznych. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004, 174 s. Przygody Ciała.
30. M. Pastoureau: Diabelska materia. Historia pasków i tkanin w paski. Wwa: Ofic. Nauk. 2004, 143 s.
31. R. Caillois: W sercu fantastyki. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2005, 177 s. Arch. Wyobraźni.
32. J.-C. Izzo: Total Cheops. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 238 s. Wyd. 2 tamże 2006. Mroczna Ser.
33. H. Krall: Prendre le bon Dieu de vitesse. [Przeł.:] P. Li, M. Ochab. [Paris:] Gallimard 2005, 138 s. Arcades, 81. Zob. poz. 7.
34. V.S. Naipaul: Podróż karaibska do pięciu społeczeństw kolonialnych. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2005, 338 s.
35. R. Queneau: Zazi w metrze. [Powieść]. Wwa: PIW 2005, 150 s. Osiemdziesiąt Światów.
Nagroda za przekład przyznana przez miesięcznik „Lit. na Świecie” w 2005.
36. J. Wullschläger: Andersen. Życie baśniopisarza. [Biografia]. Przeł. M. Ochab. Fragm. baśni, listów i dzienników Ch. Andersena w przekł. B. Sochańskiej. Wwa: W.A.B. 2005, 534 s.
37. R.H. van Gulik: Sędzia Di i złote morderstwo. [Powieść]. Wwa: PIW 2006, 228 s.
38. J.-C. Izzo: Szurmo. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2006, 249 s. Mroczna Ser. Wyd. 2 tamże 2007. Lato z Kryminałem, 3.
39. F. Melquiot: Nad moim grobem noc nie zapadnie. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: M. Ochab, B. Schubert. Wyst. (jako sztuka czytana): Reż.: A. Smolar. Wwa, T. Rozmaitości 2006.
40. J. Starobinski: Wynalezienie wolności. 1700-1789. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 249 s.
41. J. Clair: De immundo. Apofatyczność i apokatastaza w dzisiejszej sztuce. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2007, 101 s.
42. J. Le Goff, J.-L. Schlegel: O średniowieczu. Wwa: Ofic. Nauk. 2007, 137 s. Chcemy Wiedzieć.
43. J.-C. Izzo: Solea. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 205 s. Mroczna Ser. Wyd. 2 tamże 2008. Lato z Kryminałem, 5.
44. E. Maillart: Od Gór Niebiańskich do Czerwonych Piasków. [Reportaże]. Wwa: PIW 2007, 301 s. 80 Światów.
45. R. Roussel: Słoneczny pył. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 2007 nr 9/10 s. 31-176.
46. J. Depaule: Ciało kobiety, młot. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: M. Ochab, B. Schubert. Wyst.: Reż.: J. Depaule. Wwa, T. Polonia 2008.
O mistrzyni sportowej Kamili Skolimowskiej.
47. J. Duquesne: O Bogu. [Dla młodzieży]. Wwa: Ofic. Nauk. 2008, 106 s. Chcemy Wiedzieć.
48. E. Huisman-Perrin: O śmierci. Wwa: Ofic. Nauk. 2008, 81 s. Chcemy Wiedzieć.
49. S. Leroy, P. Lucas: O rozwodzie. Wwa: Ofic. Nauk. 2009, 97 s. Chcemy Wiedzieć.
50. W. Mouawad: Seuls. (Sami). [Utwór dramatyczny]. Wyst. (jako sztuka czytana): Wwa, Nowy T. 2009.
51. J. Pommerat: Jedną ręką. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: M. Ochab, B. Schubert. „Dialog” 2009 nr 3 s. 120-146. Wyst.: Reż.: A. Smolar. Wwa, T. Studio 2009.
52. J. Clément: O kulturze. Wwa: Ofic. Nauk. 2010, 138 s. Chcemy Wiedzieć.
53. C. Lanzmann: Zając z Patagonii. [Wspomnienia]. Wołowiec: Czarne 2010, 511 s.
54. W. Mouawad: Monologi. Wyst. jako część spektaklu pt. Opowieści afrykańskie. Reż.: K. Warlikowski. Wwa, Nowy T. 2011.
55. J. Starobinski: Czarodziejki. [Szkice]. Przekł.: M. Ochab i T. Swoboda. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2011, 322 s. Bibl. Mnemosyne.
Historia opery europejskiej.
56. M. Pastoureau: Niebieski. Historia koloru. Wwa: Ofic. Nauk. 2013, 219 s. Ludzie i Kolory.
57. V.S. Naipaul: Indie. Miliony zbuntowanych. [Reportaże]. Przeł.: A. Nowakowska, M. Ochab. Wołowiec: Czarne 2013, 600 s.
Nominacja do Nagrody im. R. Kapuścińskiego za reportaż lit. w 2014.
58. J. Pommerat: Pinokio. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Smolar. Wwa, Nowy T. 2014.
59. N. Göle: Muzułmanie w Europie. Dzisiejsze kontrowersje wokół islamu. Kr.: Karakter 2016, 291 s.
Praca redakcyjna
1. A. Zinowiew: Homo sovieticus. [Powieść]. Tłum. S. Deja. Do druku przygot. M. Ochab. London: Polonia Book Fund 1984, 234 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
</document>
<document nplp_id="2987" title="Marek PĄKCIŃSKI" slug="marek-pakcinski">ur. 1960

Historyk literatury, prozaik, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 sierpnia 1960 w Warszawie; syn Feliksa Pąkcińskiego, lekarza, i Marianny z domu Bębenek, filologa klasycznego, w latach późniejszych profesora Uniwersytetu Warszawskiego (UW). Mieszkał w Otwocku pod Warszawą, gdzie ojciec pracował jako lekarz w sanatorium przeciwgruźliczym, a następnie był jego dyrektorem. Wiersze zaczął pisać jeszcze jako dziecko; debiutował w 1975 utworem poetyckim pt. Biblioteka, opublikowanymw czasopiśmie „Filomata” (nr 288). Wkrótce potem, jako szesnastoletni chłopiec, wydał powieść Owadzia planeta. Do 1981 nadal zamieszczał wiersze w „Filomacie”. W 1978 zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. K. I. Gałczyńskiego w Otwocku i rozpoczął studia polonistyczne (specjalność nauczycielska) na UW. W 1983 uzyskał magisterium na podstawie pracy Poezja jako odzwierciedlenie świata społecznego na przykładzie utworów Juliana Kornhausera, Adama Zagajewskiego i Stanisława Barańczaka z lat 1970-1975. W 1983-85 pracował jako stażysta w redakcji „Polonijnego Świata Młodych” (mutacja „Świata Młodych”), a po odbyciu służby wojskowej, w 1985-90 w redakcji debiutów wydawnictwa „Iskry”. W tym czasie rozwijał twórczość literacką i krytycznoliteracką; utwory prozą, artykuły i recenzje publikował m.in. w pismach: „Kierunki” (1984-85, 1989), „Nowe Książki” (stale od 1985), „Fantastyka” (1989) i jej kontynuacja „Nowa Fantastyka (1990-95), „Tygodnik Solidarność” (1989). Jednocześnie od 1984 współpracował z Pracownią Pozytywizmu (od 1990 Pracownia Literatury II połowy XIX wieku) Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN, w 1990 został zatrudniony w tym zespole na stanowisku asystenta. W 1992 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy „Młodzi konserwatyści warszawscy”. Zarys monograficzny, napisanej pod kierunkiem prof. Janusza Maciejewskiego, a w 1996 otrzymał stanowisko adiunkta. W 1995 zaczął uczestniczyć w działalności edukacyjnej IBL PAN, prowadząc zajęcia na Podyplomowym Studium Filologii Polskiej oraz w ramach Kursu Retoryki Praktycznej i Krytyki. Studia i artykuły publikował m.in. w pismach: „List Oceaniczny” (1990, 1994-95), „Potop” (1991), „Przegląd Literacki” (1992-93), „Życie Warszawy” (1992-93), „Społeczeństwo Otwarte” (1992-93), „Literatura” (1996-97), „Nowe Książki” (1995-97). W 2006 uzyskał habilitację na podstawie książki Maski Zaratustry. Motywy i wątki filozofii Nietzschego a kryzys nowoczesności. W styczniu 2007 objął na stanowisku profesora kierownictwo Zakładu Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym Jana Kochanowskiego w Kielcach. W tymże roku przez jeden semestr wykładał literaturę pozytywizmu i modernizmu na Uniwersytecie w Białymstoku. Wszedł też do Rady Naukowej IBL PAN. W 2009 otrzymał stanowisko docenta, a w 2010 profesora nadzwyczajnego IBL PAN. Od tegoż roku zaczął uczestniczyć w pracach Głównego Komitetu Olimpiady Literatury i Języka Polskiego.

Był żonaty z Urszulą z domu Siwek, nauczycielką (rozwód w 1996); z małżeństwa tego ma syna Kacpra (ur. 1987). W 2012 zawarł związek małżeński z Jolantą Janiszewską, absolwentką chemii.

Mieszka w Toruniu i w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Owadzia planeta. Opowiadania. Wwa: Czyt. 1976, 193 s.
Opowiadania z lat 1973-1974. – Zawartość: Zwierciadło losów: Thyretion – Świat mojej wyobraźni; Homo africanus; Zwierciadło losów; Gra w szachy (wersja I); Gra w szachy (wersja II); Most na rzece Yare; Wspomnienie archanioła; Zachowanie się mrówek podczas apokalipsy; Pejzaż poniżej słońca; Determinizm trzmiela; Wieczór w małym miasteczku. – Odkrywcy niezmierzalnego: Odrodzenie; Owadzia planeta; Mgła; Odkrywcy niemierzalnego; Pojedynek; Logika absurdu.
Przekł. węgier.: Rovarbolygó. [Przeł.] L. Vermes. [Budapest] 1982.
 	Ogród pamięci. [Opowiadania]. Powst. 1982. Wyd. Wwa: Czyt. 1985, 158 s.
Zawartość: Ogród pamięci; Ci, co ryzykują.
Wyróżnienie w konkursie lit. im. A. Kowalskiego (Olka) zorganizowanym przez redakcję „Walki Młod.” w 1986.
 	Monady. [Powieść]. Wwa: Iskry 1989, 138 s.
 	Skarb Hittinu. [Powieść dla młodzieży]. Szczec.: Koga 1991, 86 s.
 	Tajne policje. [Opowiadania]. Wwa: Czyt. 1993, 199 s.
Zawartość: Przypowieść o zdradzie; Ornitolog; Consuela; Luigi, książę Piemontu; Kamienne brzegi.
 	Konserwatyzm na rozdrożu. „Młodzi konserwatyści” warszawscy wobec ideowych dylematów schyłku XIX wieku. Wwa: Wydawn. IBL 1994, 167 s. IBL PAN.
Rozprawa doktorska.
 	Maski Zaratustry. Motywy i wątki filozofii Nietzschego a kryzys nowoczesności. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; IBL PAN 2004, 354 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wędrówka po asymetrii: Miejsce Nietzschego; Skok Zaratustry. Motywy myśli Nietzschego jako „oznaki” i „ślady”. – Ekspozycja podłoża: Pozytywizm albo słabość pojęć; Artykulacja śladu. Nietzsche a pozytywistyczny „mit podstaw”; Język konserwatystów: problemy nietzscheańskie; Konserwatyści a koncepcja czasu kolistego. – Rozproszenie formy: Modernizm czyli empatia; Recepcja nietzscheanizmu w polskiej i rosyjskiej eseistyce filozoficznej początku XX wieku; Rosjanin jako „inny” kultury polskiej przełomu XIX i XX wieku. Motywy i wątki nietzscheańskie; Monstrum, artysta, terapeuta: nietzscheański obraz człowieka miedzy epokami.
 	Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: „Twórczość” [czasopismo]. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr., Kr., Wwa 1992 s. 1131-1135. – Masoni w oczach polskich konserwatystów. „Ars Regia” 1993 nr 2 s. 56-66. – Śmierć Kultermanna. Cz. 1-2. „Metafora“ 1995/96 nr 22/23 s. 29-41, nr 24 s. 85-98. – Język konserwatystów. W: Pozytywizm. Języki epoki. Wwa 2001 s. 92-103. – Konserwatyści a koncepcja czasu kolistego. W: Pogranicza literatury. Wwa 2001 s. 229-237. – Judeofobia, antysemityzm, ariocentryzm: kryzys kultury chrześcijańskiej a retoryka tekstu. W: Kwestia żydowska w XIX wieku. Spory o tożsamość Polaków. Wwa 2004 s. 405-422. – Sienkiewicz a środowisko warszawskie – pomiędzy asymilacją a konfliktami. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mick.” 2006 s. 89-100. – Ironiczny „skok” stylu. Miciński i Witkacy pomiędzy wzniosłością a groteską. „Napis” 2008 ser. XIV s. 351-367. – Ugięcie fabuły: twórczość Stanisława Lema pod presją uwarunkowań. „Napis” 2009 ser. XV s. 293-310. – Symbolika piramidy w rytuałach wolnomularstwa a filozofia Nietzschego (prolegomena). „Napis” 2010 ser. XVI s. 421-433. – Literatura a strategia: relacje o wojnie 1920 roku Stanisława Rembeka, Eugeniusza Małaczewskiego oraz Izaaka Babla. „Napis” 2011, ser. XVII s. 123-138. – Ciało, płeć i wstyd komunisty. Na marginesie utopijnych powieści fantastycznonaukowych Stanisława Lema z lat pięćdziesiątych XX w. „Napis” 2012 ser. XVIII s. 245-270. – Dylematy modernistycznego indywidualizmu: Brzozowski i Nałkowski. W: Konstelacje Stanisława Brzozowskiego. Wwa 2012 s. 279-290. – Tajemnica późnej twórczości Elizy Orzeszkowej – próba diagnozy. W: Sekrety Orzeszkowej. Wwa 2012 s. 293-307. – Nowoczesność. Opowieść o rodzinie bezimiennej. „Napis” 2013 ser. XIX s. 201-227. – Brakująca granica. Wizualność a estetyczna wzniosłość w tekstach popularnonaukowych przełomu XIX i XX wieku. „Napis” 2014 ser. XX s. 197-218.

Przekłady

 	G. Bear: Głowy. [Powieść science-fiction]. Wwa: Amber 1994, 184 s.
 	L. Carter: Giganci zmierzchu świata. [Powieść]. Wwa: Amber 1994, 221 s. Fantasy.
 	R. Sheckley: Opcje. [Powieść science-fiction]. Wwa: Amber 1995, 219 s.
 	D. Hagberg: Masa nadkrytyczna. [Powieść]. Wwa: Adamski i Bieliński 1996, 427 s.
 	R. Sheckley: Obywatel Galaktyki. [Powieść science-fiction]. Przeł.: …, M. Rudnik. Wwa: Amber 1996, 255 s.
 	G. Benford: W oceanie nocy. [Powieść science-fiction]. Wwa: Amber 1999, 366 s. Wielkie Serie SF.
 	C. Duriez: Anno Domini 33. Rok, który odmienił świat. Wwa: Amber 2007, 230 s.
 	Wydawnictwo popularne dot. Jezusa Chrystusa.

PRZEKŁADY
Przekłady utworów prozą M. Pąkcińskiego w antologiach zagranicznych.: czes.: Touha po modrém nebi. [Wybór i przekł.] L. Štěpán. Praha 1981, – niem.: Der Fotograf des Unischtbaren und andere phantastische Geschichten. Berlin 1978, wyd. nast. tamże 1983; Fűnf Löffel Elixier und andere phantastische Erzählungen. Berlin 1987.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Wywiady: Drugi szkic do portretu. Rozm. M. Markowski. „Kultura” 1988 nr 7; Pod płaszczykiem fantazji. Rozm. M. Jarocka. „Argumenty” 1988 nr 32.

Ogólne

 	B. MACIEJEWSKI: Debiut ucznia. „Kultura” 1976 nr 39.
 	A. NIEWIADOWSKI: M.P. W tegoż: Polska fantastyka naukowa. Wwa 1987.
 	A. NIEWIADOWSKI: M.P. W: A. NIEWIADOWSKI, A. SMUSZKIEWICZ: Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej. Pozn. 1990.

Owadzia planeta

 	L. BUGAJSKI: Radość pisania. „Radar” 1976 nr 12.
 	B. MOŻDŻYŃSKI: Na owadziej planecie. „Sztand. Młod.” 1976 nr 258.
 	B. PAROBCZAK: Zafascynowany wiedzą. „Tyg. Kult.” 1976 nr 42.
 	E. PAUKSZTA: Narodziny pisarza. „Głos Wielkopol.” 1976 nr 201.
 	J. ROGOZIŃSKI: Domena wyobraźni. „Literatura” 1976 nr 48.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Owadzia planeta. „Fakty” 1976 nr 44.
 	Z. MIKOŁEJKO: Imitacje? „Nowy Wyraz” 1977 nr 2.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Problemy i gesty. „Nowe Książ.” 1977 nr 5.
 	K. PYSIAK: Wokół „młodej prozy”. „Nowy Wyraz” 1977 nr 7, przedr. w tegoż: Przecena dla młodej literatury. Wwa 1988.
 	J. WALC: Szansa. „Polityka” 1977 nr 1.

Ogród pamięci

 	H. BEREZA: Czytane w maszynopisie: Pułapka. „Twórczość” 1982 nr 6.
 	J.Z. LICHAŃSKI: W ogrodzie pamięci. „Nowe Książ.” 1985 nr 5.
 	T. MIŁKOWSKI: Ogrody filozofów. „Tryb. Ludu” 1985 nr 179.
 	A. NASIŁOWSKA: Niepodległość wyobraźni. „Twórczość” 1985 nr 9.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: P. redivivus. „Radar” 1985 nr 27.
 	M. PAROWSKI. W tegoż: Czas fantastyki. Szczec. 1990.

Monady

 	M. LENGREN: W gorsecie awangardy. „Twórczość” 1991 nr 1.
 	W. SOLECKI: Monady bez tożsamości. „Nowe Książ.” 1991 nr 2.

Tajne policje

 	M. JENTYS: Zdrada i litość. „Twórczość” 1993 nr 7, przedr. pt. Moralitety M.P. w tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	T. MIŁKOWSKI: Zamknięte kręgi. „Życie Codz.” 1993 nr 165.
 	[M. PAROWSKI] NEGOCJATOR: Kunszt w szkatułce. „Nowa Fantastyka” 1993 nr 9.
 	A. MARZEC: W świecie zmyślenia i tajnych służb. „Nowe Książ.” 1994 nr 7.
 	G. BYLICA: Dlaczego utopia?. „FA-art” 1995 nr 1.
 	A. ŚWIETLIK: Polityka czy moralność? „Prz. Artyst.-Lit.” 1995 nr 4.

Konserwatyzm na rozdrożu

 	J. SKOCZYŃSKI: Konserwatyści warszawscy. „Nowe Książ.” 1995 nr 7.

Maski Zaratustry

 	W. KALISZEWSKI: Twarz Nietzschego. „Nowe Książ.” 2005 nr 9.
</document>
<document nplp_id="2989" title="Marek PIECHOTA" slug="marek-piechota">ur. 1951

Historyk i teoretyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 kwietnia 1951 w Ząbkowicach pod Będzinem (obecnie: Dąbrowa Górnicza-Ząbkowice); syn Władysława Piechoty, lekarza ftyzjatry, i Marii z Szulców. Dzieciństwo spędził w Tarnowskich Górach, gdzie w 1965-69 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica. Po zdaniu matury rozpoczął w 1969 studia na Wydziale Automatyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Naukę przerwał i po roku podjął ją na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach: w 1970-73 studiował fizykę, a następnie polonistykę. Po obronie pracy magisterskiej pt. Epopeiczność „Balladyny”, został jesienią 1977 zatrudniony na stanowisku asystenta stażysty, następnie asystenta (od 1978) i starszego asystenta (od 1980) w Zakładzie Historii Literatury Staropolskiej, Oświeceniowej i Romantycznej Instytutu Literatury i Kultury Polskiej UŚl. (od 1991 Zakład Historii Literatury Baroku, Oświecenia i Romantyzmu Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 im. I. Opackiego). W pracy badawczej zajął się problematyką literatury okresu Romantyzmu. Od 1977 należał do ZNP oraz do Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza; w 2006 został prezesem oddziału w Katowicach. W 1977 debiutował w „Życiu Literackim” listem polemicznym pt. O krytyce literatury fantastycznonaukowej (nr 10). Artykuły i recenzje książek z dziedziny historii literatury romantycznej zamieszczał od 1983 m.in. w „Pamiętniku Literackim” i „Przeglądzie Humanistycznym”. W 1984 uzyskał na UŚl. doktorat na podstawie rozprawy pt. Żywioł epopeiczny w twórczości Juliusza Słowackiego(promotor prof. Zbigniew Jerzy Nowak) i w 1985 otrzymał stanowisko adiunkta. W 1984 został członkiem Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach (w 1990-96 był jej sekretarzem). W 1992 wszedł w skład Rady Naukowej INoLP UŚl. W tymże roku został członkiem założycielem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. W 1993 habilitował się na podstawie rozprawy O tytułach dzieł literackich w pierwszej połowie XIX wieku. W 1993-96 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Filologicznego do spraw Studentów UŚl., jesienią 1994 został nadto kierownikiem Zakładu Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu w INoLP UŚl. oraz otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego. Popularne artykuły i recenzje, a także limeryki publikował w „Gazecie Uniwersyteckiej” (1992-2004) oraz w miesięczniku „Śląsk” (1996-2004). W 1993-2005 współpracował z telewizyjnym kabaretem Olgi Lipińskiej, dla którego napisał około 40 piosenek. W 1997 otrzymał nagrodę zespołową Ministra Edukacji Narodowej jako współautor książki pt. Język polski czasu drugiej wojny światowej (1939-1945), wydanej w 1996. Od tegoż roku do 2000 wykładał w Filii UŚl. w Cieszynie. W 2001 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2002-07 pracował również w Akademii Polonijnej w Częstochowie jako kierownik Katedry Slawistyki i prodziekan do spraw Studentów Filii Akademii Polonijnej w Gliwicach (2003-07). W 2005-08 pełnił obowiązki wicedyrektora do spraw nauki w INoLP UŚl. W 2006 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego na UŚl. W tymże roku zaczął redagować serię Historia Literatury Polskiej wydawnictwa UŚl. W 2009 wszedł w skład komitetu naukowego projektu badawczego Genius loci (UŚl., Università degli Studi di Napoli – L’Orientale). Od 2011 przewodniczył Radzie Naukowej „Śląskich Studiów Polonistycznych”. Był wielokrotnie nagradzany przez rektora UŚl. (1979, 1980, 1981, 1985, 1986, 1994, 1996, 2001, 2002, 2006, 2007, 2012). Odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2002), Złotym Krzyżem Zasługi (2005), Złotą Odznaką za Zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego (2007), odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej (2007).

W 1976 zawarł związek małżeński z Małgorzatą Pawlas, technikiem medycznym; ma dwoje dzieci: Aleksandrę i Pawła. Mieszka w Tarnowskich Górach.
TWÓRCZOŚĆ

 	O tytułach dzieł literackich w pierwszej połowie XIX wieku. Katow.: UŚl. 1992, 133 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1265.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Żywioł epopeiczny w twórczości Juliusza Słowackiego. Katow.: Śląsk 1993, 140 s.
Rozprawa doktorska.
 	„Pan Tadeusz” i „Król-Duch” – dwie koncepcje romantycznej epopei. Kielce: Szumacher 1995, 45 s. PAN Oddz. w Katow. Komisja Hist.-lit. Spotkania z Lit.
 	Zoofioły. Bestiariusza heroikomicznego część mniejsza. [Wiersze satyryczne]. Katow.: Gnome 1997, 80 s.
 	Od tytułu do Epilogu. Studia i szkice o „Panu Tadeuszu”. Katow.: Wydawn. UŚl. 2000, 167 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1889.
Zawartość: Od „Szlachcica” do „Pana Tadeusza”. O wariantach tytułu arcypoematu Adama Mickiewicza i ich konsekwencjach interpretacyjnych; O „argumentach”, albo też o „treściach” poprzedzających poszczególne księgi. (Z dygresją o tytułach ksiąg); O imionach drugoplanowych postaci – święci protoplaści Gerwazego i Protazego; „Teraz nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, czy młodzież lepsza...” Starzy i młodzi w „Panu Tadeuszu”. (Z uwzględnieniem kontekstu „Ody do młodości”); O wieku narratora „Pana Tadeusza”. (Poetyckie uroki nawiasowych wtrąceń); Mowy postaci w świetle retoryki; Kłopoty z Epilogiem „Pana Tadeusza”. Pre-tekst, tekst i mit. – Aneks: Profesor Zbigniew Jerzy Nowak – badacz, krytyk wydań i edytor „Pana Tadeusza”.
 	Słownik Mickiewiczowski. [Współaut.:] J. Lyszczyna. Katow.: Książnica 2000, 421 s. Słowniki Encyklopedyczne „Książnicy”.
 	„Chcesz ty, jak widzę, być dawnym Polakiem”. Studia i szkice o twórczości Słowackiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2315.
Zawartość: Wstęp. – I. Słowacki i Mickiewicz: Pojedynki Słowackiego z Mickiewiczem; Pierwszy sąd Mickiewicza o twórczości Słowackiego. – II. Trzy szkice o „Balladynie”: „Balladyna” – dramat fałszywych rozpoznań; O epopeicznej cudowności „Balladyny”; „Balladyna” i filozofia historii. – III. Cztery strony poetycznego świata: Fascynujący problem adresatki „Rozłączenia”. (Wreszcie domknięty). – IV. Polska dawna i przyszła: Słowackiego przypowieść o „dawnym Polaku”; Polska dawna i przyszła w pismach Słowackiego. (Na tle toposu pamięci i sławy).
 	Zbigniew Jerzy Nowak (1919-1993). [Autorzy:] K. Heska–Kwaśniewicz, M. Piechota. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 102 s. Mentibus Memoratis, 1.
Tu M. Piechoty: O warsztacie badawczym Zbigniewa Jerzego Nowaka – historyka literatury, bibliografa, tekstologa i edytora, s. 35-68; Bibliografia podmiotowo-przedmiotowa, s. 71-99.
 	Wielka rewia satyryczna. [Współaut.:] I. Mikrut, R. Wieliczko. T.1. Jaworzno; Katow.; Tarnowskie Góry; Lubl.; Bytom; Sosnowiec; Dąbrowa Górnicza; Trzebuń: Wydawn. Hyla 2007, 68 s.
 	„Słowo to cały człowiek”. Studia i szkice o twórczości Mickiewicza. Katow.: Wydawn. UŚl. 2011, 263 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2856.
Wyd. także jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2011, pliki w formacie PDF, IBUK.
Zawartość: Przedsłowie. – Cz. I. Filomackie spełnienia i rozczarowania: Rozczarowanie filomatów Imperatorskim Uniwersytetem; „Bywaj mi zdrowa biedna Cenzuro!”. Niecenzuralność „Ody do młodości”; Od „boskiego diabła” do „puchu marnego”. Współredaktorzy tekstów Mickiewicza w okresie wileńsko-kowieńskim. – Cz. II. Motywy, inspiracje, fenomeny: Ikaryjskie inkrustacje Mickiewicza; Mickiewicz wobec „czasów saskich”; Saplicowie-Soplicowie. (Na marginesie pewnej odręcznej notatki w osiemnastowiecznej „Etyce chrześcijańskiej” Wincentego Houdry’ego); Autorzy nowożytni w „Wykładach lozańskich” Mickiewicza. (Z dygresją o prowincjach i prowincjonalizmach). – Cz. III. Dopowiedzenia o ideach wolności w „Dziadach” Mickiewicza: Jeszcze o milczeniu Mickiewicza. Myśl i cień myśli. – Cz. IV. Z problemów edytorskich i ściśle filologicznych: kilka słów o „Przedmowie” do tomiku „Wspomnienia z wojny narodowej i sonaty wojenne” Stefana Garczyńskiego. Więcej pytań niż odpowiedzi. Jeszcze o tekście we fragmencie zaledwie przypisywanym Mickiewiczowi; Trzy przedmowy do dwudziestowiecznych wydań zbiorowych „Dzieł” Mickiewicza. – Cz. V. Poliglotyzm wieszcza: Czy Mickiewicz czytał poetów z Tybetu? O fortunnych skutkach błędnej hipotezy; Iloma językami władał „pan Mićkiewicz”?
 	Poliglotyzm wielkich romantyków polskich. (Mickiewicz, Słowacki, Krasiński). Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 200 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3429.
Wyd. także jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, pliki w formacie PDF, IBUK.
Zawartość: Jeszcze o „fantazjach" etymologicznych romantyków (Słowacki i Mickiewicz). Preliminaria i dopowiedzenia; Iloma językami władał „pan Mićkiewicz”? [poz. 10]; Ograniczony poliglotyzm Zygmunta Krasińskiego?; Jeszcze o zmierzchu obfitości języków i poliglotów.
 	Rozprawy i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Stary i ślepy harfiarz z wyspy Scio”. (Jeszcze o Homerze w twórczości Juliusza Słowackiego). Pr. Nauk. UŚl. w Katow. 1984 nr 664 s. 33-51. – „Dialog” i „monolog” jako terminy krytyczne na tle rozwoju obu pojęć i gatunków w wieku XIX. Rekonesans. W: Od tragedii do groteski. Katow. 1988 s. 25-40. – W kręgu marzenia o eposie w drugiej połowie XIX wieku. W: Między krytyką a prozą artystyczną pozytywizmu i modernizmu. Katow. 1988 s. 7-25. – Jana Kochanowskiego marzenie o eposie. W: W kręgu Jana Kochanowskiego. Katow. 1989 s. 7-26. – „Sławić cnotę i wskrzeszać dzielnych mężów boje”. W kręgu marzenia o eposie twórców staropolskich. W: Szkice o dawnej książce i literaturze. Katow. 1989 s. 44-71. – „A teraz prosto i bez epizodów...”. O problemach delimitacyjnych w twórczości polskich romantyków. W: O literackiej ramie wydawniczej w książkach dawnych. Katow. 1990 s. 100-120. – Dialog; Dziennik; Epopeja, (epos, poemat heroikomiczny); List; Monolog; Pieśń. Hasła w: Słownik literatury polskiej XIX wieku. Wr. 1991, s. 162-163, 202-204, 236-240, 483-485, 574-576, 692-696. Wyd. nast. tamże 1994, 2002. – Motto w dziele literackim. Rekonesans. W: Autorów i wydawców dialogi z czytelnikami. Katow. 1992 s. 104-122. – Tajna misja Ulissesa. Próba interpretacji „Odprawy posłów greckich” Jana Kochanowskiego. W: Szkice o literaturze dawnej i nowszej ofiarowane profesorowi Zbigniewowi Jerzemu Nowakowi w siedemdziesiątą rocznicę urodzin. Katow. 1992 s. 44-60. – Auto-da-fé. Romantyczne konteksty terminu Świętej Inkwizycji. W: Barokowe przypomnienia i inne szkice historycznoliterackie. Katow. 1994 s. 162-173. – Fascynujący problem adresatki „Rozłączenia” Juliusza Słowackiego. W: Od baroku ku pozytywizmowi. Katow. 1995 s. 82-94. – Na emigracji i obczyźnie; Język prozy. W: O języku poezji i prozy polskiej czasu drugiej wojny światowej (1939-1945). Wwa 1996 s. 406-418; 418-431. – Potoczna nieufność wobec retoryki. W: Teatr wymowy. Formy i przemiany retoryki użytkowej. Białystok 2004 s. 7-19. – Kilka uwag o „przewrotce” albo też o „puentce” w stronniczo dobranych trzech tekstach piosenek z „Kabaretu Olgi Lipińskiej”. W: Żonglerzy słów w literaturze. Katow. 2006 s. 44-64. – Funkcje motywu homeryckiego w „Górach o zmierzchu” Krzysztofa Zanussiego. Film – scenariusz – nowela filmowa. (Trzy warianty jednej sceny i ich konsekwencje interpretacyjne). W: Zbliżenia. Współpraca naukowców i artystów Śląska i Wileńszczyzny. Katow. 2007 s. 201-219. – Kryzys obfitości języków. Nadzieja w dialogu kultur. W: Po pierwsze: Śląsk. Tadeuszowi Kijonce w siedemdziesiątą rocznicę urodzin. Katow. 2007 s. 184-198. – Wiersze z tomiku „Chwila” Wisławy Szymborskiej przepuszczone „przez pryzma” lektury romantologa. W: Literatura współczesna wobec romantyzmu. Lubl. 2007 s. 95-108. – „Gdybym mówił językami ludzkiemi i anielskiemi [...]”. Iloma językami posługiwał się Juliusz Słowacki. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 298-312. – O pojęciu „piękna” w wierszach Słowackiego. Rekonesans. „Postscriptum Polonist.” 2009 nr 2 s. 27-38. – „Arma virumque cano...” Niepowtarzalny urok pierwszych zdań arcydzieł. W: Alfabet Paszka. Katow. 2010 s. 160-181. – Dlaczego Słowacki tylko bywał wielkim poetą? W świetle jego korespondencji. „Zesz. Wydz. Hum. Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze” 2010 s. 47-66. – Juliusz Słowacki w galeriach Europy. Rekonesans. „Świat i Sł.” 2010 nr 2 s. 66-77. – Norwid wobec auto-da-fé. Z zagadnień symboliki terminu. W: Symbolizm Norwida. Wwa 2011 s. 191-207. – O „barankach”, „owieczkach” i „Baranku Bożym” w wybranych wierszach ks. Jana Twardowskiego. W: Przestrzenie kultury i literatury. Katow. 2012 s. 110-124. – „Został żal po rodzinie”. O relacjach rodzinnych w „Konradzie Wallenrodzie” A. Mickiewicza. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 95-107. – Limeryki. Od intymnej inspiracji do upublicznienia. (Awans czy degradacja?). W: Transcendentalność badań nad komunikacją medialną. T. 2. Katow. 2013 s. 135-155. – Jeszcze o „psach i chartach" z Pana Tadeusza: słynny w mickiewiczologii lapsus calami i jego domniemane klasycystyczne źródło. W: Eklektyzmy, synkretyzmy, uniwersa. Z estetyki dzieła epoki oświecenia i romantyzmu. Kr. 2014 s. 201-221. – Dandyzm i pojedynek: jeszcze o „sprawie honorowej” pomiędzy Słowackim i Krasińskim. „Śl. Studia Polonist.” 2015 nr 1 s. 69-89. – O pierwszym segmencie zestawienia „»fantazje« etymologiczne romantyków”. (Mikrowstęp do rzeczy znacznie poważniejszej). W: Balaghan.Mkroświaty i nanohistorie. Katow. 2015 s. 235-242. – O pożytkach płynących ze spotkań z rękopisem i elektroniczną wersją autografu „Pana Tadeusza". W: Pan Tadeusz: poemat, postacie, recepcja. Wwa 2016 s. 415-426.

Prace edytorskie i redakcyjne

 	N. Bonczyk: W chłodniku tajnej świątyni. Wybór liryków. Wyboru wierszy dokonał i posł. opatrzył M. Piechota. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1988, 111 s. Silesiana.
 	Barokowe przypomnienia i inne szkice historycznoliterackie. Pod red. R. Ocieczek i M. Piechoty. Katow.: Wydawn. UŚl. 1994, 193 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1404.
 	A. Mickiewicz: Dziady. Część III. Z opracowaniem szkolnym. Wstęp i objaśn.: M. Piechota. Oprac. dydaktyczne: K. Heska-Kwaśniewicz i B. Zeler. Katow.: Książnica 1996, 262 s. Lektury Szk.
 	A. Mickiewicz: Pan Tadeusz. We fragmentach z komentarzem. Dla uczniów, studentów i nauczycieli. Wybór, wstęp i komentarze: M. Piechota. Katow.: Książnica 1997, 325 s. Lektury Szk. Wyd. 2 przejrz. tamże 1999.
 	„Pieśni ogromnych dwanaście...”. Studia i szkice o „Panu Tadeuszu”. Pod red. M. Piechoty. Katow.: Wydawn. UŚl. 2000, 236 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1848.
 	Od oświecenia ku romantyzmowi i dalej... Autorzy, dzieła, czytelnicy. Cz. 1-4. Pod red. M. Piechoty i J. Ryby.
Cz. 1-2. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 2007, 250 + 258 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2238, 2481.
Cz. 3. Katow.: Gnome, Wydawn. UŚl. 2009, 154 s.
Cz. 4. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 253 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2933.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, plik w formacie PDF, IBUK.
Cz. 5. Pod red. M. Piechoty, J. Ryby, przy współudziale M. Janoszki. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 329 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3190.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, plik w formacie PDF, IBUK.
Cz. 6. Pod red. M. Piechoty, J. Ryby, M. Janoszki. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 213 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3533.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, plik w formacie PDF, IBUK.
 	Warsztat badawczy profesora Zbigniewa Jerzego Nowaka. Charakterystyki, wspomnienia, bibliografia. Pod red. M. Piechoty. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 170 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2215.
 	Słownik literatury polskiej. Red. nauk.: M. Piechota, M. Pytasz. Katow.: Videograf II 2006, 372 s. Wyd. 2 tamże 2008.
W wyd. 1. błędnie w składzie red. wymieniono także P. Wilczka.
 	Dziedzictwo romantyczne. O (nie)obecności romantyzmu w kulturze współczesnej. Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, 239 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3050.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, plik w formacie PDF, IBUK.
 	Granice romantyzmu: romantyzm bez granic?. Pod red. M. Piechoty, M. i O. Kalarus. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 156 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3226.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, plik w formacie PDF, IBUK.
 	Komizm i tragizm w literaturze romantyzmu. Pod red. M. Piechoty, M. i O. Kalarus. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 137 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3494.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, plik w formacie PDF, IBUK.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2011.

O tytułach dzieł literackich w pierwszej połowie XIX wieku

 	M. PIASECKA. „Pam. Lit.” 1994 z. 2.

Żywioł epopeiczny w twórczości Juliusza Słowackiego

 	J. STARNAWSKI. „Ruch Lit.” 1993 z. 4.

Od tytułu do Epilogu

 	A. PAWLUSIEWICZ: „Pan Tadeusz” wielokrotnie. „Śląsk” 2001 nr 10.
 	I. POSPIŠIL: K poetice „Pana Tadeāše”. „Opera Slavica”, Brno 2001 nr 5.
 	M. BILIŃSKA: Radość drobnych odkryć. „Śląsk” 2002 nr 5.

Słownik Mickiewiczowski

 	M. CIUPEK. „Postscriptum” 2000 nr 33/34.
 	P. DUDZIAK: Kameralne przedsięwzięcie. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
 	E. OGŁOZA: Od „Aa!!” do „Żyżmy”. „Śląsk” 2000 nr 9.
 	K. SZCZUKA: Byki w bryku. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 105 dod. „Książki”.
 	M. SZARGOT. „Ruch Lit.” 2001 z. 2.
 	M. KUZIAK. „Prz. Hum.” 2002 nr 3.

Zbigniew Jerzy Nowak (1919-1993)

 	B. PYTLOS: Mentibus Memoratis. „Śląsk” 2007 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2991" title="Tadeusz PIÓRO" slug="tadeusz-pioro">ur. 1960

Poeta, tłumacz, felietonista, anglista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony w 1960 w Warszawie; syn Zygmunta Pióro, socjologa i urbanisty, i Marii, anglistki. Dzieciństwo spędził w Dar es Salaam (Tanzania), gdzie przebywał wraz z rodziną; tam też pobierał naukę w szkole podstawowej. W 1969 przyjechał do Polski. Uczęszczał do XXXIII Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Warszawie; w 1978 zdał maturę. Następnie studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Po trzecim roku studiów uzyskał urlop dziekański i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował studia na University of Washington w Seattle; w 1984 uzyskał stopień Bachelor of Art. Pierwsze utwory poetyckie zaczął pisać w 1990. Debiutował w 1992 wierszami opublikowanymi wspólnie z Kubą Koziołem i Andrzejem Sosnowskim w tomiku poetyckim Dom bez kantów (wyd. w Chicago). Obok twórczości poetyckiej zajmował się przekładami głównie z poezji amerykańskiej i brytyjskiej oraz przekładami wierszy polskich autorów współczesnych na angielski. Uczęszczał na studia doktoranckie w University of California w Berkeley. W 1993 obronił rozprawę doktorską na temat twórczości Jamesa Joyce’a i Ezry Pounda (promotor prof. John Bishop). Następnie do 1997 był wykładowcą literatury amerykańskiej w Southern Methodist University w Dallas. W 1997 wrócił do Polski i podjął pracę jako kierownik redakcji przekładowej w Państwowym Instytucie Wydawniczym. W 2001 został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Zakładzie Literatury Amerykańskiej Instytutu Anglistyki UW. Rozprawy na tematy literatury amerykańskiej (głównie twórczości F. O’Hary) publikował m.in. w pismach „Acta Philologica” (2007, 2010, 2012) i „Polish Journal of American Studies” (2010, 2011, 2013). Wiersze, tłumaczenia, felietony, recenzje drukował m.in. na łamach pisma „Odra” (1992-2004, z przerwami) „Kresy” (1993-94, 1996-99, 2001-02), „Literatura na Świecie” (1994-2012, 2015-17); „Res Publika Nowa” (1994-98, 2001-04), „Twórczość” (1995-97, 2001, 2006, 2009, 2010, 2014; tu w 1994-2001 cykl felietonów pt. Stany Zjednoczone) i „Studium” (1999-2001, 2004-05). W 1998 został członkiem SPP, a w 1999 członkiem Polskiego PEN Clubu (w 1999-2000 sekretarz zarządu). W 2002-03 pełnił funkcję redaktora naczelnego pisma kulturalno-artystycznego „Dwukropek”. Zajął się także tematyką kulinarną oraz sommelierską, również jako konsultant kulinarny warszawskich restauracji. Felietony kulinarne drukował na łamach tygodnika „Przekrój” (2000-05), a następnie w miesięczniku „Pani”. W 2007 wszedł do zespołu redakcyjnego magazynu „Wino”, w którym publikował także felietony kulinarno-winiarskie. W 2015 uzyskał na UW habilitację na podstawie rozprawy Frank O’Hara a schyłek modernizmu. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Dom bez kantów. [Wiersze; autorzy:] T. Pióro, A. Sosnowski, K. Kozioł. Chicago: The Movable Feast Press 1992, 56 s. Wyd. 2 [zmien.; autorzy:] T. Pióro, Fantomas, [A] Sosnowski. [Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 36 s. Fort Legnica t. 2.
Wyd. 2 bez wierszy K. Kozioła; pseud. Fantomas użyty przez T. Pióro i A. Sosnowskiego.
 	Okęcie. [Wiersze]. Red. i wybór wierszy.: K. Karasek. Wwa: Przedświt 1993, 44 s. Bibl. Poetycka Przedświtu, t. 7.
 	Wiersze okolicznościowe. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1997, 55 s. Bibl. Kresów, t. 11. Seria Poetycka.
 	Syntetyczność. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 22 s. Barbarzyńcy i Nie, 9.
 	Infinite neighbourhood. [Wybór wierszy]. Cambridge: Equipage 2000, 26 s.
Zawiera wersję ang. wierszy z tomów poz. 1-4.
 	Wola i ochota [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2000, 38 s.
 	Pieśni miłosne. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2004, 45 s. Więcej Poezji, t. 6.
 	Czterdzieści cztery przyjemności. [Przepisy kulinarne]. Wwa: Bonobo 2005, 101 s.
 	Warszawa. [Album]. Teksty: T. Pióro, A. Sosnowski. Fot.: M. Atkins. Wwa: WIG-Press 2005, 202 s.
 	Asortyment. [Wybór wierszy]. Pozn.: WBPiCAK [Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury] 2008, 156 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 3.
 	Abecadło. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 36 s.
 	O dwa kroki stąd. [Wiersze zebrane]. Wr.: Biuro Lit. 2011, 208 s. Dożynki, t. 7.
 	Frank O’Hara and the ends of modernism. Wwa: University of Warsaw. Institute of English Studies 2013, 244 s.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Powązki. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 40 s. Poezje – Biuro Lit., 118.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2016.
Przekłady tekstów T. Pióry i jego tłumaczenia poezji pol. w antologiach zagranicznych: ang.: The best of contemporary writing from enlargement Europe. [Oprac.:] F. Sampson. Coleshill 2004; Projecting words, writing images. Intersections of the textual and the visual in American cultural practices. [Oprac.:] J.R. Leo, M. Paryz. Newcastle upon Tyne 2011; Wisława Szymborska's poetry. Choice of essays. [Oprac.:] A. Nasiłowska. [Przekł.:] K. Krasuska, J. Burszta. Frankfurt am Main 2015, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofia 2006, – hiszp.: Poesia a contragolpe. Antologia de polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przeł.:] A. Murcia, G. Beltrán , X. Farré, Zaragoza 2012, – niem.: Landschaften und Luftinseln. Polonische Erzählungen der Gegenwart. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000, – serb.: Slovenska ćitanka. [Red.:] Z. Derić. Novi Sad 2013; Stane pripravnosti. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010. – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Wybór i red.:] P. Čučnik. Ljubljana 2005.

Przekłady

 	T. Borowski: Selected poems. [Przeł.:] T. Pióro, L. Rafferty, M. Natchez. [Wstęp:] S. Barańczak. Walnut Creek CA: Hit and Run Press 1990, 117 s.
 	H. Mathews: Osobne przyjemności. [Wiersze]. Przeł.: T. Pióro, K. Kozioł, A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit. 2008, 84 s. Poezje, 14.
Zob. tez Prace redakcyjne poz. 2.

Prace redakcyjne

 	R. Wojaczek: Wiersze. Wybrał i posł. opatrzył T. Pióro. Wwa: PIW 1999, 370 s. Kolekcja Poezji Pol. XX wieku. Wyd. nast. Tamże 1999, Złota Kolekcja Poezji Pol.
 	Altered state. The new Polish poetry. [Oprac.:] T. Pióro, R. Mengham, P. Szymor. [Przeł.] T. Pióro [i inni.]. [Wstęp:] R. Mengham. Todmorden: Arc Publications, 2003, 248 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Każdy wiersz napisałem dla złotej rybki Ronalda Firbanka. Rozm. M. Grzebalski. „Studium” 2004/2005 nr 6/1; Czułem się jak Lir nad ciałem Kordelii. Rozm. M. Larek. „Kresy” 2007 nr 1/2; Wiersze jako obiekty estetyczne, które składają się ze słów. Rozm. K. Pawluś. „Czas Kult.” 2012 nr 5; Wiersze jako obiekty estetyczne, które składają się ze słów. Rozm. K. Pawluś. „ Czas Kult.” 2012 nr 5.

Ogólne

 	K. MALISZEWSKI. Podmiot suwerenny za dychę. O poezji T. Pióry. „Pracownia” 2001 nr 2.
 	J. GUTOROW: Konkret. Wszystko. Kalambur. (T. Pióry) W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003.
 	P. KĘPIŃSKI: Pożegnanie z awangardą. T. Pióro niecały. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	A. JEŻYK: Za nic miej konkret wszystko kalambur. Karnawał w wierszach T. Pióry. „Fragile” 2010 nr 2.
 	M. LAREK: Poezja, czyli kulturowe kłusowania. O wierszach T. Pióry. „Czas Kult. 2012 nr 5.

Okęcie

 	M. SIWECKI: Okęcie, chetosema, Pióro. „Twórczość” 1993 nr 6.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Ognisko z kiełbaskami to już jesienny krajobraz… „Słowo” 1995 nr 204.
 	M. LAREK: Smutek. O debiutanckim tomie Tadeusza Pióry pt. „Okęcie”. W: Nie w pierwszym szeregu. O poetach lat 90. [on-line] Tor. 2015, plik w formacie pdf

Wiersze okolicznościowe

 	K. MALISZEWSKI: „Opcje” 1997 nr 3.
 	D. PAWELEC: Po trzykroć pustka. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.
 	J. SZAKET: Złotopióry. „FA-art” 1997 nr 4.
 	H. ZAWORSKA: Na krawędzi. „Literatura” 1997 nr 9.
 	P. MICHAŁOWSKI: Ogród pod wodospadem. „Tytuł” 1998 nr 1.
 	R. RŻANY: Kalejdoskop. „Odra” 1998 nr 6.
 	D. WALCZAK-DELANOIS. „Arkusz” 1998 nr 5.

Syntetyczność

 	A. EKIERHARDT: Semantyczność. „Studium” 1998 nr 11/12.

Wola i ochota

 	K. MALISZEWSKI: Rozkład realiów: ręce w kieszeniach. „Res Publica Nowa” 2001 nr 6, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy.
 	R. OSTASZEWSKI: Kaskaderzy języka. „Nowe Książ.” 2001 nr 1 [m.in. dot. T.Pióry].
 	M. ZIMBICKI: Pochwała dla nostalgii. „Akcent” 2001 nr 1/2.

Pieśni miłosne

 	G. JANKOWICZ: Contre-lettere. „Studium” 2004 nr 2/3.
 	A. KAŁUŻA: Popędliwy język. „Nowe Książ.” 2004 nr 6.
 	P. MACKIEWICZ: 21 wierszy do butelki rumu. „Tygiel Kult.” 2004 nr 7/9.
 	J. ORSKA: „Mistrz rykowiska” albo zbłądź ze mną. „Dekada Lit.” 2004 nr 4.
 	A. WIEDEMANN: O związkach i rozbieżnościach między poezją hermetyczną a poezją ezoteryczną. „Res Publika Nowa” 2004 nr 4, przedr. w tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016 [m.in. dot. T. Pióry].
 	J. BIERUT: „Czy mamy jeszcze coś do stracenia?” „Czas Kult.” 2005 nr 2.

Czterdzieści cztery przyjemności

 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Pióro kulinarne. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 283.
 	J. SOBOLEWSKA: Rekolekcje u Pióry. „Przekrój” 2006 nr 2.

Warszawa

 	M. SENDECKI: Warszawa ostateczna. „Przekrój” 2005 nr 13.

Asortyment:

 	(poz. 10): A. KOPKIEWICZ: Poeta dla poetów. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
 	P. MACKIEWICZ: Domena przypadku. „Nowe Książ.” 2008 nr 12.
 	E. WINIECKA: To nie jest pióro. „Czas Kult.” 2008 nr 6.

Abecadło

 	K. HOFFMAN. „Czas Kult.” 2009 nr 4.
 	P. KACZMARSKI: Poezja otwartych okien. „Twórczość” 2009 nr 7.
 	J. ORSKA: Superficial, superfine. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.

Frank O’Hara and the ends of modernism

 	A. PIECHUCKA. „Polish Journal of American Studies” 2014.

Powązki

 	A. KAŁUŻA: Gramy w kapsle z Rauschenbergiem. „Nowe Książ.” 2015 nr 7.
 	M. WABIK: Kabaret fizyczny. O „Powązkach” T. Pióry. „Migotania” 2015 nr 1; toż „Wyspa” 2016 nr 1.
</document>
<document nplp_id="2993" title="Jerzy POŚPIECH" slug="jerzy-pospiech">ur. 1933

Pseud. i krypt.: Franciszek Korniłowicz; (J.P.); Katarzyna Kozielska; (piech).

Historyk literatury, folklorysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 13 kwietnia 1933 w Mikołowie na Śląsku; syn Stefana Pośpiecha, kolejarza, i Heleny z domu Pielucha. Dzieciństwo spędził w Mikołowie, gdzie w 1951 ukończył Liceum Ogólnokształcące. Po maturze studiował w 1951–55 filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.). Po uzyskaniu magisterium zamieszkał w Opolu i do 1958 pracował na stanowisku asystenta w Bibliotece Głównej Wyższej Szkoły Pedagogicznej (WSP; od 1994 Uniwersytet Opolski, UO). Debiutował w 1955 na łamach „Kwartalnika Opolskiego” (nr 3/4) Materiałami do kroniki kulturalnej Opolszczyzny, opracowywanymi i zamieszczanymi regularnie na łamach pisma do roku 1963; z pismem tym związał się na stałe, ogłaszając tam liczne rozprawy, recenzje (także pod pseud. Franciszek Korniłowicz i Katarzyna Kozielska) oraz edycje zbiorów tekstów ludowych (m.in. Józefa Lompy, Michała Przywary, Bożeny Stelmachowskiej, Józefa von Eichendorffa). W 1955 zawarł związek małżeński z Leokadią Banaszkiewicz, filologiem, później profesorem w WSP i UO, z którą prowadził wspólne badania. W 1958 został zatrudniony w Katedrze Historii Literatury Polskiej WSP najpierw na stanowisku asystenta, a następnie w 1961–64 starszego asystenta. W pracy badawczej zajął się edytorstwem i badaniem literatury i folkloru regionu śląskiego. W 1965 został członkiem Opolskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (w 1990–2002 pełnił obowiązki prezesa). W 1965 obronił na UWr. rozprawę doktorską pt. Śląsk w twórczości artystycznej, publicystyce i korespondencji J.I. Kraszewskiego (promotor prof. Jan Trzynadlowski) i otrzymał stanowisko adiunkta (od 1968 docenta) w WSP, po czym do 1975 kierował Katedrą Historii Literatury. Współpracował z Pracownią Literatury Ludowej IBL PAN w Warszawie. W 1970 został członkiem redakcji „Kwartalnika Opolskiego”, a w 1983 jego redaktorem naczelnym. W 1975–82 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego i następnie do 1990 prorektora WSP do spraw dydaktycznych. W 1977 habilitował się na UWr. na podstawie rozprawy Tradycje folklorystyczne na Śląsku w XIX i XX wieku (do roku 1939). W 1987 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 1990–93 pełnił obowiązki rektora WSP, kierując też Katedrą Literatury Romantyzmu (1990–2003). Był zaangażowany w przekształcenie WSP w uniwersytet i w 1994/95 został pierwszym rektorem UO. W 1994 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego w UO. Przebywał na stypendiach naukowych m.in. w Tours (1993) i w Paryżu (1994), w 1996 prowadził gościnnie wykłady na uniwersytecie w Ostrawie. W 2002 otrzymał nagrodę honorową im. W. Korfantego przyznawaną przez Związek Górnośląski w Katowicach. Odznaczony m.in. pamiątkowym medalem „Universitas summum bonum”, przyznanym z okazji 20-lecia powołania UO (2014).

Z małżeństwa z Leokadią Pośpiechową ma dwóch synów: Piotra (ur. 1958) i Jerzego Jakuba (ur. 1959). Mieszka w Opolu.
TWÓRCZOŚĆ

 	Śląsk w twórczości i korespondencji J.I. Kraszewskiego. Wr.: PWN 1969, 141 s. Wydaw. Inst. Śl. w Opolu. Książki.
Rozprawa doktorska.
 	Lucjan Malinowski a Śląsk. (Działalność śląskoznawcza, teksty ludoznawcze). [Autorzy:] J. Pośpiech, S. Sochacka. Opole: Inst. Śląski 1976, 228 s.
Tu J. Pośpiecha: Śląskie prace ludoznawcze L. Malinowskiego, s. 41–60 oraz reedycje prac L. Malinowskiego: Listy z podróży etnograficznej po Szląsku, s. 83–109, Zarysy życia ludowego na Szląsku, s. 111–199.
 	Tradycje folklorystyczne na Śląsku w XIX i XX wieku (do roku 1939). Wwa; Wr.: PWN 1977, VII + 246 s. Pr. Opol. TPN. Wydz. II — Jęz. i Lit.
Rozprawa habilitacyjna.
 	„Tygodnik Polski” poświęcony włościanom. (Pszczyna 1845–1846). [Współaut.:] A. Wycisk. Opole: Wydawn. Inst. Śląskiego 1984, 70 s. Inst. Śląski — Inst. Nauk.-Badawczy w Opolu.
 	Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku. Opole: Inst. Śląski 1987, 326 s.
 	Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: „Pretendenci do tronu” Henryka Ibsena. „Zesz. Nauk. WSP w Opolu. Hist. Lit.” 1957 s. 117–135. – Baśnie i podania Józefa Lompy w zbiorach niemieckich. [Współaut.:] L. Pośpiechowa. „Kwart. Opol.” 1961 nr 3 s. 69–85. – Sobótki świętojańskie w tradycji ludowej Górnego Śląska. „Kwart. Opol.” 1961 nr 4 s. 46–61. – Baśnie i podania Józefa Lompy w zbiorach polskich. [Współaut.:] L. Pośpiechowa. „Kwart. Opol.” 1963 nr 2 s. 39–62. – Proza ludowa w zbiorach Józefa Lompy. W: Ze studiów nad Lompą. Wr. 1964 s. 98–122. – Sprawy śląskie w krakowskim „Czasie” (1848–1871). „Studia Śl.” 1965 t. 9 s. 181–218. – Wstęp. W: Listy śląskie do Józefa Ignacego Kraszewskiego z lat 1841–1886. Opole 1966 s. 3–47. – Materiały do bibliografii pisarzy opolskich. (Cz. I). [Współaut.:] L. Pośpiechowa. „Kwart. Opol.” 1967 nr 2 s. 99–114. —Opowieść„O Czarnej Księżnej i o chłopskim dzwonie” Gustawa Morcinka na tle wersji podaniowych i literackich. [Współaut.:] L. Pośpiechowa. „Zesz. Nauk. WSP w Opolu. Hist. Lit.” 1969 nr 5 s. 89–110. – Materiały folklorystyczne w najstarszej prasie na Śląsku (1845–1863). W: Między dawnymi a nowymi laty. Studia folklorystyczne. Wr.; Wwa; Kr. 1970 s. 105–121. – Śląsk. W: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka przedkolbergowska. Wr.; Wwa; Kr. 1970 s. 425–466. – Z dziejów folklorystyki polskiej na Górnym Śląsku (1825–1922). „Kwart. Opol.” 1972 nr 3 s. 57–75, nr 4 s. 25–46. – Śląskie materiały ludoznawcze na łamach „Wisły”. „Zesz. Nauk. WSP w Opolu. Hist. Lit.” 1973 nr 9 s. 41–65. – Z dolnośląskich tradycji folklorystycznych. „Sprawozdania Opol. TPN. Wydz. II Jęz. i Lit.” 1973 s. 75–87. – Folklorystyka śląska w pracach Władysława Nehringa. „Stud. Śl.” 1974 s. 261–272. – Ludowość u Norwida. (Przegląd motywów). „Zesz. Nauk. WSP w Opolu. Hist. Lit.” 1975 t. 13 s. 131–144. – Stan badań nad folklorem górnośląskim w latach 1945–1980. W: Perspektywy badań śląskoznawczych. Wr. 1981 s. 155–163. – Śląsk (1864–1918). W: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918. Wwa 1982 s. 490–566. – Twórczość literacka Karola Miarki w ocenie J.I. Kraszewskiego. „Kwart. Opol.” 1984 nr 3 s. 53–66. – Zainteresowania folklorystyczne Karola Miarki. W: Karol Miarka a odrodzenie narodowe Śląska. Opole 1987 s. 179–187. – Dorobek folklorystyki niemieckiej na Śląsku (do 1939 r.). W: Kultura ludowa sercem Śląska. Wr. 1989 s. 94–119. – Obrzędy i zwyczaje doroczne; Stan badań nad folklorem śląskim; Bibliografia śląskiego folkloru. W: Folklor Górnego Śląska. Opole 1989 s. 171–224; 751–798; 777–798. – Słowo wstępne; Józef Ignacy Kraszewski a Śląsk. W: W setną rocznicę śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego (1887–1987). Opole 1990 s. 7–9; 59–72. – Stan badań nad folklorem górnośląskim w latach 1981–1990. W: Stan i potrzeby badań ślązkoznawczych nad językiem, piśmiennictwem i folklorem. Opole 1991 s. 61–75. – Stanisław Wasylewski jako popularyzator folkloru. W: Z życia i twórczości Stanisława Wasylewskiego. Materiały z sesji naukowej odbytej w Opolu w dniu 12 grudnia 1989 roku. Opole 1991 s. 47–63. – Kontakty Stanisława Wasylewskiego z Teatrem Ziemi Opolskiej za dyrekcji Tadeusza Byrskiego w świetle listów (1948–1949). „Kwart. Opol.” 1993 nr 2 s. 92–104. – Batalia o wydanie drukiem „Strażnicy na Pasiece” Stanisława Wasylewskiego. (W świetle listów i archiwaliów z lat 1948–1953). „Kwart. Opol.” 1994 nr 1 s. 41–67. – Epoka romantyzmu w pracach Stanisława Wasylewskiego. „Kwart. Opol.” 1994 nr 4 s. 3–21. – Stanisław Wasylewski jako scenarzysta filmowy i autor czytanek szkolnych. „Kwart. Opol.” 1995 nr 3/4 s. 88–100. – Z archiwum Stanisława Wasylewskiego. „Kwart. Opol.” 1995 nr 2 s. 71–100. – Józef Ondrusz — nie tylko „śląski Kolberg”. „Kwart. Opol.” 1996 nr 3/4 s. 82–98. – Nieznana monografia Bożeny Stelmachowskiej o śląskim folklorze. „Zesz. Nauk. Uniw. Opol. Folklorystyka” 1996 z. 2 s. 23–49. – Śląskie Towarzystwo Ludoznawcze w pierwszym roku działalności. W: Duktem czasów. [Współaut.:] L. Pośpiechowa. Opole 1996 s. 257–269. – Komunikat Władysława Nehringa o zbiorze bajek i wierzeń śląskich ze zbiorów Józefa Lompy. „Kwart. Opol.” 1997 nr 1 s. 49–75. —O „perłach macierzystego języka”, czyli o przysłowiach ze zbiorów Józefa Lompy. [Słowo wstępne do:] „Ojczyźnie jest niczem nie dłużny…”. Józefowi Lompie w dwusetną rocznicę urodzin. Opole 1997 s. 159–179. – Przysłowia i zwroty przysłowiowe w twórczości Adama Mickiewicza. W: „W ojczyźnie serce me zostało…”. Opole 1998 s. 113–143; toż w wyborze: cz. 1– 2. „Kwart. Opol.” 1999 nr 1 s. 84–104; nr 2/4 s. 141–159. – Zbiory paremiologiczne Józefa Lompy. W: Folklorystyczne i antropologiczne opisanie świata. Opole 1999 s. 83–93. – Przysłowia i wyrażenia przysłowiowe pochodzenia biblijnego w twórczości A. Mickiewicza. „Studia Slaw. Opol.-Ostrawskie Studia Slavica” 2000 nr 4 s. 63–86. – Przysłowia w twórczości Juliusza Słowackiego. W: Romantismus v české a polské literature. Romantyzm w czeskiej i polskiej literaturze. Opava 2000 s. 49–62. – Słowo wstępne; Zarys życia i twórczości Józefa von Eichendorffa; Ogólna charakterystyka twórczości Józefa von Eichendorffa. W: Joseph von Eichendorff. Wybitny niemiecki poeta romantyczny z ziemi raciborskiej. Opole 2000 s. 5; 6–10; 11–31. – Przysłowia i wyrażenia przysłowiowe w twórczości Juliusza Słowackiego. W: Od romantyzmu do współczesności. W kręgu historii i dydaktyki literatury. Wr. 2001 s. 229–248. – Recepcja krytycznoliteracka „Na Śląsku Opolskim” Stanisława Wasylewskiego. W: W klimacie śląskiej humanistyki. Opole 2001 s. 365–376. – Siedem opolskich lat Stanisława Wasylewskiego. „Kwart. Opol.” 2001 nr 1 s. 37–50. – Stanisław Wasylewski o śląskiej pieśni ludowej. „Kwart. Opol.” 2001 nr 2/3 s. 137–157. – Stanisław Wasylewski o „trybunie ludu śląskiego” — Arce Bożku. „Kwart. Opol.” 2001 nr 4 s. 161–182. – Drugi komunikat Władysława Nehringa o „śląskiej tece” Oskara Kolberga. „Kwart. Opol.” 2002 nr 1 s. 79–103. – Średniowieczne kazania Peregryna z Opola. „Kwart. Opol.” 2002 nr 4 s. 45–60. – Głosy prasy o książce „Na Śląsku Opolskim” Stanisława Wasylewskiego. „Kwart. Opol.” 2003 nr 4 s. 83–102. – Polska paremiologia i paremiologia epoki romantyzmu. W: Parémie národů slovanských. Ostrava 2003 s. 15–25. – Stanisław Wasylewski o marzannie, gaiku i sobótkach na Śląsku. „Kwart. Opol.” 2003 nr 1 s. 101–124. – Uwagi o przysłowiach górnośląskich ze zbiorów Józefa Lompy. W: Na przełomie wieków… Opole 2003 s. 371–383. – Początki polskiej paremiologii romantycznej. W: Pejzaże kultury. Wr. 2005 s. 114–122. – Charakterystyka i próba oceny czasopisma „Aus dem Beuthener Lande” („Z regionu bytomskiego”); Charakterystyka i próba oceny czasopisma „Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde” (Wrocław 1894–1938). W: Z dziejów i dorobku polskiego i niemieckiego czasopiśmiennictwa na Śląsku. Opole; Gliwice 2006 s. 207–230; 231–248. – Stanisław Wasylewski o najdawniejszej literaturze śląskiej. „Kwart. Opol.” 2006 nr 4 s. 71–86. – Trzeci komunikat Władysława Nehringa o bajkach Jana Kupca. Cz. 1–2. „Kwart. Opol.” 2006 nr 1 s. 71–102; nr 2/3 s. 131–156. – Charakterystyka i próba oceny czasopisma „Aus dem Beuthener Lande” („Z regionu bytomskiego”). W: Z dziejów i dorobku polskiego i niemieckiego czasopiśmiennictwa na Śląsku. Opole; Gliwice 2006 s. 207–230. – Materiały do dziejów recepcji von Eichendorffa w Polsce. [Cz. 1–7]. „Kwart. Opol.” 2007 nr 4 s. 151–182; 2008 nr 1 s. 133–152; 2008 nr 2/3 s. 125–137; 2008 nr 4 s. 91–109; 2009 nr 2/3 s. 89–113; 2009 nr 4 s. 85–115; 2012 nr 4 s. 91–114. – Przysłowia narodowe Kazimierza Władysława Wójcickiego. Współczesne czytanie „Księgi przysłów”. W: Tekst — konteksty — interpretacje. W kręgu literatury, języka i kultury. Opole 2007 s. 215–236. – Uniwersytet — współczesny „areopag”. W: W nurcie myśli Pawłowej. Wykłady otwarte zorganizowane w okresie Wielkiego Postu 2009. Opole 2009 s. 29–40. – Stanisław Wasylewski — „opolanin z wyboru” o Fryderyku Chopinie. [Cz. 1–9]. „Kwart. Opol.” 2010 nr 1 s. 121–144, nr 2/3 s. 157–170; 2011 nr 1 s. 155–170, nr 2/3 s. 157–186, nr 4 s. 127–147; 2012 nr 1 s. 97–119, nr 2/3 s. 223–241, nr 4 s. 79–90; 2014 nr 1 s. 91–118. – Wspólną drogą do Uniwersytetu Opolskiego. „Kwart. Opol.” 2014 nr 2–3 s. 157–220.

Prace redakcyjne i edytorskie

 	Bajki i podania. Zebrał: J. Lompa. Red. nauk. i słowo wstępne: J. Krzyżanowski. Wstęp i komentarze: H. Kapełuś. Teksty i nota edytorska: J. Pośpiech. Wr.: Ossol. 1965, 283 s. Teksty folklorystyczne ze zbiorów Józefa Lompy, t. 1.
 	Listy śląskie do Józefa Ignacego Kraszewskiego z lat 1841–1886. Oprac.: J. Pośpiech. Opole: Opol. TPN. Wydz. Jęz. i Lit. 1966, 333 s.
 	M. Przywara: Przywiarki czyli Przesądy i zabobony ludu polskiego na Górnym Śląsku. Oprac.: L. i J. Pośpiechowie. Opole: Inst. Śląski 1966, 66 s. Komunikaty. Ser. Monogr.,95.
 	Informator dla studentów I roku studiów — Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Opolu. Red.: W. Dobrzyński i J. Pośpiech. Opole: WSP 1970, 173 s.
 	J. Kupiec: Podróż w zaświaty. Powieści i bajki śląskie. Oprac.: D. Simonides, J. Pośpiech. Wwa: LSW 1975, 277 s.
 	Od Cieszyna do Gogolina. Gawędy, baśnie, legendy. Wybór i oprac.: A. Widera. Komentarz folklorystyczny: J. Pośpiech. Opole: Inst. Śląski 1978, 302 s.
 	J.I. Kraszewski: Krzyżacy 1410. Obrazy z przeszłości. Wyd. 4. Oprac.: J. Pośpiech. Katow.: Śląsk [1983], 266 s. Bibl. Karola Miarki. Wyd. 5 tamże [1990].
 	C.K. Norwid. W setną rocznicę śmierci. Materiały z sesji naukowej zorganizowanej w dniach 18 i 19 maja 1983 r. Red. nauk.: J. Pośpiech. Opole: WSP 1984, 129 s.
 	W setną rocznicę śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego (1887–1987). Materiały z sesji naukowej. Pod red. J. Pośpiecha. Opole: Wydawn. Inst. Śląskiego 1990, 81 s.
Materiały z konferencji zorg. 5 maja 1987 w Opolu.
 	Z życia i twórczości Stanisława Wasylewskiego. Materiały z sesji naukowej odbytej w Opolu w dniu 12 grudnia 1989 roku. Pod red. J. Pośpiecha. Opole: Wydawn. Inst. Śląskiego 1991, 83 s. Inst. Śląski w Opolu.
 	„Ojczyźnie jest niczem nie dłużny…”. Józefowi Lompie w dwusetną rocznicę urodzin. Red. nauk.: J. Pośpiech. Opole: Wydawn. UO 1997, 179 s. UO.
 	„W ojczyźnie serce me zostało…”. W dwusetną rocznicę urodzin Adama Mickiewicza. Red. nauk.: J. Pośpiech. Opole: Wydawn. UO 1998, 483 s.
Materiały z sympozjum, Opole 13 X 1998.
 	Joseph von Eichendorff. Wybitny niemiecki poeta romantyczny z ziemi raciborskiej. Oprac. nauk.: J. Pośpiech. Gliwice: Dom Współpracy Pol.-Niem. 2000, 92 s.
Materiały z konferencji, Opole, 26 października 1999.
 	Z dziejów i dorobku folklorystyki śląskiej (do 1939 roku). Pod red. J. Pośpiecha i T. Smolińskiej. Opole: Wydawn. UO 2002, 204 s.
Materiały konferencyjne.
 	Z dziejów i dorobku polskiego i niemieckiego czasopiśmiennictwa na Śląsku. Pod red. W. Hendzla i J. Pośpiecha. Opole; Gliwice: Dom Współpracy Pol.-Niem. 2006, 274 s.
Materiały z konferencji zorg. przez Dom Współpracy Pol.-Niem. i Inst. Filologii Pol. UO, Opole 18–19 V 2004.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2016.

Lucjan Malinowski a Śląsk

 	M. FAZAN. „Zar. Śl.” 1978 nr 3.
 	J. HAJDUK-NIJAKOWSKA. „Opole” 1978 nr 8.
 	T. KONIECZNA. „Kwart. Opol.” 1978 nr 4.
 	F. SZYMICZEK. „Poglądy” 1978 nr 17.
 	M. PATER. „Śl. Kwart. Hist. Sobótka ” 1978 nr 1.

Tradycje folklorystyczne na Śląsku w XIX i XX wieku (do roku 1939)

 	J. HAJDUK-NIJAKOWSKA. „Lit. Lud.” 1979 nr 1/3.

„Tygodnik Polski” poświęcony włościanom

 	U. JAKUBOWSKA. „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1985/86 nr 3.
</document>
<document nplp_id="2995" title="Maria PRUSSAK" slug="maria-prussak">ur. 1949

Historyk literatury, edytorka, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 26 sierpnia 1949 w Elblągu; córka Wacława Prussaka i Janiny z Szygendowskich. W 1962 zamieszkała w Warszawie i rozpoczęła naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. J. Dąbrowskiego. W 1966 zdała maturę i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Po otrzymaniu w 1971 magisterium pracowała do 1972 jako radca w Centralnym Ośrodku Metodyki Upowszechniania Kultury. Debiutowała w 1973 artykułem pt. Wyspiański o aktorze – artyście teatru, opublikowanym na łamach „Pamiętnika Teatralnego” (z. 1). Od 1974 uczęszczała na studium doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie, które ukończyła w 1977. W 1978 roku obroniła rozprawę doktorską pt. Krytyka teatralna Stanisława Brzozowskiego (promotor doc. Stefan Treugutt) i rozpoczęła pracę na stanowisku adiunkta w Pracowni Psychosocjologii Literatury IBL PAN. W pracy badawczej zajęła się tradycjami badań filologicznych, nowymi tendencjami w rozwoju edytorstwa naukowego, tekstologią Adama Mickiewicza i Stanisława Wyspiańskiego oraz historią teatru i dramatu XX w. Artykuły, szkice, recenzje teatralne i literackie ogłaszała na łamach wielu pism, m.in. w „Pamiętniku Teatralnym” (1975-79, 1983-84, 1986-88, 1990, 1998, 2013) oraz w „Dialogu” (1976-85, z przerwami, 1993-95, 2002-04, 2007-11, 2014), „Tekstach Drugich” (1991, 1993-97, z przerwami, 2005, 2011, 2014, 2015), „Teatrze” (1997-99, 2001-12, z przerwami). W 1978-82 prowadziła zajęcia z historii dramatu na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. W 1981-86 była współpracownikiem Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Od 1991 wchodziła w skład komitetu redakcyjnego nowej edycji krytycznej Dzieł Adama Mickiewicza, pod redakcją Zofii Stefanowskiej, wydawanej przez Towarzystwo Literackie im. A. Mickiewicza; od 1995 jako członek Redakcji Naczelnej. W 1992 rozpoczęła pracę w Zespole Edycji Dzieł Wszystkich Adama Mickiewicza. W 1993 uzyskała habilitację na podstawie rozprawy „Po ogniu szum wiatru cichego”. Wyspiański i mesjanizm, po czym objęła stanowisko docenta. W 1996-98 prowadziła zajęcia z historii teatru i dramatu na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Prowadziła również konwersatoria na podyplomowych studiach przy IBL PAN. Od 1997 pełniła funkcję kierownika Zespołu Edytorstwa Literatury XIX wieku IBL PAN; po jego rozwiązaniu w 2000 była członkiem Ośrodka Krytyki Tekstu i Edytorstwa Naukowego, a w 2011, po zmianie nazwy na Ośrodek Badań Filologicznych i Edytorstwa Naukowego, została jego kierownikiem. Była członkiem Komitetu Obchodów Dwusetnej Rocznicy Urodzin Adama Mickiewicza. W 1999-2009 pracowała na stanowisku profesora nadzwyczajnego na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Brała udział w wielu polskich i międzynarodowych konferencjach naukowych. Była członkiem komisji grantowej Komitetu Badań Naukowych (zespół HO1; cztery kadencje) i Komisji Teatrologicznej przy Komitecie Olimpiady Polonistycznej. Weszła w skład komitetu redakcyjnego serii Polska Kultura Religijna XX w. – źródła; była inicjatorką edycji Pism Matki Elżbiety Czackiej. W 2011 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2013 utworzyła serię wydawniczą Filologia XXI, wydawaną w IBL PAN. Współpracuje z Wydziałem UW „Artes Liberales”. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Krytyka teatralna Stanisława Brzozowskiego. Wr.: Ossol. 1987, 133 s. PAN IBL. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., t. 69.
Rozprawa doktorska
 	„Po ogniu szum wiatru cichego”. Wyspiański i mesjanizm. Wwa: Wydawn. IBL 1993, 163 s. PAN IBL
Rozprawa habilitacyjna
 	Wyspiański w labiryncie teatru. [Studium].Wwa: IBL PAN; UKSW 2005, 253 s.
 	Czy jeszcze słychać głos romantyzmu ? [Studia]. Wwa: Errata 2007, 198 s.
Zawartość: Czy jeszcze słychać głos romantyzmu?; Kto napisał „Odę do młodości”?; Porzucony sonet Mickiewicza; Przyjaciele i nieprzyjaciele Moskale; Kult zmarłych czy świętych obcowanie; Gry poetyckie; Problemy edytorskie wykładów Adama Mickiewicza w Collége de France; Przygody „Lekcji XVI”; Poezja i dym; „Liryki Lozańskie” i interpunkcja; Nieważkość epoki; Echa psalmów w lirykach lozańskich; Pytania o monolog w dramacie romantycznym; Horror i harmonia; Teraźniejszość „Nie-Boskiej komedii” – inscenizacje Jerzego Grzegorzewskiego.
Przekł. franc. studium Przyjaciele i nieprzyjaciele Moskala: Amis et ennemis. Les Moscovites. W: Adam Mickiewicz. Poète qui unit la Lituanie, la Pologne et la France. Lyon 1999 s. 71-82.
 	Od słowa do słowa. Na marginesach krytyki tekstu. [Studia]. Wwa: Fundacja Hum.; IBL PAN Wydawn. 2013, 246 s. Filologia XXI, 2.
Zawartość: Nonna i tożsamość; Pisarze rosyjscy o cenzurze (fragment długiej historii), „Człowiek honorowy, istota nadliczbowa” – sarkazm czy paradoks?; Kłopoty z Iwanem Łobojką; „Fantazy” – w poszukiwaniu nowej formuły dramatu; Niezrealizowany film Konrada Swinarskiego; Duma czy pokora; Wyspiański niepatetyczny; Wyspiański – słowa żywe, słowa wykradzione; Filolog w bibliotece teatralnej; Nieprzetarte szlaki; Listy od Adama Chmiela; Niedoceniony katastrofizm Wacława Berenta; Biblia zdegradowana? Dramaty Andrzeja Stasiuka.
 	Artykuły, studia, szkice drukowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Elementy sytuacji pozajęzykowej wpisane w tekst dramatu. („W sieci” Kisielewskiego i „Złote runo” Przybyszewskiego). „Pam. Lit.” 1974 z. 4 s. 189-208. – Teatr ogromny? (O pogrzebie Adama Mickiewicza). W: Z dziejów teatru krakowskiego. Kr. 1985 s. 127-144 – Hasła w: Słownik biograficzny teatru polskiego. Wwa 1994. – Przygody filologii – przygody filologa. „Teksty Drugie” 1997 nr 1 /2 s. 153-163. – Un Wyspiański pour cette fin de siêcle. „Le Théâtre en Pologne”, 2000 nr 1/2 s. 36-48. – Paradoksalny sukces Wyspiańskiego. „Znak” 2002 nr 3 s. 29-41. – Stanisław Wyspiański. „Wyzwolenie”. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1. Gdańsk 2001 s. 340-355. – D’une maison ouverte en Pologne á la maison commune de l’Europe. W: Taizé au vif de l’espérance. Paris 2002 s. 129-139. – Świat kultury w poezji Janusza Pasierba. Wokół wiersza „genesis”. W: Janusz St. Pasierb – poeta. Wwa 2003 s. 133-144. – Sztuka pamiętania. „Dialog” 2003 nr 3 s. 88-97. – Konsekwencje założeń i decyzji edytorskich. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2 s. 188-197, przedr. w: Polonistyka w przebudowie. T. 1. Kr. 2005. – „Teatr jest od tropienia rzeczy niewidzialnych”. Piotr Cieplak. „Kron. Warsz.” 2007 nr 4 s. 27-36. – Wstęp do: S. Wyspiański: Hamlet. Wr. 2007 s. 1-100. – Nieprzetarte szlaki. W: Antreprener. Kr. 2009 s. 219-232. – Duma czy pokora. W: Słowacki/ Grotowski. Rekontekstualizacje. Wr. 2010 s. 91-101. – Koniec „naszego narodowego dramatu”. W: 20-lecie. Teatr polski po 1989. Kr. 2010 s. 181-192. – Stanisław Wyspiański. W: Nieśmiertelni. Krypta Zasłużonych na Skałce. Kr. 2010 s. 267-279. – Norma i tożsamość. Starcie romantyków z klasykami – nowe myślenie o filologii. W: Humanizm i filologia. Wwa 2011 s. 413-438. – Wacław Borowy o sztuce teatru. „Teatr” 2012 nr 4. – Wyspiański, Grecy i my. W: Wyspiański, Kazandzakis i modernistyczne wizje antyku. Wwa 2012, s. 13-20. – Chińska porcelana. „Pam. Teatr.” 2013 z. 3/4 s. 37-46 [dot. „Kartoteki” T. Różewicza]. – Dykcja współczesności, „Didaskalia” 2014 nr 120. – „Robigus zjada żelazny nożyk” „Teksty Drugie” 2014 nr 3 s. 57-65 [dot. T. Różewicza]. – Tożsamość filologii. „Teksty Drugie” 2014 nr 2 s.150-153. – Co po katastrofie? W: Czterech dostojnych szamanów. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid. Gdynia 2016 s. 107-132. – Francuskie teksty Adama Mickiewicza. „Teksty Drugie” 2016 nr 1 s. 143-150. – Wyspiański w teatrach Pawlikowskiego. W: Tadeusz Pawlikowski. W stulecie śmierci. Kr. 2016 s.169-182. – Co mówią autografy „Romantyczności”? „Konteksty” 2017 nr 3 s. 194-198.

Przekłady

 	Świat pod kontrolą. Wybór materiałów z archiwum cenzury rosyjskiej w Warszawie. Wybór, przekł., oprac.: M. Prussak. Wwa: Krąg 1994, 187 s.
 	Brat Roger z Taizé: Zachować we wszystkim pokój serca. Wwa: Verbinum 1995, 165 s. Na Każdy Dzień.
Rozważania religijne na każdy dzień.
 	Ch. Joly: Modlimy się w Taizé z Bratem Rogerem. Wwa: Verbinum 1997, 80 s. Modlimy Się.
 	O. Clément: Taizé. Szukanie sensu życia. [Rozmyślania religijne]. Pozn.: W Drodze 1999, 71 s. Wyd. 2 z podtyt. Poszukiwanie sensu życia. Pozn.: Wydawn. Św. Wojciecha 2009, 131 s.
 	Brat Roger z Taizé: Bóg może tylko kochać. [Rozmyślania]. Wwa: Wydawn. Księży Marianów MIC 2005, 120 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2011.
 	Brat Roger z Taizé: Czy widzisz przed sobą szczęście. [Rozmyślania religijne]. Wwa: Wydawn. Księży Marianów MIC 2006, 95 s.
 	Brat Roger z Taizé: Pokój serca. [Rozmyślania religijne]. Wwa: Promic – Wydawn. Księży Marianów MIC 2009, 204 s.
 	Brat Roger z Taizé: Żyć dla miłości. Myśli wybrane. Pozn.: Druk. i Księg. Św. Wojciecha; Wydawn. Św. Wojciech 2010, 96 s.
 	Brat François z Taizé: Czy Chrystus jest podzielony? [Rozmyślania religijne]. Pozn.: Wydawn. Św. Wojciecha 2012, 22 s.
 	P-M de Biasi: Genetyka tekstów. [Rozprawa]. [Przeł.:] F. Kwiatek, M. Prussak. Wwa: IBL Wydawn. 2015, 225 s. Filologia XXI; 5.

Prace redakcyjne i edytorskie

 	Teatr. Program nauczania na kursie kwalifikacyjnym II stopnia. Oprac.: J. Ejsmond. Red.: M. Prussak, A. Rossowiecka.. Wwa: [b.w.] 1975, 56 s. Ministerstwo Kultury i Sztuki; Centr. Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury.
 	S. Wyspiański: Hamlet. [Studium]. Wstęp i oprac. M. Prussak. Wr.; Kr.: Ossol. 1976, LXXXVIII, 226 s. BN I, 225. Wyd. 2 zmien. tamże 2007, 249 s.
 	A. Mickiewicz: Dzieła. Wydanie rocznicowe. Red. naczelna Z.J. Nowak, Z. Stefanowska, C. Zgorzelski, M. Prussak. T. 1-17. Wwa: Czyt. 1993-2006. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza.
 	S. Treugutt: Geniusz wydziedziczony. Studia romantyczne i napoleońskie. Pod red. M. Prussak. Wwa: Wydawn. IBL 1993, 445 s. IBL PAN.
 	J. Korczak: Senat szaleńców; Proza poetycka; Utwory radiowe. Red. nauk.: H. Kirchner. Oprac. tekstów: E. Cichy. Przyp. M. Prussak. (Dzieła. T. 10). Wwa: Latona 1994, 419 s. Inst. Badań Edukacyjnych; IBL PAN; Międzynarodowe Stow. im. J. Korczaka.
 	Wydania krytyczne prelekcji paryskich Adama Mickiewicza. Materiały do dyskusji. Oprac.: M. Prussak, Z. Stefanowska, M. Troszyński. Wwa: Kom. Red. Pism Mickiewicza 1994, 56 s.
Tekst częściowo w jęz. franc.; aneks tłum. z niem.
 	A. Mickiewicz: Dziadów cz. III. [T. 1]. Podobizny autografów; [T. 2] Transliteracje, komentarze. Oprac. edytorskie: Z. Stefanowska. Współpraca M. Prussak. Wwa: IBL PAN 1998, 295 + 371 s.
 	S. Wyspiański: Noc listopadowa. [Dramat]. Wstęp i oprac. M. Prussak. Kr.: Universitas 1998, 278 s. Bibl. Pol. Wyd. 2 tamże 2007.
 	S. Tregutt: Pożegnanie teatru. [Szkice]. Wybór i oprac. M. Prussak. Wwa: Errata 2001, 343 s.
 	Romantyzm, poezja, historia. Prace ofiarowane Zofii Stefanowskiej. [Studia]. Pod red. M. Prussak i Z. Trojanowiczowej. Wwa: IBL 2002, 395 s.IBL PAN
 	Janusz St. Pasierb – poeta. [Szkice]. Red.: B. Kuczera-Chachulska, M. Łukaszuk, M. Prussak. Wwa: Wydawn. UKSW 2003, 174 s.
 	Rozmowy o „Dziadach”. [Szkice]. Pod red. B. Kuczery-Chachulskiej i M. Prussak. Wwa: Errata 2005, 153 s.
 	Zygmunt Krasiński. Pytania o twórczość. Pod red. B. Kuczery-Chachulskiej, M. Prussak, E. Szczeglackiej. Wwa: Wydawn. UKSW 2005, 206 s.
 	E. Czacka, S. Wyszyński: Listy. Wprowadzenie: A. Gałka. Przygot. do druku M. Prussak. Wwa: Wydawn. UKSW 2006, 111 s. Pol. Kult. Religijna XX w. Źródła, 2.
Na książce imię zakonne autorki Róży Czackiej.
 	E. Czacka: Notatki. Oprac.: K. Michalak. Red. nauk. M. Prussak. (Pisma. T. 1). Wwa: UKSW 2006, 352 s. Pol. Kult. Religijna XX w., Źródła, 1.
Na książce imię zakonne autorki Róży Czackiej.
 	E. Czacka: Dyrektorium. Oprac.: M. Banaszek, M. Prussak. Współpraca: K. Michalak. (Pisma. T. 1). Wwa: Wydawn. UKSW 2007, 627 s. Pol. Kult. Religijna XX w., Źródła, 3. Wyd. 2 Laski: Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża 2008, 370 s. Duchowość Dzieła Lasek.
Rozważania, wskazówki, notatki dot. życia duchowego. – Na książce imię zakonne autorki Róży Czackiej.
 	S. Brzozowski: Mocarz. [Utwór dramatyczny w 3 aktach]. Wstęp: M. Sutkowski. Oprac. tekstu i posł.: M. Prussak, M. Piwińska. Wwa: Wydawn. Krytyki Polit. 2008, 101 s. Kanon Wydawn. Krytyki Polit.
 	E.Czacka: O niewidomych.Oprac.: M. Banaszek, M. Prussak. Red. nauk. M. Prussak. (Pisma. T. 3). Wwa: UKSW 2008, 285 s. Pol. Kult. Religijna XX w., Źródła, 4.
Na książce imię zakonne autorki Róży Czackiej.
 	[S.] Mrożek; [A.] Tarn: Listy 1963-75. Wstęp: E. Axer, S. Mrożek. Posł. i komentarz M. Prussak. Kr.: WL 2009, 366 s.
 	Życie Księgi. Biblia a dramat i teatr współczesny. Red.: E. Partyga , M. Prussak. Wwa: Errata 2010, 315 s. Studia komparatystyczne IS PAN „Teatr. Sztuka. Kultura”, t. 1.
 	[M.R. Mayenowa] R. Kapłanowa: „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Problemy kompozycji. Wstęp: T. Dobrzyńska. Oprac. tekstu i posł. M. Prussak. Wwa: Fundacja Hum.; IBL PAN Wydawn. 2013, 204 s. Filologia XXI.
 	Prose artistigue. Contes, essais, fragments = Proza artystyczna. Opowiadania, szkice, fragmenty. Wstęp i oprac.: J. Pietrzak-Thébault [współpraca: M. Prussak, K. Rutkowski, J. Wójcicki]. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2013, 511 s.
Tekst równolegle w jęz. pol. i franc.
 	Listy do Adama Mickiewicza. T. 1-5. Oprac.: M. Dernałowicz, E. Jaworska, W. Kordaczuk, J. Krauze-Karpińska. Pod red. E. Jaworskiej i M. Prussak. Wwa: IBL PAN; Czyt. 2014 Z Prac IBL PAN.
Tekst w zależności od t. częściowo franc., włos. niem., ros. Tłum. z franc., włos., niem., ros.
T. 1 d’Agoult – Czyżow, 664 s.
T. 2 Danton.–Jeżowski, 723 s.
T. 3. Kajsiewicz – van Muyden, 861 s.
T. 4. Nakwaski – Štulc, 642 s.
T. 5. Terlecki – Żukowski oraz dwa listy Adama Mickiewicza, 770 s.
 	Tożsamość tekstu, tożsamość literatury. [Studia]. Pod red. P. Bema, Ł. Cybulskiego, M. Prussak. Wwa: IBL PAN. Wydawn. 2016, 239 s. Filologia XXI, 6
 	Archiwa i bruliony pisarzy. Odkrywanie. [Studia]. Pod red. M. Prussak, P. Bema, Ł. Cybulskiego. Wwa: IBL PAN. Wydawn. 2017, 327 s. Filologia XXI, 8.
Zob. też Przekłady poz.1.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Wywiad: Chaos i tragedia. Rozm.: J. Kopciński, J. Majcherek. „Teatr” 1997 nr 4 [dot. współcz. inscenizacji literatury klasycznej]; Filolog w klasztornym archiwum – wokół wydania pism matki Czackiej. Rozm. J. Pietrzak-Thébault. „Prz. Powsz.” 2007 nr 12.

Krytyka teatralna Stanisława Brzozowskiego

 	Z. GREŃ: Brzozowski. „Życie Lit.” 1987 nr 33.
 	E. WICHROWSKA. „Nowe Książ.” 1987 nr 10.
 	M. STASZAK. „Ruch Lit.” 1989 z. 4/5.

„Po ogniu szum wiatru cichego”

 	A. SUSŁOWSKA. „Prz. Hum.” 1995 nr 4.

Wyspiański w labiryncie teatru

 	L. CZARTORYSKA-GÓRSKA: Wiek Wyspiańskiego. „Dialog” 2006 nr 4.

Od słowa do słowa

 	A.R. BURZYŃSKA: Odzyskiwanie głosu. „Teatr” 2015 nr 4.

Świat pod kontrolą

 	Ch. SHMERUK: „Biul. Żyd. Inst. Hist.” 1994/1995 nr 4/2.
 	T. KUBIKOWSKI: Świat pod kontrolą. „Mówią Wieki” 1995 nr 7.
 	Z. PRZYBYŁA: Cenzura w Przywiślańskim Kraju. „Teksty Drugie” 1995 nr 6.
 	A. SUSŁOWSKA. „Prz. Hum.” 1995 nr 4.
 	D. ŚWIERCZYŃSKA. „Pam. Lit.” 1996 z. 2.
</document>
<document nplp_id="2997" title="Andrzej ROMANOWSKI" slug="andrzej-romanowski">ur. 1951

Pseud.: ar; Jan Beremiany; Grzegorz Bytnar; J.C.; Jakub Czehryński; jc.; Jędrzej Dydo; wspólnie z Ryszardem Terleckim: jem.

Historyk literatury, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 20 sierpnia 1951 w Krakowie; syn Tadeusza Romanowskiego, lekarza, i Lidii z domu Bytnar, biologa. Od 1964 uczył się w krakowskim II Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego. Po zdaniu matury w 1968 studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Debiutował w tymże roku artykułem Zaczarowany dorożkarz, opublikowanym w tygodniku „Panorama” (nr 51/52). W czasie wystąpień robotniczych w grudniu 1970 był krótko więziony za udział w manifestacji. Działał w studenckim ruchu naukowym jako prezes Koła Polonistów (1971-73), następnie przewodniczący komitetów organizacyjnych międzynarodowych konferencji filologicznych (1974 i 1976). Publikował w „Studencie” (1970, 1972, 1981) i „Dzienniku Polskim” (1971). W 1974 uzyskał magisterium, po czym pracował jako asystent w Instytucie Filologii Polskiej UJ (później Instytut Polonistyki, od 2004 Wydział Polonistyki). W badaniach naukowych zajął się początkowo polską poezją patriotyczną i niepodległościową, później literaturą kresową. Od 1976 był członkiem Stronnictwa Demokratycznego (SD); pełnił funkcje lektora Krakowskiego Komitetu oraz przewodniczącego Koła na UJ; wystąpił ze Stronnictwa w 1982 po wprowadzeniu stanu wojennego. W 1976 podjął stałą współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”. Publikował też m. in. w „Tygodniku Demokratycznym” (1976) i „Nowym Wyrazie” (1976), a recenzje i artykuły naukowe ogłaszał w „Ruchu Literackim” (1977-79). W 1982 doktoryzował się na podstawie pracy Poezja polska 1908-1918 wobec problemów wojny i niepodległości (promotor prof. Tomasz Weiss). Od 1980 był członkiem NSZZ „Solidarność”. Prowadził kolportaż wydawnictw „drugiego obiegu” na UJ oraz współpracował z czasopismami publikowanymi poza cenzurą: „Polityka Polska” (1983), „Solidarność Narodu” (1983) i „Arka” (1984-1989); kilkakrotnie był zatrzymywany przez Służbę Bezpieczeństwa. W 1983 był stypendystą Funduszu Pomocy Intelektualistom z Europy Wschodniej oraz wykładowcą Uniwersytetu Polonii Świata w Rzymie. W 1987-89 publikował studia w „Pamiętniku Literackim”, a nadto m.in. w „Przeglądzie Katolickim” (1985-88) i „Znaku” (1985-89, 1996, 2011-12, 2014-15). W 1989-90 wchodził w skład Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” na UJ; w r. 1992 wystąpił ze Związku. Pracował w redakcji tygodnika „Świat” (1989) i dwutygodnika „Myśl Demokratyczna”, którego w 1991 był redaktorem naczelnym. W 1990 wyjeżdżał jako stypendysta Instytutu Józefa Piłsudskiego do Nowego Jorku oraz Funduszu im. S. Lama do Paryża. W 1990-94 współpracował z „Gazetą Krakowską” (tu w 1993-94 cotygodniowa rubryka „Sine ira/Bez gniewu”). W 1990 był jednym z sygnatariuszy Sojuszu na Rzecz Demokracji, w 1990-91 był członkiem Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna (ROAD, wchodził w skład Krajowej Komisji Koordynacyjnej), a w 1991-94 Unii Demokratycznej (UD) i 1994-99 Unii Wolności (UW; w 1991-94 oraz w 1995-98 należał do Rady Krajowej, był też członkiem prezydium Rady Regionalnej w Krakowie, a w 1992-93 wiceprzewodniczącym regionu krakowskiego). W pierwszych wolnych wyborach w 1991 kandydował na posła do Sejmu RP z ramienia UD w Sosnowcu. Przez kilka lat prowadził Klub Myśli Politycznej UD/UW w Krakowie oraz publikował w wewnętrznych biuletynach partii, m.in. w „Biuletynie Informacyjnym ROAD” (1991), „Biuletynie UD” (1991-92) i „Biuletynie Małopolskim” (1992-94, 1996-2000). W 1990 został członkiem redakcji „Tygodnika Powszechnego”; od 1992 prowadził w nim rubrykę Co nowego na Wschodzie, w 1993 kierował działem politycznym, a od 1999 działem historii; w 2002 wystąpił z redakcji. W 1993-2015 stale współpracował jako publicysta z „Gazetą Wyborczą”; tu ogłosił m.in. szkice: Nie ma już Bytnarów (2003 nr 69), Moskale w Warszawie (2007 nr 47), Gdy Litwini budzili grozę (2012 nr 140 dod. „Ale Historia” nr 22), Niekochane królowe (2013 nr 157 dod. „Ale Historia” nr 28). Kontynuował badania naukowe m. in. w Mińsku i Wilnie, gdzie też w 1994 prowadził zajęcia w Katedrze Filologii Polskiej Uniwersytetu Wileńskiego. W 1994 odbył serię wykładów w Kanadzie (Edmonton, Calgary, Toronto). W 1999 habilitował się na UJ na podstawie książki Młoda Polska wileńska. W tymże roku wystąpił z Unii Wolności. W 2002 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UJ. W 2003 został kierownikiem Katedry Kultury Literackiej Pogranicza UJ oraz opiekunem studenckiego interdyscyplinarnego Koła Wschodniego, afiliowanego przy Wydziale Polonistyki UJ. Równocześnie podjął pracę w Instytucie Historii PAN jako redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego (PSB) i kierownik Zakładu PSB. W 2003-06 był członkiem Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2004 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2007-10 wchodził w skład Rady Naukowej Instytutu Historii PAN, a w 2008-12 w skład Kolegium Elektorów UJ. Publikował w tygodniku „Polityka” (2006-10 i 2013; tu m.in. artykuły Ostatnie Zgromadzenie Obojga Narodów – 2007 nr 4, artykuły Skandalistka znad Niemna o E. Orzeszkowej – 2010 nr 23, Kochliwa niewiasta o M. Konopnickiej – 2010 nr 41, a także szkic Tajemnica Witolda Pileckiego – 2013 nr 20, który wywołał liczne polemiki prasowe). Drukował nadto w „Przeglądzie” (2007-10, 2012, 2013) i „Zdaniu” (2008-2010, 2012, 2014-15) i od 2005 w miesięczniku „Kraków” (od 2012 członek redakcji). W 2008 wszedł w skład Rady Redakcyjnej dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”. W 2012 został członkiem rady politycznej Partii Demokratycznej – demokraci.pl. Od tegoż roku formalnie (faktycznie wcześniej) redagował serię Biblioteka Literatury Pogranicza, ukazującą się w krakowskim wydawnictwie „Universitas”. W 2013 został członkiem Rady Naukowej (Scientific Council) serii Polish Biographical Studies wydawanej przez Ośrodek Badań Biograficznych Uniwersytetu Szczecińskiego. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi (2003), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008), medalem „Zasłużony dla tolerancji” (2008), honorową odznaką Stowarzyszenia „Kuźnica” (2008), medalem „Za mądrość obywatelską” (2012) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2015).

Jest ojcem Rafała (ur. 1978) i Agnieszki, zamężnej Piskorz (ur. 1980). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Jan Kasprowicz (1860-1926). Zarys życia i twórczości. Wr.; Kr.: Ossol. 1978, 41 s., PAN, Oddz. w Kr., Nauka dla Wszystkich, 286.
 	Dziedzictwo ideowe wojny polsko-bolszewickiej. Nowy Jork: Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce 1990, [16] s., Wykłady, z. 4.
 	„Przed złotym czasem”. Szkice o poezji i pieśni patriotyczno-wojennej lat 1908-1918. Kr.: Znak 1990, 364 s.
Zawartość: Część pierwsza: „Z trudu naszego i znoju…”: I. Nowi przedburzowcy; II. Polski sierpień 1914 roku; III. „Marsz, marsz, Piłsudski…”; IV. „Brygada karpacka, żelazna…”; V. W szeregach czwartaków; VI. Ostatni romantyk [J. Mączka]; VII. Mit Rokitny; VIII. Nad Styrem i Stochodem; IX. Kim był Stanisław Czasz?; X. Zmierzch Legionów. – Część druga: Dzieje dwóch hymnów: I. „My Pierwsza Brygada”. Hymn wojska II Rzeczpospolitej; II. „Rota” – hymn niepodległości. – Część trzecia: „W huk dział wplotła się pieśń…”: I. Poeta polskiego losu [E. Słoński]; II. Nieznany wiersz Jana Lechonia; III. W armiach zaborczych; IV. „O, Polsko, Polsko, ukąpana w krwi…”; V. Twórczość żołnierska na Wschodzie czy jej brak?; VI. W kręgu Piotrogrodu; VII. Zagadnienie poezji „endeckiej”; VIII. Polskie listopady.
 	Krakowskie czasy. [Wspomnienia]. Kr.: Miniatura [1993], 94 s.
Teksty drukowane głównie w „Prz. Pol.”, dod. nowojorskiego „Nowego Dz.” (1990-91), oraz w „Gaz. Krak.” (1993), a także czytane przez A. Fabisiaka na antenie Pol. Radia Kraków w styczniu 1994.
 	Młoda Polska wileńska. Kr.: Universitas 1999, 455 s.
Zawartość: Cz. I. Przełom (1905-1906): Liberalizacja; Początki prasy; Ruch amatorski; Teatr wędrowny i teatr stały; Nauka, oświata, sport; Ruch wydawniczy; Środowisko literackie; Środowisko sztuk pięknych; W promieniach Wilna. – Cz. II. Rozkwit (1907-1915): Grupy literacko-artystyczne; Kabaret „Ach”; Teatr; W cieniu [F.] Ruszczyca; Życie muzyczne; „Lutnia”; Czasopiśmiennictwo; Książka w Wilnie; Zbiory wileńskie; W „szarej strefie”; Zabawy i kluby; Wileński film. – Cz. III. Między Niemnem a Dnieprem: Mińsk – miasto [B.] Adamowicza; Grodno – miasto [E.] Orzeszkowej; Na prowincji; Na kresach; Poza kresami: Smoleńszczyzna i Łotwa; Koniec epoki; Prawdziwy koniec Pierwszej Rzeczpospolitej.
Nominacja do nagrody im. J. Długosza w 1999, Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 2000.
Przekł. litew. fragm.: 1909:Vilniaus muzikinio gyvenimo atgimimas. [Przeł.] Pr. M[orkus] „Šiaurės Atėnai”, Wilno 1999 nr 39; Kaunas, Panevežys, Palanga ir kt. [Przeł.] Pr. M[orkus], tamże 2000 nr 18.
 	Ludzie tamtego czasu. Wywiady z lat 1977-1998. Kr.: WL 2000, 235 s., Utracone Światy.
Publikowane w większości w „Tyg. Powsz.”.
Zawiera wywiady z: J. z Piłsudskich Jaraczewską, S. Liszko, O. Drahonowską-Małkowską, J. Rybickim, M. Borutą-Spiechowiczem, E. Możejką, T. Żenczykowskim, J. Mondem, K. Sabbatem, E. Raczyńskim, W. Jędrzejewiczem, A. Bieniem, J. Hajwasem, W. Mokrym, V. Plečkaitisem, A. Brazauskasem, J. Kuroniem, S. Stommą.
 	Podróż na Wschód. Szkice i reportaże 1977-1997. Kr.: Universitas 2000, 115 s. Wyd. 2 tamże 2006.
Teksty w pierwotnej wersji druk. w większości w „Tyg. Powsz.”.
Zawartość: Wstęp. – I. Raport białostocki; W nowogródzkiej stronie; Stolica? Grodno!; Kontakty kijowskie. – II. Katyń, Kuropaty, Bóg; Moskwa po latach; Miednoje koło Tweru; Powrót do Kijowa; Stolica WNP; Dzwon mińskiej katedry; Pożegnanie z Białorusią. – III. Widziałem wolność w Wilnie; Czesław Miłosz wraca na Litwę; Punkt na mapie [dot. Wilna].
 	Jak oszukać Rosję? Losy Polaków od XVIII do XX wieku. Kr.: Znak 2002, 303 s.
Zawartość: Od Autora. – Cz. I: Kim był Tadeusz Kościuszko?; Denisko albo o radykalizmie; Trzy pogrzeby Stanisława Augusta. – Cz. II: Sekretny aresztant Łukasiński; Berg, Waszkowski i państwo polskie; Pustowojtówna albo o wierności; Kłopot ze Starynkiewiczem. – Cz. III: Bomby w ulicy Natolińskiej; Piłsudski, Litwa i „mądrość etapu”; Stary Piłsudski; Nikodem Sulik od stepowych stanic. – Cz. IV: Sosnkowski albo o niezłomności; Kwiatkowski albo o legalizmie.
Przekł. węgier. rozdz. Piłsudski, Litwa i „mądrość etapu”: Litvánia és „a bölcs belátással megtett szakaszok”. [Przeł.] Z. Mihályi. „2000”, Budapeszt 2003 s. 99-107.
 	Pozytywizm na Litwie. Polskie życie kulturalne na ziemiach litewsko-białorusko-inflanckich w latach 1864-1904. Kr.: Universitas 2003, 485 s. Z Prac Katedry Kult. Lit. Pogranicza Inst. Polonistyki UJ. Bibl. Lit. Pogranicza, 5.
Zawartość: O tytule i o zdziwieniu: Pozytywizm. Litwa. Zdziwienie. – Część I: Po powstaniu: Polacy czy Litwini?; Rosyjski „Kulturkampf”; Żydzi czy Rosjanie?; Brzemię dziedzictwa. – Cz. II: Ruch księgarski i wydawniczy: „Pieredyszka”; Próby periodyki; Koniec książki polskiej; Front polsko-rosyjski. – Cz. III: Literatura i sztuka: Życie literackie; Życie artystyczne; Życie muzyczne. – Cz. IV: Od legalizmu do konspiracji: Wilno i medycyna; Litewska praca organiczna; Litewska praca u podstaw; Kultura podziemna. – Cz. V: Między Rosjanami i Niemcami: Litewska prowincja; Poza kresami w niemieckiej Rydze; Poza kresami w niemieckim Dorpacie. – Cz. VI: W cieniu rosyjskich pomników: Przed odwilżą; Przełomowe półrocze 1898/1899; Powrót książki polskiej; W stronę modernizmu; Towarzystwo Szubrawców; Koniec pracy organicznej; Ostatnia wspólnota.
 	Prawdziwy koniec Rzeczy Pospolitej. Kr.: Universitas 2007, 264 s.
Teksty w pierwotnej wersji drukowane gł. w „Tyg. Powsz.” i „Gaz. Wyb.”.
Zawartość: I: Od rana do nocy; Jak wybrać przyszłość?; Długie trwanie Pierwszej Rzeczypospolitej; Litwa Wyspiańskiego; Witebsk w kulturze polskiej; Polacy? Litwini? Białorusini?; Polacy? Łotysze? Niemcy?; Rodzinna Ukraina. – II: Z litewskich kniaziów; Niewydana książka; Czy Czesław Miłosz musiał pisać po polsku?; Ostatni, co tak poloneza wodził; Litwo, mądrości moja; Mądrość zwyciężonych, umiar zwycięzców. – III: 1791,1918, 1989; Socjalista wszystkich Polaków; Kłamstwo i banał polityki historycznej; Ku czemu Polska idzie?
 	Rozkosze lustracji. Wybór publicystyki. (1998-2007). [Przedm.: J. Kurski]. Kr.: Universitas 2007, XII, 183 s.
Teksty drukowane w latach 1998-2007 w „Tyg. Powsz.” i „Gaz. Wybor.”.
Zawartość: J. Kurski: Przedmowa. ­– Bardzo proszę pamiętać, że ja byłem przeciw. – I: Wokół drugiej lustracji: Zaczęliśmy lustrację; Dzika lustracja trwa; Gorliwość lustratorów; Mój przyjaciel Leonid; IPN nadchodzi. – II: Wokół trzeciej lustracji: Czy Unia Wolności ma jeszcze sens?; Bezprawie i absurd; Życie z IPN-em. – III: Spalona ziemia: Historyk pilnie potrzebny; Sprawa księdza Mieczysława Malińskiego; Niech układ lustruje. – IV: Wokół czwartej lustracji: Tu nie chodzi o lustrację; Lustracyjne mitologie; Zahaczeni o bezpiekę. – V: Pamięć i miłosierdzie: Niszczą naszą pamięć; Nie ma miłosierdzia; Wyjść z polskiego piekła.
 	Polski Słownik Biograficzny. Przeszłość, teraźniejszość, perspektywy. Kr.: PAU 2010, 24 s. PAU.
 	Wielkość i upadek „Tygodnika Powszechnego” oraz inne szkice. [Przedm.:] M. Król. Kr.: Universitas 2011, 308 s.
Zawartość: M. Król: Historyk potrafi. – Zdrada centrum. – Kraków, Wilno, Znak: Byłem człowiekiem Jerzego Turowicza; Zbliżenia z Wilnem; Zaszczuć osobnika; Litwo, mądrości moja; Mądrość zwyciężonych, umiar zwycięzców; Świat według Stommy; Długi marsz Mazowieckiego. – „Solidarność”, czyli kłamstwo: Burzliwa dojrzałość Trzeciej Rzeczypospolitej; Majsterkowicze naszej pamięci; Odbezpieczony granat; Instytut Polowania Narodowego; Nie lubię 11 listopada; Papież z brązu; PiS odzyskało Wawel; Z wolnością źle, z godnością dramat; Z pamięcią katastrofa. – Płacz za busolą: Wilnianka [J. Hennelowa]; Senator [K. Kozłowski]; Człowiek Boży [S. Musiał]; Sprawa księdza Mieczysława Malińskiego; O nie-patriotycznym „Tygodniku’; Wielkość i upadek „Tygodnika Powszechnego”. – Wierność [przemówienie A. Romanowskiego na uroczystości wręczenia mu Kowadła „Kuźnicy” w 2008 r.].
Przekł. czes. szkicu Z pamięcią katastrofa: Katastrofa pamĕti. [Przeł.] V. Burian. „Listy”, Olomouc 2010 nr 4.
 	Eugeniusz Kwiatkowski. [Biografia]. Radom: Wydawn. Nauk. Inst. Technologii Eksploatacji Państwowego Instytutu Badawczego 2014, 394 s.
 	Tak, jestem córką Jakuba Bermana. Z Lucyną Tychową rozmawia Andrzej Romanowski. Kraków: Universitas 2016, 232 s.
 	Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Moja pieśń wieczorna” [J. Kasprowicza]. W: Materiały Międzynarodowej Sesji Naukowej zorganizowanej przez Koło Polonistów IFP. Kr. 1976 s. 83-102. – Wśród studentów. W: Kazimierz Wyka. Charakterystyki – wspomnienia – bibliografia. Kr. 1978 s. 411-413. – Ideał polskiej państwowości w publicystyce Wilhelma Feldmana. „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1979 t. 16 s. 65-90. – „W huk dział wplotła się pieśń”. O nurcie kobiecym w poezji I wojny światowej. „Ruch Lit.” 1979 z. 3 s. 183-199, przedr. pt. Bojowniczki i pacyfistki. O nurcie kobiecym w poezji I wojny światowej. W: Między literaturą a historią. Lubl. 1986. – „My Pierwsza Brygada…”. Próba opisu jednego z nurtów poezji legionowej w latach 1914-1915. „Zesz. Nauk. UJ 1981” wyd. 1982 nr 578 s. 55-81. – Leopold Okulicki; Wolne związki zawodowe. W: Słownik historii zakazanej. Zesz. 1. [Kr.]* 1984. – „Starym Ojców naszych szlakiem…”. Poezja II Brygady Legionów Polskich w latach 1914-1915. „Zesz. Nauk UJ” 1984 nr 679 s. 95-114. – Biedni Polacy patrzą na siebie. „Znak” 1988 nr 5/6 s. 38-41, przekł. niem. fragm. w: Der Fremde als Nachbar. Polnische Positionen zur jüdischen Präsenz. Texte seit 1800. Frankfurt am Main 2009 s. 570-579. – Poezja legionowa 1914-1918. W: Od Młodej Polski. Materiały pomocnicze do nauki języka polskiego w III klasie szkoły średniej. Wr. 1988* s. 66-74, Glosariusz, 4, wyd. 2 Wwa 1989, toż w Glosariusz od Młodej Polski do współczesności, Wr. 1991, tamże wyd. 2 1995, wyd. 3 1998. – Komendant Kedywu Emil Fieldorf „Nil”. W: Czarne plamy. Wwa 1989, s. 106-114. – Krajobraz przed bitwą. „Znak” 1989 nr 6 s. 88-108 [dot. kultury pol. w początkach XX w. na ziemiach zabranych]. – Marian Hemar; Kurier z Warszawy; Jan Nowak[-Jeziorański]. W: Literatura polska po 1939 roku. T. 1. Wwa 1989* s. 91-93; 152-154; 191-192. – Bibliografia prac Tomasza Weissa. „Rocz. Kom. Hist.-lit.” 1990 t. 27 s. 3-8. – Wielkie Milczenie Eugeniusza Kwiatkowskiego. W: E. Kwiatkowski: W takim żyliśmy świecie, Kr. 1990, s. 5-13. – Feniks z popiołów. Odrodzenie kultury polskiej w b. Wielkim Księstwie Litewskim w 1905. W: Wilno – Wileńszczyzna jako krajobraz i środowisko wielu kultur. T. 2. Białystok 1992 s. 153-178. – Pol’skiâ kul’turnyâ inicâtyvy na Belarusi v 1864-1905 gg. W: Šlaham stagoddzâŭ. Minsk 1992 s. 42-56. – Teatr Marii Antoniny Młodziejowskiej i młodopolskie Wilno. „Akcent” 1992 nr 2/3 s. 302-315. – „Ach!”. Z dziejów kabaretu wileńskiego okresu Młodej Polski. W: Wilno i Kresy Północno-Wschodnie. T. 2. Białystok 1996 s. 151-164. – Banda – Żórawce. Z dziejów grup literacko-artystycznych w Wilnie okresu Młodej Polski. „Ruch Lit.” 1996 z. 6 s. 713-728. – Obywatel Pierwszej Rzeczypospolitej [J. Giedroyc]. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 31, przedr. w: Eži Gedrojc ì Belarus’. Mìnsk 2006 s. 52-63. – Pozytywizm wileński. „Znak” 1996 nr 2 s. 29-38. – Romantyczne inscenizacje Ferdynanda Ruszczyca. W: Vilnius ir romantizmo kontekstai. Vilnius 1996 s. 102-108. – Nie wykorzystana szansa. (O litewsko-polskich czasopismach Mieczysława Dowojny-Sylwestrowicza). W: Swoi i obcy w literaturze i kulturze. Lubl. 1997 s. 57-65; wersja zmien. pt.: Pismo polakożercze? Z dziejów prasy wileńskiej początku XX w. W: Litwa. Dzieje, naród, kultura. Kr. 1997 s. 107-115. – Białoruś – niedokończony proces narodowej autoidentyfikacji. W: Słowianie wobec integracji Europy. Kr. 1998 s. 129-138. – Dzieje teatru polskiego w Wilnie 1905-1915. „Pam. Teatr.” 1998 z. 3/4 s. 451-517. – Im umkreis romantischer Stereotypen. Über das Drama „Przeor paulinów” von Elżbieta Bośniacka. W: Literatur und nationale Identität. [T.] 2. Tampere 1999 s. 234-250. – The year 1905 and the revival of Polish culture between the Neman and the Dnepr. „Canadian Slavonic Papers (Revue Canadienne des Slavistes)”, Edmonton 1999 t. 41 nr 1 s. 45-67. – Dylematy językowe Białorusinów w przeszłości i dziś. W: Język a tożsamość narodowa. „Slavica”, Kraków 2000 s. 123-133. – Sibir’ i Polâki. „Novaâ Polša” 2000 nr 3. – Litwa Wyspiańskiego. W: W kręgu Młodej Polski. Prace ofiarowane Marii Podrazie Kwiatkowskiej. Kr. 2001 s. 165-183. – Miejsce i rola księgarni Orzeszkowej w kulturze polskiej Ziem Zabranych. W: Twórczość Elizy Orzeszkowej. Lubl. 2001 s. 51-70. – Towarzystwo neo-szubrawców. W: Vilniaus kultūrinis gyvenimas ir Petras Vileišis. Vilnius 2001 s. 166-173. – Uroczystości Mickiewiczowsko-Murawjowowskie. W: Poszukiwanie realności. Literatura – dokument – Kresy. Prace ofiarowane Tadeuszowi Bujnickiemu. Kr. 2003 s. 17-29. – Vilnietiškasis „modernizmo laukimos”. W: XX amžiaus pradžios Vilnius modernė jančios kultūros židinys. Vilnius 2004 s. 18-24. – Dwadzieścia lat z Weissem. W: Dobra pamięć. Kr. 2005 s. 17-24. – Karty z przeszłości Gołębnika. W: A. Nowakowski: Gołębnik. Kr. 2007 s. 9-23 [tekst równolegle pol. i ang.]. – Literatura polska czy polskojęzyczna. W: Między wschodem a zachodem. Europa Mickiewicza i innych. Wr. 2007 s. 111-120. – Idealizm konstytucjonalistów i skrzecząca rzeczywistość. W: Preambuła Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Wwa 2009 s. 129-135 [wykład wygłoszony w Trybunale Konstytucyjnym]. – Opowieść prawdziwa o narożnej kamienicy w Krakowie. W: Społeczeństwo, kultura, inteligencja. Studia historyczne. Kr.-Wwa 2009 s. 307-318. – Vin perelamav bareru strahu. Naš priâtel Adam. W: A. Mihnik: U pošuku svobody. Esei. Kiïv 2009 s. 6-11. – Katyń: Polacy i Rosjanie. „Nowa Europa Wschodnia” 2010 nr 3/4 s. 40-53. – [19 haseł w:] Kultura pogranicza wschodniego. Zarys encyklopedyczny. Wwa 2011. – Krakowskie lata Romana Dmowskiego. W: Kraków i Galicja wobec przemian cywilizacyjnych (1866-1914). Kr. 2011 s. 391-404. – Polskość integralna. „Znak” 2011 nr 11 s. 36-41. – Ruskie płuco literatury polskiej. W: Na pograniczach kultur. Kr. 2012 s. 147-161. – [Posłowie w:] Z. Blumenfeld: Dzienniki zesłańca i żołnierza. Oprac. H. Markiewicz. Kr. 2013 s. 271-280. – Łącznik. „Wielogłos” 2014 s. 67-73 [dot. H. Markiewicza]. – Aleksander Kwaśniewski i polityka historyczna. W: Przywództwo i konteksty. Księga jubileuszowa na sześćdziesiątą rocznicę urodzin Aleksandra Kwaśniewskiego. T. II. Warszawa-Kraków 2014 s. 215-223. – Między prawosławiem a protestantyzmem. Przemiany w literaturze Litwy XVI wieku. W: Funkcjonowanie języków i literatur na Litwie. Wilno 2014, s. 26-41. – Pogranicze, czyli polskość. „Wielogłos” 2014 nr 2 s. 1-10. – Nasza polska rusofobia. „Nowa Europa Wschodnia” 2015 nr 3/4 s. 21-31. – Otwartość i wileńskość. „Znak” 2015 s. 90-97 [dot. J. Hennelowej]. – Biografistyka solidarnościowa. „Kraków” 2015 nr 9. – „Fałszywa historia mistrzynią fałszywej polityki”. Jak wyjść z zaklętego kręgu wzajemnych win i oskarżeń polsko-rosyjskich. W: Pamięć i polityka historyczna w stosunkach polsko-rosyjskich. Warszawa 2016 s. 169-182. ‒ Dziedzictwo świętego. Niewygodna prawda o pontyfikacie Jana Pawła II. „Przegląd” 2016 nr 48 s. 20-27. ‒ Literatura polsko-rusko-rosyjska? „Wielogłos” 2016 nr 2 s. 1-26.

Prace edytorskie i redakcyjne

 	Wstań, Polsko moja. Antologia poezji i piosenki z okresu I wojny światowej. Oprac. i wstępem opatrzył A. Romanowski. Kr.: Wydawn. „Krzyża Nowohuckiego” 1981, 95 s.
Oprac. podp.: Jędrzej Dydo.
 	Rozkwitały pąki białych róż… Wiersze i pieśni z lat 1908-1918 o Polsce, o wojnie i o żołnierzach. T. 1-2. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył A. Romanowski. Wwa: Czyt. 1990, 719 + 226 s.
 	Skrzydlate słowa. [Słownik cytatów polskich i obcych]. Wwa: PIW
[Ser. I]. Wybór, oprac., i wstęp: H. Markiewicz, A. Romanowski. 1990, 1208 s. Wyd. nowe, popraw. i znacznie rozszerz. z podtyt. Wielki słownik cytatów polskich i obcych. Kr.: WL 2005, 1212 s. Wyd. 2 nowe, popraw. i znacznie poszerz. tamże 2007, 1215 s.
W 1990 Nagroda Ministra Edukacji Nar. oraz nagroda edytorska Pol. PEN Clubu.
Ser. Druga. [Współaut.:] H. Markiewicz. 1998, 1460 s.
[Ser. III]. Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych. 2. Oprac. H. Markiewicz przy współudziale M. Kotowskiej-Kachel i A. Romanowskiego. Kr.: WL 2012, 320 s.
Na okł. adnotacja: 5000 nowych haseł.
 	„Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”. Antologia poezji patriotyczno-wojennej lat 1918-1922. Zebrali i oprac.: A. Roliński i A. Romanowski. Kr.: Wydawn. Księg. Akad. 1994, 200 s.
 	A. Michnik: Diabeł naszego czasu. Publicystyka z lat 1985-1994. Wybór i wstęp: A. Romanowski. Wwa: Nowa 1995, 464 s. Wyd. 2 popraw. Wwa: Agora 2009, 512 s.
 	S. Stomma: Trudne lekcje historii. Red.: A. Romanowski. Kr.: Znak 1998, 217 s.
 	J. Hennelowa: Votum separatum. Publicystyka 1982-1999. Wybór: A. Romanowski. Kr.: Universitas 2000, 320 s.
 	Życie literackie i literatura w Wilnie XIX-XX wieku. Pod red. T. Bujnickiego i A. Romanowski. Kr.: Collegium Columbinum 2000, 312 s. Bibl. Tradycji Lit., 5.
 	„My, Pierwsza Brygada…”. Mała antologia poezji i pieśni I wojny światowej. Wyboru dokonał A. Romanowski. Kr.: Universitas 2002, 151 s. Klasyka Mniej Znana.
 	Cz. Miłosz: Szukanie ojczyzny. [Szkice i eseje; przyp. oprac.:] A. Romanowski. Kr.: Znak 2001, 332 s. Dzieła zebrane.
Tu A. Romanowskiego komentarze do tekstów Cz. Miłosza na s. 259-317.
 	Polski słownik biograficzny. Od t. 42: Stanisław ks. Mazowiecki – Stawiarski Seweryn red. nacz. A. Romanowski. Wwa, Kr.: Inst. Historii PAN 2004.
Wychodzi od 1935.
 	J. Mączka: Starym szlakiem i inne wiersze. Oprac. i wstępem opatrzył A. Romanowski. Kr.: Universitas 2009, 149 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Niezrozumiały dla obcych cud. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2002 nr 180; Autorytaryzm tak się wżarł w naszą świadomość, że bez nienawiści nie umiemy żyć. Rozm.: E. Chudziński, S. Ciepły, F. Ratkowski. „Zdanie” 2008 nr 1-2; Rzeczpospolita wielu narodów. Rozm. P. Wroński. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 196; Słownik Pamięci Narodowej. Rozm. S. Mancewicz. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 185; Przeciw wykluczaniu inaczej myślących. Rozm. K. Targosz. „Kraków” 2012 nr 3; Nie ma wzoru na polskość. Rozm. A. Bińczycki. „Ha!art” 2013 nr 44; IV RP była nieunikniona. Rozm. P. Dybicz. „Przegląd” 2012 nr 8 s. 18-20; W trosce o prawdę dziejową. Rozm. R. Pagacz-Moczarska. „Alma Mater” 2015 nr 171/172 [dot. „Polskiego Słownika Biograficznego”).

Ogólne

 	A. KURZ: Andrzejowi Romanowskiemu – Kowadło „Kuźnicy”. „Zdanie” 2008 nr1/2, toż: „Kraków” 2008 nr 11/12.
 	K. CHIMIAK: ROAD. Polityka czasu przełomu. Płock 2010, passim.
 	A. Michnik: Spadkobierca wielu tradycji. „Kraków” 2012 nr 4/5.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Odważył się być mądrym. „Kraków” 2012 nr 4/5 s. 19.
 	J. WYROZUMSKI: Człowiek pogranicza, „Kraków” 2012 nr 4/5.
 	P. GONTARCZYK: Profesor, który wiedzy się nie kłania. „Do Rzeczy” 2013 nr 18.
 	F. MEMCHES: Wszyscy jesteśmy świniami. „Rzeczpospolita” 2013 nr 120 [dot. też J. T. Grossa i E. Janickiej].
 	Z. SŁOWIK: W obronie godności Andrzeja Romanowskiego i Andrzeja Walickiego [dot. tekstów polemicznych Mirosława Czecha zamieszczanych w „Gazecie Wyborczej” z Andrzeja Romanowskiego i Andrzeja Walickiego oceną historii oraz teraźniejszości polskiej polityki wschodniej i stosunków polsko-rosyjskich. „Res Humana” 2015 nr 5.
 	[Wypowiedź w debacie:] Moce i niemoce wschodniego pogranicza. „Res Humana” 2017 nr 1.

„Przed złotym czasem”

 	B. FARON: Poezja niepodległościowa. „Twórczość” 1991 nr 12.
 	W.J. PODGÓRSKI: „Tyle tych pieśni”. „Nowe Książ.” 1991 nr 9.
 	[W. TOMCZYK] Wojt.: Legiony to… „Tyg. Lit. ” 1991 nr 11.
 	K. STĘPNIK: Wojna i filologia. „Akcent” 1991 nr 4.
 	I. MACIEJEWSKA. „Pam. Lit.” 1994 z. 3.

Krakowskie czasy

 	M. SOŁTYSIK: Kraków wyrasta z zadrukowanych kartek. „Gaz. Krak.” 1993 nr 257.

Jak oszukać Rosję?

 	M. TWARÓG: O bohaterach bez namaszczenia. „Nowe Książ.” 2002 nr 11.
 	W. BOGACZYK: Portret odmienny. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 60.
 	M.H. KOTLARZ: Koniec historii w księgarniach? „Porta” 2004 nr 7.

Młoda Polska wileńska

 	J. BOROWCZYK. „Pozn. St. Polonist.”. Ser. Lit. 1999 nr 6.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Kresy. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 17.
 	T. BUJNICKI. „Ruch Lit.” 1999 z. 3.
 	S. STOMMA: Przedwiośnie czy babie lato? „Tyg. Powsz.” 1999 nr 30.
 	Z. FLORCZAK (Pelikan): Przebudzenie wileńskie 1905-1915. „Kultura”, Paryż 2000 nr 1/2.
 	A. HLEBOWICZ. „Więź” 2000 nr 6.
 	T. ZIENKIEWICZ. „Komun. Mazursko-Pomor.” 2000 nr 2.
 	I. FEDOROWICZ. „Pam. Lit.” 2001 z. 2.
 	M. MICIŃSKA. „Acta Poloniae Historica” 2002 vol. 85.

Pozytywizm na Litwie

 	Z. FLORCZAK: Na Litwie po 1863: jak przetrwać? „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	D. SZPOPER: Pod władzą carów. Ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego w XIX wieku. „Czasy Nowożytne” 2004 t. 16 [dot. też: E. Aleksandrovičius, A. Kulakauskas: Litwa w XIX wieku].
 	I. SZULSKA. „Prz. Hum.” 2005 nr 2.
 	S. KALEMBKA. „Zapiski Hist.” 2006 t. 71 z. 4.
 	W. SZCZUKIN: Pro et contra „cziestnoj cziczikowszcziny”. „Novoe literaturnoe obozrenie”, Moskva 2006 nr 5.
 	O. DZIARNOWICZ: Nauzdagon. „Arhe”, Mińsk 2008 nr 7/8.

Podróż na Wschód

 	B. CZARTORYSKA: Notatki o Polsce. „Gaz. Krak.” 2001 nr 183.
 	L. MALESZKA: Na kresach historii. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 71 [dot. też: Ludzie tamtego czasu, Prace redakcyjne poz. 7].
 	A. PISOWICZ: Ważna książka o Śląsku. „Krasnogruda” 2001 nr 13.
 	M. WOJCIECHOWSKI: Uczeń Giedroycia. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 135.

Prawdziwy koniec Rzeczy Pospolitej

 	M. CZECH: Jeszcze nie koniec Rzeczy Pospolitej. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 133.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Nasze ogłupienie. „Kraków” 2007 nr 6/7.
 	Z. SŁOWIK: Dziedzictwo i współczesność. „Res Humana” 2008 nr 6.

Rozkosze lustracji

 	J. KURSKI: Nie niszczyć pamięci. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 240 [wstęp do książki] .
 	P. GONTARCZYK: Fachowiec od lustracji. „Gaz. Pol.” 2008 nr 49.
 	Tenże. „Glaukopis” 2009 nr 13/14.

Wielkość i upadek „Tygodnika Powszechnego”

 	J. ENGELGARD: „IPN stał się ważniejszy od Chrystusa”. „Myśl Pol.” 2012 nr 7/8.
 	D. KOZŁOWSKA: Stracona szansa. „Znak” 2012 nr 3.
 	F. RATKOWSKI. „Zdanie” 2012 nr 1/2.
 	Z. SŁOWIK: Świadectwo pamięci i odwagi. „Res Humana” 2012 nr 2.
 	L. STOMMA: Romanowski pamięta. „Polityka” 2012 nr 1.
 	A. WALICKI: „Patriotyczny” szantaż. „Przegląd” 2012 nr 3, przedr. w tegoż: Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii. Kr. 2013.
 	K. WIŚNIEWSKA: III RP zmarnowała swoją szansę, „Gaz. Wybor.” 2012 nr 4.

Eugeniusz Kwiatkowski

 	W. GADOMSKI: Gospodarcza gwiazda sanacji. „Ale Historia” 2015 nr 137 dod. „Gaz. Wybor.”.

Tak, jestem córką Jakuba Bermana

 	D. KOZŁOWSKA: Ostatni świadek, „Znak” 2016 nr 12.
 	[J.] T. SIEWIERSKI: Bermanówna. „Nowe Książki” 2016 nr 11.
 	URBAN: Bierut na walizkach. „Nie” 2016 nr 33.
 	T. SIEWIERSKI: Bermanówna. „Nowe Książ.” 2016 nr 11.
 	D. WARSZAWSKI: Bermanówna opowiada o ojcu. „Ale Historia” 2016 nr 32 dod. „Gaz. Wybor.” nr 184.
 	B. ZUBOWICZ: Stalinizm lukrowany. „Plus Minus” 2016 nr 29 dod. „Rzeczpospolitej” nr 165.

Wstań, Polsko moja

 	M. STALA: Potrzeba pamięci, „Student” 1981 nr 2.

Rozkwitały pąki białych róż…

 	J. RATAJCZAK: Ułani i legiony. "Głos Wielkopol.” 1990 nr 293.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Drogi do niepodległości. „Tyg. Powsz.” 1991 nr 11.
 	K.M.: Dla dziadka… „Rzeczpospolita” 1990 nr 292.
 	J. KRAWCZYK: Ogród nieplewiony. „Dz. Pol.” 1991 nr 62.
 	A. NOWAKOWSKI:Śpiewnik ocalony.„Dekada Lit.” 1991 nr 13.
 	W.J. PODGÓRSKI: Poezja pierwszej wojny. „Nowe Książ.” 1991 nr 7.
 	I. Maciejewska. „Pam. Lit.” 1994 z. 3.
 	B. RISS: Pieśni polskiego losu. „Życie Warsz.” 1991 nr 123.

Skrzydlate słowa.

 	Seria pierwsza: W. Bereś: Czy tata czyta cytat z Tacyta. „Gaz. Wybor.” 1990 nr 187.
 	J. PILCH: „A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą”. „Tyg. Powsz.” 1990 nr 43.
 	K. TARGOSZ: Smak słowa. „Panorama” 1990 nr 37.
 	J. TAZBIR: Słowa mają skrzydła. „Wokanda” nr 29.
 	J. PASZEK: Florilegium. „Teksty Drugie” 1992 nr 1/2.
 	W. CHEBDA, J. TARSA: Pytania o skrzydlate słowa. „Zesz. Nauk. WSP w Opolu. Filol. Ros.” 1994 t. 32.
 	Seria druga: J. GONDOWICZ: Sowa Minerwy wylatuje w powietrze! „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
 	A.Z. MAKOWIECKI: Karuzela z cytatami. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 110.
 	J. PASZEK: Tomy i tony lotnych słów. „Śląsk” 1998 nr 11.
 	S. GĘBALA: Życie jako literatura, czyli fenomen Henryka Markiewicza. „Twórczość” 1999 nr 5.
 	S. SALMONOWICZ: „Skrzydlate słowa”, czyli wśród kodów i tropów kultury. „Prz. Hum.” 1999 nr 6.
 	Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych: R. RADŁOWSKA, R. KOZIK: Dodadzą wam skrzydeł! „Gaz. Wybor.” 2005 nr 53 dod. „Gaz. w Kr.”.
 	E. SAWICKA: Co się stało temu misiu? „Rzeczpospolita” 2005 nr 54.

Ludzie tamtego czasu

 	B. GŁĘBICKA-GIZA. „Nowe Książ.” 2001 nr 4.
 	K. MACIĄG. „Fraza” 2001 nr 3.
 	L. MALESZKA: Na kresach historii. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 71 [dot. też: Podróż na Wschód].
 	R. TERLECKI: Polityczne rozmowy o historii. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 24.
</document>
<document nplp_id="2999" title="Dariusz ROTT" slug="dariusz-rott">ur. 1965

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 23 maja 1965 w Dąbrowie Górniczej; syn Kazimierza Rotta, kolejarza, i Teodory z domu Lisok. Od 1980 uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego w Dąbrowie Górniczej. Po zdaniu matury w 1984 podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach. Debiutował w 1985 artykułem Kalejdoskop – Wilkasy’85 oraz wierszem Chiromancja na łamach miesięcznika społeczno-literackiego „Okolice” (nr 11-12). W 1988-92 pracował jako nauczyciel języka polskiego w III Liceum Ogólnokształcącym w Dąbrowie Górniczej. W 1989 uzyskał magisterium na podstawie pracy Staropolskie relacje z podróży i tytuł najlepszego absolwenta UŚl. w roku akademickim 1988/89. Już podczas studiów 1 listopada 1988 został zatrudniony jako asystent stażysta w Zakładzie Historii Literatury Staropolskiej, Oświeceniowej i Romantycznej w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 im. I. Opackiego) UŚl., a od 1 listopada 1989 jako asystent w Zakładzie Historii Literatury Średniowiecza i Renesansu. W swojej pracy badawczej i dydaktycznej zajmował się głównie literaturą staropolską oraz literaturą polską i łacińską na Śląsku, podróżopisarstwem i komunikacją masową. Był opiekunem Sekcji Literatury Staropolskiej Koła Naukowego Polonistów UŚl. (1989-97). W 1993-95 pracował także jako starszy inspektor w kancelarii wojewody Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, redagując do 1995 „Biuletyn Informacyjny Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach” oraz współredagując kwartalnik „Architektura i Krajobraz. Przestrzenne problemy regionu Górnego Śląska” (1994-96). W 1994 był stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. W tymże roku obronił na UŚl. doktorat na podstawie rozprawy pt. Staropolskie choreografie. Początki – rozwój – przemiany gatunku (promotor prof. Jan Malicki), po czym w 1995 został adiunktem oraz członkiem Rady Wydziału Filologicznego UŚl. i sekretarzem rektora UŚl. (do 1997). Wchodził w skład redakcji „Humanistycznych Zeszytów Naukowych. Prawa Człowieka” (1995-97, 1999). W 1996-2003 pełnił obowiązki rzecznika prasowego UŚl. Był współzałożycielem i od 1996 wiceprezesem, a w 2002-08 prezesem Fundacji na Rzecz Neolatynistyki „Pallas Silesia”, powołanej w celu rozwijania badań naukowych nad wielokulturowym dziedzictwem Śląska. Współredagował serię Biblioteka Fundacji „Pallas Silesia” (od 1997), a także należał do zespołu redakcyjnego półrocznika „Pallas Silesia”, którego w 1999 był redaktorem naczelnym. W 1996 został członkiem katowickiego oddziału Komisji Historyczno-literackiej PAN oraz rzeczoznawcą Ministerstwa Edukacji Narodowej, opiniującym podręczniki szkolne, programy nauczania i środki dydaktyczne. W 1997-2006 pełnił funkcję redaktora naczelnego, a następnie członka Rady Programowej miesięcznika „Gazeta Uniwersytecka Uniwersytetu Śląskiego”. W 1998-2002 wchodził w skład Senatu UŚl. i Rady Wydziału Filologicznego, w 1999-2012 był członkiem Kolegium Elektorów UŚl. W 1999-2002 pełnił obowiązki sekretarza Zarządu Społecznego Towarzystwa Edukacyjnego w Katowicach, a od 2002 wiceprezesa Fundacji „Viribus Unitis” na Rzecz UŚl. i Rozwoju Samorządności wśród Młodzieży (od 2008: Fundacja na Rzecz Wspierania Edukacji i Rozwoju Samorządności wśród Młodzieży). W 2002 habilitował się na UŚl. na podstawie rozprawy Bracia czescy w dawnej Polsce. Działalność literacka, twórcy, recepcja; stopień doktora habilitowanego otrzymał w 2003. W tymże roku podjął pracę na stanowisku profesora nadzwyczajnego (od 2008 profesora zwyczajnego) w Wyższej Szkole Pedagogicznej ZNP w Warszawie. Prowadził zajęcia dydaktyczne w Katedrze Polonistyki Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej (2003-09), w Szkole Zarządzania UŚl. w Katowicach (2004-07), w Wyższej Szkole Marketingu i Zarządzania w Sosnowcu (2005-10) oraz Wyższej Szkole Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach (2004-06; w 2004-05 pełnił tu funkcję prorektora ds. nauki oraz do 2006 kierownika Zakładu Nauk Społecznych i Psychologii). Wszedł w skład Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (później Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego; od 2003 rzecznik prasowy, w 2006-09 wiceprzewodniczący Komisji Edukacji oraz członek Komisji Nauki i Współpracy z Zagranicą, w 2010-13 członek Prezydium). W 2004 został członkiem stałej Komisji PAU do Oceny Podręczników Szkolnych, członkiem Rady Programowej „Zeszytów Naukowych Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach” oraz recenzentem Grant Agency of the Czech Republik. Zainicjował i współredagował serię Studia z dziejów komunikowania masowego, wydawaną od 2004. W 2005 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŚl. Należał do współzałożycieli Oddziału Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza w Katowicach. W 2006 wszedł w skład rady redakcyjnej „Rocznika Prasoznawczego” i „Problemów Komunikacji Społecznej”, wydawanych przez Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Wyższej Szkoły Humanitas w Sosnowcu, został też członkiem Kapituły Zagłębiowskiej Nagrody „Humanitas” (w 2014 laureatem nagrody). W 2006-08 pełnił obowiązki zastępcy dyrektora do spraw dydaktycznych INoLP UŚl. W 2007 został ekspertem zewnętrznym powołanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego Narodowego Programu Foresight „Polska 2020” i wszedł w skład Kolegium Naukowego Śląskiej Biblioteki Cyfrowej. W tymże roku otrzymał honorową nagrodę „Róża Lutra”, przyznawaną przez Diecezję Katowicką Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. W 2007 pracował również jako nauczyciel języka polskiego i historii w Społecznym Gimnazjum Śląskim w Chorzowie. W 2008 otrzymał tytuł naukowy profesora i został kierownikiem Pracowni Retoryki INoLP UŚl.(obecnie w Zakładzie Literatury Średniowiecza i Renesansu), a także członkiem Rady Programowej Muzeum Śląskiej Prasy i Drukarstwa w Pszczynie i ekspertem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w Warszawie. W 2009 został członkiem komitetu naukowego międzynarodowego projektu badawczego Genius loci (UŚl., Università degli Studi di Napoli – L’Orientale), Komisji do Badań nad Reformacją w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej przy Instytucie Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Zagłębiowskiego w Sosnowcu, w 2011 Rady Naukowej Instytutu Badań Regionalnych Biblioteki Śląskiej w Katowicach oraz jej przewodniczącym, w 2012 członkiem rady naukowej praskiego wydawnictwa Verbum oraz przewodniczącym Rady Naukowej Europejskiego Instytutu Szkoleniowego w Dąbrowie Górniczej. Był członkiem rad i komitetów naukowych czasopism: „Bibliotekoznawstwo” (od 2009), „Communication Today” (od 2010, półrocznik wydawany przez Uniwersytet św. Cyryla i Metodego w Trnawie), „Episteme. Czasopismo Nukowo-Kulturalne” (od 2011), „CyberEmpathy. Visual and Media Studies Academic Journal” (od 2013, Rzeszów). W 2010 podjął pracę w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu, w 2011-14 jako dyrektor Instytutu Filologii, w 2013-14 dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Był członkiem jury konkursu na reportaż im. M. Chowanioka, organizowanego przez UŚl. w Katowicach (2010). W 2011 został profesorem zwyczajnym w Katedrze Mediów i Komunikacji Społecznej Instytutu Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie (w 2012-14 kierownik Studiów Doktoranckich). W 2014 podjął współpracę z Katedrą Dziennikarstwa Ekonomicznego i Nowych Mediów Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. W 2014-15 był redaktorem naczelnym miesięcznika „Śląsk”. W 2015 został dyrektorem Centrum Innowacji, Transferu Technologii i Rozwoju Fundacja UŚl. W tymże roku objął funkcję przewodniczącego Kapituły Konkursu EDUInspiracje – Media, organizowanego przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji. Należał do National Geographic Society (od 1988), Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Islandzkiej (od 1988), Stowarzyszenia Dziennikarzy RP (od 1998; od 2016 wiceprezes oddziału katowickiego), Stowarzyszenia Przyjaciół UŚl. (od 1998); Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej (od 2011), Stowarzyszenia „Humanisto, podnieś głowę!” (od 2013; członek założyciel). Był wielokrotnie nagradzany przez Rektora UŚl. (1990, 1993, 1996, 2003, 2004, 2005, 2006, 2009), Ministra Edukacji Narodowej i Sportu (2003, 2005), Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (2006, 2009). W 2012 otrzymał tytuł Ambasadora Kongresów Polskich, przyznawany przez kapitułę Programu Ambasadorów Kongresu oraz Nagrodę i Medal im. Z. Glogera (2012). W 2015 został laureatem Nagrody Burmistrza Pszczyny. Odznaczony złotą odznaką za zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego (2005), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2007), Srebrnym Krzyżem Zasługi (2012) i Odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2015). Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ

 	Bibliografia prac magisterskich dotyczących twórczości Wacława Potockiego. (Wyższa Szkoła Pedagogiczna– Uniwersytet Śląski). Cz. 1, (Katowice 1956-1978). [Współaut.:] R. Sadło. Katow.: Inst. Literatury i Kultury Pol. UŚl. Zakład Historii Literatury Staropol., Oświeceniowej i Romantycznej 1991, [8] s.
 	Daniel Vetter i jego „Opisanie wyspy Islandyji”. Studium z dziejów staropolskiego podróżopisarstwa. Katow.: Sowa-Press 1993, 60 s.
 	Literatura staropolska. Średniowiecze, renesans, barok. Informator bibliograficzny dla studentów filologii polskiej. [Współaut.:] R. Sadło, P. Wilczek. Katow.: UŚl., Inst. Nauk o Literaturze Pol. 1993, 39 s. Wyd. nast. z podtyt. Przewodnik bibliograficzny dla studentów filologii polskiej. Katow.: Wydawn. UŚl. 1998, 53 s. Skrypty UŚl., 545, tamże: wyd. 2 [!] zmien. i uzup. 2000, Skrypty UŚl., 563; wyd. 3 [!] uzup. i zmien. 2002, 71 s. Podręczniki i Skrypty UŚl. w Katow., 8.
Spis lektur.– Od wyd. 2 R. Sadło podp. R. Ryba.– W wyd. 3 nadto współaut.: Z. Kadłubek.
 	Staropolskie chorografie. Początki – rozwój – przemiany gatunku. Katow.: Wydawn. UŚl. 1995, 167 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1526.
Rozprawa doktorska.
 	Wawrzyniec Korwin. Wczesnorenesansowy humanista śląski. Katow.: Woj. Bibl. Publiczna w Katow. 1997, 53 s. Seria Bibliofilska Woj. Bibl. Publicznej w Katow.
 	Badania dawnego piśmiennictwa w Instytucie Śląskim w Katowicach (1934-1939). Wybrane zagadnienia z dziejów humanistyki na Śląsku. Kielce: Szumacher 1998, 55 s. Spotkania z Lit., 22.
 	Bracia czescy w dawnej Polsce. Działalność literacka, teksty, recepcja. Katow.: Wydawn. UŚl. 2002, 210 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2035.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Literatura dawnej Polski. Średniowiecze – renesans – barok. Setnik pisarzy i dzieł. Wwa: Ex Libris Galeria Pol. Książki 2002, 309 s. Leksykon Przypomnień.
 	Kobieta z przemalowanego portretu. Opowieść o Annie Zbąskiej ze Stanisławskich i jej Transakcyji albo Opisaniu całego życia jednej sieroty. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2182.
 	Oczy Charibelli. Ślady pertrarkizmu w siedemnastowiecznej łacińskiej poezji śląskiej. [Współaut.:] Z. Kadłubek. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia”; Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej 2004, 25 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 16.
 	„Hymny moje domowe” Piotra Wacheniusa. Przyczynek do dziejów braci czeskich na Śląsku wraz z tekstem utworu. Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej; Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2005, 137 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 19.
Zawiera reprodukcję fototopograficzną oraz transkrypcję tekstu P. Wacheniusa.
 	Strategie autoprezentacyjne w reportażach podróżniczych Wojciecha Cejrowskiego. [Współaut.:] B. Królikowska. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas” 2010, 112 s.
 	Wizerunek Kuby we współczesnych reportażach podróżniczych. (Jerzy Adamuszek, Beata Pawlikowska, Agnieszka Buda-Rodriguez). [Współaut.:] B. Jagłowski. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas” 2010, 107 s. Pol. Reportaż Podróżniczy, 2.
 	Rzecznik prasowy. Kompetencje interpersonalne. Wybrane problemy i zagrożenia. [Współaut.:] I. Martel. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas”; Trnava: Fakulta masmediálnej komunikacié Unverzity sv. Cyrila a Metoda 2011, 135 s.
 	Dobre praktyki w rzecznictwie prasowym. [Współaut.:] Z. Widera. Wwa; Kr.: [Stow. Twórców Nauki i Kultury „Episteme”] 2013, 56 s.
 	Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Świat zamknięty. Gustaw Morcinek o „Życiorysach górników”. W: W kręgu Gustawa Morcinka. Katow. 1992 s. 46-59. – Determinanty poznawcze podróżnika. Rekonesans badawczy. W: Staropolskie teksty i konteksty. T. 2. Katow. 1994 s. 134-146. – Opis Ziemi Świętej Anzelma Polaka – Andrzeja Rymszy. Studium z dziejów staropolskich chorografii. W: Między średniowieczem i renesansem. Kolokwia polsko–włoskie. T. 1. Katow. 1995 s. 65-77. – W kręgu przyjaciół Jana Amosa Komeńskiego. W: Jan Amos Komeński. Kolokwium polsko-czeskie. Katow. 1996 s. 43-55. – Dom Potockich w Woli Łużańskiej. W: Wokół Wacława Potockiego. Katow. 1997 s. 117-129. – Kobiety w siedemnastowiecznym Lesznie. Krystyna Poniatowska i Anna Memorata. Rekonesans. „Barok” 1997 nr 2 s. 23-35, przedr. „Res Historica” 2000 z. 10 s. 147-164. – Wawrzyniec Korwin w kręgu wrocławskich miłośników antyku. W: Tradycje kultury antycznej na Śląsku. Opole 1997 s. 57-71. – Johann Lang – poeta, grecysta, dyplomata. Szkic biograficzny. W: Śląskie miscellanea. T. 11. Katow. 1998 s. 9-20. – Kształtowanie się wiedzy geograficznej w dawnej Polsce. Chorografia Galla Anonima. W: Problemy środowiska i jego ochrony. Cz. 6. Katow. 1998 s. 257-275. – O „Chorografii” Jana Długosza. W: Bibliologia. Literatura. Kultura. Kr. 1999 s. 311-320. – Ikonosfera Leszna w latach 1628-1656 jako przestrzeń kulturowego współistnienia. Zarys problematyki. „Studia Etnologiczne i Antropologiczne” 2000 s. 49-71. – [Interpretacje wierszy M. Reja, J. Kochanowskiego, M. Sępa Szarzyńskiego, J.A. Morsztyna, W. Potockiego, D. Naborowskiego]. W: Poezja polska. Interpretacje. Katow. 2000 s. 9-52. – Realia historyczne powieści Stanisława Helsztyńskiego „Uczeń Amosa. Opowieść o Janie Amosie Komenskim”. W: Czasy potopu szwedzkiego w literaturze polskiej. Katow. 2000 s. 109-127. – Polityka a literatura. „Panegyricus Carolo Gustavo” Jana Amosa Komeńskiego wobec kultury sarmackiej. W: Sarmackie theatrum. Katow. 2001 s. 72-89. – Chorografia w proemium do „Kroniki polskiej” Galla Anonima. Zarys problematyki. W: Przedmowa w książce dawnej i współczesnej. Katow. 2002 s. 9-22, przedr. w: Žanrové metamorfozy v středoevropském kontextu. Opava 2005 s. 346-362. – „Diariusz więzienia moskiewskiego, miast i miejsc” Adama Kamieńskiego Dłużyka. Pierwszy staropolski opis syberyjskiej katorgi Polaków. W: Staropolskie teksty i konteksty. T. 5. Katow. 2004 s. 9-19. – Mirona Białoszewskiego spotkanie z Nowym Jorkiem. W: „Zobaczyć świat w ziarenku piasku”. Katow. 2006 s. 151-163. – Przegląd badań nad życiem i twórczością Anny Zbąskiej ze Stanisławskich. W: Kobieta epok dawnych w literaturze, kulturze i społeczeństwie. Olsztyn 2008 s. 195-204. – Doktorat honoris causa Ryszarda Kapuścińskiego w świetle dokumentów archiwalnych Uniwersytetu Śląskiego. W: Ryszard Kapuściński – wizja świata i wartości. Olsztyn 2009 s. 279-294. – Islandia Lucjana Wolanowskiego. W: Wokół reportażu podróżniczego. T. 3. Katow. 2009 s. 108-121. – Daniel Vetter – drukarz leszczyński w świetle badań Alodii Kaweckiej-Gryczowej i najnowszych odkryć. W: Z badań nad książką i księgozbiorami historycznymi. T. 5. Wwa 2011 s. 123-137. – Standardy kształcenia nauczycieli jako element kultury szkoły rozwijającej się. W: Kultura organizacyjna szkoły rozwijającej się. Kr. 2011 s. 83-96. – Zasady dopuszczania do użytku szkolnego podręczników szkolnych. Stan prawny – nowe wyzwania – propozycje zmian. W: Prace Komisji PAU do Oceny Podręczników Szkolnych. T. 9. Kr. 2011 s. 15-33. – Daniel Vetter w kręgu mecenatu Hieronima Radomickiego (w świetle listu dedykacyjnego towarzyszącego pamiętnikarskiej relacji z podróży na Islandię). W: Z dziejów staropolskiego pamiętnikarstwa. Przekroje i zbliżenia. Kr. 2012 s. 141-154. – Felietony radiowe Starego Doktora – Janusza Korczaka. W poszukiwaniu nowoczesnych środków komunikacji z dzieckiem. W: Dzieło Janusza Korczaka wobec wyzwań XXI wieku. Kr. 2014 s. 21-36.

Prace edytorskie i redakcyjne

 	Wojciech Korfanty. Rozprawy i szkice historyczno-literackie. Pod red. D. Rotta i E. Skorwidera. Katow.: Bibl. Śląska ; Sosnowiec: przy współpracy Sowa-Press 1993, 60 s. Pałac Młodzieży w Katow., Śląskie Tow. Nauk.-Lit. Zesz. Hum. Pałacu Młodzieży w Katow., 1.
 	Tradycje śląskiej humanistyki– Jan Kazimierz Zaremba. Praca zbiorowa pod red. J. Malickiego i D. Rotta. Katow.: BŚ [Bibl. Śląska]; Sosnowiec: przy współpracy Sowa-Press 1994, 46 s.
 	Jan Amos Komeński. Kolokwium polsko-czeskie. Kom. red.: J. Malicki, J. Raclavska, D. Rott. Katow.: Śląsk 1996, 92 s.
 	J. Lang: Ioannes Baptista decollatus. Red. i oprac.: Z. Kadłubek, D. Rott. Katow.; Pszczyna: Urząd Miej. 1997, 24 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 1.
Publikacja bibliofilska w 200 egz. numerowanych.
 	D. Vetter: Islandia albo Krótkie opisanie wyspy Islandyji. Oprac. i wstępem opatrzył D. Rott. Katow.: Wydawn. UŚl. 1997, XXXI, 54 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1656.
 	Wokół Wacława Potockiego. Studia i szkice staropolskie w 300 rocznicę śmierci poety. Pod red. J. Malickiego i D. Rotta. Katow.: Wydawn. UŚl. 1997, 147 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1645.
 	A. Memorata: Niech mi daruje Apollo te wiersze. Wybór wierszy. Wybór, oprac. i przekł.: Z. Kadłubek, D. Rott. Katow.; Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej 1998, 29 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 2.
 	T. Sławek: Pięć esejów o gościnności. Red.: D. Rott. Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej; Fundacja „Pallas Silesia” 1999, [28] s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 4.
 	Tadeusz Różewicz. Doctor honoris causa Universitatis Silesiensis. Oprac.: M. Kisiel, D. Rott, W. Wójcik. Katow.: Wydawn. UŚl. 1999, 49 s.
 	P. Wachenius: Hymny moje domowe. Wybór, wstęp i oprac.: Z. Kadłubek, D. Rott. Katow.; Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej: Fundacja „Pallas Silesia” 1999, 32 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 3.
 	B. Exner: Chryzesowa szkoła. Poezje wybrane. Wybór, wstęp i przekł.: Z. Kadłubek, D. Rott. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2000, 34 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 5.
Wyd. bibliofilskie w 200 egz. numerowanych.– Tekst w jęz. pol. i łac.
 	Bradius V. Maurus III: Autumni Silesiaci. Haicua latina = Śląska jesień. Łacińskie haiku. Red., przekł. i oprac.: Z. Kadłubek, D. Rott. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2001, 13 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 8.
 	K. Negius: Kazania polskie. Wybór i wstęp: K. Biliński, D. Rott. Oprac. i posł.: I. Kaczmarzyk. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia”; Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej 2001, 46 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 9.
Wyd. bibliofilskie w 200 egz. numerowanych.
 	Wieczory akademickie. Oprac.: D. Rott. Katow.: Wydawn. UŚl. 2001, 72 s.
 	Ch. Morgenstern: Unter Zeiten. Ausgewählte Dichtungen = Jak to między czasami. Wybór poezji. Przekł. i oprac.: T. Kowalska. Red.: D. Rott. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2002, 103 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 10.
Tekst w jęz. niem. i pol.
 	Archiwum Themersonów w Polsce. Red.: A. Dziadek i D. Rott przy współpracy K. Bytomskiej. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2003, 88 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 14.
 	J. Ringelnatz: Sehnsucht nach Berlin. Ausgewählte Dichtungen = Tęsknota za Berlinem. Wybór poezji. Przekł. i oprac.: T. Kowalska. Red.: D. Rott. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2003, 95 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 13.
Tekst w jęz. pol. i niem. – Na książce pseud. autora: Hans Bötticher.
 	Staropolskie teksty i konteksty. Studia. T. 4. Pod red. J. Malickiego i D. Rotta. Katow.: Wydawn. UŚl. 2003, 151 s., Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2159.
 	Biblioteka Uniwersytetu Śląskiego. Zbiory specjalne. Tekst: L. Czech. [Red.: D. Rott]. Katow.: Bibl. UŚl.; Fundacja „Pallas Silesia” 2004, 48 s.
Inf. o red. od autora.
 	Oblicza prasy Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego (1918-1939). Wyd. 2004-2010. Studia z Dziejów Komunikowania Masowego. T. 1-5.
[T. 1]. Pod red. D. Rotta przy współpracy A. Mielczarek i M. Kaczmarczyka. Katow.: RGUUŚ przy współpracy Fundacji „Pallas Silesia” 2004, 81 s. Sekcja Medioznawcza Międzywydziałowego Stow. Dziennikarzy „Mosty”. Zakład Dziennikarstwa UŚl., Red. „Gaz. Uniwersyteckiej UŚl.”.
T. 2. Pod red. D. Rotta i M. Kaczmarczyka. Katow.: „Gaz. Uniwersytecka UŚl.”; Sosnowiec: Wyższa Zarządzania i Marketingu 2005, 99 s.
T. 3. Pod red. M. Kaczmarczyka, D. Rotta. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. Humanitas. Wyższa Szkoła Humanitas; Pszczyna: Muzeum Śląskiej Prasy im. W. Korfantego 2008, 117 s.
T. 4. Pod red. M. Kaczmarczyka, D. Rotta, W. Wójcika. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. Humanitas 2010, 146 s.
T. 5. Pod red. M. Kaczmarczyka i D. Rotta. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. Humanitas 2011, 132 s.
 	A. Skowroński: Wybór poezji. Oprac. i wstępem poprzedził K. Biliński. [Red.: D. Rott]. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia” 2004, 67 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 17.
Inf. o red. od autora.
 	F. Wedekind: Trost. Ausgewählte Dichtungen = Pocieszenie. Wybór poezji. Przekł. i oprac.: T. Kowalska. Red.: D. Rott. Katow.: Fundacja „Pallas Silesia”; Chorzów-Batory: III Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Batorego 2004, 68 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 15.
Tekst w jęz. pol. i niem.
 	Wokół reportażu podróżniczego. [T. 1-3]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004-2009. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2286, 2497, 2683.
[T. 1]. Pod red. E. Malinowskiej i D. Rotta przy współpracy A. Budzyńskiej-Dacy. 2004, 248 s.
T. 2. Pod red. D. Rotta. 2007, 167 s.
T. 3. Pod red. D. Rotta i M. Kubika. 2009, 318 s.
 	Hałas w środowisku. Materiały II konferencji naukowej, 21 kwietnia 2005. [Red.: D. Rott]. Katow.: Wydawn. Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy 2005, 85 s. Pr. Nauk. Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katow., 5.
Inf. o red. od autora.
 	Leksykon szkolny. Oprac. zespół: B. Bodzioch-Bryła i in. Pod red. D. Rotta. Wwa: Arti 2005, 469 s. Wyd. nast. tamże pt. Leksykon wiedzy szkolnej 2008, 2011.
Tytuł na okł. wyd. 1: Nowy leksykon szkolny.
 	Słownik pisarzy śląskich. T. 1-5. Pod red. J. Leszczyny, D. Rotta. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 2007, 2010, 2013, 2017, 153 + 158 +126 + 135 + 135 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2312, 2524, 2754, 3040, 3574.
Tu także hasła autorstwa D. Rotta.
 	Spotkania popiołkowskie. Pod red. D. Rotta, T. Sławka. Katow.: Stow. Przyjaciół UŚl.; Fundacja „Pallas Silesia” 2005, 114 s. UŚl. Wczoraj, Dziś, Jutro.
Materiały ze spotkań 18 XI 2003 i 25 XI 2004.
 	K. Ćwierk: Twórczość z lat 1918-1944. Wybór, wstęp, oprac.: M. Kaczmarczyk. Red.: D. Rott. Pszczyna: Muzeum Prasy Śląskiej im. W. Korfantego 2009, 103 s. Bibl. „Pallas Silesia”, 21.
 	Kultura stołu w wiekach dawnych. Red.: D. Rott, K. Gajdka. Katow.: UŚl. 2009, 198 s.
 	J. Kupiec: Sejmik w Jassach. Napisał Topór z pszczyńskich lasów (Jan Kupiec). Wstęp i oprac.: D. Rott, A. Spyra. Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej, 2010, 77 s. Bibl. „Pallas Silesia”, 22.
 	Liber amicorum professoris Ioannis Malicki. Pod red. D. Rotta i P. Wilczka przy współudziale B. Stuchlik-Surowiak. Katow.: Wydawn. UŚl. 2011, 326 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2824.
 	P. Wachenius: Utwory zebrane. Oprac.: M. Pawelec i D. Rott. Wwa: Inst. Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” UW; Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2011, 203 s.
 	Media w gospodarce i społeczeństwie. Wyzwania ery konwergencji. Red.: M. Kaczmarczyk, D. Rott. Praha: Verbum 2012, 212 s. Media and public relations.
 	Instrukcje rajców miejskich Pszczyny z XVII wieku. Red.: D. Rott, A. Spyra. Pszczyna: Śląska Ofic. Drukarska Z. Spyry; Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej 2013, 31 s. Perły Słowa Pol. na Ziemi Pszczyńskiej, 6.
 	Marketingova a medialni komunikace dnes. II. Red.: D. Rott. Praha: Verbum 2013, 69 s.
 	Problemy konwergencji mediów. Red. nauk.: M. Kaczmarczyk, D. Rott przy współudziale M. Boczkowskiej. T. 1-2. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas”; Praha: Verbum 2013, 378 + 475 s. Media and Public Relation.
 	K.M. Dorohostajski: Hippica, to jest O koniach księgi. Oprac.: A. Radecki i D. Rott. Katow.: Wydawn. Nauk. Unikat 2, 2015, 1 dysk optyczny (CD-ROM) + plik tekstowy PDF.
 	Społeczne i historyczne konteksty funkcjonowania mediów. Red.: M. Kaczmarczyk, D. Rott, M. Boczkowska, M. Koszemba-Wiklik. Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas” 2015, 186 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Sosnowiec: Ofic. Wydawn. „Humanitas” 2015, plik w formacie PDF.
 	Poczucie narodowe, poczucie patriotyczne. Red. i wstęp: D. Rott. Łomża: Społ. Stow. Prasoznawcze „Stopka" im. S. Zagórskiego 2017, 430 s. Seria Glogerowska.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.
 	Strona internetowa: www.chorograf.pl.

Staropolskie chorografie

 	J. BUDZYŃSKI. „Kwart. Opol.” 1996 nr 2.
 	A. CHMIEL. „Pallas Silesia” 1997 t. 1.
 	Z. KADŁUBEK. „Nowy Filomata” 1997 nr 2.

Wawrzyniec Korwin

 	L. HARC. „Śląski Kwart. Hist. Sobótka” 1997 nr 3-4.

Bracia czescy w dawnej Polsce

 	J. DWORZACZKOWA. „Odrodz. i Refor. w Polsce” 2002.

Kobieta z przemalowanego portretu

 	M. SZABŁOWSKA-ZAREMBA: Kobieta z Parnasu. „Forum Akad.” 2004 nr 7-8.

Strategie autoprezentacyjne w reportażach podróżniczych Wojciecha Cejrowskiego

 	J. SZYLKO-KWAS. „Stud. Medioznawcze” 2010 nr 4.

Wizerunek Kuby we współczesnych reportażach podróżniczych

 	A. ŚWIĄTECKI. „Studia Medioznawcze” 2011 nr 3.

Rzecznik prasowy

 	T. GACKOWSKI. „Studia Medioznawcze” 2011 nr 4.
</document>
<document nplp_id="3001" title="Zyta RUDZKA" slug="zyta-rudzka">ur. 1964

Powieściopisarka, poetka, dramatopisarka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 10 października 1964 w Warszawie; córka Zygmunta Rudzkiego, chemika, i Czesławy z Zawadzkich, pielęgniarki. Dzieciństwo spędziła w Warszawie. W 1982 ukończyła Liceum Ogólnokształcące im. J. Marti w Warszawie. W 1985-91 studiowała psychologię na Wydziale Filozofii Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Debiutowała jako poetka w 1985 wierszem pt. Ludzie, nagrodzonym w konkursie „Bez walki”, a zamieszczonym w piśmie „Południowa Wielkopolska” (nr 8). W 1985-86 otrzymała kilka nagród w konkursach organizowanych dla poetów, m.in. ogólnopolskim konkursie im. M. Kajki „O Laur Zielonego Liścia”, białostockim Konkursie Literackim Młodych, Konkursie Poetyckim im. S.R. Dobrowolskiego. Jako prozaik debiutowała w 1991 fragmentem powieści Białe klisze, opublikowanym na łamach „Twórczości” (nr 1). W 1992 otrzymywała stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki. Zajęła się terapią małżeństw oraz terapią poprzez sztukę, publikowała również artykuły z zakresu psychologii i seksuologii na łamach prasy kobiecej. Pisała także scenariusze filmów dokumentalnych i widowisk telewizyjnych. Za twórczość literacką otrzymała m.in. Nagrodę im. J. Iwaszkiewicza (1993), Nagrodę im. S. Piętaka (1993). Podjęła współpracę z miesięcznikiem „Teatr” , w którym od 2012 ogłaszała felietony w rubryce Zakaz fotografowania). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Ruchoma rzeczywistość. [Wiersze]. Pod red. J. Koperskiego-Leszina. Wwa: MAW 1989, 29 s. Pokolenie, Które Wstępuje, 11.
 	Białe klisze. [Powieść]. Wstęp: B. Zadura. Katow.: Akapit 1993, 154 s. Nowa Proza Pol. Wyd. 2 Izabelin: Świat Lit. 1997, 162 s. Bibl. Świata Lit.
Nagroda im. J. Iwaszkiewicza i im. S. Piętaka w 1991.
 	Uczty i głody. [Powieść]. Wwa: Iskry 1995, 154 s.
 	Pałac Cezarów. [Powieść]. Izabelin: Świat Lit. 1997, 180 s. Bibl. Świata Lit., 12.
 	Mykwa. [Powieść]. Izabelin: Świat Lit. 1999, 162 s. Bibl. Świata Lit., 25.
Przekł. niem.: Mikwe. [Przeł.] S. Sellmer. Zürich 2014.
 	Seks, chemia i latanie. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2001. Praprem. jako próba czytana: Reż.: M. Pęcikiewicz. Wwa, TR Warszawa 2002; Reż.: M. Sosnowski. Wwa, Kino-Teatr Bajka 2005.
Pierwotne tytuły: Kurs fruwania dla ornitologów; Fruwanie dla ornitologów.
 	Dziewczyny Bonda. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2004, 271 s. Ser. ze Słonecznikiem.
 	Ślicznotka doktora Josefa. [Powieść]. Wwa: J. Santorski &amp;amp; Co Ag. Wydawn.; Wydawn. Inanna 2006, 284 s. Por. poz. 14.
Przekł. niem.: Doktor Josefs Schönste. [Przeł.] E. Kinsky. Zürich 2009.
 	Cukier Stanik. Sztuka w dwóch aktach. Powst. 2007. Druk: „Dialog” 2008 nr 7/8 s. 5-28. Praprem.: jako próba czytana: Reż.: J. Puzyna-Chojka. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2008; teatr.: Reż. G. Gietzky. Wwa, Laboratorium Dramatu 2010; radiowa: Reż.: A. Piszczatowski. Radio 2011; tv: Reż.: A. Puszcz. TVP 2014. Przedr. zob. poz. 17 oraz w: Transformacja: dramat polski po 1989 roku. Antologia 2. Wwa 2013.
Nast. próba czytana: Reż.: M. Bogajewska. Wwa, Laboratorium Dramatu 2008.
Nagroda w konkursie Łódz. Forum Dramatu „Lustro. Obraz. Iluzja” w 2007, nominacja do finału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2008; inscenizacja A. Puszcz w TVP uzyskała Nagrodę Gold Remi Worldfest Independent Film Festival w Houston w 2016
Przekł.: bułg.: Cuker sutien. [Przeł.] E. Ejsimont. W: Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. [Sofiâ] 2015, – czes.: David Cukr Podprsenky. [Przeł.] J. Vobecký. Dostępny w Internecie: http://jirivobecky.ic.cz/index2.htm [dostęp 18 października 2016], – niem.: Zucker Büstenhalter. [Przeł.:] A. Volk, L. Niesielska. W: „…anfangen zu erzählen”. Neues Polnisches Theater. Eine Auswahl. Berlin 2015, wyst.: reż. I. Lichtenberger Bozoki. Wien, OFF-Theater 2017.
 	Fastryga. [Dramat]. Praprem. jako próba czytana: Reż.: W. Garbaczewski, Wr., T. Pol. 2008. Druk: „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57 s. 250-282. Przedr. zob. poz. 17.
Nast. próba czytana: Reż.: M. Ogrodzińska. Wwa, T. na Woli 2010.
Nagroda w konkursie T. Pol. we Wr. na sztukę inspirowaną wydarzeniami Marca 68 w 2008.
 	Z penisem jak z mężem. Trudno o ideał. Wwa: Wydawn. J. Santorski&amp;amp; Co Ag. Wydawn. 2008, 126 s.
Praca popularna dot. seksualności kobiety.
 	Eskimos w podróży służbowej. [Dramat]. „Dialog” 2009 nr 6 s. 74-96. Praprem. jako próba czytana: Reż.: W. Szczawińska. Gdynia, T. Miej. 2009. Przedr. zob. poz. 17.
Nast. próba czytana: Reż.: W. Śmigasiewicz. TVP Kultura 2010.
Nominacja do finału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2009.
 	Nawigacja nocą. [Dramat]. Praprem. radiowa: Reż.: M. Bogajewska. Radio 2009.
Nominacja do finału Ogólnopolskiego Festiwalu Nowe Słuchowiska w 2009.
 	Ten się śmieje, kto ma zęby. [Monodram]. Reż.: N. Babińska 2010. Por. poz. 8.
Nagroda w Ogólnopolskim Konkursie „Sztuka Monologu” w 2010.
 	Pęknięta, obwiązana nitką. [Dramat]. Praprem.: jako próba czytana: Reż.: A. Smolar. Gdynia, T. Miej., Mała Scena 2010; radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2011. Druk: „Dialog” 2011 nr 3 s. 30-32. Przedr. zob. poz. 17.
Nominacja do finału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej oraz finału Ogólnopolskiego Konkursu „Sztuka Monologu” w 2010.
 	Zimny bufet. [Dramat]. Praprem.: jako próba czytana: Reż.: K. Kijak. Gdynia, T. Miej., Mała Scena 2011; radiowa: Adapt. i reż.: D. Błaszczyk. Radio 2012; teatr.: Reż.: J. Łupinowicz. Suwałki, T. Hybrydowy i Przyjaciele 2016. Druk: „Dialog” 2012 nr 1 s. 5-19. Przedr. w: Dramatopisarki dekady. Kr.; Wwa 2012 s. 132-146 oraz poz. 17.
Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna w 2011.
Przekł.: niem.: Kaltes Buffet. [Przeł.:] A. Klecha, B. Samborska. Wyst. jako próba czytana: Reż.: B. Baranowska. Berlin, Maxim Gorki Theater 2013, – ros.: Holodnyj bufet. [Przeł.] I. Kisielova. W: Antologia sovremennoj pol’skoj dramaturgii. 2. Moskva 2015.
 	Zimny bufet. Kr.: Panga Pank 2012, 299 s. Dramat Współcz., 37.
Zawartość: Zimny bufet [poz. 16]; Cukier Stanik [poz. 9]; Eskimos w podróży służbowej [poz. 12]; Fastryga [poz. 10], Pęknięta, obwiązana nitką [poz. 15].
 	Krótka wymiana ognia. [Utwór dramaturgiczny]. „Dialog” 2014 nr 4 s. 21-41.
Przekłady utworów Z. Rudzkiej w antologiach zagranicznych: bułg.: Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. [Sofiâ] 2015, – chorw.: Orkestru iza leda. Zagreb 2001, – niem.: Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. [Oprac.] A. Markiewicz. München 2000; Verwandtschaft ohne Wahl. Fünf prämierte Erzählungen des Deutsche-Welle-Literaturpreises Polen 2003 = Powinowactwo bez wyboru. Pięć opowiadań nagrodzonych w konkursie literackim Deutsche Welle na temat Polski 2003. [Oprac.:] H. Wolan. [Przeł.] F. Kriese. Osnabrück 2004 [tu utwór: Giftfresser = Jadożercy], – ros.: Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii 2. [Przedm.:] R. Pavlovski. Moskva 2015.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2011.
 	Wywiady: Powieść jest mężczyzną. Rozm. D. Nowacki. „Nowy Nurt” 1996 nr 4; Stan łaski. Rozm. J. Nachiło. „Kur. Poranny” 1996 nr 258; Dziwny rodzaj przyjemności. Rozm. A. Kosińska. „Dekada Lit.” 1998 nr 5; Eros, śmierć, literatura. W: P. Czapliński, P. Śliwiński: Kontrapunkt. Rozmowy o książkach. Pozn. 1999; Ciche wędrowanie. Rozm. A. Bebłowska-Bednarkiewicz. „Życie” 2000 nr 64 [dot.: Mykwa]; By aktor miał z czego szyć. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2008 nr 7/8; Ładne piórka, krew na śniegu. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2009 nr 6; Niewidzialny terror. Rozm. M. Piejko. „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57; Walka starego gorseciarza. Rozm. I. Szymańska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 162 [dot.: Cukier Stanik]; Trauma rzuca nam rękawicę. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2011 nr 3; Matecznik: baby. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2012 nr 1; Własna sygnatura. Rozm. J. Kopciński. „Teatr” 2012 nr 9; Nie dzielę świata na sacrum i profanum. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2013 nr 3; Strzelaj albo nie pisz! Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2014 nr 4.


 	LP XX w. (A. Górnicka-Boratyńska).

Ogólne

 	M. ORSKI: Jądro ciemności Zyty Rudzkiej. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	M. JENTYS: Najpiękniejszy obraz światła. O pisarstwie Zyty Rudzkiej. „Migotania, Przejaśnienia” 2007/2008 nr 4, przedr. w tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
 	M. MIZURO: Brutalna i czuła. „Dialog” 2008 nr 7/8.
 	J. PUZYNA-CHOJKA: Gry (nie)pamięci Zyty Rudzkiej. „Przestrzenie Teatru” 2012 nr 9.
 	A. ZALEWSKA-UBERMAN: Retropatia. „Dialog” 2012 nr 1.
 	M. BOCZKOWSKA: Eskapada z muzeum prozy. O twórczości Zyty Rudzkiej. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
 	B. POPCZYK-SZCZĘSNA: Doświadczenie – powtórzone. Strategie reprezentacji świata w wybranych dramatach Artura Pałygi i Zyty Rudzkiej. W: Dramat i doświadczenie. Katow. 2014. Pr. Nauk. UŚl. w Katow, 3156.

Białe klisze

 	T. OLSZEWSKI: Magma. „Nowe Książ.” 1990 nr 9.
 	T. KOMENDANT: Zastane. „Twórczość” 1993 nr 9.
 	M. KANABRODZKI: Ewangelia Adama Kadmana. „Tytuł” 1994 nr 2.
 	M. ORSKI: Marionetki nowoczesnej cywilizacji. „Odra” 1994 nr 11.
 	W. RATAJCZAK: Starsi panowie dwaj i ich ulubienica. „Czas Kult.” 1994 nr 4.
 	K. PACZUSKI: Metafizyczny dreszcz. „Akcent” 1995 nr 2.
 	M. RABIZO-BIREK: Poematy cielesności. Proza Zyty Rudzkiej i Grzegorza Strumyka. „Twórczość” 2001 nr 6, przedr. w: Między słowem a ciałem. Bydg. 2001.
 	B. WITOSZ: Kobieta w literaturze. Katow. 2001, passim [dot. także: Pałac Cezarów].

Uczty i głody

 	P. CZAPLIŃSKI: Alegorie wygnania. „Tytuł” 1996 nr 3.
 	M. KRASSOWSKI: Kolejna prowokacja. „Wiad. Kult.” 1996 nr 18.
 	D. NOWACKI: (Nie)nasycenie. „Kresy” 1996 nr 26.
 	A. STACHOWIAK: Zyta uwodzicielka. „FA-art” 1996 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Psycho-machina. „Res Publica Nowa” 1996 nr 5.
 	M. RABIZO-BIREK: Architektura secesji. „Twórczość” 1997 nr 10 [dot. także: Pałac Cezarów].

Pałac Cezarów

 	A. WIEDEMANN: Zyty Rudzkiej – mała medytacja nad fragmentem powieści „Pałac Cezarów”. „Nowy Nurt” 1996 nr 4, polem.: M. RABIZO-BIREK. Tamże 1996 nr 7.
 	H. GOSK: Pierwotność. „Nowe Książki” 1997 nr 7.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Metafora Afryki. „Res Publica Nowa” 1997 nr 10.
 	S. MELKOWSKI: Józefina de la Pologne. „Wiad. Kult.” 1997 nr 32.
 	D. NOWACKI: Do trzech razy sztuka. „FA-art” 1997 nr 2/3.
 	M. RABIZO-BIREK: Architektura secesji. „Twórczość” 1997 nr 10 [dot. także: Uczty i głody].
 	K. UNIŁOWSKI: Afrykańskie podróże. W tegoż: Skądinąd. Bytom 1998 [dot. także: T. Małyszek: Światłość i cień].
 	B. WITOSZ: Kobieta w literaturze. Katow. 2001, passim [dot. także: Białe klisze].
 	B. ZADURA: Cząstka wielkiej otchłani. W tegoż: szkice, recenzje, felietony. T. 2. Wr. 2007.

Mykwa

 	Z. MOKRANOWSKA: Jak (wy)myśleć (ić) „Mykwę”? „FA-art” 2000 nr 1-2.
 	D. NOWACKI: Zwycięstwo ducha. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: Oczyszczenie. „Twórczość” 2000 nr 10.
 	J. WILENGOWSKA: Brzydkie geny, ładny język. „Portret” 2000 nr 10.
 	M. WITKOWSKI: Sprawa Rudzkiej. „Studium” 2000 nr 2/3.
 	Zob. też Wywiady.

Ślicznotka doktora Josefa

 	M. CUBER: Wszyscy pomrzemy. „Nowe Książ.” 2006 nr 9.
 	B. DARSKA: Blisko śmierci przez całe życie. „Kresy” 2006 nr 4.
 	M. JENTYS: Nietykalni, niewidzialni. „Twórczość” 2006 nr 10.
 	A. MORAWIEC: Ślicznotka Hauptsturmführera Mengelego. O krytycznej powieści Zyty Rudzkiej. „Er(r)go” 2007 nr 1.
 	M. ORSKI: Dryfując w gorączce powietrza. „Odra” 2007 nr 1, przedr. w wersji zmien. w tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	A. CZYŻAK: Wszystko o ślicznotkach – o „Ślicznotce doktora Josefa” Zyty Rudzkiej. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2008 t. 14/15.
 	B. DARSKA: Między etyką a estetyką – ciało doświadczone, ocalone czy obrzydliwe? Pisanie o starości w literaturze najnowszej. Ocalenie, czyli ciało zapisane. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	E.-M. HIEMER: About Zyta Rudzka’s „Ślicznotka doktora Josefa”. W: The Holocaust in the central European literatures and cultures since 1989. Stuttgart 2014.

Cukier Stanik

 	A. UŚCIŃSKA: Szczęście – sprawa bardzo higieniczna. „Teatr” 2010 nr 10 [rec. teatr. wyst. w Laboratorium dramatu].
 	Zob. też Wywiady.

Fastryga

 	M. CHLASTA-DZIĘCIOŁOWSKA: „Niepamięć zbiorowa”. O dramatach: Jarosława Kamińskiego „Czystka”, Artura Pałygi „Żyd”, Zyty Rudzkiej „Fastryga”, Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk „Burmistrz”. „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57.
 	R. PAWŁOWSKI: Komandosi i inni, czyli teatr o Marcu. „Not. Teatr.” 2009 nr 56/57.
 	K. ADAMCZAK: Ästhetik des (sekundären) Bildes in neuesten polnischen Dramen Zyta Rudzkas „Fastryga” und Artur Pałygas „Żyd”. W: The Holocaust in the central european Literatures and Cultures: Problems of Poetization and Aesthetization/Der Holocaust in den mitteleuropäischen Literaturen und Kulturen: Probleme der Poetisierung und Ästhetisierung. Stuttgart 2016.
 	Zob. też Wywiady.

Pęknięta, obwiązana nitką

 	J. KOPCIŃSKI: Biedne krokodyle. Dramaturgia sygnałów Zyty Rudzkiej. „Dialog” 2011 nr 3.
 	TEGOŻ: Podmiot w nowym dramacie: ponad głowami bohaterów. W: Dramat w tekście: tekst w dramacie. Wwa 2014 [dot. też: M. Sikorska-Miszczuk: Popiełuszko; A. Pałyga: W środku słońca gromadzi się popiół].

Krótka wymiana ognia

 	J. BOROWICZ: W objęciu trupów; J. SOBOLEWSKA: Ogniem i wkurzem. „Dialog” 2014 nr 4.
</document>
<document nplp_id="3005" title="Alicja RYBAŁKO" slug="alicja-rybalko">ur. 1960

Pseud. i krypt.: Aluzja Żuwielówna; (ar).

Poetka, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 4 lipca 1960 w Wilnie (wówczas ZSRR, obecnie Litwa); córka Wacława Rybałko, chirurga, i Haliny z Kozłowskich, chemika. Po ukończeniu w 1978 polskiej szkoły średniej nr 5 na Antokolu w Wilnie studiowała biologię na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Wileńskiego. Debiutowała w 1978 wierszem zamieszczonym na łamach „Płomyka” (nagroda w konkursie literackim Młode Pióra). W roku następnym zaczęła publikować wiersze w „Czerwonym Sztandarze”, polskim dzienniku wydawanym w Wilnie (1979, 1984-90). Należała do grupy poetyckiej wyłonionej z Koła Literackiego działającego przy redakcji „Czerwonego Sztandaru”. Po ukończeniu w 1983 studiów została zatrudniona na stanowisku młodszego pracownika naukowego kolejno w Instytucie Naukowo-Badawczym Medycyny Eksperymentalnej i Klinicznej (1983-85) i w Instytucie Naukowo-Badawczym Ochrony Zdrowia Matki i Dziecka (1985-86), następnie jako genetyk w Centrum Genetyki Człowieka (1986-99) w Wilnie. W 1990-99 pracowała nadto na Uniwersytecie Wileńskim, gdzie też w 1998 obroniła doktorat z cytogenetyki. Należała do Litewskiego Związku Genetyki Człowieka. W tym okresie zajmowała się też twórczością poetycką oraz przekładową z języka litewskiego na polski; w 1987 zamieściła pierwsze tłumaczenia wierszy Marcelijusa Martinaitisa w tygodniku „Tak i Nie” (nr 28). Ogłaszała wiersze i tłumaczenia poezji litewskiej m.in. w pismach wileńskich „Kurier Wileński”, „Magazyn Wileński” (1990-93, 1995), „Znad Wilii” oraz w polskich: m.in.: „Arkusz” (1993-2001), „Śląsk” (1993-95, 2001-02), a także sporadycznie w „Integracjach”, „Kresach Literackich”, „Lithuanii”, „Tyglu Kultury”. Pisała także teksty piosenek dla Kapeli Wileńskiej. Otrzymała wiele nagród i wyróżnień, m.in. Nagrodę Fundacji Kopernikańskiej (1990), nagrodę im. B. Sadowskiej (1991), nagrodę im. J. Słowackiego (1993), dwukrotnie nagrodę im. W. Hulewicza, przyznawaną przez ZLP (1995, 2000) oraz prywatną fińską nagrodę im. Sawiczów (1997). W 1995 została członkiem Związku Pisarzy Litewskich. W 1999 wyszła za mąż za dr. Franka Brunsmanna, pracownika naukowego w dziedzinie służby zdrowia i zamieszkała na stałe w Münster w Niemczech. Podjęła pracę naukową najpierw w empirica Gesellschaft für Kommunikations-und Technologieforschung mbH w Bonn (2001-03), a w 2003 przeniosła się do Kliniki Charité w Berlinie. Odznaczona polsko-litewskim medalem honorowym „Humanizm integralny“ (2000).

Jest matką Witolda i Natalii. Mieszka w Münster.
TWÓRCZOŚĆ

 	Wilno, ojczyzno moja... [Wiersze]. Wybór: A. Nawrocki. Posł.: Z. Jerzyna. [Wwa]: „Libraria” [1990], 27 s.
 	Listy z Arki Noego. [Wiersze]. Wil.: Państ. Centrum Wydawn. 1991, 95 s. Bibl-czka „Magazynu Wil.”.
 	Opuszczam ten czas. [Wiersze]. Słowo wstępne: S. Melkowski. Wwa: „Interlibro” 1991, 106 s. Bibl-czka Poetów Wil.
Cykle: Odkrywam siebie; Tysiąc i jeden zmierzch; Oda do publiczności; Babskie gadanie; Od tego się nie umiera; Weź mnie w opiekę.
 	Będę musiała być prześliczna. [Wiersze]. Wwa: Ofic. Literatów i Dziennikarzy „Pod Wiatr” 1992, 47 s. Biblioteczka Wil.
Cykle: Kocham go więc; Będę musiała być; Ja im wszystkim przeszkadzam.
 	Moim wierszem niech będzie milczenie. [Wiersze]. Posł.: T. Bujnicki. Kr.: Ofic. Cracovia 1995, 42 s. Wyd. 2 tamże 1996.
 	Eilėraščiai Wiersze. [Wybór:] A. Rybałko. [Przeł.] V. Braziũnas. Vilnius: Lietuvos rašytojų sąjungos leidykla 2003, 287 s.
Wiersze w jęz. pol. i litew.
 	Alicja w krainie czarów. [Musical]. Teksty: A. Rybałko. Muz.: Z. Lewicki. Praprem.: Wil., Dom Kultury Pol. 2005.
 	Przyzwyczajać się do odlotu. [Wiersze]. Norderstedt: Books on Demand 2015, 60 s.
Przekłady wierszy A. Rybałko w antologiach zagranicznych: ang.: Amber Aglow. An anthology of contemporary Polish women’s poetry (1981-1995). [Wybór, przekł. i wstęp] R. Grol. Austin 1996, – fiń.: Maailman runosydän. [Oprac.:] H. Tarmio, J. Tarmio. Juva 1998, – litew.: Poezijos pavasaris. [Oprac.:] V. Braziũnas , E. Ališanka.Vilnius 2001, [2002]; Magnus Ducatus Poesis. [Oprac. i przeł.] V. Braziũnas. Vilnius 2007; Laiko pameistrys Czeladnik czasu. [Red.:] V. Savickienė, N. Petkovič, B. Widera, B. Piasecka, Vilnius 2010, – niem.: Das Unsichtbare lieben. [Wybór i posł.:] D. Danielewicz-Kerski. Köln [1998], – ros.: Sdelano v Polše , vek XX Wykonano w Polsce, wiek XX. [Wybór i przekł.] A. Bazylewski, Moskva 2009, – ukr.: Dlatego, że są Tomu ŝo voni suŝci. [Oprac. i wybór:] S. Ewenko. Przedm.: N. Sidâčenko. L’viv 1996, wyd. nast. tamże 2005.

Przekłady

 	A. Gudelis: O tym, jak cieśla wiedźmę przechytrzył. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst. Wwa, T. Lalki i Aktora „Baj” 1988.
 	M. Martinaitis: Eilėraščiai, panašūs LietuvaWiersze podobne do Litwy. Wybór i przekł.: A. Rybałko. Sejny: Pogranicze 1995, 231 s. Bibl. Krasnogrudy.
 	E. Sődergran: Moje życie, moja śmierć, mój los. [Wybór wierszy]. Przeł. [ze szwedz.:] A. Rybałko. Wwa: „Pod Wiatr” 1995, 57 s.
 	Adomas Mickevičius Lietuvoje. AlbumasAdam Mickiewicz na Litwie. [Teksty:] A. Piročkinas, J. Riškus. Vilnius: Vaga 1999, 150 s.
 	M. Ivaškevičius: Mały. [Utwór dramatyczny w 1 akcie]. „Kartki” 2001 nr 2.
 	V. Juknaitė: Formuła. [Dramat]. „Dialog“ 2001 nr 3 s. 44-65.
 	J. Kunčinas: Tula. [Powieść]. Sejny: Pogranicze 2002, 249 s. Meridian.
 	G. Grajauskas: Przegrany Grajewski. [Wiersze]. Wybór i przekł.: A. Rybałko. Łódź: Fundacja Anima 2003, 92 s. Bibl. „Tygla Kult.”, 19.
 	J. Januškevičiūtė: Złote jajko. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst.: Reż.: J. Januškevičiūtė. Wwa, T. Lalki i Aktora „Baj” 2003.
 	R. Šerelytė: Gwiazdy epoki lodowcowej. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2004, 326 s. Inna Europa, Inna lit.
 	R. Šerelytė: Imię w ciemności. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2005, 288 s.
 	N. Indriūnaitė: Pozytywka. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst.: Reż.: J. Ryl Krystianowski. Pozn., T. Animacji 2006.
 	V. Žilinskaitė: Chłopczyk z albumu. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst.: Reż.: R. Driežis. Rzeszów, T. Maska 2006.
 	V. Žilinskaité: Gałązka wierzbowa. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Wyst. pt. Prawdziwe – nieprawdziwe. Reż.: R. Driežis. Wwa, T. Lalki i Aktora Baj 2011.

Praca redakcyjna

 	Sen Mendoga. Antologia literatury litewskiej lat dziewięćdziesiątych. Oprac. przez A. Rybałko. Wyboru tekstów dokonała A. Rybałko. Przeł. B.M. Białostocka i in. Wwa: KiW 2001, 304 s.
Zob. nadto Przekłady poz. 2, 8.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2011.
 	Wywiady: Czasami choć list lub kartkę na święta przyślijcie. Rozm.: W. Zygmunt, J.M. Paluch. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 37 dod. „Gaz. w Kr.”; Poeta na emigracji. Rozm. R. Mieczkowski. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2007 nr z 21 IX dod. „Prz. Pol.”.


 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	W.J. PODGÓRSKI: „Raz śpiewam jak wieszczka, raz cienko”. O twórczości Alicji Rybałko. „Nowe Książ.” 1994 nr 1.
 	A. KUZBORSKA: „Pęknięta kolumna”. Wiersze Alicji Rybałko – współczesnej poetki polskiej z Wilna – w przekładzie na język litewski. „Recepcja, Transfer, Przekład” 2005 nr 1.

Moim wierszem niech będzie milczenie

 	A. JANKO. „Borussia” 1998/1999 nr 17.

Eilėraščiai Wiersze

 	M. NIEMOJEWSKI. „Lit. Na Świecie” 1997 nr 8/9.

Przyzwyczajać się do odlotu

 	M. SZOTT: Niech leci, jeśli potrafi. „Migotania” 2016 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3007" title="Jan RYBOWICZ" slug="jan-rybowicz">1949–1990

Poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 maja 1949 w Koźlu (obecnie Kędzierzyn-Koźle) na Opolszczyźnie w rodzinie chłopskiej; syn Józefa Rybowicza i Heleny z Poplickich. Uczęszczał do szkoły podstawowej w Koźlu, a po jej ukończeniu przez rok uczył się w szkole górniczej w Katowicach. Nie otrzymał promocji do następnej klasy i w 1963 zamieszkał wraz z rodzicami we wsi Lisia Góra pod Tarnowem (rodzice odziedziczyli tam gospodarstwo). Od 15 roku życia pracował fizycznie m.in. jako pomocnik murarza, magazynier. W 1968 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących w Tarnowie; w 1971 zdał tam maturę i rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Po kilku miesiącach studia porzucił. Podjął pracę robotnika dołowego w kopalni. Po nieudanej próbie dostania się do Szkoły Teatralnej w Krakowie, wrócił ponownie do pracy fizycznej. W 1972-73 odbywał służbę wojskową. Debiutował w 1976 wierszem pt. Wyobraźnia na łamach „Gazety Południowej” (nr 262). W tymże roku został członkiem grupy literackiej Rydwan. Wiersze i prozę ogłaszał w wielu czasopismach, m.in. w „Nowym Wyrazie” (od 1978), „Tygodniku Kulturalnym” (od 1979), „Życiu Literackim” (od 1979), „Poezji” (od 1980), „TeMi” (od 1980). Był laureatem wielu nagród w konkursach literackich. W 1980 wydał swój pierwszy zbiór opowiadań pt. Samokontrola i inne opowiadania. Po wprowadzeniu stanu wojennego, choć nie był zaangażowany w działalność opozycyjną, 13 grudnia 1981 został internowany i był przetrzymywany w Załężu do marca 1982. W 1985 został członkiem ZLP. Wieloletnia choroba alkoholowa doprowadziła go do śmierci w Lisiej Górze 21 października 1990.

W 2004 został jednym z laureatów w plebiscycie 25-lecia tygodnika „TEMI” w kategorii „Ludzie kultury”.
TWÓRCZOŚĆ

 	Być może to. [Wiersze]. Wwa: ZG SZSP 1980, 31 s. Pokolenie, Które Wstępuje.
 	Samokontrola i inne opowiadania. Wwa: PIW 1980, 159 s.
Nagroda im. A. Kowalskiego – „Olka” przyznana przez red. „Walki Młodych” w 1980.
Zawartość: Najpiękniejsze opowiadanie świata; Zmartwychwstanie mojego dziadka; Moja babka ze strony matki; Bal u Gomolonek; Babka Alojza; Zalotnica niebiańska; Na piechotę dookoła świata; Ja im jeszcze pokażę; Rzeź niewiniątek; Jak zostałem pisarzem; Samokontrola; Jestem sam swoim szefem; Rezerwat dla intelektualistów; Pisanie, książka, poeta jak kolor niebieski; Opowiadanie bałwana.
Adapt. tv opowiadania.: Najpiękniejsze opowiadanie świata. Reż.: S. Szlachtycz. TVP 1980.
 	Inne opowiadania. Kr.; Wr.: WL 1985, 307 s.
Zawartość: Diabeł z Chodakowa; Godzina prawdy; Mistrz mistrzów; Monolog; Wyznawca; Fufu; Dziennik alkoholika niepoprawnego; Sodomita i Worth; Najnowszy testament; Zmowa mężczyzn; Szkic do autobiografii; Wywiad; Artyści prowincjonalni; Gdzie jest ten kraj?; Zwariować z życia; Szkic do autobiografii (2); Stara miłość nie rdzewieje; Listy do Elżbiety.
 	Wiersze. Kr.; Wr.: WL 1986, 53 s.
 	Wiocha Chodaków. [Opowiadania]. Wwa: PIW 1986, 192 s.
Zawartość: Pazerny i gorliwy; Piesiu; Filozof wiejski; Zew ziemi; Tatuś i córeczka; Polowanie na Monikę; Atak szału; Spróbuj, jakie to dobre; Nienawiść; Wszystkie odmiany śmierci; I przyszedł szatan; Jako i my odpuszczamy; Wiocha Chodaków; Dzień, w którym Pan Bóg zakpił ze mnie; Nie matura, lecz chęć szczera; Wybory w Chodakowie; Mysz; Próba ognia i śmierci.
 	O kay. (Wybór wierszy). Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1990, 61 s. Poezja Szybkiej Obsługi.
 	Czekając na Becketta. [Opowiadania]. Łódź: WŁ 1991, 137 s.
Zawartość: Mężczyzna i kobieta; List do kostuchy; Przewodnik; Czekając na Becketta; Wydobycie broni; On nie chce się bawić; Neofita; Pan Bóg pisarz i kobieta leciutkich obyczajów; Tablica Mendelejewa; Wyjście z ciemności; Ostatnia szuflada; Starucha; Zwiadowcy piekieł; Pani Nic; Następca; Dwa zdania plus jedno.
 	Wiersze zebrane. Oprac. graf. i red.: S. Potępa. Tarnów: Tarnowskie Tow. Kult. 1995, 135 s.
 	Horošaâ novost’ Dobra nowina. [Wybór wierszy]. [Przeł.] A. Bazilevskij. Moskva: Izdatel'stvo „Vahazar”; Tor.: Wydawn. Adam Marszałek 2005, 131 s. Pol.-Ros. Bibl. Poetycka.
Tekst w jęz. pol. i ros.
 	Montaże poetyckie oparte na twórczości J. Rybowicza: Odlot. [Wersja 1]. Scenariusz: S. Potępa, T.A. Żak. Reż.: T.A. Żak. Tarnów, T. Nie Teraz 1991. – Odlot. [Wersja 2]. Scenariusz i reż.: T.A. Żak. Tarnów, T. Nie Teraz 1994. – Akt miłosny albo życie. Reż.: M. Zięba. Tarnów, T. im. J. Solskiego 1997. – Rybowicz, czyli głowa pełna lalek. Reż.: T.A. Żak. Tarnów, T. Nie Teraz 2005.

PRZEKŁADY
Przekłady utworów J. Rybowicza w antologiach białorus.: Belavezha. Literaturnyj al.’manach. Belastok 1988; Lihsce srebrnajj tapolich. Z pol’skajj lihrykich XX st. [Wybór i przekł.] J. Czykwin. Balastok 1999, – ros.: Vyhod iz t’my. [Przeł.] A. Bazilevskij [i in.]. Moskva 1990; Strana naoborot. [Przeł.] A. Bazilevskij. Moskva 1992, – włos.: Viaggio sulla cima della rotte. Racconti polacchi dal 1945 a oggi. [Przeł., oprac. i wstęp:] P. Statui. Roma 1988.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Strona internetowa: http://www.rybowicz.maxplast.net/biography.php.
 	Autor o sobie: Moje życie moje pisarstwo. „Nowy Wyraz” 1979 nr 12; Jak zostałem pisarzem. Zob. Twórczość poz. 2; Szkic do autobiografii. „Radar” 1982 nr 26, 1984 nr 16, przedr. zob. Twórczość poz. 3.
 	Wywiady: Wszystko jest twórczością. Rozm. Z. Borowski. „Radar” 1984 nr 31; Życiorys z dygresjami. Rozm. A. Kowalski. „Radar” 1985 nr 23; Ostre widzenie. Rozm. J. Baran. W tegoż: Autor! Autor! Autor! Rozmowy z ludźmi pióra, palety. Wwa 1986.

Ogólne

 	K. RUTKOWSKI: Dojrzała proza Jana Rybowicza „Nowy Wyraz” 1979 nr 12.
 	J. KUROWICKI: Tyle myśli w głowie... „Spr. i Ludzie” 1986 nr 51.
 	J. BARAN: Ta straszna wrażliwość. „Regiony” 1991 nr 3, przedr. w tegoż: Tragarze wyobraźni. Rzeszów 2006.
 	J. KOMAREWICZ: Straceniec z Lisiej Góry. „TEMI” 2000 nr 42.
 	J. MARX: Jan Rybowicz (1949-1990). W: Legendarni i tragiczni. Wwa 2002.
 	J. KOTŁON: Proza Jana Rybowicza. „Rocz. Tarnowski” 2001/2002.
 	M. LEBDA: Samotnik z Lisiej Góry – rzecz o Janie Rybowiczu. „Pobocza” [on-line] 2009 nr 3/4 [dostęp 3 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://kwartalnik-pobocza.pl/pob37_38/ml_o_jr.html.
 	J. KOMAREWICZ: Rybowicz – szalona lokomotywa literatury. „Nowy Dz.”, Nowy Jork [on-line] 2014 nr z 7 VII [dostęp 3 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/rybowicz-szalona-lokomotywa-literatury.

Samokontrola i inne opowiadania

 	J. BARAN: Pisarz z terenu. „Wieści” 1981 nr 8.
 	P. BRATKOWSKI: W cieniu arcydzieła. „Literatura” 1981 nr 28.
 	L. BUGAJSKI: Być pisarzem. „Twórczość” 1981 nr 11; przedr. w tegoż: Strategia ślimaka. Wwa 1988.
 	J. PILCH: Krótka historia znajomości z Janem Rybowiczem. „Echo Kr.” 1981 nr 27.
 	J. ROSŁAN: Cierpienia młodego pisarza. „Tyg. Kult.” 1981 nr 33.
 	E. STAROSTA: Wiele hałasu o nic. „Fakty” 1981 nr 33.
 	Z. UMIŃSKI: Samokontrola. „Kierunki” 1981 nr 20.
 	A. WARZECHA: Przyjemność czytania. „Życie Lit.” 1981 nr 36.
 	A. OGRODOWCZYK: Odmiany kompleksu. „Nurt” 1982 nr 4.

Inne opowiadania

 	T. BŁAŻEJEWSKI: Zwariować z pisania. „Życie Lit.” 1985 nr 31.
 	K.M. SIENIAWSKI: Buntownik z powodami. „Kultura’ 1985 nr 28.
 	S. STANUCH: Głos młodych. „Dz. Pol.” 1985 nr 130.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Pozornie inne opowiadania. „Radar” 1985 nr 21.
 	J. GRUNDKOWSKI: Nie zwariowałem z życia. „Nurt” 1986 nr 5.
 	M. ORSKI: Czy inne? „Twórczość” 1986 nr 2.

Wiersze

 	P. SOPLICA: „I ani jednej myśli w głowie”. „Fakty” 1986 nr 26.
 	K. KANIA: Tabletki ze słów. „Kierunki” 1987 nr 17.
 	L. KLINGER: Dosłowność. „Kultura” 1987 nr 7.

Wiocha Chodaków

 	M. CHRZANOWSKI: Raj i piekło Chodakowa. „Kultura” 1986 nr 25.
 	A. KOWALSKI: Tak, tylko w inną stronę. „Radar” 1986 nr 14.
 	T. OLSZEWSKI: Spis z naturą. „Życie Lit.” 1986 nr 41.
 	E. STAROSTA: Wiocha i świat. „Fakty” 1986 nr 34.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Wiocha Chodaków – jak z Cepeliady. „Radar” 1986 nr 32.
 	R. BEDNARCZYK: Nasz Ciemnogródek. „Tak i Nie” 1987 nr 16.
 	M. HALAWA: „... wielka wiocha Chodaków...”. „Literatura” 1987 nr 2.

O kay

 	L. ŻULIŃSKI: Światełko w tunelu. „Literatura” 1991 nr 6.
 	T. OLSZEWSKI: Za szybko. „Nowe Książ.” 1992 nr 2/3.

Czekając na Becketta

 	W. SETLAK: Ostatnia szuflada Jana Rybowicza. „Fraza” 1992 nr 2.

Wiersze zebrane

 	J. BARAN: Zmartwychwstać w przebiśniegach. „Gaz. Krak.” 1995 nr 269.
 	S. POTĘPA: Wiersze zebrane Jana Rybowicza. „TEMI” 1995 nr 50.
 	K. LISOWSKI: Poezja jest odpuszczeniem. „Rzeczpospolita” 1996 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: Był – i jest! „Sycyna” 1996 nr 4.
 	TENŻE: Ołówek w ręce losu. „Nowy Nurt” 1996 nr 3.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3010" title="Andrzej SAPKOWSKI" slug="andrzej-sapkowski-2">ur. 1948

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 czerwca 1948 w Łodzi; syn Eugeniusza Sapkowskiego, ekonomisty, i Krystyny z domu Suliga. W 1966 ukończył XXI Liceum Ogólnokształcące im. B. Prusa, a w 1972 Wydział Handlu Zagranicznego na Uniwersytecie Łódzkim. Następnie przez ponad dwadzieścia lat pracował w łódzkich centralach handlu zagranicznego (najpierw w branży skórzano-futrzanej, potem tekstylnej). Debiutował w 1983 przekładem opowiadania C.M. Kornblutha pt. Słowa Guru, opublikowanym w piśmie „Fantastyka” (nr 6). W 1987 roku otrzymał III nagrodę w konkursie miesięcznika „Fantastyka” za opowiadanie Wiedźmin (druk tamże 1986 nr 12); postać wiedźmina stała się bohaterem kolejnych opowiadań i pięciotomowej sagi, na podstawie której powstał film, serial, gry fabularna, komputerowe oraz karciana. W latach następnych, rozwijając twórczość w gatunku fantasy, zamieszczał kolejne opowiadania oraz artykuły nadal w „Fantastyce”, a w 1990-2000 stale współpracował z „Nową Fantastyką” (tu m.in. w 1994-96 cykl felietonów pt. As z rękawa, w 1999-2000 Leksykon miłośników fantasy, cz. 1-7, a w 2000 cykl Stwory światła, mroku, półmroku i ciemności, cz. 1-15). Publikował także w piśmie „Fenix” (1990-93). W 1994 zrezygnował z pracy zawodowej i poświęcił się wyłącznie twórczości literackiej. W 1995 został członkiem SPP. Za twórczość literacką był wielokrotnie nagradzany, m.in. pięciokrotnie nagrodą Sfinksa przyznawaną na Festiwalu Fantastyki w Nidzicy (do 2002 przez czytelników pisma „Sfinks”; 1974, 1997, 1998, 2005, 2007) i Nagrodą Fandomu Polskiego im. J.A. Zajdla (1990, 1992, 1993, 1994, 2002), nagrodą Fundacji Literackiej im. N. Gall (1990), nagrodą Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu (1995), nagrodą Paszport „Polityki” (1997) oraz wielokrotnie tytułem Twórca Roku przyznawanym przez Śląski Klub Fantastyki. Otrzymał także liczne nagrody zagraniczne, m.in.: nagrodę im. D. Ben Guriona („za fundamentalny wkład do fantastyki”, Moskwa 1997), czeskie nagrody Ikaros i Ludvik (1993) oraz czterokrotnie w kategorii „najlepsza przełożona książka nieanglosaska” nagrody czeskiej Akademie Science Fiction, Fantasy a Hororu (SFFH; 1995, 2000, 2004, 2008)), dwukrotnie międzynarodową Eurocon Award (Best Author, 1996, Grand Master, 2010), przyznawaną przez Europejskie Stowarzyszenie Science Fiction (ESFS), trzykrotnie nagrodę „Ignotus” (w 2003 w dwóch kategoriach i w 2004), przyznawaną przez hiszpańskich czytelników fantastyki, brytyjską nagrodę David Gemmell Legend Award (2009), nadto fińskie nagrody: dwukrotnie Tähtifantasia (2011, 2012), przyznawaną przez Helsińskie Stowarzyszenie Miłośników Literatury Science Fiction i „12 osumaa” („12 trafień”) Helsińskiej Biblioteki Miejskiej (2011). W 2008 został Honorowym Obywatelem m. Łodzi. Odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2012). Mieszka w Łodzi.
TWÓRCZOŚĆ

 	Wiedźmin. [Opowiadania]. Wwa: Reporter 1990, 238 s. Przedr. zob. poz. 22 (t. 1).
Zawartość: Droga, z której się nie wraca [por. poz. 3]; Kwestia ceny; Ziarno prawdy; Mniejsze zło [por. poz. 5]; Wiedźmin [por. poz. 4].
Przekł. (w wyborach): czes.: Zaklinač. Stříbný meč. [Przeł.:] S. Komárek, J. Pilch, D. Chmelař, R. Sochor. Praha 1992, – litew.: Raganius. [Przeł.:] R. Maskoliunas, Kaunas 1997, – ros. opowiadań: Droga, z której się nie wraca; Ziarno prawdy pt. Doroga, s kotoroj ne vozvraŝaûtsâ; Dolâ istiny. [Przeł.] V. Râbov. Kirov 1993; wyd. łączne przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca z przekł. poz. 14-18 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014.
 	Miecz przeznaczenia. [Opowiadania]. Wwa: SuperNOWA 1992, 362 s. Wyd. nast. tamże: 1997, 1999. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 1), poz. 22 (t. 2).
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Miecz przeznaczenia. Cz. 1-2. Czytają K. Gosztyła, K. Banaszyk, A. Dereszowska i in. Wwa: NOWA 2011, 2 płyty CD w formacie mp3. − Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2014, plik w formacie EPUB.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla, przyznana na zlocie miłośników fantasy Polcon (1992), hiszpańska nagroda Ignotus (2004) oraz fińskie nagrody Tähtifantasia (2012) i „12 osumaa” (2012).
Zawartość: Granica możliwości [por. poz. 10]; Okruch lodu; Wieczny ogień; Trochę poświęcenia; Miecz przeznaczenia; Coś więcej.
Przekł.: ang.: Sword of destiny. [Przeł.] D. French. New York 2015, ‒ bułg.: Meč na sudbata. [Przeł.] V. Velčev. Sofiâ 2008, − chiń.: Liemoshi: mingyun zhi jian. [Przeł.:] Wei-Yun Lin-Górecka. Taibei 2012, Bailang jueqi. [Przeł. z jęz. ang.] Xiao Long yi. Chongqing 2015, − czes.: Poslední přání. Wyd. łącznie z przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] pt. Zaklinač I; Poslední přání. [Przeł.:] S. Komárek, J. Pilch. Ostrava 1999; [wyd.] 2 [rozszerz. i popraw.] Petřvald 2011, − estoń.: Viimane soov. [Przeł.] A. Puu. Tallinn 2011, − fiń.: Viimeinen toivomus. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2010, − franc.: Le dernier voeu. [Przeł.] L. Dyèvre. Montreuil-sous-Bois 2003, wyd. nast. Paris 2005, 2007, 2008; wyd. inne łącznie z poz. 2 pt. Sorceleur. [Przeł.:] L. Dyèvre, A. Dayet. Paris 2012, − grec.: Ī teleutaia euchi. The witcher: mia peripeteia tou gīteutī. [Przeł.] D. Chouliarákīs]. Athī́na 2013, − gruz.: Mxedvari. Ukanaskneli survili. [Przeł.] X. Basilašvili. Batumi 2015, − hiszp.: El ultimo deseo. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2002, wyd. nast. tamże 2008, 2011; wyd. łącznie z poz. 2 pt. El ultimo deseo; La espada del destino. Barcelona [2005], wyd. nast. Barcelona 2010, − koreań.: Seul 2011, − litew.: Paskutinis noras. Wyd. łącznie z przekł. poz. 2 pt. Raganius: Paskutinis noras; Likimo kalavijas. [Przeł.:] V. Morkūnas, R. Liaugadaitė, E. Liutkevičius. Kaunas 2005, − niderl.: De laatste wens. [Przeł.] K. Lesman, Amsterdam 2010, − niem.: Der letzte Wunsch. [Przeł.] E. Simon. München 1998, wyd. 2-4 tamże 2000, 2007, 2008, − portug.: O último desejo. [Przeł.] C. Correia Monteiro de Oliveira. Lisboa 2005; wyd. inne pt. O último desejo. [Przeł.] T. Barcinski. Sao Paulo 2011, − ros.: Poslednee želanie. Wyd. łącznie z przekł. poz. 2 pt. Ved’mak. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva, Sankt-Peterburg 1996, pt. Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2000, wyd. nast.: tamże: 2005, 2006, 2007, 2010; Moskva-Minsk 2006, 2007, 2011; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 7, 9 pt. Geral’t: Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ; Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2004, wyd. nast. Moskva 2015; wyd. osob. pt. Poslednee želanie, Moskva 2007, wyd. nast. tamże 2014; wyd. łącznie z przekł. poz. 6, 7, 9, 14-16 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − serb.-chorw.: Mač sudbine. [Przeł.] M. Duškov. Beograd 2009; wyd. inne: [Przeł.] Mač sudbine. V. Milutinović-Đurić. Beograd 2012, wyd. 2 tamże 2015, − szwedz.: Den sista önskningen. [Przeł.] T. Håkanson. [Stockholm] 2010, − węgier.: Az utolsó kivánság. [Przeł.] V. Szathmáry-Kellermann. Budapest 2011, − włos.: Il guardiano degli innocenti. [Przeł.] R. Belletti. [Milano] 2010, wyd. nast. tamże 2011.
Adapt. film. łącznie z opowiadaniami z tomu Ostatnie życzenie [poz. 6] pt. Wiedźmin. Scenariusz: M. Szczerbic. Reż.: M. Brodzki. Ekran. wersji kinowej 2001, wersji TV 2002, ‒ teatr. w formie musicalu na podstawie opowiadań: Okruch lodu, Coś więcej, Miecz przeznaczenia oraz Kwestia ceny [poz. 1], Ostatnie życzenie [poz. 6]: Reż. i adapt.: W. Kościelniak. Muz.: P. Dziubek. Wyst. Gdynia, T. Muz. im. D. Baduszkowej 2017.
 	Droga bez powrotu. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski, W: Prószyński i S-ka 1993, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 19.
Adapt. opowiadania Droga, z której się nie wraca (poz. 1).
 	Geralt. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski. Wwa: Prószyński i S-ka 1993, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 19.
Adapt. opowiadania Wiedźmin [poz. 1].
 	Mniejsze zło. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski, Wwa: Prószyński i S-ka 1993, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 20.
Adapt. opowiadania Mniejsze zło [poz. 1].
 	Ostatnie życzenie. [Opowiadania]. Wwa: SuperNOWA 1993, 286 s. Wyd. nast.: tamże 1997, 1999, 2000, 2004, 2007. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 1), poz. 22 (t. 1).
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Cz. 1-2. Czytają: K. Gosztyła, K. Banaszyk, A. Dereszowska i in. Wwa: Niezal. Ofic. Wydawn. Nowa 2011, 2 płyty CD w formacie mp3. − Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2014, plik w formacie EPUB.
Hiszpańska nagroda Ignotus w 2003 oraz fińska nagroda Tähtifantasia w 2011.
Zawartość: Głos rozsądku I; Wiedźmin [poz. 1]; Głos rozsądku II; Ziarno prawdy [poz. 1]; Głos rozsądku III; Mniejsze zło [poz. 1]; Głos rozsądku IV; Kwestia ceny [poz. 1]; Głos rozsądku V; Kraniec świata; Głos rozsądku VI; Ostatnie życzenie; Głos rozsądku VII.
Przekł.: ang.: The last wish. [Przeł.] D. Stok. London 2007, wyd. nast. London 2012; wyd. inne.: The last wish. [Przeł.] D. Stok. New York 2008, − bułg.: Poslednoto želanie. [Przeł.] V. Valčev. Sofiâ 2010, − chiń.: Liemoshi: zuihou de yuanwang. [Przeł.:] Wei-Yun Lin-Górecka. Taibei 2012,− czes.: Poslední přání. Wyd. łącznie z przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] pt. Zaklinač I; Poslední přání. [Przeł.:] S. Komárek, J. Pilch. Ostrava 1999; [wyd.] 2 [rozszerz. i popraw.] Petřvald 2011, wyd. 3 osob. pt. Poslední přání. Petřvald 2015, − estoń.: Viimane soov. [Przeł.] A. Puu. Tallinn 2011, − fiń.: Viimeinen toivomus. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2010, − franc.: Le dernier voeu. [Przeł.] L. Dyèvre. Montreuil-sous-Bois 2003, wyd. nast. Paris 2005, 2007, 2008; wyd. inne łącznie z poz. 2 pt. Sorceleur. [Przeł.:] L. Dyèvre, A. Dayet. Paris 2012, − hiszp.: El ultimo deseo. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2002, wyd. nast. tamże 2008, 2011; wyd. łącznie z poz. 2 pt. El ultimo deseo; La espada del destino. Barcelona [2005], wyd. nast. Barcelona 2010, − koreań.: Seul 2011, − litew.: Paskutinis noras. Wyd. łącznie z przekł. poz. 2 pt. Raganius: Paskutinis noras; Likimo kalavijas. [Przeł.:] V. Morkūnas, R. Liaugadaitė, E. Liutkevičius. Kaunas 2005, − łotew.: Pēdējā vēlēšanās. [Przeł.] M. Salējs. Rīga 2016, − niderl.: De laatste wens. [Przeł.] K. Lesman, Amsterdam 2010, − niem.: Der letzte Wunsch. [Przeł.] E. Simon. München 1998, wyd. 2-4 tamże 2000, 2007, 2008, − portug.: O último desejo. [Przeł.] C. Correia Monteiro de Oliveira. Lisboa 2005; wyd. inne pt. O último desejo. [Przeł.] T. Barcinski. Sao Paulo 2011, − ros.: Poslednee želanie. Wyd. łącznie z przekł. poz. 2 pt. Ved’mak. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva, Sankt-Peterburg 1996, pt. Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2000, wyd. nast.: tamże: 2005, 2006, 2007, 2010; Moskva-Minsk 2006, 2007, 2011; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 7, 9 pt. Geral’t: Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ; Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2004, wyd. nast. Moskva 2015; wyd. osob. pt. Poslednee želanie, Moskva 2007, − serb.-chorw.: Poslednja želja. [Przeł.] M. Duškov. Beograd 2008, wyd. nast. w przekł. V. Milutinović-Durić. Beograd 2012, tamże: wyd. 2 2014, wyd. 3 2015; wyd. inne: Poslednja želja. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2012, tamże wyd. 2 2014, wyd. 3 2015, − szwedz.: Den sista önskningen. [Przeł.] T. Håkanson. [Stockholm] 2010, − węgier.: Az utolsó kivánság. [Przeł.] V. Szathmáry-Kellermann. Budapest 2011, − włos.: Il guardiano degli innocenti. [Przeł.] R. Belletti. [Milano] 2010, wyd. nast. tamże 2011.
Adapt. film. łącznie z opowiadaniami z tomu Miecz przeznaczenia [poz. 2] pt. Wiedźmin. Scenariusz: M. Szczerbic. Reż.: M. Brodzki. Ekran. wersji kinowej 2001, wersji TV 2002.
 	Krew elfów. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 1994, 295 s. Wyd. nast. tamże: 2004, 2007. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 2).
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, wyd. nast. tamże 2016.
Stanowi cz. 1 pięcioksięgu wiedźmińskiego, zwanego też Sagą o Wiedźminie; cz. 2-5 zob. poz. 9, 14-16.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla, przyznana na zlocie miłośników fantasy Polcon (1994), nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 1994 oraz David Gemmell Legend for Fantasy Award dla anglojęzycznej wersji książki w 2009.
Przekł.: ang.: The blood of elves. [Przeł.] D. Stok. London 2008, wyd. nast. London 2009, wyd. inne New York 2009, − bułg.: Kr”vta na elfite. [Przeł.] V. Velčev. Sofiâ 2009, − chin.: Jingling zhi xue. [Przeł.] Xiao Long, Wu Lan. Chongqing 2016, ‒ czes.: Krev elfů. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 1995, wyd. nast. tamże: 1998, 1999, 2004, 2006, wyd. 7 Petřvald 2011, ‒ estoń.: Haldjate veri. [Przeł.] M. Alfer. Tallinn 2017, − franc.: Le sang des elfes. [Przeł.] L. Waleryszak. Paris 2008, wyd. nast. tamże 2011, − hiszp.: La sangre de los elfos. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid-Barcelona 2003, wyd. nast. Barcelona 2010, − jap.: Erufu teksumyaku. [Przeł.] Y. Kawano, H. Amanuma. Tōkyō 2010, − litew.: Elfų kraujas. [Przeł.] V. Morkūnas. Kaunas 2006, − niem.: Das Erbe der Elfen. [Przeł.] E. Simon. München 2008, wyd. nast. tamże: 2009, 2012, − portug.: O sangue dos elfos. [Przeł.] T. Barcinski. São Paulo 2015, − ros.: Krov’ èl’fov. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 1996, wyd. nast. tamże: 2000, 2003, 2005; wyd. łącznie z przekł. poz. 6, 2, 9 pt. Geral’t: Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ; Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. Moskva 2004, wyd. nast. Moskva 2015; wyd. łącznie z przekł. poz. 9 pt. Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2006, wyd. nast. Moskva, Minsk 2007, tamże 2009, Moskva 2015; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 6, 9, 14-16 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − serb. Krv vilenjaka. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2012, tamże wyd. 2 2014, wyd. 3 2015, − węg.: Tündevér. [Przeł.] V. Szathmáry-Kellermann. Budapest 2013, − włos.: Il sangue degli elfi. [Przeł.] R. Belletti. [Milano] 2012.
Adapt. radiowa: Radio 2001.
 	Ostatnie życzenie. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski. Wwa: Prószyński i S-ka 1994, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 20.
Adapt. opowiadania Ostatnie życzenie [poz. 6].
 	Czas pogardy. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 1995, 295 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 1999, [wyd. 3] 2004. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 3).
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, wyd. nast. tamże 2016.
Stanowi cz. 2 pięcioksięgu wiedźmińskiego, zwanego też Sagą o Wiedźminie; cz. 1, 3- 5 zob. poz. 7, 14-16.
Przekł.: ang.: The time of contempt. [Przeł.] D. French. London 2013, wyd. inne New York 2013, − bułg.: Vreme na prezrenie. [Przeł.] V. Valčev. Sofiâ 2009, − czes.: Čas opovržení. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 1996, wyd. nast. tamże: 1998, 2000, 2005, 5 2007, wyd. 6 Petřvald 2011, − franc.: Le temps du mépris. [Przeł.] C. Raszka-Dewez. Paris 2009, wyd. nast. tamże: 2011, 2012, − hiszp.: Tiempo de odio. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid-Barcelona 2004, wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2008, Barcelona 2010, wyd. 2 [!] Madrid 2011, − litew.: Paniekos metas. [Przeł.] V. Morkūnas. Kaunas 2006, − niem.: Die Zeit der Verachtung. [Przeł.] E. Simon. München 2009, − portugal.: Tempo do desprezo. [Przeł.] T. Barciński. Wyd. 2 São Paulo 2015, ‒ ros.: Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 1997, wyd. nast. 2002; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 6, 7 pt. Geral’t: Poslednee želanie; Meč prednaznačeniâ; Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2004, wyd. nast. Moskva 2015; wyd. łącznie z przekł. poz. 7 pt. Krov’ èl’fov; Čas prezreniâ. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2006, wyd. nast.: Moskva, Minsk 2007, tamże 2009, Moskva 2015; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 6, 7, 14-16 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − serb.-chorw.: Vreme prezira. [Przeł.:] M. Markić, Beograd 2012, − węgier.: A megvetés ideje. [Przeł.] V. Szathmáry-Kellermann. Budapest 2013, − włos.: Il tempo della guerra. [Przeł.] R. Belletti. [Milano] 2012, wyd. nast. m.in. wyd. 4 tamże 2015.
 	Granica możliwości. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski. Wwa: Prószyński i S-ka 1995, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 20.
Adapt. opowiadania Granica możliwości [poz. 2].
 	Oko Yrrhedesa. [Poradnik dla grających w gry fabularne RPG (role-playing game)]. Wwa: MAG 1995, 310 s. Wyd. 2 tamże 1999.
Przekł. czes.: Yrrehedesovo oko. [Przeł.] R. Sochor. Ostrava 1995.
 	Świat króla Artura. [Esej]; Maladie. [Opowiadanie]. Wwa: SuperNOWA 1995, 204 s. Wyd. osob. opowiadania Maladie zob. poz. 27.
Przekł. opowiadania Maladie: ang.: Maladie. W: The Apex Book of World SF. Lexington 2012, − czes. w: Maladie. Ostrava 1996, ‒ serb. w: Maladi i druge priče. Beograd 2016.
 	Zdrada. [Komiks]. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: M. Parowski i A. Sapkowski. Wwa: Prószyński i S-ka 1995, 48 s. Wyd. nast. tamże 2016. Przedr. zob. poz. 19.
 	Chrzest ognia. [Powieść]. Wwa SuperNOWA 1996, 333 s. Wyd. nast. tamże: 2000, 2005, 2007. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 4).
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, wyd. nast. tamże 2016.
Stanowi cz. 3 pięcioksięgu wiedźmińskiego, zwanego też Sagą o Wiedźminie; cz. 1, 2, 4, 5 zob. poz. 7, 9, 15, 16.
Nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 1997.
Przekł.: ang.: Baptism of fire. [Przeł.] D. French. London 2015, ‒ bułg.: Ogneno kr”ŝenie. [Przeł.] V. Valčev. Sofiâ 2010, − czes.: Křest ohnem. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 1997, wyd. nast. tamże: 1999, 2002, 2005; Petřvald 2011, − fiń.: Tulikaste. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2014, − franc.: Le baptême du feu, [Przeł.] C. Raszka-Dewez, Paris 2010, wyd. nast. Paris 2012, − hiszp.: Bautismo de fuego. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2005, wyd. nast. tamże 2008, 2010, − litew.: Krikštas ugnimi. [Przeł.] V. Morkūnas. Kaunas 2006, − niem.: Feuertaufe. [Przeł.] E. Simon. Műnchen 2009, wyd. nast. m.in. wyd. 7 tamże 2015, − portug.: O sangue dos elfos de fogo. [Przeł.] O. Bagińska-Shinzato. São Paulo 2015, − ros.: Kreŝenie ognem. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 1997, wyd. nast. 2002; wyd. łącznie z przekł. poz. 15 pt. Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki. Moskva 2003, wyd. nast.: tamże: 2006, 2007, 2009, Minsk-Moskva 2011, Moskva 2013; wyd. osob. Moskva 2014; wyd. łączne z przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz.1] oraz z przekł. poz. 15-18 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lasotki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, poz. 6, poz. 7, poz. 9, poz. 15, poz. 16 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − włos.: Il battesimo del fuoco. [Przeł.] R. Belletti. [Wyd. 3] Milano 2015.
 	Wieża Jaskółki. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 1997, 428 s. Wyd. nast. tamże: 2007. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 5).
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB.
Stanowi cz. 4 pięcioksięgu wiedźmińskiego, zwanego też Sagą o Wiedźminie; cz. 1-3 i 5 zob. poz. 7, 9, 14, 16.
Nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 1998.
Przekł.: czes.: Věž vlaštovky. [Przeł.] S. Komárek. Wyd. 1, 2 Ostrava 1998, wyd. nast.: tamże 2002; wyd. nast. Petřvald 2010, wyd. nast. Ostrava 2011, − franc.: La tour de l'hirondelle. [Przeł.] C. Raszka-Dewez. Paris 2010, wyd. nast. 2012, − hiszp.: La torre de la golondrina. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2010, toż Barcelona 2010, − litew.: Kregždės bokštas. [Przeł.] V. Morkūnas. Kaunas 2007, ‒ niem.: Der Schwalbenturm. [Przeł.] E. Simon. München 2016, − ros.: Bašnâ Lastočki. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 1998, wyd. nast.: Moskva 2002, Minsk-Moskva [2007], Moskva 2007; wyd. łącznie z przekł. poz. 14 pt. Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki. Moskva 2003, wyd. nast.: tamże: 2006, 2007, 2009, Minsk-Moskva 2011, Moskva 2013; wyd. łączne przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] oraz poz. 14, 16-18 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lasotki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 6, 7, 9, 14, 16 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − serb.: Lastavičja kula. [Przeł.] Z. Lutovac. Beograd 2013, − włos.: La torre della rondine. [Przeł.] R. Belletti. [Milano] 2015, wyd. nast. tamże 2016.
 	Pani Jeziora. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 1999, 520 s. Wyd. nast. tamże: 2004, 2007, 2011, 2012. Przedr. zob. poz. 21 (Księga 6).
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB, MOBIL.
Stanowi cz. 5 pięcioksięgu wiedźmińskiego, zwanego też Sagą o Wiedźminie; cz. 1-4 zob. poz. 7, 9, 14, 15.
Nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 2000.
Przekł.: czes.: Paní jezera. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 2000, wyd. nast.: tamże 2005, Petřvald 2012, − franc.: La dame du lac. [Przeł.] C. Raszka-Dewez. Paris 2011, wyd. nast. tamże 2012, wyd. inne Paris-Bragelonne 2013, – hiszp.: La dama del lago. [Przeł.] J.M. Faraldo. T. 1-2. Madrid 2009-2010, wyd. w 1 t. tamże 2011; wyd. inne Barcelona 2010, − litew.: Ežero valdovė. [Przeł.] V. Morkūnas. Kaunas 2007, − niem.: Die Dame vom See. [Przeł.] E. Simon. München 2011, wyd. nast. m.in. wyd. 6 München 2016, − ros.: Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Minsk 1999, wyd. nast.: Moskva 2005, tamże: 2010, 2011; wyd. łącznie z przekł. wyboru opowiadań pt. Vladyčica ozera; Doroga bez vozvrata. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2003, wyd. nast.: Moskva 2005, Moskva-Minsk 2007, tamże: 2009, 2011; wyd. łączne przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] oraz poz. 14, poz. 15, poz. 17, poz. 18 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lasotki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014; wyd. łącznie z przekł. poz. 2, 6, 7, 9, 14, 15 w serii: Ved’mak pt. Poslednee želanie; Meč Prednaznačeniâ; Krov' èl'fov; Čas prezreniâ; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lastočki; Vladyčica Ozera. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2015, − serb.: Gospodarica Jezera. [Przeł.] Z. Lutovac. Beograd 2013.
 	Coś się kończy, coś się zaczyna. [Opowiadania]. Wwa: SuperNOWA 2001, 299 s. Przedr. zob. poz. 22 (t. 2).
Zawartość: Droga, z której się nie wraca [poz. 1]; Muzykanci; Tandaradei!; W leju po bombie; Coś się kończy, coś się zaczyna; Bitewny pył; Złote popołudnie; Zdarzenie w Mischief Creek.
Przekł.: czes.: Tandaradei. [Przeł.] D. Chmelar [i in.]. Ostrava 1994, − hiszp.: Camino sin retorno. [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2007; wyd. osob. przekł. opowiadania Złote popołudnie: La tarde dorada [Przeł.] J. M. Faraldo. Madrid 2004, − niem.: Etwas endet, etwas beginnt. [Przeł.] E. Simon. München 2012, − ros. opowiadań: Zdarzenie w Mischief Creek; W leju po bombie; Bitewny pył; Slučaj v Misčif-Krik, V voronke ot bomby; Boevoj pyl. [Przeł.] E. Vajsbrot, − przekł. opowiadania Tandaradei! pt. Tandaradaj! [Przeł.] E. Barzova. W: Pol’skaâ fèntezi. Moskva 2002; wyd. łączne przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] oraz poz. 14-16, poz. 18 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lasotki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014.
 	Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini. Kompendium wiedzy o literaturze fantasy. Wwa: SuperNOWA 2001, 238 s. Wyd. 2 uzup. tamże 2011.
Zawartość: Od autora słów i liczb kilka; Historia gatunku, czyli jak to tam z tą fantasy było; Fantasy – czym jest? A czym nie jest?; Ci, bez których nie byłoby niczego; Interludium. Rzecz o Wielkim Konflikcie, czyli rozprawa o ptakach, które we własne gniazdo nakakać się nie wahają; Terminy i pojęcia; Subgatunki subgatunku; Cykle i seriale; Materia magica, czyli Mały Magiczny Leksykon Alfabetyczny; Bohater naszych czasów, czyli o bohaterach i bohaterkach fantasy garść przemyśleń; Bestiariusz Sapkowskiego; Stwory świata, mroku, półmroku i ciemności; Nagrody i odznaczenia, czyli co się w fantasy podoba jurorom; Kanon; Fantasy timeline, czyli fantastyczna chronologia wieku.
Przekł. ros.: wyd. łączne przekł. opowiadania Droga, z której się nie wraca [poz. 1] oraz poz. 14-17 pt. Ciri; Kreŝenie ognem; Bašnâ Lasotki; Vladyčica Ozera; [Mir Ved'maka:] Doroga bez vozvrata; Čto-to končaetsâ, čto-to načinaetsâ; Bestiarij. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2014
 	Wiedźmin. [Komiks]. T. 1. Grafika: B. Polch. Ilustr.: D. Polch. Scenariusz: M. Parowski i A. Sapkowski. Wwa: Prószyński i S-ka 2001, 148 s. Wyd. nast. popraw. łącznie z poz. 20 tamże 2015.
Wydanie albumowe poz. 3, 4, 13.
 	Wiedźmin. [Komiks]. T. 2. Ilustr.: B. Polch. Scenariusz: A. Sapkowski i M. Parowski. Wwa: Prószyński i S-ka 2001, 148 s. Wyd. nast. popraw. łącznie z poz. 19 tamże 2015.
Wydanie albumowe poz. 5, 8, 10.
 	Wiedźmin (komplet – 7 ksiąg w 6 tomach). Wwa: SuperNOWA 2001, 286, 342 +295 +319 + 333 + 428 +520 s. Wyd. nast. tamże 2008.
Wyd. w formie box set.
Zawartość: Księga 1: Ostatnie życzenie [poz. 6]; Miecz przeznaczenia [poz. 2], − Księga 2: Krew elfów [poz. 7], − Księga 3: Czas pogardy [poz. 9], − Księga 4: Chrzest ognia [poz. 14], − Księga 5: Wieża Jaskółki [poz. 15], − Księga 6: Pani jeziora [poz. 16].
 	Opowieści o wiedźminie. T. 1-2. [Opowiadania]. Wwa: Libros 2002, 335 + 373 s.
Zawartość: T. 1: opowiadania z tomów Wiedźmin [poz. 1] oraz Ostatnie życzenie [poz. 6]. – T. 2: opowiadania z tomu Miecz przeznaczenia [poz. 2] oraz: Coś się kończy, coś się zaczyna [poz. 17].
 	Narrenturm. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 2002, 593 s. Wyd. inne Wwa: Świat Książki 2003, 593 s. Wyd. nast. zob. poz. 28.
Reprodukcja cyfrowa w cBN Polona.
Stanowi cz. 1 cyklu pt. Trylogia husycka; cz. 2, 3 zob. poz. 24, 26.
Nagroda Fandomu Pol. im. J.A. Zajdla, przyznana na konwencie Polcon (2003) i nominacja do Nagrody Lit. Nike (2004).
Przekł.: czes.: Narrenturm. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 2003, wyd. nast. tamże 2005, – hiszp.: Narrenturm [Przeł.] J.M. Faraldo. Madrid 2009, – niem.: Narrenturm. [Przeł.] B. Samborska. München 2005, wyd. nast. m.in. wyd. 3 tamże 2006, – ros.: Bašnâ šutov. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2004, wyd. nast. Moskva, Minsk [2007], wyd. łącznie z poz. 24, poz. 26 pt. Bož'i voiny: Bašnâ šutov; Bož'i toiny; Svet večnyj. [Przeł.:] E. Vajsbrot, V. Flâk. Moskva 2014, – słowac.: Veža bláznov. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2003, – ukr.: Veža blazniv. [Przeł.] A. Porytko. Kiïv 2006.
Adapt. radiowa: Narrenturm. Pierwsza część słynnej Trylogii husyckiej. Scenariusz i reż.: J. Kukuła. Czyta K. Gosztyła i in. Wwa: Pol. Radio 2009, 3 płyty (CD).
 	Boży bojownicy. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 2004, 588 s. Wyd. inne Wwa: Bertelsmann Media 2005, 587 s. Wyd. nast. zob. poz. 28.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: audioteka.pl, plik w formacie mp3. ‒ Reprodukcja cyfrowa w cBN Polona.
Stanowi cz. 2 cyklu pt. Trylogia husycka; cz. 1, 3 zob. poz. 23, 26.
Nagroda „As Empiku” w lutym 2005, Nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 2005.
Przekł.: czes.: Boží bojovníci. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 2005, wyd. 2 Petřvald 2010, – hiszp.: Los guerreros de Dios. [Przeł.] J. M. Faraldo. Madrid 2012, – niem.: Gottesstreiter. [Przeł.] E. Simon. München 2006, − ros.: Boži voiny. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2006, wyd. nast. tamże 2015, wyd. łącznie z poz. 23, poz. 26 pt. Bož'i voiny: Bašnâ šutov; Bož'i toiny; Svet večnyj. [Przeł.:] E. Vajsbrot, V. Flâk. Moskva 2014, – słowac.: Boží bojovníci. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2005, − ukr.: Boži voini. [Przeł.] A. Poritko. Kiïv 2007.
Adapt. radiowa w 30 odcinkach: Reż.: A. Jarski. Radio 2005.
 	Historia i fantastyka. [Wywiad-rzeka; rozm.] S. Bereś. Wwa: SuperNOWA 2005, 285 s.
Przekł. ros.: Istoria i fantastika. [Przeł.] E. Vajsbrot. Moskva 2007.
 	Lux perpetua. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 2006, 560 s. Wyd. inne Wwa: Świat Książki − Bertelsmann Media 2008. Przedr. zob. poz. 28.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta zespół aktorów. Wwa: SuperNOWA 2013, płyta CD.
Stanowi cz. 3 cyklu pt. Trylogia husycka, cz. 1, 2 zob. poz. 23, 24.
Przekł.: czes.: Lux perpetua. [Przeł.] S. Komárek. Ostrava 2008, wyd. 2 tamże 2010, − niem.: Lux perpetua. [Przeł.] B. Samborska. Műnchen 2007, wyd. nast. tamże 2011, − ros.: Svet večnyj. [Przeł.] V. Flâk. Moskva 2010, wyd. łącznie z poz. 23, 24 pt. Bož'i voiny: Bašnâ šutov; Bož'i toiny; Svet večnyj. [Przeł.:] E. Vajsbrot, V. Flâk. Moskva 2014, − słowac.: Svetlo večné. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2007, − ukr.: Lux perpetua. [Przeł.] A. Poritko. Kiïv 2007.
Nagroda czytelników pisma „Sfinks” w 2007.
 	Maladie. [Opowiadanie]. Ilustr. D. Matuszak. Kraków: Atropos 2006, 51 s. Por. poz. 12.
Wydanie bibliofilskie. – Przekł. zob. poz. 12.
 	Trylogia husycka. T. 1-3. Wwa: SuperNOWA 2007, 1744 s.
Wyd. w formie box set.
Reprodukcja cyfrowa w cBN Polona.
Zawartość: Narrenturm [poz. 23], Boży bojownicy [poz. 24], Lux perpetua [poz. 26].
 	Żmija. [Powieść]. SuperNOWA 2009, 237 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Supernowa 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. czes.: Zmije. [Przeł.] S. Komárek. Petřvald 2011, − ros.: Zmeâ. [Przeł.] V. Flâk. Moskva [po 2009].
 	Sezon burz. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 2013, 404 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: SuperNOWA 2013, plik w formacie EPUB.
Przekł .: franc.: La saison des orages. Une aventure du sorceleur. [Przeł.] C. Raszka-Dewez. Paris 2015, − ros.: Sezon groz. [Przeł.] S. Legeza. Moskva 2015, − serb.: Sezona oluja. Uvodna knjiga Sage o vešcu. [Przeł.] Z. Lutovac. Beograd 2014, wyd. nast. tamże 2015.
 	Cykl opowieści o wiedźminie stał się inspiracją komputerowych gier fabularnych, tekstowych, internetowych i karcianych, powstałych w 2001-11, m.in.: Wiedźmin. Gra wyobraźni. Wersja podstawowa wg Andrzeja Sapkowskiego: M. Marszalik i in. Autorzy przygody: T. Kreczmar i A. Miszkurka. Materiał dodatkowy: C. Czyżewski i in. Wwa: MAG 2001, 106 s.; Witcher. [Gra komputerowa]. Oprac. Studio CD Projekt RED. Wwa: Atari 2007, edycja rozszerz. 2008; [Witcher-2] Wiedźmin-2: Zabójcy Królów. [Gra komputerowa]. Oprac. Studio CD Projekt RED. Wwa: Atari 2011.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013, 2014.


 	LP XX w. (D. Nowacki).
 	Andrzej Sapkowski: bibliografia przedmiotowa. Oprac. M. Boszczyk. Kielce, styczeń 2006. [dostęp 12 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.pbw.kielce.pl/userfiles/file/nowe_zestawienia/dokument25.pdf – Strony internetowe: www.sapkowski.pl; www.literatura.gildia.pl/tworcy/andrzej_sapkowski; http://sapkowski.toplista.pl


 	Wywiady: Jak być kochanym. Rozm. M. Łukaszewicz. „Nowe Książki” 1995 nr 10; Gra z konwencją. Rozm. A. Katrynicz. „Tyg. Solidarność” 1998 nr 23; Każda literatura jest fantastyczna. Rozm. E. Likowska. „Prz. Tyg.” 1999 nr 30; Światy zamknięte, światy otwierane. Rozm. M. Kamykowa, T. Lewandowski. „Mag. Lit.” 1999 nr 11; Towar bardzo nietypowy. Rozm. B. Torański. „Rzeczpospolita” 1999 nr 129; Nie strzelać do Czerwonego Kapturka. Rozm. D. Materska. „Polityka” 2000 nr 49; Najpierw było słowa. Pisarze o adaptacjach. Rozm. I. Cegiełkówna. „Kino” 2001 nr 7/8 [dot. ekranizacji cyklu opowieści o wiedźminie]; Soczewica tylko dla swoich. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 107, dod. „Duży Format” nr 1; Wiedźmin i historia. Rozm. A. Brzozowski. „Mówią Wieki” 2002 nr 1; Pisałem od zawsze. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2003 nr 255; Denerwują mnie odrzwia. „Dz. Pol.” 2004 nr 260 [dot. m.in.: Boży bojownicy]; Książce grozi katastrofa. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 55; Mam trochę talentu. Roz. M. Walusiak. „Dzień Dobry” 2004 nr 73; Nie jestem skandalistą. „Empik News” 2004 nr 5; Pisarstwa nie ma bez erudycji. Rozm. P. Cierniewski. „Dekada Lit.” 2004 nr 5/6; Prawda fantasy. Rozm. S. Bereś. „Nowa Fantastyka” 2004 nr 12; Stylizacja na zgorzknienie. „Lampa” 2004 nr 11; Nie jestem, jak się okazuje, autorem książek wagonowych. Rozm. B. Zielińska. „Cogito” 2005 nr 6; Układałem puzzle. Rozm. M. Frenkiel. „Gaz. Krak.” 2005 nr 133; Wiedźmin w drodze na Łomianki. Rozm. M. Czubaj. „Polityka” 2006 nr 51/52; Historykom wara od literatury. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2007 nr 40; Nie jestem autorytetem. Rozm. A. Góra. „Gaz. Krak.” 2007 nr 139, toż „Dz. Zach.” 2007 nr 106; Światłość wiekuista. Rozm. S. Bereś. „Nowa Fantastyka” 2007 nr 2; Nie prawię kazań, piszę. Rozm.: M. Sterlingow, M. Wąs. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 242 [dot.: Żmija]; Z fantasy jest jak z martini. Rozm. P. Kofta. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 208 [dot.: Żmija]; 12 inspiracji… Andrzej Sapkowski. „Forbes” 2010 nr 2; Inaczej niż Lem. Rozm. P. Kitrasiewicz. „Wyspa” 2010 nr 3; Taka jest wojna. Rozm. B. Mitkowska. „VIP. Polityka biznesu” 2010 nr 1; Nie nęci mnie bycie pieczarką. „Nowa Fantastyka” 2011 nr 6; Daję czytelnikom przyjemność. Rozm. A.J. Dudek. „Polska” 2012 nr 32; Film, gra i nowy wiedźmin. Dlaczego fantasy nie pisze się w czarnej szacie i spiczastym kapeluszu? Rozm. J. Krywko. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 280; Zdolność fantazjowania wcale nie jest sprzeczna z racjonalizmem. „Gaz. Wrocł.” 2012 nr 101; Fantasy jest jak martini. Rozm. M. Wojtczuk. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 261 [dot. m.in.: Sezon burz]; Następne pytanie proszę. Rozm. M. Cieślik. „Rzeczpospolita” 2013 nr 297; Andrzej Sapkowski. Rozm. D. Subbotko. „Książki” 2015 nr 3.

Ogólne

 	M. SZELEWSKI: Nazewnictwo literackie w utworach Andrzeja Sapkowskiego i Nika Pierumowa. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2003, 187 s.
 	K. KACZOR: Geralt, czarownice i wampir. Recykling kulturowy Andrzeja Sapkowskiego. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 211 s.
 	M. ROSZCZYNIALSKA: Sztuka fantasy Andrzeja Sapkowskiego. Problemy poetyki. Kr.: Wydawn. Nauk. Uniw. Pedag. 2009, 215 s.
 	E. ŻUKOWSKA: Mitologie Andrzeja Sapkowskiego. Gdańsk: Gdański Klub Fantastyki 2011, 146 s.


 	M. PAROWSKI: Wiedźmin Geralt jako podróżnik w czasie. „Nowa Fantastyka” 1991 nr 12; polem.: P. BRAITER: Polemika o metodzie (krytycznej). „Fenix” 1992 nr 5.
 	A. DAJBOR: Futrzarska fantazja. „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. o Książ.” 1994 nr 2.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK: Trzy gry Andrzeja Sapkowskiego. „Nowa Fantastyka” 1994 nr 8.
 	B. CHACIŃSKI: Wiedźmin a sprawa polska. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 71.
 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1995 nr 12.
 	A.K. WAŚKIEWICZ: Geralt wnuk Conana. „Wiad. Kult.” 1995 nr 28.
 	M. PŁACHECKI: Dekada szczura. Nieromantyczny obraz Polaków. „Polityka” 1996 nr 28 [dot. też powieści E. Redlińskiego i A. Zaniewskiego].
 	P. DĄBEK: Andrzej Sapkowski. W: Słownik literatury popularnej. Wr. 1997.
 	R. KLEMENTOWSKI: Czas podagry. „Nowa Fantastyka” 1997 nr 4.
 	M. SZPAKOWSKA: Budowniczowie. „Twórczość” 1997 nr 7 [dot. też twórczości S. Lema].
 	J. SIERADZKI: Geralt, wróć. „Polityka” 1999 nr 12.
 	Andrzej Sapkowski. [Wstęp:] D. Nowacki. Przeł. U. Kiermeier. E. Simon. Kr.: Villa Decius [1999], 27 s.
 	J. SIERADZKI: Wiedźmin, potwory i ludzie. „Polityka” 1998 nr 3.
 	M. BEYLIN: Próby korekcyjne. „Dialog” 1999 nr 8.
 	A. FULIŃSKA: Baśń, która ocala. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 29.
 	M. BĄK: Klasówka z wiedźmina. „Życie” 2001 nr 269.
 	N. LEMANN: Literatura arturiańska w twórczości Andrzeja Sapkowskiego, czyli wszystkie drogi prowadzą do Kamelotu. „Zesz. Nauk. Wyż. Szk. Hum.-Ekonomicznej w Łodzi” 2001 nr 6.
 	K. SOBCZAK: Zawód: pisarz perfekcyjny. „Profit – Gospodarka bez tajemnic” 2001 nr 12.
 	S. TRUCHAN: Rudolf Valentino w formacie A5. „Akant” 2001 nr 13 [o popularności cykli powieściowych o Harrym Potterze i wiedźminie; dot. też: Narrenturm].
 	T. ZIEJA: As polskiej fantasy. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2001 nr z 12 I dod. „Prz. Pol.”.
 	M. ŻUROWSKI: Bufon czy wiedźmin? „Trybuna” 2001 nr 263.
 	M. GOŁĄB: Czytelnik jest władcą. „Życie” 2002 nr 31.
 	M. GUMKOWSKI: Fenomen wiedźmina. O książkach Andrzeja Sapkowskiego. „Res Publica Nowa” 2002 nr 1.
 	K. KACZOR: Wampir Regis – najlepszy przyjaciel Geralta. Metamorfozy wampira. „Acta Univ. Wratisl. Literatura” 2002 nr 10.
 	G. SZCZEPANIAK: Podróże w krainie wyobraźni, czyli świat wiedźmina Geralta. „Studium” 2002 nr 1.
 	M. SZYMCZAK: Sakralizacja i desakralizacja rzeczywistości w opowiadaniach o wiedźminie oraz w cyklu powieściowym Andrzeja Sapkowskiego. „Prz. Hum.” 2002 nr 2.
 	M. BORUDZIŃSKA-FRĄK. B. OLCZYKOWSKA: „Święty Jerzy” i „Złoty smok” – proza Andrzeja Sapkowskiego wobec kultury średniowiecza. „Zesz. Szk.” 2003 nr 1.
 	A. FULIŃSKA: Ocalone w legendzie. W: Średniowiecze. Przewodnik dla licealistów. Wwa 2003.
 	M. PORADECKI: Społeczne i rasowe relacje w obliczu wojny w prozie Johna Ronalda Reuela Tolkiena i Andrzeja Sapkowskiego. „Zesz. Nauk. Wyż. Szk. Hum.-Ekonomicznej w Łodzi” 2003 Ser. I z. 2.
 	K. KACZOR: „Saga o wiedźminie” Andrzeja Sapkowskiego, czyli o przekraczaniu ograniczeń popularności. W: O granicach i ich przekraczaniu. Opole 2004.
 	M. ROSZCZYNIALSKA: O mottach w cyklu wiedźmińskim Andrzeja Sapkowskiego. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2004 nr 4.
 	M. STRÓŻYŃSKI: Fantastyka w szkole. „Polonistyka” 2004 nr 2.
 	M. SZELEWSKI: Czynniki identyfikujące i lokalizujące w onomastyce utworów Andrzeja Sapkowskiego i Nika Pierumowa. „Prz. Rusycystyczny” 2004 nr 3.
 	K. ŚMIAŁKOWSKI: Polski wojownik. „Wprost” 2004 nr 40.
 	M. PORADECKI: Światy i przyroda w literaturze fantasy – na podstawie utworów Tolkiena i S. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2005 z. 7 t. 1.
 	A. GÓRSKI: Wiedźmin polskiej literatury. „Życie Warsz.” 2006 nr 253.
 	Z. MIŁOSZEWSKI: Tak się robi historię. „Newsweek Polska” 2006 nr 45.
 	M. SIUCIAK: Styl współczesnej powieści historycznej – na przykładzie najnowszej trylogii Andrzeja Sapkowskiego − M. WAPIŃSKA: Między trylogią a trylogią. Tolkien czy Sienkiewicz – do kogo bliżej S.? „Kult. Popularna” 2006 nr 3.
 	A. MAZURKIEWICZ: O polskiej literaturze fantastycznonaukowej lat 1990-2004. Łódź 2007, passim.
 	Z. MIŁOSZEWSKI: Wiedźmin narodowy. „Newsweek Polska” 2007 nr 43 [dot. też gry komputerowej „The Witcher”].
 	M. ROSZCZYNIALSKA: Tekstowe hybrydy – na przykładzie cyklu o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. „Prz. Kulturoznawczy” 2007 nr 3.
 	L. CICHOCKA: Pisze według planu. „Echo Dnia” 2008 nr 178.
 	A. WITECKI: Fantastyka naukowa jako pole przenikania się kultur polskiej i rosyjskiej (na przykładzie twórczości Andrzeja Sapkowskiego i Siergieja Łukianienki). „Acta Polono-Ruthenica” 2008 t. 13.
 	A. GERWATOWSKA: Beauty and the Beast and Jacques Derrida − overtuning the hierarchy. An analysis of two short stories: „The tiger's bridge” by Angela Carter and „The grain truth” by Andrzej Sapkowski. „Acta Philologica” 2009 nr 35.
 	J. JAŁOWICZOR: Ostrze S. „Tyg. Solidarność” 2009 nr 30 [dot. otrzymania nagrody David Gemmel Legend Award for Fantasy].
 	B. MARZEC: Czesi wielbią Andrzeja Sapkowskiego za dowcip i wyobraźnię. „Rzeczpospolita” 2010 nr 113.
 	M.B. GARDA: Gra „The Witcher” w uniwersum „Wiedźmina”. „Homo Ludens” 2010 nr 1.
 	A. BUBA: Nie tylko seks i przemoc, czyli powrót Wiedźmina. „Dz. Łódz.” 2011 nr 110 [dot. gry komputerowej].
 	A. HASKA, J. STACHOWICZ: Wiedźmak chutliwy jest : seksualność a sprawa wiedźmińska. „Nowa Fantastyka” 2011 nr 6. ‒ A. KONDRACKA-ZIELIŃSKA: Fascynacja Słowiańszczyzną w sadze o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. „Dyskurs” 2011 z. 6. ‒ A. SAVČENKO, E. STEPANOV: Osobennosti peredači individual'no-avtorskih neologizmov v russkom perevode Romana A.Sapkovskogo „Poslednee želanie”. „Zesz. Nauk. URzesz. Ser. Fil. Glottodydaktyka” 2011 z. 3 cz. 1.
 	A. SMYCZYŃSKA: Adaptacja w dobie konwergencji mediów. Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. „Zesz. Nauk. Wyż. Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krak.” 2011 nr 2.
 	P. STASIAK: Wiedźmin – heros made In Poland. „Polityka” 2011 nr 1/2. ‒ O. SZEWCZYK: Superbohater na eksport. „Przekrój” 2011 nr 20 [dot. gry komputerowej „Wiedźmin”].
 	J. WESOŁA: La traducción de neologismos en la versión española de la prosa de Andrzej Sapkowski. „Romanica Cracoviensia” 2011 vol. 11.
 	W. ORLIŃSKI: Aż śluz ścieka z głośników. „Duży Format”, dod. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 21 dod. „Duży Format” nr 4.
 	M. CUBER: Retoryka Zagłady. Judaica perfidia. Żydzi w pięcioksięgu Andrzeja Sapkowskiego. W tejże: Metonimie Zagłady. Katow. 2013.
 	P. CZARNECKI: Ikona popkultury. „Uważam Rze” 2013 nr 1.
 	Z. WAŁASZEWSKI: Wiedźmin: pierwszy polski supersystem rozrywkowy. W: Obraz literatury w komunikacji społecznej. Po roku ’89. Wwa 2013.
 	M. DZIWISZ: Zjawisko „wędrówki neologizmów” między tekstami z kręgu literatury fantasy jako wyzwanie dla tłumacza (na materiale przykładów utworów J.R.R. Tolkiena i A. Sapkowskiego na języki polski i rosyjski). „Acta Polono-Ruthenica” 2014 t. 19.
 	W. ŁAPIŃSKI: Inter arma rident musae : o podobieństwach prozy Henryka Sienkiewicza i Andrzeja Sapkowskiego. „Ruch Lit.” 2014 z. 6.
 	A. WOLANIN: Homo viator i jego zmagania z nieznanym we współczesnej literaturze fantasy. „Guliwer” 2014 nr 1.
 	N. GORCZOWSKA: Nazwy biblijne w „Trylogii husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego. „Pr. Językozn.” 2015 z. 17 [cz.] 2.
 	A. GRAJCAR: Formy narracji w „Trylogii Husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego. „St. Słowianozn.” 2015 t. 11.
 	A. MUCHA: Translating Polish fantasy. Translational challenges and problems concerning culture-rooted elements. „Między oryginałem a przekładem” 2015 nr 1/4. ‒ M. ZAGÓRSKA: Magiczne dary natury. Rośliny w wybranych opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego. „Maska” 2015 nr 27.
 	A. WAWRZONKOWSKA: Fantastyka w przestrzeni kultury (dawnej i współczesnej, druku i multimediów). Motywy celtyckie jako cecha polskiej literatury fantasy: „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego w oparciu o „Lillę Wenedę” Juliusza Słowackiego. „Rojsty” 2016 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Historia jako parodia. „Dekada Krak.” 2017 nr 1/2.
 	S. SKARŻYŃSKI: Etyka Geralda z Rivii. Portret polityczny „Wiedźmina”. „Gaz. Wybor.” 2018 nr 22.

Wiedźmin

 	M. ORAMUS: Przesunięci w fazie. „Nowa Fantastyka” 1991 nr 7.
 	A. SYLWANOWICZ: As polskiej fantastyki. „Guliwer” 1995 nr 3 [dot. też: Ostatnie życzenie].
 	A. TRZPIS: Wiedźmiński fach. Literatura fantasy na lekcjach języka polskiego. „Jęz. Pol. w Szk. Gimnazjum” 2000/2001 nr 3 [analiza].
 	T. GOROL: Kim jest wiedźmin Geralt. „Nowa Fantastyka” 2001 nr 11.
 	M. FILIP: Geneza popularności „Wiedźmina” – interpretacje. „Kult. Popularna” 2004 nr 2.
 	V. WRÓBLEWSKA: „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, czyli fantastyka w stylu collage. W: Polska literatura fantastyczna. Tor. 2005.
 	R. ZIĘBA: Splątane ścieżki popkultury, B. DOBROCZYŃSKI: Mit ma się dobrze. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 47 [dot. też gry komputerowej „Wiedźmin”].

Miecz przeznaczenia

 	S. RUSIECKI: Zbawca o kocich źrenicach. „Gaz. Wybor. Weekend” 1992 nr 48.
 	J. INGLOT: Narodziny mistrza. „Nowa Fantastyka” 1993 nr 1 [dot. też: Krew elfów].
 	Tenże: Klucz do czytelnika. „Życie Warsz.” 1994 nr 7 dod. „Ex Libris” [dot. też: Ostatnie życzenie].
 	M. ORAMUS: Wiedźmin Geralt jako zagubiony w lesie. „Fenix” 1994 nr 2 [dot. też: Krew elfów; Ostatnie życzenie].
 	A. IMIELOWSKI: Czarodziejka też ma okres. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13 [dot. też: Krew elfów; Ostatnie życzenie].
 	W. STACHURA: Dlaczego „nie zabija się legendy”? „Granica możliwości” Andrzeja Sapkowskiego. Scenariusz lekcji dla klas gimnazjalnych. „Zesz. Szk.” 2005 nr 3.
 	Rec. adapt. teatr.: W. ORLIŃSKI: Geralt śpiewająco na scenie. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 218.

Ostatnie życzenie

 	T. KOŁODZIEJCZAK: Wiedźminowi grozi bezrobocie. „Nowa Fantastyka” 1993 nr 11.
 	M. DZIURDA: Bajkowy postmodernizm. „Tyg. Solidarność” 1994 nr 4.
 	J. INGLOT: Klucz do czytelnika. „Życie Warsz.” 1994 nr 7 dod. „Ex Libris” [dot. też: Miecz przeznaczenia].
 	M. ORAMUS: Wiedźmin Geralt jako zagubiony w lesie. „Fenix” 1994 nr 2 [dot. też: Krew elfów; Miecz przeznaczenia].
 	M. STAWICKI: Cóż po wiedźminie. „Tytuł” 1994 nr 2.
 	A. IMIELOWSKI: Czarodziejka też ma okres. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13 [dot. też: Krew elfów; Miecz przeznaczenia].
 	A. SYLWANOWICZ: As polskiej fantastyki. „Guliwer” 1995 nr 3 [dot. też: Wiedźmin].
 	M. FIEDORYSZYN: Językowe wykładniki opisu postaci w „Ostatnim życzeniu” Andrzeja Sapkowskiego. „Zesz. Nauk. URzesz. Pedag. i Psychol.” 2006 z. 3.
 	M. KOSZARSKA: El humor polaco en realidad española. Los juegos de traducción por José Maria Faraldo. „Stud. Romanica Posnanensia” 2007.
 	A. KACZMAREK: Wiedźmiński świat nad Sekwaną. O francuskim przekładzie opowiadań Andrzeja Sapkowskiego „Ostatnie życzenie”. „Kwart. Opol.” 2008 nr 1.
 	M. KOSZARSKA: „Wiedźmin” czy „brujo”? Kilka uwag o tłumaczeniu neologizmów. „Stud. Iberystyczne” 2009 nr 8.
 	A. Savčenko, E. Stepanov: Osobennosti peredači individual'no-avtorskih neologizmov v russkom perevode romana A. Sapkovskogo „Poslednee želanie”. „Zesz. Nauk. URzesz. Ser. Filol. Glottodydaktyka” 2011 z. 3 cz. 1.
 	D. JAGIEŁŁO: Leksykograficzny opis bohemizmów w języku polskim na przykładzie zbioru opowiadań Andrzeja Sapkowskiego „Ostatnie życzenie”. „St. Filol.”, Racibórz 2016 t. 5.

Krew elfów

 	J. INGLOT: Narodziny mistrza. „Nowa Fantastyka” 1993 nr 1 [dot. też: Miecz przeznaczenia].
 	W. BIREK: Miecz, czary i fatum. „Gaz. Wybor.” 1994 dod. „Gaz. o Książ.” nr 11.
 	J. INGLOT: Coś się kończy, coś się zaczyna. „Nowa Fantastyka” 1994 nr 11.
 	M. ORAMUS: Wiedźmin Geralt jako zagubiony w lesie. „Fenix” 1994 nr 2 [dot. też: Ostatnie życzenie; Miecz przeznaczenia].
 	Z. BESZCZYŃSKA: Miecz dla ludzi. „Guliwer” 1995 nr 3.
 	A. IMIELOWSKI: Czarodziejka też ma okres. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13 [dot. też: Miecz przeznaczenia; Ostatnie życzenie].
 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1996 nr 9 [dot. też: Czas pogardy].

Czas pogardy

 	J. INGLOT: Wiedźmin rozwodniony. „Życie Warsz.” 1995 nr 331.
 	K. VARGA: Zadzwońcie po wiedźmina. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 284 [dot. też: R. Ziemkiewicz: Pieprzony los kataryniarza], polem.: M. PAROWSKI: Nim się przedmiot świeży… „Nowa Fantastyka” 1996 nr 5.
 	B. CHACIŃSKI: Wiedźmin kontra kameleon. „Życie Warsz.” 1996 dod. „Ex Libris” nr 89.
 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1996 nr 9 9 [dot. też: Krew elfów].
 	G. LASOŃ-KOCHAŃSKA: Stawiam na jednorożca. „Guliwer” 1996 nr 2.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK: Grają wiedźminem! „Nowa Fantastyka” 1996 nr 2.

Oko Yrrhedesa

 	B. CHACIŃSKI. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 80.
 	J. INGLOT: Na sucho. „Nowa Fantastyka” 1995 nr 10.
 	M. PAROWSKI : Baśń, zabawa, gra. „Nowe Książ. ” 1995 nr 10.
 	K. VARGA: I ty zostań turlaczem. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 170.
 	D. MATERSKA. „Nowa Fantastyka” 1999 nr 6.
 	W. ORLIŃSKI: Ostatni Wiedźmin. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 39 dod. „Książki” nr 2 [dot. też: Pani Jeziora].

Świat króla Artura; Maladie

 	T. KOMENDANT: Szklana klatka nieba. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 137 dod. „Gaz. o Książ.” nr 6.
 	J.Z. LICHAŃSKI: S. i król Artur. „Nowa Fantastyka” 1995 nr 10.
 	R.A. ZIEMKIEWICZ: S. pod znieczuleniem. „Fenix” 1995 nr 7.
 	A. FULIŃSKA: Tristan i Izolda – miłość nieunikniona, miłość niemożliwa. W: Średniowiecze. Przewodnik dla licealistów. Wwa 2003.

Chrzest ognia

 	K. VARGA: Kloss sprzed wieków. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 260.
 	G. LASOŃ-KOCHAŃSKA: Nudny wiedźmin? „Guliwer” 1997 nr 3.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK. „Nowa Fantastyka” 1997 nr 4.
 	G. SZCZEPANIAK: Wiedźmin w ponowoczesności. „Mag. Lit.” 1997 nr 3/4.
 	Z. STĘPIEŃ: Z krainy Nigdy-Nigdy. „Tygiel Kult.” 1998 nr 3

Wieża Jaskółki

 	B. CHACIŃSKI: Zadyszka Wiedźmina. „Życie” 1997 nr 291.
 	W. ORLIŃSKI: Elfy, ludzie i karaluchy. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 258, polem.: K. FIAŁKOWSKI: Tolkien psycholog. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 264.
 	J. DUKAJ: Smutek baśni zbyt prawdziwych. „Nowa Fantastyka” 1998 nr 3.
 	M. HERNIK: Po prostu fantastyczny, czyli o czytaniu Sapkowskich książek. „Pogranicza” 1998 nr 1.
 	R. KLEMENTOWSKI: Tylko miłość? „Nowa Fantastyka” 1998 nr 2.
 	K. KWIATKOWSKA: Tajemnica zakalca albo przygód wiedźminowskich krytyczne opisanie. „Talizman Nowy” 1998 nr 4/5.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK: Czas wiedźmiński. „Nowa Fantastyka” 1998 nr 3.
 	M. ZAJĄC: „Zgroza”. „Guliwer” 1998 nr 1.

Pani Jeziora

 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1999 nr 9.
 	G. LASOŃ-KOCHAŃSKA: Coś się kończy… „Guliwer” 1999 nr 4.
 	T. LEWANDOWSKI: Do ciemnego kresu, po ostatnią nagrodę. „Nowe Książ.” 1999 nr 6.
 	D. MATERSKA: Z tej samej materii, co mary senne. „Nowa Fantastyka” 1999 nr 6.
 	W. ORLIŃSKI: Ostatni Wiedźmin. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 39 dod. „Książki” nr 2 [dot. też: Oko Yrrhedesa].
 	J. SIERADZKI: Geralt, wróć. „Polityka” 1999 nr 12.
 	G. SZCZEPANIAK. „Mag. Lit.” 1999 nr 5.

Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini

 	M. GOŁĄB: Nimfy, węże i łomot ducha. „Życie” 2001 nr 261.
 	J. GONDOWICZ: Dech smoka. „Przekrój” 2001 nr 49.
 	J.Z. LICHAŃSKI: Nadgryziony rękopis, czyli jak (nie)pisać o fantasy. „Nowe Książ.” 2001 nr 11.

Opowieści o Wiedźminie

 	M. PAROWSKI: S. ante portas. „Kino” 2001 nr 7/8.

Narrenturm

 	S. TRUCHAN: Rudolf Valentino w formacie A5. „Akant” 2001 nr 13 [o popularności cykli powieściowych o Harrym Potterze i wiedźminie].
 	M. BUGAJSKI. „Mag. Lit.” 2002 nr 11.
 	T. LADA: Harce i swawole. „Życie Warsz.” 2002 nr 243.
 	K. MASŁOŃ: Medyk zamiast wiedźmina. „Rzeczpospolita” 2002 nr 242.
 	M. MIZURO, M. GOŁĘBIEWICZ: Befsztyk Toledo. „Sł. Pol.” 2002 nr 266.
 	W. ORLIŃSKI: Bohater głupek. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 259.
 	W. ORLIŃSKI: Wykrywacz rodzynek. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 283 dod. „Duży Format” nr 23.
 	Z. PIETRASIUK: Widok z Wieży Błaznów. „Polityka” 2002 nr 43.
 	M. STANKIEWICZ: Powrót króla. „Dz. Pol.” 2002 nr 260.
 	M. SZCZEŚNIAK: Średniowiecze zamglone. „Życie” 2002 nr 248.
 	M. KACZMAREK: Książki pokupne. „Odra” 2003 nr 5.
 	J. TAZBIR: Czyżby polski Eco? „Nowe Książ.” 2003 nr 3.
 	K. GUZ. „Kur. Lubel.” 2004 nr 29.
 	N. LEMANN: Homo homini lupus est – „Narrenturm”, „Boży bojownicy” i „Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego. Dyskurs przeszłości, dyskurs teraźniejszości. W tejże: Epicka historiografia we współczesnej prozie polskiej. Łódź 2008.
 	K. GAŁUSZKA: Wieża szaleńców. „Śląsk” 2011 nr 7.

Boży bojownicy

 	M. CZUBAJ: Kto i co robił z młodą babą. „Polityka” 2004 nr 41.
 	W. ORLIŃSKI: Czeska armia, polski dobrobyt. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 230.
 	M. STANKIEWICZ: Nadjechali „Boży bojownicy”. „Gaz. Krak.” 2004 nr 243.
 	A. WOŹNIAK: Sapek rządzi! „Lampa” 2004 nr 11.
 	M. ŻÓRAWSKI: Wiedźmin Geralt może się schować. „Życie” 2004 nr 233.
 	J. ŁADYKA. „Orbis Linguarum” 2005.
 	N. LEMANN: Homo homini lupus est – „Narrenturm”, „Boży bojownicy” i „Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego. Dyskurs przeszłości, dyskurs teraźniejszości. W tejże: Epicka historiografia we współczesnej prozie polskiej. Łódź 2008.

Historia i fantastyka

 	J. ŁADYKA: Pochwała Andrzeja Sapkowskiego. „Res Humana” 2005 nr 2/3.
 	W. ORLIŃSKI: Wszystko, co chcesz wiedzieć o S. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 251.
 	S. SKARBEK: S. przepytany. „Arte” 2005 nr 4.
 	M. STANKIEWICZ: Fantastyczna rozmowa nieobowiązkowa. „Dz. Pol.” 2005 nr 292.
 	O SZEWCZYK: S. na mękach. „Ozon” 2005 nr 29.
 	Z. WESOŁOWSKI: Sztuka walki na języki. „Lampa” 2005 nr 12.

Lux perpetua

 	J. DEMIAŃCZUK: Zachwycająca powieść Andrzeja Sapkowskiego. „Dz. Polska Europa Świat” 2006 nr 192.
 	W. ORLIŃSKI: Czary i polityka z Polską w tle. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 271.
 	J. DEMIAŃCZUK: Spojrzenie na Polskę przez pryzmat historii. „Dz. Pol. Europa Świat” 2007 nr 201.
 	Ł. GOŁĘBIEWSKI: Na fantastykę zawsze jest moda. „Rzeczpospolita” 2007 nr 202.
 	S. KREMPA: Po wiedźminie. „Śląsk” 2007 nr 2.
 	K. MALINOWSKI: Ku wiekom ciemnym. „Lampa” 2007 nr 1.
 	N. LEMANN: Homo homini lupus est – „Narrenturm”, „Boży bojownicy” i „Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego. Dyskurs przeszłości, dyskurs teraźniejszości. W tejże: Epicka historiografia we współczesnej prozie polskiej. Łódź 2008.

Żmija

 	M. CIEŚLIK: Omnibus S. „Newsweek Polska” 2009 nr 43.
 	P. KOFTA: Widmo nienasycenia. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 208 dod. „Kultura”.
 	M. GRABOWSKI: Afgańska fantazja spod ręki Andrzeja Sapkowskiego. „Polska. Metropolia Warsz.” 2009 nr 248.
 	(Mach): Cienka książka. „Tyg. Solidarność” 2009 nr 46.
 	K. RAKOWSKA: Wojna według S. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 261.
 	Taż: Żmija hipnotyzuje. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 252 dod. „Łódź”.
 	J. SOBOLEWSKA: Bo to zła kobieta była. „Polityka” 2009 nr 43.
 	K. PAWŁOWSKI: W Afganistanie żmija kąsa najmocniej. „Polityka Nar.” 2010 nr 7.
 	A. PIEKARA: Niedaleko od Wiedźmina? „Opcje” 2010 nr 1.

Sezon burz

 	M. CIEŚLIK: Wiedźmin globalny i lokalny. „Rzeczpospolita” 2013 nr 262 dod. „Rzecz o Książ.”.
 	J. DEMIAŃCZUK: Pytania i odpowiedzi. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 221 dod. „Kultura”.
 	P. GOCIEK: Sezon na Wiedźmina. „Do Rzeczy” 2013 nr 41.
 	B. JANISZEWSKI: Powrót króla. „Wprost” 20134 nr 45.
 	D. KARPIUK: Wiedźmina życie po życiu. „Newsweek Polska” 2013 nr 45.
 	T.Z. MAJKOWSKI: Powieść, której nie było. „Wielogłos” 2013 nr 4.
 	W. ORLIŃSKI: Pół kwaterki radości. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 261.
 	M. ZWIERZCHOWSKI: Stara baśń. „Polityka” 2013 nr 45.
</document>
<document nplp_id="3013" title="Marcin SENDECKI" slug="marcin-sendecki">ur. 1967

Poeta, publicysta, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 27 listopada 1967 w Gdańsku; syn Sylwestra Sendeckiego, inżyniera, i Marii z Komszczyńskich, nauczycielki. W 1968 wraz z rodziną zamieszkał w Tomaszowie Lubelskim. Od 1982 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Bartosza Głowackiego w Tomaszowie Lubelskim. Debiutował jeszcze jako uczeń w 1985 wierszami pt. Bajka; Popołudnie, opublikowanymi na łamach „Tygodnika Zamojskiego” (nr 32). Po zdaniu matury w 1986 studiował medycynę w Akademii Medycznej (AM) w Warszawie. W 1987 związał się z redakcją bezdebitowego kwartalnika krakowskiego „brulion” (później „bruLion”), na którego łamach drukował do 1994 wiersze (m.in. w 1993 Wiersz wspólny (półfinałowy), napisany wspólnie z Marcinem Baranem i Marcinem Świetlickim, uznany za manifest pokolenia związanego z tym kwartalnikiem) i artykuły. W czasie studiów na AM był związany z podziemnym ruchem wydawniczym (kolportował publikacje Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA) oraz działał w niezależnych strukturach organizacji studenckich (był m.in. przewodniczącym Komisji Uczelnianej, w 1989 szefem komitetu strajkowego AM; w tym samym roku wszedł w skład Komisji Krajowej NZS). W 1990 przerwał studia medyczne i rozpoczął socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Po otrzymaniu magisterium w 1996-2002 uczęszczał na studia doktoranckie w Instytucie Socjologii UW; doktoratu nie ukończył. Jednocześnie w 1996-98 pracował jako socjolog w Departamencie Społeczno-Wychowawczym Ministerstwa Obrony Narodowej. Kontynuował twórczość literacką. Wiersze, recenzje, przekłady z literatury angielskiej publikował m. in. na łamach czasopism „Odra” (1996, 1998, 1999, 2001), „Dekada Literacka” (1998-1999), „Tygodnik Powszechny” (1998, 2000-2003), „Literatura na Świecie” (2005-2007). Był wielokrotnie nagradzany w konkursach literackich. Od grudnia 2001 do grudnia 2011 pracował jako redaktor w tygodniku „Przekrój”, pełnił tam także funkcję sekretarza tygodnika oraz szefa działu kultury, a od 2009 zastępcy szefa działu kultury. W piśmie tym opublikował wiele recenzji literackich i wywiadów głównie z pisarzami i ludźmi kultury, a od kwietnia 2010 do grudnia 2011 drukował stały felieton pt. W tym tygodniu nie piszemy o…. W 2003 jako stypendysta Departamentu Stanu USA uczestniczył w International Writing Program na University of Iowa. W 2011 został członkiem kapituły Nagrody Wielkiego Kalibru przyznawanej na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. W latach 2012-2013 był sekretarzem redakcji w miesięczniku „Exklusiv”. W 2012 zaczął publikować recenzje w „Gazecie Wyborczej” oraz podjął współpracę z magazynem „Książki”. W 2015 otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a w 2016 stypendium artystyczne m.st. Warszawy.

W 1995 zawarł związek małżeński z Katarzyną Pruchla, redaktorką, tłumaczką (rozwiedzeni), z tego związku ma córkę Zuzannę (ur. 1999). W 2013 poślubił Karolinę Felberg, badaczkę literatury i edytorkę. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Z wysokości. Wiersze z lat 1985-90. Kr., Wwa: bruLion 1992, 31 s. BibLioteka. Przedr. zob. poz. 7.
 	Książeczka do malowania. [Wiersze]. [Rys.:] Wyd. Rybitwa. Red.: A. Burszta. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 14 s. Przedr. zob. poz. 6.
 	Muzeum sztandarów ruchu ludowego. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 14 s. Barbarzyńcy i Nie, 11.
 	Parcele. [Wiersze]. Kr., Wwa: bruLion 1998, 24 s. BibLioteka. Przedr. zob. poz. 7.
Cykle: Top market; Parcele.
 	Opisy przyrody. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2002, 36 s. Port Legnica 2002, 4.
 	Szkoci dół. [Wiersze]. Kr.: a5 2002, 53 s.
Cykle: Pamiątka z celulozy; Książeczka do malowania [poz. 2]; Koszary.
 	Z wysokości; Parcele. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 84 s. Wielki Kanion, 8.
Zawiera wiersze z poz. 1, 4.
 	Trap. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 35 s. Poezje, 12.
Nominacja w kategorii książka roku Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2009, nominacja do nagrody kanału TVP Kultura – Gwarancja Kultury w 2009.
 	[Dwadzieścia dwa] 22. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2009, 28 s. Bibl. Poezji Współcz., 8.
Nominacja w kategorii książka roku Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2010.
 	Pół. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2010, 62 s. Poezje, 52.
Nominacja w kategorii książka roku Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2011; nominacja do nagrody kanału TVP Kultura – Gwarancja Kultury w 2011.
 	Farsz. [Wybór wierszy]. Wr.: Biuro Lit. 2011, 50 s. Poezje – Biuro Lit.; 66.
Nominacja w 2012 do Nagrody Lit. Gdynia i do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii książka roku.
 	Błam 1985-2011. [Wiersze zebrane]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 354 s. Dożynki;18.
 	Antologia. [Wybór wierszy]. [Wstęp.:] P. Próchniak. Wwa: Hachette Polska 2013, 190 s. Poezja Polska, 84.
Zawiera wybór wierszy z poz. 1, 4-6, 8-11.
 	Pamiątka z celulozy. Wybór wierszy. [Wybór i posł.:] P. Mackiewicz. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2014, 138 s. Bibl. Poezji Współcz.,80.
Zawiera wybór wierszy z poz. 1, 4-11.
Dwa warianty okładki.
 	Przedmiar robót. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2014, 36 s. Poezje, 114.
Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius w kategorii książka roku 2014.
 	Figle w fokarium. O fokach z Helu. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: E. Poklewska-Koziełło. Wwa: Egmont Polska 2015, 32 s. Czytam sobie . Poziom 1. Edukacyjny Egmont.
 	Lamety. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 60 s. Poezje, 136.
Adaptacja w formie komiksu wiersza pt. 21 lipca: Czekolada stołeczna. [Rys.:] M. Prawelska. W: Powrót barbarzyńców i nie. Wr. 2013 s. 21-24.
Nadto słowa do: Tractus-na chór mieszany a capp. [Muz.:] M. Zieliński. Kr.: PWM 2001, 14 s.
Wybory wierszy M. Sendeckiego w przekł.: niem.: Parzellen. Gedichte aus zehn Jahren. [Przeł.:] M. Braun, G. Kahlau. Mainz 1997. – portug.: Parcelas. [Przeł.] R.A. Branco. [Lisboa] 2001.

Przekłady

 	T. Zeldin: Jak rozmowa zmienia twoje życie. [Eseje]. Przeł.: M. Sendecki. Wwa: W.A.B. 2001, 134 s.
 	J. Schuyler: Trzy poematy. [Przeł.:] M. Sendecki, A. Sosnowski, B. Zadura. Wr.: Biuro Lit. 2012, 104 s. Poezje,78.

Prace redakcyjne

 	Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. Pomysł i red. antologii: M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: Zebra 1997, 39 s. Bibl. Zebry. Wyd. nast. [popraw.] w: Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii Długie pożegnanie. Kr.: EMG 2010, 102 s.
Wiersze poświęcone autorowi powieści kryminalnych, R. Chandlerowi.
 	J. Le Carré: Zdania i uwagi. Selected, fragments. [Antologia cytatów]. Przeł.: L. Dorn [i in.]. Wybrał : M. Sendecki. Łódź: Muzeum Książki Artyst. 1998, 19 s. The British Council Poland.
Tekst w jęz. pol. i ang.
 	Bombardeo de poemas sobre Varsovia = Bombing of poems over Warsaw. [Wiersze]. [Wiersze poetów pol. wybrał M. Sendecki. Przeł. na jęz. hiszp.: G. Beltran i A. Murcia. Przekł. na jęz. pol.: M. Kałuża. Red.: G. Beltran, M. Sendecki i M. Ziętara]. Wwa: m. st. Wwa 2009, 125 s.
Tytuł na okł.: Deszcz wierszy nad Warszawą. – Tekst częściowo równolegle w jęz. pol., ang. i hiszp. – Do książki dołączona jest płyta CD z nagraniami wierszy.
 	Wiersze polskie po 1918 roku. Pogoda ziemi. [Antologia]. [T. 2.] Wybór i oprac.: M. Sendecki. Kalisz: Martel 2010, 512 s.
 	Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. [Red.:] M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: EMG 2010, 102 s. Zob. poz. 1.
Antologia wierszy poetów pol. poświeconych autorowi powieści kryminalnych, R. Chandlerowi.

PRZEKŁADY
Przekłady wierszy M. Sendeckiego w zagranicznych antologiach, m.in.: ang.: Young poets of a new Poland. An anthology. [Przeł.] K. Lars [i in.]. London 1993; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Przeł.] M. J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, IN 2015 [teksty w jęz. pol. i ang.], – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór:] J. Dehnel i M. Woźniak. [Przeł.:] D.G. Hamze, P. Karag’ozov, D. Lau-Bukovska. Plodiv 2014 [tekst w jęz. pol. i bułg.], – czes.: Bilé propasti. Antólogie mladé polské poezie.[Przeł.] B. Trojak [i in.]. Brno 1997, – franc.: Poésie. [Przeł.] Ch.-H. du Bord [i in.]. [Montricher] Paris 2000, – hiszp.: [Ciento uno] 101. (6 poetas polacos contemporáneos). [Wybór i wstęp:] M. Ziętara. [Przekł.:] M. Ziętara [także oprac. i wstęp], M. Barrientos. Santiago de Chile 2008 [tekst w jęz. pol. i hiszp.]; Poesia a contragolpe. Antologia de polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przeł.:] A. Murcia, G. Beltrán , X. Farré, Zaragoza 2012,– niem.: Am Rande des Himmels. [Red.]. P. Grosz. Mainz 1995; Poesie. [Przeł.] K. Dedecius. Zürich 1996; Es ist Zeit Wechsle die Kleider. Stimmen aus Polen.. [Oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998 [teksty w jęz. pol. i niem.]. – rum.: Poets in Trnsylvania. [Przeł.:] C. Alexandrescu, R. Nitescu. Sibiu 2015, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac. i przekł.:] B. Rajčíc. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2013, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologia novejše poljske poezje. [Przeł.]. P. Čučnik. [i in.]. Ljubljana 2005. – szwedz.: 17 [Sjutton] polska poeter. [Red.]. I. Grönberg. Stockholm 2003.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2011.
 	Wywiady: Nie widzę w tym żadnego powołania. Rozm. K. Czanganik. „Gaz. Krak.” 1994 nr 62; Opisy przyrody to ostrzeżenie. Rozm. J. Przybyłowski. „Lampa” 2009 nr 10; O ciele (wiersza). Rozm. W. Klera. „Elewator” 2015 nr 1.


 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	P. MACKIEWICZ: Sequel. O poezji Marcina Sendeckiego. Pozn.: Wydawn. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2015, 178 s.


 	J. KORNHAUSER: Nowi dzicy. W tegoż: Międzyepoka. Kr. 1995 [m.in. dot. M. Sendeckiego].
 	J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: Chwilowe zawieszenie broni. Wwa 1996, passim.
 	A. NASIŁOWSKA: Kto się boi dzikich? „Teksty Drugie” 1996 nr 5 [m.in. dot. M. Sendeckiego].
 	R. Grupiński, I. Kiec: Doświadczaj mnie Panie. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997 [dot. m.in. M. Sendeckiego].
 	A. GRABOWSKI: Początek epoki post. O wierszach Marcina Sendeckiego. „Dekada Lit.” 1999 nr 5/6.
 	L. PUŁKA: Szkoła przetrwanie. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 42 dod. „Gaz. Dolnośl.”.
 	J. GUTOROW: Marcin Sendecki. Notatki. W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Widoki z drugiego… W tegoż: Ruchome cele. Wwa 2003.
 	Z. STECHNIJ, A. STECHNIJ: Od patrzenia przez soczewkę do metafizyki – próba wejścia w poetycki świat Marcina Sendeckiego. W tychże: Oswajanie poetów. Lubl. 2003.
 	J. ORSKA: Warunki obserwacji. „FA-art” 2006 nr 1/2 [dot. także M. Barana], przedr. z podtyt.: O poezji Marcina Sendeckiego i Marcina Barana w tejże: Liryczne narracje. Kr. 2006 oraz w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	P. KĘPIŃSKI: Zawsze chaos. Taki jest Marcin Sendecki. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	J. PILCH: Mściciel z „Przekroju”. „Dz. Polska-Europa-Świat” 2009 nr 1.
 	J. ORSKA: Touched for the first time. „Odra” 2010 nr 2.
 	J. ORSKA: Była sobie raz królewna, czyli jak czytać wiersze. „Odra” 2012 nr 4.
 	P. MACKIEWICZ: „Czy bruLion” nie ma końca ? Roczniki osiemdziesiąte wobec „bruLionu”. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013 [dot. m.in. M. Sendeckiego].

Z wysokości

 	M. CISŁO: Poetycka seria bruLionu. Odwróć głowę. „Prz. Lit.” 1993 nr 4 [dot. też: M. Świetlickiego].
 	R. MIELHORSKI: Czystopis. Seria poetycka „brulionu”. „Nowe Książ.” 1993 nr 12.
 	M. STALA: Będzie święto, będziemy jeść ciastka. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 27, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997.
 	M. STALA: Dotknięcie ziemi. O jednym wierszu Marcina Sendeckiego. „NaGłos” 1995 nr 20, przedr. w tegoż: Druga strona. 1997 [dot. wiersza: „Z wysokości drugiego pietra…” ].
 	S. MATUSZ: Oko Boga, oko brata. O wierszu M. Sendeckiego „Z wysokości”. „Migotania” 2011 nr 1.

Muzeum sztandarów ruchu ludowego

 	A. EKIERHARD: Wystawcie to sobie. „Studium” 1998 nr 13/14.

Parcele

 	D. FOKS: Strzały znikąd. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 281.
 	G. LUTEREK: Znikąd, donikąd. „Czas Kultury” 1998 nr 4.
 	W. BONOWICZ: Nie do ustalenia. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 10.
 	J. GUTOROW: Kilka uwag parcelanta. „Odra” 1999 nr 1.
 	A. KACZANOWSKI: Popioły Sendecki. (Na podstawie Parcele Sendecki). „Studium” 2000 nr 2 /3.

Opisy przyrody

 	J. GUTOROW: Lektura nieustająca. „Odra” 2002 nr 10 [dot. też: Szkoci dół].
 	A. KAŁUŻA: Zamazywanie, zacieranie brzmień. „FA-art” 2002 nr 3.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Widoki „z drugiego”… „Nowe Książ.” 2002 nr 7 /8.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Fragmenty, ułamki. „Res Publica Nowa” 2002 nr 9 [dot. też: Szkoci dół].
 	J. WAJS: Patchworki. „Twórczość” 2002 nr 11/12. [dot. też: Szkoci dół].
 	A. KAŁUŻA: Schodząc: Opisy przyrody Marcina Sendeckiego. W tejże: Bumerang Wr. 2010.

Szkoci dół

 	J. GUTOROW: Lektura nieustająca. „Odra” 2002 nr 10 [dot. też: Opisy przyrody].
 	A. POPRAWA: Czy (za oknem) jest jakaś idea (Marcinie)? „Nowe Książ.” 2002 nr 10.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Fragmenty, ułamki. „Res Publica Nowa” 2002 nr 9 [dot. też: Opisy przyrody].
 	J. WAJS: Patchworki. „Twórczość” 2002 nr 11/12 [dot. też: Opisy przyrody].
 	J. ORSKA: Unmitigated hell. „Arkusz” 2003 nr 3.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XVIII). „Zesz. Lit.” 2003 nr 1 [m.in. dot. M. Sendeckiego].

Z wysokości; Parcele

 	S. CHYCZYŃSKI: Z wysokości drugiego piętra. „Twórczość” 2006 nr 12.
 	A. KAŁUŻA: Czuwanie przy zwłokach liryzmu. „Arte” 2006 nr 6.
 	K. MIŁOBĘDZKA: Zobaczyć to co widać. „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2006 nr 47.
 	A. KAŁUŻA: Głosy; A. ŚWIEŚCIAK: Przymus mówienia. „Opcje” 2007 nr 12 [dot. też: W. Bonowicza].

Trap

 	P. MACKIEWICZ: Przechodzisz albo wpadasz. „Odra” 2008 nr 10.
 	J. ORSKA: Niedziela jak pusty basen. „Nowe Książ.” 2008 nr 5.
 	A. PYZIK: Pewna ilość poezji. „Lampa” 2008 nr 4.
 	K. SIWCZYK: Cięcia i powroty. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 6, przedr. w tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.
 	J. GUTOROW: Tytuł na końcu. „Polska” 2008, dod. nr 263.

[Dwadzieścia dwa] 22

 	A. KAŁUŻA: Stłumienia. „FA-art” 2009 nr 4, przedr. pt. Przygoda w budce telefonicznej w tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011.– P. KOZIOŁ: Efekt niedopasowania. „Lampa” 2009 nr 9.
 	J. MADEJSKI: Admonicja goni adhortację. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Intensywność i elegancja wierszy Sendeckiego. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 234.
 	J. BIERUT: Ta łuna to on. „Twórczość” 2010 nr 1.

Pół

 	J. FIEDORCZUK: Kondensacja. „Twórczość” 2010 nr 4.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Pół Sendeckiego. W tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	J. ŁUKASIEWICZ: …Pół… notatki literackie. „Odra” 2011 nr 1.
 	P. MACKIEWICZ: Ty dwa, ja pół. „Nowe Książ.” 2011 nr 3, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (LI). „Zesz. Lit.” 2011 nr 2.

Farsz

 	M. BARAN: Zamieranie słów. [on-line] [dostęp 20 listopada 2016]. Dostępny w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/zamieranie-slow/.
 	J. FIEDORCZUK: Bez znieczulenia. „Twórczość” 2012 nr 8.
 	P. MACKIEWICZ: „Tak mi mów”. „Nowe Książ.” 2012 nr 7, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Kat. 2013.
 	K. SIWCZYK: „Rano kawa i napalm” W tegoż: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012.

Błam

 	M. MACKIEWICZ: W ciemnych, jucznych słowach. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.

Przedmiar robót

 	W. KLERA: Suma niespełnień. „Elewator” 2015 nr 2.
 	M. OLSZEWSKI: Sendecki sentymentalny. „Nowe Książ.” 2015 nr 5.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Bez pomiaru. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 21.

Lamety

 	A. FRĄCZYSTY: Cierpliwe słuchanie szorstkiej frazy. [on-line] [dostępny 20 listopada 2016] Dostęp w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/esej-andrzeja-fraczystego/.
 	I. PODLECKA: Lutując. Powst. 2015 [on line] [dostępny 20 listopada] Dostęp w Internecie: http://portliteracki.pl/przystan/teksty/szkic-ilony-podleckiej/.
 	P. MACKIEWICZ: Trap, scat, wir.: „Lamety”. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.
</document>
<document nplp_id="3017" title="Sławomir SHUTY" slug="slawomir-shuty">ur. 1973

Nazwisko właściwe: Mateja. – Utwory podp. też: Sławomir Mateja.

Inne pseud.: Cyrk Shuty; Cyrk z Huty; Huta; Mirosława Podgórska.

Prozaik, autor scenariuszy, performer.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 22 kwietnia 1973 w Nowej Hucie (dzielnica Krakowa); syn Jana Matei, hutnika, i Elżbiety, rolniczki. Uczył się w Liceum Ogólnokształcącym w Nowej Hucie; w 1992 zdał maturę. Na początku lat dziewięćdziesiątych współtworzył zespół muzyczny NH+, rejestrujący dźwięki Nowej Huty. Studiował ekonomię w Akademii Ekonomicznej w Krakowie; w 1997 uzyskał magisterium. Debiutował w 1998 opowiadaniami pt. Jak Łukasz spotkał pedała i Miałem kiedyś kobietę niezręcznie umalowaną, zamieszczonymi w piśmie „bruLion” (z. 1; podp. Sławomir Mateja). Odbył służbę wojskową. Następnie pracował po kilka miesięcy w Banku Zachodnim WBK oraz jako przedstawiciel handlowy w firmie kurierskiej, po czym wyjechał na pół roku do Londynu. Tam znalazł zajęcie m.in. w przytułku dla narkomanów. Po powrocie do Polski przez rok pracował fizycznie na wykopaliskach archeologicznych, a następnie ponad rok w banku jako przedstawiciel handlowy w dziale kredytów. W 1999 zaczął publikować prozę w niszowych wydawnictwach książkowych. Związał się ze środowiskiem kwartalnika „Ha!art” (stale współpracował z tym pismem jako członek redakcji; tu m.in. w 2001-06 publikował opowiadania i fragmenty powieści) oraz redagował i wydawał specjalny satyryczny dodatek „Baton” (każdy numer o innym podtytule; kontynuowany okresowo na portalu Ha!artu). W miesięczniku internetowym „Ha!artu” publikował małe formy parodiujące horoskopy, ogłoszenia, oferty i modlitwy. W październiku 2001 założył wraz z rzeźbiarzem Andrzejem Siekiem galerię Krakowski Klub Artystyczny T.A.M. (Twórcza Akcja Młodych); w 2001 magazyn „Ha!art” objął patronat nad tą galerią. Równocześnie z twórczością literacką uprawiał malarstwo (w latach późniejszych wystawiał swoje obrazy) i rzeźbę. Opowiadania rozdawał w galerii. Zarobkował sprzedażą piwa i pisaniem prac magisterskich (z ekonomii, prawa, wychowania fizycznego). Publikował również w pismach: „Raster” (1998), „Lampa i Iskra Boża” (1999-2000, 2002; tu m.in. opowiadanie podp. Huta), „Mać Pariadka” (2000). Był autorem antykonsumpcjonistycznych manifestów, zdjęć i filmów, twórcą muzyki black disco, happeningów w ramach jednoosobowego Cyrku Shuty (m.in. urządzał mecze bokserskie, skoki narciarskie, „ostatnie wieczerze”, biczował się parówkami, udawał księdza proboszcza oraz kandydował do sejmu z ramienia partii Samoobrona). W 2002 wyprowadził się z Nowej Huty i zamieszkał w krakowskiej dzielnicy Podgórze. W listopadzie 2004 był współzałożycielem powstałej w krakowskim Bunkrze Sztuki Korporacji Ha!art, rozprowadzającej m.in. książki, czasopisma, pocztówki, płyty CD, gadżety. Felietony, m.in. na temat konsumpcjonizmu, publikował w pismach „Aktivist” (2005-06), „Arte” (2005-06), „Art&amp;amp;Biznes”, „K-Mag”. W 2005 założył wraz z Danielem Rycharskim towarzyską Grupę Artystyczną Duet. Z nowohuckim zespołem Wu-Hae nagrywał „Cyrki z Huty” w formie filmów na taśmie wideo. Prowadził na zamówienie portalu internetowego Interia (www.interia.pl) alternatywny serwis informacyjny www.rownolegly.pl, gdzie pod pseudonimem Mirosława Podgórska zamieszczał nieprawdziwe i absurdalne wiadomości. W 2008 napisał scenariusz i wyreżyserował film pt. Oblubienica, stanowiący II część Opowieści środka kraju. Opowiadania i fragmenty powieści publikował w pismach „Lampa” (2008) oraz „Fraza” (2015). Gościnnie prowadził warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym na UJ w Krakowie. W 2014 wystawiał swoje obrazy w galerii Ars Agenda Nova w Krakowie pt. „Trip Folk”, czyli enteogeny w służbie miejskiego folkloru.

Ma dwie córki. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Nowy wspaniały smak. [Opowiadania]. Kr.: Wydawn. Huta 1999, 90 s.
 	Bełkot. [Powieść]. Kr.: Stow. na Rzecz Kultury Kr. „Krak. Alternatywa” 2001, 127 s.
 	Blok. Powieść hipertekstowa. Powst. 2002 [on-line]. Rys.: M. Maciejowski. Linkowanie by Storyspace: M. Pisarski (Techsty). Webmastering i oprac. graf.: P. Marecki (Liternet) [dostęp 13 października 2008]. Dostępny w Internecie: www.blok.art.pl. Por. poz. 4.
 	Cukier w normie. [Opowiadania]. Kr.: Museum Novum; Krak. Alternatywa 2002, 142 s. Wyd. 2 rozszerz. pt. Cukier w normie z ekstrabonusem. Wwa: W.A.B. 2005, 263 s. Wyd. zmien. zob. poz. 3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2005, plik w formacie PDF.
Zawartość: Z tysiąca i jednej choroby; O Wandzie, co Niemca nie chciała; Podwójnie filtrowane; Komunia; Jak się baby nie bije to co się okazuje; Wizyta domowa; Jak to ze schowkiem było; Święta!; Dzieciaki, zwierzaki, pistoleciki i gry komputerowe; Się porobiło...; Pełni współczucia sąsiedzi; Po sąsiedzku; Odwiedziny; Wszystko mi mówi, że go ktoś pokochał; Nowe pożycie; Lamenty pani Bednarkowej; Jak Mirek został abstynentem; Nie takich jak on; Zdaję na prawo jazdy kategorii B; Ta szczególna sytuacja; Idzie nowe, tradycyjne! [w wyd. 2 pt. Idzie nowe!]; Wersja z dreszczykiem; Dead Brother; Randka w ciemno; Przeszczep; Widma wolności; Miejski craul [w wyd. 2 pt. Miejski kraul], – w wyd. 2 dodano: Czego nie robi się dla miłości; Upadek; Co złego, to nie ja; Nie samym chlebem człowiek żyje; Ćpun; Zwyczajni niezwyczajni; Ewolucja; Szkolna wycieczka; Real i ty; Drenaż limfatyczny; Za kulisami; Ostrożności nigdy za wiele, – pominięto: Jak się baby nie bije to co się okazuje; Wszystko mi mówi, że go ktoś pokochał; Nie takich jak on; Randka w ciemno.
Adapt.: teatr.: Adapt. i reż.: P. Waligórski. Wyst. Kr., T. Łaźnia Nowa 2005; opowiadania Miejski kraul: Reż.: P. Wiśniewski. Wyst. Gorzów Wielkopol., T. Kreatury 2006.
 	Lans-Macabre. Disco-polo opera. Powst. 2002. Praprem.: Reż.: M. Grabasa. Muz.: R. Ingebristen, K. Kenny. Kr., T. Łaźnia 2003.
 	W drodze. Scenariusz filmowy. Reż. S. Shuty. Ekran. (Kr., Klub Krowoderska 52) 2003. TV Kino Polska 2004.
Film amatorski.
 	Korek. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A.-L. Liégeois, M. Zadara. Kr., Muz. Lotnictwa 2004.
 	[Tekst w:] M. Maciejowski: Dziupla = Schlupfloch = Stash. [Katalog wystawy]. [Współaut. tekstu:] G. Gawlik. Tłum.: K. Kościuczuk, A. Zapałowski. Red.: E. Borowska, G. Gawlik. Białystok: Galeria Arsenał 2004, 48 s.
Tekst w jęz. pol., niem., ang.
 	Zwał. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2004, 244 s. Archipelagi.
Nagroda Paszport „Polityki” w 2005.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2004, plik w formacie PDF.
Przekł.: ros.: Geroj našego vremeni. [Przeł.] L.M. Cyv’ân. Sankt-Peterburg 2006, – węgier.: Bomlás. [Przeł.] J. Árpád. Budapest 2010.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: E. Sadowska. Muz.: M. Maleńczuk. Wyst. Pozn., Malarnia T. Pol. 2005.
 	Dożynki III. Demoniczna lewatywa. Malarstwo [w technice szablonu] S. Shutego, D. Rycharskiego + film Cyrku Shuty. Powst. 2005. Wyd. Łódź: [Grupa Artyst. Duet] 2007.
Wykonane w ramach działalności Grupy Artystycznej Duet w cyklu Miejska Sztuka Ludowa. W 2005 dostępne w Internecie: www.grupaduet.pl.
 	Paprotka. [Utwór dramatyczny]. Wyst. łącznie z 7 utworami innych autorów pt. Mieszkam Tu: Scenariusz i reż.: J. Papis. Praprem. Kr., T. Łaźnia Nowa 2005.
 	Produkt Polski. (Recycling). Skład i red.: P. Marecki. Kr.: Korporacja Ha!art 2005, 304 s.
Album zawierający kolaże i prozę. – Wyd. wcześniej jako „Batony” (art zin) w formie dod. kwartalnika „Ha!art” (dostępny wówczas w internecie: www.ha.art.pl/shuty).
 	Ruchy. [Opowiadanie]. W: Trafieni. 7 opowiadań o AIDS. Wwa: W.A.B. 2005 s. 139-155. Por. poz. 15.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kalicki. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, płyta CD w formacie mp3, plik w formacie EPUB. Kolekcja Lit. Współcz.
Wyd. w 2006 jako komiks z rys. J. Tomaszuka w formie dod. magazynu „Ha!art” nr 23.
 	Luna. [Scenariusz filmu fabularnego]. Reż. i produkcja: Cyrk Shuty. Ekran. 2006.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: S.P. Records 2008, 1 płyta (DVD).
Film zrealizowany z B. Cichońskim i grupą znajomych działających w Cyrku z Huty. –
I nagroda na IV Festiwalu Pol. Kina Niezależnego w 2006.
 	Ruchy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2008, 258 s. Por. poz. 13.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kałucki. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: WAB 2008, plik w formacie PDF.
 	Nowy Baton. [Fotokomiks]. Odcinki I-XXXV. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 20 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.ha.art.pl/prezentacje/29-projekty/839-slawomir-shuty-nowy-baton.html.
 	Panoptykon. [Scenariusz filmu telewizyjnego; współaut.:] B. Cichoński. Reż.: B. Kurzaj, S. Shuty. TVP 2010.
 	Pokój. Scenariusz filmu krótkometrażowego. Reż.: S. Shuty, M. Bochniak. Ekran. 2011.
Nagroda dla najlepszego filmu fabularnego na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych „żubrOFFka” w Białymstoku w 2011, nagroda publiczności „Złota Ryba Multimedia off” (w Przeglądzie Polskiego Kina Niezależnego) na Gdynia Festiwal Filmowy w 2012.
 	[Tekst o Nowej Hucie w:] G. Diergarten: Nowa Huta. Farben und Formen = Formy i kolory = Colors and forms. [Album fotografii]. [Przedm.:] R. Goll. Text über Nowa Huta von S. Shuty. Gespräch mit G. Diergarten: M. Wiśniewski. [Przekł.:] J. Cornelius et al. München: Moser Verlag 2011, [120] s.
Tekst równoległy niem., pol. i ang.
 	Jaszczur. [Powieść]. Kr.: Korporacja Ha!art 2012, 240 s.
 	Kopciuszek idzie na wojnę, czyli Historia kołem się toczy. [Opowiadanie]. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2012, 23 s. + dysk optyczny (CD). Ser.Małego Klubu Bunkra Sztuki.
Wariant tytułu: Historia kołem się toczy.
 	Satan SPA. Scenariusz filmu fabularnego. [Współaut.:] G. Dryja. Reż.: P. Kielar. Ekran. 2012.
 	Baton III. Taltosz. Historia oparta na faktach. [Fotokomiks]. Kr.: Korporacja Ha!art 2012, 82 s.
Odcinki I-VII były też dostępne [13 września 2013] w Internecie: http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog/-ksiazek/2210-slawomir-shuty-baton-iii-taltosz.html.
 	Trip. Scenariusz filmu animowanego. Reż.: S. Shuty, T. Bochniak. Ekran. 2012.
S. Shuty wystąpił w nim też jako aktor.
 	Dziewięćdziesiąte. [Opowiadania]. Kr.: Korporacja Ha!art 2013, 186 s. Seria Prozatorska.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Głowacki. Kr.: Korporacja Ha!art 2013, płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Korporacja Ha!art 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Punk odyseja; Gówniana historia; Dzika iluminacja; Pulp Fiutszyn; Wrota Orientu; Smutek trybików; Tech trauma; W rytmie czacza; Fotoreporter; Dziki Wschód; Gar Zoo; Idź pod prąd; Złamany życiorys; Złoty deszcz; Sturm nach Ryga; Achtung Army; Życie to bicza; Gorączka sobotniej nocy; Szczęśliwe finały; Prorok; Kobieta fatalna; Podróż za jeden uśmiech; Trip pod Triglavom; Londyńskie perypetie; Raz ciach krach; Wielkie otwarcie; Minuta bez słów; To już jest koniec.
 	Macierz. Scenariusz filmu animowanego. Reż.: S. Shuty, T. Bochniak. Ekran. 2015.
Powst. w ramach programu „Młoda Animacja” prowadzonego przez Studio Munka (Studio „Młodzi i Film” im. A. Munka, działające przy Stow. Filmowców Pol.).

PRZEKŁADY
Przekłady opowiadań S. Shutego w antologiach zagranicznych: azerska: Müasir Polyak nǝsr antologiyasɪ. [Oprac.] Ł. Kaleta. [Przeł.] F. Qiyayi. Bakɪ 2008, – niem. w: J. Trattner: Sofa – polnische sofafahrten. Wien 2014, – ros.: Pol’skie trupy. Moskva 2008
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2011.
 	Autor o sobie: Sztuka z żyłą. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 199 dod. „Wysokie Obcasy” nr 34.


 	Wywiady: Cug na konsumpcję. Rozm. J. Paliwoda. „Przegląd” 2005 nr 16; Słodka trucizna. Rozm.: K. Marek, P. Szeliga. „Znak” 2005 nr 2; Z życia zwierząt. Rozm.: A. Dziewit, A. Drotkiewicz. „Lampa” 2005 nr 1; Zwiędły biust konsumpcji. Rozm. M. Czubaj. „Polityka” 2005 nr 4; Jak Mickiewicz w Paryżu. Sławomir Shuty rozmawia z redaktorem „Lampy” [P. Dunin-Wąsowiczem] o „Ruchach” i ucieczce od wizerunku proroka antykonsumpcjonizmu. „Lampa” 2008 nr 3; Miasto, seks i galareta. Rozm. C. Polak. „Dziennik” 2008 nr 67 [dot. powieści Ruchy]; Być offowcem w Polsce. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 95 [dot. twórczości filmowej S. Shutego]; Miał być proboszczem a kręci film o szatanie. Rozm. M. Paluch. „Polska-Gaz. Krak.” 2011 nr 204; Sławomir Shuty obraża wszystkich i czeka na ekskomunikę. Rozm. K. Kachel. „Dz. Pol.” 2012 nr 240 [dot. gł.: Jaszczur]; Zmieniły mi się priorytety mojego życia. Rozm. M. Wilk. „Dz. Pol.” 2013 nr 55; Radość tworzenia nie jest tak oczywista. Rozm. Ch. Gretkus. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.eprawda.pl/slawomir-shuty [dot. głównie wystawy „Trip Folk”]; „Warta trwa”. [Wywiad z:] S. Shuty, B. Sławiński, J. Dehnel, D. Odija, W. Brzoska. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2015 nr 1/2.

Ogólne

 	A. DROTKIEWICZ: Mówmy sobie wszystko. Elfriede Jelinek i Sławomir Shuty w walce z dyskursem elementarza. „Kryt. Polit.” 2005 nr 9/10.
 	E. DUNAJ-KOZAKOW: Nowy świat nieprzedstawiony, czyli milczenie (młodych) owiec. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007.
 	P. MARECKI: Produkt Shuty. „Polityka” 2008 nr 14.
 	E. BRANNY-JANKOWSKA: Antykonsumpcjonizm jako chwyt [dot. m.in. powieści S. Shutego]; W sieci. Proza hipertekstowa a pesymizm [dot. m.in.: Blok]. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
 	B. STARNAWSKI: Próby języka przełomu. (Na podstawie prozy Sławomira Shutego). W: Opowiedzieć PRL. Wwa 2011.
 	M. MARECKI: Strategie subwersywne w polskiej literaturze XXI wieku. „Teksty Drugie” 2012 nr 6 [dot. m.in. S. Shutego].
 	D. NOWACKI: Uczesać Shutego. „Opcje” 2013 nr 4.
 	A. NĘCKA: Podwójny agent. O prozie Sławomira Shutego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

Bełkot

 	[M. CZERWIŃSKI] Mar Czer: Bełkotliwe słowo o „Bełkocie”. „Ha!art” 2001 nr 2.
 	D. NOWACKI: Kiepski z Huty. „FA-art” 2001 nr 2.
 	P. PILARSKI: Globalne świętości. (Ideały tyją). „Pracownia” 2002 nr 2/3.

Blok

 	M. DOŁĘGOWSKA: „Blok” Sławomira Shutego jako powieść hipertekstowa. „Dyskurs” 2012 z. 8.
 	S. WYSŁOUCH: Literackość i medialność pierwszej polskiej powieści internetowej. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.techsty.art.pl/m9/s-wyslouch-blok.html.
 	Zob. też Ogólne.

Cukier w normie

 	R. OSTASZEWSKI: Nienormalna norma. „Twórczość” 2003 nr 5.
 	M. STRZELEC: Cukier, który nie krzepi. „Tekstualia” 2006 nr 3.
 	M. ORSKI: Boki zrywać. „Prz. Powsz.” 2006 nr 1.
 	M. PIETRZAK: Cukier, niestety, już przeterminowany. „Studium” 2006 nr 2.
 	P. URBANIAK: Kapitaliści, zboczeńcy i pijacy. „Twórczość” 2006 nr 2.
 	W. BROWARNY: Społeczne debiuty „roczników siedemdziesiątych”. W tegoż: Fikcja i wspólnota. Wr. 2008 [dot. m.in. S. Shutego].
 	M. ORSKI: W normie z ekstrabonusem. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	D. KOZŁOWSKI: Teatr postmedialny. (Kilka uwag praktyka). W: Odsłony współczesnej scenografii. Kr. 2016 [dot. też: P. Demirski: Padnij!; M. Pakuła: Wejście smoka].

Zwał

 	E. DOBOSIEWICZ: Literatura konieczna. „Pogranicza” 2004 nr 6.
 	A. NĘCKA: Język w służbie zaangażowania. „FA-art” 2004 nr 3/4.
 	A. SIEMIŃSKA: The very very best of Sławomir Shuty. „Dekada Lit.” 2004 nr 4.
 	A. MADALIŃSKI: Shuty versus mainstream. „Twórczość” 2005 nr 2/3.
 	M. MIZURO: Trzecia możliwość. „Odra” 2005 nr 3.
 	M. ORSKI: Młoda kobieta wysiaduje. „Nowe Książ.” 2005 nr 1.
 	J. PALUCH: Tylko bez przekleństw proszę... „Akant” 2005 nr 2.
 	M. PIETRZAK: Negacje współczesności. Krytyczny szkic o krytycznej prozie. „Studium” 2004/2005 nr 1 [dot. także: P. Siemion: Finimondo].
 	M. STRZELEC: (nie)Rzeczywistość (nie)postulowana – niepotrzebne skreślić. „Tekstualia” 2005 nr 1.
 	M. TABACZYŃSKI: Stary banalny świat. „Borussia” 2005 nr 36 – K. UNIŁOWSKI: Zepsuł się młody. „Teka” 2004/2005 nr 2/4, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	M. KRAWCZYK: „Zwał” Sławomira Shuty jako dyskurs memetyczny, czyli o uwikłaniu w umysłowe bałagany. „Teksty z Ulicy” 2006 nr 10.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Jak nazwać ten „zwał”? W tegoż: Wirówka wartości. Bochnia; Wwa 2007.
 	M. MIŁAWSKA: Polszczyzna ponowoczesna – o eksperymentach językowych w „Zwale” Sławomira Shutego. „Kwart. Językozn.” [on-line] 2012 nr 3 [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.kwartjez.amu.edu.pl/teksty2012_3_11/Milawska,edition2.pdf .
 	M. ZAKRZEWSKA: Slang a przekład literacki. (O tłumaczeniu powieści „Zwał” S. Shutego na język rosyjski) [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://upol.academia.edu/MagdalenaZakrzewska.

Produkt Polski

 	R. OSTASZEWSKI. „Nowe Książ.” 2005 nr 10.

Ruchy

 	D. CIUNELIS: Plaskacz, kopulacja i pokrzywy. „Wyspa” 2008 nr 2.
 	A. MADALIŃSKI: Odruchy i klęska języka. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 16.
 	T. MIZERKIEWICZ: Ponowoczesność a wartości ruchowe. „FA-art” 2008 nr 2/3, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	A. NĘCKA: Taneczny spleen erotyczny. „Nowe Książ.” 2008 nr 7.
 	D. NOWACKI: Kronika wypadków obleśnych. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 105.
 	J. SOBOLEWSKA: Literatura jak galareta. „Dziennik” 2008 nr 89.
 	M. WOŁOWICZ: Seks w niewielkim mieście. „Odra” 2009 nr 6.
 	D. NOWACKI: Obcierki i inne rozkosze. O „Ruchach” Sławomira Shutego. W: Literatura i perwersje. Katow. 2013.
 	Zob. też Wywiady.

Jaszczur

 	M. KUBE: Californication po polsku. „Rzeczpospolita” 2012 nr 251.
 	D. NOWACKI: Sławomir Shuty ironiczny, przeżuty i wypluty. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 271.
 	M. SENDECKI: Trudna nieśmiertelność. „Exklusiv” 2012 nr 11.
 	J. SOBOLEWSKA: Szopka ze słów. „Polityka” 2012 nr 42.
 	Ł. GRZEŚCZAK. „Przegląd” 2013 nr 7.
 	Z. MASTERNAK: Zemsta Shutego. „Wyspa” 2013 nr 1 [on-line] [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://kwartalnikwyspa.pl/zbigniew-masternak-zemsta-shutego.
 	A. WOJTOWICZ: Szopka literacka. Powst. 2013[on-line] [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://opcje.net.pl/agnieszka-wojtowicz-szopka-literacka-slawomir-shuty-jaszczur.
 	Zob. też Wywiady.

Baton III. Taltosz

 	J. TOMCZUK: Odpady. „Przekrój” 2012 nr z 18.06.
 	M. RUCIŃSKA [on-line] [dostęp 16 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://zeszytykomiksowe.org/recenzja_taltosz.

Dziewięćdziesiąte

 	J. BIŃCZYCKI. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.ha.art.pl/wydawnictwo/nowe-ksiazki2839/dziewiecdziesiate.
 	M. SENDECKI: Niezałapany. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4968-niezalapany.html.
 	D. BUCKA: Szaleństwa dziewięćdziesiątych nocy, czyli recenzja książki „Dziewięćdziesiąte” Sławomira Shuty. „Szafa” 2014 nr 50 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://archiwum7/kwartalnik.eu/50/index.html.
 	P. MICNAS: Ten nieogarnięty, postkomunistyczny burdel. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/ten-nieogarniety-postkomunistyczny-burdel-slawomir-shuty-dziewiecdziesiate.
 	Z. SZCZEREK: Życiorys z dżointem. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 10 dod. „Książ. w Tyg.” nr 1/2.
 	M. STAŚKO: Sławianie, my lubim sie. [on-line] [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.allarte.pl/df723MzAwMjc_2,slawianie-my-lubim-sie-o-dziewiecdziesiatych-shutego.html.
</document>
<document nplp_id="3022" title="Mariusz SIENIEWICZ" slug="mariusz-sieniewicz">ur. 1972

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 3 sierpnia 1972 w Olsztynie; syn Henryka Sieniewicza, pracownika budowlanego, i Danuty z Sienkiewiczów, ekonomistki. W 1987 podjął naukę w Technikum Elektronicznym w Olsztynie; w 1992 zdał maturę. Debiutował w 1991 opowiadaniem pt. Łysość zamieszczonym w piśmie literacko-kulturalnym „Teraz my?” (nr 3), którego był też redaktorem. Studiował filologię polską od 1992 w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Olsztynie, a następnie w 1994-95 na Uniwersytecie Warszawskim. W 1995 był twórcą (wspólnie z Piotrem Siwickim oraz Joanną Wilengowską) i następnie redaktorem naczelnym olsztyńskiego pisma literacko-kulturalnego „Portret” (do 2009); na łamach tego pisma w 1995-2002 zamieszczał artykuły i wywiady; organizował też happeningi. W 1997 uzyskał magisterium w WSP w Olsztynie i następnie do 2005 pracował na stanowisku asystenta w Katedrze Literatury Współczesnej oraz w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na WSP (od 1999 Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, UWM). Był stypendystą m. Olsztyna w dziedzinie literatury (2000). W 2001 brał udział w festiwalu młodej prozy „Tekstylia” w Krakowie. Przygotowywał dla lokalnych radiostacji audycje: Ucho do wycierania Portretu w Polskim Radiu Olsztyn, Kulturalne misie w uniwersyteckim radiu UWM FM. W 2004 otrzymał 3-miesięczne międzynarodowe stypendium w ramach projektu Homines Urbani , przyznane przez Willę Decjusza i Instytut Książki w Krakowie. Artykuły, recenzje, felietony, opowiadania i fragmenty powieści publikował m.in. w „Borussii” (1995-99, z przerwami), „PAL Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (1997-99), „Warmii i Mazurach” (1999-2001), „FA-art” (2000-03), „Metropolu” (2000-02), „Dekadzie Literackiej” (2001, 2005, 2009), „Gazecie Olsztyńskiej” (2003-04), „Krytyce Politycznej” (2004-05), „Gazecie Wyborczej” (2005, 2007, 2010), „Twórczości” (2008), „Polityce” (2009-12, 2014; tu m.in. felietony w cyklu „Kawiarnia Literacka”), „Śląskich Studiach Polonistycznych” (2013), „Znaku” (2016), a także w prasie rosyjskiej: „Zapad Rosii” i litewskiej: „Kaunas”. Od września 2005 do lipca 2016 pracował w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie jako asystent dyrektora do spraw programowych; był jednym z pomysłodawców Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Demo-ludy” (później DEMOLUDY) organizowanego przez ten teatr. W 2006 zainicjował cykl Perforacje literackie (teksty czytane na Scenie Margines Teatru im. S. Jaracza). W 2007 został członkiem SPP. W tymże roku należał do rady programowej kwartalnika literackiego „Wyspa”. W 2010 zaczął prowadzić zajęcia z kreatywnego pisania w krakowskiej Fundacji „Znaczy się”. Od września 2010 do stycznia 2011 wchodził w skład Rady do spraw Równego Traktowania Kobiet i Mężczyzn w Olsztynie. W 2011, nominowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pełnił stanowisko eksperta w dziedzinie scenariuszy filmowych w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. We wrześniu 2017 został dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Otrzymał m.in. Nagrody Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2001, 2004, 2008 – laur „Najlepszy z najlepszych” w kategorii kultura), Nagrodę Prezydenta m. Olsztyna (2005).

W 2004 ożenił się z Małgorzatą Grzymską, absolwentką polonistyki i prawa; ma dwie córki: Emilię (ur. 2008) i Helenę (ur. 2010). Mieszka w Olsztynie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Prababka. [Powieść]. Olsztyn: Portret 1999, 146 s.
 	Czwarte niebo. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2003, 323 s. Archipelagi.
Nominacje w 2004 do Nagrody Lit. Nike i do nagrody Paszport „Polityki”.
Adapt. teatr. pt. Wszystkim Zygmuntom między oczy!!!: Reż. i adapt.: M. Fiedor. Wyst. Wr., T. Pol. 2006.
 	Bajka o siewcy i ziarnach. [Utwór dramatyczny]. Praprem. łącznie z 7 utworami innych autorów pt. Mieszkam Tu: Scenariusz i reż.: J. Papis. Kr., T. Łaźnia Nowa 2005.
 	Żydówek nie obsługujemy. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2005, 247 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2005, plik w formacie PDF.
Tytuł Książka Wiosny 2005 na Poznańskim Przeglądzie Nowości Wydawn. 2005, nominacja do nagrody Paszport „Polityki” w 2006.
Zawartość: Myśl; Posuń się, posuń! Bo cię posunę!; Panna młoda; Złota akszyn; Urzędnik; Ból brzucha od ucha do ucha; Mumin; O, kurna! W głowie wujnia! (Bajka straszliwie zaangażowana); Pies; Żydówek nie obsługujemy.
Adapt. teatr.: fragm. wyst. jako sztuka czytana: Wwa, T. Dram. 2005 (w cyklu „Ak(u)torzy czytają). – Reż. i adapt.: P. Jędrzejas. Wyst. Olsztyn, T. im. S. Jaracza, Scena Kameralna 2008.
 	Rebelia. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 367 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2007, plik w formacie PDF, MOBI.
Nominacje do nagród: Lit. Nagroda Warmii i Mazur „Wawrzyn” w 2007, w 2008: Nagrody Lit. Nike i Paszport „Polityki”.
Adapt. teatr.: Reż. i adapt.: E. Wyskoczyl. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2014.
 	Miasto Szklanych Słoni. [Powieść]. Kr.: Znak 2010, 256 s.
Tytuł „Trójkowy znak jakości”, przyznany przez Program III Polskiego Radia, Lit. Nagroda Warmii i Mazur „Wawrzyn” 2010.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: A. Bartnikowski. Częstochowa, T. im. A. Mickiewicza 2017.
 	Spowiedź Śpiącej Królewny. [Powieść]. Kr.: Znak 2012, 268 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2013, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Nominacja do Lit. Nagrody Warmii i Mazur „Wawrzyn” 2012.
Adapt. teatr.: Adapt.: J. Fertacz. Reż.: M. Rzepka. Wyst.: Olsztyn, T. im. S. Jaracza, Scena Margines 2013.
 	Walizki hipochondryka. [Powieść]. Kr.: Znak 2014, 268 s. Por. poz. 11.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2014, plik w formacie PDF.
 	Dziewczyna z berlińskich przedmieść. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Reż.: J. Kukuła. Radio 2015.
 	Bar świętej Krewety. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako sztuka czytana: Reż. T. Szczepanek. Wr., T. Współcz. 2016.
Wyróżnienie podczas ogólnopolskiego konkursu dramaturgicznego „Strefy kontaktu” w 2016.
 	Pidżamowcy. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: M. Liber. Wr., T. Współcz. im. E. Wiercińskiego 2017.
Na motywach poz. 8.
 	Plankton. [Powieść]. Kr.: Znak 2017, 347 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2017, plik w formacie PDF.

PRZEKŁADY
Przekłady utworów M. Sieniewicza w antologiach zagranicznych: serb.: Orkestru iza leŏa. Zagreb 2001, – szwedz.: Polen berättar. Red.: I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2011.
 	Strona internetowa: http://www.sieniewcz.art.pl .


 	Wywiady: Wbijanie siekiery w tyłek i inne pisarskie zajęcia. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2004 nr 1; Wpadliśmy w pułapkę doraźności. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2004 nr 11 [dot. gł.: Czwarte niebo]; Każdy bywa Żydówką. Rozm. R. Ostaszewski. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 21 [dot. gł.: Żydówek nie obsługujemy]; Obcy w każdym z nas. Rozm. P. Brysacz. „Kur. Poranny” 2005 nr 190 [dot.: Żydówek nie obsługujemy]; Rozwalić tchórzliwą literaturę. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 136 [dot. gł.: Żydówek nie obsługujemy]; Dwie strony motyki. Rozm. J. Paliwoda. „Arte” 2006 nr 6; Nie nadaję się na hot-doga. Rozm. J. Sobolewska. „Studium” 2006 nr 2; Bezkompromisowy głos obrazów. Rozm. K. Kwiecień. „Kraków” 2008 nr 4; Starzec rozgadał się we mnie. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2008 nr 1/2; Antidotum na gotowe scenariusze. Mariusz Sieniewicz w rozmowie z M. Robertem wyjaśnia, że źródłem wyobraźni jest rzeczywistość. „Lampa” 2010 nr 4; Koniec braterstwu fallusów. Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 140; Na drodze Rebelii. Rozm. M. Doskocz. „Migotania, Przejaśnienia” 2010 nr 2/3; Przerodzić swoje widzenie w bunt. Rozm. M. Doskocz. „Krytyka Polit.” [on-line] 2010 nr z 10 X [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http:// www.krytykapolityczna.pl/serwiskulturalny/sieniewiczPrzerodzicswoje widzeniewbunt/menuick-1.html; Skąd tutaj szklane słonie? Rozm. S. Brzozowski. „Gaz. Olszt.” 2010 nr 48 [dot.: Miasto Szklanych Słoni]; Sztuka drażnienia. Z Giovannym Castelanosem i Mariuszem Sieniewiczem rozm. D. Szmyt. „Teatr” 2010 nr 11; W żywiole opowieści. Rozm. G. Butkiewicz. „Studnia. Kultura bez dna” 2010 nr z 1 VI [on-line] [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.studnia.net.pl/2010/06/01/w-zywiole-wyobrazni [dot.: Miasto Szklanych Słoni]; Żywioł w Mieście Szklanych Słoni. Rozm. M. Spiczak-Brzezińska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 49 dod. „Olsztyn”; Literatura to jajko na twardo. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 273; Osobista gra z losem. Rozm. D. Nowacki. „Śl. Studia Polonist.” 2013 nr 2; Nasza plemienna hipochondria. Rozm. M. Sepioło. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 47 [dot. gł. Walizki hipochondryka].

Ogólne

 	B. DARSKA: Powaga małej prywatności („Prababka”); Inicjacja niedokonana, czyli pochwała niedojrzałości („Czwarte niebo”); Obcym jest każdy z nas („Żydówek nie obsługujemy”). W tejże: Ucieczki i powroty. Olsztyn 2006.
 	[M. Tabaczyński] [M.T]: Mariusz Sieniewicz. W: Tekstylia bis. Kr. 2006.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: O metaforze w prozie Mariusza Sieniewicza. „Pr. Językozn.” 2007 z. 9.
 	M. JENTYS: Żywioły buntu. O twórczości Mariusza Sieniewicza. „Twórczość” 2008 nr 3, przedr. z podtyt.: O Mariuszu Sieniewiczu. W tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009 [dot.: Czwarte niebo; Żydówek nie obsługujemy; Rebelia].
 	D. KULESZA: Polska proza po „Gnoju”. Kuczok, Czerwiński, Sieniewicz i inni. W tegoż: Z historią literatury w tle. Białystok 2011.
 	T. MIZERKIEWICZ: „Zdarza się raz na milion samobójczych snów”. O ostatnich powieściach Mariusza Sieniewicza. „Śl. Studia Polonist.” 2013 nr 2.
 	M. BOCZKOWSKA: Zaczarowane światy. O prozie Mariusza Sieniewicza. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.

Prababka

 	W. MAZANKA: Moja „Prababko!”; P. SIWECKI: Poszukiwani wśród tekstów. „Portret” 1999 nr 8/9.
 	D. NOWACKI: Uśmiech dzieciństwa. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 29.
 	K. UNIŁOWSKI: Pamięć, czyli nasza szkapa. „FA-art” 1999 nr 2, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	A. FRANKOWIAK: Dwie ścieżki jednej ironii. „Warmia i Mazury” 2000 nr 1.
 	R. OSTASZEWSKI: Czołg a sprawa mitografii. „Twórczość” 2000 nr 11.

Czwarte niebo

 	M. CUBER: Bicz na pokolenie? „Nowe Książ.” 2003 nr 12.
 	D. NOWACKI: Bez łaski cudzysłowu? „Studium” 2003 nr 5/6.
 	R. OSTASZEWSKI: Przeklęte niebo obojętności. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 49.
 	K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	J. GIZELLA: Oda do niedojrzałości. „Czas Kult.” 2004 nr 4.
 	M. JAWORSKI: (Nie) zwykłe przypadki Zygmunta Drzeźniaka. „Kresy” 2004 nr 57-58 (1/2).
 	D. KOZICKA: Nie [bo] nie, czyli powieści zaangażowanej kłopot poważny. „FA-art” 2004 nr 1.
 	A. NĘCKA: Między niebem a piekłem. „Śląsk” 2004 nr 4.
 	J. ORSKA: Zróbmy sobie wydarzenie (na marginesie „Czwartego nieba”). „FA-art” 2004 nr 1.
 	M. ORSKI: Czwarte piekło. „Prz. Powsz.” 2004 nr 1.
 	Z. PIETRASIK: Giaur warmiński. „Polityka” 2004 nr 4.
 	A. SASINOWSKI: Browary, bredzenie i bezruch. „Pogranicza” 2004 nr 1.
 	T. RAKOWSKI: Demontaż. „Prz. Polit.” 2005 nr 70.
 	K. UNIŁOWSKI: W trybach zaangażowania. Publiczne życie „Czwartego nieba” Mariusza Sieniewicza. „FA-art” 2009 nr 4, przedr. w: Literatura i socjalizm. Wwa 2012 oraz w: K. UNIŁOWSKI: Prawo krytyki. Katow. 2013.
 	J. PADULA: Pokolenie? O kategorii „pokolenia literackiego” z perspektywy dylematów w polskiej prozie najnowszej. W: Doświadczenie pokoleniowe a perspektywa osobista. Wwa 2016 [dot. min.: Czwarte niebo].
 	Rec. adapt. teatr.: B. GUCZALSKA: Pokoleniu między oczy. „Dialog” 2006 nr 9.
 	J. SIERADZKI: Krajobraz dla biesów. „Przekrój” 2006 nr 17/18.
 	R. WĘGRZYNIAK: Wykolejenie. „Teatr” 2006 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

Żydówek nie obsługujemy

 	M. BOCZKOWSKA: Iluzje. „Śląsk” 2005 nr 10.
 	S. BURYŁA: Odrealniająca konwencja. „Pogranicza” 2005 nr 4.
 	M. CUBER: Agresji nie kupujemy. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3.
 	K. DUNIN: Sklep z Żydówkami. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 111.
 	M. LAREK: Tej Pani nie obsługiwałem?! „Czas Kult.” 2005 nr 5.
 	A. KACZOROWSKI: Ciężka jazda. „Polityka” 2005 nr 22.
 	J. MADEJSKI: „Bez żadnej żenady”. „Nowe Książ.” 2005 nr 9.
 	A. NĘCKA: W stanie podejrzenia. „Opcje” 2005 nr 2.
 	D. NOWACKI: Tak trzymać! „Studium” 2005 nr 3.
 	R. OSTASZEWSKI: Groteską w rzeczywistość. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 21.
 	M. PIETRZAK: Obcowanie w markecie. „Twórczość” 2005 nr 11.
 	A.M. FRANKOWIAK: Między ekshibicjonizmem a autobiografizmem. Literatura najnowsza w obszarze intymności (ciota – żydowica – odludek). W: „Napis” 2009 ser. XV [dot. też: M. Witkowski: Lubiewo; A. Stasiuk: Fado].
 	M. ORSKI: Mały naturalizm. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: D. Odija: Szklana huta].
 	A. KASPEREK: Nowy sposób mówienia o Zagładzie. „Żydówek nie obsługujemy” Mariusza Sieniewicza. „Rocz. Hum.” 2016 z. 1.
 	Rec. adapt. teatr., Olsztyn T. im. S. Jaracza: Ł. DREWNIAK: Piszczyk naszych czasów. „Dziennik” 2008 nr 266 dod. „Kultura”; K. STRZELEC: Perwers wymuszony. „Teatr” 2008 nr 12.
 	Zob. też Wywiady.

Rebelia

 	S. BURYŁA: Geriatryczna antyutopia. „Pogranicza” 2007 nr 6.
 	J. CEMBROWSKA. „Opcje” 2007 nr 4.
 	J. DUKAJ: Przeciwko młodości: „Rebelia” Sieniewicza: zamiar ambitny, wykonanie odrzuca. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 47.
 	D. NOWACKI: Wielkie, efektowne zmyślenie. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 259.
 	M. TRAMER: Ta dzisiejsza młodzież. „FA-art” 2007 nr 4.
 	M. BOCZKOWSKA: Wielki bobas patrzy. „Twórczość” 2008 nr 3.
 	J.Z. BRUDNICKI: Moherowa rebelia. „Trybuna” 2008 nr 86.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Batalia o starość. „Fraza” 2008 nr 3/4.
 	B. DARSKA: Ciało na sprzedaż. „Nowe Książ.” 2008 nr 1.
 	M. LAREK: Postrebelia. „Czas Kult.” 2008 nr 4.
 	M. POTENT: Podarunek ukryty w „Rebelii”. „Akcent” 2008 nr 2.
 	M. RADZIWON: Staruchy w natarciu. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 144.
 	I. SŁOMAK: Niech sprowokuje. „FA-art” 2008 nr 1.
 	A. TETERA: Na pohybel gołowąsom! „Wyspa” 2008 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Smerfnie! W tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Znaleźć sens. Wizja przyszłości w prozie Ingi Iwasiów [Na krótko], Włodzimierza Kowalewskiego [Bóg zapłacz] i Mariusza Sieniewicza [Rebelia]. W: O kondycji człowieka w polskiej literaturze najnowszej. Tor. 2014.
 	Rec. adapt. teatr.: Ł. KAŁĘBASIAK: Starość nie jest piękna, za to autentyczna. „Gaz. Wybor.” dod. „Kraków” 2014 nr 83.

Miasto Szklanych Słoni

 	S. BURYŁA: Szaleństwa Jana Kwiecistego. „Nowe Książ.” 2010 nr 6.
 	M. CIELĘCKI: Wyzwolona narracja oczu. „Prz. Powsz.” 2010 nr 11.
 	J. CZECHOWICZ: Sieniewicza słowa na wolności. punkt.pl [on-line] 2010 nr z 20 III [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.g-punkt.pl/Artykul/sieniewicza_slowa_na_wolnosci/1.
 	B. DARSKA: W sidłach opowieści. „Kresy” 2010 nr 1/2.
 	P. MAŁOCHLEB: Opowieści prowadzące do nyski. „Twórczość” 2010 nr 10.
 	D. NOWACKI: Jestem pędzącą wyobraźnią. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 51.
 	C. POLAK: Bezmiar opowieści. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 55 dod. „Kultura”.
 	M. ROBERT: Ćwiczenia z konfabulacji. „Lampa” 2010 nr 3.
 	Tenże: Świat w niecodziennej widzialności. „Życie Warsz.” [on-line] 2010 nr z 8 III [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/1,454850.html.
 	P. SOBOLCZYK: Tylko słoni żal. „Pogranicza” 2010 nr 2.
 	E. SZYBOWICZ: To szkiełko nie wszystko potrafi. „dwutygodnik. com” [on-line] 2010 nr 25 [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/936-to-szkielko-nie-wszystko-potrafi.html.
 	I. STOKFISZEWSKI: Ćwiczenia z konfabulacji. „Radar” 2010 [on-line] [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.e-radar.pl/pl,artykuly,11,3041.html.
 	W. TABOR: Wiecznie żywa, kolejna opowieść. „Tygiel Kult.” 2010 nr 10/12.
 	M. TOPOLSKI: Słonie rulez, czyli notatki o Opowieści i Wyobraźni Mariusza Sieniewicza. „niedoczytania” [on-line] 2010 nr z 25 IV [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://niedoczytania.pl/?p=7878.
 	K. UNIŁOWSKI: Zez, jaskra &amp;amp; oczopląs. „FA-art” 2010 nr 3/4, przedr. w tegoż: Prawo krytyki. Kr. 2013.
 	M.P. URBANIAK: Widzę, więc jestem. „artPapier” [on-line] 2010 nr 23 [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/?pid=2&amp;amp;cid=1&amp;amp;cid=2425.
 	M. WOŁOWICZ: Choroba fabulacyjna. „Czas Kult.” 2010 nr 4.
 	G. WYSOCKI: Wyzwolić wyobraźnię [on-line] [dostęp 6 grudnia 2010]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.wp.pl/rid,3988,tytul,Wyzwolic-wyobraznie,recenzja.html?caid=165ef.
 	Zob. też Wywiady.
 	Rec. adapt. teatr.: J. WAROŃSKA: Widzialność wyzwolona spod władzy języka. „Śląsk” 2017 nr 8.

Spowiedź Śpiącej Królewny

 	J. CZECHOWICZ: Dziundzia uciekająca. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://independent.pl/n/14638.
 	M. JENTYS: Nowa widzialność – nowa kobiecość. „Twórczość” 2012 nr 8.
 	R. KOZIK: Sieniewicz napisał spis nędznych cudzołożników. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 89 dod. „Kraków”.
 	A. MADALIŃSKI: Językowe falowanie. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 20 dod. „Książ. w Tyg.” nr 3/4.
 	D. NOWACKI: Budzikom śmierć. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 61.
 	E. SZYBOWICZ: Wyzwolenie Śpiącej Królewny. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr 78 [dostęp 28 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3309-wyzwolenie-spiacej-krolewny.html.
 	K. UNIŁOWSKI: Miotła i mesjańska wspólnota. „FA-art” 2012 nr 3.
 	M. WILK. [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,8811,spowiedz-spiacej-krolewny.html.
 	S. BURKOT: Mariusz Sieniewicz: tajemnice spowiedzi. W tegoż: W poszukiwaniu tożsamości. Kr. 2015.
 	Rec. adapt. teatr.: M. BARAŃSKI: Dziundzie przeciwko misiom. „Gaz. Olszt.” 2013 nr 42; M. ŚLESZYŃSKA: Singielka – dawniej stara panna. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://ro.com.pl/singielka-dawniej-stara-panna.

Walizki hipochondryka

 	J. BURNATOWSKI: Frustrat, konfabulator, hipochondryk. „Nowe Książ.” 2014 nr 12.
 	D. NOWACKI: Rozrachunki raczej przykre. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 197.
 	Z. PIETRASIK: Polska w szpitalu. „Polityka” 2014 nr 37.
 	M. WAPIŃSKA: Przychodzi hipochondryk… „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 172 dod. „Kult. i Program TV”.
 	S. BURYŁA: W kraju zwanym Polską. „Twórczość” 2015 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Bądź dobry dla kadłubka. „FA-art” 2015 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Plankton

 	[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Czas dystopii. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 30.
 	P. NOWACKI: Wiosna średniowiecza. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 144.
 	J. TOMCZUK: Tubylec. „Newsweek Polska” 2017 nr 24.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3029" title="Rafał HABIELSKI" slug="rafal-habielski">ur. 1957

Historyk, medioznawca.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 5 czerwca 1957 w Warszawie; syn Zdzisława Habielskiego i Ewy z Ossolińskich, pracowników Polskiego Radia. Uczęszczał do X Liceum Ogólnokształcącego im. Królowej Jadwigi w Warszawie; po zdaniu matury podjął w 1976 studia w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego (UW); magisterium uzyskał w 1982. W 1984 rozpoczął pracę w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Pracowni Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego XIX i XX wieku, z którą był związany do 2012, kiedy to odszedł z IBL. Jako badacz emigracji i prasoznawca debiutował w 1985, ogłaszając na łamach „Kwartalnika Historii Prasy Polskiej” (nr 3) artykuł Prasa polska w Wielkiej Brytanii 1945-1970. (Przegląd informacyjno-bibliograficzny). W 1986-93 pełnił funkcję sekretarza redakcji tegoż kwartalnika; tu też do 1993 publikował recenzje i artykuły na tematy historyczne i literackie. Doktoryzował się w 1988 w IBL PAN na podstawie rozprawy W kręgu „Wiadomości” 1940-1981. Emigracyjne horyzonty i dylematy (promotor prof. Jerzy Myśliński). Od 1990 prowadził zajęcia dydaktyczne w Instytucie Dziennikarstwa UW z zakresu dwudziestowiecznej historii politycznej Polski oraz historii mediów i dziennikarstwa tego okresu. W 2000 otrzymał nagrodę „Za osiągnięcia w badaniach polonijnych” przyznawaną przez Radę Porozumiewawczą Badań nad Polonią. Habilitował się w 2001 na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW na podstawie rozprawy Życie społeczne i kulturalne emigracji. W 2000-12 wykładał historię mediów w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza w Warszawie, a jednocześnie w 2003-11 także w Wyższej Warszawskiej Szkole Humanistycznej im. B. Prusa. W 2003-05 wchodził w skład zespołu redakcyjnego Wielkiej Encyklopedii PWN (t. 18-31), w 2004-06 był członkiem rady redakcyjnej rocznika „Z Dziejów Polskiej Radiofonii”, a w 2006 ‒ redakcji Słownika historycznego Europy Środkowo-Wschodniej (t. 1; tu był też autorem haseł). Współpracował też z Polskim Słownikiem Biograficznym (2002, 2008) oraz wydawnictwem Biblia dziennikarstwa (Kraków 2010). W 1999-2009 wykładał historię współczesną Polski, historię polityczną Europy w XX wieku, historię powszechną tego okresu oraz historię mediów w Katedrze Nauk Politycznych Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. J. Giedroycia w Warszawie, a w 2011-13 także w Katedrze Teorii, Aksjologii i Prawa Mediów na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W 2003-10 był członkiem Rady Naukowej IBL PAN. W 2009 został członkiem Komisji do Badań Diaspory Polskiej PAU w Krakowie oraz wszedł w skład Rady Naukowej „Studiów Medioznawczych”. W 2011 otrzymał tytuł naukowy profesora oraz stanowisko profesora zwyczajnego na UW; w 2012 został zatrudniony w Zakładzie Historii Mediów Instytutu Dziennikarstwa Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Społecznych UW (od 2016 Katedra Książki i Mediów Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW). W 2010-14 był członkiem Rady Programowo-Naukowej Filmoteki Narodowej, a w 2011-2015 członkiem Rady Muzeum Historii Polski. W 2012 został członkiem Polskiego PEN Clubu. Artykuły i szkice na tematy historyczne i literackie oraz recenzje ogłaszał m.in. w czasopismach: „Mówią Wieki” (1986-88, 2000, 2007, 2012), „Dzieje Najnowsze” (1987-2005, z przerwami), dodatku „Życia Warszawy” „Ex Libris” (1990-93), „Więź” (1990-2000), „Nowe Książki” (1990-2015, z przerwami), „Notes Wydawniczy” (1993-94, 1998-2000), „Kresy” (1994-96), „Wiadomości Historyczne” (1994, 1996-97, 1999) i „Studia Medioznawcze” (2001, 2004, 2011, 2013, 2015-16). Otrzymał Nagrodę Dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW (1997, 2007, 2010 i 2011), Nagrodę Senatu Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie za upowszechnianie dziedzictwa Jerzego Giedroycia i „Kultury” (2002) oraz Nagrodę Rektora UW (2009, 2013). Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi (2008). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Niezłomni, nieprzejednani. Emigracyjne „Wiadomości” i ich krąg 1940-1981. [Monografia]. Wwa: PIW 1991, 241 s. Hist. Najnow.
Rozprawa doktorska. ‒ Nagroda Pol. Fundacji Kult. im. Prezydenta E. Raczyńskiego w Londynie w 1992.
2. Emigracja. Wwa: WSiP 1995, 66 s. Dzieje PRL.
Książka pomocnicza do nauki historii w szkołach ponadpodstawowych.
3. Między niewolą a wolnością. Kronika czterech pokoleń 1900-1997. [Kalendarium; współaut.:] J. Osica. Wwa: LSW 1998, 319 s.
4. Życie społeczne i kulturalne emigracji. Druga Wielka Emigracja 1945-1990, t. 3. Wwa: Bibl. „Więzi” 1999, 408 s. Bibl. „Więzi”, t. 113.
Rozprawa habilitacyjna.
5. Polski Londyn. Wr.: Wydawn. Dolnośląskie 2000, 264 s. A To Polska Właśnie. Wyd. 2 tamże 2004.
6. Dokąd nam iść wypada? Jerzy Giedroyc od „Buntu Młodych” do „Kultury”. [Rozprawa]. Wwa: Bibl. „Więzi” 2006, 292 s. Bibl. „Więzi”, t. 196.
7. To dopiero historia! Podręcznik dla gimnazjum. Klasa 3. Wwa: Nowa Era 2007, 263 s. + płyta CD.
8. Serce Polski – Rapperswil = Polens Hertz – Rapperswil. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. [Współaut.:] B. Łoszewski. Reż.: B. Łoszewski. Ekran. 2008.
Film zrealizowano ze środków Min. Kultury i Dziedzictwa Nar. RP.
9. Polityczna historia mediów w Polsce w XX wieku. [Podręcznik akademicki]. Wwa: Wydawn. Akademickie i Profesjonalne, Grupa Kapitałowa WSiP 2009, 410 s. Edukacja Medialna.
10. Wolność czy odpowiedzialność? Prasa i polityka w II Rzeczypospolitej. [Rozprawa]. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-JR 2013, 269 s. UW, Wydz. Dziennikarstwa i Nauk Polit. Inst. Dziennikarstwa.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach [z pominięciem tekstów o tematyce historyczno-politycznej], m.in.: Polskie czasopiśmiennictwo radiowe. (Przegląd informacyjno-bibliograficzny). „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1985 nr 4 s. 49-60. – Prasa polska w Wielkiej Brytanii 1945-1970. (Przegląd informacyjno-bibliograficzny). „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1985 nr 3 s. 53-67. – Emigracja i polityka. „Wiadomości Polskie” wobec dylematów wychodźstwa 1940-1944. „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1986 nr 3 s. 57-86. ‒ Materiały do refleksji i zadumy (Juliusz Mieroszewski); Mistrz reportażu (Melchior Wańkowicz). „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1992 nr 3-4 s. 215-220, 230-235. ‒ Na linii czasu. Szkic o twórczości emigracyjnej Ferdynanda Goetla. „Więź” 1994 nr 9 s. 92-100 ‒ Gra możliwości. O pisarstwie Juliusza Mieroszewskiego. W: Myśl polityczna na wygnaniu. Publicyści i politycy polskiej emigracji powojennej. Wwa 1995 s. 139-162. – Między Londynem a Maisons-Laffitte. Emigracja niezłomna i „Kultura”. W: Spotkania z paryską „Kulturą”. Wwa 1995 s. 71-92. ‒ „Wiadomości”. Tygodnik na emigracji. W: „Wiadomości” i okolice. T. 1. Tor. 1995 s. 13-31. ‒ Essentia Polona, albo niezłomny. O Zygmuncie Nowakowskim. W: „Wiadomości” i okolice. T. 2. Tor. 1996 s. 73-88. – Piśmiennictwo emigracyjne poświęcone II wojnie światowej. Rekonesans. „Dzieje Najnow.” 1996 nr 3/4 s. 107-115. ‒ Dwudziestolecie międzywojenne; Prasa w okresie II wojny światowej; Prasa emigracyjna po 1945 roku. W: Prasa, radio i telewizja w Polsce. Zarys dziejów. Wwa 1999 s. 61-92; 93-110. ‒ Oświata i życie naukowe na obczyźnie po II wojnie światowej. „Wiad. Hist.” 1999 nr 3 s. 129-143. ‒ Prasa. Lata 1900-1945. W: Media w Polsce XX wieku. Pozn. 1999 s. 9-25. ‒ „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”; Mieczysław Grydzewski; Instytut Polski i Muzeum im. generała Sikorskiego; Marian Kukiel; „Lwów i Wilno”; Stanisław Mackiewicz; Ignacy Matuszewski; Juliusz Mieroszewski; Zygmunt Nowakowski; Adam Pragier; Michał Sokolnicki; Wiktor Sukiennicki; Wojciech Józef Wasiutyński; „Wiadomości”; „Życie”. W: Leksykon kultury polskiej poza krajem od roku 1939. Lubl. 2000 s. 101-103; 142-144; 154-156; 211-213; 230-231; 242-244; 260-262; 262-264; 282-285; 361-363; 397-398; 420-423; 462-465; 474-478; 512-514. ‒ [Sześćdziesiąt] 60 lat „Dziennika Polskiego”. „Kultura”, Paryż 2000 nr 10 s. 216-223. ‒ Literatura polityczna emigracji powojennej. W: Życie literackie drugiej emigracji niepodległościowej. Tor. 2001 s. 11-28. ‒ Kultura. Son programme, son role. W: Le relations entre la France et la Pologne au XX siècle. Kr. 2002 s. 225-236. – Świadectwo obecności: Stefania Kossowska (1909-2003). „Zesz. Hist.”, Paryż 2003 z. 146 s. 157-166. – „Wiadomości Literackie” 1924-2004. „Studia Medioznawcze” 2004 nr 3 s. 95-109. – Humanistyka polska poza krajem. Rekonesans. „Nauka” 2005 [nr] 2 s. 59-82. – Polski Londyn 1945 r. „Dzieje Najnow.” 2005 nr 4 s. 63-76. ‒ Humanistyka polska poza krajem. W: Humanistyka polska w latach 1945-1990. Wwa 2006 s. 307-334. ‒ „Niepodległość” oraz Instytuty Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku i Londynie. W: „Niepodległość” (1923-1939). Pismo, twórcy, środowisko. Płock 2007 s. 235-255. ‒ [Tysiąc dziewięćset pięćdziesiąt sześć] 1956: Londyn i Maisons-Laffitte. W: Październik 1956. Początek erozji sytemu. Pułtusk 2007 s. 167-179. – Dialog jest możliwy. „Nowa Europa Wschodnia” 2009 nr 5 s. 133-146 [dot. czasopism „Bunt Młodych”, 1931-1937, i „Polityka”, 1937-1939]. ‒ Mapa Maisons-Laffitte. Giedroyc i Londyn. W: Jerzy Giedroyc. Kultura – polityka ‒ wiek XX. Wwa 2009 s. 339-367. ‒ Tygodniki opinii. Kilka uwag i próba konkluzji. W: Współczesne media. Status. Aksjologia. Funkcjonowanie. T. 2. Lubl. 2009 s. 133-137. ‒ Dwa jagiellonizmy. „Bunt Młodych” i „Kultura”. W: Unia Lubelska ‒ Unia Europejska. Lubl. 2010 s. 151-168. ‒ Emigracja jako dyskurs. „Studia Migracyjne – Prz. Polonijny” 2010 z. 2 s. 11-21. ‒ Kultura emigracyjna i jej granice. W: Wkład wychodźstwa polskiego w naukę i kulturę Wielkiej Brytanii. Kr. 2010 s. 225-235. ‒ Tytuł pozostaje ten sam. O powinowactwach geopolitycznych grupy „Buntu Młodych” i „Kultury”. W: Geopolityka i zasady. Kr.;Wwa 2010 s. 105-128. ‒ Aktualia i rzeczy minione. Jerzy Giedroyc i „Kultura” w polskim życiu publicznym. W: Wokół idei Jerzego Giedroycia. Lubl. 2011 s. 77-84. – Beliefs or necessity? Emigration and attitudes of national intellectuals (in the 1940s and 1950s). „Media Studies in Poland at the Turn of the Century” 2011 vol. 1 s. 219-238. ‒ Jan Nowak-Jeziorański – Jerzy Giedroyc. Spór, konflikt, antypatia. W: Jan Nowak Jeziorański. Kurier Armii Krajowej, redaktor Radia Wolna Europa, polityk. Wwa 2011 s. 153-193. – Komar bzykający. Stefan Kisielewski 1911-1991-2011. „Studia Medioznawcze” 2011 nr 3 s. 91-101. ‒ Kusy, Łysy i Książę. W: Stefan Kisielewski. Kisiel 1911-1991-2011. Wwa 2011 s. 165-193. – Poza krajem. 1939/45 - 1989-90. W: Czasopisma społeczno-kulturalne w okresie PRL. Wwa 2011 s. 463-529. ‒ Przeszłość w sferze publicznej i życiu kulturalnym 1989-2005. W: Historycy i politycy. Wwa 2011 s. 83-108. – Zamęt i spełzanie. Pisarze i władza w czasach przełomu (1956-1959). W: „Jak się z wami zrosło moje życie”. Prace dedykowane profesorowi Romanowi Lothowi. Wwa 2011 s. 261-296. – Drogi wyjścia? O sporach wokół kwestii narodowościowej w dwudziestoleciu międzywojennym. W: Temat polemiki: Polska. Kr. 2012 s. 205-221. ‒ Ewolucja prawa prasowego w Drugiej Rzeczypospolitej. Zakres i recepcja. „Studia Medioznawcze” 2013 nr 4 s. 79-93. – Jerzy Giedroyc, Juliusz Mieroszewski. Prolegomena i motywy polityki wschodniej. W: Giedroyc a Ukraina. Ukraińska perspektywa Jerzego Giedroycia i środowiska paryskiej „Kultury”. Wwa, Lubl., Szczec. 2014 s. 93-103. ‒ O społecznych swoistościach i postawach polskiej emigracji politycznej w XX wieku = On Social specificities and attitudes of Polish political emigrations in the 20th century; Życie literackie i kulturalne „polskiego Londynu” [streszczenie ang.]. W: Londyn – stolica Polski. Emigracja polska 1940-1990 = London – the capital of Poland. Polish emigration 1940-1990. Wwa 2014 s. 33-71; 130-166. – O tożsamości politycznej i antykomunizmie polskiej emigracji po 1968 roku. W: Polskie wizje i oceny komunizmu po 1939 roku. Kr. 2015 s. 343-350. – Stanisław Mackiewicz w Polsce Ludowej i poza nią. W: Stanisław Mackiewicz. Wwa 2015 s. 201-229. – Stan badań nad prasą i rozgłośniami emigracyjnymi. Postulaty badawcze. W: Polska emigracja polityczna 1939-1990. Wwa 2016 s. 107-144.
Prace redakcyjne
1. Z listów do Mieczysława Grydzewskiego. Wybór, wstęp i oprac.: R. Habielski. Londyn: Polonia 1990, 237 s. Wokół Lit., 12.
2. M. Kukiel: Dzieje polityczne Europy od rewolucji francuskiej. [Podał do druku, oprac. i] przedm.: R. Habielski. Londyn: Puls 1992, XIII, 592 s.
3. M. Kukiel: Historia w służbie teraźniejszości i inne pisma emigracyjne. Słowo wstępne, wybór i oprac.: R. Habielski. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1994, 325 s.
4. S. Badeni: Świat przedwczorajszy. [Szkice]. Słowo wstępne K. Lanckorońskiej. Wybór i wprowadzenie: R. Habielski. Wwa: Wydawn. Krupski i S-ka 1996, 251 s.
5. J. Mieroszewski: Finał klasycznej Europy. [Szkice publicystyczne]. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył R. Habielski. [Wwa:] Tow. Opieki nad Arch. Inst. Lit. w Paryżu; Lubl.: UMCS 1997, 386 s.
6. Pani Stefa. Red.: R. Habielski, K. Muszkowski, P. Kądziela. Londyn: Pol. Fundacja Kult. 1999, 192 s.
Szkice i wspomnienia dot. S. Kossowskiej.
7. Racje i okoliczności. Publicystyka polska 1918-1939. [Antologia]. Wybór i oprac.: R. Habielski, A. Kozieł, J. Osica. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2000, 176 s. Inst. Dziennikarstwa UW.
8. A. Słonimski: Kroniki tygodniowe. [Felietony]. Wwa: LTW.
1927-1931. Przedm.: R. Loth. Przyp.: R. Habielski przy współpracy B. Gierat-Bieroń. 2001, X, 365 s.
1932-1935. Słowo wstępne i przyp.: R. Habielski 2001, IV, 392 s.
1936-1939. Słowo wstępne i przyp.: R. Habielski [2004], V, 417 s.
9. Zamiary, przestrogi, nadzieje. Wybór publicystyki: „Bunt Młodych”, „Polityka” 1931-1939. Wybór, oprac., przyp., kalendarium oraz indeks nazwisk: R. Habielski, J. Jaruzelski. Lubl.: UMCS 2008, 529 s.
10. Aparat represji wobec inteligencji w latach 1945-1956. Red. nauk.: R. Habielski, D. Rafalska. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2010, 281 s. Inst. Dziennikarstwa UW. Media Początku XXI w., t. 6.
11. Marian Kukiel. Historyk w świecie polityki. Red. nauk.: R. Habielski, M. Jabłonowski. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2010, 270 s. Inst. Dziennikarstwa UW. Ludzie, Media, Polityka, t. 2.
12. Odmowa wykonania. Pułkownik Harcaj i demobilizacja PSZ. Relacje, dokumenty, wspomnienia. [Oprac.: M. Karpowicz. Red. merytoryczna: R. Habielski]. Łomianki: Wydawn. LTW 2010, 387 s.
13. Jan Nowak Jeziorański. Kurier Armii Krajowej, redaktor Radia Wolna Europa, polityk. Red. nauk.: P. Machcewicz, R. Habielski. Wr.: Kolegium Europy Wschodniej im. J. Nowaka-Jeziorańskiego; Wwa: Wydz. Dziennikarstwa i Nauk Polit. UW, 2011, 274 s.
Materiały z konferencji.
14. Stefan Kisielewski. Kisiel 1911-1991-2011. Red. nauk.: R. Habielski, M. Jabłonowski. Wwa: Inst. Dziennikarstwa UW, Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2011, 318 s. Inst. Dziennikarstwa UW. Ludzie, Media, Polityka, t. 4.
15. A. Wat: Mój wiek. Pamiętnik mówiony. Oprac. nauk.: R. Habielski. T. 1-2. Kr.: Universitas 2011, 444 + 632 s. Wyd. nast. tamże 2012.
16. Kryzys polityczny emigracji w świetle korespondencji ambasadora Kajetana Morawskiego. Wybór, wstęp i oprac.: R. Habielski, M. Jabłonowski. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2012, 203 s. Inst. Inf. Nauk. i Studiów Bibliologicznych UW.
17. J. Mieroszewski: Listy z Wyspy. ABC polityki „Kultury”. Wybór, oprac. i posł.: R. Habielski. Paryż: Inst. Lit. „Kultura”; Wwa, Kr.: Inst. Książki, Dział Wydawnictw 2012, 463 s. W Kręgu Paryskiej Kultury.
18. J. Giedroyc, Z. Najder: Listy 1957-1985. Oprac., przyp. i wstępem opatrzył R. Habielski. Wwa: Nar. Centrum Kultury, Stow. Inst. Lit. „Kultura” 2014, 316 s.
19. Poczet prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie w latach 1939-1990 = Presidents of Poland in Exile 1939-1990. Biographical portraits. Red. nauk. R. Habielski. Tłum.: P. Styk, M. Fengler. Białystok: Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu 2015, 222 s.
20. Stanisław Mackiewicz. Pisarz polityczny. Red. nauk.: R. Habielski, K. Kamińska-Chełminiak. Wwa: Ofic. Wydawn. Aspra-Jr 2015, 278 s.
21. J. Giedroyc, J. Mieroszewski, Listy 1957-1975. Oprac., wstępem i przyp. opatrzył R. Habielski. Cz. 1-3. Wwa: Inst. Dokumentacji i Studiów na Literaturą Pol., Oddz. Muz. Literatury im. A. Mickiewicza; Tow. „Więź” 2016, 457+426+488 s. Archiwum „Kultury”, 17; Bibl. „Więzi”, t. 328.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Poruszamy się według stereotypu… „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1998 nr 219 [dot. literatury emigracyjnej].

Między niewolą a wolnością

 	T. KONDRACKI: Nasze stulecie. „Nowe Książ”. 1998 nr 11.

Życie społeczne i kulturalne emigracji

 	W. LEWANDOWSKI: „…w sposób zbyt uproszczony, a na dodatek tendencyjny…”. „Arch. Emigracji” 2000 z. 3.
 	L. SZARUGA: Trójkąt o emigracji. „Prz. Polit.” 2000 nr 43 [dot. też: A. Friszke: Życie polityczne emigracji; P. Machcewicz: Emigracja w polityce międzynarodowej].
 	S. WESOŁY: Emigracja to dzieje narodu. „Więź” 2000 nr 8, polem.: R. HABIELSKI: Arcybiskupowi Szczepanowi Wesołemu w odpowiedzi. Tamże.

Polski Londyn

 	F. ŚMIEJA. „Śląsk” 2000 nr 12.
 	A.D. JAROSZYŃSKA-KIRCHMANN: Tales of two cities in diaspora. „The Polish Review”, Nowy Jork 2001 nr 3 [dot. też: Lechoń nowojorski. Oprac.: B. Dorosz i M. Patkowski].
 	D. NOWACKI: W sosie słodko-kwaśnym. „Res Publica Nowa” 2001 nr 2 [dot. też: M. Pytasz: Kilka opowieści o niektórych dolegliwościach bycia poetą emigracyjnym i inne historie].
 	A. PILCH. „Prz. Polonijny” 2001 z. 2

Dokąd nam iść wypada?

 	J. HALCEWICZ-PLESKACZEWSKI: Mapa Jerzego Giedroycia. „Prz. Powsz.” 2007 nr 6.
 	A.S. KOWALCZYK: Droga Giedroycia. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 34.
 	W. STANISŁAWSKI: Szlaki „Kultury”. „Nowe Książ.” 2007 nr 12 [dot. też: M. Ptasińska-Wójcik: Z dziejów Biblioteki „Kultury”].
 	K. MASŁOŃ: Porywy ducha i proza życia. „Rzeczpospolita” 2008 nr 156 [dot. też: Zamiary, przestrogi, nadzieje. Prace red. poz. 9].
 	R. WITKOWSKI: Bunt, polityka, kultura. „Arcana” 2009 nr 5.

Polityczna historia mediów w Polsce w XX wieku

 	A. KOMOROWSKI: Misja i prostytucja. „Nowe Książ.” 2010 nr 3.

Zamiary, przestrogi, nadzieje

 	K. MASŁOŃ: Porywy ducha i proza życia. „Rzeczpospolita” 2008 nr 156 [dot. też: Dokąd nam iść wypada? Twórczość poz. 6].

Marian Kukiel

 	P.S. WANDYCZ. „The Polish Review”, Nowy Jork 2010 nr 4.

J. Giedroyc, J. Mieroszewski, Listy 1957-1975

 	J. BORKOWICZ: Korespondencja permanentna. „Więź” 2017 nr 2.
</document>
<document nplp_id="3032" title="Lucyna SKOMPSKA" slug="lucyna-skompska">ur. 1949

Pełna forma nazwiska od 2001: Skompska-Zapałowicz.

Poetka, krytyk literacki, autorka książek dla dzieci.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 6 stycznia 1949 w Łodzi; córka Tadeusza Skompskiego, mechanika samochodowego, i Ireny z domu Graczyk. Uczęszczała do XVI Liceum Ogólnokształcącego im. H. Sienkiewicza w Łodzi, w którym zdała egzamin maturalny. W 1966 rozpoczęła twórczość poetycką i zdobyła nagrody Jury Głównego i Jury Młodych w konkursie Poetycka Jesień Młodych. W 1967 debiutowała w druku wierszem pt. Moja chronometria, opublikowanym w „Odgłosach” (nr 47) i nagrodzonym I nagrodą w Łódzkim Turnieju Jednego Wiersza. W 1969 podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ). Wiersze, felietony, recenzje literackie i teatralne publikowała m.in. w „Odgłosach” (1969-72, 1987-89), „Twórczości” (1969, 1981-89, z przerwami) i „Nowym Wyrazie” (1972-76, z przerwami). Po uzyskaniu w 1974 magisterium na UŁ pracowała do 1975 jako nauczycielka w liceum ekonomicznym w Łodzi. W 1984-94 należała do ZLP. Podjęła współpracę ze środowiskiem artystów multimedialnych; w 1989 została członkiem Międzynarodowego Muzeum Artystów, które organizowało festiwale artystyczne „Konstrukcja w Procesie”. W 1989 recenzje teatralne zamieszczała w piśmie „Teatr”. Pisała teksty krytyczne o sztuce współczesnej, m.in. w „Kalejdoskopie” (1990; tu stała współpraca), „Obiegu” (1990), „Odgłosach” (1990), „Bestsellerze” (1991), „Exicie” (1991), „Kresach” (1997), a także od 1990 liczne wstępy do katalogów wystaw artystycznych dla polskich muzeów i galerii sztuki. W 1990-2004 pracowała jako kustosz w Muzeum Historii m. Łodzi, w którym prowadziła Pracownię Literatury. Organizowała spotkania literackie oraz akcje o charakterze edukacyjnym dla uczniów szkół średnich, była autorką scenariuszy trzech stałych wystaw poświęconych Jerzemu Kosińskiemu (1997), Karlowi Dedeciusowi (1999) i Julianowi Tuwimowi (2000), a także wystaw czasowych. W 1992 współpracowała z wydawnictwem Peon V – Magart, gdzie redagowała serię Laureaci Nagrody Nobla. W 1995 została członkiem SPP. W tymże roku weszła w skład rady programowej pisma „Tygiel Kultury”, na którego łamach zamieszczała m.in. stały felieton pt. Od róż do liter (1995-2013); w 2003 została członkiem Kapituły Nagrody im. Z. Dominiaka, ustanowionej przez to pismo. W 1999-2002 wchodziła w skład jury Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. J. Bierezina. W 2000-02 była współprowadzącą cyklu programów kulturalnych pt. Skala wrażliwości (w reżyserii P. Słowikowskiego)w Ośrodku Łódzkim Telewizji Polskiej. W 2006 otrzymała nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odznaczona m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi (1989), odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1989).

W 1984 zawarła związek małżeński z Janem Czarnym, poetą i satyrykiem (zm. 1985). W 2001 wyszła za mąż za Krzysztofa Zapałowicza, neurochirurga. Mieszka w Łodzi.
TWÓRCZOŚĆ

 	Miłość śmierć totalizator sportowy. [Wiersze]. Wwa 1974, 20 s. Arkusz poetycki,nr 4.
Suplement do „Nowego Wyrazu” 1974 nr 2.
 	Dopóki płonie. [Wiersze]. Wwa: Czyt. 1981, 58 s.
 	Bez powodu. [Wiersze]. Wwa: Czyt. 1986, 61 s.
 	Przygody kota Kacpra i myszki Lulu. [Opowiadanie dla dzieci]. Łódź: WŁ 1987, 62 s.
 	Wakacje na guziku. [Opowiadanie dla dzieci]. Łódź: WŁ 1987, 90 s.
 	Pewien przechodzień = Un certain passant. [Wiersze]. Przeł.: N. Gourgaud, W. Pietrzak. Wstęp: F. Bellet-Morel. Łódź: Ofic. Bibliofil. 1994, 38 s.
Tekst w jęz. pol. i franc.
 	Poezja i fotografia. Fot.: A. Mikołajczyk. Wstęp: S. Szydłowski. Legionowo: Miej. Bibl. Publiczna 1994, 40 s.
 	Wiersze wybrane. Łódź: Biblioteka 1997, 161 s.
 	Farby wodne. [Wiersze]. Kr.: a5 2001, 37 s.
 	Kobieta na duszę. Projekt artystyczno-społeczny, czerwiec 2003. [Katalog wystawy]. Tekst: L. Skompska. Tłum.: M. Musiał. Łódź: Galeria Manhattan 2003 [16] s.
Druk ulotny.
 	Zakryte / odkryte. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2005, 55 s.
 	Od róż do liter. [Felietony]. Łódź: Fundacja Anima „Tygiel Kult.” 2006, 153 s.
Wybór felietonów druk. uprzednio na łamach „Tygla Kult.” w 1996-2002.
 	Poezja na co dzień. Wybór wierszy. Łódź: SPP. Oddz.: Fundacja Anima „Tygiel Kult.” 2009, 181 s.
Zawiera wybór wierszy z poz. 2, 3, 6, 7, 9, 11, – nadto: Chińska resturacja (1995).

Prace redakcyjne

 	Muzeum Historii Miasta Łodzi. (Przewodnik). Tekst i red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum m. Łodzi 1991, 20 s.
 	Nowa poezja hebrajska. [Antologia]. Wybór: M. Akavia. Oprac.: L. Skompska. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1995, 33 s.
 	M. Natanson: Zachować ten krzyk. Przekł. z hebr. M. Czarnyski. Oprac.: L. Skompska. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1996, 64 s.
 	Łódzkie sentymenty. [Antologia pamiętników]. Red. L. Skompska. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi; Takon 1998, 133 s.
 	J. Gwizdka: Podwójny makijaż. [Wiersze]. Wybór i red.: L. Skompska. Łódź: Fundacja Anima „Tygiel Kult.” 1999, 46 s.
 	Dialog z pamięcią. Wiersze z Łodzi = Dialog mit dem Gedächtnis. Gedichte aus Lodz. Wybór: L. Skompska. Przekł.: K. Dedecius. Oprac. graf.: P. Karczewski. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi; Takon 2001, 92 s.
Teksty w jęz. pol. i niem.
 	Nieszczęsny Cagliostro. Nieznane teksty Juliana Tuwima. Red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi 2003, 86 s.
 	Samuel Tepler 1918-1998, z kolekcji Davida Malka. [Katalog wystawy]. Red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum m. Łodzi 2003, 142 s. Wyd. też w wersji ang. pt. Samuel Tepler 1918-1998. From the collection of David Malek. Przekł. A. Kwiatkowska. Tamże 2003.
Katalog wystawy (5VI 2003-27 VII 2005), za którą muzeum otrzymało zbiorowe wyróżnienie w konkursie Wydarzenie Muzealne Roku, Sybilla 2003. – Tu także tekst nt. życia i twórczości malarza autorstwa M. Laurentowicz-Granas, J. Ładnowskiej i L. Skompskiej.
 	Wybitni artyści żydowscy z kolekcji Davida Malka i Fundacji Signum. Red.: L. Skompska. Oprac. biogramów artystów: J. Ładnowska. Tłum. A. Rubajczyk. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi; Fundacja Signum 2004, 163 s.
Katalog wystawy „Na granicy śmierci i nadziei”, Muzeum Historii M. Łodzi.
 	Matki, żony i ... modelki. Kobiety w twórczości wielkich malarzy polskich. 100 lat wizerunku kobiety – od romantyzmu do współczesności. Red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi 2005, 78 s.
Katalog wystawy (listopad 2005- styczeń 2006) autorstwa M. Laurentowicz-Kubiak, J. Manżett-Kubiak.
 	A. Strąk: Mars wita nas. [Wiersze]. Red. i posł.: L. Skompska. Łódź: SPP; „Tygiel Kult.” 2006, 51 s.
 	Piękno nagości. Akt w sztuce polskiej – malarstwo, rysunek, grafika. Nagość, zmysłowość, erotyzm. Red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum Historii m. Łodzi 2008, 160 s.
Katalog wystawy.
 	Galeria mistrzów polskich. Malarstwo, rysunek, rzeźba z kolekcji Krzysztofa Musiała. [Album]. Oprac. merytoryczne tekstu: M. Nowakowska. Red.: L. Skompska. Łódź: Muzeum m. Łodzi 2011, 229 s.

PRZEKŁADY
Przekłady wierszy L. Skompskiej w antologiach: franc.: Wiersze szesnastu poetów = Seize poétes écrivent… Wybór i tłum.: N. Gourgaud. Łódź 1995, – grec.: Dōdeka Polōnides poiītries. [Przeł.] A. Tselentī. Athīna 1996, – ros.: Sdelano v Pol’še, vek – XX. [Wybrał i przeł.] A. Bazilevskij. Moskva 2009.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	LP XX w. (W. Ligęza).

Ogólne

 	A. CYTACKA: Klasztor melancholii. „Tygiel Kult.” 2010 nr 1/3.

Dopóki płonie

 	W. LIGĘZA: By rzecz polska płonęła w słowie. „Twórczość” 1981 nr 12.
 	W. MYSTKOWSKI: Profesor Pimko jest zadowolony. „Tyg. Kult.” 1981 nr 47.
 	M. JENTYS: Nawiasem mówiąc. „Regiony” 1983 nr 4.

Bez powodu

 	P. SZEWC: Niezbadane niedoścignione. „Twórczość” 1987 nr 4.

Wakacje na guziku

 	E. ZALESKA: „... szare – bure obydwa”. „Nowe Książ.” 1988 nr 9.

Pewien przechodzień

 	K. SMOCZYK: Trzynaście wierszy. „Gaz. Łódz.” 1994 nr 127.
 	S. JURKOWSKI: Wieczny przechodzień. „Wiad. Kult.” 1995 nr 22.

Poezja i fotografia

 	J. JARNIEWICZ. „Akcent” 1995 nr 3/4.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Zwyciężają obecni. „Słowo” 1995 nr 84.

Wiersze wybrane

 	I. SMOLKA: Konkrety i fantomy. „Nowe Książ.” 1998 nr 6.

Farby wodne

 	J. GIZELLA: Poezja wielobarwna. „Czas Kult.” 2002 nr 2, przedr. w tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.
 	A. JANKO: To ja jestem wiadomość. „Tygiel Kult.” 2002 nr 4/6.
 	A. ZAWADA: Zmierzchy i poranki. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.
 	R. WITEK: Odejmowanie. „Odra” 2003 nr 2.

Zakryte / odkryte

 	S. CHYCZYŃSKI: Komu patronuje Heraklit. „Twórczość” 2006 nr 5.
 	P. DAKOWICZ: Parę rzeczy (nie)prostych. „Tygiel Kult.” 2006 nr 4/6.
 	P. GROBLIŃSKI: Zakryte – odkryte – porozsuwane. „Kalejdoskop” 2006 nr 1.
 	A. SZYMAŃSKA: Niepojętość. „Prz. Powsz.” 2006 nr 5.

Od róż do liter

 	K. LISOWSKI: Piękna uważność. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	E. ZARYCH: Poezja i poetycka koszykówka. „Studium” 2007 nr 3/4.

Poezja na co dzień

 	J. STYCZEŃ: Co przyrządza Lucyna Skompska w „Chińskiej restauracji”?. „Tyg. Kult.” 1997 nr 4 [dot. wiersza „Chińska restauracja”].

Dialog z pamięcią

 	W. SADKOWSKI. „Lit. na Świecie” 2001 nr 7.
</document>
<document nplp_id="3033" title="Ewa IHNATOWICZ" slug="ewa-ihnatowicz">ur. 1951

Imiona metrykalne: Ewa Jadwiga.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 4 listopada 1951 w Zduńskiej Woli; córka Ireneusza Ihnatowicza, historyka, i Jadwigi z Kalinowskich, bibliotekarki. Do 1957 mieszkała wraz z rodzicami w Łodzi, następnie przeprowadziła się z nimi do Otwocka, a w 1960 – do Warszawy, gdzie jej ojciec podjął pracę na Uniwersytecie Warszawskim (UW), a matka w Bibliotece Narodowej. Uczęszczała do stołecznego XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Dąbrowskiego. Jako uczennica odbyła w 1966 podróż edukacyjną po Związku Radzieckim. W 1969 zdała egzaminy maturalne i rozpoczęła studia polonistyczne na UW. Po uzyskaniu w 1974 dyplomu magisterskiego (na podstawie pracy pt. Sewer w oczach współczesnych, napisanej pod opieką prof. Janiny Kulczyckiej-Saloni) pozostała na uczelni na stanowisku asystenta w Instytucie Języka i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców „Polonicum”. W 1975 była lektorką języka polskiego i wykładała literaturę polską na Ernst-Moritz-Arndt-Universität w Greifswaldzie; zwiedziła w tym okresie także inne regiony NRD. W 1976 ogłosiła drukiem na łamach „Przeglądu Humanistycznego” (nr 5) sprawozdanie z kursu Języka i Kultury Polskiej dla Slawistów i Polonistów Włoskich, zorganizowanego na UW. Od tegoż roku odbywała studia doktoranckie na UW. W 1979 została starszym asystentem w Instytucie Literatury Polskiej UW. Debiutowała w 1983 artykułem pt. Kalendarze 2. poł. XIX w. jako źródło do badań literackich – „Kalendarz Ungra”, zamieszczonym w tomie zbiorowym pt. Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu (t. 2. Wr. 1983). W tym samym roku obroniła na UW rozprawę doktorską pt. „Tygodnik Ilustrowany” 1859-1886 jako pismo literackie (promotor prof. Janina Kulczycka-Saloni) i od 1984 pracowała jako adiunkt. Zajęcia dydaktyczne łączyła z badaniami naukowymi z zakresu literatury pozytywizmu i Młodej Polski. Artykuły i recenzje publikowała m.in. w czasopismach „Przegląd Humanistyczny” (od 1983), „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” (1987-88), „Guliwer” (1991-93), „Nowe Książki” (1991-94, 1997). Nawiązała stałą współpracę z Muzeum m. Zduńska Wola oraz z Towarzystwem Przyjaciół Zduńskiej Woli. Zajmowała się popularyzacją literatury XIX i XX wieku: od 1985 prowadziła prelekcje dla szkół i bibliotek w całym kraju, brała też udział w audycjach radiowych oraz w programach telewizyjnych poświęconych pisarzom tego okresu. Odbywała podróże zagraniczne, na początku lat dziewięćdziesiątych odwiedzając m.in. wielkie muzea europejskie, a w 1996 – szlakiem J.I. Kraszewskiego – udała się na Wołyń, Polesie i Litwę. Habilitację uzyskała w 1996, na podstawie książki pt. Literacki świat rzeczy. O realiach w pozytywistycznej powieści obyczajowej; zatrudniona od następnego roku już jako profesor UW, wchodziła w skład Zakładu Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski, przekształconego następnie w Zakład Literatury i Kultury Drugiej Połowy XIX Wieku, uczestniczyła także w badaniach prowadzonych przy powstałej przy nim w 2009 Pracowni Literatury Modernizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. W 1997-2002 była przewodniczącą kolegium redakcyjnego studenckiego pisma „Młoda Polonistyka”. Od 2008 przewodniczyła zespołowi redakcyjnemu powołanego wówczas na UW rocznika „Prace Filologiczne. Seria Literaturoznawcza”, a po przekształceniu w 2011 pisma w „Prace Filologiczne. Literaturoznawstwo” została jego redaktorką naczelną. Zajęcia dydaktyczne prowadziła również na Wydziale Filologii Polskiej w Wyższej Szkole Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku (1996-2006) i w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, od 1996 działającej pod nazwą Akademia Teatralna (1995-98). W 2012 otrzymała tytuł naukowy profesora. Odznaczona złotym medalem Komisji Edukacji Narodowej (2005) i Medalem Złotym za Długoletnią Służbę (2010). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Eliza Orzeszkowa „Opowiadania”. Wwa: Jota 1991, 42 s. Przewodnik po Lekturach, 53.
2. Literacki świat rzeczy. O realiach w pozytywistycznej powieści obyczajowej. Wwa: Elipsa 1995, 188 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawiera: Słowo wstępne. – Pozy i gesty. O „Zygzakach” Kraszewskiego. – „Emancypantki”. Skromne suknie emancypantki [dot.: B. Prus: Lalka, Emancypantki; H. Sienkiewicz: Rodzina Połanieckich]. – Symetria realiów i antynomia powieści „Nad Niemnem” [E. Orzeszkowej]. – Kulinaria. – O realiach pozytywistycznej powieści obyczajowej.
Przekł. niem. fragm. rozdz. Kulinaria (pt. Brzuch i kieszeń. Aksjosemiotyka kulinariów): Die kulinarische Axiosemiotik im sittenschildernden Roman des Positivismus. [Przeł.:] F. Günther, E. Koba. W: Natura naturata. Gegenständliche Welt und Kultureme in der polnischen Literetur von der zweiten Hälfte des 19. Jahrhunderts bis zur Gegenwart. Amsterdam 1997 s. 29-52.
3. Bohaterowie polskiej prozy współczesnej 1864-1914. Artyści, twórcy. Wwa: UW 1999, 207 s. Wydawn. Dydak. Wydz. Polonistyki. UW. Ser. Szósta, 47.
Zawiera: Wstęp. – Aneks [przykłady postaci pominiętych w opracowaniu]. – Wyglądy bohaterów; Inteligent; Artysta – człowiek końca wieku; Artysta i mit wiecznej natury. Twórca – człowiek pierwotny; Filister. – Uzupełnienie: Kobieta i mężczyzna; Zbiorowość. Nowy bohater – tłum; Zwierzę.
4. Literatura polska drugiej połowy XIX wieku (1864-1914). [Podręcznik akademicki]. Wwa: Trio 2000, 359 s.
5. Proza Kraszewskiego. Codzienność. [Monografia]. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2011, 346 s.

Rozprawy i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Kalendarze 2. połowy XIX wieku jako źródło do badań literackich – „Kalendarz Ungra”. W: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu. Ser. 2. Wr. 1983 [właśc. 1984] s. 227-240. – Koncepcja prasy w „Tygodniku Ilustrowanym” za redakcji Ludwika Jenikego. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1982/83 wyd. 1984 s. 135-151. – Rozumienie i ocena naturalizmu w „Tygodniku Ilustrowanym” za redakcji Jenikego. W: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu. Ser. 3. Wr. 1984 s. 152-169. – Problematyka przełomu w badaniach nad krytyką literacką końca XIX wieku. [Współaut.:] E. Gaworska, W. Klemm. W: Przełom antypozytywistyczny w polskiej świadomości kulturowej końca XIX wieku. Wr. 1986 s.163-181. – „Tygodnik Ilustrowany” 1859-1886 jako pismo literackie. [Cz. 1-3]. „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1987 [cz. 1 pt.] „Tygodnik Ilustrowany” 1859-1886 jako pismo integrujące, nr 2 s. 5-31, [cz. 2 pt.] Teoria i praktyka krytyki literackiej w „Tygodniku Ilustrowanym” za redakcji Jenikego, nr 3 s. 5-25, [cz. 3 pt.] Rozumienie i ocena romantyzmu w „Tygodniku Ilustrowanym” za redakcji Jenikego, nr 4 s. 41-58. – Witraż z wampirem. [Współaut.:] J. Tomkowski. „Twórczość” 1987 nr 10 s. 93-111 [dot.: W. Reymont: Wampir]. – Możliwości realizacji projektów literackich w ocenie Sygietyńskiego i Chmielowskiego. W: Z domu niewoli. Wr. 1988 s. 53-65. – O „Chacie za wsią” Kraszewskiego. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1986 wyd. 1988 s. 35-51. – „Tygodnik Ilustrowany” a pozytywizm. „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1988 nr 1 s. 23-38. – Czego nie ma w „Nad Niemnem” [E. Orzeszkowej]. W: Nowe stulecie trójcy powieściopisarzy. Wwa 1992 s. 267-81. – Dzieciństwo niemityczne. W: Mit dzieciństwa w sztuce młodopolskiej. Wwa 1992 s. 10-19 [dot. pisarzy: E. Orzeszkowej, M. Konopnickiej, B. Prusa]. – Miasto kryminalne? W: Miasto - kultura - literatura. Wiek XIX. Gdańsk 1993 s.113-124 [w literaturze okresu pozytywizmu]. – Stolica polskości – Dzierzbiłłowice („Różowe krowy i szare scandalie” Michała Choromańskiego). W: Kategoria narodu w kulturach słowiańskich. Wwa 1993 s. 155-162. – Sztuka przekonywania w „Nad Niemnem” [E. Orzeszkowej]. W: Polska powieść XIX i XX wieku. Lubl. 1993 s. 251-264. – „Kwatera bożych pomyleńców”. W: Druga wojna światowa w literaturze polskiej i obcej. Lubl. 1994 s. 165-175 [dot. utworu W. Zambrzyckiego]. – Pozytywistyczna lektura „365 obiadów”. W: Książka pokolenia. W kręgu lektur doby postyczniowej. Białystok 1994 s. 108-122 [dot. książki L. Ćwierczakiewiczowej i jej odbicia w literaturze]. – Kraszewski i fantastyka. W: Józef Ignacy Kraszewski. Twórczość i recepcja. Lubl. 1995 s. 159-169. – Smak wolności i niewoli. Aksjosemiotyka kulinariów w pozytywistycznej powieści obyczajowej. W: Kategoria wolności w kulturach słowiańskich. Wwa 1995 s. 91-97. – Lucyna Ćwierczakiewiczowa – kucharka i dama. W: Kobieta i… T. 5. Kobieta i kultura życia codziennego. Wiek XIX i XX. Wwa 1997 s. 159-169. – Pozytywistyczne przekłady dziewiętnastowiecznej literatury europejskiej. W: Przekład literacki. Teoria, historia, współczesność. Wwa 1997 s. 196-204. – Zabawki Marysi. W: „O krasnoludkach i o sierotce Marysi” Marii Konopnickiej. Suwałki 1997 s. 85-90. – Bajki Sieroszewskiego. „Bajka o Żelaznym Wilku”. W: Trzy pokolenia. Wwa 1998 s. 81-90. – Dziecięce sacrum: spiżarnia – rajskie jabłko. W: Dzieciństwo i sacrum. Oświęcim 1998 s. 95-207 [motyw dziecka w lit. wspomnieniowej 2. połowy XIX w.] – Ja i tłum. „Pielgrzymka do Jasnej Góry” Reymonta. W: Literatura Młodej Polski. Między XIX a XX wiekiem. Białystok 1998 s. 259-270. – Przyjęcie u baronostwa Niemanów. W: Oczywisty urok biesiadowania. Wr. 1998 s. 185-189 [dot.: W. Berent: Ozimina]. – Dziewiętnastowieczna podróż Sienkiewicza. W: Sienkiewicz i epoki. Wwa 1999 s. 55-62. – Formuła Polaka - posiadacza ziemi. Warianty powieściowe. W: Przemiany formuły polskości w drugiej połowie XIX wieku. Wwa 1999 s. 97-104. – Geniusz czy Judasz? Orzeszkowa o Conradzie. W: Obraz zdrajcy i szpiega w kulturach słowiańskich. Wwa 1999 s. 39-47. – Gomulicki, Prus i latarnie uliczne. W: Wiktor Gomulicki. Problemy twórczości i recepcji. Pułtusk 1999 s. 115-126 [motyw latarni ulicznej w twórczości obu pisarzy]. – Orzeszkowa wśród Greków i Rzymian. W: Literatura i czasopiśmiennictwo polskie 1864-1918 wobec tradycji antycznej. Wwa 2000 s. 81-99. – Sacrum dzieciństwa: wtajemniczenie. „Tajemniczy ogród” [F. Burnett]. W: Dzieciństwo i sacrum. [T.] 2. Studia i szkice literackie. Wwa 2000 s. 31-39. – Codzienność w krakowskich opowiadaniach Michała Bałuckiego. W: Świat Michała Bałuckiego. Kr. 2002 s. 233-244. – Młodopolski palimpsest w powieściach Michała Choromańskiego. W: Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. Wwa 2003 s. 131-144. – Puszcza Żeromskiego i Orzeszkowej. W: Klucze do Żeromskiego. Lubl. 2003 s. 161-170. – W dolinach rzek, na szczytach gór. Pozytywiści na szlakach romantycznych wędrowców. W: Prus i inni. Lubl. 2003 s. 439- 448. – Wyobraźnia Bolesława Prusa. W: Bolesław Prus. Pisarz, publicysta, myśliciel. Lubl. 2003 s. 61-67. – Ironia pozytywistów. W: Literatura i sztuka drugiej połowy XIX wieku. Lubl. 2004 s. 457-471. – Portrety znajomych Marii Konopnickiej. W: Ludzie - rzeczy - obrazy. Suwałki 2004 s. 49-58. – Ubogi. Kwestia wartości. W: Dzieło świętego Franciszka z Asyżu. Projekcja w kulturze i duchowości polskiej XIX i XX wieku. Wwa 2004 s. 331-340. – Ilustracja cyklu, cykl ilustracji. W: Semiotyka cyklu. Białystok 2005 s. 45-55. – Etyka naśladowania. W: Etyka i literatura. Wwa 2006 s. 316-330. – Kraszewskiego obrazy z końca XVIII wieku. Między historycznością a współczesnością. W: Powieść historyczna dawniej i dziś. Kr. 2006 s. 196-206. – Szlachcic stolarzem. Funkcje i sensy motywu w „Krewnych” Józefa Korzeniowskiego i „Pamiętniku Wacławy” Elizy Orzeszkowej. W: Światy przedstawione. Tor. 2006 s. 115-123. – Złote jabłko, złoty Jasieńko. Pieniądz i bogactwo w powieściach współczesnych Kraszewskiego: problematyka etyki dziewiętnastowiecznej. W: Europejskość i rodzimość. Horyzonty twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. Pozn. 2006 s. 205-215. – Inteligent na poboczu drogi. Powieści Władysława Zambrzyckiego. W: (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL. Wwa 2008 s. 221-244. – Starość, mądrość, tajemnica. „Powieści chińskie” Wacława Sieroszewskiego. W: Bez antypodów? Zbliżenia i konfrontacje kultur. Łódź 2008 s. 105-113. – Wiek XIX w „Wieku”. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. Im. A. Mickiewicza” 2008 s. 111-119. – Wycieczki. W: Podróż i literatura 1864-1914. Wwa 2008 s. 598-610. – Co się dzieje w Swojczy? W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 623-632 [dot.: A. Dygasiński: W Swojczy]. – „Kollokacja” w czterdzieści lat później. „Właściciele”. „Litteraria Copernicana” 2009 nr 2 s. 112-120 [relacje między powieściami J. Korzeniowskiego i A. Dygasińskiego]. – Lwowski tekst „Gazety Lwowskiej”. W: Modernistyczny Lwów. Wwa 2009 s. 75-89. – Pies i kot. W: Ocalone królestwo. Wwa 2009 s. 193-203 [o twórczości L.J. Kerna]. – Podróż jako droga ku humanitas w drugiej połowie XIX wieku. W: Humanizm polski. Wwa 2009 s. 205-221. – Obraz Londynu i jego stołeczności w „Szkicach z Anglii” Ignacego Maciejowskiego (Sewera). W: Obrazy stolic europejskich w piśmiennictwie polskim. Łódź 2010 s. 21-30. – Parnasyjskość w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku. W: Humanistyczne modele kultury nowożytnej wobec dziedzictwa starożytnego. Wwa 2010 s. 347-360. – Uroczystości „Tygodnika Ilustrowanego”. W: Upominki od narodu. Żarnowiec 2010 s. 57-72. – Dwie córki i ojcostwo nestora. W: Dwie gwiazdy, dwie drogi. Konopnicka i Orzeszkowa – relacje różne. Wwa 2011 s. 315-327. – „Sprawa kryminalna” Kraszewskiego. „Prz. Hum.” 2011 nr 5 s. 117-126. – Świętochowski o Kraszewskim jak o sobie. W: Aleksander Świętochowski. Lubl. 2011 s. 257-267. – Dziad, baba i kwestia śladu. W: Spotkania w przestrzeni idei-słów-obrazów. Tor. 2012 s. 547-560. – Kraszewski „czyta” Brzozowskiego. W: Konstelacje Stanisława Brzozowskiego. Wwa 2012 s. 99-109. – Niewiedza bohaterów Orzeszkowej. W: Sekrety Orzeszkowej. Wwa 2012 s. 137-145. – Okna Kraszewskiego. W: Kraszewski. Poeta i światy. Tor. 2012 s. 445-466. – Ziemne ludki. Kwestie tożsamości. W: Ludzie i krasnoludki. Powinowactwa z wyboru. Wwa 2014 s. 215-226 [dot.: J. Ejsmond: Baśń o ziemnych ludkach]. – Mistyfikacja i metamorfoza. W: Krasiński i Kraszewski wobec europejskiego romantyzmu i dylematów XIX wieku. (W dwustulecie urodzin pisarzy). Pozn. 2016 s. 217-228. Prace Komis. Filol. – PTPN. Wydz. Filol.-Filozof., 77 [dot.: J.I. Kraszewski: Z życia awanturnika]. – Starcy pozytywistów. Starość jako literackie wyobrażenie sytuacji tradycji we współczesności Polaków. W: Ludzie starzy i starość na ziemiach polskich od XVIII do XXI wieku na tle porównawczym. T. 2. Aspekty społeczno-kulturowe = Old people and old age in the Polish lands from the 18th to the 21st century (in a comparative context). Vol. 2. Socio-cultural aspects. Wwa 2016 s. 195-207. – Na obrzeżach Szkoły Głównej. W: Szkoła Główna. Kręgi wpływów. Wwa 2017 s. 227-243 [dot. K. Brandla, fotografa]. – „Rok polski w życiu, tradycji i pieśni”. Literackie sensy i konteksty. „Bibl. Podlaski” 2017 nr 1 s. 9-27 [dot. Z. Glogera].
Prace redakcyjne
1. Warszawa pozytywistów. Praca zbiorowa pod red. [i z przedm.] J. Kulczyckiej-Saloni i E. Ihnatowicz. Wwa: Inst. Literatury Pol. UW 1992, 281 s. Pisarze Pol. i Warszawa.
2. Kraszewski – pisarz współczesny. Praca zbiorowa pod red. [i ze wstępem] E. Ihnatowicz. Wwa: Elipsa 1996, 236 s. UW. Inst. Jęz. Pol.
3. Sienkiewicz i epoki. Powinowactwa. Pod red. [i ze słowem wstępnym] E. Ihnatowicz. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 1999, 313 s.
4. Mieszczaństwo i mieszczańskość w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku. Pod red. E. Ihnatowicz. Wwa: Elipsa 2000, 272 s.
5. Etyka i literatura. Pisarze polscy lat 1863-1918 w poszukiwaniu wzorców życia i sztuki. Red.: E. Ihnatowicz i E. Paczoska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2006, 564 s. Z Publ. Zakładu Pozytywizmu i Młodej Polski.
6. Podróż i literatura. 1864-1914. Pod red. nauk. [i ze słowem wstępnym] E. Ihnatowicz. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2008, 632 s.
7. Europejczyk w podróży 1850-1939. Pod red. E. Ihnatowicz i S. Ciary. Wwa: Neriton 2010, 488 s. Pr. Inst. Hist. UW.
8. Dwie gwiazdy, dwie drogi. Konopnicka i Orzeszkowa – relacje różne. Pod red. E. Ihnatowicz i E. Paczoskiej. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2011, 375 s.
9. Kraszewski. Poeta i światy. Pod red. T. Budrewicza, E. Ihnatowicz, E. Owczarz. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2012, 484 s., [6] s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2013, plik w formacie PDF.
10. Zapomniane / zapamiętane. Dziecięce lektury czytane po latach. Studia przypadków. Pod red. nauk. E. Ihnatowicz. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2014, 251 s.
11. B. Prus: Humoreski, nowele, opowiadania. T. 4. 1876-1877. Red.: P. Bordzoł. Oprac.: P. Bordzoł, E. Ihnatowicz, J. Lekan-Mrzewka, I. Poniatowska; T. 5. 1878-1879. Red.: A. Bąbel. Oprac.: A. Bąbel, A. Janicka, I. Poniatowska. Wwa: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza; Lubl.: Episteme 2016, 652 s. Pisma wszystkie. Ser. A: Humoreski, nowele, opowiadania.
Dwa tomy w 1 vol. 


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2013.

Literacki świat rzeczy

 	E. KOWECKA. „Kwart. Hist. Kult. Materialnej” 1995 nr 4.
 	J. SOSNOWSKI: Szampan i ostrygi. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 227.
 	B. MAZAN. „Pam. Lit.” 1996 z. 3.
 	G. LESZCZYŃSKI: Pozytywistyczne „obroty rzeczy”. „Nowe Książ.” 1996 nr 1.
 	J. ZACHARSKA: Język rzeczy. „Prz. Hum.” 1996 nr 4.

Bohaterowie polskiej prozy współczesnej

 	B. GRYSZKIEWICZ: O bohaterach prozy pozytywizmu i Młodej Polski. „Konspekt” 2001/2002 nr 9.

Literatura polska drugiej połowy XIX wieku

 	B. BOBROWSKA: Nowa synteza literatury polskiej drugiej połowy XIX wieku. „Prz. Hum.” 2001 nr 6.
 	T. BUJNICKI. „Nowa Polszczyzna” 2001 nr 3.
 	H. MARKIEWICZ: Niewiarygodna książka. „Teksty Drugie” 2001 nr 5.
 	A. TYSZKA: O pozytywizmie i Młodej Polsce inaczej. „Nowe Książ.” 2001 nr 2.
 	W. KLEMM. „Pam. Lit.” 2002 z. 2.

Warszawa pozytywistów

 	J. PAPUZIŃSKA: Warszawa namiętności. „Nowe Książ.” 1994 nr 6.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3036" title="Inga IWASIÓW" slug="inga-iwasiow">ur. 1963

Imiona metrykalne: Inga Małgorzata

Podpisywała teksty też: Małgorzata Ciepła.

Historyk literatury, krytyk literacki, prozaik, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 6 czerwca 1963 w Szczecinie; córka Kazimierza Ciepłego, zegarmistrza, i Barbary z domu Dutko, pielęgniarki. Od 1978 uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Szczecinie; w 1982 zdała maturę. Następnie studiowała filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (od 1985 Uniwersytet Szczeciński, USzcz.). Debiutowała w 1986 recenzją napisaną wspólnie z Moniką Dłużyk pt. Dialog o „Ślepym ptaku ruin”,dotyczącą powieści Andrzeja Turczyńskiego, opublikowaną w „Głosie Szczecińskim” (nr 18); za właściwy debiut krytycznoliteracki uważa recenzję książki B. Frankiewicz Sydonia pt. Wszystko zgodnie z prawem, ogłoszoną w miesięczniku „Nowe Książki” (1986 nr 7/8). W tymże roku uzyskała magisterium, a w 1987 została zatrudniona na stanowisku asystenta w Instytucie Filologii Polskiej (IFP; od 2005 Instytut Polonistyki i Kulturoznawstwa) USzcz. W pracy naukowej zajęła się badaniami historii literatury XX i XXI w., krytyką feministyczną, zagadnieniami kulturowej tożsamości i pograniczy kulturowych. Artykuły i szkice na ten temat publikowała m.in. w „Zeszytach Naukowych” USzcz. (1991, 1993, 1995), „Kresach” (1992, 1996, 1998-99, 2002-04), „Tekstach Drugich” (1993, 1995-99, 2002, 2004-05, 2010). W 1994 uzyskała doktorat na USzcz. na podstawie rozprawy pt. Świat kresowy w prozie Włodzimierza Odojewskiego (promotor prof. Bolesław Hadaczek) i otrzymała stanowisko adiunkta. Równocześnie uprawiała krytykę literacką, publikując liczne recenzje m.in. w „Nowych Książkach” (1987-90 i od 1995). W 1993 została członkiem SPP. Współpracowała z regionalnym ośrodkiem Polskiego Radia i Telewizji w Szczecinie, przygotowując felietony, recenzje, reportaże z życia literackiego i rozmowy o książkach (1995-98). Jako prozaik debiutowała w 1995 fragmentem powieści Miasto-Ja-Miasto pt. Esej o mieście, opublikowanym na łamach pisma „Pogranicza” (nr 1). Z pismem tym współpracowała od 1994, zamieszczając na jego łamach m.in. recenzje i wiersze (podp.: Małgorzata Ciepła); od 1999 do rozwiązania pisma w 2012 pełniła funkcję jego redaktora naczelnego. Nadto recenzje, eseje, opowiadania i fragmenty powieści drukowała m.in. w pismach: „Fraza” (1995-99), „Arkusz” (1996-2002), „FA-art” (1996-2002), „Opcje” (2001-02), „Res Publica Nowa” (2002-03). Felietony zaczęła zamieszczać również na stronach internetowych: www.artpapier.com oraz www.kreatura.com. W 1999-2005 prowadziła wykłady z zakresu krytyki feministycznej na podyplomowych studiach „Gender Studies” na Uniwersytecie Warszawskim. W 2000 uzyskała habilitację na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu na podstawie rozprawy pt. Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda i otrzymała stanowisko profesora USzcz. Od tegoż roku kierowała Zakładem Literatury Polskiej XX w. (później: Zakład Literatury Polskiej XX i XXI Wieku) Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa. W 2001 weszła w skład Rady Wydawniczej Wydawnictwa Naukowego USzcz. W 2005-09 współpracowała z Instytutem Teatralnym im. Z. Raszewskiego w Warszawie. Została wyróżniona dwiema nagrodami Prezydenta m. Szczecina: Nagrodą Artystyczną m. Szczecina (za 2006) i tytułem „Ambasador m. Szczecina” (2010). W 2007 otrzymała tytuł naukowy profesora. W tymże roku weszła w skład Komitetu Nauk o Literaturze PAN. Od 2008 wykładała na Podyplomowych Studiach „Gender Studies” w IBL PAN. W 2009-12 pełniła funkcję dyrektora Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa USzcz. W 2010 została profesorem zwyczajnym USzcz. Artykuły, recenzje oraz fragmenty powieści publikowała m.in. w „Teatrze” (2010-12), „Tygodniku Powszechnym” (od 2010) i w jego dodatku „Książki w Tygodniku” (od 2011), „Gazecie Wyborczej” (2011-12, 2014), „Wielogłosie” (2013), „Polityce” (2014), „Borussii” (2015), „Przeglądzie Politycznym” (2015), „Znaku” (2015-17), „Nowej Dekadzie Krakowskiej” (2017). W 2011-13 wchodziła w skład jury Nagrody Literackiej Nike. W 2012 została członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2012 była też współtwórczynią Nagrody Literackiej dla Autorki „Gryfia”, powołanej przez „Kurier Szczeciński”, Uniwersytet Szczeciński, Prezydenta m. Szczecina i Marszałka Województwa Zachodnio-Pomorskiego i do października 2013 należała do kapituły tej nagrody. Współorganizowała Festiwal Literatury Kobiet w Szczecinie. W 2013 była współzałożycielką Polskiego Towarzystwa Autobiograficznego na USzcz. W tymże roku została też (wspólnie z Jerzym Madejskim) redaktorką naczelną szczecińskiego półrocznika „Autobiografia. Literatura, Kultura, Media”.W 2015 weszła w skład kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej im. A. Mickiewicza. Odznaczona m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi oraz Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005).

W 1983 zawarła związek małżeński ze Sławomirem Iwasiów, inżynierem chemikiem; ma dwóch synów Sławomira (ur. 1983) i Kamila (ur. 1994). Mieszka w Szczecinie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Kresy w twórczości Włodzimierza Odojewskiego. Próba feministyczna. Szczec.: JotA 1994, 172.
Rozprawa doktorska.
2. Miasto-Ja-Miasto. [Powieść]. Szczec.: „Kurier-Press” 1998, 104 s. Bibl. SPP.
3. Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda. Szczec.: Wydawn. Naukowe US [USzcz.] 2000, 221 s. Rozpr. i Stud., t. 362.
Rozprawa habilitacyjna.
4. Miłość. [Wiersze]. Szczec.: 13 Muz 2001, 75 s. Bibl. „Pograniczy”.
5. Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj. Kr.: Universitas 2002, 259 s.
Zawiera recenzje w częściach: Płeć i czytanie; Wzniosłość i męskie mity; O czym marzą mężczyźni; Mężczyzna piszący siebie; Męska Europa; Polityczna poprawa?
6. Gender dla średniozaawansowanych. Wykłady szczecińskie. Wwa: W.A.B. 2004, 261 s. Z Wagą. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 2008.
Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2005.
Zawartość: Wstęp: O pisaniu i wykładzie. – Wykład I. Czego pragniemy: „Gender” wobec „sexu”; Wykład II. O wrażliwości na płeć jako strategii lektury w krytyce literackiej; Wykład III. Płeć skonstruowana; Wykład IV. Przyjemność; Wykład V. Płeć i autobiografia; Wykład VI. Kobieca saga i potrzeba genealogii; Wykład VII. Postkolonializm; Wykład VIII. Płeć i historia; Wykład IX. O niemożliwości czytania poza kategorią „gender”. (Recepcja Sarah Kane w Polsce); Wykład X (nieobowiązkowy). Przestrzeń dla kobiet, przestrzenie kobiet. – Aneks: Wypowiedzi słuchaczek wykładów (fragmenty).
7. Parafrazy i reinterpretacje. Wykłady z teorii i praktyki czytania. Szczec.: Wydawn. Nauk. US [USzcz.] 2004, 224 s. Rozpr. i Stud., t. 500.
Zawiera części: Od erotyki lektury do paru pytań o uwiedzenia i zawody metodologiczne [dot. S. Sontag]; Czytanie „Lalki” [B. Prusa]; [J.] Kosiński, mój najbliższy; Jaka to planeta? [dot.: E. Sonnenberg: Planeta]; Auschwitz. „Nie do przeskoczenia”; Średniomiejskie opowieści [dot.: A.D. Liskowacki: Eine Kleine]; Smutek technologii [dot.: R. Braidott: Metamorphoses]; Powrót na prawach autosuplementu [dot.: W. Odojewski: Bez tchu; Czas odwrócony].
8. [Trzydzieści dziewięć] 39/41. [Wiersze]. Szczec.: 13 Muz 2004, 61 s.
9. Smaki i dotyki. [Opowiadania]. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2006, 236 s. Nowa Proza Pol. Wyd. nast.: Wwa: Wielka Litera 2014, 301 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Pole walki jej najlepszej opowieści; Uczciwa transakcja; Wąskie przejście; Murzyn z francuskiej ambasady; Słońce – deszcz – słońce; Prawdomówność; Mapa Śródmieścia; Śmierć i życie; Bransoletka 1983; Ucieczka z ulicy Beethovena; Pociąg do Berlina; U Cindy; Sukniowstąpienie; Dziewictwo utracone z Małgorzatą; Testament; Smaki i dotyki; Niespodzianie; Wymiana; Rozmówki; Kobieta z kotletem. Brednia paraakademicka; Plagiat; Pani redaktor nie tańczy; Porada [zob. poz. 18].
10. Bambino. [Powieść]. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2008, 349 s. Nowa Proza Pol. Wyd. nast.: Wwa: Wielka Litera 2015.
Finalistka Nagrody Lit. Nike, Nagrody Lit. Gdynia, Nagrody Lit. Europy Środkowej Angelus oraz Nagrody Lit. „Cogito” w 2009.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2015, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Przekł. niem.: Bambino Dairy Bar. [Przeł.] E. Kinsky. Przekł. powst. przed 2011 [nagroda Bank Austria Literaris w 2011].
11. Ku słońcu. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2010, 317 s. Nowa Proza Pol.
12. Na krótko. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2012, 366 s. Czytelnia Pol.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
13. Blogotony. Wwa: Wielka Litera 2013, 342 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera felietony w częściach: Zawodowo uczestnicząc; Przełamując fale (feminizmu i wszystkie inne); Tryb podróżny i osiadły; Myślenie jest polityczne; Mijanie; Blog w życiu (raczej nieprywatnym), – nadto odc. 1-11 powieści „Na krótko” (poz. 12).
14. Granice. Polityczność prozy i dyskursu kobiet po 1989 roku. Szczec.: Wydawn. Nauk USzcz. 2013, 207 s. Rozpr. i Stud., t. 869.
Zawartośc: I: Pisarki w pejzażu politycznym. Wstępne uwagi; Płeć jest jak polityczna historia literatury; Nałkowska i granica [dot.: Z. Nałkowska: Granica]; [V.] Woolf: wzór pisarstwa krytycznego; [J.] Butler: rozbrajanie komunikacji; Czyje to siostry? [dot. tekstu L.M.G. Zerilli: Machiavelli’s sisters]; Antygona [Sofoklesa] raz jeszcze; Gatunek; Postkolonialnie [dot.: G.C. Spivak: Strategie postkolonialne]. – II: Wojna i pamięć; Polityczne/prywatne; Wojna i podmiot; Wojna i PRL – narracja autobiograficzna; Ręka w rododendronach. O prozie Zyty Oryszyn; Polityka narracji rodzinnej [dot.: Jerzy Krzyżanowski, M. Krzyżanowska-Mierzewska: Według ojca, według córki]; Wojna i wina. Narracja z drugiej strony granicy [dot. J. Franc]; Spektakl o matce i ojczyźnie. Poza powieścią [dot.: B. Keff: Utwór o Matce i Ojczyźnie]. – III: Lokalność; Przybyszki. Zmienianie granic [dot. K. Suchodolskiej]; Uciekinierki. Okrutne ojczyzny Alice Munro. – IV: Próby tożsamości. – V: Powieść jako zwierciadło zmian; Inne, inność, normalizacja, destabilizacja; Niegdyś solidarne, nadal samotne [dot. szkicu G. Borkowskiej: Solidarne i samotne]; Rewolucjonistki, emigrantki; Pastisze, parodie, zerwania; Mocnym głosem. – VI: Pisarka wobec własnej biografii [dot. H. Opfer i K. Surmiak-Domańskiej]. – VII: Przed sklepem rzeźnika; Magdalenki na miarę albo „fason społeczny” w prywatnej perspektywie; W kolejce [dot. E. Kuryluk: Frascati]; Sprawić cielaczka; Z kiełbasy.
15. Umarł mi. Notatnik żałoby. Wołowiec: Czarne 2013, 128 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Refleksje po śmierci ojca autorki.
16. W powietrzu. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2014, 270 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
17. Pięćdziesiątka. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2015, 285 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2015, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI .
18. Smaki i dotyki. [Utwór dramatyczny]. Prem.: Reż.: S. Miedziewski. Słupsk, T. Rondo, Szczec., T. Współcz. 2015. Por. poz. 9.
Monodram na podstawie opowiadania pt. Porada.
19. Dziecko. Dramat w epizodach. „Dialog” 2016 nr 5 s. 44-73. Prem.: Reż.: M. Łyko. Szczec., T. Współcz. (Scena Malarnia) 2017.

Przekłady utworów I. Iwasiów w antologiach zagranicznych: niem.: Zugezogen: Flucht und Vertreibung. Erinnerungen der zweiten Generation. [Oprac.:] R. Schleb, R. Zens. Paderborn [2016], – ros.: Kurortnye Romany. Sbornik. Moskva 2010; ...o lûbvi. 10 romantičeskih istorij. Pod red. A. Boleckoj. [Przekł.: Û. Čajnikov, D. Kogan]. Belgorod 2012, – szwedz.: Polen berättar. Navelsträngen i jordan. Red.: I. Grönberg, S. Ingvarson. Stockholm 2005.

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Stereotyp Murzyna w marynistyce szczecińskiej. W: Egzotyzm w literaturze. Szczec. 1990 s. 195-211. – Motywy polityczne w powieściach Wacława Bilińskiego. „Zesz. Nauk. USzcz.” 1991 nr 67 s. 40-52. – Budda i buddyzm w polskim ekspresjonizmie. [Współautor.:] E. Kuźma. „Zesz. Nauk. UJ” 1992 z. 79 nr 1036 s. 189-201. – Historia, śmierć i miłość. Próba antropologicznego wyjaśnienia okrucieństw w twórczości Włodzimierza Odojewskiego. W: Z warsztatu badawczego humanistyki. Szczec. 1993 s. 95-103. – Początek i rozwinięcie, czyli porządek i chaos w twórczości prozatorskiej Włodzimierza Odojewskiego. W: Formy i strategie wypowiedzi narracyjnej. Tor. 1993 s. 171-183. – Post-modernizm jako daremna walka z biologią. W: Z problemów podmiotowości w literaturze polskiej XX wieku. Szczec. 1993 s. 79-97. – Reklama jako pareneza. [Współaut.:] J.F. Kazimierski. W: Mity i stereotypy w kulturze, literaturze i języku. Szczec. 1993 s. 107-117. – Antropologia wojny w cyklu podolskim Włodzimierza Odojewskiego. Rzecz o wędrownych fantazmatach. W: Druga wojna światowa w literaturze polskiej i obcej. Lubl. 1994 s. 233-244, przedr. pt.: Rzeczywistość antropologiczna w cyklu podolskim Włodzimierza Odojewskiego. Rzecz o wędrownych fantazmatach. W: Fantastyka, fantastyczność, fantazmaty. Gdańsk 1994 s. 175-191. – Perswazja mimetyczna – wyższy układ znaczeniowy? W: Rozgrywanie światów. Szczec. 1994 s. 27-35. – Świat dorosłego w poezji dla dzieci. W: Dziecko i jego światy w poezji dla dzieci. Szczec. 1994 s. 158-167. – I Faustyna umrze... O twórczości Krystyny Kofty. „Teksty Drugie” 1995 nr 3/4 s. 196-211. – Oblicza „Ja”. O świadomości bohaterek dramatów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. „Ruch Lit.” 1995 z. 4 s. 463-473, przedr. w: Stulecie Skamandrytów. Kr. 1996 s. 137-148. – Wyjechać czy zostać? Szkic o prozie szczecińskiej. „Prz. Zachodniopomorski” 1995 z. 2 s. 77-94. – Jerzego Kosińskiego eksperymenty ze świadomością. W: Literackie portrety Żydów. Lubl. 1996 s. 185-198. – Kategoria mimesis w dyskursie feministycznym. W: Mimesis w dyskursie literackim. Tor. 1996 s. 207-222. – Poetyka i tempo. W: Szybko i szybciej. Wwa 1996 s. 154-162. – Rzekomy egzystencjalizm. O recepcji wczesnej twórczości Włodzimierza Odojewskiego. W: Pogranicza, granice, ograniczenia. Lubl. 1996 s. 97-110. – Siostry – szkic o prozie (młodej) kobiet. „Teksty Drugie” 1996 nr 5 s. 84-100. – Ślady porządków represywnych. W: Interdyscyplinarność i semiotyka w kulturze i nauce. Szczec. 1996 s. 45-54. – Wycofanie głosu – prawda i kłamstwo pisma. W: Kłamstwo w literaturze. Kielce 1996 s. 185-199. – Jungowska wykładnia motywów roślinnych w opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza. W: Literacka symbolika roślin. Gdańsk 1997 s. 159-169. – Milczenie obcego. W: Swoi i obcy w literaturze i kulturze. Lubl. 1997 s. 97-106 [dot.: J. Kosiński: Malowany ptak; W. Odojewski: Zasypie wszystko zawieje]. – Ameryka kobiecości. „Kresy” 1998 nr 4 s. 86-97, przedr. z podtyt.: O pisarstwie Danuty Mostwin. W: Pogranicza wrażliwości w literaturze i kulturze. Cz. 2. Szczec. 1999 s. 53-71. – Płeć jako niewyrażalne, niewypowiadalne, niedefiniowalne. W: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 s. 165-173. – Słownik nieświadomości. Sny literackie po psychoanalizie. „Teksty Drugie” 1998 nr 1/2 s. 55-83, przedr. w: Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku. Tor. 1999 s. 295-318. – Gatunki i konfesje w badaniach „gender”. „Teksty Drugie” 1999 nr 6 s. 41-55. – Kobiecość w tekście homoerotycznym. W: Kobiety w literaturze. Bydg. 1999 s. 193-204. – Osoba w dyskursie feministycznym. „Teksty Drugie” 1999 nr 1/2 s. 49-63, przedr. w: Osoba w literaturze i komunikacji literackiej. Wwa 2000 s. 84-97. – Przeniesienia. W: Psychologia literatury. Wwa 1999 s. 15-25. – Rzeczy Tyrmanda. W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999 s. 191-205. – Droga do śmierci, droga do życia. O „Oksanie” Włodzimierza Odojewskiego. W: Człowiek w drodze. T. 1. Bydg. 2000 s. 169-178. – Kobiecość za zasłoną. O dramaturgii Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W: Nowa świadomość płci w modernizmie. Kr. 2000 s. 153-165. – Trzy podróże i kilka epizodów. Lubeka-Frankfurt-Greifswald… i kilka lektur. „Pogranicza” 2000 nr 5 s. 123-132. – Wolność i przemoc. O niektórych aspektach poemancypacyjnego dyskursu płci. [Współaut.:] P. Urbański. W: Krytyka feministyczna. Wwa 2000 s. 43-54. – Obcość kultury, znajoma bliskość innych. Wątki lesbijskie we współczesnej literaturze polskiej. W: Ciało, płeć, literatura. Wwa 2001 s. 435-453. – Wokół pojęć: kanon, homoerotyzm, historia literatury. „Katedra” 2001 nr 1 s. 98-121. – Ciało niechciane. Pogranicze identyfikacji seksualnej jako problem literatury i krytyki literackiej. W: Codzienne, przedmiotowe, cielesne. Izabelin 2002 s. 291-303. – Gender, tożsamość, stereotypy. „Ruch Lit.” 2002 z. 6 s. 541-555. – Krytyka feministyczna i skuteczność perswazji. W: Wiek kobiet w literaturze. Białystok 2002 s. 32-41. – Anachroniczny bastion. Z tektury, z literatury… W: Była sobie krytyka. Katow. 2003 s. 159-170 [dot.: A. Stasiuk: Dziewięć]. – Teorie i aporie. Twórcze kłopoty XX-wiecznych dyskursów. W: Dwudziestowieczność. Wwa 2004 s. 97-112. – Blaski i cienie krytyki feministycznej w Polsce. W: Literatury słowiańskie po roku 1989. T. 2. Feminizm. Wwa 2005 s. 26-45. – Tożsamość przez płeć. W: Polonistyka w przebudowie. T. 1. Kr 2005 s. 224-237. – Centralna płeć cywilna. W: Wojna, doświadczenie i zapis. Kr. 2006 s. 399-415. – Literatura jako wiedza o innych – rekonesans. W: Literatura i wiedza. Wwa 2006 s. 346-359. – Przez ciało. Wstęp do lektury. W: Szkice o twórczości Janusza St. Pasierba. Szczec. 2006 s. 89-97. – Teatr, dramat, gender – wyznaczniki przestrzeni komunikacyjnej. W: Inna scena. Kobiety w historii i współczesności teatru polskiego. Wwa 2006 s. 13-22. – Inna uległość. Trudne początki szczecińskiej lokalności. W: Narracje po końcu (wielkich) narracji. Wwa 2007 s. 346-356. – Krytyka feministyczna jako projekt przebudowy rzeczywistości. W: Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Kr. 2007 s. 365-376. – Polityczne/prywatne. Zdestabilizowana opozycja. (Wojenna i polityczna proza kobiet). W: Literackie reprezentacje doświadczenia. Wwa 2007 s. 296-310. – Powieść w obiegach. Lata osiemdziesiąte i kontynuacje. W: Prywatne/publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego. Szczec. 2008 s. 133-192. – Strategia krytyczna: poskramianie Szekspira. W: Literatura – punkty widzenia – światopoglądy. Kr. 2008 s. 391-406. – Pisarstwo kobiet w perspektywie zmian pokoleniowych i cywilizacyjnych. W: Napisać kobietę... (Dyskusje bułgarsko-polskie w latach transformacji) = Da opišeš žena... (B"lgaro-polski diskusii v godinite na prehoda). Red.: M. Karabelova, A. Našilovska. Sofiâ 2009 s. 39-54 [tekst w jęz. bułg. w przekł. M. Karabelovej]. - Kooperatywy. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2010 s. 83-96. – Autobiografia jako akt wyboru. W: Dzień jest za krótki. Kilka opowieści autobiograficznych. Wr. 2013 s. 17-23 [tekst w jęz. pol. i ang.]. – Hipoteza literatury neo-post-osiedleńczej. W: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2012 s. 209-224. – Trzy gwinee. Księgowanie. W: Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze. Szczec. 2014 s. 9-17 [dot. V. Woolf]. – Kobieta czytająca: wczoraj, dziś i jutro. W: Czytanie: kobieta, biblioteka, lektura. Szczec. 2015 s. 7-19. – „Niosło ją to, że stała u boku”. O genderowym modelowaniu biografii artystek. „Autobiografia. Literatura, Kultura, Media” 2015 nr 2 s. 63-74. – Twórczość niepozorna na barykadzie codzienności. W: Twórczość niepozorna. Kr. 2015 s. 17-26. – Seminarium. W: Erazm Kuźma. Słownik biografii i idei. Szczec. 2016 s. 235-248.
Prace redakcyjne
1. V [Piąta] fala. Pamięci Feliksa Rajczaka. Oprac. red.: I. Iwasiów, J. Kazimierski, T. Zawadowski. Zduńska Wola: Miej. Dom Kultury, Tow. Przyjaciół Zduńskiej Woli 1992, 52 s.
Antologia poezji.
2. Rozgrywania światów. Formy perswazji w kulturze współczesnej. Pod red. I. Iwasiów i J. Madejskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1994, 300 s.
3. „Panny z Wilka” Jarosława Iwaszkiewicza. Pod red. I. Iwasiów i J. Madejskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1996, 175 s. Rozpr. i Stud., t. 233.
4. Pogranicza wrażliwości w literaturze dawnej oraz współczesnej. Materiały z konferencji Pogranicza […] – konfrontacje, Szczec. 2-4 czerwca 1997 roku. Cz. 1. Miłość. Pod red. I. Iwasiów i P. Urbańskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1998, 217 s. Mater., Konf., nr 32. Por. poz. 5.
5. Pogranicza wrażliwości w literaturze i kulturze. Cz. 2. Meandry wrażliwości XX wieku. Pod red. I. Iwasiów i P. Urbańskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. Uszcz. 1999, 128 s. Rozpr. i Stud., t. 332.
Poszerzenie problematyki pokonferencyjnego zbioru, por. poz. 4.
6. „Wariacje pocztowe” Kazimierza Brandysa. Pod red. I. Iwasiów i J. Madejskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1999, 265 s. Rozbiory. Rozpr. i Stud., t. 323.
7. „Matka odchodzi” Tadeusza Różewicza. Pod red. I. Iwasiów i J. Madejskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2002, 163 s. Rozbiory. Rozpr. i Stud., t. 422.
8. Literatura na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny. Red.: I. Iwasiów, E. Kuźma. Szczec.: „Kurier-Press” 2003, 295 s.
Na k. tytułowej błędnie nazwisko I. Iwasiów: Iwsiów.
9. Kanon i obrzeża. [Materiały konferencji, Szczec. Maj 2004]. Red.: I. Iwasiów, T. Czerska. Kr.: Universitas 2005, 372 s.
10. Tożsamość kulturowa i pogranicza identyfikacji. [Materiały konferencji]. Pod red. I. Iwasiów i A. Krukowskiej. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2005, 187 s. Rozpr. i Stud., t. 556.
Materiały konferencyjne.
11. Prywatne/publiczne. Gatunki pisarstwa kobiecego. Pod red. I. Iwasiów. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2008, 240 s. Rozpr. i Stud., t. 723.
12. Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Idee, ideologie, metodologie. Pod red. A. Galant i I. Iwasiów. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2010, 419 s. Rozpr. i Stud., t. 726.
13. Pisarstwo kobiet pomiędzy dwoma Dwudziestoleciami. Red.: I. Iwasiów, A. Galant. Kr.: Universitas 2011, 352 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Universitas 2013, plik w formacie PDF.
14. Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze. Pod red. I. Iwasiów i A. Zawiszewskiej. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2014, 549 s. Rozpr. i Studia – USzcz., 886.
15. Autobiografie (po)graniczne. Pod red. I. Iwasiów i T. Czerskiej. Kr.: Universitas 2016, 314 s. Ser. Wydawn. Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 6.
16. Polityki relacji w literaturze kobiet po 1945. Pod red. A. Grzemskiej i I. Iwasiów. Szczec.: Wyd. Nauk. USzcz. 2017, 288 s. Rozpr. i Studia – USzcz., 988.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Strona internetowa: http://www.ingaiwasiow.pl .
 	Wywiady: Oko w oko z feministką. Rozm. J. Ławrynowicz. „Kur. Szczec.” 1995 nr 43; Rozkosze literatury. Rozm. J. Giza-Stępień. „Kur. Szczec.” 1999 nr 22; W sprawie kobiet – bez zmian? Rozm. D. Nowacki. „Opcje” 2002 nr 6; Babskie czytanie. Rozm. K. Wolnik. „Dz. Zach.” 2006 nr 279; Burzenie mitów. Rozm. A. Sasinowski. „Kur. Szczec.” 2008 nr 189; Nostalgia za barem Bambino. Rozm. T.Z. Zapert. „Rzeczpospolita” 2008 nr 233; „Bambino”, Szczecin i my. Rozm.: W. Jachim, E. Podgajna. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 19 dod. „Szczecin”; Bar Bambino i smutek PRL-u. Rozm. P. Smoleński. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 224; Upominam się o wykorzenionych. Rozm. M. Wapińska. „Dziennik” 2009 nr 223 dod. „Kultura” [dot. Bambino]; Upierać się przy swoim. Rozm. P. Pustkowiak. „Dziennik” 2010 nr 79 dod. „Kultura” [dot. zwłaszcza „Ku słońcu”]; Nie płaczę nad brakiem korzeni. Rozm. K. Uczkiewicz. „Pamięć i Przyszłość” 2011 nr 2, przedr. w: K. Uczkiewicz, Ł. Medeksza: Ziemie Zachodnie. Zrób to sam. Wywiady opublikowane w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” w latach 2008-2013. Wr. [2015] [dot. m.in. Bambino]; Odpowiedzieć Panu Cogito. Rozm. J. Kowalska. „Teatr” 2011 nr 7/8 [dot. twórczości teatralnej i literackiej kobiet]; Szare komórki nie odrastają. Czy artysta musi się zabić. Rozm. O. Byrska. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 36; Ojciec by mnie pochwalił. Rozm. M. Tutak-Goll. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 285 dod. „Wysokie Obcasy” nr 49 [dot. gł.: Umarł mi]; Sukienka dla feministki. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 256; Między miesiącami. Rozm. J. Czechowicz. W tegoż: Rok w rozmowie. Pozn. 2014; Seksualność bywa milutka. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 197 dod. „Kult. i Program TV” [dot. gł.: W powietrzu]; Sypialnia pełna widzów. Rozm. P. Pustkowiak. „Newsweek Polska” 2014 nr 46 [dot. gł.: W powietrzu]; „Bycie wstrzemięźliwą jest czymś dziwnym”. Rozm. K. Paradowska. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 23 września2016]. Dostępny w Internecie: http://blog.wspolczesny.szczecin.pl[dot. wyst. Smaki i dotyki]; Pokój z prozą. Rozm. K. Nadana. „Nowe Książ.” 2015 nr 11; „Jak się ludzie kochają, to i dzieci mają”. Rozm. K. Paradowska. „Dialog” 2016 nr 5 [dot. gł.: Dziecko].
 	K. KONIECZNY: Inga Iwasiów. W: Encyklopedia Pomorza Zachodniego – pomeranica.pl [on-line]. Powst. 2013. [dostęp 2 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Inga_Iwasi%C3%B3w.

Ogólne

 	A. GALANT: Seksowne granice tekstu. [E.] Sonnenberg, [I.] Filipiak, Iwasiów. „FA-art” 2004 nr 1.
 	J. GIZA-STĘPIEŃ: „Pracuję na trzech etatach i mam życiorys w głowie…”. W gąszczu tekstualnych dyskursów Ingi Iwasiów. „Studium” 2005 nr 6/2006 nr 1.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Kontra Ingi Iwasiów. „Fraza” 2007 nr 3.
 	D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Uwagi o prozie, dramacie i krytyce. (2001-2010). Katow. 2011, passim.
 	H. SAMSON: Kto się boi Ingi Iwasiów?. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 267 dod. „Wysokie Obcasy” nr 46 [dot. m.in. odwołania I. Iwasiów z jury Nagrody Literackiej dla Autorki „Gryfia”].
 	J. FRANCZAK: Pokazywanie języka. Większość rewolucji w świecie literatury odbywa się w imię powrotu do rzeczywistości. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 42 dod. „Festiwal Conrada” [dot. też utworów Z. Kruszyńskiego i J. Sosnowskiego].
 	A. IZDEBSKA: Opowieści o „miastach odzyskanych”. Proza Stefana Chwina, Pawła Huellego, Joanny Bator i Ingi Iwasiów. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2014 t. 5.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: „Projekty totalne” – o przedstawieniach historii XX wieku w najnowszej prozie polskiej i niemieckiej. W: Opcja niemiecka. Kr 2014 [dot. m.in. I. Iwasiów].
 	K. TRZECIAK: Ślady kampusu albo akademicy są zmęczeni. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2 [dot. też E. Balcerzana].

Kresy w twórczości Włodzimierza Odojewskiego

 	P. MICHAŁOWSKI: W bezkresie Kresów. „Nowe Książ.” 1995 nr 5.
 	K. PSTRONG: Próba niezupełnie feministyczna; A. ŁEBKOWSKA: „Kobieta czytająca jak kobieta czytająca jak kobieta…”. „Teksty Drugie” 1995 nr 3/4.
 	M. RABIZO-BIREK: Odojewski czytany przez kobietę. „Fraza” 1995 nr 9.
 	Dwugłos o książce Ingi Iwasiów: A. SKRENDO: Wokół feminizmu; L. SZARUGA: Rozbiórka feministyczna. „Pogranicza” 1995 nr 2/3.

Miasto-Ja-Miasto

 	[M. LALAK] M. SKWIERCZYK: „JA” Iwasiów. „Pogranicza” 1998 nr 3, przedr. w M. Lalak: Niepokojąca reszta. Szczec. 2004.
 	J. MADEJSKI: O pocieszeniu, jakie daje… pisanie. „Pogranicza” 1998 nr 1, przedr. w tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003, przedr. w wersji ang. pt. On the pleasure that writing can give. A few words on the prose of Inga Iwasiów. [Przeł.] B. Keane. „Pogranicza” 2001 nr 6.
 	G. BORKOWSKA: Ręka pianisty. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 101.
 	A. NASIŁOWSKA: Kobieta w przestrzeni. „Nowe Książ.” 1999 nr 1.
 	I. MISIAK-BRODA. „Studium” 1999 nr 3/4.
 	D. NOWACKI: Projekt urbanistyczny. „Res Publica Nowa” 1999 nr 4.
 	I. PROMNY: Feministka rodzi tekst. „Śląsk” 1999 nr 9.
 	K. SZCZUKA: Miasto rzeczy ostatnich. Szczecin magiczny. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 146.
 	P. URBAŃSKI: Szczecin feministyczny i inteligencki. „Akcent” 1999 nr 1 [dot. też: A.D. Liskowacki: Cukiernica pani Kirsch].
 	A. WĘGRZYNIAKOWA: Miej ciało i patrzaj w ciało. „FA-art” 1999 nr 1.

Opowieść i milczenie

 	J. PASTERSKA: Zemsta Bogny, czyli Tyrmand w rękach feministki. „Fraza” 2001 nr 1/2.
 	T.M. GŁOGOWSKI: Tyrmand feministyczny. „Śląsk” 2002 nr 2.
 	Tenże. „Pam. Lit.” 2004 z. 1 [dot. też: J. Pasterska: Świat według Tyrmanda].

Miłość

 	J. GRĄDZIEL-WÓJCIK: Miłości podsłuchane. „Arkusz” 2001 nr 12.
 	B. KIERC: Ciało widzenia. „Nowe Książ.” 2001 nr 5.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Inna historia polskiej literatury i nowa historia miłości. „Polonistyka” 2001 nr 7.
 	J. MADEJSKI: Poetka nieliryczna. „Pogranicza” 2001 nr 1.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki. (XIII). „Zesz. Lit.” 2001 nr 75.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Po stronie łagodności”. „FA-art” 2001 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Język ci wszystko wypaczy. „Opcje” 2001 nr 3/4.
 	A. GALANT: Ryzyko miłości. „Studium” 2002 nr 1.

Rewindykacje

 	A.D. LISKOWACKI: Kobieta czytająca. „Kur. Szczec.” 2002 nr 190.
 	A. MORAWIEC: Feministyczna pedagogia. „Nowe Książ.” 2002 nr 12.
 	D. NOWACKI: Siostra czytająca dzisiaj. „Res Publica Nowa” 2002 nr 11.
 	U. ŚMIETANA: Rewizje, remamenty. „Zadra” 2002 nr 3.
 	A. GALANT: A to rewindykacja właśnie! „Arkusz” 2003 nr 1, polem. D. NOWACKI: Teren obsikany. „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	Z. KOPEĆ: Niedosyt vs apetyt. „Polonistyka” 2003 nr 10.
 	E. KRASKOWSKA: „W sprawie kobiet – bez zmian”. O pisarstwie Ingi Iwasiów. „Teksty Drugie” 2003 nr 2/3.
 	J. MADEJSKI: Nienasycenie. „Pogranicza” 2002 nr 6, przedr. w tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
 	K. KWIECIEŃ: Dylematy rewindykacji, czyli kobieta czytająca dzisiaj. „Dekada Lit.” 2003 nr 3/4.
 	M. WITKOWSKI: „Ja jako feministka…”. „Kresy” 2003 nr 1.

Gender dla średniozaawansowanych

 	B. MAJ: Ostrożnie z tą krytyką. „Forum Akad.” 2004 nr 6.
 	A. NASIŁOWSKA: Feministyczny entuzjazm. „Nowe Książ.” 2004 nr 8.
 	H. SERKOWSKA: Interpretacja jest wszystkim. O wykładach Ingi Iwasiów. „Teksty Drugie” 2004 nr 6 [rec. też: Parafrazy i reinterpretacje].
 	M. SIEDLACZEK: Jak ugryźć gender? „Opcje” 2004 nr 1/2.
 	J. BECZEK: Feminizm jest humanizmem. „Trybuna” 2005 nr 2.
 	J. ORSKA: Czytając literaturę. „Odra” 2005 nr 2 [dot. też: K. Dunin: Czytając Polskę].

Parafrazy i reinterpretacje

 	H. SERKOWSKA: Interpretacja jest wszystkim. O wykładach Ingi Iwasiów. „Teksty Drugie” 2004 nr 6 [dot. też: Gender dla średniozaawansowanych].

39/41

 	[A.D. LISKOWACKI] ADL: Do siebie. „Kur. Szczec.” 2004 nr 227.
 	B. KANIEWSKA: Spotkanie w przestrzeniach bez granic. „Pogranicza” 2005 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Kobieta niepodległa. „Nowe Książ.” 2005 nr 4.

Smaki i dotyki

 	M. CUBER: Taniec z Konopnicką. „FA-art” 2006 nr 3.
 	B. DARSKA: Ja-jedyna i ja-każda. „Nowe Książ.” 2006 nr 12.
 	H. JAXA-ROŻEN: „Smaki i dotyki” – zaproszenie do świata kobiet. „Pogranicza” 2006 nr 5.
 	[A.D. LISKOWACKI] ADL: Czułe rany. „Kur. Szczec.” 2006 nr 227.
 	A. NĘCKA: Z intymnością jej do twarzy. „Opcje” 2006 nr 3.
 	D. NOWACKI: Kobiecość jako źródło cierpień. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 207.
 	M. RYCHTER: Kobieca erotyka bez pruderii i wstydu. „Dziennik” 2006 nr 132 dod. „Kultura” .
 	E. ANTONIAK: Lektura na brzegu łóżka. „Twórczość” 2007 nr 2.
 	J. BECZEK: Zapiski z piekła kobiet. „Studium” 2006/2007 nr 6/1.
 	K. NADANA: Tekst, który dotyka. „Res Publica Nowa” 2007 nr 1.
 	W. RUSINEK: Zepsuty smak, zły dotyk. „Dekada Lit.” 2007 nr 1.
 	A. ALOCHNO-JANIAK: Inicjacja małej dziewczynki w opowiadaniach Ingi Iwasiów i Krystyny Kofty. W: Seksualność w najnowszej literaturze polskiej [on-line] Tor. 2015 [dokument elektroniczny dostępny jako plik tekstowy w formacie pdf rda].

Bambino

 	K. CIEŚLIK: Wydziedziczeni. „Twórczość” 2008 nr 12.
 	B. DARSKA: Urok mlecznego baru. „Dziennik” 2008 nr 190 dod. „Kultura”.
 	A. MADALIŃSKI: Przekleństwo pamięci. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 49 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	T. MIZERKIEWICZ: Postfeministyczna proza więzi rodzinnych. „Nowe Książ.” 2008 nr 11; przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	D. NOWACKI: Dlaczego PRL mógł się kiedyś podobać. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 235.
 	S. BURYŁA: Słodko-gorzki smak PRL. „Pogranicza” 2009 nr 1.
 	B. HELBIG-MISCHEWSKI: Szlak prowadzący do nas. „Kresy” 2009 nr 77/78.
 	M. KOĆMIEL: Szczecin nasze dziecko – Bambino? „Gaz. Wybor.” 2009 nr 41 dod. „Szczecin”.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: O trudzie zapominania. „Fraza” 2010 nr 1.
 	A. GAJEWSKA: O pierwszym rozdziale „Bambino” Ingi Iwasiów. Wykład poznański. „Litteraria Copernica” 2010 nr 1.
 	A. GALANT: Estetyka, aksjologia, autobiografia. O „Bambinie” Ingi Iwasiów i „Piaskowej Górze” Joanny Bator. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	A. SZLACHTA: Językowa kreacja miasta w „Bambino” Ingi Iwasiów. „Studia Językozn.” 2013 t. 12.
 	A. SADECKA: „This place is now your home”. A comparative view on partition migrants in a new city. Kamila Shamsie’s „Kartography” and Inga Iwasiów’s „Bambino”. „Wielogłos” 2014 nr 4.
 	A. SZLACHTA: Funkcje barw w powieści „Bambino” Ingi Iwasiów. „Studia Językozn.” 2014 t. 13.
 	W. RUSINEK: Polska Rzeczpospolita Codzienna. „FA-art” 2015 nr 1/2 [dot. też: E. Rylski: Obok Julii; J. Sosnowski: Spotkamy się w Honolulu].
 	E. SZYMIK: Kształtowanie się tożsamości narodowej wybranych bohaterów literackich. „Edukacja Międzynar.” 2016 nr 5 [dot. też: A. Rottenberg: Proszę bardzo; M. Szejnert: Czarny ogród].
 	Zob. też Wywiady.

Ku słońcu

 	U. GLENSK: „Własny pokój” w Szczecinie. „Odra” 2010 nr 10.
 	I. GODLEWSKA: W poszukiwaniu słońca. „Twórczość” 2010 nr 12.
 	M. KLIMOWICZ: Cmentarz przy ulicy Ku słońcu. „Akcent” 2010 nr 4.
 	A. MADALIŃSKI: Życiorysy równoległe. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. MATLAK: „Ku słońcu”, czyli Iwasiów sen o Szczecinie. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 95.
 	T. MIZERKIEWICZ: Krytyka żywotów równoległych. „Nowe Książ.” 2010 nr 6; przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	D. NOWACKI: Szczecin, Kanada, nowe życie. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 80.
 	P. PUSTKOWIAK: Idziemy, spoglądając wstecz. „Dziennik” 2010 nr 79 dod. „Kultura”.
 	R. SENDYKA: Miasto i ja, i miasto. O „Ku słońcu” Ingi Iwasiów. „Pogranicza” 2010 nr 2.
 	K. WIATKOWSKA: Nawyk pamiętania. „Strony” 2010 nr 5.
 	G. WYSOCKI: Wczoraj i dziś. „Lampa” 2010 nr 4.
 	K. SIDOWSKA: Polska powieść uniwersytecka. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2015 nr 4.
 	I. SŁOMAK: Porwanie. „FA-art” 2010 nr 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

Na krótko

 	A. NĘCKA: W kryzysie. „Nowe Książ.” 2012 nr 8.
 	D. NOWACKI: Muzeum i tożsamość. Antyutopia Ingi Iwasiów. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 27.
 	P. NOWAKOWSKI: W tle. „Elewator” 2012 nr 1.
 	R. OSTASZEWSKI: Pozory mylą. „Polityka” 2012 nr 28.
 	E. SZYBOWICZ: Delegacja do przyszłości. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 159.
 	A. RUTKA: Portret kobiety z kryzysem kultury w tle. Marlene Streeruwitz „Entfernung” (2006) i Inga Iwasiów „Na krótko” (2012). „Rocz. Hum.” 2013 z. 5.
 	J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Znaleźć sens. Wizja przyszłości w prozie Ingi Iwasiów [„Na krótko”], Włodzimierza Kowalewskiego [„Bóg zapłacz”] i Mariusza Sieniewicza [„Rebelia”]. W: O kondycji człowieka w polskiej literaturze najnowszej. Tor. 2014.

Blogotony

 	P. MAŁOCHLEB: Zawodowa pisarka, zawodowa czytelniczka. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

Granice

 	A. PEKANIEC: Lekturowe przechadzki, teoretyczne spacery, krytyczne bezdroża. „Wielogłos” 2014 nr 3.

Umarł mi

 	T. FIAŁKOWSKI: Tato, ojciec zegarmistrz odchodzi. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 281.
 	M. WOJTAŚ: Pozwól sobie na żałobę. „W Drodze” 2013 nr 11.
 	A. ŻELAZIŃSKA: Oswajanie utraty. „Polityka” 2013 nr 47.
 	A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Napisała nam. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 1/2.
 	A. MADALIŃSKI: Forma żałoby. „Twórczość” 2014 nr 4.
 	D. NOWACKI: „Umarł jej”. O „Notatniku żałoby” Ingi Iwasiów. W: Zamieranie fikcji. Katow. 2014.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Umarł Jej. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
 	I. IWASIÓW, A. DRAGUŁA, J. MADEJSKI: Potrzebujemy dudnienia w trumnę. „Więź” 2015 nr 1 [dyskusja na marginesie książki].
 	H. SERKOWSKA: Ojciec odchodzi. „Autobiografia. Literatura, Kultura, Media” 2015 nr 1.
 	A. CZYŻAK: Role dla opłakujących stratę. „Dzień przed końcem świata” Aleksandra Jurewicza i „Umarł mi” Ingi Iwasiów. „Pozn. Studia Slaw.” 2016 nr 11.
 	M. OKUPNIK: „Celownik nieszczęścia”. Reprezentacja doświadczenia utraty w kulturze współczesnej. „Irydion” 2017 T. 3 nr 1 [dot. też filmu w reż. M. Szumowskiej „33 sceny z życia”].
 	Zob. też Wywiady.

W powietrzu

 	M. BEYLIN: Ciało erotyczne, ciało społeczne. „Dialog” 2014 nr 12.
 	D. NOWACKI: Tamagotchi przejęło władzę. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 256.
 	K. ZYCH: Edukacja niesentymentalna. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Pięćdziesiątka

 	W. RUSINEK: Zwyczajności odzyskane. „FA-art” 2015 nr 4.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Pić a żyć. „Nowe Książ.” 2015 nr 11.
 	B. DARSKA: Zwyczajność. „Twórczość” 2016 nr 1.
 	A. GRZEMSKA: Żerowanie na resztkach. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 1/2.
 	B. TWARDOCHLEB: Jedyne życie, jakie się ma. „Kur. Szczec.” 2016 nr 8.
 	A. NĘCKA: „Życie to nie są jakieś tam frywolitki”. O „Jolancie” Sylwii Chutnik i „Pięćdziesiątce” Ingi Iwasiów. W: Literatura i granice. Szkice o literaturze XX i XXI wieku. Katow. 2017.

Smaki i dotyki.

 	M. KLIMCZAK: Jak smakuje nowe życie bez alkoholu. „Głos Szczec.” 2015 nr 121.
 	D. KLUSEK: Spowiedź na trzeźwo. „Głos Pomorza” 2015 nr 109.
 	[A.D. LISKOWACKI] ADL: Ohydna historia. „Kur. Szczec.” 2015 nr 111.
 	Zob. też Wywiady.

Dziecko

 	P. DOBROWOLSKI: Adaptacja adopcyjna. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 3 lutego 2017]. Dostępny w Internecie: http://teatralny.pl/recenzje/adaptacja-adopcyjna,1834.html.
 	Zob. też Wywiady.

Prywatne/publiczne

 	S. BURYŁA: W swoim imieniu. „FA-art” 2009 nr 1/2.
</document>
<document nplp_id="3037" title="Krystyna JAKOWSKA" slug="krystyna-jakowska">ur. 1938

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 24 czerwca 1938 w Wilnie; córka Wojciecha Dąbrowskiego, adwokata, i Janiny z domu Prűffer, prawniczki. W 1945 w ramach tzw. repatriacji wraz z rodziną przeniosła się do Torunia. Uczyła się w Liceum im. M. Kopernika w Toruniu. Po zdaniu matury w 1956 podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (UMK). W 1961 uzyskała magisterium na podstawie pracy o Pałubie K. Irzykowskiego, napisanej pod kierunkiem prof. Artura Hutnikiewicza i otrzymała stanowisko asystenta w Zakładzie Literatury Dwudziestolecia Międzywojennego Instytutu Filologii Polskiej (od 1999 Instytut Literatury Polskiej) UMK. Debiutowała w 1962 w miesięczniku „Twórczość” (nr 11) szkicem „Pałuba” – Gombrowicz – Sartre; z pismem tym współpracowała następnie do 1968. Publikowała recenzje i artykuły także w „Pomorzu” (1962-65) i „Kulturze” (1965-69). W 1965 zamieszkała w Warszawie, kontynuując pracę na UMK w Toruniu. W pracy badawczej zajęła się problematyką teoretycznoliteracką dotyczącą prozy międzywojennej. W 1968 doktoryzowała się na podstawie rozprawy Z dziejów ekspresjonizmu w Polsce. Wokół „Soli ziemi” Józefa Wittlina (promotor prof. A. Hutnikiewicz), a w 1983 habilitowała się na podstawie książki Powrót autora. Renesans narracji auktorialnej w polskiej powieści międzywojennej. Od 1984 należała do Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza; w 1985-87 pełniła funkcję prezesa jego Oddziału Toruńskiego, od 1998 należała do Oddziału Warszawskiego i została członkiem Komisji Edytorskiej Towarzystwa. W 1991 została profesorem UMK, a w 1993 otrzymała tytuł naukowy profesora. Publikowała studia i artykuły w „Pamiętniku Literackim” (stale w 1992-93, 2002-2003), „Polonistyce” (1993) i „Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (1996). W 1998 odeszła z UMK i podjęła pracę w Zakładzie Historii Literatury Międzywojennej i Współczesnej Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu w Białymstoku; w 1999-2009 kierowała tym Zakładem, a także po przejściu na emeryturę nadal z nim współpracowała.

W 1965 wyszła za mąż za Stefana Jakowskiego, inżyniera; z małżeństwa tego ma troje dzieci: Zygmunta (ur. 1967), Annę (ur. 1969) i Janinę (ur. 1971). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Z dziejów ekspresjonizmu w Polsce. Wokół „Soli ziemi”. Wr.: Ossol. 1977, 202 s., Rozprawy Lit., 19.
Dot. powieści J. Wittlina.
2. Powrót autora. Renesans narracji auktorialnej w polskiej powieści międzywojennej. Wr.: Ossol. 1983, 327 s., Rozprawy Lit., 40.
3. Międzywojenna powieść perswazyjna. Wwa: PWN 1992, 316 s.
4. Podręczny słownik pisarzy polskich. Wwa: Wiedza Powsz. 2006, 669 s.
Zawiera 1300 haseł pisarzy.
5. O cyklu opowiadań. Z teorii historii cyklu narracyjnego w Polsce. Białystok: Wydawn. Uniw. Trans Humana 2011, 254s.

Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Z zagadnień techniki ekspresjonizmu. „Zesz. Nauk. UMK” 1967 z. 25 s. 117-130. – Język i sposób narracji w „Soli ziemi” Wittlina jako środki wprowadzenia ukształtowań ekspresjonistycznych w obręb powieści realistycznej. W: O prozie polskiej XX wieku. Wr. 1971 s. 151-182. – „Sól ziemi” Wittlina a ekspresjonistyczna literatura o wojnie. „Pam. Lit.” 1972 z. 2 s. 51-85. – Ewolucja narracji w międzywojennych powieściach Zofii Nałkowskiej. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1975 z. 11 s. 95-109. – Pierwiastki baśniowe w międzywojennej powieści rodzinnej. „Pam. Lit.” 1975 z. 1 s. 45-59. – Juliusz Kaden-Bandrowski wobec narracji młodopolskiej. „Pam. Lit.” 1978 z. 3 s. 53-74. – Autor kreowany w polskiej prozie międzywojennej. W: Autor, podmiot literacki, bohater. Wr. 1983 s. 201-215. – Oblicza realizmu w polskiej powieści lat trzydziestych. Krytyka s. Teresy Landy. W: Modele świata i człowieka. Lubl. 1984 s. 11-31. – Peiper i Joyce, Jasieński i Dos Passos. „Ruch Lit.” 1987 z. 2. – Pogranicza gatunkowe międzywojennej powieści środowiskowej w polskiej prozie środowiskowej okresu międzywojennego. W: Od Kochanowskiego do Różewicza. Wwa, Pozn., Tor. 1988 s. 153-162. – Czas i przestrzeń w cyklu opowiadań. W: Czas i przestrzeń w prozie polskiej XIX i XX wieku. Tor. 1990 s. 37-46. – Jak opowiedziano prawdę starowieku? Uwagi o narracji Stanisława Vincenza. W: Świat Vincenza. Wr. 1992 s. 189-198, przedr. w: Vincenz i krytycy. Lubl. 2003. – Międzywojenna powieść nowelowa. „Pam. Lit.” 1992 z. 1 s. 25-35 [dot.: M. Kuncewiczowa: Dwa księżyce; H. Boguszewska: Ci ludzie; H. Górska: Ślepe tory]. – Naturalizm w polskiej powieści międzywojennej. „Pam. Lit.” 1992 z. 3 s. 61-94. – Topika chrześcijańska w literaturze 1918-1985; Wojny światowe a literatura w kraju. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wwa 1992 s. 1091-1095; 1199-1207. – Delimitacja tekstu w cyklu opowiadań. „Pam. Lit.” 1993 z. 2 s. 94-106. – Jak się kończą „Wertepy” [L.] Buczkowskiego? „Teksty Drugie” 1993 nr 1 s. 96-101. – Podmiot cyklu opowiadań. W: Polonistyka toruńska w 50. rocznicę utworzenia UMK. Literaturoznawstwo. Tor. 1996 s. 43-47. – Metafizyka i religia w cyklu opowiadań. „Rocz. Hum.” 1997 z. 1 s. 37-48. – Wspomnienie o życiu towarzyskim Wilna. W: Mieczysław Limanowski. Człowiek i pisarz. Tor. 1997 s. 335-340. – Ulotna twórczość Anakondy. „Meander” 1998 nr 6 s. 535-541. – Domysł Boga w liryce Herberta. W: Bóg Ojciec w kulturze. Lubl. 1999. – Nałkowskiej atlas anatomiczny. W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999 s. 179-190. – Cykl opowiadań – próba historii. Intuicje i sugestie. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 37-47. – Od Ogrodu do Imago Mundi. Przestrzeń w opowiadaniach Orzeszkowej. W: Wokół „Nad Niemnem”. Białystok 2001 s. 51-58. – Simultaneity and its antiwar function or how to write about the Second World War. W: Between Lvov, New York and Ulysses’ Ithaca. Józef Wittlin – poet, essayst, novelist. Tor., New York 2001 s. 25-39. – Palimpsest. Zbigniew Herbert: „Rozmyślania o ojcu”. W: Opis wiersza. Tor. 2002 s. 159-166. – Herbert i Conrad. Dwugłos o niemożliwości poznania. W: Herbert i znaki czasu. T. 2. Colloquia herbertiana (I). Białystok 2002 s. 79-90. – Cykle opowiadań o opryszkach w „Prawdzie starowieku”. W: Stanisław Vincenz, humanista XX wieku. Lubl. 2003 s. 171-184. – Inicjacja niedokonana w polskiej literaturze Holocaustu. W: Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna. Tor. 2003 s. 445-455. – Powieść o przedmiocie jako powieść nizana. W: Poszukiwanie realności. Kr. 2003 s. 101-114. – Refleksja aksjologiczna w wierszu Herberta „Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy”. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003 s. 343-352. – Reportaż i literacka proza dwudziestolecia. W: Reportaż w dwudziestoleciu międzywojennym. Lubl. 2004 s. 71-85. – U źródeł odnowy katolicyzmu polskiego w latach trzydziestych. W: Dzieło świętego Franciszka z Asyżu. Wwa 2004 s. 467-485. – Zagubiony rys poetyki. W: Cykl i powieść. Białystok 2004 s. 259-273. – Tryptyk jako odmiana cyklu literackiego. W: Semiotyka cyklu. Białystok 2005 s. 453-464. – Nałkowska i Krleža, czyli jeszcze o „Niecierpliwych”. „Ruch Lit.” 2006 z. 3 s. 367-375. – Powieść wnuka. „Zagłada” Piotra Szewca na tle powieściowych zapisów Holocaustu. W: Przez dwa stulecia. Tor. 2006 s. 349-364. – Z dziejów samowychowania. W: Kultura i przyszłość. Białystok 2006 s. 205-214. – Dwa końce „Kosmosu” [W. Gombrowicza]. W: Apokalipsa. Symbolika, tradycja, egzegeza. Białystok 2007 s. 673-682. – „Liftboy” Tadeusza Rittnera, czyli jednoaktówka w dwojakim uwikłaniu. W: Krótkie formy dramatyczne w okresie Młodej Polski. Tor. 2007 s. 115-124. – Schulzowski sen napisany. O „Sanatorium pod klepsydrą”. W: Światło w dolinie. Białystok 2007 s. 377-390. – Czechowicz i cykle. W: Polski cykl liryczny. Białystok 2008 s. 263-274. – Gombrowicza sen i śmiech. W: Modernizm. Zapowiedzi, krystalizacje, kontynuacje. Bydg. 2009 s. 470-487. – Rosyjski kontekst poetycki polskiej powieści międzywojennej. Przykład prozy społecznej. W: Słowa i metody. Lubl. 2009 s. 393-403. – Czechowicza sen napisany. O opowiadaniu „Rodzina”. W: Przedziwne światy. Tor. 2010 s. 263-275. – O narracjach autobiograficznych Michała Głowińskiego i Andy Rottenberg. „Białost. Stud. Literaturoznawcze” 2010 t. 1 s. 49-59. – Janusz Korczak jako pisarz społeczny. „Zesz. Nauk. Uniw. Zielonogórskiego. Ser. Scripta Humana” 2013 s. 129-138, przedr. w: Interpretacje i reinterpretacje. Zielona Góra 2013, s. 129-145. – Peerelowska „kariera” socjalistki. Przypadek Heleny Boguszewskiej. W: Kariera pisarza w PRL-u. Białystok 2014 s. 179-188. – Inedita krytyczne Tadeusza Makowieckiego. „Pam. Lit.” 2015 z. 4 s. 133-169. – Stać w kolejce. Życie i literatura. W: Literatura i kultura schyłkowego PRL-u. Wwa 2015 s. 123-137. – Krótkie wspomnienie o Profesorze [Arturze Hutnikiewiczu]. „Litteraria Copernicana” 2016 nr 4 s. 97-99. – Białe groszki czyli o Różewiczowskim współczuciu. W: Od Lema do Sienkiewicza (z Ingardenem w tle). Białystok 2017 s. 233-243.
Prace redakcyjne
1. P. Choynowski: Wybór pism. T. 1. W młodych oczach. Powieść. Pod red. K. Jakowskiej. Kr.: WL 1988, 234 s.
2. M. Znamierowska-Prüfferowa: Wilno – miasto sercu najbliższe. Wstęp i red. K. Jakowska. Białystok: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza, Oddz. Białostocki 1997, 312 s.
3. Cykl literacki w Polsce. Pod red. nauk. K. Jakowskiej, B. Olech i K. Sokołowskiej. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2001, 688 s.
4. Z. Nałkowska: Niecierpliwi. [Powieść]. Wstęp i oprac. K. Jakowska. Kr.: Universitas 2001, 238 s.
5. Cykl i powieść. Pod red. K. Jakowskiej, D. Kuleszy i K. Sokołowskiej. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2004, 280 s.
6. Semiotyka cyklu. Cykl w muzyce, plastyce i literaturze. Pod red. M. Dembskiej-Trębacz, K. Jakowskiej i R. Siomy. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2005, 528 s.
7. Polski cykl liryczny. Red. K. Jakowska i D. Kulesza. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 2008, 461 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	LP XX w. (K. Ćwikliński).

Z dziejów ekspresjonizmu w Polsce

 	S. WYSŁOUCH: Światopogląd poetycki. „Teksty” 1978 z. 4.
 	J. SPEINA. „Ruch Lit.” 1979 z. 2.

Powrót autora

 	A. ŁEBKOWSKA. „Pam. Lit.” 1984 z. 4.
 	I. SKWAREK. „Ruch Lit.” 1984 z. 1/2.
 	M.J. TARNOGÓRSKA. [Przeł.] E. Kłębowska-Ławniczak. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1985 t. 28 z. 2.

Międzywojenna powieść perswazyjna

 	E. OWCZARZ, J. SMULSKI. „Pam. Lit.” 1993 z. 3/4.

Podręczny słownik pisarzy polskich

 	K. MASŁOŃ. „Ksiaż. Mag. Lit.” 2006 nr 7.
 	K. MASŁOŃ: Laska Mojżesza. „Rzeczpospolita” 2006 nr 152.
</document>
<document nplp_id="3038" title="Piotr Ibrahim KALWAS" slug="piotr-ibrahim-kalwas">ur. 1963

Prozaik, scenarzysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 4 listopada 1963 w Warszawie; syn Andrzeja Kalwasa, radcy prawnego, i Hanny z domu Przybylskiej, lekarki. W 1978-81 uczęszczał do V Liceum Ogólnokształcącego im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie. Wydalony ze szkoły, ukończył edukację w XIII Liceum Ogólnokształcącym im. R. Barbosy w Warszawie; maturę zdał w 1983 w trybie wieczorowym. Po maturze pozostawał przez pewien czas na utrzymaniu rodziców; pisał w tym okresie wiersze oraz zajmował się twórczością Julia Cortazara. Był wokalistą punkrockowego zespołu Model 62 (1982-83). Należał do członków-założycieli Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Mozambickiej (1984). W 1986-87 był magazynierem w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. W 1987-88 podróżował autostopem po Europie Zachodniej. W 1988 założył własną firmę, w której produkowano biżuterię z modeliny. W 1989-91 mieszkał w Norwegii, gdzie pracował jako malarz i pomocnik stolarza. Po powrocie do Polski w 1992 zajmował się zaopatrywaniem restauracji warszawskich, w 1995 został menadżerem jednej z nich. W 1997 zrezygnował z tej pracy i przez rok prowadził sklep z winami. Podróżował po Skandynawii i Wyspach Owczych. W 1999 pisał scenariusze do serialu telewizyjnego Świat według Kiepskich. W grudniu 2000 przyjął islam i wyruszył w podróż po Afryce i Azji. Debiutował jako prozaik w 2003 powieścią pt. Salam. Następnie podróżował po Erytrei i Indiach, co także znalazło odbicie w jego twórczości.

W 2007 poślubił Agatę Wróblewską, z którą ma syna Hasana (ur. 2003). W 2008 podjął decyzję o wyjeździe na stałe do Egiptu i zamieszkał w Aleksandrii. Od tegoż roku zamieszczał reportaże i artykuły poświęcone tematyce islamu w „Gazecie Wyborczej”. Od 2016 mieszka wraz z rodziną także na Malcie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Świat według Kiepskich. [Scenariusz odcinków 4-9, 11-15, 17-22, 25-29, 31-34, 36, 38, 43, 45, 56, 62, 71 serialu telewizyjnego]. Reż.: O. Khamidow. TV Polsat 1999.
2. O czym szumią kierpce. [Scenariusz 2 odcinków serialu telewizyjnego]. Autorzy: J. Sadza, A. Sobiszewski, P. I. Kalwas. Reż.: K. Szołajski, E. Pytka. TVP 2000.
3. Salam. [Powieść]. Wwa: Rosner&amp;amp;Wspólnicy 2003, 321 s.
4. Czas. [Powieść]. Wwa: Rosner&amp;amp;Wspólnicy 2005, 280 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2006.
5. Drzwi. [Powieść]. Wwa: Rosner&amp;amp;Wspólnicy 2006, 246 s.
6. Rasa mystica. Traktat około Indii. Wwa: Prószyński i S-ka 2008, 174 s.
7. Dom. [Powieść]. Pruszków: JanKa 2010, 185 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pruszków: JanKa 2010, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
8. Tarika. [Opowiadania]. Pruszków: JanKa 2012, 232 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pruszków: JanKa 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Zawartość: Bruno Schulz, czyli rozwiązłość czasu; Warszawa; Truskawki; Deszcz; Lipcowa niedziela; Rozmowa przed katedrą; O niczym; Król much; Tak, dla wszystkich ten sam ogień; Europa po deszczu.
9. Międzyrzecz. [Powieść]. Pruszków: JanKa 2013, 224 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pruszków: JanKa 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
10. Egipt: haram halal. [Reportaż]. Wwa: Wydawn. Dowody na Istnienie 2015, 224 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. Dowody na Istnienie, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2016. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012.
 	Wywiady: Mój fundamentalizm. Rozm. M. Jaszewska. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 19; Emigruję do Egiptu. Mam dość Polski według „Kiepskich”. Rozm. A. Kłoś. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 218; Poluję na chama. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 116, dod. „Duży Format” nr 20; Zapachy i smaki Aleksandrii. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2010 nr 4/5; Kocham Egipt. Rozm. J. Żakowski. „Polityka” 2011 nr 7; Między mrokiem a blaskiem; W poszukiwaniu domu; Z lekka utykając. Rozm. J. Koźbiel. W: Słowa i światy. Rozmowy Janiny Koźbiel. Pruszków 2012; Puszczenie intelektualnych zwieraczy. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 210, dod. „Wysokie Obcasy”; Boimy się śmierci Allaha, zamordowanego przez nowoczesność. Rozm.: G. Lindenberg, G. Wójcik [on-line]. Powst. 2017 [dostęp: 10 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie https://euroislam.pl/boimy-sie-smierci-allaha-zamordowanego-przez-nowoczesnosc-pelny-wywiad/; Wywiad z Piotrem Ibrahimem Kalwasem [on-line] [dostęp 10 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: https://pisarzemowia.nl/2017/01/28/wywiad-z-piotrem-ibrahimem-kalwasem/.

Ogólne

 	T.P. TERLIKOWSKI: Islam resentymentu, czyli po co czytać Kalwasa. „Prz. Powsz.” 2008 nr 1.
 	D. SKÓRCZEWSKI: Radykalna konwersja jako postkolonialne wyparcie: kulturowe samowygnanie w powieściach Piotra Ibrahima Kalwasa jako ostateczne rozwiązanie (post-)totalitarnej traumy. „Rocz. Humanist.” 2014.
 	K. ZYCH: Gra w dwa ognie. Kalwas czyta Cortázara. „EleWator” 2014 nr 1.
 	E. ROJST: Piotr Ibrahim Kalwas okrada niewiernych albo islam po polsku. Dostępny w Internecie [dostęp 10 grudnia 2017]: http://kompromitacje.blogspot.com/2017/05/kalwas-okrada-niewiernych.html.

Salam

 	D. NOWACKI: Płyta CD i przeistoczenie. „Nowe Książ.” 2003 nr 12.
 	J. PODGÓRSKA: Z punkowca muzułmanin. „Polityka” 2003 nr 39.

Czas

 	D. NOWACKI: Marzenia się spełniają. „Nowe Książ.” 2005 nr 9.
 	M. WIECZOREK: Czas z łyżką dziegciu. „Twórczość” 2005 nr 12.

Drzwi

 	J. PODGÓRSKA: Z Mokotowa do Damaszku. „Polityka” 2006 nr 39.

Rasa mystica

 	S. BAUMAN: Podręcznik odczuwania świata. „Nowe Książ.” 2008 nr 6.
 	D. NOWACKI: Indie krzepią. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 12.
 	T.P. TERLIKOWSKI: Islam resentymentu, czyli po co czytać Kalwasa? „Prz. Powsz.” 2008 nr 1.

Dom

 	S. BAUMAN: Raj odzyskany? „Nowe Książ.” 2010 nr 5.
 	K. CIEŚLIK: Raj odzyskany. „Twórczość” 2010 nr 7.
 	K. MALISZEWSKI: Duchowy kryminał Piotra Kalwasa. „Dziennik.pl” [on-line] 2010 z 15 III [dostęp 1 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: kultura.Dziennik.pl/…/113568.duchowy-kryminal-piotra-kalwasa.html.
 	[S. Strasburger] J. SUBART: Aijsz, czyli chleb i życie. „Więź” 2011 nr 1.

Tarika

 	D. NOWACKI: Pisanie jest koniecznością, niestety. „Nowe Książ.” 2012 nr 6.

Międzyrzecz

 	A. KOŁODZIEJSKA: Narracyjny palimpsest. „Gildia.pl” [on-line] [dostęp 1 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: https://www.literatura.gildia.pl/tworcy/piotr_kalwas/miedzyrzecz/recenzja
 	C. ROSIŃSKI: W zapętleniu. „artPAPIER” [on-line] 2013 z 15 IX [dostęp 1 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=184&amp;amp;artykul=3957
 	K. ZYCH: Picatrix, czyli rozwiązłość znaków. „Nowe Książ.” 2013 nr 9.
 	M.P. URBANIAK: Między słowami. „Śląsk” 2014 nr 3.

Egipt: haram, halal

 	P. KOFTA: Rozmowy na barykadach. „Polityka” 2015 nr 28. - D. NOWACKI: Egipt obsmarowany. „Nowe Książ.” 2015 nr 9.
</document>
<document nplp_id="3041" title="Marek KRAJEWSKI" slug="marek-krajewski">ur. 1966

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 4 września 1966 we Wrocławiu; syn Edwarda Krajewskiego, konserwatora elektryka, i Cecylii z Nakoniecznych, księgowej. W 1981 podjął naukę w IX Liceum Ogólnokształcącym im. J. Słowackiego we Wrocławiu. Po zdaniu matury w 1985 studiował filologię klasyczną na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.); w 1992 uzyskał magisterium na podstawie pracy pt. Mars w poemacie Lukrecjusza „De rerum natura”, napisanej pod opieką prof. Herberta Myśliwca. Równocześnie w 1991 pracował jako bibliotekarz w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w 1992 jako magazynier w Wydawnictwie Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, a także jako sprzedawca i ochroniarz w prywatnej firmie jubilerskiej (1991-92). W 1992-95 był bibliotekarzem w Instytucie Filologii Klasycznej i Kultury Antycznej UWr., następnie w 1995-99 asystentem. W 1999 uzyskał doktorat z nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa na podstawie rozprawy Prozodia greckich zapożyczeń u Plauta (promotorzy: prof. H. Myśliwiec, prof. Janina Ławińska-Tyszkowska), po czym w 2000 otrzymał stanowisko adiunkta w tymże Instytucie (od 2006 starszy wykładowca). W 2001 przebywał na dwumiesięcznym Stypendium Goethe Institut w Berlinie, a w 2007 na półrocznym Stypendium Zuger Kulturstiftung Landis&amp;amp;Gyr w Zug (Szwajcaria). W tym czasie rozwijał także twórczość literacką i zaczął publikować cykl powieści kryminalnych o detektywie Eberhardzie Mocku z przedwojennego Breslau (obecnie Wrocław). W 2006 za cykl ten otrzymał „Paszport Polityki” oraz Nagrodę Prezydenta m. Wrocławia, w 2007 wyróżnienie specjalne „Dolnośląski klucz sukcesu”, przyznane przez Stowarzyszenie na Rzecz Promocji Dolnego Śląska oraz nagrodę, przyznaną przez Instytut Książki oraz Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie”, w 2008 nagrodę „Ambasador Wrocławia”, przyznaną przez wrocławską redakcję „Gazety Wyborczej”. W 2006 został członkiem Oddziału Wrocławskiego SPP. Od 2007 zajmował się wyłącznie pracą literacką, m.in. napisał dwie powieści z Mariuszem Czubajem, dziejące się współcześnie w okolicach Gdańska i powieści z nowego cyklu, którego bohaterem jest lwowski komisarz, Edward Popielski. W 2011 za „promowanie Lwowa na arenie międzynarodowej” otrzymał Złoty Herb m. Lwowa. W 2011-12 odbywał studia podyplomowe „Idee XX wieku. Szkoła Filozoficzna Tadeusza Gadacza” na Collegium Civitas w Warszawie. W 2015 otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieszka we Wrocławiu.



TWÓRCZOŚĆ

Poza pracami z zakresu filologii klasycznej opublikował:

1. Śmierć w Breslau. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1999, 255 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2003, wyd. 3 2006; wyd. 4 Kr.: Znak 2010.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2010, plik w formacie PDF, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Popczyński. Bibl. Akustyczna 2015, płyta CD w formacie mp3.
Przekł.: ang.: Death in Breslau. [Przeł.] D. Stok. London 2008, 2013, wyd. nast. (USA): London, Brooklyn [New York] 2012, 2013, – bułg.: Sm’’rt v Breslau. [Przeł.] P. Baženova. Sofiâ 2014, – chorw.: Smrt u Breslauu. [Przeł.] M. Martić. Zaprešic 2009, – czes.: Smrt w Breslau. [Przeł.] M. Przybylski. Brno 2008, – duń.: Døden i Breslau. [Przeł.] H.L. Tønnesen. København 2009, – franc.: La mort à Breslau. [Przeł.] Ch. Zaremba. Paris 2012, – grec.: To sīmádi tou skorpioū. [Przeł.:] I. Szelągiewicz-Ellenikos, G. Arvanitī. Athīna 2009, – hebr.: Šat ha-aqraqabiym. [Przeł.] B. Gerŵs. Yrwšalayim 2010, – hiszp.: Muerte en Breslau. [Przeł.] F. Otero Macías. Madrid 2008, – niem.: Tod in Breslau. [Przeł.] D. Daume. München 2002, wyd. nast tamże: 2009, 2016, – maced.: Smrt vo Breslau. [Przeł.] F. Dimevski. Skopje 2013, – ros.: Prigoršnia skorpionov, ili smert’ v Breslau. [Przeł.] L. Cyvjan. Sankt-Peterburg 2005, – słowac.: Smrt’ v Breslau. [Przeł.] T. Horváth. Bratislava 2007, – tur.: Akrabin laneti. [Przeł.] N.İ. Ateş. Istanbul 2011, – ukr.: Smert’ u Breslau. [Przeł.] B. Antonâk. Kiïv 2009, – węgier.: Halál Breslauban. [Przeł.] P. Hermann. Budapest 2010, – włos.: Morte a Breslavia. [Przeł.] V. Parisi. Torino 2007.
2. Koniec świata w Breslau. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2003, 316 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2005, wyd. 3 2005, wyd. 4 2006, wyd. 5 2009, wyd. 6 2009; [wyd. 7] popraw. Kr.: Znak 2011.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Krajewski. Wwa: Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast.: Czyta J. Rabenda. Wwa: Bibl. Akustyczna; Kr.: Znak 2014, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda dla wydawnictwa W.A.B. w 2003 w konkursie na najlepszą książkę roku „O pióro Fredry” w czasie Wrocławskich Promocji Dobrych Książek, Dolnośląski Brylant Roku 2003 w kategorii „Książka roku” w 2004, „Nagroda Wielkiego Kalibru” dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej, przyznana przez Instytut Książki oraz Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” w 2004.
Adapt. teatr.: Koniec świata w Breslau. Wyst.: Reż.: A. Olsten. Adapt.: K. Kopka, A. Olsten. Wr., T. Współcz. im. E. Wiercińskiego 2015.
Przekł.: ang.: The end of the world in Breslau. [Przeł.:] D. Stok. London 2009, wyd. nast.: tamże 2010, Brooklyn, N.Y. 2013, toż. 2013 (reprint), – chorw.: Kraj svijeta u Breslauu. [Przeł.] M. Martić. Zaprešic 2010, – czes.: Konec světa v Breslau. [Przeł.] M. Przybylski. Brno 2009, – duń.: Kalendermordene. [Przeł.] H.L. Tønnesen. København 2009, – maced.: Kraj na svetot vo Breslau. [Przeł.] F. Dimevski. Skopje 2014, – franc.: Fin du monde à Breslau. [Przeł.] Ch. Zaremba. Paris 2011, – hiszp.: Fin del mundo en Breslau. [Przeł.] F. Otero Macías. Madrid 2008, – niderl.: De kalendermoordenaar. [Przeł.:] R. Martynowski-Depestel, G. Pauwelijn. Amsterdam 2009, – norw.: Verdens ende i Breslau. [Przeł.] A. Walseng. Bergen 2011, – litew.: Pasaulio pabaiga Breslau. [Przeł.] V. Morkunas. Vilnius 2006, – niem.: Der Kalenderblattmörder. [Przeł.] P. Schulz. München 2006, 2008, – słowac.: Koniec sveta v Breslau. [Przeł.] T. Horváth. Bratislava 2008, – ukr.: Kìnec’ svìtu v Breslau. [Przeł.] B. Antonâk. Kiïv 2007, – włos.: La fine del mondo a Breslavia. [Przeł.] V. Parisi. Torino 2008.
3. Widma w mieście Breslau. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 293 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2009, wyd. 4 2010, wyd. 5 2010; [wyd. 6] Kr.: Znak 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2005, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Krupiński. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast.: Wwa: Bibl. Akustyczna; Kr.: Znak 2014, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda „Witryna 2005”, przyznana przez Kapitułę Nagrody Księgarzy w 2005.
Przekł.: ang.: Phantoms of Breslau. [Przeł.] D. Stok. London 2010, wyd. nast.: tamże 2011, Brooklyn, N.Y., London 2014, – chorw.: Sablasti u Breslauu. [Przeł.] M. Martić. Zaprešic 2010, – czes.: Přizraky Breslau. [Przeł.] M. Przybylski. Brno 2010, – duń.: Spøgelser i Breslau. [Przeł.] H.L. Tønnesen. København 2011, – franc.: Les fantômes de Breslau. [Przeł.] M. Carlier. Paris 2008, 2010 [wyd. miniaturowe], – hiszp.: Espectros en Breslau. [Przeł.:] A. Rubió, J. Sławomirski. Barcelona 2011, – niderl.: Spoken in Breslau. [Przeł.] K. Lesman. Amsterdam 2007, – niem.: Gespenster in Breslau. [Przeł.] P. Schulz. München 2007, wyd. nast. tamże 2009, – norw.: Gjenferdene i Breslau. [Przeł.] A. Walseng. Bergen 2010, – ros.: Prizraki Breslau. [Przeł.] S. Sokolov. Moskva 2006, – słowac.: Prízraky v Breslau. [Przeł.] T. Horváth. Bratislava 2009, – szwedz.: Vålnader i Breslau. [Przeł.] L. Mendoza Åsberg. Stockholm 2009 [wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta H. Bergqvist. Lund: Btj 2010, 1 płyta CD w standardzie Daisy], – ukr.: Prividi v mìstì Breslau. [Przeł.] B. Antonâk. L’vìv 2010.
4. Festung Breslau. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2006, 285 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2007, wyd. 3 2009, wyd. 4 2011, wyd. 5 2011; [wyd. 6] Kr.: Znak 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2006, plik w formacie PDF. Wyd. nast.: Kr.: Znak 2014, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta R. Więckiewicz. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010, 1 płyta CD w formacie mp3; Wwa: Bibl. Akustyczna; Kr.: we współpracy z Znak 2015, 1 płyta CD w formacie mp3.
Przekł.: duń.: Fæstning Breslau. [Przeł.] H.L. Tønnesen. København 2012, – franc.: La forteresse de Breslau. [Przeł.] L. Dyèvre. Paris 2012, – niem.: Festung Breslau. [Przeł.] P. Schulz. München 2008, wyd. nast. tamże 2009 [powieść weszła na listę bestsellerów KrimiWelt-Bestenliste Mai 2008], – słowac.: Pevnost’ Breslau. [Przeł.] T. Horváth. Bratislava 2009, – włos.: Fortezza Breslavia. [Przeł.] V. Parisi. Torino 2009.
Wyd. w formie komiksu: Nieznane fakty z ostatniego śledztwa Mocka. Festung Breslau jako komiks z udziałem Marka Krajewskiego. „Sł. Pol.” 2006 nr z 25.08.
5. Dżuma w Breslau. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 258 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2008, wyd. 3 2009, wyd. 4 2012, Mroczna Ser.;[wyd. 5] Kr.: Znak 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2007, plik w formacie PDF. Wyd. nast.: Kr.: Znak 2015, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Krajewski. Wwa: W.A.B. 2007, 1 płyta CD w formacie mp3.
Przekł.: franc.: La peste à Breslau. [Przeł.:] M. Carlier, M. Laurent. Paris 2009, 2012, – hiszp.: Peste en Breslau. [Przeł.:] J. Sławomirski, A. Rubio Rodón. Barcelona 2010, – niem.: Pest in Breslau. [Przeł.] P. Schulz. München 2009, – norw.: Pesten i Breslau. [Przeł.] A. Walseng. Bergen 2010.
6. Aleja samobójców. [Powieść; współaut.:] M. Czubaj. Wwa: W.A.B. 2008, 282 s. Mroczna Ser. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2009. Lato z Kryminałem, 4,wyd. 3 2011, [wyd. 4] Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015. Mroczna Ser., [wyd. 5 kieszonkowe] tamże 2015. Nowa Fala Pol. Kryminału, 16.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2008, wyd. nast.: 2010, 2015 pliki w formacie PDF, MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czytają: M. Krajewski, M. Czubaj. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta CD w formacie mp3.
7. Róże cmentarne. [Powieść; współaut.:] M. Czubaj. Wwa: W.A.B. 2008, 316 s. Mroczna Ser. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2010. Lato z Kryminałem, 3, wyd. 3 2011, [wyd. 4] Wwa: W.A.B.- Grupa Wydawn. Foksal 2015. Mroczna Ser.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009; Wwa: W.A.B.- Grupa Wydawn. Foksal 2015, pliki w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Rabenda. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010, 1 płyta CD w formacie mp3, plik w formacie EPUB, MOBI.
8. Głowa Minotaura. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2009, 347 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2009. Mroczna Ser., wyd. 3 2011, [wyd. 4] Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015. Mroczna Ser., [wyd. 5 kieszonkowe] tamże 2015. Nowa Fala Pol. Kryminału, 15; [wyd. 6] Kr.: Znak 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009, Wwa: W.A.B.- Grupa Wydawn. Foksal 2015, pliki w formacie PDF; Kr.: Znak 2016, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Popczyński. Wwa: W.A.B.; Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. 2012.
Przekł.: ang.: The Minotaur’s head. [Przeł.] D. Stok. London 2012, 2013; Brooklyn, NY 2014, – grec.: To kephali tou Minotaurou. [Przeł.] A. Khatzegiannide. Athīna 2010, – niem.: Finsternis in Breslau. [Przeł.] P. Schulz. München 2012, – ros.: Golova Minotavra. [Przeł.] S. Podražanskij. Moskva 2012, – ukr.: Golova Mìnotavra. [Przeł.] B. Antonâk. L’viv 2009, 2013.
9. Erynie. [Powieść]. Kr.: Znak 2010, 271 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2010, plik w formacie PDF, EPUB.
Przekł.: ukr.: Eriniï. [Przeł.] B. Antonâk. Kiïv 2010, L’viv 2013.
10. Liczby Charona. [Powieść]. Kr.: Znak 2011, 301 s.
Nagroda Złota Zakładka w kategorii „najlepsza intryga” przyznana w 2011 przez blogerów literackich.
Przekł. ukr.: Čisla Harona. [Przeł.] B. Antonâk. L’viv 2011.
11. Rzeki Hadesu. [Powieść]. Kr.: Znak 2012, 275 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
12. W otchłani mroku. [Powieść]. Kr.: Znak 2013, 317 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Śląski Wawrzyn Literacki w 2013.
13. Władca liczb. [Powieść]. Kr.: Znak 2014, 315 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2014, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta Sz. Bobrowski. Kr.: Znak 2015, płyta CD w formacie mp3.
14. Arena szczurów. [Powieść]. Kr.: Znak 2015, 299 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2015, plik w formacie PDF.
15. Umarli mają głos. Prawdziwe historie. [Współaut.:] J. Kawecki. Kr.: Znak 2015, 298 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2015, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta D. Bereski. Kr.: Znak 2015, płyta CD w formacie mp3.
Opowiadania reportażowe zawierające opisy 12 spraw kryminalnych, napisane wspólnie z J. Kaweckim, patologiem i biegłym sądowym.
16. Mock. [Powieść]. Kr.: Znak 2016, 392 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2016, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Adapt. t v pt. Mock: Adapt.: K. Kopka. Reż.: Ł. Palkowski. TVP 2018.
17. Mock. Ludzkie zoo. [Powieść]. Kr.: Znak 2017, 394 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2017, plik w formacie EPUB, MOBI. - Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Gosztyła. Kr.: Znak 2017, plik w formacie mp3.
Przekłady
1. B. Stein: Bartłomieja Steina renesansowe opisanie Wrocławia = Die beschreibung der stadt Breslau der Renaissancezeit durch Bartholomaeus Stein. Oprac. i red. nauk.: R. Żerelik. Oprac. red. B. Płonka-Syroka. Przekł.: M. Krajewski [z jęz. łac.], R. Sachs [z jęz. niem. i na jęz. niem. wstęp i przyp.]. Wr.: Arboretum 1995, 127 s., [11] s. il.
Tekst pol., niem. i łac.
2. S. Kobierzycki: Historia Władysława, królewicza polskiego i szwedzkiego. Wyd.: J. Byliński i W. Kaczorowski. Tłum. [z jęz. łac.] M. Krajewski. Wr.: Wydawn. UWr. 2005, 460 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Strona internetowa: www.marek-krajewski.pl [dostęp 20 lipca 2016, 6 listopada 2017].
 	Wywiady: Pory roku w Breslau. Rozm. J. Strzałka. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 52; Zbrodnie na wielkich równinach. Z M. Krajewskim i A. Marininą rozm. K. Janowska. „Polityka” 2005 nr 48; Chcę wejść w stare fotografie. Rozm. J. Szczerba. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 195; Humanista w mieście zła. Rozm. S. Łubieński. „Sukces” 2006 nr 4; Miasto grzechu Breslau. Rozm. M. Czubaj. „Polityka” 2006 nr 3; Po piętnastej. Rozm. S. Łubieński. „Lampa” 2006 nr 2; Filolog – „kryminalista”. Rozm. J. Młynarski. Powst. 2008 [on-line] [dostęp 13 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://polishexpress.polacy.co.uk/art,marek_krajewski_filolog_8222kryminalista8221,822.html; Nie stąpam po cudzych śladach. Rozm. K. Uczkiewicz. „Pamięć i Przyszłość” 2008 nr 2, przedr. w: K. Uczkiewicz, Ł. Medeksza: Ziemie Zachodnie. Zrób to sam. Wywiady opublikowane w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” w latach 2008-2013. Wr. [2015] [dot. gł. cyklu książek o Breslau]; Poprawki w mundurze esesmana. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 46 dod. „Wysokie Obcasy” nr 8; To miasto wołało do mnie w innym języku. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas Kult.” 2009 nr 1; Defensywny pesymista. Rozm. M. Łuszczyna. „Bluszcz” 2010 nr 6 [dot. gł. Erynie]; Ja, skromny autor kryminałów. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 114; Morderstwa tylko we Lwowie. Rozm. J. Antczak. „Pol. Gaz. Wroc.” 2010 nr z 21.05 [dot. m.in.: Erynie]; Lwów nadał nam charakter. Rozm. M. Kuźmiński. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 6; Po co detektywowi łacina. Rozm. P. Stachnik. „Dz. Pol.” 2011 nr z 20.06; To nie jest jazda figurowa na lodzie. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 133 dod. „Kraków”; Chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Rozm. J. Gajda-Zadworna. „Uważam Rze” 2012 nr 25; Dwa chwyty. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 40; Kryminał jako sposób życia. W moich powieściach zbrodnia musi zawsze zostać ukarana. Rozm. A.J. Dudek. „Polska. Metropolia Warsz.” 2012 nr 54 dod. „Kocham czytać”; Piekielna Odra, Popielski w AK i gwałt po liftingu. Rozm. J. Antczak. „Pol. Gaz. Wroc.” 2012 nr z 4.05 [dot. gł.: Rzeki Hadesu]; To nie jest jazda figurowa na lodzie. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 133 dod. „Kraków”; Groza literackiego serialu. Rozm. J. Gajda-Zadworna. „wSieci” 2013 nr 39; Stoję w obronie Cycerona. Rozm. A.J. Dudek. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 73 dod. „Kocham czytać”; Wrocław jako Sin City. Rozm. A. Saraczyńska. „Gaz. Wybor.”, Wr. 2013 nr z 12.09 [dot. gł.: W otchłani mroku]; Wrocławskie zbrodnie przy ulicy Stalina. Rozm. J. Antczak. „Pol. Gaz. Wroc.” 2013 nr z 13.09 [dot. gł.: W otchłani mroku]; Autorzy, autorytety i autokompromitacja. Rozm. M. Kube. „Rzeczpospolita” 2014 nr 243; Eberhard Mock powróci za rok. Rozm. S. Arlak. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 78 dod. „Polska Café”; Liczby i szczegóły tworzą świat. Rozm. J. Gajda-Zadworna. „wSieci” 2014 nr 41; Rzymskie kamienie mówią do mnie po łacinie. Rozm. A. Osmólska-Mętrak. „Italica Wratislaviensia” 2014 nr 5; Z Wrocławia do Breslau. Rozm.: M. Cieślik, M. Płociński. „Rzeczpospolita” 2014 nr 184 [dot. miast w literaturze pol.]; Jestem wiarygodny. Rozm. C. Nazarewicz. „Wprost” 2015 nr 15 [dot. też: Umarli mają głos]; Książęta pomorscy z sierpem w herbie. Rozm. K. Cieślik. „Rzeczpospolita” 2015 nr 219 dod. „Plus Minus” [na marginesie książki „Arena szczurów”]; W najnowszym kryminale będzie tylko brutalna, naga przemoc. Rozm. R. Migdał. „Polska. Metropolia Warsz.” 2015 nr 45 [dot. gł.: Umarli mają głos]; Masoni, CIA i Stalin. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2016 nr 221 [dot.: Mock]; Nasyciłem Mocka swoimi fobiami i przemyśleniami. Rozm. R. Migdał. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 78; Niepokojąca woń przypalonej marchwi. Rozm. A. Kublik. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 224 [dot. m.in. powieści Mock]; Opisać seks językiem matematyki. Rozm. M. Brylowska. „Bliza” 2016 nr 1; Breslau, dzika Afryka i wyprawa na samo dno piekła. Rozm. R. Migdał. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 69 [dot. gł.: Mock. Ludzkie zoo].

Ogólne

 	Z. MIŁOSZEWSKI: Breslau grzechu. „Newsweek Polska” 2005 nr 32.
 	M. NAHACZ: Gdzie mieszka Szatan? „Lampa” 2005 nr 10.
 	K. MASŁOŃ: Czy Eberhard Mock był nazistą. „Rzeczpospolita” 2007 nr 293.
 	A. KOŁODYŃSKA: Mock nad Tamizą. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 121 dod. „Wrocław”.
 	B. KRUPA: Poetyka powieści Marka Krajewskiego. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2008 T. 14/15.
 	M. EBERHARTER: Obcość w literaturze i obcość w przekładzie. Na podstawie tłumaczeń najnowszej literatury polskiej na niemiecki. W: Obcość kulturowa jako wyzwanie dla tłumacza. Kr. 2009 [dot. też: D. Masłowska: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną].
 	H.-P. KUNISCH: Ślad komisarza Mocka. Polska w Niemczech. „Forum” 2009 nr 16.
 	J. ZIMNA: Filologia zbrodni. Dwóch bohaterów Marka Krajewskiego. „Czas Kult.” 2009 nr 1.
 	W. BROWARNY: Dyskretny urok mieszczańskiego demonizmu. (Powieści Marka Krajewskiego). „Studia Filmoznawcze” 2010 t. 31.
 	M. CIELECKI: Na tropie Nieznanego. „Prz. Powsz.” 2010 nr 7/8 [dot. też H. Mankella].
 	E. MIKULSKA-FRINDO: Rezeption der Romane von Marek Krajewski in deutschsprächigen Ländern. „Philologica Wratislaviensia. Acta et studia” 2010 nr 3.
 	E. SZYBOWICZ, B. WARKOCKI: Mock w mieście potworów. „Krytyka Polit.” 2010 nr 20/21, polem. B. DARSKA: W uścisku idei? O wybranych problemach zaangażowania w literaturze i krytyce literackiej. W: Współczesne dylematy filozofii kultury. Olsztyn 2010.
 	B. WEŻGOWIEC: „O mieście, którego nie ma”, czyli Wrocław w kryminalnych powieściach Marka Krajewskiego. „Zesz. Nauk. Tow. Doktorantów UJ. Nauki Humanist. 2010 nr 1.
 	A. OSMÓLSKA-MĘTRAK: Na trasie Breslau-Breslavia. O włoskich przekładach prozy Marka Krajewskiego. W: Między egzotyką a swojskością. Tor. 2011.
 	K. AUGUSTYN: Wrocław – tło czy bohater cyklu Marka Krajewskiego? „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2012 nr 52.
 	Ł. PLATA: Czarny Wrocław. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012 [dot. cyklu książek o Breslau].
 	M. MEDECKA: Zakazane/zapomniane pogranicza kultur w powieści kryminalnej i apokryfie rodzinnym. „Zesz. Nauk. KUL” 2013 nr 4 [dot. też powieści S. Chwina].
 	J. PETROWICZ: Grüss Gott, Mock. O niemczyźnie w powieściach Marka Krajewskiego. [on-line] [dostęp 26 sierpnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-znaczenia.pl/?=867.
 	B. BEDNAREK: Antyk, ciało i rozkosze podniebienia w bestsellerowych powieściach Marka Krajewskiego. W: Śledztwo w sprawie gatunków. Kr. 2014.
 	P. PIETRZYK: „Na tropie Józefa Baki”. Barokowe inspiracje w powieści detektywistycznej Marka Krajewskiego. „Pr. Literaturoznawcze” 2014 t. 2.
 	Ł. ORBITOWSKI: Genialni mordercy Marka Krajewskiego. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 21 dod. „Copernicus Festival”.
 	W.D. BRYLLA: Polski kryminał retro. Między innowacją, naśladownictwem a literackim kiczem. „Zesz. Nauk. Uniw. Zielonogórskiego. Ser. Scripta Humana” 2016 T. 5 [dot. też K.T. Lewandowskiego i Z. Wojtysia].
 	M. JUREWICZ-NOWAK: Asocjacje kulturowe i literackie w powieściach kryminalnych jako wyzwanie dla przekładu. „Zesz. Nauk. Uniw. Zielonogórskiego. Ser. Scripta Humana” 2016 T. 5 [dot. też W. Haasa].
 	M. RUSZKOWSKI: Zdania inicjalne w powieściach Marka Krajewskiego. „Stylistyka”, Opole 2016 T. 25.

Śmierć w Breslau

 	M. MIZURO: Filolog klasyczny na tropie. „FA-art” 1999 nr 4.
 	S. STANUCH. „Trybuna” 2000 nr 112 dod. „Aneks”.
 	M. ORZEŁ; J. TYSZKIEWICZ. „Rocz. Wroc.” 2001 R. 7.

Koniec świata w Breslau

 	M. URBANEK: Golonka z Breslau. „Polityka” 2003 nr 36.
 	Rec. adapt. teatr.: G. ĆWIERTNIEWICZ: Koniec świata we „Współczesnym” ?! [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://grzegorzcwiertniewicz.natemat.pl/142821,koniec-swiata-we-wspolczesnym.
 	B. LEKARCZYK-CISEK: Dekadencja i apokalipsa. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://kulturaonline.pl/dekadencja,i,apokalipsa,recenzja,tytul,artykul,20823.html.
 	M. PIEKARSKA: Koniec świata rozczarowuje. „Gaz. Wybor.” 2015 nr z 18 V dod. „Wrocław”.
 	L. PUŁKA: Tercet egzotyczny z Breslau. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://teatralny.pl/recenzje/tercet-egzotyczny-z-braslau,1090.html .
 	R. WĘGRZYNIAK: Kabaret wrocławski. „Teatr” 2015 nr 7/8.
 	A. WOŹNIAK: Historia, sacrum i mit w „Końcu świata w Breslau” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. „Orbis Linquarum” 2016 vol. 44.

Widma w mieście Breslau

 	P. HUNIEWICZ: Breslau po raz trzeci. „Polityka” 2005 nr 28.
 	J. STRZAŁKA: Pozbawiam złudzeń, Eberhard Mock. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 44 dod. „Książ. w Tyg.”.

Festung Breslau

 	Z. MIŁOSZEWSKI: Mock wrzeszczy „Heil Hitler”. „Newsweek Polska” 2006 nr 33.
 	B. STASZCZYSZYN: Odchodząc z Breslau. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 38.
 	P. URBANIAK: W imię sprawiedliwości. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	M. WOLSKI: Umarłe miasta. Martwi bohaterowie. „Gaz. Pol.” 2006 nr 40 [dot. też: M. Ławrynowicz: Korytarz].
 	A. ZAWADA: Czytając „Festung Breslau”. „Prz. Polit.” 2006 nr 79/80.

Dżuma w Breslau

 	M. SIEDLACZEK- MIKODA: Mściciel znów w akcji. „Opcje” 2007 nr 4.
 	J. SZCZERBA: Eberhardt Mock nr 005. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 242.
 	P. URBANIAK: Marketingowy majstersztyk. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.

Aleja samobójców

 	M. MICHALSKA: Zbrodnia dobra na sen. „Dziennik” 2008 nr 15 dod. „Kultura”.
 	M. SPYCHALSKI: Niedopracowany kryminał według starego przepisu. „Dziennik” 2008 nr 13.
 	J. SZCZERBA: Krajewski na obcym boisku. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 18.
 	R. OSTASZEWSKI: Skalp w upale. „Polityka” 2009 nr 32.
 	J. ZIMNA: Kryminałoznawcy. O dyptyku napisanym przez tandem. „Czas Kult.” 2009 nr 3 [dot. też: Róże cmentarne].

Róże cmentarne

 	A. KOŁODYŃSKA: Lato z mordercą. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 47.
 	J. ZIMNA: Kryminałoznawcy. O dyptyku napisanym przez tandem. „Czas Kult.” 2009 nr 3 [dot. też: Aleja samobójców].

Głowa Minotaura

 	M. MICHALSKA: Kanibal w Breslau. „Dziennik” 2009 nr 107 dod. „Kultura”.
 	J. SZCZERBA: Lwowski lifting komisarza Mocka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 110.
 	T. BOMBRYCH: Inny Krajewski? „Czas. Kult.” 2010 nr 3.

Erynie

 	B. KANIEWSKA: Metafizyka zła powszedniego. „Nowe Książ.” 2010 nr 8.
 	P. KĘPIŃSKI: Potwór ze Lwowa. „Newsweek Pol.” 2010 nr 19.
 	P. KOFTA: Łysy bliźniak. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 98 dod. „Kultura”.
 	J. PETROWICZ: Spe sublata. „Pogranicza” 2010 nr 3 [dot. motywów antycznych].
 	M. PIEKARSKA: Łyssy, pulicaj ze Lwowa. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 110.
 	M. WRÓBEL: Lwów prosto z powieści. „Wprost” 2010 nr 22.
 	R. ZIORA: Zbrodnia, kara i perwersja. „Śląsk” 2010 nr 9.
 	K. KOTYŃSKA, P. JAROSZ: Dwuksiążkowy obraz Lwowa = Two–book image. [Przeł.] T. Bieroń. „Herito” 2011 nr 4 [dot. też: P. Âcenko: L’vìv’ska saga].
 	J. UGLIK: Z mordercą w tle. „Tygiel Kult.” 2011 nr 10/12.
 	Zob. też Wywiady.

Liczby Charona

 	J. DEMIAŃCZUK: Pulicaj ze Lwowa. „Dz.-Gaz. Prawna” 2011 nr 102 dod. „Kultura”.
 	R. OSTASZEWSKI: Matematyka zbrodni. „Polityka” 2011 nr 20.
 	J. PETROWICZ: Sumy Krajewskiego. „Nowe Książ.” 2011 nr 8.
 	M. PIEKARSKA: Słabości Popielskiego. „Gaz. Wybor.”, Wr. 2011 nr 115.
 	J. ŚWIETLIKOWSKI: „W moim umyśle są tylko liczby i trupy”. Powst. 2011[on-line] [dostęp 2 września 2013]. Dostępny w Internecie: zbrodniawbibliotece.pl.
 	M. WÓJCIK: Kryminał to ciężki kawałek chleba. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 132 dod. „Kraków”.

Rzeki Hadesu

 	J. PETROWICZ: Zgubne skutki chuci. „Nowe Książ.” 2012 nr 9.
 	M. WRÓBEL: Czy Popielski i Mock utoną we Flegetonie? „Pol. Gaz. Wroc.” 2012 nr z 28.05.
 	J. UGLIK: Ale jest zbrodnia. „Tygiel Kult.” 2013 nr 1/6.
 	Zob. też Wywiady.

W otchłani mroku

 	P. GORLIŃSKI-KUCIK: Coraz gęstszy mrok. „FA-art” 2013 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Gwałty i filozofia. „Polityka” 2013 nr 37.
 	J. SZCZERBA: Zmęczenie dobrego materiału. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 205.
 	S. BAUMAN: Śmierć i filozofia. „Nowe Książ.” 2014 nr 4.
 	D. NOWACKI: Metonimie gwałtu. „Opcje” 2014 nr 1/2.
 	Zob. też Wywiady.

Władca liczb

 	B. DARSKA: Tajemnica rozwikłana po latach. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/wladca-liczb-tajemnica-rozwiklana-po-latach-recenzja/qven8.
 	J. PETROWICZ: Apage, satanas! „Nowe Książ.” 2014 nr 12.

Arena szczurów

 	L. KOŹMIŃSKI. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://blog.kryminalnapila.pl/recenzja-marek-krajewski-arena-szczurow.
 	R. OSTASZEWSKI: Zbrodniczy bohater. „Polityka” 2015 nr 38.
 	W. BROWARNY: Szczurza dystynkcja. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Umarli mają głos

 	M. CIEŚLIK: Chirurgiczna precyzja. „Wprost” 2015 nr 21.
 	R. OSTASZEWSKI: Przy ciasteczkach o zbrodniach. „Polityka” 2015 nr 20.
 	Zob. też Wywiady.

Mock

 	Z. PIETRASIK: Powrót do Breslau. „Polityka” 2016 nr 38.
 	J. PETROWICZ: Mock w Hali Stulecia. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
 	Rec. adapt. tv: Mock opuszcza karty powieści i wkracza na ekrany tv. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 31 października 2017]. Dostępny w Internecie: https://www.wroclaw.pl/mock-marka-krajewskiego-w-teatrze-telewizji [przedpremierowy artykuł o realizacji spektaklu].
 	Zob. też Wywiady.

Mock. Ludzkie zoo

 	Zob. Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3042" title="Halina SKOROBISZEWSKA" slug="halina-skorobiszewska">1926-1989

Pseud. i krypt.: H.S.; hask; Joanna Sosnowska.

Krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 11 lipca 1926 w Łodzi; córka Ignacego Skrobiszewskiego, nauczyciela, i Anny z Sosnowskich. Po uzyskaniu w 1945 matury w Łodzi, studiowała do 1952 polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim, a także krótko w 1945-46 na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Podczas studiów podjęła pracę jako korektorka w tygodniku „Wieś”. W 1950 przeniosła się do Warszawy, gdzie została zatrudniona w Ośrodku Oświaty Dorosłych, opracowywała tam skrypt do nauki języka polskiego. W 1951 pracowała jako adiustatorka w Państwowym Instytucie Wydawniczym. W 1955 opublikowała w kwartalniku „Myśl Filozoficzna” artykuł pt. Historycy filozofii w roku Mickiewicza (nr 4). W 1957-60 była bibliotekarką w szkole podstawowej nr 7, a następnie do 1964 polonistką w szkole średniej dla pracujących. Jako krytyk literatury dziecięcej debiutowała w 1958 na łamach „Nowej Kultury” (nr 30) omówieniem wyboru utworów E. Szelburg-Zarembiny pt. Notatki z jednego życia. W 1959 nawiązała stałą, trwającą do 1972, współpracę z „Nowymi Książkami” (tu recenzje i przeglądy literatury dla dzieci; podp. m.in.: H.S., hask., Joanna Sosnowska). Przeglądy literatury dla dzieci prowadziła też w pismach „Wychowanie” (do 1970; tu stały felieton pt. Literatura i wychowanie) , „Płomyk” (do 1978; stałe rubryki: Wybieramy książki do czytania, Książki dla was, Wśród książek;podp. hask), „Tygodniku Kulturalnym” (1966-71). W 1967 została członkiem ZLP. W 1968-70 kierowała Redakcją Literackich Programów dla Dzieci i Młodzieży w Polskim Radiu. W 1971 została kierowniczką Muzeum Książki Dziecięcej Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy. W 1972-81 przewodniczyła działającemu przy warszawskim Oddziale ZLP Kołu Przyjaciół Książki dla Dzieci i Młodzieży (od 1975 Klub Literatury dla Dzieci i Młodzieży). W 1973 należała do grona inicjatorów a następnie do 1980 była członkiem rady programowej Biennale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu. Współpracowała z Międzyuczelnianym Zespołem Badań Literatury dla Dzieci i Młodzieży przy Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Wygłaszała liczne prelekcje na temat literatury dziecięcej. W 1978 z przyczyn zdrowotnych przeszła na rentę. W 1979 otrzymała za refleksję krytyczną, dotyczącą twórczości dla dzieci i młodzieży, poznańską nagrodę „Złote Koziołki” oraz Honorową Odznakę Miasta Poznania. Od 1980 była członkiem NSZZ „Solidarność”; w okresie stanu wojennego organizowała pomoc internowanym i ich rodzinom, działała w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom oraz w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych. W 1989 wstąpiła do SPP i Polskiego PEN Clubu. Odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1973) i Złotym Krzyżem Zasługi (1978). Zmarła 12 lipca 1989 w Warszawie; tamże pochowana na Cmentarzu Komunalnym Północnym.

Biblioteka i Muzeum Książki Dziecięcej Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy od 2009 organizuje Konkurs Literatury Dziecięcej im. H. Skrobiszewskiej.
TWÓRCZOŚĆ

 	Kultura życia codziennego i estetyka „na codzień”. Zagadnienia wybrane. Program i przewodnik metodyczny. Wwa: ZG TWP 1960, [2], 19 s. Korespondencyjne Studium Oświaty i Kult. Dorosłych.
 	Brzechwa. Wwa: Ag. Autorska 1965, 83 s. Sylwetki Współcz. Pisarzy.
 	Książki naszych dzieci, czyli o literaturze dla dzieci i młodzieży. Wwa: Wiedza Powsz. 1971, 693 s.
Zawartość: Wstęp. – Literatura dla najmłodszych; Baśnie i podania; Powieści i opowiadania przyrodnicze; Przygody i podróże, czyli od Robinsona po „kryminał” i nową Utopię; Opowieści z dziejów ojczystych i „Żywoty sławnych mężów”; Bardzo dawno czy wczoraj?; Proza psychologiczna i obyczajowa. – Posłowie.
 	Literatura i wychowanie. O literaturze dla starszych dzieci i młodzieży. [Wwa:] LSW 1973, 362 s. Wyd. 2 tamże 1982.
Zawartość: Zamiast wstępu słów kilka. – Na godziny wychowawcze [dot.: I. Jurgielewiczowa: Niespokojne godziny]; „Nieprzetarty szlak” [K. Salaburskiej, K. Dębnickiego]; Okupacja raz jeszcze – inaczej [dot.: E. Jackiewiczowa: Pokolenie Teresy]; Szukanie drogi w gąszczu [dot.: W. Żółkiewska: Ślady rysich pazurów]; „Życzę ci dobrej drogi”; Książki o młodzieży [dot.: M. Bielicki: Gdzie jesteś, Małgorzato?; Małgorzata szuka siebie; Małgorzaty droga powrotu]; Jak niegdyś dojrzewano? [dot.: M. Kann: Koniec i początek świata; K. Grzybowska: Zuzia i ja, i Franuś]; Wspomnienia dziewcząt [dot.: K. Pająkowa: Ucieczka od zapachu świec; J.B. Górkiewiczowa: I przyszedł dzień]; Jeszcze „Dla dziewcząt” [dot. cyklu książek L.M. Montgomery oraz K. Salaburskiej: Maski]; Rozsądna dziewczyna [dot.: J. Wieczerska: Zawsze jakieś jutro]; Dlaczego „Ania z Zielonego Wzgórza” [L.M. Montgomery]; Współczesna dziewczyna; Literatura dla młodzieży; Ptaszek Jones [E.W. Hildicka]; Pochwała Boya; Wzór społecznej aktywności [dot.: M. Tomaszewska: Gdzie ten skarb?; J. Broszkiewicz: Długi deszczowy tydzień]; Trzeba pielęgnować ambicję; Cudzoziemcy własnej kultury; Swojacy z Warmii i Mazur [dot.: T. Stępkowski: Było to wczoraj]; Jak w życiu; Dla dzieci czy dla licealistów [dot.: K. Siesicka: Zapałka na zakręcie]; Córka chce inaczej [dot.: E. Kobylińska-Masiejewska: Córki chcą inaczej]; „Męska sprawa” [J. Domagalika]; Ciąg dalszy „Męskiej sprawy” [J. Domagalika]; „Stawiam na Tolka Banana” [A. Bahdaja]; Potęga szlagieru [dot. twórczości K. Siesickiej]; Wieś – wstyd, czy radość? [dot. m.in. J.B. Górkiewiczowa: A jednak radość]; Innym jest źle! [dot. twórczości A. Sommerfelta]; Kawałek Polski zagubiony w Azji [dot.: E. Paukszta: Złote korony księcia Dardanów]; Pod wierchami Tatr [dot. tematyki tatrzańskiej w literaturze dla dzieci i młodzieży]; Zawsze pełna niepokoju [dot.: M. Górska: My, samotni, zbłąkani ludzie]; Ważne – w sprawie ludzi [dot. m.in. W. Żółkiewska: Kibice]; „Gazda z Diabelnej” [C. Chlebowskiego]; Czytadło dla dziewczynek [dot.: J. Webster: Tajemniczy opiekun]; Przeciw grupie [dot.: S. Platówna: Tomek, Ewa i inni]; Potrzebna jest wiedza o sobie [dot.: I. Jurgielewiczowa: Wszystko inaczej]; Ucieczki [dot.: S. Biskupski: Morze szumi inaczej; Ślady na dnie]; Wakacyjny i codzienny ekwipunek; Wieś współczesna [dot.: Młode pokolenie wsi Polski Ludowej]; Jagna w Warszawie [dot.: L. Woźnicka: Jagoda w mieście]; Szesnaste lato Hanki [dot.: J.B. Górkiewiczowa: Szesnaste lato Hanki]; „Gdzie mój dom?” [A. Glińskiej]; Edukacja sentymentów [dot.: F.H. Burnett: Mała księżniczka; Tajemniczy ogród]; Czy „dobra pani”? [dot.: K. Allfrey: Penny i dobra wróżka]; Pasje i siła woli [dot.: A. Okońska: Paleta z mazowieckiej sosny]; Chłopcy z charakterem; „Okrutny biegun” [A. i Cz. Centkiewiczów]; W co się bawić? [dot.: M. Tomaszewska: Zorro, załóż okulary!]; Sensacja z tezą [dot.: H. Rudnicka: Zielona rakieta]; Powtarzamy: Wyszedł z PDM…[dot.: M. Ziółkowska: Szukaj wiatru w polu]; Trudny optymizm [dot.: M. Dubow: Zbieg]; Socjologia dla młodszych [dot.: I. Jurgielewiczowa: Ważne i nieważne]; „Gospoda pod Upiorkiem” [S. Pagaczewskiego]; Literatura znacząca [dot.: B.F. Baastad: Kjersti]; Egzotyczne dzieciństwo [dot.: E. Nesbitt: Dawno temu, gdy byłam mała]; Sensacja z programem [dot.: A. Szczypiorski: Lot 627]; Życie za życie [dot.: Z. Chądzyńska: Życie za życie]; Korzenie współczesności [dot.: K. Konarski: Tajemnica zegara królewskiego; Krzywe Koło; M. Józefacka: Karkołomna gra]; Pięćdziesiąt lat dobrej roboty; Biblioteka Błękitnych Tarcz; 1 Granda 2 Draki [dot.: W. Hudon: Cudaki]; Niedostatki uczucia; Dwie książki Janiny Porazińskiej [dot.: Borówka; I w sto koni nie dogoni]; Jakim się jest? [dot.: J. Broszkiewicz: Mój księżycowy pech].
 	Uśmiech, przygoda, fantazja. Poradnik bibliograficzny dla młodzieży od 11 do 15 lat. Wwa: Inst. Bibliogr. Bibl. Nar. 1973, 127 s.
 	Januszewska. [Szkic biograficzny]. Powst. ok. 1979.
Przekł franc.: Januszewska. [Przeł.] W. Gilewski. Varsovie: Agence des Auteurs: Czyt. 1979, 64 s. Les Écrivains Contemporains Polonais.
 	O Hannie Januszewskiej. Wwa: NK 1987, 165 s. Teoria i Krytyka Lit. dla Dzieci i Młodzieży.

Adaptacja

 	Złote ręce. [Utwór dramatyczny wg powieści A. Domańskiej „Historia żółtej ciżemki”; współaut.:] W. Żółkiewska. Wyst.: Reż.: S. Bugajski. Wwa, T. Klas. 1960.

Prace redakcyjne

 	Język polski. Skrypt dla kl. 10 ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej stopnia licealnego. Z. 1. Październik – listopad 1950. [Oprac.:] H. Skrobiszewska. Wwa: NK 1950 [właśc. 1951], 82 s. Wyd. 2 tamże 1951.
 	E. Szelburg-Zarembina: Bajki i baśnie. Wybór i nota: H. Skrobiszewska. Red.: A. Zagórska-Czarnecka. (Dzieła, t. 11). Lubl.: WLubel. 1972, 600 s.
 	E. Szelburg-Zarembina: Baśnie, wiersze, poematy. Układ i nota: H. Skrobiszewska. Red.: J. Kaliszuk. (Dzieła, t. 10). Lubl.: WLubel. 1972, 583 s.
 	E. Szelburg-Zarembina: Opowieści prawdziwe. Wybór i nota: H. Skrobiszewska. Red.: B. Słowikowska. (Dzieła, t. 12). Lubl.: WLubel. 1972, 486 s.
 	O literaturze dla dzieci i młodzieży. Studia, rozprawy, szkice. Red.: H. Skrobiszewska. Wwa; Stow. Bibliotekarzy Pol. 1975, 175 s. Muzeum Książki Dziecięcej. Pr. Bibl. Publicznej m. st. Warszawy, 0509-6448.
 	Baśń i dziecko. Wstęp, wybór i oprac. wypowiedzi: H. Skrobiszewska. Wwa: LSW 1978, 357 s.
 	Język polski. Wypisy z literatury, wiadomości i ćwiczenia z teorii literatury dla klasy V powszechnej szkoły średniej. Wwa: WSiP 1979, 363 s.
Podręcznik dla niezrealizowanego projektu powszechnej średniej szkoły 10-letniej.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiad: Chwytaj, dziecko, wszystko… Rozm. W. Kobusińska. „Tyg. Kult.” 1981 nr 5.


 	PSB ( G. Skotnicka).
 	LP XX w. (J. Papuzińska).

Ogólne

 	S. FRYCIE: Halina Skrobiszewska – krytyk i popularyzator literatury dla dzieci i młodzieży. „Polonistyka” 1990 nr 2/3, przedr. w tegoż: Współczesna nauka o literaturze dla dzieci i młodzieży i jej przedstawiciele. Piotrków Trybunalski 1996.
 	I. JURGIELEWICZOWA: Halina Skrobiszewska. „Kron. Warsz.” 1991 nr 1/4.

Brzechwa:

 	J. CIEŚLIKOWSKI: Poeta dzieci. „Odra” 1966 nr 1.

Książki naszych dzieci:

 	K. KOŹNIEWSKI: Co podsuwać naszym dzieciom? „Polityka” 1972 nr 17.
 	G. SKOTNICKA: Nowa książka o literaturze dla dzieci i młodzieży. „Polonistyka” 1972 nr 4.
 	Tejże: Rzecz o literaturze dla dzieci i młodzieży. „Nowe Książ.” 1972 nr 7.

Literatura i wychowanie:

 	E. BRZOZA: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. „Nowe Książ.” 1974 nr 6.
 	J. CIEŚLIKOWSKI: O literaturze i wychowaniu. „Mies. Lit.” 1974 nr 4.
 	H. WITALEWSKA. „Głos Naucz.” 1974 nr 5.

O Hannie Januszewskiej:

 	T. BRZESKA-SMERKOWA: „Przygoda tropienia, poszukiwań, szczęśliwych znalezisk…”. „Nowe Książ.” 1988 nr 9.
</document>
<document nplp_id="3044" title="Wojciech KUCZOK" slug="wojciech-kuczok">ur. 1972

Prozaik, poeta, autor utworów dramatycznych i scenariuszy filmowych, krytyk filmowy.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 18 października 1972 w Chorzowie. Do szkół uczęszczał w Chorzowie i Katowicach; uczył się kolejno w dwóch tamtejszych liceach (usunięty dyscyplinarnie z jednego z nich). Od 1988 uprawiał wspinaczkę wysokogórską, a zwłaszcza jaskiniową; w 1990 otrzymał kartę taternika. W tym czasie rozpoczął twórczość literacką; debiutował jako poeta wierszem dziś na podłodze znalazłem głowę, opublikowanym w tomie Kacze pióro. I Ogólnopolski Przegląd Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży (Katowice 1991), a jako prozaik w 1992 opowiadaniem pt. Droga do baru „Evil Horse”, wydrukowanym na łamach „Nowej Fantastyki” (nr 11). W 1993 zdał eksternistycznie maturę w Liceum im. Stefana Batorego w Chorzowie, a następnie podjął studia kulturoznawcze na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.) w Katowicach. W tymże roku założył z kolegami z UŚl., Bartłomiejem Majzelem, Maciejem Meleckim i Grzegorzem Olszańskim, grupę poetycką Na Dziko; ogłaszał wiersze we dodatku literackim grupy o tej samej nazwie, który ukazywał się wraz z kwartalnikiem „Opcje” (do 1997). Utwory poetyckie, prozę i recenzje filmowe drukował nadto m.in. w pismach „FA-art” (1994-99), „Opcje” (1995-2002) i „Śląsk” (1996-2004). W 2000 uzyskał magisterium na UŚl. na podstawie pracy, będącej analizą antropotanatologiczną filmu Spirala Krzysztofa Zanussiego (za esej o tym filmie otrzymał w tymże roku nagrodę im. K. Mętraka, przyznaną na Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie). Współpracował m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” (2000-06), w którym ogłaszał recenzje filmowe, „Rzeczpospolitą” (2000-05), gdzie publikował fragmenty prozy, recenzje i felietony w cyklu Media omyłek (2002) i o tematyce sportowej pt. Wymiana koszulek (2004-05), z bezpłatnym dziennikiem „Metropol” (2003-06) i tygodnikiem „Newsweek Polska”, tu drukował cykl Dziennik zdziwień (2004-06). W 2001 rozpoczął studia doktoranckie w Instytucie Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, planując napisanie rozprawy na temat twórczości filmowej Krzysztofa Zanussiego. Pracował jakiś czas w krakowskim wydawnictwie Zielona Sowa oraz pisał recenzje wewnętrzne dla wydawnictwa W.A.B. Równocześnie rozwijał twórczość prozatorską. W 2003 otrzymał stypendium w dziedzinie kultury przyznane przez zarząd województwa śląskiego. W roku następnym powrócił na Śląsk, gdzie zamieszkał początkowo w Bytomiu, a potem w Chorzowie. Nadal uprawiał wspinaczkę wysokogórską (m.in. w Alpach i Andach) i jaskiniową; w 2005 roku wraz z synem i Maciejem Pawełczykiem odkrył w Beskidach jedną z największych polskich jaskiń pseudokrasowych, którą nazwali Dująca. Był laureatem kolejnych nagród regionalnych: nagrody marszałka województwa śląskiego (2004) i Śląskiego Orła (2005) oraz ogólnopolskich: w 2004 otrzymał nagrodę Paszport „Polityki” i Nagrodę Literacką Nike za powieść Gnój. W 2007-08 publikował cykliczny felieton na temat kina w miesięczniku „Zwierciadło”. W 2009/10 przebywał na rocznym stypendium Deutscher Akademischer Austausch Dienst (DAAD) w Berlinie, a następnie w 2011/12 na stypendium fundacji Literarische Colloquium Berlin (LCB) w Wannsee. W 2010-12 był kuratorem Kawiarni Literackiej na festiwalu muzyki alternatywnej Off Festival. Publikował felietony w „Przeglądzie Sportowym” (tu na temat sportu w 2012-13) i „Gazecie Wyborczej” (m.in. na temat sportu i literatury od 1914). W 2013 na gali kończącej 15. Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni otrzymał wraz z Rafałem Klimarem, Markiem Pawełczykiem oraz Jarosławem Surmaczem wyróżnienie Kolosa za 2012 w kategorii eksploracja jaskiń za odkrycie i rozpoznanie Jaskini Niedźwiedziej Górnej i Jaskini Hardej. Przed wyborami prezydenckimi w 2013 i w 2015 był członkiem honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego.

Jest ojcem trojga dzieci: Stanisława (ur. 1993) i Zofii (ur. 2001) z dwu wcześniejszych związków oraz Antoniego (ur. 2015) z zawartego w 2013 małżeństwa z Agatą Passent, dziennikarką. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Opowieści samowite. [Wiersze]. Bytom: Kwartalnik Lit. „FA-art.” 1996, 55 s.
2. Opowieści słychane. [Opowiadania]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2000, 73 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 15.
Nagroda Pol. Tow. Wyd. Książek w 2000.
Zawartość: Opowieści słychane: Diaboł; Pieron ognisty; Zianie; Tadzik; Fetor; Impromptu; Trzydzieści trzy pytania; Mrózg. – Aneks: Winniczek.
3. Szkieleciarki. [Opowiadania]. Kr.: Zielona Sowa 2002, 75 s.
Zawartość: Szkieleciarki; Nasza patronka między różami; Malizm reagiczny; Iskra Boża; Lany Poniedziałek; O, Żenek; Cobyś widzioł; Chłopowiadanie.
4. Gnój. (Antybiografia). [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2003, 212 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2005. Archipelagi; Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal, 2016. Por. poz. 6.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta W. Chorąży. Wwa: Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja Lit. Współcz. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda w V Konkursie Lit. Pol. Tow. Wydawców Książek w 2003, nagroda Paszport „Polityki” w 2004, Nagroda Lit. Nike w 2004.
Przekł.: chorw.: Glib. [Przeł.] A. Cvitanović. Zagreb 2005, – czes.: Smrad. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2009, – duń.: Skarn. [Przeł.:] J. Preis, J.H. Monrad. Roskilde 2009, - franc.: Antibiographie. [Przeł.] L. Dyevre. [Paris] 2006, – niderl.: Beerput. [Przeł.] G. Rasch. Amsterdam 2003, – litew.: Mešlas. (Antybiografija). [Przeł.] K. Uscila. Vilnius 2005, – niem.: Dreckskerl. Eine Antibiographie. [Przeł.:] G. Leupold, D. Stroińska. Frankfurt am Main 2007, wyd. nast. tamże 2012, oraz jako dokument elektroniczny, plik w formacie PDF, – ros.: Drân’ë. [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2005, wyd. nast.: Sanki-Peterburg 2010, wyd. łącznie z poz. 7 pt. Carica pečali. Moskva 2012, – rum.: Mizeria. [Przeł.] C. Geambasu. Iaşi 2008, – serb.: Pogan. [Przeł.] M. Duškov. Beograd 2006, – słowac.: Hnoj. (Antibiografia). [Przeł.] M. Mináriková. Bratislava 2005, – słoweń.: Gnoj. [Przeł.] N. Jež. Radovljica 2009, – ukr.: Givnûk. [Przeł.] N. Čorpita. L’vìv 2007, – węgier.: Bűz. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2007, – włos.: Melma. [Przeł.] S. De Fanti. Udine 2009.
5. [Tekst w:] Z. Janin: Widziałam swoją śmierć = I’ve seen my death. [Katalog wystawy]. [Teksty:] W. Kuczok, R. Lewandowski. Tłum.: M. Wanat, A. Zapałowski. W-wa: Galeria Foksal, MCKiS [Maz. Centrum Kultury i Sztuki]; Katow.: Galeria Sektor Górnośląskie Centrum Kultury 2003, 40 s.
6. Pręgi. Scenariusz filmowy. Reż.: M. Piekorz. Ekran. 2004.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Vision Film, 2004, 2 dyski optyczne DVD.
Scenariusz na motywach powieści „Gnój”, por. poz. 4. – Wyróżnienie za scenariusz EBU [European Broadcasting Union] w 2004, główna nagroda Złote Lwy i nagroda publiczności Złoty Klakier na XXIX Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni w 2004; film został także pol. kandydatem do Oscara. – Wypowiedź W. Kuczoka nt. powstawania filmu zob. poz. 10.
7. Widmokrąg. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2004, 170 s. Por. poz. 8.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2004, plik w formacie PDF. Wyd. nast. tamże 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Żebry Adama (apokryf). Interludium (F.Ch. op. 28 nr 3); Cielęce tańce. Interludium (F.Ch. op. 28 nr 15); Widmokrąg. Interludium (F.Ch. op. 28 nr 4); Królowa żalu. Interludium (F.Ch. op. 28 nr 18); Doktor Haust.
Przekł.: franc.: Horizon fantôme. [Przeł.] L. Dyèvre. [Paris] 2007, – niderl.: Schimmering. [Przeł.] K. Lesman. Amsterdam 2010, – niem.: Im Kreis der Gespenster. [Przeł.] F. Griese. Frankfurt am Main 2006, – ros.: [Przeł.] Û. Čajnikov. Wyd. łącznie z poz. 4 pt. Carica pečali. Moskva 2012.
Adapt. teatr. jako część przedstawienia dyplomowego pt. Generacja: Układ tekstu i reż.: P. Łazarkiewicz. Wyst. Wwa, Akad. Teatr. 2005.
8. Doktor Haust. [Utwór dramatyczny]. Reż.: M. Piekorz. Praprem. Wwa, T. Studio 2005. Wyd. Wwa: Centrum Sztuki Studio im. S. I. Witkiewicza 2005, 24 s.
Adapt. opowiadania z poz. 7.
9. Opowieści przebrane. Wwa: W.A.B. 2005, 243 s. Archipelagi. Wyd. nast. Wwa: W.A.B. - Grupa Wydawn. Foksal 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2005, plik w formacie PDF. Wyd. nast. Wwa: W.A.B. 2011, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Wybór opowiadań z poz. 2, 3 (niektóre przeredagowane bądź zmien.).
Zawartość: Diaboł [poz. 2]; Cobyś widzioł ... [poz. 3]; Pieron ognisty [poz. 2]; Tadzik [poz. 2]; Winniczek (apokryf) [poz. 2]; Zianie [poz. 2]; Nasza patronka między różami [poz. 3]; Malizm reagiczny [poz. 3]; Iskra Boża [poz. 3]; Chłopowiadanie [poz. 3]; Impromptu [poz. 2]; Szkieleciarki [poz. 3].
10. To piekielne kino. [Szkice filmowe]. Wwa: W.A.B. 2006, 160 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2006, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUB, wyd. nast. tamże 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: To piekielne kino [dot. filmów: Salò. Reż.: P.P. Pasolini; Upały. Reż.: U. Seidl; Nieodwracalny. Reż.: G. Noé]; Sztuka i mięso [dot. pornografii w kinie]; Umierając w kinie; Glosy do „Spirali” Krzysztofa Zanussiego; Chory z urodzenia [dot. filmu: Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. Reż.: K. Zanussi]; Życie jako fragment. Recycling urodzenia [dot. filmu: Suplement. Reż.: K. Zanussi]; Żywoty karczemne [dot. filmów B. Tarra]; Pisz po mnie jeszcze [dot. filmu: Pillow book. Reż.: P. Greenaway]; Kwartet smaczkowy Bergmana [dot. filmu: Wiarołomni. Reż.: L. Ullmann]; Pokątne pragnienia [dot. filmu: Pianistka. Reż.: M. Haneke]; Pojedynek na minie [dot. filmu: Ziemia niczyja. Reż.: D. Tanović]; Bo kiedy jej ni ma... [dot. filmu: Wszystko albo nic. Reż.: M. Leigh]; Rozwój pięknego syna [dot. filmów M. Koszałki]; Pręgi [dot. filmu: Męska sprawa. Reż.: S. Fabicki]; Wyimki z dziennika zwątpień [dot. pracy nad filmem „Pręgi” zob. poz. 6].
Przekł. niem.: Höllisches Kino. [Przeł.:] G. Leupold, D. Stroińska. Frankfurt am Main 2008.
11. Senność. Scenariusz filmowy. Reż.: M. Piekorz. Ekran. 2008. Por. poz. 12.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Vision Film, [2009], 1 dysk optyczny DVD.
Nagroda publiczności Złoty Klakier na XXXIII Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni w 2008.
12. Senność. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2008, 256 s. Archipelagi. Wyd. 2 tamże 2009. Por. poz. 11.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2004, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUB. Wyd. nast. tamże 2012. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Popczyński. Wwa: Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja Lit. Współcz.
Wersja powieściowa napisanego wcześniej scenariusza filmowego.
Przekł.: niem.: Lethargie. [Przeł.] R. Schmidgall. Berlin 2010, – ros.: Kak son. [Przeł.] Ju. Čajnikov. Sankt-Peterburg 2010, wyd. nast. 2011.
13. Moje projekcje. Lekcje i pragnienia widza kinowego. [Szkice filmowe]. Wwa: W.A.B. 2009, 165 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUB, MOBI.
14. Spiski. Przygody tatrzańskie. Wwa: W.A.B. 2010, 274 s. Archipelagi. Wyd. nast. tamże 2011. Por. poz. 16.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Krytyk cnót się nie boi; Melancholik w drodze; Wszystko spływa; Nieszczęściarz; Technologie przerażenia; Cierpiące zło; Łojcowie; Reżyserując śmierć; Pisarz w kryzysie; Uciekinierzy; Zdechlaki polskie; Hufce świętego Cenzurego; Oko voyeura; Kochankowie niewymowni; Gej polski; Coś pozytywnego; Paradygmat misia; Akcja górska; Śmierć harnasia; Nieoglądalność.
15. Poza światłem. Wwa: W.A.B. 2012, 148 s. Terra Incognita.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, plik w formacie MOBI, EPUB.
Zapiski z podróży, m.in. alpinistycznych wypraw jaskiniowych.
16. Spiski. [Utwór dramatyczny]. Adaptacja sceniczna: W. Kuczok. Praprem.: Reż.: J.J. Płoński, J. Staniek. Łódź, T. Powsz., Mała Scena 2012. Por. poz. 14.
17. Obscenariusz. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2013, 326 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Przyjdź do mnie; Bachantka na panterze; Zur Goldenen Gaas; Ostatnie błogosławieństwo Ernsta Unckla; Woolworth geschlossen; Klapki (z zielonymi motylkami); Udręka i ekfraza; Momenty.
18. Zbliżenia. Scenariusz filmowy. [Współaut. i reż.:] M. Piekorz. Ekran. 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Kino Świat, [2015], 1 dysk optyczny DVD.
19. Proszę mnie nie budzić. [Powieść]. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2016, 156 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
20. Czarna. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Od deski do deski 2017, 233 s. Seria na F/aktach.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. Od deski do deski 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.

Wybór opowiadań w przekł. niem.: Im Kreis der Gespenster. [Przeł.] F. Kriese. Frankfurt am Main 2006.

Przekłady utworów W. Kuczoka w antologiach zagranicznych: bułg.: Lûbimi polski avtori i tvorbi. Izbrani studentski prevodi = Ulubieni polscy autorzy i dzieła. Wybrane tłumaczenia studenckie. [Red.: M. Grigorova]. Veliko T''rnovo 2014, – chorw.: Orkestru iza lepa. [Oprac.:] I. V. Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – czes.: Mrtvé body. [Wybór, oprac., komentarze:] D. Pawelec. [Przeł.] J. Faber. Ostrava 2006, – jap.: Poketto-no naka-no Tōō bungaku. [Przeł.:] M. Iijima, M. Kohara. Jokohama 2006, – niem.: Landschaften und Luftinsein. München 2000, – orm.: Muasir polak nesr antologiyasi. Baku 2009 [inf. autora], – ros.: Inostrannaâ literatura. [Wybór:] K. Starosel'skaâ. Moskva 2006; Kurortnye Romany. Sbornik. [Przeł.] M. Alekseeva. Moskva 2010; ...o lûbvi : 10 romantičeskih istorij. [Red.:] A. Bolecka. [Przeł.:] Û. Čajnikov, D. Kogan. Belgorod; Har'kov 2012, – słowac.: Mřtve body. Antológia poézie za Sliezska 1994-2003. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2004, – szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – turec.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Oprac.:] N. Yüce. İstanbul 2014.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Wywiady: Przez zgrozę. Rozm. O. Wojtkiewicz. „Studium” 2001 nr 1; Cierpienie mężczyzny. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 128 [dot.: Gnój]; Moją Magdalenką jest nahaj. O swojej powieści „Gnój”. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2003 nr 143, przedr. w: K. Masłoń: Miłość nie jest nam dana. Wwa 2005; Nie tylko o „Gnoju”. Rozm. A. Nęcka. „Śląsk”2003 nr 11; Piekło w remoncie. Rozm. Ł. Stec. „Kultura” 2003 nr 12/1; Jestem bardzo pokrzywiony. Rozm. B. Pietkiewicz. „Polityka” 2004 nr 3; Matki Boskie i Geszefciarze. Rozm. Ł. Stec. „Pogranicza” 2004 nr 4; Pisać dotkliwie. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2004 nr 290; Pisanie przynosiło ulgę. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 215; Polska skołtuniała. Rozm. E. Likowska. „Przegląd” 2004 nr 25; Żebym nic nie musiał. Rozm. P.T. Felis. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 238; Nie jedną bitwę pod Grunwaldem przyszło mi śledzić. Rozm. G. Olszański. „Arte” 2005 nr 2; Woda mnie przeraża. Rozm.: A. Drotkiewicz, A. Dziewit. „Lampa” 2006 nr 6; Literapeuci. Wywiad z Radosławem Kobierskim i Wojciechem Kuczokiem. Rozm. Ł. Stec. „Tekstualia” 2006 nr 1; Polską krytykę zżera zawiść. Wojciech Kuczok wyjaśnia, jak napisać dobrą powieść i polemizuje z recenzentami. Rozm. M. Wapińska. „Dziennik” 2008 nr 243; Marzy mi się thriller erotyczny. Rozm. M. Nowicka. „Arterie” 2009 nr 1; Mam Polskę w discmanie. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 276 [dot. m.in.: Spiski]; Misiołaki i prawieludki. Rozm. M. Robert. „Lampa” 2010 nr 12 [dot. m.in.: Spiski]; Grafomania jest jak onanizm. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 271; Lubię książki dotkliwe. I o winach. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 141; Pisarz w jaskini. Rozm. M. Barański. „Gaz. Olszt.” 2011 nr 246; W nieprzytomności. Rozm. P. Łaszewska. „Bliza” 2015 nr 2; Futbol przybliża mnie często do ludzi, z którymi trudno byłoby mi się dogadać. W: T. Malinowski: Rozmowy nieoczywiste. Tor. 2016; O wałęsaniu się między książkami. Rozm. K. Bereta. „Śląsk” 2016 nr 1; Pisanie w czasach parszywej postprawdy. Rozm.: M. Kostrzewa i M. Libich. „Odra” 2017 nr 12; Wojciech Kuczok: pisanie jest jak szukanie szczelin. Rozm. A. Czupryn. „Polska Metropolia Warszawska” 2017 nr 39 [dot. m.in.: Czarna]; Wszystko zależy od tego, kto ustawi mecz. Rozm. A. Szaja. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 103 dod. „Katowice” [dot. m.in.: Czarna].

Ogólne

 	K. DUNIN: Dlaczego Wojciech Kuczok powinien napisać powieść. „Studium” 2001 nr 1.
 	A. KOPIŃSKI: Przeciw „temu” światu. O prozie Wojciecha Kuczoka. „Fronda” 2004 nr 32.
 	A. WIECH: O romansach Wojciecha Kuczoka. W: Romans współczesny. Katow. 2004.
 	R. BEDNARCZYK: Taniec Erosa z Kostuchą. „Śląsk” 2007 nr 10.
 	D. KULESZA: Polska proza po „Gnoju”. Kuczok, Czerwiński, Sieniewicz i inni. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007, przedr. w tegoż: Z historią literatury w tle. Białystok 2011.
 	T. MIZERKIEWICZ: „Niebezpieczne związki” intymności erotycznej, pornografii i komizmu w prozie współczesnej. W tegoż: Nić śmiesznego. Pozn. 2007 [m.in. dot. prozy Wojciecha Kuczoka].
 	A. BEHMKE: Siedliska traumy i irracjonalizmu. Refleksje o czasoprzestrzeni w twórczości Wojciecha Kuczoka. W: Literatura i przestrzeń. Katow. 2008.
 	Ż. NALEWAJK: Groteska i makabra. O motywie przemiany w prozie Wojciecha Kuczoka na przykładzie „Malizmu reagicznego” oraz „Szkieleciarek” W: Polska literatura najnowsza – poza kanonem. Łódź 2008.
 	D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011, passim.
 	S. BURKOT: Wojciecha Kuczoka „zabawy przyjemne i pożyteczne”. W tegoż: W poszukiwaniu tożsamości. Kr. 2015.

Opowieści samowite

 	M. KISIEl: Poeta prywatnej banalności. „Śląsk” 1996 nr 9, przedr. w tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	R. KOBIERSKI: Niefikcje niezmyślone. „Studium” 1996 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: Powiększa się. Tam. To. „Opcje” 1996 nr 4, przedr. poszerz. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001 [dot. też: Opowieści słychane].

Opowieści słychane

 	D. NOWACKI: Ty mnie nie traktuj... „FA-art” 1999 nr 3.
 	A. PLUSZKA: Historie cne do cna. „Opcje”1999 nr 5.
 	M. LENGREN: Miłość i mdłość. „Twórczość” 2000 nr 8.
 	K. MALISZEWSKI: Wewnętrzne szaleństwo. „Res Publica Nowa” 2000 nr 10, przedr. poszerz. pt. Powiększa się. Tam. To w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001 [dot. tez: Opowieści samowite].
 	Ż. NALEWAJK. „Pracownia”2000 nr 22.
 	M. WITKOWSKI: Pamiętnik z okresu dojrzewania. „Kresy” 2000 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKi: Opowieści Kuczoka. „Śląsk” 2000 nr 2, przedr. rozszerz. pt. Opowieści studyjne. W tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	K. BORYSEWICZ: Nowa proza Kuczoka. „Akcent” 2001 nr 3.
 	A. GOŹDZIKOWSKI. „Nowy Wiek” 2001/2002 nr 7/8.

Szkieleciarki

 	J. CEMBROWSKA: Ach, te pomysły... „FA-art” 2002 nr 1.
 	P. CZAPLIŃSKI: Galernicy normalności. „Res Publica Nowa” 2002 nr 10, przedr. w tegoż: Efekt bierności. Kr. 2004.
 	T. DĄBROWSKI: „Kto wybiera śmierć, nie przestanie żyć...”. „Tyg. Powsz” 2002 nr 33.
 	A. GŁOWACKA: Historie dziwaków. „Opcje” 2002 nr 3.
 	M. KAMIEŃCZYK: Przyzwoite dojrzewanie. „Śląsk” 2002 nr 10.
 	M. LIMAN. „Pogranicza” 2002 nr 2.
 	T. MIZERKIEWICZ: Kuczociarki. „Nowe Książ.” 2002 nr 6.
 	M. ORSKI: Wielki Brat Narrator. „Prz. Powsz.”2002 nr 6.
 	B. ŚNIECIKOWSKA: Gra w słowa (i sensy). „Tygiel Kult.” 2002 nr 10/12.
 	K. UNIŁOWSKI: Jak bezpiecznie oglądać telewizję? „Twórczość” 2002 nr 11/12, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow 2008.
 	M. CISŁO: Malista reagiczny. „Odra” 2003 nr 1.
 	R. KOBIERSKI: Życie wynajęte. „Nowa Okolica Poetów”2003 nr 1.
 	A. WIŚNIEWSKA: Odźwierny dobrej śmierci. (W „Szkieleciarkach” Wojciecha Kuczoka). „Twórczość”2004 nr 12.

Gnój

 	M. CUBER: Wyprawa do limbo. „Res Publica Nowa”2003 nr 6.
 	P. LEKSZYCKI: Kuczoka zniewalająca satyra na rzekomą „normalność”. „Studium” 2003 nr 3/4.
 	M. MIZIURO: Niech sobie boli. „Odra”2003 nr 11.
 	A. MORAWIEC: Powieść antyedukacyjna albo „Gnój”. „Dekada Lit.” 2003 nr 7/8.
 	D. NOWACKI: W poszukiwaniu parszywego czasu. „Rzeczpospolita” 2003 nr 132.
 	M. ORSKI: Męczarnie wychowanka Kuczoka. „Nowe Książ.” 2003 nr 9.
 	R. OSTASZEWSKI: Zgnojone związki. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 128.
 	A. SASINOWSKI: Raport z szamba. „Pogranicza”2003 nr 4.
 	M. SENDECKI: Cały ten gnój. „Przekrój”2003 nr 21.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Normalni, wydrążeni, źli. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 32.
 	W. WENCEL: Biedny stary Kuczok. „Nowe Państ.” 2003 nr 7.
 	M. ZALESKI: Straszny romans. „Polityka” 2003 nr 23.
 	A. CZACHOWSKA: Gnój w Gnoju. „Twórczość” 2004 nr 1.
 	A. CZYŻAK: Z gnojem, w gnoju. „Polonistyka” 2004 nr 4.
 	A. NAWARECKI: Kłopot z tytułem. W: Śląski Wawrzyn Literacki. Katow. 2004.
 	K. UNIŁOWSKI: Martwy tato i wzlot artysty. „FA-art” 2004 nr 1, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow 2008.
 	M. JENTYS: Antybiografia Wojciecha Kuczoka. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	J. CZECHOWSKA: Tożsamość jednostkowa. „Tygiel Kult.” 2006 nr 4/6.
 	A. NĘCKA: Maltretowanie i przemoc: Wariacje na Barthelme’owski temat. W tejże: Granice przyzwoitości. Katow. 2006.
 	A. NOWAKOWSKA: Frazeologia w powieści Wojciecha Kuczoka „Gnój”. „Rozpr. Komis. Jęz. Wroc. Tow. Nauk.” 2006 [t.] 33.
 	J.Z. BRUDNICKI: Historie śląskie. W tegoż: Ćwiczenia z wolności. Tor. 2007.
 	E. SŁAWKOWSKA: Nie tylko (śląska) opowieść: z zagadnień struktury i stylu tekstu „Gnoju” Wojciecha Kuczoka. „Jęz. Artyst.” 2007 t. 13.
 	M. URBANOWSKI: Podróże do kresów. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007 [dot. m.in.: Gnój].
 	C. ZALEWSKI: Aspekty przemocy w literaturze najnowszej. II. Wszędobylstwo bólu. Sadyzm w „Gnoju” Wojciecha Kuczoka. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
 	A. SZÓSTAK: Arkadia á rebour w „Ślicznotka doktora Jozefa” Zyty Rudzkiej, „Rzeczach nienasyconych” Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego i „Gnoju” Wojciecha Kuczoka. W tejże: Między mitem a rzeczywistością. Zielona Góra 2012.
 	Zob. też Wywiady.

Pręgi

 	M. CHYB: Detdisykacja. „Kino” 2004 nr 10.

Widmokrąg

 	M. CUBER: Love parade. „Nowe Książ.”2004 nr 11.
 	A. GŁOWACKA: Patologia miłości. „Opcje” 2004 nr 4.
 	K. MASŁOŃ: Celny kontrapunkt. „Rzeczpospolita” 2004 nr 229.
 	A. NĘCKA: Miłość nie jedno ma imię. „Śląsk” 2004 nr 11.
 	D. NOWACKI. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 233.
 	Ł. STEC: Codzienność zza zasłony. „Pogranicza” 2004 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Mistrz i znaki zapytania. „Tyg. Powsz.”2004 nr 47.
 	S. ŚNIEG: Zbyt mało cukru. „Lampa” 2004 nr 8.
 	K. UNIŁOWSKI: Jeszcze więcej przyjemności. „Dekada Lit.”2004 nr 4, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow 2008.
 	P. MACKIEWICZ: Zza drzwi izolatki. „Twórczość” 2005 nr 4.
 	M. ORSKI: Patologiczny nadmiar bytu. „Odra” 2005 nr 4.
 	A. SIEMIŃSKA: Zagadka ostateczna. „Studium” 2004/2005 nr 6/1.
 	L. SZARUGA: Etot dom. „Novaă Polša”, Wwa 2005 nr 1.

Doktor Haust

 	P. GRUSZCZYŃSKi: Dziś wieczór udajemy. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 5.
 	J. ZIMNA: Podmiot jako symptom. „Tekstualia” 2006 nr 3 s. 157-171 [dot. też: N. Goerke: Księga Pasztetów; J. Pilch: Pod Mocnym Aniołem].

Opowieści przebrane

 	P. CZAPLIŃSKI: Normalsi i odmieńcy. „Gaz. Wybor.”2005 nr 271.
 	A. DROTKIEWICZ: Życie nie żyje, kobieta tak. „Lampa” 2005 nr 12.
 	A. SZCZEBLEWSKA: Przybieranie opowieści. „Tekstualia” 2005/2006 nr 3.

To piekielne kino

 	B. HOLLENDER: To piekielnie ekscytujące kino. „Rzeczpospolita” 2006 nr 289.
 	T. SOBOLEWSKI: Kuczok w lustrze kina. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 295.
 	J. KNIEĆ: Zachęta do piekielnego występku. „Czas Kult.” 2007 nr 1/2.
 	T. RUTKOWSKA: Pisarze idą do kina. „Nowe Książ.” 2007 nr 4 [dot. też: F. Netz: Poza kadrem].

Senność

 	A. PIOTROWSKA: ... pół metra nad ziemią. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 43.
 	J. SZCZERBA: Banały, które dodają otuchy trzydziestolatkom. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 244.
 	K. ŚWIREK. „Kino” 2008 nr 10.

Senność.

 	M. CUBER: Obudzić się, by zasnąć. „Nowe Książ.” 2008 nr 11.
 	A. FRANASZEK: Tkwimy w korku. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 43.
 	M. HAŁAŚ: Kuczoka dialogi z Pięknisiem. „Gaz. Pol.” 2008 nr 2.
 	M. MAŁKOWSKA: Znój, gnój, miłość i słowotok. „Rzeczpospolita” 2008 nr z 3 IX.
 	D. NOWACKI: Papierowy śpiochy. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 211.
 	M. PABISEK: Lektura na złą noc. „FA-art” 2008 nr 2/3.
 	M. SIEDLACZEK-MIKODA: Kłopot z „Sennością”. „Śląsk” 2008 nr 11.
 	J.Z. BRUDNICKI: Senność, czyli samotność. „Trybuna” 2009 nr 25.
 	P. CZAPLIŃSKI: Sny rodzinne. O powieści Wojciecha Kuczoka i prozie efektu rodzinnego. „Kresy” 2009nr 1/2.
 	A. NĘCKA: Bezsen(sow)ność istnienia. „Twórczość” 2009 nr 1.
 	M. MAJDA-GOŹDZIK: „Senność” jako proza „zgnojonego” efektu rodzimego.: W: Rodzina w języku i kulturze. Piotrków Trybunalski 2010.
 	P. SOBOLCZYK: Homoseksualność i polityka liberalnej inkluzji: „Senność” Wojciecha Kuczoka. „Literaturoznawstwo: historia, teoria, metodologia, krytyka” 2012/2013 nr 67.

Moje projekcje

 	Ks. A. LUTER: Kino według Wojciecha Kuczoka. „Kino”2009 nr 12.
 	Ł. MACIEJOWSKI: Milczenie wampirów. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 29 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	T. RUTKOWSKA: Kuczoka kino osobiste. „Nowe Książ.” 2009 nr 11.
 	T. SOBOLEWSKI: Moje projekcje. Lęki i pragnienia widza kinowego. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 153 dod. „Duży Format” nr z 2 VII. – P. URBANIAK: Gawędy o filmach. „Twórczość” 2010 nr 4.

Spiski

 	M. BARTYS: A to polska właśnie. „Notes Wydawn.” 2010 nr 12.
 	J. HNIDIUK: „Spiski”, czyli o tatrzańskich przygodach cepra Kuczoka z samiućkiego Śląska. „Wyspa” 2011 nr 2.
 	D. NOWACKI: Tatrzański Bildungsroman. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 273.
 	G. NOWULA: Kuczok pod Giewontem. „Rzeczpospolita” 2010 nr 283.
 	A. NĘCKA: W sidłach namiętności. „Twórczość” 2011 nr 3.
 	J. PETROWICZ: Bacioki, misiołak i bimbały. „Pogranicza” 2011.
 	W. RUSINEK: Giewont z papier maché. „FA-art” 2011 nr 1/2.
 	M. SENDECKI: Kuczok się budzi. „Przekrój” 2011 nr 48.
 	W. TURANT: Jak przygoda to w … Bukowinie. „Śląsk” 2011 nr 5.
 	J. WIERZEJSKA: „Zapachniało życiem”. „Nowe Książ.” 2011 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Poza światłem

 	D. NOWACKI: Jaskinie i myśl pożywna. „Opcje” 2012 nr 4.
 	M. KRUPA: Gest Neila Armstronga. „Tyg. Podhalański” 2013 nr 11.
 	J. MARCZYŃSKI: Część prawdy o autorze, który lubi pisać na czczo. „Rzeczpospolita” 2013 nr 279.
 	M. ROBERT: Flâneur pod ziemią. „Nowe Książ.” 2013 nr 2.

Spiski.

 	Ł. KACZYŃSKI. „Dz. Łódz.” Powst. 2012 [on-line] [dostęp 6 kwietnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/148870.html .
 	J. WICHOWSKA: Prawdziwych górali już nie ma. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 6 kwietnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/153680.html

Obscenariusz

 	M. BOCZKOWSKA: Eros ledwo zipie. „Twórczość” 2014 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Bez odrobiny przyzwoitości. „Nowe Książ.” 2014 nr 4.

Proszę mnie nie budzić

 	P. KĘPIŃSKI: Kuczok w stanie nieważkości. „Twórczość” 2017 nr 11.
 	M. KUBE: Co Zanussi kręci w głowie Kuczoka. „Rzeczpospolita” 2016 nr 234.
 	C. ROSIŃSKI: Pochwała naiwności, by tak rzec. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.

Czarna

 	P. ADAMCZYK: Ewolucja zdrady. „Nowe Książ.” 2017 nr 10.
 	M. KUBE: Seks i przemoc nie omijają Podlasia. „Rzeczpospolita” 2017 nr 147.
 	J. KURKIEWICZ: Zbrodnia to niesłychana... „Gaz. Wyborcza” 2017 nr 116.
 	D. NOWICKI: Złoty środek między naturalizmem a obleśnością, czyli Zrozumieć niezrozumiałe. „Elewator” 2017 nr 3.
</document>
<document nplp_id="3045" title="Antoni LIBERA" slug="antoni-libera">ur. 1949

Pełna forma nazwiska: Libin-Libera.

Pseud.: Andrzej Lieder; Andrzej Rolicz; Jakub Braun; Jerzy Rolicz; Jerzy Rybak.

Prozaik, tłumacz, krytyk literacki i teatralny, reżyser.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 19 kwietnia 1949 w Warszawie; syn Zdzisława Libin-Libery, historyka literatury, profesora Uniwersytetu Warszawskiego (UW), i Heleny ze Żmijewskich, nauczycielki łaciny i historii starożytnej. Dzieciństwo spędził w Warszawie. Ukończył Podstawową Szkołę Muzyczną im. K. Szymanowskiego oraz XXII Liceum Ogólnokształcące im. J. Marti; maturę zdał w 1967. Następnie studiował polonistykę na UW; magisterium otrzymał w 1972. Debiutował w 1969 artykułem na temat powieści Miazga J. Andrzejewskiego pt. Czy miazga tylko zostanie, czy diament?, opublikowanym na łamach tygodnika „Współczesność” (nr 19). W 1972 ogłosił w „Twórczości” (nr 5) przekład fragmentów prozy S. Becketta pt. Jak jest; Dzyń; Wyludniacz, rozpoczynając pracę nad twórczością dramatopisarza jako tłumacz i komentator, a z czasem także jako badacz i reżyser. Z miesięcznikiem tym nawiązał stałą współpracę; publikując w 1971-82 liczne artykuły, recenzje i tłumaczenia. Brał udział w opozycyjnym życiu politycznym; m.in. redagował pierwsze numery, wydawanego poza oficjalnym obiegiem, „Biuletynu Informacyjnego «KOR»”. Współpracował okazjonalnie z paryską „Kulturą” (podp. także: Andrzej Rolicz, Jerzy Rolicz, Jerzy Rybak). Jako reżyser debiutował w 1980 w Teatrze Nowym w Poznaniu inscenizacją sztuk S. Becketta pt. Nie ja i Tamtym razem; w następnych latach reżyserował dramaty tego autora w różnych miastach Polski i w Teatrze Telewizji. W 1984 uzyskał doktorat w Instytucie Badań Literackich PAN na podstawie pracy pt. Kosmologia Becketta. Studia o wybranych dramatach i tekstach prozą (promotor prof. Alina Brodzka). W tymże roku został członkiem Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (STP) i amerykańskiego Samuel Beckett Society. W 1988-93 współredagował dwumiesięcznik „Puls” (do 1990 wydawany w Londynie; tu także podp. Jakub Braun). Publikował również pod pseudonimem Andrzej Lieder w ukazujących się w Paryżu „Zeszytach Literackich” i w londyńskim „Aneksie”. W 1989 za przekład Dzieł dramatycznych Becketta otrzymał nagrodę specjalną STP. W tymże roku wstąpił do SPP. W 1989-91 reżyserował sztuki Becketta w Anglii (Leicester, Londyn) i w Irlandii (Dublin). W 1991-93 był redaktorem Wydawnictwa Puls Publications z siedzibą w Londynie. Kontynuował działalność reżyserską w teatrach krajowych i poza granicami Polski oraz na międzynarodowych festiwalach teatralnych. W 1993 przebywał w Stanach Zjednoczonych na stypendium International Writing Program na University of Iowa. W 1996-2001 pełnił obowiązki kierownika literackiego w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. W 1998 opublikował powieść Madame, wielokrotnie nagrodzoną. W 1999 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2001-03 ogłaszał (wspólnie z Agatą Bielik-Robson) w „Przeglądzie Politycznym” cykl pt. Rozmowy warszawskie. W 2013 został powołany do Rady Programowej przy Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki. W 2005 za całokształt twórczości literackiej i teatralnej otrzymał nagrodę Pierścień Mędrców Betlejemskich przyznawaną przez Duszpasterstwo Środowisk Twórczych Archidiecezji Poznańskiej, a w 2017 Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2010), Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011) i francuskim L’Ordre des Arts et des Lettres (2015).

W 1984 ożenił się z Elżbietą Jasińską, anglistką, tłumaczką; ma dwoje dzieci Jana Samuela (ur. 1986) i Annę (ur. 1989). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Czy Europa musi zginąć? [Jednoaktówka]. „Dialog” 1990 nr 9 s. 27-38. Przedr. zob. poz. 3 s. 183-210. Praprem. zob. przekł. ang.
Przekł. ang.: Eastern promises. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Praprem.: Reż.: K. Ireland. London, Royal Court Theatre 1990. Druk w: The May Days Dialogues. London 1990.
2. Madame. [Powieść]. Wwa: Znak 1998, 392 s. Wyd. nast.: Wwa: Libros 2001; Kr.: Znak 2003, tamże: wyd. 3 przejrz. 2004, 2008.
Nagroda w konkursie wydawnictwa Znak na powieść w 1998; nagroda im. A. Kijowskiego w 1999; nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999, nominacja do finału (w przekł. ang.) nagrody IMPAC Dublin Literary Award w 2002.
Przekł. (tytuł przekł. podano, jeśli inny niż oryginału): ang.: [Przeł.] A. Kołakowska. New York 2000, wyd. nast.: Melbourne 2001, Edinburgh 2001, tamże 2002, - chiński 2006, - czes.: [Przeł.] H. Stachová. Praha 2005, - fiń.: [Przeł.] P. Paloposki. Helsinki 2003, - franc.: [Przeł.] G. Erhard. Paris 2004, - grec.: Ī daskála tōn gallikō’n: Mythistórīma. [Przeł.] F. Kondýlīs. Athīna 2002, - hebr.: [Przeł.] A. Zaydman. Tel-Aviv 2004, - hiszp.: [Przeł.:] K. Olszewska Sonnenberg, S. Trigán. Barcelona 2002, - holend.: [Przeł.] E. Hart. Amsterdam 2002, - kataloński: [Przeł.:] A. Rubio, J. Sławomirski. Barcelō 2002, - litew.: [Przeł.] V. Jarutis. Vilnius 2005, - niem.: [Przeł.] K. Wolff. München 2000, tamże 2001, - norw.: [Przeł.] J. Brodal. [Oslo] 2002, - portug.: [Przeł.] T. Fernandes Swiatkiewicz. Porto 2006, - ros.: [Przeł.] S. Makarcev. Moskva 2004, - słowac.: [Przeł.] J. Marušiak. Bratislava 2001, - słoweń.: [Przeł.] N. Jež. Ljubljana 2003, - szwedz.: [Przeł.] A. Bodegård. [Stockholm] 2001, - turec.: [Przeł.] B. Çağnur Alyüz. Istambul 2005, - węgier.: [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2000, - włos.: [Przeł.] V. Verdiani. Milano [2002].
3. Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie. Wwa: Sic! 2004, 225 s.
Zawartość: Trzy rozmowy: Żart, ironia, muzyka i głębsze znaczenie. Rozmowa z Władysławem Rajcherem, „Nowe Książki”, styczeń 1999; Jesteś, jakim się wymyślisz... Rozmowa z Katarzyną Kubisiowską, „Tygodnik Powszechny”, listopad 1999; Żoliborz – moja mała ojczyzna. Rozmowa z Tomaszem Kwaśniewskim, „Gazeta Stołeczna”, sierpień 1999. - Droga do literatury: Wesele, którego nie było. O „Miazdze” Jerzego Andrzejewskiego; Błogosławieństwo Becketta; Historia i literatura; Rachunek sumienia. Przemówienie z okazji odebrania Nagrody im. Andrzeja Kijowskiego w Klubie Księgarza w Warszawie dnia 29 listopada 1999. - Koledzy po piórze: Prawdziwy humanista. Pożegnanie Janusza Szpotańskiego; Wilhelm [Dichter]. O autorze „Konia Pana Boga”; Mały „Dzień Słońca” albo 60 dni Weisera [dot. P. Huelle: Weiser Dawidek]; Czwarte oblicze Bronisława Maja. Laudacja wygłoszona w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich w Warszawie dnia 28 stycznia 1997; Pochwała Janusza Szubera. Mowa na uroczystości wręczenia Nagrody Fundacji Kultury w Domu Literatury w Warszawie dnia 25 stycznia 1999; Co zobaczył Zbigniew Mentzel. Odczyt wygłoszony podczas wieczoru autorskiego Zbigniewa Mentzla w Warszawie dnia 13 listopada 2001; Liryki lozańskie. Wariacje na temat Jerzego Pilcha. - Literatura dziś: Czym jest literatura?; Play right? Zagajenie dyskusji wygłoszone na międzynarodowym festiwalu literackim i teatralnym w Singapurze we wrześniu 2001; Seans uwielbienia; Jaka będzie literatura polska w XXI wieku?. - Polska, Europa i Świat: Nie, panie generale. Wokół książki Wojciecha Jaruzelskiego „Stan wojenny, dlaczego?”; Czy Europa musi zginąć? [poz. 1]; Wnoszę o złagodzenie wyroku. Głos świadka w procesie przeciwko 20. stuleciu n.e. na rozprawie w dniu 1 kwietnia 2000 w Krakowie. - Trzy wyznania: Najwcześniejsze wspomnienie. Wyznanie epickie; Co to jest przemijanie? Wyznanie dramatyczne; Niespełniona miłość. Wyznanie liryczne.
4. Godot i jego cień. [Proza autobiograficzna]. Kr.: Znak 2009, 416 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej „Angelus” w 2010.
Przekł. franc.: Godot et son ombre. [Przeł.] V. Patte. Paris 2012.
5. Chopin. Artysta romantyczny. [Libretto baletu]. Reż.: B. Patrice. Praprem. Wwa: T. Wielki – Opera Nar. 2010.
6. La benedizione di Beckett e altri racconti = Błogosławieństwo Becketta i inne opowiadania. [Przeł.] A. Amenta. Lugano: Cascioeditore 2012, 63 s.
Zawartość: Błogosławieństwo Becketta [poz. 3]; Niech się panu darzy; Liryki lozańskie [poz. 3].
Dostępna w Internecie w formatach: PDF, DOC, EPUB, MP3.
7. Niech się panu darzy i dwie inne nowele. Wwa: Tow. „Więź” 2013, 127 s. Bibl. „Więzi”.
Zawartość: Niech się panu darzy [poz. 6]; Widok z góry i z dołu; Toccata C-dur.
Przekł. włos. opowiadań: Niech się panu darzy [zob. poz. 6]; Toccata C-dur: La toccata in do maggiore. Przeł. V. Verdiani. Palermo 2015.
Adapt. radiowa opowiadania Toccata C-dur: Adapt. i reż.: A. Libera. Radio 2017.
8. Jesteście na Ziemi, na to rady nie ma! Dialogi o teatrze Samuela Becketta. Współaut.: J. Pyda. Kr.: Fundacja „Dominikańskie Studium Filozofii i Teologii", Kolegium Filoz.-Teologiczne Pol. Prowincji Dominikanów, 2015, 377 s.
9. Antoni Libera. Przewodnik po teatrze. [Wywiad rzeka].Występują: A. Libera, M. Matyszkowicz. Wwa: Fronda 2016, 44 s. + płyta CD.
Przekłady i adaptacje
1. J. Andrzejewski: Popiół i diament. Adapt. teatr.: A. Andrzejewska, A. Libera. Wyst. tv: Reż.: Z. Hübner. TVP 1974.
2. S. Beckett: Skecz radiowy. [Słuchowisko]. Druk fragm.: „Literatura” 1975 nr 51/52 s. 6-7; druk całości: „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 72-87. Wyst. radiowe: Reż.: A. Libera. Radio 2007. Przedr. zob. poz. 30, 36, 39.
3. S. Beckett: Nie ja. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1979 nr 7 s. 404-414. Wyst. łącznie z poz. 6, 7, 10: Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1981. Przedr. zob. poz. 30, 36, 50, 59.
4. S. Beckett: Tamtym razem. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: P. Kamiński, A. Libera. Druk w: Beckett. Program wydany z okazji 74-tej rocznicy urodzin S. Becketta. Pozn. 1980 s. 37-46. Przedr.: „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 140-153. Wyst. łącznie z S. Beckett: Ostatnia taśma Krappa. Tłum. J. Gąsiorowski; Nie ja. Tłum. M. Semil: Reż.: A. Libera. Pozn., T. Nowy 1980. Przekł. inny pt. Wtedy gdy zob. poz. 30, 36.
5. S. Beckett: Cascando. Słuchowisko radiowe na muzykę i głos. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 92-101. Przedr. zob. poz. 30.
6. S. Beckett: Komedia. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 102-127. Wyst. łącznie z poz. 3, 7, 10. Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1981. Przedr. zob. poz. 30, 36, 50, 59.
7. S. Beckett: Kroki. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 154-165. Wyst. łącznie z poz. 3, 6, 10: Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1981. Przedr. zob. poz. 30, 36, 50, 59.
8. S. Beckett: Oddech. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 139-140. Wyst. łącznie z poz. 16, 23, 28: Reż.: A. Maksymiak. Bielsko-Biała, T. Banialuka – Ośrodek Teatr., Scena na Piętrze 1999. Przedr. zob. poz. 30.
9. S. Beckett: Partia monologu. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 188-195. Przedr. w wersji zmien. pt. Partia solowa: „Dialog” 1986 nr 4 s. 94-98; poz. 59. Wyst. pt. Partia solowa łącznie z poz. 3, 6, 7, 14, 16, 17, 18, 20, 28 pt. Beckett: Reż.: P. Szczerski. Kielce, T. im. S. Żeromskiego 1999. Przedr. zob. poz. 30.
10. S. Beckett: Tam i z powrotem. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: P. Kamiński, A. Libera. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 128-137. Wyst. łącznie z poz. 3, 6, 7: Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1981. Przedr. pt. Przychodzić i odchodzić zob. poz. 30.
11. S. Beckett: Trio duchów. Sztuka telewizyjna. „Lit. na Świecie” 1981 nr 4 s. 166-177. Wyst. tv pt. Trio widm łącznie z poz. 13, 21, 22 pt. Cztery miniatury: Reż.: A. Libera. TVP 1988. Przedr. pt. Trio widm zob. poz. 30.
12. S. Beckett: Czekając na Godota. [Utwór dramatyczny]. Wyst. Reż.: M. Grzesiński. Wwa, T. Mały 1982. Wyd. z oprac. i posł. A. Libery. Wwa: PIW 1985, 148 s. Wyd. nast.: Oprac. W. Błoński. Wwa: BGW 1992. Lektura z Oprac.; Oprac. i posł.: A. Libera. Wwa: PIW 1994, Lektury. Przedr. zob. poz. 30, 36, 37, 50, 59.
13. S. Beckett: Ej, Joe. (Sztuka telewizyjna). Wyst.: teatr. łącznie z poz. 14: Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1982; tv łącznie z poz. 11, 21, 22 pt. Cztery miniatury: Reż.: A. Libera. TVP 1988. Druk: „Odra” 1984 nr 12 s. 66-69. Przedr. zob. poz. 30, 36, 59.
14. S. Beckett: Ohio Impromptu. [Utwór dramatyczny]. Wyst. łącznie z poz. 13: Reż.: A. Libera. Wwa, PWST 1982. Druk: „Dialog” 1983 nr 3 s. 95-97. Przedr. pt. Impromptu „Ohio” poz. 30, 36, 50, 59.
15. S. Beckett: Pisma prozą. Przeł.: P. Kamiński, A. Libera. Wybór, oprac. oraz esej o prozie Becketta: A. Libera. Wwa: Czyt. 1982, 187 s.
Tu w przekł. A. Libery: Z zarzuconego dzieła; Wyobraźnia martwa wyobraźcie sobie; Wyludniacz; Dzyń; Bez; Na zakończenie raz jeszcze; Nieruchomo, - w przekł. wspólnie z P. Kamińskim: Niewypały.
16. S. Beckett: Katastrofa. [Utwór dramatyczny]. „Dialog“ 1983 nr 12 s. 42-45. Wyst.: teatr.: łącznie z poz. 19: Reż.: A. Libera. Wwa, T. Studio im. S.I. Witkiewicza 1986; tv łącznie z poz. 18: Reż.: A. Libera. TVP 1992. Przedr. poz. 30, 36, 50, 59.
17. S. Beckett: Kołysanka. [Utwór dramatyczny]. „Dialog“ 1983 nr 4 s. 71-76. Wyst. łącznie z poz. 3, 7: Reż.: A. Libera. Wwa, T. Studio im. S.I. Witkiewicza 1985. Przedr. zob. poz. 30.
18. S. Beckett: Co gdzie. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1984 nr 9 s. 18-23. Wyst.: tv łącznie z poz. 16: Reż.: A. Libera. TVP 1992; teatr. łącznie z poz. 3, 6, 7, 9, 14, 16, 17, 20, 28 pt. Beckett: Reż.: P. Szczerski. Kielce, T. im. S. Żeromskiego 1999. Przedr. zob. poz. 30, 59.
19. S. Beckett: Końcówka. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. 1984. Wyst. łącznie z poz. 16: Reż.: A. Libera. Wwa, T. Studio im. S.I. Witkiewicza 1986. Druk zob. poz. 30 s. 130-199. Przedr. zob. poz. 36, 37, 44, 50, 59.
20. S. Beckett: Ostatnia taśma. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1985 nr 8/9 s. 201-221. Wyst.: teatr. łącznie z poz. 6: Reż.: A. Libera. Wwa, T. Studio im. S.I. Witkiewicza 1985; tv: Reż.: A. Libera. TVP 1989. Przedr. zob. poz. 30, 36, 44, 50, 59.
Wyst. też pt. Ostatnia taśma Krappa.
21. S. Beckett: ...jak obłoki... [Sztuka telewizyjna]. Przekł. powst. 1986. Wyst. tv łącznie z poz. 11, 13, 22 pt. Cztery miniatury: Reż.: A. Libera. TVP 1988. Druk zob. poz. 30 s. 587-594. Przedr. zob. poz. 30, 36, 59.
22. S. Beckett: Nacht und Traüme. [Utwór dramatyczny]. „Dialog“ 1986 nr 5/6 s. 106-107. Wyst. pt. Noc i sny: tv: łącznie z poz. 11, 13, 21 pt. Cztery miniatury: Reż.: A. Libera. TVP 1988; teatr. łącznie z poz. 3, 7, 16, 23: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1999. Przedr. zob. poz. 30.
23. S. Beckett: Fragment dramatyczny I. Wyst. łącznie z poz. 24 pt. Fragmenty dramatyczne: Reż. P. Szczerski. Kr., T. 38 1987. Druk zob. poz. 30 s. 208-218.
24. S. Beckett: Fragment dramatyczny II. Wyst. łącznie z poz. 23 pt. Fragmenty dramatyczne: Reż.: P. Szczerski. Kr., T. 38 1987. Druk zob. poz. 30 s. 220-237. Przedr. zob. poz. 50, 59.
25. S. Beckett: Słowa i muzyka. [Słuchowisko]. „Dialog” 1987 nr 9 s. 51-56. Przedr. zob. poz. 30.
26. S. Beckett: Szczęśliwe dni. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. 1987. Druk zob. poz. 30 s. 255-300. Wyst.: teatr.: Reż.: J. Zembrzuski. Łodź, T. Studyjny 83 im. J. Tuwima 1990; tv: Reż.: A. Libera. TVP 2009. Przedr. zob. poz. 36, 44, 50, 59.
27. T. Mann: Śmierć w Wenecji. Adapt. na libretto operowe: M. Piper. Przeł.: J. Szpotański, A. Libera. Muz.: B. Britten. Wyst.: Reż.: R. Peryt. Pozn., T. Wielki im. S. Moniuszki 1987.
28. S. Beckett: Akt bez słów I. Przekł. powst. ok. 1988. Druk zob. poz. 30 s. 193-199. Wyst. łącznie z poz. 7, 16, 20, 29: Reż.: J. Kozłowski. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1991. Przedr. zob. poz. 30, 59.
29. S. Beckett: Akt bez słów II. Przekł. powst. ok. 1988. Druk zob. poz. 30 s. 202-206. Wyst. łącznie z poz. 7, 16, 20, 28: Reż.: J. Kozłowski. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1991. Przedr. zob. poz. 30, 59.
30. S. Beckett: Dzieła dramatyczne. Wwa: PIW 1988, 756 s.
Nagroda Funduszu Literatury w 1988, nagroda specjalna Stow. Tłumaczy Pol. za najlepszy przekład w 1988.
Zawartość: Utwory sceniczne: Czekając na Godota [poz. 12]; Końcówka [poz. 19]; Akt bez słów I [poz. 28]; Akt bez słów II [poz. 29]; Fragment dramatyczny I [poz. 23]; Fragment dramatyczny II [poz. 24]; Ostatnia taśma [poz. 20]; Szczęśliwe dni [poz. 26]; Komedia [poz. 6]; Przychodzić i odchodzić [pt. Tam i z powrotem zob. poz. 10]; Oddech [poz. 8]; Nie ja [poz. 3]; Wtedy gdy [przekł. inny zob. poz. 4]; Kroki [poz. 7]; Partia solowa [poz. 9]; Kołysanka [poz. 17]; Impromptu „Ohio” [pt. Ohio Impromptu zob. poz. 14]; Katastrofa [poz. 16]; Co gdzie [poz. 18]. - Słuchowiska: Którzy upadają [poz. 31]; Popioły. Szkic radiowy; Skecz radiowy [poz. 2]; Słowa i muzyka [poz. 25]; Cascando [poz. 5]. - „Film” i sztuki telewizyjne: Film; Ej, Joe [poz. 13]; Trio widm [pt. Trio duchów zob. poz. 11]; ...jak obłoki... [poz. 21]; Kwadrat [poz. 32]; Nacht und Träume [poz. 22].
31. S. Beckett: Którzy upadają. [Słuchowisko radiowe]. Przekł. powst. ok. 1988. Druk zob. poz. 30 s. 429-469. Wyst.: teatr.: Reż.: B. Suchocka, J. Ostaszkiewicz. Wwa, T. Ateneum im. S. Jaracza 1990; radiowe: Reż.: D. Błaszczyk. Radio 2015. Przedr. zob. poz. 36.
32. S. Beckett: Kwadrat. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. ok. 1988. Druk zob. poz. 30 s. 595-600. Wyst. łącznie z poz. 3, 6, 10 pt. Teatr wewnętrzny: Reż.: W.D. Asmus, O. Sturm, M. Kędzierski. Kr., T. Buckleina 1997.
33. Czarna Maska. Opera w 1 akcie. Libretto na podstawie dramatu G. Hauptmanna: P.H. Kupfer, K. Penderecki. Przeł.: J. Szpotański, A. Libera. Muz.: K. Penderecki. Wwa: T. Wielki 1988, 52 s. Wyst.: Reż.: A. Lheureux. Wwa, T. Wielki 1988.
34. W. Allen: Bóg. [Utwór dramatyczny]. Przeł. A. Libera. Adapt.: A. Libera, W. Biedroń. Wyst. tv: Reż.: W. Biedroń. TVP 1990.
35. Sofokles: Antygona. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. 1990. Przeł.: A. Libera, J. Szpotański. Wyst.: teatr.: Reż.: Z. Wilkoński. Szczec., T. Pol. 1993; tv: Reż.: G. Małecki. TVP 2004.
Masz. przekł. w bibl. ZAiKS w Warszawie.
36. S. Beckett: Dramaty. Wybór. Przeł. i oprac.: A. Libera. Wr.; Kr.: Ossol. Przy współpracy z PZU 1995, CXLIV, 456 s. BN, II, 241. Wyd. 2 tamże 1999.
Zawartość: Wstęp. - Czekając na Godota [poz. 12]; Końcówka [poz. 19]; Ostatnia taśma [poz. 20]; Szczęśliwe dni [poz. 26]; Komedia [poz. 6]; Nie ja [poz. 3]; Wtedy gdy [poz. 30]; Kroki [poz. 7]; Impromptu „Ohio” [pt. Ohio Impromptu zob. poz. 14]; Katastrofa [poz. 16]; Którzy upadają. Słuchowisko [poz. 31]; Popioły. Słuchowisko; Skecz radiowy. Słuchowisko [poz. 2]; Ej, Joe. Sztuka telewizyjna [poz. 13]; ...jak obłoki... Sztuka telewizyjna [poz. 21], - Aneks.
37. S. Beckett: Czekając na Godota; Końcówka. [Utwory dramatyczne]. Przekł., wprowadzenie i oprac.: A. Libera. Wwa: PIW 1997, 178 s. Zob. poz. 12, 19.
38. Sofokles: Elektra. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: A. Libera, J. Szpotański. Wyst.: Reż.: K. Warlikowski. Wwa, T. Dram. 1997.
39. S. Beckett: Wierność przegranej. [Eseje]. Przeł.: A. Libera, M. Nowaszewski. Wybór i oprac.: A. Libera. Kr.: Znak 1999, 146 s.
Tu w tłum. A. Libery: Dante...Bruno, Vico, Joyce; Proust; Trzy dialogi z Georges’em Duthuit.
40. O. Wilde: Salome. [Utwór dramatyczny]. Druk: „Kwart. Artyst.” 1999 nr 4 s. 79-101. Wyst.: teatr.: Reż.: B. Kierc. Łódź, T. Logos 2000; radiowe: Radio 2007. Druk zob. poz. 46 s. 13-98, poz. 57.
41. Warsztat muzyczny. (The Music Programme). Libretto operowe: P. Micou. Muz.: R. Panufnik. Druk: Wwa: Logos, T. Wielki 2000. Wyst.: Reż.: K. Warlikowski. Wwa, T. Wielki – Opera Nar. 2000.
42. W. Shakespeare: Makbet. [Utwór dramatyczny]. Wwa: RTW [2001], 190 s. Wyd. nast. popraw. Wwa: Noir Sur Blanc 2002. Wyst.: radiowe: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2001; teatr.: Reż.: T. Wójcik, Wwa, T. Adekwatny 2003. Wyst. też pt. Lady M.
43. O. Wilde: Tragedia florencka. [Utwór dramatyczny]. Wyst. łącznie z A. Czechow: Niedźwiedź pt. Dwie sceny miłosne: Reż.: K. Zaleski. Wwa, T. Ateneum 2001. Druk zob. poz. 46 s. 99-133.
44. S. Beckett: Dramaty. Przeł. i oprac.: A. Libera. Wwa: Porozumienie Wydawców; PIW 2002, 259 s. Kanon na Koniec Wieku.
Zawartość: Czekając na Godota [poz. 12]; Końcówka [poz. 19]; Ostatnia taśma [poz. 20]; Szczęśliwe dni [poz. 26].
45. F. Hölderlin: Co się ostaje, ustanawiają poeci. Wiersze wybrane. Kr.: Znak 2003, 337 s. Wyd. 2 rozszerz. z podtyt. 100 najsłynniejszych wierszy w przekładzie A. Libery. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2009.
W wyd. 1 tekst w jęz. pol. i niem.
46. O. Wilde: Dwie sceny miłosne. Wwa: PIW 2003, 131 s.
Zawartość: Salome [poz. 40]; Tragedia florencka [poz. 43].
47. S. Beckett: Molloy i cztery nowele. [Powieść i nowele]. Przekł. [i słowo wstępne:] A. Libera. Kr.: Znak 2004, 280 s. Znakomita Kolekcja.
Nagroda „Lit. na Świecie” za przekład w 2005.
Zawartość: Molloy. [Powieść]. – Nowele: Pierwsza miłość; Wypędzony; Środek uspokajający; Koniec.
48. S. Beckett: Foirade II. [Utwór dramatyczny]. Wyst. łącznie z poz. 9, 13, 17, 31, 49 pt. Dwa i pół miliarda sekund: Reż.: I. Kempa. Tor., T. im. W. Horzycy 2007.
49. S. Beckett: No właśnie co. [Proza]. Wyst. łącznie z poz. 9, 13, 17, 31, 48 pt. Dwa i pół miliarda sekund: Reż.: I. Kempa, Tor., T. im. W. Horzycy 2007. Druk zob. poz. 50 s. 407-408.
50. S. Beckett: No właśnie co. Dramaty i proza. Wwa: PIW 2010, 485 s.
Zawartość: Od tłumacza. – Dramaty: Czekając na Godota [poz. 12]; Końcówka [poz. 19]; Ostatnia taśma [poz. 20]; Szczęśliwe dni [poz. 26]; Fragment dramatyczny II [poz. 24]; Komedia [poz. 6]; Nie ja [poz. 3]; Kroki [poz. 7]; Impromtu „Ohio” [pt. Ohio Impromptu zob. poz. 14]; Katastrofa [poz. 16]. – Proza: z poz. 47: Pierwsza miłość; Wypędzony; Koniec, z poz. 15: Z zarzuconego dzieła; Wyludniacz; Bez, - nadto: Żadną z; Towarzystwo; Podrygi; No właśnie co [poz. 49]. – Zamiast posłowia: Ziemia to czyściec czy piekło? Z Antonim Liberą rozmawia Sebastian Duda.
51. K. Kawafis: Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż... Wiersze wybrane. Kr.: Znak 2011, 150 s. Poezja.
52. J.B. Racine: Fedra. [Utwór dramatyczny]. Przekł. i oprac.: A. Libera. Wwa: PIW 2011, 66 s. Wyst. jako próba czytana: Reż.: A. Libera. Wwa, Scena Przodownik 2011.
53. Sofokles: Filoktet. [Utwór dramatyczny]. Wwa: PIW 2012, 123 s. Wyst. radiowe: Reż. M. Malec. Radio 2017.
54. Sofokles: Król Edyp. [Utwór dramatyczny]. Spolszczył i oprac.: A. Libera. Wwa: PIW 2012, 134 s. Wyst.: teatr.: Reż.: J. Krofta. Wwa, T. Dram. 2014; radiowe: Reż. M. Malec. Radio 2017. Przedr. zob. poz. 56.
55. J.-P. Sartre: Bez wyjścia. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: B. Sass. Wwa: T. Dram. 2014.
56. Sofokles: Trylogia Tebańska. Spolszczył i oprac.: A. Libera. Wwa: Sic! 2014, 378 s. Wielcy Pisarze w Nowych Przekładach + 1 płyta CD (czyta: A. Libera).
Zawartość: Król Edyp [poz. 54]; Edyp w Kolonos; Antygona.
57. Flaubert, Wilde, Strauss: Herodiada; Salome. Tłum. [i wstęp:] A. Libera. Wwa: T. Wielki – Opera Nar. 2016, 155 s. Bibl. T. Wielkiego Opery Nar.
Zawartość: A. Libera: Legenda mrocznej uczty. - G. Flaubert: Herodiada; O. Wilde: Salome. Tragedia w jednym akcie; R. Strauss: Salome. Libretto na podstawie tragedii Oscara Wilde'a.
58. Salome. Dramat muzyczny w 1 akcie. Muzyka: R. Strauss. Libretto: R. Strauss wg O. Wilde’a. Wyst. Reż.: M. Treliński. Wwa, T. Wielki-Opera Nar. 2016. Druk zob. poz. 57.
59. S. Beckett: Utwory wybrane. Wwa: PIW 2017, 541 s.
Zawartość: Czekając na Godota [poz. 12]; Końcówka [poz. 19]; Akt bez słów. T. 1 [poz. 28] ; Akt bez słów. T. 2 [poz. 29]; Ostatnia taśma [poz. 20]; Fragment dramatyczny. 2 [poz. 24]; Szczęśliwe dni [poz. 26]; Komedia [poz. 6]; Nie ja [poz. 3]; Wtedy gdy [poz. 30]; Kroki [poz. 7]; Partia solowa poz. 9]; Impromptu „Ohio" [poz. 14]; Katastrofa [poz. 16]; Co gdzie [poz. 18]; Którzy upadają [poz. 31]; Popioły [zob. poz. 30]; Skecz radiowy [poz. 2]; Ej, Joe [poz. 13]; ...jak obłoki... [poz. 21].
Prace redakcyjne
1. J. Szpotański: Zebrane utwory poetyckie. Oprac.: A. Libera, Z. Saloni. Londyn: Puls 1990, 364 s.
2. J. Andrzejewski: Miazga. [Powieść]. Wyd. pełne, nie cenzurowane [Red.: A. Libera]. Londyn: Puls Publications 1992, 507 s.
Inf. o udziale A. Libery zob. Twórczość, poz. 3 s. 49.
3. S. Barańczak: Zimy i podróże. [Wybór wierszy]. Lekcja literatury z Antonim Liberą. Kr.: WL 1997, 136 s.
Tu wybór i przedm. A. Libery pt.: „Zimy i podróże” Stanisława Barańczaka, s. 5-23.
4. J. Szpotański: Gnom; Caryca; Szmaciak. [Utwory satyryczne]. Oprac. [i posł.]: A. Libera. Łomianki: Wydawn. LTW 2007, 238 s.
5. J. Szpotański: Bania w Paryżu oraz drobne utwory satyryczne i przekłady. [Oprac. tekstologiczne: A. Libera i Z. Saloni]. Łomianki: LTW 2014, 204 s.

Zob. też Przekłady poz. 12, 15, 36, 37, 39, 44.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2010.
 	Wywiady zob. Twórczość poz. 3, 9, Przekłady i adaptacje poz. 50 oraz m.in.: Rozumieć Becketta. Rozm. K. Myszkowski. „Dialog” 1989 nr 11/12 [dot. Dzieła dramatyczne]; Prawda bez pocieszenia. Rozmowa z Antonim Liberą, tłumaczem i reżyserem dramatów Samuela Becketta. „Gaz. Wybor.” 1991 nr 281; Moje przygody z „Katastrofą” [S. Becketta]. „Dialog” 1992 nr 12; Noc z wielkiego piątku na sobotę. Rozm. J. Pilch. „Tyg. Powsz.” 1992 nr 8; Strażnik świętego ognia. Rozm. I.N. Czapska. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 14 [dot. tłum. poezji F. Hölderlina]; Portret z Madame w tle. Rozm. I.N. Czapska. „Życie Warszawy” 2004 nr 60 [dot. Błogosławieństwo Becketta]; Dwuznaczny obraz świata. Rozm. D. Leśniak-Rychlak. „Autoportret” 2009 nr 3 [dot. Godot i jego cień]; Pisarz, którego sukces nie zmienił ani na jotę. Rozm. J. Tomczak. „Dziennik” 2009 nr 62; Beckettowska negacja niczego nie przesądza. Jubileusz sześćdziesiątych urodzin Antoniego Libery. Rozm.: A. Bielik-Robson, T. Burek, A. Libera, I. Smolka. „Tekstualia” 2009 nr 3, przedr. w: I. Smolka: Rytm twórczego życia. Gdańsk 2013; Człowiek jest jak dziecko, które zmyśla samo siebie. Rozm. M. Mazurek. „Zesz. Karmelitańskie” 2010 nr 2; Głosy z przeszłości. Rozm. A. Sosnowska. „W Drodze” 2011 [nr] 11; Czy wszystko jest tylko komedią? Rozm. J. Pyda. „Kwart. Artyst.” 2014 nr 4; Tłumaczyć to rozwijać język. Rozm. M. Wojtyna. „Tekstualia” 2014 nr 1; Nie można poznać przyszłości. Rozm. A. Sinkowski. „Wyspa” 2015 nr 1 [dot.: przekładu „Trylogii Tebańskiej” Sofoklesa]; Antoni Libera: przewodnik po teatrze. Rozm. M. Matyszkowicz. Wwa 2016; Beckett, powinowactwo z wyboru. Rozm. A. Czartoryska-Sziler i D. Kawa. „Arcana” 2016 nr 6; „Powtarzać stare zaklęcia ludzkości”. Z Antonim Liberą rozmawia T. Stefanek. „Teologia Polit.” 2016 nr 8.

Ogólne

 	A. JAMROZEK-SOWA: Duch wielkiej literatury: o twórczości Antoniego Libery. W: Skład osobowy: szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
 	A. PILARSKA: Egzystencjalizm w przekładzie. „Czekając na Godota" w polskich tłumaczeniach. Kr. 2014, passim.
 	Ł. BOROWIEC: Słuchowisko a przekład teatralny: „Rough for radio II" Samuela Becketta. „Przekładaniec” 2015 nr 31.
 	M. NOWAKOWSKA: „Widok z góry i z dołu" Antoniego Libery w kontekście języka wartości i odniesień kulturowych. W: Język jako świadectwo kultury dawnej i współczesnej. Kielce 2016.
 	T. KACZOROWSKA: Antoni Libera, cień Godota. „Ciechanowskie Zesz. Lit.” 2017 nr 19.

Madame

 	P. CZAPLIŃSKI: Madame i melancholia. „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. o Książ.” 1998 nr 8, przedr. pt. Między nostalgią i melancholią w tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001; polem. Z. MENTZEL: Libera, równać w dół. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 46.
 	P. HUELLE: KPP i duch Racine’a. Kilka uwag o pewnej Madame la Directrice. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 39.
 	A. JAMROZEK-SOWA: Życie jest piękne (z madame la directrice). „Fraza” 1998 nr 3/4.
 	K. MASŁOŃ: Podążać za Gwiazdą Północy. „Rzeczpospolita” 1998 nr 226.
 	A. OSTOWICZ: „Nie urodziłem się za późno...”. „Topos” 1998 nr 5/6.
 	S. CICHOWICZ: Owoc słodkiej fikcji. „Nowe Książ.” 1999 nr 1.
 	M. DZIEŃ: O Micie, który staje się słowem. „Kwart. Artyst.” 1999 nr 1.
 	J. GONDOWICZ: Dialogi listów w butelkach. „Nowe Książ.” 1999 nr 4, przedr. w tegoż: Pan tu nie stał. Wwa 2011.
 	M. INGLOT: O relacjach między nauczycielem a zdolnym uczniem – w związku z OL i JP i powieścią „Madame” Antoniego Libery. „Warsztaty Polonist.” 1999 nr 4.
 	W. KALISZEWSKI: Nareszcie powieść. „Więź” 1999 nr 2.
 	P. SZAROTA: Piękna madame i ceglasty robotnik. „Zesz. Lit.” 1999 nr 2.
 	K. SZCZUKA: Forma i chłopiec. „Res Publica Nowa” 1999 nr 1/2.
 	D. ULICKA: Czekanie na opowieść. „Nowe Książ.” 1999 nr 1.
 	B.P. ALEKSANDROWICZ: Ciągle ucieczka. „Pogranicza” 2000 nr 4 [dot. także: R. Majewski: Niech żyje nam rezerwa].
 	M. URBANOWSKI: Syzyfowe prace (w roku 1965) – („Madame” Antoniego Libery). „Nowe Państwo” dod. „Nowożytny POSTygodnik” 2000 nr 7; przedr. w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	M. WOLNY: Królowa Śniegu. Międzynarodowa kariera „Madame” Antoniego Libery. „Polityka” 2000 nr 12.
 	M. ZWINOGRODZKA: Bezlitosna drobiazgowość. „Nowe Państwo” dod. „Nowożytny POSTygodnik” 2000 nr 7.
 	T. BUREK: Nareszcie powieść. W tegoż: Dziennik kwarantanny. Kr. 2001.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Z różnych pamięci. W tegoż: Ruchome cele. Wwa 2003.
 	P. SADKOWSKI: Autotematyzm i transtekstualność w powieściach inicjacyjnych Alberta Cohena, Andreïa Makine’a i Antoniego Libery. W: Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna. Tor. 2003.
 	D. SAMBORSKA-KUKUĆ: Dwa razy „Madame”. Pigmaliona autoportret z kobietą. „Teksty Drugie” 2005 nr 6.
 	J. BRODAL: Transponering eller transformasjon? Noen refleksjoner om oversettelse, med utgangspunkt i Antoni Liberas roman „Madame” og andre slaviske litteraturverker. „Folia Scandinavica Posnaniensa” 2006 vol. 9.
 	A. ROESLER: Obraz szkoły w prozie współczesnej na przykładzie „Madame” Antoniego Libery i „Pustej szkoły” Bogusławy Latawiec. „Z Teorii i Praktyki Dydak. Jęz. Pol.” 2007.
 	R. KOMARZEWSKA-SKOLIMOWSKA: „Madame” Antoniego Libery na lekcjach języka polskiego. „Polonistyka” 2009 nr 1.
 	K. BERETA: Chapeau bas. „Metafora” 2009/2011 nr 70/81.
 	M. GRABOWSKA: L'appréhension de l'autre dans l'interaction. Le cas des formes d'adresse dans le roman „Madame” de Antoni Libera. „Romanica Wratisl.” 2013 nr 60.
 	A. BUCHAŁA: „Madame” Antoniego Libery - nowa propozycja lektury dla szkoły średniej. „Kwart. Edukacyjny” 2017 nr 5.

Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie

 	A. MADALIŃSKI: Odwaga wołania na puszczy. „Śląsk” 2004 nr 9.
 	J. MARZEC: Upodobanie do słowa pisanego. „Nowe Książ.” 2004 nr 6.
 	K. MASŁOŃ: Orientacja na czucie i wiarę. „Rzeczpospolita” dod. „Plus Minus“ 2004 nr 86.
 	A. NEWSKI: Błogosławiony Libera. „Lampa” 2005 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.

Godot i jego cień

 	T. BUREK: Grzech straconej młodości. „Więź” 2009 nr 7.
 	J. MAJCHEREK. „Zesz. Lit.” 2009 nr 106.
 	D. NOWACKI: Kronika wypadków miłosnych. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 13.
 	A. PAPIESKA: Triumf literatury. „Nowe Książ.” 2009 nr 7.
 	J. SARNIEWSKA: W cieniu Becketta. „Lampa” 2009 nr 6.
 	T. SOBOLEWSKI: Z Beckettem w Café Français. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 70.
 	J. WAKAR: Kronika olśnienia. „Dziennik” dod. „Kultura” 2009 nr 67.
 	B. WILDSTEIN: Libera, czyli Beckett jako katharsis. „Rzeczpospolita” dod. „Plus Minus” 2009 nr 80.
 	B. WIECZOREK: Przynieść pociechę zrozpaczonym. „Prz. Powsz.” 2009 nr 12.
 	T. WIŚNIEWSKI: W świecie Godota. „Kwart. Artyst.” 2009 nr 2.
 	W. ZWINOGRODZKA: Na ziemi Ulro. „Teatr” 2009 nr 10.
 	A. KŁOPOTOWSKA: Słowo i jego cienie. „Prz. Polit.” 2010 nr 100.
 	G. NUREK: Ja Antoni, on Samuel. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 49.
 	T. MACKIEWICZ: Cień Becketta. „Tekstualia” 2010 nr 1.
 	M. URBANOWSKI: Beckett - Jeremiasz czasów nowoczesności. „Zesz. Karmelitańskie” 2010 nr 3.
 	M. KŁOPOTOWSKI: Słowa i cienie. „Śląsk” 2011 nr 9.
 	Zob. też Wywiady.

Niech się panu darzy i dwie inne nowele

 	J. LUBELSKI: Szczęście czytania o odwiecznym zawodzie. O tryptyku Antoniego Libery. „Teologia Polit. Co miesiąc” 2013 nr 1.
 	M. WOJTAŚ: Życie jest nowelą. „W Drodze” 2013 nr 7.
 	R. ZGIERSKA: O niepowodzeniach i niedopowiedzeniach w najnowszym tomie prozatorskim Antoniego Libery. „Tekstualia” 2014 nr 1.
 	D. HECK: Modernistyczna nostalgia. W tejże: Recenzje bez cenzury. Lubl. 2015.

Jesteście na Ziemi, na to rady nie ma!

 	K. DOROSZ: Tylko w wyobrażeniu… „Więź” 2015 nr 3.
 	M. FALKOWSKI: Bezradni? „Dialog” 2015 nr 9.
 	P. MATYWIECKI: Beckett w rozmowie. „Kwart. Artyst.” 2015 nr 3.
 	M. PŁAZA: Jasne dialogi o ciemnym teatrze. „Kultura Liberalna” 2015 nr 338.
 	A. RZONCA: Lekcja Becketta. „Znak” 2015 nr 9.
 	T. BOCHEŃSKI: W imię Becketta. „Teatr” 2016 nr 6.
 	A. KŁOPOTOWSKA: O synu marnotrawnym, który (jeszcze) nie wrócił... „Prz. Polit.” 2016 nr 135.
 	T. WIŚNIEWSKI: Niemal to samo inaczej: o dialogach Antoniego Libery i Janusza Pydy. „Topos” 2016 nr 1.

F. Hölderlin: Co się ostaje, ustanawiają poeci

 	I.N. CZAPSKA: Poeta nocy. „Życie Warszawy” 2003 nr 46.
 	J. HARTWIG: Powrót Hölderlina. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 61.
 	B. KIERC: „Wszystko co masz, to oddech”. „Kwart. Artyst.” 2003 nr 2/3.
 	J. PILCH: Przybywaj, ogniu! „Polityka” 2003 nr 12.
 	K. LIPIŃSKI: Hölderlin spolszczony czy spolonizowany? „ Recepcja, Transfer, Przekład” 2005 [t.] 3.

K. Kawafis: Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż...

 	J. DEHNEL: Kawafis – reaktywacja. „Znak” 2011 nr 7/8.
 	J. HAJDUK: O nowym przekładzie poezji Kawafisa. (Esej polemiczny). „Przekładaniec” 2012 nr 26.

Sofokles: Trylogia Tebańska

 	J. GÓRSKI: Nowoczesny Sofokles. „Wyspa” 2015 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3046" title="Jakub Zdzisław LICHAŃSKI" slug="jakub-zdzislaw-lichanski">ur. 1946

Imiona metrykalne: Zdzisław Jakub.

Pseud.: J.Z.L.; Jakub Chrynicki; jzl; jzl.

Historyk literatury i kultury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 25 lipca 1946 w Warszawie; syn Stefana Lichańskiego, krytyka literackiego i tłumacza, oraz Aliny z Grefkowiczów, bibliotekarki. Naukę na poziomie szkoły średniej rozpoczął w XXII Liceum Ogólnokształcącym im. J. Marti w Warszawie, a od 1963 kontynuował w otwartym wówczas XXXIX Liceum Ogólnokształcącym im. Ludowego Lotnictwa Polskiego, określanym popularną nazwą DWLot (po 1989 XXXIX Liceum Ogólnokształcące im. Lotnictwa Polskiego). W 1964 uzyskał świadectwo dojrzałości i podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim (UW), najpierw z zakresu geofizyki (przerwane w następnym roku), a od 1965 na polonistyce; w 1965-68 równolegle studiował germanistykę. Debiutował w 1967 artykułem dotyczącym Stanisława Przybyszewskiego pt. Tragedia samotności, ogłoszonym w „Tygodniku Kulturalnym” (nr 41); za swój debiut naukowy uważa opublikowany dwa lata później na łamach „Przeglądu Humanistycznego” tekst pt. Przemiany prozy staropolskiej. Na przykładzie formy dialogowej (1969 nr 5). Jako recenzent i krytyk literacki współpracował w 1967-70 z miesięcznikiem „Nowe Książki”. W 1969-89 był członkiem ZSL. W 1970 otrzymał dyplom magistra filologii polskiej i do 1974 pracował w Bibliotece Narodowej, na stanowisku bibliotekarza w Zakładzie Starych Druków. Równocześnie kontynuował badania z zakresu literatury staropolskiej i przygotowywał dysertację doktorską pt. Artyzm prozyŁukasza Górnickiego(promotor prof. Janusz Pelc), którą w 1974 obronił na UW. Artykuły i recenzje zamieszczał m.in. w pismach: „Kultura” (1971-73), „Poezja” (1971-77; m.in. noty podp.: J.Z.L.), „Nurt” (1976-79; 1984-85). W 1974-75 był asystentem w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie. Następnie został zatrudniony w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) UW; jako adiunkt w Zakładzie Literatury Staropolskiej prowadził do 1980 zajęcia dydaktyczne w białostockiej filii tejże uczelni; w pracy badawczej zajmował się historią i teorią retoryki. W 1974 nawiązał kontakty z Polskim Radiem i przez następne lata występował w audycjach popularnonaukowych w programach II i III. W 1975 został członkiem Polskiego Towarzystwa Filologicznego. Rozwijał twórczość poetycką i w 1983 ogłosił autorski tom wierszy. W 1983 powrócił do pracy w Bibliotece Narodowej, gdzie do 1991 był kierownikiem Działu Zbiorów Specjalnych. W 1984-88, w ramach stypendium przyznanego przez Bibliotekę Narodową oraz Rząd Królestwa Szwecji, prowadził kwerendy biblioteczne w Królewskim Uniwersytecie w Uppsali i badał archiwalia wywiezione z Polski w XVII w., głównie tzw. katalog Braniewa prof. J. Trypućki. W 1983-85 wykładał naukę o literaturze, poetykę i teorię literatury oraz retorykę na Uniwersytecie Łódzkim. Studia i artykuły naukowe ogłaszał m.in. na łamach „Przeglądu Humanistycznego” (1982-84, 1988-90, 1992-98, z przerwami także po r. 2000), a recenzje literackie m.in. w „Nowych Książkach” (1984-94; od 1997 z przerwami; tu min. rec. i noty podp.: Jakub Chrynicki; jzl, jzl) i w „Świecie Książki” (1989; noty i rec. podp.: jzl, jzl.); w 1988-89 był członkiem redakcji wydawanego w Szwecji polonijnego miesięcznika „Relacje”. Wszedł w skład Komisji Dziejów Odrodzenia i Reformacji Komitetu Nauk Historycznych PAN (1987) oraz International Society of the History of Rhetoric (1989). W 1990 wznowił etatowe zajęcia w ILP UW i jako pracownik Zakładu Teorii Literatury i Poetyki wykładał początkowo w filii w Białymstoku, a od 1991 w Warszawie. Habilitował się w 1993 na podstawie rozprawy pt. Retoryka. Historia i praktyka od średniowiecza do baroku. Od 1994 należał do grona współautorów wielotomowego słownika Historisches Wörterbuch der Rhetorik, wydawanego od 1992 w Tybindze. W 1995-2001 współpracował z czasopismem „Barok”. W 1997 otrzymał na UW stanowisko profesora. Od tegoż roku do 1998 pełnił funkcję dyrektora Biblioteki Narodowej w Warszawie. Prowadził wykłady z zakresu historii literatury I Rzeczypospolitej na Wydziale Filologii Polskiej w Wyższej Szkole Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku (1996-98) oraz w Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Warszawie (1998-2001). Był współorganizatorem i zarazem pierwszym przewodniczącym powołanego w 2000 Polskiego Towarzystwa Retorycznego. W 2000-07 był kierownikiem Pracowni Badań Historii i Teorii Retoryki w ILP UW. W 2002 i ponownie w 2006-12 wykładał również w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza w Warszawie. W 2003 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2004 został członkiem Komisji Żywego Słowa Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN. W tymże roku objął stanowisko redaktora naczelnego pisma „Forum Artis Rhetoricae”, w którym zamieszczał artykuły, recenzje i przekłady. Brał udział w wielu krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych i kongresach retorycznych. Prowadził badania z zakresu literatury i kultury popularnej, koncentrując się zwłaszcza na polskiej recepcji twórczości J.R.R. Tolkiena. W 2007 został powołany na stanowisko profesora zwyczajnego UW i w utworzonym wówczas Instytucie Polonistyki Stosowanej objął kierownictwo Zakładu Retoryki i Medialnych Technik Przekazu (później Zakład Retoryki i Mediów; do przejścia na emeryturę w 2016). Kontynuował współpracę z rozgłośniami radiowymi, także z Programem I Polskiego Radia oraz Radiem Tok FM, gdzie m.in. (razem z C. Łasiczką) występował w cyklicznej audycji poświęconej retoryce pt. Oto słowa pańskie. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi (1978).

W 1988 ożenił się z Hanną Dreszer, z domu Kordulasińską, rzeczniczką patentową. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Pisarze nurtu wiejskiego we współczesnej literaturze. [Współautor:] S. Lichański. Wstęp: S. Lichański. Wwa: Bibl. Nar. 1976, 128 s. Poradniki Bibliogr.
2. Stanisław Wyspiański – poeta malarz. Wystawa w roku poprzedzającym 70-lecie śmierci artysty. [Katalog; współautorzy:] A. Bajdor, W. Chmurzyński. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza 1976, 22 s.
3. Łukasz Górnicki. [Szkic]. Wr.; Kr.: Ossol. 1982, 46 s. PAN. Oddz. w Kr. Nauka dla Wszystkich, 352.
Zawiera szkic o życiu i twórczości Ł. Górnickiego oraz wybór opracowań dot. tego autora.
4. Sny o miłości. [Wiersze]. Wwa: [Nakł. autora] 1983, 40 s.
5. Szlakami Jana Kochanowskiego. [Przewodnik]. Wwa: Wydawn. PTTK „Kraj” 1985, 69 s. Szlakiem Wielkich Ludzi, Wydarzeń, Zabytków Kult.
6. Wtajemniczenia i refleksje. Szkic monograficzny o Janie Parandowskim. Łódź: WŁ 1986, 141 s.
7. Aleksander Fredro „Śluby panieńskie”. Wwa: Jota 1990, 38 s. Przewodnik po lekturach.
Zawiera szkic o utworze oraz wybór opracowań.
8. Polskie badania nad retoryką. Stan i potrzeby. Wwa: [Druk] Arwil 1992, 47 s. Praca wykonana w Zakładzie Teorii Literatury i Poetyki Wydziału Polonistyki UW. Przedr. zmien. pt. Stan i potrzeby polskich badań nad retoryką zob. poz. 9.
Fragm. rozprawy habilitacyjnej. – Dot. źródeł rękopiśmiennych i drukowanych do końca XVIII w.
9. Retoryka. Od średniowiecza do baroku. Teoria i praktyka. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 1992, 349 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawiera: Wprowadzenie. - Jak rozumiano "techne rhetoriké"? Przegląd definicji retoryki od antyku do XV w.; Przedmiot i definicja retoryki; Współczesne szkoły i metody badawcze w retoryce; Stan i potrzeby polskich badań nad retoryką [por. poz. 8]; Retoryka, kultura, piśmiennictwo; Teoria historiografii i retoryka, czyli o związkach piśmiennictwa historycznego i teorii retorycznej; Retoryka i badania literatury staropolskiej; Retoryka, polityka i „Satyr” Jana Kochanowskiego; Retoryka w poezji, czyli o pewnej możliwości interpretacji liryki staropolskiej; „Orator sarmaticus”. Teoria retoryki a oratorstwo staropolskie doby baroku. - Zakończenie.
Przekł. franc. rozdz.: Teoria historiografii i retoryka, czyli o związkach piśmiennictwa historycznego i teorii retorycznej: Historiographie et théorie de la rhétorique de l’anitiquité au moyen age. „Europa Orientalis”, Roma 1986 t. 5 s. 21-48.
10. Zarys historii retoryki. Od początku do upadku cesarstwa bizantyjskiego. [Autorzy:] H. Cichocka, J.Z. Lichański. [Współwyd. z:] R. Volkmann: Wprowadzenie do retoryki. Przeł. L. Bobiatyński. Tłum. przejrz. i przyp. opatrzyli: H. Cichocka i J.Z. Lichański. Wwa: Wydawn. UW 1993 s. 233 s. Wyd. 2 popraw. [z rozszerz. tytułem pracy współwyd.:] R. Volkmann: Wprowadzenie do retoryki Greków i Rzymian, tamże 1995. Zob. Prace redakcyjne poz. 8.
Autorstwa J.Z. Lichańskiego wszystkie części poza rozdz. pt. „Szkoła retoryki greckiego średniowiecza. (Bizantyjska szkoła retoryki)” w oprac. H. Cichockiej.
11. Herman Broch. [Szkic monograficzny]. Wwa: Semper 1994, 96 s.
Zawiera także wybory wypowiedzi: Hermann Broch o sobie i o sztuce; Hermann Broch w oczach innych, oraz Kalendarium; Bibliografia.
12. Co to jest retoryka? [Materiały pomocnicze dla szkół]. Kr.: Wydawn. Oddz. PAN 1996, 65 s. PAN. Oddz. w Kr. Nauka dla wszystkich, 475.
13. Łukasz Górnicki. Sarmacki Castiglione. [Monografia]. Wwa: DiG 1998, 158 s.
14. Retoryka. Od renesansu do współczesności – tradycja i innowacja. [Studium monograficzne]. Wwa: DiG 2000 [właśc. 2001], 276 s.
15. Opowiadania o... krawędzi epok i czasów Johna Ronalda Reuela Tolkiena, czyli metafizyka, powieść, fantazja. [Studium]. Wwa: DiG 2003, 200 s.
Dot. twórczości J.R.R. Tolkiena i jej recepcji w Polsce; w aneksach m.in.: Epos i retoryka. Prolegomena do badań literatury „fantasy”; „Baśń nad baśniami” Wojciecha Dzieduszyckiego. Epos bohaterski czy prekursorski utwór literatury „fantasy”?; Bibliografia Johna Ronalda Reuela Tolkiena; Wybrana bibliografia polskich tłumaczeń utworów J.R.R. Tolkiena oraz opracowań jego twórczości.
16. Retoryka w Polsce. Studia o historii, nauczaniu i teorii w czasach I Rzeczypospolitej. Wwa: DiG 2003, 142 s.
Zawartość: Wstęp, czyli Myślenie o retoryce. – I. Ramus – Retoryka i pedagogika – Tradycja greckiej i bizantyjskiej retoryki w Polsce wieku XVI. – II. Polski wkład w badania nad stylistyką i składnią oraz rytmika prozy w wieku XVI. – III. Wokół problemów tzw. dowodzeń retorycznych. Cz. I. Uwagi na marginesie jezuickich „Assertiones Rhetoricae”, Poznań 1577. – IV. Wokół problemów tzw. dowodzeń retorycznych. Cz. II. Aequanimitas. Komentarz do „Lir.[yków]”, III. 6. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. – V. Problemy figur myśli. Przemilczenie i niedomówienie: technika narracyjna oraz figura myśli. Niejasności teorii retorycznej. – VI. Zakończenie. – Aneks 1. Czwarty rodzaj w teorii retoryki. Rufus z Peryntu i rodzaj historyczny; Aneks 2. Zwięzły zarys historii retoryki (do końca XIX wieku).
17. Retoryka. Historia – teoria – praktyka. [Podręcznik].T. 1-2. Wwa: DiG 2007.
T. 1. Historia i teoria retoryki, 237 s.
T. 2. Retoryka praktyczna – ćwiczenia, 210 s.
18. Literatura i kultura popularna. Metody: propozycje i dyskusje. [Autorzy:] J.Z. Lichański, W. Kajtoch, B. Trocha. Wr.: Pracownia Literatury i Kultury Popularnej oraz Nowych Mediów 2015, 117 s. Popkultura – Popliteratura, 5.
Wyd. jako dokument elektroniczny [on-line] [dostęp 27 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.ifp.uni.wroc.pl/data/files/pub-10010.pdf
Tu pióra J.Z. Lichańskiego rozdz. pt.: Boski Platon i niewiarygodny Kant, czyli filozofia i literatura – prolegomena, s. 11-42.
19. „Niobe” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Ty jesteś moja światłość świata...” [Monografia]. Kr.: Universitas 2015, 232 s., [20] s. tabl.
20. Metodologia badań literatury i kultury popularnej. Propozycje. Retoryka i cultural criticism. [Autorzy:] J.Z. Lichański, A. Mazurkiewicz. Wr.: Pracownia Literatury i Kultury Popul. oraz Nowych Mediów. Inst. Filologii Pol. UWr. 2016, 104 s. Popkultura – Popliteratura.
21. W poszukiwaniu najlepszych form komunikacji, czyli Dlaczego wciąż jest nam potrzebna retoryka? Kr.: Collegium Columbinum 2017, 253, XXXVI s. Bibl. Tradycji, 150.
Zawiera: Wprowadzenie – po co i dla kogo ta książka?; Retoryka i/a nauka, technika; Retoryka w działaniach publicznych, w tym w prawie; Retoryka i media: pola współpracy; Retoryka i ekonomia: wstęp do badań; Metody analityczne retoryki krytycznej. Przegląd; Comparatio et persuasio, czyli współczesne odczytanie Machiavellego: czyżby nowe rozumienie historii?; Elementy teorii i historii retoryki; Etapy konstrukcji tekstu; Historia retoryki; Podział nauk – prolegomena; Czy słowo może leczyć? Kilka słów o neuroretoryce; Nowe media i retoryka. Wolny związek czy małżeństwo?; Bibliografia, czyli co jeszcze warto przeczytać.

Artykuły i rozprawy w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Człowiek jako ogół swych możliwości. O pisarstwie [H.] Brocha, [A.P.] Gütersloha i [R.] Musila, „Więź” 1972 nr 7/8 s. 97-116. – O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej. „Poezja” 1972 nr 6 s. 45-54 [dot. poezji Z. Herberta]. – Andreas Gryphius i Mikołaj Sęp Szarzyński. Z problemów komparatystyki typologicznej. W: Literatura staropolska i jej związki europejskie. Wr. 1973 s. 241-261. – Łukasz Górnicki wobec problemów filozoficznych. Z dziejów synkretyzmu filozoficznego w dobie Renesansu w Polsce. „Stud. Filoz.” 1973 nr 1 s. 58-69. – Metafora w polskiej poezji wczesnobarokowej. W: Wśród zagadnień polskiej literatury barokowej. Cz. 1. Światopogląd, genologia, topika. Katow. 1980 s. 128-139. Pr. Nauk. UŚl.w Katow., 383; przedr. w: Średniowiecze, renesans, barok. Wyd. 2 rozszerz. Wwa 1994 s. 224-234, przedr. zmien. pt. Metafora. (Analiza zjawiska na przykładzie polskiej poezji wczesnobarokowej). „Pr. Polonist.” Ser. 39: 1983 s. 205-228. – Ramię króla na morzu. [Wstęp do:] O zwyczaju morskiej bitwy. Gdańsk 1983 s. 5-44. – „Horatius sarmaticus”. [Wstęp do:] M.K. Sarbiewski: Poezje wybrane. Wwa 1986 s. 7-18. – Guillelmus Tardivus: Grammatica, eloquentia et rhetorica [Paris, ca 1484]. (Opis podręcznika). W: Retoryka w XV stuleciu. Wr., Gdańsk 1988 137-151. – Kancjonał Jerzego Waziańskiego. W: Z badań nad dawną książką. T. 1. Wwa 1991 s. 251-267. – Jan Parandowski. Powrót mitu eleuzyjskiego. W: Topika antyczna w literaturze polskiej XX wieku. Wr. 1992 s. 109-118. – Polskie badania retoryczne w XVI wieku. Tradycja i innowacja. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 1993 t. 37 s. 69-77. – Średniowieczne rękopisy astrologiczne w zbiorach Biblioteki Narodowej. „Rocz. Bibl. Nar.” 1990 wyd. 1993 t. 26 s. 5-24. – Współczesne kierunki badań retorycznych. Próba charakterystyki. „Prz. Hum.” 1993 nr 6 s. 49-60. – Profesor Alodia Kawecka-Gryczowa (1903-1990). „Rocz. Bibl. Nar.” 1993, wyd. 1994 t. 29 s. 209-218. – Reklama i retoryka. W: Polszczyzna a/i Polacy u schyłku XX wieku. Wwa 1994 s. 299-316. – Retoryka i przełom antypozytywistyczny w badaniach literackich. W: Kryzys czy przełom. Kr. 1994 s. 97-112; przedr. rozszerz. „Nowa Krytyka” 1994 nr 5 s. 43-65. – Biblioteka „Collegium Societatis Iesu” w Braniewie. Próba charakterystyki. „Stud. Warmińskie” 1990 wyd. 1995 t. 27 s. 309-324. – Horatius Christianus et Horatius Sarmaticus. W: Nauka z poezji Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. Wwa 1995 s. 63-86 [dot. retoryki i religijności M.K. Sarbiewskiego]. – Mesiada Wespazjana Kochowskiego. W: Literatura polskiego baroku – w kręgu idei. Lubl. 1995 s.167-191, przekł. ros.: Messiada Vespasiana Kohovskogo. „Slavânovedenie”, Moskva 1995 nr 1 s. 29-39. – Błazen contra diabeł. „Kwatera bożych pomyleńców” Władysława Zambrzyckiego. W: Obraz głupca i szaleńca w kulturach słowiańskich. Wwa 1996 s. 153-161. – Kancjonał Mazurski. „Borussia” 1996 nr 12 s. 66-84, przedr. zmien. w: Miscellanea literackie i teatralne. Cz. 2. Tradycje literackie i teatralne. Łódź 2010 s. 291-307. – Milczenie Kanta. Literatura – kłamstwo – retoryka. W: Kłamstwo w literaturze. Kielce 1996 s. 7-19. – Recepcja retorów greckich w Polsce w XVI i XVII wieku w nauczaniu szkolnym. W: Retoryka antyczna i jej dziedzictwo. Wwa 1996 s.115-126. Acta Societatis Philologae Polonorum, 2. – Retoryka a filozofia w nauczaniu jezuickim: „Assertiones Rhetoricae”, Poznań, 1577. „Forum Philosophicum” 1996 t.1 s. 221-234. – Brunsbergica Pallas. Na marginesie historii bibliotek i nauki w dobie Renesansu. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 1997 t. 41 s. 111-122. – Dom w literaturze staropolskiej i oświeceniowej. Próba charakterystyki sposobu użycia pojęcia. W: Obraz domu w kulturach słowiańskich. Wwa 1997 s.15-24. – „Mars z upominkiem na wesele”. Siedemnastowieczne panegiryki jako świadectwo mentalności. „Napis” 1997 ser. 3 s. 7-13 [dot. twórczości A. Magnuszewskiego]. – Oświecenie – retoryka – romantyzm. Przypadek Ludwika Osińskiego. W: Między oświeceniem i romantyzmem. Kultura polska około 1800 roku. Wwa 1997 s. 347-365. – Twierdzenia o retoryce. W: Pułtuskie kolegium jezuickie. Ludzie i idee. Wwa; Pułtusk 1997 s. 34-49. – Retoryka. W: Literatura, teoria, metodologia. Wwa 1998 s. 292-330, wyd. nast. tamże: wyd. 2 rozszerz. 2002, wyd. 3 zmien. i uzup. 2006 [nowa wersja art.], przekł. ukr.: Ritorika. W: Literatura, teoriå, metodologiâ, [Przeł.] S. Âkovenko. Kiïv 2006 s. 470-517. – „Stara kobieta z węgielnicą” Piotra Pawła Rubensa, czyli szkice do portretu kobiety w literaturze staropolskiej. W: Pogranicza możliwości w literaturze dawnej oraz współczesnej. Cz. 1. Miłość. Szczec. 1998 s. 129-142. – „Miecz i łokieć” Wiktora Gomulickiego. W: Wiktor Gomulicki. Problemy twórczości i recepcji. Pułtusk 1999 s.102-114. – Neostoicyzm Łukasza Górnickiego.W: Wątki neostoickie w literaturze polskiego renesansu i baroku. Szczec. 1999 s.135-159. – „Dzikie pola” – polska wersja „Role Playing Games”. „Lit. i Kult. Popularna” 1999 wyd. 2000 z. 8 s. 21-31. Acta Univ. Wratisl., 2158. – Jaki Tolkien? O problemach tłumaczeń utworów literackich Johna Ronalda Reuela Tolkiena. W: Przekładając nieprzekładalne. Gdańsk 2000 s. 379-389. – Polskie oratorstwo barokowe. Powitania władców. W: Sarmackie theatrum. T. 1. Wartości i słowa. Katow. 2001 s. 142-166. – Retoryka na przełomie tysiącleci; Nauczanie retoryki. Problemy metodyczne. W: Retoryka dziś. Teoria i praktyka. Kr. 2001 s. 11-31; 463-488. – Spór o zbroję Achillesa, czyli elementy niewerbalne w komunikacji werbalnej. Glosa dyskusyjna. W: Między słowem a ciałem. Bydg. 2001 s. 45-56. – Jak opowiada się (opowiadanie) w komiksie, czyli jak opowiedzieć o przygodach Galla Asteriksa? W: Dialog, komparatystyka, literatura. Wwa 2002 s. 507-522. – Jakub Górski i polski wkład w badania stylistyczne w wieku XVI. W: Dziedzictwo Andrzeja Frycza Modrzewskiego w myśli humanistycznej i politycznej. T. 2. Tor. 2003 s. 645-664. – Lin Carter i jego badania nad J.R.R. Tolkienem. [Posł. do:] L. Carter: Tolkien – świat „Władcy Pierścieni”. Wwa 2003 s. 190-225. – Nauczania retoryki – problemy metodyczne. W: Nauczanie retoryki w teorii i praktyce. Wwa 2003 s. 11-29. – O niezbędności retoryki. (Nauczanie retoryki w szkole – analiza podręczników); Tolkien zniszczony, czyli o nieuprawnionych uzupełnieniach już istniejących dzieł literackich. W: Uwieść słowem, czyli retoryka stosowana. Wwa 2003 s. 81-93; 283-298. – O sztuce kaznodziejskiej bpa Bronisława Dembowskiego. W: Retoryka na ambonie. Kr. 2003 s. 157-176. – Polsko-niemieckie związki literackie w dobie baroku. Analiza stanu badań i wnioski. W: Barok polski wobec Europy – kierunki dialogu. Wwa 2003 s. 289-315. – „Space opera” – problemy opisu gatunku. „Lit. i Kult. Popularna” 2003 nr 11 s. 15-25. Acta Univ. Wratisl., 2538. – Znaczenie – Modalność – Wartość. Prolegomena do nowoczesnej teorii retoryki. W: Od teorii literatury do ontologii świata. Tor. 2003 s. 253-271. – Adam i Młyny [dot. twórczości K. Truchanowskiego]; Kazimierz Truchanowski – człowiek, pisarz, myśliciel. W: Przymierzanie masek. Płock 2004 s. 10-34; 70-87. – Poeta i wartości – wokół „Niobe” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Liryka i retoryka. W: Mag w cylindrze. Pułtusk 2004 s. 27-80, przedr. zmien. pt. Z Bizancjum do Nieborowa, czyli o jednej Europie. „Niobe” – po pięćdziesięciu latach. Liryka i retoryka. W: Dzieło i życie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. T. 2. Kr. 2005 s. 493-514. – Retoryka i literatura. (Na przykładzie Cypriana Norwida „W Weronie”). „Forum Artis Rhetoricae” 2004 nr 2 s. 11-26. – Retoryka w Polsce – analiza bibliografii oraz określenie stanu i kierunków badań. Próba podsumowania. „Forum Artis Rhetoricae” 2004 nr 1 s. 73-83. – Stanisław Lem – filozof i pisarz. Dyskusja z lemologami. W: Stanisław Lem – pisarz, myśliciel, człowiek. Kr. 2004 s.76-89. – Łukasz Górnicki – sarmacki Castiglione, czyli o problemach badań literatury i kultury I Rzeczypospolitej czasów renesansu. W: Łukasz Górnicki i jego włoskie inspiracje. Wwa 2005 s. 9-29. – Proza Mikołaja Reja – aspekty retoryczne. Problemy składni, stylistyki i argumentacji. Prolegomena do dalszych badań. W: Mikołaj Rej – w pięćsetlecie urodzin. Łódź 2005 s. 221-240. – Relacje między kulturą wysoką a niską/popularną w literaturze. Glosy do dyskusji wraz z sugestiami metodologicznymi. W: Relacje między kulturą wysoką i popularną w literaturze, języku i edukacji. Lubl. 2005 s. 29-39. – Quintilian vs Perelman: jedna czy wiele teorii retoryki oraz problemy argumentacji. „Forum Artis Rhetoricae” 2005 nr 1/2 s. 36-48. – Związki retoryki i filozofii w tradycji nauczania jezuitów w wiekach XVI-XVII. Na marginesie „Assertiones Rhetoricae”, Poznań 1577. W: Philosophia vitam alere. Kr. 2005 s. 389-402. – Drama of Father Joseph Wallner about Boleslaw the Bold: sin, penance, and forgiveness in Neo-Latin drama and poetry in the second half of the 17th century. W: Pietas Humanistica. Neo-Latin religious poetry in Poland in European context. Frankfurt am Main 2006 s. 249-260. – Literatura s.f. &amp;amp; fantasy: pogranicze genologii, retoryki i intertekstualności. W: Literatura i wyobraźnia. Wr. 2006 s. 451-463. – Maciej Kazimierz Sarbiewski – droga życia i twórczości. W: Maciej Kazimierz Sarbiewski i jego epoka. Pułtusk 2006 s. 47-66. – Oprawy książek ze zbiorów Biblioteki Collegium Societatis Iesu w Braniewie. Wstęp do badań. „Rocz. Bibl. Nar.” 2006 t. 37/38 s. 219-240. – Retoryka i ekonomia – pole sporów i zastosowań. Tezy do dyskusji. „Forum Artis Rhetoricae” 2006 nr 1 s. 61-76. – Retoryka, retoryczność i badania literackie. Wyjaśnienie pewnych nieporozumień i prezentacja metody badawczej. „Prz. Hum.” 2006 nr 5/6 s. 251-266. – Retoryka w instytucjach polskiego życia społecznego. Próba oceny stanu i perspektywy badań oraz kształcenia. W: Retoryka w Polsce. Teoria i praktyka w ostatnim półwieczu. Szczec. 2006 s. 141-167. – Stanisława Lema „uwikłanie w historię”. W: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Wwa 2006. – Dzieje retoryki i myśli retorycznej: ocena stanu badań, określenie perspektyw badawczych i próba oceny miejsca polskiej refleksji nad retoryką w perspektywie komparatystycznej. W: Perspektywy polskiej retoryki. Pozn. 2007 s. 7-35. – Księgozbiór Kolegium Jezuitów w Braniewie. Dzieje i charakterystyka. Powst. 2007, przekł. ang.: The book collection of the Jesuit College in Braniewo. History and description. [Przeł.] K. Diehl. [Wstęp do:] J. Trypućko: The catalogue of book collection of the Jesuit College in Braniewo held in the University Library in Uppsala. Vol. 1. Wwa; Uppsala 2007 s. 41-68. Acta Bibliothecae R. Universitatis Upsaliensis, vol. 41. – Maciej Kazimierz Sarbiewski – nasz współczesny. „Ciechanowskie Zesz. Lit.” 2007 nr 9 s. 128-137. – Problemy metodyczne nauczania retoryki, czyli retoryka jako przedmiot dydaktyki uniwersyteckiej. Glossy do dyskusji. W: Literatura staropolska w dydaktyce uniwersyteckiej. Łódź 2007 s. 103-124. – „Theology of liberation” and its tradition in Poland – Church, politics, and rhetoric in 1981-1989. „Forum Artis Rhetoricae” 2007 nr 1/2 s. 74-83, [wersja rozszerz. w:] New chapters in the history of rhetoric. Leiden, Boston 2009 s. 599-609 International Studies in the History of Rhetoric, 1, przekł. bułg.: „Teologiâ na osvoboždenieto” i neinite tradicii v Polša. C"rkvata, politikata i retorikata prez 1981-1989 g. W: Novi izsledovaniâ po istoriâ na retorikata. Sofiâ 2010 s. 535-545. – Index operum recens editorum, quae ad artem rhetoricam spectant. „Forum Artis Rhetoricae” 2008 nr 1/2 s. 63-92. – Poza Platona. Załamanie humanistycznej wizji człowieka kultury na przełomie tysiącleci. W: Kultura, język, edukacja. Pozn. 2008 s. 147-159. – Puławy i Arkadia w „Ogrodach” Jacquesa Delille’a. Kilka nieznanych faktów tyczących Jacquesa Delille’a i jego kontaktów z ks. Izabelą Czartoryską oraz ks. Heleną Radziwiłłową. W: W stronę Francji… Z problemów literatury i kultury polskiego Oświecenia. Wwa 2007 [właśc. 2008] s. 286-295. – Retoryka a historiografia. Prolegomena i glosy. „Forum Artis Rhetoricae” 2008 nr 3/4 s. 7-24. – Retoryka i poetyka: siostry czy rywalki? W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008 s. 247-256 [komentarz do rozdziału XIX. 1456a35-1456b15 „Poetyki” Arystotelesa.]. – Współczesność a tradycja. Maciej Kazimierz Sarbiewski, Leopold Staff, Zbigniew Herbert, czyli dyskusja ze stoicyzmem. „Prz. Hum.” 2008 nr 4 s. 1-15. – „Aemulatio &amp;amp; Imitatio” – i armaty. „Księgi hetmańskie” Stanisława Sarnickiego a filologia. W: Aemulatio &amp;amp; Imitatio. Powrót pisarzy starożytnych w epoce renesansu. Wwa 2009 s. 101-111. – Miejsca wspólne w teorii retoryki – perspektywa polska. Przegląd problemów i prolegomena dalszych badań. „Forum Artis Rhetoricae” 2009 nr 1/2 s. 24-57. – „We mnie jest płomień co myśli…” O poezji Zbigniewa Herberta – próba zrozumienia. W: Europejskość ojczyzn. Litewsko-polskie związki literackie, kulturowe i językowe = Tėvyniụ europietiškumas: lietuviụ-lenkụ literatūriniai, kultūriniai ir kalbiniai ryšai. Wilno 2009 s. 50-72. – Wojciech Dzieduszycki, sen. i Stanisław Wyspiański – dwie wizje mitologicznej przeszłości Polski. W: Stanisław Wyspiański. W labiryncie świata, myśli i sztuki. Kr. 2009 s. 107-115. – The object vs. the subject in literary research and the issues of ethics. W: Charles Taylor’s vision of modernity. Cambridge 2009 s. 205-219, toż w jęz. pol.: Podmiot. W: Charlesa Taylora wizja nowoczesności. Rekonstrukcje i interpretacje. Wwa 2012 s. 273-287. – Amor Polonus or the Love of the Poles. W: Amor Polonus, czyli miłość Polaków. T. 2. Wwa 2010 s. 69-87 [tekst (w katalogu wystawy w Pałacu w Wilanowie) w jęz. ang. i pol.]. – Arkadia koło Nieborowa. Homagium dla romantyzmu. „Rocz. Hist. Szt.” 2009 wyd. 2010 t. 34 s. 81-93. – Dlaczego tęsknimy do opowieści mitycznych? Literatura fantasy – próba określenia źródeł. „Lit. i Kult. Popularna” 2010 nr 16 s. 5-21. – Jana Kochanowskiego Pieśń II.25 „Czego chcesz od nas, Panie” jako przykład kształtowania chrześcijańskiego dziedzictwa duchowego. W: Chrześcijańskie dziedzictwo duchowe narodów słowiańskich. Ser. 2. Wokół kultur śródziemnomorskich. T 1. Literatura i słowo. Białystok 2009 [właśc. 2010] s. 43-50. – Kazania świętokrzyskie – aspekt retoryczny. „Z Badań nad Książ. i Księgozbiorami Hist.” 2010 t. 4 s. 37-49. – Kultura dawna a metody współczesnej humanistyki. Próba rozpoznania pól badawczych. W: Recepcja kultury średniowiecznej w humanistyce. Tor. 2010 s. 9-25. – Między tradycją a nowoczesnością. Prologi do kronik Anonima zw. Gallem oraz Mistrza Wincentego. Analiza retoryczna. W: Onus Athlanteum. Studia nad Kroniką biskupa Wincentego. Wwa 2009 [właśc. 2010] s. 361-377. Stud. Staropolskie. Series Nova, 25. – O możliwości zastosowania kategorii wyobraźni romantycznej w rozważaniach o świecie mediów XXI wieku. W: Śladami romantyków. Wwa 2010 s. 285-295. Z Prac Zakładów Romantyzmu i Komparatystyki. – Political fiction i antyutopia w literaturze II RP – o kilku zapomnianych pisarzach – glossy. W: Dwudziestolecie 1918-1939. Odkrycia, fascynacje, zaprzeczenia. Wwa 2010 s. 324-340. – Retoryka a/i media: próba określenia pól wspólnych. W: Styl – dyskurs – media. Łódź 2010 s. 383-395. – Edukacja retoryczna w USA: próba oceny. W: Dydaktyka retoryki. Pozn. 2011 s. 183-196. – Idea szlachectwa w I Rzeczypospolitej. Wokół książki Sławomira Baczewskiego. „Rocz. Pol. Tow. Heraldycznego” 2011 t. 10 (21) s. 123-133. – Po co literatura, czyli o walce ze zmistyfikowaną rzeczywistością. W: Słowa, obrazy, dźwięki w wychowaniu. Wwa 2011 s. 17-38. – Teoria chaosu i badania literatury. Problemy metodyczne i metodologiczne. W: Efekt motyla II. Humaniści wobec metaforyki chaosu. Kr. 2011 s. 37-50. – Wróg u bram: literatura popularna – oznaka kryzysu czy efekt globalizacji? „Lit. i Kult. Popularna” 2011 nr 17 s. 113-126. – Czy przekład jest możliwy? Kilka uwag związanych z praktyką translatorską. W: Rola tłumacza i przekładu w epoce wielokulturowości i globalizacji. Katow. 2012 s. 119-139. Stud. o Przekładzie, 34. – Fantastyka i aksjologia. Przypadek utworów z gatunku space opera. W: Fantastyka w obliczu przemian. Pozn. 2012 s. 71-81. Pr. Komis. Filol., 71. – Johna Ronalda Reuela Tolkiena „Quenta Silmarillion” – czy upadek cywilizacji jest nieuchronny? W: Perspektywy poznawcze w kulturze europejskiej. Wr. 2012 s. 255-267. Orbis Exterior, Orbis Interior, 5. – Precz z kanonami. Tekst świadomie polemiczny. W: Europejski kanon literacki. Dylematy XXI wieku. Wwa 2012 s. 62-68. – Richarda Emila Volkmanna koncepcja retoryki. W: Śląskie pogranicza kultur. T. 1. Wr. 2012 s. 67-104. – Wstęp do „Prawa do Bajki” S. Lichańskiego. W: Baśń w terapii i wychowaniu. Wwa 2012 s. 11-20. Słowa, Obrazy, Dźwięki. – Kancjonały na Śląsku do końca XVIII wieku. Próba określenia stanu badań. W: Śląskie pogranicza kultur. T. 3. Wr. 2014 s. 51-135. – Polska bibliografia retoryczna za lata 2001-2013 = Research in rhetoric in Poland 2001-2013. Bibliography. „Forum Artis Rhetoricae” 2014 nr 1 s. 7-68. – Polska bibliografia retoryczna za lata 2001-2014. Uzupełnienie. Cz. 1. „Forum Artis Rhetoricae” 2014 nr 4 s. 68-79. – Symbole niesamodzielne i retoryka. Rozważania na marginesie logicznej i retorycznej analizy wyrażeń typu „etyka słowa”. „Poradnik Jęz.” 2014 z. 1 s. 41-53. – Szymon Okolski. Retoryka, historia, heraldyka. „Rocz. Pol. Tow. Heraldycznego” 2014 t. 13 s. 91-114. – Współczesna powieść kryminalna: powieść sensacyjna czy powieść społeczno-obyczajowa? Próba opisu zjawiska (i ewolucji gatunku). W: Śledztwo w sprawie gatunków. Literatura kryminalna. Kr. 2014 s. 9-44. – Bibliografia retoryczna: 2001-2015. Uzupełnienia. Cz. 2, 3. „Forum Artis Rhetoricae” 2015 nr 1 s. 67-73, nr 4 s. 155-165. – Historia retoryki i badań retorycznych w Polsce. Od początku do czasów współczesnych. Zarys. „Forum Artis Rhetoricae” 2015 nr 1 s. 39-51. – Język, wartości i retoryka. Rozważania na marginesie logicznej i retorycznej analizy wyrażeń typu „etyka słowa”. „Forum Artis Rhetoricae” 2015 nr 4 s. 91-105. – Wątki antyczne w powieści kryminalnej. Próba opisania zjawiska. W: Literatura kryminalna. Na tropie źródeł. Kr. 2015 s. 199-220. – „Discurs szlachcia polskiego” (ok. 1606). Analiza sytuacji retorycznej. „Forum Artis Rhetoricae” 2016 nr 1 s. 56-70. – „Mythopoeia” and „Quenta Silmarillion” by J. R. R. Tolkien. God, faith, freedom, and the second coming. „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2016 nr 22 s. 23-47. – „Obcy” w literaturze science fiction na przykładzie twórczości Stanisława Lema; Honorverse czyli Cykl powieściowy Honor Harrington Davida Webera. Próba opisu problematyki. W: Światy fantastyki. Wybrane problemy Wr. 2016 s. 9-18; 19-40. – Oralność i piśmienność, do zagłady Numenoru. Wizja literacka czy opis procesów kulturowych? „Quaestiones Oralitatis” 2016 nr 2 s. 27-43 [dot.: J.R.R. Tolkien: Lord of the Rings; Silmarillion]. – Retoryka. Najlepsza forma komunikacji. „Forum Artis Rhetoricae” 2016 nr 4 s. 35-56. – Retoryka i oralność. Przypomnienia. „Quaestiones Oralitatis” 2016 nr 1. – Retoryka tekstów popularnonaukowych na przykładzie pisma „Scientific American”. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2016 nr 1 s. 71-80. – Retoryka, wychowanie obywatelskie i problemy komunikacji. Co może nam dziś oferować retoryka i filologia klasyczna? „Forum Artis Rhetoricae” 2016 nr 3 s. 45-63. – Czy słowo może leczyć? Kilka słów o neuroretoryce. „Forum Artis Rhetoricae” 2017 nr 1 s. 30-39. – Retoryka - metodologia nauk społecznych. Teza Jamesa C. Raymonda po trzydziestu latach. W: Retoryka klasyczna i retoryka współczesna. Pola i perspetywy badań. Wwa 2017, s. 89-104.
Przekłady
1. D. Day: Bestiariusz Tolkienowski. [Przeł.:] R. Giedrojć, J. Kokot, J.Z. Lichański. Pozn.: Zysk i S-ka [1996], 223 s., LXIV s. tabl. Wyd. nast. tamże 2001.
Encyklopedyczne zestawienie bestii, potworów, ras, bóstw i roślin zaczerpniętych z utworów Tolkiena.
2. J.R.R. Tolkien: Drzewo i liść oraz Mythopoeia. Wstęp: Ch. Tolkien. Przeł.: J. Kokot, J.Z. Lichański, K. Sokołowski. Wyd. 2. Pozn.: Zysk i S-ka 1998, 109 s. Wyd. nast. tamże 2000.
W przekł. J.Z. Lichańskiego wiersz pt. Mythopoeia, s. 105-110. – W wyd. 1 inny autor przekładu.
Prace redakcyjne
1. A. Karwowska-Bajdor: Stanisław Wyspiański - poeta malarz. Wystawa w roku poprzedzającym 70-lecie śmierci artysty. Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie, marzec-czerwiec 1976. [Katalog]. Oprac. katalogu: A. Bajdor, W. Chmurzyński, J.Z. Lichański. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza 1976, 22, [1] s., [24] k. tabl.
2. M. Sęp-Szarzyński: Poezje wybrane. Wyboru dokonał i oprac. J.Z. Lichański. Wwa: LSW 1976, 151. Bibl. Poetów.
3. O zwyczaju bitwy morskiej. Wybór, oprac. i wstęp: J.Z. Lichański Gdańsk: WM 1983 [właśc. 1984], 235 s.
Antologia staropolskich tekstów poświęconych taktyce walki na morzu.
4. Apophtegmata. [Aforyzmy]. Wyboru dokonał, wstępem i przyp. opatrzył J.Z. Lichański. Wwa: LSW 1985, 78 s.
5. M.K. Sarbiewski: Poezje wybrane. Wybór i wstęp [oraz nota biogr.]: J.Z. Lichański. Wwa: LSW 1986, 109 s. Bibl. Poetów Exlibris.
6. Prace badawcze i bibliograficzne nad zbiorami rzadkich i cennych książek i dokumentów = Issledovatel’skie i bibliografičeskie trudy po izučeniû kollekcij redkich i osobo cennych knig i dokumentov. Materiały z seminarium polsko-radzieckiego. Warszawa, 8-10 października 1985. Red. nauk.: H. Bułhak, J.Z. Lichański. Wwa: Bibl. Nar. 1991, 215, [5] s. Ser. Pr. Działu Zbiorów Spec. Bibl. Nar. = Trudy Otdela Specfondov Nacional’noj Biblioteki, t. 2.
7. R. Volkmann: Wprowadzenie do retoryki. Przeł. L. Bobiatyński. Tłum. przejrz. i przyp. opatrzyli: H. Cichocka i J.Z. Lichański. [Współwyd. z:] H. Cichocka, J.Z. Lichański: Zarys historii retoryki. Wwa: Wydawn. UW 1993 s. 107-233 s. Wyd. 2 popraw. z rozszerz. tytułem: Wprowadzenie do retoryki Greków i Rzymian tamże 1995. Zob. Twórczość poz. 10.
8. Ecriture = Pisanie. Materiały z konferencji polsko-francuskiej. Warszawa, październik 1992. Red.: Z. Mitosek, J.Z. Lichański. Wwa : DiG 1995, 159 s.
9. Nauka z poezji Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. Praca zbiorowa pod red. J. Bolewskiego, J.Z. Lichańskiego i P. Urbańskiego. Wwa: Bobolanum 1995, 256 s.
Mater. konferencyjne. – Zawiera także wybór poezji M. K. Sarbiewskiego w jęz. łac. i przekł. na jęz. pol.
10. O retoryce. Wybrane zagadnienia z teorii literatury. [Materiały dydaktyczne]. Wyboru dokonał [i oprac.] J.Z. Lichański. Wwa: Wydawn. UW 1995, 233 s. Z prac Inst. Filologii Pol. UW. Mater. do ćwiczeń.
11. M.K. Sarbiewski: Wybór wierszy. Wybór, wstępy i oprac.: J.Z. Lichański, P. Urbański. Kr.: WAM 1995, 97 s.
12. J.R.R. Tolkien – recepcja polska. Studia i eseje. Red. nauk.: J.Z. Lichański. Wwa: Wydawn. UW 1996, 237 s.
13. Pułtuskie Kolegium Jezuickie. Ludzie i idee. Red. nauk.: J.Z. Lichański. Wwa; Pułtusk: Wyższa Szkoła Hum. w Pułtusku [1996], 184 s.
14. Między oświeceniem i romantyzmem. Kultura polska około 1800 roku. IV polsko-niemiecka konferencja polonistyczna. Red. nauk.: J.Z. Lichański przy współudziale B. Schultze, H. Rothego. Wwa: DiG 1997, 468 s.
15. Retoryka i badania literackie. Rekonesans. Red. nauk.: J.Z. Lichański. Wwa: Wydawn. UW 1997, 254 s.
Mater. z konferencji w Wwie, 6-7 XI 1997.
16. Nauczanie retoryki w teorii i praktyce. Pod red. J.Z. Lichańskiego i E. Lewandowskiej Tarasiuk. Wwa: Akad. Pedagogiki Spec. 2003, 224 s.
17. Uwieść słowem, czyli retoryka stosowana. Red. nauk. [i wstęp]: J.Z. Lichański. Wwa: DiG 2003, 300 s. Pol. Tow. Retoryczne; UW. Inst. Filologii Pol. Pracownia Badań Historii i Teorii Retoryki.
18. Maciej Kazimierz Sarbiewski i jego epoka. Próba syntezy. Pod red. [i ze wstępem] J.Z. Lichańskiego. Pułtusk: Akad. Hum. im. A. Gieysztora 2006, 270 s. Ser. z Ostem. Wyższa Szkoła Hum. im. A. Gieysztora. Wydz. Filologii Pol.
19. A. Jakuboze, M.E. Pobieżyńska, M. Zaczek: Baśń, oralność, zagadka. Studia. Red. nauk.: J.Z. Lichański. Wwa: DiG 2007, 378 s. Stud. i Mater. Pracownia Badań Hist. i Teorii Retoryki. Wydz. Polonistyki UW, 1.
20. M. Grabowski: Spisek Michała Chrościńskiego. „Opisanie ciekawe gór Tatrów” jako pierwszy przewodnik tatrzański. Red. nauk.: J.Z. Lichański. Wwa: DiG 2012, 140 s. Stud. i Mater. Pracownia Badań Hist. i Teorii Retoryki. Wydz. Polonistyki. UW, 2.
21. Maciej Kazimierz Sarbiewski SJ i jego twórczość. Studia i materiały. Red. nauk.: J. Lichański, T. Kaczorowska. Pułtusk: Akad. Hum. im. A. Gieysztora; Sarbiewo: Academia Europaea Sarbieviana 2015, 169 s. Akad. Hum. im. A. Gieysztora, Academia Europaea Sarbieviana, Akademickie Tow. Edukacyjno-Naukowe „Atena”.
Materiały z międzynarodowej konferencji pt.: „Maciej Kazimierz Sarbiewski SJ – jego twórczość w naszej pamięci”, zorganizowanej w Ciechanowie 10 V 2014.
22. Terapia słowem. Red. nauk.: E. Lewandowska-Tarasiuk, J.Z. Lichański, B. Mossakowska. Wwa: Wydawn. Pani Twardowska 2016, 338 s. Słowa, Obrazy, Dźwięki. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010, 2013.
 	Wywiady: Człowiek wpisany w kulturę. Rozm. E. Binder. „Kierunki” 1987 nr 6 [gł. nt. książki pt. Wtajemniczenia i refleksje; także o aktualnych pracach badawczych]; Władca języka. Rozm. K. Godlewski. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 64 [nt. własnych zainteresowań literaturą popularną, gł. fantasy].
 	WUP t. 5.
 	S. GÓRZYŃSKI: Słowo o Profesorze Jakubie Zdzisławie Lichańskim; Bibliografia prac Profesora Jakuba Zdzisława Lichańskiego. W: Rhetorica regina artis scientiaeque. Wwa 2011 [część wstępna do książki zbiorowej dedykowanej J.Z. Lichańskiemu; bibliografia niepodp.].
 	A. GEMRA, A. MAZURKIEWICZ: Słowo wstępne. W: O literaturze i kulturze (nie tylko) popularnej. Prace ofiarowane Profesorowi Jakubowi Z. Lichańskiemu. Łódź 2017.

Wtajemniczenia i refleksje

 	A. KOMOROWSKI: Parandowski jako problem. „Życie Lit.” 1987 nr 27.
 	Zob. też Wywiady.

Łukasz Górnicki

 	W. STEC. „Białostocczyzna” 1998 nr 4.
 	J.A. BUDZYŃSKA-DACA. „Ruch Lit.” 1999 z. 4.

Retoryka. Od renesansu do współczesności – tradycja i innowacja

 	P. URBAŃSKI: Spotkania z retoryką. „Barok” 2001 nr 2.
 	M. ZAŁĘSKA. „Prz. Hum.” 2004 nr 2.

Retoryka w Polsce

 	P. PIRECKI: Oblicza dawnej i współczesnej retoryki. „Nowe Książ.” 2004 nr 8 [dot. także: Prace redakcyjne poz. 16, 17].

Retoryka. Historia – teoria – praktyka

 	H. CICHOCKA. „Forum Artis Rhetoricae” 2007 nr 3/4.
 	H. CICHOCKA: Retoryka a polityka. „Media, Społ., Kult.” 2008 nr 1.

Nauczanie retoryki w teorii i praktyce

 	P. PIRECKI: Oblicza dawnej i współczesnej retoryki. „Nowe Książ.” 2004 nr 8 [dot. także: Retoryka w Polsce oraz Prace redakcyjne poz. 17].

Uwieść słowem, czyli retoryka stosowana

 	P. PIRECKI: Oblicza dawnej i współczesnej retoryki. „Nowe Książ.” 2004 nr 8 [dot. także: Retoryka w Polsce oraz Prace redakcyjne poz. 16].
</document>
<document nplp_id="3048" title="Andrzej LITWORNIA" slug="andrzej-litwornia">1943-2006

Krypt.: A.L.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 5 października 1943 w Tarnowie; syn Kazimierza Litworni, urzędnika, i Zofii Murawa, farmaceutki. Do szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego uczęszczał w Twardogórze (woj. wrocławskie). Od 1957 należał do ZHP. Po zdaniu matury w 1961 studiował polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.); w 1966 uzyskał magisterium. W tymże roku rozpoczął pracę na UWr. jako asystent, a od 1968 starszy asystent w Katedrze Literatury Polskiej (od 1971 Instytut Filologii Polskiej) na Wydziale Filologicznym. Działał w uczelnianym ZNP. Debiutował w 1967 skrótem pracy magisterskiej pt. Stefan Grabowiecki. (Zarys biograficzny) opublikowanym w „Pracach Literackich” (t. 9 s. 31–81). Po 1970 wyjeżdżał kilkakrotnie na krótkie stypendia do Pragi, Brna i Jeny. Zamieszczał szkice i recenzje w „Pamiętniku Literackim” (w 1973-95 sporadycznie, następnie częściej). W 1974 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy Sebastian Grabowiecki. Zarys monograficzny (promotor prof. Czesław Hernas) oraz stanowisko adiunkta. W pracy badawczej zajmował się literaturą polską XVI i XVII wieku, a w późniejszych latach przede wszystkim polsko-włoskimi związkami kulturalnymi i literackimi. Od listopada 1974 do stycznia 1975 i ponownie od października 1975 do sierpnia 1978 był zastępcą dyrektora Instytutu Filologii Polskiej Uwr. (od stycznia do lipca 1975 przebywał w Rzymie jako stypendysta rządu włoskiego). Latem 1977 uczestniczył w letnim kursie języka i literatury włoskiej dla obcokrajowców zorganizowanym przez mediolański Università Cattolica del Sacro Cuore w Massa Marittima w Toskanii. W 1978 prowadził wykłady w Wileńskim Instytucie Pedagogicznym. W 1978–81 należał do kolegium redakcyjnego Wydawnictw Uniwersytetu Wrocławskiego. Był bibliofilem i kolekcjonerem książek (jego zbiór zawierał m.in. polskie starodruki, literaturę współczesną oraz specjalistyczną literaturę slawistyczną). Współpracował z wrocławskim ośrodkiem telewizyjnym, prowadząc własny program kulturalny Antykwariat. Odbywał podróże po Europie. Działał nadal w ZHP jako instruktor (podharcmistrz); w 1978 i 1979 był współorganizatorem obozów Chorągwi Wrocławskiej w Pesaro we Włoszech. W 1979-84 pracował na uniwersytecie „La Sapienza” w Rzymie jako lektor języka polskiego, a w 1984/85 jako profesor kontraktowy. Ze względu na zły stan zdrowia pozostał we Włoszech (na warunkach urlopu zdrowotnego) do 1989. Po powrocie do Wrocławia kontynuował pracę na UWr. W październiku 1990 objął lektorat języka polskiego na Uniwersytecie we Florencji. W 1992, po wygraniu konkursu na stanowisko profesora nadzwyczajnego języka i literatury polskiej, objął Katedrę Języka i Literatury Polskiej na Uniwersytecie w Udine. W 1993-95 był też profesorem języka i literatury polskiej na Uniwersytecie w Pizie. Należał do Associazzione Italiana dei Slavisti (od 1993) i Associazzione Italiana dei Ucraini (od 1996). Uczestniczył w życiu kulturalnym włoskiej Polonii (prelekcje, spotkania w radiu i telewizji z polskimi pisarzami i filmowcami, głównie z Gustawem Herlingiem–Grudzińskim i Andrzejem Wajdą, publikacje w prasie polonijnej). W połowie lat dziewięćdziesiątych nawiązał współpracę z Telewizją Polską jako współautor filmów poświęconych historycznym związkom między Włochami a Polską. Publikował artykuły i recenzje w czasopiśmie „Arkusz” (1995-2001). W 1998–2004 pełnił funkcję dyrektora uczelnianego Ośrodka Audio–Wizualnego Nauczania Języków Obcych w Udine. W 1999 wszedł w skład komitetu redakcyjnego czasopisma „Studia Mythologica”, wydawanego w Lublanie przez Słoweńską Akademię Nauk we współpracy z Departamentem Języków i Kultur Europy Środkowo-Wschodniej Uniwersytetu w Udine. Wyróżniony odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (1988) i Dyplomem Ministra Spraw Zagranicznych za wybitne zasługi dla promocji Polski w świecie (2005).

W 1969 ożenił się z Wiesławą Balcewicz, polonistką (rozwód w 1978); w 1983 zawarł związek małżeński z Krystyną Swaton z domu Schwarzer, magister sztuki, artystą plastykiem. Zmarł 16 marca 2006 w Udine; pochowany na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Spis lektur dla studentów Filologii Polskiej. Uniwersytet Wrocławski im. B. Bieruta, Instytut Filologii Polskiej. Wyd. nowe, zmien. Oprac.: A. Litwornia, G. Frydrychowicz ze współudziałem pracowników IFP. Wr. 1973, 188 s.
2. Sebastian Grabowiecki. Zarys monograficzny. Wr.: Ossol. 1976, 166 s. Stud. Staropolskie, t. 46.
Nagroda Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki III stopnia w 1977.
3. W Rzymie zwyciężonym Rzym niezwyciężony. Spory o Wieczne Miasto (1575-1630). Wwa: IBL PAN 2003, 220 s. Stud. Staropolskie Series Nova, t. 3.
4. „Dantego któż się odważy tłumaczyć?”. Studia o recepcji Dantego w Polsce. Wwa: IBL PAN 2005, 299 s. Stow. Pro Cultura Literaria; IBL PAN. Stud. Staropolskie Series Nova, t. 11.
Zawartość: Od Autora. – 1. Dante w kulturze przedrozbiorowej Polski: Wstęp; Czy Dante coś wiedział o Polsce?; Dante wśród koncyliarystów krakowskich początku XV w.; Wiadomość u Jana Długosza; Dwa nagrobki w kodeksie Jana z Olkusza; Dante wzorem wstępu do traktatu Parkosza?; Wirtualna recepcja poprzez zachowane w Polsce inkunabuły; Spadek zainteresowania poetą w kulturze Odrodzenia; Mikołaj Rej „polskim Dantem”; Dante w łacińskiej fraszce Jana Kochanowskiego; Epitafium w pielgrzymim raptularzu z końca XVI w.; „Durites” wśród „nie bardzo mądrych poetów”; Dzieła poety w szesnastowiecznych bibliotekach polskich; Łacińskie tercyny Socyna; Jan Szczęsny Herburt czytelnikiem Dantego; Dante na makaronicznym Parnasie; U Daniela Naborowskiego; W pismach Macieja Kazimierza Sarbiewskiego; W przewodnikach po Włoszech; Dante autorem w sporze o istotę szlachectwa; W parateatralnych dialogach; Echo „Boskiej Komedii”: W „Obleżeniu Jasnej Góry Częstochowskiej”; W „Rozmowach Artaksesa i Ewandra; W psalmodii Kochanowskiego; W „Rocznych dziejach kościelnych”; Pierwszy cytat z „Boskiej Komedii” w polskiej książce; Dante w jezuickich kompendiach czasów saskich: W podręczniku pokolenia oświeconych; W pismach Księcia Generała Ziem Podolskich; W dziele Ignacego Włodka; Na łamach „Monitora” i „Zabaw”; Wzmianka u Trembeckiego; W przewodniku po Włoszech księdza Kazimierza Kognowickiego; W zapiskach polskich podróżników końca XVIII w.; X[siążę] B[iskup] W[armiński] o Dantem; Dante republikański; Pierwszy polski pełny przekład „Boskiej Komedii”. – 2. Brukowanie piekła, czyli jak Polacy tłumaczyli pierwsze tercyny Dantejskiego „Inferno” (III 1-12): Wstęp; Józef Sękowski. Wilno 1817; Adam Mickiewicz. Odessa-Moskwa-Petersburg 1825-1829; Józef Krzeczkowski. Wilno 1842-1843; Ludwik Kamiński. Górki Boże (?) 1853; Julian Korsak. Strzała (?) – Sporów (?) 1860; Feliks Wicherski. Petersburg-Warszawa 1855-1856; Antoni Celiński. Ceków 1857; Antoni Stanisławski. Charków-Wilno 1862; Ksiądz Jan Guszkiewicz. Mantua-Revere 1862; Józef Ignacy Kraszewski. Drezno 1864 – Poznań 1869; Adam Asnyk. Warszawa 1877; [Alina Świderska. Warszawa 1921–1925]; Edward Porębowicz. Paryż 1893, Lwów-Warszawa 1899; Stefan Rawicz Dembiński. Florencja 1901-1903; Jan Kowalski. Płock 1932-1933; Witold Gombrowicz. Vence 1966; Tomasz Łubieński. Florencja-Warszawa 1986; Bernard Antochewicz. Wrocław 1984-1993; Jarosław Mikołajewski. Warszawa 1994; Stanisław Barańczak. (Newton, MA) 1994-1995; Agnieszka Kuciak. Poznań 1995-2002; Tomasz Węcławski. Poznań 2001; Czy uda nam się „zobaczyć gwiazdy”?
5. Rzym Mickiewicza. Poeta nad Tybrem (1829-1831). Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 389 s.

Rozprawy i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Kancjonał funeralny Perlitiusa z 1849 r. „Pr. Lit.” 1968 s. 121-131. – Problematyka lamentów chłopskich. W: Literatura i metodologia. Konferencje teoretycznoliterackie w Spale i w Ustroniu. Wr. 1970 s. 9-33. – Andrzej Dębowski – pisarz XVI wieku. Próba uściślenia biobibliografii. „Pam. Lit.” 1973 z. 3 s. 165-175. – [Hasła (61)]. W: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. T. 1-2. Wwa: PWN 1984-1985. Wyd. 2 tamże 1988. – Le delizie italiane negli stereotipi di opinioni dei polacchi del Seicento. W: Cultura e nazione in Italia e Polonia dal Rinascimento all’Illuminismo. Firenze 1986 s. 331-346. – I legami culturali tra Polonia e Italia. „Nipoti dell’Italia”. „Pagine della Dante” , Rzym 1987 ser. 2 nr 3 s. 1-11. – Bernard Zaydler i jego włoska historia Polski. Informationes. „Informationes. Biul. Papieskiego Inst. Studiów Kościelnych w Rzymie” 1989 s. 145-158. – Dante w kulturze staropolskiej. Stulecia XV-XVI. „Pam. Lit.” 1990 z. 2 s. 167-208. – La prima guida di Roma in lingua polacca (1614). „Alma Roma” 1991 nr 1/2 s. 37-44. – „Grand Tour” alla polacca. Il viaggio dei fratelli Kryski in Italia. W: L’Est europeo e l’Italia. Immagine e rapporti culturali. Genève 1995 s. 203-222 [dot. podróży braci Kryskich do Włoch w 1581-1586]. – I polonica cinquecenteschi negli antichi libri lauretani. W: Memor fui dierum antiquorum. Studi in memoria di Luigi de Biasio. Udine 1995 s. 283-300 [rekonstrukcja zasobu przedmiotów złożonych przez pol. ofiarodawców w sanktuarium w Loreto]. – Le traduzioni dell’ „Inferno” III, 1-9 in Polonia cice: „Per me ... lasciate ogni speranza”. W: Cultura e traduzione. Varsavia, Roma 1995 s. 31-42 [przegląd pol. przekładów „Boskiej komedii” Dantego]. – La tragedia ungherese dell’56 nella cultura della Polonia 1956-1986. W: Ungheria 1956. La cultura si interroga. Messina 1996 s. 333-351 [pol. echa lit. interwencji sowieckiej na Węgrzech w 1956]. – Włoskie poezje na upadek Rzeczypospolitej Krakowskiej. W: „W krainie pamiątek”. Prace ofiarowane profesorowi Bogdanowi Zakrzewskiemu w osiemdziesiątą rocznicę urodzin. Wr. 1996 s. 241-259. – Note sulle tradizioni traslatorie dell’epigramma di Vitalis in Polonia. W: Polonia, Italia e culture slave. Aspetti comparati tra storia e contemporaneità. Varsavia 1997 s. 68-76. – Ryszard Kazimierz Lewański (24 listopada 1918-30 maja 1996). „Pam. Lit.” 1997 z. 4 s. 229-234. – Il „Dott. Bernardo Zaydler Polacco”. [Współaut.:] A. Lucarini. W: La Polonia, il Piemonte e Italia. Omaggio a Marina Bersano Begey. Alessandria 1998 s. 123-138. – Na murach Sigetu, w okopach Chocimia, na wałach Częstochowy. W: Z ducha Tassa. Katow. 1998 s. 167-186. – Nad tekstem Mickiewicza „Śniła się zima...”. „Pam. Lit.” 1998 z. 2 s. 29-58. – Zapomniany vasarysta staropolski o. Ludwik Elbing (1670-1727) OFM. W: Artes atque humaniora. Studia Stanislao Mossakowski sexagenario dicata. Wwa 1998 s. 299-309. – La percezione della Croazia in Polonia tra Medioevo e Settecento. W: Introduzione alla studio della lingua, letteratura e cultura croata. Udine 1999 s. 23-34 [wiadomości o Chorwacji w Polsce XV-XVIII w.]. – „Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału”. W: „Pan Tadeusz” i jego dziedzictwo. Poemat. Kr. 1999 s. 132-164. – Il Friuli, una promessa tradita. Echi letterari dell’anabasi dei Cosacchi di Krasnov. W: Miti antichi e moderni fra Italia e Ucraina. Padova 2000 s. 232-243. – [Hasła (5)]. W: Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny. T. 1-2. Wwa 2000. – I polacchi sulle strade del Friuli –Venezia Giulia. [Wstęp hist. do:] La porta d’Italia. Diari e viaggiatori polacchi in Friuli-Venezia Giulia dal XVI al XIX secolo. Udine 2000 s. 45-68. – Jezuickie epitafia Rzymowi. W: Barok w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Wwa 2000 s. 255-267. – Kazimierza Kognowickiego opis Friuli z 1782 roku. W: Studi in memoria di Neva Godini. Udine 2001 s. 247-257. – I Russi in Val Resia? W: Studi in Ricardo di Guido Barbina. Est-Ovest. Udine 2001 s. 91-99. – Echo Sannazzara w „Dziadach”. „Pam. Lit.” 2002 z. 1 s. 163-171. – Konteksty włoskich wierszy Juliana Przybosia. W: Stulecie Przybosia. Pozn. 2002 s. 117-136. – Najświętsza Panna „Kwietnia” w Soplicowie. „Pam. Lit.” 2002 z. 3 s. 203-220. – Samsonowy oręż Gaudentego. W: Świt i zmierzch Baroku. Lubl. 2002 s. 435-460 [dot.: H. Falęcki: O wojsku serdecznych afektów]. – Il viaggio per mare nella letteratura polacca preromantica. W: Da Ulisse a ... (il viaggio per mare nell’immaginario letterario e artistico). Genova 2003 s. 13-24 [opinie o podróżowaniu przez morza w przedrozbiorowej Polsce]. – Petrarka w kulturze przedromantycznej Polski. Rekonesans. W: Barok polski wobec Europy. Kierunki dialogu. Wwa 2003 s. 333-363. – Il Petrarca dei polacchi. „In Forma di Parole”, Bolonia 2004 t. 2 z. 2. s. 673-699 [tu także antologia poezji włoskiej w przekł. pol.: Il petrarchismo polacco. [Wyd.] A. Litwornia. [Przeł.:] L. Cresci, L. Masi, A. M. Raffo, s. 629-671]. – Czesław Hernas. „Pam. Lit.” 2005 z. 2 s. 255-263. – Itinerarii tra Venezia e Vilnius dal 500’ al. 700. W: Da Aquileia al Baltico attraverso i Paesi della nuova Europa. Mariano del Friuli 2005 s. 83-85. – Nocne rodaków rozmowy nad Arnem. W: Mit jedności słowiańsko-romańskiej w życiu i twórczości Adama Mickiewicza. Konfrontacje polsko-włoskie w 150 rocznicę śmierci poety. Wwa 2005 s. 47-64 [dot. pobytu A. Mickiewicza we Florencji w 1829/1830]. – S.F. Klonowica „Dworstwo obyczajów dziecińskich dziatkom” na polskie przełożone z Lorychiusa i Erazma. W: Per Jan Ślaski. Scritti affarti da magiaristi, polonisti, slavisti italiani. Padova 2005 s. 255-265. – Mickiewicz w Rzymie. W: Mickiewicz we Włoszech. W 150. rocznicę śmierci poety. Łomianki 2006 s. 45-56.

Nadto współudział autorski w filmach telewizyjnych (pomysł, prowadzenie i teksty prowadzącego): TVP Wr. oraz Q.B.A. Kubiak na zlecenie Działu Form Dokumentalnych Programu 2 TVP SA: Podróże Polaków do Włoch. Scenariusz i realizacja: S. Pater. 1995; Polacy i Włosi wizerunek wzajemny. Scenariusz i realizacja: S. Pater. 1995; Professore Polacco. Scenariusz i realizacja: S. Pater. 1995, – TVP Wr. dla Programu TVP Edukacyjnej: Cny język Polaków. [8 odcinków]. Scenariusz i reż.: P. Załuski. Konsultacja nauk.: A. Litwornia, A. Zawada. 1999, – TVP Wr. dla TVP 2: Kalwaryjskie peregrynacje Polaków. Reż.: P. Załuski. 2003; Opowieść włoska. Reż.: P. Załuski. 2003; Herling. Fiołki w Neapolu. Reż.: T. Orlicz. 2004.
Przekłady
1. B. Geremek: I bassifondi di Parigi nel Medioevo. Il mondo di François Villon. [Przeł.:] R. Panzone, A. Litwornia. Roma, Bari: Editori Laterza 1990, 302 s.
Tytuł pol. oryginału: Życie codzienne w Paryżu Franciszka Villona.
2. S. Kobielus, Z. Bania: Częstochowa. La Madonna di Jasna Góra. [Przeł.:] A. Litwornia, I. Pawłowska, F. Tucci. Verona: Edizioni Futuro 1992. [Inf. A. Litwornia].
Tytuł oryginału: Częstochowa. Seminarium Jasnogórskie.
3. A. Mączak: Viaggi e viaggiatori nell’Europa moderna. [Przeł.:] A. Litwornia, R. Panzone. [Red. i uzup. bibliogr.] A. Litwornia. Bari, Roma: Laterza 1992, 517 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1994, wyd. 3 2000, wyd. 4 2002.
Tytuł pol. oryginału: Życie codzienne w podróżach po Europie.
4. F. Papafava, G. Manuzutto: Rzym i Watykan. Firenze: Scala 1993. [Inf. A. Litworni].
5. L. Monai Spinozzi: Il Glossario del dialetto del Torre di Jan Baudouin de Courtenay. [Przeł. z pol.] A. Litwornia. Udine: Consorzio Universitario del Friuli 2009, 697 s. + 1płyta (CD-ROM).

Zob. też Prace redakcyjne poz. 2.
Prace redakcyjne
1. S. Piekut: Pod krwawym niebem. Z Polski do Rosji Stalina. [Red. i uzup. tekstu:] A. Litwornia. Londyn: Pol. Fundacja Kult. 1986, 119 s.
2. La porta d’Italia. Diari e viaggiatori polacchi in Friuli-Venezia Giulia dal XVI al XIX secolo. [Red.:] L. Burello, A. Litwornia. [Przeł.:] A. Litwornia, L. Burello. Udine: Forum – Ed. Univ. Udinese 2000, 379 s.
Antologia 50 opisów regionu sporządzonych w latach 1575-1888 przez pol. podróżników. – Tu także A. Litwornia wstęp historyczny.
3. Da Aquileia al Baltico attraverso i Paesi della nuova Europa. [Wyd.:] A. Litwornia, G. Nemeth, A. Papo. Udine, Mariano del Friuli: Edizioni della Laguna 2005. [Inf. A. Litworni].
4. Per Jan Ślaski. Scritti affarti da magiaristi, polonisti, slavisti italiani. [Red.:] A. Ceccherelli, D. Gheno, A. Litwornia, M. Piacentini, A.M. Raffo. Padova: Unipress 2005, XXVIII, 440 s. Publicazione del Dipartimiento di Lingue e Letterature Anglo-Germaniche e Slave dell'Università di Padova, 12.

Zob. też Przekłady poz. 3.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2005 oraz inf. żony, K. Schwarzer-Litwornia.
 	Publikacje naukowe profesora Andrzeja Litworni. „Barok” 2006 nr 2 [bibliografia podmiotowa 1967-2006 oraz filmografia].
 	Bibliografia di Andrzej Litwornia. W: Italia Polonia Europa. Scritti in memoria di Andrzej Litwornia. Roma 2007.
 	M. PACHOLAK: Profesor Andrzej Litwornia (1943-2006). Materiały do biobibliografii. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2010 nr 50.

Ogólne

 	Italia Polonia Europa. Scritti in memoria di Andrzej Litwornia. [Red.:] A. Ceccherelli [i in.]. Roma 2007 [tu art. poświęcone A. Litworni: S. Graciotti: Ciao, ciao, serwus, Andrzej Litwornia; G. Franczak: Un bibliofilio che i libri li leggera; E. Balcerzan: Komparatystyka według Andrzeja Litworni].
 	E. BALCERZAN: Późna przyjaźń. Pamięci Andrzeja Litworni. „Teksty Drugie” 2006 nr 6.
 	B. LATAWIEC: BALCERZAN: Późna przyjaźń. Pamięci Andrzej Litwornia. „Odra” 2006 nr 4.
 	A. NOWICKA-JEŻOWA: Andrzej Litwornia. „Barok” 2006 nr 2.
 	M. POPIEL: Andrzej Litwornia. „Ruch Lit.” 2006 z. 4/5.
 	L. ŚLĘKOWA: Andrzej Litwornia. „Pam. Lit.” 2006 z. 3.
 	M. PACHOLAK: „Fondo Litwornia”. „Arch. Emigracji” 2009 z. 1 [spraw. z prac nad zinwentaryzowaniem zespołu materiałów archiwalnych A. Litworni w Udine].
 	J. ŁUKASZEWICZ: Z Uniwersytetu Wrocławskiego na Uniwersytet w Udine: „Andreas Utinensis Polonus”. „Italica Wratisl.” 2014 [nr] 5.

Sebastian Grabowiecki

 	J. ŚLASKI. „Nowe Książ.” 1977 z. 5.
 	A. LIPATOV. „Referatnyj Žurnal” ser. 7 „Literaturovedenie”, Moskwa 1978 nr 3.
 	A. LIPATOV: U istokov polskogo barokko. „Sovetskoe Slavânovedenie”, Moskwa 1979 z. 2 – J. NOWAK. „Ruch Lit.” 1980 z. 2.

W Rzymie zwyciężonym Rzym niezwyciężony

 	A. CECCHERELLI. „Ricerche Slavistische, Seria Nova”, Rzym 2003.
 	T. CHYNCZEWSKA–HENNEL. „Pam. Lit.” 2004 z. 3.
 	T. ULEWICZ. „Ruch Lit.” 2004 z. 2.

La porta d’Italia.

 	J. MOSKWA. „Rzeczpospolita” 2001 nr 6.
 	A. ZANNINI. „Societa e Storia”, Mediolan 2001 nr 94.
 	O. Płaszczewska. „Pam. Lit.” 2004 z. 3.
</document>
<document nplp_id="3049" title="Tadeusz SŁAWEK" slug="tadeusz-slawek">ur. 1946

Historyk i teoretyk literatury polskiej i anglojęzycznej, poeta, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 5 grudnia 1946 w Katowicach; syn Tadeusza Sławka, ekonomisty, i Anny z domu Karwaniak. Uczył się w III Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Katowicach; w 1964 zdał maturę. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. W tym okresie rozpoczął twórczość poetycką; w 1969 za wiersz pt. Labirynt podziemny otrzymał III nagrodę w konkursie Złotej Lampki Górniczej. Interesował się muzyką bigbitową. Włączył się w działania kręgu artystycznego katowickiego undergroundu, związanego ze środowiskiem pracowni malarza i performera, Andrzeja Urbanowicza i działalnością grupy malarskiej „Kręgu Oneiron”. Na trzecim roku polonistyki podjął także studia z zakresu filologii angielskiej na UJ. Wraz z kolegami utworzył pod przewodnictwem prof. Przemysława Mroczkowskiego Teatr Studentów Anglistyki przy UJ, w którym wystawiano przedstawienia w języku angielskim, m.in. zagrał rolę księcia w komedii pt. As You Like It W. Shakespeare’a. W 1969 debiutował w druku, zamieszczonym w „Życiu Literackim” (nr 30), felietonem pt. Studenci w Bazylei, relacjonującym występy Teatru w Szwajcarii. W 1969 uzyskał magisterium z filologii polskiej na podstawie rozprawy pt. Stanisław Brzozowski i kultura angielska (promotor prof. Henryk Markiewicz), a w 1971 z anglistyki na podstawie pracy poświęconej Williamowi Blake’owi (promotor prof. Claire Dąbrowska). Następnie powrócił do Katowic, gdzie został zatrudniony jako lektor języka angielskiego w Studium Języków Obcych na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.). W 1972 założył wraz z historykiem sztuki Stanisławem Piskorem, polonistą Włodzimierzem Paźniewskim i anglistą Andrzejem Szubą – Grupę Poetycką Kontekst. Po zakończeniu jej działalności w 1981, był członkiem komitetu redakcyjnego organu grupy, almanachu literacko-artystycznego pt. „Studio” (do 1986 ukazało się 8 tomów), w którym zamieszczał przekłady i wiersze (1982, 1984-85). Jako tłumacz debiutował w 1973 na łamach „Poezji” (nr 4) przekładami wierszy Richarda Brautigana pt. Autostopowicz z Galilei i Allena Ginsberga pt. Kalifornijski supermarket, a jako poeta wierszem pt. Lekcja anatomii, opublikowanym w 1974 w „Poglądach” (nr 23). Utwory poetyckie, prozę, artykuły, przekłady i recenzje publikował także w pismach: „Literatura na Świecie” (1974-2003, z przerwami) i „Nowy Wyraz” (1974-75, 1979, 1981). W 1977, jako uczestnik ruchu jazz &amp;amp; poetry, podjął współpracę z kontrabasistą Bogdanem Mizerskim, wykonując wspólnie z nim recitale muzyczno-poetyckie tzw. „eseje na głos i kontrabas” w ramach Dźwiękowego Teatru Interpretacyjnego (ok. 200 koncertów; w 1995-2002 powstały też nagrania na taśmie magnetofonowej i płytach kompaktowych, wydanych przez wytwórnię B. Mizerskiego OFF Records). Równocześnie kontynuował pracę badawczą w zakresie historii literatury angielskiej i amerykańskiej oraz teorii literatury. W 1978 uzyskał na UŚl. doktorat na podstawie rozprawy Wnętrze. Z problemów doświadczenia przestrzeni w poezji (promotor prof. Ireneusz Opacki). Od końca lat siedemdziesiątych przez około piętnaście lat prowadził wraz z Wojciechem Kalagą, Emanuelem Prowerem i Tadeuszem Rachwałem seminarium interdyscyplinarne Er(r)go; jego pokłosiem było pięć książek zbiorowych (wyd. 1985-90), które redagował wspólnie z W. Kalagą. Przebywał dwukrotnie na University of California w San Diego – jako stypendysta Fundacji Fulbrighta (1979/80) i American Council of Learned Societies (1989/90). W 1984 wykładał jako visiting professor na University of East Anglia w Norwich. Wraz z Krzysztofem Knittlem i Mieczysławem Litwińskim tworzył w 1985-87 zespół muzyczny Light from Poland. W 1986 zamieszkał w Cieszynie. W tymże roku habilitował się na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu na podstawie rozprawy The Outlined Shadow. Phenomenology, Grammatology, Blake, po czym otrzymał stanowisko docenta na Wydziale Filologicznym UŚl. W 1990-93 należał do Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN. W 1990-96 przewodniczył Cieszyńskiemu Towarzystwu Oświatowemu. W 1991 został członkiem SPP. W 1991-94 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Filologicznego UŚl. Publikował recenzje, artykuły i przekłady w „BruLionie” (1989-92), „NaGłosie” (1993), „Kresach” (1995), „Śląsku” (1998, 2002-03, 2007), „Tygodniku Powszechnym” (stała współpraca od 1998); za opublikowany w tym piśmie artykuł pt. Osamotnienie żałoby (2007 nr 31) otrzymał w 2007 nagrodę Grand Press w kategorii publicystyka. W 1992 uzyskał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora nadzwyczajnego, a w 1999 profesora zwyczajnego UŚl. Wykładał jako visiting professor na Università degli Studi di Napoli Federico II w Neapolu (1992) i Stanford University (California; 1994-95). W 1993 został członkiem Stowarzyszenia Nauczycieli Akademickich Filologii Angielskiej. Pełnił funkcję kierownika Zakładu Historii Literatury Angielskiej, wicedyrektora Instytutu Filologii Angielskiej i Językoznawstwa Ogólnego UŚl. W 1996-2002 był rektorem UŚl.; równocześnie pełnił funkcje prezydenta Regionalnej Konferencji Rektorów Uczelni Akademickich (1996-2002) oraz wiceprzewodniczącego Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich (1999-2002). W 2002-12 był kierownikiem nowo powstałej Katedry Literatury Porównawczej na Wydziale Filologicznym UŚl. Był członkiem Prezydium Komitetu „Polska w Zjednoczonej Europie” PAN i Prezydium Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Otrzymał nagrody Rektora UŚl. (kilkakrotnie), Ministra Edukacji Narodowej, w 2000 Nagrodę im. Wojciecha Korfantego, przyznaną przez Związek Górnośląski, w 2002 za szczególne zasługi dla regionu nagrodę „Lux ex Silesia” i Nagrodę Specjalną „Czarnego Diamentu”, ufundowaną przez Izbę Przemysłowo-Handlową Rybnickiego Okręgu Przemysłowego, a w 2003 za całokształt twórczości Literacką Nagrodę Solidarności. W 2003 zaczął też prowadzić w Radiu eM własną audycję muzyczną pt. Uszy duszy (od 2015 w Radiu Katowice). W 2005 został redaktorem naczelnym pisma „Civitas Mentis” (do 2007; opublikowano dwa tomy) i redaktorem serii pt. Komparatystyka Literacka i Kulturowa, wydawanych przez Wydawnictwo UŚl. w Katowicach. W 2006-13 pełnił funkcję kierownika Katedry Interdyscyplinarnych Badań nad Językiem na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera. W 2009 został członkiem jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. W 2009-2011 pełnił funkcję szefa rady programowej kandydatury Katowic do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. W 2012 zaczął prowadzić wykłady w Instytucie Filologii Wyższej Szkoły Humanitas w Sosnowcu. Artykuły i recenzje publikował w „Przeglądzie Filozoficzno-Literackim” (2008, 2010) „Gazecie Wyborczej” (2011, 2014), „Opcjach” (2011, 2014), „Znaku” (2011-12, 2015, 2017), „Nauce” (2013), „Przeglądzie Politycznym” (2014), „Respublice” (2014), „Herito” (2015), „Czasie Kultury” (2015) oraz w „Tyglu Kultury” (2015). W 2013 „za wybitne zasługi w dziedzinie literackiej i naukowej, a także za ekumeniczne postawy w pisarskiej twórczości” otrzymał „Śląski Szmaragd” przyznany przez Kościół Ewangelicko-Augsburski w Katowicach. W 2015 wszedł w skład Kapituły Nagrody im. Pierwszego Rektora Uniwersytetu Łódzkiego profesora Tadeusza Kotarbińskiego. W 2017 za całokształt twórczości otrzymał Nagrodę im. A. Mickiewicza, przyznaną przez jury Poznańskiej Nagrody Literackiej. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (2016) oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2016).

W 1972 ożenił się z Ewą Romankiewicz, polonistką. Od 2000 mieszka w Cisownicy koło Goleszowa pod Cieszynem.
TWÓRCZOŚĆ

 	Grand Circus Hotel. [Wiersze]. Katow.: Oddz. ZLP 1977, 16 s.
 	Spór o poezję. [Szkice; współaut.:] W. Paźniewski, S. Piskor, A. Szuba. Pod red. S. Piskora. Kr.: WL 1977, 170 s.
Tu T. Sławka: O istocie poezji konkretnej, s. 33-46; Słowo i budowla, s. 47-56; Konwencja i tworzywo poety, s. 72-80 [dot. A. Bursy]; Sztuka słowa, sztuka życia, s. 87-97.
 	Staw. [Wiersze]. Kr.: WL 1982, 53 s.
Zawartość: Staw. – Wiersze o spokoju: 1-14. – Pieśni Apoloniusza z Tiany. (W uzupełnieniu do Charlesa Olsona), – oraz cykl wierszy o J.A. Gnykciu.
 	Wnętrze. Z problemów doświadczenia przestrzeni w poezji. Katow.: Wydawn. UŚl. 1984, 234 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 527. Rozprawa doktorska. – Zawartość: Kilka uwag o istocie wnętrza; Tajemnica i wyjawienie. (O przestrzeni baroku i oświecenia); Pustka wielkiego magazynu. (O przestrzeni modernizmu); Przepływ i kwitnienie. (Doświadczenia przestrzenne surrealizmu, Rainera Marii Rilkego i współczesnych).
 	Rozmowa. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 1985, 66 s.
 	The outlined shadow. Phenomenology, grammatology, Blake. [Eseje]. Katow.: Wydawn. UŚl. 1985, 159 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,727.
Rozprawa habilitacyjna. – Zawartość: I. The (pre) face of the text; II. Voice as understanding; III. Drawing as Weltanschauung/Weltanschauung as drawing.
 	Oczy to nie wszystko. [Opowiadania dla dzieci]. Katow.: Śląsk 1988, 57 s.
Zawartość: Wszyscy są tak samo ważni; Moje drogie strachy i cienie; Kłótnia nóg; Wszyscy jesteśmy biali jak śnieg; Historia o człowieku, który bez przerwy mył ręce; Ołówek ma czarną stopę; Pisanie jest budowaniem domu; Oczy to nie wszystko; Świat ma miękkie brzegi; W łóżku leżenie; Z księżycem gadanie.
 	Między literami. Szkice o poezji konkretnej. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1989, 148 s.
Dot. S. Dróżdża.
Zawartość: Filozofia spójnika i poezja negatywności; Konkret i różnica; Chłodnym okiem; Słowo i fotografia; „Wszystko z wszystkiego”. Wrocławska kontynuacja poezji; Maszyna czasu. Technika i iluzja obecności; Sztuka nieobecności; Gest i cierpienie. Teksty cyfrowe Stanisława Dróżdża; Sztuka mądrego konkretu; Zestaw pierwszej pomocy.
 	Andrzej Szewczyk. Manuskrypty = Manuscripts. Galeria Starmach, V-VI 1990. [Katalog wystawy]. Tekst T. Sławek. Kr.: Druk. Wydawn. im. W.L. Anczyca 1990, [12] s.
 	The dark glory. Robinson Jeffers and his philosophy of Earth time &amp;amp; things. [Eseje]. Katow.: Wydawn. UŚl. 1990, 152 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1086.
Zawartość: 1. Landscape; 2. Landscape &amp;amp; time; 3. Gathering sticks; 4. Romanticism &amp;amp; the minimal difference; 5. Earth, world &amp;amp; the trick of nature; 6. Perspective; 7. Man; 8. Man &amp;amp; time; 9. The moment of destruction; 10. The dark glory; 11. The sense of En-DING.
 	„Lines, planes and solids”. Studies in the seventeenth-century writings. [Współaut.:] T. Rachwał. Katow.: UŚl. 1992, 102 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1256.
 	Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii Jacquesa Derridy. [Eseje; współaut.:] T. Rachwał. Wwa: Ofic. Literatów „Rój” 1992, 245 s.
Zawartość: I. Przedsłowie. – 1. J.D. [Jacques Derrida]; 2. Pionki i królowe; 3. Derrida i Nietzsche; 4. Derrida i Wittgenstein; 5. Derrida i [H.] Vaihinger; 6. Derrida i krytyka literacka. – II. Posłowie. – 1. Pióro; 2. Korzeń; 3. Wstęp i suplement; 4. Dzień Kartezjusza; 5. Kłącze; 6. Edyp; 7. Od początku; 8. Granice stylu; 9. Stylita; 10. Podzwonne; 11. Fragment większej całości.
 	Sfera szarości. Studia nad literaturą i myślą osiemnastego wieku. [Eseje; współaut.:] T. Rachwał. Katow.: Wydawn. UŚl. 1993, 184 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1359.
Zawartość: Wnętrze, czyli o środku [dot.: A. Pope: Duncjada]; Wyjście, czyli o przerastaniu [dot.: Ch. Smart: Pieśń do Dawida]; Woal, czyli o prześwitywaniu (interludium); Oko, czyli Blake i „szara godzina” [dot.: W. Blake: Małżeństwo nieba i piekła]; Interludium [dot. relacji między Blake’em a Swedenborgiem]; Ucho, Swedenborg i mowa aniołów; Język, czyli [J.J.] Rousseau, [W.] Sheridan i „źródło”.
 	Człowiek radosny – Blake, Nietzsche. [Eseje]. Kielce: Szumacher 1994, 46 s. Spotkania z Lit.
 	O głodzie. Wiersze. Katow.: Śląsk 1994, 77 s.
 	Literary voice. The calling of Jonah. [Eseje; współaut.:] D. Wesling. Albany, NY: State University of New York Press 1995, XII, 238 s. SUNY Series, the Margins of Literature.
Zawartość: 1. Toward a philosophy of literary voice; 2. Fish and bird: Minimal articulation; 3. Early modern speaking subjects; 4. Bardic voice: Vestiges of the oral and the national [tu m.in. szkic: The exiled voice in Adam Mickiewicz’s „Pan Tadeusz”]; 5. De-tonation: another mode of the minimal; 6. Reading the de-toned text.
 	Geometry, winding paths and the mansions of spirit. Aesthetics of gardening in the seventeenth and eighteenth centuries. [Eseje; współaut.:] D. Jarrett, T. Rachwał. Katow.: Wydawn. UŚl. 1997, 204 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1659.
Zawartość: 1. „The Gentleman’s delight”. Rapin and the politics of the garden; 2. A path of the spirit. Jacques Delille’s gardens; 3. A traveller in one’s garden. Connecting, collecting and art; 4. From heaven to Hyde Park corner. Cultural and sculptural reproduction; 5. The presence of a painter. Fragonard, Hume and the Swing.
 	Pięć esejów o gościnności. [Proza poetycka]. Red.: D. Rott. Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej; Fundacja „Pallas Silesia” 1999, 28 s. Bibl. Fundacji „Pallas Silesia”, 4.
Zawartość: I. Immanuel Kant w Królewcu; II. -Bez…; III. Wszystko jedno; IV. Hölderlin w swej wieży; V. „Gościnne izby, stoły lodowca”. (Wers wzięty z Paula Celana).
Adapt. teatr.: Wyst.: Muz.: B. Mizerski. Pszczyna, III Dialogi Poezji i Muzyki PLESNA CIVITAS w „Izbie u Telemana” 1999.
 	Podróż czterech mężów z Nysy do Barda Śląskiego. [Opowiadanie]. Pszczyna: Tow. Miłośników Ziemi Pszczyńskiej; Fundacja „Pallas Silesia” 2000, 25 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy pt. Podróż mistyczna z Nysy do Barda Śląskiego. [Muz.:] B. Mizerski. [Sosnowiec:] OFF Records 2000, 1 dysk optyczny (CD).
 	U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a. Katow.: Wydawn. UŚl. 2001, 608 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1994.
Zawiera części: I. Wyobraźnia; II. Morze. Ręka; III. Przyjaźń; IV. Myślenie płomieniste; V. Miasta; VI. Ameryka (Afryka) Bóg.
 	Antygona w świecie korporacji. Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych. Katow.: Wydawn. UŚl. 2002, 130 s. Wyd. 2 uzup. tamże 2002. Bibliotheca Alia Uniwersa,3.
 	Revelations of Gloucester: Charles Olson, Fitz Hugh Lane and writing of the place. Frankfurt am Main; Bern: P. Lang 2003, 273 s. Literary and Cultural Theory, 4.
 	Stanisław Dróżdż: Pojęciokształty. Poezja konkretna – słowa, zdania/cyfry, liczby – wzajemne przenikanie = Conceptiforms. Concrete Poetry-words, sentences/digit, numbers – interpenetrating. Galeria Foksal, czerwiec-sierpień 2005. [Katalog wystawy]. Tekst T. Sławek. Tłum.: J. Holzman. Wwa: Galeria Foksal MCKiS [Maz. Centrum Kultury i Sztuki] i Autorzy 2005, [32] s.
 	Olmaryja, czyli O miejscu. Esej na głos i kontrabas. Katow.: Muzeum Historii Katow.; Off Records 2006, 47 s. + płyta CD. Poezja Pol. Wyst. m.in.: Chorzów, T. Rozrywki 2005.
 	Żaglowiec, czyli Przeciw swojskości. Wybór esejów. Wybór: Z. Kadłubek. Słowo wstępne: J. Janeczek. Posł.: T. Rachwał. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 218 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2491.
Zawartość: Żółta ściana Vermeera, czyli sztuka i przyjaźń; Człowiek Bogu oporny. Czytając „Księgę Jonasza”; Bóg, przyjaźń, myśl. Czytając Blake’a i Miłosza; Miłosz, czyli o chrześcijaństwie; Otello, czyli o żywiołach; Przeciw swojskości. Piwnica i studnia; Zdrowie jako postawa wobec życia; Jacques Derrida albo etyka gościnności; Myślenie jako powinność egzystencjalna, czyli o tym, jak tradycja katolicka może wpływać na kształt badań literaturoznawczych; Komparatystyka, czyli powszechność literatury; Żaglowiec Nietzsche.
Wyd. jako dokument dźwiękowy eseju „Żaglowiec Nietzsche” z podtyt. Esej na głos i kontrabas. [Muz.:] B. Mizerski. [Sosnowiec:] OFF Records 2002, 1 dysk optyczny (CD).
 	Andrzej Szewczyk. Malarstwo na lustrach. [Katalog wystawy]. Galeria Foksal, luty-marzec 2007. Tekst: T. Sławek, J. Jedliński. Wwa: Galeria Foksal MCKiS [Maz. Centrum Kultury i Sztuki] i Autorzy 2007, [8] s.
 	Drzewo aniołów. Życie i śmierć Williama Blake’a. Esej na głos i kontrabas. Tekst, deklamacja T. Sławek. Muz.: B. Mizerski. Film i oprawa scenogr.: E. Satalecka. Praprem.: Katow., Malarnia T. Śląskiego 2007.
 	Ujmować. Henry David Thoreau i wspólnota świata. Katow.: Wydawn. UŚl. 2009, 379 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2726.
Przekł. ang.: Henry David Thoreau. Grasping the community of the world. [Przekł.] J. Ward. Frankfurt am Main 2014. Dis/Continuities, 7; wyd. jako dokument elektroniczny: Frankfurt am Main 2014, pliki w formatach PDF, EPUB, DOCx, TXT.
 	Kim jesteśmy? Fragmenty do poezji Georga Trakla. [Interpretacje]. Wstęp: Z. Kadłubek. Katow.: UŚl. 2011, 236 s.
Zawartość: Kim jesteśmy? / dom; (Dys)harmonie / Tamten; Skarga / flet; Cierpienie / cierń / zmartwychwstanie; Szaleństwo / ciemny szyb; Krew / bezwarunkowo / Ulalume; Więź / dawno / dziś; Pracujący; Miasto / brama / śmierć; Słuchać w ... / (w) imię / granica; Niesłychane / maska; Dzieciństwo / źródło / Do Joanny / Samotny; Krzyk; Skarga / zwierzę / melancholia; Obcy / poeta / ofiara; Meduza / Niobe / anioł; Lekcje młodości: Sebastian; Lekcje młodości: Kaspar Hauser; Lekcja młodości: Helian; Lekcja młodości: Elis; Wybrane wiersze Georga Trakla przywoływane w interpretacjach.
 	NICowanie świata. Zdania z Szekspira. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 388 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2937.
Nagroda przyznana przez „Lit. na Świecie” w kategorii eseju w 2013.
 	Oikologia. Nauka o domu. [Autorzy:] T. Sławek, A. Kunce, Z. Kadłubek. Katow.: Stow. Inicjatyw Wydawn. 2013, 196 s. Bibl. Kwart. Kult. „Opcje”.
Praca z zakresu filozofii. – Tu T. Sławka: Gdzie? s. 7-57; Mapa domu s. 74-141.
 	U-chodzić. Katow.: Wydawn. UŚl. 2015 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3310.
Zawiera eseje w częściach: Pierwsze kroki; Wielokropek.
 	Rozprawy i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Chłodnym okiem. (O poezji konkretnej). „Nowy Wyraz” 1978 nr 10 s. 53-66. – Poezja konkretna w tradycji metafizyki. W: Poezja konkretna. Wr. 1979 s. 1-22. – „Peace is a faire model…”. (A poem by Andrew Marcella interpreted). „Kwart. Neofil.” 1981 nr 3/4 s. 315-331. – Gest Wojciecha Czerniawskiego. (Dialektyka percepcji). „Integracje” 1982 nr 14 s. 31-37. – O pisaniu. „Studio” 1982 nr 2 s. 3-15. – Poezja konkretna a tradycyjna. (Problemy interpretacji). W: Poezja konkretna a tradycyjna. Wr. 1983 s. 42-65. – Szepty i krzyki. (Głos jako Istnienie/Istnienie jako Głos). W: Studies – analyses – interpretations 20 th century Anglo-American literature. Katow. 1984 s. 7-28. – Człowiek zraniony. Dwa tematy Szekspirowskie. W: Znak i semioza. Katow. 1985 s. 59-97 [dot.: Koriolan; Tytus Andronikus]. – Profesjonalizacja i ukonkretnienie. (Uwagi o angielskim przekładzie „Officina ferraria” Walentego Roździeńskiego). W: Nowe roździeńsciana. Wr. 1985 s. 87-98. – Filozoficzna podróż windą. Uwagi o elementach stylu Mirona Białoszewskiego (na przykładzie tomu „Odczepić się”). „Jęz. Artyst.” T. 4: 1986 s. 84-101. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 739. – Fikcja i troska. W: Znak, tekst, fikcja. Katow. 1987 s. 105-142. – Minotaur. (O czytelniku w pismach Nietzschego); „Czytająca list przy otwartym oknie” [dot. obrazu J. Vermeera van Delft]; Nawias. W: Tekst (czytelnik) margines. Katow. 1988 s. 138-163; 163-179; 202-212. – Vita femina. Dekonstrukcja jako styl krytyki. W: Interpretacje i style krytyki. Katow. 1988 s. 141-168. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 994. – Derrida, Diderot, Vermeer. Wymiana listów. „Twórczość” 1989 nr 8 s. 59-75. – A hammer of philosophy. The scene of violence in Nietzsche and Jeffers. W: „We are all Indians”. Katow. 1990 s. 20-33. – A topography of sign. W: Discourses, texts, contexts. T. 5. Katow. 1990 s. 128-138. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1084. – The character as reader. W: Discourse and gender. Katow. 1990 s. 40-55. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1059. – Kalibanizm. Filozoficzne dylematy tłumaczenia. W: Przekład artystyczny. T. 1. Problemy teorii i krytyki. Katow. 1991 s. 7-18. – D’abord l’à-bord: Conrad’s borrowed home. [Współaut.:] T. Rachwał. W: Conrad’s literary career. T. 1. Lubl.; New York 1992 s. 91-102. – Jerome Rothenberg – poezjo- i geografia. „Lit. na Świecie” 1992 nr 3 s. 113-121. – Morze i ziemia. Dyskursy historii. W: „Facta Ficta”. Katow. 1992 s. 33-53. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1239. – Poland: Jerome Rothenberg’s Reading of emptiness. „Polish-Anglosaxon Studies” 1992 t. 3/4 s. 207-218. – Tadeusz Różewicz: „Drzwi” do tłumaczenia. W: Przekład artystyczny. T. 4. Różewicz tłumaczony na języki obce. Katow. 1992 s. 7-16. – Ha, ha, He! Blake – album rodzinny. W: Podsłuchane zapisane. Katow. 1993 s. 46-55. – Kraina Jezior. William Wordsworth i romantyczna hermeneutyka „miejsca”. W: Znajomym gościńcem. Katow. 1993 s. 75-87. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1376. – „More than marriage”. The mechanisms of heterogeneity and interpretation in Blake and Nietzsche. W: The mechanisms of power. Katow. 1993 s. 57-71. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1337. – ORT/WORT. Nomadyzm jako strategia translacji. (Jak tłumaczyć to, co nieprzetłumaczalne). W: Przekład artystyczny. T. 5. Strategie translatorskie. Katow. 1993 s. 7-17. – „Post-modernizm” a re-wizja współczesności. Kilka uwag o Stanisławie Brzozowskim. W: Postmodernizm w literaturze i kulturze krajów Europy Środkowej. Ustroń 1993 s. 27-39. – Ornit(e)ologia. „FA-art” 1994 nr 4 s. 37-50 [dot. J. Derridy]. – [E.A.] Poe i filozofia plotki. W: Plotka. Katow. 1994 s. 26-37. – Vive la differAnce. Konserwatorium dekonstrukcji. „Kresy” 1994 nr 20 s. 131-140, przekł. białorus.: Vive la differAnce. Kanservatoryja dekanstrukcji. W: Byc' abo nja byc' sjarèdneèŭrapejcam. Minsk 2000 s. 345-361. – Dziesięć westchnień na temat starości; Senilizm. W: Starość. Katow. 1995 s. 144-145; 146-156. – Mnemosyne. O pamięci i zapomnieniu. „Kult. i Społ.” 1995 nr 1 s. 75-92. – O poezji Stanisława Barańczaka. „Postscriptum” 1995 nr 11/12 s. 17-27. – Saturniczy pątnik. (Robert Burton i jego „Anatomia melancholii”). „Lit. na Świecie” 1995 nr 3 s. 58-73. – „Tearing pleasures with rough strife”. Blake, Nietzsche, and Imagination. W: Studies in English and American literature and language. Kr. 1995 s. 79-94. – „Through the underwood of words to the clear blue”: [H.D.] Thoreau, [S.] Cavell, and the „Crystallization” of America. W: Canons, revisions, supplements in American literature and culture. Pozn. 1995 s. 47-72. – Anatomy and forgetfulness. Some themes of the postmodern. W: PASE papers in literature, language and culture. Wwa 1996 s. 43-58. – Aphrodite and USS „Enterprise”. Ian Hamilton Finlay, the garden, the suburban. W: Writing places and mapping words. Katow. 1996 s. 135-156. – „Our house has burnt”. (Beyond the dialectics of place and space). „Pr. Nauk. UŚl. 1996 nr 1521 s. 250-260. – „Sunny flocks” and the „hollow pit”. Blake’s „Book of Thel” and a question of sexuality. W: Representations of the erotic. Katow. 1996 s. 59-85, przedr. w: English studies at the University of Silesia. Katow. 2013 s. 287-311. – The Birth of Aphrodite. [Współaut.:] T. Rachwał. W: Representations of the erotic. Katow. 1996 s. 8-23. – The spirit of luxury: [W.] Shenstone, [J.] Delille, and the garden theory. W: Word, subject, nature. Katow. 1996 s. 56-69. – William Blake i piekielna po-etyka lektury. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1996 z. 1/2 s. 81-111. – Metamorphosis. Translation and philosophy. „Acta Univ. Nicolai Copernici. English Studies” 1997 nr 7 s. 111-124. – The eye and the body. Some remarks on the philosophy of the „Baba”. „Pr. Nauk. UŚl.” 1997 nr 1595 s. 338-354. – „The includible, the shining rails”. The dream of the railway in early modernity. W: From Norwid to Kantor. Wwa 1999 s. 71-94. – William Blake. Przyjaźń i nieposłuszeństwo. „Odra” 1999 nr 11 s. 35-43. – Demon [S.] Grabińskiego. Próba fenomenologii kolei żelaznej. W: Z problemów literatury i kultury XX wieku. Katow. 2000 s. 151-182. – Masło i próchno/łza. Blake i filozofia przyjaźni. „Er(r)go” 2000 nr 1 s. 59-71. – What is the text ABOUT? W: The evidence of literature. Lubl. 2000 s. 35-54. – Nasze powinności codzienne. „Res Publica Nowa” 2001 nr 10 s. 4-15. – Religia, czyli o konieczności nieposłuszeństwa i zapytywania. „Res Publica Nowa” 2001 nr 3 s. 100-108. – Widok z okna. (Zamiast wstępu). W: Stefan Szymutko: Nagrobek ciotki Cili. Katow. 2001 s. 7-17. – Dziwne piękno. Kilka uwag o prawdzie i kłamstwie. „Res Publica Nowa” 2002 nr 8 s. 15-25. – Swojskie i obce. Tradycja i awangarda w literaturze. W: Kultura polska. Katow. 2002 s. 181-198. – Prawdziwość żwiru. Rozważania Heaneyowskie na motywach Szekspira. „Lit. na Świecie” 2003 nr 11/12 s. 401-423. – Tu i tam. Pięć lekcji interpretacji. „Dialog” 2003 nr 5 s. 68-82. – Too old to rock and roll, too young to die. De-generacja. „Prz. Polit.” 2004 nr 66 s. 34-41. – Obrona Sokratesa, czyli uniwersytet w świecie usług. „Pr. Komis. Spraw Europejskich” 2005 t. 1 s. 69-82. – Czarne ściany. O jednym wierszu Juliana Kornhausera. „Topos” 2006 nr 3 s. 29-40. – Kontur i granica. Sztuka i myślenie o przyjaźni i różnicy. W: Historia sztuki po Derridzie. Pozn. 2006 s. 129-147. – Ethos and human connection. W:Ethos and exegesis. Katow. 2007 s. 7-18. – Genius loci jako doświadczenie; Miasto zapomniane przez Boga i ludzi i fragment z Horacego; Bowman, opodal farmy Chapmana, nad Bear River. Piaszczysta wyspa na Dunaju niedaleko Bratysławy. W: Genius loci. Studia o człowieku w przestrzeni. Katow. 2007 s. 5-28; s. 67-93; s. 130-153. – „Jak” ludzkiego ducha? „Horyzonty Wychow.” 2007 nr 12 s. 15-28. – Co między nami. O sztuce bycia razem. W: „Zesz. Nauk. Centrum Badań im. E. Stein” 2008 nr 4 s. 127-145. – Trakt starego człowieka. Próba polityki starości. W: Egzystencjalne doświadczenie starości w literaturze. Opole 2008 s.15-35. – U źródła. Rozważania hydrauliczne. „Prz. Filoz.-Lit.” 2008 nr 2/3 s. 111-128. – Uniwersytet, jego powaga i warunki. W: Fenomen uniwersytetu. Pozn. 2008 s. 85-105. – „Życie mgliście zarysowane”. Słowo i rysunek w pismach H.D. Thoreau. W: Między obrazem a tekstem. Łódź 2009 s. 159-179. – Na końcu świata. O filozofie jako byciu „między innymi”. „Prz. Filoz.-Lit.” 2010 nr 4 s. 473-495. – The Beatles: A story of certain illusions. W: Fifty years with the Beatles. Łódź 2010 s. 51-71. – Wieczór na Mississippi, czyli przyjaźń jako wstrząs. W: „Pozn. Studia Polonist.”2010 nr 17 s. 127-151. – Dlaczego czytamy Franza Kafkę? W: Podwójny agent. Portrety Kafki. Katow. 2012 s. 7-28. – Niewiele więcej. O powadze czytania. W: Czytanie ma sens. Pozn. 2012 s. 21-43. – „Śmierć to dialog”. Edgar Allan Poe, Emily Dickinson i „podchodzenie” śmierci. W: Wobec śmierci. Pozn. 2012 s. 135-153. – Teologia „braku”. O jednym wierszu Emily Dickinson. W: „Śl. Stud. Teol.-Hist.” 2012 nr 45 s. 94-109. – Bleak liturgies. Thinking faith in the unblest time. W: Więzi wspólnoty. Katow. 2013 s. 316-340. – Wyprawy do bieguna. O doświadczeniu tego-co-krańcowe = Expeditions to the pole. On the experience of what-is-extreme. W: Bieguny = Poles. Katow. 2013 s. 16-33. – Adres i wędrówka. Szkic oikologiczny. „Pr. Komis. Krajobrazu Kulturowego” 2014 nr 24 s. 65-76. – Unanimal mankind. Man, anima and the „organization” of life. „Studia Pedag.-Artyst.” 2014 t. 9 s. 89-107, przedr. w: The animals in us – we in animals. Frankfurt am Main 2014. – Jacques [Derrida] and the politics of melancholia. W: Marvels of reading. Katow. 2015 s. 117-127. – „Pauza w Przyzwyczajeniu”. O doświadczeniu krajobrazu = „A temporary cassation of habit”. On experiencing the landscape. [Przekł. z jęz. pol.:] J. Taylor-Kucia. „Herito” 2015 nr 2 s. 22-31. – Po ptokach. Dwadzieścia lat później. W: Ptaki. Przeploty. Katow. 2015 s. 255-279. – The tremulous word. On language in prayer. W: Breaking the silence. Frankfurt am Main 2015 s. 11-33. – The workers of the eleventh hour. Philology, comparative studies, and living – together. „Rocz. Komparatystyczny” 2015 s. 25-45. – Zawsze jest jakieś ale. Pinokio, czyli co to znaczy „wyjść na ludzi”. W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Katow. 2015 s. 331-347. – A crack in the shell. Reading a few lines from „King Lear”. „Anglica” 2016 vol. 25 cz. 3 s. 11-36 [dot. tragedii W. Shakespeare’a]. – Dylematy nowoczesności. Praca, gra, przyszłość. W: Kapitał, praca, człowiek. Wwa 2016 s. 57-69. – Przyjaźń, nadzieja, władza. Tolkienowska próba polityki szarej. W: [J.R.R.] Tolkien – mit, historia, literatura. Pozn. 2016 s. 13-31. – Nie będzie zysku, gdzie nie ma radości. Edukacja, jednostka, wspólnota. „Parezja” 2017 nr 1 s. 140-157 [dot. wykorzystania twórczości Shakespeare’a w edukacji]. – Uniwersytet. Kilka przypomnień. „Nauka”, Wr. 2017 [nr] 3 s. 23-33.

Przekłady

 	J. Dickey: Wnętrze rzeki. Wybór wierszy. Wybór, tłum. i wstęp T. Sławek. Kr.,Wr.: WL 1985, 73 s. Humanum Est.
 	T. Merton: Wieża Babel. (Moralitet). [Utwór dramatyczny]. „W Drodze” 1985 nr 6 s. 3-23.
 	J. Rothenberg: Okoliczności. [Wiersze]. Wybór i przekł. T. Sławek. Kłodzko: KKL [Kłodzki Klub Lit.] 1988, 27 s. Witryna Artystów.
 	Geografia z wyobraźni. (Antologia osobista). Wiersze poetów brytyjskich i amerykańskich. W tłum.: T. Sławka i A. Szuby. Katow.: SPP. Wydawn. 1991, 77 s.
 	W. Blake: Tygrys i inne wiersze. W przekł. T. Sławka. Katow.: Sfera 1993, 21 s.
 	T.M. Siara: Letters for the left hand. [Przeł. z pol.:] J. Sławek i T. Sławek. Katow.: Śląsk; Książnica 1997, [8] s., 57 k.
Tytuł oryginału pol.: Listy na lewą rękę.
 	L. Czuchajowski: Diverse are the ways of love. [Wiersze]. [Przeł. z pol.:] T. Sławek i T. Rachwał. Kr.: Arcana 2004, 129 s.
Nadto przekł. wierszy z jęz. pol. na ang. w: Contemporary East European poetry. [Oprac.] E. George. New York; Oxford 1993.

Prace redakcyjne

 	Znak i semioza. Z zagadnień semiotyki tekstu literackiego. Pod red. W. Kalagi i T. Sławka. Katow.: UŚl. 1985, 124 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 668.
 	Znak, tekst, fikcja. Z zagadnień semiotyki tekstu literackiego. Pod red. W. Kalagi i T. Sławka. Katow.: UŚl. 1987, 142 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 833.
 	Interpretacje i style krytyki. Pod red. W. Kalagi i T. Sławka. Katow.: UŚl. 1988, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 994.
 	Tekst (czytelnik) margines. Pod red. W. Kalagi i T. Sławka. Katow.: UŚl. 1988, 220 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 989.
 	Discourse and character. [Red.:] W. Kalaga i T. Sławek. Katow.: UŚl. 1990, 158 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1059.
 	Discourses, texts, contexts. [Red.:] W. Kalaga, T. Sławek. Katow.: UŚl. 1990, 168 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1084.
 	„We are all Indians”. Violence, intolerance, literature. [Red.:] W. Kalaga i T. Sławek. Katow.: UŚl. 1990, 125 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1123.
 	„Facta Ficta”. Z zagadnień dyskursu historii. Pod red. W. Kalagi i T. Sławka. Katow.: UŚl. 1992, 103 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1239.
 	Znajomym gościńcem. Red.: T. Sławek. Katow.: UŚl. 1993, 257 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1376.
 	Representations of the erotic. [Red.:] T. Rachwał, T. Sławek. Katow.: UŚl. 1996, 113 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1562.
 	Word, subject, nature. Studies in seventeenth and eighteenth-century culture. [Szkice]. [Red.:] T. Rachwał, T. Sławek. Katow.: UŚl. 1996, 209 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.,1557.
 	Writing places and mapping words. Readings in British cultural studies. [Red.:] D. Jarret, T. Rachwał, T. Sławek. Katow.: Wydawn. UŚl. 1996, 228 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1561.
 	Organs, organisms, organisations. Organic form in 19th-century discourse. [Red.:] T. Rachwał, T. Sławek. Frankfurt am Main: Peter Lang 2000, 211 s.
 	Spotkania Popiołkowskie. Pod red. D. Rotta i T. Sławka. Katow.: Stow. Przyj. UŚl.; Fundacja „Pallas Silesia” 2005, 114 s. UŚl. Wczoraj, Dziś, Jutro.
Materiały ze spotkań 18 X 2003 i 25 X 2004.
 	Genius loci w kulturze europejskiej – Kampania i Neapol. Szkice komparatystyczne. Pod red. T. Sławka i A. Wilkonia przy współudziale Z. Kadłubka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2007, 170 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2522.
 	Dystans i zaangażowanie. Wspólnota, literatura, doświadczenie. Antologia przekładów. Pod red. Z. Kadłubka i T. Sławka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2008, 156 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2609.
 	Wizerunki wspólnoty. Studia i szkice z literatury i antropologii porównawczej. Pod. red. Z. Kadłubka i T. Sławka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2008, 223 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2623.
 	Więzi wspólnoty. Literatura – religia – komparatystyka = The ties of community. Literature, religion, comparative studies. Red.: P. Bogalecki, A. Mitek-Dziemba, T. Sławek. Katow.: Wydawn. FA-art; UŚl. 2013, 430 s. Komparatystyka Lit. i Kulturowa.
Mater. z międzynarodowej konferencji, 16-17 XI 2012 , Katow.
Zob. też Przekłady poz. 1, 3.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Wywiady: Uniwersytet to miejsce solidarności. Rozm. M.M. Szczawiński. „Śląsk” 1996 nr 10; Znaki żłobione w powietrzu. Rozm. J. Gutorow. „Odra” 1997 nr 10; Gwiazda, której nie ma. Rozm.: B. Zaremba, J. Podsiadło. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 16; Trudne sprawy. Rozm. K. Drwal. „Śląsk” 2000 nr 10; Arogancja kłamstwa. Rozm. J. Makowski. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 17; Intelektualista niezależny. Rozm. A. Dorobek. „Akant” 2002 nr 4; Mistrz jako wicemistrz. Rozm. J. Klimczyk. „Res Publica Nowa” 2002 nr 11; O literaturze i nie tylko… Rozm. M. Gwiazda. „Plama” 2002 nr 1; Czytanie bywa okrutne. Rozm. J. Makowski. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 12; Laur honorujący moje porażki. Rozm. B. Gajdziszewska. „Tyg. Solidarność” 2003 nr 48; Brama Nic. Rozm. J. Makowski. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 16; Zbudujmy przychylną przestrzeń do życia. Rozm. D. Lubina-Cipińska. „Śląsk” 2006 nr 2; Spojrzenie z „rejsu żaglowcem Nietzsche”. Rozm. Z. Kresowaty. „Twórczość” 2010 nr 9; Nietakt kanap. Rozm. P. Mucharski. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 41; Zróbcie miejsce na karnawał. Nadzieja w czasach schyłku. Rozm. B. Strzelczyk. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 5.


 	WUP.

Ogólne

 	Polytropos. Na drogach Tadeusza Sławka = Tracing Tadeusz Sławeks's routes. [Księga pamiątkowa z okazji 70-lecia prof. T. Sławka]. Red.: P. Bogalecki, Z. Kadłubek, A. Mitek-Dziemba, K. Pospiszil. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 623 s. [Zawiera m.in.: Z. KADŁUBEK: Obywatel Ulisses, czyli najkrótszy toast; J. GUTOROW: Intensywność bycia. Tadeuszowi Sławkowi na urodziny; R. TERDIMAN: Thirty-four years. History (improbable); L. NEUGER: Podania, oświadczenia i ciasto; M.P. MARKOWSKI: From nation to fascination: a personal story; S. OBIREK: Niezłomna wiara w siłę słowa; K. ROLEDER: Tadeusz Sławek częściowo poznany; J. KUREK: Gniew, smutek i dobroć [dot. gł. Antygona w świecie korporacji]; M. MELECKI: Zatarcia; K. SIWCZYK: Przepastność; B. MYTYCH-FORAJTER: Uczyć się od dzieci [dot.: Oczy to nie wszystko]; T. RACHWAŁ: On all fours. On Manimals, Animots, and other creaturely beings; A. MITEK-DZIEMBA: Przemoc i piękno. O teologii i estetyce zwierząt na marginesie pisarstwa Annie Dillard oraz Tadeusza Sławka; G. MARSZOŁEK: The time being of Gary Snyder’s „Stories in the night”; A. CZARNOWUS: Boundaries and laughter in the „Chester Noah’s Flood”; J. JARNIEWICZ: Suplement do czerni i bieli albo wracając do Dróżdża [dot. komentarzy T. Sławka do twórczości S. Dróżdża]; K. POSPISZYL: Gdzie-nie-gdzie. Kilka refleksji o miejscach poruszonych [dot.: Oikologia]; A. GLEŃ: Co można nakazać własnemu językowi? Glosy do wiersza Tadeusza Sławka z tomu „O głodzie” [dot. wiersza o inc.: Słowa niech będą jak cokolwiek bądź…]; J. SOĆKO: „Nic” do powiedzenia [dot.: NICowanie świata]; Widok podwójny. Rozmowa z Bogdanem Mizerskim; Z. KADŁUBEK: Salto vitale; A. DZIADEK: Tadeusz Sławek o otchłaniach Trakla [dot.: Kim jesteśmy]; P. BOGALECKI: Tadeusz Sławek: stawka mniejsza (przypis); Zdania ze Sławka. Antologia subiektywna; Bibliografia prac prof. zw. dr. hab. Tadeusza Sławka 1970–2015 (wybór). [Oprac.:] T. Gęsina, K. Muszyński].


 	Światy poetyckie Tadeusza Sławka. Po red. E. Bartos i M. Kisiela. Katow.: Śląsk 2017, 234 s. Światy Poetyckie, 5. [Materiały z sympozjum zorganizowanego w listopadzie 2016 w Czerwionce-Leszczynach; zawartość: P. BOGALECKI: „Pisarz liter”. Tadeusza Sławka przypisy do awangardy; M. PIOTROWSKA-GROT: „Księga natury”. Poetyckie kreacje przyrodnicze Tadeusza Sławka; E. SUSZEK: (Nie)byt a prawda. Odsłony negatywności w poezji Tadeusza Sławka; E. BARTOS: Narodziny. Poetycka kosmogonia Tadeusza Sławka; K. NIESPOREK: Milczenie słowa. O wierszu „Hiob” Tadeusza Sławka; A. NAWARECKI: Mucha w powietrzu. O „hotelowych” wierszach Tadeusza Sławka; K. CZAJA: Prequel Antygony w świecie korporacji? Wokół wiersza *** [Na początku jest ruch…]; M. BARON-MILIAN: Czcza gadanina albo próżność pisania. O głodnych kawałkach Tadeusza Sławka; K. WYSZYŃSKA: „Ostatni romantyk i alchemik”. J.A. Gnykć Tadeusza Sławka [dot. cyklu z poz. 3]; P. SARNA: Kim jesteś, Panie Gnykć? Analiza retoryczna cyklu wierszy [dot. cyklu z poz. 3]; E. DUTKA: W sieci rozmowy, analogii i znaczeń. Wokół wiersza *** [Czułość…] Tadeusza Sławka; G. MAROSZCZUK: „Aporie donacji”. Kilka uwag o jednym wierszu Tadeusza Sławka; A. ŚNIOSZEK: O pocieszeniu jakie daje niepewność. Na marginesie poezji Tadeusza Sławka; P. MAJERSKI: Bibliografia Tadeusza Sławka].


 	S.S. NICIEJA: Bard w gronostajach. „Nowa Tryb. Opol.” 1997 nr 27.
 	J. GUTOROW: Tadeusz Sławek: Spóźnione notatki. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 22 [rec.: Pięć esejów o gościnności, Podróż czterech mężów z Nysy do Barda Śląskiego, Olmaryja, czyli o miejscu].
 	J. NOWOSAD: 30 lat na głos i kontrabas. „Opcje” 2007 nr 2.
 	T. BOGALECKI: Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie. Problem podwójnego autorstwa w tekstach Tadeusza Rachwała i Tadeusza Sławka. „Przestrzenie Teorii” 2007 nr 7.
 	J. KUREK: „Tyle nadziei, ile mojej rozmowy ze światem”. „Uszy duszy”, czyli jubileusz Tadeusza Sławka. „Śląsk” 2016 nr 12.

Grand Circus Hotel

 	[M. PYTASZ] M.P.: Śląska seria poetycka. „Nowy Wyraz” 1978 nr 10 [tu m.in. o T. Sławku].

Spór o poezję

 	J. PIESZCZACHOWICZ: Podróż do granic poezji. W tegoż: Pegaz na rozdrożu. Łódź 1991.

Staw

 	R. BEDNARCZYK: Żywa natura prawdy. „Tak i Nie” 1983 nr 24.
 	M. KRASSOWSKI: Rzetelność i umiar. „Tu i Teraz” 1983 nr 9.

Rozmowa

 	W. KAWIŃSKI: Profil niewidocznego miejsca. „Tak i Nie” 1986 nr 33.
 	T. ZŁOTORZYCKI: Milczenie. „Nowe Książ.” 1986 nr 1.
 	N. AUGENBLICK: Quinta essentia. „Pismo Lit.-Artyst.” 1987 nr 2.

Oczy to nie wszystko

 	E. OGŁOZA: „Oczy to nie wszystko”. O filozofowaniu i empatii w prozie dla młodego odbiorcy. W: „Stare” i „nowe” w literaturze dla dzieci i młodzieży. Opole 2010.

Maszyna do pisania

 	T. KOMENDANT: Czy ujrzę postmodernizm w Warszawie. „Res Publica Nowa” 1993 nr 9.
 	S. SADOWSKI. „Słowo” 1993 nr 34.
 	W. SZYDŁOWSKA: Derrida, czyli rozbójnik. „Życie Warsz.” 1993 dod. „Ex Libris” nr spec. z V.
 	M. WILCZYŃSKI: Śladami dekonstrukcji. „Czas Kult.” 1993 nr 2.
 	M.P. MARKOWSKI: Jak (nie) pisać o dekonstrukcji? „Teksty Drugie” 1994 nr 2, polem.: M. WILCZYŃSKI: Z rekonstrukcją ostrożnie. „Czas Kult.” 1994 nr 4.
 	W. RZOŃCA: Dwie książki o dekonstrukcjonizmie. „Prz. Hum.” 1994 nr 6 [dot. też: J. Derrida: Pismo filozofii].
 	M. SAGANIAK: „Maszyna do pisania” jako wehikuł przyszłości nauki o kulturze. „Kult. Współcz.” 1994 nr 1.

U-bywać

 	J. JARNIEWICZ: U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a. „Res Publica Nowa” 2002 nr 9.

Antygona w świecie korporacji

 	Katecheta i frustraci. Rozm.: D. Nowacki, S. Szymutko, G. Olszański, R. Koziołek. „Opcje” 2002 nr 6 [dyskusja o książce].
 	K. DRWAL: W poszukiwaniu równowagi. „Śląsk” 2003 nr 2.
 	J. ZALEWSKI: Uniwersytet „daje do myślenia”. „Czas Kult.” 2003 nr 5.

Olmaryja, czyli O miejscu

 	K. KARWAT: Muzyka do (w)słuchania. „Śląsk” 2005 nr 10 [rec. koncertu w T. Rozrywki w Chorzowie].

Żaglowiec, czyli Przeciw swojskości

 	K. KARWAT: „Poza” literaturą. „Śląsk” 2007 nr 5.
 	J. PASZEK: Ot korab, a barok to! „Opcje” 2007 nr 1 [dot. też: „Zobaczyć świat w ziarenku piasku…”. Tom jubileuszowy dla prof. Tadeusza Sławka. Katow. 2006].

Drzewo aniołów

 	J. NOWOSAD: Na głos, kontrabas, sopran i film. „Śląsk” 2007 nr 5 [rec. koncertu w T. Śląskim w Katow. w 2007].

Ujmować

 	G. JANKOWICZ: Wspólnota jednostek. Co nam mówi Henry David Thoreau? „Tyg. Powsz.” 2010 nr 7.
 	A. KUNCE: Ekstra- wagancja myśli. „Kult. Współcz.” 2010 nr 4.
 	M. WILCZYŃSKI: Coś dodać, nic ująć. „Lit. na Świecie” 2011 nr 5/6.
 	P. JĘDRZEJKO. „Er(r)go” 2012 nr 1/2.
 	E. OGŁOZA: Proza H.D. Thoreau w odbiorze Tadeusza Sławka. W: Współczesne problemy badań nad recepcją oraz oddziaływaniem utworów literackich. Zielona Góra 2013.
 	M.S. BURROWS. „Polish Journal for American Studies” 2016 vol. 10.

Kim jesteśmy?

 	A. DZIADEK: Otchłanie Trakla. „FA-art” 2011 nr 3/4, przedr. pt. Tadeusz Sławek o otchłaniach Trakla. W: Polytropos. Katow. 2016.

U-chodzić

 	J. GUTOROW: Myśleć szybkim krokiem. „Prz. Polit.” 2016 nr 136.

Znak, tekst, fikcja.

 	D. ULICKA: Tradycje, perspektywy. „Nowe Książ.” 1988 nr 9.
</document>
<document nplp_id="3051" title="Małgorzata ŁUKASIEWICZ" slug="malgorzata-lukasiewicz">ur. 1948

Pseud.: Anna Szafranek ; M.Ł.; Magdalena Górka; Małgorzata Górka.

Tłumaczka, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 21 maja 1948 w Warszawie; córka Michała Łukasiewicza i Anny z Ostrowskich, primo voto Kózkowej. Uczęszczała do VII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Słowackiego w Warszawie, gdzie w 1966 zdała egzamin maturalny. W tymże roku podjęła naukę w Wyższym Studium Języków Obcych na Wydziale Neofilologii Uniwersytetu Warszawskiego (UW). W 1970 uzyskała dyplom z zakresu języka niemieckiego i francuskiego, a następnie rozpoczęła na UW zaoczne studia z zakresu filozofii. Utrzymywała się w tym czasie z korepetycji oraz drobnych przekładów użytkowych; tłumaczyła także sztuki dla Teatru Polskiego Radia, m.in. wyemitowane w 1972 utwory Aleksandra Miszarina pt. Pięć rozmów z synem (przekład z języka rosyjskiego) oraz Finna Havrevolda pt. Wilhelm i Alicja (przekład z języka norweskiego). Za właściwy debiut translatorski uważa tłumaczenie (z języka niemieckiego) prozy Franza Fühmanna pt. 22 dni czyli połowa życia, ogłoszone w 1974 na łamach „Literatury na Świecie” (nr 9); w następnym roku zamieściła w tymże piśmie (nr 8) debiutancki tekst krytycznoliteracki pt. Przechadzki Roberta Walsera; współpracę z tym miesięcznikiem kontynuowała do 1981. W tych latach zaczęła publikować liczne przekłady z języka niemieckiego, zarówno literatury, jak i prac z dziedziny filozofii i socjologii. Od 1977 zamieszczała tłumaczenia z dziedziny nauki o literaturze w „Pamiętniku Literackim” (do 1984 i po przerwie w 1989-93). Warsztat translatorski doskonaliła na kilkumiesięcznym seminarium dla młodych tłumaczy zorganizowanym w 1975 przy ZLP, a następnie na powołanym również przy ZLP Studium Literatur Obcych (1976-83). W 1979 uzyskała na UW stopień magistra filozofii. Była działaczką demokratycznej opozycji: w 1976 należała do sygnatariuszy „Listu 101”, wyrażającego protest przeciwko projektowanym zmianom w Konstytucji PRL; w tym samym czasie jako tłumaczka, redaktorka i maszynistka podjęła współpracę z bezdebitowymi oficynami wydawniczymi oraz pismami: „Komunikat” (później „Komunikat KSS KOR”), „Biuletyn Informacyjny” (od 1978 oba pisma wyd. łącznie jako „Komunikat KSS KOR. Biuletyn Informacyjny”), „Zapis”, „Głos” i „Krytyka” (przekłady zamieszczała tu do 1988, anonimowo oraz podp. pseud. Małgorzata Górka); w 1979-80 uczestniczyła w pracach Towarzystwa Kursów Naukowych. W 1981 była zatrudniona na stanowisku redaktora dokumentalisty w „Tygodniku Solidarność” oraz w Komisji Wydawniczej NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze. Z chwilą wprowadzenia w grudniu 1981 stanu wojennego została internowana. Po zwolnieniu w kwietniu 1982 kontynuowała działalność opozycyjną: należała do podziemnego Komitetu Kultury Niezależnej (działającego do 1989) i współpracowała z miesięcznikiem „Kultura Niezależna” (do 1993, z przerwami; m.in. pod pseud. Małgorzata Górka); wchodziła również w skład jury ustanowionej przez komitet Nagrody im. A. Kijowskiego (1985-89). Przekłady ogłaszała także w paryskich „Zeszytach Literackich” (w 1987-1992; m.in. pod pseud.: M.Ł., Małgorzata Górka). Za działalność na rzecz kultury niezależnej otrzymała w 1987 nagrodę Fundacji Polcul (Australia). Kilkakrotnie wyjeżdżała na zagraniczne stypendia, najpierw w 1985 do Zurychu (Fondation pour une Entraide Intellectuelle Européenne), potem w 1988 i 1989 do Niemiec (Europäisches Übersetzer Kollegium Nordrhein-Westfalen w Straelen oraz Robert Bosch-Stiftung w Berlinie) i w 1993 do Austrii (Instytut Nauk o Człowieku w Wiedniu). Została członkiem Polskiego PEN Clubu (w 1988) i SPP (w 1989). W 1988-96 była redaktorem w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. Wchodziła do rady programowej wydawnictwa Marabut (1995-96), a potem w tym samym charakterze uczestniczyła w przygotowaniu serii Wydawnictwa Literackiego – Pisarze Języka Niemieckiego (1997-2004). W 1994 odnowiła współpracę z „Literaturą na Świecie” (w 1998 przewodniczyła jury nagrody przyznawanej przez to pismo), a w 1996 zaczęła drukować utwory w miesięczniku „Znak” (tu m.in. zainicjowany w 2000 cykl szkiców o literaturze pt. Rubryka pod różą). Otrzymała liczne nagrody, m.in. za całokształt działalności translatorskiej w dziedzinie literatury pięknej: Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1991), Robert Bosch-Stiftung (1991), Polskiego PEN Clubu (1994). W 1997 weszła w skład utworzonego wówczas Robert-Walser Gesellschaft oraz do komisji Paul Celan Fellowship w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu (do 2001). Od 1998 uczestniczyła w pracach Zespołu Literackiego „Polska 2000”, powstałego w tymże roku przy Stowarzyszeniu Willa Decjusza w Krakowie, w 2000 włączonego w skład Instytutu Adama Mickiewicza, a w 2003 przekształconego w Instytut Książki. Prowadziła zajęcia dydaktyczne na UW – translatorium niemieckie w Katedrze im. Erazma z Rotterdamu (1998-2000) oraz konwersatorium o literaturze i kulturze niemieckiej w Instytucie Kultury Polskiej (2001-2002). Wyjeżdżała na kolejne zagraniczne stypendia: do Zurychu (Schweizer Kulturstiftung Pro Helvetia w 2000) i Berlina (Robert Bosch-Stiftung w 2001). W 2001 otrzymała specjalną, tzw. wielką nagrodę „Literatury na Świecie”, a w następnych latach dalsze wyróżnienia: nagrodę im. P. Hertza, przyznaną przez „Zeszyty Literackie” (2007), nagrodę im. H. Hessego (Calwer Hermann-Hesse-Stiftung), przyznaną przez niemiecką Fundację im. H. Hessego (2008), Nagrodę Polsko-Niemiecką, przyznaną przez Rzeczpospolitą Polską i Republikę Federalną Niemiec za szczególne zasługi na rzecz stosunków polsko-niemieckich (2009). W 2006 weszła w skład jury Nagrody Literackiej Gdynia (w 2014 przewodnicząca Kapituły). Wznowiła w 2008 współpracę z „Zeszytami Literackimi” jako autorka artykułów, recenzji i tłumaczeń. W 2016-17 prowadziła autorski cykl wykładów mistrzowskich „Odnalezione w tłumaczeniu”, zorganizowanych na Wydziale Polonistyki UJ w Krakowie, we współpracy z Instytutem Goethego w Krakowie oraz Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Robert Walser. [Monografia]. Wwa: Czyt. 1990, 110 s., [16] s. tabl. Klasycy Lit. XX w.
2. Rubryka pod różą. [Szkice literackie]. Kr.: Znak 2007, 249 s.
Wybór tekstów z cyklu druk. od 2000 w mies. „Znak”. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2008.Zawartość: Grass i czas; Podpis starego Krulla [dot. utworów T. Manna: Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla; Listy 1899-1936; Jak powstał „Doktor Faustus”]; O cudach [dot.: J. Kochanowski: Dzieła polskie; D. Naborowski: Poezje]; Wszystko fruwa [dot.: P. Kornfeld: Blanche oder das Atelier im Garten]; Marcel Proust wychodzi z biblioteki [dot. gł.: M. Proust: Czas odnaleziony]; Proza pieszo [dot.: T. Bernhard: Gehen; także o poglądach na literaturę Ch. Ransmayra]; Mała scena [dot. pozostawionej w rękopisach spuścizny lit. R. Walsera]; Koniec książki [dot. zakończenia utworu z perspektywy autora i czytelnika]; O skarbach [dot. kolekcjonerów i ich zbiorów w twórczości J.W. Goethego i G. Kellera]; Te same gwiazdy? [dot. recepcji dzieł: A. Mickiewicza w Niemczech oraz I. Kanta w twórczości A. Mickiewicza]; Słońca [G.H.] Lichtenberga; Coś do czytania [dot. sceny czytania uwiecznionej na obrazach różnych malarzy]; Niemiecki pamiętnik [dot. publikacji pt. „Deutsche Erinnerungsorte” i problematyki zbiorowej pamięci]; Historia z morałem [dot. recepcji literatury niem. w Polsce, szerzej o najczęściej tłumaczonym niem. autorze Ch. von Schmid, wzmiankowanym m.in. w „Lalce” B. Prusa]; Kwiat opowieści [dot. twórczości W.G. Sebalda]; Śmiesznie i strasznie [dot. M. Frischa]; Kogo kochali Ateńczycy [dot. gł.: Diogenes Laertios: Żywoty i poglądy słynnych filozofów]; Człowiek w podróży [dot.: J.G. Herder: Dziennik mojej podróży z roku 1769]; Człowiek w pasażu [dot. obrazu miejskich pasaży gł. w twórczości autorów: H. Balzak, W. Benjamin, G.K. Chesterton]; Książka nocą [dot. twórczości H. von Hofmannstahla]; Powieść i śmierć [dot.: G. Perec: Życie. Instrukcja obsługi]; Ciemna woda poznania [dot.: H.D. Thoreau: Walden, czyli życie w lesie]; Smutek przypowieści [dot.: Ch. Ransmayr: Morbus Kitahara; Ostatni świat]; Straszne rzeczy [motyw powołania do życia tworów ludzkich rąk i umysłu w prozie autorów: C. Collodi, Owidiusz, N. Hawthorne, T. Mann, M.W. Shelly]; Tylko patrzeć [motyw lustra, obrazu i okna w powieściach T. Fontanego]; Przedwieczorna chwila na ziemi Negeb [dot.: S. Krajewski: 54 komentarze do Tory dla nawet najmniej religijnych spośród nas]; Buty też są ważne [dot.: A von Chamisso: Przedziwna historia Piotra Schlemihla]; Uroda myśli [dot.: H. Arendt: Denktagebuch. („Dziennik myśli”) 1950-1973]; Borys Pasternak lubił palić w piecu [dot. korespondencji: B. Pasternak, Z. Pasternak: Listy do Ziny]; „Habeas corpus” [dot.: A. Sobolewska: Cela. Odpowiedź na zespół Downa]; Skandal snów [motyw i znaczenie snu w twórczości autorów: W. Szymborska, W. Benjamin, H. Bereza, T.W. Adorno]; Wymowne i niejednoznaczne [dot. baśni H.Ch. Andersena]; Symultanka [dot.: V. Nabokov: Czarodziej]; Wyjście z cyrku [dot.: H. Burger: Diabelli i inne pisma do dyrekcji]; Idź do teatru, Ofelio [teatr a rzeczywistość w sztukach Moliera: Tartuffe albo Szalbierz; Mizantrop]; Taki pejzaż [dot. krajobrazu w ujęciu filozofów od czasów starożytnych do współczesności]; Nie ma jak podróż [dot. motywu podróży w literaturze powszechnej na przestrzeni dziejów].
3. Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna.[Eseje]. Wwa: Tow. „Więź” 2011, 222 s. Bibl. „Więzi”, 261.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2012.
4. Dziwna rzecz pisanie. [Szkice literackie]. Wwa: Tow. „Więź”, 2012, 167, s. Bibl. „Więzi”, 278.
Zawartość: Proza pocztą [dot. listów wymienianych przez F. Dürrenmatta i M. Frischa]; O tym [dot.: G. Scholem: Żydzi i Niemcy, tegoż: Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki; B. Bettelheim: Cudowne i pożyteczne]; Metafora i manufaktura [szkło i porcelana w metafizycznej poezji barokowej]; Z drugiej strony, na następnej stronie [dot.: J.W. Goethe: Powinowactwa z wyboru; J.M. Coetzee: Foe]; Tramwaj zwany niepokojem [dot.: M. Tulli: Skaza; W. Szymborska: Spis ludności; W. Benjamin: Tezy historiozoficzne]; Pod wulkanem [dot.: Seneka: Listy moralne do Lucyliusza; P. Bembo: O Etnie]; Strit z ręki [o wybitnych mieszkańcach ulicy Spiegelgasse w Zürychu]; Last minute [o „kondycji podróżnej” w literaturze]; Zaproszenie do domu poety [dot.: R. Kunze: Remont poranka, tegoż: Nokturn i inne wiersze z lat 1959-1981]; W lesie [dot.: G.K. Chesterton: Przygody księdza Browna, tegoż: Klub niezwykłych zawodów; J.I. Borges: O Chestertonie]; Vis-à-vis [dot. obrazu Rembrandta: Hendrickje kąpiąca się w rzece]; Personalia [o pierwowzorach postaci P. Peeperkorna z „Czarodziejskiej góry” T. Manna]; Dziwna rzecz – pisanie [dot.: U. Bräker i jego dzienniki]; Historia bez końca [dot. recepcji twórczości R. Leonharda, gł. tomu opowiadań: Śmierć Donkiszota]; Mrówki, koniki polne, wiewiórki [motyw spiżarni w literaturze]; Ciasteczka Hoffmanna [dot. twórczości lit. E.T.A. Hoffmanna]; Coś szarego, coś niepokojącego [o twórczości G. Flauberta]; Gramatyka włoska dla zakochanych [o kontekstowym, wybiórczym odbiorze literatury]; Krajobraz z mitami [mity w twórczości F. Scotta Fitzgeralda]; Brzytwa Seymoura [twórczość i literaccy bohaterowie prozy J.D. Salingera]; Królewicz i żebrak [motyw przebrania w łachmany w literaturze od Homera do współczesności]; Po co opis [relacje między językiem i różnymi postaciami obrazu]; Bardzo mała narracja [o sposobach i celach użycia porównania w literaturze]; Homme de lettres, czyli prawdziwa misja Lamberta Strethera [dot.: H. James: Ambasadorowie]; Było nie było [o dziełach literackich i twórcach odkrywanych po latach]; Czytać dalej [o kryteriach oceny dzieła literackiego].
5. Pięć razy o przekładzie. [Eseje]. Kr.: Wydawn. Karakter; Gdańsk: Inst. Kultury Miej. 2017, 138 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydawn. Karakter; Gdańsk: Inst. Kultury Miej. 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Od autorki. – Po co przekład; Sztambuch tłumacza; Czytanie, pisanie, tłumaczenie; Kto się boi obcości; Literatura z perspektywy przekładu.
Przekłady
1. F. Havrevold: Wilhelm i Alicja. [Utwór dramatyczny]. Emisja radiowa: Reż.: E. Płaczek. Radio 1972.
2. A. Mišarin: Pięć rozmów z synem. [Utwór dramatyczny]. Emisja radiowa: Reż.: W. Maciejewski. Radio 1972.
3. G. Simmel: Socjologia. Wstęp: S. Nowak. Wwa: PWN 1975, XXX, 530 s. Bibl. Socjolog. Wyd. 2 tamże 2005.
4. T. Vesaas: Rozstanie z drzewem. [Utwór dramatyczny]. Emisja radiowa: Reż.: H. Kajzar. Radio 1975.
5. P. Hacks: Adam i Ewa. Komedia w 3 aktach z prologiem. Wyst.: Reż.: B. Jaklicz. Łódź, T. im. Jaracza 1976. Druk w: Antologia dramatu Niemieckiej Republiki Demokratycznej. T. 2. Wwa: PIW 1980 s. 131-219. Kolekcja Lit. NRD.
6. F. Germonprez: Ludzie w cieniu. [Powieść]. Wwa: PAX 1978, 113 s.
7. K. Schlesinger: Michael. [Powieść]. Pozn.: WP 1978, 184 s.
8. B. Brecht: Badeński moralitet o zgodzie. [Utwór dramatyczny]. Druk w: B. Brecht: Dramaty. T. 2. Wwa: PIW 1979 s. 23-47.
9. H.-G. Gadamer: Rozum, słowo, dzieje. Szkice wybrane. Wybrał, oprac. i wstępem poprzedził K. Michalski. Przeł.: M. Łukasiewicz, K. Michalski. Wwa: PIW 1979, 283 s. Bibl. Myśli Współcz. Wyd. 2 tamże 2000.
10. J. Habermas: Teoria i praktyka. Wybór pism. Wybrał, oprac. i posł. opatrzył: Z. Krasnodębski. Wstępem poprzedził S. Rainko. Przeł.: M. Łukasiewicz, Z. Krasnodębski. Wwa: PIW 1983, 557 s. Bibl. Myśli Współcz.
11. R. Walser: Rodzeństwo Tanner. [Powieść]. Pozn.: WP 1984, 241 s.
Nagroda (łącznie z poz. 21) Ambasady Szwajcarskiej w Warszawie - Pro Helvetia (1989).
12. J. Fuchs: Protokoły przesłuchań. [Wspomnienia]. Wwa: NOWA* 1985, 66 s.
Tłumaczka podp. pseud.: Magdalena Górka.
13. H. Böll: Opiekuńcze oblężenie. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1986, 415 s. Wyd. nast. Wwa: Muza 1993.
14. Współczesna myśl literaturoznawcza w Republice Federalnej Niemiec. Antologia. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył H. Orłowski. Przeł.: M. Łukasiewicz, W. Bialik, M. Przybecki. Wwa: Czyt. 1986, 440 s.
15. B. Strauss: Park. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1987 nr 5 s. 46-97. Wyst.: Reż.: K. Babicki. Gdańsk, T. Wybrzeże, T. na Targu Węglowym 1987.
16. H. Hesse: Siddhartha. Poemat indyjski. [Powieść]. Pozn.: WP 1988, 123 s. Wyd. nast.: Wwa: Klon, Wwa: Kwiaty na Tor 1994; Wwa: PIW 1998, tamże 2000; z posł. V. Michelsa Pozn.: Media Rodzina 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: Z. Moskal. Wwa: Propaganda [po r. 2000], 1 dysk optyczny (CD-ROM). – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Propaganda [przed 2006], 1 płyta CD.
17. H. Hesse: W słońcu dawnych dni. [Opowiadania]. [Wybór:] M. Szematowicz. Pozn.: WP 1988, 400 s.
18. H. Plessner: Pytanie o conditio humana. Wybór pism. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył Z. Krasnodębski. Przeł.: M. Łukasiewicz, Z. Krasnodębski, A. Załuska. Wwa: PIW 1988, 334 s. Bibl. Myśli Współcz.
19. F. Tönnies: Wspólnota i stowarzyszenie. Rozprawa o komunizmie i socjalizmie jako empirycznych formach kultury. Wstępem opatrzył J. Szacki. Wwa: PWN 1988, LI, 341 s. Bibl. Socjolog. Wyd. 2 tamże 2008.
20. R. Wagner: Złoto Renu = Das Rheingold. Prolog w czterech scenach do tetralogii Pierścień Nibelunga. [Libretto]. Wwa: T. Wielki 1988, 123 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
21. R. Walser: Jakub von Gunten. Dziennik. [Powieść]. Pozn.: WP 1988, 121 s.
Nagroda (łącznie z poz. 11) Ambasady Szwajcarskiej w Warszawie - Pro Helvetia (1989).
22. T. Garton Ash: Niemieckość NRD. [Publicystyka]. Londyn: Aneks 1989, 126 s. [Wyd. krajowe: ] Londyn: Aneks, Wwa: Krąg* 1989, 126 s.
Tłumaczka podp. pseud.: Anna Szafranek.
23. H.J. Schädlich: Tallhover. [Powieść]. London: Puls 1989, 163 s. Sąsiedzi, 2.
Tłumaczka podp. pseud.: Małgorzata Górka.
24. R. Wagner: Walkiria = Die Walküre. Dramat muzyczny w 3 aktach, część pierwsza tetralogii Pierścień Nibelunga. [Libretto]. Wwa: T. Wielki 1989, 147, [9] s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
25. R. Wagner: Zmierzch bogów = Götterdämmerung. Dramat muzyczny w 3 aktach, część trzecia tetralogii Pierścień Nibelunga. [Libretto]. Wwa: T. Wielki 1989, 141 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
26. R. Wagner: Zygfryd = Siegfried. Dramat muzyczny w 3 aktach, część druga tetralogii Pierścień Nibelunga. [Libretto]. Wwa: T. Wielki 1989, 197 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
27. G. Grass: Niemieckie rozliczenia. Przeciwko tępemu nakazowi jedności. [Publicystyka]. Przeł.: M. Łukasiewicz, A. Kopacki. Wiersze w przekł. J.S. Burasa. Wwa: NOWA* 1990, 112 s.
28. P. Kohout: Safari. Ostatnia jednoaktówka z życia pisarza Ferdynanda Wańka. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1990 nr 11 s. 55-70. Wyst. tv: Reż.: W. Wodecki. TVP 1992.
29. K. May: Przez dziki Kurdystan. Opowieść podróżnicza. Pozn.: WP 1990, 380 s.
30. P. Süskind: Pachnidło. Historia pewnego mordercy. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1990, 234 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1996; Pozn.: Zysk i S-ka 1998; Wwa: Libros 2000; Wwa: Bertelsmann Media 2005; Wwa: Świat Książki – Bartelsmann Media 2006, tamże 2007; Wwa: Świat Książki 2013.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: T. Traczyński. Wwa: Propaganda [przed 2006], 1 dysk optyczny (CD-ROM).
31. R. Walser: Przechadzka i inne utwory. [Opowiadania]. Przeł. i posł. opatrzyła M. Łukasiewicz. Wwa: Czyt. 1990, 153 s.
32. H. Hesse: Kuracjusz. Zapiski kuracji w Baden. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1991 [właśc. 1992], 126 s.
33. T. Spengler: Mózg Lenina. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1992, 272 s.
34. P. Süskind: Gołąb. [Opowiadania]. Wwa: Czyt. 1992, 60 s. Przedr. zob. poz. 67.
35. H. Hesse: Rosshalde. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1994, 188 s. Wyd. nast. Wwa PIW 2003.
36. M. Horkeimer, T.W. Adorno: Dialektyka oświecenia. [Fragmenty filozoficzne]. Przekład przejrz. i posł. opatrzył J. Siemek. Wwa: Wydawn. IFiS PAN 1994, 298 s. Wyd. 2 popraw. Wwa: Wydawn. Krytyki Polit. 2010. Idee, 21.
Nagroda „Lit. na Świecie” za najlepszy przekład w 1994.
37. P. Süskind: Historia pana Sommera. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1994, 120 s. Wyd. nast. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2006.
38. F. Dürrenmatt: Organa sprawiedliwości. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1995, 189 s.
39. U. Im Hof: Europa Oświecenia. [Praca popularno-naukowa]. Wwa: Krąg; Volumen 1995, 236 s. Tworzenie Europy.
40. J. Mitterer: Tamta strona filozofii. Przeciwko dualistycznej zasadzie poznania. Wwa: Ofic. Nauk. 1996, VIII, 118 s. Terminus, 9.
41. F. Nietzsche: Niewczesne rozważania. [Eseje]. Posł.: K. Michalski. Kr.: Znak 1996, 345 s. Esej.
42. P. Roth: Riverside. Nowa rzecz o Chrystusie. [Powieść]. Kr.: Znak 1996, 64 s. Proza.
43. H.-G. Gadamer: Czy poeci umilkną? [Eseje]. Wybrał (wg pomysłu A. Szlosarka) i oprac. J. Margański. Przeł. M. Łukasiewicz. Przekład przejrz. i wstępem poprzedził K. Bartoszyński. Bydg.: Homini 1998, 180 s.
Zawiera także: Wiersze poetów niemieckich w przekł. J.S. Burasa, J. Ekiera, F. Przybylaka.
44. G. Ritz: Polskie spotkania z Niemcami. Jarosław Iwaszkiewicz i Stefan George. Podkowa Leśna: Muzeum im. A. i J. Iwaszkiewiczów 1998, 418 s. Stawisko. Alm. Iwaszkiewiczowski, 4.
45. W.G. Sebald: Czuję. Zawrót głowy. [Szkice literackie]. Posł. opatrzył A. Zagajewski. Kr.: WL 1998, 193 s. Pisarze Jęz. Niem. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. 2010.
46. P. Süskind: Trzy historie i jedno rozważanie. [Opowiadania]. Kr.: Znak 1998, 76 s. Proza.
47. T.W. Adorno: Minima Moralia. Refleksje z poharatanego życia. [Szkice]. Przekł. i przyp.: M. Łukasiewicz. Posł.: M.J. Siemek. Kr.: WL 1999, 342 s. Pisarze Jęz. Niem. Wyd. 2 tamże 2009.
48. H. Hesse: Trzy opowieści z życia Knulpa. Wwa: PIW 1999, 93 s.
49. H.R. Jauss: Historia literatury jako prowokacja. Posł.: K. Bartoszyński. Wwa: Wydawn. IBL 1999, 234 s. Arch. Hum. XX w., 2.
50. Oświecenie dzisiaj. Rozmowy w Castel Gandolfo. [Materiały konferencyjne]. Przygot. i przedm. opatrzył K. Michalski. Przeł.: M. Łukasiewicz, J. Migasiński, A. Pawelec. Kr.: Znak; Wwa: Fundacja im. Stefana Batorego 1999, 231 s. Demokr. – Filoz. i Praktyka. Przedr. zob. poz. 72.
Tu w przekł. M. Łukasiewicz: H. Maier: Oświeceniowa idea wolności a tradycja katolicka; H.-L. Schreiber: Prawa człowieka po oświeceniu; R. Spaemann: Wewnętrzna sprzeczność oświecenia; C. Leggewie: Między kulturkampfem a krytyką kapitalizmu. Polityczny katolicyzm w Stanach Zjednoczonych na rozstajach.
51. J. Habermas: Filozoficzny dyskurs nowoczesności. Kr.: Universitas 2000, 437, [5] s. Horyzonty Nowoczesności: Teoria – Lit.– Kult., 9. Wyd. nast. tamże 2005.
52. M. Heidegger, K. Jaspers: Korespondencja. 1920-1963. Oprac.: W. Biemel i H. Saner. Przekł. listów Heideggera i przyp. do tych listów: C. Wodziński. Przekł. listów Jaspersa: M. Łukasiewicz. Przekł. przyp. do listów Jaspersa: J.M. Spychała. Tor.: Wydawn. Rolewski 2000, 286 s. Klasyka Filozofii Niem.
53. H.G. Gadamer: Poetica. Wybrane eseje. Wwa: Wydawn. IBL 2001, 146 s. Arch. Hum. XX w., 3.
54. R. Walser: Dziwne miasto. Historie i rozprawki. [Opowiadania]. Izabelin: Świat Lit. 2001, 283 s.
55. G. Ritz: Nić w labiryncie pożądania. Gender i płeć w literaturze polskiej od romantyzmu do postmodernizmu. Przekł.: B. Drąg, A. Kopacki, M. Łukasiewicz. [Szkice]. Wwa: Wiedza Powsz. 2002, 268 s.
56. R. Dahrendorf: Ponad granicami. Wspomnienia. Kr.: WL 2003, 243 s.
57. J. Habermas: Przyszłość natury ludzkiej. Czy zmierzamy do eugeniki liberalnej? Wwa: Scholar 2003, 115 s. Społ. Współcz.
58. R. Walser: Mały krajobraz ze śniegiem. [Opowiadania]. Izabelin: Świat Lit. 2003, 355 s.
59. Heinrich Böll. Życie i twórczość. [Katalog wystawy]. Red. i oprac.: R. Böll [i in.]. Warschau: Goethe-Institut 2004, 61 s.
60. W.G. Sebald: Wyjechali. [Szkice literackie]. Wwa: W.A.B. 2005, 304 s. Don Kichot i Sancho Pansa. Wyd. 2 tamże 2010.
61. R. Walser: Niedzielny spacer. [Powieść]. Izabelin: Świat Lit. 2005, 391 s.
62. H. Hesse, T. Mann: Korespondencja. Oprac.: A. Carlsson, V. Michelis. Przedm.: V. Michelis. Wwa: PIW 2006, 301 s.
63. G. Roth: Podróż do wnętrza Wiednia. Szkice. Wwa: PIW 2006, 211 s. Kroki.
64. G. Simmel: Most i drzwi. Wybór esejów. Przedm.: A. Zeidler-Janiszewska. Wwa: Ofic. Nauk. 2006, XVII, 346 s. Ludzie i Rzeczy.
65. J. Habermas: Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej. Przeł.: W. Lipnik, M. Łukasiewicz. Wprowadzenie i red. nauk. oraz weryfikacja przekł.: M. Czyżewski. Konsultacja terminologiczna i weryfikacja przekł. paragrafu 13 i 14: A. M. Kaniowski. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 2007, XIV, 458 s. Bibl. Współcz. Filozofów.
66. W.G. Sebald: Austerlitz. [Powieść]. Wwa: Wydawn. W.A.B. 2007, 359, [5] s. Don Kichot i Sancho Pansa. Wyd. nast. tamże 2008.
67. P. Süskind: Kontrabasista i inne utwory. [Monodram i opowiadania]. Przeł.: M. Łukasiewicz, A. Gierlińska. Wwa: Świat Książki 2007, 204 s.
Tu w przekł. M. Łukasiewicz. opowiadania: Trzy historie [poz. 46]; Gołąb [poz. 34].
68. F. Nietzsche: Radosna wiedza = („La gaya scienza”). Gdańsk: słowo/ obraz terytoria 2008, 316 s.
Fragm. poetyckie w przekł. A. Kopackiego i L. Staffa.
69. G. Simmel: Pisma socjologiczne. Wybór, oprac. i wprowadzenie: H.-J. Dahme i O. Rammstedt. Wstęp do wyd. pol.: J. Szacki. Wwa: Ofic. Nauk. 2008, 462 s.
70. W.G. Sebald: Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka. [Eseje]. Wwa: Wydawn. W.A.B. 2009, 344 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
71. I. Bachmann, P. Celan: Czas serca. Listy. Z dołączoną korespondencją Paula Celana i Maksa Frischa oraz Ingeborg Bachmann i Gisèle Celan-Lestrange. Red. i oprac. wyd. niem. B. Badiou [i in.]. Kr.: a5 2010, 426 s.
72. Rozmowy w Castel Gandolfo. T. 1-2 [cz. 1-8]. Warszawa: Centrum Myśli Jana Pawła II; Kraków: Znak 2010, 679+590 s.
Materiały konferencyjne z lat 1983-1998 tłumaczone z różnych języków. Tu m.in. przekł. M. Łukasiewicz: Cz. I: Człowiek w nauce współczesnej. (Castel Gandolfo, 10-15 sierpnia 1983): H.-G. Gadamer: Słowo na drogę; G. Ebeling: Przyczynek do definicji człowieka; E.-W. Bockenforde: Wizerunek człowieka w świetle dzisiejszego porządku prawnego; H.-G. Gadamer: „Obywatele dwóch światów”. – Cz. II: O kryzysie (Castel Gandolfo, 28 sierpnia-1 września 1985)]: P. Ricoeur: Kryzys - zjawisko swoiście nowoczesne? – Cz. IV: Europa i społeczeństwo obywatelskie (Castel Gandolfo, 10-12 sierpnia 1989): E.-W. Bockenforde: Idee ładu społecznego i politycznego w rewolucji francuskiej. – Cz.V: Społeczeństwo liberalne (Wiedeń 20-22 sierpnia 1992): K. Michalski: Przedmowa. – Cz. VI: Tożsamość w czasach zmiany (Castel Gandolfo 11-13 sierpnia 1994): K. Michalski: Przedmowa; R. Schroder: Niemiecka tożsamość po zjednoczeniu – Cz. VII: Oświecenie dzisiaj (Castel Gandolfo 8-10 sierpnia 1996): H. Maier: Oświeceniowa idea wolności a tradycja katolicka [poz. 50]; H.-L. Schreiber: Prawa człowieka po oświeceniu; R. Spaemann: Wewnętrzna sprzeczność oświecenia [poz. 50]; C. Leggewie: Między kulturkampfem a krytyką kapitalizmu. Polityczny katolicyzm w Stanach Zjednoczonych na rozstajach [poz. 50].
73. F. Dürrenmatt: Labirynt; Budowanie wieży. Tematy I-IX. Przeł.: M. Łukasiewicz i K. Jachimczak. [Opowiadania]. Wwa: PIW 2011, 537 s. Bibl. Babel.
74. G. Ritz: Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy. Juliusz Słowacki w drodze do Europy – pamiętniki polskie na tropach narodowej tożsamości. Kr.: Universitas, 2011 318 s. Polonica Leguntur, 13.
75. E. Augustin: Mama. [Powieść]. Wwa: PIW 2012, 308 s. Bibl. Babel. Kroki.
76. F. Nietzsche: Narodziny tragedii. Niewczesne rozważania. Przeł.: P. Pieniążek i M. Łukasiewicz. Łódź: Wydawn. Officyna 2012, 440 s. Friedrich Nietzsche - Dzieła Wszystkie.
77. W. G. Sebald: Wojna powietrzna i literatura. [Eseje]. Wwa: Wydawn. W.A.B. 2012, 173 s.
78. Mikroprogramy. [Proza]. Przeł.: M. Łukasiewicz, Ł. Musiał, A. Żychliński. Kr.: Korporacja Ha!art 2013, 144 s. Proza obca.
79. G. Boehm: O obrazach i widzeniu. Antologia tekstów. Red.: D. Kołacka. Przeł.: M. Łukasiewicz, A. Pieczyńska-Sulik. Kr.: Universitas 2014, 328 s. +1 dysk optyczny (DVD). Horyzonty Nowoczesności, 107.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Universitas 2014, plik w formacie PDF.
80. Sarmacka pamięć. Wokół bitwy pod Wiedniem. Pod red. B. Dybasia, A. Woldana i A. Ziemlewskiej. Przeł.: B. Dybaś, A. Méhes-Paluszek, M. Łukasiewicz. Wwa: Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie 2014, 366 s. Silva Rerum - Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
Materiały konferencyjne.
81. W.G. Sebald: Campo Santo. [Eseje]. Wwa: W.A.B. 2014, 317 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
82. P. Stamm: Siedem lat. [Powieść]. Wwa: Drzewo Babel 2014, 239 s.
83. M. Frisch: Szkice do trzeciego dziennika. Posł.: P. von Matt. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, 205 s. Fortuna i Fatum. Kroki.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
84. I. Bachmann: Dziennik wojenny. Z listami od Jacka Hamesha. Posł. i oprac.: H. Höller. Wołowiec: Czarne 2015, 88 s.
85. W. Sofsky: Ustrój terroru. Obóz koncentracyjny. Wwa: Żyd. Inst. Hist. im. E. Ringelbluma 2016, 383 s.
Praca naukowa z zakresu socjologii.
86. M. Frisch: Z Dziennika berlińskiego. Oprac. i podał do druku T. Strässle przy współpr. M. Unser. Wołowiec: Czarne 2017, 221 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
87. Ch. Lavant: Zapiski z domu wariatów. [Dziennik]. Wr.: Ossol. 2017, 110 s.
88. J. Roth: Żydzi na tułaczce. Wstęp: A. Taborska. (Dzieła zebrane). Budapeszt; Kr.: Wydawn. Austeria Klezmerhojs 2017, 149, [10] s.
Prace redakcyjne
1. Historikerstreit. Spór o miejsce III Rzeszy w historii Niemiec. [Publicystyka]. [Red.: M. Łukasiewicz]. Londyn: Aneks, 1990, 132 s.
Tu także przekł. M. Łukasiewicz.
2. Literatura niemieckojęzyczna w tłumaczeniu polskim 1945-1989. Bibliografia do wystawy „Książka nie zna granic”. Red.: M. Łukasiewicz. [Wstęp:] W. Lipscher. Darmstadt: Deutsches Polen-Institut 1990, 230 s.
Spis treści i wstęp w jęz. pol. i niem.
3. J. Walc: Ja tu tylko sprzątam. Felietony i szkice z lat 1988-1993. Wybór i oprac.: M. Łukasiewicz. Wstęp: W. Bolecki. Wwa: Szpak 1995, 447 s.
4. R. M. Rilke: Powiastki o Panu Bogu. [Opowiadania]. Przeł.: M. Czabanówna, W. Hulewicz. Oprac.: M. Łukasiewicz. Wwa: Sic! 1996, 155 s.
5. W. Weischedel: Do filozofii kuchennymi schodami. [Szkice]. Przeł. i w przyp. opatrzyły: K. Chmielewska, K. Kuszyk. Red. nauk. dokonała M. Łukasiewicz. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 2002, 306 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010.
 	Autorka o sobie: Krytyka i jej kryteria. „Znak” 1998 nr 7; Czy ja robię refrakcję? (O antologii „Współczesne teorie przekładu”). „Lit. na Świecie” 2012 nr 3/4; W kryminale. „Znak” 2014 nr 6 [wypowiedź w ank. red. nt. powieści kryminalnej]; Stare, nowe, dobre, złe. „Znak” 2017 nr 2 [o tłumaczeniu].
 	Wywiady: Ciekawość świata. „Życie Warsz.” 1991 dod. „Ex Libris” nr 10 [w związku z przyznaniem nagrody SPP]; „Nigdy w życiu nie tłumaczyłabym pism Heideggera”. Rozm.: Ł. Musiał, A. Żychliński. „Orbis Linguarum” 2004 vol. 27; Tłumacząc, staję się kimś innym. Rozm. A. Papieska. „Nowe Książ.” 2007 nr 10; Ten hochsztapler Tomasz Mann. Rozm. Z. Zaleska. „Dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr 6 [dostęp 18 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2284-ten-hochsztapler-tomasz-mann.html; Dziwna rzecz pisanie. Rozm. M. Sendecki. „Aktivist” [on-line] 2012 nr 160 dod. „Delit”. Suplement Fundacji Współpracy Pol.-Niem. [dostęp 18 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://fwpn.org.pl/assets/dowloadable_files/delit.pdf; Milion przygód. Rozm.: Ł. Musiał, A. Żychliński. „Przekładaniec” 2012 nr 26; Książka musi nas pociągać. Rozm. P. Rydzewski. „Bliza” 2014 nr 2; Czary-mary w języku. Rozm. Z. Zaleska. W: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Wołowiec 2015, wyd. 2 tamże 2016; Operacja na języku. Rozm. K. Kolska. „W Drodze” 2017 nr 7.

Ogólne

 	W. WOROSZYLSKI: „Będąc młodą tłumaczką…” „Więź” 1994 nr 4 [w związku z przyznaniem nagrody Polskiego PEN Clubu].
 	T. BUREK: Zaczytana kobieta. Szkic do portretu Małgorzaty Łukasiewicz. „Wyspa” 2008 nr 3(7).
 	A. KOPACKI: Laudacja dla Małgorzaty Łukasiewicz. „Lit. na Świecie” 2008 nr 7/8.

Rubryka pod różą

 	P. CZAPCZYK: Kiedy eseistyka staje się literaturą. „Twórczość” 2007 nr 9.
 	J. KURKIEWICZ: W krainie czarów. „Zesz. Lit.” 2007 nr 3.
 	L. SZARUGA: Kunszt lektury. „Nowe Książ.” 2007 nr 10.
 	A. BIELIK-ROBSON: Żywa kolekcja. „Dziennik” 2008 nr 52 dod. „Europa”.
 	K. RUTKOWSKI: Książki, które na nas czekają. „Znak” 2008 nr 2.
 	M. SZUSTER: Zadomowienie i jego poczucie. „Lit. na Świecie” 2008 nr 7/8.

Jak być artystą

 	E. BIEŃKOWSKA: Tomasz Mann Małgorzaty Łukasiewicz. „Zesz. Lit.” 2011 nr 3.
 	J. KURKIEWICZ: Żałobnik Flaubert, żartowniś Mann. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 219 [dot. także: R. Lis: Ręka Flauberta].
 	P. MATYWIECKI: Jak być Tomaszem Mannem. „Lit. na Świecie” 2012 nr 1/2.
 	M. NALEWSKI: (Auto)portret Manna. „Twórczość” 2012 nr 2.
 	A. SASINOWSKI: Mann, ty ancymonie! „eleWator” 2012 nr 1.
 	D. PAKALSKI. „Stud. z Hist. Filoz.” 2012 nr 3.

Dziwna rzecz pisanie

 	[T. FIJAŁKOWSKI] Lektor: Literatura, czyli przygoda. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43.

Pięć razy o przekładzie

 	K. CIEŚLIK: Przekład, czyli Literatura. „Nowe Książ.” 2017 nr 7/8.
 	[T. FIJAŁKOWSKI] Lektor: Czytelnik do potęgi drugiej. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 21.
 	J. SOBOLEWSKA: Ugniatanie języka. „Polityka” 2017 nr 16.

F. Nietzsche: Radosna wiedza

 	S. SZYMAŃSKI: Nietzsche wiek później. „Nowe Książ.” 2009 nr 4.

G. Simmel: Pisma socjologiczne

 	L. SZARUGA: Wywiedziony. „Nowe Książ.” 2009 nr 7.

Ch. Lavant: Zapiski z domu wariatów

 	J. SOBOLEWSKA: Czuły zapis piekła. „Polityka” 2017 nr 44.
</document>
<document nplp_id="3052" title="Michał Paweł MARKOWSKI" slug="michal-pawel-markowski">ur. 1962

Teoretyk literatury, krytyk literacki, eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 26 grudnia 1962 w Bydgoszczy; syn Janusza Markowskiego, urzędnika państwowego, i Barbary z Obrzeżgiewiczów. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. L. Waryńskiego (od 1992 im. C.K. Norwida) w Bydgoszczy i tam też w 1981 zdał egzaminy maturalne. W tym samym roku wyjechał do Krakowa, gdzie rozpoczął studia polonistyczne (ze specjalizacją teatrologiczną) na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Po uzyskaniu w 1986 dyplomu magistra filologii polskiej został w następnym roku zatrudniony w Instytucie Polonistyki UJ na stanowisku asystenta w Katedrze Teorii Literatury. Zajmował się interpretacją dzieł filozoficznych w perspektywie literaturoznawczej, później prowadził badania interdyscyplinarne. Tłumaczył i przygotowywał edytorsko teksy literaturoznawcze autorów obcych, uprawiał krytykę i eseistykę literacką. Debiutował w 1988 recenzją dotyczącą książki N. Frye pt. The Great Code: The Bible and Literature, zamieszczoną w „Pamiętniku Literackim” (z. 3) oraz recenzją pt. Głos Pana Go(Lema), odnoszącą się do książki S. Beresia pt. Rozmowy ze Stanisławem Lemem, opublikowaną na łamach „Znaku” (nr 11). Artykuły, recenzje, przekłady, eseje i felietony ogłaszał m.in. w „Tekstach Drugich” (od 1990), w „Znaku” (1994, 1996-97, 2000-01), „Literaturze na Świecie” (1996-2005, z przerwami), „Tygodniku Powszechnym” (1997 i od 2000; w 2006-07 stała rubryka pt. Z drugiej strony; współredaktor magazynu literackiego „Książki w Tygodniku”) i „Res Publice Nowej” (2000-03). Doktoryzował się w 1996 na UJ na podstawie dysertacji pt. Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura (promotor prof. Henryk Markiewicz), po czym kontynuował pracę na stanowisku adiunkta. W 1998 na podstawie rozprawy pt. Nietzsche. Filozofia interpretacji uzyskał na UJ habilitację. W tym samym roku wszedł w skład komitetu redakcyjnego serii wydawniczej Horyzonty Nowoczesności, ukazującej się nakładem Towarzystwa Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas” oraz (razem z Krzysztofem Kłosińskim) rozpoczął edycję Pism R. Barthes’a, wydawanych (do 2001) przez warszawską oficynę KR. Również w 1998 odebrał nagrodę „Literatury na Świecie” w dziedzinie komparatystyki. W 1999-2002 był członkiem zespołu redakcyjnego „Pamiętnika Literackiego”. Od 2000 pracował w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych UJ. W 2001 otrzymał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora nadzwyczajnego. Po zreorganizowaniu w 2004 struktury Wydziału Filologicznego UJ i powstaniu Wydziału Polonistyki, zainicjował utworzenie Katedry Międzynarodowych Studiów Polonistycznych (The Department of International Polish Studies) i w 2005 objął jej kierownictwo. W tym samym roku został profesorem zwyczajnym UJ. W 2006 otrzymał trzyletnie subsydium profesorskie „Mistrz”, przyznane (ze środków Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej) na realizację projektu Humanistyka po dekonstrukcji. Wszedł w skład Stowarzyszenia Naukowego Collegium Invisibile. Prace badawcze i zajęcia dydaktyczne w kraju łączył z naukowymi wyjazdami za granicę; wykłady poświęcone głównie polskiej literaturze XX w. oraz problematyce teoretycznoliterackiej wygłaszał na Uniwersytecie Sztokholmskim (visiting professor w 2002), Uniwersytecie Harvarda w Cambridge (visiting professor w 2002/2003), na Northwestern University w Evanston (visiting professor w 2004), na Wydziale Literatur Nowożytnych University of Alberta w Edmonton (distinguished visiting professor w 2005), w Internationales Forschungszentrum Kulturwissenschaften w Wiedniu (senior w 2008), na Brown University w Providence (visiting associate professor w 2009). Współpracował z Telewizją Polską: był współgospodarzem cyklicznego programu pt. Cafe Kultura, emitowanego w 2003-05 w Programie 2, a w 2005-06 prowadził poniedziałkowe audycje nadawane przez tematyczny kanał telewizji publicznej – Kultura; pokrewną problematykę popularyzował również w programach radiowych. W 2006 został członkiem zespołu redakcyjnego amerykańskiego pisma „Slavic Review” (Urbana, IL), a w 2007 – Rady Naukowej pisma Wydziału Polonistyki UJ, „Wielogłos”. Był pomysłodawcą i organizatorem, a następnie dyrektorem powołanego w 2007 na Wydziale Polonistyki UJ Centrum Studiów Humanistycznych (Centre for the Advanced Studies in the Humanities, CASH); przyjął wówczas także obowiązki redaktora wydawanej przez Centrum serii Hermeneia. W 2009 został dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. J. Conrada, organizowanego w Krakowie i w tym charakterze uczestniczył w kolejnych edycjach festiwalu. W 2009 wszedł w skład polskiego zespołu firmującego międzynarodowy program doktorski Cultural Studies in Literary Interzones, realizowany w ramach programu Erasmus Mundus II. W 2010 wyjechał do USA i na Uniwersytecie Illinois w Chicago objął Hejna Family Chair in Polish Language and Literature oraz kierownictwo Department of Slavic and Baltic Languages and Literatures, jak również dyrekcję Graduate Studies na tym wydziale. Związki z UJ podtrzymał m.in. jako przewodniczący Rady Programowej Centrum Studiów Humanistycznych (w którego strukturę włączono w 2010 Katedrę Międzynarodowych Studiów Polonistycznych) oraz jako profesor wizytujący. W wyniku współpracy między kierowanymi przez niego (uprzednio i aktualnie) jednostkami naukowymi z UJ oraz University of Illinois powstała w 2010 Letnia Szkoła „Polish Modernity”, oferująca studentom amerykańskim i kanadyjskim zajęcia w Krakowie; brał udział w jej pracach także jako wykładowca (omawiał poezję XX w. oraz zagadnienia teorii literatury). W 2011 za „całokształt dokonań w dziedzinie krytyki oraz eseistyki literackiej i artystycznej” otrzymał nagrodę im. K. Wyki. Został członkiem kolegiów redakcyjnych „Tekstów Drugich” (w 2011) i „Schulz Forum” (w 2012). Włączył się w organizację festiwali literackich oraz innych cyklicznych imprez poświęconych polskiej literaturze i kulturze, odbywających się w Stanach Zjednoczonych, m.in. „After Schulz” oraz „After Milosz” w Chicago. Za wybitne osiągnięcia naukowe otrzymał w 2016 nagrodę przyznawaną przez American Association of Teachers of Slavic and East European. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi (2002). Mieszka w Chicago i Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura. [Monografia]. Bydg.: Studio Φ &amp;amp; Wydawn. Homini 1997, 432 s. Wyd. 2 rozszerz. tamże 2003, 468 s.
Rozprawa doktorska. – Nagroda „Literatury na Świecie” za najlepsze przekłady opublikowane w 1997 roku (przyznana także za poz. 2), Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1998, nagroda PAN im. A. Brücknera w 2000 (przyznana także za poz. 2).
Przekł. bułg.: Efekt’t na vpisvaneto. Žak Derida i literaturata. [Przeł.] D. Nedâlkova. Sofiâ 2002.
2. Nietzsche. Filozofia interpretacji. [Monografia]. Kr.: Universitas 1997, 454 s. Horyzonty nowoczesności, 1. Wyd. 2 tamże 2001, dodruk tamże [2016].
Rozprawa habilitacyjna. – Nagrody (łącznie z poz. 1): „Lit. na Świecie” za najlepsze przekłady opublikowane w 1997 roku, Nagroda PAN im. A. Brücknera w 2000.
3. Anatomia ciekawości. [Eseje]. Kr.: WL 1998, 271 s. Obrazy Współczesności.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 2000, Nagroda Rektora UJ w 2001.
Zawartość: O ciekawości; O kolekcjach; O symulakrach; O widzialnym; O archetypach; O teorii i powieści; O nudzie; O tożsamości; O niewyrażalnym; O filozofii i literaturze; O dekonstrukcji.
Przekł. bułg.: Anatomiâ na lûbopistvoto. [Przeł.] P. Spasova. Sofiâ 2006.
4. Ewa Kuryluk. [Szkic]. [Przeł.:] U. Kiermeier, H. Kirchner. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 1999, 26 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragmenty utworów E. Kuryluk.
5. Pragnienie obecności. Filozofie reprezentacji od Platona do Kartezjusza. [Szkice]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1999, 243 s.
Nominacja do nagrody im. J. Długosza w 2000, Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 2001.
Zawartość: Prolog: Ikony i idole. – Hermeneutyka uobecnienia; Wzór i odwzorowanie; Obraz Boga niewidzialnego; Między eucharystią i idolem; Veraicon; Po śladach; Dłoń Arystotelesa; Autonomia przedstawienia; Przypadek i konieczność; „Blindness and insight”; Jak przez okno; Pozory mylą; Walka z idolami; Ucieczka z labiryntu; Odpodobnienie; Anamorfoza. – Epilog: „La condition humaine”.
6. [Kronika polskiego eseju 1951-2000]. Powst. ok. 2000.
Przekł. niem.: Chronik des polnischen Essays 1951-2000. [Przeł.] F. Griese. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 105 s.
Zawiera kalendarium wydarzeń związanych z polską eseistyką w kraju i na emigracji oraz biogramy wybranych autorów wraz z fragmentami ich książek.
7. Leszek Kołakowski. [Szkic]. [Przeł.] F. Griese. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 19 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. esejów L. Kołakowskiego.
8. Marek Bieńczyk. [Szkic]. [Przeł.:] K. Wolff, D. Daume. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, A Kutter. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 27 s. Wyd. nast. tamże 2001.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. utworów M. Bieńczyka.
9. Występek. Eseje o pisaniu i czytaniu. Wwa: Sic! 2001, 201 s.
Zawiera: „Pour l’autre, pour moi...”. [Wstęp]. – Występek. Fragmenty o pisaniu; Eros i Hermes; „Co to znaczy czytać?”; Lekcja psychoanalizy; Przygoda lektury [dot. R. Barthes’a]; Pragnienie zwane Japonia [dot. Japonii w ujęciu R. Barthes’a]; W ciemnym wnętrzu miłości. – „Pour l’autre, pour moi... ”. [Zakończenie]; Epilog.
10. Identity and interpretation. [Stockholm]: Departament of Slavic Languages and Literatures, Stockholm University 2003, 181 s.
Wykłady prowadzone na Uniwersytecie Sztokholmskim w 2002 r. – Nagroda Rektora UJ w 2004 r.
11. Perekreacja. [Szkice]. [Współwyd. z:] G. Perec: Gabinet kolekcjonera [Opowiadanie]. Przeł. M.P. Markowski. Wwa: KR 2003, 181 s. 67-179. Por. Przekłady poz. 8.
Zawiera szkice dot. życia i twórczości G. Pereca: Dziura; Ślad; Być Flaubertem, przepisać Melville’a; Opowieści z krypty; Pod-zwyczajność; Przymusy; Poza czasem; Kruchy protest przeciwko nicości; Puzzle; Tout Dire; Fort/Da; Gabinet kolekcjonera; Perekreacja; Niedokończony projekt.
12. Czarny nurt. Gombrowicz, świat, literatura. [Monografia]. Kr.: WL 2004, 409 s.
Nominacja do nagrody im. J. Długosza w 2004, Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 2005, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2005.
Przekł.: rum.: Vâltoarea neagră. Gombrowicz, lumea, literatura. [Przeł.] C. Bartl. Piteşi 2005, – szwedz.: Svart ström. Gombrowicz, världen, litteraturen. [Przeł.:] T. Håkanson, S. Ingvarsson, L. Mendoza Åsberg, R. Wennerholm. Stockholm 2006.
13. Pragnienie i bałwochwalstwo. Felietony metafizyczne. Kr.: Znak 2004, 173 s.
Zawartość: Wytłumaczenie. [Wstęp]. ¬– Rozmowa o pragnieniu. Rozm. J. Makowski. [Wywiad. Cz. 1]. – Ironia i metafizyka; Relacja i religia; Gramatyka i pobożność; Pustynia i obietnica; Śmierć i dążenia; Świętość i szaleństwo; Dar i ofiara; Teologia i obrazy; Skandal i wiara; Inność i tożsamość; Miłość i separacja; Nietzsche i Nietzsche; Poezja i rozumienie; Słuchanie i nierozumienie. – Rozmowa o bałwochwalstwie. Rozm. J. Makowski. [Wywiad. Cz. 2].
14. Teorie literatury XX wieku. Podręcznik. [Autorzy:] A. Burzyńska, M.P. Markowski. Kr.: Znak 2006, 595 s.
Nagroda Rektora UJ w 2007.
Zawiera wstęp napisany przez oboje autorów oraz następujące rozdziały pióra M.P. Markowskiego: Psychoanaliza; Fenomenologia; Formalizm rosyjski; Formalizm amerykański – „new criticism”; Bachtin; Hermeneutyka; Dekonstrukcja; Pragmatyzm; Historyzm; Badania kulturowe; Postkolonializm.
Przekł. serb.: Književne teorije XX veka. [Przeł.] I. Đokić-Saunderson. Beograd 2009, toż [on-line] [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://pl.scribd.com/doc/58259754/Knjizevne-TEORIJE-20-Veka-Poljaci
15. Nieobliczalne. Eseje. Kr.: Austeria 2007, 199 s.
Nagroda Rektora UJ w 2008 (także za poz. 16).
Zawiera: W swoją stronę. [Wstęp]. – Ekspozycja; Cień świetlny na ramieniu nagim [o Wenecji]; Między widzialnym i niewidzialnym; Żywe dotknięcie obcości; Wymazywanie [dot.: A. Nowakowski: Powiększenie]; Wieloznaczność i milczenie [dot.: J.M. Coetzee: Elizabeth Costello]; Na progu czasów i form [dot.: M. Proust: W poszukiwaniu straconego czasu]; Nieprzychylna powierzchnia twarzy [gł. w twórczości M. Prousta i H. Balzaka]; Płomień znikąd [dot. twórczości T.S. Eliota]; Fadao [dot.: A. Stasiuk: Fado]; Ześlizgiwanie się w Nic [posł. do E. Jabès: Księga pytań. T. 5]; Nieobliczalne [o relacjach: autor - dzieło]; Uwikłanie [dot.: S. Mrożek: Miłość na Krymie]; Trzy klęski Maura [dot.: W. Shakespeare: Otello]; Nieprzejrzystość [refleksje z wystawy „Melancholia. Geniusz i szaleństwo w sztuce”, oglądanej w Berlinie]; Sztuka, krytyka, kryzys [polemika z książką A. Żmijewskiego: Drżące ciała].
16. Polska literatura nowoczesna. Leśmian. Schulz, Witkacy. Kr.: Universitas 2007, 416 s.
Nagroda Rektora UJ w 2008 (także za poz. 15).
Zawartość: Instrukcja obsługi. [Wprowadzenie]. – Polska literatura nowoczesna; Ekskurs o interpretacji; Komentarz do braku ilustracji. – Leśmian. Poezja i nicość. – Schulz. Za kulisami rzeczywistości. – Witkacy. Metafizyka i parodia. – Podsumowanie.
17. [Rola humanistyki we współczesnym społeczeństwie]. [Wykład uniwersytecki]. Powst. przed 2007.
Przekł. ukr.: Rol’ gumanìstiki v sučasnomu suspìl’stvì. L’vìv: Centr gumanìtarnih dostìžen’; Kiïv: Smoloskip 2007, 64 s. Unìversitets’kì dialogi, 2 [poza tekstem publicznego wykładu, wygłoszonego 11 grudnia 2006 we Lwowie, na Uniwersytecie im. I. Franki, zawiera także fragm. dyskusji].
18. Życie na miarę literatury. Eseje. Kr.: Homini 2009, 373 s.
Zawartość: Wstęp. – Część 1. Życie na miarę literatury: Podwójne dziedzictwo; Poezja i nowoczesność; Zbawienie, chimera w blasku i umysł poety; Na skraju wytrwania; Przyjaźń, histeria, melancholia. – Część 2. Szekspir: zazdrość i hermeneutyka; Szekspir: śmiech i nicość; Lichtenberg: terapia spłoszonej wyobraźni; Krasiński: na scenie histerii; Poe: horror obecności; Proust: wahania języka; Conrad: pośród niepojętego; Pessoa: kaznodzieja wyrzeczenia; Witkacy: miny nad otchłanią; Kafka: rana i doświadczenie; Gombrowicz: do diabła z kompetencją; Jeleński: rzeczywistość nieprześwietlona; Bieńczyk: pod światło.
19. Słońce, możliwość, radość. Esej. Wołowiec: Czarne 2010, 151 s.
Zawiera 12 utworów (w większości druk. wcześniej w „Tyg. Powsz.”): O czytaniu; Coś za coś; Życie opisane; Inne światy, inne języki; Wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę; Mięso na podium; Słońce, możliwość, radość; Spotkanie z iluzją; Tanger, 18 sierpnia; Świat jako artefakt; Dotknięcie; Moja Ameryka.
20. Powszechna rozwiązłość. Schulz, egzystencja, literatura. [Monografia]. Kr.: Wydawn. UJ 2012, 190 s.
21. Polityka wrażliwości. Wprowadzenie do humanistyki. Kr.: Universitas 2013, 449 s. Horyzonty Nowoczesności, 100.
Zawartość: Krótka historia humanistyki w cytatach: od Montaigne’a do Derridy. – Cz. 1. Wstęp, czyli jak uzasadnić nasze istnienie; Cz. 2. Humanistyka: wprowadzenie; Cz. 3: Od humanizmu do humanistyki; Cz. 4. Przeciwko obiektywności; Cz. 5. Od rozumienia do nierozumienia; Cz. 6. Dialektyka i egzystencja; Cz. 7. Zwrot egzystencjalny w humanistyce; Cz. 8. Humanistyka po dekonstrukcji. Cz. 9. „Da capo”.
22. Dzień na ziemi. Proza podróżna. Pozn.: WP 2014, 334 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn. WP 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia 2016 w kategorii esej.
Zawiera: Proza, czyli podróż [wstęp]. – [Cz.1] Hotel Argentino. Fragmenty z powieści [inspirowanej podróżą do Ameryki Południowej]. – [Cz. 2: eseje o miastach; pierwodr. w „Tyg. Powsz.”]: Dzień na ziemi. Fragmenty z podróży: Fragment pierwszy: Jaipur; Fragment drugi: Amsterdam; Fragment trzeci: Xilitla; Fragment czwarty: Madryt; Fragment piąty: Brasília; Fragment szósty: Praga; Fragment siódmy: Montalcino; Fragment ósmy: San Juan. – [Cz. 3] Fotografie.
23. Kiwka. [Eseje]. Kr., Budapeszt: Austeria 2015, 257, [6] s.
Zawartość: O swobodzie [dot. koncepcji literatury]. – Jezus i telekomunikacja. – Martwy Bóg, żywa literatura [o krytyce Nietzscheańskiej]. – Pragnienie nieobecności. – Pomyśl: literatura! – Medium doskonałe. – Ostatnie zdjęcie. – Pensjonat pamięci [wokół książki T. Judta: The Memory Chalet]. – Obcość, odmienność, przekład. – Gościnne fikcje. – Przepustka do świata, czyli literatura w podróży [dot. ujęcia literatury przez D. Damroscha]. –Bolesna szorstkość codziennego życia [dot. opozycji: sztuka-nauka]. – Atletyka rozumu [o eseistyczno-medialnej filozofii P. Sloterdijka]. – Ślady na śniegu [o biografii i twórczości R. Walsera]. – Kiwka [futbol i drybling a współczesna kultura]. – „Fluffy shit”, ironia i głębsze znaczenie [o współczesnym rynku sztuki i hipsterach]. – Pod prąd [literatura wobec historii i polityki].
24. Notes amerykański. [Album]. Tekst i fot.: M. P. Markowski. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2016, 185, [6] s.
Relacje i fotografie z podróży po Stanach Zjednoczonych.
25. Notes andaluzyjski. [Album]. Tekst i fot.: M. P. Markowski. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2016, 161, [6] s.
Relacje i fotografie z podróży po Hiszpanii.
26. Notes indyjski. [Album]. Tekst i fot.: M. P. Markowski. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2016, 161, [6] s.
Relacje i fotografie z podróży po Indiach.

Szkice, rozprawy i eseje w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Między fragmentem a powieścią, czyli za co kocham Rolanda Barthes’a. „Teksty Drugie” 1990 nr 2 s. 65-73. – Cztery uwagi o eseju. W: Polski esej. Kr. 1991 s. 170-178. – Miłosz: dylematy autoprezentacji. „Teksty Drugie” 1991 nr 1/2 s. 24-34, przedr. w: Polski esej. Kr. 1991 s. 159-170, toż w: Poznawanie Miłosza 2. Cz. 1. (1980-1998). Kr. 2000 s. 327-337, przekł. ang.: The dilemmas of self-presentation. [Przeł.] G. Czemiel. W: „Miłosz like the world”. Poet in the eyes of Polish literary critics. Frankfurt am Main 2015 s. 35-44. Cross-Roads, 6, toż [on-line] [dostęp 27 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: https://www.peterlang.com/view/product/16444?format=EPDF. – Roland Barthes: esej przeciwko teorii. W: Kryzys czy przełom. T. 1. Kr. 1993 s. 219-224. – Pisać inaczej. W stronę postmodernistycznego eseju. „Ruch Lit.” 1994 nr 5/6 s. 503-514. – „Wiosna”. Między retoryką i erotyką. W: Czytanie Schulza. Kr. 1994 s. 286-295. – Czy możliwa jest poetyka eseju? W: Poetyka bez granic. Wwa 1995 s. 109-119. – Dlaczego filozofowie czytają literaturę? „Lit. na Świecie” 1997 nr 12 s. 216-230. – Teoretyk pisarzem. (Umberto Eco i tajemnica podwójnego dyskursu). „Lit. na Świecie” 1997 nr 12 s. 231-250. – Bajeczna spekulacja: Derrida, Heidegger i poezja. „Lit. na Świecie” 1998 nr 11/12 s. 162-175. – Baudrillard: Słownik. [Posł. do:] J. Baudrillard: Ameryka. Wwa 1998 s. s. 169-197. – L'ennui: Ułamek historii. „Res Publica Nowa” 1998 nr 5 s. 7-15, przedr. w: Nuda w kulturze. Pozn. 1999 s. 290-316. – Marcel Proust. Kalendarium życia i twórczości; Proust. Sztuka pastiszu; Proust. Sztuka tłumaczenia. „Lit. na Świecie” 1998 nr 1/2 s. 298-316; 192-203; 150-164. – O pisaniu. Fragmenty. „Teksty Drugie” 1998 nr 4 s. 201-214. – Wobec niewyrażalnego: teologia negatywna, dialektyka, dekonstrukcja. W: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 s. 31-42. – „Anty-Hermes”. [Posł. do:] M. Foucault: Szaleństwo i literatura. Wwa 1999 s. 335-385. – Ciało, które czyta, ciało, które pisze. [Wstęp do:] R. Barthes: S/Z. Wwa 1999 s. 5-[34]. – Dyskurs. [Wstęp do:] R. Barthes: Fragmenty dyskursu miłosnego. Wwa 1999 s. 5-35. Pisma, 2. – Ekphrasis. Uwagi bibliograficzne z dołączeniem krótkiego komentarza. „Pam. Lit.” 1999 z. 2 s. 229-236. – Nuda i tożsamość. „Principia” 1999 t. 23 (nr monograficzny pt. Tożsamości Kierkegaarda) s. 43-56. – „Moje życie jest torturą.” [Posł. do:] F. Nietzsche: To rzekł Zaratustra. Wwa 1999 s. 415-430. – Szczęśliwa mitologia, czyli pragnienia semioklasty. [Wstęp do:] R. Barthes: Imperium znaków. Wwa 1999 s. 5-42. – Dekonstrukcja i religia. „Res Publica Nowa” 2001 nr 11 s. 19-30, przedr. zmien. w: Człowiek wobec świata na przełomie wieków. Nowe i dawne wzorce. Kr. 2001 s. 67-91. – Dekonstrukcja, postmodernizm, oświecenie. Krótkie wprowadzenie do pism Christophera Norrisa. [Wstęp do:] Ch. Norris: Dekonstrukcja przeciw postmodernizmowi. Teoria krytyczna i prawo. Kr. 2001 s. V-XVIII. – Interpretacja i literatura. „Teksty Drugie” 2001 nr 5 s. 51-66, przedr. w: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Wwa 2002 s. 391-407. – Pomyśleć niemożliwe. Marion, Derrida i filozofia daru. „Znak” 2001 nr 1 s. 25-42. – Zazdrość i hermeneutyka. W: Miłość. Gdańsk 2001 s. 41-54. Punkt po Punkcie, 2; toż „Res Publica Nowa” 2002 nr 7 s. 68-77. – Przed prawem. Interpretacja, literatura, etyka. „Teksty Drugie” 2002 nr 1/2 s. 32-50. – Ciało w wąwozie niewiedzy. W: Grzech. Gdańsk 2003 s. 24-35. Punkt po Punkcie, 4. – Krótka encyklopedia postmodernizmu. W: Postmodernizm. Teksty polskich autorów. Kr. 2003 s. 79-102. – Poetry and modernity. W: Swedish-Polish modernism. Stockholm 2003 s. 147-157. – The two faces of the logos: Michel Foucault, Paul Ricoeur, and hermeneutic tradition. W: Between suspicion and sympathy: Paul Ricoeur's unstable equilibrium. Toronto 2003 s. 357-369. – Z powrotem do Lacana! „Lit. na Świecie” 2003 nr 3/4 s. 377-397. – Czy Przyboś jest poetą metafizycznym? W: Na tropach modernizmu i postmodernizmu = Po sledite na modernizma i postmodernizma. Sofiâ 2004 s. 93-105, przekł. bułg.: Metafizyčen poet li ě Pšiboš? [Przeł.] M. Karabelova. Tamże, s. 100-114. – Reprezentacja i ekonomia. „Teksty Drugie” 2004 nr 4 s. 11-27, przekł. ang.: Economy and representation. W: From modern theory to a poetics of experience. Polish studies in literary history and theory. Frankfurt am Main 2014 s. 99-116. Cross-Roads, 4; toż [on-line] [dostęp 27 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: https://www.peterlang.com/view/product/15851. – Rozumna rzeczywistość. Wprowadzenie do lektury Ericha Auerbacha. [Wstęp do:] E. Auerbach: Mimesis. Wyd. 2 Wwa [2004] s. V-XIX. – Antropologia, humanizm, interpretacja. „Teksty Drugie” 2005 nr 5 s. 16-25, przedr. w: Polonistyka w przebudowie. T. 1. Kr. 2005 s. 283-292, toż w: Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy. Kr. 2006 s. 137-152. Horyzonty Nowoczesności, 50. Wyd. 2 tamże 2012, przekł. ukr.: Antropologїâ, gumanїzm, interpretacїâ. [Przeł.] S. Âkovenko. W: Teoriâ lìteraturi v Pol'ŝì. [Red.] V.P. Morenec'. Kiïv 2008 s. 491-503. – Nicość i czcionka. [Wprowadzenie do:] S. Mallarmé: Rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku. Kr. 2005 s. 7-23. – Nieobliczalne. [Wstęp do:] A. Nowakowski: Sławomir Mrożek. Kr., Wwa 2005 s. 9-23. – Shakespeare’s Otello: jealousy and hermeneutics. W: Textual ethos studies, or Locating ethics. Amsterdam; New York 2005 s. 117-131. – W teatrze histerii, na scenie pisania. O Zygmuncie Krasińskim. „Dialog” 2005 nr 7/8 s. 200-211. – Historia i metafizyka. W: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Rozumienie historii w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Wwa 2006 s. 32-45. – Niewymienne ciało. Masturbacja i dylematy kultury nowożytnej. [Wstęp do:] T.W. Laqueur: Samotny seks. Kr. 2006 s. VII-XXVIII, wyd. nast. tamże [2016]. – Nowoczesność: ciało niedoświadczone. W: Nowoczesność jako doświadczenie. Kr. 2006 s. 75-90. ¬ O niewidzialnym. W: Imhibition. Kr. 2006 s. 21-37. – Reprezentacja. W: Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy. Kr. 2006 s. 287-333, wyd. 2 tamże 2012 (tu pt. O reprezentacji). – Antropologia i literatura. „Teksty Drugie” 2007 nr 6 s. 24-33. – Blanchot: fascynacja zewnętrznością. W: Maurice Blanchot – literatura ekstremalna. Wwa 2007 s. 41-50. – Du vomi ou au-déla de l’économie: Gombrowicz contre Sartre. W: Witold Gombrowicz entre l'Europe et l'Amérique. Lille 2007 s. 171-180. Lettres et Civilisation Slaves, 991. – Dusza dostojna, czyli jak studiować, żeby nie zwariować. W: Xięga Erazmiańska. Szczecin; Łask; Pruszków k. Łasku 2007 s. 13-21. – Le jardin interdit: Gombrowicz et le honte. W: Gombrowicz - une gueule de classique. Paris 2007 s. 179-186. Travaux Publiés par l'Institut d' Études Slaves, 51. – Przygoda ciała i znaków. Wprowadzenie do pism Julii Kristevej. W: J. Kristeva: Czarne słońce. Kr. 2007 s. V-XXLV. – Co mówi nic? W: Lacan, Žižek – rewolucja pod spodem. Pozn. 2008 s. 151-163. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, 54. – Humanistyka i inne marzenia. W: Ku integralności edukacji i humanistyki. Tor. 2008 s. 135-152. – Kultura i namiętności. W: Jaka kultura? Jaki dyskurs? Szczec. 2008 s. 93-101. – Znieswojenie. Wstęp do hermeneutyki nierozumienia. W: M. Sá Cavalcante Schuback: Pochwała nicości. Kr. 2008 s. IX-XLI. – Teologia, dyskurs, zdarzenie. [Posł. do:] M. Bielawski: Mikroteologie. Kr. 2008 s. 215-226. – Poiesis. Friedrich Schlegel i egzystencja romantyczna. [Wstęp do:] F. Schlegel: Fragmenty. Kr. 2009 s. VII-LXXIV. – Giving time, sharing space, or the existential turn in the humanities. W: En annan humaniora – En annan tid = Another humanities – Another time. Stockholm 2010 s. 33-40. „Södertörn Philosophical Studies”, 7. – Humanistyka po dekonstrukcji. W: „French theory” w Polsce. Pozn. 2010 s. 47-61. – Komitywa. W: Od polityki do poetyki. Kr. 2010 s. 29-38. – Humanistyka: niedokończony projekt. „Teksty Drugie” 2011 nr 6 s. 13-28. – Wiping out. The palimpsest, the subject, and the art of forgetting. W: The effect of palimpsest. Culture, literature, history. Frankfurt am Main 2011 s. 115-127. – Humanistyka, literatura, egzystencja. W: Teoria, literatura, życie. Praktykowanie teorii w humanistyce współczesnej. Wwa 2012 s. 17-41. – Między nerwicą i psychozą: rzeczywistości Rolanda Barthes’a. „Teksty Drugie” 2012 nr 4 s. 127-142. – „Worse and worse boredom”. Gombrowicz, Schulz, and Witkacy on the intensity of modern life. [Przeł.] D. Malcolm. „Tekstualia” 2014 nr 1 s. 65-86 [nr w jęz. ang.], toż [on-line] [dostęp 27 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.tekstualia.pl/images/IndexPlus/IndexPlus2/Markowski_Michal_Pawel-Worse_and_worse_boredom_Gombrowicz_Schulz_and_Witkacy_on_the_Intensity_of_Modern_Life.pdf. – Ręka kelnera. Esej o obsesji w literaturze. W: Kultura afektu – afekty w kulturze. Humanistyka po zwrocie afektywnym. Wwa 2015 s. 215-252. – Projekt Gogola. „Lit. na Świecie” 2016 nr 9/10 s. 364-385 [dot.: M. Gogol: Martwe dusze]. – Niszcząca przemiana. O politycznej metafizyce Martina Heideggera. „Prz. Polit.” 2017 nr 143 s. 127-145. – Życie, pieszczota, sztuka, śmierć. W: B. Leśmian: „Lecz nie było już świata...” Miłość i śmierć. Wwa 2017 s. 107-113 [dot. wiersza B. Leśmiana pt. Marcin Swoboda].
Przekłady
1. P. Bondanella: Umberto Eco. Semiotyka, literatura, kultura masowa. Przeł. M.P. Markowski. Kr.: Znak 1997, 207 s.
2. R. Barthes: S/Z. Przeł.: M.P. Markowski, M. Gołębiewska. Wstępem opatrzył M.P. Markowski. Wwa: KR 1999, 313 s. Pisma, 1.
3. G. Deleuze: Proust i znaki. Przeł. M.P. Markowski. Gdańsk: słowa/obraz terytoria 2000, 179 s.
4. M. Proust: Pamięć i styl. Przeł.: M. Bieńczyk, J. Margański, M.P. Markowski. Wybór, oprac. i wstęp: M.P. Markowski. Kr.: Znak 2000, 227 s. Esej.
Tu w przekł. M.P. Markowskiego rozdz.: Przeciwko niezrozumialstwu; O czytaniu; Dni lektury; „Contre Sainte-Beuve” – fragmenty.
5. R. Barthes: Lektury. Przeł.: K. Kłosiński, M.P. Markowski, E. Wieleżyńska. Wybrał, oprac. i posł. opatrzył M.P. Markowski. Wwa: KR 2001, 270 s. Pisma, 4.
6. G. Perec: Gabinet kolekcjonera. [Opowiadanie]. Przeł. M.P. Markowski. [Współwyd. z:] M.P. Markowski: Perekreacja. [Szkice]. Wwa: KR 2003, s. [5]-65. Por. Twórczość poz. 11.
7. J. Kristeva: Czarne słońce. Depresja i melancholia. Przeł.: M.P. Markowski, R. Ryziński. Wstęp: M.P. Markowski. Kr.: Universitas 2007, XLIX, 262, [8] s. Horyzonty Nowoczesności: teoria, lit., kult., 63.
8. T. Markowski: Flow. Przeł.: M.P. Markowski. Bydg.: Tymon Markowski 2017, [61] s.
Wydawn. popularne, dot. podróży. – Tekst równoległy w jęz. ang. i pol.
Prace redakcyjne
1. N. Frye: Wielki Kod. Biblia i literatura. Przeł. A. Fulińska. Przekł. przejrz. i wstępem opatrzył M.P. Markowski. Bydg.: Homini 1998, 246 s.
2. R. Barthes: Imperium znaków. Przeł. A. Dziadek. Przekł. przejrz., poprawił i wstępem opatrzył M.P. Markowski. Wwa: KR 1999, 185 s.
3. Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy. Red.: M.P. Markowski, R. Nycz. Kr.: Universitas 2006, 514, [6] s. Horyzonty Nowoczesności, 50. Wyd. 2 tamże 2012.
4. Teorie literatury XX wieku. Antologia. Pod red. A. Burzyńskiej i M.P. Markowski. Kr.: Znak 2006, 698 s.
Przekł. serb.: Književne teorije XX veka. [Przeł.] I. Đokić-Saunderson. Beograd 2009.
5. F. Schlegel: Fragmenty. Przeł. C. Bartl. Oprac., wstępem i komentarzami opatrzył M.P. Markowski. Kr.: Wydawn. UJ 2009, LXXVII, 195 s. Hermeneia.
6. E. Bloch: Ślady. Przeł., oprac. i wstępem opatrzyła A. Czajka. Red. nauk.: M.P. Markowski. Kr.: Wydawn. UJ 2012, XXXIV, 209 s. Hermeneia.
7. P. Ricoeur: Pamięć, historia, zapomnienie. Przeł. J. Margański. Red. nauk.: M.P. Markowski. Kr.: Universitas 2012, 689, [9] s. Horyzonty Nowoczesności, 54.

Zob. też Przekłady poz. 4, 5.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Autor o sobie: Moja Ameryka. Wszystkie drogi prowadzą do... „Tyg. Powsz.” 2010 nr 35, przedr. w: M.P. Markowski: Słońce, możliwość, radość. Wołowiec 2010.
 	Wywiady: Kartezjańczyk nie widzi siebie w lustrze. Rozm. M. Mazurek. „Odra” 1999 nr 6 [dot.: Efekt inskrypcji; Nietzsche]; Nie pamiętam swoich książek… Rozm. A. Skrendo. „Pogranicza” 2000 nr 4; Ciało i instytucja. Rozm. K. Mikurda. „FA-art” 2004 nr 3/4 [dot. gł.: Efekt inskrypcji]; Występne rozważania o szaleństwie. Rozm.: Ż. Nalewajk i K. Krowiranda. „LiteRacje” 2004 nr 2 (4); Zagadywanie katastrofy. Rozm.: P. Mościcki, S. Gromadzki, R. Papieski, R. Romaniuk. Oprac.: R. Papieski. „Prz. Filozof.-Lit.” 2004 nr 4 [dot. gł.: Czarny nurt]; Fabuły w świecie pojęć. Rozm. R. Ostaszewski. „Nowe Książ.” 2006 nr 11; Podręcznik dla młodego Markowskiego. Rozm.: J. Workowska. „Forum Akad.” 2008 nr 4 dod. „Forum Książ.” nr 1 [dot.: Polska literatura nowoczesna]; Przeciwko aniołom. Rozm. G. Jankowicz. „Odra” 2008 nr 1 [dot. gł.: Nieobliczalne]; 10 książek do mocowania się z samym sobą. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 215 [o własnych preferencjach czytelniczych]; Sok rzeczywistości. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 7 [dot. gł.: Dzień na ziemi].

Ogólne

 	A. SIEMEK: Barthes polskim znakiem wyrażony. „Lit. na Świecie” 2000 nr 7/8 [dot. m.in. udziału M.P. Markowskiego w polskich przekł. prac R. Barthes’a].
 	MK: Leksykon. Michał Paweł Markowski. „Dekada Lit.” 2007 nr 2/3.
 	A. SASINOWSKI: Galop Michała Pawła Markowskiego. „Dyskurs”, Szczec. 2009 z. 4.
 	P. BOHUSZEWICZ: Histeria, melancholia... i obiektalność. „Teksty Drugie” 2011 nr 6.
 	M. KRAKOWIAK: Mierzenie się z esejem. Studia nad polskimi badaniami eseju literackiego. Katow. 2012. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3002 [dot. m.in. twórczości M.P. Markowskiego].
 	A. FALTYN: Michał Paweł Markowski wobec hermeneutyki literackiej i filozoficznej. W tegoż: Hermeneutyka w polskich badaniach literackich. Maria Janion, Ryszard Przybylski, Michał Paweł Markowski. Wwa 2014.
 	M. JANUSZKIEWICZ: Literaturoznawstwo osobiste. „Przestrzenie Teorii” 2015 nr 23 [dot. także J. Błońskiego i H. Markiewicza].

Efekt inskrypcji

 	K. KŁOSIŃSKI: Dla Michała Pawła Markowskiego. „Teksty Drugie” 1998 nr 4.
 	M. LUBELSKA. „Ruch Lit.” 1998 z. 6.
 	A. SOSNOWSKI: Ostatnia miłość literatury. „Lit. na Świecie” 1998 nr 11/12.
 	A. SZAHAJ. „Pam. Lit.” 1999 z. 2.
 	R. MAGRYŚ: Derrida zdekonstruowany. „Nowa Okolica Poetów” 2000 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Nietzsche

 	K. BARTOSZYŃSKI: Nietzsche dla naszych czasów. „Teksty Drugie” 1998 nr 6.
 	A. BIELIK-ROBSON: Nasza mała destabilizacja. „Res Publica Nowa” 1998 nr 10.
 	S. GROMADZKI: Poza fikcją filozofii interpretacji. „Prz. Filoz.” 1998 nr 4.
 	A. JUSZCZYK: Poli-grafia. „Arkusz” 1998 nr 11.
 	P. KĘPSKI: Interpretacja Nietzschego. „Szt. i Filoz.” 1999 t. 16.
 	C. WODZIŃSKI: Interpretacje umierają, a Nietzsche, Nietzs…, Nie… „Lit. na Świecie” 1999 nr 5/6, polem.: M.P. MARKOWSKI: Ecce lector! Tamże.
 	Zob. też. Wywiady.

Anatomia ciekawości

 	M. BIEŃCZYK: Wiedza i drżenie. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 191.
 	G. BYLICA: Nie rusz, Michał, tego kwiatka. „FA-art” 1999 nr 2.
 	G. JANKOWICZ: L’Autre. „Lit. na Świecie” 1999 nr 9.
 	M. KUREK: O ciekawości. „Odra” 2000 nr 9.
 	K. SZUMLEWICZ: Osobliwa kolekcja. „Twórczość” 2000 nr 9.
 	A. UBERTOWSKA: Ciekawość – „nieprawomyślny sobowtór” rozumu. „Teksty Drugie” 2001 nr 1.

Pragnienie obecności

 	M. RUDZKA-GRAŚ: Świat jako gra. „Res Publica Nowa” 2000 nr 10.
 	K. SZUMLEWICZ: Miedzy ikoną i idolem. „Twórczość” 2000 nr 12.
 	D. HARTWIG: Tropienie idola. „Format” 2001 nr 2/3.
 	W. KALISZEWSKI: Rzeczy i obrazy. „Więź” 2001 nr 1.
 	D. KOŁACKA: Ikony i idole. „Szt. i Filoz.” 2001 t. 20.

Występek

 	G. BYLICA: I napisał: pragnę. „FA-art” 2002 nr 1.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Na poły spisany esej. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 35.
 	A. GRABOWSKI: Pochwała niewierności. „Res Publica Nowa” 2002 nr 3.
 	A. KULÓWNA: Ja i nikt Inny. „Studium” 2002 nr 2.
 	Ż. NALEWAJK: Tropem występku: czym jest literatura? „Pracownia” 2002 nr 1.
 	D. ULICKA: „Heretyckie eseje o pisaniu i czytaniu”. „Nowe Książ.” 2002 nr 6.

Perekreacja

 	E. WIELEŻYŃSKA: Perec zamarkowany. „Lit. na Świecie” 2004 nr 3/4 [dot. także przekł.: G. Perec: Gabinet kolekcjonera. Zob. Przekłady poz. 8].

Czarny nurt

 	J. GUTOROW: Gombrowicz od nowa. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 47.
 	J. JARZĘBSKI: Czarny Gombrowicz. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 292.
 	J. BŁACH: Gombrowicz – wiecz(nie) żywy. „Opcje” 2005 nr 2.
 	T. KOMENDANT: Herezja, głupota, wstyd. „Twórczość” 2005 nr 9.
 	E. KUŹMA: Gombrowicz-„Gombrowicz” Michała Pawła Markowskiego. „Res Publica Nowa” 2005 nr 2.
 	J. MARGAŃSKI: Dialektyka „Czarnego nurtu”. „Teksty Drugie” 2005 nr 3.
 	M. MIKOŁAJCZAK. „Ruch Lit.” 2005 z. 6.
 	A. SKRENDO: „Grasujące rozwydrzenie”. „Pogranicza” 2005 nr 1.
 	B. MAŁCZYŃSKI: Gombrowicz niesamowity. „Odra” 2006 nr 4.
 	E. FIAŁA. „Pam. Lit.” 2008 z. 1.
 	Zob. też Wywiady.

Pragnienie i bałwochwalstwo

 	T. KOMENDANT: Bez dogmatów. „Twórczość” 2004 nr 7/8.

Teorie literatury XX wieku

 	D. ULICKA: Teoria i teorie. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	M. CAŁBECKI: Teorie literatury XX wieku – koniec, czyli początek. „Topos” 2007 nr 3.
 	T. CHARNAS: O aktach lektury i interpretacji – teoretycznie. „Czas Kult.” 2007 nr 1/2.
 	J. FIEDORCZUK: Święto teorii. „Lit. na Świecie” 2007 nr 3/4.
 	M. ORSKI: Opowieść o teorii… „Odra” 2007 nr 3.
 	J. PŁUCIENNIK. „Zag. Rodz. Lit.” 2007 z. 1/2.
 	P. TARANCZEWSKI: W poszukiwaniu Zeitgeistu. „Znak” 2007 nr 5.
 	M. MRUGALSKI: Piękna teoria. „Prz. Hum.” 2008 nr 4.
 	A. FALTYN: Hermeneutyka a problem teorii (literatury); M. SKWARA: Kilka uwag krytycznych o podręczniku Anny Burzyńskiej i Michała Pawła Markowskiego. „Teorie literatury XX wieku”; P. WOLSKI: Współczesne koncepcje historioznawcze według Michała Pawła Markowskiego. „Dyskurs”, Szczec. 2009 z. 4.

Nieobliczalne

 	A. FRANASZEK: Filozof dotknięty do żywego. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 224.
 	I. NOSZCZYK: Rozkosz w pasażu. „FA-art” 2008 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Polska literatura nowoczesna

 	A. PAPIESKA: Poezja albo nic. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	T. BOCHEŃSKI: Literatura nowoczesna jako choroba. „Arcana” 2008 nr 84.
 	L. BUGAJSKI: Smutek nowoczesności. „Twórczość” 2008 nr 4, przedr. pt. Smutek nowoczesności, czyli czy jej doczekamy? W tegoż: Margines centralny. Kr., Wwa 2015.
 	J. JAKÓBCZYK: Nowoczesny, ale czy podręcznik? „ Nowa Polszczyzna” 2008 nr 4.
 	M. ORSKI: Nowoczesność po nowemu. „Odra” 2008 nr 7/8.
 	M. LAREK: Nowoczesne czytanie Leśmiana. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2009 t. 16.
 	J. PASZEK: Małopolskie monografie modernistów. Poststrukturalizm w świetle darwinizmu. „Świat i Sł.” 2010 nr 1.
 	T. WÓJCIK. „Pam. Lit.” 2010 z. 4.
 	Zob. też Wywiady.

Życie na miarę literatury

 	P. PIETRZAK: Pisanie na miarę życia. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.
 	J. PROCHOWICZ: Literatura a sens życia. „Znak” 2010 nr 4.
 	A. SASINOWSKI: Przemoc, egzystencja, psychoanaliza. „Pogranicza” 2010 nr 3.
 	J. WINIARSKI: Poznać tych, którymi się jest. „Odra” 2010 nr 2.
 	R. WINNICKI: Manifest krytyka. „Twórczość” 2010 nr 9.
 	J. OLEJNICZAK: Czytanie jako rozmowa. „Śl. Stud. Polonist.” 2011 nr 1.

Słońce, możliwość, radość

 	R. KNAPEK:Kolonizacja samotności. „FA-art” 2010 nr 3/4.
 	Ł. MUSIAŁ: Historia Helblinga. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 51 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	I. GODLEWSKA: Słowa, obrazy i życie. „Twórczość” 2011 nr 6.
 	I. SŁOMAK: Sztuka kochania. „FA-art” 2011 nr 1/2.
 	D. ULICKA: Roz-stając się (z) sobą. „Nowe Książ.” 2011 nr 6.

Powszechna rozwiązłość

 	M. BANDURA: Agony i idiomy. „Twórczość” 2013 nr 4.
 	T. KUNZ: Skok na całość. „Elewator” 2013 nr 1 (3).
 	A. LIPSZYC: Najoryginalniejsza książka o Schulzu, jaką do tej pory napisano. „Wielogłos” 2013 nr 3.
 	P.J. MAKSYMOWICZ: „Egzystencja (albo inaczej: bio-grafia)” – czyli spis treści wprowadza w błąd. „Schulz Forum” 2013 [nr] 3 (2013).

Polityka wrażliwości

 	M. BAUCHROWICZ-KŁODZIŃSKA: Cóż po humanistyce dziś? „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
 	A. GLEŃ: Kto przygarnie humanistę? „Odra” 2014 nr 5.
 	A. SKRENDO:Wyprowadzenie z humanistyki. „Wielogłos” 2014 nr 1.
 	A. SKÓRZYŃSKA: Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki. „Stud. Kulturoznawcze” 2014 nr 1.
 	J. SOWA: Humanistyka płaskiego świata. „Teksty Drugie” 2014 nr 1.
 	P. SZAJ: Pochwała niepewności. „Literaturoznawstwo. Historia, Teoria, Metodologia, Krytyka” 2012/13 nr 6/7.
 	Ł. ŻUREK: Zarażenie siebie – zaangażowanie siebie. „Tekstualia” 2014 nr 1.

Dzień na ziemi

 	M. BOCZKOWSKA: W drodze. „Twórczość” 2015 nr 8.
 	J. BURNATOWSKI: W stronę autobiografii. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.
 	Zob. też Wywiady.

Kiwka

 	J. BURNATOWSKI: Troski eseisty. „Nowe Książ.” 2015 nr 4.
 	P. BARAŃSKA: Pochwała swobody. „Elewator” 2016 nr 2 (16), toż [on-line] [dostęp 27 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.elewator.org/archiwum/nr-16-22016-kwiecienczerwiec/.

F. Schlegel: Fragmenty

 	Fragmenty (Prace redakcyjne poz. 5): M. KOPIJ: Schlegel odzyskiwany. „Odra” 2011 nr 6.
</document>
<document nplp_id="3053" title="Marek SŁYK" slug="marek-slyk">ur. 1953

Prozaik, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 14 listopada 1953 w Warszawie; syn Janusza Słyka, inżyniera budownictwa sanitarnego, i Anny z domu Krudowskiej, nauczycielki języka polskiego. Uczył się w Liceum Ogólnokształcącym nr 49 i w IV Liceum Korespondencyjnym dla Dorosłych w Warszawie. W tym czasie rozpoczął twórczość literacką. W 1970 napisał powieść pt. Po co jest nóż (niewydana). W 1971 debiutował wierszami pt. Kamira, Purchas, Śmierć, opublikowanymi w miesięczniku „Poezja” (nr 12). W 1977 napisał powieść pt. W barszczu przygód, którą debiutował w 1979 jako prozaik na łamach „Twórczości” (nr 4, 5, 6). Brał udział, nie będąc członkiem, w spotkaniach warszawskiej grupy Centrum Literackie Gremium. Wiersze i opowiadania publikował sporadycznie m.in. w „Poezji” (1973, 1984, 1986), „Szpilkach” (1987, 1990), „Tygodniku Kulturalnym” (1987,1995), „Młodym Techniku” (1989, 1991, 1994), „Paśmie” (1991-92), „Nowej Fantastyce” (2003), „Myśli Polskiej” (2013, 2016). Pracował krótko jako robotnik. Kontynuował twórczość literacką; duża część jego dorobku z lat 1974-91, w tym cztery tomy wierszy, utwór dramatyczny, powieść kryminalna, teksty piosenek, nie została ogłoszona drukiem. W 1990 został członkiem ZLP.

W 1981 zawarł związek małżeński z Magdaleną Wereszczyńską; ma syna Piotra, architekta (ur. 1983). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	W barszczu przygód. [Powieść]. Powst. 1977. Wyd. w oprac. graf. F. Maśluszczaka. Wwa: Iskry 1980, 385 s.
Data powst. wg inf. autora. – Cz. 1 trylogii; cz. 2, 3 zob. poz. 3, 4. – Nagroda im. W. Macha za debiut prozatorski, przyznana przez Zarząd Główny ZLP w 1980.
 	Gra o super – mózg. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: MAW 1982, 318 s.
Pierwotny tytuł: Wystarczająca ilość przygód (inf.: H. Bereza: Swoboda. „Twórczość” 1980 nr 6).
 	W rosole powikłań. [Powieść]. Oprac. graf.: F. Maśluszczak. Wwa: Iskry 1982, 413 s.
Cz. 2 trylogii; cz. 1,3 zob. poz. 1, 4.
 	W krupniku rozstrzygnięć. [Powieść]. Oprac. graf.: F. Maśluszczak. Wwa: Iskry 1986, 427 s.
Cz. 3 trylogii; cz. 1,2 zob. poz. 1,3.
 	Letnia wyprzedaż tajemnic. [Wiersze]. [B.m.w.] 1995, [36] s.
 	PRA-WEDA. [Powieść]. Powst. 2012. Odcinki 1-66 [on-line] [dostęp 28 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://marekslyk.pl/Kategorie/powiesc.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Strona internetowa: http://marekslyk.pl.
 	Wywiady: Jestem optymistą. „Sztand. Młod.” 1980 nr 226; Gra o supermózg? Rozm. A. Borowa. „Walka Młod.” 1981 nr 40.
</document>
<document nplp_id="3055" title="Anna MICIŃSKA" slug="anna-micinska">1939-2001

Krypt.: A.M.; am; (am); amz.

Historyk literatury, edytor, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 22 grudnia 1939 w Paryżu; córka Bolesława Micińskiego, eseisty, krytyka literackiego i teatralnego, filozofa, oraz Haliny z Krauzów (secundo voto Kenarowa), krytyka i historyka sztuki. W styczniu 1940 opuściła Paryż wraz z rodzicami, którzy dotarli do Francji jesienią 1939, ewakuowani po wybuchu II wojny światowej z pracownikami Polskiego Radia, gdzie pracował jej ojciec. Ze względu na jego stan zdrowia przenieśli się do Montaigut (Allier), po upadku Francji przebywali krótki czas w Lourdes, potem mieszkali w Colombier, Grenoble i Bouquéron. Po śmierci ojca w 1943 mieszkała z matką krótki czas w Uriage, a następnie Le Sappey i od wiosny 1946 w Saint Cloud. Od 1943 uczęszczała do szkół francuskich (przeczytała wówczas powieść dla dziewcząt Les malheurs de Sophie S. R. Comtesse de Ségur, którą wiele lat później przełożyła na język polski pt. Strapienia Zosi). W 1946 przyjechała do Polski, gdzie zaopiekowała się nią babka, Zofia Krauzowa. Po powrocie do kraju (w 1947) matki wraz z drugim mężem, Antonim Kenarem, rzeźbiarzem, mieszkała z nimi w Zakopanem. Od 1951 kontynuowała naukę w tamtejszym Gimnazjum im. O. Balzera. Uczestniczyła w odbywających się w jej domu rodzinnym spotkaniach dawnego środowiska przyjaciół ojca, a także kręgu przyjaciół ojczyma, m.in. malarzy i znawców sztuki. Po zdaniu matury w 1955 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Gościny udzieliła jej w tym czasie najpierw rodzina Jerzego Turowicza, redaktora „Tygodnika Powszechnego”, a potem Jerzego Skórnickiego, dyrektora Wydawnictwa Literackiego. W 1959 na IX Ogólnopolskim Zjeździe Młodych Polonistów we Wrocławiu otrzymała wraz z koleżanką ze studiów, Martą Wyką, I nagrodę za referat Mit, mitotwórstwo i Słowacki, wydrukowany w 1960 w skróconej formie na łamach„Życia Literackiego” (nr 37). Magisterium uzyskała w 1960 na podstawie pracy pt. Próba monografii pierwszej powieści S.I. Witkiewicza „622 upadki Bunga”. Następnie wyjechała do Grenoble, gdzie przez dwa lata uczęszczała jako wolna słuchaczka na wykłady z filozofii, estetyki i literatury francuskiej na miejscowym uniwersytecie. W 1962 powróciła do kraju, a w następnym roku podjęła pracę w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, gdzie zajmowała się porządkowaniem przekazanego tej placówce archiwum S.I. Witkiewicza (tzw. skrzyni witkiewiczowskiej). Podjęła równocześnie badania nad życiem i twórczością Witkiewicza oraz przystąpiła do edycji jego spuścizny (także utworów wcześniej nieznanych). Debiutowała w tym zakresie w 1965, publikując pięć listów Witkacego do rodziców („Twórczość” nr 7) oraz komedie napisane przez niego w dzieciństwie („Dialog” nr 8). Z biegiem czasu stworzyła przy Muzeum Tatrzańskim nieoficjalne centrum konsultacyjne dla witkiewiczologów z kraju i zagranicy. Zajmowała się także edycją tekstów Stanisława Witkiewicza, Bolesława Micińskiego, a w późniejszym okresie Aleksandra Wata. Brała czynny udział w życiu społeczno-kulturalnym Zakopanego. Współdziałając m.in. z Tadeuszem Brzozowskim, Władysławem Hasiorem i Antonim Rząsą, reaktywowała malarskie Salony Lutowe i Marcowe, zorganizowała Galerię „Pegaz” i doroczne Przeglądy Filmów o Sztuce. Współpracowała z lokalnym radiowęzłem, wygłaszając pogadanki o sztuce. Pisała wstępy do katalogów artystów zakopiańskich. Artykuły związane ze sztuką współczesną i środowiskiem zakopiańskim publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym” (1965-70) i „Polskiej Sztuce Ludowej” (1966). Przygotowane później obszerne opracowanie pt. Zakopiańskie środowisko plastyczne w latach 1945-1975 uzyskało I nagrodę na ogólnopolskim konkursie, zorganizowanym przez Sekcję Krytyki i Informacji Plastycznej SDP i Klub Mecenasów Sztuki w Krakowie. Od 1968 wspólnie z Grzegorzem Dubowskim, reżyserem dokumentalistą, realizowała (głównie dla Telewizji Polskiej) krótko- i średniometrażowe filmy z dziedziny sztuki. W 1969 została wybrana na radną Miejskiej Rady Narodowej Zakopanego i przez jedną kadencję pełniła funkcję sekretarza Komisji Kultury. W tymże roku poślubiła G. Dubowskiego (rozwiedzeni), a w 1970 przeniosła się do Warszawy, gdzie kontynuowała swoje prace badawcze i edytorskie. W 1980/81 zabiegała poprzez ZAiKS i ZLP o polepszenie statusu edytora naukowego, które to starania przerwał stan wojenny. W 1982-87 brała udział w przygotowaniu dokumentacji i rekomendacji do nagród Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. W 1983-89 prowadziła w miesięczniku „Twórczość” przegląd prasy francuskiej (podp.: am; amz). W 1987 wyszła za mąż za profesora biochemii, Włodzimierza Ostoję-Zagórskiego. Była jedną z inicjatorek, a później członkiem komitetu redakcyjnego Dzieł zebranych S.I. Witkiewicza, które ukazywały się od 1992; przygotowała też edycje krytyczne kilku tomów. W 1991-94 współpracowała z programem II Polskiego Radia, wygłaszając felietony literackie. W 1994/95 brała udział w tzw. „Komisji Witkacowskiej”, powołanej przez Ministra Kultury i Sztuki do wyjaśnienia okoliczności sprowadzenia domniemanych prochów pisarza; odbyła wówczas podróż do Jezior na Ukrainie. W 1995 wygłosiła cykl wykładów na Université Libre w Brukseli, m.in. na temat S. I. Witkiewicza. Rozpoczętych prac nad wydaniem listów Witkiewicza do żony nie zdołała ukończyć z powodu ciężkiej choroby (edycję, wykorzystując jej materiały, podjął Janusz Degler). Ze związku z G. Dubowskim urodziła w 1972 dwoje dzieci: Zofię (obecnie Dubowska-Grynberg) i Bolesława. Zmarła 21 marca 2001 w Warszawie; pochowana na Cmentarzu Powązkowskim.



TWÓRCZOŚĆ

1. Władysław Hasior. Warszawa: Arkady 1983, 118 s. Sztuka naszych czasów.
2. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Bezimienne dzieło”. Materiały z sesji teatrologicznej poświęconej Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi w 100 rocznicę urodzin. [Autorzy:] A. Micińska, H. Kasjaniuk, L. Sokół. Wstęp: K. Wójcicki. Gdynia : TD [T. Dram.], 1985, 98 s. Zesz. Teatr. T. Dram. w Gdyni, nr 1.
Tu A. Micińskiej: Kalendarium życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, s. 14-33. - Materiały z konferencji, Gdynia 6-10 marca 1985 r.
3. Stanisław Ignacy Witkiewicz – kronika życia i twórczości 1885-1939. „Pam. Teatr.” 1985 z. 1/4 s. 13-140 oraz nadb.
4. Witkacy (Stanisław Ignacy Witkiewicz). Życie i twórczość. Wwa: Interpress 1991, 367 s.
Przekł.: ang.: Witkacy – Stanisław Ignacy Witkiewicz. Life and work. [Przeł.] B. Piotrowska. Warsaw 1990, - f r a n c.: Witkacy – Stanisław Ignacy Witkiewicz. La vie et l’oeuvre. [Przeł.] M. Cieszewska. Varsovie [1991].
5. Istnienie Poszczególne – Stanisław Ignacy Witkiewicz . Oprac.: J. Degler. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2003, 430 s.
Zawartość: Istnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz. – Cz. 1: Z dziejów rodziny Witkiewiczów; Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza w latach 1885-1914; Juwenilia Stasia Witkiewicza; „622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta”; U źródeł „Czystej Formy”. Na marginesie tropikalnych zapisków S.I. Witkiewicza; Witkacy w Rosji. – Cz. 2: Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza w latach 1918-1939; „Pożegnanie jesieni”; Wokół genezy „Narkotyków” Stanisława Ignacego Witkiewicza; Na marginesie „Narkotyków” i „Niemytych dusz”; „Jedyne wyjście”; Witkacy – poeta; Autoportret „Alcoforado”. O korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza. – Cz. 3: Witkacy „à la maniére française”; Ciamkacz w salonie; „Flaczkami diament szlifować – próżne to zadanie”. Na marginesie pewnego artykułu; Chianti „S.I. Witkiewicz”, czyli ostatni z cyklu „cudów św. Witkacego” ; Spod Krzywej Wieży do Manneken Pisa; Figle Kalunia, czyli kiedy się urodził Witkacy?; Od beznadziejności do nadziei. W kręgu myśli Stanisława Ignacego Witkiewicza; „Szewcy” dzisiaj; Między snem a Czystą Formą, czyli kuszenie świętego Witkacego; Sztuka czy eksperyment. O „Pożegnaniu jesieni” Mariusza Trelińskiego; Od Stasia do Witkacego; Z Witkacym do Jezior. Notatki z podróży.
Przekł. ang. Szkicu U źródeł „Czystej Formy”: At the roots of pure form. [Przeł.] A. Bartkowicz. „Dialectics and Humanism”, Wwa 1989 [nr 9] s. 193-160, przedr. w: „Konteksty” 2000 nr ¼ s. 205-213.
6. Wędrówki bez powrotu. [Szkice literackie]. Przedm.: A. Dobosz. Wwa: Tow. „Więź” 2008, 227 s.
Zawartość: I: Z Witkacym do Jezior. Notatki z podróży; Wigilia w Ziemi Świętej. Z dziennika podróży – grudzień 1992. – II: Pisarz wysokiego brzegu [B. Miciński]; Wszystko, co najważniejsze [dot. Oli Watowej]; Fela. Po śmierci Felicji Lilpop Krancowej; … Z wielką walizką rozpaczy. O Janie Ulatowskim; Jerzy Turowicz; Konstanty Puzyna; O „Roku myśliwego” Miłosza; Powrót niezauważony. Czesław Straszewicz. – III: Juliusz Zborowski (1888-1965). W pierwszą rocznicę śmierci; Wanda Gentil-Tippenhauer; Ratować skarb [dot. A. Rząsy]; Arkadiusz Waloch; Wspomnienie o „pani Marii B.” [Bujakowej]. – IV: „Pisz pani: duchowny!” … [dot. sytuacji zawodowej edytorów]; Z dna szuflady [notatki z rozmów ze znajomymi S.W. Witkiewicza].

Szkice i rozprawy w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Geniusz” czy „kuriozum”? „Polonistyka” 1986 nr 1 s. 15-23 . – Jedyne wyjście Istnienia Poszczególnego. (Samobójstwo Stanisława Ignacego Witkiewicza). „Dialog” 1986 nr 8 s. 91-99, przedr. „Zesz. Lit.”, Paryż 1986 nr 16 s. 109-120. – Marzenia i dobre imię. Środowisko plastyczne Zakopanego w latach 1945-1978. Tatrzaństwo czy zakopianina (Tradycja). [Współaut.:] H. Kenarowa. W: Zakopane. Czterysta lat dziejów. [Cz. 2]. Kr. 1991 s. 237-261. – Kalendarium życia i twórczości [S. I. Witkiewicza]. W: J. Błoński: Od Stasia do Witkacego. Kr.: WL 1996 s. 485-498. – Stanisław Ignacy Witkiewicz. (1885-1939). W: Stanisław Ignacy Witkiewicz. Stockholmssymposiet. Uppsala 2000 s. 5-18.

Scenariusze filmów dokumentalnych, zrealizowanych przez G. Dubowskiego: Portret Witkacego. 1968. – Władysław Hasior. 1968. – Polski drzeworyt ludowy. 1970. – Konstruktywiści. 1971. – Portret Zygmunta Waliszewskiego. 1971. – Plastyka. 1973. – Portret Antoniego Rząsy. 1973. – Sztuka dla każdego. 1974. – Żywioły Władysława Hasiora. 1976.
Przekład
1. S. R. Comtesse de Ségur: Strapienia Zosi. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1995, 125 s.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. S. I. Witkiewicz: Karaluchy. (Komedia w 1 akcie); Komedie z życia rodzinnego I-IV; Księżniczka Magdalena, czyli Natrętny książę. (Dramat); Menażeria, czyli wybryk słonia. (Komedia w 5 aktach); Odważna księżniczka. (Dramat). Ze wstępem [i w wyd.] A. Micińskiej. „Dialog” 1965 nr 8 s. 17-34. Przedr. zob. poz. 11 [t. 5].
2. W. Brzega: Żywot górala poczciwego. Wspomnienia i gawędy. Wybór, oprac. i koment.: A. Micińska i M. Jagiełło. Kr.: WL 1969, 358 s.
3. S. Witkiewicz: Listy do syna. Oprac.: B. Danek-Wojnowska i A. Micińska. Wwa: PIW 1969, 835 s.
4. B. Miciński: Pisma. Eseje, artykuły, listy. Wybór i oprac.: A. Micińska. Kr.: Znak 1970, 616 s.
5. S. I. Witkiewicz: 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta. [Powieść]. Wstęp i oprac.: A. Micińska. Wwa: PIW 1972, 545 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1974, wyd. 3 1978, wyd. z posł. J. Deglera 2013. Przedr. zob. poz. 8, 11 [t. 1].
6. S. I. Witkiewicz: Narkotyki; Niemyte dusze. Studium psychologiczne nad kompleksem niższości (węzłowiskiem upośledzenia) przeprowadzone metodą Freuda ze szczególnym uwzględnieniem problemów polskich. Wstęp i oprac.: A. Micińska. Wwa: PIW 1975, 379 s. Wyd. 2 tamże 1979. Przedr. zmien. zob. poz. 8, 11 [t. 12].
Teksty popraw. i uzup. wg odnalezionej kopii masz. z poprawkami S.I. Witkiewicza.
7. Wistość tych rzeczy jest nie ze świata tego. Stanisława Ignacego Witkiewicza wiersze i rysunki. Wybrały i do druku podały A. Micińska, U. Kenar. Kr.: WL 1977, 153 s. Wyd. 2 tamże 1984.
8. S.I. Witkiewicz: 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta; Narkotyki; Niemyte dusze. Wstęp, oprac., posł.: A. Micińska (Dzieła wybrane. T. 1). Wwa: PIW 1985, 823 s. Zob. poz. 5, 11 [t. 1, 12].
9. A. Wat: Wiersze wybrane. Wybór i oprac.: A. Micińska i J. Zieliński. Wwa: PIW 1987, 291 s. Oficyna Poetów XX Wieku.
10. A. Wat: Poezje zebrane. W oprac. A. Micińskiej i J. Zielińskiego. Wstęp: A. Micińska Kr.: Znak 1992, 564 s. Poezja.
11. S.I. Witkiewicz: Dzieła zebrane. Wyd. krytyczne ze wstępem J. Błońskiego. Kom. red.: przewodniczący: J. Degler [i in.]. Wwa: PIW.
Tu w oprac. A. Micińskiej:
[T. 1]. 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta. 1992, 564 s. Dodruk 1996. Zob. poz. 5.
[T. 2]. Pożegnanie jesieni. 1992, 641 s. Wyd. 2 krytyczne tamże 2001.
[T. 4]. Jedyne wyjście. 1993, 295 s. Wyd. 2 krytyczne tamże 2001.
[T. 5]. Dramaty I. Oprac.: J. Degler. Juwenilia oprac.: A. Micińska 1996, 671 s. Zob. poz. 1.
[T. 12]. Narkotyki; Niemyte dusze. 1993, 437 s. Wyd. 2 tamże 2004. Zob. poz. 6.
[T. 19]. Listy do żony. [T. 1] 1923-1927. Przygot. do druku: A. Micińska Oprac. i przyp. opatrzył J. Degler. 2005, 500 s.
[T. 20]. Listy do żony. [T. 2] 1928-1931. Przygot. do druku: A. Micińska Oprac. i przyp. opatrzył J. Degler. 2007, 624 s.
[T. 21]. Listy do żony. [T. 3] 1932-1935. Przygot. do druku: A. Micińska Oprac. i przyp. opatrzył J. Degler. 2010, 686 s.
[T. 22]. Listy do żony. [T. 4] 1936-1939. Przygot. do druku: A. Micińska Oprac. i przyp. opatrzył J. Degler. 2012, 650 s.
12. B. Miciński: Podróże do piekieł i inne eseje. Wstęp: A. Michnik. Red.: A. Micińska Kr.: Znak 1994, 149 s.
13. B. Miciński, J. Stempowski: Listy. Oprac.: A. Micińska, J. Klejnocki, A.S. Kowalczyk. Wprowadzenie: H. Micińska-Kenarowa, K. Régamey. Wwa: LNB 1995, 348 s.
14. S. I. Witkiewicz: Pożegnanie jesieni. [Oprac.], posł.: A. Micińska Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1996, 436 s. Bibl. Klasyki.
Tekst wg wyd. zob. Prace edytorskie poz. 11 [t. 2].
15. A. Wat: Poezje. Oprac.: A. Micińska i J. Zieliński. Posł.: J. Zieliński. (Pisma zebrane. [T. 1]. Wwa: Czyt. 1997, 492 s.
OPRACOWANIA (WYBÓR)

 	Ank. 2001; inf. J. Deglera 2008.
 	SBLP t. 7 (J. Degler).

Ogólne

 	J. DEGLER: Dunka. Wspomnienie o Annie Micińskiej. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 13.
 	J. ZIELIŃSKI: Dunka (Anna Micińska). „ Zesz. Lit.” 2001 nr 3.
 	J. DEGLER: Anna Micińska. „Pam. Lit.” 2002 z. 4.
 	J. DEGLER: Powrót Dunki. „Zesz. Lit.” 2009 nr 106.

Witkacy (Stanisław Ignacy Witkiewicz)

 	A. NOWAKOWSKI: Nasycenie. „Dekada Lit.” 1992 nr 21.
 	M. SZPAKOWSKA: Micińska, Witkiewicz, Solidarność. „Twórczość” 1992 nr 1.

Istnienie Poszczególne

 	A. CZYŻ: Anny Micińskiej opus magnum. „Ogród” 2003 nr 1/2.
 	R. PAWŁOWSKI: Ostatnia książka Anny Micińskiej. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 11.
 	M. WYKA: „Ogień, piołun i kurz...” Anny Micińskiej pośmiertna książka o Witkacym. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 4.
 	T. KIJONKA: Życie z Witkacym. „Śląsk” 2004 nr 12.
 	J. ZIELIŃSKI: Szklanka mleka. „Zesz. Lit.” 2004 nr 3 [dot. też: H. Micińska-Kenarowa: Długi wdzięczności].
 	E. WĄCHOCKA. „Pam. Lit.” 2005 z. 3.

Wędrówki bez powrotu

 	M. ADAMIAK: Z perspektywy wysokiego brzegu. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.
 	M. WYKA: Narracja maksymalnie empatyczna. „Więź” 2010 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3056" title="Iwona SMOLKA" slug="iwona-smolka">ur. 1944.

Pełna forma nazwiska: Smolka-Łastik.

Pseud. i krypt.: I.S.; Inga; Maria Jarota; Wiktor Issa; – wspólnie z Tomaszem Jastrunem: A; – wspólnie z J. Maciejewskim, J. Markiewiczem, A. Osęką: A.B.C.D.E.F.K.L.; – wspólnie z A. Wirpszą: I.L.M.P.

Krytyk literacki, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 21 stycznia 1944 w Warszawie; córka Jerzego Smolki, farmaceuty, i Marii z domu Artwich, urzędniczki. Od 1957 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego nr 32 we Włochach pod Warszawą (obecnie dzielnica Warszawy); maturę zdała w 1961. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim; w 1967 uzyskała magisterium. Od 1966 pracowała jako urzędniczka w Biurze Wydawnictw Składnicy Księgarskiej. Debiutowała w 1968 recenzją tomu Z. Jerzyny Realność pt. Poezja poszukująca, zamieszczoną w „Twórczości” (nr 7); z pismem tym współpracowała następnie jako krytyk literacki. Liczne omówienia, głównie poezji współczesnej, publikowała w tym czasie także w „Poezji” (1969-72), „Współczesności” (1969-71), „Literaturze” (1972-80), „Nowych Książkach” (od 1977). W 1975 podjęła pracę w redakcji Publicystyki Kulturalnej Naczelnej Redakcji Literackiej Polskiego Radia (PR). W 1979 została członkiem ZLP. W 1981-89 była współzałożycielką i współredaktorką niezależnego pisma literackiego „Wezwanie”, drukowała też w innych czasopismach ukazujących się w drugim obiegu: „Obecność” i „Wybór”. Od 1981 publikowała recenzje nadto w „Przeglądzie Powszechnym i „Więzi”. Współpracowała też z Radiem Wolna Europa i brytyjskim radiem BBC. W 1983 została przeniesiona do redakcji literackiej Programu I PR. W 1989 została członkiem SPP (wiceprezes w 1996-99), a w 1991 członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 1990 objęła kierownictwo redakcji Publicystyki Kulturalnej Programu II PR i od tegoż roku prowadziła audycję Tygodnik Literacki. Opracowywała dokumentalne słuchowiska poświęcone literaturze polskiej, prowadziła cykle autorskich audycji radiowych: Książki, które na was czekają, Ojcowie duchowi XX wieku, Dziedzictwo Biblii, Północ Poetów, Poetyckie Prezentacje, Spotkania Poetów. W 1991 otrzymała nagrodę Złoty Mikrofon, przyznawaną przez Polskie Radio i Nagrodę Fundacji Polcul (Australia). W 1994 została członkiem Polskiego PEN Clubu (skarbnik w 2001-07, od 2012 wiceprezes). W 1999-2004 pełniła obowiązki zastępcy dyrektora Programu II PR. Po przejściu na emeryturę w 2004 kontynuowała współpracę z Polskim Radiem. W 2005 zaczęła publikować recenzje także w „Dekadzie Literackiej”, „Tekstualiach” i „Nowej Polszy”. Weszła w skład rady redakcyjnej kwartalnika „Wyspa”. Otrzymała m.in. Honorową Nagrodę Polskiego Radia (2001) oraz Honorowe Wyróżnienie przyznane przez Kapitułę Nagrody im. W.S. Reymonta (2007). Weszła w skład jury Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” (w 2008), Nagrody Literackiej Nike (2010-12), Nagrody im. R. Kapuścińskiego (2010 i ponownie w 2012-13) oraz kapituły nagrody Polskiego Radia Złoty Mikrofon (2010-12?). Wyróżniona odznaką Zasłużony Działacz Kultury (2001), Srebrnym Krzyżem Zasługi (2002) Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2014). W 2016 nie przyjęła Srebrnego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

W 1966 wyszła za mąż za Emanuela Łastika, poetę, piszącego pod pseudonimem Emil Laine (zm. 1978); jest matką Wiktora (ur. 1974). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Kamieńska. [Szkic]. Powst. 1983.
Przekł. franc.: [Przeł.] B. Grzegorzewska. Varsovie: Agence des Auteurs 1983, 54 s. Les Écrivains Contemporains Polonais.
 	Rozpad. [Opowiadania]. [Wwa:] Ofic. Wydawn. „Numer Drugi”* [1983], 92 s. Wyd. nast. Gdańsk: Marabut 1996, 172 s. Piórko.
Wyd. 1. podp. Maria Jarota.
Zawartość: Brama; Stół; Cegła; Słuchawka; Fortepian; Kolejka; Koc; Jezioro; Łóżko; Nóż; Telefon; Tornister; Lampa; Szlafrok; Dziennik; Lustro; Zegarek; Ogród.
 	Lęki, ucieczki, akceptacje. [Szkice]. Wwa: Czyt. 1984, 183 s.
Zawartość: Wstęp. – „Niech grozy doznam słów”. (Jerzy Liebert – odczytanie postaci); „Wciąż wieczność była z nami”. (Jan Twardowski); Być – to bardzo wiele. (Anna Kamieńska); Pochwała istnienia. (Halina Poświatowska); Stanisław Grochowiak – czyli zgoda na pół; Poezja obsesji. (Jan Bolesław Ożóg); Życia nie jest za dużo. (Marian Grześczak); „Pójdziesz w poprzek jasności”. (Marian Grześczak); Niewiarygodne ciało. (Teresa Ferenc); Pamięć ocalająca. (Jan Śpiewak); Kraina północ. (Edwin Kruk); Prywatna historia ludzkości Krzysztofa Karaska; Organizm zbiorowy. (Ryszard Krynicki); „Z opornej materii co da się zebrać?”. (Czesław Miłosz).
 	Musisz siebie zjeść. [Powieść]. Wwa: Trio 1996, 144 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury w 1996.
 	Dziewięć światów. Współczesne poetki polskie. Wwa: Wydawn. IBL 1997, 109 s. IBL PAN.
Zawartość: Słowo wstępne. – Śmiertelne ciało. (Maria Bigoszewska); Prawo do sprzeczności. (Julia Hartwig); Jasność świata. (Anna Kamieńska); „Światło nad wodami”. (Ludmiła Marjańska); „Słowa chcą żyć, nie mówić”. (Krystyna Miłobędzka); Małomówność. (Joanna Pollakówna); „Na dole płomień. W górze płomień”. (Krystyna Rodowska); Wielka Imaginacja. (Adriana Szymańska); Byt ma swoją rację. (Wisława Szymborska).
 	Dom żywiołów. [Powieść]. Wwa: Sic! 2000, 248 s.
 	Mój PEN Club. [Współaut.:] W. Bartoszewski, A. Pomorski. Wwa: Dom Wydawn. PWN 2013, 288 s. Lit. Faktu PWN, Na Dwa Głosy.
Rozmowa I. Smolki i A. Pomorskiego z W. Bartoszewskim o jego działalności w Pol. PEN Clubie.
 	Rytm twórczego życia. Jubileuszowe rozmowy o literaturze. [Współaut.:] Ż. Nalewajk i re. Kwart. „Tekstualia”. Gdańsk: Fundacja Terytoria Książki 2013, 285 s. + 1 płyta CD.
Zawartość: Temat: Rytm twórczego życia; Zawierzmy kalendarzowi. Wieczór wspomnieniowy poświęcony Zbigniewowi Bieńkowskiemu. – Ekspozycja i kontrapunkt: Świat, język , księga. Jubileusz czterdziestolecia pracy twórczej Leszka Szarugi; Ja – pyłek w oku wszechświata. Jubileusz czterdziestolecia pracy twórczej Adriany Szymańskiej; Bić się czy nie bić? Jubileusz literacki Tomasza Łubieńskiego; Krytyka literacka wielkiego formatu. Jubileusz Tomasza Burka; Wielogatunkowość, polifoniczność, wielopodmiotowość. Jubileusz literacki Mariana Pilota; Beckettowska negacja niczego nie przesądza. Jubileusz literacki Antoniego Libery; Sztuka jest zaklinaniem istnienia. Jubileusz literacki Julii Hartwig; Co przetrwa ustanawiają poeci. Jubileusz literacki Bohdana Zadury; Osobista przygoda duchowa. Jubileusz literacki Hanny Kirchner; Staroświecki meloman. Jubileusz literacki Piotra Wierzbickiego; Wolę czytanie od pisania. Jubileusz literacki Jerzego Pomianowskiego; O potrzebie odnowienia komunikacji. Jubileusz literacki Małgorzaty Baranowskiej. – Koda: Muza na Sadybie. Jubileusz czterdziestolecia pracy twórczej I. Smolki; Ż. Nalewajk: Pochwała wielogłosowości. Posłowie do jubileuszu I. Smolki oraz prowadzonych przez nia rozmów jubileuszowych.
 	Skarpa. [Powieść]. Ofic. Wydawn. Volumen 2015, 317 s.
Słuchowiska radiowe: Wybieraj pan – sztylet czy trucizna – czyli młodość Aleksandra Dumasa. Cz. 1-2 (cz. 2 pt. Licytacja Monte Christo). Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1989. – Przed drzwiami salonu. Cz. 1-2 (cz. 2 pt. Salon zdobyty). Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1991. – Znajomy za pięć dwunasta. Radio 1991. – Pejzaż z sosną. Reż.: Z. Dąbrowski. Radio 1994.

Prace redakcyjne

 	Antologia wierszy wojennych. Oprac.: I. Smolka, [J. Markiewicz] Jot Em, [L. Szaruga] Spectator. Grafika: [J. Bokiewicz] Be. Wstęp: [L. Szaruga] K. Zawrat. Wwa: NOWA* 1982, 92 s.
I. Smolka podp.: Inga.
 	Poezja stanu wojennego. Antologia. [Przygot.:] I. Smolka, [J. Markiewicz] Jot Em, [L. Szaruga] Spectator]. London: Puls 1982, 100 s. Puls Publications, 3.
I. Smolka podp.: Inga.
 	Czarno-białe rysunki. Wybór wierszy. Wyboru wierszy dokonali I. Smolka, P. Matywiecki. Słowo wstępne: I. Smolka. Posł.: T. Gierymski. Il.: M. Ogłaza. Częstochowa: Ośr. Promocji Kultury „Gaude Mater” 1995, 94 s.
 	Woroszylski. Wieczór wspomnień. Pod red. I. Smolki. Kr.: Baran i Suszczyński 1997, 56 s.
 	J.A. Kobierski: Na ziemi i w niebie. [Wiersze]. Wybór i posł.: I. Smolka. Wwa: PAX 1999, 133 s.
 	J. Słowacki: Zachwycenie i inne utwory. Wyboru dokonała i wstępem opatrzyła I. Smolka. Wwa: Anagram 1999, 233 s. Klasyka Poezji Pol.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2013.
 	Wywiad: Czy możliwe jest czytanie bez emocji? Rozm. P. Małochleb. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.
 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	„Muza na Sadybie”. Jubileusz czterdziestolecia pracy twórczej Iwony Smolki. Dyskusja [z udziałem:] K. Choiński, A. Janko, P. Matywiecki, I. Smolka, J. Górzański, J. Hartwig. „Tekstualia” 2009 nr 1.

Rozpad

 	[A. SZYMAŃSKA] asza: Dwa oblicza grozy. „Wezwanie”* 1984 nr 7.
 	[R. ZIMAND] R.W.: Całe życie Wilonki. „Kult. Niezal.”* 1984 nr 1.
 	I. IWASIÓW: Scalanie. „Nowe Książ.” 1996 nr 11.
 	M. BIGOSZEWSKA: Portret podwójny. „Arkusz” 1997 nr 4 [dot. też: Musisz siebie zjeść].

Lęki, ucieczki, akceptacje

 	J. DRZEWUCKI: Poezja metafizyczna? „Życie Lit.” 1985 nr 36.
 	M. LALAK: Pragnienie dopełnienia. „Nowe Książ.” 1985 nr 4, przedr. w tegoż: Niepokojąca reszta. Szczec. 2004.
 	P. SZEWC: Być prawdziwie. „Twórczość” 1987 nr 6.

Musisz siebie zjeść

 	M. BARANOWSKA: Dziwny czas lat osiemdziesiątych. „Res Publica Nowa” 1996 nr 7/8.
 	A. NASIŁOWSKA: Bez patosu. „Nowe Książ.” 1996 nr 8.
 	L. SZARUGA: „I co z tego, że to prawda?” „Kultura”, Paryż 1996 nr 9.
 	M. BIGOSZEWSKA: Portret podwójny. „Arkusz” 1997 nr 4 [dot. też: Rozpad].

Dziewięć światów

 	P. SZEWC: Tajemnica poetek. „Nowe Książ.” 1997 nr 7.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Kobiecy zmysł metafizyczny. „Res Publica Nowa” 1998 nr 4.
 	B. UMIŃSKA. „Mag. Lit.” 1998 nr 1.

Dom żywiołów

 	D. NOWACKI: Reszta jest dopowiedzeniem. „Nowe Książ.” 2000 nr 12.
 	A. CZACHOWSKA: O książce „Dom żywiołów” I. Smolki. „Res Publica Nowa” 2001 nr 2.
 	I. HRYŃ: Ja mówiąca... prawie bez zacytowań. Na marginesie „Domu żywiołów” I. Smolki. „Pracownia” 2001 nr 2.
 	M. KAMIEŃCZYK: Dom pięciu żywiołów. „Opcje” 2001 nr 2.
 	A. SZYMAŃSKA: Żywioł nieobecności. „Arkusz” 2001 nr 2.

Mój PEN Club

 	[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Ostatni salon. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 16.
 	P. MAŁOCHLEB: Towarzyszyć następnym pokoleniom. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	A. PAPIESKA: Wigwam ostatnich Mohikanów? „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

Rytm twórczego życia

 	P. MAŁOCHLEB: Towarzyszyć kolejnym pokoleniom. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.

Skarpa

 	M. ORSKI: Familijne i lustracyjne turbulencje. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.
 	L. SZARUGA: Zaułek Leszka Szarugi. „Borussia” 2016 nr 57 [dot. także: M. Parys: Biała Rika; G. Filip: Miłość pod koniec świata].
</document>
<document nplp_id="3058" title="Jarosław MIKOŁAJEWSKI" slug="jaroslaw-mikolajewski">ur. 1960

Pseud.: Krzysztof Kopciński; Krzysztof J. Kopciński.

Poeta, prozaik, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony w 1960 w Warszawie; syn Jana Mikołajewskiego i Heleny z Kopcińskich, ekonomistów. Uczył się w II Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Batorego w Warszawie; uczęszczał do eksperymentalnej klasy z nauką języka włoskiego, a zainteresowania w tym zakresie poszerzał na zajęciach prowadzonych we Włoskim Instytucie Kultury w Warszawie. W 1978 zdał egzaminy maturalne i podjął studia z zakresu italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Działał w samorządzie studenckim, w 1981 uczestniczył w pracach Konstytuanty Samorządu UW. Pierwszy tekst, esej o świętym Franciszku z Asyżu, który uważa za swój debiut, opublikował ok. 1982 w bezdebitowym piśmie studenckim „Młodzież Katolicka” (redagowanym pod kierunkiem księdza Józefa Maja przy duszpasterstwie akademickim kościoła św. Anny w Warszawie). W 1983 uzyskał dyplom magisterski i do 1989 był asystentem w Katedrze Italianistyki UW; przygotowywał rozprawą doktorską poświęconą twórczości Iacopone da Todi (nie ukończona). W 1986 na łamach „Kwartalnika Neofilologicznego” (nr 2) ogłosił recenzję, dotyczącą książki zbiorowej pt. Dante i slavenski svijet; Dante e il mondo slavo (Zagreb 1984). Jako tłumacz debiutował w 1987 przekładami wierszy włoskiego poety, Sandro Penny, zamieszczonymi na łamach „Literatury na Świecie” (nr 11); w tym samym numerze ukazał się jego artykuł pt. Słowo o hermetyzmie. Własne wiersze ogłosił po raz pierwszy w 1989, w miesięczniku „Poezja” (nr 2; utwór pt. Rodzicom z pustego domu) oraz w tygodniku „Kierunki” (nr 7; pt.: Kawiarnia, Niespójność, Obraz i podobieństwo, Vita brevis). W następnych latach rozwijał twórczość poetycką i translatorską (w zakresie poezji i prozy), pisał recenzje, felietony i artykuły, poświęcone głównie literaturze i sztuce, oraz utwory dla dzieci (zarówno oryginalne, jak i tłumaczenia oraz reinterpretacje klasycznych bajek). Współpracował m.in. z pismami: „Literatura” (1988, 1990-91), „Świat Literacki” (1991-93), „Kresy” (1992, 1994, 1996-2002 z przerwami), „Lewa Nogą” (1993, 1995), „Zeszyty Literackie” (1996, 2001-07, z przerwami), „Twórczość” (1997-2007 z przerwami). W 1998-2000 pracował jako copywriter w dziale promocji „Gazety Wyborczej” (w konkursie zorganizowanym przez Polską Akademię Reklamy otrzymał nagrodę prof. Jerzego Bralczyka za najlepszy tekst reklamowy w 1999); był także autorem felietonów, recenzji i wywiadów zamieszczanych w tym dzienniku i jego dodatkach, m.in. w „Gazecie Świątecznej” (w dziale „Kultura”), „Gazecie Telewizyjnej” (cykl felietonów pt. Fabryka opakowań szklanych w 1999-2005), „Książkach” (2000-05), „Dużym Formacie” (2002-05) i „Wysokich Obcasach” (2002-05). Wiersze, artykuły i tłumaczenia drukował również w „Nowej Okolicy Poetów” (1999-2003, 2006-07), w „Toposie” (2000-06) i w „Tygodniku Powszechnym” (2001-09, z przerwami). Był laureatem nagród literackich, m.in.: im. B. Sadowskiej (2002) i kwartalnika „Nowa Okolica Poetów” (2003). Został członkiem SPP (w 1994) oraz Polskiego PEN Clubu (w 2000). W 2006-12 zajmował stanowisko dyrektora Instytutu Polskiego w Rzymie; jako przedstawiciel tej placówki uczestniczył m.in. w organizowaniu cyklicznego Festiwalu Kultury Polskiej Corso Polonia. Za dorobek w zakresie promowania kultury włoskiej otrzymał wówczas nagrody: Premio della Città di Roma oraz Premio Nazionale per la Traduzione. Jesienią 2012 powrócił na stałe do Polski i kontynuował pracę w redakcji „Gazety Wyborczej”; publikował teksty w wydaniu zasadniczym oraz w dodatkach „Ale Historia”, „Duży Format”, „Wysokie Obcasy”; od 2014 w „Gazecie Świątecznej” (tj. w numerach sobotnio-niedzielnych) redagował rubrykę Wiersz jest cudem, w której prezentował utwory różnych autorów. Wiersze, prozę, artykuły, wywiady i przekłady z języka włoskiego zamieszczał także w wielu innych pismach, m.in. (po przerwie w) „Twórczości”, „Zeszytach Literackich” a także w „Odrze”, „Nowej Dekadzie Krakowskiej”, „Nowych Książkach”. W 2015 wszedł w skład kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej (przyznawanej przez m. Poznań i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza) oraz był pomysłodawcą (a następnie przewodniczącym kapituły) powołanej wówczas Nagrody Literackiej im. L. Staffa, przyznawanej (za pośrednictwem właścicieli włoskiej restauracji Antich' Caffe w Warszawie) autorom i tłumaczom popularyzującym kulturę włoską. Również w 2015 otrzymał Premio Internazionale Franco Cuomo (w dziedzinie literatury).

Odznaczony Ordine della Stella della Solidarità Italiana (2005; medal przyznawany w imieniu prezydenta Włoch cudzoziemcom, którzy przyczynili się do budowy pozytywnego wizerunku Włoch po II wojnie światowej) oraz srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2014).

Wraz z żoną i trzema córkami mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. A świadkiem śnieg. [Wiersze]. Red. i wybór: K. Karasek. Wwa: Przedświt 1991, 40 s. Bibl. Poetycka „Przedświtu”, 3.
Nagroda Poetycka im. K. Iłłakowiczówny w 1991, Nagroda im. św. Brata Alberta, przyznana przez Chrześcijańskie Stow. Społ. w 1992.
2. Kołysanka dla ojca. [Wiersze]. Wwa: Przedświt 1994, 40 s.
3. Zabójstwo z miłości. [Wiersze]. Izabelin: „Świat Lit.” 1997, 48 s.
Zawiera m.in. cykl: Sonety graniczne.
4. Mój dom przestały nawiedzać duchy. Wiersze z lat 1988-1998. Izabelin: „Świat Lit.” 1998, 112 s.
Zawiera wiersze z poz. 1-3.
5. Nie dochodząc Pięknej. [Wiersze]. [Posł.:] P. Łuszczykiewicz. Fot.: I. Manuela. Izabelin: „Świat Lit.” 2001, 73 s., [14] tabl.
6. Którzy mnie mają. [Wiersze]. Izabelin: „Świat Lit.” 2003, 78 s.
7. Święta Faustyna. [Dla dzieci]. Wwa: Muchomor 2003, [36] s. Święci.
Opowieść o zakonnym powołaniu Heleny Kowalskiej.
Podp. pseud.: Krzysztof J. Kopciński.
8. Święty Mikołaj. [Dla dzieci]. Wwa: Muchomor 2003, [36] s. Święci.
Opowieść o biskupie miasta Miry.
9. Herbata dla wielbłąda, czyli Sprawy i sprawki detektywa McCoya. [Powieść kryminalna]. Kr.: WL 2004, 204 s.
10. Któraś rano. [Wiersze]. Izabelin: „Świat Lit.” 2005, 78 s.
11. Bajki ZOO. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Agora 2007, 38 s.
12. Coś mnie zmartwiło, ale zapomniałem. [Wiersze]. Izabelin: „Świat Lit.” 2008, 60 s.
13. Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego. [Współwyd. z:] R. Kapuściński: Zapiski szpitalne. Słowo wstępne: A. Kapuścińska. Kr.: WL 2008, 88 s.
Do szkicu pióra J. Mikołajewskiego zostały włączone (na str. [40]-57) szpitalne zapiski R. Kapuścińskiego z ostatnich dwóch tygodni życia pisarza.
14. Wszyscy mają psa tylko nie ja. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Muchomor 2009, 33 s.
15. Kreska i kropek. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: J. Rusinek. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2010, [48] s.
16. Zbite szklanki. Wiersze. Kr.: WL 2010, 86, [5] s.
Nagroda Lit. m.st. Warszawy w 2011.
Zawiera przedr. utworów z poz. 4, 5, 6, 10, 12 oraz kilkanaście nowych utworów, z których 4 miały pierwodruki w czasopismach.
17. Kiedyś, kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór. [Opowiadanie dla dzieci]. Il. D. Łoskot-Cichocka. Wwa: Egmont Polska 2011, [29] s. Lit. Egmont.
18. Rzymska komedia. Wwa: Agora 2011, 416 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2011, pliki w formacie EPUB.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2012, Nagroda Lit. m.st. Warszawy w 2012, włoska nagroda Premio Flaiano, przyznana w 2013 w kategorii „Italianistyka na świecie”.
Szkice dot. historii, kultury i współczesności Rzymu, zebrane w trzech częściach, z tytułami poprzedzonymi odwołaniami do „Boskiej komedii” D. Alighieri: Piekło. Pieśń I-XXXIV; Czyściec. Pieśń I-XXXIII; Raj. Pieśń I-XXXIII.
19. Dolce vita. Opowiadania. Wwa: Agora 2012, 142 s. Bibl. „Gaz. Wybor.”.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2014, pliki w formacie MOBI.
Zawiera: Od siebie. – Przejęcie; Śmierć cyrkowca; Grom z jasnego; Awizo; Sztaby i gwiazdy; Dolce vita; Telenowela; Szwedzki gil na Fori Imperiali; Susanna i starzec; Przeprowadzka; Godzina środka; Krwawe zawody na stadionie marmurów; Szklane domy; Opowieść wigilijna; Metamorfozy.
20. Na wdechu. [Wiersze]. Kr.: WL 2012, 40 s.
21. Antoni Janusz Pastwa. Cienie, torsy, twarze = shadows, torsos, faces. [Album]. Autorzy tekstów: K. Karasek, L. Lameński, J. Mikołajewski. Przeł. P. Szymor. Wwa: Akademia Sztuk Pięknych 2014, 162 s. Nestorzy Akademii – Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie.
Tytuł okładkowy: Pastwa. Cienie, torsy, twarze.
22. Froth poems. [Wiersze]. [Przeł.] P. Florczyk. [Philadelphia, PA]: Calypso Editions 2013, 102 s.
Wybór wierszy (z tomów: Zbite szklanki, Na wdechu) z przekł. na jęz. ang.
23. Notes rzymski. Z zapiskami J. Mikołajewskiego oraz fot. W. Plewińskiego. [Pamiętnik]. Red. E. Jogałła. Kr.; Budapeszt: Austeria 2014, 171 s.
24. Para-mara, czyli O dwóch takich, co próbują straszyć. [Komiks dla dzieci]. Rys.: P. Pawlak. Wwa: Bajka 2014, 36 s.
Książka na kanwie scenariusza telewizyjnego programu dla dzieci pt. Pary nie do wiary.
25. Wiersze z kąpieli. [Dla dzieci]. Wwa: Egmont 2014, [32] s. Lit. Egmont. Wierszem napisane.
26. Wyręka. [Wiersze]. Kr.: WL 2014, 85 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
27. Szklane oczy. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina 2015, 51 s. Aniołki kota Cagliostro.
28. Uśmiech Bambola. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina 2015, 47, [9] s. Aniołki kota Cagliostro.
29. Wielki przypływ. [Reportaż]. Wwa: Dowody na Istnienie; Fundacja Instytutu Reportażu 2015, 136 s. Ser.: Reporterska.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Dowody na instnienie 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Reportaże podejmujące temat napływu uchodźców na włoską wyspę Lampedusę. – Nagroda im. Beaty Pawlak w 2016.
30. Zwycięski koń. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina 2015, 52 s. Aniołki kota Cagliostro.
31. Kot w worku. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina 2016, 53 s. Aniołki kota Cagliostro.
32. Syreni śpiew. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina 2016, 48 s. Aniołki kota Cagliostro.
33. Wędrówka Nabu. [Powieć dla dzieci]. Il.: J. Rusinek. Kr.; Budapeszt: Austeria 2016, [56] s.
34. Żebrak. [Wiersze]. Kr.: WL 2016, 64 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
35. Beżowe, czarne, pomarańczowe. (Słuchowisko). „Odra” 2017 nr 7/8 s. 49-58.
36. Dziewczyny z ryciny. [Proza dla dzieci]. Pozn.: Media Rodzina; Wwa: Muzeum Łazienki Królewskie 2017, 56 s. Aniołki kota Cagliostro.
37. Listy do przyjaciółki. [Wiersze]. Kr.: WL 2017, 96 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Tu m.in. cykl: Londyńskie.
38. Terremoto. Wwa: Dowody na Istnienie Wydawn. – Fundacja Inst. Reportażu 2017, 135 s. Ser. Reporterska.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Dowody na Istnienie Wydawn. – Fundacja Inst. Reportażu 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Reportaże dot. trzęsień ziemi Włoszech w latach 2016-2017.

Wybory wierszy w przekł.: ang. zob. poz. 22. – niderl.: De lach van het lam. [Przeł.] K. Lesman. Maastricht; Amsterdam 2012, – włos.: Uccisioni per amore. [Red.:] S. De Fanti. Fot.: R. Kapuściński. Udine 2008.

Przekłady utworów Jarosława Mikołajewskiego w antologiach zagranicznych: ang.: City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. Bloomington, Indiana 2015, – bułg.: Antologiâ na novata poeziâ. [Wybór i przekł.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea. (Autores nacidos entre 1960 y 1980). Zaragoza 2012, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poeziǰe – generaciǰa BruLiona i noviǰi autori. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. [Oprac.] J. Rošak. Beograd 2010, – włos.: Cinque letterature oggi. Udine 2002; [tu także przekł. J. Mikołajewskiego]; La Polonia tra identità nazionale e appartenenza europea. Roma 2007; Polonia 1939-1989. La „quarta spartizione”. Roma 2008; Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Red.] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.] A. Berardinelli. Udine 2010.
Przekłady
1. S. Penna: Dziwna radość życia. 32 wiersze. W oprac. [wybór, przekł. i posł.:] J. Mikołajewski. Wwa: Maj 1989 [właśc. 1990], 78 s. Ser. Św. Sebastiana.
Tekst w jęz. pol. i włos. – Inf. o charakterze oprac. od J. Mikołajewskiego.
2. L. Grifo: Półgłosem. 17 wierszy. Z przedm. R. Matuszewskiego. Wybrał i przeł. J. Mikołajewski. Wwa: Nakł. Autora 1990, [44] s.
3. G. Leopardi: Pieśni. Wybór i wstęp: J. Ugniewska. Przeł.: J. Dickstein-Wieleżyńska, S. Kasprzysiak, J. Mikołajewski. Wwa: Maj 1990, 80 s. Ser. św. Sebastiana.
4. G. Riotta: Koniec sezonu. [Opowiadania]. [Przeł.:] J. Mikołajewski, M. Rozpędowska, J. Ugniewska. Londyn: Wydawn. Puls 1993, 197 s. Proza i Eseistyka, 37.
5. M. Luzi: Szczęśliwi, którzy jesteście w ruchu. [Wiersze]. Wybór i oprac. J. Mikołajewski. Przekł.: J. Mikołajewski, C. Geroń. Wwa: Świat Lit. 1994, 64 s.
Tekst w jęz. pol. i włos.
6. M. Frangipane: Język włoski. Kurs podstawowy. [Podręcznik]. [Cz.] 1. Wyd. jako dokument dźwiękowy. Wwa: Relaxa 1995, 6 kaset analogowych.
7. D. Fo: Trzy zbiry. [Słuchowisko]. [Przeł.] J. Mikołajewski. Wyst.: Reż.: W. Markiewicz. Radio 1997.
8. C. Malaparte: Skóra. [Powieść]. Przeł. [oraz posł.:] J. Mikołajewski. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1998, 396 s. Bibl. Klasyki.
9. P.P. Pasolini: Bluźnierstwo. [Wiersze]. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył J. Mikołajewski. Wwa: Teta Veleta 1999, 143 s.
10. A. Camilleri: Kształt wody. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 2001, 135 s.
11. A. Camilleri: Pies z terakoty. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 2002, 220 s.
12. S. McBratney: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 202, [32] s. Wyd. nast. Tamże: wyd. 2 2003, wyd. 3 2005, wyd. 4 2006, wyd. 5 2008, wyd. 6 2013.
13. G. Rodari: Pinokio rymowany. [Wierszowana bajka dla dzieci]. Wwa: Muchomor 2002, 67 s.
14. A. Camilleri: Złodziej kanapek. [Powieść]. Wwa: Noir Sur Blanc 2003, 202 s.
15. A. Crozon: Instrumenty. [Wwa:] Muchomor 2003, [12] s. Zgaduj Zgadula.
Wydawnictwo edukacyjne dla dzieci.
16. A. Crozon: Pojazdy. [Wwa:] Muchomor 2003, [12] s. Zgaduj Zgadula.
Wydawnictwo edukacyjne dla dzieci.
17. A. Crozon: Sport. [Wwa:] Muchomor 2003, [12] s. Zgaduj Zgadula.
Wydawnictwo edukacyjne dla dzieci.
18. A. Crozon: Zwierzęta. [Wwa:] Muchomor 2003, [12] s. Zgaduj Zgadula.
Wydawnictwo edukacyjne dla dzieci.
19. G. Rodari: Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Muchomor 2003, 36 s.
J. Mikołajewski, jako tłumacz tej pozycji, został wyróżniony wpisem na honorową listę Stow. Przyj. Książ. dla Młodych (IBBY).
20. G. Rodari: Interesy Pana Kota. [Opowiadania dla dzieci ]. Wwa: Muchomor 2003, 40 s.
21. A. Camilleri: Głos skrzypiec. [Powieść]. Wwa: Noir Sur Blanc 2004, 167 s.
22. G. Rodari: Był sobie dwa razy baron Lamberto, czyli tajemnice wyspy San Giulio. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Muchomor 2004, 127 s.
23. G. Maag: Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: NK 2005, [28] s.
24. M. Rosen: Książka o smutku. [Miniatury literackie]. Wwa: Egmont Polska 2005, [32] s.
25. P. H. Reynolds: Rysunki rysunkowate. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2005, [32] s.
26. S. McBratney: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, kiedy jest jesień. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2007, [18] s. Wyd. 2 tamże 2008.
27. S. McBratney: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, kiedy jest lato. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2007, [18] s. Wyd. 2 tamże 2008.
28. S. McBratney: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, kiedy jest wiosna. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2007, [18] s. Wyd. 2 tamże 2008.
29. S. McBratney: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, kiedy jest zima. [Opowiadanie dla dzieci]. Przeł. Wwa: Egmont Polska 2007, [18] s.
30. A. Nanetti: Mój dziadek był drzewem czereśniowym. [Powieść dla dzieci]. Przeł.: J. Mikołajewski i M. Mikołajewska. Wwa: NK 2007, 180 s.
31. D. Buzatti: Słynny najazd niedźwiedzi na Sycylię. [Proza]. Przeł.: M. i J. Mikołajewscy. Wwa: Czuły Barbarzyńca 2008, 119 s.
32. U. Eco: Mój 1968. Po drugiej stronie muru. [Reportaże]. Kr.: WL 2008, 83 s.
33. M. Politi: Papa Wojtyła. Pożegnanie. Kr.: WL 2008, 176 s.
Biografia papieża Jana Pawła II.
34. G. Rodari: Alicja w obrazkach. [Opowiadania dla dzieci]. Il.: A.L. Cantone. Wwa: Egmont Polska 2008, [28] s.
35. R. Salvadori: Sylwetki i portrety. [Szkice literackie]. [Przeł.:] H. Kralowa, J. Mikołajewski. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2010, 148 s.
36. C. Collodi: Pinokio. Historia pajacyka. [Powieść dla dzieci]. Il.: R. Innocenti. Pozn.: Harbor Point Media Rodzina 2011, 207 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Adamczyk. Pozn.: Media Rodzina 2011, 1 płyta CD w formacie mp3.
37. O. Fallaci: Kapelusz cały w czereśniach. Saga. Przeł.: J. Mikołajewski, M. Woźniak. Kr.: WL 2012, 825 s.; dodruk 2014.
38. G. Boccaccio: O trzech pierścieniach. Ciut przetłumaczył, znacznie bardziej streścił J. Mikołajewski. Il.: J. Rusinek. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2013, [36] s.
Nowela z cyklu „Dekameron”.
39. A. Camilleri: Kryjówka. [Powieść]. Wwa: WL 2013, 168 s.
40. C. Pavese: Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy. Wybór wierszy = Verrà la morte e avrà i tuoi occhi. Poesie scelte. Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2013, 104 s. Włoski Inst. Kultury. Zesz. z ulicy Grodzkiej, 1.
Tekst w jęz. pol. i włos.
41. G. Ungaretti: Dzień po dniu. Wybór wierszy = Giorno per giorno. Poesie scelte. Budapest; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2013, 100 s. Włoski Inst. Kultury. Zesz. z ulicy Grodzkiej, 2.
Tekst w jęz. pol. i włos.
42. P. Levi: Ocalały. Wybór wierszy = Il superstite : poesie scelte. Kr.: Włos. Instytut Kultury; Budapeszt; Kr.: Austeria Klezmerhojs 2014, 101, 8 s.
Wariant tytułu: Superstite : poesie scelte. – Tekst równoległy w jęz. pol. i włos.
43. G. Rodari: Kocia gwiazda. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: WL 2014, 64 s.
44. V. Magrelli: Świecki pogrzeb. wybór wierszy = Il funerale laico. Poesie scelte. [Przeł.:] J. Dygul, J. Mikołajewski. Budapeszt; Kr.: Austeria; Włoski Inst. Kultury 2015, 111, [12] s.
Tekst równoległy w jęz. pol. i włos.
45. Pieśni stworzeń. Nieco przekładów z dawnej włoskiej poezji. [Antologia]. Rys.: Leonardo da Vinci i Michał Anioł Buonarroti. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2016, 74 s.
46. E. Montale: Zapiski z czterech lat. [Wiersze]. Kr.: a5 2017, 147 s. Bibl. Poet. a5, 101.
Adaptacje klasycznych utworów dla dzieci (o ile nie zaznaczono inaczej – w formie opowiadań):
1. Kubuś Puchatek poznaje […]. [Cykl bajek]. Wwa: Egmont, ok. 10 s.
Utwory inspirowane twórczością A.A. Milne’a (Kubuś Puchatek; Chatka Puchatka) zekranizowaną przez Disney Enterprises. – J. Mikołajewski podp. (jako tłumacz) pseud.: Krzysztof Kopciński.
Kubuś Puchatek poznaje cztery pory roku. 2001, wyd. nast. 2005.
Kubuś Puchatek poznaje dźwięki. 2005.
Kubuś Puchatek poznaje smaki. 2005.
Kubuś Puchatek poznaje uczucia. 2005.
2. Raz wesoło, raz smutno. [Wiersze z bajek filmowych W. Disneya]. Wwa: Egmont Polska 2004, [12] s. Wyd. nast. tamże 2010. Kubuś Puchatek.
Na podst. tekstów A.A. Milne’a, ilustrowanych przez E. H. Shepard’a.
3. Czerwony Kapturek. Wwa: Agora 2005, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 1. Por. poz. 14.
Na podst. baśni Ch. Perrault i braci J. i W. Grimmów.
4. Ćwiczenia nie dla lenia z liczenia i myślenia! Podnieś łapki, uchyl klapki! [Wiersze]. Wwa: Egmont Polska 2005, [14] s.
Gry edukacyjne, oparte na motywach zaczerpniętych z utworów A.A. Milne’a o Kubusiu Puchatku.
5. Lampa Aladyna. Wwa: Agora 2005, 37 s. Kolekcja Dziecka, 6. Por. poz. 14.
6. O rybaku i złotej rybce. Wwa: Agora 2005, 35 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 4. Por. poz. 14.
Na podstawie baśni A. Puszkina.
7. Tomcio Paluch. Wwa: Agora 2005, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 8. Por. poz. 14.
Na podst. baśni: Ch. Perrault, braci J. i W. Grimmów oraz J. Jacobsa.
8. Brzydkie kaczątko. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 19. Por. poz. 14.
Na podst. baśni H.Ch. Andersena.
9. Jaś i Małgosia. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 13. Por. poz. 14.
Na podst. baśni: Ch. Perrault oraz braci J. i W. Grimm.
10. Królewna Śnieżka. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 16. Por. poz. 14.
Na podst. baśni braci J. i W. Grimmów.
11. Nowe szaty cesarza. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 17. Por. poz. 14.
Na podstawie baśni H. Ch. Andersena.
12. Złota kaczka. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 10. Por. poz. 14.
Na podst. baśni A. Oppmana.
13. Żabi król. Wwa: Agora 2006, 37 s. + płyta CD. Kolekcja Dziecka, 11. Por. poz. 14.
Na podst. baśni Ch. Perrault oraz braci J. i W. Grimmów.
14. Trutututu, tratatata. Najpiękniejsze bajki świata. [Autorzy adapt.:] J. Mikołajewski, G. Kasdepke. [Dokument dźwiękowy]. Czytają: M. Umer, W. Mann. Wwa: Agora 2011, 4 płyty CD.
Tu J. Mikołajewskiego: [CD 1:] Czerwony Kapturek [poz. 3]; O rybaku i złotej rybce [poz. 6], – [CD 2:] Lampa Alladyna [poz. 5]; Tomcio Paluch [poz. 7], – [CD 3:] Żabi król [poz. 13]; Jaś i Małgosia [poz. 9]; Królewna Śnieżka [poz. 10]; Nowe szaty cesarza [poz. 11], – [CD 4:] Złota kaczka [poz. 12]; Brzydkie kaczątko [poz. 8].
Prace redakcyjne
1. D. Alighieri: Boska komedia. 15 pieśni. Wstęp i przekł.: T. Łubieński. Przyp. i nota biogr.: J. Mikołajewski Wwa: LSW 1992, 163 s. Bibl. Poetów.
2. Radość rozbitków. Antologia poezji włoskiej dwudziestego wieku. Wybór i wstęp: J. Mikołajewski. Izabelin, Wwa: „Świat Lit.” 1997, 189 s.
Teksty w jęz. pol. i włos.
3. A. Mari: Do zobaczenia w raju. [Wywiad] Rozm. J. Mikołajewski. Przedm.: S. Dziwisz. Pozn.: [TBA Komunikacja Marketingowa 2005], 136 s. Bibl. „Gaz. Wybor.”
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2014, pliki w formacie MOBI.
Wspomnienia osobistego fotografa papieża Jana Pawła II, spisane przez J. Mikołajewskiego podczas serii spotkań z A. Marim. Przekł.: rum.: La revedere în rai. Arturo Mari în dialog cu … [Przedm.] S. Dziwisz. [Przeł.] A. Mărtinas Giulimondi. Bucureşti 2009, – węgier.: Találkozunk a Paradicsomban. [Przedm.] S. Dziwisz. [Przeł.] P. Erdó. [Budapest] 2008, wyd. nast. 2009, – włos.: Arrivederci in paradiso. Colloquio di … con Arturo Mari. [Przedm.:] S. Dziwisz. Roma [2006], 136 s. + 1 DVD. Le Grandi Opere.
4. Męski zmysł. [Wywiady]. Rozm. J. Mikołajewski. Kr.: WL 2005, 174 s.
Tom zawiera 22 wywiady, ogł. w 2003-2005 w dod. „Gaz. Wybor.” – „Wysokie Obcasy”, z mężczyznami reprezentującymi różne środowiska, także literackie; rozmówcami byli m.in.: J. Abramow-Newerly, K. Karasek, J. Franczak, R. Kapuściński, W. Kuczok.
5. Z. Krasiński: La commedia non divina. [Przeł.] G. Pampiglione. [Wstęp:] L. Massi. [Oprac.] J. Mikołajewski. Roma: La Fenice 2006, 220 s.
Tytuł oryginału pol.: Nie-Boska Komedia.
6. F. Petrarca: Drobne wiersze włoskie; Rerum vulgarium fragmenta. Wstęp P. Salwy. Wybór przekł. J. Mikołajewski. Komentarz M. Santagaty w adapt. i oprac. zespołu pod red. P. Salwy. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 895 s.
7. Co czytali sobie, kiedy byli mali? [Wywiady]. Rozm. E. Świerżewska i J. Mikołajewski. Wwa: Egmont Polska, Agora 2014, 319 s. Bibl. „Gaz. Wybor.” Lit. Egmont.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2014, plik w formacie PDF.
Tom zawiera 24 wywiady, wśród rozmówców m.in.: J. Bralczyk, W. Chotomska, J. Cygan, J. Hartwig, M. Rusinek, K. Staszewski, G. Turnau, A. Wajda.
8. Największe szczęście, największy ból. Jarosława Mikołajewskiego rozmowy z Julią Hartwig. Kr.: Wydawn. a5 2014, 78 s.
Pierwodruki wywiadów ukazały się w „Gazecie Wyborczej”.
9. Z. Ginczanka: Notes Zuzanny Ginczanki. Wybór i oprac.: J. Mikołajewski. Kr.; Budapeszt: Austeria 2016, 177, [10] s.
Prywatne zapiski, zdjęcia i rękopisy wierszy Z. Ginczanki wybrane ze zbiorów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

Zob. też Przekłady poz. 1, 2, 5, 9.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2014.
 	Autor o sobie: Rzecz dla mnie, jako poety, najważniejsza. „Topos” 2000 nr 5/6; Jedno pytanie do... Jarosława Mikołajewskiego. „Topos” 2002 nr 1/2 [odpowiedź na pytanie Z. Łapińskiego: Co daje Panu jako poecie znajomość literatury włoskiej, której jest Pan tłumaczem?]; Co mnie obchodzi Schetyna? Poeta kłóci się ze światem. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 267; Wiek obumierania. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 265 [o wchodzeniu w smugę cienia]; Kocham czytać, nie cierpię czytadeł. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 177.
 	Wywiady: Nie wierzę w jakąkolwiek misję. Rozm. P. Krupka. „Studium” 2002 nr 5; Umajony. Rozm. M. Pękala. „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3; Poezja rozbierana. Rozm. M. Rybak. „Zwierciadło” 2005 nr 8 [dot. m.in. wiersza „Łąka”]; Rzym jest szkołą wyrzeczeń. Rozm. R. Bielecki. „W Drodze” 2012 nr 8 [dot.: Rzymska komedia]; W Rzymie po niebie fruwają szpaki. Rozm. A. Piwkowska. „Nowe Książ.” 2012 nr 1; Bajki muszą być prawdziwe. Rozm. A. Szawiel. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 88 [o własnej twórczości dla dzieci]; Poeta musi mówić własnym głosem. Rozm. P. Gulda. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 94 dod. „Gdańsk”.

Ogólne

 	P. KRUPKA: Między miłością i śmiercią. O poezji Jarosława Mikołajewskiego. „Studium” 2002 nr 5.
 	J. NAPIÓRKOWSKI: Pytanie o pomost. Szkic o poezji Jarosława Mikołajewskiego. „Pracownia” 2002 nr 1.
 	M.Z. GRUNERT: Ostrożnie! Nie rzucać! Wizyta w „Fabryce opakowań szklanych” Jarosława Mikołajewskiego. „Kult. Popularna” 2003 nr 1.
 	P. MAJERSKI: Gra wyobraźni, gra w wyobraźnię. Kilka uwag o polskiej poezji „nowej i najnowszej”. W: Dialog w środku Europy. Rok 2002. Leszczyny 2003, polem.: P. RAKOWSKI: Szyfr egzystencji, którego nie ma. „Akant” 2006 nr 5.
 	J. NAPIÓRKOWSKI: M. „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3.
 	J. WAJS: Przyszedłem ciebie odwiedzić. Trzy wiersze o „złej śmierci”. „Topos” 2004 nr 3/4 [dot. m.in. wiersza „Łąka” J. Mikołajewskiego oraz utworów W. Kassa i K. Kuczkowskiego].
 	J. DRZEWUCKI: Dajmy na to, M. „Twórczość” 2007 nr 6.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: Poeta na „tacierzyńskim”. Obrazy ojcostwa w poezji J. M. i prozie Jacka Podsiadły.W: Inna literatura? T. 2. Rzeszów 2010.
 	D. KOMAN: Mikołajewski – dzieciom.„Nowe Książ.” 2012 nr 1.
 	Z. ZARĘBIANKA: Na granicy wypowiadalnego. Jarosław Mikołajewski – „Modlitwa wieczorna”. „Topos” 2016 nr 3 [w dziale: Teologia poetów].

A świadkiem śnieg

 	K. PIEŃKOSZ: Wieczność jest tą chwilą. „Literatura” 1992 nr 2.
 	J. CHOŁODOWSKA: Komentator rzeczywistości. „Kresy” 1993 nr 13.

Kołysanka dla ojca

 	K. PIEŃKOSZ: Krzyżyk, czyżyk i myszka. „Sycyna” 1994 nr 2.

Zabójstwo z miłości

 	J. DRZEWUCKI: Legendy rodzinne. „Twórczość” 1998 nr 4.
 	J. ORSKA. „Odra” 1999 nr 2.
 	M. RYGIELSKA: „Blood in their ink”? „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3.

Mój dom przestały nawiedzać duchy

 	M. KISIEL: Intymność i godność metafory. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
 	J. KOTARA: Na samotność zapomniałem o Śmierci (albo wiersze pisane w pilnej sprawie rodzinnej). „Studium” 1999 nnr 3/4.
 	K. MALISZEWSKI: Elementarność. Notatki z przedsionka. „Topos” 1999 nr 2/3.
 	A. SZYMAŃSKA: „Całe życie i dłużej”. „Prz. Powsz.” 2001 nr 6 [dot. też: Nie dochodząc Pięknej].

Nie dochodząc Pięknej

 	M. KISIEL: Przywrócić słowom rzeczy. „Śląsk” 2001 nr 8.
 	P.W. LORKOWSKI: Niesłychany idiom. „Tytuł” 2001 nr 3.
 	R. RŻANY: Chrzest poety. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 1.
 	A. SZYMAŃSKA: „Całe życie i dłużej”. „Prz. Powsz.” 2001 nr 6 [dot. też: Mój dom przestały nawiedzać duchy].

Którzy mnie mają

 	J. HARTWIG: Łagodność i drapieżność. O wierszach Jarosława Mikołajewskiego. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 27.
 	K. MALISZEWSKI: Grepsy żywych, mowa umarłych. „Topos” 2003 nr 4/5, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	J. NAPIÓRKOWSKI: „Wszędzie pan jesteś psim swędem” – nowy tom wierszy Jarosława Mikołajewskiego. „Pracownia” 2003 nr 2.
 	R. RŻANY: Obecność bez granic. „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3.
 	M. SIKORA: Zabawa w chowanego. „Studium” 2003 nr 5/6.
 	A. SZYMAŃSKA: Żyć, aby uwierzyć. „Prz. Powsz.” 2003 nr 11.
 	J. WAJS: Rozmowna rzeczywistość. „Twórczość” 2004 nr 1.

Herbata dla wielbłąda, czyli Sprawy i sprawki detektywa McCoya

 	A. MADALIŃSKI: Detektyw w bibliotece. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 47.

Któraś rano

 	J. KORNHAUSER: Miłość i śmierć. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 21.
 	J. WAJS: Kropla nad i. „Twórczość” 2006 nr 12.
 	J. HARTWIG: Własna droga – o tomie Jarosława Mikołajewskiego „Któraś rano”. „Kwart. Artyst.” 2007 nr 2.

Coś mnie zmartwiło, ale zapomniałem

 	K. DĄBROWSKA: Piękne i bestie. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.

Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego

 	P. URBANIAK: Intymnie i akademicko. „Twórczość” 2009 nr 4 [dot. także tomu szkiców o twórczości R. Kapuścińskiego „Życie jest z przenikania…”].

Zbite szklanki

 	J. DRZEWUCKI: Tak jak kiedyś, tak jak nigdy. „Twórczość” 2011 nr 8.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Zagrać w berka ze śmiercią. „Nowe Książ.” 2011 nr 2.

Kiedyś, kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór

 	B. KĘCZKOWSKA: Dziecko czyta o śmierci. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 254 dod. „Stołeczna” [dot. m.in. książki J. Mikołajewskiego].

Rzymska komedia

 	J. DRZEWUCKI: Słyszeć, czego się nie widzi. „Twórczość” 2012 nr 9.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Miasto.„Odra” 2012 nr 3.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Rzym z Dantem. „Nowe Książ.” 2012 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Dolce vita

 	K. LISOWSKI: Łowca włoskich narracji. „Nowe Książ.” 2013 nr 3.

Na wdechu

 	J. MADEJSKI: Mrowienie. „Nowe Książ.” 2013 nr 2.

Froth poems

 	R. GELLMAN: Froth by J. M. „World Literature Today”, Norman, OK 2013 [vol.] 87 [nr] 3.

Wyręka

 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Tłumacz wewnętrzny. „Nowe Książ.” 2015 nr 6.
 	I. SMOLKA: Poezja obolałego sumienia. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2.

Uśmiech Bambola

 	M. JOTKA: Za sprawą kota. „Nowe Książ.” 2015 nr 4 [dot. także: R. Piątkowska: Mruk, J. Wachowiak: Kot kameleon].

Wielki przypływ

 	B. ROGATKO: Powrót do Lampedusy, czyli jak przełamać obcość. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 6.
 	D. JARCZEWSKI, M. GRZELCZAK: Światy nieznane. „W Drodze” 2016 nr 2 [dot. także: W. Bauer: Über das Meer, P. Smoleński: Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie].
 	A. PIWKOWSKA: Wyspa ludzi, żółwi i królików. „Nowe Książ.” 2016 nr 1.

Wędrówka Nabu

 	J. MAJ-KIRSZ: Wędrówka Nabu – dziecięca opowieść o uchodźcach. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 19 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: https://www.juniorowo.pl/wedrowka-nabu/

Terremoto

 	K. ALICHNOWICZ: Laboratorium serca. „Odra” 2017 nr 10.
 	J. SOCHOŃ: Poetycko-reporterskie trzęsienie ziemi. „Nowe Książ.” 2017 nr 10.

C. Collodi: Pinokio. Historia pajacyka

 	Pinokio. Historia pajacyka (Przekłady poz. 34): J. OLECH: Przygody w Krainie Odwyku. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 51.

Radość rozbitków

 	W. KALISZEWSKI: Zgubiona ścieżka. „Więź” 1997 nr 9.
 	M. WOŹNIAK: Umiarkowana „radość rozbitków”. „Lit. na Świecie” 1999 nr 12.

Największe szczęście, największy ból

 	B. KANIEWSKA: Piękno pełni, pełnia piękna. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.

&amp;nbsp;




 	↑ O ile nie zaznaczono inaczej – w formie opowiadań.
</document>
<document nplp_id="3059" title="Anna SOBOLEWSKA" slug="anna-sobolewska">ur. 1947

Do 1972 artykuły podpisywała: Anna Stańczak.

Krypt.: as

Historyk literatury, krytyk literacki, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 10 maja 1947 w Gdańsku; córka Zdzisława Stańczaka, dziennikarza, i Jadwigi z domu Strancman, dziennikarki, później poetki i autorki prozy autobiograficznej. W 1951 zamieszkała z rodzicami w Warszawie. Tam uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny z Tańskich Hoffmanowej; w 1965 zdała maturę. Następnie studiowała filologię angielską na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1970 uzyskała magisterium i do 1972 pracowała jako nauczycielka języka angielskiego w Liceum Ogólnokształcącym im. R. Traugutta w Warszawie. Debiutowała w 1969 przekładem prozy R. Hopkinsona pt. Chłopiec, który poszedł do pracy, opublikowanym na łamach pisma studenckiego „Itd” (nr 3) , a jako krytyk w 1970 artykułem na temat trudności tłumaczenia tekstów literackich pt. Pegaz i wędzidło („Itd” nr 38). Artykuły, szkice i recenzje ogłaszała następnie na łamach wielu czasopism, m.in. w „Nowym Wyrazie” (1972, 1974-75), „Kulturze” (1972-75), „Nowych Książkach” (od 1973 z przerwami) i „Twórczości” (od 1979 z przerwami). W 1974-77 uczęszczała na studia doktoranckie w IBL PAN, a po ich ukończeniu została zatrudniona na stanowisku asystenta w Pracowni Historii Literatury Współczesnej IBL (później Pracownia Literatury XX i XXI wieku, od 2012 Pracownia Współczesnej Literatury i Komunikacji Społecznej). W 1978 otrzymała tytuł doktora na podstawie rozprawy pt. Polska proza psychologiczna lat czterdziestych XX wieku (promotor prof. Michał Głowiński) i w 1979 przeszła na stanowisko adiunkta w IBL. W pracy badawczej zajmowała się literaturą współczesną ze szczególnym uwzględnieniem psychologizmu, zmian gatunkowych prozy XX w., komparatystyki oraz związków form artystycznych ze świadomością religijną. W 1981 przebywała na półrocznym stypendium naukowym na Sorbonie w Paryżu (Université Paris-Sorbonne). W latach osiemdziesiątych prowadziła wykłady na tematy literackie i religioznawcze w ramach nielegalnie działającego tzw. Latającego Uniwersytetu. W tym okresie zaczęła też brać udział w pracach Komitetu Głównego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, działającego przy IBL PAN. W 1990 została członkiem SPP. Od początku lat dziewięćdziesiątych aktywnie uczestniczyła w pracy kulturalno-społecznej, wydawniczej oraz w licznych konferencjach w kraju i za granicą stowarzyszeń na rzecz osób niepełnosprawnych. Działała w Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Upośledzonych Umysłowo (od 1990), Stowarzyszeniu Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej Kochani” (od 1994); została też członkiem redakcji wydawanego przez Stowarzyszenie kwartalnika „Bardziej Kochani” i stale współpracowała z czasopismem „Integracja”. Była też czynna w Stowarzyszeniu na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Iskra” (od 1994). Współpracowała z programami literackimi oraz społecznymi Polskiego Radia i Telewizji, podejmującymi problematykę edukacyjną i integracyjną osób niepełnosprawnych. Kontynuowała pracę naukową i krytycznoliteracką; w tym okresie drukowała artykuły i recenzje także m.in. w „Res Publice” (od 1988), a następnie w „Res Publice Nowej” (od 1993), Odrze (od 1992 z przerwami), „Tygodniku Powszechnym” (od 1995, z przerwami) i „Gazecie Wyborczej” (od 2005, z przerwami). W 1992 przebywała na stypendium naukowym w Institut für die Wissenschaften vom Menschen w Wiedniu. W tymże roku otrzymała habilitację w IBL PAN na postawie rozprawy pt. Mistyka dnia powszedniego. Poetyka doświadczeń wewnętrznych w prozie i poezji współczesnej. Także w 1992 weszła w skład Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów; brała udział w jej konferencjach, wykładach oraz corocznie uczestniczyła w Dniach Książki Żydowskiej. W 1995 ponownie przebywała na stypendium naukowym w Paryżu, a w 1998 w Royal Swedish Academy of Sciences w Sztokholmie. Od 1996 corocznie brała udział w organizacji warszawskich „Mironaliów” na ulicy Tarczyńskiej, festynu poświęconego osobie i twórczości Mirona Białoszewskiego, z którym była zaprzyjaźniona wspólnie z mężem Tadeuszem Sobolewskim oraz matką Jadwigą Stańczakową. W 1998 otrzymała stanowisko docenta w IBL PAN. W tymże roku została członkiem Salzburg Seminar. W 2000 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 2001 stanowisko profesora zwyczajnego w IBL PAN. Od marca do czerwca 2001 pracowała jako wykładowca literatury polskiej na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. W 2002 zaczęła prowadzić zajęcia z zakresu filmoznawstwa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W 2005 została członkiem Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”. W tym okresie zaczęła publikować teksty w miesięczniku psychologicznym „Charaktery”. Odbyła dwie podróże do Indii (2005, 2007).

W 1972 zawarła związek małżeński z Tadeuszem Sobolewskim, krytykiem filmowym. Ma dwie córki: Justynę (ur. 1972) i Cecylię (ur. 1989). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Polska proza psychologiczna (1945–1950). [Monografia]. Wr.: Ossol. 1979, 137 s. IBL PAN. Z Dziejów Form Artyst.w Lit. Pol., t. 52.
Rozprawa doktorska.
 	Mistyka dnia powszedniego. [Szkice]. Wwa: Open 1992, 221 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Od autorki. – Poetyka doświadczeń wewnętrznych; Ja – to ktoś znajomy. O późnej twórczości Mirona Białoszewskiego; Antynomie życia i twórczości. Epifanie Jarosława Iwaszkiewicza; Od magii do mistyki. Powieści inicjacyjne Janusza Korczaka; W przestrzeni mitu. Współczesna powieść inicjacyjna Tadeusza Konwickiego, Hugha Walpole, Tarjei Vesaasa; Kabalista z Czarnohory. Tematy żydowskie w twórczości Stanisława Vincenza; Ostatnia nitka wiary. Poszukiwanie religijne w powieściach Juliana Stryjkowskiego; Czytanie kabały.
 	Maksymalnie udana egzystencja. Szkice o życiu i twórczości Mirona Białoszewskiego. Wwa: Wydawn. IBL 1997, 125 s. IBL PAN.
 	Cela. Odpowiedź na zespół Downa. Wwa: W.A.B. 2002, 249 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 2009, 300 s.; Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
Opowieść o doświadczeniach związanych z urodzeniem i wychowaniem dziecka z zespołem Downa. – Nagroda „Książka Wiosny 2002”, przyznana przez „Prz. Nowości Wydawn.” w 2002, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2003, Grand Prix konkursu lit. tyg. „Newsweek Polska” za najlepszą książkę z zakresu literatury faktu – „Podporiusz” (2003).
 	Maski Pana Boga. Szkice o pisarzach i mistykach. Kr.: WL 2003, 334 s.
Wyróżnienie w Konkursie Lit. Fundacji Kultury w 2004.
Zawartość: Sztuka i niewyrażalne: Poeci wobec niewyrażalnego; Rzecznik potępionych. Dwa moralitety Juliana Stryjkowskiego; „Kompleks polski” Tadeusza Konwickiego, czyli alchemia Peerelu; „…bo przecież życie się nie kończy”. Kornela Filipowicza proza doświadczeń wewnętrznych; Przyroda i pustka w sztuce i myśli Wschodu; Konstrukcja istnienia. Kino Zbigniewa Rybczyńskiego; Jak sen jest zrobiony? Poetycka materia snów. – Pogoda dla mistyków: „Nic prócz wszystkiego”. Pogoda dla mistyków; Człowiek z marginesu. Pisma ostatnie Thomasa Mertona; Ojca de Mello poszukiwanie jedności; Otwarta brama. Wokół „Dramatu nadziei zbawienia” księdza Wacława Hryniewicza; Martin Buber i zapomniane słowo: Bóg; Komu potrzebny jest Bóg?; „Bóg jako ja”. Anioł Ślązak wobec mistyki Wschodu; Maski Pana Boga.
Wersja ang. art. Maski Pana Boga: Mask of God. W: Social definitions of disability. Stockholm 1997, toż w: Faith communities and inclusion of people with development al disabilities. Syracuse 1998 s. 286-303.
 	Mapy duchowe współczesności. Co nam zostało z Nowej Ery? [Eseje]. Wwa: W.A.B. 2009, 380 s. Ser. z Wagą.
Zawartość: Wstęp. – Bóg jest modny. Kontrduchowość masowa; Co nam zostało z Nowej Ery?; Indie świeckie i mistyczne; Rytuały i doświadczenia inicjacyjne w Indiach współczesnych; Od magii miłosnej do mistyki; Maski śmierci. Śmierć ciemna i jasna w poezji współczesnej; Tysiąc imion Wisznu. Mythos i logos w poezji staroindyjskiej; Mythos i logos w twórczości Aleksandra Wata; Między rozumem a wiarą. Czesław Miłosz przeciwko krytyce niezrozumiałej; Na skrzyżowaniu Zachodu i Wschodu.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B., plik w formacie PDF.
 	Artykuły, studia, szkice opublikowane w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Pisarze w krainie czarów. „Nowy Wyraz” 1974 nr 12 s. 56-66. – Piekło oglądane przez dziurkę od klucza. „Nowy Wyraz” 1976 nr 5 s. 35-43 [dot. problemów narracji niewiarygodnej]. –Pracownie krawieckie ludzkości. „Teksty” 1978 nr 5 s. 49-64. [dot. „Sartora Resartusa” T. Carlyle’a, „Operetki” W. Gombrowicza i „Krawca” S. Mrożka]. – Babel języków i idei. (Wokół polskiego tłumaczenia [S. Wiśniowskiego] „Sartora Resartusa” Thomasa Carlyle’a). „Lit. na Świecie” 1981 nr 8 s. 270-295, przedr. w: Wielojęzyczność literatury i problemy przekładu artystycznego. Wr. 1984. – Teatr jednego autora (Problemy psychologiczne w najnowszej powieści polskiej). „Teksty” 1981 nr 3 s. 35-60. – Antynomia życia i wolności. (Konstrukcja i psychologia bohatera w prozie Jarosława Iwaszkiewicza). W: O twórczości Jarosława Iwaszkiewicza. Wr. 1983 s. 149-167. – Estetyka współczesnej prozy psychologicznej. „Studia Estet.” 1983-1984. T. XX-XXI s. 77-104. – The Scandinavia of Jarosław Iwaszkiewicz. W: Polish – Swedish literary contacts. Stockholm 1988 s. 81-91, toż w jęz. pol. pt. Skandynawia Jarosława Iwaszkiewicza. W: Zwierciadła północy. Wwa 1991.– Tryptyk biblijny Juliana Stryjkowskiego. „Prz. Powsz.” 1990 nr 7/8 s. 160-176. – Psychologiczna problematyka w literaturze polskiej XX wieku, psychologizm. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wwa 1992 s. 885-897.– „Księgi wieczyste” Henryka Grynberga. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Następne pokolenie. Wwa 1995 s. 73-89. – The mysticism of everyday. „Renascence”, Milwaukee 1996 nr 3 s. 225-241. – Żydowski kosmos w Warszawie. „Nowolipie” Józefa Hena jako dokument pamięci. W: Literackie portrety Żydów. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej Lublin–Nałęczów, listopad 1993. Lubl. 1996 s. 45-56. – Proza pamięci i wyobraźni. W: Sporne sprawy polskiej literatury współczesnej. Wwa 1998 s. 341-366. – Regionalizm, kultura, wychowanie. „Pedag. Społ.” 2002 nr 2 s. 56-66. – Przeciw krytyce niezrozumiałej. Miłosz jako krytyk. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Krytycy. Wwa 2003 s. 7-25. – Die Grenzen der Biotechnologie, die Grenzen der Menschheit. W: Biopolitik grenzenlos. Stimmen aus Polen. Herbolzheim 2005 s. 123-154. – Czy powieść psychologiczna jest dzisiaj możliwa? Proza najnowsza między stylizacją a naturalizmem. W: Co dalej literaturo? Wwa 2008 s. 309-348. – Niepełnosprawni umysłowo w sztuce filmowej. „Bardziej Kochani” 2008 nr 4 s. 35-42. – Fantastyka między cybernetyką a polityką. Mity polskiej fantastyki. W: Obraz literatury w komunikacji społecznej po roku’89. Wwa 2013 s. 155-189. – „Kto mi pisze to życie?” Gra o tożsamość bohaterów filmów i sztuk teatralnych Marka Koterskiego. W: Gry o tożsamość w czasach wielkiej zmiany. Wwa 2013 s. 90-123. – Projekty uczłowieczania dzikich zwierząt. Idealizm i bezduszność. „Akcent” 2016 nr 2 s. 152-161. – Paradoksy dokumenty kreacyjnego. Fikcja i niefikcja we współczesnym filmie dokumentalnym… W: Między sztuką a codziennością. Wwa 2017 s. 134-183. – Demontaż systemu. Filmy dokumentalne o PRL; „Wiwarium” Jarosława Kamińskiego – kraj w cieniu katastrofy. W: Debaty po roku 1989. Literatura w procesach komunikacji. Wwa 2017 s. 149-162; 396-410.

Praca redakcyjna

 	Zwierciadła północy. Związki i paralele literatur polskiej i skandynawskiej. [T. 1]. Pod red. M. Janion, N.A. Nilssona i A. Sobolewskiej. Wprowadzenie: M. Janion. Chotomów: Verba 1991, 228 s.
 	Słownik literatury polskiej XX wieku. Zespół red.: A. Brodzka, M. Puchalska, M. Semczuk, A. Sobolewska, E. Szary-Matywiecka. Wr.: Ossol. 1992, 1432 s. IBL PAN. Vademecum Polonisty.
 	Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku. Praca zbiorowa. Pod red. I. Glatzel, J. Smulskiego i A. Sobolewskiej. Tor.: Wydawn. UMK 1999, 390 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2011.
 	Wywiady: Nie tacy sami. Życie z dzieckiem niepełnosprawnym. Rozm. A. Mateja. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 3; Umarł i żyje. Co nam zostało z Nowej Ery? Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” dod. „Duży Format” 2009 nr 98 [dot.: Mapy duchowe współczesności].


 	WUP.

Ogólne

 	E. BALCERZAN: Anna Sobolewska. Poezja a powaga dosłowności. W tegoż: Pochwała poezji. Mikołów 2013.

Polska proza psychologiczna (1945–1950)

 	H. GOSK: Nie tylko o prozie psychologicznej. „Prz. Hum.” 1980 nr 5.
 	A. STOFF: Psychologizm w tyglu historii. „Mies. Lit.” 1980 nr 7.
 	J. WRÓBEL. „Ruch Lit.” 1981 nr 6.

Maksymalnie udana egzystencja

 	P. ŚLIWIŃSKI: Tańczyć Mozarta, umierać. „Nowe Książ.” 1998 nr 5.
 	T. KOMENDANT: Mironia. „Twórczość” 1999 nr 5.
 	M. ŁUKASZUK–PIEKARA. „Pam. Lit.” 1999 z. 3.

Cela

 	M. BARANOWSKA: Lubię myśleć. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 131.
 	W. BONOWICZ: „Mam uwagę! Proszę się kochać”; J. OLECH: Nadmiar. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 27.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Świat według Celi. „Polonistyka” 2002 nr 8.
 	M. ŁOPATKOWA: Bardziej kochane. „Nowe Książ.” 2002 nr 10.
 	M. NOSZCZYK. „Auxiliary Society” 2003 nr 1.
 	M. ŁUKASIEWICZ: Habeas corpus. „Znak” 2005 nr 9.
 	S. GAJOWNIK: Cela w świecie książek i zabaw. „Guliwer” 2008 nr 2.

Maski Pana Boga

 	J. BECZEK: Mistyczny krąg. „Nowe Książ.” 2003 nr 6.
 	W. LIPOWSKI: Drogi poznania. O esejach Anny Sobolewskiej. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 36.
 	R. RUTKOWSKI: Przygody człowieka wewnętrznego. „Borussia” 2005 nr 36.

Mapy duchowe współczesności

 	Z. BIDAKOWSKI: Anny Sobolewskiej podróż do Indii. „Rzeczpospolita” 2009 nr 132.
 	M. CIELECKI: Mapa wiecznych bezdroży. „Więź” 2009 nr 5/6.
 	K. DOROSZ: Cięte kwiaty. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 35.
 	M. FUGIEL-KUŹMIŃSKA: Kto się boi Nowej Ery? „Tyg. Powsz.” 2009 nr 23.
 	A. KOMOROWSKI: Gunga Din pilnie poszukiwany. „Twórczość” 2009 nr 9.
 	A. KRZEMIŃSKA: Supermarket wierzeń. „Polityka” 2009 nr 14.
 	M. MOSTEK: Duchowość w czasach popkultury. „Res Publica Nowa” 2009 nr 6.
 	M. RABIZO-BIREK: Wyznania podróżniczki Wschodu. „Nowe Książ.” 2009 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3061" title="Jan SOCHOŃ" slug="jan-sochon">ur. 1953

Krypt.: J.S.

Poeta, krytyk literacki, teolog, filozof.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 sierpnia 1953 w Wasilkowie (Podlasie); syn Józefa Sochonia, brakarza w zakładach włókienniczych, i Franciszki z Sochoniów. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku; w 1972 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską w Filii Uniwersytetu Warszawskiego (UW) w Białymstoku. Debiutował opublikowanymi w 1974 na łamach czasopisma „Poglądy” (nr 24) wierszami Droga, Gwiazda, Nokturn i Trudno, za które otrzymał nagrodę w VIII Ogólnopolskim Studenckim Konkursie Literackim. W 1975-77 był członkiem białostockiej Grupy Literackiej ZNP „Bakałarz”. W latach siedemdziesiątych uczestniczył także w działaniach ruchu literackiego zwanego Nową Prywatnością. Po otrzymaniu w 1977 magisterium pracował w Bibliotece UW – Filii w Białymstoku. Równocześnie drukował liczne artykuły w prasie regionalnej. W 1979 podjął studia teologiczne na Akademickim Studium Teologii Katolickiej w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym św. Jana Chrzciciela w Warszawie, które ukończył w 1984. W tymże roku otrzymał święcenie kapłańskie i do 1985 pracował jako wikariusz najpierw w Lubochni, a następnie w Jabłonnie. Równocześnie w 1981–85 studiował filozofię na Papieskim Wydziale Teologicznym – Sekcji św. Jana Chrzciciela w Warszawie, zakończoną kanonicznym egzaminem licencjackim. W tym czasie nawiązał współpracę także z redakcjami pism „Przegląd Katolicki” (od 1984) oraz „Powściągliwość i Praca” (od 1986), którą kontynuował z przerwami i w późniejszych latach. W 1986 wykładał historię literatury polskiej i historię filozofii w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym św. Jana Chrzciciela w Warszawie. W tymże roku rozpoczął studia doktoranckie na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w trakcie których był przez rok 1987/88 na stypendium naukowym w Paryżu; w 1991 obronił doktorat na podstawie rozprawy pt. Ateizm. Wizja Etienne Gilsona (promotor prof. Zofia Józefa Zdybicka). Prace z zakresu filozofii chrześcijańskiej, a także przekłady z języka francuskiego i łaciny drukował w pismach teologicznych. Pod koniec lat osiemdziesiątych nawiązał wieloletnią współpracę z Polskim Radiem (Redakcja Programów Katolickich) jako autor audycji poświęconych zagadnieniom filozoficznym, teologicznym i literackim. Kontynuował także twórczość literacką i krytycznoliteracką. Wiersze, recenzje, artykuły drukował m. in. na łamach pism: „Nowe Książki” (od 1991), „Zeszyty Literackie” (1989-92, 1997-98), „Więź” (1989, 1992, 1994, 1997-99). W 1992 został członkiem SPP. Prowadził wykłady na temat środków społecznego przekazu (1992-93) oraz zajęcia zlecone ze stylistyki utworów dziennikarskich (1992) na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej (ATK) w Warszawie. W 1992 wszedł w skład redakcji czasopisma „Trzeźwymi bądźcie”. Od 1994 pracował na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej ATK (od 1999 Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, UKSW) w Warszawie, od 1995 na stanowisku adiunkta w Katedrze Filozofii (później Instytut Filozofii). W 1999 uzyskał tam habilitację w zakresie filozofii na podstawie rozprawy Spór o rozumienie świata. Monistyczne ujęcia rzeczywistości w filozofii europejskiej. Studium historyczno-hermeneutyczne. W 2000-04 współpracował z redakcją katolicką Telewizji Polskiej. W 2001 objął funkcję redaktora naczelnego rocznika „Studia z filozofii Boga, religii i człowieka”, wydawanego przez UKSW. W tymże roku otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego. W 2002 został kierownikiem Sekcji Filozofii Bytu, Boga i Religii w Instytucie Filozofii na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej UKSW. W 2003 zaczął wykładać także w Wyższej Szkole Handlu i Finansów Międzynarodowych w Warszawie. W 2003 za książki Ateizm (Warszawa 2003) oraz Przygodność i tajemnica. W kręgu filozofii klasycznej (Warszawa 2003) otrzymał nagrodę Feniks w dziedzinie dzieł naukowych, przyznawaną przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich. Recenzje, a także wiersze i prozę drukował w tym okresie nadal przede wszystkim w „Nowych Książkach”, a ponadto m.in. w „Więzi” (2003-07), „Toposie” (2000-03) i „Migotaniach, przejaśnieniach” (2005-2016; od 2011 tytuł „Migotania”). W 2004 otrzymał Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. F. Karpińskiego. W 2005 uzyskał tytuł naukowy profesora, a w 2006 stanowisko profesora zwyczajnego na UKSW. W tymże roku otrzymał nagrodę Rektora UKSW III stopnia za osiągnięcia naukowe. W 2007 objął kierownictwo Katedry Filozofii Kultury na UKSW. W 2008 wszedł w skład komitetu redakcyjnego pism „Studia Philosophiae Christianae” (UKSW), „Ethos” oraz do Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II. Od 2001 należał do zespołu biorącego udział w pracach nad procesem beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki oraz w opracowaniu jego monografii o charakterze hagiograficznym. W 2002 rozpoczął współpracę z International Institute for Hermeneutics w Toronto (Kanada) oraz z wydawanym przez nich pismem „Hermeneutic Series”. Został członkiem Warszawskiego Towarzystwa Teologicznego (w 1997), Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu, oddziału Societá Internazionale Tommaso d’Aquino (w 2000), Polskiego Towarzystwa Filozoficznego (w 2001), Towarzystwa Naukowego KUL (w 2006), Polskiego PEN Clubu (w 2009). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
Poza pracami o charakterze ściśle filozoficznym i teologicznym opublikował:

 	Aby powtarzać świat. [Wiersze]. [Białystok: Filia UW] 1975, 16 s., powiel.
 	Wiersze. Wybór: W. Kazanecki. Wstęp: J. Taranienko. Białystok: Klub ZNP, Miej. Dom Kultury 1979, 21 s.
 	Wita mnie lęk … [Wiersze]. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1986, 79 s.
 	Paryż i inne wiersze. Kr.: Miniatura 1989, 55 s.
 	Merton, Lubochnia i literatura. Włocławek: Włocławskie Wydawn. Diecezjalne 1990, 123 s. Próby poetyckiego spojrzenia na Ewangelię, wspomnienia oraz interpretacje twórczości K. Baczyńskiego, Cz. Miłosza, J. Brodskiego, T. Venclovy, A. Zagajewskiego, A. Kamieńskiej i S. Barańczaka.
 	Nie dzieje się nic szalonego. [Wiersze]. Białystok: KAW 1990, 119 s.
 	Uroczyście przemija postać świata. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 1990, 52 s.
 	Nagość wielokrotna. 50 krótkich wierszy. [Kr.:] Miniatura [1991], 40 s.
 	Brzęk dzwonków. Wybór wierszy. Przedm.: M. Niemiec. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1993, 168 s.
 	Jasność. [Wiersze]. Katow.: Księg. św. Jacka 1994, 91 s.
 	U drzwi Godot. Szkice o poezji i teologii. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1995, 291 s.
Zawartość: U drzwi Godot. (Zamiast wstępu). – I: Tajemnica i niepokój. (O religijności sztuki poetyckiej); Siedem złych duchów i ja. (Dyskusja z Renatą Galcewą); Jaskinia i gra. (Język – sumienie – nadzieja); „Nie będzie ksiądz poetą” (Uwagi o poezji pisanej przez księży). – II: Nieobecny jest. (O poezji księdza Jana Twardowskiego); Szczerość i maska. (O wierszach księdza Janusza Stanisława Pasierba); Pochwała rzeczy. (O poezji Czesława Milosza); Miasto Miłosza . (Topos miasta w poezji Czesława Miłosza); Dar uwagi. (Korespondencja Thomas Merton – Czesław Miłosz); Zachwyt i rozpacz. (O poezji Wisławy Szymborskiej); Szare numinozum . (O poezji Zbigniewa Herberta); Album Herberta. (Nowy zbiór wierszy); Język, etyka, cierpienie. (O esejach Josifa Brodskiego); Poszukiwanie formy.(O twórczości Adama Zagajewskiego); Pełnia życia. (O poezji Zbigniewa Jankowskiego); Przełamywanie Przybosia. (O poezji Wiesława Kazaneckiego), Julia Hartwig, czyli czułość. (Uwagi o nowym tomie wierszy); Idę wciąż do Elis. (O poezji Zbigniewa Joachimiaka); Jeśli nie kochasz – milcz. (Poetycki apel Macieja Niemca); Mosty wewnętrzne. (O poezji Krzysztofa Piechowicza); Czystość życia. (O poezji Janusza Kotańskiego). – III: Pokora i cierpienie Boga. (O teologii François Varillona); Pierwsza nieboska komedia. (Towiański, Mickiewicz i inni); Ścieżki sztuki i cierpienia. (O Józefie Czapskim). – IV. [Szkice dot. teologii i filozofii].
 	Modlitwa z muzyką. [Wiersze]. Wwa: Palabra 1996, 84 s.
 	Wszystkie zmysły miłości. [Wiersze]. Posł.: S. Morawski. Wwa: PAX 1997, 113 s.
 	Zdania, przecinki, kropki… Posł.: J. Hartwig. Pozn.: „W Drodze” 1998, 299 s.
Rozważania religijne oraz wspomnienia.
 	O życiu, które podoba się Bogu. Świadectwa i medytacje. Wwa: Pax 1999, 255 s.
 	Bóg i język. Wwa: Wydawn. UKSW 2000, 367 s.
Rozprawa dot. historycznie zmieniających się sposobów mówienia o Bogu od starożytności po współczesność, także odwołując się do tekstów literackich.
 	Czarna flaga. Wiersze wybrane i nowe. Pelplin: Bernardinum 2001, 162 s.
 	Ksiądz Jerzy Popiełuszko. [Rozważania religijne]. Kr.: M 2001, 192 s. Rekolekcje z … Wyd. 2 pt. Rekolekcje z ks. Jerzym Popiełuszką. Tamże [2009].
 	Ogień dobrej śmierci. Wiersze nowe 1997-2000. Wstęp: B. Kuczera-Chachulska. Posł.: M. Wittbrot. Wwa: Wydawn. UKSW 2001, 173 s.
 	Porzucić świat absurdów. Z Mieczysławem Krąpcem rozmawia … Lubl.: Pol. Tow. Tomasza z Akwinu 2002, 198 s.
 	Prawdę warto pokochać. [Rozważania religijne]. Katow.: Księg. św. Jacka 2002, 133 s.
 	Gorycz. [Wiersze]. Pelplin: Bernardinum 2003, 119 s.
 	O pocieszeniu jakie daje literatura. Szkice i uwagi krytyczne. Wwa: Wydawn. UKSW 2004, 419 s.
Zawartość: Cz. I. Literatura i to co święte: Poeta klasyczny żyje! – Religijny wymiar literatury; Literatura i przepowiadanie; Teologia i literatura; Muza chrześcijańska - dla wszystkich; Dusza wśród arcydzieł; Świętujemy- ale jak?; Faust i nasze biedy; „W anielskim cieniu” . (Spotkania poetów z aniołami). – Cz. II. Teologia w poezji księży: Nie jestem smutny, bo drżę. O twórczości Karola Wojtyły; Natura – kultura – widzenie. Jana Pawła II poszukiwanie Początku; W Jezusie jest cierpienie i zachwyt. O poezji ks. Janusza St. Pasierba; Z tą poezją – co za udręka. Poetycka teologia ks. Janusza St. Pasierba; Wiersze o bliskim ludzkiemu sercu zasięgu [dot. ks. Janusza St. Pasierba]; Traktat teologiczny ks. Janusza St. Pasierba i Czesława Miłosza; Kapłan – poeta. Czy interpretacja ks. Janusza Pasierba domaga się wiedzy o jego kapłaństwie?; Dotykam, chłonę, jestem. O poezji ks. Jerzego Szymika; Poetycka orkiestra symfoniczna; Zespolić kapłaństwo ze sztuką. „O poetyckiej teologii” ks. Alfreda Wierzbickiego; Rozbudzanie zmysłów świata i tęsknota za Boską czułością. Wiersze ks. Andrzeja Wiercińskiego. – Cz. III. Duchowa strona poezji: Bóg Poety [dot. Z. Herberta]; Żyję, gdy piszę [dot. E. Brylla]; Psalmy końca wieku [dot. T. Ferenc]; Bóg i morze [dot. Z. Jankowskiego]; Pełnia życia [dot. Z. Jankowskiego]; Kwiaty mrozu [dot. M. Niemiec: Kwiaty akacji]; Opowieść poetycka [dot. J. Kotańskiego]; Odetchnęłam, nie jestem poetką [dot. B. Gruszki-Zych]; Poezja ukrywana starannie [dot. K. Turaj-Kalińska: Prometea]; Portrety bliskie: Adam Zagajewski, Tomas Venclova; Szczęśliwie trudny splot [dot. E. Bieńkowska: Pisarz i los.]; Kaczmarski: metafizyka i polityka. – Cz. IV. Rodowody białostockie: Izydor Kajetan Wysłołuch - wyklęty zakonnik, poeta i publicysta; Ignacy Kułakowski: zapomniany poeta i pedagog; Karol Chrzczonowicz - nieznany powieściopisarz i poeta. – Cz. V. Dziennik z życia: Urodziłem się w … . – Cz. VI. Toskański dziennik z życia: Myślę o mojej … . – Cz. VII. Umbryjski dziennik z życia: Czyż mogłem …
 	W miłości zdarza się wszystko. Wiersze z lat 2001-2004. Zdjęcia z cyklu „Ziemia cyprysów” … Pelplin: Bernardinum 2004, 151 s.
 	Bagaż podręczny. (Wiersze amerykańskie). Sopot: Tow. Przyj. Sopotu 2005, 56 s. Bibl. „Toposu”, t. 23.
 	Dziennik z życia. [Dziennik]. Pozn.: Wydawn. Pallottinum 2005, 363 s.
 	Rozczesuję Twoje włosy, matko… [Wiersze]. Pelplin: Bernardinum 2005, 45 s.
 	Poza kamień. [Wiersze]. Wwa: Tow. „Więź” 2006, 135 s. Bibl. „Więzi”, t. 191.
 	List do mojego księdza. [Esej]. Pelplin: Bernardinum 2007, 72 s.
 	Religia jako odpowiedź. Eseje przygodne. Wwa: Fronda 2008, 460 s.
Próba oceny kondycji religii z odwołaniami m.in. do twórczości T. Kantora, A. Kamieńskiej i J. Twardowskiego.
 	Intencje codzienne. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2009, 143 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2010.
 	Ks. Jerzy Popiełuszko. [Biografia]. Kr.: WAM 2010, 107 s. Wielcy ludzie Kościoła. Wyd. nast. zmien. pt.Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. Tamże: wyd. 2 2010, wyd. 3 uzup. 2010.
Od wyd. 2 dołączona homilia abp A. Amato, wygłoszona podczas Mszy Świętej beatyfikacyjnej ks. J. Popieluszki 6 czerwca 2010.
 	Powtórzenie raju. [Wiersze]. Pelplin: Bernardinum 2010, 75 s.
 	Uspokój się. [Wiersze]. Bydg.: Galeria Autorska J. Kaja, J. Soliński. 2010, 83 s.
 	Tama. Opowieść o życiu i męczeństwie księdza Jerzego Popiełuszki. Kr.: WAM 2010, 228 s.
Opowieść dokumentalna.
 	Podróż z magami. Wiersze świąteczne. Linoryty: J. Soliński. Bydgoszcz: Galeria Autorska 2011, 47 s.
 	Widzimy tylko znaki – o wierze chrześcijańskiej. [Rozważania religijne]. Kr.: WAM 2011, 240 s.
 	Poszukiwanie literatury. [Studium]. Wwa: Wydawn. UKSW 2012, 296 s.&amp;lt;/p&amp;gt;
Dot. m.in. K. Wojtyły, J. Twardowskiego, J. St. Pasierba i Cz. Miłosza.
 	Wizerunek. [Wiersze]. Gdańsk: Fundacja Światło Literatury 2013, 95 s.
 	Jak żyć chrześcijaństwem. [Studium]. Wwa: Wydawn. Salezjanów 2014, 303 s.
 	Obrót „koła. Wiersze z lat 2008-2012. Pelplin: Bernardinum 2014, 167 s.
 	Sandały i pierścień. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyj. Sopotu; Red. „Toposu” 2015, 63 s. Bibl. „Toposu”, t. 111.
 	Człowiek i twórczość. Szkice z filozofii kultury. Lubl.: Pol. Tow. Tomasza z Akwinu 2016, 421 s.
 	Półmrok. [Wiersze]. Paryż: Éditions Yot-art. 2016, 39 s. Recogito, 7.
 	Strzałka czasu. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki 2017, 144 s.
Tu także: P. Roszak: Nadwyżka sensu, czyli o poezji jako o sztuce radzenia (sobie). Przyczynek do zrozumienia wierszy Jana Sochonia.
 	Przekłady wierszy J. Sochonia w antologii ros.: Sdelano v Pol'še, vek – XX. Antologiâ . [Wybór. i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009.

Przekład

 	A. Frossard: Bronię papieża. [Publicystyka]. Przeł.: J. Naumowicz i J. Sochoń. Wwa: Palabra 1995, 81 s. Wyd. 2 tamże 1999.

Prace redakcyjne

 	Spalony raj. Antologia młodej poezji religijnej. Wybór, przedm., i oprac.: J. Sochoń. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1986, 312 s.
 	J.St. Pasierb: Wiersze wybrane. Wybór i oprac.: J. Sochoń. Il. J. Lebenstein. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1988, 408 s.
 	J. Popiełuszko: Kazania 1982-1984. Wstęp i oprac.: J. Sochoń. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1992, 173 s.
 	Szaropolskie srebro. Wiersze księży. Wybór, oprac. i posł.: J. Sochoń. Wwa: Wydawn. Archidiecezji Warsz. 1992, 363 s.
 	J. St. Pasierb: Po walce z aniołem. [Wiersze]. Posł. i wybór: J. Sochoń. Wwa: PAX 1996, 105 s.
 	B. Leśmian: Nieskończoność róży. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Sochoń. Wwa: PAX 1999, 244 s.
 	J. Popiełuszko: Dotknięcie Boga. Myśli, modlitwy, wywiady. Wybrał, oprac. i przedm. opatrzył: J. Sochoń. Wwa: PAX 2000, 159 s.
 	J. Popiełuszko: Myśli wyszukane. Wybór: J. Sochoń. Kr.: Znak 2001, 109 s.
 	J. St. Pasierb: Liturgia serca. [Wiersze]. Wwa: Wydawn UKSW 2002, 499 s.
 	J. Popiełuszko: Dobrego dnia! ... Myśli na każdy dzień roku. Wybór i oprac.: J. Sochoń. Częstochowa: Edycja św. Pawła 2002, 139 s. Wyd. 2 pt. Dobrego dnia z bł. ks. Jerzym Popiełuszką. Myśli na każdy dzień roku. Tamże 2010.
 	Poezja Karola Wojtyły. Duchowe spojrzenia. [Szkice]. Wybór i oprac.: J. Sochoń. Pelplin: Bernardinum 2003, 101 s.
 	K. Wojtyła: Ukryty blask. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Sochoń. Wwa: Wydawn. UKSW 2003, 180 s.
 	Klęcznik ze słów. Modlitewnik poetycki. [Wiersze]. Pod red. J. Sochonia. Wwa: Fronda 2017, 386 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010.
 	Autor o sobie: Żyć dzięki poezji. „Gaz. Współcz.” 1978 nr 92; Po co piszę? „Kwart. Artyst.” 1999 nr 1 [m.in. wypowiedź J. S.]; Rzecz dla mnie, jako poety, najważniejsza? „Topos” 2000 nr 2.
 	Wywiady: Chrześcijaństwo to religia nadziei. Rozm. A. Jarmusiewicz. „Rzeczpospolita” 1996 nr 245; Pisanie jest darem. Rozm. K. Konecka. „Gaz. Współcz.” 1996 nr 96; Jestem na początku drogi. Rozm. P. Barszcz. „Kur. Poranny” 2004 nr 267.
 	Pejzaż polski. Rozm. A. Olędzki. W: A. Olędzki: Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach. Wywiady. Kr. 2010; Rozmowa z ks. J. S. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 157.
 	Wiersz wie ode mnie więcej. Rozm. B. Gruszka-Zych. „Gość Niedz.” 2012 nr 2.

Ogólne

 	J. ST. PASIERB: Obecność miłości. (O poezji ks. Jana Sochonia). „Gwiazda Morza” 1983 nr 20.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Jan Sochoń. „Sł. Powsz.” 1991 nr 34.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Przeciw odduchowieniu w kulturze. „Sł.–Dz. Katol.” 1993 nr 94.
 	S. MORAWSKI: Księdza z poetą dialog podskórny. „Literatura” 1997 nr 3.
 	M. SZEWCZYK: Poezja to sposób życia. „Przew. Katol.” 2004 nr 48.
 	J. BARTCZAK: Koloryt niektórych wierszy Jana Sochonia. „Poezja Dzisiaj” 2005 nr 40/41.
 	J. DRZEWUCKI: Dajmy na to Jan Sochoń. „Twórczość” 2006 nr 9.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki. 65. „Zesz. Lit.” 2016 nr 1 [m. in. dot. J. Sochonia].
 	A. WOŁOSEWICZ: Poezja osobna Jana Sochonia. „Migotania” 2016 nr 1.
 	Zob. też Twórczość poz. 45.

Wita mnie lęk…

 	S. DŁUSKI. „Gwiazda Morza” 1988 nr 1; M. STALA: Poezja i wierszomania. (1) „Brulion”* 1989 nr 9.

Paryż i inne wiersze

 	H. BOROWSKA: Sochoń i inne wiersze. „Ład” 1990 nr 16.
 	A. SZYMAŃSKA: „Kiedy niepewność staje się pewnością” „Prz. Powsz.” 1990 nr 4.

Nie dzieje się nic szalonego

 	T. OLSZEWSKI: Sens sumienia i sens religii. „Nowe Książ.” 1991 nr 4 [dot. też: Uroczyście przemija postać świata].

Uroczyście przemija postać świata

 	T. OLSZEWSKI: Sens sumienia i sens religii. „Nowe Książ.” 1991 nr 4 [dot. też: Nie dzieje się nic szalonego].
 	E. DUNAJ-KOZAKOW: Przekroczyć własną miarę. „Akcent” 1992 nr 1 [dot. też: Nagość wielokrotna].

Nagość wielokrotna.

 	S. DRAJEWSKI: W drodze do wolności. „Sł. Powsz.” 1991 nr 238.
 	E. DUNAJ-KOZAKOW: Przekroczyć własną miarę. „Akcent” 1992 nr 1 [dot. też: Uroczyście przemija postać świata].
 	M. NIEMIEC: Ani chwili niezdecydowania. „Tyg. Solidarność” 1992 nr 46.

Brzęk dzwonków.

 	J. JAREMOWICZ: Listy od Jana Sochonia; M. ŁUKASZEWICZ: Nocne czuwanie. „Nowe Książ.” 1993 nr 5.
 	S. DŁUSKI: Psalmy ks. Jana Sochonia. „Akcent” 1994 nr 1, przedr. w tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.

Jasność

 	M. KLECEL: Jasność afirmacji. „Sł.–Dz. Katol.” 1995 nr 60.
 	K. LISOWSKI: Samotność światła pełna… „Nowe Książ.” 1995 nr 7.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Kultura jest początkiem Zmartwychwstania. „Sł.–Dz. Katol.” 1995 nr 65.

U drzwi Godot

 	P. SZEWC: Godot współczesny. „Rzeczpospolita” 1995 nr 101.

Modlitwa z muzyką

 	K. KUCZKOWSKI: Widzieć jasno rzeczy ciemne. „Topos” 1996 nr 3.
 	A. SZYMAŃSKA: Muzyka przeznaczenia. „Prz. Powsz.” 1996 nr 6.
 	W. WANTUCH: Dobra nowina na pięciolinii. „Nowe Książ.” 1996 nr 8.
 	Z. ZARĘBIANKA: Księdza Jana Sochonia „Modlitwa z muzyką”. „Kwart. Artyst.” 1998 nr 4.

Wszystkie zmysły miłości

 	K. PIEŃKOSZ: Snuć wiersze jak miłość. „Sycyna” 1997 nr 13.
 	P. WILCZEK: Hymn o miłości. „Nowe Książ”. 1997 nr 8.

Zdania, przecinki, kropki…

 	J. SOBOLEWSKA: Ton osobisty, wykład, napomnienie. „Nowe Książ.” 1999 nr 5.
 	W. KALISZEWSKI: Radość życia. „Więź” 2000 nr 7.

Czarna flaga

 	A. SZYMAŃSKA: Naiwne pytania. „Nowe Książ.” 2001 nr 7 [dot. też: Ogień dobrej śmierci].

Ogień dobrej śmierci.

 	A. LEGEŻYŃSKA: Ogień śmierci, ogień miłości. „Polonistyka” 2001 nr 8.
 	A. SZYMAŃSKA: Naiwne pytania. „Nowe Książ.” 2001 nr 7 [dot. też: Czarna flaga].– J. SIKORA: Liryka nagiego olśnienia. „Twórczość” 2002 nr 5/6.

Gorycz

 	Z. CHOJNOWSKI: Znaki przejść. „Nowe Książ.” 2003 nr 11.
 	J. DRZEWUCKI: Jestem najsłabszym z ludzi. „Rzeczpospolita” 2003 nr 255.
 	S. BABUCHOWSKI: Dojrzewanie do ciszy. „Topos” 2004 nr 3/4.

O pocieszeniu jakie daje literatura.

 	J. STARZYK: Ksiądz o poezji. „Śląsk” 2005 nr 9.
 	P. WOJCIECHOWSKI: Z kuchni na Dobrej. „Nowe Książ.” 2005 nr 6.

W miłości zdarza się wszystko

 	A. BERNAT: Zawsze jest jakieś wyjście, o ile żyjemy poważnie. „Życie” 2005 nr 23.

Bagaż podręczny

 	K. LISOWSKI: W pełnym istnieniu. „Nowe Książ.” 2005 nr 7.
 	G. KOCIUBA: Cud zwykłych rzeczy. „Topos” 2006 nr 1/2.
 	M. SOLECKI: Przeszukując „Bagaż podręczny” S. „Pogranicza” 2006 nr 5.

Dziennik z życia

 	Z. ZARĘBIANKA: Zapisać siebie. „Topos” 2006 nr 5.

Poza kamień

 	A. NASIŁOWSKA: Trochę Italii, trochę Podlasia. „Nowe Książ.” 2007 nr 2.
 	I. SMOLKA: Nie oddychaj bez nadziei. „Więź” 2007 nr 2.

Religia jako odpowiedź

 	P. MORAWSKI: Protokół rozbieżności. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.
 	Z. MIKOŁEJKO: Religia, filozofia i kultura współczesna. „Studia z Filoz. Boga Religii i Człow.” 2009 t. 5.
 	P. MOSKAL: O intelektualnym kryzysie współczesności. „Ethos” 2009 nr 1 /2.

Intencje codzienne

 	K. LISOWSKI: Stać w blasku oczekiwania. „Nowe Książ.” 2009 nr 12.
 	A. WOŁOSEWICZ: Obserwacje podskórne Jana Sochonia. „Migotania, Przejaśnienia” 2009 nr 3/4.
 	J. KURKIEWICZ: Ciemna miłość. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 157.

Powtórzenie raju

 	R. RŻANY: Szczęście w perspektywie śmierci. „Nowe Książ.” 2010 nr 11.
 	A. SZYMAŃSKA: Chwila i nicość. „Prz. Powsz.” 2011 nr 6 [dot. także: Uspokój się].

Uspokój się

 	A. SZYMAŃSKA: Chwila i nicość. „Prz. Powsz.” 2011 nr 6 [dot. także: Powtórzenie raju].

Tama

 	J. SWĘDROWSKI. „Saeculum Christianum” 2011 nr 18.

Podróż z magami

 	J. BECZEK: Święte uczestnictwo. „Nowe Książ.” 2012 nr 3.

Widzimy tylko znaki – o wierze chrześcijańskiej

 	A. SZYMAŃSKA: Energia wiary i jej świadkowie. „Nowe Książ.” 2011 nr 12.

Wizerunek

 	E. ANTONIAK-KIEDOS: Kreując wizerunek. „Elewator” 2014 nr 1.

Jak żyć chrześcijaństwem

 	A. SZYMAŃSKA: Chrześcijanin – zakładnik trudnej wiary. „Nowe Książ.” 2015 nr 4.

Obrót koła

 	A. NĘCKA: Rytm egzystencjalnego kołowrotka. „Nowe Książ.” 2015 nr 2.

Sandały i pierścień

 	J. NOWAK: Hybrydowa wojna z szatanem, światem i ciałem. „Topos” 2015 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Uniżenie i wyniesienie. „Nowe Książ.” 2015 nr 9.

Półmrok

 	W. KALISZEWSKI: Szczęście to nic szczególnego. „Wyspa” 2017 nr 1.

Klęcznik ze słów

 	M. BAUCHROWICZ-KŁODZIŃSKA: W poetyckiej szkole modlitwy. „Nowe Książ.” 2017 nr 7/8.
</document>
<document nplp_id="3063" title="Zygmunt MIŁOSZEWSKI" slug="zygmunt-miloszewski">ur. 1976

Pseud.: Erich Stein.

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 8 maja 1976 w Warszawie. Po maturze wyjechał do Szwecji i pracował fizycznie w Sztokholmie. Po powrocie do kraju studiował przez pewien czas prawo oraz historię kultury na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1995 podjął pracę w dzienniku „Super Express”; początkowo w dziale miejskim publikował sprawozdania z procesów kryminalnych. Pisał także felietony m.in. do dziennika „Metropol”. W 2003-08 był zatrudniony jako redaktor w tygodniku „Newsweek Polska”, na którego łamach drukował liczne artykuły (m.in. na temat gier komputerowych), recenzje oraz przeprowadzał wywiady, a w 2009 prowadził stały felieton pt. Prosty męski świat. Artykuły o grach komputerowych zamieszczał też w serwisie internetowym Polygamia.pl. W 2004 debiutował jako prozaik na łamach „Polityki” (nr 7) opowiadaniem pt. Historia portfela, nadesłanym na konkurs zorganizowany przez Jerzego Pilcha (przedr. w antologii Pisz do Pilcha. Opowiadań współczesnych trzydzieści i trzy. Wwa 2005; podp. pseud: Erich Stein). W 2005 ogłosił powieść grozy pt. Domofon, a w 2008 rozpoczął wydawanie cyklu powieści kryminalnych o prokuratorze Teodorze Szackim. W listopadzie 2011 na zaproszenie Instytutu Kultury Polskiej przebywał na 8. festiwalu literackim New Literature from Europe w Nowym Jorku. W 2012 był członkiem jury na 37. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2015 otrzymał nagrodę Paszport „Polityki”. W maju 2016 był gościem targów Book Expo America w Chicago, a w marcu 2017 Międzynarodowych Targów Książki (The London Book Fair) w Londynie. Artykuły publikuje na łamach „Polityki” (2017). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Domofon. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 381 s. Ser. „Z zegarkiem”. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2011; wyd. 2 [!] kieszonkowe: Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal; Edipresse – kolekcje 2015. Nowa Fala Pol. Kryminału, 4.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Maciejewski. Wwa: Fundacja Klucz 2015, 1 płyta CD w standardzie Daisy.
Wg portalu culture.pl Z. Miłoszewski napisał scenariusz film. na podstawie tej powieści.
Adapt. radiowa: Radio (Olsztyn) 2014.
Przekł. niem.: Domofon. [Przeł.:] J. Opielka, K. Opielka. München 2008.
2. Góry Żmijowe. [Powieść dla dzieci]. Wwa: W.A.B. 2006, 164 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2011, plik w formacie EPUB, MOBI.
Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Lit. im. K. Makuszyńskiego w 2006.
Przekł.: serb.: Zmijeve planine. [Przeł.] M. Duškov. Beograd 2009, – ukr.: Zmìïnì gori. [Przeł.] B. Antonâk. L’vìv 2010.
3. Uwikłanie. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 323 s. Mroczna Ser. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2009. Lato z Kryminałem, wyd. 3 2011. Mroczna Ser., wyd. 4 2012. Mroczna Ser.; Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal; Edipresse-kolekcje 2015. Nowa Fala Pol. Kryminału, 3. Wyd. łącznie z poz. 4, 7: jako Ser. o Teodorze Szackim: 2014, 2015; pt. Trylogia kryminalna. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2015, 852 s. Mroczna Ser.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: R. Jarociński. Wwa: Monodia Studio. 1 płyta CD w formacie mp3. Trylogia z Teodorem Szackim.
Nagroda Wielkiego Kalibru dla najlepszej powieści kryminalnej i sensacyjnej przyznana podczas V Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wr. w 2008.
Przekł.: ang.: Entanglement. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. London 2010 [nagroda „starred review”, przyznana przez pismo „Publishers Weekly”; adapt. radiowa: The reflection room; Antigone in Warsaw. Cz. 1-2. Radio BBC 2015], – chorw.: Upleteni. [Przeł.] M. Martic. Zagreb 2012, – czes.: Zapleteni. [Przeł.] P. Peč. Brno 2011, – franc.: Les impliqués. [Przeł.] K. Barbarski. Bordeaux 2013 [nominacja do nagrody lit. Prix SNCF du Polar (Francja), przyznawanej przez Francuskie Koleje Państwowe (SNCF) w 2014, nominacja do nagrody lit. Prix du Polar Européen, przyznawanej przez francuski tygodnik „Le Point” w 2014, nominacja do nagrody lit. Grand Prix des Lectrices de Elle, przyznawanej przez czytelników miesięcznika „Elle” w 2014]. Wyd. nast. Paris 2015, – hiszp.: El caso Telak. [Przeł.] J.V. Gonzalez. Madryt 2015, – niem.: Warschauer verstrickungen. [Przeł.] F. Griese. Berlin 2015, – ukr.: Terapìâ zločinu. [Przeł.] B. Antonâk. L’vìv 2012.
Adapt. film.: Scenariusz: J. Bromski, J. Machulski. Reż.: J. Bromski. Ekran. 2011.
4. Ziarno prawdy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2011, 396 s. Mroczna Ser. Wyd. 2 tamże W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, 426 s. Nowa Fala Pol. Kryminału, 2. Wyd. łączne z poz. 3 i 7 zob. poz. 3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2011, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: R. Jarociński. Wwa: Monodia Studio, 1 płyta CD w formacie mp3. Trylogia z Teodorem Szackim.
Nominacja do Paszportu „Polityki” w 2011, – Nagroda Wielkiego Kalibru przyznana podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wr. w 2012.
Adapt. film.: Reż.: B. Lankosz. Scenariusz: Z. Miłoszewski, B. Lankosz. Ekran. 2015. TV 2018. – Wyd. jako dokument audiowizualny: Wwa: Agora S.A. [2016], 1 dysk optyczny (DVD).
Przekł.: ang.: A grain of truth. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. London 2012 [nagroda „starred review” przyznana przez pismo „Publishers Weekly”, nominacja do nagrody Le Prix du Livre européen/European Book Prize w 2015], – białorus.: Dolâ praŭdy. [Przeł.] M. Kazloŭskaâ. Minsk 2015, – czes.: Zrnko pravdy. [Przeł.] T. Pogodová. Brno 2014, – franc.: Un fond de vérité. [Przeł.] K. Barbarski. Bordeaux 2015 [nominacja do nagrody lit. Prix du Polar Européen, przyznawanej przez francuski tygodnik „Le Point” w 2015], – hebr.: Gariyn šelemet. [Przeł.] A. Zajdman. Tel-Aviv. 2014, – hiszp.: La mitad de la verdad. [Przeł.] F.J. Villaverde González. Madrid 2016, – maced.: Troška vistina. [Przeł.] L. Tanuševska. Skopje 2015, – ros.: Dolâ pravdy. [Przeł.] O. Lobodzinska. Moskva 2014, – ukr.: Zerno pravdi. [Przeł.] B. Antonâk. L’vìv 2013.
5. Bezcenny. [Powieść]. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal – Wydawn. W.A.B. 2013, 492 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Chyra. Wwa: Bibl. Akustyczna 2013,1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Tytuł „Najgorętsza Książka Lata 2013” w plebiscycie zorg. przez TVP Kultura w ramach festiwalu Lit. Sopot; nagroda Bestseller Empiku 2013 za najlepiej sprzedającą się powieść r. 2013 przyznana w 2014.
Przekł. czes.: Nezaplatitelny. [Przeł.] T. Pogodová. Brno 2015.
6. Umrzeć przed śmiercią. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 16 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://gadzetomania.pl/105,Zygmunt-miloszewski-umrzec-przed-smiercia
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Chyra. [Wwa:] audioteka.pl 2013, 1 płyta CD w formacie mp3. Nieskończone Opowieści.
Opowiadanie współtworzone z użytkownikami portalu internetowego „Gadżetomania” w ramach akcji „Nieskończona opowieść”.
7. Gniew. [Powieść]. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2014, 403 s. Wyd. nast. W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, 475 s. Nowa Fala Pol. Kryminału, 1. Wyd. łączne z poz. 3 i 4 zob. poz. 3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: R. Jarociński. Wwa: Monodia Studio 2014, 1 płyta CD w formacie mp3. Seria o Teodorze Szackim.
Na s. tytułowej wyd. 1 dawna nazwa wyd.: Wydawn. W.A.B. – Tytuł pierwotny: Na czerwonej ziemi. – Nagroda Paszport „Polityki” w kategorii „Literatura 2014” w 2015, Tytuł „Najlepsza książka 2014 r.”, przyznany w plebiscycie zorg. przez Radiowy Dom Kultury „Trójki” (głosowanie słuchaczy Programu III Polskiego Radia) w 2015, Nagroda Bestseller Empiku 2014 w kategorii „Literatura polska” za najlepiej sprzedającą się powieść r. 2014 w 2015, Nominacja do Wawrzynu – Lit. Nagrody Warmii i Mazur za r. 2014 w 2015, nominacja do Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej powieści kryminalnej i sensacyjnej 2014 w 2015, Nagroda Róża Gali 2015 w kategorii książka.
Przekł.: ang.: Rage. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Seattle [USA] 2016, – czes.: Hněv. [Przeł.] T. Pogodová. Brno 2016, – ukr.: Gnìv. [Przeł.] B. Antonâk. L’vìv 2015.
8. Prokurator. Scenariusz serialu telewizyjnego w 10 odcinkach. [Współaut.: W. Miłoszewski]. Odc.: 1-10. Reż. poszczególnych odcinków: J. Filipiak, M. Pieprzyca. TVP 2015.
Wyd. jako dokument audiowizualny: Wwa: Telewizja Polska 2016, 3 dyski optyczne (DVD).
Polska Nagroda Filmowa Orły 2016 za najlepszy serial telewizyjny.
9. Jak zawsze. [Powieść]. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2017, 478 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czytają: D. Kolak, K. Baar-Kochańska, K. Kaczor, M. Ruciński. Wwa: W.A.B. 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.

Przekład prozy Z. Miłoszewskiego w antologii tur: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Przeł.] N. Yüce. İstanbul 2014.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Dobre tło, mroczne Coś. Rozm. B. Kęczkowska. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 73 dod. „Stołeczna” [dot. gł.: Domofon ]; Nienawidzę niechlujstwa. Rozm. M. Mizuro. „Odra” 2011 nr 11; Pakiet. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 141 dod. „Wysokie Obcasy” nr 24 [dot. gł.: Uwikłanie]; Piszę, denerwuję, olewam. Rozm. K. Żyszkiewicz. „Polska. Metropolia Warsz.” 2012 nr 6 dod. „Kocham czytać”; Autor nudzi się tak samo szybko jak czytelnik. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 51 [dot. gł.: Bezcenny]; Uwikłany w Polskę. Rozm. P. Kofta. „Wprost” 2013 nr 27 [dot. gł.: Bezcenny]; W kryminale jest za ciasno. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 154 dod. „Kult. i Program TV” [na marginesie książki „Bezcenny”]; Co pisarzowi działa na nerwy w Olsztynie. Rozm. D. Ojcewicz. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 298 dod. „Olsztyn” [dot. gł.: Gniew]; Kończę już z trupami. Rozm. A. Czupryn. „Dz. Pol.” 2014 nr 259 [dot. gł.: Gniew]; Kryminał nigdy nie był moim ulubionym gatunkiem. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 85; Kryminału już więcej nie napiszę. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 85 dod. „Magazyn”; Pisarz to najnudniejszy zawód świata. Rozm. D. Kowalska. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 31 dod. „Magazyn”; Z nikim się nie prześpię, żeby dostać nagrodę. Rozm. M. Cieślik. „Rzeczpospolita” 2014 nr 289 dod. „Plus Minus”; Dogadujemy się tylko ze sobą. Rozm. K. Mróz. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 194 dod. „Gaz. Telewizyjna” [rozm. z Z. i W. Miłoszewskimi dot. serialu „Prokurator” i innych adapt. film. powieści Z. Miłoszewskiego]; Ile Szackiego jest w Szackim? Pisarz o ekranizacji swej książki. Rozm. P. Śmiałowski. „Kino” 2015 nr 1 [dot. adapt. film. „Ziarno prawdy”]; Koniec z Szackim, czas na… Rozm. R. Grzela. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 24 [wywiad z Z. Miłoszewskim i B. Lankoszem dot. adapt. film. „Ziarno prawdy”]; Nie chcę budować kariery pisarskiej na trupach. Rozm. D. Nowicka. „Polska. Metropolia Warsz.” 2015 nr 72 [dot. serialu „Prokurator”]; Pisarz niepokorny. Rozm.: J. Sobolewska, B. Chaciński. „Polityka” 2015 nr 10; Polska – Woody Allen narodów. Rozm. M. Cieślik. „Wprost” 2015 nr 52; Lubimy się bać. Rozm. K. Weiher. „Bliza” 2016 nr 1; A my nie chcemy uciekać stąd. Rozm. M. Nogaś. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 210 [dot. gł. ruchu „Kultura Niepodległa” i jego manifestu, którego sygnatariuszem był m.in. Z. Miłoszewski]; Polska przeżywa teraz najlepszy moment w historii. Rozm. A. Sokalska. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 90 [na marginesie „Jak zawsze”]; Trudno uprawiać seks, będąc pokłóconym. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 292 dod. „Wysokie Obcasy” nr 49 [dot. gł. „Jak zawsze”]; Zawsze może być gorzej. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2017 nr 48 [dot. gł. „Jak zawsze”].
 	OGÓLNE: M. MELLER: Miłoszewski, moja miłość. „Wprost” 2011 nr 41.
 	P. BRATKOWSKI: Szoł biznes i rewolucja. „Newsweek Polska” 2013 nr 25.
 	M. MAJEWSKI: Talent w okopach poprawności. „Gość Niedz.” 2013 nr 33.
 	R. WOJTOŃ: Kryminał na kozetce, czyli o psychologizmie w twórczości Zygmunta Miłoszowskiego. W: Kryminał – gatunek poważ(a)ny? T. 1. Kryminał a medium (literatura-teatr-film-serial-komiks). Tor. 2015 [on-line], plik tekstowy w formacie PDF.

Domofon

 	J. KLEJNOCKI: Trup bez głowy, powieść z dreszczykiem. „Polityka” 2005 nr 13.
 	A. NĘCKA. „FA-art” 2005 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Potwory zza ściany. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 108.
 	P. ZAREMBA: Miejski obłęd. „Newsweek Polska” 2005 nr 12.
 	D. JURASZEK: Lepiej sprawdź, czy kabina znajduje się za drzwiami…. „Esensja” [on-line] 2006 nr z 31 III [dostęp 16 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/recenzja/tekst.html?id=21646.
 	M. WYRWICKA: Blokersi w pułapce. „Tyg. Kult.” 2006 nr 1/3.
 	K. OLKUSZ: Konglomerat niesamowitości. „Domofon” Zygmunta Miłoszewskiego jako gra z klasycznym modelem literatury „weird fiction”. „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2009 nr 15.
 	Zob. też Wywiady.

Góry Żmijowe

 	J. KLEJNOCKI: Bajka dla postmodernistów. „Newsweek Polska” 2006 nr 36.
 	J. METERA: Baśń uwspółcześniona. „Nowe Książ.” 2007 nr 2.

Uwikłanie

 	P. BRATKOWSKI: Mordercza terapia. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2007 nr 76.
 	D. NOWACKI: Prokurator nigdy nie odpuszcza. „Newsweek Polska” 2007 nr 10.
 	M. PABISEK: Kryminał w erze Detektywów. „FA-art” 2007 nr 3.
 	J. PILCH: Właściwości pisarza rasowego. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2007 nr 87.
 	J. SZERSZUNOWICZ: Kryminał na miarę IV RP. „Kur. Por.” 2007 nr 96.
 	P. ZAREMBA: Wciągające „Uwikłanie”. „Dz. Polska – Europa – Świat” 2007 nr 73.
 	F. MUSIAŁ: „Miś”, czyli esbecki układ? „Nasz Dz.” 2011 nr 181.
 	D. NOWACKI: Rynek i pop, czyli pojednanie. W tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [dot. m.in. Z. Miłoszewskiego].
 	M. KOWALCZYK: Dwie warstwy rzeczywistości. Echa PRL-u w „Uwikłaniu” Zygmunta Miłoszewskiego. W: Kryminał – gatunek poważ(a)ny? T. 2. Kryminał wobec problemów społeczno-kulturalnych.Tor. 2015 [on-line], plik tekstowy w formacie PDF.
 	Rec. adapt. film.: F. NETZ. „Śląsk” 2011 nr 7; M. PAROWSKI: Oni mogą wszystko. „Gaz. Pol.” 2011 nr 24; J. SZCZERBA: Kto za tym wszystkim stoi? „Gaz. Wybor.” 2011 nr 128; M. WINIARCZYK: Morderstwo w Krakowie. „Najwyższy Czas!” 2011 nr 24 [dot. też filmu w reż. M. Łazarkiewicz: Maraton tańca]; K.J. ZARĘBSKI. „Kino” 2011 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

Ziarno prawdy

 	Z. PIETRASIK: Zbrodnia w Sandomierzu. „Polityka” 2011 nr 40.
 	M. SENDECKI: Miłe złego początki. „Przekrój” 2011 nr 42.
 	A. RYBAK: Czas żywych stereotypów. „Rzeczpospolita” 2012 nr 104 [rec. też: I. Ostachowicz: Noc żywych Żydów].
 	P. URBANIAK: Kryminał socjologizujący. „Nowe Książ.” 2012 nr 1.
 	P.D. URBAN: Ziarno prawdy w kopcu nieprawd. „Tyg. Solidarność” 2015 nr 43.
 	B. KOPER, J. MISIUN: „Ziarno prawdy” jako nieklasyczna narracja spiskowa. „Czas Kult.” 2016 nr 2.
 	A. UBERTOWSKA: Rysa, dukt, odcisk (nie)obecności. O spektrologiach Zagłady. „Teksty Drugie” 2016 nr 2 [dot. też malarstwa Jonasza Sterna].
 	Rec. adapt. film.: N. BUDZYŃSKA: Polski kryminał. „Przewodnik Katol.” 2015 nr 6; J. SZCZERBA, T. SOBOLEWSKI: Bezpieczne wskrzeszanie demonów. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 24; M. WITKOWSKI: Szacki bez szadzi. „Wprost” 2015 nr 5; B. ŻURAWIECKI: Ziarno prawdy. „Kino” 2015 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Bezcenny

 	M. CIEŚLIK: Historie wojenne. „Rzeczpospolita” 2013 nr 186 [rec. też: E. Cherezińska: Legion].
 	A. HORUBAŁA: Bezcenny, bezsensowny. „Do Rzeczy” 2013 nr 27.
 	M. KUBE: Zaginiony obraz Rafaela. „Rzeczpospolita” 2013 nr 146.
 	D. NOWACKI: Jednooki wśród ślepców. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 150.
 	M. STANISZEWSKA: Bestseller na lato, czyli gdzie jest Rafael? „Metro”, Wwa 2013 nr 2590.
 	M. WOLSKI: Rafael i Święty Piotr w kinie akcji. „Gaz. Pol.” 2013 nr 34 [rec. też: M. Ławrynowicz: Mumia świętego Piotra].
 	Zob. też Wywiady.

Gniew

 	P. BRATKOWSKI: Pożegnanie z prawem. „Newsweek Polska” 2014 nr 43.
 	P. CZAPLIŃSKI: Prawo albo sprawiedliwość. „Książki. Mag. do Czytania” 2014 nr 4.
 	A. KUBLIK: Panda to pobita kobieta. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 245.
 	M. MIZURO: Długie pożegnanie. „Nowe Książ.” 2014 nr 12.
 	D. NOWACKI: Ostatnia lekcja pana Zygmunta. „Opcje” 2014 nr 4.
 	M. STANISZEWSKA: Szacki – prokurator gniewny. „Metro”, Wwa 2014 nr 2883.
 	J. SZCZERBA: Bardzo długie pożegnanie. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 257.
 	K. VARGA: Czkawka kryminalna, czyli wielkość Miłoszewskiego. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 253 dod. „Duży Format”.
 	D.A. MYŚLAK: Modelowanie wyobrażeń o mieście i regionie na przykładzie „Gniewu” Zygmunta Miłoszewskiego. „Media. Kultura. Komunikacja Społ.” 2015 T. 11 nr 4.
 	A. SASINOWSKI: Pseudopanda prosi o pomoc. „Kur. Szczec.” 2015 nr 74.

Prokurator

 	A. KYZIOŁ: Gliniarz i prokurator. „Polityka” 2015 nr 37.
 	M. STECIAK: „Prokurator”. Nowa jakość w TVP. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 16 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://film.onet.pl/prokurator-nowa-jakosc-w-tvp-recenzja.
 	J. SZCZERBA: Nowy serial: prokurator Proch od braci Miłoszewskich. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 16 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75475,18677238,w-telewizji-pokazali.
 	Zob. też Wywiady.

Jak zawsze

 	P. MAŁOCHLEB: Polska bez PRL. „Polityka” 2017 nr 45.
 	D. NOWACKI: W przeszłość hop na viagrze. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 276.
 	E. SZYBOWICZ: Miłoszewski ucieka przed chamem. „Książki” 2017 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3064" title="Ewa MIODOŃSKA-BROOKES" slug="ewa-miodonska-brookes">ur. 1939

Do 1969 podpisywała teksty nazwiskiem: Miodońska.

Krypt.: E.M.

Historyk i teoretyk literatury, edytorka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 1939 w Krakowie; córka Jana Józefa Mariana Miodońskiego, lekarza, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ), i Marii z Michalewskich, doktora geografii. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. J. Joteyko w Krakowie; brała wówczas udział w pracach Klubu Miłośników Teatru. Po zdaniu w 1956 matury studiowała polonistykę na UJ; magisterium uzyskała w 1961. Po ukończeniu studiów podjęła pracę jako asystent w Katedrze Historii Literatury Polskiej UJ (później Zakład Historii Literatury Polskiej XIX w., od 2005 Katedra Historii Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski). Współpracowała z radiem Domu Studentek UJ Nawojka (1961–65). Debiutowała w 1963 recenzją pt. Anatomia wiersza, dotyczącąksiążki M. Dłuskiej Próba teoriiwiersza polskiego,zamieszczoną w „Ruchu Literackim” (z. 1), z pismem tym współpracowała też w latach następnych. W 1965–72 była opiekunem studiów eksternistycznych na Wydziale Filologicznym UJ. W 1970 obroniła na UJ rozprawę doktorską pt. Studia o kompozycji dramatów Stanisława Wyspiańskiego (promotor prof. Henryk Markiewicz). Na UJ prowadziła początkowo proseminaria z poetyki opisowej, teorii oraz historii literatury. W 1972–75 reprezentowała młodszych pracowników naukowych w Radzie Wydziału i Kolegium Dziekańskim UJ. W 1972 podjęła współpracę z Państwową Wyższą Szkołą Teatralną im. L. Solskiego (PWST) w Krakowie, gdzie na Wydziale Aktorskim (a następnie Wydziale Reżyserii Dramatu) wykładała historię dramatu i teatru europejskiego. W 1974–77 prowadziła wykłady w języku angielskim na temat teatru polskiego w Szkole Letniej Kultury i Języka Polskiego UJ. W 1977 z powodu postawy światopoglądowej otrzymała wypowiedzenie umowy o pracę, które cofnięto pod wpływem nacisku środowiska naukowego, ale przez niemal dwa lata pozostawała na stanowisku starszego wykładowcy. Jesienią 1978 habilitowała się na UJ na podstawie monografii Wawel — „Akropolis”. Studium o dramacie Stanisława Wyspiańskiego. W 1979–2013 prowadziła seminaria literaturoznawcze, teatrologiczne, komparatystyczne i interdyscyplinarne. Podejmowała również wykłady monograficzne z zakresu polskiej i europejskiej kultury artystycznej. Nadto uczestniczyła w publicznych, otwartych wykładach uniwersyteckich. Kierowała studiami indywidualnymi w trybie autorskim. W 1980 zaangażowała się w działalność NSZZ „Solidarność”: była członkiem założycielem związku na UJ oraz członkiem prezydium i rzecznikiem prasowym Komisji Uczelnianej. W czasie stanu wojennego kontynuowała działalność związkową jako członek tajnego prezydium Komisji Uczelnianej i członek założyciel Krakowskiego Komitetu Kultury Niezależnej. Wykładała na Chrześcijańskim Uniwersytecie Robotniczym im. kardynała Stefana Wyszyńskiego i w Studium Myśli Chrześcijańskiej, działającym przy krakowskim duszpasterstwie akademickim. Wchodziła w skład senackich komisji UJ: Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów (1980–83), Komisji Wydawniczej i Komisji Odznaczeń UJ. Była delegatem Wydziału Filologicznego UJ w Komitecie Nauk o Literaturze PAN (1981–83). W 1982–85 pełniła funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UJ. W 1984–91 była członkiem senatu UJ i pracowała w komisjach senackich. Współpracowała ze Studium Radiowym UJ Alma Radio, z rozgłośnią krakowską Polskiego Radia i Telewizją Polską. W końcu lat osiemdziesiątych zaangażowała się w prace nad reformą programu uniwersyteckich studiów polonistycznych, przewodnicząc Komisji Programu Studiów w IFP UJ. W 1991 została profesorem nadzwyczajnym na PWST, a w 1992 na UJ. Od 1994 zamieszczała recenzje teatralne w dwumiesięczniku „Didaskalia”. W 1997 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2012 weszła w skład Komisji Filozofii Nauki PAU. Otrzymała wiele nagród, m.in. Nagrodę m. Krakowa (1982), nagrody rektorów UJ i PWST, nagrodę „Pro Arte et Docendi” (2007), przyznawaną wybitnym nauczycielom akademickim UJ, nagrody indywidualne i zbiorowe Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1981), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1989), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1995) i Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Studia o kompozycji dramatów Stanisława Wyspiańskiego. Wr.: Ossol. 1972, 136 s. Pr. Komisji Hist.-lit. PAN, Oddz. w Kr., 28.
Rozprawa doktorska. – Zawartość: Uwagi wstępne. – I. Wyspiański o istocie dramatu. – II. O kompozycji przestrzeni dramatycznej na przykładzie „Legionu”. – III. O kompozycji czasu dramatycznego na przykładzie „Achilleis”. – IV. Kompozycja postaci i sytuacji scenicznych w „Wyzwoleniu”. Wokół komedii dell’arte i szopki. – V. O formach podawczych w dramatach Wyspiańskiego. Konstrukcja wypowiedzi scenicznych w „Akropolis”.
Przekł. franc. szkicu O kompozycji czasu dramatycznego na przykładzie „Achilleis”: La composition du temps dramatique dans l’oeuvre de Stanislas Wyspiański étudiée d’après „Achilleis”. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1970 z. 1 s. 29–48.
2. Zarys poetyki. [Podręcznik akademicki; autorzy:] E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1972, 407 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1974, wyd. 3 poszerz. 1978, 566 s., [wyd. 4] 1980.
Nagroda zespołowa Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki przyznana w 1973.
3. Wawel — „Akropolis”. Studium o dramacie Stanisława Wyspiańskiego. Kr.: WL 1980, 298 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda m. Krakowa w 1981.
4. „Mam ten dar bowiem: patrzę się inaczej”. Szkice o twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Kr.: Universitas 1997, 240 s.
Zawartość: „Zdobywaj co dzień Boga i siebie na nowo…” Religijne aspekty dramatów Wyspiańskiego; „Powrót Odysa” i „Zygmunt August” Stanisława Wyspiańskiego — kontrastowe koncepcje ludzkiej kondycji; W poszukiwaniu Chóru jako persony dramatu; Stanisława Wyspiańskiego wizja „Dziadów”; „Tragedia Edypa” i „tragedie drobnoustrojów”. Dzieło sztuki jako miara rzeczywistości. Glosy do „Wyzwolenia” Stanisława Wyspiańskiego; Stroić się w żurawie skrzydła; „Hamlet” Szekspira i Wyspiańskiego.
5. Piszę do Pana… Listy Stanisława Wyspiańskiego do Stanisława Lacka. [Scenariusz spektaklu teatralnego]. Praprem. Reż.: E. Kutryś. Kr., PWST, Scena pod Sceną im. S. Wyspiańskiego 2007.
6. Tutaj, czyli w Krakowie. Rozmowy o domu i uniwersytecie. [Współaut.]: J. Zach, D. Jarząbek-Wasyl, M. Antoniuk. Red.: J. Zach, D. Jarząbek-Wasyl, M. Antoniuk. Kr.: Universitas 2013, 304 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Universitas 2013, plik w formacie pdf.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Zagadnienia struktury dramatycznej „Wesela”. „Ruch Lit.” 1965 z. 2 s. 59–70. – O kompozycji „Dafnidy” Samuela Twardowskiego. „Zesz. Nauk. UJ” 1968 s. 67–96. – Uwagi o związkach twórczości St. Wyspiańskiego z krakowską tradycją historyczną, etnograficzną i literacką. „Ruch Lit.” 1969 z. 4 s. 189–200. – „Sami swoi, polska szopa…”. Z zagadnień tradycji polskiej szopki przełomu XIX i XX wieku. „Ruch Lit.” 1976 z. 6, s. 357–367, przedr. pt. „Sami swoi, polska szopa…”. W kręgu kontekstów kulturowych „Wesela” Wyspiańskiego. W: Dramat i teatr narodów słowiańskich w XX wieku. Wr. 1979 s. 23–55. – Zabawy „Zabawą” Sławomira Mrożka. „Ruch Lit.” 1982 z. 3/4 s. 89–101, przedr. w: Dramat polski XIX i XX wieku. Interpretacje i analizy. Lubl. 1987 s. 343–362. – Wizyjny świat teatru Wyspiańskiego. „Ruch Lit.” 1986 z. 6 s. 447–458 [pol. wersja referatu wygłoszonego we wrześniu 1985 w Londynie na konferencji The Habsburg Monarchy in Transition, 1890–1914. (Decay and Innovation)]. – „…To imię — zgadniesz z czynu…”. O bohaterach poematów Karola Wojtyły: „Rozważanie o śmierci”, „Weronika”, „Stanisław”. W: Servo veritatis. Materiały sesji naukowej poświęconej myśli Karola Wojtyły — Jana Pawła II. Uniwersytet Jagielloński Kraków 16–17 listopada 1984. Kr. 1988 s. 297–306. – Tradycja symboliki Wawelu w polskiej literaturze (rozważania wstępne). „Ruch Lit.” 1991 z. 4 s. 299–315. – Przestrzenie Wawelu. W: Klejnoty i sekrety Krakowa. Teksty z antropologii miasta. Kr. 1994 s. 93–113. – Wesele. [Posł. do:] S. Wyspiański: Wesele. Kr. 2000 s. III–XVIII. – Rozmawiając z krzyżem. Refleksja o homilii Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedzianej podczas Mszy św. w katedrze wawelskiej 10 czerwca 1987 r. W: Święta Jadwiga Królowa. Dziedzictwo i zadania na trzecie tysiąclecie. Książka wydana z okazji 5-lecia kanonizacji św. Jadwigi Królowej. Kr. 2002 s. 271–282; wersja rozszerz. w: Św. Jadwiga Królowa. Fides et ratio. Wiara i rozum. Kr. 2008 s. 13–23. – „Dobrze zrobiona” sztuka złego pisarza. W: Magia „Wesela”. Kr. 2003 s. 11–24. – „Ja się w tych wierszach po prostu uczę mówić, zanim zacznę rozmawiać”. W: Servo veritatis. Materiały Międzynarodowej Konferencji dla uczczenia 25-lecia pontyfikatu Jego Świątobliwości Jana Pawła II. Uniwersytet Jagielloński 9–11 października 2003 r. Kr. 2003 s. 143–157, przedr. w: Przestrzeń słowa. Twórczość literacka Karola Wojtyły Jana Pawła II. Kr. 2006 s. 225–238, wersja. ang.: „While writing these poems, I simply learn to speak, before I am able to converse”. W: The space of the word: the literary activity of Karol Wojtyła — John Paul II. Cracow 2011 s. 231–244. – Wyspiański o talencie. W: Dobra pamięć. Księga pamiątkowa poświęcona Profesorowi Tomaszowi Weissowi. Kr. 2005 s. 113–124. – Stanisława Wyspiańskiego ćwiczenia ze śmierci. W: „Sami złożycie stos…”. Pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego. Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie Grudzień 2007–Marzec 2008. Kr. 2007 s. 9–24, przedr. w: Antreprener. Księga ofiarowana profesorowi Janowi Michalikowi w 70. rocznicę urodzin. Kr. 2009 s. 183–201. – Imaginacja, fantazja, wyobraźnia, inteligencja (w kręgu myśli Wyspiańskiego). W: Stanisław Wyspiański w labiryncie świata, myśli i sztuki. Kr. 2009 s. 15–24. – Stare i nowe w teatrze okresu szekspirowskiego. W: Stare i nowe w teatrze. Wydawnictwo pokonferencyjne Kraków, 5–6 grudnia 2008. Kr. 2009 s. 13–32.
Prace redakcyjne
1. Stylistyka polska. Wybór tekstów. Wybór, oprac. i wstęp: E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1973, 355 s.
2. Genologia polska. Wybór tekstów. Wybór, oprac. i wstęp: E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara. Wwa: PWN 1983, 545 s.
3. S. Wyspiański: Akropolis. Wr.; Kr.: Ossol. 1985, CVI, 220 s. BN I, 250.
4. K.M. Górski: Wiersze wybrane. Oprac.: E. Miodońska-Brookes. Kr.: WL 1987, 189 s. Bibl. Poezji Młodej Polski.
5. T. Żeleński-Boy: Słówka. Wstęp i wybór tekstów: T. Weiss. Przyp.: E. Miodońska-Brookes i J. Michalik. Wr.; Wwa: Ossol. 1988, XCVIII, 345 s. BN I, 255.
6. Feliks Jasieński i jego Manggha. Wstęp i oprac.: E. Miodońska-Brookes. Wybór tekstów franc. i pol.: M. Cieśla-Korytowska i E. Miodońska-Brookes. Przekł. tekstów z franc.: M. Cieśla-Korytowska. Kr.: Universitas 1992, 381 s. Selekt.
7. T. Żeleński-Boy: Szopki krakowskie „Zielonego Balonika”; „Uzupełnienia”. Objaśnienia do Szopek krakowskich J. Michalika i E. Miodońskiej-Brookes. Objaśnienia do Uzupełnień: H. Markiewicz, J. Stradecki, B. Winklowa. Wwa: PIW 1992, 812 s. Tadeusz Żeleński (1874–1941). Pisma, t. 29.
8. Stanisław Wyspiański — studium artysty. Materiały z sesji naukowej na Uniwersytecie Jagiellońskim, 7–9 czerwca 1995. Pod red. nauk. E. Miodońskiej-Brookes. Kr.: Universitas 1996, 260 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiad: Nieprzerwany dialog. O Wyspiańskim i tajemnicach jego twórczości. Rozm. A. Czabanowska-Wróbel. „Alma Mater” 2007 nr 97.
 	M. Zaczyński: Mistrzyni; Bibliografia podmiotowo-przedmiotowa. W: Sztuka słowa, sztuka obrazu. Prace dla Ewy Miodońskiej-Brookes. Kr. 2009.

Ogólne

 	J. STALA: Dar budowania. Szkic do portretu prof. Ewy Miodońskiej-Brookes. „Alma Mater” 2010 nr 122/123.

Studia o kompozycji dramatów Stanisława Wyspiańskiego

 	J. TIMOSZEWICZ; J. KULCZYCKA-SALONI. „Rocz. Lit. 1972” wyd. 1974.

Zarys poetyki

 	S. BARAŃCZAK: Właściwie po co? „Teksty” 1973 nr 3.
 	B. CHRZĄSTOWSKA, S. WYSŁOUCH. „Pam. Lit.” 1973 z. 2, polem. E. MIODOŃSKA-BROOKES, A. KULAWIK, M. TATARA. Tamże 1974 z. 2 [dot. wyd. 1].
 	A. MARTUSZEWSKA: Nowy podręcznik poetyki. „Polonistyka” 1973 nr 2.
 	[S. STABRYŁA] St.S.: Nowy podręcznik poetycki (!). „Twórczość” 1973 nr 4.
 	E. KAŃSKI. Przeł. na jęz. franc. M. Michalak „Zag. Rodzaj. Lit.” 1974 z. 2.
 	J. TRZYNADLOWSKI. „Rocz. Lit. 1978” wyd. 1982.

Wawel — „Akropolis”

 	A. WANAT: Studium Wawel — „Akropolis”. „Życie Lit.” 1981 nr 11.
 	K. ŻUKOWSKA: Interpretacje Ewy Miodońskiej-Brookes. „Nowe Książ.” 1981 nr 8.
 	J. KULCZYCKA-SALONI: Literatura polska 1864–1918. „Rocz. Lit. 1980” wyd. 1984 [dot. m.in. Wawel — „Akropolis”].

„Mam ten dar bowiem: patrzę się inaczej”

 	W. SZTURC: Szkice do portretu. „Didaskalia” 1997 nr 19/20.
 	D. KUDELSKA: Co czytać zanim powstanie prawdziwa monografia Wyspiańskiego? „Kresy” 1998 nr 2.
 	R. WĘGRZYNIAK. „Pam. Lit.” 1998 z. 3.
 	J.A. MALIK: Młodopolski wieszcz. „Ethos” 1999 nr 4.
</document>
<document nplp_id="3065" title="Andrzej SOSNOWSKI" slug="andrzej-sosnowski">ur. 1959

Pseud.: Earthling; Mikołaj Siwecki; Andrzej Ziemiańczyk; Andrzej Ziemiański.

Poeta, krytyk literacki, eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 29 maja 1959 w Warszawie; syn Andrzeja Sosnowskiego i Zofii Kozłowskiej; wnuk Władysława Kozłowskiego, autora książek dla dzieci i młodzieży, redaktora naczelnego „Świerszczyka” i tłumacza literatury rosyjskiej. Uczył się w XXVIII Liceum Ogólnokształcącym im. J. Kochanowskiego; w 1978 zdał maturę. Następnie studiował filologię angielską na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1984 uzyskał magisterium i został zatrudniony na stażu asystenckim w Instytucie Filologii Angielskiej UW. Debiutował jako poeta w 1986 wierszami pt. Agonia, Poranek niedzielny, opublikowanymi w piśmie „Powściągliwość i Praca” (nr 2/3), a jako tłumacz i krytyk literacki w 1987 przekładami wierszy E. Pounda, opatrzonymi komentarzem pt. Chińskie wiersze Ezry Pounda, na łamach pisma „Literatura na Świecie” (nr 5/6). W 1989 wyjechał na 3 lata do Kanady, gdzie zbierał materiały do pracy doktorskiej poświęconej twórczości E. Pounda na University of Western Ontario (London). Następnie kontynuował badania w Stanach Zjednoczonych (rozprawy nie ukończył). Nie przerwał w tych latach twórczości poetyckiej. W 1992 powrócił do Warszawy. W 1993 wszedł w skład redakcji miesięcznika „Literatura na Świecie”. Zajął się głównie tłumaczeniami z języka angielskiego, a w latach późniejszych także z języka francuskiego. Wiersze, artykuły, recenzje, prozę i przekłady publikował m.in. w „Akcencie” (1988, 1990-94, z przerwami), „Twórczości” (1988-98, z przerwami, 2006-09), „Literaturze na Świecie” (1989 i od 1992), „Odrze” (1992, 1994, 1996-2006, z przerwami; tu w 1997-98 teksty prozą podp.: Earthling, w 1997-98 stały felieton pt. S.O.A.P., 2014), „Kresach” (1993, 1995-97, 2000, 2002), „Czasie Kultury” (1995, 2008), „Res Publice Nowej” (1996, 1999), „Tygodniku Powszechnym” (1998-99, 2010-11), „Arkuszu” (2002-03), „Nowych Książkach” (2015-17), „Blizie” (2016), „Opowiadaniu” (2016). W 1994 został członkiem SPP. Prowadził kursy poezji modernistycznej oraz w 1995-2005 realizował autorski program nauczania amerykańskiej poezji XX w. na Wydziale Anglistyki UW. W 1999 został członkiem Polskiego PEN Clubu. Za całokształt twórczości poetyckiej otrzymał w 1997 nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie, w 1998 nagrodę miesięcznika „Odra”, w 2011 Nagrodę Literacka Gdynia w kategorii Nagroda Osobna (ze szczególnym uwzględnieniem tomu „Poems”), w 2013 Nagrodę „Kamień”, przyznawaną podczas Lubelskich Spotkań Literackich – Festiwalu „Miasto Poezji” oraz Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius w 2017. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Dom bez kantów. [Wiersze; autorzy:] A. Sosnowski, T. Pióro, K. Kozioł. Chicago: The Movable Feast Press 1992. Wyd. 2 [zmien.] Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 36 s. Fort Legnica’98, 2.
 	Życie na Korei. [Wiersze]. Red. i wybór wierszy: K. Karasek. Wwa: Przedświt 1992, 47 s. Bibl. Poetycka „Przedświtu”, 5. Przedr. zob. poz. 18.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wr.: Biuro Lit. 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera m.in. wiersz „Wild Water Kingdom”. – Nagroda im. K. Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki w 1992, Nagroda Młodych za 1992 przyznana przez mies. „Literatura”.
Adapt. w formie komiksu wiersza pt. Latem 1987. [Rys.] M. Kotłowski. W: Powrót barbarzyńców i nie. Wr. 2013 s. 51-54. Poezje,94.
 	Nouvelles impressions d’Amérique. [Proza poetycka]. Wwa: Przedświt 1994, 118 s. Wyd. 2 uzup. Wr.: Biuro Lit. 2004, 126 s. Wielki Kanion, 2. Przedr. zob. poz. 18.
Powst. podczas pobytu w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych w 1989-1992.
 	Sezon na Helu. [Wiersze]. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1994, 45 s. Bibl. „Kresów”. Seria Poetycka, 6. Przedr. zob. poz. 18.
Nagroda Główna w konkursie Fundacji Kultury w 1994.
 	Oceany. [Poemat]. Wr.: Pomona 1996, 15 s.
 	Cover. [Poemat]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1997, 12 s. Barbarzyńcy i Nie, 5. Przedr. zob. poz. 8, 19.
 	Stancje. [Wiersze i proza poetycka]. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1997, 67 s. Bibl. „Kresów”. Seria Poetycka, 10. Przedr. zob. poz. 18.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1998.
 	Konwój; Opera. [Wiersze, proza poetycka]. Wr.: Pomona 1999, 93 s. Przedr. zob. poz. 18.
Zawiera m.in. poemat „Cover” [poz. 6].
 	Zoom. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2000, 35 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, 26. Przedr. zob. poz. 18.
 	Wiersze. [Wybór]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 69 s. Port Legnica 2001, 7.
 	Taxi. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 52 s. Port Legnica 2003, 8. Przedr. zob. poz. 18.
Zawiera m.in. wiersz „Białe szaleństwo”.
 	Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2005, 29 s. Więcej Poezji, 15. Przedr. zob. poz. 18.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2006.
 	Warszawa. [Album]. Tekst: A. Sosnowski, T. Pióro. Fot.: M. Atkins. Wwa: Wig Press 2005, 202 s.
 	Dożynki. 1987-2003. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 266 s.
 	„Najryzykowniej”. Wr.: Biuro Lit. 2007, 252 s. Szkice, Biuro Lit.,1.
Zbiór szkiców i impresji krytycznych z 1991-2003. – Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w kategorii eseju w 2008.
Zawartość: „Najryzykowniej” (u [R.] Wojaczka); Liryzm Dyckiego [dot.: E. Tkaczyszyn-Dycki: Kamień pelen pokarmu]; „Apel poległych” (o poezji naiwnej i sentymentalnej w Polsce) [dot. m.in. K. Jaworskiego i J. Podsiadły]; Współczesność [B.] Zadury; Jeszcze o konfucjańskim ukłonie Goethego w Cieplicach; Hamlet, dekonstrukcja – i program [A.] Rimbauda; Ostatnia miłość literatury [dot.: M.P. Markowski: Efekt inskrypcji]; O poezji flow i chart [dot. przekładu J. Ashbery’ego: Flow Chart]; Końce poezji („druga prezentacja” Elizabeth Bishop) [dot. szkicu J. Ashbery’ego]; „To, co dzieje się w wierszu...”; Skarb kibica („foremki” x 5) [dot. form poetyckich]; „Ah... Roussel” [dot. powieści Raymonda Roussela: Locus Solus]; Introducing Nothing (Henry Green) [dot. powieści]; Glosa o Jane Bowles [dot.: J. Bowles: Dwie poważne damy]; Efekt Firbanka [dot.: R. Firbank: Zdeptany kwiatuszek]; Poezja trzeciego nieba (z genealogii pewnego modernizmu) [dot.: E. Pound: Cantos]; Z przełożeń Propercjusza: Pound [dot.: E. Pound: Homage to Sextus Propertius]; [R.] Frost, [P.] Larkin i [W.H.] Auden u Stanisława Barańczaka; „Najryzykowniej” (2).
 	Po tęczy. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2007, 45 s. Poezje – Biuro Lit., 5. Przedr. zob. poz. 18.
Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius w 2008, nominacja do Nagrody Lit. Nike 2008.
 	„Dla tej ciemnej miłości dzikiego gatunku”. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2008, 73 s. Bibl. Poezji Współcz., 4.
Wybór wierszy i prozy poetyckiej.
 	Pozytywki i marienbadki. (1987-2007). [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 494 s. Dożynki, t. 9.
Zawiera wiersze z tomów: Życie na Korei [poz. 2]; Nouvelles impressions d’Amérique [poz. 3]; Sezon na Helu [poz. 4]; Cover [poz. 6]; Stancje [poz. 7]; Konwój; Opera [poz. 8]; Zoom [poz. 9]; Taxi [poz. 11]; Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi [poz. 12]; Po tęczy [poz. 16].
 	Poems. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2010, 37 s. Poezje, 45.
Nagroda Lit. Gdynia w kategorii Nagroda Osobna w 2011.
Przekł. włos. w: 2010. L’annuario mondiale della poesia. Vol. 1. [Przeł.] G. Tomassucci. [Pontedera] 2011.
 	Trop w trop. Rozmowy z Andrzejem Sosnowskim. Wybór, oprac. i wstęp: G. Jankowicz. Wr.: Biuro Lit. 2010, 197 s. Rozmowy, 4.
 	Sylwetki i cienie. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 51 s. Poezje.,86.
Nagroda Lit. Gdynia w kategorii poezji w 2013.
 	Stare śpiewki. (Sześć godzin lekcyjnych o poezji). Wr.: Biuro Lit. 2013, 100 s. Szkice-Biuro Lit., 20.
Nominacja do nagrody Śląski Wawrzyn Lit. w kategorii książka roku 2013.
Zbiór szkiców stanowiących zapis cyklu wykładów na temat poezji wygłaszanych we Wrocławiu w l. 2007-2008. – Zawartość: Wiersz i taniec [dot. m.in. wiersza A. Ważyka: Przy Ścianie Wschodniej]; Wiersz i seks [dot. m.in. wiersza J. Ashbery’ego: Czym jest poezja]; Wiersz i sen [dot. m.in. wierszy J. Ashbery’ego i T. Różewicza]; Wiersz i jawa [dot. m.in. wierszy C.K. Norwida i A. Wata]; Wiersz i śmiech [dot. m.in. wierszy K. Kocha i K. Jaworskiego]; Wiersz i płacz [dot. m.in. J. Ashbery’ego i E. Bishop].
 	Dom ran. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 57 s. Poezje, 119.
 	Pracownia Poetycka Silesius: Darek Foks, Andrzej Sosnowski. Red.: A. Kałuża, G. Jankowicz. Wr: Wrocławskie Wydawn. Warstwy 2015, 78 s.
Zawiera m.in. teksty A. Sosnowskiego: pt. „I ta zaskakująca konkluzja pozostaje w mocy”, s. 42-49; Prozy, s. 51-57 oraz tekst G. Jankowicza pt. „Poezja, która się ujmuje”, s. 58-77.
 	Zmienia to postać legendarnych rzeczy. [Wiersze]. Wybór i oprac. [oraz posł.] G. Jankowicz. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2016, 303 s. Bibl. Poezji Współcz., 102.
Zawiera wiersze z tomów: Dom ran [poz. 23], Sylwetki i cienie [poz. 21], Poems [poz. 19], Po tęczy [poz. 16], Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi [poz. 12], Taxi [poz. 11], Zoom [poz. 9], Konwój. Opera [poz. 8], Stancje [poz. 7], Sezon na Helu [poz. 4], Nouvelles impressions d’Amerique [poz. 3], Życie na Korei [poz. 2].
 	Trawers. [Wiersze]. Stronie Śląskie: Biuro Lit. 2017, 46 s. Poezje, 149.
 	Nadto wybory wierszy w oprac. muz. grupy Chain Smokers z recytacjami A. Sosnowskiego: Trackless. Wr.: Biuro. Lit. 2007, 1 płyta CD [z tomu „Dożynki. 1987-2003”]. – Dr Caligari resetuje świat. Wr.: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza 2011, 1 płyta CD.

Przekłady

 	J. Ashbery: No i wiesz. [Wiersze]. Wybór: B. Zadura. Posł.: A. Sosnowski. Przeł.: P. Sommer, A. Sosnowski, B. Zadura. Wwa – Duszniki Zdrój: Fundacja Lit. Światowa, Muzeum Papiernictwa w Dusznikach 1993, 72 s.
 	R. Firbank: Księżna Zubaroff. (Komedia). Przeł.: T. Pióro, A. Sosnowski. „Lit. na Świecie” 1994 nr 12 s. 75-270.
 	N. Burke: Images while drowning = Obrazy w oczach tonącego. [Wiersze]. Przeł.: L. Marjańska, A. Sosnowski, E. Pachnik. Wyd. 2 [właśc.1] Łódź: SLKKB [Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego] 1997, 77 s. Ser. Poetycka – Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego, 44.
 	R. Firbank: Zdeptany kwiatuszek. [Powieść]. Przekł. i posł.: A. Sosnowski. Wwa: PIW 1998, 167 s.
Druk fragm.: „Lit. na Świecie” 1994 nr 12.
 	J. Bowles: Dwie poważne damy. [Powieść]. Wwa: PIW 2005, 223 s. Spojrzenia. Wyd. nast. łącznie z poz. 11 pt. Dwie poważne damy; W letnim domku. Wr.: Biuro Lit. 2012, 313 s. Proza, 16.
 	H. Mathews: Osobne przyjemności. [Wiersze]. Przeł.: T. Pióro, K. Kozioł, A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit. 2008, 84 s. Poezje – Biuro Lit., 14.
 	R. Roussel: Dokumenty mające służyć za kanwę. [Opowiadania]. Przeł. z franc. A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit.; Miej. Bibl. Publiczna 2008, 73 s. Proza – Biuro Lit.,1.
 	M. Blanchot: Tomasz Mroczny; Szaleństwo dnia. [Opowiadania]. Przeł. z franc.: A. Wasilewska, A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit. 2009, 102 s. Proza – Biuro Lit., 3.
 	R. Firbank: Studium temperamentu. [Opowiadania]. Wybór, oprac. i posł.: G. Jankowicz. Przeł. z ang.: G. Jankowicz, A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit. 2009, 89 s., Proza, 2.
Tu w tłum. A. Sosnowskiego: Daleko stąd; Wiatr i róże; Legenda o św. Gabrieli; Sceny z życia Ronalda Firbanka [współaut. przekł.: G. Jankowicz].
 	J. Ashbery: Cztery poematy. Wr.: Biuro Lit. 2012, 109 s. Poezje-Biuro Lit.;69.
 	J. Bowles: W letnim domku. [Utwór dramatyczny]. Wyd. łącznie z poz. 5 pt. Dwie poważne damy; W letnim domku. Wr.: Biuro Lit. 2012 s. 201-313. Proza, 16.
 	J. Cage: Przeludnienie i sztuka. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 81 s. Poezje, 75.
 	J. Schuyler: Trzy poematy. Przekł.: M. Sendecki, A. Sosnowski i B. Zadura. Wr.: Biuro Lit. 2012, 104 s. Poezje, 78.
Tu w tłum. A. Sosnowskiego i B. Zadury poemat pt. Poranek poematu, s. 21-71.
 	P. Gizzi: Imitacja życia i inne wiersze. Wybór: K. Bartczak. Przekł.: K. Bartczak i A. Sosnowski. Mikołów: Inst. Mikołowski 2013, 71 s. Bibl. Arkadii, 96.
 	E. White: Zapominanie Eleny. [Powieść]. Przekł.: A. Sosnowski, Sz. Żuchowski. Wr.: Biuro Lit. 2013, 152 s. Proza, 23.
 	H.V. Green: Kochając. [Powieść]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 234 s. Proza,33.
Zob. też Prace redakcyjne poz. 2.

Prace redakcyjne

 	W. Faulkner: Suchy wrzesień. Opowiadania. Przeł.: Z. Kierszys, J. Zakrzewski, E. Życieńska. Wybór i posł. A. Sosnowski. Wwa: PIW 1993, 268 s.
 	E. Pound: Pieśni. Wyboru dokonał i posł. opatrzył A. Sosnowski. Wwa: PIW 1996, 186 s.
Tu też 6 pieśni w przekł. A. Sosnowskiego.
 	A. Ważyk: Wiersze i dwa poematy. Wybór i posł.: A. Sosnowski. Wr.: Biuro Lit. 2011, 116 s. Poezja Pol. od Nowa 3, 44.

PRZEKŁADY
Wybory wierszy w przekł.: ang.: Lodgings. Selected poems. [Przekł.] B. Paloff. Rochester N.Y. 2011, – słoweń.: Drugo lahko počaka. [Przekł.] P. Čučnik. Ljubljana 2012.
Przekłady wierszy A. Sosnowskiego w antologiach zagranicznych: ang: Young poets of a new Poland. [Tłum. i oprac.:] D. Pirie. London 1993; Prague writers' festival. Ancient evenings = Festival spisovatelů. Starověké večery. Praha 1996 [tekst ang. i czes.]; Free over blood. [Oprac.:] D. Jung, M. Orliński. London 2011; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Oprac. i przeł.] M.J. Mikoś. Bloomington, IN 2015, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Oprac. i przeł.:] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i wstęp:] J. Dehnel, M. Woźniak. Plovdiv 2014, – czes.: Prague writers’ festival. Ancient evenings = Festival spisovatelů. Starověké večery. [Przekł.] W. Powaga. Praha 1996 [tekst ang. i czes.], – hiszp.: [Ciento uno] 101. (6 poetas polacos contemporáneos). [Wybór i wstęp:] M. Ziętara. [Przekł.:] M. Ziętara, M. Barrientos. Santiago de Chile 2008, – niem.: Das Unsichtbare lieben = Kochać to co niewidzialne. Wybór i posł.: D. Danielewicz-Karski. Köln 1998, – ros.: Pol’skie poèty XX veka. [Wybór i przekł.:] N. Astaf’eva, V. Britanišskij. T. 2. Sankt-Peterburg 2000, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčić. Beograd 2012, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Ljubljana 2005, – szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003, – ukr.: Dzvoni zimoju. [Przeł.:] D. Pavličko. Kiïv 2000; [P’jatdesjati] 50 pol’s’kich poetiv. [Przeł. i oprac.:] D. Pavličko. Kiïv 2001, – węgier.: Varsò fölött az ég. Budapest 2007; A csend visszhangjai. [Red. i przekł.] G. Cséby. Keszthely 2010, – włos.: Inattese vertigini. [Przeł.:] A. Amenta, L. Costantino. Udine 2010; 2010. L'annuario mondiale della poesia. [Oprac.:] F. Ciompi. Vol. 1. [Pontedera] 2011.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady zob. Twórczość poz. 20 oraz m.in.: „Wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca”. Rozm.: M. Grzebalski, D. Sośnicki. „Nowy Nurt” 1994 nr 15; 50 lat po Oświęcimiu i inne sezony. Rozm.: M. Maciejewski, T. Majeran. „Czas Kult.” 1995 nr 2; W stronę snu, w stronę śmierci. „Odra” 1996 nr 2; Trop w trop. Rozm. J. Gutorow. „Strony” 1997 nr 5/6; O przygodach pewnego języka. Rozm. H. Szczur. „Dekada Lit.” 1998 nr 1/2; Podróż przez archiwum. Rozm. S. Bereś. „Odra” 2000 nr 12, przedr. w: Historia literatury polskiej w rozmowach XX-XXI wiek. Wwa 2002; Ta karczma zoom się nazywa. Rozm. J. Gutorow. „Kresy” 2000 nr 2/3 [dot.: Zoom]; **Czy jesteś w takim razie poetą ponowoczesnym? Rozm. M.P. Markowski. „Nowy Wiek” 2001/2002 nr 7/8; **Bing Bang, jak to się czasem mówi. Rozm. G. Jankowicz; Dziewczynka z zapałkami i bez (parrhésia). Rozm. J. Fiedorczuk. „Dz. Portowy” 2003 nr 9; Przyjemność jest rozumieniem. Rozm. A. Świeściak. „Opcje” 2003 nr 6; Filantropia języka. Rozm.: J. Sobolewska, M. Sendecki. „Przekrój” 2007 nr 38; Jesteśmy jak słabe zwierzęta. A. Sosnowski rozm. z A. Pyzik o eskapizmie w czasach późnego PRL, tańczących słowach i [D.] Bowiem. „Lampa” 2007 nr 12; Niewielki odwet na „prawdziwym” życiu. Rozm. G. Jankowicz. „Odra” 2008 nr 6; Rzeczywistość i przeżywanie. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas Kult.” 2008 nr 3; Coś innego niż tak zwana śmierć. Rozm. G. Jankowicz. „Twórczość” 2009 nr 9; [Dziesięć]10 książek na smugę cienia. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 214; Krótko i na temat. Rozm. A Wolny-Hamkało „Dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr 63 [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2509-krotko-i-na-temat.html; W kantorku. Rozm. K. Siwczyk. „Polska. Metropolia Warsz.” 2011 nr 83, przedr. w: K. Siwczyk: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012; Odsłuch. Rozm.: M. Staśko, D. Gostyński. „Czas Kult.” 2015 nr 4; Hegel rozumnie stronił od ironii. Rozm. M. Sowiński. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 20.


 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	Lekcja żywego języka. O poezji Andrzeja Sosnowskiego. Red.: G. Jankowicz. Kr.: Wydawn. Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2003, 217 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst., „Studium”, 61 [zawiera teksty oznaczone dwiema gwiazdkami** oraz m.in.: G. JANKOWICZ: Otwarcie: hasos; J. FIEDORCZUK: Być więc i nie być [dot.: Sezon na Helu; J.A. Rimbaud: Sezon w piekle]; A. WIEDEMANN: Ta mała na „ś” [dot.: Stancje]; J. MUELLER: Księga astygmacji [rec.: Zoom]; G. JANKOWICZ: Szatnia systemu; K. FRANCUZIK: Seria wierszy i odbić [dot. wiersza „Czym jest poezja”]; M. CZERKASOW: „Wild Water Kingdom” Andrzeja Sosnowskiego [dot. wiersza z poz. 2]; J. MOMRO: Wśród święta nieograniczonego i samotnego [dot. wiersza: „Pięć sążni w dół”], – nadto wywiady i bibliografię].
 	K.A. FELBERG: „Melancholia i ekstaza”. Projekt totalny w twórczości Andrzeja Sosnowskiego. Wwa: Fundacja na Rzecz Badań Lit. i IBL PAN 2009, 110 s.
 	Wiersze na głos. Szkice o twórczości Andrzeja Sosnowskiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 305 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 22; Krytyka, 4 [zawartość: P. ŚLIWIŃSKI: Zamiast wstępu; A. SOSNOWSKI: Szerokość poetycka zero [wiersz]; A. POPRAWA: O tym Sosnowskim, jak się mówi; J. FIEDORCZUK: „Cudzysłów”; M. LAREK: Projektowanie doświadczeń. O „Życiu na Korei”; A. LIPSZYC: Weird science. Język, los i głos we wcześniejszej poezji Andrzeja Sosnowskiego; M. JAWORSKI: Czym nie jest poezja; E. WINIECKA: Poezja, ta dziwna świeca. Glosa o słowach i rzeczach do jednego wiersza Andrzeja Sosnowskiego; G. JANKOWICZ: Czy wiersz może być zbawiony?; J. ORSKA: Co robi poezja?; A. BIELIK-ROBSON: A poem should not mean but live. Oznaki życia w późnej poezji Andrzeja Sosnowskiego; K. HOFFMANN: Gdzie koniec tęczy nie dotyka pustyni. Sosnowski i Bielik-Robson; P. PRÓCHNIAK: Poema: widowisko. (Na marginesie „Poems”); J. ROSZAK: Kim jestem Ja i kim jesteś Ty (w poezji Andrzeja Sosnowskiego)?; G. OLSZAŃSKI: Pióro Sosnowskiego i aparat Atkinsa; P. KACZMARSKI: W stronę spamhaus. Wstęp do czytania „Zabaw wiosennych”; I. OKULSKA: Miłość i fetysz a spotkanie języków. W związku z Ronaldem Firbankiem; N. RAPP: Gra (ze) śmiercią; A. CZYŻAK: Asereje; A. KOPKIEWICZ: Beautiful outlaw – o obcych słowach w poezji Andrzeja Sosnowskiego; J. MOMRO: Afekt i alienacja; J. GUTOROW: Mutacja; A. KAŁUŻA: Powietrze. Poezja Andrzeja Sosnowskiego w perspektywie filozofii sztuki ziemi i nowych mediów [dot.: Pozytywki i marienbadki; przedr. pt. W powietrzu. W tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011]; A. ŚWIEŚCIAK: „Wild Water Kingdom”. Andrzeja Sosnowskiego czas unieważniony [dot. wiersza z poz. 2]; M. KORONKIEWICZ: Wszystkie ciała Sosnowskiego; K. FELBERG: Andrzej Sosnowski: pozycje].


 	K. MALISZEWSKI: Precyzja chaosu. (Na marginesie wierszy Andrzeja Sosnowskiego). „Nowy Nurt” 1995 nr 21, przedr. w tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	J. GUTOROW: Andrzej Sosnowski: być albo nie być i być. „Kresy” 1997 nr 2.
 	M. MACIEJEWSKI: Sytuacje języka, sytuacje podmiotu – o twórczości Andrzeja Sosnowskiego. W: Śladami człowieka książkowego. Pozn. 1997.
 	M. STALA: Oddech obłoków. Notatka. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 48, przedr. w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004.
 	J. KOTARA: Granice poznania w poetyckim doświadczeniu. [A.] Rimbaud, Sosnowski w świetle podstawowych pojęć i odkryć psychoanalizy. „Studium” 1998 nr 11/12.
 	J. FIEDORCZUK: „Powiedzieć to inaczej niż tak i niż nie”, czyli jak mówić po końcu świata – parę pytań pomiędzy wierszami książek Sosnowskiego. „Dz. Portowy” 2001 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: Sosnowski. Dalsze zabawy. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	G. JANKOWICZ: Końce poezji. Andrzej Sosnowski i literatura wyczerpania. „FA-art” 2002 nr 2/3, przedr. w wersji rozszerz. pt. **Końce poezji. Andrzej Sosnowski i literatura wyczerpania.
 	G. JANKOWICZ: Poza zasadą intensywności. (Andrzej Sosnowski o poezji). „Studium” 2002 nr 2, przedr. w wersji. rozszerz. pt. **Sosnowski i nowoczesność.
 	J. GUTOROW: Dwa razy o Andrzeju Sosnowskim. W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003 [rec.: Cover; Zoom].
 	A. NIEWIADOMSKI: Poezja niezrozumiała, czyli o nadzwyczaj trwałym nieporozumieniu krytycznym. Rekonesans badawczy. „Teksty Drugie” 2004 nr 4.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Tak się obraca świat w nierzeczywistość”. O ruchu i przestrzeni w twórczości Andrzeja Sosnowskiego. „Teksty Drugie” 2004 nr 4.
 	K. MALISZEWSKI: Nowa poezja polska 1989-1999. Wr. 2005, passim.
 	J. ORSKA: Czy Andrzej Sosnowski jest poetą romantycznym? „Odra” 2006 nr 5.
 	J. GUTOROW: Andrzej Sosnowski. Wiersz wychodzi z domu. W tegoż: Urwany ślad. Wr. 2007 [dot.: Życie na Korei; Sezon na Helu; Konwój. Opera; Zoom].
 	P. KĘPIŃSKI: Konwój zatonął na brzegu. Andrzej Sosnowski ma dystans. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	M. CZERWIŃSKI: „Nie chciałem tak tego powiedzieć”. Przypadek (kontrolowany) i inne zagadnienia (w) twórczości Andrzeja Sosnowskiego. W: Wyobraźnia i pedanteria. Wr. 2008.
 	T. KUNZ: Modernizm jako przestrzeń interpretacji. Z dodaniem kilku uwag o nieoczywistych powinowactwach dwóch polskich poetów współczesnych. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3 [dot. też A. Szlosarka].
 	M. LAREK: Erotyczne tryby. (Przyboś, Sosnowski). „Tekstualia” 2008 nr 1.
 	D. SOŚNICKI: Fortuna i fatum. „Czas Kult.” 2008 nr 3.
 	A. TRYKSZA: Strategie ruchomych przestrzeni tekstu w utworach Andrzeja Sosnowskiego. W: Barbarzyńcy, klasycyści? Lubl. 2008.
 	E. WINIECKA: Trzaski i musowanie rzeczy na języku. „Polonistyka” 2008 nr 4.
 	J. POTKAŃSKI: Kapłaństwo Andrzeja Sosnowskiego. „Tekstualia” 2009 nr 2.
 	A. ŚWIEŚCIAK: O dwóch przypadkach reprezentacji. Wokół motywu daty. (Tomasz Różycki i Andrzej Sosnowski). W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	P. ZAJĄC: Literatura jako zdrada. „Twórczość” 2009 nr 9.
 	G. JANKOWICZ: Czy możliwa jest poezja radykalna? Andrzej Sosnowski i polityka literatury. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. T. 1. Katow. 2010.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Melancholia ponowoczesna. Andrzej Sosnowski. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.
 	I. OKULSKA: Język (wy)grywa. Gry językowe poezji Andrzeja Sosnowskiego w przekładzie [na język ang. i niem.]. „Kwart. Językozn.” 2011 nr 1 [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.kwartjez.amu.edu.pl/teksty/teksty2011_1_5/Okulska.pdf.
 	G. TOMICKI: „W warunkach zupełnej wolności”. O teoretycznych podstawach poezji Andrzeja Sosnowskiego. „FA-art” 2011 nr 3/4.
 	K. FELBERG: Współczesne przynaglenia. (O „Amy Foster” Conrada). „Świat i Słowo” 2012 nr 1 [dot. m.in. A. Sosnowskiego].
 	A. JEŻYK: „Z gołą głową i boso”. O dziewczynce z zapałkami w poezji Andrzeja Sosnowskiego. „Fragile” 2012 nr 2.
 	I. OKULSKA: Polski Ashbery w Ameryce. „Przekładaniec” 2012 nr 26.
 	P. KACZMARSKI: Pa pa pam. „Odra” 2012 nr 4 [dot. gł. Dr Caligari resetuje świat. Wybór wierszy w oprac. muz.].
 	A. MIRAHINA: Widmowy refren. „Dwutygodnik.com” 2012 nr 77 [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3245-widmowy-refren.html.
 	N. RAPP: Idea poezji (według) Stanisława Barańczaka i Andrzeja Sosnowskiego. „Twórczość” 2012 nr 8.
 	E. RAJEWSKA: E.E. and the American dream: [S.] Barańczak, [M.] Białoszewski, [A.] Sosnowski. „Rocz. Komparatystyczny” 2013 t. 4.
 	J. TABASZEWSKA: Gubienie śladów i tropienie przesunięć, czyli czytelnik w grze Andrzeja Sosnowskiego. „Teksty Drugie” 2013 nr 5, przedr. w tejże: Poetyki pamięci. Współczesna poezja wobec tradycji i pamięci. Wwa 2016.
 	A. KLEPEK-DROZD: Andrzej Sosnowski. Sztuka mówienia o śmierci. W: Doświadczając. Szkice o twórczości (anty)modernistycznej. Katow. 2014.
 	M. CHRUŚCIEL: „Idiom poetycki” Andrzeja Sosnowskiego wobec przeobrażeń współczesnej polszczyzny. W: Dialog z tradycją. T. 4. Język, komunikacja, kultura. Kr. 2015.
 	Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015 [tu art.: K. GÓRNIAK: Ezra Pound Andrzeja Sosnowskiego – poety, tłumacza, krytyka; D. KOTUŁA: Język jako sposób na życie. Andrzej Sosnowski i John Ashbery w niezupełnie harmonijnym dwugłosie; J. TABASZEWSKA: Od kontestacji do eksploracji. Problematyka tradycji w twórczości Marcina Świetlickiego, Tomasza Różyckiego, Andrzeja Sosnowskiego i Jacka Podsiadły].
 	A. KAŁUŻA: [T.] Różewicz i poeci „innych” końców poezji (Andrzej Sosnowski i Darek Foks). W tejże: Pod grą. Kr. 2015.
 	G. JANKOWICZ: Czy możemy to puścić w jakimś innym języku? Silesius 2017. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 20.
 	Zob. też Twórczość poz. 24.

Życie na Korei

 	J. MIKOŁAJEWSKI: Warto czytać wiersze. „Życie Warsz.” 1992 dod. „Ex Libris” nr spec. z XII.
 	T. MAJERAN: Wschód nad Wisłą. „Czas Kult.” 1993 nr 3.
 	J. WOLSKI: Nie tylko rozum. „Akcent” 1993 nr 4.
 	J. GUTOROW: Szaleństwo i metoda. „Strony” 1996 nr 1 [dot. też: Sezon na Helu].
 	K. MALISZEWSKI: Korea, ocieractwo, nieudana schadzka. „Kresy” 2002 nr 2 (50).
 	M. CZERKASOW: „Wild Water Kingdom” Andrzeja Sosnowskiego. „Nowy Wiek” 2003 nr 9, przedr. w: Lekcja żywego języka. O poezji Andrzeja Sosnowskiego. Kr. 2003.

Nouvelles impressions d’Amérique

 	M. MACIEJEWSKI: Podróże w czasie nie przedstawionym. „Czas Kult.” 1994 nr 4.
 	T. MAJERAN: 600 słów na marginesie „Nouvelles impressions d’Amérique”. „Nowy Nurt” 1994 nr 11.
 	B. ZADURA: Otwarcie. „Twórczość” 1994 nr 10, przedr. w tegoż: Szkice, recenzje, felietony. T. 2. Wr. 2007.
 	L. ŻULIŃSKI: Nowe impresje egocentryczne. „Wiad. Kult.” 1994 nr 12.
 	T. SŁAWEK: O wrażeniach. „Kresy” 1995 nr 1.
 	G. JANKOWICZ: Sosnowski: Poetyka rygoru. „Ha!art” 2002 nr 11/12, przedr. (fragm.)** .
 	K. FELBERG: Tertium datur. „Kresy” 2005 nr 63.
 	Ł. MAŃCZYK: Andrzej Sosnowski obok kategorii wyobraźni poetyckiej. Na przykładzie „Nouvelles impressions d’Amérique”. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
 	D. BUJNO: „Nouvelles impressions d’Amérique” Andrzeja Sosnowskiego jako próba zapisu doświadczenia. W: Literatura i doświadczenie. Białystok 2015.

Sezon na Helu

 	M. CISŁO: Flirt z Kaliope. „Nowy Nurt” 1994 nr 6.
 	L. SZARUGA: Na jałowym brzegu. „Dekada Lit.” 1994 nr 14/15, przedr. w tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997.
 	J. WOLSKI: Język wyjęty z zawiasów. „Kwart. Artyst.” 1994 nr 4.
 	M. CISŁO: Poczciwa Euterpe. „Pracownia” 1995 nr 13.
 	J. GUTOROW: Szaleństwo i metoda. „Strony” 1996 nr 1 [dot. też: Życie na Korei].

Cover

 	R. CHŁOPEK: Kogo śmieszy „Cover”? W: Lekcja żywego języka. Kr. 2003, przedr. w wersji zmien. pt. „Cover” jako pomyłka i dowcip. O poemacie Andrzeja Sosnowskiego. „Twórczość” 2005 nr 8 [porównanie z poematem F. O’Hary: In memory of my feelings].

Stancje

 	M. GOŁAK: Pokoje do wynajęcia. „Kartki”, Białystok 1997 nr 16.
 	T. MAJERAN: Recenzja o Andrzeju Sosnowskim. „Odra” 1997 nr 12.
 	K. MALISZEWSKI: „Mniej pięknych i trudnych zdań pod słynną melodią do snu”. „FA-art” 1997 nr 2/3.
 	D. PAWELEC: Po trzykroć pustka. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.
 	K. PIEŃKOSZ: Stancje i stance. „Sycyna” 1997 nr 24.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Ponad, pod, pomiędzy. „Res Publica Nowa” 1997 nr 11.
 	B. CHOJNACKA: Inercja kontrolowana. „Pogranicza” 1998 nr 2.
 	D. WALCZAK-DELANOIS: Oswajanie absurdu. „Arkusz” 1998 nr 5 [dot. też: D. Foks: Misterny tren; T. Pióro: Wiersze okolicznościowe].
 	B. WOŁOWICZ: Nieznane i napisane. „Czas Kult.” 1998 nr 3.
 	G. CZEMIEL, J. FIEDORCZUK, A. KREMER, Z. WARSO, K. WINIARSKA: Poza zasadą mierzalności. O „Tachymetrii” Andrzeja Sosnowskiego. „Twórczość” 2008 nr 10.
 	M. WABIK: Z mapą przez obce terytorium. „Ha!art” 2000 nr 1.

Konwój; Opera

 	J. GUTOROW: Kilwater. Po lekturze nowych próz Andrzeja Sosnowskiego. „Twórczość” 1999 nr 9, przedr. w tegoż: Urwany ślad. Wr. 2007.
 	P. KĘPIŃSKI: Konwój zatonął na brzegu. „Czas Kult.” 1999 nr 3.
 	T. KOMENDANT: Opus. „Studium” 1999 nr 3/4.
 	J. KORNHAUSER: Czyżby język zapadał w karygodną drzemkę? „Tyg. Powsz.” 1999 nr 23.
 	M. SAWICZEWSKA-LORKOWSKA: Opera z klocków. „Topos” 1999 nr 4.
 	J. SZAKET: Opera omnia. „FA-art” 1999 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Reakcje łańcuchowe. „Res Publica Nowa” 1999 nr 11/12.
 	E. DUNAJ: ... jest koniecznością. „Akcent” 2000 nr 1/2.
 	T. PIÓRO: **Czas to biurokracja, którą tworzą wszyscy. „Odra” 2000 nr 1.

Zoom

 	J. KLEJNOCKI: „XYZ” [on-line] „Latarnik” 2000 nr 48 [dostęp 17 stycznia 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.stary.latarnik.pl/czytaj.php?isbn=83-7220-250-2.
 	J. GUTOROW: Przypisy do legendy. „Odra” 2001 nr 4.
 	J. KORNHAUSER: Dziennik poetycki. (1). „Kwart. Artyst.” 2001 nr 1, przedr. pt. Andrzej Sosnowski: Zoomowy konwój. W tegoż: Poezja i codzienność. Kr. 2003.
 	J. SOBOLEWSKA: Sieć języka. „Nowe Książ.” 2001 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Wiersze

 	J. BIERUT: Topografia moich snów. „Akcent” 2001 nr 4.
 	M. WITKOWSKI: The best of Andrzej Sosnowski. „Czas Kult.” 2001 nr 4.

Taxi

 	J. BIERUT: Środki rozczulające. „Kresy” 2003 nr 4, przedr. (jako dwugłos pt. J. Bierut i P. Mackiewicz o „Taxi” Andrzeja Sosnowskiego) z: P. MACKIEWICZ: Taxi po Kolei. „Akcent” 2003 nr 4.
 	G. JANKOWICZ: Szatnia systemu. „Studium” 2003 nr 5/6.
 	S. KUŹNICKI: Gra w domino. „Topos” 2003 nr 6.
 	J. ORSKA: Rozhuśtać mysz… „Odra” 2003 nr 7/8.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Taxi driver... „Opcje” 2003 nr 4/5.
 	M. WITKOWSKI: Pan tak kocha znaczenia, a one tak wszędzie… „Nowe Książ.” 2003 nr 10.
 	M. LAREK: „Białe szaleństwo” – kilka objaśnień. „Polonistyka” 2009 nr 2 [analiza wiersza].

Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi

 	P. KOZIOŁ: Zawilgły precyzyjne przyrządy. „Lampa” 2005 nr 1.
 	P. MACKIEWICZ: „Co dla mnie było chwilą”. „Twórczość” 2005 nr 2/3.
 	J. ORSKA: Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi? „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
 	J. ROSZAK: Mówi po polsku? „Topos” 2005 nr 3.
 	M. ŚWIETLICKI: Pięknie niepotrzebne. „Przekrój” 2005 nr 47.

Dożynki. 1987-2003

 	G. JANKOWICZ: Tunel na końcu światła. „Przekrój” 2006 nr 8.
 	J. MOMRO: Wygasanie języka. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.” .
 	G. CHOLEWA: Poezja kontra muzyka – remis. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 88 dod. „Wrocław” [dot.: Trackless. Wybór wierszy w oprac. muz.].
 	A. PYZIK: Dożynki nie do zarżnięcia. „Lampa” 2006 nr 6.
 	A. WIEDEMANN: Mizerykordia. „Arte” 2006 nr 5.
 	T. SZEWCZYK: Wieńcowiny. „Twórczość” 2007 nr 9.

„Najryzykowniej”

 	G. JANKOWICZ: Czytać to, czego nigdy nie zapisano. Ryzykowne doświadczanie lektury – szkice Andrzeja Sosnowskiego. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 8.
 	P. MACKIEWICZ: Pokerowa zagrywka. „FA-art” 2007 nr 4, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
 	J. MADEJSKI: Co dzieje się w wierszu? „Nowe Książ.” 2007 nr 8.
 	A. PYZIK: Tam, gdzie go nie ma. „Lampa” 2007 nr 9.
 	J. MOMRO: Precyzja dekonstrukcji. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
 	K. MALISZEWSKI: Pasjonujący apel o niezależność literatury. „Dziennik” 2009 nr 109.
 	A. KOŁODZIEJ: „Powiedzieć to inaczej niż tak i niż nie”. „Estetyka i Krytyka” 2010 nr 2 spec.
 	M. BRĄGIEL: Wiersz i okolice – praktyczny przewodnik. O eseistyce Andrzeja Sosnowskiego. Powst. 2014. „Nowa Dekada Lit.” [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://nowadekada-online.pl/recenzuja-karolina-felberg-sendecka-monika-bragiel/ [dot. też: Stare śpiewki].

Po tęczy

 	J. GUTOROW: Trudna kontynuacja: Andrzej Sosnowski – poezja zmiennych rytmów. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 41, przedr. zmien. pt. Andrzej Sosnowski – trudne powtórzenie. W tegoż: Księga zakładek. Wr. 2011.
 	P. MACKIEWICZ: Rozkosz z nieznajomą panią. „Nowe Książ.” 2007 nr 11.
 	M. JURZYSTA: Andrzej, jak jasno! „Odra” 2008 nr 11.
 	M. ORLIŃSKI: Konkretna nadrealina. „Twórczość” 2008 nr 7, przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.
 	M. RADZIWON: Ton robi muzykę. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 146.
 	J. ROSZAK: Gdzieś ponad tęczą, gdzieś po tęczy. „Topos” 2009 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Popiół i funky. W tejże: Bumerang. Wr. 2010.
 	J. MUELLER: Tęcza, tęcza i po tęczy. W tejże: Stratygrafie. Wr. 2010.

„Dla tej ciemnej miłości dzikiego gatunku”

 	P. MACKIEWICZ: Ani tym, ani żadnym innym słowem. „Nowe Książ.” 2009 nr 2.

Pozytywki i marienbadki

 	M. LAREK: Analityk miłości. „Czas Kult.” 2009 nr 6.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Pogoń rzeczy za słowami. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 169.

Poems

 	E. BIELA: Wiersze jak żelazne druty. „Akant” 2010 nr 11.
 	G. JANKOWICZ: Głosy na czatach. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 12.
 	P. KACZMARSKI: Po tęczy, po Ems. „Odra” 2010 nr 7/8.
 	A. KOPKIEWICZ: Tilt &amp;amp; poems. „Dekada Lit.” 2010 nr 3.
 	I. OKULSKA: Doktor Caligari re-cytuje świat. „Czas Kult.” 2010 nr 3.
 	P. PRÓCHNIAK: Poema: widowisko. „Bliza” 2010 nr 3, przedr. w: Wiersze na głos. Pozn. 2010.
 	B. SUWIŃSKI: Poezja wpadająca w ucho. „Strony” 2010 nr 6.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Obiecałem ci wszystko. W tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Poemat jako ruch. „Dwutygodnik.com” 2010 nr 25 [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/917-poemat-jako-ruch.html.
 	M. KORONKIEWICZ, J. SKURTYS, P. KACZMARSKI: W sprawie jednej książki. „Odra” 2011 nr 7/8.
 	F. MATERKOWSKI: Spektakl fałdy. „Fraza” 2011 nr 1.
 	W. PIETRZAK: Poezja życia / poezja instrukcji. „Poems” Andrzeja Sosnowskiego w kontekście teorii poezji Ezry Pounda. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2013 t. 22.

Trop w trop

 	M. SENDECKI: Głos w głos. „Przekrój” 2010 nr 7.
 	G. TOMICKI: Teraźniejszość jest sprawą otwartą. „Odra” 2010 nr 7/8.

Sylwetki i cienie

 	G. JANKOWICZ: Złudne łuny. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 3.
 	A. KOPKIEWICZ: Pound’s not dead. „Dwutygodnik.com” 2013 nr 101 [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4275-pounds-not-dead.html.
 	P. MACKIEWICZ: Kraina niewygasłych wulkanów. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
 	J. MADEJSKI: Poetyka ekstremalna. „Nowe Książ.” 2013 nr 6.
 	K. NICZ. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 48.
 	P. NADOLNY: Motywy akwatyczne w poezji polskiej po roku 2000. „Elewator” 2017 nr 3 [dot. m.in. A. Sosnowskiego.]

Stare śpiewki

 	M. BRĄGIEL: Wiersz i okolice – praktyczny przewodnik. O eseistyce Andrzeja Sosnowskiego. Powst. 2014. „Nowa Dekada Lit.” [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://nowadekada-online.pl/recenzuja-karolina-felberg-sendecka-monika-bragiel/ [dot. też: „Najryzykowniej”].
 	K. FELBERG-SENDECKA: „Wiersz każe nam patrzeć w dół”. Powst. 2014. „Nowa Dekada Lit.” [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://nowadekada-online.pl/recenzuja-karolina-felberg-sendecka-monika-bragiel/.
 	J. KRZYŻANOWSKI: Sześć wykładów o rozgryzaniu wiersza. „eleWator” 2014 nr 4.

Dom ran

 	M. ANGIELSKA: Wymiar ludzkiej egzystencji. „Projektor” 2015 nr 3.
 	W. JURASZ. „Dz. Pol.” 2015 nr 59 dod. „Magnes”.
 	K. NOLBERT: Jeśli nie splin to co? „Topos” 2015 nr 6.
 	A. POPRAWA: Animula Andrzeja Sosnowskiego. „Odra” 2015 nr 3.
 	A. PYZIK: Szum centrali. „Dwutygodnik.com” 2015 nr 154 [on-line] [dostęp 20 lipca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5765-szum-centrali.html.
 	J. SOBOLEWSKA: Cały wachlarz brzmień. „Polityka” 2015 nr 8.
 	M. WABIK: Poetycki raport z czasu uderzenia komety w polską kulturę. „Akant” 2015 nr 6.

Trawers

 	M. WABIK: Autoparodie i nawiązania. „Akant” 2017 nr 12.
 	M. WOŹNIAK: Soczewka Sosnowskiego. „dwutygodnik.com” [on-line] 2017 nr 207 [dostęp 7 września 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/7092-soczewka-sosnowskiego.html.

A. Ważyk: Wiersze i dwa poematy

 	K. LISOWSKI: Ważyk według Sosnowskiego. „Nowe Książ.” 2011 nr 6.
</document>
<document nplp_id="3067" title="Tomasz MIRKOWICZ" slug="tomasz-mirkowicz">1953–2003

Pseud.: Teodor M. Sieciech, Tomasz Minona.

Tłumacz, prozaik, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 9 lipca 1953 w Warszawie; syn Tadeusza Mirkowicza, ekonomisty, i Janiny Sosińskiej-Mirkowicz, z domu Zaniewickiej, stomatologa. W 1963–67 przebywał wraz z rodziną w Egipcie, gdzie jego ojciec pracował w kairskim przedstawicielstwie polskiej firmy handlowej; uczęszczał wówczas do Cairo American Collage. Po powrocie rodziny do Polski uczył się w 1967–71 w klasie z wykładowym językiem angielskim w XXXIII Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika w Warszawie. Po zdaniu matury wstąpił w 1971 na Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej; studia te przerwał po roku i w 1972 rozpoczął naukę w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego (UW). Podczas studiów uczestniczył w zorganizowanym przez Klub Tłumaczy (działający przy Oddziale Warszawskim ZLP) oraz redakcję „Literatury na Świecie” Seminarium dla Młodych Tłumaczy (październik 1974–marzec 1975). W następnych latach zajął się działalnością przekładową. W 1975 zawarł związek małżeński z Julitą Wroniak, tłumaczką, z którą dokonywał także wspólnych przekładów. Debiutował w 1976 jako tłumacz prozy K. Keseya pt. Wycieczka i Listy z Meksyku na łamach „Literatury na Świecie” (nr 6); z pismem tym nawiązał następnie stałą współpracę. W 1977 uzyskał magisterium, po czym w 1979–82 odbywał studia doktoranckie w Instytucie Anglistyki UW (przygotowywał rozprawę o powieści J. Joyce’a Finnegans Wake). W 1979 opublikował na łamach „Literatury na Świecie” (nr 3) recenzję antologii New stories (wyd. London 1976) pt. 69 nowych opowiadań angielskich, rozpoczynając pracę recenzenta prozy anglojęzycznej. Wchodził w skład Zarządu Koła Młodych Tłumaczy przy Klubie Tłumaczy Oddziału Warszawskiego ZLP. W 1981 przebywał krótko w Stanach Zjednoczonych. W 1984 pod pseudonimem Tomasz Minona wydał w obiegu niezależnym opowiadanie pt. Tunel. W kwietniu 1986 wyjechał z żoną do Stanów Zjednoczonych na stypendium rządu amerykańskiego. W tym czasie na skutek prowadzonego śledztwa w sprawie Regionalnego Komitetu Wykonawczego NSZZ „Solidarność” zatrzymano w Warszawie ukrywającego się w mieszkaniu Mirkowiczów działacza opozycyjnego Zbigniewa Bujaka. Po powrocie do kraju w sierpniu tego roku został wraz z żoną tymczasowo aresztowany. Zwolniony z aresztu we wrześniu tego roku przez kilka miesięcy kierował Redakcją Angielską w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Za tłumaczenia otrzymał m.in. nagrody „Literatury na Świecie” (1987) i Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1988). W 1991 przebywał ponownie przez rok w Stanach Zjednoczonych na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej. W latach dziewięćdziesiątych publikował m.in. w pismach „FA-art” (1993–95, 1999), dodatku do „Życia Warszawy” „Ex Libris” (1994), „Gazecie Wyborczej” i jej dodatku „Gazeta Magazyn” (1995, 1997). W 1998 odbył trzymiesięczny rejs statkiem do Ameryki Południowej. W tymże roku otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki. W 2001–03 pracował w Instytucie Anglistyki UW jako wykładowca literatury amerykańskiej, a także przygotowywał doktorat, poświęcony twórczości Harry’ego Mathewsa. Kolekcjonował obrazy i plakaty Franciszka Starowieyskiego (wkrótce po jego śmierci w 2003 zostały wystawione w Bibliotece Narodowej). Należał do Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich, SPP (od 1989) i Polskiego PEN Clubu. Zmarł 7 maja 2003 w Warszawie; jego prochy zostały rozsypane w różnych miejscach na świecie.

W 2011 za zasługi w działalności na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.



TWÓRCZOŚĆ

1. Tunel. [Opowiadanie]. Wwa: NOWA* 1984, 33 s.
Podp. pseud.: Tomasz Minona. – Dot. wydarzeń z grudnia 1981.
2. Lekcja geografii. Lipogramy. Wwa: Da Capo 1996, 189 s. Wyd. nast. bez podtyt. Wwa: Wydawn. Albatros A. Kuryłowicz 2007.
3. Pielgrzymka do Ziemi Świętej Egiptu. Powieść lipocefaliczna. Wwa: W.A.B. 1999, 480 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2003.
Przekł. ros.: Palomničestvo v Svâtuû Zemlû Ègipetskuû. Przeł. N.O. Romanovskij. Moskva 2005.
Przekłady i adaptacje
1. J. Boyd: Ostatni statek z planety ziemia. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1979 [właśc. 1980], 189 s.
2. R. Bradfort: Tak daleko do nieba. [Powieść]. Wwa: PIW 1979, 236 s. KIK. Klub Interesującej Książ.
3. J.L. Herlihy: Nocny kowboj. [Powieść]. Wwa: KiW 1979, 218 s. Wyd. nast.: Wwa: Wiedza Powsz. 1989; Kr.: Graffiti [1992]; Wwa: Da Capo 1995.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta Z. Zapasiewicz. [Wwa:] Pol. Związek Niewidomych. Zakład Wydawnictw i Nagrań [1990], 7 kaset dźwiękowych.
4. K. Kesey: Lot nad kukułczym gniazdem. [Powieść]. Przekł. i posł.: T. Mirkowicz. Wwa: PIW 1981, 294 s. Współcz. Proza Światowa. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 1990. KIK. Klub Interesującej Książ., dodruk 1991; Wwa: Da Capo 1993. Klasyka Współcz., tamże: 1994, 1995, 1996, [2000]; Wwa: Świat Książki 2000. Klasyka Współcz.; Wwa: Da Capo; Albatros 2001; Wwa: Porozumienie Wyd. 2002. Kanon na Koniec Wieku; Wwa: Albatros 2003. Pi — Albatros; Wwa: Albatros A. Kuryłowicz 2005. Literka; tamże: 2009. Ser. Lit., 2015, 2017. Zob. także poz. 24.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: [Adapt.: J. Szwedowska]. Czyta Z. Zapasiewicz. Wwa: Wydawn. RTW 2000, 4 kasety dźwiękowe, wyd. nast. Wwa: Mozaika [2007]. 1 płyta CD. Książka Audio; Czyta J. Peszek. Wwa: Albatros A. Kuryłowicz 2011, 1 płyta CD w formacie mp3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Albatros A. Kuryłowicz, pliki w formacie PDF, EPUB, MOBI.
5. H.M. Petrakis: Fale nocy i inne opowiadania. [Opowiadania]. Wwa: KiW 1982, 235 s.
6. H. Mathews: Przemiany. [Powieść]. „Lit. na Świecie” 1984 nr 9 s. 3–55. Wyd. osob. Wwa: MAW 1987, 191 s. Wyd. 2 Wwa: PIW 1999. Współcz. Proza Światowa.
Nagroda za przekład „Lit. na Świecie” w 1987.
7. A. Sillitoe: Gawędziarz. [Powieść]. Wwa: KiW 1987, 280 s.
8. R. Condon: Honor Prizzich. [Powieść]. Wwa: KAW 1988, 239 s. Wyd. nast.: Tor.: C&amp;amp;T 1997, tamże 1999; wyd. 3 popraw. Pozn.: Rebis 2002.
9. G. Orwell: Rok 1984. [Powieść]. Wwa: PIW 1988, 218 s. KIK. Klub Interesującej Książ. Wyd. nast.: tamże: dodruk 1988; wyd. 3 1989; Wwa: Da Capo 1993, tamże: 1994. Klasyka Współcz., 1995, 1996, [1997]. Lektura Szkolna, 1998; Wwa: Świat Książki 1998; Wwa: Porozumienie Wyd. „Muza” 1999. Kanon na Koniec Wieku; Wwa; De Agostini Polska; Altaya Polska 2001. Arcydzieła Lit. Współcz.; Wwa: Muza 2001. Galeria, tamże 2003; Kr.: Mediasat Polska [2004]. Kolekcja „Gaz. Wybor.”, 19; Wwa: Warsz. Wydawn. Lit. Muza 2004, tamże: 2006, 2008, 2009, 2010, 2013, 2014, 2015, 2016, 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Brzostyński. Wwa: Propaganda [2008], 1 płyta CD w formacie mp3. Ser. Z Mikrofonem; Czyta J. Radziwiłowicz. Wwa: Bellona; Agora 2014, 1 płyta CD, Bibl. „Gaz. Wybor.” Mistrzowie Słowa, 12.
Nagroda za przekład SPP za 1988.
10. J. Kosiński: Malowany ptak. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1989, 250 s. Wyd. nast.: tamże 1990; Wr.: Wydawn. Wolnych Przemysłowców „Odra” 1990; Wwa: Czyt. 1992. (Dzieła zebrane). Wwa: Da Capo 1993; Wwa: Czyt. 1994; Wwa: Da Capo 1995, tamże: [1997], [1998], [2000]; Wwa: Albatros 2003. Pi — Albatros; [Wwa:] Baobab 2003; Wwa: Albatros A. Kuryłowicz 2004, tamże: 2006. Literka, 2011, 2012, 2016.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Konarowski. [Wwa:] Pol. Związek Niewidomych. Zakład Wydawnictw i Nagrań [b.d.], 12 kaset dźwiękowych.
11. M. Hłasko: Killing the second dog. [Powieść]. New York: Cane Hill Press 1990, 117 s. Wyd. nast.: London: Secker&amp;amp;Warburg 1991; London: Minerva 1992, New York: New Vessel Press 2014.
Tytuł oryginału pol.: Drugie zabicie psa.
12. M. Hłasko: All backs were turned. [Powieść]. New York: Cane Hill Press 1991, X [2], 122 s. Wyd. nast. New York: New Vessel Press 2014.
Tytuł oryginału pol.: Wszyscy byli odwróceni.
Wyd. jako dokument elektroniczny: New York: New Vessel Press 2014.
13. R. Ludlum: Testament Matarese’a. [Powieść]. Przeł.: J. Mirkowicz, T. Mirkowicz, B. Mączeńska, B. Kuczborska. Wwa: GiG 1991, 500 s. Wyd. nast. Wwa: Amber 1994.
14. A. MacLean: Cyrk. [Powieść]. Przeł.: J. Mirkowicz, T. Mirkowicz, B. Kuczborska. Wwa: GiG 1991, 215 s. Wyd. nast.: (Utwory zebrane, 18). Wwa: Interart 1994; Wwa: Da Capo 1999.
15. A. MacLean: Ostatnia granica. [Powieść]. Przeł.: B. Kuczborska, J. Mirkowicz, T. Mirkowicz. Wwa: GiG 1991, 286 s. Wyd. nast.: (Utwory zebrane, 4). Wwa: Interart 1994; Wwa: Da Capo 1999.
16. J. Kosiński: Randka w ciemno. [Powieść]. Wwa: Da Capo 1992, 314 s. Wyd. nast.: tamże: (Dzieła zebrane). 1993, [1998]; Wwa: Albatros 2003. Pi — Albatros; Wwa: Wydawn. Albatros A. Kuryłowicz 2005. Literka, tamże: 2010, 2011.
17. R. Ludlum: Dokument Matlocka. [Powieść]. Przeł.: B. Kuczborska, J. Mirkowicz, T. Mirkowicz. Wwa: GiG 1992, 318 s. Wyd. nast.: Wwa: Da Capo 1993; (Dzieła zebrane). Wwa: Amber 1994, tamże 2002. Sensacja.
18. D. Morrell: Totem. [Powieść]. Przeł.: B. Kuczborska, J. Mirkowicz, T. Mirkowicz. Wwa: Da Capo 1992, 278 s.
19. J. Kosiński: Pasja. [Powieść]. (Dzieła zebrane). Wwa: Da Capo 1993, 319 s. Wyd. nast.: Wwa: Albatros — A. Kuryłowicz 2004. Pi — Albatros, tamże: 2007. Literka, 2011.
20. S. King: Dolores Claiborne. [Powieść]. Wwa: Prima 1994, 222 s. Bestsellery Lit. Światowej. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1995; Wwa: Albatros – A. Kuryłowicz 2004. Pi — Albatros, tamże: wyd. 2 2005. Literka, wyd. 3 2006. Literka, wyd. 5 2008. Literka, wyd. 6 2010, wyd. 2 [!] 2014, wyd. 9 2016; Wwa: Prószyński Media; Albatros; Ringier Axel Springer Polska 2017. Kolekcja Mistrza Grozy, 12.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta T. Budzisz-Krzyżanowska. Wwa: Albatros 2008, plik w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Albatros 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
21. E. Whittemore: Szanghajski cyrk Quina. [Powieść]. Wwa: Da Capo 1994, 332 s.
22. R. Curtis: Cztery wesela i pogrzeb. [Powieść]. Przeł. i adapt.: T. Mirkowicz. Wwa: Prima 1995, 203 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. AiB 2003.
23. Ch. Bukowski: Szmira. [Powieść]. [Wwa:] Noir Sur Blanc 1997, 142 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2002, wyd. 3 2012, wyd. 4 2014.
24. D. Wasserman: Lot nad kukułczym gniazdem. [Utwór dramatyczny]. Przeł.: B. Zieliński, T. Mirkowicz. Wyst.: Reż.: W. Adamczyk. Bydg.: T. Pol. 1998.
25. M. Bank: Poradnik wędkarsko-łowiecki dla dziewcząt. [Powieść]. [Wwa:] Noir sur Blanc 2000, 243 s.
26. R. Coover: Miasto widmo. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2001, 237 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje żony, Julity Wroniak-Mirkowicz 2008; A Discussion with Julita Mirkowicz, wife of Hlasko translator Tomasz Mirkowicz. http: //newvesselpress.com/blog/discussion-julita-mirkowitcz-wife-hlasko-translator-tomasz-mirkowicz/.

Ogólne

 	J. KUTNIK: Tomasz Mirkowicz. (1953–2003). „Akcent” 2003 nr 1/2.
 	P. SIEMION: Tomkowi Mirkowiczowi. „Lit. na Świecie” 2003 nr 7/8.
 	M. KOTOWSKA-KACHEL: Tomasz Mirkowicz, tłumacz Roku 1984 George’a Orwella, i jego opowiadanie pt. Tunel. W: 1984. Literatura i kultura schyłkowego PRL-u. Wwa 2015.
 	J. KUTNIK: Tomasz Mirkowicz (1953–2003). „Akcent” 2016 nr 2.

Tunel

 	[A. NASIŁOWSKA] A.N.: Ekspoeta w tunelu. „Alm. Hum.” *1984 nr 1/2.

Lekcja geografii

 	A. JANUSZEWSKI: „Mag. Lit.” 1997 nr 3/4 — A. KACZOROWSKI: Lekcja czytania. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 31.
 	T. LANGE: Postmodernizm podkopany przez lipogramy. „Twórczość” 1997 nr 8.
 	W. SADKOWSKI: „Lit. na Świecie” 1997 nr 3.
 	Ł. TOMCZYK: Lekcja polskiego i czegoś jeszcze… „Opcje” 1997 nr 3.
 	K. UNIŁOWSKI: Retoryka i fikcja. „FA-art” 1997 nr 1.
 	A. ŻAK: Okaleczony śmiech. „Tygiel Kult.” 1998 nr 11/12.
 	A. BANACH: Nie każda lekcja musi być na serio. „Akcent” 1999 nr 3/4.
 	D. NOWACKI: Próba żartu. W tegoż: Zawód: czytelnik. Notatki o prozie polskiej lat 90. Kr. 1999.

Pielgrzymka do Ziemi Świętej

 	T. KOMENDANT: Bezhołowie. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 161, przedr. w tegoż: Była sobie krytyka.
 	P. MAJERSKI: Alicja w krainie faraonów. „Nowe Książ.” 1999 nr 11.
 	M. NOWAK: Ukryte związki. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 153.
 	M. WASILEWSKI: Tomek wśród łowców głów. „Czas Kult.” 1999 nr 4/5.
 	A. CZACHOWSKA: Apetyt na fabułę. „Twórczość” 2000 nr 4.
 	J. GONDOWICZ: Urwanie głowy. „Nowe Książ.” 2000 nr 6.

K. Kesey: Lot nad kukułczym gniazdem

 	M. SZEWCZUK: Equivalence and translation strategies in the Polish rendering of „One flew over the cuckoo’s nest” by Ken Kesey. „Crossroads. A Journal of English Studies” 2015 nr 1 [dostęp 31 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/3048/1/Szewczuk_Crossroads_5.pdf .

G. Orwell: Rok 1984

 	K. SIDOROWICZ: Porównanie i ocena dwóch wersji tłumaczenia powieści George’a Orwella pt. „Rok 1984”. W: Tłumaczenie — rzemiosło i sztuka. Wwa 1996 [dot. przekładów J. Mieroszewskiego i T. Mirkowicza].
 	E. TRUSKOLASKA-KOPEĆ: Problematyka ideologiczna w twórczości George’a Orwella i jej polskich przekładach. [Rozprawa doktorska] [on-line] [Wwa: UW 2014], 198 s. [dostęp 31 grudnia 2017]. Dostępna w Internecie: https://depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/1019/Truskolaska%20Rozprawa%20Doktorska.pdf?sequence=1.
</document>
<document nplp_id="3068" title="Anna NASIŁOWSKA" slug="anna-nasilowska">ur. 1958

Pełna forma nazwiska: Nasiłowska-Rek.

Pseud..: A.; A.N.; AN; Andrzej Nierozważny; Andrzej Wiślany; (Nas.).

Historyk literatury, krytyk literacki, prozaiczka, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 10 marca 1958 w Warszawie; córka Jana Nasiłowskiego, inżyniera elektryka, pracownika naukowego Instytutu Elektrotechniki w Międzylesiu i Marii Krystyny ze Skierkowskich, zootechnika. Uczęszczała do IV Liceum Ogólnokształcącego im. A. Mickiewicza w Warszawie. W 1977 była laureatką Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. W tymże roku zdała maturę i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Równocześnie studiowała także filozofię na UW. W 1976 otrzymała II nagrodę za cykl wierszy pt. Ofelie w konkursie „O inny głos” w ramach I Warszawskich Konfrontacji Literackich. W druku debiutowała w 1977 wierszami: Królowa Ofelia, Ofelia jest małą dziewczynką, opublikowanymi w piśmie „Nowy Wyraz” (nr 3), a jako krytyk literacki recenzjami wydrukowanymi w 1978 w tygodniku „Literatura” oraz miesięczniku „Poezja”; w następnych latach nadal drukowała na łamach tych pism wiersze, artykuły i recenzje. W czasie studiów za wyniki w nauce otrzymała nagrodę im W. Borowego oraz nagrodę Primus Inter Pares. W 1982 obroniła na UW pracę magisterską i rozpoczęła pracę jako dziennikarka w tygodniku „Radar” (tu artykuły, noty, podp. także pseud. Andrzej Nierozważny). W 1983-87 uczęszczała na studium doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. W latach osiemdziesiątych współpracowała m.in. z „Twórczością” (od 1982), „Więzią” (od 1982, z przerwami), „Odrą” (od 1983, z przerwami), „Res Publiką” (od 1988, od 1992 pt. „Res Publica Nowa”, z przerwami) oraz z czasopismami wychodzącymi poza cenzurą: „Wola” (tu polem. pod pseud. Andrzej Wiślany), „Kultura Niezależna”, „Almanach Humanistyczny” oraz z serwisem agencyjnym „Niezależna Agencja Informacyjna”. W 1985-89 wchodziła w skład Zarządu Sekcji Krytyki Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza. W 1987 została zatrudniona w Pracowni Literatury Współczesnej (później Pracownia Literatury XX i XXI wieku) IBL PAN na stanowisku asystenta. W 1988 obroniła pracę doktorską pt. Poezja opisowa Stanisława Trembeckiego (promotor prof. Ryszard Przybylski) i otrzymała stanowisko adiunkta. W latach następnych w pracy badawczej zajęła się przede wszystkim historią literatury polskiej XX w., a także nowymi kierunkami w literaturoznawstwie, m. in. postmodernizmem i krytyką feministyczną. W 1989 została członkiem SPP (weszła w skład Komisji Kwalifikacyjnej). W 1990-91 kontynuowała studia filozoficzne w ramach stypendium rządu francuskiego w Collège Internationale de Philosophie w Paryżu. W 1990 weszła do zespołu redakcyjnego wydawanego w IBL pisma „Teksty Drugie”; została zastępcą redaktora naczelnego tego dwumiesięcznika. Równolegle do działalności historycznoliterackiej kontynuowała twórczość literacką. Fragmenty prozy, eseje, artykuły i recenzje drukowała na łamach m.in. „Ansichten Jahrbuch des Deutschen-Polen Instituts” (Darmstadt, 1989-99), „Tekstów Drugich” (od 1990), „Tygodnika Powszechnego” (od 1992, z przerwami), „Nowych Książek” (od 1996), „Kwartalnika Artystycznego” (od 1997) „Pogranicza” (1996, 2003, 2008) i „Frazy” (od 1999, z przerwami), Wielokrotnie występowała jako krytyk literacki w Polskim Radiu i Telewizji. W 2000 została członkiem Polskiego PEN Clubu (uczestniczyła w pracach międzynarodowego komitetu Writers In Prison). W 2001 habilitowała się w IBL na podstawie zbioru rozpraw pt. Persona liryczna i uzyskała stanowisko docenta. W 2007 objęła kierownictwo Kursu Kreatywnego Pisania przy IBL. W tymże roku podjęła pracę na stanowisku profesora w Wyższej Szkole Humanistycznej im. B. Prusa w Warszawie (pracowała tu do 2010). W 2010 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2011 została członkiem Ośrodka Badań nad Polskim Dramatem Współczesnym i członkiem Zespołu Badań Genderowych „Literatura i Gender” (od 2016 Archiwum Kobiet) w IBL. Była współredaktorką i współautorką haseł w Encyklopedii Gender (Wwa 2014). W 2012-16 pełniła funkcję sekretarza Zarządu Polskiego PEN Clubu. W 2017 została prezesem SPP. Odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2016).

W 1979 wyszła za mąż za Michała Boniego, historyka literatury, potem polityka (rozwód w 1985); z tego małżeństwa ma córkę Dorotę (ur. 1983). W 1995 poślubiła Mikołaja Reka, architekta, z którym ma dwie córki: Dominikę (ur. 1995) i Joannę (ur. 1998). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Poezja opisowa Stanisława Trembeckiego. [Studium]. Wr.: Ossol. 1990, 294 s. PAN IBL. Stud. z Okresu Oświecenia, t. 23.
Rozprawa doktorska.
2. Kazimierz Wierzyński. Wwa: Interim 1991, 112 s. Sylwetki Pisarzy Emigracyjnych. Z prac IBL PAN.
3. Miasta. [Eseje]. Wwa: Verbum 1993, 151 s.
Zbiór esejów poświęconym podróżom po Europie w 1989-93.
4. „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Wwa: Patria 1994, 32 s. Moje Lektury.
Publikacja naukowa dla nauczycieli i uczniów.
5. Domino. Traktat o narodzinach. [Proza artystyczna]. Wwa: Open 1995, 45 s.
Zapis egzystencjalnego przeżycia związanego z narodzinami dziecka. – Nagroda Fundacji Kultury i Pol. Tow. Wyd. Książek.
Przekł. niem.: Domino. Abhandlung über die Geburt. Przeł. A. Markiewicz. W: Landschaften und Luftinseln. München 2000.
6. Trzydziestolecie 1914-1944. [Podręcznik]. Wwa: PWN 1995, 215 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1997, wyd. 3 1999, wyd. 4 2002. Mała Historia Lit. Pol.
7. Literatura współczesna. Podręcznik dla szkół ponadpodstawowych. Wwa: Stentor 1997, 248 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1998, wyd. 3 1999.
8. Persona liryczna. [Studia]. Wwa: IBL 2000, 302 s. IBL PAN.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Podmiot i liryka: Historia modernistycznego podmiotu; Liryzm i liryka; Znaczenie symbolu. - W stronę Wierzyńskiego: Dlaczego o Wierzyńskim?; Wierzyński i ideologia sanacji; Romantyzm wrześniowy i formy pośrednie; Przemiany w powojennej poezji Wierzyńskiego. - W stronę Iwaszkiewicza: Stary poeta; Instynkt i mowa; Między Anną a Jarosławem; Muza współczesna. - Psychoanaliza i feminizm: Psychoanalityk i dusza Słowackiego; Natura jako źródło cierpień; Feminizm i psychoanaliza – ucieczka od opozycji.
9. Polen und seine Literatur. [Szkic]. [Przeł.] F. Griese. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000. 2000, 15 s.
10. Wisława Szymborska. [Szkic]. [Przeł.] L. Murawski. Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000. 2000, 31 s.
Teksty w jęz. niem. – Zawiera ponadto wiersze i fragm. tekstów W. Szymborskiej oraz wypowiedzi A. Bikont i Cz. Miłosza dot. twórczości poetki.
11. Księga początku. [Proza artystyczna]. Wwa: W.A.B. 2002, 132 s. Archipelagi.
Rozwinięcie tematu egzystencjalnego doświadczenia porodu i macierzyństwa.
12. Czteroletnia filozofka. Kr.: WL 2004, 161 s.
Proza artystyczna, na którą składają się zapisy rozmów z córką, dziennik oraz małe formy prozatorskie.
Przekł. bułg.: Četirigodišnata filosofka. [Przeł.] M. Korabelova. [Sofia] 2014.
13. Jean Paul Sartre i Simone de Beauvoir. [Biografia]. Kr.: WL 2006, 299 s. Pary.
14. Literatura okresu przejściowego 1975-1996. [Podręcznik]. Wwa: PWN 2006, 250 s. IBL PAN. Mała Hist.Lit. Pol. Dodruk 2007.
15. Wielka ciekawość. Fot.: E. Lempp. Tekst: A. Nasiłowska. Olszanica: Bosz 2006, 118 s.
Album fotografii dzieci.
16. Wielka Wymiana Widoków. Wwa: Green Gallery I. Wojciechowska 2008, 132 s.
Album fotograf. z podróży do Afryki i po Europie w 2007 wraz z odpowiadającymi mu małymi formami prozatorskimi.
17. Historie miłosne. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2009, 152 s.
18. Maria Pawlikowska Jasnorzewska, czyli Lilka Kossak. Biografia poetki. Tor.: Algo 2010, 304 s. Biografie Pisarzy Pol.
19. Konik, szabelka. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2011, 201 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2011, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia w 2012.
20. Wolny agent Umeda i druga Japonia. [Powieść]. Wwa: Premium Robert Skrobisz, współpraca Algo Sp. oo 2013, 476 s.
21. Żywioły. Wiersze i prozy poetyckie. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 2014, 85 s.
22. Dyskont słów. Wwa: IBL Wydawn. 2016, 336 s.
Zawartość: Dlaczego dyskont? [wstęp]. – Podręczny dyskont słów [w układzie słownikowym omówienie języka nowych mediów] oraz krótkie szkice powst. w 2006-2013: Literatura wobec zmian komunikacji; Kanon literacki, kanon kulturowy; Polityka kulturalna w Polsce po 1989 roku; Po co jest literatura?; Czytanie i edukacja; Umysł literacki i środowisko mediów; Pisma literackie; Twórczość kobiet i kanon literacki; Zwrot biograficzny; Herezje; Lem i rozmyty postmodernizm w Polsce; Blog i książka; Kim jest twórca?; Manifest Kreatywnych.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Poezja. W: Topika antyczna w literaturze polskiej XX wieku. Wr. 1992 s. 69-76. – Trzy krzesła. W: Pisanie Białoszewskim. Wwa 1993 s. 191-203. – Struktura i autorytet. Julian Przyboś i Czesław Miłosz. W: Sporne postaci literatury współczesnej. Wwa 1994 s. 63-82. – Ciemne i jasne wiersze Grochowiaka. W: Sporne postaci literatury współczesnej. Następne pokolenie. Wwa 1995 s. 7-16. – Zbigniew Herbert: Pan Cogito ma kłopoty. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Kontynuacje. Wwa 1996 s. 23-40. – Krzyk Julii i czarodziejstwo słów. [Wstęp do:] H. Poświatowska: Dzieła. T. 1. Kr. 1997 s. 5-22.– Dzicy i barbarzyńscy klasycy. W: Sporne sprawy polskiej literatury współczesnej. Wwa 1998 s. 459-476. – Liryzm i podmiot modernistyczny. „Teksty Drugie” 1999 nr 1/2 s. 7-30. – „Austeria” Juliana Stryjkowskiego. W: Rytmy prozy, czyli jak czytać polską prozę współczesną. Wwa 2000 s. 69-81. – Polskie wesela. W: Tematy i pryzmaty. Wr. 2000 s. 125-134. – Czułe słowa. O korespondencji Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej. W: Maski współczesności. Wwa 2001 s. 186-192. – Dziedzictwo Zofii. Szlacheckie wzorce obyczajowe w prozie kobiet XX wieku. W: Ciało, płeć, literatura. Wwa 2001 s. 171-195. – Kobiety w poezji Czesława Milosza. „Teksty Drugie” 2001 s. 72-90. – Łagierna moralność. „Odra” 2001 nr 12 s. 33-37, przekł. ros.: pt.: „Lagernyj moral” – tri polskie knigi o lagerâch. Beata Obertyńska, Barbara Skarga, Gustaw Herling-Grudziński. [Przeł.] I. Adel’gejm. W: Rossija – Polša. Moskva 2002 s. 292-301. – Postmodernizm i modernizm w poezji polskiej po 1989 roku. „Prz. Hum.” 2002 nr 4 s. 77-85, przedr. w: Po sledite na modernizma i postmodernizma = Na tropach modernizmu i postmodernizmu. Sofiâ 2004 s. 121-130 [tu też przekł. na jęz. bułg.]. – Stawisko. The home of Jarosław Iwaszkiewicz. W: Framing the Polish home. Athens, Ohio 2002 s. 237-263. – Dyskurs krytyczny Artura Sandauera. W: Sporne postaci literatury polskiej. Krytycy. Wwa 2003 s. 109-128. – Polish Literature 1939-2000. Selected Issues. [Przeł.] D. Sax. W: Ten centuries of Polish literature. Wwa 2004 s. 228-254, toż w jęz. niem.: Polnische Literatur 1939-2000 - Ausgewälte Probleme. [Przeł.] B. Sekulski. W: Zehn Jahrhunderte polnischer Literatur. Wwa 2007 s. 283 – 317. – Tożsamość kobieca w poezji polskiej XX wieku. Między androgynicznością a esencjalizmem. „Teksty Drugie” 2004 nr 1/2 s. 103-121. – Maria Kuncewiczowa i Polski PEN Club 1939-1943. W: Polski PEN Club. Księga pamiątkowa. Wwa 2005 s. 307-328 [tu także wybór dokumentów archiwalnych, s. 329-349]. – Śmierć w ogrodzie miłości. W: Poezja Leopolda Staffa. Interpretacje. Kr. 2005 s. 183-198. – Hipertekstualna estetyka i literatura w dobie Internetu. „Teksty Drugie” 2006 nr 4 s. 205-218, toż zmien. i rozszerz. pt. Estetyka postmodernizmu wobec literatury w dobie Internetu. W: Co dalej literaturo? Wwa 2008 s. 188-217. – Teoria przeciw historii? Problemy syntezy. W: Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Kr. 2007 s. 333-348. – Literatura lat osiemdziesiątych – czy warto o niej pamiętać. W: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX w. Wwa 2008 s. 424-434. – Problemy polityczne w twórczości Jerzego Putramenta. W: Nieciekawa epoka. Wwa 2008 s. 289-306. – Kobiety, Dyskurs, Literatura. W: Napisać kobietę. Sofia 2009 s. 19-27 [tekst w jęz. pol. i bułg.]. – Polnische Literatur nach 1989. W: Länderbericht Polen. [Przeł.] B. Hartmann. Bonn 2009 s. 510–522. – Barbarzyńca po latach. W: Herbert na językach. Wwa 2010 s. 114-125. – Literatura po 1989 roku czy czas na podsumowania? W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2010 s. 53-60. – Stawisko- dom Jarosława Iwaszkiewicza wobec tradycji. „Konteksty” 2010 s. 283-293. – Kobiece fetysze w poezji Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. W: Fantazmaty i fetysze w literaturze polskiej XX (i XXI) wieku. W 2011 s. 283-290. – Stefania Zahorska wobec dwóch totalitaryzmów, W: Dwudziestolecie mniej znane. O kobietach piszących 1918 – 1939. Kraków 2011 s. 219–230. – Struktura i autorytet. Julian Przyboś i Czesław Miłosz w poezji współczesnej. W: Poznawanie Miłosza 3 1999-2010. Kr. 2011. – Interdyscyplinarny umysł Stefanii Zahorskiej. „Kwart. Hist. Nauki i Techniki” 2012 nr 3/4 s. 237-246. – Czesław Miłosz i problemy polskiej tożsamości. W: Gry o tożsamość w czasach wielkiej zmiany. Wwa 2013 s. 50-75. – Boy-Żeleński i Cat-Mackiewicz. „Wielogłos” 2015 [nr] 4. s. 23-31.– Herbert – racjonalizm przełamany zwątpieniem. W: Nagła wyspa. Lubl. 2015 s. 57-68. – Geografia literatury polskiej – otwarcie na Wschód. W: Przed i po. Wwa 2015 s. 111-122. – Geografia literatury polskiej – rozpoznawanie Wschodu. „Teksty Drugie” 2015 nr 5 s. 306-320. – Tematy modne. W: Tematy modne w humanistyce. Studia interdyscyplinarne. Tor. 2015 s. 273-282. Wyd. jako dokument elektroniczny, plik w formacie PDF – Szok kulturowy emigracji - Stanisław Cat-Mackiewicz o Anglii. W: Powrześniowa emigracja niepodległościowa na mapie kultury nie tylko polskiej: Paryż, Londyn, Monachium, Nowy Jork. T. 2. Białystok 2016 s. 187-196. – Hasła na portalu Panorama Literatury Polskiej. [on-line]. Dostępne w Internecie http://www.lik.ibl.waw.pl/panorama/
Przekłady tekstów lit. A. Nasiłowskiej w antologiach zagranicznych: ros.: ...o lûbvi. 10 romantičeskih istorij. [Red.] A. Bolecka. [Przeł.] Û. Čajnikov, D. Kogan. Belgorod 2012; Kurortnye romany. Sbornik. [Przeł.] M. Alekseeva. Moskva 2010 - niem.: Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000.
Prace redakcyjne
1. Ciało i tekst. Feminizm w literaturoznawstwie. Antologia szkiców. T. 2 Pod red. A. Nasiłowskiej. Wwa: Wydawn. IBL 2001, 290 s. IBL PAN. Bibl. Tekstów Drugich, 1. Wyd. 2 tamże 2009.
2. Napisać kobietę … Dyskusje bułgarsko-polskie w latach transformacji. = Describing a woman… Bulgarian and Polish dicussions during the years of transition. Kom. Red., wybór: M. Karabełowa, A. Nasiłowska. Przekł.: H. Karpińska [i in.]. Sofia: Ośrodek Wydawn. „Bojan Penew” 2009, 239 s. Bułg. Akad. Nauk, Inst. Literatury IBL PAN.
Tekst w jęz. pol. i bułg.; tytuł także w jęz. ros.
3. S. Zahorska: Wybór pism. Reportaże, publicystyka, eseje. Wybór, wstęp i oprac. A. Nasiłowska. Wwa: IBL PAN; Akad. Hum. 2010, 362 s.
4. Wisława Szymborska’s poetry. Choice of essays. [Red.:] A. Nasiłowska. [Przeł.:] K. Krasuska, J. Burszta. Frankfurt am Main: Pl. Academic Reserch 2015, 261 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Moje pisanie. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 2 [odpowiedź na ank.: Po co piszę?]; Obraz i słowo. „Twórczość” 2009 nr 10; Moi mistrzowie. „Kwart. Artyst.” 2014 nr 1.
 	Wywiady: Pisanie wymaga namysłu, czasu i wolności. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2011 nr 12.

Ogólne

 	A. NĘCKA: Granice przyzwoitości. Katow. 2006, passim.
 	B. ZWOLIŃSKA: Proza kobieca po 1989 roku wobec mitu matki – Polki. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007 [m.in. dot. A. Nasiłowskiej].
 	J. SŁABY: Stereotypy macierzyństwa w prozie A. Nasiłowskiej i Manueli Gretkowskiej. „Teksty Drugie” 2008 nr 1/2.
 	B. KANIEWSKA: Persona narracyjnie wielokrotna, czyli o prozie A. Nasiłowskiej. W: Więcej życia niż słów. Pozn. 2011.

Poezja opisowa Stanisława Trembeckiego

 	A. BAGŁAJEWSKI: Ogrody Trembeckiego. „Twórczość” 1991 nr 7.

Kazimierz Wierzyński

 	D. WALCZAK: Przypomnienie poety. „Czas” 1992 nr 44.

Miasta

 	K. SIENIAWSKI: Chłód osobności. „Wiad. Kult.” 1994 nr 5.

Domino

 	J. DRZEWUCKI: Kostka domina. „Rzeczpospolita” 1995 nr 286.
 	T. KOMENDANT: Luli, luli laj. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 283.
 	M. BARANOWSKA: Świat się zmienia. „Res Publica Nowa” 1996 nr 1.
 	W. BONOWICZ: Narodziny dziecka i sumienie kultury. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 15.
 	M. CYRANOWSKA: Wkroczenie w tajemnicę. „Teksty Drugie” 1996 nr 5.
 	I. IWASIÓW: Język narodzin. „Arkusz” 1996 nr 6.
 	B. KANIEWSKA: Nie tylko żółta bluzka. „Czas Kult.” 1996 nr 1.
 	K. KŁOSIŃSKA: Traktat o narodzinach. „FA-art” 1996 nr 3.
 	E. KRASKOWSKA: Od fizjologii do filozofii macierzyństwa. „Kresy” 1996 nr 4 [m.in. dot. A. Nasiłowskiej].
 	M. RABIZO-BIREK: Słowo zdziwienia - słowo istnienia. „Nowy Nurt” 1996 nr 5.
 	K. RODOWSKA: Sidła na „dzikie zwierzę”. „Fraza” 1996 nr 14.
 	M. ORSKI: Narodziny w etiudach. „Prz. Powsz.” 1996 nr 6.
 	A. SZYMAŃSKA. „Nowe Książ.” 1996 nr 2.
 	K. BUDROWSKA: „Domino. Traktat o narodzinach”, czyli nieobecny ojciec i aseksualna matka; „Domino” A.N, czyli filozoficzny traktat o macierzyństwie; „Domino. Traktat o narodzinach”, czyli wszechogarniająca wypowiedź kobiety – matki. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	I. MISIAK: Wykluczeni z raju. W tejże: Zmysł czytania. Rzeszów 2003 [m.in. dot. A. Nasiłowskiej].
 	D. NOWACKI: „Upiększać swoje położenie” O tych co napisały o rodzeniu dzieci i nie zapomniały ich urodzić. „Opcje” 2003 nr 6 [m.in. dot. A. Nasiłowskiej].
 	H. JAXA-ROŻEN: Wartość kobiecej codzienności. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Kulturoznawcze” 2005 nr 9 [m.in. dot. też: Księga początku].
 	M. KARBEŁOWA: Macierzyństwo, terytorium między bólem, mądrością i śmiechem. W: Napisać kobietę. Sofia 2009 [dot. też: Księga początku; Czteroletnia filozofka; tekst w jęz. pol. i bułg.].
 	K. SIDOWSKA: Literatura a przełamywanie wstydu. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 z. 2 [dot. m.in.: Domino; Księga początku].

Trzydziestolecie 1914-1944

 	J. DRZEWUCKI: Dwudziestolecie czy trzydziestolecie. „Rzeczpospolita” 1995 nr 270.
 	P. SZEWC: Wyczerpująca sumienność. „Nowe Książ.” 1995 nr 12.
 	M. GOŁĄB. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1996 z. 1/2.
 	E. KRASKOWSKA: Trzy dekady zamiast dwóch? „Polonistyka” 1996 nr 2.
 	K. KRASUSKI: Dwudziestolecie, trzydziestolecie, a może i dłużej? „Śląsk” 1996 nr 1.
 	M. MIKOŁAJCZAK: Trzydziestolecie w pigułce. „Odra” 1996 nr 4.
 	T. WÓJCIK: Nowa synteza literatury międzywojennej. „Prz. Hum.” 1997 nr 2.

Literatura współczesna

 	R. MATUSZEWSKI: Współczesna: co to znaczy? „Nowe Książ.” 1998 nr 3.

Persona liryczna

 	A. ZAWADA: Liryczna persona grata. „Nowe Książ.” 2000 nr 12.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Persona grata. „Teksty Drugie” 2002 nr 1/2.

Księga początku

 	M. CUBER: O książce „Księga początku” A. Nasiłowskiej. „Res Publica Nowa” 2002 nr 10.
 	P. HUNIEWICZ. „Mag. Lit.” 2002 nr 8.
 	K. KUBISIOWSKA: Rodzę, więc jestem. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 182.
 	I. MISIAK: Doskonałe wymiary udomowionej przestrzeni. „Fraza” 2002 nr 3.
 	D. NOWACKI: Życie z życia. „Nowe Książ.” 2002 nr 10.
 	R. OSTASZEWSKI: Chcę być w ciąży. „Dekada Lit.” 2002 nr 7/8.
 	A. STARONIEWSKA: Ciało, które pisze, ciało, które rodzi. „Pogranicza” 2002 nr 6.
 	H. JAXA-ROŻEN: Wartość kobiecej codzienności. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Kulturoznawcze” 2005 nr 9 [m.in. dot. też: Domino.Traktat o narodzinach.].
 	M. KARBEŁOWA: Macierzyństwo, terytorium między bólem, mądrością i śmiechem. W: Napisać kobietę. Sofia 2009 [dot. też: Domino; Czteroletnia filozofka; tekst w jęz. pol. i bułg.].
 	K. SIDOWSKA: Literatura a przełamywanie wstydu. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 z. 2 [dot. m.in.: Domino; Księga początku].

Czteroletnia filozofka

 	K. KOTOWSKA: Zaplatanie warkocza. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.
 	M. KUC: Ontologia czterolatków. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 109.
 	I. MISIAK: Filozofia języka dziecka. „Fraza” 2004 nr 3/4.
 	K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Ktoś, kto zmieniając się nieustannie pozostaje sobą. „Polonistyka” 2006 nr 2.
 	M. KARBEŁOWA: Macierzyństwo, terytorium między bólem, mądrością i śmiechem. W: Napisać kobietę. Sofia 2009 [dot. też: Domino; Księga początku; tekst w jęz. pol. i bułg. ]

Jean Paul Sartre i Simone de Beauvoir

 	J. BECZEK: Wolność i lojalność w romansach. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 44.
 	K. KOFTA: Równoprawni? „Nowe Książ.” 2006 nr 9.
 	T. KOMENDANT: Zez i porcelana. „Twórczość” 2006 nr 9.
 	M. KOWALSKI: Ich dwoje. „Res Publica Nowa” 2006 nr 3.
 	Sz. KURPANIAK: Więcej niż miłość. „Opcje” 2006 nr 3.
 	M. WOJCIECHOWSKA: Miłość konieczna Pięknej i Bestii. „Dekada Lit.” 2007 nr 1.

Literatura okresu przejściowego 1975-1996

 	T. MIZERKIEWICZ: Nieokreślona epoka. „Nowe Książ” 2007 nr 5.
 	M. URBANOWSKI: Historia najnowszej literatury według A. Nasiłowskiej. „Dziennik” 2007 nr 38.

Wielka ciekawość

 	A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Ciekawość i tajemnica. „Dekada Lit.” 2007 nr 4.
 	S. KREMPA: Poszukiwanie odpowiedzi. „Guliwer” 2007 nr 4.
 	J. OLECH. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	K. RUTA-RUTKOWSKA. „Twórczość” 2007 nr 6.

Wielka wymiana widoków

 	B. KARWOWSKA: Wyobraźnia podróżowania. „Fraza” 2008 nr 3 /4.
 	A. NĘCKA: Magia (nie) obecności. „Nowe Książ.” 2008 nr 10, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
 	A. SZYMAŃSKA: Poezja widzenia. „Prz. Powsz.” 2009 nr 6.

Historie miłosne

 	K. BIEŃKOWSKA: Miłość molekularna. „Nowe Książ.” 2009 nr 9.
 	M. BOCZKOWSKA: Hasło: kocham Cię. „Twórczość” 2009 nr 10.
 	B. DARSKA: Razem i osobno. [on line] [dostęp 24 marca 2009]. Dostępny w Internecie: http://bernadettadarska.blog.onet.pl.
 	A. NĘCKA: Miłość niejedno ma imię. „Pogranicze” 2009 nr 6.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: To na m. „Polityka” 2009 nr 29.
 	A. POPRAWA: Scalanie dyskursu miłosnego. „Odra” 2010 nr 10.

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, czyli Lilka Kossak

 	W. KALISZEWSKI: Blisko Pawlikowskiej. „Nowe Książ.” 2011 nr 1.

Konik, szabelka

 	M. ORSKI: Wojna, którą należy pamiętać. „Nowe Książ.” 2011 nr 12.
 	P. PUSTOWIAK: Z ułańską fantazją. „Polityka” 2011 nr 41.
 	M. NALEWSKI: Zanurzeni w opowieści. „Twórczość” 2012 nr 3.

Wolny agent Umeda i druga Japonia

 	[M. ORSKI] Or. „Odra” 2013 nr 11.
 	J. WOŁOWSKI: Solidarny Japończyk. „Azja-Pacyfik” 2013 t. 16.
 	A. MACHCEWICZ: Polak o skośnych oczach. „Wolność i Solidarność” 2014 nr 7.

Żywioły

 	A. AUGUSTYNIAK: Język ratunkowy. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 186.
 	A. NĘCKA: W sidłach żywiołu opowieści. „ Nowe Książ.” 2014 nr 9.
 	M. PIECZARA – ŚLARZYŃSKA: Podróż do początków. „Twórczość” 2014 nr 11.
 	A. SZYMAŃSKA: Przed i po apokalipsie. „Topos” 2015 nr 4.
 	P. MÜLDNER-NIECKOWSKI. „Podgląd” 2017 nr 1.

S. Zahorska: Wybór pism.

 	D. ULICKA: Zapomniane, odtwarzane, przyswajane. „Nowe Książ.” 2011 nr 8.
</document>
<document nplp_id="3069" title="Ryszard NYCZ" slug="ryszard-nycz">ur. 1951

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 9 grudnia 1951 w Krakowie; syn Mieczysława Nycza i Józefy z domu Chromy. W 1965-69 uczęszczał do V Liceum im. A. Witkowskiego w Krakowie. W 1974 ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Od 1975 pracował (jako asystent, a od 1978 starszy asystent) w Pracowni Poetyki Historycznej Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN. Debiutował artykułem pt. Dwa pejzaże Reymonta, opublikowanym w 1974 na łamach „Pamiętnika Literackiego” (z. 3); w kwartalniku tym ogłaszał artykuły i w latach następnych. W 1976-78 był sekretarzem komitetu redakcyjnego serii IBL Rozprawy Literackie. Następnie pełnił funkcję sekretarza redakcji dwumiesięcznika IBL „Teksty” (do jego zawieszenia w 1981).W 1981 został członkiem Rady Naukowej IBL. Od początku pracy naukowej łączył studia historyczno- i teoretycznoliterackie z praktyką interpretacyjną, prowadząc badania z zakresu literatury polskiej XX w. (poczynając od modernizmu) w kontekście kultury polskiej i europejskiej. W 1983 otrzymał stopień doktora nauk humanistycznych na podstawie rozprawy Sylwy współczesne. Problem konstrukcji tekstu (promotor prof. Janusz Sławiński). W następnym roku objął w IBL PAN stanowisko adiunkta. W 1985-90 wchodził w skład kolegium redakcyjnego „Pamiętnika Literackiego”. Od 1988 pracował równolegle w Instytucie Filologii Polskiej UJ. W 1990 został redaktorem naczelnym wznowionego pod nowym tytułem dwumiesięcznika IBL „Teksty Drugie”, w którym zamieszczał artykuły wstępne do poszczególnych numerów i większe rozprawy. Publikował nadto m.in. nadal w „Pamiętniku Literackim”i w „Ruchu Literackim”. W 1991 odbył staże naukowe na uniwersytetach amerykańskich w Yale i New Haven, a w 1992 w wiedeńskim Institut für Wissenschaften vom Menschen. W 1992 habilitował się w IBL PAN na podstawie rozprawy Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze. W 1994 otrzymał stanowisko docenta w IBL. Od 1995 był członkiem rady redakcyjnej „Studium. Pisma literacko-artystycznego” (do 2008) oraz Rady Fundacji Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych. Nawiązał współpracę z krakowskim wydawnictwem Universitas: od 1997 przewodniczył komitetowi redakcyjnemu serii Horyzonty nowoczesności: teoria – literatura – kultura, a od 2004 był współredaktorem z Włodzimierzem Boleckim serii Modernizm w Polsce. W 1997 przebywał na stażu naukowym w Johannes Gutenberg Universität w Mainzu. Po otrzymaniu w tymże roku tytułu naukowego profesora pracował od 1998 w IBL i na UJ na stanowisku profesora nadzwyczajnego, a od 2002 zwyczajnego. W 2000 objął Katedrę Antropologii Literackiej i Badań Kulturowych na Wydziale Polonistyki UJ; równocześnie do 2005 sprawował funkcję prodziekana tego wydziału. W tych latach kierował też projektem badawczym Polska nowoczesność: poetyka i kultura, poświęconym rozwijaniu koncepcji kulturowej teorii literatury, finansowanym z subsydium profesorskiego (program Mistrz) Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Od 2000 był członkiem Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów (działał do 2011 w Sekcji I - Nauk Humanistycznych i Społecznych) oraz Komitetu Badań Naukowych (Sekcja Nauk o Literaturze i Bibliotekoznawstwa), a po jego reorganizacji w 2004 – Rady Nauki przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, gdzie zasiadał m. in. w Komisji Badań na Rzecz Rozwoju Nauki i w Interdyscyplinarnym Zespole do Spraw Etyki w Nauce (2005-10). Wszedł w skład jury Nagrody im. K. Wyki (w 2001) oraz Nagrody im. J. Długosza (w 2003). Należał do Rady Redakcyjnej czasopisma „Er(r)go. Teoria – Literatura - Kultura” (2000), do Komitetu Doradczego „Principiów. Pisma koncepcyjnego z filozofii i socjologii teoretycznej” (od 2001) i do Rady Programowej „Przeglądu Kulturoznawczego” (od 2006). W 2002-06 kierował interdyscyplinarnym projektem zamawianym Polskie dziedzictwo kulturowe w nowej Europie, realizowanym we współpracy z Instytutem Literatury Bułgarskiej Akademii Nauk i Uniwersytetem w Uppsali. Od 2003 uczestniczył w pracach Komitetu Nauk o Literaturze i Komitetu Nauk o Kulturze PAN. W 2004 został członkiem korespondentem PAU. W 2008 otrzymał nadany przez Senat Uniwersytetu Opolskiego tytuł doctora honoris causa. W 2009 został kierownikiem Studiów Doktoranckich Wydziału Polonistyki UJ, a w 2010 przewodniczącym Konferencji Kierowników Filologicznych Studiów Doktoranckich i organizatorem, powołanej przez to zgromadzenie, Transdyscyplinarnej Szkoły Letniej oraz od 2012 redaktorem zainicjowanej przez tę szkołę serii Nowa Humanistyka (publikowanej w Wydawnictwie IBL PAN). W 2010 wybrano go na członka korespondenta PAN oraz Rady Kuratorów Wydziału I PAN. W tymże roku wszedł do Rady Programowej czasopisma internetowego „Kultura i Historia”. Został tutorem Akademii „Artes Liberales” i Collegium Invisible. W 2010-12 należał do Rady Narodowego Centrum Nauki i obejmował funkcję przewodniczącego Komisji Nauk Humanistycznych, Społecznych i o Sztuce. W 2014 zaczął współredagować wraz z Teresą Walas serię Cross-Roads. Polish Studies in Culture, Literary Theory, and Historywydawnictwa Peter Lang Publishing House. Ponadto był członkiem komitetu naukowego serii Testi, Studi e Strumenti wydawnictwa uniwersytetu La Sapienza, serii Polish Studies publikowanej przez Academic Studies Press, University of Wisconsin-Madison oraz członkiem Rady Naukowej Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Komitetu Redakcyjnego serii Biblioteka Narodowa oraz Rady Naukowej Archiwum PAU i PAN. Od 2014 do 2016, kiedy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zarządziło zakończenie kadencji, przewodniczył Radzie Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (NPRH). W 2015 został wiceprezesem Oddziału Krakowskiego PAN. Za wybitny dorobek naukowy otrzymał w 2003 nagrodę Prezesa Rady Ministrów, a w 2003 i w 2013 nagrody oraz w 2015 Laur Jagielloński przyznawany przez Rektora UJ. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1998), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2002), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2005).

W 1979 zawarł związek małżeński z Małgorzatą Bahr, obecnie redaktor naczelną Wydawnictwa Literackiego; ma syna Grzegorza, politologa. Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Sylwy współczesne. Problem konstrukcji tekstu. Wr.: Ossol. 1984, 154 s. IBL PAN. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 66. Wyd. 2 Kr.: Universitas 1996, 218 s.
2. Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1993, 270 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1995; wyd. 2 [właśc. 3] Kr.: Universitas 2000, 348 s.
Nagroda Wydz. I Nauk Społ. PAN im. A. Brücknera w 1994.
Przekł.: ang. rozdz. Funkcje wiadomości prasowych w literaturze: The functions of news items in literature. [Przeł.] D. Piątkowska. W: „The Literary Studies in Poland”, Wr. T. 24: 1991, - bułg.: Svet’t na teksta. Poststrukturalizm’’t i znanieto za literaturata. [Przeł.] S. Borisova. Sofĩâ 2005, – ukr.: Svit tekstu: poststrukturalizm i literaturoznavstvo. [Przeł.] O. Haleta. L’vìv 2007.
3. Język modernizmu. Prolegomena historycznoliterackie. Wr.: FNP [Fundacja na Rzecz Nauki Pol.], Leopoldinum 1997, 325 s. Monografie Fundacji na Rzecz Nauki Pol. Seria Humanist. Wyd. nast.: wyd. 2 Wr.: FNP, Wydawn. UWr. 2002, wyd. 3 Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2013. Res Humane.
Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1998.
4. Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej. Kr.: Universitas 2001, 273 s. Horyzonty Nowoczesności, 21.
5. Antropologia literatury – kulturna teoria literatury – poetika dosvidu. [Przeł.] O. Haleta. L’vìv 2007, 64 s. Centr humanitarnych dosližden. Universitetski Dialogi, 4. Wersja pol.: Antropologia literatury – kulturowa teoria literatury – poetyka doświadczenia. „Teksty Drugie” 2007 nr 6 s. 34-49, przedr. w: Jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pozn. 2011.
Broszura.
6. Poetyka doświadczenia. Teoria – nowoczesność – literatura. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, 355 s. Nowa Humanistyka.
Zawartość: Od autora. – Cz. 1. Preliminaria: O przedmiocie studiów literackich – dziś; Poetyka intertekstualna: tradycje i perspektywy; Lekcja Adorna: tekst jako sposób poznania, albo o kulturze jako palimpseście. – Cz. 2. W stronę kulturowej teorii literatury;: Kulturowa natura, słaby profesjonalizm. Kilka uwag o przedmiocie poznania literackiego i statusie dyskursu literaturoznawczego; Kulturowa teoria literatury – wyjaśnienia i propozycje; Od teorii nowoczesnej do poetyki doświadczenia. – Cz. 3. Problemy historii nowoczesnej literatury; Możliwa historia literatury; Literatura nowoczesna: cztery dyskursy; Literatura nowoczesna wobec doświadczenia. – Cz. 4. Rozumienie, interpretacja, lektura: Trzy głosy o nowoczesności, doświadczeniu i literaturze; Poeta XX wieku w posz7ukiwaniu formuły „nowego doświadczenia”: przypadek Miłosza; Literatura: litery lektura. O tekście, interpretacji i doświadczeniu czytania. Z dodaniem studium przypadku „Wagonu” Adama Ważyka.
7. Kultura jako czasownik. Sondowanie nowej humanistyki. Wwa: IBL 2017, 234 s. Nowa Humanistyka.
Zawartość: Od autora. – Cz. I: 1. Humanistyka wczoraj i dziś (w wielkim skrócie i nie bez uproszczeń); 2. Nowa humanistyka w Polsce: kilka bardzo subiektywnych obserwacji, koniektur, refutacji; 3. Kultura jako czasownik. Sondowanie kreatywności działania kulturowego; 4. Inny jest w nas. Tożsamość w czasach mobilności (kilka uwag o doświadczeniu polskim). – Cz. II: 5. W stronę innowacyjnej humanistyki polonistycznej: tekst jako laboratorium. Tradycje, hipotezy, propozycje; 6. Jan Błoński: hermeneutyka osobista.; 7. Janusz Sławiński: strukturalizm w działaniu; Bruno Schulz: sztuka jako kulturowa ekstrawagancja.
Przekł. poszczególnych art.: Humanistyka wczoraj i dziś : bułg .: Humanitaristikata včera i dnes. „Literaturen Viestnik”, Sofia 2016 nr z 27 IV – 10 V, – W stronę innowacyjnej humanistyki polonistycznej: tekst jako laboratorium: ukr.: Innovacjonnaâ gumanistika. Tekst jak laboratoria. „Slovo i čas”, Kïiv 2015 nr 3.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Dwa pejzaże Reymonta. „Pam. Lit.” 1974 z. 3 s. 65-81 [analiza fragm.: W.S. Reymont: Bunt]. – Oko i dłoń pisarza. (Próba interpretacji dzieła Leopolda Buczkowskiego). „Teksty” 1977 nr 3 s. 34-49. – O kolażu tekstowym. (Na materiale prozy Leopolda Buczkowskiego). „Teksty” 1978 nr 4 s. 9-29, przedr. w: Pogranicza i korespondencje sztuk. Wr. 1980. – Teufelsdröckh redivivus albo o pewnym dialogu tekstowym. „Teksty” 1978 nr 1 s. 101-121 [cytaty i parafrazy z Sartor Resartus T. Carlyle’a w tekstach L. Buczkowskiego]. – Wojciech Żukrowski „Święta cytryna, czyli tajemnice Watykanu”. W: Nowela, opowiadanie, gawęda. Wyd. 2 poszerz. Wwa 1979 s. 397-410. – Literatura modalności. „Teksty” 1980 nr 1 s. 103-117, nr 2 s. 55-71. – „Prywatna księga różności”. „Teksty” 1981 nr 4/5 s. 203-233 [dot. Cz. Miłosza]. – Intertekstualność i jej zakresy: teksty, gatunki, światy. „Pam. Lit.” 1990 z. 2 s. 95-116, przedr. w: Między tekstami. Wwa 1992 s. 9-42. – „Zamknięty odprysk świata”. O pisarstwie Gustawa Herlinga Grudzińskiego. „Teksty Drugie” 1991 nr 1/2 s. 35-46, przedr. w: Etos i artyzm. Pozn. 1991. – „Nostalgia za nieosiągalnym”. O późnych poematach Czesława Miłosza. W: „Metafizyczne” w literaturze współczesnej. Lubl. 1992 s. 79-95, przekł. ang.: „The nostalgia for the unattainable”. Czesław Miłosz long poems. W: Czesław Miłosz. Stockholm 1992 s. 79-88. – „Szare eminencje zachwytu”. Miejsca epifanii w poetyce Mirona Białoszewskiego. W: Pisanie Białoszewskiego. Wwa 1993 s. 179-190. – „Tajemnica okaleczonej poezji”. Trzy glosy do twórczości Tadeusza Różewicza. W: Zobaczyć poetę. Pozn. 1993 s. 97-107. – Tropy „ja”. Koncepcja podmiotowości w literaturze polskiej ostatniego stulecia. „Teksty Drugie” 1994 nr 2 s. 7-27. – Dziedziny zainteresowania współczesnej teorii literatury. „Ruch Lit.” 1996 z. 1 s. 1-18. – Poetyka epifanii a modernizm. (Od Norwida do Leśmiana). „Teksty Drugie” 1996 nr 4 s. 20-38. – Bolesława Leśmiana poezja nowoczesna. W: Lektury polonistyczne. Dwudziestolecie międzywojenne, II wojna światowa. T. 1. Kr. 1997 s. 29-51. – Michała Głowińskiego poetyka nowoczesna: strukturalizm, teoria komunikacji literackiej, historyczna poetyka kulturowa. Wstęp do: M. Głowiński: Powieść młodopolska. Studium z poetyki historycznej. (Prace wybrane. T. 1). Kr. 1997 s. 5-26. – „Wyrażanie niewyrażalnego” w literaturze nowoczesnej. (Wybrane zagadnienia). „Ruch Lit.” 1997 z. 3 s. 283-309, przedr. w: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 s. 79-100. – „Niepewna jasność” tekstu i „wierność” interpretacji. Wokół wiersza Zbigniewa Herberta „Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy”. „Teksty Drugie” 2000 nr 3 s. 132-147. – Kulturowa natura. Kilka uwag o przedmiocie poznania literackiego. „Teksty Drugie” 2001 nr 5 s. 4-14. – Wiersz jest „jak raca”. Juliana Przybosia poetyka oświecenia a estetyka nowoczesna. „Ruch Lit.” 2001 z. 3 s. 261-269, przedr. w: Stulecie Przybosia. Pozn. 2002 s. 27-37. – „Everyone of us is a stranger”. Patterns of identity in Twentieth Century Polish Literature. W: Framing the Polish home. Athens, OH 2002 s. 13-25. – Úvahy o poststrukturalismu, překrucování teorie; Poststrukturalismus a postmodernismus. [Przeł.] P. Vidlák. W: Od poetiky k diskursu. Brno 2002 s. 214-222; 223-230. – Literatura nowoczesna: cztery dyskursy (tezy) = Modernata literatura: četiri diskursa (tezi). [Przeł.] M. Karabelova. W: Na tropach modernizmu i postmodernizmu. Interpretacje literackie i kulturologiczne na początku trzeciego tysiąclecia = Po sledite na modernizma i postmodernizma. Literaturni i kulturologični pročiti v načaloto na tretoto hiljadoletie. Sofiâ 2004 s. 17-27; 17-29. – Poetyka intertekstualna. Tradycje i perspektywy. „Kwart. Filoz.” 2004 z. 3 s. 5-27. – O przedmiocie studiów literackich – dziś. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2 s. 175-187, przedr. w: Polonistyka w przebudowie. T. 1. Kr. 2005 s. 15-27. – Dwaj nowocześni: Leśmian i Stevens. W: Poetyka, polityka, retoryka. Wwa 2006 s. 217-227. – Literatura nowoczesna wobec doświadczenia. „Teksty Drugie” 2006 nr 6 s. 55-66. – Nierozstrzygalność: niemożliwe światy Karpowicza. W: Podziemne wniebowstąpienie. Szkice o twórczości Tymoteusza Karpowicza. Wr. 2006 s. 158-163. – Quatre discours de la litterature moderne. Przeł: A.i H. Konicki. W: Le témoignage dans la littérature polonaise du XXe siècle. Paris 2008 s. 27-38. – Literaturologia. W: Teoria literatury w Polšy. Kiïv 2008. – Sześć wyjaśnień w sprawie kulturowej teorii literatury. „Ruch Lit.” 2008 nr 2 s. 151-159. – Możliwa historia literatury. „Teksty Drugie” 2010 nr 5 s. 167-184. – Czesław Miłosz. Poeta XX wieku w przestrzeni publicznej. „Teksty Drugie” 2012 nr 5 s. 5-17. – Literatura: litery lektura. O tekście, interpretacji, doświadczeniu rozumienia i doświadczeniu czytania. W: Teoria – literatura – życie. Wwa 2012 s. 63-93. – Lekcja Adorna. Tekst jako sposób poznania, albo o kulturze jako palimpseście. „Teksty Drugie” 2012 nr 3 s. 34-50. – Literatura Moderna e Experiencia. „Revista Cerrados”, Brasilia 2013 vol. 2 nr 36. – Novyje slovary – staryje problemy? Drugije voprosy – novyje otviety? Polskije i rossijskije diskursy pamiati v perspektivie novoj humanistiki. „Meždunarodnyj Žurnal Issledovanij Kultury = International Journal of Cultural Research”, St. Petersburg 2013 nr 2. – PRL: pamięć podzielona, społeczeństwo przesiedlone. „Teksty Drugie” 2013 nr 3 s. 6-9. – Afektywne manifesty. “Teksty Drugie” 2014 nr 1 s. 9-13. – From modern theory to a poetics of experience. W: From modern theory to a poetics of experience. Polish studies in literary history and theory. Frankfurt am Main 2014 s. 75-95. – Polish post-colonial and/or post- dependence studies. „Teksty Drugie” special issue 2014 nr 1 s. 5-11. – „Wtrącony w pozycję geograficznie chwiejną”. Czesława Miłosza doświadczenie przestrzeni i miejsca. W: Rodzinny świat Czesława Miłosza. Kr. 2014 s. 51-61, przekł. ang.: Thrown in the geographically shaky position. Czesław Miłosz’s experience of space and place. W: „Miłosz like the world”. Poet in the eyes of Polish literary critics. [Przeł.] G. Czemiel. Frankfurt am Main 2015 s. 179-190. – Stanowisko ogólne i postulaty szczegółowe w sprawie sytuacji humanistyki rozpatrywanej w kontekście programu reformy nauki realizowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W: Rozmyślania nad humanistyką. Pozn. 2015 s. 67-73. – Krajobraz kulturowy albo o kulturze jako czasowniku. Wprowadzenie do dyskusji panelowej. W: Więcej niż obraz. Gdańsk 2015 s. 43-53.
Prace redakcyjne
1. W. Berent: Pisma rozproszone; Listy. Wstęp, oprac. tekstu, dod. krytyczny: R. Nycz. Fragm. wstępu dotyczący „Idei w ruchu rewolucyjnym” i „Onegdaj”, oprac. tekstu i komentarze do tych szkiców: W. Bolecki. Kr.: WL 1992, 606 s.
2. Po strukturalizmie. Współczesne badania teoretycznoliterackie. Red.: R. Nycz. Wr.: Wiedza o Kulturze 1992, 200 s.
3. E. Stankiewicz: Poetyka i sztuka słowa. [Przeł. z jęz. ang.]: M.B. Fedewicz [i In.]. Red. nauk.: R. Nycz, W. Walecki. Wstęp R. Nycz. Kr.: Universitas 1996, 339 s.
4. M. Głowiński: Prace wybrane. Pod red. [i ze wstępem] R. Nycza. T. 1-5. Kr.: Universitas. Klasycy Współcz. Pol. Myśli Humanist.
T. 1. Powieść młodopolska. Studium z poetyki historycznej. 1997, 333 s.
T. 2. Narracje literackie i nieliterackie. 1997, 312 s.
T. 3. Dzieło wobec odbiorcy. Szkice z komunikacji literackiej. 1998, 423 s.
T. 4. Zaświat przedstawiony. Szkice o poezji Bolesława Leśmiana. 1998, 362 s.
T. 5. Intertekstualność, groteska, parabola. Szkice ogólne i interpretacje. 2000, 502 s.
5. Lektury polonistyczne: literatura współczesna. T. 1. Pod red. R. Nycza i Jerzego Jarzębskiego; T. 2. Pod red. R. Nycza. Kr.: Universitas 1997, 1999, 448 + 533 s.
6. Lektury polonistyczne. Dwudziestolecie międzywojenne, II wojna światowa. T. 1. Pod red. R. Nycza i Jerzego Jarzębskiego; T. 2. Pod red. R. Nycza. Kr.: Universitas 1997, 1999, 364 + 494 s.
7. Postmodernizm. Antologia przekładów. Wybrał, oprac. i przedm. opatrzył R. Nycz. Kr.: Baran i Suszczyński 1997, 574 s. Wyd. 2 tamże 1998.
8. Odkrywanie modernizmu. Przekłady i komentarze. Pod red. i ze wstępem R. Nycza. Kr.: Universitas 1998, 568 s. Horyzonty Nowoczesności: teoria-literatura-kultura, 4.
9. Dekonstrukcja w badaniach literackich. Pod red. [i ze wstępem] R. Nycza. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2000, 412 s. Tematy Teoretycznoliterackie. Arch. Przekł. „Pam. Lit.”, 1.
10. Jan Błoński ... i literatura XX wieku. Red.: M. Sugiera, R. Nycz. Kr.: Universitas 2002, 347 s.
11. Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Praca zbiorowa pod red. W. Boleckiego i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL 2002, 467 s. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 83. IBL PAN; Fundacja „Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych”.
Materiały z XXX Konferencji Teoretycznoliterackiej, Krasiczyn, 9-15 września 2001 r.
12. Na tropach modernizmu i postmodernizmu. Interpretacje literackie i kulturologiczne na początku trzeciego tysiąclecia = Po sledite na modernizma i postmodernizma. Literaturni i kulturologični pročiti v načaloto na tretoto hilâdoletie = On the trail of Modernism and Postmodernism: literary and cultural interpretations from the beginning of the third millennium. Kom. red.: M. Karabełowa, R. Nycz. Sofiâ: Boân Penev 2004, 231 + 216 s. IBL PAN; Institut za Literatura B’’lgarska Akademiâ na Naukite.
Tekst w jęz. pol. i bułg.; tytuł również w jęz. ang. Wersja polska w kierunku przeciwstawnym.
13. Narracja i tożsamość. [Cz.:] 1. Narracja w kulturze; 2. Antropologiczne problemy literatury. Pod red. W. Boleckiego i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL 2004, 363 + 491 s. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 85-86. IBL PAN; Fundacja Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych.
14. Punkt widzenia w języku i w kulturze. Pod red.: J. Bartmińskiego, S. Niebrzegowskiej-Bartmińskiej, R. Nycza. Lubl.: Wydawn. UMCS 2004, 377 s. „Czerwona Ser.” Inst. Filologii Pol. UMCS, 20.
15. Punkt widzenia w tekście i w dyskursie. Pod red. J. Bartmińskiego, S. Niebrzegowskiej-Bartmińskiej, R. Nycza. Lubl.: Wydawn. UMCS 2004, 361 s. „Czerwona Ser.” Inst. Filologii Pol. UMCS, 19.
16. Dzieła, języki, tradycje. Profesorowi Januszowi Sławińskiemu na siedemdziesiąte urodziny. Pod red. W. Boleckiego i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL 2006, 395 s. Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych; IBL PAN.
17. Kulturowa teoria literatury. Kr.: Universitas. Horyzonty Nowoczesności: teoria-literatura-kultura, 50, 94.
[1]. Główne pojęcia i problemy. Red.: M.P. Markowski, R. Nycz. 2006, 514 s.
2. Poetyki, problematyki, interpretacje. Red.: T. Walas, R. Nycz. 2012, 668 s.
18. Nowoczesność jako doświadczenie. [Cykl książek zbiorowych].
[1]. Red.: R. Nycz. [i wstęp], A. Zeidler-Janiszewska. Kr.: Universitas 2006, 436 s.
[2]. Dyscypliny, paradygmaty, dyskursy. Red.: A. Zeidler-Janiszewska, R. Nycz. Wwa: Wydawn. Szkoły Wyż. Psychologii Społ. „Academica“ 2008, 234 s.
[3]. Analizy kulturoznawcze. Red.: A. Zeidler-Janiszewska, R. Nycz, B. Giza. Wwa: Wydawn. Szkoły Wyż. Psychologii Społ. „Academica“ 2008, 186 s.
19. Poetyka, polityka, retoryka. Profesorowi Michałowi Głowińskiemu na siedemdziesiąte urodziny. Red.: W. Bolecki i R. Nycz. Wwa: Wydawn. IBL 2006, 392 s. IBL PAN; Fundacja „Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych”.
20. Polonistyka bez granic. Kongres Polonistyki Zagranicznej IV, Uniwersytet Jagielloński, 9-11 października 2008 r. Red.: R. Nycz, W. Miodunka, T. Kunz. T. 1-2. Kr.: Universitas 2010, 781 + 469 s.
T. 1. Wiedza o literaturze i kulturze; T. 2. Glottodydaktyka polonistyczna - współczesny język polski - językowy obraz świata.
21. Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy: konteksty i perspektywy badawcze. Pod red. R. Nycza. Kr.: Universitas 2011, 457 s. Ser. Wydawn. Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 1.
22. The effect of palimpsest. Culture, literature, history. [Oprac.:] B. Shallcross, R. Nycz. Frankfurt am Main: Peter Lang Publishing Group 2011, 347 s. Literary and Cultural Theory, 36.
23. Teoria – literatura – życie. Praktykowanie teorii w humanistyce współczesnej. Pod red. A. Legeżyńskiej i R. Nycza. Wwa: Wydaw. IBL PAN 2012, 279 s. Nowa Humanistyka, 1.
24. Michalina Kmiecik: Oblicza miejsca. Topiczne i atopiczne wyobrażenia przestrzeni w poezji Juliana Przybosia. Red. nauk.: R. Nycz. Kr.: Universitas 2013, 254 s. Modernizm w Polsce, 45.
25. Od pamięci biodziedzicznej do postpamięci. Pod red. T. Szostek, R. Sendyki i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2013, 366 s. Nowa Humanistyka, 7.
26. From modern theory to a poetics of experience. Polish studies in literary history and theory. [Red.:] G. Grochowski, R. Nycz. Frankfurt am Main: PL Academic Research - Peter Lang, 2014, 354 s. Cross-Roads, 4.
27. Pamięć i afekty. [Pod red.] Z. Budrewicz, R. Sendyki i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2014, 551 s. Nowa Humanistyka, 13.
Materiały III Transdyscyplinarnej Szkoły Letniej dla Doktorantów, VII 2013, Baranów Sandomierski.
28. Historie afektywne i polityki pamięci. Pod red. E. Wichrowskiej, A. Szczepan-Wojnarskiej, R. Sendyki i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2015, 614 s. Nowa Humanistyka, 20.
29. Kultura afektu – afekty w kulturze. Humanistyka po zwrocie afektywnym. Pod red. R. Nycza, A. Łebkowskiej i A. Daukszy. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2015, 551 s. Nowa Humanistyka, 19.
Materiały z konferencji, 6-8 czerwca 2014 r., Kr.
30. Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Prace ofiarowane profesor Teresie Walas. Red.: T. Kunz, A. Łebkowska, R. Nycz, M. Popiel. Kr.: Wydawn. UJ 2015, 506 s.
31. Migracyjna pamięć, wspólnota, tożsamość. Pod redakcją R. Sendyki, T. Sapoty i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2016, 487 s. Nowa Humanistyka, 31.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Postmodernizm w świecie tekstu. Rozm. A. Świetlik-Oszubska. „Prz. Artyst.-Lit.” 1995 nr 6; „Trąba słonia czy ogon węża?” O postmodernizmie dyskutują O. Boleski SJ, C. Michalski, R. Nycz. „Więź” 1995 nr 6; Mam wrażenie, że mimo wszystko wychodzę na staroświeckiego badacza... Rozm. K. Czajkowski. Kresy 1996 nr 3; O glokalizacji, liternecie i Masłowskiej... „Spr. Nauki” 2004 nr 2; Sylwy-czerpane. „Literacje” rozmawiają z Ryszardem Nyczem. „Literacje” 2004 nr 1(3); O paru pożytkach (nie mówiąc o przyjemnościach) ze studiów literackich, „Opcje” 2005 nr 1; Po zjeździe polonistów. (Wywiad przeprowadziła B. Morcinek-Cudak). „Postscriptum” 2004/2005 nr 2/1 (48/49); Co z tą polonistyką? S.J. Żurek rozmawia z Ryszardem Nyczem. „Zesz. Szk.” 2006 nr 2; Polonista siedzi na wielu stołkach. Rozm. G. Jankowicz. „Tyg. Powsz.” 2009 nr z 21 VII. – Polonistyka (znowu) w przebudowie. Rozmowa z prof. dr. hab. Ryszardem Nyczem. Rozm.: M. Bąk, A. Nęcka. „Postscriptum Polonist.” 2012 nr 1.
 	LP XX w. (D. Nowacki).
 	Ryszard Nycz doctor honoris causa Universitatis Opoliensis. Red.: J. Neuberg. Opole: Wydawn. UO 2008, 31 s.

Ogólne

 	A. SKRENDO: Trzy etapy Ryszarda Nycza; A. Dziadek: „Sylwy współczesne” po latach; A. Krajewska: Tekstowy świat Ryszarda Nycza; Sz. Wróbel: Pochwała starości; A. Barcz: Bunt. Wokół debiutu Ryszarda Nycza. W: Projekt na daleką metę. Prace ofiarowane Ryszardowi Nyczowi. Wwa [2016].

Sylwy współczesne

 	W. BOLECKI. „Pam. Lit.” 1986 z. 3.
 	J.N. RONEY. „The Slavic and East European Journal”, Los Angeles 1986 nr 3.

Tekstowy świat

 	E. RESSEL. „Ogród” 1993 nr 1/4.
 	E. BALCERZAN: Post. „Teksty Drugie” 1994 nr 2.
 	K. BARTOSZYŃSKI. „Ruch Lit.” 1994 z. 1/2.
 	M. CZERMIŃSKA. „Pam. Lit.” 1994 z. 2.
 	M.P. MARKOWSKI: Niczowanie teorii. „Znak” 1994 nr 6; polem.: M. WILCZYŃSKI. „Czas Kult.”1994 nr 4.
 	L. SZARUGA: Wyprzedzić literaturę. „Dekada Lit.“ 1994 nr 7.

Język modernizmu

 	L. SZARUGA: Modernizm odnowiony. „Nowe Książ.” 1997 nr 11.
 	T. WALAS: Modernizm polski z perspektywy postmodernizmu. „Dekada Lit.”1997 nr 10/11.
 	L. BURSKA: Modernizm i inne czasy. „Teksty Drugie” 1998 nr 4.
 	J. BŁOŃSKI. „Ruch Lit.” 1998 z. 2.
 	A. DĄBROWSKI. „Principia” 1998 t. 21/22.
 	J. WIKTORSKA-ZAPAŁA: Nowa koncepcja modernizmu. „Prz. Hum.” 1998 nr 1.
 	T. LEWANDOWSKI. „Pam. Lit.” 1999 z. 2.
 	A. POPRAWA: (N. oraz) Epifanie nowoczesności. W tegoż: Formy i afirmacje. Kr. 2003.
 	P. JĘDRZEJKO. „Er(r)go” 2004 nr 2.
 	T. WALAS: Wyspiański jako problem polskiego modernizmu. „Teksty Drugie” 2008 nr 3.

Literatura jako trop rzeczywistości

 	A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Rzeczywistość utracona i odzyskana. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 26.
 	J. MADEJSKI: Na tropie. „Pogranicza” 2002 nr 2.
 	A. POPRAWA: N. epifanie nowoczesności. „Odra” 2002 nr 5.
 	P. TOMCZOK: W masce teorii. „FA-art” 2002 nr 3.
 	M. ZALESKI: Siatka na motyle. „Res Publica Nowa” 2002 nr 10.
 	M. CZERMIŃSKA: Od sylwy do epifanii. Na tropach pozatekstowego świata. „Teksty Drugie” 2003 nr 4.
 	A. DZIADEK. „Pam. Lit.” 2003 z. 3.
 	A. LUBASZEWSKA. „Ruch Lit.” 2003 z. 1.
 	J. ORSKA: O tym, jak humanizm wypchnięty drzwiami depersonalizacji wraca do badań literackich oknem dekonstrukcji. „Kresy” 2003 nr 2/3.
 	R. SOLEWSKI: Objawienia. „Estetyka i Krytyka” 2004 nr 2/2005 nr 1.
 	A. ZAWADZKI: Tropienie nowoczesności. „Dekada Lit.” 2004 nr 1.

Poetyka doświadczenia

 	J. MADEJSKI: Poetyka trzecia. „Tematy i Konteksty” 2013 nr 3.
 	A. GLEŃ: Nad lekturą obowiązkową. „Odra” 2014 nr 2.
 	TENŻE: Ubezpieczenie dla literaturoznawstwa. Uwagi na marginesach „Poetyki doświadczenia” Ryszarda Nycza. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2014 [t.] 24.
 	F. MAZURKIEWICZ: Doświadczyć doświadczenie. (Według Ryszarda Nycza). „Pam. Lit.” 2014 z. 3.
 	J. ORSKA: Czego doświadcza teoria? „Wielogłos” 2014 nr 1.
 	W. ŚMIEJA: Teoria po teorii. „Śl. Studia Polonist.” 2014 nr 1/2.
</document>
<document nplp_id="3070" title="Grzegorz STRUMYK" slug="grzegorz-strumyk">ur. 1958

Poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 28 lutego 1958 w Łodzi, gdzie spędził dzieciństwo. W 1974–79 uczył się w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Łodzi i zawodowo zajął się fotografią i malarstwem. Od 1990 pracował jako plastyk i grafik w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź-Polesie. Debiutował w 1992 tomem opowiadań pt. Zagłada fasoli. Wiersze i prozę ogłaszał na łamach m.in. „Twórczości” (od 1993, z przerwami), „Nowego Nurtu” (1994–96), „Frazy” (w 1996–2006 stałe felietony pt. Strumykowe gadanie, od 2006 pt. Łatanina), „Tygla Kultury” (od 1997), „Elewatora” (od 2013). W 1995 został członkiem ZLP. W 2001 otrzymywał stypendium Ministerstwa Kultury. Na stronie wydawnictwa FORMA prowadzi blog DYŻURKA Grzegorza Strumyka (www.wforma.eu/dyzurka-grzegorza-strumyka.html).

Ma córkę Lenę Rutę (ur. 2005). Mieszka w Łodzi.
TWÓRCZOŚĆ

 	Zagłada fasoli. [Opowiadania]. Oprac. graf.: G. Strumyk. Łódź: Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 1992, 46 s.
Zawartość: Obok; Szklane opowiadanie; Zaginiony but; Wielkie białe litery; Zagłada fasoli; Planeta Ziemia-nka; Wyplatacze koszy.
 	Bezspojrzenie. [Wiersze]. Fot.: G. Strumyk. Łódź: Varia 1994, 49 s., [1] k. fot.
 	Kino-lino. [Powieść]. Wstęp: L. Bugajski. Wwa: PIW 1995, 137 s. Nowa Proza Polska.
 	Podobrazie. [Powieść]. Posł.: T. Komendant. Łódź: Aut. Ag. Promocji „Marrow” 1997, 67 s.
 	Łzy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2000, 132 s. Archipelagi.
Wyróżnienie Fundacji Kultury w IX edycji konkursu „Promocja najnowszej literatury polskiej” w 2000, Nominacja do Nagrody Paszport Polityki w 2001.
Adapt. tv: Adapt. i reż.: F. Zylber. TVP 2001.
 	Patrzeć i patrzeć. [Opowiadania]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. Przy Inst. Polonistyki UJ 2002, 168 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 50.
Nominacja do Nagrody Paszport Polityki w 2003.
Zawartość: Poligon; Pół twarzy; Widok; Puste komnaty; Kurs do Brzezin; (z)Pragnienia; Perełka; Mapy; Pierwszy list; Krzyk krąży; Mały Proust; Jasne cienie; …Było najlepiej; Mieszkanie na rok; Silnie zielona trawa; Tancerze; Patrzeć i patrzeć; Powrót; Stopy; Skrzynka do pisania; Załoga; Góry Norwegii; Zielona herbata; Długa przestrzeń.
 	Pigment. [Powieść]. Wałbrzych: Ruta 2002, 113 s.
Nominacja do Nagrody Paszport Polityki w 2003.
 	Nierozpoznani. [Powieść]. Szczec.: Wydawn. Forma. Stow. Lit. Forma 2008, 90 s. Kwadrat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.: Forma 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
 	Le Rutki. [Wiersze]. Łódź: Wydawn. Kwadratura; Łódz. Dom Kultury 2009, 44 s. Ser. Poetycka „Kwadratura”. Wyd. 2 zmien. pt. Re _ Le Rutki. Szczec.: Wydawn. Forma; Stow. Officyna 2010, 53 s. 15 Piętnastka.
 	Kra. [Opowiadania]. Szczec.: Wydawn. Forma; Fundacja Literatury im. H. Berezy 2016, 141 s. Kwadrat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.: Bezrzecze 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Płaskowyż; Zakurtynka; Kosmitka; Przedmioty; Kra; Na tym etapie; Godzina odjazdu; Nie ma; Kadry. Powieści; Gumowe zamki; Szczelinowe schody; Apel, raport, odjazd; Projekt; Mówię ci.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Jak najdłużej nie pisać. Rozm. M. Rabizo-Birek. „Nowy Nurt” 1995 nr 11; Przebitki. Rozm. E.E. Nowakowska. „Studium” 2000 nr 4; Wyostrzyć wyobraźnię. Rozm. J. Podolska. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 155 dod. „Łódź”; Współodczuwanie. Rozmowa z Grzegorzem Strumykiem. Rozm. H. Zaworska. W tejże: Dobrze, że żyłem. Rozmowy z pisarzami. Wwa 2002.


 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	T. KOMENDANT: Dopiski do Strumyka. „Twórczość” 1996 nr 7.
 	H. BEREZA: Obrazy. „Twórczość” 1997 nr 11, przedruk w tegoż: Epistoły. Szczec. 2000.
 	M. RABIZO-BIREK: Poematy cielesności. Proza Zyty Rudzkiej i Grzegorza Strumyka. W: Między słowem a ciałem. Materiały z IV sesji naukowej z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”, Bydgoszcz 24–26 października 2000 roku. Bydg. 2001.
 	M. JENTYS: Małe odyseje Grzegorza Strumyka. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	A. ŻAK: czytając Strumyka. Powst. 2013. „Rebelya. pl” [on-line] [dostęp 13 stycznia 2016]. Dostępny w Internecie: http://rebelya.pl/post/5296/artur-zak-czytajac-strumyka.
 	M. RABIZO-BIREK: Strumykolandia. O prozie Grzegorza Strumyka. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016 s. 412-435.

Zagłada fasoli

 	L. BUGAJSKI: Proza malarska? „Twórczość” 1993 nr 3.
 	M. RABIZO-BIREK: Słowa, które rosły. „Nowy Nurt” 1995 nr 2.

Bezspojrzenie

 	A. BICHTA: Szycie kotletów w pięknej marynarce. „Twórczość” 1995 nr 6.
 	P.W. LORKOWSKI: Bez spojrzenia. „Nowy Nurt” 1995 nr 2.
 	J. NOWOSAD: Potrzeba tajemnicy. „Opcje” 1995 nr 4.
 	L. ŻULIŃSKI: Przeciętniactwo. „Wiad. Kult.” 1995 nr 38.

Kino-lino

 	K. DUNIN: Biedne plemię menów. „Życie Warsz.” 1996 dod. „Exlibris” nr 96.
 	I. IWASIÓW: Rozpisywanie bólu. „Nowe Książ.” 1996 nr 4.
 	M. JENTYS: Powaga i odpowiedzialność. „Sycyna” 1996 nr 10.
 	A. KOCHAN: Realność jest podzielna. „Dykcja” 1996 nr 2.
 	T. KOMENDANT: Dopiski do Strumyka. „Twórczość” 1996 nr 7.
 	D. NOWACKI: Rara avis i cudzysłów. „Twórczość” 1996 nr 7.
 	E. NOWORZYN: Życie jest ciężkie. „FA-art” 1996 nr 3.
 	K. SIENIAWSKI: Coś ładnego, coś innego. „Wiad. Kult.” 1996 nr 11.
 	S. DŁUSKI: Miłość do obrazów. „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 4.
 	A. TRYKSZA: O przemianach tradycyjnej fabularności w prozie polskiej schyłku XX wieku. (Na przykładzie „Kino-lino" Grzegorza Strumyka). W: Rzeczywistość i zmyślenie. Światy przedstawione w literaturze i kulturze XIX-XXI wieku. Katow. 2017.

Podobrazie

 	J. NOWOSAD: Blejtram, faktura, grunt. „Opcje” 1997 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: „Skrywając słowa i chcąc je wypowiedzieć”. „FA-art” 1997 nr 4.
 	A. ŻAK: Zanim pojawi się życie. „Fraza” 1999 nr 1.
 	M. RABIZO-BIREK: Sztuka czy życie? Dylematy „Podobrazia” i „Pigmentu” Grzegorza Strumyka oraz „Gry na wielu bębenkach” Olgi Tokarczuk. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003.

Łzy

 	W. BOJDA: Sens życia według Grzegorza Strumyka. „FA-art” 2000 nr 1.
 	P. BRATKOWSKI: Mieć, czyli być. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 50 dod. „Książki”.
 	L. BUGAJSKI: Przez łzy do… „Twórczość” 2000 nr 6.
 	M. CYRANOWICZ: Przez łzy. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
 	J. DRZEWUCKI: Godność bezdomnych. „Rzeczpospolita” 2000 nr 60.
 	M. JENTYS: Bezdomni bezimienni. „Śląsk” 2000 nr 8.
 	Ł. KASPER: Siła milczenia. „Pogranicza” 2000 nr 4.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Czytając o tym, czego nie zobaczę… „Arkusz” 2000 nr 7.
 	K. MALISZEWSKI: Wszystko spowite zimnem. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 87 dod. „Kultura”.
 	A. NASIŁOWSKA: Przez łzy. „Polityka” 2000 nr 9.
 	J. ORSKA: Łzawa sprawa. „Arkusz” 2000 nr 12.
 	M. ORSKI: „Psi los”. „Prz. Powsz.” 2000 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: Łzy życia, łzy śmierci. „Fraza” 2000 nr 1/2.
 	L. SZARUGA: Świat przez łzy. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 3.
 	M. WITKOWSKI: Negatyw. „Odra” 2000 nr 6.
 	E. ZAMORSKA-PRZYŁUSKA: Wspólne przechodzenie czasu. „Studium” 2000 nr 4.
 	H. ZAWORSKA: Wolność przez łzy. „Wprost” 2000 nr 11.
 	P. ŁYŻBICKA: Po drugiej stronie. „Polonistyka” 2003 nr 5.

Patrzeć i patrzeć

 	M. OLSZEWSKI: Jak z chorych snów. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 300.
 	T. CZERSKA: Za mało będzie patrzenia. „Pogranicza” 2003 nr 5.
 	J. GIZELLA: Patrzeć, zapamiętać, zapisać. W tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.
 	M. JENTYS: Czytać i czytać. „Twórczość” 2003 nr 9.
 	A. KAŁUŻA: Tożsamość jak wina. „Twórczość” 2003 nr 9.
 	G. SZYMCZYK: Tęsknota do opowieści. „Fraza” 2003 nr 1/2.
 	J. KLIMKIEWICZ: Bezpatrzenie. „Tekstualia” 2006 nr 1.

Pigment

 	J. DRZEWUCKI: W sztuce ocalenie. „Rzeczpospolita” 2002 nr 209.
 	M. JENTYS: Odyseja plamki. „Twórczość” 2002 nr 11/12.
 	J. MUELLER: Tak przez ból zobaczyłem… „Studium” 2002 nr 3/4.
 	E.E. NOWAKOWSKA: Najpierw oddech. „Tygiel Kultury” 2002 nr 10/12.
 	U. ŚMIETANA: Żywa farba. „Opcje” 2002 nr 6.
 	M. WITKOWSKI: Spryskani farbami jak kobieta. „Dekada Lit.” 2002 nr 7/8.
 	M. RABIZO-BIREK: Sztuka czy życie? Dylematy „Podobrazia” i „Pigmentu” Grzegorza Strumyka oraz „Gry na wielu bębenkach” Olgi Tokarczuk. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003.
 	H. ZAWORSKA: Zagęszczenie. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.

Nierozpoznani

 	A. MARCHEWKA: Niedopasowani. „Lampa” 2008 nr 11.
 	Z. BUGAJSKI: Bez porozumienia. „Twórczość” 2009 nr 4.
 	M. CUBER: Rozpoznany. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.
 	I. KOSMALA: W potrzasku. „Latarnia Morska” 2009 nr 1–2.
 	M. RABIZO-BIREK: Jak zatańczyć młodość? „Pogranicza” 2009 nr 1.
 	G. SZYMCZYK: Grzegorza Strumyka powieść o artyście. „Tygiel Kult.” 2010 nr 2–3.

Le Rutki

 	A. JAKUBOWSKA-OŻÓG: „Przez chwilę w twoich oczach widzę siebie”. „Fraza” 2010 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Strumyk z córką. „Nowe Książ.” 2010 nr 12.

Kra

 	M. BOCZKOWSKA: „Pomiędzy fabułami decydujące zmagania”. „Twórczość” 2017 nr 7/8.
 	M. ZELWAN: Na tym etapie. „Elewator” 2017 nr 3.
</document>
<document nplp_id="3072" title="Daniel ODIJA" slug="daniel-odija">ur. 1974

Prozaik, dramatopisarz, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 13 maja 1974 w Słupsku; syn Stanisława Odiji, elektryka, i Danuty z Kozłowskich, nauczycielki. Uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Krzywoustego w Słupsku, gdzie w 1993 zdał egzaminy maturalne. W tymże roku rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim (UG). W 1995–97 wchodził (m.in. razem z bratem Markiem Odiją, gitarzystą) w skład rockowego zespołu „Bezdnia” i występował jako wokalista towarzyszący sobie grą na ustnej harmonijce. Literacko debiutował w 1997 poetyckimi miniaturami prozą pt.: Magia zwątpienia; Noc; Reguła; Kąpiel; Krajobraz; Deja vu, ogłoszonymi na łamach dwutygodnika „Sycyna” (nr 22). W następnych latach drukował utwory m.in. w gdańskim dwumiesięczniku „Autograf” (2000) i – sporadycznie – także w innych periodykach. Studia polonistyczne kontynuował do 2000 i przerwał je, nie uzyskawszy dyplomu. Rozwijał twórczość literacką i podejmował dorywcze prace (m.in. jako roznosiciel darmowych gazetek oraz przy czyszczeniu tankowców). W 2001 został współpracownikiem gdańskiego oddziału Telewizji Polskiej, z redakcją w Słupsku; wyprowadził się wówczas się z Gdańska na wieś w powiecie słupskim, a po roku zamieszkał w Słupsku. Przygotowywał filmowe reportaże, był autorem (i współautorem) scenariuszy i komentarzy do filmów dokumentalnych, uczestniczył także w tych produkcjach w roli lektora. W 2004 wziął udział w zdjęciach do filmu dokumentalnego pt. Dwa światy Daniela Odiji (reż.: B. Balińska, K. Kalukin), który na zamówienie Programu 2 Telewizji Polskiej (TVP) powstał w TVP Gdańsk (premierowa emisja w 2005). Wszedł w skład jury konkursu Akademickiego Centrum Kultury przy UG (od 2001) oraz konkursu literackiego im. M. Stryjewskiego w Lęborku (od 2007). Należał do Klubu Literackiego przy gdańskim oddziale SPP (od 2003). W ramach uzyskanego w 2004/2005 stypendium Ministra Kultury podjął prace nad powieścią Kronika umarłych; pisał także dramaty i scenariusze słuchowisk radiowych. Prozę, felietony i recenzje publikował m.in. na łamach pism: „Ozon” (2005), „Bliza” (2010, 2012, 2014), „Pragnienie Piękna” (2012–14) i „Chimera” (2014). Rozpowszechniał utwory także w postaci śpiewanej, m.in. nagrał (razem z Marcinem Dymiterem) w 2007 płytę pt. Linie północne, opartą na fragmentach pisanej wówczas Kroniki umarłych.Brał udział w spotkaniach literackich i był animatorem kultury; od 2008 prowadził prelekcje dla młodzieży szkolnej i warsztaty dla osób zainteresowanych pisaniem, współdziałając w tym zakresie ze szkołami i z regionalnymi towarzystwami oraz ośrodkami kultury, a w 2010–11 także z UG. W 2010 zakończył współpracę z TVP; otrzymane w tymże roku stypendium marszałka województwa pomorskiego przeznaczył na napisanie książki pt. Głodne słońce (do 2015 – utwór niedokończony). Był współautorem i jednym z wykonawców projektu pt. „Ruchomy pamiętnik”, sfinalizowanego w 2010 (z udziałem muzyka, Marcina Dymitera i twórcy filmowego, Ludomira Franczaka) na podstawie relacji osadników przybyłych po zakończeniu II wojny światowej na „ziemie odzyskane” w okolicach Słupska. Przygotowywał i prezentował „słuchowiska na żywo”, tj. czytane adaptacje tekstów literackich (własnych i pióra innych autorów), w oprawie muzycznej i z zastosowaniem technik multimedialnych; w 2010 realizował je w ramach projektu „Słuchaj uchem”, ukierunkowanego na promowanie czytelnictwa i dziedzictwa kultury wśród młodzieży. Został członkiem Stowarzyszenia Muzycznego „Makrofon” (2010), ekspertem Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej (2011), wszedł do Rady Programowej Polskiego Radia Koszalin S.A. (2012) oraz do komisji stypendium artystycznego Prezydenta m. Słupsk (2015). Studiował w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy w Warszawie, gdzie w 2012 (jako uczestnik programu Script) przygotowywał adaptację filmową własnej powieści Niech to będzie sen (praca zarzucona). W marcu 2013 pojechał na miesięczne stypendium twórcze AIR (Artist in Residence Krems), przyznawane przez władze Dolnej Austrii, w ramach interdyscyplinarnego programu promującemu wymianę artystów i dialog międzykulturowy. Od 2014 łączył pisanie z pracą w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Słupsku, w dziale udostępniania muzyki i książek audio. Udzielał się także jako animator kultury, organizując warsztaty literackie dla dzieci.

W 1997 ożenił się z Iwoną Kapturowską, wówczas studentką, później nauczycielką języka polskiego. Z tego związku ma dwoje dzieci: Helenę (ur. 1998) i Stanisława (ur. 2000). Mieszka w Słupsku.



TWÓRCZOŚĆ

1. Podróże w miejscu. [Opowiadania]. Słupsk: ZLP 2000.
Zawiera: Twarze; Zachować folwark; Historie prawdziwe; Klub seniorów; Podróże w miejscu.
2. Pomiędzy tobą a mną. [Arkusz poetycki]. Gdańsk: Gdańskie Tow. Przyjaciół Sztuki 2001. Bibl. Rękopisów, 69.
3. Ulica. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2001, 142 s.
W 2001 Pomor. Nagroda Artyst. (za debiut roku 2001) oraz Honorowa Nagroda Gdańskiego Tow. Przyjaciół Sztuki.
Przekł. niem.: Auf offener Strasse. [Przeł.] M. Pollack. Wien 2012.
Adapt.: radiowa: Adapt. i reż.: H. Rozen. Radio (Gdańsk) 2010 (nagroda za scenariusz będący adapt. na Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry”, Sopot 2011), – teatr.: Adapt. i reż.: I. Vedral. Słupsk, Nowy T. im. Witkacego 2016.
4. Melisa. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: K. Gordon. Radio (Gdańsk) 2003.
Na motywach opowiadania z tomu pt. Szklana huta, poz. 7.
Wyróżnienie na Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry”, Sopot 2003.
5. Tartak. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2003, 127 s. Por. poz. 6.
W 2004 Pomor. Nagroda Artyst. (statuetka Gryfa Pomorskiego), tytuł Gdańskiej Książki Roku i Nagroda Artusa za 2003 (przyznana w marcu 2004) oraz nominacje do Nagrody Lit. Nike i do nagrody im. J. Mackiewicza.
Przekł.: franc.: La scierie. [Przeł.] M. Carlier. [Paris] 2007, – niem.: Das Sägewerk. [Przeł.] M. Pollack. Wien 2006, wyd. nast.: München 2009, – ukr.: Tartak. [Przeł. i wstęp:] O. Bojčenka. Černìvcì 2008.
Adapt.: radiowa: Adapt. i reż.: D. Błaszczyk. Radio (Koszalin) 2014, – teatr.: Słupsk, T. Rondo 2015 (prezentacja „na żywo”).
6. Tartak. [Utwór dramatyczny]. [Współautor:] A. Olsten. Praprem.: Reż.: A. Olsten. Kr., T. im. J. Słowackiego 2004.
Na motywach powieści Tartak zob. poz. 5. – Dramat przygotowany w ramach stypendium, przyznanego w 2004 przez Stow. Willa Decjusza w Krakowie.
7. Szklana huta. [Opowiadania]. Wołowiec: Czarne; Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 196 s.
Zawiera: Twarze; Tryptyk; Historie prawdziwe; Jasne pełne; Majorka; Geniusze; Melisa [por. poz. 4]; Cudowny środek; Szklana huta; Tunel; Zgryz; Brokat; Anatomia; Weselna; Bokser; Jasny dzień w ciemna noc; Mięśnie; Nauka bezruchu; Przypadek.
8. Podwórko. Kompozycja na 9 osób. [Utwór dramatyczny]. Druk w: Mrok jak światło. Antologia dramatów inspirowanych życiem, myślą i twórczością Jana Pawła II. Wwa 2007 s. 217–254.
Wyróżnienie w konkursie na dramat inspirowany życiem i myślą Jana Pawła II w 2007.
9. Linie północne. Muz.: M. Dymiter (Emiter). Powst. 2007. Praprem. (prezentacja „na żywo” materiału z płyty). Słupsk, T. Rondo 2009.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Słupsk 2007, płyta CD.
Cykl śpiewanej prozy, fragmentów powieści D. Odiji pt. Kronika umarłych, zob. poz. 11, w insc. i w wykonaniu autorów.
10. Niech to nie będzie sen. [Powieść]. Kr.: WL 2008, 246 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Unii Europejskiej w 2009.
Adapt. radiowa pt.: Nie sen, nie sen. Adapt. i reż.: H. Rozen. Radio 2010.
11. Kronika umarłych. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2010, 336 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, w formatach: MOBI, EPUB.
Pisanie utworu podjęte w ramach stypendium, przyznanego w 2004/2005 przez Min. Kultury. – Wcześniejsze wersje tytułu: Komedia; Uśmiech pajaca. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2011.
Adapt. radiowa: pt. Bliżej piekła. Adapt. i reż.: H. Rozen. Radio (Gdańsk) 2010.
12. Sny o wolności. [Libretto]. Muz.: M. Jeleniewski i P. Popławski. Praprem. Gdańsk, Stocznia Gdańska (Hala 49A) 2010.
Spektakl muzyczno-taneczny zrealizowany z okazji obchodów 30. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”.
13. Basia z Podlasia. [Scenariusz filmowy]. Współautorzy: A. Dembski, D. Odija, M. Wołkowicz. Reż.: A. Dembski. Ekran. 2011.
Film krótkometrażowy. – Nagroda na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym „Nowe Horyzonty” we Wrocławiu (w Konkursie Pol. Filmów Krótko-metrażowych) w 2011.
14. Bliżej piekła. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2012.
Nominacja do finału 5. edycji Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2012.
15. FC Gochy. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: D. Odija. Muz.: M. Dymiter. Radio (Koszalin) 2016.
Tekst w jęz. pol. i kaszubskim.
16. Stolp. Komiks. Tekst: D. Odija. Rys.: W. Stefaniec. Wwa: Wydawn. Komiksowe 2017, 116 s. Nowy Komiks Pol.
T. 1 tetralogii pt. Bardo.

Nadto scenariusze i komentarze do filmów dokumentalnych: Ojcowski Park Narodowy. [Film przyrodniczy]. Scenariusz: E. Banaszkiewicz, D. Adamkiewicz. Komentarz: D. Odija. Reż.: D. Adamkiewicz. Ekran. 2005. – [Osiemnaście] 18 strajkowych dni. [Cykl dokumentalny]. Scenariusz: B. Madajczyk-Krasowska. Komentarz (na podstawie dokumentacji A. Drzycimskiego i T. Skutnika): D. Odija. Reż.: K. Kalukin. Ekran. 2005 (Video Studio Gdańsk dla TVP 2) [cykl dziesięciominutowych odc. pt.: Chodźcie z nami! (14 sierpnia 1980); Solidarni (15 sierpnia 1980); Twarde baby (16 sierpnia 1980); Modlitwa (17 sierpnia 1980); Ulotki (18 sierpnia 1980); Niepewność (19 sierpnia 1980); Nieudana misja (20 sierpnia 1980); Strach (21 sierpnia 1980); Postulaty (22 sierpnia 1980); Oczekiwanie (23 sierpnia 1980); Jeszcze Polska nie zginęła (24 sierpnia 1980); Przeciwko cenzurze (25 sierpnia 1980); Rozmowy (26 sierpnia 1980); Brama nadziei (27 sierpnia 1980); Paluszek zwycięstwa (28 sierpnia 1980); Symbole (29 sierpnia 1980); Porozumienie (30 sierpnia 1980); Zwycięstwo (31 sierpnia 1980)]. – Dni maja, dni sierpnia ’88. [Serial dokumentalny]. Scenariusz: B. Madajczyk-Krasowska. Komentarz: B. Madajczyk-Krasowska, D. Odija. Reż.: K. Kalukin. Ekran. 2008 (Video Studio Gdańsk dla TVP 2). – Prosta historia wszystkiego. [Film przyrodniczy]. Scenariusz: D. Adamkiewicz. Komentarz: D. Odija. Reż.: D. Adamkiewicz. Ekran. 2008.

Przekłady prozy D. Odiji w antologiach zagranicznych: Elsewhere. Scritturegiovani. Festivaletteratura Mantova, The Guardian Hay Festival, In-ternationals literaturfestival Berlin, Bjørnsonfestivalen Molde og Nesset. Mantova 2005 [teksty w jęz.: włos., ang., niem., norw., pol.], – Antologie lit-eratur visegrádských zemí = A visegrádi országok irodalmi antológiája = An-tologia literacka państw wyszehradzkich = Literárna antológia krajín Vyšeh-radskej skupiny = Literary anthology of Visegrad 4 countries. Red.: I. Rodri-guez, P. Békés, P. Marciszuk, I. Martinová. Budapest 2007 [teksty w jęz.: czes., pol., węgier., słowac., ang.], – niem.: Sarmatische Landschaften. [Oprac.:] M. Pollack. Frankfurt am Main 2005, – serb.: Stane pripravnosti e pregled savremene polske poeziǰe e generaciǰa BruLiona i noviǰi autori. [Wybór i przekład:] A. Šaranac. Beograd 2010, – szwedz.: Polen berättar. Navelsträngen i jorden e sexton noveller. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2005.
Adaptacje
1. Słuchaj uchem. [Utwory czytane na scenie]. Adapt. i czyta: D. Odija. Wyst. Słupsk, T. Rondo 2010.
Cykl 40-minutowych „słuchowisk na żywo” w oprawie muz. Projekt zrealizowany przez Słupski Ośrodek Kultury ze środków Min. Kultury i Dziedzictwa Nar. przy pomocy finanso-wej Gminy Miej. Słupsk.
[Odcinek] 1. B. Hrabal: Pociągi pod specjalnym nadzorem. Muz.: M. Dymiter.
Wyst. nast.: Gdańsk, T. w Oknie 2010.
[Odcinek] 2. S. Lem: Bajki robotów. Muz.: M. Dymiter.
[Odcinek] 3. Antologia poezji metafizycznej. Muz.: M. Dymiter. Śpiew: Z. Esden.
[Odcinek] 4. B. Schulz: Sklepy cynamonowe. Muz.: M. Dymiter, W. Jachna.
Tu także tekst w jęz. niem. czytany przez L. Soltera.
[Odcinek] 5. L. Russolo: Sztuka hałasu. Muz.: M. Dymiter.
2. Legendy pomorskie. [Widowisko multimedialne]. Tekst oprac.: D. Odija. Praprem. Gdańsk, Centrum św. Jana 2015.
Tekst oparty na wyborze podań niem. folklorysty, O. Knoopa. – Wystawienie na zakończenie festiwalu lit. „Czytanie Pomorza. Korzenie”, organizowanego przez Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku.
Prace redakcyjne
1. Ruchomy pamiętnik = Das bewegliche Tagebuch. Oprac. tekstu: D. Odija. [Przeł.] B. Dymiter. Galeria Interdyscyplinarna. Słupsk: Młodzieżowe Centrum Kultury 2010, 109 s. + 1 dwustronny dysk optyczny (CD/DVD).
Tekst w jęz. pol i niem. – Publikacja przygotowana jako t. 3 interdyscyplinarnego projektu (z pogranicza reportażu, literatury, muzyki i video), poświęcona historii mieszkańców Słupska po zakończeniu II wojny światowej. Realizacja ze środków Min. Kultury i Dziedzictwa Nar. oraz Gminy Miej. Słupsk.
2. Tajemnice Węglina = Weglin mysteries. [Opowiadania dla dzieci]. Wybór tekstów D. Odija. Przeł. K. Bogdanowicz. Oprawa graf.: A. Stark. Lubl.: Dzielnicowy Dom Kult. „Węglin” [2017], [96] s.
Tekst w jęz. pol. i ang. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Strona internetowa: http://danielodija pl.
 	Autor o sobie: Inspiracje i frustracje. „Dekada Lit.” 2001 nr 9/10 [wypowiedź w ank. red. nt. czynników kształtujących własną twórczość lit.].
 	Wywiady: Ulica jakich wiele. Rozm. B. Czechowska-Derkacz. „Głos Wybrz.” 2001 nr 81 [dot. gł.: Ulica]; Dla mnie nie ma przeciętniaków. Rozm. A. Nowaczewski. „Kultura”, Białystok 2003 nr 9/10; Proza Pegeeru. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 100; Siermiężna magia. Rozm. B. Czechowska-Derkacz. „Trybuna” 2003 nr 97 [wokół książek: Ulica i Tartak]; Chcę zapomnieć swoje książki. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 225; „Tartak” jak muzyka. Rozm. M. Dvorak. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 219 dod. „Kraków” [z udziałem A. Olsten; dot. sztuki wyst. w T. Słowackiego]; Tak, jestem szczęśliwy. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2005 nr 12; Każdy z bohaterów to moje emocje. Rozm. J. Grabska. „Dz. Bałt.” 2006 nr z 25 II; Fabuła jest tylko podstępem. Rozm. M. Misztal. „Lampa” 2008 nr 12; Szkoda przechodzić obojętnie obok świata. Rozm. M. Robert. „Not. Wydawn.” 2009 nr 2; Miasteczko na bagnach. Rozm. P. Gulda. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 129 dod. „Trójmiasto” [dot. gł.: Kronika umarłych]; Ołowiany kolor wody. Rozm. M. Kargul. „Salon i Elegancja” 2010 nr 8/9 [m.in. o równolegle prowadzonych pracach nad powieściami: Kronika umarłych i Niech to będzie sen]; Uchwycić świat psychicznego rozpadu. Rozm. A. Nęcka. „art.Papier” [on-line] 2010 nr 3 [dostęp 3 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=100&amp;amp;artykul=2319&amp;amp;kat=1 [dot. gł.: Kronika umarłych]; Życie kreśli sztukę. Rozm. P. Pustkowiak. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 15 dod. „Kultura” [dot. gł.: Kronika umarłych]; Uczę się sztuki ciszy. Rozm. R. Pawłowski. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.legalnakultura.pl/pl/czytelnia-kulturalna/rozmowy/news/1560,daniel-odija.
 	Daniel Odija. Biobibliografia. Oprac.: A. Świetlicka. Słupsk: Stow. Bibliotekarzy Pol. Zarząd Oddz.; Miej. Bibl. Publiczna im. M. Dąbrowskiej 2006, 36 s. Sylwetki Pisarzy Słupskich [z przedr. wywiadów oraz fragm. prac dot. twórczości D. Odiji].

Ogólne

 	B. MARZEC: Umarli są wśród nas. Portret pisarza. „Rzeczpospolita” 2003 nr 296.
 	D. KALINOWSKI: Przestrzeń na nowo odkryta. O prozie Daniela Odiji; A. NOWACZEWSKI: Między ulicą a katedrą. Młoda literatura Wybrzeża wobec rzeczywistości III RP. W: Literatura Wybrzeża po 1980 roku. Pelplin 2004.
 	J. DĄBROWA-JANUSZEWSKI: Odija. „Pomerania” 2006 nr 7/8.
 	A. NOWACZEWSKI: Odkrywanie ulic nieprzedstawionych. W tegoż: Szlifibruki i flâneurzy. Gdańsk 2011 [dot. m.in. D. Odiji].
 	A. NĘCKA: Fascynacja prowincją. O twórczości Daniela Odii. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
 	J. SWORNOWSKA: „W Słupsku jak w d…sku”. Jedno z przeklętych miast Polski? „Nowy Słupnik” 2014 nr 1 [dot. także B. Muszyńskiego].

Podróże w miejscu

 	W. CIESIELSKI: Kwartet młodości. „Ślad”, Słupsk 2006 nr 6.
 	W. CIESIELSKI: Podróż w obszary statycznego bytu. „Akant” 2001 nr 13.
 	P. BRATKOWSKI: Podrzeczywistość. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 108 dod. „Magazyn Książ.” nr 4.
 	L. BUGAJSKI, M. BŁAŻEJEWSKI, A.K. WAŚKIEWICZ: Trójgłos o „Ulicy” Daniela Odiji. „Autograf” 2001 nr 3.
 	I. IWASIÓW: Chodzenie uważne. „Pogranicza” 2001 nr 3.
 	A. MADALIŃSKI: Długa ulica donikąd. „FA-art” 2001 nr 3.
 	D. NOWACKI: Powrót lumpa. „Nowe Książ.” 2001 nr 7.
 	M. ORSKI: Gdzie się Długa kończy… „Arkusz” 2001 nr 8.
 	R. OSTASZEWSKI: Nieśmiertelność robaków. „Dekada Lit.” 2001 nr 7/8.
 	J. SUCHECKI: Okrucieństwo sierot. „Res Publica Nowa” 2001 nr 11 [polem. z rec. P. Bratkowskiego i D. Nowackiego].
 	A. CZACHOWSKA: Totalny brak miłości. „Twórczość” 2002 nr 1.
 	M. KAMIŃSKI: Ulica prawdy i zmyślenia. „Dz. Bałt. Wieczór Wybrz.” 2002 nr 114 [dot. zarzutów o zniesławienie, stawianych autorowi przez mieszkańców ulicy Długiej w Słupsku].
 	Z. MARECKI: Obrażeni przez powieść. „Kulisy” 2002 nr 20 [nt. odbioru powieści przez mieszkańców ulicy Długiej w Słupsku].
 	D. NOWACKI: Polityczna apolityczność. W tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [dot. m.in. D. Odiji].
 	P. WYSZOMIRSKI: Długa City, czyli ballada patologiczna mocno udokumentowana. „Gaz. Świętojańska” Powst. 2016 [on-line] [dostęp 30 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: gazetaswietojanska.org/index.php?id2&amp;amp;t1&amp;amp;page51766 [dot. adapt. teatr.].
 	Zob. też Wywiady.

Tartak

 	A. BŁAŻYŃSKA: Wstrętna mucha. „Opcje” 2003 nr 3.
 	P. BRATKOWSKI: Nadzieja w beznadziei. „Newsweek Polska” 2003 nr 11 [dot. także: T. Tryzna: Idź, kochaj].
 	M. CUBER: Stajenka z Tartakowej (i nie tylko). „Studium” 2003 nr 5/6.
 	D. NOWACKI: Naturalista woła o miłość. „Twórczość” 2003 nr 7/8.
 	M. ORSKI: W krainie „pegeerusów”. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	R. OSTASZEWSKI: Przemijanie i nie tylko. „Dekada Lit.” 2003 nr 7/8.
 	P. PIASZCZYŃSKI: „…i nie tylko”. „Borussia” 2003 nr 31.
 	M. ORSKI: Ballady współczesnych peryferii. „Prz. Powsz.” 2004 nr 7/8.
 	Zob. też Wywiady.

Tartak.

 	Ł. DREWNIAK: Tartak tortur. „Przekrój” 2004 nr 40.
 	J. TARGOŃ: Fotografia z rastrem. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 221 dod. „Kraków”.
 	Zob. też Wywiady.

Szklana huta

 	P. CZAPLIŃSKI: Szklana pułapka. „FA-art” 2005 nr 1.
 	M. LAREK: Smutne, ale niezbyt prawdziwe. „Czas Kult.” 2005 nr 5.
 	M. ORSKI: Szklana proza. „Nowe Książ.” 2005 nr 9, przedr. zmien. pt. Mały naturalizm, w tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	R. OSTASZEWSKI: Męskie historie Daniela Odiji. „Topos” 2005 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Pod ścianą. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.”.

Niech to nie będzie sen

 	A. MARCHEWKA: Bez męczących emocji. „Lampa” 2008 nr 12.
 	M. MIZURO: Faceci. „FA-art” 2008 nr 4.
 	D. NOWACKI: Epidemia życiowych pomyłek. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 281.
 	A. NĘCKA: Na zakręcie. „Nowe Książ.” 2009 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Kronika umarłych

 	A. DOBIEGAŁA: Miasto cienia. „Twórczość” 2010 nr 11.
 	A. KOŁODZIEJSKA: Na granicy dwóch światów. „Śląsk” 2010 nr 8.
 	D. NOWACKI: Obłęd w przeklętym mieście. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 21.
 	E. SOBOL: Prowincjonalna powieść o artyście. „Bliza” 2010 nr 2.
 	J. WIERZEJSKA: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. „Nowe Książ.” 2010 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Stolp

 	M. KEMPNA-PIENIĄŻEK: Cała ta apokalipsa. „ArtPa-pier” 2017 nr z 15-16 VIII [on-line] [dostęp 18 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=330&amp;amp;artykul=6296.

Słuchaj uchem

 	E. PASZKO: Słuchaj uchem. „ Zbliżenia” 2010 nr 7.

Ruchomy pamiętnik

 	M. KUDELSKA: Chodź, opowiem ci historię… „E-splot” Powst. 2011 [on-line] [dostęp 19 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.e-splot.pl/index.php?pidarticles&amp;amp;id1220.
</document>
<document nplp_id="3073" title="Andrzej SULIKOWSKI" slug="andrzej-sulikowski">ur. 1950

Pseud.: J.W. Gadomski; Józef Poduczonek; Józef W. Gadomski; Józef Wojciech Gadomski.

Historyk literatury, krytyk literacki, prozaik, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 15 lipca 1950 w Krakowie; syn Ryszarda Sulikowskiego, artysty plastyka, i Anny z Gadomskich, pielęgniarki. Uczęszczał do II Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie; w 1968 zdał maturę i rozpoczął studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej, które przerwał po roku. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Debiutował w 1973 recenzją opowiadań J. Narbutta W mieście wesele, pt. Wesele samotników, opublikowaną na łamach tygodnika „Życie Literackie” (nr 20). Prozę, artykuły i recenzje drukował następnie na łamach czasopism kulturalno-literackich, m.in. w „Tygodniku Powszechnym” (stale w 1973-87) oraz w pismach: „Znak” (od 1974-93 z przerwami, 1999) i „Twórczość” (1976-82, z przerwami). W 1973/74 otrzymał specjalną nagrodę naukową im. W. Borowego, przyznaną przez Wydział I PAN dla najzdolniejszych studentów. W 1974 uzyskał na UJ magisterium. W 1975 odbył roczną służbę wojskową i uzyskał stopień podporucznika rezerwy (w tym czasie zagrał w filmie instruktażowym „Czołówki” pt. Pościg). W 1976-82 pracował na stanowisku asystenta w Zakładzie Literatury Polskiej XX w. Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UJ. Równocześnie w 1978-85 wykładał historię kultury polskiej, literatury polskiej i niezależnego ruchu wydawniczego w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie; w tym okresie był także uczestnikiem seminariów filozoficznych ks. prof. Józefa Tischnera. W swojej pracy badawczej zajmował się głównie współczesną poezją i prozą ze szczególnym uwzględnieniem aspektu religijnego. W 1982 uzyskał na UJ doktorat na podstawie monografii „Pozwolić mówić prawdzie”. O twórczości Hanny Malewskiej (promotor prof. Henryk Markiewicz). Współpracował jako autor artykułów i recenzji z czasopismami wychodzącymi poza cenzurą, m.in. „Zapisem” (1980; pod pseud. Józef Poduczonek), „Arką” (1989), a także pod pseudonimem Józef Wojciech Gadomski z paryską „Kulturą” (1985-1996) i zachodnioberlińskim „Archipelagiem” (1987); publikował też w miesięczniku michalitów „Powściągliwość i Praca” (1986-91). Pisał teksty dla Radia Wolna Europa (1981-89). Był członkiem Rady Wydawniczej i redaktorem niezależnego wydawnictwa ABC w Krakowie. Udzielał się jako wykładowca w niezależnym ruchu naukowym, brał udział w szkoleniach animatorów Oazy SS Prezentek. W 1986-88 przebywał na stypendium zachodnioniemieckiej Fundacji Alexandra von Humboldta w Monachium i Bochum, gdzie prowadził badania nad współczesną literaturą emigracyjną i literaturą niemiecką, a w 1989 odbył podróż studyjną finansowaną przez tę Fundację do ważniejszych ośrodków naukowych RFN (m. in. Heildelberg, Konstancja, Monachium, Berlin Zachodni, Hamburg). Od 1988 pracował na stanowisku adiunkta w Sekcji Filologii Polskiej Katedry Literatury Współczesnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL); w 1993-94 pełnił funkcję kierownika tej Sekcji. W 1989-93 był opiekunem Koła Naukowego Polonistów KUL i współorganizatorem ogólnopolskich Tygodni Polonistycznych oraz sesji naukowych i literackich. W 1990 został członkiem SPP, w 1991 Towarzystwa Naukowego KUL. W 1992 habilitował się na KUL na podstawie monografii „Nie można świata zostawić w spokoju”. O twórczości Jana Józefa Szczepańskiego. W 1992-96 był współzałożycielem i opiekunem naukowym Sekcji Języka Polskiego w Zespole Kolegiów Nauczycielskich w Zamościu. W 1993-96 pracował równocześnie jako profesor kontraktowy w Instytucie Filologii Polskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie. W 1994 przebywał dwa miesiące w Paryżu na stypendium naukowym (Université Paris –Sorbonne). W 1996 odszedł z KUL i jako profesor nadzwyczajny został zatrudniony w Instytucie Filologii Polskiej (obecnie Instytut Polonistyki i Kulturoznawstwa) Uniwersytetu Szczecińskiego (USzcz.); od 1997 kierował tam Zakładem Teorii Literatury (od 2005 Zakład Teorii i Antropologii Literatury); pełnił także funkcję pełnomocnika rektora do spraw studenckiego ruchu naukowego i był opiekunem Koła Naukowego Literaturoznawców. W 1997 roku otrzymał nagrodę „Złoty Exlibris”, przyznawaną przez Książnicę Pomorską w Szczecinie. Był współtwórcą cyklu pt. Przez muzykę do świata wartości, prowadzonego przez profesora Bohdana Boguszewskiego, dyrygenta orkiestry „Academia” w Szczecinie. W 1997-2001 pracował także jako profesor kontraktowy w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej w Koszalinie. W 1998 otrzymał tytuł naukowy profesora. W sierpniu i wrześniu 1998 przebywał na stypendium Alexandra von Humboldta w Greifswaldzie (prowadził tam m.in. badania nad epistolografią Wolfganga Amadeusza Mozarta i pismami Albrechta Dürera), a w 2000 w Ratyzbonie. Nawiązał wieloletnią współpracę ze slawistką, profesor dr Ulrike Jekutsch; wspólnie byli autorami projektu Deutsch-Polnisches LiteraturForum (DPLF Szczecin-Greifswald; od 1998). Współpracował także z Uniwersytetem Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą (1998) oraz Uniwersytetami w Roskilde i Kopenhadze (w 1999). W 2001 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego w USzcz. W 2002 na zaproszenie abpa Józefa Życińskiego brał udział w spotkaniu Rady Apostolstwa Świeckich przy Konferencji Episkopatu Polski. W 2003 uczestniczył w obradach Forum Regionalnego Gryf, został także członkiem Rady Forum. W tymże roku objął funkcję prezesa Oddziału SPP w Szczecinie. W 2004 otrzymał nagrodę naukową III stopnia, a w 2006 nagrodę naukową II stopnia przyznaną przez rektora USzcz. W 2005 przebywał w Stanach Zjednoczonych, głównie w Filadelfii, gdzie badał twórczość Tomasza Mertona. Nawiązał także kontakty z Columbia University w Nowym Jorku. W grudniu 2006 przebywał na stypendium DAAD (Deutscher Akademischer Austausch Dienst) w Greifswaldzie, poświęconym zagadnieniom socjologii w badaniach literackich. Od 2007 współpracował z Muzeum Polskim w Rapperswilu. W 2008 zrezygnował z kierowania Zakładem Teorii i Antropologii Literatury, a w 2010 objął kierownictwo nowoutworzonej Pracowni Badań nad Kulturą Religijną i Dawnym Piśmiennictwem w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa USzcz. Wchodził w skład Rady Wydziału Filologicznego.

W 1971 zawarł związek małżeński z Joanną Byrczek, polonistką. Ma czworo dzieci: Piotra Roberta (ur. 1972), Katarzynę Teresę (ur. 1976), Izabelę Marię (ur. 1979), Macieja Bronisława (ur. 1981). Mieszka w Szczecinie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Nie całkiem zmyślone. Wwa: PAX 1989, 224, s.
Proza artyst. i felietony quasi-autobiograficzne z 1973-1986, druk. głównie w „Tyg. Powsz.”
 	Z Krakowa – w góry. [Szkice]. Kalwaria Zebrzydowska: Calvarianum 1989, 215, s.
Zawartość: Pod prąd minionego czasu; W sprawie górskiego „stylu bycia”; Po zejściu lawiny; Turystyka i kontemplacja. O filozofii gór Władysława Krygowskiego; Chrześcijańskie przeżywanie gór; Kozi Wierch; Polana Gorc Troszacki; Chata i cztery żywioły; Sztuka nawigacji; Człowiek który roznieca ogień [dot. J.J. Szczepańskiego]; Misterium, odpust, samotność; Wieża, nieustające wezwanie; Kościół daleki, kościół bliski. – Zamiast posłowia.
 	„Nie można świata zostawić w spokoju”. O twórczości Jana Józefa Szczepańskiego. [Monografia]. Lubl.: Tow. Nauk. KUL 1992, 350 s. Tow. Nauk. KUL Katedra Pol. Literatury Współcz. Lit. współcz. – pisarze i problemy.
Rozprawa habilitacyjna.
 	„Pozwolić mówić prawdzie”. O twórczości Hanny Malewskiej. [Monografia]. Lubl.: Tow. Nauk. KUL; Wydawn. KUL 1993, 405 s.
Rozszerzona wersja rozprawy doktorskiej.
 	Świat poetycki ks. Jana Twardowskiego. [Monografia]. Lubl.: Wydawn. KUL 1995, 382 s. KUL, Zakład Badań nad Lit. Religijną, 23. Wyd. 2 zmien. pt. „Serce czyste”. Świat poetycki ks. Jana Twardowskiego. Lubl.: Gaudium 2001.
W wyd. 1 także bibliografia twórczości ks. J. Twardowskiego.
 	Nauczyciele modlitwy. [Szkice, eseje, traktaty]. Kalwaria Zebrzydowska: Calvarianum 1996, 97 s.
Zawartość: Jezus z Nazaretu; Maryja, matka Jezusa; Miecz boleści; Pokój Chrystusowi; Łaski Krzyża Świętego; Św. Augustyn – znaleźć czas dla Boga; Filozofia jako rozmowa; Modlitwa z „Wyznań” św. Augustyna; O daremności straszenia; Tomasza Mertona droga do klasztoru.
 	Na początku był wiersz, czyli 13 nowych odczytań poezji ks. Jana Twardowskiego. [Szkice]. Kr.: Znak 1998, 136 s. „Znak” dla Szkoły.
Nagroda naukowa II stopnia rektora USzcz.
Dot. wierszy: Suplikacje; O spacerze po cmentarzu wojskowym; Do moich uczniów; Na wsi; Mrówko, ważko, biedronko; Rachunek dla dorosłego; Deszcz; Pan Jezus niewierzących; Oda do rozpaczy; Śpieszmy się; Trudno; Do świętego Antoniego; Litania polska.
 	Jan Józef Szczepański. Studia i wspomnienia. Szczec.: Print Group D. Krzanowski 2005, 243 s. Z prac Zakładu Teorii Literatury Inst. Filologii Pol. USzcz.
Zawartość: I. Studia: J.J. Szczepański i Niemcy; Problematyka górska w twórczości J.J. Szczepańskiego; Wyście w góry; Dwie postawy – K. Wojtyła i J.J. Szczepański. – II. Wspomnienia: Fotografie J.J. Szczepańskiego; Podejście pod Kopieniec; Pogrzeb Dadeja. – Kalendarium życia i twórczości J.J. Szczepańskiego.
 	Słupki liryczne. [Wiersze]. Szczec.: Print Group D. Krzanowski 2005, 94 s.
 	Album spotkań z ks. Janem Twardowskim. Lubl.: Gaudium 2008, 380 s.
 	Epos sanocki Janusza Szubera. [Monografia]. Szczec.: Volumina pl D. Krzanowski 2010, 316 s. Z publikacji Pracowni Badań nad Kulturą Religijną i Dawnym Piśmiennictwem, Zakład Teorii i Antropologii Literatury, Inst. Polonistyki i Kulturoznawstwa USzcz.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Texter 2011, plik w formacie PDF.
 	Helena Raszka zaprasza na spotkanie. [Biografia]. Red.: J. Sulikowska. Szczec.: Volumina.pl, Daniel Krzanowski 2017, 210 s.
 	Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Apocalypsis cum figuris.” Wieloznaczność struktury widowiska. „Znak” 1974 nr 9 s. 1178-1188. – Twórczość Brunona Schulza w krytyce i badaniach literackich (1934-1976). „Pam. Lit.” 1978 z. 2 s. 264-303. – Egzotyzm i egotyzm. O „Dzienniku” Gombrowicza „Pam. Lit.” 1979 z. 3 s. 95-114. – O formach dyskursywnych w prozie powojennej. W: Studia o narracji. Wr. 1982 s. 237-249. – Turystyka i kontemplacja. (O filozofii gór Władysława Krygowskiego). „Znak” 1985 nr 7/8 s. 124-39. – Esej o szkole ubogiej. „Kultura”, Paryż 1986 nr 12 s. 64-74. – Projekt księgi: Irzykowski, Schulz, Flaszen. W: Biblia i literatura. Lubl. 1986 s. 375-390. – Fundacja Humbolta – udział Polaków. „Kultura” , Paryż 1987 nr 12 s. 109-120 [podp. pseud.: J.W. Gadomski]. – Modlitewnik [O.] Gasztołda. „Kultura”, Paryż 1987 nr 5 s. 19-30 [podp. pseud.: J.W. Gadomski]. – Przechadzki z Andrzejem Kijowskim. „Arka”* 1989 nr 25 s. 17-32, wersja skrócona „Odra” 1990 nr 1, przedr. w wersji rozszerz. W: Andrzeja Kijowskiego portret wielokrotny, Wwa 2008 s. 157-190. – Sztuka portretu w eseju. Na przykładzie Bolesława Micińskiego; Tradycja personalistyczna we współczesnej eseistyce polskiej. W: Polski esej. Kr. 1991 s. 35-50; 19-34. – Bruno Schulz i kobiety. O motywach nie tylko z „Xięgi Bałwochwalczej”. „Kamena” 1992 nr 3/4 s. 179-195, przedr. w: Bruno Schulz. In memoriam. 1892-1992. Lubl. 1992 s. 179-195. Wyd. 2 tamże 1994. – Schulzowskie sytuacje komunikacyjne. W: Czytanie Schulza. Kr. 1994 s. 231-249 .– Duchowość w narracjach Stanisława Pigonia. W: Non omnis moriar. Rzeszów 1997 s. 17-34. – Fenomen „artysty integralnego”. Na przykładzie Tadeusza Kantora. „Fraza” 1997 nr 1 s. 178-187. – O „Polskiej litanii” ks. Jana Twardowskiego. W: Interpretacje aksjologiczne. Lubl. 1997 s. 329-341. – „Naśladowanie Chrystusa” [Tomasza á Kempis] jako książka użytkowa. „Znak” 1998 nr 19 s. 131-140. – Pisarz wobec Chrystusa. Z zagadnień duchowości w literaturze. W: Z Bogiem przez wieki. Rzeszów1998 s. 123-134. – Andrzej Bobkowski – z zagadnień metafizyki sportu. W: Pogranicza wrażliwości w literaturze i kulturze. Cz. 2. Meandry wrażliwości XX wieku. Szczec. 1999 s. 41-52. – Katolicyzm w „Wariacjach pocztowych”. W: „Wariacje pocztowe” Kazimierza Brandysa. Szczec. 1999 s. 137-156. – „Pan Tadeusz” a zagadnienie życia wewnętrznego. W: „Pan Tadeusz” i jego dziedzictwo w literaturze polskiej. Kr. 1999 s. 379-396, przedr. w: Literackie kresy i bezkresy. Szczec. 2000. – Rymy Miłosza – dlaczego takie ładne? Cz. 1-2. „PAL Prz. Artyst.- Lit.” 1999 nr 11/12 s. 149-155; 2000 nr 1/ 2 s. 102-109. – Trop Maryjny w twórczości Hanny Malewskiej. W: Matka Boska w życiu i twórczości wielkich Polaków. Wwa 1999 s. 100-123. – Ludzkie królowanie. O jednym wierszu Kazimierza Świegockiego. W: Poezja i egzystencja. Siedlce 2000 s. 288-295 [dot. wiersza: Do nienarodzonej]. – Z zagadnień przekładu publicystyki na przykładzie „Dialogu”. W: Debiut naukowy w Szczecinie. Szczec. 2000 s. 197-218. – Fotografie z pamięci. „W Drodze” 2001 nr 6 s. 14-28 [dot. ks. B. Bozowskiego]. – Interpretacja trzech wierszy Mickiewicza: „Do samotności”, „Do M.Ł. w dzień przyjęcia Komunii św.”, „Mędrcy”. „Ruch Lit.” 2001 z. 2 s. 93-109. – „Zapiski więzienne” [S. Wyszyńskiego] czytane w stanie wojennym. „Więź” 2001 nr 12 s. 52-69. – Anna Kamieńska – portret poetki. „Fraza” 2002 nr 1/ 2 s. 134-146. – Cierpienie w życiu Karola Wojtyły. W: Cierpienie w literaturze polskiej. Siedlce 2002 s. 199-206. – Dokąd właściwie – „Matka odchodzi”? Tadeuszowi Różewiczowi na osiemdziesięciolecie. W: „Matka odchodzi” Tadeusza Różewicza. Szczec. 2002 s. 79-92. – Nobilitacja powszedniości. „Dzienniki” Tomasza Manna. „Twórczość” 2002 nr 1 s. 58-81. – Podróże z Januszem Szuberem. Powidoki Sanocczyzny. „Wierchy” 2002 s. 33-54. – Spotkania z Janem Błońskim. Na siedemdziesięciolecie urodzin. W: Jan Błoński … i literatura XX wieku. Kr. 2002 s. 133-143. – Etos klerka w życiu Hanny Malewskiej. Duchowa postawa pisarki. W: Hanna Malewska (1911-1983). Lubl. 2003 s. 13-49. – Janusz Szuber jako poeta pogranicza. W: Dialog kultur w nowej Europie. Szczec. 2003 s. 105-114. – Kultura karpacka w twórczości Władysława Orkana. W: Orkan czytany dzisiaj. Nowy Targ 2003 s. 77-89. – Stanisław Lem a myślenie teologiczne. W: Stanisław Lem – pisarz, myśliciel, człowiek. Kr. 2003 s. 160-170, toż w wersji niem. pt. Stanisław Lem – und das theologische Denken. W: Stanislaw Lem – Mensch, Denker, Schriftsteller. Wiesbaden 2005. – Tryptyk rzymski czytany wiosną. W: Wokół „Tryptyku rzymskiego” Jana Pawła II. Lubl. 2003 s. 130-138. – Irena Sławińska: rozmowy i wycieczki. „Ethos” 2004 nr 1/2 s. 508-517. – Spotkania z Tomaszem Mannem. Rodzime zaplecze lektury. „Świat i Sł.” 2004 nr 2 s. 337-364. – Twórczość poetycka Janusza Szubera. „Pam. Lit.” 2004 z. 2 s. 93-128. – Wiersze Czesława Miłosza w pamięci młodych pokoleń. W: Poezja polska na obczyźnie. Rzeszów 2005 s. 239-253. – Czytanie wierszy wedle Renaty Mayenowej. W: Obecność. Maria Renata Mayenowa. (1908-1988). Białystok 2006 s. 201-210. – Ks. Janusz St. Pasierb o architekturze Pelplina, czyli – „lekcja życia”. W: Szkice o twórczości Janusza St. Pasierba. Szczec. 2006 s. 149-155. – Kultura europejska w twórczości ks. Jana Twardowskiego. W: Chrześcijaństwo a kultura. Wwa 2006 s. 321-331. – Sołżenicyn i krakowskie podziemie intelektualne. W: Nie tylko Wschód. Recepcja literatur obcych w czasopismach polskich XX wieku. Łask – Szczec. – Tor. 2006 s. 29-41. – Spotkania z Karolem Wojtyłą. „Dyskurs” 2006 z. 2 s. 209-219, przedr. w: Promieniowanie świętości. Kr. 2011. – Wacław Oszajca czytany w Lublinie. W: Szkice o twórczości Wacława Oszajcy. Szczec. 2006 s. 115-125. – Krakowski matecznik Andrzeja Kijowskiego. W: Andrzej Kijowski i literaturoznawcy. Wwa 2007 s. 21-34. – Szafa Erazma Kuźmy. W: Xięga Erazmiańska. Szczec. – Łask 2007 s. 203-222. – Biblia w polskiej literaturze współczesnej. „Studia Nauk Teolog.” 2009 [właśc. 2010] s. 247-264. – „Apocalypsis cum figuris” Albrechta Dürera. Interpretacja multimedialna. „Świat i Sł.” 2010 nr 2 s. 79-94. – Doświadczenia górskie w pisarstwie Jerzego Stempowskiego. „Arch. Emigracji” 2010 nr 1 /2 s. 7-17. – Młodość z ks. Adamem Bonieckim. W: Zaczęło się u św. Anny. Kr. 2010 s. 263-279. – Sztuka czytania wielkiej literatury (na przykładzie Tomasza Manna). W: Literatura – Pamięć – Kultura. Białystok 2010 s. 257-282. – Człowiek, który nie uciekał. Chirurg i pisarz z Prus Wschodnich — Hans Graf von Lehndorff. W: Zasługi oraz dylematy życiowe i zawodowe lekarzy chirurgów w świetle literatury i medycyny. Lubl. 2011 s. 199-208. – Parapsychologiczne doświadczenia Jana Józefa Szczepańskiego. W: Poetyka i semantyka doświadczeń religijnych w literaturze. Lubl. 2011 s. 379-393. – Wiersze Zbigniewa Herberta w przekładach na niemiecki. W: Herbert Środkowoeuropejczyk. Katow. 2011 s. 57-99. – Świadomość pokoleniowa Jana Józefa Szczepańskiego. W: Pokolenie 1920. Kielce 2012 s. 85-100. – Womit spricht die gegenwärtigen Polen Hans Graf von Lehndorffs „Ostpreuβisches Tagebuch 1945–1947” W: Erinnerung in Text und Bild. Zur Darstellbarkeit von Krieg und Holocaust im literarischen und filmischen Schaffen in Deutschland und Polen. Berlin 2012 s. 291-300. – Lachowice żywieckie. „Twórczość” 2013 nr 3 s. 58-74.– Okiem krakauera. „Szczeciner” 2013 nr 3 s. 180-193. – Panegiryk dla Leszka Kołakowskiego.W: W: Herrscherlob und Herrscherkritik in den slawischen Literaturen. [Oprac.:] von B. Holtz, U. Marggraff. Wiesbaden 2013 s. 317-332. – Życie wewnętrzne Hansa Grafa von Lehndorff w „Dzienniku wschodniopruskim” „Konteksty Kult.” 2014 z. 3/4 s. 232-255. – Józef Mackiewicz o kościele katolickim; Literatura z zapleczem filozoficznym. Pisarze „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”; Rytmy dobowe i rytmy miesięczne w pracy redaktorskiej Jerzego Turowicza; Zamknięcie konferencji o Jerzym Turowiczu [współaut.] A. Boniecki. W: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza. Szczec. 2015 s. 251-260;183-192; 289-301; 315-364. – Pochwała wiosny. Narew Włodzimierza Puchalskiego. W: Literatura, kultura religijna, polskość. Wwa 2015 s. 645-664. – Tygodnik Powszechny Jerzego Turowicza wobec literatury. Medium prawie doskonałe. „Tyg. Powsz.” W: Od pióra do sieci. Zmienne media literatury. Szczec. 2015 s. 75-96. – „Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny”. Glosy, hipotezy, interpretacje. „Tematy i Konteksty” 2016 nr 6 s. 254-301. – Kto jest rozmówcą Miłosza? W: Miłosz i dyskursy. Bielsko-Biała 2016 s. 200-212. – Perypatetyk. W: Erazm Kuźma. Szczec. 2016 s. 171-182. – Wiersze Jana Twardowskiego jako przekraczanie śmiertelności. Wymiar ewangeliczny czytelnictwa poezji. W: Pisał na tak. Wwa 2016 s. 77-89.
 	Scenariusze telewizyjnych filmów dokumentalnych dla TVP: Andrzej Kijowski. Komentarz A. Sulikowski. Scenariusz i realizacja: M. Nowicki. 1996. – La douce France – o Andrzeju Bobkowskim. Zawiedziony kochanek Europy – o Andrzeju Bobkowskim. (Cz. I-II). Scenariusz i komentarz A. Sulikowski. Realizacja: M. Nowicki. 1997. – Współpraca naukowa między uniwersytetami w Szczecinie i Greifswaldzie. Scenariusz A. Sulikowski. [Współaut.:] M. Kulik. Realizacja 2000. – Przez Niemcy do literatury światowej. Scenariusz A. Sulikowski. [Współaut.:] P. Kulik. Realizacja: P. Kulik. 2002 [dot. S. Lema. Także w wersji ang. i niem.].

Przekłady

 	Tomasz á Kempis: Cztery medytacje. Przeł. i wstępem opatrzył A. Sulikowski. Kr.: Znak 2001, 77 s.
 	H. Graf von Lehndorff: Dziennik wschodniopruski. Zapiski lekarza z lat 1945-1947. Przeł.: P. Sulikowski i A. Sulikowski. Oprac. i red.: J. i A. Sulikowscy. Szczec.: [Print Group] 2010, 298 s.
Prace edytorskie i redakcyjne
 	H. Malewska: O odpowiedzialności. Wybór publicystyki (1945-1976). [Red. A. Sulikowski]. Kr.: Znak 1981, 233 s. Wyd. 2 zmien. i poszerz. pt. O odpowiedzialności i inne szkice. Przygot. i wstępem opatrzył A. Sulikowski tamże 1987, 492 s.
Udział red. w wyd. 1 wg inf. A. Sulikowskiego. – W wyd. 2 w oprac. A. Sulikowskiego kalendarium życia i twórczości oraz bibliografia H. Malewskiej.
 	M. Jarczyńska-Bukowska: Etiudy i kaprysy. [Miniatury literackie]. Wybór, red. i słowo wstępne: A. Sulikowski. Kr.: Znak 1983, 125 s.
 	Z. Szpotański: O wolności myślenia. [Eseje]. Wybór, oprac. i wstęp: A. Sulikowski. Kr.: Znak 1986, 321 s.
 	J.J. Szczepański: Japanische Blumen. Erzählungen und Betrachtungen. [Szkice]. [Wybór i posł.:] A. Sulikowski. [Przeł.] K. Staemmler [i in.]. Frankfurt am Main : Suhrkamp 1988, 328 s. Polnische Bibliothek.
 	H. Malewska: Apokryf rodzinny. [Powieść]. Wstęp i oprac.: A. Sulikowski. Kr.: Universitas 1997, 307 s. Bibl. Pol. Universitas.
 	Debiut naukowy w Szczecinie. Materiały ogólnopolskiej studenckiej sesji naukowej. Szczecin 12-13 listopada 1997 r. Pod red. M. Lipińskiej i A. Sulikowskiego. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 2000, 239 s. Koło Nauk. Literaturoznawców, Koło Młodych Dziennikarzy. Mater., Konferencje, 48.
 	Interpretacje. Materiały z ogólnopolskiej konferencji naukowej. II Szczec. Spotkania Studenckie, 11-13 maja 1999. Red.: M.: Drzazgowska, B. Użyńska, D. Wojsław. Opieka nauk.: A. Sulikowski. Szczec.: USzcz. 2000, 287 s.
 	J. Twardowski: Przezroczystość. Wybór wierszy. Układ t. i posł.: A. Sulikowski. Kr.: Znak 2001, 268 s.
Do książki dołączono płytę CD z nagraniami 8 wierszy przeczytanych przez ks. J. Twardowskiego oraz 17 piosenek do jego tekstów w wykonaniu Teatru Es z Siedlec.
 	Poezja polska i niemiecka w przekładach współczesnych. Materiały z konferencji naukowej Szczecin-Greifswald 18-21 listopada 1998 roku. Red.: U. Jekutsch i A. Sulikowski. Szczec.: Zakład Teorii Literatury Inst. Filologii Pol. USzcz. 2002, 268 s. Deutsch-Polnisches Literatur Forum.
 	Stanisław Lem. Pisarz, myśliciel, człowiek. [Materiały konferencyjne]. Pod red. J. Jarzębskiego i A. Sulikowskiego. Kr.: WL 2003, 439 s. Deutsch-Polnisches Literatur Forum.
Materiały z sesji: „Stanisław Lem – pisarz, myśliciel, filozof”, Kr., Inst. Filologii Pol. UJ, 15-17 XI 1999, oraz „Stanisław Lem – pisarz, myśliciel, człowiek”, Niem.-Pol. Forum Lit., Uniw. w Szczecinie i Greifswaldzie, 10-13 V 2000.
 	Wokół twórczości ks. Jana Twardowskiego. Red. nauk. A. Sulikowski. Szczec.: Print Group D. Krzanowski 2007, 270 s.
 	Pytania o wiarę. Religia i Kościół w literaturze polskiej. Red. nauk. A. Sulikowski. Szczec.: Print Group 2008, 430 s. Z Prac Zakładu Teorii i Antropologii Lit. Inst. Polonistyki i Kulturoznawstwa USzcz.;Deutsch-Polnisches Literatur Forum.
 	Literatura i wiara. Szczec.: Print Group A. Krzanowski 2009, 471 s. [Fundacja Współpracy Pol.-Niem.]. Z Prac Zakładu Teorii i Antropologii Lit. Inst. Polonistyki i Kulturoznawstwa USzcz.; . Deutsch-Polnisches Literatur Forum.
 	Świat literacki Małgorzaty Musierowicz. Red. nauk. A. Sulikowski przy współpr. M. Niezgody. Szczec.: Volumina.pl D. Krzanowski 2010, 218 s.
Materiały z ogólnopolskiej konferencji nauk. IV Szczec. Spotkania Studenckie, 4-6 listopada 2008 r.
 	H. Malewska: Opowiadania. Wstęp [i oprac. przypisów:] A. Sulikowski. Kr.: Znak 2015, 349 s.
Udział edytorski wg inf. A. Sulikowskiego.
 	Stulecie urodzin Jerzego Turowicza. Red.: J. i A. Sulikowscy. [Szkice]. Szczec.: Volumina.pl Daniel Krzanowski 2015, 385 s.
Materiały z konferencji, 18-19 XII 2012, Szczec.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010.
 	Wywiady: Pasja literatury. Rozm. W. Fronczek. „Gaz. Wybor.” 1992 nr 127 dod. „Gaz. w Lubl.” [dot. książki: Nie można świata zostawić w spokoju].
 	Sacrum i kultura są związane ontologicznie. Rozm. K. Dorosz SJ. „Prz. Powsz.” 1995 nr 6.


 	LP XX w. (K. Łozowska).
 	WUP.

Nie całkiem zmyślone

 	S. DRAJEWSKI: „Pokolenie bez oblicza”. „Kierunki” 1989 nr 39.
 	A. MALINOWSKA. „Sł. Powsz.” 1989 nr 159.

Z Krakowa w góry

 	L KOŹMIŃSKI: Usakralnianie mieszczucha, czyli o „byciu w – górach”. „Znak” 1990 nr 4.

„Nie można świata zostawić w spokoju”

 	K. DYBCIAK: Solidna książka o solidnym pisarstwie. „Nowy Świat” 1992 nr 210.
 	H. MARKIEWICZ. „Ruch Lit.” 1992 z. 5.
 	Zob. też Wywiady.

Świat poetycki ks. Jana Twardowskiego

 	K. JAKOWSKA: Pierwsza monografia Jana Twardowskiego. „Prz. Artyst.- Lit.” 1996 nr 7/8.
 	J. KORYL: O świecie poetyckim księdza Jana Twardowskiego. „Polonistyka” 1996 nr 9.
 	W. KUDYBA: Świat księdza Jana. „W Drodze” 1996 nr 5.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Modlić się, czyli pisać wiersze. „Polonistyka” 1996 nr 9, przedr. W tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	A. NASIŁOWSKA: Łzy świętego Augustyna. „Nowe Książ.” 1996 nr 7.
 	K. PIEŃKOSZ: Świat poety księdza. „Sycyna” 1996 nr 18.
 	Z. ZARĘBIANKA. „Ruch Lit.” 1996 nr 6.
 	M. MUSIEROWICZ: Co dobrego? „Tyg. Powsz.” 2001 nr 44.
 	A. SUCHOCKA: Poezja z miłością. „Prz. Uniw.”, Szczec. 2002 nr 1/3.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Ogród krytyka. „Pogranicza” 2003 nr 1.

Nauczyciele modlitwy

 	W. KUDYBA: Czas modlitwy. „W Drodze” 1997 nr 4.

Na początku był wiersz, czyli 13 nowych odczytań poezji ks. Jana Twardowskiego

 	M. BEDNARZ: Owoc niespiesznego obcowania w dwugłosie. A. Sulikowskiego rozmyślania o wierszach. „Pogranicza” 1999 nr 1/2.
 	K. ĆWIKLIŃSKI: Rozmowa księdza Jana i trzynaście gloss do jego wierszy. „Prz. Artyst.- Lit.” 1999 nr 3.
 	P. FERENC. „Więź” 1999 nr 7.
 	A. SKRENDO: „Na początku był telefon”. Jan Twardowski i dekonstrukcjonizm. „Pogranicza” 1999 nr 1/2.
 	M. SPÓLNIK: Trzynaście nowych odczytań poezji ks. Jana Twardowskiego. „Fraza” 1999 nr 4.

Słupki liryczne

 	B. STRZELEC: Widokówki pamięci paterfamiliasa. „Fraza” 2007 nr 4.
 	W. KUDYBA: Profesor świętego luzu. „Gość Niedz.” 2006 nr 6.

Album spotkań z ks. Janem Twardowskim

 	W. KUDYBA: Esej o topografii i twórczości. „Pam. Lit.” 2012 z. 1.

Epos sanocki Janusza Szubera

 	Z. ANDRES. „Kwart. Edukacyjny” 2011 nr 4.
</document>
<document nplp_id="3075" title="Joanna OLECH" slug="joanna-olech">ur. 1955

Do 1991 podpisywała teksty nazwiskiem: Wunderlich.

Pseud.: Magda Cembrzyńska.

Autorka książek dla dzieci i młodzieży, krytyk literacki w zakresie książek dla dzieci, felietonistka, ilustratorka książek.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 26 grudnia 1955 w Warszawie; córka Jerzego Wunderlicha, dziennikarza telewizyjnego, i Janiny z Cembrzyńskich, redaktorki książek popularnonaukowych. Uczyła się w Liceum Sztuk Plastycznych w Warszawie. Należała do ZHP; była członkiem drużyny o specjalności dziennikarskiej, a później instruktorem w drużynie zuchowej w szkole dla dzieci głuchych. Po uzyskaniu w 1974 świadectwa dojrzałości podjęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, które od 1976 kontynuowała na wydziale grafiki w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (ASP). W 1978 debiutowała jako felietonistka artykułem o urządzaniu wnętrz, zamieszczonym na łamach „Kuriera Polskiego” (podp. Joanna Wunderlich); podobną tematykę poruszała w kolejnych tekstach ogłaszanych w tym dzienniku do 1980. W czasie studiów zarobkowała kaligrafowaniem plansz literniczych i szyciem spódnic dla Spółdzielni Plastyków Wzór. W 1980 uzyskała dyplom warszawskiej ASP, obroniony w Pracowni Projektowania Książki, kierowanej przez prof. Janusza Stannego. W ciągu następnych lat nadal zajmowała się ilustrowaniem książek, uzyskując za tę działalność liczne nagrody (m.in. wydawnictwa Nasza Księgarnia oraz jury poznańskiego Biennale Sztuki dla Dziecka w 1984 i 1991). Projektowała także scenografie oraz przygotowywała kostiumy do widowiska baletowego i programów dla dzieci realizowanych w Telewizji Polskiej (do 1990; samodzielnie oraz jako asystentka siostry, scenografki Anny Wunderlich). W 1991 nawiązała współpracę z tygodnikiem „Kobieta i Życie”, gdzie do 1993 redagowała kolumnę dla dziewcząt, oraz ze „Światem Młodych”, harcerską gazetą nastolatków, w której drukowała i ilustrowała felietony o modzie i stylu życia; w tymże periodyku rozpoczęła w 1992 ogłaszanie cyklicznego utworu dla dzieci pt. Dynastia Miziołków (od nru 81 aż do zamknięcia periodyku w lipcu 1993). Ok. 1993-94 publikowała artykuły i rysunki w młodzieżowym magazynie „Missland”. Wykonywała też prace z zakresu grafiki, m.in. dla agencji reklamowych Saatchi &amp;amp; Saatchi, Corporate Profiles DDB, Ogilvy &amp;amp; Mather, Euro RSCG. W końcu lat dziewięćdziesiątych zaczęła zamieszczać na łamach tygodniowych dodatków „Gazety Wyborczej” recenzje programów telewizyjnych i filmów dla najmłodszych (w „Gazecie Telewizyjnej”) oraz artykuły o wnętrzach w rubryce Styl życia (w „Wysokich Obcasach”). Po roku 2000 problematykę wychowania i edukacji kulturalnej poruszała m.in. w „Tygodniku Powszechnym” (tu m.in. od 2006 cykl wspomnień Między magią a owsianką oraz od 2007 cykliczne artykuły pt. Zwierciadło wieku cielęcego;także recenzje książek dla dzieci), w „Nowych Książkach” (od 2003; tu także recenzje pod pseud. Magda Cembrzyńska) oraz w miesięczniku „Dziecko” (najpierw felietony o bohaterach z dziecięcej klasyki z własnymi ilustracjami, potem recenzje książek i filmów dla dzieci, od 2004 zamieszczane w rubryce Trochę kultury). Artykuły oraz krótkie wywiady poświęcone urządzaniu wnętrz drukowała w tym okresie w specjalistycznych magazynach: „Elle Deco”, „Dom&amp;amp;Wnętrze”, „Dobre Wnętrze”. Rozwijała twórczość prozatorską adresowaną do dzieci i młodzieży, była autorką tekstów o charakterze edukacyjno-popularyzatorskim, pisała również scenariusze filmów animowanych i widowisk telewizyjnych oraz słuchowiska radiowe.Jako juror i ekspert uczestniczyła w wielu konkursach i przedsięwzięciach, związanych z różnorodnymi aspektami twórczości dla dzieci, wygłaszała też okazjonalne wykłady na ten temat. W 2003 została członkiem polskiej sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY), a w 2007 weszła w skład zarządu tego stowarzyszenia, mając za zadanie współpracę z mediami. Nadal zajmowała się też ilustrowaniem książek i podręczników szkolnych, zdobywając kolejne wyróżnienia (m.in. w konkursie IBBY w 2005 i 2006 oraz w konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek w 2006). W 2007-2008 prowadziła internetowy blog (http:// pompon.bloog.pl), stanowiący kontynuację powieści Pompon w rodzinie Fisiów. W 2010 została ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (wchodząc w skład komisji opiniującej pełnometrażowe filmy fabularne i animowane dla młodego widza lub widowni familijnej). Artykuły o książce dziecięcej publikowała m. in. nadal w „Gazecie Wyborczej”, „Książkach. Magazynie do Czytania”, „Nowych Książkach”, „Rzeczpospolitej” i „Tygodniku Powszechnym”. W 2014 roku została jurorką w konkursie na Najlepszą Polską Książkę dla Dzieci, przyznawaną w ramach Festiwalu Literatury dla Dzieci. Brała udział w opracowywaniu podręczników do nauki języka polskiego dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów.

W 1980 wyszła za mąż za Piotra Młodożeńca, wówczas studenta ASP, później grafika, z którym ma syna Marka (ur. 1980); po rozwodzie zawarła w 1991 związek małżeński z Grzegorzem Olechem, matematykiem i absolwentem ASP, specjalistą w zakresie projektowania mebli; z tego związku urodziły się córki Katarzyna (ur. 1988) i Anna (ur. 1991). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Dynastia Miziołków. [Powieść dla dzieci]. Rys.: M. Jasny. „Świat Młodych” 1992 nr 81, 83, 85, 87, 89, 91, 93, 95, 97, 99, 101, 102/104; 1993 nr 1-29/30. Wyd. osob. [Rys.] J. Olech. Cz. 1-5. Wwa: Egmont 1994, 61+59+61+59+59 s.
Cz. 1. Kwiecień; cz. 2. Maj; cz. 3. Czerwiec; cz. 4. Wakacje; cz. 5. Wrzesień.
Wyd. osobne całości: [Wwa: ABC Future]; Plac Słoneczny 4 [1997], 109 s. Wyd. nast.: [Il.] J. Olech. Projekt graf. i zdjęcia: G. Lange. Wyd. 2 zmien. Wwa: Egmont Polska 2002, 215 s., tamże: wyd. 3 2005, wyd. 4 2006, wyd. 5 2007; wyd. 1 [!] Il.: J. Olech, A. Wojtunik. Łódź: Literatura 2009, tamże: wyd. 2 2009, wyd. 4 [!] 2011, wyd. 7 2012, wyd. 11 2013, wyd. 12 popraw. 2014. To Lubię, [wyd. 13-18 2014-2016], wyd. 19 popraw. 2016, wyd. 20 popraw. 2017, wyd. 21 2017. Por. poz. 4.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Barciś. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010 Kolekcja dla Dzieci, 1 płyta CD w formacie mp3.
Druk alfabetem Braille’a: T. 1-2. Wwa: Zakł. Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2006. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Barciś. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010 Kolekcja dla Dzieci., 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda lit. im. K. Makuszyńskiego przyznana w 1995 przez Fundację „Książka dla Dziecka” i dwumiesięcznik „Guliwer”, tytuł „Dziecięcego Bestselleru Roku 1996” w konkursie Fundacji „Świat Dziecka”, wpis na listę Stu Książek Koniecznych, zamieszczoną w 2001 w „Gaz. Wybor.” dod. „Wysokie Obcasy”.
Przekł. koreań.: [Przeł.] J. Lee. Seul 2008.
2. Diabelski patrol. Scenariusz telewizyjnego widowiska dla młodzieży. Powst. 1997. Praprem tv: Reż.: U. Urbaniak. TVP 1998. Por. poz. 3.
3. Gdzie diabeł mówi... do usług. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Egmont 1997, 86 s. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2007, wyd. 2 tamże 2009.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Kaczor. Wwa: Bibl. Akustyczna 2014, plik w formacie mp3.
Druk alfabetem Braille’a: T. 1-2. Wwa: Zakł. Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 1998, [92] + [92] s.
Powieść na kanwie scenariusza „Diabelski patrol” zob. poz. 2.
4. Dynastia Miziołków. Serial animowany dla dzieci. Scenariusz i dialogi: J. Olech. Cz. 1-5. TVP 1 1999. Por. poz. 1.
Emisja w porze telewizyjnych dobranocek.
5. Trudne słówka. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Egmont 2002, 111 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2004, [wyd. 3] 2006; wyd. rozszerz. w nowym oprac. z podtytułem: Niepoważny słowniczek rodziny Miziołków. Il.: J. Olech. Łódź: Literatura 2008, 159 s.
Krótkie utwory zawierające wyjaśnienia wybranych pojęć i związków frazeologicznych poprzez odwołania do fabuły i bohaterów „Dynastii Miziołków” (poz. 1).
6. Czerwony Kapturek. [Opowiadanie dla dzieci]. Oprac. graf.: G. Lange. [Wwa:] Jacek Santorski Ag. Wydawn. [2005], [36] s. Niebaśnie.
Nagroda w konkursie na najpiękniej wydaną książkę Edycja A.D. 2004/2005, zorganizowana przez mies. „Wydawca”, wyróżnienie specjalne w konkursie pol. sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY) – Książka Roku 2005.
7. Pompon w rodzinie Fisiów. [Powieść dla dzieci]. Il.: J. Olech. Kr.: Znak 2007, 139 s. Wyd. 2 tamże 2013. Przygody Pompona. Znak Emotikon. Przedr. zob. poz. 26. Por. Słuchowiska radiowe.
Utwór kontynuowany od 2007 w postaci blogu internetowego (bez nazwiska autorki) [dostęp: 16 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://pompon.bloog.pl
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Tyniec. Wwa: Bibl. Akustyczna; Znak 2014, 1 płyta CD w formacie mp3.
Przekł. franc.: Une vie de dragon. Attention, dragon d'appartement! [Przeł.] M. Carlier. [Il.:] J. Olech. Paris 2012.
8. Kiedy byłam mała. [Współwyd. z:] M. Rusinek: Kiedy byłem mały. [Wspomnienia]. Il.: J. Olech. Łódź: Literatura 2008, 65 + 65 s. Wyd. nast. tamże 2010.
Oprawne w kierunku przeciwstawnym.
9. Po polsku: literatura, język, komunikacja. Podręcznik do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa I. [Autorzy:] J. Malczewska, J. Olech, L. Adrabińska-Pacuła. Wwa: PWN 2009, 304 s. Wyd. 2 tamże 2010, dodruk 2012.
10. Po polsku: literatura, język, komunikacja. Zeszyt ćwiczeń do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa I. [Autorzy:] J. Malczewska, J. Olech, L. Adrabińska-Pacuła. Cz. 1-2. Wwa: PWN 2009, 80 + 120 s. Wyd. nast. tamże 2010.
11. Pulpet i Prudencja. Smocze Pogotowie Przygodowe. [Powieść dla dzieci]. Il. J. Olech. Kr.: Znak 2010, 171 s. Wyd. nast. tamże 2013. Przygody Pompona. Znak Emotikon. Przedr. zob. poz. 26.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Czyta K. Tyniec. Wwa: Bibl. Akustyczna; Znak 2014, 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2010, pliki w formacie EPUB, MOBI.
12. Bal przebierańców. [Opowiadania dla dzieci]. Kr.: Znak 2011, 32 s. Bolek i Lolek.
13. Tadek i spółka. [Opowiadanie]. Il.: D. Łoskot-Cichocka. Wwa: Egmont Polska, 2012, 47 s. Czytam Sobie. Poziom 2, Składam Zdania. Edukacyjny Egmont.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Egmont Polska 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI. Wyd. nast.tamże 2017.
14. Tarantula, Klops i Herkules. [Powieść dla dzieci]. Il.: O. Reszelska. Wwa: W.A.B. 2012, 326 s. Ser. z Kotem. Wyd. 2 Wwa: Wilga – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Czyta J. Zadura. Wwa: Bibl. Akustyczna 2012, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. tamże 2016. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI.
15. Kto ty jesteś. Il.: E. Bąk. [Wwa:] Wytwórnia 2013, 54 s.
Książka dla dzieci na temat patriotyzmu.
16. Pompon na wakacjach. Pompona (z natury) rys. autorka. [Powieść dla dzieci]. Kr.: Znak 2013, 165 s. Przygody Pompona. Znak Emotikon. Przedr. zob. poz. 26.
Wyd. jak dokument dźwiękowy: Czyta K. Tyniec. Wwa: Bibl. Aukstyczna; Znak 2014, 1 płyta CD w formacie mp3.
17. Tytus - superpies. Z il. autorki. [Opowiadanie]. Wwa: Egmont Polska 2013, 46 s. Czytam Sobie. Poziom 2, Składam Zdania. Edukacyjny Egmont.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Egmont Polska 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI. Wyd. nast. tamże 2017.
18. Anioł w supermarkecie. Słuchowisko. Radio Kraków 2014.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Kr.: Radio Kraków; Kielce: Radio Kielce 2014, 1 płyta (CD).
19. Arcybolek. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Muza 2014, [26] s. Poczytajki Pomagajki.
20. Mam prawo i nie zawaham się go użyć! [Il.:] E. Bąk. Wwa: Wytwórnia 2014, 88 s.
Książka dla najmłodszych na temat praw dziecka.
21. Tytus w cyrku. Z il. autorki. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2014, 47 s. Czytam Sobie. Poziom 2, Składam Zdania. Edukacyjny Egmont.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Egmont Polska 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
22. Po polsku. Literatura, język, komunikacja. Podręcznik do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa II. [Autorzy:] A. Hącia, J. Malczewska, J. Olech, L. Adrabińska-Pacuła. Wwa: Nowa Era 2015, 344 s.
23. Po polsku. Literatura, język, komunikacja. Podręcznik do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa III. [Autorzy:] L. Adrabińska-Pacuła, A. Hącia, J. Malczewska, J. Olech. Wwa: Nowa Era 2015, 288 s.
24. Po polsku. Literatura, język, komunikacja. Zeszyt ćwiczeń do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa II. [Autorzy:] A. Hącia, J. Malczewska, J. Olech, L. Adrabińska-Pacuła. Wwa: Nowa Era 2015, 224 s.
25. Po polsku. Literatura, język, komunikacja. Zeszyt ćwiczeń do języka polskiego dla gimnazjum. Klasa III. [Autorzy:] L. Adrabińska-Pacuła, A. Hącia, J. Malczewska, J. Olech. Wwa: Nowa Era 2015, 184 s.
26. Pompon. Wszystko naraz. [Powieści dla dzieci]. Il. J. Olech. Kr.: Znak 2015, 475 s.
Zawiera przedr. poz.: 7, 11, 16.
27. Ząb czarownicy. [Opowiadanie dla dzieci]. Z il. autorki. Wwa: Egmont Polska 2015, 42 s. Poczytaj ze Mną. Literacki Egmont.
28. Bal piłkarzy. [Powieść dla dzieci]. Il. autorki. Wwa: Egmont Polska 2016, 101, [11] s. Szkoła Detektywów Emila Wykopka. Literacki Egmont.
29. Poppintrokowie. Opowiadania z magią i dreszczem. [Dla dzieci]. Wyd. jak dokument dźwiękowy: Czyta J. Peszek. Wwa: Biblioteka Akustyczna; Łódź: Literatura 2016, 1 płyta CD w formacie mp3.
30. Porwanie. [Powieść dla dzieci]. Il. autorki. Wwa: Egmont Polska 2016, 78, [10] s. Szkoła Detektywów Emila Wykopka. Literacki Egmont.
31. Pompon. Scenariusz filmowy. Powst. przed 2017.
I nagroda w zamkniętym konkursie na treatment scenariusza filmu dla dzieci, przyznana w 2017 przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS i Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Słuchowiska radiowe dla dzieci, m.in.: Bajka na nie. Radio 2007. – Pompon w rodzinie Fisiów. Radio 2007. Por. poz. 7.
Adaptacja
1. H. Sienkiewicz: W pustyni i w puszczy. Adaptacja wybranych epizodów w cyklu pt.: W pustyni i w puszczy. Cz. 1-3. Wwa: Egmont Polska 2001.
Cz. 1. Porwanie Stasia i Nel, 24 s.; cz. 2. Staś i Nel w baobabie, 24 s.; cz. 3. Staś ratuje Kalego, 24 s.
Praca redakcyjna
1. B. Przedpełska-Wysocka: 10 II 1938 – 30 IV 2005. [Album]. Red. J. Olech. Kr.: Studio Projektowania Graf. TAK [2005], 126 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Wywiady: Lizaki, jogurt i parówki... Rozm. Z. Beszczyńska. „Guliwer” 1996 nr 1; Mądrość baśni. Z J. Olech i J. Olczak-Ronikier rozm. J. Strzałka. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 23; „Książki dla dzieci i medium dla idiotów” lub „Pożegnanie sierotki Marysi”. Rozm. P. Czapczyk. „Guliwer” 2007 nr 4; Czekając na polską Lindgren. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 126; Solidarność krasnoludków. Rozmowa z Joanną Olech, autorką i ilustratorką książek dla dzieci. Rozm. E. Tenderenda-Ożóg. „Mag. Lit. Książ.” 2010 nr 6 dod. „Książ. dla Dzieci i Młodzieży” [o pol. rynku wydawn. książek dla dzieci].

Ogólne

 	G. LESZCZYŃSKI: Joanna Olech. W: Słownik literatury dziecięcej i młodzieżowej. Wr. 2002.
 	M. KULIK: Joanna Olech. „Wydawca” 2006 nr 2 [biogram w dziale: Ludzie polskiej książki].

Dynastia Miziołków

 	A. HORODECKA: Co słychać u Miziołków? „Guliwer” 1994 nr 4.
 	Z. BESZCZYŃSKA: Mistrz Twardowski A.D. 1997. „Nowe Książ.” 1998 nr 3 [dot. też: Gdzie diabeł mówi…].
 	G. LESZCZYŃSKI: Świat nie całkiem na opak. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 93 [dot. też: gdzie diabeł mówi…].

Gdzie diabeł mówi... do usług

 	Z. BESZCZYŃSKA: Mistrz Twardowski A.D. 1997. „Nowe Książ.” 1998 nr 3 [dot. też: Dynastia Miziołków].
 	G. LESZCZYŃSKI: Świat nie całkiem na opak. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 93 [dot. też: Dynastia Miziołków].
 	G. LEWANDOWICZ: Śmieszy, tumani... „Guliwer” 1998 nr 5.

Trudne słówka

 	M. GWADERA: Miziołkowy słownik wyrazów obcych. „Guliwer” 2003 nr 3.

Czerwony Kapturek

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: W malinowych kapturkach. „Nowe Książ.” 2006 nr 2 [dot. też: L.K. Talko: Jaś i Małgosia].

Pompon w rodzinie Fisiów

 	J. METERA: Fisiowaty smok. „Nowe Książ.” 2007 nr 8.
 	I. MIKRUT: Smocza opowieść. „Guliwer” 2007 nr 3.

Kiedy byłam mała

 	A. DREGER: Dzieciństwo autorów z dzieciństwa. „Nowe Książ.” 2011 nr 2.
 	S. GUCWA: „Wspomnień czar”. „Guliwer” 2011 nr 3.

Pulpet i Prudencja

 	D. KOMAN: „Ludzie lubią proste sytuacje”. „Nowe Książ.” 2010 nr 8.

Tarantula, Klops i Herkules

 	K. KUBISIOWSKA. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 51 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Klopsik z Tarantulą. „Nowe Książ.” 2012 nr 12.

Kto ty jesteś?

 	B. KĘCZKOWSKA: Dzieci pytają. I czytają. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 112.
 	M. WICHA: Niebieska w żółte kropki. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 49 dod. „Ksiaż. w Tyg.”.

Arcybolek

 	G. IGNATOWSKI: Przeróżne marzenia mogą zawładnąć małymi dziećmi. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 82.

Mam prawo i nie zawaham się go użyć!

 	M. JOTKA: Prawa małych i dużych. „Nowe Książ.” 2014 nr 12 [dot. m.in. J. Olech].

Poppintrokowie

 	E. RĄBKOWSKA: Powiało grozą. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3076" title="Marek ORAMUS" slug="marek-oramus">ur. 1952

Pseud.: Ewaryst Gwizdek; Jan Buła; Kunktator; Predator.

Prozaik, krytyk literacki, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 23 marca 1952 w Sieprawiu pod Krakowem; syn Adama Oramusa, rzemieślnika, i Anny z domu Siatka. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Myślenicach, gdzie w 1969 zdał maturę. Następnie studiował na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Śląskiej (specjalność energetyka jądrowa); tytuł magistra inżyniera uzyskał w 1975. Debiutował w 1972 humoreską pt. Dziady i technokracja, opublikowaną na łamach tygodnika studenckiego „itd” (nr 1); w piśmie tym drukował do 1986 prozę, artykuły, wywiady i recenzje. Od 1972 współpracował też z gliwickim oddziałem „Tygodnika Politechnik”; w 1975-81 był w zespole redakcyjnym pisma (w 1977-80 jako sekretarz redakcji); ogłosił tu cykl felietonów pt. Rezerwat. Od 1975 należał do SDP (do 1982). W 1975-77 kontynuował naukę na Pomagisterskim Dziennym Studium Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim (specjalność reportaż); pisał reportaże dla „Przeglądu Technicznego”. Był członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Fantastyki i Science Fiction, działającego przy studenckim klubie „Ubab” w Warszawie. Brał udział w konwentach science fiction. Od stycznia 1981 pracował w redakcji pisma „itd” jako publicysta w dziale kultury. We wrześniu 1981 wybrano go zastępcą redaktora naczelnego „itd.”, jednak wyboru tego nie zatwierdził wydawca pisma (MAW). Był członkiem NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 w wyniku weryfikacji został zwolniony z pracy z zakazem uprawiania zawodu dziennikarza; do 1990 pozostawał bez pracy etatowej. Publikował w tym czasie powieści i opowiadania science fiction. W 1982 zamieszkał w Rybniku. W tym czasie kontynuował współpracę z „Przeglądem Technicznym” (w 1983-86 pisał recenzje książek science fiction nagrodzone przez redakcję „Fantastyki” w 1986). Otrzymał liczne nagrody, m.in. Złotą Sepulkę (za 1983/84) i nagrodę Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki. W 1990 został członkiem SPP. Uczestniczył w powstawaniu dziennika „Czas Krakowski”, był kierownikiem działu, a następnie publicystą tego pisma (1990-91). W 1990-99 współpracował z miesięcznikiem literacko-filmowym „Fenix” (tu publikował felietony z cyklu Piąte piwo oraz liczne recenzje książkowe i filmowe). Od jesieni 1990 do wiosny 2004 pracował w miesięczniku „Nowa Fantastyka” jako kierownik działu publicystyki; kontynuował cykl Piąte piwo oraz zamieszczał artykuły i recenzje (m.in. pod pseud.: Jan Buła, Kunktator, Predator). W latach dziewięćdziesiątych zaczął prowadzić na łamach „Dziennika Polskiego” cotygodniową rubrykę recenzji książek pt. Galaktyka Gutenberga. W 2004 pracował krótko w dziale opinii dziennika „Życie”. Współpracował też jako publicysta i recenzent z pismami „Świat Techniki”, „Świat Nauki”, „Nowe Państwo” i „Wiedza i Życie”. W 2010 rozpoczął współpracę (także jako recenzent literacki i filmowy) z „Rzeczpospolitą”. Zaczął też prowadzić dział recenzji książek w Internecie (http://www.galgut.eu/matka/. Odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2007).

Dwukrotnie żonaty: w 1981 z Jolantą Sachs, fizjoterapeutką, z tego związku ma córkę Dominikę (ur. 1981) i od 2004 z Dominiką Materską, anglistką, z tego małżeństwa urodziła się córka Berenika (ur. 2005). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Senni zwycięzcy. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1982 [właśc. 1983], 253
s. Wyd. nast.: wyd. 2 Katow.: KAW 1989; wyd. 3 Olsztyn: Solaris 2001, Kosmiczny Rodzynek, wyd. 4 Stawiguda: Solaris 2013, Archiwum Pol. Fantastyki.
Wyd. jako dokument elektroniczny: BookRage 2014, pliki w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Przekł. litew.: Miegantys nugaletojai. Mokslinis fantastinis romanas. [Przeł.] A. Udovičius. Kaunas 2003.
2. Arsenał. [Powieść]. Wwa: Iskry 1985, 214 s. Fantastyka. Przygoda. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i uzup. Olsztyn: Solaris 2000. Kosmiczny Rodzynek, wyd. 3 Stawiguda: Solaris 2016, Archiwum Pol. Fantastyki, wyd. 4 tamże 2017, Powieści i opowiadania Marka Oramusa.Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Cod Red Tomasz Stachewicz [2015], pliki w formacie PDF, EPUB, MOBI.
3. Wyposażenie osobiste. [Felietony]. Wwa: Iskry 1987, 285 s. Wyd. 2 rozszerz. Stawiguda: Ag. „Solaris” Małgorzata Piasecka 2013, Krytycy o Fantastyce, 2.
Nagroda w plebiscycie lit. w ramach Ogólnopolskiego Konwentu Klubów i Miłośników SF „Polcon 88”.
4. Hieny cmentarne. [Opowiadania]. Posł.: M. Chrzanowski. Katow.: Śląsk 1989, 280 s. Science Fiction: opowiadania.
Dostępna w Internecie w formacie PDF: http://darmowe-ebooki.com.pl/24801-oramus_marek_-_hieny_cmentarne.html (dostęp 8 grudnia 2017).
Zawartość: Drwale i dziewczyna; Hieny cmentarne; Witaj w domu; Bariera immunologiczna; Kompleks Hioba; Osada „Meteor”; Eutanazja; Sposób umierania; Barany i armia lwów; Trudno nie być bogiem; Ziemia – 410; Kwadrofoniczne delirium tremens.
Adapt. radiowa opowiadań: Bariera immunologiczna; Hieny cmentarne; Ziemia - 410: Adapt.: B. Helbrecht. Reż.: S. Olejniczak. Radio 1993.
5. Dzień drogi do Meorii. [Powieść]. Wwa: Iskry 1990, 302 s. Fantastyka. Przygoda. Wyd. nast. Wwa: SuperNOWA 1997.
6. Święto śmiechu. [Powieść]. Wwa: SuperNOWA 1995, 286 s.
7. Rozmyślania nad tlenem. Przygody człowieka czytającego. [Felietony]. Olsztyn: Solaris 2000, 315 s. Kosmiczny Rodzynek. Wyd. nast. Stawiguda: Solaris 2014, Krytycy o Fantastyce.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Olsztyn: Solaris 2014, plik w formacie MOBI.
8. Rewolucja z dostawą na miejsce. [Opowiadania]. Olsztyn: Solaris 2002, 298 s. Pol. Fantastyka.
Zawartość: Król antylop; Ukryty w gwiazdach; Miejsce na Ziemi; Nocne wyścigi w głąb Anny; Zima w trójkącie bermudzkim; Rewolucja z dostawą na miejsce; Miaur.
9. Bogowie Lema. Pozn.: Wydawn. Kurpisz; Zakrzewo: Wydawn. Replica 2007, 261 s. Wyd. nast. popraw. i uzup. Stawiguda: Solaris 2016, Krytycy o Fantastyce.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Olsztyn: Solaris 2016, plik w formacie MOBI.
Zawiera felietony z cyklu Piąte piwo, wywiady z S. Lemem i eseje poświęcone jego twórczości, a także opowiadanie Miejsce na Ziemi [poz. 8].
10. Kankan na wulkanie. [Powieść]. „Dz. Pol.” 2007 nr 258 - 2008 nr 1-50. Wyd. osob.: Wwa: Prószyński Media 2009, 312 s.
Dostępna w Internecie w formacie PDF: http://darmowe-ebooki.com.pl/100353-marek_oramus_kankan_na_wulkanie.html (dostęp 8 grudnia 2017).
11. Uklejna. [Słuchowisko radiowe]. Adapt. i reż. A. Piszczatowski. Radio 2007.
12. Trzeci najazd Marsjan. [Powieść]. Pozn.: Media Rodzina 2010, 391 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: Media Rodzina 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI.
13. Problem kluczy do mieszkania w Piasecznie. Powieść postmodernistyczna. [Felietony]. Stawiguda: Ag. Solaris Małgorzata Piasecka, 2014, 368 s. Krytycy o Fantastyce, 3.
57 felietonów z cyklu „Piąte piwo”.
14. Człowiek idzie z dymem. Podroby z brzucha PRL-u. [Felietony]. Stawiguda: Ag. Solaris Małgorzata Piasecka 2015, 398 s. Krytycy o Fantastyce, 5.

Przekłady utworów M. Oramusa w antologiach zagranicznych, m.in.:
czes.: Polská ruleta. Polskie sci-fi povidky. [Przeł.] P. Weigel. Plzeň 2003. – słowac.:Volanie na Mlečnej Česte. [Przeł.] F. Uváček. Bratislava 1989.
Praca redakcyjna
1. J. Zajdel: Wyższe racje. Wybór opowiadań. Utwory wybrał M. Oramus. Pozn.: WP 1988, 384 s. SF.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2011.
 	Wywiady: Ciemne okulary. Rozm. P. Sekyrova. „Fantastyka” 1990 nr 4/5 [dot. Arsenał]; Dobrze, ale nie beznadziejnie. Rozm. K. Kurczyna. „Voyager. Almanach Grozy i Fantastyki” 1993 nr 6 [dot.: Senni zwycięzcy]; Przyziemna fantastyka. Rozm. M. Łukaszewicz. „Literatura” 1996 nr 2; Kolapsoid. Rozm. J. Gondowicz. „Nowe Książ.” 2001 nr 9; Potrzebne nowe Lemy. Rozm. P. Stachnik. „Dz. Pol.” 2001 nr 228; Rok 2019. Rozm. T.Z. Zapert. „Rzeczpospolita” 2009 nr 132; Drugi wywiad z Markiem Oramusem. Rozm. W. Sedeńko. [on line] [dostęp 27 września 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.sedenko.pl/2011/02/10/drugi-wywiad-z-markiem-oramusem-2010/.
 	Niewiadowski: Marek Oramus. W: A. Niewiadowski, A. Smuszkiewicz: Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej. Pozn. 1990.
 	[on-line] [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Marek_Oramus.

Senni zwycięzcy

 	M. BARTUS: Gra. „Odgłosy” 1983 nr 25.
 	S. KORDACZUK: Oramus w „Czytelniku”. „Rzeczywistość” 1983 nr 27.
 	M. PAROWSKI: Sen o dziesięciornicy. „Fantastyka” 1983 nr 1.
 	P. TOMCZYK: Stawka większa niż... „Prz. Tech.” 1983 nr 19.
 	Zob. też Wywiady.

Arsenał

 	L. JĘCZMYK. „Prz. Tech.” 1986 nr 6.
 	M. PAROWSKI: Adam N. poluje na Boga. „Fantastyka” 1986 nr 3.
 	M. MROZIUK: Spotkanie w kosmosie. „Esensja” 2015 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Wyposażenie osobiste

 	L. BUGAJSKI: Wyposażenie osobiste Oramusa. „Nowa Fantastyka” 1988 nr 3.
 	T. LEWANDOWSKI: Golem LXXXVII. „Nowe Książ.” 1988 nr 5.
 	M. PAROWSKI: „Mogłabym odtańczyć ten fotel – rzekła Isadora”. „Prz. Tech.” 1988 nr 8.

Hieny cmentarne

 	M. PAROWSKI: Deogracias wydał opowiadania. „Fantastyka” 1990 nr 4/5.
 	M. WOŁK: „Hieny cmentarne” Marka Oramusa, czyli niepewność konwencji. W: Polska literatura fantastyczna. Tor. 2005.

Dzień drogi do Meorii

 	M. PAROWSKI: Wejście suwerena! „Nowa Fantastyka” 1991 nr 3.
 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1997 nr 4.

Święto śmiechu

 	B. CHACIŃSKI: W poszukiwaniu świętego kufla. „Ex Libris” 1996 nr 85.
 	J. GRZĘDOWICZ: Święto łez. „Fenix” 1996 nr 9.
 	J. INGLOT: Powrót do rzeczywistości. „Odra” 1996 nr 2.
 	A. SKOWRON-NALBORCZYK. „Mag. Lit.” 1996 nr 2.
 	A. SMUSZKIEWICZ: W obronie zasad. „Nowa Fantastyka” 1996 nr 4.
 	K. VARGA: Zadzwońcie po wiedźmina. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 284, polem.: M. PAROWSKI: Nim się przedmiot świeży.... „Nowa Fantastyka” 1996 nr 5.

Rozmyślania nad tlenem

 	J. GONDOWICZ: Kolapsoid. „Nowe Książ.” 2001 nr 9.
 	P. STACHNIK: Bar z tlenem. „Dz. Pol.” 2001 nr 97.
 	B. ŚWIDERSKI: Zagłoba w Galaktyce Gutenberga. „Nowa Fantastyka” 2001 nr 1.

Rewolucja z dostawą na miejsce

 	J. SMUSZKIEWICZ. „Nowa Fantastyka” 2002 nr 12.

Bogowie Lema

 	J. WIERZEJSKA: W kosmosie literackim Lema. „Nowe Książ.” 2007 nr 6 [dot. także W. Orliński: Co to są sepulki? Wszystko o Lemie].

Kankan na wulkanie

 	B. DARSKA: Nowy stary świat. „Nowe Książ.” 2009 nr 5.

Trzeci najazd Marsjan

 	B. STRZYŻAŃSKI. [on-line] [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://polter.pl/ksiazki/Trzeci-najazd-Marsjan-Marek-Oramus-c22077.
 	M. ZWIERZCHOWSKI: Symulacja [on-line] [dostęp 24 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://polter.pl/ksiazki/Trzeci-najazd-Marsjan-Marek-Oramus-c23084.
</document>
<document nplp_id="3077" title="Gustaw OSTASZ" slug="gustaw-ostasz">ur. 1940

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 15 kwietnia 1940 w Majdanie Nepryskim, na Zamojszczyźnie; syn Marcina Ostasza i Marianny z Gontarzów, rolników. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Józefowie pod Biłgorajem, gdzie w 1957 zdał egzaminy maturalne. Przez rok pracował jako nauczyciel w Szkole Podstawowej w Jędrzejówce, po czym w 1958 podjął studia z zakresu filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Krakowie. Tamże w 1963 uzyskał dyplom magisterski. W następnych latach uczył języka polskiego, kolejno w liceach w Gdowie niedaleko Wieliczki (do 1964) i w Czudcu pod Rzeszowem (w 1964-66). Jesienią 1966 został zatrudniony w rzeszowskiej WSP; był bibliotekarzem w Katedrze Literatury i Języka Polskiego i równocześnie prowadził ćwiczenia z literatury modernizmu oraz (do 1970 jako wolontariusz) dokumentację Zakładu Literatury Polskiej. Debiutował w 1966 recenzją pt. Gospodarstwo wyobraźni Juliana Kawalca, dotyczącą tomu opowiadań tegoż autora pt. Marsz weselny, ogłoszoną w „Kwartalniku Rzeszowskim” (nr 3). Jesienią 1967 otrzymał w tej samej uczelni stanowisko asystenta i zajął się dydaktyką z zakresu historii literatury powszechnej i polskiej w XX wieku, poetyki i teorii literatury oraz analizy i interpretacji tekstu literackiego. W 1969-70 był sekretarzem wydziałowej komisji rekrutacyjnej. Artykuły i rozprawy publikował w tym okresie głównie w „Roczniku Naukowo-Dydaktycznym WSP w Rzeszowie. Nauki Humanistyczne” (1968-76, z przerwami). Doktorat uzyskał w 1975, na podstawie dysertacji pt. Powieści historyczne Stanisława Szpotańskiego na tle jego prac naukowych (promotor prof. Wincenty Danek), obronionej w krakowskiej WSP. Jako adiunkt kontynuował pracę w rzeszowskiej WSP, w Katedrze Literatury i Języka Polskiego, przekształconej w 1982 w Instytut Literatury Polskiej. Badania historycznoliterackie koncentrował wokół beletrystyki historycznej i fabuł o tematyce wiejskiej. Został członkiem Towarzystwa Naukowego w Rzeszowie (w 1975-80 wchodził w skład zarządu) i Rzeszowskiego Oddziału Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza (w zarządzie w 1980-93). W 1977 był pełnomocnikiem rektora rzeszowskiej WSP (ze statusem prodziekana) do spraw młodzieży, w 1981-82 pełnił w tejże uczelni funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Filologii Polskiej (IFP) do spraw nauki. Współpracował nadal z „Rocznikiem Naukowo-Dydaktycznym WSP w Rzeszowie. Filologia Polska” (redaktor naukowy wydanego w 1983 zeszytu 15/54), rozprawy drukował także m.in. na łamach „Prac Humanistycznych” (1979, 1982; w 1986 był redaktorem tego periodyku ser. I, nr 27). Za osiągnięcia naukowe kilkukrotnie otrzymywał nagrodę rektora WSP w Rzeszowie (w 1975, 1979, 1981, 1983, 1995). Habilitował się w 1994, przedkładając w krakowskiej WSP pracę pt. W cieniu „Herostratesa”. O tradycjach romantyzmu w poezji polskiej lat 1914-1939. W tymże roku objął w swojej macierzystej uczelni w Rzeszowie stanowisko profesora nadzwyczajnego i kontynuował badania naukowe, głównie z zakresu liryki dwudziestowiecznej. Redagował wybrane numery „Zeszytów Naukowych WSP w Rzeszowie. Seria Filologiczna. Historia Literatury” (1998 nr 31; 1999 nr 34), po reorganizacji uczelni i utworzeniu w 2001 Uniwersytetu Rzeszowskiego (URzesz.), ukazujące się pt. „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Rzeszowskiego. Seria Filologiczna. Historia Literatury” (2004 nr 21; 2008 nr 52, 2009 nr 59). W 1998-2006 współpracował z Radiem Rzeszów i Rzeszowskim Radiem „Via”, uczestnicząc w dyskusjach na tematy literackie i kulturalne. W 2004 uzyskał tytuł naukowy profesora. Od 2006 (do przejścia na emeryturę w 2010) kierował Zakładem Literatury Polskiej XX wieku IFP URzesz. Rozprawy i recenzje publikował w wielu różnych czasopismach, ale z żadnym z nich nie nawiązał dłuższej współpracy. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1989), Krzyżem Kawalerskim (2003) i Krzyżem Oficerskim (2011) Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2006).

W 1963 ożenił się z Janiną Aleksandrą Skowron, wówczas studentką biologii; z tego związku ma syna Grzegorza (ur. 1964). Mieszka w Rzeszowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Stanisław Szpotański jako pisarz historyczny. [Monografia]. Rzeszów: Wydawn. Uczelniane WSP 1979, 131 s.
Zmien. wersja rozprawy doktorskiej.
2. W cieniu „Herostratesa”. O tradycjach romantyzmu w poezji polskiej lat 1914-1939. Rzeszów: Wydawn. Uczelniane WSP 1993, 231s., dodruk 1994.
Zawartość: Uwagi wstępne. – Od Tyrteuszy legionowych do „Herostratesa”; Futuryści, awangardziści, poeci lewicy wobec paseizmu; Ciąg sprzeczności: „echa” młodopolskiej wersji romantyzmu, wrogość krytyków lewicowo-liberalnych, nobilitacja tradycji; Wilam Horzyca – rzecznik romantyzmu i jego tradycji w poezji lat 1918-1930; Ożywianie tradycji „ciemnego romantyzmu” [dot. m.in.: Cz. Miłosz, A. Rymkiewicz, W. Sebyła]; Polemika z tradycją tyrtejską; „Pod znakiem Norwida”; Śladami pielgrzymów i tułaczy. Podróże; „Romantyczna chmura” w poezji skamandryckiej lat trzydziestych. – Uwagi końcowe.
3. „Przeciwko smokom, jadom, kulom...”. O poezji polskiej 1939-1945. [Szkice]. Rzeszów: „Fosze” 1998, 152 s.
Zawartość: Uwagi wstępne. – Tradycje Norwida w twórczości dwudziestoletnich poetów Warszawy; Korale z krwi. Piosenki żołnierskie wojennego pokolenia; W pejzażu zmagań o niepodległość. „Mazowsze” Krzysztofa Baczyńskiego; Odnajdywanie nadziei. Kazimierza Wierzyńskiego „Do moich zmarłych”; Biblia polskości. O poezji Kazimierza Wierzyńskiego z czasów drugiej wojny światowej; „Przypowieść” Jana Lechonia; Nad wierszem Jana Lechonia „Kniaźnin i żołnierz”; „Żeby w ludzkość wzgardzoną uwierzyć na nowo”. Dyskurs poezji 1939-1945 o ocaleniu.
4. Filiacje, dialogi, spór z tradycją. Szkice o literaturze polskiej XX wieku. Rzeszów: Wydawn. WSP 2001, 152 s.
Zawartość: O młodopolskich filiacjach, dialogu i sporze z romantyzmem; Urzeczony istnieniem mistrz baśni czy filozof? Nad „Łąką” Bolesława Leśmiana; „Poezji ulewa”. Juliusz Słowacki jako tradycja w latach 1918-1939; „Marsz Drugiego Korpusu” Jana Lechonia, czyli „jeszcze Polska nie zginęła”; Pogłosy nie tylko Mickiewiczowskie. Beaty Obertyńskiej „Do mego syna”; Kulturowe dziedzictwo materią poezji. Jerzy Stanisław Sito; Spotkanie historii ze współczesnością. Pośród fabuł Jerzego Zawieyskiego; Zdrój wody żywej. O poemacie Emila Granata „Rozmowa z matką”.
5. Pielgrzymi ku straszliwym jutrom. Werniks na portret pokolenia wojennego. [Szkic]. [Współautor:] M. Widak. Rzeszów: „Fosze” 2002, 78 s.
Dot. twórczości Janusza Wedow (1921-1982) i Tadeusza Porayskiego (1915-1989).
6. Imperatyw polskości. Kazimierza Wierzyńskiego „Wolność tragiczna”. [Rozprawa]. Rzeszów: „Fosze” 2003, 114 s.
7. „Mądrość liścia spadającego”. Drobiazgi nie tylko poetyckie. [Szkice, eseje, omówienia]. Rzeszów: „Fosze” 2008, 176 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Echa tradycji: Mickiewicz w recepcji skamandrytów; Z semantyki podróży w liryce 1918-1939; Co z manifestu Tetmajera zostało „nam, co wszystko wiemy?” [dot. wiersza: Koniec wieku XIX]; Juliana Przybosia wersja sztuki bez granic. – Poezja i mądrość: O mądrości heroicznej, [dot. wiersza L. Staffa: Podwaliny]; „Nie ma o czym gadać”. Zaminowane wszystko [dot. wiersza K. Wierzyńskiego: Lekcja konwersacji]; O pożytkach refleksji nad sumieniem; „Mądrość liścia spadającego” [dot. tryptyku R. Brandstaettera pt. Monte Pincio]; O szczególnej bliskości Karola Wojtyły polonistom; Poezja i kłamstwo; Słowa na miarę czasów. Niby felieton [o metafizyce w literaturze XX wieku]. – Pięć razy o Cherubinie Pająku: Późny debiut [gł. nt. tomów: Mgnienia i W locie]; Psalmy jubileuszowe i pieśni [pierwodr. jako posł. do: Ch. Pająk: Jubileuszowe pieśni pielgrzyma, zob. Prace redakcyjne poz. 6]; Nad „Słodyczą Itaki” [pierwodr. jako posł. do: Ch. Pająk: Słodycz Itaki, zob. Prace redakcyjne poz. 7]; Dyskurs ze świętym Franciszkiem i jego legendą [pierwodr. jako posł. do: Ch. Pająk: Szare w blasku, zob. Prace redakcyjne poz. 8]; Bernardyna modlitwy ciche i repliki wierszem [pierwodr. jako posł. do: Ch. Pająk: Szepty duchowego rozeznania, zob. Prace redakcyjne poz. 11]. – Historia i codzienność tkanką fabuł: Nad narracjami Stanisława Szpotańskiego; Pisarstwo samorodne [o twórczości A. Bober; łączna wersja wstępu do: A. Bober: Tęsknotą pisane, zob. Prace redakcyjne poz. 4 oraz posł. do A. Bober: Życie autorem, zob. Prace redakcyjne poz. 4]; Glosa edytorsko-filologiczna [nowa wersja posł. do: A.L. Zdzienicki: Ze wspomnień hubalczyka, zob. Prace redakcyjne poz. 12]. – Omówienia i recenzje: Misterium bólu, trwania, nadziei [dot.: E. Granat: Sceny w antrakcie]; Obrzeża pracy filologa [dot.: Z. Lisowski: Obrzeża]; Amorficzne wspominanie Brandstaettera [dot.: P. Bystrzycki: Szabasy z Brandstaetterem]; Pod urokiem pisarstwa Anny Kamieńskiej [dot.: S. Dłuski: Egzystencja i metafizyka]; Nad świadomością i światem wyobraźni wojennego pokolenia [dot.: Z. Ożóg: Romantycy czasu wojny].
8. Śladami poezji czystej. [Szkice]. Posł.: Z. Trzaskowski. Rzeszów: Wydawn. Oświatowe Fosze; Gustaw Ostasz 2017, 150 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Nad genealogią i meandrami istnienia „poezji czystej”; Bekwark. Osobowy znak sztuki idealnej; Terminowanie rzemiosła u Boga; Wśród znaków tragedii i ocalenia w poezji 1939-1945; W aurze sztuki bez granic; Mądrość paradoksalna; Mariaż mowy wiązanej z modlitwą. Egzystencjalne ślady czasu. – W. Ostasz: Retracing Pure Poetry. Summary.

Rozprawy i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Uwagi o narracyjnym kształcie „Panów Leszczyńskich” Hanny Malewskiej. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Nauki Hum.” 1968 z. 3 s. 213-224. – W kręgu poetyki i problematyki reportaży Wilhelma Macha z tomu „Doświadczenia i przypadki”. W: Wilhelm Mach – człowiek i pisarz. Rzeszów 1968 s. 131-142. – O świecie przedstawionym i technice narracji „Plamy” Stanisława Piętaka. W: Stanisław Piętak – poeta i prozaik. Rzeszów 1969 s. 145-165. – Z problematyki dramatu Stanisława Szpotańskiego „Świątkarz”. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Nauki Hum.” 1969 z. 4 s. 129-140. – Wokół biografii Stanisława Szpotańskiego. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Nauki Hum. Filol. Pol.” 1972 z. 6 s. 63-88. – O rodowodzie pisarstwa Stanisława Szpotańskiego. „Rocz. Nauk.–Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol. Pr. Hist.-lit.” 1975 z. 19 s. 99-113. – Powstanie listopadowe w twórczości Stanisława Szpotańskiego. „Rocz. Nauk.–Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol. Pr. Hist.-lit.” 1976 z. 30 s. 125-138. – O świecie przedstawionym opowiadań i powieści Juliana Kawalca. W: Temat wiejski w literaturze polskiej. Rzeszów 1978 s. 25-35. – Filozoficzne źródła baśniowości w poezji Bolesława Leśmiana. „Pr. Hum.” 1982 nr 23 s. 75-90. – Rozwój sztuki narracji Juliana Kawalca; Antropologia filozoficzna Juliana Kawalca. W: W kręgu twórczości Juliana Kawalca. Rzeszów 1982 s. 41-47; 89-99. – O tradycjach romantyzmu w poezji pierwszego dziesięciolecia okresu międzywojennego. Szkic. „Pr. Hum.” 1986 nr 27 s. 179-214. – Bliski i wierny swej ziemi. O liryce Emila Granata. W: Pejzaże poetyckie. Rzeszów 1988 s. 57-72. – O świecie wewnętrznym poematu „Wybór”. [Współautor:] Z. Lenart. W: Nad wierszami Baczyńskiego. Rzeszów 1998 s. 171-180. – Wyspiański w recepcji skamandrytów. W: Wyspiański. Siedlce 2001 s. 451-469. – Tradycje Słowackiego w polskiej poezji 1918-1939. Kwestie wybrane. W: „Przez gwiazdy i błękit jestem z Wami”. Przemyśl; Rzeszów 2009 s. 203-219. – Miniatura z theatrum przerażenia i bólu. Kazimierza Wierzyńskiego „Na proces moskiewski”. W: Liryka żołnierska. Estetyka i wartości. Rzeszów 2011 s. 372-380. – Apoteoza prymarnej aksjologii edukacyjnej. W: Problemy integracji i zagadnienia aksjologiczne w edukacji polonistycznej. Rzeszów 2012 s. 228-236. – Wśród znaków tragedii i ocalenia w poezji 1939-1945. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2012 t. 12 (114) s. 139-149, toż on-line [dostęp 3 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Annales_Universitatis_Paedagogicae_Cracoviensis_Studia_Historicolitteraria/Annales_Universitatis_Paedagogicae_Cracoviensis_Studia_Historicolitteraria-r2012-t12/Annales_Universitatis_Paedagogicae_Cracoviensis_Studia_Historicolitteraria-r2012-t12-s139-149/Annales_Universitatis_Paedagogicae_Cracoviensis_Studia_Historicolitteraria-r2012-t12-s139-149.pdf – Bekwark. Jana Lechonia osobowy znak sztuki idealnej. „Kamerton” 2013 nr 57 s. 228-237. – Przeszłość i teraźniejszość jako lustra wzajemne. Nad fabułami Jerzego Zawieyskiego. W: Lux ex Silesia. Wwa 2013 s. 539-550.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. W kręgu twórczości Juliana Kawalca. Zbiór szkiców i artykułów. Pod red. Z. Andresa i G. Ostasza. Rzeszów: Tow. Nauk. 1982, 223 s. Tow. Nauk. w Rzeszowie.
2. Nad wierszami Baczyńskiego. Interpretacje i szkice. Pod red. [i ze wstępem] G. Ostasza. Rzeszów: Wydawn. WSP 1989, 131 s. Wyd. 2 poszerz. i uzup. tamże 1998, 276 s.
Wyd. 2 z podtyt.: Interpretacje, szkice i rozprawy.
3. Poezja pokolenia wojennego. Studia, interpretacje i artykuły. Pod red. [i ze wstępem:] Z. Andresa i G. Ostasza. Rzeszów: Tow. Nauk. 1989, 298 s. Tow. Nauk. w Rzeszowie.
4. A. Bober: Tęsknotą pisane. [Wiersze]. [Oprac. i wstęp:] G. Ostasz. Kolbuszowa: Bibl. Publ. Miasta i Gminy 1997, 81 s. Varia Kolbuszowskie, 5.
Inf. o autorze oprac. i wstępu za G. Ostaszem – Przedr. rozszerz. wstępu pt. Pisarstwo samorodne zob. Twórczość poz. 7.
5. Od oświecenia do romantyzmu. Prace ofiarowane Piotrowi Żbikowskiemu. Pod red. G. Ostasza i S. Uliasza. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 283 s.
6. Ch. Pająk: Jubileuszowe pieśni pielgrzyma. [Wiersze]. [Oprac. i posł.:] G. Ostasz. Rzeszów: [Poligrafia Wyższego Seminarium Duchownego] 2000, 157 s.
Inf. o autorze oprac. i posł. za G. Ostaszem. – Przedr. posł. pt. Psalmy jubileuszowe i pieśni zob. Twórczość poz. 7.
7. Ch. Pająk: Słodycz Itaki. Wiersze sandomierskie. [Oprac. i posł.:] G. Ostasz. Rzeszów: [Poligrafia Wyższego Seminarium Duchownego] 2001, 123 s.
Inf. o autorze oprac. i posł. za G. Ostaszem. – Przedr. posł. pt. Nad „Słodyczą Itaki” zob. Twórczość poz. 7.
8. Ch. Pająk: Szare w blasku. [Oprac.] i posł.: G. Ostasz. Kalwaria Zebrzydowska: „Calvarianum” 2003, 183 s.
Przedr. posł. pt. Dyskurs ze świętym Franciszkiem i jego legendą zob. Twórczość poz. 7.
9. B. Strzelec: Odkrywanie Brandstaettera. Nad „Pieśnią o moim Chrystusie”. [Red. nauk.] G. Ostasz. Rzeszów: „Fosze” 2004, 152 s.
Inf. o red. nauk. za G. Ostaszem.
10. A. Bober: Życie autorem. [Powieść]. [Red. nauk., oprac. filol. i posł.:] G. Ostasz i K. Waszczyszyn. Kolbuszowa: Miej. i Powiatowa Bibl. Publiczna 2005, 302 s. Varia Kolbuszowskie, 20.
Inf. o red. nauk., oprac. filol. i posł. za G. Ostaszem. – Przedr. rozszerz. posł. pt. Pisarstwo samorodne zob. Twórczość poz. 7.
11. Ch. Pająk: Szepty duchowego rozeznania. Wiersze o kapłaństwie. [Oprac. i posł.:] G. Ostasz. Kalwaria Zebrzydowska; Kr.: Calvarianum 2005, 190 s.
Inf. o autorze oprac. i posł. za G. Ostaszem. – Przedr. posł. pt. Bernardyna modlitwy ciche i repliki wierszem zob. Twórczość poz. 7.
12. A. L. Zdzienicki: Ze wspomnień hubalczyka. [Red. nauk. i język. oraz posł.:] G. Ostasz. Rzeszów: Ofic. Wydawn. Politechniki Rzeszowskiej 2005, 144 s.
Inf. o autorze red. nauk. i język. oraz posł. za G. Ostaszem. – Przedr. zmien. posł. pt. Glosa edytorsko-filologiczna zob. Twórczość poz. 7.
13. Ojciec Cherubin – duszpasterz, muzyk, poeta. Zestaw artykułów i wspomnień. Pod red. G. Ostasza. Rzeszów: Ruch Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”, Stow. Katolickie „Bonus Liber” 2011, 228 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.
 	Autor o sobie: Nade wszystko czuję się nauczycielem „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2010 nr 4 [wykład jubileuszowy, wygłoszony 17 czerwca 2010 na URzesz.]; przedr.: „Kur. Codz.”, Chicago 2010 nr 29.
 	Wywiad: W cieniu „Herostratesa”. Rozm. Z. Lenart. „Aspekt” 1994 nr 5 [dot. poz. 2].
 	WUP t. 5 – D. HEJDA: Bibliografia prac Profesora Gustawa Ostasza publikowanych w latach 1966-2010; E. MAZUR: Szkic do biografii zawodowej Gustawa Ostasza. W: Tradycje literatury polskiej XX wieku. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Gustawowi Ostaszowi. Rzeszów 2010.

Ogólne

 	E. MAZUR: Profesorowi Gustawowi Ostaszowi na jubileusz; K. OŻÓG: Przemówienie na jubileuszu prof. Ostasza; M. STANISZ: Gustaw Ostasz – subtelny interpretator, wrażliwy dydaktyk. „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2010 nr 4, przedr. „Kur. Codz.”, Chicago 2010 nr 29, toż on-line [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: https://www.ur.edu.pl/file/5814/gazeta_czerwiec2010.pdf.

Stanisław Szpotański jako pisarz historyczny

 	A. JOPEK: O powieściach historycznych Stanisława Szpotańskiego. „Profile” 1980 nr 3.

W cieniu „Herostratesa”

 	B. FARON. „Ruch Literacki” 1994 nr 5/6.
 	Zob. też Wywiady.

„Przeciwko smokom, jadom, kulom...”

 	Z. OŻÓG: Jak „artysta organizuje wyobraźnię narodową”? „Fraza” 1998 nr 3/4.

Filiacje, dialogi, spór z tradycją

 	Z. LISOWSKI: Gustawa Ostasza dyskurs intertekstualny. „Fraza” 2002 nr 4.
 	J. PASTERSKI: Literatura i tradycja. „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2002 nr 5.
 	Z. LISOWSKi: Gustawa Ostasza sukces intertekstualny. „Ogród” 2003 nr 3/4.

Pielgrzymi ku straszliwym jutrom

 	R. MŚCISZ: Pielęgnowanie legendy. „Fraza” 2002 nr 1/2.

Imperatyw polskości

 	J. PASTERSKI: Wierzyńskiego księga polskości. „Gaz. Uniw. Pr. i Studentów URzesz.” 2003 nr 7/21.
 	R. MŚCISZ: W hołdzie Piłsudskiemu. „Fraza” 2005 nr 3.

„Mądrość liścia spadającego”

 	E. MAZUR: Książka na miarę czasów. „Kur. Codz.”, Chicago 2008 nr 193.
 	P.D. URBAN: Gustawa Ostasza „Mądrość liścia spadającego”. „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2009 nr 3.

Nad wierszami Baczyńskiego

 	S. ŻAK: Biblioteka polonisty. „Jęz. Pol. w Szk. dla klas IV-VIII” 1990/1991 z. 1/2 [dot. także: Poezja pokolenia wojennego].
 	R. MŚCISZ: Baczyński nie-raz jeszcze. „Fraza” 1999 nr 1 [dot. wyd. 2].

Poezja pokolenia wojennego

 	S. ŻAK: Biblioteka polonisty. „Jęz. Pol. w Szk. dla klas IV-VIII”. 1990/1991 z. 1/2 [dot. także: Nad wierszami Baczyńskiego].

Od Oświecenia do Romantyzmu

 	T. KOSTKIEWICZOWA. „Wiek Oświecenia” 1999 z. 15.

A. Bober: Życie autorem

 	T. MAJDOSZ: Życiem pisane. „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2006 nr 1/2.

A.L. Zdzienicki: Ze wspomnień hubalczyka

 	E. MAZUR. „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2005 nr 6.
 	S. SZCZEPAŃSKI. „Kur. Codz.”, Chicago nr z 27 maja 2005.

Ojciec Cherubin – duszpasterz, muzyk, poeta

 	E. RADION: Książka wspomnień o ojcu Cherubinie Pająku. „Kamerton” 2011 nr 55, przedr.: „Barbizon Wiśniowski” 2011 nr 5, „Gaz. Uniw. Pracowników i Studentów URzesz.” 2011 nr 5, toż on-line [dostęp 15 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: www.ur.edu.pl/file/5800/gazeta.GRUDZIEN.2011.pdf‎.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3078" title="Ewa PACZOSKA" slug="ewa-paczoska">ur. 1952

Podpisywała teksty także nazwiskiem: Gaworska.

Historyk literatury, krytyk literacki, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 2 stycznia 1952 w Warszawie; córka Henryka Gaworskiego, poety, prozaika, i Natalii z domu Traczyk, księgarki. Uczęszczała do XLIX Liceum Ogólnokształcącego im. Z. Modzelewskiego w Warszawie. Po zdaniu matury w 1969 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W tym okresie i później, w czasie studiów doktoranckich, brała intensywny udział w studenckim życiu artystycznym jako śpiewająca autorka (pod nazwiskiem Ewa Gaworska). Była laureatką licznych konkursów piosenki studenckiej (m.in. Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej, Jarmarku Piosenki Studenckiej w Warszawie oraz przeglądów piosenki turystycznej), współpracowała z klubami studenckimi „Hybrydy” (Klub Piosenki) oraz „Sigma” (Klub Autorów). Występowała na scenach studenckich z wieloma zespołami muzycznymi, w tym do lat osiemdziesiątych ze stworzonym wraz z Markiem Majewskim zespołem „Zegar z kukułką” (w 2012 został reaktywowany na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej); w 1980 została członkiem ZAKR-u; w 1981 opublikowała teksty dwóch piosenek Dom w górach i Sad na łamach biuletynu warszawskiego PTTK „Barbakan Warszawski” (nr 2), w 1986 pod nazwiskiem Gaworska publikowała teksty piosenek w piśmie „Politechnik”. Po uzyskaniu w 1974 magisterium podjęła pracę na Wydziale Polonistyki UW w Zespole do badań nad życiem literackim Warszawy 1865-1895, którego przez kilka lat była sekretarzem. W 1978 podjęła stacjonarne studia doktoranckie na Wydziale Polonistyki UW. W pracy naukowej zajmowała się problematyką literatury okresu pozytywizmu, następnie Młodej Polski i literatury okresu dwudziestolecia międzywojennego. Jako badacz literatury debiutowała w 1983 artykułem Problemy życia literackiego drugiej połowy XIX w. w oczach ówczesnej krytyki (podp.: E. Gaworska), zamieszczonym w tomie zbiorowym Problemy życia literackiego w Królestwie Polskim 2. połowy XIX w. W tymże roku doktoryzowała się na podstawie rozprawy pt. Krytyka literacka pozytywistów (promotor prof. Janina Kulczycka-Saloni). W 1984 podjęła pracę jako adiunkt na Wydziale Humanistycznym Filii UW w Białymstoku (od 1997 Uniwersytet w Białymstoku); przez kilka lat kierowała tam Zakładem Literatury. Od 1988 uczestniczyła w pracach Olimpiady Literatury i Języka Polskiego przy IBL PAN jako członek Prezydium i przewodnicząca Komitetu Okręgowego, najpierw w Białymstoku, następnie w Warszawie. Przygotowywała podręczniki języka polskiego dla szkół ponadpodstawowych z zakresu literatury epoki pozytywizmu i Młodej Polski. Jako krytyk debiutowała w 1984 artykułem o twórczości Andrzeja Bursy pt. Słowo w świecie milczenia, opublikowanym w piśmie „Powściągliwość i Praca” (nr 3; podp.: E. Gaworska); z pismem tym współpracowała do 1989, publikując w nim także wiersze. W 1989 ogłosiła jako pierwszy przekład poetycki fragmenty poematu Vikrama Seth’a Golden Gate („Literatura na Świecie” nr 7). W 1995 powróciła na Wydział Polonistyki UW, gdzie pracowała w Zakładzie Literatury i Kultury Drugiej Połowy XIX Wieku Instytutu Literatury Polskiej, którego przez kilka lat była kierownikiem. W 1997 uzyskała na UW habilitację na podstawie książki „Lalka” czyli rozpad świata i otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego. W latach 2002-07 była zatrudniona także na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Artykuły, recenzje i przekłady zamieszczała w latach następnych m.in. w pismach: „Res Publica Nowa” (1996, 1999), „Pamiętnik Literacki” (1996, 1999, 2000), „Przegląd Humanistyczny” (1999, 2010), „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” (2008, 2014). Nadal realizowała swoje pasje związane z piosenką autorską, a także z żeglarstwem. Od 2005 przewodniczyła jury Międzynarodowego Festiwalu Bardów OPPA, w 2014 nagrała płytę Portowe gadanie, a w 2016 kolejną – Stały meldunek.. W 2006 odbyła rejs po Dnieprze na kopii łodzi słowiańskiej, a w 2007 rejs katamaranem po Pacyfiku. W 2006 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 2011 stanowisko profesora zwyczajnego na Wydziale Polonistyki UW. W 2011 weszła w skład Komitetu Nauk o Literaturze. Od tegoż roku jest redaktorem naukowym serii wydawniczej Doświadczenie Europy Środkowo-Wschodniej w Kulturze Modernizmu. W 2012 została dyrektorem Instytutu Literatury Polskiej UW.

W 1983 wyszła za mąż za Krzysztofa Paczoskiego, z zawodu inżyniera elektronika, a z pasji skrzypka; z małżeństwa tego ma córkę Krystynę (ur. 1988). Mieszka w Brwinowie pod Warszawą.



TWÓRCZOŚĆ

1. Wobec naszego czasu. [Wiersze]. Powst. przed 1981.
Podp.: E. Gaworska. – W 1981 nagroda w ogólnopolskim konkursie na debiutancki tomik poetycki.
2. Krytyka literacka pozytywistów. Wrocław: Ossol. 1988 [właśc. 1989], 149 s. Bibl. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza, t. 11.
Rozprawa doktorska.
3. Naturalizm i naturaliści w Polsce. Poszukiwania, doświadczenia, kreacje. [Współaut.:] J. Kulczycka-Saloni, D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: Wydawn. UW 1992, 251 s.
Tu autorstwa E. Paczoskiej: Termin „naturalizm” w krytyce literackiej epoki pozytywizmu i Młodej Polski, s. 85-103; Poprzednicy naturalizmu?, s. 105-111; Antoni Sygietyński – teoretyk w laboratorium naturalizmu, s. 146-156; Adolf Dygasiński – drogi i bezdroża naturalizmu, s. 157-164; Spotkania naturalistów, s. 219-240 [dot. pisarzy z kręgu „Wędrowca”].
4. „Lalka” czyli rozpad świata. Białystok: Trans Humana 1995, 183 s. Wyd. 2 pt. Lalka czyli Rozpad świata. Wwa: Wydawn. Akademickie i Profesjonalne 2008.
Rozprawa habilitacyjna.
5. Młoda Polska. Podręcznik dla szkół ponadpodstawowych. Wwa: Stentor 1998, 237 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1999, wyd. 3 2000. Zob. też poz. 7.
6. Kilka ważnych rzeczy. [Wiersze]. Wwa: Nakł. Natolińskiego Ośrodka Kultury 2000, 45 s.
Podp.: E. Gaworska.
7. Młoda Polska. Zeszyt ćwiczeń. Warszawa: Stentor 2000, 87 s. Zob. też poz. 5.
8. Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość. Od Bolesława Prusa do Olgi Tokarczuk. [Szkice literackie]. Wwa: Sic! 2004, 373 s.
Zawartość: Cz. I. Dojrzewanie jako rozpoznawanie: Ojcowie i dzieci: dojrzewanie w modelu „self-help”; Dojrzewanie – problem percepcji; Książę duński i młody faraon; Dojrzewanie jako język: młodopolskie cykle nowelistyczne; W cieniu rozkwitających dziewcząt; Eros i Polska. – Cz. II. Dojrzałość – niedojrzałość: Niemłodzi i starzy u Prusa; Obrachunki na progu XX wieku; O formie przeciw formie. Prus i Gombrowicz; W poszukiwaniu doskonałości: franciszkański projekt dojrzewania; List do dojrzewającego. Stanisława Witkiewicza summa XIX wieku; Między dylematami inteligenta a rozterkami mieszczucha. – III. „Czasy dojrzewające”: Primum vivere. Świętochowski w antycznym kręgu; Konopnickiej „Teka Grottgera”: postacie pamięci; Sienkiewicz i awangardy; Odkrywanie ciała – zakrywanie ciała. – Aneks: Odkrytka z XIX wieku; Czekając na perłę (na marginesach książki Olgi Tokarczuk o „Lalce”).
9. Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura. II klasa liceum i technikum. Cz. 2. Wwa: Stentor 2004, 295 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 2005, wyd. 3 2006, wyd. 4 2007, wyd. 6 zmien. i popraw. 2009.
10. Wiersze uzbierane. Wwa: Tawi 2005, 71 s.
Podp.: E. Gaworska.
11. Pani poetka pisze. Kr.: Miniatura 2010, 60 s.
Podp.: E. Gaworska.
12. Prawdziwy koniec XIX wieku. Śladami nowoczesności. Wwa: PIW 2010, 278 s.
Zawartość: I. Początek i koniec: Latarnia czarnoksięska, czyli dziewiętnastowieczność i nowoczesność; Granice i ograniczenia, Koniec XIX wieku na kresach; Próby całości: wielkie cykle Zoli i Wagnera; Stolica „świata zwyrodniałego”. Londyn w literaturze angielskiej i polskiej początków XX wieku (z rzutem oka na następne stulecie); Kobieca twarz rewolucji. Rok 1905 w twórczości polskich pisarek; Z perspektywy „obcego”. Stłumienia kultury polskiej według Stanisława Brzozowskiego; Nowoczesnej rodziny historie „naturalne”. – II. Koniec i początek: od utopii artystycznej do allotopii; Hipertekst przed hipertekstem w powieści początków XX wieku; Polska genealogia teraźniejszości w literaturze końca lat 30. XX wieku; Jak zostałem pisarzem? Aspekty etyczne polskich autobiografii literackich XIX i XX wieku; Na strychu i po kątach. Pisarki międzywojenne w cieniu PRL-u (rekonesans); Jacek Kaczmarski i polski kanon; „Rozmowy polskie latem roku 1983” dwadzieścia pięć lat później; Wiek XIX – reaktywacja.
13. Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura. II klasa liceum i technikum. Cz. 1. Wwa: Wydawn. Piotra Marciszuka Stentor 2013, 295 s.
14. Nierówne światło. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2011, [45] s.
Podp.: E. Gaworska.
15. Wiersze wybrane. [Audiobook]. Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Pach. Wwa: Fundacja Festina Lente 2012, format MP3. Chmura czytania.
Podp.: E. Gaworska.
16. Pod makatką. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2016, [63] s.
Podp.: E. Gaworska.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Problemy życia literackiego drugiej połowy XIX w. w oczach ówczesnej krytyki. [Podp.:] E. Gaworska. W: Problemy życia literackiego w Królestwie Polskim 2. połowy XIX w. Wr. 1983 s. 75-92. – Głos z prowincji. W: Historia literatury a geografia literacka w II połowie XIX w. Wr. 1986 s. 120-132 [dotyczy prasy prowincjonalnej Królestwa Polskiego]. – Warszawskie Elizjum. Ulica w „Lalce” Prusa. W: Miasto słów. Białystok 1991 s. 95-115. – „Lalka” – balkony i wnętrza. W: „Lalka” i inne. Wwa 1992 s. 97-110. – Ludwik Jenike, redaktor nad redaktorami [„Tygodnika Ilustrowanego”]. W: Warszawa pozytywistów. Wwa 1992 s. 60-66. – Miasto, którego nie ma. W: Na pograniczu. Białystok 1992 s. 24-34 [dot. Grodna w twórczości E. Orzeszkowej]. – Ogrody Wokulskiego. W: Nowe stulecie trójcy powieściopisarzy. Wwa 1992 s. 153-164. – Witkacy et le naturalisme. W: Naturalisme et antinaturalisme dans les litteratures europeennes des XIXe et XXe siècles. Varsovie 1992 s. 90-97. – Odkrywanie prowincji – w kręgu doświadczeń literatury postyczniowej. W: Doświadczenie prowincji w literaturze polskiej II połowy XIX i XX wieku. Białystok 1993 s. 5-16. – Z książek niewydanych. W: Książka pokolenia. Białystok 1994 s. 149-160 [dot.: S. Witkiewicz: Życie, etyka i rewolucja]. – Konstelacje „sierotki Marysi”. W: „O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej w stulecie pierwszego wydania. Suwałki 1997 s. 9-16. – Dziecko i tajemnica miasta. W: Dzieciństwo i sacrum. Wwa 1998 s. 153-162 [na przykładzie twórczości S. Chwina i P. Huellego]. – Eros i Polska, W: Literatura Młodej Polski. Między XIX a XX wiekiem. Białystok 1998 s. 271-282. – Pozytywistów spotkania z utopią. W: Trzy pokolenia. Wwa 1998 s. 257-266. – Polskość w dobie niewoli – gniazdo czy „zaścianek”? W: Przemiany formuły polskości w literaturze drugiej połowy XIX wieku. Wwa 1999 s. 105-118. – Wiktor Gomulicki u progu XX wieku. Wyzwolenie, poeci i świat. W: Wiktor Gomulicki. Problemy twórczości i recepcji. Wwa 1999 s. 87-99. – Sienkiewicz i awangardy. W: Sienkiewicz i epoki. Wwa 1999 s. 209-220. – Między dylematami inteligenta a rozterkami mieszczucha. W: Mieszczaństwo i mieszczańskość w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku. Wwa 2000 s. 211-226. – Primum - vivere. Aleksander Świętochowski w antycznym kręgu. W: Literatura i czasopiśmiennictwo polskie 1864-1918 wobec tradycji antycznej. Wwa 2000 s. 171-190. – „Bal w szambrdebonie” – Stanisław Staszewski; Miejsce dla barda - Jaromir Nohavica – Dokąd się śpiewa. W: Bardowie. Łódź 2001 s. 181-185. – Dojrzewanie jako kategoria poetyki (o młodopolskich cyklach nowelistycznych). W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 193-202. – „Nad Niemnem” – melancholia i magia. W: Lektury polonistyczne. Od realizmu do preekspresjonizmu. Kraków 2001 s. 27-48. – Obrachunki na progu XX wieku – dojrzałość, niedojrzałość. W: Maski współczesności. Wwa 2001 s. 146-157 [dot.: B. Prus: Dzieci; K. Irzykowski: Czyn i słowo]. – Odkrywanie ciała – zakrywanie ciała w literaturze Młodej Polski. W: Krytyka feministyczna: siostra teorii i historii literatury. Warszawa 2001 s. 233-244. – Michała Bałuckiego harmonie i dysonanse. W: Świat Michała Bałuckiego. Kraków 2002 s. 417-432. – Postacie pamięci. Maria Konopnicka: „Z teki Grottgera”. W: Miejsca Konopnickiej. Przeżycia - pejzaż – pamięć. Kraków 2002 s. 133-142. – Świętochowski, Świńtuchowski i rynek, czyli prawdziwy koniec „młodej” prasy. W: Pogranicza literatury. Warszawa 2002 s. 111-122. – Za co (nie) lubimy Harry’ego Pottera. W: Kultura literacka dzieci i młodzieży u progu XXI stulecia. Wwa 2002 s. 175-184. – Czekając na perłę (na marginesie książki Olgi Tokarczuk o „Lalce”). W: Prus i inni. Lubl. 2003 s. 83-96. – Niemłodzi i starzy u Prusa. W: Bolesław Prus. Pisarz, publicysta, myśliciel. Lublin 2003 s. 235-248. – Odkrytka z dziewiętnastego wieku. W: Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. Warszawa 2003 s. 117-130. – Idea czystości i piekło mężczyzn w literaturze drugiej połowy XIX wieku. W: Kobieta i rewolucja obyczajowa. Wwa 2006 s. 55-72. – Żeromski w kręgu etyki ariańskiej. W: Etyka i literatura. Warszawa 2006 s. 440-452. – Powieść realistyczna jako źródło do badania obyczajów. Przypadek Wokulskiego. W: Jak badać obyczaje? Wwa 2007 s. 91-108. – Latarnia czarnoksięska, czyli dziewiętnastowieczność i nowoczesność. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 2008 s. 39-53 [dot. J.I. Kraszewskiego]. – Przeciw podróży. W: Podróż i literatura 1864-1914. Wwa 2008 s. 583-597. – Historia znad krawędzi. Polska genealogia teraźniejszości w prozie lat 30. XX w. W: Dwudziestolecie. Wwa 2009 s. 20-36. – Klin (Julian Kaliszewski): Moi kochani rodacy; Georg Brandes: Polska. W: Młodopolski pakowaniec literacki. Warszawa 2009 s. 11-15, 69-74. – Stolica nowoczesności? W poszukiwaniu tekstu lwowskiego. W: Modernistyczny Lwów. Wwa 2009 s. 11-26. – Dekonstrukcje i integracje. Idea „humanitas” w nurtach antropologii modernizmu lat 1864-1914. W: Humanitas. Projekty antropologii humanistycznej. Cz. 1. Warszawa 2009-2010 s. 535-570. – Georg Brandes – „nasz człowiek” w Europie. W: Europejczyk w podróży. Wwa 2010 s. 305-326. – Gdzie jest Komornicka?; Obłęd po polsku. W poszukiwaniu języka wspólnoty. W: Przerabianie XIX wieku. Wwa 2011 s. 17-41, 86-107. – Karol Irzykowski i pytania pozytywistów. „Prz. Hum.” 2011 nr 5 s. 39-51. – Maria i Eliza czytają i przepisują. W: Dwie gwiazdy, dwie drogi. Wwa 2011 s. 329-346. – Brandes i „brandesizm” w polskiej krytyce literackiej. Rekonesans. W: Dyskursy krytycznoliterackie 1764-1918. Wokół „Słownika polskiej krytyki literackiej 1795-1914”. Tor. 2012, s. 209-226. – Prusa i Brzozowskiego „ludzie czasu wielkiej zmiany”. W: Konstelacje Stanisława Brzozowskiego. Wwa 2012 s. 155-167. – „Łagodni” w poszukiwaniu ziemi obiecanej (Wojciech Bellon). W: „Piosenki prawdziwe” w kulturze PRL-u. Wwa 2013 s. 31-38. – Tajemnice konstrukcji. Dramatyzacja w powieści realistycznej (Bolesław Prus – Henry James). W: Realiści, realizm, realność. Wwa 2013 s. 249-258. – Wspólnota pytań. Europa Środkowo-Wschodnia i modernizm. „Prz. Filoz.-Lit.” 2013 nr 1/2 s. 265-277. – A genealogy of modernity. Schulz, Witkacy, and Gombrowicz, and the ventures of Polish writers of the second half of the nineteenth century and the turn of the nineteenth and twentieth centuries. [Tłum.] M. Aleksandrowicz-Wojtyna. „Tekstualia” 2014 nr 1 s. 87-104. – Dekadent jako towar (Gawalewicz, Mańkowski i inni). W: Literatura niewyczerpana. W kręgu mniej znanych twórców polskiej literatury lat 1863-1914. Kraków 2014 s. 51-60. – Od szkicu do obrazu i z powrotem. „Pod szychtami” Bolesława Prusa; Stanisław Fita i pokolenie Szkoły Głównej. „Wiek XX. Rocz. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza” 2014 s. 85-100; 526-529. – Wariatki i niewidzialne. Starość w literaturze początków XX wieku: doświadczenie i zadanie. „Academia” 2014 nr 3 s. 10-15. – Amerykanin i Polak w Paryżu (Bolesław Prus – Henry James). „Napis” 2015 s. 222-234. – Historia i przyszłość literatury polskiej według Georga Brandesa. W: Historie literatury polskiej 1864-1914. Wwa 2015 s. 381-392. – Opowiedziane i przemilczane. Co się stało z doświadczeniem lat 1914-1918? W: Przed i po. Wielka Wojna w literaturach Europy Środkowej i Wschodniej. Wwa 2015 s. 187-198. – Przywracanie głosu. Lwowska krytyka literacka. „Litteraria Copernicana” 2016 nr 4 s. 185-191. ‒ Wiktorianizm i rytmy rozwojowe powieści polskiej drugiej połowy XIX w. Rekonesans. W: Wiktorianie nad Tamizą i nad Wisłą. Wwa 2016, s.195-206. – Władysław Sebyła – głos poety, głos epoki. W: Relektury. Wwa 2016 s. 27-38. ‒ Stara kobieta w literaturze przełomu XIX i XX wieku. Rekonesans. W: Ludzie starzy i starość na ziemiach polskich od XVIII do XXI wieku (na tle porównawczym). T. 2. Aspekty społeczno-kulturowe. Wwa 2016 s. 209-215. – Encyklopedia i duch uniwersytetu. W: Szkoła Główna. Kręgi wpływów. Wwa 2017 s. 31-42. ‒ W sprawie nadinterpretacji. „Wezwanie” literatury i odpowiedzi. „Tekstualia” 2017 nr 1 s. 33-41.
Prace redakcyjne
1. Miasto słów. Studia z historii literatury i kultury drugiej połowy XIX wieku. Pod red. E. Paczoskiej. Białystok: Dział Wydawn. Filii UW 1990 [właśc. 1991], 188 s.
2. Doświadczenie prowincji w literaturze polskiej II połowy XIX i XX wieku. Pod red. E. Paczoskiej i R. Chodźki. Białystok: Nakł. Filii UW w Białymstoku 1993, 129 s.
3. Książka pokolenia. W kręgu lektur polskich doby postyczniowej. Pod red. E. Paczoskiej i J. Żadziłko-Sztachelskiej. Zamiast wstępu: E. Paczoska. Białystok: Dział Wydawn. Filii UW 1994, 208 s.
4. Literatura Młodej Polski. Między XIX a XX wiekiem. Pod red. E. Paczoskiej i J. Sztachelskiej. Białystok: Wydawn. Uniw. w Białymstoku 1998, 291 s.
Materiały z konferencji naukowej zorg. 17-19 III 1997.
5. Bardowie. Pod red. J. Sawickiej i E. Paczoskiej. Łódź: Ibidem 2001, 200 s.
Materiały z konferencji zorganizowanej na UW w 2000.
6. Od modernizmu do roku 1939. Materiały z dziejów sztuki – dla liceów. [Współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Wydawn. Piotra Maciszuka Stentor 2002, teka 39 + 40 k.
7. Sztuka pierwszej połowy XX wieku. Teka. Materiały dla szkół ponadpodstawowych. Red.: E. Paczoska i A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 2002.
8. Śmierć w literaturze i kulturze drugiej połowy XIX wieku. Pod red. E. Paczoskiej i U. Kowalczuk. Słowo wstępne: E. Paczoska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2002, 135 s.
9. A. Świętochowski: Dumania pesymisty. Oprac. i wstęp: E. Paczoska. Wwa: Sic! 2002, 108 s.
10. Prus i inni. Prace ofiarowane profesorowi Stanisławowi Ficie. Red.: J.A. Malik, E. Paczoska. Lubl.: Wydawn. KUL 2003, 791 s. KUL. Wydz. Nauk Hum. Katedra Literatury Pol. Pozytywizmu i Młodej Polski.
11. Etyka i literatura. Pisarze polscy lat 1863-1918 w poszukiwaniu wzorców życia i sztuki. Red.: E. Ihnatowicz i E. Paczoska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2006, 564 s. Z Publikacji Zakładu Pozytywizmu i Młodej Polski.
Materiały z konferencji „Konteksty etyczne literatury polskiej lat 1863-1918”, Warszawa 2005.
12. Homo utopicus, terra utopica. O utopii i jej lekturach. Red.: E. Paczoska, Z. Sadowski. „Obóz” 2007 nr 45/46, 47, Studium Europy Wschodniej [4 t. w 2 wol.].
13. Modernizm. Spotkania. Antologia. Red.: E. Paczoska i L. Magnone. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2008, 448 s. Mater. do Ćwiczeń – UW. Wydz. Polonistyki, 75.
14. Literatura i etyka. Red.: E. Paczoska. „Prz. Filoz.-Lit.” 2009 z. 2, 258 s.
Numer monograficzny pisma.
15. Młodopolski pakowaniec literacki. Wypieczony specjalnie dla prof. Andrzeja Z. Makowieckiego. Pod red. E. Paczoskiej i Ł. Książyka. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2009, 246 s.
16. Modernistyczny Lwów. Teksty życia, teksty sztuki. Pod red. E. Paczoskiej i D.M. Osińskiego. Wstęp: E. Paczoska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2009, 507 s.
Materiały z konferencji, XII 2008.
17. Dwie gwiazdy, dwie drogi. Konopnicka i Orzeszkowa – relacje różne. Pod red. nauk. E. Ihnatowicz i E. Paczoskiej. Wwa: Wydz. Polonistyki. UW 2011, 375 s.
18. Doświadczenie nowoczesności. PP/PE perspektywa polska – perspektywa europejska. Red. nauk.: E. Paczoska, J. Kulas, M. Golubiewski. Wwa: Wydawn. UW 2012, 355 s.
19. Przerabianie XIX wieku. Studia. Pod red. E. Paczoskiej i B. Szleszyńskiego. Przedm.: E. Paczoska. Wwa: PIW 2011, 285 s.
20. Konstelacje Stanisława Brzozowskiego. Red. nauk.: U. Kowalczuk, A. Mencwel, E. Paczoska, P. Rodak, Wwa: Wydawn. UW 2012, 386 s.
21. Modernizm(y) Europy Środkowej. Red. i słowo od redaktorów: M. Chmurski, E. Paczoska. „Prz. Filoz.- Lit.” 2013 nr 1/2, 439 s.
Numer monograficzny pisma.
22. „Piosenki prawdziwe” w kulturze PRL-u. Studia. Pod red. E. Paczoskiej i D.M. Osińskiego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2013, 175 s.
23. Realiści, realizm, realność. W stulecie śmierci Bolesława Prusa. Red. nauk.: E. Paczoska, B. Szleszyński, D.M. Osiński. [Wwa]: Narodowe Centrum Kultury 2013, 484 s.
24. H. Gaworski: Kraj intymny. [Wiersze]. Wybór i wstęp: E. Paczoska. Kr.: Miniatura 2014, 80 s.
25. Przed i po. Wielka Wojna w literaturach Europy Środkowej i Wschodniej. Red.: H. Gosk i E. Paczoska. Wwa: Wydawn. Wydz. Polonistyki 2015, 333 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: „Lalka”, jakiej nie znamy. [Rozm.:] K. LUBCZYŃSKI. „Głos Naucz.” 2011 nr 30; Bolesław Prus, czyli nowoczesność w starych księgach. Z prof. E. Paczoską z Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego rozm. K. Lubczyński. „Dz. Trybuna” 2017 nr 178/179.

„Lalka”, czyli rozpad świata

 	J. KULCZYCKA-SALONI: Dwie nowe monografie „Lalki”. „Prz. Hum.” 1996 nr 4 [dot. też: Z. Przybyła: „Lalka”. Semantyka – kompozycja – konteksty].
 	G. LESZCZYŃSKI. „Nowe Książ.” 1996 nr 2.
 	A. MAZUR. „Pam. Lit.” 1997 z. 3.
 	J. KRENZ: Intrygująca książka. „Polonistyka” 2009 nr 3 [rec. wyd. 2]

Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość

 	P. MAJERSKI: Głos w sprawie (nie)dojrzałości. „Nowe Książ.” 2004 nr 8.
 	M. GLOGER: Dojrzewanie jako fenomen kulturowy. „Prz. Hum.” 2006 nr 4.
 	M. GLOGER: Modernizowanie pozytywizmu. „Teksty Drugie” 2007 nr 4.

Prawdziwy koniec XIX wieku

 	A. SIKORA: Król-Duch nie jeździ koleją. „Nowe Książ.” 2011 nr 6.
 	A. KOBELSKA: Tropy nowoczesności. „Prz. Hum.” 2013 nr 1.
 	S. BRZOZOWSKA: Nieprawdziwy koniec XIX wieku. „Pam. Lit.” 2014 z. 2.
</document>
<document nplp_id="3079" title="Tomasz PIĄTEK" slug="tomasz-piatek">ur. 1974

Prozaik, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 16 marca 1974 w Pruszkowie; syn Joanny i Waldemara Piątka, wieloletniego dyrektora Filmoteki Narodowej. Prowadził jako uczeń program telewizyjny Drops. Uczęszczał do Liceum im. S. Batorego w Warszawie; w 1993 zdał maturę. Następnie do 1998 przebywał w Mediolanie, gdzie studiował lingwistykę na Università degli Studi di Milano i w 1998 uzyskał tytuł dottore. Podejmował równocześnie różne prace: był tłumaczem w sądzie i w więzieniu, asystentem reżysera we włoskiej telewizji RAI, drukował w pismach włoskich „La Stampa” i „L’Independente”; został także korespondentem „Polityki” (1996-97) i Radia RMF FM. Debiutował w 1995 artykułem pt. Herling-Grudziński nie chce „komunistycznego uznania”, opublikowanym w „Trybunie” (nr 46), a jako prozaik w 1996 tekstem pt. Zabawa w widzianego (fragment powieści) na łamach pisma „Akcent” (nr 3). W tym okresie pogłębiło się jego uzależnienie od alkoholu i heroiny; wielokrotnie podejmował próby leczenia; problemy te stały się później tematem jego prozy. Po powrocie do Warszawy współpracował z rozgłośniami Inforadio, Radiostacja (jako prezenter), Radio 94. Występował w talk-show polskiego oddziału telewizji Canal Plus pt. Nigdzie Indziej jako ekspert-psycholingwista, analizujący ludzką osobowość na podstawie sposobu wymawiania głosek. Artykuły, felietony, opowiadania i fragmenty powieści publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej” (1998-99, 2003), „Nowej Fantastyce” (1998, 2004), „Filmie” (2001-03; tu felietony o najgorszych filmach, zamieszczane na ostatniej stronie miesięcznika), „Dekadzie Literackiej” (2002, 2005), „Polityce” (2003, 2004), „Lampie” (2004, 2005), w rozrywkowym dodatku „Życia Warszawy” pt. „Po godzinach” (2004; tu felietony o życiu stolicy). W 1999-2010 pracował jako copy writer w agencjach reklamowych: Ad Fabrika, Ad Fabrika FCB, JWT, Publicis, Brain, McCann Ericson; za najlepsze ogłoszenie w kategorii „Druk” otrzymał nagrodę przyznaną przez firmę Boomerang na festiwalu reklamowym „Złote Orły”. Od 2003 angażował się w powstanie i rozwój kanału telewizyjnego Kino Polska; w latach następnych pełnił funkcję kierownika literackiego. Równocześnie rozwijał twórczość prozatorską, ogłaszając powieści (m.in. w konwencji kryminału i fantasy). Od lutego 2009 do listopada 2013 publikował Felietony krytyczne w lewicowym piśmie/portalu „Krytyka Polityczna”. Brał udział w pracach związanych z powołaniem Obywatelskiego Forum Dostępu do Książki (2010). W lutym 2012 podjął pracę jako copy writer w agencji Brasil. Artykuły i felietony, zwłaszcza na tematy społeczno-polityczne, publikował na łamach „Gazety Wyborczej” i jej dodatku „Wysokie Obcasy” (2010 i od 2013; tu m.in. cykl felietonów pt. Z Piątka na sobotę) oraz sporadycznie w „Przekroju” (2012) i „Dialogu” (2014).

W 2007 ożenił się z Hanną Gill. Mieszkał w Łodzi, a w 2012 przeprowadził się do Warszawy.



TWÓRCZOŚĆ

1. Heroina. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2002, 113 s. Wyd. 3 [!] Wwa: W.A.B. 2009.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Nagroda „Książka Lata 2002” przyznana przez Bibl. Raczyńskich w Pozn., nominacja do nagrody Paszport „Polityki” w 2003.
Przekł.: hiszp.: Heroína. [Przeł.:] B. Gill. Temperley [Argentyna] 2010, – ros.: Geroin. [Przeł.:] A. Daškevič. Har’kov 2004, – serb.: Heroina. [Przeł.:] I. Dimitrijević. Beograd 2009, – węgier.: Heroin. [Przeł.:] I. Szecskò. Budapest 2012.
Adapt. teatr.: Reż. i adapt.: P. Sala. Wyst. Wwa, T. Nar., Scena Studio 2006.
2. Kilka nocy poza domem. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2002, 216 s.
Przekł. hiszp.: Algunas noches fuera de casa. [Przeł.] B. Gill. Buenos Aires 2006.
3. Żmije i krety. [Powieść]. Wwa: Runa 2003 149 s.
T. 1 cyklu powieściowego pt. Ukochani poddani cesarza; t. 2, 3 zob. poz. 6, 7.
4. Bagno. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2004, 190 s.
Przekł. włos.: I misteri della palude di Varsavia. [Przeł.] A. Gogolin. Milano 2006.
5. Przypadek Justyny. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2004, 148 s.
Przekł. włos.: Il caso Justyna. [Przeł.:] L. Pompeo. Milano 2006.
6. Szczury i rekiny. [Powieść]. Wwa: Runa 2004, 161 s.
T. 2 cyklu powieściowego pt. Ukochani poddani cesarza; t. 1, 3 zob. poz. 3, 7.
7. Elfy i ludzie. [Powieść]. Wwa: Runa 2004, 174 s.
T. 3 cyklu powieściowego pt. Ukochani poddani cesarza; t. 1, 2 zob. poz. 3, 6.
8. Dobry pan. [Powieść]. Wwa: PIW 2005, 174 s.
9. Nionio. [Powieść]. Kr.: WL 2005, 192 s.
10. Błogosławiony wiek. [Powieść]. Wwa: PIW 2006, 202 s.
11. Pałac Ostrogskich. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2008, 307 s. Archipelagi.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2009.
12. Morderstwo w La Scali. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2009, 292 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2010, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do finału Nagrody Wielkiego Kalibru za najlepszą pol. powieść kryminalną w 2009.
13. Wąż w kaplicy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2010, 207 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do nagrody Paszport „Polityki” w 2011.
14. Antypapież. Wwa: Wydawn. „Krytyki Polit.” 2011, 99 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. „Krytyki Polit.”, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Zawartość: Dlaczego każdy polski inteligent powinien przeczytać tę książkę; Autorytet Jana Pawła II; Krajobraz po bitwie i modlitwie. – Zakończenie.
15. Podręcznik dla klasy pierwszej. Il.: H. Gill-Piątek. Wwa: Wydawn. „Krytyki Polit.” 2011, 69 s.
Zawiera m.in. wiersze i czytanki. – Na okł.: Książka zawiera treści drastyczne, przeznaczone tylko dla dorosłych + 18.
16. Miasto Ł. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2012, 156 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
17. Magdalena. [Powieść]. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2014, 205 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
18. Kartoflada. [Powieść]. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2016, 429 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2016, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
19. Macierewicz i jego tajemnice. [Wwa:] Arbitror 2017, 216 s.
Nagroda Wolności Prasy, przyznana przez międzynarodową organizację Reporterzy bez Granic w 2017, nagroda w plebiscycie MediaTory w kategorii ProwokaTor, przyznana przez studentów dziennikarstwa (z całej Polski) na UJ w 2017.

Przekłady utworów T. Piątka w antologiach zagranicznych (w jęz.): azerskim: Müasir Polyak nǝsr antologiyasɪ. Bakɪ 2008, – hiszp.: Playa quemada. Buenos Aires 2006, – ros.: Inostrannaâ literatura. [Wybór:] K. Staroselskaâ. Moskva 2006.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Autor o sobie: Łatanie dziury. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 30 dod. „Wysokie Obcasy” nr 178; Obława na Tomasza Piątka. Po książce o Macierewiczu. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 218.
 	Wywiady: Boję się szczęścia. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 136 dod. „Duży Format” nr 17; Heros na heroinie. Rozm. B. Pietkiewicz. „Polityka” 2002 nr 22; Twarda/miękka rzeczywistość. Rozm. M. Wilk. „Dz. Pol.” 2003 nr 289; Szczęście to heroina. Rozm. J. Kałużna. „Życie Warsz.” 2004 nr 47 dod. „Książki”; Nie piszę drugich części. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2006 nr 3; Byłem zakochany w heroinie. Rozm. A.S. Dębowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 179 dod. „Stołeczna”; Wstyd, czyli prawda. Tomasz Piątek rozmawia z redaktorem „Lampy” o zmianie, jaka zaszła w jego pisarstwie po terapii w ośrodku odwykowym. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2008 nr 9; Myśleć w języku duszy. Rozm. K. Rakowska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 91 dod. „Łódź”; Nie czuć albo czuć jak najmniej. Rozm. T. Kwaśniewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 228 [dot.: Pałac Ostrogskich]; Żeby móc drugiego człowieka poczuć, to trzeba wyżłobić sobie w środku dla niego miejsce. Rozm. J. Świetlikowska. Powst. 2009 [on-line] [dostęp 28 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://zbrodniawbibliotece.pl/pogawedki/614,zebymocdrugiegoczlowiekapoczuc/; Robią czarny PR Jezusowi. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 110 [dot. m.in. Antypapież]; Armia małych inkwizytorów. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2015 nr 2; Istniała zbuntowana i inteligentna młodzież. My ją zabiliśmy. My i kościół katolicki. Rozm. A. Sańczuk. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,16566796.
 	Ciągną nas w otchłań. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2016 nr 37 [dot. m.in. Kartoflada]; Kim pan jest, panie ministrze? Rozm. A. Kublik. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 163 [dot.: Tajemnice Macierewicza]; Tajemnice Macierewicza. Rozm. A. Pawlicka. „Newsweek Polska” 2017 nr 28.
 	OGÓLNE: A. MOSKWA: Tomasz Piątek. [on-line] [dostęp 16 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.iik.pl/biografie.php/117.
 	W. WYBRANOWSKI: Przypadki Tomasza Piątka. Od literata do dziennikarskiego cyngla. „Do Rzeczy” 2016 nr 27.

Heroina

 	K. DUNIN: Drug queen. „Res Publica Nowa” 2002 nr 9.
 	J. GIZELLA: Sztuka bycia szczęśliwym w Polsce. „Czas Kult.” 2002 nr 6, przedr. pt. Sztuka bycia szczęśliwym – w Polsce. W tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.
 	Ł. KASPER: Heroi(ni)cznie i cynicznie. „Pogranicza” 2002 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Sztuczne przyjemności. „Kresy” 2002 nr 3/4.
 	J. PODSIADŁO: Szansa związanego szympansa. „Rzeczpospolita” 2002 nr 103.
 	P. SZUBARTOWICZ: Gumiasta rozkosz. „Trybuna” 2002 nr 79.
 	W. WENCEL: Pani Nikt. „Nowe Państ.” 2002 nr 9.
 	T. MIZERKIEWICZ: Na przykład Piątek. „Arkusz” 2003 nr 1 [dot. też: Kilka nocy poza domem].

Kilka nocy poza domem

 	R. OSTASZEWSKI: „Będą klaskać panienki…” „Nowe Książ.” 2002 nr 12.
 	M.A. KOWALSKI. „Najwyż. Czas” 2003 nr 46.
 	T. MIZERKIEWICZ: Na przykład Piątek. „Arkusz” 2003 nr 1 [dot. też: Heroina].
 	M. ORSKI: Świat wirtualnego totalitaryzmu. „Prz. Powsz.” 2003 nr 2.

Żmije i krety

 	J.B. KUŁAKOWSKA: Wieści z gorszego świata. „Trybuna” 2004 nr 47.

Bagno

 	M. CUBER: „Niepokrywalność”. „Nowe Książ.” 2004 nr 4.
 	P.T. FELIS: Wydostać się z bagna. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 35.
 	A. GŁOWACKA: Pizza à la Piątek. „Opcje” 2004 nr 3.
 	Z. PIETRASIK: Bagno wciąga. „Polityka” 2004 nr 6.

Przypadek Justyny

 	T. WYSOCKI: Worek na podroby. „Sł. Pol.” 2004 nr 249.
 	M. MIZURO: Spiesz się powoli. „Nowe Książ.” 2005 nr 1.

Szczury i rekiny

 	J.B. KUŁAKOWSKA: Totalitarnego fantasy ciąg dalszy. „Trybuna” 2004 nr 167.

Elfy i ludzie

 	K. DUNIN: Złe wieści z gorszego świata. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 204.
 	A. WOŹNIAK: Empatyczny kanibalizm. „Lampa” 2004 nr 11.
 	M. ŻURAWSKI: Jakby poczęstować kogoś trucizną. „Życie” 2004 nr 227.

Dobry pan

 	M. CUBER: Rozpaćkać się. „Nowe Książ.” 2006 nr 3.

Nionio

 	M. DVOŘÀK: Nieniowa historia. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 25 dod. „Kraków”.
 	J. ŻUCHOWSKI: Płodność Tomasza Piątka. „Pogranicza” 2005 nr 2.

Błogosławiony wiek

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Dewocyjna awantura. „Lampa” 2006 nr 11.
 	Ł. ORBITOWSKI: Bóg jako narkotyk. „Dziennik” 2007 nr 4 dod. „Kultura”.

Pałac Ostrogskich

 	P. KOFTA: Ciasne zakręty świadomości. „Dziennik” 2008 nr 149 dod. „Kultura”.
 	D. NOWACKI: Worek z atrakcjami. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 140.
 	M. PĘCZAK: Heroina bis. „Polityka” 2008 nr 25.
 	Ł. SATURCZAK: Piątek moralista? „Lampa” 2008 nr 7.
 	I. SŁOMAK: Labirynt (bez Minotaura). „Pogranicza” 2008 nr 4.
 	K. TRZASKOWSKA: Piekło współczesne. „Akcent” 2008 nr 4.
 	J. WIERZEJSKA: Szczepionka z opowieści. „Nowe Książ.” 2008 nr 9.
 	M. RADZIWON: Mroczne zakamarki pałacu Ostrogskich. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 144.
 	T. MIZERKIEWICZ: Gotyk gorszy niż narkotyk. W tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	A. NĘCKA: „Co nie jest biografią – nie jest w ogóle”. Przykłady z prozy polskiej po 2000 roku. Tomasz Piątek. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
 	Zob. też Wywiady.

Wąż w kaplicy

 	D. NOWACKI: Śmiertelność chłopców polskich. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 40 dod. „Mag. Lit.”.
 	M. WAPIŃSKA: My, naród z wyrokiem śmierci. „Dziennik” 2010 nr z 24 IX dod. „Kultura”.
 	M. ORSKI: Gdzie są chłopcy z tamtych lat? „Nowe Książ.” 2011 nr 1.
 	Ł. SATURCZAK: Polaków portret własny. „Twórczość” 2011 nr 4.
 	M. WOJAK: Jak zostać Polakiem. „Wyspa” 2011 nr 1.

Antypapież

 	A. DOMOSŁAWSKI: Papież, lewica, konfuzja. „Polityka” 2011 nr 20.
 	A. SASINOWSKI: Zakała ludzkości. „Pogranicza” 2011 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Podręcznik dla klasy pierwszej

 	M. KĄKIEL: Szarżując szarga. „Nowe Książ.” 2011 nr 10.

Miasto Ł.

 	A. MORAWIEC: Łódźmy się? „Nowe Książ.” 2012 nr 9.
 	M. NALEWSKI: Opowieść z krawędzi. „Twórczość” 2012 nr 11.
 	D. NOWACKI: Przypowieść o gumowym prosiaczku. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 106.
 	M. NOWICKA: W mieście Ł. szczeka nuda. „Kron. M. Łodzi” 2012 z. 3.
 	P. OWCZAREK: Esplanada do Miasta Ł. „Arterie” 2012 nr 2 [dot. też: K. Sowiński: Esplanada].

Magdalena

 	D. NOWACKI: Nie o taką Polskę szło. Ale to już wiemy. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 156.
 	P. SZEWCZYK: Wolność paprana cynizmem. „Twórczość” 2014 nr 10.
 	J. BIELAWA: Magdalena, czyli Polska. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.
 	D. KARPIUK: Tylko dla wilków. „Newsweek Polska” 2015 nr 43 [dot. też: S. Chutnik: Jolanta; Ł. Orbitowski: Inna dusza].
 	Zob. też Wywiady.

Kartoflada

 	D. NOWACKI: Trzech panów w furgonetce. „Nowe Książ.” 2016 nr 12.
 	Zob. też Wywiady.

Macierewicz i jego tajemnice

 	W. BIEDROŃ: Operacja: dyfamacja. „Sieci” 2017 nr 38.
 	W. CZUCHNOWSKI: Macierewicz w sieci podejrzeń. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 151.
 	W. CZUCHNOWSKI: Front obrony Macierewicza; S. SKARŻYŃSKI: Renegat, pijak, ćpun. Tylko on miał odwagę. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 222.
 	P. GONTARCZYK: Konfabulacje i nonsensy Tomasza Piątka. „Sieci” 2017 nr 38.
 	P. RESZKA: Człowiek, który walczy z szefem MON. „Newsweek Polska” 2017 nr 38, polem.: T. PIĄTEK: I ty, „Newsweeku”, przeciwko mnie. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 216.
 	G. RZECZKOWSKI: Uwikłanie. „Polityka” 2017 nr 27.
 	W. WYBRANOWSKI: Śledztwo według Piątka. Insynuacjami w Antoniego Macierewicza. „Do Rzeczy” 2017 nr 28.
 	Zob. też Autor o sobie i Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3080" title="Włodzimierz SZTURC" slug="wlodzimierz-szturc">ur. 1959

Krypt.: WSW.

Historyk i teoretyk literatury, teatrolog, dramatopisarz, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 16 stycznia 1959 w Wiśle na Śląsku Cieszyńskim; syn Gustawa Szturca, księgowego, i Herminy Śliż, administracyjnej pracownicy tartaku. Uczył się początkowo w Wiśle, gdzie m.in. przez trzy lata uczęszczał do klasy akordeonu w podstawowej szkole muzycznej, filii Państwowej Szkoły Muzycznej w Cieszynie. Naukę kontynuował w Liceum Ogólnokształcącym w Wiśle, jako uczeń III klasy został finalistą Ogólnopolskiej Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Debiutował w 1976 wierszami pt. Bukowa zima, ogłoszonym w piśmie „Zwrot” (nr 9) i Domy modrzewiowe, opublikowanym w „Głosie Ludu” (nr 98); obydwa utwory zostały nagrodzone w III Konkursie Literackim odbywającym się w ramach Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Po zdaniu matury w 1977 podjął studia z zakresu teatrologii i filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie; od 1979 studiował także (w trybie indywidualnego toku) polonistykę. W 1981 uzyskał magisterium na podstawie pracy pt. Ewolucja idei kosmosu w twórczości Słowackiego (promotor prof. Maria Żmigrodzka) i został zatrudniony na stanowisku asystenta w Zakładzie Historii Literatury Polskiej XIX w. Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UJ. W tymże roku debiutował jako historyk literatury rozprawą pt. O modelach kosmosu w literaturze. („Ja” liryczne wobec harmonii wszechświata), ogłoszoną w zeszycie naukowo-literackim „Warsztat”. W pracy badawczej zajął się głównie literaturą i kulturą XIX w. ze szczególnym uwzględnieniem problematyki teatru, a w późniejszych latach także m.in. zagadnieniami wyobraźni, mitoznawstwem i kulturą antyczną. Jako recenzent teatralny debiutował w 1981 na łamach „Echa Krakowa” (nr 34) omówieniem przedstawienia Fritza Hochwäldera pt. Oskarżyciel publiczny; z dziennikiem tym zakończył współpracę po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu tegoż roku. Rozwijał działalność naukową. Ogłaszał artykuły poświęcone głównie literaturze i dramaturgii okresu romantyzmu, a także recenzje literackie i teatralne oraz przekłady z języka francuskiego, m.in. w „Ruchu Literackim” (1982-85, z przerwami, 1989-90) i „Nowych Książkach” (1983-90). Równocześnie zajmował się w latach osiemdziesiątych pracami edytorskimi w niezależnych wydawnictwach, publikował też artykuły w bezdebitowym piśmie „Robotnik” (podp. krypt. WSW). Pisał także wiersze i malował. Od 1985 wykładał na Wydziale Aktorskim i Wydziale Reżyserii Dramatu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. L. Solskiego (PWST) w Krakowie. W 1989 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy pt. Ironia romantyczna – ogniwo przemian i sporów pomiędzy Sokratyczną i retoryczną ideą ironii (promotor prof. Ewa Miodońska-Brookes). W 1991 wyjechał do Paryża, gdzie wykładał literaturę i kulturę polską w Institut National des Langues et Civilisation Orientales (INALCO, Instytut Języków i Cywilizacji Orientalnych). Współpracował z Centre de Recherchesur L'imaginaire (CRI; Centrum Badań nad Wyobraźnią) na Uniwersytecie Stendhala w Grenoble, prowadząc wykłady z zakresu antropologii kulturowej (1994-95). W 1993 założył też z kilkoma znajomymi, już wcześniej związanymi z amatorskim ruchem teatralnym, i ze swoimi studentami grupę teatralną Théâtre de l’Avenir-bemoll. Na potrzeby tego teatru dokonywał adaptacji i reżyserował. Współpracował z Instytutem Teatralnym Fransa Roggena w Gandawie. Artykuły, szkice i recenzje publikował m.in. w „Przeglądzie Humanistycznym” (1990, 1996-97), „Teatrze” (1990-94, z przerwami, 2001), „Revue des Études Slaves” (Paryż, 1993), „Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (1996-98; od 1997 „PAL Przegląd Artystyczno-Literacki”). W 1994 debiutował jako dramatopisarz utworem pt. Magnifikat, opublikowanym w „Dialogu” (nr 12). W 1995 powrócił do Krakowa i pracy w IFP UJ oraz w tamtejszej PWST. W 1997 ponownie wyjechał do Francji i do 1999 prowadził wykłady z zakresu literatur porównawczych, a także z porównawczej historii teatru, zwłaszcza starożytnego na Uniwersytecie w Tours. W tym czasie poznał francuską aktorkę Charlotte Lafont i wraz z nią wznowił w 1998 działalność grupy teatralnej Théâtre de l’Avenir-bemoll. Po powrocie do Krakowa pracował w Katedrze Komparatystyki Literackiej, a następnie w Katedrze Teatru (później Katedra Teatru i Dramatu) w Instytucie Polonistyki (od 2004 Wydział Polonistyki) UJ. W 2000 uzyskał habilitację na UJ na podstawie rozprawy pt. Teoria dramatu romantycznego w Europie XIX wieku. W tymże roku został prezesem Polskiego Towarzystwa Komparatystycznego oraz członkiem International Comparative Literature Association. Od 2001 pełnił funkcję jednego z redaktorów naukowych serii wydawniczej Uniwersytetu w Białymstoku Antyk Romantyków. W 2002 otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego. W tymże roku zaczął wykładać mitoznawstwo porównawcze na polonistyce UJ oraz kontynuował wykłady z historii teatru i dramatologii na Wydziale Aktorskim PWST (od 2017 Akademia Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego) w Krakowie. W 2002-05 prowadził warsztaty dramaturgiczne w Studium Literacko-Artystycznym UJ; pod jego kierunkiem słuchacze Studium napisali dramat pt. Desperados, opublikowany w piśmie „Portret” (2002 nr 12 s. 162-165). W 2007 został członkiem rady redakcyjnej serii wydawniczej Uniwersytetu w Białymstoku Czarny Romantyzm i rady redakcyjnej pisma wydawanego przez Wydawnictwo Naukowe UMK w Toruniu – „Litteraria Copernicana”. Wszedł w skład Towarzystwa Badań Historii Teatru. Wykładał na uniwersytetach w Niemczech (Giessen, Berlin), Norwegii (Bergen) i we Francji. Równocześnie zajmował się pisaniem dramatów, m.in. niepublikowane: Triforium (powst. 2004), Niewolnicy sprzątają najlepiej (powst. 2005). Odbył wiele podróży zagranicznych, m.in. w 2004 do Grecji i Indonezji, a w 2007 Tunezji. W 2013 wszedł w skład Rady Naukowej ogólnopolskiego naukowego pisma bibliotekoznawczego i bibliologicznego „Bibliotekarz Podlaski” oraz został członkiem Rady Redakcyjnej nieregularnika filologicznego „Próby”, wydawanego przez Koło Naukowe Klub Humanistów Uniwersytetu w Białymstoku. Artykuły i recenzje publikował w tym czasie m.in. w pismach: „Bez Porównania” (2006; tu wybór wierszy w cyklu Czuwania), „Literacje” (2011-12), „Musica Antiqua Europae Orientalis” (2012, 2014), „Próby” (2013-14), „Słowo i Myśl” (2013), „Didaskalia” (2014), „Teksty Drugie” (2014), „Pamiętnik Teatralny” (2015), „Slavia Orientalis” (2016), „Konteksty” (2017). Działał też społecznie, organizując edukację dla dzieci w małych ośrodkach wiejskich. Wyróżniony odznaką Zasłużony Działacz Kultury (1999). Mieszka w Krakowie i w Wiśle.
TWÓRCZOŚĆ

 	Ironia romantyczna. Pojęcie, granice i poetyka. Wwa: PWN 1992, 266 s.
Rozprawa doktorska.
Zawiera części: Ironia sokratyczna; Ironia retoryczna; Ironia romantyczna: Pojęcie ironii romantycznej; Granice ironii romantycznej; Ironia jako principium creationis; Ironia romantyczna jako poetyka dzieła.
 	Magnifikat. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1994 nr 12 s. 47-67. Przedr. zob. poz. 19. Praprem.: Reż.: A. Augustynowicz. Szczec., T. Współcz. 1995.
 	Osiem szkiców o ironii. Kr.: Universitas 1994, 113 s.
Zawartość: I. „Król Edyp” Sofoklesa. Ironia tragiczna jako zasada budowy akcji tragedii; II. „Miarka za miarkę” Szekspira. Ironia retoryczna jako podstawa napięcia dramatycznego; III. „Fantazy” Słowackiego. Ironia jako sztuka rozdawania ról, nie zawsze ironicznych; IV. Od romansu hellenistycznego do „Orlanda szalonego” Ariosta. Ironia – zasada konstrukcji wieloplanowej; V. Od romansu średniowiecznego do „Opowieści kanterberyjskich” Chaucera. Ironia, czyli pretekst zawikłania fabuły; VI. Wokół „Don Kiszota” Cervantesa. Ironia, czyli źródło techniki zwierciadlanych odbić; VII. Swift – Fielding – Sterne. Ironia jako zasada gier powieściowych; VIII. „Don Juan” Byrona i „Beniowski” Słowackiego. Ironia jako principium poematu dygresyjnego.
 	„Faust” Goethego. Ku antropologii romantycznej. [Studia]. Kr.: Universitas 1995, 80 s.
Zawartość: I. Od legendy do mitu; II. Człowiek faustyczny; III. Faust – człowiek romantyczny; IV. „Faust” – dramat inicjacji. Ciemność i jasność; V. Astronomiczne modele kosmosu w „Fauście”; VI. Alchemiczne modele kosmosu w „Fauście”; VII. „Eritis sicut Deus”; VIII. „Był na początku czyn”; IX. Drzwi śmierci.
 	Maurice Maeterlinck ou la dialectique entre l’extérieur et l’intérieur de l’homme. [Szkic]. Gent: Frans Roggenstichtung 1995, 16 s.
 	Kuszenie świętego Antoniego. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1996 nr 2 s. 5-18. Przedr. zob. poz. 19. Praprem.: Reż.: K. Prus. Koszalin, Bałtycki T. Dram. im. J. Słowackiego 1996.
 	O obrotach sfer romantycznych. Studia o ideach i wyobraźni. Bydg.: Homini 1997, 195 s.
Zawartość: Idea „wielkiej całości”. Od Oświecenia ku romantyzmowi; Przemiany postaw etycznych bohaterów dramatów Słowackiego; Millenaryzm Juliusza Słowackiego; Mistyczny kosmos Juliusza Słowackiego; Kosmos Adama Mickiewicza; Symbolika ziarna w III cz. „Dziadów”; Symbolika inicjacji w „Krakusie” Cypriana K. Norwida; Mit fundacyjny narodu w „Wandzie” Cypriana K. Norwida; Zasady antropologii kulturowej Cypriana K. Norwida. (O notatkach poety); Podróże do wnętrza ziemi. Novalis – Hölderlin; Mitologia nicości: Antoni Malczewski; Opium i wyobraźnia. (Studium z poetyki „przeklętej wrażliwości”).
 	Samnia. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1997 nr 7 s. 5-18. Przedr. zob. poz. 19.
 	A short history of Polish literature. Part 2. From 1795 to the present. [Przeł.:] P. Leese, E. Wójcik-Leese. Kr.: PAN 1998, 119 s. Polish Academy of Science, Crakow, Branch. Learning for All, 488.
 	Powrót Sabinek. [Utwór dramatyczny]. K. Korotkich: Kilka słów zamiast wstępu. „poNADto”1999 nr 3 s. 63-81. Przedr. zob. poz. 19.
 	Teoria dramatu romantycznego w Europie XIX wieku. Bydg.: Homini 1999, 276 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: I. Narodziny teorii dramatu romantycznego. – II. Wielkie teorie romantyczne: 1. Wiktor Hugo i dramat romantyczny; 2. François-René Chateaubriand i poeci salonu Emile’a Deschampsa wobec dramatu romantycznego; 3. Teoria dramatu romantycznego we Włoszech i w Hiszpanii; 4. George Gordon Byron a zagadnienia konstrukcji bohatera romantycznego; 5. August Wilhelm Schlegel w poszukiwaniu tradycji dramatu romantycznego; 6. Ludwig Tieck: pomiędzy teorią a praktyką dramatu romantycznego; 7. Friedrich Wilhelm Hegel i problemy nowoczesnej tragedii; 9. Adam Mickiewicz i koncepcja dramatu słowiańskiego w Lekcji XVI. – III. Ewolucja teorii dramatu romantycznego. – Bibliografia prac na temat teorii dramatu romantycznego.
 	Archeologia wyobraźni. Studia o Słowackim i Norwidzie. Kr.: Universitas 2001, 245 s.
Zawartość: Strona Słowackiego: „Marząc w różach kolor czarny...”; Słowacki hiszpański: o sposobie oglądania wydarzeń politycznych; Słowacki – Mickiewicz. Mickiewicz – Goethe; Transformacje gwiazdy Arcturus; Metamorfozy mitemów antycznych w „Samuelu Zborowskim”; „Nowa Dejanira” i stary Nessus; Nad pustym sarkofagiem Helois. – Strona Norwida: „Przykryjcie mnie lepiej!...”; Norwidowy Don Kichot na tle literatury XIX wieku. O „Epos-nasza” (1848): o sposobie oglądania samotności; Pokój z widokiem na wieczność. Hadrian i inne czasy; Grecy w twórczości Norwida; Pani M. idzie do muzeum; Epimenides i ruiny; Pompeja.
 	Moje przestrzenie. Szkice o wrażliwości ludzkiej. Kr.: Tow. Przyjaciół Polonistyki Krak. 2004, 236 s.
Zawartość: I. Przestrzenie myśli: Ironia jako energia rozstrzygnięć etycznych; Życie i myśli doktora Georgiusa Faustusa; Doktor Marcin Luter wobec Apokalipsy św. Jana; Czy jest możliwa symbolika dobra?; Oko ikony. – II. Przestrzenie czytania: „Balladyna” Juliusza Słowackiego; Ryty przejścia jako podstawa struktury obrzędu w „Dziadach” Mickiewicza; Gwiazda przeznaczenia: „Arcturus”; Jak czytali romantycy. – III. Przestrzenie utożsamień: Artur Rimbaud: podróże wyobraźni tekstowej w „Statku pijanym”; Lęk Baudelaire’a; Federico Garcia Lorca: „Bo ja to już nie ja”; „Nocna strona” istnienia (Genet i Ghelderode); Heroiczna zoomorfia. James Douglas Morrison – poeta i wyobraźnia.
 	Mitoznawstwo porównawcze. [Studia; autorzy:] M. Dybizbański, W. Szturc. Kr.: Wydawn. UJ 2006, 252 s.
Tu W. Szturca: Wstęp. – Parerga I. Przekształcenia mitu Syren w literaturze i sztuce; Parerga II. Troja – Wawel – Skamander – redundancja mitematyczna; Parerga III. Apollo i Marsjasz – repartycje mitu; Parerga IV. Nierządnica babilońska – refutacja mitologiczna; Parerga V. Transformacje mitu Babilonii w kulturze europejskiej; Parerga VI. Oblicza Nabuchodonozora; Parerga VII. Semiramida Północy – bibelotage. – Rozdz. I. Mitoznawstwo starożytne i nowożytne. Od Hekatajosa z Miletu do Giambattisty Vico. – Rozdz. II: Parerga XI. Podważenie prawdy mitu personalnego. Polonocentryzm a austroslawizm. Wokół sporu o „ideę czeską” pomiędzy Adamem Mickiewiczem a Leonem Thunem. – Rozdz. III. Współczesne kierunki w mitoznawstwie porównawczym. Od Jakoba Bachofena do Gilberta Duranda. – Zakończenie. „Biblioteka jako smok”.
 	Śmierć i kaleka. (Monodia). [Utwór dramatyczny]. „Litteraria Copernicana” 2010 nr 1 (5) s. 140-148.
 	Nowe przestrzenie. Szkice o namiętności. Kr.: Wydawn. UJ 2011, 149 s.
Zawartość: Od Autora; Palą miłosne ognie. „Fedra” Racine’a; Namiętności duszy. Kartezjusz; Namiętność geometrii. Zagadnienie delijskie i Norwid; Widziałem nagie nimfy. O pewnym napisie nagrobnym; Gelobt sey uns die ewge Nacht. Namiętna noc Novalisa; Ironia i melancholia. [J.] Słowacki; Namiętność poza historią. O nieistnieniu tragedii w literaturze polskiej; Namiętność i śmierć. [H. von] Kleist – [G.] Büchner; Nawoływania syren. „Powrót Odysa” [S.] Wyspiańskiego; Namiętny adept hellenizmu św. Pawła. Słowacki; [A.] Rimbaud: Namiętność światła; Święty Sebastian – miłość do pięknego cierpienia; Jorge Luis Borges, José Lezama Lima – namiętność i utożsamienie.
 	Rytualne źródła teatru. Obrzęd, maska, święto. Kr.: Państ. Wyższa Szkoła Teatr. im. L. Solskiego 2013, 387 s., [16] s. tabl.
Zawartość: Wstęp. – Człowiek paleolitu. Z jaskini do domu; Rytuały Arkony. W stronę Świętowida; „Nevedomaja strana”. Drogi ku słowiańskim zaświatom; Szeptucha i polscy szamani; Rytuały przedchrześcijańskiej Łotwy; Babilońskie rytuały inicjacyjne. „Enuma elisz”i „Gilgamesz”; Natjaśastra Bharaty, czyli miłość teatru; Rytuały zaklinania deszczu; Człowiek w masce antylopy; Gesty mimetyczne; Gesty i ruchy tropiczne. Rytualny taniec balijski kecak; Mimesis maski i przestrzenie arche: mit – natura – sen; Taniec zoomorficzny; Taniec jako ideogram u Berberów; Matematyka gestów rytualnych islamu; Taniec orgiastyczny i ekstatyczny pochówek zmarłego; Rytuały taneczne Hawajów; Rytuały Oceanii. W kręgu nuna; Maski Oceanii. W kręgu kultury t’ao t’ie; Maski Oceanii. W kręgu ambalażu; Maski Oceanii. Kultura Sepiku; Zookineza. Rytualne tańce Indian amerykańskich i maski śmierci; Rytuał ofiary Azteków. Tezcatlipoca; Egipt. Od emblematu ruchu do misterium. Nagada-Abydos; Księga Bram – scenariusz wędrówki w zaświatach; Grecja. Rytuały delfickie i Apollo; Ironiczna maska losu. Edyp król; Grecja. Od archeogestu do kodu gestycznego; Trzy starogreckie „maski” obrzędowe: Gorgona – Artemis – Dionizos; Śmierć kozła; Misterium chleba i misterium wina. Demeter – Dionizos.
 	Dotkliwe przestrzenie. Studia o rytmach śmierci. Kr.: Wydawn. UJ 2015, 223 s. Teatr/Konstelacje.
Zawartość: Od autora. – I. Luterańskie pieśni żałoby; II. Dom. Nauka czytania; III. Luter. Apokalipsa; IV. „Dzieje grzechu” [S. Żeromskiego]. Erotyka muzyczna; V. Pożegnanie ikony; VI. Eleusis Słowackiego [dot. m.in. wiersza „Córka Cerery”]; VII. „Akropolis” [S. Wyspiańskiego] – rytm nocy, rytmy świtu; VIII. Wyspiański. Rytmy mowy; IX. Wersologika [J.] Tuwima; X. Ironia romantyczna. Tworzyć-niszczyć; XI. Ironia – stan po destrukcji; XII. Ostinato śmierci. Narracje [dot. m.in. kompozycji „Księgi tysiąca i jednej nocy”]; XIII. [A.] Artaud. Pisanie jest doszczętne.
 	Trauma. Dramaty. Oprac. i wstęp: K. Korotkich. Białystok: Inst. Filol. Pol. UwB [Uniw. w Białymstoku], Książn. Podlaska 2015, 402 s. Białostocka Kolekcja Filol. Literatura, 1.
Zawartość: Zwiastowanie; Magnifikat [poz. 2]; Kuszenie świętego Antoniego [poz. 6]; Andersen. (Dramat operowy); Peeling; Powrót Sabinek. (Komedia dla drobnomieszczan w trzech aktach) [poz. 10]; Samnia [poz. 8]; Tod i Trauma. (Monodia).
 	Żywobyci. [Wiersze]. Wisła: Miejska Bibl. Publiczna im. J. Śniegonia; Cieszyn: Interfon 2015, 36 s.
Teksty w gwarze wiślańskiej. – Cykle: Cygóński żywobyci; Po chałpach; Wiesieli na Gróniczku.
 	Genetyka widowiska. Człowiek, maska, rytuał, widowisko. Kr.: Księg. Akademicka 2017, 350 s.
Zawartość: Od Autora. – Gen wyobraźni; Maski; Rytuały i widowiska; Fenomenologia przedstawienia.
 	Rozprawy i studia zamieszczone w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O modelach kosmosu w literaturze. („Ja” liryczne wobec harmonii wszechświata). „Warsztat” 1981 s. 151-176. – Tajemnice ciemnej i świetlistej pajęczyny. (O zagadce metamorfozy Boga i Kosmosu w mistycznej twórczości Juliusza Słowackiego). „Ruch Lit.” 1982 nr 5/6 s. 235-245. – O rzekomych tradycjach romantycznych w dzisiejszym dramacie. „Dialog” 1984 nr 10 s. 86-93 [dot. m.in. dramatów E. Brylla, B. Drozdowskiego i B. Urbankowskiego]. – „Maria” Antoniego Malczewskiego w malarskim dominium vanitatis. „Ruch Lit.” 1985 nr 4 s. 263-277. – Strategie perswazyjne współczesnej recenzji teatralnej. W: Polska krytyka teatralna lat
1944-1980. Katow. 1986 s. 164-182. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 756. – Le grain mystique dans le symbolisme du sacrifice: Le messianisme polonais – Mickiewicz, Towiański, Słowacki. W: Messianisme et slavophilie. Cracovie 1987 s. 101-109. – Ironia i transcendencja. Próba ujęcia istoty ironiczności. „Studen. Zesz. UJ” 1988 t. 7 z. 3 s. 97-112. – Kosmos w „Dziadach” Adama Mickiewicza. W: Mickiewicz. W 190-lecie urodzin. Materiały z sesji naukowej 2-4 grudnia 1988. Białystok 1993 s. 185-194. – Tradycje romantyzmu w polskim dramacie współczesnym. (1945-1983). W: Dramat i teatr po roku 1945. Wr. 1994 s. 37-68. – „Maria” Malczewskiego. Od vanitas ku nihilizmowi. „Prz. Hum.” 1996 nr 2 s. 71-83. – Mowa jako rytm w teatrze Stanisława Wyspiańskiego. W: Stanisław Wyspiański. Materiały z sesji naukowej na UJ. 7-9 czerwca 1995. Kr. 1996 s. 99-110. – Oświecenie – romantyzm. (Z dziejów idei natury i Wielkiej Całości). „Prz. Hum.” 1996 nr 4 s. 13-28. – Pojęcie narodowości i powszechności literatury w ujęciu romantycznych szkół krytycznych. W: Narodowy i ponadnarodowy charakter literatury. Kr. 1996 s. 137-148 [tekst w j. pol. i franc.]. – Słowacki jako interpretator Mickiewicza. „PAL Przegląd Artyst.- Lit.” 1998 nr 1/2 s. 13-21. – Konstrukcja izotopowa „Balladyny”. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1999 s. 57-72 [dot. języka J. Słowackiego]. – Na Krecie i w Pompei: Zmartwychwstanie Kurety i skamienienie retora. W: Antyk romantyków – model europejski i wariant polski. Toruń 2003 s. 431-458. – Myśl protestancka w „Zdaniach i uwagach” [A. Mickiewicza]. W: Mickiewicz mistyczny. Wwa 2005 s. 290-296. – Romantyzm i pozytywizm – dwie antropologie literackie. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 556-561. – Obraz Mezopotamii w kulturze europejskiej w XVIII i XIX wieku – pierwsze rozpoznania. W: Hieroglifem pisane dzieje… Wwa 2007 s. 75-87. – „Figlio, non tanto forte”. Mickiewicz Wyspiańskiego. W: Sztuka słowa, sztuka obrazu. Kr. 2009 s. 33-40 [dot.: S. Wyspiański: Legion; Wyzwolenie]. – „Enklawa” i „tabor” w „Chacie za wsią” Józefa Ignacego Kraszewskiego, czyli powieściopisarz – socjologiem. W: Kraszewski i wiek XIX. Białystok 2014 s. 575-584. – Friedrich Schlegel – początki intertekstualności. W: Romantyzm w lustrze postmodernizmu (i odwrotnie). Wwa 2014 s. 161-172. – „Hermeneia” a interpretacja ikony. Sacrum świata wschodniego i zachodniego w kulturze słowiańszczyzny. „Musica Antiqua Europae Orientalis”, Bydg. 2014 s. 11-23. – Krystian Lupa. Scenografia – filozofia przestrzeni teatralnej. „Didaskalia” 2014 nr 123 s. 52-63, przedr. w: Odsłony współczesnej scenografii. Kr. 2016 s. 163-185. – Droga do Maryjki z Nijmegen. W: Czary, alchemia, opętanie w kulturze na przestrzeni stuleci. Wwa 2015 s. 19-25. – Fenomenologia przedstawienia. „Pam. Teatr.” 2015 z. 1 s. 32-47. – Piękno melancholii. W: Piękno Juliusza Słowackiego. T. 3. Metamorphosis. Białystok 2015 s. 593-603. – Profesor Andrzej Szczeklik. Mitologie poszukiwanej harmonii a katharsis. W: Literatura piękna i medycyna. Kr. 2015 s. 279-300. – Egipskie biblioteki „Ksiąg Podziemia”. W: Bibliotheca mundi. Białystok 2016 s. 231-250. – Poetyka a polityka dramatu po 1968 roku. W: W teatrze dziejów. Dramat historyczny ostatnich 150 lat. Wwa 2016 s. 250-270. – Antropologia pieśni ludowej. O spektaklu „Do DNA”. „Konteksty” 2017 nr 1/2 s. 312-321. – „Danton”: wektory interpretacji filmu Andrzeja Wajdy. „Przestrzenie Teorii” 2017 nr 27 s. 59-75. – Hamlet w ruinach cywilizacji niemieckiej. „Reszta jest milczeniem” Helmuta Käutnera. W: Lustra i echa. Kr. 2017 s. 55-71. – Miejsce teatrologii w szkole artystów teatru. Impresje nauczyciela. W: Teatrologia na rozdrożach. Katow. 2017 s. 140-146.

Przekłady i adaptacje

 	M. de Ghelderode: Słońce zachodzi. [Utwór dramatyczny]. Przekł. W. Szturc. Wyst.: Reż.: J. van Houtten. Asystent reż. W. Szturc. Insc.: J. van Houtten , W. Szturc. Kr., T. Lalki i Maski „Groteska” 1991.
 	A. Czechow: Trzy siostry. [Utwór dramatyczny]. Adapt. i reż.: W. Szturc. Wyst. Paryż, Théâtre de l’Avenir-bemoll (Inst. Pol.) 1992.
Wyst. też: Gandawa, T. Backstage 1992. – Inf. na wortalu teatr. www.e-teatr.pl.
 	Molière: Mieszczanin szlachcicem; Skąpiec; Chory z urojenia; Świętoszek.
[Utwory dramatyczne]. Reż. i adapt. teatr. pt. Cztery twarze człowieka: W. Szturc. Wyst. Gandawa, T. Backstage 1994.
Wyst. też: Brugia, T. Sabbatini 1994. – Inf. na wortalu teatr. www.e-teatr.pl.
 	H. von Kleist: Penthesilea. [Utwór dramatyczny]. Przekł. W. Szturc. Wyst.: Reż.: G. Jarzyna-Horst. Kr., PWST im. L. Solskiego 1996.
 	S. Beckett: Kołysanka; Ohio Impromptu. [Utwory dramatyczne]. Reż. i adapt. teatr. pt. Szepcząc: W. Szturc. Wyst. Tours, Théâtre de l’Avenir-bemoll (Café Blue Jeans) 1997.
W przedstawieniu występowali jako aktorzy Ch. Lafont i W. Szturc. – Inf. na wortalu teatr. www.e-teatr.pl.
Wyst. inne: Cieszyn, festiwal „Na granicy” 1998.
 	Cudowna historia Maryjki z Nijmegen, która przez siedem lat miała do czynienia z diabłem. Anonimowy mirakl niderlandzki z XV wieku. Przekł. i posł.: P. Oczko. Adapt. lit.: W. Szturc. Kr.: Script 1998, 72 s.
 	F. Dostojewski: Idiota. [Powieść]. Reż. i adapt. teatr. (fragm.): W. Szturc. Wyst. Tours, Théâtre de l’Avenir-bemoll (L’Espace Chez Pascal) 1998.
Po premierze oskarżono W. Szturca o założenie sekty (ze względu na muzykę prawosławną w przedstawieniu i ikony na feretronach i sztandarach przed budynkiem), zakazano dalszych wystawień, a scenariusz został skonfiskowany przez policję. – Inf. na wortalu teatr. www.e-teatr.pl.
 	S. Wyspiański: Akropolis. [Utwór dramatyczny]. Oprac. dramaturgiczne tekstu: W. Szturc. Wyst.: Reż.: A. Augustynowicz. Szczec., T. Współcz. 2015.

Prace redakcyjne

 	I Warsztaty Wydziałów Aktorskich Polskich Szkół Teatralnych. Kr., 24-29 X 1993. Oprac.: W. Szturc, J. Popiel. Kr.: PWST 1994, 62 s.
 	Juliusz Słowacki – poeta europejski. Red.: M. Cieśla-Korytowska, W. Szturc, A. Ziołowicz. Kr.: Universitas 2000, 205 s.
Materiały konferencyjne.
 	Hieroglifem pisane dzieje… Starożytny wschód w wyobraźni romantyków. Studia. Pod. red. W. Szturca i M. Bisior-Dombrowskiej. Wwa: DiG; Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej UW 2007, 220 s.
 	L. Krop: Higiena osobista i inne rzeczy wymagane. [Wiersze]. [Wstęp i red.]: W. Szturc. Wadowice: Drukarnia i Wydawn. Grafikon; Wisła: na zlecenie Wiślańskiego Centrum Kultury [2015], 47 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009.
 	Autor o sobie: Soliloquium. „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 4 [komentarz do dramatu „Magnifikat”].
 	Wywiady: Z potrzeby, która trafiła w zamówienie. „Dramaturgia Pol.” 1995 nr 1 [dot. też dramatu „Magnifikat”] ; Zawsze interesował mnie człowiek. Rozm. J. Szturc. „Ewangelik” 2004 nr 3; O empatii, niemym Skardze, wielogłosach, śniegu i ocalaniu świata. Rozm. J. Czernik. „Bez Porównania” 2005 nr 2.


 	[Bibliografia prac Włodzimierza Szturca] [on-line] [dostęp 28 października 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.katedrateatru.polonistyka.uj.edu.pl/pracownicy/wlodzimierz-szturc.
 	Włodzimierz Szturc. W: Encyklopedia teatru polskiego [on-line] [dostęp 20 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.encyklopediateatru.pl/autorzy/1187/wlodzimierz-szturc.

Ironia romantyczna

 	M. KALINOWSKA. „Pam. Lit.” 1994 z. 3.

Magnifikat

 	[Dot. wyst. w Szczec.]: J. KISIELIŃSKI: Nudna stypa. „Teatr” 1995 nr 6.
 	P. MICHAŁOWSKI: „Magnifikat” i de profundis z wieży Babel. „Odra” 1995 nr 12.
 	Zob. Autor o sobie i Wywiady.

„Faust” Goethego

 	Ł. DREWNIAK: Przez ciemność ku wiecznej jasności. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 282 dod. „Gaz. w Kr.”.
 	M. FRANKIEWICZ: Przed kolejną lekturą „Fausta”. „Didaskalia” 1995 nr 10.
 	K. LIPIŃSKI. „Ruch Lit.” 1996 z. 5.

Kuszenie św. Antoniego

 	[Dot. wyst. w Koszalinie]: M. KOŁOWSKA: Kuszenie formą. „Głos Pomorza” 1996 nr 78.
 	M. SZUMOWSKA: Kuszące obrazy. „Opcje” 1997 nr 1.

O obrotach sfer romantycznych

 	J. BOROWCZYK. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 1999 t. 6 [dot. też: Teoria dramatu romantycznego w Europie XIX wieku].
 	A. GRABOWSKI: Puzzle bez obrazka. „Znak” 1999 nr 6.
 	Z. ZYGLEWSKI. „Prz. Bydg.” 2000 R. 11.

Powrót Sabinek

 	K. KOROTKICH: Apokalipsa w stylu radosnej groteski. Świat kobiet w dramacie Włodzimierza Szturca. „Powrót Sabinek”. W: Ateny. Rzym. Bizancjum. Mity śródziemnomorza w kulturze XIX i XX wieku. Białystok 2008.

Teoria dramatu romantycznego w Europie XIX wieku

 	J. BOROWCZYK. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 1999 t. 6 [dot. też: O obrotach sfer romantycznych].
 	J. ZARZYCKA: Dyskurs o dramacie. „Przekrój” 1999 nr 21.

Archeologia wyobraźni

 	A. FABIANOWSKI: „Przeszłość – jest to dziś”.


 	„Nowe Książ.” 2002 nr 2.

Rytualne źródła teatru

 	P. MORAWSKI: Aborygeni i jaskiniowcy. „Teatr” 2014 nr 12 [dot. też: M. Kocur: Źródła teatru].
 	D. RATAJCZAKOWA: Po śladach. „Didaskalia” 2014 nr 121/122.
 	Zapis spotkania promocyjnego z Włodzimierzem Szturcem, autorem książki „Rytualne źródła teatru”. Prowadzenie B. Guczalska. (Fragmenty). „Zesz. Nauk. Państ. Wyż. Szkoły Teatr. im. L. Solskiego w Kr.” 2014 nr 6.

Żywobyci

 	(drc). „Echo Wisły” 2015 nr [12]: grudzień.
</document>
<document nplp_id="3082" title="Jerzy PILCH" slug="jerzy-pilch">ur. 1952

Pseud.: Makar Ganuszkin; Oskar Schlovka; Paweł Darchuczy.

Prozaik, felietonista, krytyk literacki, scenarzysta, dramatopisarz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 10 sierpnia 1952 w Wiśle; syn Władysława Pilcha, inżyniera górnictwa, i Wandy z Czyżów, farmaceutki. Dzieciństwo spędził w Wiśle; w 1962 przeniósł się z rodzicami do Krakowa. Od 1966 uczęszczał do tamtejszego IX Liceum Ogólnokształcącego. Debiutował w 1969 na łamach pisma „Na przełaj”, ogłaszając w ramach rubryki Klub Młodych Autorów utwór prozą pt. Pejzaż dwudziestowieczny (nr 29),później publikował na łamach tego pisma także inne fragmenty prozy oraz wiersze. Utwory poetyckie drukował też w 1970-72 w tygodniku „Życie Literackie”. Po zdaniu matury w 1971 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Magisterium uzyskał w 1976 i podjął pracę jako asystent w Instytucie Filologii Polskiej UJ. W tymże roku zamieścił w miesięczniku „Poezja” (nr 3) pierwszą rozprawę naukową pt. Między utworem a antyutworem. (Interpretacja zbioru wierszy Jacka Trznadla pt. „Rana”). Równocześnie rozpoczął działalność krytycznoliteracką, publikując liczne recenzje na łamach „Życia Literackiego” (1975-81), „Studenta” (1976-81) i „Echa Krakowa” (1979-81; tu stały felieton literacki pt. Co masz na półce?). W tym czasie napisał też powieść pt. Masy upalnego powietrza, która nie została przyjęta do druku. W latach osiemdziesiątych publikował recenzje i fragmenty prozy na łamach prasy wydawanej poza cenzurą: „Arki” (1984-86; tu pod pseud.: Paweł Darchuczy, Makar Ganuszkin, Oskar Schlovka), „Bez dekretu” (1987-89), „Brulionu” (1987, 1989), „Kultury Niezależnej” (1987) i „Pulsu” ([t. 3] 1987). Był współzałożycielem, redaktorem i felietonistą niezależnego pisma czytanego „NaGłos”. Po odejściu w 1985 z UJ podejmował różne zajęcia zarobkowe, m.in. pracował przez pewien okres w Galerii Autorskiej Andrzeja Mleczki. Jednocześnie zaczął rozwijać twórczość prozatorską i – otrzymawszy w 1989 nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie za zbiór opowiadań Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej – jej się tylko poświęcił. W 1989-99 był członkiem zespołu redakcyjnego „Tygodnika Powszechnego”, w którym zamieszczał cotygodniowy felieton na ostatniej stronie (do 1998 bez tytułu, w 1998 pt. Bezpowrotnie utracona leworęczność, następnie Notatki na prześcieradle) oraz recenzje polskiej i obcej prozy. Na początku lat dziewięćdziesiątych był na kilkumiesięcznym stypendium amerykańskim International Writing Program na University of Iowa. W 1992-2001 sporadycznie ogłaszał fragmenty prozy w „Gazecie Wyborczej”. W połowie lat dziewięćdziesiątych zaczął także pisać scenariusze filmów telewizyjnych. Po zakończeniu w 1999 współpracy z „Tygodnikiem Powszechnym” opublikował kilka felietonów w magazynie erotycznym „Hustler”, a następnie został felietonistą tygodnika „Polityka” (był także dwukrotnie w 2001 i 2003 moderatorem konkursów literackich dla czytelników). Równocześnie w 1999 przeprowadził się do Warszawy. W 2006 przeniósł swój stały felieton na łamy „Dziennika” (od 2008 w dodatku „Kultura”), a w 2010 do tygodnika „Przekrój”, nadając mu formę i tytuł Dziennik, w 2012-13 pt. Drugi dziennik zaczął go publikować w „Tygodniku Powszechnym” (także pt . Drugi dziennik albo Autobiografia w sensie ścisłym), tamże kontynuowany w 2015 pt. Historia dygotu i Autobiografia w sensie ścisłym. Otrzymał m.in. Nagrodę Literacką Nike za powieść Pod Mocnym Aniołem (2001), Nagrodę im. ks. L.J. Szersznika za całokształt twórczości i promocję Śląska Cieszyńskiego (2004), nagrodę Kościoła Luterańskiego na Górnym Śląsku – Śląski Szmaragd, złotą statuetkę „Źródła Wisły”, przyznawaną przez władze m. Wisły (2006), laur Złotej Cieszynianki, przyznany przez Związek Komunalny Ziemi Cieszyńskiej (2008). Od dłuższego czasu cierpi na chorobę Parkinsona, co utrudnia mu pracę literacką.

Ma córkę Magdalenę (zamężna Bielska). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Problemy metodologiczne badania życia literackiego okresu konspiracji w czasie II wojny światowej. Sesja naukowa nt. społeczne uwarunkowania instytucjonalne życia literackiego, Olsztyn, listopad 1977. Olsztyn: WSP 1977, 16 s.
2. Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej. [Opowiadania]. London: Puls 1988, 90 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1999; [wyd. 3] Kr.: WL 2003, tamże 2009. Przedr. zob. poz. 29.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1989.
Zawartość: Kraków; Indyk Beltsville; Towarzysz bez wyrazu; Epoka handlu wymiennego; Azjatyckie trawy; Wieczny odpoczynek; Gdyby odwiedził was...; Mój uśpiony strażnik; Nasza i Wasza. Przemówienie okolicznościowe; Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej. – Od Autora.
3. Spis cudzołożnic. Proza podróżna. [Powieść]. London: Puls 1993, 153 s. Proza i Eseistyka. Wyd. nast.: wyd. 2 Gdańsk: Atext; Marabut 1996. Piórko; Kr.: WL 2002, tamże 2009, 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. słoweń.: Seznam prešuštnic. [Przeł.] K. Pisk. Ljubljana 2012.
Adapt. film.: Dialogi: J. Pilch, J. Stuhr. Scenariusz i reż.: J. Stuhr. Ekran. 1994 [nagroda za dialogi na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku w 1994]. Wyd. jako dokument elektroniczny: [B.m.:] Close-up Productions; Distributed by MGE, Inc. [2007], DVD.
4. Rozpacz z powodu utraty furmanki. [Felietony]. [Wstęp:] S. Barańczak. Kr.: Znak 1994, 219 s. Wyd. nast. Kr.: WL 2003.
Wybór tekstów druk. w 1990-1994 w „Tyg. Powsz.”.
Zawiera działy: Europejczyk w prasłowiańskich gaciach; Jak chodzić; Kraina olbrzymów. – Aneks, czyli pięć pamfletów z „NaGłosu” mówionego [z 1984-1987].
5. Inne rozkosze. [Powieść]. Pozn.: a5 1995, 122 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Kr.: a5 2000, wyd. 3 tamże 2004; Wwa: Wielka Litera 2012. Por. poz. 11.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2012, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kis.Kr.: a5 2000, 1 płyta CD. Wyd. nast. ZNiW 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. – Książka Zimy 95/96.
Przekł.: ang.: His current woman. [Przeł.] B. Johnston. Evanston, Mass. 2002, – estoń.: Muud mőnud. [Przeł.] H. Lindepuu. Tallin 2001, – hiszp.: Otros placeres. [Przeł.] J. Albin. Barcelona 2005, – litew.: Kiti malonumai. [Przeł.] V. Jarutis. Vilnius 2001, – maced.: Grešni uživanja. [Przeł.] M. Mirkulovska. Skopje 2015, – niem.: Andere Lüste. [Przeł.] A. Lempp. Berlin 2000, wyd. nast. München 2003, - włos.: L'amante in carica. [Przeł.] L. Pompeo. Roma 2011,wyd. nast. [Roma] 2012.
Adapt. teatr. łącznie z Tysiąc spokojnych miast (poz. 9) pt. Inne rozkosze: Adapt. i reż.: R. Zioło. Wyst. Wwa, T. Powsz. 2000.
6. Bar Atlantic. Scenariusz 2 odcinków serialu telewizyjnego. Reż.: J. Majewski. TVP 1996.
7. Monolog z lisiej jamy. [Opowiadanie]. Kr.: Universitas 1996, 47 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Universitas 2013, plik w formacie PDF.
Przekł. ros.: [Przeł.] K. Starosel'skaâ. Inostrannaâ Literatura, Moskva ok. 1998 [inf. autora].
Adapt.: radiowa: Reż.: H. Rozen. Radio 1996 (monodram w wykonaniu P. Fronczewskiego), – teatr.: Reż.: W. Hołdys. Tarnów, T. im. L. Solskiego 1998 (monodram w wykonaniu M. Szaforza), – tv: Adapt.: A. Czernecka, M. Baran, J. Krysiak. Reż.: J. Krysiak. TVP 1998.
8. Tezy o głupocie, piciu i umieraniu. [Felietony]. Londyn: Puls 1997, 231 s. Proza i eseistyka. Wyd. nast.: Kr.: WL 2003, tamże 2009.
Teksty druk. w „Tyg. Powsz.”. gł. w l. 1994-1997. – Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 1998.
9. Tysiąc spokojnych miast. [Powieść]. Londyn: Puls 1997, 182 s. Wyd. nast.: Kr.: WL 2002, tamże 2009.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekład ang. został umieszczony na liście 25 najlepszych powieści wyd. w Stanach Zjednoczonych w 2010 (The Best Fiction of 2010), ogłoszonej przez pismo „Kirkus Review”.
Przekł.: ang.: A thousand peaceful cities. [Przeł.] D. Frick. Rochester 2010.
Adapt. teatr.: łącznie z Inne rozkosze zob. poz. 5; pt. Zabijanie Gomułki: Adapt.: R. Urbański. Reż.: J. Głomb. Wyst. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego, Scena na Strychu 2007; Adapt.: R. Urbański. Reż.: J. Głomb. Wyst. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej, Scena im. L. Gadzickiego 2013.
10. Bezpowrotnie utracona leworęczność. [Felietony]. Kr.: WL 1998, 245 s. Wyd. nast. tamże: 2007, 2008, 2011, 2015. Przedr. zob. poz. 29.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Teksty druk. uprzednio w „Tyg. Powsz.”. – Nagroda Paszport „Polityki” w dziedzinie literatury za 1998, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 1999.
Przekł. ros.: Bezvozvratno utračennaâ levorukost'. [Przeł.] T. Izotova. Moskva 2008.
11. Inne rozkosze. [Utwór dramatyczny; współaut.:] R. Zioło. Praprem.: tv: Reż.: R. Zioło. TVP 1998; teatr.: Reż.: K. Deszcz. Wyst. Czeski Cieszyn, Scena Pol. 2005. Por. poz. 5.
12. Opowieści wigilijne. [Autorzy:] J. Pilch, O. Tokarczuk, A. Stasiuk. Wałbrzych: Ruta; Wołowiec: Czarne 2000, 59 s.
Tu J. Pilcha: Pastorałka Don Juana, s. 5-20.
Przekł.: chorw.: Božićne priče. [Przeł.:] D. Kaniecka, I. Vidovic Bolt, Đ. Čilic Škeljo. Zagreb 2008, - rum.: Trei laureati Nike intr-o carte. [Przeł.] C. Godun. Chişinău 2011.
13. Pod Mocnym Aniołem. [Powieść]. Kr.: WL 2000, 263 s. Wyd. nast. tamże: 2002, 2003, dodruk 2004; wyd. 3 Wwa: Świat Książki - Weltbild Polska 2012.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Grabowski. Wwa: Świat Książki - Weltbild Polska 2012, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. Warszawa: Bellona; Agora, 2014, 1 płyta CD w formacie mp3, Bibl. „Gaz. Wybor.”. Mistrzowie Słowa, 2. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2012, plik w formacie EPUB, MOBI. Wyd. nast. Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 2001.
Przekł.: ang.: The mighty angel. [Przeł.] B. Johnston. Rochester 2009, – bułg.: Pri silniâ angel. [Przeł.] J. Božkov. Sofiâ 2003, – czes.: U strážnýho anděla. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2007, – estoń.: Kange ingli tiiva all. [Przeł.] H. Lindepuu. Tallin 2004, – franc.: Sous l’aile d’un ange. [Przeł.] L. Dyèvre. Montricher 2003, – hiszp.: Casa del Ángel Fuerte. [Przeł.] J. Albin. Barcelona 2004, – litew.: Stiprusis angelas. [Przeł.] V. Jarutis. Vilnius 2002, – niderl.: In de sterkke engel. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2002, – niem.: Zum starken Engel. [Przeł.] A. Lempp. München 2003, – norw.: Den mektige Engel. [Przeł.] A. Banach. Oslo 2012, – ros.: Pesni p’ûŝich. [Przeł.] K. Starosel’skaâ. Moskva 2004, – serb.: Kod mocnog anđela. [Przeł.:] M. Duškov, O. Duškov. Beograd 2003, – słowac.: Pod mocným anjelom. [Przeł.] J. Marušiak. Bratislava 2003, – słoweń.: Pri mogočnem angelu. [Przeł.] K. Pisk. Ljubljana 2004, – ukr.: Pìd mìcnim ângolom. [Przeł.] Ì. Pìznûk. Kiïv 2011, – wietn.: Dưới cánh thiên thần rượu. [Przeł.] Bá Thự Lê. Hà Nội 2012, – włos.: Sotto l’ala dell’ Angelo Forte. [Przeł.:] L. Pompeo, G. Kowalski. Roma 2005.
Adapt.: teatr.: Adapt. i reż.: R. Sabara. Wyst. Kr., T. im. J. Słowackiego 2003; Koszalin, T. Propozycji Dialog im. H. Rodkiewicz 2004 (monodram w wykonaniu L. Czerwińskiego) ); Adapt. i reż.: M. Umer. Wwa, T. Polonia 2012, – film.: Scenariusz i reż.: W. Smarzowski. Ekran. 2014. Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Kino Świat; Edipresse [2014], 1 dysk optyczny DVD.
14. Żółty szalik. Scenariusz filmu telewizyjnego z serii „Święta polskie”. Reż.: J. Morgenstern. TVP 2000.
Nagroda publiczności na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2000.
15. Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym. [Felietony]. Kr.: WL 2002, 275 s. Wyd. nast. tamże: 2009, 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Wybór tekstów publikowanych od 1999 na łamach „Polityki”.
16. Miasto utrapienia. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2004, 350 s. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Kolberger. Wwa: G + J Gruner + Jahr Polska [2008], 1 płyta CD w formacie mp3. Najlepsza Lit. Światowa.
Pierwotny tytuł: Wschodni akcent. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2005.
Przekł.: bułg.: Grad pečalen. [Przeł.] S. Borisova. Sofiâ 2011, – niem.: Die Talente und Obsessionen des Patryk W. [Przeł.] P. Schulz. München 2008.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: T. Man. Wyst. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2008; adapt. i reż.: T. Man. Wyst. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2008; adapt. łącznie z poz. 20, 23 pt. Patryk K.: [Przedstawienie impresaryjne]. Reż.: K. Grabowski. Prem.: Elbląg, T. im. A. Sewruka 2011.
17. Narty Ojca Świętego. [Utwór dramatyczny]. Wwa: Świat Książki 2004, 164 s. Praprem.: Reż.: P. Cieplak. Wwa, T. Nar. 2004, toż TVP 2007.
Przekł.: bułg.: Skite na Svetiâ otec. [Przeł.] K. Rikev. Sofiâ 2012, – słowac.: Lyže svätého otca. [Przeł.] J. Marušiak. W: Poľská dráma. Bratislava 2012.
18. Akt 2. [Album fotograficzny]. Fot.: W. Wantuch. Tekst: J. Pilch. Olszanica: Bosz 2006, 127 s. Art. Wyd. 2 tamże 2010.
Tekst J. Pilcha: Oda do pleców, s. 7-10.
19. Miłość w przejściu podziemnym. Scenariusz filmu telewizyjnego z cyklu „Święta polskie”. Reż.: J. Majewski. TVP 2006.
20. Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2006, 298 s. Nowa Proza Pol. Przedr. zob. poz. 29.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Piszczatowski. ZNiW 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. – Książka Jesieni 2006, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2007, przekład ang. został umieszczony na liście najlepszych powieści wyd. w Stanach Zjednoczonych w 2012 (The Best Fiction of 2010), ogłoszonej przez pismo „Kirkus Review”.
Zawartość: Najpiękniejsza Kobieta Świata; Moje pierwsze samobójstwo; Wszystkie historie; Sobowtór zięcia Tołstoja; Rękopisy człowieka z moich stron; Duch cudownych znalezisk; Miłość ściętej głowy; Trup ze złożonymi skrzydłami; Rozdział o nieruchomo siedzącej postaci; Śnieg przez dwie trzecie doby.
Przekł.: ang.: My first suicide and nine other stories. [Przeł.] D. A. Frick. Rochester, NY 2012, - czes.: Moje prvni sebevražda. [Przeł.] N. Vrbovcová. Zlín 2009.
Adapt. teatr. łącznie z poz. 16, 23 pt. Patryk K.: [Przedstawienie impresaryjne]. Reż.: K. Grabowski. Prem.: Elbląg, T. im. A. Sewruka 2011.
21. Pociąg do życia wiecznego. [Felietony]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2007, 318 s.
Wybór felietonów z 2002-2006, druk początkowo w tyg. „Polityka” , a od 2006 w „Dzienniku”. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2008.
22. [Tekst w:] S. Sobolewski: Malarstwo. 13 bram=13 tore=13 gates. [Katalog wystawy]. [Przekł. ang.:] G. Bickel, B. Ulrich. [Przekł. niem.] M. Dumont. Zakopane: Miej. Galeria Sztuki im. Władysława hr. Zamoyskiego [2007], 16 s.
Tu: Pilch o Sobolewskim, s. 1-2. – Tekst w jęz. pol., ang., niem.
23. Marsz Polonia. [Powieść]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2008, 189 s. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Pilch Wwa: Swiat Książki – Bertelsmann Media 2008, 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki, plik w formacie PDF oraz w formacie EPUB.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2003.
Adapt. teatr.: Adapt. jako monodram łącznie z poz, 16, 20 pt. Patryk K.: Reż. i wykonanie: K. Grabowski. Przedstawienie impresaryjne. Wyst. premierowe: Elbląg, T. im. A. Sewruka 2011; Adapt.: R. Urbański. Reż.: J. Głomb. Łódź, T. Powsz. 2012.
24. Sobowtór zięcia Tołstoja; Trup ze złożonymi skrzydłami. [Opowiadania]. Wwa: Świat Książki 2010, 71 + 60 s. Zob. poz. 20.
Liczbowanie stron w przeciwnych kierunkach.
25. Dziennik. Wwa: Wielka Litera 2012, 463 s. Czytelnia Pol. Por. poz. 27.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Gosztyła. Wwa: Wielka Litera 2012, 1 płyta CD w formacie mp3. Czytelnia Pol. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Dziennik drukowany wcześniej we fragm. w „Przekroju” w 2010-2011. – W 2013 nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus i nominacja do Nagrody Lit. Nike.
26. Wiele demonów. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2013, 478 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2013, plik w formacie EPUB, MOBI. Wyd. nast. Kr.: WL 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.– Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Radziwiłowicz. Wwa: Wielka Litera 2013, 1 płyta CD w formacie mp3. Czytelnia Pol.
W 2014 Nagroda „Odry” za 2013 (łącznie z poz. 27), Nagroda Lit. Gdynia, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike.
Adapt. teatr.: Reż.: M. Grabowski. Wyst. Łódź, T. Nowy 2017.
27. Drugi dziennik. 21 czerwca 2012-20 czerwca 2013. Kr.: WL 2014, 218 s. Por. poz. 25.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Pierwotna wersja drukowana w „Tyg. Powsz.”. – W 2014 Nagroda „Odry” za 2013 (łącznie z poz. 26), nominacja do Nagrody Lit. Nike.
28. Zuza albo Czas oddalenia. [Powieść]. Kr.: WL 2015, 128 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta Z. Waleryś. Kr.: WL 2015, 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
29. Indyk beltsville. Opowiadania zebrane. Kr.: WL 2016, 774 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera poz. 2, 10, 20, – oraz: Opowiadania rozproszone: Pięciopiętrowy blok na brzegu morza; Tysiąc przeszkód; Księżniczka krwi; Parkinson, mon amour; I gęsi, i żurawie; Mój ojciec i Doktor Faustus.
30. Zawsze nie ma nigdy. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Piotrowiak. Kr.: WL 2016, 255 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Cz. 1; cz. 2 zob. poz. 31.
31. Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Piotrowiak. Kr.: WL 2017, 238 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Cz. 2; cz. 1 zob. poz. 30.
32. Portret młodej wenecjanki. [Powieść]. Kr.: WL 2017, 184 s. Wyd. nast. tamże 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.

Multimedialny spektakl z muzyką na żywo inspirowany twórczością J. Pilcha: Wieczorem. W poszukiwaniu Jerzego Pilcha. Scenariusz: A. Król. Reż.: K. Czeczot. [Przedstawienie impresaryjne] 2015 [Spektakl przygotowany na inaugurację III Big Book Festival w Wwie przez Fundację „Kultura nie boli”].

Przekłady utworów J. Pilcha w antologiach zagranicznych: białorus.: Dvaccac’ pol’skih apavâda’nâŭ. [Wybór:] A. Hadanovič. Minsk 2007, – niem.: Geschichten aus der Geschichte Polens. [Oprac.:] P. Ketman, E. Malicka. Frankfurt am Main 1989; Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. Red.: K.-D. Sommer. Göttingen 1995; Krakau. [Oprac.:] E. Brix. Klagenfurt 2002; Meine polnische Bibliothek. Literatur aus neun Jahrhunderten. [Oprac. i przeł.] K. Dedecius. [Przedm.:] S. Peter. [Darmstadt] 2011, – ros.: Kurortnye romany. Sbornik. [Przeł.] M. Alekseeva. Moskva 2010, – słowac.: Poľská dráma. Bratislava 2012, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Çağdaş Polonya edebiyatı antolojisi. [Red.:] N. Yüce. İstanbul 2014.
Praca redakcyjna
1. Pisz do Pilcha. Opowiadań współczesnych trzydzieści i trzy. Wstęp [i wybór]: J. Pilch Warszawa: Świat Książki 2005, 268 s.
Opowiadania wybrane spośród utworów nadesłanych w 2003/2004 na konkurs tyg. „Polityka”. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Autor o sobie: Zalety warszawskich wad. Oprac.: K. Jabłońska. „Więź” 2006 nr 4.
 	Wywiady zob. Twórczość poz 30-31 oraz m.in.: Duch, czyli trzewia. Rozm. M. Stala. „NaGłos” 1996 nr 23; Literatura wysokoprocentowa. Rozm. M. Baran. „Czas Kult.” 1996 nr 1; Szósty palec protestanta. Rozm. Z. Baran. „Rzeczpospolita” 1996 nr 109, przedr. w: Z. Baran: Apokalipsa i nadzieja. Kr. 2000; Szyderstwo jest we mnie. Rozm. K. Karwat. „Śląsk” 1996 nr 7; O drodze do duszy i innych historiach. Rozm. K. Janowska. „Polityka” 1999 nr 3; Pisze się z pychy. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 1999 nr 55; Środek jest tam, gdzie ty. Rozm. M. Cichy. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 225; Zgubny temat. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2000 nr 261 [dot.: Pod Mocnym Aniołem]; Moja pora roku. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 63; Sprawy świata są proste. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2002 nr 227; W środę, o piętnastej. Rozm. B.N. Łopieńska. „Res Publica Nowa” 2002 nr 7; Każdy może znaleźć miejsce. Rozm. W. Bereś. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 108; Ja nie chcę truć krytyków. Rozm. B. Klicka. „Studium” 2004 nr 4/5; Pulp Dante. Rozm. J. Gondowicz. „Nowe Książ.” 2004 nr 2; Synek z Wisły. Rozm.: A. Dziewit i A. Drotkiewicz. „Lampa” 2004 nr 9; Upajająca przyjemność opowiadania. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2004 nr 14, przedr. w: K. Masłoń: Miłość nie jest nam dana. Wwa 2005 [dot.: Miasto utrapienia; Narty Ojca Świętego]; Dar niesprawiedliwego spojrzenia. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 51; Lekką ręką ducha nie dotkniesz. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 226 [dot.: Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści]; Samobójstwo – ubezpieczenie na życie. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 59; Jerzy Pilch – rozmowa. Rozm. D. Łukaszewski. „Morele i Grejpfruty” 2008 nr 4; Nasi grają z Polską. Rozm. J. Sobolewska. „Dziennik” 2008 nr 70 [dot.: Marsz Polonia]; Wieża Babel kontra Arka Noego. Rozm. H. Pomorski. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 132 dod. „Wysokie Obcasy” nr 22 [dot.: Marsz Polonia]; Wyjmuję rewolwer. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 88 [dot.: Marsz Polonia]; Z największą uciechą wracam do Alcybiadesa. Jerzy Pilch o ulubionych lekturach z dzieciństwa. Rozm. J. Sobolewska. „Dziennik” 2008 nr 204; Ewangelicki stan ducha. Jerzy Pilch o religijnych źródłach własnej twórczości oraz niechęci wobec „Kaczorów”. Rozm. C. Michalski. „Dziennik” 2009 nr 97 nr 17 dod. „Europa”; Erotyczna ochota na trzecią osobę. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas. Kult.” 2009 nr 4; Przed potworem nie ma ucieczki. Rozm. W. Szacki. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 59 dod. „Wysokie Obcasy” nr z 11 III; Dziennik podbojów. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2011 nr 4; Dowód na istnienie Boga. Rozm. M. Strzelecka. „Wprost” 2012 nr 17 [dot.m.in.: Wiele demonów]; Inna para butów. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2012 nr 19 [dot.: Dziennik]; Jerzy Pilch poczucie humoru ma duże. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 299; Powiesiłbym Gielniaka. Rozm. T. Nyczek. W: T. Nyczek: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami. Kr. 2012; Demony Jerzego Pilcha. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 138; Dowód na istnienie Boga. Rozm. M. Strzelecka. „Wprost” 2013 nr 17/18 [dot. m.in.: Wiele demonów]; Gen transferu: prezent od życia. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 51/52; Góra zawsze rodzi mysz. Rozm. M. Mikołajczuk. „Notes Wydawn.” 2013 nr 5; Jestem pierwszym alkoholikiem III RP. Rozm. M. Huzarska-Szumiec. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 99 dod. „Magazyn”; Jestem stary, ale wciąż są starsi ode mnie. Rozm. A. Dudek. „Dz. Pol.” 2013 nr 115 dod. „Kraków” [dot. m.in.: Wiele demonów]; Liczę na życie wieczne. „Twój Styl” 2013 nr 7; Luter tkwi w szczegółach. Dziś i jutro polskich ewangelików. Rozm. A. Sporniak. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 4; Myśl, że czujesz się dobrze. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 17/18 [dot. m.in.: Wiele demonów]; Trumna nie mieści się w drzwiach. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2013 nr z 23 IV [dot. m.in.: Wiele demonów]; Adaptator prawdziwie wierny posuwa się dalej. Rozm. T. Lubelski. „Kino” 2014 nr 1 [dot. adapt. film „Pod Mocnym Aniołem”]; Może przejdzie mi jutro. Rozm.: A. Sosnowska, R. Bielecki. „W Drodze” 2014 nr 10; Pan Bóg się przygotowuje do rozmowy z Pilchem. Rozm. A. Krzyżaniak-Gumowska. „Newsweek Polska” 2014 nr 2; Pisarz poluje do krwi ostatniej. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 195; W mojej chorobie namacalne jest tylko drżenie rąk. Rozm.: K. Kachel, U. Wolak. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 36; Jest czas obłapiania i jest czas miłości. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 125; Księga dygotu. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2015 nr 22; Powieść pośmiertna. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2015 nr 21; Uporu życzę, uporu. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 14; Dwoje po zakręcie. Rozm. B. Biały. „Twój Styl” 2016 nr 3; Pisowiec i ja. Jerzy Pilch: pisarz i polityka. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 30; Świadomość nadciągającej biografii. Pilch o samotności, kotach i Boschu. Rozm. A. Gumowska. „Newsweek Polska” 2016 nr 9; Jerzy Pilch: Jestem tym udręczony i umęczony. Szukam powodu, żeby nie oglądać wiadomości i nie kupować gazet. Rozm. E. Padoł [on-line] Powst. 2017 [dostęp 14 lutego 2018]. Dostępny w Internecie: https://kultura.onet.pl/wiadomosci/jerzy-pilch-jestem-tym-udreczony-i-umeczony-szukam-powodu-zeby-nie-ogladac-wiadomosci-wywiad/202rq9r; Zawód jak każdy inny. Rozm. A. Napiórska. „Przegląd” 2017 nr 15.
 	LP XX w. (L. Bugajski).

Ogólne

 	K. KUBISIOWSKA: Pilch w sensie ścisłym. Biografia. Kr.: Znak 2016, 480 s.
 	Z. KOPEĆ: Motywy protestanckie w prozie Jerzego Pilcha. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1996 t. 3.
 	D. NOWACKI: Próba żartu. W tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999.
 	M. URBANOWSKI: Śmiech Pilcha. „Arcana” 1999 nr 6.
 	D. NOWACKI: Jerzy Pilch. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. [Przeł.] A. Lempp. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 22 s. [tu też m.in. fragm. oprac. i przekł. niem. tekstu J.Pilcha].
 	M. URBANOWSKI: Skandalista Jerzy Pilch. „Nowe Państ” 2000 nr 4, przedr. pt. Pilch śmieszny w tegoż: Oczyszczenie. Kr. 2002.
 	K. STEMPEL: Koniec picia. Alkohol jako transgresja w twórczości Jerzego Pilcha. W: Obecność i przemijanie. Opole 2001.
 	P. CZAPLIŃSKI: Świat podrobiony. Krytyka i literatura wobec nowej rzeczywistości. Kr. 2003, passim.
 	E. FILIPCZUK: Pilch w „Tygodniku Powszechnym”, „Tygodnik” u Pilcha. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2003 nr 42.
 	M. ORSKI: Prawdziwa siła felietonu Jerzego Pilcha. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	A. LIBERA: Wariacje na temat Jerzego Pilcha. W tegoż: Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie. Wwa 2004.
 	R. OSTASZEWSKI: Pisarz jak coca cola. „Dekada Lit.” 2004 nr 1.
 	S. GAWLIŃSKI: Ewangelicy w prozie Jerzego Pilcha. „Świat i Sł.” 2005 nr 2, przedr. w tegoż: Metafory losu. Kr. 2005.
 	K. PRZEBINDA-NIEMCZYK: Dzieła i autorzy w felietonach Jerzego Pilcha. „Ann. Acad. Pedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2005 [nr] 5.
 	Ch. PRUNITSCH: Konfessionelle Differenz als ästhetische Strategie bei Jerzy Pilch. „Zeitschrift für Slawistik“, Poczdam 2006 nr 3.
 	M. DRAPELLA: Od Wisły do Granatowych Gór. Wątki ewangelickie w twórczości Jerzego Pilcha „Śląsk” 2007 nr 1.
 	S. KRASIŃSKA: Paul Auster, Jerzy Pilch i siedem tysięcy opowiadań. „Tygiel Kult.” 2007 nr 7/9 [dot. udziału pisarzy w organizacji konkursów lit. dla amatorów].
 	R. WÓJS: Artysta w mieście. Przestrzeń Krakowa w prozie Jerzego Pilcha. „Orbis Linguarum” 2007 vol. 31, 2009 vol. 35.
 	E. KOREPTA: Ojczyzna dzieciństwa w prozie Jerzego Pilcha. „Miscellanea Śl. Miscellanea” 2008.
 	K. DOMAGAŁA: Słownictwo i frazeologia związana z rodziną pojawiające się w felietonach Jerzego Pilcha. W: Rodzina w języku i kulturze. Piotrków Trybunalski 2010.
 	A. ZIENIEWICZ: Zdarzenie wewnątrz opowieści. Praca pamięci w autofikcji (Jerzy Pilch, Paweł Huelle). „Prz. Hum.” 2011 nr 2.
 	A. FRANASZEK: Czasu pęd niewiarygodny. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 33.
 	K. UNIŁOWSKI: Pisarz jako gwiazdor. Przypadek Jerzego Pilcha. W: Obraz literatury w komunikacji społecznej po roku ‘89. Wwa 2013.
 	L. BUGAJSKI: To idzie starość, czyli sześćdziesiątka dusi Pilcha. W tegoż: Margines centralny. Kr.-Wwa 2015.
 	P. ŻOŁĄDŹ: Widokówki (z) Krakowa? Obraz pewnego miasta w felietonach i dziennikach Jerzego Pilcha. W: Ścieżkami pisarzy. T. 1. Szkice i studia o Krakowie. Kr. 2015.
 	T. NAKONIECZNY: (Po)nowoczesna tożsamość intelektualisty: Wiktor Pielewin i Jerzy Pilch na tle „końca literatury”). „Porównania” 2016 t. 18, dod.
 	J. NOWACKI: Miejsca oswojone. „Twórczość” 2016 nr 5 [dot. też B. Schulza].
 	P. JASNOWSKI: Pilch: powiększenie. „Akcent” 2017 nr 2.

Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej

 	J. BŁOŃSKI: Śmieszne nic, groźne nic. „Puls”, Londyn 1989 nr 42/43.
 	A.-C. CARLS. „World Literature Today”, Norman, Oklahoma 1989 nr 4.
 	M. LUBELSKA: Podpolje encor. “Kult. Niezal.”* 1989 nr 52.
 	A. NASIŁOWSKA: Duch ciężkich czasów. „Res Publica” 1989 nr 3.
 	M. STALA: Pokątna apokalipsa. „Tyg. Powsz.” 1989 nr 7, przedr. w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004.
 	D. PAWELEC: Notatnik filologa. „bruLion” 1990 nr 13.
 	H. WUJEK. „Orzeł Biały”, Londyn 1989 nr 1439 [1430].
 	R. REGULSKI: Pod azjatycką trawą. „Czas Kult.” 1990 nr 15.

Spis cudzołożnic

 	J. BŁOŃSKI: Sztuka gadania. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 21, przedr. w tegoż: Wszystko co literackie. Kr. 2001.
 	M. CZUBAJ: Fatalny Gucio i jego panie. Jerzy Pilch między koniakiem a biblioteką. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 115 dod. „Gaz. o Książ.” nr 5.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Erotyczna lustracja. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6.
 	P. HUELLE: Wystarczy być epikiem. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 140.
 	A. LIBERA: O czym pisze Jerzy Pilch? „Kultura”, Paryż 1993 nr 7/8.
 	A. OSIECKA: Zmęczenie śmiechem. „ Życie Warsz.” 1993 nr z IV dod. „Ex Libris”, przedr. w tejże: Czytadła. Gawędy o lekturach. Wwa 2010.
 	B. SHALLCROSS: Jadąc do Powsina i chodząc po Krakowie. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1993 nr z 21 X dod. „Prz. Pol.”.
 	J. SZAKET: Podróżny Pilch. „FA-art” 1993 nr 2/3.
 	M. URBANOWSKI: Gustaw w klozecie. „Dodatek” 1993 nr 1, przedr. w szkicu Dwa razy o prozie Jerzego Pilcha. w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	A. WARZECHA: Wędrówka po nocnym Krakowie. „Rzeczpospolita” 1993 nr 148.
 	G. GOMORI. „World Literature Today”, Norman, OK 1994 nr 1.
 	B. KANIEWSKA: Ja, Gustaw. „Kresy” 1994 nr 18.
 	P. KOWALSKI: Sutener Kołakowskim podszyty. „Odra” 1994 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Lekkość, znojność, przemijanie. „Czas Kult.” 1996 nr 1 [dot. też.: Inne rozkosze].

Rozpacz z powodu utraty furmanki

 	J. ZYCHOWICZ: Dole i niedole trefnisia. „Wiad. Kult.” 1996 nr 18.

Inne rozkosze

 	A. FRYZ-WIĘCEK: Poland dobrostanu. „Rzeczpospolita” 1995 nr 2.
 	D. NOWACKI: Kryterium wdzięku. „Kresy” 1995 nr 23.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Przygoda Kohoutka niedojrzałego. „Nowe Książ.” 1996 nr 2.
 	J. BŁOŃSKI: Kohoutek jako taki. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 10.
 	W. BONOWICZ: Jak zjeść to danko? „Nowy Nurt” 1996 nr 3.
 	G. BORKOWSKA: Donżuan jest zaręczony. „Res Publica Nowa” 1996 nr 6.
 	P. CZAPLIŃSKI: Nieznośna lekkość literatury. „Życie Warsz.” 1996 nr 57 dod. „Ex Libris” nr 92.
 	A. FRANASZEK: Inne rozkosze, czyli Paweł K. „Rzeczpospolita” 1996 nr 11.
 	J. GONDOWICZ: Portret rodzinny z flamą. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 10.
 	M. JENTYS: Historia o niecnocie Kohoutku... „Twórczość” 1996 nr 7.
 	K. MYSZKOWSKI: Kochanica Kohoutka. „Kwart. Artyst.” 1996 nr 1.
 	F. NETZ: Bezpostaciowiec kulisty. „Śląsk” 1996 nr 7.
 	M. RATAJCZAK: Kohoutek rozdarty. „Odra” 1996 nr 6.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Lekkość, znojność, przemijanie. „Czas Kult.” 1996 nr 1 [dot. też.: Spis cudzołożnic].
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Apokaliptyczna randka. O powieści Jerzego Pilcha. „Inne rozkosze”. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	B. NALEPA: O składni i stylu powieści Jerzego Pilcha „Inne rozkosze”. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Językozn.” 2000 t. 7.
 	A. KOPACKI: Ani chybi, inne rozkosze. „Lit. na Świecie” 2001 nr 4 [dot. przekł. niem.: Andere Lüste].
 	T. MIZERKIEWICZ: Znaczący brak stylizacji mitycznej – „Inne rozkosze” Jerzego Pilcha. W tegoż: Stylizacje mityczne w prozie polskiej po 1968 roku. Pozn. 2001.
 	B. BUDZYŃSKI. „Review of Contemporary Fiction”, Champaign, IL 2002 nr 3.
 	N. SCHURER. „World Literature Today”, Norman, OK 2003 nr 1.
 	J. BEINEK. „Slavic &amp;amp; East European Journal”, Tucson, AZ 2009 nr 3.

Monolog z lisiej jamy

 	D. NOWACKI: Obsuwa. „FA-art” 1996 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Pić i być. „Nowe Książ.” 1996 nr 7.
 	A. OSIECKA: Jama w jamie. „Życie Warsz.” 1996 dod. „Ex Libris” nr 96, przedr. w tejże: Czytadła. Gawędy o lekturach. Wwa 2010.
 	M. JENTYS: Kac „lisia jama”. „Sycyna” 1997 nr 14, przedr. pt. Antybohaterowie Jerzego Pilcha. Deliryk z lisiej jamy w tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.

Tezy o głupocie, piciu i umieraniu

 	Sz. HOŁOWNIA: Drugi wymiar. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 210.
 	M. STALA: Tezy o bezkształcie, rozpaczy i współczuciu. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 34, przedr. w tegoż: Przeszukiwanie czasu. Kr. 2004.
 	M. MIZURO: Nieznośna lekkość Pilcha. „Odra” 1998 nr 10 [dot. też: Tysiąc spokojnych miast].
 	Ł. TOMCZYK: Repetytorium. „Opcje” 1998 nr 1.

Tysiąc spokojnych miast

 	Z. MENTZEL: Nie zabijać Gomułki? „Tyg. Powsz.” 1997 nr 50.
 	A. NASIŁOWSKA: Powieść retoryczna. Nowa książka Jerzego Pilcha. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 51/52.
 	M. CIEŚLIK: Zabić Pierwszego. „Polityka” 1998 nr 5.
 	P. CZAPLIŃSKI: Kim pan jest, panie Trąba? „Gaz. Wybor.” 1998 nr 16, przedr. pt. Jerzego Pilcha groteska nostalgiczna w tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
 	A. FRANASZEK: Sen o wódce i śmierci. „Rzeczpospolita” 1998 nr 50.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Czeska książka. „Res Publica Nowa” 1998 nr 5.
 	P. MARECKI: Jerzego Pilcha „akademickie gadanie”, czyli „tereferekuku do Gomułki z łuku”. „Dekada Lit.” 1998 nr 4.
 	M. MIZURO: Nieznośna lekkość Pilcha. „Odra” 1998 nr 10 [dot. też: Tezy o głupocie, piciu i umieraniu].
 	D. NOWACKI: Innych rozkoszy nie będzie? „FA-art” 1998 nr 1/2.
 	J. STRĘKOWSKI: Tysiąc jeden drobiazgów. „Nowe Książ.” 1998 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Baju Baj ... „Kresy” 1998 nr 2, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	J. WINIARSKI: Podziw i niedosyt. „Mag. Lit.” 1998 nr 1.
 	K. KARWAT: Jak zabić Gomułkę? „Śląsk“ 1999 nr 7.
 	M. BURY: Proza mocna jak spirytus. „Akant” 2002 nr 8.
 	S. BOSS. „Sarmatian Review”, Houston, TX 2011 nr 2.
 	Rec. teatr.: wyst. Zielona Góra, T. im. L. Kruczkowskiego: A. BUCK: Dzieje spektaklu istotnego. „Pro Libris” 2010 nr 2/3, – wyst. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej: J. KOWALSKA: Dyskretny urok małej stabilizacji. „Teatr” 2014 nr 2.

Bezpowrotnie utracona leworęczność

 	P. GŁOWACKI: Wina Pilcha. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 293.
 	G. FILIP: Kraków-Wisła. „Nowe Książ.” 1999 nr 2.
 	J. JARZĘBSKI: Walka felietonu z prozą. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 3.
 	K. NADANA: Poezja cotygodniowa. „Res Publica Nowa” 1999 nr 3.
 	M. ORSKI: Pierwotna siła felietonu. „Prz. Powsz.” 1999 nr 3.
 	R. OSTASZEWSKI: Pilcha świat równoległy. „Dekada Lit.” 1999 nr 7/8.
 	M. LENGREN: „Jest pięknie, ale znikąd ocalenia”. „Twórczość” 2000 nr 1.
 	E. FILIPCZUK: „Bezpowrotnie utracona leworęczność” Jerzego Pilcha jako przedmiot badań stylistycznych; Dlaczego narratorowi „Bezpowrotnie utraconej leworęczności” Jerzego Pilcha trzęsą się ręce. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2001 nr 39; 2002 nr 40.
 	J. MAREK: Przerażający komizm rozpaczy. „Świat i Sł.” 2003 nr 1.
 	K. PRZEBINDA: Między snami. Elementy biblioteki-sennika w książce „Bezpowrotnie utracona leworęczność” Jerzego Pilcha. „Ann. Acad. Pedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2004 [nr] 4.

Opowieści wigilijne

 	M. MIZURO: Karp z proszku. „FA-art” 2000 nr 3/4.

Pod Mocnym Aniołem

 	K. MASŁOŃ: Kwestie-bestie. „Rzeczpospolita” 2000 nr 244.
 	D. NOWACKI: Ani do śmiechu, ani do łez. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 249.
 	T. NYCZEK: Jakie picie, takie życie. „Polityka” 2000 nr 48.
 	R. OSTASZEWSKI: 260 stabilizujących stron. „Dekada Lit.” 2000 nr 12.
 	K. UNIŁOWSKI: Dzieje pewnego zawodu. „FA-art” 2000 nr 4.
 	J. WAKAR: Prawdziwa noc duszy. „Życie” 2000 nr 251.
 	M. ZALESKI: I tak dalej. „Res Publica Nowa” 2000 nr 12.
 	A. GŁOWACKA: W nałogu pisania. „Opcje” 2001 nr 2.
 	J. GONDOWICZ: Róg byka. „Nowe Książ.” 2001 nr 1.
 	J. JARZĘBSKI: Mocny Anioł i Słaba Płeć; A. NASIŁOWSKA: Don Juan Tristanem podszyty. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 13.
 	I. KANTOROWSKI: Żeby pić, nie trzeba mocnej głowy, trzeba mocnego anioła. „Akant” 2001 nr 10.
 	M. LECIŃSKI: Alkoholizm jest wzniosły? „Fraza” 2001 nr 1/2.
 	K. MASŁOŃ: Strzały na oślep. „Rzeczpospolita” 2001 nr 246 [dot. przyznania Nagrody Lit. Nike].
 	M. MAZUREK: W poszukiwaniu tematu. „Życie” 2001 nr 3.
 	M. MIZURO: Pijana prawda. „Odra” 2001 nr 12 – M. ORSKI: Między „czakrami”; J. WOJEWODA: Ocalony? „Arkusz” 2001 nr 3.
 	J. SZUREK: Pijacka teodycea – o zwycięzcy Literackiej Nagrody „Nike”, najnowszej powieści Jerzego Pilcha „Pod Mocnym Aniołem”. „Warsztaty Polonist.” 2001 nr 4.
 	M. WITKOWSKI: Na co Pilchowi Pilch. „Kresy” 2001 nr 3.
 	M. LENGREN: Wielbiciel depresji, budowniczy autodestrukcji. „Twórczość” 2002 nr 5/6.
 	B. NALEPA: Kilka uwag o kształcie stylistyczno-składniowym powieści Jerzego Pilcha „Pod Mocnym Aniołem”. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Językozn.” 2002 t. 9.
 	A. REJTER: Funkcje powtórzeń w powieści „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha. „Por. Jęz.” 2002 z. 10.
 	A. ŻYWIOŁEK: Apokalipsa według Jerzego Pilcha. „Kresy” 2003 nr 2/3.
 	Sz. TWARDOCH: Przełamując uprzedzenia. „Opcje” 2004 nr 4.
 	M. JENTYS: Antybohaterowie Jerzego Pilcha. Deliryk spod Mocnego Anioła. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	K. PRZEBINDA-NIEMCZYK: „Moje sobie przywłaszczone życie” – elementy autobiografizmu w prozie Jerzego Pilcha. (Na postawie powieści „Pod Mocnym Aniołem”). „Ann. Acad. Pedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2006 [nr] 6.
 	J. ZIMNA: Podmiot jako symptom. „Tekstualia” 2006 nr 3.
 	D. DOBROWOLSKA: Zmagania jednostki z nałogiem: „Pod mocnym aniołem” Jerzego Pilcha. W tejże: My o przeszłości, przeszłość o nas. Tor. 2013.
 	G. TOMICKI: Nieprawdziwość bezobjawowa Jerzego Pilcha. „Twórczość” 2016 nr 5 [dot. też adapt. film.].
 	Rec. teatr.: wyst. Wwa, T. Polonia: A. CZAJKOWSKA: Każdy ma takiego demona, na jakiego zasłużył; Powst. 2012 [on-line] [dostęp 1 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://teatrpolonia.pl/pr/243526/kazdy-ma-takiego-demona-na-jakiego-zasluzy; J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Pasjonujący seans deliryczny według Jerzego Pilcha. „Rzeczpospolita” 2012 nr 82.
 	Zob. też Wywiady.

Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym

 	M. CIEŚLIK: Wspólni znajomi. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 249 dod. „Duży Format” nr 25.
 	J. GONDOWICZ: Pilch w Pilchu. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 41.
 	I. IWASIÓW: Centralny felietonista. „Nowe Książ.” 2002 nr 12.
 	M. LAREK: Czekając na Patryka. „Czas Kult.” 2002 nr 6.
 	D. NOWACKI: Strażnik fasonu. „ Polityka” 2002 nr 39.

Miasto utrapienia

 	W. BEREŚ: W obronie Pilcha. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 36, polem.: D. NOWACKI: Jerzy Pilch – pisarz nowoczesny. Tamże 2004 nr 39.
 	M. CIEŚLIK: Pisarz słyszy więcej. „Polityka” 2004 nr 3.
 	M. CUBER: Powieść utrapienia. „Res Publica Nowa” 2004 nr 2.
 	P. CZAPLIŃSKI: Tak czy owak Pilch. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 15.
 	J. GONDOWICZ: Bezpowrotnie utracona niewinność. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 7.
 	M. LAREK: Retoryczne piękno. „Czas Kult.” 2004 nr 1.
 	M. LUBELSKA: Rozpacz twórcy pokątnej literatury bankomatowej. „Dekada Lit.” 2004 nr 2.
 	M. MIZURO: Piękna katastrofa. „Odra” 2004 nr 3.
 	D. NOWACKI: Ucho przechadzające się gościńcem. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	R. TOMASIK. „Kresy” 2004 nr 4.
 	J. WAKAR: Cyrograf Jerzego Pilcha. „Życie” 2004 nr 9.
 	M. ORSKI: Książka utrapienia. „Prz. Powsz.” 2005 nr 2.
 	M. WYKA: Konwicki i Pilch. (Albo centrum i pogranicza jako możliwość literacka). W tejże: Niecierpliwość krytyki. Kr. 2006 [dot. także: T. Konwicki: Mała apokalipsa].
 	A. ODROWSKA: Droga do miasta utrapienia. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2007 [z.] 9.
 	T. MIZERKIEWICZ: Jakiej emigracji Polacy potrzebują. W tegoż: Literatura obecna. Szkice o najnowszej prozie i krytyce. Kr. 2013.
 	Rec. adapt. teatr. wyst. Gdynia, T. Miej.: A. SERDIUKOW: Cyfry nie, miłość zawsze. „Machina” 2008 nr 27; A. BIELECKA-MATEJA: Pilch bez pomysłu. „Nowa Siła krytyczna” [on-line] 2008 z 28 V [dostęp 18 kwietnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/55974.html.
 	Zob. też Wywiady.

Narty Ojca Świętego

 	R. PAWŁOWSKI: Przyjeżdża Papież. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 247.
 	R. TOMASIK: Papież jak marzenie. „Czas Kult.” 2005 nr 1.
 	K.A. DEJNEK: „Narty Ojca Świętego”, czyli katolicy w oczach Jerzego Pilcha. W: Sacrum na nowo poszukiwane. Lubl. 2015.
 	Rec. teatr. praprem. w T. Nar.: A. CELEDA: Papież strzela gola. „Polityka” 2004 nr 47; P. GRUSZCZYŃSKI: Papież w Granatowych Górach. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 47; J. MAJCHEREK: Zjazd. „Teatr” 2004 nr 10; R. PAWŁOWSKI: Rewizor z Watykanu. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 262; M. PRUSSAK: Czekając na ... „Didaskalia” 2004 nr 64; M. DZIEWULSKA: Mgła; J. KOZŁOWSKA: Gdy struś zielony przechodzi. „Dialog” 2005 nr 1; J. GODLEWSKA: Zaskakujące wcielenie Pilcha. „Prz. Powsz.” 2005 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści

 	A. FRANASZEK: Inne udręki Pilcha. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 265.
 	D. NOWACKI: Pomiędzy widmami. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 47 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. STALA: Błyskotliwa proza Pilcha. „Dziennik” 2006 nr 171, polem.: M. URBANOWSKI: Nieznośny ciężar gadulstwa. Tamże 2006 nr 211, wersja poszerz. pt. Zemsta ręki śmiertelnej w szkicu pt. Dwa razy o prozie Jerzego Pilcha w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	W. BROWARNY: Dziesięć samobójczych historii. „Odra” 2007 nr 5.
 	M. CUBER: Smutek codzienności. „Res Publica Nowa” 2007 nr 1.
 	Ł. JEŻYK: Jego kolejne wskrzeszenia, czyli pograniczność i pokątność. „Kresy” 2007 nr 3.
 	M. LAREK: Anatomia hiperboli. „Czas Kult.” 2007 nr 4/5.
 	M. LUBELSKA: Nowe rozkosze Jerzego Pilcha. „Zesz. Lit.” 2007 nr 1, wersja zmien. pt. W potrzasku literatury. „Dekada Lit.” 2007 nr 1.
 	M. ORSKI: Śmieszna wzniosłość życia. „Nowe Książ.” 2007 nr 2, przedr. pt. Śmieszna wzniosłość bytu. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	E. PILARZ: Śmierć autora fascynuje. „Śląsk” 2007 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Straszni mieszczanie. „FA-art” 2007 nr 1/2, przedr. pt. W imię zasad w tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	P. URBANIAK: Nienasycenie. „Twórczość” 2007 nr 3.
 	M. WOJAK: Miedzy jednym a drugim ogniskiem. „Wyspa” 2007 nr 1.
 	M. KRZYWORĄCZKA: Z innej parafii, czyli opowieści o udręce. „Polonistyka” 2008 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.

Pociąg do życia wiecznego

 	M. DRAPELLA. „Gdań. Rocz. Ewang.” 2007.
 	M. LAREK: Dwa kłamstwa na temat Jerzego Pilcha. „Tekstualia” 2007 nr 4.
 	E. WINIECKA: Zwycięstwo literatury. „Czas Kult.” 2007 nr 6.
 	H. BEREZA: Szczytowanie. „Twórczość” 2008 nr 9.
 	M. MIŁKOWSKI: Pociąg do życia ulotnego. „Studium” 2007/2008 nr 5/6/1.
 	M. RADZIWOŃ: Długie życie felietonów Pilcha. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 135.

Marsz Polonia

 	A. CZYŻAK: Marsz człowieka. „Pogranicza” 2008 nr 4.
 	T. FIJAŁKOWSKI: Groteska i apokalipsa. „Zesz. Lit.” 2008 nr 2.
 	A. FRANASZEK: Droga przez polskie piekło. „Dziennik” 2008 nr 84.
 	J. HALCEWICZ-PLESKACZEWSKI: Polska u Urbana. „Prz. Powsz.” 2008 nr 7/8.
 	Z. KRZYWICKA: Duch Opowieści. „Wyspa” 2008 nr 3.
 	M. LAREK: Eksterminacja. „Czas Kult.” 2008 nr 4.
 	P. MAŁOCHLEB: Pigułki z orzełkiem. „Dekada Lit.” 2008 nr 4.
 	K. MASŁOŃ: Pilch pojechał Konwickim. „Rzeczpospolita” 2008 nr 90.
 	T. MIZERKIEWICZ: Jakiej emigracji Polacy potrzebują. „FA-art” 2008 nr 4.
 	D. NOWACKI: „Zajęcie patriotyczne”. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 15.
 	M. SIEDLACZEK-MIKODA: Bal u Bezetznego. „Śląsk” 2008 nr 7.
 	P. SASKO: Ci sami kontra identyczni. „Esensja” [on-line] 2008 nr 5 [dostęp: 29 marca 2011]. Dostępny w Internecie: http://esensja.pl/magazyn/2008/05/iso/07_51.html.
 	B. DARSKA: Niedosyt połowiczności. „Twórczość” 2009 nr 5.
 	M. ORSKI: Pilcha anty-wesele. „Odra” 2009 nr 9.
 	M. LUBELSKA: Polska wprost i „z ukosa”. O „Dolinie nicości” Bronisława Wildsteina i „Marszu Polonia” Jerzego Pilcha. W: Od polityki do poetyki. Kr. 2010.
 	M. BERNACKI: W Polsce bez zmian. Bronisław Wildstein „Dolina nicości”, Jerzy Pilch „Marsz Polonia”. W tegoż: Świat interpretować – konieczne zadanie. Bielsko-Biała 2014.
 	Rec. adapt. teatr. wyst. Łódź, T. Powsz.: A.K. DROZDOWSKI: Kontrrewelacja. „Teatr” 2012 nr 3; M. BUDZIK: Wszystko w Polsce jest możliwe, nawet zmiany na lepsze [on-line] [dostęp 19 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie: http://teatrdlawas.pl/teatr/tdw/index.php?option=com_content&amp;amp;taskview&amp;amp;id28271&amp;amp;Itemid72; J. CIEŚLAK: Mecz o przyszłość Polski. „Rzeczpospolita” 2012 nr 12; Ł. DREWNIAK: Hibernator polski. „Przekrój” 2012 nr 9; Ł. KACZYŃSKI: Kac po narodowym raucie. „Polska. Dz. Łódz.” 2012 nr z 23 I; P. OLKUSZ: Marsz w intencji komedii. „Didaskalia” 2012 nr 109/110; M. TORUŃSKA: Polska diagnoza. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 19 dod. „Kultura”.
 	Zob. też Wywiady.

Dziennik

 	A. HORUBAŁA: Banały w śmiertelnym sosie. „Uważam Rze” 2012 nr 38.
 	P. JASNOWSKI: Świat, który osacza i dławi. „Twórczość” 2012 nr 8.
 	M. ORSKI: Śmieszna wzniosłość bytu. „Odra” 2012 nr 9.
 	P. PIEŃKOSZ: Z Pilchem przez życie. „Wyspa” 2012 nr 3.
 	C. POLAK: Znośna lekkość bytu. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 86.
 	M. ROBERT: Urzędnik lekkoduchem. „Nowe Książ.” 2012 nr 9.
 	B. ROGATKO: Dziennik rozstań. „Kraków” 2012 nr 7.
 	P.W. RYŚ: Pilch, czyli transcendentalna bufoneria. „Fraza” 2012 nr 4.
 	Ł. SATURCZAK: Ze śmiercią mu do twarzy. „Czas Kult.” 2012 nr 5.
 	M. SIEDLACZEK-MIKODA: Powrót w wielkim stylu. „Śląsk” 2012 nr 7.
 	J. SOBOLEWSKA: Pilch w ciemniejszej tonacji. „Polityka” 2012 nr z 8 V.
 	K. VARGA: Pod mocnym Pilchem. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 92 dod. „Duży Format”.
 	B. WILDSTEIN. „Uważam Rze” 2012 nr 38.
 	K. KUBISIOWSKA: Pogranicza. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 42.
 	M. ŁADOŃ: „Być kronikarzem własnego zaniku”. Lektura „Dziennika” Jerzego Pilcha. „Śl. Studia Polonist.” 2013 nr 2.
 	J. DRZEWUCKI. Jerzego Pilcha nabożna jadowitość. (Nad dwoma dziennikami i jedną powieścią). „Twórczość” 2014 nr 4 [dot. też: Wiele demonów; Drugi dziennik].
 	P. MAŁOCHLEB: Kronika zdychania. „Odra” 2014 nr 2.
 	A. NĘCKA: „Pożegnalne uściski z życiem”. O zapiskach dziennikowych Jerzego Pilcha. W: Zamieranie fikcji. Katow. 2014 [dot. też: Drugi dziennik].

Wiele demonów

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Czarna baśń. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 24.
 	P. JASNOWSKI: Ciemne chmury unoszą się nad Czantorią. „Twórczość” 2013 nr 9.
 	M. MIZURO: Rozprawa z obsesją. „Odra” 2013 nr 6.
 	D. NOWACKI: Innych rozkoszy nie będzie? „Gaz. Wybor.” 2013 nr 89.
 	Z. PAPUŻANKA: Danse macabre na piątym biegu. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 38 dod. „Książ. w Tyg.” nr 7/8.
 	TAŻ: Homo ludens. [Tłum.] I. Reichardt. „New Eastern Europe” 2013 nr 3.
 	C. POLAK: Być trumianką. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 90.
 	M. ROBERT: Święto ciemnych opowieści. „Nowe Książ.” 2013 nr 6.
 	M. SIEDLACZEK-MIKODA: W Wiśle rządzą demony. „Śląsk” 2013 nr 7/8.
 	K. TRZECIAK: Demony śmierci według Pilcha. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 6.
 	M. WOJAK: Mosty i demony. „Wyspa” 2013 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Jerzego Pilcha nabożna jadowitość. (Nad dwoma dziennikami i jedną powieścią). „Twórczość” 2014 nr 4 [dot. też: Drugi dziennik].
 	T. FIAŁKOWSKI: Pilch: baśń sensacyjna o biesach codziennych. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 202.
 	S. MAŁOTA: Pilch Schulzem podszyty. O Pilchowej metafizyce słów kilka. „Fronda Lux” 2014 nr 72.
 	Rec. teatr. adapt.: I. ADAMCZEWSKA: Reżyseria w sensie ścisłym. „Wiele demonów” Grabowskiego. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 105 dod. „Łódź”.
 	Zob. też Wywiady.

Drugi dziennik

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Dziennik jednego roku. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 51/52.
 	O. KNAPEK: „Trzeba uważać, co się mówi”. „FA-art” 2013 nr 4.
 	J. DRZEWUCKI: Jerzego Pilcha nabożna jadowitość. (Nad dwoma dziennikami i jedną powieścią). „Twórczość” 2014 nr 4 [dot. też: Wiele demonów].
 	D. NOWACKI: Ciało słabe, ale czacha dymi! „Gaz. Wybor.” 2013 nr 293.
 	A. NĘCKA: „Pożegnalne uściski z życiem”. O zapiskach dziennikowych Jerzego Pilcha. W: Zamieranie fikcji. Katow. 2014 [dot. też: Drugi dziennik].
 	L. SZARUGA: Zaułek Leszka Szarugi: stan rzeczy. „Borussia” 2014 [nr] 54.
 	B. ROGATKO: „Zuza” albo w oczekiwaniu na dzieło. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 5 [dot. też: Zuza albo Czas oddalenia].

Zuza albo Czas oddalenia

 	L. BUGAJSKI: Siła ducha. „Twórczość” 2015 nr 7.
 	J. DRZEWUCKI: Długo trwa tylko młodość. „Wyspa” 2015 nr 2.
 	R. KOZIOŁEK: Pisarz i siostra miłosierdzia. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 23.
 	D. NOWACKI: Jest tylko Zuza. I właśnie jej nie ma. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 127.
 	B. ROGATKO: „Zuza” albo w oczekiwaniu na dzieło. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 5 [dot. też: Drugi dziennik].
 	K. SZKARADNIK: Rzecz o jego smutku i dziwce. „FA-art” 2015 nr 1/2.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Bez prądu. „Nowe Książ.” 2016 nr 2.

Zawsze nie ma nigdy

 	P. BRATKOWSKI: (Prawie) prywatny Pilch. „Newsweek Polska” 2016 nr 8.
 	J. CIEŚLAK: Pisarz mówi jak na spowiedzi. „Rzeczpospolita” 2016 nr 25.
 	D. NOWACKI: W wywiadach podkręcam. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 32.
 	Z. PIETRASIK: Pilch jako powieść. „Polityka” 2016 nr 42.
 	M. ROBERT: Pilch rozgadany. „Polityka” 2016 nr z 26 I.
 	B. ROGATKO: Zawsze może nadejść ratunek. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 3.
 	P. STACHNIK: Kraków Jerzego Pilcha: mecze, bankiety i zupy z proszku u noblistki. „Dz. Pol.” 2016 nr 135.
 	K. SZKARADNIK: „W wywiadach podkręcam”, czyli Pilch odzyskuje głos. „FA-art” 2016 nr 1/2.
 	K. VARGA: Samotność pisarza, czyli opowieści Pilcha. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 28 dod. „Duży Format”.
 	M. WAPIŃSKA: Bardzo źle znoszę świat. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 29.

Portret młodej wenecjanki

 	P. BRATKOWSKI: Wenecjanka za mgłą. „Newsweek Polska” 2017 nr 8.
 	J. CIEŚLAK: Trzeci nałóg pisarza. „Rzeczpospolita” 2017 nr 24.
 	J. DRZEWUCKI: Stoję obok siebie. „Zesz. Lit.” 2017 nr 2.
 	D. NOWACKI: Pilch, śmierć i dziewczyna. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 23.
 	M. ROBERT: Kunszt rozpadu. „Polityka” 2017 nr 4.
 	M. SOLCZAK: Wystarczy być? „Migotania” 2017 nr 1.
 	K. SZKARADNIK: Rozpad (według) Pilcha. „Twórczość” 2017 nr 7/8.
 	M. WAPIŃSKA: Pisarz jako nadczłowiek. „Dz. Gaz. Prawna” 2017 nr 19.

Inne ochoty

 	P. BRATKOWSKI: Portret artysty we wnętrzu. „Newsweek Polska” 2017 nr 35.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Pilch inny, Pilch ten sam. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 36.
 	K. VARGA: Prawdy Pilcha, czyli w obronie fikcji. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 232 dod. „Duży Format”.
</document>
<document nplp_id="3083" title="Janusz SZUBER" slug="janusz-szuber">ur. 1947

Pseud.: Sebastian Rylski.

Poeta, felietonista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 10 grudnia 1947Przez wiele lat rodzina podawała datę urodzenia o rok późniejszą (inf. Autora). w Sanoku; syn Zbigniewa Szubera , instruktora – pilota, i Ewy z Rogala-Lewickich. Pozostawał pod wpływem dziadka Stefana Lewickiego, filologa klasycznego, dyrektora liceum w Krynicy Zdroju, i wujostwa Krystyny z Lewickich i Stefana Jarosza, profesora Uniwersytetu Warszawskiego (UW), biogeografa i badacza Alaski, u których często bywał w Warszawie. Ojcu towarzyszył w wyprawach myśliwskich i wędkarskich, wspólnie z nim wędrował po Ziemi Sanockiej i Bieszczadach. W 1962 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym Męskim (od 1973 I Liceum Ogólnokształcące im. Komisji Edukacji Narodowej) w Sanoku. W tym okresie pisał już pierwsze wiersze i opowiadania. Po zdaniu matury podjął w 1967 studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1969 zachorował na ostrą formę zapalenia stawów, co spowodowało, że musiał przerwać studia i powrócić do Sanoka; postęp choroby w następnych latach doprowadził do stałego ograniczenia w poruszaniu się. Nadal pisał wiersze, których jednak nie publikował. Dopiero w 1994 zadebiutował na łamach „Tygodnika Sanockiego” zestawem wierszy pt. Apokryfy i epitafia sanockie (nr 51/52), za które otrzymał nagrodę w konkursie Ziemia rodzinna Grzegorza z Sanoka w literaturze, organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Grzegorza z Sanoka; z „Tygodnikiem Sanockim” współpracował w latach następnych, drukując tu wiersze, artykuły, recenzje i noty. W 1995 z inicjatywy kuzynki, Grażyny Jarosz, i jej nakładem wydał drukiem pierwsze tomy poetyckie. W latach następnych ułatwiał mu uczestnictwo w życiu literackim kolega ze studiów Antoni Libera, prozaik, tłumacz i reżyser teatralny. W 1996 wspólnie z Tomaszem Korzeniowskim założył stowarzyszenia Korporacja Literacka, którego celem było m.in. propagowanie czytelnictwa i rozwijanie lokalnych ośrodków literackich, i został jego prezesem. Stowarzyszenie wspólnie z Miejską Biblioteką Publiczną w Sanoku zainicjowało wiele wydarzeń kulturalnych, m.in. wydawało „Dodatek Kulturalny” do „Tygodnika Sanockiego” (do 2001; tu m.in. drukował także pod pseud. Sebastian Rylski) oraz utworzyło jako swoją sekcję Pancovianum, ośrodek zajmujący się twórczością Mariana Pankowskiego, a także wychodzące nieregularnie zeszyty „Acta Pancoviana” (1998-2005 nr 1-4); w obu pismach pełnił funkcje ich redaktora. W 1996 został członkiem SPP. W tymże roku nawiązał przyjaźń korespondencyjną ze Zbigniewem Herbertem wysoko ceniącym jego twórczość. Wiersze, felietony, recenzje zaczął publikować na łamach ogólnopolskich czasopism literacko-kulturalnych, m.in. „Kwartalnika Artystycznego” (1997 i od 2008), „Zeszytów Literackich” (1997 i od 2000 z przerwami) i „Więzi” (od 2002, z przerwami). Dwukrotnie otrzymał Nagrodę Literacką m. Sanoka (1995, 1998), w 1996 Nagrodę Literacką B. Sadowskiej oraz Nagrodę Poetycką im. K. Iłłakowiczówny, w 1997 nagrodę Wojewody Krośnieńskiego oraz Prezydenta m. Rzeszowa, w 1998 Nagrodę Fundacji Kultury, w 1999 Nagrodę Fundacji W. i N. Turzańskich w Toronto w dziedzinie kultury za rok 1998. Współorganizował sesje naukowe w Sanoku: Julian Stryjkowski z Galicją w tle – Lesko – Zamek – Synagoga (1997), 60-lecie debiutu Mariana Pankowskiego (1998), Jerzy Harasymowicz – poeta karpackiego pogranicza (2001), Pomiędzy dwoma światami. O Kalmanie Segalu (2008). W 1999 był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2000 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2000-01 był felietonistą dziennika „Rzeczpospolita”, na którego łamach publikował cykl pt. Czytane na prowincji. W 2003 przyznano mu tytuł Mistrza Mowy Polskiej. W semestrze wiosennym 2004 prowadził zajęcia pt. Sanocczyzna w literaturze XIX i XX wieku – rozmowy o regionalizmie ze studentami polonistyki Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. J. Grodka w Sanoku. W 2017 otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Królewskiego Wolnego Miasta Sanoka. Mieszka w Sanoku.
TWÓRCZOŚĆ

 	Apokryfy i epitafia sanockie. Sanok: [Druk. Piast Kołodziej]; Oslo: Nakł. G. Jarosz 1995, 54 s.
Zbiór powstał w 1969-1991.
 	Paradne ubranko i inne wiersze. Sanok: [Druk. Piast Kołodziej]; Oslo: Nakł. G. Jarosz [1995], 29 s.
 	Gorzkie prowincje. [Wiersze]. Sanok: [Druk. Piast Kołodziej]; Oslo: Nakł. G. Jarosz 1996, 59 s.
 	Pan dymiącego zwierciadła. [Wiersze]. Sanok: [Druk. Piast Kołodziej]; Oslo: Nakł. G. Jarosz 1996, 63 s.
 	Srebrnopióre ogrody. [Wiersze]. Sanok: [Druk. Piast Kołodziej]; Oslo: Nakł. G. Jarosz 1996, 67 s.
Zawiera także: M. Pankowski: List do poety.
 	Śniąc siebie w obcym domu. [Wiersze]. Słowo wstępne: A. Libera. Obrazy J. Ekierta. Sanok: Muzeum Hist. 1997, 50 s. Sł. i Obraz.
 	Biedronka na śniegu. Kr.: a5; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1999, 37 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 33.
 	O chłopcu mieszającym powidła. Wiersze wybrane. 1968-1997. Kr.: Znak 1999, 134 s. Poezja.
Zawiera wiersze z poz. 1-6. - Nagroda Fundacji Kultury w 1999.
 	[Siedem] 7 wierszy = 7 Gedichte. Przeł. S. Huber. Sanok: Miej. Bibl. Publiczna 1999, XXV, [III] s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
 	[Dziewiętnaście] 19 wierszy. Rys. B. Bandurka. Lesko: Handel-Usługi-Wydawn., Z. Nater 2000, 33 s.
 	Okrągłe oko pogody. [Wiersze]. Kr.: WL 2000, 59 s.
 	Z żółtego metalu. [Wiersze]. Kr.: Księg. Akademicka 2000, 48 s.
 	Las w lustrach = Forest in the mirrors. [Wiersze]. Obrazy: H. Waniek. Przeł. E. Hryniewicz-Yarbrought; przekł. wierszy „Dedykacja” i „Dzwony biły na jutrznię”: C. Cavanagh. Rzeszów: Yes 2001, 69 s. Przylaszczka.
Tekst w jęz. pol. i ang. – Do książki dołączono płytę CD.
 	Sanok i Ziemia Sanocka. [Album]. Tekst: J. Szuber, J. Ginalski. Zdjęcia: T. Budziński. Olszanica: Bosz przy współpracy Urzędu Miasta 2001, 46 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
 	Skansen w Sanoku. [Album]. Tekst: J. Szuber, J. Ginalski. Zdjęcia J. Czajkowski i in. Nowy Sącz: Wydawn. Fundacja 2001, [87] s.
 	Emeryk u wód. [Limeryki]. Sanok: [bw]. 2003. Wyd. 2. Oprac. graf. G. Wolański. Rzeszów: Fraza 2012, 44 s.
Zbiór ok. 80 limeryków funkcjonujących w obiegu towarzyskim, wydruk komputerowy (inf. Autora dot. wyd. 1).
 	Glina, ogień, popiół. [Wiersze]. Red.: A. Strzelecka. Sanok: Miej. Bibl. Publiczna w Sanoku im. Grzegorza z Sanoka 2003, 43 s. [Wyd. 2] Berlin; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. &amp;amp; Mordellus Press 2004. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie. T. 4.
Wyd. 1 na prawach rękopisu; wyd. 2 bibliofilskie w 45 egz. (inf. Autora).
 	Lekcja Tejrezjasza i inne wiersze. Kr.: WL 2003, 134 s.
Zawiera wiersze z poz. 7, 10-13, - oraz cykl: Wiersze nowe.
 	[Trzydzieści trzy ] 33 limeryki dla Bronia M. Sanok: [b.w.] 2003, 32 s.
Wyd. bibliofilskie w 9 egz. (inf. Autora), wydruk komputerowy.
 	Tam gdzie niedźwiedzie piwo warzą. [Wiersze]. Olszanica: Bosz 2004, 78 s.
 	Mojość. [Proza poetycko-wspomnieniowa]. Fot., akwarele: W. Szulc. Sanok: Ofic. Wydawn. Miej. Bibl. Publicznej na zlecenie Urzędu m. Sanoka 2005, 108 s.
 	Czerteż. [Wiersze]. Kr.: WL 2006, 78 s.
 	Bieszczady. [Album]. Zdjęcia: A. Bilińska, W. Biliński. Tekst: J. Szuber. [Przeł.] J. Taylor-Kucia, [przekł. wierszy:] E. Hryniewicz-Yarbrough. Olszanica: Bosz 2007, 191 s. Wyd. nast. w wersji skróconej tamże.: [wyd. 2] 2009, 63 s., [wyd. 3] także w wersji niem. [Przekł. ang.] R. Erickson. [Przekł. niem.:] N. Seling. 2015, 63 s.
Wyd. z 2007, 2009 tekst w jęz. pol. i ang.
 	Złowiony w sieć = Spimanij u sit’ [Wiersze]. Przeł. V. Mahno. Kiïv: Kritika 2007, 115 s.
Tekst w jęz. pol. i ukr.
 	Pianie kogutów. Wiersze wybrane. Kr.: Znak 2008, 144 s.
 	Wpis do ksiąg wieczystych. [Wiersze]. Kr.: WL 2009, 61 s.
 	Wyżej, niżej, już. Plus haut, plus bas, ça y est. Układ tomiku i tłum.: M. Nowoszewski. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki Marketingu 2010, 71 s.
Tekst w jęz. pol. i franc.
 	Powiedzieć. Cokolwiek. [Wiersze]. Kr.: WL 2011, 104 s.
 	Entelechia = Entelequia. [Wiersze]. Układ tomiku i tłum.: Z. Wojski. Rzeszów: [Stow. Lit.-Artyst. „Fraza”] 2012, 63 s. Bibl. „Frazy”.
Tekst w jęz. pol. i hiszp.
 	Janusz Szuber. Antologia. [Wybór wierzy:] J. Szuber. Wwa: Hachette 2013, 189 s. Poezja Polska – Hachette, 72.
 	Tym razem wyraźnie. [Wiersze]. Kr.: WL 2014, 49 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Poetycka im. K.I. Gałczyńskiego Orfeusz w 2015.
 	Esej o niewinności = Essay über die Unschuld. [Wybór i przekł.:] A.
Hanus, R. Büttner.[Wstęp:] A. Zagajewski. Wr.: Atut – Wroc. Wydawn. Ośw.; Dresden: Neisse Verlag 2015, 121 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
 	Rynek 14/1. [Wiersze]. Kr.: WL 2016, 32 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Wybory wierszy w przekł.: ang.: They carry a promise. Selected poems. [Przeł.:] E. Hryniewicz-Yarbrough. New York 2009. – serb.: O dečaku koji je mešao pekmez. Izbor iz poezije. [Przeł.] B. Rajčič. Vršac 2009.
Przekłady wierszy Janusza Szubera w antologiach zagranicznych: ang.: City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Przeł.:] M.J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, Indiana 2015 [teksty w jęz. pol. i ang.], – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i przedm.:] Â. Denel i M. Vožnâk. Plovdiv 2014, – niderl.: Na de dood stond ik midden in het Leuven. [Przeł.:] R. Smeets, M. Tengbergen, K. Van Heuckelom. Leuven 2008. – ros.: Inostrannaâ literatura. [Wybór:] K. Starosel’skaâ. [Moskva] 2006; Sdelano v Pol'še. Vek – XX. Antologiâ. [Wybór i przekł.:] A.Bazilevskij. Moskva 2009, – serb.: Mój poljski pesnički XX vek. [Przeł.:] B. Rajčic. Beograd 2012.

Prace redakcyjne

 	M. Pankowski: Moje słowo prowincjonalne. [Red. i wybór wierszy:] J. Szuber. Sanok: Muz. Hist. 1998, 51 s. Słowo i obraz.
 	„Szare eminencje zachwytu”. 80 rocznica urodzin Mirona Białoszewskiego (1922-1993). Red.: J. Szuber, J. Tulik. Sanok: Miej. Bibl. Publiczna w Sanoku; Krosno: Nonparel 2002, 34 s.
 	J. Harasymowicz: Bieszczady. [Wiersze]. Wybór: M. Harasymowicz, J. Szuber. Fot.: R. Nater, Z. Nater. Olszanica: Bosz 2003, 78 s.
 	B. Bandurka: Zieleń Veronese’a. [Wiersze]. Red.: M. Sienkiewicz-Woskowicz, J. Szuber. Sanok: Muz. Hist. 2005, 93 s.
 	A. Olechniewicz: Tratwa. [Wiersze]. Red.: J. Szuber, E. Kasprzak, W. Banach. Sanok: Muz. Hist. 2006, 221 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Gęsi dzikie i domowe. Lektury dzieciństwa. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 15.
 	Wywiady: Lesko, zamek Kmitów, północ. Rozm. H. Zaworska. „Literatura” 1997 nr 12; „Gorzkie prowincje”. Rozm. K. Latawiec. „Polonistyka” 1998 nr 5; Kapitan huzarów Zbigniewa Herberta. Rozm. M. Olszański. „Życie Warsz.” 1999 nr 15; Krzyk ma krótki żywot. Rozm. J. Mączka. „Rzeczpospolita” 1999 nr 20; Poeta zmotoryzowany. Rozm. P. Tomczyk. „Rzeczpospolita” 1999 nr 194; Przez te wszystkie lata minione – kim byłem? Rozm. A. Libera. „Nowe Książ.” 1999 nr 4; Krzyk; Wielkie zakochanie. Rozm. K. E. Zdanowicz. „Kur. Poranny” 2000 nr 245; Osiem i pół pytania do Janusza Szubera. Rozm. A. Strzelecka. „Nowa Okolica Poetów” 2002 nr 1; Róża tożsamości. Rozm. K. Lenkowska. „Zesz. Lit.” 2004 nr 3; Jest jak jest. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 15.
 	Chłonąć to co jest… Rozm. K. Lisowski. „Strony” 2009 nr 1 /2, przedr. pt. Z Januszem Szuberem rozmawia Krzysztof Lisowski. W tegoż: Motyl Wisławy i inne podróże. Szczec.-Bezrzecze 2014 ; „Dopiero dzięki pisaniu wierszy poczułem twardy grunt pod nogami”. Rozm. M. Sienkiewicz. „Kwart. Artyst.” 2012 nr 3; Trzy dni w Sanoku. Rozm. A. Sulikowski. „Wierchy” 2013; Kormorany same do mnie przyleciały. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 1 /2; Z perspektywy „Rynku 14/1”. O nowym tomie wierszy z Januszem Szuberem rozm. M. Sienkiewicz-Woskowicz. „Fraza” 2017 nr 1 /2.


 	LP XX w. (W. Ligęza).
 	A. BUŁDAK: Bibliografia twórczości Janusza Szubera. W: Poeta czułej pamięci. Studia i szkice o twórczości Janusza Szubera. Rzeszów 2008.

Ogólne

 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: „Mój wszechświat uczyniony”. O poezji Janusza Szubera. Kr.: Universitas 2004, 186 s.
 	J. KOWALEWSKI: Dramat istnienia. O poezji Janusza Szubera. Krosno: Nakł. E. i W. Kowalewskich. [2005], 131 s.
 	J. MĄCZKA: Powidła dla Tejrezjasza. O poezji Janusza Szubera. Kr.: Księg. Akademicka 2008, 273 s. [tu także bibliografia podmiotowa i przedmiotowa utworów J. Szubera].
 	Poeta czułej pamięci. Studia i szkice o twórczości Janusza Szubera. Pod red. J. Pasterskiej i M. Rabizo-Birek. Rzeszów: „Fraza” 2008, 387 s. [Zawartość: S. Uliasz: „Bard gór Słonnych”. Od biografii poetyckiej ku poszukiwaniu. – I. Formuły i syntezy: J. Łukasiewicz: Janusz Szuber – poeta towarzyski; J. Nowakowski: Eros w poezji Janusza Szubera; A. Sulikowski: Myślenie religijne w poezji Janusza Szubera; J. Wolski: „Niech w tym filozof grzebie”. O pewnym aspekcie liryki Janusza Szubera i całościowym dzieła tegoż widzeniu; Z. Andres: Poeta refleksyjny. O Januszu Szuberze; W. Kaliszewski: Strumienie i rozlewiska. – II. Nad książkami: J. Pasterski: Debiut zwielokrotniony, czyli pamięci „księga pierwsza”; J. Drzewucki: Twoja mojość, nicość i coś jeszcze; M. Sienkiewicz-Woskowicz: „Mojość” przeciw nicości; A. Libera: Od Czerteża do czerteża; T. Cieślak-Sokołowski: Bycie na sposób opowieści; K. Lenkowska: „Pianie kogutów”, czyli próba Erosa. – III. Osoby, tematy, formy: J. Pasterska: „Kim jestem?” . Autoportret poetycki Janusza Szubera; A. Fiut: „Tak, my wszyscy z Pana.” O dialogu Janusza Szubera z Czesławem Miłoszem; K. Latawiec: Poetyckie portretowanie przodków, kobiet i ekscentryków; A. Jakubowska-Ożóg: „problem posiadania kogoś, czyli samego siebie” – Janusz Szuber, wiersze o kobietach; W. Ligęza: Rzeczy i opowieści. O poezji Janusza Szubera; M. Rabizo-Birek: Zaczarowany przez Nikifora cudotwórcę. Motywy plastyczne poezji Janusza Szubera; J. Mączka: „Jak oko co się samo nie ujrzy”. O motywach snu i lustra w poezji Janusza Szubera; G. Wróbel: Janusz Szuber – poeta – fotograf; A. Jamrozek-Sowa: „Pajęczyny taft, popioły jedwabiów”. Ubiór i ciało w poezji Janusza Szubera; O. Weretiuk: „Wskrzeszam z martwych tamto”: ukraińskie Bieszczady Szubera; Z. Ożog: Elementy polifoniczności językowej w liryce Janusza Szubera; A. Paliwoda: O dedykacjach Janusza Szubera. Rekonesans; A. Niewolak-Krzywda; Album rodzinne. Uwagi o wierszu „Kolej transwersalna 1884”. – IV. Świadectwa: M. Pankowski: Gdyby nie Zygmunt; H. Waniek: Poeta w wehikule czasu; W. Machno: Janusz Szuber: poeta kresowy. – Dyskusja panelowa: Miejsce poezji Janusza Szubera we współczesnej literaturze (nie tylko polskiej); M. Rabizo-Birek: Obrazy dla Janusza Szubera; Bibliografia twórczości Janusza Szubera. (Oprac. A. Bułdak); Noty o autorach; Skorowidz utworów Janusza Szubera].
 	A. SULIKOWSKI: Epos sanocki Janusza Szubera. Szczec.: Volumina.pl D. Krzanowski 2010, 316 s.


 	D. MĘKARSKA: Prowincjusz i wiersze. „Nowiny” 1995 nr 99.
 	A. BURGHARDT: Bieszczadzkie wiersze z samotniczej szuflady Janusza Szubera. „Wierchy” 1996.
 	Z. CHOJNOWSKI: Pięcioksiąg nominalisty. „Nowe Książ.” 1996 nr 10.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: Barbarzyńcy, prowincje i stare koronki (O poezji Janusza Szubera). „Studium” 1997 nr 7/8.
 	S. SIWAK: Pan dymiącego zwierciadła. „Nowiny” 1998 nr 247.
 	A. FRĄTCZAK: Metafizyka konkretu. „Arcana” 1999 nr 6.
 	A. LIBERA: Duch Galicji wciąż żyje. „Rzeczpospolita” 1999 nr 25 [przemówienie na uroczystości wręczenia Nagrody Fundacji Kultury w Domu Literatury w Warszawie].
 	W. LIGĘZA: W czcigodnej sepii. „Tygiel Kult.” 1999 nr 1/3.
 	H. ZAWORSKA: Muszę, więc jestem. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 43.
 	J. BARAN: Zmartwychwstanie Janusza Szubera. „Dz. Pol.” 2000 nr 210.
 	J. ORSKA: Mistrz, czyli sztukmistrz. „Odra” 2000 nr 11.
 	CZ. M. SZCZEPANIAK: Biografia wierszem pisana. „Arkusz” 2000 nr 11.
 	A. ZAWADA: Wiersze na śmierć i życie. „Nowe Książ.” 2000 nr 10.
 	J. PASTERSKI: Pamięć, mój jedyny paszport. Poezja Janusza Szubera. „Fraza” 2001 nr 1/2.
 	K. POTACZAŁA: Pułkownik Herbert, porucznik Szubert. „Życie” 2001 nr 88.
 	J. SKOCZYŃSKI: Choroba i wiersze. (Szkic do portretu Janusza Szubera). „Rocz. Sanoc.” 2001 .
 	A. SZWAST: Poetyckie misterium pamięci. O twórczości Janusza Szubera. „Pracownia” 2001 nr 3.
 	B. ZAJDEL: Janusz Szuber – R. Schramm, czyli poetycki dialog ad 2000. „Rocz. Sanocki” 2001.
 	J. DRZEWUCKI: Korwety obłoków, dromadery Bieszczad. „Rzeczpospolita” 2002 nr 4.
 	A. SULIKOWSKI: Podróże z Januszem Szuberem. Powidoki Sanocczyzny. „Wierchy” 2002 .
 	P. ZAWADZKI: Janusz Szuber – poeta prowincjonalny. „Twórczość” 2002 nr 5/6.
 	R. CZOP: Obrazy przeszłości w wierszu Janusza Szubera „Które kiedyś były”. „Fraza” 2003 nr 3.
 	J. MĄCZKA: Pejzaż mityczny Janusza Szubera. „Zesz. Nauk. PWSZ [Państw. Wyższa Szkoła Zawodowa w Sanoku]” 2003 nr 1.
 	J. MĄCZKA: Prolegomena do poezji Janusza Szubera. „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3.
 	J. PASTERSKA, J. PASTERSKI: „Dzisiaj ja odbywam tamtą nieruchomą podróż…”. Poezja Janusza Szubera w kontekście edukacji regionalnej. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Dydaktyka” 2003 z. 2.
 	A. SULIKOWSKI: Janusz Szuber jako poeta pogranicza. W: Dialog kultur w nowej Europie. Szczec. 2003.
 	K. LATAWIEC: Poeta wobec uniwersum kultury. O poezji Janusza Szubera. „Ann. Academiae Pedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2004 nr 4.
 	J. MĄCZKA: Miłość i śmierć w poezji J. Sz. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Hist. Lit.” 2004 z. 2.
 	J. MĄCZKA: Pytanie o tożsamość w poezji Janusza Szubera. „Fraza” 2004 nr 3/4.
 	A. SULIKOWSKI: Niepewność drugiego brzegu. „Świat i Sł.” 2004 nr 1 [dot. wiersza: Xawery].
 	A. SULIKOWSKI: Twórczość poetycka Janusza Szubera. „Pam. Lit.” 2004 z. 2 [tu także bibliografia prac Janusza Szubera].
 	E. ZYMAN: „A zatem świat zewnętrzny”. „Fraza” 2004 nr 3/4.
 	P. MACKIEWICZ: Bo jest się jeszcze czemu dziwić. O poezji Janusza Szubera. „Odra” 2005 nr 12.
 	J. MĄCZKA: Filozofia języka w poezji Janusza Szubera. „Zesz. Nauk. PWSZ [Państ. Wyższa Szkoła Zawodowa w Sanoku]” 2005 nr 2.
 	J. DRZEWUCKI: Moja mojość, nicość i coś jeszcze. „Twórczość” 2006 nr 8.
 	T. KALIŚCIAK: Fotografia i spotkanie z nieobecnym w poezji Janusza Szubera. W: Intymność wyrażona. Katow. 2006.
 	J. MĄCZKA: „Devorans et devorata” O naturze w poezji Janusza Szubera. „Zesz. Nauk. PWSZ [Państ. Wyższa Szkoła Zawodowa w Sanoku]”. 2006 nr 3.
 	K. PIETRYCH: Trawestacje „tańca śmierci” i „rymowanek umieranek” we współczesnej poezji – Różewicz, Szuber, Miłosz. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007.
 	C. ZALEWSKI: Jedyna chwila: fotografowanie w poezji polskiej dwudziestego wieku. „Teksty Drugie” 2007 nr 3.
 	Z. ANDRES: Bieszczadzkie inspiracje Janusza Szubera. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008.
 	K. PAWLUŚ: Żywych i umarłych obcowanie… postacie z kart rodzinnej historii w poezji Janusza Szubera i Adriany Szymańskiej. „Tekstualia” 2008 nr 2.
 	K. PIETRYCH: Przestrzeń choroby we współczesnej poezji polskiej. (Wat, Szuber, Białoszewski). „Rocz. Świętokrzyski” Ser. A. Nauki Hum. 2008 t. 30.
 	G. WRÓBEL: Relikty przeszłości w poezji Janusza Szubera. „Fraza” 2008 nr 1/2 .
 	K. PIETRYCH: „Każda odrobina ma wymiar ostateczny.” Janusz Szuber i poetyka epifanii. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	K. PIETRYCH: Spotkanie piąte; „[…] nie lubię pisać ani mówić o sobie”; „Spętany na rzecz wolności świadczyłem”. W tejże: Co poezji po bólu. Łódź 2009.
 	M. DĄBROWSKA: Obietnice w kłębach dymu. O poezji Janusza Szubera i młodych Amerykanach. „Tygiel Kult.” 2010 nr 1/3.
 	M. SIENKIEWICZ-WOSKOWICZ: Intuicje i metody. Poetyka snu w poezji Janusza Szubera. „Fraza” 2010 nr 3/4.
 	J. ZALEWSKI: Laboratorium słowa. „Nowy Dz.” dod. „Prz. Pol.”, Nowy Jork 2010 z 16 lipca.
 	J. WOLSKI: Poeci obcy czy osobni? ([K.] Hoffman, [J.] Kurylak, [J.] Szuber, [K.] Brakoniecki). W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	M. OKUPNIK: „Poszóstnie przez Bieszczad”. Janusza Szubera poetyckie utraty i nostalgie. „Porównania” 2012, t. 11.
 	D. HEJDA: Ludzie i miejsca w twórczości Janusza Szubera; A. JAKUBOWSKA-OŻÓG: Janusz Szuber: poeta Podkarpacia. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Ser. Filolog. Dydaktyka” 2014 z. 9.
 	J. ILIG: „Kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi”. „Znak” 2014 nr 1.
 	J. DRZEWUCKI: Każdego dnia, Janusz Szuber. W tegoż: Charakter pisma.Kr. 2015.
 	A. Hanus: Sprachliche Bilder vom multikulturellen Galizien in Texten von Janusz Szuber. W: Sprachliche Wechselbeziehungen in der Habsburgermonarchie. Wien 2015.

Apokryfy i epitafia sanockie

 	L. SZARUGA: Mogło was nie być. „Kultura” , Paryż 1996 nr 4 [dot. też: Paradne ubranko i inne wiersze].

Paradne ubranko i inne wiersze

 	L. SZARUGA: Mogło was nie być, „Kultura” , Paryż 1996 nr 4 [dot. też: Apokryfy i epitafia sanockie].

Biedronka na śniegu

 	G. KOCIUBA: Rytuały pamięci. „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 4 [dot. też: O chłopcu mieszającym powidła].
 	J. ŁUKASIEWICZ: Splatając się w strumienie. „Nowe Książ.” 1999 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Tożsamość poety. „Prz. Powsz.” 1999 nr 9 [dot. też: O chłopcu mieszającym powidła].
 	E. GIDLECKA: Pejzaże pamięci. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 1.
 	A. SULIKOWSKI: Czy przeżyje Biedronka na śniegu? „Pogranicza” 2001 nr 5.

O chłopcu mieszającym powidła

 	P. CIELESZ: „Nagły błysk… ” „Topos” 1999 nr 4.
 	W. KALISZEWSKI: Poezja, która jest wszystkim. „Więź” 1999 nr 4.
 	I. KANTOROWSKI: Nie wszystko odejdzie. „Literatura” 1999 nr 10, toż „Twórczość” 1999 nr 10.
 	R. KOBIERSKI: Esej o czasie minionym. „Studium” 1999 nr 3/4.
 	G. KOCIUBA: Rytuały pamięci. „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 4 [dot. też: Biedronka na śniegu].
 	W. KUCZOK: Kość ogonowa Zbigniewa Herberta. „Opcje” 1999 nr 2.
 	W. LIGĘZA: Wyrwane z nicości. „Nowe Książ.” 1999 nr 4.
 	B. MAJ: Rzeczywistość poezji – poezja rzeczywistości. O wierszach Janusza Szubera. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 7.
 	K. MASŁOŃ: Żłobienie pamięci. „Mag. Lit.” 1999 nr 3.
 	S. SŁOWIK: Chłopiec mieszający powidła. „Fraza” 1999 nr 2/3.
 	A. SZYMAŃSKA: Tożsamość poety. „Prz. Powsz.” 1999 nr 9 [dot. też: Biedronka na śniegu].
 	Cz.M. SZCZEPANIAK: Biografia wierszem pisana. „Arkusz” 2000 nr 11.

19 wierszy

 	J. ŁUKASIEWICZ: Łąki wysokie i niskie. „Arkusz” 2000 nr 3 [dot. też: Z żółtego metalu].
 	P. MAJERSKI: W tonacji srebrnej i czarnej. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 4 [dot. też: Z żółtego metalu].
 	J. DRZEWUCKI: Ja, gwóźdź wbity w ścianę. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2 [dot. też: Z żółtego metalu].
 	A. SZYMAŃSKA: Książki. Laureaci. „Prz. Powsz.” 2001 nr 3 [m.in. dot. Janusza Szubera].

Okrągłe oko pogody

 	J. ORSKA: Mistrz czyli sztukmistrz. „Odra” 2000 nr 11 [dot. też: Z żółtego metalu].
 	E. PIECHOCKA: Mosiężna klamka u drzwi. „Kwart. Artyst.” 2001 nr 1.
 	Z. CHOJNOWSKI: Poetycki spór o uniwersalia i samego siebie. „Topos” 2002 nr 1-2.

Z żółtego metalu

 	J. ŁUKASIEWICZ: Łąki wysokie i niskie. „Arkusz” 2000 nr 3 [dot. też 19 wierszy].
 	P. MAJERSKI: W tonacji srebrnej i czarnej. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 4 [dot. też: 19 wierszy].
 	J. ORSKA: Mistrz czyli sztukmistrz. „Odra” 2000 nr 11 [dot. też: Okrągłe oko pogody].
 	J. DRZEWUCKI: Ja, gwóźdź wbity w ścianę. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2 [dot. też: 19 wierszy].
 	R. KOŁODZIEJ: Między już a jeszcze: tożsamość. „Twórczość” 2002 nr 7/8.

Las w lustrach = Forest in the mirrors

 	K. KARWAT: Jak być w „jestem”. „Śląsk” 2002 nr 9.
 	W. LIGĘZA: Głosy, przedmioty, sny. „Nowe Książ.” 2002 nr 3 [dot. m.in. Janusza Szubera].
 	J. PASTERSKI: Chwile i minerały. „Twórczość” 2002 nr 7/8 .
 	P. TAŃSKI: W lustrach lasu. „Fraza” 2002 nr 4, przedr. pt. Lasy Janusza Szubera w tegoż: Sandały Hermesa. Tor. 2008.
 	J. TULIK: Kryształowe lustra. „Nowa Okolica Poetów” 2002 nr 1.
 	D. JARZĄBEK: Poeta w lustrzanym lesie. „Topos” 2003 nr 1/3.
 	A. LAM: „Zdumienie, że na to patrzę”. W tegoż: Poznać to, co mówimy. Wwa 2009.

Glina, ogień, popiół

 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Słowo – widmo… Nazywające. „Tygiel Kult.” 2003 nr 10/12 .
 	J. DRZEWUCKI: Teraz i na niewyobrażalne wieki wieków. „Rzeczpospolita” 2004 nr 32.
 	W. KALISZEWSKI: Słowa w glinianym naczyniu. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	J. MĄCZKA: Zapiski z lektury: „Glina, ogień, popiół”. „Fraza” 2003/2004 nr [4/1].
 	P. MICHAŁOWSKI: Krótko prawdomównym wersem. „Kwart. Artyst.” 2004 nr 2 [dot. też: Tam gdzie niedźwiedzie warzą piwo].
 	J. TULIK: Feniks poza bestiarium. „Topos” 2004 nr 6.
 	P. MACKIEWICZ: Pewna plenna intymna słabość. „Nowe Książ.” 2013 nr 4, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.

Lekcja Tejrezjasza i inne wiersze

 	J. DRZEWUCKI: „Kto nakarmi moje głody”. „Rzeczpospolita” 2003 nr 4.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Czy poeta może odejść? „Tyg. Powsz.” 2003 nr 33.
 	J. GIZELLA: Tejrezjasz z Sanoka. „Topos” 2003 nr 4/5.
 	M. KISIEL: Rekolekcje Sz. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8 .
 	M. SIENKIEWICZ-WOSKOWICZ: Osądzeni-pogodzeni. „Nowa Okolica Poetów” 2003 nr 2/3.
 	R. RUTKOWSKI: Poezja jako dialog. „Fraza” 2003/2004 nr 4/1.
 	P. MACKIEWICZ: Bo jest się czemu dziwić. O poezji Janusza Szubera. „Odra” 2005 nr 12.

Tam, gdzie niedźwiedzie warzą piwo

 	P. MICHAŁOWSKI: Krótko prawdomównym wersem. „Kwart. Artyst.” 2004 nr 3 [dot też: Glina, ogień, popiół].
 	P. SZEWC: W bieszczadzkiej prowincji. „Nowe Książ.” 2004 nr 5.

Mojość

 	W. BAŁDA: Sanok, czyli świat. Nowa książka Janusza Szubera. „Dz. Pol.” 2005 nr 165.
 	A. MORAWIEC: Miejsce. „Nowe Książ.” 2005 nr 10.
 	J. PASTERSKI: Sanocka „mojość” Sz. i Szulca. „Fraza” 2005 nr 3.
 	T. MAJDOSZ: Sanocka opowieść na dwa głosy. „Akcent” 2006 nr 4.
 	A. LAM: Sanockie chwile. W tegoż: Poznać to, co mówimy. Wwa 2009.

Czerteż

 	J. DRZEWUCKI: Świat sobie i my sobie jakby nigdy nic. „Rzeczpospolita” 2006 nr 258.
 	K. LENKOWSKA: Póki czerteże jeszcze w żarze. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 3 /4.
 	A. LIBERA: Poruszająca poezja Sz. „Dz. Pol. Europa i Świat” 2006 nr 191.
 	S. BURYŁA: Wiersze osobiste i metafizyczne. „Nowe Książ.” 2007 nr 1.
 	M. DZIEŃ: Opowieść o własnej formie bycia. O nowych wierszach Janusza Szubera. „Kwart. Artyst.” 2007 nr 1.
 	K. MALISZEWSKI: Metafizyka rodzinnego albumu. „Odra” 2007 nr 17.
 	A. MAZUREK: Pióro z ognia. „Lit. i Szt.” 2007 nr 3.
 	J. PASTERSKI: 2006. Czerteż. „Fraza” 2006/2007 nr 4/1.
 	A. PIWKOWSKA: Póki czerteże jeszcze w żarze… „Więź” 2008 nr 1.

Pianie kogutów

 	A. FRANASZEK: Supły pamięci. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 77.
 	A. GOWORSKI: Zdobędziesz wiedzę utkaną z wiatru. „Akcent” 2008 nr 3.
 	P. HUELLE: Schodząc w dolinę. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 17.
 	G. KOCIUBA: Zachwyt i żal. „Nowa Okolica Poetów” 2008 nr 4.
 	T. MAJDOSZ: Pamiętnik utkany wierszem. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Poezja arcydzielności. „Nowe Książ.” 2008 nr 7.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XXXIX). „Zesz. Lit.” 2008 nr 102 [m. in. dot. J. Szubera].
 	K. SZEWCZYK: Zachwyt i żal. [on line] [dostęp 10 kwietnia 2011] Dostępny w Internecie: www.wiadomosci24.pl/artykul/zachwyt_i_zal_pianie_kogutow_janusza_szuber

Wpis do ksiąg wieczystych

 	P. MACKIEWICZ: Pedantyczny kancelista pamięci. „Nowe Książ.” 2009 nr 5.
 	J. MĄCZKA: Wspomnienia to drugi czas teraźniejszy. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 12.
 	A. MORAWIEC: „… bo wspomnienie to drugi czas teraźniejszy”. „Kwart. Artyst.” 2009 nr 1.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XLII) „Zesz. Lit.” 2009 nr 105.
 	J. WOLSKI: Wieczyste opalizacje Szubera. „Fraza” 2009 nr 3/4.

Powiedzieć. Cokolwiek

 	P. MACKIEWICZ: Pierwszy raz w Bieszczadach. „Kwart. Artyst.” 2011 nr 2, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
 	J. MĄCZKA: Poezja z dykcją. „Więź” 2011 nr 10.
 	A. MORAWIEC: W formie. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	M. OLSZEWSKI: Dożywotni kibic istnienia ? „Dekada Lit.” 2011 nr 3.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (LI). „Zesz. Lit.” 2011 nr 2.
 	J.WOLSKI: „Cokolwiek powiem żadne z tego świadectwo, bo przecież z głowy. „Fraza” 2012 nr 1 /2.
 	E. OGŁOZA: „Powiedzieć. Cokolwiek” Janusza Szubera. Próba lektury i projekt dydaktyczny. „Z Teorii i Praktyki Dydak. Jęz. Pol.” 2013 t. 22.

Tym razem wyraźnie

 	B. KIERC: Elizjum. „Kwart. Artyst.” 2014 [nr] 3.
 	A. REIMANN: Wyraźnie niewyraźnie. „Nowe Książ.” 2014 nr 9.
 	A. LIBERA: Janusz Szuber, „Tym razem wyraźnie”. Laudacja wygłoszona w dniu 4 lipca w Praniu na gali przyznania Nagrody im. K. I. Gałczyńskiego ORFEUSZ za najlepszy tom poetycki 2014 roku. „Topos” 2015 nr 9.
 	J. DRZEWUCKI: Niczyje nic. „Twórczość” 2015 nr 9.
 	J.WOLSKI: Wyraźnie niewyraźne rozbłyski czasu. „Fraza” 2015 nr 1/2.

Esej o niewinności = Essay über die Unschuld

 	K. LENKOWSKA: Mineralni w (bez)wonnej sepii bytujący. „Twórczość” 2015 nr 9.
 	Z. ŚWIATŁOWSKI: Dwujęzyczna nostalgia; J. WOLSKI: Szuber po niemiecku, czyli galicyjski łańcuch konieczności przyczyn i skutków. „Fraza” 2015 nr 3.

Rynek 14/1

 	T. MIZERKIEWICZ: Ekonomie Szubera. „Kujawy i Pomorze” 2016 [nr] 4.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Powszednie, niepowszednie. „Odra” 2017 nr 2 [m.in. dot. J. Szubera].
 	A. MORAWIEC: Oswajanie. „Nowe Książ.” 2017 nr 3.
 	R. SABO: Sprawozdanie z lektury Janusza Szubera. „Fraza” 2017 nr 1 /2.
 	J. WOLSKI: Poeta fizycznie metafizyczny. „Akcent” 2017 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3085" title="Dorota TERAKOWSKA" slug="dorota-terakowska">1938-2004

Imiona metrykalne: Barbara Rozalia.

Pseud.: (dor); Lambda; (ter.); (ter).

Prozaiczka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, felietonistka, publicystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 30 sierpnia 1938 w Krakowie; córka Mariana Terakowskiego, właściciela wytwórni wyrobów ze srebra i kości słoniowej, a po wojnie cukierni, od 1950 zaopatrzeniowca, i Anny Chodackiej. Uczęszczała m.in. do Państwowej Podstawowej Szkoły Muzycznej w Krakowie, następnie do Państwowego Liceum Muzycznego (3 klasy) i Liceum im. J. Joteyko, usunięta dyscyplinarnie kontynuowała naukę w Liceum dla Pracujących. Równocześnie pracowała w Zarządzie Zieleni Miejskiej, w administracji Cmentarza Rakowickiego, potem w Zakładzie Kruszyw Mineralnych. Brała aktywny udział w życiu kulturalnym ówczesnego Krakowa. W maju 1956 weszła w skład Komitetu Organizacyjnego Klubu Młodzieży Twórczej kabaretu „Piwnica pod Baranami”. Pracowała w nim jako barmanka, a także przez rok występowała (wykonywała dwie piosenki). W 1958 zdała maturę. Zarabiała na życie przepisywaniem tekstów na maszynie. Od 1960 studiowała socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Brała też udział (jako girlsa)w kabarecie Wiesława Dymnego „Remiza”, działającym przez pół roku na przełomie 1961/62 w klubie ZSP „Pod Jaszczurami”. W 1962 pracowała jako sekretarka w Radzie Uczelnianej ZSP Wyższej Szkoły Pedagogicznej (WSP). Rozpoczęła twórczość literacką, debiutując w 1962 utworem pt. Opowiadanie pod tytułem: Opowiadanie, ogłoszonym na łamach „Przekroju” (nr 902). Została członkiem Koła Młodych przy Oddziale Krakowskim ZLP. Po uzyskaniu magisterium na WSP pracowała w 1965-68 w Naukowej Pracowni Socjologii Kultury przy Pałacu pod Baranami w Krakowie. W 1969 podjęła pracę dziennikarską w dzienniku „Gazeta Krakowska” (tu m.in. artykuły podp.: (ter), (ter.)), przemianowanym następnie na „Gazetę Południową” (1975-79; tu m.in. noty i recenzje podp.: (dor), (ter)); w 1980-81 ponownie wydawana pt. „Gazeta Krakowska” (pod redakcją M. Szumowskiego, rozwiązana po wprowadzeniu stanu wojennego). W 1969-81 należała do PZPR (wchodziła w skład Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej), a w 1971-81 do SDP (w 1982-89 SD PRL). W kwietniu 1975 była współzałożycielką, a następnie członkiem Klubu Twórców i Działaczy Kultury „Kuźnica”. Kontynuowała pracę dziennikarską, drukując artykuły, recenzje, noty, reportaże i wywiady w „Przekroju” (1976-82; jako reporterka pisma w 1976 wyjeżdżała do Uzbekistanu), w kwartalniku „Zdanie” (1979-80) oraz w kwartalniku Ośrodka Badań Prasoznawczych „Zeszyty Prasoznawcze” (1982-88; w 1987-88 kierowała działem recenzji). W tym czasie była wielokrotną laureatką konkursów na reportaże, m.in. w 1978 uzyskała nagrody w konkursie im. A. Polewki, w 1977 w konkursie „Polaków dzień powszedni”, wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie im. R. Urbana w 1980, nagrodę w Turnieju Reporterów w 1980. Około 1979 rozpoczęła pisanie książek dla dzieci i młodzieży, które wydawano w latach późniejszych, uprzednio nie uzyskały zgody cenzury na publikację. W czasie stanu wojennego zarabiała na życie robieniem swetrów na drutach. W 1987 otrzymała nagrodę w konkursie literackim im. Cz. Janczarskiego, zorganizowanym przez pismo dla dzieci „Miś” (w dziale utworów fantastycznych). W 1989 została członkiem SPP. W 1990 była współzałożycielką, a potem została współpracowniczką dziennika „Czas Krakowski”. W 1990 ponownie podjęła pracę w reaktywowanej „Gazecie Krakowskiej” (do 1998); redagowała najpierw tygodniowy dodatek, a później samodzielny dwutygodnik pt. „Dekada Literacka” (1990-91). Zajmowała się także redakcją czasopism komiksowych: w 1990-98 „The Amazing Spider-Man” („Spidermen”, „Człowiek pająk”), w 1990-97 „The Punisher” („Pogromca”). Kontynuowała działalność literacką, zamieszczając recenzje, artykuły, reportaże i felietony ponownie w „Przekroju” (od 1989; tu w 1991-96 cykl felietonów pt. „Między PRL-em a Rzeczpospolitą”, w 1998-2000 felietony z cyklu „Muzeum Rzeczy Nieistniejących”); pełniła też funkcję wiceprezesa Spółdzielni Dziennikarzy „Przekrój” (1995-99). Drukowała także w „Polityce” (1992) „Guliwerze” (1995-98), „Nowych Książkach” (1996-97, 2001) i polskiej edycji miesięcznika „Elle” (2003-04). Za całokształt twórczości i działalności artystycznej była nominowana do nagrody Paszport „Polityki” w 1998, a w 2002 za twórczość dla dzieci i młodzieży do I nagrody prezydenta A. Kwaśniewskiego. W 1998 otrzymała Nagrodę Literacką polskiej sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY). W ostatnim okresie życia publikowała na forum grupy dyskusyjnej news:pl.rec.fantastyka.sf-f, posługując się adresem terdor@callisto.krakow.pl.

W 1963 wyszła za mąż za Andrzeja Nowaka, muzyka jazzowego (rozwiedzeni ok. 1966). Około 1968 związała się z Maciejem Szumowskim, dziennikarzem, reżyserem filmów dokumentalnych, później także producentem filmowym; w 2002 zawarli związek małżeński.

Miała dwie córki: Katarzynę Nowak, dziennikarkę (ur. 1964) i Małgorzatę Szumowską, reżyserkę filmową (ur. 1973). Zmarła 4 stycznia 2004 w Krakowie; pochowana na Cmentarzu Rakowickim, gdzie spoczął niecały miesiąc później jej mąż Maciej Szumowski (zm. 1 lutego 2004).
TWÓRCZOŚĆ

 	Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie. [Powieść dla młodzieży]. Powst. 1979. Wyd. Kr.: KAW 1987, 80 s. Wyd. nast. łącznie z opowiadaniem Dzień i noc czarownicy: Kr.: WL 2003, 58+43 s., tamże 2004.
Inf. o dacie powst.: K.T. Nowak: Moja mama czarownica. Kr. 2005 s. 218.
 	Guma do żucia. [Powieść]. Powst. 1982. Wyd. Wwa: NOWA * 1986, 61 s.
Data powst. wg inf. D. Terakowskiej w wywiadzie: Kto naprawdę mnie zna. Rozm. J. Papuzińska. „Guliwer” 1993 nr 3.
 	Władca Lewawu. [Powieść dla dzieci]. Powst. 1982. Wyd. Kr.: Cracovia 1989, 110 s. Wyd. nast.: Wr.: Siedmioróg 1996. Czerwona Bibl.: moją pasją jest przygoda; Kr.: WL 1998, tamże: 2002, 2011, 2016 [wyd. też jako e-book].
Inf. o dacie powst.: K.T. Nowak: Moja mama czarownica. Kr. 2005 s. 209.
 	Próba generalna. [Reportaże]. Kr., Wr.: WL 1983, 349 s. Reportaż, Publicystyka.
Druk. wcześniej na łamach „Gazety Krak.”
 	Cyrk Bumstarara. [Utwór dramatyczny; współaut.:] W. Lech, G. Miklaszewski, W. Jarema. Praprem.: teatr.: Adapt. i reż.: F. Leniewicz. Kr., T. Lalki i Maski „Groteska” 1985; tv: Reż.: F. Leniewicz. TVP 1987.
 	Lustro Pana Grymsa. [Powieść dla dzieci]. Powst. ok.1985. Wwa: NK 1995, 158 s. Wyd. nast.: Wwa: WL 1998, 143 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 2002, [wyd. 3] 2016 [wyd. też jako e-book].
Nagroda Główna dziecięcego jury „Mały Dong” w konkursie organizowanym przez Fundację „Świat Dziecka” na Dziecięcy Bestseller r. 1995.
 	Córka czarownic. [Powieść dla młodzieży]. Powst. 1985-1988. Wyd. Chotomów: Verba 1991, 346 s. Fantasy. Wyd. nast.: wyd. 2 skrócone Wr.: Siedmioróg 1997, 189 s. Czerwona Bibl.: moją pasją jest przygoda; [wyd. 3 ] Kr.: WL 1998, 288 s., [wyd. 4] tamże 2002, [wyd. 5] tamże 2014.
Nagroda Lit. Książka Roku 1992 pol. sekcji Międzynarodowego Kuratorium Książki Dziecięcej (później Stow. Przyjaciół Książki dla Młodych, IBBY), książka wpisana przez tę organizację na światową Honorową Listę im. H.Ch. Andersena w 1994, weszła do kanonu Książek dla Dzieci i Młodzież na XXI w. w 2003.
Przekł.: czes.: Dcera čarodějek. [Przeł.] P. Weigel. Praha 2002, – litew.: Raganų duktė. [Przeł.] I. Aleksaitė. Vilnius 2006, – niem.: Heksenes datter. [Przeł.:] J. Brodal, A.Walseng. Bergen 2003, – serb.: Ćerka čarobnica. [Przeł.] A. Jočić. Beograd 2012, 2015, – słowac.: Dcéra čarodejnic. [Przeł.] H. Holinová. Bratislava 2006, – włos.: Le cronache del grande regno. [Przeł.] R. Belletti. Milano 2006.
 	Czekanie na cud. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Ostrokólska. Kr., T. „Bagatela” im. T. Boya-Żeleńskiego, Scena Propozycji 1996.
 	Samotność Bogów. Baśń nie nowa i nie stara. Kr.: WL 1998, 207 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2000, [wyd. 3] 2014.
Nagroda „Książka Wiosny 1998”, przyznana przez „Megaron” i Bibl. Raczyńskich w Pozn., Nagroda Lit. przyznana przez pol. sekcję Stow. Przyjaciół Książek dla Młodych (IBBY) w 1998.
 	Tam, gdzie spadają anioły. [Powieść dla młodzieży]. Kr.: WL 1999, 254 s. Wyd. nast. tamże: 2002, 2010, 2014.
Nagroda Lit. Książka roku 1999 przyznana przez pol. sekcję Stow. Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY), Laur „Pawiego Pióra” w 2003.
Przekł.: czes.: Tam, kde padají andělě. [Przeł.] P. Weigel. Praha 2013, – litew.: Ten, kur krenta angelai. [Przeł.] I. Aleksaitė. Vilnius 2007, – serb.: Tamo gde anđeli padaju. [Przeł.] A. Jočić. Beograd 2014.
Adapt. teatr.: Scenariusz i reż.: P. Kamza. Wyst. Czeski Cieszyn, Scena Pol. 2000.
 	W krainie kota. [Powieść]. Kr.: WL 1999, 216 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 2002, [wyd. 3] 2016 [wyd. też jako e-book].
 	Poczwarka. [Powieść]. Kr.: WL 2001, 321 s. Wyd. nast. tamże: 2002, 2014.
Przekł.: litew.: Lėliukė. [Przeł.] V. Denys. Vilnius 2006, – niem.: Im Kokon. [Przeł.] A. Müller. Berlin 2009, – ukr.: Miška. [Przeł.] D. Matiâš. Kiïv 2013, – wietn.: Quà cůa chứa. [Przeł.] Lê Bá Thụ’. Hà Nội 2009.
 	Być rodziną, czyli Jak budować dobre życie swoje i swoich dzieci. [Cz.] 1: [[#Być rodziną, czyli Jak zmieniamy się przez całe życie. [Cz.] 2.|Być rodziną, czyli Jak zmieniamy się przez całe życie. [Cz.] 2.]] [Współaut.:] J. Bomba. Kr.: WL 2003, 2004, 413 + 200 s.
Rozmowy z psychiatrą prof. J. Bombą.
 	Ono. [Powieść]. Kr.: WL 2003, 470 s. Wyd. nast. tamże 2014.
Wg inf. na książce powieść powstała na podstawie pomysłu córki autorki M. Szumowskiej. – Nagroda księgarzy „Witryna 2003”.
Przekł.: litew.: Belytis. [Przeł.] I. Aleksaitė. Vilnius 2007, – wietn.: Hoango thai. Hà Nội 2006.
Adapt. film.: Ono. Scenariusz i reż.: M. Szumowska. Ekran. (Polska/Niemcy) 2004.
 	Dobry adres to człowiek. [Felietony]. Kr.: WL 2004, 63 s.
Druk. na łamach „Elle” w 2003-2004.
 	Muzeum Rzeczy Nieistniejących. [Felietony]. Wybór i układ: A. Rudnicka. Kr.: WL 2006, 111 s. Wyd. 2 tamże 2014.
Druk. na łamach „Przekroju” w 1998 -2000.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Kto naprawdę mnie zna. Rozm. J. Papuzińska. „Guliwer” 1993 nr 3; Wszystko odwrócić. Rozm. Z. Beszczyńska. „Nowe Książ.” 2000 nr 3; „Poczwarka”. Rozm. B. Stanowska-Cichoń. „Niedziela” 2001 nr 14; Robię, co lubię. Rozm. M. de Hernandez-Paluch. „Gaz. Krak.” 2002 nr 63; Czas mi sprzyja. Rozm. A. Pethe. „Guliwer” 2003 nr 3; Daję innym trzaśnięte rady. Rozm. B. Nowicka. „Elle” 2003 nr 4; Daję prawo wyboru. Rozm. M. Janusz. „Rzeczpospolita” 2004 nr 8.


 	LP XX w. (G. Skotnicka).
 	W. Tyrański: Dorota Terakowska. W tegoż: Kto jest kim w Krakowie. Kr. 2000 s. 353-354.
 	Strony internetowe: http://www.terakowska.art.pl/ ; http://terakowska.wydawnictwoliterackie.pl/ [dostęp 17 grudnia 2015].

Ogólne

 	K.T. NOWAK: Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej. Kr.: WL 2005, 334 s. Wyd. nast. tamże 2011 [zawiera m.in. wypowiedzi D. Terakowskiej oraz wspomnienia osób z nią związanych], przekł. litew.: Mano mama – ragana. [Przeł.] I. Aleksaitė. Vilnius 2008.
 	M. BOLIŃSKA: Zdarzenia niepunktualne. Biograficzny i antropologiczno-kulturowy kontekst opowieści o biegu ludzkiego życia w prozie Doroty Terakowskiej. Kielce: Inst. Filol. Pol. UJK 2013, 386 s.
 	A. WOLANIN: Twórczość Doroty Terakowskiej. Spotkanie z Nieznanym. Wwa: Wydawn. Stow. Bibliotekarzy Pol. 2015, 221 s. Lit. dla Dzieci i Młodzieży. Studia; 4.


 	[Trzynaście]13 miesięcy i 13 dni „Gazety Krakowskiej”. London 1985, wyd. nast.: [Wwa*] 1986 [dot. m.in. D. Terakowskiej].
 	A. BALUCH: Niby senne obrazy. O książkach Doroty Terakowskiej. „Dekada Lit.” 1998 nr 8/9.
 	G. LESZCZYŃSKI: Ścieżkami myśli. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 216 dod. „Książki” nr 9.
 	Dorota Terakowska. [Wstęp:] A. Baluch, G. Leszczyński. [Przeł.:] U. Kiermeier, U. Bischof. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur [1999], 31 s. [zawiera też fragm. utworów D. Terakowskiej].
 	J. ŁUGOWSKA: Fantasy Doroty Terakowskiej. W kręgu problematyki i poetyki utworów – rekonesans badawczy. „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2000 nr 9.
 	E. FILIPOWICZ: Kultura magiczna w powieściach „fantazy” Doroty Terakowskiej. „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2003 nr 11.
 	A. PETHE: Doroty Terakowskiej książki dla każdego. „Guliwer” 2003 nr 2.
 	J. BOMBA: Przerwane rozmowy. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 6.
 	K. HESKA-KWAŚNIEWICZ: „Świat w gorzkiej pigułce” – o samotności dziecka w pisarstwie Doroty Terakowskiej. „Guliwer” 2004 nr 2.
 	G. LESZCZYŃSKI: Dorota Terakowska. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	G. LESZCZYŃSKI: Mądrość zamiast happy endu. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 38 dod. „Wysokie Obcasy” nr 7.
 	M. NYCZ, M. ROLA: Dorota. „Gaz. Wybor.” 2004 nr z 7.01.
 	R. RADŁOWSKA: Zabrali mi Anioła. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 7 dod. „Kraków”.
 	B. ROGATKO: …na wielkiej sztormowej fali… „Dekada Lit.” 2004 nr 1, przedr. w tegoż: Czas zbliżeń. Kr. 2015 [tu też wspomnienie o M. Szumowskim].
 	B. ROGATKO: Dorota Terakowska. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 1 dod. „Kraków”.
 	U. ZAWADZKA: Nadzwyczajność książek Doroty Terakowskiej. „Guliwer” 2005 nr 1.
 	B. KLIŚ: Nazwy własne w wybranych utworach Doroty Terakowskiej. „Jęz. Pol.” 2006 R. 86 z. 3.
 	K. KOMOROWSKA: Baśnie bez szczęśliwych zakończeń. Problem kompozycji w wybranych utworach Doroty Terakowskiej. „Stud. Kiel. Ser. Filol. KTN” 2007 nr 6.
 	I. MAZURKIEWICZ-KRAUSE: Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości. „Nowa Polszczyzna” 2007 nr 2 [dot. też M. Fox i K. Siesickiej].
 	B. ZWOLIŃSKA: Proza kobieca po 1989 roku wobec mitu matki-Polki. W: Polska proza i poezja. Tor. 2007 [dot. m.in. D. Terakowskiej].
 	B. ROGATKO: Sceny z życia przyjaciół. „Dekada Lit.” 2008 nr 5/6 [dot. zwłaszcza filmu w reż. M. Szumowskiej pt. „33 sceny z życia”].
 	I. TUMAS: Wspomnienie. W piątą rocznicę śmierci Doroty Terakowskiej. „Guliwer” 2008 nr 4.
 	A. WOLANIN: Podróże w czasie i czasoprzestrzeni w twórczości Doroty Terakowskiej. „Podkarpackie Forum Filol. Ser.: Lit. i Kult.” 2011.
 	M. BOLIŃSKA: Reportażystki przekraczanie granic. W: W przestrzeni języka. Kielce 2012.
 	A. BALUCH: Tajemniczy świat Doroty Terakowskiej. „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Historicolitteraria” 2014 nr 14.
 	A. BALUCH: Matka i córka – miejsca wspólne. „Guliwer” 2015 nr 1 [dot. też. K.T. Nowak].
 	M. BOLIŃSKA: Kategoria „ludus” w prozie Doroty Terakowskiej. „Zabawy i Zabawki” 2016 R. 14.

Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Kiedy nic nie kończy się dobrze. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.

Guma do żucia

 	[M. CISŁO] M.C. „Wezwanie”* 1987 nr 12.
 	[B. ROGATKO] Quidam: Polityka jest losem. „Mies. Małopolski”* 1987 nr 18.
 	M. RUSZKOWSKI: Nowości literatury krajowej. W kręgu zniewolenia. „Kultura”, Paryż 1987 nr 12 [dot. min. D. Terakowskiej].
 	A. POPRAWA: Annały Doroty Terakowskiej. „Kontur”* 1989 nr 2/3.

Władca Lewawu

 	Z. BESZCZYŃSKA: Tęsknota do baśni. „Guliwer” 1996 nr 1.
 	R. RADŁOWSKA: Teoria nieprawdopodobieństwa. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 195 dod. „Gaz. w Kr.” [dot. też: Lustro pana Grymsa].
 	K. WĄDOLNY-TATAR: Kraków i Wokark. Obecność koncepcji światów możliwych w strategii narracyjnej „Władców Lewawu” Doroty Terakowskiej. W: Kraków mityczny. Kr. 2009.
 	Władca Lewawu Doroty Terakowskiej. Oprac. D. Mafutala-Makuch. Tor.: Literat [2012], 149 s. Wyd. nast. tamże [2015]. Lektury Wszech Czasów, 88 [materiały pomocnicze dla szkół].

Próba generalna

 	A. ATLAS: Niecenzuralne reportaże. „ Tu i Teraz” 1983 nr 39.
 	M. CZERNY; Z.LEKIEWICZ. „Warsztat” 1983 nr 6.
 	S. HARASIMIUK: Przegrani ludzie i dyrektorzy. „Tyg. Kult.” 1983 nr 45.
 	B. ROGATKO: Kibicowanie. „Echo Krak.” 1983 nr 147.
 	Z. BAUER: Punkt zwrotny. „Nowe Książ.” 1984 nr 1.
 	M. OGÓREK: Stały fragment gry. „Odra” 1984 nr 2.

Lustro pana Grymsa

 	Z. BESZCZYŃSKA: Czerwień. „Nowe Książ.” 1996 nr 4.
 	G. LESZCZYŃSKI: Zwierciadlana zagadka. „Guliwer” 1996 nr 3.
 	R. RADŁOWSKA: Teoria nieprawdopodobieństwa. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 195 dod. „Gaz. w Kr.” [dot. też: Władca Lewawu].

Córka czarownic

 	A.M. KRAJEWSKA: Dorastanie do władzy. „Guliwer” 1992 nr 4.
 	E. NOWACKA: Rywalizacja z klasykami. „Nowe Książ.” 1992 nr 5.
 	A. BALUCH: Nowe arcydzieło. Wokół tematu spełnienia w „Córce czarownic” Doroty Terakowskiej. „Polonistyka” 1994 nr 9, przedr. w tejże: Ceremonie literackie, a więc obrazy, zabawy i wzorce w utworach dla dzieci. Kr. 1996.
 	J. MIKOŁAJEWSKI: Powieść z przeszłością. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 140 dod. „Książki” nr 6.
 	J. ZIELIŃSKI: Dojrzewanie do wolności. [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://terakowska.art.pl/recenzje/corka2.htm.
 	Córka czarownic Doroty Terakowskiej. Oprac. D. Mafutala-Makuch. Tor.: Literat [2014], 180 s. Lektury Wszech Czasów, 118 [materiały pomocnicze dla szkół].

Samotność Bogów

 	P. ŚLIWIŃSKI: Czar padł. „Megaron” 1998 nr VII/VIII. – M. ZAJĄC: Baśń nie baśń. „Nowe Książ.” 1998 nr 10.
 	T.A. OLSZAŃSKI: Baśń nie nowa i nie mądra. „Miesięcznik” 1999 nr 114.

Tam, gdzie spadają anioły

 	A. BALUCH: Trzy ujęcia tematu; G. LESZCZYŃSKI: Kamień filozoficzny Ery Wodnika; M. ZAJĄC: Czerń? Biel? Szarość? „Guliwer” 1999 nr 6.
 	E. NOWACKA: Białe pióro, czarny ptak. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
 	R. RADŁOWSKA: Istnieje jakaś harmonia. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 73 dod. „Gaz. w Kr.”.
 	M. ŻEBROWSKA. „Zesz. Teol.” 2004 nr 2.

W krainie kota

 	A. BALUCH: Sny, podróże czy opowieści? „Nowe Książ.” 1996 nr 9.
 	M. ZAJĄC: W poszukiwaniu samego siebie. „Guliwer” 1996 nr 6.
 	T. NYCZEK: Kot w królestwie tarota. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 13.
 	J. SZCZEŚNIAK: O wędrówkach i wędrowcach – czyli rozważania o baśni Doroty Terakowskiej „W krainie kota”. „Guliwer” 2004 nr 2.
 	J. ZIELIŃSKI: Dwoje podróżnych nie licząc kota [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://terakowska.art.pl/recenzje/kot4.htm.

Poczwarka

 	A. BALUCH: Czytać ciałem. „Nowe Książ.” 2001 nr 5.
 	P. CZAPLIŃSKI: Nadnaturalny dar ułomności. „Polityka” 2001 nr 14.
 	A. FRAJLICH: Głos z „wichrowej burzy”. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2001 nr z 6.07. dod. „Prz. Pol.”.
 	J. HENNELOWA: Lektura nie do poduszki. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 16.
 	K. MASŁOŃ: Taniec mongoła na szkle. „Rzeczpospolita” 2001 nr 80.
 	K. MASŁOŃ: Trzeci chromosom. „Mag. Lit.” 2001 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Schodzenie na ziemię. W tegoż: Efekt bierności. Kr. 2004.
 	D. URBAŃSKA: Każde dziecko jest Darem Pana. O „Poczwarce” Doroty Terakowskiej. „Świat i Sł.” 2007 nr 1.
 	M. BOLIŃSKA: Kształt pięknie ukryty w DS.? O „Poczwarce” Doroty Terakowskiej. W: Dialog kultur w edukacji. Lubl. 2009.
 	M. BOLIŃSKA: W symbiozie, czyli Doroty Terakowskiej przestrzeń między Poczwarką a Dobrym adresem. „Państ. i Społ.” 2013 nr 3 [dot. też: Dobry adres to człowiek].
 	D. JASTRZĘBSKA-GOLONKA: Piękno i brzydota jako kulturowe wyznaczniki oceny osób niepełnosprawnych. (Na przykładzie „Poczwarki” Doroty Terakowskiej). W: Język, estetyka, sztuka. Bydg. 2014.
 	W. TOMASZEWSKA: Cytat jako metatekst. Księga Genesis w strukturze powieści Doroty Terakowskiej „Poczwarka”. W: Znaczenie, tekst, kultura. Wwa 2014.
 	W. TOMASZEWSKA: Bóg stworzenia i Bóg zmartwychwstania. Modalności doświadczenia Boga w powieści Doroty Terakowskiej „Poczwarka”. W: Sacrum na nowo poszukiwane. Lubl. 2015.
 	E. WIELGOSZ: Świat w środku. „Wychowawca” 2016 nr 10.
 	Zob. też Wywiady.

Być rodziną, czyli Jak zmieniamy się przez całe życie. [Cz.] 2.

 	E. NOWAKOWSKA: Mądra kobieta pyta mężczyznę o … [on-line] [dostęp 6 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://terakowska.art.pl/recenzje/rodzi21.htm.

Ono

 	M. KĄKIEL: Wyrastanie z bylejakości. „Nowe Książ.” 2003 nr 6.
 	A. ROZTECKA. „Pogranicza” 2003 nr 2.
 	A. BALUCH: Tajemniczy świat wyobraźni Doroty Terakowskiej. „Guliwer” 2005 nr 1.
 	M. FRES: „Ono”, czyli bajka o wilku. „Migotania, Przejaśnienia” 2006 nr 3.

Dobry adres to człowiek

 	M. BOLIŃSKA: W symbiozie, czyli Doroty Terakowskiej przestrzeń między Poczwarką a Dobrym adresem. „Państwo i Społeczeństwo” 2013 nr 3 [dot. też: Poczwarka].
</document>
<document nplp_id="3087" title="Eugeniusz TKACZYSZYN-DYCKI" slug="eugeniusz-tkaczyszyn-dycki">ur. 1962

Pseud.: Krzysztof Oleszycki, Krzysztof Zbyrski, Leszek Ilnicki, Stefania Bełska.

Poeta, felietonista
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 listopada 1962 w Wólce Krowickiej pod Lubaczowem, jako syn Ukrainki i Polaka. Dzieciństwo i młodość spędził w okolicach Przemyśla. Po zdaniu matury studiował filologię polską na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej (UMCS) w Lublinie. Następnie rozpoczął studia doktoranckie na UMCS, których nie ukończył. Współpracował z grupą poetycką Kresy i z wydawanym przez nią kwartalnikiem „Kresy”. Debiutował w 1989 blokiem wierszy opublikowanych na łamach czasopisma „Akcent” (nr 4), a w 1990 felietonem pt. List z Lubaczowa (podp.: Dycki; nr 1) wydrukowanym w kwartalniku „Kresy”; publikował tu do 2003 (wymiennie pod pseud.: Leszek Ilnicki, Stefania Bełska, Krzysztof Oleszycki i Krzysztof Zbyrski drukował felietony w rubryce Poczta kresowa). W 1991 zamieszkał w Warszawie. Wiersze, artykuły i felietony publikował na łamach „Twórczości” (1990-91, 1998, 2004, 2006-2015, z przerwami), „Res Publiki” (1991), „Odry” (1994, 1996, 2001, 2006, 2014), „Res Publiki Nowej” (1998, 2001-04, z przerwami), „Dziennika Portowego” (2000, 2002-03), „Studium” (2001-02, 2005, 2007/2008) oraz „Zeszytów Literackich” (2014-2015). W 1993 został członkiem SPP. Nagradzany wielokrotnie za twórczość literacką, m.in. otrzymał nagrodę im. J. Czechowicza (1991), prywatną nagrodę Czesława Miłosza, nagrodę im. B. Sadowskiej (1994) za całokształt twórczości poetyckiej, nagrodę Niemiecko-Polskich Dni Literatury w Dreźnie (1998), nagrodę dla młodych poetów Europy Wschodniej Hubert Burda Preis (2007), Nagrodę Literacką Gdynia (2006, 2009), Nagrodę Literacką Nike (2009). W 2015 został członkiem Kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Nenia i inne wiersze. Lubl.: ZLP. Oddz. w Lubl. 1990, 56 s.
Nagroda im. K. Iłłakowiczówny w 1991. Przedr. zob. poz. 11.
Cykle: Księga pierwsza; Księga druga.
 	Peregrynarz. [Wiersze]. Red. i wybór wierszy: K. Karasek. Wwa: Przedświt 1992, 47 s. Bibl. Poetycka Przedświtu, 4. Przedr. zob. poz. 11.
 	Młodzieniec o wzorowych obyczajach. [Wiersze]. Red. i wybór wierszy K. Karasek. Wwa: Przedświt 1994, 38 s. Bibl. Poetycka Przedświtu, 14. Przedr. zob. poz. 11.
 	Liber mortuorum. [Wiersze]. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1997, 51 s. Bibl. „Kresów” Ser. Poetycka, 13. Przedr. poz. 11.
 	Kamień pełen pokarmu. Księga wierszy z lat 1987–1999. Izabelin: Świat Lit. 1999, 117 s.
Zawartość: Zawiera wybór wierszy z poz. 1-4 oraz wiersze nowe. – Przedr. wierszy nowych zob. poz. 11.
Przekł. słoweń.: Kamen poln hranila. Knjiga pesmi iż let 1987-1999. [Przeł.] P. Čučnik. Ljubljana 2005.
 	Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2000, 55 s. Wyd. 2 zmien. tamże 2003. Port Legnica2003 , 12. Przedr. zob. poz. 11.
Adapt teatr. wspólnie z poematem A. Rimbaud „Sezon w piekle” pt. Rimbaud vs Tkaczyszyn-Dycki. Przewodnik dla bezdomnych. Wyst.: Scenariusz i reż.: Ł. Pięta. Łódź, Ośrodek Teatr. Łódz. Domu Kultury, T. Napięcie oraz Homeless Band 2007.
 	Zaplecze. [Felietony literackie]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2002, 156 s. Port Legnica2002, 7.
Druk w l. 1990-2002 pt. „Poczta kresowa” w „Kresach”.
 	Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa. Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2003, 154 s. Bibl. Studium. Nowa poezja pol. , 59.Przedr. wierszy nowych poz. 11.
Zawiera wybór wierszy z poz. 1-6.
 	Przyczynek do nauki o nieistnieniu. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 53 s. Port Legnica 2003, 9. Przedr. poz. 11.
 	Dzieje rodzin polskich. [Wiersze]. Wwa: Sic! 2005, 54 s. Wyd. nast. tamże łącznie z przekł. niem. pt. Geschichte polnischer Familien. Gedichte. [Przeł.:] D. Daume. Wien: Edition Korrespondenzen 2012, 107 s.
Nagroda Lit. Gdynia w 2006.
 	Poezja jako miejsce na ziemi. 1988-2003. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 281 s. Dożynki, 3.
Zawiera wiersze z poz. 1-6, 8-9 oraz nowe utwory.
 	Peregrinary. [Wiersze]. [Przeł. i wstęp:] B. Johnston. Brookline, MA: Zephyr Press. 2008, XXI, 141 s.
Tekst w jęz. pol. i ang. – Wybór wierszy z poz. 1-6, 8-10.
 	Piosenka o zależnościach i uzależnieniach. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 54 s. Poezje-Biuro Lit., 26. Wyd. 2 skorygowane tamże 2009.
Nagroda Lit. Gdynia w kategorii poezja i Nagroda Lit. Nike w 2009.
 	Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. 111 wierszy. Wr.: Biuro Lit. 2009, 128 s.
 	Oddam wiersze w dobre ręce. (1988-2010). [Wiersze zebrane] . Wr: Biuro Lit. 2010, 450 s. Dożynki, 13.
Do książki dołączona jest płyta CD z wierszami czytanymi przez poetę, wywiadami, dodatkami wideo, klipami poetyckimi oraz komentarzami na temat jego twórczości.
 	Imię i znamię. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2011, 56 s. Poezje, 62.
Wrocławska Nagroda Poetycka. Silesius i Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2012.
 	Podaj dalej. [Wiersze]. Wybór i posł.: G. Jankowicz. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury. 2012, 231 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 51.
 	Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Antologia. [Wiersze]. Wwa: Hachette Polska 2013, 189 s. Poezja Polska-Hachette Polska, 88.
 	Kochanka Norwida. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2014, 63 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike i Nagrody Poetyckiej Orfeusz w 2015.
 	Tumor linguae. Gedichte. [Przeł.:] M. Zgodzay, U. Wolf. Wien: Edition Korrespondenzen 2015, 222 s.
Tekst w jęz. pol. i niem – Wybór z: Poezja jako miejsce na ziemi (1989-2003) zob. poz. 11.
 	Nie dam ci siebie w żadnej postaci. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. Lokator 2016, 55 s.
Wybory wierszy E. Tkaczyszyna-Dyckiego w przekł.: ukr.: Sin Grudnihi. 1990-2104 [?] [Przeł.:] M. Kìânovs'ka. Ternopil’ 2014, – włos.: Una notizia dell'ultimo minuto. [Przeł.:] A. Amenta, L. Costantio. Rovigo 2012.

PRZEKŁADY
Przekłady wierszy E. Tkaczyszyna-Dyckiego w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Przeł.:] M.J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, Indiana 2015 [teksty w jęz. pol. i ang.], – bułg.: Antologiâ na novata pol’ska poeziâ. [Przeł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina . [Wybór:]. J. Dehnel i M. Woźniak. [Przeł.:] D.G. Hamze, P. Karag’ozov, D. Lau-Bukovska. Plovdiv 2014 [tekst w jęz. pol. i bułg.], – franc.: Le pire est certain. Anthologie de la poésie catastrophiste polonaise du XXe siècle. [Przeł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. Orthez 2009, – hiszp.: Poesia a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – niem.: Es ist Zeit. Wechsle die Kleider! [Wybór i oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998, Das Land Ulro. Nach Schliessung der Zimtläden. Stimmen aus Deutschland, Polen, Tschechien, Ungarn. [Wyd.:] P. Gehrisch, A. Helbing. Dresden 2000; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. Gedichte. [Przeł. I oprac.:] P. von Gehrisch. Leipzig 2010; VERSschmuggel. Polnisch- und deutschsprachige Gedichte = WERSszmugiel. Antologia poezji polsko- i niemieckojęzycznej. [Oprac.:] A. Maurin, T. Wohlfahrt. Heidelberg; Brzeg 2010 [tekst w jęz. pol. i niem.], – ros.: Inostrannaâ literatura. Istorii prošund prologo i budnego, pol’skaâ literatura segodnâ. [Wybór:] K. Starosel’skaâ. [Moskva] 2006, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd, 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Przekł. i wstęp:] B. Rajčíć. Beograd 2013, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Wybór:] P. Čučnik. Ljubljana 2005, – szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. Red.: I. Grönberg. Stockholm 2003, – ukr.: 50 pol’s’kich poetiv. Antologija pol’skoï poezii. [Przeł. i przedm.:] D. Pavliček. Kiïv 2001, – włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Przeł.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.] A. Berardinelli. Udine 2010.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Wywiad: Pójście za Norwidem. Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego za słowa łapie A. Podczaszy. „Dz. Portowy” 2000 nr 1.


 	LP XX w. (M. Jentys)

Ogólne

 	„jesień już Panie a ja nie mam domu”. Eugeniusz Tkaczyszyn – Dycki i krytycy. Pod red. G. Jankowicza. Kr.: Stow. Na Rzecz Kultury Kr. „Krak. Alternatywa” 2001, 84 s. Portrety obowiązkowe Ha!art, t. 1. [Zawiera teksty zaznaczone dwoma gwiazdkami** oraz: G. Jankowicz: Wstęp.
 	J. Pacześniak: Ta ciemność teraz i ta ciemność potem; G. Jankowicz: Śmierć w pierwszej, drugiej i trzeciej osobie; C. Zalewski: Dworce, dworce jako łożyska wielkich rzek; J. Momro: Liryczne oblicza śmierci (czyli Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego i J. Czechowicza fotografie cmentarzy); Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki.: Wiersze].
 	K. HOFFMANN: Dubitatio. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Dycki: 10 wierszy na wszelki wypadek. Szczec., Bezrzecze: Forma; Fundacja Literatury im. H. Berezy. 2012, 129 s. Wokół Lit.
 	Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna- Dyckiego. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 350 s. [Zawiera: P. Śliwiński: Wstęp, garść intuicji, pierwsze, wciąż pierwsze wrażenia; B. Przymuszała: [E.] Tkaczyszyn-Dycki – projekt prowokacji; A. Skrendo: Tkaczyszyn-Dycki i Różewicz. Zarys porównania; A. Kałuża: „Po obu stronach granicy”. Postacie poezji w twórczości E. Tkaczyszyna-Dyckiego; A. Lipszyc: Wiersze pełne kamieni. O eratykach Dyckiego; A. Dziadek: Styl somatyczny: E. Tkaczyszyn-Dycki; A. Kopkiewicz: „Daje o sobie znać i jako gałąź owocująca nic nie znaczy” – Przenośnie i przerzutnie ciała w poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego; J. Momro: Imię i hipostaza; K. Kuczyńska-Koschany: Imię własne, znamię od rytmu. Tkaczyszyna tkanina tożsamościowa; J. Skurtys: „Daj mi słowa abym kres / nazwał umiejętnie kresem”. Podarowane w języku (prolegomena do kultury); K. Pietrych: Na granicy słowa. Transowy tok Dyckiego; A. Świeściak: Powtórzenia (i napomknięcia); K. Hoffman: Rekorekcje; I. Okulska: „i kto tu (oprócz mnie) ściemnia? Dycki w rękach tłumaczki; T. Cieślak-Sokołowski: Krajobrazy dźwiękowe wierszy E. Tkaczyszyna-Dyckiego.; M. Łopata: Dziwny, dziwny głos. Rzecz o muzycznej strunie poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego; J. Borowczyk: Z kości piszczałka (sielanka, dumka, nekrolog); M.M. Beszterda: Brud pod językiem. Nieczystości, sekrecje w poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego; M. Jaworski: Rzeczywiste, konkretne; M. Koronkiewicz: Ćwiczenie pamięci; P. Kaczmarski: Sąsiedni pokój; N. Rapp: O niemożliwości psychicznego azylu w poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego; Z. Król: Tkaczyszyn-Dycki. Nieprzydatność poezji – imiona u Tkaczyszyna-Dyckiego; K. Wojciechowski: „Imię i znamię” albo mnożenie w nieskończoność; A. Czyżak: Wnuk rezusa; P. Bogalecki: Laska i trup. E. Tkaczyszyn-Dycki odprawia (rekolekcje); E. Winiecka: „Zaplecze”, czyli biblioteka. O czytaniu Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Maski poety; P. Próchniak: Z zaplecza (dyrdymałka); M.M. Beszterda, K. Hoffman, M, Jaworski: Dwie rozmowy o Dyckim. [Tu także wiersze E. Tkaczyszyna-Dyckiego dołączone do poszczególnych opracowań].
 	G. TOMICKI: Po obu stronach lustra. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Szczec. Bezrzecze: Forma, Fundacja Literatury im. H. Berezy 2015, 244 s. [tu także 10 niepublikownych wcześniej wierszy E. Tkaczyszyna –Dyckiego z cyklu: jasnowidzenie].


 	M. KISIEL: Barok, fuga, śmierć. „Opcje” 1995 nr 1/2, przedr. w tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	K. PIEŃKOSZ: Książki mojej nie czytaj. „Sycyna” 1995 nr 3.
 	T. MAJERAN: Znak wodny. (Kilka intuicji na marginesie wierszy E. Tkaczyszyna-Dyckiego) „Nowy Nurt” 1996 nr 8.
 	K. FRANCUZIK: Poezja śmierci oswajanej. „Pro Arte” 1998 nr 10.
 	J.M. GRUZLA: Pogodzony ze światem. „Topos” 1998 nr 4.
 	J. MIKOŁAJEWSKI: Historia odrębna.** „Gaz. Wybor.” 1999 nr 54.
 	W. FORAJTER: Inwersje. Żałoba jako figura inności seksualnej. „Pam. Lit.” 2001 z. 1.
 	P. KĘPIŃSKI: Na pokuszenie. „Dz. Portowy” 2003 nr 8.
 	A. NIEWIADOMSKI: Poezja jako terapia (nie) możliwa. O wierszach Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Twórczość i terapia. Sandomierz 2003.
 	Z. STECHNIJ: Kto tu rządzi. (O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego). W: Z. STECHNIJ, A. STECHNIJ: Oswajanie poetów. Lubl. 2003.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Kochanek ostateczności. (O Eugeniuszu Tkaczyszynie-Dyckim). W tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2003.
 	Tenże: O stałości rzeczy, których nie ma. Przyczynek do lektury E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Ulotność i trwanie. Pozn. 2003, przedr. w tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	P. PILARSKI: Wątki homoerotyczne w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Ton” 2004 nr 1/2.
 	M. WITKOWSKI: „Spartaczony z tą kreską szminki na ustach…” E. Tkaczyszyn-Dycki i jego pożądanie. „Kresy” 2004 nr 4.
 	B. KANIEWSKA, A. LEGEŻYŃSKA, P. ŚLIWIŃSKI: Przyczynek do lektury E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W tychże: Literatura polska XX wieku. Pozn. 2005.
 	M. MALCZEWSKI: Pisanie śmierci śmierci. „Polonistyka” 2005 nr 10 [dot. m.in. E. Tkaczyszyn-Dyckiego].
 	J. GIZA-STĘPIEŃ: Inność: niewyczerpalne źródło tożsamości. Twórczość Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego jako współczesny dyskurs tożsamościowy. „Dyskurs” 2006 z. 2.
 	J. KLEJNOCKI: Siedem kręgów samotności. (O poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego). „Lampa” 2006 nr 11.
 	K. HOFFMAN: Niemożliwa a doskonała. Doświadczenie przyjaźni w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna–Dyckiego. „Polonistyka” 2007 nr 6.
 	M. JURZYSTA: „Teraz zimno jest twoim mieszkaniem…”. „Kresy” 2007 nr 71.
 	P. KĘPIŃSKI: Na pokuszenie. E. Tkaczyszyna–Dyckiego., czyli krytyk zamyka dziób. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	A. SPÓLNA: Poezja pożegnań. Trzy cykle epicedialne z Kochanowskim w tle. „Kresy” 2007 nr 1 /2 [m.in. dot. E. Tkaczyszyna-Dyckiego].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Śmierć w poezji współczesnej (E. Tkaczyszyn-Dycki, D. Suska, J. Dehnel. M. Sinek, T. Różycki, W. Wencel). W: Zamieranie. Katow. 2007.
 	W. BROWARNY: Dom w poezji pogranicza. W tegoż: Fikcja i wspólnota. Wr. 2008 [m.in. dot. E. Tkaczyszyna-Dyckiego].
 	R. MIELHORSKI: Strategie teatralizacyjne i modulacyjne w poezji najno wszej. (Rekonesans). W tegoż: Strategie i mity nowoczesności. (Brzękowski, Lipska i inni). Tor. 2008, przedr. w formie zmien. z podtyt. (E. Tkaczyszyn-Dycki, M. Świetlicki, J. Podsiadło) w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Nikt nie rodzi się poetą bezboleśnie”. Brud, nieczystość i wstręt w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Opcje” 2008 nr 1.
 	A. DUŹ: Historia wędrowca. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 238 dod. „Lublin”.
 	G. JANKOWICZ: Poezja to nekrologi. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 1.
 	A. KOPKIEWICZ: O ostatniej książce Tkaczyszyna-Dyckiego (i o wszystkich jego książkach). „Dekada Lit.” 2009 nr 5/6.
 	S. MATUSZ: Dwojaki koniec – dumki na głos i papier. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. „Migotania, przejaśnienia” 2009 nr 3/4, przedr. w tegoż: Licznik Geigera. Sosnowiec 2013.
 	J. ORSKA: Kresy tożsamości. Na podstawie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. W tejże: Liryczne narracje. Kr. 2009.
 	A. PYTLEWSKA: Motyw szaleństwa w polskiej poezji współczesnej. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 [dot. też J. M. Rymkiewicza].
 	A. PYZIK: Ten dziwny grobowiec zwany literaturą. „Lampa” 2009 nr 11.
 	T. SOBOLEWSKI: Nike. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 233.
 	W. ŚMIEJA: Ostatni włóczęga polskiej literatury. „Przegląd” 2009 nr 41.
 	G. TOMICKI: Psychotyczna osobowość naszych czasów. O poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego w kontekście antropologicznym. „Kresy” 2009 nr 4.
 	K. HOFFMANN: Dycki: niepowtarzalna powtarzalność. „Czas Kult.” 2010 nr 5.
 	A. KOPKIEWICZ: Na kresach erotyzmu, wobec niemożliwego. Eksces w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Ruch Lit.” 2010 z. 1.
 	W. ŚMIEJA: Literatura, której nie ma. Szkice o polskiej „literaturze homoseksualnej”. Kr.: Universitas 2010, passim.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Śmiertelne sublimacje Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.
 	A. JARZYNA: Komentarze do „zapapranej” pocztówki. O listach, które nadsyłał Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki i inni Kresowiacy [on line] [dostęp 6 czerwca 2011]. Dostępny w Internecie: http://www.podteksty.eu/index.php?actiondynamic&amp;amp;nr20&amp;amp;dzial4&amp;amp;id425.
 	P. STĘPIEŃ: „Meditatio mortis” według Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego; M. TELICKI: Metafizyczne dziecko. Przypadek Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Tekstualia” 2011 nr 2.
 	J. FAZAN: Czy można czytać Tkaczyszyna–Dyckiego w szkole? W: Doświadczenie lektury. Kr. 2012.
 	K. DŹWINEL: „Z językiem trzeba twardo”. Autotematyczne wymiary poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Ruch Lit.” 2013 z. 4/5.
 	K. KACZMAREK: Czy wiersz traci pamięć za rogiem ulicy?; J. POTKAŃSKI: Czas i liczby. Ekonomia polityczna E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Sekundy i epoki. Wwa 2013.
 	D. KIJEK: Wstrętne przypadłości ciała w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Przestrzenie Teorii” 2013.
 	M. KRYSZCZUK: Czy liryczna? O poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Liryczność. W kręgu problemów estetyki, teorii i historii literatury. Wwa 2013.
 	P. ROJEK: „Moja jesień, te bardzo chore nogi mojej matki, te publiczne domy moich lubelskich przyjaciół”. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki i naśladowanie niczego. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Stud. Poetica” 2013 nr 1.
 	T. UMERLE: Poezja Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Próba interpretacji postsekularnej. „FA-art” 2013 nr 1 /2.
 	E. WINNIECKA: Drogi czytelniku, kategorycznie oświadczam, że nie jestem pewien”. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2013, z. 22 [dot. także K. Hoffmana].
 	K. BERETA: Filozofia grabarza. „Migotania” 2014 nr 4.
 	E. BOLEK: Śmierć jako postać kobieca w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Język w Poznaniu” 2014 [T] 4.
 	M. OLSZEWSKI: „Ptak naszej jedynej pętli” – wyobraźnia tanatologiczna w poezji po 1989 roku. Przypadek Eugeniusza Tkaczyszyna Dyckiego. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
 	G. TOMICKI: Poetyckie krążenie wokół „Das Ding”. Funkcje powtórzenia w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Pam. Lit.” 2014 z. 4., przedr. w tegoż: Po obu stronach lustra. Szczec.; Bezrzecze 2015.
 	A. KAŁUŻA: „Po obu stronach granicy”. Postacie poezji w twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna- Dyckiego. W tejże: Pod grą. Jak dziś znaczą wiersze, poetki i poeci. Kr. 2015.
 	E. SOŁDYS-LEWANDOWSKA: Imiona Boga –(bez)graniczność metafizyki i religii. Dialektyczne… (Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki). W tejże: O „ocalającej nieporządek rzeczy” polskiej poezji metafizycznej i religijnej drugiej połowy XX wieku i początków XXI wieku. Kr. 2015.
 	N. STENCEL: „Krwotok powtórzeń” i odwrócona źrenica Eugeniusza Tkaczyszyna- Dyckiego. „Fragile” 2015 nr 4.
 	K. ŚLIZEWSKA: Aporie performatywnych znaczności semantycznych w rozdwojonym ciele wiersza Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego: CCLXXXIII. Piosenka opryszka. Propozycja analizy, interpretacji i mikroanalizy brzmieniowej. W: Odczytane. Wiersze mniej znane. Interpretacje. Tor. 2015.
 	G. TOMICKI: „Wyplątać język z otchłani mowy”. „Twórczość” 2015 nr 6, przedr. w tegoż: Po drugiej stronie lustra. Szczec.; Bezrzecze 2015.
 	Sz. TRUSEWICZ: Literacka mapa Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2015 [t.] 6.
 	M. JASKOT, Y GANOSHENKO: Melancholia jako metatekstualna strategia interpretacji poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Światy melancholii. Opole 2016.
 	J. KLEJNOCKI: Piosenka dla P. Mościckiej. Paradygmaty samotności w poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego. W tegoż: Przez wiersze. Szkice interpretacyjne. Opole 2016.
 	E. KULIŚ: „Gente Ruthenus, natione Polonus”, czyli alienacja w centrum. O wierszach Tkaczyszyna-Dyckiego. „Czas Kult.” 2016 nr 4.
 	Sz. TRUSEWICZ: Egzystencjalno-fenomenologiczne czytanie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2016 [t.] 8.
 	J. TABASZEWSKA: Powtórzenia i przynależności. Poezja E. Tkaczyszyna-Dyckiego wobec pamięci. „Teksty Drugie” 2017 nr 2.

Nenia i inne wiersze

 	A. KALBARCZYK: Przychodzisz do mnie jak robak. „Kresy” 1991 nr 6.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Nenia i schizofrenia. „Potop” 1991 nr 5.
 	T. OLSZEWSKI: Psychiczny dualizm. „Nowe Książ.” 1991 nr 10, przedr. w tegoż: Miedzy przełomami. Wwa 2015.
 	J. MIKOŁAJEWSKI: Warto czytać wiersze. „Życie Warsz.” 1992 dod. „Ex Libris” nr spec. z XII.
 	J. RAMOTOWSKI: Wiersze o samotności i śmierci. „Twórczość” 1992 nr 15.
 	A. SZYMAŃSKA: W kręgu debiutów. „Prz. Powsz.” 1992 nr 3.
 	A. NIEWIADOMSKI: Tańczyć kilka kości odsłoniwszy. „Kresy” 1993 nr 13.

Peregrynarz

 	J. GOLA: Gdy żadnej poezji nie ma, ale jest wariactwo. „Pro Arte” 1997 nr 6 [dot. też: Młodzieniec o wzorowych obyczajach].
 	W. FORAJTER: Żałoba jako figura „inności” seksualnej. „Pam. Lit.” 2001 z. 1.

Młodzieniec o wzorowych obyczajach

 	K. MALISZEWSKI: Poręcznie wyimaginowane światy. „Nowy Nurt” 1994 nr 18, przedr. w tegoż: Nasi klasycystyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	L. ENGELKING: Leprozorium. „Kresy” 1995 nr 1.
 	J. GOLA: Gdy żadnej poezji nie ma, ale jest wariactwo. „Pro Arte” 1997 nr 6 [dot. też: Peregrynarz].

Liber mortuorum

 	A. EKIERHARDT: Och Dycki, Dycki. „Kartki” 1998 nr 18.
 	M. KISIEL: Requiem współczesne. „Śląsk” 1998 nr 2.
 	B. NOWICKI: Putrefactio, czyli ku niemożliwej medytacji. „Opcje” 1998 nr 2.
 	D. PAWELEC: Między „ciciobarem” a „prewentorium”. „Nowe Książ.” 1998 nr 5 [m.in. dot. E. Tkaczyszyna-Dyckiego].
 	B. UMIŃSKA: Kość ujdzie cało. „Res Publica Nowa” 1998 nr 5.
 	A. WIEDEMANN: Od pedała do pedała. „Studium” 1998 nr 11/12, przedr. w tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.
 	M. PIOTROWSKI: Liber mortuorum – rozległe labirynty czerni. „Topos” 1999 nr 1.

Kamień pełen pokarmu

 	L. ENGELKING: A ja piszę wiersz o śmierci. „Tygiel Kult.” 2000 nr 7/9.
 	J. KLEJNOCKI: Setnik rymów duchownych. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 16.
 	J. ORSKA: Refreny jak tajemne głosy. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
 	J. PACZEŚNIAK: Kropla brudu, bez której nie bylibyśmy sobą. „Ha’art!” 2000 nr 1.
 	A. SOSNOWSKI: Liryzm Dyckiego** „Dz. Portowy” 2000 nr 1, przedr. w tegoż: Najryzykowniej. Wr. 2007.
 	T. STĘPIEŃ: Kamień, który karmi. „FA-art” 2000 nr 1/2.
 	B. UMIŃSKA: Róg Szymonowica, sławnego lwowianina i Śmierci, przesławnej ziemianki. „Szt. i Życie” 2000 nr 1/2.
 	M. HAMKAŁO: Truizmy prawdziwe. „Odra” 2001 nr 1.
 	J. KLEJNOCKI: Odsłaniając kości. (Kilka uwag o poezji E. Tkaczyszyna-Dyckiego)** „Studium” 2001 nr 2/3, przedr. w tegoż: Literatura w czasach zarazy. Wwa 2006.
 	W. KUDYBA: Ziemskie pokarmy. „Wyspa” 2011 nr 4 [dot. wiersza: Kamień pełen pokarmu].
 	J. WIADERNY: Grzegorz Tomicki przygląda się w Dyckim (i jest mu z tym do twarzy). „Elewator” 2016 nr 3 [m.in. dot. E. Tkaczyszyna-Dyckiego].

Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania

 	T. MAJERAN: Krótko i węzłowato. „Gaz. Forteczna” 1999 nr 9.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Kochanek ostateczności. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 50, przedr. w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
 	W. FORAJTER: Bezdomność wieku dojrzałego. „FA-art” 2001 nr 1/2.
 	M. KISIEL: Romans ze śmiercią. „Nowe Książ.” 2001 nr 3.
 	P. SARNA: Z osobnych spraw osobnych poetów. „Opcje” 2001 nr 6 dod. „Kursywa”.
 	A. NIEWIADOMSKI: Do widzenia moja najdroższa? „Arkusz” 2002 nr 1 [dot. wiersza: Tumor linguae].

Zaplecze

 	J. BIERUT: Śmietnik niepamięci. „Czas Kult.” 2002 nr 6.
 	A. NIEWIADOMSKI: Dyrdymałki o „dyrdymałkach”. „Dz. Portowy” 2002 nr 5.
 	J. SZAKET. „FA-art” 2002 nr 4.
 	A. WIEDEMANN: Nieobojętność. „Dz. Portowy” 2002 nr 5, przedr. w tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.
 	M. WITKOWSKI: Od życia do wiersza. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/6.
 	J. ORSKA. „Odra” 2003 nr 10.
 	P. SARNA: Myślę, więc jestem. „Opcje” 2004 nr 3/4 dod. „Kursywa” [dot. także: Przyczynek do nauki o nieistnieniu].

Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało

 	P. MACKIEWICZ: Miedzy śmiercią a erotyką, czyli wojna postu z karnawałem. „Kresy” 2004 nr 3 [dot. także: Przyczynek do nauki o nieistnieniu].
 	E. BIELA: Łagodna walka i imię duszy. „Akant” 2005 nr 9.
 	G. JANKOWICZ: Alegoria (Dycki). „Studium” 2005 nr 2.
 	A. SZYMAŃSKA: Grzeszne i święte ciało życia. „Prz. Powsz.” 2005 nr 10 [dot. też: Dzieje rodzin polskich].

Przyczynek do nauki o nieistnieniu.

 	T. MIZERKIEWICZ: Glosa do „małej stabilizacji”. „Nowe Książ.” 2003 nr 10.
 	P. PILARSKI: Spod ciemnej gwiazdy. „Studium” 2003 nr 3/4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Ironiczny tekstualizm. „Res Publica Nowa” 2003 nr 6.
 	P. MACKIEWICZ: Między śmiercią a erotyką, czyli wojna postu z karnawałem. „Kresy” 2004 nr 3 [dot. także: Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało].
 	J. MAMRO: Miejsce nieobsadzone. „Dekada Lit.” 2004 nr 1.
 	R. RUTKOWSKI: Z niezgody. „Fraza” 2004 nr 2.
 	P. SARNA: Myślę, więc jestem. „Opcje” 2004 nr 3-4 dod. „Kursywa” [dot. także : Zaplecze].

Dzieje rodzin polskich

 	M. BARAN: Dycio wyniosły, Dycio zbrukany. „Ozon” 2005 nr 2.
 	E. BIELA: Niechciane pocałunki. „Akant” 2005 nr 7.
 	J. DRZEWUCKI: Śmierć przystawia pieczątkę. „Rzeczpospolita” 2005 nr 129.
 	J. GIZA-STĘPIEŃ: „I wybierając poezję jako miejsce na ziemi”. „Pogranicza” 2005 nr 3.
 	TAŻ: Na czym polega umieranie moje i jej. „Studium” 2005 nr 4/5.
 	J. GUTOROW: Dycki: glosy na marginesie. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 36.
 	A. KAŁUŻA: Pląsy żywych i umarłych. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3.
 	J. KLEJNOCKI: Portret trumienny. „Lampa” 2005 nr 5.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Kiwać się z życiem. „Nowe Książ.” 2005 nr 7.
 	P. MACKIEWICZ: Poezja jako miejsce na ziemi. „Odra” 2005 nr 6.
 	A. SZYMAŃSKA: Grzeszne i święte ciało życia. „Prz. Powsz.” 2005 nr 10 [dot. też: Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało].
 	A. ŚWIEŚCIAK: Obsesja kontrolowana. „Opcje” 2005 nr 2, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	A. WIEDEMANN: Dzieje rodzin polskich. „Arte” 2005 nr 3.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Oswajanie śmierci. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 84.
 	A. KAŁUŻA: Genealogia i przeszłość. Na przykładzie „Dziejów rodzin polskich” Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	M. ORLIŃSKI: Pieczątki. W tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.

Poezja jako miejsce na ziemi

 	J. GUTOROW: Bezdomny język. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 38.
 	J. KLEJNOCKI: Poezja jako modlitwa. „Newsweek Polska” 2006 nr 34.
 	P. MACKIEWICZ: Na Bocznej, na Lubomelskiej. Kronikarz miejsc wstydliwych i peryferyjnych. „Lit. i Szt.” 2006 nr 3.
 	W. SETLAK: Noli me tangere. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 3/4.
 	E. BIELA: Tylko wiersz jest od Boga. „Mater. Homiletyczne” 2007 nr 236.

Peregrinary

 	J. JARNIEWICZ: Amerykański szyk Tkaczyszyna. „Lit. na Świecie” 2011 nr 9/10.

Piosenka o zależnościach i uzależnieniach

 	J. GUTOROW: Wiersze bez odpowiedzi. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 43.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Pomiędzy genealogią a nekrologią. „Opcje” 2008 nr 4, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	G. TOMICKI: „Współczesna poezja polska to nekrologi”. „FA-art” 2008 nr 4, przedr. w tegoż: Po drugiej stronie lustra. Szczec.; Bezrzecze 2015.
 	G. BORKOWSKA: Laudacja. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 233 [po otrzymaniu przez E. Tkaczyszyna-Dyckiego Nagrody Lit. Nike].
 	E. DUNAJ: Bezzasadność napomknień i powtórzeń. „Akcent” 2009 nr 1.
 	M. KALANDYK: Piosenki Dyckiego: dialektyka uzależnień i zależności. Śmiech, który nie wybawia, lecz unaocznia. „Nowa Okolica Poetów” 2009 nr 32..
 	A. KOPKIEWICZ: O ostatniej książce Tkaczyszyna-Dyckiego (i o wszystkich innych jego książkach). „Dekada Lit.” 2009 nr 5/6.
 	P. MACKIEWICZ: 10 prosiaków schizofrenii. „Odra” 2009 nr 1.
 	J. ORSKA: Bezzasadność powtórzeń. „Nowe Książ.” 2009 nr 2.
 	M. RADZIWON: Siła zwątpienia. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 131.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Upiorna melodia nawiedzonej kołysanki. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 230.
 	I. KANTOROWSKI: Tango w szpitalu psychiatrycznym. „Akant” 2010 nr 1.
 	M. PIECZARA: Uzależniony od jednej melodii. „Twórczość” 2010 nr 1.

Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. 111 wierszy

 	P. ŚLIWIŃSKI: 111 wierszy o własnym pomyśle na pustkę. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 3.
 	P. KACZMARSKI: O napomknieniach i powtórzeniach. „Odra” 2011 nr 5.

Imię i znamię

 	A. MORAWIEC: Poeta współczesny, uwikłany. „Nowe Książ.” 2011 nr 12.
 	G. TOMICKI: Myśli o powrocie do domu. „Odra” 2011 nr 12.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Poeta współczesny. „Nowa Dekada Lit.” 2012 nr 3/ 4.
 	P. KACZMARSKI: Między nieprzydatnością a ograniczeniem. „Twórczość” 2012 nr 6.
 	M. KALANDYK: Antybiografia – ponowienie, klucz, pre-tekst… „Topos” 2012 nr 4.
 	D. KIJEK: Nadaremność poezji. „Opcje” 2012 nr 1.
 	J. SKURTYS: Znaki utraty. „Akcent” 2012 nr 2.
 	.
 	A. SZYMAŃSKA: Poezja bólu i ocalenia. „Prz. Powsz.” 2012 nr 12.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Polska, Ukraina, ból. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 214.
 	M. SZYMAŃSKI: Inkantacje najlepszego we wsi pastuszka. W tegoż: Przebicia. Wwa 2015.

Kochanka Norwida

 	W. KLERA: Więcej. „Elewator” 2014 nr 4.
 	M. OLSZEWSKI: „W polszczyźnie niczym w kościółku” „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	A. SAMBORSKI: Płacz nad mohylą. „Wyspa” 2014 nr 2.
 	J. SKURTYS: „To nie jest wiersz ciotowski” „Opcje” 2014 nr 1/2.
 	M. STUDNICKA: Piosenka o niczym. „Perspektywy Kult.” 2014 nr 1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: W środku bólu. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 28 dod. „Książ. W Tyg.” nr 5/6.
 	J. SOBOLEWSKA: Wymyk i rozróba. „Polityka” 2014 nr 23.
 	M. STAŚKO: Kochanka Ryckiego. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 3 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: http://e.czaskultury.pl/czytanie/literatura/1649-kochanka-Dyckiego.
 	G. TOMICKI: Poetyckie branie miary. „Odra” 2014 nr 6, przedr. w tegoż: Po obu stronach lustra. Szczec.; Bezrzecze 2015.
 	J. DRZEWUCKI: Poezja musi być rozróbą. „Twórczość” 2015 nr 4.

Nie dam ci siebie w żadnej postaci

 	P. KOZIOŁ: Potwierdzenie głównej wiadomości. „dwutygodnik.com” [on-line] 2016 nr 187 [dostęp 19 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6609-potwierdzenie-glownej-wiadomosci.html.
 	M. OLSZEWSKA: Skurcze pamięci. „Odra” 2016 nr 11.
 	J. SOBOLEWSKA: Kraść hniłki. „Polityka” 2016 nr 27.
 	M. SZYMAŃSKI: Bybek. „Zesz. Lit.” 2016 nr 4.
 	Z. CHOJNOWSKI: E. Tkaczyszyn-Dycki, czyli umykanie i przepracowywanie. „Akcent” 2017 nr 2.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Moja historia, którą piszę jedynie dla ciebie. „Nowa Dekada Krak.” 2017 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Życie w formie tekstu. „Twórczość” 2017 nr 1.
 	M. KALANDYK: W cieniu choroby. Wyznania wierszoroba. „Topos” 2017 nr 2.
 	M. STAŚKO: Co twój dziadek robił w UPA? „Elewator” 2017 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3089" title="Teresa WALAS" slug="teresa-walas">ur. 1944

Pseud.: Salwa; T.W.

Historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 24 grudnia 1944 w Krakowie; córka Mariana Walasa, księgowego, i Wiktorii z domu Jurek. Uczyła się w IX Liceum Ogólnokształcącym im. J. Joteyko w Krakowie; w 1962 zdała maturę. Następnie podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); w 1967 uzyskała magisterium na podstawie pracy Powieść popularna dwudziestolecia międzywojennego, napisanej pod kierunkiem prof. Henryka Markiewicza. W 1967-68 pracowała jako stażystka w Katedrze Historii Literatury Polskiej UJ, a od maja 1969 jako wykładowca w tejże Katedrze. Debiutowała w 1969 artykułem pt. Bez szlachectwa. (O międzywojennej powieści popularnej), zamieszczonym na łamach „Życia Literackiego” (nr 30); w piśmie tym publikowała liczne artykuły do 1980 (podp. też: T.W.). Artykuły poświęcone literaturze Młodej Polski, literaturze popularnej, literaturze współczesnej i problemom kultury publikowała m.in. w „Nowych Książkach” (1970-81), „Tekstach” (1972-73), „Literaturze” (1972, 1974), „Pamiętniku Literackim” (1977, 1982, 1989). W 1972 została zatrudniona jako asystent w Instytucie Filologii Polskiej UJ. Po odbyciu studiów doktoranckich w 1976 uzyskała doktorat na podstawie rozprawy pt. Literatura polska wobec dekadentyzmu (promotor prof. Henryk Markiewicz) i otrzymała stanowisko adiunkta w Zakładzie Teorii Literatury i Poetyki UJ. W 1978 i 1983 wykładała literaturę i język polski w Stanach Zjednoczonych w Alliance College (Cambridge Springs, Pensylwania) oraz w University of North Carolina (Chapel Hill). Recenzje i artykuły zaczęła ogłaszać także m.in. w „Dzienniku Polskim” (1979-80; tu liczne recenzje teatralne), „Piśmie” (1981; podp. też: Salwa), „Twórczości” (1981, 1983-88), „Odrze” (1985-86, 1989), „Ruchu Literackim” (1986). „Tygodniku Powszechnym” (1987-91, 1997, 2001). W 1980-95 należała do NSZZ „Solidarność”; była członkiem Komisji Uczelnianej Związku na UJ. W 1987 wykładała w Institute of European Studies w Wiedniu. W 1989 została członkiem SPP; w 1996-99 i od 2000 wchodziła do Zarządu Głównego Stowarzyszenia. W 1990 była współzałożycielką pisma „Dekada Literacka”, w którym pracowała początkowo jako sekretarz redakcji, a od 2000 zastępca redaktora naczelnego; w piśmie tym publikowała liczne recenzje, artykuły i felietony. Sporadycznie publikowała też w „Dialogu” (1990), „Tekstach Drugich” (1990, 2008), „Znaku” (1996, 2000, 2011). W 1991-93 kierowała działem przekładów „Pamiętnika Literackiego”. W 1994 na podstawie rozprawy pt. Czy jest możliwa inna historia literatury? uzyskała na UJ habilitację. W 1999 została członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2002 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego UJ. W 2002-04 pełniła funkcję wicedyrektora Instytutu Polonistyki UJ. W 2004 otrzymała tytuł naukowy profesora i podjęła pracę w nowo utworzonej Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych Wydziału Polonistyki UJ. Prowadziła też zajęcia z krytyki literackiej na Studium Literacko-Artystycznym UJ. W 2007 została redaktorem naczelnym pisma Wydziału Polonistyki UJ pt. „Wielogłos”. W 2012 po rozwiązaniu pisma „Dekada Literacka” została zastępcą redaktora naczelnego nowo powstałego dwumiesięcznika „Nowa Dekada Krakowska”, nadal publikując na jego łamach liczne artykuły i recenzje. W 2012 weszła też w skład Zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej. Mieszka w Krakowie.

W 1994 jej uczniowie założyli Towarzystwo Admiratorów Teresy Walas, które wkrótce przemianowało się na Limeryczną Lożę Admiratorów, a dorobek tego gremium został opublikowany pt. Liber limericorum to jest Wielka Xięga Limeryków i Innych Utworów ku Czci Jej Wysokości Królowej Loży Teresy Walas jako też przy Innych Okazjach Sposobnych przez Limeryczną Lożę Jej Admiratorów Ułożonych (Kr. 1997).
TWÓRCZOŚĆ

 	Ku otchłani. (Dekadentyzm w literaturze polskiej 1890-1905). Kr.: WL 1986, 303 s.
Rozprawa doktorska. – Nagroda Funduszu Literatury w 1987.
Zawartość: Rozważania metodologiczne. – Dekadentyzm wśród prądów epoki: Treść i zakres pojęcia; Światopogląd jako tekst; Pozytywistyczno-naturalistyczna rama światopoglądu dekadenckiego; Światopogląd dekadencki; Praktyka literacka. – Dekadentyzm polski jako szczególna postać prądu europejskiego: Dekadentyzm wobec ideałów aprobowanych; Kształtowanie się dekadentyzmu: czynniki hamujące i transformujące; Idea dekadencji i mitologie ją zastępujące; Ewolucja niszcząca; Kryzys wartości: nicość jako wartość; Oblicza szatana; Osobowość rozszczepiona i „mózgowcy”; Perwersja i sztuczność; Estetyzm dekadencki czy modernistyczny?; Kłopoty z poetyką.
 	Czy jest możliwa inna historia literatury?. Kr.: Universitas 1993, 213 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: I. Horyzont metodologiczny: przeciw historii; Ku historii nowej: Wellek, czyli sceptycyzm; Strukturalistyczna krytyka historii: Lévi-Strauss i Foucault; Spór z obiektywizmem: prezentyzm, narratywizm, figuratywność; Nowy biologizm i konstruktywiści niemieccy; Retoryczność dokumentu i dekonstruktywizm; „Nowy” historycyzm; Historia tradycyjna w oczach hermeneuty: Gadamer; Hermeneutyczna fenomenologia historiografii: Ricoeur. – II. Czy jest możliwa inna historia literatury?: Rekonesans. Model „ekspozycji muzealnej” i model organiczno-dynamiczny; Interwencja strukturalizmu; Wyjaśnianie przez fabularyzację; Ku innej perspektywie opisu; Dynamika literacka; Perspektywa wewnętrzna i zewnętrzna; Wartościowanie i selekcja; Podmiot literackich działań; Problem zmiany; Zdarzenie literackie; Dokument literacki; Perspektywa historyczna.
 	Zrozumieć swój czas. Kultura polska po komunizmie. Rekonesans. Kr.: WL 2003, 294 s. Obrazy Współczesności.
Nagroda im. K. Wyki w 2005.
Zawartość: Kultura polska po komunizmie – między kulturą socjalistyczną a postmodernizmem; „Zmierzch paradygmatu” – i co dalej?; Zawiązany język, czyli o milknięciu intelektualistów.
Przekł. ang. (fragm.): Polish culture after communism. First impressions. [Przeł.] M.G. Levine. W: Swedish-Polish modernism. Stockholm 2003 s. 245-256.
 	Pogodzić Mrożka z Grottgerem… Ostatnie chwile przed dwustuleciem Sceny Narodowej w Krakowie. 1977-1981. [Autorzy:] K. Pleśniarowicz, T. Walas. Kr.: Księg. Akademicka 2005, 525 s.
Dot. Nar. Starego T. im. H. Modrzejewskiej. – Tu T. Walas: Sezon 1979/1980, s. 151-310 [recenzje teatralne druk. wcześniej w „Dz. Pol.”].
 	Rozprawy i studia zamieszczone w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Zwierciadła Jerzego Andrzejewskiego. W: Prozaicy dwudziestolecia międzywojennego. Wwa 1972 s. 23-48. – Jak kupiec galanteryjny mógł zostać dekadentem, czyli tajemnice realizmu. W: Literackie wizje i re-wizje. Wwa 1980 s. 112-120 [dot.: B. Prus: Lalka]. – Emocje i forma. („Dziecko salonu” Janusza Korczaka na tle ówczesnej powieści). W: Janusz Korczak – życie i dzieło. Wwa 1982 s. 227-237. – Miriam – poeta odbrązowiony. [Wstęp do:] Z. Przesmycki: Wybór poezji. Kr. 1982 s. 5-35. – Stanisław Przybyszewski a dekadentyzm. W: Stanisław Przybyszewski. Wr., Kr. 1982 s. 55-75. – Wilhelm Feldman – historyk literatury. „Pam. Lit.” 1982 z. 1/2 s. 47-88. – Dynamika wewnętrzna światopoglądu Młodej Polski. W: Porównania. Studia o kulturze modernizmu. Wwa 1983 s. 11-31. – O „Miazdze” Jerzego Andrzejewskiego, czyli o walce z szatanem. W: Literatura źle obecna. Rekonesans. Londyn 1984 s. 231-245, wyd. nast. Kr.* 1986. – Historia literatury jako opowieść. Prolegomena. „Ruch Lit.” 1986 nr 5 s. 375-391. – Interpretacja jako wartość. „Pam. Lit.” 1989 z. 3 s. 19-37. – [T.] Słobodzianek: Pułapka oczywistości. „Dialog” 1990 nr 3 s. 74-83. – Współczesna literatura polska – między empirią a konceptualizacją. „Teksty Drugie” 1990 nr 1 s. 70-90. – Przeciw historii. Poststrukturalistyczna krytyka historii – wybrane problemy. W: Po strukturalizmie. Wr. 1992 s. 95-113. – Historia literatury – wiedza podejrzana. W: Kryzys czy przełom. Kr. 1994 s. 85-95. – Po co mi pozytywizm? „Znak” 1996 nr 2 s. 74-111. – Paradoksy „Miazgi” Jerzego Andrzejewskiego. W: Lektury polonistyczne. T. 1. Kr. 1997 s. 293-318. – [Wstęp do:] G. Zapolska: Moralność pani Dulskiej; Ich czworo. Kr. 1997 s. 5-30. – Kobieta i kwestia ludzka. O „Żabusi” Gabrieli Zapolskiej; Zagadka „Trędowatej” [H. Mniszkówny]. W: Lektury polonistyczne. Kr. 2001 s. 83-104; 228-261. – Zawiązany język. O kłopotach z dyskursem publicznym. W: Retoryka dziś. Kr. 2001 s. 121-137. – Zmierzch paradygmatu – i co dalej? „Dekada Lit.” 2001 nr 5/6 s. 50-73, przedr. w wersji rozszerz. w: Jan Błoński i… literatura XX wieku. Kr. 2002 s. 239-269. – Odbiór i odbiorca w badaniach literackich. W: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Wwa 2002 s. 76-82. – „Niebyła” historia literatury. W: Narracja i tożsamość. T. 2. Wwa 2004 s. 94-109. – Historia literatury w przebudowie. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 429-444. – Historia literatury w perspektywie kulturowej – dawniej i dziś. W: Kulturowa teoria literatury. Kr. 2006 s. 93-135. – PRL jako przedmiot dyskursu encyklopedycznego. W: NarRacje po końcu (wielkich) narRacji. Wwa 2007 s. 93-114. – Dwie diatryby Brzozowskiego – po stu latach. „Dekada Lit.” 2008 nr 4 s. 38-46. – Oko innego/cudzoziemca jako możliwa perspektywa poznawcza literatury polskiej. „Teksty Drugie” 2008 nr 4 s. 39-47. – Wyspiański jako problem polskiego modernizmu. „Teksty Drugie” 2008 nr 3 s. 11-26. – [Cz.] Miłosz jako figura tożsamości problematycznej. „Dekada Lit.” 2011 nr 1/2 s. 70-81, przedr. w: Miłosz i Miłosz. Kr. 2013 s. 317-330, w wersji ang. pt. Miłosz as a figure of problematic identity. W: „Miłosz like the world”. [Przeł.] G. Czemiel. Frankfurt am Main 2015 s. 23-34. – Antropologia literatury jako możliwy rozsadnik jej odnowionej historii i słabej teorii. W: Przyszłość polonistyki. Katow. 2013 s. 167-175. – Historyk w krytyku, krytyk w historyku. „Wielogłos” 2014 nr 4 s. 15-22 [dot. J. Błońskiego]. – Dwadzieścia lat temu. Mały aneks do znanych opowieści. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 6 s. 48-63 [referat z konferencji „Szymborska. 20 lat po Noblu”].

Prace redakcyjne

 	Z. Przesmycki (Miriam): Wybór poezji. Wybór i oprac. tekstu T. Walas. Kr.: WL 1982, 302 s. Bibl. Poezji Młodej Polski.
 	Narody i stereotypy. Pod red. T. Walas. Kr.: Międzynarodowe Centrum Kultury 1995, 328 s.
Materiały konferencyjne.
Przekł.: ang.: Stereotypes and nations. Cracow 1995, – niem.: Stereotypen und Nationen. Krakau 1999.
 	W. Szymborska: Poczta literacka, czyli Jak zostać (lub nie zostać) pisarzem. Wybór i układ tekstów T. Walas. Oprac. graf.: A. Dudziński. Kr.: WL 2000, 143 s. Wyd. nast. jako dodruk tamże 2012.
 	Sztuka interpretacji w ostatnim półwieczu. T. 3. Wybór i oprac.: H. Markiewicz. Współudział T. Walas. Kr.: Universitas 2011, 758 s.
 	Kulturowa teoria literatury. 2. Poetyki, problematyki, interpretacje. Red.: T. Walas, R. Nycz. Kr.: Universitas 2012, 668 s. Horyzonty Nowoczesności: teoria-literatura-kultura, 94.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.
 	Wywiady: Bezsenność kapłanów. O intelektualistach starych i nowych. Rozm. M. Wilk. „Dz. Pol.”, Kr. 2005 nr 17, przedr. w: M. Wilk: W biegu... książka podróżna. Kr. 2010; Powinnam więcej czytać… Rozm. K. Kwiecień. „Kraków” 2005 nr 3; Wiano po Wyce. Rozm. M. Iskra. „Gaz. Krak.” 2005 nr 30; „Inna historia literatury jest możliwa”. Rozm.: T. Mackiewicz, A. Wnuk. „Tekstualia” 2010 nr 3 [dot. gł.: Czy jest możliwa inna historia literatury?]; Szymborska żyła inaczej… Rozm. U. Wolak. „Dz. Pol.” 2012 nr 245 [o znajomości z W. Szymborską].


 	LP XX w. (D. Nowacki).
 	T.M. ZACZYŃSKI: Teresa Walas. Biobibliografia. W: Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Prace ofiarowane Teresie Walas. Kr. 2015.

Ogólne

 	Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Prace ofiarowane Teresie Walas. Red.: T. Kunz, A. Łebkowska, R, Nycz, M. Popiel. Kr.: Wydawn. UJ 2015, 506 s. [tu m.in. art. poświęcone T. Walas: S. WYSŁOUCH: Teresy Walas boje o inną historię literatury; B. ROGATKO: Czy istniał polski dekadentyzm? Lekcja czytania 2014 [dot.: Ku otchłani]; E. KRASKOWSKA: Czy jest możliwa (i potrzebna) herstoria literatury polskiej? [dot.: Czy jest możliwa inna historia literatury?]; T. MIZERKIEWICZ: Projekt krytyki temporalnej. Uwagi na temat „Zrozumieć swój czas”].


 	H. MARKIEWICZ: Laudacja Teresy Walas. „Dekada Lit.” 2005 nr 1 [z okazji otrzymania Nagrody im. K. Wyki].
 	T. BĘTKOWSKA: W Bermudzkim Trójkącie. „Alma Mater” 2012 nr 147.

Ku otchłani

 	M. KISIEL: Otchłań dekadentów. „Życie Lit.” 1987 nr 12.
 	R. KOLARZOWA: Niemożności polskiego dekadenta. „Twórczość” 1987 nr 7.
 	G. LESZCZYŃSKI: Z perspektywy dekadenta. „Nowe Książ.” 1987 nr 5/6.
 	G. MATUSZEK: Książka o dekadentyzmie polskim. „Prz. Hum.” 1987 nr 10.
 	I. SIKORA: Monografia dekadentyzmu. „Odra” 1987 nr 9.
 	T. LINKNER. „Ruch Lit.” 1988 nr 3.
 	D. TRZEŚNIOWSKI: Dekadentyzm po polsku. „Akcent” 1988 nr 4.
 	B. WOJNOWSKA. „Pam. Lit.” 1988 z. 4.
 	D. TRZEŚNIOWSKI. „Literary Studies in Poland”, Wr. T. 21: 1989.

Czy jest możliwa inna historia literatury?

 	G. BORKOWSKA: Co się zmienia. „Res Publica Nowa” 1994 nr 4 [dot. też: E. Graczyk: Ćma; A.S. Kowalczyk: Sawinkow].
 	A. CZYŻ: Inna historia literatury. „Ogród” 1994 nr 3.
 	I. PAPROCKA: Czy możliwa jest inna historia literatury? „Tytuł” 1994 nr 4.
 	M. STRZYŻEWSKI: Fantazmaty postmodernistycznego teoretyka literatury. „Twórczość” 1994 nr 10.
 	K. KASZTENNA. „Pam. Lit.” 1995 z. 2.
 	E. KUŹMA: Pytania o możliwości historii. „Teksty Drugie” 1995 nr 2.
 	A. MAZUR: „De profundis” historyka. „Znak” 1995 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.

Zrozumieć swój czas

 	D. NOWACKI: Kultura po komunizmie. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 282.
 	I. IWASIÓW: Apetyt na eksces. „Teksty Drugie” 2004 nr 1/2.
 	M. KŁOSIŃSKA-DUSZCZYK: Milczenie zamiast dyskusji. „Pogranicza” 2004 nr 3.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Intelektualista po komunizmie. „Odra” 2004 nr 9.
 	A. POPRAWA: Klerk i, jednak, społecznik. „Kultura polska po komunizmie” Teresy Walas. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 21.
 	D. ULICKA: Skradziony język. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	A. WERNER: Życie wolne lecz niemrawe. „Prz. Polit.” 2004 nr 65.
 	W. FORAJTER. „Pam. Lit.” 2005 z. 1.
 	M. ZIELIŃSKI: Hybris filologa. „Rzeczpospolita” 2006 nr 217, polem. T. Walas: [List do redakcji]. „Dekada Lit.” 2006 nr 4; [List do redakcji]. „Teksty Drugie” 2006 nr 6.
 	M. BATEROWICZ. „Twórczość” 2007 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3091" title="Piotr WILCZEK" slug="piotr-wilczek">ur. 1962

Historyk literatury i kultury, tłumacz, krytyk literacki, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 kwietnia 1962 w Chorzowie; syn Pawła Wilczka, artysty plastyka, i Jadwigi z Węgrzeckich, lekarki. Okres wczesnego dzieciństwa spędził w Zabrzu, a od 1966 mieszkał w Katowicach. W 1977 podjął naukę w III Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Katowicach. W tym czasie brał dwukrotnie udział w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego, zostając kolejno finalistą i laureatem. Po zdaniu matury w 1981 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w ramach indywidualnego toku studiów pod kierunkiem prof. Jana Malickiego. Jako badacz literatury debiutował w 1983 szkicami pt. Kultura i pamięć, wydanymi przez Studenckie Centrum Kultury ZSP. W tymże roku ogłosił pierwsze przekłady poetyckie z języka angielskiego w wydawanym w Sosnowcu przez Piwnicę Literacką piśmie studenckim „Remedium” (nr 1). Rozwijał też działalność krytycznoliteracką; w 1984 rozpoczął współpracę z warszawskim miesięcznikiem „Przegląd Powszechny”, publikując na jego łamach artykuły i recenzje do 1989. W 1985 opublikował swój pierwszy tomik poetycki pt. Nowe przygody Seneki. W 1986 uzyskał magisterium i został zatrudniony jako asystent w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej UŚl. (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, od 2005 im. I. Opackiego) kolejno w Zakładzie Historii Literatury Staropolskiej, Oświeceniowej i Romantycznej, Zakładzie Historii Literatury Średniowiecza i Renesansu oraz w Pracowni Retoryki. W 1988 odbył staż podyplomowy na Uniwersytecie w Oxfordzie. W pracy badawczej zajął się głównie dawną i współczesną literaturą polską i angielską, kulturą renesansu i reformacji, teorią i praktyką przekładu artystycznego oraz komparatystyką literacką i kulturową. Artykuły, recenzje, wiersze, przekłady z języka angielskiego publikował m.in. w pismach: „Student” (1986-87, 1989), „Poezja” (1988), „Ogród” (1989, 1991-93), „Pamiętnik Literacki” (1989), „FA-art” (1990, 1992-93, 1999), „Twórczość” (1994), „Tytuł” (1994), „Życie Duchowe” (1994-95), „Nowe Książki” (1996-2003; tu liczne recenzje), „Śląsk” (1997-98). W 1989 ukończył roczne Międzywydziałowe Podyplomowe Studia Neolatynistyczne na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W 1990/91 odbył staż doktorski na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) pod kierunkiem prof. Andrzeja Borowskiego. W 1992 uzyskał doktorat na UŚl. na podstawie rozprawy pt. Erazm Otwinowski. Studium z dziejów literatury ariańskiej w XVI wieku (promotor prof. J. Malicki) i w listopadzie 1992 otrzymał stanowisko adiunkta. Zajął się także kształceniem cudzoziemców w zakresie języka i kultury polskiej. Od 1992 (corocznie w sierpniu) zaczął prowadzić wykłady i seminaria dla cudzoziemców na temat historii kultury i literatury polskiej w Szkole Języka i Kultury Polskiej UŚl. W 1994 otrzymał Nagrodę Artystyczną Wojewody Katowickiego dla młodych twórców (za r. 1993). W 1995-96 pełnił funkcję wicedyrektora do spraw artystyczno-programowych w instytucji kulturalnej Samorządu Województwa Śląskiego „Ars Cameralis Silesiae Superioris” (Górnośląski Festiwal Kameralistyki). W 1996 był na stażu podoktorskim w The Warburg Institute na University of London. Kilkakrotnie przebywał na krótkoterminowych stypendiach naukowych na uniwersytetach brytyjskich m.in. jako visiting translator w The British Centre for Literary Translation na University of East Anglia w Norwich (1994, 1996). W 1998 został członkiem American Association of Teachers of Slavic and East European Languages. Prowadził zajęcia z literatury i kultury polskiej jako visiting professor na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych: Rice University, Houston (1998/1999), University of Illinois w Chicago (1999/2000 i 2000/2001) – jako stypendysta Fundacji Kościuszkowskiej oraz University of Chicago (2000/2001). W 2000 wszedł w skład zespołu redakcyjnego pisma „The Sarmatian Review” (Houston, TX; tu publikował artykuły w 1999, 2009, 2012). W 2001 uzyskał habilitację na UŚl. na podstawie rozprawy pt. Dyskurs – przekład – interpretacja. Literatura staropolska i jej trwanie we współczesnej kulturze. W 2002-08 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filologicznego UŚl. W tym też czasie był przewodniczącym Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Katowicach, a następnie został członkiem Komitetu Głównego Olimpiady przy IBL PAN. Artykuły, rozprawy i recenzje publikował na łamach „Chicago Review” (2000), „Polish Review” (2001), „Zeszytów Naukowych KUL” (2002), „Ogrodu” (2003), „Postscriptum” (2005), „Opcji” (2007), „Ruchu Pedagogicznego” (2009), „Language and Literary Studies of Warsaw” (2014). W 2002-12 pełnił funkcję przewodniczącego Rady Programowej Gliwickiego Teatru Muzycznego. W 2003 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŚl. Od tegoż roku do 2004 pełnił obowiązki p.o. kierownika Katedry Filologii Klasycznej. W 2004 został członkiem Polskiego Towarzystwa Filologicznego. W 2006 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2007 wszedł w skład Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2008 przeprowadził się do Warszawy, gdzie objął stanowisko profesora zwyczajnego w Instytucie Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” (IBI AL; od 2012 Wydział „Artes Liberales” UW) i zastępcy dyrektora Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW (do 2013), a w marcu 2009 kierownika Kolegium „Artes Liberales” UW. W 2008-10 jako visiting scholar współpracował przy projektach naukowych i dydaktycznych z Art and Sciences Honors Program w Boston College. W lipcu 2009 zaczął brać udział w pracach międzynarodowego projektu naukowego na University of Oxford – Cultures of Knowledge. An Intellectual Geography of the Seventeenth-Century Republic of Letters. W tymże roku został ekspertem projektu Ministerstwa Edukacji Narodowej Opracowanie i pilotażowe wdrożenie innowacyjnych programów nauczania , zgodnych z polską podstawą programową kształcenia ogólnego i wymaganiami egzaminacyjnymi, przeznaczonych dla uczniów – dzieci obywateli polskich za granicą. W październiku 2009 został kierownikiem założonego przez siebie międzynarodowego zespołu naukowego – Komisji do Badań nad Reformacją w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej przy IBI AL UW, przekształconej w 2016 w Ośrodek Badań nad Reformacją i Kulturą Intelektualną w Europie Wczesnonowożytnej. W październiku 2010 został kierownikiem Studiów Doktoranckich w IBI AL. Wykładał też w Wyższej Szkole Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, w Wyższej Szkole Lingwistycznej w Częstochowie, w Wyższej Szkole Pedagogicznej ZNP w Warszawie, a także w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu oraz Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. W 2010 wszedł w skład zespołu redakcyjnego pisma wydawanego przez Instytut Historii PAN „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”. W 2011 rozpoczął współpracę przy tworzeniu programu studiów o Polsce (Polish Studies Initiative) w Cleveland State University, a także wszedł w skład rady redakcyjnej pisma „Reformation and Renaissance Review” wydawanego przez Society for Reformation Studies (Wielka Brytania). W tymże roku został członkiem Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, Rady Naukowej IBL PAN, a także Rad Naukowych The International Reformation Research Consortium (RefoRC) i Post-Reformation Digital Library. W 2013 wszedł w skład zespołu redakcyjnego internetowego kwartalnika protestanckiego „pismo er”. W tymże roku został Prezesem Zarządu Stowarzyszenia „Klub Stypendystów Fundacji Kościuszkowskiej”, a w 2014 przedstawicielem w Polsce tejże Fundacji (The Kościuszko Foundation z siedzibą w Nowym Jorku). Wygłosił kilkadziesiąt referatów na międzynarodowych konferencjach naukowych oraz kilkanaście wykładów gościnnych na zaproszenie uniwersytetów zagranicznych, m.in. na Uniwersytecie Harvarda (2000) i Uniwersytecie w Oxfordzie (2010).W listopadzie 2016 został ambasadorem RP w Stanach Zjednoczonych. Odznaczony m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2005), Złotą Odznaką „Za zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego” (2005), odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2006). Mieszkał w Warszawie, a obecnie przebywa w Waszyngtonie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Kultura i pamięć. [Szkice]. Sosnowiec: Studenckie Centrum Kultury ZSP „Zameczek-Remedium”. Piwnica Lit.1983, 20 s. Impuls, 1.
Zawartość: Kultura i pamięć [wstęp]. – Dlaczego klasycy?. Notatki z lektur i rozmyślania [o tradycji klasycznej w literaturze pol.]; „Szczęśliwy naród, który ma poetę” [dot. wiersza Cz. Miłosza „Do Tadeusza Różewicza, poety”].
 	Nowe przygody Seneki. [Wiersze]. Sosnowiec; Katow.: Piwnica Lit. przy SCK [Studenckim Centrum Kultury] ZSP UŚl.; Studencka Rada Lit. w Katow. 1985, 16 s.
Wyd. z okazji I Śląskich Spotkań Lit.
 	Pytania i medytacje. [Wiersze]. Gdańsk: Studencka Ofic. Wydawn. ZSP Alma-Press 1987, 25 s.
 	Piosenka bez końca świata. [Wiersze]. Gliwice: Wokół Nas 1992, 35 s.
 	Literatura staropolska. Średniowiecze, renesans, barok. Informator bibliograficzny dla studentów filologii polskiej. [Współaut.:] D. Rott, R. Sadło. Katow.: UŚl., Inst. Nauk o Literaturze Pol. 1993, 39 s. Wyd. nast. z podtyt. Przewodnik bibliograficzny dla studentów filologii polskiej: Katow.: Wydawn. UŚl. 1998, 53 s. Skrypty UŚl., 545, tamże: wyd. 2 [!] zmien. i uzup. 2000, Skrypty UŚl., 563; wyd. 3 [!] uzup. i zmien. 2002, 71 s. Podręczniki i Skrypty UŚl. w Katow., 8.
Spis lektur. – Od wyd. 2 R. Sadło podp. R. Ryba. – W wyd. 3 nadto współaut.: Z. Kadłubek.
 	Erazm Otwinowski – pisarz ariański. Katow.: Gnome Books 1994, 168 s. Z Pr. Zakładu Historii Lit. Średniowiecza i Renesansu UŚl.
Rozprawa doktorska.
 	Spory o Biblię w literaturze Renesansu i Reformacji. Wybrane problemy. Kielce: Szumacher 1995, 46 s. PAN Oddz. w Katow. Komisja Hist.-lit. Spotkania z Lit., 17.
Zawartość: Wstęp. – Biblia i reformacja. „Tylko „Pismo”: Reformacja; Biblistyczna rewolucja: Erazm z Rotterdamu; Poreformacyjne przekłady biblijne w Polsce. – Arianie – poeci biblijni: Literatura zagrożona manipulacją; Bracia polscy – ofiary manipulacji; Biblijne fundamenty doktryny braci polskich wobec humanizmu i Reformacji; Poezja biblijna i teologiczna – na przykładzie twórczości Erazma Otwinowskiego; Poezja biblijna czy rewolucyjna: spór o antologię „Arianie polscy w świetle własnej poezji”; Poeta biblijny – katolicki czy ariański: kilka słów o Wacławie Potockim. – Zakończenie.
 	Ślady egzystencji. Szkice o polskich pisarzach emigracyjnych. Katow.: Śląsk 1997, 103 s.; Epizody.
Zawartość: Od Autora. – Jan Lechoń: Wspomnienie utraconego dzieciństwa – wiersz „Ojców” Jana Lechonia. Tekst i konteksty; „Leszku kochany, żegnam Cię”. Mowa Kazimierza Wierzyńskiego nad grobem Jana Lechonia w świetle dzieł literackich, dokumentów i wspomnień; Bibliografia. – Witold Gombrowicz: Autokomentarz i autokreacja – przedmowy autorskie do dzieł Witolda Gombrowicza; „Dziennik” Witolda Gombrowicza – lekturowe pułapki (kilka refleksji metodycznych z okazji wprowadzenia „Dziennika” na listę lektur szkolnych); Bibliografia. – Czesław Miłosz: Szukanie ojczyzny – rzecz o prozie Czesława Miłosza; Bibliografia. – Adam Czerniawski: Niespokojne dzieciństwo – o wspomnieniach Adama Czerniawskiego; Bibliografia.
 	Szkolny słownik literatury staropolskiej. [Autorzy:] J. Goliński, R. Mazurkiewicz, P. Wilczek. Red.: M. Pytasz. Katow.: Videograf II 1999, 352 s.
 	Poezja polskiego renesansu. Interpretacje. [Autorzy:] K. Martyn, P. Wilczek. Katow.: Książnica 2000, 135 s. Dla Szkół Średnich.
Tu P. Wilczka: Oswajanie śmierci. Klemens Janicki, „Księga żalów. Elegie I-X” (fragmenty); Renesansowy horacjanizm. Jan Kochanowski, „Fraszki” – [I-3] „O żywocie ludzkim”, [I, 101] „O żywocie ludzkim”; „Rozkosz” i „srogie łańcuchy”. Jan Kochanowski, „Srogie łańcuchy na swym sercu czuję” Pieśń II, 21; Między rozpaczą i nadzieją. Jan Kochanowski, „Tren XI”; Poetyckie wersje przypowieści biblijnych. Erazm Otwinowski: „Zły i dobry kwas”. Luc. I3.
 	Dyskurs – przekład – interpretacja. Literatura staropolska i jej trwanie we współczesnej kulturze. Katow.: Gnome 2001, 233 s. Bibliotheca Paucorum Historiarum.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. – Cz. I. Dialog z tradycją: Kochanowski: Dialog masek. Treny Kochanowskiego jako poemat polifoniczny; Od [J.] Bowringa do [S.] Barańczaka. Angielskie przekłady „Trenów” Jana Kochanowskiego; Wobec Horacego. Pieśń „Dzbanie mój pisany” Jana Kochanowskiego i inne polskie przekłady ody Horacego „O nata mecum”. – Cz. II. Słowa nienawiści czy braterskie napomnienia? Dyskurs polemiczny w literaturze religijnej przełomu XVI i XVII wieku: Jezuici i arianie. Wprowadzenie do lektury polskich polemik wyznaniowych na przełomie XVI i XVII wieku; Teologia przeciwnika. Idee religijne braci polskich na przełomie XVI i XVII wieku; Autorytet. Znaczenie Pisma Świętego w polemikach Piotra Skargi z Hieronimem Moskorzowskim; Wyobraźnia. Polemiki Marcina Łaszcza z Marcinem Czechowiczem; Diabeł. Rozmowy Lutra z diabłem w tekstach polemicznych Marcina Łaszcza; Między scholastyką a humanizmem?. – Cz. III. Wiek XX wobec literatury dawnej: Badacze i poeci: Powrót do retoryki. Współczesność wobec tradycji w polskich badaniach nad retoryką; Dyskurs ideologiczny. Marksistowski spór o poezję braci polskich; Archaizowanie przekładu. Polskie tłumaczenia „Sonetu X” Johna Donne’a; Barokowy Różewicz. Dialogi międzytekstowe w wierszu „Totentanz” Tadeusza Różewicza; „Religijne” czy „niewyrażalne”? Wokół dawnych i współczesnych prób definiowania poezji religijnej.
 	W poszukiwaniu początków. Podręcznik do kształcenia kulturowo-literackiego oraz językowego dla klasy 1 liceum ogólnokształcącego, liceum profilowanego, technikum. Cykl 1. [Autorzy:] P. Wilczek, B. Gaj, J.J. Gawlikowska. Red. merytoryczna: J.J. Gawlikowska. Goleszów: Publisher-Innowacje 2002, 76 s. Śródziemnomorskie korzenie, 1.
 	Jednostka a społeczeństwo. [Studia; autorzy:] J. Lyszczyna, J. Ryba, P. Wilczek. Red. merytoryczna: C. Dunat. Goleszów: Publisher-Innowacje 2003, 128 s. Śródziemnomorskie korzenie, 5.
Na okł. podtytuł: Podręcznik do języka polskiego – klasa I, kształcenie kulturowo-literackie oraz kształcenie językowe: liceum, technikum.
 	Literatura polskiego renesansu. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 197 s. Podręczniki i Skrypty UŚl. w Katow., 57.
 	(Mis)translation and (mis)interpretation: Polish literature in the context of cross-cultural communication. Frankfurt am Main: P. Lang 2005, 164 s. Wyd. nast. tamże 2006. Literary and Cultural Theory, 22.
Tekst częściowo tłum. z jęz. pol. – Zawartość: How to play on authentic instruments? Polish renderings of John Donne’s „Sonnet X” [wersja pol. zob. poz. 17]; Two versions of death: Mickiewicz translates Byron [wersja pol. zob. poz. 17]; English translations of Jan Kochanowski’s „Laments”; Polish renaissance literature in English translation: Negotiating archaism and colloquialism in the poetry of Mikołaj Sęp Szarzyński; Czerniawski translates Różewicz: A few remarks [wersja pol. zob. poz. 17]; Hate speech or brotherly admonitions? Discourse between Jesuits and “Heretics” in early modern Polish literature; Jesuits in Poland according to A.F. Pollard; „Ut pictura poesis erit”: Relations between words and images in pattern poetry; „Sarmatians” in the New World: Old Polish literature in contemporary American Academic Teaching; Polish literary canon in the context of current debates; Polish Nobel prize winners – are they really Polish?; Images of America in modern Polish poetry: An essay on alienation; American vs. Polish: A personal and entertaining last essay of this book for an exhausted reader (no literary works mentioned or quoted); Bibliography.
 	Polonice et Latine. Studia o literaturze staropolskiej. Katow.: Wydawn. UŚl. 2007, 190 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2582.
Dostępny w Internecie: http://books.google.pl.
Zawartość: Od autora. – Cz. I. Literatura staropolska – problemy badawcze i dydaktyczne: Najnowsze tendencje w badaniach nad literaturą staropolską; Pisarze łacińscy w dawnej Polsce – rekonesans; Radykalna reformacja w Polsce – modele badań w drugiej połowie XX wieku; Religijna proza polemiczna w Polsce na przełomie XVI i XVII wieku – rekonesans; Nawrócenie – konwersja – przemiana. Kilka uwag o losach pisarzy polskich w czasach reformacji i kontrreformacji; „Ut pictura poesis erit” – związki słowa i obrazu w poezji wizualnej [poz. 15]; System kursowy, kanon lektur i standardy kształcenia w nauczaniu literatury staropolskiej; Sarmaci w Nowym Świecie. O obecności i nauczaniu literatury staropolskiej w Stanach Zjednoczonych [poz. 15]. – Cz. II. Wokół pisarzy: Kochanowski, Otwinowski, Sęp Szarzyński: W co wierzył Jan Kochanowski? Głos w sporze o religijność poety i jego poezji; Przez sen czy na jawie? Tajemnice „Trenu XIX”; Ewolucja przypowieści jako gatunku mowy – od słów Jezusa do „Przypowieści” Erazma Otwinowskiego; Czy Sęp Szarzyński przemówił po angielsku? Uwagi na marginesie tłumaczeń „Sonetów” [zawiera też teksty tłum. sonetów II i IV].
 	Angielsko-polskie związki literackie. Szkice o przekładzie artystycznym. Katow.: Śląsk 2011, 153 s. Studia o Przekładzie, 32.
Zawartość: Od autora; Kanon a przekład; John Donne. Polskie przekłady „Sonetu X” [wersja ang. zob. poz. 15]; Byron po polsku. Mickiewiczowski przekład wiersza „Euthanasia” [wersja ang. zob. poz. 15]; John Bowring i inni. Angielskie „Treny” Jana Kochanowskiego; „All-strange of thee thy charity the ways”. O angielskich tłumaczeniach „Sonetów” Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego; [T.] Różewicz po angielsku [dot. przekł. A. Czerniawskiego] [wersja ang. zob. poz. 15]; „The world. (A Naïve poem)”. Autoprzekłady Czesława Miłosza; Stanisław Barańczak. Polemiki translatorskie tłumacza poezji angielskiej, amerykańskiej i polskiej; „Moved by the spirit”. Angielska antologia polskiej poezji religijnej [Oprac.: A. Czerniawski. Belfast 2011]. – Publikacja wyd. pod patronatem Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, zawiera też: Zawartość tomów przekładoznawczych.
 	Jan Kochanowski. [Szkic]. Powst. ok. 2011. Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. Nomen-Omen Dr J. Grzenia 2011, 50+4 s., Portrety Pisarzy, plik w formacie PDF.
 	Polonia Reformata. Essays on the Polish Reformation(s). Göttingen, Bristol, CT: Vandenhoeck &amp;amp; Ruprecht [2016], 145 s. Refo500 Academic/Sudies, 36.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Göttingen, Bristol, CT: Vandenhoeck &amp;amp; Ruprecht [2016], plik w formacie PDF.
Zawartość: Introduction; I. Ideas and polemics; II. Between Luther and Socinus. Polish poets in the age of the Reformation.
 	Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: „Dzień ostatecznej na globie przemiany”. Tradycje i konteksty w wierszu Juliusza Słowackiego „Radujcie się! Pan wielki narodów nadchodzi…”. „Prz. Powsz.” 1984 nr 4 s. 31-41. – Kochanowski – poeta czy mit poety. Funkcje wypowiedzi metatekstowych w powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego „Poeta i świat”. „Biul. Kwartalny Radomskiego Tow. Nauk.” 1984, wyd. 1986 z. 3 s. 69-79. – Renesans badań nad retoryką. „Prz. Powsz.” 1987 nr 4 s. 106-114. – Barokowa poezja wizualna w Europie i Polsce. Prolegomena. W: Staropolskie teksty i konteksty. T. 1. Katow. 1989 s. 43-79. – Funkcje wierszy wizualnych w utworze Adama Nieradzkiego „Kirys hartowny starożytnego żołnierza”. W: O literackiej ramie wydawniczej w książkach dawnych. Katow. 1990 s. 21-43. – U podstaw religijności ariańskiej. (Słownik teologii Braci Polskich w XVI wieku). „Ogród” 1993 nr 1/4 s. 120-133. – Metoda nauczania retoryki w podręczniku Micanusa. W: Staropolskie teksty i konteksty. T. 2. Katow. 1994 s. 69-78. – Między afirmacją a buntem. Kilka refleksji o religijności poezji polskiej po 1975 roku. „Tytuł” 1994 nr 1 s. 74-82. – William John Rose. Badacz literatury polskiej na Śląsku. „Śląskie Miscellanea” 1994 t. 7 s. 100-106. – Zarys dziejów zboru ariańskiego w Rzeczypospolitej do roku 1604. (Próba kalendarium); Biblia w poezji ariańskiej. (Na przykładzie twórczości Erazma Otwinowskiego). W: Kolokwia polsko-włoskie. [T. 1]. Katow. 1994 s. 99-121; 123-134. – Antologie poezji polskiej w przekładach pisarzy emigracyjnych. [Współaut.:] A. Dziadek. W: Literatura emigracyjna 1939-1989. T. 2. Katow. 1996 s. 297-311. – Baroque pattern poetry in Poland in relations to theories of literary genres. W: Iconography in cultural studies. Szeged 1996 s. 143-149. – Word of God and the problem of authority in seventeenth-century Polish religious disputes. W: Word, subjects, nature. Katow. 1996 s. 101-105. – Catholics and heretics. Some aspects of religious debates in the old Polish-Lithuanian Commonwealth. „The Sarmatian Review” 1999 nr 2 s. 619-628. – Obraz Ameryki w poezji polskiej XX wieku. W: Godność i styl. Katow. 2003 s. 308-316. – W poszukiwaniu modelu historii kultury. Aby Warburg i jego koncepcja biblioteki humanistycznej. „Ogród” 2003 nr 1/2 s. 309-325. – Kanon tradycji (uniwersalnej) a zadania narodowej historii literatury. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 111-120. – Pisarze łacińscy w dawnej Polsce – rekonesans. „Civitas Mentis”, Katow. 2005 t. 1 s. 110-127. – Przekład i interpretacja Biblii poza obrębem naukowej biblistyki – dylematy dyletanta. W: Paradygmat pamięci w kulturze. Siedlce 2005 s. 605-609. – Najnowsze tendencje w badaniach nad literaturą staropolską. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2007 nr 5 s. 21-34. – „Orator: vir bonus”. Esej o związkach retoryki z pedagogiką. „Ruch Pedag.” 2009 nr 5/6 s. 5-10. – Kanon literatury polskiej w nauczaniu polonistycznym za granicą. W: Kanon kultury w nauczaniu języka polskiego jako obcego. Wwa 2010 s. 89-96. – The major concepts of antitrinitarian theology in the 16th century. W: Reformacja w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Wwa 2010 s. 158-170. – Inicjacja i kanon – ankieta na temat powieści „W pustyni i w puszczy”. W: Wokół „W pustyni i w puszczy”. Kr. 2012 s. 599-634. – The literary canon and translation. Polish culture as a case study. „The Sarmatian Review”, Houston 2012 nr 3 s. 1687-1692. – The „Myth” of the Polish Reformation in modern historiography. W: The myth of the reformation. Göttingen 2013 s. 59-70. – The radical Reformation in Poland. Research models in the second half of the 20th century. W: Renaissance and humanism from the Central-East European point of view. Kr. 2014 s. 145-152.

Przekłady

 	J. O’Donnell: Tajemnica Trójcy Świętej. Kr.: WAM 1993, 195 s.
 	S. Eidrigevičius: Miniatury 1975-1985. Katalog wystawy. Muzeum Śląskie. Katow. 1994. Red.: J. Siechowski. Tłum. na jęz. ang.: P. Wilczek. Katow.: Muzeum Śląskie 1994, [100] s.
 	C.G. Valles: Szkice o Bogu. Kr.: WAM 1994, 198 s.
 	M.P. Gallagher: Możesz wierzyć. Dziesięć etapów na drodze do wiary. Przedm.: J. Vanier. Kr.: WAM 1995, 228 s.
 	J. Berendt: Północ w ogrodzie dobra i zła. Opowieść o Savannah. [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka 1998, 349 s. Bibl. Konesera. Wyd. 2 Pozn.: Rebis 2012. Salamandra.
 	T.M. Gannon, G.W. Traub: Pustynia i miasto. Kr.: WAM 1999, 384.
Praca popularno-nauk. z dziedziny mistyki i chrześcijaństwa.
 	A. Topolski: Biez wodki. Moje wojenne przeżycia w Rosji. Pozn.: Rebis 2011, 456 s. Historia. Dodruk tamże 2012.

Prace redakcyjne i edytorskie

 	Kolokwia polsko-włoskie. T. 1-2. Pod red. J. Malickiego i P. Wilczka. Katow.: Śląsk 1994, 171 + 176 s. Pr. Komis. Hist.-lit. Oddz. PAN w Katow., 16.
 	J. Kochanowski: Treny = Laments. [Przekł. na j. ang.] A. Czerniawski. [Przedm.:] D. Davie. [Oprac. i komentarz] P. Wilczek. Katow.: Wydawn. UŚl.: Letnia Szkoła Języka, Literatury i Kultury Pol. UŚl. 1996, 172 s. Wyd. nast. nowe i zmien: Transl. by A. Czerniawski. Foreword by D. Davie. Edited and annotated by P. Wilczek. Oxford: Legenda – European Humanities Research Centre 2001, 74 s. Studies in Comparative Literature, 6.
Tekst w j. pol. i ang.
 	Jesuitica. Kolokwium naukowe z okazji 400 rocznicy urodzin Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. Pod red. J. Malickiego przy współudziale P. Wilczka. Katow.: Wydawn. UŚl. 1997, 103 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1624.
 	E. Otwinowski: Pisma poetyckie. Wyd. P. Wilczek. Wwa: IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 1999, 262 s. Bibl. Pisarzy Staropolskich, 15.
 	Archiepiscopus Damianus Zimoń Doctor Honoris Causa Universitatis Silesiae Catoviciensis. Oprac.: Z. Kadłubek, P. Wilczek. Katow.: UŚl.; Wydawn. Ag. Artyst. Para 2007, 117 s.
 	Retoryka. Pod red. nauk. M. Barłowskiej, A. Budzyńskiej-Dacy, P. Wilczka. Wwa: PWN 2008, 334 s.
Dostępny jako dokument elektroniczny na Portalu Wiedzy PWN: www.ibuk.pl.
Podręcznik akademicki.
 	Reformacja w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Postulaty badawcze. Red. nauk. P. Wilczek. Współpraca red.: M. Choptiany, J. Koryl, A. Ross. Wwa: Wydawn. Nauk. SubLupa 2010, 230 s.
 	Collegium – college – kolegium. Kolegium i wspólnota akademicka w tradycji europejskiej i amerykańskiej = Collegium – college – kolegium. College and the academic community in the European and the American tradition. Red. nauk: M. O’Connor, P. Wilczek. Boston; Wwa: UW, Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales”; Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2011, 288 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
 	Liber amicorum professoris Ioannis Malicki. Pod red. D. Rotta i P. Wilczka przy współudziale B. Stuchlik-Surowiak. Katow.: Wydawn. UŚl. 2011, 326 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2824.
 	W. Mincer: Jan Kalwin w Polsce. Bibliografia. Red. nauk.: P. Wilczek. Wwa: Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2012, 22 s. Reformacja w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, 3.
 	Rola tłumacza i przekładu w epoce wielokulturowości i globalizacji. Red.: M. Ganczar i P. Wilczek. Katow.: Śląsk 2012, 206 s.
 	Tłumacz i przekład – wyzwania współczesności. Pod red. M. Ganczara i P. Wilczka. Katow.: Śląsk, Stow. Inicjatyw Wydawn.; Wwa: Akademia Finansów i Biznesu Vistula 2013, 287 s. Studia o Przekładzie, 36.
 	Literatura piękna i medycyna. Red.: M. Ganczar , P. Wilczek. Kr.: Homini – Tyniec Wydawn. Benedyktynów 2015, 348 s.
Materiały z konferencji zorg. 13-14 XI 2014 w Wwie.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013, 2014.
 	Wywiady: Galernicy „Nowej Prywatności”. „Sztand. Młodych” 1988 nr 52 [dot. twórczości poetyckiej P. Wilczka]; To jest moja Alma Mater. Rozm. K. Drwal. „Śląsk” 2002 nr 9; Wykształcenie ma wyzwalać. Rozm. P. Jędral. „Rzeczy Wspólne” 2012 nr 4.

Ogólne

 	M. HAŁAŚ: Powstawanie wiersza. „Górnośląski Diar. Kult.” 1994 nr 1/2 [dot.: Nowe Przygody Seneki; Pytania i medytacje; Piosenka bez końca świata].
 	M. KISIEL: Kostium dla krzyku. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998 [dot. twórczości poetyckiej P. Wilczka].

Pytania i medytacje

 	M. HAŁAŚ: W stronę tradycji. „Student” 1988 nr 18.

Erazm Otwinowski – pisarz ariański

 	J.K. GOLIŃSKI: Erazma Otwinowskiego hermeneutyka biblijna. „Ogród” 1994 nr 2.
 	R. LESZCZYŃSKI: Pionierska monografia. „Sł. i Myśl” 1994 nr 6/7.
 	M. ELŻANOWSKA. „Pam. Lit.” 1996 z. 1.

Spory o Biblię w literaturze Renesansu i Reformacji

 	R. LESZCZYŃSKI. „Sł. i Myśl” 1996 nr 2.
 	D. PAWELEC. „Nowe Książ.” 1996 nr 7.

Ślady egzystencji

 	M. KISIEL: Emigracja i egzystencja. „Śląsk” 1997 nr 8.
 	J. KOŹMIŃSKI: Szkice o emigrantach. „Nowe Książ.” 1997 nr 10.
 	P. SZEWC. „Rzeczpospolita” 1997 nr 173.

Szkolny słownik literatury staropolskiej

 	E.Z. WICHROWSKA. „Nowe Książ.” 1999 nr 11.
 	P. BOREK. „Nowa Polszczyzna” 2000 nr 1.

Poezja polskiego renesansu

 	Z. KADŁUBEK: Staropolskie eksplanacje. „Śląsk” 2000 nr 11.

Dyskurs – przekład – interpretacja

 	J. GŁAŻEWSKI. „Barok” 2001 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Dialog z tradycją potrzebny od zaraz. „Nowe Książ.” 2001 nr 11.
 	R. MAGRYŚ: Wittgenstein i staropolszczyzna. „Fraza” 2001 nr 4.
 	B. CZAYKOWSKI. „The Sarmatian Review”, Houston 2002 nr 2.
 	A. WIERZBICKA. „Pam. Lit.” 2002 z. 3.

(Mis)translation and (mis)interpretation

 	G. McDONALD. „Slavonic and East European Review”, London 2007 nr 1.
 	D. GOLDFARB. „Slavic and East European Journal”, Berkeley 2008 nr 2.
 	J. KEARNS. „The Translator”, Manchester 2008 nr 1.

J. Kochanowski: Treny

 	D. ROTT: Nowy przekład „Trenów”. „Śląsk” 1996 nr 12.
 	B. CZAYKOWSKI: O mnie będą wiedzieć Anglikowie. „Rzeczpospolita” 1997 nr 202.
 	J. GLOMSKI: Pełna wigoru angielska wersja „Trenów”. „Postscriptum” 1997 nr 1.
 	S. CLANCY. „The Sarmatian Review”, Houston, TX 2003 nr 1.
 	A.D. GILESPIE. „Slavic and East European Journal”, Berkeley 2003 nr 2.
</document>
<document nplp_id="3093" title="Lidia WIŚNIEWSKA" slug="lidia-wisniewska">ur. 1954

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 13 września 1954 w Bydgoszczy; córka Stefana Wiśniewskiego, powstańca wielkopolskiego, przed 1939 urzędnika państwowego, i Janiny z domu Frydrychowicz. Uczęszczała do szkoły powszechnej w Bydgoszczy i Gostyczynie, a następnie do Liceum Ogólnokształcącego w Tucholi. Została finalistką Olimpiady Literatury i Języka Polskiego i Olimpiady Literatury Języka Rosyjskiego. W 1973 zdała maturę i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie im. M. Kopernika w Toruniu. W tym czasie uczestniczyła w pracach uczelnianego Klubu Dziennikarzy Studenckich. Po uzyskaniu magisterium w 1977 pracowała przez dwa lata jako nauczycielka w Zasadniczej Szkole Rolniczej i Technikum dla Pracujących w Kamienicy. W 1979 rozpoczęła studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie, które ukończyła w 1982. Następnie podjęła pracę w Zakładzie Filozofii Akademii Techniczno-Rolniczej (ATR) w Bydgoszczy, gdzie prowadziła zajęcia początkowo z zakresu kulturoznawstwa, a następnie filozofii. Równocześnie w 1983–84 uczęszczała na Podyplomowe Studium Doskonalenia Pedagogicznego Nauczycieli Akademickich w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Bydgoszczy. W pracy badawczej zajęła się historią literatury polskiej i powszechnej XX wieku, komparatystyką oraz filozofią kultury. Debiutowała w 1986 artykułem pt. Człowiek między zwierzęciem, a maszyną, opublikowanym na łamach „Zeszytów Naukowych ATR” (nr 149). W 1989 obroniła w IBL PAN pracę doktorską pt. Ku uniwersalności. Rzecz o nowej powieści lat 1957–1981 (promotor prof. Alina Brodzka); w 1990 uzyskała stopień doktora nauk humanistycznych. W tymże roku rozpoczęła pracę na stanowisku adiunkta w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy (od 2000 Akademia Bydgoska, od 2005 Uniwersytet im. Kazimierza Wielkiego, UKW), początkowo w Zakładzie Literatury XIX i XX wieku, następnie w Zakładzie Literatury Współczesnej, potem w nowoutworzonym Zakładzie Literatury Młodej Polski w ramach Instytutu Filologii Polskiej (następnie Instytutu Filologii Polskiej i Kulturoznawstwa). Od maja do lipca 1992 przebywała w Paryżu na stypendium naukowym Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze i Nauce Polskiej, a w 1993–94 odbywała staż naukowy w IBL PAN. W 1999 została członkiem Towarzystwa Literackiego im. T. Parnickiego. W 2000 habilitowała się w IBL PAN na podstawie rozprawy pt. Między biegunami i na pograniczu. O „Białym małżeństwie” Tadeusza Różewicza i poezji Zbigniewa Herberta. W 2001 uzyskała na Akademii Bydgoskiej stanowisko profesora nadzwyczajnego. W tymże roku została kierownikiem utworzonego przez siebie Zakładu Literatury Powszechnej i Komparatystyki, przekształconego w 2012 w Katedrę Literatury Powszechnej i Komparatystyki UKW. W 2001/02 pełniła funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Filologii Polskiej Akademii Bydgoskiej. W 2003–08 była członkiem Komisji Porównawczej Literatur Słowiańskich przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów. W 2003 została prezesem Oddziału Bydgoskiego Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza; nadto w 2004 weszła w skład Zarządu Głównego tego Towarzystwa (od 2012 jako wiceprezes). W 2004 w ramach tego Towarzystwa reaktywowała Komisję Komparatystyczną, a następnie pełniła funkcję jej przewodniczącej. W 2005–08 pracowała równocześnie na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Katedrze Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy, początkowo jako kierownik, a w 2007–08 jako członek Zakładu Teorii Kultury. W 2008 została członkiem kolegium redakcyjnego pisma „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” jako redaktor działu „Komparatystyka”. W 2011 uzyskała tytuł naukowy profesora nauk humanistycznych i stanowisko profesora zwyczajnego UKW. Była organizatorką kilku serii konferencji, w tym o charakterze międzynarodowym: m.in. Międzyuczelnianych Sesji Studentów i Naukowców z cyklu Świat jeden, ale nie jednolity (1998–2002), konferencji naukowych z cyklu Mity, mitologie, mityzacje — nie tylko w literaturze (2003–08), cyklu sesji Mityczne postacie kultury (2008–12) oraz uczestniczką licznych konferencji i kongresów, w tym międzynarodowych. W 2012–15 zorganizowała cztery Małe Fora Edukacyjne Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Została członkiem Stowarzyszenia Etyki Słowa (w 2008), Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego (w 2009), Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych (w 2012), Polskiego Stowarzyszenia Komparatystyki Literackiej (w 2013; w kadencji 2013–16 członek Rady Naukowej Stowarzyszenia) i Rady Naukowej II Kongresu Dydaktyki Polonistycznej (w 2015). Wielokrotnie za działalność naukową i dydaktyczną otrzymywała nagrody rektorskie uczelni, na których pracowała; m.in. Nagrodę Rektora: ATR (1990), WSP w Bydgoszczy (1997/98), Akademii Bydgoskiej (1999/2000, 2002/2003), UKW (2006/2007 zespołowa, 2011). W 2011 otrzymała Nagrodę Prezydenta m. Bydgoszczy. Odznaczona Srebrnym (2001) i Złotym Krzyżem Zasługi (2011). Mieszka w Bydgoszczy.
TWÓRCZOŚĆ

 	Świat, twórca, tekst. Z problematyki nowej powieści. Bydg.: Wydawn. Uczelniane WSP 1993, 217 s. WSP w Bydg.
Rozprawa doktorska.
 	Między biegunami i na pograniczu. (O „Białym małżeństwie” Tadeusza Różewicza i poezji Zbigniewa Herberta). Bydg.: WSP 1999, 383 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Zawiera części: I. Połączenie niepołączonego, czyli o „Białym małżeństwie” Tadeusza Różewicza; II. Poezja Herberta: między biegunami i na pograniczu.
 	Między Bogiem a Naturą. Komparatystyka jako filozofia kultury. [Monografia]. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2009, 436 s.
 	Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach naukowych, m.in.: Nie tylko o fabule „Pierwszej świetności” Leopolda Buczkowskiego. W: Fabuła utworu literackiego. Tor. 1987 s. 173–188. – Mimesis w kręgu zjawisk typu „nouveau roman”. W: Mimesis w dyskursie literackim. Tor. 1996 s. 105–134. – Podmiot w prozie Edwarda Stachury. W: Ja, autor. Sytuacja podmiotu w polskiej literaturze współczesnej. Wwa 1996 s. 176–188. – Kobiety w literaturze (i mężczyźni). W: Kobiety w literaturze. Bydg. 1999 s. 9–26. – Na pograniczu jawy i snu, czyli o widzeniu nieczystym w dramacie Różewicza (na podstawie „Białego małżeństwa”). W: Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej w XX wieku. Tor. 1999 s. 365–378. – Poeta i matematyka. W: Pogranicza wrażliwości w literaturze i kulturze. Szczec. 1999 s. 7–23 [dot.: R. Musil: Człowiek bez właściwości; T. Parnicki: Tylko Beatrycze]. – Polimorficzność i unifikacja w świecie „Tylko Beatrycze”. W: Świat Parnickiego. Materiały z konferencji. Wr. 1999 s. 127–141 — Świat paradoksalny „Czasu odwróconego” Włodzimierza Odojewskiego. W: Odojewski i krytycy. Antologia tekstów. Lubl. 1999 s. 80–92. – Modernizm i postmodernizm — pytania o granice. W: Nowoczesność. Katow. 2000 s. 24–33. – Znane i nieznane przygody Sindbada Żeglarza i Każdego. W: Twórczość Bolesława Leśmiana. Kr. 2000 s. 177–199. – Cykl, czyli podwójność. Lema opowieści o Pirxie i Tichym. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 417–443. – Filozofia i mechanizmy konstrukcyjne świata poetyckiego Zbigniewa Herberta. W: Twórczość Zbigniewa Herberta. Kr. 2001 s. 51–78. – Maski i lustra rzeczywistości w „Białym małżeństwie” Tadeusza Różewicza. W: Maski współczesności. Wwa 2001 s. 238–250. – Tajemnica początku. Poezja E.E. Cummingsa między paradygmatami. „Pozn. Studia Polon. Ser. Lit.” 2001 nr 8 s. 45–70. – Człowiek w drodze. W: Człowiek w drodze. Bydg. 2002 s. 9–25. – Dwa światy literackie z początku i końca XX wieku w perspektywie paradygmatów. „Prz. Bydg.” 2002 nr 1 s. 85–104 [dot.: T. Miciński: W mrokach Złotego Pałacu, czyli Bazylissa Teofanu; T. Różewicz: Białe małżeństwo]. – Podwójna tożsamość bohaterów „Mostu królowej Jadwigi” [J. Sulimy-Kamińskiego]. „Kron. Bydg. 2001” wyd. 2002 nr 1 s. 85–104. – Calderonowskie życie snem oraz „półsen” i „półjawa” von Kleista. W: Ulotność i trwanie. Pozn. 2003 s. 207–217. – „Czekając na Godota” Becketta i „Białe małżeństwo” Różewicza, czyli światy między paradygmatami. W: Z polskich studiów slawistycznych. Ser. 10. Wwa 2003 s. 117–124, skrót w przekł. ang.: Beckett’s „Waiting for Godot” and Różewicz’s „White marriage” or two worlds between two paradigms. W: Tematski bloki. T. 2. Ljublana 2003, przekł. ros.: „V ožidanii Godo” Semuela Beketa i „Belyj brak” Tadeusza Rużeviča ili miry meždu paradigmami. W: Hudožestvennyj tekst i tekst v massovyh kommunikaciâh. Smolensk 2004 s. 155–166. – Literackie wartościowanie świata. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003 s. 11–20. – Mity i paradygmaty jako obrazy rzeczywistości w „Regio” Tadeusza Różewicza. W: Ikony niewidzialnego. Opole 2003 s. 121–131. – Świat Lema między paradygmatami. W: Stanisław Lem. Pisarz, myśliciel, człowiek. Kr. 2003 s. 53–75. – Tematy i paradygmaty. Don Kichot i Sancho Pansa Cervantesa (i Herberta). W: Wariacje na temat. Pozn. 2003 s. 37–55. – Dwudziestowieczność. Specyfika i uniwersalność. Problem tożsamości w wybranych utworach Lema i Herberta. W: Dwudziestowieczność. Wwa 2004 s. 457–472. – Chaos, porządek i paradygmaty (w naukach i literaturze). W: Efekt motyla. Wr. 2006 s. 129–142. – Mity drogi, drogi mitów. W: Literackie drogi wobec mitu. Bydg. 2006 s. 9–23. – „Ofiara królewny”, czyli Apokalipsa według (Lemańskiego) Jana. W: Apokalipsa. Symbolika — tradycja — egzegeza. T. 2. Białystok 2006 s. 411–425. – Przestrzeń i paradygmaty (w naukach i literaturze). W: Światy przedstawione. Tor. 2006 s.77–89, przekł. ros.: Prostranstvo i paradigmy. W: Interior’t, folklora, literaturata, izkustvoto/kulturata. Šumen 2007 s. 17–27. – Kreatywność i maskarada w młodzieńczej twórczości Marii Konopnickiej i Zofii Nałkowskiej. W: Światło w dolinie. Białystok 2007 s. 485–494, przekł. ang.: Creativity and masquerade in the early work of Maria Komornicka and Zofia Nałkowska. W: Masquerade and feminity. Newcastle 2008 s. 114–125. – Paradigms in comparative studies. W: The horizons of contemporary Slavic comparative literary studies. Wwa 2007 s. 50–59. – Słowo i ciało w perspektywie (nie tylko) mitycznej. W: Mity słowa, mity ciała. Bydg. 2007 s. 9–18. – Don Juan Tirsa de Moliny w perspektywie porządków Boga i Natury. W: Don Juan w przemianach kultury. Bydg. 2008 s. 15–29. – Komparativistika v Pol’še. – nabrocok situacii na 2007 god, s voprosami na 2008 god. W: Referaty na makedonskite slavisti za XIV-ot Megunarodenn Slavističeski Kongres vo Ohrid. Skopje 2008 s. 513–526. – Mity i paradygmaty wobec zadania nowej syntezy. W: Tożsamość kulturoznawstwa. Kr. 2008 s. 61–84. – Religia i literatura w perspektywie mitów i paradygmatów. „Prz. Religioznawczy” 2008 nr 2 s. 13–26. – Zarys metody paradygmatycznej w badaniach komparatystycznych. „Porównania. Comparisons — Sravnenâ — Porovnáni — Vergleiche” 2008 nr 5 s. 23–42. – Mify kak osnova evropejskoj kul’tury. W: Hudožestvennyj tekst i tekst v massovyh komunikaciâh. Smolensk 2009 s. 55–63. – Komparatystyczna wielość; Mit i paradygmaty w komparatystyce (między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym). W: Komparatystyka. Między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz. 1]. Bydg. 2010 s. 9–14; 91–131. – Komparatystyka w praktyce kulturowej. W: Po (granicza) teorii. Wałbrzych 2010 s. 75–96. – Polonistyka — komparatystyka. – filozofia. W: Polonistyka bez granic. T. 1. Wiedza o literaturze i kulturze. Kr. 2010 s. 503–513. – Szkolnictwo — zmiana paradygmatu. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza” 2010 z. 45 s. 200–209. – Świat Gombro­wicza między paradygmatami. W: Witold Gom­browicz, nasz współczesny. Kr. 2010 s. 149–209. – Miłosz i filozofia (jedności) sprzeczności. „Pam. Lit.” 2011 z. 2 s. 75–84. – Obraz Rosjanina bez Rosjanina w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. W: Europe — Russie. Contexts. Discourses. Images. Riga 2011 s. 147–160. – „Stoffgeschichte”, imagologia i konstruktywistyczne uprawomocnienia komparatystyki. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza” 2011 z. 46 s. 233–244. – Cleopatra — a queen, a lover, a mother. Transformations of the image. „Argument. Biann. Philosophical Journal”, Kr. 2012 nr 1 s. 151–169. – „Don Kichot” Cervantesa jako zdesakralizowana synteza mitów Boga i Natury. W: Don Kichot i inni. Bydg. 2012 s. 197–217. – Konstruktywistyczny wymiar komparatystyki. W: Komparatystyka i konteksty. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. II. Bydg. 2012 s. 25–50. – Polskie wiersze o Don Kichocie i Sancho Pansie jako zapośredniczone odwołania do mitów Boga i Natury. W: Przeszłość we współczesnej narracji kulturoznawczej. Kr. 2012 s, 77–100, przekł. hiszp.: Don Quijote y Sancho Panza como mitos de Dios y Naturaleza. Cinco estrategias en la poesia polaca. W: El telón rasgado. Navarra 2014. – Postacie między mitami. („Śnieg” Stanisława Przybyszewskiego). W: Spotkania w przestrzeni idei — słów — obrazów. Tor. 2012 s. 281–310. – Między Bogiem a Naturą. Miłosz jako filozof kultury. W: Miłosz i Miłosz. Kr. 2013 s. 483–502. – Mity i paradygmaty wobec dziedzin kultury i epok, czyli komparatystyka wieloaspektowa; Don Juanowie, czyli narodziny, śmiertelny rozkwit i upadek miłości romantycznej. W: Mity i motywy w perspektywie komparatystycznej. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz. 3]. Bydg. 2013 s. 9–42; 199–223. – Dwaj polscy Don Juanowie początków wieków XX i XXI w kontekstach europejskich; Komparatystyka wieloaspektowa: (złożony) model i (wielowymiarowa) praktyka porównywania. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. T. 1. Opole 2014 s. 133–149; 546–567. – Metoda mityczno-paradygmatyczna a symetria (historii) literatury. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. Adama Mickiewicza” 2014 s. 387–416. – Polonistyka w obliczu mitów kulturowych i kodów edukacyjnych. Głos Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza w sprawie dydaktyki (nie tylko polonistycznej). W: Polonistyka dziś — kształcenie dla jutra. T. 1. Kr. 2014 s. 58–69. – Sarmatyzm w nowych odsłonach. Sarmacki mit w świetle wybranych przykładów literatury współczesnej. W: Sarmacka pamięć. Wwa 2014 s. 185–207. – Metoda mityczno-paradygmatyczna w komparatystyce mitograficznej; Mity i paradygmaty w „Dolinie Issy” i „Rodzinnej Europie” Czesława Miłosza, czyli podwojenia i rozdwojenia poznawcze. W: Projekt komparatystyki mitograficznej. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz. 4]. Bydg. 2015 s. 63–91, 95–126.– Dwa mity a dwie formacje kulturowe (w porównaniu). „Porównania”. 2016 T. 8. s. 9-20. – Dwa mity a światy Klementyny Hoffmanowej i Narcyzy Żmichowskiej. „Litteraria Copernicana”. 2017 nr 2, s. 55-75.

Prace redakcyjne

 	Stare i nowe w literaturze najnowszej. Z problemów literatury polskiej po 1945 roku. Materiały z sesji naukowej, Prądocin koło Bydgoszczy 7–9 maja 1996. Pod red. L. Wiśniewskiej. Bydg.: Studio ɸ; „Homini” 1996, 266 s.
 	Świat jeden, ale nie jednolity. Materiały z [I] sesji studenckich (Bydgoszcz, listopad 1996; Prądocin, maj 1997). Pod red. L. Wiśniewskiej, przy współpracy M. Gołuńskiego oraz pozostałych członków Studenckiego Koła Polonistów przy WSP w Bydgoszczy. Bydg.: Studenckie Koło Nauk. Polonistów 1998, 137 s.
Materiały z dalszych części cyklu zob. poz. 3–7.
 	Kobiety w literaturze. Materiały z II Międzyuczelnianej Sesji Studentów i Naukowców z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”, Bydgoszcz 3–5 listopada 1998 roku. Red. i wstęp: L. Wiśniewska. Bydg.: WSP w Bydg. 1999, 230 s.
Materiały z cz. [1], 3–6 cyklu zob. poz. 2, 4–7.
 	Człowiek w drodze. Materiały z III Międzynarodowej Sesji z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”. Bydgoszcz 3–5 listopada 1999 roku. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej. T. 1–2. Bydg.: Wydawn. Uczelniane Akad. Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego. 2000, 200 + 180 s.
Materiały z cz. [1], 2, 4–6 cyklu zob. poz. 2, 3, 5–7.
T. 1. Droga w świecie literackim; T. 2. Między tekstem, a osobą.
 	Między słowem a ciałem. Materiały z IV sesji naukowej z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”. Bydgoszcz 24–26 października 2000 roku. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Akad. Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego 2001, 258 s.
Materiały z cz. [1]–3, 5–7 cyklu zob. poz. 2–4, 6–7.
 	Tożsamość i rozdwojenie. Rekonesans. Materiały V Sesji Naukowej z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”, Bydgoszcz 22–23 października 2001 roku. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Akad. Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego 2002, 302 s.
Materiały z cz. [1]–4, 6 cyklu zob. poz. 2–5, 7.
 	Literatura w kręgu wartości. Materiały z VI sesji z cyklu „Świat jeden, ale nie jednolity”, Bydgoszcz 21–23 października 2002 roku. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Akad. Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego 2003, 397 s.
Materiały z cz. [1]–5 cyklu zob. poz. 2–6.
 	Mity, mitologie, mityzacje. Nie tylko w literaturze. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2005, 301 s.
 	Literackie drogi wobec mitu. Pod red. i ze wstępem L. Wiśniewskiej, przy współpr. M. Gołuńskiego. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2006, 268 s.
Tekst częściowo w jęz. ang. i ros.
 	Mity słowa, mity ciała. Pod red. L. Wiśniewskiej i M. Gołuńskiego przy współpracy A. Stempki. Ze wstępem L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2007, 320 s.
 	Don Juan w przemianach kultury. Praca zbiorowa. Pod red. L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uczelniane Wyższej Szkoły Gospodarki 2008, 144 s.
Tekst częściowo w jęz. ang.
 	Tożsamość i rozdwojenie w perspektywie mitu. Pod red. L. Wiśniewskiej. Bydg.: Uniw. Kazimierza Wielkiego 2008, 286 s.
Tekst częściowo. ang., część tłum. z ros.
 	Beatrycze i inne. Mity kobiet w literaturze i kulturze. Pod red. G. Borkowskiej i L. Wiśniewskiej. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2010, 232 s.
 	Komparatystyka. Między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz. 1]. Pod red. [i ze wstępem] L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2010, 266 s.
Cz. 2–4 zob. poz. 17–19.
 	Przemiany mitów i wartości nie tylko w lite­raturze. Pod red. [i ze wstępem] L. Wiśniewskiej i M. Gołuńskiego. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2010, 360 s.
Tekst częściowo w jęz. ros.
 	Don Kichot i inni. Postacie mityczne w perspektywie komparatystycznej. Pod red. L. Wiś­niewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2012, 380 s.
 	Komparatystyka i konteksty. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz.] 2. Pod red. [i ze wstępem] L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2012, 274 s.
Cz. [1], 3–4 zob. poz. 14, 18–19 — Tekst częściowo w jęz. ang.
 	Mity i motywy w perspektywie komparatystycznej. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz.] 3. Pod red. L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Kazimierza Wielkiego 2013, 339 s.
Cz. [1]–2, 4 zob. poz. 14, 17, 19. – Tekst częściowo w jęz. ros.
 	Projekt komparatystyki mitograficznej. Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. [Cz.] 4. Pod red. L. Wiśniewskiej. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2015, 223 s.
Cz. [1]–3 zob. poz. 14, 17–18.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.

Świat, twórca, tekst

 	F. MAZURKIEWICZ. „Pam. Lit.” 1993 z. 2.

Między biegunami i na pograniczu

 	A. SKRENDO: Między Różewiczem a Herbertem. „Pogranicza” 1999 nr 4.

Między Bogiem a naturą

 	W. GUTOWSKI: Uniwersalne opozycje i pułapki uniwersalności. „Ruch Lit.” 2009 z. 3.
 	B. SIENKIEWICZ. „Porównania” 2011 nr 8/9.
 	D. HECK. „Slav. Occid.” 2013 [z.] 1.
</document>
<document nplp_id="3095" title="Michał WITKOWSKI" slug="michal-witkowski">ur. 1975

Utwory podpisywał też: Michał Sebastian Witkowski.

Pseud.: Miss Gizzi.

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 stycznia 1975 we Wrocławiu; syn Stanisława Witkowskiego, profesora psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego (UWr.) i Izabeli z Murkowskich, psychologa. W wieku 13 lat uciekł z domu i przez dwa lata mieszkał za granicą, m.in. w Wiedniu, Monachium i Zurychu, przebywając w różnych środowiskach, m.in. pracował w teatrze objazdowym z Genewy. Po powrocie do kraju uczył się w IX Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu. W tym czasie podjął pierwsze próby literackie; w 1994 napisał wiersz Drewno (retrospekcja), opublikowany następnie w jego debiutanckiej książce Zgorszeni wstają od stołów (wyd. 1997). Po zdaniu matury w 1995 studiował filologię polską na UWr. Nadal uprawiał twórczość poetycką i prozatorską; został laureatem kilku konkursów, m.in. Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. S. Grochowiaka w kategorii prozy (1996). W 1997 drukował eseje i recenzje na łamach wrocławskiego pisma „Dykcja”, którego był też współredaktorem. W 1999 uzyskał magisterium, a następnie jako doktorant Instytutu Filologii Polskiej UWr. rozpoczął pracę nad rozprawą z dziedziny krytyki feministycznej u prof. Stanisława Beresia oraz prowadził ćwiczenia ze studentami dziennikarstwa. Rozwijał twórczość literacką i krytycznoliteracką, publikując liczne recenzje, artykuły, opowiadania i fragmenty powieści m.in. w piśmie „FA-art” (1999-2003), „Studium” (1999-2004; tu m.in. fragm. prowadzonego od 1999 Dziennika, 2002 nr 2), „Kresach” (2000-03), „Lampie i Iskrze Bożej” (2000), „Odrze” (2000-03), „Twórczości” (2000-04) „Dekadzie Literackiej” (2001-02), „Gazecie Wyborczej” (2001-09; też w dodatkach „Duży Format” i „Książki”), „Akancie” (2002-03) oraz w „Nowych Książkach” (2002-04). Publikował również w czasopismach niemieckich (kwartalnikach „WIR” (2000) i „Muschelhaufen”, w dzienniku „Stadt Blatt”), węgierskich (w kwartalniku „Nagy Vilag”, gazecie „Az Elet es Iroddalom Melleklete”), a także we francuskim miesięczniku „Lettre Internationale”. Podjął próby w zakresie twórczości dramaturgicznej, powstały w 2003 utwór Wigilia nie został opublikowany, wystawiane były dokonane przez niego adaptacje własnych powieści.Wielokrotnie reprezentował Polskę na festiwalach książek, m.in. w Budapeszcie (2004), Berlinie (2004), Izraelu, Helsinkach, Moskwie, Lipsku, a także w Edynburgu (2010). Był stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odbył wiele podróży zagranicznych, m.in. w 2005 po Malezji, Kubie, Kuwejcie, Brazylii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie, Bahrajnie. W 2006 przeprowadził się do Warszawy. Od tegoż roku współpracował z magazynem artystycznym w estetyce queer „Dik Fagazine”. Swoje powieści nagrywał w autorskim wykonaniu w formie audiobooków. Felietony publikował na łamach tygodnika „Polityka” (od 2009 w rubryce Kawiarnia Literacka, w której drukowali też inni autorzy), następnie od lipca 2014 do kwietnia 2015 w tygodniku „Wprost”. Współpracował także z magazynem „Viva! Moda”. Prowadził równocześnie (do lipca 2015) blog modowy Fashion Pathology (dostępny wówczas w Internecie na www.fashionpathology.com), posługując się pseudonimem Miss Gizzi. Obecnie mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Zgorszeni wstają od stołów. [Wiersz i opowiadania]. Wr.: OKiS [Ośrodek Kultury i Sztuki] 1997, 28 s.Bibl. Koła Młodych Pisarzy.
Podp. Michał Sebastian Witkowski. – Zawiera utwory z 1994-1997: wiersz Drewno (retrospekcja) [powst. 1994], – nadto opowiadania: Pogranicznica; Książka; Pies na światłach; Rewia.
 	Copyright. [Opowiadania]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2001, 95 s. Bibl. „Studium”. Nowa Proza i Poezja Pol., 30.
Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. Książka Zimy 2000/2001.
Zawartość: Baobab; Donaldówki; Szyba; Playboy; Kurs; Black Cat; Copyright.
 	Tekstylia. O „rocznikach siedemdziesiątych”. [Współautorzy:] P. Marecki, I. Stokfiszewski. Kr.: Krak. Alternatywa; „Rabid” 2002, 671 s.
Zawartość: I. Antologia [utworów prozatorskich i poetyckich; tu m.in. opowiadanie M. Witkowskiego pt. Kurs [poz. 2]. – II. Słownik [zawiera hasła osobowe i przedmiotowe; tu m.in. hasło dot. M. Witkowskiego]. – III. Krytyka [zawiera wybór szkiców i wywiadów dot. literatury „roczników siedemdziesiątych”; tu m.in. szkic M. Witkowskiego pt. Recykling. Notatki na marginesie twórczości własnej i innych „roczników siedemdziesiątych”, s. 614-643].
 	Lubiewo. [Powieść]. Kr.: Korporacja Ha!art 2005 [właśc. 2004], 291 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 3 [!] popraw. i uzup. 2005, wyd. 4 2006; wyd. zmien. pt. Lubiewo bez cenzury: Wwa: Świat Książki-Weltbild Polska 2012, 414 s., Wwa: Świat Książki 2014. Nowa Proza Pol. Por. poz. 6.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Witkowski. Kr. 2005, 1 płyta w formacie mp3; Lubiewo bez cenzury. Czyta J. Poniedziałek. Wwa: Świat Książki-Weltbild Polska 2012, 1 płyta w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagrody w 2006: Nagroda Lit. Gdynia, Nagroda Pol. Tow. Wydawców Książek, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike, w 2011 nominacja do Independent Foreign Fiction Prize, w 2015 umieszczona na szwedzkiej liście klasyki queer, utworzonej przez dziennikarzy „Expressem”.
Przekł.: ang.: Lovetown. [Przeł.] W. Martin. London 2010 [nominacja do The Independent Foreign Fiction Prize], – czes: Chlípnice. [Przeł.] J. Jeništa. [Praha] 2007, – fiń.: Hutsula. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2007, – franc.: Lubiewo. [Przeł.] M. Nasalik. [Paris] 2007, –hebr.: Hŵp Lwbyeybŵ. [Przeł.] I. Halpern. Yrwšalayim; Tel-‘Abiyb 2009, – hiszp.: Lovetown. [Przeł.] J. Albin. Barcelona 2011, – maced.: Ljubievo. Bez cenzura. [Przeł.] Z. Dimoski. Skopje 2015, – niderl.: Lubiewo. [Przeł.:] J. Dehue, R. Martynowski. Amsterdam 2010, – niem.: Lubiewo. [Przeł.] Ch.-M. Hauptmeier. Frankfurt am Main 2007, – norw.: Skrullestranda. [Przeł.] A. Banach. Oslo 2015, – ros.: Lûbievo. [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2007, – szwedz.: Lubiewo. [Przeł.] S. Ingvarsson. Stockholm 2008 [nominacja do nagrody szwedzkiego czasopisma gejowskiego „QX” w kategorii „Książka Roku 2009”], wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta: H. Sandquist. Johanneshov 2011, 1 płyta CD; adapt. teatr.: Oprac. scen.: L. Svensson. Reż.: R. Hallgren. Göteborg, Stadsteatern 2012, – ukr.: Htivnâ. [Przeł.] A. Bondar. Kiïv 2006, – węgier.: Kéjpart. [Przeł.] G. Keresztes. Budapest 2010.
Adapt.: teatr.: Adapt. i reż.: P. Sieklucki. Wyst. Kr., T. Nowy 2011[nagroda Grand Prix 11. Festiwalu Prapremier w Bydg. w 2012]. Wyst. nast.: Wr., T. Współcz. 2012, Katow., Letni Ogród Teatralny 2012, Łódź, T. Mały 2012; pt. Lubiewo bez cenzury. Kr., T. Nowy 2012, Gdańsk, VI Festiwal Sztuki 2013; pt. Lubiewo: Ciotowski bicz. Kr., T. Nowy 2013 oraz Wwa, T. IMKA 2013.
 	Fototapeta. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2006, 318 s. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2006, plik w formacie PDF, wyd. nast. tamże, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Witkowski. Wwa: Bibl. Akustyczna 2009, 1 płyta w formacie mp3.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2007.
Zawartość: Grosz; Kolaboracja; Mosina; Pierroty; Na gapę do raju; Kamera; Po sezonie; Psie Pole.
 	Lubiewo. [Monodram]. [Współaut. scenariusza:] P. Gruszczyński. Praprem.: Wwa, T. Rozmaitości 2006. Por. poz. 4.
Próba czytana w wykonaniu aktorów z różnych teatrów.
 	Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 250 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2008, wyd. 3 Wwa: W.A.B. –Grupa Wydawn. Foksal 2015. Por. poz. 8.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2007, plik w formacie PDF, wyd. nast. tamże, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Witkowski. Wwa: W.A.B.; Bibl. Akustyczna 2007, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda Paszport „Polityki” 2007, Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. i Bibl. Raczyńskich „Książka Lata 2007”, nominacja do Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus, nominacja do Nagrody Lit. Nike 2008, nominacja do Nagrody Lit. Gdynia 2008.
Przekł.: czes.: Královna Barbara. [Przeł.] J. Jeništa. Praha 2012, – niem.: Queen Barbara. [Przeł.] O. Kühl. Berlin 2010, – ros.: B.R. (Barbara Radzivill iz Âvožno-Ŝakovoj). [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2010, – słoweń.: Kraljica Barbara. [Przeł.] T. Jamnik. Radovljica 2010.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: J. Tumidajski. Katow., T. Śląski 2008.
 	Barbara Radziwiłłówna Show. [Monodram]. Praprem. (w wykonaniu autora): Wwa, T. Rozmaitości 2008. Por. poz. 7.
 	Margot. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2009, 206 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Witkowski. Wwa: Świat Książki 2009, 1 płyta w formacie mp3.
Przekł.: ros.: Margo. [Przeł.] Û. Čajnikov. Sankt-Peterburg 2010, – szwedz.: Margot. [Przeł.:] S. Ingvarsson, E.-S. Zawall. Stockholm 2011, – włos.: Margot. [Przeł.] L. Rescio. Roma 2012.
Adapt. teatr.: Idź w noc, Margot. Adapt.: A. Pałyga. Reż.: W. Mazurkiewicz. Wyst.: Lubl., T. Provisorium 2010.
 	Drwal. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2011, 443 s. Wyd. 2 przejrz. i uzup. tamże 2014. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Witkowski. Wwa: Świat Książki 2011, 1 płyta CD w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Fragmenty książki powst. w Międzynarodowym Domu Literatury Passa Porta w Brukseli w ramach stypendium „Residences in Flanders and Brussels”.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2012, nominacja do finału Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus w 2012.
Przekł.: hiszp.: El leñador. [Przeł.] F.J. Villaverde Gonzáles. Barcelona 2013, – kataloński: El llenyater. [Przeł.:] M. Cedro, G. Calaforra. Barcelona 2013, – norw.: Tømmerhoggeren. [Przeł.] A. Banach. Oslo 2013.
 	Wielki atlas ciot polskich. [Komiks; tekst:] M. Witkowski. Rys.: B. Bruszewska [i in.]. Kr.: Wydawn. i Księg. Korporacja Ha!art 2012, 117 s. Por. poz. 4.
 	Zbrodniarz i dziewczyna. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2014, 428 s. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
 	Fynf und cfancyś. [Powieść]. Kr.: Znak Litera Nova 2015, 317 s.
Adapt. teatr.: Wyst. (fragm.) jako sztuka czytana: Reż.: M. Witkowski. Czyta: M. Witkowski. Wr., T. Pol. (Scena Kameralna) 2015; Kr., T. Nowy 2015.
 	Wymazane. [Powieść]. Kr.: Znak Literanova 2017, 492 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.

PRZEKŁADY
Przekłady utworów M. Witkowskiego w antologiach zagranicznych, m.in: ang.: Best European Fiction 2010. [Oprac.:] A. Hemon. London 2009, –niem.: Śródmieście = Innenstadt. Berlin 2000, – szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Przeł.:] N. Yüce. İstanbul 2014.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Strona internetowa: http://michalwitkowski.pl [dostęp 20 maja 2016].
 	Autor o sobie: Złe wychowanie Michała Witkowskiego. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 263 dod. „Wysokie Obcasy” nr 45.
 	Wywiady: Pisz, pisz, nasza królowo. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 61 dod. „Duży Format” nr 11 [dot. gł. powieści Lubiewo]; Kocham to, co syfiaste. Rozm.: A. Drotkiewicz, A. Dziewit. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 170, przedr. pt. Pisarka z klasą. W: A. Drotkiewicz, A. Dziewit: Głośniej! Wwa 2006 [tu M. Witkowski jako Michalina Witkowska]; Mam duszę akwizytora. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2006 nr 30; Moja kąpiel we fleszach. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 221; Po stronie sił zła. Rozm. Ł. Gałecki. „Lampa” 2006 nr 12; Być jak Paris Hilton. Rozm.: M. Cieślik, Z. Miłoszewski. „Newsweek Polska” 2007 nr 33; Michał Witkowski – nacieszyć się syfem, potem wklepać Vichy. Rozm. J. Sobolewska. „Przekrój” 2007 nr 35; Lubię nieoczywiste. Rozm. K. Janowska. „Polityka” 2008 nr 6; Witkowski jedzie tirem. Rozm. T. Kwaśniewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 194 dod. „Duży Format” nr 32 [dot.: Margot]; Zainspirowały mnie historie z Pudelka. Rozm. M. Fuzowski. „Dziennik” 2009 nr 179 dod. „Mag. Dz.”; Jak najwięcej mięcha. O przemianach, obyczajach i nie tylko z Michałem Witkowskim rozmawia Joanna Wróbel. „Bliza” 2010 nr 2; Drwal z uzdrowiska, czyli polskie morze po sezonie. Michał Witkowski rozmawia z P. Pustkowiak o swojej najnowszej powieści parakryminalnej. „Lampa” 2011 nr 11; Nie muszę już nadstawiać łba po nocach. Rozm. M. Sendecki. „Przekrój” 2011 nr 45 [dot. m.in. Drwal]; Spalone zwłoki muszą być. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 279; Czasami zmyślam. Rozm. A. Zaborski. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 143 dod. „Kult. i Program TV” [dot. m.in. Zbrodniarz i dziewczyna]; Jestem śmiertelnie poważny. Rozm. D. Jaroń. Powst. 2014 [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://facet.interia.pl/meskie-tematy/news-michal-witkowski-jestem-smiertelnie-powazny,nId,1493394 [dot. m.in. Zbrodniarz i dziewczyna]; Literatura mnie nudzi. Rozm. D. Gajda. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://vumag.pl/ludzie-styl-zycia/michal-witkowski-literatura-mnie-nudzi/spfs2 [dot. m.in. Zbrodniarz i dziewczyna]; Michał Witkowski i jego nowy kryminał „Zbrodniarz i dziewczyna”. Rozm. M. Sadowska. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://kultura.newsweek.pl/michal-witkowski-o-swoim-nowym-kryminale-zbrodniarz-i-dziewczyna-artykuly,285339,1.html; Nie chcę być preparatem. Rozm. M. Sadowska. „Newsweek Polska” 2014 nr 19 [dot. gł.: Zbrodniarz i dziewczyna]; Nigdy nie żyłem i nie chciałem żyć w świecie realnym. Rozm. A. Konieczyńska. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/michal-witkowski-nigdy-nie-zylem-i-nie-chcialem-zyc-w-swiecie-realnym/m6ns6z [dot. m.in. Fynf und cfancyś]; Zawsze chciałem robić w show-biznesie. Rozm. D. Gajda. „Gala” 2015 nr 8; Życie literackie jest nudne jak owsianka. Rozm. K. Owczarek. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://aktivist.pl/michal-witkowski-zycie-literackie-jest-nudne-jak-owsianka [dot. m.in. Fynf und cfancyś]; Wreszcie ja też zamieszkałem w Polsce lat 50.! Rozm. M. Nogaś. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 28 października 2017]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/7,75517,22543242,michal-witkowski-o-powiesci-wymazane-wreszcie-ja-tez-zamieszkalem.html; Teraz będę szacownym klasykiem. Rozm. M. Dzierżanowski. „Wprost” 2017 nr 38; Żadnego realizmu magicznego! Rozm. M. Nogaś. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 234 [dot. gł.: Wymazane].

Ogólne

 	B. WARKOCKI: „Bądź niewierny Idź” – pikiety, pedały i te sprawy. O polskiej prozie homoseksualnej na początku i opowiadaniu Michała Witkowskiego na końcu. „FA-art” 2003 nr 3/4 [dot.: Raport z wyższych rejonów dna; druk „Ha!art” 2002 nr 13].
 	K. KWIECIEŃ: Ziarna baobabu. „Dekada Lit.” 2006 nr 3.
 	M. BIELECKI: Transgresje, metamorfozy, przebieranki: Witkowski i Gombrowicz. „Kresy” 2007 nr 71.
 	J.Z. BRUDNICKI: Pociąg donikąd. „Trybuna” 2007 nr 221.
 	S. GWÓŹDŹ: Strategie melancholijne w prozie Michała Witkowskiego. „Kresy” 2007 nr 3.
 	W. RUSINEK: Estetyka i rozkład. O świecie przedstawionym w prozie Michała Witkowskiego; K. UNIŁOWSKI: Pożegnanie z Ludową? O narracjach Józefa Łozińskiego i Michała Witkowskiego. „FA-art” 2008 nr 2/3.
 	Z. SAWICKA: Michał Witkowski show. „Sukces” 2008 nr 7.
 	A. KRAMEK-KLICKA: Przygody ciała i ducha. Transgresje w prozie Mariana Pankowskiego i Michała Witkowskiego. „Res Publica Nowa” 2009 nr 5.
 	M. BIELECKI: Kłopoty z Witkowskim. „FA-art” 2010 nr 2.
 	D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Uwagi o prozie, dramacie i krytyce. (2001-2010). Katow. 2011, passim.
 	D. WODECKA: Michała Witkowskiego biograficzny przewodnik po Wrocławiu. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 303 dod. „Wrocław”.
 	E. ZANIEWSKA: Stylotwórcze funkcje wybranych kategorii słownictwa w twórczości Michała Witkowskiego. „Białost. Arch. Jęz.” 2011 nr 11.
 	D. ANTONIK: Autor jako marka. „Teksty Drugie” 2012 nr 6.
 	D. KOTUŁA: „Detronizacja powagi”. Szkic o obecności campu w polskiej prozie. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia de Cultura” 2012 nr 4 [dot. też twórczości G. Musiała].
 	G. OLSZAŃSKI: Lans Macabre. W tegoż: Apelacje. Mikołów 2012 [dot. wizerunku M. Witkowskiego].
 	TENŻE: Piękny i bestia. (Rzecz o śladach Niewidzialnej Ręku Rynku). „Świat i Sł.” 2012 nr 1.
 	D. ANTONIK: Literatura w audiowizualnym typie kultury. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 z. 2 [dot. też twórczości J. Dehnela].
 	A. CZYŻAK: Ironia i nostalgia. O twórczości Michała Witkowskiego. „Porównania” 2013 t. 13.
 	E. KONWERSKA: Rejony dna. O biedzie w twórczości Michała Witkowskiego. „FA-art” 2013 nr 3.
 	A. NĘCKA: „Co nie jest biografią – nie jest w ogóle”. Przykłady z prozy polskiej po 2000 roku. Michał Witkowski. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
 	D. ANTONIK: Autor jako marka. Literatura w kulturze audiowizualnej społeczeństwa informacyjnego. Kr.: Universitas 2014, 186 s. Modernizm w Polsce, 46 [dot. też J. Dehnela].
 	A. GROCHOWSKA: Szafiarka, kamp i literatura, czyli Michał Witkowski i jego Fashion. „Fragile” 2014 nr 1.
 	E. KONWERSKA: Mówią o sobie. O języku, imionach i tożsamości w prozie Michała Witkowskiego. „Pr. Literaturoznawcze” 2014.
 	J. LECH: Wyobraźnia po transformacji. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://czytanezaregalem.blog.pl/2014/06/10/michal-witkowski-barbara-radziwillowna-z-jaworzna-szczakowej.
 	M. NOWICKA: Seks w wielkim mieście. „Arterie”, Łódź 2015 nr 3.
 	R. WIŚNIEWSKI: Notatki z undergruntu. Wiosenna kronika upadłości. „Odra” 2015 nr 6.
 	D. ANTONIK: Sukces i nietrwałość literatury markowej. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 3.
 	A. JEZIERSKA: „Jest wredna. Kocham ją”. Jelinek według Witkowskiego. Między interpretacją a użyciem. „Transfer. Reception studies” 2016 t. 1.
 	M. KITA: Stylowy portret „przegiętej cioty” w pisarstwie Michała Witkowskiego. „Jęz. Artyst.” 2017 T. 16.

Zgorszeni wstają od stołów

 	B. BUDZIŃSKA: Każdy ma swoją mleczną drogę. „Dykcja” 1997 nr 7/8, przedr. „Metafora” 1999 nr 37/38.
 	A. DACZKOWSKI: Trup przedwojennej tramwajarki na nadmuchiwanym materacu. „Rita Baum” 1998 nr 1.

Copyright

 	A. BŁAŻYŃSKA: Gumologia. „Opcje” 2001 nr 3/4.
 	P. KĘPIŃSKI: Smutna zabawa w literaturę. „Życie” 2001 dod. „Życie z Książkami” nr z 19 IV.
 	K. MALISZEWSKI: Co czuły dzieci stanu wojennego... „Gaz. Wybor.” 2001 nr 63 dod. „Mag. z Książ.” nr 2.
 	M. MIZURO: Priscilla, królowa supermarketu. „FA-art” 2001 nr 2.
 	D. NOWACKI: Między nami kolesiami. „Studium” 2001 nr 1.
 	R. OSTASZEWSKI: Okazje na wyprzedaży. „Nowe Książ.” 2001 nr 4.
 	A. PLUSZKA: Autor ma głos? „Kresy” 2001 nr 1/2.
 	B. WARKOCKI: Balonówka z coca-colą. „Pro Arte” 2001 nr 14/15.
 	A. FRANKOWIAK: Gucci, Dior i skręty bez filtra. „Portret” 2002 nr 12.
 	M.K. SAWICZEWSKA-LORKOWSKA: Historyjki z donaldówek. „Topos” 2002 nr 3.
 	W. BROWARNY: Fikcja i wspólnota. Wr. 2008, passim.
 	K. MALISZEWSKI: Historyjki obrazkowe i inne. W tegoż: Pociąg do literatury. Wr. 2010.

Tekstylia

 	M. CYRANOWICZ: Bracia i siostry w krytyce. „Studium” 2002/2003 nr 6/1.
 	E. GRACZYKOWSKA, B. WARKOCKI, K. FRANCUZIK: My, siódma dekada; M. MIZURO: Cnota epigonizmu. „FA-art” 2002 nr 4.
 	K. MASŁOŃ: Świat o smaku bananów. „Rzeczpospolita” 2002 nr z 28 XII dod. „Plus Minus” nr 52.
 	M. MIKOS: Niepokolenie lat 70. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 274.
 	J. NOWICKA: Bank świeżej krwi. „Rzeczpospolita” 2002 nr 277.
 	K. DUNIN: Małogorsi. „Res Publica Nowa” 2003 nr 1.
 	A. KRAWCZYK: Bank młodej krwi. „Topos” 2003 nr 1/3.
 	M. LAREK: Za dużo hałasu o Nic. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2003 nr 1.
 	A. LUBICZ: Piekło i niebo literatów. „Fronda” 2003 nr 30.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Na kolędę. „Arkusz” 2003 nr 2.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Tragiczność i lekkość bytu. „Arkusz” 2003 nr 5 [polem. ze szkicem M. Witkowskiego „Recycling”].
 	K. MALISZEWSKI: Generalna próba głosu. „Czas Kult.” 2003 nr 2/3.
 	D. NOWACKI: O co im chodzi? Wokół księgi twórczości najmłodszych pisarzy. „Twórczość” 2003 nr 4.
 	J. ORSKA: Chociaż mało mamy lat…; M. KASPRZAK: Zwierzę pociągowe. „Studium” 2003 nr 2.
 	M. PIETRZAK. „Tygiel Kult.” 2003 nr 7/9.
 	W. WOŹNIAK. „Pracownia” 2003 nr 1.

Lubiewo

 	J. BRACH-CZAINA: Przesilenie nowoczesności. Teoretyczny i literacki obraz relacji ludzkich. „Teksty Drugie” 2005 nr 4 [dot. m.in. M. Witkowskiego].
 	W. BROWARNY: Pamiętnik znaleziony w pikiecie. „Odra” 2005 nr 4.
 	M. CUBER: Pamiętnik z powstania pedalskiego. „Twórczość” 2005 nr 5.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Jechać do Lubiewa. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3.
 	I. IWASIÓW: Alexis. Gdzie jest kobiecość?; Z. JARZĘBOWSKI: „Piszę tę ciotowską księgę…”; P. KRUPIŃSKI: Legenda romantyczna i cioty. Na marginesie „Lubiewa”; J. MADEJSKI: Żorżeta, przegięcie, literatura. „Pogranicza” 2005 nr 1.
 	K. JANOWSKA: Koszmar bez środków znieczulających. „Polityka” 2005 nr 5.
 	P. MACKIEWICZ: Przez uchylone drzwi. „Akcent” 2005 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: Utracona cześć literatury polskiej. „Czas Kult.” 2005 nr 1, przedr. w tegoż: Pociąg do literatury. Wr. 2010.
 	M. MIZURO: Oleśnicka i inne. „Nowe Książ.” 2005 nr 3.
 	D. NOWACKI: Niech o nas czytają. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 2.
 	M. PIETRZAK: Jednak literatura. „Studium” 2005 nr 3.
 	W. RUSINEK: Barokowy Witkowski. „FA-art” 2005 nr 1.
 	A. SKRENDO: „Miejsce ujawnienia”. „Pogranicza” 2005 nr 1, przedr. w tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013.
 	P. SOBOLCZYK: My queendom is my pride. „Tygiel Kult.” 2005 nr 7/9.
 	A. SOKOŁOWSKI: Witajcie w Ciotogrodzie. „Fronda” 2005 nr 36.
 	W. ŚMIEJA: Pedalska powieść dla kucharek. „Kresy” 2005 nr 4 [dot. też: B. Żurawiecki: Trzech panów w łóżku, nie licząc kota].
 	D. ŚNIEŻKO: „Lubiewo”, czyli projekt eposu pedalskiego. „Pogranicza” 2005 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Pedał – mój bliźni. „Opcje” 2005 nr 2, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	P. URBANIAK: Antymanifest gejowski. „Topos” 2005 nr 3.
 	B. WARKOCKI: Do przerwy 1:1. „Krytyka Polit.” 2005 nr 9/10.
 	A. ŚCIEPURO: „Świat przedstawiony” we współczesnej polskiej powieści gejowskiej na przykładzie „Lubiewa” Michała Witkowskiego i „Trzech panów w łóżku, nie licząc kota” Bartosza Żurawieckiego. „Slavica Wratisl.” 2007 nr 143 cz. 2.
 	M. ŻÓŁKOŚ: „Ktoś musi za nas to zrobić”. Tragizm homoseksualnego pożądania w „Lubiewie” Michała Witkowskiego. W: Księga Janion. Gdańsk [2007].
 	A. WIATR: Seksualność ciot. Szkic o przegiętej opowieści. „Acta Universitatis Wratislaviensis. Socjologia” 2008 nr 42.
 	A.M. FRANKOWIAK: Między ekshibicjonizmem a autobiografizmem. Literatura najnowsza w obszarze intymności (ciota – żydowica – odludek). W: „Napis” 2009 ser. XV [dot. też: M. Sieniewicz: Żydówek nie obsługujemy; A. Stasiuk: Fado].
 	W. MARSZAŁEK: Wobec odmienności. „Lubiewo” Michała Witkowskiego. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2009 nr 9.
 	B. GAWROŃSKA PETTERSON: Gender in culture and gender in language. On translation of the novel „Lubiewo” by Michał Witkowski. „Folia Scandinavica Posnaniensia” 2011 vol. 12.
 	P. ŁUCZYK: Gejowski fantazmat kobiecości w „Lubiewie” Michała Witkowskiego. „FA-art” 2012 nr 2.
 	K. SIDOWSKA: Literatura a przełamywanie wstydu. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 T. 56 z. 2 [dot. też: M. Gretkowska: Polka; A. Nasiłowska: Domino; Księga początku].
 	M. CZARDYBON: Chichot Michaśki. Niebezpieczne związki czarnego humoru i kampu w „Lubiewie” Michała Witkowskiego. „Tekstualia” 2014 nr 1.
 	K. SZAFRANIEC: Kultura polska w przekładzie. Problemy ekwiwalencji. „Acta Univ. Lodz. Kształcenie Polonistyczne Cudzoziemców” 2014 [z.] 21.
 	A. SZYMIŁ: „Lovetown”. Kilka uwag o angielskim tłumaczeniu „Lubiewa”. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2014 T. 23.
 	A. JACKOWIAK: Kim jest ciota? Literacki obraz homoseksualisty w „Lubiewie” Michała Witkowskiego. W: Seksualność w najnowszej literaturze polskiej [on-line] Tor. 2015, plik w formacie pdf].
 	S. MRZYGŁODZKA: Pociąg i dworzec. Sentymentalny wehikuł czasu w „Lubiewie” Michała Witkowskiego. W: Kolej na kolej. Zielona Góra 2015.
 	K. SZAFRANIEC: Tłumaczenie elementów kulturowych na język słoweński. Analiza wybranych przykładów. W: Język polski – nie taki obcy. Olsztyn 2015.
 	A. WENDORFF: Género socio-cultural en la traducción de Lubiewo Michał Witkowski al español. W: Translatio y cultura. Madrid 2015.
 	K. DUNIN: Bezwstydny taniec nie może trwać bez końca. „Teksty Drugie” 2016 nr 4 [dot. też: W. Gombrowicz: Pamiętnik z okresu dojrzewania].
 	M. KRÓL: „To queer or not to queer?” Teoria i praktyka tłumaczenia queerowego. „Między Oryginałem a Przekładem” 2016 R. 22 nr 1/4.
 	P. WOJTASIK: Homojęzyk w homopowieści. Psychologiczno-socjologiczne aspekty języka środowiska homoseksualnego na podstawie powieści „Lubiewo” Michała Witkowskiego. „Pr. Nauk. Akad. im. J. Długosza w Częstochowie. Językoznawstwo” 2016 z. 12.
 	Rec. adapt. teatr.: wyst. w Kr.: P. GŁOWACKI: Dwie Szeherezady. „Dz. Pol.” 2011 nr z 8.11; M. PIEKARSKA: „Lubiewo”. Pedalskie dziady z epoki dolce vita. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 260 dod. „Wrocław”; J. TARGOŃ: Witalność wyparowała. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 6 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2813-lubiewo-rez-piotr-sieklucki.html; J. GAUDYN: Bez cenzury. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 6 września 2013]. Dostępny w Internecie: www.homemadelondonfog.blox.pl.; J. NABIAŁEK: Cioty w skansenie. „Teatralia” 2012 nr 3; W. ŚWIĄTKOWSKA: Ciotowski Dekameron. „Teatr” 2012 nr 1; A. TARNOWSKA: Teatr krytykuje kapitalizm i rozlicza się z przeszłością. „Gaz. Wybor.”, Bydg. 2012 nr z 12.10; M. CENTKOWSKI: Rajska plaża ciot polskich. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 4 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4610-lubiewo-ciotowski-bicz-rez-piotr-sieklucki.html, – wyst. w Łodzi: I. RAKOWSKI-KŁOS: O ciotach i lujach. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 28 dod. „Łódź”, – wyst. w Wwie: A. HORUBAŁA: Widzę inaczej. „Do Rzeczy” 2013 nr 5, polem. P. SANAKIEWICZ: Dobrze wykonana robota. „Tamże” nr 6; M. PACEWICZ: Gdzie są geje z tamtych lat. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 36.
 	Zob. też Wywiady.

Fototapeta

 	J. BIELAS: Ciotka Klotka przesyła buziaka. „Twórczość” 2006 nr 5, przedr. „Tygiel Kult.” 2006 nr 10/12.
 	B. DARSKA: Miało być inaczej. „Kresy” 2006 nr 1/2.
 	M. FORAJTER: Król supermarketu. „FA-art” 2006 nr 1/2.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Orwo. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 5.
 	D. NOWACKI: Tom z szuflady. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 20.
 	J. ORSKA: Rzeczywistość odłazi od ściany. „Odra” 2006 nr 9.
 	M. ORSKI: Jak napisać książkę. „Prz. Powsz.” 2006 nr 4.
 	E. PILARZ: O kurach, pazurach i nie tylko… „Śląsk” 2006 nr 3.
 	P. URBANIAK: Piękne samooszustwa. „Nowe Książ.” 2006 nr 4.
 	E. ZARYCH: Gej w pisarzu czy pisarz w geju?..., czyli Witkowskiego baba w babie. „Studium” 2006 nr 2.
 	M. RADZIWON: Obciach i nic. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 146.
 	J. WACH: Nagi król. „Akcent” 2007 nr 2.

Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej

 	M. CUBER: Nie było i nie ma. „Nowe Książ.” 2007 nr 10.
 	K. CZECZOT: Męskość na wolnym rynku. „Czas Kult.” 2007 nr 4/5.
 	B. DARSKA: Historia czy historyjki? „Kresy” 2007 nr 4.
 	A. DOBIEGAŁA: Nowe wcielenie nierządnicy. „Twórczość” 2007 nr 11.
 	K. DROŻDŻ: Historie miłosne. „Tygiel Kult.” 2007 nr 10/12.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Środek na świat. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 35.
 	P. MACKIEWICZ: Chłopaki z ferajny. „Odra” 2007 nr 11.
 	A. NĘCKA: Życie jest gdzie indziej. „Opcje” 2007 nr 3.
 	D. NOWACKI: Sztuka wycinanki jako sztuka krytyczna; W. RUSINEK: Na dworze dziadowskiej królowej. „Studium” 2007 nr 3/4.
 	M. ORSKI: Zaduma nad śmieceniem. „Prz. Powsz.” 2007 nr 12.
 	R. OSTASZEWSKI: Półświatek z marzycielem. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 194.
 	B. WARKOCKI: Glamour à rebours. „FA-art” 2007 nr 3.
 	M. WILK: Zagad(ywan)ka. „Pogranicza” 2007 nr 5.
 	A. ADAMCZYK: Książka modna. „Tekstualia” 2008 nr 4.
 	M. MARCELA: Kim jest narrator? Czy narrator umarł? Wokół „Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego. „FA-art” 2008 nr 2/3.
 	D. SUMARA: Ene due rike fake. Szlafmyca czy korona, berło czy wiatraczek? „Dekada Lit.” 2008 nr 1.
 	M. CHADRYŚ: Z braku czasu. „Tygiel Kult.” 2009 nr 10/12.
 	R. JOCHYMEK: Językowy dialog z tradycją w „Barbarze Radziwiłłównie z Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2009 nr 9.
 	M. ORSKI: „Idzie sobie sługa Boży B.R.” W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	K. UNIŁOWSKI: „Exodus non est?”. Proza polska między postkomunizmem i postmodernizmem. W: PRL – świat (nie)przedstawiony. Pozn. 2010 [dot. też: J. Łoziński: Apogeum].
 	P.W. RYŚ: „Futro jest puste. C’est fini”. „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego jako literatura „końca literatury”. „Konteksty Kult.” 2014 z. 3/4 nr 11.
 	D. TRELA: Dwa labirynty. „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” Michała Witkowskiego – „Poema Piasta Dantyszka” Juliusza Słowackiego. „Prz. Hum.” 2014 R. 58 nr 2.
 	Rec. adapt. teatr. wyst. w Katow.: J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Dyskurs w lombardzie narodowych pamiątek. „Rzeczpospolita” 2008 nr 288; A. CZAPLA-OSLISLO: Doczekaliśmy się przeboju w Teatrze Śląskim. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 286 dod. „Katowice”; Ł. DREWNIAK: Prywaciarz, czyli królowa Polski. „Przekrój” 2009 nr 2; K. KARWAT: Nasza droga do Lichenia. „Śląsk” 2009 nr 2; J. KOLAWA: Jaworzno-Szczakowa, Polska. „Dziennik” 2009 nr 1 dod. „Kultura”; W. WASZTYL: Obsługiwałem Szejka Amala. „Teatr” 2009 nr 3; M. KOTYCZKA: Spowiedź dziecięcia wieku z grzechów konsumpcjonizmu [on-line] [dostęp 6 kwietnia 2011]. Dostępny w Internecie: www.artpapier.com/index.php?pid=2&amp;amp;cid=4&amp;amp;aid=1731.

Barbara Radziwiłłówna Show

 	J. MAJCHEREK: Teatr jednego pisarza. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 38 dod. „Stołeczna”.

Margot

 	A. KOPKIEWICZ: Ni przypiął, ni przyłatał. „Opcje” 2009 nr 3.
 	P. MAŁOCHLEB: Bajo, bajo, wielka literaturo. „Nowe Książ.” 2009 nr 11.
 	D. NOWACKI: Maskarada i chichot. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 198.
 	J. ORSKA: Gdzie jest Collegium Polonicum? Wokół recepcji „Margot” Michała Witkowskiego. „FA-art” 2009 nr 4.
 	C. POLAK: Płaski świat z tabloidów. „Dziennik” 2009 nr 200.
 	P. PUSTKOWIAK: Jak wjechać tirem w ślepą uliczkę. „Dziennik” 2009 nr 195 dod. „Kultura”.
 	A. TETERA: Miłość na tirowisku. „Wyspa” 2009 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Na milezyjską modłę. „FA-art” 2009 nr 4, przedr. w tegoż: Prawo krytyki. O nowoczesnym i ponowoczesnym pojmowaniu literatury. Katow. 2013.
 	D. WOJDA: Borat literatury. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 39.
 	A. NĘCKA: Być mobilkiem, być celebrytkiem… „Twórczość” 2010 nr 1.
 	J. CYMERMAN: Cyrk międzyludzki. „Teatr” 2010 nr 11 [dot. wyst. w Lubl.].
 	J. SZESTOWICKI: Zwrot(nie) polityczny, albo: polityczna śmierć Michała Witkowskiego? „Polisemia” 2010 nr 3 [on-line] [dostęp 3 czerwca 2011]. Dostępny w Internecie: http://www.polisemia.com.pl.
 	A. GROCHOWSKA: Podwójny coming out celebryty. „Fragile” 2012 nr 3.
 	Rec. adapt. teatr.: J. CYMERMAN: Cyrk międzyludzki. „Teatr” 2010 nr 2010.
 	Zob. też Wywiady.

Drwal

 	M. GRABOWSKI: Pochwaleni niech będą ornamentatorzy. „Polska. Metropolia Warsz.” 2011 nr 88.
 	P. KĘPIŃSKI: W poszukiwaniu utraconego luja. „Newsweek Polska” 2011 nr 45.
 	D. NOWACKI: Na wschód od Lubiewa. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 254.
 	P. SOBOLCZYK: „Buch” po sezonie „bach”. „Dekada Lit.” 2011 nr 5/6.
 	J. SOBOLEWSKA: Zapach Międzyzdrojów. „Polityka” 2011 nr 45.
 	M. WĘGIEL: Michał do Michała: (oczko puszcza). „FA-art” 2011 nr 3/4.
 	L. BUGAJSKI: Ściema ściemy. „Twórczość” 2012 nr 3.
 	P. BUŚKO: Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. „Czas Kult.” 2012 nr 1.
 	M. MIZURO: Porąbany kryminał. „Odra” 2012 nr 2.
 	M. MUS: Kryminał pastewny. „Pogranicza” 2012 nr 1.
 	D. NOWACKI: Opowieść chłodnego morza. Książki finalistów [Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus]. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43.
 	A. POPRAWA: Przegięte?. Przerąbane. „Czas Kult.” 2012 nr 1.
 	M. ROBERT: Kamp w martwym sezonie. „Nowe Książ.” 2012 nr 1.
 	M. SZLACHETKA: Kryminał bez właściwości. „Akcent” 2012 nr 1.
 	A. WÓJTOWICZ: Kram Witkowskiego. „Śląsk” 2012 nr 2.
 	A. GROCHOWSKA: Michała Witkowskiego „poważ(a)ny” kryminał. W: Kryminał – gatunek poważ(a)ny? [on-line] T. 1. Tor. 2015 [dokument elektroniczny dostępny jako plik tekstowy w formacie pdf rda] .
 	M. ROSZCZYNIALSKA: Wzorzec pitavalu w kryminale współczesnym. Na przykładzie powieści „Drwal” oraz „Zbrodniarz i dziewczyna” Michała Witkowskiego. W: Literatura kryminalna. Kr. 2015.
 	Zob. też Wywiady.

Zbrodniarz i dziewczyna

 	A. BIEDROWSKA: Pod płaszczykiem kryminału. „FA-art” 2014 nr 1/2.
 	P. CZAPLIŃSKI: Śledztwo w sprawie pisarza. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul5233-sledztwo-w-sprawie-pisarza.html.
 	J. CZECHOWICZ: Proza ze wszystkiego. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2014/05/zbrodniarz-i-dziewczyna-micha-witkowski.html.
 	A. LIPCZAK. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/pl/dzielo/michal-witkowski-zbrodniarz-i-dziewczyna.
 	S. MISIARZ-FILIPEK: Ciota zakłada rodzinę. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/ciota-zaklada-rodzine-michal-witkowski-zbrodniarz-i-dziewczyna.
 	D. NOWACKI: Witkowskiego lep na luja. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 109.
 	M. ORSKI: „Kącik Witkowskiego”. „Nowe Książ.” 2014 nr 9.
 	C. ROSIŃSKI: Przefajnowany ciąg dalszy. „Odra” 2014 nr 11.
 	Ł. SATURCZAK: Zazdrość i medycyna Witkowskiego. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://publica.pl/teksty/zazdrosc-i-medycyna-46569.html.
 	M. SOWIŃSKI: Nakupować lujowi (ponownie). Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.ha.art.pl/projekty/felietony/3847-nakupowac-lujowi-ponownie-zbrodniarz-i-dziewczyna-witkowskiego.
 	A. ZABORSKI: Opróżnić szafę z trupów. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 114 dod. „Kult. i Program TV”.
 	J. ZAWISAK: Michał Witkowski – geniusz podsłuchiwania. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/michal-witkowski-geniusz-podsluchiwania/zmvy6.
 	J. ZGIERSKI: Witkowski – ścianka, szminka, szynka, śmierć. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20140527/witkowski/scianka/szminka/szynka/smierc.
 	P. KĘPIŃSKI: Celebryta, poeta i rozbójnik. „Twórczość” 2015 nr 4.
 	M. ROSZCZYNIALSKA: Wzorzec pitavalu w kryminale współczesnym. Na przykładzie powieści „Drwal” oraz „Zbrodniarz i dziewczyna” Michała Witkowskiego. W: Literatura kryminalna. Kr. 2015.
 	Zob. też Wywiady.

Fynf und cfancyś

 	J. BIŃCZYCKI: „Taky byh!”. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/taky-byh-m-witkowski-fynf-und-cfancys.
 	P. CZAPLIŃSKI: Karuzela z ciałami. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 251.
 	J. PODSADECKA: Na Titanicu też grała muzyka. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.wp.pl/rid,6533,tytul,Na-Titanicu-tez-grala-muzyka,recenzja.html?ticaid=117099.
 	M. SENDECKI: Bańki mydlane. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 19 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://dwutygodnik.com/artykul/6221-banki-mydlane.html.
 	M. SOWIŃSKI: Perwersja w epoce spełnionego kapitalizmu. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 49 dod. „Książ. w Tyg.” nr 10/12.
 	W. STASZEWSKI: Michaśka schodzi z czerwonego dywanu. „Newsweek Polska” 2015 nr 43.
 	M. ROBERT: Jak to się robi na Zachodzie. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.
 	P. SOBOLCZYK: Kopnąć, całować, dać. O powieści Michała Witkowskiego „Fyn und cfancyś”. „Opcje” 2016 nr 1/2.
 	K. ZYCH: Proza podróżna. „Twórczość” 2016 nr 6.
 	Rec. adapt. teatr.: A. IŻYKOWSKA: Gorzki uśmiech. „Teatralia” 2015 nr 151 [on-line] [dostęp 16 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.teatralia.com.pl/gorzki-usmiech-fynf-und-cfancys.
 	Zob. też Wywiady.

Wymazane

 	P. CZAPLIŃSKI: Gender, kasa, eros. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 234.
 	J. SOBOLEWSKA: Oda do starej baby. „Polityka.pl” [on-line] 2017 nr 5/6.
 	M. SOWIŃSKI: Perwersje na końcu świata. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 44 dod. „Książ. w Tyg.” nr 7/9.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3097" title="Stefan ZABIEROWSKI" slug="stefan-zabierowski">ur. 1940

Krypt.: S.Z.; ZAB.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 3 maja 1940 w Gorlicach (woj. małopolskie); syn Stanisława Zabierowskiego, wówczas nauczyciela tajnego nauczania, później historyka literatury na Uniwersytecie Śląskim, i Jadwigi z Łobaczewskich, również pracującej w tajnym nauczaniu, po wojnie wykładowczyni Wyższego Studium Nauczycielskiego w Katowicach. W 1953 rozpoczął naukę w III Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Katowicach; w 1957 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Po uzyskaniu magisterium w 1962 został przyjęty na roczny staż asystencki przy Zespołowej Katedrze Historii Literatury Polskiej UJ, a później na czteroletnie studium doktoranckie. W pracy badawczej zajął się głównie życiem, twórczością oraz recepcją dzieł Josepha Conrada, a w latach późniejszych także literaturą okresu II wojny światowej. Debiutował w 1964 recenzją książki zbiorowej Wspomnienia i studia o Conradzie (Wwa 1963) pt. Conrad w oczach polskich krytyków, opublikowaną w „Ruchu Literackim” (nr 5-6); w piśmie tym ogłaszał następnie recenzje i artykuły (1965-66; 1969; podp. też: ZAB). Jako badacz literatury debiutował w 1967 artykułem pt. O Conradzie i Sienkiewiczu, opublikowanym w „Miesięczniku Literackim” (nr 12).W 1968 na łamach pisma „Conradiana”, College Park, Maryland (nr 1) ogłosił recenzję książki B. Kocówny pt. Polskość Conrada. W 1969 uzyskał na UJ doktorat na podstawie rozprawy pt. Joseph Conrad w Polsce. Główne problemy recepcji krytycznej w latach 1896-1961 (promotor prof. Henryk Markiewicz) i rozpoczął pracę dydaktyczną w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.; od 1977 Instytut Literatury i Kultury Polskiej; od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 im. I. Opackiego), początkowo na pracach zleconych, a od 1970 na etacie adiunkta. W 1970-80 należał do ZNP. W 1974 został członkiem Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach i Komitetu Wydawniczego publikowanej przez tę Komisję serii Spotkania z Literaturą. W 1974-91 pracował kolejno w Zakładzie Literatury Polskiej, w Zakładzie Literatury Poromantycznej, w Zakładzie Teorii Literatury. Rozwijał działalność naukową publikując rozprawy, recenzje i artykuły m.in. w „Przeglądzie Humanistycznym” (1974, 1985, 1987, 1990, 1994), nadal w „Ruchu Literackim” (1975, 1984, 1991, 1993, 1996-97, 1999), „Pracach Naukowych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach” (1977-78, 1982, 1990, 1994), „Komunikatach Polskiego Klubu Conradowskiego” (1976), przekształconych później w „Informacje Polskiego Klubu Conradowskiego” (1980, 1983, 1986, 1989, 1992; członek redakcji) i ich wersji angielskiej „The Conrad News” (Gdańsk), „Pamiętniku Literackim” (1985), „Odrze” (1986, 1988, 1993), „Pracach Polonistycznych” (1987-88).W 1975 został członkiem Polskiego Klubu Conradowskiego. W 1980 współorganizował NSZZ „Solidarność” na wydziale filologicznym UŚl., został też wybrany na zastępcę przewodniczącego Koła Pracowników Polonistyki; po roku 1989 pełnił przez dwa lata funkcję przewodniczącego Koła. W 1986-89 był zatrudniony na UŚl. na etacie starszego wykładowcy. W 1988 uzyskał na UJ habilitację na podstawie rozprawy pt. „Autor-rodak”. Pisarze polscy wobec Conrada; w 1989 otrzymał stanowisko docenta, a w 1991 profesora nadzwyczajnego UŚl. W tymże roku został zatrudniony w Zakładzie Kultury Literackiej INoLP UŚl.; od 1992 do przejścia na emeryturę w 2010 kierował tym Zakładem. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora do spraw naukowych w INoLP UŚl. (1991-96, 2005-08) i kierownika Studium Doktoranckiego przy Wydziale Filologicznym UŚl. (1993-99). W 1993 został członkiem-założycielem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. Od 1995 należał do Polskiego Towarzystwa Conradowskiego oraz był członkiem jego Zarządu , a od 2002 – do Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Kontynuował pracę naukową, publikując artykuły i recenzje m.in. w pismach „Tytuł” (1994, 1997-98, 2000, 2002), „Śląsk” (1998, 2000-01, 2003, 2005, 2007, 2013, 2015-16), „Kresy” (2005), „Kultura Współczesna” (2008), „Teksty Drugie” (2009), „Ruch Literacki” (2012, 2016), „Konteksty Kultury” (2012, 2014, 2016), „Alma Mater” (2014), „Arcana” (2017), „Rzeczpospolita” (2017). W 2007 uzyskał tytuł naukowy profesora. W tymże roku został powołany do Komitetu Obchodów Roku Josepha Conrada-Korzeniowskiego w Polsce. W 2010 wszedł w skład Rady Naukowej Ośrodka Dokumentacji i Badania Twórczości Josepha Conrada przy Wydziale Polonistyki UJ. Otrzymał dwukrotnie Nagrody Ministra Nauki III stopnia (1972, 1989) i wielokrotnie Nagrody Rektora UŚl. Odznaczony m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi (1979) i odznaką „Za zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego” (1992).

W 1980 zawarł związek małżeński z Krystyną Dziedziól, językoznawczynią; ma syna Macieja (ur. 1981), historyka. Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ

 	Conrad w Polsce. Wybrane problemy recepcji krytycznej w latach 1896-1969. Gdańsk: WM 1971, 272 s.
Skrócona i zmieniona wersja rozprawy doktorskiej.
Zawartość: Wstęp. – Polska legenda Conrada; Tradycje kulturowe i literackie; Polska kariera Conrada.
Przekł. ang. szkicu: Polska kariera Conrada: Conrad’s Polish career. 1896-1968. „Conradiana”, Lubböck, TX 1974 nr 3 s. 198-213.
 	Conrad w perspektywie odbioru. Szkice. Gdańsk: WM 1979, 133 s.
Szkice druk. wcześniej w „Pr. Nauk. UŚl. w Katow., Pr. Hist.-lit.” – Zawartość: Uwagi wstępne. – Między totalizmem a personalizmem. (Z polskich dyskusji o Conradzie w latach 1932-1939); Conrad w oczach Polaków w latach drugiej wojny światowej; Polskie spory o Conrada w latach 1945-1949 [dot. wypowiedzi J. Kotta, A. Gołubiewa i M. Dąbrowskiej]; Maria Dąbrowska – krytyk Conrada; Pięć interpretacji „Lorda Jima”.
Przekł. ang. szkicu: Conrad w oczach Polaków w latach drugiej wojny światowej: Conrad under Polish eyes during world war II. W: Joseph Conrad colloquy in Poland. Wr. 1975 s. 163-175, Joseph Conrad. Conference in Poland. Wr. 1979 s. 164-175.
 	Polska misja Conrada. Katow.: KAW 1984, 121 s.
Dot. podróży Conrada do Polski w 1914.
 	„Autor-rodak”. Pisarze polscy wobec Conrada. Katow.: Śląsk 1988, 288 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Zawartość: Wstęp. – „Pali się we mnie jednak wasz nieśmiertelny ogień”. O rozmowie z J. Conradem Mariana Dąbrowskiego z roku 1914; „W równej mierze jest to pisarz angielski, jak polski”. Stefan Żeromski; „Tu spocznij, między nami, wędrowcze zawiły”. Skamandryci; „Conradowskie pojęcie wierności”. Maria Dąbrowska; „Conrad po polsku jest dla mnie pisarzem zbyt bliskim”. Antoni Gołubiew; „Służyłem panu za kryjówkę”. Jan Parandowski; „Poeto wędrowców, patronie bezdomnych”. Wit Tarnawski.
 	Krzysztof Kamil Baczyński. Biografia i legenda. [Szkic]. Wr.: Ossol. 1990, 44 s. PAN. Oddz. w Katow. Komisja Hist.-lit.; Spotkania z Literaturą, 5.
 	Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku. Kr.: OL 1992, 278 s. Kolekcja Konesera Lit.
Zawartość: Uwagi wstępne. – Stefan Żeromski [poz. 4]; Skamandryci [poz. 4]; Maria Dąbrowska [poz. 4]; Antoni Gołubiew [poz. 4]; Jerzy Andrzejewski; Poeci pokolenia wojennego; Jan Józef Szczepański; Conrad jako bohater literacki; „Godzina śródziemnomorska” Jana Parandowskiego [poz. 4]; Wit Tarnawski [poz. 4].
 	Jak czytać „Lorda Jima”. [Szkic dla szkół średnich]. Katow.: Książnica 1997, 118 s.
 	Wojna i pamięć. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 330 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2376.
Dot. kampanii wrześniowej w literaturze pol. ogólnie i w twórczości J.J. Szczepańskiego. – Zawartość: Cz. I. Symbole Września: „Dnia pierwszego września, roku pamiętnego...”. Symbole-klucze Września 1939 w literaturze polskiej; „Z lancami na czołgi”; „Czy warto umierać za Gdańsk?”. „Pchnięcie Polski nożem w plecy” (17 września 1939 w literaturze polskiej); „Piąta kolumna”; „Szosa zaleszczycka”. – Cz. II. Jan Józef Szczepański: Klucze do Szczepańskiego; W kręgu „Polskiej jesieni”: Nad rękopisem „Polskiej jesieni”; Rzeczywistość historyczna w powieści; Trojaki realizm „Polskiej jesieni” – „Trzy czerwone róże” – próba lektury; Opowieść o kolegach ze Śląska; Powstanie Warszawskie w twórczości Szczepańskiego; Szczepańskiego „rozrachunki inteligenckie”; Od „perfidnego Albionu” do „zaplutego karła reakcji”.
 	W kręgu Conrada. Katow.: Wydawn. UŚl. 2008, 209 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2665.
Zawartość: Słowo wstępne. – O „Rozmowie z J. Conradem” Mariana Dąbrowskiego z roku 1914 [druk. w „Tygodniku Ilustrowanym”; poz. 4]; Conrad i Kraków; Szlacheckie dziedzictwo Conrada; Joseph Conrad i „-izmy”; Pięć typów interpretacji „Lorda Jima” [poz. 2]; „Lord Jim” Conrada w Polsce; Conrad na scenie polskiej (okres międzywojenny); Granica (czy smuga) cienia?; „Conrad żywy” z perspektywy pięćdziesięciu lat [dot.: Conrad żywy. Londyn 1957]; Leszka Proroka spotkania z Conradem.
 	Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Między historią a genologią. (W kręgu dyskusji nad „Popiołem i diamentem” J. Andrzejewskiego). W: Literatura i historia. Wwa, Kr., Katow. 1982 s. 195-212. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.”, 549. – Popularność Conrada wśród twórców pokolenia wojennego. W: W kręgu literatury popularnej. Katow. 1990 s. 88-112. – Stefan Żeromski. „Na probostwie w Wyszkowie”. (Próba lektury). „Prz. Hum.” 1990 nr 12 s. 36-50. – Legenda kapitana Nuta. O „Żeglarzu” Jerzego Szaniawskiego. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1991/1992 z. 2 s. 60-70. – Melania Kierczyńska – krytyk socrealistyczny. W: Realizm socjalistyczny w Polsce z perspektywy 50 lat. Katow. 2001 s. 153-170. – „Chłopiec z Biblią” Tadeusza Borowskiego. W: Godność i styl. Katow. 2003 s. 167-177. – Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego legenda księcia Józefa. W: Teatr – media – kultura. Katow. 2006 s. 37-48. – Literackie symbole przełomu 1945. W: Zakończenie wojny na Górnym Śląsku. Katow. 2006 s. 226-238. – Między Hamletem a Lordem Jimem. W: Świat przez pryzmat „ja”. Katow. 2006 s. 145-153. – Wielki inspirator. W: Po pierwsze: Śląsk. Katow. 2007 s. 271-281 [dot.: K. Wyki]. – Polskie zaplecze Conrada. „Kult. Współcz.” 2008 nr 3 s. 248-258. – O Conradzie i Piłsudskim. „Teksty Drugie” 2009 nr 3 s. 33-46, przedr. w wersji ang. pt. Conrad and Piłsudski. [Przeł.] R.E. Pypłacz. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2014 vol. 9 s. 7-22. – Conrad w Zakopanem. W: Przestrzenie kultury i literatury. Katow. 2012 s. 184-197. – Okupacyjne dzieje Warszawy i cenzura. „Konteksty Kult.” 2012 nr 9 s. 100-113. – Legenda Stefana Starzyńskiego. „Prz. Hum.” 2013 nr 6 s. 45-65. – Joseph Conrad i Uniwersytet Jagielloński. „Alma Mater” 2014 nr 169/170 s. 82-87. – Polskie spory o Conrada w latach 1897-1945. „Konteksty Kult.” 2014 nr 11 z. 3/4 s. 256-268. – Sensy Września 1939 wedle Kazimierza Wyki. W: Zobaczyć sens. Katow. 2014 s. 87-102. – Conrad w II Rzeczypospolitej. W: Literatura, kultura religijna, polskość. Wwa 2015 s. 785-798. – „He was one of us”. The Polish reception of the work of Joseph Conrad Korzeniowski. [Przeł.] R. E. Pypłacz. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2015 vol. 10 s. 171-191. – Conrad i Warszawa. „Konteksty Kult.” 2016 nr 13 z. 2 s. 125-137. – Joseph Conrad-Korzeniowski i sprawa niepodległej Polski. „Arcana” 2017 nr 3 s. 173-199.

Prace redakcyjne

 	Studia conradowskie. Red. nauk. S. Zabierowski. Katow.: UŚl. 1976, 221 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 136.
Materiały z sesji w Sosnowcu, 8 i 9 listopada 1974.
 	Teoria literatury. Metodologia badań literackich. Wybór tekstów dla studentów III roku filologii polskiej studiów zaocznych. Wybór, wstęp i oprac.: B. Tokarz, S. Zabierowski. Katow.: UŚl. 1980, 329 s.
 	Twórczość literacka i filmowa Jana Józefa Szczepańskiego. Pod red. S. Zabierowskiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 1995, 184 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1537.
Materiały z konferencji nauk. w Katow., 15-16 listopada 1994.
 	Z problemów literatury i kultury XX wieku. Prace ofiarowane Tadeuszowi Kłakowi. Pod red. S. Zabierowskiego. Katow.: Śląsk 2000, 377 s.
 	Realizm socjalistyczny w Polsce z perspektywy 50 lat. Materiały z konferencji naukowej organizowanej przez Instytut Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego w dniach 19-20 października 1999 w Katowicach. Pod. red. S. Zabierowskiego przy współpracy M. Krakowiak. Katow.: Wydawn. UŚl. 2001, 346 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1993.
 	Granica w literaturze. Tekst, świat, egzystencja. Pod red. S. Zabierowskiego i L. Zwierzyńskiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 325 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2265.
 	„Lord Jim” w krytyce i w mediach. (Materiały z konferencji odbytej 19 października 2007 roku). Pod red. S. Zabierowskiego. Katow.: Bibl. Śląska; Inst. Nauk o Kulturze UŚl. 2008, 108 s.
 	J.J. Szczepański: Polska jesień. [Powieść]. Wstęp i oprac.: S. Zabierowski. Wr.: Ossol. 2015, CXXX, 392 s. BN. Ser. 1, 324.
 	R.M. Blüth: Conradiana. Oprac. i wstępem opatrzył S. Zabierowski. Wwa: Więź 2017, 234 s. Bibl. „Więzi”, 335.
Szkice o biografii i twórczości J. Conrada.

PRZEKŁADY
Przekł. ang. szkiców: Conrad i Kraków pt. Conrad and the Cracow royal arsenal. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2006 t. 2 s. 7-8, – Szlacheckie dziedzictwo Conrada pt. Conrad’s noble heritage. [Przeł.] E. Kowal. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2008/2009 t. 4 s. 103-118, – „Lord Jim” Conrada w Polsce pt. Conrad’s Lord Jim in Poland. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2006 t. 2 s. 99-115, – Conrad na scenie polskiej pt. Conrad on the Polish stage of the twenties and thirties. [Przeł.] S. Bławat. „The Conrad News”, Gdańsk 1980 nr 4 s. 5-15; Leszka Proroka spotkania z Conradem pt. Leszek Prorok’s novel about Conrad. „The Conradian”, Lincoln 1984 nr 2 s. 90-99, pt. Leszek Prorok encounters with Conrad. „The Conrad News”, Gdańsk 1989 s. 63-67, pt. Leszek Prorok and Conrad. „The Conrad News”, Gdańsk 1992 z. 9 s. 22-33.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.
 	Bibliografia prac Stefana Zabierowskiego. W: Opowiedzieć historię. Prace dedykowane profesorowi Stefanowi Zabierowskiemu. Katow. 2009.

Ogólne

 	A. DĘBSKA-KOSSAKOWSKA: Jubileusz profesora Stefana Zabierowskiego. „Gaz. Uniw. UŚl.” 2010 nr 6.
 	S. GAWLIŃSKI: Stefan – Conrad – Zabierowski. „Konteksty Kult.” 2010 nr 6.
 	M. PIECHOTA: Głos na konferencji „Literatura i historia” połączonej z promocją księgi jubileuszowej „Opowiedzieć historię”, dedykowanej Profesorowi Stefanowi Zabierowskiemu. „Śl. Studia Polonist.” 2011 nr 1.

Conrad w Polsce

 	E. BORKOWSKA: Conrad w oczach Polaków. „Litery” 1972 nr 4.
 	W.J. KASIŃSKI: Przewodnik po conradystyce. „Nowe Książ.” 1972 nr 14.
 	B. KOCÓWNA. „Prz. Hum.” 1972 nr 5.
 	J. MAKOWSKI. „Pomorze” 1972 nr 18.
 	T. SKUTNIK. „Tyg. Morski” 1972 nr 18.
 	J. TUCZYŃSKI. „Nautologia” 1974 nr 3/4.
 	A. GILLON. „Conradiana”, Lubböck, TX 1975 nr 1.
 	A. PRZYPKOWSKI. „Barwy” 1975 nr 1.

Conrad w perspektywie odbioru

 	J. WEGNER. „Tryb. Ludu” 1980 nr 97.
 	J. KAMIŃSKI: Powtórka z Conrada. „Prz. Hum.” 1981 nr 1/2.
 	A. KOWALSKA. „Inf. Pol. Klubu Conradowskiego” 1981, toż w wersji ang. „The Conrad News”, Gdańsk 1981 z. 5.

Polska misja Conrada

 	New books from Poland. „Joseph Conrad Today”, New Paltz, NY 1985 nr 2.
 	F. ŚMIEJA: Książki z torby podróżnej. „Związkowiec”, Toronto 1985 nr 49 [dot. m.in. S. Zabierowskiego].
 	T. SKUTNIK. „Inf. Pol. Klubu Conradowskiego” 1986, toż w wersji ang. „The Conrad News”, Gdańsk 1986.

„Autor – rodak”

 	M. FRĘŚ. „Tak i Nie. Śląsk” 1989 nr 13/14.
 	A. ZGORZELSKI: Polskie fascynacje Conradem. „Nowe Książ.” 1989 nr 4.
 	A. BRODZKA. „Pam. Lit.” 1990 z. 1.
 	M. KISIEL: Wierność Konradowi. „Twórczość” 1990 nr 4.
 	T. SKUTNIK: Playing in position. „The Conrad News”, Gdańsk 1992 z. 9.

Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku

 	P. DZIANISZ: Dziedzictwo Conrada. „Dz. Bałt.” 1993 nr 95.
 	A. FABIANOWSKI. „Nowe Książ.” 1994 nr 3.

Jak czytać „Lorda Jima”

 	E. OGŁOZA: W lekturze powieści Conrada. „Śląsk” 1998 nr 8.

Wojna i pamięć

 	K. HESKA-KWAŚNIEWICZ. „Ruch Lit.” 2006 z. 4/5.
 	K. HESKA-KWAŚNIEWICZ: Pamięć września 1939. „Śląsk” 2006 nr 9.
 	J. PASZEK: Conradysta o Janie Józefie Szczepańskim. „Kult. Współcz.” 2008 nr 2.

W kręgu Conrada

 	A. ADAMOWICZ-POŚPIECH. „Yearbook of Conrad Studies”, Kr. 2012 vol. 7.

Studia conradowskie

 	M. KOMAR. „Inf. Pol. Klubu Conradowskiego” 1977, toż w wersji ang. „The Conrad News”, Gdańsk 1977.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3099" title="Marek ZALESKI" slug="marek-zaleski">ur. 1952

Pseud.: Florian Hryniewiecki; M.Z.; mz; MZ.

Historyk literatury, eseista, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 października 1952 w Łomży; syn Zenona Zaleskiego, inżyniera melioracji, i Marii z Gędzielewskich, inżyniera-architekta terenów zielonych. Od dzieciństwa mieszkał w Warszawie, tu też od 1967 uczył się VI Liceum Ogólnokształcącym im. T. Reytana, gdzie w 1971 zdał egzamin maturalny. Od 1971 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1976 uzyskał magisterium z wyróżnieniem za pracę o poezji „traktatowej” Czesława Miłosza, którą debiutował jako badacz na łamach „Pamiętnika Literackiego” (1977 z. 3). Jako krytyk literacki debiutował w 1974 na łamach „Nowego Wyrazu” (nr 10) recenzją Nowe książki poetyckie: Rekolekcje poetyckie (dot.: F. Kamecki: Parabola Syzyfa); Wyobraźnia ocalająca (dot.: H. Hartenberg: Stromy jest czas); Gigantomania (dot.: S. Skoneczny: Żywioły); do 1977 w piśmie tym publikował liczne omówienia literatury współczesnej. Od 1976 był uczestnikiem Studium Doktoranckiego w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN; w 1980 został tam zatrudniony w Pracowni Badań Kultury Literackiej na stanowisku starszego asystenta. Artykuły i recenzje dotyczące literatury współczesnej publikował m.in. w „Tekstach” (1979, 1981) i „Twórczości” (1979-86, z przerwami). W 1979-83 należał do Koła Młodych Pisarzy przy Oddziale Warszawskim ZLP. W 1983 doktoryzował się w IBL PAN na podstawie rozprawy Przygoda drugiej awangardy (promotor prof. Stefan Żółkiewski), po czym otrzymał stanowisko adiunkta. Szkice i artykuły literackie publikował m.in. w czasopismach wydawanych poza zasięgiem cenzury: w „Arce” (1984-85), „Kulturze Niezależnej” (1985-86; tu pod pseud.: Florian Hryniewiecki), „Zeszytach Literackich” (1985, 1987) i „Almanachu Humanistycznym” (1989). Od 1984 uczestniczył w pracach Komitetu Głównego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, organizowanego przez IBL PAN i Ministerstwo Edukacji Narodowej. W 1984-89 uczestniczył w zebraniach naukowych Sekcji krytycznoliterackiej Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza. W 1985 przeniósł się z Pracowni Badań Kultury Literackiej do Pracowni Literatury Współczesnej (później przemianowana na Pracownię Literatury XX Wieku, a w 2005 na Pracownię Literatury XX i XXI Wieku) IBL PAN. W 1986 przebywał w Paryżu jako stypendysta Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze i Nauce Polskiej i ponownie w 1987 jako stypendysta Towarzystwa Historyczno-Literackiego im. S. Lama. Od 1987 wchodził w skład redakcji miesięcznika „Res Publica” (od 1992 „Res Publica Nowa”; od 2005 kwartalnik ); tu od 1989 był kierownikiem działu kultury, a w 2000-07 zastępcą redaktora naczelnego; w piśmie tym w 1992-95 publikował m.in. cykl pt. Dziennik lektur (niektóre ogłaszane tu teksty podpisywał krypt.: M.Z. oraz MZ). W 1989 jako członek redakcji miesięcznika „Res Publica” przebywał w Stanach Zjednoczonych na stypendium Departamentu Stanu USA (US Information Agency); wygłosił wówczas kilka wykładów m.in. w Amherst College (Massachusetts) i Wesleyan University w Middletown (Connecticut). W 1990 został członkiem SPP, a w 1993 – członkiem Polskiego PEN Clubu. W 1991 współtworzył wraz z Andrzejem Titkowem oraz prowadził cykliczny program literacki, emitowany w Programie 2. Telewizji Polskiej (TVP), zatytułowany Świat przedstawiony. W tym samym roku był stypendystą Beinecke Library na Uniwersytecie w Yale; przebywając w Stanach Zjednoczonych, wygłosił kilka wykładów w Emory University w Atlancie (Georgia) i w Duke University w Durham (Północna Karolina). W 1995-97 był członkiem zespołu kolaudacyjnego TVP w redakcji Telewizji Edukacyjnej. W 1996 habilitował się w IBL PAN na podstawie rozprawy Formy pamięci. O przedstawieniu przeszłości w polskiej literaturze współczesnej, po czym w 1997 otrzymał stanowisko docenta. Był trzykrotnie stypendystą Akademii Brytyjskiej w Londynie (1996, 2004 i 2006). Artykuły i recenzje literackie publikował m.in. w „Tekstach Drugich” (1996 i od 2001, z przerwami), „Tygodniku Powszechnym” (od 1997, z przerwami), „Polityce” (1997, 2003, 2005-08) i „Gazecie Wyborczej” (1998-2009, z przerwami). Był członkiem jury Nagrody im. L. Frydego, przyznawanej przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyki Literackiej (1997-2000) oraz jury reportażu radiowego w Konkursie Stypendialnym im. J. Stwory, organizowanym przez Polskie Radio (1998-2000). W 1998-2006 pełnił funkcję eksperta Zespołu Literackiego Stowarzyszenia Naukowo-Kulturalnego Willa Decjusza – Forum Dialogu Kultur (od 2003 − oddział Instytutu Adama Mickiewicza, a od 2004 – oddział Instytutu Książki). W 1998 został członkiem Rady Naukowej IBL PAN (2007-10 wiceprzewodniczący). W 1999 należał do członków-założycieli Stowarzyszenia „Otwarta Rzeczypospolita” Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii. W 2001 przebywał na stypendium „International Writing Program” na Iowa University w Stanach Zjednoczonych. W 2005 zaczął prowadzić zajęcia na Studium Doktoranckim IBL PAN. W tymże roku został członkiem „Amnesty International”. W 2005-07 zasiadał w jury Nagrody Literackiej Nike. W latach 2007-2013 pracował na pół etatu w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz wszedł w skład Rady Naukowej tegoż Instytutu. W 2008 wznowił współpracę jako ekspert literacki z Instytutem Książki w Krakowie. W 2008-10 był członkiem jury Konkursu im. J.J. Lipskiego, organizowanego początkowo przez Towarzystwo Demokratyczno-Społeczne, a następnie przez Stowarzyszenie „Otwarta Rzeczypospolita”. Po śmierci prof. Jana Błońskiego został w 2009 członkiem Komitetu Naukowego „Dzieł zebranych” Czesława Miłosza. W 2010 otrzymał stanowisko profesora IBL PAN. W 2011 w ramach „Roku Miłosza” zorganizował w IBL międzynarodową sesję naukową „Warszawa Miłosza” oraz wystąpił z wykładami i referatami w Stanach Zjednoczonych na uniwersytetach Cornell (Ithaca) i Yale (New Haven), w Kanadzie na British Columbia w Vancouver i na Toronto University, a także na uniwersytecie Sapienza w Rzymie, w Centre Universitaire Malesherbes-Sorbonne w Paryżu, w Circulos de Bellas Artel w Madrycie oraz na Uniwersytecie Kijowskim. W 2011-14 wchodził w skład Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W 2012 (po reorganizacji Pracowni Literatury XX i XXI Wieku) objął kierownictwo Zespołu do Badań nad Literaturą i Kulturą Późnej Nowoczesności IBL PAN. W 2013 otrzymał tytuł naukowy profesora. W tymże roku został jurorem i członkiem Kapituły Konkursu im. Inki Brodzkiej – Wald organizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce. W 2012-2015 kierował projektem badawczym „Zwrot afektywny po roku 1989. Strategie i style reprezentacji w interdyscyplinarnej perspektywie badawczej”, finansowanym przez Narodowe Centrum Nauki.

W 1977 ożenił się z Ewą Szewczyk, tłumaczką z języka hiszpańskiego; ojciec Zofii (ur. 1981) i Stanisława (ur. 1986). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Przygoda drugiej awangardy. [Studium]. Wr.: Ossol. 1984, 307 s. Problemy Kultury Lit., t. 2. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 2000.
Rozprawa doktorska.
 	Mądremu biada? Szkice literackie. Paryż: Libella 1990, 146 s.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1990.
Zawartość: Żyjące cmentarze Rzeczpospolitej; Głosy z domu umarłych; Pomiędzy żywymi i umarłymi. O prozie Henryka Grynberga; O twórczości Juliana Stryjkowskiego; Pisane dla przyszłości. O esejach Stanisława Vincenza; Z otwartymi oczami. O pisarstwie Józefa Czapskiego; Aleksander Wat i zło; Dlaczego Konwicki; O „Miesiącach” Kazimierza Brandysa; JMR [J.M. Rymkiewicz] w brzuchu wieloryba; Comme il faut? O prozie Andrzeja Kuśniewicza; Gustaw Herling-Grudziński jako krytyk literatury polskiej; Być przygotowanym na najgorsze, spodziewać się najlepszego. Eseistyka Tomasza Łubieńskiego; Mądremu biada? O Adamie Zagajewskim.
Przekł. ang. szkicu Głosy z domu umarłych: The voices from the house of the dead. [Przeł.] Z. Lesińska. Literary Studies in Poland, Wr. T. 19: 1988.
 	Formy pamięci. O przedstawianiu przeszłości w polskiej literaturze współczesnej. [Szkice literackie]. Wwa: Wydawn. IBL 1996, 237 s. IBL PAN. Wyd. nast. zmien.: Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Od autora. − Świat powtórzony: 1. Nostalgia, siostra melancholii. 2. Zdeponowane w pamięci. 3. Jak na fotografii; Nie kończąca się opowieść − Spowiedź dziecięcia wieku w literaturze lat ostatnich: 1. Pakt do wypowiedzenia. 2. Opowiedziane, czyli przeżyte. 3. Gra bez końca; Czarna dziura: 1. Metafora ginąca w tunelu znaczeń. 2. Świat niewinności i świat doświadczenia. 3. Fiasko „metafizyki obecności”. 4. W świecie „mylnych lektur”; Piosenki niewinności i doświadczenia [dot. Cz. Miłosza]; Zagubiona szansa; Różnica; Naprzód w przeszłość. − W wyd. [2] pominięto: Piosenki niewinności i doświadczenia, − dodano: Ludzie ludziom…? Ludzie Żydom…?; Nuda powtórzeń?
Przekł. ang. szkicu Piosenki niewinności i doświadczenia: Miłosz: songs of innocence and experience. W: Czesław Miłosz. A Stockholm Conference, Kungl. Vitterhets Historie och Antikvitets Akademien. Stockholm 1992 s. 99-108, przedr. w: W: „Miłosz like a world”. Poet in the eyes of Polish literary critics. Franfurt am Main 2015 s. 229-242.
 	Zamiast. O twórczości Czesława Miłosza. [Szkice literackie]. Kr.: WL 2005, 275 s. Wyd. 2 zmien. tamże 2011.
Nagroda Lit. Gdynia w kategorii eseju w 2006.
Zawartość: Zamiast wstępu. – Powrót Miłosza; Chłopiec imieniem Tomasz; Z ukosa; Principia poetica Czesława Miłosza, czyli o „Ziemi Ulro”; Coś ty uczynił ludziom, Czesławie Miłoszu?; Diabeł i duszyczka; Abecadło Miłosza; Hymn [dot.: Trzy zimy]; Piosenki niewinności i doświadczenia [poz. 3]; Poezja jako wstawiennictwo; Wobec tego; Miłosz, poeta powtórzenia; Zamiast [dot.: Orfeusz i Eurydyka] ; Arcywzór biografii poety. – W wyd. 2 dodano: Książka z ruin; Redaktor i Poeta [dot. relacji Cz. Miłosza z J. Giedroyciem]; Oni dwaj i ona [dot. relacji z Z. Herbertem].
 	Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności. [Szkice literackie]. Kr.: Universitas 2007, 345 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w kategorii eseju w 2008, Nagroda im. K. Wyki w 2009, przyznawana przez marszałka woj. małopolskiego i prezydenta m. Krakowa.
Zawartość: W mateczniku poezji; Tropami tropów idyllicznych: Mit arkadyjski jako mit prometejski? Rozmowa żywych i umarłych [dot. Cz. Miłosza i T. Różewicza]; „Rozśpiewanemu jutru”, czyli idylla skorumpowana [dot. poezji socrealistycznej]; Pochwała communitas, czyli idylla demokratyczna [dot. T. Sułkowskiego]; „Luiza” [A. Bursy], czyli anty-idylla; Idylla kobyłecka i idylla własnego pokoju [dot. S. Swena Czachorowskiego i M. Białoszewskiego]; „Śpiewając w twoim języku moją melodię” [dot. P. Sommera]; Nowoczesnej idylli wersja romantyczna; Śmierci nie ma! [dot. L. Szenwalda]; Obory, czyli o nowej pastoralności; Masochista na Cyterze [dot. B. Schulza]; Ocean zrozumienia i współczucia [dot. T. Konwickiego]; Jedyna instancja [dot. M. Bieńczyka]; Zakończenie.
 	Szkice i rozprawy w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O poezji „traktatowej” [Cz. Miłosza]. „Pam. Lit.”1977 z. 3 s. 167-190. − Awangarda w kulturze literackiej międzywojnia. „Teksty”1979 nr 2 s. 116-131. − Miłosz, Premio Nobel. „Revista de Occidente”, Barcelona 1981 no 4 s. 129-137. − O „grzechu anielstwa”, czyli historia pewnego nieporozumienia. „Teksty” 1981 nr 4/5 s. 77-92 [dot. przedwojennej twórczości Cz. Miłosza]. − The place of Czesław Miłosz in Polish poetry. [Przeł.] L. Vallee. „Ironwood”, Tucson, AZ 1981 vol. 18 s. 172-178. − Poezija na dostoinstveni zborovi. [Przeł.] M. Karanfilovski. „Sovremenost”, Skopje 1981 nr 4 s. 186-196 [dot. Cz. Miłosza]. − O publiczności awangardowej w dwudziestoleciu międzywojennym. W: Publiczność literacka. Wr. 1982 s. 153-165. − Poeci i czytelnicy. (O strategiach pisarskich i stylach recepcji). W: Problemy awangardy. Katow. 1983 s. 41-66. − O „Miesiącach” Kazimierza Brandysa. W: Literatura źle obecna. Londyn 1984 s. 221-231. − Na nieludzkiej ziemi. „Kult. Niezal.”* 1985 nr 8 s. 3-20 [podp. pseud.: Florian Hryniewiecki]. − O „Traktacie poetyckim” Czesława Miłosza. W: Poznawanie Miłosza. Kr., Wr. 1985 s. 339-359. − O kłopotach, które biorą się z nadmiaru czytelników. W: Problemy wiedzy o kulturze. Wr. 1986 s. 371-382. − Les confins dans la littèrature polonaise contemporaine. (Mis en garde, promesse ou dèfi?). W: Les confins de l'ancienne Pologne. Lille 1988 s. 223-229. − Historia po wiedeńsku: Schulz – Schiele − Hitler. „Res Publica”1989 nr 1 s. 37-43, przekł. franc.: Une historie à la viennoise. „Lettre Internationale”, Paris 1991 nr 29 s. 56-59, przekł. włos.: Una storia viennese. „Lettera Internazionale”, Roma 1991 nr 31 s. 30-35. − Bez ostatniego argumentu. O „Zeszytach Literackich”. „Res Publica” 1990 nr 9 s. 15-25. − Literatura i wyobcowanie: casus Tadeusza Konwickiego. W: Literatura a wyobcowanie. Lubl. 1990 s. 265-274. − Awangarda Druga. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr., Wwa, Kr. 1992 s. 71-77. − Stanisław Baliński. W: Obraz literatury polskiej XIX i XX w. Ser. 6. Literatura polska w okresie międzywojennym. T. 3. Kr. 1993 s. 449-472. − Nieortodoksyjna religijność Vincenza. W: Studia o Stanisławie Vincenzie. Rzym, Lubl. 1994 s. 37-47. − Der Unterschied. Zur Beschreibung des Holocaust. W: Enttabuisierung. Bern, Berlin, Frankfurt am Main, New York, Paris, Wien 1996 s. 179-187. − Jak możliwa jest dziś historia literatury? W: Z perspektywy końca wieku. Pozn. 1997 s. 47-60. − Przygody myśli krytycznoliterackiej. W: Sporne sprawy polskiej literatury współczesnej. Wwa 1998 s. 209-241. – September 1939: die ungenutze Chance einer literarischen Verarbeitung. W: Erinnern, vergessen, verdrängen. Polnische und Deutsche Erfahrungen. Wiesbaden 1998 s. 210-226. − Between utopia and parody. The home for creative work. W: Framing the Polish home. Athens, Georgia 2002 s. 265-274. − Co się zdarzyło Sarah Kane? „Dialog” 2002 nr 4 s. 116-125. − O krytyce literackiej Kazimierza Wyki. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Krytycy. Wwa 2003 s. 65-95. − Kipling i Conrad: spojrzenie z dwóch kątów imperium. „Res Publica Nowa” 2005 nr 4 s. 82-91; przekł. ang.: Kipling and Conrad. A Look From Different Angle of Empire. W: „Nineteenth Century Literature in English”. Seul 2005 vol.9-3 s. 363-385. – Białoszewski idylliczny. „Teksty Drugie” 2006 nr 5 s. 55-68. ‒ Pamięć w wersji kamp, czyli „Co robi łączniczka” Foksa &amp;amp; Libery. „Pozn. St. Polonist. Ser. Lit.” 2006 t. 13 s. 83-91; wersja ang.: Liberation from memory: memory, postmemory, or subverted memory in „What does the messenger girl do” by Foks &amp;amp; Libera. W: Germany, Poland, and postmemorial relations. New York 2012 s. 147-169. − Poeta kryterium estetycznego (o Adamie Zagajewskim). „Res Publica Nowa” 2006 nr 3 s. 56-62. − Co dalej? W: Co dalej, literaturo? Wwa 2008 s. 82-100. − Kłopoty z monografią. „Teksty Drugie” 2008 nr 6 s. 117-126. − Miłosz, uczestnik debaty. W: Inteligencja w Polsce. Wwa 2008 s. 403-423. − Kondycja dyskursywna, czyli literatura jako „matrix” natury ludzkiej. W: Jaka antropologia literatury jest nam dzisiaj potrzebna. Pozn. 2010 s. 31-37. − Szczęśliwy błąd. „Societas Communitas” 2010 [nr] 2 s. 87-98 [dot. „mowy nienawiści”]. − Od „grzechu anielstwa” do „uważności”, czyli poezja jako instalowanie się w świecie. „Teksty Drugie” 2011 nr 5 s. 24-36 [dot. Cz. Miłosza]. − Piękno. Słowo zapomniane? W:Nowe dwudziestolecie. Szkice o wartościach i poetykach prozy i poezji lat 1989-2009. Pozn. 2011 s. 7-20 [dot. piękna jako kategorii estetycznej]. − Pokolenie 1910 jako mroczny przedmiot pożądania historyka literatury. W: Pokolenie 1910. Świadkowie nowoczesności. Kr. 2012 s. 52-62. – Linoskoczek nad otchłanią normalnej nienormalności. „Przestrzenie Teorii” 2013 s. 37-47 [dot.: W. Gombrowicz: Ferdydurke]. – Literatura bez zobowiązań? O ludyczności w literaturze na przełomie wieków. W: Obraz literatury w komunikacji społecznej po roku ‘ 89. Wwa 2013 s. 337-367. – Niczym mydło w grze w scrabble. „Teksty Drugie” 2013 nr 6 s. 33-47 [dot. M. Tulli]. – Ameryka Miłosza, czyli Porażka nieuleczalnego Europejczyka. W: Rodzinny świat Czesława Miłosza. Kr. 2014 s. 115-122. – Ekstazy Jana Błońskiego. „Wielogłos” 2014 nr 4 s. 7-14. – Katastrofa jako metafora, czyli historia afektywna. W: Katastrofizm polski w XIX i XX wieku. Pozn. 2014 s. 269-288. – Historyczna teraźniejszość, czyli przestrzeń afektu. W: Ciała zdruzgotane, ciała oporne. Wwa 2015 s. 308-366. – Herbert – trickster. W: Nagła wyspa. Studia o pisarstwie Zbigniewa Herberta. Lublin 2015 s. 7-23. – Natręctwo niepamięci o Zagładzie. „Teksty Drugie” 2016 nr 6 s. 90-105. – Nie-poetyka, czyli W stronę paratopiczności. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2017 [t.] 30 s. 19-27.

Prace redakcyjne

 	Cz. Miłosz: Eseje. Wybór i posł. M. Zaleski. Wwa: Świat Książki 2000, 445 s.
 	Magdalena Tulli. [Wstęp:] M. Zaleski. [Przeł.:] R. Staff, E. Kinsky. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2001, 35 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. Utworów M. Tulli.
 	Maski współczesności. O literaturze i kulturze XX wieku. Profesor Alinie Brodzkiej w siedemdziesiąte urodziny pod red. L. Burskiej i M. Zaleskiego. Wwa: IBL PAN 2001, 338 s. IBL PAN.
 	Cz. Miłosz: Dolina Issy. Lekcja literatury z Markiem Zaleskim. Kr.: WL 2009, 275 s.
Tu tekst utworu oraz posł. M. Zaleskiego: Chłopiec imieniem Tomasz, s. 262-276.
 	L. Burska: Cytaty z życia i literatury. Oprac. M. Zaleski. Kr.: Universitas 2012, VIII, 439 s.
 	Warszawa Miłosza. Pod red. M. Zaleskiego. Warszawa: Stow. „Pro Cultura Litteraria”, Wydawn. IBL PAN 2013, 396 s.
 	Ciała zdruzgotane, ciała oporne. Afektywne lektury XX wieku. Pod red. A. Lipszyca i M. Zaleskiego. Warszawa: Wydawn. IBL PAN 2015, s. 375 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010, 2011, 2013.
 	Wywiad: Wartości „respublikańskie”. Rozmowa z M. Zaleskim. W: P. Czapliński, P. Śliwiński: Kontrapunkt. Pozn. 1999.

Ogólne

 	S. BURYŁA: Oblicza zagłady. „Słupskie Pr. Filolog. Seria Fil. Pol.” 2005 nr 4 [dot. też Z. Baumana i H. Grynberga].

Przygoda drugiej awangardy

 	J. DRZEWUCKI: Katastrofizm i druga awangarda. „Życie Lit.” 1986 nr 19 [dot. też: J. Kryszak: Katastrofizm ocalający].
 	A. BRODZKA. „Pam. Lit.” 1988 z. 1.
 	R. MATUSZEWSKI: O „Przygodzie drugiej awangardy”. „Odra”1988 nr 11, przedr. w tegoż: Olśnienia i świadectwa. Wwa 1995.

Mądremu biada?

 	L. BURSKA: Literatura polska i sprawa (też) polska. „Teksty” 1990 nr 4.
 	A. HORUBAŁA: Poadorować imponderabilia? „Tyg. Lit.” 1990 nr 3, przedr. w tegoż: Marzenie o chuliganie. Wwa 1999.

Formy pamięci

 	A. CZAJKOWSKA: W poszukiwaniu Podmiotu. „Teksty Drugie” 1997 nr 3.
 	D. GAWIN: Wyprawy w przeszłość. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 13.
 	W. KRUPOWIES: Pamięć a literatura. „Prz. Hum.” 1997 nr 5.
 	T. MIZERKIEWICZ: Pamięć i literatura. „Polonistyka” 1997 nr 2.
 	A.W. PAWLUCZUK: Wehikuł pamięci. „Nowe Książ.” 1997 nr 1.
 	M. PĄKCIŃSKI: Nieobecność. „Literatura” 1997 nr 11.
 	S. SZYMUTKO: „Poststrukturalizm − poststrukturalizmem, ale…” W tegoż: Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i literaturoznawstwie. Katow. 1998.
 	F. MAZURKIEWICZ: Psychoanaliza i literackość. (O „Formach pamięci” Marka Zaleskiego i „Czarnych sezonach” Michała Głowińskiego). „Teksty Drugie” 1999 nr 1/2.
 	D. WIECZORKOWSKA. „St. Filolog.” [T.] 1: 1999.
 	T. DĄBROWSKI: Człowiek ponad tekstem. „Tyg. Powsz.”2004 nr 43.
 	A. RZEPKOWSKA. „Lud” 2004 t. 88.

Zamiast

 	J. BECZEK: Miłosza ocalenie chwili. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 172.
 	[T. Fiałkowski] Lektor: Rok później. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 34.
 	M. BERNACKI: Eseje, gawędy, szkice – o krytycznoliterackich obchodach „góry Miłosz”. „Świat i Sł.”2006 nr 1 [dot. też: E. Bieńkowska: W ogrodzie ziemskim].
 	W. GRUCHAŁA: Świat powtórzony. „Pogranicza”2007 nr 1.
 	D. OPACKA-WALASEK: Opowieść o poezji, która chce się przedrzeć do rzeczywistości. „Teksty Drugie”2007 nr 1/2.

Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności

 	S. BURYŁA: Z idyllą przez stulecia. „Nowe Książ.” 2008 nr 6.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: „Pastoral” jako tryb lektury polskiej literatury nowoczesnej. „Wieloglos” 2008 nr 1.
 	A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: „Takich ogrodów nie znajdziesz na świecie…”. „Teksty Drugie” 2009 nr 3.
</document>
<document nplp_id="3101" title="Zofia ZARĘBIANKA" slug="zofia-zarebianka">ur. 1958

Pseud.: Magdalena Kamińska; Magdalena Michałowska.

Historyk literatury, krytyk literacki, eseistka, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 26 grudnia 1958 w Krakowie; córka Leona Zaręby, filologa, językoznawcy, tłumacza, i Leokadii z Michałowskich, aktorki. Uczęszczała do XVI Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, gdzie w 1977 zdała egzamin maturalny. Następnie studiowała filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie; w 1981 uzyskała magisterium. Debiutowała w 1980 wierszami, opublikowanymi w miesięczniku „Powściągliwość i Praca”. W 1982 zamieściła w „Studenckich Zeszytach Polonistycznych. Sytuacyjna Grupa Naukowa. Warsztat Koła Naukowego Polonistów UJ” (z. 2; podp. Zofia Maria Zaręba) artykuł krytyczny pt. W nieruchomych obrotach czasu. Szkic o cyklu Czesława Miłosza „Na trąbach i na cytrze”. W 1982-86 uczęszczała na studia doktoranckie w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) przy UJ. W roku szkolnym 1985/86 podjęła pracę w IX Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie jako nauczycielka języka polskiego. W 1987 obroniła na UJ doktorat na podstawie rozprawy Sacrum i sanctum, czyli o sposobach identyfikacji religijnego wymiaru tekstu poetyckiego (promotor prof. Wiesław Paweł Szymański) i została zatrudniona w Zakładzie Historii Literatury Współczesnej (od 2004 Katedra Historii Literatury Polskiej XX Wieku) IFP UJ na stanowisku asystenta stażysty, a następnie starszego asystenta. W swojej pracy badawczej zajęła się m.in. liryką XX wieku (szczególnie poezją Cz. Miłosza, Anny Kamieńskiej, Jana Twardowskiego, Zbigniewa Herberta, Karola Wojtyły) oraz metodologiczną problematyką sacrum w literaturze. W 1989-94 była członkiem redakcji miesięcznika katolickiego „List” (tu m.in. pod pseud. Magdalena Michałowska cykl analiz literackich pt. Modlić się wierszem oraz dział recenzji pt. Lektury). W 1990 otrzymała stanowisko adiunkta na UJ. W 1990/91 prowadziła wykład monograficzny Z pogranicza literatury i religii w Instytucie Kultury Religijnej przy Wydziale Filozoficznym Towarzystwa Jezusowego w Krakowie (obecnie Akademia Ignatianum). W 1992 ogłosiła swój pierwszy tom poezji pt. Człowiek rośnie w ciszy; jej wiersze były tłumaczone na język angielski, czeski, hebrajski i ukraiński. Od 1993 współpracowała stale z miesięcznikiem kulturalno-religijnym „Nasza Rodzina”, wydawanym w Paryżu przez wydawnictwo Édition du Dialogue oraz z kwartalnikiem księży jezuitów „Życie Duchowe” (w 2000-02 w składzie rady redakcyjnej). W 1994 została członkiem SPP (od 1996 członek Zarządu Oddziału SPP w Krakowie, w 2009-14 przewodnicząca Komisji Rewizyjnej). W 1994-95 przebywała na rocznym stażu naukowym w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, prowadząc badania nad spuścizną Anny Kamieńskiej, w szczególności nad jej korespondencją. W 1997 habilitowała się na UJ na podstawie książki pt. Zakorzenienia Anny Kamieńskiej.W tymże roku podjęła współpracę z dwutygodnikiem „Topos”, zamieszczając tam wiersze, recenzje i szkice literackie (tu cykl analiz literackich pt. Teologia poetów), w 1998-2002 ogłaszała recenzje książek religijnych pt. Z lektur pobożnych w dodatku „Gazety Wyborczej” – „Kraków”. Od 1999 kierowała nieformalnym zespołem badawczym, opracowującym hasła z zakresu literatury religijnej dla Szkolnej Encyklopedii Katolickiej, leksykonu literatury religijnej oraz haseł dla Wielkiej Encyklopedii Religii PWN (tu od 2001 jako konsultant naukowy haseł). W 2001 została członkiem Polskiego PEN Clubu. W październiku 2002 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w lutym 2003 stanowisko profesora nadzwyczajnego UJ. W 2004 weszła w skład Komisji Historycznoliterackiej przy Oddziale PAN w Krakowie. W 2006 przewodniczyła jury studenckiego konkursu poetyckiego na wiersz o tematyce religijnej. W 2008 wchodziła w skład jury konkursu na pracę studencką inspirowaną myślą Jana Pawła II, organizowanego w ramach Dni Jana Pawła II. W 2007 została członkiem Towarzystwa Naukowego KUL. Uczestniczyła w Międzynarodowych Zjazdach Polonistyki Zagranicznej (2008, 2012). W 2010 otrzymała stanowisko profesora zwyczajnego UJ. Została członkiem Centrum Kultury i Dialogu przy Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum (w 2007; od 2011 Akademia Ignatianum), rady naukowej serii wydawniczej Myśli ocalone Instytutu Wydawniczego „Maximum” (w 2007), Międzynarodowego Towarzystwa Naukowego Fides et Ratio (w 2009), rady programowej czasopisma „Świat i Słowo” (w 2011), członkiem kolegium redakcyjnego czasopisma „Bielsko-Żywieckie Studia Teologiczne”, członkiem komitetu naukowego serii wydawniczej Colloquia Orientalia Bialostocensia. Czterokrotnie nagradzana nagrodą rektora UJ.Odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi (2007).

W 2008 poślubiła Stanisława Michnio, aktora i reżysera. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Człowiek rośnie w ciszy. [Wiersze]. Kr.: Zebra 1992, 62 s.
Cykle: Wiersze przy-ziemne; Wiersze osobne; Wiersze pod-niebne.
 	Dwanaście Bożych słów. [Eseje]. [Współaut.:] A. Borowski, J.L. Kontkowski. Kr.: Wydawn. Apostolstwa Modlitwy: Księża Jezuici 1992, 93 s.
 	Poezja wymiaru sanctum. Kamieńska, Jankowski, Twardowski. Lubl.: Wydawn. Tow. Nauk. KUL 1992, 208 s. KUL. Zakład Badań nad Lit. Religijną, 18.
Zawartość: I. Wieczność zjednoczona miłością, czyli o poezji Anny Kamieńskiej: Przewodnik po labiryncie; Sacrum w służbie świeckości; Od sakralizacji sztuki do sakralnego wymiaru słowa; Jedność wszechrzeczy w jedności czasu; W ciemności pragnącej światła i przestrzeni; W przestrzennych blaskach ciszy. – II. Wieczność jako przestrzeń Nieskończonego, czyli o twórczości Zbigniewa Jankowskiego: Życie jako absolut; Dialektyka przeżywania Boga. Przestrzeń spotkania; Spotkanie – otwarcie – przezroczystość; Przestrzeń – jedność; Jedność – pełnia; Przestrzeń spotkania z sacrum. Modlitwa. Twarz Drugiego; Sacrum jako przestrzeń wymogu etycznego; Otwarcie – dom – jedność; Tajemnica – pragnienie – wiara; Cierpienie; Śmierć – pełnia; Światłość – ciemność – przestrzeń – miłość; Sakralność słowa poetyckiego. – III. Wieczność radosna, czyli o twórczości Jana Twardowskiego: Bóg odnajdywany w świecie; Bóg odkrywany na dnie zdziwienia; Dzieciństwo – świętość – wieczność; Kapłaństwo; Bóg odszukany w milczeniu, cierpieniu i ciemności; Przezroczystość – miłość – jedność.
 	Świadectwo słowa. Rzecz o twórczości Anny Kamieńskiej. Kr.: Wydawn. M 1993, 231 s.
Zawartość: Przedmowa. - Anny Kamieńskiej portret własny; Imiona wieczności; Od sakralizacji sztuki do sakralnego wymiaru słowa [poz. 3]; Na granicy dzieciństwa i nieskończoności; Oswoić niebyt; Ocalanie wartości; Odnalezione korzenie; Mechanizmy kreacji sacrum; Zdaniem krytyków.
 	Wyrwane z przestrzeni. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. Baran i Suszczyński 1996, 55 s.
 	Zakorzenienia Anny Kamieńskiej. Kr. : Universitas 1997, 176 s.
Nagroda Rektora UJ w 1998.
Zawartość: Wstęp: Przestrzenie zakorzenienia. – I. Zakorzenienie w przestrzeni międzyludzkiej. Korespondencja do Anny Kamieńskiej. – II. Zakorzenienie w przestrzeni tradycji. Genologia literacka Anny Kamieńskiej. – III. Zakorzenienie w przestrzeni duchowej. Aspekty teologiczne dzieła Anny Kamieńskiej.
 	Niebo w czerni. [Wiersze]. Bydg: „Homini” 2000, 75 s.
Cykle: Anioły wojny; Tryptyk dialektyczny; Dialogi z nicością; Anioł śmierci; Kornik; Anioł macierzyństwa; Fragment; Anioł ojcostwa; Anioł ślubny; Tryptyk rekolekcyjny.
 	Tropy sacrum w literaturze XX wieku. Od zagadnień motywicznych do perspektyw hermeneutycznych. Bydg.: „Homini” 2001, 338 s.
Nagroda Rektora UJ w 2002.
Zawartość: Cz. I. Tropem pytań o metodę: W meandrach metodologii; Mistyka czy erotyka – dylematy interpretatora. – Cz. II. Tropem motywów: „Ja jednak wierzę wam, Wysłańcy”. Motyw anioła w poezji Czesława Miłosza [dot. wierszy „Miłość i „Dar”]; Motyw Chrystusa w liryce dwudziestolecia międzywojennego; Matka Boska Częstochowska we współczesnej poezji polskiej; Dziecko, dzieciństwo, dom w literackiej teologii Anny Kamieńskiej; Widzieć znaczy wiedzieć. Motyw katedry w twórczości Juliana Przybosia. – Cz. III. Tropem wartości: Karol Ludwik Koniński czytany współcześnie; Odpowiedzialność poety?; Pryncypia Pana Cogito albo: Dokąd po Herbercie?; Dwa w jednym. Refleksje o Thomasie Mertonie – pisarzu i mnichu; Sacrum na cenzurowanym. Nowa metafizyczność na nowe tysiąclecie. – Cz. IV. Tropem hermeneutyki: Objąć wszystko. Horyzont metafizyczny w międzywojennej poezji Juliana Przybosia; Czesława Miłosza szukanie ojczyzny; Pejzaże kresowe w twórczości poetyckiej Czesława Miłosza; Krajobrazy pamięci. Wilno i ziemia wileńska w późnych wierszach Czesława Miłosza; Pan Cogito wobec Innego. Sfera transcendencji w twórczości Zbigniewa Herberta; Żeglarz Nieskończonego w macierzystym porcie. O poezji Zbigniewa Jankowskiego; Ścieżka medytacyjna w poezji Zbigniewa Jankowskiego; Zapisane w języku. Doświadczenie duchowe w nowych wierszach Joanny Pollakówny; Duchowe tropy poezji Thomasa Mertona; Człowiek, ziemia, Bóg. Przestrzeń wewnętrzna w poezji Janusza Stanisława Pasierba; Wokół „Mistyki dla początkujących” Adama Zagajewskiego. Próba lektury; Bóg, którego nie ma. O jednym wierszu Tadeusza Różewicza.
Nagroda Rektora UJ w 2002.
 	Jerozolima została zburzona. [Wiersze]. Kr.: Homini 2004, 70 s.
 	O książkach, które pomagają być. Kr.: Homini 2004, 426 s.
Recenzje drukowane m.in. w pismach „List” (1989-94), dod. do „Gazety Wyborczej”, „Kraków” (1998-2001), a także w „Dekadzie Lit.”, „Prz. Powsz.”, „Kwart. Artyst.”. – Nagroda Rektora UJ w 2005.
 	Czytanie sacrum. Kr.-Rzym: SPP: Inst. Wydawn. „Maximum” 2008, 318 s. Myśli Ocalone, t. 5.
Nagroda Rektora UJ w 2009.
Zawartość: Wstęp. Co to znaczy „czytać sacrum?”. – Cz. I. Metodologicznie: Sacrum jako kategoria historycznoliteracka; O niektórych związkach między literaturą a religią; Religia w przestrzeni literatury. Literatura w przestrzeni religii; Literatura jako religia; Epifania negatywna w „Nieudanych rekolekcjach paryskich” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego; Sakralizacja (u)śmiechu w poezji Jana Twardowskiego, – Cz. II. Hermeneutycznie: O potrzebie duchowości między prowincją a Europą; Ambiwalencja nadziei. Kultura współczesna wobec deficytu wartości; Nieszczęśliwość jako forma istnienia. Kilka refleksji wokół „Cudzoziemki”Marii Kuncewiczowej: Aspekty metafizyczne w emigracyjnej poezji pokolenia „Nowej Fali”. Stanisław Barańczak. Adam Zagajewski; Bóg konieczny i niemożliwy: Stanisław Barańczak – dwa wiersze; Rzeczywistość i duchowość w nowej poezji na przykładzie twórczości pokolenia „bruLionu”; Dekonstrukcja sacrum? Strategie wobec sacrum w twórczości poetyckiej po 1989 roku. Rekonesans; „Ja wobec … ja” oraz „ja” wobec świata. Zanegowane autokreacje w zanegowanym świecie w poezji Marcina Świetlickiego; „Miejsca święte” w wierszach Wojciecha Kudyby; Promieniowanie myśli. Promieniowanie ducha. Kilka wstępnych refleksji wokół twórczości literackiej Karola Wojtyły; Dojrzewanie do śmierci. Dojrzewanie do ojcostwa w poetyckiej antropologii Karola Wojtyły; Śmierć przekroczona – meditatio mortis Karola Wojtyły; Medytacja znaczeń. O specyfice dykcji poetyckiej Karola Wojtyły; W poszukiwaniu jedności. Między wiarą a zwątpieniem w późnych wierszach Czesława Miłosza; Poeta – prorok w nieruchomych obrotach czasu. Uwagi o cyklu Czesława Miłosza „Na trąbach i na cytrze”; Miłość w horyzoncie domu. O dwu wierszach Czesława Miłosza [dot. wierszy: „Miłość” i „Dar”]; Obrazy przeszłości w międzywojennych wierszach Czesława Miłosza; „I rozłączone się złączy w jedno…”. Motyw starości w późnych wierszach Czesława Miłosza; Herbert – Miłosz. Spór o wartości? Prolegomena metodologiczne; Zbigniew Herbert w poszukiwaniu substancji narodu; Kilka uwag o wierszu Zbigniewa Herberta „Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy”; Postacie duszy. Refleksje wokół kilku wierszy Zbigniewa Herberta; Metafizyczne racje pisania: Tadeusz Różewicz - „Dlaczego piszę?”; Czas przeszły – na chwilę nieutracony. O poezji Julii Hartwig; Kilka refleksji wokół wiersza Wisławy Szymborskiej „Niebo”; Moc lęków. Nad wierszami Joanny Pollakówny; Piękna przyjaźń. O listach Anny Kamieńskiej do Teresy Ferenc i Zbigniewa Jankowskiego; Dar matki, dar śmierci, dar wieczności, – Cz. III. Komparatystycznie: „Mój Bóg jest ciemny”. Dynamika przedstawień Boga w twórczości Rainera Marii Rilkego; Dziecko w twórczości Rainera Marii Rilkego; Doświadczenie medytacyjne w wierszach Thomasa Mertona; Obraz Kościoła i kapłana w powieściach Georgesa Bernanosa z perspektywy odbioru czytelnika współczesnego; Relacja mistrz - uczeń w „Grze szklanych paciorków”Hermanna Hessego; Zranione ojcostwo. Okaleczone dzieciństwo. Wokół eseju „Wynaleźć samotność” Paula Austera; Pożegnanie miasta. Pożegnanie życia. „Dyptyk Petersburski”Josifa Brodskiego jako pieśń o końcu.
Przekł. ang. art.: Dojrzewanie do śmierci. Dojrzewanie do ojcostwa w poetyckiej antropologii Karola Wojtyły: Maturing for world. Death and fatherhood in poetic Anthropology of Karol Wojtyła. [Przeł.] P. Mizia.W: The space of the world: the literary activity of Karol Wojtyła - John Paul II. Cracow 2011. – niem. art.: Religia w przestrzeni literatury. Literatura w przestrzeni religii. W: Glaubensfragen. Religion und Kirche in der polnischen Literatur. Wiesbaden 2011.
 	Wiersze: Pierwsze. Pozn.: Wydawn. Flos Carmeli 2008, 120 s. Dialogi Poetyckie.
Cykle: Z cyklu Ziemia; Z myśli zgrzebnych i modlitw grzesznych; Z cyklu Czas.
 	Tylko na chwilę. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. Homini Krzysztof Bielawski 2012, 63 s. Wyd. łącznie z przekł. litew.: Tylko na chwilę. Poezja = Liš na hvilinu. [Przeł.] N. Sidiačenko. L’viv: Kamenâr 2013, 120 s.
Przekł. ukr. zob. wyżej.
 	Wtajemniczenia (w) Miłosza. Pamięć – duch(owość) – wyobraźnia. Kr.: Homini 2014, 507 s.
Zawartość: Cz. I. Studia o problemach: A. W przestrzeni pamięci: „Idące Wilno” w defiladzie programowej; Miłosz – Herbert: spór o wartości? Prolegomena metodologiczne [poz. 11]; „Poeta pamięta” – zagadnienie krzywdy i przebaczenia w wymiarze historycznym; Szukanie ojczyzny – w poszukiwaniu tożsamości [poz. 8]; Metafizyczne znaczenia pejzaży kresowych w twórczości poetyckiej Czesława Miłosza [poz. 8]; Krajobrazy pamięci. Wilno i ziemia wileńska w późnych wierszach Czesława Miłosza [poz. 8]; Obrazy przeszłości jako projekt eschatologiczny [poz. 11]; Od negacji do akceptacji. Motyw starości w późnych wierszach Czesława Miłosza [poz. 11]; Postaci kapłanów w poezji Czesława Miłosza, - B. W przestrzeni pytań ostatecznych: Religijne aspekty poezji Czesława Miłosza; W krainie sprzeczności pogodzonych. O ambiwalencjach w konstrukcji bohatera lirycznego międzywojennych poezji Czesława Miłosza; Między wiarą a zwątpieniem. Bohater późnych wierszy Czesława Miłosza wobec dylematów wiary [poz. 11]; Dialog Wschodu z Zachodem. W poszukiwaniu nowej formuły duchowości; Iluminacje Czesława Miłosza zapisane w jego wierszach; Dialogi podwójne. Rozmowa Miłosz – Merton w świetle korespondencji oraz dialog Miłosz – Miłosz w kontekście „Pieska przydrożnego” czytanego w perspektywie listów Miłosz – Merton; Gra światła z ciemnością. Obrazowanie duchowych intuicji; Religijna sankcja misji poety; Emblematy nieskończoności w poezji Czesława Miłosza. Rekonesans; Struktura wyobraźni religijnej w twórczości poetyckiej Czesława Miłosza. Cz. II. Szkice o wierszach: O czym mówią „Obłoki” Czesława Miłosza – znaczenie i konteksty wiersza. Próba lektury; Poeta-prorok w nieruchomych obrotach czasu. Uwagi o cyklu „Na trąbach i na cytrze” [poz. 11]; Pytania o kulturę w świetle wierszy „O książce” oraz „Œkonomia divina”; „Piosenka o porcelanie”, czyli o kulturze jako pamięci wpisanej w rzeczy; Duchowe perspektywy daru. Kilka refleksji wokół wiersza „Dar” [poz. 11]; Duchowa droga w „Świecie. Poemach naiwnych”; Poetycka definicja miłości. Krótkie rozważanie o wierszu „Miłość” [poz. 11]; Po prostu anielskie. Anioły z wierszy Czesława Miłosza [poz. 8]; „Veni Creator” i „Oda na osiemdziesiąte urodziny Jana Pawła II” – nieoczekiwane spotkanie tekstów…; „Jasności promieniste” nie tylko w aspekcie konwencji romantycznych; Na łące – jasności promieniste jako szczyt duchowej drogi zapisanej w wierszach ostatnich.
 	Wiersze dośmiertne. Posł.: W. Ligęza. Kr.: SPP, Oddz. 2017, 70 s. Krak. Bibl. SPP, t. 23
 	Nadto studia i artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O poezji religijnej i sposobach jej badania. „Rocz. Hum.” 1990 z. 1 s. 25-56. – Co to jest poezja religijna? „Horyzonty Wiary” 1991 nr 8 s. 71-82. – Wątek ignacjański i biblijny w twórczości Anny Kamieńskiej. „Horyzonty Wiary” 1992 nr 12 s. 55-68. – Bóg skamandrytów. W: Stulecie skamandrytów. Kr. 1996 s. 41-56, przedr. ze zmianami w: Religijne aspekty literatury polskiej XX wieku. Lubl. 1997 s. 65-81. – Karol Wojtyła jako nauczyciel życia wewnętrznego. W: Jan Paweł II. Człowiek kultury. Kr. 2008 s. 379-389. – Mężczyzna jak(o) dziecko. Oblicza niedojrzałości. Piotruś Pan i Mały Książę. W: Duchowość mężczyzny. Kr. 2008 s. 252-263. – Arten und Funktionen biblischer Stilisierungen in der Dichtung des 20. Jahrhunderts an ausgewählten polnischen Beispielen. W: Der heiligen Schrift auf der Spur. Dresden-Wr. 2009 s. 88-100. – Stylizacja biblijna w poezji XX wieku. Między słowem własnym a słowem obcym. „Stud. Bobolanum” 2009 nr 2 s. 129-139. – Horyzont metafizyczny w późnej twórczości poetyckiej Tadeusza Różewicza. W: Inna literatura? Dwudziestolecie 1989-2009. T. 2. Rzeszów 2010 s. 9-20. – Metafizyczność jako możliwość niepewna i nieoczywista. „Prz. Powsz.” 2010 nr 1 s. 124-134, przedr. w: Dwie dekady (nowej ?) literatury 1989-2009. Kr. 2011 s. 153-163. – Miejsce badań nad sacrum w literaturze w refleksji literaturoznawczej. Rozpoznania i postulaty. W: Polonistyka bez granic. T. 1. Kr. 2010 s. 455-464. – Rodzaje medytacyjności w polskiej poezji współczesnej. Rekonesans. W: Medytacja. Postawa intelektualna, sposób poznania, a gatunek dyskursu. Wwa 2010 s. 221-233. – Pan Cogito a kościół. Refleksje eklezjologiczne Zbigniewa Herberta w świetle wierszy „Homilia” oraz „Tomasz”. „Prz. Powsz.” 2011 nr 9 s. 132-142. – Piękna przyjaźń. O listach Anny Kamieńskiej do Teresy i Zbigniewa Jankowskich.W: Wychowanie do przyjaźni. Od idei do praxis. Kr. 2011 s. 103-113. – Die Religion im Raum der Literatur. Die Literatur im Raum der Religion. Eine Erkundun.W: Glaubensfragen Religion und Kirche in der polnischen Literatur. „Opera Slavica”, Wiesbaden 2011 s. 15-25. – Sposoby artykułowania sacrum w poezji polskiej po 1956 roku. Rekonesans. W: Potrzeba sacrum. Literatura okresu PRL-u. Lubl. 2012 s. 153-166. – Anna Kamieńska i Julia Hartwig w wierszach o starości. „Stud. Bobolanum” 2014 [t.] 1 s. 117-127. – Ślady biblijne w poezji Marcina Świetlickiego. „Topos” 2014 nr 1/2 s. 65-73. – Walt Whitman „Pieśń ze szlaku" - dotrzeć do jądra rzeczy jako istota mądrości. „Topos” 2014 nr 3 s. 85-92. – Biblijne ślady w wierszach Czesława Miłosza: rekonesans. „Konteksty Kult.” 2015 z. 1/2 s. 33-46, przedr. „Studia z Filozofii Boga, Religii i Człowieka” 2016 s. 229-241. – Dyskurs(y) religijne Czesława Miłosza. „Filo-Sofija” 2015 nr 4 [cz.] 1 s. 119-127. – Kim jest ojciec? Sakralny wymiar relacji w nowych wierszach Wojciecha Kudyby. W: Sacrum na nowo poszukiwane. O literaturze polskiej po 1989 roku. Lubl. 2015 s. 111-122. – Sztuka nadziei, nadzieja w sztuce: powołanie artysty i misja sztuki w refleksji Karola Wojtyły - Jana Pawła II. W: Jan Paweł II: posługa myślenia. T. 2. Kr. 2015 s. 105-116. - Trzy wiersze Williama Cowpera i zawarte w nich doświadczenie duchowe. „Topos” 2015 nr 2 s. 66-72. – Walt Whitman, „Pieśń ze szlaku”. Dotrzeć do jądra rzeczy jako istota mądrości. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 523-531. – Filozofia wobec literatury: literatura wobec filozofii. Warianty wzajemnych odniesień. Rekonesans. „Filo-Sofija”2016 nr 3 [cz. 1] s. 141-152. - Teologia poetów. „Niewidoma dziewczynka” Jana Twardowskiego jako duchowy program. W: Pisał na tak. Wwa 2016 s. 123-130. – Przyroda, człowiek, śmierć, Bóg w twórczości poetyckiej Józefa Barana. Niezobowiązujące glosy krytyczne na siedemdziesięciolecie autora. „Topos” 2017 nr 6 s. 47-55.

Prace redakcyjne

 	Przestrzeń słowa. Twórczość literacka Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Red.: Z. Zarębianka, J. Machniak. Kr.: Wydawn. św. Stanisława BM Archidiecezji Krakowskiej 2006, 475 s.
Przekł. ang.: The space of the world: the literary activity of Karol Wojtyła - John Paul II. [Przeł.] P. Mizia. Cracow 2011.
 	A. Koteja: Tworki pisze się z małej litery. Red., wybór wierszy: Z. Zarębianka, Ł. Mańczyk. Kr.: Śródmiejski Ośr. Kultury 2007, 110 s. Debiuty Lamelli.
 	Antologia mistyki polskiej. [Red.: Z. Zarębianka]. T. 1-2. Kr.: Wydawn. Karmelitów Bosych 2008, 312 s. + 400 s.
 	Dziedzictwo świętości Jana Pawła II w relacjach świadków. Red. nauk.: Z. Zarębianka. Red.: K. Wilczek. Kr.: Inst. Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II 2011, 77 s.
 	Idea dialogu w myśli Jana Pawła II. VII Dni Jana Pawła II. Red.: Z. Zarębianka, K. Dybeł, Z. Mirek. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2013, 254 s.
 	Oblicza mądrości. Red.: Z. Zarębianka, K. Dybeł. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2014, 185 s.
Materiały z VIII Dni Jana Pawła II, 3-5 XI 2015, Kr.
 	Drogi nadziei. Red.: Z. Zarębianka, K. Dybeł. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2015, 196 s.
Materiały z IX Dni Jana Pawła II, 3-5 XI 2015, Kr.
 	Nadzieja. Nagrodzone i wyróżnione prace konkursowe. IX Dni Jana Pawła II. Red.: Z. Zarębianka, K. Dybeł. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2015, 60 s.
 	Świętość. Nagrodzone i wyróżnione prace konkursowe. Red. nauk.: Z. Zarębianka, K. Dybeł. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2016, 76 s.
Materiały z X Dni Jana Pawła II, 3-5 XI 2015, Kr.
 	Twarze świętości. Red. nauk.: K. Dybeł, Z. Zarębianka. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2016, 152 s.
Materiały z X Dni Jana Pawła II, 3-5 XI 2015, Kr.
 	Miłosierdzie. Nagrodzone i wyróżnione prace konkursowe. XI Dni Jana Pawła II. Red. nauk.: K. Dybeł, Z. Zarębianka. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2017, 52 s.
 	Odsłony miłosierdzia. Red. nauk.: K. Dybeł, Z. Zarębianka. Kr.: Uniw. Papieski Jana Pawła II; Wydawn. Nauk. 2017, 220 s.
Materiały z XI Dni Jana Pawła II.

PRZEKŁADY
Przekłady wierszy Z. Zarębianki w antologii ang.: Amber Aglow. An anthology of Contemporary Polish women’s poetry. (1981-1995). [Wybór, przekł. i wstęp:] R. Grol. Austin 1996.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Wywiad: Polski Parnas. Rozm. M. Wittebrot. „Recogito” 2000 nr 3.

Ogólne

 	R. SULIKOWSKI: Religijne horyzonty współczesnej poezji religijnej: Zarębianka - Wencel - Pasierb. „Dekada Lit.” 2002 nr 3-4.
 	D.P. KLIMCZAK: Światłość ciemności, czyli Nicość w poezji Zofii Zarębianki. „Topos” 2007 nr 5.
 	E. OSTROWSKI: „Rana skryta w Chrystusa”. Zofii Zarębianki komunia poezji. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 2.
 	A. JUREK: Strategie przywoływania sacrum w eseistyce i poezji Zofii Zarębianki. „Fraza” 2009 nr 1/2.
 	T. BĘTKOWSKA: Dwa wcielenia. „Alma Mater” 2015 nr 175/176.

Człowiek rośnie w ciszy

 	J. SOCHOŃ: Pisać, milczeć… „Arka” 1993 nr 43.
 	D. SAS: Poza oficyną. „Odra” 1994 nr 4.

Poezja wymiaru sanctum

 	A. WRÓBEL-CZABANOWSKA. „Ruch Lit.” 1993 z. 4.
 	J. SERAFIN. „Homo Dei” 1994 nr 3.

Świadectwo słowa

 	Z. CHOJNOWSKI: Źródła słowa. „Prz. Powsz.” 1995 nr 11.

Wyrwane z przestrzeni

 	T. TOMSIA: Przez chwilę na zawsze. „W Drodze” 1998 nr 1.

Zakorzenienia Anny Kamieńskiej

 	E. NAWÓJ: Kamieńska po raz drugi. „Nowe Książ.” 1997 nr 8.
 	T. TOMSIA: Prorokini Anna. „Topos” 1998 nr 4.

Niebo w czerni

 	T. BILCZEWSKI. „Topos” 2001 nr 1.
 	A. SZYMAŃSKA. Śmiertelna nieśmiertelność trwania. „Przegl. Powsz.” 2001 nr 4 [dot. także: E. Ostrowska: Światłem być, M. Wieczorek: Powrót do miasta].
 	W. TRZECIAKOWSKI. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 2001 nr 1/2.

Tropy sacrum w literaturze XX wieku

 	T. BILCZEWSKI. „Topos” 2002 nr 3.
 	P. PIETRZAK. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.
 	R. SULIKOWSKI. „Ruch Lit.” 2003 z. 6.

Jerozolima została zburzona

 	W. KUDYBA: Stracony raj. „Topos” 2005 1/2.
 	Z. OŻÓG: Pod okiem opatrzności. „Fraza” 2005 nr 1/2.

O książkach, które pomagają być

 	J. KOŁODZIEJSKA: Lektury ludzi myślących. „Nowe Książ.” 2006 nr 1.

Czytanie sacrum

 	W. LIGĘZA: Locus theologicus. „Tygiel Kult.” 2008 nr 10/12.
 	A. ŻYWIOŁEK. „Ruch Lit.” 2008 z. 6.
 	T. JĘDRZEJEWSKI: Sacrum a literatura. „Prz. Powsz.” 2009 nr 5.
 	W. KUDYBA: Literatura i duchowość. „Topos” 2009 nr 3.
 	A. RESZCZYK: Spotkanie z sacrum. „Akcent” 2010 nr 1.
 	J. ŚLÓSARSKA. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Poloniae” 2010.
 	M.M. TYTKO. „Religious and Sacred Poetry”. Kr. 2013 vol. 1.

Tylko na chwilę

 	W. KUDYBA: Mejl do Zofii Zarębianki. (O wiecznych wakacjach). „Topos” 2013 nr 1/2.
 	B. SZYMAŃSKA: Kruche piękno ziemi. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 1/2.

Wtajemniczenia (w) Miłosza

 	M. BERNACKI. „Słowo i Świat” 2013 nr 2.
 	TENŻE: Zofii Zarębianki czytanie Miłosza. „Bielsko-Żywieckie Studia Teolog.” 2014.
 	M. PEROŃ: Odkrywanie (nie)wysłowionego. „Ethos” 2014 nr 3.
 	M. ANTONIUK: Książka o inicjacjach, książka inicjacyjna. „Ruch Lit.” 2015 z. 1.
 	S. DŁUSKI: Dom eschatologiczny Miłosza. „Fraza” 2015 nr 1/2.
 	A. RESZCZYK: Metafizyczny świat Miłosza. „Akcent” 2015 nr 2.
 	A. ŻYWIOŁEK: Miłosz „na nowo odczytany”. „Topos” 2015 nr 3.

Wiersze dośmiertne

 	T. PYZIK: Ars bene moriendi. „Topos” 2017 nr 5.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3103" title="Rafał Aleksander ZIEMKIEWICZ" slug="rafal-aleksander-ziemkiewicz">ur. 1964

Prozaik, publicysta, komentator polityczny.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 13 września 1964 w Piasecznie pod Warszawą; syn Tadeusza Mirosława Ziemkiewicza, prawnika i inżyniera budownictwa wodnego i Wandy Kareny z Rozbickich. Od 1968 mieszkał w Warszawie. Uczył się w XLIV Liceum Ogólnokształcącym im. A. Tobiszewskiego. W 1981 należał do założycieli grupy literackiej „Trust”, skupiającej młodych pisarzy science-fiction (działała do 1985) oraz młodoliterackiego Klubu Twórców. Debiutował w 1982 opowiadaniem Z palcem na spuście, ogłoszonym w piśmie „Odgłosy” (nr 16). W tymże roku otrzymał nagrodę za opowiadanie Cortex Cerebri oraz wyróżnienie za opowiadanie Pilot w Ogólnopolskim Konkursie na utwory o tematyce science-fiction, zorganizowanym m.in. przez Klub Fantastyki „SFAN” oraz Młodzieżową Agencję Wydawniczą. W 1983 zdał maturę i rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Utwory prozą i recenzje publikował w tym okresie w czasopismach „Odgłosy” (1982-83), „Młody Technik” (1983-84, 1986) i „Fantastyka” (1984-90), współpracował z niezależną oficyną wydawniczą STOP. W 1986-88 pracował w redakcji miesięcznika „Fantastyka” i był członkiem jury Nieustającego Konkursu „Fantastyki” na opowiadanie science-fiction. W 1988 uzyskał magisterium na podstawie pracy Science Fiction, Fantasy, Fandom – fantastyka jako zjawisko kulturowe, napisanej pod kierunkiem prof. Rocha Sulimy. W 1990-93 był redaktorem naczelnym pisma poświęconego literaturze fantastycznej „Fenix” (tu liczne publikacje w 1990-96, 2000). Jednocześnie utrzymywał się z dorywczych prac, m.in. redagował książki dla wydawnictwa „Amber”. Był przez rok dziennikarzem i publicystą Radia Wawa (tu najpierw przygotowywał serwisy informacyjne, a następnie kierował redakcją informacyjną). Współpracował też z IV programem Polskiego Radia, gdzie m.in. prowadził cykl Literatura nie-poważna, dotyczący literatury popularnej. Następnie zajął się publicystyką społeczną i polityczną, publikując teksty z tego zakresu w związanym z Unią Polityki Realnej tygodniku „Najwyższy Czas!”, redagowanym przez Janusza Korwin-Mikkego (od 1991); prowadzony tam stały felieton Zero zdziwień przeniósł w 1996 do „Gazety Polskiej”. W 1993 wstąpił do Unii Polityki Realnej i do 1995 był jej rzecznikiem prasowym, a następnie członkiem Rady Głównej; w 1997 zrezygnował z członkostwa w Unii i wycofał się z czynnego uprawiania polityki. Równolegle od 1993 pracował jako kierownik działu Cywilizacja, a następnie działu Publicystyka w tygodniku „Gazeta Polska”; publikował na jej łamach artykuły i felietony polityczne. W 1995 przebywał na czteromiesięcznym stypendium National Forum Foundation; pracował w Wydziale Prasowym amerykańskiej Partii Republikańskiej Kongresu i w jej Biurze Stanowym w Seatlle w stanie Washington. Po odejściu w 1997 z „Gazety Polskiej” został publicystą niezależnym. Artykuły, recenzje i felietony zamieszczał także w czasopismach: „Nowa Fantastyka” (1991, 1993-98, 2003-05, 2011) i „Magazyn Literacki” (1992, 1996-99; tu w 1996-97 stały felieton Literatura nie-poważna), stale w dzienniku „Rzeczpospolita” (tu w 2004 cykliczna rubryka Felieton na zaproszenie), w tygodniku „Polityka” (1998-2001), w „Czasie Kultury (1998-2001; tu Felieton na początek wieku). Kontynuował też publikacje w „Gazecie Polskiej”. Równolegle był stałym komentatorem „Informatora Ekonomicznego Trójki” (1993-2001) i autorem cyklu Plusy dodatnie, plusy ujemne w Radiu Plus (1997-99). Współpracował też z Telewizją Polską (TVP): z Programem I – cykl Kawa czy herbata, 1997-2000, program kulturalny Ring, 2006-07, TV Biznes ­ – cykl Bugaj contra Ziemkiewicz, 2006-08, TVP Historia ­– Kontrowersje i wspólnie ze Sławomirem Sierakowskim Pojedynek, 2007-09, TVP Info – O co chodzi (następnie pt. Antysalon Ziemkiewicza, 2007-09 oraz Poranek Info). W 2005-07 występował regularnie w kabarecie Jana Pietrzaka „Pod Egidą” (tu autorskie monologi Uwagi redaktora). Kontynuował w tym czasie współpracę z czasopismami: w 2001-03 był stałym publicystą tygodnika „Wprost”, współpracował też z miesięcznikiem „Science Fiction” (2001-04), tygodnikiem „Newsweek Polska” (2003-07) i „Przewodnikiem Katolickim”, sporadycznie publikował w „Polityce” i „Czasie Fantastyki” (2006). Nadal współpracował z Radiem: był gospodarzem programu publicystycznego Radia Tok FM (2002-04), prowadził też w Radio Rozmowy w Jedynce i Rozmowy w Trójce (2007-09). W Radiu Vox FM miał poranny przegląd prasy. W 2005 został członkiem konserwatywno-liberalnego Stowarzyszenia KoLiber. Od 2005 publikował w portalu internetowym Interia.pl, a od 2006 współpracował z „Niezależną Gazetą Polską”. Publikował recenzje m.in. w piśmie „Arcana” (2009-2011). W TVP Info prowadził wywiady we wtorkowym paśmie wieczornym „Info Dziennik – Gość” (2011-12). Wraz z zespołem niektórych byłych członków redakcji „Uważam Rze” utworzył w 2013 tygodnik „Do Rzeczy”, w którym publikował artykuły i felietony. W styczniu 2013 wszedł w skład Rady Nadzorczej, zarządzającej stacją Telewizja Republika. We wrześniu 2013 został członkiem zespołu redakcyjnego Radia Plus i prowadzi tam cotygodniową audycję publicystyczną. Od 2000 Mskąd tu 2000? chodzi o 2010?należy do kapituły Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. W 2011 podjął współpracę z ukazującym się w Tarnowie „Galicyjskim Tygodnikiem Informacyjnym TEMI”. W tymże roku został współpracownikiem tygodnika związanego z „Rzeczpospolitą” pt. „Uważam Rze”, z którego odszedł wraz z całą redakcją po próbie ingerowania przez wydawcę w linię pisma i odwołaniu twórcy i redaktora naczelnego tygodnika Pawła Lisickiego. Wraz z tym zespołem założył tygodnik „Do Rzeczy”, w którym publikował liczne artykuły z zakresu publicystyki politycznej i społecznej. Od stycznia 2013 zasiadał w składzie Rady Nadzorczej Telewizja Niezależna S.A., zarządzającej stacją Telewizja Republika, od maja tegoż roku na antenie tej stacji prowadził autorską audycję Salonik polityczny. W czerwcu 2013 wszedł w skład zespołu doradców Ruchu Narodowego. We wrześniu tegoż roku powrócił do zespołu redakcyjnego Radia Plus, gdzie kontynuował cotygodniową autorską audycję Plusy dodatnie, plusy ujemne (do 2016). W 2016 został jednym z prowadzących publicystyczno-satyryczny program stacji TVP Info pt. W tyle wizji. W maju 2016 wraz z niektórymi posłami ruchu Kukiz’15 powołał stowarzyszenie Endecja. Obok działalności publicystycznej uprawiał nadal pisarstwo science fiction.

Za twórczość literacką otrzymał nagrody: Śląskiego Klubu Fantastyki „Śląkfy” (1990, 1998), za publicystykę polityczną i społeczną Nagrodę Kisiela (2001), Medal Europejski Bussines Center Club (2005) oraz Medal Honorowy im. Z. Rumla. Odznaczony Brązowym Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2007).

Po rozwodzie z pierwszą żoną, w 2002 ożenił się z Aleksandrą Ciejek, aktorką, z którą ma córki: Zofię (ur. 2002) i Marię (ur. 2005). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Władca szczurów. Opowiadania. Wwa: Alfa 1987, 206 s. Bibl. Fantastyki – Science Fiction, 10. Wyd. nast. Lubl.: Fabryka Słów 2012.
Nagroda w plebiscycie na najlepszego autora i utwór science-fiction w 1987.
Zawartość: Notatnik (I); Cortex cerebri; Notatnik (II); Pilot; Notatnik (III); Prezydent; Łąka; Notatnik (IV); Władca szczurów; Notatnik (V); Głosy z oddali; Labirynt; Notatnik (VI); Hellas; III.
 	Skarby Stolinów. [Powieść]. Łódź: KAW 1990, 171 s. Wyd. 2 łączne z opowiadaniem Hrebor Cudak pt. Hrebor Cudak; Skarby Stolinów. Wwa: Ancher 1993, 158 s.
Przekład czes.: Poklady stolinů. [Przeł.] M. Bronec. Praha 1993, wyd. nast. tamże 2005.
 	Wybrańcy bogów. [Powieść]. Wwa: Przedświt 1991, 338 s. Wyd. nast. Wwa: SuperNowa 2000.
 	Zero złudzeń. [Opowiadania]. Białystok: Białowieża 1991, 237 s.
Zawartość: Hellas III; Ciśnienie; Historia; Człowiek w pociągu; Zero złudzeń; Strach; Mięso kobiet; Jawnogrzesznica; Szosa na Zaleszczyki; Notatnik VII-XIII.
 	Pieprzony los kataryniarza. [Powieść]. Wwa: SuperNowa 1995, 252 s. Wyd. nast. Wwa: MT 2003, wyd. łącznie z opowiadaniem z poz. 7 Śpiąca królewna; Pieprzony los kataryniarza. Lubl.: Fabryka Słów 2012, 436 s.
Nagroda im. J.A. Zajdla za powieść roku w 1995.
 	Zero zdziwień. [Felietony polityczne]. Przedm.: S. Michalkiewicz. Wwa: Przedsiębiorstwo Wydawn.-Handlowe Nepo 1995, 208 s.
 	Czerwone dywany, odmierzony krok. [Opowiadania]. Wwa: Supernowa 1996, 240 s. Wyd. nast. tamże 2000.
Nagroda im. J.A. Zajdla za opowiadanie roku w 1996.
Zawartość: Źródło bez wody; Pięknie jest w dolinie; Czerwone dywany, odmierzony krok; Śpiąca królewna przdr. zob. poz.5].
Wyd. opowiadania Śpiąca królewna łącznie z poz. 5 pt. Śpiąca królewna; Pieprzony los kataryniarza Lubl.: Fabryka Słów 2012, 436 s.
Przekł. słowac.: Červené koberce, odměřený krok. [Przeł.] P. Weigel. Kuřim 1997.
 	Walc stulecia. [Powieść]. Wwa: SuperNowa 1998, 331 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Borowski. Piaseczno: Heraclon International [2013], 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda im. J.A. Zajdla za powieść roku w 1998.
 	Cała kupa wielkich braci. [Opowiadania]. Lubl.: Fabryka Słów 2002, 331 s.
Zawartość: Żywa gotówka; Cała kupa wielkich braci; Pobożne życzenie; Żadnych marzeń; Ostatnie słowo; Jawnogrzesznica [poz. 4]; Godzina przed świtem; Koszt uzyskania.
 	Viagra mać. [Felietony polityczne]. Lubl.: Fabryka Słów 2002, 410 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i uzup. [Lubl.]: Red Horse 2007, 280+280 s. , wyd. 3 Lubl.: Fabryka Słów 2011.
 	Frajerzy. Lubl.: Fabryka Słów 2003, 448 s. Wyd. nast. zmien. tamże 2007.
Zawiera artykuły i recenzje z pism: „Feniks”, „Nowa Fantastyka”, „Magazyn Literacki”, „Kurier Czytelniczy Megaron”, „Biuletyn Śląskiego Klubu Fantastyki”.
 	Polactwo. [Publicystyka polityczna]. Lubl.: Fabryka Słów 2004, 281 s. Wyd. nast. : wyd. 2 popr. i uzup. [Lubl.]: Red Horse 2007, 400 s., tamże 2008, wyd. 4 Lubl.: Fabryka Słów, tamże wyd. 6 [!] 2012.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta … Piaseczno: Heraclon International [2010], 1 płyta CD.
 	Ciało obce. [Powieść]. Wwa: Bertelsmann Media 2005, 221 s. Wyd. nast. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2008.
 	Ognie na skałach. [Powieść]. Lubl.: Fabryka Słów 2005, 239 s.
 	Coś mocniejszego. [Opowiadania]. Wstęp: M. Parowski. Lubl.: Fabryka Słów 2006, 669 s., Dzieła zebrane.
Wyd. nast. jako dokument dźwiękowy: Czyta: L. Filipowicz. [Piaseczno]: Heraclon International [2010], 1 płyta CD.
Zawartość: Żywa gotówka [poz. 9]; Akwizytor; Cała kupa wielkich braci [poz. 9]; Pobożne życzenie [poz. 9]; Żadnych marzeń [poz. 9]; Coś mocniejszego; Ostatnie słowo [poz. 9]; Eliksir szczęścia; Człowiek w pociągu [poz. 4]; Jawnogrzesznica [poz. 4]; Czerwone dywany, odmierzony krok [poz. 7]; Pięknie jest w dolinie [poz. 7]; Niezły; Pokój naszych czasów; Godzina przed świtem [poz. 9]; Tańczący mnich; Bejbiś; Dobra wróżka; W południe; Szybki montaż.
 	Michnikowszczyzna. Zapis choroby. [Szkice polityczne]. [Lubl.]: Red Horse 2006, 298 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Lubl.: Fabryka Słów 2011, tamże wyd. 3 2012, wyd. 4 2016.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Czyta: L. Filipowicz. [Piaseczno] : Heraclon International [2008], 1 płyta (CD).
Zawartość: Nie będę walczył bronią nienawiści; Ideolog czasów NEP-u; Siły światła i ciemności; Zamiast zakończenia; Polecanka.
 	Czas wrzeszczących staruszków. [Felietony publicystyczne]. Lubl.: Fabryka Słów 2008, 476 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kiss. Wwa: Świat Książki, plik w formacie PDF. Wyd. nast. Piaseczno: Heraclon International 2013. 1 płyta CD w formacie mp3; Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta R. Siemianowski. Piaseczno: Heraclon International [2015], 1 płyta CD w formacie mp3.
 	Żywina. [Powieść]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2008, 253 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kiss. Piaseczno: Heraclon International [2013], 1 płyta CD w formacie mp3.
 	W skrócie. [Szkice publicystyczne]. Lubl.: Fabryka Słów 2009, 270 s.
 	Ziemkiewicz w sieci. [Felietony]. Lubl.: Grasshopper 2009, 272 s.
Wybór felietonów politycznych ze stron interia.pl, salon24.pl, niezalezna.pl i rp.pl.
 	Zgred. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2011, 270 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: Zysk i S-ka 2011, plik w formacie PDF.
 	Wkurzam salon. Z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Geremek. [Wywiad-rzeka]. Wwa: Wydawn. Czerwone i Czarne 2011, 263 s.
 	Myśli nowoczesnego endeka. [Publicystyka polityczna]. Lubl.: Fabryka Słów 2012, 304 s.
 	Uważałem że. [Felietony polityczne]. Lubl.: Fabryka Słów 2013, 596 s.
 	Jakie piękne samobójstwo. Narracja o wojnie, szaleństwie i cynizmie. Lubl.: Fabryka Słów 2014, 395 s.
Publicystyka dot. klęski II Rzeczypospolitej.
 	Pycha i upadek. Lubl.: Fabryka Słów 2015, 404 s.
Publicystyka dot. partii Platforma Obywatelska.
 	Życie seksualne lemingów. [Felietony polityczne]. Lubl.: Fabryka Słów 2015, 370 s.
 	Złowrogi cień Marszałka. Wwa: Fabryka Słów 2017, 430 s.

Prace redakcyjne

 	J.J. Grzędowicz: Twierdza trzech studni. [Opowiadania]. Wybór tekstów, red. R. Ziemkiewicz. [B.m.]: Rada Główna PSMF –SFan 1984, 16 s.
 	J. Torton, C. Lambert, O. Cair-Hélion: Fresk biblijny. 1. Początek. Przeł. B. Janicka. Oprac. wersji pol. R. Ziemkiewicz. Wwa: Sfera; Fund. Fundusz Solidarności Między Narodami [1992], 144 s.

PRZEKŁADY
Przekłady utworów prozą i publicystyki R. Ziemkiewicza w antologiach zagranicznych: czes.: Polská ruleta. Polské sci-fi povídky. [Przeł.:] P. Weigel. Plzeň 2003, – ros.: Istrebitel’ ved’m. Pol’skaja fantastika [Oprac.:] A. N. Kaširin, V. I. Piščenko. Moskva 1990, Ideal’noe prestuplenie live. W: Polskie trupy. Moskva 2008, − słowac.: Pravým okem. Antologie současného polského polského politického myšleni. [Oprac.:] M. Ruczaj, M. Szymanowski. Brno 2010.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Wywiady: Zbliża się koniec świata (i trzeba go będzie jakoś przeżyć). Rozm. J. Ingot. „Odra” 1996 nr 11; Wszystko przez filozofów. Rozm. Ł. Gołębiewski. „Rzeczpospolita” 1997 nr 129; Przyszłość? Tak samo, tylko bardziej. Rozm. W. Chmielewski. „Rzeczpospolita” 1998 nr 282; Na randkę marsz! Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 57; Pisarz jest psem łańcuchowym. Rozm. W. Chmielewski. „Nowe Państ.” 1999 nr 43; Śmieszne jak śpiew Kiepury. Rozm. T. Stawiszyński. „Życie” 2000 nr 168, przedr. w: R.A. ZIEMKIEWICZ: Frajerzy. Lubl. 2003 [Twórczość poz. 11]; Są takie gazety, w których nigdy bym nic nie napisał. Rozm. Ł. Warzecha. „Życie” 2002 nr 139; Blaszane bikini. Rozm.: G. Dyduch, M. Świetlicki. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 178 dod. „Wysokie Obcasy” nr 30; O frajerach, faszerowanej baraninie, grafomanach i zupełnie innym jądrze. Rozm. M. Parowski. Oprac. A. Nakoniecznik. „Nowa Fantastyka” 2004 nr 4; Do tego zmierzaliśmy. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2008 nr 11; Wywodzę się z endeckiej tradycji. Rozm. I. Ryszkowski [on-line] myśl.pl 2009 nr 14 [dostęp 4 listopada 2013] Dostępny w Internecie: http://www.mysl.pl/?m7&amp;amp;art_id1444&amp;amp;moremore; Z umiarkowanym optymizmem. Rozm. R. Pazio. „Najwyższy Czas!” 2014 nr 38/39 [dot. też: Jakie piękne samobójstwo]; Nad prawicą ciągle unosi się straszne widmo Józefa Piłsudskiego. Rozm. R. Pazio. „Najwyższy Czas!” 2015 nr 5.

Ogólne

 	K. WĄGROWSKI: Publicysta pożera fantastę. „Ozon” 2006 nr 30/31.
 	A. SASINOWSKI: Prawica, nowoczesność i flanelowa koszula. „Pogranicza” 2009 nr 5.
 	M. MOTAS: Ziemkiewicz o Dmowskim. „Myśl Pol.” 2010 nr 51/52.
 	M. OLSZEWSKI: Doktor R. i mister Z. Kiedy dziennikarz idzie do boju. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 21.
 	M. MOTAS: Ziemkiewicz o Dmowskim. „Myśl Pol.” 2010 nr 51/52.
 	A. BIELIK-ROBSON: Czy Ziemkiewicz zje Kaczyńskiego? Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2013 nr 4.
 	M. FIJOŁEK: Jaka historia dla Polaków. „wSieci” 2013 nr 47 [dot. też P. Zaremby i J. Żaryna].
 	K.M. MAZUR: Mielizny prawicowej politpoprawności. „Najwyższy Czas” 2013 nr 8.
 	P. PAZIŃSKI: Sitwa, panie, sitwa… „Newsweek Polska” 2013 nr 4 [dot. antysemityzmu].
 	Ł. PIOTROWSKI: Przegląd frazeologii blogu Rafała Ziemkiewicza. „Pr. Językozn.” 2013 z. 15.
 	P. SKWIECIŃSKI: Nie chodzi o prawdę. „Rzeczpospolita” 2014 nr 249.
 	M. WIKŁO: Rozkrok Ziemkiewicza. „wSieci” 2014 nr 3.
 	P. ZAREMBA: Hitler i dwaj panowie Z. „wSieci” 2014 nr 38 [dot. też P. Zychowicza].
 	T. NAKONECZNY: Polska postkolonialność w krzywym (?) zwierciadle publicystyki Rafała Ziemkiewicza. „Porównania” 2015.
 	Ł. KUCHARCZYK: Echa twórczości Stanislawa Lema w powieściach science fiction Rafała Ziemkiewicza. „Spotkania Hum.” 2015 nr 5.

Władca szczurów

 	M. PAROWSKI: W dobrym towarzystwie. „Fantastyka” 1988 nr 7.
 	R. PAWLAK: Prosto w twarz. „Fikcje” 1988 nr 52.

Skarby Stolinów

 	J. INGLOT: W slengańskich puszczach. „Nowa Fantastyka” 1991 nr 1.
 	M. DZIURDA: Bajkowy postmodernizm. „Tyg. Solidarność” 1994 nr 4.

Wybrańcy bogów

 	J. INGLOT: Klęska alchemika? „Nowa Fantastyka” 1992 nr 4.
 	K.T. LEWANDOWSKI. „Mag. Lit.” 1993 nr 1.
 	L. BĘDKOWSKI: Plan dla Terei. Antyutopijna (dyskopijna) wizja społeczeństwa w powieści science fiction „Wybrańcy bogów” Rafała A. Zemkiewicza. „Pr. Nauk. Akad. Im. Jana Długosza w Częstochowie. Filol. Pol. Hist. I Teoria Lit.” 2011 z. 12.

Hrebor Cudak

 	K. SOKOŁOWSKI: Księga cytatów. „Fenix” 1994 nr 5.
 	K. DUNIN: Panie Wołodyjowski! Larum grają Marsjanie! „Życie Warsz.” dod. „Ex Libris” 1995 nr 85.
 	J. INGLOT: Powrót do rzeczywistości. „Odra” 1996 nr 2.
 	M. ORAMUS: Piąty rozbiór Polski. „Fenix” 1996 nr 2.
 	M. WIERUSZ: Ciągle Apokalipsa. „Nowe Książ.” 1996 nr 4.

Zero zdziwień

 	J. INGLOT: Don Kichot w czasach ostatnich. „Życie Warsz.” 1995 nr 264.
 	M. URBANOWSKI: Prawica felietonowa. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.

Pieprzony los kataryniarza

 	K. VARGA: Zadzwońcie po wiedźmina. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 284 [dot. też: A. Sapkowski: Czas pogardy].
 	M. KOSEWSKA: Co widział kataryniarz? „Gaz. Pol.” 1996 nr 9.
 	D. MAJERSKA, E. POPIOŁEK: Pieprzona apokalipsa. „Wiad. Kult.” 1996 nr 23.
 	M. WIERUSZ: Ciągle Apokalipsa. „Nowe Ksiaż.” 1996 nr 4.
 	M. DROBA: Pieprzony los pisarza. „Życie Warsz.” 2003 nr 197.
 	W. ORLIŃSKI: Los nie tak pieprzony jak dziesięć lat temu. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 237.

Czerwone dywany, odmierzony krok

 	B. CHACIŃSKI: Gdy świat zmienia swą postać. „Rzeczpospolita” 1997 nr 87.
 	J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1997 nr 2.
 	M. ORAMUS: Koniec dzieciństwa. „Fenix” 1997 nr 2.
 	M. PAROWSKI: Nieufny i zadufany. „Nowa Fantastyka” 1997 nr 2.
 	A. BIŃCZYK: Fantastyczna literatura na kasecie. „Mandragora” 2001 nr 2 [dot. wyd. akustycznego opowiadania Śpiąca królewna].

Walc stulecia

 	T.M. PŁUŻAŃSKI. „Życie Warsz.” 1998 nr 238.
 	P. KUNCEWICZ: Ziemkiewicz ze zwłoką. „Prz. Tyg.” 1999 nr 30.
 	G. LUTEREK: Świat wszechwładnej manipulacji. „Czas Kult.” 1999 nr 2.
 	T. STAWISZYŃSKI: Owczy pęd ku samozagładzie. „Gaz. Pol.” 1999 nr 15.
 	M. URBANEK: Gra o świat. „Nowe Książ.” 1999 nr 1.
 	I. FRYSZKOWSKI: Europa totalna coraz bardziej realna. „Rzeczy Wspólne” 2010 nr 1.
 	A. HORUBAŁA: Taniec prywatny; M. URBANOWSKI: Era widm. „Rzeczpospolita” 2010 nr 37.
 	W. ŚWIETLIK: Antyutopia Ziemkiewicza jest nadal aktualna. „Polska. Metropolia Warsz.” 2010 nr 52.
 	Ł. WARZECHA: Duszny świat Ziemkiewicza. „Fakt” 2010 nr 115.

Cała kupa wielkich braci

 	D. NOWACKI: Bez litości. „Polityka” 2002 nr 48.
 	E. CHUCHRO: Gdzieś pomiędzy rzeczywistością a literacką kreacją. „Nowe Książ.” 2003 nr 5.
 	SZ. CZARNIK: Cała kupa… „Panorama” 2003 nr 7/8.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Rozterki prawicowca. „Przekrój” 2003 nr 3.
 	M. A. KOWALSKI: Niezdrowa miłość. „Najwyższy Czas!” 2003 nr 2.
 	SZ. CZARNIK: Cała kupa… „Panorama” 2003 nr 7/8.
 	M. WOŚ: Z nadzieją na skandal. „Trybuna” 2003 nr 23.

Viagra mać

 	M.J. CHODAKIEWICZ: Wkurzony konserwatysta. „Najwyższy Czas” 2002 nr 27/28.
 	A. GRZYBOWSKI: Tropami Roju. „Gaz. Pol.” 2002 nr 28.
 	M. RYBIŃSKI: Przywilej felietonisty. „Rzeczpospolita” 2002 nr 134.
 	T. SOMMER. „Najwyższy Czas” 2002 nr 11.
 	T. Z. ZAPERT: Z piórem ostrym jak brzytwa pod prąd, czyli powtórka z Ziemkiewicza. „Życie” 2002 nr 72.
 	R. OSTASZEWSKI: W poszukiwaniu katolickiego ironisty. „Pogranicza” 2007 nr 6.
 	M. URBANOWSKI: Umysł wyzwolony albo Ziemkiewicz felietonista. „Arcana” 2007 nr 6 [rec. wyd. 2].

Frajerzy

 	W. GOŁĄBOWSKI: Tysiąc wierszy o sadzeniu grochu. „Esensja” [on-line] 2004 nr 2 [dostęp 9 kwietnia 2011 Dostępny w Internecie: http://esensja.pl/magazyn/2004/02/iso/13_03.html].

Polactwo

 	P. BRATKOWSKI: Chamy, elity i błazen. „Newsweek Polska” 2004 nr 32.
 	J. KORWIN-MIKKE. „Najwyższy Czas” 2004 nr 39.
 	M. ŁAWRYNOWICZ: Wszyscyśmy Polactwem podszyci. „Życie” 2004 nr 212.
 	J. MALTECKI: Wieszatiel. „Dziś” 2004 nr 11.
 	M. TERLIKOWSKA: Chocholi taniec demokracji. „Nowe Państwo” 2004 nr 12.
 	W. BEREŚ, J. SKOCZYLAS: Pokłon eseiście. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 158.
 	J. GIZELLA: Morska choroba albo Polska skundlona. „Arcana” 2005 nr 1/2.
 	K.W. STUDNICKI-GISBERT: Jak rozmawiać o Polsce. „Dziś” 2005 nr 4.
 	J. BODAKOWSKI: Ziemkiewicz i jego „Polactwo”. „Myśl Pol.” 2007 nr 23/24.

Ciało obce

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Teściowa i haki. „Lampa” 2005 nr 9.
 	W. GOŁABOWSKI: Ciało do bólu współczesne. „Esensja” [on-line] 2005 nr 9 [dostęp 9 kwietnia 2011]. Dostępny w Internecie: http://esensja.pl/magazyn/2005/09/iso/07_51.html.
 	A. GÓRSKI: Seks cierpiącego Wallenroda. „Życie Warsz.” 2005 nr 189.
 	A. KACZOROWSKI: Pisactwo. „Polityka” 2005 nr 36.
 	K. MASŁOŃ: Totalny kryzys człowieka z lodu. „Rzeczpospolita” 2005 nr 191.
 	T. MIZERKIEWICZ: Czytadło dla radykałów. „Nowe Książ.” 2005 nr 11, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	A. NĘCKA: Męskie kompromitacje. „Fa-Art.” 2005 nr 2/3.
 	D. NOWACKI: Księgowy sadomaso. „Newsweek Polska” 2005 nr 33.
 	W. ORLIŃSKI: Dojrzewanie kamikadze. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 213.
 	J. SOBOLEWSKA: Madame Usteczka i markizek de Zadek. „Przekrój” 2005 nr 37 [dot. też: H. Samson: Wojna żeńsko-męska i przeciwko światu].
 	M. WOLSKI. „Gaz. Pol.” 2005 nr 35.
 	J. CYMERMAN: Gawęda dr Jekylle’a. „Akcent” 2006 nr 2.
 	A. GÓRSKI: Ciało obce Wielkiego Brata. „Życie Warsz.” 2006 nr 292.
 	M. ŁAZAROWICZ: Ciało obce, czyli… kto? „Christianitas” 2006 nr 25.
 	M. URBANOWSKI: Obce ciało III RP. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007 [dot. też: S. Chwin: Żona prezydenta; D. Bieńkowski: Nic].

Ognie na skałach

 	M. SZTĄBEREK: Kwestia trupa. „Avatarae” 2005 nr 1/2.
 	K. B. MALINOWSKI: Jakby odpuścił. „Lampa” 2006 nr 5.
 	R. ŚLIWIAK. „Arte” 2006 nr 3.

Coś mocniejszego

 	J. DUKAJ: Ziemkiewicz fantastyczny. „Dziennik” 2006 nr 96.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Ziemkiewicz ampflikator. „Lampa” 2006 nr 7/8.
 	T. KLETA: Podroż pod prąd czasu. „Avatarae” 2006 nr 5.
 	W. LADA: W samym centrum absurdu. „Życie Warsz.” 2006 nr 183.
 	Ł. ORBITOWSKI: Fantasta kontra publicysta. „Przekrój” 2006 nr 35.
 	R. ZIĘBIŃSKI: Z. klasykiem. „Newsweek Polska” 2006 nr 31.

Michnikowszczyzna

 	G. GÓRNY: Michnikowszczyzna, czyli realny postkomunizm. „Rzeczpospolita” 2006 nr 300.
 	M. WOLSKI: Historia pewnej przegranej. „Gaz. Pol.” 2006 nr 50.
 	A. DUDEK: W obronie podchorążego Ziemkiewicza. „Rzeczpospolita” 2007 nr 8.
 	J. GIZELLA: Michnikowszczyzna – papierowy tygrys? „Arcana” 2007 nr 1.
 	P. GRACZYK: Podchorąży Ziemkiewicz w noc po Okrągłym Stole. „Rzeczpospolita” 2007 nr 3, polem.: A. DUDEK: W obronie podchorążego Ziemkiewicza. „Rzeczpospolita” 2007 nr 8.
 	J. JAKUBOWSKI: Michnikowszczyzna i ziemkiewiczyzm. „Nowości” 2007 nr 133.
 	E. MILEWICZ: Gąszcz win cara M. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 7.

Czas wrzeszczących staruszków

 	M. CIEŚLIK: Dusza i wrzask. „Newsweek Polska” 2008 nr 26.
 	J. DARSKI: Kalkulacje Rafała. „Gaz. Pol.” 2008 nr 34.
 	D. PAWŁOWIEC: „Czas wrzeszczących staruszków”, czyli rzecz o prawdziwej polityce. „Polityka Nar.” 2008 nr 4.
 	M. WOLSKI: Książka dla Jarosława. „Gaz. Pol.” 2008 nr 22.
 	T. BOCHWITZ: Jeszcze wrzeszczą. „Arcana” 2009 nr 1.

Żywina

 	A. CHRUŚCIEL: Za mało na powieść. „Esensja” 2008 [on-line] nr 10 [dostęp 9 kwietnia 2011]. Dostępny w Internecie: http://esensja.pl/magazyn/2008/10/iso/07_52.html.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Prowincja z układem w tle. „Lampa” 2008 nr 10.
 	J. DUKAJ: Spoczynek demaskatora. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 45.
 	I. FRYSZKOWSKI: O „trzodzie” i „elicie”. myśl.pl [on-line] 2008 nr 12 [dostęp 4 listopada 2013] Dostępny w Internecie: http://www.mysl.pl/?m7&amp;amp;art_id1318&amp;amp;moremore.
 	A. SASINOWSKI: Conradem w układ. „Pogranicza” 2008 nr 6.
 	B. WOJDYŁA: A to Polska właśnie. „Tyg. Angora” 2008 nr 42.
 	M. WOLSKI: Czarny punkt. „Gaz. Pol.” 2008 nr 43.
 	W. ŻYSZKIEWICZ: Polska metanowa. „Rzeczpospolita” 2008 nr 285.
 	M. HERMAN: Życie w Polsce to pływanie w kisielu. „Fakt” 2008/09 nr 304.
 	I. KANTROWSKI: Opowieść polityczna. „Akant” 2009 nr 4.

W skrócie

 	J. JAŁOWICZOR: Dwadzieścia lat na łańcuchu. „Tyg. Solidarność” 2009 nr 33.
 	M. WOLSKI: Od A do Z. „Gaz. Pol.” 2009 nr 32.

Ziemkiewicz w sieci

 	P. GOCIEK: Felietonista, który pamięta. Rzeczpospolita” 2009 nr 222.

Zgred

 	A. MAŚNICA: „Zgred” albo sztafeta ojców. „Rzeczy Wspólne” 2011 nr 3.
 	E. MORAWIEC: Horyzont. „Arcana” 2011 nr 4 [dot. też: B. Wildstein: Czas niedokonany].
 	T. ROWIŃSKI: Na nieoranej ziemi. „Fronda” 2011 nr 60.
 	S. SĘKOWSKI: Smoleńsk porządkuje. „Gość Niedz.” 2011 nr 20.
 	M. WOLSKI: Podwójne życie Rafalskiego. „Gaz. Pol.” 2011 nr 22.
 	S. ZATWARDNICKI: Sto procent Ziemkiewicza w Ziemkiewiczu? „Prz. Powsz.” 2011 nr 10.
 	J. CYMERMAN: „Ja ze wsi jestem…” „Akcent” 2012 nr 1.
 	M. URBANOWSKI: Kronika czasu marnego. „Zesz. Karmelitańskie” 2012 nr 1.
 	A. WAŚKO: Publicystyka to czy literatura? „Niezal. Gaz. Pol. Nowe Państwo” 2012 nr 4.

Wkurzam salon

 	J. ENGELGARD: Między Salonem a Ferajną. „Myśl Pol.” 2011 nr 31/32.
 	W. JURASZ: O człowieku, który wkurza salon. „Dz. Pol.” 2011 nr 85.
 	F. MEMCHES: Coming out po polsku. „Rzeczpospolita” 2011 nr 90.
 	A. SASINOWSKI: Co wie Ziemkiewicz. „Pogranicza” 2011 nr 5.
 	M. WOLSKI: Niedaleko od Smoleńska. „Do Rzeczy” 2013 nr 6 [dot. też: M. Miklaszewska: Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera, B. Wildstein: Ukryty].

Myśli nowoczesnego endeka

 	S. JANECKI: Rodowody pokornych. „Uważam Rze” 2012 nr 43.
 	A. LESZCZYŃSKI: Pseudoelity doją naród. O czym myśli „nowoczesny endek”? „Gaz. Wybor.” 2012 nr 209.
 	M. MOTAS: Fałszywy prorok. „Myśl Pol.” 2012 nr 45/46.
 	M. WOLSKI: Ziemkiewiczowszczyzna. „Gaz. Pol.” 2012 nr 44.
 	M. WOLSKI: Myśli nowoczesnego piłsudczyka – poza „egoizmem narodowym” potrzeba mariażu śmiałości w wytyczaniu celów i perspektyw, przy zachowaniu rozsądku. „W Sieci” 2013 nr 9.

Jakie piękne samobójstwo

 	S. CENCKIEWICZ: Strach chwalić tę książkę. „Do Rzeczy” 2014 nr 20.
 	W. DUDKIEWICZ: Ziemkiewicz fiction. „Niedziela” 2014 nr 18.
 	P. GONTARCZYK: W oparach obłędu. „wSieci” 2014 nr 36.
 	G. KUCHARCZYK: Polityka realna czy spekulacja. „Do Rzeczy” 2014 nr 30.
 	P. SEMKA: Ani samobójstwo, ani wyjaśnienie. „Do Rzeczy” 2014 nr 19.
 	M. SIOMA. „Res Historica” 2014 nr 37.
 	P. SKWIECIŃSKI: Panświnizm Ziemkiewicza. „wSieci” 2014 nr 20.
 	T. STAŃCZYK: Wyjść w futrze na upał. „Rzeczpospolita” 2014 nr 119.
 	W. ŚWIETLIK: Polska frajerem narodów? „Rzeczy Wspólne” 2014 nr 2.
 	P. WAINGERTNER: Nowoczesnego endeka historia Polski. „Tyg. Solidarność” 2014 nr 25.
 	B. WILDSTEIN: Refleksja czy pamflet. „Do Rzeczy” 2014 nr 19.
 	R. WŁAST-MATUSZAK: „Jakie piękne samobójstwo”: powtarzająca się historia. „Rzeczy Wspólne” 2014 nr 2.
 	M. MIROWSKI: Tragedia II Rzeczypospolitej to nie samobójstwo. „Znak” 2015 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Życie seksualne lemingów

 	M. WOLSKI: Lemingi pod kołdrą. „Gaz. Pol.” 2015 nr 10.

Złowrogi cień Marszałka

 	A. KRAJEWSKI: Dziadek pomszczony. „Dz. Gaz. Prawna” 2017 nr 106.
 	K. MASŁOŃ: Ziemkiewicz łamie krzesła. Książka o Józefie Piłsudskim. „Do Rzeczy” 2017 nr 19.
 	P. WAINGARTNER: Piłsudski w krzywym zwierciadle. „Tyg. Solidarność” 2017 nr 20.
 	A. WROŃSKI: Nie taki złowrogi. „Gaz. Pol.” 2017 nr 21.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3105" title="Jerzy ŻELAZNY" slug="jerzy-zelazny">ur. 1933

Pseud.: Agata; B.Sęk; JotŻet; Kuba z Karloty; Tomasz Zabrocki; Ziutek.

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 10 stycznia 1933 we wsi Ciche niedaleko Brodnicy; syn Bronisława Żelaznego, rzemieślnika budowlanego, i Konstancji z domu Dudalskiej. W 1948 rozpoczął naukę w Liceum Pedagogicznym w Grudziądzu. W tymże roku podjął też pierwsze próby literackie, publikując fragmenty opowiadania Powiedz prawdę w toruńskim dodatku do „Głosu Pomorza” pt. „Mały Gryf”. Należał do ZMP. Po zdaniu matury w 1952 pracował przez rok jako nauczyciel języka polskiego najpierw w Grudziądzu, a potem w Słupsku. Następnie odbywał zasadniczą służbę wojskową w Wałczu, w czasie jej trwania w 1954-55 publikował opowiadania w gazecie Pomorskiego Okręgu Wojskowego „Żołnierz LWP”. W 1955 zaczął studiować polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. W tym czasie działał w ZSP, pełnił funkcję przewodniczącego Rady Uczelnianej UMK. W 1956-57 był członkiem studenckiej grupy literackiej Helikon oraz członkiem zespołu redakcyjnego jednodniówki „Helikon”. Pisał też artykuły do tygodnika „Pomorze” i felietony do „Głosu Uczelni”. W 1959 przerwał studia. Do 1960 pracował na stanowisku głównego księgowego w państwowym gospodarstwie rolnym (PGR) w powiecie białogardzkim. W 1960-63 kierował Wydziałem Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Człuchowie (Koszalińskie). Następnie przeniósł się do Sławna, gdzie był kierownikiem Powiatowego Domu Kultury, a potem Powiatowej Poradni Pracy Kulturalno-Oświatowej. Napisał kilka prac popularno-naukowych dotyczących organizacji życia i zagospodarowania tzw. Ziem Odzyskanych (powiatu człuchowskiego). W 1967-70 uczestniczył w zajęciach przygotowujących do pracy z amatorskim ruchem teatralnym – Studium Teatralnego przy Centralnym Ośrodku Metodyki Kultury Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie. W 1970 zamieszkał w Polanowie (obecnie pow. koszaliński), gdzie do 1990 prowadził Miejski Dom Kultury. Przez wiele lat był reżyserem w teatrze amatorskim, opracowywał scenariusze widowisk poetyckich (kilkakrotnie nagradzanych na konkursach i przeglądach ogólnopolskich). Zdobył też wiele nagród w konkursach literackich na utwory prozatorskie. Felietony, opowiadania, fragmenty powieści zamieszczał w pismach: „Głos Pomorza” (1976-84, z przerwami, 1988-91), „Profile Kultury” (1982-84), „Morze i Ziemia” (1983), „Pobrzeże” (1989), „Akcent” (1990), „Zbliżenia” (1991-92), „Autograf” (1988, 2005). W 1986 został członkiem ZLP; działał w koszalińskim Oddziale Związku. W 1990-92 uczył języka polskiego w Szkole Podstawowej w Polanowie. W 1992-95 współpracował z dziennikiem „Głos Koszaliński” (podp. m.in.: JotŻet, Ziutek). W 1990 został członkiem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP). W 1991 kandydował bez powodzenia w wyborach na senatora RP w województwie koszalińskim z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Od 1995 do przejścia na emeryturę w 2000 pracował w Urzędzie Miejskim w Polanowie najpierw jako inspektor, a potem dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Oświaty. W 1998-2007 redagował i wydawał lokalny miesięcznik „Echo Polanowskich Wzgórz” (podp. m.in.: Agata, Kuba z Karloty). W tym czasie był też członkiem zespołu czasopisma koszalińskiego „Gazeta Ziemska” oraz współpracownikiem lokalnego pisma społeczno-kulturalnego pt. „Miesięcznik”. Drukował także na łamach czasopism ogólnopolskich: „Sycyny” (1996-98) i „Wiadomości Kulturalnych” (1997). Opublikował ok. 100 opowiadań w czasopismach erotycznych, m.in. w miesięczniku „Seksrety” (podp. pseud. Tomasz Zabrocki) oraz w piśmie „Erotyka w Literaturze i w Życiu” (1993-95). W 1999-2003 pełnił funkcję prezesa Oddziału Koszalińskiego ZLP. Wyróżniony m.in. odznaką Zasłużony Działacz Kultury (1975), Zasłużony dla woj. Koszalińskiego (1977), Złotym Krzyżem Zasługi (1985) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2004).

W 1958 zawarł związek małżeński z Alicją Gołębiowską; ma dwie córki: Roksanę (ur. 1959) i Marzenę (ur. 1960). Mieszka w Polanowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Miasteczko pod wąsem. [Powieść]. Powst. 1981. Pozn.: WP 1986, 158 s.
I nagroda w konkursie literackim WP i Wydz. Kultury i Sztuki oraz Oddz. ZLP w Koszalinie w 1981.
 	Taniec błaznów. [Powieść]. Wwa: Iskry 1984, 261 s.
III nagroda w ogólnopolskim konkursie Wydawn. Iskry na debiut prozatorski w 1982.
 	Wygnańcy Ewy. Powieść. Powst. 1988. Koszalin: Woj. Bibl. Publiczna 1996, 94 s.
Tytuł pierwotny: Wielka Niedźwiedzica. – I nagroda w regionalnym konkursie lit. na utwór prozą, ogł. przez Wydz. Kultury i Sztuki urzędów woj. w Koszalinie i Słupsku, Oddz. ZLP w Koszalinie, WM w Gdańsku w 1988.
 	Zgubić cień. [Powieść]. Gdańsk: WM 1988, 193 s.
III nagroda w regionalnym konkursie lit. na utwór prozą, ogł. przez Wydz. Kultury i Sztuki urzędów woj. w Koszalinie i Słupsku w 1986.
 	Szkoda lata. [Opowiadania]. Koszalin: Woj. Bibl. Publiczna 1998, 94 s.
Zawartość: Pierożki z kapustą i grzybkami; Niech przyjedzie wnuk; Anna Pogodna; Podpalacze; A mnie jest szkoda lata; Dziewczyna z bindugi; Mały biały domek; Runął w głąb.
 	Ucieczka na kogucie. [Opowiadania]. Koszalin, Polanów: Agaton 2004, 189 s.
Zawartość: Ucieczka na kogucie; Słupskie tramwaje; Doczekał się; Requiescat in pace; Zburzą ten dom; Paszteciki z „Ludowej”; Drewutnia; Najpierw dał po karku; Piękna pani; Szedł skrajem drogi.
 	Duchy polanowskich wzgórz. Polanów: Ofic. Wydawn. Agaton 2006, 250 s.
Legendy i podania niemieckie oparte na motywach podań i baśni spisanych w tomach: E. Koglin: Was eine ostpommersche Kleinstadt erzählt (Stettin1939); U. Jahn: Volkssagen aus Pommern und Rügen (Berlin 1890). – Zawiera cykle: I. W pobliżu Świętej Góry; II. Góry Dwunastu Apostołów; III. Skarb z Maćkowego Jaru; IV. Zakochani znad jeziora Kwiecko.
 	[Dziewiętnaście] 19 bułeczek. [Powieść]. Koszalin: FENIKS [2008], 174 s.
 	Ptaki Świętej Góry. Legendy i opowieści o Świętej Górze Polanowskiej. Polanów: Ofic. Wydawn. Agaton 2010, 213 s.
Zawartość: Od Autora. – I. O Słońce, złocista tarczo: Olbrzym Gamjad; W świętym gaju; Przelanie krwi; Źródło zdrowia. – II. Drzwi zawsze otwarte: Kaplica na Świętej Górze; Święta ikona; Ujrzał złote aureole; Rybak i diabeł; Rusałki znad Drężnianki; Grób Rudolfa; W drodze po odkupienie. – III. Pamięć o Maryi przetrwała: Śmierć biskupa Erazma; Kozioł i Źródło Zdrowia; Fundament niczym opoka; Dymy nad kartofliskiem; Góry Dwunastu Apostołów.
 	Za wcześnie do nieba. [Opowiadania]. Polanów: Ofic. Wydawn. Agaton 2010, 154 s.
Zawartość: Za wcześnie do nieba: Brzoza; Za wcześnie do nieba; Pierożki z kapustą i grzybkami [poz. 5]; Syny marmoladowe; Na bindudze; Spełniona przepowiednia; Szafa; „Cicha noc” na dwa głosy; Tryptyk morski: Dziewczyna w wiśniowych czółenkach; Dziewczyna z błękitną parasolką; Dziewczyna w śmiesznym kapeluszu, – nadto: W opinii krytyków [fragm. omówień twórczości J. Żelaznego].
 	Fatałaszki. [Powieść]. Koszalin: FENIKS 2013, 260 s.
 	Tango we mgle. Powieść. [Polanów]: Ofic. Wydawn. Agaton 2014, 313 s.

Praca redakcyjna

 	Almanach Literacki – Koszalin 2001. Red.: J. Żelazny. Koszalin: Agaton 2001, 50 s.
Antologia opowiadań i wierszy.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Wywiad: Zgubić cień. Rozm. A. Mrozowska. „Dz. Bałt.” 1988 nr 12 [dot. gł. Zgubić cień].


 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	M. ULICKA: Jerzy Żelazny. Powst. 2003 [on-line] [dostęp 28 czerwca 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.ulicki.pomorzezachodnie.pl/ludzie_regionu/zelazny.html.

Miasteczko pod wąsem

 	L.M. JAKÓB: Nie sama zabawa. „Fakty” 1986 nr 7.

Taniec błaznów

 	J. GARSTECKA: Błazny i chochoły. „Morze i Ziemia” 1985 nr 46.
 	L.M. JAKÓB: Dobra powieść popularna. „Fakty” 1985 nr 9.
 	CZ. KURIATA: Frazeologia codziennej fikcji. „Zbliżenia” 1985 nr 23.
 	J. NARKOWICZ: Humorystyczny wizerunek otoczenia. „Głos Pomorza” 1985 nr 60.
 	A.W. PAWLUCZUK: Lekcja martwego świata. „Kultura”, Paryż 1986 nr 12 [dot. m.in. J. Żelaznego].

Wygnańcy Ewy

 	J. NARKOWICZ: Legenda czasu osadnictwa. „Głos Pomorza” 1988 nr z 10 IV.

Zgubić cień

 	A. KIETRYS: Z nas się chyba los natrząsał. „Głos Wybrzeża” 1988 nr z 5 V.
 	CZ. KURIATA. „Pobrzeże” 1988 nr 12.
 	J. NARKOWICZ: Dramatyczne losy Pomorza. „Głos Pomorza” 1988 nr 28 X.
 	J. KAJTOCH: Pieśń prozą z Pomorza. „Nowe Książ.” 1989 nr 1.
 	T. LINKNER. „Okolice” 1989 nr 1.
 	E. STAROSTA: Niemały realizm. „Twórczość” 1989 nr 5.
 	Zob. też Wywiad.

Szkoda lata

 	J. NARKOWICZ: Głos współczesności. „Głos Koszaliński” 1998 nr z 18.04.

Ucieczka na kogucie

 	J. NARKOWICZ: Uniesienia i pasje. „Głos Koszaliński” 2004 nr 143.
 	J. TERMER. W tegoż: Z przełomu wieków, czyli literatury dzień powszedni (1900-2008). Tor. 2009.

Duchy polanowskich wzgórz

 	J. NARKOWICZ. „Głos Koszaliński” 2006 nr z 25 V.
 	W. SKALSKA: Port literacki: Żelazny. „Latarnia Morska” 2006 nr 4.

[Dziewiętnaście] 19 bułeczek

 	Z. JANISZEWSKI: Panie w wieku różańcowym. „Gaz. Ziemska” 2008 nr 5.
 	J. NARKOWICZ: Miasteczko w krzywym zwierciadle. „Głos Koszaliński” 2008 nr z 6 VIII.
 	R. ULICKI: 19 smakowitych bułeczek. „Miesięcznik” 2008 nr 6.
 	J. SZWARC. „Latarnia Morska” 2009 nr 1/2.

Tango we mgle

 	J. SZWARC: Nękana przez mgłę. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 2 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&amp;amp;view=article&amp;amp;id=1754%3Aqtango-we-mgleq-jerugo-elaznego&amp;amp;catid=40%3Aport-literacki&amp;amp;Itemid=6

Almanach Literacki – Koszalin 2001

 	(IN): Druga edycja „Almanachu Literackiego”. „Miesięcznik” 2001 nr 12/1.
</document>
<document nplp_id="3114" title="Józef Tomasz POKRZYWNIAK" slug="jozef-tomasz-pokrzywniak">1947-2017

Pseud.: Tomasz Ostowiak.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 16 stycznia 1947 w Czempiniu, niedaleko Kościana; syn Michała Pokrzywniaka, właściciela sklepu z artykułami papierniczymi, i Anny z Farulewskich, pracownicy biurowej. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Czempiniu uczęszczał od 1961 do Liceum Ogólnokształcącego w Kościanie, gdzie w 1965 uzyskał świadectwo dojrzałości. W tymże roku podjął studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). Był członkiem ZSP i w 1969-70 przewodniczącym Rady Uczelnianej tej organizacji. W 1970 otrzymał dyplom magistra i został asystentem w Zakładzie Historii Kultury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UAM. Zajmował się głównie literaturą okresu Oświecenia. Debiutował w 1975 artykułem pt. Autora francuskiego satyry na krój polski przerobione. (Z dziejów spolszczeń w wieku Oświecenia), ogłoszonym w poznańskich „Studiach Polonistycznych” (t. 2). Wyniki badań publikował też m.in. w dwumiesięcznikach „Teksty” (1976, 1978-79) oraz „Ruch Literacki” (1976, 1980). Doktoryzował się w 1978, na podstawie rozprawy pt. Jan Gorczyczewski – tłumacz, satyryk i krytyk (promotor prof. Włodzimierz Dworzaczek). W 1979 objął stanowisko adiunkta w Zakładzie Historii Kultury Polskiej IFP UAM. W tymże roku został członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1980 wstąpił do NSZZ Solidarność UAM i jako redaktor naczelny prowadził związkowy miesięcznik „Środowisko” (do 1981). Od 1988 należał do Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Artykuły i recenzje oraz prace edytorskie zamieszczał m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1979-89, z przerwami) i miesięczniku „Życie i Myśl” (1984-89). Interesował się także pracami z zakresu dydaktyki literatury, m.in. pod pseudonimem Tomasz Ostowiak ogłosił artykuł w wydanym poza cenzurą Glosariuszu. Od starożytności. (Wyd. 2 uzup. Wr. 1989), zawierającym materiały pomocnicze dla nauczycieli języka polskiego. W 1994 przedłożył rozprawę habilitacyjną pt. Komedie Ignacego Krasickiego i rok później uzyskał na UAM stanowisko profesora nadzwyczajnego. W 1996 został wybrany do Senatu UAM (do 2016) i objął stanowisko dyrektora Instytutu Filologii Polskiej UAM (do 2005). Działał w Komitecie Nauk o Literaturze Polskiej PAN (1996-2002) i był członkiem – założycielem powołanego w 1996 Towarzystwa Badań nad Wiekiem XVIII. W 1999 otrzymał tytuł naukowy profesora, a w 2001 stanowisko profesora zwyczajnego. Był współzałożycielem i przewodniczącym Konferencji Polonistyk Uniwersyteckich, powołanej w wyniku przekształceń istniejącej od 2001 Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej (przewodniczący zespołu ekspertów od 2003). Należał do Towarzystwa Naukowego im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie (od 2001). W 2005-12 był dziekanem Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. W 2006-10 wchodził w skład Rady Naukowej Instytutu Badań Literackich w Warszawie, a później przewodniczył Radzie Naukowej „Biuletynu Polonistycznego”, reaktywowanego w 2015. W 2007 został kierownikiem Zakładu Literatury Staropolskiej i Oświecenia IFP UAM. Przez kilka lat prowadził zajęcia w Wyższej Szkole Języków Obcych im. S. Lindego w Poznaniu. Był zaangażowany w tworzenie i działalność Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego UAM w Kaliszu, a w 2014 pełnił tamże obowiązki dziekana. Wielokrotnie podróżował do Włoch. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (w 2000) oraz odznaką Zasłużony dla Miasta Kalisza (2011).

W 1971 ożenił się z Wandą Rybińczuk, absolwentką studiów z zakresu administracji na Wydziale Prawa UAM; ojciec Jakuba (1976), Adama (1980) i Anny (1983). Zmarł 15 stycznia 2017 w Poznaniu; pochowany na cmentarzu w podpoznańskim Suchym Lesie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Jan Gorczyczewski – tłumacz, satyryk, krytyk. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1981, 153 s. UAM. Filol. Pol., 20.
Rozprawa doktorska.
2. Starożytność – oświecenie. Podręcznik literatury dla klasy 1 szkoły średniej. [Autorzy:] M. Adamczyk, B. Chrząstowska, J.T. Pokrzywniak. Wwa: WSiP 1987, 511 s. Wyd. 2-14 tamże 1988- [2000].
3. Ignacy Krasicki. Wwa: WSiP 1992, 385 s. Bibl. „Polonistyki”.
Zawiera szkic monograficzny pióra J.T. Pokrzywniaka pt. „Ignacy Krasicki. Życie i dzieło” oraz materiały: wiersze, listy i korespondencję I. Krasickiego oraz fragmenty poświęconych mu utworów i opracowań historycznoliterackich.
4. Komedie Ignacego Krasickiego. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1994, 171 s. Dodruk 1995. Filol. Pol., 55.
Rozprawa habilitacyjna.
5. Ignacy Krasicki. [Materiały pomocnicze dla szkół]. Pozn.: Rebis 1995, 153 s. Czytani Dzisiaj.
6. Ignacy Krasicki. Wśród pisarzy polskiego oświecenia. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2015, 393 s. UAM.
Tu część pierwsza (pt.: Pisarze Polskiego Oświecenia: Po dwustu latach; …i w oczach Adama Mickiewicza) oraz część monograficzna (pt. Ignacy Krasicki).

Artykuły i rozprawy w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Autora francuskiego satyry na krój polski przerobione. (Z dziejów spolszczeń w wieku oświecenia). „Stud. Polonist.” 1975 t. 2 s. 107-124 [dot. tłumaczeń i adaptacji satyr N. Boileau]. – „Podobnie żartował Horacy”. „Teksty” 1976 nr 1 s. 117-124 [o satyrze J. Gorczyczewskiego „Niewygody w Warszawie” – parafrazie utworu N. Boileau „Les embarras de Paris”]. – „Ostrożna muza” satyr oświeceniowych. „Stud. Polonist.” 1977 t. 4 s. 31- 43. – Czy śmiech może być nauką? „Teksty” 1978 nr 6 s. 107-116 [o komediach F. Bohomolca]. – Gryzmolarze przed sądem. „Teksty” 1979 nr 5 s. 189-97 [dot. K. Surowiecki: Python lipsko-warszawski; także o broszurze J. Kapostasa: Scena ostatnia Pythona, czyli odpowiednie pismo na dzieło pod tytułem: Python lipsko-warszawski]. – Cień Zoila nad wiekiem oświeconym. (Wokół „Zakusu nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej [F.K. Dmochowskiego]”). „Ruch Lit.” 1980 nr 3 s. 161-174 [także o stosunku pisarzy oświeceniowych do krytyki lit.]. – Tłumaczenia z literatur obcych w recenzjach prasowych początków XIX wieku. (Na przykładzie „Nowego Pamiętnika Warszawskiego” i „Pamiętnika Warszawskiego”). „Pam. Lit.” 1980 z. 1 s. 49-80. – „Satyra prawdę mówi”, czyli Rzecz o fałszywych przesłankach. „Pam. Lit.” 1984 z. 4 s. 85-128 [obszerniej o satyrze okresu Oświecenia]. – Wstęp. W: I. Krasicki: Satyry i listy. Wyd. 2 zmien. Wr. 1988 s. III-CXX. BN, 169. Wyd. 3 popraw. tamże 1999. – „Szyderstw nie uszła nawet ambona”. Dwie staropolskie zagadki kaznodziejskie. W: Dwór mający w sobie osoby i mózgi rozmaite. Pozn. 1991 s. 51-60. – Profesor Alojzy Sajkowski. „Stud. Polonist.” 1992 t. 18/19 s. 5-14. – Czy prawdziwy geniusz pewny jest nieśmiertelności? O współczesnym czytaniu poezji Krasickiego. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1994 s. 35-44. – Czy Ignacy Krasicki lubił Lidzbark Warmiński? „Komunikaty Mazur.-Warm.” 1996 nr 2 s. 297-304. – Ignacy Krasicki wobec insurekcji. „Wiek Oświecenia” 1996 t. 12 s. 95-106. – Józef Wybicki – Polak z rzymskich senatorów. „Kron. m. Pozn.” 1997 nr 3 s. 21-31. – Sentymentalny patriotyzm Franciszka Karpińskiego. „Pr. Komis. Filol. PTPN” 1997 t. 38 s. 81-93, przedr. w: Nie tylko o Norwidzie. Pozn. 1997. – Franciszek Karpiński – kochanek Justyny. W: Konteksty polonistycznej edukacji. Pozn. 1998 s. 317-328. – Ignacy Krasicki – książę poetów. „Stud. Gnesnensia” 2001 t. 15 s. 281-292. – Michała Dymitra Krajewskiego czytelnik oświecony. „Pr. Komis. Filol. PTPN” 2002 t. 45 s. 33-40. – Franciszek Karpiński – pisarz konsekwentny. „Ann. UMCS. Sectio FF” 2002/2003 vol. 20/21 s. 89-98. – Zlekceważone świadectwo, czyli kilka uwag o genezie i znaczeniu „Monachomachii” Krasickiego. W: Ulotność i trwanie. Pozn. 2003 s. 227-239. – Jan Gorczyczewski – Wielkopolanin mało znany. „Kron. m. Pozn.” 2006 nr 4 s. 167-185. – Rosja Ignacego Krasickiego i Franciszka Karpińskiego. W: Obraz Rosji w literaturze polskiej. Pozn. 2012 s. 75-92. – Między kpiną a powagą. Co Krasicki chciał powiedzieć w Myszeidzie? W: Eklektyzm, synkretyzm, uniwersa. Kr. 2014 s. 97-111. – „Cóż wiersz pomoże do praw układania”, czyli po co nam poezja? „Nauka” 2015 nr 1 s. 71-81. – Krasicki i kobiety. W: Twórczość niepozorna. Szkice o literaturze. Kr. 2015 s. 193-203. – Realistyczna utopia (lub utopijny realizm) w „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach”. „Pr. Polonist.” Ser. 71: 2016 s. 31-47.
Prace redakcyjna i edytorska
1. Spis lektur dla studentów filologii polskiej. [Red. J.T. Pokrzywniak]. Wyd. 2 popraw. i uzup. Pozn. Wydawn. Nauk. UAM 1981, 110 s. UAM. Inst. Filologii Pol.
2. I. Krasicki: Komedie. Oprac. J.T. Pokrzywniak. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2016, XXVII, 640 s. Dzieła zebrane. Ser. 1, Pisma lit., t. 4.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Wanda i Tomasz Pokrzywniakowie: Dlaczego wybraliśmy Strzeszyn? „Kronika m. Poznania” 2013 nr 3.

Ogólne

 	V. SZOSTAK: I właśnie ktoś taki nam teraz odszedł. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 16 dod. „Poznań” [wspomnienie].

Jan Gorczyczewski – tłumacz, satyryk, krytyk

 	J. SNOPEK: Naświetlanie tła. „Tyg. Kult.” 1981 nr 37.
 	M.M. KOZŁOWSKI: Sandauer sprzed dwóch wieków. „Ziemia Kaliska” 1987 nr 37, nawiąz. [T. PNIEWSKI:] Nie tylko „Sandauer”. „Ziemia Kaliska” 1987 nr 40.

Starożytność – oświecenie

 	B. WIERZBICKA: Podręcznik dla ucznia i pomoc dla nauczyciela. „Polonistyka” 1988 nr 6.

Ignacy Krasicki

 	Z. LIBERA. „Wiek Oświecenia” 1995 t. 11.
 	W. RATAJCZAK: Ten nudziarz Krasicki. „Gaz. Wielkop.” 1995 nr 216.

Komedie Ignacego Krasickiego

 	E. FILIPEK: Zapoznany komediopisarz. „Nowe Książ.” 1995 nr 5.
</document>
<document nplp_id="3123" title="Jerzy KOENIG" slug="jerzy-koenig-2">
1931-2008

Imiona metrykalna: Jerzy Ryszard Erwin.

Pseud. i krypt.: J.K; J.Kg.; Jan Jerek; Jerek; jk; jkg; (jkg); (Jkg); kn; (kn); Kn.; Krytyk-Zet; (mp); (rek); – wspólnie z B. Frankowskim: (bfr, jkg); – wspólnie z A. Stawarem: Nemo; – wspólnie z J. Timoszewiczem: Jerzy Koetim; – wspólnie z E. Wysińską: KiW.

Krytyk teatralny, teatrolog, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 listopada 1931 w Łodzi; syn Erwina Koeniga, prawnika, i Anny z domu Bujanowskiej, urzędniczki. Po rozwodzie rodziców w 1939 był wychowywany przez matkę. Uczęszczał do Gimnazjum im. S. Żeromskiego w Łodzi. W 1949 został członkiem ZMP. Po zdaniu w 1951 matury studiował filologię rosyjską na Uniwersytecie Łódzkim. W 1954 przeniósł się do Warszawy i kontynuował studia na Uniwersytecie Warszawskim; magisterium uzyskał w 1955. Równocześnie w 1954-56 pracował jako korektor w Państwowych Zakładach Wydawnictw Szkolnych. Debiutował recenzją teatralną z dwu wystawień sztuki E. Mac Colla Zatrzymać pociąg (też pt. Podróżni) w Łodzi i Warszawie,zamieszczoną w 1955 w tygodniku „Teatr” (nr 7), w którym drukował okresowo i w późniejszych latach (1956-57, 1966-71, 1986). Był członkiem prowadzonego przez Edwarda Csató Koła Młodych Krytyków Teatralnych przy SPATiFie. W 1956-66 pracował w redakcji miesięcznika teatralnego „Dialog” kolejno jako młodszy, a potem starszy redaktor i kierownik działu; ogłaszał tu recenzje i artykuły poświęcone teatrowi. Zajmował się także przekładami z języka rosyjskiego, głównie dramaturgii współczesnej, ale także tekstów o teatrze. W 1958-75 nieregularnie publikował w „Pamiętniku Teatralnym”. W 1961-62 był kierownikiem literackim Teatru Narodowego w Warszawie. W 1966 przeszedł do redakcji „Współczesności”, w której kierował działem teatru i filmu oraz publikował recenzje teatralne (1965-68). Równocześnie był członkiem zespołu redakcyjnego „Miesięcznika Literackiego”, gdzie drukował do 1970. Od 1965 należał do ZLP. W 1967 został kandydatem na członka, a z początkiem 1968 członkiem PZPR. Po śmierci E. Csató w 1968 objął stanowisko redaktora naczelnego dwutygodnika „Teatr”, które zajmował do 1972. Krytykę teatralną uprawiał nadto na łamach m.in. „Nowej Kultury” (1961-62), „Przeglądu Kulturalnego” (1960-63), „Kultury” (tu w 1965 wspólnie z Elżbietą Wysińską pod krypt. KiW Kronika teatralna), „Expressu Wieczornego” (1969-70). W 1968-69 był redaktorem „Almanachu Sceny Polskiej” i kwartalnika „Teatr Lalek”. Współpracował też z Polskim Radiem i z Telewizją Polską, w której był przez wiele lat konsultantem do spraw teatru. W 1966 rozpoczął pracę w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) w Warszawie, gdzie wykładał historię teatru i dramatu; w 1972 otrzymał stanowisko docenta kontraktowego tej uczelni i prodziekana Wydziału Aktorskiego, był też prorektorem PWST (1975-81) i prodziekanem Wydziału Reżyserii (1981-82); w 1975 współorganizował Wydział Wiedzy o Teatrze, którego był dziekanem (do 1981, 1987-90 i 1993-96) oraz prodziekanem (1996-99). W 1972 ponownie dołączył do redakcji „Dialogu”, obejmując funkcję zastępcy redaktora naczelnego (w 1989 był krótki czas redaktorem naczelnym); publikował tu m.in. stały felieton Sprawy bieżące (1990-91). Podjął też w 1972 obowiązki kierownika literackiego Teatru Dramatycznego w Warszawie, które wykonywał do 1981. Otrzymał m.in. Nagrodę Krytyki Teatralnej SDP (1975), Nagrodę Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR) za przekłady z literatury rosyjskiej (1976), nagrodę tygodnika „Przyjaźń” za osiągnięcia w prezentacji dramaturgii radzieckiej na scenach polskich (1976) i za przekłady z literatury rosyjskiej i radzieckiej (1986), nagrodę im. W. Wasilewskiej, przyznawaną przez TPPR (1988) i Nagrodę Przewodniczącego Komitetu do spraw Radia i Telewizji (1988). Był dyrektorem artystycznym Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii Rosyjskiej i Radzieckiej (1981) i członkiem rad programowych wielu innych festiwali teatralnych, m.in. Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu, Klasyki Polskiej w Opolu, Warszawskich Spotkań Teatralnych. W 1983-85 i 1987-94 był dyrektorem naczelnym Redakcji Teatru i Programów Literackich Telewizji Polskiej, a po likwidacji tego stanowiska został redaktorem do spraw programu Teatru Telewizji w Agencji Produkcji Teatralnej i Filmowej (do 1998). Występował również na antenie, wygłaszając wprowadzenia do premier Teatru Telewizji; w 1993 otrzymał za całokształt działalności nagrodę dla osobowości telewizyjnej, Superwiktora. Pełnił też różne funkcje w teatrach pozawarszawskich: był konsultantem literackim w Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach (1982-85), kierownikiem literackim w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (1985-86) i w Starym Teatrze w Krakowie (1998), którego następnie do 2002 był dyrektorem artystycznym. W 1992-99 przewodniczył jury Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Kontakt” w Toruniu. W 1993 otrzymał na PWST (od 1996 Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza) stanowisko profesora nadzwyczajnego; po przejściu na emeryturę w 2002, pracował jeszcze na tej uczelni do 2007. Recenzje teatralne publikował w tym okresie w „Obserwatorze Codziennym” (1992), „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Teatrze” (2000, 2006-07), „Foyer” (w 2004-05 stały cykl felietonów Palarnia) i „Dzienniku Polska Europa Świat” (2006-07), także w „Polityce”. Był członkiem m.in. Rady Teatru Ministerstwa Kultury i Sztuki (1990-92), kapituły Nagrody Prezydenta RP za Twórczość dla Dzieci i Młodzieży „Sztuka Młodym” (2002-05), Rady Artystycznej Związku Pracodawców Unia Polskich Teatrów (od 2006). W 2006 otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia twórcze i dydaktyczne. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim (1986) i Krzyżem Oficerskim (2003) Orderu Odrodzenia Polski.

W 1954 ożenił się z Joanną Mosińską, reżyserką telewizyjną (rozwód 1968); w 1972 zawarł związek małżeński z Anną Rachel, scenografką. Miał dwu synów: z pierwszego małżeństwa Piotra (ur. 1958), informatyka, z drugiego – Krzysztofa (ur. 1975). Zmarł 11 lipca 2008 w Warszawie; pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

W października 2008 Wydział Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie ustanowił Nagrodę im. J. Koeniga, przyznawaną absolwentom uczelni za szczególne osiągnięcia w ciągu trzech lat od ukończenia studiów.



TWÓRCZOŚĆ
1. Pięćdziesiąt lat teatru ZSRR (1917-1967); „Taganka”. Kronika. „Pam. Teatr.” 1967 nr 3/4 s. 301-364; 434-446.
Tu także na s. 365-416 zdjęcia w wyborze J. Koeniga – Zob. też Prace redakcyjne poz. 2.
2. Rekolekcje teatralne. Wwa: KAW 1979, 236 s. Współcz. Krytyka Pol.
Teksty drukowane w prasie w 1960-1977. – Zawartość: Co to jest? [wstęp]. – I: Sprawa pierwsza: dramat; Temat drugi: krytyka teatralna; Teatr jest sztuką; Prowincja?; Repertuar; Młodzi, zdolni [reżyserzy]; Teatr z kalendarza [dot. praktyki planowania przedstawień]. – II: Polityka – dokument - teatr; Bardzo modne „Wyzwolenie” [S. Wyspiańskiego w T. Nar. w Wwie]; „Woyzek” Swinarskiego [dot. inscenizacji sztuki G. Büchnera w Starym T. w Kr.]; Krakowski Witkacy [dot. inscenizacji: „Bezimienne dzieło” w T. im. J. Słowackiego, „Oni” i „Nowe Wyzwolenie” w Starym T.]; Teatr Przybyszewskiej; Kto to jest Erwin Axer; „Bo ja wiem…” Jana Kosińskiego. – III: Teatropisanie [uwagi nt. teatrologii, krytyki i recenzji teatr.]; Wróżyć – ale z czego? [dot. perspektyw teatru na 1971-1975]; Pomagać? [dot. dramaturgii współczesnej]; Zwyciężyliśmy [dot. sezonu teatralnego 1971/1972]; Z czym są kłopoty? [dot. możliwości debiutu dramaturgicznego]; Sprawa otwarta [dot. trzydziestolecia teatru pol., powst. 1973]; Inscenizacja i inscenizatorzy; Dwa i pół sezonu we „Współczesności” [dot. działu krytyki teatralnej w 1966-1968]. – IV. Regulamin krytyki teatralnej (projekt) [powst. 1960].
3. Kto ma mieć pomysły? Szkice i felietony teatralne z lat 1978–2008. Wybór i oprac.: P. Płoski. Kr.; Wwa: Inst. Książki w Kr. Dział Wydawn. 2014, 376 s. Teatr. Krytycy.
Teksty drukowane w prasie i w książkach w 1978-2008. - Zawartość: I. Szkice, artykuły, wspomnienia: Czy pamiętamy o nim [dot. E. Csató]; „Mały” Raszewski [dot.: Z. Raszewski: Krótka historia teatru polskiego]; Nie tylko recenzje [dot.: E. Csató: Interpretacje]; Nie tylko o krytyce [dot. sytuacji krytyki teatralnej]; Zajmować się teatrem można bardzo różnie [dot. wiedzy o teatrze]; Piscator po raz drugi; Konkurs [dot. konkursu na słuchowisko radiowe]; To nie takie proste; Notatki prelegenta; Spowiedź z własnych grzechów; Kim jest dziś Leon Schiller dla polskiego teatru; W gwarze więziennej [dot.: J. Krasiński: Czapa]; Teatr TV nie jest wyspą samotną; Mój teatr warszawski; Nie tylko role [wspomnienie o J. Świderskim]; Wieczory Adolfa Rudnickiego [dot.: A. Rudnicki: Wieczór jest sercem dnia]; Wiedza o teatrze; Kim był [K.] Puzyna?; Quodlibet [Z.] Raszewskiego [dot.: Trudny rebus]; Ważna partia szachów [dot.: Z. Hübner: Polityka i teatr]; [J.] Jarocki nie cierpi chyba jednego; Z Łodzi w świat [dot. J Kosińskiego]; Nie tylko historia [dot. jubileuszu „Pamiętnika Teatralnego”]; Zamiast teatru; Bez paniki; Rekolekcje teatralne: wiosna; Aktor Tadeusz Łomnicki (1927–1992); Prosto z Berliner Ensemble [wspomnienie o K. Swinarskim]; Pozdrowienia z przeszłości [dot.: Sto przedstawień w opisach polskich autorów. Oprac.: Z. Raszewski]; I krytyk teatralny także [dot. krytyki teatralnej T. Słobodzianka]; Są przedstawienia – i jest teatr [dot. V Festiwalu Unii Teatrów Europy]; Lubiliśmy sobie porozmawiać. Wspomnienie o Andrzeju Wanacie; Najtrudniej jest mówić o kimś, kogo się znało [wspomnienie o Z. Hübnerze]; Siła tajemna [dot. stulecia prapremiery „Wesela” S. Wyspiańskiego]; Różne odcienie szarości; Nasz [K.] Dejmek; Coś nam nie bardzo wychodzi; W oczekiwaniu na proroka; Dwa teatry [dot. dziejów teatru studenckiego]; Kilka uwag o nieistniejącym, a wciąż możliwym [dot. teatru TV dla dzieci i młodzieży]; Osobność [dot. E. Axera]; Gorący kartofel. Refleksje po VI Festiwalu „Dwa Teatry”; Bez [T.] Łomnickiego; Wiele lat temu zgrzeszyłem pychą; [J.] Jarocki: widzialna ręka reżysera. – II. Felietony: [L.] Jouvet i pan Robineau [dot.: J. Giraudoux: Improwizacja paryska]; Teatr i pieniądze; Sprawy bieżące. I-VII; Kto ma mieć pomysły?; Ćwierć wieku [dot. Wydziału Wiedzy o Teatrze PWST w W-wie]; Zmierzch inteligencji? [wspomnienie o W. Terleckim]; Jak najdalej od podejrzanych estetów i szarpidrutów; Osobisty rachunek sumienia z [K.] Dejmkiem w tle; Kto nie lubi Petera Steina; Nie zadawaj głupich pytań; Ja też mam swoją notatkę; Śni mi się sąd ostateczny; Jak pisać dramaty; Gdzie jesteśmy, co nas czeka?; Więcej pytań niż odpowiedzi; Czytam. Nie wychodzę z domu [dot.: Z. Raszewski: Raptularz]; Czterdzieści cztery lata z Jerzym Grzegorzewskim; Od pomysłu do pomysłu; Stare i nowe; Mijają lata, mijają artyści; Redaktor, który odmienił nam teatr [dot. A. Tarna]. – [Posł.:] J. Majcherek: Czy będziemy o nim pamiętać?
Przekłady
1. W. Majakowski: Jak się macie i inne scenariusze filmowe. Przekł.: …, J. Brzęczkowski. Wstępny szkic pt. Majakowski w filmie radzieckim napisał K.T. Toeplitz. Wwa: WAiF 1960, 265 s.
2. E. Stawskij: Przyciąganie ziemskie. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Obidniak. Kalisz, T. im. W. Bogusławskiego 1964.
3. P. Hacks: Historia o starym wdowcu z roku 1637. [Utwór dramatyczny]. Tłum.: …, K. Puzyna. „Dialog” 1965 nr 8 s. 35-42. Wyst.: radiowe: Adapt. i reż.: T. Szczepański. Radio 1969; teatr.: Reż.: A. Przybylski. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 1972; tv: Reż.: I. Cywińska. TVP 1976.
4. M. Szatrow: Szósty lipca. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: tv: Reż.: J. Krasowski. TVP 1965; teatr.: Reż.: J. Krasowski. Wr., T. Pol. 1967; radiowe: Adapt.: K. Białek. Reż.: E. Płaczek. Radio 1969.
5. I. Dworiecki: Człowiek znikąd. (Kronika współczesna w 2 częściach). [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1972 nr 11 s. 21-60. Wyst.: Reż.: J. Kozowski. Olsztyn-Elbląg, T. im. S. Jaracza 1973.
6. A. Gelman: Protokół pewnego zebrania partyjnego. (Sztuka w 2 aktach z prologiem). „Dialog” 1976 nr 4 s. 41-70. Wyst.: teatr.: Reż.: T. Łomnicki. Wwa, T. na Woli 1976; radiowe: Adapt.: W. Billip. Reż.: Z. Nardelli. Radio 1976.
Wyst. też pt.: Premia; Szansa.
7. A. Gelman: Sprzężenie zwrotne. (Sztuka w 2 aktach). „Dialog” 1978 nr 10 s. 40-77. Wyst.: Reż.: A. Rozhin. Wwa, T. na Woli 1980.
8. A. Gelman: My, niżej podpisani. (Sztuka w 2 aktach). „Dialog” 1979 nr 10 s. 58-90. Wyst. teatr.: Reż.: A. Ziębiński. Wwa, T. Popularny 1980; tv: Reż.: M. Kopiński. TVP 1988.
Wyst. też pt. Bilet w jedną stronę.
9. E. Bragiński, E. Rjazanow: Garaże. Scenariusz filmowy. „Dialog” 1980 nr 10 s. 57-85.
10. W. Brumel, J. Szpitalnyj: Doktor Nazarow. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: J. Bratkowski. TVP 1980.
11. A. Gelman: Sami ze wszystkimi. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1984 nr 10 s. 38-64. Wyst.: Reż.: A. Rozhin. Szczec., T. Współcz. 1985.
Wyst. też pt. Węzeł.
12. A. Gelman: Ławeczka. (Podział na akty wedle uznania reżysera). „Dialog” 1986 nr 4 s. 69-93. Wyst.: teatr. i tv: Reż.: M. Wojtyszko. Wwa, T. Powsz. 1986; TVP 1988.
Wyd. jako dokument elektroniczny wyst. w TVP: Wwa: Telewizja Pol. 2008, 1 dysk optyczny (DVD). Złota Setka Teatru Telewizji.
13. A. Gelman: Stuknięta. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Grigorjan. Bydg., T. Pol. 1987.
Wyst. też pt. Zinula.
14. G. Mamlin: Dzwony. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: S. Nosowicz. Kr., Stary T. 1987; tv: Reż.: B. Sałacka. TVP 1989.
15. W. Meyerhold: Przed rewolucją. (1905-1917). Wstęp i wybór … Przekł.: A. Drawicz i … Noty: A. Fewralski. Wwa: WAiF 1988, 313 s. Teorie Współcz. Teatru.
16. U. Widmer: Top dogs. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1998 nr 8 s. 57-86. Wyst.: tv: Reż.: F. Zylber. TVP 1999; teatr.: Reż.: B. Wyszomirski. Gdańsk, T. Wybrzeże 2000.
Prace redakcyjne
1. Anty-Dialog. Ukazuje się raz w roku, w kwietniu, jako bezpłatny dodatek do „Dialogu”. Red. odpowiedzialny … [1959] nr 1, 16 s.
2. Pięćdziesiąt lat teatru ZSRR (1917-1967). Red.: B. Korzeniewski, Z. Raszewski, […] „Pam. Teatr.” 1967 nr 3/4, 520 s.
Numer monograficzny współredagowany wg inf. J. Timoszewicza przez J. Koeniga – Zob. też twórczość poz. 2.
3. J. Wachtangow: Poszukiwania. Wybór i przekł.: H. Bieniewski. Wstęp: H. Bieniewski i E. Csató. Noty: J. Koenig. Wwa: WAiF 1967, 151 s. Teorie Współcz. Teatru.
4. Teatry studenckie w Polsce. Red.: J. Koenig. Wwa: WAiF 1968, 293 s.
5. Almanach sceny polskiej 1967/68. Pod red. J. Koeniga. Wwa: WAiF 1969, 268 s.
6. Antologia dramatu. Wybór i posł.: J. Koenig. T. 1-2. Wwa: PIW 1976, 473 + 404 s. Bibl. Lit. XXX-lecia.
7. A.J. Tairow: Notatki reżysera i proklamacje artysty. Przeł. J. Ludawska. Wstęp i noty: J. Koenig. Wwa: WAiF 1979, 199 s. Teorie Współcz. Teatru.
8. Spotkania z Meyerholdem Wybór wspomnień. Przeł. E. P. Melach. Kom. red. M. A. Walentij [i in.]. Wybór i kalendarium: J. Koenig. Warszawa: PIW 1981, 354 s.

Zob. też Przekłady poz. 15.




OPRACOWANIA (wybór)

 	Informacje J. Timoszewicza i P. Płoskiego w 2013.
 	Wywiady: O teatrze, widzach i recenzjach – mówi Jerzy Koenig „Expr. Wiecz.” 1969 nr 54; Aktor w labiryncie konwencji. Rozmowa z Jerzym Koenigiem. W: J. Niesiobędzki: Rozmowy istotne. Gdańsk 1983; Krytyka teatralna: bilard czy strzelnica? Rozm. B. Winnicka. „Życie Lit.” 1983 nr 17; Rozm. M. Stankiewiczówna. „Sztand. Młod.” 1983 nr 149; Wielokąt bermudzki. Rozm. z Jerzym Koenigiem, dyrektorem Teatru Telewizji, M. Jarocka. „Argumenty” 1983 nr 19; Rozm. M. Huniewicz. „Sztand. Młod.” 1987 nr 215; Teatr dla obojętnych? Rozm. z Jerzym Koenigiem, redaktorem naczelnym Teatru Telewizji. „Życie Warsz.” 1990 nr 215; Nie ja robię Teatr Telewizji. Z Jerzym Koenigiem rozm. W. Majcherek. „Teatr” 1992 nr 11; Łatwego sposobu na odnowę nie widzę. Rozm. z Jerzym Koenigiem, krytykiem teatralnym, szefem Teatru Telewizji, J.R. Kowalczyk. „Rzeczpospolita” 1996 nr 6; Rozstanie z Kobrą. Rozm. z Jerzym Koenigiem, szefem Teatru TV, J. Wakar. „Życie Warsz.” 1997 nr 27; Dobrze, że to nie paszcza lwicy – mówi Jerzy Koenig, nowy dyrektor artystyczny Starego Teatru. „Gaz. Krak.” 1998 nr 305; Próbowałem zrozumieć teatr. Rozm. E. Likowska. „Przegląd” 2001 nr 50; ; Okularnik w teatrze. Rozm. J. Godlewska. „Not. Teatr.” 2009 nr 52/53.

&amp;nbsp;
Ogólne

 	W. MAJCHEREK: Jerzy Koenig. (1931-2008). Notatki do epitafium. „Zesz. Lit.” 2008 nr 4.
 	W. MAJCHEREK: Kim był Jerzy Koenig?; K. KUTZ: Pan Jerzy od Teatru Telewizji. „Teatr” 2008 nr 11.
 	W. MAJCHEREK: Teatrowi poświęcił życie. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 164 dod. „Stołeczna”.
 	L. ŚLIWONIK: …miejsce spotkania. Jerzy Koenig. 1931-2008. „Scena” 2008 nr 2.
 	J. WAKAR: Chcieliśmy być tacy jak Jerzy Koenig. „Dziennik” 2008 nr 163.
 	J. SIERADZKI: Jerzy Koenig; D. ŻMIJ-ZIELIŃSKA: Z młodości „Dialogu”; P. MITZNER: K. – dziekan Jurek; T. NYCZEK: Panichida dla Jurka. „Dialog” 2009 nr 2.
 	K. KRAWCZYK: Jerzy Koenig. Legenda Teatru Telewizji. Powst. 2011 [on-line] [dostęp 9 stycznia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.mapakultury.pl/art,pl,mapa-kultury,95650.html

&amp;nbsp;
Rekolekcje teatralne

 	P.J. DOMAŃSKI: Eseistyka potrzebna. „Nowe Książ.” 1979 nr 19.
 	M. FIK. „Twórczość” 1979 nr 12.
 	K. MĘTRAK. „Expr. Wiecz.” 1979 nr 44 dod. „Kulisy”.
 	Z. GREŃ: Autoportret. „Życie Lit.” 1980 nr 2, przedr. w tegoż: Teatr zamknięty. Kr. 1984.

</document>
<document nplp_id="3126" title="Krzysztof MROWCEWICZ" slug="krzysztof-mrowcewicz">ur. 1956

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 12 maja 1956 w Warszawie; syn Włodzimierza Mrowcewicza, urzędnika, i Kazimiery z domu Gros. Od 1971 uczył się w I Liceum Ogólnokształcącym im. B. Limanowskiego w Warszawie, w 1975 zdał maturę, po czym rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1979 uzyskał magisterium z wyróżnieniem na podstawie pracy Istnieć wobec Boga. Próba syntezy i analizy „Rytmów” Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, napisanej pod kierunkiem prof. Janusza Pelca. W tymże roku rozpoczął Stacjonarne Studia Doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN, jednocześnie współpracując z Pracownią Literatury Renesansu i Baroku, w której został zatrudniony w 1983 na stanowisku asystenta. Debiutował w 1979 artykułem Kochanowski o filozofii, opublikowanym wksiążce zbiorowej Poeta z Czarnolasu. W 1984 uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy Antynomie wolności w poezji polskiej schyłku XVI wieku. (Jan Kochanowski i Mikołaj Sęp Szarzyński) (promotor prof. J. Pelc) i otrzymał stanowisko adiunkta. W 1984-87 i ponownie w 1993-96 współpracował z Wyższą Szkołą Rolniczo-Pedagogiczną w Siedlcach, gdzie prowadził wykłady z literatury staropolskiej. Od 1990 wykładał literaturę powszechną na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie, nadto w 1991-2004 na Wydziale Polonistyki UW, a w 2001-03 w Instytucie Kultury Polskiej UW. Studia i artykuły zamieszczał w tym czasie w „Pamiętniku Literackim” (1985, 1990, 1992), „Ricerche Slavistische” (Rzym, 1990), „Baroku” (1995, 1999-2000, 2005), „Roczniku Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza” (2003), „Notatkach Płockich” (2004). Publikował też recenzje literackie w pismach „Tygodnik Polski” (1987-89) i „Ogród” (1991). W 1991 został członkiem Rady Naukowej IBL PAN. W 1992-2006 pełnił funkcję dyrektora do spraw ogólnych w IBL PAN. W 2000 razem z Adamem Karpińskim zainicjował powołanie w IBL PAN serii wydawniczych Studia Staropolskie. Seria Nova oraz Biblioteka Pisarzy Staropolskich i wszedł do ich komitetów redakcyjnych. W 2002 był współzałożycielem Wyższej Warszawskiej Szkoły Humanistycznej (od 2009 Wyższa Warszawska Szkoła Humanistyczna im. B. Prusa), której został prorektorem, a w 2007 rektorem). W 2005 habilitował się w IBL PAN na podstawie rozprawy Trivium poetów polskich epoki baroku: klasycyzm – manieryzm – barok; w 2006 otrzymał stanowisko docenta. W tymże roku został opiekunem (tutorem) studentów Kolegium Międzywydziałowych Studiów Humanistycznych (MISH) oraz Stowarzyszenia Naukowego Collegium Invisibile w Warszawie, został też redaktorem naczelnym Słownika polszczyzny XVI wieku. W 2010 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego w Instytucie Badań Literackich PAN. Jest członkiem Zespołu Europeistyki Literackiej (od 2006), prezesem Fundacji „Akademia Humanistyczna” (od 2014).

W 1981 ożenił się z Ewą Puchalską, z małżeństwa tego ma córki: Joannę (ur. 1984) i Emilię (ur. 1985). Mieszka w Kaniach Helenowskich pod Warszawą.



TWÓRCZOŚĆ
1. Czemu wolność mamy? Antynomie wolności w poezji Jana Kochanowskiego i Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. Wr.: Ossol. 1987, 294 s. Stud. Staropol., 53.
Rozprawa doktorska.
2. Starożytność – Oświecenie. Podręcznik dla szkół ponadpodstawowych. Wwa: Stentor 1996, 366 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 1996, wyd. 3 1997, wyd. 4 1998, wyd. 5 1999, wyd. 6 1999, wyd. 7 2000.
3. Starożytność – Oświecenie. Zeszyt ćwiczeń. Wwa: Stentor 1996, 80 s. Wyd. nast.: wyd. 2 1998, wyd. 2 dodruk. 1999, wyd. 3 2000.
4. Starożytność – Oświecenie. Książka dla nauczyciela. Wwa: Stentor 1998, 123 s., Program „Stentor”.
5. Świat Biblii i kultura antyku. Materiały z dziejów sztuki – dla liceów. [Materiały pomocnicze dla szkół ponadgimnazjalnych]. Wwa: Stentor 1998, 55 s., 40 k. tablic. Wyd. nast. tamże 2005.
Tu komentarze K. Mrowcewicza do reprodukcji dzieł sztuki.
6. Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 1: język polski. [Podręcznik; współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 1999, 304 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2000, wyd. 3 2004, wyd. 4 2005, wyd. 5 2006, wyd. 6 2007, wyd. 7 2008.
7. Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 2: język polski. [Podręcznik; współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 2000, 288 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2001, wyd. 3 2003, wyd. 2 [właśc. 4] 2004, wyd. 3 [właśc. 5] 2005, wyd. 4 [właśc. 6] 2006, wyd. 5 2006, wyd. 6 [właśc. 7] 2007, wyd. 8 2008.
8. Kultura baroku i klasycyzmu. Materiały z dziejów sztuki – dla liceów. Wwa: Stentor 2000, 45 s.
9. Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 3: język polski. [Podręcznik; współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 2001, 219 s. Wyd. nast. tamże m.in. wyd. 3 2004, wyd. 4 2005, wyd. 5 2006, wyd. 6 2007, wyd. 7 2008.
10. Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 1: język polski. Przewodnik dla nauczycieli. [Współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor 1999, 103 s.
11. Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 3: język polski. [Współaut.:] A. Kowalczykowa. Wwa: Stentor [2001], 67 s., wyd. nast. tamże [2005].
12. Małe folio. Historia jednego wiersza. Wwa: Pro Cultura Litteraria; IBL PAN 2001, 192 s.
Dot. wiersza D. Naborowskiego Na oczy królewny angielskiej. – Nagroda „Literatury na Świecie” im. Andrzeja Siemka oraz nominacja do Nagrody Literackiej „Gdynia” w 2012.
13. Przeszłość to dziś. Książka dla nauczyciela. Klasa I. Wwa: Stentor 2002, 174 s.
14. Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura. I klasa liceum i technikum. [Podręcznik dla szkół ponadgimnazjalnych]. Cz. 1-2. Wwa: Stentor 2002, 174 + 240 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2003, wyd. 3 2004, 2005; wyd. 6 2008, wyd. 7 zmien. i popraw. 2009, wyd. 10 zmien. i popraw. 2011, 2012, 2013.
15. Trivium poetów polskich epoki baroku. Klasycyzm, manieryzm, barok. Studia nad poezją XVII stulecia. Wwa: Pro Cultura Litteraria; IBL PAN 2005, 264 s. Studia Staropol. Series Nova, t. 10 (66).
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Cz. I. Wprowadzenie: Czas kryzysu; Odwrót klasycyzmu?; Manieryzm; Barok triumfujący; Regiony wielkiej iluzji – literatura i sztuka XVII wieku wobec nowego obrazu świata. – Cz. II. Prądy, nurty, motywy: A: Poezja metafizyczna. 1. Combinations of Confused Magnificence; 2. Non coerceri malimo, contineri tamen a minimo, divinum est…; 3. Wysoki umysł w dolnych rzeczach zawikłany. – B: Canocchiale Sarmatio czyli staropolska konstelacja Marina; 1. Gwiezdny zwiastun; 2. Satelici. – C: Atalanta i Narcyz. Udręka ruchu i pragnienie trwania; Fenomenologia ruchu; 2. Atalanta; 3. Narcyz i złote jabłka. – Cz. III. Manieryzm: A: Palimpsesty Sępowe: 1. Poeta ekwiwokacji; 2. Dwuznaczności biografii; 3. Niepokoje epoki; 4. Palimpsesty stylu; 5. Poeta z głową ptaka. ¬– B: Szarzyński – poeta pokorny. – C: Niebo Sępa. – D: Szarzyński ocenzurowany? – E: Przyjmi z łaską co ci chudy sługa dawa. Poeta, serwitor, sługa czy klient? 1. Stulecie rękopisów; 2. Tajemnica życiorysu Daniela Naborowskiego; 3. Daniel Naborowski jako radziwiłłowski sługa; 4. Daniel Naborowski jako klient magnacki. – F: Poeta z cyrklem; 1. Cyrkiel Galileusza; 2. Koło w pośrzodki koła; 3. Trzy zegary; 4. Wszystko i nic. – G: Skamieniała langusta i suszony kameleon – w manierystycznej kunsztkamerze panegiryku [D. Naborowskiego], – H: Kultura literacka wileńskiego kręgu Daniela Naborowskiego: I. Pod słońcem szaleńców czyli zagadki Kanikuły. – Cz. IV. Klasycyzm: A. Szymon Szymonowic czyli dekadencja klasycyzmu. – B: Klasycyzm końca XVII stulecia. Schyłek czy nowy początek? – Cz. V. Barok: A. Na przełomie: Kaspra Twardowskiego lektura Gofreda; B. Metamorfozy bytu w poezji Zbigniewa Morsztyna: 1. Sen stulecia; 2. „I tyć spisz nieobudzony?”; 3. Proch, popiół, glina i gwiazdy; C: Dziwny świat; D: Poetyckie medytacje polskiego arianina.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Kochanowski o filozofii. W: Poeta z Czarnolasu. Radom 1983 s. 37-50. – Proteusz i cztery żywioły. Wątki platońskie i hermetyczne we fraszce „Do gór i lasów” [J. Kochanowskiego]. W: Przełom wieków XVI i XVIII w literaturze i kulturze polskiej. Wr. 1984 s. 171-181. – Z dziejów ironii retorycznej – „Satyr” Jana Kochanowskiego. W: Retoryka a literatura. Wwa 1984 s. 87-106. – Prerafaelici i Marcel Proust. „Twórczość” 1987 nr 8 s. 63-75. – Drukarz w wirydarzu, czyli co pisali autorzy staropolskich rękopisów o swoich wierszach. W: Staropolska kultura rękopisu. Wwa 1990 s. 7-26. – „Naboroviana”. Nowe materiały do twórczości Daniela Naborowskiego. „Ricerche Slavistische”, Rzym 1990 t. 36 s. 195-216. – Średniowieczny obraz świata w „Rytmach” Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego. „Ricerche Slavistische”, Rzym 1991 t. 37 s. 249-264 [dot.: „Rytmy, albo wiersze polskie”]. – „Miłości Bożej rozmyślanie”. O „Emblematach” Zbigniewa Morsztyna. W: Literatura i kultura polska po „potopie”. Wwa 1992 s. 153-164. – Potop, trzęsienie ziemi, powietrzna zaraza, wojna, głód. W: Wysoki umysł w dolnych rzeczach zawikłany. Wwa 1993 s. 7-43. – „Canocchiale sarmatio” czyli staropolska konstelacja Marina. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1994 s. 19-33. – Polska poezja medytacyjna XVI stulecia. W: Religijne tradycje literatury polskiej. T. 4. Lubl. 1994, s. 333-364. – Daniela Naborowskiego wiersz o „Tryumfie moskiewskim”. „Barok” 1995 nr 2 s. 205-208. – Dwie Jerozolimy. Kacpra Twardowskiego lektura „Goffreda”. „Barok” 1995 nr 2 s. 99-108. – „Konterfekt pysznego świata”, czyli metamorfozy Zbigniewa Morsztyna. „Barok” 1995 nr 1 s. 85-100. – Nicolaus Semp platonicus. W: Wybór materiałów do ćwiczeń z literatury staropolskiej. Cz. 3. Białystok 1995 s. 221-233. – Żółw, orzeł i łysa kalwińska głowa. W wileńskim kręgu poezji Daniela Naborowskiego. „Teksty Drugie” 1997 nr 4 s. 17-27. – Rainer Maria Rilke: O urastanie czyste… W: Zaczynając od Baudelaire’a. Interpretacje. Wwa 1999. – Kanikuła szaleńców. W: Czytanie Jana Andrzeja Morsztyna. Wr. 2000 s. 87-96. – Klasycyzm w literaturze polskiej pod koniec XVII stulecia. „Bajki” Krzysztofa Niemirycza. „Barok” 2000 nr 2 s. 87-94. – Europeans and Sarmatians. Polish Baroque. W: Ten centuries of Polish literature. [Przeł.] D. Sax. Wwa 2004 s. 67-93. – Sęp palimpsestowy. Kilka uwag o stylu Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. „Teksty Drugie” 2004 nr 3 s. 24-31. – Z Mazowsza na Parnas, czyli perypetie dworskiego poety. „Notatki Płockie” 2004 nr 3 s. 14-19. – Europäer und Sarmaten. [Przeł.] B. Sekulski. W: Zehn Jahrhunderte polnischer Literatur. Wwa 2007 s. 75-104. – Na oczy kochanki, na oczy królewny – kilka uwag o mistrzowskiej wariacji poetyckiej. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 517-523 [dot.: D. Naborowski: Na oczy królowej angielskiej]. – Skarga na Skargę. Z okazji okrągłego jubileuszu. „Nauka” 2012 nr 4 s. 37-51. – Dyskretny urok szkła, czyli martwa natura z kieliszkiem. „Teksty Drugie” 2014 nr 2 s. 203-217. – Czarna Muza z Czarnolasu. „Nauka” 2015 nr 1 s. 53-70. – Lekcja anatomii doktora Benjamina. „Lit. na Świecie” 2015 nr 1/2 s. 317-331 [dot. W. Benjamin: Źródło dramatu żałobnego w Niemczech]. – Zoologia i anatomia fantastyczna oraz uciążliwe owady. „Twórczość” 2015 nr 12 s. 50-59 [dot. twórczości M. Sępa-Szarzyńskiego]. – Lodoiska. W: Dzieła dramatyczne Wojciecha Bogusławskiego. Wwa 2016 s. 265-279. ‒ Cervantes i Szekspir. Poeci z wysp śpiewających. „Nauka” 2017 nr 1 s. 103-111.
Prace redakcyjne
1. G. Marino: Adon. Przeł. Anonim. Z rękopisów wyd. L. Marinelli, … T. 1-2. Roma: Tor Vergata – La Fenice; Wwa: Wydawn. IBL PAN 1993, 484 + 257 s.
T. 2 zawiera Komentarze.
2. Wysoki umysł w dolnych rzeczach zawikłany. Antologia polskiej poezji metafizycznej epoki baroku. Od Mikołaja Sępa Szarzyńskiego do Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Oprac. i wstępem poprzedził K. Mrowcewicz. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1993, 280 s. Wyd. 2 zmien. i popraw. tamże 2010.
3. K. Twardowski: Pochodnia miłości Bożej z piącią strzał ognistych. Wyd. K. Mrowcewicz. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Pro Cultura Litteraria 1995, 92 s., Bibl. Pisarzy Staropol., 2.
4. S. Grabowiecki: Rymy duchowne. Wyd. K. Mrowcewicz. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Pro Cultura Litteraria 1996, 245 s. Bibl. Pisarzy Staropol., 5.
5. A.T. Lacki: Pobożne pragnienia. Wyd. K. Mrowcewicz. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Pro Cultura Litteraria 1997, 230 s. Bibl. Pisarzy Staropol., 9.
6. Barok w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. Drogi przemian i osmozy kultur. Materiały konferencji naukowej „Barok w krajach Europy Środkowej i Wschodniej” (Warszawa, 23-25 marca 1999 r.). Pod red. J. Pelca, K. Mrowcewicza, M. Prejsa. Wwa: [UW] Wydział Polonistyki. Inst. Literatury Pol. 2000, 416 s.
7. M. Sęp Szarzyński: Poezje zebrane. Wyd.: R. Grześkowiak, A. Karpiński przy współpr. K. Mrowcewicza. Wwa: Wydawn. IBL; Pro Cultura Litteraria 2001, 252 s., Bibl. Pisarzy Staropol., 23.
8. Corona scientiarum. Studia z historii literatury i kultury nowożytnej ofiarowane Profesorowi Januszowi Pelcowi. Praca zbiorowa pod red. nauk. J.A. Chróścickiego. Red. tomu: J. Gałażewski, M. Prejs, K. Mrowcewicz. Wwa: Neriton 2004, 459 s.
9. Przeszłość to dziś. Średniowiecze i renesans. Materiały multimedialne dla I klasy liceum i technikum. Cz. 1. [Dokument elektroniczny]. [Oprac. K. Mrowcewicz przy współpracy A. Grudzińskiej, J. Inglota. Red.: A. Krzyżanowska, Sz. Sztyk]. Wwa: Stentor 2006, 1 dysk optyczny CD-ROM.
10. Wiedza w świecie teatru. Publikacja jubileuszowa przygotowana na 40‒lecie Wydziału Wiedzy o Teatrze. Kom. red.: A. Kruczyński, K. Mrowcewicz, L. Śliwonik. Wwa: Akad. Teatr. im. A. Zelwerowicza 2015, 367 s.



OPRACOWANIA (wybór)
Czemu wolność mamy?

 	G. BROGI BERCOFF. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1989 t. 32/35.
 	W. KOT. „Pam. Lit.” 1988 z. 4.

&amp;nbsp;
Starożytność – Oświecenie

 	M. DĄBROWSKA: Podręcznik jak „bestseller”. „Polonista i Szkoła” 1996 nr 2.
 	G. LESZCZYŃSKI: Trzy syntezy historycznoliterackie. „Nowe Książ.” 1996 nr 9 [dot. też: A. Kowalczykowa: Romantyzm; J. Bachórz: Pozytywizm].
 	W. RAJCA: Przesłanie studziennych stuleci. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1997 z. 4.
 	J. TARNACKI: Podręcznik edytorsko atrakcyjny. „Polonistyka” 1997 nr 1.

&amp;nbsp;
Kto czyta, nie błądzi – literatura i kultura. Gimnazjum 1: język polski

 	język polski (poz. 6): W. WANTUCH: Kto błądzi? „Polonistyka” 2000 nr 5.

&amp;nbsp;
Małe folio

 	J. MAJCHEREK: Coś kusi niewyraźnym sensem. „Zesz. Lit.” 2012 nr 3.
 	A. PAPIESKA: Dwadzieścia cztery hieroglify świata. „Nowe Książ.” 2012 nr 8.
 	A. BIELIK-ROBSON: Lepsze nic niż coś. „Lit. na Świecie” 2013 nr 3/4.
 	M. JARCZYKOWA: Dokąd może zaprowadzić jeden wiersz barokowego poety? „Śl. St. Polonist.” 2013 nr 2.

&amp;nbsp;
Trivium poetów polskich epoki baroku

 	S. GŁOWACKI. „Pam. Lit.” 2008 z. 3.

&amp;nbsp;
G. Marino: Adon

 	Adon (Prace redakcyjne poz. 1): Wokół Marina i polskiego „Adona”. Spotkanie z Luigi Marinellim i K. Mrowcewiczem. „Ogród” 1994 nr 1 [zapis dyskusji z udziałem 7 badaczy].
 	G. BROGI BERCOFF. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1995 t. 42.
 	A. NOWICKA-JEŻOWA: Nad polskim wydaniem „Adona” Giambattisty Marina. „Barok” 1995 nr 2.
 	J.S. GRUCHAŁA: O wydawcach warszawskich. „Teksty Drugie” 1997 nr 4 [m.in. o wyd. Adona].

&amp;nbsp;
Wysoki umysł w dolnych rzeczach zawikłany

 	A. LITWORNIA. „Pam. Lit.” 1996 z. 1.

&amp;nbsp;
K. Twardowski: Pochodnia miłości Bożej z piącią strzał ognistych

 	Pochodnia miłości Bożej z piącią strzał ognistych (Prace redakcyjne poz. 3): K. PIEŃKOSZ: Miaskowski, Twardowski. Morsztyn. „Sycyna” 1996 nr 21.
 	J.S. GRUCHAŁA: O wydawcach warszawskich. „Teksty „Drugie” 1997 nr 4 [m.in. o wyd. Pochodni miłości bożej…].
 	J. PATKOWSKI. „Odrodzenie i Reformacja w Polsce” 1997 t. 41.
 	B. FRANKOWSKA: „Kabinetu i rękopisu wczasy”. „Nowe Książ.” 1998 nr 7 [dot. też: A.T. Lacki: Pobożne pragnienia].
 	J.K. GOLIŃSKI: „AION – Slavistica” 1999 t. 4.

&amp;nbsp;
A.T. Lacki: Pobożne pragnienia

 	Pobożne pragnienia (Prace redakcyjne poz. 5): B. FRANKOWSKA: „Kabinetu i rękopisu wczasy”. „Nowe Książ.” 1998 nr 7 [dot. też: K. Twardowski: Pochodnia miłości Bożej…].

&amp;nbsp;
Przeszłość to dziś. Średniowiecze i renesans

 	M. KWIATKOWSKA-RATAJCZAK: Dawna kultura i nowe media. „Polonistyka” 2007 nr 6.

</document>
<document nplp_id="3129" title="Ryszard Kazimierz PRZYBYLSKI" slug="ryszard-kazimierz-przybylski">ur. 1949

Pseud.: J. Przybor; Jan Przybor; RKP; rp.

Teoretyk i krytyk literatury oraz sztuki, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 21 stycznia 1949 w Poznaniu; syn Jana Przybylskiego i Kazimiery Walczak. Uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu. W 1967 zdał egzaminy maturalne i podjął studia polonistyczne na poznańskim Uniwersytecie im. A. Mickiewicza (UAM). W 1972 uzyskał na tej uczelni dyplom magistra filologii polskiej i został zatrudniony na stanowisku asystenta, najpierw w Zakładzie Filozofii, a od 1973 w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej (IFP). Debiutował w 1973 recenzją pt. Poznański „Ożenek”, ogłoszoną na łamach tygodnika „Literatura” (nr 4), a poświęconą wystawieniu sztuki M. Gogola w Teatrze Polskim w Poznaniu; w tymże roku opublikował recenzje literackie w dwumiesięczniku „Teksty” oraz w miesięczniku „Nurt” (w którym drukował z przerwami do 1981). Doktoryzował się na UAM w 1981 na podstawie dysertacji pt. Autor i jego sobowtór (promotor prof. Jerzy Ziomek), po czym otrzymał stanowisko adiunkta. Interesował się literaturą współczesną i sztukami plastycznymi, prowadził badania nad pograniczem obu tych rodzajów twórczości artystycznej, m.in. nad komiksem. Artykuły i studia zamieszczał w latach osiemdziesiątych m.in. w miesięcznikach „Twórczość” (1982, 1984-85) oraz „W Drodze” (1983-85, 1989); współpracował (pod pseud. Jan Przybor) z periodykami emigracyjnymi oraz krajowymi pismami pozbawionymi debitu, m.in. z londyńskim „Pulsem” (1984; przedr. w krajowym wyborze w 1987), poznańskim „Czasem Kultury” (1985) i „Veto” (1985), warszawskim „Almanachem Humanistycznym” (1986; podp. krypt.: RKP), wrocławską „Obecnością”; był także autorem haseł w przewodniku encyklopedycznym Literatura polska po 1939 roku (Wwa 1989; podp.: rp). W 1989 został członkiem SPP. W 1991, po przedstawieniu na UAM rozprawy pt. O prozie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Być i pisać, uzyskał stopień doktora habilitowanego i został zatrudniony na stanowisku profesora tej uczelni. W 1992-96 łączył tę pracę z obowiązkami dyrektora poznańskiej Galerii u Jezuitów (mieszczącej się przy ul. Dominikańskiej). Artykuły, teksty krytyczne i eseje publikował m.in. na łamach „Arkusza” (1991-94, 1999), dodatku „Życia Warszawy” – „Ex Libris” (1991-92), „Gazety Malarzy i Poetów” (1994-95). Od 1996 wykładał również w Akademii Sztuk Pięknych (ASP; od 2010 Uniwersytet Artystyczny) w Poznaniu, gdzie zajmował najpierw stanowisko prodziekana Wydziału Edukacji Artystycznej, a w 1998-2002 – dziekana Wydziału Komunikacji Mulimedialnej; w 1999-2001 kierował także Pracownią Kodów i Komunikatów Wizualnych. W 2000 otrzymał tytuł naukowy profesora. W 2001-12 był kierownikiem Pracowni Semiotyki Wizualnej, która wchodziła w skład Katedry Komunikacji Wizualnej ASP (od 2010 Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu), pierwotnie umiejscowionej w strukturach Wydziału Komunikacji Multimedialnej, od 2003 – Wydziału Grafiki i Komunikacji Wizualnej. W 2009 został prezesem Stowarzyszenia powołanego w celu wspierania tej katedry (w zakresie edukacji, inicjatyw artystycznych i wystawienniczych) oraz popularyzowania jej osiągnięć. Równocześnie pracował w IFP UAM, gdzie zainicjował (razem z Anną Legeżyńską) cykl seminariów poświęconych nowoczesności. W 2009-2017 kierował Zakładem Literatury i Kultury Nowoczesnej IFP UAM, a kończąc te działalność pozostał członkiem Zakładu. Wchodził do Kapituły Nagrody Artystycznej powoływanej przez Radę Miasta Poznania (w 1991, 1995, 1999, 2003, 2007).

Ojciec dwóch córek: Noemi (ur. 1976) i Nelli (ur. 1980). Mieszka w Poznaniu.



TWÓRCZOŚĆ

1. Autor i jego sobowtór. Wr.: Ossol. 1987, 206 s. PAN Kom. Nauk o Literaturze Pol. Rozprawy Lit., 51.
Rozprawa doktorska.
Zawiera: Wstęp: Autorska Mediacja albo furtka dla sobowtóra. – Autor wolny albo „622 upadki Bunga” [S.I. Witkiewicza]; Autor zdradzony albo „Ma lat 22” [T. Peipera]; Autor stwarzany albo „Ferdudurke” [W. Gombrowicza]; Autor mistyfikowany albo „Jezioro Bodeńskie” [S. Dygata]; Autor osaczony albo „Książę nocy” [M. Nowakowskiego]; Autor zdegradowany albo „Mała Apokalipsa” [T. Konwickiego]. – Zamiast zakończenia.
2. Być i pisać. O prozie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. [Esej]. Pozn.: a5 1991, 148 s.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Wszystko inne. Szkice o literaturze, sztuce i kulturze współczesnej. Pozn.: Obserwator 1994, 197 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 8.
Zawiera: Od autora. – Destrukcje: Drzewo albo zagubiona księga [dot.: W. Myśliwski: Drzewo]; Listy niespiesznego przechodnia [dot.: J. Stempowski: Listy do Jerzego Giedroycia]; U kresu nocy [dot.: L. Lipski: Śmierć i dziewczyna]; Ciemności [dot. twórczości dramatycznej M. Pankowskiego]. – Afirmacje: Rozmowa o istocie poezji w dobie wielkiego kryzysu [o poetyckim dialogu między R. Krynickim i Z. Herbertem]; Wygnanie i królestwo [dot. poezji A. Międzyrzeckiego]; W Abrakadabrii [dot. poezji J. Ficowskiego]; Milczenie i poezja [dot. poezji A. Kamieńskiej]; „Jak się nazywa - to nienazwane” [dot. poezji księdza J. Twardowskiego]; „Z każdą chwilą wybiera się” [dot. poezji S. Barańczaka]; Poezja jako akceptacja świata [dot. poezji D. Koman]. – Transformacje: Dwadzieścia lat później [literatura na progu lat 70. i współcześnie]; Myśli z okazji pewnej wystawy [dot. wystawy jubileuszowej „Gruppy” w warszawskiej „Zachęcie”]; Wśród pustych znaków [dot. twórczości plastycznej E. Markowskiego i P. Łubowskiego oraz twórczości plastycznej i teatr. J. Szajny]; Pokazać niewidzialne [dot. fotografii artyst. oraz innych sztuk plastycznych]. – Afiliacje: Drogi i bezdroża postmodernizmu. Powieść jako dekonstrukcja. – Modyfikacje: Polska małych ojczyzn [o literaturze emigracyjnej]; Arkadia znad Obry [dot. twórczosci A. Tomaszewskiego]; Między mitem i historią [dot.: Cz. Miłosz: Szukanie ojczyzny].
4. Ścieżka malowania. (O twórczości Andrzeja Macieja Łubowskiego). Pozn.: Galeria Miejska BWA Arsenał 1996, 63 s.
5. O tym jak Leopold Tyrmand wałęsał się w świecie kultury popularnej. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist.” 1998, 180 s. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, 14. Prace Inst. Filologii Pol. UAM.
Zawiera: O tym, jak Leopold Tyrmand przydał znaczenia kulturze popularnej: Kultura popularna i krytyka; Tyrmandowski projekt kultury popularnej. – O tym, jak Leopold Tyrmand tworzył mit miasta: Symboliczne przewartościowania; Mit miasta; Flâneur – współczesny włóczęga. – O tym, jak Leopold Tyrmand walczył z komuną: Dylematy niezależnego pisarza; „Dziennik 1954” jako projekt dzieła; Oni; Tak zwane elity; Sceny w teatrze życia codziennego; Kultura siebie. – O tym, jak Leopold Tyrmand chronił swą indywidualność: Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; Młodość i wojna; Skazani na wybór; Ostatni raz flâneur. – Gdy bunt stał się obowiązkiem. – Aneks: Kultura patchworku [nt. współczesnego modelu kultury].
6. Wydział Grafiki ASP w Poznaniu. 2002-2008. Tekst: R.K. Przybylski. Tłum. [na jęz. ang.]: M. Boruczkowski, A. Łosińska. Pozn.: Akad. Sztuk Pięknych. Wydz. Grafiki 2009, 301, [11] s.
7. All inclusive. Władysław Radziwiłłowicz. Katalog wystawy. Autorzy tekstów: J. Daszkiewicz, I. Kopciewicz, R.K. Przybylski. Oprac.: I. Kopciewicz. Bydg.: Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego 2013, [53] s.
8. Metamorfozy idei. Katalog wystawy. Autorzy tekstów: K. Klich, A. Nowaczyk, R. K. Przybylski. Pozn.: Uniw. Artyst. 2014, 42, [6] s.
9. Michał Kubiak. Portret rzeźbiarski a osobowość. Katalog wystawy. Tekst: M. Kubiak, P. Siemaszko, S. Szwechowicz, R. K. Przybylski. Projekt katalogu: T. Ogrodnik. [B.m.w.] 2016, 42 s.
Dot. wystaw zorganizowanych w 2016 r. przez Biuro Wystaw Artyst. i Usług Plastycznych w Pile oraz przez Galerię Miejską BWA w Bydgoszczy.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Świat komiksu. „Sztuka” 1978 nr 2 s. 19-27. – Słowo i obraz w komiksie. W: Pogranicza i korespondencje sztuk. Wr. 1980 s. 229-243. – Poeta w krajobrazie metafizycznym. (O poezji Bronisława Maja). „W Drodze” 1984 nr 1 s. 88-95. – Przesłanie a literatura. „Czas Kult.”* 1985 nr 1 s. 12-25 [podp.: J. Przybor]. – Literatura emigracyjna a kraj. W: Glosariusz 5. Do współczesności. Wr.* 1989 [podp.: J. Przybor]. – Między rozpaczą i nadzieją. „W Drodze” 1989 nr 5 s. 31-40 [dot. G. Herlinga-Grudzińskiego]. – Wobec mitu i historii. „Teksty Drugie” 1991 nr 1/2 s. 177-184 [dot.: L. Lipski: Piotruś]. – Powieść jako dekonstrukcja. „Pozn. Studia z Filoz. Nauki” 1993 z. 13 s. 293-306. – W stronę mitu. W związku z prozą wspomnieniową Adama Tomaszewskiego. W: Jesteś wszędzie, Itako. Pozn. 1997 s. 11-26. – Prześwit między przedmiotami. W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999 s. 349-357 Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 22 [dot. przedmiotów w literaturze i sztuce]. – [Czytanie Lwowa. Powst. ok. 2004], przekł. niem.: Lemberg lesen. Ein Essay. [Przeł.] U. Heisse. W: Die Ukraine, Polen und Europa. Osnabrück 2004 s. 267-275. – Media i ich wpływ na świadomość literacką po 1989 roku. W: Transformacja w kulturze i literaturze polskiej 1989-2004. Pozn. 2007 s. 145-172. – Fragmenty. O poezji Krystyny Miłobędzkiej z Andrzejem Falkiewiczem w tle. W: Więcej życia niż słów. Pozn. 2011 s. 121-136. – Rosja Wata. W: Obraz Rosji w literaturze polskiej. Pozn. 2012 s. 397-408. – Tekst na ekranie i wynikające stąd konsekwencje. W: Europejski kanon literacki. Dylematy XXI wieku. Wwa 2012 s. 250-260. – O wpływie nowych mediów na stare dyscypliny sztuki. W: Sztuka i technologia w Polsce. Od cyberkomunizmu do kultury makerów. Pozn. 2014 s. 79-89. – [T.] Różewicz o sobie samym jako innym. „Przestrzenie Teorii” 2014 nr 21 s. 77-92. – Do kresu widzialnego. „Porównania” 2015 t. 17 s. 139-150 [o malarstwie współczesnym]. – Small talk. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 26 s. 175-182 [dot. wiersza S. Barańczaka pt. Small talk].
Prace redakcyjne
1. Etos i artyzm. Rzecz o Herlingu-Grudzińskim. Pod red. S. Wysłouch i R.K. Przybylskiego. Pozn.: a5 1991, 256 s.
2. Dali na Zamku. Wystawa prac Salvadora Dali z kolekcji Heinza Essa. [Katalog wystawy z 1999]. Oprac.: M. Pawłowski, R.K. Przybylski. Red.: R.K. Przybylski. Pozn.: Centrum Kultury Zamek 1999, 79 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Coś tam się rozsypało. Rozm. W. Braniecki. „Arkusz” 1995 nr 5; Ochota na kontestację. Rozm. P. Łuszczykiewicz. „Arkusz” 2000 nr 3, przedr. w: P. Łuszczykiewicz: Pociąg do Poznania. Pozn. 2000; Praca i finezja. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas Kult.” 2015 nr 1 [gł. o S. Barańczaku].

Autor i jego sobowtór

 	J. MARGAŃSKI. „Pam. Lit.” 1989 z. 3.
 	J. USZCZYŃSKA. „Ruch. Lit.” 1990 nr 2/3.

Być i pisać

 	M. CIUPEK: O krytyce wyrafinowanej. „Dekada Lit.” 1991 nr 30.
 	B. FARON: Dwie książki o Grudzińskim. „Twórczość” 1992 nr 3 [dot. także red.: Etos i artyzm].
 	W. WANTUCH: Szukając nauczyciela i ucznia. „Polonistyka” 1992 nr 2 [dot. także: W. Bolecki: Ciemny Staw].
 	K. DYBCIAK: Pierwsza monografia twórczości Herlinga-Grudzińskiego. „Rocz. Hum.” 1993 z. 1.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: Być, pisać. „Akcent” 1993 nr 4.

Wszystko inne

 	I. KIEC: Jak popsuć zabawę ludożercom. „Kresy” 1995 nr 3.
 	P. SZEWC: Krytyk wśród znaków kultury. „Nowe Książ.” 1995 nr 3.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Pochwała wielości, czyli… „Wszystko inne” Ryszarda K. Przybylskiego. „Twórczość” 1996 nr 5.
 	J. GAUL: Diagnoza współczesnej kultury. „Prz. Powsz.” 1997 nr 5.

Ścieżka malowania

 	I. KIEC: „Być w pisaniu”. „Twórczość” 1997 nr 1.

O tym jak Leopold Tyrmand wałęsał się w świecie kultury popularnej

 	J. PASTERSKA: Pionier ponadnarodowej pop-kultury. „Fraza” 1999 nr 2/3.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: Flâneur heroiczny. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	W. WIELOPOLSKI: R. K. P. napisał książkę. „Arkusz” 1999 nr 10.
</document>
<document nplp_id="3131" title="Zbigniew PRZYCHODNIAK" slug="zbigniew-przychodniak">ur. 1954

Pseud.: Jan Prot.

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 28 lutego 1954 we wsi Kuślin (Wielkopolska); syn Władysława Przychodniaka, mistrza owczarskiego, i Agnieszki Banaś. Uczęszczał do Technikum Łączności nr 1 im. M. Kopernika w Poznaniu, gdzie w 1974 złożył egzaminy maturalne i otrzymał świadectwo dojrzałości. W tymże roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). Po uzyskaniu w 1978 tytułu magistra filologii polskiej został zatrudniony w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) UAM jako asystent w Zakładzie Literatury Polskiej XIX wieku (od 1996 Zakład Literatury Romantyzmu). Debiutował w 1979 recenzją książki M. Masłowskiego pt. Dzieje bohatera. Teatralne wizje „Dziadów”, „Kordiana” i „Nie-Boskiej komedii” do II wojny światowej, ogłoszoną na łamach „Ruchu Literackiego” (nr 4). W następnych latach rozwijał badania z zakresu historii literatury i dziewiętnastowiecznej krytyki literackiej oraz teatru okresu romantyzmu. Artykuły, recenzje i edycje tekstów źródłowych publikował m.in. w „Pamiętniku Teatralnym” (1980), „Pamiętniku Literackim” (1985–86) i „Studiach Polonistycznych” (1985). W 1987 ogłosił (podp. pseud.: Jan Prot) artykuł w bezdebitowym tomie materiałów dydaktycznych dla szkół średnich pt. Od klasycyzmu. (Glosariusz, 3). Stopień naukowy doktora uzyskał na UAM w 1987, na podstawie rozprawy pt. U progu romantyzmu. Przemiany warszawskiej krytyki teatralnej w latach 1815–1825 (promotor prof. Zofia Trojanowiczowa). Od tegoż roku kontynuował pracę na stanowisku adiunkta. Publikacje naukowe zamieszczał m.in. nadal w „Pamiętniku Literackim” (1993, 1996) oraz w „Polonistyce” (1993, 1996, 1999, 2009). W 2001 przedstawił na UAM rozprawę habilitacyjną pt. Walka o rząd dusz. Studia o literaturze i polityce Wielkiej Emigracji. Już jako profesor UAM współredagował w 2002–09 „Serię Literacką” rocznika „Poznańskie Studia Polonistyczne” (wydawanego w postaci numerów monograficznych z odrębnymi tytułami). Prowadził działalność edytorską, m.in. (razem z J. Brzozowskim), przygotowując edycję krytyczną poezji Juliusza Słowackiego. Uczestniczył również w realizacji projektów z zakresu dokumentacji literackiej (o charakterze bibliograficznym i biograficznym); w 2002–11 był kierownikiem studiów o specjalizacji dokumentalistyczno-bibliotekarskiej, prowadzonej na poznańskiej polonistyce. W 2008 uzyskał tytuł naukowy profesora nauk humanistycznych. W 2011 wszedł w skład Rady Naukowej wydawanego w Toruniu czasopisma „Sztuka Edycji”. W 2015, w ramach grantu badawczego przyznanego w konkursie „Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki” (moduł „Tradycja”), rozpoczął prace nad nowym wydaniem krytycznym Króla-Ducha Juliusza Słowackiego. Za osiągnięcia naukowe otrzymywał indywidualne nagrody Rektora UAM (II stopnia w 1981, 1994, 2002) oraz nagrodę zespołową (III stopnia w 2011).

W 1979 ożenił się z Marią Grześkowiak, nauczycielką języka polskiego. Z tego związku ma dwoje dzieci: Marcina (ur. 1980) i Agnieszkę (ur. 1987). Mieszka w Puszczykowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. U progu romantyzmu. Przemiany warszawskiej krytyki teatralnej w latach 1815–1825. Wr.: Wiedza o Kulturze 1991, 205 s. Źródła do Hist. Pol. Krytyki Teatr., 1.
Rozprawa doktorska.
2. Walka o rząd dusz. Studia o literaturze i polityce Wielkiej Emigracji. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2001, 360 s., 10 s. tabl. UAM. Pr. Wydz. Filol. UAM; Filol. Pol., 67.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: „Munimentum” Wielkiej Emigracji. Uwagi wstępne. – I. Romantyczny agon: Pejzaż z tezą. Paryż i „Paryż” Juliusza Słowackiego; Śpiew Orfeusza. Od „Lambra” do „Kor-diana” – w kręgu tyrteizmu Juliusza Słowackiego; Pielgrzymi w teatrze. O doświadczeniach teatralnych Wielkiej Emigracji; Wiktor Hugo w oczach romantyków polskich; Style roman-tycznych polemik (Słowacki – Mickiewicz – Mochnacki – Ostrowski). – II. „Imaginacja” i „druk”. O pismach Maurycego Mochnackiego: Droga Maurycego Mochnackiego [zmien. wersja wstępu do M. Mochnackiego „Pism krytycznych i politycznych”]; Milczenie krytyka; Mochnacki wciąż pisze; Nieznane teksty Maurycego Mochnackiego w prasie emigracyjnej. – III. Publicysta Adam Mickiewicz: Walka o rząd dusz. O strategii i stylu artykułów politycz-nych Adama Mickiewicza w „Pielgrzymie Polskim”; Odezwa do Galicjan, czyli „ostatnie słowo” redaktora „Pielgrzyma Polskiego”; Między romantyzmem a nowoczesnością. Adam Mickiewicz i „Trybuna Ludów”. – IV. Nieznane publikacje Maurycego Mochnackiego i Ad-ama Mickiewicza: Emigracyjne publikacje Maurycego Mochnackiego; Nieznane teksty Adama Mickiewicza; Pomnik Mochnackiego. – Zakończenie.
Art. (wersje pierwotne) w jęz. franc.: Pielgrzymi w teatrze. O doświadczeniach teatralnych Wielkiej Emigracji. Les expériences théâtrales de l’émigration polonaise en France après l’insurrection de 1830–1831. W: L`Europe et son combat pour la liberté à travers le théâtre et l’opéra. Paris 1996 s. 167–180; Wiktor Hugo w oczach romantyków polskich: Victor Hugo aux yeux des Polonais du XIXe siècle. W: Les grands hommes des autres. Actes du Xe Colloque Poznań–Strasbourg des 4–6 novembre 1998. Pozn. 2000 s. 251–259.
3. Wierzenickie niedyskrecje. Nieznany list Zygmunta Krasińskiego do Augusta Cieszkowskiego. Pozn.: PTPN 2006, 58 s.
4. Poszukiwania, cierpienia i eksplozje. Dwanaście szkiców postromantycznych. Kr.: Universitas 2016, 313 s.
Zawartość: Słowo wstępne: I. Juliusza Słowackiego poszukiwanie formy: Czy Słowacki pisał francuskie wiersze?; Antyerotyki, czyli jak „rozwiązać zadania człowieka”; Dlaczego Sło-wacki przestał chodzić do teatru?; W lirycznych przestrzeniach; Duch, litera i druk. Edytorskie dylematy mistyka; Objaśnianie poezji; Ostatnie zdania i uwagi. – II. Cierpienia, ofiary…: „Barbara Radziwiłłówna” [A. Felińskiego], czyli epifania przemienionego narodu; Podwójna obcość. Z dziejów polskiego stereotypu prześladowczego; Wiosna i jesień poetów: Poznań 1948; „Świński wiek”. Hrabia [Zygmunt] Krasiński i la modernité wieku XIX. – III. …i eksplozje: Wielka eksplozja. Z dziejów pewnej metafory. – Postscriptum.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: W świecie „ułudy romantycznej” Józefa Kotarbińskiego. (Program poezji romantycznej na sce-nie). „Pam. Teatr.” 1980 z. 2 s. 205–226 [obszerniej o książce J. Kotarbiń-skiego: Ze świata ułudy]. – Dwie wiadomości o Antonim Malczewskim w prasie warszawskiej z 1826 i 1827 roku. „Pam. Lit.” 1985 nr 2 s. 257–265. – Nieznane artykuły Maurycego Mochnackiego w „Nowej Polsce” z 1831 roku. „Studia Polonist.” 1985 t. 13 s. 110–144. – Pierwszy artykuł M. Mochnackiego w prasie warszawskiej? „Pam. Lit.” 1985 z. 1 s. 109–119. – Romantycy wobec teatralnej materii. W: Technika w teatrze a sztuka inscenizacji. Pozn. 1988 s. 105–116. – „Dziennik” Piotra Kopczyńskiego, czyli sceny z życia codziennego Wielkiej Emigracji. W: Dwór mający w sobie osoby i mózgi rozmaite. Pozn. 1991 s. 119–128. – Badania nad dramatem polskim okresu 1795–1830. (Dokonania i perspektywy). W: Dramat i teatr postanisławowski. [T.] 1. Wr. 1992 s. 9–24. – Stan badań nad dramatem polskim okresu romantyzmu; „Córka Miecznika” Konstantego Majeranowskiego – zapomniany melodramat według „Marii” A. Malczewskiego. [Współaut.:] K. Trybuś; W kręgu melodramatu. O nowych publikacjach francuskich i jednej polskiej sprzed półwiecza. W: Dramat i teatr romantyczny. [T.] 1. Wr. 1992 s. 9–44; 271–278; 309–320. – O wyprawie Maurycego Mochnackiego w Lubelskie w świetle jego nieznanych listów z grudnia 1830 i stycznia 1831. „Pam. Lit.” 1993 z. 3/4 s. 126–137. – Obrona „Sylfidy”. O zapomnianych recenzjach teatralnych An-toniego Lesznowskiego. W: Zapomniane wielkości romantyzmu. Pozn. 1995 s. 235–248. – Le romantisme français en Pologne. La France dans les écrits de Maurycy Mochnacki. W: Les influences étrangères en Pologne du Moyen-Âge à nos jours. Strasbourg [1996] s. 72–80. – O losach spuścizny rękopiśmiennej po Maurycym Mochnackim w świetle dokumentów Towarzystwa Literackiego w Paryżu z lat 1835–1838. [Współaut.:] K. Trybuś. „Akta Tow. Hist.-Lit. w Paryżu = Actes de la Societé Historique et Litteraire Polonaise” 1996 t. 3 s. 73–97 [z wykazem zbioru rękopisów pt.: Dokumenty rozmaite dotyczące de-pozytu Maurycego Mochnackiego 1835–38]. – O czczości uwag kilka. Prole-gomena do badań nad przeoczonym problemem historii teatru; Jak paziem być? [Współaut.:] E. Nowicka [dot. pazia w historii i literaturze]. W: Igraszki trafu, teatru i tematów. Pozn. 1997 s. 7–16; 45–57. – Alojzy Feliński „Barbara Radziwiłłówna”. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1. Od wieku XVI do Młodej Polski. Gdańsk 2002 s. 119–135. – Intrygujący list Maurycego Moch-nackiego. W: Romantyzm, poezja, historia. Wwa 2002 s. 313–324. – Podwój-na obcość. Początki polskiego stereotypu prześladowczego. W: Ulotność i trwanie. Pozn. 2003 s. 295–310 Bibl. Lit. Pozn. Stud. Polonist., 36; wersja oryg. w jęz. franc.: Le double étranger des romantiques polonais et l’esprit national. W: Amis et ennemis héréditaires. Les stereotypes nationaux. Pozn. 2006 s. 99–108. – Antyerotyki, czyli Juliusza Słowackiego walka z formą człowieka. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2004 t. 11 s. 115–129, przedr. w: Biografie romantycznych poetów. Pozn. 2007 s. 159–171. Pr. Komis. Filol. PTPN, 49. – Juliusz Słowacki i teatralne konwencje. W: Słowacki teatralny. Pozn. 2006 s. 35–54. – Duch, litera i druk. Edytorskie dylematy Juliusza Sło-wackiego. W: Z warsztatu edytora dzieł romantyków. Tor. 2008 s. 21–39. – O tym, jak literatura stała się piękna (i jak piękną być przestała). W: Piękno wieku XIX. Pozn. 2008 s. 9–24. Pr. Komis. Filol. PTPN, 54. – Poznań, rewolucja i romantyzm. „Kron. M. Pozn.” 2008 nr 1 s. 172–197. – „Le théâtre des nations” et l’Esprit de la France, selon Juliusz Słowacki. W: Conscience na-tionale. État et religions. Strasbourg 2008 s. 257– 268. – Czy Słowacki pisał francuskie wiersze? O początkach kariery literackiej poety w Paryżu 1832 roku. „Pam. Lit.” 2009 z. 3 s. 181–199. – Le pacte historique ou le deuxième mensonge romantique. Lelewel – Mickiewicz – Słowacki. W: Littérature et Histoire. Vol. 1. Histoire et fiction. Pozn. 2009 s. 59–68. – Wiosna i jesień poetów. Juliusz Słowacki, Karol Baliński i Ryszard W. Berwiński w Poznaniu w roku 1848–1849. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 357–368. – O czyta-niu i objaśnieniu utworów Słowackiego. „Czasop. Zakładu Nar. Imienia Ossol.” 2010 z. 20/21 s. 47–63. – Comment (re)présenter un échec national? La chute de l’insurrection de novembre 1831 dans le romantisme polonais. W: Fiction et histoire. Strasbourg 2011 s. 169–180. – Jarosław Marek Rymkie-wicz, czyli wielka eksplozja polskiego romantyzmu. W: Siła komentarza. Romantyzmy literaturoznawców. Pozn. 2011 s. 219–233. – Mesijanska fan-tazma – otvoreni i skriveni kod poljske književnosti. W: Njegoševi dani 3. Međunarodni naučni skup, Nikšić, 1–3 septembra 2010. Godine. Nikšić 2011 s. 213–223. – Między pisarską wolnością a edytorską koniecznością. Jak dru-kować brulionowe wiersze Juliusza Słowackiego. W: Poeta przez pryzma przepuszczony. Juliusz Słowacki w 200. rocznicę urodzin. Pozn. 2011 s. 29–64. – Z Collège de France do „La Tribune des Peuples”, czyli co się stało z legendą słowiańską Adama Mickiewicza? W: Prelekcje paryskie Adama Mic-kiewicza wobec tradycji kultury polskiej i europejskiej. Próba nowego spoj-rzenia. Wwa 2011 s. 286–298. – Czy Poznań był romantyczny? W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 161–176. – Grande explosion. L’histoire d’une métaphore. W: Fiction de l’histoire. Formes et imaginaires de la rupture. Pozn. 2012 s. 27–40. – Jak czytać – i drukować – raptularzowe wiersze Sło-wackiego? „Debaty Artes Liberales” 2012 t. 5 s. 35–50. – Liryczne przestrze-nie Juliusza Słowackiego. W: Przygody romantycznego „Ja”. Idee – strategie twórcze – rezonanse. Pozn. 2012 s. 81–98. – (Faire) revivre l’histoire. Le vécu historique dans les memoires des insurgés polonais de 1830–1831. W: Vivre l’histoire. Strasbourg 2013 s. 83–96. – Wstęp w: Słowacki: Wiersze. [Współ-aut.:] J. Brzozowski. Wr. 2013 s. I–CXXXVIII. BN I, 319. – Odnaleziony autograf francuskiego wiersza Juliusza Słowackiego. [Współaut.:] J. Brzozow-ski, E. Fradois, M. Kalinowska. „Pam. Lit.” 2014 z. 2 s. 127–145. – Józefa Korzeniowskiego próby i kolizje romantyczne. Jeszcze raz o tragedii „Mnich”. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2015 t. 27 nr 1 [9] s. 25–46. – Z filozoficznego dziennika Augusta Cieszkowskiego. (Czytane w rękopisie). W: Cieszkowski in memoriam 1814–2014. Pozn. 2015 s. 93–119. – Czego nie napisał Słowacki – sprostowanie filologiczne. „Gaz. Wybor.” 2017 nr (z 27 II) [nawiąz. do eseju W. Osiatyńskiego pt. Gdy demokracja przegrywa z symbo-lami]. – Wiersze z podróży – w odnalezionym raptularzu Juliusza Słowackiego. Rozpoznania wstępne. „Sztuka Edycji” 2017 nr 1 s. 69-84.
Nadto scenariusze filmów dokumentalnych: Romans z ojczyzną. Maurycy Mochnacki 1803–1834. Scenariusz i reż.: J. Kubiak, Z. Przychodniak. TVP (Telewizja Edukacyjna Programu 1) 1997; Modlitwa poety. Scenariusz: J. Kubiak, Z. Przychodniak. Reż.: J. Kubiak. TVP 2005 [o lirykach religijnych A. Mickiewicza]; Napoleon w Poznaniu. Scenariusz: J. Przychodniak. Reż.: J. Kubiak. TVP 2006.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Technika w teatrze a sztuka inscenizacji. Materiały. Ogólnopolska kon-ferencja naukowa w Poznaniu, 30 maja – 1 czerwca 1988. Pod red. Z. Przy-chodniaka i T. Krzeszowiaka. Pozn.: PTPN 1988, 141 s. Politechnika Pozn., UAM, PTPN, Pol. Centrum Międzynar. Organizacji Scenografów, Techników i Architektów Teatru.
2. Zapomniane wielkości romantyzmu. Pokłosie sesji. Pod red. Z. Trojano-wiczowej i Z. Przychodniaka. Pozn.: Wydawn. PTPN 1995, 292 s. PTPN. Wydz. Filol.-Filoz. Pr. Komis. Filol. PTPN, 37.
Materiały z sesji pt. „Na tropach sławy. Rysunki zapomnianych romantyków”, zorganizowa-nej w Pozn. 8–10 XII 1993 przez Zakład Lit. Pol. XIX w. Inst. Filol. Pol. UAM i Komisję Filol. PTPN.
3. M. Mochnacki: Pisma krytyczne i polityczne. Wstęp: Z. Przychodniak. Wybór i oprac.: J. Kubiak, E. Nowicka, Z. Przychodniak. T. 1–2. Kr.: Univer-sitas 1996, 489 + 383 s.
4. Nie tylko o Norwidzie. (Profesor Zofii Trojanowiczowej). [Szkice]. Pod red. J. Czarnomorskiej, Z. Przychodniaka, K. Trybusia. Pozn.: Wydawn. PTPN 1997, 314 s. Pr. Komis. Filol., 38.
5. Księga Mickiewiczowska. Patronowi uczelni w dwusetną rocznicę urodzin 1798–1998. Praca zbiorowa. Pod red. [i ze wstępem] Z. Trojanowiczowej i Z. Przychodniaka. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1998, 534 s., [16] s. tabl. Pr. Wydz. Filol. UAM. Filol. Pol., 61.
Nagroda zespołowa (I stopnia) Rektora UAM w 1998.
6. Słowacki współczesnych i potomnych. W 150. rocznicę śmierci Poety. Pod red. [i ze wstępem] J. Borowczyka i Z. Przychodniaka. Pozn.: Pozn. Studia Polonist. 2000, 261 s. Pr. Inst. Filol. Pol. UAM. Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 26.
7. Od Carrolla do Norwida. [Szkice]. Wybór i oprac.: J. Borowczyk, Z. Przychodniak, P. Śliwiński. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist.” 2003, 196 s. Studenckie Debiuty Nauk., 1.
8. Mickiewicz daleki i bliski. Spotkania wielkopolskie w 150. rocznicę śmierci poety. Pod red. [i ze wstępem] Z. Przychodniaka i M. Piotrowskiej. Pozn.: Sorus 2005, 216 s., [6] k. tabl.
9. J. Słowacki: Wiersze. Oprac.: J. Brzozowski i Z. Przychodniak. Nowe wyd. krytyczne. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2005, XXXI, 925 s. UAM.
Wybrane teksty także w jęz. ang. i franc. – Edycja wyróżniona nagrodą zespołową Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za 2005.
10. Album Norwidowskie. Profesor Zofii Trojanowiczowej na 50-lecie pracy naukowej. Wybór i oprac.: A. Artwińska, Z. Przychodniak. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2007, 120 s. UAM. Pr. Wydz. Filol. UAM. Filol. Pol., 103.
11. J. Maciejewski: Mistyczne symbole i polityczne realia. Studia i głosy. Wstęp i dobór tekstów: J. Fiećko i Z. Przychodniak. Pozn.: Wydawn. PTPN 2007, 186 s. PTPN; UAM. Klasycy Nauki Pozn., 4.
12. Piękno wieku dziewiętnastego. Studia i szkice z historii literatury i estetyki. Red.: E. Nowicka i Z. Przychodniak. Pozn.: Wydawn. PTPN 2008, 455 s. PTPN. Wydz. Filol.-Filoz. Pr. Komis. Filol. PTPN, 54.
Karta tytułowa także w jęz. ang.
13. J. Słowacki: Poematy. Nowe wyd. krytyczne. Oprac.: J. Brzozowski, Z. Przychodniak. T. 1–2. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2009. UAM.
T.1. Poematy z lat 1828–1839, XXXIV, 846 s., [5] s. tabl.
T. 2. Poematy z lat 1842–1849, 754 s.
Nagroda zespołowa I stopnia Rektora UŁ w 2009.
14. Fiction et histoire. [Red.:] Z. Przychodniak, G. Séginger. Strasbourg: Presses Universitaires de Strasbourg 2011, 304 s. Formes et Savoirs.
Materiały z kolokwium zorganizowanego w 2010 w Pozn. przez Inst. Filol. Pol. UAM we współpracy z Université Paris-Est Marne-la-Vallee (w ramach pol.-franc. programu „Polonium”).
15. Fiction de l’histoire. Formes et imaginaires de la rupture. [Red.:] Z. Przychodniak. P. Śniedziewski. Pozn.: [Wydawn. PTPN] Éditions de la Société des Amis des Sciences et des Lettres 2012, 215 s. [PTPN] Société des Amis des Sciences et des Lettres de Poznań. Littérature et Histoire, 2.
Tytuł z dodanej s. tytułowej: Fikcja historii. Formy i wyobrażenia zerwania. – Materiały z kolokwium zorganizowanego w 2010 w Pozn. przez Inst. Filol. Pol. UAM we współpracy z Universite Paris-Est Marne-la-Vallee (w ramach pol.-franc. programu „Polonium”).
16. J.I. Kraszewski: Ideał męża wieku XIX. Wstęp i oprac.: J. Kubiak i Z. Przychodniak. Pozn.: Tow. im. H. Cegielskiego [Przedsiębiorstwo Wielo-branżowe Interfund] 2013, 121 s.
Na okł. podtytuł: Józef Ignacy Kraszewski o Hipolicie Cegielskim. W 200. rocznicę urodzin Hipolita Cegielskiego. – Edycja na podstawie: Hipolit Cegielski. Wspomnienia pośmiertne z notat udzielonych ułożone. [Ogł. w roczniku] „Rachunki z roku 1868”. Pozn. 1869.
17. J. Słowacki: Wiersze. Wstęp i oprac.: J. Brzozowski, Z. Przychodniak. Wr.: Ossol. 2013, CXXXVIII, 626 s. BN I, 319.
18. J. Słowacki: Beniowski. Poemat z roku 1841 i dalsze pieśni. Oprac.: J. Brzozowski i Z. Przychodniak. Nowe wyd. krytyczne. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2014, LVI, 632 s., [8] k. tabl. UAM.
19. Wiersze z biografią. Próby edytorskie z poezji polskiej. Koncepcja i red. nauk. Z. Przychodniak. Pozn.: Pozn. Studia Polonist. 2016, 140 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.

U progu romantyzmu

 	K. GAJDA. „Ruch Lit.” 1993 z. 1/2.

Walka o rząd dusz

 	A. DERLATKA. „Ruch Lit.” 2001 z. 5.
 	A. FABIANOWSKI: Publicystyczne oblicze romantyzmu. „Nowe Książ.” 2001 nr 8.
 	M. KOWALSKI. „Pam. Lit.” 2003 z. 1.
 	E. NOWICKA. „Prz. Hum.” 2003 nr 2.

Zapomniane wielkości romantyzmu

 	J. BOROWCZYK: Noty o książkach. Romantyzm. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1995 z. t. 2 [dot. m.in. t. pod red. Z. Przychodniaka].
 	H. KRUKOWSKA. „Pam. Lit.” 1999 z. 1.

M. Mochnacki: Pisma krytyczne i polityczne

 	Pisma krytyczne i polityczne (Prace redakcyjne i edytorskie poz. 3): J. BOROWCZYK: Noty o książkach. Romantyzm. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1997 t. 4 [dot. m.in. t. w oprac. Z. Przychodniaka].
 	J.M. RYMKIEWICZ: Polska między bytem a zagładą. „Życie” 1997 nr 115.
 	T. WINEK. „Pam. Lit.” 1999 z. 2.
 	Z. WÓJCICKA. „Ruch Lit.” 1997 z. 6.

Nie tylko o Norwidzie

 	J. BOROWCZYK: Noty o książkach. Romantyzm. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1997 t. 4 [dot. m.in. t. pod red. Z. Przychodniaka].
 	M. INGLOT: Rewia romantycznych dylematów. „Stud. Norwidiana” 1999/2000 t. 17/18.

Księga Mickiewiczowska

 	J. BOROWCZYK: Noty o książkach. Romantyzm, Pozytywizm, Młoda Polska. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 1999 t. 6 [dot. m.in. t. pod red. Z. Przychodniaka].
 	M. JANUSZKIEWICZ: Wieszcz wiecznie żywy. „Gaz. Malarzy i Poetów” 1998 nr 5.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: Poeta XX wieku. „Nowe Książ.” 1998 nr 12.
 	A. ZIOŁOWICZ. „Ruch Lit.” 1999 z. 2.

J. Słowacki: Poematy

 	Poematy (Prace redakcyjne i edytorskie poz. 13): M. ŁAWRYNKOWICZ: Nowe wydanie krytyczne „Poematów” Juliusza Słowackiego. „Szt. Edycji” 2011 nr 1.
</document>
<document nplp_id="3133" title="Marek RĘBACZ" slug="marek-rebacz">ur. 1958

Dramatopisarz, scenarzysta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 21 czerwca 1958 w miejscowości Mniszek na Lubelszczyźnie, niedaleko Kraśnika; syn Mariana Rębacza i Zofii z domu Hajduk, nauczycieli; brat Jacka Rębacza, prozaika, autora powieści sensacyjnych. Uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej w Lublinie i tam też w 1977 uzyskał świadectwo maturalne. Dwukrotnie (bez powodzenia) zdawał egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, po czym ukończył dwuletnie Policealne Studium Reklamy Handlowej w Lublinie. W 1980 podjął studia z zakresu wychowania plastycznego na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej (UMCS). W tym też okresie napisał pierwszy utwór dramatyczny pt. Najbliższy samolot do Nowego Jorku (z planowanej w teatrze telewizji inscenizacji zrezygnowano po wprowadzeniu stanu wojennego). W 1981 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował w Los Angeles m.in. jako ogrodnik, stolarz i kierowca limuzyny. W 1983 powrócił do Lublina; do 1986 kontynuował studia na UMCS (nieukończone), a następnie założył i prowadził zakład stolarski (1987–94). W 1997 zamieszkał w podlubelskiej wsi Konopnica. Od połowy lat dziewięćdziesiątych ponownie rozwijał twórczość dramatopisarską. Debiutował jako autor komedii pt. Ciemno, wyemitowanej w Telewizji Polskiej (TVP) 4 maja 1996. W tym samym roku premierowe emisje w teatrze telewizji miały jeszcze trzy jego utwory, a kolejna komedia wystawiona została na profesjonalnej scenie. Z końcem lat dziewięćdziesiątych zaczął łączyć prace literackie z reżyserowaniem i rozpowszechnianiem własnych sztuk. Początkowo współdziałał w tym zakresie z firmą AR Production, zarejestrowaną na nazwisko żony, Anny Rębacz. W 1999 powołał Teatr Niepoprawny, pozbawiony własnej sceny i grający na zaproszenia lokalnych teatrów i instytucji; udzielał się w nim jako autor, reżyser, producent, scenograf (nierzadko również wykonawca dekoracji), a sporadycznie także aktor drugiego planu. Pisał również scenariusze filmowe oparte na własnych dramatach; w odniesieniu do niektórych tytułów był nadto reżyserem, scenografem oraz dźwiękowcem i montażystą. W 2005 ogłosił powstanie Polskiej Sceny Komediowej, która miała na celu promowanie współczesnej sztuki komediowej, nastawionej na masowego odbiorcę; w zakres podejmowanych działań włączył m.in. organizację konkursów i warsztatów teatralnych dla początkujących twórców. W 2007 wyjechał do Szkocji, i mieszkając w Edynburgu, nadal prowadził prace literackie. W 2010 w charakterze koordynatora Polskiej Sceny Komediowej związany był z warszawskim Teatrem Praga. W 2011 przeniósł się do Przemyśla, gdzie przebywał do 2013, a do 2014 realizował projekty artystyczne w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki (PCNiK) „Zamek”; był m.in. opiekunem artystycznym grupy teatralnej GUMAA (Grupa Utalentowanych Młodych Aktorów Amatorów), która w 2012 przyjęła nazwę Sceny Komediowej PCKiN „Zamek”. Od ok. 2015 rozpowszechniał swój dorobek komediopisarski za pośrednictwem Comedy Scene z siedzibą w Edynburgu; działalność związaną z wystawianiem przedstawień artystycznych prowadził również jako właściciel firmy zarejestrowanej w 2014 w Konopnicy.

W 1981 ożenił się z Anną Kostrzewską, nauczycielką; z tego związku ma dwoje dzieci: Piotra (ur. 1988) i Katarzynę (ur. 1992). Mieszka w Edynburgu i w Konopnicy.



TWÓRCZOŚĆ

1. Najbliższy samolot do Nowego Jorku. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 1980. Por. poz. 6.
Wg inf. autora (Niepoprawny. Wywiad. Rozm. J. Świąder. „Dz. Wschodni” 2000 nr 198) realizacja sztuki w Studiu Faktów i Sensacji T. Telewizji przerwana w 1981. Masz. w posiadaniu autora.
2. Ciemno. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: tv: Reż.: J. Majewski. TVP 1996; teatr.: Reż.: M. Rębacz. Pol. Scena Komediowa, [koprodukcja] Często-chowa, T. im. A. Mickiewicza 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Telewizja Pol. 2009, 1 dysk optyczny (DVD).
3. Egzekutor. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: Z. Sztejman. Lubl., T. im. J. Osterwy 1996.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienia impresaryjne:] Wwa, T. Ko-media 1999, Szczec., T. Pol. 2000, Tor., T. im. W. Horzycy 2000, Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 2005; Reż.: M. Kocot. Gdańsk, T. Wybrzeże, Sopot, T. Kameralny 2001.
4. Miki. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: J. Majewski. TVP 1996.
5. Pajęczyna. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: W. Nowak. TVP Polonia 1996.
6. Żegnaj kochanie. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: W. Wójcik. TVP 1996.
Wg inf. autora (Niepoprawny. Wywiad. Rozm. J. Świąder. „Dz. Wschodni” 2000 nr 198) sztuka stanowi nowe ujęcie tematu niezrealizowanej komedii: Najbliższy samolot do Nowego Jorku, zob. poz. 1.
7. Dwie morgi utrapienia. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Kobu-szewski. Wwa, T. Kwadrat 1997. Por. poz. 10.
Wyst. nast.: Reż.: J. Kobuszewski. [Przedstawienia impresaryjne:] Londyn 1998, Lubl., Chat-ka Żaka 1998, Tor., T. im. W. Horzycy 1998; Reż.: J. Kobuszewski, M. Perepeczko. Często-chowa, T. im. A. Mickiewicza 2003; Reż. M. Perepeczko. Płock, T. Dram. im. J. Szaniaw-skiego 2003, Czes. Cieszyn, Scena Pol. 2005; Reż.: M. Rębacz. Edynburg, Comedy Scene [przedstawienia impresaryjne na terenie Polski] 2015.
Przekł. słoweń.: Dva ara skrbi ali Kdo je ubil Heleno Pizdronovo? Przeł.: I. Lampret. Reż.: S.Verč. Ljubljana, Šentjakobsko gledališče 2001.
8. Atrakcyjny pozna panią… [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rę-bacz. T. Niepoprawny, [przedstawienie impresaryjne:] Lubl., T. im. J. Osterwy 2000. Por. poz. 11.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienia impresaryjne:] Wwa, T. Ży-dowski 2000; Szczec., T. Współcz. 2001; Przemyśl, T. Fredreum 2009.
9. Maciejowe podwórko. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienie impresaryjne] Wwa, T. Kwadrat 2002.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienie impresaryjne:] Wr., CS „Im-part” 2003.
10. Zróbmy sobie wnuka. [Scenariusz filmowy]. Reż.: P. Wereśniak. Ekran. 2003.
Na podstawie sztuki: Dwie morgi utrapienia, zob. poz. 7. – Po zmianach wprowadzonych do scenariusza przez reżysera M. Rębacz wycofał swoje nazwisko z produkcji.
11. Atrakcyjny pozna panią… [Scenariusz filmowy]. Reż., scenografia, udźwiękowienie, montaż: M. Rębacz. Ekran. 2004.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Propaganda [2006], 1 dysk optyczny (DVD). Propaganda Kina Niezależnego.
Na podstawie sztuki pod tym samym tytułem, zob. poz. 8. – Producent: A. Rębacz, AR Pro-duction. – Nagroda „Brązowy Granat” dla M. Rębacza na Ogólnopol. Festiwalu Filmów Ko-mediowych w Lubomierzu w 2005.
12. Płeć przeciwna. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienie impresaryjne:] Przemyśl 2005.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. T. Niepoprawny, [przedstawienia impresaryjne:] Lubl. 2005, Konin 2005, Wwa 2005.
13. Kochanie, posadź Jumbo Jetta. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 2006.
14. Wieruszka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż. i scenografia: M. Rębacz. Polska Scena Komediowa, [przedstawienie impresaryjne] 2006.
Na afiszu teatr. obok tytułu dopisek: „Dwie morgi utrapienia” cd.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. Wwa, T. Capitol 2008 [pierwsza z cyklu premier w T. Capitol tłumaczonych na żywo na jęz. migowy].
15. Diabli mnie biorą. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż. i muz.: M. Rę-bacz. Łódź, T. Nowy im. K. Dejmka, [koprodukcja:] Pol. Scena Komediowa 2010.
Wyst. nast.: Reż. i muz.: M. Rębacz. [Przestawienie impresaryjne:] Wwa, T. Praga 2010.
16. Ale Killer… [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. T. Fine-stra. [Przedstawienie impresaryjne:] Wwa, T. Palladium 2011.
17. Dobrze zaplanowany zbieg okoliczności. [Utwór dramatyczny]. Pra-prem.: Reż. i scenografia: M. Rębacz. Wwa, T. Praga, [koprodukcja:] Pol. Scena Komediowa 2011.
18. Jak Kudłatek święta zmieniał. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Pra-prem.: Reż: M. Rębacz. Przemyśl, Scena Komediowa Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2012.
19. Podkarpacka masakra piłą mechaniczną. [Utwór dramatyczny dla mło-dzieży]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. Przemyśl, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2012.
Spektakl w wykonaniu grupy teatralnej Scena Komediowa Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
20. By miłość nie przeszła obok. [Scenariusz filmowy]. Reż.: M. Rębacz. Ekran. 2013.
Produkcja z udziałem aktorów z grupy teatralnej Scena Komediowa Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
21. Jak wyleczyć Smoka. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż: M. Rębacz. Przemyśl, Scena Komediowa Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2013.
22. Murzynek Mambo, czyli początek cywilizacji białego człowieka. [Sztuka dla dzieci]. Praprem.: Reż: M. Rębacz. Przemyśl, Scena Komediowa Prze-myskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2013.
Wyst. w ramach „Poranków teatralnych” na scenie Zamku Kazimierzowskiego.
23. Podobno Marian… [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Rębacz. Łódź, T. Nowy im. K. Dejmka 2014.
24. Najważniejszy dzień życia. [Powieść satyryczna]. Odcinki 1–12. [on-line] [dostęp 9 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://edinburgh.pl/deser/57–marek-rbacz-proza-portfolio http://edinburgh.kylos.pl/deser/57-marek-rbacz-proza-portfolio.
Fragmenty większej całości.
Adaptacje
1. A. Fredro: Śluby panieńskie. Adapt. pt. Prawie śluby panieńskie: M. Rę-bacz. Wyst.: Reż.: M. Rębacz. Przemyśl, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2011.
Spektakl zrealizowany w ramach projektu „Fredro po przemysku”. – W obsadzie młodzież z przemyskich liceów ogólnokształcących.
2. M. Konopnicka: O krasnoludkach i sierotce Marysi. Adapt.: M. Rębacz. Wyst.: Reż.: M. Rębacz. Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2012.
Wystawienie w ramach projektu „Z Melpomeną na Ty, a nawet za Pan Brat”, w wykonaniu młodzieżowej grupy teatralnej GUMAA.
Wyst. nast.: Reż.: M. Rębacz. Mielec, Katolickie Centrum Edukacji Młodzieży 2014.
3. J. i W. Grimm: Jaś i Małgosia. Adapt.: M. Rębacz. Wyst.: Reż: M. Rę-bacz. Przemyśl, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2014.
Premiera w sali widowiskowej Zamku Kazimierzowskiego, w wykonaniu grupy teatralnej Scena Komediowa Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek”.
4. Ch. Perrault: Kot w butach. Adapt.: M. Rębacz. Wyst.: Reż: M. Rębacz. Przemyśl, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki „Zamek” 2014.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Atrakcyjny mężczyzna… Rozm. T. Miłkowski. „Trybuna” 2000 nr 205 [dot. gł. sztuki: Atrakcyjny pozna panią…]; Niepoprawny. Rozm. J. Świąder. „Dz. Wschodni” 2000 nr 198; Szukam autorów komedii. Rozm. J.R. Kowalczyk. „Rzeczpospolita” 2006 nr 162; Rozśmieszać zawodowo. Rozm. T. Miłkowski. „Przegląd” 2010 nr 46.
 	R. PAWŁOWSKI: Marek Rębacz. W: New Polish drama. Warsaw 2008.

Ogólne

 	J. WAKAR: Rębacz i Niemczuk – opisywanie Polski. „Dramaturgia Pol.” 1997 nr 4/5 [dot. tekstów dramatycznych oraz ich realizacji w Teatrze Telewizji].
 	P. GADZINOWSKI: „Żywa trupa”. „Nie” 2006 nr 50.
 	I. SZYMAŃSKA: Ożywić komedię. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 118 dod. „Gaz. Stołeczna” [dot. projektu powołania Pol. Sceny Komediowej].
 	P. SZTARBOWSKI: „Producenci śmiechu”. „Newsweek Polska” 2007 nr 32 [dot. m.in. M. Rębacza].

Ciemno

 	J. WAKAR: Odzyskać zerwaną więź. „Dramaturgia Pol.” 1995 nr 1.

Egzekutor

 	M. HAPONIUK: Hamburger bezpretensjonalny. Teatr. Lekko, łatwo i… dość przyjemnie. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 122 dod. „Gaz. w Lubl.”.
 	M. JANKOWSKA: Dwie komedie. „Na przykład” 1996 nr 39/40 [dot. także: Uciechy staropolskie lepsze i pożyteczniejsze aniżeli z Bacchusem i Wenerą, wyst. w T. im. J. Osterwy].
 	M. JANKOWSKA: Dwie premiery lubelskich twórców. „Akcent” 1996 nr 3 [dot. także libretta W. Próchniewicza: Legenda o czarciej łapie].
 	A.Z. KOWALCZYK: Czas relaksu. „Kur. Lubel.” 2000 nr 7.
 	J. ZALESIŃSKI: Czekając na egzekutora. „Dz. Bałt.” 2001 nr 72.

Dwie morgi utrapienia

 	E. LIKOWSKA: Śmiech do lustra. „Wiad. Kult.” 1997 nr 12/13 [dot. także: M. Bukowski: Ciałopalenie].
 	R. PAWŁOWSKI: Dwa razy Polska. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 41 [dot. także: M. Bukowski: Ciałopalenie].
 	J. WAKAR: Rębacz wskrzesza polską komedię. „Życie Warsz.” 1997 nr 48.
 	K. BZOWSKA: Dwie morgi utrapienia, czyli dwie godziny dobrej zabawy. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1998 nr 23 [dot. wyst. w Londynie].

Atrakcyjny pozna panią…

 	A. MOLIK: Atrakcyjny pozna… „Kur. Lubel.” 2000 nr 207.

Maciejowe podwórko

 	J. WAKAR: Podzieleni Ciemięgą. „Życie” 2002 nr 26 [tu też fragm. wypowiedzi M. Rębacza pt. „Teatr jak sklep”, dot. koncepcji T. Niepoprawnego].

Atrakcyjny pozna panią…

 	P. ŚMIAŁOWSKI. „Kino” 2004 nr 10.

Płeć przeciwna

 	Z. WŁOCZEWSKI. „Tele-Tydz.” 2005 nr 11.

Wieruszka

 	P. SYGNATOWICZ: Warszawa. „Wieruszka” wchodzi na afisz Capitolu. „Polska” 2008 nr 226.
</document>
<document nplp_id="3135" title="Krystyna RODOWSKA" slug="krystyna-rodowska">ur. 1937

Poetka, tłumaczka, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 20 kwietnia 1937 we Lwowie; córka Bronisława Rodowskiego, lekarza, i Klementyny z domu Wanke. Pierwsze lata dzieciństwa spędziła w Mostach Wielkich, miasteczku pod Żółkwią, gdzie jej ojciec pracował w Szkole Policyjnej (pozostała tam także po wybuchu II wojny światowej i zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną). W okresie okupacji niemieckiej, jesienią 1942, w obawie przed nacjonalistami ukraińskimi, jej rodzina przeniosła się do Lwowa. Wiosną 1944 zamieszkała na wsi pod Rzeszowem, a po pół roku w samym Rzeszowie. Tam jesienią rozpoczęła naukę w szkole podstawowej, kontynuowaną w Żeńskim Liceum Ogólnokształcącym oraz w klasie fortepianu miejscowej Szkoły Muzycznej. W 1953 zdała egzamin maturalny, a także zajęła trzecie miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Śpiewaczym. W roku następnym wyjechała do Warszawy, gdzie uczyła się śpiewu w klasie Ady Sari oraz rozwijała umiejętności pianistyczne w Średniej Szkole Muzycznej nr 1. Z powodu choroby gardła, po trzech latach przerwała kształcenie wokalne, zaś naukę gry na fortepianie zakończyła w 1958 dyplomem. W tymże roku podjęła studia w zakresie filologii romańskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Po uzyskaniu magisterium w 1963 wyjechała na kilka miesięcy do Francji. Przez pewien czas pisała reportaże i recenzje w języku hiszpańskim dla redakcji iberoamerykańskiej Polskiego Radia. W 1964-66 była zatrudniona jako tłumaczka w Ambasadzie Meksyku w Warszawie, pogłębiając znajomość języka hiszpańskiego. W 1966 debiutowała wierszami Aby ocalić i Dedykacje, ogłoszonymi na łamach „Kultury” (nr 4); w tymże roku opublikowała w „Kierunkach” (nr 40) pierwszą pracę krytyczną – omówienie prozy Józefy Radzymińskiej. Z tygodnikami tymi współpracowała także w latach następnych (z „Kulturą” do 1980, z „Kierunkami” do 1970), drukując utwory poetyckie, recenzje, a nieco później – przekłady z literatury francuskiej i hiszpańskiej. W 1967-73 była redaktorem działu kultury tygodnika „Forum”. Przekłady z literatury hiszpańskojęzycznej i francuskiej zaczęła publikować w 1969, debiutując tłumaczeniem trzech utworów prekortezjańskich (wówczas anonimowych, obecnie przypisanych królowi-filozofowi Netzahualcoyotlowi): Hymn do Dawcy Życia, Początek i koniec, Zagadka człowieka wobec Boga na łamach pisma „Orientacja” (nr z XI). W 1971 przekładami poezji O. Paza rozpoczęła wieloletnią współpracę z miesięcznikiem „Literatura na Świecie”. Od jesieni 1973 do lata 1974 ogłaszała publicystykę społeczną na łamach poznańskiego tygodnika „Tydzień”. Następnie jako członek Koła Młodych ZLP wyjechała do Meksyku na dziesięciomiesięczne stypendium (przyznane jej przez rząd tego kraju); uczęszczała na seminaria z literatury iberoamerykańskiej. W tym okresie zaczęła pisać wiersze i eseje (także w języku hiszpańskim) oraz przekładać na język hiszpański współczesną poezję polską (wybory wierszy ukazywały się m.in. w meksykańskich pismach literackich: „Revista de Bellas Artes” i „Semanario de Bellas Artes”). W 1975-76 pracowała jako lektorka języka hiszpańskiego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1976 była członkiem ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). Ponownie przebywała na stypendium w Meksyku w 1977-78. Po powrocie do Warszawy weszła w 1979 w skład redakcji „Literatury na Świecie”, w którym to miesięczniku drukowała przekłady i artykuły krytyczne (także po przejściu na wcześniejszą emeryturę w 1994). W latach osiemdziesiątych kontynuowała twórczość poetycką i translatorską. Kilkakrotnie wyjeżdżała na stypendia zagraniczne: do Hiszpanii (1982), Francji (1986), Meksyku i na Kubę (1989). W latach dziewięćdziesiątych podjęła współpracę z Programem II Polskiego Radia. Od 1991 była członkiem SPP (przez cztery kadencje wchodziła w skład komisji kwalifikacyjnej, a w 2005-08 przewodniczyła Komisji Zagranicznej Zarządu Głównego). Po 1989 uczestniczyła w wielu międzynarodowych festiwalach i spotkaniach poetów oraz tłumaczy, m.in. ostatnio w Cordobie (2004), Meksyku (2004, 2005), Paryżu i Bordeaux (2004), Granadzie (Nikaragua, 2006 i 2008) i Hawanie (2007). Przekłady publikowała w tym okresie nadal w „Literaturze na Świecie” i „Twórczości”, a także m.in. w „Arkuszu”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Pograniczach”, „Odrze” oraz „Tyglu Kultury”. W 1991 otrzymała nagrodę redakcji „Literatury na Świecie” za przekłady poezji iberoamerykańskiej, a w 2005 – ZAiKS-u za przekłady z literatury francuskiej i hiszpańskojęzycznej. W 2005-08 ogłaszała wiersze (w przekładzie na hiszpański własnym i Gerardo Beltrána) w dodatku literackim do wydawanego w Buenos Aires pisma „El Clarin”.

Ma syna Kamila Wiesiołowskiego (ur. 1968), grafika. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Gesty na śniegu. [Wiersze]. Wwa: Czyt. 1968, 55 s.
2. Stan posiadania. [Wiersze]. Wwa: Czyt. 1981, 106 s. Ser. Poetycka.
3. Nuta przeciw nucie. Wybór wierszy miłosnych z lat 1968-1992. Grafiki: K. Wiesiołowski. Kr.: Miniatura 1993, 77 s.
4. Szelest, półmrok, sens. [Wiersze]. Przemyśl: Gdzie Indziej Wydawn. T. Nuckowskiego1995, 29 s.
Druk bibliofilski w nakł. 100 egz.
5. Na dole płomień, w górze płomień. [Wiersze]. Wwa: Anta 1996, 158 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury w 1996.
6. Bliżej nagości. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2002, 63 s.
7. Výzva k činu = Appel à l’action = Wezwanie do czynu. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] V. Kovalčik, B. Noël, K. Rodowska. [Wybór i red.:] M. Vallová. Bratislava: Literárné informačné centrum 2006, 41 s.
Tekst w jęz. słowac., franc. i pol.
8. Wiersze przesiane 1968-2011. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2012, 311 s.
Tekst częściowo w jęz. franc. i hiszp.

Wybór wierszy w przekł. franc.: En bas le feu, en haut le feu. [Przeł.] B. Noël. „Aires”, Saint-Etienne 1994 nr 19 [nr monogr. pisma poświęcony twórczości K. Rodowskiej]; Vers le nu. Suivi de Le muet chante. [Przeł.] B. Noël. Paris 2012.

Przekłady tekstów K. Rodowskiej w antologiach zagranicznych: ang.: Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór i oprac.:] K. Kovacik. Buffalo 2015; Wisława Szymborska's poety. Choice of essays. Frankfurt Am Main 2015. – litew.: Poetinis Druskininku ruduo, 2001. [Oprac.:] K. Platelis. Vilnius [2001].
Przekłady
1. Jose Guadalupe Posada (1852-1913) i współczesna sztuka meksykańska. Warszawa, marzec 1966. [Katalog wystawy]. Red.: I. Jakimowicz. Tłum. z hiszp. K. Rodowska i K. Zawanowski. Oprac. graf.: D. Książkiewicz, i J. Kuglin, jr. Przedm.: S. Lorentz. Wwa: Muzeum Nar. 1966, 77 s.
2. J. Revueltas: Zasnąć w ziemi. [Opowiadania]. Wwa: PIW 1970, 170 s. Bibl. „Jednorożca”.
3. W. Wolski: Halka. [Libretto opery]. [Przekł. na jęz. hiszp.:] S. Zembrzuski, K. Rodowska. Varsovia: Ag. Autorska 1971, 30 s.
4. J. H. Anglade: Zawieszenie. [Powieść]. [Wwa:] PIW 1973, 179 s. Klub Interesującej Książ.
5. J. L. Borges: Twórca. [Wiersze]. Przeł.: Z. Chądzyńska, K. Rodowska. (Utwory wybrane). Wwa: Czyt. 1974, 99 s. Wyd. 2 Wwa: Prószyński i S-ka 1998.
6. Poesia polaca contemporánea: Iwaszkiewicz, Przyboś, Rózewicz, Herbert, Szymborska, Grochowiak y Bialoszewski. [Wybór, przekł. i noty:] K. Rodowska. México: Universidad Nacional Autónoma de México, Dirección General de Difusión Cultural Departamento de Humanidades [1975], 47 s. Material de Lectura. Poesia Moderna, 31.
7. La nueva poesia polaca. [Wybór, przekł. i wstęp:] K. Rodowska. Madrid 1980, 32 s.
Suplement do czasop. „Cuadernos Hispanoamericanos”, Madryt 1980 nr 360.
8. J. E. Pacheco: Proza czaszki. [Wiersze]. Wybrała, przeł. i opatrzyła posł. K. Rodowska. Kr., Wr.: WL 1986, 143 s.
9. O. Paz: Wciąż te same widzenia. [Wiersze]. Wybór i przekł. K. Rodowska. Olsztyn, Wwa: Ethos; nakł. Fundacji „Literatura Światowa” 1990, 63 s.
10. A. Cerdá Barberá: Zdrowie na dłoni. Wwa: Rytm 1994, 153 s. Wiek XXI.
Wydawnictwo popularnonaukowe dot. niekonwencjonalnej diagnostyki.
11. J. Genet: Ceremonie żałobne. [Powieść]. Gdańsk: Marabut 1995, 263 s.
Nagroda za przekł. przyznana przez red. „Lit. na Świecie” za 1995.
12. [Dieciséis] 16 poetas polacos. [Red.:] A. Beneyto. [Przeł. z pol.] K. Rodowska. Zaragoza: Libros del Innombrable [1998], 124 s. Biblioteca golpe de dados, t. 3.
13. Pięć współczesnych poetek hiszpańskich = Cinco poetisas españolas contemporáneas. [Przeł.:] J. Bartoszewska, M. Filipowicz-Rudek, K. Rodowska. Wwa: Małe; Inst. Cervantesa 1998, 141 s. Kolekcja Inst. Cervantesa.
14. L. de Camões: Liryki najpiękniejsze. Przeł.: J. Waczków, K. Rodowska. Tor.: Algo 2000, 46 s. Kolekcja Liryki Światowej.
15. E. Salmon: ABC enneagramu: jak rozpoznać siły sterujące naszym zachowaniem. Wwa: bis 2002, 248 s.
Wydawnictwo popularnonaukowe.
16. G. Beltrán: Krótki pejzaż z cieniami = Breve paisaje con sombras. [Wiersze]. [Przeł.:] L. Engelking, A. Kuzborska, B. Pudłówna, K. Rodowska. Wwa: Małe, [2003], 151 s.
Tekst w jęz. pol. i hiszp.
17. E.-E. Schmitt: Ewangelia według Piłata. [Powieść]. Kr.: WL 2003, 237 s. Proza pod Globusem. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 2005, wyd. 3 2006, 2009; wyd. 2 [!] Kr.: Znak, Litera Nowa 2014.
18. J. L. Borges: Spiskowcy. [Wiersze i miniatury literackie]. (Utwory wybrane). Wwa: Prószyński i S-ka [2004], 73 s.
19. Na szali znaków. Czternastu poetów francuskich. [Antologia]. Wybór wierszy, przekł., oprac. krytyczne, wstęp i posł.: K. Rodowska. Wr.: Biuro Lit. 2007, 450 s.
20. J. Egloff: Człowiek, którego brano za kogoś innego. [Powieść]. Kr.: WL 2010, 186 s.
21. Umocz wargi w kamieniu. Przekłady z poetów latynoamerykańskich. [Wybór wierszy, przekł., oprac. i posł.:] K. Rodowska. Wr.: Biuro Lit. 2011, 606 s. Antologie Poetyckie, 7.
22. G. Nistal: Zima en Varsovia. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2013, 49 s.
23. G. Nistal: Wiosna en Varsovia. Przeł.: M. Claver Peter, K. Rodowska. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2014, 75 s.
24. A. de Saint-Exupéry: Mały Książę. Z il. Autora. Przeł. K. Rodowska. Prolog z jęz. hiszp. przeł. D. Kuźniak. Łódź: Galaktyka 2015, 95 s.
25. J.Á. Leyva: Wiersze. W przekł. K. Rodowskiej. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2017, 43 s.
26. G. Mistral: Kopciuszek. [Dla dzieci]. Przekł. K. Rodowska. Il. B. Ojeda. Komentarz krytyczny: M. Peña Muñoz. Wwa: NK 2017, [32] s.
27. G. Mistral: Królewna Śnieżka u krasnoludków. [Dla dzieci]. Przekł. K. Rodowska. Il. C. Ballesteros. Komentarz krytyczny: M. Peña Muñoz. Wwa: NK 2017, [32] s.
28. G. Mistral: Czerwony Kapturek. [Dla dzieci]. Przekł. K. Rodowska. Il. P. Valdivia. Komentarz krytyczny: M. Peña Muñoz. Wwa: NK 2017, [32] s.
29. G. Mistral: Śpiąca Królewna. [Dla dzieci]. Przekł. K. Rodowska. Il. C. Cardemil. Komentarz krytyczny: M. Peña Muñoz. Wwa: NK 2017, [32] s.

Zob. też Twórczość poz. 7.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: „Kwart. Artyst.” 2014 nr 3 [wypow. w ankiecie pt. „Moi mistrzowie”].
 	Wywiady: Rozm. B. Pietkiewicz. „Kult. i Życie” 1981 nr 25; Francuscy poeci wracają do Portu Literackiego. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 7 dod. „Wrocław”.
 	LP XX w. (J. Z. Brudnicki).

Ogólne

 	L. SZARUGA: Język ciała – język nicości. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 3.
 	A. OTKO: Krystyna Rodowska: „Wiersz – moje ja czujne”. „Gaz. Lwow.” 1999 nr 12/13.
 	S. GIBASZEK: Kilka refleksji na temat poezji Krystyny Rodowskiej. „Podgląd” 2016 NR 1.

Gesty na śniegu

 	M. WYKA: W imię znaczeń. „Życie Lit.” 1968 nr 33.
 	L. SOKÓŁ: Optymizm tragiczny. „Poezja” 1969 nr 1.

Stan posiadania

 	W. MYSTKOWSKI: Pyrrusowe zwycięstwo. „Tyg. Kult.” 1981 nr 46.
 	M. BOCIAN: Stan posiadania. „Odra” 1983 nr 2.
 	S. SROKOWSKi: Żywioły i rozbite lustro. „Nurt” 1983 nr 12.

Nuta przeciw nucie

 	A. SZYMAŃSKA: „Drżąc w złudzeniu jedności”. „Nowe Książ.” 1994 nr 11.

Na dole płomień, w górze płomień

 	K. BIEŃKOWSKA: „Nieczytelność – w szyku”. „Nowe Książ.” 1996 nr 9.
 	K. MALISZEWSKI: Miłość i płomień wszystkich rzeczy. „Topos” 1996 nr 4.
 	I. SMOLKA. „Fraza” 1996 nr 14, przedr. w tejże: Dziewięć światów. Wwa 1997.
 	L. ENGELKING: Język ognia. „Tygiel Kult.” 1997 nr 4.

Bliżej nagości

 	P. MICHAŁOWSKI: Szczyt epifanii na dnie ciała i obrazu. „Pogranicza” 2003 nr 1.
 	I. SMOLKA: Odsłona nagości. „Nowe Książ.” 2003 nr 3.
 	A. SZYMAŃSKA: Pseudonimowanie wieczności. „Prz. Powsz.” 2003 nr 7/8.
 	A. NAGÓRSKA: „Ta materia jest z ducha”. „Twórczość” 2004 nr 12.

Wiersze przesiane 1968-2011

 	J. BECZEK: Przesiewanie świata. „Nowe Książ.” 2013 nr 6.
 	L. SZARUGA: Świat poetycki. (LVI). „Zesz. Lit.” 2013 nr 3 [m.in. dot. K. Rodowska].
 	W. KALISZEWSKI: Zdejmowanie słów. „Nowe Książ.” 2013 nr 9.
 	L. ENGELKING: Wiersze zasiane. „Elewator” 2014 nr 1.

Umocz wargi w kamieniu

 	P. KAJEWSKI: Ruch niezastygły w czasie i przestrzeni. „Odra” 2011 nr 7/8.
 	W. KALISZEWSKI: Kontynent poetów. „Wyspa” 2011 nr 3.
 	A. KOMOROWSKI: Lekcje jednej antologii. „Nowe Książ.” 2011 nr 9.
 	Ł. STARCZAK: Dla wszystkich ten sam ogień. „Twórczość” 2011 nr 11.
 	T. SWOBODA: Poezja łacińskich Amerykanów. „Lit. na Świecie” 2011 nr 11/12.
 	A. SZYMAŃSKA: Pradawność współczesności. „Prz. Powsz.” 2011 nr 11.
 	A. NASIŁOWSKA: Zapis i głos. „Pogranicza” 2012 nr 2.
</document>
<document nplp_id="3137" title="Janusz RUDNICKI" slug="janusz-rudnicki">ur. 1956

Pseud.: Marek Szczukocki.

Prozaik, felietonista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 13 listopada 1956 w Kędzierzynie-Koźlu; syn Tadeusza Rudnickiego, kierowcy, i Wiesławy z domu Kilarskiej, księgowej. Uczęszczał do Liceum Ekonomicznego; w 1977 zdał maturę. Następnie do 1979 kontynuował naukę w Studium Kulturalno-Oświatowym w Opolu ze specjalizacją teatralną. Równocześnie od 1977 pracował w Kędzierzynie-Koźlu jako instruktor do spraw kulturalno-oświatowych. Stworzył wówczas działający do 1980 kabaret „Wiertło”. Był zaangażowany w działalność NSZZ „Solidarność”; 13 grudnia 1981 został internowany i do października 1982 przebywał w więzieniu w Opolu, a później w Nysie. W 1983 wyjechał na stałe do Niemiec i zamieszkał w Hamburgu. W 1984-85 pracował jako redaktor w wychodzącym w Berlinie Zachodnim dwutygodniku „Pogląd”. Debiutował w 1985 opowiadaniem pt. Przemarsz sekretarzy prowincjonalnych, opublikowanym na łamach miesięcznika kulturalno-politycznego „Archipelag” (Berlin Zachodni; nr 4), z którym współpracował także w latach następnych. Publikował też w paryskiej „Kulturze” (m.in. w 1986 pod pseud. Marek Szczukocki). W 1988 rozpoczął współpracę z miesięcznikiem „Twórczość”, w którym od 1991 zamieszczał m.in. cykl Listy z Hamburga. Od 1991 studiował slawistykę i germanistykę na Uniwersytecie w Hamburgu; w 1995 otrzymał magisterium z zakresu slawistyki. Następnie do 2005 pracował jako redaktor w Heinrich Bauer Verlag w Hamburgu. Równocześnie kontynuował twórczość literacką. W 2007 został felietonistą magazynu „Machina”. Odbywał podróże między Polską, Niemcami i Czechami.

Z Ewą Rudnicką, nauczycielką, ma dwóch synów, Michała (ur. 1978) i Jana (ur. 1992). Mieszka w Hamburgu i w Pradze.



TWÓRCZOŚĆ

1. Cholerny świat. Listy z Hamburga. [Opowiadania, eseje]. Pierwodr. pt. List z Hamburga (1-15). „Twórczość” 1991 nr 8, 1992 nr 1, 3, 6, 9-11, 1993 nr 1, 5, 8, 10, 11. Wyd. osob. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1994, 247 s. Zob. też poz. 3.
Zawartość: Jadąc do Berlina. Woron, Niemcy; Z teki korespondenta zajebistego; Koniec wakacji; Ten Kafka, ten Kafka; Ja i moje pchły, czyli to co mnie gryzie; Moje przygody z ludźmi, czyli jak statystowałem i recenzowałem; Schulz ’92; Pociąg, ja łebski fryzjer i inni; Dziennik pokładowy mojej skołatanej głowy; Huragan nad Mechnicą; Schulz’92. Postscriptum; Babel i inni.
Adapt. radiowa opowiadania Huragan nad Mechnicą pt. Huragan nad Mechnicą albo koniec PRL-u.: Radio 1994.
2. Można żyć. [Opowiadania]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1992, 250 s.
Nagroda Literacka im. N. Gall za opowiadanie: Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca w 1988, Nagroda im. S. Piętaka w 1992.
Zawartość: Odwiedziny; Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca; Można żyć; Opowiadanie na moją pamiątkę; Skądś mruga; Gieniuś; „Paluszko nie wypuszczaj tramwai!”.
Adapt.: teatr.: opowiadania Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca.. Adapt. i reż.: G. Mrówczyński. Wyst. Gorzów Wielkopolski, T. im. J. Osterwy 1996, - radiowa: opowiadania: Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca pt.: Trzecia w lewo. Radio 1993; opowiadania: Można żyć: Cz. 1-4. Radio 1993.
3. Tam i z powrotem po tęczy. Listy z Hamburga – ciąg dalszy. [Opowiadania, eseje.]. Pierwodr. pt. List z Hamburga (16-22). „Twórczość” 1994 nr 3, 1995 nr 7/8, 1996 nr 3, 6, 9, 1997 nr 3, 6. Wyd. osob. ze wstępem H. Berezy. Wwa: PIW 1997, 323 s. Nowa Proza Pol. Zob. też poz. 1.
Zawartość: H. Bereza: Robota . – Chrobotek reniferowy; Ja i akredytacja; O tym jak czytałem dzienniki Dąbrowskiej i Nałkowskiej; Zatrata albo śmierć komiwojażera; Męka kartoflana; Ja i Aleksander Kwaśniewski na Górze Świętej Anny; Kędzierzyn-Koźle pod wodą, - nadto: Uschi nie żyje [utwór spoza cyklu].
Adapt. radiowa opowiadania Uschi nie żyje pt. Uschi in the sky with diamonds. Radio 1994.
4. Męka kartoflana. Opowiadania. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2000, 323 s. Wyd. 2 zmien. Wwa: W.A.B. 2011, 399 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B., plik w formacie PDF.
Zawartość: Cz. I: [z poz. 1:] Można żyć; Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca; Odwiedziny, - Uschi nie żyje [poz. 3]. – Cz. II: [z poz. 2:] Schulz ’92; Schulz ’92. Postscriptum, – O tym jak czytałem dzienniki Dąbrowskiej i Nałkowskiej [poz. 3]. – Cz. III. Męka kartoflana [poz. 3]. – H. Bereza: Galgenhumor. (Posłowie). – W wyd. 2 dodano: Słowo [wstęp J. Rudnickiego] oraz opowiadanie Uschi, - pominięto: Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca; H. Bereza: Galgenhumor. (Posłowie).
Przekł. niem.: Der Grenzgänger. Przeł.: U. Kiermeier, H. Bereska, D. Daume. Herne 2002.
5. Mój Wehrmacht. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2004, 162 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B., plik w formacie PDF.
Zawartość: I. Czytanie: Siedem kobiet Bertolda Brechta; Hitler całuje rączki, czyli pierwsze damy Trzeciej Rzeszy. - II. Pisanie: Jestem na wczasach; Na dowód, że żyję; Zerwanie ścięgna; Chwile; Listopad na Sternschanze; Czarny tulipan; Rozwiedzione wdowy; Foki i ludzie; Złodziej mandatów; Rumuński kochanek; Okna i drzwi; Pożegnanie z Marią; Mój Wermacht; Na łopatkach (Leżąc).
Przekł. czes.: Mein Kampf a moje jiné boje. [Przeł.:] V. Vytřisalová. Praha 2012.
6. Chodźcie, idziemy. [Powieść]. Wwa: W.A.B 2007, 187 s. Archipelagi.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2008 i nominacja do powołanej przez parlament Unii Europejskiej - Europejskiej Nagrody Lit. (EUPL) w 2009.
Przekł. czes.: Pojd’te, jdeme. [Przeł.:] V. Vytřisalová . Praha 2012.
7. Śmierć czeskiego psa. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B 2009, 208 s. Wyd. 2 zmien. Wwa: W.A.B. -Grupa Wydawn. Foksal 2017, 234 s.
Nominacje w 2010: do finału Nagrody Lit. Nike, do Nagrody Lit. Gdynia, do półfinału Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus, Nagrody im. W. Reymonta.
Zawartość: Teksty pierwsze: Śmierć czeskiego psa; Robaczywy pacierz; W kosmosie; Jadnoaktówka; Na wyciągu; Tu stacja Kędzierzyn-Koźle; Na barykadzie; Zawał mam; Cierpienie głupiego Augusta; Na wzgórzu; Na cmentarzu. – Teksty drugie: Andersen, Andersen; Na ambonie; W Pradze; Osoba pierwszej liczby jak najbardziej pojedynczej; Jeżdżąc; Alma; Księga skarg i zażaleń.
Przekł.: bułg.: Sm''rtta na češkoto kuče .[Przeł.:] P. Spasova, [Sofiâ] 2016, – czes.: Smrt českého psa. [Przeł.:] V. Vytřísalowá, J. Faber. Ostrava 2008.
8. Trzy razy tak! [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. -Grupa Wydawn. Foksal 2013, 205 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Piaseczno: Heracion International Story Box; Wwa: Audioteka [2017]; plik w formacie mp3. Zob. poz. 10.
9. Życiorysta. [Eseje; opowiadania]. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2014, 346 s. Archipelagi. Por. poz. 11.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. -Grupa Wydawn. Foksal 2014, plik w formacie PDF. Zob. poz. 10.
Na s. tyt. logo wydawcy: Wydawn. W.A.B.
Zawiera rozdziały: W stronę biografii; W stronę recenzji; Miejsca.
10. Janusza Rudnickiego tango z książkami. Cz. 1-2. [Eseje literackie] Wyd. jako dokument elektroniczny Piaseczno: Heracion International Story Box; Wwa: Audioteka [2017], plik w formacie mp3.
Zawartość: Zawiera poz. 8, 9, 11.
11. Życiorysta dwa. [Eseje; opowiadania]. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2017, 299 s. Archipelagi. Por. poz. 9.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Grupa Wydawn. Foksal 2017, plik w formacie PDF. Zob. poz. 10.
Zawiera rozdziały: W stronę biografii, W stronę recenzji; W stronę prozy.

Przekłady utworów J. Rudnickiego w antologiach zagranicznych, m.in.: niem.: Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. [Red.] K.D. Sommer. Göttingen 1995; Zwischen den Linien. Eine polnische Anthologie. [Red.] S. Geist. [Posł.:] S. Bereska. Hannover 1996; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. [Red.] A. Markiewicz. München 2000; Napisane w Niemczech. Antologia = Geschrieben In Deutschland. Anthologie. [Wybór i wstęp:] P. Piaszczyński, K.M. Zaluski. Jestetten 2000, – ros.: Inostrannaâ literatura. Istorii prošlogo i Budnego, pol’skaâ literatura segodnâ. [Moskva] 2006.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009.
 	Wywiady: Ser w hamburskim porcie i inne harcerskie tropy. Rozm. D. Nowacki. „Nowy Nurt” 1995 nr 18; „ …jestem głuchy na pozaziemskie tam-tamy”. Rozm. K. Niewrzęda. „Pogranicza” 2002 nr 5; Panna „S” się postarzała. Rozm. W. Potocki. „Nowa Tryb. Opol.” 2005 nr 200; Pisarz krajowy w delegacji. Rozm. M. Robert. „Dziennik” dod. „Kultura” 2009 nr 31; Mój polski słoik na pety. Rozm. I. Klementowska. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 216.
 	Pisanie to dla mnie jak czopki. Rozm.: B. Sadulski. „Odra” 2010 nr 10.
 	Łatwopalny tłum. Rozm. A. Pawlicka. „Newsweek Polska” 2016 nr 23.
 	LP XX w. (D. Nowacki).

Ogólne

 	E. HEN: Obecni są twórczością. „Sł. Pol.” 1989 nr 256.
 	L. BURSKA: Hotel Europa. „Res Publica Nowa” 1996 nr 4 [m.in. dot. J. Rudnickiego].
 	H. BEREZA: Robota. „Twórczość” 1997 nr 6.
 	J. ŁUKOSZ: Janusz Rudnicki. „Sycyna” 1998 nr 6, przedr. pt. Zatrat. W tegoż: Imperia i prowincje. Wr. 2000.
 	A. MIZERKA: „Picaro”, picer Rudnicki. „Twórczość” 2003 nr 7/8.
 	M. JENTYS: Człowiek niepokorny. O Januszu Rudnickim. W tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
 	M. DĄBROWSKI: Wokół stereotypów polskości i niemieckości: Rudnicki i Załuski. „Porównania” 2009 nr 6.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Janusz Rudnicki – „Nieemigrant” wyobraźni: Głos wołającego na emigracji; Poetyka doświadczenia; Sceptyczna narracja o tożsamości zadanej (samemu sobie). W tejże: Współczesny polski pisarz w Niemczech – doświadczenie, tożsamość, narracja. Pozn. 2010.
 	H. GOSK: My i oni, czyli o (nie)możliwości zostania „tubylcem” . Metaliterackie pomysły Janusza Rudnickiego oraz Zbigniewa Kruszyńskiego na opowieść o ostatniej fali polskiej emigracji do Europy Zachodniej. W: Poetyka migracji. Katow. 2013.
 	J. DRZEWUCKI: Udaję że nie udaję. (Trzy razy Janusz Rudnicki). „Wyspa” 2014 nr 1.
 	J. PASTERSKA: Maski i role. O prozie Janusza Rudnickiego. W: Skład osobowy. Katow. 2014.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Jego Wehrmacht, czyli polsko-niemiecka akademia językowa Janusza Rudnickiego w „Książkach. Magazynie do czytania”. „Porównania” 2014 T. 15.
 	B. SOBÓTKA: Obywatel świata i wygnaniec w twórczości Krzysztofa Niewrzędy i Janusza Rudnickiego. W: Konfrontacje kultury współczesnej. Wwa 2015.
 	B. SOBÓTKA: Zamęt kulturowy i egzystencjalny w twórczości Krzysztofa Niewrzędy i Janusza Rudnickiego. W: Interferencje kultury współczesnej. Wwa 2015.

Cholerny świat

 	D. BITNER: Żyć w cholernym świecie. „Nowy Nurt” 1995 nr 9.
 	L. BUGAJSKI: Luzak z Hamburga. „Wiad. Kult.” 1995 nr 20.
 	J. DRZEWUCKI: Janusz Rudnicki w stanie nieważkości. „Twórczość” 1995 nr 6.
 	H. GOSK: Showmaster Janusz. „Nowe Książ.” 1995 nr 6.
 	J. JARZĘBSKI: „Kręcenie kuprem własnego stylu” - i co z tego wynikło. „Życie Warsz.” Dod. „Ex Libris” 1995 nr 71, przedr. w tegoż: Apetyt na przemianę. Kr. 1997.
 	M. JENTYS: Pozorne sacrum, pozorna profanacja. „Sycyna” 1995 nr 8.
 	J. KLEJNOCKI: Skurcze wrażliwości. „Polityka” 1995 nr 8.
 	D. NOWACKI: Nie dopieczony hamburger. „FA-art” 1995 nr 1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Chłopiec, pióra na trapezie. „Kresy” 1995 nr 23.

Można żyć

 	J. DRZEWUCKI: Kostur wygnańca i błazeńska czapka. „Polityka” 1992 nr 48.
 	L. BUGAJSKI: Stłuczone okulary emigranta. „Twórczość” 1993 nr 1.
 	I. JAROSIŃSKA: Gdzie jest ten emigracyjny skowyt? [dot. też M. Gretkowskiej]. „Nowe Książ.” 1993 nr 12.
 	W. ODOJEWSKI: Obym się pomylił. „Kultura”, Paryż 1993 nr 4, polem. J. Rudnicki: Szanowny panie Włodzimierzu. „Kultura” Paryż 1993 nr 6.
 	M. ORSKI: Między autentyzmem a groteską. „Prz. Powsz.” 1993 nr 5, przedr. pt. J.R.: życie groteską w tegoż: A mury runęły. Wr. 1995.
 	M. PRUS: Szarość emigracji. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 40.
 	M. RATAJCZAK: Można żyć, można pisać. „Odra” 1993 nr 3.
 	B. ZADURA: Można czytać. „Regiony” 1993 nr 4, przedr. w tegoż: Szkice, recenzje, felietony. T. 2. Wr. 2007.
 	L. BOROWCZYK: Łazarz w labiryncie cywilizacji. „Czas Kult.” 1994 nr 2.
 	[Rec. adaptacji teatr. opowiadania: Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca:] E. BANIEWICZ: Na styku kultur. „Twórczość” 1996 nr 6; W. NECHAMKIS: Nichtdenken! Parken lernen! „Die Zeit”, Hamburg 1996 nr 20, przekł. pol.: Déjá vu na scenie. Przeł. E. Kuliberda. „Odra” 1996 nr 6.

Tam i z powrotem po tęczy

 	L. BUGAJSKI: Rudnicki wiąże sznurówki. „Twórczość” 1998 nr 3.
 	M. CIEŚLIK: Przez rzekę i z powrotem. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 93.
 	D. NOWACKI: Im gorzej, tym lepiej. „Opcje” 1998 nr 1, przedr. w tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.
 	K. UNIŁOWSKI: Odra-Trans (J.R.). „FA-art” 1998 nr 1/2, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.

Męka kartoflana

 	L. BUGAJSKI: Kostka Rudnickiego. „Twórczość” 2000 nr 11.
 	M. CIEŚLIK: Męka rudnicka. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 213.
 	D. NOWACKI: Zabieg konserwatorski. „Nowe Książ.” 2000 nr 11.
 	E. WNUK: Tragikomista. „Głos Pomor.” 2000 nr 187.
 	J. DRZEWUCKI: Z Hamburga przez Kędzierzyn-Koźle do Hamburga. „Rzeczpospolita” 2001 nr 83.
 	P. KĘPIŃSKI: Żongler z Hamburga. „Życie” 2001 nr 75.
 	M. MIZURO: Sytuacja rudnicka. „Odra” 2001 nr 1.
 	M. PIETRZAK: O pisarzu, który wie jak się nazywa. „Tygiel Kult.” 2001 nr 7/9.
 	M. ORSKI: „Rudnickie” narracje. „Prz. Powsz.” 2011 nr 7/8.
 	E. SZYBOWICZ: Rudnicki pisarz polski. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 25.

Mój Wehrmacht

 	L. BUGAJSKI: Wśród czasopism. „Twórczość” 2003 nr 3 [dot. fragm. druk w „FA-art” 2002 nr 4].
 	J. DRZEWUCKI: Na dnie siebie samego. „Rzeczpospolita” 2004 nr 306.
 	M. CUBER: Romans z Hitlerem. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
 	M. MIZURO: Intensywna niekompatybilność. „Odra” 2005 nr 2.
 	A. MADALIŃSKI: Czytanie jako pisanie. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 5.
 	A. NĘCKA: W miłosnym uścisku śmierci. „Opcje” 2005 nr 1.
 	M. ORSKI: Czytaniopisanie Janusza Rudnickiego. „Prz. Powsz.” 2005 nr 3.
 	M. PIETRZAK: Położenie leżącego. „Twórczość” 2005 nr 5.
 	M. ORSKI: Narrator opowiada książki. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Śmierć czeskiego psa].

Chodźcie, idziemy

 	M. BOCZKOWSKA: Gazowa apokalipsa. „Opcje” 2008 nr 1.
 	M. JENTYS: Człowiek igraszką losu. „Twórczość” 2008 nr 8.
 	T. MIZERKIEWICZ: Cyrk na (zardzewiałych) kółkach. „FA-art” 2008 nr 1.
 	M. RADZIWON: Życie, cyrk objazdowy. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 128.
 	Z. BIDAKOWSKI: Gaz na ulicach. „Rzeczpospolita” 2009 nr 32.
 	J. SUJKA: Obce mniej obce, a swoje wcale nie własne. „Tygiel Kult.” 2012 nr 4/6 [dot. m.in. J. Rudnickiego].
 	A. WIEDEMANN: Matki. W tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.

Śmierć czeskiego psa

 	H. BEREZA: Diabelstwo. „Więź” 2009 nr 11/12.
 	M.M. BESZTERDA: Polonez na polu minowym. „Wyspa” 2009 nr 3.
 	M. DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI: Heimat raz jeszcze. „Śląsk” 2009 nr 12.
 	D. GAJDA: Za czeskim psem na pewno pójdziemy. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.
 	P. KOFTA: Bardzo niewygodny świat. „Dziennik” 2009 nr 154.
 	M. ORSKI: Księga skarg i zażaleń Janusza Rudnickiego. „Prz. Powsz.” 2009 nr 10.
 	A. WIEDEMANN: Wie ein Hund. (List z Gocławia). „Twórczość” 2009 nr 11, przedr. W tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.
 	M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: „Cave canem”. „FA-art” 2009 nr 3.
 	K. IWASIÓW: Post emigracyjna tożsamość. (Na przykładzie zbioru opowiadań J. Rudnickiego: „Śmierć czeskiego psa”). W: Dziedzictwo kulturowe regionu pogranicza. T. 3. Gorzów Wielkopolski 2010.
 	J. KURKIEWICZ: Ja, najwybitniejszy żyjący pisarz polski. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 149.
 	M. MIZURO: Ściana, czyli klasyka. „Odra” 2010 nr 1.
 	M. MOSTEK: Przypadkiem wszyscy jesteśmy wariatami. „Res Publica Nowa” 2010 nr 11/12.
 	M. ORSKI: Narrator opowiada książki. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Mój Wehrmacht].
 	A. WÓDKOWSKA: Czar brzydkich słów. „Czas Kult.” 2011 nr 1.

Trzy razy tak!

 	I. OKULSKA: Herr Rudnik zapładnia teorię. „Twórczość” 2013 nr 8.
 	M. SENDECKI: Trzy razy tak i trochę być może. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 105.
 	J. CZECHOWICZ: Śmiech i łzy, nihil novi… [on-line]. [dostęp 4 grudnia 2016] Dostępny w Internecie: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2013/06/trzy-razy-tak-janusz-rudnicki.html.
 	A. LIPCZAK. [on line] [dostępny 2 grudnia 2016] Dostęp w Internecie: http://culture.pl/pl/dzielo/janusz-rudnicki-trzy-razy-tak.

Życiorysta

 	L. BUGAJSKI: Odnowiony Rudnicki. „Twórczość” 2015 nr 3.
 	M. ORSKI: Opowiada książki. „Elewator” 2015 nr 1.
 	C. ROSIŃSKI: Janusza R. portret przy książce. „Nowe Książ.” 2015 nr 3.
 	D. NOWACKI. [on-line] [dostęp 2 grudnia 2016] Dostęp w Internecie: http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,9917,zyciorysta.html.
 	B. DARSKA: „Życiorysta” Janusza Rudnickiego: podróże małe i duże [on –line] [dostęp 2 grudnia 2016] Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/zyciorysta-janusza-rudnickiego-podroze-male-i-duze-recenzja/8yq2e.

Życiorysta dwa

 	D. NOWACKI: J. Rudnicki i „Życiorysta”. Błyskotliwość, lekkość pióra, ale czy autor nie sprzeniewierzył się własnemu powołaniu. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 177.
 	G. TOMICKI: Życiorysta do kwadratu. „Nowe Książ.” 2017 nr 7/8.
</document>
<document nplp_id="3139" title="Krzysztof SIWCZYK" slug="krzysztof-siwczyk">ur. 1977

Poeta, prozaik, felietonista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 26 lipca 1977 w Knurowie; syn Edwarda Siwczyka, inżyniera, i Stefanii z domu Nicz, nauczycielki. Uczęszczał do V Liceum Ogólnokształcącego w Gliwicach. W 1994 zdobył pierwszą nagrodę w konkursie jednego wiersza, zorganizowanym przez gliwicki Klub Perełka, który zrzeszał młodych poetów. W tymże roku został współzałożycielem i członkiem grupy poetyckiej Na Dziko. Także w tym roku debiutował wierszami Mój młodzieńczy narcyzm… i Odpływ, opublikowanymi na łamach arkusza poetyckiego grupy „Na Dziko”, będącego dodatkiem poetyckim kwartalnika kulturalnego „Opcje” (nr 1). Po zdaniu matury w 1996 rozpoczynał studia politologiczne, kulturoznawcze i filozoficzne na Uniwersytecie Śląskim w Gliwicach (żadnego z kierunków nie ukończył). Wiersze, recenzje, felietony drukował na łamach wielu czasopism, m.in. w „Czasie Kultury” (1995–96, 2004–05, 2010, 2012), „Kresach” (1996, 1998, 2004, 2010), „Studium” (1996, 2001–03), „Śląsku” (1996–98, 2002, 2004, 2009–11), „Twórczości” (1997–98, 2004, 2008–09, 2012–14), „Akcencie” (1998, 2004, 2013), „Więzi” (2006, 2011–12) i „Polityce” (2010–15; tu felietony w rubryce Kawiarnia literacka). W 1999 zagrał tytułową rolę w filmie Lecha Majewskiego pt. Wojaczek, za którą uzyskał w 2000 Nagrodę Publiczności na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej Prowincjonalia oraz nominację Europejskiej Akademii Filmowej do Europejskiej Nagrody Filmowej w kategorii „Najlepszy europejski aktor roku”; został też członkiem Akademii. W następnych latach wystąpił jeszcze w dwu filmach Adama Sikory Bluesmani(2000) i Wydalony (2010) oraz w videokoncepcie Pawła Bogocza pt. Czuje głód (2008). W 2001 wstąpił do SPP, a w 2012 do Polskiego PEN Clubu. W 2002 rozpoczął pracę w Instytucie Mikołowskim im. R. Wojaczka, gdzie redagował wydawany przez Instytut periodyk literacki „Arkadia. Pismo katastroficzne” oraz jego poetycką serię Biblioteka Arkadii. W 2007 został także redaktorem działu poezji pisma „Litera”. Współprowadził w kanale Telewizji Polskiej Kultura programy poświęcone nowościom literackim: Poezjem (2008–09), Czytelnia(2008–10), Czytanie to awantura (2012–13). W 2014 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie, a w 2017 Nagrodę Literacką Gdynia za esej Koło miejsca/Elementarz..

W 2005 zawarł związek małżeński; ma córkę Ninę (ur. 2014). Mieszka w Gliwicach.



TWÓRCZOŚĆ

1. Dzikie dzieci. Nagroda Główna Ogólnopolskiego konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina — Łódź 1995. Łódź: [„Adi Car”] 1995, 37 s. Bibl. Verte. Wyd. nast.: [wyd. 2] Bydg.: Świadectwo 1995, 54 s.; wyd. 3 rozszerz. i popraw. Wr.: Biuro Lit. 2004, 45 s. Wielki Kanion, t. 3.
Nagroda „Czasu Kult.” i Nagroda Główna Ogólnopol. Konkursu Poetyckiego im. J. Bierezina w 1995.
Zawiera części: 1. Rozgrzewka-stygnięcie; 2. Wiosna-wagary; 3. Przejście od — do.
2. Emil i my. [Wiersze]. Czarne: Czarne 1999, 47 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury w 1999.
3. Dane dni. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 92 s. Port Legnica 2001, t. 6.
4. Wiersze dla palących. Mikołów: Inst. Mikołowski 2001, 42 s. Bibl. Arkadii, t. 7.
5. Zdania z treścią. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 52 s. Port Legnica, t. 7.
Nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. w 2003.
6. W państwie środka. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2005, 44 s. Więcej Poezji, t. 14. Wyd. nast. łącznie z przekł. niem. pt. Im Reich der Mitte. Gedichte [Przeł.] A. Rudolph. Leipzig: Editio Erata 2007, 84 s. Edition Neue Lyrik, 21.
7. List otwarty 1995–2005. [Wiersze zebrane]. Wr.: Biuro Lit. 2006, 267 s. Dożynki, t. 4.
8. Centrum likwidacji szkód. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 38 s. Poezje, 16.
9. Koncentrat. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 52 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 19.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za książkę roku w 2011.
10. Ulotne obiekty ataku. [Szkice literackie i felietony]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2010, 223 s. Bibl. Arkadii, t. 58. Ser. Krytyczna.
Zawartość: Rozdział I. Po francusku: 5 × nic.; Cioran, Cioran, Cioran (Spółkowanie w nicości); Omnis Moriar; Podręczniki przewrotu; Przed schyłkiem; Ostatni sprawiedliwy (× cztery); Dwa ideały. – Rozdział II. Po niemiecku: Przypadki chorobowe; Rozmowy kontrolowane; Oczyszczenie; Atak zawodowej amatorki; Ofiara własnych podbojów (moralności); Doły (współczesne). – Rozdział III. W różnych językach: Geniusz stanów przejściowych; Ubojnia (dwie wizje); Ciekawa para; „Stevens, poeta ważny dla Ashbery’ego”; Jak to się robi na Dzikim Zachodzie; Czesi u bram; Exit. – Rozdział IV. Po polsku: Z punktu widzenia zwykłego zjadacza literatury; Trans; Czysta atrakcja (struktura maszyny); Granice wytrzymałości; Polifonia; Świat z nadmiaru; Pod włos; Zgrzyty; Dwie książki prozą, które lubię [J. Rudnicki: Chodźcie, idziemy; M. Grzebalski: Człowiek który biegnie przez las]; W czyśćcu na piedestale; Wojaczek dwukrotny (samozaprzeczenie); Trzej muszkieterowie; Cięcia i powroty; Spokojne wody; Ulotne obiekty ataku; Sny Świetlickiego; Koszmarne mroki; W swoim rytmie; Przeciw banałom; Do końca; Dwie sprawy; Wiersze niemożliwych rozstrzygnięć; Gest słowem odwrócony; Lustro pierwszej klasy; Czaszka Bogga; Międzysensy; Redakcja jest redukcja; Wracając do powrotów. – Noty: Po (pierwsze); Po (dzięki).
11. Gdzie indziej jest teraz. [Wybór wierszy]. Wybór i posł.: A. Kałuża. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2011, 277 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 23.
Przekł. franc. w wyborze: Ailleurs et maintenant. [Wybór i przekł.] I. Macor. [Octon] 2015.
12. Gody. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 46 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 48.
Zawiera cykle: I. Gody; II. Punkt wyjścia.
13. Kinkiety w piekle. Felietony, teksty, rozmowy. Mikołów: Inst. Mikołowski 2012, 239 s. Bibl. Arkadii, t. 86. Ser. Krytyczna.
Zawiera felietony i recenzje druk. m.in. w „Polityce” 2009–2012 i „Dodatku LITERAckim” 2011–2012 w częściach: I. Kinkiety w piekle; II. Chwila namysłu, — oraz wywiady: III. Co mówią inni [: J. Jarniewicz, P. Sommer, B. Zadura, M. Świetlicki, A. Sosnowski, Z. Libera, W. Bonowicz, P. Matywiecki, E. Balcerzan, K. Varga, P. Śliwiński].
14. Dokąd bądź. [Poemat]. Kr.: Wydawn. a5 2014, 80 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, t. 80.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 2014; Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za książkę roku w 2015.
15. Jasnopis. [Wiersze] Kr.: Wydawn. a5 2016, 70 s. Bibl. Poetycka Wydaw. a5; t. 89.
Wyd. jako dokument elektroniczny Kr.: Wydawn a5 2016, plik w formacie PDF.
16. Koło miejsca. [Szkic autobiograficzny; współwyd. z fot.:] M. Łuczak: Elementarz. [Fot.]. Gliwice: Muzeum 2016, 82 [44]] s.
Oprawne w kierunku przeciwstawnym. – Nagroda Literacka Gdynia w 2017.

Wybory wierszy w przekł. franc.: Ailleurs est aujourd’hui. [Przekł. i posł.:] I. Macor-Filarska. Montpellier 2015, — słoweń.: Preveč videnja. (Izbor pesmi). [Przeł.:] K. Pisk, M. Gruda. [Posł.:] M. Gruda. Maribor 2012.

Przekłady utworów K. Siwczyka w antologiach zagranicznych: czes.: Mrtvé body. [Wybór i komentarz:] D. Pawelec. [Przeł.:] J. Faber. Ostrava. 2006; Antologie současné polské poezie. [Oprac.:] G. Jankowicz, L. Zakopalová. [Przeł.:] M. Alexa [i in.]. Praha 2011, — franc.: Vingt-quatre poètes polonais. [Przeł.:] G. Lisowski. [Neuilly-lès-Dijon] 2003, — hiszp.: Poesia a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, — niem.: Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. Anthologie = Kochać to, co niewidzialne. Nowa poezja polska. Antologia. [Wybór i posł.:] D. Danielewicz-Kerski. [Przedm.:] A. Zagajewski. [Przekł.:] Henryk Bereska [i in.]. Köln 1998, — ros.: Sdelano v Pol’še, vek — XX. Antologiâ = Wykonano w Polsce, wiek — XX Antologia. [Wybór i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009, — serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezje. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010, — słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezije. [Oprac.:] P. Čučnik. [Przeł.:] P. Čučnik [i in.]. Ljubljana 2005, — włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.:] A. Amenta, L. Costantino [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.
Prace redakcyjne
1. [Trzynaste] XIII Tyskie Lato Poetyckie. Antologia utworów nagrodzonych i wyróżnionych w konkursie. Wyboru wierszy dokonało jury konkursu: T. Kijonka, M. Korusiewicz, K. Siwczyk. Tychy: Miej. Centrum Kultury 2004, 27 s.
2. M. Melecki: Zawsze, wszędzie, gdzie indziej. (Wybór wierszy z lat 1997–2005). Wybór i posł.: K. Siwczyk. Olsztyn: Stow. Artyst-Kult. „Portret” 2008, 167 s.
3. [Czternaste] XIV Tyskie Lato Poetyckie. Antologia utworów nagrodzonych i wyróżnionych w konkursie. Wyboru wierszy dokonało jury konkursu: T. Kijonka, M. Korusiewicz, K. Siwczyk. Tychy: [b.w.] 2005, 27 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Dla literatury wiek jest nieważny. Rozm.: E. Blamowska, J. Gala. „Pro Arte” 1998 nr 8; Uczyłem się od innych. Rozm. J. Podolska. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 267; Dobra nowina „à rebours” to treść mojego przekazu. Rozm. M. Grzebalski. „Czas Kult.” 2004 nr 5/6; Dwa wiersze zamiast rozmowy. Rozm. B. Gruszka-Zych. „Śląsk” 2004 nr 2; Poezja Siwczyka w jednym tomie. Rozm. M. Mońka. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 8 dod. „Katowice” [dot.: List otwarty 1995–2006]; Skrócona legenda naszego życia. Rozm. M. Rybak. W: Rozbiórka. Wr. 2007 [dot. m.in. wiersza: Raport z marca].
 	Wraca nieme kino. Rozm. M. Mońka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 80; Poecie sport nie przystoi. Rozm. M. Sendecki. „Przekrój” 2010 nr 18; Wspólny zachód słońca. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 23 [dot. też A. Zagajewskiego]; „Siwiejący” język i jego figury: sanatorium, muzeum, hospicjum? Rozm. P. Owczarek. „Arterie” 2012 nr 3; „Wspólne kopanie”. Rozm.: A. Kałuża, G. Jankowicz. „Śl. Studia Polonist.” 2013 nr 1; Walka o słowo. Rozm. J. Borowiec. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 41 [w związku z otrzymaniem nagrody Fundacji im. Kościelskich w Genewie].
 	Śmiem wątpić. Rozm. R. Franczyk. „Czas Kult.” 2014 nr 6; Błogosławiony stan różnicy. Rozm. A. Marchewka. „Znak” 2015 nr 11; Poeta epoki analogowej. Rozm. Ł. Grzesiczak. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 128; Po czterdziestce czas staje się bardziej namacalny. Rozm. Ł. Grzesiczak [on-line] [dostęp 3 stycznia 2018] Dostępny w Internecie: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,42699,20173991,poeta-krzysztof-siwczyk-po-czterdziestce-czas-staje-sie-bardziej.html

Ogólne

 	J. KLIMCZYK: On — Wojaczek, nie Wojaczek. „ Przegląd” 2000 nr 11.
 	W. OTTO: Bóg w supermarkecie. K. Siwczyka poezja medialna. „Kwart. Film.” 2004 nr 45.
 	W KUCHARSKI: Dżonką na kontynent wyobraźni. „Więź” 2006 nr 12.
 	E. BALCERZAN: Konrad Wojtyła, Krzysztof Siwczyk: Liryka poematowa. W tegoż: Pochwała poezji. Mikołów 2013.
 	„Śl. Studia Polonist.” 2013 nr 1 [tu art. poświęcone K. Siwczykowi:] M. BARON: K. Siwczyk — co działa?; P. KACZMARSKI: Głos znikąd?; M. KORONKIEWICZ: Debiut; J. MOMRO: Dialektyka neutralności; J. SKURTYS: Post mortem — post factum.
 	M.I. NIEMCZYCKA: Wybór poety. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 275 dod. „Duży Format” nr 48.
 	M. PIOTROWSKA-GROT: Piekło zamar(z)ło? — nowa odsłona wyobraźni religijnej w wybranych wierszach Krzysztofa Siwczyka i Dariusza Suski. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
 	A. WIERZBA: Nihilistyczne rekolekcje. „Odra” 2014 nr 11.
 	A. KAŁUŻA: HOLO: architektura, kreacja i mity. Poeta jako architekt (K. Siwczyk). W tejże: Pod grą. Kr. 2015.
 	K. BARTCZAK: Widzialność głosu. Williams i Siwczyk wobec problemu biedy. „Arterie” 2016 nr 1.
 	P. BRATKOWSKI: Być Wojaczkiem i przeżyć. „Newsweek” 2016 nr 31.
 	L SZARUGA. „Kwart. Artyst.” 2016 nr 2.
 	I. SMOLKA: Tropiciel braku. (O twórczości Krzysztofa Siwczyka). „Twórczość” 2017 nr 2.

Dzikie dzieci

 	P. FEJKISZ: Na początku był blok. „Studium” 1996 nr 2/3.
 	T. MAJERAN: Witamy w naszej BAJCE. „Nowy Nurt” 1996 nr 3.
 	[M. ORSKI] Or: Poza oficyną. „Odra” 1996 nr 4.
 	J. TORBICKA: Łaskotanie Chrystusa. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 13 dod. „Bydgoszcz”.
 	M. KISIEL: Kamienny świat. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	P. LEKSZYCKI: Dziki Siwczyk. „Nowy Wiek” 2001/2002 nr 7/8 [dot. też: Emil i my].
 	K. MALISZEWSKI: Mam osiemnaście lat — wydaję książkę. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.

Emil i my

 	J. DRZEWUCKI: Niczego nie możemy być pewni. „Rzeczpospolita” 1999 nr 46.
 	J. ORSKA: Dlaczego raczej to niż tamto. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	G. TOMICKI: Bliżej stanu faktycznego. „Twórczość” 2000 nr 7.
 	P. LEKSZYCKI: Dziki Siwczyk. „Nowy Wiek” 2001/2002 nr 7/8 [dot. też: Dzikie dzieci].
 	J. DRZEWUCKI: Dajmy na to, Siwczyk. „Twórczość” 2004 nr 1.

Dane dni

 	K. MALISZEWSKI: Z zakamarków codzienności. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 211.

Wiersze dla palących

 	J. DRZEWUCKI. „Mag. Lit. Książ.” 2001 nr 8.
 	P. MAJERSKI: Razem i osobno. „Nowe Książ.” 2001 nr 11 [dot. m.in. K. Siwczyka].
 	F. NETZ: Nic i ość. „Śląsk” 2001 nr 11.
 	R. OSTASZEWSKI: Takich nie palę. „FA-art” 2001 nr 3.
 	I. KANTOROWSKI: Słowa jak gra w życie. „Akant” 2002 nr 9.

Zdania z treścią

 	A. KAŁUŻA: Kolizje języków. „Opcje” 2003 nr 3.
 	R. OSTASZEWSKI: Przesyłki z Portu. „Nowe Książ.” 2003 nr 11 [dot. m.in. K. Siwczyka].
 	S. KUŹNICKI: Na niby naprawdę. „Topos” 2004 nr 1/2.
 	K. MALISZEWSKI: Nic poza rozproszeniem. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 28.

W państwie środka

 	M.K.E. BACZEWSKI: Koniec pewnego Siwczyka. „FA-art” 2005 nr 1.
 	J. KLEJNOCKI: Najlepsze już było. „Lampa” 2005 nr 4.
 	J. ORSKA: Autor! Autor! „Nowe Książ.” 2005 nr 3.
 	K. BARTCZAK: Wypisać się z życia. „Kresy” 2006 nr 3.

List otwarty 1995–2005

 	P. ŚLIWIŃSKI: On młody i genialny był… „Dz. Polska — Europa — Świat” 2006 nr 117.
 	P. KĘPIŃSKI: K. Siwczyk. Wyznania sobowtóra. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.

Centrum likwidacji szkód

 	K. BARTCZAK: Drugie wyjście. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 29.
 	K. IWASIÓW: Diagnostyka. „Nowe Książ.” 2008 nr 10 [dot. m.in. K. Siwczyka].
 	G. CZEKAŃSKI: Centrum likwidacji puenty. „Tygiel Kult.” 2009 nr 4/6.

Koncentrat

 	A. KAŁUŻA: Wchodząc w pustkę. „Nowe Książ.” 2010 nr 12.
 	J. BIERUT: Środek na neutron. „Odra” 2011 nr 1.
 	G. KOCIUBA: Rozpoznanie walka. „Twórczość” 2011 nr 10.
 	R. RYBICKI: Podmiot wśród istnień. „Śląsk” 2011 nr 4.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Siwczyk porzucił nihilizm. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 16.
 	K. BARTCZAK: Coś, co wierszem się staje. O „Koncentracie” i „Godach”. „Studia Polon.” 2013 nr 1.

Ulotne obiekty ataku

 	O. KACZMAREK: Wybrańcy mowy. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	W. TURANT: On jest przekaźnikiem. „Śląsk” 2011 nr 11.

Gody

 	K. BARTCZAK: Coś, co wierszem się staje. O „Koncentracie” i „Godach”. „Studia Polon.” 2013 nr 1.
 	A. KAŁUŻA: Miłość własna. „Twórczość” 2013 nr 2.
 	T. MIZERKIEWICZ: Podległy dzikości. „Nowe Książ.” 2013 nr 1.

Kinkiety w piekle

 	Ł. MACIEJEWSKI: Diabelski buduar. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 28.
 	P. KĘPIŃSKI: Piekielny tygiel. „Twórczość” 2014 nr 4.

Dokąd bądź

 	S. BURYŁA: Apokalipsa w nowych dekoracjach. „Nowe Książ.” 2014 nr 9.
 	A. KAŁUŻA: Bez. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 41.
 	P. MATYWIECKI: Dokąd? „Więź” 2014 nr 3.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Od Wojaczka do Audena. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 239.
 	S. HORNIK: Językowe zgliszcza. „Elewator” 2015 nr 1.
 	P. KACZMARSKI: Z jednego miejsca. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 21.
 	G. KOCIUBA: Życie jako dryf. „Twórczość” 2015 nr 1.
 	M. SZYMAŃSKI: Sztuczne raje. W tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	P. GAJDA: Dom na ruchomych piaskach. „Migotania” 2016 nr 1.

Jasnopis

 	M. PIOTROWSKA-GROT: Żeby było jasne. „Śl. Studia Polonist.” 2016 nr 1 /2.
 	R. RŻANY: Prześwietlony pergamin. „Nowe Książ.” 2016 nr 9.
 	L. SZARUGA. „Kwart. Artyst.” 2016 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: Szukając wyjścia. „Odra” 2017 nr 2.
 	K. NIESPOREK: Myśląc o jasności. „Śląsk” 2017 nr 4.

Koło miejsca

 	T. SOBOLEWSKI: Nieprzedawkowana nadzieja. „Gaz Wybor.” 2016 nr 239.
 	Z. KRÓL: Szczoteczka do zębów. Nagroda Literacka Gdynia. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 38.
</document>
<document nplp_id="3141" title="Waldemar SMASZCZ" slug="waldemar-smaszcz">ur. 1951

Imiona metrykalne: Waldemar Franciszek.

Pseud.: Dominik Pawlak; (W.S.); W.S.

Krytyk literacki, historyk literatury, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 20 grudnia 1951 roku w Gdańsku; syn Stefana Smaszcza, organisty, przez pewien czas pracownika portowego w stoczni gdańskiej, i Pelagii z domu Pawlak, fryzjerki. W 1954 z powodu prześladowań ojca przez Urząd Bezpieczeństwa zamieszkał na Podlasiu. Od 1958 w związku z licznymi zmianami miejsca zamieszkania rodziny uczył się w pięciu szkołach podstawowych. W 1965 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Bielsku Podlaskim; w 1969 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu; w 1974 uzyskał magisterium na podstawie pracy pt. „Srebrne i czarne” Jana Lechonia napisanej pod kierunkiem prof. Artura Hutnikiewicza. W 1974 zamieszkał w Białymstoku i do 1984 pracował w tamtejszym Instytucie Filologii Polskiej Filii Uniwersytetu Warszawskiego (UW). W pracy badawczej i krytycznoliterackiej zajął się głównie polską poezją różnych okresów; w 1983 nawiązał współpracę z ks. Janem Twardowskim, co określiło główny nurt jego zainteresowań. W 1974-80 należał do ZNP. Związał się z białostockim środowiskiem literackim. Debiutował w 1975 recenzją książki Marii Wołkońskiej Pamiętnik pt. Bohaterka od Boya, opublikowaną w białostockim piśmie „Kontrasty” (nr 5), z którym współpracował jako krytyk do 1980 (podp. m.in. (W.S.) i W.S.). Za właściwy debiut krytycznoliteracki uważa opublikowane w 1977 na łamach miesięcznika „Poezja” szkice pt. Lechoń (nr 4) oraz Liebert (nr 9). Od października 1975 do 1977 należał do grupy literackiej „Bakałarz” powstałej z inicjatywy Jana Leończuka przy Klubie Literackim ZNP „Bakałarz”. Współpracował z Klubem Literackim ZLP w Białymstoku, m.in. w 1979 współredagował kronikę Klubu Literackiego ZLP pt. Rewers. Jednocześnie brał udział w działaniach warszawskiego środowiska literackiego skupionego wokół Jerzego Leszina Koperskiego i dwutygodnika studenckiego „Nowy Medyk” (1975-77). W 1980-81 należał do NSZZ „Solidarność”. W 1984 został członkiem Oddziału Warszawskiego ZLP. Od tegoż roku zajmował się głównie pracą krytycznoliteracką. Liczne artykuły, recenzje i przekłady publikował na łamach m.in. „Literatury” (1976), „Głosu Nauczycielskiego” (1977, 1979; podp. m.in. W.S.), „Poezji” (1977-90, z przerwami, 1998), „Tygodnika Kulturalnego” (1977-79), miesięcznika „Białostocki Informator Kulturalny «Zdarzenia»” (1978-80; podp. m.in. pseud. Dominik Pawlak; był członkiem redakcji), „Więzi” (1980, 1984-85), „Twórczości” (1980), „Kierunków” (1981-90; od 1983 stała współpraca), „Kultury” (1981), „Kuriera Podlaskiego” (1984-90, z przerwami), „Słowa Powszechnego” (1985-92, z przerwami), „Literatury na Świecie” (1988), „Krajobrazów” (1989), „Kultury i Życia” (1989), „Akcentu” (1990), „Znad Wilii” (1990, 1997), „Że” (1990), dodatku nowojorskiego „Nowego Dziennika”, „Przegląd Polski” (1993), „Słowa” (1993-97), „Dziennika Kijowskiego” (1994, 1998-99), „Inspiracji” (1994-2000; tu stała współpraca od 1991), „Krasnogrudy” (1995), „Tytułu” (1995), „Biuletynu Literackiego” (1996, 2000), „Akantu” (1998-99), miesięcznika Archidiecezji Białostockiej „Czasu Miłosierdzia” (1998-2002; w 1999 współredaktor), „Poezji Dzisiaj” (1999-2017, z przerwami), „Okolicy Poetów” (2000), „Parnasiku” (2000), „Nowej Myśli Polskiej” (2004), „Gazety Polskiej” (2007, 2010-12), „Znaj” (2009-10), „Tygodnika Powszechnego” (2011). W 1988-89 był zatrudniony jako redaktor w Wydawnictwie „PAX”, a następnie współpracował z Wydawnictwem „Łuk” w Białymstoku (od 2001 Studio Wydawnicze „Unikat”) oraz Instytutem Wydawniczym „PAX” w Warszawie (do 2002). W 1990-95 ponownie pracował w Instytucie Filologii Polskiej Filii UW w Białymstoku. Był inicjatorem utworzenia nagrody im. W. Kazaneckiego, przyznawanej od 1992 przez Prezydenta Białegostoku. W 1996-2004 wykładał literaturę w Wyższym Archidiecezjalnym Seminarium Duchownym w Białymstoku. Odbył wiele podróży zagranicznych związanych z pracą literacką: w 1987-89 do byłego ZSRR (od Armenii do Zatoki Fińskiej; szkice z tych podróży zamieszczał głównie w „Kierunkach”), w 1989-91 na Ukrainę (wyjazdy te zapoczątkowały prace przekładowe z poezji ukraińskiej), w 1991-93 do Włoch, głównie Toskanii i Rzymu, m.in. szlakiem A. Mickiewicza, w 2000 przebywał na uroczystościach Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa w Rzymie, w 2001 odbył podróż po Ziemi Lwowskiej (m.in. szlakiem Franciszka Karpińskiego i ks. Karola Antoniewicza), w 2006 na Lazurowe Wybrzeże (w parafiach prowadzonych przez polskich księży wykładał o twórczości ks. J. Twardowskiego) i do Ziemi Świętej, w 2008 oraz 2010 do Szwajcarii (w związku z pracą nad poszerzonym wydaniem książki o A. Mickiewiczu). Sporadycznie współpracował m.in. z Rozgłośnią Regionalną Polskiego Radia w Białymstoku oraz Białostockim Oddziałem Telewizji Polskiej. Otrzymał m.in. Nagrody II Stopnia rektora UW (1981, 1991), Nagrodę Młodych (1984) i Nagrodę Literacką (1997) im. W. Pietrzaka, Nagrodę Wojewody Białostockiego (1989), Nagrodę Prezydenta m. Białegostoku im. W. Kazaneckiego (1998), Nagrodę Twórczą Wojewody Podlaskiego (2000), Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. F. Karpińskiego za propagowanie wartości chrześcijańskich, przyznaną przez podlaski oddział katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana (2000), Nagrodę im. W. Hulewicza (2005). Odznaczony m.in. Medalem im. Biskupa Ignacego Krasickiego Godzien kraj kochania, przyznanym przez Olsztyński Oddział ZLP (1979), odznaczeniem Najczcigodniejszego Krzyża Pro Ecclesia et Pontifice, przyznanym przez Jana Pawła II (2000) oraz Złotym Krzyżem Zasługi (2000).

W 1974 zawarł związek małżeński z Elżbietą Fiedorczuk, urzędniczką; ma troje dzieci: Beatrycze, Rafała i Dominikę. Mieszka w Białymstoku.



TWÓRCZOŚĆ
1. Miłość mocna jak śmierć. [Szkic]. Wstępem opatrzył A.Z. Makowiecki. Białystok: Klub Lit. ZLP; Miej. Dom Kultury 1980, 12 s.
Dot. K.K. Baczyńskiego.
2. Przemiany poezji polskiej po r[oku] 1918. (Próba przewartościowania tradycji). Materiały z Nauczycielskich Spotkań Literackich, Białystok 1988 r. Białystok: ZNP Zarząd Okręgu; Kuratorium Oświaty i Wychowania 1989, 50 s.
3. Krzysztof i Barbara. Dzieje miłości. Białystok: Woj. Bibl. Publiczna im. Ł. Górnickiego 1990, 32 s.
Wyd. z okazji nadania imienia K.K. Baczyńskiego III Liceum Ogólnokształcącemu w Białymstoku.
4. Wstępy i szkice w: Zbliżenia. Portrety białostockich pisarzy. [Cz. 1]-2. Białystok: Woj. Bibl. Publiczna im. Ł. Górnickiego.
[Cz. 1]. [Zespół red.:] I.B. Czykwin, G. Legutko, W. Siniakowicz, W. Smaszcz. 1990, 254 s.
Tu W. Smaszcza: Białostockie środowisko literackie, s. 5-17; W Goniądzu, Jezioranach i gdzie indziej (Andrzej Bartosz – reporter), s. 19-27; „Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie moja ojczyzna…” (W kręgu poezji Jana Czykwina), s. 38-50; Scalanie pamięci [Sokrat Janowicz], s. 60-76; Przemiany poezji Wiesława Kazaneckiego, s. 78-95; Piękna sztuka sonetu (O poezji Krystyny Koneckiej), s. 97-111; „Jak głośno jak cicho” (O poezji Elżbiety Kozłowskiej-Świątkowskiej), s. 113-126; „Ciemność rozcięta nagłym zdaniem…” (O poezji Jana Leończuka), s. 136-150; Książka rozpisana na wiele tomów (O pisarstwie Anny Markowej), s. 152-173; Reportaż i fabuła (O prozie Janusza Niczyporowicza), s. 175-184; „Między przyjściem a odejściem…” (O poezji Zbigniewa Ślączki), s. 236-245.
Cz. 2. Red.: B. Piechowska-Szczebiot. 1995, 320 s.
Tu W. Smaszcza: Białystok literacki. Nowe zjawiska i kontynuacje, s. 5-20; „Ja wybierając los mój, wybrałem szaleństwo...” (Andrzej Babiński), s. 43-59; Między niebem a ziemią (Jerzy Binkowski), s. 63-84; Na spotkanie światła (Mieczysław Czajkowski), s. 105-120; Świat przez pryzmat Elsynoru (Stefan Kamiński), s. 143-157; Poezja doświadczenia (Janina Kozak-Pajkert), s. 161-178; Szczęśliwy człowiek znad Biebrzy (Mikołaj Samojlik), s. 217-234; Żywioł poezji (ks. Jan Sochoń), s. 237-255; „Opowiem ci o ciszy słów... (Anna Sołbut), s. 259-277; „Wszystko co mam to blask i cień...” (Wiesław Szymański), s. 299-317.
5. Jan Twardowski. Kapłan – poeta. Oprac.: W. Smaszcz. Białystok: FUW 1991, 32 s. Filia Uniw. Warsz. w Białymstoku. Wydz. Hum.
Zawiera: Jan Twardowski, Dziwią się (wiersz dedykowany W. Smaszczowi); W. Smaszcz „Uwierzyć z wielkiego zdziwienia...” (o poezji ks. Jana Twardowskiego), s. 5-26; Wiesław Kazanecki * * * „Patrzyłem na gwiazdę Północną...” (wiersz dedykowany Janowi Twardowskiemu); Nota biograficzna (ks. J. Twardowskiego).
6. Tarnów – domowa ojczyzna Romana Brandstaettera. Tarnów: Woj. Bibl. Publiczna im. J. Słowackiego 1997, 85 s.
7. Adam i Ewa. Rzymska miłość Mickiewicza. Tarnów: Woj. Bibl. Publiczna 1998, 98 s.
Dot. znajomości z H.E. Ankwiczówną podczas pobytu poety w Rzymie.
Adapt. radiowa pt. Rzymska miłość Mickiewicza: Radio (Białystok) 1998.
8. O Adamie Mickiewiczu w Supraślu. III Supraskie Konwersatoria Literackie Spotkania z Naturą i Sztuką Uroczysko. [Autorzy:] E. Szymanis, W. Smaszcz. Supraśl: Współcz. Ofic. Supraska 1998, 54 s.
Tu W. Smaszcza: „Pan Tadeusz” – arcydzieło i dobry przyjaciel, s. 29-54.
9. Słowo poetyckie Karola Wojtyły. [Szkic]. Wwa: Pax 1998, 167 s.
Nagroda lit. im. W. Kazaneckiego, przyznana przez Prezydenta m. Białegostoku w 1999 (za 1998).
10. Ksiądz Jan Twardowski w Białymstoku. Białystok: Ofic. Wydawn. Woj. Ośrodka Animacji Kultury 1999, 50 s.
Tytuł okł.: Ksiądz Twardowski w Białymstoku.
11. O Juliuszu Słowackim w Supraślu. IV Supraskie Konwersatoria Literackie „Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną”. Spotkania z Naturą i Sztuką Uroczysko. [Autorzy:] W. Smaszcz, W. Piotrowicz, S. Szewczenko. Supraśl: Współcz. Ofic. Supraska 1999, 66 s. Supraskie Konwersatoria Lit., 4.
Materiały ze Spotkania z Naturą i Sztuką „Uroczysko” (1999, Supraśl). – Tu W. Smaszcza: „Szli krzycząc: Polska! Polska!” (Juliusza Słowackiego pytania o Polskę), s. 43-65.
12. Ksiądz Jan w Płocku. [Szkic]. Płock: Książn. Płocka 2000, 51 s.
Dot. ks. J. Twardowskiego.
13. O Franciszku Karpińskim w Supraślu. V Supraskie Konwersatoria Literackie. Spotkania z Naturą i Sztuką Uroczysko. [Autorzy:] W. Smaszcz, L. Długosz, B.E. Smaszcz-Turosieńska. Supraśl: Współcz. Ofic. Supraska 2000, 86 s. Supraskie Konwersatoria Lit., 5.
Materiały ze Spotkania z Naturą i Sztuką „Uroczysko” (2000, Supraśl). – Tu W. Smaszcza: Między ziemią a czystym obłokiem, s. 9-34.
14. Obsypany Twymi dary. Rzecz o Franciszku Karpińskim. Białystok: Łuk; Kr.: Rhema 2000, 189 s.
Ogólnopolska Nagroda Lit. im. F. Karpińskiego, przyznana przez podlaski oddział katolickiego Stow. Civitas Christiana (2000) za propagowanie wartości chrześcijańskich ze szczególnym uwzględnieniem także edycji zob. Prace redakcyjne poz. 43.
15. Ludzie, których spotkałem. Waldemara Smaszcza rozmowy z ks. Janem Twardowskim. Białystok: Łuk 2001, 215 s. Wyd. 2 rozszerz. Białystok: Unikat 2001, 227 s.
16. O Czesławie Miłoszu w Supraślu. VI Supraskie Konwersatoria Literackie. Spotkania z Naturą i Sztuką Uroczysko. Supraśl: Współcz. Ofic. Supraska 2001, 44 s. Supraskie Konwersatoria Lit., 6.
17. Ks. Jan Twardowski. Poeta nadziei. Życie i twórczość. Białystok: Unikat 2003, 125 s.
18. Wizytki. Hortus conclusus. [Album]. [Zdjęcia:] Cz. Czapliński. [Wstęp:] J. Twardowski. Tekst historyczny: W. Smaszcz. Wwa: Twój Styl 2003, 122 s.
19. Fotografie prawdziwe, bo już niepodobne. Ksiądz Jan Twardowski w dziewięćdziesiąte urodziny. 1 czerwca – 15 lipca, 1 września – 8 października 2005. [Autorzy:] Cz. Czapliński, A. Walczak, W. Smaszcz. Wwa: Bibl. Nar.; Pol. Inst. Wydawn. 2005, 103, [16] s.
Publikacja towarzysząca wystawie otwartej 1 czerwca 2005 r. w Bibl. Nar.
20. Krzysztof i Barbara. Podobni jak dwie krople łez. Dzieje miłości. Białystok: Studio Wydawn. Unikat 2011, 235 s.
Dot. Krzysztofa i Barbary Baczyńskich.
21. Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach. Wwa: Inst. Wydawn. Erica 2013, 349 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Inst. Wydawn. Erica 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
22. Juliana Tuwima życie o imieniu dziewczęcym. [Szkic biograficzny]. Białystok: Studio Wydawn. 2014, 141 s.
Dot. żony poety, Stefanii.
23. Z AVE spacer dzieci wśród słów księdza i poety Jana Twardowskiego. Warszawa: Fundacja AVE 2015, 66 s.
Powst. z okazji 100 rocznicy urodzin księdza J. Twardowskiego.

Nadto widowisko sceniczne: [Jasełka]. Tekst: W. Smaszcz. Praprem.: Płock, T. Domu Kultury 2003 [inf. W. Smaszcz w: M. Grzebałkowska: Ksiądz Paradoks. Kr.: Znak 2011, s. 332].

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Poglądy Jana Lechonia na sprawę literatury. „Zesz. Nauk. UW. Filia w Białymstoku. Hum.” 1977 z. 19 t. 4 s. 243-257. – Jana Lechonia „Pieśń o Stefanie Starzyńskim”. „Polonistyka” 1982 nr 5 s. 338-344, przedr. fragm. w: J. Dietrich: Język polski. W ojczyźnie-polszczyźnie. Wwa 1991 s. 167-170 i w wyd. nast. – Trzy analizy. („Noc”, „Legenda”, „Syberia”). „Poezja” 1983 nr 4/5 s. 170-183 [dot. wierszy C.K. Norwida]. – Powieść produkcyjna. „Zesz. Nauk. UW. Filia w Białymstoku. Hum. Filol. Pol.” 1984 z. 44 t. 8 s. 201-226. – Uwierzyć z wielkiego zdziwienia… (O poezji ks. J. Twardowskiego). „Kult. Oświata. Nauka” 1987 nr 9/10 s. 85-109. – Dwie koncepcje polonistyki wileńskiej. „Akcent” 1990 nr 1/2 s. 352-356, przedr. w: Wilno – Wileńszczyzna jako krajobraz i środowisko wielu kultur. T. 3. Białystok 1992 s. 97-112 [dot. działalności naukowej prof. M. Kridla i prof. K. Górskiego]. – Ojczyzna Karola Wojtyły. W: O poezji Karola Wojtyły. Białystok 1991 s. 100-128. – Małopolska Wschodnia – domowa ojczyzna Kazimierza Wierzyńskiego. W: Kategoria narodu w kulturach słowiańskich. Wwa 1993 s. 147-154. – Poeta uśmiechniętego Chrystusa. W: To, co Boskie, to, co ludzkie. Wr. 1996 s. 37-50 [dot. J. Twardowskiego]. – Mickiewiczowskie fascynacje Marii Konopnickiej. W: Maria Konopnicka. Willa Wołkońskich. Suwałki 1998 s. 11-29. – „Wrażliwy na świat, jak czeremcha na przymrozki”. W: „Wierszem kocham i wierszem cierpię”. Płock 1998 s. 30-42 [dot. świata uczuć W. Broniewskiego]. – Poeta największych nadziei. W: Złoty Jubileusz III Liceum Ogólnokształcącego im. K.K. Baczyńskiego. Białystok 1999 s. 5-22 [dot. K.K. Baczyńskiego]. – Puste piekło. (O wierszach ks. Jana Twardowskiego). „Poezja Dzisiaj” 1999 nr 2 s. 27-35. – Zrodzony z prochu ziemi. W: Poezja i egzystencja. O twórczości poetyckiej Kazimierza Świegockiego. Siedlce 1999 s. 71-82. – „Poezja to pieśń odwieczna ludzkości…” „Poezja Dzisiaj” 2001 nr 15/16 s. 284-294. – Władysław Stanisław Reymont – twórczość na miarę Nobla. W: Wokół Reymonta. Wwa 2001 s. 48-56. – „Bóg zawsze wie do czego prowadzi”. W: Warszawskie Spotkania Sienkiewiczowskie 2002. [Wwa 2002] s. 44-59. – Ponad chaos i przemijanie. W: Z. Fałtynowicz: Wieczorem wiatr. Miłosz i Suwalszczyzna. Gdańsk 2006 s. 116-129. – „Tu na jeziorach znów steruję ku radości, córze bogów”. W: Leśniczówka Pranie. Antologia wierszy. Wyd. 2 rozszerz. Gołdap 2006 s. 21-40 [dot. twórczości K.I. Gałczyńskiego powst. w leśniczówce Pranie]. – „...podjąłem decyzję wyjazdu w inną stronę”. (Władysława Broniewskiego droga do Polski). W: „Jestem księga otwarta w przyszłość”. Płock 2007 s. 51-66. – Ja po prostu chcę wrócić do Polski… (Ojczyzna Władysława Broniewskiego). „Znaj” 2010 nr 6 s. 39-51. – Wojna i miłość. (Legionowa biografia Władysława Broniewskiego). W: Broniewski. Próba portretu. Wwa 2012 s. 13-25. – Kazimierz Wierzyński (1894-1969) z Drohobycza. W: Wielcy Polacy z Galicji i Kresów Południowo-Wschodnich. Białystok 2013 s. 279-286. – „o, najpiękniejsze godziny”. W: Kubek. Teofil Lenartowicz, Maria Konopnicka, Leszek Aleksander Moczulski. Suwałki 2013 s. 17-28 [dot. wierszy T. Lenartowicza, M. Konopnickiej i L.A. Moczulskiego). – Franciszek Karpiński (1741-1825) z Hołoskowa na pokuciu. W: Wielcy Polacy z Wileńszczyzny i Kresów Północno-Wschodnich. Białystok 2014 s. 151-157. – Ksiądz Jan Twardowski (1915-2006) z Warszawy. W: Wielcy Polacy z Królestwa Kongresowego i zaboru pruskiego. Białystok 2015 s. 343-350.
Przekłady
1. S. Jesienin: Anna Sniegina. [Poemat]. Przeł. [z ros.] i posł. opatrzył W. Smaszcz. Suwałki: Suwalskie Tow. Kultury 1989, 28 s.
Tekst wg: Dzieła zebrane w trzech tomach. Moskwa 1983.
2. Czarnobylski autograf. Antologia współczesnej poezji ukraińskiej. Przeł.: W. Smaszcz i S. Srokowski. Wstęp i oprac.: S. Srokowski. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 1991, 90 s.
3. S. Szewczenko: Nic oprócz słowa. [Wiersze]. W wyborze, przekł. i ze wstępem W. Smaszcza. Białystok: Studio Wydawn. Krzysztof Tur 2016, 62 s.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Na progu. Zeszyt poetycki Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy. Red.: W. Smaszcz, J. Sochoń, M.A. Wyszyńska, J. Taranienko. [Antologia wierszy]. Wstęp: [W. Smaszcz] W.S. Białystok: ZW ZSMP w Białymstoku 1978, 23 s.
2. J.A. Morsztyn: Nieobiecany kąsek. [Wiersze i fraszki]. Wstęp i wybór: W. Smaszcz. Białystok: KAW 1982, 157 s. Osobliwości, 5. Wyd. 2 tamże 1990.
3. D. Naborowski: Smaczny kąsek. [Fraszki]. Wstęp i wybór: W. Smaszcz. Białystok: KAW 1982, 131 s. Osobliwości, 4. Wyd. 2 tamże 1989.
4. S. Janowicz: Trzecia pora. Wybór opowiadań. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. [Tłum. z białorus.:] J. Czopik, J. Leończuk i in. Białystok: KAW 1983, 233 s.
5. J. Tuwim: Wiersze skandaliczne. Wstęp i wybór: W. Smaszcz. Białystok: KAW 1983, 122 s. Osobliwości, 10. Wyd. 2 tamże 1992.
6. W. Kazanecki: Wiersze ostatnie. Zebrał i posł. opatrzył W. Smaszcz. Białystok: KAW 1991, 191 s.
7. W. Broniewski: Wiersze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1993, 392 s.
8. C.K. Norwid: Wiersze wybrane; Vade mecum. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1993, 271 s.
9. J. Twardowski: Tyle jeszcze nadziei. [Wiersze]. [Red. i posł.:] W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1993, [6], XXX, [3] s. Wyd. nast.: wyd. 2 Białystok: Unikat 2001, 38 s., tamże 2002.
10. J. Twardowski: Wiersze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1993, 390 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 1993, [wyd. 3] nowe i uzup. 1994, 421 s., [wyd. 4] nowe uzup. 1994, 427 s., dodruk 1995, [wyd. 5] nowe uzup. 1996, 476 s. Poezja Pol.
11. W. Kazanecki: Wiersze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1994, 239 s.
12. J. Lechoń: Poezje. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1994, 168 s. Bibl. Klasyki Pol.
13. Miłość bez jutra. Muza wojenna 1939-1945. [Antologia ]. [Wybrał i oprac.:] W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1994, 184 s.
14. J. Twardowski: Niepodzielne słowa. Wybrał: W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1994, 47 s. Myśli i Sentencje.
Wybór myśli i aforyzmów z poezji ks. J. Twardowskiego i z jego komentarzami.
15. K. Wierzyński: Poezje zebrane. T. 1-2. Zebrał i posł. opatrzył W. Smaszcz. Białystok: Łuk 1994, 535 + 510 s.
Nagroda „Złotej Sowy” na Targach Dobrej Książki w Wwie 1994.
16. J. Twardowski: Blisko Jezusa. Wybór: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1995, 106 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 1996, wyd. rozszerz. w wyborze i z posł. W. Smaszcza w serii Z Listkiem: wyd. 3 1998, 156 s., toż: wyd. 4 1999, wyd. 5 2000, wyd. 6 2004, wyd. 7 2006.
Wybór utworów poetyckich i rozmyślań religijnych. – W wyd. 3 na okładce: W roku Złotego Jubileuszu kapłaństwa Autora.
17. K. Wojtyła: Poezje wybrane. Wstęp i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1995, 111 s. Z listkiem. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1997, [wyd. 3] 1998; wybór i posł.: W. Smaszcz: wyd. 4 2001, wyd. 5 2005, wyd. 6 2007.
18. Zapisać siebie. Poezja i proza hajnowian [z l. 1945-1995]. Wybór. [Wybór i wstęp:] W. Smaszcz. Grafiki: W. Kabac. Hajnówka: Tow. Przyjaciół Hajnówki; Miej. Bibl. Publiczna 1995, 94 s.
19. E. Bryll: Kto chce znać wiatr… [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 167 s. Z listkiem.
20. B. Czowgan: Oddech ciszy. [Wiersze]. Wybór wierszy i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Woj. Bibl. Publiczna 1996, 57 s.
21. Kroki ku słońcu. Antologia poezji gostynińskiej. Do druku przygot. i wstępem poprzedził W. Smaszcz. Koncepcja i oprac. tomiku: J. Bigus, J. Łoś. Gostynin: Miej. Bibl. Publiczna 1996, 84 s.
22. J. Lechoń: Anioł polskiej doli. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 165 s. Z listkiem.
23. J. Liebert: Poezje wybrane. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 206 s. Z listkiem.
24. M. Pawlikowska-Jasnorzewska: Świat na słomce Bożej. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 131 s. Z listkiem.
25. Światło pszennego chleba. Eucharystia w poezji polskiej. [Antologia]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 343 s.
26. K. Wierzyński: Biblia polska. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1996, 191 s. Z listkiem.
27. K.K. Baczyński: Noc wiary. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1997, 194 s. Z listkiem.
28. S. Baliński: Krajobrazy polskie. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1997, 233 s. Z listkiem.
29. J. Braun: Tancerz otchłani i inne wiersze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1997, 213 s.
30. W. Broniewski: Kochałbym cię. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Płock: Woj. Bibl. Publiczna im. W. Broniewskiego 1997, 106 s. [Wyd. 2] tamże 1998.
31. L. Franczak: Pieśń Symeona. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Akcja Katolicka Diecezji Płockiej 1997, 112 s.
32. J. Twardowski: Dom pod Dobrą Nowiną. Wybór wierszy i przedm.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk; Kr.: przy współudziale Rhema 1997, 63 s.
33. T. Gajcy: Ojczyzna z drżącego płomienia. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1998, 160 s. Z Listkiem.
34. K. Iłłakowiczówna: Okruszynki nieba. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1998, 341 s. Z Listkiem.
35. Miłość. Antologia poezji. Do druku przygot. i wstępem poprzedził W. Smaszcz. Koncepcja i oprac. tomiku: J. Bigus, J. Łoś. Gostynin: Miejska Bibl. Publiczna 1998, 74 s. Bibl-czka Gostynińska.
36. S. Szewczenko: Letni deszcz. Wybór wierszy i wstęp: W. Smaszcz. Radom: MIGG 1998, 71 s. Promocyjna Seria Wydawn. „MIGG”, 17.
37. J. Twardowski: Dwa osiołki. [Wiersze i proza dla dzieci]. Wybór i oprac.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1998, 95 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1998, wyd. 3 2000, [wyd. 4] 2003.
Nagroda „Pióra Fredry” na Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek 1998.
38. Chodziłeś naszymi drogami. [Antologia poezji]. Wybór tekstów: J. Leończuk, W. Smaszcz. Wstęp: W. Smaszcz. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 1999, 71 s.
Dedykacja: Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II twórcy ludowi Podlasia.
39. L. Franczak: Serce nieść w ogniu. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Akcja Katolicka Diecezji Płockiej 1999, 88 s.
40. A. Mickiewicz: Rozum i wiara. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 1999, 145 s. Z Listkiem.
41. Złoty Jubileusz III Liceum Ogólnokształcącego im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Oprac.: W. Smaszcz, M. Górniak, S.R. Buzuk. Białystok: III LO im. K.K. Baczyńskiego 1999, 31 s.
42. K. Antoniewicz: Drogą krzyża. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 2000, 160 s. Z Listkiem.
43. F. Karpiński: Pieśni nabożne i inne wiersze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 2000, 197 s. Z Listkiem.
Ogólnopolska Nagroda Lit. im. F. Karpińskiego, przyznana przez podlaski oddział katolickiego Stow. Civitas Christiana (2000) za propagowanie wartości chrześcijańskich ze szczególnym uwzględnieniem także książki zob. Twórczość poz. 13.
44. J. Słowacki: Przed Pańską błyskawicą. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 2000, 165 s. Z Listkiem.
45. J. Twardowski: Rozmowa z Matką Bożą. Wybór wierszy i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk; Kr.: przy współudziale Rhema 2000, 73 s.
46. J. Twardowski: Wiersze o nadziei, miłości i wierze. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Białystok: Łuk; Kr.: przy współudziale Rhema 2000, 604 s.
47. S. Wilczewska: Szczęście w kolorze żółtym. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 2000, 77 s.
48. Zamyślenia. Antologia poezji. Do druku przygot. i wstępem poprzedził W. Smaszcz. Koncepcja i oprac. tomiku: J. Bigus, J. Łoś. Gostynin: Miejska Bibl. Publiczna 2000, 75 s. Bibl-czka Gostynińska.
49. L. Franczak: Kiedy czytasz Pietę. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki; Klub Artyst. Płocczan 2001, 78 s.
50. M. Sochoń: Liryki domowe. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 2001, 68 s.
51. K. Wojtyła: Ljudina, pastir, poet. [Vibranì poezìï] = Człowiek, duszpasterz, poeta. [Wybór:] W. Smaszcz, S. Szewczenko. Przeł. z jęz. pol.: S. Szewczenko. Wstęp i komentarze: W. Smaszcz. L’vìv: Kamenjar 2001, 199 s.
Tekst w jęz. pol. i ukr.
52. L. Franczak: Bieg nad Olimpią = Run over Olimpia. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Ośrodek Kultury i Sztuki 2002, 149 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
53. K. Miaskowski: Na Kalwaryją Mikołaja Zebrzydowskiego. [Wiersze]. [Wybór i wstęp:] W. Smaszcz. Wwa: Pax 2002, 53 s.
Na okł.: Dedykowane Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II w dniach pielgrzymki ścieżkami Kalwarii Zebrzydowskiej, sierpień 2002.
54. M.K. Sarbiewski: Nad skarby wielkie. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 2002, 199 s. Z listkiem.
55. J. Tuwim: Słowa modlitwą zrodzone. [Wiersze]. Wybór i posł.: W. Smaszcz. Wwa: Pax 2002, 190 s. Z listkiem.
56. J. Kocik: Wypatruję samej siebie. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. Gostynin: Miej. Bibl. Publiczna; Gimnazjum nr 2 2003, 82 s.
57. J. Twardowski: Wiersze największej nadziei. [Wybór i posł.:] W. Smaszcz. Białystok: Unikat; Kr.: przy współudziale Rhema 2003, 479 s.
58. S. Wilczewska: Pytam o siebie. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. Oprac.: B. Popławska, E. Szczurek. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 2003, 48 s.
59. Gostynińskie pejzaże. Antologia poezji. Do druku przygot. i wstępem poprzedził W. Smaszcz. Gostynin: Miej. Bibl. Publiczna; Nadleśnictwo Gostynin 2004, 92 s. Bibl-czka Gostynińska.
60. Bóg czyta wiersze. Antologia poezji polskiej. Wybór: J. Twardowski. Współpraca: W. Smaszcz. Białystok: Studio Wydawn. Unikat 2005, 380 s.
61. L. Franczak: Tragarze światła. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Książn. Płocka im. W. Broniewskiego 2005, 75 s.
62. L. Franczak: Z pieśnią Tyrteusza. [Wiersze]. Wybór i słowo wstępne: W. Smaszcz. Płock: Lech Franczak; Książn. Płocka im. W. Broniewskiego 2007, 79 s.
63. E. Kiziukiewicz: Odrobina tego co możemy. [Wiersze]. Posł. i red.: W. Smaszcz. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji Kultury 2008, 39 s.
64. M. Sochoń: Wplatane w kalendarz. [Wiersze]. Wybór i wstęp: W. Smaszcz. Białystok: Woj. Ośrodek Animacji i Kultury 2008, 60 s.
65. Blisko Boga. Antologia poezji. Do druku przygot. i wstępem poprzedził W. Smaszcz. Koncepcja i oprac. tomiku: J. Bigus, J. Łoś. Gostynin: Miej. Bibl. Publiczna im. Jakuba z Gostynina 2010, 79 s. Bibl-czka Gostynińska.
66. Nasze talenty. [Antologia poezji]. Dobór utworów oraz słowo wstępne: W. Smaszcz. Czchów: Miej. Bibl. Publiczna 2013, 59 s. Ziemia Czchowska niejedno ma imię.
67. J. Kozak-Pajkert: Osobisty przypadek. [Wiersze]. Posł. W. Smaszcz. Red.: W. Smaszcz, I. Suchocka. Białystok: Stow. „Fontis et Futura” 2016, 191 s.

Zob. też Twórczość poz. 4, 5 oraz Przekłady poz. 3.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015.
 	Wywiady: Rozm. M. Szyszko-Michalska. „Kur. Podlaski” 1985 nr 209 [dot. zainteresowań poetyckich W. Smaszcza]; Tęsknię za konkurencją. Rozm. J. Szerszunowicz. „Kur. Poranny” 1995 nr 99; „Światło pszennego chleba”. (Rozmawiamy z Waldemarem Smaszczem, autorem antologii „Eucharystia w poezji polskiej”). „Słowo” 1997 nr 47; Literatura – mój świat. Rozm. A. Pyżewska. „Kur. Poranny” 1999 nr 14; To nagroda imienia mojego przyjaciela. Rozm. D. Naumczyk. „Gaz. Współcz.” 1999 nr 33 [wywiad z okazji otrzymania nagrody im. W. Kazaneckiego]; Wolny strzelec. Rozm. J. Szerszunowicz. „Kur. Poranny” 2000 nr 239; Język tajemnicy. Rozm. A. Białous. „Nasz Dz.” 2003 nr 57; Krytyk jest „duchologiem”. Rozm.: K. Zdanowicz, D. Sołowiej. „Kultura”, Białystok 2003 nr 5; Warto być sobą. Rozm. J. Szerszunowicz. „Kur. Poranny” 2005 nr 96; Na początku było słowo… Rozm. J. Szerszunowicz. „Kur. Poranny” 2006 nr 267.

Ogólne

 	J. Halicki, H. Sołomianko: Waldemar Smaszcz. W tychże: Pisarze województwa białostockiego. Białystok 1988.
 	Z. IRZYK: Literackie fascynacje Waldemara Smaszcza. W: Zbliżenia. Portrety białostockich pisarzy. Białystok 1990.
 	K. KONECKA: Zauroczony literaturą. „Gaz. Współcz.” 1995 nr 84.
 	J. TWARDOWSKI: Waldemar Smaszcz. „Słowo” 1997 nr 91 [sylwetka z okazji przyznania Nagrody im. W. Pietrzaka].

Krzysztof i Barbara

 	W. BUDZYŃSKI: Po trzykroć Baczyński. „Życie Warsz.” 1991 nr 273.

Zbliżenia

 	A.K. WAŚKIEWICZ: Przeciw tępemu nakazowi jedności. „Słowo” 1991 nr 22 [dot. rozdz.: „Scalanie pamięci”].
 	E. KURZAWA: Portrety białostockich pisarzy. „Integracje” 1993 nr 29.

Słowo poetyckie Karola Wojtyły

 	M. KOWALIK: Walory poezji Karola Wojtyły. „Nasz Dz.” 1998 nr 250.

Fotografie prawdziwe, bo już niepodobne

 	A. BERNAT: Oaza księdza Twardowskiego. „Nowe Książ.” 2005 nr 12 [rec. też: J. Twardowski: Budzić nadzieję].

Serce nie do pary

 	[bez autora] Życie opowiedziane wierszami. „Kur. Poranny” 2013 nr 48.
 	K. MASŁOŃ: Wróbelki księdza Jana. „Do Rzeczy” 2013 nr 40.
 	L. MOLAK: Więcej niż biografia. „idziemy” 2013 nr 44.
 	Z. CHOJNOWSKI: „Kochamy księdza Twardowskiego”. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
 	R. KOŁODZIEJ: Po nitce do kłębka. „Fraza” 2014 nr 4.
 	A. TYSZKA: O niezwykłym poecie i kapłanie. „Twórczość” 2014 nr 4.
 	E. POGONOWSKA: „Krótkie długie życie” ks. Twardowskiego. O strategiach biografa. „Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska. Sectio FF, Philologiae” 2016 vol. 34 [dot. też: M. Grzebałkowska: Ksiądz Paradoks].

Z AVE spacer dzieci wśród słów księdza i poety Jana Twardowskiego

 	(lesz): Spacer z księdzem Janem. „Tyg. Płocki” 2015 nr 25.

Miłość bez jutra

 	A. BRZEZIŃSKI: O „pięknych dwudziestoletnich”. „Kur. Podlaski” 1994 nr 225.
 	K. KONECKA: „Stoisz mi w oczach jak łzy…”. „Gaz. Współcz.” 1994 nr 175.
 	Z. ŁĄCZKOWSKI: Piękni dwudziestoletni czasu wojny. „Słowo” 1994 nr 170.

Światło pszennego chleba

 	Zob. Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3143" title="Antoni SMUSZKIEWICZ" slug="antoni-smuszkiewicz">ur. 1938

Teoretyk i historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 30 maja 1938 we wsi Wola Koszucka w Wielkopolsce; syn Stanisława Smuszkiewicza i Walentyny z Kopczyńskich, rolników. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się w Słupcy, najpierw przez rok w Zasadniczej Szkole Metalowej Mechanizacji Rolnictwa, a od 1953 w Liceum Ogólnokształcącym (obecnie im. Marszałka Józefa Piłsudskiego). W 1957 zdał egzaminy maturalne i podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza (UAM) w Poznaniu. Był członkiem ZMP (1954-56), a potem ZSP (1957-63). Pierwszy artykuł pt. Grzegorz czy Gżegoż, czyli kilka słów o poprawnej pisowni opublikował w 1959 na łamach dodatku „Gazety Poznańskiej” – „Niedziela” (nr 18). W 1962 prowadził lekcje języka polskiego w Zasadniczej Szkole Budowlanej i Technikum Budowlanym dla Pracujących w Poznaniu. W 1963 uzyskał tytuł magistra na UAM. W następnych latach związany był nadal z zespołem szkół budowlanych; w 1965-72 łączył tam etat nauczyciela z obowiązkami wicedyrektora do spraw pedagogicznych. Należał do ZNP (1963-80; prezes Ogniska nr 28 przy Zasadniczej Szkole Budowlanej w 1965-72). Współpracował z Okręgowym Ośrodkiem Metodycznym, przekształconym potem w Instytut Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Poznaniu; w 1967-73 kierował wakacyjnymi kursami dla nauczycieli języka polskiego szkół podstawowych i zawodowych. W 1972 został dyrektorem i zarazem nauczycielem polonistą w Szkole Podstawowej nr 9 w Poznaniu. W 1970 wstąpił do PZPR. Za osiągnięcia w pracy pedagogicznej otrzymał nagrodę Rady Postępu Pedagogicznego przy poznańskim kuratorium (1967) oraz nagrodę Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych w Poznaniu (1973). W 1974 został zatrudniony jako starszy asystent w Zakładzie Metodyki Nauczania w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) UAM. Poza teorią dydaktyki literatury prowadził badania z zakresu prozy fantastycznonaukowej oraz literatury dla dzieci i młodzieży. W 1977 na podstawie rozprawy pt. Współczesna polska proza fantastycznonaukowa. Problem stereotypu gatunkowego w literaturze popularnej (promotor prof. Jerzy Ziomek) uzyskał na UAM doktorat, a wkrótce potem – stanowisko adiunkta. W tymże roku został sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR działającej przy IFP UAM (do rezygnacji z członkostwa w partii w 1981). Artykuły i recenzje publikował w latach siedemdziesiątych głównie na łamach poznańskiego miesięcznika „Nurt” (1972-81, z przerwami; w 1977-79 cykl artykułów pt. Z dziejów polskiej s-f). W 1978 nawiązał trwającą do 2014 współpracę z Komitetem Okręgowym Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Poznaniu (przewodniczący od roku 1985; za swoją działalność otrzymał w 1987 nagrodę Komitetu Głównego Olimpiady). Należał do Gorzowskiego Towarzystwa Naukowego (1979-90), a od 1980 uczestniczył w pracach Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (PTPN), pełniąc kolejno funkcje sekretarza Komisji Filologicznej (1984-87), wiceprzewodniczącego (1996-2005) oraz przewodniczącego Wydziału I Filologiczno-Filozoficznego (2005-08). W 1980 wstąpił do Koła NSZZ „Solidarność” przy IFP UAM (członek do 1993). Artykuły i recenzje drukował w tym okresie m.in. w kwartalniku „Kwazar” (1980-83, 1985) oraz miesięczniku „Fantastyka” (1984-85, 1988). W 1985-90 był członkiem Rady Programowej Ogólnopolskiego Ośrodka Sztuki dla Dzieci i Młodzieży, z siedzibą w Poznaniu; w 1985-94 redagował (a w 1995 konsultował naukowo) „Studia o Sztuce dla Dziecka” oraz zamieszczał w nich własne teksty, był także autorem artykułów publikowanych w dwumiesięczniku „Sztuka dla Dziecka” (1987-88, 1990). Wygłaszał odczyty, głównie dla bibliotekarzy i nauczycieli języka polskiego (m. in. na temat literatury dla dzieci i młodzieży, powieści historycznej, fantastyki) oraz brał udział w spotkaniach związanych z literaturą fantastycznonaukową. Habilitował się w 1986 przedkładając na UAM maszynopis rozprawy pt. Retoryka współczesnej polskiej powieści historycznej dla dzieci i młodzieży; w 1987 otrzymał stopień doktora habilitowanego, a w 1988 objął etat docenta. Przez rok (1987/88) był wicedyrektorem IFP UAM, a potem przez dwie kadencje (w 1988-93) – prodziekanem utworzonego wówczas Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej. Za działalność naukową i organizacyjną otrzymał liczne nagrody Rektora UAM (w 1977, 1978, 1980, 1984, 1989, 1990, 1991). W 1991 został profesorem nadzwyczajnym UAM i kierownikiem Zakładu Dydaktyki Literatury i Języka Polskiego w IFP (do 2008). W 1992 był rzeczoznawcą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Współpracował w 1995-2000 z Centralnym Ośrodkiem Metodycznym Studiów Nauczycielskich przy Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. W 1995 został członkiem, a w 1997-2008 był przewodniczącym Komitetu Redakcyjnego serii Prace Komisji Filologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Artykuły i recenzje drukował nadto m.in. w „Polonistyce” (sporadycznie, w 1992, 1995, 1998) i w „Nowej Fantastyce” (1993-2002, z przerwami). Od 1995 działał w polskiej sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY). W 1996-99 zasiadał w senacie UAM. Tytuł naukowy profesora otrzymał w 1998. Przez dwie kadencje, 1999-2005, był dziekanem Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. W 2003 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego tejże uczelni. Nawiązał również kontakty naukowe z innymi ośrodkami akademickimi, m.in. poprzez uczestnictwo w komitetach redakcyjnych pism: „Notes Multimedialny” (wyd. przez Uniwersytet Szczeciński; od 2002) oraz „Notatnik Multimedialny” (wyd. przez Akademię Podlaską w Siedlcach; od 2008). W 2000 został członkiem Polskiego Towarzystwa Retorycznego, w 2007-09 należał do Komisji Edukacyjnej Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2008 został przewodniczącym jury Nagrody Literackiej im. J. Żuławskiego dla najlepszych polskich utworów fantastycznych. Z końcem 2008 osiągnął wiek emerytalny i zakończył etatową pracę na UAM. Od 2011 związany był (umową-zleceniem) z Wyższą Szkołą Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu (od 2014 Collegium da Vinci w Poznaniu). Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1984) i Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008).

W 1964 ożenił się ze Zdzisławą z Dukarskich, polonistką; z tego związku ma syna Przemysława, architekta. Mieszka w Poznaniu.



TWÓRCZOŚĆ

1. Język polski. Zbiór testów do sprawdzania wyników nauczania dla zasadniczych szkół zawodowych. Pozn.: Inst. Kształcenia Nauczycieli i Badań Ośw. 1976, 91 s.
2. Sprawdziany z języka polskiego dla szkół średnich. [Autorzy:] J. Padalak, A. Smuszkiewicz, A.M. Ziomek. Pozn.: Inst. Kształcenia Nauczycieli i Badań Ośw.1980, 217 s.
3. Stereotyp fabularny fantastyki naukowej. Wr.: Ossol. 1980, 167 s. PAN Kom. Nauk o Literaturze Pol. Rozpr. Lit., 32.
Rozprawa doktorska obroniona. – Nagroda III stopnia Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki w 1981.
Zawiera: Wstęp. – Struktura podstawowa modelu funkcjonalnego; Warianty strukturalne modelu podstawowego; Struktura modelu akantalnego; Słownik fabularny i chronografia.– Zakończenie.
4. Zaczarowana gra. Zarys dziejów polskiej fantastyki naukowej. Pozn.: WP 1982, 376 s. S[cience] f[iction]. Wyd. 2 poszerz. Stawiguda: Ag. „Solaris” Małgorzata Piasecka 2016, 443 s. Krytycy o Fantastyce, 1.
Nagroda III stopnia Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki w 1983.
Zawiera: Balonem na księżyc [dot.: M.D. Krajewski: Wojciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisujący]; W dobie rozbudzonej wyobraźni [dot.: T. Tripplin: Podróż po księżycu odbyta przez Serafina Bolińskiego]; Fantastyka w służbie dydaktyki [o twórczości W. Umińskiego]; Opowieści o „cudownym wynalazku” [fantastyka naukowa w twórczości B. Prusa i S. Wiśniowskiego]; Pierwszy sukces [J. Żuławski: Trylogia księżycowa]; W kręgu mediumizmu i parapsychologii [o twórczości S. Grabińskiego i A. Langego]; Igraszki z czwartym wymiarem [motyw czasu w literaturze science fiction dwudziestolecia międzywojennego]; Nowy kształt „cudownego wynalazku” [m.in.o twórczości B. Winawera i J. Karczewskiego]; Katastroficzne wizje przyszłości [szerzej o twórczości M. Smolarskiego]; Pod urokiem wszechwładnej techniki; Gwiazda pierwszej jasności [S. Lem]; Fantastyka wszechmożliwości; W sidłach konwencji; W kalejdoskopie teraźniejszości.
Przekł. ang. rozdz.: Katastroficzne wizje przyszłości: The catastrophe theme in Polish science fiction 1918-39. „Canadian-American Slavic Studies”, Pittsburgh 1984 nr 1/2 s. 97-105.
5. Fantastyka naukowa na lekcjach języka polskiego w kl. VI szkoły podstawowej. Pozn.: Inst. Kształcenia Nauczycieli im. Wł. Spasowskiego. Odz. Doskonalenia Nauczycieli w Pozn. 1983, 56 s.
6. Retoryka współczesnej polskiej powieści historycznej dla dzieci i młodzieży. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1987, 151 s. Ser. Filol. Pol. UAM, 35.
Nagroda II stopnia na VII Biennale Sztuki dla Dziecka w Pozn. w 1986, nagroda III stopnia Ministra Edukacji Narodowej w 1988.
Zawiera: Wstęp. – Retoryka elementów metatekstowych; Perswazyjne funkcje narracji; Perswazyjność inwencji fabularnej; Retoryka schematów fabularnych; Perswazyjny kształt elokucji. – Zakończenie.
7. Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej. [Autorzy:] A. Niewiadowski, A. Smuszkiewicz. Pozn.: WP 1990, 366 s. S[cience] f[iction].
Tu A. Smuszkiewicza: Fantastyka naukowa w literaturze polskiej. Zarys historyczny; Słownik terminów, – wspólnie z A. Niewiadowskim: Wstęp; Bibliografia.
8. Stanisław Lem. Pozn.: Rebis 1995, 163 s. Czytani Dzisiaj.
Popularna monografia dla szkół ponadpodstawowych.
9. Fantastyka i pajdologia. Studia i szkice. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2013, 350 s. Biblioteczka Pozn. Studiów Polonist. Ser. Językozn., 66.
Zawiera: Wstęp. – Science fiction a sztuka; Problemy periodyzacji współczesnej fantastyki polskiej; Rekwizyt w utworze fantastycznonaukowym; Fantastycznonaukowy fragment „Lalki” Bolesława Prusa; Fantastyczność i aluzyjność powieści Jana Karczewskiego; W kręgu dwudziestowiecznej utopii; Człowiek wobec kosmosu w twórczości Stanisława Lema; Motyw cyborga w fantastyce naukowej; Świadome czy nieświadome wpływy i zależności; Edukacyjne wartości fantastyki; „Czwarta” czy „osobna”? (O literaturze dla dzieci i młodzieży); Spotkania w obszarze science fiction; Poszukiwania płaszczyzny porozumienia w prozie dla dzieci; Pilot Pirx - poczciwy sceptyk w świecie automatów [dot. bohatera powieści S. Lema]; Mariaże powieści historycznej dla dzieci i młodzieży; Egzotyka i fantastyka, czyli o twórczości Macieja Kuczyńskiego; W świecie przygody i humoru, czyli o twórczości Edmunda Niziurskiego; Powieść marynistyczna Włodzimierza Odojewskiego dla młodzieży; Nazwy krasnoludków w baśni Marii Konopnickiej; Jeżycjada na ekranie [dot. adaptacji filmowych powieści M. Musierowicz].
10. Literatura dla dzieci. Podręcznik dla studentów kierunków pedagogicznych. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2015, 369 s. UAM.

Nadto rozprawy i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Konstrukcja postaci w polskiej prozie fantastycznonaukowej. „Stud. Polonist.” 1978 nr 6 s. 147-160, przedr. „Kwazar” 1981 nr [7] s. 77-92 oraz w: Spór o SF. Pozn. 1989 s. 266-281. – Modele fabularne fantastyki naukowej. „Kwazar” 1980 nr 4 s. [24]-[55]. – U źródeł fantastyki naukowej. „Kwazar” 1983 nr [16] s. 63-89. – „Fantastycznie lutnia nastrojona”, czyli o fantastyce w podręczniku Stanisława Makowskiego „Romantyzm”. W: Podręczniki literatury w szkole średniej. Pozn. 1991 s. 217-233. – Science fiction a sztuka. „Zesz. Nauk. Politechniki Rzesz. Nauki Społ.” 1991 z. 15 s. 19-30. – Jak mierzyć imponderabilia? W: Kłopotliwy problem – badanie polonistycznych osiągnięć uczniów. Kr. 2001 s. 41-50. – Groteska w dziełach Stanisława Lema. [Powst. ok. 2002], przekł. ang.: Stanisław Lem’s grotesque works. [Przeł.] P. Kwieciński. W: Acta Lemiana Monashiensis. Special Lem edition of „Acta Polonica Monashiensis”, Melbourne 2002 wyd. 2003 vol. 2 nr 2 s. 110-128. – Fantastyka w gimnazjum. W: Horyzonty polonistyki. W kręgu edukacji, języka i kultury. Lubl. 2010 s. 143-159. – Czym jest fantastyka? Kłopoty z definicją. „Polonistyka” 2011 nr 2 s. 6-12. – Artystyczny ślad na naukowej drodze. Twórczość literacka Andrzeja Staffa. W: Od Lema do Sienkiewicza (z Ingardenem w tle). Tor. s. 9-22. – Science fiction wśród odmian polskiej fantastyki współczesnej. W: Nie tylko Lem. Fantastyka współczesna. Tor. 2017 s. 11-40.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.
 	WUP t. 4.
 	Encyklopedia fantastyki [on-line] [dostęp 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?titleAntoni_Smuszkiewicz./li li J. KANIEWSKI: Dydaktyk, badacz, człowiek; Bibliografia prac Antoniego Smuszkiewicza w układzie chronologicznym. W: Kultura, język, edukacja. Dialog współczesności z tradycją. Pozn. 2008 [księga pamiątkowa poświęcona A. Smuszkiewiczowi].
 	A. GRODECKA: Fotografie nieistniejącego świata. O polskiej sztuce fantastycznej. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2016 t. 28 [dot. m.in. prac A. Smuszkiewicza].

Stereotyp fabularny fantastyki naukowej

 	A. NIEWIADOWSKI: Komentarz do polskiej fantastyki naukowej. „Prz. Hum.” 1982 nr 5/6.
 	E. STACHNIAK: Science Fiction „Stereotypes”. „Science-Fiction Studies”, Montreal 1982 vol. 9.
 	J. WĘGRODZKA. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1983 wyd. 1984 nr 1.

Zaczarowana gra

 	P. KOWALSKI: Badania nad kulturą popularną – próba zarysu dziejów jednej z odmian literatury masowej. „Lit. Lud.” 1983 nr 3.
 	A. NIEWIADOWSKI: Historia polskiej science fiction. „Prz. Hum.” 1983 nr 8.
 	A. STOFF: Historia polskiej fantastyki. „Mies. Lit.” 1983 nr 6.
 	E. STACHNIAK: Polish Science Fiction. „Science-Fiction Studies”, Montreal 1984 vol. 11.
 	M. ORAMUS: Korzenie. W tegoż: Wyposażenie osobiste. Wwa 1987.
 	P. KOWALSKI: Antoni Smuszkiewicz: Historia literatury, czyli droga do science fiction. W tegoż: Parterowy Olimp. Wr. 1988.

Retoryka współczesnej powieści historycznej dla dzieci i młodzieży

 	G.S. [G. SKOTNICKA]: W kategoriach retoryki. „Nowe Książ.” 1988 nr 9.
 	M. PASTERSKA. „Slavic Review”, Austin, IL 1989 t. 48 nr 2.
 	R. WACHOWIAK: O retoryce i perswazyjności. „Studia o Szt. dla Dziec.” 1991 z. 6.

Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej

 	A. STOFF: Klucz do polskiej fantastyki. „Nowa Fantastyka” 1991 nr 10.

Stanisław Lem

 	B. CHACIŃSKI: Przepowiednie pana Lema. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 78.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK: Lemiana. „Nowa Fantastyka” 1996 nr 6.
 	J. RUSZAŁA. „Słupskie Pr. Hum.” 1996 nr 16a.
</document>
<document nplp_id="3145" title="Jerzy SOSNOWSKI" slug="jerzy-sosnowski">ur. 1962

Pseud.: Andrzej Walczak.

Historyk literatury, krytyk literacki, prozaik, publicysta, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 14 maja 1962 w Warszawie; syn Andrzeja Sosnowskiego i Anny z Walczaków, inżynierów elektroników, cywilnych wykładowców w Wojskowej Akademii Technicznej. Uczęszczał do XXXIII Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Warszawie. W tym czasie debiutował opowiadaniem pt. Ankieta, nadesłanym na konkurs dla czytelników młodzieżowego pisma „Płomyk” i zamieszczonym w 1977 na łamach tego periodyku (nr 22 ), a następnie przedrukowanym w antologii pt. O mnie, o tobie, o nas (Warszawa 1979). Jako uczeń klasy IV został laureatem Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. W 1981 uzyskał świadectwo dojrzałości i podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Był członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów (podczas strajku uczelni jesienią 1981 został wybrany do Wydziałowego Komitetu Strajkowego). Działał w samorządzie studenckim oraz uczestniczył w ruchu studenckich kół naukowych, m.in. jako prezes Warszawskiego Koła Polonistów (1983-85). Na łamach wydawanego przez to koło pisma „Z Archiwum Warszawskiego Koła Polonistów” debiutował jako historyk literatury w 1983 artykułem pt. Funkcja pisarza w koncepcji kultury Stanisława Brzozowskiego. Prowadził też studencki teatrzyk „Gdzie” (odbyła się tylko jedna premiera). W 1985 współredagował studenckie pismo literackie „Hiperball” (zawieszone po ukazaniu się 1. numeru). W 1986 obronił z wyróżnieniem dyplom magisterski i rozpoczął pracę naukowo-dydaktyczną na UW (kolejno jako asystent stażysta, asystent i starszy asystent) w Zakładzie Pozytywizmu i Młodej Polski. W 1989-90 prowadził w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie wykłady z historii literatury polskiej, przeznaczone dla maturzystów; na ich podstawie napisał książkę popularyzatorską (nie wydana). W 1990 przebywał na trzymiesięcznym stypendium w Paryżu (w ramach Action Thématique Programme). W 1991-93, równolegle z zajęciami naukowo-dydaktycznymi na UW, wykładał w Kolegium Nauczycielskim Języka Polskiego w Suwałkach. Badania z zakresu historii literatury łączył od lat dziewięćdziesiątych z uprawianiem krytyki literackiej (interesował się głównie autorami z kręgu „bruLionu” i „Czasu Kultury”). Artykuły, szkice, recenzje ogłaszał m.in. na łamach „Dialogu” (1989, 1992), „Ogrodu” (1991-92) i „Kresów” (1993, 1995), a jako publicysta związany był w 1991-96 z „Gazetą Wyborczą” (tu m.in. artykuły napisane wspólnie z ówczesną żoną, Danutą Sosnowską; sporadycznie publikacje także w następnej dekadzie). Współpracował też z „Czasem Kultury” (1991-97, z przerwami); wiersz pt. Chomik Wszechmogącego,zamieszczony w tym periodyku pod pseudonimem Andrzej Walczak (1997 nr 3), przedrukował później w powieści Wielościan, kreując tamże biografię fikcyjnego autora; do postaci Andrzeja Walczaka odwoływał się również w innych utworach. Nawiązał etatową współpracę z Telewizją Polską (TVP): od lipca 1992 do czerwca 1993 był kierownikiem działu programów humanistycznych w Naczelnej Redakcji Telewizji Edukacyjnej, a po przerwie, od grudnia 1996 zajmował stanowisko kierownika redakcji publicystyki kulturalnej Programu I oraz prowadził magazyn kulturalny Pegaz (do 1998). Pisał także scenariusze do realizowanych przez Telewizję Edukacyjną filmów dokumentalnych oraz brał udział w ich realizacji (jako narrator lub przeprowadzający wywiady). W 1995-2002 uczył języka polskiego w prywatnym 42. Autorskim Liceum Ogólnokształcącym Niepublicznym w Warszawie; w uznaniu za tę pracę otrzymał w 2000 nagrodę Ministra Edukacji Narodowej II stopnia. Był współautorem programu nauczania języka polskiego w szkole średniej, dostosowanego do wymogów nowej matury. W 1998 zarzucił pisanie rozprawy doktorskiej, poświęconej Tadeuszowi Micińskiemu, i po rezygnacji z pracy na UW i w telewizji, zajął się twórczością literacką; w 2001 ogłosił drukiem dwie powieści, a w następnych latach rozwijał twórczość prozatorską i eseistyczną. Od 2000 (etatowo od 2002) występował na antenie Polskiego Radia, początkowo w Programie II, gdzie prowadził audycje z cyklu Słowo za słowo. Od 2001 związany był z Programem III – jako jeden ze współgospodarzy Klubu Trójki (do 2007 i po przerwie, w 2009-2016), a potem również magazynów LBŚ - Literackie Biuro Śledcze (2004, 2011-2015), Trójkowy Znak Jakości (2009-16) i Trójkowy Wehikuł Czasu (2010-16). W 2002 zaczął wykładać historię literatury polskiej i powszechnej, medioznawstwo oraz twórcze pisanie w Instytucie Kultury i Komunikowania Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie; w 2005-07 był pracownikiem tejże uczelni, a potem powrócił do luźniejszej formy współpracy. W styczniu 2004 założył blog (pod adresem www.jerzysosnowski.com, zmienionym następnie na www.jerzysosnowski.pl), który prowadził przez następne lata. Pojedyncze artykuły drukował w „Tygodniku Powszechnym” oraz w miesięczniku „Więź”, z którym później związał się jako autor cyklicznych felietonów pt. Eks post (2005-2015) i Na progu (od 2016) oraz członek zespołu redakcyjnego (od 2013, z chwilą przekształcenia pisma w kwartalnik). Jesienią 2006 odnowił kontakty z TVP i jako współpracownik kanału Kultura przez dwa miesiące współprowadził audycję Rozmowy w Studiu Kultura, a od września 2007 występował m.in. w charakterze gospodarza programów Rozmowy oraz Spotkania (do 2016). Odbył podróże zagraniczne, m.in. do Buenos Aires (na targi książki w 2004) i do Jerozolimy (jako dziennikarz radiowej Trójki w 2007). W 2006 otrzymał „Złoty Grot” – nagrodę Stowarzyszenia Sztuka-Edukacja-Promocja (za działalność inspirującą do aktywności młodych humanistów), a w 2009 był wśród dziesięciu osób nominowanych do tytułu „Mistrz mowy polskiej” (w IX edycji tego konkursu). Nawiązał współpracę z Instytutem Reportażu utworzonym w Warszawie i od 2010 prowadził spotkania autorskie organizowane przez ten Instytut. W 2011 został powołany do Rady Języka Polskiego PAN i pozostał w jej składzie także w następnej kadencji (2015-2018). W 2014-2016 kierował redakcją publicystyki Programu III Polskiego Radia; po otrzymaniu wypowiedzenia za „naruszenie zasady lojalności pracownika wobec pracodawcy” wytoczył dyrekcji Polskiego Radia proces o odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie, który wygrał we wrześniu 2017 (wyrok nieprawomocny). W 2016 został członkiem Towarzystwa Dziennikarskiego. W 2017 zaczął prowadzić w radiu TOK FM cykliczną audycję Nasłuchiwanie. Eseje, felietony, recenzje i artykuły drukował nadal głównie w „Więzi” oraz w „Tygodniku Powszechnym”, a nadto m.in. w pismach „Książki” i „W Drodze” oraz na portalu internetowym koduj24.pl (od 2016; na stronie: http://koduj24.pl/autor/jerzy-sosnowski).

W styczniu 2006, wspólnie z poślubioną wówczas Agnieszką Duraczyńską, ufundował Stypendium św. Agnieszki dla uzdolnionej humanistycznie młodzieży z Liceum Ogólnokształcącego nr 2 im. H. Sienkiewicza w Kołobrzegu. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Śmierć czarownicy! Szkice o literaturze i wątpieniu. Wwa: Semper 1993 [właśc. 1992], 128 s. Przedr. zmien. i rozszerz. zob. poz. 10.
Zawartość: Archeologia optymizmu [dot. pesymizmu w światopoglądzie pozytywistycznym]; Pozytywistyczna księga Hioba [dot.: B. Prus: Placówka]; Śmierć czarownicy [dot.: E. Orzeszkowa: Dziurdziowie]; Trzy kroki ku nicości [o wierszach Z. Przesmyckiego-Miriama: Święty ogień, L. Staffa: Otchłań kusząca oraz B. Leśmiana: Dziewczyna]; Z genealogii doktora Jekylla [o problemie dwoistości natury ludzkiej w literaturze XIX wieku]; Ciągłość listopadowych parków [dot.: S. Wyspiański: Noc Listopadowa]; Monte Carlo nad Dnieprem [o geografii mitologicznej T. Micińskiego]; Młoda Polska dzieckiem podszyta [dot. dziecka i dzieciństwa w dziełach malarskich i literackich epoki]; Cierpienie, zdziecinnienie, zbawienie [dot. M. Komornickiej]; Czekanie cudu [dot. malarza A. Kamieńskiego i jego korespondencji z K. Woźnickim]; Getto wyobraźni [o wyobraźni barokowej i reprezentujących ją artystach, m.in.: T. Micińskim, M. Komornickiej oraz krytykującym ją T. Różewiczu].
2. Chwilowe zawieszenie broni. O twórczości tzw. pokolenia „bruLionu”. (1986-1996). [Monografia]. [Współaut.:] J. Klejnocki. Wwa: Sic! 1996, 190 s. Stanowiska, Interpretacje.
3. Apokryf Agłai. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2001, 374 s. Wyd. nast.: Kr.: WL 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Przekłady: ros.: Apokrif Aglai. [Przeł.] L. Cyv’ân. Sankt-Peterburg 2004, - węgier.: Aglaja. Apokrif. [Przeł.] Z. Mihályi. Budapest 2006.
4. Wielościan. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2001, 268 s. Archipelagi.
Nagroda Fundacji Kościelskich w Genewie w 2001.
5. Język polski. Program nauczania. Nowa matura. [Współaut.:] J. Klejnocki, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2002, 51 s.
6. Linia nocna. Singles collection. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 2002, 259 s.
Zawartość: Przystanek; Partnet; Wszystko dla Basi; Stan Łaski; Rozmowa z; Zdrapka; Ksiądz; Sąsiad; Dzień dobry; Świątynia miłości; Ja ciebie też; Mała futrzasta śmierć; Na zawsze; Dzieci; Pogodzony; Jak zostać królem; Pewność kamiennego dziadka; Tu stacja Nasielsk; Ostatni film moralnego niepokoju; Woda. – Singles collection: Pszczoły; Sędzia pokoju. Z archiwum „X”; Szafka pod zlewem; Irek Markowski; Dziury w serze; Madame Jutro Jutro; Raport; Boże Narodzenie; Park; Linia nocna.
Przekł.: ros.: Nočnoj maršrut. [Przekł. zbior.]. Moskva 2005,– serb.: Stanica i druge priče. [Wybór opowiadań w przekł. zbior.]. Vršac 2003.
7. Prąd zatokowy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2003, 403 s. Archipelagi.
Tu m.in. - jako jeden z wątków - zbeletryzowana forma 1. rozdziału nieukończonej pracy doktorskiej o T. Micińskim. – „Książka Jesieni” - nagroda Pozn. Przeglądu Nowości Wydawn. w 2003.
8. Ach. [Eseje]. Kr.: WL 2005, 243 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera [refleksje nt. dylematów światopoglądowych, estetycznych i etycznych autora]: Mały Lebiediew; Najpierw światło; Ciało; Pobojowisko. (Nie ma animy, amen); Piszczel świętego Hieronima; Elsynor i Jerozolima. (Zwycięzca bierze wszystko); Księga powrotu; Esej dla Agnieszki; Ach. (Może kiedyś bez czasu).
9. Tak to ten. [Powieść]. Kr.: WL 2006, 421 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2006, pliki w formacie EPUB, MOBI.
10. Czekanie cudu. [Szkice]. Wwa: Semper 2008, 286 s.
Zawiera zmien. i rozszerz. wersję poz. 1 oraz szkice: O dwóch końcach wieków:
Pierwszy upadek Bunga [o Młodej Polsce i S.I. Witkiewiczu]; Trzy krótkie wiersze, trzy długie, trzy krótkie [o poetach z kręgu „bruLionu”: M. Świetlickim, M. Baranie i J. Podsiadle]; Pani Bovary ogląda MTV [dot.: N. Goerke: Fraktale]; Więcej niż 130 nocy [dot.: J. Podsiadło: Arytmia, P. Dick: Ubik]; Najsilniejszy facet tego miasta [dot.: J. Podsiadło: Wiersze zebrane]. – O filmie i sacrum: Nasz, prawdziwy, Bóg, człowiek [dot. filmów: Ostatnie kuszenie Chrystusa (reż.: M. Scorsese), Jezus z Nazaretu (reż.: F. Zefirelli)]; Światło w klatce [dot. filmów: Łowca androidów (reż.: R. Scott), Twin Peaks: Ogniu, krocz ze mną (reż.: D. Lynch), Niebieski (reż.: K. Kieślowski)]; Zagubiona faustostrada [dot. filmu Zagubiona autostrada (reż.: D. Lynch) oraz dramatu J.W. Goethego: Faust]. – Próby mediacji: Mediacje Tadeusza Micińskiego; Pisanie Niespełnionego [autokomentarz do przeróbki poematu T. Micińskiego Niedokonany, zawartej w powieści Prąd zatokowy (poz. 7)]; Niepokój i sacrum [o konflikcie między wiarą chrześcijańską a sztuką współczesną].
11. Instalacja Idziego. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 451 s.
12. Spotkamy się w Honolulu. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 338 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
13. Wszystko zależy od przyimka. [Jerzy] Bralczyk, [Jan] Miodek, [Andrzej] Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim. Wwa: Agora 2014, 286 s. Bibl. Gaz. Wyborczej.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa.: Agora 2014, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Wywiad rzeka dot. zagadnień językoznawczych.
14. Co Bóg zrobił szympansom. [Eseje]. Wwa: Wielka Litera 2015, 381s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda im. księdza J. Tischnera w 2016, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2016.
Dot. religii, pograniczy wiary, niewiary i kultury. – Zawartość: Wstęp. – Podziały i mosty: Spotkanie wysokiego ryzyka; Dlaczego niektórzy ludzie nie potrzebują Boga?; Kenoza i proteza; Wiara bez Kościoła?; Zacheusz. Instrukcja obsługi. – Chwila obiecana: Wigilia w Raju; Kropla i gwiazda; Wypatrując Józefa; Szczęśliwi nad jeziorem Genezaret; Sprawiedliwość szympansa; Kryjówka na górze Tabor; Alter ego; List dwudziesty drugi; Szczątki, okruchy; Ogród. Wielkanoc o świcie [wiersz]. – Kult i kultura: Człowiek wierzący patrzy na kulturę; Alergia antyprorocka; [Cz.] Miłosz: Chciałbym być skrybą [dot.: Traktat teologiczny]; [P.] Wojcieszek: Brak misterium, misterium braku [o dramatach pt.: Jam jest Zmartwychwstaniem oraz Osobisty Jezus]; [J.M.] Rymkiewicz: Egzekucja, egzaltacja, egzystencja; [O.] Tokarczuk: Księga totalna [dot.: Księgi Jakubowe]; [Ph.K.] Dick: Aerozol, boskie tchnienie [dot. powieści pt.: Ubik]; Za zasłoną słów.
15. Czas Kołobrzegu. [Album]. Tekst: J. Sosnowski. Fot.: R. Gauer. Kołobrzeg: Wydawn. Kamera 2016, 142 s.
16. Najdziwniejsze słowo świata. [Dokument elektroniczny]. Kr.: Copernicus Center Press 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Esej o pograniczach nauki i duchowości.
17. Sen sów. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2016, 268 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.
18. Fafarułej czyli Pastylki z pomarańczy. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2017, 492 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wielka Litera 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.

Scenariusze filmów dla Telewizji Edukacyjnej: Olga Tokarczuk. Numery. Reż.: T. Lengren. TVP 1994. – Kłopoty z Mickiewiczem. Reż.: T. Lengren, M. Witkowski. TVP 1995. – Natasza Goerke. Reż.: K. Bukowski. TVP 1996.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Funkcja pisarza w koncepcji kultury Stanisława Brzozowskiego. „Z Arch. Warsz. Koła Polonistów” 1983 s. 20-38. – Gdzie jest Wyzwolenie? Czyli Wyspiański oczami Witkacego. „Poezja” 1986 nr 7/8 s. 168-180. – Powrót Arjamana. „Mies. Lit.” 1988 nr 5 s. 56-64 [dot.: T. Miciński: Nietota]. – Słowa i światy. (O języku Nietoty Tadeusza Micińskiego). W: Koncepcje słowa. Wwa 1991 s. 131-144. – Ruchy endekoidalne? [Tadeusz] Miciński w latach wojny światowej. W: Kategoria narodu w kulturach słowiańskich. Wwa 1993 s. 119-126 [polem. z: J. Tynecki: Inicjacje mistyka. Łódź 1976]. – Sindbad reintegrowany. W: Sto lat baśni polskiej. Wwa 1995 s. 29-36 [dot.: B. Leśmian: Przygody Sindbada Żeglarza]. – Dzieje polskiego niby-liberalizmu (krótki kurs). Błędy konserwatystów, błędy liberałów. W: Spór o liberalizm. Tor. 2011 s. 53-62 Polityka w kulturze.

Przekłady opowiadań J. Sosnowskiego w antologiach zagranicznych: białorus.: Malen'kaâ puhnataâ s’merc’; Vada. [Przeł.]. G. Pazûk. W: Dvaccac’ pol’skìh apavâdan’nâŭ. Mìnsk 2007, – węgier.: Halott világok - lehetséges világok. Lengyel esszék. Budapest 1994.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2010.
 	Strona internetowa: www.jerzysosnowski.pl.
 	Autor o sobie: Mały Lebiediew. „Więź” 2001 nr 7, przedr. w tegoż: Ach. Kr. 2005; Krytyk Jekyll i pisarz Hyde. „Więź” 2003 nr 4; Kryształowa kula. „Więź” 2010 nr 4 [z cyklu Eks post; o sposobach wizualizacji twórczej alienacji]; Życie pozatrójkowe. Notowała M. Piątek. „Polityka” 2017 nr 15 [o zwolnieniu z pracy w Programie III Polskiego Radia; tu także wypowiedzi J. Mielewczyk, W. Dorosza, D. Kwieka, T. Ławnickiego]; Jak żyć mistrzu, jak żyć? Najważniejszy człowiek w moim życiu. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 75 [o polonistycznych autorytetach z okresu studiów na UW].
 	Wywiady: Gra idzie o sens. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 41; Książki trzeba pisać krwią. Rozm. K. Gajewski. „Rzeczpospolita” 2001 nr 219; Oczy z tyłu głowy. Rozm. W. Chmielewski. „Nowe Państ.” 2001 nr 46 [dot. gł. powieści Wielościan]; Nie chciałbym być Katonem. J. Sosnowski rozmawia z Kazimierzem Malinowskim o fantastyce, kontrkulturze, Micińskim i Andrzeju Walczaku. „Lampa” 2005 nr 11; Prawda niczym bryła. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2005 nr 177 [dot. gł. tomu esejów Ach]; „Hasło literatury środka powoduje, że mi gwałtownie rosną pazury i kły”. Rozm.: K. Bachta, P. Urbaniak. „Pro Libris” 2006 nr 1; Jestem po lepszej stronie. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2010 nr 67; Szybkie słowa: wszyscy piszą, nikt nie czyta. Rozm.: M. Kuźmiński, T. Ponikło. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 31 [dot. literatury w internecie]; Przebłysk i przeczucie. Rozm. A. Sosnowska. „W Drodze” 2011 nr 7 [o szczęściu w literaturze]; Polak czyta „Lalkę”. Z Jerzym Sosnowskim, literaturoznawcą, krytykiem, prozaikiem, rozmawia K. Lubczyński. „Głos Naucz.” 2012 nr 23 [dot. powieści B. Prusa]; Mit złotej ery. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 104 dod. „Kultura” [dot.: Spotkamy sie w Honolulu]; Po rozwodzie, bez rozwodu z Kościołem. Rozm.: A. Dudek, M. Zając. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 50; Stoimy przed istotnym dylematem. Polska zdaje egzamin z wolności. Rozm. J. Dobroszek. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 52 dod. „Magazyn” [dot. spektaklu: Golgota Picnic]; W dziedzinie kultury jestem łagodnym katastrofistą. Rozm. S. Arlak. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 29 dod. „Kocham Czytać”; Bóg mówi półgębkiem. Rozm. A. Madaliński. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 1; Czyń, co możesz. Rozm. A. Madaliński. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 48 [o własnej twórczości lit. i publicystycznej]; Czuję się, jakbym order dostał. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 30 dod. „Magazyn” [dot. głównie: Sen sów]; Ruch wahadła. Tischner: drogi wolności. Rozm. M. Żyła. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 17 [dot. m.in.: Co Bóg zrobił szympansom]; Jerzy Sosnowski. Rozm. D. Subbotko. „Książki” 2017 nr 1 [o lekturach i własnej twórczości].
 	A.E. FULLER: Contemporary authors. A bio-bibliographical guide to current writers in fiction, general nonfiction, poetry, journalism, drama, motion pictures, television, and other fields. Vol. 296. Detroit, MI 2010 [tu m.in. hasło słownikowe J. Sosnowski].

Ogólne

 	P. DUDZIAK: Świat do składania. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 19.
 	W. WENCEL: Biały kruk. „Nowe Państ.” 2003 nr 8.
 	K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	Ł. SATURCZAK: Uczucie – racjonalność – wiara. Swobodnie o pisarstwie Jerzego Sosnowskiego, przy okazji jego nowej powieści „Tak to ten”. „Lampa” 2006 nr 10.
 	D. KOZICKA: Krytyczne (nie)porządki. Kr. 2012, passim.
 	M. MARYL: Blog jako „dziennik elektroniczny”. Analiza genologiczna blogów pisarzy. „Zagadnienia Rodzaj. Lit.” 2013 z. 2 [dot. też blogów S. Chutnik i J. Klejnockiego].
 	A. NĘCKA: Zmagania z metafizyką. O twórczości Jerzego Sosnowskiego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
 	Pracownicy „Trójki” w obronie Jerzego Sosnowskiego. [List otwarty z 23 III 2016 r.] [on-line] [dostęp 4 listopada 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.sdp.pl/informacje/12611,pracownicy-trojki-w-obronie-jerzego-sosnowskiego,1458739025.
 	Ł. SATURCZAK: Przeżywam dzień świstaka. „Newsweek Polska” 2016 nr 15 [dot. zwolnienia z pracy w Polskim Radiu].
 	A. KUBLIK: Zwolnienie Jerzego Sosnowskiego z Trójki było bezprawne. „Gaz. Wybor.” 2017 nr z 13 IX.
 	A. MADALIŃSKI: Nie tylko z tego świata. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 36.

Śmierć czarownicy!

 	A. DOMAŃSKA: W poszukiwaniu zwierciadła. „Res Publica Nowa” 1993 nr 10.
 	M. GIERMAŃSKA: Studium zwątpienia. „Czas Kult.” 1993 nr 3.
 	M. MICHALSKI: Sabat czarownic. „Prz. Lit.” 1993 nr 5.
 	A. STANKOWSKA: Przepaść i poznanie. „Twórczość” 1993 nr 11.

Chwilowe zawieszenie broni

 	A. BAGŁAJEWSKI: Monografia pokolenia „Brulionu”. „Odra” 1997 nr 3.
 	K. BIEDRZYCKI: Bez brzytwy się nie obejdzie. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 12.
 	L. BUGAJSKI: Pokoleniowa autokreacja. „Wiad. Kult.” 1997 nr 4.
 	M. CZUBAJ: Wartownicy bez powodu. „Twórczość” 1997 nr 4.
 	M. DZIEŃ: Aneks do „Chwilowego zawieszenia broni”, czyli uwagi o Arystotelesie i „Nowym turnieju pokoleń”. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 1.
 	M. HAMKAŁO: Porozumienie ponad pisarzami. „Odra” 1997 nr 3.
 	W. RATAJCZAK: Permanentne zawieszenie broni, czyli tak zwana książka o literaturze. „Czas Kult.” 1997 nr 2.
 	R. RŻANY: Chwilowe zachwianie perspektywy. „Fraza” 1997 nr 2.
 	L. SZARUGA: Jeszcze jeden tandem dzisiaj. „Opcje” 1997 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Ucieczka od literatury. „Res Publica Nowa” 1997 nr 12.
 	M. URBANOWSKI: „Brulion” i kompani. „Arcana” 1997 nr 4.
 	W.WANTUCH: Wodny świat trzydziestolatków. „Arkusz” 1997 nr 7.
 	M. CYRANOWICZ: Czas „bruLionu” – „Czas Kultury”. „Teksty Drugie” 1998 nr 5 [dot. także: R. Grupiński, I. Kiec: Niebawem spadnie błoto – czyli kilka uwag o literaturze nieprzyjemnej].
 	M. CYRANOWICZ: Zimna krew pielęgniarzy. „Tytuł” 1998 nr 2.
 	C. ZALEWSKI. Poezja 30-latków. Fascynacje i wątpliwości (wokół „Chwilowego zawieszenia broni”). „Nowy Wiek” 1998 nr 1.

Apokryf Agłai

 	M. CUBER: Fotele i demony. „Pogranicza” 2001 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Sosnowski do czytania. „Polityka” 2001 nr 11.
 	R. OSTASZEWSKI: Figury jazdy obowiązkowej. „FA-art” 2001 nr 1/2.
 	M. WITKOWSKI: Jak czytać „Apokryf Agłai”. „Dekada Lit.” 2001 nr 7/8.
 	T. ZYGMUNT: Powieść dla wszystkich. „Opcje” 2001 nr 3/4.
 	A. MADALIŃSKI: Przyjemność prostoduszna, albo kicz w prozie Jerzego Sosnowskiego. „FA-art” 2002 nr 4 [dot. także: Wielościan].
 	M. OPOKA: Samotność z automatu. „Akcent” 2002 nr 1/2.
 	E. STEFANSKIJ: „Master i Margarita” M. Bulgakova i „Apokrif Aglai” E. Sosnovskogo skvoz' prizmu èmocii stracha. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Ser. Filol. Glottodydaktyka” 2011 z. 3 cz. 1.
 	J. ZAJĄC: Wampir i namiętny cyborg. Z psychoanalizy dwóch przypadków zauroczenia przez femme fatale. „Postscriptum Polonist.” 2014 nr 1 [dot. też: W. S. Reymont: Wampir].

Wielościan

 	A. BŁAŻYŃSKA: Powidoki. „FA-art” 2001 nr 4.
 	K. DUNIN: Święty Jeż od Wielościanu. „Res Publica Nowa” 2001 nr 11.
 	A. MADALIŃSKI: Przyjemność prostoduszna, albo kicz w prozie Jerzego Sosnowskiego. „FA-art” 2002 nr 4 [dot. także: Apokryf Agłai].
 	E. ZAMORSKA-PRZYŁUSKA: Wieloprzeszłość, wieloprawda, wielopole. „Studium” 2002 nr 2.
 	J. GIZELLA: Kostka Rubika. W tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.
 	M. WARCHAŁ: Czego boją się dorośli ludzie? „Fraza” 2005 nr 3.
 	A. CZARKOWSKA: W poszukiwaniu utraconego Boga. O „Wielościanie” J. S. „Tekstualia” 2009 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Linia nocna

 	P. CZAPLIŃSKI: Strategia ksenofoba. „Polityka” 2002 nr 19, przedr. w tegoż: Efekt bierności. Kr. 2004.
 	J. KLEJNOCKI: Morfeusz wzywa 997. „Borussia” 2002 nr 28, toż: „Studium” 2002 nr 5.
 	R. OSTASZEWSKI: Pachnie malizną. „Opcje” 2002 nr 4/5.
 	A. MADALIŃSKI: Cienka pozioma linia. „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	Ł. JEŻYK: Wyśnić postmodernizm, zwątpić w postmodernizm. Wątpić. (Westchnąć). „Kresy” 2006 nr 3.

Prąd zatokowy

 	J. KLEJNOCKI: Prąd i wiry. „Polityka” 2003 nr 38.
 	M. PIETRZAK: Prąd środkowy. „FA-art” 2003 nr 3/4.
 	M. CUBER: Samotny jak palec. „Res Publica Nowa” 2004 nr 1.
 	M. TOMCZYK: Bezpieczna zatoka poetyki i niebezpieczny prąd myśli. „Studium” 2004 nr 1.
 	A. NĘCKA: Pragnienie drugiej szansy. „Śląsk” 2006 nr 6.

Ach

 	A. CIECHNOWSKA: Remanent myśli. „Lampa” 2005 nr 9.
 	M. CUBER: Pocieszający katechizm. „Twórczość” 2005 nr 8.
 	Ł. JEŻYK: Wdech. Wydech. „Topos” 2005 nr 4.
 	A. KAROŃ-OSTROWSKA: Niepokoje inteligenckiej duszy. „Więź” 2005 nr 12.
 	A. KOPIŃSKI: Księga trudnego powrotu. „Fronda” 2005 nr 37.
 	A. MADALIŃSKI: Na szlakach Boga. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 21 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. STRZELEC: Cóż za zAchwyt. „Tekstualia” 2005 nr 2.
 	J. ŻUCHOWSKI: Jak w tyglu. „Opcje” 2005 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Katolicyzmu model sentymentalny. „Res Publica Nowa” 2006 nr 1.
 	M. CIELECKI: Żadnych łatwych pocieszeń. „W Drodze” 2007 nr 6.
 	E. SZYBOWICZ: (Nie)nowoczesny kanon. W tejże: Apokryfy w polskiej prozie współczesnej. Pozn. 2008 [dot. eseju: Mały Lebiediew].
 	D. URBAŃSKA: Dialog z milczącym Bogiem w esejach Jerzego Sosnowskiego. „Świat i Sł.” 2008 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Tak to ten

 	P. CZAPLIŃSKI: Z narodowego undergroundu. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 249.
 	A. CZARKOWSKA: Ten, czyli kto? „FA-art” 2006 nr 4.
 	A. MADALIŃSKI: Na powierzchni istnienia i w środku. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 47 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	P. MAŁOCHLEB: Tak, tak, tam w lustrze to niestety ja. „Dekada Lit.” 2006 nr 5.
 	H. BORTNOWSKA: Ach, to ta! „Tyg. Powsz.” 2007 nr 8 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	G. MARCHWIŃSKI: Jerzego Sosnowskiego „Tak to ten”. „Tekstualia” 2007 nr 3.
 	P. URBANIAK: RPG Sosnowskiego. „Twórczość” 2007 nr 2.
 	D. STRZESZEWSKI: Jerzy Sosnowski gra w lokalność z towarzyszeniem orkiestry i fałszujących solistów. „Tekstualia” 2008 nr 1 [w kontekście innych utworów J. Sosnowskiego].
 	Zob. też Ogólne.

Czekanie cudu

 	W. KUDYBA: Niepokój czytania. „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2009 nr 11.

Instalacja Idziego

 	Ł. SATURCZAK: Trudno nie wierzyć w nic. „Lampa” 2009 nr 11.
 	D. NOWACKI: Apokryf Idziego. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 47.
 	A. MADALIŃSKI: Nie ma ucieczki od religii. „W Drodze” 2010 nr 4.
 	M. WOŁOWICZ: Efekt irytacji. „Czas Kult.” 2010 nr 1.
 	R. ZIORA: I ty zostaniesz Kierkegaardem. „FA-art” 2010 nr 1/2.
 	W. DAWIDOWSKI (OSA): Instalacja marzeń. „Więź” 2011 nr 2/3.
 	M. OŁDAKOWSKA-KUFLOWA: „Instalacja Idziego” Jerzego Sosnowskiego na tle nowej generacji powieści „katolickiej”. W: Sacrum na nowo poszukiwane. O literaturze polskiej po 1989 roku. Lubl. 2015.

Spotkamy się w Honolulu

 	A. MADALIŃSKI: Wiedzieć, wierzyć, kochać. „Znak” 2014 nr 9.
 	D. NOWACKI: On – 45 lat. Ona – przeszło 70. Ich historia – więcej niż romans. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 99.
 	W. RUSINEK: Archeologia codzienności. „Twórczość” 2014 nr 8.
 	Ł. SATURCZAK: Żeby cię lepiej zjeść. „Więź” 2014 nr 2.
 	A. SOSNOWSKA: Niemożliwe. „W Drodze” 2014 nr 5.
 	W. RUSINEK:Polska Rzeczpospolita Codzienna. „FA-art” 2015 nr 1/2 [dot. też: I. Iwasiów: Bambino; E. Rylski: Obok Julii].
 	Zob. też Wywiady.

Wszystko zależy od przyimka

 	A. FIGA: Doskonała w polszczyźnie rozróba. „Rocz. Inst. Pol.-Ros.” 2014 nr 2.
 	M. MIŁAWSKA. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Językozn.” 2014 z. 2.

Co Bóg zrobił szympansom

 	K. KOLSKA: Między nami. „W Drodze” 2015 nr 10.
 	J. BIELAWA: To. „Nowe Książ.” 2016 nr 2.
 	K. DUNIN: Ciała zmartwychwstanie, dziady i Trygław. „Krytyka Polit. Dz. Opinii” 2016 [on-line] [dostęp 4 listopada 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/kinga-dunin-czyta/20160306/dunin-cos-dla-ducha.
 	W. RUSINEK: Co człowiek zrobił z dyskursem. [on-line] [dostęp 4 listopada 2016]. Dostępny w Internecie: https://wojciechrusinek.wordpress.com/2015/12/30/co-czlowiek-zrobil-z-dyskursem.
 	Ł. TISCHNER: Wierność wygranej. „Znak” 2016 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Sen sów

 	K. BIEDRZYCKI: Sowa – mądry ptak. „Więź” 2016 nr 3.
 	J. BIELAWA: Czarodziejski Kołobrzeg. „Nowe Książ.” 2016 nr 9.
 	D. NOWACKI: Genetyczna życzliwość. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 97.
 	W. RUSINEK: Afirmacje Jerzego Sosnowskiego. „Opcje” 2016 nr 3.
 	M. WAPIŃSKA: Każdy był w swoim Kołobrzegu. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 87 dod. „Kultura”.
 	R. WIŚNIEWSKI: Dream out loud. „Odra” 2016 nr 1.
 	A. SINKOWSKI: „A arbuz?”. „Twórczość” 2017 nr 1.
 	Zob. też Wywiady.

Fafarułej czyli Pastylki z pomarańczy

 	J. BIELAWA: Rzadko używany klawisz delete. „Nowe Książ.” 2017 nr 9.
 	D. NOWACKI: Kujon, a do tego ministrant. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 95.
</document>
<document nplp_id="3147" title="Andrzej STASIUK" slug="andrzej-stasiuk">ur. 1960

Prozaik, poeta, eseista, dramatopisarz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 25 września 1960 w Warszawie; syn Janusza Stasiuka, technika, i Heleny z domu Jaworowskiej. Uczył się w Liceum Zawodowym przy Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie, ale szkoły nie ukończył. Powołany w 1979 do wojska zdezerterował, za co został skazany na półtora roku więzienia. Po zwolnieniu zarobkował grą w kapeli ulicznej, pracował też dorywczo m.in. jako robotnik, goniec, sanitariusz. Zaangażował się w działalność nielegalnego ugrupowania pacyfistycznego Ruch Wolność i Pokój. W 1986 wyjechał z Warszawy i osiadł początkowo we wsi Czarne, a potem Wołowiec w Beskidzie Niskim. Debiutował w 1990 wierszem Nie miewam wizji, opublikowanym w piśmie „Po prostu” (nr 18). Wiersze, utwory prozą, felietony i recenzje zamieszczał m.in. w pismach: „bruLion” (1991), „Czas Kultury” (1993-1996), „Magazyn Literacki” (1993), „Tygodnik Powszechny” (1993, 1996-1999, 2002-2007 i od 2011; tu m.in. w 1993-94 cykl Opowieści galicyjskie, w 2003 cykl Podróż do Albanii. Cz. 1-2, w 2004 cykl publicystyczny Moldova. Cz. 1-2, od 2013 stały felieton Kroniki beskidzkie i światowe), „Tytuł” (1993), „Gazeta Wyborcza” (1993-2007), „Kresy” (1995, 1997), „Polityka” (2007), Przegląd Polityczny” (2001, 2003), „Rzeczpospolita” (1996, 1999-2006), „Lampa” (2006). W 1996 założył wraz z żoną Wydawnictwo Czarne, specjalizujące się w publikowaniu literatury polskiej i środkowoeuropejskiej. Równocześnie kontynuował twórczość literacką także jako autor dramatów (od 1998) oraz prozy eseistycznej, będącej efektem jego podróży, głownie po Europie Środkowej i Wschodniej oraz Azji. W 2015 roku został dyrektorem artystycznym Festiwalu im. Z. Haupta. Za twórczość literacką otrzymał wiele nagród, m.in. Fundacji Kultury (1994), Fundacji im. Kościelskich w Genewie (1995), nagrodę miast partnerskich Torunia i Getyngi im. S.B. Lindego (2002), Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005), nagrodę im. A. Stifera dla pisarzy z Europy Środkowej (2005), Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za całokształt twórczości (2011), słoweńską Międzynarodową Nagrodę Literacką „Vilenica” (2008) i Austriacką Nagrodę Państwową w dziedzinie literatury europejskiej (2016). Odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005).

W 1999 ożenił się z Moniką Sznajderman, antropologiem; ze związku tego ma córkę Antoninę (ur. 1990). Mieszka w Wołowcu.



TWÓRCZOŚĆ

1. Mury Hebronu. [Opowiadania]. Powst. 1985. Wyd. Wwa: Wydawn. Głodnych Duchów 1992, 124 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: PIW 1996; wyd. 3 Czarne: Wydawn. Czarne 1999; wyd. 4 Wołowiec: Wydawn. Czarne 2000, tamże wyd. 5 2001, wyd. 6 2009.
Zawartość: Miłość; Maria; Walka; Królowa; Ring; Sieć; Centuria; Powitanie; Czystość; Opowieść jednej nocy; Mury Hebronu.
Przekł. niem: Die Mauern von Hebron. [Przeł.] O. Kühl. Frankfurt am Main 2003.
Adapt.: radiowa: Mury Hebronu. Cz. 1-2. Adapt. i reż.: F. Zylber. Radio TOK FM 2009, - teatr.: Mury Hebronu. Reż. C. Studnia. Wr., T. Muz. „Kapitol”, 2010.
2. Wiersze miłosne i nie. Pozn.: Obserwator 1994, 68 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 7.
3. Biały kruk. [Powieść]. Pozn.: Obserwator 1995, 254 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 10. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. 1996. Por. poz. 4.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1995.
Przekł.: ang.: White raven. [Przeł.] W. Powaga. London 2000, - bułg.: Beliât garvan. [Przeł.] I. Likomanova. Sofiâ 1994, wyd. nast. tamże 2004, - czes.: Bila vrána. [Przeł.] M. Božilová. Praha 2012, - fiń.: Valkoinen korppi. [Przeł.] P. Paloposki. [Helsinki] 1998, - franc.: Le corbeau blanc. [Przeł.:] A. Żuk, L. Alaux. Lausanne, [Paris] 2007, - holend.: De witte raaf. [Przeł.] K. Lesman. Breda 1998, - maced.: Bel gavran. [Przeł.] M. Mirkulovska. Skopǰe 2015, ‒ niem.: Der weisse Rabe. [Przeł.] O. Kühl. Berlin 1998, wyd. nast.: tamże 2000, 2016, Reinbek bei Hamburg 2000, Berlin 2011, - ros.: Belyj voron. [Przeł.] L. Cyv’ân. Sankt Peterburg 2003, - serb.: Beli gavran. [Przeł.:] A. Lasek, B. Stojanović. Beograd 2004, - węgier.: Fehér halló. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2003, - włos.: Corvo bianco. [Przeł.] L. Quercioli Mincer. Milano 2002.
4. Gnoje. Scenariusz filmowy. [Współaut.:] P, Suchecki. J. Zalewski. Reż.: J. Zalewski. Ekran. 1995.
Adapt. powieści „Biały kruk” zob. poz. 3. – A. Stasiuk wystąpił w jednej ze scen filmu.
5. Opowieści galicyjskie. [Opowiadania]. Kr.: Znak 1995, 95 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Czarne: Wydawn. Czarne 1998, wyd. 3 Wołowiec: Wydawn. Czarne 2001. Por. poz. 24.
Zawartość: Józek; Władek; Kowal Kruk; Janek; Miejsce; Kościejny; Lewandowski; Knajpa; Babka; Rudy Sierżant; Noc; Maryśka; Spowiedź; Noc Druga; Koniec.
Przekł.: ang.: Tales of Galicia. [Przeł.] M. Nafpaktitis. Prague 2003, - bułg.: Galicijski istorii. [Przeł.] D. Denčeva. Sofiâ 2010, - czes.: Haličské povídky. [Przeł.] J. Kamiňska. Olomouc 2001, - franc.: Contess de Galicie. [Przeł.:] A. Żuk, L. Alaux. [Paris] 2003, - hindi: Gālisiyā kī kathāem. [Przeł.] M. Purī, M. Brovārcika. Nayī Dillī 2014, ‒ hiszp.: Cuentos de Galitzia. [Przeł.] A. Cazenave. Barcelona 2010, - holend.: Galicische vertellingen. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2007, - niem.: Galizische Geschichten. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2002, wyd. nast. tamże: 2004, 2007, - serb.: Galicijske priče. [Przeł.] B. Rajčić. Smederevo 2015, ‒ słowac.: Haličské poviedky. [Przeł.] J. Marušiak. Bratislava 2008, - słoweń.: Galicijske zgodbe. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2009, - węgier.: Galíciai történetek. [Przeł.] Z. Mihályi. Budapeszt 2001.
6. Przez rzekę. [Opowiadania]. Czarne, Gorlice: Wydawn. Czarne 1996, 164 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Czarne: Wydawn. Czarne 1998; wyd. 3 Wołowiec: Wydawn. Czarne 2000, tamże: wyd. 4 2001, wyd. 5 2009.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1997.
Zawartość: Chodzenie do kościoła; Chodzenie do biblioteki; Chodzenie na religię; Nadia; Wasyl; Podróż; Ptyś; Na północ; Zula Egipt; Przez rzekę; Pościg; Kruger.
Przekł.: franc.: Par le fleuve. [Przeł.] F. Laurent. Nantes 2000, - niem.: Űber den Fluss. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2004.
7. Dukla. [Powieść]. Czarne: Wydawn. Czarne 1997, 124 s. Wyd. nast. tamże 1999.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1998.
Przekł.: ang.: Dukla. [Przeł.] B. Johnston. Champaign. Dublin, London 2011, - czes.: Dukla. [Przeł.] J. Kamiňska. Olomouc 2006, - franc.: Dukla. [Przeł.:] A. Żuk, L. Alaux. [Paris] 2003, - hebr.: Dwqlah. [Przeł.:] M. Paz, N. Dreyyband. Mŵšab Ben-Šemen 2009, - hiszp.: El mundo detrás de Dukla. [Przeł.:] E. Bortkiewicz, J.C. Vidal. Barcelona 2003, - holend.: Dukla. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2001, wyd. nast. tamże 2002, - niem.: Die Welt hinter Dukla. [Przeł.] O. Kühl. Frankfurt am Main 2000, wyd. nast. tamże 2001, 2002, 2004, 2007, - norw.: Dukla. [Przeł.] M. Selberg. Oslo 2005, - ros.: Duklâ. [Przeł.] T. Izotova. Moskva 2003, - słowac.: Dukla. [Przeł.] J. Marušiak. Prešov 2004, - słoweń.: Dukla. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2015, ‒ szwedz.: Världen bortom Dukla. [Przeł.] T. Håkanson. Stockholm 2003, wyd. nast. Johanneshov 2014, - węgier.: Dukla. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2004, - włos.: Il mondo dietro Dukla. [Przeł.:] A. Amanti, L. Quercioli Mincer. Milano 2010, wyd. nast. pt. Il mondo dietro Dukla. [Przeł.:] A. Amenta, L. Quercioli Mincer. Milano 2010.
8. Dwie sztuki (telewizyjne) o śmierci. Czarne: Wydawn. Czarne 1998, 87 s.
Zawartość: Solo [poz. 10]; Kwintet.
9. Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej). Czarne: Wydawn. Czarne 1998, 125 s.
Przekł.: czes.: Jak jsem se stal spisovatelem. [Przeł.] V. Burian. Praha 2004, - franc.: Pourquoi je suis devenu écrivan. [Przeł.] M. Carlier. Arles 2013, ‒ niem.: Wie ich Schriftsteller wurde. [Przeł.] O. Kühl. Frankfurt Am Main 2001, - rum.: Cum am devenit scriitor. [Przeł.] I. Petrică. Bucureşti 2003, - węgier.: Hogyan lettem író. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2003, - nadto przekł. koreań. [Korea] 2005.
10. Solo. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 1998. Druk zob. poz. 8. Praprem.: Reż.: A. Olsten. Gdańsk, T. Wybrzeże 2002.
11. Dziewięć. [Powieść]. Czarne: Wydawn. Czarne 1999, 248 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 3 2004, wyd. 4 2009.
Przekł.: ang.: Nine. [Przeł.] B. Johnson. Orlando 2007, toż London 2007, – bułg.: Devet. [Przeł.] I. Angelova. Sofiâ 2013, – chorwac.: Devet. [Przeł.] D. Kaniecke. 2003, – franc.: Neuf. [Przeł.] G. Erhard. [Paris] 2009, – hiszp.: Nueve. [Przeł.:] E. Bortkiewicz, J.C. Vidal. Barcelona 2004, – niderl.: Negen. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2011, ‒ niem.: Neun. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2002, wyd. nast. tamże 2004, – ros.: Devât’. [Przeł.] M. Kurganovskaâ. Sankt Peterburg 2005, – rum.: Nouă. [Przeł.] C. Godun. [Bucureşti] 2007. Wyd. łącznie z poz. 20 pt. Nouă şi Fado. Bucureşti 2010, – serb.: Devet. [Przeł.] I. Maslač. Zaprešić 2003, wyd. nast. w przekł. V. Milutinović-Durić. Beograd 2011, – słoweń.: Devet. Ljubljana [Przeł.] J. Unuk. 2004, – szwedz.: Nio. [Przeł.] T. Håkanson. Stockholm 2005, – ukr.: Dev’jat’. [Przeł.] N. Čorpìti. L’vìv 2001, - węgier.: Kilenc. [Przeł.] G. Korner. Budapest 2007, wyd. nast. tamże 2009, – włos.: Il Cielo sopra Varsavia. [Przeł.] L. Quercioli Mincer. Milano 2003.
12. Moja Europa. Dwa Eseje o Europie Zwanej Środkową. [Autorzy:] J. Andruchowycz, A. Stasiuk. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2000, 139 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2001, wyd. 3 2007.
Tu Andrzeja Stasiuka: Dziennik okrętowy, s. 75-140; Esej. J. Andruchowycza pt. „Środkowowschodnie rewizje” w przekł. L. Stefanowskiej.
Przekł.: czes.: Moja Evropa. [Przeł.:] V. Burin, T. Vašut. V Olomouci 2009, - franc.: Mon Europe. [Przeł.] M. Laurent. Montricher 2004, - hiszp.: Mi Europa. [Przeł.:] J. Lech, J. Sławomirski, A. Rubió. Barcelona 2005, - niem.: Mein Europa. [Przeł. z pol.] M. Pollck, [przeł. z ukr.] S. Onufrin. Frankfurt am Main 2004, - rumuń.: Europa mea. [Przeł.] C. Geambaşu. Iaşi 2003, - ukr.: Moja Jevropa. [Przeł.] S. Gračova. L’vìv 2001, - węgier.: Az én Európám. [Przeł.] G. Korner. Budapest 2004.
13. Monolog o śmierci. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Adapt.: J. Skoczeń, A. Czarnecka. Reż. J. Skoczeń. TVP 2000.
14. Muchy. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2000 nr 4 s. 21-34. Praprem. tv: Reż. Ł. Wylężałek. TVP 2000.
Przekł.: ukr.: Muhi. [Przeł.] G. Cišuk. W: Sučasnaâ pol'skaâ p'esa. Minsk 2002, wyd. nast. 2003.
15. Opowieści wigilijne. Autorzy: J. Pilch, O. Tokarczuk, A.Stasiuk. Wałbrzych: Ruta; Wołowiec: Wydawn. Czarne 2000, 59 s.
Tu Andrzeja Stasiuka: Opowieść wigilijna, s. 39-60.
Przekł. mołd.: Poveste de Crăcun. [Przeł.] C. Godun. W: Trei laureati Nike intr-o carte. Chişinău 2011.
16. Tekturowy samolot. [Szkice literackie i felietony]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2000, 201 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2001.
Zawiera szkice: Twarz Samuela Becketta; Koniec starej śmierci; Rewolucja, czyli zagłada; Krew Ludwika [dot.: J.-P. Roux: Krew – mity, symbole, rzeczywistość]; O Bablu i o Rembeku; Nasza konkwista; [dot.: A. Bobkowski: Szkice piórkiem]; Utracone dziedzictwo; Cień Roberta Damiensa [dot. kary śmierci]; Ikona Marie Hans Bellmer, czyli chirurgia cierpienia [dot. H. Bellmer: Lalka]; Według [Z.] Rybczyńskiego; Święty Graal i detektywi; Fantomy po przystępnej cenie [dot. pornografii]; Duchowy lumpenproletariat [dot.: K. Deschner: Krzyż Pański z Kościołem]; W poszukiwaniu zdradzonego czasu [dot. motywu zbrodni w literaturze]; Zygmunt Haupt; Lunch z robakami [dot.: W. Borroughs: Nagi lunch]; Amerykanin w Petersburgu [dot. postaci detektywa Marlowe’a w twórczości R. Chandlera]; Lekcja doktora Destouched’a [dot. L.-F. Céline]; O Hrabalu.
Przekł. niem: Das Flugzeug aus Karton. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2004.
17. Zima. [Opowiadanie]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2001, 47 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2002.
Przekł.: franc.: L’hiver. [Przekł.] M. Laurent. Montricher 2006, - niem.: Winter. [Przeł.:] O. Kűhl, R. Schmidgall. Frankfurt am Main, Leipzig 2009.
18. Jadąc do Babadag. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2004, 321 s. Wyd. nast. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2006.
Nagroda Lit. im. B. Pawlak w 2004, Nagroda Lit. Nike w 2005.
Zawiera szkice z podróży przez Europę Środkową: Ten lęk; Słowacka dwusetka; Rǎşinari; Nasz bat’ko; Opis podróży przez wschodnie Węgry na Ukrainę; Baia Mare; Tara Secuilor, Székelyföld, Szeklerland; Kraj, w którym zaczęła się wojna; Shgiperia; Moldova; Prom do Gałacza; Namiot rozbity w nowym miejscu; Delta; Jadąc do Babadag.
Przekł.: albań.: Rrugës për në Babadag. [Przeł.] A. Beqiraj. Tiranë 2006, - ang.: On the road to Babadag. [Przeł.] M. Kandel. London 2012, - bułg.: Po p”tâ za Babadag. [Przeł.] D. Denčeva. Sofiâ 2010, - czes.: Cestou do Babadagu. [Przeł.:] J. Kamiňska, H. Stachová, T. Vašut. Olomouc 2008, - fiń.: Matkalla Babadagiin. [Przeł.] P. Paloposki. Helsinki 2006, - franc.: Sur la route de Babadag. [Przeł.] M. Maliszewska. [Paris] 2007, - hiszp.: De camino de Babadag. [Przeł.] A. Cazenave Cantón. Barcelona 2008, - litew.: Pakeliui į Babadaga. [Przeł.] V. Dekšnys. Kaunas 2006, - niem.: Unterwegs nach Babadag. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2005, - ros.: Na puti v Babadag. [Przeł.] I. Adel’gejm. Moskva 2009, - rumuń.: Călătarind spre Babadag. [Przeł.] C. Godun. Bucureşti 2007, - serb.: Na putu za Babadag. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2009, - słoweń.: Na poti v Babadag. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2007, wyd. nast. tamże 2008, - szwedz.: På vägen till Babadag. [Przeł.] T. Håkanson. Stockholm 2015, - ukr.: Dorogoû na Babadag. [Przeł.] O. Slivinskij. Kiiv 2007, - węgier.: Útban Babadagba. [Przeł.] G. Korner. Budapest 2006.
19. Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2005 nr 2 s. 5-32. Praprem. w ramach Unii Teatrów Europy. Reż.: M. Grabowski. Dusseldorf, Schauspielhaus we współpr. ze Starym T. w Kr. 2005. Praprem. pol. z podtyt.: Wodewil o stereotypach. Reż.: M. Grabowski. Kr., Nar. T. Stary 2005. Sztuka powstała na zamówienie Düsseldorfer Schauspielhaus. Por. poz. 20.
Wyst. nast.: wyst. pt. Noc. Wwa, T. Pol. 2008, pt. Noc, czyli słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna. Szczecin, T. Pol. 2011, pt. Barbarzyńcy przyszli. Kielce, Stow. Artyst. Ecce Homo 2012.
Sztuka powstała na zamówienie Düsseldorfer Schauspielhaus. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2006.
Przekł.: czes.: Noc. Przeł. I. Lexová. W: A. Stasiuk: Tři hry. Praha 2013, - franc.: Les barbares sont arrivés. [Przeł.] Z. Bobowicz. [Paris] 2008, – ros.: Noč'. [Przeł.] M. Kurganskaâ. W: Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii. Moskva 2010.
Adapt. radiowa: Noc, czyli słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna. Adapt. i reż.: J. Wernio. T. Pol. Radia 2010.
20. Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2005, 91 s. Por. poz. 18.
21. Fado. [Szkice z podróży]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2006, 174 s.
Nagroda im. A. Fiedlera Bursztynowy Motyl w 2007.
Zawartość: Autostrada; Słowiańskie on the road; Bulatović; Poetyka i masakra; Mapa; Rumunia; Czarnogóra; Pogradec; Nie ma deszczu w Przeklętych Górach; Rudňany; Karpaty; Parodia jako sposób przetrwania kontynentu; Pas ludności mieszanej; Stróże; Przed stacją; The space of freedom; Banknoty; Połowa października, powrót; Zaduszki; Błędne ognie zmarłych; Pamięć; Nasza gra w Bildung; Ciało Ojca; Spokój.
Przekł.: ang.: Fado. [Przeł.] B. Johnson. London 2009, – franc.: Fado dans les Carpathes. [Przeł.] Ch. Zaremba. [Paris] 2009, – niem.: Fado. [Przeł.] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2008, - rum.: Fado. [Przeł.] C. Godun. Wyd. łacznie z poz. 10 pt. Nouă şi Fado. Bucureşti 2010, - ukr.: Fado. [Przeł.] M. Bogdani. Kiïv 2009.
22. Ciemny las. [Utwór dramatyczny]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2007, 109 s. Przedr. w: Trans/formacja. Dramat polski po 1989 roku. Antologia. 2. Wybór i wstęp J. Kopciński, oprac. tekstów B. Mieszkowska. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2013.
Przekł. czes.: Temný les. Przeł. I. Lexová. W: A. Stasiuk: Tři hry. Praha 2013.
23. Dojczland. [Szkic z podróży do Niemiec]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2007, 111 s.
Przekł.: franc.: Mon Allemagne. [Przeł.] Ch. Zaremba. [Paris] 2010, – niem.: Dojczland. [Przeł.] O. Kühl. Frankfurt am Main 2008, wyd. nast. Berlin 2012, – rum.: Djermania. [Przeł.] C. Godun. Bucureşti 2014.
24. Wino truskawkowe; Jahodové víno. [Scenariusz filmowy; współaut.:] D. Jabłoński. Reż.: D. Jabłoński. Ekran. (pol.-słowac.) 2008.
Na podstawie Opowieści galicyjskich por. poz. 4.
25. Czekając na Turka. [Utwór dramatyczny]. Praprem. Kr,. Stary T. 2009. Wyd. osob. pt. Czekając na Turka; Warten auf den Tren. [Przekł.] O. Kühl. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2009, 153 s.
W wyd. 2 z 2009 tekst w jęz. pol. i niem. - Sztuka powstała na zamówienie Goethe Instytut w ramach projektu „After the fall”, ukazującej konsekwencje upadku muru berlińskiego.
Przekł.: czes.: Čekáni na Turka. Przeł. I. Lexová. W: A. Stasiuk: Tři hry. Praha 2013, - niem.: zob. wyżej, - słowac.: Čakanie na Turka [Przeł.] P. Himič. Levoča 2013, - ukr. w: Spovìd' pìslâ zlamu. [Przeł.] O. Bojčenko, A. Bondar, O. Ìrvanec'. Kiïv 2013.
26. Taksim. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2009, 328 s. Wyd. 2 tamże 2009.
Nagroda Lit. Gdynia w dziedzinie prozy w 2010.
Przekł.: chorwac.: Taksim [Przeł.] S. Kasumović. Zaprešić 2012, – franc.: Taksim. [Przeł.] Ch. Zaremba. Arles 2011. – hiszp.: Taksim. Przeł. A. Cazenave. Barcelona 2015, - norw.: Taksim [Przeł.] A. Walseng. Oslo 2013, ‒ słowac.: Taksim. [Przeł.] M. Petrincová. Bratislava 2011, - słoweń.: Taksim. Przeł. J. Unuk. Ljubljana 2012, - szwedz.: Taksim. [Przeł.] T. Håkanson. Stockholm 2013, ‒ węgier.: Taksim. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2011.
27. Dziennik pisany później. [Opis podróży po Bałkanach]. Wołowiec: Czarne 2010, 164 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2011.
Przekł. niem.: Tagebuch danach geschrieben. [Przeł.] O. Kühl. Berlin 2012.
Adaptacja teatr. pt. Supermarket i Narodowe VooDoo. Reż.: J. Timingeriu. Lubl.: Ośrodek Praktyk Teatr. Gardzienice 2012.
28. Grochów. [Opowiadania]. Wołowiec: Czarne 2012, 93 s.
Zawartość: Babka i duchy; Augustyn; Suka; Grochów (opowiadanie dla Olka).
Nominacja w 2013 do finału Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus i do .Nagrody Literackiej Gdynia.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Czyta: M. Baka. Wołowiec: Czarne 2012, 1 płyta CD w formacie mp3.
Przekł.: franc.: Un vague sentiment de perte. [Przeł.] M. Carlier. Arles 2015, – węgier.: Át a folyón : és más elbeszélések. [Przeł.] K. Gábor. Budapest 2013.
29. Nie ma ekspresów przy żółtych drogach. Wołowiec: Czarne 2013, 169 s.
Zbiór felietonów publikowanych wcześniej w „L’Espresso”, piśmie internetowym Dwutygodnik.com (w cyklu „Z drogi”), w „Tyg. Powsz.” (w cyklu „Kroniki beskidzkie i światowe”), w katalogu wystawy „Void” (BWA: Nowy Sącz), w „Art &amp;amp; Business” i „Neue Zürcher Zeitung” oraz w publikacji towarzyszącej Festiwalowi Muzyczno-Literackiemu „Wege durch das Land – Paths through the Region” (Coevay).
Przekł. niem.: Der Stich im Herzen. Geschichten vom Fernweh. [Przeł.] R. Schmidgall. Berlin 2015.
30. Wschód. [Opowieść o podróży do Rosji i Azji]. Wołowiec: Czarne 2014, 303 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. Warszawy w dziedzinie prozy w 2015.
Przekł. ukr.: Shìd. Przeł. [?]. L'vìv 2015.
31. „Życie to jednak strata jest”. Andrzej Stasiuk w rozmowach z Dorotą Wodecką. Wwa: Agora; Wołowiec: Czarne 2015, 175 s. Bibl. „Gaz. Wybor.”.
32. Kucając. [Felietony]. Wołowiec: Czarne 2015, 128 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zbiór felietonów o przyrodzie, opublikowanych wcześniej w książkach lub czasopismach: „L’Espresso”, „Tyg. Powsz.” (w cyklu „Kroniki beskidzkie i światowe”) oraz piśmie internetowym „Dwutygodnik.com” (w cyklu „Z drogi”).
33. Osiołkiem. [Opowieść o podróży na Ukrainę, do Rosji i Azji]. Wołowiec: Czarne 2016, 200 s.

Przekłady utworów prozą i wierszy Andrzeja Stasiuka w antologiach zagranicznych: bułg.: S’’vremenna polska drama. [Oprac.:] S. Borisova i in. Sofiâ 2008; Lûbimi polski avtori i tvorbi = Ulubieni polscy autorzy i dzieła. [Red.:] M. Grigorova. Veliko T’rnovo 2014, – chorw.: Orkestru iza leda. [Oprac.:] V. Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – franc.: Last &amp;amp; Lost. Atlas d'une Europe fantôme. [Oprac.:] K. Raabe, M. Sznajderman. Lausanne 2007; Odessa Transfer. [Oprac.:] K. Raabe, M. Sznajderman. Lausanne 2011, – hiszp.: Elogio del cuento polaco. Przeł. S. Pitol, R. Mendoza. Mexico 2012; Un escritor, un pais. Santiago de Chile 2012, – jap.: Poketto-no naka-no Tōō bungaku. [Oprac.:] Iijima Makoto, Kohara Masatoshi. Yokohama 2006, – koreań.: Nauen eojjeoda jagkaba deonna. [Przeł. z niem.] Pak Jong Dae. Seoul 2005, – niem.: Grenzen überschreiten. Polens junge Generation erzählt. München 1996; Das Unsichtbare lieben. Kochać to, co niewidzialne. [Oprac.:] D. Danielewicz-Kerski. Köln 1998; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. München 2000; Polnische Literatur und deutsch-polnische Literaturbeziehungen. [Oprac.:] M. Kneipp, M. Mack. Berlin 2003; Sarmatische Landschaften. [Oprac.:] M. Pollack. Frankfurt am Main 2005; Odessa Transfer. Nachrichten vom Schwarzen Meer. [Oprac.:] R. Schmidgall. Frankfurt am Main 2009; Hinter der Blechwand. [Przeł.] R. Schmidgall. Berlin 2011, – ros.: 17 [Semnadcat'] rasskazov pol'skih pisatelej. [Oprac.:] K. Serikbaeva. Semej 2004; Antologia sovremennoj pol’skoj dramaturgii. Moskva 2010, – serb.: Stâne pripravnosti. Pregled savremene pôlske poezǐje: generacǐja BruLiona i novǐji autori. [Przeł.] A. Šaranac. Beograd 2010, – szwedz.: Polen berättar. Navelsträngen i jorden. [Oprac.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Przeł.] N. T. Yüce. İstanbul 2014, – ukr.: Sučasnaâ pol'skaâ p'esa. [Oprac.:] V.A. Grybajly. Minsk 2002; Dvaccac' pol'skìh apavâdan'nâŭ. [Oprac.:] A. Hadanovič. Minsk 2007, – węg.: Huszadik századi lengyel novellák. [Oprac.:] L. Pálfalvi. Budapest 2007; Varsó fölött az ég. [Oprac.:] L. Pálfalvi. Budapest 2007, – włos.: La Polonia tra identità nazionale e appartenenza europea. [Oprac.:] L. Marinelli. Roma 2007.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady zob. poz. 30 oraz m.in.: Nie jestem poetą przeklętym. Rozm. J. Barełkowski, J. Żmudziński. „Czas Kult.” 1993 nr 4; Na czym opiera się pisanie. Rozm. M. Okoński. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 45; Na pisaniu świat się nie kończy. Rozm. D. Nowacki. „Nowy Nurt” 1995 nr 9; Taka tragedia, na jaką nas stać. Notowała M. Sznajderman. „Kino” 1995 nr 7/8; Dotykanie rzeczywistości. Rozm. P. Kępiński. „Rzeczpospolita” 1996 nr 128; Musimy żyć, żeby nie umrzeć z nudy. Rozm. A. Kosińska. „Dekada Lit.” 1996 nr 3; Pisanie to mój narkotyk. Rozm. Z. Skrok. „Literatura” 1996 nr 2; Warszawa jest wsią. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 1999 nr 225; Zwierzęca radość pisania. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 1999 nr 31; Drukuje mnie żona. Rozm. R. Rzeszotek. „Nowości” 2000 nr 122; Narzędzie języka. Rozm. M. Derewońko. „Kulisy” 2000 nr 7; O książkach, domu, podróżach i dzieciach. Rozm. K. Czubaszek. „Życie Warsz.” 2000 nr 196; Piszę, bo lubię i z tego żyję. Rozm. M. Struś. „Nowiny” 2000 nr 210; Są to książki o mnie… Rozm. E. Chuchro. „Wydawca” 2001 nr 10; Mur, czyli stany człowieczeństwa. Rozm. S. Bereś. W: S. Bereś: Historia literatury polskiej w rozmowach. Wwa 2002; Patroszenie świata. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 14; Europa second hand. Rozm. K. Domagała. „Integracja Europejska” 2003 nr 11; Każda książka jest porażką. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2003 nr 79; Mnie interesuje rozpad. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2004 nr 2, przedr. w P. Dunin-Wąsowicz: Rozmowy lampowe. Wwa 2007; Ta moja „gorsza” Europa. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2004 nr 102; Zimowy kruk. Rozm. Ł. Stec. „Kultura” 2003/2004 nr 12/1; Opowieść o żółtych drogach. Rozm. B. Dobroch. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 44; Słowiańsko-germańska tragifarsa. Rozm. M. Bogacka-Wundlich. „Dialog” 2005 nr 2 [dot. Noc]; Unikam warszawskiej chamówy. Rozm. M. Szymaniak. „Życie Warsz.” 2005 nr 240; Z Polski wyjeżdżam i do niej wracam. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 219; Andrzej Stasiuk – więzienie z widokiem. Rozm. J. Sobolewska. „Przekrój” 2006 nr 37; A. S.: Afryka wcale. Rozm. S. Bereś. „Dziennik” 2006 nr 145; O Rumunii można nieskończenie. Rozm. P. Gołoburda. „Lampa” 2006 nr 10; Pielgrzymka light. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2006 nr 205; Świat jest w porządku. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 30; Świat rzeczy używanych. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2006 nr 190; Ja nie zabawiam publiczności. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 144; Ja, kundel. Rozm. D. Rosiak. „Rzeczpospolita” 2007 nr 181; Piękna strata. Rozm. G. Gnauck. „Forum” 2007 nr 8; Wschód to Wschód. Rozm. A. Zawrzykraj. „Dialog” 2007 nr 2 [dot.: Ciemny las]; Istniejemy dzięki granicom. Rozm. M. Wapińska. „Dziennik” 2008 nr 4; O najpiękniejszych zamkach w wyobraźni (których nikt nie zdoła zburzyć), przebieraniu łapami w nurcie życia i parareligijnym ryciu w literaturze opowiada Andrzej Stasiuk. Rozm. M. Kargul. „Kresy” 2008 nr 4; Boks metafizyczny. Rozm. M. Czerwińska. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 41; Coś trzeba opowiadać. Rozm. P. Gołoburda. „Lampa” 2009 nr 9 [dot.: Taksim]; [Dwanaście] 12 myśli… Rozm. W. Surmacz. „Forbes” 2009 nr 6; Idę, będąc nieco gruby. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 213; Jesteśmy narodem handlu i stepu. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 231; Kraj schyłku i melancholii. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2009 nr 244; Na zachodzie się nie znam. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2009 nr 41; Wsiok jestem. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2009 nr 114; Jestem orędownikiem burdelu. Rozm. M. Rigamonti. „Newsweek Pol.” 2010 nr 46; Mam romanse z geografią. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 275 dod. „Duży Format” nr 46; Przygody pisarza to tylko część wielkiej podróży. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2010 nr 2; Smak wina truskawkowego i inne smaki. Rozm. M. Kargul. „Kresy” 2010 nr 1/2; Życie jest fajne. Z A. S. i M. Sznajderman rozm. M. Żyła. „Znak” 2010 nr 5; Czytanie wystrzeli cię w kosmos. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 136; My, Polacy, jesteśmy inni. I niech tak zostanie… Rozm.: M. Grabowski, A. Koziński. „Pol. Metropolia Warsz.” dod. „Kocham czytać” 2011 nr 100; Niech się święci czarny baran! Rozm. P. Najsztub. „Wprost” 2011 nr 17; Niemcy i cała reszta. Rozm. T. Machała. „Wprost” 2011 nr 49; Załamanie światła. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 52; Bo we mnie jest wieś. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 181; Duch i oko materii. Rozm. R. Koziołek. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 46; Polska. Polska forever. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 69 [dot.: Grochów]; Poszukaj synku sam. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 83; Wielka imitacja reszty świata. Rozm. M. Meller. „Newsweek Pol.” 2012 nr 51/52; Bo przecież Jezus był Polakiem. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 180; Kiedy nicość zamienia się w esencję. Rozm. J. Koźbiel. „Więź” 2013 nr 4; Proszę pytać innych. Rozm. R. Laudański. „Dz. Wschodni” 2013 nr 236; Splot wiochy i witalizmu. Rozm. D. Wodecka. „Przegląd” 2013 nr 15, przedr. w D. Wodecka: Polonez na polu minowym. Wwa 2013; Tylko sześć pytań. Rozm. E. Wojnarowska. „Kraków” 2013 nr 1; Breżniew i miłość. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 207; Nie ma piękniejszej rzeczy, niż jechać przez step i nie oglądać nikogo. Rozm. D. Nowicka. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 98; S.: Sushi z Biedronki. Rozm. A. Golec. „Newsweek Polska” 2014 nr 38 [dot. też: Wschód]; W naszej części Europy historia nigdy się nie kończy. Rozm. I. Dańko. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 103; Warto walczyć o siebie. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 73, toż „Przegląd” 2015 nr 23; iPhone’em świata nie zbawisz. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 107; Na Wschodzie bez zmian. Rozm. G. Nurek. „Nowa Europa Wschodnia” 2015 nr 1; O podróżowaniu, mizantropii, Bogu i brzydkich słowach. Rozm. J. Koźbiel. W tejże: Słowo i sens. Pruszków 2016; Polska ziemia niczyja. Rozm. E. Pawlicka. „Newsweek Polska” 2016 nr 18; Ten zwierz się rozgościł. Rozm.: A. Pawlicka. „Newsweek Polska” 2016 nr 52/1 [tu też wypowiedź E. Rylskiego]; Wierzchowce i maszyny. Rozm. M. Sowiński. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 48; Nie pozwolę politykom odebrać sobie życia. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 252.

Ogólne

 	E. KLEDZIK: Prowincjonalizowanie. Twórczość Jurija Brězana, Wolfganga Hilbiga i Andrzeja Stasiuka w perspektywie postkolonialnej. Pozn.: Wydawn. Nauka i Innowacje 2013, 276 s.
 	L. BUGAJSKI: Słownik nowych nazwisk. „Polityka” 1995 nr 9.
 	J. KLEJNOCKI: Pustelnik i komiwojażer. „Polityka” 1995 nr 30.
 	M. ORSKI: „To wszystko było pustym gestem”. „Odra” 1995 nr 12.
 	L. BURSKA: Sprawy męskie i nie. „Teksty Drugie” 1996 nr 5.
 	K. BUDROWSKA: Kobieta na marginesie. Kobieta w prozie Andrzeja Stasiuka. „Test” 1997 nr 3.
 	M. CICHY: Przełęcz na tamtą stronę. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 268.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Czułość sycona strachem. W tychże: Niebawem spadnie błoto, czyli kilka uwag o literaturze nieprzyjemnej. Pozn. 1997.
 	Z. SKROK: Poeta dzieckiem na Pradze. „Fraza” 1997 nr 3.
 	S. DŁUSKI: Blizny, rozpryski duszy, zapiski na marginesie prozy Andrzeja Stasiuka. „Kwart. Artyst.” 1998 nr 3.
 	M. GROCHOWSKA: Ona i on. Przez pięć strumieni. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 255 dod. „Wysokie Obcasy”.
 	D. JANISZEWSKI: Andrzej Stasiuk i jego (nie)prawdziwi mężczyźni. „Dialog” 1999 nr 6.
 	Ł. KASPER: Świat męski w prozie Andrzeja Stasiuka. „Pogranicza” 1999 nr 6.
 	J. MADEJSKI: „Ja” wobec „innego”. Sytuacja wyobcowania w twórczości Andrzeja Stasiuka. W: Człowiek i rzecz. Pozn. 1999.
 	K. BUDROWSKA: Proza Andrzeja Stasiuka, czyli kobieta w pełni uwikłana; S., czyli wersja głównie pesymistyczna. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	P. CZAPLIŃSKI: Śmierć podejrzana – obrazy umierania w prozie lat dziewięćdziesiątych. W: Mikrologi ze śmiercią. Pozn. 2001.
 	Z. TRYSIŃSKI: Z problematyki związków Andrzeja Stasiuka. Zygmunt Haupt. Rekonesans historycznoliteracki. „Zesz. Nauk. WSP w Rzesz. Hist. Lit.” 2001 z. 7.
 	Z. ZIĄTEK: Przestrzeń i pamięć. Andrzej Stasiuk. w poszukiwaniu nowej tożsamości. „Kresy” 1999 nr 4, przedr. w tegoż: W: Maski współczesności. Wwa 2001.
 	U. GLENSK: Proza wyzwolonej generacji 1989-1999. Kr. 2002, passim.
 	H. GOSK: Postać literacka wobec wymiaru codzienności. W tejże: Bohater swoich czasów. Izabelin 2002.
 	B. WITOSZ: Obrona bliskości w prozie Andrzeja Stasiuka. „Teksty Drugie” 2002 nr 5.
 	P. CZAPLIŃSKI: Świat podrobiony. W tegoż: Krytyka i literatura wobec nowej rzeczywistości. Kr. 2003.
 	A.M. FRANKOWIAK: Swojskość i obcość. Dylematy egzystencjalne w prozie Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2003 nr 1/2.
 	I. IWASIÓW: Anachroniczny bastion z lektury, z literatury. W: Była sobie krytyka… Katow. 2003.
 	M. ORSKI: Ut pictura poesis Andrzej Stasiuk. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	T. PYTKO: Stasiuk – fotogeniczny kameleon. „Fraza” 2003 nr 1/2.
 	B. MARZEC: Przeczyta nas Izaak Babel. „Rzeczpospolita” 2004 nr 50 dod. „Plus Minus”.
 	B. WARKOCKI: Mężczyźni między mężczyznami. „Pogranicza” 2004 nr 4.
 	A. FRANKOWIAK: Desakralizacja egzystencji w prozie Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2005 nr 1/2.
 	A. KACZOROWSKI: Proza górą. „Polityka” 2005 nr 40.
 	A. BAGŁAJEWSKI: „Podróże do Polski” Andrzeja Stasiuka. „Kresy” 2006 nr 3.
 	B. WARKOCKI: Litość to zbrodnia. Podmiot i pomiot a struktura „mitu męskości” w twórczości Andrzeja Stasiuka. W: Podmiot i tekst w literaturze XX w. Wwa 2006.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Mit Galicji a idea „mojej Europy”. (Stasiuk – Andruchowicz – Topol). „Pr. Komis. Filol. Pozn. TPN” 2007 t. 48.
 	T. BOCHEŃSKI: Imitacje magiczności w polskiej prozie współczesnej. Tokarczuk i Stasiuk, czyli jaki umysł kryje się pod peruką. W: Realizm magiczny. Łódź 2007.
 	E. DUTKA: „Słowiańskie on the road” – o Europie „zwanej środkową” w prozie Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2007 nr 4.
 	P. GULDA: Drożdże z drogi. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 76 [dot. też: M. Trzaska: Kantry].
 	B. WARKOCKI: Tożsamość możliwa, czyli odmiany męskości w prozie Andrzeja Stasiuka. W tegoż: Homo niewiadomo. Wwa 2007.
 	A. FRANKOWIAK: Andrzej Stasiuk w perspektywie hiszpańskiego personalizmu. „Media, Kult., Komunikacja Społ. 2007/2008 nr 3/4.
 	A. FRANKOWIAK: „Pętelka historii i guzik teraźniejszości”, czyli o samotności, lęku i środkowoeuropejskim istnieniu w prozie Andrzeja Stasiuka. „Studia Ełckie” 2008 t. 10.
 	P. MAJEWSKI: Przeglądanie się w Cyganie. Obraz innego w prozie A. S. „Sprawy Narodowościowe” 2008 z. 32.
 	D. SKÓRCZEWSKI: Kompleks(y) środkowego Europejczyka. „Opcje” 2008 nr 2 [dot. m. in.: Jadąc do Babadag, Fado].
 	D. ČILIĆ ŠKELJO: Językowe i stylistyczne pułapki w prozie Andrzeja Stasiuka. „Rocz. Przekładoznawczy” 2009 [dot. przekładów chorwac.].
 	E. DUTKA: „Przestrzeń współtworzenia”. O fotografii w pisarstwie Andrzeja Stasiuka. „Media, Kult., Komunikacja Społ.” 2009 nr 5.
 	K. DZIKA-JUREK: Głos w sprawie kilku zdjęć. Pewne „fotografie” S. i Dehnela. „Świat i Sł.” 2009 nr 2.
 	A. FIUT: Powrót do Europy Środkowej? Wariacje o pisarstwie Andrzeja Stasiuka. i Jurija Andruchowycza. „Pogranicze” 2009 t. 3.
 	A. KALIN: Polsko-niemieckie granice literackie w prozie Andrzeja Stasiuka. „Dziedzictwo Kulturowe Regionu Pogranicza” 2009 t. 2.
 	A. KOŁOS: „Wschód jest bez dna”. Masłowskiej i S. konstrukcje tożsamości. „Podteksty” 2009 nr 4.
 	O. NACHLIK: Tworzenie Europy. Ukraińsko-polski dialog międzykulturowy. „Postscriptum Polonist.” 2009 nr 1 [dot. też J. Andruchowycza].
 	M. PRUSSAK: Biblia zdegradowana? Dramaty Andrzeja Stasiuka „Dialog” 2009 nr 2.
 	W. ŚMIEJA: Literackie podróże współczesności. „Przegląd” 2009 nr 31 [dot. też twórczości R. Kapuścińskiego, O. Tokarczuk, M. Wilka].
 	A. KOPEĆ: Andrzej Stasiuk i inni. W tegoż: Niepokorni, brudni, źli. Pozn. 2010.
 	A. MICHNIEWICZ: S., czyli uwodziciel. „Podteksty” 2010 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Coś w rodzaju wdzięczności. „Nowe Książ.” 2010 nr 2.
 	E. SŁAWKOWA: Funkcje leksyki kolorystycznej w prozie Andrzeja Stasiuka. „Jęz. Artyst.” 2010 t. 14.
 	C. ZALEWSKI: Antropologia fotografii zdjęcia artystycznego w literackim ujęciu W. Szymborskiej, Z. Herberta i A. Stasiuka. W tegoż: Pragnienie, poznanie, przemijanie. Kr. 2010.
 	Z. ZARĘBIANKA: Podróż jako wieczny cykl życia. Duchowe wymiary podróży w prozie Andrzeja Stasiuka. W: Cykle i cykliczność. Białystok 2010.
 	A. KALIN: Idea Europu Środkowej w eseistyce Andrzeja Stasiuka i Jurija Andruchowycza. „Slav. Occid.” 2011 t. 68.
 	B. KLIŚ: Polifonia, czyli wielogłosowość tekstu literackiego w wybranych tekstach prozatorskich Olgi Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka. „LingVaria” 2011 nr 2.
 	E. KONOŃCZUK: Mapa w interdyscyplinarnym dialogu geografii, historii i literatury. „Teksty Drugie” 2011 nr 5.
 	A. M. MONLUÇON: Żywoty mroczne, żywoty niemożliwe do opowiedzenia? „Porównania” 2011 t. 9.
 	M. SIMONOWICZ: Zazdroszczę bydlęcej niezatapialności. Andrzeja Stasiuka w Białej Podlasce. „Podlaski Kwart. Kult.” 2011 nr 1.
 	O. WERETIUK: Jurij Andruchowycz i Andrzej Stasiuk o tożsamości ukształtowanej przez historię. „Porównania” 2011 t. 9.
 	M. COBEL-TOKARSKA: Bieda Europy Środkowej w narracjach Andrzeja Stasiuka „Kult. i Społ.” 2012 t. 56 nr 1.
 	M. DĘBICKI: Z wędrówek po „opłotkach Europy”. Społeczno-kulturowe oblicze peryferii w twórczości Andrzeja Stasiuka. „Kult. i Społ.” 2012 t. 56 nr 1.
 	G. GNAUCK: Czarne na białym. „Forum” 2012 nr 41.
 	H. GOSK: Konstruowanie psychospołecznej przestrzeni sąsiada. Niemiecki Zachód i rosyjski Wschód w reportażowo-podróżniczej prozie polskiej ostatnich lat. „Porównania” 2012 t. 11.
 	M. JOCHYMEK-SOBCZYK: Labirynty słów i labirynty w słowach. „Akant” 2012 nr 3.
 	M. MISIAK: Oblicza Łemkowszczyzny. O literackiej kreacji miejsca. „Ričnik Ruskoj Bursy” 2012 [dot. też twórczości P. Murianka i A. Nahacza].
 	A. STRYJAKOWSKA: Rosja Andrzeja Stasiuka. Ku oswajaniu mentalnych antywartości. „Prz. Rusycystyczny” 2012 nr 1/2.
 	M. ROSIAK-KŁĘBIK: Literacko-fotograficzne obrazy ludzi w prozie Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2012 nr 3.
 	J. WIERZEJSKA: Mit Południa jako kontrapunkt dla opozycji Wschód-Zachód i podstawa mitu Europy Środkowej. „Porównania” 2012 t. 11.
 	K. ZAJAS: Czy moja Europa to twoja Europa? Stasiuk i Andruchowycz. „Konteksty Kult.” 2012 nr 8.
 	J. ZATOR-PELJAN: Selbstbilder und Fremdbilder : eine imagologische und xenologische Betrachtung essayistischer Texte von Matthias Kneip, Steffen Möller, Adam Soboczynski, Andrzej Stasiuk und Krzysztof Wojciechowski. Wrocław: Eoaestio; Dresden: Neisse 2012, 202 s.
 	J. KLEJNOCKI: Bezludzie i człowiekocentryzm. „Wiad. Lit.” 2013 nr 6.
 	P.S. ROSÓŁ: Uwięziony w podróży donikąd. Opowieści idiotyczne Andrzeja Stasiuka. „Konteksty” 2013 nr 2.
 	M. BIERNACKI: Andrzeja Stasiuka przestrzenne doświadczenie Nicości. Zapiski z wyprawy mongolskiej. „Postscriptum Polonistyczne” 2014 nr 1.
 	J. BOROWCZYK: Postromantyczne kartogramy. Epifania peryferii w utworach Artura D. Liskowackiego, Andrzeja Niewiadomskiego i Andrzeja Stasiuka. „Prz. Hum. 2014 nr 2.
 	A. KALIN: Słowiańsko-germańska tragifarsa literacka. Post(-)kolonialna konfrontacja wschodu i zachodu w Twórczości Andrzeja Stasiuka. „Porównania” 2014.
 	M. NAPEPA: „Trzeba wciąż gdzieś jechać, wyruszać, przemierzać…”. Andrzej Stasiuk i jego niekończąca się opowieść. „Fraza” 2014 nr 4.
 	D. NIEZGODA: „Przegadam ten świat” Stasiuk i Hrabal. „Fraza” 2014 nr 4.
 	K. OPRZĘDEK: Być jak Andrzej Stasiuk. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 170 dod. „Duży Format” nr 30.
 	J. WIERZEJSKA: Idea Galicji po(st)granicznej w ukraińskim i polskim dyskursie postkolonialnym. Na przykładzie eseistyki Jurija Andruchowycza i Andrzeja Stasiuka. „Teksty Drugie” 2014 nr 6.
 	M. ZATORSKA: „Brud i wolność zawsze się splatają”. Estetyka brzydoty w twórczości Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2014 nr 4.
 	M. CIEŃSKI: Andrzej Stasiuk: de/re-centralizacja Europy a spojrzenie peryferyjne. W: Centra – peryferie w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2015, s. 366-374.
 	M. KUZIAK: Prowincja – centrum. Strategie mocy i słabości literatury peryferyjnej (Mickiewicz – Gombrowicz – Stasiuk). „Rocz. Komparatystyczny” 2015 2015.
 	J. LECH: „Patrząc na mapę, spoglądając w nicość…”. Wokół melancholii i nudy w wybranych tekstach prozatorskich Andrzeja Stasiuka. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
 	B. MAZAN: Z (naj)nowszej literatury polskiej: rozwijająca się droga Andrzeja Stasiuka na Wschód. „Acta Univ. Wratisl.” 2015 nr 55 [dot. też: Wschód].
 	W. SETLAK: Twórca wobec przestrzeni i czasu. Przyczynek do rozważań o filozofii mobilności Andrzeja Stasiuka. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
 	M. WRONISZEWSKI: Andrzej Stasiuk i granice melancholii. „Fragile” 2015 nr 4.
 	J. KLEJNOCKI: ***Siedziałem obok kierowcy. Od poezji do prozy czyli od modernizmu do postmodernizmu w pisarstwie Andrzeja Stasiuka. W TEGOŻ: Przez Wiersze. Szkice interpretacyjne. Wwa 2016.

Mury Hebronu

 	P. CZAPLIŃSKI: Inny. „Tytuł” 1992 nr 4.
 	J. DRZEWUCKI: Uważaj, komu ufasz. „Twórczość” 1993 nr 6.
 	D. NOWACKI: Czekając na białego kruka. „FA-art” 1994 nr 4.
 	J. MADEJSKI: Doświadczenie więzienne w prozie Andrzeja Stasiuka. W: Pogranicza możliwości w literaturze dawnej i współczesnej. Cz. 1. Miłość. Szczec. 1998, przedr. w tegoż: Deformacje biografii. Szczec. 2004.
 	K. BUDROWSKA: „Mury Hebronu”, czyli (także) językowa dominacja nad kobietą. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	R. MOCZKODAN: Cykl opowiadań czy powieść? – o „Murach Hebronu” Andrzeja Stasiuka. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001.
 	A. PRZYBYLSKA: Transformacje egzystencji, czyli o sposobach przywracania tożsamości w prozie Andrzeja Stasiuka. „Ruch Lit.” 2005 z. 6 [dot. też: Biały kruk].
 	M. LISECKA: Metafora w „Murach Hebronu”. „Pam. Lit.” 2007 z. 4.
 	L. GIEMZA: Motyw mapy w prozie współczesnej. Casus S. i Mentzla. „Colloquia Litteraria” 2008 nr 1/2 [dot. też: Z. Mentzel: Niebezpieczne narzędzie w ustach].
 	G. GŁĄB: Motywy religijne jako komponenty rzeczywistości negatywnej: profanacja czy nadinterepretacja. Analiza zjawiska na wybranych przykładach literatury najnowszej. „Zesz. Formacji Katechetów” 2014 nr 4 [dot. też: M. Nurowska: Drzwi do piekła].
 	K. SOWIŃSKA: Porównanie języka gwary środowiskowej (złodziejskiej) w twórczości Marka Nowakowskiego „Ten stary złodziej. Benek kwiaciarz” w literaturze współczesnej na przykładzie „Murów Hebronu” Andrzeja Stasiuka. „Socjolingwistyka” 2013.

Wiersze miłosne i nie

 	P. KĘPIŃSKI: Elegie i wiersze miłosne. „Rzeczpospolita” 1994 nr 204.
 	L. SZARUGA: Szyk przestawny. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 41, przedr. w tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997.
 	– H. ZAWORSKA: Blisko smugi cienia. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 290 dod. „Gaz. o Książ.” nr 12.
 	M. ORSKI: „Nie” na trzy głosy: Andrzej Stasiuk, Krzysztof Derdowski, Kazimierz Brakoniecki. W tegoż: A mury runęły. Wr. 1995.
 	P. FEJKISZ: Mrok, smutna namiętność i ślady pozostawione przez Andrzeja Stasiuka. „Studium” 1995 nr 1.
 	J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: O wierszach miłosnych i liściach. W tychże: Chwilowe zawieszenie broni. Wwa 1996.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Czułość sycona strachem. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	K. MALISZEWSKI: Wiersze „pokalane roztargnieniem”. W tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.

Biały kruk

 	R. CHOJNACKI: Stasiukowe granice świadomości. „Studium” 1995 nr 1.
 	A. FRANASZEK: Uciekając. „Dekada Lit.” 1995 nr 2.
 	K. MASŁOŃ: Kontra: Co się stało z naszą klasą. „Rzeczpospolita” 1995 nr 15.
 	D. NOWACKI: Gdzie są chłopcy z tamtych lat. „Twórczość” 1995 nr 4.
 	K. UNIŁOWSKI: Wydarzenia! Jakie wydarzenia? W tegoż: Skądinąd. Bytom 1998 [dot. też: T. Tryzna: Panna Nikt].
 	J. BŁOŃSKI: S. u natury bram. W tegoż: Wszystko, co literackie. Kr. 2001.
 	P. CZAPLIŃSKI: Wyprawa po wzniosłość. W tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
 	J. HOPKIN. „New Statesman”, Londyn 2001 nr 4520.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Kicz, albo śmierć. W tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002 [dot. też: M. Gretkowska: Kabaret metafizyczny].
 	M. URBANOWSKI: Rewolucja cynizmu. W tegoż: Oczyszczenie. Kr. 2002 [dot. też: A. Zaniewski: Szczur].
 	A. PRZYBYLSKA: Transformacje egzystencji, czyli o sposobach przywracania tożsamości w prozie Andrzeja Stasiuka. „Ruch Lit.” 2005 z. 6 [dot. też: Mury Hebronu].
 	S. NIEWCZAS: Pielgrzymka do sanktuarium tożsamości. „Polonistyka” 2006 nr 6 [dot. też: Jadąc do Babadag].

Opowieści galicyjskie

 	J. BŁOŃSKI: Góry, ludzie i upiory. „Gaz. Wybor.” 1995 dod. „Gaz. o Książ.” nr 12, przedr. w tegoż: Gospodarstwo krytyka. Kr. 2010.
 	P. MACHUL: Kosmos PGR-ów. „Życie Warsz.” 1995 nr 338.
 	P. CZAPLIŃSKI: Opowieść o potopie i dobrym upiorze. „Życie Warsz.” 1996 nr 9.
 	A. FRANASZEK: Samotność, ból i grzech. „Rzeczpospolita” 1996 nr 29.
 	W. BONOWICZ: Na południe. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 52/53.
 	H. GOSK: Druga strona bytu. „Nowe Książ.” 1996 nr 2.
 	Ł. KLESYK: Pomiędzy Duklą a Gorlicami… „Wiad. Kult.” 1996 nr 11.
 	A. KOT: Łuny w Bieszczadach. „Gaz. Pozn.” 1996 nr 8.
 	D. NOWACKI: Święci ziemi gorlickiej. „Twórczość” 1996 nr 4.
 	R. OKULICZ-KOZARYN. „Czas Kult.” 1996 nr 1.
 	M. ORAMUS: Żłobiska, czyli Polska. „Dz. Pol.” 1996 nr 39.
 	M. ORSKI. „Prz. Powsz.” 1996 nr 10.
 	A. OSTOWICZ. „Topos” 1996 nr 4.
 	S. BURYŁA. „Śląsk” 1997 nr 3.
 	M. NALEPA: Metafizyczna szczelina, czyli galicyjskie dotknięcie losu. O pisarstwie Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 1998 nr 3/4.
 	D. KULIK: Proza i ikona. „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 3.
 	D. NOWACKI: Raz lepiej, raz gorzej. W tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.
 	G. BORKOWSKA: „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka. W: Rytmy prozy, czyli jak czytać polską prozę współczesną. Wwa 2000.
 	K. BUDROWSKA: „Pan Bóg jest chłopem”, czyli kobiety typowe w „Opowieściach galicyjskich”. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000.
 	P. CZAPLIŃSKI: Zamieszkać w krajobrazie. W tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
 	E. WIEGANDTOWA: Prozatorskie cykle przestrzenne: „Ludzie stamtąd” Dąbrowskiej, „Nowele włoskie” Iwaszkiewicza, „Opowieści galicyjskie” Stasiuka. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001, przedr. w tejże: Niepokoje literatury. Pozn. 2010.
 	M. PINKER. „Review of Contemporary Fiction”, Champaign, Ill. 2003 nr 3.
 	J.R. KRZYŻANOWSKI. „World Literature Today”, Norman, OK 2004 nr 2.
 	S. BOYKEWICH. „Chicago Review” 2005 nr 1/2.
 	B. KRUPA: Przenikające się przestrzenie – próba interpretacji postkolonialnej. „Kresy” 2006 nr 3, przedr. pt. Przestrzenie przedstawione w „Znaku czterech” sir Artura Conan Doyle’a i „Opowieściach galicyjskich” Andrzeja Stasiuka – próba interpretacji postkolonialnej. W: Podmiot. Tekst w literaturze XX wieku. Wwa 2006.
 	B. WITOSZ: Metatekst jako wyznacznik stylu i stylistyczna strategia. Interpretacja metawypowiedzi w opowiadaniu „Kowal Kruk” Andrzeja Stasiuka. „Por. Jęz.” 2009 z. 7.
 	M. BUCZEK: Wielokulturowość w przekładzie „Opowieści galicyjskich” Andrzeja Stasiuka. „Przekłady Literatur Słowiańskich” T. 2, cz. 1 2011.

Przez rzekę

 	P. CZAPLIŃSKI, P ŚLIWIŃSKI: Dokąd przez rzekę? W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	M. JAKIMOWICZ: Przez rzekę i dalej. Wyprawy inicjacyjne Andrzeja Stasiuka. W: Człowiek w drodze. T. 2. Bydg. 2000.
 	W. RUSINEK: Przez rzekę, przez pustkę. „Kresy” 2007 nr 3.

Dukla

 	K. UNIŁOWSKI: Na zachód od Dukli. „Twórczość” 1998 nr 6, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	S. DŁUSKI: Ziarno gorczycy i światło Dukli. „Nowa Okolica Poetów” 1998 nr 1.
 	D. NOWACKI: Raz lepiej, raz gorzej. W tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.
 	A. SZWAST: „Dukla” S. jako wyraz zafascynowania Schulzem. „Polonistyka” 1999 nr 9.
 	J. POLTYN: Prywatne światy gnostyczne. „Fraza” 2000 nr 4 [dot. też: O. Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”].
 	I. NIEMIEC: Dukla. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001.
 	J. MAREK: Opowieść o czasie zastygłym. „Świat i Sł.” 2004 nr 2.
 	N. SŁOMIŃSKA: Rozważania podkarpackie, czyli o wędrówkach bohatera „Dukli” i „Dziennika okrętowego” Andrzeja Stasiuka. „Pam. Lit.” 2006 z. 4.
 	I. WIŚNIEWSKA: Zdjęcia z Dukli. „Fotografia” 2006 nr 21.
 	J. WIERZEJSKA: Metafikcyjne do-twarzanie opowieści o sobie samym. „Tekstualia” 2006 nr 4.
 	M. BOCZKOWSKA: Wewnętrzne życie miasta, czyli słów kilka o „Dukli” Andrzeja Stasiuka; M. HORODECKA: Wypełnianie przestrzeni przestrzeni. O „Dukli” Andrzeja Stasiuka. W: Literatura i przestrzeń. Katow. 2008.
 	K. TRYCZYŃSKA: Over de transfer van Poolse cultuuegebonden elementen bij de vertaling. Enkele theoretische overweigingen. „Acta Univ. Wratislav.” 2010 nr 19 [dot. zagadnień przekładu].

Dwie sztuki (telewizyjne) o śmierci

 	I. IWASIÓW: Punkt obserwacyjny. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.

Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej)

 	R. OSTASZEWSKI: Ersatz. „Dekada Lit.” 1999 nr 3.
 	M. ORSKI: Powrót do „krainy cudowności”. „Prz. Powsz.” 2000 nr 5.
 	J. MADEJSKI: Melancholia według S. W tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
 	H. GOSK: Dyskursywizacja materiału pamięci. W tejże: Zamiast końca historii. Wwa 2005 [dot. też: M. Sieprawski: Miasteczko z ludzką twarzą].
 	J. KLEJNOCKI: Andrzej Stasiuk jako Zosia Samosia, czyli pisarz ostatni (i pierwszy). „Lampa” 2008 nr 8 [w dziesięciolecie publikacji książki].
 	B. WALIGÓRSKA-OLEJNICZAK: „Czadowy” życiorys bohatera drogi, czyli komparatystyczne spojrzenie na „Moskwę_Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa i „Jak zostałem pisarzem” Andrzeja Stasiuka. „Acta Polono-Ruthenica” 2011.
 	S. NOSAL: Autobiografia/Autofikcja. Glosa do autobiografii Andrzeja Stasiuka. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2012 nr 52.

Dziewięć

 	P. BRATKOWSKI: Lud w śródmieściu. „Gaz. Wybor.” 1999 dod. „Książ.” nr 9.
 	A. WIENCEK: „Dziewięć” a struktura antycznej tragedii. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001.
 	P. CZAPLIŃSKI: Zagłada centrum. W tegoż: Ruchome marginesy. Kr. 2002.
 	I. IWASIÓW: Anachroniczny bastion z tektury, z literatury… W: Była sobie krytyka... Katow. 2003 [dot. też: Tekturowy samolot].
 	J. MADEJDSKI: Według Pawła. W tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
 	Z. BASARA: Powieść made in Poland. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 141.
 	B. CZECHOWSKA: (Pod-)świadomość czasu contra (meta-)fizyka liczb. Czasoprzestrzenne konteksty w „Dziewięć” Andrzeja Stasiuka. „Slavia Occidentalis” 2007 t. 64.
 	D. KRAUSE. „Booklist”, Chicago, Ill. 2007 nr 16.
 	J. BALDWIN. „Chicago Review” 2008 nr 4/1/2.
 	H.B. SEGEL. „World Literature Today”, Norman, Oklahoma 2008 nr 1.

Moja Europa

 	M. OLSZEWSKI. „Studium” 2000 nr 5/6.
 	M. PIECZARA. „Nowe Książ.” 2000 nr 10.
 	R. SOWIŃSKA. „Twórczość” 2001 nr 3.
 	K. MARTWICKI. „Prz. Powsz.” 2002 nr 5.
 	J. Bytner. „Slavia Occidentalis” 2003, t. 60.
 	A.F. KOLA: Kategorija „Centraľnoj Evropy” v tvorčestve Milana Kundery, Jurija Andruchoviča i Andžeja Stasjuka. [Przeł.] G. Zel’dovič. „Evropa” 2002 nr 2, [wersja pol.]: Kategoria „Europy Środkowej” we współczesnych literaturach słowiańskich na przykładzie wybranych utworów (Kundera, Andruchowycz, Stasiuk). „Acta Universitatis Nicolai Copernici. Stud. Slavica” 2003 z. 8.
 	H. GOSK: Miejsce Kresów. Pogranicza w „rodzinnej”/„mojej” Europie. Próba lektury wybranych utworów powojennej prozy polskiej o tematyce kresowej w perspektywie badań postkolonialnych/postzależnościowych. „Pr. Filol.” 2008 t. 55 [dot. m.in. Andrzeja Stasiuka].
 	A. STRYJAKOWSKA: Dyktatura historii, amfetamina geografii. Europa zwana środkową w esejach Jurija Andruchowycza i Andrzeja Stasiuka. „Stud. Ukrainica Posnaniensia” 2014 z. 2.

Tekturowy samolot

 	M. Cuber. „Opcje” 2000 nr 6.
 	Ł. KASPER: Dziesięć (model do sklejania bez instrukcji). „Pogranicza” 2000 nr 6.
 	M. Sikora. „Studium” 2001 nr 1.
 	I. IWASIÓW: Anachroniczny bastion z tektury, z literatury… W: Była sobie krytyka... Katow. 2003 [dot. też: Dziewięć].

Zima

 	H. GOSK: Traktat nie do końca metafizyczny. „Nowe Książ.” 2001 nr 12.
 	M. NALEPA: Melancholia galicyjska w „Zimie” Andrzeja Stasiuka. „Pr. Hum.” Ser. 1. 2006 nr 32.
 	A. MADALIŃSKI: „Et in acedia ego”. Metafizyczna nicość w „Zimie” Andrzeja Stasiuka. „Opcje” 2012 nr 4.

Jadąc do Babadag

 	A. BAGŁAJEWSKI: Mapa, podróż, czas. „Kresy” 2004 nr 4.
 	M. CUBER: Jadąc donikąd. „Prz. Polit.” 2004 nr 66.
 	P. GOŁOBURDA: Pobliskie zaświaty. „Lampa” 2004 nr 3.
 	K. HOŁDA: Inna Europa. „Akcent” 2004 nr 3/4.
 	I. IWASIÓW: Mozół postindustrialu. „Nowe. Książ.” 2004 nr 9.
 	J. MADEJSKI: „Rozpierducha”. „Pogranicza” 2004 nr 4.
 	W. RUSINEK: Jadąc do Gdziekolwiek. „Studium” 2004 nr 4/5.
 	R. TOMASIK: Wygwizdów – Zadupie: w tę i z powrotem. „Czas Kult.” 2004 nr 4.
 	W. BROWARNY: Fikcja i wspólnota. „Odra” 2005 nr 2.
 	A. CZYŻYK: Odkryć Babadag. „Polonistyka” 2005 nr 3.
 	M. DZIEŃ: Mitologia Milczenia. „Kwart. Artyst.” 2005 nr 3.
 	T. FIAŁKOWSKI: Inna Europa, moja Europa. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 41.
 	K. KARWAT: Jechać, patrzeć, słuchać, chłonąć. „Śląsk” 2005 nr 12.
 	D. KOZICKA: Podróże Dyzia Marzyciela. „Dekada Lit.” 2005 nr 6.
 	M. ORSKI: Geograficzna mantra. „Prz. Powsz.” 2005 nr 4.
 	A. STASIUK: Z Polski wyjeżdżam i do niej wracam. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 219.
 	B. WITOSZ: Genologiczna przestrzeń tekstu. „Ruch Lit.” 2005 nr 4/5.
 	J. BIELAS: Ta sama materia. „Tygiel Kult.” 2006 nr 4/6.
 	S. KUSIAK: Droga jest jak dom – na marginesie dwóch książek Andrzeja Stasiuka. „Fraza” 2006 nr 3 [dot. też: Fado].
 	S. NIEWCZAS: Pielgrzymka do sanktuarium tożsamości. „Polonistyka” 2006 nr 6 [dot. też: Biały kruk].
 	A. JUZIUK: „Jadąc do Babadag” – o podróży, pamięci i tekście. „Kwart. Opol.” 2007 nr 4.
 	M. KOSZOWY: Jadąc do Abony. „Teksty Drugie” 2007 nr 1/2.
 	J. MAREK: Podróże ze S. „Świat i Sł.” 2007 nr 1[dot. też: R. Kapuściński: Podróże z Herodotem].
 	L. GIEMZA: Motyw mapy w prozie współczesnej. „Colloquia Litteraria” 2008 nr 1/2.
 	W. KUDYBA: Epifanie w drodze do Babadag. „Colloquia Litteraria” 2008 nr 1/2.
 	C. SNOCHOWSKA-GONZALES: Melancholijne granice Europy w prozie S.A. „Pogranicze” 2008 t. 14.
 	R. SZUL: Jadąc do Babadag i na Majorkę. O reportażach Andrzeja Stasiuka jako źródle wiedzy geograficznej. „St. Regionalistyczne i Lokalne” 2008 nr 1.
 	J. BŁOCHOWIAK: Ciemność S. „Dyskurs” 2009 z. 4.
 	S. IWASIÓW: Déjà vu. Pamięć, narracja i złudzenie w prozie Andrzeja Stasiuka. „Dyskurs” 2009 z. 4.
 	A.M. MONLUÇON: L’Albanie de Joseph Roth et celle d'Andrzej Stasiuk. „Pr. Polonist.” 2013.
 	A.M. MONLUÇON: Post-89 Moldova by Andrzej Stasiuk. Przeł. Ch. Leblond. „Porównania” 2014 t. 14.
 	M. SZYMANSKI: Powrót z Albanii. W tegoż: Przebicia, Wwa 2015, s. 188-192.

Noc

 	Z. BOCHENEK: Ballada o Zaeuropie. „Odra” 2005 nr 4.
 	A. GŁOWACKA: Deal wschodnio-zachodni. „Studium” 2005 nr 4/5.
 	M. GŁOWACKI: Bitwa na stereotypy. „Dialog” 2005 nr 2.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Drugie zburzenie muru. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 4.
 	A. OSINIAK: Braveheart do przeszczepu. „Śląsk” 2006 nr 6.
 	E. PORĘBSKA-PIASECKA: Market dusz na granicy. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 189.
 	J. WAKAR: Teatr wciąż nie znajduje klucza do klasyki współczesnej. „Dziennik” 2008 nr 223 [dot. też: S. Mrożek: Emigranci].
 	Zob. też Wywiady.

Fado

 	P. CZAPLIŃSKI: Nasza największa ojczyzna. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 237.
 	B. DARSKA: Pogodzenie ze światem. „Portret” 2006 nr 22.
 	S. IWASIÓW: Pieśń i więcej. „Pogranicza” 2006 nr 6.
 	Z. KRÓL: Mapa podróży. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 47.
 	K. KWIECIEŃ: Środkowoeuropejskie „on the road”. „Dekada Lit.” 2006 nr 4.
 	D. NOWACKI: Bigos à la S. „Newsweek Polska” 2006 nr 38.
 	A. PIWKOWSKA: Nostalgiczne fado. „Nowe Książ.” 2006 nr 12.
 	R. RŻANY: Droga i pamięć. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 3/4.
 	H. WANIEK: Dookoła siebie. „Prz. Polit.” 2006 nr 79/80.
 	J. BIELAS: Pamięć i tożsamość. „Topos” 2007 nr 4.
 	M. HARTWICH: S. podróże w czasie i przestrzeni. „Odra” 2007 nr 3.
 	J. KOŹBIEL: Śledząc lot bili. „Więź” 2007 nr 3.
 	A. TYSZKA: Kilka uwag o „Fado”. „Twórczość” 2007 nr 2.
 	A. FRANKOWIAK: Między ekshibicjonizmem a autobiografizmem. Literatura najnowsza w obszarze intymności (ciocia – Żydowica – odludek). „Napis” 2009 ser. 15 [dot. też: M. Sienkiewicz: Żydówek nie obsługujemy, M. Witkowski: Lubiewo].

Ciemny las

 	S. IWASIÓW: Po Europie. „Pogranicza” 2007 nr 2.
 	G. KONDRASIUK: Na Zachodzie ciemny las. „Akcent” 2007 nr 2.
 	W. ŁUKOWSKI: W Ciemnym Lesie, czyli w naszej miłej Europie. „Dialog” 2007 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Dojczland

 	P. CZAPLIŃSKI: Barbarzyńca na zagrodzie. Podróż do Niemiec i polska dusza. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 42.
 	M. MIZURO: Jadąc do roboty. „Odra” 2007 nr 11.
 	D. NOWACKI: Babadag nad Renem. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 230.
 	M. PABISEK: Romantyczna podróż zarobkowa. „FA-art” 2007 nr 4.
 	A. TETERA: „German musik is shit”. „Wyspa” 2007 nr 4.
 	M. WOJCIECHOWSKA: Dojczland Dojczland über alles…? „Fraza” 2007 nr 4.
 	S. GAWLIŃSKI: Dojczland po polsku. (Alienacje słowiańskiego pisarza w germańskim transie). W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2008.
 	G. GNAUCK: Dlaczego Polacy w rozmowie z Niemcami wciąż wracają do historii? „Dialog” 2008 nr 4.
 	S. IWASIÓW: Jeam Beam w Niemczech. „Nowe Książ.” 2008 nr 1.
 	M. LAREK: Polen. „Czas Kult.” 2008 nr 1.
 	K. KOŃCZAL: Sarmackie impresje z Dojczlandu. „Borussia” 2008 nr 42.
 	P. ROJEK: „Rytualne zabójstwo Niemca”. Kilka uwag o „Dojczlandzie” Andrzeja Stasiuka. „Wielogłos” 2008 nr 1.
 	A. TYSZKA: Nieudana książka. „Twórczość” 2008 nr 3.
 	A. WÓJTOWICZ: Niemieckie Babadag. „Kresy” 2008 nr 1/2.
 	S. GAWLIŃSKI: „Dojczland” po polsku. „Alienacja słowiańskiego pisarza w germańskiej trasie”. „Świat i Słowo” 2009 nr 1.
 	M. WRONISZEWSKI: Andrzej Stasiuk i granice melancholii. „Fragile” 2015 nr 4.

Czekając na Turka

 	[rec. wyst. Kr., Stary Teatr 2009:] J. CIEŚLAK: Szlaban postawiony mamonie. „Rzeczpospolita” 2009 nr 144.
 	J. DERKACZEW: Wschodnie lęki Andrzeja Stasiuka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 144.
 	Ł. DREWNIAK: Szlaban na Turka. „Przekrój” 2009 nr 26.
 	S. IWASIÓW: Milczenie szlabanów. „Pogranicza” 2009 nr 5.
 	M. KOŚCIELNIAK: Teatr politycznopodobny. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 26.
 	J. TARGOŃ: Strzał w bok. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 144.

Taksim

 	M. FUZOWSKI: Wyblakła pocztówka. „Newsweek Polska” 2009 nr 39.
 	P. KOFTA: Długa podróż do kresu nocy. „Dziennik Gazeta Prawna” 2009 nr 191.
 	B. MARZEC: Kraj schyłku i melancholii. „Rzeczpospolita” 2009 nr 244. ­
 	D. NOWACKI: Jeżdżąc z panem Włodkiem. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 41.
 	W. RUSINEK: Z Babadag na Taksim. „FA-art” 2009 nr 3.
 	M. STRZELECKA: Trochę jak Szwejk, trochę jak Szeherezada. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 236 dod. „Duży Format” nr 39.
 	P. DZIEL: Z drugiej ręki. „Pogranicza” 2010 nr 1.
 	M. JENTYS-BORELOWSKA: Ciemne fale przeznaczenia. „Twórczość” 2010 nr 9.
 	A. LABENTZ: Taksim. „OderÜbersetzen”, Frankfurt am Main 2010 nr 1.
 	T. MIZERKIEWICZ: Coś w rodzaju wdzięczności. „Nowe Książ.” 2010 nr 2.
 	S. NOSAL: Szmaciana odyseja. „Odra” 2010 nr 5.
 	M. OLSZEWSKI: Życie na granicy opowieści. „Akcent” 2010 nr 1.
 	M. PIĘTNIEWICZ: Podróż przez mgłę. „Arcana” 2010 nr 5.
 	B. PIÓRKOWSKA: Historia o świni i konsekwencjach odcięcia od mitu. „Bliza” 2010 nr 3.
 	J. SKWARŁO: Stasiukowi opowieść trwa. „Esencja” 2010 nr 4.
 	P. NOWICKI: Podróż ze S. „Fraza” 2011 nr 2.

Dziennik pisany później

 	M. FOERSTER: S. pojechał otwartym tekstem. „Esencja” 2010 nr 10.
 	A. MADALIŃSKI: Postmodernizm i nekrofagia. „Opcje” 2010 nr 3/4.
 	S. NOSAL: Kebab, kibel i pola minowe. „Pogranicza” 2010 nr 6.
 	D. NOWACKI: Medytacyjna podróż ojczyźniana. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 48. ­
 	T. SOBOLEWSKI: Tadż Mahal mojej ojczyzny. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 267.
 	T. BOCHEŃSKI: Z nicości do Lichenia, czyli powrót S. „Tygiel Kultury” 2011 nr 4/6.
 	A. HORUBAŁA: Posmoleński kicz. „Uważam Rze” 2011 nr 30.
 	G. JANKOWICZ: Stasiuk wraca do domu. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 210.
 	M. KARGUL: Krajobraz widziany przez pajdę razowca. „Akcent” 2011 nr 3.
 	D. LISAK-GĘBALA: Pansłowiańskie herezje. „Odra” 2011 nr 3.
 	M. PIĘTNIEWICZ: Podróż do kresu rozpadu. „Dekada Lit.” 2011 nr 1/2.
 	A. RYGIEL: „I znowu tu przyjechałem…”. „FA-art” 2011 nr 3/4.
 	D. SIWOR: Przez Bałkany do Polski, do siebie. „Dekada Lit.” 2011 nr 1/2.
 	A. STRYJKOWSKA: Postmodernizm i nekrofagia. „Czas Kultury” 2011 nr 3.

Grochów

 	M. BIEŃCZYK: Krótka książka o umieraniu. „Przekrój” 2012 nr 15.
 	M. BRZEZIŃSKA: Tanatologia codzienna. „Wyspa” 2012 nr 2.
 	A. FRANASZEK: Popiół nad lasem. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 15.
 	C. POLAK: Trochę Brooklyn. „Wprost” 2012 nr 15.
 	T. SOBOLEWSKI: Świat jest za mały. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 73.
 	E. IGNATIUK: Totemy i fetysze. „Akcent” 2013 nr 1.
 	G. KRZYMIANOWSKI: „Bo przecież nie od razu jesteśmy śmiertelni”. „Twórczość” 2012 nr 10.
 	A. LEWANDOWSKA: Czytanie przemijania. „Czas Kultury” 2012 nr 3.
 	J. MAJCHEREK: Towarzystwo śmierci. „Zesz. Lit.” 2012 nr 2.
 	M. ORSKI: Umykanie nicości. „Nowe Książ.” 2012 nr 7.
 	M. PIĘTNIEWICZ: Metafizyka pamięci. „Nowa Dekada Lit.” 2012 nr 1/2.
 	C. POLAK: Trochę Brooklyn. „Wprost” 2012 nr 15.
 	W. RUSINEK: Rozmowa Mistrza ze śmiercią. „Opcje” 2012 nr 1.
 	T. SOBOLEWSKI: Świat jest za mały. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 73.
 	A. FRANASZEK: Łza pamięci. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 42.
 	J. WOŹNICKA: Bycie na Grochowie, czyli w miejskiej przestrzeni rozkładu. W: Ścieżkami pisarzy. Tom 2. Miasto jako przestrzeń twórców. Kr. 2015, s. 59-66.
 	N. ŻÓRAWSKA: „Jest nas coraz więcej i coraz więcej będzie nas umierać”. O „Grochowie” Andrzeja Stasiuka. „Postscriptum Polonist.” 2017 nr 1.

Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

 	A. FRANASZEK: Na nieobojętnej ziemi. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 49.
 	Ł. GRZYMISŁAWSKI: Lewiatan ojczyzny Stasiuka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 263.
 	R. KOZIK: Andrzej Stasium szuka historii, człowieka, myśli. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 291.
 	M. PIĘTNIEWICZ: Na ratunek światu. „Wyspa” 2014 nr 2.
 	P. PIENIĄŻEK: Zapiski z podróży. „Twórczość” 2014 nr 12.
 	M. ROBERT: Pisanie jako podróż. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

Wschód

 	L. BUGAJSKI: Dlaczego Stasiuk podróżuje? „Twórczość” 2014 nr 12.
 	M. CIEŚLIK: Bezdroża stylu. „Rzeczpospolita” 2014 nr 237.
 	R. KOZIOŁEK: Chłopski lament Stasiuka. Cała ta książka to jedno wielkie, niepoprawne politycznie bluźnierstwo. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 40, przedr. w tegoż: Dobrze się myśli literaturą. Wołowiec-Katow. 2015, s. 191-199.J. LECH: Wyznania dziecka komunizmu. „Fraza” 2014 nr 4.
 	J. LECH: Wyznania dziecka komunizmu. „Fraza” 2014 nr 4.
 	D. NOWACKI: Stasiuk węszy na Wschodzie. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 215.
 	M. ORSKI: Oko Wschodu. „Odra” 2014 nr 1.
 	L. SZARUGA: Pro/za i przeciw. „Elewator” 2014 nr 4 [dot. też: A. Kondratiew: Na brzegu Jarynia; A. Łukaszuk: Oswald w Mińsku].
 	Z. SZCZEREK: Niechciana Polska. „Nowa Europa Wschodnia” 2014 nr 6.
 	M. SZYMAŃSKI: Kilka pytań do Andrzeja Stasiuka. „Zesz. Lit.” 2014 nr 4; przedr. w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	A. GLEŃ: Po stykach, w szczelinach żeby bardziej być. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 6.
 	E. RYBICKA: Wschód wyobrażalny. „Prz. Hum.” 2015 nr 4.

Życie to jednak strata jest

 	M. ROBERT: Biografia w rozmowach. „Nowe Książ.” 2015 nr 9.

Osiołkiem

 	E. IWAŃSKA: Czego boi się Andrzej Stasiuk? Typologia leku na podstawie „Osiołkiem”. „Bliza” 2017 nr 2.
</document>
<document nplp_id="3149" title="Małgorzata SZEJNERT" slug="malgorzata-szejnert">ur. 1936

Pseud.: Beta; Gama; (m.s.); (ms); M. Sz.; Piotr Gasztowt; Regina Biernacka.

Reportażystka, felietonistka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 28 kwietnia 1936 w Warszawie; córka Edmunda Szejnerta, nauczyciela języka polskiego, i Reginy z domu Biernackiej. Wczesne dzieciństwo spędziła w Sieradzu. W 1939 przeprowadziła się wraz z rodzicami do Białej Podlaskiej. Tu w 1948–53 uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym Żeńskim im. E. Plater. W 1953 podjęła studia na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego UW. Debiutowała w 1954 wypowiedzią w ankiecie pt. Mój najciekawszy bohater w piśmie studentów Wydziału Dziennikarstwa UW „Sztandar Młodych Dziennikarzy”. W 1956 prowadziła dział kultury w piśmie „Horyzonty”, zamkniętym decyzją władz w 1957. Po ukończeniu studiów w 1958 pracowała w dziale miejskim „Kuriera Polskiego”, a następnie w „Tygodniku Demokratycznym” (publikowała tam po 1960 także jako Regina Biernacka). W 1973 została nagrodzona w konkursie „Polityki” i wydawnictwa Książka i Wiedza na reportaż poświęcony współczesnym robotnikom. W 1974 roku otrzymała główną nagrodę w Turnieju Reporterów organizowanym przez Białostockie Towarzystwo Kultury i czasopismo „Kontrasty”, a w 1976 drugą nagrodę „Życia Literackiego” w konkursie na reportaż pod hasłem „Polaków dzień powszedni”. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych kierowała działem reportażu w tygodniku „Literatura” (teksty podpisywała także krypt. M. Sz.). W tym czasie ogłaszała reportaże w tomikach z serii Ekspres Reporterów,wydawanych przez Krajową Agencję Wydawniczą. W 1977 za publicystykę społeczną otrzymała nagrodę Klubu Publicystyki Polityczno-Społecznej Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W sierpniu 1980 współredagowała biuletyn strajkowy Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie. Po wprowadzeniu stanu wojennego straciła pracę w „Literaturze”, zatrudniła się wówczas na pół etatu jako urzędniczka w Instytucie Psychoneurologicznym w Warszawie. Współpracowała z pismami ukazującymi się w drugim obiegu, m.in. ze „Spectatorem” (tu podp.: Beta) i „Gazetą Niecodzienną” (tu podp.: Piotr Gasztowt). W 1984 wraz z Tomaszem Zalewskim otrzymała Nagrodę Kulturalną „Solidarności” za wydaną w drugim obiegu książkę Szczecin: grudzień — sierpień — grudzień. W 1984 wyjechała do Stanów Zjednoczonych i podjęła pracę w redakcji nowojorskiego „Nowego Dziennika”. W 1986 powróciła do Polski. W 1989 była współzałożycielką „Gazety Wyborczej” i prowadziła tam dział reportażu. W 2001 przekazała dla Fundacji Batorego darowiznę, z której utworzono Fundusz im. M. Szejnert, dochody z funduszu do 2013 r. przeznaczano na projekty wyrównywania szans edukacyjnych i ochronę zdrowia oraz na pomoc dla osób niepełnosprawnych, a od 2013 r. na dotacje w programie Równe Szanse. Po przejściu na emeryturę w 2004 zajmowała się głównie twórczością literacką. W 2010–13 była przewodniczącą jury nagrody im. R. Kapuścińskiego. W 2012 otrzymała Nagrodę Honorową Stowarzyszenia Krajowego Klubu Reportażu za całokształt dorobku w dziedzinie literatury faktu. Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2014) i Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2015). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Borowiki przy ternpajku. [Reportaże]. Wwa: LSW 1972, 269 s. Wyd. 2 tamże 1974.
Reportaże ze Stanów Zjednoczonych, m.in. dot. życia Polonii.
2. Ulica z latarnią. [Reportaże społeczne]. Wwa: LSW 1977, 213 s.
Nagroda „Życia Literackiego” w 1978.
3. I niespokojnie, tu i tam. [Reportaże społeczne]. Olsztyn; Białystok: Pojezierze 1980, 228 s.
4. Jeśli się odnajdziemy. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: R. Załuski. Reż.: R. Załuski. Ekran. 1983.
5. Szczecin: grudzień — sierpień — grudzień. [Reportaże i wspomnienia]. [Współaut.:] T. Zalewski. Wwa: NOWA* 1984, 337 s. Arch. „Solidarności”. Ser. Relacje i Oprac. Wyd. nast.: [wyd. 2] Londyn: Aneks 1986; wyd. 3 Szczec.: Walkowska Wydawn. 2008, tamże wyd. 4 2012; wyd. 5 Wwa: Nar. Centrum Kultury 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Szczec.: Walkowska Wydawn. 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Zawiera: M. Szejnert: Droga; M. Szejnert, T. Zalewski: Sierpień.
6. Sława i infamia. Rozmowa z prof. Bohdanem Korzeniowskim. Londyn: Aneks 1988, 186 s. Wyd. nast.: Wwa: Pokolenie* 1988, 127 s., Ser. Reporterów OKO; [wyd. 2 poszerz.] Kr.: WL 1992, 315 s.
Nagroda Niezależnych Dziennikarzy im. Sz. Konarskiego w 1988.
7. Śród żywych duchów. [Reportaże dot. losów ludzi skazanych na śmierć w okresie PRL-u]. Londyn: Aneks 1990, 396 s. Wyd. 2 Kr.: Znak 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Znak 2012, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda Pol. PEN Clubu im. Ksawerego Pruszyńskiego (1990), Nagroda miesięcznika „Bestseller” w dziedzinie literatury faktu (1991).
8. Tomasz Tatarczyk. [Katalog wystawy]. Bytom: Muzeum Górnośląskie 1994, 21 s.
9. Czarny ogród. Kr.: Znak; Katow.: M. Katow. 2007, 547 s. Bibl. Katow., 39.
Opowieść reportażowa o katowickich dzielnicach robotniczych — Giszowcu i Nikiszowcu]. – Nagroda „Górnośląskiego Tacyta” (2007), Nagroda im. ks. A. Weltzla (2007), Nagroda Mediów Publicznych „Cogito” (2008), Nagroda „Hanysy 2009” (także za „Wyspę klucz” poz. 10). Nominacje do finału Nagrody Lit. Nike (2008) i Lit. Nagrody Europy Środkowej „Angelus” (2008).
Przekł.: niem.: Der schwarze Garten. [Przeł.] B. Voel¬kel. Potsdam 2015.
Adapt. teatr.: Adapt.: K. Kopka. Reż.: J. Głomb. Wyst. Katow., T. Śląski 2015.
10. Wyspa klucz. Kr.: Znak 2009, 315 s.
Opowieść reportażowa o wyspie Ellis, gdzie znajdowało się centrum dla emigrantów przyjeżdżających do Stanów Zjednoczonych. – W 2010 Nagroda Osobna za twórczość reportażową, przyznana przez jury Nagrody Lit. „Gdynia”, Nagroda „Hanysy 2009” (także za Czarny ogród poz. 19) i nominacja do Nagrody Lit. Nike.
11. Dom żółwia: Zanzibar. [Opowieść reportażowa]. Kr.: Znak 2011, 378 s.
Finalistka Nagrody Lit. Nike (2012).
12. My właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u. Wstęp: M. Szczygieł. Kr.: Znak 2013, 384 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Znak 2013, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Zawiera reportaże z lat 60. i 70.
13. Usypać góry. Historie z Polesia. Kr.: Znak 2015, 398 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2015, plik w formacie PDF.
Nagroda „Odry” w 2016.
Praca redakcyjna
1. Kraj raj. Piszą reporterzy „Gazety”. Wstęp: A. Michnik. Wybór: M. Szejnert. Wwa: Rytm 1993, 358 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Boże, z kim ja pracowałam! Reportaż po polsku. Rozm. L. Ostałowska, „Gaz. Wybor.” 2006 nr 159 dod. „Duży Format” nr 27; Czego się bałaś? Rozm. I. Falkin-Sibiga. „Śląsk” 2008 nr 4 [dot.: Czarny ogród]; Skarb śląskiej pamięci. Rozm. A. Klich. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 221[dot.: Czarny ogród]; Śląsk mnie zadziwia. Rozm. A. Papieska. „Nowe Książ.” 2008 nr 4 [dot.: Czarny ogród]; Mam słowa w palcach a nie w głowie. Rozm. Z. Król. Dwutygodnik.com 2009 nr 1 [dot.: Wyspa klucz]; Nowy lepszy świat. Rozm. M. Spychalski. „Dziennik” 2009 nr 101 [dot. Wyspa-klucz]; Statua Wolności od tyłu. Rozm. K. Janowska. „Polityka” 2009 nr 15; Ellis Island to scena życia. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 129 [dot.: Wyspa klucz]; Małgorzata Szejnert — reporterka spełniona. Rozm. T. Kaczorowska. „Ciechanowskie Zeszyty Lit.” 2010 nr 12; Historyk bez patentu. Rozm. D. Lis. „Śląsk” 2011 nr 12; Krajobraz po detonacji. Rozm. A. Wójcińska, w tejże: Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami. Wołowiec 2011, wyd. nast. 2015 [dot.: Wyspa klucz]; Wdzięczność dla żółwia. Rozm. W. Szabłowski. „Gaz. Wybor.” 2011 dod. „Duży Format” nr 39 [dot.: Dom żółwia: Zanzibar]; Żółw a sprawa polska. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2011 nr 44; Homo sovieticus z Zanzibaru. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 215 [dot.: Dom żółwia: Zanzibar]; A wy czym się martwicie? Rozm. L. Ostałowska „Gaz. Wybor.” 2013 dod. „Duży Format” nr 7 [dot.: My, właściciele Teksasu]; Pejzaż jak wymyty stół. Szejnert opowiada o Polesiu. Rozm. L. Ostałowska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 53 dod. „Duży Format” nr 9 [dot.: Usypać góry]; Mam zaufanie do swej ciekawości. Rozm. A. Stachowski. „Kult. Liberalna” 2015 nr 353 [on-line] [dostęp 7 stycznia 2015]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2015/10/13/reportaz-malgorzata-szejnert-rozmowa/; Polesie: kraina otwarta. Z Małgorzatą Szejnert rozmawia D. Lis. „Znak” 2015 nr 6 [dot.: Usypać góry]; Reporter bez klauzuli sumienia. Rozm. G. Jankowicz. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 14.

Ogólne

 	A. GALANT: Prowincja i róże. Proza reportażowa Małgorzaty Szejnert. W tejże: Prowincja literatury. Polska proza kobiet po 1956 roku. Szczec. 2013.
 	M. URBANEK: Niezgoda dla niepamięci. „Odra” 2016 nr 6.
 	M. WISZNIOWSKA: Od reportażu społeczno-obyczajowego do opowieści geohistorycznej. Ewolucja prozy Małgorzaty Szejnert. „Konteksty Kultury” 2017 z. 1.

Szczecin: grudzień — sierpień — grudzień

 	grudzień — sierpień — grudzień (poz. 5): [M. KUNOWSKA-PORĘBNA] Hek. „Solid. Naucz.” 1985 nr 37.
 	[U. DOROSZEWSKA] U.D.: Daleko od Warszawy. „Alm. Hum.” *1987 nr 6.

Sława i infamia

 	[Fik M.] J. LERSKA: Sława i infamia wg profesora B. Korzeniowskiego. „Kult. Niezal.”* 1988 nr 46.
 	J. TRZNADEL: Teatr, honor i plama. „Kult. Niezal.”* 1988 nr 46.
 	S. FRĄCKOWIAK: Najstarszy, najpiękniejszy teatr. „Czas Kult.” 1990 nr 13/14.

Śród żywych duchów

 	T. ŁUBIEŃSKI: Antygona po polsku. „Tyg. Solidarność” 1991 nr 14.
 	K. MASŁOŃ: Spisywanie czynów i rozmów. „Rzeczpospolita” 1991 nr 36.
 	A. BAGŁAJEWSKI: „Śród żywych duchów” albo o mariażu (udanym) reportażu z literaturą. „Kresy” 1992 nr 11.
 	J. GARLIŃSKI: Symbol ponurych zbrodni. „Tydzień” 1993 nr 20.
 	K. KUBISIOWSKA: Antygona na Powązkach. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 44.
 	P. LIPIŃSKI: Powrót żywych duchów. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 189.

Czarny ogród

 	A. KLICH: Ślązak mówi: Jo to smola. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 283.
 	A. JACH: Niepraktyczne fantazje o przestrzeni. „Res Publica Nowa” 2008 nr 4.
 	A. MATEJA: Krzyk białych filiżanek. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 8.
 	M. MIZURO: Ślązaczka z zachwytu, „Odra” 2008 nr 9.
 	F. NETZ: Wielka księga Ślązaków. (O Małgorzacie Szejnert). W tegoż: Ćwiczenia z wygnania. Mikołów 2008.
 	A. POCHŁÓDKA: Glikauf. „Dekada Lit.” 2008 nr 4.
 	M. RADZIWON: Mozaika ze śląskich losów. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 143.
 	M. SPYCHALSKI: Ożywianie zabetonowanego ogrodu. „Dziennik” 2008 nr 264.
 	L. SZARUGA: Inne historie. „Borussia” 2008 nr 42.
 	B. WIDERA: Tajemniczy ogród Małgorzaty Szejnert. „Śląsk” 2008 nr 1.
 	H. WANIEK: W śląskich plewach. Więź 2008 nr 4/5.
 	B. WIDERA: Giszoniada. „Śląsk” 2008 nr 3.
 	J. ŁOPUSIŃSKA: Czarne perły w czarnym ogrodzie. „Wyspa” 2009 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Czarny ogród, czyli maszyna do mieszkania. „Opcje” 2010 nr 2, przedr. w tegoż: Prawo krytyki. Kat. 2013.
 	B. DARSKA: „Początek temu dał Adam”. W tejże: Pamięć codzienności, codzienność pamiętania. Gdańsk 2014.
 	E. SZYMIK: Kształtowanie się tożsamości narodowej wybranych bohaterów literackich. „Edukacja Międzykulturowa” 2016 nr 5 [dot. także: I. Iwasiów: Bambino; A. Rottenberg: Proszę bardzo).

Wyspa klucz

 	A. JACH: Niepraktyczne fantazje o przestrzeni. „Res Publica Nowa” 2008 nr 4.
 	M. MIZURO: Ślązaczka z zachwytu. „Odra” 2008 nr 9.
 	A. POCHŁÓDKA: Glikauf. „Dekada Lit.” 2008 nr 4.
 	H. WANIEK: W śląskich plewach. „Więź” 2008 nr 4/5.
 	A. BERNAT: Co widać z wyspy. „Nowe Książ.” 2009 nr 10.
 	R. KURKIEWICZ: Amerykański czyściec. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 82.
 	B. MARZEC: Szejnert opowiada o bramie Ameryki. „Rzeczpospolita” 2009 nr 75.
 	M. OLSZEWSKI: Historia sita: wydarzenie: nowa książka Małgorzaty Szejnert. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 34–35.
 	M. SIEDLACZEK-MIKODA: Statua Wolności — widok od tyłu. „Śląsk” 2009 nr 6.
 	G. MOSIO: Walizka z wikliny i funkcjonariusze Ziemi Obiecanej. „Rocz. Muzeum Etnograf. im. Seweryna Udzieli w Kr.” 2010.
 	K. PRZESMYCKA: Dwa razy bilet do wolności, proszę. „Akcent” 2010 nr 1.
 	B. DARSKA: Zostawić wszystko i rozpocząć nowe życie. W tejże: Pamięć codzienności, codzienność pamiętania. Gdańsk 2014.
 	Zob. też Wywiady.

Dom żółwia: Zanzibar

 	Zanzibar (poz. 11): J. TOKARSKA-BAKIR: Biało-czerwone i czarne. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 265.
 	U. GLENSK: Precyzja, rzeczowość i nadmiar. W tejże: Po Kapuścińskim. Kr. 2012.
 	A.M. GOŁAWSKA: Dom opowieści. „Akcent” 2012 nr 1.
 	P. KRUPIŃSKI: Trzy spojrzenia na „Dom żółwia”, w tym jedno (prawie) jego własnym okiem. „Pogranicza” 2012 nr 2.
 	A. SZADY: Sułtani, goździki i Freddy Mercury. „Esensja” 2012 nr 1.
 	B. DARSKA: Świat, którego już nie ma. W tejże: Pamięć codzienności, codzienność pamiętania. Gdańsk 2014. Zob. też Wywiady.

My, właściciele Teksasu

 	O. DRENDA. „Dwutygodnik” 2013 nr 108 [www. dwutygodnik.com].
 	J. RUDNICKI: Powróć z Szejnert do przeszłości. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 53.
 	H. WILK: PRL w pigułce. „Nowe Książ.” 2013 nr 4.
 	P. PIENIĄŻEK: My, obywatele PRL-u. „Śląsk” 2014 nr 3. Zob. też Wywiady.

Usypać góry

 	B. DARSKA: Świat w pigułce. „Twórczość” 2015 nr 7.
 	J. KURKIEWICZ. „Mag. do Czytania” 2015 nr 1.
 	M. HANIK: Meandry kraju nad Prypecią. „Nowe Książ.” 2015 nr 7.
 	P. MAŁOCHLEB: Próba pamięci. „Odra” 2015 nr 7/8.
 	M. SENDECKI: Gdzie uczą takiej historii. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 62.
 	R. SIDORKIEWICZ: Polesia czar. „Akant” 2015 nr 8. Zob. też Wywiady.
 	I. MRZYGŁÓD: Na Białorusi bardzo trudno odnaleźć siebie. „Kultura Liberalna [on-line] 2015 nr 41 [dostęp 17 lutego 2018]. Dostępny w Internecie: https://kulturaliberalna.pl/2015/10/13/recenzja-malgorzata-szejnert-usypac-gory/?gclid=Cj0KCQiAwp_UBRD7ARIsAMie3XaEJBRq9iQnD5grZMIw79IGs6VJ4L7wiolpv34OC-_jJFY7DFm4EdsaAm5pEALw_wcB.
 	K. SŁOWIK: Mięso i spełnione nadzieje. „Nowa Europa Wschodnia” 2015 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.
</document>
<document nplp_id="3151" title="Piotr SZEWC" slug="piotr-szewc">ur. 1961

Pseud.: Antoni Wrzosek; Celina Dembowska; Tomasz Romanowicz.

Poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 27 sierpnia 1961 w Zamościu; syn Mariana Szewca, murarza, i Wandy z Twardziszewskich. Do szkoły średniej uczęszczał w Zamościu; początkowo (1976-77) uczył się w Zasadniczej Szkole Rolniczej, a następnie w Technikum Rolniczym. Debiutował już jako uczeń artykułem polemicznym pt. Nie tak z Białoszewskim, wydrukowanym w 1978 na łamach czasopisma „Kamena” (nr 16), a w 1979 na łamach tego samego pisma opublikował swój pierwszy wiersz pt. Wiersz na moją śmierć (nr 9). W 1981 zdał maturę i podjął studia polonistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim; w 1986 uzyskał stopień magistra. W następnych latach pracował jako redaktor, a także autor recenzji, artykułów i felietonów, najpierw w tygodniku „Za i przeciw” (do 1989), a następnie w dziennikach „Życie Warszawy” (1991-92) i „Słowo. Dziennik Katolicki” (1995). W 1996 objął funkcję redaktora działu literatury współczesnej w „Nowych Książkach”, gdzie publikował również recenzje (podp. m.in. pseud.: Antoni Wrzosek; Celina Dembowska; Tomasz Romanowicz). Liczne artykuły, recenzje, wiersze, felietony i wywiady drukował nadto m.in. w „Twórczości” (od 1982), „Rzeczpospolitej” (od 1996; tu m.in. liczne wywiady w dodatku „Plus-Minus”), „Kwartalniku Artystycznym” (od 2004; tu m.in. od 2005 cykl felietonów pt. Z powodu i bez powodu). Współpracował okazjonalnie z Programem II Polskiego Radia. W 1989 został członkiem SPP. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Świadectwo. [Wiersze]. [Wwa:] Przedświt*; WNOPiM* [1983], 12 s.
2. Zagłada. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1987, 140 s. Wyd. nast.: wyd. 2 [zmien.]. ze wstępem J. Stryjkowskiego Kr.: WL 1993, wyd. 3 tamże 2003.
Nagroda im. S. Piętaka w 1987, Nagroda Młodych im. S. Wyspiańskiego w 1990.
Przekł.: ang.: Annihilation. A novel. [Przeł.] E. Hryniewicz-Yarbrough. Normal, IL 1993, wyd. 2 tamże 1999, – chorw.: Uništenje. [Przeł.] D. Blažina. Zagreb 2002, – franc.: L’évanescence des choses. [Przeł.] E. Morin-Aguilar. Montricher 1990, niem.: Vernichtung. Roman. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 1993; Das Buch eines Tages. Zamość, Juli 1934. Roman [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2011, – norw.: Byens oye. [Przeł.] O.M. Selberg. Oslo 1994, – węgier.: Pasztulás. [Przeł.] N. Kartész. Budapest [1994], – włos.: La distruzione. [Przeł.] R. Polce. Torino 1991.
Adapt. teatr .: Adapt. i reż. : K.-R. Mai. Przekł. na jęz. niem.: I. Makowiecka. Praprem.: Szczec., T. Współcz.; Berlin: Hebbel Theater 1995 [spektakl powst. w koprodukcji].
3. Ocalony na Wschodzie. Z Julianem Stryjkowskim rozmawia Piotr Szewc. Montricher: Ēditions Noir sur Blanc 1991, 276 s.
4. Zmierzchy i poranki. [Powieść]. Kr.: WL 2000, 143 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2000.
Przekł.: węgier.: Alkonyok és reggelek. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2002.
5. Syn kapłana. [Esej biograficzny dot. J. Stryjkowskiego]. Wwa: Sic! 2001, 86 s.
6. Wolność i współczucie. Rozmowy z pisarzami. Kr.: WL 2002, 214 s.
Zawiera wywiady z S. Barańczakiem, M. Głowińskim, J. Hartwig, P. Hertzem, U. Kozioł, Z. Kubiakiem, J. Łukasiewiczem, R. Matuszewskim, W. Myśliwskim, M. Nowakowskim, K. Orłosiem, J.M. Rymkiewiczem i A. Szymańską.
7. Bociany nad powiatem. [Powieść]. Kr.: WL 2005, 110 s.
8. Całkiem prywatnie. [Wiersze]. Kr.: WL 2006, 54 s.
9. Moje zdanie. [Wiersze]. Kr.: WL 2009, 70 s.
10. Cienka szyba. [Wiersze]. Kr.: WL 2014, 45 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
11. Światełko [Wiersze]. Kr.: WL 2017, 48 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.

Przekłady utworów Piotra Szewca w antologiach zagranicznych, m.in.: niem.: Neue Geschichten aus der Pollakey [Oprac.:] B. Helbig-Mischewski, K.M. Załuski. Jestetten 2000, - węgier.: Halott világok - lehetséges világok [Oprac.:] A.St. Kowalczyk, P. Lajos. Budapest 1994.
Praca redakcyjna
1. J. Czechowicz: Przez kresy. Wybór wierszy i przekładów. Wybrał S. Szewc. Przedm. opatrzył Cz. Miłosz. Kr.: WL 1994, 261 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.
 	Wywiady: Fotografujemy skwapliwie zjawiska. Rozm. K. Lisowski. „Dekada Lit.” 1993 nr 11; Metafizyka, mitografia i rękaw koszuli. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2000 nr 4/5; Sługa swojego powiatu. Rozm. K. Lisowski. „Życie” 2000 nr 197; Na ostatni guzik. Rozm.: J. Sobolewska. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 225; Dzień jak kropla. Rozm.: Ł. Grodziński, M. Larek. „Arkusz” 2002 nr 8; „Patrzę na świat przez literackie szkło powiększające”. Rozm.: K. Krowiranda, Ż. Nalewajk, „Tekstualia” 2005 nr 2.

Ogólne

 	W. JEKIEL: Huelle i Sz. w przekładach włoskich. „Lit. na Świecie” 1992 nr 10/12.
 	M. ORSKI: P. Sz.: „w kolorze wiecznym” . W tegoż: A mury runęły. Wr. 1995.
 	B. KANIEWSKA: Wieczność, która przemija. O prozie P. Sz. W: Ulotność i trwanie. Pozn. 2003.
 	M. ZALESKI: Formy pamięci. Gdańsk 2004, passim.
 	M. GĘBORYS: Status pamięci w prozie Piotra Szewca. „Fraza” 2005 nr 1/2.
 	A. NĘCKA: Unieważnić przemijanie? O prozie Piotra Szewca W: Literatura i przestrzeń. Katow. 2008.
 	J. BOROWSKI: Smak prowincjonalnej magdalenki. Zamość, którego nie ma w prozie. Piotra Szewca; W. PYCZEK: „Jadę do Zamościa”. Geografia poetycka Piotra Szewca. W: Literackie twarze Zamojszczyzny. Zamość 2009.
 	A. NĘCKA: Drobiazgi życiu wyrwane. O poezji Piotra Szewca. W: Literatura i obiekt/yw(izm). Katow. 2014.
 	G. MAROSZCZUK: „Umiera przeżyty dzień”. O twórczości Piotra Szewca. W: Skład osobowy. Cz. 1. Katow. 2014.
 	K. SOLON-SEREK: Centrum, w którym skupia się światło. Obraz polsko-żydowskiego miasteczka w prozie Piotra Szewca. W: Polacy-Żydzi. Kontakty kulturowe i literackie. Kr. 2014.
 	T. MIZERKIEWICZ: Twórczość niepozorna i nowa fenomenologia. O wierszach Piotra Szewca. W: Twórczość niepozorna. Kr. 2015.
 	A. DANIEL: Martwe żywe. O poezji Piotra Szewca. „Elewator” 2016 nr 2.

Świadectwo

 	[W. Bolecki] J. Malewski: Cóż po poecie w czasie marnym. (Przegląd tomików poetyckich czasu wojennego). W tegoż: Widziałem wolność w Warszawie. Wwa* 1984, wyd. nast. zmien. Londyn 1991 [m.in. dot. P. Szewca].

Zagłada

 	P. BRATKOWSKI: Nie ma zagłady. „Tyg. Kult.” 1987 nr 32.
 	T. OLSZEWSKI: Zatrzymane w kadrze. „Pis. Lit.-Artyst.” 1987 nr 11/12. .
 	W. PAWŁOWSKI: Na jałowym biegu. „Literatura” 1987 nr 7.
 	M.P. PRUS: Atlantyda. „Tyg. Powsz.” 1987 nr 29.
 	A. SOBOLEWSKA: Wahadłowe drzwi pamięci. „Twórczość” 1987 nr 12.
 	M. SOŁTYSIK: Księga dnia. „Życie Lit.” 1987 nr 24.
 	J. TERMER: Na marginesie „Zagłady”. „Nowe Książ.” 1987 nr 9.
 	R. BEDNARCZYK: Czas zgładzony. „Tak i Nie” 1988 nr 5.
 	S. DRAJEWSKI: Czas kresów. „Nurt” 1988 nr 3.
 	[J. MAJCHEREK] A. KOŃCZA: Mało zbadany czas zaprzeszły. „Brulion”* 1988 nr 7/8.
 	B. KANIEWSKI: „Listopadowa jest tu gdzie była…”. O Zagładzie P. Sz. „Polonistyka” 1999 nr 1.
 	M. KISIEL: Styl symboliczny. „Śląsk” 1999 nr 10 [dot. też: Zmierzchy i poranki].
 	T. MIZERKIEWICZ: Umitycznianie przedstawienia – „Zagłada” Piotra Szewca. W tegoż: Stylizacje mityczne w prozie polskiej po 1968 r. Pozn. 2001.
 	K. JAKOWSKA: Powieść wnuka. „Zagłada” Piotra Szewca na tle powieściowych zapisów Holokaustu. W: Przez dwa stulecia. Tor. 2006.
 	A. MORAWIEC: Zaklinanie zagłady. (O debiucie powieściowym Piotra Szewca). „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2006 z. 8.
 	A. ZIONTEK: Pośród zagłady trwa nadzieja. „Kresy” 2006 nr 3 [m.in. dot. P. Szewca].
 	M. BERNACKI: O trylogii powieściowej Piotra Szewca. Jak możliwa jest kontemplacja świata po „Zagładzie”. „Prz. Powsz.” 2007 nr 7 [dot. także: Zmierzchy i poranki; Bociany nad powiatem].
 	K. BIEDRZYCKI: Księga zamarłego czasu – „Zagłada” Piotra Szewca. W tegoż: Wariacje metafizyczne. Kr. 2007.
 	K. DZIKA-JUREK: „W tej wydrążonej dolinie”. O motywie Zagłady w trylogii powieściowej Piotra Szewca. „Bielsko-Żywieckie Studia Teol.” 2007 t. 8 [dot. także: Zmierzchy i poranki; Bociany nad powiatem].
 	K. DZIKA : Małe: o esencjonalnym bycie kresowych miasteczek na podstawie trylogii Piotra Szewca. „Świat i Sł.” 2008 nr 1 [dot. także: Zmierzchy i poranki; Bociany nad powiatem].
 	K. PRZEWĘZIKOWSKA: „Zagłada” Piotra Szewca wobec niewyobrażalności Holokaustu. „Migotania, przejaśnienia” 2009 nr 3 /4.
 	M. KOSZOWY: Zdjęcie jako figura powtórzenia i nieobecności w „Zagładzie” Piotra Szewca. „Teksty Drugie” 2013 nr 4.
 	B. KRUPA: Cena wzniosłości. „Zagłada” Piotra Szewca. W tegoż: Opowiedzieć Zagładę. Kr. 2013.
 	B. GONTARZ: Ekfraza fotografii. „Zagłada” Piotra Szewca. W tejże: Wizualne reprezentacje rzeczywistości w polskiej prozie współczesnej. Katow. 2014.
 	D. LISEK-GĘBALA: Centrum-Wszystko. Zamość w prozie Piotra Szewca. W: Centra-peryferie w literaturze polskiej XX i XXI w. Kr. 2015 [dot. także: Zmierzchy i poranki; Bociany nad powiatem].
 	A.D. LISKOWACKI: Martwe żywe. O poezji Piotra Szewca. „Elewator” 2016 nr 2.
 	M. TOMCZOK: Klimat zagłady w perspektywie powieści Pawła Huellego, Tadeusza Konwickiego, Andrzeja Kuśniewicza i Piotra Szewca. „Teksty Drugie” 2017 nr 2.

Ocalony na Wschodzie.

 	Z. BIEŃKOWSKI: Talent osobowości. „Polityka” 1992 nr 21.
 	P. GŁOGOWSKI: Bóg jest po stronie silniejszych batalionów. „Tyg. Solidarność” 1992 nr 6.
 	T. SOBECZKO: Punkty za pochodzenie. „Więź” 1992 nr 8.
 	A. ZAWADA: Ocalony na Wschodzie. „Odra” 1992 nr 6.
 	M. KISIEL: Interview–fleuve. „Twórczość” 1993 nr 1.

Zmierzchy i poranki

 	M. KISIEL: Styl symboliczny. „Śląsk” 1999 nr 10 [dot. też: Zagłada].
 	K. BIEŃKOWSKA: Wszechświat w sobie. „Nowe Książ.” 2000 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Podniebny powiat. „Polityka” 2000 nr 20.
 	J. GONDOWICZ: Na samym progu wieczności. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 46.
 	I. IWASIÓW: Dzień pamięci. „Arkusz” 2000 nr 10.
 	J. KLEJNOCKI: W powiecie zamojskim. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 92.
 	A. LIEBHART: W rytmie zmierzchów i poranków. „Życie” 2000 nr 99.
 	P. MAJERSKI: „… do zmierzchu mówić”. „Śląsk” 2000 nr 6.
 	P. MARECKI: Zamojska Kolekcja. „Studium” 2000 nr 4.
 	R. MATUSZEWSKI: Zamość mityczny. „Prz. Powsz.” 2000 nr 10, przedr. w tegoż: Zapiski świadka epoki. Wwa 2004.
 	T. MIZERKIEWICZ: Palcem po mapie zapachów. „Arkusz” 2000 nr 8.
 	A. MORAWIEC: „Zwyczajne i zachwycające istnienie” według Piotra Szewca. „Kresy” 2000 nr 2/3.
 	Ż. NALEWAJK: Fiat Lux – o „Zmierzchach i porankach” Piotra Szewca. „Pracownia” 2000 nr 22.
 	D. NOWACKI: Nowa baśń, stara baśń. „Res Publica Nowa” 2000 nr 6.
 	J. OLEJNICZAK: Zapachy „małej ojczyzny”. „FA-art” 2000 nr 2.
 	M. ORSKI: W centrum zdarzeń. „Odra” 2000 nr 7/8.
 	R. OSTASZEWSKI: Jesteś świecie, jesteś. „Dekada Lit.” 2000 nr 4/5.
 	L. SZARUGA: Naświetlanie światła. „Pogranicza” 2000 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Wieczne dzieciństwo świata. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 2.
 	K. UNIŁOWSKI: W pełnym świetle. „Twórczość” 2000 nr 11, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
 	M. ZALESKI: Pieśń umarłego powiatu. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 131.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Światło, cień i rytm. Notatki o prozie Potra Szewca. „Kresy” 2001 nr 4.
 	A. CZYŻAK: W szklanej kuli. „Polonistyka” 2001 nr 7.
 	B. KANIEWSKA: Spojrzenie rentiera. O drugiej powieści Piotra Szewca. „FA-art” 2001 nr 2.
 	A. D. LISKOWACKI: Rzeczy i światło. „Topos” 2001 nr 2/3.
 	M. DANIELKIEWICZ: Piotruś. „Akcent” 2002 nr 1/2 [dot. też: Syn kapłana].
 	A. MORAWIEC: O dyptyku powieściowym Piotra Szewca. W: O doskonałości. Łódź 2002, przedr. pt. Doskonałość w cieniu zagłady. O „Zmierzchach i porankach” Piotra Szewca. W tegoż: Polityczne, prywatne, metafizyczne. Tor. 2014.
 	J. MADEJSKI: „O zmierzchu cisza mówiła różnymi językami”. W tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
 	K. UNIŁOWSKI: Do czego liberałom potrzebne „małe ojczyzny?” „FA-art” 2003 nr 3/4 [na marginesie powieści Zmierzchy i poranki.].
 	M. JENTYS: Piotr Szewc u źródeł miłości. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	M. BERNACKI: O trylogii powieściowej Piotra Szewca. Jak możliwa jest kontemplacja świata po „Zagładzie”. „Prz. Powsz.” 2007 nr 7 [dot. także: Zagłada; Bociany nad powiatem] .
 	K. DZIKA-JUREK: „W tej wydrążonej dolinie”. O motywie Zagłady w trylogii powieściowej Piotra Szewca. „Bielsko-Żywieckie Studia Teol.” 2007 t. 8 [dot. także: Zagłada; Bociany nad powiatem].
 	K. DZIKA : Małe: o esencjonalnym bycie kresowych miasteczek na podstawie trylogii Piotra Szewca. „Świat i Sł.” 2008 nr 1 [dot. także: Zagłada; Bociany nad powiatem].
 	D. LISEK-GĘBALA: Centrum-Wszystko. Zamość w prozie Piotra Szewca. W: Centra-peryferie w literaturze polskiej XX i XXI w. Kr. 2015 [dot. także: Zagłada; Bociany nad powiatem].

Syn kapłana

 	J. GONDOWICZ: Strażnicy nicości. „Nowe Książ.” 2001 nr 7.
 	W. KALISZEWSKI: Do czytania poleca… „Więź” 2001 nr 9.
 	T. KORZENIOWSKI: Syn marnotrawny. „Dekada Lit.” 2001 nr 5/6.
 	A. SKIBSKA: Wypytać wszystko. „Arkusz” 2001 nr 11.
 	M. DANIELKIEWICZ: Piotruś. „Akcent” 2002 nr 1/2 [dot. też: Zmierzchy i poranki].
 	S. JURKOWSKI: Portret pisarza osobisty. „Twórczość” 2003 nr 2/3.

Wolność i współczucie

 	W. CHMIELEWSKI: Żyjemy w czasach totalitarnych. „Nowe Państ.” 2002 nr 8.
 	M. CIEPŁA: Kanon rozmowy. „Pogranicza” 2002 nr 3.
 	P. DUDZIAK: Wywiad i roz – mowa. Dwie książki rozmów z pisarzami. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 35 [dot. też S. Bereś: Historia literatury w rozmowach].
 	M. KISIEL: Ważne rozmowy. „Śląsk” 2002 nr 8.
 	K. MASŁOŃ: Wywiady Piotra Szewca. „Rzeczpospolita” 2002 nr 239.
 	U. ŚMIETANA: Prywatny głos literatury. „Czas Kult.” 2002 nr 3 [m.in. dot. P. Szewca].
 	A. ZAWADA: Rozmowy humanistów. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/8.
 	S. JURKOWSKI: Rozmowy najszczersze. „Twórczość” 2003 nr 6.
 	D. KULCZYCKA. „Pro Libris” 2003 nr 1.

Bociany nad powiatem

 	T. BURYŁA: Sprawdzona stylistyka. „Twórczość” 2005 nr 7.
 	M. CUBER: Epitafium dla dachówki. „Res Publica Nowa” 2005 nr 2.
 	J. GIZELLA: Przypowieść o wiecznym mieście. „Topos” 2005 nr 4.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Duch powiatu. „Kwart. Artyst.” 2005 nr 2.
 	A. MORAWIEC: Przeciw nicości. „Nowe Książ.” 2005 nr 4.
 	D. NOWACKI: Jeden dzień z życia Zamościa. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 50.
 	M. ORSKI: W wielojęzycznej mowie świata. „Odra” 2005 nr 10, przedr. pt. Dzieciństwo jako prolog Księgi. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	R. OSTASZEWSKI: Podróż do Nicości (z przesiadką na stacji Literatura). „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2005 nr 14.
 	A. SIEMIŃSKA: Spis z natury. „Czas Kult.” 2005 nr 5.
 	M. SZLACHETKA: Słoneczne impresje Sz. „Akcent” 2005 nr 3.
 	E. SZYBOWICZ: Powiat i co dalej? „FA-art” 2005 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Niedokończona postać świata. „Prz. Powsz.” 2005 nr 6.
 	A. NĘCKA: Unieważnić przemijanie. „Śląsk” 2006 nr 4.
 	M. BERNACKI: O trylogii powieściowej Piotra Szewca. Jak możliwa jest kontemplacja świata po „Zagładzie”. „Prz. Powsz.” 2007 nr 7 [dot. także Zagłada; Zmierzchy i poranki] .
 	K. DZIKA-JUREK: „W tej wydrążonej dolinie”. O motywie Zagłady w trylogii powieściowej Piotra Szewca. „Bielsko-Żywieckie Studia Teol.” 2007 t. 8 [dot. także: Zagłada; Zmierzchy i poranki].
 	K. DZIKA : Małe: o esencjonalnym bycie kresowych miasteczek na podstawie trylogii Piotra Szewca. „Świat i Sł.” 2008 nr 1 [dot. także Zagłada; Zmierzchy i poranki].
 	D. LISEK-GĘBALA: Centrum-Wszystko. Zamość w prozie Piotra Szewca. W: Centra-peryferie w literaturze polskiej XX i XXI w. Kr. 2015 [dot. także: Zagłada; Zmierzchy i poranki].

Całkiem prywatnie

 	S. BURYŁA: Nieco inaczej. „Opcje” 2006 nr 2.
 	J. GIZELLA: Poetycki kosmos. „Topos” 2006 nr 4.
 	G. KALINOWSKI: Słowa i obrazy. „Kwart. Artyst.” 2006 nr 2.
 	A. KAŁUŻA: Sam na sam z grafikami. „Odra” 2006 nr 9.
 	J. MADEJSKI: Światło. „Pogranicza” 2006 nr 4.
 	T. MIZERKIEWICZ: Wyprawa do wnętrza (i zewnętrza ) liryki. „Nowe Książ.” 2006 nr 6.
 	J. PETROWICZ: Całkiem plastycznie. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 2.
 	A. SZYMAŃSKA: Dziennik liryczny - prozaika? „Prz. Powsz.” 2006 nr 9.
 	S. CHYCZYŃSKI: Słowa i obrazy. „Twórczość” 2007 nr 2.
 	E. KOCOŃ: „W nas jest raj, piekło i do obu szlaki”. O poezji Wojciecha Kudyby („Tyszowce i inne miasta”) i Piotra Szewca („Całkiem prywatnie”). „Bielsko-Żywieckie Studia Teol.” 2007 t. 8.
 	J. ORSKA: Sztuka prostoty. „Kresy” 2007 nr 1/2.
 	W. LIGĘZA: Na granicy snu. „Lit. i Sztuka” 2007 nr 3.

Moje zdanie

 	M.M. BESZTERDA: Gdy sęki leniwie uchylają powieki – formy (nie)pamięci Piotra Szewca. „Wyspa” 2009 nr 4.
 	S. CHYCZYŃSKI: Moje zdanie o Szewcu. „Akant” 2009 nr 13.
 	B. DARSKA: Zatrzymać chwilę. „Pogranicza” 2009 nr 6.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: „Gubimy się i odnajdujemy pośród drobiazgów”. „Kresy” 2009 nr 4.
 	W. LIGĘZA: Przelotne, trwałe. „Kwart. Artyst.” 2009 nr 3.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Spojenia świata, spajanie zdań. Notatki literackie. „Odra” 2009 nr 11 [dot. też: J. Bierut: Spojenia].
 	P. MACKIEWICZ: Prawo do korekty. „Nowe Książ” 2009 nr 10.
 	R. RŻANY: W półzbliżeniu. „Nowa Okolica Poetów” 2009 nr 32.
 	A. SZYMAŃSKA: Przestrzeń wewnętrzna. „Prz. Powsz.” 2009 nr 12.
 	S. BURYŁA: Prywatnie i z uwagą. „Fraza” 2010 nr 1.
 	A. NĘCKA: Życiopisanie z drobiazgów złożone. „Tygiel Kult.” 2010 nr 7/ 9.
 	J. PETROWICZ: Niecodzienna powszedniość. „Twórczość” 2010 nr 9.
 	M. RABIZO-BIREK: Łuski zdań, szyszki wierszy. „Dekada Lit.” 2010 nr 1/ 2.
 	I. PIBER: Wsłuchując się w przesłanie chwili. „Topos” 2011 nr 1/ 2.

Cienka szyba

 	M. BERNACKI. Świat i Sł.” 2014 nr 2.
 	P. MACKIEWICZ: Dowody na istnienie świata. „Nowe Książ.” 2014 nr 12.
 	J. BECZEK: Porozumieć się z tamtym światem. „Odra” 2015 nr 1.
 	J. PETROWICZ: Bliżej, czyli dalej. „Twórczość” 2015 nr 6.
 	B. SUWIŃSKI: Prowincja wspomnienia. „Elewator” 2015 nr 1.
 	W. TURŻAŃSKA: Poetycki rozrachunek z zagrodą, górami i z samym sobą. „Akcent” 2015 nr 2.
</document>
<document nplp_id="3153" title="Małgorzata SZPAKOWSKA" slug="malgorzata-szpakowska">ur. 1940

Właściwe imiona: Maria Małgorzata.

Pseud.: mms; msz; Paweł Anc; Małgorzata Szpil — wspólnie z Małgorzatą Semil.

Historyk idei i kultury, krytyk literacki i teatralny.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 18 maja 1940 w Warszawie; córka Olgierda Szpakowskiego, inżyniera elektryka, jeńca obozu NKWD w Starobielsku, zamordowanego w 1940 r., i Jadwigi z Gepnerów, inżyniera chemika. W 1957 zdała maturę w XIV Liceum Ogólnokształcącym (obecnie im. S. Staszica) w Warszawie i następnie przez trzy semestry studiowała chemię na Politechnice Warszawskiej. W 1959 rozpoczęła studia na Wydziale Polonistyki, a w 1961 także na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego (UW), ukończone odpowiednio w 1964 i 1966. Debiutowała jako krytyk w 1960 recenzją książki Henryka Foglera pt. Nieobecni są winni, ogłoszoną na łamach „Nowej Kultury” (nr 50), z którą współpracowała do 1963. Recenzje i szkice drukowała nadto we „Współczesności” (1960–68), „Twórczości” (od 1962) oraz „Nowych Książkach” (1966–67 i sporadycznie po 2000). W 1966–69 była doktorantką na Wydziale Filozofii UW. W marcu 1969 aresztowana i dołączona do procesu politycznego tzw. „taterników”, w lutym 1970 została skazana na trzy lata więzienia, a na mocy amnestii z 22 lipca 1969 zwolniona z więzienia w lipcu 1970. Następnie do 1972 pracowała w Bibliotece Narodowej, po czym została zatrudniona w redakcji „Dialogu” (pierwszy tekst ogłosiła tu w 1969). Kierowała do 2002 działem eseistyki tego miesięcznika, publikując równocześnie liczne recenzje i szkice, także noty (podp. mms, msz). Współpracowała w tym czasie także jako krytyk literacki m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” (1971–72, podp. również pseud. Paweł Anc). W 1972 została członkinią Polskiego PEN Clubu i ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). W 1975 obroniła w IBL PAN pracę doktorską pt. Teoria kultury w pismach filozoficznych i literackich Stanisława Ignacego Witkiewicza (promotor: prof. Michał Głowiński); za wydaną na podstawie doktoratu książkę Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewicza otrzymała w 1977 Nagrodę Fundacji Kościelskich w Genewie. W styczniu 1976 podpisała „Memoriał 101” przeciw projektowanym zmianom w Konstytucji PRL, a w listopadzie tegoż roku „Apel 172 przedstawicieli świata kultury do Sejmu PRL” w sprawie represji wobec uczestników strajków w Radomiu i Ursusie. W czasie stanu wojennego współpracowała z pismami ukazującymi się w drugim obiegu. W 1981–85 była także kierownikiem literackim Teatru im. S. Jaracza w Łodzi. W 1985–91 wykładała w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. W 1988 przebywała na miesięcznym stypendium francuskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej w Paryżu. W 1989 była współzałożycielką SPP. W 1991 podjęła pracę na Wydziale Polonistyki UW w Katedrze Kultury Polskiej, najpierw jako adiunkt, a po uzyskaniu w 1996 habilitacji na podstawie książki Dyskusje ze Stanisławem Lemem — na stanowisku profesora nadzwyczajnego. W 1997 otrzymała Nagrodę Fundacji Kultury. W 1998 współtworzyła Instytut Kultury Polskiej (IKP) Wydziału Polonistyki UW, gdzie do 2010 zajmowała się historią idei, postaw, obyczaju i praktyk kulturowych. Nadal publikowała m.in. w „Dialogu”, „Twórczości”, „Przeglądzie Politycznym” (2000–16). W 2004 uzyskała tytuł profesora oraz objęła w IKP kierownictwo Zespołu Antropologii Ciała i Przemian Obyczaju. W tymże roku wygłosiła na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku wykład na temat przemian obyczajowych w Polsce. W 2004–10 była członkiem Komitetu Nauk o Kulturze PAN. Wchodziła w skład jury nagród: konkursu prac magisterskich im. J.J. Lipskiego (od 1995), nagrody im. J. Giedroycia (od 2010), Nagrody Literackiej Nike (2006–08 jako przewodnicząca). Od 2009 przewodniczyła Radzie Naukowej miesięcznika „Dialog”. Po przejściu na emeryturę w 2010 prowadziła nadal seminarium dla doktorantów na UW. W 2012 wygłosiła pięć gawęd autobiograficznych w cyklu Zapiski ze współczesności Programu II Polskiego Radia. Została członkiem Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego (w 2002) oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W 2017 weszła w skład jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus.

W 1993 poślubiła Jerzego Kwiatka, dziennikarza. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wr.: Ossol. 1976, 218 s. Rozpr. Lit., 15.
Praca doktorska, — Nagroda Fundacji Kościelskich w Genewie w 1977.
2. O kulturze i znachorach. Kr.; Wr.: WL 1983, 303 s.
Zbiór szkiców, publikowanych uprzednio m.in. w „Twórczości”, przygotowany do druku w połowie lat 70 i wówczas wstrzymany.
Zawartość: I. Moralność i psychiatrzy: A bliźniego swego jak siebie samego [dot.: A. Kępiński: Psychopatologia nerwic]; Smutni i winni [dot.: A. Kępiński: Melancholia]; Natura i ład moralny [dot.: A. Kępiński: Lęk]; Czego potrzeba człowiekowi [dot.: A. Pawełczyńska: Wartości a przemoc]; Wbrew wyrokowi [dot.: H. Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem]; Prośba o odpowiednie wykorzystanie Camusa [dot.: A. Camus: Eseje]; Los śmiertelnych [dot.: A. Toynbee [i in.]: Człowiek wobec śmierci]; Retro-porno-science fiction [dot.: Z. Freud: Poza zasadą przyjemności]; Szczotki firmy braci Sennebaldt [dot.: S.I. Witkiewicz: Narkotyki; Niemyte dusze]; Prolegomena do sennika egipskiego [dot.: E. Fromm: Zapomniany język]; Portret człowieka rozsądnego [dot.: J. Kozielecki: Koncepcje psychologiczne człowieka]; Jak prostować cudze ścieżki [dot.: K. Jankowski: Od psychiatrii biologicznej do humanistycznej]; Z życia żółwi [dot.: M. Mazur: Cybernetyka i charakter]. – II. Czy kultura jest poznawalna?: Strukturalizm i upiory [dot.: R. Callois]; Wielbłądy naszej świadomości [dot.: C.G. Jung: Archetypy i symbole]; Socjologia czegokolwiek [dot.: A. Hauser: Filozofia historii sztuki]; Ogólna historia wszystkiego [dot.: A. Hauser: Społeczna historia sztuki i literatury]; Z powodu Hausera [dot.: A. Hausera]; Rozszalały gestaltysta [dot.: M. MacLuhan: Wybór pism]; Młot na czarownice [dot.: S. Lem: Filozofia przypadku. Literatura w świetle empirii]; Homer i Emil Zola [dot.: E. Auerbach: Mimesis. Rzeczywistość przedstawiona w literaturze Zachodu]; Pięć grzechów Stanko Lasicia [dot.: S. Lesić: Poetyka powieści kryminalnej]; Kicz kiczów [dot.: A. Moles: Kicz, czyli sztuka szczęścia]. – III. Lęki społeczeństwa masowego: O wróżeniu z fusów i moralnej odpowiedzialności [dot.: S. Lem: Fantastyka i futurologia]; Zdobywcy i przystosowani [dot.: D. Riesman, N. Glazer, R. Denney: Samotny tłum]; Radosna dezintegracja [dot.: A. Toffler: Szok przyszłości]; Platon, Arystoteles i tłum [dot.: J. Dawydow: Sztuka jako zjawisko socjologiczne]; Dlaczego kochamy Klossa? [dot.: K.T. Toeplitz: Mieszkańcy masowej wyobraźni]; Dżinsy zamiast Mony Lizy [dot.: K.T. Toeplitz: Kultura w stylu blue jeans]; Zbiegowie z królestwa wolności [dot.: A. Osęka: Mitologie artysty]; Trzykroć przeklęta wolność sztuki [dot.: M. Czerwiński: Samotność sztuki]; Kultura od niechcenia podzielona [dot.: Z. Kałużyński: Pożegnanie Molocha]; Krytyka rozumu masowego [dot.: R. Hoggart: Spojrzenie na kulturę robotniczą w Anglii]; Czy istnieje kontrkultura? [dot.: A. Jawłowska: Drogi kontrkultury]; Gorsze od szkoły [dot.: I. Illich: Społeczeństwo bez szkoły].
3. Dyskusje ze Stanisławem Lemem. Wwa: Open 1996, 206 s. Wyd. 2 popraw. tamże 1997.
Zawartość: Zamiast wstępu: Lem i krytycy. – R. I. Lem i Pan Bóg. – R. II. Lem i trzy ewolucje. – R. III. Lem i suwerenność człowieka. – R. IV. Lem wobec zła. – R.V. Lem w obszarze nauk społecznych. – Zakończenie: Lem wśród innych.
4. Zakorzenieni, wykorzenieni. O carach, wodzach i człowieku osobnym. Wwa: Open 1997, 142 s.
Zmienione wersje tekstów drukowanych na łamach „Twórczości”. – Nagroda w konkursie Fundacji Kultury „Promocja najnowszej literatury polskiej” w 1997.
Zawartość: Z perspektywy Trzeciego Rzymu [dot.: F. Dostojewski: Dziennik pisarza]. – W oczach Zachodu [dot.: H. Arendt: Korzenie totalitaryzmu]. – Sarmata między sobą a światem [dot.: W. Gombrowicz: Dziennik].
5. Chcieć i mieć. Samowiedza obyczajowa w Polsce czasu przemian. [Rozprawa]. Wwa: W.A.B. 2003, 285 s. Ser. z Wagą.
Nagroda Ministra Edukacji i Sportu w 2004. – Nominacja w 2004 do Nagrody Literackiej Nike i do nagrody tygodnika „Newsweek Polska” „Podporiusz” w kategorii nauka.
6. Teatr i bruk. Szkice o krytykach teatralnych. Wwa: Ofic. Wydawn. Errata 2006, 198 s.
Zawartość: Boy [T. Żeleński]: teatr jako telenowela; [Jerzy] Stempowski: klasyk i socjolog; [Antoni] Słonimski: pół królestwa za dowcip; Kazimierza Wyki ucieczka sprzed teatru; [Tadeusz] Breza: krytyk-amator; Jan Kott: urwałem się z powroza; [Bohdan] Korzeniewski: powinności i postulaty; [Konstanty] Puzyna: prawda dramatu, prawda teatru; [Ludwik] Flaszen: kłopoty z rozumem; Romantyzm — wzory odświętne [dot. sympozjum i publikacji Style zachowań romantycznych]; [Tadeusz] Nyczek, jaki był; [Małgorzata] Dziewulska: dlaczego ogórek nie śpiewa?; Marta Fik: innej przeszłości nie będzie. – Appendix: bankructwo Wallenroda.
7. „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich. Wwa: W.A.B. 2012, 462 s. Ser. z Wagą.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2012, pliki w formacie EPUB, PDF.
Nagroda Porozumienia Wydawców Książki Historycznej Klio (2012), Nagroda im. Kazimierza Wyki (2014).
Nominacje do Nagrody Literackiej Nike (2013), Nagrody Literackiej Gdynia (2013), Nagrody im. Kazimierza Mocarskiego (2013).
Zawartość: I. Widziane z zewnątrz. – II. Redaktor Mieczysław Grydzewski. – III. Słonimski i Boy. – IV. Tuwim. – V. Sztuka reportażu. – VI. Żydzi antysemici. – VII. Krytyka i krytycy. – VIII. Sztuki plastyczne i inne. – IX. Polityka historyczna i historia. – X. Wiara — wiedza — życie codzienne. – XI. Pismo ludzi zadowolonych.
8. Szpakowska. Outsiderka. Rozm.: A. Chałupnik, J. Jaworska, J. Kowalska-Leder; J. Krakowska, I. Kurz. Wwa: Wydawn. Krytyki Polit. 2013, 317 s. Ser. z Różą — Wydaw. Krytyki Polit.
Zawiera 7 rozmów M. Szpakowskiej z byłymi doktorantkami.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Ogień i żal. O słownictwie wierszy miłosnych Kniaźnina i Karpińskiego. „Pam. Lit.” 1966 z. 4 s. 491–507. – O poglądach estetycznych Leona Winiarskiego. „Stud. Estet.” 1968 s. 247–265. – Witkiewiczowska teoria kultury. „Dialog” 1968 nr 10 s. 104–128. – A writer is no-man’s land. „Polish Perspectives” 1971 nr 10 s. 29–37. – Ucieczka Stanisława Lema. „Teksty” 1972 nr 3 s. 75–90; przekł. franc.: La fuite de Stanisław Lem. „Perspectives Polonaises” 1971 nr 10 s. 31–40, przekł. niem.: Die Flucht Stanisław Lems. „Polnische Perspectiven” 1971 nr 11 s. 23–32, przedr. w: Science Fiction. Theorie und Geschichte. München 1972 s. 293–303. – Kisielewski — powieści dla dorosłych. W: Literatura źle obecna. Rekonesans. Londyn 1984 s. 93–107, wyd. nast. Kr. 1986 s. 163–180. – Światopogląd sformułowany Fiodora Dostojewskiego. „Twórczość” 1984 nr 1 s. 74–97. – Miłość według Ortegi y Gasseta. Cz. 1–2. „Twórczość” 1989 nr 5 s. 121–125, nr 6 s. 122–126, przedr. pt. Sobre el Amor. W: José Ortega y Gasset. Szkice o miłości. Wwa 1989 s. 183–197. – Gombrowicz wśród dobrych i złych uczniów. „Dialog” 1990 nr 2 s. 122–133. – Moralité incomplète et moralité fissurée (à propos des films de Marcel Łoziński et Krzysztof Kieślowski). Przeł. M. Beau. „Polish Art Studies” 1992 s. 261–273. – Lévi-Strauss uporządkowany. „Twórczość” 1993 nr 11 s. 63–82. – Starość? Nikt na to nie zasługuje. „Dialog” 1998 nr 4 s. 145–158. – Kobieta jest kobietą jest kobietą. „Twórczość” 1999 nr 1 s. 80–91. – Sławomir Mrożek. „Emigranci”. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1. Gdańsk 2001 s. 288–299. – Uszy Karenina. W: L. Tołstoj, Anna Karenina. T. 2. Wwa 2001 s. 603–621. – Historia, demokracja, Hiob. „Prz. Polit.” 2002 nr 55 s. 18–23, przedr. w: „Prz. Filoz.-Lit.” 2009 nr 4 s. 153–165. – Lament nad Witkacym. „Znak” 2002 nr 3 s. 61–71. – Schopenhauerowska antropologia Stanisława Lema. W: Stanisław Lem — pisarz, myśliciel, człowiek. Kr. 2003 s. 8–21. – Antropologiczne przesłanki samotności. W: Kobieta i rewolucja obyczajowa. Społeczno-kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX. Wwa 2006 s. 349–446. – Dzień Dziecka; Lodówka z zawartością; Pralka Frania; Spłuczka; Stołówka pracownicza. W: Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach. Wwa 2008 s. 54–64; 189–197; 254–259; 313–318; 327–333. – Jak skończyć Rewolucję? „Prz. Polit.” 2011 nr 108 s. 86–93. – Ich dwóch [dot. korespondencji S. Lema z S. Mrożkiem]. „Dialog” 2012 nr 2 s. 138–145. – Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. „Dialog” 2013 nr 2 s. 90–97 [dot. spotkania S. Mrożka i W. Gombrowicza w 1965 w Chiavari]. – Ten okropny Jean-Paul Sartre. „Prz. Polit.” 2013 nr 117 s. 90–97. – Witold Gombrowicz. „Ja” wobec kultury; Jerzy Stempowski. Niespieszny przechodzień; Stanisław Ignacy Witkiewicz. Twórczość przeciw konieczności; Tadeusz Żeleński (Boy). Próba zdrowego rozumu. W: Kulturologia polska XX wieku. Wwa 2013, t. I s. 276–305, t. II s. 305–319; 524–544; 657–680. – Co się liczy. „Dialog” 2014 nr 12 s. 5–13. – Afryka dzika. „Dialog” 2015 nr 3 s. 137–145. – Po marcu 1968. Teatr studencki. „Dialog” 2015 nr 2 s. 127–134. – Pół wieku „Tanga” [S. Mrożka]. „Dialog” 2016 nr 219-227.
Przekład
1. K. Pomian: Europa i jej narody. Wwa: PIW 1992, 217 s. Bibl. Myśli Współcz. Wyd. nast. poszerz. Gdańsk: Słowo/obraz/terytoria 2009, 257 s. Idee i Hist., wyd. 3 rozszerz. tamże 2009, 348 s.
Prace redakcyjne
1. K. Puzyna: Szkoła dramaturgów i inne szkice. Przygotowała do druku M. Szpakowska. Teksty oprac. W. Majcherek. Wr.: Wiedza o Kulturze 1993, 187 s.
2. Jak badać obyczaje? Materiały z konferencji zorganizowanej przez Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, Łowicz, listopad 2005. Red. i wstęp: M. Szpakowska. Wwa: Errata 2007, 166 s.
3. Antropologia ciała. Zagadnienia i wybór tekstów. Oprac.: A. Chałupnik [i in.]. Wstęp i red.: M. Szpakowska. Wwa: Wydawn. UW 2008, 312 s. Wiedza o Kulturze — UW.
4. Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach. Pod red. M. Szpakowskiej. Wwa: W.A.B. 2008, 502 s. Ser. z Wagą.
5. K. Puzyna: Czasem coś żywego. Teksty najważniejsze. Wybór: T. Nyczek, M. Szpakowska. Red. M. Szpakowska. Wwa: Agora 2015, 398 s. Bibl. „Gaz. Wybor.”
6. Ślady Holokaustu w imaginarium kultury polskiej. Red.: J. Kowalska-Leder, P. Dobrosielski, I. Kurz, M. Szpakowska. Wwa: Wydawn. Krytyki Polit.; Inst. Kultury Pol. UW 2017, 574 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. Krytyki Polit. 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2015.
 	Wywiady zob. poz. 8 oraz m.in.: Jak wynaleziono miłość macierzyńską. Rozm. A. Górnicka-Boratyńska. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 12 dod. „Wysokie Obcasy” nr 2; Gdy odeszła Frania. Rozm. W. Staszewski. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 147 dod. „Duży Format” nr 26 [dot.: Chcieć i mieć. Samowiedza obyczajowa w Polsce czasu przemian]; Niepiękne dwudziestolecie. Rozm. Z. Zaleska. Dwutygodnik.com 2012 nr 93 [on-line] [dostęp 9 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: www.dwutygodnik.com/artykul/4019–niepiekne-dwudziestolecie.html [dot.: „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich]; Narodzie, obudź się? Narodzie, umyj zęby! Rozm. G. Sroczyński. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 274 [dot.: „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich]; Małgorzata Szpakowska. Rozm. D. Subbotko. „Książki. Magazyn do czytania” 2013 nr 3; Co byś powiedziała sobie młodej. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 30.
 	WUP. – Szpakowska — bibliografia. Oprac. W. Miszczuk. W: Szpakowska na siedemdziesięciolecie. Wwa 2010.

Ogólne

 	Szpakowska na siedemdziesięciolecie. Red.: A. Chałupnik, J. Jaworska, J. Kowalska-Leder, J. Krakowska, I. Kurz. Wwa: Errata 2010, 369 s. [tu m.in. teksty poświęcone M. Szpakowskiej: J. Sieradzki: Ci, których należy zbawić [dot. współpracy z „Dialogiem”]; A. Chałupnik: Uszy Karenina [dot. m.in. posłowia M. Szpakowskiej do „Anny Kareniny” L. Tołstoja].
 	M. WYKA: Laudacja Małgorzaty Szpakowskiej. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 1/2 [z okazji wręczenia Nagrody im. K. Wyki].

Światopogląd Stanisława Ignacego Witkiewicza

 	H. KRZECZKOWSKI: Współczynnik tajemnicy. „Tyg. Powsz.” 1976 nr 4.
 	S. BEREŚ: O światopoglądzie katastrofisty. „Nadodrze” 1977 nr 13.
 	S. GAWLIŃSKI: Między Utopią a Apokalipsą. „Teksty” 1977 nr 3.
 	MACIEJEWSKA-JAMROZIŃSKA: Czy estetyka Witkacego ma charakter dualistyczny? „Nurt” 1977 nr 6.
 	S. MORAWSKI: Na witkacodromie jaśniej i … ciemniej. „Twórczość” 1977 nr 5.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: Nuklearna antynomia. „Twórczość” 1978 nr 1.

O kulturze i znachorach

 	J. MAJCHEREK: Znachorzy, kultura i Małgorzata Szpakowska. „Twórczość” 1984 nr 5.
 	M. RATAJCZAK: Felieton inauguracyjny. „Odra” 1984 nr 9.
 	L. SZARUGA: Gra o wszystko. „Tyg. Powsz.” 1984 nr 48.
 	G. GODLEWSKI: Bez dogmatu. „Literatura” 1985 nr 1.
 	D. ULICKA: Portret czytającego Polaka A.D. 1970–1980. „Mies. Lit.” 1985 nr 3.

Dyskusje ze Stanisławem Lemem

 	L. BUGAJSKI: Paradoksy Lema i Szpakowskiej. „Twórczość” 1996 nr 9.
 	T. KOMENDANT: Od Lema do Golema. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 165.
 	M. PAROWSKI: Motyl znaczeń i poczwarka SF. „Nowa Fantastyka” 1996 nr 12.
 	J. JASTRZĘBSKI. „Res Publica Nowa” 1997 nr 3.
 	B. KAZIMIERCZYK. „Wiad. Kult.” 1997 nr 22.
 	A. KOŁAKOWSKI. „Społ. Otwarte” 1997 nr 2.
 	Ł. TOMCZYK: Kłopoty Stanisława Lema. „Opcje” 1997 nr 1.
 	M. ŚWIERKOCKI: Prorok we własnym kraju. „Odra” 1998 nr 1.
 	R. RADOSZEWSKI: Lem na humanistycznej uwięzi. „Śląsk” 1999 nr 4.

Zakorzenieni, wykorzenieni

 	A. BAGŁAJEWSKI: O ludziach osobnych (i problemach zbiorowości). „Twórczość” 1997 nr 12.
 	A. FABIANOWSKI: Między Polską a światem. „Nowe Książ.” 1997 nr 12.
 	D. GAWIN: Trudna tożsamość Europy Środkowej. „Społ. Otwarte” 1998 nr 1.
 	J. ŁUKASIEWICZ. „Odra” 1998 nr 11.

Chcieć i mieć

 	B. FRANKOWSKA: Polskie Triobriandy, czyli świat bez mężczyzn. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
 	U. ŚMIETANA. „Czas Kult.” 2003 nr 6.
 	M. ZWARYCZ. „Studia Socjol.” 2003 nr 4.
 	I. BIAŁECKI: O książce Małgorzaty Szpakowskiej „Chcieć i mieć. Samowiedza obyczajowa w Polsce okresu przemian”. „Res Publica Nowa” 2004 nr 1.
 	M. RADZIWON: Portret Polaków. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 138.
 	Zob. też Wywiady.

Teatr i bruk

 	H. BALTYN: Metakrytyka Szpakowskiej. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	E. BANIEWICZ: O krytykach. „Twórczość” 2007 nr 12.
 	T. BOGUCKA: Spełnienie? „Dialog” 2007 nr 6.
 	T. MIŁKOWSKI: Szyfry, ciągle szyfry. Powst. 2007 [on-line] [dostęp 9 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie: www.aict.art.pl/akt-mainmenu-121/578–szyfry-cipgle-szyfry.
 	Zob. też Wywiady.

„Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich

 	T. ŁUBIEŃSKI: Prawie dla wszystkich, czyli odwieczna moc salonu. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 259.
 	W. WŁADYKA: Tygodnik prawie dla wszystkich. „Polityka” 2013 nr 2.
 	K. ZYCH: Prawie wszystko o „Wiadomościach Literackich”. „Twórczość” 2013 nr 12.
 	B. STANISŁAWCZYK. „Stud. Medioznawcze” 2014 nr 2 [dot. także J. Kuciel-Frydryszak: Słonimski — heretyk na ambonie].
 	J. WIERZEJSKA: O najważniejszym czasopiśmie dwudziestolecia. „Nowe Książ.” 2014 nr 2.
 	R. SIOMA: Prawie dla wszystkich, ale i prawie nikt skorzysta. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

Szpakowska outsiderka

 	M. KARPIŃSKA: Outsiderki rozmowa z córeczkami. „Nowe Książ.” 2014 nr 6.
 	W. MAJCHEREK. „Zesz. Lit.” 2014 nr 2.
 	P. MAŁOCHLEB: Generacja tubylców. „Odra” 2014 nr 5.
 	J. SOBOLEWSKA: Zajęcia z myślenia. „Polityka” 2014 nr 4.
 	M. WYKA: Outsiderka. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 1/2.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3155" title="Piotr ŚLIWIŃSKI" slug="piotr-sliwinski">ur. 1962

Pseud.: Andrzej Marcinkowski; J. Kowalski; Jan Kowalski; P.S.; P.Ś.; Paweł Śliwa.

Historyk literatury i krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 2 lutego 1962 w Ostrowie Wielkopolskim; syn Antoniego Śliwińskiego i Barbary z domu Marc, urzędników. Uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrowie Wielkopolskim; jako uczeń klasy czwartej został finalistą X Ogólnopolskiej Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. W 1981 zdał egzaminy maturalne i podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM); równolegle przez krótki czas studiował socjologię. W 1985 został przyjęty na stanowisko asystenta w Zakładzie Teorii Literatury (od 1988 Katedra Teorii Literatury) Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UAM. W 1986 uzyskał na UAM dyplom magistra filologii polskiej i przystąpił do pracy nad doktoratem. W pracy badawczej zajął się głównie literaturą XX wieku, zarówno w ujęciu krytyczno-, jak i teoretycznoliterackim. Debiutował w 1987 recenzją, dotyczącą Hańby domowej J. Trznadla, ogłoszoną na łamach wydawanego poza cenzurą pisma „Obecność” (nr 20) pt. To nie wymagało wielkiego charakteru – o wywiadach Jacka Trznadla z pisarzami. Drukował także teksty krytyczne i artykuły w innych bezdebitowych periodykach i wydawnictwach, m.in. w piśmie „Komentarz” (1988; podp. pseud. Andrzej Marcinkowski) oraz w glosariuszu pt. Do współczesności (Wr.* 1989; podp. pseud. Paweł Śliwa, P.S.). Recenzje podpisane pseudonimami Jan Kowalski lub J. Kowalski publikował w tygodniku „Wprost” (1990; tu także felietony w cyklu Literatura na nowo obecna, który współtworzyli także Przemysław Czapliński, Jan Karłowski, Wiesław Kot) oraz w „Gazecie Wielkopolskiej” (1992). Rozpoczął też w tym okresie współpracę z „Arkuszem” (1992-97; tu m.in. w 1995 razem z P. Czaplińskim cykl felietonów pt. Książki, zabawki, artykuły papiernicze), „Polonistyką” (od 1992; tu m.in. cykliczny Przegląd prasy) i „Res Publiką Nową” (od 1994). W 1994 obronił rozprawę doktorską pt. Powieści popularne Tadeusza Dołęgi-Mostowicza jako próba krytyki kultury, której promotorem był prof. Jerzy Ziomek, a po jego śmierci w 1990 prof. Janina Abramowska. W tymże roku został wyróżniony Medalem Młodej Sztuki, przyznawanym przez redakcję dziennika „Głos Wielkopolski”. W 1994-2002 współpracował z niemiecką fundacją Guardini Stiftung, głównie jako uczestnik międzynarodowych sesji i paneli krytycznoliterackich. Był autorem wielu haseł do wydanej w 1996 Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Gutenberga. W 1996 został redaktorem naczelnym pisma „Polonistyka”. Artykuły, recenzje i wywiady ogłaszał nadto m.in. w biuletynie „Megaron” (1995-98; m.in. podp. krypt. P.Ś.; głównie wywiady przeprowadzane razem z P. Czaplińskim), „Nowych Książkach” (od 1996), „Tygodniku Powszechnym” (od 1998), „Gazecie Wyborczej” (od 2000) oraz w „Dzienniku”; w 1996-2006 sprawował opiekę nad literackim czasopismem studentów UAM „Pro Arte”. W 2000 przebywał w Stanach Zjednoczonych na stypendium International Writing Program na Uniwersytecie w Iowa City. W 2001 został członkiem komitetu redakcyjnego rocznika „Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Literacka” (razem z P. Czaplińskim i Zbigniewem Przychodniakiem). W 2002 habilitował się na podstawie rozprawy pt. Przygody z wolnością. Uwagi o poezji współczesnej, a następnie otrzymał na UAM stanowisko profesora. W 2002 był nominowany do nagrody Paszportu „Polityki”. Uczestniczył w ogólnopolskich projektach badawczych: „Polskie dziedzictwo kulturalne w zjednoczonej Europie” oraz „Humanizm. Idee, nurty i paradygmaty humanistyczne w kulturze polskiej.” Kilkukrotnie pełnił funkcję kuratora międzynarodowego festiwalu „Poznań Poetów” (w 2003, 2005, 2007, 2009). Brał udział w licznych konferencjach i sesjach naukowych, także jako organizator i współorganizator wielu z nich. Występował w emitowanym przez Telewizję Polską programie Telewizyjne Wiadomości Literackie, w cyklicznych audycjach nadawanych przez poznańskie Radio Merkury oraz w Programie II Polskiego Radia. W 2005 utworzył razem z P. Czaplińskim w IFP UAM specjalność krytycznoliteracką. W 2006-13 przewodniczył Kapitule Nagrody Literackiej Gdynia. Był także jurorem w wielu innych konkursach, m.in. im. J. Bierezina w Łodzi, im. K. Janickiego w Poznaniu, Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych. W 2006 gościnnie prowadził konwersatoria krytycznoliterackie na Uniwersytecie w Kilonii. W 2007 został kierownikiem Zakładu Poetyki Historycznej i Krytyki Literackiej w IFP UAM. W roku akademickim 2008/2009 zainicjował na UAM cykliczne zajęcia określane jako „Wyspa Literatury”, prowadzone przez znanych pisarzy. W 2008 otrzymał nagrodę im. K. Wyki; później został członkiem jury tej nagrody. Rozwijał współpracę z „Tygodniku Powszechnym” i jego dodatkiem pt. „Książki w Tygodniku”, gdzie od 2010 zamieszczał m.in. felietony pt. Ziemie Niczyje; recenzje i artykuły nadal publikował też na łamach „Gazety Wyborczej”. W 2011-2016 wchodził w skład jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. W 2015 został przewodniczącym kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej. W 2017 objął kierownictwo Studium Doktoranckiego na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. Odznaczony medalem za Zaangażowanie na Rzecz Wolnej Polski, przyznanym w 25-lecie Solidarności Walczącej przez prezydenta m. Poznania (2008).

Ożenił się z Dorotą Kuleszą, polonistką; z tego związku ma syna Krzysztofa (ur. 1997). Mieszka w Zakrzewie niedaleko Poznania.



TWÓRCZOŚĆ

1. Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Pozn.: Rebis 1994, 174 s. Czytani Dzisiaj.
Popularna monografia dla szkół.
2. Kontrapunkt. Rozmowy o książkach. [Współautor:] P. Czapliński. Pozn.: Obserwator 1999, 247 s.
Zawiera: O czym to jest i dlaczego [wstęp]. – Wartości republikańskie: Czy wiedza jest do zbawienia potrzebna? Rozmowa z ks. Józefem Tischnerem; „Jak mogło być fajnie i jak się to wszystko spieprzyło”. O książce Adama Michnika, Józefa Tischnera i Jacka Żakowskiego „Między Panem a Plebanem”; Mały wielki człowiek. O książce Krzysztofa Kąkolewskiego „Diament odnaleziony w popiele”; WC. O książce Wojciecha Cejrowskiego „Kołtun się jeży”; Harlequin dla prawicowych intelektualistów. O książce Cezarego Michalskiego „Powrót człowieka bez właściwości”; Dziennik, czyli osobnik. O książce Stefana Kisielewskiego „Dziennik”; Republika, publika i publicystyka. O tematyce „obywatelskiej” w książkach Teresy Boguckiej „Polak po komunizmie”, Andrzeja Szczypiorskiego „Grzechy, cnoty, pragnienia” i monograficznym numerze „Res Publiki Nowej”; „Praca to skandal”. Wartości „respublikańskie”. Rozmowa z Markiem Zaleskim; Przemoc nasza powszednia. O „Res Publice Nowej” raz jeszcze; „Wypisać się z polityki”. Rozmowa z Włodzimierzem Boleckim. – Nowe czasy, nowa literatura: „Chcieliśmy, żeby literatura pozwalała sobie na więcej”. Rozmowa ze Stefanem Chwinem; Bezdomność i gry dorosłe. O powieści Juliana Kornhausera „Dom, sen i gry dziecięce”; Postmodernistyczne kaprysy. O książce Tony’ego Thorne’a „Słownik pojęć kultury postmodernistycznej”; Apokaliptyczna randka. O powieści Jerzego Pilcha „Inne rozkosze”; „Świat w zwierciadle prozy”. Rozmowa z Jerzym Jarzębskim; Pomarańczowa alternatywa literatury polskiej? O „Lampie i Iskrze Bożej”; Dokąd przez rzekę? O tomie opowiadań Andrzeja Stasiuka „Przez rzekę”; Dlaczego klasycy? O tomach poetyckich Wojciecha Wencla „Oda na dzień św. Cecylii” i Krzysztofa Koehlera „Partyzant prawdy”; Klasyk i barbarzyńcy. Rozmowa z Krzysztofem Koehlerem; Obecni nie mają racji. O książce „Lekcja pisania”; Świat stoi przed nim potworem. O tomiku poetyckim Marcina Świetlickiego „Pieśni profana”; Calvino, Marquez i pewna pani. Rozmowa z Magdaleną Tulli; Magia Sophia. O powieści Magdaleny Tulli „W czerwieni”; Misja. Rozmowa z Arkadiuszem Bagłajewskim i Andrzejem Niewiadomskim; Czas normalności. O literaturze A.D. 1996; Od choinki do choinki. O literaturze A.D. 1997; Bieg bez przeszkód? O literaturze A.D. 1998. – Rynek: Paragon kasowy, czyli historia literatury w odcinkach. O listach książkowych bestsellerów; Arcydzieło na tydzień. O powieści Małgorzaty Saramonowicz „Siostra”; Ku zasmuceniu serc. O powieści Andrzeja Stojowskiego „W ręku Boga”; Po prostu powieść? O powieści Hanny Kowalewskiej „Tego lata, w Zawrociu”; Historie miłosne. O tomie reportaży Andrzeja Mularczyka „Polskie miłości”. – Poza koniunkturami: Kłopoty z Miłoszem. O książce Czesława Milosza „Piesek przydrożny”; Odzyskiwanie mitu. O książce Zygmunta Kubiaka „Mitologia Greków i Rzymian” oraz innych „antykaliach”; Zbigniew Herbert – powrót. O Zbigniewie Herbercie z okazji wydania kolejnego tomu jego wierszy „Epilog burzy”. – Linguae feminae: Własnym głosem. Rozmowa z Kolektywnym Kobiecym Podmiotem; Gorszycielka na rynku książki. O Manueli Gretkowskiej; Eros, śmierć, literatura. Rozmowa z Zytą Rudzką; One. O literaturze kobiecej w ogólności oraz „Niebieskiej menażerii” Izabeli Filipiak w szczególności; „Nowy Jork, mój Drohobycz”. Rozmowa z Izabelą Filipiak; Dlaczego ona? O powieści Olgi Tokarczuk „Prawiek i inne czasy”; Nie tu i nie teraz. Rozmowa z Olgą Tokarczuk. (Część I); Chciałabym pilnować środka. Rozmowa z Olgą Tokarczuk. (Część II).
3. Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji. [Współautor:] P. Czapliński. Kr.: WL 1999, 428 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 1 dodr. 2000, wyd. 2 popraw. 2000, wyd. 3 2002.
Nominacja do Nagrody im. J. Długosza w 1999, Nagroda Rektora UAM w 2000.
4. Poezja polska po 1968 roku. [Współautor:] A. Legeżyńska. Wwa: WSiP 2000, 205 s.
Na okł. podtyt.: Książka dla nauczycieli, studentów i uczniów. ¬Zespołowa Nagroda Rektora UAM w 2001.
Zawiera: Wstęp. – Prolog: Poeta, stróż rzeczywistości. O twórczości Mirona Białoszewskiego. – Cz. I. Po Marcu. „Powiedz prawdę, do tego służysz…” Poezja pokolenia ’68, – Horyzonty: 1. Rok 1968 w Polsce i na świecie; 2. Portret zbiorowy pokolenia; 3. Od „nieufności” do „etyki i poetyki”; 4. Poezja wobec „tyranii słów”, – Przybliżenia: 1. Stanisław Barańczak: lingwista, moralista, wirtuoz; 2. Ryszard Krynicki: mowa wiersza, przesłanie milczenia; 3. Ewa Lipska w Domu Spokojnej Młodości; 4. Poszukiwanie siebie: o wierszach Rafała Wojaczka; 5. „A przecież wydawałoby się, że to takie łatwe, żyć”. O poezji Adama Zagajewskiego. – Cz. II. Po Sierpniu. Liryczne obowiązki poetów lat osiemdziesiątych: Horyzonty: 1. Nowe Roczniki – pokolenie, którego nie było?; 2. „Solidarność” – Sierpień – Grudzień; 3. Idee i tematy stanu wojennego; 4. Od solidarności do suwerenności, – Przybliżenia: 1. Bronisław Maj: „Wdychamy jedno powietrze”; 2. Ojczyzna, żywioły, drzewo. O poezji Jana Polkowskiego; 3. Mówić po ludzku. O poezji Piotra Sommera. – Cz. III. Po przełomie. „Idee to wodniste substytuty krwi”. Nowa poezja lat dziewięćdziesiątych: Horyzonty: 1. Rok 1989 i ciąg dalszy; 2. Przeciw tradycji?; 3. Uparty duch klasycyzmu; 4. Szyfry, gry i zabawy, – Przybliżenia: 1. Poeta w nastroju nieprzysiadalnym. O wierszach Marcina Świetlickiego; 2. Humanista w glanach i dredlokach. Poezja Jacka Podsiadły; 3. Reakcje łańcuchowe. O wierszach Andrzeja Sosnowskiego. – Cz. IV. Przed końcem wieku. O poezji Starych Mistrzów w latach dziewięćdziesiątych: Horyzonty: 1. Lista obecności poetów; 2. Wobec mitu Końca, – Przybliżenia: 1. Liryka i trauma. O Tadeuszu Różewiczu; 2. Świat wyniesiony. O Czesławie Miłoszu; 3. Przygody poety w wierszach Wisławy Szymborskiej; 4. Ostatnie tomy Zbigniewa Herberta.
5. Tadeusz Różewicz. [Szkic]. [Przeł.] U. Bischof. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 27 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także wybór wierszy T. Różewicza w przekł. oraz fragm. wywiadów i wypowiedzi krytyków o poecie.
6. Przygody z wolnością. Uwagi o poezji współczesnej. Kr.: Znak 2002, 273 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawiera szkice o poezji i krytyce lat dziewięćdziesiątych XX wieku: Wstęp. – Cz. I. Trzy pytania na koniec dziwnej dekady: 1. Gorzej czy normalnie?: Upadek języka; Dojrzewanie parnasu; Nowa „nowa prywatność”?; Przewrót albo powrót; Co ja tutaj robię?; Oczywistości, – 2. Wolność czy wielkość?: Dwie dyskusje, dwie literatury?; Świat nieprzedstawiony czy niewyrażalny?; Forma „formans” i forma „formata”; Jaki przełom? Oczywiście, romantyczny; Edek [z dramatu S. Mrożka: Tango] i córa romantyzmu, – 3. Sieć czy więź?: Uwierzyć by krytykowi; Konserwatywny anarchista; Miejsce kanonu; Skazani na aktualność?; Powiedz (swoją) prawdę, do tego służysz. – Cz. II. Destrukcje, upór i ciemne olśnienia: 1. Zbigniew Herbert: poezja, czyli bunt: W kręgu awangardy; Człowiek, podmiot, „ja”; Akcenty nad nicością; Minimum sensu, – 2. Nuda według [T.] Różewicza: Świętość albo nic; Wszystko albo nic; Nic albo nic; Zamiast konkluzji, – 3. Stawka większa niż wiersz: Zmysły i sensy. (Joanna Pollakówna); Intymny heroizm. (Joanna Pollakówna); Forma znaczy format. (Julia Hartwig); Figury podniebne. (Adriana Szymańska), – 4. Stanisław Barańczak: Droga ku arcydziełu: Czym jest klasyka; Kunszt i czyn; Ekstrawagancja i kontradykcje; Arcydzieło jak wyzwanie i oparcie; „Poeta lector”, – 5. Wypowiedziane i niewyrażalne: Iwaszkiewicz i Miłosz: Szukanie twarzy; Koniec i forma; Elegijność hieratyczna; Hieratyczność uzwyklona; Dialogi istotne; O(d)słonięcie. – Cz. III. Polowanie na arcydzieło: 1. Poetyka bez etyki?; „Mała rozbita dusza” poetycka; Ucieczka w nieoznaczoność; Poetyka bez języka,– 2. Wiersze graniczne [o M. Świetlickim]: Zarastanie; Zbuntowanie; Zmęczenie; Zakończenie, – 3. Wiersz jako dziennik intymny. (O Jacku Podsiadle, 1998): Rozwinąć wstęgę wiersza; Wzdłuż biograficznej osi; Pogańska, dytyrambiczna, radosna; Miłość i droga; Bawić się formami, – 4. Nic prócz wiersza. (O Jacku Podsiadle, 2001): Życie książkowe; Między mistrzami; Sosnowski [Andrzej] i Podsiadło w jednym stali domku?, – 5. Solidarność i osobność. (O Mariuszu Grzebalskim): Obowiązki realisty; Współczucie i przeczucie, – 6. Poeta wobec kryzysu (1996): „Historia literatury wchłania wszystko” [dot. formacji „bruLionu”]; Klasycyzm i postmodernizm: albo – albo; W imię dobra, piękna i życia; Klasycystyczne wezwanie, czyli romantyczny bunt; Postscriptum 2001; Artur Szlosarek; Marzanna Bogumiła Kielar; Krzysztof Fedorowicz, – 7. Forma i rozpad. (O Dariuszu Susce): Senne widzenie; Ocalenie (w) śmierci, – 8. Kochanek ostateczności. (O Eugeniuszu Tkaczyszynie-Dyckim): „Dance macabre”, popisowy, lekki; W środku i nigdzie; Obecny, osobny, – 9. Albo Mickiewicz: My z niego wszyscy, a głównie – krytycy; Tradycja, czyli wariant; Architektura pamięci; Perspektywy nowego spotkania, – 10. Odwołanie portretu. (O Adamie Wiedemannie): Sto procent tautologii; „paradygmat utworu oddającego ducha”; To nie ja; „Soliloquium” – z ostatniej chwili, – 11. Kwadratura koła: Wysoki, czyli wzniosły?; Dekada szyderców?; Manifest, czyli „prospekt sztuki”? – Cz. IV. Koniec czy początek: Epilog: koniec czy początek, – Kariera cudzysłowu: Przed wierszem, czyli w utopii; W wierszu, czyli w środku; Po wierszu, czyli nigdzie.
7. Literatura polska XX wieku. [Autorzy:] B. Kaniewska, A. Legeżyńska, P. Śliwiński. Pozn.: WP 2005, 322 s. Zrozumieć Lit.
8. Świat na brudno. Szkice o poezji i krytyce. Wwa: Prószyński i S-ka 2007, 365 s. Impuls.
Zawiera: Zamiast wstępu. – Cz. 1. Poezja mimo wszystko: 1. Dlaczego lirycy? Pobożne życzenia; 2. Co się stało? Rekapitulacje i poszlaki; 3. Detronizacja literatury? Kilka przypuszczeń; 4. Sacrum cała domyślność; 5. Kunszt i kicz, czyli o konieczności awangardy; 6. Niepamięć i anamneza; 7. Władza poezji, władza w poezji; 8. Powrót smoka (w poezji miłosnej). – Cz. 2. Znaki niejasne: 1. Kontynuacje i rewizje; 2. [Cz.] Miłosz (zm. 2004): Obecność; 3. Wyzuwanie się z życia; 4. Krytyk, który się waha. Trzy przymiarki do portretu Zbigniewa Herberta; 5. Znaki szczególne. (Wisława Szymborska); 6. [T.] Różewicz – idealista nieprzejednany; 7. [J.M.] Rymkiewicz: antysielanki; 8. Jan Twardowski (zm. 2006): sielanki albo wiersze z lepszego świata; 9. [A.] Międzyrzecki – powrót; 10. Melancholik pod krawatem [dot. S. Barańczaka]; 11. Skaleczenie. ([J.] Kornhauser I.); 12. Stany wewnętrzne. ([J.] Kornhauser II); 13. [J.] Bierezin (przypomnienie niemożliwe); 14. Powrót: niedokonanie [dot. A. Zagajewskiego]; 15. Łatwość [dot.: Z. Machej: Prolegomena. Nieprzyjemne wiersze dla dorosłych]; 16. Trudność. O wierszach Irit Amiel; 17. Oznajmienia, zwątpienia [dot.: H. Grynberg: Dowód osobisty]. – Cz. 3. Ciąg dalszy nastąpił?: 1. W gorszej formie? O piosenkach Marcina Świetlickiego; 2. Przypisy do [M.] Świetlickiego; 3. O stałości rzeczy, których nie ma. Przyczynek do lektury Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego; 4. Król Nic [dot. D. Suska: Cała w piachu]; 5. Rządy zgody i ironii [dot. twórcz. D. Sośnickiego]; 6. I tak dalej, w pustkę [dot. A. Wiedemann: Kalipso; Pensum]; 7. Móc to mus [dot.: W. Bonowicz: Pełne morze]; 8. Poeta w średnim wieku bawi się smutkiem [dot.: M. Biedrzycki: Sofostrofa i inne wiersze ]; 9. Przeciw próżności [dot.: T. Dąbrowski: Te Deum]; 10. Dehnelizacja [dot. twórczości J. Dehnela]; 11. [R.] Michno [dot. tomu: R. Michno: Wiersze]; 12. [T.] Różycki i inni. Na chwilę razem [dot. także m.in.: M. Kielar, M. Podgórnik, K. Siwczyka]. – Cz. 4. Stadium krytyczne: 1. Pusty cokół (po [W.] Gombrowiczu); 2. Kanon jako hipoteza konieczna; 3. Dylematy krytyki po roku 1989; 4. Krytyk jako kustosz duszy. Kilka uwag o książce Mariana Stali „Przeszukiwanie czasu”. – Coda: Przeciw literaturze.
9. Horror poeticus. Szkice, notatki. Wr.: Biuro Lit. 2012, 218 s. Szkice – Biuro Lit., 16.
Zawiera: Czynniki, pierwiastki [wstęp]. – [I.] Powtórzenia i powroty: Czy wiek XX może być zbawiony? [o kanonie krytycznym współczesności]; Klasycyzm i hermeneutyka upadku; Klasycyzm po modernizmie; Polityczna, niepartyjna [„zaangażowanie” w literaturze i krytyce]; Niepodległość 1918, 1989. Glosa [dot. m.in. twórczości J. Lechonia i M. Świetlickiego]; Czarna sielanka [o poezji stanu wojennego]; Cztery ryzyka i bankiet [Nagroda Literacka Gdynia i jej laureaci]; Poeta, wieczny Żyd [o twórczości B. Leśmiana]. – [II.] Polityka idiomu: Kwadratura wiersza [dot. B. Miciński: … Pośród stepów i wydm (z tomu: Nietota)]; Ach [dot.: J. Lechoń: Poezja]; Szczelina w bólu [dot.: A. Wat: W czterech ścianach mego bólu]; Inne twarze [dot.: Z. Herbert: Utwory rozproszone. Rekonesans]; Miron, mistrz zza kulisy [o współczesnej recepcji twórczości M. Białoszewskiego]; Obraz, koncept, sen, sens [o wierszach P. Matywieckiego]; Namiętność [dot. twórczości K. Karaska]; Poetyka przyjaźni [o twórczości B. Zadury, gł. Wierszach wybranych (wyd. 2011)]; Trudny dostęp, krótki wstęp, do Sommera [o poezji P. Sommera, szerzej o wierszu: Rano na ziemi]; Głos nieoczywistości, echo rozpaczy [o specyfice twórczości P. Sommera]; Rozmazane znaki życia [dot.: J. Jarniewicz: Makijaż]; Blisko siebie [dot. wierszy A. Wiedemanna i artykułów I. Stokfiszewskiego]; Polska „wielkich poetów”. Z Piotrem Śliwińskim rozmawia Andrzej Franaszek. – [III.] Miejsca wspólne i sporne: Oczyszczenie [dot. poezji T. Różewicza]; Dwa pociągi [Bóg i religia w twórczości Cz. Miłosza i T. Różewicza]; Z ciemności [rozpacz w twórczości Cz. Miłosza i T. Różewicza]; Urzeczenie czy udręka? [dot. poezji A. Zagajewskiego, gł. tomu Niewidzialna ręka]; Poetka nasza i nie nasza, podobna, inna [o wierszach W. Szymborskiej i M. Świetlickiego].
10. Po całości... Szkice, punkty. [Współautorzy:] K. Hoffmann, M. Jaworski. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist.” 2016, 224 s. Pr. Inst. Filol. Pol. UAM.
Zawiera: Na trzy głosy… i więcej. Wstęp. – I. Perspektywy tradycji: Miejsca: myśli krytycznej, Brzozowskiego, literatury; Na śmierć i życie. „Proust” Lechonia; Schulz, w cieniu świata; Groza władzy. O „Królu Popielu” Miłosza; „Ach, poezja”. Ateizm w poezji Szymborskiej; Klasycyzm w PRL(-u). Zaangażowanie czy ucieczka?; Klasycyzm w PRL(-u). Projekty i manifesty. – II. Nowoczesna ponowoczesność: Inny romantyzm (w polskiej poezji najnowszej); Czyż może istnieć poezja niemelancholijna? O „Melancholii w poezji polskiej po 1989 roku” Aliny Świeściak; Różewicz – przeszłość, przyjaźń. Dwie glosy do poematu „nożyk profesora”; Autoportret niemożliwy; Herbert – porywczość formy; Wiersze mogiłki. – III. Widoki na przyszłość: Blogi o literaturze a krytyka literacka; Wiersze w formie; Zaangażowanie Kopyta.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Witolda Gombrowicza powieść „w miarę zła”. Jeszcze w sprawie artystycznej rangi „Opętanych”. „Studia Polonist.” 1991 t. 16/17 s. 413-421. – Końca świata nie będzie. W: Wizje końca świata w literaturze. Szczec. 1992 s. 231-244 [dot. pol. i obcych powieści z XX w.]. – Wojciech Skalmowski jako Maciej Broński, czyli twarz krytyka. W: Opowieść o cynowym raju i kilka innych historii z XX wieku. Pozn. 1993 s. 133-145. – O przezwyciężaniu obcości w poezji najnowszej: Cz. 1.:Od liberalizmu do solidaryzmu; [Cz.] 2. Wolność i Tajemnica. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 1994 nr 1 s. 125-156. – Lustro i echo. O pisarstwie podróżniczym Adama Tomaszewskiego. W: Jesteś wszędzie, Itako. Pozn. 1997 s. 37-49. – Poetyka bez etyki? W: Z perspektywy końca wieku. Pozn. 1997 s. 255-271. – Retoryka nienawiści. O przedwojennej powieści antysemickiej. W: Konteksty polonistycznej edukacji. Pozn. 1998 s. 293-307. Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 10. – Are things worse or is this normal? Polish poetry in the 1990 s. „Chicago Review” 2000 nr 3/4, przedr. w: New polish writing. Chicago 2000 s. 332-343. – Cóż po poecie – dzisiaj? W: Obcowanie z wolnością. 2. Pozn., Berlin 2001 s. 283-294. – Dlaczego Zadura? („Więzień i krotochwila”, „Poematy” Bohdana Zadury). W: Śląski Wawrzyn Literacki 2001. Katow. 2002 s. 67-75. – Kunszt, kicz i poezja współczesna. „Topos” 2003 nr 1/3 s. 84-95, przedr. w: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003. – Kwadratura wiersza. W: Poezja Tadeusza Micińskiego. Interpretacje. Kr. 2004 s. 233-244 [dot. T. Miciński: Nietota]. – :Liryka po roku 1989: konteksty i problemy komunikacji. Zarys. W: Transformacja w kulturze i literaturze polskiej 1989-2004. Pozn. 2007 s. 53-68. – Herbert, mimo wszystko. (Zapiski na marginesie rozczarowania i powracającego zachwytu). W: Potęga smaku w czasach niesmaku. Ostrów Wielkop. 2008 s. 5-12. – Liryka (najmłodsza) i komunikacja. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 s. 15-27. – Afirmacja czy rewizja? O stosunku do pisarzy pierwszorzędnych. W: Doświadczenie lektury. Kr. 2012 s. 33-42. – Paradoksy idiomu. Glosa. „Wielogłos” 2013 nr 3 s. 27-35 [dot. twórczości T. Różewicza]. – Autoportret niemożliwy. „Przestrzenie Teorii” 2014 nr 21 s. 135-143 [dot. T. Różewicza]. – Porywczość formy. W: Nagła wyspa. Lubl. 2015 s. 195-208 [dot. twórczości Z. Herberta]. – Kartografia ziemskiego bólu. Stanisław Barańczak: „Bo tylko ten świat bólu”. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 26 s. 139-148. – Locus horridus? W: Poznań pisarek i pisarzy. Pozn. 2016 s. 15-24.
Prace redakcyjne
1. Czytanie Herberta. Pod red. P. Czaplińskiego, P. Śliwińskiego. E. Wiegandt. Pozn.: Zakład Poetyki Hist. UAM; WiS 1995, 279 s.
2. Nuda w kulturze. Red.: P. Czapliński, P. Śliwiński. Pozn.: Rebis 1999, 382 s. Konstatacje.
Materiały z sesji nauk. pt. „Nuda w kulturze“, zorganizowanej przez Inst. Filologii Pol. UAM w Pozn. w marcu 1998.
3. Od Carrolla do Norwida. [Szkice]. Wybór i oprac.: J. Borowczyk, Z. Przychodniak, P. Śliwiński. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist.” 2003, 196 s. Studenckie Debiuty Nauk., 1.
4. Poetyckie awangardy. Awangarda przedwojenna. [Antologia]. Wstęp i wybór P. Śliwiński. Kr.: WL 2004, 110 s. Lekcja Literatury.
5. Normalność i konflikty. Rozważania o literaturze i życiu literackim w nowych czasach. Pod red. P. Czaplińskiego i P. Śliwińskiego. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonistyczne” 2006, 288 s. Pr. Inst. Filol. Pol. UAM. Bibl. Lit., 49.
Materiały z konferencji zorganizowanych przez Pracownię Krytyki Lit. z Inst. Filologii Pol. UAM: „Literatura i normalność“ (w marcu 2001) oraz „Literatura i konflikty“ (w kwietniu 2003).
6. Miłobędzka wielokrotnie. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2008, 198 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 8. Krytyka, 1.
7. Słowa? Tchnienia? O poezji Ryszarda Krynickiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2009, 214 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 13. Krytyka, 2.
8. Wiersze na głos. Szkice o twórczości Andrzeja Sosnowskiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 305 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 22. Krytyka, 4.
9. Wyrazy życia. Szkice o poezji Piotra Sommera. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 251 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 17. Krytyka, 3.
10. Mistrz świata. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, 2011, 260 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 24. Krytyka, 5.
11. Nowe dwudziestolecie. Szkice o wartościach i poetykach prozy i poezji lat 1989-2009. Pod red. P. Śliwińskiego. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, 2011, 384 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 30. Krytyka, 6.
12. Poznań poetów (1989-2010). [Antologia]. Pod red. P. Śliwińskiego. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2011, 242 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 25. Krytyka, 5.
13. J. Jarniewicz: Wybór wiersza. Wybór, układ wierszy i posł. P. Śliwiński. Ilustr. M. Sztyma. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 155 s. Bibl. Poezji Współcz., 47.
14. Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 350 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 31. Krytyka, 7.
15. W wierszu i między wierszami. Szkice o twórczości Bohdana Zadury. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2013, 282 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 32. Krytyka, 8.
16. Poeta i duch wolności. Szkice o twórczości Stanisława Barańczaka. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2014, 242 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 33. Krytyka, 9.
17. J. Podsiadło: Być może należało mówić. 1984-2012. [Wiersze]. Wybór, red. i posł.: P. Śliwiński. Wr.: Biuro Lit. 2014, 356 s. Dożynki, 19.
18. Interpretacja jako doświadczenie. [Studia]. Pod red. P. Śliwińskiego. Pozn.: Wydawn. Nauka i Innowacje 2015, 267 s.
19. Szkice do Wojaczka. Pod red. P. Śliwińskiego. Kr.: Pasaże 2015, 205 s. Granice Wyobraźni.
20. Świat na językach. [Szkice]. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2015, 243 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 34. Krytyka, 10.
21. M. Grzebalski: Dziennik pokładowy. [Wiersze]. Wybór i posł.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kult. 2016, 142 s. Bibl. Poezji Współcz., 108.
22. Jakieś rozwiązania. [Szkice o poezji ]. Red. P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2016, 245 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 36. Krytyka,12.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Świadomość krytyki. „Wielogłos” 2011 nr 1 [wypow. w ank. red.].
 	Wywiady: Spoko. Rozm.: M. Gierszewski, E. Pasewicz. „Studium” 2002 nr 5; Nowe jest z natury dyskretne i słabo pochwytne. Rozm. T. Cieślak-Sokołowski, D. Kozicka. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3 [dot. gł.: Świat na brudno]; Literatura musi być przeciwna swoim czasom. Rozm. J. Orska. „Odra” 2009 nr 10; Nagroda ważna rzecz, lecz po co łamać krzesła? Rozm. K. Siwczyk: W tegoż: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012 [dot. Nagrody Literackiej Gdynia]; W Polsce jest mnóstwo „wielkich poetów”... Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 21 dod. „Nagroda Poetycka Silesius”; Poezja to sprawa gardłowa. Czytajcie poetów, bo zginiecie. Rozm. W. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2016 dod. „Wysokie Obcasy” nr 5.

Ogólne

 	M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989. Kr. 2004, passim.
 	K. MALISZEWSKI: Nowa poezja polska. 1989-1999. Wr. 2005, passim.
 	M. STALA: Konstruktywny pesymista. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 4 [o dorobku krytycznoliterackim P. Śliwińskiego, w związku z przyznaniem nagrody im. K. Wyki].
 	D. KOZICKA: Krytyczne (nie)porządki. Kr. 2012, passim.
 	Wiersze dla Piotra. Red.: K. Hoffmann, M. Jaworski. Rys.: M. Sztyma, M. Wolna. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2012, 169, [7] s. [zawiera teksty różnych autorów (gł. krytycznoliterackie i poetyckie) dedykowane P. Śliwińskiemu na 50. urodziny, m.in. laudację podpisaną przez Prezydenta Gdyni, W. Szczurka oraz tekst P. Czaplińskiego: Jak narodziliśmy „brulion”. Wspomnienie apokryficzne].

Kontrapunkt

 	M. KISIEL: Słuchanie różnic. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
 	M. WIECZOREK: Kilka kontekstów, czyli didaskalia do dialogu o książkach. „Twórczość” 2000 nr 8.

Literatura polska 1976-1998

 	L. SZARUGA: Życie po Nowej Fali. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
 	J. JARZĘBSKI: Przewodnik po nowoczesności. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 4.
 	R. JOCHYMEK: Parnas pozostaje otwarty. „Opcje” 2000 nr 4.
 	A. NASIŁOWSKA: Samotna inteligencja. „Odra” 2000 nr 1.
 	M. ORSKI: Nowe ustalenia i stare przeoczenia. „Prz. Powsz.” 2000 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Autorską trasą przez literaturę współczesną. „FA-art” 2000 nr 1/2.
 	M. RATAJCZAK: Więcej niż przewodnik. „Polonistyka” 2001 nr 4.

Poezja polska po 1968 roku

 	A. NASIŁOWSKA: Mapa nowszej poezji. „Nowe Książ.” 2001 nr 3.

Przygody z wolnością

 	G. BYLICA: Z wyżyn akademii. „FA-art” 2002 nr 2.
 	T. DĄBROWSKI: Wolność wymaga. „Res Publica Nowa” 2002 nr 7.
 	G. KOCIUBA: Zmienność i trwanie. „Nowa Okolica Poetów” 2002 nr 9.
 	J. ŁUKASIEWICZ: Przygody z wolnością – kłopoty z egzystencją. „Akcent” 2002 nr 1/2.
 	A. NASIŁOWSKA: Poezja po przełomie. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.
 	J. ORSKA: Kłopoty z przygodą. „Studium” 2002 nr 5.
 	M. WITKOWSKI: Nadzieja w wierszu. „Kresy” 2002 nr 3/4.
 	R. RUTKOWSKI: Kontrdyskurs współczesności. „Borussia” 2003 nr 29.
 	P. MICHAŁOWSKI. „Pam. Lit.” 2004 z. 1.

Literatura polska XX wieku

 	A. NASIŁOWSKA: Literatura po reformie. „Nowe Książ.” 2006 nr 1.

Świat na brudno

 	A. KAŁUŻA: Kontrkulturowy wymiar poezji. „Nowe Książ.” 2008 nr 1.
 	K. KRZYŻANOWSKA: Maklerzy literatury. „Forum Akad.” 2008 nr 2.
 	A. SASINOWSKI: Gościnność, liberalizm, męczeństwo. „FA-art” 2008 nr 1.
 	K. SIWCZYK: Nowa polifonia. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 4, przedr. pt. Polifonia. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2012.
 	Zob. też Wywiady.

Horror poeticus

 	K. FRANCUZIK: „Horror poeticus” – domysły na temat (i całkiem obok). „Twórczość” 2013 nr 1.
 	P. MACKIEWICZ: Zamieszkać w poetyce. W tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
</document>
<document nplp_id="3157" title="Marcin ŚWIETLICKI" slug="marcin-swietlicki">ur. 1961

Imiona metrykalne: Marcin Adam.

Pseud.: Adam Marcin Olszowy; - wspólnie z Grzegorzem Dyduchem: Marianna G. Świeduchowska.

Poeta, prozaik, autor tekstów piosenek.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 24 grudnia 1961 w Lublinie; syn Lucjana Świetlickiego i Anny z Łysakowskich, nauczycieli i pedagogów. W dzieciństwie mieszkał z rodzicami w Piaskach (Lubelskie). Później uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej w Lublinie. Jeszcze jako uczeń, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, nadesłał do tygodnika „Na przełaj” wiersz pt. Haiku – na ostatni dzień kwietnia oraz opowiadanie pt. Maciuś Wariat, które zostały opublikowane w wydanych po kilku latach antologiach pt. Nasze ulubione wiersze (wyd. 1980; podp.: Marcin Świetlicki pseudonim Adam Marcin Olszowy) oraz Tylko o miłości (wyd. 1981). Wcześniej ukazały się drukiem jego utwory poetyckie pt. na piątej lekcji... oraz Portret – o tacy, oni nas uratują, ogłoszone w 1978 w piśmie „Radar” (nr 8). W 1980 uzyskał świadectwo dojrzałości i wyjechał do Krakowa, gdzie rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); skreślony z listy studentów w grudniu 1981, w następnym roku powtórnie zdał egzaminy wstępne. Prowadził audycje w radiu studenckim. W 1984 wygłosił wiersze w krakowskim niezależnym piśmie czytanym „NaGłos”. W tymże roku ostatecznie utracił indeks studenta UJ i otrzymał powołanie do wojska w jednostce wojsk obrony wybrzeża w Słupsku (w stopniu kanoniera, a potem bombardiera). Po odbyciu służby wojskowej w 1986, pracował przez kilka miesięcy jako wychowawca w internacie zespołu szkół górniczych w Lublinie. W 1987 zamieszkał w Krakowie. Był stróżem, a w 1988-90 gońcem i pracownikiem sekretariatu w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych. Od 1991 był zatrudniony w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, gdzie do 2004 wykonywał obowiązki korektora i adiustatora; na łamach tegoż tygodnika publikował również wiersze i recenzje (1990-97, 1999-2001; tu m.in. w 1993 recenzje napisane wspólnie z G. Dyduchem, ogłoszone pod pseud.: Marianna G. Świeduchowska). Jako poeta, a później także autor recenzji, felietonów i wywiadów współpracował m.in. z pismem „bruLion” (1990-93; tu m.in. w 1993 Wiersz wspólny (półfinałowy), napisany z Marcinem Baranem i Marcinem Sendeckim, uznany za manifest pokolenia związanego z tym kwartalnikiem). W 1990 otrzymał nagrodę Grand Prix w konkursie na brulion poetycki im. M.M. Morawskiej, ogłoszonym przez redakcję „bruLionu”, a w 1991 Literacką Nagrodę Promocyjną im. G. Trakla, przyznaną przez austriacki Konsulat Generalny w Krakowie. Utwory zamieszczał także m.in. w czasopismach „NaGłos” (1990, 1995), „Dekada Literacka” (1992), „Lampa i Iskra Boża” (1995-2002, z przerwami), „Odra” (1995-98). W 1991 jako stypendysta Fundacji Kultury Niezależnej przebywał w Paryżu. W 1992, razem z członkami krakowskiego zespołu Trupa Wertera Utrata, założył rockową grupę Świetliki i przez następne lata pisał teksty utworów wykonywanych przez tę formację oraz występował jako jej wokalista. Nawiązał też kontakty z innymi muzykami (m.in. Mikołajem Trzaską i Cezarym Ostrowskim) i zespołami (The Users, Czarne Ciasteczka). Był również prezenterem muzyki rozrywkowej w radiu; autorskie audycje prowadził początkowo w Radiu Mariackim (1995-96), a potem na antenie Radia Kraków (1997-2000) i Radiostacji (1999-2001). W 1994 otrzymał nagrodę Paszport „Polityki” (odmówił przyjęcia). W 1995 – jako stypendysta Literatur Werkstatt – przebywał krótko w Berlinie. W 1996 za całokształt twórczości poetyckiej odebrał nagrodę Fundacji Kościelskich w Genewie. Rozwijał twórczość plastyczną, ilustrował m.in. książki Pawła Dunin-Wąsowicza (Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia „bruLionu” wobec rzeczywistości III RP. Wyd. 2000) oraz Wojciecha Bonowicza (Wybór większości i Wiersze z okolic. Wyd. 2007). Występował jako aktor, w roli głównej w spektaklu Wojciecha Smarzowskiego pt. Małżowina, emitowanym w 1998 w Teatrze Telewizji oraz w epizodzie Marcina Świetlickiego w filmie fabularnym pt. Anioł w Krakowie (2002). Razem z Grzegorzem Dyduchem prowadził w 2000-02 telewizyjny magazyn kulturalny Pegaz. W tym samym autorskim tandemie przygotowywał wywiady drukowane w „Przekroju” (2002), a potem w dodatku „Gazety Wyborczej”, „Wysokie Obcasy” (2003-05). Był współzałożycielem powołanego w 2003 w Krakowie Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” i należał do jury Nagrody Wielkiego Kalibru, od 2004 przyznawanej przez to stowarzyszenie. Od 2005 ogłaszał oryginalne utwory utrzymane w konwencji powieści kryminalnej. Po dłuższej przerwie zaczął prowadzić audycje muzyczne, najpierw w Radiu Kraków (w 2006-07, w cyklu Pociąg do muzyki), a potem w stacji Roxy FM (w 2009 audycja Ostatnia niedziela, przygotowywana razem z G. Dyduchem). W 2011, jako jeden z siedmiu współautorów (obok G. Grzegorzewskiej, I. Grina, E. Pasewicza, M. Malickiego, A. Ubertowskiego i R. Ziębińskiego), wziął udział w pisaniu powieści kryminalnej pt. Zjazd, publikowanej w odcinkach na łamach miesięcznika „Bluszcz” (podpisany przez niego fragment ukazał się w numerze 3). Był laureatem Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2012) oraz lubelskiej Nagrody Poetyckiej Kamień (2014), przyznanych mu za całokształt twórczości. W 2015 (wraz z Dariuszem Dudziński i Michałem Wandzilakiem) założył zespół muzyczny Najprzyjemniejsi, który występował także w rozszerzonym składzie (z Julią Kamińską) pod nazwą Julia i Nieprzyjemni.

Ze związku z Moniką Góralewską, dziennikarką, ma syna Macieja (ur. 1992). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Zimne kraje. Wiersze 1980-1990. Posł.: J. Kornhauser. Kr., Wwa: „bruLion” 1992, 79 s. BibLioteka. Wyd. nast.: Wwa: „Lampa i Iskra Boża” 2002. Por. też poz. 4, 5.
2. Schizma. [Wiersze]. Fot.: A. Pilichowski-Ragno. Pozn.: „Obserwator” 1994, 77 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 9. Wyd. 2 Czarne: Czarne 1999.
Wiersze w cyklach: I-VII.
3. Berlin. [Wiersz]. Białystok: Ofic. Grópy[!] Obłęd 1995, [1] s. Bibl. Jednego Wiersza.
Wydawn. bibliofilskie. – Wkł. do czasop. „Kartki” 1995 nr 11.
4. Zimne kraje 2. [Wiersze]. Kr.: Zebra 1995, 63 s.
Zmien. wersja poz. 1 (pięć wierszy z debiutanckiego tomu zastąpiono innymi utworami).
5. [Dwadzieścia] 20 niezapomnianych przebojów i 10 kultowych fotografii. [Wiersze]. Fot.: W. Wilczyk. Wstęp: G. Dyduch. Kr.: Baran i Suszczyński 1996, [36] s.
Zawiera wybór wierszy z poz. 2, 4, 7.
6. Trzecia połowa. [Wiersze]. Pozn.: a5 1996, 46 s. Bibl. Poetycka Wydawn. a5, 23. Wyd. nast.: tamże: 1997, Kr.: a5 1999; Wr.: Biuro Lit. 2005. Wielki Kanion, 7.
7. [Trzydzieści siedem] 37 wierszy o wódce i papierosach. [Wiersze]. Bydg.: Świadectwo 1996, 55 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1999, wyd. 3 2000, wyd. 4 2002. Zob. też wyd. powiększ. i popraw. pt. 49 wierszy o wódce i papierosach poz. 15.
8. Zimne kraje 3. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram., Woj. Bibl. Publiczna 1997, 14 s. Barbarzyńcy i Nie, 1.
9. Pieśni profana. [Wiersze]. Czarne: Czarne 1998, 63 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
10. Stare chłopy prowadzą rowery na techno. [Wiersze]. Wr.: Pomona 1998, 8 s.
Wydawn. bibliofilskie. – Inf. autora oraz: P. Dunin-Wasowicz, K. Varga: Parnas bis. Wyd. 3. Wwa 1998.
11. Czynny do odwołania. [Wiersze]. Wołowiec: „Czarne” 2001, 56 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2002.
12. Katecheci i frustraci. [Powieść]. [Współautor:] G. Dyduch. Kr.: WL 2001, 344 s. + płyta CD.
Autorzy podp.: Marianna G. Świeduchowska. – Płyta zawiera impresję słowno-muzyczną przypisaną M.G. Świeduchowskiej, a stanowiącą tłumaczenie Eurypidesa, prezentowane z podkładem muzycznym autorstwa A. Gasika.
13. Wiersze wyprane. [Wybór]. Przez A. Sosnowskiego, P. Śliwińskiego, P. Próchniaka oraz M. Świetlickiego. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2002, 58 s. Port Legnica, 6.
14. Nieczynny. [Wiersze]. Wwa: „Lampa i Iskra Boża” 2003, 54 s.
15. [Czterdzieści dziewięć] 49 wierszy o wódce i papierosach. [Wiersze]. Fot.: A. Pilichowski-Ragno. Wyd. 2 rozszerz. i popraw. Wr.: Biuro Lit. 2004, 68 s. Wielki Kanion, 1. Wyd. 1 pt. 37 wierszy o wódce i papierosach zob. poz. 7.
16. Dwanaście. [Powieść]. Kr.: EMG 2006, 212 s. Pol. Kolekcja Kryminalna, 2.
Cz. 1 trylogii; cz. 2-3 zob. poz. 19, 20. – Nagroda Wielkiego Kalibru przyznana podczas Festiwalu Kryminału w Kr. w 2007.
Przekł. estoń.: Kaksteist. [Przeł.] H. Lindeppu. Tartu 2009.
17. Muzyka środka. [Wiersze]. Kr.: a5 2006, 57 s. Bibl. Poetycka Wydawn. „a5”, 52.
Finalista Nagrody Lit. Nike w 2007, nagroda im. księdza J. Twardowskiego w 2007.
18. Nieoczywiste. 77 wierszy religijnych Marcina Świetlickiego. [Wstęp i wybór] według W. Bonowicza. Rys.: D. Szewionkow-Kismiełow. Kr.: EMG 2007, 114 s. Ser. Czarna.
Zawiera 15 nowych utworów oraz wybór wierszy z poz. 1, 2, 6, 10, 11, 13, 15, 18.
Przekł. estoń.: Profaani laulud. [Przeł.] H. Lindeppu. Tartu 2009.
19. Trzynaście. [Powieść]. Kr.: EMG 2007, 229 s. Pol. Kolekcja Kryminalna, 5.
Cz. 2 trylogii; cz. 1, 3 zob. poz. 16 i 20.
Przekł. estoń.: Kolmteist. [Przeł.] H. Lindeppu. Tartu 2010.
20. Jedenaście. [Powieść]. Kr.: EMG 2008, 212 s. Pol. Kolekcja Kryminalna, 8.
Cz. 3 trylogii; cz. 1-2 zob. poz. 16 i 19. – Nagroda Lit. Gdynia w 2009.
Adapt. radiowa: Adapt.: B. Prządka. Reż.: J. Warenycia. Radio 2009.
Przekł. estoń.: Üksteist. [Przeł.] H. Lindepuu. Tartu 2011.
21. Niskie pobudki. [Wiersze]. Rys.: D. Szewionkow-Kismiełow. Kr.: EMG 2009, 66 s. Ser. Czarna.
22. Orchidea. [Powieść]. [Współautorzy:] G. Grzegorzewska, I. Grin. Kr.: EMG 2009, 224 s. Pol. Kolekcja Kryminalna, 9.
Powieść kryminalna w 2008-2009 publikowana cyklicznie w portalu internetowym Onet.pl (na stronie http://czytelnia.onet.pl/0,32041,0,0,0,0,orchidea,nowosci.html [dostęp 18 grudnia 2009]), przerwana po ogłoszeniu 24. odcinka.
23. Powieści. Kr.: EMG 2011, 638, [6] s.
Zawiera utwory Dwanaście (poz. 16), Trzynaście (poz.19) i Jedenaście (poz. 20). uzupełnione nieopublikowanym wcześniej opowiadaniem z 2011 r. pt. Plus nieskończoność. – Tom wydany na 50-te urodziny autora.
24. Wiersze. Kr.: EMG 2011, 628 s.
Zawiera wiersze z tomów wyd. w 1992-2009, a nadto 77 pierwodr. oraz 44 utwory przedr. z antologii i prasy.
25. Marcin Świetlicki. Antologia. [Wiersze]. [Wybór i wstęp:] T. Kunz. Wwa 2012, 190 s. Poezja Pol.- Hachette Pol., 54
Zawiera wiersze z poz. 1, 2, 6, 7, 11, 14, 17, 21.
26. Jeden. [Wiersze]. Kr.: EMG 2013, 96 s.
Nagroda Literacka Gdynia w 2014, nominacja do finału Nagrody Literackiej Nike w 2014 (kapituła nagrody wyróżniła książkę wbrew woli autora, który odmówił uczestnictwa w konkursie).
27. Delta Dietla. [Wiersze]. Kr.: EMG 2015, 96 s.
Nominacja do Nagrody im. W. Szymborskiej w 2016.
Utwory w cyklach: Pięć wierszy na początek; Pięć wierszy, Ojciec; Pięć wierszy o Polsce; Pięć wierszy o wierszach; Pięć wierszy lękowych; Pięć wierszy nabożnych; Pięć wierszy o [!]; Pięć wierszy, księżyc; Pięć wierszy psich; Pięć wierszy o mieście; Pięć wierszy na koniec.
28. Zło, te przeboje. (Piosenki 1992-2015). Kr.: EMG 2015, 240 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Katow.: Manufaktura Legenda 2015,1 płyta CD oraz podwójna płyta analogowa.
Tom zawiera teksty utwory nagrane przez autora z zespołami: Świetliki, The Sers, Świat Czarownic, Czarne Ciasteczka, Chupacabras, Yoda, Mazzollem, Najprzyjemniejsi oraz z Mikołajem Trzaską i z Cezarym Ostrowskim. – Tu także: M. Czubaj: Fridom, czyli tak jak się chce [wstęp]. – M. Świetlicki: Uwagi autora. – Wywiad z M. Świetlickim. Rozm. M. Kleinszmidt.
29. Drobna zmiana. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. a5 2016, 107 s. Bibl. Poetycka, 93.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Wydawn. a5 2016, pliki w formacie EPUB, MOBI.- Wyd. jako dokument dźwiękowy. Reż. M. Piekło. Kr.: Wydawn. a5 2017, 2 płyty CD digital, stereo [teksty w wykonaniu autora z muzyką zespołu Zgniłość].
30. Nieprzysiadalność. Autobiografia. [Wywiad rzeka]. Rozm. R. Księżyk. Kr.: WL 2017, 649 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: WL 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
31. Polska. (Wiązanka pieśni patriotycznych). [Wiersze]. Il. A. Biała. Lusowo: Wydawn. Wolno 2018, 100 s.
Wybór wierszy z l. 1980-2017 oraz pierwodruki.

Adapt. teatr. poezji i prozy M. Świetlickiego: pt.: Czynny do odwołania. Adapt.: M.P. Prus, E. Pasewicz. Reż.: P. Bikont. Wwa, T. Powszechny, Scena Mała 2011. – Adapt. w formie komiksu wierszy pt.: Urbi et orbi; M-morderstwo. [Rys.:] J. Kołodziejak, B. Kołomycka. W: Powrót barbarzyńców i nie. Wr. 2013 s. 5-8, 47-50. Poezje, 92.

Teksty poetyckie w wykonaniu autora wydane na płytach CD: z towarzyszeniem zespołu Świetliki: Ogród koncentracyjny. 1995; Cacy cacy Fleischmaschine. 1996 [nominacje do muzycznej nagrody Fryderyka w 1996 w kategoriach muzyka alternatywna i poezja śpiewana]; Cacy cacy love mix. 1996; Perły. 1999; Wieprze. 1999; Perły przed wieprze. 1999; Złe misie. 2001; Las putas melancólicas. 2005 [z B. Lindą]; Las putas melancólicas y exclusivas [z B. Lindą]. 2005; Sromota. 2013 [3. miejsce w rankingu „Gazety Wyborczej” na najlepszą polską płytę r. 2013]. – Z towarzyszeniem zespołu muzycznego The Users: Nie idź do pracy. 1999. – W duecie z Mikołajem Trzaską: Cierpienie i wypoczynek. 2000. – Z towarzyszeniem zespołu muzycznego Czarne Ciasteczka: Tradycyjne polskie pieśni wielkopostne. 2003. – W duecie z Cezarym Ostrowskim: Czołgaj się. 2004. – Z zespołem Najprzyjemniejsi: Wzięli i zagrali. 2015.

Teksty poetyckie M. Świetlickiego w oprawie muzycznej innych autorów, m.in.: 40 przebojów. [Słowa:] K. Varga, M. Świetlicki. [Śpiew:] A. Jakubik. [Muz.] O. Deriglasoff. [Wwa]: Nar. Centrum Kult. 2016, 1 płyta + broszura, [40] s.

Wybory utworów M. Świetlickiego w przekł.: litew.: Ne pagal grafiką. [Przeł.] E. Ališanka. Vilnius 2007, – ros.: 100 stihotvorenij o vodke i sigaretah. [Przeł.] I. Belov. Moskva 2015, – serb.: Ispod vulkana. [Przeł. i wybór:] B. Rajčić. Beograd 2002, – słowac.: Piesne ignoranta. [Przeł.] K. Chmel. Banská Bystrica 2000, – słoweń.: Pesmi ignoranta. [Przeł.] K. Salamun-Biedrzycka. Ljubljana 2002, – ukr.: 64 virši pro vodky ta papirosi. [Przeł.] S. Žadan. [Oprac.] O.G. Žukov. Harkiv 2011, Safari.
Przekłady utworów M. Świetlickiego w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a New Poland. [Przekł., wstęp i noty o autorach:] D. Prier. London 1993; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Przekł. i oprac.:] M. J. Mikoś. Bloomington 2015, – białorus.: Napârèŭmy. Ad Buga da Varty. [Przeł.] A. Lojkì. Mìnsk 2003, – bułg.: Antologiâ na novata poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i oprac.:] Â. Denel, M. Vožnâk. Plovdiv 2014, – chorw.: Gost u kući. Prijevodi i prepjevi iż poljskoga pjesnistva. [Przeł.] Z. Malić. Zagreb 2006, – czes.: Bilé propasti. Antologie mladé polské poezie. Skalice nad Svitavou, Brno 1997, – franc.: Poésie. [Wybór:] K. Dedecius. [Montricher], Paris 2000, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Przeł.:] G. Beltrán, A.A. Murcia, X. Farré. [Wstęp:] X. Farré. Zaragoza 2012, – litew.: Lithuania. [Red.] A. Degutis. Vilnius 2001, – niem.: Overground. Die Literatur der polnischen alternativen Subkulturen der 80er und 90er Jahre. München 1994; Poesie. [Przeł.] K. Dedecius. Zürich 1996; Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. [Wybór i posł.:] D. Danielewicz-Kerski. [Przedm.:] A. Zagajewski. Köln [1998], – ros.: Pol’skie poèty XX veka. [Wybór i przekł.:] N. Astaf’eva, V. Britanišskij. Sankt Peterburg 2000; Inostrannaâ literatura. Istorii prošlogo i buduŝego, pol’skaâ literatura segodnâ. [Wybór:] K. Starosel’skaâ. [Moskva] 2006; Pol’skie trupy. Moskva 2008, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poeziǰe – generaciǰa BruLiona i noviǰi autori. [Wybór i tłum.:] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac.:] B. Rajčić. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Wstęp i przekł.:] B. Rajčić. Beograd 2013, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Wstęp i przekł.] P. Čučnik. Ljubljana 2005, – szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.] I. Grönberg. Stockholm 2003, – włos.: Inattese vertigini. A antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Przekł.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.

Nadto album rysunków: Rysunki zabrane. Wybór i układ: J. Borowiec, T. Jeske-Choiński. Pozn.: Cztery Oczy 2009, 172 s.
Prace redakcyjne
1. Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. Pomysł i red. antologii: M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: Zebra 1997, 39 s. Bibl. Zebry. Wyd. nast. [popraw.] w: Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii: Długie pożegnanie. Kr.: EMG 2010, 102 s.
Wiersze poświęcone autorowi powieści kryminalnych, R. Chandlerowi.
2. Żegnaj, laleczko. Wiersze noir. Z dodaniem legendarnej antologii: Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. [Red.:] M. Baran, M. Sendecki, M. Świetlicki. Kr.: EMG 2010, 102 s. Zob. poz. 1.
Wiersze poetów pol. poświęcone autorowi powieści kryminalnych, R. Chandlerowi.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2010.
 	Autor o sobie: Początek rozmowy. [Rozm. z:] R. Krynickim. Wysłuchał: A. Niziołek. „Nowy Nurt” 1996 nr 13.
 	Wywiady: zob. Twórczość poz. 30 oraz m.in.: Nowe „Dziady”. Rozm. P. Rodak. „Res Publica Nowa” 1993 nr 6 [wywiad z poetami związanymi z pismem „bruLion”: M. Baranem, K. Koehlerem, M. Świetlickim]; Wszyscy introwertyczni mężczyźni idą do wywiadu. Rozm. A. Wiedemann. „Czas Kult.” 1993 nr 6; Osobnik dość agresywny. Rozm. M. Piasecki. „Polityka” 1994 nr 2; Świetlicki: Ja i ja. Rozm. J. Sosnowski. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 266 dod. „Gaz. o Książ.” nr 11; Jak śpię to też. Rozm. W.M. Koronkiewicz. „Kartki” 1995 nr 11; Trzy razy post. Rozm. T. Majeran. „Odra” 1995 nr 5; Nie jestem programowym indywidualistą. Rozm.: B. Nowacka, J. Górecka. „Śląsk” 1996 nr 8; Też jestem lubelskim sentymentalistą. Rozm. P. Pavique. „Lampa i Iskra Boża” 1996 nr 10; Piekło już dawno mam opracowane. Rozm. Z. Baran. „Rzeczpospolita” 1997 nr 39 dod. „Plus-Minus” nr 7, przedr. w: Z. Baran: Apokalipsa i nadzieja. Kr. 2000; Świetlicki i licealiści. Oprac. P. Wickowski. „Fraza” 1997 nr 2; Krew, odwaga, walka. Rozm. H. Szczur. „Studium” 1999 nr 1/2; Czynny do odwołania. Rozm. S. Bereś. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 81 dod. „Mag. z Książ.”, przedr. pt. Poeta czynny do odwołania w: S. Bereś: Historia literatury polskiej w rozmowach XX-XXI wiek. Wwa 2002; Bardziej obrzydliwy. Rozm. Ł. Stec. „Kultura” 2003 nr 9/10; Nie wierzę we wrażliwego odbiorcę. Rozm. T. Dąbrowski. „Topos” 2003 nr 1/3; Mentalny kloszard. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2004 nr 7; Bardziej doskonała ikona męskości. Rozm. [z M. Świetlickim, B. Lindą, G. Dyduchem] A. Drotkiewicz. „Lampa” 2005 nr 9 [gł. o wspólnej płycie „Las putas melancólicas”]; Świetlicki, bękart Mickiewicza. Rozm. S. Bereś. „Dziennik”, Wwa 2006 nr 203; Podłoga jeszcze bardziej metafizyczna niż sufit. Rozm. A. Tylmanowski. „Fraza” 2007 nr 2; Zupełny zastój w interesach. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2007 nr 7/8; Ja zawsze kłamię. Rozm. M. Spychalski. „Dziennik” 2008 nr 256 dod. „Nowa Kult.”; Niekoniecznie kryminał. Rozm. R. Ostaszewski. „Dekada Lit.” 2008 nr 1; Sąd Ostateczny to świetne zakończenie. [Z W. Bonowiczem i M. Świetlickim] rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 4 [dot. gł. tomu „Nieoczywiste” oraz stosunku M. Świetlickiego do religii]; Nerwicowe zachowania. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 305 dod. „Duży Format” nr 51; Nie cierpię podsumowanek. Rozm. K. Siwczyk. „Gaz. Nagrody Lit. Gdynia” dod. „Dod. Lit.” 2009 nr 4; przedr. w: K. Siwczyk: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012; Odważny ze mnie człowiek. Rozm. R. Ziębiński. „Newsweek Polska” 2009 nr 44; Wszystko, co było w jakimś stylu, wyrzuciłem. Rozm.: W. Brzoska, P. Lekszycki. „artPAPIER” [on-line] 2009 nr 140 [dostęp 2 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=93&amp;amp;artykul=214; Ja nie istnieję. Rozm. J. Nizinkiewicz „Przegląd” 2011 nr 35; Jestem plagiatorem. Rozm. M. Sawicka-Danielak. „Uważam Rze” 2011 nr 22 [dot. głównie: Wiersze]; Który skrzywiłeś człowieka prostego. Rozm.: E. Kledzik, J. Roszak. „Czas Kult.” 2011 nr 5; [Pięćdziesiąt] 50 pytań i 50 odpowiedzi na 50-lecie. Rozm. J. Mika: „Dz. Pol.” 2011 nr 181 dod.; Śmiertelnie śmieszne. Rozm. M. Sendecki. „Przekrój” 2011 nr 19; Świetlicki: Lubię rozbuchanie i dziwności. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 137 [dot. ulubionych lektur i preferencji czytelniczych]; Jestem obszczymurem. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2013 nr 18; Lekki lot Świetlików. Rozm. R. Sankowski. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 251 [dot. płyty pt. Sromota]; Odpowiedź po dwudziestu latach. Rozm.: M. Koryciński, P. Kowalczyk, P. Jaskulski. „Odra” 2013 nr 6; Sam się odkryłem pewnej gorącej nocy. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2013 nr 4; Teraz jestem młodocianym debiutantem. Rozm. M. Sendecki. „Exklusiv” 2013 nr 5; Ja jestem manifestem. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Pol. Wyd. Specjalne” 2014 nr 1; O strychu. Rozm. W. Klera. „Elewator” 2014 nr 4; Każda władza jest śmieszna. Rozm. R. Sankowski. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 265 [dot.: Delta Dietla oraz Zło, te przeboje]; Mój nowy zespół to wakacje bez żony i matki. Rozm. P. Gulda. „Gaz. Wybor.” 2015 nr z 2 IV dod. „Trójmiasto” [dot. gł. projektów muzycznych M. Świetlickiego], toż [on-line] [dostęp 20 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35611,17699550,Marcin_Swietlicki__moj_nowy_zespol_to_wakacje_bez.html; Czasami mam wrażenie, że żyję nie w Polsce, tylko w Polsacie. Rozm. G. Wysocki. „WP Opinie” [on line] 2016 nr z 7 marca [dostęp 2 marca 2018]. Dostępny w Internecie: https://opinie.wp.pl/marcin-swietlicki-czasami-mam-wrazenie-ze-zyje-nie-w-polsce-tylko-w-polsacie-6016712095990401a; Zazwyczaj, gdy się wrzeszczy, jest się słabiej słyszanym. Rozm. P. GRZYMEK. Powst. 2016. „Literacka Polska” [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.literackapolska.pl/kilka-pytan-do/marcina-swietlickiego-pytamy-o-delte-dietla/ [dot. tomu: Delta Dietla]; Jestem polityczny. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2017 nr 43.
 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	Mistrz świata. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego. Red.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, cop. 2011, 260 s. Wielkopol. Bibl. Poezji, 24. Krytyka, 5 [zawiera materiały z sesji nauk. zorganizowanej 3 października 2011 r. w Poznaniu (wypowiedzi krytyczne i wiersze): P. ŚLIWIŃSKI: Swój obcy; T. KUNZ: Postępy ciemności; J. FAZAN: „Całkiem anonimowa historia, tu nikogo nie ma…” Poezja Marcina Świetlickiego jako gra z nieobecnością; J. DEMBIŃSKA-PAWELEC: Człowiek wewnętrzny; J. BOROWIEC: Rozkopany grób. Kilka uwag o śmierci zapisanej w wierszach Marcina Świetlickiego; I. GRIN: Pokerzysta [mini-portret M. Świetlickiego]; G. OLSZAŃSKI: Trup, który mówi [o liryce M. Świetlickiego]; K. HOFFMAN: Zombie [żywy trup w liryce M. Świetlickiego]; E. JAKUBOWSKA: W stronę wieszcza [ślady romantyzmu w twórczości M. Świetlickiego]; A. POPRAWA: Zamiennik gatunkowy Świetlickiego; D. KOZICKA: Marcina Świetlickiego poszukiwanie formy bardziej pojemnej [M. Świetlicki wobec A. Mickiewicza i Cz. Miłosza]; J. ORSKA: Ja bezwzględne [o specyfice poezji M. Świetlickiego]; I. OKULSKA: Pismo i głos – Świetlickiego media gorące i zimne; M.M. BESZTERDA: Wymiana fraz. Ekonomia powtórzeń u Świetlickiego; P. PRÓCHNIAK: Czasami jestem (czytając wiersz „McDonald’s”); M. JAWORSKI: Miłość według Świetlickiego; J. BOROWCZYK: Drzwiczki pieca – z jednej i drugiej strony [wiersz]; A. CZYŻAK: Pomiędzy. „Trzecia połowa” po piętnastu latach; K. FELBERG: Świetlik w mieście [miasto w poezji M. Świetlickiego]; M. BEDNAREK: Kobieta, której nie ma [kobieta w liryce M. Świetlickiego]; A. DRZEWIECKA-WIDMAN: Naśladowcy i akolici [o recepcji twórczości M. Świetlickiego]; D. SOŚNICKI: Słówko [pochwała twórczości M. Świetlickiego]; M. SKRZYPCZAK: Obywatel Świetlicki; M. KORONKIEWICZ, P. KACZMARSKI: O czym mówimy, kiedy mówimy o Świetlickim; J. MOMRO: Świetlicki: plastyczność świata. – W tomie także wiersze M. Świetlickiego].
 	Pierwsza połowa Marcina. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego. Red.: E. Kledzik, J. Roszak. Pozn.: Stow. Czasu Kult. 2012, 304 s. Bibl. „Czasu Kult.”, 40.
 	K. NIESPOREK: „Ja” Świetlickiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 160 s.
 	P. PANAS: Opisanie świata. Szkice o poezji Marcina Świetlickiego. Kr.: Pasaże 2014, 125 s. Granice Wyobraźni.
 	W. KLERA: Namolna refreniczność. Twórczość Marcina Świetlickiego. Kr.; Nowy Sącz: Pasaże 2017, 274 s. Granice Wyobraźni.
 	J. KORNHAUSER: O wierszach Marcina Świetlickiego. „NaGłos” 1990 nr 2.
 	J.M. RYMKIEWICZ, M. STALA, B. MAJ: Prezentacje. „Tyg. Lit.” 1990 nr 1 [trójgłos o twórczości M. Świetlickiego], polem. A. SZYMCZAK: Z czego robić poezję. „Tyg. Lit.” 1990 nr 11.
 	M. STALA: Polkowski, Machej, Świetlicki, Tekieli. „Teksty Drugie” 1990 z. 1.
 	K. KOEHLER: O’haryzm. „bruLion” 1991 nr 14/15, polem.: M. ŚWIETLICKI: Koehleryzm. „bruLion” 1991 nr 16.
 	T. MAJERAN: Czerwiec – pora dla świerszczy niebezpieczna. Kilka uwag o wierszach Marcina Świetlickiego. „Nowy Nurt” 1994 nr 17.
 	A. DEKUNDY: Świetliki. „Kresy” 1995 nr 22 [dot. tekstów poetyckich wykonywanych przez autora z zespołem Świetliki].
 	J. KORNHAUSER: Nowi dzicy. W tegoż: Międzyepoka. Kr. 1995, przedr. w: Była sobie krytyka. Katow. 2003 [m.in. dot. M. Świetlickiego].
 	K. MALISZEWSKI: Rytuały egzystencji, rytuały języka. „Nowy Nurt” 1995 nr 18, przedr. w tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Gry i grymasy. „Polonistyka” 1995 nr 7 [dot. także twórczości autorów: K. Koehler, R. Tekieli].
 	U. ABUCEWICZ: Który to Świetlicki... „Autograf” 1996 nr 6.
 	J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: Chwilowe zawieszenie broni. Wwa 1996, passim.
 	M. PIASECKI: Z czego Marcin Świetlicki lepi poezję? W: Sporne postaci literatury współczesnej. Kontynuacje. Wwa 1996.
 	M. WEDEMANN: Niebo czy literatura? Odwrócenia i odwroty Marcina Świetlickiego. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Moja głowa w moich rękach. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997 oraz passim.
 	P. WICKOWSKI: Mnożenie świetlistych punktów. O życiu i twórczości Mariusza[!] Świetlickiego. „Fraza” 1997 nr 2 [fragm. pracy magisterskiej, napisanej pod kierunkiem Z. Andresa].
 	A. FRANASZEK: Muszla. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 47.
 	U. SMOKTUNOWICZ: Podglądanie Marcina Świetlickiego. „Świat Psychoanalizy” 1998 nr 1.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Poeta w nastroju nieprzysiadalnym. „Polonistyka” 1999 nr 8, przedr. w: A. Legeżyńska, P. Śliwiński: Poezja polska po 1968 roku. Wwa 2000 oraz w: A. Legeżyńska: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia „bruLionu” wobec rzeczywistości III RP. Wwa 2000, passim.
 	P. KOSIEWSKI: Rysunki Marcina Świetlickiego są… „Kresy” 2001 nr 3.
 	T. KUNZ: Zobaczyć poetę. O kontekstach lektury wierszy Marcina Świetlickiego. „Kresy” 2001 nr 3.
 	P. PRÓCHNIAK: Ja to sobie tańczę. Notatki o poezji Marcina Świetlickiego. „Kresy” 2001 nr 3.
 	K. PYCLIK: Chciałbym kiedyś poznać „Obywatela Rzeczypospolitej”…, czyli Świetlickiego nauka o konstytucji fikcyjnej. „Acta Univ. Wratisl. Prz. Prawa” 2002 t. 49.
 	J. GUTOROW: Marcin Świetlicki. Notatki. W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003.
 	M. WOŹNIAK: Przesterowany wieszcz. (Świetlickiego „Złe misie”). „Studium” 2002/2003 nr 6/1 [dot. autorskich tekstów wykonywanych przez M. Świetlickiego z towarzyszeniem muzyki; szerzej o płycie „Złe misie”].
 	A. KLAMECKA: „Odciski”. Wybrane motywy graniczne w poezji Marcina Świetlickiego. W: O granicach i ich przekraczaniu. Opole 2004.
 	M. MALCZEWSKI: Pisanie śmierci śmiercią. „Polonistyka” 2005 nr 10 [dot. także twórczości D. Suski i E. Tkaczyszyna-Dyckiego].
 	K. MALISZEWSKI: Nowa poezja polska 1989-1999. Wr. 2005, passim.
 	J. ORSKA: Co robi z nami historia literatury? „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2005 t. 12 [o liryce M. Świetlickiego].
 	P. PANAS: Na tropach autora. O poezji Marcina Świetlickiego. i nie tylko. „Teksty Drugie” 2005 nr 6.
 	J. UGLIK: M. Świetlicki: pięćdziesiątka z grejpfrutem. „Fraza” 2005 nr 4.
 	J. BOROWCZYK i M. LAREK: Zawieszony. „Czas Kult.” 2006 nr 4 [dyskusja o poezji M. Świetlickiego].
 	J. KLEJNOCKI: Rock, czyli podwójny. Jarosław Klejnocki czyni kilka uwag na marginesie jednej wierszopiosenki Marcina Świetlickiego. „Lampa” 2006 nr 7/8, przedr. w: Nowa poezja polska. Kr. 2009 [dot. utworu: Dlatego, że mnie nie chcesz].
 	D. SOŚNICKI: Listopadowe wędrówki umarłego. „Czas Kult.” 2006 nr 4 [M. Świetlicki a poezja A. Mickiewicza].
 	Z. ANDRES: Świadectwo współczesności. O poezji M. Świetlickiego. W tegoż: Rewizje wartości. Rzeszów 2007.
 	M. KLIK: Poezja Cienia. „Twórczość” 2007 nr 9.
 	P. ŚLIWIŃSKI: W gorszej formie? O piosenkach Marcina Świetlickiego; Przypisy do Świetlickiego. W tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	R. MIELHORSKI: Strategie teatralizacyjne i modulacyjne w poezji najnowszej. (Rekonesans). W tegoż: Strategie i mity nowoczesności. Tor. 2008 [dot. m.in. M. Świetlickiego], przedr. zmien. pt. Tendencje teatralizacyjne i modulacyjne w poezji najnowszej. (E. Tkaczyszyn-Dycki, M. Świetlicki, J. Podsiadło). W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	A. WIDMAN-DRZEWIECKA: Jak kocha podmiot liryczny „Marcin Świetlicki”. „Odra” 2008 nr 3.
 	Z. ZARĘBIANKA: „Ja wobec… ja” oraz „ja” wobec świata. Zanegowane autokreacje w zanegowanym świecie w poezji Marcina Świetlickiego. „Świat i Sł.” 2008 nr 2.
 	K. BUDROWSKA: Kilka uwag o nauczaniu literatury. (Na przykładzie poezji Marcina Świetlickiego). W: Incanto. Upominki dla Inki. Wwa 2009.
 	K. JANUS: Co oświeca światło paraboli? Humanistyczny wymiar przypowieści o proroku Jonaszu w kilku utworach współczesnych. „Jęz. Szk., Religia” 2009 t. 5 [dot. m.in. twórczości M. Świetlickiego].
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Piosenka w poezji pokolenia ery transformacji 1984-2009. Pozn. 2009, passim.
 	J. OLEJNICZAK: O poezji Marcina Świetlickiego. Rozpoznanie wstępne. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	M. TRACZYK: Przymierze poezji i piosenki. Marcin Świetlicki. W tegoż: Poezja w piosence: od Tuwima do Świetlickiego. Pozn. 2009 Obszary Literatury i Sztuki.
 	G. HETMAN: „Okres szczególnej żałoby”? Problematyka wieku średniego w nowych wierszach Marcina Świetlickiego, Jacka Podsiadły i Grzegorza Wróblewskiego. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. T. 1. Cz. 1. Katow. 2010.
 	K. KACZMAREK: Woda i łuna. Wokół kilku wierszy Marcina Świetlickiego. „Arterie” 2010 nr 2.
 	E. KRZYŃSKA-NAWROCKA: Tryumfalne zaprzeczenia. Polska po 1989 w poezji Marcina Świetlickiego. W: Inna literatura. T. 2. Rzeszów 2010.
 	S. MATUSZ: Wiosna i Polska Miłosza Biedrzyckiego. „Migotania, Przejaśnienia” 2010 nr 1 [dot. także twórcz. M. Świetlickiego].
 	J. MUELLER: Ugodzić znaczące do bólu znaczonego, czyli Świetlicki. W tejże: Stratygrafie. Wr. 2010.
 	R. PATYK: „A poezja żadnych obowiązków nie ma”, czyli Świetlicki. W: Na boku. Pisarze teoretykami literatury?... T. 2. Katow. 2010. Prace Nauk. UŚl. w Katow., 2778.
 	P. PRÓCHNIAK: Trylogia infernalna. (Notatki o prozie Świetlickiego). „Bliza” 2010 nr 1.
 	A. RYDZ: Miłosz i Świetlicki. Nostalgia. O pamięci autobiograficznej. W: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Wwa 2010.
 	Z. ZARĘBIANKA: Zaiste: nieoczywiste. Obrazy Boga w poezji Marcina Świetlickiego. „Topos” 2010 nr 4; toż „Świat i Sł.” 2011 nr 1.
 	J. GUTOROW: Dwa kroki w stronę ciemności, jeden do tyłu. Marcinowi Świetlickiemu na pięćdziesiąte urodziny. W tegoż: Księga zakładek. Wr. 2011.
 	D. KARPIUK: Czarna owca. „Wprost” 2011 nr 50 [portret M. Świetlickiego].
 	M. KRZYŚKÓW: Anonimowość historii. Zgubiona tożsamość w poezji Marcina Świetlickiego; K. MALISZEWSKI: Mistrz, patron, przyjaciel – o jawnych i ukrytych przywołaniach w poezji lat 1989-2009; T. MIZERKIEWICZ: Estetyki profanacji w literaturze polskiej po roku 1989 [m.in. o M. Świetlickim]. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	P. MICHAŁOWSKI: Świetlicki w Roku Miłosza, czyli z zagadnień translatologii interautorskiej. „Tekstualia” 2011 nr 3 [o wierszach Cz. Miłosza: Przepis i M. Świetlickiego: Przepis na wiarygodne wymioty].
 	A. POPRAWA: Ariergardzista Świetlicki. „Czas Kult.” 2011 nr 5.
 	A. RYDZ: Pamięć melancholijna Marcina Świetlickiego. W tejże: Mnemozyna. O pamięci autobiograficznej w poezji polskiej. Pozn. 2011.
 	A. SPÓLNA: Na obrzeżach. Jacek Podsiadło i Marcin Świetlicki wobec znaków wspólnoty religijnej. „Tekstualia” 2011 nr 2 [O wierszach J. Podsiadły: Brother Death Blues oraz M. Świetlickiego: Hotel Limbus].
 	B. UTKOWSKA: Poeci „bruLionu” – kontestatorzy czy moraliści? Na podstawie pierwszej, tzw. filetowej serii publikacji („bibLioteka” 1992). „Napis” 2011 t. 17, toż [on-line] [dostęp 30 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.napis.edu.pl/pdf/Napis017_artykuly/NAPIS-2011_SERIA-XVII_s059-070_Beata-Utkowska.pdf [dot. m.in. M. Świetlickiego].
 	A. FRANASZEK: Postępy ciemności. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 21 dod. „Nagroda Poetycka Silesius” [wywiad z okazji odebrania przez M. Świetlickiego nagrody Silesius za całokształt twórczości].
 	M. KOPCZYK: Słowiański dialog z Ameryką w tle. (O tym, jak słoweński poeta Promož Čučnik czyta wiersz Marcina Świetlickiego). W: Przekraczanie granic II. Praha 2012 [dot. wiersza: Ameryka], przedr. zmien. w: M. KOPCZYK: Obecność innego. Bielsko-Biała 2013.
 	P. PRÓCHNIAK: Czasami jestem. (Czytając wiersz „McDonald's”). „Pozn. Stud. Polonist.. Ser. Lit.” 2012 t. 19.
 	M. RABIZO-BIREK: Romantyczni i nowocześni. W tejże: Romantyczni i nowocześni. Rzeszów 2012, passim [dot. gł wiersza …ska].
 	P. ŚLIWIŃSKI: Niepodległość 1918, 1989. Glosa; Poetka nasza i nie nasza, podobna, inna. W tegoż: Horror poeticus. Wr. 2012 [poezja M. Świetlickiego wobec wiersza J. Lechonia pt. Herostrates; o twórczości W. Szymborskiej i M. Świetlickiego].
 	K. BŁAŻEJOWSKA: Poeta zimnych krajów. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 46 [dot. m. in. płyty pt. Sromota].
 	S. GRZESZNA: Marcin Świetlicki a Tadeusz Różewicz. Dwa głosy o sacrum. „Czytanie Literatury” 2013 nr 2.
 	A.S. MASTALSKI: Konceptualizacja w procesie interpretacji wersologicznej. (Na przykładzie „Majowych wojen” Marcina Świetlickiego). „Tematy i Konteksty” 2013 nr 3.
 	M. MUS: Wierszo-piosenki i spektaklo-koncerty. Medialne zawirowania w twórczości Marcina Świetlickiego. „Ruch Lit.” 2013 z. 6.
 	A. NOWACZEWSKI: „Dla Jana Polkowskiego”. Recycling. W tegoż: Konfesja i tradycja. Sopot 2013.
 	J. ORSKA: Zostać bohaterem. W tejże: Republika poetów. Kr. 2013 oraz passim.
 	Sekundy i epoki. Czas w literaturze polskiej po 1989 roku. Wwa 2013, passim.
 	K. VARGA: Ucieczka z Gotham, czyli piosenki o prawdziwej miłości. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 289 dod. „Duży Format” [dot. gł. płyty pt. Sromota].
 	A. FILIPOWICZ: „Świerszcze”, czyli o nowym widzeniu natury w poezji Marcina Świetlickiego. W: Sztuka interpretacji. Poezja polska XX i XXI wieku. Gdańsk 2014.
 	K. NIESPOREK: Marcin Świetlicki. Poeta (nie)religijny. W: Doświadczając. Szkice o twórczości (anty)modernistycznej. Katow. 2014.
 	A. NIEWIADOMSKI: Dlaczego skwery są idealnie kwadratowe? Przypisy do „Dla Jana Polkowskiego” po ćwierćwieczu. „Ruch Lit.” 2014 z. 6.
 	A. NOWACZEWSKI: Mój Świetlicki. „Topos” 2014 nr 5.
 	A. POMIETŁO: Żar, popiół i ogień. O papierosie w poezji Marcina Świetlickiego. W: Literatura i obiekt/yw(izm). Katow. 2014.
 	A. RYDZ: Niewiarygodna potrzeba wiary. Różewicz – Świetlicki. W: Literatura na progu XXI wieku. Olsztyn 2014.
 	P.W. RYŚ: „Cokolwiek snem było, było domem” – Świetlickiego dom oniryczny. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
 	J. UGLIK: Bojaźń i drżenie. „Fraza” 2014 nr 4.
 	Z. ZARĘBIANKA: Ślady biblijne w poezji Marcina Świetlickiego. „Topos” 2014 nr 1/2.
 	M. GAJAK-TOCZEK: Nosiciel niedefiniowalności. Podmiot wierszy Marcina Świetlickiego wobec przemijania. W: Lęk, ból, cierpienie. Pruszcz Gdański – Słupsk 2015.
 	S. GRZESZNA: Dlaczego Kain? Motyw sacrum we wczesnych wierszach Marcina Świetlickiego. „Acta Universitatis Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2015, [nr] 4.
 	W. KLERA: Mówi Świetlicki. „Autobiografia” 2015 nr 2.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: „Śnieg przyjdzie i zasypie wszystko”. O bieli i śniegu w poezji Marcina Świetlickiego. W: Sacrum na nowo poszukiwane. Lublin 2015.
 	T. KUNZ: Marcin Świetlicki, czyli Literatura jako forma nieistnienia. „Konteksty Kult.” 2015 nr 12 z. 1/2.
 	M. MUS: Od włodarza do uciekiniera – konstruowana w relacji z miastem tożsamość poetycka Marcina Świetlickiego i jej przemiany. W: Ścieżkami pisarzy. T. 1. Szkice i studia o Krakowie. Kr. 2015.
 	G. OLSZAŃSKI: Leżenia. (O jednej z figur dyskursu geriatrycznego). W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Katow. 2015.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski: Epopeja rozkładu. Motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku. (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci). Katow. 2015.
 	P. PANAS: Marcin Świetlicki, poeta kanoniczny? „Colloquia Litteraria” 2015 [nr] 2.
 	M. PIĘTNIEWICZ: Romantyczny poeta środka: Marcin Świetlicki. „Twórczość” 2015 nr 5.
 	J. TABASZEWSKA: Od kontestacji do eksploracji. Problematyka tradycji w twórczości Marcina Świetlickiego, Tomasza Różyckiego, Andrzeja Sosnowskiego i Jacka Podsiadły. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	M. BŁAŻEJEWSKI: Poezja współczesna po 1989 roku. „Akant” 2016 nr 10 [dot. wierszy: M. Świetlicki: Kierowca nocnej ciężarówki, G. Kaźmierczak: Ruch, S. Dłuski: Nadzieja].
 	J. KLEJNOCKI: „Polska”, czyli książę outsiderów odmawia współpracy. O jednym, a właściwie dwóch, a może nawet trzech wierszach Marcina Świetlickiego z przełomu lat 80. i 90. XX wieku; „Dlatego że mnie nie chcesz”. Marcina Świetlickiego (rockowe) wyjście poza poezję. W tegoż: Przez wiersze. Wwa 2016.
 	W. KLERA: „Świerszcze się mszczą”. Natura w twórczości Marcina Świetlickiego. „Fragile” 2016 nr 2.
 	MATUSZEK: Kreatura/ Świetlicki pod pozorem męskości. „Pam. Lit.” 2016 z. 2.
 	S. PŁATEK: Złuda i nietrwałość. „Arterie (Łódź)” 2016 nr 2 [motyw alkoholu, także w twórczości W. Szymborskiej i M. Orlińskiego].
 	J. TABASZEWSKA: Autentyczne historie, klisze i polemiki, czyli Marcina Świetlickiego gra z konwencjami. W tejże: Poetyki pamięci. Współczesna poezja wobec tradycji i pamięci. Warszawa 2016.
 	Z. ZARĘBIANKA: O jednym wierszu Marcina Świetlickiego „Zawsze przed” w kontekście jego cyklu pięciu wierszy religijnych. „Topos” 2016 nr 6.
 	B. ENGLENDER: Sztuka kontrastu. Fotografia w poezji Marcina Świetlickiego. „Maska” 2017 nr 34.
 	P. JASKULSKI: Punktualny Marcin Świetlicki śpiewa wierszyk. „Twórczość” 2017 nr 7/8.
 	M. MIROWSKI, J. ROJEWSKI: Ostatni poeta swoich czasów. „Rzeczpospolita” 2017 nr 252.
 	M. PRANKE: „I było wyjście”, czyli Maciuś Wariat Marcina Świetlickiego. W: 80s again! Monografia poświęcona latom 80. XX wieku. Warszawa 2017.
 	M. STAŚKO: Niepokorny poeta polityczny znów broi. „Krytyka Polit.” 2017 nr z 28 VI, toż [on-line] [dostęp 11 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/niepokorny-poeta-polityczny-znow-broi-zobacz-memy/; polem. E. KONWERSKA: Dajcie chłopu siedzieć w domu. „Krytyka Polit.” 2017 nr z 29 VI, toż [on-line] [dostęp 11 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/obrona-swietlickiego/

Zimne kraje

 	D. PAWELEC: Oko smoka. O wierszu Marcina Świetlickiego „Dla Jana Polkowskiego”. W: Kanonada. Katow. 1989.
 	M. CISŁO: Poetycka seria „brulionu”. Odwróć głowę. „Prz. Lit.” 1993 nr 4 [dot. też twórczości M. Sendeckiego].
 	M. CIUPEK: Marcina Świetlickiego pojedynczość. „Dekada Lit.” 1993 nr 15.
 	M. STALA: Piosenka niekochanego. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 31, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997.
 	A. WIEDEMANN: To, co różni; T. ŻUKOWSKI: Kilkadziesiąt okruchów minionego świata. „Czas Kult.” 1993 nr 6.
 	S. DŁUSKI: Mając siebie do obrony. „Akcent” 1994 nr 1, przedr. w tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.
 	T. MAJERAN: Raport z zimnego miasta. „Odra” 1994 nr 9.
 	T. NYCZEK: Rewolucja i ranka. „Kresy” 1994 nr 18.
 	J. MIELNICZUK: Dawanie świadectwa – Herbert, Polkowski, Świetlicki. „Polonistyka” 1999 nr 4 [analiza porównawcza wierszy: Z. Herberta: Pan Cogito, J. Polkowskiego: Przesłanie, M. Świetlickiego: Dla Jana Polkowskiego].
 	M. OLSZEWSKI: Zima i chaos. [Fragm.:] Doświadczenie chłodu w poezji Marcina Świetlickiego. „Kresy” 2001 nr 3 [dot. też: Schizma].
 	E. ANTONIAK: Zapomniany depozyt. Inaczej o wierszu „Dla Jana Polkowskiego”. „Teksty Drugie” 2007 nr 3 [porównanie z twórczością S. Matusza].
 	P. KĘPIŃSKI: Marcin Świetlicki odpycha wątpiących. O wierszu „Białe przepaście”. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	M. LAREK: Walka o oryginalność. O debiucie Marcina Świetlickiego. W: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Wwa 2010.

Schizma

 	J. SZAKET: Ocalałem prowadzony na rzeź. „FA-art” 1994 nr 4.
 	S. DŁUSKI: Wewnątrz. „Fraza” 1995 nr 8, przedr. w tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.
 	J. JARZĘBSKI: Dojrzewanie śmierć i miłość. „Życie Warsz.” 1995 nr 68 dod. „Ex Libris” nr 18.
 	W. KOWALEWSKI: „Schizma”, czyli ucieczka z buszu. „Prz. Lit.-Artyst.” 1995 nr 3.
 	T. MAJERAN: Przed głosowaniem. „Odra” 1995 nr 7/8 [dot. też płyty pt. Ogród koncentracyjny].
 	K. MALISZEWSKI: Siedem płci wiersza. (Opowiadanie, czyli recenzja). „Nowy Nurt” 1995 nr 1, przedr. w tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	W. MOGIELNICKI: Wolne – zajęte. (M. Świetlicki – „Schizma”). „Studium” 1995 nr 1.
 	M. STALA: Pokój obwieszony Marcinami. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 32, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997.
 	M. STALA: Jedzenie hamburgerów. O jednym wierszu Marcina Świetlickiego. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 44 [dot. wiersza: McDonald’s], przedr.: w tegoż: Druga strona. Kr. 1997, w tegoż: Blisko wiersza. Kr. 2013.
 	A. PATRZAŁKOWA, T. PATRZAŁEK: Świetlicki i inni. Przypadek nie tylko olimpijski. „Warsztaty Polonist.” 1997 nr 1 [dot. gł. wiersza: Tryb życia].
 	M. OLSZEWSKI: Zima i chaos. [Fragm.:] Doświadczenie chłodu w poezji Marcina Świetlickiego. „Kresy” 2001 nr 3 [dot. też: Zimne kraje].
 	J. LESIAK: Alegorie pożądania: Świetlicki, [M.] Blanchot, [F.] Kafka. „Fraza” 2002 nr 4.
 	P. MICHAŁOWSKI: Ucieczka w marzenie o ucieczce. „Polonistyka” 2007 nr 3, przedr. w tegoż: Mikrokosmos wiersza. Kr. 2012 [dot. wiersza: M – w sierpniu].

Zimne kraje 2

 	J. POTKAŃSKI: Kontynuacja eksperymentu Szymborskiej – wiersz Marcina Świetlickiego. W tegoż: Wiersz Szymborskiej. Wwa 2000.

Trzecia połowa

 	K. MALISZEWSKI: I tak dalej mniej więcej w tym stylu. „Nowy Nurt” 1996 nr 13, przedr. rozszerz. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001 [dot. też: 37 wierszy o wódce i papierosach; Zimne kraje 3].
 	P. MICHAŁOWSKI: Bunt sublokatora. „Kwart. Artyst.” 1996 nr 3.
 	J. SZAKET: Przerwy na papierosa. „FA-art” 1996 nr 3.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Horror poeticus. „Res Publica Nowa” 1996 nr 11 [dot. też: 37 wierszy o wódce i papierosach].
 	H. ZAWORSKA: Póki my piszemy. „Literatura” 1996 nr 10.
 	L. SZARUGA: Po niczyjej stronie. „Prz. Powsz.” 1997 nr 6 [dot. też: 37 wierszy o wódce i papierosach].
 	M. KISIEL: Jeszcze Świetlicki. W tegoż: Glosy o poezji najnowszej. Katow. 1998.

37 wierszy o wódce i papierosach

 	R. CZĘSTOCHOWSKI: O nic już nie chodzi? „Literatura” 1996 nr 10, wersja zmien. „Kwart. Artyst.” 1996 nr 3.
 	M. KISIEL: Lubię wódkę i papierosy. „Śląsk” 1996 nr 8, przedr. zmien. pt. Pochwała codzienności. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	K. KUCZKOWSKI: Kim jest Świetlicki? „Topos” 1996 nr 4.
 	K. MALISZEWSKI: I tak dalej mniej więcej w tym stylu. „Nowy Nurt” 1996 nr 13, przedr. rozszerz. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001 [dot. też: Trzecia połowa; Zimne kraje 3].
 	P. ŚLIWIŃSKI: Horror poeticus. „Res Publica Nowa” 1996 nr 11 [dot. też: Trzecia połowa].
 	L. SZARUGA: Po niczyjej stronie. „Prz. Powsz.” 1997 nr 6 [dot. też: Trzecia połowa].
 	K. JAWORSKI: Marcina Świetlickiego „Wiersz bez światła”. W: Poezja współczesna w szkole. Wwa 1998.
 	A. POMARAŃSKA-SZUMSKA: Trans grupowy – czyli pogo w wierszu Marcina Świetlickiego. W tejże: Jak tańczy współczesna poezja? Wwa 1999 [dot. wiersza: Pogo].

Zimne kraje 3

 	K. MALISZEWSKI: I tak dalej mniej więcej w tym stylu. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001 [dot. też: Trzecia połowa; 37 wierszy o wódce i papierosach].

Pieśni profana

 	R. CHOJNACKI: Tao profana. (O nowych tomach wierszy Jarosława Klejnockiego i Marcina Świetlickiego). „Studium” 1998 nr 13/14 [dot. także.: J. Klejnocki: W drodze do Delft].
 	D. FOKS: Boli i uwiera. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 218.
 	K. PIEŃKOSZ: Odmowa. „Sycyna” 1998 nr 21.
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Świat stoi przed nim potworem. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	A. DZIADEK: Poezja i mit codzienny. „FA-art” 1999 nr 1.
 	A. GRYMEK: Odwroty, powroty... W tym samym stylu? „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 3.
 	M. HAMKAŁO. „Odra” 1999 nr 5.
 	R.J. KOBIERSKI: Pieśni świętego Marcina. „Topos” 1999 nr 1.
 	M. OPOKA: Świat stoi przed nim potworem. „Akcent” 1999 nr 1.
 	G. TOMICKI: Nieforemna bryła i treść. „Twórczość” 1999 nr 4.
 	W. WENCEL: Ocalony, martwy. „Nowe Państ.” 2000 nr 3.

Czynny do odwołania

 	J. BIERUT: Bolenie? „Czas Kult.” 2001 nr 5/6.
 	M. KRACIUK: Alfabet Świetlickiego. „Opcje” 2001 nr 3/4.
 	K. MALISZEWSKI; P. BRATKOWSKI: Nie chcę być wasz. Dwugłos o nowym tomie poezji Marcina Świetlickiego. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 45.
 	M. OPOKA: „Ładnie tu u pana”. „Akcent” 2001 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Niechętny acz czynny. „Dekada Lit.” 2001 nr 5/6.
 	A. SKRENDO: Robienie. (Świetlickiego). „Pogranicza” 2001 nr 2, przedr. w tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013.
 	P. ŚLIWIŃSKI: O Świetlickim – słówko. „Kresy” 2001 nr 3, przedr. jako fragm. rozdz. Przypisy do Świetlickiego. W tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Poezja graniczna. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 12, przedr. zmien. pt. Wiersze graniczne. W tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
 	G. TOMICKI: Zawiedziony kochanek. „FA-art” 2001 nr 3.
 	A.K. WAŚKIEWICZ: Inny człowiek w innym świecie. „Trybuna” 2001 nr 133 dod. „Literatura-Aneks” nr 154.
 	A. PLUTA: Czyny Świetlickiego. „Śląsk” 2002 nr 6.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Marcina Świetlickiego dylogia śmiertelna. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 46 [dot. też: Nieczynny].
 	J. KORNHAUSER: Czarny golf Marcina Świetlickiego. W tegoż: Poezja i codzienność. Kr. 2003.
 	K. MALISZEWSKI: Piosenki o kończonej czterdziestce. W tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	P. PANAS: Poezja „pustego peronu”. O twórczości Marcina Świetlickiego nieco inaczej. „Kresy” 2006 nr 12 [dot. wierszy: Umieranie i Pstrykanie].

Katecheci i frustraci

 	J. BOROWSKI: Frustraci czy katecheci? „Wprost” 2001 nr 47.
 	L. BUGAJSKI: Ciepłe kluchy. „Trybuna” 2001 nr 280.
 	K. VARGA: Kraków piękny, trochę śmierdzi. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 244.
 	P. WOJCIECHOWSKI: Zrozumieć owoce tolerancji. „Więź” 2002 nr 1.

Nieczynny

 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Marcina Świetlickiego dylogia śmiertelna. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 46 [dot. też: Czynny do odwołania].
 	T. DĄBROWSKI: Nieczynny. „Topos” 2003 nr 4/5.
 	J. KLEJNOCKI: Piosenki outsidera. „Polityka” 2003 nr 14.
 	K. MALISZEWSKI: „Rzewne jaja”. „Czas Kult.” 2003 nr 5, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Poeta wyłączony. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 73.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Dopiski do poprzednich wierszy”. „Opcje” 2003 nr 3, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	A. KAŁUŻA: Portretowanie umarłego. „Teka” 2004 nr 1.

Dwanaście

 	B. DOBROCZYŃSKI: Arcyantykryminał. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 21 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Spuchł, posiwiał i utył. „Lampa” 2006 nr 4.
 	W. ORLIŃSKI: Świetlicki debiutuje kryminalnie. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 97.
 	J. ORSKA: Kryminalny. „Dekada Lit.” 2006 nr 3.
 	R. OSTASZEWSKI: Żywy trup na tronie. „Arte” 2006 nr 5.
 	M. I. NIEMCZYŃSKA: Strzał w samą dwunastkę. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 270.
 	P. SOBOLCZYK: Sen był domem. „Tygiel Kult.” 2007 nr 1/3 [dot. też: Muzyka środka].
 	M. KOWALSKA: Mniej kultowy, mniej magiczny – Kraków w „Dwanaście” Marcina Świetlickiego. W: Ścieżkami pisarzy. T. 1. Szkice i studia o Krakowie. Kr. 2015.

Muzyka środka

 	K. FIOŁEK: Dośrodkowanie na pole karne. „Lampa” 2006 nr 11.
 	A. FRANASZEK: Przepustka z piekła. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 243.
 	W. KLERA: Śniący upiór dbający o wiersze. „Pogranicza” 2006 nr 6.
 	P. PRÓCHNIAK: Hotel Limbus. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 47.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Świetlicki – Pan Cogito nowej rzeczywistości. „Dziennik” 2006 nr 157.
 	A. ŚWIEŚCIAK: „Remont po śmierci”. „FA-art” 2006 nr 4, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
 	S. BURKOT: Muzyka środka w „borealnym kraju”. O Marcinie Świetlickim. „Kraków” 2007 nr 2/3, przedr. w tegoż: W poszukiwaniu tożsamości. Kr. 2015.
 	P. KĘPIŃSKI: Marcin Świetlicki. Uosobienie sił mrocznych? W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	A. POLEWCZYK: Symetria, linie i kręgi, czyli spacer z oswojoną suką po oswojonym piekle. „Fraza” 2007 nr 2.
 	P. SOBOLCZYK: Sen był domem. „Tygiel Kult.” 2007 nr 1/3 [dot. też: Dwanaście].
 	A. STANKOWSKA: Drzwi. „Res Publica Nowa” 2007 nr 1.
 	A. WÓJTOWICZ: Sen, mara, wiersz (nie)wiara. „Akcent” 2007 nr 1.
 	J. BOROWCZYK: „Śni mi się córeczka, ucieczka...” O „Muzyce środka” Marcina Świetlickiego. „Polonistyka” 2008 nr 4.
 	K. SIWCZYK: Sny Świetlickiego. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.

Nieoczywiste

 	P. BRATKOWSKI: Profan nawrócony? „Newsweek Polska” 2007 nr 47.
 	K. KOEHLER: Manifest nowoczesnej wrażliwości. „Dziennik” 2007 nr 272.
 	P. PRÓCHNIAK: Nieoczywistość. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 43 dod. „Książ.”.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Wiara poety Świetlickiego. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 277.
 	A. JARZYNA: Religijność wiersza. „Topos” 2008 nr 1/2.
 	W. KLERA: Bóg i lodówka. Marcin Świetlicki w porządku tradycji. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2010.

Trzynaście

 	P. BRATKOWSKI: Ucieczka spod wulkanu. „Newsweek Polska” 2007 nr 21.
 	E. CHROMIK: Proza o wódce i papierosach. „Śląsk” 2007 nr 10.
 	W. KLERA: Mistrz znowu na tropie. „Pogranicza” 2007 nr 3.
 	D. NOWACKI: Powrót mistrza. Kolejny „antykryminał” Marcina Świetlickiego. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 18.

Jedenaście

 	P. BRATKOWSKI: Mroczne wizje. „Newsweek Polska” 2008 nr 44.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Odszedł mistrz, niech żyje Brzytwa. „Lampa” 2008 nr 11.
 	W. KLERA: Halo, inny świecie. „Pogranicza” 2008 nr 6.
 	P. PRÓCHNIAK: Zimny pogrzebacz. (Notatki o „Jedenaście”). „Kresy” 2009 nr 3.
 	J. UGLIK: Perypetie mistrza. „Prz. Powsz.” 2009 nr 5.
 	J. ZIMNA: Wielka Pardubicka, czyli śledztwo jako gonitwa myśli. „Czas Kult.” 2009 nr 2.

Niskie pobudki

 	W. KLERA: Niskie tony. „Pogranicza” 2009 nr 6.
 	C. POLAK: Wiersze do oplucia. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 227 dod. „Kultura”.
 	P. PRÓCHNIAK: Wiersze o niczym. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 48.
 	M. SENDECKI: Nowe przygody smoka. „Przekrój” 2009 nr 44 [dot. też: powieści pt. Orchidea].
 	P. ŚLIWIŃSKI: Próby generalne przed śmiercią. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 287.
 	T. FIAŁKOWSKI: O nowym tomiku Świetlickiego. „Dwutygodnik” 2010 nr ze stycznia [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/801-o-nowym-tomiku-swietlickiego.html – E. WINIECKA: Projekt „Świetlicki”. „Czas Kult.” 2010 nr 1.
 	M. ŚNIEDZIEWSKA: Język poetycki Marcina Świetlickiego. (Na przykładzie „Niskich pobudek”). „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2010 nr 50.
 	J. UGLIK: Prześwietlone klisze. „Prz. Powsz.” 2010 nr 6.
 	A. KAŁUŻA:Cień wielkiego czarnoksiężnika – społeczny porządek sfery publicznej. W tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011 [dot. m.in. M. Świetlickiego: Niskie pobudki].

Orchidea

 	R. OSTASZEWSKI: Tercet egzotyczny z Zabierzowa. „Polityka” 2009 nr 47.
 	M. SENDECKI: Nowe przygody smoka. „Przekrój” 2009 nr 44 [dot. też tomu pt. Niskie pobudki].
 	M. WILK: Umarł kryminał, niech żyje kryminał. „Dz. Pol.” 2009 nr 277 dod. „Magnes [Kraków]”.

Wiersze

 	M. BARAN: Cudny Wierszopis. „Dz. Pol.” 2011 nr 139 dod. „Magnes [Kraków]”.
 	A. FRANASZEK: Ujść sobie. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 33.
 	A. HORUBAŁA: Świetlicki. Zapis klęski. „Uważam Rze” 2011 nr 24.
 	W. KLERA: Naprzeciw. „Pogranicza” 2011 nr 3.
 	G. POLAK: Chandler wiersza, dzieciak nowy. „Dz.
 	Gaz. Prawna” 2011 nr 117 dod. „Kultura i Program TV”.
 	M. SZYMAŃSKI: Poezja z antymaterii. „Dwutygodnik” 2011 nr 58 [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2275-poezja-z-antymaterii.html.
 	K. VARGA: Żołnierz Innej Armii, czyli mój Rok Świetlickiego. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 133 dod. „Duży Format” nr 22.
 	Zob. też Wywiady.

Jedenaście

 	A. FRANASZEK: Wolny i złakniony. Nowy początek Marcina Świetlickiego. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 24.
 	C. POLAK: Wolny i złakniony. „Dz. Gaz. Prawna” 2013 nr 119 dod. „Kult. i Program TV”.
 	P.W. RYŚ: Wielość w jedności. „Fraza” 2013 nr 4.
 	M. SENDECKI: Przedsiębiorstwo Świetlicki. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 123.
 	M. SZYMAŃSKI: Wakacje z trupem. „Dwutygodnik” 2013 nr 109 [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4576-wakacje-z-trupem.html, przedr. w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	P. GZYL: Świetlicki chce, aby wycofano jego tomik z nominacji do Nike. „Dz. Pol.” 2014 nr 121.
 	I. GRIN; M. SENDECKI: Komu Nike, komu? Marcin Świetlicki. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 199.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Świetlicki wbrew Marcinowi. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 207.
 	J. FAZAN: Jeden rok z życia mężczyzny. (W najnowszym tomie Świetlickiego); T. KUNZ: „Osobność osobliwa”. Uwagi na marginesie tomu „Jeden” Marcina Świetlickiego. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2.
 	T. NAKLICKA: Paradoks Boga. (Na przykładzie tomiku Marcina Świetlickiego „Jeden”). W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	A. SINKOWSKI: Nie bierze się cukierków od podejrzanych wujków. „Odra” 2015 nr 1 [gł. o nominacji tomu do Nagrody Lit. Nike w 2014 r.].

Delta Dietla

 	A. HORUBAŁA: Świetlicki – poeta oswojony? „Do Rzeczy” 2015 nr 48.
 	W. KLERA: Pieśni o nieobecności. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 2 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://czaskultury.pl/czytanki/piesni-o-nieobecnosci/.
 	J. NOWACKI: Świetlicki na moment przeprasza. Powst. 2015. [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://popmoderna.pl/swietlicki-na-moment-przeprasza-m-swietlicki-delta-dietla/.
 	K. OPOŁCZYŃSKA: Wykorzeniony? „Opcje” 2015 nr 4.
 	M. WABIK: Bagaż doświadczeń i kolejne dopiski do autoportretu. „Wyspa” 2015 nr 4.
 	M. WOŹNIAK: Się jest. „Dwutygodnik” 2015 nr 174 [on-line] [dostęp 19 października 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6287-sie-jest.html.
 	E. BIELA: Dość odkładania nieuniknionego. „Akant” 2016 nr 10.
 	T. KUNZ: Pieśni miłości i doświadczenia. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 3.
 	A. SROKA: Pięćdziesiąt pięć wierszy (o Świetlickim?). „Odra” 2016 nr 4.
 	M. WABIK: Bagaż doświadczeń. „Akant” 2016 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Zło, te przeboje

 	Zob. Wywiady.

Drobna zmiana

 	[T. FIJAŁKOWSKI] Lektor: Ksob osobny. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 42.
 	A. HORUBAŁA: Dezerter – obywatel. Poezja udająca prozę. „Do Rzeczy” 2016 nr 45.
 	G. NUREK: Świetlickiego nadal warto słuchać. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 239 dod. „Kraków”.
 	J. SOBOLEWSKA: Zepsute psoty. „Polityka” 2016 nr 41.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Świetlicki w formie. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 244.
 	M. WABIK: Egzystencjalnych notatek ciąg dalszy? „Wyspa” 2016 nr 4.
 	P. MACKIEWICZ: Łątki. „Odra” 2017 nr 7/8.
 	J. MADEJSKI: Pierwszość. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
 	L. SZARUGA. „Kwart. Artyst.” 2017 nr 1.

Polska

 	M. NOGAŚ: Modlitewnik od Świetlickiego. „Gaz. Wybor.” 2018 nr 2 dod. „Kultura”.
 	J. SOBOLEWSKA: Kolaż z miliarda Polsk. „Polityka” 2018 nr 2.

Nieprzysiadalność

 	P. BRATKOWSKI: Kanonier Marcin Świetlicki. „Newsweek Polska” 2017 nr 43.
 	K. VARGA: Czarny Świetlicki w anielskich piórkach. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 252.

Rysunki zabrane

 	R. OSTASZEWSKI: Świetlik na świstkach. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 139.
 	S. WYSŁOUCH: Świetlicki – poeta i Świetlicki – grafik. „Twórczość” 2009 nr 11.

Długie pożegnanie

 	P. KĘPIŃSKI: Eureka: chandleryzm! „Czas Kult.” 1997 nr 3.
</document>
<document nplp_id="3159" title="Olga TOKARCZUK" slug="olga-tokarczuk">ur. 1962

Pseud.: Natasza Borodin.

Prozaiczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 29 stycznia 1962 w Sulechowie w rodzinie nauczycieli; córka Wandy Słabowskiej i Jozefa Tokarczuka. Dzieciństwo spędziła we wsi Klenica pod Zieloną Górą, gdzie rodzice uczyli na uniwersytecie ludowym. Następnie przeniosła się z rodziną do Kietrza (Opolskie); tu uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. C.K. Norwida. W 1979 debiutowała dwoma krótkimi utworami prozą Świąteczne zabijanie ryby i Moi przyjaciele, opublikowanymi w piśmie młodzieżowym „Na przełaj” (nr 39; pod pseud. Natasza Borodin). Po zdaniu matury studiowała psychologię (specjalizacja kliniczna) na Uniwersytecie Warszawskim. W tym okresie pracowała jako wolontariuszka w szpitalu psychiatrycznym. W 1985 uzyskała magisterium, po czym w 1986-89 była zatrudniona w Poradni Zdrowia Psychicznego w Wałbrzychu. Następnie do 1996 pracowała jako psychoterapeutka w Ośrodku Metodycznym w Wałbrzychu, gdzie według autorskiego programu szkoliła nauczycieli. W tym okresie publikowała sporadycznie wiersze w prasie, wydała tom wierszy, a także zaczęła rozwijać twórczość prozatorską, której fragmenty ogłaszała w różnych pismach, drukowała też recenzje (w „Ex Librisie” w 1994-95, „Nowych Książkach” w 1999 i „Literaturze na Świecie” w 2000). Jej utwory były nagradzane na Wałbrzyskich Ścieżkach Literackich (1988, 1990). Na początku lat dziewięćdziesiątych przebywała przez pewien czas w Anglii, ucząc się języka i pracując. W 1994 przeprowadziła się do wsi Krajanów. W tymże roku została członkiem SPP. Była na stypendiach literackich w Stanach Zjednoczonych (1996) i w Berlinie (2001/02). W 1997 otrzymała nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie i Paszport „Polityki”. W 1998 założyła wraz z mężem, Romanem Fingasem, wydawnictwo Ruta, które działało do 2004; powstała też w Wałbrzychu księgarnia o tej nazwie. Od 1999 należała do Polskiego PEN Clubu W 2000 debiutowała jako dramatopisarka utworem Skarb. Była pomysłodawczynią organizowanego od 2004 we Wrocławiu (a od 2005 także w Jeleniej Górze) Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Prowadziła warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od 2008 okresowo zajęcia z twórczego pisania na Uniwersytecie Opolskim. Weszła do zespołu redakcyjnego kwartalnika „Krytyka Polityczna”. Podjęła współpracę z Partią Zielonych RP. Odbywała liczne podróże po świecie, m.in. do Anglii, Stanów Zjednoczonych, Chin, Nowej Zelandii, Singapuru, Malezji, Syrii i Egiptu. Od lutego do lipca 2009 przebywała na stypendium Netherlands Institute for Advanced Study in the Humanities and Social Science w Wassenaar, gdzie pisała powieść Prowadź swój pług przez kości umarłych. Otrzymała m.in. Nagrodę Kulturalną Śląska (2002), Nagrodę Literacką Nike za powieści Bieguni (2008) i Księgi Jakubowe (2015), Nagrodę Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. S.B. Lindego (2008), Uznamską Nagrodę Literacką (2012), słoweńską Międzynarodową Nagrodę Literacką „Vilenica” (2013), Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii: Literatura (2015).W 2016 weszła w skład jury Nagrody Europejski Poeta Wolności.Odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2009), tytułem Zasłużony dla Miasta Wałbrzycha (2016) i Ambasadora Wrocławia (2016).

Ma syna Zbyszka (ur. 1986). Mieszkała w Wałbrzychu, Nowej Rudzie, ma dom w Krajanowie koło Nowej Rudy, a obecnie mieszka we Wrocławiu.



TWÓRCZOŚĆ

1. Miasto w lustrach. [Wiersze]. Wwa: Okolice 1989, XIX s. Okolice. Arkusze Lit., 10.
2. Numery. [Opowiadanie]. „Czas Kult.” 1993 nr 5 s. 20-29. Przedr. zob. poz. 7 s. 10-39.
Przekł.: chorw.: Brojevi. [Przeł.] Đ. Čilić-Škeljo. W: Orkestru iza leđa. Zagreb 2001, przedr. w: O. Tokarczuk: Ormar. Zagreb 2003, - jap.: Bango. [Przeł.] M. Tsukada. W: Poketto-no nako-no Tōō bungaku. Yokohama 2006, - niem.: Zimmernummern. [Przeł.] E. Kinsky. W: O. Tokarczuk: Der Schrank. Erzählungen. Stuttgart, München 2000, wyd. nast. München 2001.
Adapt.: tv: Scenariusz i reż.: A. Lipiec-Wróblewska. TVP 2000, - radiowa: Adapt.: E. Marcinkowska. Radio 2004.
3. Podróż Ludzi Księgi. [Powieść]. Wwa: Przedświt [1993], 179 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. Wwa: W.A.B. 1996, wyd. 3 tamże 1998.
Nagroda w konkursie lit. na najlepsze książki wyd. w 1992-1993, ogł. przez Pol. Tow. Wydawców Książek w 1994.
Przekł.: duń.: Broderskabets rejse. [Przeł.] R.K. Klukowska. København 1997, - ros.: Put’ lûdej Knigi. [Przeł.] K. Starosel’skaâ. Moskva 2002, - rum.: Călătoria oamenilor Cărţii. [Przeł.] C. Geambaşu. Iaşi 2001, - serb.: U potrazi za knjigom. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2001, - ukr.: Mandrìvka lûdej knigi. [Przeł.] N. Bìčuâ. L'vìv 2004, - węgier.: Az Őskönyv nyomában. [Przeł.] Z. Mihályi. Budapest 2000.
Adapt. radiowa: Reż.: A. Piszczatowski. Radio 2010.
4. Szafa. [Opowiadanie]. „Nowy Nurt” 1994 nr 10 s. 12. Przedr. zob. poz. 7 s. 5-9.
Przekł.: chorw.: Ormar. [Przeł.] Đ. Čilić-Škeljo. W: Orkestru iza leđa. Zagreb 2001, przedr. w: O. Tokarczuk: Ormar. Zagreb 2003, - maced.: W: Son za nedofatlivoto mesto : fragmenti od sovremenata polska proza. Tokarčuk, Hvin, Stašuk. Skopje 2006, - niem.: Der Schrank. [Przeł.] E. Kinsky. W: O. Tokarczuk: Der Schrank. Erzählungen. Stuttgart, München 2000, wyd. nast. München 2001.
Adapt. teatr. (łącznie z wykorzystaniem tekstów H. Krall i J. Tuwima): Scenariusz: M. Kufel, M. Biały. Reż.: W. Hejno. Wyst. Tarnów, T. im. L. Solskiego 2005.
5. E.E. [Powieść]. Wwa: PIW 1995, 206 s. Wyd. nast.: [wyd. 2 popraw.] Wwa: W.A.B. 1996, [wyd. 3] Wwa: PIW 1997; [wyd. 4-6?] Wałbrzych: Ruta 1998?-99; Kr.: WL 2005, tamże 2015. Por. poz. 9.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2007, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Przekł.: duń.: E.E. [Przeł.] R.K. Klukowska. København 1996, - maced.: E.E. [Przeł.] L. Tanušskaâ. Skopje 2014, – norw.: E.E. [Przeł.] A. Walseng. [Oslo] 2001, – słoweń.: E.E. [Przeł.] L. Tanuševska. Skopje 2014.
Adapt. radiowa: Cz. 1-5. Radio 1995.
6. Prawiek i inne czasy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 1996, 268 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1997; wyd. 2 [właśc. 3] Wwa: W.A.B. 1998; wyd. 4 popraw. Wałbrzych: Ruta 2000; Kr.: WL 2005, tamże 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2011, pliki w formacie MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Ostaszewska. Kr.: WL 2012, 1 płyta CD w formacie mp3, wyd. nast. 2017.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike, przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 1997; nominacja do francuskiej nagrody Prix du Meilleur Livre Etranger w 1998.
Przekł.: ang.: Primeval and other times. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Prague 2010, - białorus: Pravek dy ìnš'yâ časy. [Przeł.] M. Šoda. Mìnsk 2010, – bułg.: Pravek i drugi vremena. [Przeł.] G. Kr’’stev. Sofiâ 2008, – chiń.: Taigu he qitade shijian. [Przeł.:] Yi Lijun, Yuan Hanrong yi. Taibei 2003, wyd. nast. pt. Taiji he qitade shijian. Changsha 2006, – chorw.: Pravijek i ostala vremena. [Przeł.] P. Mioč. Zagreb 2001, – czes.: Pravěk a jiné časy. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 1999, – duń.: Arilds tid og andre tider. [Przeł.] R.K. Klukowska. København 1998, – fiń.: Alku ja muut ajat. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2007, - estoń.: Algus ja teised ajad. [Przekł.] H. Lindepuu. Tartu 2012. – franc.: Dieu, le temps, les hommes, et les anges. [Przeł.] Ch. Glogowski. Paris 1998, – grec.: To archégono kai álloi kairoí. [Przeł.] A.D. Iōannídou. Athī́na 2017, – hiszp.: Un lugar llamado Antaño. [Przeł.:] E. Rabasco Macías, B. Wyrzykowska. Barcelona 2001, , – kataloński: Un lloc anomenat Antany. [Przeł.:] A. Rubió, J. Sławomirski. Barcelona 2001, – litew.: Praamžiai ir kiti laikai. [Przeł.] V. Jarutis. Vilnius 2000, – maced.: Pravek i drugite vremina. [Przeł.] L. Tanuševska. Skopje 2007, – niderl.: Oer en andere tijden. [Przeł.] K. Lesman. Breda 1998, – niem.: Ur und andere Zeiten. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2000, wyd. nast.: wyd. 2-3 tamże 2000, [wyd. 4] Berlin 2002, München 2004, – ros.: Pravek i drugie vremena. [Przeł.] T. Izotovaă. Moskva 2004, – rum.: Străveacul şi alte vremi. [Przeł.] O. Zaicik. Iaşi 2002, - serb.: Pamtivek i druga doba. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2013, – słoweń.: Pravek in drugi časi. [Przeł.] J. Šuler-Galos. Maribor 2005, – szwedz.: Gammeltida och andra tider. [Przeł.] L. Ilke. Tollarp 2006, – ukr.: Pravik ta inši časi. [Przeł.] V. Dmitruk. L’vìv 2004, - węgier.: Őskor és más idők. [Przeł.] G. Korner. Budapest 2011, – włos.: Dio, il tempo, gli uomini e gli angeli. [Przeł.] R. Belletti. Roma [1999], wyd. nast. pt. Nella quiete del tempo. Roma 2013.
Adapt.: teatr.: Adapt.: S. Majewski, P. Tomaszuk. Reż.: P. Tomaszuk. Wyst. Supraśl, Tow. Wierszalin T. 1997. TVP 1998; Scenariusz i reż.: M. Wasiewicz. Wyst. Łodź, T. 36 (w Kaplicy Salezjańskiej przy Wyższej Szkole Ekonomii i Zarządzania) 2000; Scenariusz i reż.: E. Bednarska. Wyst. Wr., Tow. im. E. Stein 2012, – radiowa: Oprac.: A. Celmer-Zajączkowski. Cz. 1-10. Radio 1996.
7. Szafa. [Opowiadania]. Lubl.: Wydawn. UMCS 1997, 46 s. Opowiadania Współcz. Pol. Wyd. nast.: wyd. 2 Wałbrzych: Ruta 1998; Kr.: WL 2005, wyd. 2 [!] tamże 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Zawartość: Szafa [poz. 4]; Numery [poz. 2]; Deus ex.
Przekł. hindi: Kamre aura anya kahāniyām. [Przeł.] M. Purī. Nayī Dillī 2014.
8. Dom dzienny, dom nocny. [Powieść]. Wałbrzych: Ruta 1998, 277 s. Wyd. nast.: tamże 1999; Wwa: Świat Książki 2000; Kr.: WL 2005, tamże 2012, 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta autorka. Kr.: WL 2012, 1 płyta CD.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike, przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 1999, nagroda lit. Brücke Berlin wspólnie z tłumaczką powieści na niem., E. Kinsky, w 2002, nominacja do Międzynarodowej Dublińskiej Nagrody Lit. IMPAC, przyznawanej utworom napisanym w jęz. ang. lub przeł. na ang. w 2004.
Przekł.: ang.: House of day, house of night. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. London 2002, wyd. nast. Evanston, Ill. 2003, - bułg.: Dom dneven, dom noŝen. [Przeł.] H. Simeonova-Titova. Veliko T’’rnovo 2005, - chiń.: Shou ji meng de jian tie bu. [Przeł.:] Yi Lijun, Yuan Hanrong yi. Taibei 2007. – chorw.: Dom danji, dom nocni. [Przeł.] P. Mioč. Zagreb 2002, wyd. nast. Zagreb 2003,–– czes.: Denní dům, noční dům. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2002, wyd. nast. tamże 2012, – duń.: Dagens hus, nattens Hus. [Przeł.] H.L. Tonnesen. Kopenhaga 2014, – estoń.: Päeva maja, öö maja. [Przeł.] H. Lindepuu. Tartu 2013, – fiń.: Päivän talo, yön talo. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsingissä 2004, – franc.: Maison de jour, maison de nuit. [Przeł.] Ch. Glogowski. Paris 2001, – jap.: Hiru-no ie, yoru-no ie. [Przeł.] H. Ogura. Tōkyō 2010, – niderl.: fragm.: Amos. [Przeł.] K. Lesman. Breda 1998; całość: Huis voor de dag, huis voor de nacht. [Przeł.] K. Lesman. Breda 1999, wyd. nast. Breda 2000, - jap.: Hiru-no ie, yoru-no ie. [Przeł.] H. Ogura. Tōkyō 2010, – litew.: Dienos namai, nakties namai. [Przeł.] V. Jarutis. Vilnius 2007, – niem.: Taghaus, Nachthaus. [Przeł.] E. Kinsky. Stuttgart, München 2001, wyd. nast. München 2004, – ros.: Dom dnevnoj, dom nočnoj. [Przeł.] O.L. Katrečko. Moskva 2005, – rum.: Casăde zi, casăde noapte. [Przeł.] C. Godun. Cluj-Napoca 2015, – serb.: Dnevna kuca, nocna kuca. [Przeł.] M. Markic. Beograd 2002, – słowac.: Dom vo dne, dom v noci. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2002, – słoweń.: Dnevna hiša, nočna hiša. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2005, – szwedz.: Daghus, natthus. [Przeł.] J.H. Swahn. Sätaröd 2004., wyd. nast. [Tollarp] 2005, - tur.: Gündüzün evi, gecenin evi. [Przeł.] A. Polat. Istanbul 2004, - włos.: Casa di giorno, casa di notte. [Przeł.] R. Belletti. Roma [2007].
Adapt. fragm.: teatr.: pt. Marek, Marek. Supraśl, Tow. Wierszalin T. 2000 (monodram w wykonaniu A. Wnuczko); pt. Legenda o dziewczynie z brodą, czyli o świętej. Scenariusz: B. Łuszczyńska. Wyst. Wr., T. Łowcy Snów (Klub Stajnia nr 8A) 2001; pt. Czemu nie dajesz mi spać. Scenariusz: G. Kotłowski, H. Chmielarz. Reż.: H. Chmielarz. Pozn., T. Ósmego Dnia 2002; pt. Ofiara Wilgefortis. Adapt. i reż.: P. Tomaszuk. Wyst. Bielsko-Biała, T. Banialuka 2002 [Grand Prix XX Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Lalkarskiej „Animacje” w 2002], 2006; Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka 2001, druk pt. Ofiara Wilgefortis. Na motywach średniowiecznej legendy i powieści O. Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. W: Transformacja. Dramat polski po 1989 roku. [T.] 1. Warszawa 2012 s. 781-807; pt. Paschalis. Scenariusz i reż.: R. Jasińska. Wyst. Wr., T. Arka 2004, - radiowa pt. Amos: Reż. i adapt.: J. Wernio. Radio 2007.
9. E.E. Scenariusz widowiska telewizyjnego. Praprem.: Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. TVP 2000. Por. poz. 5.
10. Opowieści wigilijne. [Autorzy:] J. Pilch, O. Tokarczuk, A. Stasiuk. Wałbrzych: Ruta; Wołowiec: Czarne 2000, 59 s.
Tu O. Tokarczuk: Profesor Andrews w Warszawie, s. 21-38, przedr. zob. poz. 12.
Przekł.: chorw.: Božicne priče. [Przeł.:] D. Kaniecka, I. Vidovic Bolt, Đ. Čilic Škeljo. Zagreb 2008, - rum.: Trei laureati Nike intr-o carte. [Przeł.] C. Godun. Chişinău 2011.
11. Skarb. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2000 nr 4 s. 5-20 Praprem. tv: Reż. i adapt.: P. Mularuk. TVP 2000.
Nagroda w konkursie TVP na utwór dramatyczny.
Przekł.białorus.: Skarb. [Przeł.] G. Cišuk. W: Sučasnaja pol’skaja p’esa. Mìnsk 2002, wyd. nast. Mìnsk 2003.
12. Gra na wielu bębenkach. 19 opowiadań. Wałbrzych: Ruta 2001, 342 s. Wyd. nast. Kr.: WL 2007, tamże 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2012, pliki w formacie MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: w wyborze pt. Opowiadania zimowe. Czyta … Muz.: P. Klimek. Szczec.: MooMusic Studio. „3kropek Audio Publishing” S.C. Piotr Klimek Celina Muza-Visser [2003], 1 płyta CD; Gra na wielu bębenkach. Czyta M. Wójcik. Wwa: G + J Gruner + Jar Polska 2008, 1 płyta CD w formacie mp3. Najlepsza Lit. Światowa.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike, przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 2002, nagroda lit. telewizyjnego Magazynu Kult. Pegaz w 2002.
Zawartość: Otwórz oczy, już nie żyjesz; Szkocki miesiąc; Podmiot; Wyspa. – Bardo. Szopka; Najbrzydsza kobieta świata; Wieczór autorski; Zdobycie Jerozolimy. Raten 1675. – Che Guevara; Skoczek; Profesor Andrews w Warszawie [poz. 10]; Ariadna na Naksos; Glicynia; Tancerka; Wróżenie z fasoli; Żurek; Życzenie Sabiny; Próba generalna; Gra na wielu bębenkach.
Przekł.: ang. opowiadania Żurek: Żurek soup. [Przekł.] A. Lloyd-Jones. W: Elsewhere. Stories from small town Europe. [Wyd.] M. Crossan. Manchester 2007, – bułg.: Muzika ot mnogo barabani. [Przeł.] S. Borisova. Sofiâ 2006, – czes.: Hra na spoustu bubínků. [Przeł.] I. Mikešová. Olomouc 2005, – estoń.: Maailma kőige inetum naisterahvas. [Przeł.] H. Lindepuu. Tallinn 2005, – niem.: Spiel auf vielen Trommeln. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2006, – ros.: Igra na raznych barabanach. [Przeł.] E. Barzova [i in.]. Moskva 2006, – serb.: Svirka na mnoga bubnjeva. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2004, – słowac.: Hra na mnohých bubienkoch. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2003, – szwedz.: Spel på många små trummor. [Przeł.] J.H. Swahn. [Tallarp] 2002, - ukr.: Gra na bagat'oh barabančikah. [Przeł.] V. Dmitruk. L'vìv 2004, – węgier.: Sok dobon játszani. [Przeł.:] Z. Mihályi, L. Pálfalvi. Budapeszt 2006, - włos.: Che Guevara e altri racconti. [Przeł.:] S. De Fanti, B. Naumow. Udine [2006].
Adapt.: film. opowiadań Żurek: Scenariusz i reż.: R. Brylski. Ekran. 2003, wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa:] Axel Springer, DVD; wyd. pt. Żurek. Między wierszami, czyli adaptacja nietypowa. Łódź: Wydawn. Państw. Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej 2011, 204 s., dysk optyczny DVD [zawiera opowiadanie, scenariusz i film]; Glicynia: Scenariusz: P. Antolak, I. Kiszczak. Reż.: I. Kiszczak. Ekran. jako etiuda szkolna 2016, – tv opowiadań: Gra na wielu bębenkach pt. Miłości: Scenariusz i reż.: F. Zylber. TVP 2004; Ariadna na Naksos pt. Aria Diva: Scenariusz i reż.: A. Smoczyńska. TVP 2007, - radiowa opowiadania Próba generalna: Adapt.: M. Gajdziński. Reż.: H. Rozen. Radio 2007.
13. Lalka i perła. [Esej]. Kr.: WL 2001, 84 s. Wyd. nast. tamże 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Dot. powieści B. Prusa „Lalka”.
14. Ostatnie historie. [Powieść]. Kr.: WL 2004, 291 s. Wyd. nast. tamże 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie MOBI, EPUB, wyd. nast. tamże 2015.
Nagroda im. J. Wittiga w 2004.
Przekł.: bułg.: Posledni istorii. [Przeł.] M. Kostova. Sofiâ 2008, – czes.: Poslední příběhy. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2007, – franc.: Récits ultimes. [Przeł.] G. Erhard. Lausanne 2007, – niderl.: De laatste verhalen. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2008, – niem.: Letzte Geschichten. [Przeł.] E. Kinsky. München 2006, – ros.: Poslednie istorii. [Przeł.] L. Adel'gejm. Moskva 2006, – ukr.: Ostanni istrìï. [Przeł.] Ă. Senčišin. L’vìv 2007.
15. Anna In w grobowcach świata. [Powieść]. Kr.: Znak 2006, 218 s. Mity. Wyd. nast. Kr.: WL 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Przekł.: czes.: Anna In v hrobech světa. [Przeł.] J. Faber. Zlín 2008, – niem.: AnnaIn in den Katakomben. [Przeł.] E. Kinsky. Berlin 2007, wyd. nast. München 2008, – słowac. : Anna In v hrobkách sveta. [Przeł.] K. Chmel. Bratislava 2008.
16. Bieguni. [Powieść]. Kr.: WL 2007, 451 s. Wyd. nast. tamże 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike, przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 2008, nagroda mies. „Odra” za 2007 w 2008, nominacja do nagrody literackiej dla pisarzy z Europy Środkowej i Wschodniej Angelus w 2008, nominacja do finału Nagrody Mediów Publicznych w dziedzinie literatury „Cogito” i nagroda w plebiscycie internautów towarzyszącym pierwszej edycji tej nagrody w 2008.
Przekł.: ang.: Flights. [Przeł.] J. Croft. Melbourne, Victoria 2017, – bułg.: Beguni. [Przeł.] S. Borisova. Sofiâ 2009, – czes.: Bĕguni. [Przeł.:] P. Vidlák, P. Pec. Brno 2008, – duń.: Rejsende. [Przeł.] H.L. Tønnesen. København 2016, – fiń.: Vaeltajat. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsingissä 2012, – franc.: Les Pérégrins. [Przeł.] G. Erhard. Lausanne 2010. – jap.: Tōbōha. [Przeł.] H. Ogura. Tōkyō 2014, – niderl.: De rustelozen. [Przeł.] G. Pauwelijn. Breda 2011, – niem.: Unrast. [Przeł.] E. Kinsky. Frankfurt am Main 2009, wyd. nast. München 2011, – norw.: Løperne. [Przeł.] A. Szczepańska. [Heimdal] 2012, – portug.: Os vagantes. [Przeł. T. Barciński]. Rio de Janeiro 2014, – ros.: Bieguny. [Przeł.] I. Adel'gejm. Moskva 2010, – serb.: Beguni. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2010, – rum.: Rătăcitorii. [Przeł.] C. Godun. Bucureşti 2012, – słoweń.: Beguni. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2010, – szwedz.: Löparna. [Przeł.] J.H. Swahn. Tollarp 2009, – turec.: Koşucular. [Przeł.] N.T. Yüce. Ankara 2016, – ukr.: Biguni. [Przeł.] O. Slivins'kij. Harkiv 2011.
17. Prowadź swój pług przez kości umarłych. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 315 s. Wyd. nast. tamże: 2015, 2017. Por. poz. 20.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, pliki w formacie MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Kulesza. Kr.: WL 2017, plik w formacie mp3
Nagroda Śląski Wawrzyn Lit. w 2010, nominacja do Nagrody Lit. Nike 2010.
Przekł.: bułg.: Karaj pluga si prez kostite na m''rtvite. [Przekł.] S. Borisova. Sofiâ 2013, wyd. nast. tamże 2014, – chorw.: Tjeraj svoj plug preko mrtvačkih kostiju. [Przeł.] M. Martić. Zagreb 2013, – czes.: Svůj vůz i pluh ved' přes kosti mrtvých. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2010, – duń.: Kør din plov over de dødes knogler. [Przeł.] H.L. Tonnesen. København 2012, – franc.: Sur les ossements des morts. [Przeł.] M. Carlier. Lausanne 2012, wyd. nast. Paris 2014, – hiszp.: Sobre los huesos de los muertos. [Przeł.] A. Murcia. México 2015, wyd. nast. Madrid 2016, – niem.: Der Gesang der Fledermäuse. [Przeł.] D. Daume. Frankfurt am Main 2011,– serb. : Vuci svoje ralo po kostima mrtvih. [Przeł.] M. Markić. Beograd ; Novi Sad 2014, – słoweń.: Pelji svoj plug čez kosti mrtvih. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2014, – szwedz.: Styr din plog över de dödas ben. [Przeł.] H. Swahn. [Tollarp] 2010, wyd. nast. Johanneshov 2011, – ukr.: Vedi svìj plug ponad kistkami mertvih. [Przeł.] B. Antonâk. L'vìv 2011, – włos.: Guida il tuo carro sulle ossa dei morti. [Przeł.] S. De Fanti. Roma 2012.
Adapt. teatr.: Gniew. Adapt. i reż.: B. Frąckowiak. Wyst. jako cz. projektu „Olga Tokarczuk z Wałbrzycha”: Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2009; Pomórnik. Kryminał ekologiczny. Adapt. i reż.: E. Sadowska. Wyst. Pozn., T. Pol. 2010; Kotlina. Adapt. i reż.: A. Olsten. Wyst. Wr., T. Współcz. 2013.
18. Moment niedźwiedzia. [Szkice literackie]. Wwa: Wydawn. Krytyki Polit. 2012, 190 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2012, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Zawartość: Heterotopie: Jak wymyślić heterotopię. Gra towarzyska; Maski zwierząt; Feralne psy; Jak powstaje płec; Darkroom post coitum; Świat jest pułapką. – Pliki podróżne: Amsterdam z trzeciego piętra, czyli miasto w rozmiarze HS; Mapy lęku, czyli nil desperandum; Pochwała pragmatyzmu; Homo sapiens non urinat ventum; Ruch drogowy, Amsterdam; Pomnik; Partia zwierząt; Ptica polonica; Liczba mnoga; Gastrogeografia; Trzecie pytanie; Inne systemy parzenia kawy; Autostrady – gra; Dwugłos; Mapy lęku; eRodzina; Toalety; Obywatele najbogatszych państw świata; Niewolnica; Pies pustelnik; Biblioteka; Niedziela służących; Fotografowanie; Czary; Gry planszowe; Muzea Watykańskie; Ogrody działkowe i pola golfowe; Przyszła archeologia; Rzeka Mao; Wydmowa wycieczka; Edukacja Chinek; Dwie Kuchnie; Czas zero; Śmieci, Śmieci. – Pstrąg w migdałach: Pstrąg w migdałach; Nieskończenie wielkie pogranicze; Mały stronniczy przewodnik po Polsce dla Niemców z racji wstąpienia Polski do Unii; Dwanaście obrazków z Wałbrzycha, Nowej Rudy i okolic; Odra; Palec, który wskazuje na Księżyc; Znowu zaczynamy przypominać plemię; Moment niedźwiedzia.
Przekł.: czes.: Okamžik medvěda. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2014. – szwedz.: Björnens ögonblick. [Przeł.] J.H. Swahn. [Linderöd] 2014.
19. Księgi Jakubowe albo Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych: opowiadana przez zmarłych, a przez autorkę dopełniona metodą koniektury, z wielu rozmaitych ksiąg zaczerpnięta, a także wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 903 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2014, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda Lit. Nike oraz Nagroda Publiczności Nike, przyznana w plebiscycie „Gaz. Wybor.” w 2015.
Przekł.: czes.: Knihy Jakubowy. [Przeł.] P. Vidlák. Brno 2016, – serb.: Knjige Jakovljeve iliti Dugo putovanje preko sedam granica, pet jezika i tri velike religije, ne računajući one male o čemu pripovedaju počivši, a što je autorka nadopunila metodom konjekture, iz mnogovrsnih knjiga crpene, pride potkrepljene imaginacijom, najvećim prirodnim darom čovekovim : mudrima za podsećanje, kompatriotama za rasuđivanje, laicima za učenje, melanholicima za razonodu. [Przeł.] M. Markić. Belgrad 2017, – szwedz.: Jakobsböckerna eller Den väldiga färden över sju gränser, fem språk och tre stora religioner, de små ej att förglömma : berättad av de döda medelst en av författarinnan utarbetad metod för konjekturer, berikad av ett överdådigt urval böcker, därtill understödd av fantasien, vilken utgör naturens största gåva till mäniskan : för kloka till stöd för minnet, för patrioter till besinning, lekmän till studium, melankoliker till förströelse. [Przeł.] J.H. Swahn. Tollarp 2015 [powieść została uznana przez dziennik „Svenska Dagbladet” za jedną z najważniejszych książek roku, w 2016autorka i tłumacz otrzymali Międzynarodową Nagrodę Literacką Domu Kultury i Teatru Miejskiego w Sztokholmie].
Adapt. teatr.: Reż.: E. Marciniak. Dramaturgia: M. Kupryjanowicz, J. Czapliński. Wwa, T. Powsz. 2016.
20. Pokot. Scenariusz filmowy. [Współaut.:] A. Holland. Reż.: A. Holland, K. Adamik. Ekran. (Polska, Czechy, Niemcy, Szwecja) 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2017, 1 dysk optyczny (DVD).
Scenariusz na podstawie powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych por. poz. 17.
21. Zgubiona dusza. [Opowieść dla dzieci; il.:] J. Concejo. Wr.: Wydawn. Format 2017, 48 s.
Wyróżnienie jury w kategorii beletrystyka na Targach Książki dla Dzieci w Bolonii (BolognaRagazzi) w 2018.

Wybory utworów w przekł.: chorw.: Ormar. [Przeł.] Đ. Čilić-Škeljo. Zagreb 2003, – hindi: Kamre aura anya kahāniyām. [Przeł.] M. Puri. Nayī Dillī 2014, – maced.: Son za nedofatlivoto mesto. Fragmenti od sovremenata polska proza. Tokarčuk, Hvin, Stašuk. Skopje 2006, – niem.: Der Schrank. Erzählungen. [Przeł.] E. Kinsky. Stuttgart, München 2000, wyd. nast. München 2001.

Przekłady utworów O. Tokarczuk w antologiach zagranicznych: Antologie literatur visegrádských zemí = A visegrádi országok irodalmi antológiája = Antologia literacka państw wyszehradzkich = Literárna antológia krajín Vyšehradskej skupiny = [Literary anthology of Visegrad 4 countries]. [Red.:] I. Rodrigez, P.B. Pál, P. Marciszuk, I. Martinová. Budapest 2007 [teksty w jęz. czes., pol., węgier., słowac., ang.]; Die schönen Überbleibsel nach dem Ende der Welt. Sudeten, literarisch = Piękne resztki po końcu świata. Sudety literackie = Krásné relikty po konci svĕta. Sudety literárně. [Oprac.:] J. Bernig, W. Browarny, Ch. Prunitsch. Dresden 2017 [teksty w jęz. niem., pol., czes.], – ang.: In our own words. Vol. 5. Essays, lyrics, poetry and verse. [Oprac.:] M.P. Weaver. Cary 2004; May Day. Young literature from the ten new member states of the European Union. [Oprac.] Z. Kovács. Luxemburg 2005; Elsewhere. Stories from small town Europe. [Oprac.:] M. Crossan. Manchester 2007; The third shore. [Oprac.:] A. Schwarz, L. Von Flotow. Evanston, Ill. 2006, Single (Irlandia) 2007; Best European fiction 2011. [Oprac.:] A. Hemon. Champaign, Ill., London, Dublin 2010, – białorus.: Sučasnaja pol’skaja p’esa. [Red.:] V.A. Grybajly. Mìnsk 2002, wyd. nast. Mìnsk 2003; Babìlënskaâ biblioteka. Mìnsk 2007; Dvaccac’ pol’skìch apavâdan’nâŭ. [Oprac.:] A. Hadanovìč. Mìnsk 2007; Zlačynstva, sèr! : zbornìk dètèktyŭnaga apavâdannâ. Peraklady. [Wybór i przekł.:] G. Ânkuta. Mìnsk 2013, – bułg.: Lûbimi polski avtori i tvorbi. Izbrani studentski prevodi = Ulubieni polscy autorzy i dzieła. Wybrane tłumaczenia studenckie. [Red.:] M. Grigorova. Veliko T''rnovo 2014, – chorw.: Orkestru iza leđa. [Oprac.:] I.V. Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001; Festival! Antologija europske kratke priče. [Oprac.] R.S. Bodrožic. Zagreb 2011, – fiń.: Ruoka. [Tłum.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2013, – franc.: [Mille neuf cent quatre-vingt neuf] 1989. Paris 2009, – hiszp.: Elogio del cuento polaco. [Wybór i przekł.:] S. Pitol, R. Mendoga. México 2012, – jap.: Poketto-no naka-no Tōō bungaku. Yokohama 2006, – niem.: Ich trage das Land. [Oprac.:] B. Newirth. Klagenfurt 1996; Trialog IV. Deutschland, Frankreich, Polen. [Red.:] B. Baumann [i in.]. Eggingen 1998; Landschaften und Luftinsel. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000; Neue Geschichten aus der Pollakey. [Oprac.:] B. Helbig-Mischewski, K.M. Załuski. [Red.:] J. Arlt. Jestetten 2000; Polnische Literatur und deutsch-polnische Literaturbeziehungen. [Oprac.:] M. Kneipp, M. Mack [przy współpracy:] K. Götz, R. Schliephacke. Berlin 2003; Mein Schlesien – meine Schlesier. Zugänge und Sichtweisen. Teil 2. [Oprac.:] M. Halub, M. Weber. Leipzig [2014], – ros.: Inostrannaâ literatura. [Wybór:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2006, – szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, –tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. Çağdaş Polonya edebiyatı antolojisi . [Red.:] N. Yüce. İstanbul 2014, – węgier.: Huszadik századi lengyel novellák. [Oprac.:] L. Pálfalvi. Budapest 2007, – wietn.: Ngày tình nhân cuối cùng : Truyện ngắn Ba Lan chọn lọc. Hồ Chí Minh 2012, – włos.: Cinque letterature oggi. [Oprac.:] A. Cosentino. Udine 2002.
Montaże teatralne: Szkic do spektaklu. Scenariusz i reż.: A. Stawiak. Wyst. Wałbrzych, T. Antrakt przy Wałbrzyskim Ośrodku Kultury 2003. – Olga Tokarczuk z Wałbrzycha. Wyst. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2011 [projekt złożony z adapt. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” pt. Gniew zob. poz. 18 oraz instalacji „Prowadź nas przez kości umarłych” Łukasza Chotkowskiego (na podstawie także: Anna In w grobowcach świata (poz. 16), Bieguni (poz. 17), Gra na wielu bębenkach (poz. 12) oraz tekstów E. Jelinek)].
Prace redakcyjne
1. Mały angielsko-polski słownik przysłów. Red. i oprac. O. Tokarczuk. [Wałbrzych:] Unus 1993, 180 s.
2. A. Samuels, B. Shorter, F. Plaut: Krytyczny słownik analizy Jungowskiej. Tłum.: W. Bobecki, L. Zielińska. [Red. i oprac. O. Tokarczuk].  Wałbrzych: Unus 1994, 242 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Autor o sobie: Jak powstały „Księgi Jakubowe”. „Książki. Mag. do Czytania” 2015 nr 3.
 	Wywiady: Najważniejsza jest opowieść. Rozm. K. Maliszewski. „Nowy Nurt” 1994 nr 16; Jest jakiś wyraźny wzór nad nami. Rozm. A. Kosińska. „Dekada Lit.” 1995 nr 3; Mogę przestać pisać. Rozm. K. Maliszewski. „Odra” 1996 nr 4; Nie tu i nie teraz. [Cz. 1]. Rozm.: P. Czapliński, P. Śliwiński. „Arkusz” 1996 nr 2, przedr. łącznie z cz. 2 pt. Chciałabym pilnować środka. Rozmowa z O. Tokarczuk. (Cz. 2) w: P. Czapliński, P. Śliwiński: Kontrapunkt. Pozn. 1999; Czas Olgi. Rozm. J. Sobolewska. „Życie” 1997 nr 241; Kwestia postrzegania. Rozm. A. Koss. „Kresy” 1997 nr 24; Nie ma mnie jednej. Rozm. J. Baran. „Sycyna” 1997 nr 24; Podziemne rzeki. Rozm. G. Łęcka. „Polityka” 1997 nr 4, przedr. w: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000; Robię porządki w rzeczywistości. Rozm. M. Cichy. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 231; Tyle zła w imię miłości… Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 1999 nr 249; Zmarszczki świata. Rozm.: J. Klejnocki, J. Sosnowski. „Polityka” 1999 nr 14; Źle się uczyłam historii. Rozm. W. Chmielewski. „Rzeczpospolita” 1999 nr 58; Tajemne porządki świata. Rozm. S. Bereś. „Odra” 2000 nr 7/8 [dot. gł.: Dom dzienny, dom nocny]; Wracaj do nas, jak tylko będziesz mogła. „Tytuł” 2000 nr 3; Kicz nie musi być słodki. Rozm. M. Michalska. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 220; Nigdy nie płakałam nad żadną postacią. W: S. Bereś: Historia literatury polskiej w rozmowach. XX-XXI wiek. Wwa 2002; „Nie wyobrażam sobie świata, w którym ludzie odmówią kontaktu z literaturą…” Rozm.: M. Wietrzyk, P. Urbaniak. „Pro Libris” 2003 nr 2; Preteksty do snucia opowieści. Rozm. I. Smolka. „Nowe Książ.” 2004 nr 8; Sztuka dobrego umierania. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2004 nr 208 [dot. gł.: Ostatnie historie]; „Moja książka jest celebracją śmierci”. Rozm. A. Wojciechowska. „Orbis Linguarum” 2005 vol. 29; Pisze się i idzie dalej. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 210 [dot.: Anna In w grobowcach świata]; Śpiew o zaginionej bogini. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2006 nr 235 [dot.: Anna In w grobowcach świata]; Bieguni. Rozm. K. Dunin. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 246 dod. „Wysokie Obcasy” nr 42; Chroń, Panie, opowiadanie. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Lampa” 2007 nr 9; Czuję się niewiarygodnie w świecie. Rozm. S. Bereś. „Dziennik” 2007 nr 233 [dot.: Bieguni]; Podróże stateczne i niestateczne. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 128; Jestem okiem i uchem. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 217 [dot.: Bieguni]; Własny pokój: Nike 2008. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 42; Błąd w oprogramowaniu świata. „Polityka” 2009 nr 45 [dot. m.in.: Prowadź swój pług przez kości umarłych]; Mamy obsesję hierarchiczności. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 233 [dot.: Prowadź swój pług przez kości umarłych]; Na barykadzie. Rozm. K. Janowska. „Zwierciadło” 2009 nr 12 [dot. pojęcia wolności]; Zbrodnia i astrolożka. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 45 dod. „Duży Format” nr z 19 XI [dot.: Prowadź swój pług przez kości umarłych]; Dziś wolno mi więcej. Rozm. N. Kuc. „Twój Styl” 2010 nr 5; Na kontrze. Rozm. I. Ostrowska. „Czas Kult.” 2010 [nr] 4 [dot. inscenizacji: Prowadź swój pług przez kości umarłych]; Niekończąca się podróż. W: M. Wilk: W biegu … książka podróżna. Rozmowy z pisarzami (i nie tylko). Kr. 2010.
 	Olga Tokarczuk i syndrom Waldka D. Rozm. W. Nowak. „Wysokie Obcasy Extra”2010 nr 2; Proszę o miejsce dla odmieńców. Rozm. M. Jędrysik. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 106; Rozmowa z O. Tokarczuk. Rozm. R. Kraszewska. „Znaj” 2010 nr 6; Świat ambon. Rozm. K.E. Wieliczko. „Krytyka Polit.” 2010 [nr] 20/21; Awantura o kury. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 15 [dot. stosunku ludzi do zwierząt w związku z wyd.: Moment niedźwiedzia]; Pejzaż horyzontalny. Rozm. R. Rient. „Zwierciadło” 2012 nr 3; Nigdy nie zgodzę się z tym, że w literaturze zostało opowiedziane „wszystko”... Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2013 nr 3; Historię trzeba opowiadać na nowo. Rozm. M. Nogaś. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 21 dod. „Conrad Festiwal” ” [dot. m.in.: Księgi Jakubowe]; Pisząc „Księgi Jakubowe”, na sześć lat przeniosłam się w XVIII wiek … „Nowa Tryb. Opolska” 2014 nr 298; Tęsknota za herezją. Rozm M. Sadowska. „Newsweek Polska” 2014 nr 43; Tokarczuk: Wrocław? Bliżej Monachium niż Berlina. Rozm. M. Piekarska. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 285 dod. „Wrocław”; Tropem herezji. Rozm. T. Stawiszyński. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 42 ” [dot.: Księgi Jakubowe]; Zmieniam się, więc jestem. Rozm. A. Jasińska. „Twój Styl” 2014 nr 12; Brakujące światy. Rozm. D. Foks. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 44; Ludzie, nie bójcie się! Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wyborcza” 2015 nr 237; Olga Tokarczuk: Idą ciężkie czasy. Rozm. M. Piekarska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 289; Przeniosłam się do XVIII wieku. Rozm. D. Nowicka. „Polska. Metropolia Warsz.” 2015 nr 8 dod. „Polska Café” [dot.: Księgi Jakubowe]; To nie jest kraj dla heretyków. Niesamowita i pouczająca odyseja Jakuba Franka. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 19 [dot.: Księgi Jakubowe]; Tokarczuk: To ja jestem patriotką. Rozm. M. Piekarska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 289 dod. „Wrocław”; Jedyny Żyd, który żył jak Pan. Z Olgą. Tokarczuk, P. Maciejką oraz z A. Pankiem rozm. M. Garlińska i M. Koryciński. „Fragile” 2016 nr 4; Literatura, czyli odwieczny fejsbuk. Rozm. J. Koźbiel. „Więź” 2016 nr 1; Połączyć wewnętrzne światy. Rozm. J. Koźbiel. W tejże: Słowo i sen. Pruszków 2016; Walka o przeszłość. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2016 nr 24; Diabelskie poczucie bezsilności. Rozm. A. Pawlicka. „Newsweek Polska” 2917 nr 9; W: O psach, kotach i aniołach. Rozm. J. Strzałka. Kr. 2017; Świat stał się brzydki. „Polityka” 2017 nr 31.
 	LP XX w. (M. Jentys).
 	Strona internetowa: http://tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl.

Ogólne

 	Światy Olgi Tokarczuk. Studia i szkice. Pod red. M. Rabizo-Birek, M. Pocałuń-Dydycz i A. Bieniasa. Rzeszów: Wydawn. URzesz.; Stow. Lit.-Artyst. „Fraza“ 2013, 380 s. [Zawartość: O. Tokarczuk: Palec w soli, czyli Krótka historia mojego czytania. – I. Syntezy: M. RABIZO-BIREK: Jeśli znajdziesz swoje miejsce będziesz nieśmiertelna; L. WICKOWSKA-MACIĄG: Pomiędzy metafizyką a codziennością. Bohaterki Olgi Tokarczuk jako Hestie (na podstawie powieści napisanych przed rokiem 2000); K. STARZYK: Kobiety w światach Olgi Tokarczuk; R. MAGRYŚ: Libido i kompleks Edypa w wybranych utworach Olgi Tokarczuk; I. WRÓBEL: Źródła i funkcje niezwykłości, fenomenów i kuriozów w powieściach. – II. Interpretacje: A. BIENAS: Z drugiej strony luster. Uwagi o debiucie poetyckim Olgi Tokarczuk; M. NALEPA: Demony, duchy i potworki, czyli kłopoty z dorastaniem; M. POCAŁUŃ-DYDYCZ: Dojrzewanie Erny i dziecięca pierwotność, czyli dwa obrazy kobiecości w „E.E.”; M. RABIZO-BIREK: Twórca i niszczyciel – czas w powieści Olgi Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”; K. MACIĄG: „Lalka” perłą jest!; M. RABIZO-BIREK: Pierwsze i drugie czytanie „Ostatnich historii”; M. DUL-KUŹNIAR: „Anna In w grobowcach świata” – Olgi Tokarczuk przepisywanie mitu; O. WERETIUK: Olgi Tokarczuk „przesunięcie znaczenia i uwagi z człowieka na to, co nie jest człowiekiem” w powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”; J. WOLSKI: „Obrazek jak z dziwacznej bajki”. Olga Tokarczuk w Szwajcarii. – III. W prawieku: M. NALEPA: Gra w światy Olgi Tokarczuk; S. BARAN: Labirynt jako doświadczenie inicjacyjne na podstawie powieści „Prawiek i inne czasy”; M. JARMUSZ: Imitacja magiczności w „Prawieku i innych czasach”; K. KRZYSZTOŃ: Metafora – sposób kształtowania świata przedstawionego w powieści „Prawiek i inne czasy”]. – IV. Zbiorowy portret Olgi Tokarczuk. (Zebrał, opracował, wstępem i biogramami opatrzył A. Bienias). – V. Teksty prozatorskie i poetyckie Olgi Tokarczuk, opublikowane przed debiutem powieściowym. (Wybór O. Tokarczuk, zebrał i spisał A. Bienias). – VI. Bibliografia rozproszonych tekstów Olgi Tokarczuk (teksty opublikowane w prasie, antologiach, wstępy do książek i katalogów). Oprac. A. Bienias].
 	M. JANACHOWSKA-BUDYCH: Gedächtnismedium Literatur. Zur Wirkung der Literatur in der Erinnerungskultur am Beispiel der Werke von Elfriede Jelinek und Olga Tokarczuk. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2014, 184 s. Jęz., Kult., Komunikacja, 14.
 	M. ŚWIERKOSZ: W przestrzeniach tradycji. Proza Izabeli Filipiak i Olgi Tokarczuk w sporach o literaturę, kanon i feminizm. Wwa : Wydawn. IBL PAN; Stow. Pro Cultura Litteraria 2014, 388 s. Lupa Obscura.
 	A. FRANASZEK: Oczy Olgi T. „NaGłos” 1995 nr 21, przedr. w tegoż: Była sobie raz krytyka. Katow. 2003.
 	E. KRASKOWSKA: Czas Olgi. „Arkusz” 1996 nr 12.
 	D. MATERSKA, E. POPIOŁEK: Czas Tokorczuk. „Wiad. Kult.” 1996 nr 26.
 	M. NALEPA: Demony, duchy i potworki, czyli kłopoty z dorastaniem. „Fraza” 1996 nr 13, przedr. w: Światy Olgi Tokarczuk. Rzeszów 2013.
 	S. SARNICKA: „Naprawdę istnieją tylko osoby”. (O powieściach O. Tokarczuk). „Warsztaty Polonist.” 1996 nr 2.
 	R. GRUPIŃSKI, I. KIEC: Stworzyć i opisać świat. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	J. SOSNOWSKI: Budzik dla duszy. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 235.
 	A. TOCZYSKI: Cogito. „Świat Psychoanalizy” 1997 nr 1/2.
 	J-M. De Montremy. „Magazine Litteraire”, Yvelines 1998 nr 367.
 	B. KANIEWSKA: O niewyrażalności doświadczenia dzieciństwa w młodej prozie. W: Literatura wobec niewyrażalnego. Wwa 1998 [dot. m.in. O. Tokarczuk].
 	B. WOJEWODA: Obrazy Boga w prozie O. Tokarczuk. „Kresy” 1998 nr 1.
 	B. HELBIG-MISCHEWSKI: Weibliche Subjektlosigkeit in der modernen polnischen Frauenprosa von Izabela Filipiak und Olga Tokarczuk. „Zeitschrift für Slawistik”, Potsdam 1999 nr 2.
 	J. ŁUKOSZ: Ziemia Olgi. „Twórczość” 1999 nr 11, przedr. w tegoż: Imperia i prowincje. Wr. 2000.
 	M. RABIZO-BIREK: „Jeśli znajdziesz swoje miejsce, będziesz nieśmiertelna”. „Fraza” 1999 nr 2/3, przedr. w: Światy Olgi Tokarczuk. Rzeszów 2013.
 	M. WOLNY: Dom Olgi. „Polityka” 1999 nr 44.
 	H. ZAWORSKA: Olga i Manuela. „Wprost” 1999 nr 8 [dot. też M. Gretkowskiej].
 	M. BIEŃKOWSKA: [E.T.A.] Hoffmann – Schulz – Tokarczuk – estetyczne powinowactwa. „Kresy” 2000 nr 1.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Olga Tokarczuk. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, I. Kaluta. [Przeł.] A. Volk. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 23 s. [zawiera także fragm. prozy O. Tokarczuk i recenzji jej utworów].
 	K. CHMIELEWSKA: Realizm magiczny po polsku albo popyt na odwieczną mądrość. „Bez Dogmatu” 2001 nr 47.
 	E. PORĘBA: Bezdomność a zakorzenienie w prozie Olga Tokarczuk. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001.
 	M. ORSKI: Mitopoetyka bytu. „Odra” 2002 nr 6.
 	K. UNIŁOWSKI: Cała prawda o „prozie środka”. Cz. 2-3. „FA-art” 2002 nr 4, 2003 nr 1/2, przedr. zmien. pt. „Proza środka”, czyli stereotyp literatury nowoczesnej w tegoż: Granice nowoczesności. Katow. 2006.
 	L. WICKOWSKA-MACIĄG: Między apoteozą a mizoginizmem. O kreacjach postaci kobiecych w twórczości O. Tokarczuk. „Fraza” 2002 nr 1/2.
 	M. ŻARCZYŃSKA: Technika symultaniczna w prozie O. Tokarczuk. W: Literackie strategie lat dziewięćdziesiątych. Olsztyn 2002.
 	O. FLISZEWSKA: W kręgu mitu. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2003 [z.] 6.
 	M. ORSKI: Życie snem O. Tokarczuk. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	A. REJTER: Świat przyrody w prozie O. Tokarczuk. Stereotyp – reinterpretacja – kreacja. „Jęz. Artyst.” 2003 t. 12.
 	D. UTRACKA: Chronotopia uznakowiona a metafizyka rzeczy. Wokół prozy O. Tokarczuk. „Pr. Nauk. WSP w Częst. Filol. Pol. Hist. i Teoria Lit.” 2003 z. 9.
 	A. ZAWADA: Lornetka Olgi Tokarczuk. „Pomsty” 2003 [t.] 8.
 	J. ZGRZYWA: Zabawy językowe Olgi Tokarczuk. „Stud. Językozn.” 2003 t. 2.
 	K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	E. DUTKA: „Przykładam ucho do mebli...” - zaproszenie do lektury opowiadań Pawła Huellego i Olgi Tokarczuk na „godzinach polskiego” w liceum. „Z Teorii i Praktyki Dydak. Jęz. Pol.” 2004 t. 17.
 	K. MAJBRODA: W kręgu codzienności, mitu, magii – wątki antropologiczne w prozie Olgi Tokarczuk. „Zesz. Etnologii Wroc.” 2004 nr 1.
 	M. SZULC PACKALI: The Polish mother figure on trial : some preliminary thoughts on selected works by Natasha Goerke and Olga Tokarczuk. W: The new woman and the aesthetic opening. Unlocking gender in twentieth-century texts. Stockholm 2004.
 	L. WICKOWSKA-MACIĄG: Dom codzienny – dom podzielony, czyli rodzina zdezintegrowana w powieściach Olgi Tokarczuk. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Dydaktyka” 2004 z. 3.
 	M. ŻARCZYŃSKA: Problematyka tożsamości w powieściach Olgi Tokarczuk. W: Swojskość i obcość. Olsztyn 2004.
 	J. BRACH-CZAINA: Gender w twórczości Olgi Tokarczuk i Tamary Bołdak-Janowskiej. „Pogranicza” 2005 nr 2.
 	O. FLISZEWSKA: Przestrzeń w twórczości Olgi Tokarczuk. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2005 [z.] 7 t. 1.
 	M. LAURENT: De la „Clef” de Tadeusz Konwicki à la „Maison” d’ Olga Tokarczuk ou la nécessaire mais difficile transgression des interdits. „Orbis Linguarum” 2005 vol. 28.
 	R. WÓJS: Niemcy, starość, śmierć. Mityzacja przestrzeni dolnośląskiej w prozie Olgi Tokarczuk. „Orbis Linguarum” 2005 vol. 29.
 	A. NĘCKA: Granice przyzwoitości. Katow. 2006, passim.
 	Z. BIDAKOWSKI: Ich Troje. Polska literatura rozpoznana aż nadto. „Rzeczpospolita” 2007 nr 234 [dot. także S. Chwina i P. Huellego].
 	N. BROWARNY: Mieszczańska ikonosfera w powieściach Stefana Chwina, Pawła Huellego i Olgi Tokarczuk. W: Polska proza i poezja po 1998 roku wobec tradycji. Tor. 2007, przedr. pt. Powieść z mieszczańskimi tradycjami. („E.E.” Olgi Tokarczuk, „Ester” Stefana Chwina, „Castorp” Pawła Huellego). W tegoż: Fikcja i wspólnota. Wr. 2008.
 	M. JENTYS: Argonautka: trzy pierwsze podróże. „Wyspa” 2007 nr 2.
 	J. KONIECKO: Czas aniołów Olgi Tokarczuk i Gabriela Garcii Marqueza. „Topos” 2007 nr 3.
 	S. BARAN: Literackie światy OlgiTokarczuk. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Historia Lit.” 2008 z. 3.
 	K. DUNIN: Pisarka. „Odra” 2008 nr 5.
 	E. POŁCZYŃSKA: Tworzyć „kształt” – o serii Olgi Tokarczuk; Wędrówka po uniwersum i „kłączu” jako sposób na wtajemniczenie według Olgi Tokarczuk; Światy kreowane w serii Olgi Tokarczuk. W tejże: Topos labiryntu w dwudziestowiecznych narracjach seryjnych. Tor. 2008.
 	M. ŚWIERKOSZ: Doświadczenie historii a pamięć ciała w prozie Olgi Tokarczuk. „FA-art” 2008 nr 4.
 	O. WILCZYŃSKA: Metafizyka śmierci w prozie Olgi Tokarczuk. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2008 [z.] 11.
 	P. ZACHAREWICZ: Olgi Tokarczuk. Literatura neognozy. W tegoż: W stronę nowego paradygmatu. Tor. 2008.
 	W. BALUS: Do granic. Olga Tokarczuk i Władysław Strzemiński. „Teksty Drugie” 2009 nr 3 .
 	M. JENTYS: Księga podróży. O Oldze Tokarczuk. W tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
 	M. PŁACZEK: „Morderstwo w pełnym majestacie”. O figurze martwej kobiety w prozie pisarek polskich tworzących po 1989 roku. „Fraza” 2009 nr 3/4.
 	O. WILCZYŃSKA: Metafizyka miłości w prozie narracyjnej. „Zesz. Nauk. Państw. Wyż. Szk. Zawodowej we Włocławku. Rozpr. Hum.” 2009 t. 11.
 	W. GORBACZEWSKA: Obrazki z życia ... czyli wschodniosłowiańskie rozmyślania nad prozą. Tłum. G. Michałowski. „Podlaski Kwart. Kult.” 2011 nr 4.
 	B. KLIŚ: Polifonia, czyli wielogłosowość tekstu literackiego w wybranych tekstach prozatorskich Olgi Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka . „LingVaria” 2011 nr 2.
 	A. BROCKMANN: Literatur als Heterotopie. Spatial turn in den Romanen von Olga Tokarczuk. W: Kulturelle Grenzgänge. Festschrift für Christa Ebert zum 65. Geburtstag. Berlin 2012.
 	A. KŁOS: Śmiertelni nieśmiertelni, nieśmiertelni śmiertelni. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012.
 	A. NĘCKA: „Iść, ciągle iść w stronę słońca”. W pułapce metazdjęć Olgi Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka. „artPAPIER” 2011 nr 15/16, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Notatki o prozie polskiej XXI wieku. Mikołów 2012.
 	D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011, passim.
 	P. PRACHNIO: Proza Olgi Tokarczuk w perspektywie latynoamerykańskiego realizmu magicznego. „Not. Multimedialny” 2012 [nr] 1/2.
 	K.E. WIELICZKO: Ludzie bez właściwości. Przygody z tożsamością w powieściach Olgi Tokarczuk. „Akcent” 2012 nr 1.
 	Zbiorowy portret Olgi Tokarczuk. Wstęp, zebrał i oprac.: A. Bienias. „Fraza” 2012 nr 4 [tu: K. KOFTA: Brand dla Olgi Tokarczuk; S. DŁUSKI: Duchowe centrum, czyli kilka uwag osobistych o opowiadaniu Olgi Tokarczuk; J. JARZĘBSKI: Namiocik bieguna; A. BAGŁAJEWSKI: Czas pociągu; K. JANUSZEWSKA: Gdzie jesteś Olgo?; A. BOLECKA: Powieści – traktaty; W. FELSKI: O religijności w prozie Olgi Tokarczuk słów kilka; M. LACHMAN: Paradoksy wizerunku].
 	M. CUBER: Żydowskie sekrety. Mitologie żydowskie w prozie Olgi Tokarczuk. W tejże: Metonimie Zagłady. Katow. 2013.
 	D. DOBROWOLSKA: Postmodernistyczna powieść historyczna. (Powieści: O. Tokarczuk, M. Tulli, E. Rylskiego). W tejże: My o przeszłości, przeszłość o nas. Tor. 2013.
 	K. DUNIN: Czy Olga Tokarczuk jest pisarką polityczną? W: Obraz literatury w komunikacji społecznej po roku ’89. Wwa 2013.
 	S. IWASIÓW: Celem mojej pielgrzymki jest zawsze inny pielgrzym... Podróż w prozie Olgi Tokarczuk. „Fraza” 2013 nr 3.
 	B. KARWOWSKA: Druga płeć na wygnaniu. Doświadczenie migracyjne w opowieściach powojennych pisarek polskich. Kr. 2013, passim.
 	T. MIZERKIEWICZ: Nowe formy obecności mitu w polskiej prozie. Mityczne anagramy Tokarczuk.. W tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	U.E. EIGLER: Heimat, space, narrative. Toward a transnational approach to flight and expulsion. Rochester, New York 2014, passim? – M. GRIGOROVA: Očite na slovoto. „Polonistični studii”, Veliko T”rnovo 2014 [dot. m.in. O. Tokarczuk].
 	D. GRUNTKOWSKA: Romantyczna wizja kobiecości w prozie Olgi Tokarczuk. W: Romantyzm użytkowy. Długie trwanie romantyzmu w kulturze polskiej. Szczec. 2014.
 	W. OWCZARSKI: Ironiczne sny Olgi Tokarczuk. „Odra” 2014 nr 2.
 	M. RABIZO-BIREK: Odkrywanie miejsc niemieckich w prozie Olgi Tokarczuk i Karola Maliszewskiego. W: Opcja niemiecka. Kr. 2014.
 	K. KANTNER: Kim jest autor? Literatura jako gra i wróżba. (Koncepcje autorstwa Olgi Tokarczuk). „Tekstualia” 2015 nr 3.
 	A. OKU, M. NISHI, M. NUMANO: Tōō-no sōzōryoku : Gendai tōō bungaku Gaido. Kyōto 2016 [dot. m.in. O. Tokarczuk]..
 	J. PACYNIAK: Recepcja twórczości Jenny Erpenbeck w Polsce i w krajach niemieckojęzycznych. „Transfer” 2016 t. 1 [dot. m.in. O. Tokarczuk].
 	A. REJTER: Literatura wobec dyskursu posthumanizmu. Na przykładzie prozy Olgi Tokarczuk. „Jęz. Artyst.” 2017 t. 16.

Podróż Ludzi Księgi

 	M. LENGREN: Dyskretny smak wątpliwości. „Twórczość” 1994 nr 7.
 	T. MAJERAN: Umysł nierozpoznany. „Czas Kult.” 1994 nr 1.
 	R. SIOMA. „Nowe Książ.” 1994 nr 12.
 	J. SOSNOWSKI: Trzy powody wyruszenia w tę podróż. Ludzie książki, gódźcie się z kulturą masową! „Gaz. Wybor.” 1994 nr 137 dod. „Gaz. o Książ.” nr 6.
 	M. ORSKI: O księdze i książkach. „Prz. Powsz.” 1995 nr 3.
 	J. SZAKET: Księga pamiątkowa. „FA-art” 1995 nr 2.
 	S. BUGAJSKA: Opis i zmyślenie. „Wiad. Kult.” 1997 nr 6 [dot. też: Prawiek i inne czasy].
 	M. WOŹNIAKIEWICZ-DZIADOSZ: Pismo – świat. O powieści inicjacyjnej O. Tokarczuk. „Podróż Ludzi Księgi”. W: W poszukiwaniu nowego kanonu. Goleszów 2003.
 	K. CYMANOW-SOSIN: „Podróż Ludzi Księgi” O. Tokarczuk jako artystyczne motto debiutantki. „Ann. Acad. Pedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2007 [nr] 7.
 	M. GRIGOROVA: Legenda - obraz – apokryf. Przesłania Paola Ucella w utworach Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Olgi Tokarczuk. „Świat i Sł.” 2011 nr 1.
 	E. SHARAPOVA: Magičeskij realizm v romanah Ol'gi Tokarčuk : "Pravek i drugie vremena", "Put' Lûdej Knigi", "Dom dnevnoj, dom nočnoj". „Acta Humana” 2015 nr 6.

E.E.

 	W. BONOWICZ, A. WIEDEMANN: Ja z jednej strony i z drugiej strony Erny Eltzner. „Nowy Nurt”1995 nr 23.
 	G. BORKOWSKA: Erna i duchy. „Kresy” 1995 nr 23.
 	S. BUGAJSKA: Najważniejsze są osoby. „Wiad. Kult.” 1995 nr 48.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Pejzaż z Olgą i Manuelą. „Życie Warsz.” 1995 nr 214 [dot. też: M. Gretkowska: My zdies emigranty].
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Dorastanie Erny. „Polityka” 1995 nr 24.
 	J. JARZĘBSKI: Olga Tokarczuk. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 40, przedr. w tegoż: Apetyt na Przemianę. Kr. 1997.
 	J. KLEJNOCKI: Pocztówki z Atlantydy. „Życie Warsz.” 1995 nr 81 dod. „Ex Libris”.
 	J. SOSNOWSKI: Panna E.E. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 8 dod. „Gaz. o Książ.”, polem.: K. DUNIN: Kogutek czy kurka. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 83.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Duch powieści. „Res Publica Nowa” 1995 nr 12.
 	K. UNIŁOWSKI: Lekka, łatwa i przyjemna. „FA-art” 1995 nr 3, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
 	Z. BAUER: Zapomniany język przeczuć. „Nowe Książ.” 1996 nr 3.
 	A. CZACHOWSKA: „Piekło krwawe”. „Twórczość” 1996 nr 1.
 	G. KOCIUBA: Dyskretny urok spirytyzmu. „Akcent” 1996 nr 3.
 	E. KRASKOWSKA: W świetle pokwitających dziewcząt. „Arkusz” 1996 nr 4 [dot. m.in.: E.E.].
 	T. MIZERKIEWICZ: E.E. Kwadrans. „Arkusz” 1996 nr 2.
 	M. ORSKI: „Wywoływanie” ludzi. „Prz. Powsz.” 1996 nr 3.
 	M. RATAJCZAK: Klucze do nas samych. „Odra” 1996 nr 2.
 	L. SZARUGA: Problemy tożsamości. „Sycyna” 1996 nr 5.
 	R.A. ZIEMKIEWICZ: Chwila z medium. „Nowa Fantastyka” 1996 nr 5.
 	M. BAKKE: Kobieta jako źródło niesamowitego. Uwagi na marginesie „E.E.” Olgi Tokarczuk i „Wampira” Władysława Reymonta. W: Codzienne, przedmiotowe, cielesne. Izabelin 2002.
 	K. KANTNER: Podmiotowość „mediumiczna”. „E.E.” Olgi Tokarczuk jako powieść psychologiczna. „Ruch Lit.” 2015 z. 1.

Prawiek i inne czasy

 	D. LÜTVOGT: Raum und Zeit in Olga Tokarczuks Roman „Prawiek i inne czasy” („Ur- und andere Zeiten”). Frankfurt am Main: Peter Lang 2004, 484 s. Studien zur Deutschen und Europäischen Literatur des 19. und 20. Jahrhunderts.
 	W. BROWARNY: Powieściowe transgresje O. Tokarczuk. „Arkusz” 1996 nr 12.
 	M. CIEŃSKI: Powieść ze środka wszechświata. „Odra” 1996 nr 11.
 	P. CZAPLIŃSKI: Milknąca saga; O. DUNIN: Świat, dom, oś. „Życie Warsz.” 1996 nr 132.
 	M. JENTYS: Osiem światów. „Twórczość” 1996 nr 10, przedr. w tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	J. MARKIEWICZ: Stara orkiestra, nowe instrumenty. „Rzeczpospolita” 1996 nr 150.
 	M. NALEPA: Gra w światy O. Tokarczuk. „Fraza” 1996 nr 14.
 	D. NOWACKI: Satysfakcja i satys-fuckcja. „FA-art” 1996 nr 3, przedr. w szkicu pt. Próba rynku w tegoż: Zawód czytelnik. Wwa 1999.
 	M. ORSKI: Realizm mitologiczny. „Nowe Książ.” 1996 nr 8.
 	A. OSTOWICZ: Danie z kuchni Marqueza. „Topos” 1996 nr 4.
 	J. STRĘKOWSKI: Młynki boże. „Mag. Lit.” 1996 nr 3/4.
 	A. TATARKIEWICZ: Niebieska i Boska. Co krytycy przeoczyli pisząc o Oldze Tokarczuk. „Polityka” 1996 nr 28.
 	M. ZAPĘDOWSKA: Cały rozbity świat. „Czas Kult.” 1996 nr 4.
 	S. BUGAJSKA: Opis i zmyślenie. „Wiad. Kult.” 1997 nr 6 [dot. też: Podróż Ludzi Księgi].
 	A. KOSS: Żywot człowieka poczciwego. Epilog? „Kresy” 1997 nr 1.
 	B. WOJEWODA: Ucieczka z labiryntu. „Śląsk” 1997 nr 5.
 	M. WOŁK: Osiemdziesiąt lat samotności. „Prz. Artyst.-Lit.” 1997 nr 4.
 	Z. ZIĄTEK: Prawiek: miejsce i czas. „Regiony” 1997 nr 3, przedr. w szkicu pt. Od dokumentów czasu do literatury miejsca. (Zbigniew Kruszyński i Olga Tokarczuk) w tegoż: Wiek dokumentu. Wwa 1999 [dot. też: Z. Kruszyński: Szkice historyczne].
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Opowieści ze środka wszechświata. „Res Publica Nowa” 1998 nr 1 [dot. też: W. Myśliwski: Widnokrąg].
 	M. HANCZAKOWSKI: Wiecie choć, gdzie Prawiek leży. „Arcana” 1998 nr 3.
 	E. KULA: Tę wałbrzyską pisarkę czyta się z lubością. „Warsztaty Polonist.” 1998 nr 4.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Młynek do kawy i inne modele kosmosu. „Polonistyka” 1998 nr 2, przedr. w tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Dlaczego ona? O powieści O. Tokarczuk „Prawiek i inne czasy”. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	J. KOWALSKA: „Prawiek” i „Widnokrąg” [W. Myśliwskiego]: apetyty na mit. „Dialog” 2000 nr 10.
 	P. MARCISZUK: „Prawiek i inne czasy” O. Tokarczuk. W: Rytmy prozy, czyli jak czytać polską prozę współczesną. Wwa 2000.
 	J. MAZUR-FEDAK: Mity i schematy wyobraźni. O powieści O. Tokarczuk „Prawiek i inne czasy”. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001.
 	T. MIZERKIEWICZ: Próba całości – „Prawiek i inne czasy” O. Tokarczuk; Wariacje czasowe – „Prawiek i inne czasy” raz jeszcze. W tegoż: Stylizacje mityczne w prozie polskiej po 1968 r. Pozn. 2001.
 	E. POŁCZYŃSKA: Mityczno-indywidualna podróż O. Tokarczuk.
 	„Prawiek i inne czasy”. W: W poszukiwaniu nowego kanonu. Goleszów 2003.
 	M. JENTYS: Światy O. Tokarczuk. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	B. KANIEWSKA, A. LEGEŻYŃSKA, P. ŚLIWIŃSKI: W świecie mitycznego porządku. „Prawiek i inne czasy” O. Tokarczuk. W tychże: Literatura polska XX wieku. Pozn. 2005.
 	M. DREV: Svetlobno senčnata panorama: O. Tokarczuk, Pravek in drugi časi ... „Delo”, Ljubljana 2006 nr z 29 XI. – D. ADAMOWICZ: „Stwarzanie światów! Nie ma nic prostszego!”. „Orbis Linguarum” 2007 vol. 31.
 	J. KLEJNOCKI: W środku mitu. „Polityka” 2008 nr 43.
 	B. CISOWSKA: Magiczny realizm Prawieku. „Pr. Nauk. Akad. im. J. Długosza w Częst. Filol. Pol. Hist. i Teoria Lit.” 2009 z. 11.
 	V. PAROBEK. „World Literature Today”, Norman, OK 2010 nr 5.
 	M. KAY. „The Polish Review”, New York, NY 2011 nr 3.
 	B. CISOWSKA: Kreacjonistyczne obrazy rzeczywistości w prozie Olgi Tokarczuk : („Prawiek i inne czasy”). „Świat i Sł.” 2011 nr 1.
 	M. PIWIŃSKA, K. BUSZKOWSKA, O. ZAKOLSKA, A. DOKTÓR: Echa i tęsknoty romantyczne w polskiej kulturze współczesnej: „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka, „Prawiek” Olgi Tokarczuk oraz „Świteź” Kamila Polaka w poetyce „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza. „Pam. Lit.” 2016 z. 4.

Szafa

 	M. CIEŚLIK: Cały świat w szafie. „Polityka” 1998 nr 18.
 	A. CZACHOWSKA: Własne światy. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 9.
 	P. CZAPLIŃSKI: Innego przełomu nie będzie. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 64.
 	M. JENTYS: Trzy opowiastki filozoficzne. „Sycyna” 1998 nr 14.
 	J. KLEJNOCKI: Deus ex armari. „FA-art” 1998 nr 1/2.
 	B. NOWICKI: Wobec tajemnicy trwania. „Opcje” 1998 nr 2.
 	R. POCZEKAJ: Kreator Mundi. „Czas Kult.” 1998 nr 3.
 	M. RABIZO-BIREK: Komputer, numery i stara szafa. „Twórczość” 1998 nr 7.
 	M. ZAREMBA: Ślad po śladzie. „Mag. Lit.” 1998 nr 1.
 	D. NOWACKI: Próba rynku. W tegoż: Zawód: czytelnik. Wwa 1999 [dot. też: Dom dzienny, dom nocny].
 	E. DUTKA: Przykładam ucho do mebli..." - zaproszenie do lektury opowiadań Pawła Huellego i Olgi Tokarczuk na „godzinach polskiego” w liceum. „Z Teorii i Praktyki Dydak. Jęz. Pol.” 2004.
 	A. FRANKE: Z głębi Szafy. „Śląsk” 2006 nr 3.
 	J. BURSEY. „Review of Contemporary Fiction”, Champaign, IL 2010 nr 2.
 	W. SCOTT. „Booklist”, Chicago, IL 2010 nr 16.
 	K. MAJDZIK: Oblicza melancholii : „Szafa” Olgi Tokarczuk i jej chorwacki przekład . „Przekłady Lit. Słow.” 2012 t. 3 cz. 1.
 	D. DOBROWOLSKA: Mityzacje Olgi Tokarczuk. Symbolika rzeczy w świecie konsumpcji w opowiadaniu „Numery” z tomu „Szafa”. W tejże: My o przeszłości, przeszłość o nas. Tor. 2013.
 	B. CISOWSKA: Kreacjonistyczne obrazy rzeczywistości w prozie Olgi Tokarczuk. („Prawiek i inne czasy”). „Świat i Sł.” 2011 nr 1.
 	E.V. WAMPUSZYC: Magical Realism in Olga Tokarczuk's „Primeval and Other Times” and „House of Day, House of Night”. „East European Politics and Societies” 2014 nr 2 .

Dom dzienny, dom nocny

 	M. KUBAT: Olga Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. Analiza książki „Dom dzienny, dom nocny” Olga Tokarczuk [!] na podstawie problematyki granicy. Zürich 2009, 198 s. Universität Zürich.
 	M. CIEŚLIK: Dom snów. „Polityka” 1998 nr 49.
 	J. KLEJNOCKI: Mój sen jest moim domem. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 264.
 	K. MALISZEWSKI: Święta Księga Sudetów. „Pomosty” 1997/98 [t.] 2/3.
 	A. CZACHOWSKA: Mieszanie światów. „Res Publica Nowa” 1999 nr 4.
 	P. CZAPLIŃSKI: Śmierć zamieszkana. „Dom dzienny, dom nocny” O. Tokarczuk. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 8, w tegoż: Mikrologi ze śmiercią. Pozn. 2001.
 	G. EBERHARDT: Dom na rzece. „Tyg. Solid.” 1999 nr 29.
 	H. GOSK: Fragment i całość. „Nowe Książ.” 1999 nr 2.
 	A. JARECKI: Opowieści noworudzkie. „Studium” 1999 nr 1/2.
 	K. JASTREMSKI. „World Literature Today”, Norman, OK 1999 nr 3.
 	J. KORKOZOWICZ: Dom w chmurach. „Głos Naucz.” 1999 nr 29.
 	J. KOŹBIEL: Księga przemian bolesnych. „Sycyna” 1999 nr 3/4.
 	M. LENGREN: Książka – dom. „Twórczość” 1999 nr 11.
 	K. MASŁOŃ: Ukryte sygnały historii. „Rzeczpospolita” 1999 nr 43.
 	D. NOWACKI: Jest o czym mówić. „FA-art” 1999 nr 1, przedr. w szkicu pt. Próba rynku w tegoż: Zawód: czytelnik. Wwa 1999 [dot. też: Prawiek i inne czasy].
 	J. ORSKA: Kosmologia Kotliny Kłodzkiej. „Odra” 1999 nr 6.
 	M. ORSKI: O prozie O. Tokarczuk. „Prz. Powsz.” 1999 nr 11.
 	J. SZAKET: Tort dla szlifierzy. „Dekada Lit.” 1999 nr 4.
 	J. SZUREK: Stan idealnej kontemplacji świata w „Domu dziennym, domu nocnym”. „Warsztaty Polonist.” 1999 [nr] 4.
 	M. ZALESKI: Dom literatury. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 11.
 	J. PODSIADŁO: Dlaczego naród czyta „Domy” O. Tokarczuk. „Res Publica Nowa” 2000 nr 12.
 	J. POŁTYN: Prywatne światy gnostyczne. „Fraza” 2000 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: Twórca i niszczyciel: czas w powieści O. Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. „Topos” 2000 nr 3/4, przedr. w: Światy Olgi Tokarczuk. Rzeszów 2013.
 	B. ŚWIDERSKI: Jasnowidz i czarnowidz. „Res Publica Nowa” 2000 nr 1/2.
 	U. CHOWANIEC: W poszukiwaniu „kobiecego świata”. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001 [dot. też: I. Filipiak: Niebieska menażeria].
 	M. DAMPZ: Trunkowy outsider i mistyk (czyli Marek Marek O. Tokarczuk). „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 2001 nr 3.
 	A. BROWNJOHN: Silesian fantasies. „TLS”, Londyn 2002 nr 5190.
 	H. GOSK: Postać literacka wobec wymiaru codzienności. W tejże: Bohater swoich czasów. Izabelin 2002 [dot. m.in. O. Tokarczuk].
 	S. SKOWRON: Między baśnią, fantastyką a snem. „Gaz. Noworudzka” 2002 nr 282, przedr. w tejże: Piękno i myśl w najnowszej sztuce słowa, linii i barwy. (Recenzje, analizy, interpretacje). Nowa Ruda 2009.
 	Z. KRZYWICKA: W młodopolskich zakamarkach „Domu dziennego, domu nocnego”. W: Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. Wwa 2003.
 	J. CISARANO. „Carolina Quarterly”, Chapel Hill, NC 2004 nr 2/3.
 	E. HRYNIEWICZ-YARBROUGH. „Missouri Review”, Columbia, MO 2004 nr 1.
 	T. NAZARENKO. „Slavic &amp;amp; East European Journal”, Tucson, AZ 2004 nr 2.
 	E. SZYBOWICZ: Dom senny. „Kresy” 2004 nr 4.
 	A. JANIKOWSKA: Szczelinami o domowej pracy. „Kresy” 2005 nr 1/2 [dot. też: J. Brach-Czaina: Szczeliny istnienia].
 	A. FIJAŁKOWSKA: Trzy poziomy oniryzmu w powieści O. Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. „Dyskurs” 2007 z. 3.
 	J. SEMPRUCH: Patriarchy in post-1989 Poland and Tokarczuk’s „Dom dzienny, dom nocny” („The Day House, the Night House”). „CLCWeb: Comparative Literature &amp;amp; Culture: A WWWeb Journal”, West Lafayette, IN 2008 nr 3.
 	E. SZYBOWICZ: Skandalista Jezus Chrystus. W tejże: Apokryfy w polskiej prozie współczesnej. Pozn. 2008.
 	U. PALECZEK: O. Tokarczuk's House of day, house of night: gendered in feminist translation. „Canadian Slavonic Papers”, Ottawa 2010 nr 1.
 	K. UNIŁOWSKI: Proza jako pedagogika społeczna. (Przypadek „Domu dziennego, domu nocnego” O. Tokarczuk). W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2010.
 	J. HUTCHENS: Transgressions: palimpsest and the destruction of gender and national identity in Tokarczuk's "Dom dzienny, dom nocny". W: The effect of palimpsest : culture, literature, history. Frankfurt am Main; New York 2011.
 	K. UKLEJA: Poszukiwanie tożsamości w „Domu dziennym, domu nocnym” Olgi Tokarczuk. “Ann. Univ. Paedagogicae Cracoviensis. Studia de Arte et Educatione“ 2012 [nr] 7.
 	U. JEKUTSCH: Heiligenkult - Roman – Theaterstück. Zur Übertragung des Kults der hl. Kümmernis in die neue polnische Literatur. „Rocz. Komparatystyczny” 2014.
 	K. UKLEJA: Poszukiwanie tożsamości w „Domu dziennym, domu nocnym” Olgi Tokarczuk. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia de Arte et Educatione” 2012 [nr] 7.
 	E.V. WAMPUSZYC: Magical Realism in Olga Tokarczuk's „Primeval and Other Times” and „House of Day, House of Night”. „East European Politics and Societies” 2014 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Opowieści wigilijne

 	M. MIZURO: Karp z proszku. „FA-art” 2000 nr 3/4.

Gra na wielu bębenkach

 	K. PUFAL: Świat przedstawiony w opowiadaniach Olgi Tokarczuk „Gra na wielu bębenkach”. Złotów : Wydawn. i Szkolenia Przemysław Pufal 2011, 146 s
 	A. GŁOWACKA: Wielość w jedności. „Opcje” 2002 nr 2.
 	J. KLEJNOCKI: Na pewno jest szczęście. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 27.
 	J. KORKOZOWICZ: Na wielu instrumentach. „Głos. Naucz.” 2002 nr 30.
 	K. KRALKOWSKA-GĄTKOWSKA: Blask „międzybytu”. „Śląsk” 2002 nr 12.
 	K. MALISZEWSKI: Bębnienie na pobudkę. „Res Publica Nowa” 2002 nr 4.
 	K. MASŁOŃ: Rośniemy jak nocne rośliny. „Rzeczpospolita” 2002 nr 4.
 	T. MIZERKIEWICZ: Mała sudecka muzyka. „Arkusz” 2002 nr 6.
 	D. NOWACKI: Symfonia na bębenki. „Polityka” 2002 nr 5.
 	R. OSTASZEWSKI: Więcej mięsa. „FA-art” 2002 nr 1.
 	M. RABIZO-BIREK: Pięknie gra. „Twórczość” 2002 nr 9.
 	U. ŚMIETANA: Gry, rytmy i role. „Czas Kult.” 2002 nr 2.
 	M. WITKOWSKI: Przy pałeczkach O. Tokarczuk. „Nowe Książ.” 2002 nr 2.
 	E. ZAMORSKA-PRZYŁUSKA: Słownik, tematów, wątków i powtórzeń. (O. Tokarczuk – „Gra na wielu bębenkach”). „Studium” 2002 nr 2.
 	E. DUTKA: Od „Sądu ostatecznego” Memlinga do „Próby generalnej” Tokarczuk, czyli o Apokalipsie i apokalipsach na lekcjach w liceum. „Nowa Polszczyzna” 2003 nr 2.
 	M. RABIZO-BIREK: Sztuka czy życie? Dylematy „Podobrazia” i „Pigmentu” Grzegorza Strumyka oraz „Gry na wielu bębenkach” O. Tokarczuk. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003.
 	A. SZCZEBLEWSKA: Rytm bębenków. „Topos” 2003 nr 1/3.
 	P. URBANIAK. „Pro Libris” 2003 nr 2.
 	P. CZAPLIŃSKI: Zdradliwy realizm. W tegoż: Efekt bierności. Kr. 2004.
 	P. KIERZEK: Tokarczuk „gra na wielu bębenkach”. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2006 [z.] 8.

Lalka i perła

 	S. BORTNOWSKI. „Polonistyka” 2001 nr 10.
 	M. CUBER: Przez „Lalkę” do perły. „FA-art” 2001 nr 4.
 	H. GOSK: Ponadczasowa przyjemność poszukiwania sensu. „Nowe Książ.” 2001 nr 9.
 	A. TATARKIEWICZ: Czy Wokulski ocalił duszę? „Rzeczpospolita” 2001 nr 154.
 	T. WROCZYŃSKI: Radość czytania. „Biul. Inf. Bibl. Nar.” 2001 [nr] 2.
 	G. BORKOWSKA: Zwierciadło „Lalki”. „Res Publica Nowa” 2002 nr 1.
 	K. KRALKOWSKA-GĄTKOWSKA: Prus mistyczny. „Śląsk” 2002 nr 5.
 	E. PACZOSKA: Czekając na perłę. (Na marginesach książki O. Tokarczuk o „Lalce”). W tejże: Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość. Wwa 2004.

Ostatnie historie

 	P. CZAPLIŃSKI: Trzy opowieści Olgi. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 224.
 	M. CZUBAJ: Seks, śnieg i śmierć. „Polityka” 2004 nr 38.
 	U. GLENSK: „Składamy się z tego, co umarło”. „Kresy” 2004 nr 4.
 	P. MACKIEWICZ: Drugie światy. „Topos” 2004 nr 6.
 	K. MALISZEWSKI: Wszystko, co ostatnie. „Odra” 2004 nr 12.
 	T. MIZERKIEWICZ: Ogarnięci chłodem. „Nowe Książ.” 2004 nr 8.
 	D. NOWACKI: Witaj, smutku. „FA-art” 2004 nr 2.
 	R. OSTASZEWSKI: Nie takie ostatnie… „Tyg. Powsz.” 2004 nr 43.
 	A. SKRENDO: Egzamin z tanata. „Pogranicza” 2004 nr 6.
 	A. CZYŻAK: Smutne historie o umieraniu. „Polonistyka” 2005 nr 10.
 	M. CUBER: Pani śmierć pisze sagę. „Res Publica Nowa” 2005 nr 1.
 	A. FRANKE. „Śląsk” 2005 nr 8.
 	H. GOSK: Opowieść terapeutyczna. „Studium” 2004/2005 nr 6/1.
 	M. JENTYS: Czysty kraj. „Twórczość” 2005 nr 6, przedr. w tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005, Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
 	M. LAREK: Kobiece historie. „Czas Kult.” 2005 nr 1.
 	M. ORSKI: „Śmiercionośna lawina” O. Tokarczuk. „Prz. Powsz.” 2005 nr 5.
 	A. SZÓSTAK: Współczesna sztuka umierania. „Pro Libris” 2005 nr 2.
 	K. UNIŁOWSKI: Śmiertelność kobiet. „Opcje” 2005 nr 1, przedr. w tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.
 	A.A. WÓJCIK: Ogniwa w łańcuchu życia. „Fraza” 2005 nr 1/2.
 	P. PIASZCZYŃSKI: Taniec śmierci. „Borussia” 2006 nr 15.
 	A. JUZIUK: „Ostatnie historie” – „śmierć i tekst”. „Kwart. Opol.” 2008 nr 1.
 	K. WITKOŚ: Literatura a psychologia głębi. „Ostatnie historie” O. Tokarczuk, czyli droga do indywiduacji C.G. Junga. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2009 [nr] 9.
 	M. ORSKI: Narratorka „kiwa się”. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Bieguni].
 	T. MIZERKIEWICZ: Nowe formy obecności mitu w polskiej prozie. Mityczne anagramy Tokarczuk. W tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	Zob. też Wywiady.

Anna In w grobowcach świata

 	M. BARABASZ: Śmierć jeszcze raz inaczej. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 219.
 	P. CZAPLIŃSKI: Cyberpunk sumeryjski. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 213.
 	B. DARSKA: Świat bez granic. „Dekada Lit.” 2006 nr 4.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Podziwiam, nie myślę. „Lampa” 2006 nr 10.
 	M. MIECZNICKA: Intelektualna papka. „Dziennik” 2006 nr 127.
 	A. MORAWIEC: Na zamówienie. „Nowe Książ.” 2006 nr 11.
 	D. NOWACKI: Stawka większa niż mit. Sceptycznie o nowej książce O. Tokarczuk. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 39.
 	K. UNIŁOWSKI: Anna In na straganach świata. „FA-art” 2006 nr 4.
 	M. GERAGA: Tabletki na nieśmiertelność, czyli podróży ciąg dalszy. „Fraza” 2006/2007 nr 41.
 	M. JENTYS: Zmartwychwstanie bogini. „Twórczość” 2007 nr 4, przedr. w tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
 	I. MIKRUT: Futurystyczne cmentarzysko. „Śląsk” 2007 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Terrorysta, on patrzy. „FA-art” 2007 nr 4, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013 [dot. też: Bieguni].
 	T. PAWLAK. „Pro Libris” 2007 nr 2.
 	K. SIPKO: Przeszłość w przyszłości. „Odra” 2007 nr 1.
 	A. PEKANIEC: Opowiadać - podróżować - żyć. „Dekada Lit.” 2008 nr 1 [dot. też: Bieguni].
 	D. SIWOR: Olgi Tokarczuk gra w mit : „Anna In w grobowcach świata”. „Konteksty Kult.” 2012 [nr] 9.
 	Zob. też Wywiady.

Bieguni

 	M. CUBER: Podróżuję, więc jestem. „Polityka” 2007 nr 41.
 	B. DARSKA: To, co umożliwia przetrwanie. „Opcje” 2007 nr 4.
 	A. DOBIEGAŁA: Błogosławiony, który idzie. „Fraza” 2007 nr 3.
 	A. FRANASZEK: Wezwanie niepokoju. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 242.
 	T. MIZERKIEWICZ: Terrorysta, on patrzy. „FA-art” 2007 nr 4, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013 [dot. też: Anna In w grobowcach świata].
 	M.I. NIEMCZYŃSKA: Wszystkie świata strony. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 237.
 	D. NOWACKI: Podróżowanie jest koniecznością: O. Tokarczuk – powrót do formy. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 41.
 	I. POPRAWA: Olga travel. „Odra” 2007 nr 12.
 	A. BAGŁAJEWSKI. „Kresy” 2008 nr 3.
 	Z. BIDAKOWSKI: Nerka delfina w formalinie. „Rzeczpospolita” 2008 nr 4.
 	D. CIRLIĆ-STRASZYŃSKA: Kolejny „boarding”. „Nowe Książ.” 2008 nr 1.
 	W. GÓRSKA: Między biegunami, między okładkami. „Migotania, Przejaśnienia” 2008 nr 1/2.
 	M. LAREK: Literatura i nowe media. „Czas Kult.” 2008 nr 6.
 	I. MIKRUT: W poszukiwaniu właściwego czasu. „Śląsk” 2008 nr 1.
 	M. ORSKI: Historie ciała. „Prz. Powsz.” 2008 nr 5.
 	R. PAWŁOWSKI: Nike dla O. Tokarczuk. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 234.
 	A. PEKANIEC: Opowiadać – podróżować – żyć. „Dekada Lit.” 2008 nr 1 [dot. też: Anna In w grobowcach świata].
 	M. PIETRZAK: Pochwała ruchu. „Studium” 2007/2008 nr 5/6/1.
 	P. URBANIAK: Błogosławiony, który idzie. „Twórczość” 2008 nr 1.
 	W. BAŁUS: Do granic: Olga Tokarczuk i Władysław Strzemiński. „Teksty Drugie” 2009 nr 3.
 	M. CIELECKI: Demon pośpiechu. „Czterdzieści Cztery” 2009 [nr] 2.
 	I. RADISCH. „Die Zeit”, Hamburg 2009 nr z 10 VI, przekł. pol.: Dokąd jedzie Olga. Przyswajanie polskich pisarzy. „Forum” 2009 nr 25 [dot. przekł. niem. powieści].
 	S. SKOWRON: Jesteśmy jak atomy… Rozważania o książce O. Tokarczuk „Bieguni”. W tejże: Piękno i myśl w najnowszej sztuce słowa, linii i barwy. (Recenzje, analizy, interpretacje). Nowa Ruda 2009.
 	K. WIELICZKO: Śladami Kairosa. „Akcent” 2009 nr 1.
 	M. ORSKI: Narratorka „kiwa się”. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. też: Ostatnie historie].
 	A. BAGŁAJEWSKI: Na widnokręgu i poza widnokręgiem. Poza widnokrąg. W tegoż: Mapy dwudziestolecia 1989-2009. Lubl. 2012.
 	I. ŁOSSOWSKA: Olga Tokarczuk. W tejże: Śladami moich lektur. Wwa 2012.
 	M. KRUPKA: U pošukah vlasnogo časoprostoru : hronotop podorožì u tvorčostì ukraïns'kih i pol's'kih pis'mennic'. „Studia Ukrainica” Posnaniensia” 2014 z. 2 [dot. też: O. Zabužko].
 	A. LARENTA: Labirynt jako przestrzeń mityczna w „Biegunach” Olgi Tokarczuk. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2014 [t.] 4.
 	B. TRYGAR: Post-fenomenologiczna narracja w powieści „Bieguni” Olgi Tokarczuk . „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

Prowadź swój pług przez kości umarłych

 	P. KOFTA: Wspólnicy Pana Boga. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 237 dod. „Kultura”.
 	D. NOWACKI: Czy wypada jeść mięso? „Gaz. Wybor.” 2009 nr 275.
 	R. OSTASZEWSKI: Te, co skaczą i fruwają… zabijają? „FA-art” 2009 nr 4.
 	W. BROWARNY: Gatunek sudecki. „Odra” 2010 nr 9.
 	A. CZACHOWSKA: Hiperpoprawność O. Tokarczuk. „Twórczość” 2010 nr 3.
 	A. DOBIEGAŁA: Kobieta u pługa. „Fraza” 2010 nr 3/4.
 	W. GÓRSKA: Proroctwa Blake'a znad trucheł; W. SOBIERAJ: Thriller moralny... w innym kontekście. „Migotania, Przejaśnienia” 2010 nr 1.
 	M. MATUSZEWSKA: Z wielką odwagą w obronie mniejszych. „Polska. Gaz.Wroc.” 2010 nr 1.
 	J. PETROWICZ: Gwiazdy i stopy. „Znaczenia” 2010 nr 4.
 	E. PROKOPOWICZ: Zborsuczone suki. „Fragile” 2010 nr 3.
 	G. PRZEPIÓRKA: Kobieta, która widzi inaczej niż wszyscy. „Kresy” 2010 nr 1/2.
 	W. SOBIERAJ: Thriller moralny... w innym kontekście. „Migotania. Przejaśnienia” 2010 nr 1.
 	J. SZLACHTA-MISZTAL: „Zwierzęca” zemsta. „Śląsk” 2010 nr 2.
 	J. WIERZEJSKA: Idź za pługiem z radością. „Nowe Książ.” 2010 nr 3.
 	A. KAŁUŻA: Wszyscy tacy niewinni – świat zwierząt. W tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011 [dot. też: P. Hong: Kobieta i małpa; A. Kaczanowski: Szkielet małpy].
 	M. RABIZO-BIREK: „Polscy” Blake i Friedrich. W tejże: Romantyczni i nowocześni. Rzeszów 2012.
 	M. WÓJCIK-DUDEK: Zwierzęta a dydaktyka literatury. Wokół szkolnej lektury powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. „Postscriptum Polonist.” 2012 nr 2.
 	A. WZOREK: Olgi Tokarczuk gra z regułami powieści kryminalnej : (na podstawie "Prowadź swój pług przez kości umarłych"). „Respectus Philologicus” 2013 nr 24.
 	Rec. teatr. adapt.: wyst. Pozn., T. Pol.: M. LAREK: Moralitet w objęciach popu. „Teatr” 2010 nr 11; I. OSTROWSKA: Noir w kostiumie ekologii. „Czas Kult.” 2010 [nr] 6, – wyst. Wr., T. Współcz.: J. DERBISZ: Szukanie wrażliwości. „Opcje” 2013 nr 3, s. 144-146; M. KOŚCIELNIAK: Aktorki i psy. Ekologiczny spektakl według Tokarczuk. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 12; M. PIEKARSKA: Psy wymowniejsze od ludzi. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 62 dod. „Wrocław”.
 	Zob. też Wywiady.

Moment niedźwiedzia

 	M. CUBER: Chronić niedźwiedzia. „Twórczość” 2012 nr 7.
 	J. CYNGOT: Wymyślić świat - projekt otwarty. O heterotopiach O. Tokarczuk. „Migotania” 2012 nr 2.
 	M. DUDA: Niedźwiedzia przysługa. „Nowe Książ.” 2012 nr 7.
 	K. MASŁOŃ: Czas nauczyć się gdakać. „Uważam Rze” 2012 nr 13.
 	M. PIEKARSKA: Pisarka stwarza świat. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 84 dod. „Wrocław”.
 	E. SZYBOWICZ: Zakład Pascala dla ateisty. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 84.
 	M. WOJAK: Gra nietowarzyska. „Wyspa” 2012 nr 2.

Księgi Jakubowe

 	L. BUGAJSKI: Wiele hałasu o nic. „Rzeczpospolita” 2014 nr 260 dod. „Plus Minus”.
 	P. CZAPLIŃSKI: „Księgi Jakubowe”, czyli dwieście lat samotności. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 245.
 	R. KOZIOŁEK: Wybawienie od złej mowy [laudacja z okazji przyznania Nagrody Lit. Nike].
 	T. SOBOLEWSKI: Tokarczuk i poszukiwacze światła. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 232.
 	J. KURKIEWICZ. „Książki. Mag. do Czytania” 2015 nr 3.
 	J. ŁADYKA: Olgi Tokarczuk wielka podróż. „Res Humana” 2015 nr 3.
 	R. MAGRYŚ: Ponadnarodowa epopeja Olgi Tokarczuk. „Fraza” 2015 nr 4.
 	K. PIETRYCH: „Księgi Jakubowe” – powieść współczesna. „Nowe Książ.” 2015 nr 2.
 	B. ROGATKO: Opowieść o wielkiej podróży, obcości i Mesjaszach. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2.
 	J. SOBOLEWSKA: Nowa podróż ludzi księgi. „Polityka” 2014 nr 43.
 	TEJŻE: Tokarczuk. Poszukiwacze. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 206.
 	J. SOSNOWSKI: Księga totalna. „Więź” 2014 nr 4.
 	M. WAPIŃSKA: Pragnienie poezji. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 241.
 	L. BUGAJSKI: Sekta Jakubowa. „Twórczość” 2015 nr 1.
 	Z. KRÓL: Historia pisana literaturą. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 42.
 	R. MAGRYŚ: Ponadnarodowa epopeja Olgi Tokarczuk. „Fraza” 2015 nr 4.
 	B. ROGATKO: Opowieść o wielkiej podróży, obcości i Mesjaszach. W tegoż: Czas zbliżeń. Kr. 2015.
 	W. SADKOWSKI: Wydłużenie perspektywy. „Res Humana” 2015 nr 5.
 	R. WIŚNIEWSKI: Rozdroża wybitności. „Odra” 2015 nr 3.
 	A. LARENTA: Geografia w „Księgach Jakubowach” Olgi Tokarczuk: przypadek Iwania. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2016 [t.] 9.
 	J. PRZYKLENK, K. SUJKOWSKA-SOBISZ: Doświadczenia lekturowe cyfrowego tubylca. Na przykładzie recepcji „Ksiąg Jakubowach” Olgi Tokarczuk. „Jęz. Artyst.” 2017 t. 16.
 	Rec. teatr. adapt. Wwa, T. Powsz.: O. KATAFIASZ: Z czego powstaje opowieść. „Didaskalia” 2016 nr 133/134; T. MIŁKOWSKI: Anty-Sienkiewicz albo wróg publiczny. „Dz. Trybuna” 2016 nr 155; P. SKRZYDELSKI: Oszukać czas. „Teatr” 2016 nr 7/8.
 	Zob. też Wywiady.

Pokot

 	M. SADOWSKA: Słodko—gorzki. „Newsweek Polska” 2017 nr 8.
 	P. ZAREMBA: Rewolucja podstarzałych hippisów. „W Sieci” 2017 nr 10.

Zgubiona dusza

 	M. BASZEWSKA: Szukając siebie. Recenzja „Zgubionej duszy” Olgi Tokarczuk i Joanny Concejo. „Kult. Liberalna” [on-line] 2017 nr 463 [dostęp 4 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2017/11/21/marta-baszewska-recenzja-zgubiona-dusza-tokarczuk-kl-dzieciom/.
 	K. KUBISIOWSKA: Dusza z ciała uleciała (i fika). „Gaz. Wybor.” 2017 nr 267 dod. „Kraków”.
 	M. PIEKARSKA: W poszukiwaniu zagubionej duszy. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 271 dod. „Wrocław”.
</document>
<document nplp_id="3161" title="Wojciech TOMASIK" slug="wojciech-tomasik">ur. 1955

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 14 października 1955 w Białymstoku; syn Józefa Tomasika, zawodowego wojskowego, i Marii z domu Gładki. W 1961 wraz z rodzicami zamieszkał w Bydgoszczy. Uczęszczał do IV Liceum Ogólnokształcącego im. L. Szenwalda, gdzie w 1974 uzyskał świadectwo dojrzałości. Rozpoczęte w tymże roku studia z zakresu fizyki teoretycznej na Uniwersytecie im. M. Kopernika w Toruniu wkrótce przerwał i od 1975 studiował polonistykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Bydgoszczy. W 1978-79 był przewodniczącym Studenckiego Koła Naukowego Polonistów, działającego przy tej uczelni. W 1978 otrzymał nagrodę Sekretarza Naukowego PAN im. W. Borowego. Dyplom magisterski obronił w 1979 i wkrótce potem podjął pracę na stanowisku asystenta w Zakładzie Filologii Polskiej WSP w Bydgoszczy (przemianowanej w 2000 na Akademię Bydgoską, a następnie w 2005 na Uniwersytet Kazimierza Wielkiego). W 1981 na łamach „Zeszytów Naukowych WSP w Bydgoszczy” ogłosił drukiem sprawozdanie pt. Działalność koła naukowego polonistów w WSP w Bydgoszczy oraz Wykaz prac magisterskich wykonanych w latach 1977-1979 w Zakładzie Filologii Polskiej WSP w Bydgoszczy („Studia Filologiczne” z. 11 „Filologia Polska”). Jako historyk literatury debiutował w następnym roku artykułem pt. W przedpokoju literatury nowej. (Historycznoliteracki kontekst powieści Jalu Kurka „Andrzej Panik”), opublikowanym na łamach „Ruchu Literackiego” (nr 3/4). Rozprawę doktorską pt. Polska powieść tendencyjna 1949-1955. Problemy perswazji literackiej (promotor prof. Michał Głowiński) przedstawił w 1985 w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. W tymże roku został adiunktem w bydgoskiej WSP. Od 1986 działał w Komitecie Okręgowym Olimpiady Literatury i Języka Polskiego przy WSP w Bydgoszczy (później kolejno przy Akademii Bydgoskiej i Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego), początkowo jako członek, a od 1996 jako przewodniczący Komitetu. Stopień doktora habilitowanego uzyskał w 1993 na podstawie rozprawy Od Bally’ego do Banfield (i dalej). Sześć rozpraw o „mowie pozornie zależnej”, obronionej w IBL PAN w Warszawie. Artykuły i recenzje poświęcone głównie literaturze okresu socrealizmu, pisane zarówno z perspektywy historyczno-, jak i teoretycznoliterackiej drukował m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1985-95, i po przerwie 2000-03) oraz nadal w „Ruchu Literackim” (1986-88); w 1990 nawiązał współpracę z pismem „Teksty Drugie” (do 1995, ponownie: 1999-2000, 2003, 2007-08), zamieszczał też prace w „Kwartalniku Artystycznym” (1994, 1997-99). W 1993 objął kierownictwo Zakładu Poetyki Instytutu Filologii Polskiej (IFP) WSP. Równocześnie został prodziekanem do spraw dydaktycznych Wydziału Humanistycznego WSP, a potem zastępcą dyrektora IFP. Od 1994 zajmował w WSP stanowisko profesora nadzwyczajnego. W 1995-96 otrzymywał stypendium przyznane przez międzynarodową fundację George’a Sorosa na realizację tematu badawczego Socialist Realism. A Survey of Recent Accounts. Należał do Kapituły Nagród i Stypendiów Naukowych Prezydenta Bydgoszczy (1995-98), a później do Kapituły Nagrody Prezydenta Bydgoszczy (2002-05). W 1996-2003 był przewodniczącym komitetu redakcyjnego pisma „Konfiguracje”, wydawanego w polsko-niemieckiej wersji językowej w serii Zeszytów Naukowych WSP w Bydgoszczy. Od 1999 wchodził w skład Rady Naukowej IBL PAN. Również w 1999 rozpoczął działalność w Komitecie Nauk o Literaturze Polskiej PAN (KNoLP; od 2003 Komitet Nauk o Literaturze, KNOL), w 2007-10 jako przewodniczący Komisji do spraw Nagród KNoL. W 2000 otrzymał tytuł naukowy profesora. Po przekształceniu w 2000 WSP w Akademię Bydgoską został w 2001 kierownikiem Katedry Kultury Współczesnej IFP; funkcję tę pełnił także po reorganizacji struktur akademickich i utworzeniu w 2005 Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Zasiadał również w 2002-05 we władzach tej uczelni – jako prorektor do spraw organizacji i rozwoju oraz członek Senatu. W 2002 wszedł w skład zespołu redakcyjnego wydawanego w Bydgoszczy międzynarodowego pisma „Blok”, poświęconego kulturze stalinowskiej i poststalinowskiej, a w 2005 dołączył do redakcji „Dyskursu”, rocznika Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. W 2003-2010 pracował nadto w zamiejscowym wydziale Łódzkiej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej (przemianowanej w 2009 na Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną) w Bydgoszczy, od 2007 jako kierownik Katedry Wiedzy o Kulturze. W 2010-2015, poza pracą na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, zatrudniony był w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Ciechanowie (na Wydziale Ochrony Zdrowia i Nauk Humanistycznych) jako opiekun naukowy na kierunku kulturoznawstwo. Prowadził wykłady na zagranicznych uczelniach: w Szwecji (Sztokholm i Uppsala w 2001), USA (Nowy Jork w 2001, Chicago w 2002), Kanadzie (Toronto w 2002) oraz Belgii (Bruksela w 2005). Został członkiem międzynarodowych towarzystw naukowych: International Association for Multidisciplinary Approaches and Comparative Studies related to Emile Zola and his Time, Naturalism, Naturalist Writers and Artists, Naturalism and the Cinema around the World (AIZEN; od 1999), Society of Historians of East European and Russian Art (SHERA; od 1999) oraz Canadian Association of Slavists (CAS; od 2000). W 2008 wstąpił do Towarzystwa Krzewienia i Popierania Nauk.

W 1979 zawarł związek małżeński z Małgorzatą Podlasińską, nauczycielką języka polskiego, z która ma syna Piotra. Mieszka w Bydgoszczy.



TWÓRCZOŚĆ

1. Polska powieść tendencyjna 1949-1955. Problemy perswazji literackiej. Wr.: Ossol. 1988, 213 s. PAN. Kom. Nauk o Literaturze Pol. Rozpr. Lit.
Rozprawa doktorska.
Zawartość: Wprowadzenie. – Nowomowa; Klisze małe i duże; Antroponimia i tendencja; Struktura parataktyczna; Perswazja nieskuteczna. – Zakończenie.
2. Słowo o socrealizmie. Szkice. Bydg.: Wydawn. Uczelniane WSP 1991, 126 s. WSP w Bydg.
Zawartość: Realizm socjalistyczny; Poezja twardych rąk. Socrealizmu wiersze programowe; Intertekstualność i tendencja. Wokół „Władzy” Tadeusza Konwickiego; „Miłość to tylko naruszenie dynamicznego stereotypu”. Socrealistyczne mówienie o człowieku; Historia „ad usum Delphini”. Powieść historyczna 1949-1955 jako dokument [gł. nt. powieści J. Ziółkowskiego „Homines novi”]. – Aneks.
Przekł. franc. art. Intertekstualność i tendencja. Wokół „Władzy” Tadeusza Konwickiego: Intertextualité et tendance. [Przeł.] E. Destrée-Van Wilder. „Literary Studies in Poland”, t. 24: 1991 s. 85-101.
3. Od Bally’ego do Banfield (i dalej). Sześć rozpraw o „mowie pozornie zależnej”. Bydg.: WSP 1992, 191 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wprowadzenie. – Trzy słowa i wiele problemów. (Doktryna „Le style indirect libre” [Ch.] Bally’ego); O „Le style indirect libre” – inaczej (Bally – [M.] Lips – [A.] Thibaudet); Jeden czy dwa głosy? (Polemiki wokół mowy pozornie zależnej – ciąg dalszy); Kto mówi? (Jeszcze o mowie pozornie zależnej); W stronę komunikacyjnej (pragmatycznej) teorii przytoczenia; „Maniera” Zoli i „szkoła” Żeromskiego („Le style indirect libre” a „mowa pozornie zależna”). – Bibliografia prac o mowie pozornie zależnej.
4. Inżynieria dusz. Literatura realizmu socjalistycznego w planie „propagandy monumentalnej”. Wr.: Leopoldinum 1999, 216 s., [20] s. tabl. Fundacja na Rzecz Nauki Pol. Monogr. Fundacji na Rzecz Nauki Pol. Ser. Hum. Wyd. 2 Tor.: Wydawn. UMK 2016, 231 s. Res Humanae.
Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2000.
Zawartość: Wprowadzenie. – Literatura bez literackości. O literaturze realizmu socjalistycznego i o jej badaniu; Czy architektura może zastąpić literaturę? O propagandzie monumentalnej; Cmentarz i ogród. O dekompozycji symbolicznej przestrzeni Warszawy; Między trasą W-Z a Pałacem Kultury. O dwóch fazach polskiej kultury stalinowskiej; Harmonia ludzi maszyn. O socrealistycznych obrazach „nowego człowieka”; Totalitarna czy totalna? Kultura stalinowska w świetle współczesnych opracowań.
5. Ikona nowoczesności. Kolej w literaturze polskiej. Wr.: Wydawn. UWr. 2007, 388 s. Fundacja na Rzecz Nauki Pol. Monogr. Fundacji na Rzecz Nauki Pol. Ser. Hum. Wyd. 2. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2015.
Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego II stopnia w 2007, nominacja do nagrody im. J. Długosza w 2008.
Zawartość: Przesłanie [fragm. wierszy autorów: W. Syrokomla, A. Niemojewski, J.A. Gałuszka, W. Szlengel]. – Wprowadzenie. – Życie jest podróżą (kolejową). – [H.] Sienkiewicza decsensus ad inferos [dot.: Listy z podróży do Ameryki]. – Podróże do „Ziemi obiecanej”. Reymont wobec „Bestii ludzkiej” [E. Zoli]. – Railway story. Opowiadanie kolejowe: „Próżnia środkowej przestrzeni”; [S.] Grabiński i „Demon ruchu”; [J.] Ginsbert i „Kobiety w pociągu”. – Deadline. Jeszcze o opowiadaniu kolejowym [dot. odbicia rewolucji komunikacyjnej w literaturze]. – „Szalona Lokomotywa” albo Witkacy kontra Zola. – [J.] Przyboś kolejowy. – Kolej i nowoczesna tożsamość. Trzy analizy: 1. Diagram Becka [dot. mapy sieci londyńskiej kolei podziemnej, zaprojektowanej przez H. Becka]; Warszawa funkcjonalna [o gmachu Dworca Głównego w Warszawie]; Na dworcu i pod dworcem… [dot. warszawskiego Dworca Głównego w twórczości H. Boguszewskiej i J. Czechowicza]. – Maszyna na wystawie. Szlakiem Tuwimowskiej „Lokomotywy”: 1. Lokomotywa – wzór 1936 [dot. wiersza J. Tuwima]; 2. Lokomotywa – wzór 1947 [dot. wierszy: W. Broniewski: Parowóz, S. Wygodzki: Lokomotywa]; 3. Lokomotywa – wzór 1998 [dot. wiersza A. Frajlich: Lokomotywa]. – Stacja końcowa: Auschwitz. O pociągach i „śmierci przemysłowej”: 1. „Niemcy są ludźmi” [dot.: M. Wysznacka: Bestie i ludzie, Z. Nałkowska: Medaliony, J. Pytlakowski: Polacy także są ludźmi]; 2. „Dym człowieka” [dot. twórczości T. Borowskiego]. – Parowóz dziejów: 1. „Słowo jak dzwon” [dot. postępu i figury nowego człowieka w ideologii komunistycznej]; 2. „Na pełnej parze, do stacji marzeń” [nt. Nowej Huty w propagandzie i literaturze]; 3. „Uwierzyliśmy megafonom” [gł. nt. piosenki J. Karczmarskiego: Poczekalnia]. – 253+1. Zaproszenie do tematu: kolej i po-nowoczesność [dot. powieści internetowej: G. Ryan: 253 or Tube Theatre]. – Zamknięcie.
Wersja ang art. pt. „Szalona Lokomotywa” albo Witkacy kontra Zola: „The crazy locomotive”. Witkacy, versus Zola. „Excavatio”, Edmonton 2001 vol. 14 nr 1/2 s. 194-206.
6. Okolice socrealizmu. Prawie tuzin szkiców. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2009, 192 s.
Zawartość: Wprowadzenie. – Realizm socjalistyczny, czyli o utopii estetycznej; Wakacje na wyspach Bahama. O perswazji socrealistycznej – dopowiedzenie; Praktyki intertekstualne polskiego socrealizmu; Aparat bezpieczeństwa w literaturze polskiego socrealizmu; Ameryka w butelce. Rzecz o coca-coli; Bronię „Tarczy” (dot.: W. Szymborska: Tarcza); Burząc Moskwę… O postkomunistycznym ikonoklazmie [o relacjach z wyburzania warszawskiego kina „Moskwa”]; Anty-Kraków. Drugi esej o Nowej Hucie [dot. relacji o budowie Nowej Huty]; Podmiot w doktrynie [dot.: J. Łukasiewicz: Jeden dzień życia w socrealizmie i inne szkice]; Socrealizm, albo milczenie kobiet [dot.: E. Toniak: Olbrzymki. Kobiety i socrealizm]; Pisomowa. (Na marginesie prac Michała Głowińskiego) [dot. języka polityków z partii Prawo i Sprawiedliwość].
Wersja ang. art. pt. Burząc Moskwę… O postkomunistycznym ikonoklazmie: I demolish Moscow! Acts of symbolic destruction in post-communist Poland. W: As radical as reality itself. Essays on Marxism and art for the 21st century. Oxford 2007 s. 193-204. – Przekł. franc. art.: Bronię „Tarczy”: Pour la defense de „Tarcza” de Wisława Szymborska. [Przeł.] J. Lambert. „Slavica Bruxellensia”, Bruksela 2009 nr 2 s. 7-25. – [Socrealizm, albo milczenie kobiet] [Przeł.] D. Walczak. „Slavica Bruxellensia”, Bruksela 2009 nr 2 s. 73-74.
7. Pociąg do nowoczesności. Szkice kolejowe. Wwa: Wydawn. IBL 2014, 287 s. IBL PAN.
Zawartość: Wstęp. – Na drodze żelaznej. O XIX-wiecznym doświadczeniu nowoczesności. – Kolej i zmysły (XIX wiek): Wzrok i prędkość; Niechciany dotyk; Ciało pasażera. – Krakowianin w Paryżu. Przyczynek do dziejów ogonka [dot. organizacji ruchu pasażerskiego, na podstawie zapisków K.T. Soczyńskiego; w aneksie impresja z podróży: T. Gautier: Droga żelazna]. – W drodze do Fontainebleau. O tym, jak wynaleziono historię [o narracji historycznej w kontekście inżynierskiej praktyki budowniczych linii kolejowych]. – Semmering 1858 [wokół kolejowych podróży J. I. Kraszewskiego]. – O jednym przypisie „Lalki” [B. Prusa]. (Którego nie ma). – Jak zreperować „Szaloną lokomotywę” [S. I. Witkiewicza]? – Kobieta w pociągu. O „Mitropie” Wandy Brzeskiej. – Koleje emigranta. Szkic z Vancouver w tle [dot. poematu: B. Czaykowski: Superkontynentalny Toronto-Vancouver]. – Wizja tunelowa [dot. opowiadania: S. Grabiński: Przypowieść o krecie tunelowym]. – Rozkład pociągów albo dwie sztuki o prywatyzowaniu kolei: Sztuka polityczna [dot.: D. Hare: The Permanent Way]; Sztuka o polityce [dot.: P. Demirski: Firma]. – To już jest koniec.
8. Szalony bieg. Kolej i ciemna nowoczesność. [Szkice]. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2015, 362 s. IBL PAN.
Zawartość: Wprowadzenie. – Dworzec [hr. Agenora] Gołuchowskiego (i inne atrakcje). Jeszcze o tym skąd się wzięło kino [w aneksie analizowany tekst:] B. Prus: Kartki z podróży. (Wieliczka). – Pocałunek w tunelu. O trzech heterotopiach nowoczesności: W tunelu; W sali kinematografu; W błyskawicznym pociągu [w aneksie (fragment): S. Cham (właśc. A. Pawlik): Pierwsza nie ostatnia]; M. Konopnicka: W błyskawicznym pociągu. – O produktywności katastrofy. Monte Carlo, 10 marca 1886 roku [w aneksie (fragm..): E. Orzeszkowa: Ostatnia miłość]; A. Niemojewski [wiersze z cyklu]: W pociągu. – Szalony bieg… Melodramat jako gatunek kolejowy [w aneksie teksty analizowanych opowiadań]: L. F. (Lucjan Falkiewicz?): Dramat w tunelu; G. Daniłowski: Pociąg; Miers [pseudonim]: Pociąg idzie! Przeł. z jęz. ros. S. Tomasik; [anonimowy utwór pt.] Zuch dziewczyna. (Obrazek z życia amerykańskich kolejarzy). – Zamach na Świnicę. O kolei, której nie było, i o problemie, który pozostał [w aneksie teksty:] J. Verne [właśc. M. Verne]: Pospieszny pociąg w przyszłości… [opowiadanie]; K. Przerwa-Tetmajer: Objaśnienie do olbrzymiego obrazu „Tatry” [fragment]; K. Piliński: Senne zmory [proza]; J. Pollak: Rudolf Vitznauer [opowiadanie].

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: W przedpokoju literatury nowej. (Historycznoliteracki kontekst powieści Jalu Kurka „Andrzej Panik”). „Ruch Lit.” 1982 nr 3/4 s. 117-133. – Dialog asymetryczny. „Pam. Lit.” 1985 z. 3 s. 135-157 [dot. powieści pol. z 1949-1955]. – Wobec tradycji powieści produkcyjnej. („Białe runo” Leona Gomolickiego). W: Modele świata i człowieka. Lubl. 1985 s. 321-341. – O interpretowaniu literackich aktów mowy. „Pam. Lit.” 1988 z. 4 s. 125-140. – Czas w dylogii Tadeusza Brezy. („Mury Jerycha” i „Niebo i ziemia”). Kilka uwag. W: Czas i przestrzeń w prozie polskiej XIX i XX wieku. Tor. 1990 s. 153-162. Rozpr. UMK. – O ludyczności tekstu literaturoznawczego. „Teksty Drugie” 1990 nr 5/6 s. 33-48. – Od „etiolacji” do „ideologii szczerości”. (Teoria aktów mowy i literatura). „Pam. Lit.” 1990 z. 3 s. 117-144, przedr. zmien. w: Po strukturalizmie. Wr. 1992 s. 11-36. – Odojewski. Literatura bliska wyczerpania. „Teksty Drugie” 1991 nr 1/2 s. 133-154, przedr. w: Odojewski i krytycy. Lubl. 1999 s. 242-255. – Socialist realism in Poland. W: Socialist realism revisited. Selected papers from the McMaster conference. Hamilton 1994 s. 121-130. – Źródła i ujścia modernizmu. O historycznoliterackich zainteresowaniach Michała Głowińskiego. „Teksty Drugie” 1994 nr 5/6 s. 105-114. – Kolej w polskiej literaturze. (Wstępna inwentaryzacja). „Teksty Drugie” 1995 nr 5 s. 134-147. – Sny o potędze. (O snach socrealistycznych herosów). W: Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku. Tor. 1999 s. 41-53. – „La Bête humaine” [E. Zoli], or the world perceived through a machine. „Excavatio”, Edmonton 2002 vol. 16 nr 1/2 s. 305-316. – The railway in communist symbolism. (Some observations on Soviet and Polish art). „Blok” 2002 nr 1 s. 61-81. – „Throwing flowers onto the tracks”. (New man and the new community in socialist realist literature). W: Studies in language, literature and cultural mythology in Poland. Lewiston, N.Y. 2002 s. 205-216. – „La Bête humaine” [E. Zoli]” „à la polonaise”. „Excavatio”, Edmonton 2003 vol. 18 nr 1/2 s. 381-391. – The Auschwitz terminus. Driverless trains in Zola and Borowski. W: The railway and modernity. Time, space and the machine ensamble. Oxford 2007 s. 191-200. – Po tytułach poznacie go! Szkic do portretu Edwarda Balcerzana. W: Od tematu do rematu. Pozn. 2007 s. 113-132. – The Spanish Civil War in colonial discourse. (A „General Walter” case study). W: Iberian and Slavonic Cultures. Lisbon 2007 s. 131-137 [dot. postaci gen. K. Świerczewskiego w lit. pol.]. – Literatura z przypisów i wykropkowań; „Wszyscy i wszystkie inaczej”; Romantyzm prze-pisany. W: Inna droga. Romantycy a kolej. Wwa 2012 s. 5-40, 41-74, 75-108 [studia wstępne do antologii tekstów doby romantyzmu]. – U wód. O nienowoczesności uzdrowiska. „Teksty Drugie” 2014 nr 1 s. 327-334. – Przepisywanie katastrofy. Rzecz nie o Smoleńsku. W: Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Kr. 2015 s. 181-203. – Amstetten, umsteigen... Ćwiczenia z geopoetyki. „Ruch Lit.” 2016 z. 2 s. 201-215 [dot. m.in.: S. Żeromski: Ludzie bezdomni]. – Co powiedział Lénart? O jednym nieskomentowanym miejscu „Szalonej lokomotywy”. W: Witkacy 2014. Co jeszcze jest do odkrycia? Słupsk 2016 s. 239-253. – Jeszcze inna zabawa „Lalką” [B. Prusa]. „Teksty Drugie” 2016 nr 1 s. 367-382. – O jednym brakującym przypisie do „Lalki”. W: Bolesław Prus. Artysta, myśliciel, świadek epoki. Wwa 2016 s. 73-90. – Orgia na dworcu w Jekaterinhofie. (O wytwarzaniu Inności w przekładach „Idioty” Dostojewskiego). „Teksty Drugie” 2016 nr 4 s. 394-411. – Literary cliches in Polish tendentious novel 1949-1955; Literature without literariness. On socialist realist literature and research; Newspeak. Style as language. W: Studies on socialist realism. The Polish view. Frankfurt am Main 2016 s. 195-204; 429-451; 167-193. – Żeromski i rozkład jazdy. Przypadek Judymowej. „Pam. Lit.” 2016 z. 3 s. 5-32. – Romantyzm albo teatralność techniki. Wstęp do: Romantycy i technika. T. 1. Wwa 2017 s. 13-72.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Poetyka bez granic. Praca zbiorowa. Pod red.: W. Boleckiego i W. Tomasika. Wwa: Wydawn. IBL 1995, 207 s. IBL PAN. Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., 78.
2. Słownik realizmu socjalistycznego. Red.: Z. Łapiński, W. Tomasik. Kr.: Universitas; przy współpracy IBL PAN 2004, XII, 448 s.
3. Inna droga. Romantycy a kolej. [Antologia]. Wwa: Fundacja Akad. Hum. Wydawn. IBL PAN 2012, 308 s.
Tu w charakterze wstępu trzy studia W. Tomasika zob. Artykuły.
4. Romantycy i technika. [Antologia]. [T.] 1-2. Wwa: IBL 2017, 344+263 s. Nowa Bibl. Romantyczna.
Tu w t. 1 w charakterze wstępu studium W. Tomasika zob. Artykuły. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2009.

Polska powieść tendencyjna 1949-1955

 	R. KANTOR: Śmietnik historii i literatury. „Student” 1989 nr 9.
 	J.Z. LICHAŃSKI: Wokół literatury socrealistycznej. „Nowe Książ.” 1990 nr 1 [dot. także: S. Majchrowski: Między słowem i rzeczywistością].
 	S. ŻAK. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 1989/90 nr 3/4.

Inżynieria dusz

 	S. BURYŁA: „Bezklasowo, bezpłciowo…” „Pogranicza” 2000 nr 4.
 	R. KUBICKI, R. STOBIECKI, W. TOMASIK: Dyskusja o książce W. Tomasika „Inżynieria dusz. Literatura realizmu socjalistycznego w planie propagandy monumentalnej”. „Prz. Bygd.” 2000.
 	G. WOŁOWIEC: Totalna i totalitarna. „Teksty Drugie” 2000 nr 1/2.
 	M. BRZÓSTOWICZ-KLAJN: O realizmie socjalistycznym z perspektywy lat siedemdziesiątych. „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2 [dot. także: E. Możejko: Realizm socjalistyczny].

Ikona nowoczesności

 	W. KALISZEWSKI: Lokomotywa i literatura. „Nowe Książ.” 2007 nr 12.
 	J. FRANCZAK: Koleje nowoczesności. „Teksty Drugie” 2008 nr 3.
 	A. KLONDER. „Kwart. Hist. Kult. Materialnej” 2008 nr 1.

Szalony bieg

 	W. KALISZEWSKI: Świat parowych smoków. „Nowe Książ.” 2016 nr 5.
 	G. PIOTROWSKI: Dramatyczna epoka. „Prz. Hum.” 2016 nr 3.

Inna droga

 	W. KALISZEWSKI: Romantyczne (i nie tylko) drogi żelazne. „Napis” 2014 ser. 20.
 	R. DZIERGWA: Żelazne drogi a literatura polskiego romantyzmu. W: Kolej na kolej. Pociąg, dworzec, poczekalnia w literaturze i refleksji humanistycznej. Zielona Góra 2015.
</document>
<document nplp_id="3163" title="Agata TUSZYŃSKA" slug="agata-tuszynska">ur. 1957

Pseud.: A.T.; Agata Martini.

Biografka, reportażystka, poetka, historyk teatru.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 25 maja 1957 w Warszawie, córka Haliny Przedborskiej, dziennikarki, i Bogdana Tuszyńskiego, sprawozdawcy sportowego i historyka sportu. Uczęszczała do III Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, a po uzyskaniu w 1976 świadectwa dojrzałości studiowała w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) na Wydziale Wiedzy o Teatrze. W czasie letnich wakacji wielokrotnie wyjeżdżała do Francji, finansując podróże dorywczą pracą (jako kelnerka, opiekunka dzieci, sprzątaczka). Debiutowała w 1977 recenzją teatralną pt. Relacja o pewnej zbrodni, zamieszczoną na łamach „Tygodnika Kulturalnego” (nr 14), dotyczącą scenicznej adaptacji powieści F. Dostojewskiego pt. Zbrodnia i kara w krakowskim Starym Teatrze. Jako poetka debiutowała w następnym roku wierszami pt. Aktorka I oraz Aktorka II, opublikowanymi w piśmie „Nowy Wyraz” (nr 3); w 1978 w tygodniku „Kultura” (nr 6) ogłosiła także pierwszy reportaż pt. Zanotowane na próbach, w którym zrelacjonowała przygotowania do wystawienia sztuki J. Słowackiego Sensrebrny Salomeiw Teatrze Narodowym w Warszawie. W 1979-81 należała do SDP. W 1980 ukończyła studia magisterskie na PWST i podjęła pracę nad doktoratem w Instytucie Sztuki (IS) PAN. Rozwijała twórczość poetycką, ogłaszała też kolejne recenzje i artykuły o teatrze oraz wywiady przeprowadzane z artystami sceny, m.in. w pismach „Teatr” (1977, 1980-87, z przerwami), „Życie Literackie” (1981; pojedyncze publikacje także w 1980 i 1984) i „Nowe Książki” (1984-85, m.in. noty teatralne podp. krypt. A.T.). Publikowała także w wydawnictwach działających poza cenzurą, m.in. w almanachu oficyny Krąg „Silva Rerum” z 1981 (wywiad podp. pseud.: Agata Martini). W 1986 na podstawie rozprawy monograficznej pt. Wisnowska (promotor prof. Zbigniew Raszewski) otrzymała w IS PAN stopień doktora i następnie w 1987-92 pracowała na stanowisku adiunkta w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. W 1989 została członkiem SPP. Była stypendystką wielu instytucji i uczelni zagranicznych, m.in. paryskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego (stypendium im. S. Lama w 1988), amerykańskiej Fundacji Fulbrighta (w 1991-92), American Jewish Archives w Cinncinati, w stanie Ohio (w 1993), Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie (w 1997-98), Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku (w 1999), amerykańskiej MacDowell Colony (w 2001), Ledig-Rowolt Foundation (w 2000 i 2002) i Fundacji Rockefellera (w 2002). Wykorzystując przyznane stypendia na zbieranie materiałów do reportaży i książek biograficznych przebywała przez dłuższy czas m.in. w Paryżu (m.in. w 1989-91oraz w 2000), zainspirowana przez Jerzego Giedroycia z paryskiej „Kultury” podróżowała śladami polskich zesłańców do Moskwy i na Syberię (w 1989), była też w Izraelu (w 1991 i ponownie w 1997-98). W Stanach Zjednoczonych gościła również jako visiting profesor na Columbia University w Nowym Jorku (1991-93). Nadal prowadziła też badania nad historią teatru i uprawiała twórczość poetycką. Artykuły, reportaże i wiersze publikowała m.in. w paryskich „Zeszytach Historycznych” (1987, 1990, 1992), „Zeszytach Literackich” (1988, 1991-92) i „Kulturze” (1990-94) oraz w pismach krajowych: „Odrze” (1989-94 z przerwami, 2000-2004), „Kresach” (1992-94, 2000), „Arkuszu” (1994, 1996-2002, z przerwami). W 1996-98 była wykładowcą w Centrum Dziennikarstwa w Warszawie (The Warsaw Journalism Center). W 2001 podjęła wykłady w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego (UW), a w 2002-2006 omawiała sztukę reportażu i wywiadu literackiego jako etatowy pracownik tejże uczelni (starszy wykładowca). W 2002 zaczęła również prowadzić zajęcia dydaktyczne w Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2002 została członkiem Polskiego PEN Clubu. Wielokrotnie czasowo przebywała w Kanadzie, a w 2005-10 mieszkała tam na stałe i pracowała (w 2006-07) jako visiting professor na University of Toronto. W 2011 nawiązała współpracę z Instytutem Reportażu w Warszawie. W 2014-2015 (przez jeden semestr) prowadziła wykłady w Instytucie Dziennikarstwa UW (wpisane w program studiów niestacjonarnych w ramach specjalizacji prasowej). W 2010 otrzymała tytuł Honorowej Obywatelki Łęczycy (za popularyzowanie wiedzy o tym mieście w książkach pt. Rodzinna historia lękuoraz Łęczyca). Odznaczona srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2015).

W 1985 wyszła za mąż za Krzysztofa Wójcika, fotografika; rozwód w 1988. W 2005, po kilkunastu latach wcześniejszej znajomości, zawarła związek małżeński z Henrykiem Dasko (zm. 2006), eseistą i tłumaczem, który w 1969 wyemigrował z Polski do Kanady i osiadł w Toronto. W 2011 zamieszkała w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Rysowanie. [Wiersze]. [Podkowa Leśna: Ofic. Wydawn. P.T.* 1980], 12 s. Ser. Poetycka, 3.
2. I znowu list. [Wiersze]. Rys. A. Wahl. Wwa: Spółka Poetów 1990, 77 s.
Zawiera m.in. cykl: Piosenki.
3. Rosjanie w Warszawie. Migawki spod zaboru rosyjskiego w okresie Powstania Styczniowego. [Szkic historyczny]. Paryż: Inst. Lit. 1990, 128 s. Wyd. nast. [poszerz.] Wwa: Interim 1992.
4. Wisnowska. [Biografia literacka]. Wwa: WAiF 1990, 309 s., tab. Wyd. nast. [uzup.] pt. Maria Wisnowska. Jeśli mnie kochasz – zabij! [Wstęp:] J. Szczepkowska. Wwa: „Twój Styl” 2003, 429 s., [40] s. tabl. Biografie.
Rozprawa doktorska. – Dot. aktorki, M. Wisnowskiej, oraz życia artystycznego i społecznego w Warszawie u schyłku XIX w.
5. Kilka portretów z Polską w tle. Reportaże izraelskie. Słowo wstępne: R. Kapuściński. Gdańsk: Marabut 1993, 149 s.
Teksty dot. splotu kultur polskiej i żydowskiej, napisane w 1989-1992, z podróży do Izraela w 1991, a Wilna w 1989, Paryża i Drohobycza w 1992. - Nagroda Pol. PEN Clubu im. K. Pruszyńskiego za rok 1993, przyznana w 1994.
Przekł. franc.: Les disciples de Schulz. [Przeł.] M. Carlier. Montricher 2001.
Adapt. teatr. reportażu „Chłopiec na fotografii” w przekł. franc.: Le Garçon de la photographie. Adapt.: M.C. Mastrangeli. Paryż, Le Colombier, Octogone 2002.
6. Zamieszkałam w ucieczce. [Wiersze]. [Wstęp:] W. Woroszylski. Lubl.: Stow. Lit. „Kresy” 1993, 80 s. Bibl. „Kresów”, 4.
7. Singer. Pejzaże pamięci. [Biografia]. Gdańsk: Marabut 1994, 342 s. Wyd. nast.: tamże 1996, Piórko; wyd. nowe uzup. Wwa: Muza 2002, 493 s.; wyd. 2 zmien. [właśc. 4, popraw. i uzup.] Kr.: WL 2010, 567 s.
Dot. pisarza I.B. Singera.
Przekł.: ang.: Lost landscapes. In search of Isaac Bashevis Singer and the Jews od Poland. [Przeł.] M.G. Levine. New York 1998, – czes.: Singer. Krajiny pamĕti. [Przeł.] V. Dvořáčková. Jinočany 2006, – franc.: Singer, paysages de la mémoire. [Przeł. ] J.-Y. Erhel. Paris 2002.
8. H. Koprowski: Wygrać każdy dzień. Spisała A. Tuszyńska. Wwa: Diana 1996, 363 s., tab.
Biografia lekarza, wirusologa i immunologa, wynalazcy szczepionki przeciwko wirusowi polio.
9. Adresat nieznany. Notatnik poetycki 1993-1996. [Wiersze]. Ze wstępem J. Twardowskiego. Wwa: Diana 1997, 120 s. Bibliofil.
10. Długie życie gorszycielki. Losy i świat Ireny Krzywickiej. [Biografia]. Wwa: Iskry 1999, 364 s. Wyd. nast.: wyd. 2 zmien. [popraw. i uzup.] pt. Krzywicka – długie życie gorszycielki. Kr.: WL 2009, 571 s., tamże 2011, wyd. 2 [!] zmien. 2016.
11. Łęczyca. [Wiersze]. Wwa: Diana 2001, [21] s. Bibliofil.
12. Na cudzych brzegach. Notatnik poetycki 1997-2000. [Wiersze]. Wwa: Diana 2001, 98 s. Bibliofil.
Zawiera cykle: A; Kartki z East Village; Popołudnie w Cuernavaca; Statek do Haify; Z.
13. Gwiazdy i gwizdy. Z dziejów publiczności teatralnej 1765-1939. [Monografia]. Lublin: Wydawn. UMCS 2002, 246 s.
14. Miejsce przy oknie. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2003, 83 s.
15. B. Tuszyński: Polscy olimpijczycy XX wieku (1924-2002). [Słownik biograficzny]. [Cz. 1-2]. Współpraca: H. Kurzyński, A. Tuszyńska. Wr.: Wydawn. Europa 2004, 566 + 541 s.
[Cz. 1:] A-M. – [Cz. 2:] N-Ż.
16. Rodzinna historia lęku. Kr.: WL 2005, 423 s. Wyd. nast. [popraw.] tamże 2011.
Biogr. opowieść o odkrywaniu rodzinnego sekretu: żydowskiego pochodzenia matki.
Nominacja do franc. Nagrody Prix Médicis w 2005, nagroda The Canadian Jewish Literary Award w 2016.
Przekł.: ang.: Family history of fear. A memoir. [Przeł.:] Ch. Ruas. New York 2016. Wyd. nast. tamże 2017, – franc.: Une historie familiale de la peur. [Przeł.] J.-Y. Erhel. Paris 2006. Wyd. nast. tamże 2011.
17. Ćwiczenia z utraty. Kr.: WL 2007, 237 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta E. Kijowska. Piaseczno: Heraclon International. Storybox.pl [2015], płyta CD w formacie mp3.
Wspomnienia dot. zmagań z chorobą nowotworową męża autorki, H. Dasko w 2005-2006.
Przekł. franc.: Exercices de la perte. [Przeł.] J.-Y. Erhel. Paris 2009, – koreań. [Korea?: DD World] 2011.
18. Oskarżona. Wiera Gran. [Biografia]. Kr.: WL 2010, 462 s. Por. poz. 21, 22.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Polony. Piaseczno: Heraclon International. Storybox.pl [2015], płyta CD w formacie mp3.
Dot. piosenkarki polskiej żydowskiego pochodzenia, gwiazdy warszawskiego getta, oskarżonej po wojnie o kolaborację z Niemcami. – Zawarte w książce passusy dot. wojennych losów Władysława Szpilmana były powodem procesów cywilnych wytoczonych autorce i jej wydawcom w Polsce i w Niemczech przez rodzinę muzyka. Wiosną 2013 Wyższy Sąd Krajowy w Hamburgu (nie ingerując w postać znajdującego się już w sprzedaży pierwszego wydania niemieckiego) nakazał w kolejnych edycjach usunięcie niepopartych dowodami oskarżeń rzucanych przez Wierę Gran na Szpilmana (wg inf. A. Tuszyńskiej – 25 linijek z 375-stronicowego tekstu). We wrześniu 2013 Sąd Okręgowy w Warszawie (nieprawomocnym wyrokiem) oddalił pozew Haliny Grzecznarowskiej-Szpilman i jej syna, Andrzeja uznając, że A. Tuszyńska miała prawo zacytować także kontrowersyjne opinie artystki. W lipcu 2016 Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie rozstrzygnął sprawę na korzyść rodziny Szpilmana.
Przekł.: ang.: Vera Gran. The accused. [Przeł. z jęz. franc.] Ch. Ruas. New York 2013, – franc.: Wiera Gran, l’accusée. [Przeł.] I. Jannès-Kalinowski. Paris 2010, wyd. nast. tamże 2011, 2012. – grec.: Viera Gkran: ī katīgoroumenī. [Przeł. z franc.] T. Skassīs. Athī'na 2011, – hebr.: Ha-ne'šemet. Wyeyrah Gra'n, zameret geṭŵ Waršah. [Przeł. z jęz. franc.:] A. Uriel. Kinneret 2012, – hiszp.: La cantante del gueto de Varsovia. Wiera Gran, la acusada. [Przeł.:] Í. Sánchez Paños, E-M. Cano, Madryt 2011, – maced.: Obvineta: Vǰera Gran. [Przeł.] M. Mirkulovska. Skopǰe 2015, – niderl.: Vera Gran. De zangeres van het getto van Waschau. [Przeł.] L. van Nes. Amsterdam 2011, – niem.: Die Sängerin aus dem Ghetto - Das Leben der Wiera Gran. [Przeł. z jęz. franc.] X. Osthelder. Berlin 2013, – słoweń.: Obtožena: Wiera Gran. [Przeł.] T. Jamnik. Ljubljana 2015, – włos.: Wiera Gran: l'accusata. [Przeł.:] M. Botto. Torino 2012.
19. Nadzieja 2. [Wiersze]. Lubl.: Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN 2010, 63 s.
Na okł. tyt.: Nadzieja 2=Espoir 2.
20. [M. E. Tyrmand]: Tyrmandowie. Romans amerykański. Rozm. i skomponowała A Tuszyńska. Tłum. listów A. Wróbel. Wwa: Wydawn. MG, cop. 2012, 269 s.
Dot. emigracyjnych losów i twórczości L. Tyrmanda.
21. Wiera Gran. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. TVP 2012.
Scenariusz napisany na podstawie książki Oskarżona. Wiera Gran, por. poz. 18. Premierowy pokaz filmu w maju 2012 na 52. Krakowskim Festiwalu Filmowym.
22. Pani Ka. [Słuchowisko]. Reż.: W. Markiewicz. Radio 2013.
Słuchowisko napisane na podstawie książki Oskarżona. Wiera Gran, por. poz. 18.
23. Wiera. Dramat w sześciu obrazach. [Współaut.:] J. Żurek. „Dialog” 2013 nr 11 s. 61-116.
Tekst dostępny też na stronie internetowej: http://www.agatatuszynska.pl/Wiera.pdf [dostęp 2 grudnia 2016].
24. Bruno Schulz 1892 – 1942. [Scenariusz filmowy]. Powst. przed 2014. Reż.: A. Sikora. TVP 2014.
Dokument fabularyzowany.
25. Teatr się pali! O pięciu pożarach Teatru Narodowego. [Szkic historyczny]. Wwa: Teatr Nar. 2014, 60 s. Teatr Nar. – Historia, 9.
26. Narzeczona Schulza. Apokryf. Kr.: WL 2015, 321 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Opowieść biograficzna o Józefinie Szelińskiej, narzeczonej Brunona Schulza.
Nominacje do franc. nagród Prix Médicis i Prix Femina w 2015, nominacja do finału Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia (przyznawanej przez „Kurier Szczeciński”) w 2016.
Przekł.: franc.: La Fiancée de Bruno Schulz. [Przeł.:] I. Jannès-Kalinowski. Paris 2015; maced.: Svršeničkata na Bruno Šulc. [Przeł.] M. Mirkulovska. Skopje 2016.
27. Jamnikarium. Wwa: Wydawn. MG 2016, 351 s.
Autorka podp.: Agata Tuszyńska &amp;amp;Lonia. – Ułożony w formie leksykonu zbiór krótkich opowieści, wspomnień i listów dotyczących jamników oraz ich właścicieli.

Przekład wierszy A. Tuszyńskiej w antologii ang.: Ambers aglow. An anthology of Polish women's poetry (1981-1995). [Przeł.] R. Grol. Austin 1996.
Adaptacja
1. W. Reymont: Komediantka. Adapt. A. Tuszyńska. Reż.: Z. Rakowiecka. Radio 1980.
Prace redakcyjne
1. I. Krzywicka: Wyznania gorszycielki. [Wspomnienia]. Oprac. A. Tuszyńska. Wwa: Czyt. 1992, 436 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 1995, [wyd. 3] 1996, [wyd. 4] 1998, wyd. 5 2002.
2. Próba generalna. [Antologia]. Pod kierunkiem [i ze wstępem] A. Tuszyńskiej. Wwa: „Twój Styl” 2004, 280 s.
Zbiór tekstów prozą powstałych na zajęciach warsztatowych Wydziału Dziennikarstwa UW – Ćwiczenia z pisania.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008, 2011.
 	Strona internetowa: http://www.agatatuszynska.pl/ [dostęp 7 listopada 2016].
 	Autorka o sobie: Lęk rozbrojony. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 48 [dot.: Rodzinna historia lęku].
 	Wywiady: Samosiejka. Rozm. J. Jancewicz. „Pani” 2000 nr 1; Nie zapisane nie istnieje. Rozm. S. Bereś. Oprac.: S. Bereś, M. Cichoracka. „Odra” 2001 nr 2, przedr. w: S. Bereś: Historia literatury polskiej w rozmowach. XX-XXI wiek. [Cz.] 1. Wwa 2002; Podróż z życia w życie. Rozmowa z Agatą Tuszyńską. Rozm. A. Cieślar. W tegoż: Kobieta metafizyczna. Wwa 2005; Nie pisałam metafory. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2007 nr 234 [dot.: Ćwiczenia z utraty]; To life! Rozm. J. Strzałka. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 43 [dot.: Ćwiczenia z utraty]; Mam dwa życia. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2010 nr 36 [dot.: Oskarżona Wiera Gran]; Słowom brakło znaczeń. Rozmowa z Agatą Tuszyńską autorką poruszających „Ćwiczeń z utraty” – opowieści o ciężkiej chorobie i śmierci jej męża. Rozm. M. Wilk. W tegoż: W biegu... książka podróżna. Rozmowy z pisarzami (i nie tylko). Kr. 2010; Wszyscy jesteśmy kolaborantami. Rozm. R. Kim. „Wprost” 2010 nr 46 [dot.: Oskarżona Wiera Gran]; Wycięta z wojennego losu. Rozm. M. Sawicka-Danielak. „Rzeczpospolita” 2010 nr 231 [dot.: Oskarżona. Wiera Gran]; [dot.: Oskarżona. Wiera Gran:] Zaciskam zęby i piszę. Rozm. L. Śnieg-Czaplewska. „Viva” 2010 nr 23; Zostałam z podłością ludzką. Rozm. A. Kuźniak. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 235 dod. „Duży Format” nr 39; Używam słowa „kolaboracja”, bo wszyscy układamy się z losem. Rozm. T. Drozda. „Wyspa” 2011 nr 1; Krótkotrwałe spełnienia. Rozm. M. Grzebałkowska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 293 dod. „Wysokie Obcasy” nr 50; Na cztery ręce. Z Agatą Tuszyńską i Jerzym Żurkiem rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2013 nr 11 [dot. dramatu Wiera]; Nie jestem Wierą Gran. Rozm. H. Rydlewska. „Przekrój” 2013 nr 25; Oskarżona: Agata Tuszyńska. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2013 nr 29; „Przypadek jest maską na twarzy przeznaczenia”. O książce „Pejzaże pamięci” i o I. B. Singerze. Rozm. M. Zynger. „LiryDram” 2013 nr 1; Tajemnica narzeczonej Schulza. Rozm. J. Rolińska. „Rzeczpospolita” 2015 nr 166 [dot.: Narzeczona Schulza]; Uprawiam archeologię pamięci. Rozm. A. Papieska. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.
 	Hasło biobibliograficzne w: Contemporary authors. A bio-bibliographical guide to current writers in fiction, general nonfiction, poetry, journalism, drama, motion pictures, television, and other fields. Vol. 395. Farmington Hills, Mich. 2017.

Ogólne

 	M. PAWŁOWSKA: Kobieta w podróży. „Kresy” 1994 nr 18.
 	E. JUNCZYK-ZIOMECKA: Nie zapisane nie istnieje. „Twój Styl” 1995 nr 3.
 	R. JOCHYMEK: W zwierciadle biografii. Współczesna polska biografia literacka na przykładzie utworów Joanny Siedleckiej, Agaty Tuszyńskiej, Barbary Wachowicz. Wwa 2004, passim.
 	A. SIEMIŃSKA: Pamięć uniewinniona. Pochodzenie żydowskie a problem tożsamości i wyborów identyfikacyjnych na przykładzie utworów Romy Ligockiej i Agaty Tuszyńskiej. W: Pisarze polsko-żydowscy XX wieku. Wwa 2006, przedr. w: Polska proza i poezja po 1989 roku. Tor. 2007.
 	M. FIEJDASZ-KACZYŃSKA: Poszukiwacze zaginionych historii. „Pani” 2013 nr 3 [dot. także: Sz.Twardocha, P. Bluszcza i W. Kukuczki].
 	L. HULL: „Za nią” i „przy niej”. W tejże: Zamiast i w imieniu. Na pograniczach współczesnej biografistyki. Tor. 2014.
 	A. MACH: „Na początku była wojna”. Postpamięć w utworach Evy Hoffman, Bożeny Keff, Ewy Kuryluk i Agaty Tuszyńskiej. „Literaturoznawstwo” 2014/2015 nr 8/9.
 	M. KRYTOWSKA: Bio(geo)grafia kobieca. Przestrzenny wymiar doświadczenia. „Autobiografia” 2016 nr 2.
 	A. TIPPNER: „Sensing the meaning, working towards the facts”. Drugie pokolenie a pamięć o Zagładzie w tekstach Bożeny Keff, Magdaleny Tulli i Agaty Tuszyńskiej. Przeł. K. Adamczak. „Teksty Drugie” 2016 nr 1.
 	J. WRÓBEL: „Z prześladowanymi w późnym, nieprzemilczanym, promienistym związku”. Drugie pokolenie po Holokauście. „Ruch. Lit.” 2016 z. 3 [dot. m.in. prozy A. Tuszyńskiej].

Rosjanie w Warszawie

 	E. HALICZ. „Zesz. Hist.”, Paryż 1991 z. 96.
 	M. KARPIŃSKI: Nie widzieć, nienawidzić. „Puls” 1991 nr 4.
 	A.S. KOWALCZYK: Dykcyonarz w takt „Roty”. „Res Publica” 1991 nr 3.
 	K. PACZUSKI: Suplement do „Lalki”. „Akcent” 1994 nr 1.

Wisnowska

 	M. RADGOWSKI: Całe życie aktorek. „Dialog” 1990 nr 10 [dot. także: L. Kuchtówna: Irena Solska, M. Bojarska: Mieczysława Ćwiklińska, A. Grodzicki: Eichlerówna – szlachetny demon teatru].

Kilka portretów z Polską w tle

 	A. DRAWICZ: Mądrość żydowska z Polską w tle. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 38.
 	M. RATAJCZAK: Między mitem i historią. „Odra” 1993 nr 11.
 	R. KAPUŚCIŃSKI: Człowiek i jego pamięć. W tegoż: O książkach, ludziach i sztuce. Wwa 2009 [przedr. jako przedm. zob. poz. 5].

Zamieszkałam w ucieczce

 	D. HECK: Kłopoty z koniugacją. „Tytuł” 1994 nr 1.
 	W. WANTUCH: Zamach na wszystkość. „Arkusz” 1994 nr 6.

Singer

 	A. BAGŁAJEWSKI: Pejzaże pamięci i wyobraźni. „Kresy” 1994 nr 19.
 	A. DRAWICZ: „Singer”, bodaj nawet lepszy niż Singer. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 41.
 	W. SADKOWSKI: W podwójnym zwierciadle. „Lit. na Świecie” 1994 nr 7/8.
 	W. WOROSZYLSKI: Z Polską w tle. „Rzeczpospolita” 1994 nr 91.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Twórczość była jego radością. „Sł. Żyd.” 1994 nr 9.
 	Ch. SHMERUK: Dwie książki o Singerze. „Teksty Drugie” 1996 nr 4 [dot. także: M. Adamczyk-Garbowska: Polska Isaaca Bashevisa Singera – rozstanie i powrót].
 	J. POTKAŃSKI: Umarłe pejzaże. „Prz. Hum.” 1997 nr 5.
 	R. JOCHYMEK: Pejzaże pamięci Agaty Tuszyńskiej a konwencja reportażu i proza Singera. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2004 nr 4.
 	J. ZABOROWSKA: „Uprawiam archeologię pamięci”. Rozważania o utworze „Singer. Pejzaże pamięci” Agaty Tuszyńskiej = „I grow the archeology of memory”. Thoughts on book „Singer. Landscapes of memory” by Agata Tuszyńska. „Pr. Literaturoznawcze” 2016.
 	Zob. też. Wywiady.

H. Koprowski: Wygrać każdy dzień

 	Wygrać każdy dzień (poz. 8): M. FIKUS: Gra ważniejsza od wygranej. „Świat Nauki” 1997 nr 4. ­M. KULA: Doktor Koprowski bez tajemnic. „Nowe Książ.” 1997 nr 5.

Adresat nieznany

 	J. GRĄDZIEL: Listowna odyseja. „Arkusz” 1998 nr 2.
 	W. FUŁEK: List od nieznanego adresata. „Topos” 2000 nr 3/4.

Długie życie gorszycielki

 	A.J. DĄBROWSKI: Powrót Ireny Krzywickiej. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1999 nr z 15 X dod. „Prz. Pol.”.
 	M. GAWIN: Artysta w szlafroku. „Res Publica Nowa” 1999 nr 10.
 	R. GRZELA: Rozprawa z Krzywicką. „Kultura”, Paryż 1999 nr 7/8.
 	T. JASTRUN: Bolesne życie gorszycielki. „Twój Styl” 1999 nr 8.
 	A. KOSS: Irena Krzywicka by Agata Tuszyńska. „Kresy” 1999 nr 2/3.
 	K. MASŁOŃ: Pozycja wyjątkowa. „Rzeczpospolita” 1999 nr 141, polem.: A. Krzywicki. „Rzeczpospolita” 1999 nr 165, K. Masłoń, tamże.
 	M. RADGOWSKI: Przywrócona. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	R. JOCHYMEK: Między życiem a literaturą. „Opcje” 2000 nr 1.

Łęczyca

 	A. PIWKOWSKA: W podróży. „Nowe Książ.” 2001 nr 9 [dot. też: Na cudzych brzegach].
 	W. WANTUCH: Papier wyczerpany? „Arkusz” 2001 nr 12 [dot. też: Na cudzych brzegach].
 	R. GROL: W pogoni za zakotwiczeniem, czyli o poezji Agaty Tuszyńskiej. „Midrasz” 2002 nr 2 [dot. też: Na cudzych brzegach].
 	L. SZARUGA: Świat poetycki (XV). „Zesz. Lit.”, Paryż 2002 nr 78 [m.in. o tomie A. Tuszyńskiej].

Na cudzych brzegach

 	A. PIWKOWSKA: W podróży. „Nowe Książ.” 2001 nr 9 [dot. też: Łęczyca].
 	W. WANTUCH: Papier wyczerpany? „Arkusz” 2001 nr 12 [dot. też: Łęczyca].
 	W. FUŁEK: W drodze. „Topos” 2002 nr 1/2.
 	R. GROL: W pogoni za zakotwiczeniem, czyli o poezji Agaty Tuszyńskiej. „Midrasz” 2002 nr 2 [dot. też: Łęczyca].

Gwiazdy i gwizdy

 	J. ZIELIŃSKI: Widziane ze sceny. „Res Publica” 1989 nr 5 [na podstawie masz. książki].
 	H. BALTYN: Głosujący nogami. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
 	A. ZAWRZYKRAJ: Pozwólcie widzom śmiać się i klaskać. „Dialog” 2003 nr 4.

Rodzinna historia lęku

 	J. GIZELLA: Trudna tożsamość. „Topos” 2005 nr 3.
 	D. KRAWCZYŃSKA: Jak sukienka. „Res Publica Nowa” 2005 nr 4.
 	M. RADGOWSKI: Wszyscy w jednym pokoju. „Rzeczpospolita” 2005 nr 77.
 	M. DUNIKOWSKA: Byliście, więc jestem. „Odra” 2006 nr 4.
 	A. SZEWCZYK: Lekcja historii rodzinnej. „Kresy” 2006 nr 1/2.
 	Ł. JASINA: Wspaniały, polsko-żydowski chaos. Na marginesie wspólnych motywów autobiografii A. T. i Mariana Marzyńskiego. „Rocz. Inst. Europy Środkowo-Wschodniej” 2007.
 	R. KAPUŚCIŃSKI: W poszukiwaniu tożsamości. W tegoż: O książkach, ludziach i sztuce. Wwa 2009.
 	M. MIPS: Teraźniejszość naznaczona (post)traumą (na przykładzie „Włoskich szpilek” Magdaleny Tulli i „Rodzinnej historii lęku” Agaty Tuszyńskiej. W: Sekundy (i) epoki. Wwa 2013.
 	E.-M. HIEMER: Przestrzenie w literaturze polsko-żydowskiej i niemiecko-żydowskiej. Regionalizacja i europeizacja. W: Střední Evropa včera a dnes. Proměny koncepcí. Brno 2015.
 	Zob. też Autorka o sobie.

Ćwiczenia z utraty

 	M. CUBER: Poza zasięgiem ukojenia. „Nowe Książ.” 2007 nr 11.
 	A. JANKO: Księga miłości i śmierci. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 254.
 	J. ROSTROPOWICZ-CLARK: Umiera człowiek, powstaje książka. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2008 nr z 4 I dod. „Prz. Pol.”.
 	R. SOWIŃSKA: Duchowy „survival”. „Więź” 2008 nr 6.
 	Zob. też Wywiady.

Oskarżona Wiera Gran

 	C. GMYZ: Szpilman walczy o dobre imię ojca. „Rzeczpospolita” 2010 nr 258 [dot. przywoływanych w książce pomówień Władysława Szpilmana o kolaborację z Niemcami w czasie okupacji].
 	A. GRZEMSKA: Mistyfikacje. „Pogranicza” 2010 nr 6.
 	P. PUSTKOWIAK: Obyśmy sami nie byli sądzeni. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 197.
 	A. SABOR: Rozmowy w kryjówce. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 51 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. SAWICKA-DANIELAK: W butach gwiazdy. „Rzeczpospolita” 2010 nr 231.
 	J. SOSNOWSKI: Lęk nad zmąconym źródłem. „Więź” 2011 nr 1.
 	J. SZCZĘSNA: To nie była agentka. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 274.
 	B. URBANKOWSKI: Trędowata z getta. „Niezal. Gaz. Pol. Nowe Państ.” 2010 [nr] 12.
 	J. ŻAKOWSKI: Bezrozumna potęga losu. „Polityka” 2010 nr 43.
 	H. SAMSON: Obnażona Wiera Gran. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 83 dod. „Wysokie Obcasy”.
 	J. SOSNOWSKI: Lęk nad zmąconym źródłem. „Więź” 2011 nr 1 (w cyklu „Eks post”).
 	U. GLENSK: Bez wyroku. W tejże: Po Kapuścińskim. Kr. 2012.
 	A. SZELIGA: Sprawy o sztukę nie będzie. „Metro” 2012 nr 2451 [dot. analogii między książką A. Tuszyńskiej oraz sztuką pt. Wiera Gran, autorstwa A. Burzyńskiej, wystawionej w 2012 w reż. B. Sas w warszawskim Teatrze „Kamienica”].
 	J. LASDUN: „Under Suspicion”. Vera Gran: The Accused by Agata Tuszyńska. „New York Times” 2013 z 3 V dod. „Sunday Book Review”.
 	M. JAŁOSZEWSKI: Agata Tuszyńska wygrała po raz drugi z rodziną Szpilmana. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 271.
 	P. MACHAJSKI, M. JAŁOSZEWSKI: Pisarka Agata Tuszyńska musi przeprosić wdowę po Władysławie Szpilmanie. „Gaz. Wybor.” 2016 nr z 29 VII.
 	Zob. też Wywiady.

Tyrmandowie

 	K. CIEŚLIK: Zakochany Lolek. „Polityka” 2012 nr 41.
 	I. IWASIÓW: Pierwsza myśl: jest niski. Rozczarowanie? „Gaz. Wybor.” 2012 nr 224.
 	M. E. ROGOWSKA: Mary Ellen i Leopold. „Nowe Książ.” 2012 nr 12.
 	W. FUŁEK: Zapomniana sztuka epistolografii. „Topos” 2014 nr 1/2.

Wiera

 	Zob. Wywiady.

Narzeczona Schulza

 	J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Tajemnicza panna J. „Rzeczpospolita” 2015 nr 198.
 	M. CIEŚLIK: Geniusz i panna. „Wprost” 2015 nr 36.
 	D. NOWACKI: Bruno i Juna, narzeczeni w Drohobyczu. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 221.
 	Ł. SATURCZAK: Podwójne życie Józefiny. „Newsweek” 2015 nr 35.
 	A. ZAWADA: J., samotna narzeczona. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.
 	A. SMUSZ: Biograficzna narracja kobieca w „Narzeczonej Schulza” Agaty Tuszyńskiej. „Fraza” 2016 nr 1/2.
 	M. WALENDOWSKA: Szelińska – portret wątpliwy. „Twórczość” 2016 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

I. Krzywicka: Wyznania gorszycielki

 	Wyznania gorszycielki (Prace redakcyjne i edytorskie poz. 1): G. BORKOWSKA: Pęknięta biografia. „Życie Warsz.” 1993 dod. „Ex Libris” nr 28.
 	R. MATUSZEWSKI: Wokół Krzywickiej i Boya. „Życie Warsz.” 1993 dod. „Ex Libris” nr 31.
</document>
<document nplp_id="3165" title="Ingmar VILLQIST" slug="ingmar-villqist">ur. 1960

Właściwe imię i nazwisko: Jarosław Świerszcz.

Inny pseud.: Stanisław Stewichowski.

Dramatopisarz, historyk i krytyk sztuki, reżyser teatralny.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 24 marca 1960 w Chorzowie; syn Adama Świerszcza, oficera Wojska Polskiego, i Janiny z domu Faska, chemiczki. Uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego w Chorzowie, a po zdaniu matury w 1979 studiował historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim. Debiutował w 1980 opowiadaniem pt. Zlecenie na dostawę, opublikowanym na łamach tygodnika „Student” (nr 6). W 1988 uzyskał magisterium, a w następnym roku został dyrektorem artystycznym Biura Wystaw Artystycznych w Katowicach. Był kuratorem licznych wystaw (indywidualnych i zbiorowych) współczesnych artystów polskich i zagranicznych, m.in. w 1994 polskiej ekspozycji na Biennale Sztuki w Saõ Paulo. Jako krytyk sztuki debiutował artykułem Malarstwo Piotra Nalewajki, ogłoszonym w 1988 w miesięczniku „Sztuka” (nr 6), z którym współpracował do 1989. W 1990-91 był redaktorem naczelnym kwartalnika „BWart”. Artykuły na temat sztuki współczesnej i wywiady z artystami publikował m.in. także w pismach „Exit” (1991-92), „Format” (1991), „Projekt” (1991) i „Śląsk” (1996-98). Wykładał historię sztuki kolejno w Akademiach Sztuk Pięknych w Krakowie i Katowicach (1991-97) oraz w Warszawie (1997-2004), a także dramaturgię i pisanie scenariuszy w Studium Aktorskim Zbigniewa Waszkielewicza w Katowicach (1992-93) i na Wydziale Radia i Telewizji im. K. Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego (od 2005). W 1994 został wicedyrektorem Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie. Od tegoż roku był członkiem Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA). W 1994-95 współpracował z programem Polonia Telewizji Polskiej. W tym okresie zaczął pisać utwory dramatyczne; debiutował jednoaktówką Kostka smalcu z bakaliami, nagrodzoną w 1995 w konkursie „Tygodnika Powszechnego” i Stowarzyszenia Promocji Kultury Młodych „Lepsi” (podp.: Stanisław Stewichowski). W 1998 założył nieinstytucjonalny Teatr Kriket w Królewskiej Hucie (Chorzów), w którym wystawił i wyreżyserował trzy swoje sztuki: Oskara i Ruth oraz Kostkę smalcu z bakaliami, a w 1999 Noc Helvera. Od tej pory używał w działalności teatralnej pseudonimu Ingmar Villqist. W następnych latach kontynuował twórczość dramaturgiczną, a także reżyserował (przede wszystkim własne dramaty) w licznych teatrach na terenie kraju oraz w Polskim Radiu. Większość sztuk drukował w miesięczniku „Dialog”. W 2000 zrezygnował z pracy w warszawskiej Zachęcie i od sezonu 2000/01 do 2005/06 był etatowym reżyserem w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. W 2008-10 pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza w Gdyni, a w 2009 także szefa Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port, organizowanego przez ten teatr. W 2010 został członkiem zwyczajnym Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów. W 2013 podjął współpracę jako felietonista z dodatkiem „Gazety Wyborczej” – „Katowice”, z dwumiesięcznikiem „Style” oraz z kwartalnikiem „Fabryka Silesia” (tu stała rubryka Na temat), którego Rady Redakcyjnej został członkiem. Otrzymał m.in. nagrodę Gdańskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych w dziedzinie dramatu (2001), Nagrodę Artystyczną m. Chorzowa (2004), nagrodę Śląski Orzeł (2005), nagrodę Don Kichot za debiut reżyserski w Teatrze Polskiego Radia (2011), nagrodę Tele-Splendor im. W. Ławniczaka dla najbardziej telewizyjnego słuchowiska (2015). Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi ( 2000).



TWÓRCZOŚĆ

1. Kostka smalcu z bakaliami. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1993. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Villqist. Chorzów, T. Kriket w Królewskiej Hucie 1998; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2013. Druk jako część cyklu Beztlenowce [poz. 5]: „Dialog” 2000 nr 11 s. 5-10.
Inne wyst. osob.: Reż.: Sz. Turkiewicz. Wr., T. Zakład Krawiecki 2001; Reż.: M. Stachoń. Tychy, T. Mały 2015.
Data powst. pod tekstem druk. w „Dialogu”. – III nagroda w Konkursie Lit. Młodych Twórców zorg. przez „Tyg. Powsz.” i Stow. Promocji Kultury Młodych „Lepsi” w 1995; autor na potrzeby konkursu użył pseud.: Stanisław Stewichowski („Tyg. Powsz.” 1995 nr 24). – Utwór wyst. też z pozostałymi częściami cyklu zob. poz. 5.
Przekł.: czes.: Kostka sádla z bakaliemi. [Przeł.] J. Kamiňska. W: Pobavme se o životĕ a smrti. Praha 2002; Kostka sádla z sušeným ovocem. [Przeł.] P. Peč. W: I. Villqist: Bezkyslíkatí. (Jednoaktovky). Brno 2005, – słowac.: Kocka tuku so sušeným južným ovocim. [Przeł.:] P. Michalik, J. Šimko. „Vlna”, Bratysława 2001 nr 8; Kocka tuku s hrozienkami. [Przeł.] B. Sprušanská. W: I. Villqist: Hry. Bratislava, Košice 2003, – szwedz.: En istertärning med torkad frukt. [Przeł.] L. Ilke. W: I. Villqist: Helvers natt och andra dramer. Uppsala 2005.
2. Oskar i Ruth. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Villqist. Chorzów, T. Kriket w Królewskiej Hucie 1998; radiowa: Adapt. i reż.: J. Buchwald. Radio 2013.
Wyst. nast.: Reż.: W. Zeidler. Rzeszów, T. im. W. Siemaszkowej 2000 (wyst. łącznie z Noc Helvera poz. 3); Reż.: J. Buchwald. Wwa, T. Stara Prochownia 2001; Reż.: T. Obara. Szczec., T. Współcz. 2002; Reż.: T. Man. Przedstawienie impresaryjne 2003; Reż.: I. Villqist. Katow., T. Bez Sceny 2005, 2011.
Grand Prix, Nagroda Główna oraz nagroda publicznośći na XXXV Ogólnopol. Festiwalu T. Małych Form w Szczec. w 2000.
Przekł.: niem.: Oskar und Ruth. [Przeł.:] E. Bednarek, M. Hilber. Wyst. Essen, T. Katakomben 2006, – słowac.: Oscar a Ruth. [Przeł.] P. Himič. W: I. Villqist: Hry. Bratislava, Košice 2003. Wyst. łącznie z poz. 3 pt. Villqist contra Villqist: Koszyce, Štátne divadlo, Mala scéna 2003, – szwedz.: Oskar och Ruth. [Przeł.] L. Ilke. Uppsala 2008.
3. Noc Helvera. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: I. Villqist. Chorzów, T. Kriket (w malarnii T. Śląskiego im. S. Wyspiańskiego w Katow.) 1999 (nowa wersja VI 2000); tv: Reż.: B. Sass. TVP 2000; radiowa: Reż. : I. Villqist. Radio 2013. Druk: „Dialog” 2000 nr 3 s. 29-51. Przedr. zob. poz. 8.
Wyst. nast.: Reż.: P. Łysak. Pozn., T. Pol. 2000; Reż.: W. Zeidler. Rzeszów, T. im. W. Siemaszkowej 2000 (wyst. łącznie z Oskar i Ruth poz. 2); Reż.: I. Villqist. Wwa, T. Studio 2000; Reż.: Z. Brzoza. Wwa, T. Powsz. 2000; Reż.: B. Sass. Kr., T. im. J. Słowackiego 2001; Reż.: D. Nil-Żródlewski. Szczec., T. Karton 2004; Reż. i scenogr.: I. Villqist. Kr., T. Bagatela im. T. Boya-Żeleńskiego 2011.
Nagroda Young Angels Theatremakers Award 2014 na festiwalu organizowanym w Londynie przez Company of Angels.
Przekł.: ang.: Helver’s night. [Przeł.] J. Laskowski. Wyst. Londyn, White Bear T. 2003, wyst. nast.: St. Louis, T. Upstream 2009; York, York T. Royal 2014, – białorus.: Noč Gel’vera. [Przeł.] G. Cišuk. W: Sučasnaâ pol’skaâ p’esa. Minsk 2002. Wyst. Grodno, Grodzenski Dramatyčny T. 2009, – bośniacki: Helverjeva noč. Wyst. Sarajewo, T. Kamerni 55 2004, – czes.: Helverova noc. [Przeł.] J. Vondraček. „Svet a divadlo”, Praga 2001 nr 6. Wyst. Praga, Divadlo v Celetné 2005, – franc.: La nuit d’Helver. [Przeł.] K. Wyrzykowska. Wyst. Luksemburg, Grand T. Arrière 2008, – kataloński: La nit k’Helver. [Przeł.] X. Farré. „Assai de Teatre”, Barcelona 2009 nr 70, – litew.: Helverio naktis. [Przeł.] R. Rastauskas. Wyst. Wilno, Lietuvos nacionalinis dramos teatras 2003, – niem.: Helvers nacht. [Przeł.] K. Bikont. W: Antologie polnischer Dramen der Gegenwart. Sulejówek 2000. Wyst. Marburg, T. GegenStand 2002, wyst. nast. Wien, T. Caprile 2008, – ros.: Noč’ Gel’vera. [Przeł.] T. Komonová. „Sovremennaja Dramaturgija” 2005 nr 4. Wyst. Moskwa, Klub im. Dzeržinskogo 2007, wyst. nast.: Nowosybirsk, T. Stary Dom 2011; Surgut, Surgutskij T. 2011; Jakuck, Russkij dramtičeskij t. im. A. Puškina 2012; Nowoszachtyńsk, T. Dramatičeskij 2012; Tiumeń, T. Angažement 2012; Sankt Petersburg, T. im. V.F. Komissarževskoj 2013, – serb.: Noć Helvera. [Przeł.] B. Rajčić. Beograd 2002. Wyst. Belgrad, T. Bitef 2003, wyst. nast. Prijedor, Pozorište 2013, – słowac.: Helverova noc. [Przeł.] P. Himič. W: I. Villqist: Hry. Košice 2003. Wyst. łącznie z poz. 2 pt. Villqist contra Villqist: Koszyce, Štátne divadlo, Mala Scéna 2003, wyst. nast.: Bački Petrovac, Slovenské vojvodinské divadlo, współprca: Zwoleń, Divadlo J.G. Tajovského 2013, – szwedz.: Helvers natt. [Przeł.] L. Ilke. W: I. Villqist: Helvers natt och andra dramer. Uppsala 2005. Wyst. jako sztuka czytana: Uppsala, Stadsteatern 2005 [inf. L. Ilke] , – ukr.: Kijów, Kiïvs’kij akademijni t. ûnogo glâdača na Lipkah 2014, – węgier.: Helver éjszakája. [Przeł.] K. Bába. W: Ilja próféta. Mai lengyel drámák. Budapest 2003, – włos.: La notte di Helver. [Przeł.:] M. Smoleńska, M. Musi. „Sipario”, Mediolan 2003 nr z IV, przedr. w: A est scritture dall’Europa orientale. Napoli 2005. Wyst. Neapol, T. Stabile 2005, wyst. nast. Rzym, Instituto Teatrale Europeo (Abarico Theatre) 2013. – Utwór został włączony w 2007 do projektu „Theatre Café Europe” i był w formie sztuki czytanej prezentowany w Londynie, Lille, Amsterdamie i Tallinie.
4. Bez tytułu. (Ohne Titel). [Utwór dramatyczny). Powst. 2000. Praprem.: teatr. jako część cyklu Beztlenowce [poz. 5]: Reż.: L. Kos. Łódź, T. Nowy, Mała Sala 2001; tv pt. 51 minut: Reż.: Ł. Barczyk. TVP 2003. Druk zob. poz. 8 s. 141-146. Przedr. w: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003, Antologia dramatu polskiego. 1945-2005. T. 2. Wwa 2007.
Wyst. nast. osobno pt. Ohne Titel: Reż.: P. Sieklucki. Kr., Avant’ T. 2003.
Data powst. pod drukiem tekstu. – Utwór stanowi część cyklu Beztlenowce i był wyst. łącznie z innymi jego pozycjami zob. poz. 5.
Przekł.: czes.: Bez názvu. (Ohne Titel). [Przeł.] P. Peč. W: I. Villqist: Bezkyslíkatí. (Jednoaktovky). Brno 2005, – słowac.: Bez názvu. (Ohne Titel). [Przeł.] A. Szabová. W: I. Villqist: Hry. Košice 2003, – szwedz.: Ohne Titel. [Przeł.] L. Ilke. Wyst. jako sztuka czytana: Uppsala, Stadsteater 2006 [inf. L. Ilke].
5. Beztlenowce. Jednoaktówki: Kostka smalcu z bakaliami [poz. 1]; Beztlenowce; Fantom [poz. 6]; Lemury. „Dialog” 2000 nr 11 s. 5-53. Wyd. osob. (łącznie z Cynkweiss, z pominięciem Kostka smalcu z bakaliami): Beztlenowce. (Jednoaktówki). [Program teatralny]. Łódź: T. Nowy 2001, 134 s. Przedr. łącznie z Bez tytułu. (Ohne Titel) [poz. 4]; Cynkweiss. (Biel cynkowa) zob. poz. 8 oraz w: Antologia dramatu polskiego. 1945-2005. T. 2. Wwa 2007.
Do cyklu należą także utwory: Bez tytułu. (Ohne Titel) [poz. 4]; Cynkweiss. (Biel cynkowa). – Poszczególne jednoaktówki były wystawiane w różnych zestawieniach; autor sugerował, aby zawsze kończyć utworem Lemury.
Praprem.: tv: Beztlenowce (łącznie z Kostka smalcu z bakaliami poz. 1): Reż.: Ł. Barczyk. TVP 2001; teatr.: Beztlenowce [Lemury; Fantom; Cynkweiss. (Biel cynkowa); Bez tytułu. (Ohne Titel)]. Reż.: L. Kos. Łódź, T. Nowy, Mała Sala 2001; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2013.
Wyst. nast.: Reż.: I. Villqist. Wwa, T. Rozmaitości 2001; Reż.: I. Villqist. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2003; pt. ...Kobieta...Mężczyzna.... (wyst. łącznie z M. Wiśniewska: Seneka; A. Strindberg: Silniejsza). Reż.: R. Kowalczyk. Szczec., T. Prim 2005; pt. Villqist [Kostka smalcu z bakaliami; Lemury]: Reż.: R. Kowalczyk. Szczec., T. Prim 2007; wyst. łącznie z Kostka smalcu z bakaliami: Reż. i scenogr.: I. Villqist. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2010.
Przekł.: bułg.: Anaerobi: Fantom; Lemuri. [Przeł.] Û. Božkov. W: S’’vremenna polska drama. Sofiâ 2008, – czes.: Bezkyslíkatí. (Jednoaktovky): Kostka sádla z sušeným ovocem; Bezkyslíkatí; Fantom; Bez názvu. (Ohne Titel); Zinková bĕloba. (Zinnkweiss); Lemuři. [Przeł.] P. Peč. Brno 2005; Bez kyselíku. [Przeł.] J. Vondráček. Wyst. Praha, T. Disk, Studio Řetizek 2005, – franc.: Anaérobie. Tapuscrit du texte. [Przeł.:] Kinga Wyrzykowska. Klara Wyrzykowska. [B.m.w. 2004], – słowac.: Anaeróby; Kocka tuku so sušeným južným ovocim; Lemuri. [Przeł.:] P. Michalik, J. Šimko. „Vlna”, Bratysława 2001 nr 8; Kocka tuku s hrozienkami; Bezkyslíkovce; Fantóm; Lemury. [Przeł.] B. Sprušanská; Cinkvajs. (Zinková bieloba); Bez názvu. (Ohne Titel). [Przeł.] A. Szabová. W: I. Villqist: Hry. Bratislava, Košice 2003. Wyst. pt. Bezkyslíkovce: Kocka masti s hrozienkami; Bezkyslíkovce; Fantóm; Lemury. [Przeł.] B. Sprušanská. Reż.: S. Sprušanský. Nitra, Divadlo Andreja Bagara 2004, – szwedz.: Anaeroberna; En istertärning med torkad frukt; Zinkritt; Fantomen. [Przeł.] L. Ilke. W: I. Villqist: Helvers natt och andra dramer. Uppsala 2005.
6. Fantom. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2000. Druk jako część cyklu Beztlenowce [poz. 5]: „Dialog” 2000 nr 11 s. 27-49. Praprem.: tv jako część cyklu Beztlenowce [poz. 5]: Reż.: Ł. Barczyk. TVP 2001; teatr.: Reż.: L. Kos. Łódź, T. Nowy, Mała Sala 2001; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2016.
Wyst. osob.: Reż.: A. Lipiec-Wróblewska. Kr., Stary T. 2001; Reż.: I. Villqist. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2005.
Przekł.: bułg.: Fantom. [Przeł.] Û. Božkov. W: S’’vremenna polska drama. Sofiâ 2008, – czes.: Fantom. [Przeł.] P. Peč. W: I. Villqist: Bezkyslíkatí. (Jednoaktovky). Brno 2005, – słowac.: Fantóm. [Przeł.] B. Sprušanská. W: I. Villqist: Hry. Bratislava, Košice 2003. Wyst. z przekł. innych części cyklu pt. Bezkyslíkovce: Reż.: S. Sprušanský. Nitra, Divadlo Andreja Bagara 2004, – szwedz.: Fantomem. [Przeł.] L. Ilke. W: I. Villqist: Helvers natt och andra dramer. Uppsala 2005. Wyst. jako sztuka czytana: Uppsala, Stadsteater 2005.
7. Entartete Kunst. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2001 nr 5/6 s. 5-61. Praprem.: Reż.: I. Villqist. Pozn., T. Pol. 2001.
8. Noc Helvera; Beztlenowce. Jednoaktówki. Wstęp napisał R. Pawłowski. Wwa: Sic! 2001, 182 s.
Zawartość: Noc Helvera [poz. 3]. – Beztlenowce. Jednoaktówki [poz. 5]: Kostka smalcu z bakaliami [poz. 1]; Beztlenowce; Bez tytułu. (Ohne Titel) [poz. 4]; Cynkweiss. (Biel cynkowa) [poz. 5]; Lemury [poz. 5].
9. Preparaty. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: I. Villqist. Gdańsk, T. Wybrzeże 2001. Wyd. Gdańsk: T. Wybrzeże 2001.
Nagroda honorowa Gdańskiego Tow. Przyj. Sztuki w dziedzinie dramatu ze szczególnym uwzględnieniem sztuki „Preparaty” w 2002. – Inf. o wyd. na stronie internetowej:
www.teatrdlawas.pl.
Przekł.: czes.: Preparáty. [Przeł.] P. Himič. W: I. Villqist: Hry. Bratislava 2003.
10. Helmucik. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Łysak. Pozn., T. Pol. w koprodukcji z T. im. W. Horzycy w Tor. 2002.
Wyst. nast.: Reż.: I. Villqist. Gdańsk, T. Wybrzeże 2004; Reż.: I. Villqist. Kr., T. Bagatela 2011.
Adapt. film.: Helmütchen. Reż.: I. Villqist. Ekran. (pol.-niem.) 2007.
11. Sprawa miasta Ellmit. [Utwór dramatyczny]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2003, 154 s. Praprem.: Reż.: I. Villqist. Gdańsk, T. Wybrzeże 2003.
12. Archipelag Wysp Pingwinich. [Powieść]. Wwa: Sic! 2004, 302 s.
13. Wernisaż albo dziesięć realistycznych scen z życia artysty malarza w wielkim mieście. Monodram = Vernissage oder zehn realistische Szenen aus dem Leben eines Malers in einer Grosstadt. Monodrama. [Przeł.] E. Bednarek. [B.m.w. 2004], 32 + 34 s. Praprem.: Reż.: I. Villqist. Katow., T. Bez Sceny 2004 (wykonanie: A. Dopierała).
Tekst w jęz. pol. i niem.
Przekł. niem.: Vernissage oder zehn realistische Szenen aus dem Leben eines Malers in einer Grosstadt. Monodrama. [Przeł.:] E. Bednarek, M. Hilber. Reż.: I. Villqist. Wyst. Essen, Zechentheater Zeche Königin Elisabeth 2004. Wyd. łącznie z tekstem pol. zob. wyżej.
14. Kompozycja w słońcu. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Villqist. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2007; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2013. Druk zob. poz. 26 s. 65-117.
15. Czarodziejka z Harlemu. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2008 nr 10 s. 8-38. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Villqist. Chorzów, T. Rozrywki 2008; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2016.
16. Kompozycja w błękicie. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Villqist. Wwa, T. na Woli 2009; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2010. Wyd. Wwa: Wydawn. T. na Woli 2009, 116 s. Przedr. zob. poz. 25.
17. Stille Nacht. (Cicha noc). [Jednoaktówka]. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 301 dod. „Katowice” s. 4-6. Praprem. radiowa łącznie z poz. 20 i 24 pt. Świątecznie: Reż.: I. Villqist. Radio 2013.
18. Ewa. Scenariusz filmowy. Reż.: A. Sikora, I. Villqist. Ekran. 2010.
Nagroda Marszałka Województwa Dolnośląskiego za debiut reżyserski dla I. Villqista i A. Sikory na 10. Międzynarodowym Festiwalu Film. Era Nowe Horyzonty we Wr. w konkursie Nowe Kino Polskie.
19. Oddychaj ze mną. [Jednoaktówka]. „Dialog” 2010 nr 5 s. 150-156. Praprem. radiowa: Reż. I. Villqist. Radio 2011. Przedr. zob. poz. 26.
20. Święta noc. [Jednoaktówka]. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 300 dod. „Katowice” s. 8. Praprem. radiowa łącznie z poz. 17 i 25 pt. Świątecznie: Reż.: I. Villqist. Radio 2013.
21. Taka fajna dziewczyna jak ty. [Jednoaktówka]. Praprem.: teatr.: Reż. i scenogr.: I. Villqist. Bielsko-Biała, Mała Scena T. Pol. 2010; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2011.
Przekł. czes.: Wyst. Zlin, Městské divadlo 2013.
22. Złote wesele. [Jednoaktowy monodram]. Praprem.: Reż. i scenogr.: I. Villqist. Radzie (woj. warmińsko-mazurskie), T. IOTA 2011 (wykonanie: Z. Waszkielewicz).
23. Miłość w Königshütte. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż. i scenogr.: I. Villqist. Bielsko-Biała, T. Pol. 2012.
24. Echnaton i Eris. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: w formie czytanej: Katow., Festiwal Ars Cameralis Silesiae Superioris 2012 (pracownia A. Urbanowicza); radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2014. Druk zob. poz. 26 s. 5-47.
25. Świątecznie III. [Jednoaktówka]. Praprem. radiowa łącznie z poz. 17 i 20 pt. Świątecznie: Reż.: I. Villqist. Radio 2013.
26. Oddychaj ze mną. [Utwory dramatyczne]. Gdańsk: słowo obraz/terytoria 2014, 208 s.
Zawartość: Echnaton i Eris [poz. 24]; Oddychaj ze mną [poz. 19]; Kompozycja w słońcu [poz. 14]; Kompozycja w błękicie [poz. 16]. – S. Rosiek: Miłość jako źródło tragedii.
27. Chłopiec z łabędziem. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż. i scenogr.: I. Villqist. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2015; radiowa: Reż.: I. Villqist. Radio 2015.

Wybory dramatów w przekł.: słowac.: Hry. [Przeł.:] P. Himič [i in.]. Bratislava, Košice 2003, – szwedz.: Helvers natt och andra dramer. [Przeł.] L. Ilke. Uppsala 2005.

Przekłady utworów dramatycznych I. Villqista w antologiach zagranicznych: białorus.: Sučasnaâ pol’skaâ p’esa. Mìnsk 2002, – bułg.: S’’vremenna polska drama. [Red.:] S. Borisova, Û. Božkov. Sofiâ 2008, – czes.: Pobavme se o životĕ a smrti. Praha 2002, – niem.: Anthologie polnischer Dramen der Gegenwart. [Red.:] E. Manthey. Sulejówek 2000, – węgier.: Ilja prófeta. Mai lengyel drámák. Budapest 2003.
Prace redakcyjne
1. Pustynna burza : 22 kwietnia-26 maja 1994 = Desert storm : 22nd April-26th May 1994. Red.: J. Świerszcz. Katow.: Galeria Sztuki Współczesnej BWA 1994, 123 s.
OPRACOWANIA (WYBÓR)

 	Ank. 2009.
 	Wywiady: Rozmowa o Ellmit. Rozm. P. Partum. „Didaskalia” 2000 nr 40; Trzeci głos. Rozm. z Arturem Grabowskim, Jerzym Łukoszem, Tomaszem Manem i Ingmarem Villqistem. W: J. KOPCIŃSKI: Którędy do wyjścia? Szkice i rozmowy teatralne. Wwa 2002; Ziemia piękna i chora. Rozm. K. Karwat. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 29; Zawsze jest nadzieja. Rozm. H. Wach-Malicka. „Dz. Zach.” 2005 nr 83; Nie mam dla siebie litości. Rozm. A. Majewski. „Pogranicza” 2006 nr 3; Ale dlaczego koszykarz? Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2008 nr 10 [dot.: Czarodziejki z Harlemu]; Piękne szaleństwo. Rozm. H. Wach-Malicka. „Dz. Zach.” 2008 nr 168 [dot. m.in.: Czarodziejka z Harlemu]; W laboratorium doktora. Rozm. M. Nowacka. „Opcje” 2008 nr 4; Akt naiwności, desperacji albo odwagi. Rozm. J.R. Kowalczyk. „Rzeczpospolita” 2009 nr 107; Ludzie bezradni wobec wolności. Rozm. J. Bończa-Szabłowski. „Życie Warsz.” 2009 nr 70 [dot.: Kompozycja w błękicie]; Ostrożnie z Ellmit. Rozm. R. Grzela. W: R. GRZELA: Hotel Europa – rozmowy. Wwa 2009 [tu też art. o I. Villqiście]; Wiatr od morza. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2010 nr 5; Ześlązaczony. Rozm. R. Pawłowski. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 281; Wszyscy jesteśmy ludożercami. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2017 nr 274 [dot. J. Conrada].
 	H. BALTYN-KARPIŃSKA: Ingmar Villqist. W tejże: „Iskier” leksykon dramatu. Wwa 2008.
 	R. PAWŁOWSKI: Ingmar Villqist. W tegoż: New Polish drama. Wwa 2008.

Ogólne

 	P. GRUSZCZYŃSKI: Preparaty. „Dialog” 2000 nr 11, przedr. w tegoż: Ojcobójcy. Młodsi zdolniejsi w teatrze polskim. Wwa 2003.
 	Ł. DREWNIAK: Skazy, traumy, lęki. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 7.
 	J. SIERADZKI: Ingmar Villqist – najczęściej grany współczesny dramatopisarz polski. „Polityka” 2001 nr 30.
 	P. CZAPLIŃSKI: Gniewni konformiści. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 203, polem.: R. PAWŁOWSKI: Ten spryciarz Villqist. Tamże 2002 nr 203.
 	Ł. DREWNIAK: Pudło bez dna. „Dialog” 2003 nr 9.
 	A. LIS: Rozgadani i bezradni. „Teatr” 2003 nr 1/2.
 	W. MAJCHEREK: Idzie nowe? „Teatr” 2003 nr 6.
 	R. PAWŁOWSKI: Inny. W: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003.
 	K.A. ABRAHAMSON: Enkel biljett till Polen. Helsinki 2004, passim.
 	E. WĄCHOCKA: Psychoterapeutyczne laboratoria Ingmara Villqista. W: Punkty widzenia II Pohledy II. Katow. 2004.
 	R. JASNORZEWSKI: Dziennik podróży do Ellmit. „Śląsk” 2006 nr 6.
 	A. MAJEWSKI: Trudna nawigacja w Zatoce Pingwinów. „Kresy” 2006 nr 4.
 	M.S. SZCZEPAŃSKI: Inny: między aprobatą a kasacją. „Śląsk” 2006 nr 11.
 	P. DOBROWOLSKI: Sam przeciw wszystkim. Inny: bohater odrzucony Ingmara Villqista. W: Estetyka odrzucenia w dramacie i teatrze współczesnym. Pozn. 2011.

Noc Helvera

 	J. KISIELIŃSKI: Jesień Helvera. „Teatr” 2000 nr 12.
 	M. ZIELIŃSKA: W stronę złamanego szlochu. „Nowe Książ.” 2001 nr 10 [dot. też: Beztlenowce].
 	A. GALANT. „FA-art” 2002 nr 2/3 [dot. też: Beztlenowce].
 	E. CIURANS: Entrevista amb Ingmar Villqist; R. PAWŁOWSKI: La nit k’Helver. „Assai de Teatre”, Barcelona 2009 nr 70.
 	Rec. teatr.: wyst. Chorzów, T. Kriket: R. PAWŁOWSKI: Czas Villqista. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 268, – wyst. Wwa, T. Powsz.: J. GODLEWSKA. „Prz. Powsz.” 2000 nr 11; J.R. KOWALCZYK: Chłopiec do bicia. „Rzeczpospolita” 2000 nr 218; T. MIŁKOWSKI: Sezon Villqista. „Trybuna” 2000 nr 223; R. PAWŁOWSKI: Sezon na Villqista. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 220; P. GRUSZCZYŃSKI: Chciałbym płakać. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 7, – wyst. Kr., T. im. J. Słowackiego: M. RUDA. „Dekada Lit.” 2001 nr 11/12.
 	Wyst. Koszyce: L. SPYRKA: Villqist versus Słowacja. „Zesz. Chorzowskie” 2015 t. 16.

Beztlenowce

 	J. CHOJKA: Krzyk i cisza. W: I. Villqist: Beztlenowce. (Jednoaktówki). [Program teatralny]. Łódź 2001.
 	G. LEPIANKA: Słowa bez tlenu. Język, dialog, dyskurs w cyklu „Beztlenowce” Ingmara Villqista. „Tekstualia” 2006 nr 1.
 	Rec. teatr.: wyst. TVP: M. RADZIWON: Ja widzę, że coś się dzieje. „Teatr” 2001 nr 3, – wyst. Łódź, T. Nowy: M. HASIUK. „Odra” 2001 nr 10; W. MAJCHEREK: Nie wierzę w Ellmit. „Teatr” 2001 nr 4 [dot. też wyst. Wwa, T. Rozmaitości].

Fantom

 	K. KARWAT: Znowu Villqist. „Śląsk” 2005 nr 6 [dot. wyst. Katow., T. Śląski].

Entartete Kunst

 	E. OBRĘBOWSKA-PIASECKA: „Szóstka za odwagę”. „Gaz. Wielkopol.” 2001 nr 147.
 	R. PAWŁOWSKI: Czyściec artystów. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 149.

Helmucik

 	M. JANISZEWSKA. „Czas Kult.” 2002 nr 4/5 [dot. wyst. Pozn., T. Pol.].

Archipelag Wysp Pingwinach

 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Wysokokaloryczna pożywka. „Lampa” 2004 nr 5.
 	I. IWASIÓW: Och, znów Ellmit! „Nowe Książ.” 2004 nr 7.

Kompozycja w słońcu

 	R. PAWŁOWSKI: Powrót Ingmara Villqista. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 125.

Czarodziejka z Harlemu

 	E. WOJDYŁŁO: Co za wstyd. „Dialog” 2008 nr 10.
 	Zob. też Wywiady.

Kompozycja w błękicie

 	J.R. KOWALCZYK: Sztuka o miłości splecionej z nienawiścią. „Rzeczpospolita” 2009 nr 76.
 	D. NASIOROWSKA: Historia pewnego zniewolenia, czyli obawa przed końcem mikrokosmosu. „Życie Warsz.” 2009 nr 79.
 	Zob. też Wywiady.

Ewa

 	J.F. LEWANDOWSKI. „Kino” 2011 nr 9.
 	F. NETZ. „Śląsk” 2011 nr 12.

Miłość w Königshütte

 	E. CHOJECKA: Bielska Trylogia Teatralna. O pojednanie z własną historią. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/139338.html [dot. też: A. Pałyga: Testament Teodora Sixta; Żyd].
 	E. FURTAK: Konflikt o spektakl. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/138618.html.
 	P. GŁOWACKI: Veni, vidi, kukurici. „Dz. Pol.” 2012 nr 103.
 	D. JEZIERSKI: Na spektakl do Bielska-Białej. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/na-spektakl-do-bielska-bialej.html
 	D. JEZIERSKI: Kiedy sztuka przemawia. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://darjez.wordpress.com/2012/04/02/kiedy-sztuka-przemawia/.
 	A. KLICH: Co ci Ślązacy do mnie mówią?; M. SMOLORZ: Villqist na Śląsk nawrócony. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 82 dod. „Katowice”.
 	M. LEGENDŹ: Dobry enkawudzista i zła Polka. „Teatr” 2012 nr 7/8.
 	I.T. MIECIK: Antyczna tragedia w Chorzowie. „Newsweek Polska” 2012 nr 26.
 	R. PAWŁOWSKI: My ze Świętochłowic; Miłość i nienawiść na Śląsku. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 80, 100.
 	J. PICHETA: Śląska Pieta Villqista. „Śląsk” 2012 nr 5.
 	K. ZALEWSKA: Co z tym Śląskiem. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/139619.html.
</document>
<document nplp_id="3167" title="Michał WALCZAK" slug="michal-walczak">ur. 1979

Dramatopisarz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM[przypis]Hasło opracowane bez odpowiedzi Autora na wysłaną ankietę[/przypis]
Urodzony w 1979 w Sanoku. Tam też uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Sanoku i jako uczeń podejmował pierwsze próby literackie; w 1995 za opowiadanie pt. Burza otrzymał nagrodę w V konkursie literackim im. Grzegorza z Sanoka (organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Sanoku). W 1998 zdał maturę i wyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia ekonomiczne w Szkole Głównej Handlowej. Przerwał je po trzecim roku i przeniósł się do Akademii Teatralnej, gdzie był studentem Wydziału Wiedzy o Teatrze, a od 2002 – Wydziału Reżyserii. Pisanych już wówczas utworów dramatycznych nie ogłaszał drukiem. W 2001 w dwumiesięczniku „Topos” (nr 1/2) opublikował debiutancki esej pt. Wziemiowstąpienie, nagrodzony wcześniej w konkursie dla młodych twórców „Quo vadis kulturo?” (zorganizowanym przez redakcję tegoż pisma i Prezydenta Sopotu). W 2002 w „Dialogu” (nr 1/2) zadebiutował w druku dramatem pt. Piaskownica. W następnych latach rozwijał twórczość dramaturgiczną, adresując ją zarówno do dzieci i młodzieży, jak i dorosłych odbiorców; był też autorem tekstów przeznaczonych dla jednego aktora (one man show) oraz piosenek do spektakli muzycznych. Sporadycznie ogłaszał utwory dramatyczne w czasopismach, głównie nadal w „Dialogu” (2003–04, 2007, 2010–11; tu także cykl felietonów Ciemna strona teatru w 2010). Był laureatem konkursów i festiwali teatralnych. Brał udział w spotkaniach warsztatowych, m.in. w prowadzonych przez Tadeusza Słobodzianka: „Sztuce Dialogu nad Wigrami” (2003) oraz w warszawskim Laboratorium Dramatu. W 2004 wszedł w skład teatralnej grupy młodych dramatopisarzy G8 (do której należeli także: Małgorzata Owsiany, Paweł Sala, Małgorzata Mroczkowska, Radosław Dobrowolski, Paweł Jurek, Paweł Papis, Monika Powalisz). Reżyserował spektakle oparte na tekstach własnych oraz sztuki innych autorów, wystawiane przez zespoły teatralne z różnych miast. W 2007 uczestniczył w Kursie Fabularnym w Mistrzowskiej Szkole Andrzeja Wajdy. W 2008 ukończył studia w warszawskiej Akademii Teatralnej i otrzymał dyplom magistra w zakresie reżyserii. W 2011 uzyskał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznane w ramach ósmej edycji programu „Młoda Polska” (prowadzonego przez Narodowe Centrum Kultury). W 2012 (jako współscenarzysta i reżyser) zainicjował cykl spektakli pt. Pożar w Burdelu, w których połączył tradycję kabaretu literackiego z rewiową konwencją i współczesnymi treściami.

Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Piaskownica. Dramat w sześciu scenach. Powst. 2001. Druk „Dialog” 2002 nr 1/2 s. 48–62. Przedr. zob. poz. 19 t. 1; Trans/formacja. Dramat polski po 1989 roku. [T.] 2. Wwa 2013. Praprem.: teatr.: Reż.: P. Kruszczyński. Wałbrzych, T. im. J. Szaniawskiego 2003; tv: Scenariusz i reż.: D. Gajewski. TVP 2006; radiowa: Reż.: P. Łysak. Radio 2007.
Wyst. nast. łącznie z: T. Bradecki: W piaskownicy pt. Piaskownica w piaskownicy. Reż.: T. Bradecki. Wwa, T. Nar. 2003; łącznie z: B. Srbljanović: Sytuacje rodzinne, E. Mazya: Zaba-wy na podwórku pt. Zabawy na podwórku. Insc.: P. Miśkiewicz. Kr., Wr., Wydz. Zamiejscowe PWST 2003; pt. Areeira. Reż.: P. Pawlicki. Wr., T. Scena Witkacego 2003; Reż.: T. Man. Częstochowa, T. im. A. Mickiewicza 2004; Reż.: J. Stawarz. Szczec., T. „13 Muz” 2004; Reż.: T. Bradecki. Wwa, T. Nar., Scena Studio 2005; Reż. i muzyka: T. Hynek. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 2005; Reż.: E. Wyskoczyl. Tarnowskie Góry, T. „Za lustrem” 2005; Reż.: G. Chrapkiewicz. Gdańsk, Akad. Muzyczna 2006; Reż.: J. Fedoryszyn. Rzeszów, T. im. W. Siemaszkowej 2006; Reż.: Z. Bogdański. Wwa, T. Kontrapunkt 2007; pt.: Piaskownica 7&amp;gt;17&amp;gt;27. Reż.: G. Chrapkiewicz. Bielsko-Biała, T. Pol. 2008; Reż.: A. Biernacki. Katow., Klub Old Timers Garage 2010; Reż.: A. Biernacki. Łódź, T. Nowy im. K. Dejmka 2011; Reż.: J. Bielunas. Sosnowiec, T. Zagłębia 2012; Reż.: K. Dulkowski. Białystok, T. Trzy Rzecze 2012; Reż.: G. Chrapkiewicz. Gdynia, Centrum Kultury 2014; Reż.: J. Boginska. Gniezno, T. im. A. Fredry 2016 [wyst. w ramach rezydencji artystycznej]; Reż.: M. Topolska. Kr., Teatr Ab Intra 2017.
I nagroda w konkursie młodych dramaturgów „My na progu nowego wieku”, zorganizowa-nym przez Śródmiejskie Forum Kultury w Łodzi w 2001, Nagroda na I. Festiwalu Pol. Sztuk Współcz. dla Dzieci i Młodzieży „KON-teksty” w Pozn. w 2003, Nagroda jurorów i publicz-ności za najlepszą inscenizację na festiwalu teatr. w Stuttgarcie w 2005 (za wyst. w jęz. niem., w reż. A. Schillinga).
Przekł.: ang.: Sandbox. Przeł. B. Paloff. Wyst.: Reż.: P. Kruszczyński. Nowy Jork, 59E59 Theaters 2008 (łącznie ze sztuką pt. Pierwszy raz; w ramach Festiwalu Nowych Pol. Sztuk „Made in Poland” The Immigrants’ Theatre Project, organizowanego przez Pol. Inst. Kultury), – białorus.: Pesočnica. W: Sučasnaâ pol’skaâ i belaruskaâ dramaturhija. Mìnsk 2008. Wyst. Reż.: A. Koc. Mińsk, [Republikański Teatr Dramatu Białoruskiego] 2008, – bułg.: Pâs”čna ploŝadka. [Przeł.] M. Minkovska. W: S”vremenna polska drama. Sofiâ 2008, – czes.: Pískoviště. [Przeł.] J. Vondráček. Wyst.: Reż.: J. Pokorný. Praga, Divadlo Na zábradlí 2007, – franc.: Bac à sable. [Przeł.] B. Siwicka. Wyst.: Reż.: E. Rucińska. Paryż, Théâtre de la Manufacture des Abbesses 2013, – niem.: Der Sandkasten. [Przeł.] K. Bikont. Wyst.: Reż.: A. Schilling. Mannheim, TiG7 2005, wyst. inne: Reż.: K. Ohrem. Hamburg, Thalia Theater Hamburg [we współpracy z:] Theater Eigenreich Berlin, Theater Altonale (Hamburg) 2006, toż wyst. gościnne: Wiedeń, Schauspielhaus 2007, Reż.: G. Vysotsky. Kassel, Staatstheater (Junges Staatstheater) 2006; Reż.: O. Reifegerste. Hamburg, Theater Echtzeit 2013, – ros.: Pesočnica. [Przeł.] L. Milovanova. W: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. Moskva 2010; Wyst.: Reż.: V. Maksimov. Petersburg, Teatralnaâ Laboratoriâ 2007; Reż.: О. Rybkin. Krasnojarsk, T. im. A. Puszkina 2010 (sztuka czytana), Reż.: J. Fedoryszyn. Czelabińsk, T. Dramy 2011; Reż.: D. Mihajlov. Ekaterinburg, TIUZ [Teatr Młodego Widza] 2011 (sztuka czytana); Twer, T. Ûnogo Zritelâ 2012, – rum.: Groapa cu nisip. [Przeł.] S. Daici. W: Psiho-terapolitica. Antologie de teatru polonez. Bucureşti 2011, – słowac.: Pieskovisko. [Przeł.] J. Štrbák. Wyst.: Reż.: J. Štrbák. Bratysława, A4 – nultý priestor Námestie SNP 12 2007, – tu-rec.: Yazan. [Przeł.] H. Koçyiğit. Reż.: E. Gültekin. Stambuł, GalataPerform 2014?, – ukr.: Pìsočnicâ. Reż.: J. Fedoryszyn. Lwów, T. Voskresenâ 2009; Reż.: A. Romanov. Zaporoże, T. Vie 2014, – węgier.: Homokozó. [Przeł.] P. Pászt. W: Fiatal lengyel dráma. Pozsony 2010.
2. Rzeka. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2001. Druk „Dialog” 2003 nr 6 s. 5–19. Praprem.: Reż.: R. Kowalczyk. Szczec., T. Prim 2004. Przedr. w: Antologia dramatu polskiego 1945–2005. T. 2. Wwa 2007 s. 752–767.
Utwór zgłoszony w 2001 do Konkursu na Sztukę Teatr. dla Dzieci i Młodzieży organizowa-nego przez Centrum Sztuki Dziecka w Pozn. – Wyróżnienie w konkursie młodych dramatur-gów „My na progu nowego wieku”, zorganizowanym przez Śródmiejskie Forum Kultury w Łodzi w 2001, nagroda na V Festiwalu Komedii „Talia” w Tarnowie w 2001.
3. Podróż do wnętrza pokoju. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2002. Praprem.: teatr.: Reż.: A. Sroka. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 2003 (na Festiwalu Premier „Radom Odważny”); tv: Reż.: P. Miśkiewicz. TVP 2004. Druk w: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003 s. 399–453. Wyd. 2 tamże 2004. Przedr. zob. poz. 19.
Wyst. nast.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera 2003; Reż.: T. Man, Wr., Wydz. Zamiejscowy PWST w Kr. 2005 (przedstawienie dyplomowe studentów Wydz. Lal-karskiego); Reż.: G. Castellanos. Olsztyn, T. im. S. Jaracza 2006 (przedstawienie dyplomowe III roku Studium Aktorskiego); Reż.: J. Hycnar. Tarnów, Tarnowski T. im. L. Solskiego 2015.
W 2002 nagroda w konkursie „Radom Odważny” i w konkursie warszawskiego Stow. Drama, w 2003 nagroda na IX Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Pol. Sztuki Współcz. w Wwie w 2003, w 2005 nagroda na V Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP „Dwa teatry” w Sopocie.
Przekł.: czes.: Cesta dovnitř pokoje. [Przeł.] J. Vondráček. „Svět a divadlo”, Praga 2007 nr 6, – hebr.: [Przeł.] W. Piyš. W: Masac ‚el paniym ha-heder. Dramah pŵlaniyt bat-zmanenw. [Tel-‘Abiyb] 2008, – niem.: Die Reise ins Innere des Zimmers. [Przeł.] D. Daume. Wyst.: Reż.: N. Gühlstorff. Osnabrück, Städtischen Bühnen 2009; Reż.: S. Linz. Monachium, Mar-stall des Bayerischen Staatsschauspiels 2010, – włos.: Viaggio all’interno di una stanza. [Przeł.:] R. Arcelloni, U. Rams. Wyst.: Reż.: F. Staasch. Mediolan, Piccolo Teatro 2006 (w ramach Festivalu Tramedautore).
4. Smutna Królewna. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2002. Druk „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” 2003 z. 18 s. 151–189. Praprem.: Reż.: P. Ai-gner. Wwa, T. Montownia 2004.
Wyst. nast.: Reż.: D. Arbaczewski. Lubl., T. im. H.Ch. Andersena 2014 (w ramach cyklu „Poczytaj mi sztukę”).
Utwór zgłoszony w 2002 do Konkursu na Sztukę Teatr. dla Dzieci i Młodzieży, organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Pozn.
5. Kopalnia. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2004 nr 8 s. 5–45. Praprem.: Reż. i oprac. tekstu: P. Kruszczyński. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2004.
Przekł. niem.: Das Bergwerk. [Przeł.] M. Pollack. W: Neue Dramen Osteuropäisches Theater. Eine Anthologie. Wien 2006; Wyst.: Reż.: T. Gersch. Essen, Schauspielhaus 2011.
6. Nocny autobus. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Tumidajski. Kr., Baz@rt.fr Intermedialne Forum Teatralne 2004; Kr., Nar. Stary T. im. H. Mo-drzejewskiej 2005. Współwyd. P. Sala: Gang Bang; M. Owsiany: Komponen-ty; M. Walczak: Nocny autobus. Kr.: Nar. Stary T. im. H. Modrzejewskiej 2005. Przedr. zob. poz. 19 t. 1.
Tu także na s. 233–240 rozmowa z M. Walczakiem pt. Poezja miasta. Rozm. I. Gańczarczyk.
Adapt.: Zakopane, Tow. Miłośników Teatru im. H. Modrzejewskiej 2011.
Przekł. niem.: Der nachtbus. [Przeł.:] R. Czapka, G. Melchinger. Wyst.: Reż.: A. Schilling. Lipsk, T. Lofft 2006, – słowac.: Nočný autobus. [Przeł.] J. Beňová. „Divadlo v medzičase”, Bratysława 2006 nr 1–2.
7. Pierwszy raz. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2004. Druk w: Echa-repliki-fantazmaty. Kr. 2005 s. 253–296. Praprem.: Reż.: T. Bradecki. Wwa, T. Nar. 2006. Wyd. łącznie z przekł. franc.: La première fois = Pierwszy raz. [Przeł.] K. Joucaviel. [Wstęp:] P. Gruszczyński. Toulouse: Presses Universitaires du Mirail, Théâtre de la Digue 2007, 85 s.
Wyst. nast.: Reż.: T. Man. Częstochowa, T. im. A. Mickiewicza, Scena na Scenie 2008; Reż.: Ł. Duda. Jelenia Góra, T. Odnaleziony, Jeleniogórskie Centrum Kultury 2015.
Wyróżnienie w konkursie Programu 2 Polskiego Radia i Stow. ZAiKS w 2004 na najlepsze słuchowiska radiowe, Nagroda Autorska na Heidelberger Stuckmarkt (Forum jungen Autoren) w 2006.
Przekł.: ang.: The First Time. [Przeł.] B. Paloff. Wyst.: Reż.: M. Arlin. Nowy Jork, 59E59 Theaters 2008 (łącznie ze sztuką pt. Piaskownica; w ramach Festiwalu Nowych Polskich Sztuk „Made in Poland” The Immigrants’ Theatre Project, organizowanego przez Pol. Inst. Kultury), – franc.: La première fois. [Przeł.] K. Joucaviel. Druk zob. wyżej. Wyst.: Reż.: K. Kurzeja. Tuluza, Théâtre Sorano 2007, – hiszp.: La primera vez. [Przeł.] M.E. Barrios. Ha-wana, Teatro de la Luna 2010, – litew.: Pirmasis kartas. [Przeł.] V. Šoblinskaitė. Reż.: S. Rubinovas. Kowno, Kamerinis Teatras 2009, – łotew.: Pirmā reize. [Przeł.?] Ryga, Teātris „Skatuve” 2006, – niem.: Das erste Mal. [Przeł.] D. Daume. „Theater der Zeit”, Berlin 2007 nr 5. Wyst.: Reż.: O. Zambeletti. Heidelberg, Staatstheater 2007, – rum.: Prima dată. [Przeł.] S. Daici. W: Psihoterapolitica. Antologie de teatru polonez. Bucureşti 2011, – włos.: La prima volta. [Przeł.] F. Annicchicarico. W: Polonia – nuova generazione/nowe pokolenie. Antologia della giovane drammaturgia polacca. [Oprac.] E. Bal. Napoli 2007. Wyst.: Reż.: A. D’Elia. Neapol, T. Stabile di Innovazione Galleria Toledo 2007.
8. Całe życie Jarosława. „Foyer” 2005 nr 3 s. 70–75.
Druk z podtytułem: Szybki dramat Michała Walczaka, w dziale: Półaktówka.
9. Ostatni tatuś. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. ok. 2005. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Lalka 2007. Druk „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” 2008 z. 27 s. 153–215. Przedr. zob. poz. 19 t. 2.
Wyst. nast.: pt. Niestworzona historia albo Ostatni tatuś. Reż. i oprac. tekstu: G. Gietzky. Tor., T. im. W. Horzycy 2007; pt. Wieczorynka. Reż. i scenariusz: U. Kijak. Przedstawienie impre-saryjne 2008 (jako fragment większej całości na XVIII Międzynarodowym Festiwalu Tea-tralnym Malta w Pozn.); Reż.: T. Man. Wr., Wydz. Zamiejscowy PWST w Kr. 2009.
Tekst, pod pierwotnym tytułem: Niestworzona Historia albo Ostatni Tatuś, został w 2005 zgłoszony do Konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Pozn. – Spektakl w reż. Autora otrzymał nagrodę „Atest” (Świa-dectwo Wysokiej Jakości i Poziomu Artyst.) za rok 2007, przyznawaną przez Pol. Ośrodek Międzynarodowego Stow. Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ.
10. Kac. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Łódź, T. Nowy (Scena Młodych) 2006. Druk zob. poz. 19 t. 1.
11. Babcia. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2007 nr 9 s. 5–50. Praprem.: Reż.: S. Batyra. Gorzów Wielkop., T. im. J. Osterwy 2007.
Wyst. nast.: pt. Miasteczko G. Reż.: G. Castellanos. Gdańsk, T. Wybrzeże, Duża Scena 2008.
12. Biedny Ja, Suka i Jej Nowy Koleś. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Jędrzejas. Kr.-Nowa Huta, T. Lud. 2007 (spektakl przygot. we współ-pracy ze Stow. Teatralnym N50, 18 E, 46 z Zabrza). Druk zob. poz. 19 t. 2.
Wyst. nast.: Reż.: P. Jędrzejas. Zabrze, Stow. Teatralne N50, 18 E18 2007 (spektakl przygot. we współpracy z T. Lud. z Kr.); Reż.: P. Jędrzejas. Wwa, Laboratorium Dramatu 2009.
13. Człowiek z Bogiem w szafie. [Utwór dramatyczny]. Druk w: Mrok jak światło. Antologia dramatów inspirowanych życiem, myślą i twórczością Jana Pawła II. Wwa 2007 s. 351–398. Praprem.: Reż.: P. Kruszczyński. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2007.
Wyst. nast.: Reż.: P. Kruszczyński. Tor., T. im. W. Horzycy 2010.
II nagroda przyznana w 2007 w konkursie na dramat inspirowany życiem, myślą i twórczością Jana Pawła II, ogł. przez Centrum Myśli Jana Pawła II (utwór zgłoszony pod pierwotnym tytułem: O człowieku z bogiem w szafie).
14. Noc poślubna. Scenariusz filmowo-teatralny. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Wytwórnia 2007.
Mulimedialna prezentacja filmowo-teatralna w cyklu „Studio Prób – spotkanie teatru z filmem”, oparta na scenariuszu filmowym przygotowanym w ramach uczestnictwa w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej A. Wajdy.
15. To nie jest kraj dla wielkich ludzi. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Montownia 2008 (w wykonaniu R. Rutkowskiego).
Premiera w klubokawiarni Chłodna 25. – Wyst. nast. (tej samej realizacji): Wwa, T. Polonia 2012.
16. Amazonia. [Utwór dramatyczny]. Druk w: M. Sikorska-Miszczuk, P. Grabowski, M. Walczak: Wolna Wola. Dramaty Teatru na Woli. Sezon 2008/2009. Red.: R. Grzela. Wwa: Wydawn. T. na Woli 2009 s. 183–295. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. na Woli 2009 (próba czytana); Reż.: A. Glińska. Wwa, T. na Woli im. T. Łomnickiego 2011 (koprodukcja z Fundacją „Sztuka Dialogu”); radiowa: Adapt. i reż.: B. Juszczak, Radio Pryzmat 2012; tv: Reż.: B. Kox. TVP 2015. Przedr. zob. poz. 19 t. 2 oraz w: L. Øyno: Brzydkie kaczątko; J. Łukosz: Grabarz królów; M. Walczak: Amazonia; P. Boltshauser: Genomgnom. Kr. 2011.
Wyst. nast.: Reż.: T. Man. Częstochowa, T. im. A. Mickiewicza 2013.
Dramat napisany na zamówienie T. na Woli w Wwie.
Przedr. z 2011 umieszczony w antologii sztuk prezentowanych w 2011 w Kr. (w T. Bagatela) na festiwalu Eurodramafest, która została wydana także w przekł. niem. i norw. (zob. niżej).
Przekł.: białorus.: Amazoniâ. Wyst.: Reż.: I. Petrov. Mińsk, Respublikanskij Dvorec Kul’tury im. N.F. Šarko 2012 [koprodukcja Mińskiego Centrum Sztuk Wizualnych i Perfor-matywnych, Inst. Pol. w Mińsku oraz Inst. A. Mickiewicza w Wwie; przedstawienie dyplo-mowe studentów Białoruskiej Akademii Sztuk], – czes.: Amazonie. [Przeł.:] J. Vondráček. W: Čtyři polské hry. Praha 2010. Wyst.: Reż.: M. Tyc. Brno, Buranteatr 2011, – niem.: Amazonien. [Przeł.:] D. Daume. W: L. Øyno: Das hässliche Entlein; J. Łukosz: Der königliche Totengräber; M. Walczak: Amazonien; P. Boltshauser.: Genomgnome. Kr. 2011, – norw.: Amazonien. [Przeł.] M. Aakvaag. Druk w: L. Øyno: Den stygge andungen; J. Łukosz: Kongenes graver; M. Walczak: Amazonien; P. Boltshauser: Genomgnomer. Kr. 2011 [insc. w jęz. norw., dokonana przez L. Øyno (wyst.: Oslo, Grusomhentens Teater 2011) wg M. Wal-czaka nie miała nic wspólnego ze sztuką jego autorstwa], – ros.: Amazoniâ. Wyst. (jako sztuka czytana): Reż.: T. Batalov. Moskwa, Pol. Centrum Kultury 2011 (na XVII Festiwalu Teatralnym Złota Maska, w ramach projektu „Teatr Polski w Moskwie”); Amazoniâ. W: Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii, 2. Moskva 2015, – słowac. Amazónia. [Przeł.] M. Zakuťanská. Wyst.: Reż.: Z. Zupková. Koszyce, Štátne divadlo 2014.
17. Klocki. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Pawlicki. Wwa, T. na Woli im. T. Łomnickiego 2009.
Spektakl zrealizowany w ramach projektu „Wola w offsecie”. Premiera w Klubie Loft 44.
18. Ojciec polski. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Po-lonia 2009 (w wykonaniu R. Rutkowskiego).
19. Podróż do wnętrza pokoju. [Dramaty]. T. 1–2. Kr.: Panga Pank 2009, 117 + 217 s. Dramat Współcz., 18 (52).
T. 1: D. Kosiński: Rozpadlina [o dramaturgii M. Walczaka]. – Piaskownica [poz. 1]; Podróż do wnętrza pokoju [poz. 3]; Nocny autobus [poz. 6]; Kac [poz. 10].
T. 2: Biedny Ja, Suka i jej nowy koleś [poz. 12]; Polowanie na łosia [poz. 20]; Ostatni tatuś [poz. 9]; Amazonia [poz. 16].
20. Polowanie na łosia. Komedia romantyczna. Praprem.: Reż.: I. Gorz-kowski. Wwa, T. Nar., Scena Studio 2009. Druk zob. poz. 19 t. 2.
Wyst. nast.: Reż.: G. Chrapkiewicz. Białystok, T. Dram. im. A. Węgierki 2010; Reż.: M. Warnitzki. Częstochowa, T. im. A. Mickiewicza 2011; Reż.: G. Chrapkiewicz. Wwa, Akad. Teatr. im. A. Zelwerowicza 2015 [spektakl warsztatowy studentów III roku].
Przekł.: czes.: Lov na losa. [Przeł.] J. Vondráček. „Svět a divadlo”, Praga 2008 [nr] 6 s. 129–165. Wyst.: Reż.: M. Tyc. Czes. Budziejowice, Jihoceskie Divadlo 2011, – niem.: Die Elchjagd. Przeł. D. Daume. Reż.: F. Brunner. Ulm, Theater Ulm 2012, – słowac.: Poľovačka na losy. [Przeł.] A. Totiková. Reż.: J. Štrbák. Żylina, Mestske Divadlo 2010.
21. Janosik. Naprawdę prawdziwa historia. [Utwór dramatyczny]. „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” 2010 z. 30 s. 267–325. Praprem.: Reż.: Ł. Kos. Wwa, T. Lalka 2010.
Wyst. nast.: Reż.: J. Malinowski. Rzeszów, T. Maska 2012.
Spektakl prapremierowy zrealizowany w ramach międzynarodowego projektu, w którym uczestniczyły teatry z Czech (Divadlo Drak w Hradec Králové) i Słowacji (Staré Divadlo w Nitrze). – Nagroda za najciekawszą sztukę, przyznana w 2011 na V Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Współcz. dla Dzieci i Młodzieży KON-TEKSTY w Pozn.
22. Krwawa Jatka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: Ł. Kos. Białystok, Grupa Coincidentia 2011.
Pierwotna wersja tytułu: Święci. – Spektakl zrealizowany w ramach stypendium „Młoda Polska”, przyznanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Nar.; we współpracy z Akad. Teatralną, Wydz. Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.
23. Rekonstruktor. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, Labo-ratorium Dramatu 2011 (w wykonaniu W. Solarza).
24. Boski romans. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Konsekwentny 2012.
Wyst. nast.: Reż.: E. Pilawska. Łódź, T. Powsz. (teatr dla niewidomych i słabo widzących) 2013.
25. Pożar w Burdelu. [Cykliczny kabaret literacki]. Scenariusz [za wyjątkiem odcinka 12 właśc. 13]: M. Łubieński, M. Walczak. Reż.: M. Walczak. Wyst. Wwa od 2012.
„Wdecha 2013” – nagroda przyznana w 2014 przez czytelników „Gazety Wyborczej” dod. „Co Jest Grane” w kategorii Wydarzenie Roku 2013, „Kryształowe Zwierciadło” – nagroda przyznana w 2016 przez Wydawn. Zwierciadło, „Róża Gali” – nagroda przyznana w 2017 przez pismo „Gala” (w kategorii „teatr”; za nową jakość kabaretu politycznego) – Od 2016 teksty piosenek prezentowane są także osobno w wykonaniu zespołu Żelazne Waginy.
[Odcinek] 1. Pożar w Burdelu. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2012.
[Odcinek] 2. Artefakt. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2012.
[Odcinek] 3. Fuck for Warsaw. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2012.
[Odcinek] 4. Burdelszopka. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2012.
[Odcinek] 5. Stadion zombie. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2013.
[Odcinek] 6. Don Juan w Warszawie. Praprem.: Klub Komediowy Chłodna 2013.
[Odcinek] 7. Konklawe. Praprem.: Klub Komediowy (przy ul. Noakow-skiego 16) 2013.
[Odcinek] 8. Noc w Pałacu. Praprem.: Bar Studio 2013.
[Odcinek] 9. Gorączka powstańczej nocy. Praprem.: T. WARSawy 2013. Wersja zmien. pt. Gorączka powstańczej nocy vol. II. Powrót Wiesława. Wyst. 2014 (w sierpniu, w Muzeum Powstania Warszawskiego). Druk pt. Pożar w Burdelu. Gorączka powstańczej nocy. Wwa: W.A.B. (Grupa Wydawn. Foksal) 2014, 96 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Wwa: W.A.B. 2014, pliki w formacie EPUB. MOBI. – 21 piosenek z tego odcinka ukazało się jako studyjny album pt. Pożar w Burdelu. Gorączka powstańczej nocy. Wwa: Wytwórnia Krajowa we współpracy z AGORA S.A. 2014.
[Odcinek] 10. Bal w Burdelu. Praprem.: T. WARSawy 2013.
[Odcinek] 11. Śmierć w wielkim mieście. Praprem.: T. WARSawy 2013.
[Odcinek] 12. Biedni strażacy patrzą na tęczę. [Program radiowy]. Praprem.: Radio RDC 2013.
[Odcinek] 12. [właśc. 13] Burdelszopka 2013. Scenariusz: M. Walczak. Praprem.: Reż.: M. Walczak, M. Łubieński. T. WARSawy 2014.
[Odcinek] 14. Degeneracja albo śmieci Warszawy. Mokotowska punk opera. Praprem.: T. Nowy 2014.
[Odcinek] 15. Inwazja dybuków. Praprem.: Muzeum Historii Żydów Pol-skich 2014.
[Odcinek] 16. Herosi transformacji. Praprem.: T. WARSawy 2014.
Program prezentowany z okazji obchodów 25. rocznicy wolnych wyborów w Polsce w ramach Festiwalu „Wyłącz System”.
[Odcinek] 17. Pieśni ludu polskiego. Praprem.: T. Studio im. S. Witkiewicza 2014.
Premiera przygotowana w ramach obchodów Roku Oskara Kolberga. – Dyplom Ministra Kultury i Dziedzictwa Nar. w 2014 za twórczy wkład i odkrywanie niekonwencjonalnych dróg popularyzacji wiedzy o Roku Kolberga.
[Odcinek] 18. Kampania wrześniowa. Praprem.: Bar Studio 2014.
Mikroodcinek zaprezentowany w ramach Festivalu VarSoVie.
[Odcinek] 19. East Side Story. Praprem.: Wytwórnia Wódek „Koneser” 2014.
[Odcinek] 20. Burdelszopka 2014. Praprem.: T. WARSawy 2014.
[Odcinek] 21. Don Juan w Warszawie. [Nowa wersja]. Praprem.: T. Pol. 2015.
[Odcinek] 22. Inwazja dybuków 2, czyli Warszawski Golem. Praprem.: T. WARSawy 2015.
[Odcinek] 23. Herosi Transformacji vol. II. Wielki Transformator. Praprem.: T. WARSawy 2015.
[Odcinek] 24. Upiór w Pałacu. Praprem.: T. Studio im. St.I. Witkiewicza 2015.
[Odcinek] 25. Gorączka powstańczej nocy vol. III ostatnie starcie. Praprem.: T. WARSawy 2015.
[Odcinek] 26. Dzika Strona Wisły. Praprem.: Wwa, Kluboteatr Dzika Strona Wisły 2015.
Odcinek specjalny, przygotowany w związku z nową siedzibą kabaretu na pl. Hallera, na warszawskiej Pradze.
[Odcinek] 27. Dziewczyna z Marszu Niepodleg­łości. Praprem.: T. WAR-Sawy 2015.
19 piosenek z tego odcinka ukazało się jako studyjny album pt. Dziewczyna z Marszu Niepodległości. Agencja Koncertowo-Wydawnicza Karrot Komman-do 2015.
[Odcinek] 28. Burdelszopka 2015, czyli Rzeź Niewiniątek. Praprem.: T. WARSawy 2015.
[Odcinek] 29. Zemsta Bogów. Praprem.: T. Pol. 2016.
[Odcinek] 30. Herosi transformacji i miecz Chrobrego. Praprem.: T. WAR-Sawy 2016. Osobny cykl realizacji. Wyst. Wwa: Kluboteatr Dzika Scena Wi-sły. [Odcinek] 1. Kryminalne zagadki Warszawy. Scenariusz: M. Łubieński, M. Walczak, A. Gotowska. Praprem.: Reż.: M. Walczak. 2016.
[Odcinek] 31. Demony Żoliborza – horror inteligencki. Praprem. Kino Elektronik 2016.
[Odcinek] 32. Dziewczyny z Marszu Niepodległości. Praprem. T. WAR-Sawy 2016.
[Odcinek] 33. Szpital Nieświętej Rodziny. Antyszopka. Praprem. T. Nowy 2016.
[Odcinek] 34. Ucieczka z kina „Polskość”. Praprem. T. Pol. im. A. Szyfmana 2017.
[Odcinek specjalny] Koncert galowy „Muzeum Wolności”. Wr.: Przegląd Piosenki Aktorskiej 2017.
[Odcinek] 35. Herosi transformacji. Nacjopolis. Praprem. T. WARSawy 2017.
[Odcinek] 36. Trauma travel. Praprem. T. WARSawy 2017.
[Odcinek] 37. Śmierć wrogiem ojczyzny. Praprem. T. WARSawy 2017.
[Odcinek zrealizowany jako widowisko tv:] Fabryka Patriotów. Praprem. TVN 2018.
26. Depresja komika. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Polonia 2013.
Spektakl zrealizowany we współpracy z Fundacją T. Montownia.
27. Displaced Women. [Utwór dramatyczny]. Scenariusz: M. Dobrowlań-ska, M. Walczak. Reż.: M. Dobrowlańska. Praprem.: Berlin, T.M. Gorkiego 2013.
Spektakl w jęz. pol., ros. i niem. (z pol. napisami), oparty na drukowanych relacjach (z tomów pt.: Anonyma. Kobieta w Berlinie; S. Aleksijewicz: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety; Berlin. Wspomnienia Polaków z robót przymusowych w stolicy III Rzeszy w latach 1939–1945). Projekt zrealizowany we współpracy z Pol. Inst. w Berlinie, Fabryką Sztuki i Stow. Teatralnym CHOREA w Łodzi.
28. Dom Aktora. [Kabaret literacki]. Scenariusz: M. Walczak &amp;amp; zespół. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wałbrzych, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 2013.
Odcinek 1. Ostatni Guliwer. Praprem. 2013 (Restauracja Malibu).
Odcinek 2. Zbrodnia w Galerii Victoria. Praprem. 2013 (Foyer).
Odcinek 3. Tajemnica hotelu Sudety. Praprem. 2014 (Dom Technika NOT).
Odcinek 4. Początek. Mix odcinków 1–3. Praprem. 2014.
Współproducent mix odcinków 1–3: Cersanit III S.A., mecenas teatru.
29. Mimesis. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 2013.
Dramat powstał na zamówienie pisma teatralnego „Svět a divadlo” (Praga), złożone 12 euro-pejskim twórcom, nominowanym w ten sposób do nagrody Ferdinanda Vaňka.
Przekł.: czes.: Mimesis. [Przeł.:] J. Vondráček. W: Bankrot a další hry o politice 1. Praha 2013.
30. Duch Pikadora. Powrót legendy. [Mini-musical]. Scenariusz i reż.: M. Walczak. Praprem.: Wwa, Och T. 2014.
Premiera przygotowana w ramach obchodów Roku J. Tuwima.
31. Złe kino. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wałbrzych, T. im. J. Szaniawskiego 2014 (w wykonaniu E. Żak).
Wystawienie w cyklu spektakli organizowanych przez T. im. Szaniawskiego „Stój, bo strzelam”.
32. Jak wytresować dziewczynkę? [Widowisko teatralno-cyrkowe]. Scenariusz: M. Łubieński, M. Walczak. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, Inst. Teatr. im. Z. Raszewskiego 2015.
Spektakl zrealizowany z udziałem artystów Warszawskiego Cyrku Magii i Ściemy.
33. Nowe legendy i baśnie warszawskie. [Cykl widowisk]. Scenariusz: M. Łubieński, M. Walczak.
[Odcinek] 1. Bunt lalek. Praprem.: Reż.: M. Walczak. Wwa, T. Lalka 2015.
Koprodukcja Warszawskiego Cyrku Magii i Ściemy i Teatru Lalka. – Dla widzów od lat 10. – Projekt współfinansowany przez m.st. Warszawa.
34. Baśnie z dna Wisły. [Współautor:] M. Łubieński. [Utwór dramatyczny]. Reż.: M. Walczak. Wwa, Dzika Strona Wisły 2016.
Spektakl zrealizowany przez praski Teatr Lalek.
35. Żołnierz polski. [Monodram]. Współautor.: M. Łubieński. Praprem.: Reż. M. Walczak. Wwa, Kluboteatr Dzika Strona Wisły 2016 (w wykonaniu R. Rutkowskiego).

Nadto: Dialogi do spektakli: M. Grechuta: Muza pomyślności, czyli piosenki Marka Grechuty. Praprem.: Reż.: M. Kołaczkowski. Wwa, Stow. Muzyka Bez Granic 2006. – Ławka rezerwowych. Piłkarski spektakl muzyczny. Scenariusz: M. Kołaczkowski, Wwa, T. Syrena 2011 (produkcja Sztukoteka).

Niepublikowane utwory dramatyczne, zgłoszone do udziału w konkursach lit.: Nieznajomi. Powst. ok. 2000 [wyróżnienie w X edycji konkursu młodych dramaturgów „Szukamy polskiego Szekspira”, organizowanego przez Pol. Ośrodek Międzynarodowego Stow. Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ, przyznane w 2000]. – Podróż. Powst. ok. 2000 [nagroda w konkursie lit. im. M. Konopnickiej, zorganizowanym przez Urząd Gminy Wwa Centrum w 2000]. – Dwóch. Powst. ok. 2001 [nagroda w konkursie lit. im. M. Konopnic-kiej, zorganizowanym przez Urząd Gminy Wwa Centrum w 2001]. – PKP. Powst. ok. 2001 [utwór zgłoszony do konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Pozn. w 2001]. – Bez didaskaliów. Powst. ok. 2002 [nagroda w konkursie lit. im. M. Konopnickiej, zorganizowanym przez Urząd Gminy Wwa Centrum) w 2002]. – Egzamin. Powst. ok. 2002 [III nagroda w konkursie lit. im. S. Grochowiaka w Lesznie w 2002].
Adaptacje
1. W. Gombrowicz: Kosmos. Wyst.: Adapt. i reż.: M. Walczak. Wwa, Klub Le Madame 2004.
2. F. Sołogub: Mały bies. Wyst.: Adapt.: M. Walczak. Reż.: R. Brzyk. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera 2005.
3. Eurypides: Medea. Wyst.: Scenariusz i reż.: G. Jarzyna. Współpraca: M. Walczak. Wiedeń, Burgtheater 2006.


OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady zob. poz. 6 oraz m.in.: Nie jestem od naprawiania rzeczywistości. Rozm. D.J. Cirlić. „Dialog” 2004 nr 8; Zapach piasku w „Piaskownicy”. Rozm. T. Man. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 177 dod. „Stołeczna” [dot.: Piaskownica]; Presja mi pomaga. Rozm. A. Michalak. „Dziennik” 2009 nr 90 dod. „Kultura”; Kryzys wzmaga wiarę w Boga. Rozm. T. Gromadka. „Rzeczpospolita” 2012 nr 149 [dot.: Boski romans]; Nie mamy czasu na miłość. Rozm. I. Szymańska. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 34 dod. „Stołeczna” [dot.: Pożar w Burdelu; rozmowa z udziałem współscenarzysty, M. Łubieńskiego]; Pożar w Burdelu – snobistyczno-inteligencki fenomen Warszawy. Rozm. M. Dzierżanowski i A. Maciorowski. „Point of Design”. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 30 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://pointofdesign.pl/rekomendowane/editors-picks/pozar-w-burdelu/ [z udziałem współscenarzysty, M. Łubieńskiego]; Ekumeniczny burdel artystyczny. Rozm. W. Mrozek. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 247; Komedia się skończyła. Z Michałem Walczakiem i Maksem Łubieńskim, twórcami i autorami Kabaretu Pożar w Burdelu rozm. A. Kublik. „Gaz. Wy-bor.” 2017 nr 181.
 	H. BALTYN-KARPIŃSKA: Michał Walczak. W tejże: „Iskier” leksykon dramatu. Wwa 2008.
 	R. PAWŁOWSKI: M. Walczak. W: New Polish drama. Wwa 2008.
 	J. KOPCIŃSKI: Michał Walczak. W: Ośrodek Badań nad Polskim Dramatem Współczesnym. IBL PAN [on-line] [dostęp 7 lutego 2015]. Dostępny w Internecie: http://polskidramat.pl/autorzy/tom-ii/michal-walczak

Ogólne

 	R. PAWŁOWSKI: Lęki niedojrzałych. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 293 [w związku z premierami dramatów: Podróż do wnętrza pokoju; Piaskownica].
 	R. PAWŁOWSKI: Przesunięty. W: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003.
 	M. ZIELIŃSKA: Tak po prostu? „Dialog” 2003 nr 6.
 	D. JARZĄBEK: Drama. Podróż do wnętrza. „Didaskalia” 2005 nr 65/66.
 	M. SADOCHA: Stojąca woda. Notatki z dramatów Michała Walczaka „Not. Teatr.” 2006 nr 39/40.
 	B. BARANIAK: Od Walczaka do Walczaka. „Morele i Grejpfruty” 2008 nr 1.
 	J. HOFMAN-WIŚNIEWSKA: Sztuka stawiania pytań. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2008 nr z 31 X dod. „Prz. Pol.”.
 	D. KOSIŃSKI: Rozpadlina. W: M. Walczak: Podróż do wnętrza pokoju. T. 1. Kr. 2009 [o dramaturgii M. Walczaka].
 	B. POPCZYK-SZCZĘSNA: W poszukiwaniu zdarzeń. O dramaturgii M. Walczaka. „Dialog” 2009 nr 9.
 	I. SZYMAŃSKA: Michał Walczak Fest. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 89 dod. „Stołeczna”.
 	J. GAJDA-ZADWORNA: „Amazonia i rock świętych”. „Życie Warsz.” 2011 nr 25.
 	A. KYZIOŁ: „Romantyzm trzydziestolatków”. „Polityka” 2011 nr 11.

Piaskownica

 	D. JARZĄBEK: Z piaskownicy do piachu. „Didaskalia” 2004 nr 61/62.
 	R. PAWŁOWSKI: „Piaskownica”. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 221 dod. „Stołeczna” [z porównaniem inscenizacji sztuki w Wałbrzychu i w Wwie].
 	A.R. BURZYŃSKA: To tylko taka zabawa. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 7 [dot. wyst. w TVP].
 	A.E. BANOT: Zatrzymać kryzys męskości. Zadanie specjalne Batmana w „Piaskownicy” Michała Walczaka. „Świat i Słowo” 2011 nr 1.
 	M. OLEKSA: Dramat od-realniony. Język jako bohater wybranych dramatów Michała Walczaka i Mateusza Pakuły. „Konteksty Kult.” 2012 nr 8 [dot. także: Podróż do wnętrza pokoju].
 	] K. WĄDOLNY-TATAR: „Klepsydra piaskownicy”, pułapka piaskownicy. Od literatury dla dzieci do poezji i dramatu dla dorosłych = „Hourglass of sandpit”, trap od sandpit. From the literature for children to the poetry and drama for adults. „Świat Tekstów. Rocz. Słupski” 2016 nr 14 [dot. także: Po-dróż do wnętrza pokoju].
 	Zob. też Wywiady.

Podróż do wnętrza pokoju (poz.3)

 	J. LIMON: Postmodernistyczne metafory. „Teatr” 2004 nr 10 [dot. wyst. w TVP].
 	J. LIMON: Obroty przestrzeni. Teatr telewizji: próba ujęcia teoretycznego. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2008 [dot. m.in. sztuki M. Walczaka].
 	E. WĄCHOCKA: Osoba i głos: postać w najnowszym polskim dramacie. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 2 [dot. m.in. sztuki M. Walczaka].
 	M. OLEKSA: Dramat od-realniony. Język jako bohater wybranych dramatów Michała Walczaka i Mateusza Pakuły. „Konteksty Kult.”2012 nr 8 [dot. także: Piaskownica].
 	K. WĄDOLNY-TATAR: „Klepsydra piaskownicy”, pułapka piaskownicy. Od literatury dla dzieci do poezji i dramatu dla dorosłych = „Hourglass of sandpit”, trap od sandpit. From the literature for children to the poetry and drama for adults. „Świat Tekstów. Rocz. Słupski” 2016 nr 14 [dot. także: Pia-skownica].

Kopalnia

 	Rec. teatr. wyst. w T. Dram. im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu: W. MAJCHEREK: Ukłucie. „Teatr” 2004 nr 9; K. MIGDAŁOWSKA: Trwanie. „Dialog” 2004 nr 8; K. KOPKA: Podróż do uchwytnego? „Kopalnia” w Wałbrzychu. „Odra” 2005 nr 1.

Nocny autobus

 	A. KARLIŃSKA: Granie w spotkanie. „Didaskalia. Gaz. Teatr.” 2005 nr 65/66 [także o wyst. w Starym T. w Kr.].

Pierwszy raz

 	R. PAWŁOWSKI: Lęk przed pierwszym razem. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 67 [dot. wyst. w T. Nar. w Wwie].

Ostatni tatuś

 	Rec. teatr. wyst. w T. Lalka w Wwie: H. BALTYN: Blisko piaskownicy. „Teatr” 2007 nr 7/8; J. DERKACZEW: Rodzice dostali nauczkę w teatrze. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 89.
 	A. NOWAK: Tatusiom ku przestrodze! „Akant” 2007 nr 12 [dot. wyst. w T. im. W. Horzycy w Tor.].
 	J. HERNIK-SPALIŃSKA: Nowa baśń. „Dialog” 2010 nr 3 [obraz dziecka w powieści „Wroniec” J. Dukaja oraz w dramatach „Ostatni tatuś” M. Walczaka i „Białe baloniki” M. Fertacz].

Kac

 	J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Współczesny rozrachunek z „Weselem” Wyspiańskiego. „Rzeczpospolita” 2006 nr 257 [dot. wyst. w T. Nowym w Łodzi].

Babcia

 	Rec. teatr. wyst. pt. Miasteczko G., T. „Wybrzeże” w Gdańsku: M. BARAN: Zagubione miasteczko. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 23 dod. „Trójmiasto”; W. OWCZARSKI: Teatrzyk z miasteczka G. „Teatr” 2008 nr 5.
 	J. SIERADZKI: Walczak bez magii. „Przekrój” 2008 nr 6/7 [dot. wyst. w T. im. J. Osterwy w Gorzowie].

Biedny Ja, Suka i Jej Nowy Koleś

 	J. WAKAR: Gadaie bez końca. „Dziennik” 2009 nr 101 dod. „Kultura” [dot. wyst. w T. Laboratorium Dramatu w Wwie].

Człowiek z Bogiem w szafie

 	Rec. teatr. wyst. w T. im. W. Horzycy w Tor.: A. DUDA: Tak, Nie, Nie wiem. „Teatr” 2010 nr 7/8; A. NOWAK: Bóg na własny użytek. „Akant” 2011 nr 3.

To nie jest kraj dla wielkich ludzi

 	Rec. teatr. wyst. w T. Montownia w Wwie: J. MAJCHEREK: Śmiech z wysokiej klasy talentem. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 257 dod. „Stołeczna”; Ł. ORŁOWSKI: Szarlotka z bitą ironią na chłodno. „Teatr” 2009 nr 2.

Amazonia

 	Rec. teatr. wyst. w T. na Woli w Wwie: J. DERKACZEW: Ofelio, pokaż cycki. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 30; E. KUBIKOWSKA: Zagubieni. „Teatr” 2011 nr 5.

Ojciec polski

 	J. DERKACZEW: Teatralny test na ojcostwo. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 263 dod. „Stołeczna” [w kontekście innych sztuk na temat ojcostwa].

Podróż do wnętrza pokoju (poz.19)

 	J. WAKAR: W pułapce sukcesu. „Dziennik” 2009 nr 148 dod. „Kultura”.

Polowanie na łosia

 	Rec. teatr. wyst. w T. Nar. w Wwie: I. GORZKOWSKI: W Warszawie można spełnić swoje marzenia. Rozm. B. Bator. „Dziennik” 2009 nr 92 dod. „Warszawa” [wywiad z reż. spektaklu]; J. MAJCHEREK: Antypody. „Teatr” 2009 nr 9 [dot. także: M. Szczygielski: Berek, czyli upiór w moherze. Wyst. T. Kwadrat w Wwie].

Janosik

 	B. KĘCZKOWSKA: Janosik warszawski. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 68 dod. „Stołeczna” [dot. wyst. w T. Lalka w Wwie].

Rekonstruktor

 	K. ZALEWSKA: Mały rekonstruktor. „Teatr” 2011 nr 3 [dot. wyst. w T. Laboratorium Dramatu w Wwie].
 	I. SZYMAŃSKA: Teatralny freestyle. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 5 dod. „Stołeczna” [gł. nt. formuły gatunkowej one-man show].

Boski romans

 	zob. Wywiady.

Pożar w Burdelu

 	I. SZYMAŃSKA: Kupa śmiechu z Burdelu na Chłodnej. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 51 dod. „Stołeczna” [zawiera także wywiad z M. Walczakiem].
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Straż pożarna teatralna. „Dwutygodnik.com” [on-line] 2014 nr 124 [dostęp 30 marca 2015]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4974-straz-pozarna-teatralna.html – W. MROZEK: Kabaret zamiast terapii. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 253 dod. „Stołeczna” [dot. głównie odc. 19].
 	W. SZABŁOWSKI: Hipsterzy, błagam, tylko nie śpiewajcie. Pożar w Burdelu robi szopkę. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 298 dod. „Duży Format” nr 52.
 	I. SZYMAŃSKA: Niezły macie burdel w tej Warszawie! A nawet Pożar w Burdelu. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 56 dod. „Stołeczna”.
 	W. UHLIG: Kabaretharsis Warszafki. O Burdelu Artystycznym i jego „Pożarze”. „Kult. Liberalna” [on-line] 2014 nr 274 [dostęp 30 marca 2015]. Dostępny w Internecie: http://kulturaliberalna.pl/2014/04/08/kabaretharsis-warszafki-burdelu-artystycznym-pozarze [dot. głównie odc.: 14].
 	A. KYZIOŁ: Mądre wygłupy. „Polityka” 2015 nr 1 [m.in. o tekstach M. Walczaka].
 	[dot. odc. 27:] A. GRAFF: PIS and love. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 296 dod. „Wysokie Obcasy” nr 50; W. MROZEK: Burdel Narodowy, czyli fantazje o nadchodzącej sztuce. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 257 dod. „Stołeczna”.
 	J. MIKOŁAJCZYK: Podpalacze. Pożar w Burdelu i powrót kabaretu politycznego. W: Kabaret – poważna sprawa? Katow. 2016.
 	W. MROZEK: Prasówka z posterunkowym. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 81 dod. „Stołeczna” [dot. odcinka: Kryminalne zagadki Warszawy].
 	A. RATAJ: Pożar w Burdelu – sukces zza zasmarkanej kurtynki. „Teatr” 2016 nr 7.
 	T. MIŁKOWSKI: Trauma Travel. „Dz. Trybuna” 2017 nr 155 [dot. odcinka 36].
 	T. MISIEWICZ: „Ucieczka z kina Polskość”, czyli Wiele hałasu o nic. „Odra” 2017 nr 7/8 [dot. odcinka 34].
 	K. VARGA: Pożar w głowach, czyli wolność jako eksponat. Najnowszy spektakl Pożaru w Burdelu „Muzeum Wolności”. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 217 dod. „Duży Format” nr z 18 IX.
 	K. VARGA: Zgliszczak uderza, czyli narodowe disco. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 269 dod. „Duży Format” nr z 20 XI.
 	Zob. też strona www.facebook.com/PozarWBurdelu oraz Wywiady.


</document>
<document nplp_id="3168" title="Henryk WANIEK" slug="henryk-waniek">ur. 1942

Krypt.: H.W.; W.H.

Prozaik, eseista, krytyk artystyczny i literacki, malarz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 4 marca 1942 w Oświęcimiu; syn Jana Wańka i Ireny z domu Juszczak. W 1945 zamieszkał wraz z rodziną w Katowicach. W 1955–57 uczył się w V Liceum Ogólnokształcącym, a następnie także w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych, gdzie w 1962 zdał maturę. W 1962–63 pracował w Domu Książki w Katowicach. W 1964–70 studiował na katowickim Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych (ASP) w Krakowie i w 1965–66 jako wolny słuchacz na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1967 z grupą zaprzyjaźnionych artystów, zainteresowanych m.in. buddyzmem-zen, okultyzmem i kabałą (Urszulą Broll, Antonim Halorem, Zygmuntem Stuchlikiem i Andrzejem Urbanowiczem) założył Tajną Kronikę Grupy Pięciu Osób zwaną później Ligą Spostrzeżeń Duchowych lub kręgiem ONEIRON, działającym w Katowicach do 1974. Brał aktywnie udział w sesjach grupy, nagrywaniu filmów, wydawaniu krążącego po domach (w 2 egzemplarzach) pisma „Nowe Bezpretensjonalne Pismo Święte w Obrazkach” (forma teczki z rękopisami, rysunkami i fotografiami twórców). Debiutował w 1969 wierszem pt. Traktat o malowaniu wizerunków świata, ogłoszonym na łamach „Kultury” (nr 26). W 1970 uzyskał dyplom z plakatu u prof. Tadeusza Grabowskiego oraz z grafiki artystycznej u prof. Andrzeja Pietscha na ASP w Krakowie i wstąpił do Związku Polskich Artystów Plastyków. Podjął pracę nauczyciela w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Katowicach oraz wykładowcy w Zakładzie Sztuki filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie (1975–77). Równocześnie zajmował się malarstwem, rysunkiem, grafiką wydawniczą, plakatem, a później także scenografią telewizyjną, filmową i teatralną oraz książkową. Jego prace pokazywane były na wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych; zdobył za nie liczne nagrody i wyróżnienia, m.in. Prix National 6. Międzynarodowego Festiwalu Malarstwa w Cagnes-sur-Mer we Francji (1974) oraz nagrodę 7. Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie (1974). W 1975 opublikował w „Nowym Wyrazie” pierwszy tekst krytyczny pt. Apollinaire — de Chirico (nr 7/8). W 1976 jako stypendysta rządu włoskiego przebywał we Florencji, a w 1976–77 na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. W 1980 zamieszkał w Brwinowie pod Warszawą. W 1981 na łamach „Twórczości” (nr 11) ogłosił teksty prozatorskie: Apokryf w kajdanach, Bajka dla Boenyż, Bajka o Nieugiętym Mnichu, Bajka o Rybaku, Rycerz, Diabełi Śmierć. Prozę, eseje i recenzje dotyczące literatury i malarstwa ogłaszał m.in. w „Twórczości”, „Nowych Książkach” „NaGłosie” (1992–96), „Regionach” (1993–2004), „Sycynie” (od 1995), „Śląsku” (od 1996), „Tygodniku Powszechnym” (1997–2000), „Odrze” (od 1998), „Przeglądzie Politycznym” (od 2000). W 1995 został członkiem SPP i Polskiego PEN Clubu. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2005) oraz Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2007).

W 1972 ożenił się z Joanną Pasiud; ma dwoje dzieci: Michała (ur. 1978) i Laurę (ur. 1985). Mieszka w Brwinowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Dziady berlińskie. [Powieść]. [Wwa]: Przedświt. Warsz. Niezal. Ofic. Malarzy i Poetów* 1984, 105 s. Wyd. 2 zmien. i popraw. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1999, 210 s.
2. Anonimowy opis zdobycia Ziemi znaleziony wśród strzępów krajobrazu w głębinach pamięci i pomiędzy domysłami, który odkrył i przygotował H. Waniek. Oprac.: B. Michnik. Kłodzko: Kłodzki Klub Lit. 1985, [16] s. Witryna Artystów.
3. Przestrzeń. Oprac. graf.: J. Soliński. Wyd. na prawach rkpsu. Bydg.: Galeria Autorska J. Kaji i J. Solińskiego. 1988, [36] s.
Krótkie teksty eseistyczne dotyczące kategorii przestrzeni w sztuce.
4. Hermes w Górach Śląskich. [Eseje]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1994, 184 s. Wyd. 2 tamże 1996.
Nagroda im. A. Kijowskiego w 1997.
Zawartość: Przesłanie. – O Olbrzymach; Siedem Raportów z Zamku Wieczornego; Teatrum Mundi czyli Mała Dyszowa; Sobótka alias Ślęza; Hermes na rozstaju; Terra recognita.
5. Opis podróży mistycznej z Oświęcimia do Zgorzelca: 1257–1957. Kr.: Znak 1996, 160 s. Esej.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1997, Nagroda im. A. Kijowskiego w 1997, nagroda Kulturpreis Schlesien des Landes Niedersachsen, Hannover w 1999.
Eseje dotyczące znaczeń, symboliki, tematów obrazu autorstwa H. Wańka pt. „Śląsko-Silesia-Schlesiens. Imago Templum Salomoni”.
6. Pitagoras na trawie. Eseje. Wwa: Przedświt 1997, 207 s.
Nagroda im. A. Kijowskiego w 1999.
Zawartość: Od siebie; Do ciemności; Pitagoras na trawie; Do Tęczy; Trzydzieści siedem.
7. Inny Hermes. [Eseje]. Wwa; Wr.: Wydawn. Nauk. PWN 2001, 166 s.
Zawartość: Od autora. – Przewodnik wokół Instytutu Przemiany Czasu w Przestrzeń — stacja Wolimierz; Inny Hermes [dot. H.D. Hermesa]; Karetą do piekła, piechotą do nieba; Ząbkowice Śląskie recte Frankenstein; Zapis wycieczki pieszej z naszego stulecia do wieku siedemnastego i z powrotem; Do ciemności.
8. Finis Silesiae. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2003, 359 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2004.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2004, Dolnośl. Nagroda Lit. LAUR w 2005, nagroda mies. „Śląsk” — „Śląski Orzeł” w 2005, nagroda im. ks. A. Weltzla „Górnośląski Tacyt” w 2007.
9. Martwa natura z niczym. Szkice z lat 1990–2004. Kr.: Znak 2004, 247 s.
Zawartość: Adversus Ikonomachos; Przed zatrzaśniętymi drzwiami percepcji [dot. poezji W. Blake’a]; Zapomniane — przypomniane [dot. biografii i twórczości C.D. Friedricha]; Spalone domy, spalone obrazy [dot. biografii i twórczości C.D. Friedricha]; Woda — matka i mogiła [dot. biografii i twórczości C.D. Friedricha]; Martwa natura z niczym; Moja?
10. Sprawa Hermesa. [Powieść]. Kr.: WL 2007, 330 s.
Nawiązanie do życia H.D. Hermesa, pruskiego teologa protestanckiego. – Nagroda Śląski Wawrzyn Lit. w 2007.
11. Wyprzedaż duchów. [Powieść]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2007, 196 s. Proza Q.
12. Katowice-blues czyli Kattowitzer-Polka. [Felietony]. Katow.: Śląsk, Wydawn. Nauk. 2010, 142 s.
13. Notatnik i modlitewnik drogowy: 1984–1994. Szczec.: Wydawn. Forma; 13 Muz 2013, 144 s. Piętnastka.
14. Cmentarz nieśmiertelnych: kolonia pisarzy i innych takowych. Wr.; Ośr. Kultury i Sztuki. Instytucja Kultury Samorządu Woj. Dolnośl. 2015, 135 s. Archipelag.
Krótkie teksty eseistyczne dot. artystów skupionych wokół Carla i Gerharda Hauptmannów na przełomie XIX i XX w.
15. Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc. [Powieść]. Opole: Silesia Progress 2015, 239 s. Canon Silesiae, Ślōnskŏ Bibliŏtyka.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Opole: Silesia Progress 2015, pliki w formacie EPUB, MOBI.
16. Obcy w kraju urodzenia. [Powieść]. Kotōrz Mały: Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej; Opole: Silesia Progress, 2016, 340 s. Canon Silesiae; 7. Canon Silesiae, Ślōnskŏ.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2017.
17. Miasto niebieskich tramwajów. [Opowiadania]. Szczec.: Wydawn. Forma; Fundacja Lit. im. H. Brezy 2017, 124 s. Kwadrat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.: Wydawn. Forma 2017, pliki w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Mam cztery lata (zamiast wstępu); Miasto niebieskich tramwajów; Odbycie szczepienia; Wiktor; Pomnik psa; Puste trzy godziny ze Stachurą w tle; Napisane w zastępstwie; Podwójny skarb; Odzyskane; Dwa zdjęcia; Huk; Schwarz; Bitwa; Córka pułku; Psia krew; Pudor rusticus; Kawaler Giacomo gra w ombre!

Nadto autorstwo i współautorstwo tekstów do katalogów: wystaw twórczości Henryka Wańka: Henryk Waniek — rysunki według Dantego. Styczeń 1983. Jelenia Góra: MO [Muzeum Okręgowe] 1983, [8] s. – Henryk Waniek. Krajobrazy. Olsztyn: Galeria Sztuki Współcz. BWA 2002, [28] s. – Henryk Waniek. „Sudetei montes”. Malarstwo. Wr.: Galeria „Opus” 2002, [16] s., — oraz tekstów do katalogów wystaw i albumów: Katowicki underground artystyczny po 1953 roku. 14 listopada–11 grudnia 2003. [Współaut.:] J. Zagrodzki, A. Sobota. Katow.: Galeria Sztuki Współcz. BWA 2003, [36] s. – Magiczne przestrzenie: fotografie z Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego studentów Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach = Magische Räume: Fotografen aus dem Oberschlesischen Industriegebiet von Studenten der Kunstakademie in Kattowitz. [Współaut.:] P. Mrass, P. Muschalik. [Przeł.] J. Mrass. Katow.: Akad. Sztuk Pięknych 2006, 64 s. – Tomek Byra. Fotografie 2000–2002. [Album]. Współaut.: T. Ferenc. Tłum. na jęz. ang. T. Byra. Wwa: Fundacja im. Tomka Byry — Ekologia i Sztuka 2007, 94 s. – Trzej magowie i gwiazda w Entropii = Three magi and star at Entropia. Galeria Entropia, Wrocław 6.01. 2008. Wr.: Galeria Entropia 2008, [40] s. – Impresje Mikołowskie: 20. odsłona. [Współaut.:] J. Szeligowska-Farquhar. Katow.: Muzeum Śl.; Mikołów: Urząd M. 2011, 143 s.
Przekłady
1. Księga śmierci. Bardo Thödol. [Traktat religijny]. Cz. 1–2. Tłum.: A. Urbanowicz, H. Waniek. Wyd. na prawach rkpsu. Bydg.: Galeria Autorska J. Solińskiego i J. Kaji 1983, 30 + 15 s.
2. I ching — Księga zmian. [Cz. 2]. Bydg.: Klub Radiestetów przy DK Domu Kultury „Agora” SM [Spółdz. Mieszkaniowej] „Zjednoczeni” 1985, 20 s.
3. W. Huxley: Drzwi percepcji; Niebo i piekło. [Szkice]. Przeł.: P. Kołyszko, H. Waniek. Wwa: Przedświt 1991, 104 s.
Tu w przekł. H. Wańka: Niebo i piekło, s. 51–105. 
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2016.
 	Wywiady: Metafizyczny dłużnik. Rozm. K. Kofta. „Twój Styl” 1993 nr 11; Rozmowa z Henrykiem Wańkiem („Usunąć belkę z własnych oczu…”). Rozm. J. Błach. „Incipit” 1996 nr 1; Coraz więcej deserów… Rozm. M. Jentys. „Sycyna” 1997 nr 37; Henryk Waniek o sztuce widzenia. Rozm.: K. Janowska, P. Mucharski. W: Rozmowy na koniec wieku. Kr. 1998; Ja tutaj przyjeżdżam po skarby. Rozm. M.M. Szczawiński. „Śląsk” 1999 nr 7; Czy Śląsk przetrwa do 2010 r.? Rozm. H. Baster. „Polityka” 2003 nr 50; Portret z ciemnością w tle. Rozm. J. Gromek. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 84 [dot. Finis Silesiae]; Śląsk z zaświatów. Rozm. M. Radziwon. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 221 [dot. Finis Silesiae]; Jestem tradycjonalistą. Rozm. P. Szewc. „Nowe Książ.” 2006 nr 12; Moją obsesją jest utrwalanie przeszłości. Rozm. P. Szewc. „Nowe Książ.” 2007 nr 4; Zmowa małych łebków. Rozm. A. Klich. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 240; Gorzka cudowność Śląska. Rozm. K. Szymoniak. „Topos” 2009 nr 1; Kto się boi czarnego luda: Śląsk: dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy. Rozm.: M. Melecki, K. Siwczyk. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 16; Piekielny raj. Rozm. M. Rabizo-Birek. „Fraza” 2012 nr 4; Liczy się to, co wyjątkowe, osobne. Rozm. K. Bereta. „Śląsk” 2015 nr 8.
 	LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne

 	M. BARANOWSKA: Ukryta forma świata. „Konteksty” 1995 nr 2.
 	S. GOŁASZEWSKI: Trzy słowa o wędrowaniu. „Twórczość” 1998 nr 3.
 	K. KARWAT: Mistyka ziemi. „Dz. Zach.” 2000 nr 11.
 	K. KARWAT: Nie wierzcie Wańkowi. „Dz. Zach.” 2002 nr 128.
 	Z. TRYSIŃSKI: Mityczna przestrzeń Śląska. Próba krytycznoliterackiej prezentacji wątków eseistyki Henryka Wańka. „Zesz. Nauk. URzesz. Hist. Lit.” 2002 z. 1.
 	A. KLICH: Czy Śląska już nie ma? „Tyg. Powsz.” 2003 nr 24.
 	M. JENTYS: Henryka Wańka podróże mistyczne. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.
 	K. LISOWSKI: Zbiegi okoliczności? (O Henryku Wańku) paru obrazach, lekturach i koincydencjach. „Kwart. Artyst.” 2006 nr 1.
 	M. RABIZO-BIREK: Śląskie miejsca Henryka Wańka „Opcje” 2006 nr 1.
 	Z. KADŁUBEK: O magu śląskich przestrzeni. „Śląsk” 2007 nr 7.
 	R. MACIUSZKIEWICZ: Obrazy. „Śląsk” 2007 nr 4.
 	F. NETZ: Homo silesiensis. „Śląsk” 2003 nr 5, przedr. w tegoż: Ćwiczenia z wygnania. Mikołów 2008.
 	A. WOLDAN: Śląsk mityczny. Uwagi o śląskiej prozie Henryka Wańka. Przeł. J. Herzog. „Fraza” 2015 nr 1/2.

Dziady berlińskie

 	[L. SZARUGA] SPECTATOR: Kartki z notesu. „Wezwanie”* 1984 nr 7.
 	WUSW. „Alm. Hum.”* 1984 nr 1/2.
 	J. KOŹBIEL: Kartki z przedpiekła. „Sycyna” 1999 nr 6/7.
 	R. OSTASZEWSKI: Dziady z podziemia. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
 	M. RABIZO-BIREK: Księga śmierci Środkowoeuropejczyka — „Dziady berlińskie” Henryka Wańka. W tejże: Romantyczni i nowocześni. Rzeszów 2012.

Hermes w Górach Śląskich

 	U.M. BENKA: Borges w Sudetach. „Opcje” 1995 nr 1/2.
 	L. BUGAJSKI: Góry niezwykłe. „Wiad. Kult.” 1995 nr 11.
 	A. CHOJECKI: Czytanie gór. „Topos” 1995 nr 3/4.
 	M. FOSTOWICZ: Wiara w krajobraz. „Odra” 1995 nr 9.
 	M. JENTYS: Hermes, towarzysz człowieka. „Sycyna” 1995 nr 21.
 	K. RODOWSKA: Zachęta do wyprawy — tam… „Twórczość” 1995 nr 12.
 	Z. SKROK: „Góry takie kamienne”. „Nowe Książ.” 1995 nr 3.
 	T. NYCZEK: Solo na głosy mieszane. W tegoż: Plus nieskończoność. Trzy tercety krytyczne na poezję, teatr i malarstwo oraz solo na głosy mieszane. Kr. 1997.

Opis podróży mistycznej z Oświęcimia do Zgorzelca

 	M. JENTYS: Imago templum. „Sycyna” 1996 nr 25.
 	J. MICHALSKI: Cud bezgranicznej świadomości. „Znak” 1996 nr 12.
 	T. NYCZEK: Jak szewc został mistykiem a anioł Ślązakiem. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 38.
 	S. STERNA-WACHOWIAK: Kartophilos w mistycznej podróży. „Nowe Książ.” 1996 nr 11.
 	E. CEBO: Poza zwykłe ludzkie postrzeganie. „Wiad. Kult.” 1997 nr 7.
 	M. KLECEL: Podróże równoległe. „Literatura” 1997 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: Mądrość śląskiego szarlatana. „Twórczość” 1997 nr 7.

Pitagoras na trawie

 	M. BŁAŻEJEWSKI: Odliczanie świata. „Topos” 1998 nr 4.
 	M. FOSTOWICZ: Patrzeć i widzieć. „Odra” 1998 nr 4.
 	M. RABIZO-BIREK: Waniek na trawie. „Twórczość” 1998 nr 2.

Inny Hermes

 	M. FRĄTCZAK: Międzyczas. „Czas Kult.” 2002 nr 2.
 	A. PIWKOWSKA: Inny świat. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/8.
 	K. RATNICYN: Mistyczna poezja Śląska. „Prz. Polit.” 2002 nr 57/58.
 	S. GOŁASZEWSKI. „Twórczość” 2004 nr 11.

Finis Silesiae

 	J. ADAMCZEWSKA: Apokryf śląski. „Topos” 2003 nr 6.
 	K. KARWAT: Śląsk w sarkofagu. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 24.
 	M. MIZURO: Czy ten świat naprawdę musiał zaginąć? O „Finis Silesiae” Henryka Wańka. „Sł. Pol.” 2003 nr 86.
 	K. MALISZEWSKI: Z Trzeciej Rzeczypospolitej do Trzeciej Rzeszy. „Odra” 2003 nr 9.
 	F. NETZ: Homo silesiensis. „Śląsk” 2003 nr 5, przedr. w tegoż: Ćwiczenia z wygnania. Mikołów 2008.
 	A. POPRAWA: Powieść obrazkowa. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
 	G. SOWULA: Zaklinacz czasu. „Rzeczpospolita” 2003 nr 179.
 	A. SZYMUTKO: Zaginiony Śląsk. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 84.
 	P. LACHMANN: Świat przed końcem świata. „Prz. Polit.” 2004 nr 65.
 	M. RABIZO-BIREK: Artysta w śląskim labiryncie. „Twórczość” 2004 nr 7/8.
 	P. WIESEHÖFER: Odrodzony Śląsk. „Zesz. Eichendorffa” 2004 z. 8.
 	J. LYSZCZYNA: Fotografie wyobraźni: „Finis Silesiae” Henryka Wańka. „Śl. Miscellanea” 2008.
 	Zob. też Wywiady.

Martwa natura z niczym

 	W. SKRODZKI: Grzech sztuki. „Więź” 2005 nr 1.

Sprawa Hermesa

 	A. FRANASZEK: Przed niebiańskim Trybunałem. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 230.
 	J. JAWORSKA: Anielski apokryf. „Lampa” 2007 nr 9.
 	M. RABIZO-BIREK: Złe świata naprawianie. „Nowe Książ.” 2007 nr 12.
 	W. BROWARNY: Śmierć w Breslau dla zaawansowanych. „Odra” 2008 nr 2.
 	M. DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI: Ryt śląskiej angelologii. „Śląsk” 2008 nr 2.
 	W. GOŁĄBIOWSKI: Niesielsko, anielsko. „Esensja” 2008 nr 5.
 	T. KOMENDANT: Trzecie zęby. „Twórczość” 2008 nr 7.
 	K. RYCĄBEL: Sprawa Hermesa, sprawa śląska. „FA-art” 2008 nr 1.

Wyprzedaż duchów

 	A. MORAWIEC: Ziemia żywego cudu. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.
 	M. WOJAK: W metafizycznym Supermarkecie. „Wyspa” 2007 nr 3.
 	E. ANTONIAK: Wakacje z duchami, ezoteryczna dumka. „Twórczość” 2008 nr 7.

Katowice-blues czyli Kattowitzer-Polka

 	B. WIDERA: Podróż do przeszłości. „Śląsk” 2011 nr 4.

Notatnik i modlitewnik drogowy: 1984–1994

 	1984–1994 (poz. 13): K. KISSIN: Wańka Intercity. „Lampa” 2013 nr 1.
 	A. ŁOZOWSKA-PATYNOWSKA: Waniek jak Schulz? „Latarnia Morska” 2014 nr 1.
 	A. POLACHOWSKA: Układanie fragmentów, rozbijanie całości. „EleWator” 2014 nr 1.
 	P. SZEWC: Osobisty stosunek. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.
 	J. NOWAK: Brudnopis ezoteryka. „Topos” 2014 nr 6.
 	P. JASNOWSKI: Resztki wygrzebywane z popiołu. „Twórczość” 2015 nr 6.
 	Z. KADŁUBEK: O kwadratowym modlitewniku Henryka Wańka. „Śl. Stud. Polonist.” 2015 nr 1.
 	L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2015 nr 55 [dot. też: K. Koehler: Wnuczka Raquela oraz M. Miłkowski: Wist].

Cmentarz nieśmiertelnych

 	I. MATUSZKIEWICZ: Czy Szklarska Poręba jest miejscem? „Fraza" 2016 nr 4.
 	J. PETROWICZ: W dawnym Schreiberhau. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.
 	G. Tomicki: Poręba pisarzy. „Odra” 2016 nr 9.

Jak Johannes Kepler jadąc do Żagania na Śląsku zahaczył o księżyc

 	W. BROWARNY: W Sudetach, prawie na Księżycu. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.
 	J. PETROWICZ: Jak Henryk Waniek, pisząc o Hynku Panwiczu, zahaczył o Keplera. „Twórczość” 2015 nr 12.
 	K. BERETA: Traktat o grze w świat. „Śląsk” 2016 nr 2.
 	I. MATUSZKIEWICZ: O jednym takim, co poleciał na Księżyc. „Fraza” 2016 nr 1/2.
 	K. WIECZOREK: Księżyc odbity we krwi. „Twórczość” 2018 nr 1.

Obcy w kraju urodzenia

 	W. BROWARNY: Polska obca. „Nowe Książ.” 2017 nr 5.
 	J. KRZYK: Z daleka Śląsk widać lepiej. „Gaz. Wybor.” dod. Katowice [on-line]. Powst. 2017 [dostęp: 25 czerwca 2017]. Dostępny w Internecie: http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,21241256,z-daleka-slask-widac-lepiej.html.
 	W. TURANT: Zaskakująca półrzeczywistość. „Odra” 2017 nr 10.
</document>
<document nplp_id="3170" title="Danuta WAWIŁOW" slug="danuta-wawilow">1942–1999

Pseud. i krypt.: D.W.; DANKA; — wspólnie z Olegiem Usenko: Maria Maconi.

Poetka, prozaik, autorka utworów i słuchowisk dla dzieci, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 14 kwietnia 1942 w Kozmodemiańsku nad Wołgą w ZSRR; córka Dymitra Wawiłowa, technika budowlanego (zginął pod Stalingradem), i Marii z domu Kalickiej, prawniczki. W 1946 przyjechała z matką do Łodzi, następnie przeniosła się do Warszawy. Uczęszczała tu do XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Dąbrowskiego. Debiutowała w 1958 na łamach „Świata Młodych” (nr 1–2; podp. Danuta Wawiłowa) jako tłumaczka z języka rosyjskiego przekładem opowiadania B. Siłajewa pt. Julka. Po zdaniu matury w 1959 rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Należała do ZSP. W 1960 debiutowała jako prozaik na łamach „Nowej Wsi” (nr 20) utworem pt. Bajka o zgubionej gwieździe, a jako poetka we „Współczesności” (nr 22) wierszami pt. Niobe i Wycinanka. Od 1961 studiowała dodatkowo rusycystykę najpierw na UW, a w 1963–66 na Uniwersytecie im. M.W. Łomonosowa w Moskwie. W tym czasie tłumaczenia wierszy i prozy zamieszczała m.in. w czasopismach: „Literatura Radziecka”, „Nowa Wieś” i „Filipinka” (tu także reportaże z ZSRR). W 1966 poślubiła Olega Usenkę, wówczas studenta rusycystyki, później dyplomatę, od 1976 współtwórcę wierszy, tłumaczeń i prac redakcyjnych. Po powrocie do kraju pracowała w 1966–67 jako stażystka na rusycystyce UMCS w Lublinie, a w 1969–71 uczyła języka rosyjskiego w XI Liceum Ogólnokształcącym im. M. Reja w Warszawie. W 1970 podjęła współpracę z Polskim Radiem jako autorka i tłumaczka słuchowisk radiowych dla dzieci. W 1971 została członkiem ZLP i zajęła się wyłącznie pracą literacką. W 1974 na łamach „Świerszczyka” (nr 13) ogłosiła pierwszy wiersz dla dzieci pt. Trudna zagadka; publikowała tu do 1977 liczne wiersze.Utwory dla dzieci ogłaszała też m.in. na łamach „Płomyczka” (od 1978) i „Misia” (od 1986). W latach osiemdziesiątych prowadziła w Telewizji Polskiej program Sobótka prezentujący twórczość dziecięcą, a w Polskim Radiu audycje poetyckie z udziałem dzieci pt. Wierszobranie. Współpracowała z telewizyjnymi programami Tik Tak oraz 5–10–15. W 1987 otrzymała Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za całokształt twórczości, a w 1989 została „Autorką Roku 1989” „Płomyka”, w którym od tegoż roku zamieszczała felietony pt. Jak pisać wiersze?. W 1991–95 (z przerwami) prowadziła w tygodniku „Filipinka” rubrykę pt. Cześć, poeci i poetki, a w 1992–96 kierowała pracami Klubu Ludzi Artystycznie Niewyżytych (KLAN). Wiele jej tekstów powstało we współpracy z córką Natalią. Zmarła 29 maja 1999 w Warszawie; pochowana tamże na Cmentarzu Komunalnym Północnym.

Była matką Natalii Usenko (ur. 1969), poetki i tłumaczki, oraz Konstantego Usenki (ur. 1977), muzyka i dziennikarza.



TWÓRCZOŚĆ

1. Nie warto się przejmować. [Słuchowisko radiowe dla młodzieży]. „Filipinka” 1973 nr 15 s. 8–9.
2. Pogapić się na flamingi. [Słuchowisko radiowe dla młodzieży]. „Filipinka” 1973 nr 6 s. 12–13, nr 9 s. 8–9. Praprem. radiowa: Reż.: A. Korewa. Radio 1973.
3. Czupiradło. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: NK 1977, 58 s. Przeczytaj, to ciekawe.
Przedr. zob. poz. 46.
Adapt. radiowa: Reż. i adapt.: S. Grotowska. Radio 1983.
4. Rupaki. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: NK 1977, [22] k. Wyd. 2 tamże 1980.
Nagroda VII Premio Europeo przyznana przez Uniwersytet w Padwie w 1978.
Cykle: Rupaki; Trójkątna bajka.
5. Nic się nie stało. [Opowiadanie dla dzieci]. „Płomyk” 1978 nr 13/14, wkł. Wyd. osob. Wwa: NK 1979, 58 s. Przeczytaj, to ciekawe.
Adapt. radiowa: Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1975.
6. Strasznie ważna rzecz. [Wiersze]. Wwa: KAW 1978, [18] k. Ser. „Z Wiewiórką”. Wyd. nast.: tamże 1980; Łódź: KAW 1989; Bielsko-Biała: Wydawn. Pascal 2010, [34] s. Media Pascal.
7. Chcę mieć przyjaciela. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: NK 1979, [12] k. Poczytaj Mi Mamo. Wyd. nast. tamże: 1982, 1986. Przedr. zob. poz. 46 oraz w: Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza. Wwa 2017.
Nagroda w konkursie Naszej Księgarni w 1978.
Przekł. niem.: Julka. [Przeł.:] Z. Rychlicki, B. Samborska. Wwa 1982, wyd. nast. tamże 1984.
8. Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie. [Współaut.:] O. Usenko. Wwa: NK 1980, 23 s. Przedr. zob. Prace redakcyjne poz. 9.
9. Daktyle. [Wiersz]. Il.: E. Lutczyn. Wwa: NK 1980, [12] k. Poczytaj Mi Mamo. Wyd. nast. tamże: 1984, 1987, 2011, 2012. Przedr. w: Poczytaj mi mamo. Księga 1. Wwa 2010, 2017. Z Bibl. Wydawn. „Nasza Księg.”.
10. Spotkamy się w Łazienkach. [Widowisko teatralne]. [Współaut.:] O. Usenko. Reż.: M. Snarska. Wwa, T. Guliwer 1980.
11. Ten dziwny Eryk. [Opowiadanie]. Wwa: NK 1980, [12] k. Poczytaj Mi Mamo. Wyd. 2 tamże 1985. Przedr. w: Poczytaj mi mamo. Księga 7. Wwa 2016. Z Bibl. Wydawn. „Nasza Księg”.
12. Bajka o stu królach Lulach. [Wiersz]. [Współaut.:] O. Usenko. Wwa: NK 1982, [28] s. Wyd. nast. tamże 2003. Moje Poczytajki. Przedr. zob. Prace redakcyjne poz. 9.
13. Gorąca skorupa. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: NK 1984, [24] s. Poczytaj Mi Mamo. Przedr. zob. poz. 47 oraz w: Poczytaj mi mamo. Księga 7. Wwa 2016. Z Bibl. Wydawn. „Nasza Księg”.
Przekł. słowac.: Horúca śkrupina. [Przeł.] V. Štítnická. Varšava 1986.
14. Kiedy byłam mała. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: NK 1985, [24] s. Poczytaj Mi Mamo. Wyd. 2 tamże 1989. Przedr. zob. poz. 47 oraz w: Poczytaj mi mamo. Księga 2. Wwa 2011, 2017. Z Bibl. Wydawn. „Nasza Księg.”.
15. Wędrówka. [Wiersze]. Il.: J. Stanny. Wwa: NK 1985, 38 s. Wyd. 2 tamże 1986.
16. Moja tajemnica. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: KAW 1986, [36] s. Por. poz. 28.
17. Dzikie konie. [Utwór dramatyczny dla młodzieży]. Praprem.: tv: Reż.: T. Worontkiewicz. TVP 1987; radiowa: Reż.: T. Worontkiewicz. Radio 1988.
18. Wiersze dla niegrzecznych dzieci. Wwa: Czyt. 1987, 75 s. Wyd. nast. Wwa: Egmont Polska 2013. Lit. Egmont. Wierszem Napisane.
Cykle: Lilia jest biała, róża różowa; Dzieci w lesie.
19. Wilki. [Wiersz dla dzieci]. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: KAW 1987, [24] s. Ser. „Z Wiewiórką”.
20. Dziwna bajeczka. Według Edwarda Uspieńskiego. Wwa: KAW 1988, [24] s. Ser. „Z Wiewiórką”. Zob. poz. 24.
21. Dzieci w lesie. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: LSW 1991, 82 s.
22. Królewna Śnieżka. [Wiersz dla dzieci]. Wwa: KiW 1993, 28 s.
23. [Sto] 100 przygód Maksia Drakulaka. [Opowiadanie]. [Współaut.:] N. Usenko. „Świerszczyk” 1993 nr 8–24; 1994 nr 1–13.
24. Wierszykarnia. [Wiersze]. Wwa: NK 1993, 92 s. Lektura Szkolna. Wyd. nast. tamże: 1993, 1997, 1998, 1999, 2000, 2003, 2010, 2012, 2016.
Cykle: Kałużyści; Dziwne bajeczki; Idzie sen do synka; Bajki.
25. Tere-fere ku-ku. Wyliczanki. [Współaut.:] N. Usenko. Pozn.: Podsiedlik-Raniowski i Spółka 1994, 32 s. Wyd. nast.: Kr.: „Homo Dei” 1998; z podtyt. Stare i nowe wyliczanki: Pozn.: Papilon 2011; Pozn.: Publicat 2013.
26. Cześć, poeci i poetki czyli Jak pisać wiersze. Wwa: „Filipinka” 1995, 127 s. Ser. „Filipinki”.
Tu wybór felietonów D. Wawiłow z tyg. „Filipinka” oraz wiersze, proza i grafika młodych twórców.
27. Kałużyści. [Wiersze]. Wybór: K. Chałupiński. Wwa: Plac Słoneczny 4 1996, [46 s.].
Zob. poz. 24.
28. Moja tajemnica. [Monodram]. Praprem. teatr.: Reż.: D. Wiktorowicz. Łódź, T. Lalek Arlekino 1996. Por. poz. 16.
29. Posłuchajcie bajki nowej, prostokątnej i kwadratowej. [Wiersz]. Wwa: NK 1996, 12 s. Encyklopedia Przedszkolaka. Wyd. nast. tamże 2003. Poczytaj Mi Mamo.
30. Teatrzyk Parapet. [Miniatury]. [Wwa:] Centrum Animacji Kultury 1996, 115 s. Przedr. 3 miniatur zob. poz. 46.
31. Trójkątna Karolina. [Wiersz]. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: NK 1996, 12 s. Encyklopedia Przedszkolaka. Wyd. nast. tamże 2003. Poczytaj Mi Mamo.
32. Wierzbowa 13. [Opowiadania]. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: Wydawn. Plac Słoneczny 4, ABC Future 1996, 47 s. Wyd. nast.: Wwa: NK 2004. Książ. z jajem.
Zawartość: Dziwny dom [przedr. poz. 47]; Windzior; Wietrzny Jeździec; Warkoczyki; Niebezpieczny spisek; Nocnice; Nocny inkasent; Nieznajomy w wannie; Przedpotopowy kotek; Góra Zuzanna; Skąd tu tyle błota?; Królewicz ze zsypu; Smok w piwnicy; Wielka miłość strzygi Tekli [przedr. poz. 47]; Urodzinki; Moja przyjaciółka Laura; Polecony od Robin Hooda; Firma „Pan Bobak i Syn”; Śnieżka i siedmiu Dydków; Szczur w damskim futrze; Kominiarz i wichura; Wesoła noga Kukuły; Hydraulik Alojzy Pompka; Kup windę!; Powrót Gębockiej; Wigilia w pralni.
Przekł. słoweń.: Vrbova 13. [Przeł.] J. Unuk. Maribor 2008.
33. Chłopaki i dziewczynki. [Wiersze]. Gdańsk: „Czarny Kot” 1998, 34 s. Przedr. zob. poz. 34, 42.
34. Grzybowy Król. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: „Kama” 1998, 52 s.
35. Święto dzieciaków. [Wiersze]. Wwa: „Kama” 1998, 114 s. Nowe Lektury. Wyd. nast.: Wwa: Sara 2007; Wwa: „Kama” 2013.
Cykle: Chłopaki i dziewczynki [poz. 33]; Dylu-dylu na badylu; Zasypianie; Bajki.
36. Najpiękniejsze wiersze. Wr.: Siedmioróg 1999, 119 s. Wyd. nast. tamże: 2002, 2004.
37. Wiersze dla mojej córeczki. [Współwyd. z:] N. Usenko: Wiersze dla mojego synka. Wwa: KAW 2001, 54 s. Wyd. nast.: Wwa: NK 2004; Pozn.: Wydawn. Ibis 2012.
D. Wawiłow: Wiersze dla mojej córeczki, s. 4–24.
38. Nie Wiem Kto. [Wiersz]. Sopot; Gdańskie Wydawn. Psychologiczne 2004, [24] s. Gdań. Wydawn. Psychol. dla Dzieci.
39. Imienniczek. Powiem Pauli, Zuli, Kubie, że ich bardzo, bardzo lubię. [Wiersze]. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: Wydawn. Filar 2006, 40 s.
40. Rozśmieszanki, rozmyślanki, usypianki. [Wwa:] Akad. Rozwoju Wyobraźni Buka 2007. Mądre Bajki. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2012, wyd. 3 2014.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Czytają: J. Stuhr, M. Stuhr, E. Jungowska. Wwa: Akad. Rozwoju Wyobraźni Buka 2007, 1 płyta CD.
Nagroda w konkursie Świat przyjazny Dziecku 2008, nagroda w Ogólnopolskim Konkursie na Książkę do Słuchania Roku 2009.
41. Czego mi się chce? [Wiersze]. Pozn.: Papilon-Publicat 2008, 31 s. Książ. Szczęśliwego Dzieciństwa.
42. Wierzbowa 13; Opowieści z Wierzbowej 13. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: Egmont Polska 2008, 191 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2009, wyd. 3 2013. Księżycowy Kamień. Lit. Egmont.
Zawartość: Wierzbowa 13 [poz. 32]; Opowieści z Wierzbowej: Telegram dla śpiącej Królewny; Brzydka Balbina; Księżniczka z ogłoszenia; Mysz w butach; Czekoladowy telewizor; Czerwony Sweterek i Wilk.
43. Wiersze dla dzieci; Chłopaki i dziewczynki. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: SBM 2011, 79 s. Wyd. 2 tamże 2012. Zob. poz. 32.
44. Wiersze. Cz. 1–2. 2012–2016.
Cz. 1. Wwa: De Agostini Polska; Wydawn. Wilga 2012, 23 s. Książ. dla Małych i Dużych, 23; wyd. nast. tamże 2016. Książ. dla Małych i Dużych, 29
Cz. 2. Wwa: Grupa Wydawn. Foksal; De Agostini Polska 2013, 22 s. Książ. dla Małych i Dużych, 40.
45. Wszędzie pachnie czekolada. [Wiersze]. Wybór wierszy: M. Deskur. Wwa: Egmont Polska 2012, 31 s. Lit. Egmont. Wierszem Napisane.
46. Człowiek ze złotym parasolem. [Wiersze]. Łódź: Wydawn. Literatura 2013, 58 s.
47. Danuta Wawiłow dzieciom. [Opowiadania i wiersze]. Wstęp: N. Usenko. Wwa: NK 2013, 274 s. Z Bibl. Wydawn. „Nasza Księg.”.
Zawiera wiersze w cyklach: Wiersze wesołe i smutne; Dziwne bajeczki [poz. 24], — oraz opowiadania: Czupiradło [poz. 3]; Chcę mieć przyjaciela [poz. 7]; Kiedy byłam mała [poz. 14]; Gorąca skorupa [poz. 13]; Dziwny dom [poz. 32]; Wielka miłość strzygi Tekli [poz. 32], — z poz. 30: Straszny wypadek Kaczora; Śmigus z przeszkodami; Chemik na nocniku.
48. Wiersze i wierszyki. Dla najmłodszych. Wwa: Wilga – Wydawn. Foksal [2017], 26 s.

Słuchowiska radiowe dla dzieci zob. poz. 1, 2, 17 oraz m.in.: Bajka o choince. Radio 1974. – Mruczaki. Radio 1975. – Mocny człowiek. Wiersze dla ciebie. [Współaut.:] O. Usenko. Reż.: H. Kajzer. Radio 1976. – Chodzę po niebie rumianków i mięty. Reż.: E. Nowacka. Radio 1977. – Azor, bądź mężczyzną! Reż.: H. Rozen. Radio 1980. – Rycerz Mateusz. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1983. – Tajemnica. Reż.: M. Kulesza. Radio 1984. – Coś pięknego. Reż.: J. Warenycia. Radio 1985. – Wiersze o Warszawie. Według tekstów D. Wawiłow. Reż.: J. Zelnik. Radio 1985. – Wierszobranie. Radio 1985. – Szczęśliwi i dumni. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1987. – Deszcz. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1989.
Przekłady i adaptacje
1. A. Gładilin: Brygantyna podnosi żagle; Dym w oczy. [Powieści dla młodzieży]. Przeł.: J. Ratajczak, D. Wawiłow. Wwa: Iskry 1962, 282 s.
Tu w przekł. D. Wawiłow: Dym w oczy, s. 147–283.
2. W. Katajew: Trawa zapomnienia. [Powieść]. Wwa: PIW 1969, 225 s.
3. W. Kozłow: Promień na ścianie. [Powieść]. Wwa: Iskry 1969, 320 s.
4. W. Katajew: Klocek. [Powieść]. Wwa: PIW 1971, 130 s. Bibl. „Jednorożca”.
5. Niezwykłe okulary. Opowiadania. Przeł.: D. Wawiłow, Z. Dudzińska. Wwa: Iskry 1973, 230 s. Ser. z Kogutem.
Tu w przekł. D. Wawiłow: W. Aleksiejew: Siódme życzenie; I. Sotnik: Dowcipny Dudkin; I. Zwieriew: Zadanko; A. Mass: Ja, mama i „Dzieci kapitana Granta”; I. Sotnik: „W tobie cała nadzieja”; I. Zwieriew: Niech żyje wolność; W. Aleksiejew: Niezwykłe okulary; W. Szefner: Nocna znajomość; A. Arkanow: Skok wzwyż z rozbiegu.
6. W. Krapiwin: Ucieczka rogatych Wikingów. [Opowiadanie]. „Świat Młodych” 1974 nr 82–89. Wyd. osob. Wwa: NK 1975, 42 s.
7. G. Demykina: Dwie wiosny. [Opowiadania]. Wwa: NK 1975, 182 s. Wyd. 2 tamże 1980.
8. R.P. Pogodin: Dubrawka. [Powieść]. Wwa: NK 1975, 169 s.
9. J. Sotnik: Jak mnie uratowano. [Powieść]. Wwa: NK 1975, 168 s.
10. M. Fermand: Nie trzaskać drzwiami. [Utwór dramatyczny]. [Współaut.:] O. Usenko. Wyst. tv: Reż. J. Machulski. TVP 1976.
11. A. Gajdar: Timur i jego drużyna. [Powieść dla młodzieży]. Wyd. 15. Wwa: NK 1976, 94 s. Wyd. 16–21 tamże: 1978, 1981, 1982, 1983, 1986, 1988.
12. W. Miedwiediew: Jurek, bądź człowiekiem. 36 wydarzeń z życia Jurka Barankina. [Słuchowisko radiowe]. Przekł. i adapt.: D. Wawiłow. Reż.: B. Radkowski. Radio 1975.
13. W. Miedwiediew: Jurek, bądź człowiekiem. 36 wydarzeń z życia Jurka Barankina [Opowieść dla dzieci]. Wwa: KAW 1976, 119 s. Wyd. 2 tamże 1980.
14. A. Puszkin: Listy. Przeł.: M. Toporowski, D. Wawiłow. Komentarz oprac.: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: PIW 1976, 650 s.
Tu także fragm. prozy i dziennika A. Puszkina z l. 1815–1835.
15. B. Eysymontt: Druz`ja Volšebnoj Bukaški. Przeł. [D. Wawiłow, O. Usenko] M. Maconi. Wwa: KAW 1977, 67 s.
Tytuł pierwotny: Bractwo Zaginionej Biedronki.
16. A. Gajdar: Czuk i Hek. [Opowiadanie]. Wyd. 10. Wwa: NK 1977, s. 54. Wyd. nast.: Wwa: MAW 1980; Wwa: NK 1983, tamże 1984 (wkł. do „Płomyczka” 1984 nr 12), 1987.
17. Czym dla duszy tchnienie. [Wiersze poetów ros. XX w.]. Wybór: D. Wawiłow, O. Usenko. Przeł.: A. Stern, J. Tuwim, D. Wawiłow. Wwa: NK 1978, [30] s.
18. M. Kowalewska: Kinozvezda Agneška. Przeł.: [D. Wawiłow, O. Usenko] M. Maconi. Wwa: KAW 1978, 106 s.
Tytuł oryginału pol.: Chciałam być gwiazdą.
19. J. Kowal: Uciekł Napoleon Trzeci. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: NK 1979, 170 s. Wyd. 2 tamże 1989.
20. I. Tokmakowa: Rostik i Kiesza. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: NK 1982, 48 s.
21. J. Kowal: Zajęcze ścieżki. Opowiadania [dla dzieci]. Wwa: NK 1984, 41 s.
22. M. Sluckis: Wyjazd w góry i z powrotem. (Powieść. Część pierwsza „Romantyczna”). Przeł.: D. Wawiłow, O. Usenko. „Lit. Radziecka” 1984 nr 7 s. 31–114.
23. J. Kowal: Kartoflany pies. Opowiadania [dla młodzieży]. Wwa: NK 1985, 123 s.
24. A. Łaptiew: Raz, dwa, trzy… [Wiersze dla dzieci]. Przeł.: D. Wawiłow, N. Usenko. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1985, [20] s.
25. T. Makarowa: Dzielny Marcin. Bajka. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1985, [20] s.
26. Ognisty ptak. Rosyjskie bajki ludowe. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1986, 82 s.
27. W. Petrosjan: Samotny orzech. [Powieść]. Wwa: Wydawn. TPPR „Współpraca” 1986, 310 s.
28. R. Pogodin: Modry kogut mojego dzieciństwa. [Powieść dla dzieci]. Przeł.: D. Wawiłow, A. Wołodźko. Wwa: NK 1986, 156 s.
29. A. Gajdar: Szkoła. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1987, 309 s. Bibl. Młodych.
30. S. Marszak: Maluchy w ZOO. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1987, 19 s.
31. K. Czukowski: Karaluszysko. [Wiersz dla dzieci]. Wwa: KiW; Moskva: Raduga 1988 [właśc.] 1989, 20 s.
32. E. Nesbit: Księżniczka i kot. [Opowiadanie]. Wwa: GiG 1991, 31 s.
33. Czerwony Kapturek wg Charlesa Perrault. [Współaut.:] N. Usenko. Wwa: „Kama” [1997], [24] s. Złota Księga Baśni. Wyd. nast.: Pozn.: Podsiedlik-Raniowski 1998, Książki Szczęśliwego Dzieciństwa; Wwa: Axel Springer Polska 2008. Kolekcja Dz. Najpiękniejsze Bajki dla Dzieci, 15; Wydawn. Sara 2001.
Wyd. jako dokument dźwiękowy. Wwa: Axel Springer Polska 2008, 1 płyta CD.

Przekłady słuchowisk zob. poz. 12, oraz m.in.: W. Katajew: Trawa zapomnienia. Adapt. i reż.: B. Wiernik. Radio 1970. – S. Prokofiewa: Konik na biegunach. Przekł. i adapt.: D. Wawiłow. Radio 1972. – W. Szefner: Kiełbasa dla psa. Przekł. i adapt.: D. Wawiłow. Reż.: J. Koecher. Radio 1972. – D. Mamin-Sibiriak: Szara szyjka. Radio 1974. – W. Aleksiejew: Okulary. Tłum. i adapt.: D. Wawiłow. Radio 1975. – E. Uspieński: Krokodyl Gienek i jego przyjaciel. Cz. 1–2. Przeł. i adapt.: D. Wawiłow. Radio 1975. – V. Glocer: Na szczupaka rozkazanie. Reż.: H. Rozen. Radio 1976. – R. Pogodin: Dubrawka. Tłum. i adapt.: D. Wawiłow. Reż.: Z. Dąbrowski. Radio 1976. – J. Sotnik: Wnuczka artylerzysty. Tłum i adapt.: D. Wawiłow. Radio 1976. – G. Demykina: Poczucie humoru. Adapt.: B. Pruska. Reż.: H. Rozen. Radio 1978. – G. Demykina: Wieś Czapelkowo, dom numer jeden. Adapt.: D. Kaczorowska-Pancewicz. Radio 1987.
Prace redakcyjne
1. A. Puszkin: Listy. Przeł.: M. Toporowski, D. Wawiłow. Komentarz oprac.: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: PIW 1976, 650 s.
2. A. Puszkin: Poezje. Wybór: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: PIW 1979, 188 s. Bibl. Klasyki Pol. i Obcej.
3. Idzie rak nieborak. Wierszyki i piosenki ludowe. Wybrali i oprac.: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: NK 1981, 31 s. Wyd. 2 tamże 1985.
4. Leci jabłko w chmury. Wiersze dzieci dla dzieci i dorosłych. Wybór: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: NK 1982, 71 s.
5. Czerwone jabłuszko. Wierszyki i piosenki ludowe. Wybrali i oprac.: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: NK 1983, 45 s. Wyd. 2 tamże 1987. Kolekcja Jubileuszowa.
6. Sadeczek wiśni. Polskie erotyki ludowe. Wyboru dokonali D. Wawiłow, O. Usenko. Il.: J. Stanny. Wwa: WAiF 1985, 138 s. Bibliofilska Edycja Miniatur WAiF.
7. W zaklętym borze. Od Puszkina do Jesienina. Wiersze wybrali D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: NK 1985, 92 s.
8. Piszczałeczka. Piosenki i wierszyki ludowe. Wybór i oprac.: D. Wawiłow, O. Usenko. Wwa: KAW 1990, 78 s.
9. Był sobie król… Bajki. Wybrali D. Wawiłow i O. Usenko. Wwa: LSW 1991, 269 s.
Tu autorstwa D. Wawiłow, O. Usenko: Bajka o królewiczu, kalejdoskopie i babie [Twórczość poz. 8]; Bajka o stu królach Lulach [Twórczość poz. 12].
10. Koncert. Poezja młodych Warmii i Mazur. Wybór i układ: D. Wawiłow. Olsztyn: Pol. Tow. Czytelnicze, Oddz. 1996, 98 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Dziecko jest ojcem człowieka. Z. Danutą Wawiłow i jej córką Nataszą rozm. M. Woźniak. „Czas” 1979 nr 42; By myślały sercem, nie głową… Rozm. M. Safuta. „Kobieta i Życie” 1987 nr 37; Chętnie zostałabym wędrowną poetką. Rozm. D. Świerczyńska-Jelonek. „Guliwer” 1992 nr 6; W cudownym świecie dziecięcej wyobraźni. Rozm. E. Karasiewicz. „Głos Szczec.” 1992 nr 287; „Traktuję dzieci jak dorosłych”. Rozm. R. Bańka. „Głos Pom.” 1995 nr 23.
 	LP XX w. (M. Jentys).
 	Nowy słownik literatury dla dzieci i młodzieży. Pisarze, książki, serie, ilustratorzy, przegląd bibliograficzny. Wwa 1979.
 	Słownik literatury dziecięcej i młodzieżowej. Wr. 2000.
 	[S. FRYCIE] SF: Danuta Wawiłow. W: S. FRYCIE, M. ZIÓŁKOWSKA-SOBECKA, W. BOJDA: Leksykon literatury dla dzieci i młodzieży. Piotrków Tryb. 2007.

Ogólne

 	D. MUCHA: Danuta Wawiłow (1942–1999): życie i twórczość. Piotrków Trybunalski: Wyd. Nauk. Wydawn. Piotrkowskiej Filii Akad. Świętokrzyskiej 2005, 203 s. [tu także bibliografia utworów, przekładów i prac o Danucie Wawiłow i jej twórczości].
 	M. CZAPLICKA-JEDLIKOWSKA: Świat wartości a językowo-stylistyczne właściwości poezji Danuty Wawiłow w utworach dla dzieci. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2014, 135 s..
 	L. ŻULIŃSKI: Wszystko dla dzieci. „Tu i Teraz” 1983 nr 22.
 	G. LESZCZYŃSKI: Temat dziecięcy we współczesnej poezji dla dzieci. W: Poezja dla dzieci: mity i wartości. Wwa 1986.
 	G. LESZCZYŃSKI: „Oddziecięce” liryki Danuty Wawiłow. „Wychow. Przedszkolne” 1987 nr 2.
 	H. RATYŃSKA: O smutnych i wesołych książkach dla dzieci. „Wychow. Przedszkolne” 1989 nr 7.
 	B. KULKA: Świat dziecięcych doznań w poezji Danuty Wawiłow. W: Dziecko i jego światy w poezji dla dzieci. Szczec. 1994.
 	G. SAWICKA: Językowy obraz marzeń w twórczości Danuty Wawiłow. W: Dziecko i jego światy w poezji dla dzieci. Szczec. 1994.
 	Z. BESZCZYŃSKA: Listy niedoręczone. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
 	W. GNACIKOWSKA: Danuta Wawiłow. Ocean w kałuży. „Gaz. Wyborcza” 1999 nr 289 dod. „Wysokie Obcasy” nr 37.
 	A. UNGEHEURER-GOŁĄB: Wyliczanki pani Danki. „Guliwer” 1999 nr 5.
 	M. GANCARCZYK: Dziwne drzewko. „Poezja i Dziec.” 2005 nr 2.
 	D. MUCHA: Tradycja i nowatorstwo. „Poezja i Dziec.” 2005 nr 2.
 	D. MUCHA: Twórczość Danuty Wawiłow w opinii krytyków i badaczy literatury. „Guliwer” 2005 nr 2.
 	D. MUCHA: W kręgu prozy Danuty Wawiłow. „Stud. Słowianoznawcze” 2006.
 	U. KUBAJEK: Danuty Wawiłow słuchowiska radiowe dla dzieci i młodzieży. „Guliwer” 2010 nr 2.
 	D. MUCHA: Dziecko w świecie Danuty Wawiłow. „Akant” 2010 nr 7.
 	D. BULA: Dziecko zaprasza dorosłego do swojego świata, czyli o poezji Danuty Wawiłow. „Jęz. Pol. w Szk.” 2010/2011 nr 2.
 	U. HOCZYK: „Dziecko jest człowiekiem od urodzenia”. W cudownym świecie dziecięcej wyobraźni Danuty Wawiłow. „Guliwer” 2014 nr 1.
 	A. BALUCH: Poetyckie mosty: od Wawiłow do Miłosza. W: Dziecko i poezja w kontekście wczesnej edukacji. Szczec. 2016.

Wiersze dla niegrzecznych dzieci

 	A. MARIANOWICZ: Chwalę Danutę Wawiłow. „Szpilki” 1987 nr 39.
 	J. ŚWIĄDER: Witamina C dla dzieci i młodzieży. „Nowe Książ.” 1988 nr 3.

Wierzbowa 13

 	W. ULICKA: Dom pełen dziwów. „Guliwer” 1997 nr 4.
 	M. WIADEREK: Fajnie jest! „Guliwer” 2004 nr 3.

Wiersze dla mojej córeczki

 	D. KOMAN. „Mag. Lit.” 2001 nr 5.
 	J. OLECH: Doktor Gust i Mister Kicz. „Nowe Książ.” 2004 nr 8 [dot. także: R. Jędrzejewska-Wróbel: Sznurkowa historia].
</document>
<document nplp_id="3172" title="Ewa WIEGANDT" slug="ewa-wiegandt">ur. 1939

Imiona metrykalne: Ewa Maria.

Podpisywała teksty też nazwiskami: Frąckowiak; Frąckowiak-Wiegandtowa.

Pseud.: Ewa Wolska.

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 5 listopada 1939 w Poznaniu; córka Tadeusz Frąckowiaka i Zofii z Wolskich, lekarzy. W czasie okupacji niemieckiej została wraz z rodzicami wysiedlona do Generalnej Guberni i mieszkała w Radomiu. W 1945 razem z rodziną wróciła do Poznania. Uczęszczała do V Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście; w 1956 zdała egzaminy maturalne. W tymże roku rozpoczęła studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Magisterium uzyskała w 1961, po czym przez rok odbywała staż asystencki w Katedrze Literatury Polskiej UJ, a w 1964 podjęła pięcioletnie studia doktoranckie. Debiutowała w 1962 artykułem pt. W kręgu „Kamiennego świata” Tadeusza Borowskiego, ogłoszonym w „Pamiętniku Literackim” (z. 4; podp.: Ewa Frąckowiak), który stanowił fragment jej pracy magisterskiej. Rozprawę doktorską pt. Twórczość powieściopisarska Zofii Nałkowskiej w latach 1935-1954 (promotor prof. Kazimierz Wyka) obroniła w 1970. W następnym roku powróciła do Poznania, gdzie podjęła pracę jako adiunkt w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej (IFP) na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza (UAM). Prowadziła badania naukowe z zakresu literatury XX wieku, koncentrując się na problematyce galicyjskiej i literaturze małych ojczyzn. Artykuły i recenzje drukowała m.in. w miesięczniku „Nurt” (1972, 1974, 1979) oraz w „Tekstach” (1975, 1979). W 1972-95 była egzaminatorką i członkinią Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Od 1980 należała do Koła NSZZ „Solidarność” przy IFP UAM. Zaangażowała się w działalność Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza; w 1986-89 pełniła funkcję wiceprezesa oddziału poznańskiego. Habilitowała się w 1986 na podstawie rozprawy pt. Austria felix, czyli o micie Galicji w polskiej prozie współczesnej. W 1989 otrzymała stanowisko docenta w Zakładzie Poetyki i Krytyki Literackiej UAM. Uczestniczyła w przygotowaniu publikacji poświęconych nauczaniu literatury w szkołach średnich; artykuł z tego zakresu ogłosiła m.in. w 1989 w tomie materiałów dydaktycznych wydanych poza cenzurą (podp. pseud. Ewa Wolska). W 1991 przebywała na stypendium naukowym w Paryżu (ufundowanym przez tamtejsze Polskie Towarzystwo Historycznoliterackie) oraz w Wiedniu (jako stypendystka fundacji „Pax Cristi – Werk Janineum”). W tymże roku otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego UAM. Tytuł naukowy profesora uzyskała w 2001, a stanowisko profesora zwyczajnego na UAM w 2005. W 2003–06 była kierownikiem Zakładu Poetyki Historycznej w IFP UAM, a następnie wchodziła w skład Zakładu Poetyki i Krytyki Literackiej (z chwilą osiągnięcia w styczniu 2010 wieku emerytalnego jako profesor-senior). Od października 2010 uczestniczyła w pracach Katedry Literatury na Wydziale Humanistycznym Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (2010).

W 1964 wyszła za mąż za Ryszarda Wiegandta, inżyniera mechanika; z tego związku ma dwoje dzieci: Joannę i Piotra. Mieszka w Poznaniu.



TWÓRCZOŚĆ

1. Sztuka powieściopisarska Nałkowskiej (lata 1935-1954). [Monografia]. Wr.: Ossol. 1975, 148 s. Pr. Komis. Hist.-lit. PAN. Oddz. w Kr., 33.
Podp. nazwiskiem: Frąckowiak-Wiegandtowa. – Rozprawa doktorska.
2. Austria Felix, czyli o micie Galicji w polskiej prozie współczesnej. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 1988, 169 s. Filol. Pol. UAM, 38. Wyd. 2 Pozn.: Bene Nati 1997.
Rozprawa habilitacyjna, w 1990 wyróżniona nagrodą Ministra Edukacji Narodowej III stopnia.
Zawiera: Konieczne rozróżnienia i zastrzeżenia: Historia problemu; Stereotyp Galicji; Tematologia i mit Galicji. – Galicja jako Arkadia: Powieść o dojrzewaniu do dzieciństwa; Ojczyzny prywatne. – Prywatne mitologie: Andrzeja Kuśniewicza mit androgyne; Juliana Stryjkowskiego „imię własne”; Andrzeja Stojowskiego i Włodzimierza Odojewskiego „szlacheckie apokalipsy”; Leopolda Buczkowskiego „ostatnia Europa”. – Galicja i wojna: Podwójna śmierć; Wojna jako instytucja. – Mit Galicji jako metatekst kultury: Język imion własnych; Intertekstualność; Poniżona Księga [dot.: B. Schulza: Mityzacja rzeczywistości].
3. Literatura współczesna. [Autorzy:] B. Chrząstowska, E. Wiegandtowa, S. Wysłouch. Pozn.: Nakom 1992, 382 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 1994 [właśc. 1993], wyd. 3 1997, dodruki: 1999, [2001], 2002.
Podręcznik dla klas maturalnych. Tu rozdziały autorstwa E. Wiegandt: Współczesność jako epoka literacka, s. 13-48; Nurt kresowy, s. 60-65.
4. W klasie maturalnej. Książka nauczyciela-polonisty. [Autorzy:] B. Chrząstowska, E. Wiegandtowa, S. Wysłouch. Pozn.: Nakom 1999, 224 s.
Tu pięć krótkich podrozdziałów autorstwa E. Wiegandt.
5. Niepokoje literatury. Studia o prozie polskiej XX wieku. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 407 s.
Wybór artykułów z lat 1962-2010. – Zawartość: Cz. 1. „Po”: „Po” [dot. periodyzacji lit. na podstawie analogii politycznych]; W kręgu „Kamiennego świata” Tadeusza Borowskiego; Dlaczego „Medaliony” Nałkowskiej są arcydziełem?; „Jak trwoga, to do Boga”. Wybrane przykłady świadomości kryzysowej z twórczości Józefa Wittlina, Juliana Stryjkowskiego, Tadeusza Różewicza i Mirona Białoszewskiego; Przestrzeń artystyczna a konstruowanie tradycji; Historia duża i mała. – Cz. 2. Poszczególności: „Sól ziemi” Józefa Wittlina; „Dzień na Harmenzach” Tadeusza Borowskiego; Doświadczenie PRL-u jako eksperyment artystyczny. („Góry nad czarnym morzem” Wilhelma Macha); Eseje poety [dot. twórczości Z. Herberta]; Biografizm w twórczości naukowej i krytycznej Tymona Terleckiego; Wszystko-Nic Zygmunta Haupta; Powieściowe traktaty Wiesława Myśliwskiego; Postmodernistyczne alegorie Magdaleny Tulli. – Cz. 3. Powinowactwa: Nałkowska i Brzozowski; Gombrowicz i Miłosz o Mickiewiczu; Eseje [Z.] Herberta wobec eseistyki [J.] Wittlina; Szewska pasja [o motywie szewca w literaturze pol. XX w.]; Problem tzw. muzyczności prozy powieściowej dwudziestego wieku; Powinowactwa przez kompozycję (w literaturze nowoczesnej); Prozatorskie cykle przestrzenne: „Ludzie stamtąd” Marii Dąbrowskiej, „Nowele włoskie” Jarosława Iwaszkiewicza, „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka; Tożsamość w strumieniu świadomości [dot. relacji mowa – pismo i różnic w kształtowaniu tożsamości narracyjnej u Joyce’a i Prousta]; Rubryki porad sercowych [analiza oparta na materiale z pism „Przyjaciółka”, „Zwierciadło” i „Filipinka”].

Rozprawy i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Mit Galicji w polskiej prozie współczesnej. (Rekonesans tematologiczny). „Teksty” 1979 nr 5 s. 52-62. – Słowo wstępne w: J. Ziomek: Prace ostatnie. Wwa 1994 s. 5-15. – Literackie formy świadomości kresowej. W: Swoi i obcy w literaturze i kulturze. Lubl. 1997 s. 33-41. – Literatura ojczyzn prywatnych a postmodernizm. W: Postmodernizm po polsku? Łódź 1998 s. 7-17. – Twórczość Wiesława Myśliwskiego wobec literatury ojczyzn prywatnych. W: O twórczości Wiesława Myśliwskiego. Kielce 2001 s. 105-120. – Temat „małych ojczyzn” a mityzacja powieści. W: Wariacje na temat. Pozn. 2003 s. 311-321. – Emigracyjne teorie „małych ojczyzn”. W: Pisarz na emigracji. Wwa 2005 s. 63-78. – Podróż z Kresów do Europy Środkowej. W: Kresy – dekonstrukcja. Pozn. 2007 s. 37-53. Pr. Komis. Filol. PTPN, 48. – Kresy we współczesnych badaniach literackich. „Pr. Filol.” 2008, t. 55 s. 77-90. – Literacka kariera małych ojczyzn. W: Słowa i metody. Lubl. 2009 s. 429-438. – Pogańskie wiersze Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej. W: Więcej życia niż słów. Pozn. 2011 s. 97-106. – Literackość a medialność w powieściach Doroty Masłowskiej. W: Literatura w mediach, media w literaturze. [T.] 2. Od dzieła do przestrzeni zjawisk. Gorzów Wlkp. 2012 s. 23-33. – „Pogranicze” jako kategoria interpretacyjna literatury małych ojczyzn. W: Na pograniczach literatury. Kr. 2012 s. 51-66. – „To” Magdaleny Tulli. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2013 [t.] 22 s. 143-156. – Obrona czy kompromitacja dekadenta? O Henryku Flisie Stanisława Antoniego Muellera. W: Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Kr. 2015 s. 51-61. –Poznański Czerwiec w czasie powieściowym. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2016 t. 29 s. 73-89.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. J. Wittlin: Sól ziemi. [Powieść]. Oprac. E. Wiegandt. Wr., Kr.: Ossol. 1991, LXXXVIII, 300 s. BN I, 278.
2. Czytanie Herberta. Pod red. P. Czaplińskiego, P. Śliwińskiego, E. Wiegandt. Pozn.: Wydawn. WiS 1995, 279 s.
3. Z. Nałkowska: Romans Teresy Hennert. Oprac. E. Wiegandt. Wr., Kr.: Ossol. 2001, XCII, 190 s. BN I, 302.
4. Ulotność i trwanie. Studia z tematologii i historii literatury. Pod red. E. Wiegandt, A. Czyżak i Z. Kopcia. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2003, 237 s. Pr. Inst. Filol. Pol. UAM. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, 36.
5. J. Ziomek: Teoria, historia, powinowactwa literatury. Wstęp: S. Wysłouch. Dobór tekstów: J. Abramowska, E. Wiegandt. Pozn.: PTPN, UAM 2008, 192 s. Klasycy Nauki Pozn., 19.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.

Sztuka powieściopisarska Nałkowskiej

 	W. BOLECKI: O narracji, interpretacji i światopoglądzie. „Twórczość” 1976 nr 9.
 	A. SOBOLEWSKA. „Pam. Lit.” 1976 z. 1.
 	W. WYSKIEL. „Ruch Lit.” 1976 z. 2.
 	S. WYSŁOUCH: Monografia mimo woli. „Teksty” 1976 nr 1.

Austria Felix, czyli o micie Galicji w polskiej prozie współczesnej

 	A. NASIŁOWSKA: „Pam. Lit.” 1990 z. 3.
 	W. SKALMOWSKI. „Arkusz” 1991 nr 2.

Literatura współczesna

 	R. ARASIMOWICZ: Z podziwem i krytycznie. „Polonistyka” 1992 nr 10.
 	J. PIESZCZACHOWICZ: Obszar na wpół pustynny. „Literatura współczesna” okrojona. „Polityka” 1992 nr 42.
 	S. BORTNOWSKI: Kto w podręcznikach, kto na indeksie. „Polonistyka” 1993 nr 4.
 	J. AMBROSZKO: Cenię ten podręcznik. „Warsztaty Polonist.” 1997 nr 4.

Niepokoje literatury

 	J. TABASZEWSKA: Inny rodzaj niepokoju. „e-splot” [on-line] 2010 nr z 30 XII [dostęp: 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.e-splot.pl/index.php?pid=articles&amp;amp;id=978.
 	A. NĘCKA: Literatura jako psychoterapia. „Nowe Książ.” 2011 nr 2.
 	M.P. URBANIAK: Kryzys przezwyciężany. „artPapier” [on-line] 2011 nr 4 [dostęp: 14 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=122&amp;amp;artykul=2738.
 	A. WÓJTOWICZ: Literatura „po końcu świata” i „w środku życia”. „Akcent” 2011 nr 3.

J. Wittlin: Sól ziemi

 	E. BALCERZAN. „Tytuł” 1992 nr 1.
 	B. GRYSZKIEWICZ. „Ruch Lit.” 1992 z. 6.
 	B. BAKUŁA: „Sól ziemi” Wittlina w naukowym opracowaniu. „Teksty Drugie” 1994 nr 5/6.

Czytanie Herberta

 	M. STALA. „Polonistyka” 1996 nr 7.
</document>
<document nplp_id="3174" title="Krzysztof WOŹNIAKOWSKI" slug="krzysztof-wozniakowski">ur. 1950

Imiona metrykalne: Krzysztof Miron.

Historyk literatury, prasoznawca.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 15 października 1950 w Gliwicach; syn Lecha Woźniakowskiego, urzędnika, i Wandy ze Szranków, kierowniczki stołówki pracowniczej. Uczęszczał do III Liceum Ogólnokształcącego im. W. Styczyńskiego w Gliwicach, gdzie w 1968 złożył egzaminy maturalne i otrzymał świadectwo dojrzałości. W tymże roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); wtedy też wstąpił do ZSP. W 1973 uzyskał tytuł magistra filologii polskiej i został członkiem ZNP. Przez następne lata związany był z Instytutem Filologii Polskiej (IFP) UJ; jako nauczyciel akademicki zatrudniony był kolejno na stanowiskach: asystenta-stażysty, asystenta (od 1974) i starszego asystenta (od 1975) w Zakładzie Literatury XIX i XX w., a następnie w Zakładzie Literatury XX w. W 1973–75 wchodził w skład redakcji „Życia Literackiego”; na łamach tego tygodnika ogłosił w 1973 pierwszą recenzję pt. Co w Płotwie piszczy? (nr 20), dotyczącą powieści Czesława Sowy Pawłowskiego pt. Cesarz Miłowany… Za debiut naukowy uważa artykuł pt. Obchody mickiewiczowskie w Wilnie w roku 1940, opublikowany w 1974 w „Ruchu Literackim” (z. 5). Od tegoż roku był członkiem PZPR (do rozwiązania partii w styczniu 1990). W 1975 wstąpił do Klubu Twórców i Działaczy Kultury (później Stowarzyszenia) „Kuźnica”; ogłaszał artykuły oraz recenzje w klubowym czasopiśmie „Zdanie” (1978–88, z przerwami). Stopień naukowy doktora uzyskał na UJ w 1980, na podstawie dysertacji pt. Między literaturą a ideologią. Proza polska 1918–1939 wobec problematyki ruchu robotniczego (promotor prof. Marian Stępień). Następnie pracował na stanowisku adiunkta w IFP UJ; w 1981–84 kierował nadto Podyplomowym Studium Dziennikarskim. W ramach wymiany bezpośredniej między UJ a Uniwersytetem Wileńskim trzykrotnie (w 1981, 1982, 1987) prowadził w ówczesnej Litewskiej SRR badania nad życiem kulturalnym mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie. W 1989 na Uniwersytecie w Sofii wygłosił cykl wykładów dla studentów polonistyki. W 1990 przedstawił na UJ rozprawę habilitacyjną pt. Między ubezwłasnowolnieniem a opozycją. Związek Literatów Polskich w latach 1949–1959, stanowiącą skróconą wersję monografii pt. Działalność Związku Literatów Polskich w latach 1944–1959 (wycofanej z Wydawnictwa Literackiego na skutek przedłużania się procesu wydawniczego); przewód nie został wszczęty przez Radę Wydziału Filologicznego UJ. Od 1991 związany był z Wyższą Szkołą Pedagogiczną im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (WSP; od 1999 Akademia Pedagogiczna im. KEN, AP, od 2008 Uniwersytet Pedagogiczny im. KEN, UP), gdzie powierzono mu (początkowo w niepełnym wymiarze godzin) obowiązki adiunkta w Katedrze Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. W 1992, z chwilą wygrania konkursu na to stanowisko, zrezygnował z pracy na UJ. Został członkiem powstałego w 1992 Towarzystwa Kultury Świeckiej im. T. Kotarbińskiego (w następnej dekadzie wszedł do Prezydium Rady Wojewódzkiej Oddziału Krakowskiego im. T. Boya-Żeleńskiego). W 1993/1994 prowadził wykłady i ćwiczenia z historii literatury polskiej w Katedrze Filologii Polskiej Uniwersytetu Państwowego w Grodnie na Białorusi. W 1994 został członkiem Komisji Prasoznawczej Oddziału PAN w Krakowie, a w 1996 wszedł w skład jej Zarządu; w kolejnych kadencjach pełnił funkcję sekretarza naukowego (do 2003), wiceprzewodniczącego (do 2007) i następnie przewodniczącego. Związany był, jako sekretarz redakcji, redaktor odpowiedzialny i autor artykułów, z wydawanym przez tę komisję od 1998 periodykiem „Rocznik Historii Prasy Polskiej”. W 1998 na podstawie rozprawy pt. W kręgu jawnego piśmiennictwa literackiego Generalnego Gubernatorstwa (1939–1945) habilitował się Wydziale Humanistycznym WSP w Krakowie (specjalność kultura literacka). W 1998–99 kierował Studiami Podyplomowymi z zakresu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej, prowadzonymi na tej uczelni. W 1999 otrzymał nominację na stanowisko profesora nadzwyczajnego AP i został kierownikiem Katedry Czasopiśmiennictwa i Kultury Literackiej (przemianowanej później na Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej, a następnie Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa). W 2004–07 prowadził również zajęcia dydaktyczne w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej prywatnej Wyższej Szkoły Zarządzania „Edukacja” we Wrocławiu. Został powołany do Rad Naukowych krakowskich kwartalników „Zeszyty Prasoznawcze” (jako autor publikował tu w 1987, 1996–97) i „Forum Myśli Wolnej”, opolskiego pisma „Media i Medioznawstwo”, a także elektronicznego kwartalnika „Naukowy Przegląd Dziennikarski”. Studia i artykuły ogłaszał nadto m.in. na łamach „Annales Academiae Paedagogicae Cracoviensis. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” (2001–14, z przerwami; współredaktor t. 12). W 2010 uzyskał tytuł naukowy profesora nauk humanistycznych. W 2013 objął funkcję kierownika nowo utworzonej Katedry Badań Książki i Prasy Instytutu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UP (po reorganizacji, od 2016 Katedry Wiedzy o Drukowanych i Cyfrowych Środkach Przekazu Instytutu Nauk o Informacji UP). W 2015 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UP. Odznaczony Złotą Odznaką ZNP (1990) i Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1999).

W 1986 ożenił się z Elżbietą Wajdą, polonistką i teatrologiem (zm. w 2009). Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ

1. Polska literatura Wileńszczyzny 1944–1984. [Szkic]. Wr.: Ossol. 1985, 36 s. PAN. Oddział w Kr. Nauka dla Wszystkich, 390.
2. Między ubezwłasnowolnieniem a opozycją. Związek Literatów Polskich w latach 1949–1959. Kr.: Wydawn. UJ 1990, 153 s. Rozpr. Habilitacyjne – UJ, 190.
3. W kręgu jawnego piśmiennictwa polskiego Generalnego Gubernatorstwa (1939–1945). Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1997, 473 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., 230.
Rozprawa habilitacyjna. – Indywidualna nagroda Rektora WSP II stopnia w 1998.
4. Prasa, kultura, wojna. Studia z dziejów czasopiśmiennictwa, kultury literackiej i artystycznej lat 1939–1945. [Ser. 1]–2.
[Ser. 1]. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1999, s. 355. Pr. Monogr. WSP w Kr., 252.
Zawartość: Cz. 1: Z działalności Pen Clubu Polskiego w Londynie w latach II wojny światowej; Pisarze polscy i polskie życie kulturalne w Ameryce Południowej w latach II wojny światowej (1939–1945) – rekonesans; Zagadnienia kulturalne na łamach „Gazety Polskiej w Brazylii” w pierwszym roku wojny (wrzesień 1939–grudzień 1940). – Cz. 2: O polskim życiu literackim i kulturalnym Litwy lat 1939–1941; „Alm. Literacki” – zapomniany konkurent „Nowych Widnokręgów”; Polskie środowisko literackie Białoruskiej SRR w latach 1939–1941. – Cz. 3: Namiastki zawodowe życia organizacyjnego pisarzy polskich w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945; Trzy wersje „Rozmów bawarskich” [T. Hołuja] (epizod z dziejów jawnego piśmiennictwa literackiego GG); Jawne polskie życie teatralne w okupowanym Krakowie 1939–1945; Jawna działalność wydawnicza w okupowanym przez Niemców Lwowie (1941–1944); Problematyka kulturalna na łamach wileńskiej polskojęzycznej gadzinówki „Goniec Codzien-ny” (1941–1944); Wileński jawny teatrzyk „Ali-Baba” (1942–1944).
Ser. 2. Kr.: Wydawn. Nauk. Akad. Pedag. 2005, 275 s. Pr. Monogr., 410.
Zawartość: Cz. 1. Kraszewski w polskiej kulturze literackiej czasów II wojny światowej (1939–1945). – Cz. 2: „O wolność” Tadeusza Ulewicza (1940) – pierwszy konspiracyjny zbiorek poetycki?; Na obrzeżach piśmiennictwa konspiracyjnego: „Gargantu” Zdzisława Marii Okuljara (1942); „Godziny czekania” Zbigniewa Mystkowskiego (1943) – epizod z dziejów książki i literatury oflagowej; W kręgu Koła Akademickiego: konspiracyjne tomiki poetyckie Tadeusza Chróścielewskiego (1943–1944); „Listy” Aleksandry Mianowskiej (1945) – ostatni konspiracyjny tomik poetycki czasów okupacji hitlerowskiej. – Cz. 3: Hitlerowskie antysemickie wydawnictwa propagandowe w języku polskim w Generalnym Gubernatorstwie (1939–1945); Niemiecka polskojęzyczna prasa „gadzinowa” czasów II wojny światowej 1939–1945 (próba syntetycznego spojrzenia); Gadzinowy „katolicki organ prasowy Generalnego Gubernatorstwa” w kręgu zagadnień kultury (1939–1945) [dot.: „Goniec Częstochowski”, po zmianie tytułu: „Kurier Częstochowski”]; Oficjalne polskojęzyczne periodyki Generalnego Gubernatorstwa z zakresu medycyny, farmacji i weterynarii (1940–1944); Jawna twórczość literacka Eugeniusza Kolanki (1941–1943). – Cz. 4: Wileńskie jednodniówki polskojęzyczne z października 1939 roku; Problematyka kulturalno-artystyczna na łamach wileńskiego dziennika polskojęzycznego „Nowe Słowo” (1940); „Łań-cuch” Elżbiety Szemplińskiej (1941) – zapomniany epizod z dziejów książki i literatury Lwowa czasów II wojny światowej.
5. Polskojęzyczna prasa gadzinowa w tzw. Starej Rzeszy (1939–1945). Kr.: Wydawn. Nauk. Akad. Pedag. 2001, 126 s. Pr. Monogr., 312. Przedr. zob. poz. 8.
Nagroda (II stopnia) Rektora Akad. Pedag. im. KEN w Kr. w 2001.
6. Bibliografia jawnych druków polskojęzycznych Generalnego Gubernatorstwa 1939–1945. [Autorzy:] B. Góra, K. Woźniakowski. Kr.: Wydawn. Nauk. Uniw. Pedag. 2008, 191 s.
Tu studium K. Woźniakowskiego: Jawny polskojęzyczny ruch wydawniczy Generalnego Gubernatorstwa w latach 1939–1945. Nowa próba syntetycznego spojrzenia, s. 5–56.
7. Marginalia i obrzeża. Szkice o zapomnianych konspiracyjnych tomikach poetyckich lat 1939–1945. Opole: Wydawn. Scriptorium 2013, 224 s. Literatura.
Zawartość: Od autora. – „O wolność” Tadeusza Ulewicza (1940) – pierwszy konspiracyjny zbiorek poetycki? [poz. 4 (ser. 2)]; Wojenne zabawy edytorskie Adama Włodka (1941–1945); Na obrzeżach piśmiennictwa konspiracyjnego: „Gargantu” Zdzisława Marii Okuljara (1942) [poz. 4 (ser. 2)]; Wojenne książeczki Magdaleny Samozwaniec (1942–1943); „Godziny czekania” Zbigniewa Mystkowskiego (1943) – epizod z dziejów książki i literatury oflagowej [poz. 4 (ser. 2)]; W kręgu Koła Akademickiego: konspiracyjne tomiki poetyckie Tadeusza Chróścielewskiego (1943–1944) [poz. 4 (ser. 2)]; Zofia Jaremko-Pytowska w kręgu konspiracyjnej „Biblioteki Poetyckiej Krakowa” (1944); Marginalia i manowce konspiracji literackiej: antologie lwowskiej grupy „Żagiew” (1944); „Głód przesytu” Czesława Kubalika (1944): jedyny indywidualny podziemny tomik poetycki Kraju Warty; „Listy” Aleksandry Mianowskiej (1945) – ostatni konspiracyjny tomik poetycki czasów okupacji hitlerowskiej [poz. 4 (ser. 2)].
8. Polskojęzyczna prasa gadzinowa czasów okupacji hitlerowskiej 1939–1945. Studia i szkice zebrane. Opole: Wydawn. Nauk. Scriptorium 2014, 604 s.
Zawartość: Od autora. – [Cz.] I. Niemiecka polskojęzyczna prasa gadzinowa czasów II wojny światowej 1939–1945 (próba syntetycznego spojrzenia) [poz. 4 (ser. 2)]. – [Cz.] II. Polskojęzyczne czasopisma quasi-kulturalne Generalnego Gubernatorstwa: „Ilustrowany Kurier Polski” (1939–1945); „7 Dni” (1940–1944); „Co miesiąc powieść” (1940–1944); „Fala” (1940–1943); Literatura na łamach periodyków dla wsi – „Siewu” (1940–1945) i „Rolnika” (1941–1944); Zagadnienia literacko-kulturalne w miesięczniku „Kolejowiec” (1943–1944). – Gadzinowy „katolicki organ prasowy Generalnego Gubernatorstwa” w kręgu zagadnień kultury (1939–1945) [poz. 4 (ser. 2)]. – Oficjalne polskojęzyczne periodyki Generalnego Gubernatorstwa z zakresu medycyny, farmacji i weterynarii [poz. 4 (ser. 2)] (1940–1944): 1. Czasopisma medyczne: „Wiadomości Terapeutyczne” (1940–1943); „Medycyna Współczesna” (1940–1942); „Zdrowie i Życie” (1940–1944); – 2. Czasopismo farmaceutyczne: „Wiadomości Aptekarskie” (1940–1944); – 3. Czasopisma weterynaryjne: „Medycyna Współczesna. Dział Weterynaryjny” (1941–1942); „Weterynaryjne Wiadomości Terapeutyczne Behringswerke” (1941–1943). – [Cz.] III. Polskojęzyczna prasa gadzinowa w tzw. Starej Rzeszy (1939–1945) [poz. 5]. – [Cz.] IV. Problematyka kulturalna na łamach wileńskiej polskojęzycznej gadzinówki „Goniec Codzienny” (1941–1944) [poz. 4 (ser. 1)].
9. Polskie czasopiśmiennictwo uchodźcze na Węgrzech 1939–1945. [Szkice]. Opole: Wydawn. Nauk. Scriptorium 2016, 443 s. Media.
Zawartość: Wprowadzenie. – Rozdz. I. Królestwo Węgier w latach 1939–1945. – Rozdz. II. Społeczność polska na Węgrzech w latach II wojny światowej: „Stara” Polonia węgierska; Wojenni uchodźcy okresu II wojny światowej. – Rozdz. III. Początki prasy uchodźczej – efemerydy z końca września i października 1939: „Gazetka Ścienna” (1–9 X 1939); „Biuletyn Informacyjny dla Uchodźców Polskich” (10–28 X 1939); „Polak na Węgrzech” (25 IX 1939–14 VI 1940?) oraz inne obozowe gazetki mówione, pisane i powielane. – Rozdz. IV. „Wieści Polskie” (2 XI 1939–24 III 1944) – czołowe czasopismo uchodźstwa: Czas rozruchu: redakcja J. Ulatowskiego (XI–XII 1939); Czas poszukiwań: redakcja J. Winiewicza (I–VI 1940); Czas stabilizacji i rozwoju: redakcja Z. Kościuszki (VI 1940–III 1944). – Rozdz. V. Czasopisma Komitetu Obywatelskiego: „Nasza Świetlica. Materiały Obozowe”/„Materiały Obozowe” (2 II 1941–4 VII 1943); „Tygodnik Polski. Materiały Obozowe” (25 VII 1943–12 III 1944); „Młodzież” i kontynuacje (marzec 1943–styczeń/luty 1944). – Rozdz. VI. Czasopisma Biblioteki Polskiej: „Rocznik Polski. Kalendarz Polaka na Węgrzech” (listopad/grudzień 1942–styczeń 1944); „Rocznik Polaka na Węgrzech” (maj 1943–styczeń 1944); „Jestem Wasza” (marzec–czerwiec 1943). – Rozdz. VII. Pozostałe gazetki i czasopisma: Efemerydy oraz jednodniówki wydawane od listopada 1939 do marca 1944; „Słowo” (20 VII–1 XII 1944): ostatni periodyk czasów niemieckiej okupacji Węgier; Po wyzwoleniu. – Zamknięcie.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: „Lewar” 1933–1936. (Zarys monograficzny). „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1975 t. 13 s. 161–187. – Julian Kawalec a Nowa Huta. W: Dla Juliana Kawalca. Nowa Huta 1976 s. 15–23. – Polonia chińska w latach 1897–1949 i jej życie kulturalno-literackie. Cz. 1–2. „Prz. Polonijny” 1976 z. 1 s. 97–109, z. 2 s. 53–62. – Z problemów teoretycznych marksistowskiej krytyki literackiej lat trzydziestych. (Na materiale „Lewara”). „Ruch Lit.” 1976 z. 1 s. 1–15. – Między oczekiwaniem na cud a rewolucją. (Motywy patriotyczne i społeczne w twórczości poetyckiej Ferdynanda Kurasia). „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1978 t. 14 s. 89–99. – „Róża i płonący las” Tadeusza Hołuja na tle tradycji literackich ujęć postaci Ludwika Waryńskiego. W: Owoc rodzi drzewo. Kr. 1978 s. 119–136. – Lewicowa proza międzywojenna w ocenach Ignacego Fika. „Zdanie” 1979 t. 1 s. 88–97. – Nad „Lewarem”. „Zdanie” 1979 t. 2 s. 149–158. – Z polskiego życia literackiego i kulturalnego Wilna lat 1939–1941. „Prz. Polonijny” 1979 z. 2 s. 91–111. – Sprawa robotnicza w prozie polskiej przed rokiem 1918. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1980 z. 39 s. 145–180. – Z problemów literatury lat 1949–1955. W: Literackie wizje i re-wizje. Wwa 1980 s. 214–222. – O twórczości Włodzimierza Kowalskiego. (Przyczynek do dziejów międzywojennej literatury polonijnej w ZSRR). „Ruch Lit.” 1981 z. 1 s. 33–49, przedr. zmien. „Czer. Sztandar”, Wilno 1981 nr 203 s. 2, nr 205 s. 2. – „Powiedzieć swoją prawdę do końca”. (Tragedia KPP w oświetleniu lewicowej prozy lat trzydziestych). „Zdanie” 1981 t. 1 s. 158–176 [m.in. o tekstach L. Kruczkowskiego, H. Górskiej, A. Wolicy]. – Współczesny polski teatr amatorski w ZSRR. Szkic informacyjny. „Pam. Teatr.” 1981 z. 1/2 s. 139–160. – „Biuletyn Literacki” – zapomniane czasopismo krakowskiej lewicy. „Zesz. Prasozn.” 1982 nr 4 s. 79–89. – Allan Porajewicz i jego wiersze. (Kartka z dziejów literatury polskiej w ZSRR). „Prz. Polonijny” 1983 z. 2 s. 57–74. – Działalność Związku Zawodowego Literatów Polskich (październik 1946–styczeń 1949). „Mies. Lit.” 1984 nr 11/12 s. 112–131. – „Grupa krakowska” czyli przemytnicy. (Epizod z dziejów krytyki i życia literackiego pierwszej połowy lat pięćdziesiątych). „Pismo Lit.-Artyst.” 1984 nr 10 s. 75–98. – O polskim pisarstwie w Litewskiej SRR 1944–1984. „Pismo Lit.-Artyst.” 1984 nr 11 s. 19–43. – Początki działalności Związku Zawodowego Literatów Polskich po wyzwoleniu (sierpień 1944–wrzesień 1945). W: Prace ofiarowane Henrykowi Markiewiczowi. Kr.; Wr. 1984 s. 363–382. – Wśród trudności i konfliktów. (Działalność Związku Zawodowego Literatów Polskich od września 1945 do października 1946). „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1984 t. 21 s. 165–195. – Dwie literatury. [Rozdz. w:] M. Stępień: Polska lewica literacka. Wwa 1985 s. 271–332 [zespołowa nagroda Min. Nauki i Szkolnictwa Wyższego II stopnia w 1986]. – Ludność polska w ZSRR po II wojnie światowej (stan i rozmieszczenie). W: Liczba i rozmieszczenie Polaków w świecie. Cz. 2. Wr. 1985 s. 399–412. – Na ostrym zakręcie. Związek Literatów Polskich między styczniem 1949 a czerwcem 1950. „Rocz. Komis. Hist.-lit.” 1986 t. 23 s. 177–208. – Początki kontaktów Związku Zawodowego Literatów Polskich i Związku Pisarzy Bułgarskich (1947–1949). W: Bułgaria i Polska. Rozwój społeczny i stosunki kulturalne w latach 1944–1984. Wr. 1986 s. 113–122. – Związek Literatów Polskich w kręgu problemów czasopiśmiennictwa (lata 1944–1956). „Zesz. Prasozn.” 1987 nr 4 s. 15–34. – „Białe plamy” najmniej znane. „Nowe Drogi” 1988 nr 5 s. 127–146 [literatura pol. lewicy lat trzydziestych XX w.]. – Początki ruchu młodych pisarzy w latach 1944–1948. „Pis. Lit.-Artyst.” 1988 nr 6 s. 119–130. – Od Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego do Związku Polaków na Litwie. „Akcent” 1990 nr 1/2 s. 203–214, przedr. rozszerz. pt. Początek drogi. Od Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie do Związku Polaków na Litwie. W: Wilno – Wileńszczyzna jako krajobraz i środowisko wielu kultur. T. 2. Historia i pamięć. Białystok 1992 s. 333–378. – Najnowsze tendencje rozwojowe życia literackiego i literatury Polonii radzieckiej. (1985–1990). W: Mniejszości polskie i Polonia w ZSRR. Wr.; Wwa; Kr. 1992 s. 207–219. – U początków idei porozumienia lewicy literackiej. (Akcje i dyskusje „Nowego Pisma” 1932–1933). „Zesz. Prasozn.” 1992 nr 3/4 s. 89–97. – Wkład Krakowa w „literaturę Generalnego Gubernatorstwa” 1939–1945. (Przyczynek do dziejów jawnego ruchu literacko-wydawniczego czasów okupacji hitlerowskiej). „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr. Pr. Bibliotekoznawcze” 1993 z. 7 s. 153–195. – Jawne piśmiennictwo Generalnego Gu-bernatorstwa (1939–1945) wobec tradycji literatury polskiej. „Ruch Lit.” 1996 z. 1 s. 51–69. – „Człowiek jest zawsze sam ze swoją męką i cierpieniem”. (Nad nieznanym dramatem Andrzeja Wolicy). „Prz. Hum.” 1997 nr 5 s. 167–172 [dot. rękopisu pt.: Mężczyzna publiczny]. – Główne tendencje rozwojowe polskiej literatury Wileńszczyzny w latach 1985–1998. W: Literatura… literatura… literatura… Kr. 1998 s. 94–106, przedr. w: Od strony kresów. Studia i szkice. Cz. 2. Kr. 2000 s. 247–257. – Jawna książka i literatura dziecięca w Generalnym Gubernatorstwie (1939–1945). W: Książka dla dziecka wczoraj – dziś – jutro. Katow. 1998 s. 148–163. – Obecność literatur obcych w jawnym polskojęzycznym obiegu kulturalnym Generalnego Gubernatorstwa (1939–1945). „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr. Pr. Bibliotekoznawcze” 1998 z. 9 s. 95–114. – O miejscu polskiej prozy historycznej w kulturze literackiej lat 1939–1945. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2007 t. 5 s. 37–68, przedr. zmien. pt. Polska proza historyczna w kulturze literackiej lat 1939–1945. W: Powieść historyczna dawniej i dziś. Kr. 2007 s. 448–463. – Almanachy naukowo-kulturalne środowiska polskich uchodźców na Węgrzech w latach II wojny światowej. W: Od poetyki do hermeneutyki historycznoliterackiej. Kr. 2008 s. 585–628. – Instytut Polski w Budapeszcie. Działalność kulturalno-oświatowa, naukowa i wydawnicza w latach 1939–1944. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2009 t. 7 s. 112–147. – Katolicki Uniwersytet Powszechny (1940). Placówka oświatowo-kulturalna i wydawnicza polskiej społeczności uchodźczej na Węgrzech okresu II wojny światowej. „Tor. Studia Bibliologiczne” 2009 nr 2 s. 9–26. – Świetlica Polska w Budapeszcie. Działalność kulturalno-oświatowa i artystyczna w latach 1939–1944. W: Społeczeństwo, kultura, inteligencja. Kr.; Wwa 2009 s. 569–603. – Okupacyjne „prawo” Generalnego Gubernatorstwa wobec książki i piśmiennictwa polskiego w latach 1939–1945. W: Niewygodne dla władzy. Ograniczanie wolności słowa na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Tor. 2010 s. 193–211. – Węgierski epizod uchodźczy redaktora Zbigniewa Grotowskiego (1939–1945). W: „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Księga pamiątkowa w stulecie powstania dziennika i wydawnictwa 1910–1939. Kr.; Katow. 2010 s. 481–498. – Klub Angielski w Budapeszcie (1940). Epizod z działalności kulturalno-oświatowej polskiej społeczności uchodźczej na Węgrzech w latach II wojny światowej. „Ann. Univ. Paedagogicae Cracov. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2010 [wyd. 2011] t. 8 s. 99–110. – Komitet Obywatelski dla Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech (1939–1944). W kręgu działań kulturalnych. „Rocz. Bibliologiczno-Prasozn.” 2011 t. 3 s. 33–63. – Polskie media uchodźcze na Węgrzech w latach 1939–1945. (Próba syntetycznego spojrzenia). W: Media – czwarta władza? T. 3. Cz. 1. Opole 2011 s. 7–28. – Przygody z cenzurą polskiej uchodźczej społeczności na Węgrzech (1939–1945). „Klio” 2011 nr 17 (2) s. 125–142. – Biblioteka Polska (1941–1944). Czołowa oficyna wydawnicza polskiej diaspory wojennej na Węgrzech. „Zesz. Prasozn.” 2012 nr 3 s. 83–97. – Koło Literacko-Artystyczne „Start” (1942–1944). Epizod z dziejów życia literackiego polskiego wojennego uchodźstwa na Węgrzech. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2012 t. 12 s. 162–175. – Polskie uchodźstwo wojenne (1939–1945) na Węgrzech o Tadeuszu Żeleńskim Boyu. W: Tadeusz Żeleński Boy. 70 rocznica śmierci. Materiały z konferencji. Kr. 2012 s. 87–98. – Czasopiśmiennictwo dziecięce polskiego uchodźstwa na Węgrzech okresu II wojny światowej. W: „Stare” i „nowe” – czasopisma dla dzieci i młodzieży. Opole 2013 s. 365–394. – Kilka słów o polskiej prasie i książce na Węgrzech w latach 1939–1945. „Konspekt” 2013 nr 2 s. 15–22. – Budapeszteńskie „Wieści Polskie” (1939–1944) – główny periodyk polskiego wojennego uchodźstwa na Węgrzech. Cz. 1. Czas rozruchu – redakcja Jana Ulatowskiego (listopad–grudzień 1939); cz. 2. Czas poszukiwań – redakcja Józefa Winiewicza (styczeń–czerwiec 1940); cz. 3. Czas stabilizacji i rozwoju – redakcja Zbigniewa Kościuszki (czerwiec 1940–marzec 1944). „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2014 t. 17 z. 1 s. 46–71; z. 2 s. 5–30; 2015 t. 18 z. 1 s. 59–122. – Książka dla dzieci w ofercie wydawniczej środowiska polskich uchodźców na Węgrzech okresu II wojny światowej. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2014 t. 12 s. 69–85. – Polskie księgozbiory, biblioteki, wypożyczalnie i czytelnie uchodźcze na Węgrzech w latach II wojny światowej. W: Na co dzień i od święta. Książka w życiu Polaków w XIX–XXI wieku. Wwa 2015 s. 385–402. – „Z notatnika cenzora obozowego” – cykl felietonów satyrycznych uchodźczych budapeszteńskich „Wieści Polskich” (sierpień 1943–styczeń 1944). W: Zakazane i niewygodne. Ograniczanie wolności słowa od XIX do XXI wieku. Tor. 2015 s. 76–92. – Pierwsze lata warszawskiego „Przyjaciela Dzieci” – w kręgu Fryderyka Henryka Lewestama i współpracowników (kwiecień 1861–czerwiec 1865). „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2015 [t.] 13 s. 75–109. – Poligraf redaktorem. Warszawski „Przyjaciel Dzieci” czasu redakcji Emila Skiwskiego (wrzesień 1890 - czerwiec 1892). „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia” 2016 [t. 14] s. 236-253. – Warszawski „Przyjaciel Dzieci” w epoce rozkwitu – redakcja Jana Kantego Gregorowicza (kwiecień 1867–wrzesień 1890). Cz. 1. Charakterystyka ogólna. Teksty literackie. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2016 t. 19 z. 1 s. 43–70 [tytuł także w jęz. ang.]. – Warszawski „Przyjaciel Dzieci” w epoce rozkwitu – redakcja Jana Kantego Gregorowicza (kwiecień 1867- wrzesień 1890). Cz. 2. W kręgu popularyzacji wiedzy. Oceny i podsumowania kadencji. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2016 t. 19 z. 2 s. 45-63.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Współczesna polska poezja Wileńszczyzny. Antologia. Wybór, wstęp i oprac.: J. Kajtoch, K. Woźniakowski. Wwa: Wydawn. Polonia 1986, 108 s.
2. Od „Czartaka” do „Nadskawia”. Antologia programów, manifestów i deklaracji literackich. Wybór, wstęp i oprac.: K. Woźniakowski. Bielsko-Biała: Beskidzka Ofic. Wydawn. BTSK [Beskidzkiego Tow. Społ.-Kult.] 1987, 79 s.
3. Literatura – prasa – biblioteka. Studia i szkice ofiarowane profesorowi Jerzemu Jarowieckiemu w 65-lecie urodzin i 40-lecie pracy naukowej. Pod red. J. Szockiego i K. Woźniakowskiego. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1997, 471 s.
4. „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Księga pamiątkowa w stulecie powstania dziennika i wydawnictwa 1910–1939. Pod red. G. Wrony, P. Borowca, K. Woźniakowskiego. Kr.; Katow.: Wydawn. Nauk. „Śląsk” 2010, 546 s.
5. W kręgu „Merkuriusza Polskiego”. Studia i szkice w 350-lecie prasy polskiej. Pod red. K. Woźniakowskiego, G. Wrony, T. Siernego. Katow.: Wydawn. Nauk. „Śląsk”; Thesaurus Silesiae – Skarb Śląski 2012, 170 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2015, 2016.
 	Wywiady: Pod groźbą infamii. Kolaboracja pisarzy. Rozm. R. Graczyk. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 233 [dot. badań nad jawnym polskojęzycznym piś­miennictwem w Generalnej Guberni].
 	Krzysztof Woźniakowski. W: Leksykon Profesorów Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej 1946–2006. Kr. 2006.

Polska literatura Wileńszczyzny

 	J. POŹNIAK. „Ruch Lit.” 1987 nr 2.
 	J. KAJTOCH: Polscy poeci nad Wilią. „Okolice” 1988 nr 3.
 	J. POŹNIAK. „Zesz. Nauk. Uniw. Szczec. Rossica Stetinensia” 1989 nr 1 (22).

Między ubezwłasnowolnieniem a opozycją

 	M. CHRZANOWSKI: ZLP – ukochany i nie chciany. „Trybuna” 1990 nr 166.
 	A. WOLAN: ZLP w poszukiwaniu swojego miejsca. „Dziś” 1990 nr 2.

W kręgu jawnego piśmiennictwa literackiego Generalnego Gubernatorstwa

 	A. NOTKOWSKI: Ersatz-literatura. „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
 	M. URBANOWSKI: Literatura Generalnej Guberni. „Arcana” 1998 nr 5.
 	M. WOJCIECHOWSKI. „Prz. Hum.” 1998 nr 3.
 	S. DZIKI. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2000 t. 3 z. 1.
 	W. KAJTOCH: Znika kolejna „biała plama”. „Koniec Wieku” 2000 nr 16.
 	S. LEWANDOWSKA: Prasa – kultura – wojna. „Dzieje Najnow.” 2000 nr 2 [dot. także: Prasa, kultura, wojna].

Prasa, kultura, wojna

 	S. LEWANDOWSKA: Prasa – kultura – wojna. „Dzieje Najnow.” 2000 nr 2 [dot. także: W kręgu jawnego piśmiennictwa literackiego Generalnego Gubernatorstwa].
 	A. NOTKOWSKI: Na wojennych szlakach. „Nowe Książ.” 2000 nr 2.
 	J.S. WALUŚ: Prasa czasu wojny. „Zesz. Prasozn.” 2000 nr 1/2.

Polskojęzyczna prasa gadzinowa w tzw. Starej Rzeszy

 	J. JAROWIECKI. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2002 t. 5 z. 1.
 	J. JAROWIECKI: O niemieckiej prasie w języku polskim w Starej Rzeszy (1939–1945). „Konspekt” 2002 nr 10.
 	S. LEWANDOWSKA. „Dzieje Najnow.” 2002 nr 2.

Marginalia i obrzeża

 	J. CHWASTYK-KOWALCZYK. „Tor. Stud. Bibliologiczne” 2015 nr 1.
 	S. KWIECIEŃ: Nieznane czy zapomniane konspiracyjne tomiki poetyckie 1939–1945. „Ann. Univ. Crac. Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia 2015 [nr] 13.

Polskojęzyczna prasa gadzinowa czasów okupacji hitlerowskiej

 	J. JAROWIECKI. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2015 t. 18 z. 3.

Współczesna polska poezja Wileńszczyzny

 	T. LINKNER: Poetycka antologia wydawnictwa „Polonia”. „Okolice” 1987 nr 10.
 	W.J. PODGÓRSKI: Wilno poetyckie. „Nowe Książ.” 1987 nr 9.
 	B. KOWSZEWICZ: „Taką widzę moją poezję…” „Poezja” 1988 nr 11.
 	E.K. NOWAK: Inkluzy. „Odgłosy” 1988 nr 39.

„Ilustrowany Kurier Codzienny”

 	J. MYŚLIŃSKI. „Rocz. Hist. Prasy Pol.” 2011 t. 14 z. 1/2.
 	Z. SOKÓŁ. „Rocz. Prasozn.” 2011.
</document>
<document nplp_id="3175" title="Edward ZYMAN" slug="edward-zyman">ur. 1943

Imiona metrykalne: Edward Jan.

Pseud. i krypt.: (abel); Agnieszka Lesińska; Alina Rokoszewicz; (be); e.z.; (e.z.); (ez); ezet; (ezet); Feliks Gall; (Hubert); Jacek Karski; Jacek Warski; (jot); (K.M.J.); Krzysztof M. Jasiewicz; Krzysztof Malewicz; Krzysztof Zakrzewski; Marian Chudzik; Marcin Lipski; Mariusz Stawski; Mirosław Gella; Paweł Wolski; Piotr Nowicki; Piotr Radomski; rdc; (rdc); Wasz Doradca; wtz; (wtz); (x); (z); (zej).

Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 20 maja 1943 w Dobromierzu (Świętokrzyskie); syn Franciszka Zymana, robotnika, i Klary z domu Smolich. Do piątego roku życia mieszkał w Dobromierzu, a następnie w Radomsku. Tam ukończył szkołę podstawową, potem przez rok uczęszczał do Zasadniczej Szkoły Metalowej, by następnie (w 1958-62) kontynuować naukę w II Liceum Ogólnokształcącym. W 1961-62 należał do Grupy Literackiej przy Powiatowym Domu Kultury w Radomsku. Pierwsze próby literackie zamieszczał na łamach wydawanego przez tę Grupę biuletynu „Wizytówki” oraz „Gazety Radomszczańskiej”. W okresie tym przystąpił także do łódzkiego ośrodka Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy działającego przy ZW ZMW. Jako poeta debiutował w 1961 wierszem Kto to jest matka na łamach jednodniówki „Z tej strony”, wydanej przez łódzką grupę „Nowa linia”. Po zdaniu w 1962 matury rozpoczął studia socjologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim; w 1967 uzyskał magisterium. W okresie studiów debiutował jako prozaik opowiadaniem Matka w „Tygodniku Kulturalnym” (1965 nr 35) i jako krytyk literacki recenzją tomu reportaży obyczajowych Salomona Łastika Trudne dzieci w „Wychowaniu” (1966 nr 1). Publikował wiersze, opowiadania, recenzje i artykuły także na łamach m.in. „Gazety Radomszczańskiej” (1963, 1966-67), „Nad Wartą”, miesięcznego dodatku do „Gazety Częstochowskiej” (1964-67), „Tygodnika Kulturalnego” (1965), „Zarzewia” (1965), „Kameny” (1966), „Odgłosów” (1967) i „Współczesności” (1967). W 1967-78 pracował w hutnictwie jako socjolog, kierownik sekcji humanizacji pracy, kierownik działu w Hucie Bobrek w Bytomiu oraz rzecznik prasowy Zjednoczenia Hutnictwa Żelaza i Stali (1973-78). W tym czasie został członkiem PZPR. W latach siedemdziesiątych uczestniczył aktywnie w ruchu młodoliterackim. Należał do Klubu Literackiego „Słowień” działającego w Bytomiu i nadal do Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy, w którym pełnił funkcję wiceprzewodniczącego ośrodka katowickiego oraz (od 1974) wiceprzewodniczącego, a następnie przewodniczącego Rady Krajowej. Był również członkiem i przewodniczącym Koła Młodych przy katowickim Oddziale ZLP. Rozwijając twórczość, w okresie tym publikował wiersze, opowiadania i teksty krytycznoliterackie na łamach wielu pism literackich i społeczno-kulturalnych, m.in. „Faktów i Myśli” (1970-72), „Faktów” (1978-81), „Głosu Młodzieży” (1972), „Nadodrza” (1972-73), „Nad Wartą” (1968-1974), „Nowego Wyrazu” (1975-77), „Nowych Książek” (1976, 1978), „Odgłosów” (1971, 1978), „Odry” (1978), „Opola” (1973-75, 1978), „Poezji” (1973-75), „Poglądów” (1970-80), „Przemian” (1971), „Regionów” (1973, 1975) , „Tygodnika Kulturalnego” (1971, 1974) i „Współczesności” (1971). Mieszkał kolejno w Zabrzu, Bytomiu i Katowicach. Był laureatem licznych konkursów literackich (w dziedzinie poezji, prozy i reportażu). W 1978-79 pracował jako publicysta w Redakcji Widowisk Teatralnych i Publicystki Kulturalnej w katowickim ośrodku Telewizji Polskiej, a następnie do 1981 – jako zastępca kierownika Redakcji Literackiej w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. Pracując w radiu, uprawiał publicystykę kulturalną i społeczną, pisał słuchowiska, był współautorem reportaży literackich emitowanych na antenie ogólnopolskiej. Kontynuował twórczość literacką, publikując w tym czasie także m.in. na łamach „Kontrastów” (1980), „Nowego Wyrazu” (1980-81), „Nurtu” (1980), „Opola” (1980), „Przemian” (1980-81), „Studenta” (1980) oraz „Tygodnika Kulturalnego” (1981). Współpracował także z filmem i prasa niezależną; był w 1980-81 jednym z dwóch (obok Michała Komara) kierowników literackich Zespołu Filmowego „Silesia”; redagował w 1981 ukazujący się poza cenzurą „Tygodnik Katowicki”, pismo Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”. Pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komitetu Założycielskiego a następnie przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach oraz uczestniczył w pracach Komisji Krajowej Pracowników Radia i Telewizji NSZZ „Solidarność”. W marcu 1981, po tzw. prowokacji bydgoskiej, wystąpił z PZPR. W tymże roku na łamach „Tygodnika Katowickiego” publikował cykl reportaży poświęconych pacyfikacji radomskich protestów społecznych w czerwcu 1976 (cykl wstrzymany po wprowadzeniu stanu wojennego). W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 został internowany i do grudnia 1982 przetrzymywany w więzieniach i ośrodkach odosobnienia (Katowice, Strzelce Opolskie, Uherce, Kielce-Piaski, Rzeszów, Nowy Łupków ). Usunięty z pracy w Rozgłośni Polskiego Radia w trybie specjalnym i pozbawiony możliwości wykonywania zawodu, w marcu 1983 wyemigrował wraz z rodziną do Kanady, gdzie wkrótce stał się jednym z czołowych animatorów i organizatorów polskiego życia literackiego. Początkowo mieszkał w Calgary (Alberta), gdzie współtworzył polski program telewizyjny, redagował „Biuletyn Polonijny” a w 1984 „Dialogi” – kwartalnik Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręgu Alberta ukazujący się w Edmonton. We wrześniu 1984 przeniósł się do Toronto; tu do 1988 pełnił funkcję redaktora naczelnego tygodnika Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie „Głos Polski- Gazeta Polska”, a następnie w 1988-89 redaktora „Gazety” oraz od 1988 współautora i współproducenta cotygodniowego polskiego programu telewizyjnego („Polish Studio”). W 1989-2003 prowadził samodzielną działalność biznesową. W międzyczasie (1999-2000) pełnił funkcję prezesa Polish Community Media Corporation, wydawcy „Związkowca”. Prace literackie i publicystyczne publikował na łamach wielu polskich czasopism emigracyjnych, m.in. „Kroniki” (Kopenhaga-Oslo-Sztokholm, 1983-84), wydawanych w Londynie: „Pulsu” (1983), „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza ” (1985) i „Ekspresji” (2014), dodatku do nowojorskiego „Dziennika Polskiego” „Przegląd Polski” (1984, 1996-2015, z przerwami; tu liczne recenzje, szkice, polemiki, wywiady z pisarzami ), „Slavic and East European Performance” (Nowy Jork, 1999), „Dialogów” (Edmonton, 1984), „Akcentów” (Calgary, 1992-93), „Books in Canada” (Toronto, 1998), „Dziennika Związkowego” (Chicago, 2006-2007) oraz torontońskich pism polskojęzycznych: „Echa Tygodnia” (1983-84), „Związkowca” (1983-84, 1998-2001; tu stały cykl recenzji literackich Z mojej półki), „Głosu Polskiego” (1984-1988; tu stały felieton Teksty i konteksty oraz rubryka Z życia Polonii. Kronika towarzyska i polityczna), „Gazety” (1988-89; tu stały felieton Pod prąd oraz rubryka Kronika towarzyska i polityczna Polonii), „Magazynu Husarz” (1998), „Dziennika” (2001-2003; tu stałe cykle: Polonijny parnas literacki i Wiersze z mojej półki oraz pod pseud. Marian Chudzik coroczne satyryczne Szopki noworoczne), „Gońca” (2004-2005, 2007-11, z przerwami) i „Merkuriusza Polskiego” (2011, 2015). Należał do członków-założycieli działającej od 1988 w Toronto Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich, której został wiceprzewodniczącym. Od 1995 był prezesem Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie. Redagował kilkadziesiąt opublikowanych przez ten Fundusz tomów wierszy, wspomnień, reportaży i felietonów oraz współredagował pismo literackie „Nowy Prąd” (1998, 2003). Był autorem cotygodniowego magazynu literacko-muzycznego Wierszem i prozą, emitowanego przez Polskie Radio Toronto (1998). Po 1989 nawiązał współpracę z pismami ukazującymi się w kraju, publikując wiersze, opowiadania, recenzje, szkice i artykuły publicystyczne na łamach „Akcentu” (2002, 2009, 2015), „Archiwum Emigracji” (1999, 2012), „Dedala” (2004), „Frazy” (2002-16, z przerwami; tu w 2004-2007 stały cykl Wiersze z mojej półki), „Lublina. Kultury i Społeczeństwa” (2012), „Migotań, Przejaśnień” (2012-2013, 2016), „Świętokrzyskiego Kwartalnika Literackiego” (2007, 2013), „Radostowej” (2007) i „Twórczości” (2010, 2016). W 2007 został członkiem SPP. W 2011 otrzymał nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (2011). Wyróżniony odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2010).

W 1962 ożenił się z Anną Bogusławą Nowak, pracowniczką administracji medycznej; ma troje dzieci: Iwonę (ur. 1963), Piotra (ur. 1968) i Victorię (ur. 1986). Mieszka w Mississauga (część metropolii Toronto).



TWÓRCZOŚĆ

1. Dialogi pierwsze. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 1971, 36 s. Propozycje, 8.
2. Dzień jak co dzień. [Wiersze]. Katow.: ZLP 1978, 20 s.
3. Co za radość żyć. Wiersze. Katow.: Śląsk, 1979, 63 s.
Zawiera cykle: Cz. 1. Co za radość żyć; Cz. 2. Rozmowy z samym sobą; Cz. 3. Dzień jak co dzień; Cz. 4. Śnieg mijanie.
4. Szansa. [Opowiadanie dla młodzieży]. Wwa: MAW 1980, 38 s. Ważne Sprawy Dziewcząt i Chłopców, 77.
Wyróżnienie w konkursie MAW na opowiadanie dla młodzieży.
5. W czyim obcym domu. Wiersze. Katow.: Śląsk 1982, 57 s.
Zawiera cykle: Kim jesteś; Żyję w tym mieście; Prywatność, gonitwa.
6. Gdybym był lekki jak piórko. [Wiersze dla dzieci]. Katow.: KAW 1983, [48] s.
7. Jak noc, jak sen. [Wiersze]. Słowo od wydawcy: E. Dusza. Stevens Point, WI: A.R. Poray Book Publishing 1987, 54 s. Bibl. Contry, t. 35.
8. U Boga każdy błazen. [Felietony]. Chicago: A.R. Poray Book Publishing 1987, 162 s.
9. Metamorfozy głębin Twoich. Polonijny parnas literacki. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2003, 176 s. Bibl. Pol. w Kanadzie, nr 32.
Zawiera publikowane na łamach torontońskiego „Dziennika” pod wspólnym tytułem „Polonijny parnas literacki” pamflety lit., podp. pseud. Marian Chudzik, oraz wywiad: Skazani na kicz. Z Edwardem Zymanem rozmawia A. Lubicz-Łuba.
10. Kim Stwórca mądre te eseje pisze. [Wiersze okolicznościowe]. Red., oprac. graf. oraz słowo wstępne: A. Lubicz-Łuba. Vancouver: Annward Press 2004, 35 s.
11. Widzieć dalej niż dziś. Rozmowa z Jerzym Korey-Krzeczowskim. Katow.: Gnome – Wydawn. Nauk. i Artyst.; Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2004, 96 s.
Wywiad-rzeka.
12. Przeznaczenie jest wyborem. Henryk Słaby, czyli filozofia skutecznego działania. [Biografia]. Katow.: Gnome – Wydawn. Nauk. i Artyst. 2005, 118 s.
13. Z podręcznego leksykonu. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 19 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 2.
14. Scalić oddalone. Fundacja Władysława i Nelli Turzańskich (1988-2008). [Monografia]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2008, 191 s.
15. Mosty z papieru. O życiu literackim, sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie na przykładzie Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie w latach 1978-2008. Red.: M. Kusiba. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2010, 559 s.
W 2011 Nagroda im. Wł. Majewskiej przyznana przez Związek Pisarzy Pol. na Obczyźnie za najlepsze opracowanie dotyczące literatury emigracyjnej, wydane w 2010.
Zawartość: Wstęp. ‒ Zanim powstał Fundusz; Pierwsze pięciolecie: Party przy 74 Bridle Path. Tydzień Kultury Polskiej. Funduszu dzień powszedni. Niespodziewany kryzys; Tak samo, a jednak zupełnie inaczej, czyli bilans dziesięciolecia (1978-1988); Wobec wyboru (1989-1996): Zmiana warty; W kontakcie z odbiorcą krajowym; Obecność. Działalność Funduszu w latach 1997-2008; Trzydziestolecie: sukcesy i zaniechania; Zamiast posłowia, czyli trwałość mostów z papieru; Nota końcowa. Uwagi nie tylko terminologiczne. ‒ Nadto: Widziane z perspektywy: I. Habrowska-Jellaczyc: Inne życie byłoby rodzajem więzienia; W. Morawski: Byliśmy inicjatywą spóźnioną; A. Zachwieja: Na co dzień żyłem w świecie kanadyjskim; Z kroniki trzydziestolecia; Suplement. ‒ Aneks: Biogramy byłych i obecnych członków Zarządu; Książki Polskiego Funduszu Wydawniczego; Członkowie Honorowi; Bibliografia „Nowego Prądu”; Bibliografia wybranych publikacji w całości lub w części poświęconych Polskiemu Funduszowi Wydawniczemu oraz sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie ze szczególnym uwzględnieniem Kanady; Wybrane publikacje o Polskim Funduszu Wydawniczym i sytuacji polskiej książce na obczyźnie (T. Terlecki: Książka – Być albo nie być; F. Śmieja: Czy jest nam potrzebny Fundusz Wydawniczy?; A. Tomaszewski: „A może kupi pan książeczkę”?; W. Iwaniuk: Na polonijnym zadupiu; A. Tomaszewski: Pięciolecie Polskiego Funduszu Wydawniczego; E. Zyman: Konieczność czy zbytek?; Literatura polska jest jedna. Rozmowa z W. Iwaniukiem i A. Tomaszewskim; „Słowo to nasza broń ostatnia”. Z dr St. Wcisło rozmawiał E. Zyman; J. Wolski: Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie; „Wszystko byłoby bezimienne”. Z H. Wójcikiem i E. Zymanem rozmawia J. Wolski); Indeks osób; A. Piskulak: Owocny trud scalania.
16. Gdy krzywe jest proste. Powieść dla młodzieży. Pozn.: RW 2011, 195 s. Wyd. nast.: Pozn.: Wydawn. Sumptibus 2015, 234 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: RW 2010, 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
17. Jasność. [Wiersze]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 19 s. Kolofon. Trzecia (Autorska) Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 4.
18. Ściana pełna jerzyków. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Wydawn. Telbit 2011, 271 s.
Wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie na powieść dla młodzieży ogłoszonym przez Wydawn. Telbit.
19. Miejsce na ziemi. [Wiersze]. Berlin; Toronto: Mordellus Press 2012, 7 s. Kolofon.
Druk bibliofilski wydany z okazji 100. rocznicy urodzin W. Iwaniuka oraz monograficznej wystawy poświęconej pisarzowi w Muzeum Lit. im. J. Czechowicza w Lubl.
20. Na uciechy kasjer łasy. Limeryki, czyli w zdrowym ciele zdrowy ruch. [Wiersze]. Berlin: [Mordellus Press] 2014, 14 s. Kolofon.
Druk bibliofilski.
21. Poemat współczesny. Wybór wierszy, układ tomu i red.: M. Kusiba. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2014, 19 s. Kolofon. Czwarta Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 2.
Prace redakcyjne (wybór)
1. Młody Śląsk Literacki. Almanach poezji i prozy. Wybór i oprac.: J. Górdziałek, F. Netz, E. Zyman. Katow.: Śląsk 1975, 342 s.
2. Tu Radio Katowice. Przegląd dorobku Katowickiej Rozgłośni Polskiego Radia. Oprac. zespół w składzie: A. Konieczny, W. Kubiczek, E. Łabus. Red. całości: E. Zyman. Katow.: RPR [Rozgłośnia Pol. Radia] 1980, 111 s.
3. M. Czyżycka: Pierwsza miniatura baśni. [Wiersze]. Red.: W. Iwaniuk, F. Śmieja, E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1987, 33 s. Bibl. Pol. w Kanadzie. Arkusz Poetycki, nr 1.
4. K. Kasprzyk: Stan zagrożenia. Red.: W. Iwaniuk, F. Śmieja, E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1987, 33 s.
5. M. Kusiba: Samobójstwo Marsjan. Red.: W. Iwaniuk, F. Śmieja, E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1987, 33 s. Bibl. Pol. w Kanadzie. Arkusz Poetycki, nr 3.
6. R. Sarnicki: Jeszcze jeden wiersz. Red.: W. Iwaniuk, F. Śmieja, E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 1987, 33 s. Bibl. Pol. w Kanadzie. Arkusz Poetycki, nr 4.
7. W.J. Stanisławski: Mrok nocy. [Wiersze]. Wybór wierszy i oprac.: B. Stanisławska. Przedm. i posł.: Z. Jankowska. Red. całości: E. Zyman. [Toronto: b.w. 1989], 114 s.
8. W. Iwaniuk: Wiersze wybrane. Wybór i układ wierszy: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie, Torontoński Ośrodek Sztuki Współcz. 1995, [71] k. Bibl. Pol. w Kanadzie, 23.
Wyd. w nakł. 100 numerowanych egz.
9. W. Iwaniuk: W ogrodzie mego ojca. Wiersze z lat 1993-1996. Wstęp: J. Kryszak. Wybór i układ wierszy: E. Zyman. Toronto, Tor.: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie przy współudziale Urzędu Miej. w Tor. 1998, 58 s. Bibl. Pol. w Kanadzie, 26.
10. A. Busza: Glosy i refrakcje. Przeł. z ang. B. Czaykowski. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press 2001, 33 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 1.
11. B. Czaykowski: Transkontynentalny Toronto-Vancouver. Tryptyk. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press 2001, 35 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 2.
12. A. Busza: Obrazy z życia Laquedema = Scenes from the Life of Laquedem. Przeł. z ang. B. Czaykowski. Redakcja: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press 2003, 27 s. Kolofon. Bibl. Pol. w Kanadzie, 33.
Druk bibliofilski.
13. G. Zambrzycka: Karmelitanka; Wieniec. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press 2003, 19 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 3.
14. J. Kryszak: Spacer zimowy. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press, 2004, 28 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 5.
15. J. Szuber: Glina, ogień, popiół. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Press 2004, 40 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 4.
16. Podróż w głąb pamięci. O Wacławie Iwaniuku szkice, wspomnienia, wiersze. Pod red. J. Wolskiego, H. Wójcika, E. Zymana. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2005, 454 s. Bibl. Pol. w Kanadzie, 36.
17. R. Sabo: Niech będzie. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Berlin: Mordellus Pres 2005, 25 s. Kolofon. Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 6.
18. Z. Wyrzykowski: Błędy i braki. Wspomnienia, fakty i syntezy z dziejów II Rzeczpospolitej. Z rkpsu odtworzył, oprac. i wstępem opatrzył E. Zyman. Katow.: Gnome – Wydawn. Nauk. i Artyst. 2005, 138 s.
19. E. Dusza: Popioły. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 19 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 1.
20. J. Korey-Krzeczowski: Poemat o ziemi. [Wiersze]. Red.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 13 s. Kolofon.
Druk bibliofilski.
21. J. Korey-Krzeczowski: Powracam tutaj z własnej woli. Szkice i wspomnienia o wybranych twórcach Ziemi Świętokrzyskiej. Red. i posł.: E. Zyman. Rzeszów: Stow. Artyst.-Lit. „Fraza” 2006, 141 s.
22. M. Kusiba: Admiral Road. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2006, 18 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 3.
23. B. Czaykowski: Ziemioskłon. [Poemat]. Red.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2007, 17 s. Kolofon.
Druk bibliofilski.
24. J. Korey-Krzeczowski: Barwy młodości. [Powieść]. Red. i posł.: E. Zyman. Rzeszów: Otwarty Rozdział 2007, 267 s.
25. J. Korey-Krzeczowski: Wiersze dla Ireny. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2007, 26 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 5.
26. A. Wolak: Twarze. Redaktorzy serii: H. Wójcik i E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2007, 18 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 4.
27. A. Busza, Bogdan Czaykowski: Pełnia i przesilenie = Full Moon and Summer Solstice. [Wiersze]. Red. i wstęp w formie wywiadu z A. Buszą: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2008, 83 s.
28. G. Zambrzycka: Godzina w katedrze. Studium. Red.: E. Zyman. Toronto, Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2008, 14 s. Kolofon. Druga Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 6.
29. W. Grzegorzewska: Inne obroty. [Wiersze]. Red.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Artyst.-Lit. „Fraza” 2010, 57 s.
30. Z. Bohdanowiczowa: Pan Tadeusz w Toronto. Oprac., przyp. i wstępem opatrzył E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 19 s. Kolofon.
Druk bibliofilski.
31. A. Góra: Krzyk do nieba. [Reportaże]. Red. i posł.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Siennica Różana: Wakacyjna Akad. Reportażu im. R. Kapuścińskiego 2011, 108 s.
32. M. Kusiba: Żabką przez Atlantyk. [T.] 1. Podręcznik do kobiet. 100 felietonów (niemal) feministycznych. Red. i wstęp: E. Zyman. Lubl.: Wydawn. UMCS; Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2011, 363 s.
33. G. Zambrzycka: Bóg miodu. Notatnik jukatański [Wiersze]. Red.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Artyst.-Lit. „Fraza” 2011, 42 s.
34. M. Kusiba: Żabką przez Atlantyk. [T.] 2. Cymbał w świecie. Felietony flâneura. Red.: E. Zyman. Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Siennica Różana: Wakacyjna Akad. Reportażu im. R. Kapuścińskiego 2012, 405 s.
35. A. Busza: Niepewność. Przeł. z ang. B. Tarnowska i R. Sabo. Układ i red. tomu: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2013, 19 s. Kolofon. Trzecia (Autorska) Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 6.
36. W. Kontewicz: Wilkierze braniewskie i inne historie wierszem. Układ tomu, red. i posł.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2013, 82 s.
37. R. Chojnacki: Do prywatnego użytku [Wiersze]. Red. i nota krytyczna: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2014, 29 s.
38. I. Habrowska-Jellaczyc: Aktor nie opuszcza sceny [Szkice, artykuły , wspomnienia]. Red. i wstęp: E. Zyman. Szczecinek: Fundacja „Nasza Przyszłość” 2014, 212 s.
39. W. Kontewicz: Appendix. Wybór wierszy, układ tomu i red.: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie 2014, 19 s. Kolofon. Czwarta Bibliofilska Ser. Poetycka Pol. Funduszu Wydawn. w Kanadzie, t. 1.
40. R. Sabo: Podwórko [Wiersze]. Red. i nota krytyczna: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2014, 48 s.
41. G. Zambrzycka: Niewidzialny zapaśnik [Wiersze]. Red. i nota krytyczna: E. Zyman. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2015, 56 s.
42. F. Śmieja: Dotykanie świata: wiersze wybrane. Wstęp: Z. Andres. Wybór, układ wierszy oraz red. tomu: E. Zyman. Toronto, Mississauga: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst. „Fraza” 2016, 435 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2015.
 	Wywiady zob. Twórczość poz. 9, 15 oraz m.in.: A jednak mała śmierć. Rozm. M. Kusiba. „Gazeta”, Toronto 1988 nr 47; „Objąć cię słowem, chociażby na chwilę”. Rozm. A. Lubicz-Łuba. „Fraza” 2007 nr 3; Sens emigracji. Rozm. E. Dusza. „Dz. Związkowy”, Chicago 2007 nr 68; W Kanadzie też jest Polska. Rozm. A. Piskulak, „Świętokrzyski Kwart. Lit.” 2007 nr 3/4.

Ogólne

 	Edward Zyman. Bibliografia podmiotowo-przedmiotowa. Oprac.: E. Zyman, B. Piotrowska. Kielce: Woj. Bibl. Publiczna im. W. Gombrowicza 2013, 274 s. Wyd. jako dokument elektroniczny: Kielce: Woj. Bibl. Publiczna im. W. Gombrowicza, 1 dysk optyczny CD-ROM.
 	P. KUNCEWICZ: E.Z. W tegoż: Agonia i nadzieja. T. 3. Poezja polska od 1956. Wwa 1993.
 	P. KUNCEWICZ: E.Z. W tegoż: Leksykon polskich pisarzy współczesnych. T. 2. Wwa 1995.
 	A. PISKULAK: Utracona Polska w podwójnym sensie. „Dedal” 2004 nr 2.
 	J. WOLSKI: Polscy poeci w Toronto. Nowa generacja. W: Poezja polska w Kanadzie. Rzeszów 2005, passim.
 	E. DUSZA: W czyim obcym domu. O poezji E. Zymana. „Fraza” 2007 nr 3.
 	J. BUDZIK: „Jesteśmy zawsze obcy tu ciągle jeszcze, tam już nieobecni”. O poezji E. Zymana. W: Literatura polska w Kanadzie. Katow. 2010; przedr. w tejże: Zadomowieni i wyobcowani. Kr., Toronto 2013.
 	J. WOLSKI: Poeci „polskiego” Toronto. W: Literatura polska w Kanadzie.Katow. 2010.
 	J. PASTERSKI: Przeciw zwątpieniu. „Fraza” 2014 nr 4.
 	B. SZAŁASTA-ROGOWSKA: Dom nasz pytaniem – wizje polskości w poezji polskiej w Kanadzie. W: Niuanse wyobcowania. Diaspora i tematyka polska w Kanadzie. Tor. 2014.

Dzień jak co dzień

 	J. PLUTA: Wiersze Zymana. „Tyg Kult.” 1979 nr 22.
 	T. GIERYMSKI: Poezja mądrej nieufności. „Nad Wartą” 1979 nr 3.

Co za radość żyć

 	T. BŁAŻEJEWSKI: Szczerość słów i gestów. „Odgłosy” 1980 nr 22.
 	R. CHOJNACKI: W orbicie Nowej Fali. „Student” 1980 nr 9.
 	W. JURASZ: Widzieć, rozumieć, walczyć. „Nowy Wyraz” 1980 nr 10.
 	S. RUSIN: Spojrzeć prawdzie w oczy. „Nurt” 1980 nr 5.
 	E. STAROSTA: Najprostsze sprawy. „Fakty” 1980 nr 10.

U Boga każdy błazen

 	[B. ZADURA] N. JURAK: Banany jak kartofle. „Akcent” 1991 nr 4.

Metamorfozy głębin Twoich

 	J. GIZELLA: Walka z wiatrakami. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2004 nr z 19 III dod. „Prz. Pol.”.
 	J. GIZELLA: Zero tolerancji? „Fraza”2004 nr 2.
 	K. LISOWSKI: Do Europy bez polskich grafomanów. „Akcent” 2004 nr 3/4.

Przeznaczenie jest wyborem

 	A. LUBICZ-ŁUBA: Kanadyjczyk – dumny Polak. „Fraza” 2006 nr 3.

Z podręcznego leksykonu

 	J. WOLSKI: Poeta wyzuty z nadziei? „Fraza” 2007 nr 3.

Scalić oddalone

 	A. PISKULAK: Owocny trud scalania. „Świętokrzyski Kwart. Lit.” 2009 nr 12.
 	W. MICHALSKI: W Kanadzie po polsku. „Akcent” 2012 nr 4 [dot. też: Mosty z papieru].

Mosty z papieru

 	J. HNIDIUK: Dokument i hołd. „Forum Akad.” 2011 nr 7/8.
 	A. KOBELSKA. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	A. PISKULAK: Trwałe i potrzebne mosty. „Świętokrzyski Kwart. Lit.” 2011 nr 4.
 	J. CHŁAP-NOWAKOWA: Mosty z papieru. O (nie)zbędności słowa drukowanego. „Perspektywy Kult.” 2012 nr 4.
 	B. DOROSZ: Laudacja, rewizja, czy wiwisekcja? „Pam. Lit.”, Londyn 2012 z. XLVII-XLIV.
 	M. KUSIBA: Sens budowania mostów z papieru. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2012 nr z I dod. „Prz. Pol.”.
 	W. MICHALSKI: W Kanadzie po polsku. „Akcent” 2012 nr 4 [dot. też: Scalić oddalone].
</document>
<document nplp_id="3268" title="Erwin AXER" slug="axer-erwin">1917-2012

Krypt.: e.a.

Felietonista, autor wspomnień i adaptacji teatralnych, reżyser.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 1 stycznia 1917 w Wiedniu; syn Maurycego Axera, adwokata, i Fryderyki Ernestyny z domu Schuster. W 1920 przeniósł się wraz z rodziną do Polski. Cztery lata później podjął naukę w prywatnej szkole powszechnej im. H. Jordana we Lwowie. Tam w 1931 założył wraz z kolegami pismo „Gaudeamus. Miesięcznik pan-gimnazjalny”; w pierwszym numerze ukazał się jego wiersz („Narody piekielnym wybuchną wulkanem...”) i przekład utworu Fryderyka Schillera „Na początku nowego stulecia”. W następnym roku został przeniesiony do II Państwowego Gimnazjum im. K. Szajnochy. Tam w 1933 zawiązał lwowską sekcję „Kuźni Młodych” i zajmował się selekcją wierszy. Na łamach tego pisma debiutował w 1934 jako poeta utworem „Droga” (nr 8). Po zdaniu matury w 1935 został słuchaczem powołanego przez Leona Schillera Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej (PIST) w Warszawie. Rok później po raz pierwszy asystował reżyserom: Krystynie Sewerynównie i Maksymilianowi Wiskindowi przy przedstawieniu Orfeusz J. Cocteau, wystawionym jako warsztat teatralny w PIST. Następnie kilkakrotnie był asystentem L. Schillera. Jako samodzielny reżyser debiutował jednoaktówką Księżyc nad Karybami E. O’Neilla wystawioną na imieniny Aleksandra Zelwerowicza w lutym 1937. W czerwcu 1939 uzyskał dyplom reżyserski. Gdy wybuchła wojna, znajdował się we Lwowie. W pierwszych dniach września zgłosił się do wojska, ale nie został przyjęty. Podczas próby ucieczki ze Lwowa po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną został zatrzymany przez Rosjan we wsi Majdan i wrócił do domu. W październiku rozpoczął pracę przy porządkowaniu lwowskiej biblioteki teatralnej. W 1940-41 był asystentem, reżyserem i aktorem (w niewielkich rolach) w przedstawieniach Państwowego Polskiego Teatru Dramatycznego. Ponadto pracował w radiu lwowskim jako autor słuchowisk, m.in. o Mickiewiczu, Beethovenie, tańcach klasycznych. W czerwcu 1941, po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie i ogłoszeniu zarządzenia o przymusowej pracy dla mieszkańców miasta, pracował jako lakiernik w warsztatach samochodowych prowadzonych przez SS, a następnie przez kilkanaście miesięcy jako ślusarz. 6 grudnia 1942 zdołał dotrzeć do Warszawy. Do 1944 przebywał pod przybranym nazwiskiem Walerian Gomólski w mieszkaniu Jana i Jerzego Kreczmarów na Żoliborzu. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim jako fotoreporter w zgrupowaniu Żyrafa; po upadku Powstania dostał się do Stalagu XI-A w Altengrabow pod Magdeburgiem, w którym przebywał do jego wyzwolenia przez Amerykanów. Następnie spędził kilka miesięcy w Halberstadt, po czym wrócił do kraju. Od lipca 1945 pracował jako reżyser w Teatrze Kameralnym Domu Żołnierza w Łodzi. W 1946 złożył w warszawskim wydawnictwie „Czytelnik” tom wierszy dla dzieci, który nie został opublikowany. We wrześniu 1947 podjął równolegle pracę wykładowcy na Wydziale Reżyserskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (PWST) z siedzibą w Łodzi, a od 1949 w Warszawie; pełnił także funkcję dziekana (1950-51), a następnie prodziekana (1952-56) tego wydziału. W lutym 1948 debiutował jako adaptator inscenizacją noweli Bolesława Prusa Omyłka, wystawioną w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Po przeniesieniu w 1949 Teatru Kameralnego Domu Żołnierza do Warszawy i przemianowaniu go na Teatr Współczesny został jego kierownikiem artystycznym, funkcję tę pełnił do końca 1954. W 1950 rozpoczął wieloletnią współpracę z pismem „Teatr”, ogłaszał tu artykuły na temat teatru, gry aktorskiej, wspomnienia (m.in. podp. e.a.) oraz do 1970 stały felieton pt. Listy ze sceny. 1 stycznia 1955 po połączeniu zespołu Teatru Współczesnego z zespołem Teatru Narodowego przejął obowiązki dyrektora tej instytucji. W tymże roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego PWST. W czerwcu 1956 wyjechał wraz z zespołem Teatru Narodowego do Paryża na występy w ramach Festiwalu Teatru Narodów. Jesienią następnego roku zrezygnował z prowadzenia Teatru Narodowego i wrócił do Teatru Współczesnego, gdzie w 1958-81 był dyrektorem, a także reżyserem wielu przedstawień. W tym czasie wielokrotnie reżyserował także za granicą, m.in. w Institute for Advanced Studies in the Theatre Arts w Nowym Jorku (1962), w Akademickim Wielkim Teatrze Dramatycznym w Leningradzie (1963, 1969, 1979), w Schauspielhaus w Düsseldorfie (1966, 1968, 1970, 1972) i Kammerspiele w Monachium (1972), w Toneelgroep Ensamble w Amsterdamie (1967), w Burgtheater na scenie Akademietheater w Wiedniu (1973, 1974, 1976, 1977, 1980, 1981), w Schauspielhaus w Zurychu (1978, 1979). Sztuki w jego reżyserii były także emitowane w Teatrze Telewizji i Teatrze Polskiego Radia. Artykuły i recenzje publikował m.in. w „Dialogu”; w 1979-2000 na łamach tego pisma ukazywał się także cykl jego felietonów wspomnieniowych pt. Kartka z pamiętnika. Po rezygnacji z prowadzenia Teatru Współczesnego do 1994 reżyserował głównie w wiedeńskim Burgtheater oraz w teatrach Berlina Zachodniego: Hochschule der Künste, Schloßpark-Theater i Schiller-Theater. Następnie ponownie reżyserował do 2001 w Polsce, głównie w Teatrze Współczesnym. W 1992-93 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady do spraw Kultury przy Prezydencie RP. Otrzymał wiele nagród, m.in.: Nagrodę Państwową I stopnia w sekcji teatru (1955), nagrodę im. L. Schillera przyznawaną przez SPATiF za całokształt twórczości (1955), nagrodę im. T. Boya Żeleńskiego przyznawaną przez SDP (1960), nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za twórczość artystyczną w latach 1960-62 (1963), nagrodę m. stołecznego Warszawy (1979), nagrodę im. S.I. Witkiewicza za upowszechnianie polskiej kultury teatralnej za granicą przyznawaną przez Sekcję Krytyki Teatralnej Polskiego Ośrodka ITI (1993), nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2007), nagrodę „Dzieło Życia” przyznaną przez Samorząd Województwa Mazowieckiego za całokształt twórczości artystycznej (2008), ponadto nagrodę Ministra Kultury i Sztuki ZSRR za zasługi w krzewieniu współpracy kulturalnej między Polską a Związkiem Radzieckim (1970), Dyplom Ministerstwa Kultury ZSRR (1979). W 2008 zyskał tytuł Honorowego Obywatela Stolicy. Odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (1952), Orderem Sztandaru Pracy II (1954) i I (1981) klasy, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1959), odznaczeniem Zasłużony dla Kultury Polskiej (1989).

Był związany z Bronisławą Kreczmarówną, nauczycielką i redaktorką, z którą ma syna Jerzego (ur. 1946), z Zofią Mrozowską, aktorką, z tego związku urodził się syn Andrzej (ur. 1955), z Ewą Starowieyską, scenografką. Zmarł 5 sierpnia 2012 w Warszawie; pochowany tamże na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.



TWÓRCZOŚĆ
1. Listy ze sceny. [Felietony]. Wwa: Czyt. Zob. poz. 2 i 4.
[T. 1] 1955, 257 s.
Wybór tekstów druk. w „Teatrze” w 1952-1955.
[T. 2] 1957, 287 s.
Wybór tekstów druk. w „Teatrze” w 1954-1957.
2. Sprawy teatralne. [Felietony]. Wwa: PIW 1966, 365 s.
Wybór tekstów druk. w „Teatrze” w 1958-1965 w cyklu pt. „Listy ze sceny”. Zob. poz. 1 i 4.
3. Ćwiczenia pamięci. [Felietony i wspomnienia]. Por. poz. 5.
[Seria pierwsza]. Wwa: PIW 1984, 265 s.
Wybór tekstów druk. w czasopismach, gł. w „Dialogu” (1960-1984) w cyklu „Kartka z pamiętnika”.
Seria druga. Wwa: PIW 1991, 205 s.
Wybór tekstów druk. w czasopismach, gł. w „Dialogu” (1983-1990) w cyklu „Kartka z pamiętnika”.
Seria trzecia. Kr.: WL 1998, 217 s.
Wybór tekstów druk. w czasopismach, gł. w „Dialogu” (1992-1998) w cyklu „Kartka z pamiętnika”.
[Seria czwarta pt.] Czwarte ćwiczenia pamięci. Kr.: WL 2003, 219 s.
Wybór tekstów druk. w czasopismach, gł. w „Dialogu” (1998-2003) w cyklu „Kartka z pamiętnika”.
4. Kłopoty młodości, kłopoty starości. [Felietony]. Kr.: WL 2006, 218 s.
Wybór tekstów druk. w „Teatrze” w cyklu pt. „Listy ze sceny” w 1965-1970. Zob. poz. 1 i 2.
5. Z pamięci. [Wspomnienia i opowiadania]. Wwa: Iskry 2006, 443 s.
Wybór tekstów z poz. 3. – Nagroda Specjalna Sekcji Krytyków Teatr. Pol. Ośrodka ITI w 2007.
Listy
1. Listy 1965-1996. [Współaut.:] S. Mrożek. Wstęp: T. Nyczek. Kr.: WL 2011, 274 s.
Adaptacje
1. B. Prus: Omyłka. Opowieść z czasów powstania 1863 roku. W 3 aktach 8 odsłonach. W adapt. scen. E. Axera. Katow.: Odrodzenie 1948, 96 s. Teatr dla Wszystkich, 17. Wyst.: Reż.: L. Zamkow. Scenariusz (dramatyzacja) E. Axer. Łódź, T. Powsz. TUR [Tow. Uniw. Robotniczego] 1948.
2. E. Pietrow: Wyspa pokoju. Przekł. M. Wisłowska. Scenariusz (oprac. dramaturgiczne) E. Axer. Wyst.: Reż.: S. Daczyński. Łódź, T. Kameralny Domu Żołnierza 1949.
3. W. Shakespeare: Wieczór trzech króli albo co chcecie. Przekł. S. Dygat. Insc. E. Axer. Wyst. pt. Wieczór trzech króli. Reż.: T. Kozłowski. Białystok, T. im. A. Węgierki 1951.
4. E. Zegadłowicz, M. Koszyc: Domek z kart. Dramat w 3 aktach. Insc. i reż.: E. Axer. Wyst.: Wwa, T. Współcz. 1953. Wyd. według insc. E. Axera w Państwowym T. Współcz. w Warszawie. Uwagi insc. oprac.: J. Cichocka, J. Kulczyński. Wwa: Czyt. 1954, 97 s. Zob. poz. 6.
Nagroda państwowa II stopnia za insc. i reż.
5. A. Maliszewski: Droga do Czarnolasu. Sztuka w 3 aktach. Oprac. dla zespołów świetlicowych: E. Axer, O. Axer, J. Kreczmar. Pogadanka przed kurtyną i uwagi dla reżysera A. Birkenmajerowej. Wwa: Sztuka 1954, 187 s.
6. E. Zegadłowicza i M. Koszyc: Domek z kart. Scenariusz telewizyjny: E. Axer, S. Wohl. Wyst.: Reż.: E. Axer. TVP 1954.
Scenariusz oparty na insc. w T. Współcz. w W-wie. Zob. poz. 4.
7. T. Dorst: Zakręt. Przekł. D. Żmij. Oprac. tekstu: E. Axer. Wyst.: Reż.: E. Axer. TVP 1961.
8. J. Broszkiewicz: Przychodzę opowiedzieć. Insc. E. Axer. Wyst.: Reż.: H. Konieczka. Szczec., T. Dram. (T. Pol.) 1965.

&amp;nbsp;
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010.

Autor o sobie

 	Autobiografia. Maszynopis niepublikowany przechowywany w archiwum Jerzego Timoszewicza.
 	Wywiady: Współczesność i tradycja. Rozm. L. Jabłonkówna. „Teatr” 1966 nr 8; Entretiens avec les gens de théâtre Interviewing Men of the Theatre. Erwin Axer. Rozm. A. Hausbrandt. „Le Théâtre en Pologne. The Theatre in Poland”, Wwa 1970 nr 2; wersja pol. pt.: Rozmowa siódma. Erwin Axer. W: A. Hausbrandt: Rozmowy z ludźmi teatru. Kr. 1973; Racjonalistyczna rozprawka. Rozm. Z. Taranienko. „Argumenty” 1972 nr 29; Rozwijać własny temat. Rozm. A. Schiller. „Kultura” 1975 nr 43; Pomimo pełnych widowni. Rozm. M. Jarocka. „Argumenty” 1978 nr 28; Budowanie mostów. Rozm. R. Szydłowski. „Życie Lit.” 1980 nr 14; Tylko pesymistów czekają przyjemne niespodzianki. Rozm. K. Nastulanka. „Polityka” 1981 nr 49; Układanie biografii. Rozm. E. Wysińska. „Pam. Teatr.” 1991 z. 3/4; Goście Starego Teatru. Rozm. J. Jarocki. Oprac.: M. Zielińska, T. Konina. „Teatr” 1993 nr 1; W kółko. Rozm. B.N. Łopieńska. „Res Publica Nowa” 1996 nr 11 [dot. biblioteki Erwina Axera]; Socrealizm codzienny. Rozm. E. Wysińska. „Dialog” 1997 nr 7; Nie stawia się powozu przed konia. Rozm. O. Błażewicz. „Arkusz” 1999 nr 11; Zapiski na mankietach pamięci. Rozm. M. Zielińska. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 72 [dot. m.in.: Ćwiczenia pamięci. Seria trzecia]; Dyktat pamięci. Rozm. M. Zielińska. „Nowe Książ.” 2003 nr 11; My staralis’ pol’zovat’sâ (takže) i razumom. [Rozm.] S. Frolov. „Novaja Pol’ša”, Wwa 2003 nr 9; Leningrad. Rozm. K. Osińska. „Not. Teatr.” 2005 nr 36/37; Przestrzeń wolności. Rozm. K. Mieszkowski. „Not. Teatr.” 2005 nr 36/37; Teatr na basenie. Rozm. J. Kowalski. Powst. 2007. Druk: „Rzeczpospolita” 2012 nr 187. W wersji online dostępny w Internecie [dostęp: 9 września 2013] pt. Pełnia niczym niezmąconego szczęścia: http://www.rp.pl/artykul/778923.html?p1; Trudno o polskiego Tomasza Manna. Rozm. M. Smolis. „Dziennik” dod. „Kultura” 2007 nr 138; Co zostało z naszego teatru?... Rozm. A. Żurowski. „Migotania, Przejaśnienia” 2008 nr 3; Rozmowy z Erwinem Axerem. Wybór i red.: P. Płoski, M. Smolis. Wwa: T. Nar. 2017, 289 s.

&amp;nbsp;

 	M. Semil, E. Wysińska: Axer Erwin. W tychże: Słownik współczesnego teatru. Twórcy, teatry, teorie. Wwa 1980, wyd. nast. 1990.
 	Axer Erwin (1917-83). [W:] The Concise Oxford Companion to the Theatre. [Red.:] Ph. Hartnoll, P. Found. Oxford 1996.
 	Erwin Axer 1917-2012 [on-line] 2017 [dostęp: 28 lutego 2018 roku]. Dostępny w Internecie: https://artsandculture.google.com/exhibit/pAIyUMCpBX6cJA [wirtualna wystawa przygotowana przez Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w trzech językach (polskim, angielskim i niemieckim) na platformie Google Arts &amp;amp; Culture.

Ogólne

 	E. BANIEWICZ: Erwin Axer. Teatr słowa i myśli. Kr.: WL 2010, 520 s.
 	M. SMOLIS: Kordian Erwina Axera Wwa: T. Nar. 2011, 64 s. T. Nar. Historia.
 	J. GRUDA: Rozprawka o Teatrze Współczesnym. „Teatr” 1958 nr 16.
 	M. AUGUSTYNIAK: Erwin Axer. „Tyg. Kult.” 1967 nr 41.
 	Z. OSIŃSKI: Teatr Erwina Axera. „Proscenium” 1966/67 [nr 18].
 	W. FILLER: Teatr Erwina Axera. „Kultura” 1970 nr 2.
 	K. NASTULANKA: Słowo jak gwiazda. „Polityka” 1970 nr 43.
 	A. GRODZICKI: Erwin Axer. „Perspectives Polonaises”, Wwa 1974 nr 7/8, „Polnische Perspektiven”, Wwa 1974 nr 7/8, „Polish Perspectives”, Wwa 1974 nr 7/8.
 	E. MATYNIA: Poetyka sformułowana Erwina Axera. „Dialog” 1974 nr 5.
 	J. KOENIG: Kto to jest Erwin Axer. „Odra” 1975 nr 3, przedr. w tegoż: Rekolekcje teatralne. Wwa 1979.
 	B. DANOWICZ: O Erwinie Axerze. „Tydzień” 1977 nr 6.
 	M. FIK: O ograniczeniach „wierności sobie”. W tejże: Sezony teatralne. Wwa 1977.
 	A. GRODZICKI: A. W tegoż: Reżyserzy polskiego teatru. Wwa 1979.
 	Z. GREŃ: A. W tegoż: Teatr zamknięty. Kr.; Wr. 1984.
 	J. BOŃCZA-SZABLOWSKI: Europejczyk. „Rzeczpospolita” 2000 nr 70.
 	E. BERBERYUSZ: W czepku urodzony. Między życiem a teatrem. „Rzeczpospolita” 2003 nr 132.
 	„NOTATNIK TEATRALNY” 2005 nr 36/37 [nr poświęcony E. Axerowi; zawiera m.in. art.: R. Wegrzyniak: Kompleks Schillera, J. Niedziela: Rondo; Reżyseria jako zmysł możliwości, A. Milanowski: Wiedeńczyk, W. Kapłan: U Towstonogowa, P. Rudzki: Psychologiczny Witkacy, E. Baniewicz: Pasma życia, pasma pamięci, – szkice wspomnieniowe J. Koeniga, A. Schiller, J. Kulmowej, K. Kowalewskiego, K. Meissner, J. Szczepkowskiej, H. Haidera, – wybór korespondencji Erwina Axera z J. Iwaszkiewiczem, J. Timoszewiczem, H. Weigel, B. Brechtem, T. Bernhardtem, S. Mrożkiem, – kronikę życia i twórczości oprac. przez E. Baniewicz].
 	J. DERKACZEW: Erwin Axer skończył 90 lat. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 1.
 	K. MASŁOŃ: Dwa teatry. „Rzeczpospolita” 2011 nr 134.
 	E. BANIEWICZ: Erwin Axer.
 	pan z niegdysiejszej bajki. „Twórczość” 2012 nr 11.
 	J. CIEŚLAK: Europejczyk w teatrze. „Rzeczpospolita” 2012 nr 183.
 	J. DERKACZEW: A. – lwowiak na zawsze. „Gaz. Wybor.” [online] z 7 sierpnia 2012 [dostęp 28 sierpnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75475,12265689,Axer___lwowiak_na_zawsze.htmlV.
 	J. MAJCHEREK: Notatki o Erwinie Axerze [online] dwutygodnik.com 2012 nr 90 [dostęp 4 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3921-notatki-o-axerze.html. Druk w wersji rozszerz.: „Zesz. Lit.” 2012 nr 4.
 	V. OZMINKOWSKI: Testament Europejczyka. „Newsweek Polska” 2012 nr 33.
 	R. PAWŁOWSKI: Zbuntowany Erwin Axer. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 183.
 	K. MIESZKOWSKI: Axer; A. SCHILLER: Erwin Axer – sztuka życia, sztuka umierania. „Not. Teatr.” 2012/2013 nr 68/69.
 	I. KRUK: www.listyzesceny.pl.; J. MAJCHEREK: Wiedeńczyk. „Nietak-t” 2014 nr 16/17.

Listy ze sceny

 	J. KYDRYŃSKI: Dwie książki o teatrze. „Życie Lit.” 1955 nr 52 [dot. też: W. Natanson: Szkice teatralne. Kr. 1955].
 	E. ŻYTOMIRSKI: Po obu stronach rampy. „Twórczość” 1956 nr 6.
 	J. JACKL: Listy filozoficzne o teatrze. „Nowe Książ.” 1958 nr 3.
 	J. KOENIG: Kłopoty współżycia. „Dialog” 1958 nr 2 [dot. też: T. Kudliński: Pod teatralną szminką. Wwa 1957].

Sprawy teatralne

 	A. GRODZICKI: O teatrze – felietonowo. „Nowe Książ.” 1966 nr 10.
 	J.A. SZCZEPAŃSKI: Portret felietonisty. „Dialog” 1966 nr 12.
 	W. NATANSON. „Prz. Hum.” 1967 nr 5.

Ćwiczenia pamięci
Rec. serii pierwszej

 	Z. GREŃ: Partner. „Życie Lit.” 1984 nr 52/53.
 	E. BANIEWICZ: Postawa humanisty. „Teatr” 1985 nr 5.
 	A. HAUSBRANDT: A. „Widnokręgi” 1985 nr 2.
 	B. JASIŃSKI: Axer by Axer. „Mies. Lit.” 1985 nr 2.
 	A. KUŚNIEWICZ: Moje wędrówki z A. „Dialog” 1985 nr 2.
 	J. MAJCHEREK: Axer i sprawa korzeni. „Dialog” 1985 nr 2.
 	J. MARX: Fakty, plotki, anegdoty. „Odrodzenie” 1985 nr 20.
 	T. NYCZEK: Talent. „Dialog” 1985 nr 2.
 	L. SOKÓŁ: Erwina Axera poszukiwania minionego czasu. „Nowe Książ.” 1985 nr 7/8, przekł. ang. pt.: Erwin Axer return to his past. [Przeł]. L. Wiewiórkowki. „Polish Art Studies”, Wr. 1987 [t. 8].
 	E. BANIEWICZ: Wartość indywidualnego doświadczenia. „Twórczość” 1992 nr 7/8 [dot. też serii drugiej].
 	M. KABATA: Sztuka pamięci według A. „Nowa Europa” 1992 nr 9.

Rec. serii drugiej

 	E. BANIEWICZ: Wartość indywidualnego doświadczenia. „Twórczość” 1992 nr 7/8 [dot. też serii pierwszej].
 	M. ZAGAŃCZYK: Opowiadane z pamięci. „Teatr” 1992 nr 4/5.
 	R. CIEMIŃSKI: Fenomen A. „Nowe Książ.” 1993 nr 5.

Rec. serii trzeciej

 	J. KISIELIŃSKI: Książka do przeglądania. „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
 	J. KOTT: Zwierciadło Erwina. „Zesz. Lit.” 1998 nr 4.
 	J. WAKAR: Reżyser i jego świat. „Życie Warsz.” 1998 nr 82.
 	M. RADGOWSKI: Autor, autor! „Dialog” 1999 nr 8.
 	Zob. też Wywiady.

Rec. serii czwartej

 	E. BUŁHAK: Obiad w Klubie Pickwicka. „Nowe Książ.” 2003 nr 11.
 	[T. FIJAŁKOWSKI] LEKTOR: Los i pani Hauser. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 45.
 	M. ZAGAŃCZYK: Uwagi o pamięci. „Zesz. Lit.” 2004 nr 2.

Kłopoty młodości, kłopoty starości

 	E. BANIEWICZ: Felietony o rzeczach poważnych. „Twórczość” 2006 nr 8.
 	K. NADANA: Nie ma racji abstrakcyjnych. A. o ciele i duszy Teatru. „Res Publica Nowa” 2006 nr 4.
 	R. PACZOCHA: Kłopoty z wiekiem. „Dialog” 2006 nr 10.
 	M. SMOLIS: Lekcja klasy Erwina Axera. „Dziennik” dod. „Kultura” 2006 nr 38.

Z pamięci

 	[T. FIJAŁKOWSKI] LEKTOR: Na scenie świata. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 2.
 	J. KOENIG: Świat Erwina Axera. „Teatr” 2007 nr 5.
 	J.R. KOWALCZYK: Wspaniałe portrety scenicznych osobowości. „Rzeczpospolita” 2007 nr 37.
 	J. PILCH: Przenikliwa proza A. „Dziennik” 2007 nr 16.
 	M. RADZIWON: Erwina Axera sztuka opowiadania. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 18.

Listy 1965-1996

 	H. BALTYN: Pisał Mrożek do Axera... „Nowe Książ.” 2011 nr 7.
 	P. BEM: Sens, ryzyko i radość teatru. „Teatr” 2011 nr 5.
 	J. TARGOŃ: Wydawnictwo Literackie: Axer, Axer i Mrożek. „Rzeczpospolita” 2011 nr 55 dod. „Kraków” [dot. też.: E. Baniewicz: Erwin Axer. Teatr słowa i myśli].

</document>
<document nplp_id="3270" title="Krzysztof BIZIO" slug="bizio-krzysztof">ur. 1970

Dramatopisarz, prozaik, autor scenariuszy filmowych i słuchowisk.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (Wybór)

BIOGRAM
Urodzony 29 maja 1970 w Sosnowcu; syn Stefana i Józefy. W 1984-89 uczęszczał do VII Liceum Ogólnokształcącego im. K.K. Baczyńskiego w Szczecinie. Następnie studiował architekturę na Politechnice Szczecińskiej, dyplom uzyskał w 1994. W tym okresie zaczął pisać opowiadania, które opublikował w 2004 pt. Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne. Trzy lata później założył pracownię architektoniczną Atelier Bizio + Ligierko, zajmującą się adaptacjami budynków historycznych. W 1998 rozpoczął pracę w Instytucie Architektury i Planowania Przestrzennego (IAiPP) na Wydziale Budownictwa i Architektury Politechniki Szczecińskiej (od 2008 Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny – ZUT) na stanowisku asystenta. W 2000 debiutował jako dramaturg utworem Porozmawiajmy o życiu i śmierci drukowanym w „Dialogu” (nr 12). W latach następnych kontynuował równolegle pracę naukową i literacką. W 2003 obronił doktorat nauk technicznych w zakresie architektury i urbanistyki na Politechnice Krakowskiej i został adiunktem w Zakładzie Teorii Architektury, Historii i Konserwacji Zabytków IAiPP. Artykuły z zakresu architektury ogłaszał w kwartalniku „Przestrzeń i Forma”. W 2004-2005 w lokalnym dodatku „Gazety Wyborczej” publikował krótkie utwory prozatorskie w cyklu „Opowiadania szczecińskie”, na podstawie których w 2006 wraz z Waldemarem Marzęckim zorganizował wystawę „Tekstografia” w szczecińskim Muzeum Narodowym. W tymże roku został członkiem komisji artystycznej Przeglądu Teatrów Małych Form „Kontrapunkt”. W 2007 ukończył Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy (studio prób), gdzie zrealizował m.in. etiudę Poławiacz błękitu. W 2010 objął stanowisko adiunkta w Katedrze Architektury Współczesnej Teorii i Metodologii Projektowania na ZUT oraz w Pracowni Podstaw Projektowania na Wydziale Stuk Wizualnych Akademii Sztuki w Szczecinie. Przekłady jego dramatów były prezentowane w formie czytanej m.in. w Austrii (2002), Czechach (2002), Niemczech (2003, 2005), we Francji (2004), na Litwie (2004, 2009), w USA (2008) i Rosji (2010). W 2005 otrzymał Nagrodę Artystyczną m. Szczecina, a w 2008 Zachodniopomorskiego Nobla w zakresie twórczości artystycznej. W 2012-15 tworzył głównie słuchowiska radiowe. W 2015 został wyróżniony Odznaką Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego.

W 2005 ożenił się; ma dwoje dzieci. Mieszka w Szczecinie.



TWÓRCZOŚĆ
(z pominięciem praz z zakresu architektury)

1. Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne. [Opowiadania]. Powst. 1994-1995. Izabelin: Świat Lit. 2004, 108 s. Biblioteka, 46.
Data powstania wg inf. w książce.
Zawartość: 002; 003; 004; 005; 007; 008; 006; 001; 013; 012 [por. poz. 16]; 010 [por. poz. 11, 15]; 014; 015.
2. Porozmawiajmy o życiu i śmierci. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2000 nr 12 s. 53-70. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Szczec., T. Współcz. 2001; tv: Scenariusz i reż.: K. Janda. TVP 2003. Przedr. zob. poz. 5.
Wyst. nast. łącznie z poz. 8: Reż.: T. Man. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera 2004.
Przekł.: ang.: Let’s talk about life and death. Przeł. M. Rosenthal. Reż. E. Ting. Wyst. New York, Martin E. Segal T. the Graduate Center (City Univercity of New York) 2008, – białorus.: Pogavorym ab žycci i smerci. [Przeł.] G. Cišuk. W: Sučasnaja pol’skaja p’esa. Mìnsk 2002, – bułg.: Da si pogovorim za života i s"rtta. [Przeł.] M. Minkovska. W: S’’vremenna polska drama. Sofiâ 2008, – czes.: Pobavme se o životĕ a smrti. [Przeł.] J. Kamińska. W: Pobavme se o životĕ a smrti. Praha 2002; wyst. jako sztuka czytana: reż. M. Bambušek. Praha, D.I.L. Louny 2002, – niem.: Sprechen wir über das Leben und den Tod. Przekł. i reż.: L. Drescher. Wyst. jako sztuka czytana: Berlin, Theaterhaus Mitte 2003, – rum.: Să dieutăm despre viată si moarte. [Przeł.] S. Daici. W: Made in Poland. [Red.:] I. Popovici. Bucureşti 2008, – serb.: Porozgovarajmo o životu i o smrti. Przeł. B Rajčic. Reż.: N. Prokić. Wyst. Beograd, T. Bitef 2004, – węgier.: Beszélgessünk életröl és haláról. Przeł. F. Nanay. Reż.: J. Jambor. Wyst. Zsāmbēk, Zsāmbēki Szinhāzi Bāzis 2005.
3. Toksyny. Sztuka w pięciu epizodach. „Dialog” 2002 nr 3 s. 5-34. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Dowlasz. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 2002; tv: Scenariusz i reż.: A. Augustynowicz. TVP 2003. Przedr. zob. poz. 5, w: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003, wyd. 2 tamże 2004 oraz w: Antologia dramatu polskiego 1945-2005. T. 2. Wybór i oprac. J. Kłossowicz. Wwa: 2007.
Wyst. nast.: Reż.: W. Saniewski. Łódź, T. im. S. Jaracza 2003; Reż.: R. Kowalczyk. Szczec., T. Prim 2007; Reż.: A Gryzik. Dąbrowa Górnicza, T. Apriori 2008.
Przekł.: bośniacki: Toksini. [Przeł.] T. Miletić Oručević. W: Mortal Kombajn. Poljska drama XXI stoljeća. Sarajevo 2006, – franc.: Toxines. Przekł. M. Masłowski, J. Donguy. Wyst. jako sztuka czytana: Caen, Panta théâtre 2004, – koreański: Seul, T. Jongbo 2014, – niem.: Przekł. i reż. L. Drescher. Wyst. jako sztuka czytana pt. Toxine. Berlin, Theaterhouse Mitte 2003, wyst. teatr. pt. Toxische Träume. Berlin, Kulturhaus Spandau 2005; pt.: Toxine. Przeł.: M. Czopek, J. Cichocki. Reż.: J. Cichocki. Wyst.: Berlin, Ballhaus Ost 2011, – ros.: Toksiny. [Przeł.] I. Kiseleva. W: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010.
4. Lament. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Łódź, T. Powsz. 2003; radiowa: Adapt.: K. Bizio. Reż.: P. Łazarkiewicz. Radio 2004. Druk zob. poz. 5 s. 19-50.
Wyst. nast.: Reż.: P. Szkotak. Bydg., T. Pol. im. H. Konieczki 2004; Reż.: P. Szkotak. Pozn., T. Pol. 2004, toż TVP 2006; jako część spektaklu dyplomowego pt. Generacje. Reż.: P. Łazarkiewicz. Wwa, Akad. Teatr. 2005; pt. Lament na Placu Konstytucji. Adapt. i reż.: K. Janda. Wwa, T. Polonia 2007; pt. Lament w Galerii. Adapt.: I. Józefiak, B. Słama. Reż.: I. Józefiak. Katow., Śląski T. Lali i Aktora „Ateneum” 2015.
Przekł.: estoński: Itk. Przeł. H. Lindepuu. Reż.: M. Kalmet. Parnawa, Endla Teater 2018, – ros.: Rydan’â. Przeł. I. Kiseleva. Reż.: W. Ryżakow. Wyst.: Moskwa, T. Praktika 2010. Druk. w: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010.
5. Lament i inne sztuki. Łódź: T. Powsz. 2003, 141 s. Bibl. Mies. „Teatr”.
Zawartość: Lament [poz. 4]; Toksyny [poz. 3]; Porozmawiajmy o życiu i śmierci [poz. 2].
6. Fotoplastikon. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż.: S. Woroniecki. Radio (Szczecin) 2004; tv: Reż.: P. Łazarkiewicz. TVP 2005.
Nagroda na Krajowym Festiwalu Teatru Pol. Radia i Teatru Telewizji „Dwa Teatry” w Sopocie w 2006.
7. Śmieci. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2004 nr 2/3 s. 5-19. Praprem.: teatr.: Reż.: P. Łazarkiewicz. Szczec., T. Współcz. 2004; radiowa: Adapt. K. Bizio. Reż.: P. Łazarkiewicz. Radio 2004.
Wyst. nast. łącznie z poz. 2: Reż.: T. Man. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera 2005.
Wyróżnienie w II Konkursie na Napisanie Sztuki Współcz. we Wr. w 2004.
8. Autoreverse. Słuchowisko. „Dialog” 2005 nr 7/8 s. 39-49. Praprem.: radiowa: Reż.: P. Łazarkiewicz. Radio 2005; teatr.: Reż.: J. Celeda. Gorzów Wielkopol., T. im. J. Osterwy 2005.
Autor wykorzystał motywy pisanej w tym czasie powieści pt. Sierpień, por. poz. 14. – Wyróżnienie w konkursie programu II Pol. Radia i ZAiKS-u na najlepsze słuchowisko radiowe w 2004.
9. Awiacja. Półaktówka. „Foyer” 2005 nr 11 s. 70-74.
Przekł. niem. pt. Fall Obst. Aktuelle Groteske. Przekł. i reż. L. Drescher. Wyst. Berlin, Kulturhaus Spandau 2006.
10. Deszcze. [Utwór dramatyczny]. Współaut.: T. Man. Praprem.: Reż.: A. Wieczur-Bluszcz. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej 2005.
11. [Zero jeden zero] 0¬_1_0. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako część spektaklu dyplomowego pt. Generacja: Reż.: P. Łazarkiewicz. Wwa, Akad. Teatr. 2005. Por. poz. 1, 15.
12. Celebracje. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: B. Wyszomirski. Elbląg, T. Dram. 2006.
13. Gabloty. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Wwa, T. Nar. 2006; radiowa: Adapt.: K. Bizio. Reż.: J. Werenycia. Radio (Szczecin) 2006.
Wyst. nast.: Reż.: T. Gawron. Szczec., T. Krypta 2006.
14. Sierpień. [Powieść]. Izabelin: Świat Lit. 2006, 90 s. Biblioteka, 58. Por. poz. 8.
15. [Zero_jeden_zero] 0 1 0. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: P. Łazarkiewicz. Reż.: P. Łazarkiewicz. Ekran. 2008. Por. poz. 1.
16. Wszystkie małe kłamstwa Anny. [Scenariusz filmowy]. Scenariusz i reż.: K. Bizio. Ekran. 2009.
Na podstawie opowiadania pt. 012 (poz. 1). – Film powstał w ramach programu Stow. Filmowców Pol. „30 Minut”.
17. Kultura i sztuka w procesie rewitalizacji miast. [Monografia]. Szczecin: Printshop 2010, 196 s.
18. Maniakalni uliczni kaznodzieje. [Opowiadania]. Wwa: Czuły Barbarzyńca Press 2011, 84 s.
Zawartość: Mięso; Nenad; Tygrys; Korkociąg; Spokój; Chaim; Miki; Muchy; Maniakalni uliczni kaznodzieje; Farba; Finlandczycy; Krótka autobiografia Zeba; Infekcja; Ludzie cierpią, bo boją się ryzyka; Włos; Tarkowski; Dziury; Dodatki; Praktycznie nie mam innego wyjścia; Nie wszyscy mogą to zrozumiec; Victoria i Wiktoryna; Strategia; Magiczny dzień; Rewolucji Październikowej.
19. Rzeka pełna mleka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Gorzów Wielkop., T. im. J. Osterwy 2011; radiowa: Reż.: J. Kukuła. Radio 2011.
20. Sedinum, prochy &amp;amp; rock'n'roll. [Utwór dramatyczny]. Praprem. teatr.: Reż.: A. Opatowicz. Szczec., T. Pol. 2012.
21. Komety. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: L. Dawid. TVP 2015.
22. W starym Yorku. [Utwór dramatyczny]. Praprem. radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2017; teatr.: Reż.: B. Wyszomirski. Elbląg, T. im. A. Seweruka 2018.

Słuchowiska radiowe zob. poz. 4, 6, 7, 8, 12 oraz: Głośno szepcząc ci do ucha. Reż.: S. Woroniecki. Radio (Koszalin) 2004. – Słodki zapach cynamonu. Reż.: P. Łazarkiewicz. Radio 2006. – Trzecia niedziela karnawału. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2010. – Alicja w Dolinie. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2011. – Janieja. Reż.: J. Kukuła. Radio 2012. – Rozmowy na płocie. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2012. – Hugo. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2013. – Ostatnia rata. Reż.: A. Wojtyszko. Radio 2013. – Komisja. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2014. – Plaża za dębami. Reż.: D. Bałazy. Radio 2014. – Kreska. Reż.: J. Kukuła. Radio 2015.

Przekłady utworów dramatycznych Krzysztofa Bizio w antologiach zagranicznych: białorus.: Sučasnaja pol’skaja p’esa. [Red.:] V.A. Grybajly. Mìnsk 2002, wyd. nast. tamże 2003, – bośniacki: Mortal Kombajn. Poljska drama XXI stoljeća. [Oprac. i przekł.] T. Miletić Oručević. Sarajevo 2006, – bułg.: S’’vremenna polska drama. [Red.:] S. Borisova. Sofiâ 2008, – czes.: Pobavme se o životĕ a smrti. Praha 2002, – ros. Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010, – rum.: Made in Poland. Bucureşti 2008.
OPRACOWANIA (Wybór)

 	Ank. 2009.
 	Wywiady: Chcę opowiadać historie. Rozm. J. Giza-Stępień. „Kur. Szczec.” 2001 nr 59 [dot. wyst. w Szczec.: Porozmawiajmy o życiu i śmierci]; Boję się o śmieci. Rozm. E. Koszur. „Głos Szczec.” 2004 nr 55; Nagle znajdujemy się na marginesie życia... Rozm. P. Michałowski. „Pogranicza” 2004 nr 3; Szklane domy. Rozm. D.J. Ćirlić. „Dialog” 2004 nr 2/3; Najważniejsze wartości. Rozm. S. Drajewski. „Głos Wielkopol.” 2005 nr 54; Zasady kompozycji. Rozm. D.J. Ćirlić. „Dialog” 2005 nr 7/8; Architekt dramatów. Rozm. D. Wyżyńska. „Gaz. Wybor.” dod. „Stołeczna” 2007 nr 193; My, słabo silni. Rozm. A. Dworak. „Polska” 2009 nr 3; Zróbmy kwartał kultury. Rozm. E. Podgajna. „Gaz. Wybor.” dod. „Szczecin” 2010 nr 130.
 	Czeka nas rekonstrukcja Starego Miasta. Rozm. E. Podgajna. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 256 dod. „Szczecin” [dot. Sedinum, prochy &amp;amp; rock'n'roll].

&amp;nbsp;

 	H. Baltyn-Karpińska: Bizio Krzysztof. W tejże: „Iskier” leksykon dramatu. Wwa 2008.

Ogólne

 	R. PAWŁOWSKI: Konstruktor. W: Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne. Kr. 2003, wyd. nast. tamże 2004.
 	Ł. DREWNIAK: Trzy razy B. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 14.
 	J. SIERADZKI: Nieuległy B. „Przekrój” 2004 nr 14.
 	K. ZALEWSKA: Konsumenci i inni. „Dialog” 2004 nr 2/3.

Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne

 	A. SASINOWSKI: Proza dosyć dramatyczna. „Pogranicza” 2004 nr 6.
 	M. TOMCZYK: Made in śmietnik. Polski serial w trzynastu odcinkach. „Studium” 2004/2005 nr 6/1.
 	K. ŻUCHOWSKI: Powierzchowna wiwisekcja. „Opcje” 2005 nr 1.

Porozmawiajmy o życiu i śmierci

 	Rec. teatr.: wyst. w Szczec.: Ł. DREWNIAK: Ucho i śmierć. „Przekrój” 2001 nr 17; J.R. KOWALCZYK: Głuchy telefon. „Rzeczpospolita” 2004 nr 267, – wyst. tv: M. DEUAR: Pasja bez pasji. „Kur. Szczec.” 2003 nr 65; R. PAWŁOWSKI: Pasja codzienna. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 74; M. RADZIWON: Dwa teatry. „Teatr” 2003 nr 3 [dot. też: J. Głowacki: Czwarta siostra. TVP 2003].
 	Zob. też Wywiady.

Toksyny

 	Rec. teatr. wyst. w Łodzi: L. KARCZEWSKI: Nasączeni toksynami. „Gaz. Wybor.” dod. „Łódź” 2003 nr 95; J.R. KOWALCZYK: Pojedynek charakterów. „Rzeczpospolita” 2004 nr 218; M. ŻURAWSKI: Aktorzy na nagiej scenie. „Życie” 2004 nr 217.

Lament i inne sztuki

 	A. MAJEWSKI: Formy teatralne pod specjalnym nadzorem. „Studium” 2004 nr 4/5.

Śmieci

 	P. MICHAŁOWSKI: Margines śmie(r)ci. „Odra” 2004 nr 6 [rec. wyst. w Szczec.].
 	J. DERKACZEW: Sprawy życia i śmieci. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 269 [rec. wyst. w W-wie.].

Celebracje

 	J. GRABARCZYK: Celebrowanie złych emocji. „Dz. Elbląski” 2006 nr 224.

Sedinum, prochy &amp;amp; rock'n'roll

 	E. KOSZUR: Stary Szczecin z modnym rock'n rollem. „Gł. Szczec.” 2012 nr 243.
 	E. PODGAJNA: Szczecin jest jak dym z papierosa. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 241 dod. „Szczecin”.
 	K. STRÓŻYK: Bez pomysłu. „Kur. Szczec.” 2012 nr 200.
 	Zob. Wywiady.

Komety

 	D. SZYMBORSKA: Nie płacz Ewka… „Gaz. Wybor.” 2015 nr 300 dod. „Gaz. Telewizyjna”.

</document>
<document nplp_id="3273" title="Krzysztof Andrzej JEŻEWSKI" slug="krzysztof-andrzej-jezewski">ur. 1939

Podpisywał przekłady też: Christophe Jezewski.

Pseud.: Olivia Romagnoli, Paweł Molski, Rémy de Marquoin.

Poeta, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 24 kwietnia 1939 w Warszawie; syn Janusza Jeżewskiego, anglisty i ekonomisty, oraz Zofii z domu Czartkowskiej, pisarki i dziennikarki. Po zakończeniu II wojny światowej mieszkał w Łodzi, w domu dziadka, Adama Czartkowskiego, botanika, historyka kultury i literata. Tam uczęszczał do Gimnazjum nr 8 (1952-53). W 1953 przeniósł się do Warszawy i kontynuował naukę w Gimnazjum im K. Gottwalda. Od 1956 studiował romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jako tłumacz debiutował przekładem wierszy Henri Michaux nadanych w lutym 1959 w programie redakcji poetyckiej Polskiego Radia, z którą współpracował do 1970. W 1960 ogłosił drukiem przekład wiersza tego samego autora pt. Zabierzcie mnie na łamach „Współczesności” (nr 7). Po ukończeniu w 1963 studiów pracował do 1966 w redakcji romańskiej Państwowego Instytutu Wydawniczego. W tym czasie nieregularnie ogłaszał tłumaczenia wierszy poetów francuskich (m.in. A. Bretona, R. Chara, H. Michaux, P. Éluarda), hiszpańskich (m.in. J. Goytisolo, A. Machado) hispanoamerykańskich (J.L. Borges, O. Paz, J. Gorostiza) i holenderskich (H. Claus) w „Poezji” (1966-70), „Współczesności” (1966, 1968, 1970), „Kulturze” (1965, 1969-70). Jako poeta debiutował w 1968 wierszem MCMLXVI wydrukowanym na łamach „Poezji” (nr 3). W 1970 wyjechał na stypendium do Francji i pozostał na emigracji. Rok później rozpoczął, trwającą trzy lata, współpracę z polską redakcją Organisation de la Radiotélévison Française (ORTF), która nadała m.in. ok. 65 audycji jego autorstwa, przedstawiających sylwetki poetów francuskich XX wieku. W 1973-75 studiował polonistykę na Uniwersytecie Paryskim. Od 1974 zajmował się głównie pracą przekładową z literatury polskiej na język francuski; tłumaczył m.in. utwory W. Gombrowicza, Cz. Miłosza, A. Kuśniewicza oraz C. Norwida; jednocześnie przekładał poezję francuską, hispanoamerykańską, angielską i niemiecką na język polski. W tym czasie zaczął także publikować eseje w języku francuskim, m.in. w „Cahiers de l’Est” (1976; pod pseudonimem Olivia Romagnoli). Od 1978 należał do ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). W 1976 ożenił się z Marią Thelmą Noval, socjologiem, malarką i poetką filipińską. Od jesieni 1978 do stycznia 1980 mieszkał z rodziną w Cebu City na Filipinach, po czym wrócił do Paryża. Następnie rozwinął działalność parateatralną, organizując szereg wieczorów poetycko-muzycznych w języku polskim i francuskim, w których wystąpił jako reżyser i recytator. Jednocześnie kontynuował pracę przekładową i publicystyczną. W 1984 został członkiem Association des Traducteurs Littéraires de France. Eseje i artykuły na temat muzyki oraz przekłady z literatury polskiej zamieszczał okazjonalnie na łamach pism francuskich, m.in.: „Cahiers de l’Est” (1975-1976), „Le Monde de la Musique” (1980, 1982), „La Revue Musicale” (1983), „Obsidiane” (1983), „Études” (1983), „France Catolique” (1987-88, 1994), „Liberté Politique” (1999, 2005) (także pod pseudonimem Rémy de Marquoin) oraz w „Zeszytach Literackich” (Paryż, 1983-84, 1986), a także w wychodzących w Polsce „Le Cahiers Franco-Polonais” (1985-86). Kilkakrotnie otrzymał stypendium Centre National des Lettres (1983, 1991, 1996, 2000, 2006, 2010). W 1989 został członkiem SPP, w 1990 Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, a w 1991 Polskiego PEN Clubu. W 1991-92 należał do kolegium redakcyjnego „Nouveaux Cahiers de l’Est”. Własne utwory poetyckie oraz eseje i artykuły, a także tłumaczenia wierszy drukował sporadycznie m.in. nadal w „Zeszytach Literackich” (Warszawa, 1994-95, 2000, 2005), „Kulturze” (Paryż, 1993; pod pseudonimem Paweł Molski) „Głosie Katolickim” (Paryż, 1994-2010), „Tyglu Kultury” (1998, 2000, 2002-04, 2008-11), „Toposie” (2011, 2013-14). W 2004 objął funkcję prezesa towarzystwa „Les Amis de C.K. Norwid”, mającego na celu popularyzację dzieła i myśli Norwida we Francji. Otrzymał wiele nagród, m.in.: medal im. K. Szymanowskiego (1984), nagrodę ZAiKS-u (1987), nagrodę im. K. Jeleńskiego (1990), nagrodę Polskiego PEN Clubu (2007). W 2007 został członkiem korespondentem Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury. Odbywał liczne podróże zagraniczne, m.in. do Anglii, Niemiec, Włoch, Belgii, Szwajcarii, ZSRR, Jugosławii, Węgier, Bułgarii, Czechosłowacji, Filipin i Tajlandii. Odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2011) za wybitne zasługi w dziedzinie popularyzacji kultury polskiej we Francji oraz medalem Fundacji Norwidowskiej (2013) za zasługi w upowszechnianiu twórczości Cypriana Norwida we Francji.

Ma dwoje dzieci: Adama (ur. 1977) i Mayumi (ur. 1979). Mieszka w Paryżu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Winnice przestrzeni. [Wiersze i proza poetycka]. Powst. 1960-1965. Wyd. Kr.: Miniatura 1995, 80 s. Poezja Współcz. Wersja franc. zob. poz. 8.
Zawiera m.in. cykle: Winnice przestrzeni. [Proza poetycka]; Trzy preludia dla nieznajomej. [Wiersze].
2. Księga Snów. [Wiersze]. Powst. 1963-1988. Wyd. Kr.: Miniatura 1990, 56 s. Wyd. nast. łącznie z przekł. franc.: Le livre des rêves. Poésie. [Wybór i przekł. z pol.:] C.-H. du Bord [i autor]. [Prolog:] N.-Edine Boucheqif. [Angers]: Polyglotte-C.i.c.c.a.t. [2013], 84 s. Collection Vent d'Est.
3. Próba ognia. [Wiersze]. Powst. 1966-1981. Wyd. z ilustr. Z. Beksinskiego. Paris: Editions Dembinski 1990, 64 s. Poezja Ponad Granicami. Wersja franc. zob. poz. 8.
4. Muzyka. [Wiersze]. Powst. 1976-1988. Wyd. z malarstwem M. Józefowicza. Wwa: Tikkun 1995, 112 s. Wyd. nas. łącznie z przekł. ang.: Music. [Przeł.] P.J. Corness. Cissbury: Anima Poetry Press 2017, 167 s.
Przekł. franc.: La musique. Poèmes. [Przeł.] D. Sila-Khan. Paris 1994.
5. Popiół słoneczny. [Wiersze]. Powst. 1980-1993. Wyd. Wwa: Nowy Świat 2005, 85 s.
6. Kryształowy ogród. Niby-haiku. Powst. 1993. Wyd. Kr.: Ofic. Krak. 2000, 89 s.
7. Znak pojednania. [Wybór wierszy]. Posł.: B. Nowak. Pozn.: W Drodze 1997, 125 s.
8. L’Épreuve du feu précédé de Les vignes de l’espace. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] Ch. Jezewski [przy współpracy:] C.-H. du Borda [i in.] Troyes: Cahiers Bleus/Librairie Bleue 2005, 133 s. Wersja pol. zob. poz. 1, 3.
9. Okruchy z wysokości. Dystychy na modłę Anioła Ślązaka. [Współwyd.:] Angelus Silesius: Anielski wędrowiec. [Wybór wierszy]. Przeł. z jęz. niem. K.A. Jeżewski. Posł.: P. W. Lorkowski. [Pozn.:] Bibl. Telgte 2007 s. 65-88. Zob. też Przekłady poz. 35.
10. W zaświecie snu. [Wiersze]. Łódź: Wyd. Correspondance des Arts; Muzeum Książki Artyst. 2008.
11. Żagle niebieskie. [Wiersze]. Tor.: A. Marszałek 2008, 104 s. Dekada Poetów.
12. Druga księga snów. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 2009, 87 s.
13. Cyprian Norwid a myśl i poetyka Kraju Środka. Wwa: Wydawn. UW 2011, 126 s. Wersja franc.: Cyprian Norwid et la pensée de l'empire du Milieu. Paris: I’Harmattan
2011, 164 s. Critiques Littéraires.
14. Płomień i noc. Wiersze o malarstwie = La flamme et la nuit. Poèmes sur la peinture. Przeł.: C.-H. du Bord i K.A. Jeżewski przy współpracy R. Legrasa i D. Sila-Khan. Tor.: A. Marszałek 2012, 136 s.
Tekst w jęz. pol i franc.
15.Światłość u progu. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu; Redakcja „Toposu” 2012, 71 s. Bibl. „Toposu”, t. 79.
Przekłady
1. L. Frassati: Miasta dalekie. [Wiersze]. Wwa: PAX 1970, 44 s.
2. J. Gorostiza: Śmierć nieskończona. [Poemat]. Wprowadzenie: O. Paz. Przekł. i posł. K.A. Jeżewski. Wwa: PIW 1971, 44 s.
3. P. Surer: Współczesny teatr francuski. Inscenizatorzy i dramatopisarze. Wwa: PIW 1973, 278 s.
4. W. Gombrowicz: Journal. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Por. poz. 18.
Tytuł oryginału pol.: Dziennik.
[T. 2] 1957-1960. Paris: Denoël 1976, 260 s. Les Lettres Nouvelles. Wyd. nast. jako t. 2: Paris: Ch. Bourgois 1983; Paris: Ch. Bourgois; Denoël 1990. Collection 10/18.
T. 3 1961-1969. Paris: Ch. Bourgois 1981, 245 s. Wyd. nast.: [Paris:] Ch. Bourgois; M. Nadeau 1990. Collection 10/18.
5. A. Kuśniewicz: Le Roi des Deux-Siciles. Roman. [Przeł.:] Ch. Jezewski, F.-X. Jaujard. [Wstęp:] P. Rawicz. Paris: A. Michel 1978, 317 s. Wyd. nast: tamże 1978. Le Livre de Poche [inf. autora]; wyd. 3 [właśc. 4] Paris: A. Michel 1980.
Tytuł oryginału pol.: Król obojga Sycylii. – Nagroda franc. Séguier za najlepszą powieść zagraniczną 1978.
6. A. Kuśniewicz: L’état d’apesanteur. [Powieść]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: A. Michel 1979, 332 s. Wyd. nast.: Paris: Librairie Générale Française. Le Livre de Poche.
Tytuł oryginału pol.: Stan nieważkości.
7. O. Paz: Poezje wybrane. Wybór, przekł. i oprac.: K.A. Jeżewski. Wwa: LSW 1980, 136 s.
8. A. Kuśniewicz: La leçon de langue morte. Roman. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: A. Michel 1981, 256 s. Les Grandes Traductions.
Tytuł oryginału pol.: Lekcja martwego języka.
9. W. Gombrowicz: Souvenirs de Pologne. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: Ch. Bourgois 1984, 267 s. Wyd. nast.: tamże 1990. Collection 10-18; 2066, 1995. Choix/Essais; Paris: Gallimard 2002, 337 s. Collection Folio, 3802, tamże 2003.
Tytuł oryginału pol.: Wspomnienia polskie.
10. Cz. Miłosz: Témoignage de la poésie. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: Presses Universitaires de France 1987, 154 s.
Tytuł oryginału pol.: Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku.
11. Cz. Miłosz: Terre inépuisable. [Wiersze i proza]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, F.X. Jaujard. Paris: Poésie Fayard 1988, 165 s. Wyd. nast. tamże 1989.
Tytuł oryginału pol.: Nieobjęta ziemia.
12. W. Gombrowicz: Varia II. [Wybór tekstów:] Ch. Jezewski. [Przeł. z pol.] Ch. Jezewski [i in.]. [Przeł. z hiszp.] M.-H. Méjean [i in.]. [Przeł. z włos.] Ch. Moiroud. [Paris]: Ch. Bourgois 1989, 395 s.
13. O kulturę Europy jutra. Wezwanie z Royaumont 27-28 kwietnia 1990. Tłum.: D. Fiedorowicz, K. Jeżewski, P. Kasznia. Paris: Association Colloques Culturels Européens 1990, 126 s.
14. J. Andrzejewski: Les ténèbres couvrent la terre. [Powieść]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, F.X. Jaujard. Paris: P. Belfond 1991, 174 s. Collection Littérature Etrangère.
Tytuł oryginału pol.: Ciemności kryją ziemię.
15. B. Schulz: Correspondance et essais critiques. [Przeł.:] Ch. Jezewski, F. Lallier, D. Sila-Khan [współpraca:] D. Autrand. [Oprac., wstęp i objaśnienia:] J. Ficowski. Paris: Denoël 1991, 426 s.
16. A. Kuśniewicz: Constellations; Les signes du zodiaque. Roman. [Przeł.:] Ch. Jezewski, F.X. Jaujard. Paris: R. Laffont 1993, 280 s. Pavillons. Domaine de l’Est. Wyd. nast.: Paris: 10/18 1999.
Tytuł oryginału pol.: Strefy; Znaki zodiaku.
17. A. Zaniewski: Mémoires d’un rat. [Powieść]. [Przeł] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: P. Belfond 1994, 270 s. Le Livre do Poche. Wyd. nast. Paris: Librairie Générale Française 1998. Le Livre do Poche, 14411.
Tytuł oryginału pol.: Szczur.
18. W. Gombrowicz: Journal. [Przeł., przejrz. i uzup.] D. Autrand, Ch. Jezewski, A. Kosko. [Paris:] Gallimard 1995. Collection Folio, 2767, 2768. Por. poz. 4.
Tytuł oryginału pol.: Dziennik.
T. 1. 1953-1958, 689 s.
T. 2. 1959-1969, 611 s.
19. W. Szymborska: Dans le fleuve d’Héraclite. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, I. Macor-Filarska. [Beuvry]: Maison de la Poèsie Nord-Pas-de-Calais 1995, 257 s.
Tekst w jęz. pol. i franc.
20. M. Nurowska: Un amour de Varsovie. [Powieść]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. Paris: A. Michel 1996, 253 s. Wyd. nast.: Paris: France Loisirs 1997; [Paris]: Éditions de la Seine 1998.
Tytuł oryginału pol.: Listy miłości.
21. A. Kuśniewicz: Eroica. Roman. [Przeł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. [Przedm.:] C.-H. du Bord. Paris: Éditions des Syrtes 1999, 317 s.
22. C. Norwid: O Szopenie = Sur Chopin. [Wstęp:] J. Ekier. [Posł.] K. Jeżewski. [Przeł.:] K. Jeżewski, F.X. Jaujard, D. Sila, C.-H. du Bord. Łódź: Lodart 1999, 75 s.
Wyd. w jęz. pol i franc. – Zawartość: Czarne kwiaty = Fleurs noires [poz. 40]; Nekrolog = Nécrologie; Fortepian Szopena = Le piano de Chopin.
23. T. Kępiński: Witold Gombrowicz et le monde de sa jeunesse. [Przeł.:] Ch. Jezewski, D. Autrand. [Paris]: Gallimard 2000, 386 s.
Tytuł oryginału pol.: Witold Gombrowicz i świat jego młodości.
24. M. Nurowska: Celle qu’on aime. Roman. [Przeł.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. Paris: Phébus 2000, 286 s. D’Aujourd’hui. Étranger. Wyd. nast. tamże 2001.
Tytuł oryginału pol.: Miłośnica.
25. T. Tomsia: Schöner = Piękniejsze = C’est plus beau. [Wiersze]. [Przeł. na franc.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. [Przeł. na niem.:] D. Müller-Ott. [Posł.:] M. Wittbrot. Rimbach: Verlag Im Wald = Editions En Forêt 2000, 105 s. Reihe Quellen = Collection Sources.
Tekst w jęz. niem., pol. i franc.
26. L. Żukowska: Le rêve sans fin = Nie kończący się sen. [Wiersze]. [Przeł.:] C.-H. du Bord, K. Jezewski. Kr.: Ofic. Krak. 2000, 217 s.
Tekst w jęz. franc. i pol.
27. A. Czcibor-Piotrowski: Un amour couleur myrtilles. [Powieść]. [Przeł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. Paris: R. Laffont 2001, 272 s. Pavillons. Domaine de l’Est.
Tytuł oryginału pol.: Rzeczy nienasycone.
28. C. Norwid: Lumières du Royaume. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, J. Bourilly, P. Cazin. Saint-Benoît-du-Sault: Éditions Bénédictines 2001, 47 s.
29. K.K. Baczyński: L’insurrection angélique. [Wiersze]. [Wybór i przekł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. [Współpraca:] F.-X. Jaujard, D. Sila-Khan. Bruksela: Le Cri Editions 2004, 180 s. In’hui 62.
30. A. Bolecka: Mon cher Franz. [Powieść]. [Przeł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. Paris: S. Wespieser 2004, 538 s.
Tytuł oryginału pol.: Kochany Franz [dot. F. Kafki].
31. Jan Paweł II: Mon livre de méditations pour ceux qui souffrent, qui doutent, qui espèrent. [Wybór tekstów i oprac. :] K. Dybciak. [Przeł.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. Monaco; [Paris]: Éditions du Rocher 2004, 282 s. [Wyd. 2] tamże 2011.
Tytuł oryginału pol.: Elementarz Jana Pawła II dla wierzącego, wątpiącego i szukającego.
32. Cz. Sobkowiak: Podziemne słońca = Soleils souterrains. [Wiersze]. Zielona Góra: Pro Libris; Stow. Bibliotekarzy Pol. 2004, 51 s.
Tekst w jęz. pol i franc.
33. K.K. Baczyński: Testament de feu. Poèmes. [Wybór i przekł.:] C.-H. du Bord, Ch. Jezewski. [Współpraca:] F.-X. Jaujard, D. Sila-Khan. Paris-Orbey: Arfuyen 2006, 191 s. Neige, 12.
Tekst w jęz. pol. i franc.
34. C. Norwid: Cléopâtre et César. [Utwór dramatyczny]. [Przeł.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. [Posł.:] K. Braun, Troyes: Cahiers Bleus; Librairie Bleue 2006, 161 s.
Tytuł oryginału pol.: Kleopatra i Cezar.
35. Angelus Silesius: Anielski wędrowiec. [Wybór wierszy]. Przeł. K.A. Jeżewski. Posł.: P.W. Lorkowski. [Współwyd.:] K.A. Jeżewski: Okruchy z wysokości. Dystychy na modłę Anioła Ślązaka. Pozn.: Bibl. Telgte 2007, 111 s. Zob. też Twórczość poz. 9.
36. Jan Paweł II: Mon dernier livre de méditations pour le troisième millénaire. [Wybór tekstów i oprac.:] K. Dybciak. [Przeł.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. Monaco; [Paris]: Éditions du Rocher 2008, 345 s.
Tytuł oryginału pol.: Nowy elementarz Jana Pawła II. Na trzecie millenium. Teksty z lat 2001-2005.
37. T. Różewicz: Regio et autres poèmes. [Wybór wierszy]. [Przekł. i oprac.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. Paris: Arfuyen 2008, 200 s. Neige, 20.
Tekst w jęz. pol. i franc
38. Le pire est certain. Anthologie de la poésie catastrophiste polonaise du XXe siècle. [Przeł.:] Ch. Jezewski, C.-H. du Bord. [Wstęp :] Ch. Jezewski. Paris: Cahiers Bleus/Zurfluh éditeur 2009, 180 s. Cultures d'Europe.
39. V. Segalen: Stele. [Wiersze]. Przeł. z franc. K.A. Jeżewski. Olsztyn: Centrum Pol.-Franc. Côtes d’Armor – Warmia i Mazury 2009, 109 s.
40. C.K. Norwid: Chopin = Szopen. [Wstęp] J. Ekier. [Posł.] K.A. Jeżewski. [Przeł.:] K.A. Jeżewski, C.H. du Bord, F.X. Jaujard, D. Sila-Khan, P. Cazin. Wwa: Tow. Przyjaźni Pol.-Franc.; [Piaseczno:] Dom Wydawn.-Promocyjny Gal 2010, 100 s.
Tekst. w jęz. pol. i franc. – Zawartość: Fortepian Szopena = Le piano de Chopin [poz. 22]; Czarne kwiaty [fragm.] = Fleurs noires [poz. 22]; Promethidion [fragm.]; Słuchacz = L’Auditeur; Z listu do Karola Ruprechta = D’une lettre à Karol Ruprecht; Słowa Norwida o Szopenie = Propos de Norwid sur Chopin. – Nadto rysunki Norwida i zdjęcia autografu.
41. R. Char: Pieśń bezsenności. [Wiersze]. Przedm. A. Camus. Pozn.: Bibl. Talgte 2011, 96 s.
42. C. Dobies: Wahadło w zegarze i inne zwątpienia. Wybór. [Przeł.:] L. Chemin, J. Dobies, K.A. Jeżewski . Paris: Galerie Roi Doré-Éd. Yot Art 2013, 60 s.
Tekst w jęz. pol. i franc.
43. Ten, który był trudem światła. Hołd poetów Janowi Pawłowi II z okazji jego kanonizacji 27 kwietnia 2014 = Celui qui fut labeur de la lumière. Hommage des poètes à Jean-Paul II à l'occasion de sa canonisation le 27 avril 2014. [Wybór i przedm.:] W. Kudyba. [Przekł. z jęz. pol.:] K.A. Jeżewski, C.H. du Bord. [La Ferte Sous Jouarre: Pol. Misja Katolicka] 2014, 101 s.
44. M. Noval: Wędrowny ptak = Oiseau errant = Pilgrim bird. Wybór wierszy. Przeł z franc. i ang. K.A. Jeżewski. Tor.: Wydawn. Adam Marszałek 2016, 203 s.
Tekst w jęz. pol., ang. i franc.

Przekłady zob. też Prace redakcyjne poz. 3-5.
Prace redakcyjne
1. Marszałek w poezji polskiej. [Wybór wierszy]. Wyboru dokonał K.A. Jeżewski. Kr.: Rota 1985, 26 s.
2. W blasku legendy. Kronika poetycka życia Józefa Piłsudskiego. [Wybór wierszy]. Oprac., noty i posł.: K.A. Jeżewski. Wstęp: B. Schulz. Paris: Spotkania 1988, 598 s. Bibl. Spotkań, 44.
3. W. Gombrowicz: Dzieła. T. 13-14. Varia. Red. nauk. tekstu: J. Błoński, J. Jarzębski. Wybór i układ tekstów J. Jarzębski, K.A. Jeżewski. Kr.: WL.
T. 13. Publicystyka. Wywiady. Teksty różne. 1939-1963. Tłum. [z hiszp.]: I. Kania, Z. Chądzyńska, R. Kalicki. 1996, 506 s.
T. 14. Publicystyka. Wywiady. Teksty różne. 1963-1969. Tłum.: I. Kania, B. Baran [i in.]. 1997, 551 s.
4. C. Norwid: Vade-mecum. [Wiersze]. [Przeł.:] Ch. Jezewski i in. [Przedm.:] J. Fert. [Posł., objaśn. i przyp. :] Ch. Jezewski. Montricher: Noir sur Blanc 2004, 358 s.
5. A. Czartkowski: Beethoven. Próba portretu duchowego. Rozszerzył, oprac. i antologią polskich wierszy o kompozytorze opatrzył K.A. Jeżewski. Wwa: PIW 2010, 376 s.

Prace redakcyjne zob. też Przekłady poz. 7, 12, 29, 38.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Wywiady: La littérature polonaise en France. „Perspectives Polonaises”, Wwa 1978 nr 6; „Polish Perspectives”, Wwa 1978 nr 6 ; Muzyka to początek i koniec, genesis i apokalipsa. Rozm. W. Kudyba. „Topos” 2013 nr 1/2.

&amp;nbsp;

 	Z. i A. JUDYCCY: K.A. J. W: Polonia. Słownik biograficzny. Wwa 2000.
 	Z. i A. JUDYCCY: K.A. J. W: Polacy we Francji. Historia i współczesność. Wwa 2004.

Ogólne

 	D. SILA-KHAN: Regions de la grande metaphysique [fragm.]. „Cahiers Bleus”, Paryż 1982 nr 25.
 	A. BOGUSŁAWSKI: Magia poezji Krzysztofa Jeżewskiego. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1995 nr 32.
 	L. LEWIN: Naiwność metafizyczna. „Rzeczpospolita” 1996 nr 109.
 	K. DYBCIAK: Poetycki Feniks z popiołu słonecznego. O twórczości Krzysztofa Jeżewskiego. „Fronda” 2006 nr 41.
 	Cz. SOBKOWIAK: Poeta i tłumacz. „Pro Libris” 2006 nr 1.
 	K. ŚWIEGOCKI: Światło ocalenia. O poezji Krzysztofa Jeżewskiego. W tegoż: Od romantyzmu do postmodernizmu. Wwa 2006.
 	P. CHRZCZONOWICZ: Norwidowskie związki z poezją polską na emigracji widziane przez współczesnego poetę emigracyjnego Krzysztofa Jeżewskiego. „Symbolae Europaeae” 2010 nr 3.

Muzyka

 	K. LISOWSKI: Zamknięte koło sztuki. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 22.
 	M. NIEMIEC: Cisza muzyki. „Tygiel Kult.” 1996 nr 3.
 	B. NOWAK: Tajemnica muzycznych ogrodów. „Twórczość” 1996 nr 10.
 	J. FERT: Muzyka Krzysztofa Jeżewskiego. „Akcent” 1997 nr 2.
 	T. GRZYBKOWSKA: Musica sola manet. „Zesz. Lit.” 1997 nr 2.
 	K. ŚWIEGOCKI: U podstaw metafizycznego myślenia poety. W tegoż: Człowiek wobec Boga i świata w poezji. Wwa 2006.
 	K. LIPKA: Świadek wyższej realności. „Tygiel Kult.” 2008 nr 4/6.

Znak pojednania

 	Z. CHOJNOWSKI: Wszyscy staniemy się światłem. „Nowe Książ.” 1998 nr 1.

Okruchy z wysokości

 	CZ. SOBKOWIAK: Drogi duchowych wędrówek. „Tygiel Kult.” 2009 nr 4/6 [dot. też: Żagle niebieskie].
 	CZ. SOBKOWIAK: Obszary duchowości. „Pro Libris” 2009 nr 2 [dot. też: Żagle niebieskie].

Żagle niebieskie

 	Z. CHOJNOWSKI: „Anielszczyzna”. „Nowe Książ.” 2009 nr 11.
 	CZ. SOBKOWIAK: Drogi duchowych wędrówek. „Tygiel Kult.” 2009 nr 4/6 [dot. też: Okruchy z wysokości].
 	CZ. SOBKOWIAK: Obszary duchowości. „Pro Libris” 2009 nr 2 [dot. też: Okruchy z wysokości].
 	CZ. SOBKOWIAK: Wysokie natchnienie kajaka „Moby Dick”. „Odra” 2010 nr 1.

Cyprian Norwid a myśl i poetyka Kraju Środka

 	A. KOMOROWSKA: Esej sinologiczny o Norwidzie. „Studia Norwidiana” 2011 [t.] 29; polem.: K.A. JEŻEWSKI: Kilka uwag do artykułu dr Agnieszki Komorowskiej Esej sinologiczny o Norwidzie (Studia Norwidiana 2011, nr 29) na temat mojej książki Cyprian Norwid a myśl i poetyka Kraju Środka. „Studia Norwidiana”.2016 [t.] 34, odpowiedź: A. KOMOROWSKA: Jeszcze o recenzji. Odpowiedź Krzysztofowi Andrzejowi Jeżewskiemu. Tamże.
 	A. SZOSTAK: Milcząca obecność Wschodu. „Topos” 2012 nr 5.
 	E. SKALIŃSKA: „Chiński Norwid” a myśl i poetyka norwidologii polskiej. „Colloquia Litteraria” 2014 nr 2.
 	B. ZEMANEK: Norwid a sprawa chińska. O konieczności współpracy. „Wiek XIX. Rocz. Towa. Lit. im. A. Mickiewicza” 2016.

Płomień i noc

 	W. KUDYBA: Duchowość obrazu. „Fraza” 2013 nr 4.
 	A. SZYMAŃSKA: Kłębek istnienia. „Nowe Książ” 2013 nr 7.

Światłość u progu

 	A. SZYMAŃSKA: Romantyk z wyboru. „Topos” 2013 nr 1/2.

C. Norwid: O Szopenie Sur Chopin

 	O Szopenie Sur Chopin (Przekłady poz. 22): J. GISZCZAK: Jak brzmi francuski „Fortepian Szopena”. O trudnościach przekładu literackiego. „Studia Norwidiana” 2013 [dot. m.in. przekładu K. Jeżewskiego].
</document>
<document nplp_id="3309" title="Jarosław KLEJNOCKI" slug="jaroslaw-klejnocki">
ur. 1963

Poeta, prozaik, krytyk literacki, eseista.
Zob. też Twórczość, Opracowania (wybór)




BIOGRAM
Urodzony 7 października 1963 w Warszawie; syn Tadeusza Klejnockiego i Teresy z domu Przybyłowicz, ekonomistów. W okresie, gdy uczęszczał do szkoły podstawowej, wstąpił w 1974 do ZHP. W Hufcu Warszawa Mokotów im. Szarych Szeregów działał z przerwami, także jako harcmistrz, do 1990. W 1975 wyjechał z rodzicami na 4 lata do Kuwejtu, gdzie uczęszczał do New English School. W 1979-83 kontynuował naukę w XLII Liceum Ogólnokształcącym im. M. Konopnickiej w Warszawie. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Jako krytyk debiutował w 1985 recenzją powieści J. Szczodrowskiego Tylko słowa, opublikowaną w „Miesięczniku Literackim” (nr 10/11). Po uzyskaniu magisterium w 1988 został nauczycielem języka polskiego w XVII Liceum Ogólnokształcącym im. A. Frycza Modrzewskiego w Warszawie i pracował tam do 1995, pełniąc jednocześnie przez dwa lata funkcję wicedyrektora (1992-94). W tym czasie pracował także jako wizytator szkół średnich w Kuratorium Oświaty (1990-91) i nauczyciel konsultant w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie (1991-92). W 1991 debiutował jako poeta, drukując sześć wierszy w kwartalniku „Ogród” (nr 2). W tymże roku ożenił się z Katarzyną Joanną Olszewską, dziennikarką (z wykształcenia etnolog i antropolog kultury oraz archeolog) i odbył z nią podróż autostopem przez Europę (Niemcy, Belgia, Francja, Anglia, Czechosłowacja). Efektem tej wyprawy – oraz kilku następnych, m.in. do Beneluxu, Francji, Austrii, Szkocji oraz Szwajcarii (1995) i Skandynawii (1997) – stały się tom esejów Zagłada ogrodu i kilka tekstów ze zbioru Piołun i inne eseje chodnikowe, a także liczne wiersze. W 1992 wyjechał do Stanów Zjednoczonych na stypendium rządu USA, aby zapoznać się z problematyką edukacyjną. Po powrocie został zatrudniony na etacie inżynieryjno-technicznym w Zakładzie Teorii Lektury i Metodyki Literatury Instytutu Literatury Polskiej (ILP) UW, gdzie zajmował się metodyką nauczania i prowadził konwersatoria ze współczesnej poezji polskiej (1992-2001). Wiersze, eseje, recenzje i szkice literackie zamieszczał min. w „Miesięczniku Literackim” (1984-90), „Polityce” (od 1985), „Gazecie Wyborczej” (od 1990; tu m.in. stały cykl Między wierszami w dodatku „Gazeta o Książkach” w 1997-2002), „Odrze” (od 1990), „Kresach” (od 1992), „Nowym Państwie” (1995-2001), „Res Publice Nowej” (od 1996), „Tygodniku Powszechnym” (od 1997), „Lampie” (od 2009). W latach dziewięćdziesiątych w Programie III Polskiego Radia brał udział z Rafałem Grupińskim w audycji literackiej Barbary Marciniak „Loża szyderców”, występował też jako krytyk literacki w programach telewizyjnych, m.in. w cyklicznym programie Telewizji Polskiej o książkach pt. „Chimera”. W 1995 podjął pracę jako nauczyciel języka polskiego w prywatnym 42. Autorskim Liceum Niepublicznym w Warszawie. W 1996 wstąpił do SPP. W 1997-99 był stypendystą Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Pradze – Research Support Scheme. W 2001 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy pt. Poezja Adama Zagajewskiego. Metamorfozy. Interpretacje. Konteksty (promotor Ryszard Handke) i otrzymał stanowisko adiunkta w ILP UW. Zaczął przygotowywać podręczniki do języka polskiego dla szkół ponadgimnazjalnych. W 2005-07 pełnił funkcję kierownika Zakładu Edukacji Literackiej ILP UW (przedtem Zakład Teorii Lektury i Metodyki Literatury). W 2007 wyjechał na stypendium twórcze Baltic Centre for Writers and Translators do Visby w Szwecji. W tymże roku przeniósł się do nowo powstałego Instytutu Polonistyki Stosowanej UW i do 2008 pełnił tam obowiązki zastępcy dyrektora (następnie przeszedł na stanowisko asystenta). Równocześnie kontynuował twórczość literacką (także jako autor powieści kryminalnych). Od sierpnia 2008 na platformie internetowej Wydawnictwa Literackiego prowadził „Raptularz końca czasów” – blog krytycznoliteracki, na którym zamieszczał szkice, eseje i omówienia książek oraz komentarze do bieżących wydarzeń kulturalnych. W sierpniu 2009 rozpoczął pracę w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie, a 1 lipca 2010 został jego dyrektorem. Od 2010 prowadził tam blog krytycznoliteracki Poza Regulaminem. Od tegoż roku wchodził w skład jury Nagrody Warszawskiej Premiery Literackiej. W tym czasie publikował także wiersze, artykuły i recenzje, m.in. w „Poezji Dzisiaj” (2010, 2013-17), „Nowych Książkach” (2011), „Wyspie” i „Zeszytach Literackich”. W 2011 otrzymał nagrodę z okazji Światowego Dnia Poezji ustanowionego przez UNESCO. W 2012-15 był członkiem Społecznej Rady Kultury przy Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy. W 2016 otrzymał decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego tytuł kustosza dyplomowanego. W 2017 uzyskał na UW habilitację na podstawie książki Przez wiersze. Szkice interpretacyjne (wokół wybranych wierszy kilku poetów urodzonych w latach 60. XX wieku).

Ma córki: Weronikę Dezyderię (ur. 2003) i Klementynę Wiktorię (ur. 2006), a także przysposobioną w 2013 Joannę (ur. 1997). Mieszka w Zalesiu Górnym pod Warszawą.


&amp;nbsp;

TWÓRCZOŚĆ
1. Literatura staropolska. Wwa: TWP 1989, 59 s. Tow. Wiedzy Powsz. Zarz. Gł.
2. Oswajanie. Wiersze. Wwa: Tow. „Ogród Ksiąg” 1993, 39 s.
3. Miasto otwarte. [Wiersze]. Wwa: LNB 1995, 36 s. Biblioteka „Ogrodu Ksiąg”, t. 4.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. RTC 2011, plik w formacie PDF.
4. Chwilowe zawieszenie broni. O twórczości tzw. pokolenia „bruLionu” (1986-1996). [Monografia]. [Współaut.:] J. Sosnowski. Wwa: Sic! 1996, 190 s. Stanowiska, interpretacje.
5. Zagłada ogrodu. [Szkice literackie]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 159 s.
Zawartość: The London Dungeon; Seattle: terra feliks; Lyon 286; Spielgausmuseum: Muenchen, Zurich [!]; Wehikuł mistrza [U.] Eco; Tarcza Sobieskiego; Zagłada ogrodu; Holandia: zimno, zimno; Powrót do Toledo; Cztery twarze Franza Kafki; Świat bez właściwości; Pocałunek.
6. Okruchy. [Wiersze]. Kr.: Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ, Zielona Sowa 1997, 43 s. Bibl. Pisma Lit.-Artyst. „Studium”, t. 1.
7. W drodze do Delft. Piętnaście portretów. [Wiersze]. Wwa: Open 1998, 23 s. Bibl. „Kwart. Artyst.”.
8. Krótka historia przeistoczeń. (Epigramaty). [Wołowiec:] Czarne 1999, 39 s.
9. Mr. Hyde. [Wiersze]. Wałbrzych: Ruta 1999, 57 s.
10. Piołun i inne eseje chodnikowe. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1999, 80 s.
Zawartość: Piołun; Aquapolis; Esej chodnikowy; Dzisiaj, teraz, zawsze; Czytając [J.] Wittlina (na marginesie „Pism pośmiertnych i innych esejów”); Matnia; Widzenie na Waterloo Bridge; Zjawy nad Tybetem; Esprit totalitaire; Siedemdziesiąt koni mechanicznych; Flucht.
11. Adam Zagajewski. [Szkic]. Red.: E. Kalinowska-Styczeń, M. Baran. [Przeł.:] K. Dedecius, L. Murawski. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 30 s.
Tekst w jęz. niem. Zawiera także wybór fragm. opracowań nt. A.Z., wywiadów oraz przekł. fragm. utworów A.Z .
12. Bronisław Maj. [Szkic]. [Przeł.] A. Kutter. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 30 s.
Tekst w jęz. niem. Zawiera także wybór fragm. opracowań nt. B.M., wywiadów oraz przekł. fragm. utworów B.M.
13. Bez utopii? Rzecz o poezji Adama Zagajewskiego. Wałbrzych: Ruta 2002, 301 s.
Skrócona wersja rozprawy doktorskiej.
14. Jak nie zostałem menelem. (Próba autobiografii antyintelektualnej). [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka 2002, 168 s.
15. Reporterzy, fotograficy, zawiedzeni kochankowie. [Wiersze]. Kr.: Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ, Zielona Sowa 2002, 34 s. Bibl. Pisma Lit.-Artyst. „Studium”, t. 41.
16. Przylądek pozerów. Powieść antykryminalna. Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 246 s.
17. Skarby dni ostatecznych. Psalmy, epigramaty, lamenty, litanie. Kr.: WL 2005, 56 s.
18. Literatura w czasach zarazy. Szkice i polemiki. Wwa: Prószyński i S-ka 2006, 289 s.
Zawiera szkice literackie z lat 2001-2006: Czym jest zaraza? [wstęp]; Cz. I. Na koniec wieku: Mętny układ? [dot. sytuacji pol. poezji wspołcz.]; Cz. II. Czas morowy: Lobbyści i felietoniści, czyli w szponach profitariatu; Ekscytujący terror wolności [dot. funkcjonowania literatury i krytyki lit. w Internecie]; Za chlebem [dot. finansowania pol. pisarzy]; Cz. III. Nędza lektury: Oda do dresu. Wokół debiutu Doroty Masłowskiej; Mozaika pośmiertna [dot. pism Z. Herberta]; Cz. IV. Pasażerowie zagubionej arki: Pasażerowie zagubionej arki [dot. najnowszej poezji pol.]; Samplujący didżeje. O nowym warszawskim lingwizmie; Odsłaniając kości. Kilka uwag o poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego; Nowoklasycyzm warszawski; Franciszkanizm kontra tragizm. O biegunach współczesnej poezji religijnej; Cz. V. Radość czytania: Poezja i kapitalizm. O jednym wierszu Adama Zagajewskiego; Zanim zadrży ci ręka nad klawiszem Enter... O jednym wierszu Ewy Lipskiej; Wobec nieuchronnego. O jednym wierszu Czesława Miłosza; Wiersz-trup, który gada. O jednym wierszu Jarosława Marka Rymkiewicza; Ciamkowatość życia, czyli wszędzie jest tak samo. Dwa słowa o emigracyjnej poezji Grzegorza Wróblewskiego; Agnostyk spotyka Jezusa (dzięki Dostojewskiemu). O jednym wierszu Tadeusza Różewicza list do Jerzego Sosnowskiego; Ciemno już, ciemno strasznie, ciemno w naszym mieście [dot. poezji M. Sępa-Szarzyńskiego i własnej].
19. Południk 21. [Powieść] Kr.: WL 2008, 344 s.
20. Victoria. Wiersze ostatnie. Wwa: Nowy Świat 2009, 76 s.
21. Człowiek ostatniej szansy. [Powieść]. Kr.: WL 2010, 386 s.
22. W proch. [Wiersze]. Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: RTC AW 2011, 40 s., plik w formacie EPUB.
23. Zaprzysiężony = Sworn. [Wybór wierszy]. [Przeł.:] A. i A. Fincham. Pozn.: Ibis 2011, 57 s.
Teksty w jęz. pol. i ang.
24. Elegia na śmierć szczegółów. Wiersze wybrane. [Opole]: K.I.T. Stow. Żywych Poetów 2012, 96 s. Ser. Poetycka "Ofic. SŻP”, t. 15.
25. Opcje na śmierć. [Powieść]. Kr.: WL 2012, 346 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: WL 2012, plik w formacie EPUB i MOBI.
26. Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko. [Współaut.:] K. Klejnocka. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2014, 221 s. Bez fikcji o.
27. Ciemne zwierciadło. [Wiersze]. Grafika: M. Sobczyk. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 2016, 52 s.
28. Przez Wiersze. Szkice interpretacyjne. (Wokół wybranych wierszy kilku poetów urodzonych w latach 60. XX wieku). Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2016, 256 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. – Ojcze nasz. Wokół tomiku Nibyt, jednorazowego gestu poetyckiego Roberta Tekielego; ***Siedziałem obok kierowcy. Od poezji do prozy czyli od modernizmu do postmodernizmu w pisarstwie Andrzeja Stasiuka; Piosenka dla P. Mościckiej. Paradygmaty samotności w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego; Polska, czyli książę outsiderów odmawia współpracy. O jednym, a właściwie dwóch, a może nawet trzech wierszach Marcina Świetlickiego z przełomu lat 80. i 90. XX wieku; Dlatego że mnie nie chcesz. Marcina Świetlickiego (rockowe) wyjście poza poezję; Chomik mi się zepsuł, powiedziała Ala. O dwóch śmiertelnych książkach Dariusza Suski; Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce. Kilka zdań o Karola Maliszewskiego projekcie nieinwazyjnej poezji obywatelskiej; Blue Pueblo i Noc nr 40. Grzegorza Wróblewskiego oraz Jacka Podsiadły dwa (niespodziewane) modele poetyckiego radzenia sobie z katastrofą uczuć i związków; Sny słodkie jak chuj. Dwa słowa o formule poetyckich zabiegów Marcina Barana; Uwagi, wyjaśnienia, podziękowania.

Przekłady utworów Jarosława Klejnockiego w antologiach zagranicznych: ang.: Mosty. Warszawa, Londyn, USA, Wilno. Antologia. Poeci z Polski, UK, USA, Wilna = Bridges. : Warszawa, Londyn, USA, Wilno. Anthology. [Wwa] 2017, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i tłum.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – czes.: Česká a polská samizdatová literatura. Sborník z mezinárodní vědecké konference konané v Opavě 13-14 listopadu 2002. Opava 2004, – grec.: Mosty. Warszawa-Ateny. Antologia. Poeci polscy – poeci greccy = Gefyres. Athīna-Varsovia. Anthologia. Ellīnes poiītes – Polōnoi poiītes. Wwa 2016, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i tłum.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Aantologija. [Wybór, oprac. i tłum.:] B. Rajčic. Beograd 2012, – szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003, – węgier.: Varsó fölött az ég. [Red.:] L. Palfavi. Budapest 2007.
Podręczniki do języka polskiego dla szkół ponadgimnazjalnych
1. Język polski. Literatura i nauka o języku. Klasa 1. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w domu. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2002, 265 s. Nowa Matura.
2. Język polski. Literatura i nauka o języku. Klasa 1. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w szkole. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2002, 271 s. Nowa Matura.
3. Język polski. Program nauczania. Nowa matura. [Współaut.:] J. Sosnowski, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2002, 51 s.
4. Język polski. Słowa i teksty. Literatura i nauka o języku. Klasa 2. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w domu. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2003, 285 s. Nowa Matura. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2004, wyd. 3 2005, wyd. 4 2006, wyd. 5 2007, wyd. 6 2009.
Nagroda PAU w 2007 za cykl podręczników Słowa i teksty [dot. też poz. 5-7].
5. Język polski. Słowa i teksty. Literatura i nauka o języku. Klasa 2. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w szkole. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2003, 283 s. Nowa Matura. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2004, wyd. 3 2005, wyd. 4 2006, wyd. 5 2007, wyd. 6 2009, wyd. 7 2010.
Nagroda zob. poz. 4.
6. Język polski. Słowa i teksty. Literatura i nauka o języku. Klasa 3. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w domu. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2004, 272 s. Nowa Matura. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2005, wyd. 3 2006, wyd. 4 2009.
Nagroda zob. poz. 4.
7. Język polski. Słowa i teksty. Literatura i nauka o języku. Klasa 3. Podręcznik. Szkoły ponadgimnazjalne – zakres podstawowy, zakres rozszerzony. Do pracy w szkole. [Współaut.:] B. Łazińska, D. Zdunkiewicz-Jedynak. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2004, 256 s. Nowa Matura. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2005, wyd. 3 2006, wyd. 4 2008, wyd. 5 2009.
Nagroda zob. poz. 4.
Prace redakcyjne
1. Po Wojaczku. 2, „Brulion” i Niezależni. [Wybór i red.:] J. Klejnocki. Wwa: Dom Księg. i Wydawn. Fundacji Polonia 1992, 123 s.
2. B. Miciński, J. Stempowski: Listy. Oprac.: A. Micińska, J. Klejnocki, A. S. Kowalczyk. Wprowadzenie: H. Micińska-Kenarowa, K. Régamey. Wwa: LNB 1995, 348 s.
3. Macie swoich poetów. Liryka polska urodzona po 1960 roku. Wypisy. Wybór i oprac.: P. Dunin-Wąsowicz, J. Klejnocki, K. Varga. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 198 s. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże: 1997, 240 s.
4. J. Deml: Zapomniane światło. [Powieść]. Przeł. A. Czcibor-Piotrowski. [Red.: J. Klejnocki, F. Modrzejewski]. Wołowiec: Czarne 2000, 205 s.
5. Język polski. Literatura i nauka o języku. Klasa 1. Przewodnik metodyczny i scenariusze lekcji. Pod red. J. Klejnockiego. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2002, 172 s. Wyd. 2 tamże 2003.
6. Język polski. Słowa i teksty. Literatura i nauka o języku. Klasa 2. Przewodnik metodyczny i scenariusze lekcji. Pod red. J. Klejnockiego. Wwa: Wydawn. Szkolne PWN 2003, 246 s. Wyd. 2 tamże 2006.
7. A. Osiecka: Nowa miłość. Wiersze prawie wszystkie. Wybór i przygotowanie: M. Dobromirska-Passent. Wstęp i oprac. J. Klejnocki. Wwa: Pruszyński Media 2009, T. 1 693 s., T. 2 711 s.
8. Buntownik, cyklista, kosmopolak. O Andrzeju Bobkowskim i jego twórczości. Pod red. J. Klejnockiego i A.S. Kowalczyka. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza; Tow. „Więź” 2011, 223 s. Bibl. „Więzi”, t. 271.
9. Miłosz w szkole. Szkice interpretacyjne. Pod red. J. Klejnockiego. Wwa: Wydawn. Piotra Marciszuka Stentor 2013, 206 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Tropy nawiązań. Żywioł intertekstualizmu w poezji Jarosława Klejnockiego. Próba (niecałkowitej) dekonstrukcji. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 12 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl/archiwum/08/2014/, druk w: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015; Wyznania twórcy pokątnej powieści antykryminalnej. Próba autodekonstrukcji. „.Stud. Pragmalingwistyczne” 2014 [R.] 6.
 	Wywiady: Z ciemnego w jasne. Rozm. W. Chmielewski. „Nowe Państwo” 1999 nr 20 [dot.: Piołun i inne eseje chodnikowe]; Tam emocje też chodzą. Rozm.: M. Kasprzak, J. Mueller. „Studium” 2004 nr 2/3; Polski pisarz to dla mnie ciągle postać z Mrożka. Rozm. R. Wiśniewski. „Odra” 2010 nr 1; Autorom brakuje bezczelności. Rozm. J. Tomczuk. „Rzeczpospolita” 2012 nr 258; Kryminał z białym szkwałem w tle. Rozm. M. Barański. „Gaz. Olszt.” 2012 nr 168 [dot. m.in.: Opcje na śmierć]; Komisarz Nawrocki nie nadąża za Warszawą. Rozm. M. Dubrowska. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 45 dod. „Stołeczna” [dot.: Opcje na śmierć]; Zresetować czyjeś życie. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2016 nr 183; Jutuberzy, do książek! Rozm. R. Mazurek. „Dz. Gaz. Prawna” 2017 nr 199; O czym nie napiszą gazety. Rozmowa z Jarosławem Klejnockim, dyrektorem Muzeum Literatury w Warszawie. Rozm. R. Wiśniewski. „Odra” 2017 nr 1; To szkoła zabija chęć czytania. Rozm. R. Mazurek. Powst. 2017 [on-line]. Dostępny w Internecie [dostęp: 13 marca 2018] http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1077694,to-szkola-zabija-chec-czytania.html.

Ogólne

 	M. MARYL: Blog jako „dziennik elektroniczny”. Analiza genologiczna blogów pisarzy. „Zag. Rodz. Lit.” 2013 z. 2 [dot. też: S. Chutnik i J. Sosnowskiego].

Oswajanie

 	T. BENDIG: „Oto jesteś wyciosany ze świata”. (Zapiski z lektury). „Ogród” 1994 nr 2.
 	K. VARGA: Postbarokowa awangarda? „Kwart. Artyst.” 1994 nr 3.

Miasto otwarte

 	J. SZAKET: Vermeer szwankuje. Drzeworyt. Ok. 1995. „FA-art” 1995 nr 4.
 	A. FRANASZEK: Dziś jest poniedziałek, boli mnie. „Nowy Nurt” 1996 nr 2.
 	P. KĘPIŃSKI: Zapomnieć miasto? „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	P.W. LORKOWSKI: Osobiste wyznanie bezradności. „Studium” 1996 nr 2/3.
 	K. MALISZEWSKI: Znikąd, donikąd. „Sycyna” 1996 nr 6, przedr. „Pracownia” 1996 nr 17/18.
 	R. MIELHORSKI: Dusza i materia. „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 7/8.
 	K. WALC: Otwarty jak miasto. „Fraza” 1996 nr 11/12.

Chwilowe zawieszenie broni

 	A. BAGŁAJEWSKI: Monografia pokolenia „bruLionu”. „Odra” 1997 nr 3.
 	L. BUGAJSKI: Pokoleniowa autokreacja. „Wiad. Kult.” 1997 nr 4.
 	M. CZUBAJ: Wartownicy bez powodu. „Twórczość” 1997 nr 4.
 	M. DZIEŃ: Aneks do „Chwilowego zawieszenia broni” czyli uwagi o Arystotelesie i „Nowym turnieju pokoleń”. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 1.
 	K. ĆWIKLIŃSKI: Telegrafujcie kto Mickiewicz. „Nowe Książ.” 1997 nr 6.
 	M. HAMKAŁO: Porozumienie ponad pisarzami. „Odra” 1997 nr 3.
 	M. KISIEL: Starty i falstarty. Protezy i uniki. „Śląsk” 1997 nr 3.
 	W. RATAJCZAK: Permanentne zawieszenie broni, czyli tak zwana książka o literaturze. „Czas Kult.” 1997 nr 2.
 	R. RŻANY: Chwilowe zachwianie perspektywy. „Fraza” 1997 nr 2.
 	L. SZARUGA: Jeszcze jeden tandem dzisiaj. „Opcje” 1997 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Ucieczka od literatury. „Res Publica Nowa” 1997 nr 12 [dot. też: R. Grupiński, I. Kiec: Niebawem spadnie błoto, czyli kilka uwag o literaturze nieprzyjemnej. Pozn. 1997].
 	M. URBANOWSKI: „bruLion” i kompani. „Arcana” 1997 nr 4.
 	W.WANTUCH: Wodny świat trzydziestolatków. „Arkusz” 1997 nr 7.
 	M. CYRANOWICZ: Czas „bruLionu” – „Czas Kultury”. „Teksty Drugie” 1998 nr 5.
 	M. CYRANOWICZ: Zimna krew pielęgniarzy. „Tytuł” 1998 nr 2.

Zagłada ogrodu

 	A. BAGŁAJEWSKI: Klasyk w ogródku działkowym. „Nowe Książ.” 1996 nr 12.
 	M. BŁAŻEJEWSKI: Chłopca z Placu Broni zapiski z nieśpiesznej podróży. „Topos” 1996 nr 4.
 	P. GIERMAŃSKI: Podróże z pocałunkiem. „Czas Kult.” 1997 nr 2.
 	A.S. KOWALCZYK: Zagłada, ale na chwilę powstrzymana. „Kresy” 1997 nr 2.
 	D. NOWACKI: W podróży i w ogrodzie. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 3.
 	J. WINIARSKI: Oswajanie przestrzeni. „Mag. Lit.” 1997 nr 1.

Okruchy

 	M. CYRANOWICZ: Memento mori post mortem (Jarosław Klejnocki – „Okruchy”). „Studium” 1998 nr 10.
 	A. NIEWIADOMSKI: „Chwilowy spadek formy” i „Przypływ złych przeczuć”. „Kresy” 1998 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Chwilo, trwaj. „Res Publica Nowa” 1998 nr 5.
 	K. MALISZEWSKI: K.; w okruchach. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.

W drodze do Delft

 	B. CHOJNACKA: Wszystkie drogi prowadzą do Delft. „Pogranicza” 1998 nr 3.
 	R. CHOJNACKI: Tao profana (o nowych tomach wierszy Jarosława Klejnockiego i Marcina Świetlickiego). „Studium” 1998 nr 13/14 [dot. też: M. Świetlicki: „Pieśń Profana”. Wołowiec 1998].
 	J. BIELSKA-KRAWCZYK: Obraz utracony. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 4.

Krótka historia przeistoczeń

 	A. PIWKOWSKA: Mędrca szkiełko i oko. „Nowe Książ.” 1999 nr 7 [dot. też: Piołun i inne eseje chodnikowe].
 	G. TOMICKI: Będę mówił wprost. (Jarosław Klejnocki – „Krótka historia przeistoczeń”). „Studium” 1999 nr 3/4.
 	A. KALISZEWSKI: Klasycyzujący o’haryści? O’haryczni klasycy? „Akcent” 2000 nr 1/2 [dot. też: K. Koehler: „Na krańcu długiego pola. I inne wiersze z lat 1988-1998”. Wwa 1999].
 	P.W. LORKOWSKI: Elegia na odejście pojęć. „Topos” 2000 nr 2 [dot. też: Mr. Hyde].
 	P. GRAF: Mowa ma być prosta jak faktura VAT. „Arkusz” 2001 nr 8 [dot. też: Mr. Hyde].
 	A. KALISZEWSKI: „Nie będę mówił wprost” (epigramaty Jarosława Klejnockiego). W tegoż: Nostalgia stylu. Kr. 2007.

Powrót na górę↑
Mr. Hyde

 	Z. CHOJNOWSKI: Być prorokiem. „Nowe Książ.” 2000 nr 5.
 	P.W. LORKOWSKI: Elegia na odejście pojęć. „Topos” 2000 nr 2 [dot. też: Krótka historia przeistoczeń].
 	P. GRAF: Mowa ma być prosta jak faktura VAT. „Arkusz” 2001 nr 8 [dot. też: Krótka historia przeistoczeń].

Powrót na górę↑
Piołun i inne eseje chodnikowe

 	A. PIWKOWSKA: Mędrca szkiełko i oko. „Nowe Książ.” 1999 nr 7 [dot. też: Krótka historia przeistoczeń].
 	Zob. też Wywiady.

Powrót na górę↑
Bez utopii?

 	A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Sny nie zostały zbadane. Dwie książki o poezji Adama Zagajewskiego. „Teksty Drugie” 2002 nr 5 [dot. też: T. Nyczek: „Kos. O Adamie Zagajewskim”. Kr. 2002].
 	A. DZIADEK: Poezja i Utopia. „Pogranicza” 2002 nr 5.
 	M. KISIEL: Zagajewski: klasycyzm otwarty. „Nowe Książ.” 2002 nr 6.

Powrót na górę↑
Jak nie zostałem menelem

 	T. ZYGMUNT: Uroki autobiografii. „Opcje” 2002 nr 6.
 	M. CUBER: Co nam zostało z „Oulipo”? „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	J. GIZELLA: Chłopcy z ulicy Czerskiej. „Czas Kult.” 2003 nr 4.
 	Z. KOPEĆ: Skazany na inteligenckość. „Kresy” 2003 nr 1.
 	D. NOWACKI: Na nostalgiczną nutę. „Nowe Książ.” 2003 nr 1.

Reporterzy, fotograficy, zawiedzeni kochankowie

 	J. GIZELLA: Między lirycznym wyżem a wiecznością. „Czas Kult.” 2002 nr 2, przedr. w tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.
 	M. CISŁO: Plac Unii. „Nowe Książ.” 2002 nr 4.
 	A. KAŁUŻA: Hamburgery i klasycyzm. „Twórczość” 2003 nr 1.

Skarby dni ostatecznych

 	J. ROSZAK: Powtarzalne K. „Nowe Książ.” 2006 nr 1.

Literatura w czasach zarazy

 	M. LAREK: Banał jako zaraza przenoszona drogą klejnocką. „Czas Kult.” 2006 nr 10/12.
 	R. OSTASZEWSKI: Zadziorny czy subtelny? „Nowe Książ.” 2006 nr 9.
 	T. CHARNAS: Impuls do zaraźliwej krytyki (K.). „Kresy” 2007 nr 71.

Południk 21

 	J. TARGOŃ: Hannibal Klejnocki. „Gaz. Wybor.” dod. „Kraków” 2008 nr 93.
 	P. URBANIAK : Książeczka do poczytania. „Twórczość” 2008 nr 10.
 	E. TIERLING-ŚLEDŹ: Historia jak kryminał – kryminał z historią w tle. W tejże: Gra (z) historią. Szczec. 2013.

Victoria

 	D. DZIURZYŃSKI: Żyć mimo wszystko z utopią. „Wyspa” 2009 nr 3.

Człowiek ostatniej szansy

 	Z. MIŁOSZEWSKI: Skąd ja ich znam? „Newsweek Polska” 2010 nr 25.

W proch

 	P. SAMSEL: Przeciwko analgetykom. „Wyspa” 2011 nr 4.

Opcje na śmierć

 	Zob. Wywiady.

Macie swoich poetów

 	M. CYRANOWICZ: Macie swoich poetów – pstrąg. „Czas Kult.” 1996 nr 2.
 	J. DRZEWUCKI: Nie tylko klasycy i barbarzyńcy. „Śląsk” 1996 nr 6.
 	M. HAMKAŁO: W bieżącej poezji. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	K. PIOTROWICZ: Amcie sowich peotów. „Akcent” 1996 nr 3.
 	P. WILCZEK: Wypisy z młodej poezji. „Nowe Książ.” 1996 nr 6.
 	M. KALANDYK: „Macie swoich poetów – sine ira et studio”. Chwilowe zawieszenie broni? „Fraza” 1997 nr 2.
 	P. SZUBARTOWICZ: Supermarket. „Wiad. Kult.” 1997 nr 29.

Próba miłości

 	K. KOTOWSKA: Dlaczego jest tak trudno? „Nowe Książ.” 2015 nr 5.

Ciemne zwierciadło

 	K. ALICHNOWICZ: Poetyka paradoksu. „Twórczość” 2016 nr 11. – J.Z. BRUDNICKI: Toczone zwierciadło Klejnockiego. „Poezja Dzisiaj” 2016 nr 120.
 	S. BURYŁA: Ciemne zwierciadło poezji. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.


</document>
<document nplp_id="3311" title="Artur/Aron Rajner" slug="artur-aron-rajner">Kuzyn Henryka Goldszmita

Syn Leona Rajnera i Mindli (Magdaleny) z Goldszmitów; urodzony 28 grudnia 1871 w Lublinie; zmarł tamże 13 listopada 1872 roku.

W akcie urodzenia dziecku nadano imię Artur, a w akcie zgonu figuruje jako Aron.

[caption id="attachment_3314" align="alignleft" width="300"] akt ur. Artura Rajnera[/caption]

[caption id="attachment_3315" align="alignright" width="300"] akt zgonu Artura Rajnera[/caption]</document>
<document nplp_id="3316" title="Tomasz MAN" slug="tomasz-man">ur. 1968

Dramatopisarz, autor adaptacji teatralnych.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 31 sierpnia 1968 w Rzeszowie; syn Władysława Mana, młynarza, i Alicji z domu Turewicz, rolniczki. W 1983-87 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. S. Konarskiego w Rzeszowie. W tym czasie założył zespół punk rockowy Topaz. Następnie przeniósł się do Wrocławia. Po zdaniu matury w tamtejszym I Liceum Ogólnokształcącym im. J. Poniatowskiego w 1989 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. W tym okresie był aktorem studenckiego teatru f.vileda, działającego przy klubie Studnia, i występował jako gitarzysta i autor tekstów w zespołach heavy metalowych, m.in.: Carton People, Mordor i „8”. Magisterium uzyskał w 1993. W tymże roku napisał swoją pierwszą sztukę pt. Niebodrzew (nieopublikowana), za którą otrzymał w 1995 III nagrodę w Konkursie Literackim Młodych Twórców „Werdykt”. W 1997 odbył podróż do Turcji, Iranu, Pakistanu i Indii. Po powrocie rozpoczął studia na wydziale reżyserii w Akademii Teatralnej w Warszawie (magisterium w 2000). W tym czasie przygotował m.in. rock-operę Misterium 1999 prezentowaną na Festiwalu „Klasyka Polska” w Opolu w 1999 oraz adaptację Boskiej Komedii Dantego. Był także asystentem reżysera u Grzegorza Jarzyny, Agnieszki Glińskiej i Mai Komorowskiej. W druku debiutował utworem dramatycznym pt. Katarantka, opublikowanym w 1998 na łamach „Dialogu” (nr 4), natomiast jako reżyser – wystawieniem w 2000 Balladyny Juliusza Słowackiego w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku (spektakl dyplomowy). Kilka miesięcy później w tym samym teatrze zaprezentował własną adaptację Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego. Następnie reżyserował spektakle m.in. w Teatrze Polskim w Warszawie (2001), Teatrze Współczesnym w Szczecinie (2001), Teatrze Polskim we Wrocławiu (2001), Teatrze Polskim w Poznaniu (2001), Teatrze Krypta w Szczecinie (2002). W 2002 jako stypendysta brał udział w warsztatach dramaturgicznych odbywających się w ramach Festiwalu „Berliner Treffen”. W tymże roku był gościem Festiwalu Ibsenowskiego w Oslo. W 2002-03 prowadził warsztaty teatralne dla nauczycieli w Niepublicznej Szkole „Eko-tur” w Warszawie. W maju 2003 został kierownikiem literackim w Teatrze im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie; pełnił tę funkcję przez dwa sezony. W czerwcu 2003 założył z przyjaciółmi we Wrocławiu Teatr pod Gryfami (w średniowiecznych piwnicach restauracji o tej samej nazwie), gdzie przez kilka miesięcy wystawiał współczesne sztuki, w tym własne utwory i adaptacje. W tymże roku został wiceprezesem Towarzystwa Autorów Teatralnych (rozwiązane w 2010). W 2004-05 był konsultantem programowym w Teatrze im. A. Mickiewicza w Częstochowie. Równocześnie kontynuował twórczość dramatopisarską. Sztuki własne, a także współczesnych dramatopisarzy polskich i obcych oraz autorskie adaptacje klasyki realizował jako reżyser w wielu teatrach. Od 2007 pracował jako adiunkt w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. L Solskiego w Krakowie (od 2017 roku uczelnia nosi nazwę: Akademia Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego w Krakowie), na Wydziale Lalkarskim we Wrocławiu. Tam w 2009 uzyskał doktorat na podstawie analizy spektaklu Medea Eurypidesa we Wrocławskim Teatrze Lalek (promotor prof. Beata Pejcz), a w 2013 uzyskał stopień doktora habilitowanego sztuk teatralnych i stanowisko profesora nadzwyczajnego. Odbywał wiele podróży zagranicznych.

W 2005 ożenił się z Anetą Piekarską, scenografką; wychowuje Zuzannę (ur. 1995), Remigiusza (ur. 2005) i Łucję (ur. 2009). Mieszka we wsi Piecowice pod Wrocławiem.



TWÓRCZOŚĆ
1. Katarantka. Requiem. Nieszczęście w dwóch aktach. „Dialog” 1998 nr 4 s. 27-52. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Wwa, T. Pol. 2001; radiowa: Reż. T. Man. Radio 2014. Druk. w: Transformacja. Dramat polski po 1989 roku. [T.] 1. Wwa 2012 s. 311-374.
Przekł.: czes.: Katarantka. [Przeł.] L. Veselý. W: Pobavme se o životě a smrti. Praha 2002, wyst. jako sztuka czytana: Reż.: B. Mazúch. Praha, Divadlo Na Zábradli 2002, – niem.: Katharantin. [Przeł.] E. Szymani. W: Anthologie polnischer Dramen der Gegenwart. Sulejówek 2000.
2. Pisi. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2000 nr 5 s. 20-30.
3. Historia pewnej miłości. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Pozn., T. Pol. 2001; radiowa: Reż. T. Man. Radio 2013.
Wyst. nast.: jako sztuka czytana. Reż. A. Kerth. Gdańsk, Klub Żak 2014.
4. Matka i Lampart. [Słuchowisko]. Reż.: T. Man. Radio 2004.
Nagroda za scenariusz oryginalny na V Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP „Dwa Teatry” w Sopocie w 2005.
5. [Sto jedenaście] 111. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: R. Klynstra. Wwa, T. Nar. 2004; radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2006. Druk. w: Made in Poland. Kr. 2006 s. 335-358.
Tekst powstał dla Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka. – Wyst. nast.: jako część spektaklu dyplomowego pt. Generacje. Reż.: P. Łazarkiewicz. Wwa, Akad. Teatr. 2005; pt. Cztery. Reż.: P. Pawlicki. Wr., PWST Kr. – Filia we Wr. 2007; Reż.: T. Man. Tor., T. im. W. Horzycy 2007.
Przekł. niem.: 111. Przeł. E. Walerich. Wyst. Münster, dworzec kolejowy 7 VI 2005 (w ramach obchodów 1200-lecia założenia tamtejszej diecezji), – ros.: 111. [Przeł.] E. Vernikovskaâ. W: Antolgiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010, – wegier..: 111. [Przeł.] P. Pászt. W: Fiatal lengyel drama. [Red.:] G. Körner. Pozsony 2010.
6. Deszcze. [Utwór dramatyczny]. Współaut.: K. Bizio. Praprem.: Reż.: A. Wieczur-Bluszcz. Legnica, T. im. H. Modrzejewskiej 2005.
7. Cięcie. [Utwór dramatyczny]. Powst. przed 2006. Praprem.: teatr.: zob. przekł. niem.; radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2008.
Przekł. niem.: Solutions. Last count-down. Przeł. E. Walerich. Praprem.: Reż.: T. Rotemberg. Leipzig, LOFFT 2006 (Company Mafaldo).
8. Dobrze. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2006 nr 8 s. 65-82. Praprem. tv: Scenariusz i reż.: T. Man. TVP 2007; radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2007; teatr.: Oprac. muzyczne i reż.: T. Man. Jelenia Góra, T. im. C.K. Norwida 2010.
9. [Trzy razy dwa] 3x2. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Łazarkiewicz. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 2006 oraz Wwa, T. Stara Prochoffnia 2006.
Przedstawienie przygotowane we współpracy obu teatrów.
10. C(r)ash Europe. [Utwór dramatyczny]. Praprem. pol. jako sztuka czytana pt.: Koperta, szparagi i seks. Wr. T. Pol. 2007; teatr.: pt. Eu. Reż.: T. Man. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2008; radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2009; tv: Reż.: T. Man. TVP 2012.
Tekst powstał na zamówienie Städtische Bühnen w Münster.
Przekł. niem.: Przeł. E. Szymani, T. Dominiak. Praprem.: Reż.: A. Sebastian. Münster, Städtische Bühnen 2007.
11. Świat jest skandalem. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: T. Man. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2009; radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2013.
12. Bóg i Proch. [Utwór dramatyczny]. Powst. przed 2010.
Przekł. niem.: An den Wassern zu Babel. Przeł. E. Szymani. Praprem.: Reż.: L. Engels. Aachen, T. Aachen 2010.
Tekst napisany na zamówienie T. Aachen.
13. Wszystko się uda. [Słuchowisko]. Reż.: T. Man. Radio 2010.
14. Sex Machine. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2010; teatr.: Reż.: A. Nalepa. Wwa, Laboratorium Dramatu 2011.
Wyst. nast.: Reż.: T. Man. Wr., T. Muz. Capitol 2012.
Nagroda za reżyserię słuchowiska na Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie w 2011.
15. Moja ABBA. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2011 nr 10 s. 84-111. Praprem.: radiowa: Reż.: T. Man. Radio 2011; teatr.: Reż.: T. Man. Kielce, T. im. S. Żeromskiego 2012.
Nagroda za oryginalny scenariusz słuchowiska radiowego na XII Festiwalu Dwa Teatry, Sopot 2012, Grand Prix na Festiwalu Europejskich Projektów Teatralnych Les Eurotopiques, Tourcoing 2012.
Wyst. nast.: Reż.: K. Deszcz. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 2012; Reż.: T. Man. Wroc., T. Muz. Capitol 2013.
16. Brygada Misiek. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: T. Man. Tor., T. Baj Pomor. 2013.
17. Mytarstwa. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: T. Man. Wr., T. Muz. Capitol 2013.
18. Exodus. [Słuchowisko]. Reż.: T. Man. Radio 2014.
19. Faust. [Słuchowisko]. Reż.: T. Man. Radio 2015. Druk. „Dialog” 2016 nr 3 s. 163-205.
20. Każde patrzenie jest głupie. Pan Tadeusz Kantor. [Słuchowisko]. Koncepcja artyst. i reż.: T. Man. Radio 2015.
21. Złoto dziadka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż. T. Man. Sopot, T. Wybrzeże 2015.
22. Zostań przyjacielem. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: T. Man. Gdańsk, Miej. T. Miniatura 2015.
23. Aya znaczy miłość. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: Reż.: T. Man. Tor., T. Baj Pomor. 2016.
24. Bestseller. [Słuchowisko]. Reż.: T. Man. Radio 2016.
25. Liżę twoje serce. [Scenariusz musicalu]. Współaut.: A. Glińska. Praprem.: Reż. A. Glińska. Wr., T. Muz. Capitol 2016.
26. Futbolistki. [Słuchowisko]. Praprem.: Reż. T. Man. Radio 2017.
27. Idę, tylko zimno mi w stopy. [Słuchowisko]. Praprem.: Reż. T. Man. Radio 2017.

Przekł. dramatów T. Mana w antologiach zagranicznych: czes.: Pobavme se o životě a smrti. Praha 2002, – ros.: Antolgiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010, – węgier.: Fiatal lengyel drama. [Red.]: G. Körner. Pozsony 2010.
Adaptacje
1. Dante Alighieri: Boska Komedia. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Wwa, Akad. Teatr. 1999.
2. „Misterium 1999”. [Rock-opera]. Wyst.: Adapt.i reż.: T. Man. Opole, Festiwal „Klasyka Polska” 1999.
Sztuka oparta na tekstach średniowiecznych.
3. F. Dostojewski: Zbrodnia i kara. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Białystok, T. Dram. im. A. Węgierki 2000.
4. B. Hrabal: Zbyt głośna samotność. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Wwa, T. Studio 2003.
5. Żona mnie opierniczyła. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Adapt. blogu internetowego anonimowego autora i reż.: T. Man. Wr., T. pod Gryfami 2003.
6. Molier: Skąpiec. Wyst.: Adapt. pt. Harpagon i reż.: T. Man. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 2005.
Nagroda Leon 2006 dla najlepszego spektaklu sezonu w Zielonej Górze.
7. Eurypides: Medea. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Wr., T. Lalek 2007.
8. J. Pilch: Miasto utrapienia. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Gdynia, T. Miej. im. W. Gombrowicza 2008.
9. T. Różewicz: Kartoteka. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Radio 2009.
Nagroda im. K. Zaleskiego za twórczość odrzucającą stereotypy, łatwe nowinki, umocowaną w pamięci i historii, dot. problemów współczesności na Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie w 2010.
10. J. i W. Grimm: Królewna Śnieżka. Wyst.: Adapt.: T. Man. Reż.: A. Maksymiak. Bielsko-Biała, T. Lalek Banialuka im. J. Zitzmana 2014.
11. Z. Herbert: Król mrówek. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Radio 2014.
12. T. Mann: Śmierć w Wenecji. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Radio 2015.
13. S. Barańczak: Zwierzęca zajadłość. Wyst.: Adapt. i reż.: T. Man. Radio 2016.
14. J. i W. Grimm: Śpiąca królewna. Wyst.: Adapt., reż. i muz.: T. Man. Wwa, T. Lalek Guliwer 2016.
15. R. Kapuściński: Cesarz. Wyst.: Adapt.: T. Man. Reż. A. Głuch-Klucznik. Sosnowiec, T. Zagłębia 2016.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Wywiady: Dramat to partytura. Rozm. D. Wyżyńska. „Gaz. Wybor.” dod. „Stołeczna” 2001 nr 20 dod. „Stołeczna” [dot.: Katarantka]; Jesteś stary, jesteś dead. Rozm. D. Zawrzykraj. „Dialog” 2006 nr 8 [dot.: Dobrze]; Trudny temat, absolutna cisza na widowni. Rozm. D. Wyżyńska. „Gaz. Wybor.” dod. „Stołeczna” 2006 nr 119 [dot. wyst. w Wwie 3x2]; Zapłacił 111 zł za śmierć rodziców. Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” dod. „Toruń” 2007 nr 269 [dot.: 111]; Cyfry nie, miłość zawsze. Rozm. A. Serdiukow. „Machina” 2008 nr 27; Jazda na ABBIE. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2011 nr 10 [dot. Moja ABBA].
 	Tomasz Man: W teatrze jak na boisku – trzeba grać zespołowo. Rozm. P. Gulda. „Gaz. Wybor.” dod. „Trójmiasto” [on-line]. [Dostęp 20 grudnia 2016] Dostępny w Internecie: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35611,18036716,Tomasz_Man__w_teatrze_jak_na_boisku___trzeba_grac.html. [dot.: Zostań przyjacielem].
 	Teatr dla dzieci uczy empatii. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2016 nr z 28.09.2016 [dot.: Aya znaczy miłość].
 	Żeby nie srać marmurem. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2016 nr 3.
 	R. Pawłowski: Tomasz Man. W tegoż: New Polish Drama. Warsaw 2008.

Ogólne

 	R. PAWŁOWSKI: Skazany na rocka. W: Made in Poland. Kr. 2006.

Katarantka

 	T. MOŚCICKI: Bardzo dziwne słowo. „Życie” 2001 nr 32.
 	R. PAWŁOWSKI: Wiek Samotności. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 27.
 	A. REMBOWSKA: Drugi teatr. „Teatr” 2001 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Historia pewnej miłości

 	E. OBRĘBOWSKA-PIASECKA: Zwykła historia pewnego spotkania. „Gaz. Wybor.” dod. „Poznań” 2001 nr 288.

111

 	Rec. teatr. wyst. w Tor.: G. GIEDRYS: Historia przemocy made in Poland. „Gaz. Wybor.” dod. „Toruń” 2007 nr 285; A. RUBCZAK: Zabij ojca swego i matkę swoją. „Nowa Siła Krytyczna” [on-line] 22 XI 2007 [dostęp: 25 listopada 2008]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/47652.html.
 	Zob. też Wywiady.

Deszcze

 	K. KRUCZEK: Miasto deszczem płynące. „Konkrety” 2005 nr 11.
 	L. PUŁKA: Najsłabsze ogniwo trylogii. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 62 dod. „Wrocław”.

Dobrze

 	Zob. Wywiady.

3x2

 	Rec. teatr. wyst. w Wwie: A. MICHALAK: Nagość, nieszczęście i banał. „Dziennik” 2006 nr 38; J. WAKAR: Teatr ośmiesz się sam. „Dziennik” 2006 nr 42 [dot. m.in. wyst. w Wwie: 3x2].
 	Zob. też Wywiady.

C(r)ash Europe

 	A. CZAPLA-OSLISLO: Grzeszny żywot Europejczyka. „Gaz. Wybor.” dod. „Katowice” 2008 nr 95.

Świat jest skandalem

 	A. GŁOWACKA: W stronę Bellmera. „Śląsk” 2009 nr 12.

Sex-Machine

 	Rec. wyst. we Wroc.: M. BRANICKA: Kto ją wyłączy? Powst. 2012 [online] [dostęp 4 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/143021.html. – M. PIEKARSKA: O matczynej niemiłości. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 130 dod. „Wrocław”.

Moja ABBA

 	M. ŚNIADECKA-SKRZYPEK: Główny bohater – wielogłos. Specyfika pracy z głosem w spektaklu „Moja ABBA”; T. MAN: Funkcja głosu w słuchowisku „Moja ABBA”. „Zesz. Nauk. PWST im. L. Solskiego w Kr.” 2014 nr 6.
 	Rec. wyst. w Katow.: A. CZAPLA-OSLISLO: Przez sentyment do serca. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 135 dod. „Katowice”; J. SIERADZKI: Jej Abba [online] [dostęp 4 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/150937.html, – rec. wyst. we Wroc.: J. KOWALSKA: Abba w laboratorium dźwięku. „Teatr” 2013 nr 7/8; M. PIEKARSKA: ABBA ma siłę. Błyskotki w Capitolu. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 114 dod. „Wrocław”.
 	Zob. też Wywiady.

Brygada Misiek

 	A. STERN: Łojfonek i Misiek Squad. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 3 stycznia 2107]. Dostępny w Internecie: http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/3556-lojfonek-i-misiek-squad.

Każde patrzenie jest głupie. Pan Tadeusz Kantor

 	J. ŁASTOWIECKI: To jest rytuał dnia dzisiejszego. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 3 stycznia 2107]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/212906.html.

Zostań przyjacielem

 	D. KARAŚ: Uwaga, zły człowiek. „Gaz Wybor.” 2015 nr 134.
 	Zob. też Wywiady.

Aya znaczy miłość

 	Zob. Wywiady.

Bestseller

 	J. ŁASTOWIECKI: Krzyku nie będzie. Powst. 2016 [on-line] [dostęp: 3 stycznia 2107]. Dostępny w Internecie:http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/226690.html

T. Różewicz: Kartoteka

 	Kartoteka (Adaptacje poz. 9): J. ŁASTOWIECKI: Doświadczenie audiofilskie jako modelowy przykład close listening. Wokół radiowej Kartoteki Tomasza Mana. W: Od pióra do sieci. Szczec. 2015.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3318" title="Dorota MASŁOWSKA" slug="dorota-maslowska">ur. 1983

Prozaiczka, dramatopisarka, poetka
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 3 lipca 1983 w Wejherowie; córka Andrzeja Masłowskiego, marynarza, i Jolanty Masłowskiej, lekarki. Od 1998 uczęszczała do I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie. W 2000 za cykl zapisków zatytułowany Mięśnie skrzydeł otrzymała nagrodę miesięcznika „Twój Styl” w konkursie Dzienniki Polek 2000; dwa lata później nagrodzone teksty ukazały się pod nadanym przez redakcję tytułem Lekcje miłości („Twój Styl” 2002 nr 5). Debiutowała w druku opowiadaniami pt. Wyprawa na dach wieżowca i Opowiem ci o strupach, ogłoszonymi w 2000 w „Lampie i Iskrze Bożej” (nr 17). Na początku 2002 debiutowała jako poetka wierszami publikowanymi w dwumiesięczniku „Autograf” (nr 1), a w maju zdobyła I nagrodę w konkursie poetyckim o Złote Pióro Sopotu im. J. Tomaszkiewicza za wiersz Pani kurz, drukowany w trójmiejskim dodatku „Gazety Wyborczej” (nr 144). W tymże roku ogłosiła pierwszą powieść Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną. W 2002 została także finalistką olimpiady polonistycznej i podjęła studia z zakresu psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, które po jednym semestrze przerwała. Następnie przeniosła się do Warszawy i rozpoczęła studia kulturoznawcze na Uniwersytecie Warszawskim. Kontynuowała twórczość literacką. W 2003 publikowała w „Przekroju” felietony w cyklu pt. Dziennik z krainy pazłotka. Rok później rozpoczęła współpracę z „Gazetą Wyborczą”; recenzje książkowe publikowała w dodatku „Wysokie Obcasy” w rubryce Hit Kit (2004-05). W tym czasie drukowała także wiersze i fragmenty prozy (m.in. fragment nieukończonej powieści Diable Tory Supermarket, 2004 nr 1), wywiady oraz stały felieton na temat polskiej muzyki rozrywkowej w rubryce Jeźdźcowie Apokalipsy w „Lampie” (2005). W 2006 ogłosiła pierwszy utwór dramatyczny Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. W tymże roku otrzymała Nagrodę Literacką Nike za powieść Paw królowej. Odbyła wiele podróży zagranicznych, gównie na spotkania z czytelnikami, m.in. do Moskwy (2005), Izraela (2006), Niemiec (2007), Nowego Jorku (2007, 2008, 2009, 2010 – udział w Programie Ledig House International Writers Residency w Omi, a także w Brooklyn Book Festival, oraz 2011). Na początku 2009 wyjechała do Berlina, na roczne stypendium Deutscher Akademischer Austausch Dienst (DAAD). W kwietniu 2011 prowadziła blog Tramwaj zwany teatrem (www.maslowska.blox.pl), gdzie komentowała spektakle wystawiane w ramach 31. Warszawskich Spotkań Teatralnych. Pisała także felietony do „Zwierciadła” (2011-13) i do internetowego periodyku dwutygodnik.com pt. Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu (od 2013). W 2014 założyła zespół muzyczny Mister D. i jako autorka tekstów i wokalistka wydała nakładem Galerii Raster płytę Społeczeństwo jest niemiłe. Odznaczona brązowym medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2015).

Ma córkę Malinę (ur. 2004). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną. [Powieść]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2002, 158 s. Marcin Świetlicki poleca. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. tamże 2003, 206 s.; [wyd. 3] Wwa: Świat Książki 2003; wyd. 3 [właśc. 4] Wwa: Lampa i Iskra Boża 2005, wyd. 4 [właśc. 5] tamże 2009; [wyd. 6] Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2016.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta G. Przybył. Wwa: Aleksandria; Syndykat Autorów [2009], 1 płyta CD.
Nagroda Paszport „Polityki” w kategorii literatura za 2002, Nagroda Honorowa Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w 2003, Nagroda Nike Publiczności przyznawana w plebiscycie czytelników „Gaz. Wybor.” w 2003, niemiecka nagroda „Der Deutsche Jugendliteraturpreis” w kategorii najlepsza książka dla młodzieży w 2005.
Przekł.: ang.: Snow White and Russian Red. [Przeł.] B. Paloff. New York 2005, wyd. nast. pt. White and Red. London 2005, – chorw.: Poljskom šakom u rusku bulju. [Przeł.] E. Nuić. Zagreb 2015, – czes.: Červená a bílá. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2004, wyd. nast. Praha 2011, – franc.: Polococktail party. [Przeł.] Z. Bobowicz. Montricher 2004, – hiszp.: Blanco nieve, rojo Rusia. [Przeł.] J. Orzechowska. Barcelona 2005, – litew.: Lenkų ir rusų karas po baltai raudona vėliava. Romanas. [Przeł.] V. Dekšnys. Kaunas 2007, – łotew.: Poļu-krievu karš zem sarkanbaltā karoga. [Przeł.] I. Balode. Rīga 2007, – maced.: Belo-crven svet. Polsko-ruskata vojna pod belo-crveno zname. [Przeł.] S. Krstevski. Skopje 2014, – niderl.: Sneeuwwit en Russisch rood. [Przeł.] K. Lesman. Amsterdam 2004, – niem.: Schneeweiss und Russenrot. [Przeł.] O. Kühl. Köln 2004, wyd. 2 tamże 2004, – portug.: Branconeve, Vermelho Rússia. [Przeł.] M. Paiva de Souza. Rio de Janeiro 2007, – ros.: Pol’sko-russkaâ vojna pod belo-krasnym flagom. [Przeł.] I. Lappo. Moskva 2005, – rum.: Albă ca Zăpada şi roşu boşevic. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucuresti 2008, – słowac.: Sneh a krv. [Przeł.] T. Horváth. Bratislava 2004, – słoweń.: Poljsko-ruska vojna pod belo-rdečo zastavo. [Przeł.] T. Jamnik. Ljubljana 2011, – ukr.: Pol’s’ko-rosijs’ka vijna pid bilo-červonim praporom. [Przeł.] L.V. Andrivs’ka. Harkiv 2006, – węgier.: Lengyel-ruszki háború. A fehér-piros labogó alatt. [Przeł.] G. Keresztes. Budapest 2003, – włos.: Prendi tutto. [Przeł.] C.B. Ucci. Milano [2004].
Adapt.: teatr.: Adapt. i reż.: A. Wróblewska-Lipiec. Wyst.: Gdańsk, T. Wybrzeże 2003; Adapt. i reż.: P. Niczewski. Wyst.: Szczec., Piwnica przy Krypcie 2005; Reż. i choreografia: J. Czajkowska. Gdańsk, T. Wybrzeże 2010; Adapt.: M. Pabian. Reż.: R. Brzyk. Kalisz, T. im. W. Bogusławskiego 2015. – film.: Scenariusz i reż.: X. Żuławski. Ekran. 2009.
2. Paw królowej. [Powieść]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2005, 155 s. Bibl. Twoich Myśli.
Nagroda Lit. Nike w 2006, Nagroda im. S. Bieniasza na Festiwalu Rzeczywistość Przedstawiona w Zabrzu w 2013.
Przekł.: czes.: Královnina šavle. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2008, – franc.: Tchatche ou crève. [Przeł.] I. Jannès-Kalinowski. Lausanne; [Paris] 2008, – niem.: Die Reiherkönigin. Ein Rap. [Przeł.] O. Kühl. Köln 2007.
Adapt. teatr.: Adapt. i reż.: Ł. Kos. Wyst.: Łódź, T. Studyjny Państ. Wyższej Szkoły Film. Telewizyjnej i Teatr. 2006; Adapt. i reż.: K. Jaworski. Wyst.: Kr., T. Lud., Scena pod Ratuszem 2006; z podtyt. Opera praska. Adapt. i reż.: J. Papis. Wyst.: Wwa, T. Wytwórnia 2006; Adapt.: M. Pakuła. Reż.: P. Świątek. Kr., Stary T. im. H. Modrzejewskiej 2012.
3. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: P. Wojcieszek. Wwa, T. Rozmaitości 2006; radiowa: Adapt. i reż.: A. Glińska. Radio TOK FM 2009. Wyd. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2006, 96 s. Wyd. nast. łącznie z przekł. franc.: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku = Deux pauvres Roumains parlant polonais. [Przeł.] K. Joucaviel. Toulouse: Presses Universitaires du Mirail 2008, 130 s. Przedr. w: TR/PL. Bajer, Kochan, Masłowska, Sala, Wojcieszek. Antologia nowego dramatu polskiego. Wwa: TR 2006 oraz poz. 5, 10.
Wyst. nast.: Reż.: A. McCracken. Koszalin, Bałtycki T. Dram. im. J. Słowackiego 2010; Reż.: K. Dracz. Wr., T. PWST Kraków filia we Wr., 2013; Reż.: A. Glińska. Wwa, T. Studio 2013, toż TVP 2015; Reż.: P. Ratajczak, Szczec. T. Współcz. 2015; Reż.: M. Kazińska i M. Paszkier-Wojcieszonek. Zielona Góra, Zielonogórski Ośrodek Kultury 2016; Reż. A. Popławska. Kr. T. Lud., Scena pod Ratuszem 2017; Reż.: P. Świątek. Słupsk, Nowy T. im. Witkacego 2017.
Przekł.: ang.: A couple of poor, Polish-speaking Romanians. [Przeł.:] L. Goldman, P. Sirett. London 2008. Wyst.: Reż.: L. Goldman. Londyn, Soho Theatre 2008; Reż.: L. Carroll. Dublin, Dramsoc Drama Society 2009; Reż.: M. Truax. Chicago, Trap Door Theater 2009; Przeł.: B. Paloff. Wyst.: Reż.: A. Livingstone. Sydney, Newtown Theater 2009; Reż.: P. Bargetto. New York, Abrons Art Center Henry Street Settlement 2011; Reż.: K. Noon. Los Angeles, The Lillian Theatre 2015. Druk. w: Loose screws. Nine new plays from Poland. [Red. i wstęp:] D. Laster. London; New York; Calcuta 2015. – bułg.: Dvama neŝastni Rum"nci, kojto govorât polski. [Przeł.] I. Mihajlova. W: S’’vremenna polska drama. [Red.] S. Borisova. Sofiâ 2008, – czes.: Dva ubohý Rumuni, co uměj polsky. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2010. Wyst. pt.: Dva chdáci Rumuni co mluvěj polsky. Reż.: D. Peimer. Wyst. Praga, Na Zábradlí Divadlo 2010, pt. Dva ubohý Rumuni, co mluvěj polsky. Reż.: M. Lang, Praga, Divadlo pod Palmovkou 2014, – litew.: Du vargšai rumunai kalbantys LT. Przeł. V. Deksnys. Reż.: A. Jankevičius. Wyst. Wilno, Audronis Liuga Production 2009, – łotew.: Divi nabadzīgi rumāņi. Przeł. I. Slapins. Reż.: Dž. Dž. Džilindžers. Wyst. Ryga, VSIA Dailes Teatris 2009, – niem.: Zwei arme Polnisch sprechende Romänen. Przeł. O. Kühl. Wyst.: Reż.: A. Petras. Wiedeń, Schauspielhaus 2008 [wyst. w ramach międzynarodowego festiwalu Wiener Festwochen]; Reż.: H. Rudolph. Oberhausen, T. Oberhausen 2009; Reż.: R. Kiel. Bochum, Schauspielhaus 2010; Reż.: K. Herold, München, Münchner Kammerspiele 2010; Reż.: T. Krone. Aachen, T. Aachen 2013, – ros.: Dvoe bednyh Rumyn, govorâŝih po-pol'ski. [Przeł.:] I. Lappo. W: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010; wyst.: jako sztuka czytana: Reż.: A. Potapova. Jekaterynburg, T. Lysvenskij im. A.A. Savina 2010; Reż.: W. Kokorin. Jużnosachalińsk, Sahalinskij Meždunarodnyj Teatralnyj Centr im. A.P. Čechova 2010, – szwedz.: Två fattiga rumäner som talar polska. Przeł. J. Bielawski. Reż.: N. Ringler. Wyst. Göteborg, Folkteatern 2010, druk.: Göteborg 2010, – węgier.: Két lengyelül beszélő szegény román. Przeł. P. Pászt. Wyst.: Reż.: D. Smith. Budapeszt, Katona József Színház 2010; Reż.: C.T. Popescu. Târgu Mureş, T. Naţional 2011.
Adapt. pt.: A couple of Poor English-speaking Poles. Adapt. i reż.: J. Rogowska. Reading, Progress Theatre 2010.
4. Między nami dobrze jest. [Utwór dramatyczny]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2008, 86 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 2009, 2015. Praprem.: jako sztuka czytana: Opieka reż.: Ł. Kos. Wwa, T. Rozmaitości 2008; teatr. w reż. G. Jarzyny: Wir kommen Gut klar mit uns. Przeł. O. Kühl. Reż.: G. Jarzyna. Berlin, Schaubühne am Lehniner Platz 2009, Wwa, T. Rozmaitości 2009 [praprem. pol.]; radiowa: Reż.: H. Rozen. Radio 2010; Przedr. zob. poz. 5, 10.
Wyst. nast.: Reż.: A. Majczak. Kr., T. Bagatela im. T. Boya-Żeleńskiego 2011; Reż.: P. Ratajczak. Sosnowiec, T. Zagłębia 2011; Reż.: K. Kuczewska-Chudzikiewicz. Koszalin, T. Propozycji Dialog im. H. Rodkiewicz 2011; Reż.: P. Waligórski. Gniezno, T. im. A. Fredry 2014; Reż.: M. Pabian, E. Lisowska-Kopeć. Białystok, T. Dramatyczny im. A. Węgierki 2015; Reż.: A. Glińska. Kr., PWST 2016.
Utwór powstał na zamówienie T. Rozmaitości w Warszawie i Schaubühne am Lehniner Platz w Berlinie. –Praprem. teatr. na Międzynarodowym Festiwalu Autorów w Berlinie.
Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Nar. w 2009, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2009, wyróżnienie specjalne na Międzynarodowym Festiwalu Teatr. Boska Komedia, Kr. 2009; Medal im. S. Bieniasza dla najlepszego dramatopisarza na IX Ogólnopolskim Festiwalu Dramaturgii Współcz. „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu w 2009, nagroda na XVI Ogólnopolskim Konkursie na Wyst. Pol. Sztuki Współcz. w 2010.
Przekł.: ang.: No matter how hard we tried: or we exist on the best terms we can. [Przeł.] A. Zapałowski. W: (A)pollonia. Twenty-first-century Polish drama and texts for the stage. London; New York; Calcuta 2014; Wyst..: Reż. M. Truax. Chicago, The Trap Door Theatre 2016, – bułg.: Vsičko ni e nared. [Przeł.] P. Spasova. Wyst.: Reż. D. Szpatowa. Sofia, T. Nar. im. I. Vazova 2013, Druk. w: Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. Sofiâ 2015;, – czes.: Mezi náma dobry. [Przeł.]: B. Gregorová. W: Čtyři polské hry. Praha 2010, – franc.: Vive le feu! (On s'entend bien). [Przeł.] I. Jannès-Kalinowski. [Lausanne] 2011, – łotew.: Starp mums viss labi. [Przeł.] Z. Štāla. Rīga 2016, – niem.: Wir kommen Gut klar mit uns. Przeł. O. Kühl. Reż.: T. Lanik. Wyst. nast. Monachium, Bayerisches Staatsschauspiel 2010, – ros.: U nas vse horoš0. Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii 2. Moskva 2015, – rum.: Între noi e totul bine. Przeł. S. Daici. Wyst.: Reż.: R. Afrim. Bukareszt, Teatrul Naţional 2015, – słowac.: U nás je to fajn. [Przeł.] T. Horváth. W: Pol'ská drama. [Oprac.:] J. Jaworska. Bratislava 2012, – słoweń.: Pri nas je vse v redu. Moji mami ob 25-letnici na nekem svetu (in seveda Agati). [Przeł.] D. Dominkuš. Reż.: I. Djilas. Lublana, Mala Drama 2012, – szwedz.: Metallflickan. Przeł. J. Bielawski. Reż.: N. Ringler. Wyst. Sztokholmn, T. Galeasen 2010, – ukr.: W: Spovìd' pìslâ zlamu. Antologìâ sučasnoï pol's'koï dramaturgii. Kiïv 2013, – wegier..: Megvagyunk egymással. [Przeł.] P. Pászt. W: Fiatal lengyel drama. [Red.:] G. Körner. Pozsony 2010.
Adapt. film.: Scenariusz i reż.: G. Jarzyna. Ekran. 2015.
5. Dwa dramaty zebrane. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2010, 127 s.
Zawartość: Dwoje biednych Rumunów [poz. 3]; Między nami dobrze jest [poz. 4].
6. Kochanie, zabiłam nasze koty. [Powieść]. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2012, 155 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2012, plik w formacie EPUB i MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2012. 1 płyta CD.
Adapt. pt. Longplay w wykonaniu grupy teatr. Klancyk!: Wwa, Klub Chłodna 25 2012; Adapt.: M. Pabian. Reż.: C. Studniak. Pozn, T. Nowy im. T. Łomnickiego 2014.
Przekł. : czes. : Zabila jsem naše kočky, drahá. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2014, – franc.: Chéri, j'ai tué les chats. [Przeł.] I. Jannès-Kalinowski. [Lausanne]; [Paris] 2012. Wyd. nast.: Lausanne 2013, – niem.: Liebling, ich habe die Katzen getötet. [Przeł.] O. Kühl. Köln: 2015.
7. Dusza Światowa. Rozmawia A. Drotkiewicz. Kr.: WL 2013, 236 s.
Wywiad rzeka.
8. Jak zostałam wiedźmą. Opowieść autobiograficzna dla dorosłych i dzieci. Kr.: WL 2014, 164 s.
Adapt. teatr.: Reż. A. Glińska. Wwa, T. Studio 2014.
9. Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2015, 131 s.
Zawiera felietony publikowane w „Zwierciadle” w l. 2011-2013.
Adapt. teatr.: Scenariusz, reż. i światło: M. Nowak. Łódź, T. Nowy im. K. Dejmka 2015.
10. Dramaty. Wwa: Ofic. Lit. Noir sur Blanc 2017, 163 s.
Zawartość: Dwoje biednych Rumunów [poz. 3]; Między nami dobrze jest [poz. 4].
11. Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu. [Felietony]. Kr.: WL 2017, 228 s.
Teksty drukowane w internetowym periodyku dwutygodnik.com w 2013-2017.

Przekł. utworów D.Masłowskiej w antologiach zagranicznych: ang.: The wall in my head. Words and images from the fall of the iron curtain. New York 2009; (A)pollonia. Twenty-first-century Polish drama and texts for the stage. [Red.:] K. Duniec, J. Klass, J. Krakowska. London; New York; Calcuta 2014, – bułg.: S’’vremenna polska drama. [Red.:] S. Borisova. Sofiâ 2008; Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. [Wybór:] J. Kopciński. Sofiâ 2015 – czes.: Čtyři polské hry. [Przeł.]: L. Jiřička, B. Gregorová, J. Vondráček]. Praha 2010, – ros.: Antologiâ sovremennoj pol’skoj dramaturgii. [t.] 1. [Red.:] K. Starosel’skaâ. Moskva 2010; [t.] 2. [Przedm.:] R. Pawłowski. Moskva 2015, – serb.: Antologija poljskog eseja. [Wybór., red. i tłum.:] B. Rajčic. Beograd 2008, – słowac.: Pol'ská drama. [Oprac.:] J. Jaworska. Bratislava 2012, – węgier.: Fiatal lengyel drama. [Red.:] G. Körner. Pozsony 2010.
Adaptacja
1. My dzieci sieci. [Jednoaktówka]. Adapt. blogu mydziecisieci.blog.pl. Wyst. łącznie z: J. Poniedziałek: Niebieska sukienka; Sz. Wróblewski: Forma przetrwalnikowa pt. Blogi.pl. Reż.: M. Hajewska-Krzysztofik. Kr., Stary T. 2008.
I nagroda w konkursie ogłoszonym przez teatr w Grazu na najlepszy monodram napisany na podstawie blogu.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011.
 	Wywiady zob. poz. 7 oraz m.in.: Silna Dorota Masłowska. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 227 dod. „Wysokie Obcasy”; Wojna! Rozm. P. Czerski. „Ha!Art.” 2002 nr 11-12; To ja, dyletantka. Rozm. M. Michalska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 224; Wszystko rzuca cień. Rozm. B. Pietkiewicz. „Polityka” 2003 nr 4; Dyskoteka w piekle. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2004 nr 1, przedr. w: P. Dunin-Wąsowicz: Rozmowy lampowe. Wwa 2007; Masłowska reaktywacja. Rozm. K. Korwin Piotrowska. „Sukces” 2005 nr 6; Pastwię się nad sobą. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2005 nr 141 [dot.: Paw królowej]; Jak urodzenie dziecka. Rozm. P. Gruszczyński. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 42; Jesteśmy tylko kostiumami. Rozm. S. Sierakowski. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 281 [dot.: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku]; Koniec wielkich narracji. Rozm. A. Drotkiewicz. „Lampa” 2006 nr 11, przedr. w: A. Drotkiewicz, A. Dziewit: Głośniej! Rozmowy z pisarkami. Wwa 2006; Ludzie plują perłami. Rozm.: M. Małkowska, P. Wilk. „Rzeczpospolita” 2006 nr 201; „Masłowska: Ja umiem tylko pisać literkami”. Rozm. W. Orliński. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 222; Masłowska podbija teatr. Rozm. M. Łukaszewicz. „Dziennik” 2006 nr 179 [dot. wyst.: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku]; Mrok, duży mrok. Rozm. M. Zielińska. „Didaskalia” 2006 nr 72 [dot.: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku]; Żyję na śmietniku. Rozm. S. Bereś. „Dziennik” 2006 nr 141; Literatura jest gdzie indziej. Rozm. M. Osiecimski. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2007 nr z 5/6 maja; Piszę, nie mam czasu na życie. Rozm. J. Sobolewska. „Dziennik” 2007 nr 292; Masłowska natchniona. Rozm. P. Najsztub. „Przekrój” 2008 nr 48; Polska to brzydka dziewczyna. Rozm. J. Sobolewska. „Dziennik” 2008 nr 244 [dot.: Między nami dobrze jest]; Ucałuj oblicze tej ziemi. Mohery to my. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 268 dod. „Duży Format” nr 44 [dot.: Miedzy nami dobrze jest]; Wzór na nieistnienie. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 47; Granie w filmie to tortura. Rozm. P. Pustkowiak. „Dziennik” 2009 nr 119 dod. „Kultura” [dot. ekran. Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało czerwoną]; Ucieczki Masłowskiej Rozm. J. Lichocka. „Newsweek Pol.” 2009 nr 21; Walka o mięso trwa. Rozm. T. Sobolewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 118 dod. „Duży Format” nr 19 [dot. ekran. Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną]; Przy obieraniu cebuli. Rozm. R. Mazurek. „Przekrój” 2010 nr 52; Każdy ma prawo przeżywać swoją przynależność narodową. Rozm. A. Nagorna. Poloniainfo [on-line] [dostęp 28 marca 2011]. Dostępny w Internecie: http://www.poloniainfo.se/artykul.php?id=1286; Książka + konsumpcja = mezalians. Rozm. A. Sowińska. „dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr 71 [dostęp 20 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2948-czytelnia-ksiazka--konsumpcja--mezalians.html; Między światami. Rozm. R. Grzela. „Zwierciadło” 2011 nr 11; Najgorsze dziecko świata. Rozm. Z. Ziomecka. „Gaga” 2011 nr 11; Nie chciałam, żeby Bóg miał brudno w domu. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 281; Dlaczego nie mam myśleć Rymkiewiczem? Rozm. M. Cieślik. „Rzeczpospolita” 2012 nr 240; Duchowy szwedzki stół. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 42; Jestem bogiem rzeczy małych. Rozm. K. Szurmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 246 dod. „Wysokie Obcasy” nr 42; Mniej człowieka w człowieku. Rozm. J. Koźbiel. W tejże: Słowa i światy. Pruszków 2012; Nieprzenikniona. Rozm. P. Pustkowiak. „Wprost” 2012 nr 43; Nikt nie chce być pisarzem, każdy chce być gwiazdą. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2012 nr 23; Okropne dziecko szczęścia. Rozm. A. Wiśniewska. „Twój Styl” 2012 nr 11 [dot. też: Kochanie, zabiłam nasze koty]; Ostatnio czytałam „Chłopów”. Rozm. M. Sendecki. „Exklusiv” 2012 nr 10; Polska do mnie nie mówi. Rozm. P. Bratkowski, O. Byrska. „Newsweek Polska” 2012 nr 40 [dot.: Kochanie, zabiłam nasze koty]; Syreni śpiew. Rozm. Z. Ziomecka. „Przekrój” 2012 nr 42 [dot.: Kochanie, zabiłam nasze koty]; Świat złego tłumaczenia. Rozm. M. Szarejko. „Nowe Książ.” 2012 nr 11 [dot.: Kochanie, zabiłam nasze koty]; Konec sveta bo prišel s potrošništvom. Rozm. A. Tomažič. „Pogledi” 2013 nr 4; Dobry rodzaj krzywdy. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2014 nr 122; Dramatyczne DNA. Rozm. J. Cieślak. „Teatr” 2014 nr 7/8 [dot.: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku; Jak zostałam wiedźmą]; Jak Masłowska została wiedźmą. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 92; Kobieta z brodą. Masłowska tańczy i śpiewa. Rozm. K. Błażejowska. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 11; Kraj Polska. Rozm. J. Żakowski. „Polityka” 2014 nr 15; Masłowska w niemiłym społeczeństwie. Rozm. A. Kowalska. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 43; Muszę czuć dreszcze. Rozm. Ł. Saturczak. „Newsweek Polska” 2015 nr 14; Teatr niskobudżetowy. Rozm. A. Herbut. „dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 151 [dostęp 23 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5680-slawa-teatr-niskobudzetowy.html; Krew mnie zalewa. Czarny protest trwa. Rozm. B. Strzelczyk. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 43; Nie umiem naprawić Polski. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2017 nr 20; Polska jest horrorem podszyta. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2017 [on-line] [dostęp 12 marca 2018]. Dostępny w Internecie: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1705652,1,dorota-maslowska-polska-jest-horrorem-podszyta.read; Wojna polsko-polska pod flagą biało-czerwoną. Rozm. M. Nogaś. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 104.
 	R. PAWŁOWSKI: Dorota Masłowska. W tegoż: New Polish Drama. Warsaw 2008.

Ogólne

 	Ł. WRÓBLEWSKI: Masłowska. Opowieść o wstręcie. Kr.: Nomos 2016, 173 s.
 	C. SNOCHOWSKA-GONZALEZ: Wolność i pisanie. Dorota Masłowska i Andrzej Stasiuk w postkolonialnej Polsce. Wwa: Ofic. Nauk. Ewa Pajestka-Kojder 2017, 212 s.
 	K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.
 	R. KÄMMERLINGS: Die Königin wohnt nicht im Kulturpalast. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 2005 nr 119.
 	B. UMIŃSKA: Korpusy kobiece (ale nie wojskowe) „Przegląd” 2005 nr 28 [dot. też. E. Jelinek].
 	Ł. DREWNIAK: Masłowska i teatr: wcale nie jak po maśle. „Dziennik” 2006 nr 4.
 	A. GÓRSKI: Portret artystki czasu amoku. „Życie Warsz.” 2006 nr 234.
 	M. ŁUKÓW, A. PROKOPOWICZ: Bunt (nie)konwencjonalny. „Viva” 2006 nr 21.
 	M. POWALISZ: MC Dorota na nowej drodze życia. „Aktivist” 2006 nr 41.
 	R. STILLER: Dorota „Nike” Margaryńczak czyli: kto zawinił? „Najwyższy Czas!” 2006 nr 41.
 	W. HÖBEL: Halucynacje po narkotykach. Nasi na świecie. „Forum” 2008 nr 28.
 	G. SZPILA: Formy i funkcje frazeologizmów w powieściach Doroty Masłowskiej. „Jęz. Pol.” 2010 z. 4/5.
 	D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [passim].
 	P. CZAPLINSKI: Niepoprawna Masłowska Pomyśl: literatura. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43 dod. „Festiwal Conrada”.
 	K. DUNIN: Est-il possible d'être autre? Le cas de Dorota Masłowska. Collaboration ou transgression? [Przeł.] P. Biłoś. W: Minorités littéraires (et autres) en Pologne. Paris 2012.
 	A. RYCHLICKA: Poles without the past. The post-1989 struggle with memory in the works of Dorota Masłowska. „Prz. Hum.” 2012 nr 6.
 	D. WODECKA: Zrób sobie własną Dorotę Masłowską. „Książki” 2012 nr 3.
 	I. BORUSZKOWSKA, K. TRZECIAK: Efekt (a)polityczności literatury albo współczesny pisarz nie/zaangażowany. „Literaturoznawstwo” 2013 nr 6/7.
 	J. CIEŚLAK: Wiedźma polskiego teatru. „Rzeczpospolita” 2013 nr 214.
 	T. CIRMAN, M. PIVK: Humor je najboljše orožje. Dorota Masłowska. „Delo”, Lublana 2013 [nr] 54.
 	A. CZYŻAK: Przestrzenie Doroty Masłowskiej. „Białost. Stud. Literaturozn.” 2013 [t.] 4.
 	E. GRACZYK: Od Żmichowskiej do Masłowskiej. O pisarstwie w nadwiślańskim kraju. Gdańsk 2013.
 	P. HŁADKI: De la polonité selon Dorota Masłowska. „Itinéraires” [on-line] 2013 nr 1 [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://itineraires.revues.org/879.
 	A. HORUBAŁA: Masłowska: cudowne dziecko przechodzi mutację. „Do Rzeczy” 2013 nr 2.
 	A. LEWANDOWSKA: Postzależnościowe narracje patriotyczne w wybranych tekstach Doroty Masłowskiej, Dawida Bieńkowskiego i Ignacego Karpowicza. „Porównania” 2013 t. 12.
 	T. MIZERKIEWICZ: Przywłaszczanie literatury – o pisarstwie Doroty Masłowskiej. W tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
 	Y. TKACHUK: NYC by Dorota Masłowska and Janusz Głowacki. Discovered and reproduced. W: American experience – the experience of America. Frankfurt am Main 2013.
 	M. CRICKMAR: A critical assessment of the translation of Dorota Masłowska's first novel into English. W: Unity in diversity. Vol. 2. Cultural and linguistic markers of the concept. Newcastle upon Tyne 2014.
 	A. FIUT: We władzy pozoru? „Teksty Drugie” 2014 nr 1.
 	A. HELLICH: Jak rozpoznać́ pastisz (i odróżnić́ go od parodii)? „Zagad. Rodz. Lit.” 2014 z. 2.
 	I. KURZ: Obyczaje polskie. Szczątki. „dwutygodnik.com” [on-line] 2014 nr 132 [dostęp 5 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5184-obyczaje-polskie-szczatki.html.
 	S. ŁUPAK: Szmira, żenada, dno. Masłowska śpiewa. „Newsweek Polska” 2014 nr 10.
 	S. MISIARZ-FILIPEK: Czy jesteś joginką? – psychotest. „Twórczość” 2014 nr 9.
 	R. ADAMOVÁ: Dorota Maslowska. Nomadism on drugs. W: Theater of war and exile. Twelve playwrights, directors and performers from Eastern Europe and Israel. Jefferson, North Carolina 2015.
 	A. WÓJTOWICZ-ZAJĄC: Świat w języku. O prozie Doroty Masłowskiej. W: Skład osobowy. Cz. 2. Katow. 2016.

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

 	M. ANDINO VELEZ: Lekcja języka dresiarskiego. „Przekrój” 2002 nr 37.
 	W. BROWARNY: Nie ma silnych. „Odra” 2002 nr 11.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Bez logo na okładce. „Rzeczpospolita” 2002 nr 267.
 	E. FIJOŁ: Masłowskiej wojna przegrana. „Czas Kult.” 2002 nr 6.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Wojna polsko-polska. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 44.
 	J. KLEJNOCKI: Oda do dresu. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 42, przedr. w tegoż: Literatura w czasach zarazy. Wwa 2006.
 	M. OPOKA: Tydzień z życia dresiarza. „Akcent” 2002 nr 4.
 	R. OSTASZEWSKI: Gruby halun. „Opcje” 2002 nr 6.
 	J. PILCH: Monolog Silnego. „Polityka” 2002 nr 37.
 	M. SIEPRAWSKI: Niezwykła infekcja niższością. „Akcent” 2002 nr 4.
 	J. SOBOLEWSKA: Miasteczko biało-czerwone. „Nowe Książ.” 2002 nr 11.
 	W. WENCEL: Zręczna imitacja. „Nowe Państ.” 2002 nr 11.
 	M. WITKOWSKI: Marysia Kawczak ćmi cygaro w portowym burdelu. „FA-art” 2002 nr 3.
 	M. ZALESKI: Bajka raczej smutna. „Res Publica Nowa” 2002 nr 11.
 	J. ZIELIŃSKI: O Masłowskiej i smutnym szatanie. „Rzeczpospolita” 2002 nr 285.
 	J. BARTCZAK: Polska według Masłowskiej. „Poezja Dzisiaj” 2003 nr 33/34.
 	B. CZECHOWSKA-DERKACZ: Masłowska ma dość. „Przegląd” 2003 nr 2.
 	Z. MITOSEK: Opracowanie do rzeczywistości. W tejże: Poznanie (w) powieści. Kr. 2003.
 	A. NĘCKA: Dresik, amfa i hulanka. „Śląsk” 2003 nr 1.
 	D. NOWACKI: Piekło dorosłości. „Twórczość” 2003 nr 2/3.
 	J. PILCH: Martwy jak Przybyszewski. „Polityka” 2003 nr 1.
 	W. RUSINEK: Przebudzenie. „Studium” 2003 nr 2.
 	A. SEKUŁA: Z Ruskimi wojna nasza powszednia. „Akant” 2003 nr 6.
 	M. TABACZYŃSKI: Proza podwyższonego ryzyka. „Borussia” 2003 nr 31.
 	M. WAWRZYNIAK: Nieznani wrogowie zza drugiej strony rzeki. „Szkice Hum.” 2003 nr 3/4.
 	J. ADORJÁN: Kaputt geschrieben. „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” 2004 nr 13.
 	R. KÄMMERLINGS: Und jetzt Schluß mit Gezwitscher, Schluß mit Erbarmen und allen Skrupeln. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 2004 nr 44.
 	W. MOCH: Język dresiarzy w powieści Doroty Masłowskiej. „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”. „Linguistica Bidgostiana” 2004 vol. 1.
 	W. GARBACZEWSKA: To życie zostało przerwane... i nie była temu winna wojna polsko-rosyjska. [Przeł.] G. Michałowski. „Podlaski Kwart. Kult.” 2005 nr 4.
 	T. NYCZEK: Odpowiedź A. W tegoż: Lektury obowiązkowe. Kr. 2005.
 	M. HALEWSKA: Młodość, młodzież: stereotypy i wartości. Dienieżkina – Masłowska – Pielewin. „Slavia Orientalis” 2005 nr 3.
 	D. CIEŚLA-SZYMAŃSKA: „Wymowność słów traci swój sens”, czyli raz jeszcze o języku „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. „Pogranicza” 2007 nr 2.
 	I. MIKOŁAJCZYK: Dialektyka i epistemologia. „Temat” 2007 vol. 8/10.
 	M. CYBULSKI: „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej – mechanizmy destrukcji świata i języka. „Wschodni Rocz. Hum.” 2008 t. 5.
 	W. OSADNIK, N. STRZELECKA: Ekwiwalencja językowa i kulturowa w angielskim i rosyjskim przekładzie „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. „Prz. Rusycystyczny” 2009 nr 1.
 	A. ALIUK: Wykorzystywanie środków stylistyczno-składniowych w przekazywaniu emocji w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. „Acta Univ. Lodz. Folia Linguistica” 2010 [z.] 45.
 	T. CHYRZYŃSKI: „Polish-Russian war under the star-spangled banner” Translation of Masłowska’s language into English. „Acta Neophilologica” 2010 [T.] 12.
 	H. GOSK: Polskie pożytki z krytyki postkolonialnej. Dyskurs post-zależnościowy w prozie Tadeusza Konwickiego i Doroty Masłowskiej. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2010.
 	E.A. NEVZOROVA-KMEČ: Vulgarizmy v reči pol'skih gopnikov (Na primere romana D. Maslovskoj „Russko-pol;skaâ vojna pod belo-krasnym flagom”. „Acta Univ. Lodz. Folia Linguistica Rossica” 2011 [z.] 7.
 	A. POLAK: Wizerunek młodych Rosjan i Polaków w prozie przedstawicieli młodego pokolenia – Iriny Dienieżkiny i Doroty Masłowskiej. (Daj mne!, Song for lovers, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną). „Acta Polono-Ruthenica” 2011 T. 16.
 	M.M. NOWAKOWSKA: Świat wulgaryzmów w słowackim przekładzie „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. W: Individualna in kolektivna dvojezičnost. Ljubljana 2012.
 	S. SOJDA: Stereotyp w subkulturze – subkultura w stereotypie. O słowackim tłumaczeniu „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. „Przekł. Lit. Słowiańskich” 2013 T. 4 cz. 1.
 	A. WENDORFF: La traducción al español de „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” de Dorota Masłowska. „Traducción. „Contextos e implicaciones” 2014.
 	A. WÓJTOWICZ: Podmiot autorski w „Wojnie polsko-ruskiej pod f'lagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej. „Postscriptum Polonist.” 2014 nr 1.
 	J. PADULA: Pokolenie? O kategorii „pokolenia literackiego” z perspektywy dylematów w polskiej prozie najnowszej. W: Doświadczenie pokoleniowe a perspektywa osobista. Wwa 2016 [dot. też: M. Sieniewicz: Czwarte niebo; J. Wandachowicz].
 	J. ORZECHOWSKA: Innowacje w akomodacji syntaktycznej w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej i ich tłumaczenie na język rosyjski = Innovations in verb accommodations in Dorota Masłowska's „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” and their translation into Russian. „Pr. Językoznawcze” 2017 Z. 19.
 	TAŻ: Innowacje w kolokacjach w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej i ich tłumaczenie na język rosyjski. „Acta Polono-Ruthenica” 2017 T. 22.
 	Rec. ekran.: S. JAGIELSKI: Wojna polsko-ruska. „Kino” 2009 nr 6; Ł. MACIEJEWSKI: Ruskie pierogi. „dwutygodnik.com” [on-line] 2009 nr 4 [dostęp 20 stycznia 2017]. Dostępny on-line: http://www.dwutygodnik.com/artykul/153-ruskie-pierogi.html; M. MIZURO: W kinie. „Odra” 2009 nr 7/8; I. NYC. „Wprost” 2009 nr 22; M. PĘCZAK: Polska w dresach. „Polityka” 2009 nr 20; T. SOBOLEWSKI: Pulp fiction po polsku. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 118; K. VARGA: Nasz matrix powszedni. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 135 dod. „Duży Format”; J. ŻAKOWSKI: Bardzo polsko-ruska wojna. „Polityka” 2009 nr 6; W. OSADNIK: Film po adaptacji powieści. Narracja „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną”. Porównanie przekładu angielskiego powieści i angielskich napisów w adaptacji filmowej Xawerego Żuławskiego. „Postscriptum Polonist.” 2010 nr 1; A. SMYCZYŃSKA: Adaptacja „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej jako przykład strategii adaptacyjnej we współczesnym filmie polskim. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia de Cultura” 2010 [nr] 1; P. SOŁODKI: Między literaturą, filmem i rzeczywistością. O problemach z adaptacją „Wojny polsko-ruskiej”. „Rocz. Komparatystyczny” 2014; Ł. MAŃCZYK: The possibility of remembering economic crisis. [Przeł.] A. Jankowiak. „Remembrance and Solidarity” 2015 nr 4.
 	Rec. teatr.: adapt. w Gdańsku: M. BARAN: Taneczna odyseja Silnego. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 303 dod. „Trójmiasto”; M. BARAN: Wojna tańca ze słowem. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 1 dod. „Trójmiasto”, – adapt. w Kaliszu: P. DOBROWOLSKI: Wciąż wojna trwa. „Teatr” 2015 nr 7/8.
 	Zob. też Wywiady.

Paw królowej

 	P. BRATKOWSKI, M. ŁUKASZEWICZ: Ewangelia według MC Doris. „Newsweek Pol.” 2005 nr 20.
 	M. CUBER: Pawie oczko. „Res Publica Nowa” 2005 nr 4.
 	J. GONDOWICZ: Gliździa piosenka. „Nowe Książ.” 2005 nr 8.
 	R. KOZIOŁEK: Afirmatywne wymioty. „FA-art” 2005 nr 1.
 	M. MIECZNICKA: Come back królewny. „ Gaz. Wybor.” 2005 nr 117.
 	M. MIZURO: Ściąć im głowę! „Odra” 2005 nr 7/8.
 	M. PIETRZAK: Niby-satyra z polotem (do czytania w tę i z powrotem). „Studium” 2005 nr 4/5.
 	M. ROBERT: Królowa puszcza pawia. „Topos” 2005 nr 4.
 	M. SAWICKA: Paw warszawski. „Wprost” 2005 nr 21.
 	P. SIEMION: Masmix. „Ozon” 2005 nr 4.
 	S. SIERAKOWSKI: Połknąć język i puścić pawia. „Polityka” 2005 nr 23.
 	J. WACH: „Kombinacje perfekcyjnie bezwartościowe”. „Akcent” 2005 nr 4.
 	M. WILK: Masło, ska, paw. „Czas Kult.” 2005 nr 3/4.
 	A. WÓJTOWICZ: Pawi ogon. „Akcent” 2005 nr 4.
 	M. ZALESKI: O naszym to życiu piosenka. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 26 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. KOMINEK: Nike bez retuszu. „Nasz Dz.” 2006 nr 236.
 	I. MIKRUT: Królowa puszcza pawia? „Śląsk” 2006 nr 12.
 	K. NADANA: Jak być królową? „Teksty Drugie” 2006 nr 4.
 	A. POCHŁÓDKA: Nike, która się waha i rękami poobcinanymi do ciebie macha. „Dekada Lit.” 2006 nr 4.
 	J. SOSNOWSKI: Mówić nie wprost. „Więź” 2006 nr 11.
 	S. PETER: Der Reiche frisst, der Arme hat es satt. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 2007 nr 137.
 	M. RUSZKOWSKI: Język „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej. „Por. Jęz.” 2007 z. 7.
 	K. SUJKOWSKA-SOBISZ: Chichot MC Doris czy Doroty Masłowskiej? Rozważania o podmiocie wypowiedzi w „Pawiu królowej” Doroty Masłowskiej. „Jęz. Artyst.” 2007 t. 13.
 	R. KLUSEK: „Zobaczyć raz stronę świata jasną”. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2008 [z.] 10.
 	K. CZECZOT: Excessive prose: The Queen’s Peacock by Dorota Masłowska. W: Mapping experience in Polish and Russian women's writing. Newcastle upon Tyne 2010.
 	E. WIŚNIEWSKA: Odbiorco, kim jesteś – w swoich oczach – w oczach narratora? Kilka uwag o „Pawiu królowej” Doroty Masłowskiej. „Ruch Lit.” 2010 nr 4/5.
 	M. SZYBIAK: „Paw królowej” Doroty Masłowskiej – powrót podmiotu, powrót fabuły? „Prz. Hum.” 2011 nr 3.
 	E. ŁUKASZYK: Pismo i zmiana. Rytuały przesilenia w „Pawiu królowej” Doroty Masłowskiej. „Lit. Lud.” 2012 nr 3.
 	I. MROCZEK: Kilka uwag o czeskim przekładzie „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej. „Przekł. Lit. Słowiańskich” 2012 T. 3 cz. 1.
 	J. SŁODKOWSKI: Paw is not dead. Masłowska rządzi. „Gaz. Wybor” 2015 nr 142.
 	Rec. teatr.: M. HUTNY: Modna Masłowska. „Didaskalia” 2006 nr 72 [dot. wystawień teatr.], – wyst. w Łodzi: L. KARCZEWSKI: Hip-hop opera. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 37 dod. „Łódź”; M. ŁUKASZEWICZ: Masłowska na deskach. „Neewsweek Pol.” 2006 nr 4 [dot. też wyst. w Wwie]; J. DERKACZEW: Śląska kontrreformacja teatralna. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 60; H. WACH-MALICKA: Ćwiczenia z Masłowskiej. „Dz. Zach.” 2007 nr 57, – wyst. w Kr.: P. GŁOWACKI: Rumiane dzieci rzeźni. „Dz. Pol.” 2006 nr 65; M. HUZARSKA: Wcielenia brzydkiej laski w świecie mass mediów. „Gaz. Krak.” 2006 nr 65; D. JARZĄBEK-WASYL: Kwartet dla Z. „Didaskalia” 2013 nr 113, – wyst. w Wwie: I.N. CZAPSKA: Na Pradze nie ma wstydu. „Życie Warsz.” 2006 nr 87; J. DERKACZEW: U siebie na Pradze. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 88 dod. „Stołeczna”; M. ŁUKASZEWICZ: Masłowska na deskach. „Neewsweek Pol.” 2006 nr 4 [dot. też wyst. w Łodzi]; Ł. ORŁOWSKI: Tak się bawi, tak się bawi sto-li-ca. „Teatr” 2006 nr 6, – wyst. w reż. P. Świątka w Kr.: Ł. DREWNIAK: Paw królowej: as serwisowy. „Dz. Pol.” [on-line] 2012 nr z 2 XI. [dostęp 9 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kultura/1247237-paw-krolowej-as-serwisowy.html,,0:pag:2#nav0; J. TARGOŃ. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr z XI [dostęp 20 stycznia 2017]. Dostępny on-line: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4074-paw-krolowej-rez-pawel-swiatek.html; J. WICHOWSKA: Są dwie opcje i obie są, że chcesz. [on-line] Powst. 23 X 2012 [dostęp 9 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/150935.html; Ł. MACIEJEWSKI: Faza na Pawia. „Teatr” 2013 nr 1; M. PIECZYŃSKI: „To nie jest teatr, to jakiś k...wa bełkot”. „teatralia” [on-line] 2013 nr 56 [dostęp 9 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.teatralia.com.pl/to-nie-jest-teatr-jakis-k-wa-belkot; W. LOGA-SKARCZEWSKI: „Paw królowej”. Między improwizacją a kreskówką. „Zesz. Nauk. PWST im. L. Solskiego w Kr.” 2016 nr 8.
 	Zob. też. Wywiady.

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

 	R. TARAS: Book Review: A Couple of Poor, Polish-Speaking Romanians. „World Literature Today”, Oklahoma City 2009 [nr] 4.
 	Rec. teatr.: wyst. w Wwie: I.N. CZAPSKA: Dramatyczny bełkot biednych Rumunów. „Życie Warsz.” 2006 nr 270; J. DERKACZEW: O zgubnych skutkach nadużywania. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 270; Ł. DREWNIAK: Truman. „Przekrój” 2006 nr 48; I. DZIECIUCHOWICZ: Bolesny cios Rumuna. „Didaskalia” 2006 nr 76; M. KOŚCIELNIAK: Cola bez cukru. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 49; R. PAWŁOWSKI: Królowa w rumuńskim przebraniu. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 120; T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Apogeum nieudacznictwa. „Nasz Dz.” 2006 nr 272; J. WAKAR: Biedna autorka wpuszczona w kanał. „Dziennik” 2006 nr 184 dod. „Kultura”; P. WILK: Ucieczka od samotności w narkotyczne brednie. „Rzeczpospolita” 2006 nr 270; L. BURSKA: Przebierańcy. „Teatr” 2007 nr 1, K. LESZCZYŃSKA: Nieustająca antyzabawa. „Didaskalia” 2014 nr 119.
 	wyst. w Wiedniu: W. HÖBEL: Wie Orgasmus, nur schlimmer. „Der Spiegel” 2008 [nr] 24, – wyst. w München: K. WIGURA-KUISZ: Wśród pachnących drzewek. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 50 dod. „Kultura”, – wyst. w Sydney: P.PIBER: Dwoje biednych Rumunów w Sydney. „Didaskalia” 2010 nr 99.
 	wyst. w Szczec.: A.D. LISKOWACKI: Gorzej niż Rumunia. „Teatr” 2016 nr 2.
 	wyst. w Słupsku: J. ZALESIŃSKI: Pod Twoją obronę. „Teatr” 2017 nr 11.
 	Zob. też. Wywiady.

Między nami dobrze jest

 	J. CIEŚLAK: Wojna polsko-polska. „Rzeczpospolita” 2008 nr 250.
 	A. KOPKIEWICZ: Nowa Masłowska. „Opcje” 2008 nr 4.
 	M. MIECZNICKA: Współczesna odpowiedź na „Kartotekę” Różewicza. „Dziennik” 2008 nr 281.
 	R. PAWŁOWSKI: Patriotyzm Metalowej Dziewczynki. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 257.
 	A. TATARKIEWICZ: Jak czytać Masłowską? „Przegląd” 2008 nr 48.
 	S. PETER: Die heilige Johanna des Supermarktes. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 2008 nr z 5 XII. – M. GDULA: Polska między śmiercią a nieżyciem. „Rzeczpospolita” 2009 nr 38 dod. „Plus Minus”.
 	J. JAWORSKA: Wizje z krainy głodu. „Dialog” 2009 nr 10.
 	K. KALINOWSKA: W społeczeństwie są problemy. „Wyspa” 2009 nr 1.
 	D. MIESZEK: Casus Małej Metalowej Dziewczynki. „Odra” 2009 nr 4.
 	A. SASINOWSKI: Czy Polacy istnieją? „Kur. Szczec.” 2009 nr 1.
 	B. SŁAWIŃSKI: „Dorotka w krainie Oz”. O sztuce „Między nami dobrze jest”. „Res Publica Nowa” 2009 nr 5.
 	K. SZUMLEWICZ: Druga wojna. „Le Monde Diplomatique”, Wwa 2009 nr 3.
 	G. MARCHWIŃSKI: Między nami bardzo źle jest. „Tekstualia” 2010 nr 1.
 	E. MUCHA. „W Drodze” 2010 [nr] 8.
 	D. DĄBROWSKA: O odradzaniu się potrzeby zakorzenienia. „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej. „Załącznik Kulturoznawczy” 2015 nr 2.
 	M. OLEJNICZAK: „Tylko w Polsce jest Polska”. Masłowska, Bator, Hugo-Bader. W: Opowiedzieć (sobie) Polskę. Wwa 2016 [dot. też: J. Bator: Ciemno, prawie noc; J. Hugo-Bader: Długi film o miłości].
 	A. GĘBALA: Polityka pamięci a sprawa polska. „Śl. Stud. Polonist.” 2017 nr 1.
 	Rec. teatr.: wyst. w Berlinie: Z. BARTOSIEWICZ: Melancholijne grzebanie w pikselach. „Czas Kult.” 2009 nr 4 [dot. też wyst. w Wwie]; J. CIEŚLAK: Masłowska. Jedna z miliona. „Rzeczpospolita” 2009 nr 97; J. DERKACZEW: Między nami wojna jest. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 74; K. DERMUTZ: Krzyk Metalowej Dziewczynki. „Forum” 2009 nr 16; Ł. DREWNIAK: Sukces sztuki Masłowskiej w Berlinie. „Dziennik” 2009 nr 75; E. GODLEWSKA-BYLINIAK: Między nami brak. „dwutygodnik.com” [on-line] 2009 nr z IV [dostęp 5 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/42-miedzy-nami-brak.html; CH. KÜHL: Sein oder Polnischsein. „Tageszeitung” 2009 nr z 28 III; A. RATAJ: Rzeczywistość jest gdzie indziej. „Teatr” 2009 nr 6 [dot. też wyst. w Wwie]; I. WASZINA: Polska autoironia na niemieckiej scenie. „Didaskalia” 2009 nr 91; P. BOREK-OFIARA: Nieistnienie. „Prz. Powsz.” 2011 nr 11 [dot. też wyst. w Wwie], – wyst. w Wwie: A. GŁOWACKA: Widelec Masłowskiej. „Opcje” 2009 nr 3; M. KOŚCIELNIAK: Frymuśna Masłowska. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 16; E. KUBIKOWSKA: Masłowska bezmięsna. „Didaskalia” 2009 nr 91; A. RATAJ: Świat łagodnie nierealny. „Życie Warsz.” 2009 nr 84; J. WAKAR: Jarzyna i Masłowska pytają o Polskę. „Dziennik” 2009 nr 84; M. ZIELIŃSKA: Miasto z powidokiem. „Dialog” 2009 nr 10, – rec. wyst. w Stockholmie: J. KOPCIŃSKI: Między grobem a śmietnikiem. „Teatr” 2010 nr 6; A. NAGORNA: Psychodrama na hałdzie [on-line] [dostęp 28 marca 2011]. Dostępny w internecie: http://www.poloniainfo.se/artykul.php?id=1287, – wyst. w Sosnowcu: D. LUBINA-CIPIŃSKA: Masłowska na nowe otwarcie. „Śląsk” 2011 nr 12; A. GŁOWACKA: B jak blokowisko. „Teatr” 2012 nr 3, – wyst. w Lublanie: M. BOGATAJ: Tri v enem, nakar še soseda. Gledališki teden kritika. „Delo”, Lublana 2012 [nr] 261; Rockovnjači, pankerji, metalci. „Sodobnost”, Lublana 2012 [nr] 11; M.M. ČEPLAK: Ironija in nelagodje; D. DOMINKUŠ: Mala kovinska Evropejka; S. GABER: Pri nas je vse v redu: iz revščine drsimo v bedo!; M. HANŽEK: O idealih, ki so v Trstu cenejši kot v Ljubljani, kot je napisal Chubby; B. SKUBIC: Nič ni v redu, saj ničesar ni; T. STANIČ: 10 razlogov, zakaj je recesija koristna; S. JESENIK: Pri nas je definitivno vse v redu. „Gledališki list SNG. Drama”, Lublana 2012/2013 [nr] 4; V.J. TADEL: Hej, Slovani, takle mamo. „Pogledi”, Lublana 2012 [nr] 21; S. PAVLOVIĆ, M. NOVAK: Glas generacije, ki se vrača k zgodbam. Dorota Masłowska, Poljska. „Pogledi”, Lublana 2013 [nr] 4.
 	wyst. w Białymstoku: M. ŻMIJEWSKA: Masłowska w rękach seniorów. Między nami dobrze jest? wyborcza.pl Białystok [on-line] [dostęp 5 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/1,35241,18874212,maslowska-w-rekach-seniorow-miedzy-nami-dobrze-jest.html, – adapt. film. G. Jarzyny: P. CZERKAWSKI. „Kino” 2015 nr 1; A. HORUBAŁA: Z Masłowską ciągle niedobrze. „Do Rzeczy” 2015 nr 7; S. KAZIMIERCZAK: Wojna nie przyszła. „Teatr” 2015 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Kochanie, zabiłam nasze koty

 	K. WOJTCZUK: Porównania w tkance językowej książki Doroty Masłowskiej „Kochanie, zabiłam nasze koty”. „Conversatoria Linguistica” 2011 R. 5.
 	J. CIEŚLAK: Ofiara pustki pokolenia. „Rzeczpospolita” 2012 nr 235.
 	P. GOCIEK: Masłowska i smutni 30-letni. „Uważam Rze” 2012 nr 43.
 	R. KOBIERSKI: Amerykańska odyseja. Powrót Masłowskiej. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 42.
 	M.I. NIEMCZYŃSKA: Moje życie z Masłowską. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 249 dod. „Kraków”.
 	D. NOWACKI: Boki zrywać? Niekoniecznie. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 242.
 	M. NOWICKA: Nawet seks jest banalny i nie kręci mnie. „Arterie”, Łódź 2012 nr 3.
 	C. POLAK: Piach królowej. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 209 dod. „Kult. i Program TV”.
 	M. ROBERT: Wszędobylskie „zamiast”. „Nowe Książ.” 2012 nr 11.
 	P.W. RYŚ: Sennik współczesny. „Fraza” 2012 nr 4.
 	J. SOBOLEWSKA: Przeszczep jaźni gratis. „Polityka” 2012 nr 41.
 	K. UNIŁOWSKI: Bo miewamy czasem głupie sny... „FA-art.” 2012 nr 4.
 	J. WAKAR: Pamiętnik z okresu dojrzewania. „Not. Wydawn.” 2012 nr 10.
 	J. ZALESIŃSKI: Coraz mniej do powiedzenia. „Polska. Dz. Bałt.” 2012 nr 243.
 	A. KIDA-BOSEK: Kryształowy pałac. „Akcent” 2013 nr 1.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: Gdy Miłosz i Masłowska wsiadają do metra. „Ann. Univ. Paedagogicae Crac. Studia Poetica 2013 nr 1.
 	A. KOMOROWSKI: Literatura wspólnego dzieła. „Twórczość” 2013 nr 5.
 	C. ROSIŃSKI: Bardziej się nie da. „Odra” 2013 nr 1.
 	A. SIKORA: Kochanie zabiłam nasze zdechłe koty. „Twórczość” 2013 nr 5.
 	M. SOWIŃSKI: Komentarz (zawsze) spóźniony. „Nowa Dekada Krak.” 2013 nr 1/2.
 	Rec. teatr. wyst.: J. WAKAR: Nieznośna lekkość niczego. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 231 dod. „Kult. i Program TV”.
 	D. PIECHOTA: Hipsterzy w lustrze dekadentów. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2016 Nr 56 [dot. też: P. Klepacz: Daj mi więcej; J. Dziwak: Gry losowe].
 	J. WOŹNIAK: Wizerunek językowy młodego pokolenia w powieści Doroty Masłowskiej „Kochanie, zabiłam nasze koty” jako przykład lingua frankensteinia. „In Gremium” 2017 [T.] 11.
 	Zob. też Wywiady.

Dusza światowa

 	M. SZYMAŃSKI: Nie ma poglądów, są wątpliwości. Masłowska o sobie. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 41, przedr. w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	C. ROSIŃSKI: Uwikłana w świat. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.

Jak zostałam wiedźmą

 	G. KRZYMIANOWSKI: Rozczarowanie. „Rzeczpospolita” 2014 nr 131.
 	J. SOBOLEWSKA: Wiedźma Masłowskiej. „Polityka” 2014 nr 20.– J. OLECH: Arcypodsłuchiwaczka. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	P. SKRZYDELSKI: To nic, że śmiesznie. „wSieci” 2014 nr 40.
 	Rec. teatr. adapt.: A. HORUBAŁA: Przegląd prorodzinny. „Do rzeczy” 2014 nr 26 [dot. też.: Pinokio w reż. A. Smolar i One mąż show S. Majewskiego].
 	A. SZYMONIK: Chipsy, iPhone i czary z Lidla. „Teatr” 2014 nr 7/8.
 	J. WAKAR: Wiedźma Preis rządzi! „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 109 dod. „Kult. i Program TV”.
 	Zob. też Wywiady.

Więcej niż możesz zjeść

 	M. BIEŃCZYK: Purée nonsens. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 80.
 	A. HORUBAŁA: Świadectwa kulinarne. „Do Rzeczy” 2015 nr 15.
 	Rec. teatr. adapt.: R. AUGUSTYNIAK: Więcej niż teatr. „Dz. Teatr.” [on-line] 2015 [dostęp 4 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/wiecej-niz-teatr-1.html.; M. SIDOR: Felietony Doroty Masłowskiej na scenie Teatru Dejmka. Opowieść zziajanego konsumenta. „Kron. M. Łodzi” 2015 [z.] 4.

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu

 	M. BIEŃCZYK: Posiew z duszy Polaków. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 23.
 	J. CIEŚLAK: NA tropie głupoty. „Rzeczpospolita” 2017 nr 98.
 	K. FELBERG-SENDECKA: Masłowska i złogi badziewia. „Odra” 2017 nr 9.
 	A. HORUBAŁA: Masłowska – zagadywanie pustki. Nowa książka cudownego dziecka. „Do Rzeczy” 2017 nr 24.
 	Z. KRÓL: Posiew z duszy Polaka. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 43 dod. „Conrad Festival” nr 3.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3320" title="Jerzy NIEMCZUK" slug="jerzy-niemczuk">ur. 1948

Prozaik, dramatopisarz, scenarzysta, autor słuchowisk i książek dla dzieci.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 1 stycznia 1948 w Lublinie; syn Jana Niemczuka, urzędnika, i Marianny z domu Kalinowskiej, sprzedawczyni. W 1949 przeniósł się wraz z rodziną do Warszawy. Tam 1963-66 uczęszczał do Liceum im. B. Prusa, a następnie rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim; magisterium uzyskał w 1971. W tym czasie pracował fizycznie, żeby utrzymać rodzinę. Jeszcze jako student debiutował omówieniem powieści A. Grudy North znaczy północ na łamach „Nowych Książek” (1970 nr 11); w piśmie tym publikował recenzje do 1973. W 1972 zamieścił kilka swoich wierszy w piśmie „Poezja” (nr 5). Po studiach zatrudnił się jako korektor w oficynie Wiedza Powszechna. Po kilku miesiącach przeniósł się do wydawnictwa Iskry, a w 1973-76 pracował w miesięczniku „Nowy Wyraz” początkowo jako adiustator, później jako sekretarz redakcji. Następnie prowadził dział debiutów w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej, a od grudnia 1979 przez dwa lata – dział poezji w tygodniku „Kultura”, w którym także zamieszczał recenzje literackie. W 1978 debiutował jako autor słuchowisk dla Polskiego Radia, a w 1979 – dramatopisarz. Od 1981 należał do ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). Po zamknięciu w stanie wojennym pisma „Kultura” zajmował się wyłącznie pracą literacką. W 1986 zaczął pisać także scenariusze filmowe i sztuki dla Teatru Telewizji, a w latach dziewięćdziesiątych scenariusze telewizyjnych seriali animowanych i obyczajowych. W 1993-95 drukował w tygodniku „Polityka” omówienia bieżącego programu telewizyjnego. Za słuchowiska i scenariusze filmowe otrzymał wiele nagród (także międzynarodowych) i wyróżnień. W 2003 został członkiem Towarzystwa Autorów Teatralnych (rozwiązane w 2010).

W 1969 ożenił się z Aleksandrą Malczewską, późniejszą redaktorką wydawnictw; jest ojcem Magdaleny (ur. 1969). Mieszka na Mazurach, we wsi Piece.



TWÓRCZOŚĆ
1. Jeden. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1979. Praprem.: Reż.: W. Rudzki. Płock, T. Dram. im. J. Szaniawskiego 1980.
Wyróżnienie w konkursie dramaturgicznym we Wr. w 1979.
2. Terlecki. [Szkic biograficzny]. Powst. 1979.
Przekł. ang.: Terlecki. [Przeł.] K. Cękalska. Wwa: Authors Agency; Czyt. 1979, 55 s. Profiles of Contemporary Writers.
3. Imitacje. [Opowiadania]. Wwa: Czyt. 1980, 115 s.
Zawartość: Nie odwracaj się; Spłatek; Eksperyment; Przemiana; Karuzel; Ptak; Mistyfikacja; Imitacja dziarskiego marsza.
4. Paweł. [Powieść]. Wwa: MAW 1980, 161 s. Wyd. nast. tamże 1986. Portrety.
5. Por i Rop. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Druk w: 8 sztuk w poszukiwaniu teatru. Wwa: MAW 1982, s. 141-178. Praprem.: Reż.: J. Plewako. Katow., Śląski T. Lalki i Aktora „Ateneum” 1986.
6. Najdalsza bajka. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1984.
Nagroda w ogólnopolskim konkursie na sztukę sceniczną dla teatrów lalkowych w 1984.
7. Stefan. [Powieść]. Wwa: MAW 1984, 239 s. Portrety.
8. Obiekt uczuciowy. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż.: M. Kulesza. Radio 1985; teatr.: Reż.: W. Stecewicz. Gdańsk, T. Wybrzeże 1987.
9. Wielkie oczy. [Scenariusz filmu telewizyjnego]. Powst. 1985. Praprem. tv: Reż.: J. Z. Ruciński. TVP 1987. Por. Słuchowiska radiowe.
II nagroda w konkursie otwartym na scenariusz filmu, serialu telewizyjnego i widowiska T. Telewizji Pol. o tematyce współcz. w 1985.
10. Dziwny przypadek. [Opowiadanie]. Wwa: MAW 1986, 35 s. Ważne Sprawy Dziewcząt i Chłopców.
11. Królewna Śmieszka [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: radiowa: Reż.: S. Grotowska. Radio 1986; tv: Reż.: W. Rudzki. TVP 1991. Por. poz. 16.
12. Pomór. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: W. Brzozowicz. Wwa, T. Lit. 1987.
Wyróżnienie na konkursie otwartym na scenariusz filmu, serialu telewizyjnego i widowiska T. Telewizji Pol. o tematyce współcz. w 1985.
13. Przygody Zuzanki. Opowieści awanturnicze dla dziewczynek. Powst. 1987-1988. Wwa: Papirus 1995, 118 s. Por. Słuchowiska radiowe.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Jędryka. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 1997, 8 kaset analogowych; [Piaseczno:] Heraclon International [2008], 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. tamże 2012.
Nagroda im. K. Makuszyńskiego w 1996.
Zawartość: Papierowy potwór; Planeta An-Alfa-Beta; Typy spod czarnej flagi; Wielkie wagary; Zakazane straszydła.
Przekł. fiń.: Susanna ja paperihirviö. Lastenkuunnelma tytöstä, joka piirtää elävän hirviön.[Przeł.:] A. Rämö, E. Arjoma. Helsinki 1989.
14. Taryfa do raju. [Monodram]. Praprem.: teatr.: Reż.: K. Stroiński. Wwa, T. Adekwatny 1988; radiowa: Reż.: H. Rozen. Radio 1990.
15. Wyprawa na Ziemię. [Scenariusz komiksu]. Wwa: KAW 1988, 48 s.
16. Bajki Pana Bałagana. Wwa: MAW 1989, 193 s. Wyd. nast. Wr.: Siedmioróg 1999. Przedr. zob. poz. 26. Por. poz. 28 oraz Słuchowiska radiowe.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kiss. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawnictw Związku Niewidomych, [2000], 8 kast dźwiękowych. Wyd. nast. [Piaseczno:] Heraclon International [2008], 1 płyta CD w formacie mp3.
Zawartość: O królewnie Śmieszce [por. poz. 11]; O robaku i rybce; O dziwnym Smaku i niezwykłym Smogu; Brzydkie kociątko; Nieprzemakalny kapturek.
17. Gorszące sceny w ciemnej windzie. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: J. Ruciński. TVP 1989.
18. Opowieść pod strasznym tytułem. Powst. 1989. Wwa: NK 1997, 165 s. Wyd. nast.: Wwa: Marceli Szpak Wydawn. 2011, 102 s. Bibl. Marcelego Szpaka. Por. poz. 32 i 42 oraz Słuchowiska radiowe.
Nagroda w konkursie Naszej Księgarni w 1989.
19. Powrót Daleków. [Powieść]. Wwa: MAW 1989, 214 s.
Harcerska Nagroda Lit. w 1989.
20. Prywatne niebo. [Scenariusz filmu telewizyjnego]. Praprem. tv: Reż.: J. Kondratiuk. TVP 1989.
21. Rozbitkowie. [Powieść]. Wwa: MAW 1989, 258 s.
22. Plaga. [Powieść]. Wwa: PIW 1990, 223 s.
23. Małpa. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: A. Czernik. Łódź: T. Studyjny `’83 im. J. Tuwima 1991; tv: Reż.: J. Zaorski. TVP 2007.
Wyst. nast.: Reż.: H. Rozen. Gdynia, T. Muz. im. W. Baduszkowej 1995.
24. Nieboskie stworzenie. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: P. Karpiński. TVP 1992. Druk: „Le Theatre en Pologne = The Theatre in Poland”, Wwa 1995 nr 1 s. 69-93.
Sztuka tv powstała na kanwie słuchowiska radiowego pod tym samym tytułem. Zob. Słuchowiska radiowe.
25. Wszyscy kochamy Barbie. Dramat psychologiczny z życia lalek dla dzieci starszych. „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” 1992 z. 1 s. 31-49. Praprem.: radiowa: Reż.: J. Kukuła. Radio 1992; teatr.: Reż.: C. Morawski. Wwa, T. Powsz. 1994.
Wyst. nast.: Reż.: K. Rościszewski. Olsztyn, Olsztyński T. Lalek 1996; Reż.: A. Chodyniecka-Kuberska. Słupsk, T. Lalki „Tęcza” 2003; Reż.: C. Morawski. Wwa, Tow. Teatrum 2007.
II nagroda w konkursie na sztukę dla dzieci w Poznaniu w 1991.
26. Bajki Pana Bałagana; Pierścień Pana Bałagana. Wwa: Muza 1993, 356 s. Por. poz. 28 oraz Słuchowiska radiowe.
Zawiera opowiadania z poz.16 oraz: Pierścień Pana Bałagana: O kruku Kraku; O paluchu Wojtka; Babcia Ala i czterdziestu rozbójników; Bajka o Kopciuszku; O koniku Grubasku.
27. Wyrodek. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1993 nr 1/2 s. 5-20. Praprem. radiowa: Reż.: J. Kukuła. Radio 1995.
Nagroda w konkursie dramaturgicznym organizowanym w 1991 przez Min. Kultury i Sztuki, T. Pol. we Wr. i redakcję „Dialogu”.
28. Bajki Pana Bałagana. [Scenariusz telewizyjnego serialu animowanego]. Reż.: B. Zeman, A. Sperling (O królewnie Śmieszce; O dziwnym Smaku i niezwykłym Smogu); B. Zeman (Babcia Ala i 40 rozbójników); A. Magnuszewska-Oczko (Brzydkie kociątko); A. Sperling (Kopciuszek); A. Flettner (Nieprzemakalny kapturek; O kruku Kraku). TVP 1994.
7 odcinków na podstawie opowiadań z tomów poz. 16 i 26.
29. Głośna sprawa. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: S. Chęciński. TVP 1995.
30. Próby domowe. [Scenariusz odcinka pilotowego telenoweli]. Reż.: W. Dziki. TVP 1995.
Dalsze odcinki nie zostały zrealizowane.
31. Racja głodowa. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: S. Chęciński. TVP 1995.
32. Film pod strasznym tytułem [Scenariusz telewizyjnego serialu animowanego]. Powst. 1992-1996. Reż.: L.M. Gałysz. TVP 1997. Por. poz. 18.
Nagroda za najlepszy film animowany na poznańskim biennale sztuki dla dziecka 1998.
33. Kociokwik. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: I. Engler. TVP 1996.
34. Bukolandia. [Scenariusz telewizyjnego serialu animowanego]. Reż.: L.M. Gałysz. TVP 1997-2006.
Cz. 1 Bulber. Scen. i dialogi J. Niemczuk. 1997.
Cz. 2 Turydlaki. Scen.: J. Niemczuk, L.M. Gałysz. 2005.
Cz. 3 Katastrofa. Scen.: J. Niemczuk, L.M. Gałysz, A. Grabowski, J. Szyszko. 2006.
35. Karrypel kontra groszki. [Scenariusz telewizyjnego serialu animowanego]. Reż.: M. Cholerek (odcinki 1, 6), A. Flettner (odcinki 2, 7), M. Burda (odcinki 3, 9), B. Zeman (odcinki 4, 8), A. Magnuszewska-Oczko, A. Oczko (odcinek 5). TVP 1997.
9 odcinków po ok. 20 min.
36. Cyrograf. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż.: D. Bałazy. Radio 1998; tv: Reż.: J. Zaorski. TVP 2000.
Wyróżnienie za słuchowisko w konkursie zamkniętym organizowanym przez Dyrekcję Pol. Radia.
37. [Trzynasty] 13 posterunek. [Scenariusz odcinka 17 komediowego serialu telewizyjnego]. Reż.: M. Lesicki. TV Polsat 1998.
38. Złotopolscy. [Scenariusz odcinków 49, 59, 60 serialu telewizyjnego]. Reż.: J. Zaorski (odcinek 49), J. Dymek (odcinki 59, 60). TVP 1998.
39. Inkasent. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: H. Rozen. Rzeszów, T. im. W. Siemaszkowej 1999; radiowa: Reż.: H. Rozen. Radio 1999.
40. Szaleńczaki. [Powieść dla dzieci]. Wwa: NK 1999, 101 s. Wyd. nast.: tamże 2005; Wwa: Marceli Szpak Wydawn. 2011. Bibl. Marcelego Szpaka.
41. Mizerykordia. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: J. Zaorski. TVP 2000.
Wyróżnienie w zamkniętym konkursie na utwór dramatyczny ogł. przez TVP w 1999.
42. Odwrócona góra albo film pod strasznym tytułem. [Scenariusz filmu animowanego]. Współaut.: L.M. Gałysz. Reż.: L.M. Gałysz. Ekran. 2000.
Scenariusz na podstawie serialu animowanego zob. poz. 32. – Wyróżnienie Jury Dziecięcego „Marcinek” w 2000.
43. Headhunter. [Powieść]. Piece: Dom Wydawn. „Rogoża” 2003, 212 s. Por. poz. 49.
44. Stacyjka. Ballada w 13 obrazach. [Scenariusz serialu telewizyjnego]. Współaut.: R. Piwowarski. Reż.: R. Piwowarski. TVP 2004.
45. Lekarz drzew. [Scenariusz filmowy]. Reż.: J. Zaorski. Ekran. 2005.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Propaganda 2006, 1 dysk optyczny DVD.
46. Rodzina zastępcza plus. [Scenariusz odcinków 206, 210, 213, 215, 224, 230, 252, 254, 263 serialu telewizyjnego]. Reż.: W. Nowak. TVP 2005-2007.
47. Ranczo. [Scenariusz serialu telewizyjnego]. Współaut.: R. Brutter. Reż.: W. Adamczyk. TVP 2006-2012. Por. poz. 48, 52, 53.
78 odcinków.
Wyd. jako dokument elektroniczny: odcinki 1-52: Wwa: Bauer 2009, 16 dysków optycznych (DVD); odcinki 53-65: tamże 2011, 4 dyski optyczne (DVD); odcinki 66-78: Wwa: TIM Film Studio 2012, 4 dyski optyczne (DVD). Wyd. nast.: Wwa: TVP 2015.
48. Ranczo Wilkowyje. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: A. Grembowicz. Reż.: W. Adamczyk. Ekran. 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TiM 2008, 1 dysk optyczny (DVD). Wyd. nast.: Wwa: Wydawn. Bauer 2009, 1 dysk optyczny (DVD); tamże 2010; Wwa; TiM Film Studio 2010, 1 dysk optyczny (DVD)
Scenariusz oparty na serialu telewizyjnym. Por. poz. 47.
49. Nigdy nie mów nigdy. [Scenariusz filmowy] [Współaut.:] I. Siemieniuk, P. Mossakowski. Reż.: W. Pacyna. Ekran. 2009.
Adapt. film. powieści zob. poz. 43.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Edipresse Polska 2011. Damsko-męska kolekcja filmowa, t. 4.
50. Siła wyższa. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 13 odcinkach]. Współaut.: R. Brutter. Reż.: W. Adamczyk. TVP 2012.
Wyd jako dokument elektroniczny. Wwa: TVP 2013, 4 dyski optyczne (DVD).
51. Bat na koty. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 441 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: WL 2014, plik w formacie EPUB i MOBI.
52. Ranczo. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 416 s.
Książkowa wersja pierwszego sezonu serialu por. poz. 47.
53. Ranczo 2. [Powieść]. Kr.: WL 2014, 544 s.
Książkowa wersja drugiego sezonu serialu por. poz. 47.

Słuchowiska radiowe zob. poz. 8, 11, 14, 25, 27, 36 oraz m.in.: Dwa miesiące i trzynaście minut. Reż.: D. Jagła. Radio 1978 [I nagroda na II Międzynarodowym Konkursie Słuchowisk OIRT (Organisation Internationale de Radiodiffusion et deTélévision) w Dreźnie w 1980], przekł. czes.: Dva měsice a třináct minut. Radio (Praha) 1982. – Godzina wychowawcza. Reż.: M. Wachowiak. Radio 1980. – Deszcz dla nerwowych. Reż.: J. Markuszewski. Radio 1981. – Gra w nieznane. Reż.: H. Rozen. Radio 1983. – Bliskie spotkanie i parę stopni. Reż.: S. Grotowska. Radio 1984. – Wielkie oczy. Reż.: H. Rozen. Radio 1985 [por. poz. 9]. – Babcia Ala i 40 rozbójników. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 26]. – Bajka o Kopciuszku. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 26]. – Brzydkie kociątko. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 16]. – Nieprzemakalny kapturek. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 16]. – O dziwnym Smaku i niezwykłym Smogu. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 16]. – O koniku Grubasku. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 26]. – O kruku Kraku. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 26]. – O paluchu Wojtka. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 26]. – O robaku i rybce. Reż.: S. Grotowska. Radio 1986 [por. poz. 16]. – Planeta An-Alfa-Beta. Reż.: J. Kukuła. Radio 1986 [por. poz. 13]. – Zuzanka i papierowy potwór. Reż.: J. Kukuła. Radio 1986 [II nagroda w Międzynarodowym Konkursie OIRT na Słuchowisko dla Dzieci i Młodzieży w Helsinkach w 1988; por. poz. 13]. – Zuzanka i piraci. Reż.: J. Kukuła. Radio 1986 [por. poz. 13]. – Zuzanka i zakazane straszydła. Reż.: J. Kukuła. Radio 1987 [por. poz. 13]. – Zuzanka na wagarach. Reż.: J. Kukuła. Radio 1987 [por. poz. 13]. – Powiedz to psu. Reż.: J. Warenycia. Radio 1989. – Kto pracuje, ten nie je. Reż.: A. Jarski. Radio 1990. – Nieboskie stworzenie. Reż.: S. Olejniczak. Radio 1992 [por. poz. 24]. – Opowieść pod strasznym tytułem. [30 odcinków prozy]. Radio 1992 [por. poz. 18]. – Krucjata. Reż.: J. Kukuła. Radio 1995. – Finał. Reż.: M. Kulesza. Radio 1996. – Burza mózgów. Reż.: J. Kukuła. Radio 1997 [wyróżnienie w konkursie zorganizowanym przez Dyrekcję Programu II Pol. Radia „Integracje z Europą” w 1996]. – Pogoda dla psów. Reż.: J. Warenycia. Radio 1998. – Meneliada. Reż.: J. Warenycia. Radio 2001. – Życie przed progiem. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2002. – Pora na potwora. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2003 [nagroda Prix Ex Aequo na International Children’s and Youth Radio Drama Festival, Bratislava 2004]. – Podróże szalonego ślimaka. Odcinek 1-6. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2005. – Duża, wesoła buźka. Reż.: D. Bałazy. Radio 2006. – Jajko na szczudłach. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2006. – Ratowanie królewny. Reż.: J. Warenycia. Radio 2007. – Kot paskowy. Cz.1-2. Reż.: D. Bałazy. Radio 2011.
Adaptacja
1. Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń. Scenariusz filmu dla dzieci: M. Sikorska-Miszczuk we współpracy z J. Niemczukiem, L. Gałyszem. Dialogi: M. Sikorska-Miszczuk, J. Niemczuk, L. Gałysz, A. Grabowski. Reż.: L.M. Gałysz. Ekran. 2002.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Carisma Entertainment Group, [2009], 1 dysk optyczny (DVD).
Na podstawie komiksu H.J. Chmielewskiego „Tytus, Romek i A’Tomek”.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Autoportret. Spisała A. Koniecka. „Nowiny” 1999 nr 182.
 	Wywiady: Ruch w rekwizytorni. Rozm. D. Diłanian. „Antena” 1984 nr 45; Łatwo nie rezygnuję. Rozm. G. Leszczyński. „Guliwer” 1997 nr 1; Nie tylko ja zaniedbałem prozę... notował J. Łoziński. „Literatura” 1998 nr 3; Żyła złota w Wilkowyjach. Rozm. M. Książek. „Przegląd” 2012 nr 27 [dot. serialu Ranczo]. Ani dnia bez linijki. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 6 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://ranczo.org/nasze-wywiady/jerzy-niemczuk-ani-dnia-bez-linijki-t2606.html [dot. m.in. Bat na koty]; Jerzy Niemczuk – pisarz krzyczący. „Tyg. Szczytno” [on-line] 2017 [dostęp 6 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://tygodnik.szczytno.pl/Jerzy_Niemczuk_____pisarz_krzyczacy-n6970.html.
 	A. Niewiadomski: Jerzy Niemczuk. W: A. Niewiadomski, A. Smuszkiewicz: Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej. Pozn. 1990.

Ogólne

 	J. WAKAR: Rębacz i Niemczuk – opisywanie Polski. „Dramaturgia Pol.” 1997 nr 4/5 [dot. też. twórczości M. Rębacza].
 	J. ŁOZIŃSKI: O Jerzym Niemczuku. „Twórczość” 2000 nr 6.

Jeden

 	B. OSTERLOFF: Debiut. „Teatr” 1980 nr 17.

Imitacje

 	L. BUGAJSKI: „Imitacja dziarskiego marsza”. „Twórczość” 1980 nr 12, przedr. w tegoż: Strategia ślimaka. Wwa 1988.
 	A. KOWALSKI: Śliczna pusta ramka. „Nowe Książ.” 1980 nr 17.
 	B. MAJ. „Tyg. Powsz.” 1980 nr 35.
 	A. MYSZKOWSKI. „Życie Lit.” 1980 nr 27.
 	J.T. ŻÓŁCIŃSKI: Krytyk prozą podszyty. „Nowy Wyraz” 1980 nr 9.
 	W. JURASZ: Fantastyka i groteska. „Mies. Lit.” 1981 nr 2.
 	J. ŁUKOSZ: Epigon programowy. „Odra” 1981 nr 3.
 	E. STAROSTA: W obronie własnej. „Fakty” 1981 nr 2.

Paweł

 	Z. BESZCZYŃSKA: „Każdy na swoim miejscu”. „Nowe Książ.” 1980 nr 15.

Przygody Zuzanki

 	B. TYLICKA: Niemczukowe baśnie. „Nowe Książ.” 1995 nr 12.

Taryfa do raju

 	B. BORCH-WIŚNIEWSKI: Uciec donikąd. „Stolica” 1988 nr 5.

Bajki Pana Bałagana

 	E. NOWACKA: Dwa razy Jerzy Niemczuk. „Nowe Książ.” 1989 nr 7 [dot. też: Powrót Daleków].

Opowieść pod strasznym tytułem

 	E. NOWACKA: O pożytkach z małego olbrzyma. „Nowe Książ.” 1998 nr 6.

Powrót Daleków

 	E. NOWACKA: Dwa razy Jerzy Niemczuk. „Nowe Książki” 1989 nr 7 [dot. też: Bajki Pana Bałagana].
 	A. DYBOWSKI: Otello Nijakiewicz. „Sztuka dla Dziecka” 1990 nr 4.

Rozbitkowie

 	E. ZALESKA: W sto dni dookoła Daleków. „Nowe Książ.” 1990 nr 7.

Plaga

 	B. KLUKOWSKI: Powieściowe gry polityczne. „Nowe Książ.” 1991 nr 2.

Szaleńczaki

 	G. SEKULSKA: Zostań szaleńczakiem! „Guliwer” 1999 nr 6.

Mizerykordia

 	J. KŁOSSOWICZ: Stary, dobry teatr. „... urok spektakli Teatru Telewizji kryje się w ich ambiwalencji”. „Prz. Powsz.” 2006 nr 6.

Ranczo

 	J. DANILEWICZ: Ranczo Jeruzal. „Newsweek Polska” 2007 nr 14.
 	A. KYZIOŁ: Przystanek Wilkowyje. „Polityka” 2007 nr 23.
 	T. SOBOLEWSKI: Podejdź do płota, czyli Amerykanka i dwie Polski. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 133.
 	P. SZUBARTOWICZ: Fenomen „Rancza”. „Przegląd” 2007 nr 26-27.
 	M. SADOWSKA: Everywieś. „Przekrój” 2008 nr 1 [dot. też Ranczo Wilkowyje].
 	A. KAPUSTA: Polak, „Ranczo” i prowincja. Studium mitograficzne serialu. „Kult. Współcz.” 2010 nr 4.
 	G. SZYMANIK: Do Jeruzala, ranczersi! „Gaz. Wybor.” 2010 nr 207 dod. „Gaz. Stołeczna”.
 	Z. KOŚCIELAK: Ranczerzy postępu. „Najwyższy Czas!” 2011 nr 26/27.
 	A. KRZYŻANIAK-GUMOWSKA: Między księdzem a aktorem. „Wprost” 2011 nr 11.
 	A. GRABAU: Polska Koziołów i Czerepachów, czyli świat według „Rancza”. „Przegląd” 2012 nr 14.
 	M. MADELSKI: Ideolo z „Rancza”. „Najwyższy Czas!” 2012 nr 47.
 	J. GAJDA-ZADWORNA: Sen o Ameryce i zaścianku trwa. „wSieci” 2013 nr 30.
 	D. PIONTEK: Obraz polityki i polityków w polskich serialach telewizyjnych. Na przykładzie „Rancza” i „Ekipy”. „Środkowoeuropejskie Stud. Polit.” 2013 [t.] 1.
 	Ł. DEMBY: O wyższości Rancza nad Małyszem? Fenomen serialu Wojciecha Adamczyka i jego recepcja w prasie i Internecie; J. FALKOWSKA: Dydaktyczne trendy w polskiej telewizji w okresie przemian związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Procesy adaptacji do zmieniających się czasów ukazane w serialu Ranczo. W: Polskie seriale telewizyjne. Bydg. 2014.
 	J. KOWALSKI: Między Panią, Wójtem a Plebanem. „Do Rzeczy” 2014 nr 20.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;
Ranczo Wilkowyje

 	M. SADOWSKA: Everywieś. „Przekrój” 2008 nr 1 [dot. też serialu Ranczo].
 	K. ŚWIREK. „Kino” 2008 nr 2.

&amp;nbsp;
Bat na koty

 	M. KĄKIEL: To nie czytadełko. „Nowe Książ.” 2015 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3322" title="Anna ONICHIMOWSKA" slug="anna-onichimowska">ur. 1952

Podpisywała utwory też: Onichimowska-Żmijewska.

Autorka utworów dla dzieci i młodzieży.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 28 stycznia 1952 w Warszawie; córka Leona Onichimowskiego, dziennikarza, i Danuty z domu Pachowskiej, lekarki. W 1966-70 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Konopnickiej w Warszawie. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Po skończeniu studiów w 1975 pracowała do 1983 w Redakcji Literatury Dziecięcej Krajowej Agencji Wydawniczej. W 1976 debiutowała jako poetka na łamach „Sztandaru Młodych” (nr 264) wierszami pt. Rysunek i Zza firanki, a w 1979 jako autorka utworów dla dzieci słuchowiskiem pt. Jak polubić pana Jacka, nadanym przez Polskie Radio, dla którego pisała słuchowiska także w latach następnych. Pierwszy zbiorek wierszy dla dzieci pt. Gdybym miał konia ogłosiła w 1980. Utwory dla dzieci publikowała także w prasie, m.in. w „Misiu” (od 1987) i „Świerszczyku” (od 1994). Od 1983 była pracownikiem Redakcji Literatury Pięknej dla Dzieci Młodzieżowej Agencji Wydawniczej (MAW; w 1985-90 na stanowisku kierowniczym). Po rozwiązaniu MAW w 1990 założyła wraz z grupą przyjaciół Fundację „Świat Dziecka”, która m.in. organizowała konkurs „Dziecięcy Bestseller Roku” (rozwiązana w 2008; konkurs przejęła Polska Sekcja Stowarzyszenia Książki dla Młodych, IBBY). W 1992 wstąpiła do SPP. W 1994 zaczęła pisać sztuki dziecięce dla Telewizji Polskiej. Recenzje i artykuły dotyczące literatury dla dzieci i młodzieży drukowała m.in. w „Guliwerze” (1992-98) i „Nowych Książkach” (1992-98). Od 1995 należała do Polskiej Sekcji Stowarzyszenia Książki dla Młodych (IBBY), początkowo jako prezes (do 2003), następnie jako członek zarządu, później wiceprezes (do 2015). Odbyła wiele podróży zagranicznych po Europie, Republice Południowej Afryki, Australii i Azji. W 2016 przebywała na stypendium twórczym Sveriges Författarförbund w Sztokholmie. W 2011 otrzymała Medal Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.

W 1975 wyszła za mąż za Tomasza Żmijewskiego, inżyniera (rozwód w 1997). Od 2014 mieszka w Lundzie w Szwecji.



TWÓRCZOŚĆ
1. Gdybym miał konia. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: KAW 1980, [18] k.
2. Mój kot Anastazy. [Książeczka do kolorowania dla dzieci z tekstem A. Onichimowskiej]. Wwa: KAW 1980, [8] k.
3. Skąd się wzięło jabłko. [Książeczka do kolorowania dla dzieci z tekstem A. Onichimowskiej]. Wwa: KAW 1980, [8] k.
4. Krzysztofa Pączka droga do sławy. [Powieść dla dzieci] Wwa: NK 1981, 159 s. Wyd. 2 Łódź: Literatura 1997; wyd. nast. tamże: wyd. 3 2006. To Lubię; wyd. 4 2010.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta H. Kinder-Kiss. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych [2003], 5 kaset analogowych. Wyd. nast. [Piaseczno:] Heraclon International [2008], 1 płyta CD w formacie mp3.
5. Będę dzielna. [Opowiadanie dla dzieci]. Powst. 1986. Wwa: MAW 1989, 35 s. Ważne Sprawy Najmłodszych. Przedr. zob. poz. 13.
II nagroda w konkursie lit. MAW w 1986.
6. Duch starej kamienicy. [Powieść dla dzieci]. Wwa: NK 1986, 134 s. Wyd. nast.: wyd. 2, Łódź: Literatura 1998. To Lubię, tamże: 2002, 2005, 2008; Kr.: Wydawn. Edukacyjne Greg 2017. Kolorowa Klasyka, tamże z oprac. M. Białek 2017. Lektura (Greg).
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta R. Siemianowski. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 1997, 4 kasety analogowe; Czyta J. Szymczykiewicz-Tyl. Wwa: International Publishing Service 2007, 1 płyta CD w formacie mp3, wyd. nast. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. tamże 2014.
Cz. 1 cyklu; cz. 2 zob. poz. 31.
Przekł. słoweń.: Duh stare hiše. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2006.
Adapt. radiowa.: Reż.: J. Warenycia. Radio 1991.
7. Daleki rejs. [Opowieść dla dzieci]. Wwa: NK 1989, 102 s. Wyd. nast.: Wwa: Rytm 1996; Wwa: NK 2000. Klub Przyjaciół Dzieci z Bullerbyn; Łódź: Literatura 2007. To Lubię, wyd. 2 [właśc. 3] tamże 2012.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Mostafa. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2000, 1 kaseta analogowa; Czyta M. Damięcki. Wwa: Megaus 2007, 1 płyta CD w formacie mp3.
Cz. 1 cyklu; cz. 2 zob. poz. 26.
III nagroda w Konkursie Jubileuszowym NK w 1986.
Przekł. słoweń.: Dolga pot. [Przeł.] L. Cerk- Dečman. Ljubljana 2007.
8. Cukrowa bajka. Pozn.: Podsiedlik-Raniowski i Spółka 1994, 24 s. Książeczki dla Ciebie.
9. Pokój do wynajęcia. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży” 1994 z. 7 s. 3-22. Praprem.: radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 1994; tv: Reż.: M. Gracz. TVP 1998. Por. poz. 12.
Słuchowisko wyd. jako dokument dźwiękowy: Reż.: J. Sikorska. Wwa: Bibl. Akustyczna 2007, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla Dzieci.
I nagroda (Camera in affittio) w konkursie na sztukę teatralną dla dzieci i młodzieży, ogł. przez Ogólnopol. Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 1994, I nagroda w międzynarodowym konkursie The International Association of Lions Club z Pompei w 1994.
10. Samotne wyspy i storczyk. [Powieść dla młodzieży]. [Wwa:] Filipinka 1994, 127 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Łódź: Literatura 1999, wyd. 3 tamże 2000; Wwa: Baobab 2004; Wwa: NK 2008. Tylko dla Dziewczyn.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Komorowska. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta CD w formacie mp3.
Cz. 1 cyklu; cz. 2-4 zob. poz. 15, 17, 38.
11. Małgosia. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Powst. 1995. Praprem. tv: Reż.: O. Lubaszenko. TVP 1997. Por. poz. 13.
Wyróżnienie w VI konkursie na sztukę teatralną dla dzieci do lat 12 ogł. przez Ogólnopol. Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 1995.
12. Dobry potwór nie jest zły. [Opowiadania dla dzieci]. Pozn.: Podsiedlik-Raniowski i Spółka 1996, 122 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1996; Wwa: Ezop 2000. Książka z Rumakiem; Wwa: Ezop, Porozumienie Wyd. 2003. Lubię Książki, Wwa: Ezop 2012.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Jędryka. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych [2001], 4 kasety analogowe; Czyta M. Damięcki. Wwa: Megaus 2007, 1 płyta CD w formacie mp3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Ezop 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. im. K. Makuszyńskiego w 1997.
Zawartość: Odwiedziny [por. Słuchowiska radiowe]; Złota rzeka; Piłka; Czarodziej [por. Słuchowiska radiowe]; Nagroda; Imieniny [por. Słuchowiska radiowe]; Klucz; Pies [por. Słuchowiska radiowe]; Książę [por. Słuchowiska radiowe]; Pieniek; Afryka; Pokój do wynajęcia [por. poz. 9].
Przekł.: franc. opowiadania Pies: Le chien. [Przeł.] M. Carlier. Orange 2000, – koreań.: [Przeł.] J. Lee. Paju-si [inf. autora].
13. Najwyższa góra świata. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Rytm 1996, 199 s. Wyd. nast.: [wyd. 2] Wwa: Bertelsmann Media 2001, tamże 2005; Łodź: Literatura 2007, tamże 2009. To Lubię, wyd. 3 [właśc.] 5 2012, 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czytają: H. Kinder-Kiss, M. Bauman, D. Trafankowska. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2002, 5 kaset analogowych.
Książka wpisana w 1998 na Międzynarodową Honorową Listę Stow. Książki dla Młodych (IBBY).
Zawartość: Dalej niż na wakacje [por. poz. 25]; Tajemnica [por. Słuchowiska radiowe]; Walizka [por. poz. 21]; Warkoczyk; Małgosia [por. poz. 11]; Mam wszystko [por. Słuchowiska radiowe]; Będę dzielna [poz. 5]; Najwyższa góra świata; Ślub [por. poz. 28].
14. Z Szekspirem czy bez. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1996.
Wyróżnienie w konkursie zorganizowanym przez Ogólnopol. Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. w 1996.
15. Żegnaj na zawsze. [Powieść dla młodzieży]. [Wwa:] Filipinka 1996, 145 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Łódź: Literatura 2000; Wwa: Baobab 2004; Wwa: NK 2008 s. Tylko dla Dziewczyn.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Komorowska. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla Młodzieży.
Cz. 2 cyklu; cz. 1, 3-4 zob. poz. 10, 17, 38.
16. Okup. [Utwór dramatyczny]. [Współaut.:] T. Paxal. Powst. 1997.
Nagroda w konkursie komediopisarskim zorganizowanym w ramach Ogólnopol. Festiwalu Komedii w Tarnowie w 1997.
17. Trudne powroty. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Filipinka 1997, 131 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Łódź: Literatura 2000; Wwa: Baobab 2005.
Cz. 3 cyklu; cz. 1, 2, 4 zob. poz. 10, 15, 38.
18. [Cztery] 4 opowieści Piotrusia. Wwa: Wilga 1998, teka z 4 książeczkami. Opowieści Piotrusia.
Zawartość: Piotruś i zwierzaki; Dinozaury i Piotruś; Duchy i Piotruś; Ufo i Piotruś.
19. Dzieci zorzy polarnej. [Opowieść dla dzieci]. [Współaut.:] T. Paxal. Wwa: J. Santorski &amp;amp; Co [1998], 107 s.
Wersja szwedz.: Norrskensbarnen. [Otalampi:] Sahlgren 1999, 96 s.
Utwór napisany w dwu wersjach językowych: pol. przez A. Onichimowską i szwedz. przez T. Paxala.
20. Rodziców nie ma w domu. [Scenariusz odcinków 40, 47, 49 serialu telewizyjnego]. Reż.: W. Adamczyk. TVN 1998.
21. Walizka. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: tv: Reż.: P. Trzaskalski. TVP 1998; radiowa: Reż.: A. Jarski. Radio 1990. Por. poz. 13.
II nagroda na XXIII Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Telewizyjnych „Złota Szkatułka” w Płowdiw w 1998.
22. Wpadł Słoń... [Utwór dramatyczny dla dzieci]. [Współaut.:] T. Paxal. Praprem. teatr.: Reż.: K. Dutkiewicz. Pozn., T. Animacji 1998.
23. Aleksander. [Opowiadania dla dzieci]. Łódź: Literatura 1999, 63 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2003, wyd. 3 2006, wyd. 4 2012. Poduszkowce.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Nawrot. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2000, 1 kaseta analogowa; Czyta M. Damięcki. Wwa: Megaus 2007, 1 płyta CD w formacie mp3.
24. Koniec świata i poziomki. [Powieść dla dzieci]. Wwa: WSiP 1999, 101 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Łódź: Literatura 2003; wyd. 3 Kr.: Znak 2010.
25. Dalej niż na wakacje. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem. tv: Reż.: P. Trzaskalski. TVP 2000. Por. poz. 13.
Nagroda Poznańskie Koziołki oraz Nagroda Jury Dziecięcego „Marcin” na XVIII Międzynarodowym Festiwalu Filmów dla Dzieci „Ale Kino!” w Pozn. w 2000.
26. Gdzie jesteś tatusiu? [Opowieść dla dzieci]. Wwa: NK 2000, 130 s. Klub Przyjaciół Dzieci z Bullerbyn. Wyd. nast.: Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2000 (druk alfabetem Braille’a); Łódź: Literatura 2007. To Lubię.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta P. Mostafa. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2001, 3 kasety analogowe; Czyta P. Borowski. [Piaseczno:] Heraclon International [2008], 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. tamże 2010.
Cz. 2. cyklu; cz. 1. zob. poz. 7.
Przekł. słoweń.: Kje si, očka? [Przeł.] L. Cerk- Dečman. Ljubljana 2007.
27. Mellan dem. [Wiersze]. [Autorzy:] A. Onichimowska, T. Paxal. [Vasa:] Författarnas andelslag [2000], 64 s.
Zbiór wierszy powstałych w jęz. angielskim i przetłum. na jęz. szwedz. przez T. Paxala.
28. Ślub. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Praprem.: radiowa: Reż.: S. Grotowska. Radio 1996; tv: Reż.: R. Rowiński. TVP 2000. Por. poz. 13.
29. Tam gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci. [Opowieść dla dzieci]. [Współaut.:] T. Paxal. Łódź: Literatura 2000, 81 s. Wyd. 2 tamże 2002.
Wersja szwedz.: Goggel Moggel. Och hans vänner på äventyr i oknen. [Otalampi:] Sahlgren 2002, 107 s.
Utwór napisany w dwu wersjach językowych: pol. przez A. Onichimowską i szwedz. przez T. Paxala.
30. Zasypianki na każdy dzień miesiąca. Łódź: Literatura 2000, 67 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 3 [!] 2005. Poduszkowce; wyd. 4 2008, wyd. 5 pt. Zasypianki na każdy dzień miesiąca i jedna zapasowa 2011, toż 2016.
31. Maciek i łowcy duchów. [Powieść dla dzieci]. Łódź: Literatura 2001, 158 s. Wyd. 2 tamże 2006. To Lubię.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Malenda-Raszkiewicz. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2002, 4 kasety analogowe; Czyta I. Szymczykiewicz-Tyl. Wwa: Bibl. Akustyczna 2008, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla Dzieci.
Cz. 2 cyklu; cz. 1 zob. poz. 6.
Przekł. słoweń.: Matiček in lovci na duhove. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2008.
32. Sen, który odszedł. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ezop 2001, [40] s. Książka z Zebrą. Wyd. nast. tamże 2011. Por. Słuchowiska radiowe.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Ezop 2011, plik w formacie PDF.
Tytuł „Książki Roku” 2001 przyznawany przez Pol. Sekcję Stow. Książki dla Młodych (IBBY).
Przekł.: koreań.: [Przeł.] J. Lee. Paju-si 2006 [inf. autora], – litew: Kur nuėjo sapnas. [Przeł.] A. Baliulienė. Vilnius 2015, – niem.: Wo ist mein Traum. [Przeł.] N. Weber. Saarbrücken 2005, – słoweń.: Sanje, ki so odšle. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2015.
33. Hera moja miłość. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Świat Książki 2003, 158 s. Wyd. nast.: T. 1-2. Lubl.: P.H.U. Impuls 2006 (druk alfabetem Braille’a ); Wwa: Świat Książki 2007.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta H. Kinder-Kiss. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2003, 6 kaset analogowych.
Książka wpisana na międzynarodową listę BARFIE (Books and Reading for Intercultural Education), należącą do projektu Unii Europejskiej Comenius, w 2006.
Cz. 1 cyklu; cz. 2 zob. poz. 35.
Przekł. franc.: Héro, mon amour. Roman. [Przeł.:] M. Carlier, L. Waleryszak. [Paris] 2009 [Przekł. nominowany do belgijskiej nagrody Prix Farniente w 2010].
34. Żółta zasypianka. Powst. przed 2004. Łódź: FRO9 Fąfrowicz, Ruszewska, Osadowski 2005, [40] s.
Przekł.: franc.: Petit conte jaune. [Przeł.] M. Carlier. Saarbrücken 2004, – niem.: Eine gelbe geschichte. [Przeł.] N. Weber. Saarbrücken 2004.
35. Lot komety. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Świat Książki 2004, 191 s. [Wyd. 2] tamże 2007.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta H. Kinder-Kiss. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2005, 8 kaset analogowych.
Cz. 2 cyklu; cz. 1 zob. poz. 33.
36. O jeżu, który znalazł przyjaciela. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2004, [24] s. W lesie Marcina. Wyd. 2 tamże 2008.
Cz. 1 serii; cz. 2-4 zob. poz. 37, 40, 46.
Przekł. słoweń..: O ježu, ki je našel prijatelja. [Przeł.] L. Cerk. Ljubljana 2011.
37. O zebrze, która chciała być w kwiatki. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2004, [28] s. W lesie Marcina.
Nagroda Bestseller-ek przyznana przez Wrocławskie Promocje Dobrych Książek w 2004.
Cz. 2 serii; cz. 1, 3-4 zob. poz. 36, 40, 46.
Przekł. słoweń.: O zebri, ki je hotela cvetni vzorec. [Przeł.] L. Cerk. Ljubljana 2011.
38. Bliscy nieznajomi. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Baobab 2005, 151 s.
Cz. 4 cyklu; cz. 1-3 zob. poz. 10, 15, 17.
39. Daleko czy blisko. [Opowiadanie dla dzieci]. Łódź: Literatura 2005, 48 s. Poduszkowce. Wyd. 2 pt.: Spory, Malutek i Słoneczko: tamże 2010.
40. O żyrafach, które chciały zobaczyć śnieg. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2005, [24] s. W lesie Marcina.
Cz. 3 serii; cz. 1-2, 4 zob. poz. 36, 37, 46.
Przekł. słoweń.: O žirafah, ki sta hoteli videti sneg. [Przeł.] L. Cerk. Ljubljana 2011.
41. Tajemnice początku. Mity o stworzeniu świata. [Dla dzieci].Wwa: Bertelsmann Media 2005, 95 s. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2009.
42. Wieczorynki z kotem Miśkiem. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2005, 71 s. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2011. Poduszkowce.
Cz. 1 cyklu; cz. 2-3 zob. poz. 43, 47.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Zadura. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla Dzieci. Wyd. nast. łącznie z poz. 43 i 47 pt. Wieczorynki tamże 2013.
43. Wieczorynki z żółwiem Antosiem. [Opowiadania dla Dzieci]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2006, 64 s. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2010. Poduszkowce.
Cz. 2 cyklu; cz. 1, 3 zob. poz. 42, 47.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Zadura. Wwa: Bibl. Akustyczna 2010, 1 płyta CD w formacie mp3. Kolekcja dla Dzieci. Wyd. nast. łącznie z poz. 42 i 47 pt. Wieczorynki tamże 2013.
44. Dzień czekolady. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Świat Książki 2007, 53 s. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2015.
II miejsce w Konkursie Lit. im. A. Lindgren w 2007. Por. poz. 54.
45. Dziesięć stron świata. [Opowiadania dla młodzieży]. Kr.: Znak 2007, 172 s. Wyd. nast.: [wyd. 2] Wwa: Świat Książki 2010; [wyd. 3] Łódź: Literatura 2015. Plus Minus 16; 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat książki 2010, pliki w formacie PDF oraz w formacie EPUP.
Wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2007 org. przez Pol. Sekcję Stow. Książki dla Młodych (IBBY).
Zawartość: Cesaria. Królowa samby; Ethan. Głód; Anla. Miecz Tuaregów; Madżid. Podkoszukek z portretem; Kaisa. Najdłuższy dzień lata; Santosh. Latający dywan; Gerda. Mama się żeni; Piotr. Pokusa; Tania. Duch jak spokojne jeziora; Aki. Za ścianą.
46. O kangurku, który został listonoszem. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2007, [24] s. W lesie Marcina.
Cz. 4 serii; cz. 1-3 zob. poz. 36, 37, 40.
47. Wieczorynki z Wielką Kaczką. Łódź: Literatura 2008, 71 s. Poduszkowce
Cz. 3 cyklu; cz. 1-2 zob. poz. 42, 43.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Zadura. Wwa: Bibl. Akustyczna 2011, 1 płyta CD w formacie mp3. Wyd. nast. łącznie z poz. 43 i 44 pt. Wieczorynki tamże 2013.
48. Galaktyczni szpiedzy. [Powieść dla dzieci]. Wwa: NK 2009, 125 s.
49. Kiedy byłam mała. [Pamiętnik]. Współwyd. z: G. Kasdepke: Kiedy byłem mały. Il. J. Olech. Łódź: Literatura 2009, 63 + 71 s.
Oprawne w kierunku przeciwstawnym.
50. O zwierzaku, którego nie było. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2009, [24] s. W lesie Marcina.
Nominacja do nagrody „Książka Roku” w 2009.
51. Piecyk, czapeczka i budyń. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ezop 2009, 44 s. Książeczka z Zebrą.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Ezop 2011, plik w formacie PDF.
Wyróżnienie w Konkursie im. H. Skrobiszewskiej, zorganizowanym przez Muzeum Książki Dziecięcej w 2010, książka wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej w 2010.
Przekł. litew.: Krosnelė, kepuraitė ir apkepas. [Przeł.] A. Baliulienė. Vilnius 2015, – słoweń: Pečka, kapica in puding. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2015.
52. Trzecie oko. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2009, 147 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2009, pliki w formacie PDF, EPUP, MOBI
53. Demony na smyczy. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Świat Książki 2010, 190 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2010, pliki w formacie PDF, EPUP.
54. Dzień czekolady. [Scenariusz filmowy]. Powst. 2010. Wspołaut.: P. Bławut. Por. poz. 44.
Nagroda Scrip Teast im. K. Kieślowskiego dla młodych scenarzystów środkowoeuropejskich na 63. Festiwalu Filmowym w Cannes w 2010.
55. Gdybym była chłopcem. [Opowiadanie]. Współwyd. z G. Kasdepke: Gdybym był dziewczynką. Łódź: Literatura 2011, s. 5-31.
56. Jezioro. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: J.P. Bławut. Reż.: J.P. Bławut. Ekran. 2011.
Na podstawie opowiadania A. Onichimowskiej: Jezioro.
57. O kocie, który został czarodziejem. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Arkady 2011. W lesie Marcina.
58. Czas meteorów. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Bajka 2012, 55 s. Ser. z... Dreszczykiem.
59. Koniec gry. [Powieść dla młodzieży]. Kr.: Znak 2012, 205 s. Znak Emotikon. Wyd. nast.: Łódź: Literatura 2016, 206 s. Plus Minus 16.
60. Pomiędzy. [Opowiadania]. Wwa: Ezop 2012, 229 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Ezop 2012, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
61. Tajemnica Malutkiej. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ezop 2012, 40 s.
Nominacja do Nagrody Lit. m.st. Warszawy w 2013 w kategorii najlepszej książki dla dzieci.
62. Zupa z gwoździa. [Powieść]. Wwa: Ezop 2013, 295 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Ezop 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
63. Osiem metrów niespodzianki… Łódź: Literatura 2014, 54 s. Poduszkowce.
64. Prawie się nie boję… [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ezop 2016, [48] s.
Wyróżnienie w konkursie IBBY Książka Roku 2016. – Cz. 1 cyklu Bulbes i Hania Papierek, cz. 2 zob. poz. 67.

65. Za szafą. [Powieść dla dzieci]. Łódź: Literatura 2016, 93 s. To Lubię.
66. Będę biegać. [Opowiadanie dla dzieci]. Łódź: Literatura 2017, 68 s.
67. Z głową pod dywanem. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Ezop 2017, 48 s. Bulbes i Hania Papierek.
Cz. 2 cyklu Bulbes i Hania Papierek, cz. 1 zob. poz. 64.

Słuchowiska radiowe dla dzieci, m.in.: Jak polubić pana Jacka. Reż.: M. Wachowiak. Radio 1979. – Grunt to się nie bać. Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1981. – Szachy. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1982. – Sen, który odszedł. Reż.: H. Rozen. Radio 1983 [por. poz. 32]. – Bajka o Babci, jej wnuczkach i o dwóch smokach. Reż.: J. Warenycia. Radio 1984 [nagroda Brązowe Koziołki na IV Biennale Sztuki dla Dziecka w 1984]. – Imieniny. Reż.: J. Warenycia. Radio 1984 [por. poz. 12]. – Felicita. Reż.: S. Grotowska. Radio 1985. – Gdy Tomek jest Piotrkiem. Reż.: S. Grotowska. Radio 1985. – Haczyk na rekiny. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1986 [wyróżnienie na V Biennale Sztuki dla Dziecka w 1986]. – Mam wszystko. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1986 [por. poz. 13]. – Jedziemy na wakacje. Reż.: S. Grotowska. Radio 1987. – Koniec świata. Reż.: D. Bałazy. Radio 1993. – Odwiedziny. Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1993 [por. poz. 12] . – Pies. Reż.: S. Pietrzykowski. Radio 1993 [por. poz. 12]. – Tajemnica. Reż.: J. Zelnik. Radio 1993 [por. poz. 13]. – Książę. Reż.: J. Warenycia. Radio 1994 [por. poz. 12]. – Czarodziej. Reż.: P. Łysiak. Radio 1995 [por. poz. 12]. – Awantura arabska. Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1997. – Czarne dziury. Reż.: J. Warenycia. Radio 1997. – Krasnoludki do wynajęcia. Reż.: J. Warenycia. Radio 1997. – Magiczny wiatr. Reż.: D. Bałazy. Radio 1998. – O wawelskim smoku... Reż.: A. Jarski. Radio 1998. – Rodzinny album i naleśniki. Reż.: J. Warenycia. Radio 1998. – Żółty potwór. Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1999. – Rakieta. Reż.: J. Warenycia. Radio 2000. – W cieniu olbrzyma. Reż.: S. Grochowska. Radio 2000. – Bajka. Reż.: D. Bałazy. Radio 2001. – Jajo. Reż.: D. Bałazy. Radio 2002. – Pernambuko. Reż.: A. Jarski. Radio 2005. – Z winy księżyców. Reż.: J. Warenycia. Radio 2007. – Morska przejażdżka. Reż.: D. Bałazy. Radio 2008. – Przygody kota Miśka. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2008. – Sąsiedzi. Reż.: D. Bałazy. Radio 2008. – Lornetka. Reż.: D. Bałazy. Radio 2013. – Olbrzym i miasteczko. Cz. 1-2. Reż.: D. Bałazy. Radio 2014. – Prezent nie z tej ziemi. Reż.: D. Bałazy. Radio 2016.
Przekłady utworów A. Onichimowskiej. w antologiach zagranicznych: ang.: Stories from across the globe. Fuzhou 2002, [wyd. 2] tamże 2005, – niem.: Wo die Bücher vom Himmel fallen. Kraków; Köln 2000; Im Alphabet durch die Welt. [Wybór:] L. Betten. München 2003; Es war einmal ein Zweihorn. [Wybór:] H. von Bülow. Düsseldorf 2004, – włos.: Sei autori in cerca di registi. Pompei 1994.
Przekłady i adaptacje
1. J. Borycz, I. Niekludow: Telefon nr 03. Ochrona zdrowia w ZSRR. Wwa: Ag. Prasowa Nowosti, KAW 1983, 148 s.
2. Bazyliszek = Basilisk. Według A. Oppmana. Przeł. D. Mathews. Łódź: Literatura 1997, 14 s. Seria Pol.-Ang.
Tekst w jęz. pol. i ang.
3. Złota Kaczka = The golden duck. Według A. Oppmana. Przeł. D. Mathews. Łódź: Literatura 1997, 15 s. Seria Pol.-Ang.
Tekst w jęz. pol. i ang.
4. S. Barber: W królestwie elfów. Opowiada A. Onichimowska. Wwa: Egmont 1999, [32] s.
5. A. Mangan: Zgubiony niedźwiadek. Na kanwie opowiadania A. Mangan napisała A. Onichimowska. Wwa: Egmont 1999, [26] s.
6. J. Waite: Stary rybak i foczka. Na kanwie opowiadania J. Waite napisała A. Onichimowska. Wwa: Egmont 1999, [26] s.
7. A. Esterl: O dzielnym krawczyku. Opowiada A. Onichimowska. Wwa: Egmont 2000, [22] s.
8. A. Esterl: Smocze pióra. Opowiada A. Onichimowska. Wwa: Egmont Polska 2000 [26] s.
9. K. Weidner Zoehfeld: Pierwsze kroki w świat z Kubusiem Puchatkiem. [Opowiadania] Opowiada A. Onichimowska. Wwa: Egmont 2000, 184 s. Wyd. nast. tamże 2007.
Zawartość: Kubuś Puchatek idzie do szkoły; Szczęśliwego Nowego Roku, Puchatku!; Kubuś Puchatek idzie do lekarza; Zły sen Puchatka; Nie rozmawiaj z nieznajomymi, Kubusiu!; Okolica Puchatka.
10. S. Barącz: O smutnej królewnie. Opowiada A. Onichimowska. Wwa: Ezop 2001, [20] s. Twoja Bajka, 3.
11. Świąteczne opowieści. Przeł. z ang.: A. Onichimowska, H. Baltyn. Wwa: Egmont Polska 2001, 304 s.
12. K. Weidner Zoehfeld: Zły sen Puchatka. Pierwsze kroki w świat. Przeł. A. Onichimowska. Wwa: Egmont [Polska] 2001, [32] s. Kubuś Puchatek/ Disney. Zob. poz. 9, 18.
13. Opowieści o miłości i przyjaźni. Przeł. z ang. A. Onichimowska. Wwa: Egmont Polska 2002, 190 s.
14. Zaczarowany zwierzyniec. [Opowiadania dla dzieci]. Przeł. z ang. A. Onichimowska. Wwa: Egmont Polska 2002, 204 s. Wyd. nast. tamże 2004, 2011.
15. J. Brian: Gdzie się podział Czwartek? Tłum. A. Onichimowska. Wwa: Egmont Polska 2003, [32] s.
16. K.Weidner Zoehfeld: Szczęśliwego Nowego Roku. Tłum. A. Onichimowska. Wwa: Egmont Polska 2003, [32] s. Kolekcja Kubusia Puchatka. Wyd. nast. tamże 2006. Naklejkowe szaleństwo, nr 71. Zob. poz. 9, 18.
17. W świecie baśni. [Opowiadania dla dzieci]. Przeł.: A. Onichimowska, J. Drewnowski. Wwa: Egmont Polska 2008, 160 s. Księżniczka.
18. Bajki o Kubusiu. Przeł.: L. Bardijewska, A. Onichimowska, N. Usenko. Wwa: Egmont Polska 2011, 159 s.
W tłum. A. Onichimowskiej: Szkoła dla zwierzaków; Zły sen Puchatka [poz. 9]; Szczęśliwego Nowego Roku [poz. 9].
Prace redakcyjne
1. Gdy zaświeci gwiazdka. [Wiersze]. Wybór: A. Onichimowska, E. Prządka. Wwa: Fundacja „Świat Dziecka”; Fundacja im. K. Kelles-Krauza 1990, 86 s.
2. Księga domu. Wybór wierszy rodzinnych. Wybór: A. Onichimowska, E. Prządka. Pozn.: Podsiedlik-Raniowski i Spółka 1993, 159 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Strona internetowa: www.annaonichimowska.art.pl [dostęp 17 stycznia 2009].
 	Wywiady: Bariera ochronna. Rozm. A. Mazurkiewicz. „Filipinka” 1995 nr 3; Najważniejsza jest wyobraźnia. Rozm. W. Ulicka. „Guliwer” 1996 nr 5; Może moja wrażliwość jest wrażliwością dziecka? Rozm. G. Leszczyński. „Guliwer” 1998 nr 1; Zdziwienie światem. Rozm. A.S. Dębowska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 67 dod. „Duży Format” nr 12.

Ogólne

 	E. GRUDA: Wiele domów, wiele spraw. „Guliwer” 2000 nr 4.
 	A. SUSKA: Jestem dzieckiem w świecie… dorosłych. „Guliwer” 2014 nr 4.

Duch starej kamienicy

 	D. DIŁANIAN: Absurd mile widziany. „Nowe Książ.” 1987 nr 4.
 	G. LEWANDOWICZ: Maciek duch niezwykły. „Guliwer” 1999 nr 2.

Dobry potwór nie jest zły

 	A. HORODECKA: Wszystko może się zdarzyć. „Guliwer” 1996 nr 5.

Najwyższa góra świata

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Świetna książka!. „Guliwer” 1996 nr 5.

Dzieci zorzy polarnej

 	H. BIELAWSKA-ADAMIK: Zza polarnego kręgu. „Nowe Książ” 1999 nr 4.
 	B. TYLICKA: Dzieciństwo jak baśń. „Guliwer” 1999 nr 2.
 	D. MICHUŁKA: Wokół poetyki przestrzeni Północy i Wschodu. „Dzieci zorzy polarnej” i „Tam gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci” Anny Onichimowskiej i Toma Paxala. „Acta Univ, Wratisl. Pr. Lit.” 2010 nr 50; wersja ang.: Poetics of setting in the North and East. Looking for itself: „Children of the Northern Lights” and „Where the Witch Flies in a Sandstorm” by Anna Onichimowska and Tom Paxal. „Filoteknos” 2011 vol. 2 [dot. też: Tam gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci].

Aleksander

 	I. BOLEK: Magia rodzinna. „Nowe Książ.” 2000 nr 7 [dot. też: Gdzie jesteś tatusiu?].
 	E. SZEFLER. „Kult. i Edukacja” 2005 nr 2.

Koniec świata i poziomki

 	A. HORODECKA: Rodzinne szaleństwo. „Guliwer” 1999 nr 6.

Gdzie jesteś tatusiu

 	I. BOLEK: Magia rodzinna. „Nowe Książ.” 2000 nr 7 [dot. też: Aleksander].
 	M. KULIK: Poszukiwanie ojca. „Guliwer” 2000 nr 3.

Tam gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Dom, wiatr, pustynia i buty. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
 	D. MICHUŁKA: Wokół poetyki przestrzeni Północy i Wschodu. „Dzieci zorzy polarnej” i „Tam gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci” Anny Onichimowskiej i Toma Paxala. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 2010 nr 50; wersja ang.: Poetics of setting in the North and East. Looking for itself: „Children of the Northern Lights” and “Where the Witch Flies in a Sandstorm” by Anna Onichimowska and Tom Paxal. „Filoteknos” 2011 vol. 2 [dot. też: Dzieci zorzy polarnej].

Maciek i łowcy duchów

 	B. SZARGOT: Pogromcy duchów i ich adwersarze. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.

Hera moja miłość

 	M. KĄKIEL: Drugie życie Michałka. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
 	K. BĘCZKOWSKA: Problem narkomana w powieści Anny Onichimowskiej pt. „Hera moja miłość”. W tejże: Powieść obyczajowa dla młodzieży po roku 1990. Kielce 2006.

Lot komety

 	E. GRUDA: Bardzo trudne puzzle. „Nowe Książ.” 2005 nr 3.

O zebrze, która chciała być w kwiatki

 	S. PIĘTA: Czy przekora to cecha typowo ludzka? „Guliwer” 2004 nr 4.

Tajemnice początku

 	A.M. CZERNOW: Dwadzieścia cztery początki i środek. „Nowe Książ.” 2010 nr 7.
 	O. GOGOLIN: Z niebytu w istnienie, rzecz o stworzeniu świata. „Guliwer” 2010 nr 2.

Dzień czekolady

 	E. GRUDA: Bez zbędnych słów. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.

Dziesięć stron świata

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Mogę, jeśli myślę, że mogę. „Nowe Książ.” 2008 nr 2.

Wieczorynki z Wielką Kaczką

 	B. PYTLAS. „Guliwer” 2008 nr 2.

Galaktyczni szpiedzy

 	A. SZCZEPANEK: Kiedy telewizory biorą nogi za pas. „Guliwer” 2009 nr 1.

Kiedy byłam mała

 	S. GUCWA: Ten wspaniały czas – dzieciństwo. „Guliwer” 2010 nr 2.
 	E. ZIENKIEWICZ: Mali pisarze. „Nowe Książ.” 2010 nr 4.

Piecyk, czapeczka i budyń

 	E. GRUDA: Ciepło – zimno. „Nowe Książ” 2010 nr 6.

Trzecie oko

 	A. BOLECKA: Kilka ważnych prawd. „Nowe Książ.” 2009 nr 8.

Demony na smyczy

 	I. MAZURKIEWICZ-KRAUSE. „Nowe Książ.” 2010 nr 8.
 	J. CHWASTYK-KOWALCZYK. „Rocz. Bibliologiczno-Prasoznawczy” 2011 T. 3.

Gdybym była chłopcem

 	D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: A gdybym… „Nowe Książ.” 2011 nr 10.

Czas meteorów

 	E. GRUDA: Inny, nieznany... „Nowe Książ.” 2012 nr 9.

Koniec gry

 	E. GRUDA: Rajski ptak. „Nowe Książ.” 2012 nr 5.
 	D. BORKOWSKI: Między heteroseksualizmem a homoseksualizmem… O odkrywaniu orientacji seksualnej w powieści „Koniec gry” Anny Onichimowskiej. W: Seksualność w najnowszej literaturze polskiej. Tor. 2015.
 	K. ŚWIERCZ: O inności Alka w „Końcu gry” Anny Onichimowskiej. „Guliwer” 2015 nr 1.

Pomiędzy

 	S. BAUMAN: Wszystko jest możliwe. „Nowe Książ.” 2013 nr 2.
 	W. CHMIELEWSKI: Baśnie z III RP. „Rzeczpospolita” 2013 nr 22.

Tajemnica Malutkiej

 	H. DIDUSZKO: Tajemnica marzenia. „Nowe Książ.” 2013 nr 3.

Za szafą

 	H. DIDUSZKO: Świat zza szafy. „Nowe Książ.” 2016 nr 9.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3324" title="Jacek PODSIADŁO" slug="jacek-podsiadlo">ur. 1964

Podpisywał utwory też: JAC PO.

Poeta, prozaik, felietonista, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 7 listopada 1964 w Ostrowcu Świętokrzyskim; syn Mieczysława Podsiadły, stolarza, i Stanisławy z domu Pietrzyk. W 1970-78 uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Szewnie, a w 1979-81 do II Liceum Ogólnokształcącego im. Joachima Chreptowicza w Ostrowcu. W 1983-85 pracował jako zapinacz hakowy w Hucie im. M. Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim, a następnie m.in. jako stróż na budowach w Warszawie. Debiutował w 1984 wierszami pt.: Jakby ja i Umieranie drukowanymi w tygodniku „Na Przełaj” (nr 39); także w następnych latach zamieszczał tam swoje utwory poetyckie (do 1986). W 1985 wstąpił do Międzynarodówki Anarchistycznej. W tym czasie otrzymywał wiele nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach literackich, m.in. w Konkursie Poetyckim im. R. Milczewskiego-Bruna (1985) i w Ogólnopolskim Turnieju Poezji Społecznie Zaangażowanej o nagrodę „Czerwonej Róży” (zorganizowanym przez Klub Studentów Wybrzeża „Żak” w 1990) oraz w Łódzkiej Wiośnie Poetów im. M.J. Kononowicza (zorganizowanej przez PAX w 1990). Wiersze publikował m.in. w „Radarze” (1985) oraz „Okolicach” (1987). W 1988-89 współtworzył wydawany przez ruch Wolność i Pokój art zin „Dobry Jaśko”. W 1989 założył Ruch na Rzecz Obalenia Państwa. W tymże roku współredagował pismo „Krzywe Koło Literatury”, gdzie również zamieszczał swoje wiersze, prozę, a także próby krytycznoliterackie. Rok później został redaktorem serii Poezja Szybkiej Obsługi, wydawanej przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie (do 1991). W 1990 zamieszkał w Dobrzeniu Wielkim i rozpoczął pracę w Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu – najpierw jako portier, a od 1992 jako dziennikarz, prowadząc autorskie programy, m.in. Studnia (z przerwami do 2008) – poświęcony kulturze alternatywnej, oraz Zielone granice – na temat muzyki etnicznej. W 1991 rozpoczął trwającą kilka lat współpracę z redakcją „bruLionu”, gdzie publikował także swoje wiersze. W 1992 został laureatem II edycji Konkursu na Brulion Poetycki im. M.M. Morawskiej. Wiersze i recenzje książkowe publikował nieregularnie również w: „Po Prostu” (1990), „NaGłosie” (1991, 1993, 1994), „Kresach” (1991, 1995, 1998), „Nowym Nurcie” (1994, 1996), „Lampie i Iskrze Bożej” (1995-96), „Opcjach” (1995, 1998-99), „Kartkach” (1995, 1997), „Odrze” (1997-2000, 2002), a także w alternatywnym obiegu wydawniczym, m.in. w „Zielonych Brygadach” (1996) oraz art zinach, takich jak: „n-Europa” (1995), „Wątroba” (1996), „Xerro” (1995-98). W 1998 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie, a dwa lata później Nagrodę Czesława Miłosza (razem z Pawłem Marcinkiewiczem). W 1999-2008 prowadził stałą rubrykę w „Nowej Trybunie Opolskiej” pt. Pogotowie literackie, w której omawiał nadesłane przez czytelników próby literackie. W 2000 rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”, publikując cykle felietonów: w rubryce z nagłówkiem Podsiadło (2000-01), a następnie pt.: A mój syn... (2001-05), Dziwne dziecko (2002-07), Otwarte listy (2002-07), Pokaż język (2006-07). Felietony i wiersze publikował także w „Przekroju” w rubryce Szatnia (2000-01), w miesięczniku „Res Publica Nowa” w rubryce Wyprzedaż pamiątek (2001-02), w „Lampie” w cyklu Abecadło (2005) oraz w miesięczniku „Znak” w cyklu Opowieść w kawałkach (2008-11). Odbył wiele podróży zagranicznych, m.in. rowerem na Ukrainę, Białoruś, do Rumunii oraz Albanii (1999-2005), a także konno do Estonii w 2002 – artystyczny opis tej wyprawy stanowi książka Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sancé. Od 2008 prowadził w Internecie Domowe Radio Studnia (http://studnia.org.pl). W 2013 roku we współpracy z Ośrodkiem „Brama Grodzka – Teatr NN” rozpoczął autorski projekt „Strony Poezji. Dopowiedzenia”, zmierzający do stworzenia otwartej audioteki rozmów z ważnymi postaciami polskiej poezji współczesnej. W 2012-2014 był kierownikiem literackim, tłumaczem i autorem tekstów w projekcie muzycznym R.U.T.A. W 2015 za całokształt twórczości otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetyckią Silesius oraz nagrodę Kamień, przyznawaną przez Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2009).

W 1988 ożenił się z Anną Konieczny, tłumaczką (rozwód w 1995). Z Aleksandrą Górką, psychoterapeutką, ma syna Dawida Hipolita (ur. 1996) i córkę Pippilottę Mariannę (ur. 2007). Mieszka w Opolu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Hej. [Wiersze]. Katow.: Piwnica Lit. „Ecce” 1987, 19 s. Bibliotheca Ecce.
2. Nieszczęście doskonałe. [Wiersze]. Tor.: TTK [Tor. Tow. Kultury] 1987, 31 s.
3. Wah-wah. [Wiersze]. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1988, 16 s. Dwanaście Stron Wierszy Prezentuje.
4. Kompot z orangutana. [Wiersze]. Elbląg; [Nowe Kawkowo]: Bez Napiwku 1989, 26 s.
5. Można na mnie jeszcze polować. [Wiersze]. Jelenia Góra; [Nowe Kawkowo]: Bez Napiwku 1989, 18 s.
6. Nie wiem. [Wiersze]. Ostrołęka: Bez Napiwku 1989.
7. Odmowa współudziału. [Wiersze]. Opole: Koło „Nowa Kultura”: „Wolność i Pokój” 1989, 23 s. Bibl. Koła „Nowa Kult.”.
8. Sobą po mapie. [Wiersze]. Wwa: Kotłownia 1989, [12] s.
9. Tak. [Wiersze]. Kalisz: Bez Napiwku 1989, [20] s.
10. W lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny. [Wiersze]. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1990, 78 s. Poezja szybkiej obsługi, 5.
11. Wiersze wybrane 1985-1990. Kr.; Wwa: bruLion 1992, 79 s. BibLioteka.
12. Arytmia. [Wiersze]. Kr.; Wwa: Fundacja „bruLionu” 1993, 79 s.
13. Dobra ziemia dla murarzy. [Wiersze]. Wwa: Tikkun 1994, 47 s.
Nagroda im. G. Trakla w 1995.
14. Języki ognia. [Wiersze]. Kr.; Wwa: Fundacja „bruLionu” 1994, 71 s.
15. Duma maszynisty. Dziesiątki zielonych rąk. [Wiersz]. Białystok: Bibl. Jednego Wiersza Ofic. Grupy Obłęd 1995.
Zawiera wiersz pt. Niski pułap chmur.
16. Królowo kolorów. [Wiersze] Zabrze: Xerro 1995, 32 s.
Podp.: JAC PO. – Wyd. w nakładzie 50 egzemplarzy.
17. Cykl wieczorów autorskich. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram.; Woj. Bibl. Publiczna 1996, [16] s. Barbarzyńcy i Nie.
18. To all the whales I’d love before. Białystok: Kartki 1996, 38 s. Bibl. „Kartek”, t. 3.
19. Niczyje, boskie. [Wiersze]. Kr.; Wwa: Fundacja „bruLionu” 1998, 54 s. BibLioteka.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
20. Wiersze wybrane 1990-1995. Bielsko-Biała: Stow. „Inna Kultura” 1998, 109 s.
21. Wiersze zebrane. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1998. T. 1-2, 410; 429 s. Wyd. 2 uzup. tamże 2003, 518 s.
22. Zielone oczy zmrużyć czas. [Wiersze]. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. 1998, 19 s. Barbarzyńcy i Nie, 12.
23. Cisówka. [Wiersze, opowiadania]. Białystok: Księg. Akcent; [Kartki] 1999, 46 s. Bibl. „Kartek”.
Zawiera wiersze i dwa opowiadania: Jeśli masz ochoty wiele, porzuć wszelkie ceregiele i bądź moim przyjacielem; Każdy usłyszy kiedyś płacz Ojca i śpiew syreny.
24. Wychwyt Grahama. [Wiersze]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1999, 71 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2000.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa]: Fundacja Nowoczesna Polska [2017], plik w formacie PDF. Dostępne także on-line: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/podsiadlo-wychwyt-grahama.
25. I ja pobiegłem w tę mgłę. Wiersze wybrane. Wybrał i przedm. opatrzył P. Marcinkiewicz. Kr.: Znak 2000, 92 s. [Wyd. 2] tamże 2002. Poezja.
26. Wilno. [Przewodnik]. Bielsko-Biała: Pascal 2004, 144 s. Wyd. nast. tamże: 2005. Przewodnik Pascala, [Współaut.:] A. Dylewski, A. Filipiak, T. Filipiak (aktualizacja), J. Podsiadło, M. Kulan 2014.
27. Kra. [Wiersze]. Kr.: Znak 2005, 35 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2006.
28. Trois Poèts Polonais: Maciej Niemiec, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki. [Przeł.] J. Burko. Neuilly-lès-Dijon: Éd. Murmure 2005, 181 s. En Delors.
Tekst w jęz. pol. i franc.
29. A mój syn... [Felietony]. Kr.: Znak 2006, 274 s.
Wybór tekstów drukowanych w „Tyg. Powsz.” w 2001-2005.
30. Pippi, dziwne dziecko. [Felietony]. Wwa: Hokus-Pokus 2006, 142 s.
Wybór tekstów drukowanych w „Tyg. Powsz.” w 2002-2007.
31. Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sancé. [Powieść]. Kr.: Znak 2008, 334 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia 2009.
32. Czerwona kartka dla Sprężyny. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: NK 2009, 270 s. Wyd. nast. tamże 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: NK 2009, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Więckowski. [Piaseczno]: Heraclon International. Story Box.pl; [Wwa]: NK [2017], 1 płyta CD.
33. Trzy domy. O progu dorosłości, lustrze samego siebie i o tym, że nie wyważa się otwartych drzwi. [Opowieść dla młodzieży]. Wwa: Czarna Owca 2009, 86 s.
34. Pod światło. [Wiersze]. Wyd. jako dokument elektroniczny nakładem autora 2011, plik w formacie PDF i MOBI. Wyd. nakładem autora: Opole: Bez napiwku 2012, 52 s.
Nominacja do Nagrody Lit. m.st. Warszawy.
35. Być może należało mówić. 1984-2012. [Wybór wierszy]. Wybór, red. i posł. P. Śliwiński. Wr.: Biuro Lit. 2014, 356 s.
36. Przez sen. [Wiersze]. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka” – Teatr NN” 2014, 31 s.
Nagroda im. W. Szymborskiej w 2015 (ex aequo z R. Honetem).
37. Przedszkolny sen Marianki. [Wiersze dla dzieci]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 72 s. Poezje – Biuro Lit.; 125.
38. Życie zawłaszcza śmierć w Wieprzowie Ordynackim. [Powieść]. Wwa: Prószyński Media 2015, 407 s.
39. Włos Bregueta. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publ. i Centrum Animacji Kult. 2016, 31 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 92.
Wrocławska Nagroda Poetycka Silesius 2017, finał Nagrody Literackiej Nike 2017.

Wybór utworów w przekł.: słowac.: Arytmia. [Przeł.:] K. Chmel. Banská Bystrica 2001, – słoweń.: Sezonski svetnik. [Przeł.] K. Šalamun-Biedrzycka. Ljubljana 2000, – ukr.: Visoko, bliz'ko. [Przeł.] O.T. Slivins'kij. Brusturìv: Discursus 2016.
Przekłady wierszy J. Podsiadły w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a new Poland. [Tłum., przedm. i noty o autorach:] D. Pirie. London 1993; Anthology of Polish Poetry. Fulbright-Hays Summer Seminars Abroad Program, 1998 (Hungary/Poland). [Red.:] T.A. Smith. Washington 1998; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry = Miasto pamięci. Dwujęzyczna antologia współczesnej poezji polskiej. [Red. i przekl.] M.J. Mikoś. Bloomington, Indiana 2015. – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i tłum.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – czes.: Bílé propasti. Brno 1997, – hiszp.: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i tłum.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – litew.: Lithuania. Lietuva ir Lenkija XX amžiuje. Lietuva ir Lenkija drauge i XXI amžiu. [Oprac.:] A. Degutis. Vilnius 2001; Poetinis Druskininku ruduo. [Oprac. i red.:] K. Platelis. Vilnius 2001; Poezijos pavasaris. [Oprac.:] V. Braziūnas, E. Ališanka. Vilnius 2001,– niem.: Es ist Zeit. Wechsle die Kleider! Stimmen aus Polen. [Przeł.:] P. Gehrisch, D. Krause. [Red.:] J. Bering, U. Rachowski. Dresden 1998; Europaexpress. Ein literarisches Reisebuch. [Wybór:] T. Wohlfahrt, Ch. Lange. Frankfurt am Main 2001, Stillleben mit Crash. Gedichte aus Polen. [Red.] T. Hans, R. Caroline, T. Rozmysłowicz. Heidelberg 2014, – ros.: Pol’skie poèty XX veka. [Przeł.:] N. Astaf’eva, V. Britanišskij. T. 2. Sankt-Peterburg 2000; Sdelano v Pol'še, vek – XX. Antologiâ. [Wybór I przekł.] A. Bazilevskij. Moskva 2009, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezije. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i tłum.:] A. Šaranac. [Oprac.:] J. Rošak. Beograd 2010; Iz veka v vek. Pol'skaâ poèziâ = Od wieku do wieku. Poezja polska. [Oprac.] S. Glovûk. Moskva 2011; Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Red.. i tłum.:] B. Rajčic. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990 godine. [Wybór i przekł.] B. Rajčić; Slovenska čitanka. Ogledi i prevodi iz slovenskih kniževnosti XX veka. [Red.] Z. Đerić. Novi Sad 2013. – słoweń.: Dnevi poezije in vina. [Wybór:] A. Šteger, I. Divjak. [Przeł.] K. Šalamun-Biedrzycka. Ljubljana 2001; Akslop poljska nazaj. [Wybór i red.:] P. Čučnik. Ljubljana 2005;– szwedz.: 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003, – włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Przekł.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.
Przekłady
1. R. Brautigan: Łowienie pstrągów w Ameryce. [Powieść]. Przeł.: ..., P. Marcinkiewicz. Pozn.: Rebis 2000, 149 s.
2. J. Andruchowycz: Egzotyczne ptaki i rośliny. Wiersze z lat 1980-1990. Wr.: Biuro Lit. 2007, 116 s.
3. D. Hajduk: Rastamańskie baśnie ludowe. Szara książka. Wyd. jako dokument elektroniczny nakładem autora 2011, plik w formacie PDF.
Prace redakcyjne
1. A. Pawlak: Długie noże, krótkie sukienki. [Wybór wierszy]. Wybór i układ tekstów ... Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1990, 70 s.
2. Litwa, Łotwa, Estonia oraz obwód kaliningradzki. [Przewodnik turystyczny]. Wyd. 3. Aktualizacja ... Bielsko-Biała: Pascal 2004, 380 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: Gdy byłem chłopcem, chciałem być poetą. „Krzywe Koło Lit.” 1989 nr ze I; Czas wszystko zmienia. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 48.
 	Wywiady: Kompot z orangutana. Rozm. (pn). „Dobry Jaśko” 1989 nr 1; Wciąż jestem tym, kim byłem. Rozm. B. Majzel. „Opcje” dod. „Na dziko” 1994 nr 4; Taki niegroźny bunt. Rozm. J. Borowczyk. „Czas Kult.” 1995 nr 3; Zadowolony z życia. Rozm. J. Sosnowski. „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. o Książ.” 1995 nr 1; Być zimnym lub gorącym. Rozm. K. Zyzik. „Nowa Tryb. Opol.” 1997 nr 27; Heroiczny obciach. Rozm. T. Majeran. „Odra” 1997 nr 1; Smakować dojrzewanie. Rozm. M. Cichy. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 273; Serwus, jestem nerwus. Rozm. E. Lubowiecka. „Nowa Tryb. Opol.” 1999 nr 31; Skrzynki i dzwonki przetrwają. Rozm. P. Marcinkiewicz. „Opcje” 1999 nr 2; Nikt nie chce przyjść na te zgliszcza. Rozm. M. Hamkało. „Perspektywy” 2000 nr 12; Wdzięczność nosi się w serduszku. Rozm. K. Śliwka. „Czas Kult.” 1999/2000 nr 6/1; Bo ja jestem kosa. Rozm. Z Górniak. „Nowa Tryb. Opol.” 2001; Wzbudzać zachwyt, wzbudzać obrzydzenie. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2001 nr 163; Im więcej ci zabiorą, tym więcej masz. Rozm. W. Koronkiewicz. „Lampa” 2004 nr 9; Kiedy się bronię, walę byle gdzie. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 2005 nr 282; Zaszedłem wysoko. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2006 nr 192; Celne pocałunki. Rozm. M. Strzelecka. „Gaz. Wybor.” dod. „Wysokie Obcasy” 2009 nr 13; Lodówka odpowiada echem. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. na Wielkanoc” 2009 nr 86; Świat trzyma się kupy. Rozm. D. Wodecka. „Książki” 2011 nr 1; Opanowują mnie rytmy. Rozm. S. Miłkowska. „Nowe Książ.” 2012 nr 6; Żeby nigdy nie umarliśmy. Wiersze w e-booku. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 114 dod. „Duży Format” nr 20[19]; Nadal czuję się poetą młodego pokolenia. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2013 nr 4; Na co dzień raczej nie rozpaczam. Rozm. P. Sliwiński. „dwutygodnik.com” [on-line] 2014 nr 127 [dostęp 20 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5085-na-co-dzien-raczej-nie-rozpaczam.html; Chuligan w Kościele JP2. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 74; Ostatnia szansa dla państwa polskiego. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 136; Na dzień dobry chce się powiedzieć do widzenia. Rozm. R. Rutkowski. „Arterie” 2016 nr 1.

&amp;nbsp;

 	LP XX w. (M. Jentys).
 	J. Fazan: Jacek Podsiadło. W: Encyklopedia literatury polskiej. Kr. 2005.
 	H. Jamry: Poeci osobni. Jacek Gutorow, Paweł Marcinkiewicz, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki. Informator bibliograficzny. Opole 2008.

Ogólne

 	T. DALASIŃSKI: „Nie mogę okłamać Cię w wierszu”. Sześć studiów o poezji Jacka Podsiadły. Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: E-wydawnictwo 2013, 129 s.
 	K. KOEHLER: Nowi Skamandryci? „bruLion” 1991 nr 16.
 	M. STALA. „bruLion” 1991 nr 16.
 	K. MALISZEWSKI: Niepoczytalne notatki – od nieufności do afirmacji. „Nowy Nurt” 1994 nr 10, rozszerz. wersja w tegoż: Nasi klasycy, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	S. SADOWSKI: Niby panegiryk, czyli dlaczego lubię poezję Podsiadły. „Akcent” 1994 nr 3/4.
 	R. GRUPIŃSKI: Witaj, planeto. „Czas Kult.” 1995 nr 3, wersja rozszerz. w: R. Gupiński, I. Kiec: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
 	J. KLEJNOCKI: Rymozaurus rex. „Życie Warsz.” dod. „Ex Libris” 1995 nr 71.
 	M. URBANOWSKI: Nowy Filon, czyli bohater młodej poezji. „Polonistyka” 1995 nr 6, przedr. w tegoż: Oczyszczenie. Kr. 2002.
 	M. KISIEL: Hipster nowej poezji. „Śląsk” 1997 nr 9, przedr. w tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
 	K. MALISZEWSKI: Poezja wpada czasem na chwilę. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1997 nr 10.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Świadek własnej drogi. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 49, przedr. pt. Wiersz jako dziennik intymny, w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
 	K. MALISZEWSKI: Cokolwiek jest, snuje swą opowieść. „Opcje” 1999 nr 2, przedr. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
 	J. ORSKA: Wiersz – poemat – autobiografia – powieść. „Kresy” 1999 nr 1.
 	J. SOSNOWSKI: Najsilniejszy facet tego miasta. „Opcje” 1999 nr 2, przedr. w tegoż: Czekanie cudu. Wwa 2008.
 	W. WENCEL: Moje, Prometejskie. „Brulion” 1999 R. 13.
 	A. LEGEŻYŃSKA, P. ŚLIWIŃSKI: Humanista w glanach i dredlokach. Poezja Jacka Podsiadły. W tychże: Poezja polska po 1968 roku. Wwa 2000.
 	P. MARCINKIEWICZ: O tłumaczeniu wierszy Jacka Podsiadły na angielski. „Przekładaniec” 2000 nr 6.
 	R. RŻANY: Imię Boga. O kilku wierszach Jacka Podsiadły „Nowa Okolica Poetów” 2000 nr 1, przedr.: „Twórczość” 2000 nr 6.
 	S. STABRO: Jacek Podsiadło a kontrkultura. „Ruch Lit.” 2001 z. 3, wersja rozszerz. pt.: Związki liryki Jacka Podsiadły z tradycją kontrkultury. W: Literatura polska 1990-2000. T. 1. Kr. 2002.
 	J. ORSKA: Sezon na leszcza. „Odra” 2002 nr 12, rozszerz. wersja w tejże: Liryczne narracje. Kr. 2006.
 	M. SKWARA: Jacek Podsiadło pisze, a potem drze na strzępy list do Henry’ego Davida Thoreau. W: Literatura polska 1990-2000. T. 1. Kr. 2002.
 	J. GUTOROW: Kontrapunkt. (Uwagi o poezji Jacka Podsiadły). W tegoż: Niepodleść głosu. Kr. 2003.
 	A. DREJER: Kilka uwag o ironii jako elemencie języka felietonów Jacka Podsiadły. „Rocz. Nauk. Państ. Wyż. Szk.a Zawodowej im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu” 2005 nr 7.
 	P. GOŁOBURDA: Nowe wiersze Jacka Podsiadły. „Lampa” 2005 nr 11.
 	R. KOSCHANY: Szymborska, Barańczak, Podsiadło. Przypadek i miłość – zbiegi okoliczności. „Topos” 2005 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: Nowa poezja polska 1989-1999. Wr. 2005, passim.
 	A. JODŁOWSKA: Poetycki dziennik intymny Jacka Podsiadły. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Stud. Historicolitteraria” 2006 nr 6.
 	K. PILITOWSKA: Gra w miłość. (Wokół „Przełomu ‘90” w twórczości Jacka Podsiadły). „Pogranicza” 2006 nr 2.
 	M. BODUSZ: „Tęsknię do tego kraju [...], gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo” – cytat z Norwida w poetyckiej wypowiedzi Jacka Podsiadły. „Kwart. Opol.” 2007 nr 1.
 	P. KĘPIŃSKI: Kilka zdań o poezji Jacka Podsiadły w ogóle: o poezji zrozumiałej i niezrozumiałej. W tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
 	J. NIŻYŃSKA: The impossibility of shrugging one’s shoulders. O'Harists, O'Hara, and post-1989 Polish poetry. „Slavic Review”, Urbana, Ill. 2007 nr 3.
 	S. BRASSE: O kilku cechach języka i stylu felietonów Jacka Podsiadły. „Rocz. Hum.” 2008 z. 6.
 	P. MICHAŁOWSKI: Gol w nieśmiertelność. „Polonistyka” 2008 nr 2.
 	J. WOJNOWSKA: Cechy i funkcje tytułu w tekście publicystycznym na przykładzie felietonów Józefy Hennelowej i Jacka Podsiadły. „Jęz. Pol.” 2008 z. 1.
 	J. BARON: Rozpacz i żart. „Opcje” 2009 nr 1.
 	R. MIELHORSKI: Tendencje teatralizacyjne i modulacyjne w poezji najnowszej. W tegoż: Strategie i mity nowoczesności. Toruń 2008; przedr. w: Nowa poezja polska. Kr. 2009.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Piosenka w poezji pokolenia ery transformacji. Pozn. 2009, passim.
 	M. BODUSZ: Poetyckie inspiracje Jacka Podsiadły: Friedrich Hölderlin, Heinrich von Kleist, Gérard de Nerval, Cyprian Kamil Norwid. „Kwart. Opol.” 2010 nr 2/3.
 	E. KOŁODZIEJCZYK: Poeta na „tacierzyńskim”. Obrazy ojcostwa w poezji Jarosława Mikołajewskiego i prozie Jacka Podsiadły. W: Inna literatura? T. 2. Rzeszów 2010.
 	C. ZALEWSKI: Eschaton. Poetyckie fotografie Jacka Podsiadły i Andrzeja Sosnowskiego. W tegoż: Pragnienie, poznanie, przemijanie. Kr. 2010.
 	K. LESIAK: Czas i dorosłość w poezji Jacka Podsiadły. „Twórczość” 2011 nr 1.
 	A. SPÓLNA: Na obrzeżach. Jacek Podsiadło i Marcin Świetlicki wobec znaków wspólnoty religijnej. „Tekstualia” 2011 nr 2.
 	S. GRZESZNA: Osobisty ochroniarz „nieznanego Boga”. Poszukiwania „sacrum” w poezji Jacka Podsiadły. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2012 [nr] 4.
 	D. KARPIUK: Polski bitnik. „Wprost” 2012 nr 2.
 	M. JOCHEMCZYK: Brulion romantyczny Jacka Podsiadły. W tegoż: Sploty tradycji. Katow 2014.
 	T. DALASIŃSKI: Podmiot jako figura (bez)czasu. Temporalność w poezji Jacka Podsiadły. „Fraza” 2015 nr 3.
 	K. MALISZEWSKI: „Składam ci elegię, hołd tyci, daremny”. W tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiek męski: Epopeja rozkładu. Motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci). Katow. 2015.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Zawsze od nowa. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 21.
 	W. ŚMIEJA: Zapisać ojcostwo. (Tomasz Jastrun, Jacek Podsiadło). „Autobiografia” 2015 nr 1.
 	A. SZULC, J. TOMCZUK: Skłócony z życiem. „Newsweek Polska” 2015 nr 45.
 	J. TABASZEWSKA: Od kontestacji do eksploracji. Problematyka tradycji w twórczości Marcina Świetlickiego, Tomasza Różyckiego, Andrzeja Sosnowskiego i Jacka Podsiadły. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
 	P. PRÓCHNIAK: Podsiadło. W oku wiersza. „Konspekt” 2016 nr 2.
 	J. TABASZEWSKA: Poszerzanie i utrwalanie tradycji. Jacek Podsiadło jako tradycjonalny buntownik. W tejże: Poetyki pamięci. Współczesna poezja wobec tradycji i pamięci. Wwa 2016.
 	E. CZELADKA: Wyliczanka. „Akant” 2017 nr 4.
 	J. KLEJNOCKI: Blue Pueblo i Noc nr 40. Grzegorza Wróblewskiego oraz Jacka Podsiadły dwa (niespodziewane) modele poetyckiego radzenia sobie z katastrofą uczuć i związków. W tegoż: Przez Wiersze. Szkice interpretacyjne. (Wokół wybranych wierszy kilku poetów urodzonych w latach 60. XX wieku). Wwa 2016.
 	K. MALISZEWSKI: Dedykowane ziemi. „Odra” 2017 nr 5 [dot. też: M. Lebda].

Kompot z orangutana

 	Por. Wywiady.

Odmowa współudziału

 	M. JODŁOWSKI: Dobre słowo o następcach. „Opole” 1990 nr 5/6.

W lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny

 	T. OLSZEWSKI: Za szybko. „Nowe Książ” 1992 nr 2/3.

Wiersze wybrane 1985-1990

 	R. MIELHORSKI: Czystopis. Seria poetycka „bruLionu”. „Nowe Książ.” 1993 nr 12.
 	M. URBANOWSKI: W drodze wiersze Jacka Podsiadły. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 28, przedr. w tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
 	W. RATAJCZAK: Żeby było mi wolno być przeciw. „Czas Kult.” 1994 nr 1.

Arytmia

 	D. SOŚNICKI: Historia choroby. „Czas Kult.” 1994 nr 3.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Mniej, więcej, coś. „Res Publica Nowa” 1994 nr 9.
 	K. VARGA: Rzeczywistość rzeczywista – rzeczywistość wirtualna. „Nowy Nurt” 1994 nr 10.
 	J. NOWOSAD: Podsiadło – metafizyczny. „Opcje” 1995 nr 1/2.
 	J. SOSNOWSKI: Więcej niż 130 nocy. „NaGłos” 1995 nr 21, przedr. w tegoż: Czekanie cudu. Wwa 2008.
 	J. WITAN: Polski Cendrars, czyli „wojownik wrażliwości i czułości”. „Pracownia” 1995 nr 13.

Dobra ziemia dla murarzy

 	M. CISŁO: Podsiadło jako bogactwo. „Res Publica Nowa” 1995 nr 5 [dot też: Języki ognia].
 	M. CZYŻOWSKI: „Łupanie kamienia i telewizora”. „Studium” 1995 nr 1.
 	N. KULESZA. „Mag. Lit.” 1995 nr 11.
 	P.W. LORKOWSKI: „Nachylone ku światu jak kielich”. „Nowy Nurt” 1995 nr 12.
 	K. MALISZEWSKI: „Czuję się nieważny, więc mówię: szczęśliwy”. „Fraza” 1995 nr 8, przedr.: „Pracownia” 1995 nr 14/15.
 	K. VARGA: Żałosny nawyk pisania? „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. o Książ” 1995 nr 1 [dot. też: Języki ognia].

Powrót na górę↑
Języki ognia

 	M. CISŁO: Podsiadło jako bogactwo. „Res Publica Nowa” 1995 nr 5 [dot też: Dobra ziemia dla murarzy].
 	K. MALISZEWSKI: Z ogródeczka zwykłych spraw. „Nowy Nurt” 1995 nr 5, wersja rozszerz. w tegoż: Nasi klasycy, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
 	J. NOWOSAD: Podsiadło buduje dom. „Opcje” 1995 nr 3.
 	G. OLSZAŃSKI: Nie ma wierszy bez ognia. „FA-art” 1995 nr 2.
 	S. SADOWSKI: Ognisko wyobraźni. „Wiad. Kult.” 1995 nr 6.
 	K. VARGA: Żałosny nawyk pisania? „Gaz. Wybor.” dod. „Gaz. o Książ.” 1995 nr 1 [dot. też: Dobra ziemia dla murarzy].
 	K. PILITOWSKA: Ból i ekstaza „Piękna niczyjego”. (Estetyka / tożsamość / narracja w „Językach ognia” Jacka Podsiadły). „Dyskurs” 2007 z. 3.

To all the whales I’d love before

 	K. MALISZEWSKI: Rzemień i kamyk (...) Mierzyć się ze światem. „Opcje” 1996 nr 4.
 	G. OLSZAŃSKI: Wiersze o waleniach(u)? „FA-art” 1996 nr 3.

Niczyje, boskie

 	W. RATAJCZAK: Jedyna inwestycja, która nie zawodzi. „Czas Kult.” 1998 nr 4.
 	K. BIEDRZYCKI: „Nierozumny wysiłek służący niczemu”. „Dekada Lit.” 1999 nr 7/8, przedr. w tegoż: Wariacje metafizyczne. Kr. 2007.
 	A. MORAWIEC: Wszystko się zmienia. „Twórczość” 1999 nr 3.

Wiersze zebrane

 	A. FRANASZEK: Spróbuj być Bogiem. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 93.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Wiersze do plecaka. „Polonistyka” 1998 nr 8; przedr. w wersji rozszerz. w tejże: Krytyka jako domokrążca. Pozn. 2002.
 	M. HAMKAŁO Pierwszy spiker Rzeczypospolitej. „Odra” 1999 nr 10.
 	K. NOWOSIELSKI: Na własny rachunek. „Topos” 1999 nr 4.
 	A. PIWKOWSKA: Cierpliwy strumień poezji. „Nowe Książ.” 1999 nr 3.
 	R. RŻANY: Niech ta miłość płynie. „Pracownia” 1999 nr 21.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Tak, ale tak. Trudny przypadek. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 49.
 	J. UGLIK: Niewiele kobiet miałem w życiu... „Czas Kult.” 2004 nr 4.
 	T. NYCZEK: Antyklasyk. W tegoż: Lektury obowiązkowe. Kr. 2005.

Cisówka

 	W. KUCZOK: Cisówka, czyli życie w lesie. „FA-art” 1999 nr 4.

Wychwyt Grahama

 	M. CYRANOWICZ: Memento Podsiadło. „Nowe Książ.” 2000 nr 3.
 	A. KAŁUŻA: Efekty oddaleń. „Śląsk” 2000 nr 6.
 	P. KĘPIŃSKI: Trzyma poziom. „Czas Kult.” 2000 nr 2/3.
 	R. KOBIERSKI: Przed sklepem zegarmistrza. „Studium” 1999/2000 nr 6/1.

I ja pobiegłem w tę mgłę

 	P. BRATKOWSKI: Pion odzyskany. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 249.
 	J. ORSKA: Włóczęga z tezą. „Arkusz” 2001 nr 11.
 	K. PIEŃKOSZ: Mgła i światło. „Więź” 2001 nr 3 [dot. też: P. Marcinkiewicz: Tivoli. Kr. 2000].
 	A. POPRAWA: Wyraźnie, we mgle. „Nowe Książ.” 2001 nr 3.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Nic prócz wiersza. „Res Publica Nowa” 2001 nr 5, przedr. w tegoż: Przygody z wolnością. Kr. 2002.

Kra

 	P. PRÓCHNIAK: Spinka, spoina. „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2005 nr 47.
 	A. KAŁUŻA: Pijany kulig i ta cała reszta. „Res Publica Nowa” 2006 nr 1.
 	A. KRAUZE: To lustro mi się podoba. „Odra” 2006 nr 5.
 	P. MACKIEWICZ: Zmieniło się wszystko, poza tym niewiele. „Twórczość” 2006 nr 4.
 	J. ORSKA: Raz na krze, raz pod krą. „Studium” 2006 nr 5.
 	K. PILITOWSKA: Resztki Jacka Po’. „Pogranicza” 2006 nr 1.
 	A. SPÓLNA: Na kresach nocy, w świetle gwiazd. „Kresy” 2006 nr 3.
 	G. HETMAN: „Okres szczególnej żałoby”? Problematyka wieku średniego w nowych wierszach Marcina Świetlickiego, Jacka Podsiadły i Grzegorza Wróblewskiego. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. T. 1. Cz. 1. Katow. 2010.
 	P. JAROSZ: Między prywatnością a gnostycznym fantazmatem. O „Krze” Jacka Podsiadły. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.

A mój syn…

 	J. OLECH: Fajny Ojciec – towar deficytowy. O felietonach Jacka Podsiadły. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 28 [dot. też: Pippi, dziwne dziecko].

Pippi, dziwne dziecko

 	J. OLECH: Fajny Ojciec – towar deficytowy. O felietonach Jacka Podsiadły. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 28 [dot. też: A mój syn…].

Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sancé

 	P. GOŁOBURDA: A zwłaszcza moje życie. „Lampa” 2008 nr 10.
 	A. MADALIŃSKI: Trochę wolniej; I. SŁOMAK: Pueriada. „FA-art” 2008 nr 4.
 	J. KISIEL: Zabawa w chowanego. „Akcent” 2009 nr 3.
 	Ł. SAWICKI: Literatura faktu według Podsiadły. „Strony” 2009 nr 1/2.
 	J. UGLIK: Rescator, Indianie i... „Prz. Powsz.” 2009 nr 6.
 	P. URBANIAK: Niezjadliwa proza poety. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.

Czerwona kartka dla Sprężyny

 	J. OLECH: Sprężyna versus Paragon. „Nowe Książ.” 2009 nr 12.

Pod światło

 	M. MIŁKOWSKI. „Zesz. Lit.” 2012 nr 1.
 	J. SZAKET: Antygrawitacja. „FA-art” 2012 nr 1/2.
 	A. SPÓLNA: Zdradzony przez mowę. O tomie „Pod światło” Jacka Podsiadły. „Świat i Słowo” 2012 nr 2.

Powrót na górę↑
Być może należało mówić

 	M. SZYMAŃSKI: Wielki nieobecny. Jacek Podsiadło: młodość po pięćdziesiątce. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 10, przedr. pt. Młodość po pięćdziesiątce. W tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	K. MALISZEWSKI: Moje życie z Podsiadłą. „Odra” 20015 nr 6.
 	A. SPÓLNA: Listy z tego świata. O „Być może należało mówić” Jacka Podsiadły. „Tekstualia” 2014 nr 1.

Przez sen

 	T. CIEŚLAK: Smutny prestidigitator. „Nowe Książ” 2015 nr 6.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Monosylabizowanie. „Nowa Dekada Krakowska” 2015 nr 5.
 	K. MALISZEWSKI: Słowo, które kiedyś było ciałem. „Wyspa” 2015 nr 1.
 	M. OLSZEWSKI: Póki nie żyjemy. „dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 156 [dostęp 20 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5819-poki-nie-zyjemy.html.
 	D. PIWEK: Kasztany w bujnym pustosłowiu. „Topos” 2015 nr 4.
 	A. SPÓLNA: Coś małego, coś ważnego. „Akcent” 2015 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Podsiadło. Retro i serio. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 210.
 	S. WIĘCEK: To jeszcze nie koniec. „Fraza” 2016 nr 3.

Przedszkolny sen Marianki

 	A. SZWAGRZYK: Drugi szereg? Wiersze dla dzieci Jacka Podsiadły. W: Nie w pierwszym szeregu. Tor. 2015.
 	A. SZWAGRZYK-DALASIŃSKA: Sen i dziecko. „Heteroglossia” 2016 nr 6.

Życie zawłaszcza śmierć w Wieprzowie Ordynackim

 	M. BOCZKOWSKA: Podsiadło zawłaszcza prozę. „Twórczość” 2016 nr 3.
 	M. WAPIŃSKA: Pisać z radością. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 19 dod. „Kultura”.

Włos Bregueta

 	A. FIAŁKOWSKA: Zejdź z konia, boso tańcz fandango. „Akant” 2017 nr 3.
 	P. MACKIEWICZ: Poprawić świat. „Akcent” 2017 nr 2.
 	M. OLSZEWSKI: Święta forma literatury. „Nowe Książ.” 2017 nr 2.
 	M. SZYMAŃSKI: Jacek Podsiadło pisze, a potem drze na strzępy. „Zesz. Lit.” 2017 nr 2.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Pieśni czasu i miłości. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 219.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3326" title="Wojciech TOMCZYK" slug="wojciech-tomczyk">ur. 1960

Pseud.: Wójt.

Autor scenariuszy filmowych, dramatopisarz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodził się 12 kwietnia 1960 w Warszawie; syn Ludwika Tomczyka, inżyniera elektryka, i Hanny Brzomińskiej, fizjografki. Uczęszczał do XX Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Warszawie (1974-76), a następnie do VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława IV (1976-78), gdzie zdał maturę. W 1978-83 studiował wiedzę o teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Od 1980 należał do NZS. Po uzyskaniu w 1984 dyplomu pracował dorywczo. W tym okresie dwukrotnie wyjeżdżał do Belgii w celach zarobkowych. Równocześnie w 1984-86 kontynuował naukę w Wyższym Zaocznym Studium Scenariuszowym Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Teatralnej i Telewizyjnej im. L. Schillera w Łodzi. Debiutował w 1985 na łamach „Fantastyki” (nr 7) opowiadaniem Dzienniki Wsteczne. W tymże roku został laureatem organizowanego przez Video Studio Gdańsk i gdańską Kurię Biskupią konkursu na scenariusz filmu fabularnego za tekst Sztuka Fugi (niepublikowany). Za właściwy debiut scenopisarski uważa scenariusz filmowy, napisany we współpracy i za namową reżysera Marka Nowickiego wraz z trójką przyjaciół ze Studium Scenariuszowego, pt. Rajski ptak,zrealizowany w 1987. Rok później wstąpił do Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W 1989 był stypendystą paryskiej szkoły filmowej La Fémis. W 1990-91 należał do zespołu redakcyjnego „Tygodnika Literackiego”, w którym zamieszczał także recenzje filmowe (m.in. pod pseudonimem Wójt). Od 1990 współpracował z Telewizją Polską początkowo jako krytyk filmowy, a później głównie autor (lub współautor) i producent wielu programów telewizyjnych, m.in. cykli: To tylko plotka (1991-93; tu był także narratorem), Komuno wróć! (1992-93), Kalendarium XX wieku (1993-94), Program jubileuszowy (1992-94), Parada pradziada (1995-96), A to Polska właśnie! (1999-2002) oraz widowisk telewizyjnych: Dwieście lat świętego spokoju (1995), Niech żyje wojna (1995), Honordla niezaawansowanych (1995). W tym czasie pracował także jako scenarzysta filmowy. W 1995 rozpoczął współpracę z II Programem Polskiego Radia, gdzie wygłaszał felietony. Artykuły, recenzje, polemiki i felietony publikował ponadto w „Debacie” (1992-93; także członek zespołu redakcyjnego), „Filmie” (stały felieton pt. Parady nasercowe w 1991-2000), „Nowym Państwie” (stały felieton pt. Poszukiwacze zaginionej Arki w 1994-2000), „Kwartalniku Konserwatywnym” (stały felieton pt. Grubą kreską w 1998-2001) „Teatrze” (stały felieton pt. Maszeruj albo giń! od 2006). W 2000 był współautorem scenariusza wystawy w Polskim Pawilonie Narodowym na Wystawie Światowej EXPO w Hanowerze. Jako dramatopisarz debiutował w 2002 sztuką Wampir. Otrzymał Nagrodę Prezesa Zarządu Telewizji Polskiej S.A. za twórczość scenopisarską i dramaturgiczną (2006) oraz Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie teatru (2007). W 2007-11 pracował w Teatrze Powszechnym im. Z. Hübnera w Warszawie jako konsultant literacki. Za całokształt twórczości otrzymał nagrodę „Platynowy Opornik” na Festiwalu Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci w Gdyni w 2015.

W 1996 ożenił się z Małgorzatą Śmigielską, malarką. Ma syna Stanisława (ur. 2001). Mieszka w Otwocku.



TWÓRCZOŚĆ
1. Rajski ptak. [Scenariusz filmowy i dialogi]. Współaut.: A. Borzewski, M. Juszczakiewicz, M. Nowicki, D. Szuszkiewicz. Reż.: M. Nowicki. Ekran. 1988.
2. Czarne słońca. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: J. Zalewski, P. Wendorff. Reż.: J. Zalewski. Ekran. 1992.
Pierwotny tytuł: Wysłannik.
3. Wysoka szubienica. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. TVP 1993.
Inf. autora.
4. Bank nie z tej ziemi [Scenariusz odcinków 8-13 serialu telewizyjnego]. Współaut.: P. Tomczyk. Reż.: M. Ziębiński (odcinki 8, 9, 13), M. Dembiński (10, 12), W. Dziki (11, 13). TVP 1994.
5. Polska złota jesień. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. [Współaut.:] W. Szarek. Reż.: W. Szarek. Ekran. 1994
6. Druga młodość czwororęcznych. Rzecz o Edmundzie Niziurskim. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Reż.: R.M. Nyczka. TVP 1997.
7. Kapitan Tytus Żbik na podziemnym froncie..., czyli kartki z historii polskiego komiksu. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Współaut.: P. Tomczyk. Reż.: R.M. Nyczka. TVP 1998.
8. Wampir. Sztuka w dwóch aktach. „Dialog” 2002 nr 11 s. 26-64. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Sławiński. Zabrze, T. Nowy im. G. Morcinka 2003; tv: Reż.: M. Dejczer. TVP 2004; radiowa: Reż.: I. Gorzkowski. Radio 2015.
Grand Prix publiczności dla autora najlepszego dramatu na III Festiwalu Dramaturgii Współcz. „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu w 2003, Nagroda Ministra Kultury w 2004, Wyróżnienie za tekst sztuki w X Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Pol. Sztuki Współcz. w 2004.
9. Zaginiona. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 7 odcinkach]. Reż.: A. Kostenko. TVP 2003.
Wyd. jako dokument elektroniczny: 2004, 4 dyski optyczne (DVD).
10. Kosmici. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 3 odcinkach]. Współaut.: T. Solarewicz. Dialogi: ..., T. Solarewicz, O. Lubaszenko. Reż.: O. Lubaszenko. TV Polsat 2004.
11. Norymberga. Sztuka w trzech aktach. „Dialog” 2005 nr 6 s. 5-36. Wyd. osob. Kr.: AA 2006, 133 s. Przedr. w: Antologia dramatu polskiego 1945-2005. T. 2. Wybór i oprac. J. Kłossowicz. Wwa: Prószyński i S-ka 2007, s. 804-839. Praprem. teatr.: Reż.: A. Glińska. Wwa, T. Nar. 2006; tv: Reż.: W. Krzystek. TVP 2006; radiowa: Reż.: W. Krzystek. Radio 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2006. 1 dysk optyczny (DVD).
Wyst. nast.: Reż. i adapt.: M. Englert. Radio 2009; Reż.: D. Ignatiew. Bielsko-Biała, T. Pol. 2010; Reż.: J. Celeda. Gorzów Wielkopolski, T. im. J. Osterwy 2012.
Grand Prix za tekst sztuki na Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie w 2007, Medal im. S. Bieniasza za najlepszy spektakl T. TVP przyznany przez red. mies. „Śląsk” na Festiwalu Dramaturgii Współcz. „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu w 2007.
Przekł. bułg.: Nûrenberg. [Przeł.] I. Mihajlova. W: Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. Sofiâ 2015, – estoń.: Nurnberg. [Przeł.] H. Lindepuu. Wyst.: Reż.: A. Toikka. Tallin, Vat Teater 2008; druk. w: Teater näidendeid/dramaty/drámák. Valik poola ja ungari näidendeid. [Red.:] H. Aadma, P. Toomet, T. Vilu. Tallinn 2014.
12. Oficer. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 13 odcinkach]. Reż.: M. Dejczer. TVP 2005.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2004, 4 dyski optyczne (DVD).
13. Oficerowie. [Scenariusz i dialogi serialu telewizyjnego w 14 odcinkach]. Cz. 1-2. Reż.: M. Dejczer. TVP 2006.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2007, 4 dyski optyczne (DVD); wyd. nast. Wwa: Inst. Pamięci Nar. [2009], 1 dysk optyczny (DVD).
14. Inka 1946. [Utwór dramatyczny]. Praprem. tv: Reż.: N. Koryncka-Gruz. TVP 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2007, 1 dysk optyczny (DVD).
15. Komedia romantyczna. [Utwór dramatyczny]. Powst. 2007. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Sławiński. Łódź, T. Powsz. 2010; tv: Reż.: M. Gazda. TVP 2012.
16. Świadek koronny. [Scenariusz filmowy]. Reż.: J. Sypniewski. Ekran. 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVN 2007, 1 dysk optyczny (DVD); wyd. nast.: tamże 2008; Wwa: Edipresse Polska 2011.
W filmie wykorzystano sekwencje z serialu pt. Odwróceni. Scenariusz: A. Kowalewski, P. Pytlakowski. TVN 2007.
17. Trzeci oficer. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 13 odcinkach]. Reż.: M. Dejczer. TVP 2008.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2008, 4 dyski optyczne (DVD), wyd. nast. tamże 2010.
18. Fragment większej całości. Sztuka teatralna w jednym akcie. „Dialog” 2009 nr 6 s. 27-39. Praprem. radiowa: Reż.: J. Zaorski. Radio 2010.
19. Sprawiedliwi. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 7 odcinkach]. Reż.: W. Krzystek. TVP 2010.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2011, 2 dyski optyczne (DVD).
20. Bezkrólewie. Sztuka teatralna w dwóch aktach. „Dialog” 2011 nr 12 s. 15-45. Praprem. jako sztuka czytana: Reż.: R. Klijnstra. Wwa, Klub Ronina, T. Palladium 2012.
Spektakl sfilmowany przez niezależna.tv dostępny na stronie internetowej: http://vod.gazetapolska.pl/2389-zobacz-warto-bezkrolewie-sztuka-wojciecha-tomczyka-akt-1; http://vod.gazetapolska.pl/2433-bezkrolewie-sztuka-wojciecha-tomczyka-akt-2-polecamy [dostęp 9 października 2013].
21. Zaręczyny [Utwór dramatyczny]. Praprem.: tv: Reż.: W. Nowak. TVP 2015; teatr.: Reż.: M. Sławiński. Zabrze, T. Nowy 2015; radiowa: Reż.: M. Sławiński. Radio 2016.
22. Breakout. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: tv: Reż.: E. Pytka. TVP 2016.
23. Marszałek. [Utwór dramatyczny]. Preprem tv: Reż.: K. Lang. TVP 2017.

Przekłady dramatów Wojciecha Tomczyka w antologiach zagranicznych: bułg.: Naslednici. Antologiâ nova polska dramaturgiâ. [Przeł.] I. Mihajlova. [Wybór] J. Kopciński. Sofiâ 2015, – estoń.: Teater näidendeid/dramaty/drámák. Valik poola ja ungari näidendeid. [Przeł.] H. Lindepuu. [Red.:] H. Aadma, P. Toomet, T. Vilu. Tallinn 2014.
Adaptacje
1. E. Niziurski: Sposób na Alcybiadesa. Scenariusz serialu telewizyjnego w 3 odcinkach. Reż.: W. Szarek. Powst. 1997. TVP 2001. Por. poz. 2.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Galapagos Films 2010, 2 dyski optyczne DVD.
2. E. Niziurski: Sposób na Alcybiadesa. Scenariusz filmu pt.: Spona. Reż.: W. Szarek. Ekran. 1998. Por. poz. 1.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Vision 2000, 1 kaseta VHS.
3. L. Tyrmand: Zły. [Adaptacja teatralna]. Wyst.: Reż.: J. Buchwald. Wwa, T. Powsz. im. Z. Hübnera 2010.
4. H. Lemańska: Chichot losu. Scenariusz serialu telewizyjnego w 13 odcinkach. Scenariusz: W. Tomczyk, H. Lemańska. Konsultacja scenariuszowa: A. Nagler. Reż.: M. Dejczer. TVP 2011.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: TVP 2011, 4 dyski optyczne (DVD).
5. B. Wildstein: Dolina Nicości. Scenariusz W. Tomczyk. Reż.: W. Nowak. TVP 2011.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2008.
 	Autor o sobie: strona internetowa http://www.wojciechtomczyk.com
 	Wywiady: Trzeba pisać, żeby żyć. Rozm. D. J. Ćirlić. „Dialog” 2005 nr 6; Siedemnaście straconych lat. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2007 nr 83; Teatr prawdziwej historii. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2007 nr 253; W sztuce liczą się sława i pieniądze. Wolę to drugie. Rozm. R. Mazurek. „Dziennik” 2007 nr 88; Polacy ratowali Żydów i honor ludzi. Rozm. A. Godlewski. „Polska” 2010 nr 84 [dot.: Sprawiedliwi]; Tyrmand w finale Euro 2012. Rozm. J. Cieślak. „Rzeczpospolita” 2010 nr 246 [dot.: Zły]; Zły Tyrmanda bije oprychów w Powszechnym. Rozm. J. Gajda-Zadworna. „Życie Warsz.” 2010 nr 248; Co tu się wyprawia od trzystu lat. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2011 nr 12; Nie lubię dzisiejszych czasów. Rozm. K. Lubczyński. „Głos Naucz.” 2013 nr 13; Błazny w domu żałoby. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2015 nr 107; Przetrwamy w pieśni. Rozm. K. Masłoń. „Do Rzeczy” 2015 nr 20; Staram się być poważnym człowiekiem. Rozm. M. Smolis. „Teatr” 2016 nr 5; Teatr, który daje szanse. Rozm. M. Piwowar. „Rzeczpospolita” 2016 nr 184 [dot.: Breakout]; Końca historii nigdy nie będzie! Rozm. M. Piejko. „Gaz. Pol.” 2017 nr 50 [dot.: Marszałek].

&amp;nbsp;

 	R. Pawłowski: Wojciech Tomczyk. W tegoż: New Polish Drama. Warsaw 2008.

Ogólne

 	K. RUTA-RUTKOWSKA: Etyczność historii PRL w dramatach Wojciecha Tomczyka. „Prz. Filoz.-Lit.” 2009 nr 2.
 	E. PARTYGA: Tak się tworzy rzeczywistość. „Dialog” 2011 nr 12.
 	J. KOPCIŃSKI: Wojciech Tomczyk. Pesymista. „Teatr” 2015 nr 7/8.
 	Z. LISZEWSKA-SOLOCH: Prawda i fałsz. „W Sieci ” 2017 nr 8

Rajski ptak

 	K. DEMIDOWICZ: Wystarczy kochać. „Film” 1989 nr 2.
 	

Wampir

 	D. WOJDAN-ŚWIDERSKA: Wampir. Rekonstrukcja. „Zesz. Telewizyjne” 2004 nr 4 [rec. wyst. tv].

Norymberga

 	J. WAKAR: Norymberga dla każdego. „Dziennik” 2006 nr 196.
 	P. FIGIEL: „Norymbergi im się zachciało”. O rodzinie w dramacie Wojciecha Tomczyka. W: Rodzina w języku i kulturze. Piotrków Trybunalski 2010.
 	Rec. teatr.: wyst. w T. Nar.: M. RADZIWON: Czy rządzi światem tajny układ. „Teatr” 2006 nr 6; K. ZALEWSKA: Norymberga dla funkcjonariuszy PRL. „Gaz. Pol.” 2006 nr 18, – wyst. tv: M. KOŚCIELNIAK: Romanse z historią. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 51; T. MOŚCICKI: Genialny teatr telewizji. „Dziennik” 2006 nr 198; P. ZAREMBA: Nawet Wajda nie pomoże. „Dziennik” 2006 nr 200; J. KŁOSSOWICZ: Zabójstwo czy samobójstwo... Zobaczyliśmy w Teatrze Telewizji pierwszą od bardzo dawna, aktualną polityczną sztukę. „Prz. Powsz.” 2007 nr 2; K. ZALEWSKA: PRL-owski bzik. „Teatr” 2007 nr 2.

Oficer

 	B. CHACIŃSKI: Kto im dał wjazd? „Przekrój” 2005 nr 16.
 	K. LUBELSKA: Wyjątkowo inteligentny oficer. „Polityka” 2005 nr 11.
 	K. WAJDA: Nasz człowiek w CBŚ. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 110.
 	J. USZYŃSKI: Oficer z prehistorią. „Zesz. Telewizyjne” 2005 nr 8.

Inka 1946

 	J. DERKACZEW: Bohaterska historia anioła. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 16 dod. „Gaz. Telewizyjna”.
 	P. GULDA: Traktat etyczny i lekcja historii. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 19 dod. „Trójmiasto”.

Komedia romantyczna

 	J. GOLIŃSKA: Wojciecha Tomczyka „Komedia romantyczna”. „Dialog” 2008 nr 1.
 	Ł. DREWNIAK: Chybiony cios. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 35 dod. „Kultura”.
 	J. RYBUS: Komedia made in Poland. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 28 dod. „Łódź”.

Sprawiedliwi

 	Zob. Wywiady.

Bezkrólewie

 	A. HORUBAŁA: Upokorzenia teatralne. „Uważam Rze” 2012 nr 40 [dot. też: W. Shakespeare: Titus Andronicus w reż. J. Klaty].
 	B. WILDSTEIN: Bezkrólewie II RP. „Uważam Rze” 2012 nr 39.

Zaręczyny

 	W. MROZEK: Zwroty: Platynowy opornik. dwutygodnik.com. 2015 nr 170 [on-line] [dostęp 28 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6181-zwroty-platynowy-opornik.html [dot. też: Rybka canero w reż. J. Machulskiego].
 	T. STANKIEWICZ-PODHORECKA: Ku odrodzeniu wartości. „Nasz Dz.” 2015 nr 113.
 	K. ZALEWSKA: Tolerancja. „Teatr” 2015 nr 7/8.

Breakout

 	M. PIWOWAR: Z ironią o współczesności. „Rzeczpospolita” 2016 nr z 19 IX. – P. ZAREMBA: Tomczyk nieoczywisty. „wSieci” 2016 nr 39.
 	Zob. też Wywiady.

Marszałek

 	W. MROZEK: Piłsudski koniec historii. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 281.

Spona

 	P. BRATKOWSKI: Wspólnota dżambli. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 52.

Zły

 	Zob. Wywiady.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3329" title="Magdalena TULLI" slug="magdalena-tulli">ur. 1955

Imiona metrykalne: Maddalena Flavia.

Pseud.: Marek Nocny.

Prozaiczka, tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 20 października 1955 w Warszawie; córka Ludovica Tullego, Włocha, tłumacza z języka polskiego na włoski, i Renaty, socjologa. Część dzieciństwa spędziła w Mediolanie. W 1970-74 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego im. N. Żmichowskiej w Warszawie. Po zdaniu w 1974 matury studiowała biologię na Uniwersytecie Warszawskim; magisterium w tym zakresie uzyskała w 1979. Następnie przez pół roku pracowała na Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego, kierowanej przez Zakład Biologii Antarktyki PAN. W 1983 uzyskała doktorat w Instytucie Biologii i Zoologii PAN. W 1982 była kurierką redakcji bezdebitowego „Tygodnika Mazowsze”. W 1982-86 pracowała początkowo jako salowa na bloku operacyjnym, następnie prowadziła perfuzję przy operacjach kardiochirurgicznych w II Klinice Kardiochirurgii przy ul. Spartańskiej w Warszawie. W latach 1986-91 studiowała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. W celach zarobkowych zajmowała się tłumaczeniem książek z różnych dziedzin, głównie z języka angielskiego (przekłady podpisywała też pseudonimami). W 1995 debiutowała powieścią Sny i kamienie; w latach następnych publikowała kolejne utwory prozą. W 1997 została członkiem SPP. W 2013 za całokształt twórczości otrzymała Nagrodę Literacką im. J. Tuwima.

Ma dwóch synów. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Sny i kamienie. [Powieść]. Wwa: Open 1995, 70 s. Wyd. nast.: tamże: [wyd. 2] 1995, wyd. 3 zmien. 1996, 93 s., [wyd. 4] 1997; wyd. 5 zmien. Wwa: W.A.B. 1999, 117 s. Archipelagi, [wyd. 6] tamże 2004.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1995.
Przekł.: ang.: Dreams and stones. [Przeł.] B. Johnston. New York 2004, – czes.: Sny a kameny. [Przeł.] P. Zavřelová. Praha 2003, – niem.: Träume und Steine. [Przeł.] B. Eberspächer. Berlin 1998, – ros.: Sny i kamni. [Przeł.] I. Adel’gejm. Moskva 2007, – szwedz.: Drömmar och stenar. [Przeł.] J. Birbrajer. Stockholm; Stehag 2008, – ukr.: Sni j kamenì. [Przeł.] V. Dmitruk. L'vív 2010, – włos.: Sogni e pietre. [Przeł.] R. Belletti. Roma 2010.
2. W czerwieni. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 1998, 156 s. Archipelagi. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 zmien. 1999, wyd. 2 [właśc. 3] zmien. 2004.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
Przekł.: ang.: In Red. [Przeł.] B. Johnston. New York 2000, wyd. nast.: Brooklyn, NY 2011, – chorw.: U crvenilu. [Przeł.] A. Cvitanović. Zagreb 2008, – czes.: Stehy. [Przeł.] J. Kamiňska. [Praha] 2002, – franc.: Dans le rouge. [Przeł.] L. Dyèvre. [Paris] 2001, – łotew.: Polonēze sarkanā. [Przeł.] S. Brice. Rīga 2004, – niem.: In Rot. [Przeł.] E. Kinsky. Stuttgart, München 2000, wyd. 2 tamże 2000, – słoweń.: V rdečem. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2008, – węgier.: Vörösben. [Przeł.] G. Körner. Budapest 2004.
3. Tryby. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2003, 151 s. Archipelagi.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2004.
Przekł.: ang.: Moving parts. [Przeł.] B. Johnstone. New York 2005, – czes.: Soukolí. [Przeł.] I. Mikešová. Praha, Litomyšl 2006, – niem.: Getriebe. [Przeł.] E. Kinsky. Frankfurt am Main 2008.
4. Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści. Współaut.: S. Kowalski. Wwa: W.A.B.; Inst. Studiów Polit. PAN 2003, 547 s.
Wybór i analiza socjolingwistyczna fragmentów tekstów opublikowanych w 2001 roku w następujących periodykach: „Głos”, „Najwyższy Czas!”, „Nasz Dziennik”, „Nasza Polska”, „Tygodnik Solidarność”.
5. Skaza. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2006, 177 s. Archipelagi. Wyd. nast. tamże 2007.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2006, pliki w formacie PDF i w formacie EPUB.
Wyróżnienie Nagrody Lit. Gdynia, Nagroda Osobna, w 2007, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2007.
Przekł.: ang.: Flaw. [Przeł.] B. Johnston. New York 2007, – franc.: Le défaut. [Przeł.] Ch. Zaremba. Paris 2007, – hiszp.: El defecto. [Przeł.] F.J. Villaverde. Barcelona 2015, – kataloński: El defecte. [Przeł.] M. Cedro i G. Calaforra. Barcelona 2015, – litew.: Yda. Romanas. [Przeł.] V. Dekšnys. Vilnius 2013, – niem.: Dieses Mal. [Przeł.] E. Kinsky. Frankfurt am Main 2010, – słoweń.: Motnja. [Przeł.] J. Unuk. Ljubljana 2015, – włos.: Difetto. [Przeł.] R. Belletti. Roma 2012.
6. Kontroler snów. [Powieść]. Wwa: Nisza 2007, 306 s.
Podp.: Marek Nocny.
7. Włoskie szpilki. [Powieść]. Wwa: Nisza 2011, 143 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2012; wyd. 2 [właśc. 3] uzup. i zmienione przez Autorkę. Kr.: Znak Litera Nova 2017, 192 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak Litera Nova 2017, plik w formatach EPUB, MOBI.
Nagroda Lit. Gdynia 2012, szczecińska Nagroda Lit. dla Autorki „Gryfia” 2012, Lit. Nagroda Europy Środkowej Angelus w 2012, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2012.
Przekł.: litew.: Itališkos „špilkos”. Romanas. [Przeł.] B. Jonuškaitė. Vilnius 2014.
8. Awantura w lesie. [Opowiadanie dla dzieci]. Łódź: Akapit Press 2013, 37 s.
9. Szum. [Powieść]. Kr.: Zank 2014, 188 s. Znak Litera Nova.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2015, plik w formacie PDF.
Nominacja do finału Literackiej Nagrody Nike w 2015.
10. Jaka piękna iluzja. Rozmawia J. Dąbrowska. Fot. M. Grynberg. Kr.: Znak Litera Nova 2017, 261 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak Litera Nova 2017, plik w formatach EPUB, MOBI.
Wywiad rzeka.
11. Ten i tamtem las. [Opowieść dla dzieci]. [Łódź] Wilk i Król Ofic. Wydawn. 2017, 208 s.

Przekłady utworów M. Tulli w antologiach zagranicznych: niem.: Polnische Literatur im Gespraech II. [Kraków] 1996, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Red.] N. Yüce. İstanbul 2014.
Przekłady (podpisane nazwiskiem)
1. A. Mindell: Metaumiejętności. O sztuce psychoterapii. Przeł.: T. Szejko, M. Tulli. Wwa: Nuit Magique 1996, 135 s.
2. R. De Grada: Meble XX wieku. Przeł.: M. Tulli, I. Kwiatek, M. Dudzik. Wwa: Amber 1998, 303 s. Wielka Encyklopedia Sztuki Użytkowej.
3. F. Jaeggy: Gniew niebios. [Opowiadania]. Wwa: Noir sur Blanc 1999, 94 s.
Nagroda mies. „Lit. na Świecie” w 1999.
4. I. Calvino: Długi dzień Ameriga. [Opowiadanie]. Wwa: PIW 2000, 95 s.
5. M. Proust: Utracona. [Powieść]. (W poszukiwaniu straconego czasu. T. 6). Wwa: Porozumienie Wyd.; PIW 2001, 370 s. Kanon na Koniec Wieku.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa:] Fundacja Nowoczesna Polska [2016], plik w formacie PDF. Dostępne także on-line: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/proust-utracona.
6. F. Jaeggy: Szczęśliwe lata udręki. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 2002, 87 s.
7. F. Jaeggy: „Proleterka”. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 2003, 87 s.
8. S. Martelli: Opowieści mitologiczne. Przeł. M. Tulli. Przekł. słownika mitologicznego: A. Iwańska. Wr.: Siedmioróg 2005, 76 s.
9. R. Rushton: Czy to już miłość? [Powieść]. Łódź: Akapit Press 2008, 176 s.
10. M. De Blasi: Tamtego lata na Sycylii. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2010, 348 s. Wyd. 2 Wwa: Muza 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Muza 2016, plik w formacie EBUB i MOBI.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Do lustra. Rozm. M. Tulli (!) „Lampa” 2006 nr 5.
 	Wywiady: Coś łakomego na temat świata. Rozm. B.N. Łopieńska. „Res Publica Nowa” 1996 nr 2, przedr. w: B. Łopieńska: Książki i ludzie. Wwa 1998; Metafora musi pracować. Rozm. G. Łęcka. „Polityka” 1998 nr 43, przedr. w: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000; Calvino, Marquez i pewna pani. Rozm.: P. Czapliński, P. Śliwiński. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999; Jestem trudna. Rozm. R. Praszyński. „Elle” 1999 nr 12; Oddać wszystko. Rozm. M. Cichy. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 222; Za plecami narratora. Rozm. M. Zaleski. „Res Publica Nowa” 1999 nr 5/6; Milimetr nad tekstem. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2001 nr 138 [dot. przekł.: M. Proust: Utracona]; Wszyscy jesteśmy ofiarami. Rozm. L. Burska. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 218; Pułapka komunikacyjna. Rozm. M. Larek. „Czas Kult.” 2009 nr 2; Ludzik mi padł, więc gram następnym. Rozm. K. Kubisiowska. „Gaz. Wybor” 2011 nr 251 dod. „Duży Format” nr 41; O fikcji i dziwnych namiętnościach. Rozm. J. Koźbiel. W tejże: Słowa i światy. Pruszków 2012; Polaku, nie pomiataj sobą. Będziesz lepszy. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 246; Przestraszyłam się, ale tym razem nie było czego. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 27 dod. „Festiwal Conrada”; Szukałam czystego tonu w podejściu do fikcji. Rozm. Ł. Kaczyński. „Polska. Dz. Łódz.” 2012 nr 107 [dot.: Włoskie szpilki]; Żadna krzywda nie jest wyjątkowa. Rozm. A. Sasinowski. „Kur. Szczec.” 2012 nr 73 [dot.: Włoskie szpilki]; Rozlazłość mi wyszła uszami. Rozm. A. Sowińska. „dwutygodnik.com” [on-line] 2013 nr 115 [dostęp 23 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/4729-czytelnia-rozlazlosc-mi-wyszla-uszami.html; Same dwóje. Dzieciństwo jest trudne. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 22; Pewność jest nieodparcie śmieszna. Rozm. G. Jankowicz. W tegoż: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami. Cz. 2. Kr. 2013; Literatury można używać jak noża. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 248/249; Magdalena Tulli. Kwestionariusz „Książek”. Rozm. D. Subbotko. „Książki” 2014 nr 1; Przebaczyć, gdy nikt nie przeprasza. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ” 2014 nr 12; Staram się. Rozm. J. Dąbrowska. „Zesz. Lit.” 2014 nr 3; Szkoła otwierania oczu. Rozm. A. Kula. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 40; Zbuntowana. Zamęt w sercu dziecka. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 225 [dot.: Szum]; ]; Gdybym chciała się leczyć pisaniem książek, nie dałoby się ich czytać. Rozm. K. Kachel. „Polska” 2017 nr 97; Siedzi w nas pamięć upokorzenia. Rozm. M. Kąkiel. „Przegląd” 2017 nr 47 [dot.: Ten i tamten las]; Jak rozmawiać z koleżanką z PiS-u i nie rzucić się jej do gardła. Rozm. J. Dabrowska. „Gaz. Wybor.” 2018 nr 52 dod. „Wybor. Kobiet”.

Ogólne

 	M. ZALESKI: Magdalena Tulli. [Przeł.:] R. Stapf, E. Kinsky. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur [1999], 31 s. Wyd. nast. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2001 [tekst w jęz. niem; tu także fragm. tekstów Magdaleny Tulli].
 	J. ARLT: Aktywa i pasywa. Świat Magdaleny Tulli. W: Literatura w kręgu wartości. Bydg. 2003.
 	P. WIERZBICKI: Mikrokosmos z zadrą. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 24.
 	A. WĘGRZYNIAK: W trybach Magdaleny Tulli. „FA-art” 2006 nr 1/2.
 	J. ZIMNA: Fikcje egzystencji. „Czas Kult.” 2009 nr 2.
 	K. LENKOWSKA: Tryby, ściegi i skazy Magdaleny Tulli. „Fraza” 2010 nr 1.
 	E. WIEGANDTOWA: Postmodernistyczne alegorie Magdaleny Tulli. W tejże: Niepokoje literatury. Pozn. 2010, przedr. w: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	M. CUBER: Metonimie i pseudonimy. Metonimia jako struktura wyobraźni. O prozie Magdaleny Tulli. W tejże: Matonimie Zagłady. Katow. 2013.
 	M. CZEMARMAZOWICZ: Paradoksy reprezentacji a problem czasu. Na podstawie utworów Magdaleny Tulli i Zbigniewa Kruszyńskiego. W: Sekundy i epoki. Wwa 2013.
 	M. KOSZOWY: Obecne nierzeczywiste. Apofatyczna reprezentacja jako agon na przykładzie prozy Magdaleny Tulli. „Pam. Lit.” 2013 z. 1.
 	A. NĘCKA: Magdalena Tulli. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
 	K. SZKARADNIK: W obliczu pustki. Magdaleny Tulli poszukiwania transcendencji. „FA-art” 2013 nr 4.
 	M. ZALESKI: Niczym mydło w grze w scrabble. „Teksty Drugie” 2013 nr 6.
 	E. DUTKA: Historyjki czy historie? Parabole czy alegorie? O prozie Magdaleny Tulli. W: Skład osobowy. Cz. 1. Katow. 2014.
 	A. GRZEMSKA: Rekonstrukcje przestrzeni, rekonstrukcje pamięci: Kulmowa, Katz, Tulli. W: Monady. Polsko-niemiecko-żydowskie po(st)graniczne narracje miejskie. Budapeszt 2015.
 	M. WĘGIEL-WNUK: Proza moralitetem podszyta. O modalności utworów Magdaleny Tulli. „Śl. Stud. Polonist.” 2015 nr 1.
 	M. RUSEK: Niewysłuchany krzyk. Infantylizm à rebours w powieściach Magdaleny Tulli. W: Światy dzieciństwa. Infantylizacje w literaturze i kulturze. Kr. 2016.
 	A. TIPPNER: Sensing the meaning, working towards the facts. Drugie pokolenie a pamięć o Zagładzie w tekstach Bożeny Keff, Magdaleny Tulli i Agaty Tuszyńskiej. Przeł. K. Adamczak. „Teksty Drugie” 2016 nr 1.
 	L. BUGAJSKI: Świat Magdaleny Tulli. „Wprost” 2017 nr 44.

Sny i kamienie

 	L. BUGAJSKI: Myślenie o Warszawie. „Wiad. Kult.” 1995 nr 24.
 	L. BURSKA: Narodziny miasta. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 63 dod. „Gaz. o Książ.” nr 3.
 	K. DUNIN: Czy kontemplując Warszawę można osiągnąć satori? „Życie Warsz.” 1995 nr 68 dod. „Ex Libris”.
 	J. GONDOWICZ: Pamiętnik z powstania Warszawy. „Nowe Książ.” 1995 nr 5.
 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Miasto nieprywatne. „Polityka” 1995 nr 2 dod. „Kultura”.
 	P. GRUSZCZYŃSKI: Metropolis. „Res Publica Nowa” 1995 nr 10.
 	T. KOMENDANT: Dziurawe niebo. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 2 dod. „Gaz. o Książ.”.
 	D. NOWACKI: Jest takie miasto. „Twórczość” 1995 nr 6, przedr. w tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999.
 	M. ORSKI. „Arkusz” 1995 nr 12, przedr. pt. Magdalena Tulli: mitologie miejskiego molocha. W tegoż: Autokreacje i mitologie. Wr. 1997.
 	M. RUSINEK: Porzucić pragnienie doskonałości. „Dekada Lit.” 1995 nr 4.
 	A. TATARKIEWICZ: Między drzewem a kamieniem. „Sycyna” 1995 nr 14.
 	K. VARGA: Kamienne sny. „Nowy Nurt” 1995 nr 9.
 	A. WIEDEMANN: Uwaga: poemat! „NaGłos” 1995 nr 21.
 	W. WOROSZYLSKI: Taka jednak przygoda. „Więź” 1995 nr 5.
 	M. ZALESKI: Kometa Magdaleny Tulli. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 10.
 	A. MORAWIEC: Miasto jest snem. „Fraza” 1996 nr 11/12.
 	Ł. TOMCZYK: Objawienie. „Opcje” 1996 nr 2.
 	A. UBERTOWSKA: Sen i nożyce ogrodnika. „Tytuł” 1996 nr 1/2.
 	D. NOWACKI: Raz lepiej, raz gorzej. W tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.
 	T. MIZERKIEWICZ: Dezautomatyzacja skojarzeń kulturowych i wolność literatury – „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli. W tegoż: Stylizacje mityczne w prozie polskiej po 1968 roku. Pozn. 2001.
 	E. SŁAWKOWA: Magdaleny Tulli ćwiczenia z semantyki, czyli o nazywaniu świata w „Snach i kamieniach”. „Jęz. Artyst.” 2003 t. 12.
 	A. SOBIESKA: „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli – medytacja nad dialektyką zmiany i trwania. W: Czytane na nowo. Izabelin 2004.
 	J. ARMATOWSKA: Konstrukcja i destrukcja w prozie Magdaleny Tulli (na przykładzie „Snów i kamieni”). W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
 	M. KOSZOWY: Dekonstrukcja dialektyki. „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli (wobec realizmu socjalistycznego). „Teksty Drugie” 2013 nr 3.
 	A. MORAWIEC: „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli – płaszczyzny odczytań. W: Literatura polska 1990-2000. T. 2. Kr. 2002, przedr. w tegoż: Polityczne, prywatne, metafizyczne. Tor. 2014.
 	M. GRUDA: Odbiorca przewidywany w powieści „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli w oryginale i przekładzie Jany Unuk na język słoweński. „Przekłady Lit. Słow.” 2015 t. 6 cz. 1.
 	A. SZÓSTAK: Poza granicami słowa. O przestrzeni języka jako metafizycznej przestrzeni mitu miasta w „Snach i kamieniach” Magdaleny Tulli. W: Literatura i granice. Szkice o literaturze XX i XXI wieku. Katow. 2017.

W czerwieni

 	A. CZACHOWSKA: W potrzasku. „Res Publica Nowa” 1998 nr 12.
 	D. NOWACKI: W rekwizytorni. „Kresy” 1998 nr 4, przedr. w tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.
 	M. ORSKI: W dekoracjach. „Nowe Książ.” 1998 nr 12, przedr. pt. Symboliczna makieta Magdaleny Tulli. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
 	E. SAWICKA: Kapitał i śmierć. „Rzeczpospolita” 1998 nr 267.
 	J. SOBOLEWSKA: Obosieczny stereotyp. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 42.
 	K. UNIŁOWSKI: Fastrygi i ściegi. „FA-art” 1998 nr 4.
 	M. ZALESKI: Szamanka. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 229.
 	J. BŁOŃSKI: Słowa i upiory. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 5, przedr. pt: „W czerwieni” Magdaleny Tulli. W tegoż: Wszystko co literackie. Kr. 2001.
 	P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Magia Sophia. O powieści Magdaleny Tulli „W czerwieni”. W tychże: Kontrapunkt. Pozn. 1999.
 	A. KOSIŃSKA: Nim się domknie melodia i dopełni los... „Dekada Lit.” 1999 nr 7/8.
 	M. MIZURO: Fraszka, igraszka, zabawka blaszana. „Odra” 1999 nr 2.
 	J. ORSKA: Grubymi nićmi szyte... „Arkusz” 1999 nr 3.
 	K. SZUMLEWICZ: Ściegi historii. „Twórczość” 1999 nr 9.
 	K. BUDROWSKA: Niełatwo jest opuścić ściegi. Intertekstualne relacje w powieści „W czerwieni” Magdaleny Tulli. W: Dziedzictwo przeszłości związków językowych, literackich i kulturowych polsko-bałto-wschodniosłowiańskich. T. 8. Z języka i kultury pogranicza. Białystok 2002.
 	J. MUELLER: W żalu nie utulleni (powieść lingwistyczna jako „mechanizm wzruszeń”). W tejże: Stratygrafie. Wr. 2010.
 	D. GREEN. „The Quaterly Conversation” [on-line] 2011 nr 26 [dostęp 9 października 2013]. Dostępny w Internecie: http://quarterlyconversation.com/in-red-by-magdalena-tulli, przekł. pol.: Kraina wiecznych ściegów. „Forum” 2012 nr 1.
 	D. DOBROWOLSKA: Postmodernistyczna powieść historyczna. Przemiany gatunku (powieści: O. Tokarczuk, M. Tulli, E. Rylskiego). W tejże: My o przeszłości, przeszłość o nas. Tor. 2013.
 	M.G. LEVINE: „In red” by Magdalena Tulli. „Translation Review”, Richardson, TX 2013 nr 1.
 	K. DZIKA-JUREK: Jedwabna czerwień. Kolor i materiał w powieści „W czerwieni” Magdaleny Tulli. W: Proza polska XX wieku. T. 3. Katow. 2014.

Tryby

 	J. ARLT: Hotel, powiedzmy, Universum. „Rzeczpospolita” 2003 nr 81.
 	A. BŁAŻYŃSKA: Czy Tulli jest trendy? „Opcje” 2003 nr 4/5.
 	L. BURSKA: Tryby smutku. „Res Publica Nowa” 2003 nr 6.
 	M. CUBER: Salto mortale. „Twórczość” 2003 nr 10.
 	J. GONDOWICZ: Lust zu fabulieren. „Nowe Książ.” 2003 nr 6.
 	M. MIZURO: Śmieszne ruchy. „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	D. NOWACKI: Opowiadać nadal. „Studium” 2003 nr 3/4.
 	M. ORSKI: W „jałowych piaskach” historyjek. „Odra” 2003 nr 12, przedr. w tegoż: Rozbite zwierciadło. Wr. 2006.
 	R. OSTASZEWSKI: Koniec w środku. „Dekada Lit.” 2003 nr 5/6.
 	I. POPRAWA: Świat, którego nie ma komu zbawić? „Tyg. Powsz.” 2003 nr 24.
 	E. SZYBOWICZ: W trybach literatury. „FA-art” 2003 nr 1/2.
 	M. WITKOWSKI: Narrator wyszedł z domu o wpół do dziesiątej. „Akcent” 2003 nr 3.
 	M. ZALESKI: W trybach języka. „Polityka” 2003 nr 15.
 	W. GIEDRYS: Tulli nie schodzi z tonu. „Ilustrator” 2004 nr 1.
 	A. SZCZEBLEWSKA: Matrioszka. „Topos” 2004 nr 3/4.
 	J. ARLT: Świat w świecie – przestrzeń lustrzana w „Trybach” Magdaleny Tulli. „Fraza” 2005 nr 1/2.
 	H. GOSK: Dyskurs zamiast opowieści (Zbigniew Kruszyński „Na lądach i morzach”, „Szkice historyczne”, Magdalena Tulli „Tryby”). W tejże: Zamiast końca historii. Wwa 2005.
 	K. KROWIRANDA: „Słowami da się wprawić w ruch wszystko”. O podmiocie i innych elementach świata przedstawionego w „Trybach” Magdaleny Tulli. W: Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Wwa 2006.

Zamiast procesu

 	K. GOTTESMAN: Powietrze potrzebne wszystkim. „Rzeczpospolita” 2003 nr 281.
 	J.R. NOWAK: Antypolonizm tropicieli antysemityzmu. „Niedziela” 2003 nr 49.
 	W. STARNAWSKI: Nieudolnie i dowolnie. „Głos” 2003 nr 45.
 	I. STEFAŃCZYK: Apel do bezsilnego trybunału. „Pogranicza” 2003 nr 6.
 	B. UMIŃSKA. „Przegląd” 2003 nr 48.
 	I. BOBROWSKI: Dyskursy medialne a wspólnota fatyczna. „Zesz. Prasozn.” 2004 nr 1/2.
 	J. DUNIN: Mowa nienawiści. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
 	M. GŁOWIŃSKI: Zawsze to samo. „Prz. Polit.” 2004 nr 65.
 	M. KRÓL: Mowa nienawiści. „Res Publica Nowa” 2004 nr 2.
 	A. OSĘKA: Mowa strachu i złości. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 8.
 	J. WOLEŃSKI: Prawość n-tej świeżości i jej pochodne. „Bez Dogmatu” 2004 nr 61.
 	G. ZARZYCKA: Przeciwko mowie nienawiści w dyskursie publicznym. „Etnolingwistyka” 2006 [vol.] 18.

Skaza

 	Ł. BADULA: Pętla światozmyślania. „FA-art” 2006 nr 1/2.
 	G. BORKOWSKA: Idiomy Zagłady. „Res Publica Nowa” 2006 nr 2.
 	M. CUBER: Niepełne zbawienie. „Nowe Książ.” 2006 nr 4.
 	B. DARSKA: Co zrobisz, gdy cię uszyję? „Dekada Lit.” 2006 nr 1/2.
 	A. JARZYNA: Na peryferiach – „historyjki”. „Topos” 2006 nr 3.
 	K. KROWIRANDA: Kilka skaz „Skazy” Magdaleny Tulli. „Tekstualia” 2006 nr 2.
 	M. LAREK: Skrócona tragedia. „Czas Kult.” 2006 nr 5/6.
 	A. MADALIŃSKI: Jak zwykle, ale pięknie. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 5 dod. „Książ. w Tyg.”.
 	M. PIETRZAK: Skaza tekstowa. „Studium” 2006 nr 3/4.
 	I. POPRAWA: Taki świat, jakie opowieści. „Odra” 2006 nr 5.
 	M. SUCHAŃSKA: Eksperymenty Magdaleny Tulli. „Polonistyka” 2006 nr 6.
 	R. WÓJS: Pułapka porządku, pułapka wolności. „Kresy” 2006 nr 4.
 	P. URBANIAK: Traktat o zwyczajności. „Twórczość” 2006 nr 6.
 	M. ZALESKI: Złowróżbna łatwość stwarzania świata. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 26.
 	M. ŁUKASIEWICZ: Tramwaj zwany niepokojem. „Znak” 2007 nr 9.
 	M. ORSKI: Historia, która staje się groteską. „Kwart. Artyst.” 2007 nr 1, przedr. w wersji zmien. w tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	M. RADZIWON: Zmyślenie jako prawda nieunikniona. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 131.
 	A. ZIENIEWICZ: Przedmiot (w) opowieści. Relacja jako stwarzanie wydarzeń w prozie współczesnej (na przykładzie powieści Magdaleny Tulli). W: NarRacje po końcu (wielkich) narRacji. Wwa 2007.
 	B. PRZYMUSZAŁA: Pusta pustka? O zanieczyszczonej polskiej pamięci w „Skazie” Magdaleny Tulli. „Akcent” 2008 nr 4.
 	K. DOBLER: Es wird unruhig im Welttheater. „Die Zeit”, Hamburg 2010 nr 24.
 	K. DZIKA-JUREK: „Setka szarych palt”. (Nie)świadomość Zagłady w powieści „Skaza” Magdaleny Tulli. „Teksty Drugie” 2013 nr 5.
 	M. ZALESKI: Katastrofa jako metafora, czyli historia afektywna. W: Katastrofizm polski w XIX i XX wieku. Pozn. 2014.
 	J. SKOLICKA: Na marginesach „Skazy” Magdaleny Tulli i „Tworek” Marka Bieńczyka. Chwyty performatywne, wątki teatralne. „Arterie” 2016 nr 2.
 	K. WITCZAK: „Z obcych ust, na cudzą odpowiedzialność”. Dwie kultury w prozie Magdaleny Tulli. W: Kultury obcości. Bydgoszcz 2016.

Włoskie szpilki

 	G. WYSOCKI. „dwutygodnik.com” [on-line] 2011 nr z XI [dostęp 23 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2862-magdalena-tulli-wloskie-szpilki.html.
 	B. DARSKA: Matka i córka, dziewczynka i kobieta. „Twórczość” 2012 nr 1.
 	A. GRZEMSKA: Stan ciągłej gotowości. „Pogranicza” 2012 nr 2.
 	A. MADALIŃSKI: Dokręcanie śruby. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 10.
 	M. MIZURO. „Opowiadanie” 2012 nr 0.
 	A. MORAWIEC: Infekcja. „Nowe Książ.” 2012 nr 2.
 	D. NOWACKI: Wyzwolenie, ukojenie. Książki finalistów. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43 dod. „Lit. Nagroda Europy Środkowej Angelus”.
 	M. ORSKI: Bohaterka „tej historii”. „Prz. Powsz.” 2012 nr 11.
 	C. ROSIŃSKI: Formy obcości. „Odra” 2012 nr 10.
 	E. SMUTEK: Lepszy leksykon niż szpilki. „Nowa Dekada Krak.” 2012 nr 3/4.
 	T. SOBOLEWSKI: Nie ma zmyślonych opowieści. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 216.
 	M. WĘGIEL-WNUK: Klucz do opowieści. „FA-art” 2012 nr 1/2.
 	Z. ZALESKA: Życie na minusie. „Zesz. Lit.” 2012 nr 1.
 	M. CUBER: Żydzi i pieniądze. Krótka historia motywu. Opowieści z krypty (M. Tulli „Włoskie szpilki”). W tejże: Metonimie Zagłady. Katow. 2013.
 	A. CZYŻAK: Biografie polsko-żydowskie i żydowsko-polskie. Rekonesans ponawiany [dot. też.: P. Paziński: Pensjonat]; E. WIEGANDT: „To” Magdaleny Tulli. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2013 [T.] 22.
 	A. HORUBAŁA: Włoskie szpilki, żydowskie buciki. Wielka literatura zrodzona z rozpaczy. „Do Rzeczy” 2013 nr 1.
 	M. KOPCZYK: Magdalena Tulli i inni (o „Włoskich szpilkach”). W tegoż: Obecność innego. Bielsko-Biała 2013.
 	M. MIPS: Teraźniejszość naznaczona (post)traumą (na przykładzie „Włoskich szpilek” Magdaleny Tulli i „Rodzinnej historii lęku” Agaty Tuszyńskiej”). W: Sekundy i epoki. Wwa 2013.
 	A. NĘCKA: „Co nie jest biografią – nie jest w ogóle”. Przykłady z prozy polskiej po 2000 roku. Magdalena Tulli. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
 	M. TENGOWSKA: Poparzone, zatopione, lęk. Holokaust a relacja matka – córka we „Włoskich szpilkach” Magdaleny Tulli. W: Polacy-Żydzi. Kontakty kulturowe i literackie. Kr. 2014.
 	S. BĄK: Od włoskich szpilek do polskiej tożsamości. Lektura, która prowokuje dyskusję. W: Twórcze praktyki polonistyczne. Kr. 2015.
 	B. PRZYMUSZAŁA: Włoskie szpilki a Szum Magdaleny Tulli. Re-lektura emocji. W: Kultura afektu – afekty w kulturze. Wwa 2015 [dot. też: Szum].
 	K. WITCZAK: „Z obcych ust, na cudzą odpowiedzialność”. Dwie kultury w prozie Magdaleny Tulli. W: Kultury obcości. Bydgoszcz 2016.
 	D. ŻYGADŁO-CZOPNIK: Dorastanie naznaczone traumą historii. Kilka refleksji nad powieściami Jiříego Kratochvila „Uprostřed nocí zpěv” i Magdaleny Tulli „Włoskie szpilki”. „Miscellanea Posttotalitariana Wratisl.” 2017 [T.] 6.
 	B. ŻYNIS: Mam prawo być tym, czym jestem. Konieczności i wybory w kształtowaniu tożsamości we „Włoskich szpilkach” i w „Szumie” Magdaleny Tulli. W: Tożsamość, kultura, nowoczesność. [T. 1]. Bydgoszcz 2017.
 	Zob. też Wywiady.

Awantura w lesie

 	M. STRĘKOWSKA-ZAREMBA: Mała-wielka awantura… „Nowe Książ.” 2013 nr 7.

Szum

 	D. NOWACKI: Wstęp do przebaczenia. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 227.
 	M. HEYDEL: Byliśmy nieprzyjaciółmi. „dwutygodnik.com” [on-line] 2014 nr 143 [dostęp 23 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5479-bylismy-nieprzyjaciolmi.html.
 	S. ŁUPAK: Dziewczynka, esesman i lis. „Newsweek Polska” 2014 nr 39.
 	T. MIZERKIEWICZ: Głos w słuchawce. „Nowe Książ.” 2014 nr 12.
 	A. RZONCA: Powrót lisa. „Znak” 2014 nr 11.
 	K. SZKARADNIK: Gdy nikt nie u-Tulli. „FA-art” 2014 nr 4.
 	M. SZYMAŃSKI: Przezroczystość. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 43 dod. „Książ. Tyg.” nr 9, przedr. w tegoż: Przebicia. Wwa 2015.
 	A. ARNO: Śluzy. „Zesz. Lit.” 2015 nr 1.
 	J. BURNATOWSKI: Dziewczynka, która zgromadziła ból świata. „Twórczość” 2015 nr 1.
 	B. PRZYMUSZAŁA: Włoskie szpilki a Szum Magdaleny Tulli. Re-lektura emocji. W: Kultura afektu – afekty w kulturze. Wwa 2015 [dot. też: Włoskie szpilki].
 	C. ROSIŃSKI: Lekcja wybaczania. „Odra” 2015 nr 1.
 	E. SZYBOWICZ: Dziewczynka łamie krzesło. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 211.
 	M. TOMCZOK: O pochodzeniu języka. „Śląsk” 2015 nr 1.
 	E. WALCZAK: Dziewczynka z lisem. „Elewator” 2015 nr 1.
 	A. ZATORA: Proza dysonansu. „Arterie”, Łódź 2015 nr 1.
 	A. GRZEMSKA: Uwikłanie. O relacji matka-córka a autobiografiach kobiet. W: Autobiografie (po)graniczne. Kr. 2016.
 	B. ŻYNIS: Mam prawo być tym, czym jestem. Konieczności i wybory w kształtowaniu tożsamości we „Włoskich szpilkach” i w „Szumie” Magdaleny Tulli. W: Tożsamość, kultura, nowoczesność. [T. 1]. Bydgoszcz 2017.
 	Zob. też Wywiady.

Jaka piękna iluzja

 	K. KUBISIOWSKA: Taka piękna samotność. „Tyg. Powsz.” 2017 nr 44.
 	M. KĄKIEL: Bez iluzji. „Nowe Książ.” 2018 nr 1.
 	M. MIŁKOWSKI: Wiele można. „Zesz. Lit.” 2017 nr 4.

Ten i tamtem las

 	M. KĄKIEL: Ten i tamten, my i oni. „Nowe Książ.” 2017 nr 11.
 	Zob. też Wywiady.

M. Proust: Utracona

 	Utracona (Przekłady poz. 5): W. SADKOWSKI: Szacowność pod lupą. „Lit. na Świecie” 2001 nr 4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3331" title="Ewa Jolanta GŁĘBICKA" slug="ewa-jolanta-glebicka">1953-2008

Podpisywała też teksty: Ewa Głębicka.

Historyk literatury, filolog klasyczny, edytorka, tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 20 marca 1953 w Warszawie; córka Edwarda Głębickiego i Janiny z Winclechterów, urzędniczki bankowej. W 1968-72 uczęszczała do XVII Liceum Ogólnokształcącego im. A. Frycza Modrzewskiego w Warszawie. Następnie studiowała filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Po uzyskaniu dyplomu w 1977 pracowała do 1989 w Redakcji Filozofii Państwowego Wydawnictwa Naukowego (PWN), najpierw jako asystent redaktora, od 1980 jako redaktor, a od 1986 – starszy redaktor. Przygotowywała do druku przekłady prac filozofów greckich, głównie Arystotelesa i Platona. Równocześnie rozwijała zainteresowania naukowe skupione na łacińskojęzycznej poezji staropolskiej. W 1979 opracowała tabelę miar wierszowych utworów łacińskich Jana Kochanowskiego do sejmowego wydania jego Dzieł. W 1986 obroniła na Wydziale Polonistyki UW rozprawę doktorską pt. Łacińskojęzyczna twórczość Franciszka Dionizego Kniaźnina (promotor prof. Jerzy Axer), za którą otrzymała Nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W następnym roku związała się z Instytutem Badań Literackich (IBL) PAN, gdzie została zatrudniona na stanowisku adiunkta w Pracowni Historii Literatury Staropolskiej. W 1987 debiutowała jako tłumaczka przekładami utworów łacińskich drukowanych w antologii Toć jest dziwne a nowe. Tłumaczyła także z języków greckiego i francuskiego. Artykuły naukowe i recenzje publikowała m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1988, 1989, 1998), „Wieku Oświecenia” (1989), „Filomacie” (1991), „Ricerche Slavistiche” (Rzym; 1991, 1994), „Odrodzeniu i Reformacji w Polsce” (1993, 2001), „Baroku” (1998). Wielokrotnie wyjeżdżała do Rzymu, m.in. na stypendium Consiglio Nazionale delle Ricerche (w 1989 i 1991) oraz Fundacji Lanckorońskich z Brzezia (w 1993, 1995, 1999). W 1990 została członkiem Komisji Neolatynistycznej Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN. Od 1992 współpracowała z Ośrodkiem Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej UW, m.in. przy realizacji programu badawczego Łacina w Polsce. W 1997 przeszła do Pracowni Historii Literatury Renesansu i Baroku IBL PAN. Współpracowała także od 2000 z Ośrodkiem Krytyki Tekstu i Edytorstwa Naukowego IBL PAN jako członek zespołu redakcyjnego serii Biblioteka Pisarzy Staropolskich. W 2003 uzyskała habilitację na podstawie rozprawy Szymon Szymonowic. Poeta Latinus i stanowisko docenta w IBL PAN. W 2003/2004 wykładała historię polskiej literatury dawnej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2006 pracowała także w Gabinecie Zbiorów XIX wieku Biblioteki UW, gdzie zajmowała się dziewiętnastowiecznymi edycjami literatury staropolskiej, rozpoczęła również opracowanie księgozbioru Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, czego nie zdołała dokończyć. W 2007/2008 prowadziła konwersatorium Literatura i kultura staropolska na studiach doktoranckich przy IBL PAN. Uczestniczyła w przygotowaniach projektu badawczego Machiavelli i machiawelizm w przestrzeni kulturowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i debacie politycznej epok późniejszych, w związku z nim planowała kolejną kwerendę w Bibliotece Watykańskiej. Zmarła nagle 20 sierpnia 2008 w Nidzicy; pochowana na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Łacińska poezja Franciszka Dionizego Kniaźnina. [Rozprawa]. Wr.: Ossol. 1993, 215 s. IBL PAN. Studia z Okresu Oświecenia, t. 24.
Pierwsza część rozprawy doktorskiej.
2. Szymon Szymonowic – Poeta Latinus. Wwa: Wydawn. IBL 2001, 208 s. IBL PAN, Stow. „Pro Cultura Litteraria”. Studia Staropolskie. Series Nova, t. 2 (58).
Rozprawa habilitacyjna. – Tekst częściowo w jęz. pol. i łac.

Rozprawy i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Tabela wersyfikacyjna poezji łacińskiej; Indeks miar wierszowych poezji łacińskiej. Powst. 1979. Druk w: Jan Kochanowski: Dzieła wszystkie. Wydanie sejmowe. [T. 0] Wprowadzenie wydawnicze Wr. 1983 s. 144-160. – „Joel propheta” Szymonowica a „Commentarius in XII prophetas” minores Benito Ariasa Montano. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1991 wyd. 1992 s. 165-176. – Akademia Krakowska a twórczość panegiryczna w XVII w. W: Literatura i instytucje w dawnej Polsce. Wwa 1994 s. 48-57. – Szymon Szymonowic: łacińska konsolacja dla Stanisława Sokołowskiego po śmierci Jakuba Górskiego. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1994 s. 201-208. – Echa aktualnych wydarzeń politycznych w łacińskich utworach Szymona Szymonowica. W: Łacińska poezja w dawnej Polsce. Wwa 1995 s. 129-140. – Kanclerz i poeta. (Portret Jana Zamoyskiego we „Flagellum Livoris” i „Aelinopeanie” Szymonowica). „Barok” 1998 nr 2 s. 27-38. – Osiemnastowieczne przekłady z języka polskiego na łacinę. W: Traduzione e rielaborazione nelle letterature di Polonia, Ucraina e Russia XVI-XVIII secolo. Alessandria 1999 s. 99-107, przedr. w: Łacina jako język elit. Wwa 2004 s. 237-243. – Lektury Andrzeja Maksymiliana Fredry. W: Mazepa e il suo tempo. Storia, cultura, società = Mazepa and his time. History, culture, society. Alessandria 2004 s. 279-290. – „Liberum veto” a obrona przed tyranią większości. Obraz demokracji w pismach Andrzeja Maksymiliana Fredry. „Wiad. Hist.” 2004 nr 3 s. 4-12. – Pojęcia „populus” i „libertas” w politycznych traktatach Andrzeja Maksymiliana Fredry. W: Łacina jako język elit. Wwa 2004 s. 109-120. – Moralność i polityka. Poglądy Andrzeja Maksymiliana Fredry i Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. W: Ukraïna v Central'no-Shìdnìj Êvropì. Z najdavnìših časìv do XVIII st. Vip. 5. Kiïv 2005 s. 392-400. – Humanistic religious poetry in Poland after the Council of Trent. The works of Szymon Szymonowic. W: Pietas Humanistica. Frankfurt am Main 2006 s. 103-113.
Przekłady
1. G. Brogi-Bercoff: Królestwo Słowian. Historiografia renesansu i baroku w krajach słowiańskich. Tłum.: E.J. Głębicka, W. Jakiel, A. Zakrzewski. Izabelin: Świat Lit. 1998, 310 s. Nauka o Lit. Pol. za Granicą, t. 3.
W tłum. E.J Głębickiej: Historiografia chorwacka XVII wieku: od „Opus Oratorium” do studiowania dokumentów; Elementy prawosławnej tradycji serbskiej w erudycyjnej historiografii Dalmacji; Wasilij Nikiticz Tatiszczew: nowatorstwo i tradycja, s. 99-111; 112-130; 197-255.
2. A.M. Fredro: Monita politico-moralia = Przestrogi polityczno-obyczajowe. W tłum. J.I. Jankowskiego oraz Icon Ingeniorum = Wizerunek umysłów i charakterów. W tłum. E.J. Głębickiej. Wyd.: E.J. Głębicka i E.Lasocińska. Wwa: Wydawn. IBL 2000, 364 s. IBL PAN, Stow. „Pro Cultura Litteraria”. Bibl. Pisarzy Staropolskich, t. 14.
Tekst w jęz. pol. i łac. – Tu w tłum. E.J. Głębickiej: Icon Ingeniorum = Wizerunek umysłów i charakterów s. 260-285; Complementum „Politico-moralium” = Uzupełnienie „Przestróg polityczno-obyczajowych” s. 209-259.
3. Sz. Starowolski: De claris oratoribus Sarmatiae = O znakomitych mówcach Sarmacji. Wyd. i przeł. [z łac.] E.J. Głębicka. Wwa: Wydawn. IBL 2002, 140 s. IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria”. Bibl. Pisarzy Staropolskich, t. 25.

Zob. też Prace edytorskie i redakcyjne poz. 2.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Ioannis Cochanovii Threni in linguam latinam a Francisco Dionisio Kniaznin versi. Oprac.: E. Głębicka. Wwa: PIW 1981, 69 s.
Tekst w jęz. pol. i łac.
2. C. Backvis: Renesans i barok w Polsce. Studia o kulturze. Wybór i oprac. H. Dziechcińska, E.J. Głębicka. Wwa: PWN 1993, 366 s.
Tu też w tłum. E.J. Głębickiej: Niespodzianki barokowej mitologii: obdarzone skrzelami Napeje Samuela Twardowskiego, s. 59-98.
3. Horacy i polski horacjanizm. Red.: E.J. Głębicka. Wwa: Pol. Tow. Filol. 1993, 168 s. Acta Societatis Philologae Polonorum; Vol. 1.
Materiały z sesji naukowej zorg. w Warszawie w dniach 26-27 września 1992 przez Pol. Tow. Filol. i Wydz. I Nauk Społ. PAN w dwutysięczną rocznicę śmierci Horacego.
4. F.D. Kniaźnin: Carmina. Edidit, apparatu critico annotationibusque instruxit J. Głębicka. Wr.: Ossol. 1994, 182 s. Academia Scientiarum Polona. Bibliotheca Latina Medii et Recentoris Aevi, vol. 25.
5. Między Slavia Latina i Slavia Orthodoxa = Between Slavia Latina and Slavia Orthodoxa. Oprac. i red.: E.J. Głębicka. Wwa: OBTA [Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej] 1995, 99 s. Łacina w Polsce, z. 1/2.
6. Myśli polityczne Andrzeja Frycza Modrzewskiego. (Wybór). Wybór, oprac. redakcyjne i typograficzne: E.J. Głębicka, A. Masłowska-Nowak. Wwa: Prószyński i S-ka 2004, 159 s.
7. Stanisława Konarskiego SP mowa o potrzebie kształtowania od najmłodszych lat uczciwego człowieka i dobrego obywatela wygłoszona wobec licznie zgromadzonych duchownych i świeckich przedstawicieli Senatu, wysokich urzędników Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz innych znakomitych panów, z okazji wprowadzenia młodzieży do nowego gmachu Collegium Nobilium, w Warszawie, 21 września 1754 roku, gdy obradował Sejm. Z jęz. łac. przeł. J. Nowak-Dłużewski. Oprac.: E.J. Głębicka. W: Stanisław Konarski – pedagog, polityk, filozof. Pod red. Z. Zientarskiej. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2004 s. 9-51.
8. M. Rej: Sentencje o życiu. Wybór i oprac.: E.J. Głębicka, E. Lasocińska. Wwa: PWN 2005, 87 s.

Zob. też Przekłady poz. 2, 3.
OPRACOWANIA (wybór)
Ogólne

 	J. PARTYKA: Ewa Jolanta Głębicka. „Barok” 2008 nr 2.
 	E. LASOCIŃSKA, J. PARTYKA: Ewa Jolanta Głębicka. „Pam. Lit.” 2009 z. 3.
 	Bibliografia prac dr hab. Ewy Głębickiej. W: Libris satiari nequeo = Oto ksiąg jestem niesyty. Wwa 2010.

Łacińska poezja Franciszka Dionizego Kniaźnina

 	L. MARINELLI. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1994 nr 41.

Szymon Szymonowic – Poeta Latinus

 	B. MILEWSKA-WAŹBIŃSKA: Nie tylko „Sielanki”. O łacińskiej twórczości Szymona Szymonowica. „Prz. Hum.” 2002 nr 6.
 	J. WÓJCICKI: Poeta Latinus? „Teksty Drugie” 2003 nr 1.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3333" title="Andrzej GRONCZEWSKI" slug="andrzej-gronczewski">ur. 1940

Historyk literatury, eseista, krytyk literacki, edytor.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 3 października 1940 w Warszawie; syn Józefa Gronczewskiego, prawnika, i Zofii z domu Kępińskiej, farmaceutki. W 1945 przeniósł się z rodziną do Inowrocławia; tam ukończył szkołę podstawową i w 1954 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. J. Kasprowicza. W następnym roku powrócił do Warszawy i kontynuował edukację w Liceum im. Władysława IV; w 1958 otrzymał świadectwo maturalne. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1960 debiutował jako prozaik na łamach „Współczesności” opowiadaniem Laboratorium (nr 22), a w następnym roku opublikował w „Nowej Kulturze” (nr 3) pierwszą recenzję książkową pt. Bez retuszu dotyczącą książki G. Timofiejewa Człowiek jest nagi. Po uzyskaniu tytułu magistra w 1963 został zatrudniony na stanowisku asystenta (później starszego asystenta) na Wydziale Filologii Polskiej UW. W pracy naukowej zajął się literaturą polską XX w. ze szczególnym uwzględnieniem jej związków z literaturami europejskimi oraz relacjami z muzyką i sztukami plastycznymi. Również w 1963 rozpoczął współpracę z Polskim Radiem; przygotował ponad 400 audycji, w tym cykle krytycznoliterackie, m.in. Tysiąc znaczeń w jednym wierszu(1970-75), cykle poświęcone twórczości współczesnych pisarzy polskich i obcych. Eseje, artykuły, szkice literackie i recenzje zamieszczał m.in. we „Współczesności” (1963, 1965-66), „Kulturze” (1966-72), „Ruchu Literackim” (1967), „Nowych Książkach” (1967-68), „Miesięczniku Literackim” (1967, 1985-89, tu cykl Poezja i życie praktyczne ), „Polonistyce” (1967), „Tygodniku Kulturalnym” (1967) „Życiu Literackim” (1968), „Poezji” (1968-72, 1977-83), „Literaturze” (1980). Od 1970 przez piętnaście lat kierował redakcją działu historycznoliterackiego „Przeglądu Humanistycznego”. W 1972 obronił pracę doktorską pt.: Sztuka, jej funkcje i wartości w pisarstwie Jarosława Iwaszkiewicza (promotor prof. Jan Zygmunt Jakubowski) i otrzymał stanowisko adiunkta w Instytucie Literatury Polskiej UW. W tymże roku poślubił Grażynę Janikowską, polonistkę, dziennikarkę radiową. Na kolejne 4 lata przeniósł się wraz z żoną do Frankfurtu nad Menem (RFN), gdzie do 1976 pracował jako wykładowca literatury i lektor języka polskiego na Uniwersytecie im. J.W. Goethego. W tym czasie odbył wiele podróży zagranicznych, m.in. po Niemczech, Anglii, Francji, Belgii, Holandii, Włoszech, Szwajcarii, Hiszpanii, Austrii, Szwecji, Danii (w latach późniejszych głównie do Włoch i Grecji). Po powrocie na UW był opiekunem naukowym Warszawskiego Koła Polonistów. Został członkiem ZLP (w 1976) oraz Stowarzyszenia Przyjaciół Harendy i Twórczości Jana Kasprowicza (w 1979). W 1985-90 był kierownikiem działu eseistyki i krytyki literackiej w redakcji miesięcznika „Poezja”. Prowadził także wykłady o literaturze polskiej na Uniwersytecie Otwartym przy UW (1987-2001) oraz wykłady o związkach literatury i muzyki w Instytucie Muzykologii UW (1996-97). W 1991 na podstawie rozprawy Wojna bez końca. (Studia opoezji – wobecwojny iokupacji. Wybrane idee i motywy) habilitował się na UW. Artykuły, recenzje i felietony drukował w tym czasie m.in. w „Nowym Świecie” (1992, tu cykl felietonów Miejsce dla słowa), w „Sycynie” (1997), „Regionach” (1997), w „Przeglądzie Filozoficzno-Literackim” (2005, 2009). W 1995 otrzymał stanowiska profesora UW, a także profesora Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku, gdzie pracował do 2006. W 2002 uzyskał tytuł naukowy profesora. W następnym roku otrzymał nagrodę czasopisma „Poezja dzisiaj” za całokształt twórczości literackiej. Był przewodniczącym jury w konkursie literackim „O pióro prezydenta Warszawy” (2004-06) oraz członkiem kapituły następujących nagród: Nagrody UNESCO czasopisma „Poezja dzisiaj” (od 2003), Nagrody Literackiej im. J. Iwaszkiewicza (od 2005) i Nagrody Rady Wydziału Polonistyki UW im. J. Baudouina de Courtenay (od 2008). Wielokrotnie uczestniczył w warszawskim festiwalu literackim „Mironalia” (od 2005). W 2008 został opiekunem naukowym stowarzyszenia Terra Litteraria – Koła Geografów Literatury przy Wydziale Polonistyki UW. Brał także udział w wielu konferencjach naukowych, sympozjach literackich, krajowych i zagranicznych, m.in. w Budapeszcie, Berlinie, Grecji (w Kerkyrze na Korfu, w Atenach), Moskwie, Pskowie, Florencji. W 2015 odszedł na emeryturę z Zakładu Literatury XX i XXI Wieku Instytutu Literatury Polskiej UW. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1983).

Ma córkę Magdalenę (ur. 1978), historyczkę sztuki, tłumaczkę literatury włoskiej. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Jarosław Iwaszkiewicz. [Studium monograficzne]. Wwa: PIW 1972, 254 s. Portrety Współcz. Pisarzy Pol. Wyd. 2, tamże, 1974.
W książce wykorzystano elementy rozprawy doktorskiej.
2. Inicjały i testamenty. [Eseje i rozmowy z pisarzami]. Wwa: KAW 1984, 387 s. Współcz. Krytyka Pol.
Zawartość: Inicjały: Światy wcześniejsze; Radość i ból narodzin; Style powitalne [o motywie ciąży i narodzin w literaturze XX wieku) – Głosy [o twórczości J. Iwaszkiewicza]: Tyle dni – wśród Czasu; Wokół pokładu Arki; Zwierzątko. – Testamenty: Dialog z „potomnym” [dot. C.K. Norwida]; Chłopiec z książką w ręku [A. Trzebiński]; Gwiazda żałobna [dot.: T. Gajcy: Do potomnego]. – Apteki liryczne [dot. twórczości J. Tuwima]: Alchemik i guślarz; Baśnie genezyjskie; Medytacje „podczaszego” bytu; Lęki, sny, zaklęcia. – Z nakazu boga Apollina [dot. J. Przybosia]. – Mowa głębokoorna [dot. twórczości J. Przybosia]: Nadmiar i rygor; Rozmowa o słowiku [rozm. z J. Przybosiem]; Czarny promień. – Przed spektaklem: Maski [dot.: J. Iwaszkiewicz: Maskarada]; Gorzkie wesele [dot.: J. Iwaszkiewicz: Wesele pana Balzaca]. – Interpretacja jako rozmowa: O godności i powołaniu artysty [rozmowa z J. Iwaszkiewiczem]. – Interpretacja jako rozmowa: Każdy pisarz boleje nad daremnością słowa [rozmowa z M. Jastrunem]. – Rozmowa o „Liryce” M. Jastruna: Liryka „zranionej ciszy” [rozmowa z B. Ostromęckim]. – W stronę aforyzmu [dot. S.J. Leca]. – Wzorzec I: Krytyka „neutralna” [dot. I. Matuszewskiego]. – Wzorzec II: Faustyczny pracownik [dot. S. Brzozowskiego]. – Elementy aforystyczne w tekście krytyka [dot. K. Irzykowskiego]. – Edukacja faustyczna [dot. T. Manna]. – Przechadzki Proustowskie.
3. Obiad na ruinach. Eseje. Wwa: Oficyna Wydawn. C &amp;amp; S 1992, 391 s.
Zawartość: I. Trzecie ucho. Eseje bez przypisów: Sól czasu [dot. starości w twórczości J. Iwaszkiewicza]; Droga do Czarnego [dot.: T. Peiper: Księga pamiętnikarza]; Drzewo pamięci [dot. M. Jastruna]; Mironiada [dot. M. Białoszewskiego]; Grzeszne manipulacje [dot. I. Iredyńskiego]; Rzeczy Tomasza Manna – poeta jako czytelnik (I) [J. Lechoń, J. Liebert, J. Iwaszkiewicz jako czytelnicy T. Manna]; Rzeczy Tomasza Manna – poeta jako czytelnik (II) [o wpływie twórczości T. Manna na poezję J. Lieberta]; Próba nagości [w poezji polskiej]; Widzące dłonie, ślepe słowa [esej o grach miłosnych w literaturze]; Śmiech wielki i mały [dot. W. Szymborskiej]; Razowy chleb biografii [biografia jako dzieło sztuki]; Podwieczorek z torturami [dot. czytania wierszy przez aktorów i poetów]; Mieszkańcy wiersza [dom i jego budowanie w twórczości R. Śliwonika i S. Vincenza]. – II. Obroty rzeczy czarnoleskiej. Eseje z przypisami [dot. twórczości J. Tuwima]: Filozofia i fizjologia młodości; O człowieku, który chciał być aniołem; Apteki liryczne; Lampa czarnoksięska i lampa laboratoryjna [dot.: Kwiaty polskie].
4. Wojna bez końca. Eseje. Wwa: C &amp;amp; S 1992, 359 s.
Rozprawa habilitacyjna pod zmienionym tytułem.
Zawartość: Pogrzeb hrabiego Orgaza i ciała niczyje [szkic wstępny]. – Wstęp do opisu choroby [nt. daremności mowy poetyckiej i sztuki przemilczeń]; Wigilie [dot. doświadczeń wojenno-okupacyjnych w poetyckich ujęciach etosu wigilijnego]; Warszawa – miejsce poezjotwórcze; Obszary żałobnej pogody [dot. antycypacji rzeczywistości wojennej w twórczości J. Przybosia]; Egzorcyzmy [dot.: S. Grochowiak: Totentanz in Polen]; Testamenty [dot. kategorii „testamentu” poetyckiego]; Żywe ziarnko piasku [nt. dialogu poetyckiego K.K. Baczyńskiego z C.K. Norwidem]; Węzły daremne? [nt. dialogu poetyckiego J. Przybosia z K.K. Baczyńskim]; Echo listopadowe [nt. tradycji powstania listopadowego w twórczości czasów wojny]; Las dantejski [poezja wojenna M. Jastruna i jej nawiązania do księgi „Piekło” z poematu „Boska komedia” Dantego].
5. Bardzo straszny dwór. [Eseje]. Pułtusk: Wydawn. Uczelniane Wyższej Szkoły Hum. w Pułtusku, 1999, 538 s.
Nagroda Rektora Akademii Hum. im. A. Gieysztora w Pułtusku w 2000.
Zawartość: Sny szlacheckie [dot. H. Sienkiewicza]; Rany i zamęt [dot.: S. Żeromski: Wierna rzeka]; Bardzo straszny dwór [dot. twórczości J. Weyssenhoffa]; Gra o Kilimandżaro – czyli Sienkiewicz i Hemingway; Wieczne lato [dot.: M. Rodziewiczówna: Lato leśnych ludzi]; Przewodnik po obszarach młodości [dot.: W. Gomulicki: Wspomnienia niebieskiego mundurka]; Od potomnego [nt. wpływu wojny na twórczość i życie pisarzy]; Mury – od straceń strony [dot.: Z. Jerzyna: Iskrą tylko]; Strumień bólu [dot. A. Wata]; Traktat o pocałunku; Drogi do Goethego; Atlas miłosny [wstęp do antologii; zob. Prace redakcyjne poz. 6]; Ogrody jego oczu [dot. P. Eluarda]; Litery żeńskie [dot. M. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej]; Trubadur czasu marnego [dot. K.I. Gałczyńskiego; zob. Prace redakcyjne poz. 2]; Rajskie plenery [dot. liryki W. Kubackiego]; Wyspa poetów [nt. VIII Światowego Kongresu Poetów w Kerkyrze na Korfu]; W garderobie duszy [dot.: K. Boczkowski: Apokryfy i fragmenty]; Między ptaki muzykanty [nt. Orientacji poetyckiej „Hybrydy”]; List do Zbigniewa Jerzyny; Wariacje bez tematu; Anegdoty – bez kominka; Pożegnanie w Mechowej [dot. pogrzebu J. Drzeżdżona]; Martwe powieki; Język giętki – w październiku 1992; Obszary niczyje; Czułe palce – w kamiennych rękawiczkach; Chwila faustyczna; Pierścień na dnie śmietnika.

Szkice i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: O moim Profesorze [J.Z. Jakubowskim]. „Prz. Hum.” 1977 nr 1 s. 67-80. – Mieczysław Jastrun. Przeł. K. Marten. W: Literatur Polens 1944 bis 1985. Berlin 1990 s. 157-173. – Czego szukał lampart? Tajemnice Ernesta Hemingwaya; Hemingway w obszarze męstwa – czyli walka o jedno prawdziwe zdanie. W: Spotkania z Ernestem Hemingwayem. Pułtusk 2003 s. 9-17; 160-177. – Mapy pogody – w dzienniku Jarosława Iwaszkiewicza „Świętokrzyski Kwart. Lit.” 2007 nr 1/2. – Akropole wielkie i małe. „Prz. Filoz.-Lit.” 2009 nr 3 s. 171-195 [wokół fotografii zamieszczonych w tomie „Płaskorzeźby” T. Różewicza]. – Obietnice lata. Rozważania o twórczości Stanisława Grochowiaka. „Poezja Dzisiaj” 2009 nr 75/76 s. 65-77. przedr. w: Dusza czyśćcowa. Wwa 2010 s. 373-387. – Rozmowy na moście polskim. W: Zostanie po mnie… Kielce 2009 s. 23-34 [dot. twórczości J. Iwaszkiewicza]. – Przygody człowieka piszącego. (Rzecz o gospodarstwie Melchiora Wańkowicza). Wstęp do: M. Wańkowicz: Karafka La Fontaine’a. Wwa 2010 s. 5-24. – List do młodych czytelników „Ziela na kraterze”. W: M. Wańkowicz: Ziele na kraterze. Wwa 2011 s. 29-40. – Kotwice pamięci. W: Ocalić od zapomnienia. Wwa 2013 s. 154 - 174 [dot. M. Żeromskiej].
Prace redakcyjne
1. S. J. Lec: Poezje wybrane. Wybór i wstęp: A. Gronczewski. Nota biogr.: J. Bandrowska-Wróblewska. Wwa: LSW 1973, 168 s. Bibl. Poetów.
2. K.I. Gałczyński: Trubadur czasu marnego. [Wybór wierszy]. Wybrał i wstępem opatrzył A. Gronczewski. Wwa: EM-TA 1993, 128 s.
Przedr. wstępu pt. Trubadur czasu marnego zob. Twórczość poz. 5.
3. J. Iwaszkiewicz: Wszystkie owoce świata. [Wybór wierszy]. Wybrał i wstępem opatrzył A. Gronczewski. Wwa: EM-TA, cop. 1993, 143 s.
4. M. Pawlikowska-Jasnorzewska: Ranna kobiecość. [Wybór wierszy]. Wybrał i wstępem opatrzył. A. Gronczewski. Wwa: EM-TA 1994, 127 s.
5. Próba nagości. [Antologia wierszy]. Wybrał i wstępem opatrzył. A. Gronczewski. Wwa: EM-TA 1994, 128 s.
6. Atlas miłosny. Poezja francuska XIX i XX wieku. [Antologia]. Wyboru dokonał i wstępem poprzedził A. Gronczewski. Wwa: Anagram 1996, 322 s. Poezja Franc.
7. P. Eluard: Ogrody moich oczu. [Wybór wierszy]. Wybrał i wstępem poprzedził A. Gronczewski. Wwa: Anagram 1996, 193 s. Geniusze Wyobraźni, Geniusze Poezji.
8. Spotkania z Ernestem Hemingwayem. Pod red. A. Gronczewskiego. Pułtusk: Wyższa Szkoła Hum. 2003, 226 s. Ser. z Ostem.
9. J. Iwaszkiewicz: Dzienniki. Red. i wstęp: A. Gronczewski. Wwa: Czyt.
T. 1. 1911-1955. Oprac. i przyp.: A. i R. Papiescy, 2007, 575 s. Wyd. nast.: dodruk 2008; wyd. 2 tamże 2010.
T. 2. 1956-1963. Oprac. i przyp.: A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, 2010, 660 s.
T. 3. 1964-1980. Oprac. i przyp.: A. i R. Papiescy, R. Romaniuk. 2011, 673 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2013.
 	Wywiady: „Wojna bez końca”. Rozm. E. Serafin. „Antena” 1992 nr 23; Uderzyć w mit wojny. Rozm. A. Staniszewski. „Gaz. Olszt.” 1992 nr 128; „Bardzo straszny dwór” i jego okolice. Rozm. A. Papieska. „Poezja dzisiaj” 2001 nr 15/16.

Jarosław Iwaszkiewicz

 	J. TERMER: Portret Jarosława Iwaszkiewicza. „Trybuna Ludu” 1972 nr 247.
 	M. DĄBROWSKI: Portret. „Tyg. Lit.” 1972 nr 44.
 	E. BIEDKA: Próba o Iwaszkiewiczu. „Mies. Lit.” 1973 nr 7.
 	W. STUDENCKI: Studium o Jarosławie Iwaszkiewiczu. „Prz. Hum.” 1973 nr 2.
 	J. ZACHARSKA: Portret Jarosława Iwaszkiewicza. „Polonistyka” 1973 nr 3.
 	N. ZACHAJKIEWICZ: Poezja, czyli Sérénité. „Poezja” 1978 nr 4.

Inicjały i testamenty

 	Z. BIEŃKOWSKI: O całości. „Nowe Książ.” 1985 nr 5.
 	T. WROCZYŃSKI. „Mies. Lit.” 1985 nr 6.
 	A. PATEY- GRABOWSKA: Nasze lektury. „Sł. Powsz.” 1985 nr 209.
 	M. KRASSOWSKI „Pismo Lit.-Artyst.” 1986 nr 6/7.
 	Z. JERZYNA: Sztuka jako echo losu. „Kultura” 1986 nr 48; przedr. w tegoż: Wędrówka w słowie. Wwa 1988.
 	J. MARX: Genezyjskie brednie. „Kultura” 1986 nr 48.
 	A. ZIENIEWICZ: Pastele krytyczne. „Poezja” 1986 nr 5.
 	A. CALIKOWSKA: Norwidowski dialog. „Integracje” 1987 nr 21.
 	K. SUCHCICKA: Symetria przeciwieństw. „Integracje” 1987 nr 21.

Obiad na ruinach

 	Z. BIEŃKOWSKI: Dublet. „Nowy Świat” 1992 nr 252.
 	A. FABIANOWSKI: Etos lektury. „Prz. Hum.” 1994 nr 2.
 	J.Z. LICHAŃSKI: O potrzebie poezji. „Nowe Książ.” 1994 nr 1.
 	A. LAM: Wielkość drobiazgu. W tegoż: Inne widzenie. Wwa 2001.

Wojna bez końca

 	Z. BIEŃKOWSKI: Niech żyje bal! „Nowy Świat” 1992 nr 136.
 	L. BUGAJSKI: Powrót krytyków. „Prz. Tyg.” 1992 nr 247.
 	J. Z. LICHAŃSKI: Poezjo! Czyś jest tylko słów igraszką.... „Nowe Książ.” 1992 nr 12.
 	L. ŻULIŃSKI: Czerwony udój. „Literatura” 1992 nr 10.
 	M. STRZYŻEWSKI: Humanizm z tezą. „Twórczość” 1993 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

Bardzo straszny dwór

 	A. FABIANOWSKI: Biesiada w bardzo strasznym dworze. „Nowe Książ.” 2000 nr 6.
 	A. NAWROCKI: Bardzo straszny dwór prof. Andrzeja Gronczewskiego. „Poezja dzisiaj” 2000 nr 9/10.
 	R. PAPIESKI: W poszukiwaniu polskiej Atlantydy. „Prz. Hum.” 2000 nr 5.
 	Z. JERZYNA: Spotkanie z Andrzejem Gronczewskim. „Regiony”, 2000 nr 5.
 	J. TERMER: Sny szlacheckie, sny dzisiejsze. „Prz. Tyg.” 2000 nr 18.
 	R. ROMANIUK: Arka domowa. „Twórczość” 2001 nr 3.
 	W. KUPISZEWSKI: Uwagi o języku esejów Andrzeja Gronczewskiego. „Rocz. Hum.” 2001/2002 t. 49/50, przedr. w tegoż: Z zagadnień języka pisarzy. Wwa; Łowicz 2004.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3336" title="Cezary ROWIŃSKI" slug="cezary-rowinski">1934-1994

Właściwe imię: Cezariusz.

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 12 lutego 1934 w Piasecznie pod Warszawą; syn Aleksandra Rowińskiego i Anny, z domu Bajer, rolników. W 1952 ukończył Państwową Szkołę Ogólnokształcącą Stopnia Licealnego w Piasecznie. Następnie przez kilka miesięcy pracował jako dyspozytor w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa”. Od grudnia 1952 do stycznia 1954 pomagał rodzicom w gospodarstwie. W styczniu 1954 zaczął pracować w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (UW), a rok później podjął studia polonistyczne na UW. W 1957 rozpoczął współpracę z Biurem Międzynarodowych Kursów UW dla Slawistów, a po skończeniu studiów w 1961 został zatrudniony jako młodszy asystent w powstałym z przekształcenia tegoż Biura – Studium Języka i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców UW „Polonicum”. W 1960 debiutował recenzją zbioru opowiadań Stanisława Zielińskiego Kalejdoskop, opublikowaną w tygodniku „Nowa Kultura” (nr 7), w którym zamieszczał następnie teksty krytyczne. Od 1961 należał do ZNP; w 1963-65 był sekretarzem Rady Wydziałowej Związku. W 1965-68, delegowany przez Ministra Nauki, Techniki i Szkolnictwa Wyższego, pracował jako lektor języka polskiego na Uniwersytecie w Clermont-Ferrand. W tym czasie ogłaszał artykuły w języku francuskim na temat dramaturgii polskiej, m.in. w „Cahiers d’Auvergne”, „Arlequin” (Lausanne) i „Annuaire Faculté des Lettres d’Université de Clermond-Ferrand”. Od 1968 był zatrudniony jako wykładowca UW. W 1973 uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy pt.: „Legenda Młodej Polski” Stanisława Brzozowskiego na tle epoki (promotor prof. Jan Zygmunt Jakubowski). W tymże roku ponownie wyjechał do Francji, gdzie do 1977 pracował jako wykładowca w Institut National des Langues et Civilisations Orientales w Paryżu. Od 1978 był członkiem Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza i do 1983 członkiem Zarządu Głównego. W 1979-84 pełnił funkcję wicedyrektora, a następnie w 1984-85 oraz 1990-93 dyrektora „Polonicum”. Artykuły i studia naukowe zamieszczał m.in. w „Literaturze na Świecie” (1974, 1992-93, 1996), „Miesięczniku Literackim” (1974, 1979-87), „Przeglądzie Humanistycznym” (1974-75, 1982, 1992), „Studiach Filozoficznych” (1974, 1977, 1981-84), „Dialectics and Humanism” (1983-84). W 1980 otrzymał habilitację na podstawie dysertacji pt. Człowiek i świat w poezji Leśmiana. W 1985-89 był dyrektorem Centre d’Etudes Polonaises na Université IV Paris – Sorbonne oraz prowadził tam wykłady z historii literatury polskiej. W 1991 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UW. W 1992-94 wykładał ponadto literaturę polską w Mazowieckiej Wyższej Szkole Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu.

W 1971 ożenił się z Reginą Żarczyńską, z którą miał córkę, Ingę Luizę (ur. 1983). Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1981). Zmarł 17 września 1994 w Warszawie; pochowany tamże na Cmentarzu Wilanowskim.



TWÓRCZOŚĆ
1. Stanisława Brzozowskiego „Legenda Młodej Polski” na tle epoki. Wr.: Ossol.; Wydawn. PAN 1975, 238 s. PAN Komitet Nauk o Literaturze Pol. Rozprawy Lit., 11.
Skrócona wersja pracy doktorskiej.
2. Człowiek i świat w poezji Leśmiana. Studium filozoficznych koncepcji poety. Wwa: PWN 1982, 325 s. Z Prac Inst. Literatury Pol. UW.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda „Mies. Lit.” w 1983.
3. Przestrzeń logosu i czas historii. [Szkice literackie]. Wwa: Czyt. 1984, 380 s.
Zawartość: Wstęp. – Don Kichot i Don Juan; Cienie wieku oświecenia [nt. twórczości markiza de Sade i J. de Maistre’a]; Dlaczego Rimbaud przestał pisać?; Przeźroczysty świat Raymonda Roussela; Klerk w świecie polityki [nt. twórczości i poglądów J. Bendy]; Adrian Leverkühn i Joachim Baltazar de Campos de Baleastadar, czyli o potędze muzyki [nt. katastrofizmu w „Doktorze Faustusie” T. Manna i „Sonacie Belzebuba” S.I. Witkiewicza]; Człowiek – sztuka – przeznaczenie [nt. twórczości A. Malraux]; Proza Jeana Geneta; [E.M.] Cioran albo granice sceptycyzmu; Kilka uwag o sprzecznościach strukturalizmu; Historia – diachronia. (Przeciw [L.] Althusserowi); Myśl Emmanuela Levinasa.

Nadto niepublikowany tom esejów pt. „Ścieżki wyobcowania”, złożony do druku w Spółdz. Wydawn. „Czytelnik” w 1991 [inf. autora zawarte w teczce osobowej znajdującej się w Arch. UW].

Rozprawy i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Moda na mity greckie. „Dialog” 1962 nr 9 s. 116-127. – Stylizacja ludowa w dzisiejszym teatrze. „Dialog” 1962 nr 5 s. 98-108. – Brzozowski w kręgu myśli Sorela i Proudhona. „Stud. Filoz.” 1974 nr 2 s. 113-124. – „Król olch” Michela Tourniera. „Lit. na Świecie” 1974 nr 2 s. 38-45. – Stanisław Brzozowski wobec europejskich kultur narodowych. „Mies. Lit.” 1974 nr 6 s. 37-45. – Stanisław Brzozowski wobec romantyzmu. „Prz. Hum.” 1974 nr 5 s. 55-75. – Brzozowski i Meredith. „Prz. Hum.” 1975 nr 6 s. 1-11. – Biskup Berkeley i strukturaliści. „Stud. Filoz.” 1977 nr 6 s. 85-99. – Filozofia cyganerii. „Mies. Lit.” 1979 nr 3 s. 42-55. – Proza Stefana Themersona. „Mies. Lit.” 1979 nr 10 s. 53-62. – Twórczość Raymonda Roussela. Wstęp do: R. Roussel: Locus Solus. Wwa 1979 s. 5-23. – Legenda Saint-Germain des Près. „Mies. Lit.” 1980 nr 8 s. 54-68 [dot. cyganerii egzystencjalistycznej Paryża w l. 1946-1952]. – Spór Naphty z Settembrinim. „Mies. Lit.” 1980 nr 2 s. 41-55 [dot. T. Mann: Czarodziejska góra]. – Człowiek i marionetki. „Mies. Lit.” 1981 nr 3 s. 38-50 [nt. ukazywania człowieka jako marionetki, kukły lub manekina w lit. i sztuce XVIII-XX w.]. – Filozoficzne podstawy koncepcji człowieka René Girarda. „Stud. Filoz.” 1981 nr 9 s. 47-64. – Boje i utarczki Artura Sandauera o kształt współczesnej literatury polskiej. „Prz. Hum.” 1982 nr 5/6 s. 139-149. – Casus Rivarola. „Mies. Lit.” 1982 nr 8 s. 55-69. – Dialektyka racjonalizmu. „Stud. Filoz.” 1982 nr 11/12 s. 43-60; wersja ang.: Dialectics of rationality. „Dialectics and Humanism” 1984 nr 2/3. – Powieściopisarstwo Andrzeja Kuśniewicza. „Mies. Lit.” 1982 nr 6 s. 51-65. – Studnia czasu. „Mies. Lit.” 1982 nr 12 s. 42-52 [dot. T. Mann: Józef i jego bracia]. – Myśl René Girarda. „Lit. na Świecie” 1983 nr 12 s. 296-308. – Po śmierci Aragona. „Mies. Lit.” 1983 nr 6 s. 42-60. – Tradycja i kultura. „Stud. Filoz.” 1983 nr 7 s. 57-70; wersja ang.: Tradition and culture. „Dialectics and Humanism” 1983 nr 1. – Twarz i maski. „Mies. Lit.” 1983 nr 5 s. 40-58 [dot. twórczości W. Gombrowicza]. – Dlaczego Kiryłow popełnił samobójstwo. „Mies. Lit.” 1984 nr 11/12 s. 78-91 [dot. F. Dostojewski: Biesy]. – Egzystencja i codzienność. „Stud. Filoz.” 1984 nr 3 s. 29-43. – Twórczość Hermana Brocha. „Mies. Lit.” 1984 nr 2 s. 38-57. – Pomnik wzniesiony literaturze. „Mies. Lit.” 1985 nr 12 s. 33-49 [dot. M. Proust: W poszukiwaniu straconego czasu]. – Walka z demonami nihilizmu. „Mies. Lit.” 1985 nr 6 s. 40-54 [dot. A. Camusa]. – Kirkegaard – Don Kichot filozoficzny. „Mies. Lit.” 1986 nr 9 s. 107-122. – Moja ojczyzna. W: Cypriana Norwida kształt prawdy i miłości. Wwa 1986 s. 91-100, przedr. pt.: Uniwersalizm Norwida na przykładzie „Mojej ojczyzny”. W: Cyprian Kamil Norwid – interpretacje i konteksty. Rzeszów 1986 s. 43-52. – Nad pięknym modrym Dunajem (I-II). „Mies. Lit.” 1987 nr 2/3 s. 150-168, nr 4 s. 116-134 [dot. życia lit.-kult. w Wiedniu w l. 1890-1938]. – Spojrzenie Samuela Becketta. „Mies. Lit.” 1987 nr 9 s. 33-50. – Problem jedności kultury europejskiej a literatura polska. „Prz. Hum.” 1992 nr 3 s. 33-40, przedr. w: Kategoria Europy w kulturach słowiańskich. Wwa 1992 s. 21-29. – Prometeusz; Orfeusz i Eurydyka. W: Mit – człowiek – literatura. Wwa 1992 s. 13-40; 105-132. – Wokół problemów nowego mecenatu. „Lit. na Świecie” 1992 nr 1 s. 314-322. – Wprowadzenie elementów wiedzy o historii kultury polskiej i kulturze współczesnej Polski na lektoratach języka polskiego dla cudzoziemców (poziom średni i zaawansowany). W: Vademecum lektora języka polskiego. Wwa 1992 s. 177-188. – Aphorisme – paradoxe – humour. L’aphorisme dans les littératures de l’Europe Centrale au XXème siécle. W: L’Humour européen. T. 1. Lubl. 1993 s. 247-259 [dot. m.in.: K. Krausa, S.J. Leca]. – Paradoksy libertynizmu. „Lit. na Świecie” 1993 nr 1/3 s. 73-105. – Romantyczne wizje ojczyzny i narodu. W: Kategoria narodu w kulturach słowiańskich. Wwa 1993 s. 77-86. – Rozprawa historycznoliteracka i krytyczna jako dzieło sztuki w twórczości Wacława Borowego. W: Wacław Borowy (1890-1950). W 100-lecie urodzin i w 40-lecie śmierci. Wwa 1993 s. 72-84. – Literatura jako zwierciadło konfliktów aksjologicznych. W: Kategoria dobra i zła w kulturach słowiańskich. Wwa 1994 s. 19-26. [dot. pol. literatury romantycznej]. – „Operetka” Witolda Gombrowicza. W: Wśród starych i nowych lektur szkolnych. Rzeszów: Wydawn. WSP 1994 s. 575-594. – Wątki „Balzakowskie” w komediach Aleksandra Fredry. W: Księga w dwusetną rocznicę urodzin Aleksandra Fredry. Wr. 1994 s. 123-132. – Jean Paul i romantyzm. W: Zapomniane wielkości romantyzmu. Pozn. 1995 s. 69-83. – Prolegomena do pism Maurice’a Blanchota. „Lit. na Świecie” 1996 nr 10 s. 107-132.
Przekład
1. G. Durand: Wyobraźnia symboliczna. Wwa: PWN 1986, 166 s.
Prace redakcyjne
1. Wybór tekstów na użytek lektoratów języka polskiego dla cudzoziemców. Cz. 1-2. [Wwa:] Wydawn. UW.
Cz. 1. Wybrał i oprac. C. Rowiński. 1964, 257 s. Wyd. nast. tamże: 1967, 1972, 1974.
Wg inf. autora, zawartych w teczce osobowej znajdującej się w Arch. UW, do 1991 książka ta miała 8 wydań.
Cz. 2. Wybrali i oprac.: L. Kacprzak i C. Rowiński. 1966, 387 s., powiel. UW. Studium Języka i Kultury Pol. dla Cudzoziemców.
OPRACOWANIA (wybór)

 	SBLP (W. Jekiel).

Stanisława Brzozowskiego „Legenda Młodej Polski” na tle epoki

 	B. ROGATKO: Ideologia Brzozowskiego. „Nowe Książ.” 1975 nr 19.
 	J.T. BAER. „The Polish Review”, Nowy Jork 1976 nr 1/2.
 	M. DĄBROWSKI: Legenda o „Legendzie…”. „Twórczość” 1976 nr 2.
 	A. ROMANOWSKI: Brzozowski podsumowany. „Nowy Wyraz” 1976 nr 3.

Człowiek i świat w poezji Leśmiana

 	W. SZTURC: Rozprawa z Leśmianem w tle. „Nowe Książ.” 1983 nr 7.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Człowiek jest miarą wszechrzeczy. „Mies. Lit.” 1983 nr 7.
 	E. CZAPLEJEWICZ: Filozofia Leśmiana. „Prz. Hum.” 1984 nr 5/6.
 	M. JANISZEWSKA: Filozofia i poezja Leśmiana w studium Cezarego Rowińskiego. „Litteraria” 1984 t. 16.
 	G. OSTASZ: „Ruch Lit.” 1984 nr 4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3338" title="Kazimierz ŚWIEGOCKI" slug="kazimierz-swiegocki">ur. 1943

Imiona metrykalne: Bolesław Kazimierz.

Poeta, historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 13 marca 1943 we wsi Łopatki pod Łaskiem; syn Tadeusza Figlusa i Józefy Świegockiej, rolników. Po wojnie przeniósł się wraz z matką do Czestkowa, jej wsi rodzinnej; tam uczęszczał do szkoły podstawowej (1949-56). Naukę kontynuował w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Łasku. W tym czasie należał do grupy poetyckiej Grabia ’59 oraz w 1959-65 do łódzkiego oddziału Korespondencyjnego Klubu Młodych (od 1961 Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy). Debiutował w 1959 wierszem Spojrzenie wstecz, drukowanym w tygodniku harcerskim „Na przełaj” (nr 36). Po zdaniu matury w 1961 kształcił się w dwuletnim Studium Nauczycielskim w Piotrkowie Trybunalskim. W 1963 podjął pracę jako nauczyciel języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 4 w Bolesławcu Śląskim. Rok później rozpoczął studia na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ), najpierw na polonistyce, a od 1968 na filozofii; w marcu 1968 współorganizował tam wystąpienia studenckie przeciw władzy. W 1970 zdobył na UŁ tytuł magistra polonistyki na podstawie pracy Dziedzictwo Norwida w twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (promotor prof. Stefania Skwarczyńska). W 1970-71 pracował jako nauczyciel i bibliotekarz w Technikum Samochodowym w Łodzi. Wiersze, artykuły i recenzje książkowe publikował m.in. w „Tygodniku Kulturalnym” (1962, 1966), „Odgłosach” (1963-73), „Biuletynie Filologicznym” (1968), „Poezji” (1969). W tym czasie należał do dwóch łódzkich grup poetyckich: Wiadukt (1966-75) oraz Centrum (1966). Był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany na ogólnopolskich konkursach poetyckich. W roku 1972 prowadził gospodarstwo rolne swoich rodziców w związku z ich chorobą. W tymże roku przeniósł się do Warszawy i kontynuował studia na Doktoranckim Studium Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego (UW). W 1975 uzyskał magisterium z filozofii w Katedrze Estetyki UW za pracę Cypriana Norwida koncepcja prawdy (promotor prof. Alicja Kuczyńska). W 1975-77 jako doktorant prowadził na UW zajęcia z filozofii. Wiersze, artykuły i recenzje ogłaszał w tym czasie głównie w „Poezji” (1973-74, 1980, 1984-86), „Tygodniku Kulturalnym” (1973-74, 1982), „Miesięczniku Literackim” (1979-80, 1984, 1988), a także w „Odgłosach” (1982-83). W 1977-85 pracował na stanowisku starszego asystenta w Zakładzie Filozofii na Politechnice Warszawskiej. Rozprawę doktorską pt. Światopogląd autentyzmu na przykładzie twórczości Stanisława Czernika i Jana Bolesława Ożoga. Analiza antropologiczna obronił w 1986 na Wydziale Polonistyki UW (promotor prof. Helena Karwacka). W tymże roku został zatrudniony w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach, najpierw jako adiunkt w Katedrze Filozofii, a od 1996 jako starszy wykładowca w Instytucie Filologii Polskiej (1996-99). Po zwolnieniu w 1999 z pracy przebywał na rencie zdrowotnej. W 2001 objął stanowisko profesora w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Ciechanowie i wykładał w Instytucie Filologiczno-Historycznym tej uczelni, mieszczącym się w Mławie. W 2008 przeszedł na emeryturę. Otrzymał m.in. Nagrodę im. L. Benedyktowicza (1990), Nagrodę im. W. Pietrzaka za dorobek literacki (2007) oraz Nagrodę im. C.K. Norwida (2008). W 2011 habilitował się na Uniwersytecie im. M. Kopernika w Toruniu na podstawie rozprawy Wizje człowieka w poezji. Analiza antropologiczna twórczości Adama Mickiewicza, Cypriana Norwida i Bolesława Leśmiana. W 2012 objął stanowisko profesora na polonistyce Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi.

W 1979 ożenił się z Blandyną Łukomską, filozofką, artystką muzykiem. Ma syna Marcina (ur. 1979) i córkę Helenę (ur. 1987). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Genealogia. [Wiersze]. [Łódź]: WŁ 1974 , 69 s.
Zawiera cykle: I. Genealogia; II. Koło; III. Trzy elegie.
2. Kazimierz Świegocki. [Wiersze]. [B.m.w.] Urząd M. i Gminy w Łasku, Łaski Dom Kultury 1977, k. 4 nlb. Spotkania autorskie.
Zawiera wiersze: Piosenka jesienna; Modlitwa do światła; Ta gwiazda; Urzeczenie.
3. W zbóż czerwieni. [Wiersze]. Wwa: LSW 1981, 60 s. Arkusze Sieradzkie.
4. Światopogląd poetów Ziemi. [Rozprawa]. Powst. 1986. Siedlce: Wydawn. Uczelniane Wyższej Szkoły Rolniczo-Pedag. 1996, 147 s. Monografie, nr 35.
Rozprawa doktorska.
5. Przymierze z czasem. [Wiersze] Wwa: ZLP 1992, 45 s. Bibl. Poezji Współcz. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 zmien. 1993, 76 s., wyd. 3 popraw. 1994. Przedr. zob. poz. 6, 9.
Zawiera cykle: w wyd. 1: Wiersze powracające; Rozmowa z Królową; Kropla u brzegu morza, – w wyd. 2 i 3 nadto: Czarna suita.
6. Morze utracone. [Wiersze]. Wstępem poprzedził M. Filipiak. Posł.: R. Skwarski. Wwa: Warsz. Klub Młodej Sztuki; Siedlce: Wydawn. Podlaskie 1995, 144 s.
Zawiera cykle z poz. 5 (wyd. 2), – nadto cykle: W gaju króla Midasa; Dzikie pole.
7. Przebiśniegi. [Wiersze]. Poddębice: Poddębickie Tow. Regionalne 1996, 61 s. Arkusze Sieradzkie. Ser. 2.
Zawiera wiersze z lat 1957-1962.
8. Labirynt. [Wiersze]. Wwa: Herbud WKMS [Warsz. Klub Młodej Sztuki] 1997, 71 s.
Zawiera cykle: Cień nad równiną; Dwa głosy stamtąd; Dokąd uniosłaś dobry czas. – Nadto: Sny mi tej nocy mówiły [przekłady rum. poezji lud. dokonane przez autora w 1967 przy współpracy Stanisława Gogolewskiego].
9. Cień nad równiną. Wiersze wybrane. Wwa: Slavica Orientalia 2001, 134 s.
Zawiera cykle: I. Przymierze z czasem [poz. 5]; II. Dzikie pole [poz. 6]; III. Miłość i czas; IV Cień nad równiną [poz. 8].
10. Poezje wybrane. Warszawa: LSW 2004, 169 s., Bibl. Poetów.
11. Człowiek wobec Boga i świata w poezji. Antropologiczne motywy w twórczości Adama Mickiewicza, Cypriana Norwida, Wisławy Szymborskiej. [Rozprawa]. Wwa: PAX 2006, 222 s.
Zawartość: Wstęp. – Heroizm i tragizm autokreacji w liryce Adama Mickiewicza: Samostwarzająca się ludzkość. Antropologia „Ody do młodości”; W kierunku bogo-podobieństwa. Uwagi nad „Hymnem na dzień Zwiastowania N. P. Maryi”; Wrzucony do bytu otchłani. Egzystencjalna lektura „Żeglarza”; Heroizm autokreacji i Arkadia istnienia. Antropologia „Farysa”; Metafizyczne cierpienie Konrada w „Improwizacji”. – Cypriana Norwida człowiek jako sługa prawdy: W kontekście myśli współczesnej; Kontekst historyczny; Czym prawda nie jest; Przeciwko scjentycznemu i spekulatywnemu racjonalizmowi; W perspektywie jasności i ciemności; Scientia nie daje pocieszenia; O pustej aksjologicznie ciekawości i bezdrożach wiedzy dla wiedzy; Człowiek wobec systemu; Wobec klasycznej definicji prawdy; Metafizyczno-religijny sens prawdy; Egzystencjalny sens prawdy; Prawda a miłość; Praca miłością i pięknem ulżona; Antropogenetyczna i soteriologiczna perspektywa pracy; Praca a śmierć; Dwoistym być a jednym. – Wisławy Szymborskiej człowiek w świecie bez Boga: Antyromantyczna estetyka słowa; Filozoficzne założenia, ich geneza i konsekwencje; Lektura egzystencjalna; W stronę antropologicznego nihilizmu. – Aneks. Muzyka – dialog Boga i człowieka: Muzyka i świat według Wielkiego Tematu; U podstaw metafizycznego myślenia poety; Poezja i muzyka wobec natury rzeczy; Wielki Temat a romantyczne pęknięcie bytu; Egzystencjalna lektura wierszy; Uwagi końcowe.
12. Od romantyzmu do postmodernizmu. Wybrane szkice literackie z lat 1970-2003. Wwa: PAX 2006, 414 s.
Nominacja do Nagrody im. C.K. Norwida w 2008.
Zawartość: Od autora. – I: Dwa skrzydła poezji Adama Mickiewicza: bunt i pokora; Samostwarzająca się ludzkość. Antropologia „Ody do młodości” [poz. 11]; Czy „Oda do młodości” jest arcydziełem?; „Nigdzie drogi” – lektura egzystencjalna „Stepów akermańskich”; Nieobecność Norwida; Czy „Latarnik” [H. Sienkiewicza] jest nowelą sentymentalną? Czesławowi Miłoszowi w odpowiedzi; Człowiek i świat w „Chłopach” Reymonta; Kapłan klasycznego piękna. O pisarstwie Jana Parandowskiego; Czas, pamięć i kultura. O „Dziennikach” Jana Parandowskiego; Kwiaty z ogrodu kultury [dot.: Z. Skibiński: Ogrodnik w ogrodzie świata]; Zwierciadło śródziemnomorza [dot. Z. Kubiaka]; Nostalgia za romantyzmem [dot.: B. Urbankowski: Myśl romantyczna]; Nadzieje i złudzenia Nowego Romantyzmu; Stanisław Czernik; Dwa wymiary autentyzmu; Dwie zasady autentyzmu; Czytanie Wielkiej Księgi [dot.: J.Z. Brudnicki: Tadeusz Nowak]; Zapomniany epos chłopski Jerzego Pietrkiewicza [dot.: Po chłopsku]; „Istota ludzka smutna jest z natury”. O kondycji człowieka w poezji Wisławy Szymborskiej [w poz. 11 pt. Wisławy Szymborskiej człowiek w świecie bez Boga]; Światło ocalenia. O metafizycznej poezji Krzysztofa Jeżewskiego; Literatura polska w perspektywie europejskiej (dot. książki J. Pietrkiewicza pod tym samym tytułem). – II: Poezja tragicznego protestu [dot.: A. Kamieńska: Herody]; Poetycka dedukcja świata [dot.: J. Trznadel: Rana]; Filozofia czy poezja? [dot.: A. Biskupski: Wspólnota]; Poeta i miasto [dot.: M. Piechal: Ogień i popiół]; Wiatr od Wisły [dot.: M. Piechal: Wiatr od Wisły]; Przyroda i historia [dot.: S. Czernik: Zadymka]; Ludowe i śródziemnomorskie w poezji Feliksa Rajczaka; Poezja egocentryczna [dot.: J. Harasymowicz: Zielnik]; Czy możliwa jest jeszcze poezja ludowa? [dot.: B. Krajewska: Może doczekam malinowych żniw]; „Uposażony językiem polskim”. O polskich wierszach Olega Łojki; „Idalia i Bonfiliusz” [L. Żukowskiej], czyli o miłości spełnionej w micie; Jan Łaski czy Grzegorz Zdziewojski [szkic z 2000; dot. wyboru patrona dla Bibl. Publicznej w Łasku]; Spóźniona powieść poetycka [dot.: W. Korabiewicz: Rapsod o głowie hetmana]; Poezja a światopogląd [dot. twórczości T. Chabrowskiego]. – III: Małe uwagi o wielkim pisarzu. Na marginesie „Kuzynki Bietki” Balzaca; Los człowieka, los świata [dot.: M. Kuncewiczowa: Natura]; Pamięć jednostki, pamięć narodu [dot.: J. Stryjkowski: Na wierzbach nasze skrzypce]; O filmie według wartości. Zanussi i jego krytycy; „Hamlet” Andrzeja Wajdy, czyli o wolności interpretacji; Uwaga o niezależności sztuki. – IV: Czy Polska jest krajem chrześcijańskim?; Patriotyczny czy religijny Kościół?; W cieniu Wielkiego Wodza, czyli historia i miernota [dot.: R. Miedwiedjew: Ludzie Stalina]; Przywrócić hierarchię wartości [powst. w sierpniu 1980].
Przekł. poszczególnych szkiców: Kapłan klasycznego piękna: niem.: Jan Parandowski. [Przeł.] K. Marten. W: Literatur Polens 1944 bis 1985. Berlin 1990. – Nostalgia za romantyzmem: ang. „Dialectics and Humanism” 1982 nr 2 s. 181-184. – „Idalia i Bonfiliusz”, czyli o miłości spełnionej w micie: ang.: Love fullfilled in Myth. [Przeł.] M. Góralczyk-Przychodzka. W: L. Żukowska: Untamed fall Idalia &amp;amp; Bonfilius. Kr. 2004, – esperanto: Drama poemo pri amo en mito realigita. [Przeł. A. W.] W: L. Żukowska: Nesklavigita Aŭtuno. Idalio kaj Bonfilio. Kr. 2004, – niem.: Idalia und Bonfilius, das bedeutet eine im Mythos verwirklichte liebe. [Przeł.] K. Grenzler. W: L. Żukowska: Ich wollte über den Löffel... Kr. 2004.
13. Norwid i poeci Powstania Warszawskiego. [Studia i eseje]. Wwa: PAX 2007, 244 s.
Nagroda im. C. K. Norwida w 2008.
Zawiera m.in. artykuły i eseje na kanwie rozdziałów pracy magisterskiej „Dziedzictwo Norwida w twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego” oraz całą pracę magisterską z filozofii „Cypriana Norwida koncepcja prawdy”.
Zawartość: Od autora. – Cz. 1: Prawda jako centralna kategoria światopoglądu Norwida; Cypriana Norwida koncepcja oryginalności; Norwid wobec prawdy i mądrości; Norwid – arystokrata czy jałmużnik? Przyczynek do filozofii społecznej Poety; Norwid – nauczyciel narodu. – Cz. 2: Norwid a poezja XX wieku; Norwid i religijne motywy w poezji Krzysztofa Baczyńskiego; Genealogia poległych; Poezja i czyn; Norwid i my, czyli o wielkości prawdy i marności czasów – medytacje.
14. Wizje człowieka w poezji. Analiza antropologiczna twórczości Adama Mickiewicza, Cypriana Norwida i Bolesława Leśmiana. Wwa: PAX 2009, 343 s. Wyd. 2 pt. Wizje człowieka w poezji Mickiewicza, Norwida i Leśmiana. Łódź: AHE [Akad. Hum.-Ekonomiczna] 2013.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. – I. Człowiek rywalem Boga? Heroizm i tragizm autokreacji w liryce Adama Mickiewicza: 1. Antropologiczne motywy w liryce okresu wileńsko-kowieńskiego i okresu rosyjskiego [zob. poz. 11]. – 2. Antropologiczne wizje w liryce okresu podróży i emigracji: Człowiek – istota bezdomna. Lektura „Arymana i Ormuzda”; Człowiek – istota wygnana. Lektura „Do samotności”; Ognisty miecz rozumu i światło wiary. Nad wierszami „Mędrcy” oraz „Rozum i wiara”; Umiarkowana lekcja pokory. Uwagi nad „Arcymistrzem”; Stylistyczne paradoksy czy dialektyka bytów? Lektura „Rozmowy wieczornej”; „Stałem się osią w nieskończonym kole”. Lektura „Widzenia”; Człowiek źródłem miłości boskiej. O wierszu „Snuć miłość”; Człowiek jako arche świata w wierszu „Nad wodą wielką i czystą”. – 3. Cierpienie oraz metafizyczny wzlot i upadek Konrada w „Improwizacji” [w poz. 11 pt. Metafizyczne cierpienie Konrada w „Improwizacji”]: Egzystencjalne i ontologiczne wymiary samotności; Tragiczna magia wolności; W stronę idei nadczłowieka; Konrad a mit samozbawienia. – 4. Uwaga końcowa. – II. Człowiek jako sługa i strażnik prawdy. Antropologiczna myśl Cypriana Norwida [w poz. 11 pt.Cypriana Norwida człowiek jako sługa prawdy]: 1. Uwagi wstępne. – 2. Kontekst historyczny. – 3. O właściwy sens prawdy: Czym prawda nie jest; Przeciwko scjentycznemu i spekulatywnemu racjonalizmowi; W perspektywie jasności i ciemności; Scientia nie daje pocieszenia; O pustej aksjologicznie ciekawości; Człowiek wobec systemu; Wobec klasycznej definicji prawdy; Metafizyczno-religijny sens prawdy; Egzystencjalny sens prawdy; Prawda a miłość. – 4. Człowiek i praca: Praca miłością i pięknem ulżona; Antropogenetyczna i soteriologiczna perspektywa pracy; Praca a śmierć. – 5. „Prawda was wyzwoli”. Norwidowe myślenie o wolności: Wolność a prawda i dobro; Wolność a „duch” i „forma” świata; Wolność a osobowy charakter bytu ludzkiego; Wolność a postęp i nadzieja. – 6. Człowiek jako współpracownik Boga: Człowiek – istota twórcza; Twórczość a doskonałość; Twórczość a mądrość; Człowiek – artysta; Oto Człowiek. – III. Człowiek w perspektywie oddalającej się Transcendencji. Elementy antropologii w poezji Bolesława Leśmiana: Dwa aspekty poezji Leśmiana: żywioł i myśl; Kim jest człowiek; Pomiędzy Bogiem a człowiekiem; Tajemnica zła; Pod znakiem metafizycznego dualizmu?; Byt nicości i nicość bytu; Milczący Absolut; W stronę metafizycznej nadziei. – Zakończenie.
15. Kamień i czas. Wiersze, poematy, eseje. Łódź: Wydawn. Akad. Hum.-Ekonom. 2014, 347 s.

Artykuły i szkice literackie w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Jana Parandowskiego mit śródziemnomorski. „Mies. Lit.” 1979 nr 1 s. 51-60. – Feliks w mojej biografii poetyckiej. W: Feliks Rajczak in memoriam. Sieradz 1997 s. 232-243. – Autointerpretacje. „Ogród” 2003 nr 3/4 s. 241-258. – Debiut Wisławy Szymborskiej w kontekście ideologicznym epoki. „Ziemia Zawkrzeńska” 2003 t. VII s. 211-262. – O Herbercie z szacunkiem, lecz nie na kolanach. „Poezja Dzisiaj” 2008 nr 66/67 s. 82-92, przedr. „Znaj” 2008 nr 1 s. 44-49. – Ziemowit w mojej pamięci. W: „Gdzie istnienie i współistnienie nasze uzyskuje sens”. Fragmenty o przyjacielu. Poddębice 2009 s. 192-238 [dot. Ziemowita Skibińskiego]. – Uwagi o estetyce i ontologii wierszy Stanisława Czerniaka. W: Antropologia podmiotu lirycznego. Nowa Wieś k/Tor. 2012 s. 153-174. – Teresa Kaczorowska jako poetka. „Ciechanowskie Zesz. Lit.” 2013 nr 15 s. 204-215. – Lam Quang My – poeta miłości. „Poezja Dzisiaj” 2016 nr 116 s. 83-93.

Wybory utworów w przekł.: białorus. : Cen' nad raŭnìnaj. [Przeł.:] A. Antonavìč Lojka, Ì. Bagdanovìč, A. Razanav. Slonìm 2002, – ros.: Kogda derevo grustit. Stihotvoreniâ. [Przeł.:] R. Kazakova, K. Koval'dži, A. Ananičev, M. Borodicka. Moskva; Râzan’; Varšava 2001.
Przekłady wierszy K. Świegockiego w antologiach zagranicznych: franc.: Le pire est certain. Anthologie de la poésie catastrophiste polonaise du XXe siècle. [Przeł.:] Ch. Jeżewski, C.-H. du Bord. Paris: 2009, – ukr.: Tomu ŝo voni suŝcì. Antologìâ sučasnoï pol's'koï poezìï = Dlatego że są. Antologia współczesnej poezji polskiej. Wybór wierszy: S. Szewczenko. Lwów 2005.
Prace redakcyjne
1. Jakubowymi schodami. Antologia grupy poetyckiej Kanon. Oprac., wybór i układ utworów: H. Kaczorowski, K. Swiegocki. Siedlce: Zarząd Woj. Unii Chrześcijańsko-Społ. 1991, 93 s. [Wyd. 2] Siedlce: Fundacja Kultury Podlaskiej 1992.
2. Bazar poetycki. [Antologia]. Wyboru dokonali: Z. Lisowski, K. Świegocki, E. Kasjanowicz. Siedlce: UOK [Uczelniany Ośrodek Kultury]. AP [Akad. Podlaska], MOK [Miej. Ośrodek Kultury] 1999, 87 s.
3. W. Pietrzak: Literatura sumieniem narodu. Wybór pism. Wstęp i wybór: K. Świegocki. Wwa: PAX 2012, 179 s.
4. H. Nowobielska: Życie wierszami haftowane. Wybrane utwory literackie i gwarowe białczańskiej poetki. [Wstęp, wybór i oprac.: K. Świegocki]. Białka Tatrzańska, Nowy Targ: Zakład Poligraficzny MK 2014, 255 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2013.
 	Wywiady: Cieszę się, że wróciłem. [Rozm. redakcja]. „Mag. Bolesławca” 2001 nr z 27 IV; Nigdy nie przypuszczałem, że Podlasie stanie się dla mnie, jako pisarza, tak ważne. [Rozm. W. Korolczuk] „Echo Nowe” 2001 nr 7-8; Sam fakt tworzenia jest zapłatą. Rozm. M. Bieńkowska. „Gł. Mławy” 2007 nr z 20 VII; Uczyć należy rozumienia pojęć. Rozm. M. Bieńkowska „Gł. Mławy” 2007 nr z 13 VII; Między słowem a metafizyką. Rozm. E. Stangrodzka. „Tyg. Ciechanowski” 2008 nr 45; Czym jest człowiek wobec Boga, świata i siebie samego. Rozm. W. Olbrych. Cz. 1-3. „Gaz. Kult.” 2013 nr z IX-XI.

Ogólne

 	K. SMOCZYK: Kazimierz Świegocki. Sieradz: Woj. Bibl. Publiczna 1986, 8 s.
 	Poezja i egzystencja. O twórczości poetyckiej Kazimierza Świegockiego. Studia, szkice, interpretacje. Red.: S. Szczęsny. Wstęp: K. Dybciak. Siedlce: Wydawn. Akad. Podlaskiej 1999, 362 s. [zawiera szkice drukowane przed 1998, a oznaczone dwiema gwiazdkami **, nadto: Z. ANDRES: Badania nad autentyzmen Kazimierza Świegockiego a jego poezja; A. CHMIELECKI: Byt i sens; S. CZERNIAK: Metafizyka obrazów i obecność tragizmu w „Genealogii”; A. CZYŻ: Lekcje istnienia; J. DANKOWSKA: O muzyce w poezji; J. GARDZIŃSKA: Uwagi o semantyce pytań; M. GOGACZ: Zdziwienie i obraz. (Glosa o poezji Kazimierza Świegockiego); M. KLECEL: Genealogie i kosmogonie; T. KOSTKIEWICZOWA: „Rozłączenia” – dialog tekstów?; R. KRAWCZYK: Człowiek – „Biblia” – drogi poszukiwań; Z. LISOWSKI: O „Starości”; A. ŁOJKA: O trzech radościach – gawęda z przykładami druhowi a postronnym z serdecznością zapisana; W. OSKOCKIJ: Czasowe i ponadczasowe; H. PUSTKOWSKI: O „Dedalu” – szkic interpretacyjny; M.K. SIWIEC: „Więc czymże jestem”; Z. SKIBIŃSKI: O poezji Kazimierza Świegockiego – rekonesans; Eros i symbole; W. SMASZCZ: „Zrodzony z prochu ziemi”; A. SULIKOWSKI: Ludzkie królowanie („Do nienarodzonej”); S. SZCZĘSNY: Co znaczy umrzeć i śpiewać – po polsku?; Między biografią a twórczością, czyli Kazimierza Świegockiego portret prawie własny – zamiast Posłowia; M. ŚWIDZIŃSKI: Człowiek pośród oceanu. Kilka uwag o poszukiwaniu logosu we współczesnej poezji filozoficzno-religijnej; K. WOJTCZUK: Wykładniki leksykalne kolorów; S. WRZOSEK: Pochwala rozumu poetyckiego; E. ZGOLIŃSKA: Przestrzeń świata i przestrzenność podmiotu; L. ZWONARIOWA: Kod zoomorficzny].

&amp;nbsp;

 	M. FILIPIAK: **Mądrość w kulturze. O poezji Kazimierza Świegockiego W: K. Świegocki: Morze utracone. Wwa; Siedlce 1995, przedr. „Biul. Lit.” 1996 nr 12.
 	R. SKWARSKI: **O filozoficznych motywach liryki Kazimierza Świegockiego „Zesz. Nauk. Nauki Hum. Wyż. Szk. Rolniczo-Pedag. w Siedlcach 1997 nr 50.
 	H. PROSNAK.: **Słowo – słów. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 10.
 	B. URBANKOWSKI: **W podwójnym świetle ziemi. (O wierszach Kazimierza Świegockiego). „Biul. Lit.” 1998 nr 19.
 	A. ŁOJKA: Pra Kazimieža Sviagockaga. „Krynica” 1998 nr 7.
 	A. ŁAPOT: **Labirynt Świegockiego. Labirynt Kazimierza Świegockiego na podstawie wiersza „Labirynt”. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 9.
 	L. ZWONARIEWA: Akvarium Kosmosa. Zoomorfnyj kod i literaturno-filosofskie istoki poezii Kazimeža Svegockogo. W: Vyšgorod. Tallin 1999.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Egzorcyzmy nad zaklętym lasem. „Arkusz” 2001 nr 6.
 	S. ČYGRYN: Kazimiež Sviagocki pa biełarusku. „Litaratura i mastactwa”, Mińsk 2002 nr 41.
 	A. ZIONTEK: Poezja metafizyczna Kazimierza Świegockiego. Prolegomena. W: Pogranicza i konteksty literatury. Siedlce 2002.
 	Tenże: Z Siedlec na Parnasu szczyty. „Doradca” 2004 nr 42.
 	Tenże: Kazimierz Świegocki – poeta metafizyczny. W tegoż: Siedleckie miniatury. Siedlce 2009.
 	J.K. WEBER: Kazimierz Świegocki – poeta i hermeneuta w oczach krytyków. „Hybryda” 2013 nr 22.
 	A. Ziontek: „I tak powstaje świat...” Glosy na jubileusz Kazimierza Świegockiego. „Ciechanowskie Zesz. Lit.” 2014 nr 16.
 	T. KACZOROWSKA: Mistrz słowa polskiego. „Ciechanowskie Zesz. Lit.” 2015 nr 17.
 	R. MIELCHORSKI: Dzieło Kazimierza Świegockiego w świetle kategorii „osobowości twórczej”. Na przykładzie poematu „Morze utracone”. „Filo-Sofija” 2015 nr 4.

Genealogia

 	Z. SKIBIŃSKI: Genealogia wyobraźni. „Odgłosy” 1974 nr 36.
 	S. CZERNIAK: Mit i filozoficzny wybór. „Poezja” 1975 nr 6.
 	J.B. OŻÓG: W cieniu Wielkiej Jabłoni „Nurt” 1983 nr 3, przedr. w tegoż: Obrazy świata. Kr. 1989 [dot. też: W zbóż czerwieni].

W zbóż czerwieni

 	R. ORLEWSKI: Powrócić przez słowo. „Nad Wartą” 1983 nr 2, przedr. „Głos Naucz.” 1986 dod. „Lit. Głos Naucz.” nr 2.
 	J.B. OŻÓG: W cieniu Wielkiej Jabłoni. „Nurt” 1983 nr 3, przedr. w tegoż: Obrazy świata. Kr. 1989 [dot. też: Genealogia].

Światopogląd poetów Ziemi

 	A. ZDANIEWSKA: Poeci ziemi. „Sycyna” 1997 nr 19.
 	Z. ANDRES: Światopogląd autentystów. „Regiony” 1998 nr 4.
 	A.H. MOSKALOWA: Autentyści w poezji. „Kultura”, Paryż 1998 nr 5.

Przymierze z czasem

 	M. SKOWROŃSKI. „Szkice Podlaskie” 1996 nr 5.

Morze utracone

 	K. ZIELONKA. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13.

Poezje wybrane

 	A. ZIONTEK: Jednorodność stylu. „Nowe Książ.” 2004 nr 11/12.

Człowiek wobec Boga i świata w poezji

 	M. KLECEL: Z perspektywy romantyzmu. „Prz. Powsz.” 2007 nr 6.

Od romantyzmu do postmodernizmu

 	J. WEBER: Od romantyzmu do postmodernizmu. „Ziemia Zawkrzeńska” 2009 t. XII.

Norwid i poeci Powstania Warszawskiego

 	Z. LISOWSKI: O Norwidzie w kontekście filozofii. „Prz. Powsz.” 2008 nr 2.
 	B. URBANKOWSKI: Kazimierz Świegocki – poeta eseju. „Gaz. Pol.” 2008 nr 43.

Kamień i czas

 	K. DERDOWSKI: Opus magnum Kazimierza Swiegockiego. „Topos” 2015 nr 3.
 	A. NĘCKA: Synteza sprzeczności. „Nowe Książ” 2015 nr 6.

Jakubowymi schodami

 	S. SADOWSKI. „Krzywe Koło Lit.” 1993 nr 3/4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3340" title="Andrzej BART" slug="andrzej-bart">ur. 1951

Utwory literackie i scenariusze filmowe podpisywał także: Andrzej Bart-Sołtysiak.

Pseud.: Paul Scarron Junior.

Prozaik, scenarzysta.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM[przypis]Hasło przygotowane bez odpowiedzi Autora na wysłaną ankietę[/przypis]


Urodzony 1 stycznia 1951 we Wrocławiu. Później mieszkał w Łodzi, gdzie też uczęszczał do liceum. Po zdaniu matury rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. W tym czasie zaczął pisać powieść pt. Rien ne va plus, ogłoszoną dopiero w 1991; otrzymał za nią wówczas Nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie. Pierwszym opublikowanym utworem była powieść Człowiek, na którego nie szczekały psy, wydana w 1983. Rok później debiutował jako scenarzysta w filmie telewizyjnym Ufo. W następnych latach publikował utwory prozą, scenariusze filmów fabularnych i dokumentalnych oraz słuchowiska. Mieszkał w Krakowie. W 2005-06 podróżował po Chinach, Iranie, a także Francji. W 2012 otrzymał Nagrodę Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. S.B. Lindego. W 2016 został dyrektorem artystycznym Teatru Nowego im. K. Dejmka w Łodzi. Mieszka w Łodzi.



TWÓRCZOŚĆ
1. Człowiek, na którego nie szczekały psy. [Powieść]. Łódź: WŁ 1983, 121 s.
Podp.: Andrzej Bart-Sołtysiak.
2. Rien ne va plus. [Powieść]. Powst. ok. 1975-85. Wyd.: Łódź: Poprzeczna Ofic. 1991, 284 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. Kr.: WL 2005, 388 s.; wyd. 3 Wwa: W.A.B. 2010, 460 s.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 1991.
Przekł.: franc.: [Przeł.] E. Destrée-Van Wilder. Montricher 1991, wyd. 2 Paris 1993, – węgier.: [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2005.
3. Ufo. [Scenariusz filmu telewizyjnego]. Reż.: K. Skudziński. TVP 1984.
Podp.: Andrzej Bart-Sołtysiak.
4. Złe miasto? [Scenariusze cyklu filmów dokumentalnych]. Reż.: A. Bart. Ekran. 1997-2001.
Cykl zawiera filmy: Marian Brandys. 1997; Andrzej Czeczot. 1998; Café Mocca. 1998; Ewa R. 1998 [dot. E. Rubinstein]; Pałac. 1998 [dot. łódzkiego fabrykanta O. Kohna].
5. Piąty jeździec Apokalipsy. [Powieść]. Przeł. S. Waśkowski. Wwa: Noir sur Blanc
1999, 189 s.
Utwór napisany przez A. Barta w jęz. pol., a wydany jako przekład podp.: Paul Scarron Junior.
Przekł. franc.: Le cinquième cavalier de L'Apocalypse. [Przeł.] G. Erhard. Montricher; [Paris] 1999.
6. Pociąg do podróży. [Powieść]. Wwa: Noir sur Blanc 1999, 339 s.
Przekł. franc.: Le goût du voyage. [Przeł.] E. Morin-Aguilar. Montricher. [Paris] 1999.
7. Łódzkie piętno. [Scenariusz cyklu filmów dokumentalnych]. Reż.: A. Bart. Ekran. 2000-2001.
Cykl zawiera filmy: Andrzej Braun. 2000; Hiob. 2000 [dot. M. Rudnickiego]; Powinność. 2001 [dot. H. Szwarc]; Maestro. 2001 [dot. A. Bukowińskiego].
8. Ryszard Stanisławski. Próba przypomnienia. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Reż.: A. Bart. Ekran. 2003.
9. Don Juan raz jeszcze. [Powieść]. Kr.: WL 2006, 342 s. Dodr. 2007. Wyd. 2 Wwa: Polityka SP 2009, 216 s. Pol. Lit. Współcz.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2007.
Przekł. franc.: Don Juan, une fois encore. [Przeł.] R. Bourgeois. Lousanne; [Paris] 2009.
10. Fabryka muchołapek. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2008, 275 s. Por. poz. 21.
Nagroda Gwarancja Kultury w 2009; nominacje w 2009 do: Nagrody Lit. Nike, do Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus, do Nagrody Lit. Gdynia i Nagrody Mediów Publicznych Cogito; Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Nar. w 2010 [dot. też: poz. 12 i 13].
Przekł.: czes.: Továrna na mucholapky. [Przeł.] J. Červenka. Praha 2011, – hebr.: Beyt harŵšet l-malkŵdŵt zbwbiym. [Przeł.] A. Zajdman. Ŵr Yehwdah 2011, – maced.: Fabrika na smrtta. [Przeł.] M. Barakoski. Skopje 2011, – niem.: Die Fliegenfängerfabrik. Roman. [Przeł.] A. Lempp. Frankfurt am Main 2011, – ros.: Fabrika muhoboek. [Przeł.] K. Starosel'skaâ. Moskva; Ierusalim 2010, – serb.: Fabrika muholovki. [Przeł.] V. Milutinović-Đurić. Beograd 2014. – słoweń.: Tovarna muholovk. [Przeł.] J. Šuler Galos. Maribor 2010. Babilon.
11. Radegast. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Reż.: B. Lankosz. TVP 2008.
12. Rewers. [Scenariusz filmowy]. Reż.: B. Lankosz. Ekran. 2009. Por. poz. 13.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Wwa: TiM Film Studio 2010, 1 dysk optyczny DVD.
Nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2009: Grand Prix Złote Lwy, Nagroda Publiczności Silver Screen, Nagroda Festiwali i Przeglądów Filmu Pol. za Granicą, Nagroda Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych, Don Kichot; ponadto w 2010: Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Nar. [dot. też poz. 10 i 13], Nagroda Filmowa Orzeł w kategorii najlepszy scenariusz, Nagroda Pol. Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, Nagroda Dziennikarzy, Pol. Złota Kaczka dla najlepszego scenarzysty, Tarnowska Nagroda Filmowa, Złoty Granat na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu, Srebrny Jerzy w konkursie Perspektywy w Moskwie; Główna Nagroda na Festiwalu Filmów Pol. Wisła w Moskwie w 2011.
Przekł franc.: Tribulations d'une amoureuse sous Staline. Paris 2012, 1 dysk optyczny DVD.
13. Rewers. Nowela filmowa. Wwa: W.A.B. 2009, 166 s. Archipelagi. Por. poz. 12.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kałucki. Wwa: Bibl. Akustyczna 2012, 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Nar. w 2010 [dot. też poz. 10 i 12].
Przekł. hebr.: Halŵk wa-šŵb = Rewers. [Przeł.] A. Zajdman. Tel Aviv 2012, – niem.: Knochenpalast. Novelle. [Przeł.] A. Lempp. Frankfurt AM Main 2014, tamże wyd. jako dokument elektroniczny 2014.
14. Boulevard Voltaire. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2010 nr 9 s. 12-27. Praprem.: radiowa: Reż.: A. Bart. Radio 2010; tv: Reż.: A. Bart. TVP 2011. Przedr. zob. poz. 18.
Pierwsza wersja utworu powstała przed 2000 jako scenariusz filmowy.
Nagrody za oryginalny tekst dramatyczny oraz za oryginalny scenariusz słuchowiska na Krajowym Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP Dwa Teatry w Sopocie w 2011.
Przekł.: ros.: Bul'var Vol'tera. W: Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii 2. Moskva 2015.
15. Rachunek szczęścia. [Scenariusz filmu dokumentalnego]. Reż.: I. Dobrowolski. TVP 2010.
16. Pan i sługa. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A. Bart. Radio 2011. Druk zob. poz. 20.
17. Bezdech. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż.: A. Bart. Radio 2012; tv: Reż.: A. Bart. 2013. Wyd. Wwa: W.A.B. 2013, 208 s.
Nagroda na Krajowym Festiwalu T. Pol. Radia i T. TVP Dwa Teatry w Sopocie w 2013.
Nagroda „Brązowego Rycerza” oraz nagrody za najlepszy scenariusz i za najlepszą reżyserię na XXIV Festiwalu Filmowym w Sewastopolu.
18. Miejsce obok. [Słuchowisko]. Reż.: A. Bart. Radio 2015. Druk zob. poz. 20.
19. Owacja na stojąco. [Słuchowisko]. Reż.: A. Bart. Radio 2015. Druk zob. poz. 20.
20. Sztuki i sztuczki. [Utwory dramatyczne]. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2015, 364 s.
Zawartość: Owacja na stojąco [poz. 19]; Obłęd adorowany; Miejsce obok [poz. 18]; Boulevard Voltaire [poz. 14]; Pan i sługa [poz. 16].
21. Fabryka muchołapek. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa: Reż. i oprac. muzyczne: A. Bart. Radio 2016; teatr.: Reż.: A. Bart. Łódź, T. Nowy 2017. Por. poz. 10.
Wyst. jako czytanie performatywne. Reż.: A. Bart. Wwa, Jewish Community Center 2016.
Nagroda za najlepszy scenariusz będacy adaptacją na XVII Festiwalu Teatru Pol. Radia i Teatru Telewizji Pol. Dwa Teatry w 2017.
Przekład utworu A. Barta w antologii zagranicznej: ros.: Antologiâ sovremennoj pol'skoj dramaturgii 2. [Przedm.:] R. Pavlovski. Moskva 2015.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Wywiady: Muszę bawić się sam. Rozm. M. Frenkiel. „Gaz. Krak.” 2005 nr 261; Don Juan powraca, żeby uwieść królową. Rozm. K. Rakowska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 245 dod. „Łódź” [dot.: Don Juan raz jeszcze]; Golem nie potrafi prosić. Rozm. Z. Bidakowski. „Rzeczpospolita” 2007 nr 83; Nie można panować i być bez winy. Rozm. P. Smoleński. „Gaz. Wybor” 2008 nr 293 [dot.: Fabryka muchołapek]; Bart wychodzi z cienia. Rozm. K. Jankowska. „Przekrój” 2009 nr 40; Kafka mógł tam być. Rozm. J. Szczęsna. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 226 [dot.: Fabryka muchołapek]; Moje filmy wzięły się z pisarskiej nudy. Rozm.: E. Ciszewska, A. Michalak. „Kron. M. Łodzi” 2009 [z.] 4; Nigdy nie można mieć pomysłu na całą książkę. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2009 nr 10; Pisarz absolutny. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2009 nr 25; Przeszłość trzyma mocno. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2009 nr 18; To moja sprawa: stacja Radegast. Rozm.: A. Franaszek, A. Sabor. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 34; Uśmiech – inteligencka przywara. Rozm. T. Sobolewski. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 265 dod. „Duży Format” nr 44; Wydał wyrok na Rumkowskiego. Rozm. A. Pawłowska. „Polska” 2009 nr 3 [dot.: Fabryka muchołapek]; Pozwoliłem im wykrzyczeć stereotypy. Rozm. P. Olkusz. „Dialog” 2010 nr 9 [dot.: Boulevard Voltaire]; Trzy życia jednego tekstu. Rozm. M. Piwowar. „Rzeczpospolita” 2013 nr 249 [dot.: Bezdech].

Ogólne

 	M. WRÓBLEWSKI: Zabawa i gra Andrzeja Barta. „Tygiel Kult.” 2009 nr 7/9.
 	R. GORCZYŃSKA: Przemoc i moc: rewersy Andrzeja Barta. „Prz. Polit.” 2010 nr 99.
 	P. CZAPLIŃSKI: Uszy szeroko zamknięte. „Dialog” 2010 nr 9.
 	S. ŁUPAK: Tańczący z historią. „Wprost” 2011 nr 19.
 	K. MĄKA-MALATYŃSKA: Kreowanie przeszłości. Literackie i filmowe światy Andrzeja Barta. „Stud. Filmozn.” 2015 t. 36.
 	E. SŁOMIŃSKA: Ślady żydowskie w twórczości Andrzeja Barta. Rekonesans. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2015 t. 26.
 	M. JAKUBOWIAK: Na drobne. „dwutygodnik.com” [on-line] 2016 nr 176 [dostęp 24 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6334-na-drobne.html.
 	D. NOWACKI: Pociąg do Hollywood. O prozie Andrzeja Barta. W: Skład osobowy. Cz. 2. Katow. 2016.
 	E. SŁOMIŃSKA: Doświadczanie przestrzeni w twórczości Andrzeja Barta i Zbigniewa Kruszyńskiego. „Białost. Stud. Literaturoznawcze” 2016 [T.] 8.

Rien ne va plus

 	J. BŁOŃSKI: Malowane życie. „Tyg. Powsz.” 1991 nr 31.
 	S. CHWIN: Gadał dziad z obrazu. „Tyg. Gdań.” 1991 nr 33.
 	T. KOMENDANT: Lektura na wybory. „Potop” 1991 nr 13.
 	S. MELLER: Z ziemi włoskiej do Polski... „Życie Warsz.” 1991 dod. „Ex Libris” nr 10.
 	K. BIEDRZYCKI: Koniec gry?. „NaGłos” 1992 nr 7.– L. BURSKA. „Res Publica” 1992 nr 1/2.
 	M.E. CYBULSKA: Hazard. „Tydzień” 1992 nr 14.
 	R. KARP: Kim jest Andrzej Bart?. „Nowy Świat” 1992 nr 17.
 	M. ŁUKASZEWICZ: Bawi, tumani, przestrasza. „Nowe Książ.” 1992 nr 7/8.
 	M. ORSKI: Historia w fabularnych pigułkach. „Opole” 1992 nr 7/9, wersja przeredagowana pt.: Andrzej Bart. Historia w buduarze, w tegoż: A mury runęły. Wr. 1995.
 	M. PIASECKI: Niewinne igraszki?. „Polityka” 1992 nr 13.
 	J.J. SZCZEPAŃSKI. „Tytuł” 1992 nr 1.
 	L. ŻULIŃSKI: Zwariowana powieść. „Literatura” 1992 nr 3.
 	D. KASZUBA: Krupier kręci karuzelą. „Kresy” 1993 nr 13.
 	G. KRAWCZYK: Rien… „Brulion” 1993 z. 4.
 	D. NOWACKI: Czy Bart lektury wart?. „FA-art” 1993 nr 1.
 	W. SADKOWSKI: Polonica frankofońskie – czyli różne powroty do źródeł. „Lit. na Świecie” 1996 nr 1/2.

Pociąg do podróży

 	M. CIEŚLIK: Antyplaton w Tworkach. „Polityka” 1999 nr 25.
 	A. CZACHOWSKA: Pociąg do historycznej fantazji. „Res Publica Nowa” 1999 nr 9.
 	Ł. GOŁĘBIEWSKI: Podróż donikąd. „Rzeczpospolita” 1999 nr 93.
 	K. MASŁOŃ: Wehikuł czasu. „Rzeczpospolita” 1999 nr 93.
 	M. NAWROCKI: Pociąg do pociągu. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 33.
 	D. NOWACKI: Anegdotyczne szaleństwo. „Życie” 1999 nr 53.
 	M. ORSKI: Poker fabularny. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
 	M. RYC: Zmyślam, więc jestem. „Nowe Państ.” 1999 nr 32.
 	K. UNIŁOWSKI: Duch czasów i duch opowieści. „Opcje” 1999 nr 4.
 	M. ZALESKI: Podróże, które kształcą. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 150.
 	H. BALTYN: Pociąg do podróży. „Tygiel Kult.” 2000 nr 1/3.
 	R. OSTASZEWSKI: Narracyjny ekspres (z dopłatą na Eurocity). „Dekada Lit.” 2000 nr 2/3.

Don Juan raz jeszcze

 	P. MAŁOCHLEB: Jedyna droga do odkupienia... „Dekada Lit.” 2006 nr 6.
 	D. NOWACKI: Don Juan i szalona królowa. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 219.
 	A. MADALIŃSKI: Ostatnia szarża Don Juana. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 12.
 	T. MIZERKIEWICZ: Nowożytność przeklęta i kolorowa. „Nowe Książ.” 2007 nr 1, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013..
 	E. RYCZKOWSKA: Don Juan pod pantoflem? „Akcent” 2007 nr 4.
 	I. SŁOMAK: Czy don Juan wrócił? „FA-art” 2007 nr 1/2.
 	J. SOBOLEWSKA: Zemsta na inkwizytorze. „Polityka” 2009 nr 44.
 	H. GIL: „Między słowami” raz jeszcze. „Pogranicza” 2010 nr 5.
 	I. Łossowska. W tejże: Śladami moich lektur. Wwa 2012.
 	L. WIŚNIEWSKA: Dwaj polscy Don Juanowie początków wieków XX i XXI w kontekstach europejskich. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. Brzeg – Opole 2013 [dot. też: T. Ritter: Don Juan].
 	Zob. też Wywiady.

Fabryka muchołapek

 	Z. BIDAKOWSKI: Proces Łódzki. „Rzeczpospolita” 2008 nr 285.
 	A. Nęcka: Przeciw sądowi ostatecznemu? „artPapier” 2008 nr 23 [online] [dostęp 26 czerwca 2014]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=72&amp;amp;artykul=1675, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
 	D. NOWACKI: Z niezgody na nieobecność. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 48.
 	J. SOBOLEWSKA: Pseudobułhakowowska groteska o Holocauście. „Dziennik” 2008 nr 277.
 	S. BURYŁA: Bez wyroku. „Więź” 2009 nr 10.
 	M. CUBER: Parada widm na sali sądowej. „Nowe Książ.” 2009 nr 4.
 	M. GÓRECKA: Sprzedać duszę za złudę przetrwania... „Akcent” 2009 nr 3.
 	A. KULIGOWSKA-KORZENIEWSKA: Teatralny sąd nad Rumkowskim. „Tygiel Kult.” 2009 nr 10, przedr. „Dialog” 2010 nr 1.
 	P. MAŁOCHLEB: Murarz buduje, a ja majaczę. „FA-art” 2009 nr 1/2.
 	W. PAŹNIEWSKI: Trybunał Barta. „Prz. Polit.” 2009 nr 94.
 	M. ROBERT. „Notes Wydawn.” 2009 nr 1.
 	G. ROMANOWSKI: Proces bez wyroku. Powrót Rumkowskiego. „Kron. M. Łodzi” 2009 [z.] 2.
 	J. KOWALSKA-LEDER. „Zagłada Żydów” 2010 nr 6.
 	W. SADKOWSKI: Pola dla wyobraźni. „Res Humana” 2010 nr 1 [dot. też: Rewers].
 	M. KIJOWSKA. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” nr z 16 II 2011, przekł. pol.: Oskarżenie króla getta. Przeł. D. Wesołowska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 47 dod. „Łódź”.
 	R. PLAICE: Holocaust memory in recent Polish literature: Andrzej Bart's Fabryka muchołapek and Piotr Paziński's Pensjonat. „Journal of European Studies” 2012 vol. 42 [nr] 1.
 	T. SCHMIDT: Emocje w polskiej literaturze o Holokauście na przykładzie „Fabryki muchołapek” Andrzeja Barta. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. Brzeg – Opole 2013.
 	Rec. adapt. teatr.: J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Andrzej Bart zmaga się z własną twórczością. „Rzeczpospolita” 2017 [on-line] [dostęp 20 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.rp.pl/Teatr/310159958-Andrzej-Bart-zmaga-sie-z-wlasna-tworczoscia.html.
 	Zob. też Wywiady.

Radegast

 	Zob. Wywiady

Rewers

 	K. MASŁOŃ. „Mag. Lit. Książki” 2009 nr 11.
 	A. Nęcka: Kobieca liberty. „artPapier” [online] 2009 nr 24 [dostęp 26 czerwca 2014]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=97&amp;amp;artykul=2252, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
 	D. NOWACKI: Odwrócenie. „Nowe Książ.” 2009 nr 10.
 	K. RAKOWSKA: Rewers: od scenariusza do noweli filmowej. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 270 dod. „Łódź”.
 	E. SZYBOWICZ: Mała mieszczka spotyka ubeka. „dwutygodnik.com” [on-line] 2009 nr 17 [dostęp 24 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/614-mala-mieszczka-spotyka-ubeka.html.
 	E. BIELA: Kompleks modliszki. „Akant” 2010 nr 6.
 	M. GÓRECKA: Dwustronność jako zasada świata. „Akcent” 2010 nr 1.
 	K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY. „Zesz. Lit.” 2010 nr 1.
 	W. SADKOWSKI: Pola dla wyobraźni. „Res Humana” 2010 nr 1 [dot. też: Fabryka muchołapek].

Boulevard Voltaire

 	Zob. Wywiady.

Bezdech

 	Zob. Wywiady.

Sztuki i sztuczki

 	J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Sztuki, sztuczki i muchołapki. „Rzeczpospolita” [on-line] 2015 [dostęp 30 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.rp.pl/Literatura/311209954-Sztuki-sztuczki-i-mucholapki.html#ap-1.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3343" title="Maria BOKSZCZANIN" slug="maria-bokszczanin">ur. 1926

Edytorka, historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 3 lipca 1926 w Toruniu; córka Jana Bokszczanina, oficera Wojska Polskiego (jeniec Starobielska, zamordowany w 1940 w Charkowie), i Zofii z Wojciechowskich, inżyniera ogrodnictwa. W 1939 roku ukończyła szkołę podstawową przy klasztorze sióstr benedyktynek w Przemyślu. W czasie wojny kontynuowała naukę na tajnych kompletach Gimnazjum Ogólnokształcącego im. bł. Kingi w Kielcach, gdzie w czerwcu 1945 zdała maturę. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W 1946 wstąpiła do Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza, w którym podjęła wieloletnią działalność, m.in. przez kilka kadencji była skarbnikiem Zarządu Głównego. W 1949-50 pracowała w Gabinecie Filologicznym im. G. Korbuta (tzw. Korbutianum) przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim (TNW) pod kierunkiem profesora Juliana Krzyżanowskiego. W 1950 otrzymała magisterium na podstawie pracy „Faraon” Bolesława Prusaw krytyce (promotor prof. Wacław Borowy). Od tegoż roku do 1953 była zatrudniona w Pracowni Folkloru Instytutu Badań Literackich (IBL). Początkowo zainteresowania badawcze skierowała w stronę pieśni ludowej ze szczególnym uwzględnieniem kolędy bożonarodzeniowej. W 1952 ogłosiła tłumaczenie z języka francuskiego artykułu węgierskiego filologa, S. Kozocsa pt. Mickiewicz na Węgrzech, drukowane w „Pamiętniku Literackim” (t. 40). W 1953 debiutowała jako edytorka opracowaniem przypisów do powieści E. Orzeszkowej Meir Ezofowicz. W 1953-68 pracowała w Redakcji Staropolskiej Państwowego Instytutu Wydawniczego, przekształconej później w Redakcję Historii Kultury. W tym czasie sporządziła przypisy m.in. do pięciu tomów Antologii dramatów staropolskich. W 1968 opublikowała pierwszy artykuł historycznoliteracki pt. Kantyczka Chybińskiego. (Z tradycji biblijnych i literackich kolędy barokowej) w książce zbiorowej Literatura, komparatystyka, folklor. W 1969 wróciła do IBL PAN i rozpoczęła prace nad przygotowaniem pełnego krytycznego wydania korespondencji H. Sienkiewicza (t. 1-5 [14 vol.] wyd. 1977-2009). W poszukiwaniu listów do różnych adresatów odbyła wiele podróży po kraju i za granicą, m.in. do Rzymu (1966), Florencji (1967), Wilna (1970), Petersburga (1970), Moskwy (1970), Lwowa (1970), Vevey (1986), Chicago (1992), Londynu (1994), Oksfordu (1994), Henley nad Tamizą (1994), Bostonu (1996), Paryża (2000). W 1987 przeszła na emeryturę, ale nadal współpracowała z IBL. W 1989 na podstawie edycji listów Sienkiewicza do Jadwigi i Edwarda Janczewskich doktoryzowała się w IBL PAN (promotor prof. Edmund Jankowski). W 2008 została wyróżniona Nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a w 2010 Nagrodą Edytorską polskiego PEN Clubu. W 2012 otrzymała tytuł naukowy profesora.

Odznaczona m.in. medalem Komisji Edukacji Narodowej w 2005, Brązowym, a następnie Srebrnym i Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2006, 2010 i 2016) oraz Krzyżem Oficerskim i Krzyżem Komandorskim (2010 i 2016) Orderu Odrodzenia Polski. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
Artykuły i spisy bibliograficzne w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Bibliografia roczników „Reformacja w Polsce” 1921-1956. „Odrodz. i Refor. w Pol.” 1958 t. 3 s. 217-287. – Bibliografia. W: J. Krzyżanowski: Historia literatury polskiej. Alegoryzm – preromantyzm. Wyd. 2. Wwa 1964 s. 551-601, i wyd. 3-6 tamże: 1966, 1974, 1979, 1986. – Kantyczka Chybińskiego. (Z tradycji biblijnych i literackich kolędy barokowej). W: Literatura, komparatystyka, folklor. Wwa 1968 s. 712-792. – Bibliografia. [Współaut.:] T. Brzozowska-Komorowska. W: J. Krzyżanowski: Neoromantyzm polski 1890-1918. Wyd. 2. Wr. 1971 s. 341-451, wyd. 3 tamże 1980. – Poeta paradoksu. W: O literaturze polskiej. Wwa 1971 s. 72-79 [dot. J.A. Morsztyna]. – Julian Krzyżanowski – badacz i miłośnik twórczości Sienkiewicza. „Polonistyka” 1986 nr 9 s. 711-717, przedr. „Prz. Hum.” 1987 nr 5 s. 33-43. – Poemat [J.] Pontana-[S.] Grochowskiego „Wirydarz abo kwiatki rymów duchownych o Dziecięciu P. Jezusie na chwalebne Narodzenie Jego” i jego związki z kolędą polską XVII i XVIII wieku. W: Filologia e letteratura nei paesi slavi. Roma 1990. – O Julianie Krzyżanowskim. „Ruch Lit.” 1992 z. 5 s. 543-554, przedr. „Ricerche Slavistiche”, Rzym 1991 t. 38 wyd. 1992 s. 301-312. – „Duch – wieczny optymista”; Dzieło edytorskie Juliana Krzyżanowskiego – Pisarze doby nowszej; Bibliografia prac Juliana Krzyżanowskiego 1973-1992. W: Ignis ardens. Wwa 1993 s. 77-89; 261-290; 375-419. – Związki Sienkiewicza z Wilnem i Wileńszczyzną. (Kilka szczegółów z biografii pisarza). W: Wilno i kresy północno-wschodnie. Białystok 1996 s. 83-99. – Goście Sienkiewicza w „odwiecznej siedzibie przodków”. W: Oblęgorek w stulecie daru narodowego dla Henryka Sienkiewicza. Kielce 2000 s. 23-32. – Autograf „Quo vadis”. Studium edytorsko-tekstowe; Odbicie „Quo vadis” w listach Sienkiewicza. W: Z Rzymu do Rzymu. Wwa 2002 s. 217-242; 243-336. – Droga naukowa Marii Wantowskiej. W: Obecność. Wspomnienia o Cioci Lili, dr Marii Wantowskiej. Wwa 2002 s. 51-59. – Julian Krzyżanowski – jakim był, jakim go wspominamy „Kwart. Hist. Nauki i Techniki” 2002 nr 2 s. 159-168. – Dwa ordery. Matce mojej w hołdzie. W: Pisane miłością. Losy wdów katyńskich. T. 3. Gdynia 2003 s. 37-47. – Kłopoty z adresatami listów Sienkiewicza. W: Biblioteka Raczyńskich. Pozn. 2005 s. 35-41. – Na tropach listów Henryka Sienkiewicza „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 2006 s. 101-111. – Wacław Borowy jako dydaktyk uniwersytecki. W: Wacław Borowy (1890-1950). Uczony humanista. Kr. 2008 s. 103-116. – O pisaniu „W pustyni i w puszczy” na podstawie listów Henryka Sienkiewicza. W: Wokół „W pustyni i w puszczy”. Kr. 2012 s. 393-408. – Julian Krzyżanowski, twórca folklorystyki polskiej; Helena Kapełuś – badacz folkloru polskiego. „Lit. Lud.” 2013 nr 2 s. 3-12; 13-18. – Henryk Sienkiewicz i jego listy. „Blok-Notes Muzeum Lit. im. A. Mickiewicza” 2016 [nr] 15.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. E. Orzeszkowa: Meir Ezofowicz. [Powieść]. Posł.: J. Krzyżanowski. Przyp. M. Bokszczanin. (Dzieła wybrane w dwunastu tomach. T. 2). Wwa: Czyt. 1953, 429 s. Wyd. nast. tamże: 1954, 1957, 1973.
2. Dramaty staropolskie. Antologia. Oprac.: J. Lewański. Przyp. M. Bokszczanin. T. 1-3, 5-6. Wwa: PIW 1959-63. PAN IBL.
T. 1. Średniowieczny dramat liturgiczny; Komedia mieszczańska i moralitety. 1959, 743 s.
T. 2. Polski dramat humanistyczny; Misteria. 1959, 590 s.
T. 3. Komedia sowizdrzalska; Intermedia plebejskie; Intermedia teatru mieszczańskiego. 1961, 485 s.
T. 5. Scena dworska wieku XVII. 1963, 580 s.
T. 6. Dramaty religijne sceny masowej. PIW 1963, 742 s.
3. J.A. Morsztyn: Wybór poezji. Oprac. i wstęp M. Bokszczanin. Wwa: PIW 1963, 226 s. Bibl. Poetów.
4. Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu. Red.: M. Bokszczanin, S. Frybes, E. Jankowski. Wwa: PIW 1968, 967 s. PAN, UW, IBL.
5. K. Szajnocha: Jadwiga i Jagiełło 1374-1413. Opowiadanie historyczne. Wstęp S.M. Kuczyński. Przygot. [do druku] M. Bokszczanin. Indeksy: E. Krasnowolska. T. 1-2, 3-4. Wwa: PIW 1969, 719 + 699 s. Wyd. 2. tamże 1974. Klasycy Historiografii Pol., t. 1-4.
6. M. Rej: Figliki. Wstęp: J. Krzyżanowski. Oprac. M. Bokszczanin. Wwa: PIW 1970, 230 s. [Wyd. 2] tamże 1974.
7. Dzieło Juliana Krzyżanowskiego. Bibliografia prac 1913-1962. Oprac. Z. Świdwińska-Krzyżanowska. Okres 1963-1973 dopełniła M. Bokszczanin. [Wstęp:] Z. Libera. Wwa: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza; PIW 1973, 184 s.
Bibliografia oprac. przez M. Bokszczanin s. 116-169.
8. J. Krzyżanowski: Pokłosie Sienkiewiczowskie. Szkice literackie. Oprac. M. Bokszczanin. Wwa: PIW 1973, 751 s.
9. J. Słowacki: Dramaty. Oprac. M. Bokszczanin. (Dzieła wybrane. T. 4). Wr. Ossol. 1974, 555 s. Wyd. nast. tamże: 1983, 1987, 1990.
Zawartość: Beatryks Cenci; Lilla Weneda; Mazepa; Fantazy; Złota Czaszka.
10. J.A. Morsztyn: Poezje wybrane. Wyboru dokonała i oprac. M. Bokszczanin. Wwa: LSW 1976, 186 s. Bibl. Poetów.
11. H. Sienkiewicz: Listy. T. 1-5. Wwa: PIW 1977-2009. Z Prac IBL PAN. Bibl. Poezji i Prozy.
Nagroda Edytorska Pen Clubu w 2010.
T. 1. Cz. 1. Marian Albiński – Cyprian Godebski; cz. 2. Mścisław Godlewski – Władysław Jabłonowski. Pod red. i ze wstępem J. Krzyżanowskiego. Oprac. M. Bokszczanin. Konsultacja: M. Korniłowicz. Biogramy adresatów napisał J. Krzyżanowski. 1977, 473 + 554 s.
Zespół listów do Mścisława Godlewskiego oprac. Edward Kiernicki.
T. 2. Cz. 1-3. Jadwiga i Edward Janczewscy. Listy oprac., wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin. Konsultacja: M. Korniłowicz. Powst. 1989. Wyd. 1996, 643 + 566 + 666 s.
Rozprawa doktorska.
T. 3. Cz. 1. Józef Jankowski – Wincenty Lutosławski; cz. 2. Bolesław Ładnowski – Margerita Poradowska; cz. 3. Karol Potkański – Artur Sienkiewicz. Oprac., wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin. Konsultacja: M. Korniłowicz. 2007, 594 + 506 + 682 s.
T. 4. Cz. 1-2. Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa – Maria z Wołodkowiczów Sienkiewiczowa – Maria z Babskich Sienkiewiczowa (1908-1913); cz. 3. Henryk Józef Sienkiewicz – Jadwiga Sienkiewiczówna – Helena Sienkiewiczówna – Lucjan Sieńkiewicz. Listy oprac., wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin. Konsult. M. Korniłowicz. 2008, 530 + 530 + 666 s.
T. 5. Cz. 1. Adam Mieczysław Skałkowski – Aniela Tułodziecka; cz. 2. Aleksandra Ulanowska – Józef Żychoń; cz. 3. Suplement (Adresaci A-R) – Listy do instytucji – Listy do nieustalonych adresatów. Listy oprac., wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin. 2009, s. 613 + 635 + 718 s.
12. J. Krzyżanowski: Szkice folklorystyczne. Oprac. tekstu i przypisów oraz przygotowanie indeksów M. Bokszczanin. Kr: WL 1980.
T. 1. Z teorii i dziejów folkloru, 445 s.
T. 2. W kręgu pieśni; W krainie bajki, 399 s.
T. 3. Wokół legendy i zagadki; Z zagadnień przysłowioznawstwa, 448 s.
13. J. Krzyżanowski: Poeta czarnoleski. Studia literackie. Wybrały i oprac. M. Bokszczanin i H. Kapełuś. Wstępem poprzedził T. Ulewicz. Wwa: PIW 1984, 347 s.
14. J. Krzyżanowski: Tradycje literackie polszczyzny. Od Galla do Staffa. [Studia]. Oprac. M. Bokszczanin. Wstęp: Z. Libera. Wwa: PWN 1992, 784 s. Bibl. Filologii Pol. Ser. B, Literaturoznawstwo.
15. Ignis ardens. Julian Krzyżanowski – człowiek i uczony. W stulecie urodzin Pod red. M. Bokszczanin. Wstęp: Z. Libera. Wwa: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza; PIW 1993, 459 s.
16. E. Jankowski: Z różnych sfer. Studia i portrety. Pod red. M. Bokszczanin, S. Fity i D. Świerczyńskiej. Wstęp: Z. Libera. Wwa: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 1994, 358 s.
17. J. Krzyżanowski: Na polach elizejskich literatury polskiej. Portrety i wspomnienia. Wybór i oprac. M. Bokszczanin. Wwa: Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 1997, 525 s.
18. Henryk Sienkiewicz i jego twórczość w naszej pamięci. Antologia tekstów historycznych i literackich. Wybór i oprac. [oraz] posł. M. M. Drozdowski, H. Szwankowska. Konsultacja nauk. i lit.: M. Bokszczanin i W. Odojewski. Wwa: Typografika 2000, 271 s. Fundacja Sienkiewiczowska.
19. Z Rzymu do Rzymu. Tom pod red. J. Axera, przy współpracy M. Bokszczanin. Wwa: Verum 2002, 341 s. Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej UW.
20. Z. Libera: Od Sejmu Czteroletniego do Napoleona. [Studia]. Oprac. edytorskie M. Bokszczanin. Posł.: T. Kostkiewiczowa. Wwa: IBL PAN; Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 2004, 276 s.
21. J. Krzyżanowski: Henryk Sienkiewicz. Kalendarz życia i twórczości. Uzup. i oprac. M. Bokszczanin. Wyd. 3 poszerz. Wwa: PIW 2012, 599 s.
M. Bokszczanin poszerzyła tom o materiały uzyskane po opracowaniu edycji listów H. Sienkiewicza (zob. poz. 11).
22. „Widziałem wszystko, com chciał i potrzebował widzieć”. W stulecie śmierci pisarza wybór listów oraz pokłosie epistolarne. Do druku podała M. Bokszczanin. Wwa: PIW 2016, 349 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Pomiędzy romantyzmem a literaturą staropolską. Rozm. J. Starnawski. „Polonistyka” 1990 nr 10.
 	Zamiast dziennika pisarza. Rozm. A. Ścibor-Kotkowski „Słowo. Dz. Katol.” 1997 nr 71.
 	Jego listy czyta się jak powieść. Rozm. P. Czartoryski-Sziler. „Nasz Dz.” 2010 nr 19.

J.A. Morsztyn: Wybór poezji

 	Wybór poezji (poz. 3): Z. ŁAPIŃSKI. „Tyg. Powsz.” 1963 nr 31.
 	L. SOKÓŁ: „Oschła muza” Jana Andrzeja Morsztyna. „Kultura” 1963 nr 18.
 	J. RYTEL: Z wydawnictw staropolskich (III). „Prz. Hum.” 1964 nr 2.

K. Szajnocha: Jadwiga i Jagiełło

 	Jadwiga i Jagiełło (poz. 5): A. PRZYPKOWSKI: Historia i piękno. „Barwy” 1975 nr 2.
 	T. SYGA: Szajnocha. „Stolica” 1975 nr 7.

M. Rej: Figliki

 	Figliki (poz. 6): B. CZESZKO: Facecje pana z Nagłowic. „Nowe Książ.” 1970 nr 16.
 	J. ŚLASKI: Nowe edycje tekstów staropolskich. „Nowe Książ.” 1975 nr 3.

H. Sienkiewicz: Listy

 	Listy (poz. 11): Z. FLORCZAK: Na otwarcie retrospektywy Sienkiewicza. „Nowe Książ.” 1978 nr 9.
 	[J. RUDNICKI] HENDRYK: Sienkiewicz z krwi i kości. „Głos Robotniczy” 1978 nr 39.
 	H. JEZIERSKI: Życie i listy Henryka Sienkiewicza. „Nasz Klub” 1978 nr 48.
 	W. KWAST: O amerykańskich listach Sienkiewicza (ale nie tych z podróży). „Wiadomości”, Londyn 1978 nr 32/33.
 	S.J. LEVINSKAÂ, E.M. OBUHOVA. „Problemi Slov'ânoznavstva”, Lwów 1978 nr 17.
 	J. LIS: Listy Henryka Sienkiewicza. „WTK” 1978 nr 11.
 	T. SYGA: „Adam nie lubił pisać listów”. „Stolica” 1978 nr 18.
 	A. BIERNACKI: „Mądrzejszy był, niż się nam wydaje”. Listy Henryka Sienkiewicza do Jadwigi Janczewskiej. „Arcana” 1997 nr 3.
 	M. DERNAŁOWICZ: Listy do pani Jadwigi. „Twórczość” 1997 nr 11.
 	Z. FLORCZAK: Uwikłany we mgle. Sienkiewicz do Janczewskiej. „Prz. Powsz.” 1997 nr 7/8.
 	M. KLECEL: Pisane w podróży. „Literatura” 1997 nr 3. [dot. t. 2].
 	M. PĄKCIŃSKI: „Malwa” Sienkiewicza. „Nowe Książ.” 1997 nr 6 [dot. t. 2].
 	M. KOSMAN. „Stud. Źródłoznawcze” 2000 t. 37 [dot. t. 2].
 	W. KALISZEWSKI: Pisał Sienkiewicz listy… „Nowe Książ.” 2008 nr 3.
 	W. KALISZEWSKI: Do najbliższych. „Nowe Książ.” 2009 nr 6.
 	W. KALISZEWSKI: Sienkiewicz i jego listy. „Nowe Książ.” 2010 nr 8.
 	R. LOTH. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 2010 z. 45.

J. Krzyżanowski: Poeta czarnoleski

 	Poeta czarnoleski (poz. 13): L. JANOWICZ: Poeta czarnoleski. „Kur. Pol.” 1984 nr 177.
 	J. ŚLASKI: Krzyżanowski o Kochanowskim. „Nowe Książ.” 1984 nr 9.
 	T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Dług spłacony uczonemu. „Tu i Teraz” 1984 nr 48.

„Widziałem wszystko, com chciał i potrzebował widzieć”

 	B. SZARGOT: Sienkiewicz prywatnie i oficjalnie. „Sztuka Edycji” 2016 nr 2.
 	W. KALISIEWICZ: Stare i nowe listy Sienkiewicza. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3345" title="Jan GONDOWICZ" slug="jan-gondowicz">ur. 1950

Pseud. i krypt.: Gracjan Pyrek; J.G.; Jacek Broeder; jg.; Ludwik Felc; M.K.; Marek Biedka; S.R.; Scriptores.

Krytyk literacki, eseista, felietonista, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 4 czerwca 1950 w Warszawie; syn Mariana Gondowicza, byłego oficera Wojska Polskiego, i Łucji z Balwińskich, pianistki. Uczęszczał do XXVIII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Kochanowskiego w Warszawie. Od 1968 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Przez wiele lat był zamiłowanym taternikiem; zarobkował m.in. prowadzeniem obozowisk w Tatrach. Debiutował w 1971 na łamach tygodnika „Kultura” (nr 16) recenzją pt. „Tożsamość” do ustalenia, dotyczącą powieści T. Parnickiego; z tygodnikiem tym współpracował następnie do 1977 jako krytyk literacki. Od 1972 regularnie publikował recenzje i felietony w „Nowych Książkach” (od 1999 w cyklu Języczek uwagi). Pracował m.in. jako redaktor działu krytyki w miesięczniku „Nowy Wyraz” (1972-73), lektor w Państwowym Instytucie Wydawniczym (1972-82) i w Wydawnictwie Poznańskim. W 1973 uzyskał magisterium i był do 1976 asystentem stażystą w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Literatury Polskiej UW. W 1975-82 wykładał na Stołecznym Uniwersytecie Powszechnym TWP w Warszawie. W tym czasie recenzje książkowe regularnie publikował także w „Miesięczniku Literackim” (1973-74, 1976) i „Tygodniku Kulturalnym” (1979-81), a także w „Studencie” (1973-75), „Argumentach” (1977-78), „Literaturze na Świecie” (1979, 1985-86), „Radarze” (1980-81), „Więzi” (1982, 1983, 2005), „Przeglądzie Katolickim” (1984-89; często podp. jg), „Przeglądzie Powszechnym” (1987), „Res Publice” (1987-88). Pisał także recenzje filmowe drukowane w „Filmie” (1980-82) i „Kinie” (1985-86). Publicystykę sportową ogłaszał w pismach: „Taternik” (1980-88) i „Bularz” (1986-89). Artykuły ogłaszał także w pismach drugiego obiegu, takich jak: „bruLion” (1988-1990), „IKS” (1981; podp. J.G.), „Ziarno” (1982; podp. S.R.), „Przegląd Wiadomości Agencyjnych” (1985, 1989; podp. Ludwik Felc), „Tygodnik Mazowsze Solidarność” (1987-88; podp. Jacek Broeder), „Wezwanie” (1982, 1984; podp.: M.K., Gracjan Pyrek) „Wybór” (1985-86, 1988; podp. Gracjan Pyrek, Ludwik Felc, Jacek Broeder, Scriptores, Marek Biedka). W latach osiemdziesiątych współpracował też z wydawnictwami jako redaktor naukowy. W 1986-98 był asystentem kierownika literackiego zespołu filmowego „Perspektywa”, Janusza Morgensterna. W 1987 poślubił wieloletnią partnerkę Joannę, artystkę graficzkę. Jako tłumacz debiutował w 1988 przekładem fragmentu eseju J. Brodskiego Mniej niż jeden, opublikowanym w podziemnym piśmie „Wybór” (nr 16) pt. Josif Brodski o sobie. Tłumaczył utwory z literatury rosyjskiej. W 1991-94 był członkiem redakcji miesięcznika „Społeczeństwo Otwarte”, tam też zamieszczał recenzje książkowe, publicystykę i przekłady. Następnie wraz z żoną prowadził w Warszawie wydawnictwo Małe (1995-2002), zajmował się m.in. redagowaniem publikowanych tam przekładów. Był autorem kilkudziesięciu haseł osobowych wprowadzonych dodatkowo w polskiej edycji Oksfordzkiego słownika biograficznego wydanego w 1999. Szkice, recenzje i przekłady ogłaszał m.in. w następujących czasopismach: ponownie „Film” (1990-92) i „Literatura na Świecie” (1990-91, 1998, 2001, 2003-04, 2006, 2015), a także „Gazeta Wyborcza” (1990-96; w 1990-91 redaktor działu książkowego), dodatek „Życia Warszawy” – „Ex Libris” (1993-96), „Przekrój” (1994, 1998-2004), „Rzeczpospolita” (1996-2002), „Tygodnik Powszechny” (1996-2000, 2002, 2004, 2007, od 2010), „Res Publica Nowa” (1998-99), „Konteksty” (1999, od 2003), „Dialog” (od 2006), „Teatr” (2007, 2011, 2013), „De Musica” (2009), „Kwartalnik Filmowy” (2009), „Przestrzenie Teorii” (2011, 2013), „Pamiętnik Teatralny” (2012) oraz internetowe pismo „dwutygodnik.com” (2010-13; od 2011 w cyklu Skok w bok). Stały felieton taternicki ogłaszał w 2003-13 w organie Klubu Wysokogórskiego w Warszawie „Azero”. W 2006 zainicjował w Edipresse Polska serię Kolekcja Ludzie, Czasy, Dzieła, przedstawiającą sylwetki polskich malarzy, w której przez dwa lata zredagował dwadzieścia sześć albumów. W tym samym czasie był redaktorem serii Klasycy sztuki wydawanej przez „Rzeczpospolitą”. W 2009-12 współredagował kwartalnik „Migotania, przejaśnienia”, w którym ogłaszał cykl aforyzmów Odpryski. W tym samym okresie prowadził zajęcia na temat groteski w Laboratorium Dramatu przy Teatrze Dramatycznym w Warszawie. W 2011-13 był członkiem jury Nagrody Literackiej Nike. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Zoologia fantastyczna (uzupełniona). Z dodaniem układu systematycznego A. Pisarka. [Studia z historii wyobraźni]. Wwa: Małe 1995, 144 s. Wyd. 2 uzup. Wwa: Wydawn. CiS 2007, 317 s.
W wyd. 2 także tłum. tekstów innych autorów.
Adapt. teatr. pt. Ampuć, czyli zoologia fantastyczna. Reż.: W. Hołdys. Kr., T. Mumerus 2012.
2. Małgorzata Saramonowicz. [Szkic biograficzny]. [Przeł.] J. Arlt. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 22 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także fragm. prozy M. Saramonowicz oraz fragm. recenzji i wywiad.
3. Rijksmuseum, Amsterdam. [Przewodnik]. Teksty J. Gondowicz. Wwa: Rzeczpospolita, HPS 2007, 143 s. Wielkie Muzea, t. 25.
Dodatek do „Rzeczpospolitej”.
4. Anatomia zgorszenia. [Szkice]. Współwyd. z G. Sieczkowski: Kroniki podkasane pt. Cały ten seks. Koncepcja, projekt i realizacja graf.: R. Maciej. Wwa: Baobab; Linea Corporis [2008] s. 71-103.
5. Pan tu nie stał. Artykuły drugiej potrzeby. [Felietony]. Wwa: Wydawn. Nisza 2011, 290 s.
Felietony drukowane m.in. w „Nowych Książ.”, „Kontekstach”, „NaGłosie”, „Czasie Kult.”, „Odrze” w l. 1994-2010.
6. Paradoks o autorze. [Szkice]. Kr.: Korporacja Ha!art 2011, 300 s. Linia Krytyczna, 6.
Szkice lit. drukowane m.in. w „Kontekstach”, „Nowych Książ.”, „Gazecie o Książ.”, „Twórczości”, „Tyg. Powsz.”, „Gaz. Wybor.”, „Midraszu”, „Przestrzeniach Teorii”, „Dialogu”, „Teatrze”, „Pam. Teatr.”, „Lit. na Świecie” w l. 1994-2010.
Zawartość: Wyspa piratów [dot.: R.L. Stevenson: Wyspa skarbów]. – Strona Meduzy: Bagaż z Szebutyniec [dot.: A.S. Kowalczyk: Niespieszny przechodzień i paradoksy]; Kolekcjoner szczelin [dot. Z. Krzyżanowskiego]; Woland in Poland [dot.: B. Sokołow: Leksykon życia i twórczości Michaiła Bułhakowa]; Produkcyjniak jako koszmar [dot. twórczości A. Płatonowa]; Ręce [dot. twórczości A. Płatonowa]; Koń rydzy [dot.: I. Babel: Armia Konna]; Off limits [dot. twórczości K. Waginowa]; Ból, czar i sp. [dot. D. Charmsa]; W czarnym lustrze [dot. K. Malewicza]. – Strona syren: Upadek rozpatrywany jako jedna ze sztuk pięknych [dot. twórczości S.I. Witkiewicza]; „Stargana za trzewia publiczność opadła jak jeden flak”. Witkacego spektakle potencjalne; W kółko Macieju. Witkacy w teatrze własnej wyobraźni; Marysia i Burek na Cejlonie [dot. inspiracji literackich podróżą w tropiki w twórczości S. I. Witkiewicza]; Wiosenne chrunie. Witkacy w Tatrach; Osa [psychoanaliza lęków seksualnych Witkacego]; Heretyk i panny [dot. B. Schulza]; Dociekliwość ojca Browna [dot. twórczości G.K. Chestertona]; Dwaj panowie K. [dot. F. Kafki i A. Kuprina]; Schron [dot. F. Kafki]; W drodze do Saragossy [dot.: J. Potocki: Rękopis znaleziony w Saragossie]; Pałac pamięci [dot. G. Flauberta]; Gwiazda Piołun [dot. mitologii absyntu].
7. Duch opowieści. [Felietony]. Wwa: Wydawn. Nisza 2014, 269 s.
Teksty drukowane m.in. w „Nowych Książ.”, „Tyg. Powsz.”, dutygodniku.com, „Mag. Lit. Książ.”, „Bluszczu”.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2015.
8. Trans-Autentyk. Nie-czyste formy Brunona Schulza. [Szkice]. Wwa: PIW 2014, 236 s.
Zawartość: Noga jako taka; Rzeczy bez nazwy, miary i rachuby; Piękno adeliczne; Magiczna bogini ciała; Mrugająca materia; Heretyk i panny; Bezsenne kosmografie; Noc komety; Powrót wielkich ptaków; Aneks: Tuwimowskie cynamony.
Teksty w katalogach i albumach
1. Moc Topora. [Katalog wystawy]. Gdańsk: L&amp;amp;L, 2001, 95 s.
2. Bruno Schulz (1892-1942). [Album]. Wwa: Edipresse Polska 2006, 95 s. Kolekcja Ludzie, Czasy, Dzieła, 3.
3. Jerzy Duda-Gracz (1941-2004). [Album]. Wwa: Edipresse Polska 2006, 95 s. Kolekcja Ludzie, Czasy, Dzieła, 17. Kolekcja „Przekroju” Malarze Pol., 17.
4. Jerzy Nowosielski. [Album]. Wwa: Edipresse Polska 2006, 95 s. Kolekcja Ludzie, Czasy, Dzieła, 19. Kolekcja „Przekroju” Malarze Pol., 19.
5. Mroczna strona wyobraźni – sztuka Alfreda Kubina = In the shadows of the imagination – the art of Alfred Kubin. Red.: T. Leśniak. Przeł. na ang. J. Taylor-Kucia. Przeł. z niem. na pol. J. Czudec. Kr.: Międzynarodowe Centrum Kultury 2008, 147 s.
Tekst w jęz. pol. i ang., część tłum z niem.
6. Bruno Schulz. Rzeczywistość przesunięta. [Katalog wystawy]. Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza, Warszawa, wrzesień-grudzień 2012. Koncepcja katalogu: Ł. Kossowski. Projekt graf.: T. Kazubek. [Tekst: J. Jarzębski, I. Kossowska, J. Gondowicz]. Red. J. i J. Gondowiczowie. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza 2012, 159 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
7. Opera. Teatr Wielki-Opera Narodowa. [Album]. [Teksty operowe i baletowe J. Gondowicz, teksty z pracowni M. Olszański. Red. M. Fedisz, I. Witkowska. Zdjęcia A. Fedisz, K. Bieliński, E. Krasucka]. Wwa: T. Wielki – Opera Nar. 2014, 234 s.
Przekłady
1. Proces Josifa Brodskiego. Notowała F(ryda) W(igdorowa). Wwa: Wydawn.
Społ. KOS* [1988?], 19 s. Bibl. Lit.
Stenogram z posiedzeń sądu w dniach 18 II i 13 III 1964 w rozprawie przeciwko J. Brodskiemu w Leningradzie (obecnie Petersburgu).
2. J. Brodski: Marmur. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: B. Tosza. Katow., T. Śląski im. S. Wyspiańskiego 1990; tv: Reż.: A. Hofman. TVP 1993. Wyd. Katow.: Książnica 1993 s. 3-93.
Wyd. książkowe z okazji przyznania J. Brodskiemu doktoratu honoris causa UŚl. 22 czerwca 1993, zawiera także fragmenty prac o nim oraz fragmenty recenzji sztuki „Marmur”.
3. B. Sawinkow: Koń wrony. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył J. Gondowicz. Wwa: NOWA 1991, 106 s.
4. G. Flaubert: Słownik komunałów. Wwa, Kr.: Fundacja „Brulionu” 1992, 147 s. Biblioteka. Wyd. 2 tamże 1993.
5. W. Puryszkiewicz: Zabiłem Rasputina [Dziennik]. Wwa: Krąg 1992, 111 s.
6. D. Charms: Elżbieta Bam. [Utwór dramatyczny]. Wyst. pt. Bam. Reż.: O. Koršunovas. Wwa, T. Studio im. S.I. Witkiewicza 1998.
7. A. Jarry: Czyny i myśli doktora Faustrolla, patafizyka. Powieść neoscjentystyczna. Przeł. i skomentował J. Gondowicz. Wwa: W.A.B.; Małe 2000, [176] s. Onirokrytyka.
8. A. Szipienko: Archeologia. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier im. A. Osieckiej 2000.
9. J. Brodski: Świat poety. Rozmowy z Josifem Brodskim. [Rozm.] S. Wołkow. Wwa: PIW 2001, 348 s.
10. A. Jarry: Ubu rogacz. Pięć aktów ściśle w wersji, w jakiej odegrały je niegdyś marionetki teatru Fynansów. „Dialog” 2001 nr 7 s. 58-74. Przedr. zob. poz. 21.
11. C.S. Ferrero: Eros, seks i zmysły. Przeł. [z franc.] J. Gondowicz. Wszystkie wiersze i wierszyki niesygnowane nazwiskami tłumaczy przeł. z franc. i ang. G. Znajco. Wwa: Muza 2002, 271 s.
12. J.-P. Jeunet, G. Laurant, Ph. Casoar: Amelia Poulain i jej magiczny album [Album]. Wwa: Muza 2002, [156] s.
13. R. Topor: Les points sur les i = Kropki nad i. [Piosenki]. Gdańsk: L&amp;amp;L 2002, 85 s. + 1 płyta CD.
14. M. Aubinais: Przygody Misia Bruno. [Opowiadania dla dzieci]. Wwa: Edipresse Polska, 22 s.
Cykl opowiadań dla dzieci.
Nr 1. Miś Bruno gubi przytulankę. 2003.
Nr 3. Miś Bruno gubi się na targu. 2003.
Nr 2. Miś Bruno spaceruje po lesie. 2005.
Nr 4. Miś Bruno w parku. 2006
Nr 5. Miś Bruno na dworcu. 2006.
Nr 6. Miś Bruno na pływalni. 2006
Nr 7. Miś Bruno na Gwiazdce w szkole. 2006.
Nr 8. Miś Bruno odwiedza gospodarstwo. 2006.
Nr 9. Pokój Misia Bruno. 2006.
Nr 10. Kuchnia Misia Bruno. 2006.
Nr 11. Salon Misia Bruno. 2006.
Nr 13. Jadalnia Misia Bruno. 2006.
15. A. Jarry: Ubu król, czyli Polacy. Drama w pięciu aktach prozą odtworzona ściśle w wersji, w jakiej odegrały ją marionetki Teatru Fajnansów w roku 1888. Wyst. pt. Ubu. Reż.: W. Hołdys. Kr., T. Mumerus 2003. Druk: „Lit. na Świecie” 2004 nr 9/10 s. 263-359. Przedr. zob. poz. 21.
16. R. Queneau: Dzieła zebrane Sally Mary. [Powieść]. Przeł.: J. Gondowicz, H. Tygielska, A. Wasilewska. Wwa: PIW 2003, 341 s. Współcz. Proza Światowa.
Tu w przekł. J. Gondowicza: Sally coraz intymniej, s. 319-331.
17. B. Akunin: Łowca ważek. [Powieść]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2005, 175 s. Diamentowa karoca, 1.
18. B. Akunin: Między wierszami. [Powieść]. Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2005, 543 s. Diamentowa karoca, 2.
19. M. Kononow: Goła pionierka, czyli Tajny rozkaz generała Żukowa. Tryumfalliczna feeria w ośmiu żaromiotnych wizjach śmiałych bojów [...]. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 277 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
20. R. Queneau: Ćwiczenia stylistyczne. Przekł. [i posł.] J. Gondowicz. Izabelin: Świat Lit. 2005, 126 s.
Nagroda „Lit. na Świecie” 2005.
21. A. Jarry: Teatr ojca Ubu. [Utwory dramatyczne i pisma teoretyczne]. Przeł. i opatrzył [!] J. Gondowicz. Wwa: Wydawn. CiS; Wydawn. Małe 2006, 319 s.
Zawartość: Ubu król, czyli Polacy [poz. 15]; Ubu skowany; Ubu rogacz [poz. 10]; Z Ubu na Montmartrze; O teatrze; Z Almanachów.
22. C. Nouvian: Otchłanie. [Album fotograficzny]. Wwa: Albatros. Andrzej Kuryłowicz 2008, 256 s.
23. R. Queneau: Sto tysięcy miliardów wierszy. Adapt. [i tłum.] J. Gondowicz. Posł.: J. Olczyk. Komentarz: Z. Fajfer. Kr.: Korporacja Ha!art 2008, [43] s. Literatura, t. 6.
Zawiera 10 sonetów 14-wersowych wydrukowanych na osobnych pociętych kartkach (paski 1x20 cm).
24. A. Jarry: Nadsamiec. Powieść nowoczesna. Tłum.: W. Brzozowski, J. Gondowicz. Kr.: Korporacja Ha!art 2011, 148 s. Proza Obca, 3.
25. K. Čapek: Sprawa Makropulos. Komedia w trzech aktach z przemianą. [Utwór dramatyczny]. Wwa.: Axis Mundi 2013, 92 s. Por. poz. 26
26. L. Janaček: Sprawa Makropulos. [Libretto opery wg komedii K. Čapka]. Muz.: L. Janaček. Wyst. teatr.: Reż. Ch. Marthaler. Wwa, T. Wielki Opera Narodowa 2013. Por. poz. 25.
27. A. Peczerski: Szturm w nieśmiertelność. Wspomnienia. Oprac. przypisów: M. Bem. Wwa: Żyd. Inst. Hist. im. E. Ringelbluma 2013, 142 s.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Najlepsze polskie opowieści o górach i wspinaniu. [Antologia]. Wyboru dokonali J. Gondowicz i W. Sonelski. Katow.: Stapis 1993, 258 s. Lit. Górska na Świecie.
2. [Mikołaj II Romanow]: Dziennik cara Mikołaja II. Przekł. z jęz. ros. i koment. L. Kozłowski. Wstęp i oprac.: J. Gondowicz. Przekł. przejrz. i popraw. na podstawie oryginału przez J. Gondowicza. Wwa: Iskry 1998, 387 s.
3. A. Elbanowski: Kraina Mwisków. Przewodnik po Eldorado. Red. i posł.: J. Gondowicz. Wwa: Diogenes; Świat Książki 1999, 286 s.
4. F. Dostojewski: Zbrodnia i kara. Powieść w sześciu częściach z epilogiem. Przeł. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski. Oprac. i posł. opatrzył J. Gondowicz. Wwa: Świat Książki 2000, 635 s.
5. M. van Boxels: Encyklopedia głupoty. Przeł. A. Dehue-Oczko. Red. jęz., red. nauk. i uwagi petitem J. Gondowicz. Wwa: W.A.B. 2004, 263 s. Ser. z Wagą. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 2005, wyd. 2 [właśc. 3] 2012.
6. L. Budrecki: Wokaliza. [Proza]. Ustalenie tekstu, red. i posł.: J. Gondowicz. Wwa: b.m.w. 2004, 125 s.
Przygotowano na wieczór wspomnieniowy o L. Budreckim w nakładzie 50 egzemplarzy.
7. A. Fadiman: Ex libris. Wyznania czytelnika. [Szkice]. Przekł.: H. Pustuła, P. Piasecki. Oprac. i noty J. Gondowicz. Izabelin: Świat Lit. 2004, 174 s. Wyd. 2 Kr.: Znak 2010.
8. S. Kisielewski: Głową w mur. Felietony wybrane. Wybór: J. Gondowicz. Wwa: Bellona; Ofic. Wydawn. Volumen 2009, 299 s. Kanon Lit. Podziemnej. Wyd. 2 tamże 2010.
Na okł. podtytuł: Felietony zdjęte przez cenzurę. Wyd. na podstawie: Wołanie na puszczy. T. 1 i 2. Wwa: Nowa* 1987, Bez cenzury. Wwa: CDN* 1983.
9. Przekleństwa wyobraźni. Antologia tekstów. Wybór tekstów i oprac.: J. Gondowicz. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2010, 287 s.
Tekst częściowo tłum. z różnych jęz. – Zawiera ilustracje z wystawy w Bunkrze Sztuki.
10. J. Delumeau: Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w. Oblężony gród. Przeł. A. Szymanowski. Oprac. red.: J. Gondowicz. Wyd. 2 popraw. i uzup. Wwa: Ofic. Wydawn. Volumen 2011, 492 s. Nowa Marianna.
11. Leonor Fini i Konstanty A. Jeleński. Portret podwójny. [Katalog wystawy]. Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Warszawa, październik-grudzień 2011. Koncepcja katalogu: A. Lipa. Projekt graf.: J. Czerniakowska. [Tekst A. Lipa, W. Karpiński, N. Zukerman]. Red.: J. Pogorzelska, G. Grochowiakowa, przy współpracy J. i J. Gondowiczów. Wwa: Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza 2011, 174 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
12. T. Boy-Żeleński: Mity i zgrzyty. Polemiki, recenzje, wspomnienia. Wybrał i przedm. opatrzył J. Gondowicz. Il. w wyborze B. Winklowej. Wwa: PIW 2015, 826 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Corpus delicti. Rozm.: J. Olczyk, K. Mikurda. „Nowy Wiek” 2006 nr 10; Jarry, demon nieoczekiwanych kombinacji. Rozm. M. I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 255; Ubu, czyli każdy. Rozm. W. Jurasz. „Gaz. Krak.” z 17 stycznia 2007; Wielkie ubudubu. Rozm. K. Gajdosz. „Teatr” 2007 nr 7/8; Cnoty nie stracić, majątek zyskać. W Polsce Noblem się żyje i na Nobla umiera. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 229 dod. „Duży Format” nr 38; Przeżywam czytanie jak safari. Rozm. H. Baltyn. „Nowe Książ.” 2011 nr 3; „In absentia” i później. Rozm. Ł. Żurek. Powst. 18 października 2012 [on line] [dostęp 14 lipca 2013]. Dostępny w Internecie: http://niewinni-czarodzieje.pl/in-absentia-i-pozniej-%E2%80%93-wywiad-z-janem-gondowiczem; Poszerzyć tę nieskończoną bibliotekę. Rozm. T. Nyczek. W tegoż: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami. Kr. 2012; Proste pomysły. Rozm. S. Kwiecień. „Prz. Powsz.” 2012 nr 12; Proste pomysły. Rozm. S. Kwiecień. „Prz. Powsz.” 2012 nr 12; „To może opowiem coś?”. Rozm. J. Borowczyk, M. Larek. „Czas Kult.” 2014 nr 3; Mięso eseju. [R. Sendyka, J. Gondowicz, P. Matywiecki. Rozm. T. Bocheński. „Arterie”, Łódź 2015 nr 2; Znam sto tysięcy słów. Rozm. Z. Zaleska. „dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 169 [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6142-znam-sto-tysiecy-slow.html, przedr. w: Z. Zaleska: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Wołowiec 2015, wyd. 2 2016; Wdzięczność tekstu. Rozm. K. Wójcik. „Fraza” 2016 nr 1/2. Dostępny w Internecie: http://fraza.univ.rzeszow.pl/aktualnosci/Rozmowa_z_Janem_Gondowiczem_2.php [dostęp: 28 marca 2018].

Ogólne

 	K. Mętrak: Ścichapęk. „Literatura” 1991 nr 12.
 	P. ZAWADZKI: Opisanie Jana Gondowicza „Arkusz” 2001 nr 1.
 	M. Tomicka: Du génie de la langue dans l'idée reçue. Quelques réflexions sur la traduction polonaise du „Dictionnaire des idées reçues” de Gustave Flaubert. „Romanica Cracoviensia” 2003 [nr] 3.
 	J. BOROWCZYK: Demiurg pośredni, nieuchwytny. O esejach Jana Gondowicza; M. Larek: Gondowicz, pierwsze podejście. „Czas Kultury” 2014 nr 3.

Zoologia fantastyczna uzupełniona

 	M. „BACZYŃSKI: Spis dziwolągów. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 82.
 	J. DRZEWUCKI: Każdy ma swojego potwora. „Rzeczpospolita” 1995 nr 144.
 	M. KŁOBUKOWSKI: „Bestiaries are best” i basta. „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 75.
 	J. KOTT: Zwierzęta urojone „Tyg. Powsz.” 1995 nr 52/53.
 	P. KOZŁOWSKI: Wyobraźnia kultury i porządek nauki. „Wiedza i Życie” 1995 nr 75.
 	M. PAROWSKI: Z natury, z kultury, z duszy... „Nowa Fantastyka” 1995 nr 75.
 	M. PĄKCIŃSKI: Teratologia stosowana. „Nowe Książ.” 1995 nr 7.
 	W. SZYMBORSKA: Monstrum. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 213.
 	L. ŻULIŃSKI: Bestiarium. „Wiad. Kult.” 1995 nr 20.
 	Rec. adapt. teatr.: O. ŚMIECHOWICZ: Przygarnij Ampucia, czyli bestiariusz Mumerusa. „Migotania” 2012 nr 1.

Pan tu nie stał

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Czytelnik prawdziwy. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 25.
 	T. KOMENDANT: Ścisła wiedza o wyjątkach. „Twórczość” 2011 nr 82 [dot. też: Paradoks o autorze].
 	T. NYCZEK: Buszujący w książkach. „Przekrój” 2011 nr 16/17.
 	A. PAPIESKA: Biblioteka szamana. „Nowe Książ.” 2011 nr 3.
 	A. PIETRZKIEWICZ: W sześćdziesiąt dwa światy dookoła dnia. „Strony” 2011 nr 5.
 	K. VARGA: Handlarz Borgesa na wyspie skarbów. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 96 [dot. też: Paradoks o autorze].

Paradoks o autorze

 	T. KOMENDANT: Ścisła wiedza o wyjątkach. „Twórczość” 2011 nr 82 [dot. też: Pan tu nie stał].
 	K. VARGA: Handlarz Borgesa na wyspie skarbów. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 96 [dot. też: Pan tu nie stał].
 	J. WIERZEJSKA: Autoriana. „Nowe Książ.” 2011 nr 3.

Duch opowieści

 	P. PAZIŃSKI: Archeolog wyobraźni. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 28.
 	M. ROBERT: Czytelnik absolutny. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	G. WYSOCKI: Czytelnicy Gondowicza umierają mądrzej. dwutygodnik.com [on-line] 2014 nr 129 [dostęp 27 czerwca 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5115-czytelnicy-gondowicza-umieraja-madrzej.html.
 	D. PACHOCKI: Symetroskop Gondowicza oraz inne detale. „Akcent” 2015 nr 1 [dot. też: Trans-Autentyk].
 	A. SIKORA: Fantastyczna zoologia stosowana. „Twórczość” 2015 nr 6.

Trans-Autentyk

 	A. JARZYNA: Herezje Jana Gondowicza. „Schulz Forum” 2014 nr 4.
 	H. WANIEK: Oddać Schulzowi głos. „Nowe Książ.” 2014 nr 12.
 	D. PACHOCKI: Symetroskop Gondowicza oraz inne detale. „Akcent” 2015 nr 1 [dot. też: Duch opowieści].

Jerzy Duda-Gracz (1941-2006)

 	H. BALTYN: Seria, czyli o stachanowcach. „Nowe Książ.” 2007 nr 4 [dot. też: Joanna Gondowicz: Franciszek Maśluszczak].

R. Queneau: Ćwiczenia stylistyczne

 	Ćwiczenia stylistyczne (Przekłady poz. 20): M. MITURA: Stylizacja na dziewięćdziesiąt dziewięć sposobów. Raymond Queneau według Jana Gondowicza. „Miedzy Oryginałem a Przekładem” 2015 nr 1/4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3347" title="Hanna GOSK" slug="hanna-gosk">ur. 1952

Krypt.: H.G.; HG

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 22 czerwca 1952 w Warszawie; córka Józefa Goska, oficera Wojska Polskiego, zesłańca syberyjskiego, i Janiny z domu Pożaroszczyk, urzędniczki. Po ukończeniu z wyróżnieniem w 1971 XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Dąbrowskiego w Warszawie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W tym czasie należała do Klubu Dziennikarzy Studenckich i publikowała artykuły w pismach uniwersyteckich „Zez” oraz „Linia”. W 1975 odbyła staż dziennikarski w gazecie „Życie Warszawy”, tam również do 1976 zamieszczała krótkie artykuły o tematyce społecznej (podp. też: H.G.). Pierwszą rozprawę naukową pt. „Popioły” Stefana Żeromskiego, nowoczesna powieść historyczna przełomu wieków ogłosiła w 1975 na łamach „Przeglądu Humanistycznego” (nr 7). Studia ukończyła z wyróżnieniem w 1976. Następnie pracowała jako asystentka w Zakładzie Literatury XX wieku Instytutu Literatury Polskiej (ILP) UW. W latach 1977-81 odbyła tam studia doktoranckie, a następnie uzyskała tytuł doktora na podstawie rozprawy pt. Koncepcja prozy w krytyce literackiej kręgu „Kuźnicy” w latach 1945-1948 i w 1982 otrzymała stanowisko adiunkta. W pracy badawczej interesowała się problematyką polskiej literatury współczesnej, m.in. krajową i emigracyjną prozą oraz krytyką literacką, literaturą dokumentu osobistego, prozą po r. 1989, literackim obrazowaniem historii, a w późniejszych latach metodologią antropologiczną i postkolonialną. W pierwszych latach pracy naukowej artykuły i recenzje książkowe publikowała w „Literaturze” (1976-79), „Miesięczniku Literackim” (1982-85 oraz 1989), a także w „Przeglądzie Humanistycznym” (1980-81) i „Poezji” (1983). W 1985-86 pracowała jako lektor języka polskiego i wykładowca kultury polskiej w School of Slavonic and East European Studies na University of London oraz na Oxford University. Tam też odbyła później miesięczne staże naukowe (kolejno w 1989 i w 1991). Tytuł doktora habilitowanego uzyskała na UW w 1991 na podstawie książki pt. Wizerunek bohatera w debiutanckiej prozie polskiej przełomu 1956 roku. W 1995-2003 regularnie publikowała recenzje w „Nowych Książkach”, a także artykuły i recenzje m.in. w: „Przeglądzie Humanistycznym” (1989-90, 1993-98, 2000, 2002, 2004, 2010), „Potopie” (1991), „Tygodniku Literackim” (1991), „Przeglądzie Literackim” (1993), „Ruchu Literackim” (1993, 1998-99, 2011), „Kresach” (1994-95, 1997, 1999, 2001, 2003). W 1997 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego UW. W 1998-2006 kierowała przez dwie kadencje Studium Doktoranckim Wydziału Polonistyki UW, a od 1999 prowadziła w macierzystym Zakładzie Literatury XX Wieku (później Zakład Literatury XX i XXI Wieku) zespół dyskusyjny Colloquia minima, który w 2006 przekształcił się w kierowaną przez nią Pracownię Antropologicznych Problemów Literatury. Kilkakrotnie przebywała w charakterze visiting professor w Polish Studies Centre na Indiana University w Bloomington w USA (1998, 1999, a także w 2006). W 2001 została członkiem International Institute for Hermeneutics z siedzibą w St. Mark`s College, University of British Columbia w Vancouver w Kanadzie. W tymże roku zainicjowała Serię Prac Zakładu Literatury Polskiej XX wieku ILP UW oraz zapoczątkowała organizowanie dorocznych konferencji doktoranckich, skupiających młodych badaczy literatury współczesnej najpierw z ILP UW, a później innych uniwersytetów krajowych. W 2004 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 2007 objęła stanowisko profesora zwyczajnego w ILP UW. Od 2004 przez dwie kadencje zasiadała w Komisji Edukacji, a następnie w 2012 została członkiem prezydium Komitetu Nauk o Literaturze PAN. Współkierowała m.in. projektem Co dalej, literaturo? realizowanym przez zespół z Zakładu Literatury XX w. ILP UW i Pracownię Literatury Polskiej XX i XXI w. IBL PAN (w 2006-08) oraz autorskim projektem Pominięte, przemilczane, stłumione, zatarte w narracjach XX wieku / The Effect of Palimpsest, realizowanym przez Pracownię Antropologicznych Problemów Literatury, Zakład Literatury XX w. ILP UW, Department of Slavic Languages and Literatures, University of Chicago i Department of Central, Eastern and Northern European Studies, University of British Columbia (2006-09). Artykuły naukowe ogłaszała w tym czasie m.in. w „Polonistyce” (2006), „Pamiętniku Literackim” (2006), „Obozie” (2007), „Tekstach Drugich” (2008-12). W 2008-12 przewodniczyła Radzie Naukowej ILP UW. W 2009 przebywała jako visiting professor na University of British Columbia. W tymże roku powołała do istnienia sieć naukową pod nazwą Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych i została przewodniczącą jej Rady oraz rady naukowej serii wydawniczej ukazującej się pod patronatem tejże sieci w wydawnictwie Universitas. W 2010 roku weszła w skład rady redakcyjnej „Porównań. Czasopisma poświęconego zagadnieniom komparatystyki literackiej oraz studiom interdyscyplinarnym”. W latach 2011–13 kierowała grantem „Polskie dyskursy postzależnościowe w kontekście porównawczym. Tematy i metodologie”, finansowanym ze środków Narodowego Centrum Nauki. Na kadencje 2012–16 oraz 2017–21 została członkiem prezydium Komitetu Nauk o Literaturze PAN. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (2012).

W 1986 wyszła za mąż za Piotra Krechowa, historyka, konserwatora przedmiotów sztuki (rozwód w 1996). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. W kręgu „Kuźnicy”. Dyskusje krytycznoliterackie lat 1945-1948.
Wwa: PWN 1985, 369 s.
Rozszerzona wersja rozprawy doktorskiej. – Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
2. Hen. [Szkic]. Powst. 1990. Wwa: Agencja Autorska 1991, 38 s. Sylwetki Współcz. Pisarzy.
Dot. Józefa Hena.
Przekł. ang.: Hen. [Przeł.] Ch. Cenkalska. Warsaw 1990. Profiles of Contemporary Writers.
3. Wizerunek bohatera. (O debiutanckiej prozie polskiej przełomu 1956 r.). Rozprawa habilitacyjna. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 1990, 357 s. Wyd. 2 zmien. Wwa: Wydawn. UW 1992, 261 s. Rozprawy UW = Dissertationes Universitatis Varsoviensis, 384.
4. A gdy to wszystko zapomnę. Szkice o polskim pisarstwie emigracyjnym XX wieku. Izabelin: Świat Lit. 1995, 142 s.
Zawartość: Tożsamość [wstęp]. – Kraina taka. O funkcjonalizacji tworzywa autobiografii w zapisie literackim na przykładzie emigracyjnych tekstów wspomnieniowych z lat czterdziestych naszego wieku; Znad Berezyny do Berisso. Beletryzacja materiału autobiograficznego w prozie Floriana Czarnyszewicza; „Dokument ludzki”; Poczucie tożsamości jednostkowej i zbiorowej „ja” „Dziennika” Jana Lechonia a kształt formalny oraz treści zapisu; „A gdy to wszystko zapomnę....” O znaczeniu retrospektywnej orientacji temporalnej dla utwierdzenia tożsamości „ja” w prozie Zygmunta Haupta; To Straszewicz. Uniwersalizacja zagadnień swojskości i obcości. Aspekty tożsamości jednostkowej i zbiorowej w prozie Czesława Straszewicza; Inaczej. Znaczenie prezentystycznej orientacji temporalnej „ja” w Szkicach piórkiem Andrzeja Bobkowskiego; Wielka magia lub nic. Reguły życia wewnętrznego „ja” w prozie Leo Lipskiego; „Smak puddingu poznaje się jedząc”. Legendotwórcza funkcjonalizacja materii autobiograficznej w Przyczynku do biografii Jana Kotta.
5. Jesteś sam w swojej drodze. O twórczości Leo Lipskiego. [Monografia]. Izabelin: Świat Lit. 1998, 186 s.
6. Bohater swoich czasów. Postać literacka w powojennej prozie polskiej o tematyce współczesnej. Wybrane zagadnienia. [Rozprawa]. Izabelin: Świat Lit. 2002, 244 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
7. Zamiast końca historii. Rozumienie oraz prezentacja procesu historycznego w polskiej prozie XX i XXI wieku podejmującej tematy współczesne. [Rozprawa]. Wwa: Elipsa 2005, 235 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
8. Opowieści „skolonizowanego/kolonizatora”. W kręgu studiów postzależnościowych nad literaturą polską XX i XXI wieku. Kr.: Universitas 2010, 264 s. Modernizm w Polsce. Studia nad nowoczesną pol. literaturą, sztuką, kulturą i myślą hum., 30.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Universitas 2013, plik w formacie PDF.
9. Wychodzenie z „cienia imperium”. Wątki postzależnościowe w literaturze polskiej XX i XXI wieku. [Studia]. Kr.: Universitas 2015, 260 s. Modernizm w Polsce, 48.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Universitas 2015, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Zawartość: Wprowadzenie. – Cz. 1. Czas i sytuacja postzależności, tożsamość byłego „skolonizowanego/kolonizatora”: Impuls postzależnościowy; Postzależnościowe cechy czasu postzależności. Przypadek współczesnej prozy polskiej; Tożsamościotwórcze aspekty polonistycznych studiów postzależnościowych; Co o tożsamości subalterna mówi jego (ubrane) ciało? Diarystyczno-wspomnieniowe ujęcia pasygrafii stroju w polskim czasie marnym (1939–1956). Rekonesans; Środkowoeuropejczyk w krainie „niehalości”. Studium przypadku bohaterów prozy Ignacego Karpowicza. – Cz. 2. Słowa trudne: Wątki ofiary i wstydu w narracji losu polskiego. Literacka (nie)obecność opowieści o wstydzie; Kresy, kresy... Dwie opowieści geo/poli/poetyczne o tym, że w Galicji Wschodniej żyło się razem, ale osobno [dot. twórczości A. Kuśniewicza i A. Sandauera; Czym jest szarość opisująca świat Polski Ludowej w prozie małego realizmu; Fantazmat i fetysz ojczyzny w najnowszej prozie polskiej; (Nie)normalność naszych czasów. Literacka diagnoza polskiej rzeczywistości pióra „niepokornych”. – Cz. 3. Wędrówki i podróże (byłego) podporządkowanego: Nie-mieszkańcy, nie-miejsca. Literackie ślady powojennego osadzania się „gdzieś” ludzi „skądś”; Po rozbiorach, po PRL-u. Polskie podróże do ZSRR/Rosji; Konstruowanie psychospołecznej przestrzeni sąsiada. Niemiecki Zachód i rosyjski Wschód w reportażowo-podróżniczej prozie polskiej ostatnich lat.
Przekł. ang. art. Kresy, kresy... Dwie opowieści geo/poli/poetyczne o tym, że w Galicji Wschodniej żyło się razem, ale osobno: Together but separately in Galicia – two geo-political/poetic narratives about life in Galicia. The case of Sambor and the Vicinity in the writings by Andrzej Kuśniewicz and Artur Sandauer. W: Galician Polyphony. Places and Voices. Wwa 2015 s. 63-81.

Artykuły i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Ekspresjonistyczny model artysty w „Żywych kamieniach” Wacława Berenta na tle preekspresjonistycznych tendencji w literaturze polskiej. „Prz. Hum.” 1977 nr 6 s. 101-111. – Niepoprawny optymista. O działalności krytycznej Edwarda Csató na łamach warszawskich. „Nowin Literackich” (1946-49). „Prz. Hum.” 1980 nr 11/12 s. 137-144. – O krytyce literackiej u progu lat pięćdziesiątych. „Mies. Lit” 1982 nr 1/5 s. 71-82. – Krytyka literacka lat 1944-1949 o sytuacji w poezji. „Mies. Lit” 1983 nr 6 s. 68-79. – W poszukiwaniu drogi. (Z dyskusji literackich wokół prozy polskiej po roku 1956). „Mies. Lit” 1984 nr 8/9 s. 80-93. – Outsider w prozie polskiej po roku 1956. „Mies. Lit” 1985 nr 6 s. 72-85. – Pisarz, który wierzy w człowieka, „Mies. Lit.” 1987 nr 4 s. 40-48 [dot. I. Newerly'ego]. – O prozie debiutantów po przełomie 1956 roku. „Prz. Hum.” 1990 nr 2 s. 121-133. – Wyrazić świat i cały jego mit. (O prozie W. Odojewskiego). „Polonistyka” 1991 nr 2 s. 67-77. – Der Mensch und die Welt der Gegenstande in der polnischen Debutprosa der Jahre 1956-1964. W: Natura naturata. Amsterdam – Atlanta 1997 s. 335-357. – Motyw domu w powojennej prozie polskiej. Na przykładzie twórczości Kazimierza Brandysa. W: Obraz domu w kulturach słowiańskich. Wwa 1997 s. 171-184. – Rodzimość i uniwersalizm w prozie Zygmunta Haupta. „Kresy” 1997 nr 3 s. 35-42. – Bohater, którego nie było. Wizerunek kapłana w polskiej prozie lat pięćdziesiątych. W: Obraz kapłana, wodza, króla w kulturach słowiańskich. Wwa 1998 s. 63-71. – Cena zdrady. Postaci zdrajców nie-wallenrodycznych w powojennej prozie polskiej. W: Obraz zdrajcy i szpiega w kulturach słowiańskich. Wwa 1999 s. 147-155. – Funkcje materiału biograficznego w prozie polskiej lat dziewięćdziesiątych. „Ruch Lit.” 1999 nr 5 s. 555-569. – Wizerunek Ameryki w prozie polskiej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. „Kresy” 1999 nr 4 s. 136-142. – Wątek poszukiwania tożsamości w emigracyjnej prozie polskiej (na przykładzie utworów Zygmunta Haupta z tomów „Pierścień z papieru”, „Szpica” oraz Leo Lipskiego. „Dzień i noc”, „Piotruś”). „Prz. Hum.” 2000 nr 3 s. 53-60. – Autobiografizm w prozie debiutantów przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W: Autobiografizm. Przemiany, formy, znaczenia. Wwa 2001 s. 146-164. – Od wzorca kulturowego do języka komunikatu. Transformacja wizerunku emigranta w prozie polskiej lat dziewięćdziesiątych. W: Kultura. Język. Komunikacja. Problemy globalizacji i kultur narodowych. Wwa 2001 s. 33-40. – Milczenie i wy/mowa codzienności w prozie polskiej lat sześćdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W: Codzienne, przedmiotowe, cielesne. Języki nowej wrażliwości w literaturze polskiej XX w. Izabelin 2002 s. 39-66. – Sylwa ponowoczesna. Fragment, autobiografia, konwencja literacka. W: Pisać poza rok 2000. Wwa 2002 s. 158-172. – Formy wolności człowieka estetycznego. Od intelektualnego dandyzmu w wersji Berenta do kampu Gretkowskiej. W: Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. Wwa 2003 s.145-156. – Opowieść o codzienności w prozie polskiej przełomu XX i XXI wieku. W: Życie codzienne Polaków. Łomża 2003 s. 61-73. – Ja – Inny – Obcy. Weiser Dawidek Pawła Huelle. W: Czytane na nowo. Wwa 2004 s. 184-192. – Widzieć w cierpieniu. Proza egzystencjalnego konkretu, „Piotruś” Leo Lipskiego. W: Czytane na nowo. Wwa 2004 s. 150-171. – Zmiany w rozumieniu oraz prezentacji historii w polskiej powieści drugiej połowy XX wieku o tematyce współczesnej W: Dwudziestowieczność. Wwa 2004 s.145-157. – Kim byliśmy, kim jesteśmy? Opowieści o tożsamości postaci we współczesnej prozie polskiej lat 1945-2005. W: Polacy o sobie. Łomża 2005 s. 115-131. – Twórcy emigracyjni najstarszego pokolenia wobec Historii. Walerian Meysztowicz, Karol Wędziagolski, Franciszek Wysłouch. W: Pisarz na emigracji. Mitologie, style, strategie przetrwania. Wwa 2005 s.155-169. – Efekt ciszy. Estetyczny wymiar etyki w literackich obrazach Wielkiej Wojny. (J. Hašek, E.M. Remarque). W: Etyka i literatura. Pisarze polscy lat 1863-1918 w poszukiwaniu wzorów życia i sztuki. Wwa 2006 s. 383-392. – Historia „marginesowa, nieważna i niepoważna” w polskiej prozie XXI wieku. W: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Wwa 2006 s. 189-200. – Tożsamościotwórcze aspekty dialogu z Obcym. Literacka wersja polsko-niemieckiego sąsiedztwa w polskiej prozie XX wieku. W: Polska i jej sąsiedzi. Łomża 2006 s. 15-24; wersja ang.: Identity forming aspects of dialoguing with the other. A literary version of Polish-German relations in 20th century Polish prose, „Forum for World Literature Studies”, Wuhan (Chiny), West Lafayette (USA) 2014 Vol. 6 nr 3 s. 347-357. – Wielka wojna w małych narracjach (Jaroslav Hašek, „Przygody dobrego wojaka Szwejka”). W: Czytane na nowo. Polska proza XX wieku a współczesne orientacje w badaniach literackich. Wwa 2006 s. 157-172. – Zło opisane językiem powszedniości. Kontakt z nienazwanym. Odpowiedź Tadeusza Borowskiego na zmianę warunków postrzegania rzeczywistości. „Pam. Lit.” 2006 z. 2 s. 51-65. – Jak pamięta się wielką historię i jak się o niej opowiada w prozie XX wieku. „Kult. Współcz.” 2007 nr 3 s. 105-118. – Narrating Everyday Life in Polish Prose of the Late Twentieth and Early Twenty-First Century. „The Polish Review”, Nowy Jork 2007 nr 1 s. 101-115. – Od modelu rzeczywistości idealnej do symulakrum. Utopii socrealistycznej życie po życiu. „Obóz” 2007 nr 47 s. 139-151. – Polskie narracje prozatorskie XXI wieku w poszukiwaniu tworzywa. W: Narracje po końcu (wielkich) narracji. Wwa 2007 s. 68-78. – Postrzeganie historii w prozie polskiej przełomu XX i XXI wieku o tematyce współczesnej. W: Obraz przeszłości we współczesnej literaturze czeskiej i polskiej. Katow. 2007 s. 90-105. – Historia w prozie polskiej o tematyce współczesnej po roku 1989. W: Co dalej literaturo? Jak zmienia sie współcześnie pojęcie i sytuacja literatury. Wwa 2008 s. 11-52. – Literacka wersja zmagań między potrzebami płci a powinnością patriotyczną. Próba lektury wybranych utworów prozy polskiej XX i XXI wieku w perspektywie gender i postcolonial studiem. W: Lektury płci. Polskie (kon)teksty. Wwa 2008 s. 233-244. – Miejsce Kresów/Pogranicza w „rodzinnej”/„mojej” Europie. Próba lektury wybranych utworów powojennej prozy polskiej o tematyce kresowej w perspektywie badań postkolonialnych/postzależnościowych, „Pr. Filol.” t. LV. Ser. Literaturoznawcza 2008 s. 109-117. – Polski dyskurs kresowy w niefikcjonalnych zapisach międzywojennych. Próba lektury w perspektywie postcolonial studies. „Teksty Drugie” 2008 nr 6 s. 20-34. – Polskie opowieści w dyskurs postkolonialny ujęte. W: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku. Wwa 2008 s. 74-88. – Polskie pożytki z krytyki postkolonialnej. Dyskurs postzależnościowy w prozie Tadeusza Konwickiego i Doroty Masłowskiej. W: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989-2009. Szczec. 2008 s. 201-213, przekł. ang.: Polish post-dependent palimpsests. A reading of Tadeusz Konwicki and Dorota Masłowska’s novels from the postcolonial perspective. W: The effect of palimpsest. Frankfurt am Main, Berlin, Bern, Bruxelles, New York, Oxford, Wien 2011 s. 227-239. – Pol’skie rasskazy Tadeuša Konwickogo w postkolonial’nom diskurse. „Istorik i Hudožnik”, Moskwa 2008 nr (15-16) 1-2 s. 274-282. – Powojenna rzeczywistość w polskiej prozie lat czterdziestych XX wieku. W: (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL. Wwa 2008, s. 13-52. – Człowieka post-zaborowego romans z władzą. Opowieść założycielska II Rzeczpospolitej czytana w perspektywie antropologizującej („Generał Barcz” J. Kadena-Bandrowskiego). W: Jaka antropologia literatury jest dziś możliwa, Pozn. 2009 s. 197-206. – Dialog przemocy dialog otwarcia. Antropologiczne aspekty spotkania z Innym w polskiej prozie przełomu XX i XXI wieku. W: Dramatyczność i dialogowość w kulturze. Pozn. 2009 s. 338-346. – Świat na zakręcie. Jednostkowe doświadczenie zmiany społeczno-politycznej polskiego roku 1945. Studium przypadku pewnego inteligenta. W: Zwyczajny człowiek w niezwyczajnej sytuacji. Próba przekazania doświadczenia nieposiadającego wzoru opisywalności. Wwa 2009 s. 180-193. – W „sieci” sieci. Kilka uwag o wpływie komunikacji internetowej na polską prozę przełomu XX i XXI wieku. W: Tekst (w) sieci. Wwa 2009 s. 43-53.. – Co wi(e)działa proza lat 40. XX wieku? Literacka wersja polskich realiów tamtego czasu. W: PRL – świat (nie)przedstawiony. Pozn. 2010 s. 233-249. – Lektura. „Kosmosu” Witolda Gombrowicza w perspektywie antropologii ponowoczesnej. W: Witold Gombrowicz – nasz współczesny. Kr. 2010 s. 378-392, dodruk 2012. – W kręgu antropologizujących badań literackich. Dyskurs postzależnościowy. „Prz. Hum.” 2010 nr 5/6 s. 25-37. – „Wychować się w momencie historycznego przełomu to żadna przyjemność…”, czyli postzależnościowe pożytki polskiej prozy z przełomu 1989 roku. W: Nowe dwudziestolecie 1989-2009. Rozpoznania – Hierarchie – Perspektywy. Wwa 2010 s. 93-114. – Zaczynając od „Rojstów” i „Władzy”… Tadeusza Konwickiego spotkania z Imperium. W: Kompleks Konwicki, Kr. 2010 s.27-41. – Czuć: widzieć: wiedzieć w sytuacji cierpienia. Przypadek pisarstwa Leo Lipskiego. W: Zapisy cierpienia. Wr. 2011 s. 93-102. – Diagności czasu zmiany (in statu nascendi). K. Wyka, Cz. Miłosz, J. Andrzejewski, J. Kott, A. Sandauer wobec doświadczenia lat 40. XX wieku. W: Formacja 1910. Świadkowie nowoczesności. Kr. 2011 s. 85-96. – „Drogi Panie Bogdanie…” Czesław Miłosz – poeta i ojciec rodziny – w korespondencji z Bogdanem Czaykowskim. „Ruch Lit.” 2011 z. 2 s. 195-202. – Emocje Bobkowskiego. W: Buntownik – Cyklista – Kosmopolak. Wwa 2011 s. 98-107. – Listy wymieniane na północnej półkuli. Czesław Miłosz w korespondencji z Bogdanem Czaykowskim o ludziach i sprawach krajowych. W: Czesława Miłosza. „północna strona”. Gdańsk 2011 s. 285-294. – (Nie)obecność opowieści o wstydzie w narracji losu polskiego. Rekonesans. W: Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy. Konteksty i perspektywy badawcze. Kr. 2011 s. 81-90. – Sylleptyczny nomada i wiązka dyskursów. Antropologiczne aspekty konstrukcji podmiotu (bohatera/narratora) w prozie polskiej po roku 1989. W: Podmiot w literaturze polskiej po 1989 roku. Wwa 2011 s. 9-23. – Counter-discourse and the postcolonial perspective: „The Polish Complex” by Tadeusz Konwicki. „The Journal of Postcolonial Writing”, Abingdon 2012 nr 2 s. 200-208, przedr. w: Postcolonial perspectives on postcommunism in Central and Eastern Europe. London 2016 s. 88-97. – „Kto ty jesteś? Polak mały...”. Transformacja znaczenia pojęć: „obcy”, „ojczyzna” w prozie polskiej po roku 1989. „Porównania” 2013 t. 13 s. 107-115. – My i oni, czyli o (nie)możliwości zostania tubylcem. Metaliterackie pomysły Janusza Rudnickiego oraz Zbigniewa Kruszyńskiego na opowieść o ostatniej fali polskiej emigracji do Europy Zachodniej. W: Poetyka migracji. Doświadczenie granic w literaturze polskiej przełomu XX i XXI wieku. Katow. 2013 s. 119-130; przekł. niem.: Wir und sie, oder von der (Un)möglichkeit, ein ›Einheimischer‹ zu werden. Die metaliterarischen Ideen Janusz Rudnickis und Zbigniew Kruszyńskis in ihren Erzählungen von der letzten polnischen Emigrationswelle nach Westeuropa. W: Polnische Literatur in Bewegung Die Exilwelle der 1980er Jahre. Heidelberg 2013 s. 69-80. – O czym dziś mówi polska (ambitna) realistyczna opowieść. W: Realiści, realizm, realność. Wwa 2013 s. – (Mikro)faktura. Ślady, szyfry, konkrety we współczesnej prozie polskiej powracającej do czasów okupacji. Studium jednego przypadku. W: Literatura i „faktury” historii XX (i XXI) wieku. Wwa 2014 s. 71-84. – Niechciana ciągłość / chciana nieciągłość. Literackie echa obecności dyskursu PRL-owskiego w rzeczywistości III RP z jej resentymentem opresjonowanej peryferii. „Porównania” 2014 t. 15 s. 91-103. – Projekt egzystencjalny. Andrzej Bobkowski w listach z Gwatemali do Anieli Mieczysławskiej. W: Andrzej Bobkowski wielokrotnie. Wwa 2014 s. 256-273. – Wskrzeszenie i druga „śmierć” liberała. Artur Sandauer w sporze o kształt literatury polskiej lat 40. XX wieku. W: Artur Sandauer. Pisarz, krytyk, historyk literatury. Wwa 2014 s. 49-65. – Literaturoznawcze inspiracje studiami postkolonialnymi. Impuls postzależnościowy. „Prz. Hum.” 2015 nr 2 s. 8-22. – „Niepozorna” proza krytyka. Studium jednego przypadku. W: Twórczość niepozorna. Kr. 2015 s. 125-133 [dot.: A. Sandauera]. – Wielka Wojna w polskiej prozie XX wieku. Doświadczenie, problematyzacja, paradygmat. Studium przypadku. W: Przed i po. Wwa 2015 s. 265-281. – Krytyka postzależnościowa – polska odmiana studiów postkolonialnych. „Debaty Artes Liberales” 2016 t. X s. 39-55. – Literackie „nie” wobec tematów tabu politycznie zadekretowanych w czasach PRL-u. Przykład prozy Tadeusza Konwickiego. W: Posttotalitarny syndrom pokoleniowy w literaturach słowiańskich Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej końca XX – początku XXI wieku w świetle studiów postkolonialnych. Pozn. – Wr. 2016 s. 121-135, wersja ang.: The literary „no” to the politically tabooed topics during the Polish People`s Republic. The case of T. Konwicki’s prose writing. „Miscellanea Posttotalitariana Wratisl.” 2016 t. 1 s. 135-156. – „Niby w pogoni, niby w ucieczce…”. Autobiografia pograniczna w warunkach polskich – jeden zgrzebny przykład o pewnej reprezentatywności. W: Autobiografie (po)graniczne. Kr. 2016 s. 241-257. – Postprzeszłość i humanistyka interwencyjna. W: Projekt na daleką metę. Wwa 2016 s. 305-314. – Sebyła prywatny (w zapisach żony z lat 1929-1939). W: Władysław Sebyła – głos poety, głos epoki. Relektury. Wwa 2016 s. 14-27. – Między narracją obietnicy a narracją doświadczenia. Studium początku polskiej rzeczywistości powojennej według trzech pisarzy-świadków. W: Sam początek. Lata 1944-1948 w literaturze okresu Polski Ludowej. Wwa 2017 s. 26-41 [dot.: T. Borowskiego, Cz. Miłosza, H. Grynberga]. – Walizka z bibułkami. Edycja „Paryża ze złota” Leo Lipskiego. „Narracje o Zagładzie” 2017 z. 3.
Prace redakcyjne
1. Autobiografizm – przemiany, formy, znaczenia. Red.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Wwa: Elipsa 2001, 225 s.
2. Codzienne, przedmiotowe, cielesne. Języki nowej wrażliwości w literaturze polskiej XX wieku. Pod red. H. Gosk. Izabelin: Świat Lit. 2002, 318 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
3. L. Lipski: Paryż ze złota. Teksty rozproszone. Wybór, oprac. i posł.: H. Gosk. Izabelin: Świat Lit. 2002, 211 s.
4. Historia niechciana – historie obecne. Szkice o literaturze polskiej XX wieku Red.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Przy współpracy K. Krowirandy i Ż. Nalewajk. Wwa: Elipsa 2003, 260 s.
5. Czytane na nowo. Polska proza XX wieku a współczesne orientacje w badaniach literackich. Red. nauk.: M. Dąbrowski i H. Gosk. Wstęp: M. Dąbrowski. Izabelin: Świat Lit. 2004, 366 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
6. Pisarz na emigracji. Mitologie, style, strategie przetrwania. Red. nauk.: H. Gosk, A. S. Kowalczyk. Wwa: Elipsa, [2005], 533 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
7. Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Warsztaty interpretacyjne. Red. nauk.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Przy współpracy K. Krowirandy i Ż. Nalewajk. Wwa: Elipsa 2006, 297 s.
8. Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Rozumienie historii w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Red. nauk.: H. Gosk i A. Zieniewicz. Wstęp: H. Gosk. Wwa: Elipsa 2006, 488 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
9. Narracje po końcu (wielkich) narracji. Kolekcje, obiekty, symulakra... Red. nauk.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Wstęp: H. Gosk, Ł. Pawłowski, A. Zieniewicz. Wwa: Elipsa 2007, 471 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
10. Co dalej literaturo? Jak zmienia się współcześnie pojęcie i sytuacja literatury. Praca zbiorowa pod red. A. Brodzkiej-Wald, H. Gosk i A. Wernera. Wwa: Wydawn. IBL PAN; Fundacja Akad. Hum. 2008, 416 s.
11. (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL. Red. nauk. i wstęp: H. Gosk. Wwa: Elipsa 2008, 362 s. Ser. Publikacji Książkowych Pracowni Antropologicznych Problemów Lit. Inst. Lit. Pol. UW.
12. (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku. Red. nauk.: H. Gosk, B. Karwowska. Wwa: Elipsa 2008, 532 s. Ser. Publikacji Książkowych Pracowni Antropologicznych Problemów Lit. Inst. Lit. Pol. UW
13. Zwyczajny człowiek w niezwyczajnej sytuacji. Próba przekazania doświadczenia nieposiadającego wzoru opisywalności. Red. nauk. i wstęp: H. Gosk. Wwa: Elipsa 2009, 249 s. Ser. Publikacji Książkowych Pracowni Antropologicznych Problemów Lit. Inst. Lit. Pol. UW.
14. Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Rozpoznania, hierarchie, perspektywy. Red. nauk.: H. Gosk. Wwa: Elipsa 2010, 530 s. Prace Zakładu Literatury Polskiej XX w. Inst. Literatury Pol. UW i Pracowni Antropologicznych Problemów Literatury Inst. Literatury Pol. UW.
15. Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Pod red. H. Gosk. Kr.: Universitas 2012, 402 s. Ser. Wydawn. Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 2.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Universitas 2013, plik w formacie PDF.
16. (P)o zaborach, (p)o wojnie, (p)o PRL. Polski dyskurs postzależnościowy dawniej i dziś. Pod red. H. Gosk i E. Kraskowskiej. Kr.: Universitas 2013, 600 s. Ser. Wydawn. Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 3.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Universitas 2013, plik w formacie PDF.
17. Historie, społeczeństwa, przestrzenie dialogu. Studia postzależnościowe w perspektywie porównawczej. Pod red. H. Gosk i D. Kołodziejczyk. Kr.: Universitas 2014, 518 s. Ser. Wydawn. Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych, t. 4.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Kr.: Universitas 2014, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
18. (Nie)przezroczystość normalności w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Pod red. nauk. H. Gosk i B. Karwowskiej. Wwa: Dom Wydawn. Elipsa 2014, 431 s.
19. Przed i po. Wielka Wojna w Literaturach Europy Środkowej i Wschodniej. Red.: H. Gosk, E. Paczoska. Wwa: Wydawn. Wydz. Polonistyki UW 2015, 333 s.
20. Opowiedzieć (sobie) Polskę. Literackie ślady cezur 1918, 1945, 1989 w szkicach warsztatowych na temat (i obok tematu). Red.: H. Gosk, P. Sadzik, Wwa: Dom Wydawn. Elipsa 2016, 232 s.
21. Sam początek. Lata 1944-1948 w literaturze okresu Polski Ludowej. Pod red. H. Gosk i B. Karwowskiej. Wwa: Dom Wydawn. Elipsa 2017, 366 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2013.
 	Wywiad: „Jak długo będziemy istnieć, tak długo będziemy o sobie opowiadać”. Rozm. Ż. Nalewajk. „Tekstualia” 2008 nr 2.

W kręgu „Kuźnicy”

 	K. WOŹNIAKOWSKI. „Zdanie” 1985 nr 11.
 	A. BUCK: Monografia „Kuźnicy”. „Zesz. Prasozn.” 1986 nr 2.
 	F. FORNALCZYK: „Kuźnica” i nie tylko. „Nowe Książ.” 1986 nr 3.
 	M. JAGIEŁŁO: Memento. „Prz. Powsz.” 1986 nr 1.
 	K. KOŹNIEWSKI: Ciągle „Kuźnica”... „Kwart. Hist. Prasy Pol.” 1986 nr 3.
 	J. KUROWICKI: Uproszczenia. „Myśl Marksistowska” 1986 nr 1.
 	A. TCHÓRZEWSKI: Oręż (cokolwiek) przyczesany. „Poezja” 1986 nr 1/2.
 	S. TOMALA: Raz jeszcze o „Kuźnicy”. „Mies. Lit.” 1986 nr 10/11.

A gdy to wszystko zapomnę…

 	K. ĆWIKLIŃSKI: Urągając przemijaniu. „Nowe Książ.” 1996 nr 5.
 	J. WOLSKI. „Ruch Lit.” 1996 z. 4.
 	Z. WASILEWSKA-LIPKE: „Żurnal z bogatym zestawem modeli…” „Prz. Hum.” 1997 nr 1.

Jesteś sam w swojej drodze

 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Pierwsza książka o wielkim pisarzu. „Nowe Książ.” 1999 nr 5.
 	T. WÓJCIK: Monograficzne studium o twórczości Leo Lipskiego. „Prz. Hum.” 1999 nr 4.

Bohater swoich czasów

 	S. BURKOT. „Ruch Lit.” 2003 z. 1.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Obcy rozpoznany. „Nowe Książ.” 2003 nr 5.
 	A. WÓJTOWICZ: Tropy biografii. „Prz. Hum.” 2003 nr 6.
 	M. WOŁK: Próba antropologii postaci literackiej „Teksty Drugie” 2004 nr 6.

Zamiast końca historii&amp;amp;nbsp

 	A. MORAWIEC: Wszystko jest historią? „Nowe Książ.” 2006 nr 4.

Opowieści „skolonizowanego/kolonizatora”

 	K. GIEBA: Kolonizator i skolonizowany. Literackie oblicza Polski postzależnościowej. „Fraza” 2012 nr 1/2.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3349" title="Jerzy JARNIEWICZ" slug="jerzy-jarniewicz">ur. 1958

Poeta, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 4 maja 1958 w Łowiczu; syn Leszka Jarniewicza i Janiny z domu Płatak, inżynierów chemii. Ukończył XXI Liceum Ogólnokształcące im. B. Prusa w Łodzi (1974-77). Jako poeta debiutował w 1977 wierszem o incipicie „dano nam rozum, abyśmy błądzili”, opublikowanym w magazynie „Do Rzeczy” (nr z kwietnia). Po zdaniu matury studiował na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ) filologię angielską (1977-82) oraz filozofię (1980-84). W tym czasie należał do koła młodych pisarzy „Wiadukt” oraz do Koła Młodych przy ZLP, a następnie do grupy poetyckiej „Centauro” (ok. 1981-84). W 1984-85 przebywał w Anglii na rocznym stypendium naukowym na Uniwersytecie Oksfordzkim. W pracy badawczej zajął się współczesną poezją brytyjską i irlandzką (m.in. Ph. Larkina i S. Heaney’a), współczesną prozą brytyjską, oraz teorią i analizą przekładu literackiego, a także współczesną kulturą brytyjską. W 1987 debiutował jako tłumacz przekładem na angielski artykułu J. Ciszewskiej Man as a Creative Subject in the Aesthetic Theories of the Polish Modernists, opublikowanym w kwartalniku naukowym „Canadian-American Slavic Studies” (Vancouver, nr 1/2). Od 1987 ogłaszał szkice, recenzje i tłumaczenia z literatury brytyjskiej, irlandzkiej i amerykańskiej w miesięczniku „Literatura na Świecie”, którego w 1996 został redaktorem. W 1989 wstąpił do SPP. W 1990 obronił na UŁ pracę doktorską pt. The Uses of the Commonplace in Contemporary British Poetry: Philip Larkin, Douglas Dunn, Craig Raine (promotor prof. Maria Edelson). Publikował artykuły naukowe w „Acta Universitatis Lodziensis” (1990, 1993-95, 1997) i „Art Inquiry” (Łódź, 1999-2000), a utwory poetyckie, recenzje, szkice i przekłady m.in. w „Odrze” (1989-92, 1994, 1996-97), „Res Publice” (1990), „Akcencie” (1991), miesięczniku „Bestseller” (w 1991-92 członek redakcji), dodatku „Życia Warszawy”, „Ex Libris” (1993-95), „Gazecie Wyborczej” (od 1993), a także w czasopismach zagranicznych: „Paris Review” (Flushing, NY; 1989), „Oxford Poetry” (Nowy Jork; 1990). Ponownie wyjechał na stypendium na Uniwersytet Oksfordzki w 1994. W 1995 został członkiem redakcji „Tygla Kultury”, a rok później stałym recenzentem „Tygodnika Powszechnego”. W 1999 wyjechał na amerykańskie stypendium International Writing Program na University of Iowa. Wiersze ogłaszał m.in. w następujących pismach krajowych: „NaGłos” (1996), „Res Publica Nowa” (1999, 2001-02), „Studium” (1999/2000, 2002), „Twórczość” (1999, 2005, 2012), „Tygiel Kultury” (2000, 2005), „Pro Arte” (2002), „Przekrój” (2002), „Opcje” (2002-03, 2006, 2008), „Czas Kultury” (2009), „Odra” (2009), „Tekstualia” (2012), oraz w pismach zagranicznych: „Poetry Review” (Londyn; 1994-2004), „Nuit Blanche” (Paryż; 1995), „Index on Censorship” (Los Angeles, CA; 1997), Arete” (Oksford; 1999-2001), „Nowaja Junost” (Moskwa; 2002), „Die Horen” (Taucha; 2004), „Poetry Wales” (Merthyr Tydfil; 2006, 2008), „Poetry Ireland Review” (Dublin; 2007), „An Sionnach” (Omaha, NE; 2007), „Edinburgh Review” (Nowy Jork; 2007), „American Poetry Review” (Filadelfia, PA; 2007). W 2003 uzyskał habilitację na Wydziale Filologicznym UŁ na podstawie rozprawy The Bottomless Centre. The Uses of History in the Poetry of Seamus Heaney. W tymże roku za działalność krytycznoliteracką otrzymał Nagrodę Złote Pióro im. J. Katarasińskiego. Od lipca do września 2006 przebywał na stypendium writer-in-residence w Centrum Farmleigh w Dublinie. Po powrocie objął stanowisko profesora nadzwyczajnego UŁ i Uniwersytetu Warszawskiego (do 2015) w Instytucie Anglistyki. W 2006 wszedł w skład Kapituły Nagrody Literackiej Gdynia, a później na jedną kadencję Nagrody Transatlantyk, przyznawanej przez Instytut Książki tłumaczom literatury polskiej za granicą (2008-10). W 2009 otrzymał Nagrodę m. Łodzi. Od tegoż roku publikował w piśmie „Arterie” rozmowy ze Zdzisławem Jaskułą o literaturze i sztuce w cyklu Co do joty. Został członkiem rad redakcyjnych pism naukowych: „Przekładaniec” (w 2009), „Między Oryginałem a Przekładem” (2009-11) i „Text Matters” (w 2010) oraz serii Studies in Literature in English (Frankfurt am Main, w 2010). W 2011 został członkiem Komitetu Nauk o Literaturze PAN oraz Rady Programowej Narodowego Centrum Kultury. W 2012 odebrał nagrodę Pikowy Laur Polskiej Izby Książki. W tymże roku został członkiem Stowarzyszenia Collegium Invisibile. W 2013 był wraz z Maciejem Świerkockim pomysłodawcą i redaktorem serii Twarze Kontrkultury, wychodzącej w wydawnictwie Officyna w Łodzi. Brał udział w programach literackich Polskiego Radia. Uczestniczył w festiwalach literackich w Polsce i za granicą, m.in. w Belgradzie (1990), Galway (1992), Iowa City (1999), Wilnie (2001), Edynburgu (2006), Istambule (2007), Bukareszcie (2008), Budapeszcie (2009), Dublinie (2011), Pekinie (2011). Wykładał gościnnie na licznych uniwersytetach krajowych i zagranicznych (m.in. w Londynie, Cambridge, Oksfordzie, York, Sheffield, Preston, Belfaście, Coleraine, Giessen, Magdeburgu, Pradze, Sztokholmie, Iowa City). W 2015 otrzymał tytuł naukowy profesora. Został kierownikiem Zakładu Literatury i Kultury Brytyjskiej w Instytucie Anglistyki UŁ. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (2001) i Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005).

W 1981 ożenił się z Anitą Biernacką; ma dwie córki: Magdalenę (ur. 1982) i Agnieszkę (ur. 1984). Mieszka w Łodzi.



TWÓRCZOŚĆ
1. Korytarze. [Wiersze]. Łodź: WŁ 1984, 59 s. Bibl. Debiutów. Ośr. Szt. i Kult. Młod. Łódz. Domu Kult.
2. Świat według Carra. [Esej] Łódź: T. Studyjny [1990], [3] k.
3. Rzeczy oczywistość. [Wiersze]. Łodź: WŁ 1992, 90 s. Bibl. Poetycka.
4. Rozmowa będzie możliwa. [Wiersze]. Łódź: Biblioteka 1993, 51 s. Ser. Poetycka „Bibl.”.
5. The uses of the commonplace in contemporary British poetry – Larkin, Dunn and Raine. Łódź: Wydawn. UŁ 1994, 172 s.
Rozprawa doktorska.
6. Są rzeczy których nie ma. [Wiersze]. W: Pięć łódzkich arkuszy. Łódź: Bibl. 1995. s. 55-71. Przedr. zob. poz. 16.
Tomik jest integralną częścią almanachu „Pięć łódzkich arkuszy”.
7. Kobro, czyli słowo. [Esej]. Współwyd. z R. Mengham: Kobro. [Poemat]. Przeł. M. Świerkocki. Łódź: Muzeum Sztuki 1998, 39 s.
Teksty w jęz. pol. i ang. – Esej J. Jarniewicza s. 24-39.
8. Lista obecności. Szkice o dwudziestowiecznej prozie brytyjskiej i irlandzkiej. Pozn.: Rebis 2000, 325 s. Konstatacje.
Szkice i rozmowy z lat 1989-2000 publikowane w „Lit. na Świecie”, „Gaz. Wybor.” „Tyg. Powsz.”, dodatku „Życia Warsz.” „Ex Libris”, „Rzeczpospolitej” i „Odrze”.
Zawartość: Orlando, Orlanda i to trzecie. (Orlando, Virginia Woolf); Koty nie mogą pójść do nieba. (Własny pokój, Virginia Woolf); Święty Lawrence. (Kochanek lady Chatterley, D.H. Lawrence); Gorzki śmiech Evelyna. (Evelyn Waugh); Antyutopie, czyli lęk przed rajem; Kukułcze jajo Aldousa. (Nowy wspaniały świat, Aldous Huxley); Entuzjazm racjonalisty. (Portrety z pamięci, Bertrand Russell); Huk bombowców i brzęczenie pszczół. (Kwartet aleksandryjski, Lawrence Durrell); Zło zawstydzone. (Rytuały morza i Papierowi ludzie, William Golding); Od Amisa do Amisa; Dzieje gniewu. (Kingsley Amis); Mag i uwodziciel. (John Fowles); Szkocka szczodrość. (Biedne istoty, Alasdair Gray); Poza mitem. (Biały hotel, D.M. Thomas); Powieściopisarskie manewry Davida Lodge’a; Kamerdynerzy historii. (Pamiętniki Lorda Byrona, Robert Nye); Copyright na życie. (Opętanie, A.S. Byatt); Ukryta wiązka dynamitu. (Opowiadania z Matisse’em w tle, A.S. Byatt); Opowieści z nieprawego łoża. (Mądre dzieci, Angela Carter); Poeci w okopach. (Odrodzenie, Pat Barker); Na obrzeżach Wyspy, na skraju historii. (O najnowszej prozie kobiet w Wielkiej Brytanii); Kronika kornika (Historia świata w dziesięciu i pół rozdziałach, Julian Barnes); Świat przez dziurkę w prześcieradle. (Dzieci północy, Salman Rushdie); Historia na ziarnku pieprzu. (Ostatnie westchnienie Maura, Salman Rushdie); Gdzieś w Europie. (Czarne psy, Ian McEwan); Ślady przyszłych wydarzeń. (Strzała czasu, Martin Amis); Story &amp;amp; History. (Raz na zawsze, Graham Swift); Świat podziurawiony. (Nauka pływania, Graham Swift); Podróż z urną. (Ostatnia kolejka, Graham Swift); Więzień krętych labiryntów. (Niepocieszony, Kazuo Ishiguro); Egzekwie końca wieku. (Spadająca gwiazda, Alan Hollinghurst); Groch i mandolina. (Mandolina kapitana Corellego, Louis de Berničres); W niewoli języka. (Zapisane na ciele, Jeanette Winterson). – Aneks irlandzki: W stronę Becketta. (Wierność przegranej, Samuel Beckett); Misterne kuferki. (Sweeny wśród drzew, Flann O'Brien); Irlandzkie przekleństwo. (Oświadczenie, Brian Moore); Hieroglify historii. (Czytając w ciemności, Seamus Deane); Irlandzkie rozrachunki. (Popiół i żar, Frank McCourt); Najkrótsza droga do Tary. (Współczesna powieść irlandzka). – Rozmowy: Inne punkty widzenia (z Davidem Lodge'em); Nieprzynależność (z Salmanem Rushdiem); Potrzebujemy nieprawdziwych mitów (z Ianem Mc Ewanem); Wyzwalanie prozy z angielskiej niewoli (z Martinem Amisem rozmawiają J. Jarniewicz i P. Sommer).
9. Niepoznaki. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2000, 59 s. Port Legnica ‘2000, t. 4. Przedr. zob. poz. 16.
10. Po śladach. Wybór wierszy. Łódź: Biblioteka 2000, 70 s. Rzecz Poetycka. Wiersze.
Wybór wierszy z tomików poz. 1, 3, 4, 6, 9 oraz 5 wierszy rozproszonych.
11. W brzuchu wieloryba. Szkice o dwudziestowiecznej prozie brytyjskiej i irlandzkiej. Pozn.: Rebis 2001, 273 s. Konstatacje.
Zawartość: Przedsłowie do tematu. – Na początku byli…: Yeats, czyli poeta w poszukiwaniu mitu; Eliot, czyli groźny klasycyzm; Auden, czyli bezradność poezji?. – Wokół Larkina: Poeta filistrem podszyty; Dlaczego Miłosz nie lubi Larkina?. – Zieleni się Anglia: Idea synkretyzmu i dematerializacji sztuki a brytyjska poezja lat sześćdziesiątych; Klisza i spektakl, czyli o poezji liverpoolskiej. – Barbarzyńcy z północy: Barbarzyński klasycyzm Tony’ego Harrisona; Kamerzysta Douglas Dunn. – Mars i okolice: James Fenton – poeta wieloraki; Inne spojrzenie Craiga Raine’a; Craig Raine wysyła pocztówkę do domu; Poezja jako przekład. O wschodnioeuropejskich wierszach Christophera Reida. – Szkocja, Walia, Irlandia: Między Glasgow a Saturnem, czyli archipelag poezji szkockiej; „Gdzie ciało spotyka się z duchem tylko w niedziele”. O wierszach R.S. Thomasa; Elegia dla lodziarza. (Michael Longley); Zawsze gdzie indziej. (Derek Mahon); Cover, czyli okładka. (Ciaran Carson). – Heaney i Heaney: Cierpki smak ostryg; Testowanie Heaneya; Władztwo mitu i przypadku; W oku cyklopa. – Próby bilansu: Współczesna poezja brytyjska w pytaniach i odpowiedziach; Kartografowie poezji [dot.: The Oxford companion to twentieth century poetry in English]; Co Anglicy lubią najbardziej, czyli poezja polska w Wielkiej Brytanii.
Wersja ang. szkicu Poezja jako przekład. O wschodnioeuropejskich wierszach Christophera Reida: Christopher Reid’s Eastern European poems. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Anglica” 1997 z. 1 s. 41-50.
12. The bottomless centre. The uses of history in the poetry of Seamus Heaney. Łódź: Wydawn. UŁ 2002, 185 s.
Rozprawa habilitacyjna.
13. Dowód z tożsamości. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 53 s. Port Legnica 2003, t. 2. Przedr. zob. poz. 16.
14. Oranżada. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2005, 46 s. Więcej Poezji, t. 19. Przedr. zob. poz. 16.
15. Larkin. Odsłuchiwanie wierszy. Kr.: Znak 2006, 216 s.
16. Skądinąd 1977-2007. [Wybór wierszy]. Wr.: Biuro Lit. 2007, 299 s. Dożynki, 5.
Wybór wierszy z tomików poz. 1, 3, 4, 10 oraz w całości poz. 6, 9, 13, 14.
17. Znaki firmowe. Szkice o współczesnej prozie amerykańskiej i kanadyjskiej. Kr.: WL 2007, 254 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2008.
Zawartość: Wstęp: Kreślenie mapy. – Nabokov, czyli Głos Mnemozyne. (Vladimir Nabokov, Pamięci przemów); Polowanie na motyle. (Vladimir Nabokov, Lolita); Biały język Paula Bowlesa. (Paul Bowles, Przyjaciel świata i inne opowiadania); Nomadowie i Monady. (Jane Bowles, Dwie poważne damy i Proste przyjemności); J.D. Saligner, czyli trafić nie celując; Rysopisy straceńców. (Jack Kerouac, W drodze); Od Pollocka do Warhola. (John Updike, Szukajcie mego oblicza); Proza wolna od wstydu. (John Updike, Miasteczka); Philip Roth, czyli koprofag literatury; Niepoprawny. (Philip Roth, Ludzka skaza); Twarze, miny i maski Jerzego Kosińskiego; Normalność wojny. (Jerzy Kosiński, Malowany ptak); Proza jeźdźców i szeryfów. (Robert Coover, Miasto widmo); Fale, fraktale i Szeherezada. (John Barth, Opowiadać dalej); Danie ze zdań. (Donald Barthelme, 40 opowiadań); Richard Brautigan, czyli lód po eskimosku; Historia linii prostej. (Thomas Pynchon, Mason i Dixon); Don DeLillo, czyli pisarstwo jako forma myślenia; Wszyscy są tu kolekcjonerami. (Susan Sontag, Miłośnik wulkanów); Pochwała bezdomności. (Susan Sontag, W Ameryce); Recykling w fabryce snów. (Joyce Carol Oates, Blondynka); Paul Aster, czyli imię ojca; Świat mimowolnych detektywów. (Paul Aster, Trylogia nowojorska); Garp na pokładzie Nautilusa. (John Irving, Jednoroczna wdowa); Art Spiegelman, czyli myszy i ludzie; Talerze i widelczyki. (Michael Cunningham, Godziny); Przyszli barbarzyńcy. (Bret Easton Ellis, American psycho). – Kwartet kanadyjski: Piekło pod stopami. (Malcolm Lowry, Pod wulkanem); Raj pod wulkanem. (Malcolm Lowry, Usłysz nas, Panie, z niebios, miejsca Twego); Przypis do dziejów szaleństwa. (Margaret Atwood, Opowieść podręcznej); Trzy zapałki, czyli Ondaatje by Night. (Michael Ondaatje, Angielski pacjent i W lwiej skórze); L.C. (Leonard Cohen, Piękni przegrani).
Wersja ang. szkicu Normalność wojny. (Jerzy Kosiński, Malowany ptak): War and the absence of war in „The Painted Bird”. W: The terror of normality in Jerzy Kosinski’s „The Painted Bird”. „The Polish Review”, Nowy Jork 2004 vol. XLIX [nr] 1, s. 641-652.
18. Od pieśni do skowytu. Szkice o poetach amerykańskich. Wr.: Biuro Lit. 2008, 205 s. Szkice, 5.
Zawartość: Przedmowa: Rozpiętość przyimków, czyli o tytule tytułem wstępu. – Imiona i głosy, czyli Wallace Stevens słucha oceanu; Plusk, czyli „być” w jednym wierszu Williama Carlosa Williamsa; Bestia, czyli jak Pound poszedł na okręt; Niewyplute niedopałki, czyli kłopoty z Eliotem; Czy e.e. cummings jest sentymentalny, czyli choinka i pisuar; Otwieranie klatki Cage’a, czyli „nic” w obszarze wolności; Horyzontalne wiersze Charlesa Bukowskiego; Beatnik w niebiesiech, czyli Ginsberg kanonizowany; Monsieur Sosostris, czyli James Merril rozmawia z duchami; Spowiedź bez rozgrzeszenia, czyli dlaczego Anne Sexton opiewa macicę; Zwycięstwo mitu, czyli Sylvia Plath zapisana; Osobliwe kombinacje, czyli Harry Mathews w labiryncie; Jabłko Picassa, czyli nieprzezroczystość poezji konkretnej; Plemienny lęk nocy, czyli Yusef Komunyakaa schodzi pod ziemię; Slam, czyli wiersze na ringu.
19. Makijaż. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 51 s. Poezje, 39.
20. Heaney. Wiersze pod dotyk. [Rozprawa]. Kr.: Znak 2011, 286 s.
Zawiera również fragment rozmowy z Seamusem Heaney’em, przeprowadzonej podczas wieczoru autorskiego w Warszawie 9 listopada 2000 r.
21. Gościnność słowa. Szkice o przekładzie literackim. Kr.: Znak 2012, 284 s.
Zawartość: Cz. I. Tłumacz, autor, dzieło: Niech nas zobaczą, czyli translatorski coming out; Tłumacz jako twórca kanonu; Kto tak pięknie gra? Stereotyp poetyckości w polskich przekładach poezji współczesnej; Horror vacui, czyli poetyka nadmiaru w przekładzie literackim; Płeć za parawanem słów, czyli jak radzić sobie z rodzajem; Uwagi pod tytułem, czyli tytuł w przekładzie. – Cz. II. Z naszego na obce: Kochanowski w Sztokholmie, Heaney w Czarnolesie; Nalazło, przylazło, oblazło i wlazło. O hipertrofii w „Ferdydurke” i jej angielskim przekładzie; Tu właśnie cisną mnie buty, czyli frazes i frazeologia w przekładzie „Trans-Atlantyku” [W. Gombrowicza]; Jak szumi po angielsku solaryjski ocean. Świat dźwięków w przekładzie „Solaris” Stanisława Lema; O swojskiej obcości, czyli język rosyjski w angielskim przekładzie „Małej Apokalipsy” Tadeusza Konwickiego; Przekleństwo przekładalności, czyli Herbert po angielsku. – Cz. III. Z obcego na nasze: Czytać, czego nie zapisano. „Człowiek tłumu” Edgara Allana Poego i jego polskie przekłady; Où sont les poissons d’antan? Polskie przekłady elegii Edgara Lee Mastersa; Jak Kubuś Puchatek stracił dziecięctwo; Parada języków. Autokomentarz tłumacza „Portretu artysty w wieku młodzieńczym” Jamesa Joyce’a; Król Rybak u Pani Tumidaj, czyli cały Eliot; Tapeta w kwiatki, czyli Jane Bowles po polsku.
Wersja ang. szkicu: Horror vacui, czyli poetyka nadmiaru w przekładzie literackim: Horror vacui, or the poetics of excess in literary translation. W: Translation and meaning. Maastricht 2008, s. 365-374.
22. Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2012, 56 s. Poezje.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2013.
23. Wybór wiersza. Wybór, układ wierszy i posł.: P. Śliwiński. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2012, 155 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 47.
Wybór wierszy z tomików poz. 1, 3, 4, 6, 9, 10, 13, 14.
24. Ekphrasis in the poetry of Derek Mahon. Piotrków Trybunalski: Nauk. Wydawn. Piotrkowskie przy Filii Uniw. J. Kochanowskiego 2013, 275 s.
25. In the shadow of foreign tongues. Essays on Irish poets. Łódź: Wydawn. UŁ 2014, 197 s.
26. Podsłuchy i podglądy. [Eseje]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2015, 207 s. Bibl. Arkadii – Pisma Katastroficznego, 122.
27. Woda na Marsie. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2015, 48 s. Poezje – Biuro Lit., 126.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii „Książka roku” w 2016.
28. All you need is love. Sceny z życia kontrkultury. [Monografia]. Kr.: Znak 2016, 335 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Znak 2016, plik w formatach MOBI i EPUB.
29. Puste noce. [Wiersze]. Stronie Śląskie: Biuro Lit. 2017, 53 s. Poezje, 166.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: The use of the cliché in Liverpool poetry. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria” 1987 nr 18 s. 101-114. – Under eastern eyes. „The Cambridge Quarterly” 1988 vol.17 no.1 [s.] s. 92-98. – Rituals and their meaning in Larkin’s poetry. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria” 1990 nr 29 s. 71-89. – The unicorn will not cross our paths. Polish poetry before and after. „The Irish Review”, Cork 1990 [nr] 9 s. 1-9. – Oral poetry of the 1960s in Britain – a survey of its cultural context. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria” 1993 z. 34 s. 57-67. – Words and utopias. W: Returning to ourselves. Belfast 1995 s. 8-15. – Interfaces, influences, interactions. Art and poetry in the 20th century. [współaut.:] A. Kwiatkowska. „Art Inquiry” 1999 vol. 1 s. 35-54. – Between the metaphoric and the metonymic pole. The modes of modern art. [Współaut.:] A. Kwiatkowska. „Art Inquiry” 2000 vol. 2 s. 153-165. – Boundaries and the Irish poet. W: Aspects of British culture and literature in English. Piotrków Trybunalski 2000 s. 59-68. – MacNeice and Larkin. A neglected affinity. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Anglica” 2000 z. 4 s. 29-38. – Stephen Romer’s ghetto poems. W: Jewish themes in English and Polish culture. Łódź 2000 s. 89-96. – Derek Mahon and the poetry of exile. W: From the peripheries to the centre. Essays in (Anglo-) Irish literature. Lubl. 2001 s. 101-112. – After Babel. Translation and mistranslation in contemporary British poetry. „European Journal of English Studies”, Londyn 2002 vol. 6 nr 1 s. 87-104. – Derek Mahon: history, mute phenomena and beyond. W: The poetry of Derek Mahon. Gerrards Cross 2002 s. 83-96. – W cieniu obcej mowy. „Lit. na Świecie” 2003 nr 11/12 s. 390-400; przekł ang.: In the shadow of a foreign language: contemporary Irish poets writing in English. „Beyond Philology” 2007 [nr] 4 s. 65-76. – Od początku, czyli „Portret artysty” [J. Joyce’a] w przekładzie. „Lit. na Świecie” 2004 nr 7/8 s. 276-285. – Redefining the poet. „Art Inquiry” 2004 vol. 6 s. 105-115. – Wiersz wschodnioeuropejski i jego tłumacze. „Przekładaniec” nr 2004 nr 2/2005 nr 1 s. 29-37. – Home, displacement, and deprivation in Michael Longley’s „Ghetto”. W: Ironies of Art / Tragedies of Life. Essays on Irish literature. Frankfurt am Main 2005 s. 265-274. – Transgresje Paula Muldoona. W: Eseje o współczesnej poezji brytyjskiej i irlandzkiej. Tom 4. Gdańsk 2005. s 40-59.– Pisklęta sokole, czyli wojna na antologie. „Lit. na Świecie” 2006 nr 1/2 s. 388-398. – Zona media or Paul Muldoon’s little books. W: Paul Muldoon: poetry, prose, drama. Gerrards Cross 2006 s. 233-248. – Mgliste aureole Conrada i Coetzee’ego. „Znak” 2007 nr 12 s. 74-85. – The way via Warsaw: Seamus Heaney and post-war Polish poets. W: Seamus Heaney. Poet, critic, translator. New York 2007 s. 103-120. – The clinking of an identity disk: Bernard MacLaverty’s „Walking the dog”. W: A companion to the British and Irish short story. Chichester, Malden 2008 s. 498-506. – Pisać, żeby widzieć. O naoczności logogramów Christiana Dotremonta, W: Awangardowa encyklopedia, czyli słownik rozumowany nauk, sztuk i rzemiosł różnych. Łódź 2008 s. 321-327. – Reizm pozorowany: Herbert, Heaney i świat kamyków. W: Herbert (nie)oswojony. Wr. 2008 s. 107-120. – Scotland in translation. Where the foreign helps to define the familiar. W: Duet encounters. Wwa 2008 s. 103-116. – Alphabets and labyrinths in Ciaran Carson’s “Fishing for amber”. W: Ciaran Carson. Critical essays. Dublin 2009 s. 214-226. – Fotograficzne inspiracje w „wierszach bagiennych” Seamusa Heaneya. W: Między obrazem a tekstem. Łódź 2009 s. 149-158. – The Polishing of Heaney. Seamus Heaney’s poetry in Poland: translations, receptions, impact. W: Literary and cultural relations: Ireland, Hungary and Central and Eastern Europe. Dublin 2009 s. 201-216. – Scattered and diverse: Irish poetry since 1990. [Współaut.:] J. McDonagh. W: Irish literature since 1990. Diverse voices. Manchester 2009 s. 121-141. – Beyond trauma. The uses of the past in twenty-first century Europe. [Współaut.:] D. Kennedy i J. Gutorow. „European Journal of English Studies” 2010 nr 1 s. 1-9. – Niewidzialny jak Toronto, czyli człowiek w „Deszczu” Piotra Sommera. W: Wyrazy życia. Szkice o poezji Piotra Sommera. Pozn. 2010 s. 62-70. – Przekleństwo przekładalności, czyli Herbert po angielsku. W: Język dalekosiężny. Przekłady i międzynarodowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta. Kr. 2010 s. 13-22. – Recenzent w kontredansie. Recenzja literacka. W: Biblia dziennikarstwa. Kr. 2010 s. 547-555. – The Beatles – prophets or fools of the counterculture. W: Fifty Years with The Beatles. Łódź 2010. – Wyjście z Luwru. Przygodność w „Małych muzeach” Bohdana Zadury. W: Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945-1989. Kr. 2011 s. 371-384. – „I have seen a similar dying of time”. Appropriations of Faulkner in Polish literature. W: William Faulkner’s legacy. Venezia 2012 s. 111-118. – … i inne głosy. „Lit. na Świecie” 2012 nr 9/10 [dot.: J. Conrad: Jądro ciemności]. – Inconspicious humour of the everyday. Cezary Bodzianowski’s art of mimicry. W: Codes of humour. Piotrków Trybunalski 2012 s. 77-86. – Irlandki, córki faraona. W: Sześć poetek irlandzkich. Wr. 2012 s. 174-181. – Niepotrzebna opona na skraju drogi, czyli Miłosz rozlicza się z Ginsbergiem. „Przekładaniec” 2011 nr 25, wyd. 2012 s. 142-154. –Poetry and the invisible subject. W: Texts and minds. Frankfurt am Main 2012, wyd 2 tamże 2014. – Subversive tomfoolery. Humor in poetry after 1989. W: Polish humour. Humour and culture 2. Kr. 2012 s. 103-112. – Włos w ustach albo o mówieniu językami. W: Don DeLillo. Mistrzowie literatury amerykańskiej. Wwa 2012 s. 187-202. – Niepoprawnie mnogi świat Louisa MacNeice’a. W: Poeci współcześni. Poeci przeszłości. Gdańsk, Sopot 2013 s. 197-206. – „Oh, poet, give me something I can see and touch”. Concrete poetry in Scotland and its international context. W: Scotland in Europe. Europe in Scotland. Links – dialogues – analogies. Wwa 2013 s. 213-226. – Ventriloquism in Philip Roth’s „Deception” and its Polish translation.. „Partial Answers”, Jerozolima 2013 [nr] 2 s. 321-331. – Czy tłumacz może pozwolić sobie na czułość? Spieszczenia a ekwiwalencja emocjonalna w przekładzie literackim. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2014 nr 23 s. 293-304. – Przekład a doświadczenie emigracji. Studium przypadku. „Tekstualia” 2014 nr 1 s. 115-126 [dot. przekł. na ang. W. Grzegorzewskiej]. – W kwestii okien i słów. „Lit. na Świecie” 2014 nr 3/4 [dot.: J. Lavery, D. Mahon]. – Dywersyjna błazenada. Humor w poezji polskiej po 1989 roku. W: Humor polski. K. 2015 s. 109-122. – Literary translation. W: Ways to translation. Łódź 2015 s. 227-248. – Wiersz, obraz i przekład. Różewicz rozmawia z Baconem. W: Próba rekonstrukcji. Szkice o twórczości Tadeusza Różewicza. Kr. 2015 s. 249-260. – Words, pictures and windows. From Alberti to Derek Mahon. W: Visions and revisions. Frankfurt am Main; New York 2015 s. 77-85. – Z Wysp, czyli stąd. Poezja kobiet w Wielkiej Brytanii. W: Poetki z Wysp. Wr., Gdańsk 2015 s. 204-212. – Zanim Finn rozpoczął tren. W: J. Joyce: Hotel Finna. Wwa 2015 s. 69-96. – From Miłosz to Kochanowski: The uses of Polish poetry in Seamus Heaney’s work. „Journal of European Studies”, Thousand Oaks, California 2016 nr 1 s. 24-36. – „Too many lily-white Annunciations”. Scotland’s favourite paintings by Scotland’s favourite poet. W: Scottish culture. Dialogue and self-expression. Wwa 2016 s. 38-46 [dot. E. Morgana]. – Sięganie po cudze jako przekład. „Lit. na Świecie” 2017 nr 1/2 s. 375-385. – The pattern-book of grief, pity and affection. Tadeusz Różewicz's „Mother departs” and its English translation. „Anglica Wratisl.” 2017 [nr] 55 s. 159-169.

Przekłady wierszy J. Jarniewicza w antologiach zagranicznych: ang.: Scanning the century. [Red.:] P. Forbes. London 1999, wyd. nast. tamże 2000; Altered state. The new Polish poetry. [Red.:] R. Mengham. Todmorden 2003, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006, – litew.: Poetinis Druskininku ruduo. [Oprac. i red.:] K. Platelis. Vilnius 2001, – rum.: Poeme pentre viitor. Bucureşti 2008, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. [Wybór i przekł.:] B. Rajčic. Beograd 2012.
Przekłady
1. T. Allbeury: Człowiek z mózgiem prezydenta. [Powieść]. Wwa: Spacja; Wr.: Tom 1991, 207 s.
2. C. Heylin: Dylan. Droga bez końca. [Biografia] Przeł.: J. Jarniewicz, A. Sumera. Łódź: WŁ 1991, 541 s. Wyd. 2 tamże 1993.
3. C. Raine: Księga Proroctw i inne wiersze = The Prophetic Book and other poems. Wybór, przekł. i posł. J. Jarniewicz. Łódź: Biblioteka 1991, 187 s. Ser. Poetycka „Bibl.”.
Tekst w jęz. pol. i ang.
4. P. Calvocoressi: Kto jest kim w Biblii. Przekł., przyp. [i wstęp] J. Jarniewicz. Łódź: WŁ 1992, 314 s.
5. W. Churchill: Czas dyktatorów. Łódź: Magart 1993, 139 s. Laureaci Nagrody Nobla.
6. Ph. Roth: Oszustwo. [Powieść]. Łódź: WŁ 1993, 162 s. Wyd. 2 Wwa: Czyt. 2007.
7. J. Hankinson: Filozofia. Jak blefować z głową. Łódź: Opus 1994, 68 s. Mini-Maks.
8. Ph. Roth: Dziedzictwo. Historia prawdziwa. [Powieść]. Łódź: WŁ 1994, 203 s. Wyd. nast. Wwa: Czyt. 2007.
9. U. Eco: Sześć przechadzek po lesie fikcji. Przeł. [z ang.] J. Jarniewicz. Kr.: Znak 1995, 158 s. Esej. Dodr. tamże 1996. Wyd. 2 popraw. tamże 2007, 172 s.
10. G. Payzant: Glenn Gould. Muzyka i myśl. [Biografia]. Łódź: Opus 1995, 215 s.
11. R. Bach: Iluzje, czyli Człowiek, który nie chciał być mesjaszem. [Powieść]. Wwa: Zysk i S-ka 1996, 126 s.
12. R. A. Brown: Historia Normanów. Gdańsk: Marabut 1996, 116 s. Narody i Cywilizacje. Wyd. 2 Wwa: Bellona, Gdańsk: Marabut 2003, 166 s. Narody i Cywilizacje.
13. A. K. Turner: Historia piekła. Gdańsk: Marabut 1996, 217 s. Z Pudełkiem. Wyd. 2 tamże 2004. Narody i Cywilizacje.
14. L. Ginzberg: Legendy żydowskie. Księga Rodzaju. Wwa: Cyklady 1997, 266 s.
15. C. Raine: Słowa na szybie = Words upon the window pane. [Wiersze]. Łódź: Muzeum Książki Artyst. 1997, 23 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
16. S. Armitage: B &amp;amp; B = Kwatery prywatne. [Wiersze wybrał i przeł.] J. Jarniewicz. Łódź: The Book Art Museum; „Correstudio” 1998, 17 s. Contemporary Poets.
Tekst w jęz. pol. i ang.
17. J. Kay: The Hottentot Venus = Hotentocka Wenus. [Wybór wierszy]. [Wybór i przekł.] J. Jarniewicz. Łódź: The Book Art Museum; „Correstudio” 1998, 17 s. Contemporary Poets.
Tekst w jęz. pol. i ang.
18. S. Romer: Sen zimowy = Hibernation. Wiersze wybrał i przeł. J. Jarniewicz. Łódź: Muzeum Książki Artyst.; „Correstudio” 1998, 29 s. Contemporary Poets.
Tekst w jęz. pol. i ang.
19. C. Rumens: Powrót do domu = Coming home. Wiersze wybrał i przeł. J. Jarniewicz. Łódź: Muzeum Książki Artyst.; Correstudio 1998, 23 s. Contemporary Poets.
Tekst w jęz. pol. i ang.
20. E. White: Zuch. [Powieść]. Wwa: PIW 1998, 285 s. Współcz. Proza Światowa. Wyd. nast. Wr.: Biuro Lit. 2012, 235 s. Proza, 15.
21. C. Raine: Wolny przekład. [Wiersze]. Wybrał, oprac. i rozmowę przeprowadził J. Jarniewicz. Przeł.: J. Jarniewicz i P. Sommer. Legnica: Centrum Sztuki – T. Dram. w Legnicy 1999, 99 s. Fort Legnica ’98, t. 9.
22. Ch. Reid: Katerina Brac. [Wiersze]. Przeł.: L. Engelking i J. Jarniewicz. Posł. opatrzył J. Jarniewicz. Kr.: Miniatura 2001, 63 s.
23. S. Armitage: Nocna zmiana i inne wiersze. Wybór i posł.: J. Gutorow. Przekł.: J. Gutorow i J. Jarniewicz. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 69 s. Port Legnica 2003, t. 10.
24. J. Banville: Zaćmienie. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2004, 269 s. Don Kichot i Sancho Pansa.
25. J. Joyce: Portret artysty w wieku młodzieńczym. [Powieść]. Przekł., posł. i przyp. J. Jarniewicz. Kr.: Znak 2005, 261 s. Znakomita Kolekcja. [Wyd. 2] Stronie Śląskie, Wr.: Biuro Lit. 2016. Klasyka z Europy. Proza – Biuro Literackie, 39.
26. J. Banville: Morze. [Powieść]. Kr.: Znak 2007, 209 s. Proza.
27. R. Carver: Katedra. [Powieść]. Wwa: Czuły Barbarzyńca 2010, 205 s. Biblioteka, 66.
28. Sześć poetek irlandzkich. Wybór wierszy, przekł., posł. oraz noty J. Jarniewicz. Wr.: Biuro Lit. 2012, 190 s. Poezje, 77.
Tu wiersze: E.N. Chuilleanáin, N.N. Dhomhnaill, Medbh McGuckian, P. Meehan, S. Morrissey, L. Flynn.
29. J. Joyce: Hotel Finna. Przekł. i posł.: J. Jarniewicz. Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal, 2015. Don Kichot i Sancho Pansa.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2015, plik w formatach: MOBI, EPUB.
30. Ch. Simic: Blues o śnieżnym poranku. Red.: A. Hołobut, K. Kopczyńska. Przeł.: K. Dąbrowska, M. Heydel, A. Hołobut, J. Jarniewicz, K. Kopczyńska. Posł.: J. Jarniewicz. Kr.: Znak 2015, 222 s. Poezja – Znak.
31. M. Ondaatje: Zbieracz cynamonu. Poezje wybrane. Red.: A. Hołobut, J. Illg. Przeł.: M. Godyń, A. Hołobut, J. Jarniewicz. Wstęp: S.Z. Solecki. Kr.: Znak 2016, 170 s. Poezja.

Zob. też Prace redakcyjne poz. 6.
Przekłady tekstów w albumach i katalogach wystaw
1. G. Sztabiński: Malarstwo, rysunek. Maj-czerwiec 1986. [Katalog wystawy]. Red.: I. Jaworska. Łódź: Biuro Wystaw Artyst. [1986], [32] s.
2. M. Ertman: Łódzkie witraże. [Album]. Tłum. na ang. J. Jarniewicz. Fot.: M. Łukawski, R. Kuchciak. Łódź: Artus 1990, [18] s. Wyd. 2 pt. Łódzkie witraże = The stained-glas windows of Lodz = Lodzer mosaikfenster. Tłum. na jęz. niem. M. Gawlik. Łódź: Wydawn. Literatura 1998, 64 s. Lodziana.
Tekst w wyd. 1 w jęz. pol. i ang., w wyd. 2 w jęz. pol., ang. i niem.
3. K. Zieliński: Prace malarskie z roku 1989. Kwiecień – maj 1990. Salon Sztuki Współcz.. [Katalog wystawy]. Oprac. i red.: I. Jaworska. Łódź: Biuro Wystaw Artyst. [1990], [8] s.
4. M. Kępiński: Malarstwo. Wrzesień – październik 1993, Galerie Miejskie w Łodzi. [Katalog wystawy]. Red.: E. Fuchs. Łódź: Galerie Miej. [1993], [12] s.
5. M. Kidner: W poszukiwaniu eudajmonii = A search for eudaemonia. [Katalog wystawy]. Koordynacja wystawy i katalogu: J. Janik. Łódź: Muzeum Sztuki [1993], [48] s.
6. M. Kupferman: Prace na papierze, malarstwo = Works on paper, painting. [Katalog wystawy]. Koordynacja wystawy i katalogu: J. Janik, N. Cassouto. Współpraca: A. Saciuk, A. Zaguła. Przekł. J. Jarniewicz, S. Kitai, R. Flantz. Łódź: Muzeum Sztuki 1993, 84 s.
Tekst w jęz. pol., ang., hebr. – W jęz. hebr. wyd. w kierunku przeciwnym.
7. A. Strumiłło: City. [Katalog wystawy]. Red.: U. Czartoryska. Łódź: Muzeum Sztuki, 1993, [38] s.
8. A. Strumiłło: Psalmy, Apokalipsa. Malarstwo. [Katalog wystawy]. Koncepcja wystawy, katalogu i plakatu A. Strumiłło. Przekł.: J. Jarniewicz, W. Wiszniewski. Suwałki: Biuro Wystaw Artyst. 1993, [28] s.
9. G. Sztabiński: Autocytaty: pamięć obrazu = Self-Quotations: the memory of the painting. Red.: E. Fuchs. Łódź: Galerie Miej. [1993], [12] s.
10. Moby Dick Krzysztofa M. Bednarskiego [Katalog wystawy]. Red.: J. Janik. Przekł.: J. Jarniewicz, A. Kwiatkowska. Zdjęcia: K. M. Bednarski [i in.]. Łódź: Muzeum Sztuki 1994, 29 s. Bibl. Muzeum Sztuki w Łodzi. Monografie, 2.
11. D. Davis: Redness = Czerwień. [Katalog wystawy]. [Wyd.:] U. Czartoryska, J. Janik. Łódź: Muzeum Sztuki &amp;amp; Authors 1995, 58 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
12. J. Neustein: Polskie lasy i inne rysunki. Kalki, Rysunki pola magnetycznego, Polskie lasy. [Katalog wystawy]. Red.: J. Słodowska. Przekł.: J. Holzman, A. Kwiatkowska, J. Jarniewicz. Wwa: Galeria Sztuki Współcz. Zachęta 1997, 103 s.
13. A. Strumiłło: Vixi. [Album]. Suwałki: Studio Op-Art 2000, 103 s.
14. A. Strumiłło: City – W.T.C. – detal. [Katalog wystawy]. Tłum.: J. Jarniewicz, J. Jóźwiak. Suwałki: Studio Op-Art 2002, [64] s.
Tekst w jęz. pol. i ang.

Przekłady wierszy Marka Czuku na jęz. ang. w: Contemporary writers of Poland. [Oprac.:] D. Błaszak. [Stany Zjednoczone Ameryki] 2005. Wyd. 2 Orlando, Chicago 2008.

Zob. też Prace redakcyjne poz. 6 i 8.
Prace redakcyjne
1. Łódzki kalejdoskop literacki. [Red. J. Jarniewicz]. Łódź: Oddz. SPP.; Urząd Wojew. Wydz. Kultury, Sportu i Turystyki 1994, 99 s.
2. Jewish themes in English and Polish culture. Red.: I. Janicka-Świderska, J. Jarniewicz, A. Sumera. Łódź: Wydawn. UŁ 2000, 196 s.
3. Między obrazem a tekstem. Pod red. A. Kwiatkowskiej i J. Jarniewicz. Łódź: Wydawn. UŁ 2009, 218 s.
4. Dimensions and categories of Celticity. Proceedings of the Fourth International Colloquium of Societas Celto-Slavica held at the University of Łódź, Poland, 13-15 September 2009. P. 2. [Red.:] M. Fomin, J. Jarniewicz, P. Stalmaszczyk. Łódź: Wydawn. UŁ 2010, 194 s. Studia Celto-Slavica, 5.
5. Fifty years with the Beatles. The impact of the Beatles on contemporary culture. [Red.:] J. Jarniewicz, A. Kwiatkowska. Łódź: University Press 2010, 356 s.
Materiały z konferencji w Łodzi w 2008.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Wydawn. UŁ 2010, plik w formacie PDF.
6. B. Patten: Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót. [Wybór wierszy]. Wybór, oprac. i posł. J. Jarniewicz. Przekł. J. Jarniewicz [i in.]. Wr.: Biuro Lit. 2011, 73 s. Poezje, 55.
7. Reprezentacje Holocaustu. Wybór i oprac.: J. Jarniewicz i M. Szuster. Kr.: Inst. Książki Dział Wydawn., Wwa: Żyd. Inst. Hist. im. E. Ringelbluma 2014, 489 s. Kolekcja „Lit. Na Świecie”.
8. Poetki z Wysp. Moniza Alvi, Lavinia Greenlaw, Jackie Kay, Gwyneth Lewis, Alice Oswald, Ruth Padel, Jo Shapcott, Rosemary Tonks. [Wybór wierszy, przekł., oprac. krytyczne:] J. Jarniewicz, M. Heydel. [Posł.: J. Jarniewicz]. Wr.: Biuro Lit.; Gdańsk: Inst. Kultury Miej. 2015, 214 s. Poezje, 124.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2013.
 	Wywiady: Ostrzeżenie przed pisaniem wierszy. Rozm. M. Garbolińska. „Głos Robotniczy” 1984 nr 195; Życie poezji. Rozm. J. Podolska. „Gaz. Łódz.” 1999 nr 170; Ani słowa o Larkinie. Rozm. D. Foks. „Dz. Portowy” 2000 nr 1; Wyjść na swoje. Rozm. K. Siwczyk. „Dz. Portowy” 2003 nr 8, przedr. w: K. Siwczyk: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012; Tłumacz to zawód wysokiego ryzyka. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 300; Beatlesi, Hindusi i Kapitan Żbik. Rozm. M. Barański. „Gaz. Olszt.” 2006 nr 64; Poeta to nie kaznodzieja. Rozm. L. Karczewski „Gaz. Wybor.” 2006 nr 240 dod. „Łódź”; Na otwartej dłoni. Rozm. M. Rybak. W: Rozbiórka. Wr. 2007; Patrzeć to być. Rozm. A. Krzywania. Powst. 2007 [on-line] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_1506; Lektura nieoczywista i pod włos. Rozm. K. Rakowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 144 dod. „Łódź”; Mozart wśród języków. Rozm. A. Wolny-Hamkało. Powst. 2008 [on-line] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_1802; „Te chwile, w których ciało rozsadza język”. Rozm. M. Larek. W: Ślady i więzy. Łódź 2008; Makijaż zaczyna się od demakijażu. Rozm. J. Orska. Powst. 2009 [on-line] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_3024 [dot. m.in.: Makijaż]; Twórcza bezsilność wobec doświadczenia. Rozm. K. Rakowska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 273 dod. „Łódź”; Czysty zysk. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Bluszcz” 2011 nr 34; Zmysłowe wyznanie wiary. Rozm. I. Rakowski-Kłos „Gaz. Wybor.” 2011 nr 61 dod. „Łódź”; Być może wstyd pojawia się na początku. Rozm. I. Okulska. „Czas Kult.” 2012 nr 4; Swobodny dryf. Rozm. K. Siwczyk. W: K. Siwczyk. Kinkiety w piekle. Mikołów 2012; Zawsze posłowiem. Rozm. F. Wyszyński. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_4265; Dlatego nie jestem malarzem. Rozm. G. Jankowicz. W tegoż: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami. Cz. 2. Kr. 2013; „Skądinąd”. Rozm A. Świeściak. „Opcje” 2014 nr 4; Kiedy śledź oznacza Irlandię. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 159; Tłumacz nie może być kochankiem tekstu. Rozm. Z. Zaleska. „dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 156 [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5840-tlumacz-nie-moze-byc-kochankiem-tekstu.html, przedr. w: Z. Zaleska: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Wołowiec 2015; Kwestie drażliwe. Rozm. P. Kaczmarski i M. Koronkiewicz. „Odra” 2016 nr 4; Zaraz spadnie ciężki deszcz. Koniec hippisów. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 18 dod „Duży Format” nr 4.

Ogólne

 	Ślady i więzy. Krytyczna topografia Jarniewicza Wybór i oprac.: Z. Jaskuła. Łódź: „Tygiel Kult.” – Fundacja Anima 2008, 174 s. Bibl. Tygla Kult. [zawiera szkice drukowane przed 2008, a oznaczone niżej dwiema gwiazdkami**, nadto m.in.: J. GUTOROW: Ślady i więzy: topografia Jarniewicza [nowe oprac. wcześniej publikowanych tekstów]; M. LAREK: Marlowe i teologia albo ironia i żarliwość. O wierszu J. Jarniewicza pt. „Marlowe i daktyloskopia”; J. ENGELKING: Możliwa niemożliwa rozmowa].
 	J. KORNHAUSER: **Nowy głos: J. „Dekada Lit.” 1993 nr 21.
 	J. PORADECKI: **Co jest, czego nie ma. O wierszach J. Jarniewicza. „Gaz. Wybor.” 1995 nr z 29 IX dod. „Verte”.
 	M. BOMANOWSKA: Gdy wiersze trzeszczą w szwach. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 44 dod. „Łódź”.
 	M. CZUKU: Dowód z J. „Fraza” 2005 nr 4.
 	L. ENGELKING: Niemożliwa rozmowa. O poezji J. Jarniewicza. „Twórczość” 2006 nr 44.
 	J. GUTOROW: Raz jeszcze, skądinąd, w otwartych drzwiach. Topografia Jarniewicza. W tegoż: Księga zakładek. Wr. 2010.
 	M. LAREK: Obsesja przyszłości. O wyborach J. Jarniewicza. „Czas Kult.” 2012 nr 4.
 	E. BALCERZAN: Jerzy Jarniewicz. Tłumacz – granice twórczości. W tegoż: Pochwała poezji. Mikołów 2013.
 	W. PIETRZAK: Gdzie między ciałem a językiem wydarza się życie. O poezji Jerzego Jarniewicza. „FA-art” 2013 nr 4.

Korytarze

 	Z. DOMINIAK: **O poezji J. „Kalejdoskop” 1989 nr 4.

Rzeczy oczywistość

 	A. SZYMAŃSKA: Mały kieszonkowy bóg. „Prz. Powsz.” 1992 nr 10.

Rozmowa będzie możliwa

 	K. BIEŃKOWSKA: Mówię, więc jestem. „Nowe Książ.” 1994 nr 6.
 	L. ENGELKING: Ciało słowem się stało. „Kwart. Artyst.” 1994 nr 1.
 	M. LAREK: Nie-boska gramatyka. „Czas Kult.” 2009 nr 1.

Są rzeczy których nie ma

 	J. DRZEWUCKI: Mniej więcej, ile trzeba. „Twórczość” 1995 nr 10.

Lista obecności

 	L. BUDRECKI: Zasługi i wątpliwości. „Nowe Książ.” 2001 nr 1.
 	D. FILIPCZAK: O/powieści. „Tygiel Kult.” 2001 nr 7/9.
 	T. PIÓRO: Coś dla inteligentów. „Twórczość” 2001 nr 7.
 	M. ZALESKI: Jarniewicz okiem nieuzbrojonym. „Lit. na Świecie” 2001 nr 4.

Powrót na górę↑
Niepoznaki

 	L. ENGELKING: Diachronia i detektywi. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 42.
 	Z. JASKUŁA: **Aż do Niepoznaki. „Dz. Portowy” 2000 nr 1.
 	M. DZIĘGLEWSKI: Pulp fiction dla niepoznaki. „Akcent” 2001 nr 1-2.
 	P. GROBLIŃSKI: **Piknik nad strumieniem świadomości. „Tygiel Kult.” 2001 nr 10/12.
 	J. GUTOROW: Ślady i więzy: topografia J. „Odra” 2001 nr 5, przedr. w tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003 [dot. też: Po śladach].
 	W. LIGĘZA: **Półmrok. „Nowe Książ.” 2001 nr 2.
 	K. MALISZEWSKI: ** „Do kogo mówisz, kiedy piszesz”. „Res Publica Nowa” 2001 nr 1, przedr. w tegoż: Rozproszone głosy. Wwa 2006.
 	A. SZYMAŃSKA: **Wyróżnienie życiem. „Prz. Powsz.” 2001 nr 5 [dot. też: Po śladach].
 	J. ŚLÓSARSKA: Poza kontekstem. „Topos” 2001 nr 4/5.
 	G. TOMICKI: **J. „Twórczość” 2001 nr 12.
 	E. RAJEWSKA: Nie trać pomysłów na tytuł. „Pro Arte” 2002 nr 16.

Po śladach

 	K.E. ZDANOWICZ: Odciski, czyli po śladach go poznacie. „Kartki” 2000 nr 3.
 	J. GUTOROW: Ślady i więzy: topografia J. „Odra” 2001 nr 5, przedr. w tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003 [dot. też: Niepoznaki].
 	A. SZYMAŃSKA: **Wyróżnienie życiem. „Prz. Powsz.” 2001 nr 5 [dot. też: Niepoznaki].

W brzuchu wieloryba

 	P. ŚLIWIŃSKI: Miejsce poezji. „Lit. na Świecie” 2001 nr 10/11.
 	L. ENGELKING: Poeci z wysp. „Nowe Książ.” 2002 nr 5.
 	M. HEYDEL: Mapa nieznanych wysp. „Tyg. Powszechny” 2002 nr 14.

The bottomless centre

 	T. SŁAWEK: Dantejska historia Irlandczyków. „Lit. na Świecie” 2003 nr 11/12.

Dowód z tożsamości

 	K. BARTCZAK: **Wymknąć się każdemu bogu. „Dz. Portowy” 2003 nr 8.
 	A. KAŁUŻA: Tożsamość jak wina. „Twórczość” 2003 nr 9, przedr. pt. Smak PRL-u. W tejże: Bumerang. Wr. 2010.
 	J. ENGELKING: Ja – to ktoś inny. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 4.
 	W. GIEDRYS: W poszukiwaniu utraconej tożsamości. „Akcent” 2004 nr 1/2.

Oranżada

 	J. GUTOROW: Wiersze wykradzione ze spiżarki. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 50.
 	A. KAŁUŻA: **Słodko-gorzki smak cytrynowy. „FA-art” 2005 nr 2/3, przedr. pt. Smak PRL-u. W tejże: Bumerang. Wr. 2010.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: **Wiersze sprawiające frajdę. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 232.
 	M. BARAŃSKI: Każdy sam skrobie język. „Topos” 2006 nr 3.
 	L. ENGELKING: Przeszłość o smaku oranżady. „Tygiel Kult.” 2006 nr 1/3.
 	K.A. FELBERG: **Kto oranżadę, komu wino. „Nowe Pis.” 2006 nr 6.
 	Z. JASKUŁA: **Priekrasno, J., Sehr gut! „Res Publica Nowa” 2006 nr 1.
 	M. LAREK: **Te wiersze wykraść fikcji. „Tekstualia” 2006 nr 1.
 	P. MACKIEWICZ: Papierek lakmusowy. „Kresy” 2006 nr 1/2, przedr. w tegoż: Pisane osobno. O poezji polskiej lat pierwszych. Pozn. 2010.
 	M. MALCZEWSKI: Od oranżady do mirindy: raport o stanie współczesnej kultury. „Polonistyka” 2006 nr 5.
 	K. MALISZEWSKI: **„Jaki czas, taki język”. Powst. 2006 [online] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&amp;amp;co=txt_0980.
 	T. MIZERKIEWICZ: **Cóż po poecie w czasach mirindy? „Nowe Książ.” 2006 nr 2.
 	K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Wygrany casting. „Opcje” 2006 nr 2.
 	P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Mariaże i schadzki piosenki z wierszem. W tegoż: Piosenka w poezji pokolenia ery transformacji 1984-2009. Pozn. 2009.

Larkin.

 	J. GUTOROW: Apetyt na Larkina. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 43.
 	A. KACZOROWSKI: Pan Larkin stawia pytania. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 201.
 	P. KAJEWSKI: Zapisy niedosłowne. „Odra” 2006 nr 12.
 	M. OLSZEWSKI: Dlaczego warto czytać Anglików. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 227 dod. „Kraków”.
 	R. RŻANY: Rękawica Larkina. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 2.
 	G. JANKOWICZ: Larkin na odsłuchu. „Lit. na Świecie” 2007 nr 11/12.
 	A. PAPIESKA: Człowiek nie jest drzewem. „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
 	W. SETLAK: Trybut dla poety. „Topos” 2007 nr 4.

Skądinąd 1977-2007

 	P. BOGALECKI: Skądkolwiek. Poezja niesamowita. „artPapier” 2007 nr 24 [online] [dostęp 11 października 2012]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?pid=2&amp;amp;cid=1&amp;amp;aid=1073.
 	K. MALISZEWSKI: **Translacje albo „wykuwanie języka”. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 39, przedr. w tegoż: Wolność czytania. Teksty z przypisami i bez. Mikołów 2015.
 	A. PYZIK: Gdzie indziej. „Lampa” 2007 nr 10.

Znaki firmowe

 	A. PYZIK: Liga mistrzów. „Lampa” 2007 nr 6.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Amerykańska proza wszystkożerna. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 200.
 	L. ENGELKING: Solidna firma. „Nowe Książ.” 2008 nr 3.

Od pieśni do skowytu

 	K. BARTCZAK: Ich pojedynczość. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 44.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Ameryko dałaś wiele. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 217.
 	T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Dzieci dorosły... „Dekada Lit.” 2009 nr 4.
 	J. FIEDORCZUK: Zaczynając od Pounda? „Lit. na Świecie” 2010 nr 11/12.
 	G. JANKOWICZ: Once upon a time in America. „Lit. na Świecie” 2010 nr 11/12.

Makijaż

 	M. BOLACH: Kolejne warstwy. „Wyspa” 2009 nr 4.
 	P. ŚLIWIŃSKI: Rozmazane znaki życia. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 50, przedr w tegoż: Horror poeticus. Wr. 2012.
 	A. ŚWIEŚCIAK: Love, love, love… „Opcje” 2009 nr 4.
 	A. WOLNY-HAMKAŁO: Wiersze jak lusterka. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 281.
 	J. BOROWIEC: Języki obce uczuć. „Twórczość” 2010 nr 11.
 	P. KACZMARSKI: Opuszczone przestrzenie, nieobecne chwile. „Odra” 2010 nr 5.
 	A. KAŁUŻA: Słowa iluzjonisty. „Nowe Książ.” 2010 nr 12.
 	M. LAREK: Lęk przed sztucznością. „Czas Kult.” 2010 nr 3.
 	M. MALCZEWSKI: O przechodzeniu na drugą stronę, czyli o językowych korytarzach wg J. Jarniewicza. „Tygiel Kult.” 2010 nr 1/3.
 	P. OWCZAREK: Powiedział za dużo? zdradził? Się zdradził?. Studium „Makijażu” J. Jarniewicza. „Arterie” 2010 nr 1.
 	A. KREMER: Poza prawem. O „Makijażu” J. Jarniewicza. „Tekstualia” 2011 nr 2.

Heaney

 	A. ARNO: Heaney: Od szpadla do igły. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 51.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Wiersze i świat rozdarty „Tyg. Powsz.” 2011 nr 11.
 	M. HEYDEL: Lektura jako dotyk. „Znak” 2011 nr 7/8.
 	J. WIERZEJSKA: O niebezpiecznych wierszach. „Nowe Książ.” 2011 nr 5.
 	I. OKULSKA: Z „pomiędzy” Heaneya – Jarniewicz. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2012 [t.] 19.
 	Zob. też Wywiady.

Gościnność słowa

 	I. RAKOWSKI-KŁOS: Coming out tłumacza. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 211 dod. „Łódź”.
 	E. BALCERZAN: Zmiana, czyli kontynuacja. „Lit. na Swiecie” 2013 nr 1/2.
 	A. KOMOROWSKI: Złapani za język. „Twórczość” 2013 nr 3.
 	A. ZIÓŁKOWSKA. „Rocz. Przekładoznawczy” 2013 nr 8.
 	M. SZUSTER: Przekład i duch uogólnienia. „Lit. na Świecie” 2015 nr 1/2.

Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną

 	– M. LAREK: Kiedy pisze Jarniewicz, kogo widzi?; A. POPRAWA: Wiersze z pokoju, hotelowego. „Czas Kult.” 2012 nr 6.
 	A. KAŁUŻA: Miłosne rewolucje. Książki roku,. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 19.
 	M. ORLIŃSKI: Zmienne kadry. „Twórczość” 2013 nr 10.
 	M. SZYMAŃSKI: Chwile obecne. „Nowe Książ.” 2013 nr 1.

Podsłuchy i podglądy

 	T. CIEŚLAK: Autoportret. „Nowe Książ.” 2016 nr 7/8.
 	E. WYLĘŻEK: Wypisz wymaluj. „Podsłuchy i podglądy” Jerzego Jarniewicza. „Śląsk” 2016 nr 5.

Woda na Marsie

 	J. BECZEK: Umieścić się w czasie. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.
 	M. ORLIŃSKI: Chemia dla początkujących. „Twórczość” 2015 nr 11.
 	K. PORĘBA: Jarniewicza czytanie siebie. „Odra” 2015 nr 10.
 	M. WOŹNIAK: Pamięć absolutna. „dwutygodnik.com” [on-line] 2015 nr 163 [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6017-pamiec-absolutna.html.
 	P. NADOLNY: Motywy akwatyczne w poezji polskiej po roku 2000. „Elewator” 2017 nr 3 [dot. też: A. Sosnowski: Sylwetki i cienie, K. Myszkiewicz: Głębiel, J. Szychowiak: Intro].

All you need is love.

 	L. BUGAJSKI: Nasze wspólne sentymenty. „Twórczość” 2017 nr 1.
 	M. CIELECKI. „Życie Duchowe” 2017 nr 91.
 	W. KULIGOWSKI: O pilnej potrzebie kontrkultury. „Nowe Książ.” 2017 nr 3.
 	M. PAWLIKOWSKI: Miłość podwyższonego ryzyka. „Znak” 2017 nr 7/8.
 	M. ŚWIERKOCKI: Kontrkultura jako mozaika. „Odra” 2017 nr 1.

J. Joyce: Portret artysty w wieku młodzieńczym

 	J. GUTOROW: Joyce odczytany na nowo. „Lit. na Świecie” 2006 nr 7/8.
 	A. POPRAWA: Joyce też za drugim razem. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 9.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3351" title="Bożena KEFF" slug="bozena-keff">ur. 1948

Teksty podpisywała też nazwiskami: Umińska, Umińska Keff.

Poetka, krytyczka i historyczka literatury, tłumaczka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzona 2 lutego 1948 roku w Warszawie; córka Henryka Umińskiego (pierwotne nazwisko Keff), oficera Wojska Polskiego, i Apolonii z domu Umschweiff, archiwistki. Uczęszczała do I Liceum Ogólnokształcącego im. B. Limanowskiego w Warszawie. Następnie studiowała kolejno filologię polską (1969-73) oraz filozofię (1974-78) na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1975 debiutowała na łamach „Nowego Wyrazu” (nr 1) wierszami: Miejsce do przesuwania, Wieczór (Dla E. Maciejewskiej), Zanim to złączysz. Po studiach podjęła pracę w Redakcji Filozofii Państwowego Wydawnictwa Naukowego. W tym czasie publikowała recenzje filmowe i artykuły m.in. w „Filmie” (1981-86) i w „Kinie” (1986, 1988 oraz 1992). W 1989 przeniosła się do wydawnictwa Wiedza Powszechna, gdzie pracowała do 1991 w Redakcji Humanistyki. Następnie rozpoczęła działalność naukową w Żydowskim Instytucie Historycznym im. E. Ringelbluma w Warszawie. Recenzje książkowe zamieszczała w tym okresie m.in. w dodatku do „Życia Warszawy” „Ex Libris” (1992-96), okazjonalnie w „Twórczości” i innych pismach. Od 1995 prowadziła zajęcia dydaktyczne na podyplomowych studiach Gender Studies w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. Publikowała m.in. w miesięczniku poświęconym kulturze żydowskiej „Midrasz” (1997, 2000), w biuletynie Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych OŚKa (2000-01), w kwartalniku feministycznym „Zadra” (2000-01) oraz w „Przekroju” (2000-01; tu felietony podp.: Keff). W 2001 obroniła w IBL PAN doktorat pt. Postacie Żydówek w polskiej literaturze przełomu wieków oraz dwudziestolecia międzywojennego (promotor prof. Grażyna Borkowska). Działalność dydaktyczną kontynuowała okresowo w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, na podyplomowych studiach w Instytucie Badań Literackich PAN (m.in. wykładała na Gender Studies i Kursie Kreatywnego Pisania), na Wydziale Psychologii w Katedrze Psychologii Społecznej Szkoły Wyższej Zarządzania i Prawa im. H. Chodkowskiej w Warszawie (od 2009), jako wykładowczyni filozofii, etyki, gender studies. W 2011 została członkinią SPP i Polskiego PEN Clubu (od 2012 członkini Zarządu).

Ma syna Michała Pałkę Keffa (ur. 1977), operatora filmowego. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Razem, osobno. [Wiersze]. Wwa: Czyt. 1986, 56 s. Ser. Poetycka.
Podp.: Bożena Umińska.
2. Sen o znaczeniu snów. [Wiersze]. Red. i wybór wierszy: K. Karasek. Wwa: Przedświt 1994, 55 s. Bibl. Poetycka Przedświtu, t. 18.
Podp.: Bożena Keff.
3. Nie jest gotowy. [Wiersze]. Wwa: Open 2000, 120 s. Bibl. „Kwart. Artyst.”.
Podp.: Bożena Keff.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [Wwa]: Fundacja Nowoczesna Polska [2017], plik w formacie PDF. Dostępny też on-line: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/keff-nie-jest-gotowy.
4. Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze od końca XIX wieku do 1939 roku. Wwa: Sic! 2001, 373 s.
Podp.: Bożena Umińska. – Zmieniona wersja rozprawy doktorskiej.
5. Barykady. Kroniki obsesyjne. [Felietony] Kr.: Wydawn. eFKa Fundacja Kobieca 2006, 176 s.
Podp.: Bożena Umińska Keff. – Teksty zamieszczane w 2000-2006 m.in. w „Przekroju”, „Zadrze” i „Przeglądzie”.
6. Utwór o Matce i Ojczyźnie. [Utwór poetycki]. Posł.: M. Janion, I. Filipiak. Kr.: Ha!art 2008, 97 s.
Podp.: Bożena Keff. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2009.
Przekł. niem.: Stück über Mutter und Vaterland. [Przeł.] M. Zgodzay. [Leipzig] 2010, – włos.: Madre, patria [Przeł.] L. Quercioli Mincer. [Nota wstępna:] L. Marinelli. Roma 2011.
Adapt. teatr.: Reż.: M. Liber. Szczec, T. Współcz. 2010; Reż.: J. Klata. Wr., T. Pol. 2011, TVP 2011.
7. Antysemityzm. Niezamknięta historia. Wwa: Wydawn. Czarna Owca 2013, 246 s.
Podp.: Bożena Keff.

Przekłady wierszy B. Keff w antologiach zagranicznych: ang.: New European Poets. [Red.:] W. Miller and K. Pruffer. [Przeł.:] W. Martin, A. Wallis, Minneapolis, MN 2003; Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór I red.] K. Kovacik. Buffalo 2015, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezije. [Przeł.:] P. Čučnik [et al.]. [Red.] P. Čučnik. Ljubljana 2005.
Przekłady
1. J. Jaunsudrabin: Aja. [Powieść]. Z ros. przeł. B. Umińska. Wwa: KiW 1976 , 423 s.
2. M. Humm: Słownik teorii feminizmu. Z jęz. ang. przeł. B. Umińska i J. Mikos. Wwa: Semper 1993, 268 s.
3. M. French: Miejsce dla kobiet. [Powieść]. Z ang. przeł. B. Umińska i E. Romkowska. Wwa: KiW 1994, 511 s.
4. J. Chang: Dzikie łabędzie. [Pamiętnik]. Przeł. [z ang.] B. Umińska. Wwa: Prima 1995, 476 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 1995; pt. Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin: wyd. 2 (zmien.) Wwa: Prima 2000, 575 s.; wyd. zmien. Wwa: Albatros 2000, [seria] Π, tamże: wyd. 4 2001, wyd. 7 2003, wyd. 8 popraw. i rozsz. 2004, wyd. 2 popraw. i poszerz. 2006, Literka, wyd. 3 popraw. i poszerz. 2006, 2007, Kr.: Znak Litera Nova 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta B. Kutyłowska. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 1996, 26 kaset dźwiękowych.
5. Y. Menuhin przy współudz. C. Meyer: Skrzypce i ja. [Autobiografia]. Przeł. B. Umińska. Wwa: Arkady 2000, 301 s.
6. G. Greer: Kobiecy eunuch. [Studium]. Przeł.: J. Gołyś i B. Umińska. Wstęp do wyd. pol. B. Umińska. Pozn.: Rebis 2001, 395 s. Bibl. Nowej Myśli „Wodnik”.
7. R. Putnam Tong: Myśl feministyczna. Wprowadzenie. Przeł.: J. Mikos, B. Umińska.; przekł. przejrz. M. Środa. Wwa: PWN 2002, 403 s.
8. Jidiszer zoo. [Przeł.:] B. Keff, E. Cassedy, A. Rozenfeld. Kr.: Żyd. Stow. Czulent 2015, [42] s. A Majse – Żydowskie Stow. Czulent.
Tekst w jęz. pol., jidysz i ang.
Praca redakcyjna
1. Tango łez śpiewajcie muzy. Poetyckie dokumenty Holokaustu. Wstęp, wybór tekstów i oprac.: B. Keff. Wwa: ŻIH [Żyd. Inst. Hist. Im. E. Ringelbluma] 2012, 287 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012, 2013.
 	Wywiady: Czarna owca. Rozm. A. Herman. „Mag. Lit.” 1998 nr 1; Z gniewu. Rodzina, ojczyzna i trauma. Rozm. K. Kubisiowska. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 17 [dot.: Utwór o Matce i Ojczyźnie]; Nielegalny plik. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 121 dod. „Duży Format” nr 20; Niewola to okrucieństwo. Rozm. M. Lebda. „Fragile” 2010 nr 1; Sztuka nie jest od sprawiedliwości. Z B. Umińską-Keff rozm. M. Bryś. „Didaskalia” 2011 nr 101.
 	Antysemityzm nie jest poglądem. Rozm. T. Stawiszyński. [on-line] „Dziennik Opinii” 2013 nr z 19 XI [dostęp 30 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20131118/keff-antysemityzm-nie-jest-pogladem; Kronika zapowiedzianej śmierci, czyli antysemityzm wciąż żywy. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek” 2013 nr z 30 X; Kronika zapowiedzianej śmierci, czyli antysemityzm wciąż żywy. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek” 2013 nr z 30 X; O matce, ojczyźnie i narodzie-żydokomunie. B. Keff i M. Zgodzay. Rozm. M. Waligórska. „Przekładaniec” 2014 nr 29.

Ogólne

 	A. BĄK-ZAWALSKI: The reception of Holocaust literature with a feminist context in Poland: based on the example of Bożena Umińska-Keff and Ruth Klüger's works. W: Aspects of genres in the Holocaust literatures in Central Europe = Die Gattungsaspekte der Holocaustliteratur in Mitteleuropa. Praha 2015.
 	A. MACH: „Na początku była wojna”. Postpamięć w utworach Evy Hoffman, Bożeny Keff, Ewy Kuryluk i Agaty Tuszyńskiej. „Literaturoznawstwo” 2014/2015 nr 8/9.
 	A. TIPPNER: Sensing the meaning, working towards the facts. Drugie pokolenie a pamięć o Zagładzie w tekstach Bożeny Keff, Magdaleny Tulli i Agaty Tuszyńskiej. Przeł. K. Adamczak. „Teksty Drugie” 2016 nr 1.

Razem, osobno

 	J. KRZYŻANOWSKI: Razem i osobno. „Nowe Książ.” 1987 nr 11/12.
 	P. MATYWIECKI: Scena – człowiek. „Twórczość” 1987 nr 2.

Sen o znaczeniu snów

 	[K. DUNIN] kid: – „Życie Warsz.” 1994 dod. „Ex Libris” nr 65.
 	M. BARANOWSKA: Wystarczy śnić. „Polityka” 1995 nr 8 dod. „Polityka – Kultura” .
 	J.Z. BRUDNICKI: Namiot miłości i senne historie. „Mag. Lit.” 1995 nr 11.
 	A. OSIECKA: Jurata, seledynowy wyżeł, ona i ja… „Życie Warsz.” 1995 dod. „Ex Libris” nr 74, przedr. w tejże: Czytadła. Gawędy o lekturach. Wwa 2010.
 	M. BIGOSZEWSKA: Absurd i marzenie. „Arkusz” 1996 nr 5.

Postać z cieniem

 	W. SADKOWSKI: Książka z cieniem. „Akcent” 2001 nr 4.
 	D. ULICKA: Postfeminizm. „Nowe Książ.” 2001 nr 12.

Barykady

 	K. FILIPOWICZ-TOKARSKA: Po co komu barykady? „Pogranicza” 2007 nr 1.
 	K. TOMASIK: Głos „innego”. „Nowe Książ.” 2007 nr 3.

Utwór o Matce i Ojczyźnie

 	P. CZAPLIŃSKI: Mausoleum. O pamięci, nienawiści i wybaczeniu. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 37.
 	A. KAŁUŻA: Czarna skrzynka. „Nowe Książ.” 2008 nr 11.
 	M. PŁACZEK: Mleko, krew i ropa. „Twórczość” 2008 nr 10.
 	M. ŚWIERKOSZ: Matka demoniczna. „Tygiel Kult.” 2008 nr 10/12.
 	B. WARKOCKI: Obsesje i forma. „Pogranicza” 2008 nr 5.
 	B. HELBIG-MISCHEWSKI: Time to say fuck you – o matce, ojczyźnie i okrucieństwie ofiar. „Pogranicza” 2009 nr 4.
 	A. POCHŁÓDKA: Matka nie chce odejść. „Dekada Lit.” 2009 nr 5/6.
 	A. GAJEWSKA: „Nie ma się czego trzymać”. Najnowsza polska literatura feministyczna wobec mitu założycielskiego. W: Nowe dwudziestolecie (1989–2009). Wwa 2010.
 	A. CHODUŃ: Córka o matce, czyli „potwór” Bożeny Keff. „Tygiel Kult.” 2011 nr 7/9.
 	T. MIZERKIEWICZ: Estetyki profanacji w literaturze polskiej po roku 1989. W: Nowe Dwudziestolecie. Pozn. 2011 [dot. m.in. B. Keff].
 	M. KWAŚNIEWSKA: Grząski grunt uniwersalizmu. „Opcje” 2012 nr 1.
 	M. KUZIAK: Interteksty postzależności. „Utwór o matce i ojczyźnie” B. Umińskiej-Keff. W: (P)o zaborach, (p)o wojnie, (p)o PRL. Wwa 2013.
 	A. PODPORA: Niewyrażalność jako figura wątpienia w kontekście literatury po Zagładzie a „Utwór o Matce i Ojczyźnie” Bożeny Keff. W: O wątpieniu. Piaseczno 2015.
 	Rec. teatr.: wyst. w Szczec.: J. DERKACZEW: Czym ta trauma? Mą ojczyzną... „Gaz. Wybor.” 2010 nr 78; Ł. DREWNIAK: O córce i matczyźnie. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 84 dod. „Kultura”; B. HELBIG-MISCHEWSKI: Ty jesteś jak Adolf Hitler. „Pogranicza” 2010 nr 2; I. IWASIÓW: Tratwą przez Polskę. „Teatr” 2010 nr 6; J. SIERADZKI: Ślizg. „Odra” 2010 nr 5 [dot. też: P. Demirski: Utopia będzie zaraz]; E. GUDERIAN-CZAPLIŃSKA: Próby utworu. „Didaskalia” 2011 nr 101 [dot. też wyst. we Wr.], – wyst. we Wr.: J. DERKACZEW: Jana Klaty wyzwalanie z polskości „Gaz. Wybor.” 2011 nr 5; E. GUDERIAN-CZAPLIŃSKA: Próby utworu. „Didaskalia” 2011 nr 101 [dot. też wyst. w Szczec.]. A. HORUBAŁA: Śpiewogra o traumie. „Uważam Rze” 2011 nr 3; M. KOŚCIELNIAK: Przeciw–historia. Jan Klata: teatralna reaktywacja. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 3; J. KOWALSKA: Czarne jest piękne! „Teatr” 2011 nr 3; M. KWAŚNIEWSKA: Po premierze. „Didaskalia” 2011 nr 101; W. MROZEK: Przestać być matką, uciec z ojczyzny. Klata wystawia Keff. „Cwiszn” 2011 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Antysemityzm

 	P. SMOLEŃSKI: Wykład antysemityzmu. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 228 dod. „ale Historia” nr 39.
 	K. WRÓBLEWSKI. „KONSERWATYZM.pl” [on-line] 2013 nr z 12 X [dostęp 5 grudnia 2013]. Dostępny w Internecie: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/11036/bozena-keff-antysemityzm-niezamknieta-historia.
 	A. KROH: Żyd – mityczny, demoniczny. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

Tango łez śpiewajcie muzy

 	H.E. ROGOWSKA: Rymy z domu umarłych. „Nowe Książ.” 2013 nr 12.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3401" title="Józef Lui" slug="jozef-lui"></document>
<document nplp_id="3406" title="Hersz Deitszer" slug="hersz-deitszer"></document>
<document nplp_id="3421" title="Zbigniew ANDRES" slug="zbigniew-andres">ur. 1934

Historyk literatury, krytyk literacki.

Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 grudnia 1934 w Kurzynie Małej (pow. Nisko); syn Józefa Andresa i Zofii z domu Chmiel. W czasie okupacji niemieckiej i w pierwszych latach po wojnie uczęszczał do szkoły podstawowej w Kurzynie Średniej, a następnie do Liceum Ogólnokształcącego w Ulanowie, gdzie w 1952 zdał egzamin maturalny. Rozpoczął pracę jako pracownik umysłowy w Elektrowni Stalowa Wola, a od stycznia 1953 w Hucie Stalowa Wola. W październiku 1953 podjął studia polonistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, przerwane z powodu nieszczęśliwego wypadku. Od lutego do czerwca 1954 był słuchaczem Państwowego Kursu Nauczycielskiego w Przemyślu, zakończonego egzaminem dyplomowym na stanowisko nauczyciela szkół podstawowych. W roku szkolnym 1954/55 pracował jako nauczyciel w Państwowym Młodzieżowym Zakładzie Wychowawczym we Wzdowie w pobliżu Brzozowa, następnie w szkołach podstawowych – w 1955-57 w Rakszawie, a w 1957-60 w Giedlarowej pod Leżajskiem. Jednocześnie kształcił się w Zaocznym Studium Nauczycielskim w Rzeszowie, które ukończył w 1958. W 1960-68 kierował szkołą podstawową w Wólce Niedźwiedzkiej (pow. leżajski). W tym czasie sprawował też funkcję kierownika Powiatowego Ośrodka Metodycznego przy Wydziale Oświaty w Leżajsku. W 1962 ożenił się z Marią Surowiec, nauczycielką matematyki. W 1963 otrzymał skierowanie na studia wyższe dla pracujących w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Krakowie. Magisterium w dziedzinie filologii polskiej uzyskał w 1968 w WSP w Rzeszowie. Wówczas przeniósł się z rodziną do Leżajska i w 1968-75 pracował jako nauczyciel języka polskiego w Liceum Ogólnokształcącym, w którym jednocześnie w 1972-76 pełnił funkcję zastępcy dyrektora. Debiutował w 1971 szkicem Rzeszowska „Naprawa”. (O działalności wydawniczej Wiejskiego Uniwersytetu Orkanowego), ogłoszonym na łamach miesięcznika „Profile” (nr 9); w piśmie tym publikował następnie (1973, 1977-81, 1988) liczne artykuły i recenzje literackie. W 1972 otrzymał Nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania III stopnia. Doktoryzował się w 1975 na Uniwersytecie Jagielloński na podstawie rozprawy Walka o prawdziwy obraz wsi w prozie polskiej lat 1930-1939 (promotor prof. Marian Stępień). W tymże roku otrzymał stanowisko adiunkta w Katedrze Literatury i Języka Polskiego rzeszowskiej WSP (wcześniej, przez okres dwóch lat, pracował tu na tzw. godzinach zleconych). Rozprawy i artykuły dotyczące początkowo problematyki współczesnej literatury i pisarzy tzw. nurtu chłopskiego, a później także literatury emigracyjnej umieszczał m.in. „Roczniku Komisji Historycznoliterackiej PAN Oddział w Krakowie” (1973-83, z przerwami, i 1998), „Roczniku Naukowo-Dydaktycznym WSP w Rzeszowie” (od 1976), „Ruchu Literackim” (1977-2005, z przerwami), „Pracach Humanistycznych Towarzystwa Naukowego w Rzeszowie” (od 1979), „Życiu Literackim” (1975, 1981-82), „Literaturze” (1978), „Poezji” (1983-89) i „Tygodniku Kulturalnym” (1984-86). W 1975 został członkiem Towarzystwa Naukowego w Rzeszowie; tu w 1978-90 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Historycznoliterackiej. W 1977-85 był kierownikiem Zakładu Literatury Polskiej XX Wieku i Teorii Literatury (początkowo wchodzącej w skład Katedry Literatury i Języka Polskiego rzeszowskiej WSP, a od 1981 w Instytucie Filologii Polskiej na Wydziale Humanistycznym WSP). W 1978 otrzymał nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego III stopnia (ponownie w 1983 i 1986). W 1981 został członkiem Komisji Historycznej PAN w Krakowie. Redagował zeszyty z serii Filologia Polska „Rocznika Naukowo-Dydaktycznego WSP w Rzeszowie” (1981, 1990) oraz „Prace Humanistyczne Towarzystwa Naukowego w Rzeszowie” (1982). W 1985 habilitował się na Wydziale Humanistycznym WSP w Krakowie na podstawie rozprawy Faktografia i mity. Proza pisarzy o rodowodzie chłopskim lat 1918-1939. W 1986 został zatrudniony w WSP w Rzeszowie na stanowisku docenta. W roku akademickim 1986/87 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Humanistycznego, a w 1987-90 prorektora do spraw toku studiów rzeszowskiej WSP. W 1990 otrzymał stanowisko profesora WSP w Rzeszowie. W 1995 objął kierownictwo Zakładu Literatury Polskiej XX Wieku, a w 1999 został dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej WSP w Rzeszowie. Tytuł naukowy profesora otrzymał w 1999, a w 2000 – stanowisko profesora zwyczajnego. Artykuły i recenzje literackie ogłaszał m.in. we „Frazie” (1995-2005, 2011), „Wiadomościach Małopolskich” (1997-98), „Regionach” (1998), „Twórczości Ludowej” (1998), „Literaturze” (1997-2000) oraz „Tyczyńskich Zeszytach Naukowych” (2001-02) i „Kwartalniku Edukacyjnym” (2008, 2011) . Po powołaniu w 2001 (na miejsce m.in. WSP) Uniwersytetu Rzeszowskiego był do 2005 dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej, jednocześnie do 2006 kierował Zakładem Literatury Polskiej XX Wieku; po formalnym przejściu na emeryturę (w 2004) prowadził nadal seminaria licencjackie (do 2012). Nadto w 2000-2004 wykładał literaturę polską XX wieku na Wydziale Socjologiczno-Politologicznym Wyższej Szkoły Społeczno-Gospodarczej w Tyczynie. W 2006 otrzymał nagrodę m. Rzeszowa. Był członkiem Komitetu Redakcyjnego Słownika biograficznego twórców oświaty i kultury XIX i XX wieku Polski Południowo-Wschodniej (Rzeszów 2011), nadto autorem zamieszczonych w nim 45 haseł biograficznych, a także autorem ponad 60 haseł biograficznych i dotyczących życia kulturalno-literackiego Rzeszowszczyzny do Encyklopedii Rzeszowa (wyd. 1. 2011, wyd. 2. 2012). Odznaczony Odznaką Zasłużony Działacz Kultury (1980), Krzyżem Kawalerskim (1987) i Krzyżem Oficerskim (2004) Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2000). Mieszka w Rzeszowie.

TWÓRCZOŚĆ

 	O prawdziwy obraz wsi. Z polemik literackich dwudziestolecia międzywojennego. Rzeszów: Wydawn. Uczelniane WSP 1977, 171 s.
Rozprawa doktorska.
 	Faktografia i mity. Proza pisarzy o rodowodzie chłopskim lat 1918−1939. [Studium]. Rzeszów: Wydawn. WSP 1984, 293 s.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Stanisław Czarnik – autentystyczny rodowód twórczości. [Monografia]. Rzeszów: Wydawn. WSP 1990, 237 s.
 	Kreator utopii i realista. O życiu i twórczości literackiej Jana Wiktora. [Monografia]. Rzeszów: Wydawn. WSP 1991, 158 s.
 	Kazimierz Wierzyński. Szkice o twórczości literackiej. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 206 s.
Honorowa nagroda literacka ZLP „Złote Pióro” w 1998.                                Zawartość: Słowo wstępne. – „Jam jest wichr”. O początkach drogi twórczej poety; Mit emocjonalny. W kręgu „Wiosny i wina” oraz „Wróbli na dachu”; Antynomie wolności; Poetycki mit ziemi: „Ewangelia” i „Dno”; Liryka nostalgii i niepokoju; Mistyka słowa; „Ziarna goryczy”. O wierszach politycznych. – Aneks. Pamięci Kazimierza Wierzyńskiego [wiersze]: J. Łobodowski: Zamiast recenzji z „Korca maku”; W. Iwaniuk: Kazimierz Wierzyński opuszcza Long Island; F. Śmieja: Puste mogiły.
 	Przestrzeń egzystencji. Szkice o twórczości poetów emigracyjnych. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2003, 234 s.
Zawartość: Wstęp. – Inspiracje romantyczne w poezji wojennej i emigracyjnej Stanisława Czernika; Ku katastrofizmowi. O „Pieśniach fanatycznych” Kazimierza Wierzyńskiego; Ogniwa tradycji. Poezja Kazimierza Wierzyńskiego; Wizje natury w liryce Kazimierza Wierzyńskiego; U źródeł wyobraźni mitycznej. Poezja Jerzego Pietrkiewicza; Wizje wsi w twórczości literackiej i publicystyce Marian Czuchnowskiego; Meandry egzystencji. O późnej liryce Wacława Iwaniuka; Dom nad Uherką. Strony rodzinne w liryce Wacława Iwaniuka; Obraz własnego losu. O „Kontynentach” i londyńskiej grupie poetów; Sprawy polskie z perspektywy londyńskich „Kontynentów”; Paradoksy istnienia. O poezji Floriana Śmiei; Pamięć i egzystencja. Z rozważań nad poezją Floriana Śmiei; Degradowanie mitu. O Adamie Lizakowskim; Odwrotne strona mitu. Uwagi o „Zapiskach znad Zatoki San Francisco” Adama Lizakowskiego.
 	Rewizje wartości. Szkice o literaturze polskiej XX wieku. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2007, 334 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Poszukiwanie idei, czyli o poezji Emila Zegadłowicza; „Ponad śnieg jesteś bielszy, ponad śmierć mocniejszy”. Poezja o Żeromskim w pierwszych latach po jego zgonie; Regionalizm a nurt chłopski w prozie dwudziestolecia międzywojennego. Zarys problemu; Agraryzm i idee młodowiejskie w literaturze międzywojennej; U źródeł autentyzmu. O genezie poglądów estetycznych Stanisława Czernika; Manowce doktryny. O sporze Stanisława Pigonia z radykalnym nurtem literatury ludowej; Przezwyciężanie tragizmu. O poezji Tadeusza Gajcego; Symbolika Świąt Bożego Narodzenia w poezji Tadeusza Gajcego; Ciemność i śmierć. Wokół jednego wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego [dot.: „Poległym”]; „Nie wierzę miastu – wierzę ziemi…”. O konflikcie cywilizacji i natury w poezji Jana Bolesława Ożoga; Ze snów i baśni w prozie Tadeusza Nowaka; Świadectwo współczesności. O poezji Marcina Świetlickiego. – Emigranci: Pielgrzymi czasu wojny. Romantyczne style zachowań i problematyka słowa w poezji polskiej na obczyźnie po wrześniu 1939 roku; Kręgi wyobraźni rustykalnej. O poezji Beaty Obertyńskiej; Meandry czasu. O poezji Janusza Ignatowicza; Emigracja jako dramat niespełnienia. Proza Tadeusza Nowakowskiego; Emigracja i kraj w twórczości Tadeusza Nowakowskiego; Kazimierz Wierzyński i jego poezja w opinii Marii Danilewicz Zielińskiej; Późne notacje – poezja Floriana Śmiei.

Szkice i artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O rewizjonizmie historycznym w wiejskiej literaturze międzywojennej. „Rocz. Komis. Hist.-Lit. PAN” 1973 t. 11 s. 99-128. – Wokół modelu literatury o tematyce wiejskiej. Z polemik krytycznoliterackich lat 1930-1939. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol.”1976 z. 10 s. 175-193. – Poezja Tadeusza Hollendra. „Ruch Lit.”1977 nr 5 s. 363-380. – Nurt chłopski w prozie dwudziestolecia międzywojennego. W: Temat wiejski w literaturze polskiej. Rzeszów 1978 s. 9-23. – Powroty do Arkadii. O wybranych problemach prozy Jana Bolesława Ożoga. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol.”1979 z. 12 s. 143-167. – Wojciech Skuza – poeta walczący. „Pr. Hum. TN w Rzesz.”1979 nr 13 s. 237-259. – Próby prozatorskie Stanisława Młodożeńca. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol.”1980 z. 13 s. 115-133. – Śladami bohaterstwa. Rudolf Jaszowski; Tadeusz Hollender i jego poezja. W: Z dziejów Leżajska i okolic. Rzeszów 1980 s. 113-121, 181-198. – Między liryzmem a faktografią. O prozie Jalu Kurka do 1934 roku. „Rocz. Komis. Hist.-Lit. PAN” 1981 t. 18 s. 61-78. – Struktura gawędy w międzywojennej prozie o temacie wiejskim. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol.” 1981 z. 14 s. 99-120. – Bogusław Butrymowicz – nieznany poeta i tłumacz dramatu antycznego. „Pr. Hum. TN w Rzesz.” 1982 nr 23 s. 29-53, przedr. w: Studia o Bogusławie Butrymowiczu. Wr. 2006 s. 53-68. – Motyw ziemi w twórczości Juliana Kawalca. W: W kręgu twórczości Juliana Kawalca. Rzeszów 1982 s. 49-60. – Poszukiwanie ocalającej Arkadii. W: Szkice o twórczości literackiej Jana Bolesława Ożoga. Rzeszów 1982 s. 129-147. − Antyurbanizm Jana Wiktora (na przykładzie wybranych utworów). „Rocz. Komis. Hist.-Lit. PAN” 1983 t. 20 s. 73-89. − Struktury reportażowe w międzywojennej prozie o temacie wiejskim. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Rzesz. Filol. Pol.” 1984 z. 16 s. 99-129. – Autentyzm w prozie międzywojennej. „Pr. Hum. TN w Rzesz.” 1986 nr 27 s. 233-256. – W stronę Arkadii. O poezji Stanisława Czernika. W: Stanisław Czernik 1899-1969. Życie i twórczość. Kielce 1988 s. 1-17. – Znaki przemijającego czasu. O poezji Wiesława Koszeli. W: Pejzaże poetyckie. Rzeszów 1988 s. 87-98. – Rozmowa z Baryką – rozmowa ze współczesnością. („Wolność tragiczna” Kazimierza Wierzyńskiego). „Poezja” 1989 nr 6 s. 64-70. – Tristium liber. O poezji wojennej Stanisława Czernika. „Rocz. Kom. Hist.-Lit. PAN” 1989 t. 26 s. 163-177. – Modernistyczny rodowód międzywojennej nowelistyki Jana Wiktora. W: Tradycje modernistyczne w literaturze polskiej okresu międzywojennego. Lubl. 1991 s. 55-80. – Rzeczywistość zmitologizowana. U źródeł poezji Stanisława Czernika. W: Od Koźmiana do Czernika. Rzeszów 1992 s. 203-221. – Z dziejów kultury i życia literackiego. W: Z dziejów wsi Markowa. Rzeszów 1993 s. 242-261. – Londyńskie „Kontynenty” wobec Października. W: Październik’56. Odwilż i przełom w życiu literackim i kulturalnym. Kr. 1996 s. 93-106. – „Kontynenty”. Z dziejów pisma i londyńskiej grupy poetów. W: Literatura, prasa, biblioteka. Kr. 1997 s. 221-235. – Badania nad autentyzmem Kazimierza Świegockiego a jego poezja. W: Poezja i egzystencja. Siedlce 1999 s. 84-95. – „Błogość dziecinna i gorycz rozpaczy”. O Adamie Lizakowskim. W: W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Rzeszów 1999 s. 333-352. – Kręgi wyobraźni rustykalnej. O poezji Beaty Obertyńskiej. W: Zaklęte przestrzenie. Tor. 2005 s. 131-145. – Lubelskie Jeruzalem. Wokół Iwaniukowego miejsca na ziemi. W: Podróż w głąb pamięci. Toronto, Katow. 2005 s. 48-60. – Wieś i jej kultura w poezji Beaty Obertyńskiej. Na przykładzie cyklu „Lniane i konopne”. W: Studia Philologica. Drohobycz 2005 s. 125-131. – Zarys nieuchronnego czasu. Historia – sztuka – ojczyzna w poezji Karola Wojtyły. W: Znaleźć źródło. Rzeszów 2005 s. 33-43. – „Wielka tarcza historii”. O motywie Ojczyzny i narodu. W: Przestrzeń słowa. Kr. 2006 s. 215-223. – Poetyckie mity i wizje Stanisława Czernika. „Okolica Poetów” 2007 nr 47 s. 4-10. – Poeta refleksyjny. W: Poeta czułej pamięci. Studia i szkice o twórczości Janusza Szubera. Rzeszów 2008 s. 67-76. – Poeta znany, zapomniany. Tadeusz Hollender. „Alm. Leżajski” 2008 z. 2 s. 99-108. – Bieszczadzkie inspiracje Janusza Szubera. W: Od poetyki do hermeneutyki literaturoznawczej. Kr. 2009 s. 15-23. – Kazimierz Wierzyński – An Emigrant’s Fate. [Przekł.: A.M. Gernand]. „The Polish Review”, Nowy Jork 2010 vol. LV nr 1 s. 35-48; wersja pol.: Los emigranta. Poezja Kazimierza Wierzyńskiego. W: Obszary kultury. Rzeszów 2011 s. 277-287. – Mitologie Adama Ziemianina. W: Inna literatura? Dwudziestolecie 1989-2009. T. 2. Rzeszów 2010 s. 55-66. – Liryka wojenna Jadwigi Zengteler. „Alm. Leżajski” 2009 z. 4 s. 59-66. – Powroty do Polski. O poezji Adama Lizakowskiego. W: Tradycje literatury polskiej XX wieku. Rzeszów 2010 s. 213-219. ‒ Secrets of being: man and his problems in the poetry of Tadeusz Chabrowski, „The Polish Review”, Nowy Jork 2010 vol. LV nr 3 s. 307-321; wersja pol.: Tajemnice bytu. Człowiek i jego problemy w liryce Tadeusza Chabrowskiego. W: W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Kontynuacje. Rzeszów 2011 s. 142-149. – Twórczość literacka Michaliny Janoszanki. „Alm. Leżajski” 2010 z. 5 s. 149-154. – Z Kanady do Polski. O poezji Floriana Śmiei. W: Literatura polska w Kanadzie. Katow. 2010 s. 212-220. – Emigracyjne drogi Kazimierza Wierzyńskiego. W: Obszary kultury. Rzeszów 2011 s. 277-287. ‒ Motyw pielgrzyma i żołnierza tułacza w poezji polskiej na obczyźnie po wrześniu 1939 roku. W: Liryka żołnierska, estetyka i wartości. Rzeszów 2011 s. 40-52. – Świadek codzienności – Jerzy Pietrkiewicz. „Zesz. Nauk. URzesz. Ser. Filol. Hist. Lit. 6. Tematy i Konteksty” 2011 z. 70 s. 248-259. – „The great shield of history”. On the motif motherland and nation. W: The space of the word. The literary activity of Karol Wojtyła – John Paul II. Cracov 2011 s. 221-230. – „Lustro mijania”. O liryce Józefa Bujnowskiego. W: Zesłania i powroty. Twórczość Józefa Bujnowskiego. Rzeszów 2014 s. 51-61. – Motywy przewodnie w poezji Emila Zegadłowicza. W: Emil Zegadłowicz daleki i bliski. Katow. 2015 s. 187-198.
Prace redakcyjne

 	Z dziejów Leżajska i okolic. Zbiór artykułów, szkiców i materiałów. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Tow. Nauk. na zlecenie Urzędu Miej. w Leżajsku 1980, 250 s.
 	W kręgu twórczości Juliana Kawalca. Zbiór szkiców i artykułów. Pod red. Z. Andresa i G. Ostasza. Rzeszów: TN 1982, 223 s. Tow. Nauk. w Rzeszowie.
Szkice o twórczości Emila Zegadłowicza. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: TN 1985, 238 s. Tow. Nauk. w Rzeszowie.
 	Pejzaże poetyckie. Szkice o poetach rzeszowskiego środowiska literackiego. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Wydawn. WSP 1988, 271 s.
 	Poezja pokolenia wojennego. Studia, interpretacje i artykuły. Pod red. Z. Andresa i G. Ostasza. Rzeszów: TN 1989, 298 s. Tow. Nauk. w Rzeszowie.
 	W stronę dwudziestolecia 1918−1939. Studia i szkice o literaturze. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Wydawn. WSP 1993, 262 s.
 	I. Antosz: Przed świata ogrodem. [Wiersze]. Wybór, oprac. i wstęp Z. Andres. Lubl.: Polihymnia na zlecenie Zarząd Gł. STL [Stow. Twórców Lud.] 1994, 93 s. Bibl. „Dziedzictwo” Stow. Twórców Lud., t. 11.
 	S. Harla: W blasku i rytmie słowa. [Wiersze]. Wybór, oprac. i wstęp Z. Andres. Lubl.: Polihymnia na zlecenie Zarząd Gł. STL [Stow. Twórców Lud.] 1996, 96 s. Bibl. „Dziedzictwo” Stow. Twórców Lud., t. 31.
 	W stronę współczesności. Studia i szkice o literaturze polskiej po 1939 roku. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Wydawn. WSP 1996, 352 s.
Poetycki krąg „Kontynentów”. Artykuły i szkice. Pod red. Z. Andresa i J. Wolskiego. Rzeszów: Wydawn. WSP 1997, 274 s.
Poezje. Literatura współczesna − Interpretacje. Red. nauk. Z. Andres. Wwa, Wr., Opole: Edukacja 1998, 112 s.
 	W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Studia i szkice. Pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Wydawn. WSP 1999, 362 s.
Gimnazjum i Liceum w Leżajsku 1912-2002. Księga jubileuszowa. Pod red. Z. Andresa. Leżajsk, Rzeszów: Edytor 2002, 412 s.
 	Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Wokół problemów emigracji. Studia i szkice. Pod red. Z. Andresa, J. Wolskiego. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2003, 397 s.
 	Parabole pamięci. Literacka i translatorska twórczość Floriana Śmiei. Studia i szkice. Pod red. Z. Andresa i J. Wolskiego. Tor.: A. Marszałek 2004, 226 s.
Poezja polska na obczyźnie. Studia i szkice. T. 1-2. Pod red. Z. Andresa i J. Wolskiego. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2005, 343 + 404 s.
 	Zaklęte przestrzenie. O twórczości Beaty Obertyńskiej. Pod red. Z. Andresa i Z. Ożoga. Tor.: A. Marszałek 2005, 405 s.
 	Znaleźć źródło. Twórczość literacka Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Pod red. Z. Andresa, J. Pasterskiej. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2005, 302 s.
Studia o Bogusławie Butrymowiczu. Wybrane recenzje i artykuły oraz poezje z lat 1897-1995. Wstęp, wybór i oprac. Z. Andres i W. Czernianin. Wr.: Wydawn. Antykwa 2006, 135 s.
 	Proza polska na obczyźnie. Problemy, dyskursy, uzupełnienia. Pod red. Z. Andresa, J. Pasterskiej i A. Wal. T. 1-2. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2007, 462 + 347 s.
Inna literatura? Dwudziestolecie 1989-2009. Pod red. Z. Andresa i J. Pasterskiego. T. 1-2. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2010, 454 + 382 s.
 	W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Kontynuacje. Studia i szkice pod red. Z. Andresa. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2011, 420 s.

OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2009, 2010, 2011, 2013.
 	Wywiady: Humanista od zawsze. Rozm. A. Szydło. „Głos Rzeszowa” 1999 nr 11; Z Zbigniewem Andresem rozm. M. Tokarz. „Kontakty Podkarpackie” 2001 nr 2.

Powrót na górę↑

 	Z. OŻÓG: Bibliografia publikacji Zbigniewa Andresa. W: Epoka przemian. Wiek XX w literaturze polskiej. Księga pamiątkowa dedykowana Profesorowi Andresowi. Rzeszów 2005.
</document>
<document nplp_id="3426" title="Bogusław BAKUŁA" slug="boguslaw-bakula">ur. 1954

Pseud.: A-tomek; (a.w.); A.W.; (A.W.); A. Wild.; (A. Wild.); Adam Wildecki; BB; Jerzy Wipman; Mól; MÓL; Przemysław Poznański; red. dyżurny; Wildecki; Wipman; – wspólnie z: Katarzyną Turczyk: (k.a.w.); – wspólnie z Władysławą Łuczką-Bakułą: WAW.

Historyk literatury, badacz literatur wschodnio- i środkowoeuropejskich, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 25 marca 1954 w Warszawie w rodzinie nauczycieli polonistów; syn Leszka Bakuły, poety, prozaika, krytyka literackiego, i Krystyny z Markowskich. W 1958 zamieszkał wraz z rodzicami w Ustce, gdzie w 1969 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika; w 1973 zdał maturę. W tymże roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu (UAM); w 1977 uzyskał magisterium, ukończył jednocześnie specjalizację teatrologiczną. W okresie studiów włączył się w działalność opozycyjną, m.in. zajmował się kolportażem bezdebitowych czasopism i ulotek. W 1978-80 odbywał studia doktoranckie na Wydziale Historycznym UAM w Poznaniu. Pracował w tym czasie jako mechanik pojazdowy w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji w Słupsku (do 1981), następnie jako nauczyciel języka polskiego w szkole podstawowej w Poznaniu oraz w redakcji programów kulturalnych w Oddziale Telewizji Polskiej w Poznaniu (1981). Jako badacz literatury debiutował w 1979 artykułem pt. Autotematyzm we współczesnej kulturze artystycznej, opublikowanym w „Tygodniku Kulturalnym” (nr 13). W pracy naukowej zajął się literaturą polską XX w oraz badaniami porównawczymi w zakresie literatur Europy Środkowo-Wschodniej. Recenzje i artykuły drukował m.in. w „Integracjach” (1980,1983), „Studiach Polonistycznych” (1985, 1991), „Ruchu Literackim” (1986) oraz „Akcencie” (1987-88). Od 1980 należał do NSZZ „Solidarność”; od listopada 1981 był członkiem Komitetu Zakładowego Związku na UAM . W 1981 został zatrudniony na stanowisku asystenta w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UAM. W styczniu 1982 był założycielem, a następnie do 1989 członkiem zespołu wydawniczego i redakcyjnego poznańskiego pisma bezdebitowego „Obserwator Wielkopolski”; tu także publikował artykuły publicystyczne, recenzje oraz tłumaczenia z języka ukraińskiego (1982-90; podp. m.in.: A-tomek, (A.W.), AW, (a.w.), A. Wild., (A. Wild.), Adam Wildecki, BB, Jerzy Wipman, MÓL, Przemysław Poznański, red. dyżurny, Wildecki, Wipman oraz WAW i (k.a.w.)). W 1982 był redaktorem i spikerem pierwszych audycji podziemnego Radia „Solidarność” Regionu Wielkopolska. W 1985-88 mieszkał w Puszczykowie pod Poznaniem, gdzie założył podziemną drukarnię „Obserwatora Wielkopolskiego”; drukował tu m.in. czasopismo literackie „Bez Debitu”. W 1987 był we Francji na dwumiesięcznym stażu, ucząc się technik drukarskich i obsługi sprzętu poligraficznego. W 1989 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy pt. Oblicza autotematyzmu w polskiej prozie powieściowej po roku 1956 (promotor prof. Edward Balcerzan) i otrzymał stanowisko adiunkta w Zakładzie Teorii Literatury IFP UAM. Publicystykę polityczną oraz kulturalną dotyczącą tematyki Europy Wschodniej i Środkowej zamieszczał w wydawanych w Paryżu pismach „Kontakt” (od 1988) i „Kultura” (1990-96; tu m.in. w 1992-93 cykl pt. Z prasy ukraińskiej) oraz w londyńskim „Orle Białym” (1990-2001). Nadto artykuły, szkice, recenzje, tłumaczenia z języka ukraińskiego, publikował na łamach m.in. „Czasu Kultury” (1989,1990, 2003), „Arkusza” (1991-93, 1995-97), „Biuletynu Polonistycznego” (1991), „Kultury Niezależnej” (1991), „Tekstów Drugich” (1994, 2006), „Życia i Myśli” (1994), „Kresów” (1996) i „Polonistyki” (1996, 2001, 2007). W 1994 i w 1998 współorganizował w Poznaniu międzynarodowe kongresy kultury pt. Kultura czasu przełomu. Współtworzył polsko-ukraińskie oraz polsko-czeskie projekty naukowe. Przebywał na zagranicznych stażach naukowych: w 1995 na Uniwersytecie im. I. Franki we Lwowie oraz w Instytucie Literatury im. T. Szewczenki w Kijowie, w 1996 na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej w Kijowie, w 1997 na Uniwersytecie im. Masaryka w Brnie, w 1999 na Uniwersytecie Odeskim im. I. Miecznikowa. W 1994-96 otrzymywał stypendium Research Support Scheme, przyznawane przez Central European University w Budapeszcie, na napisanie pracy o poezji ukraińskiej (ukazała się w 1999 pt. Skrzydło Dedala).Nadto współpracował z Kijowskim Uniwersytetem Slawistycznym, Uniwersytetem Karola w Pradze, Uniwersytetem Palackiego w Ołomuńcu i Uniwersytetem Śląskim w Opawie. Organizował naukowe konferencje polsko-ukraińskie i polsko-czeskie oraz w latach późniejszych – polsko-węgierskie. W 1995 uzyskał na UAM habilitację na podstawie rozprawy pt. Człowiek jako dzieło sztuki. Z problemów metarefleksji artystycznej, a w 1996 otrzymał stanowisko profesora IFP UAM. W 1995-98 był członkiem redakcji czasopisma kulturalnego „Arkusz”. W 1998 został kierownikiem Pracowni Komparatystyki Literackiej (obecnie Zakład Komparatystyki Literackiej i Kulturowej) w IFP UAM. W 2000 otrzymał tytuł naukowy profesora. W tymże roku był stypendystą Ministerstwa Edukacji Narodowej w Czeskiej Akademii Nauk w Pradze. Od 2000 był współredaktorem, a od 2013 redaktorem naczelnym wydawanego przez Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk rocznika „Slavia Occidentalis”; w piśmie tym publikował artykuły i rozprawy oraz tłumaczenia z języków czeskiego i słowackiego (2000, 2002-04, 2006-07, 2009, 2011); w 2002 został członkiem tego Towarzystwa. W 2000-05 pracował równocześnie w Wyższej Szkole Humanistyki i Dziennikarstwa w Poznaniu. W 2003 otrzymał doktorat honoris causa Kijowskiego Uniwersytetu Slawistycznego. W 2004 był założycielem, a następnie został redaktorem naczelnym czasopisma poświęconego komparatystyce literackiej oraz studiom interdyscyplinarnym „Porównania”; na jego łamach publikował liczne artykuły oraz tłumaczenia z języków ukraińskiego, węgierskiego i czeskiego (2004-09, 2011, 2014). W 2005-08 pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Zawodowej „Kadry dla Europy” w Poznaniu. W 2006-09 brał udział w międzynarodowym projekcie badawczym Das Andere Osteuropa – die 1960er bis 1980er Jahre.Dissens in Politik und Gesellschaft, Alternativen in der Kultur. Beitrage zu einer vergleichenden Zeitgeschichte realizowanym w Forschungsstelle Osteuropa na Uniwersytecie w Bremie. Był także kierownikiem zespołu badawczego w projekcie Polskie dziedzictwo kulturowe w nowej Europie. Transformacja w kulturze i literaturze polskiej 1989-2004 na tle przemian w kulturze Europy Środkowo-Wschodniej, prowadzonym w IBL PAN. Kontynuował twórczość badawczą oraz krytycznoliteracką, publikując w „Twórczości” (2005), „Odrze” (2007), „Akcencie” (2012-13), a także w czasopismach wydawanych za granicą, m.in. „Revue des Études Slaves” (Paryż; 1991), w ukraińskich: „Slovo ì čas” (Kijów; 1997, 2002), „Dyvoslovo” (Kijów; 2000), „Kritika” (Kijów; 2000, 2003, 2010), „Sučasnist’” (Kijów; 2002), a także w „Arhè” (Mińsk; 2003), „Osteuropa” (Berlin; 2004-05, 2009), „OS” (Bratysława; 2009), „Česká Literatura” (Praga; 2010), „Host” (Brno; 2010). W 2007 był współzałożycielem i następnie członkiem zarządu Polsko-Czeskiego Towarzystwa Naukowego we Wrocławiu. W 2009 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego na UAM w Poznaniu. W tymże roku zainicjował powstanie na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM oraz na Wydziale Historii UAM kierunku z zakresu filologiczno-historycznych studiów środkowoeuropejskich. Współpracował z Uniwersytetem im. Filozofa Konstantyna w Nitrze (od 2007), a w 2010 podjął współpracę z Katolickim Uniwersytetem im. P. Pázmánya w Piliscsaba na Węgrzech; z udziałem tych uczelni w 2012-14 realizował projekt międzynarodowy w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki Dyskurs postkolonialny w Europie Środkowo-Wschodniej 1991-2011: Polska, Węgry, Słowacja, Ukraina. Literatura, eseistyka, stan badań. Wyróżniony odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (2001), przyznaną za działalność w drugim obiegu wydawniczym w 1981-89. Mieszka w Poznaniu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Oblicza autotematyzmu. (Autorefleksyjne tendencje w polskiej prozie po roku
1956). Pozn.: WiS 1991, 136 s.
Fragm. rozprawy doktorskiej.
Zawartość: Autotematyzm: punkty widzenia; Kim jest Autor?; Problemy kreacji; Autotematyzm i problemy tekstu; Konteksty powieściowego autotematyzmu.
Przekł. franc. fragm.: Tendances auto-reflexives dans la prose polonaise aprés 1956. [Przeł.] B. Gautier. „Revue des Études Slaves”, Paryż 1991 t. 63 z. 2 s. 467-479.
2. Człowiek jako dzieło sztuki. Z problemów metarefleksji artystycznej. Pozn.: WiS
1994, 190 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Słowo od Autora. – [1]. Sztuka po awangardzie: Kryzys; Twórczość i eksperyment; Metasztuka. – [2]. Metaobrazy: Człowiek jako dzieło sztuki; Odwrót; Obrazy w obrazach; Redukcje-tautologie; Kino egocentryczne. – [3]. Warsztat poezji: Ars poetica; Metapoezja [J.] Przybosia; Utopie [Z.] Herberta. – [4]. Powieści o powieściach: Artysta i experimentum crucis [dot.: S. Grabiński: Dziedzina]; Początek i koniec; Tworzenie jako przymus [dot.: W. Mach: Góry nad czarnym morzem; W. Karczewska: Głębokie źródła; B. Sztajnert: Grupa pięciu]; Fikcja w fikcji; Maski [dot. m.in.: J.S. Stawiński: Sprawa holenderska; L. Gomolicki: Kiermasz; K. Karasek: Wiosna i demony; M. Choromański: W rzecz wstąpić; P. Wojciechowski: Manowiec; L. Buczkowski: Pierwsza świetność]; Retoryka a rozum transwersalny; Postać i Autor [dot.: T. Parnicki: Przeobrażenie]. – Słowo końcowe.
3. Skrzydło Dedala. Szkice, rozmowy o poezji i kulturze ukraińskiej lat 50.-90. XX
wieku. Pozn.: WiS 1999, 385 s.
Druk. częściowo w „Akcencie” w 1997.
Zawartość: Wstęp. – Próba historii; Ukraińska inteligencja i granice kompromisu. Rozmowa z Iwanem Dziubą; Kino ukraińskie lat 60. i 70. a totalitaryzm. „Cienie zapomnianych przodków” Siergieja Paradżanowa; Spory o literaturę; Nowatorzy i tradycjonaliści; Historia i poezja. Szkic o poezji Liny Kostenko; Poezja wyobraźni. Szkic o liryce Emmy Andijewskiej; Słowo i świat. Szkic o poezji Iwana Dracza; Kondycja literatury ukraińskiej. Rozmowa z Iwanem Draczem; Dmytro Pawłyczko – poeta obywatelski; Palimpsest w ruchu. O poezji Wasyla Stusa. Rozmowa z Mychajłyną Kociubynską; „W rodzimej obczyźnie”. Kilka uwag o poezji Wasyla Stusa; Poezja Ihora Kałyncia albo trzy Muzy: przebudzona, zniewolona i... milcząca; „Jestem wciąż dysydentem...”. Rozmowa z Ihorem Kałynciem; Ojczyzny poetów. (Ihor Kałyneć, Wasyl Stus oraz Iwan Switłyczny); Oblicza teodycei w poezji Liny Kostenko, Dmytra Pawłyczki i Wasyla Stusa; Poeci Kijowskiej Szkoły [dot.: M. Worobjow, W. Ruban, W. Hołoborod’ko, W. Kordun, M. Hryhoriw, M. Saczenko]; Sofia Majdanska – poetka z bukowej krainy; Przełom lat 80. i 90. Młoda poezja lat 90.; „Zrozumieć istotę przełomu”. Rozmowa z Mykołą Żułynskim. – Zakończenie.
Przekł. ukr. tekstu: Kino ukraińskie lat 60. i 70. a totalitaryzm. „Cienie zapomnianych przodków” Siergieja Paradżanowa: Ukraïns’ke kìno ì totalitarizm. „Tìnì zabutih predkìv”. W: Poetìčne kìno. Zaboronena škola. Kiïv 2002 s. 250-260.
4. Historia i komparatystyka. Szkice o literaturze i kulturze Europy Środkowo-
Wschodniej XX wieku. Pozn.: Wydawn. IFP UAM 2000, 188 s. Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit., 31.
Zawartość: Kilka uwag na temat komparatystyki integralnej: Perspektywa badacza; Komparatystyka jako historia i metateoria; Europejska świadomość komparatysty; Slawistyka; Filologia i literatura narodowa; W stronę komparatystyki integralnej; Komparatystyka integralna i edukacja; Ważny problem – studia terytorialne. – Literacka utopia zachodnio- i wschodniosłowiańska XX wieku. Zarys problematyki badawczej: Wstęp; Wstępne rozróżnienia i definicje; Idee i tematy; Utopia a mity socjopolityczne i historiozoficzne; Periodyzacja jako „system wewnętrznych porozumień”; Utopia literacka jako metasystem. – Sacrum w utopii zachodnio- i wschodniosłowiańskiej z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku: Sacrum władzy; Anty-sacrum, czyli inwazja obcych; Zakończenie. – Dialog jako porównywanie przyszłości. Krótka historia sporów i współpracy emigracji z Europy Środkowo-wschodniej: Wprowadzenie; Oblicza dialogu; W warunkach Karty Helsińskiej; Federalizm jako projekcja komparatystyczna. – Polska i Ukraina w działalności „Kultury”: Niepodległość i nonkonformizm; Płaszczyzny dialogu; Wizja i pragmatyzm; Ocalić, co można. – Dyskurs narodowy w literaturze oraz eseistyce Europy Środkowej i Wschodniej lat 1989-1999. (Szkic wybranych zagadnień): I. Założenia wstępne; II. Dyskurs narodowy w literaturach środkowo- i wschodnioeuropejskich; III. Dyskurs narodowy w literaturze wobec modernizmu oraz postmodernizmu. – Zakończenie.
Przekł.: ukr. tekstów: Kilka uwag na temat komparatystyki integralnej: Dekìl’ka sposterežen’ na temu ìntegralnoï komparativìstikì. „Slovo ì čas”, Kijów 2002 s. 50-58; Dialog jako porównywanie przyszłości. Krótka historia sporów i współpracy emigracji z Europy Środkowo-wschodniej: Diâlog âk porivnannâ majbutniogo. Korotka ìstorìâ superečok ì spìvpracì emìgracìj pìslâ Drugoï Svïtovoï Vìjni. W: Ukraïna. Kul’turna spadŝina, nacìonal’na svìdomìst', deržavnìst’. L’vìv 2004 s. 149-169; Polska i Ukraina w działalności „Kultury” [fragm.]: Pol’ŝa ì Ukraïna v dìâl’nostì „Kul’turi”. [Przeł.] V. Mahno. „Sučasnìst’”, Kijów 1997 s. 97-103.
5. Antylatarnik oraz inne szkice literackie i publicystyczne. Pozn.: WiS 2001, 139 s.
Zawartość: Kilka słów wstępu; Ostatnia dekada, czyli o kulturze w demokracji postkomunistycznej; Literatura w demokracji; Maska i gra, czyli autor w kulturze współczesnej; Snobizm, regres i rozproszenie. Od powieści traktowanej jako „pralka autotematyczna” do „prozy diaspornej”. Kilka słów o polskim filmie lat 90.; Z kresów na kresy. Powojenna migracyjna powieść o kresach zachodnich; Inteligencja polska – współczesność i dziedzictwo okresu minionego. Na marginesie pewnej dyskusji; Inteligent w pejzażu społecznym i politycznym lat 70.-80. (Na przykładzie twórczości Tadeusza Siejaka); Antylatarnik [dot. reinterpretacji noweli H. Sienkiewicza „Latarnik”].

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: „Ponura igraszka fantazji”, czyli dyskurs autotematyczny w „Dziedzinie” Stefana Grabińskiego. „Ruch Lit.” 1986 nr 6 s. 487-496. – Emigracja „międzymorza” – czy początek dialogu? „Alm. Hum.”* 1987 nr 7 s. 41-51. – Tradycje śródziemnomorskie i starosłowiańskie w twórczości Ihora Kałyncia, Wasyla Stusa oraz Iwana Switłycznego. W: Dawność kulturowa w literaturach słowiańskich drugiej połowy XX wieku. Opole 1993 s. 155-166. – „Sól ziemi” [J.] Wittlina w naukowym opracowaniu. „Teksty Drugie” 1994 nr 5/6 s. 164-170. – [Z.] Herbert i utopia. W: Czytanie Herberta. Pozn. 1995 s. 255-35. – Katastrofizm i katastroficzność w powieści historycznej po 1956 roku. W: Przez znaki – do człowieka. Pozn. 1997 s. 208-227. –Postmodernizm a współczesna (polska) powieść historyczna. „Acta Univ. Lodz. Folia Scientiae Artium et Litterarum” 1998 z. 8 s. 19-33, przekł. ukr.: Postmodernìzm ì pols’kìj ìstoričnij roman. [Przeł.:] S. Ševčenko, N. Sidâčenko. „Slovo ì čas”, Kijów 1997 nr 7 s. 13-22. – Ûliuš Meroševskij. Pols’ka Ostpolitik. „Sučasnìst’”, Kijów 1999 s. 114-119. – Kijów i Petersburg, czyli na rogatkach Europy i Azji. W: Powroty Iwaszkiewicza. Pozn. 1999 s. 163-175, przekł. niem.: An den Schlagbäumen Europas und Asiens. Der Dichter Jarosław Iwaszkiewicz. [Przeł.] A. Opyrchal. „Osteuropa”, Berlin 2005 nr 11 s. 61-79. – Stereotyp-literatura. Refleksje na temat stereotypów narodowych w literaturze Europy Środkowej. W: Integrovaná žanrová typologie. (Komparatyvní genologie). Brno 1999 s. 147-153. – Desât’ rokìv bez cenzuri. „Kritika”, Kijów 2000 nr 11 s. 4-9. – Three contributions about fredoom, stereotype and myth. W: Transformation and integration in the Baltic Sea area. Umea (Szwecja) 2000 s. 273-286. – Iwan Łysiak-Rudnyckyj oraz Juliusz Mieroszewski: modele i praktyka rozpoznań polsko-ukraińskich w aurze „Kultury”. W: Porównanie jako dowód. Pozn. 2001 s. 81-94. – „Maszyna słoneczna” Wołodymyra Wynnyczenki na tle literackiej utopii zachodnio- i wschodniosłowiańskiej lat 20-30. XX wieku. W: Slov’âns’kì kul’turi v evropejs’kìj civìlizacïì. Kiïv 2001 s. 24-37, przedr. pt. „Słoneczna maszyna” Wołodymyra Wynnyczenki na tle nowoczesnej literackiej utopii zachodnio- i wschodniosłowiańskiej. „Slav. Occid.” 2009 t. 66 s. 67-79. – Świat naukowo-artystyczny lwowskiej „knajpy” lat 30.: „Szkocka”, „Atlas”, „Pod Gwiazdką”. W: Porównanie jako dowód. Pozn. 2001 s. 207-219, s. 516-523, przekł. niem.: Eine Welt zwischen Wissenschaft und Kunst. Lemberger Kneipen der 1930er Jahre. [Przeł.] A. Opyrchal. „Osteuropa”, Berlin 2004 nr 3 s. 3-15. – Pols’ka ìnteligencìâ. Sučasnìst’ i spadŝina poperedniogo periodu. Na margìnesì pevnoï diskusìï. [Przeł.:] P. Usenko. „Sučasnìst’”, Kijów 2002 nr 1 s. 46-55. – Česká a polská literatura a kultura mimo cenzuru v 70.-80. letech 20. století. Úvod k srovnávací sondě. Sborník z mezinárodní vĕdecké konference konané v Opavě 13-14 listopadu 2002. Opava 2003 s. 7-17. – Die Hinwendung zur Integralen Komparatistik. [Przeł.] Ch. Myschor. „Slavica XXXII. Annales Instituti Slavici Universitatis Debreceniensis”, Debreczyn 2003 s. 65-74. – Kryzys i przełom w perspektywie polsko-ukraińskich związków kulturowych w XX wieku. W: Ukraïns’ko – pol’s’kì kul’turnì vzaêmini XIX-XX stolìttâ . Kiïv 2003 s. 80-86. – Polská prozá po roce 1990 v dialogu s postmodernismem a vizí Střední Evropy. W: Postmodernismus v české a slovenské próze. Opava 2003 s. 38-52. – Pol’skì klopoty na evropejs’komu porozì. „Kritika”, Kijów 2003 nr 5 s. 5-10, przedr. w tłum. białorus.: Polskiâ bâdy na eurapejskim paroze. „Arhè”, Mińsk 2003 nr 6 s. 74-85. – Principi ìntegral’noj komparativìstikì. [Przeł.] S. Âkovenko. W: Romantizm. Miž Ukraïnoû ta Pol’ŝeû. Kiïv 2003 s. 5-20. – Die Schlüssel zu Kiew. [Przeł.] U. Heisse. „Osteuropa”, Berlin 2004 nr 7 s. 3-17, przedr. w: Die Ukraine, Polen und Europa. Osnabrück 2004 s. 225-242. – Mluvené literární časopisy „NaGłos” a „Struktury Trzecie” v kontextu nezávislé polské kultury 80. let 20. století. W: Česká a polská samizdatová literatura = Czeska i polska literatura drugiego obiegu. Sborník z mezinárodní vĕdecké konference konané v Opavě 13-14 listopadu 2002. Opava 2004 s.126-135, przekł. niem.: NaGłos und Struktury Trzecie. Gesprochene Zeitschriften in polnischen Untergrund. „Osteuropa”, Berlin 2004 nr 11 s. 87-96. – Nova Evropa ì slov’ân’stvo v bačenì Tomaša Masaryka. „Problemi slov´ânoznavstva”, Lwów 2004 t. 54 s.11-19. – O serbołużyckim życiu literackim w Czechach. „Slav. Occid.” 2004 t. 61 s. 107-115. – Pervaâ mirovaâ vojna v pol’skoj proze XX v. Točki zreniâ, tendencii, žanry. [Przeł.] I. Kuz’min. W: Pervaâ mirovaâ vojna v literaturah i kul’ture zapadnyh i ûžnyh slavân. Moskva 2004 s. 127-141. – Polska proza w dialogu z postmodernizmem i wizją Europy Środkowej. W: Wielokulturowość, tożsamość narodowa, mniejszości na Węgrzech i w Polsce. Debreczyn 2004 s. 261-277, przekł. ros.: Polskaâ proza 90-h godov ХХ veka w dialoge s postmodernizmom i obrazom Central’noj Evropy. [Przeł.] A. Pomianowska. W: V slavističeskie čteniâ pamâti professora P.A. Dimitrova i professora G.I. Safronova. Sankt-Peterburg 2004 s. 118-124. – Gry i granice różnic w literackich obrazach przeszłości. W: Obraz minulosti v současne české a polské literatuře = Obraz przeszłości we współczesnej literaturze czeskiej i polskiej. Katow. 2006 s. 13-25. – Katolic’kij ì hristiânskij teatr v Polŝì drugoï polovini XX stolìttâ. Situativnij naris. „Hudožnaâ kul’tura. Aktualnì problemi”. T. 3. Kiïv 2006 s. 119-133. – Kolonialne i postkolonialne aspekty polskiego dyskursu kresoznawczego. (Zarys problematyki). „Teksty Drugie” 2006 nr 6 s. 11-33, przekł. ang.: Colonial and postcolonial aspects of Polish discourse on the Eastern „borderlands”. W: From sovietology to postcoloniality. Poland and Ukraine from a postcolonial perspective. Huddinge 2007 s. 41-61, przekł. ukr.: Kresì bez vzaêmnih vikreslûvan’. „Kritika”, Kijów 2010 nr 1/2 s. 147-148. – Masarykova idea slovanského světa a Evropy v letech 1895-1918. W: Tomáš Garrigue Masaryk. České Budějovice 2006 s. 10-17. – Útószo. W: Lengyel tollal a magyar Októberről. Budapest 2006 s. 173-187. – Dialogurile revistei „Kultura” cu Europa Centrală şi de Est. [Przeł.] L. Ţurcanu. W: Dialogul culturilor în paginile revistei „Kultura” = Dialog kultur na łamach paryskiej „Kultury”. Bielce 2007 s. 11-22. – Kiev – gorod masterov. „Novaâ Polša”, Wwa 2007 nr 2 s. 15-19. – Stan badań nad kulturą i literaturą w polskim drugim obiegu wydawnictw w latach 1976-2006. [Współaut.:] D. Dabert. „Slav. Occid.” 2007 t. 64 s. 169-180. – Transformacja kultury i literatury polskiej na tle zmian w kulturze Europy Środkowej i Wschodniej po roku 1989. W: Transformacja w kulturze i literaturze 1989-2004. Pozn. 2007 s. 173-216. – Stand der Untersuchungen über die Kultur und Literatur des sogenannten „zweiten polnischen Umlaufs“ in den Jahren 1976-2006. W: „Das Andere Osteuropa von den 1960er bis zu den 1980er Jahren”. Berichte zur Forschungs- und Quellenlage. Bremen 2008 s. 25-34. – U naprâmi do ìntegral’noï komparativìstikì. W: Teorìâ lìteraturi v Pol’ŝì. Antologìâ tekstìv. Kiïv 2008 s. 503-515. – Czeska i polska literatura wobec tematów i asocjacji morskich. W: Moře v české a polské literatuře. Sborník mezinárodní vědecké konferencje. Opava 2009 s. 7-23. – Die Last der Freiheit. Polnische Kultur 1989-1999. [Przekł.] A. Opyrchal. „Osteuropa”, Berlin 2009 nr 11s. 37-51. – Dyskurs niezależny lat siedemdziesiątych XX wieku o kulturze oficjalnej i o sobie. Szkic problemu. W: Słowa i metody. Lubl. 2009 s. 449-467. – George Grabowicz – slawista niepokorny. [Współaut.:] L. Stefanowska. „Slav. Occid.” 2009 t. 64 s. 109-118. – O polskej kultúre po roku 1989 čiže problémy s ťarchou slobody. [Przeł.] K. Chmel. „OS”, Bratislava 2009 nr 2 s. 20-50. – Świat komunizmu w drugim obiegu literatury w Polsce. W: Oblicza komunistycznego zniewolenia. Między nauką a literaturą. Pozn. 2009 s. 123-141. – Kilka uwag o komparatystyce integralnej i Mickiewiczowskim dziedzictwie. W: Komparatystyka między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. Bydg. 2010 s. 15-18. – Kino Europy Środkowej i Wschodniej po roku 1989 wobec przeszłości i narodowych dyskursów. W: Kontexty literární vĕdy II. Usti nad Orlici 2010 s. 155-168. – Od integrální humanitní komparatistiky k integrální literární komparatistice. [Przeł.:] L. Martinek, J. Vitoň. „Česká literatura”, Praga 2010 nr 3 s. 316-331. – Slawista jako komparatysta. W: Zmierzch Herdera. Filologiczne podstawy slawistyki. Opole 2010 s. 69-78. – Stredoevrópske regionálne štúdiá – móda alebo nevyhnutnost? W: Tudomány az oktatásért – oktatás a tudományért. Nitra 2010 s. 65-72. – Les controverses à propos du canon de la litterature ukraïnienne. W: Culture et identité en Europe Centrale. Paris-Brno 2011 s. 521-544. – Filozofujące „ja” w autorefleksyjnej prozie Witolda Gombrowicza i Milana Kundery. W: Svět kreslený slovem. Usti nad Labem 2011 s. 45-52. – Ideały demokracji i humanizmu w myśli Vaclava Havla. W: Na styku polskiej i czeskiej kultury. Pozn. 2011 s. 199-209. – Ironia i komizm we współczesnej, słowiańskiej antyutopii literackiej. (Na przykładzie powieści E. Bondy’ego, T. Konwickiego, W. Wojnowicza, W. Pielewina). „Slav. Occid.” 2011 t. 68 s. 43-54, przekł. franc. w wersji zmien.: L’antiutopie comme style du Zeitgeist. (Voïnovich, Zinoviev et Pelevine). [Przekł.] A. Saignes. W: Travaux et recherches. Grenoble 2012 s. 87-101. – Kanon, antykanon, postkanon w dyskursie o tożsamości kultur w Europie Środkowej i Wschodniej (1991-2011). „Porównania” 2011 nr 9 s. 13-43. – Koniec imperia, alebo groteskne a smieŝne o hrozných veciach – o slovanskej antiutópii 70.-90. rokov 20. storočia a počiatku 21 storočia. W: Humor v ìronï, ironiâ v humore. [Przeł.] M. Dambek. Nitra 2011 s. 52-65. – Polska i kolonialne dziedzictwo dzisiaj. „Nowa Krytyka” 2011 nr 26/27 s. 145-180. – Studia postkolonialne w Europie Środkowej oraz Wschodniej 1989-2009. Kwerenda wybranych problemów w ramach projektu badawczego. W: Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Kr. 2011 s. 137-166. – Ars poetica dzisiejszej Ukrainy. O antologii Anety Kamińskiej „Cząstki pomarańczy. Nowa poezja ukraińska”. „Akcent” 2012 nr 4 s. 59-66. – Józef Łobodowski na łamach „Orła Białego”. W: Między literaturą a polityką. O Józefie Łobodowskim. Lubl. 2012 s. 51-67. – Między wygnaniem a kolonizacją. O kilku odmianach polskiej powieści migracyjnej w XX wieku (na skromnym tle porównawczym). W: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2012 s. 159-192. – Sytuacja studiów postkolonialnych w Polsce i na Ukrainie. Porównawcza kwerenda problemów. W: Polska-Ukraina. Dziedzictwo i współczesność. Słupsk 2012 s. 249-260. – Narodowa czy rodzima? Filologia polska w perspektywie multikulturalizmu. W: Przyszłość polonistyki. Katow. 2013 s. 193-211. – Środkowoeuropejskie studia terytorialne. Utopia czy realne wyzwanie przyszłości?; Od integralnej komparatystyki literackiej do integralnej komparatystyki humanistycznej; Europejskie opracowania historii literatury polskiej XX wieku po roku 2004. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. Opole 2014 s. 101-110; 150-163; 325-340. – Rewizje, lustracje, banicje. O niektórych genderowych zjawiskach i aspektach konstruowania kanonu literackiego w Europie Środkowo-Wschodniej. „Miscellanea Posttotalitariana Wratisl.” 2014 [t.]. 2 s. 131-158. – Europa Środkowo-Wschodnia i jej (post)kolonialny świat; Studia postkolonialne w Europie Środkowej oraz Wschodniej. Kwerenda wybranych problemów; Współczesne debaty narodowe w Europie Środkowo-Wschodniej. W: Dyskurs postkolonialny we współczesnej literaturze i kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. Pozn. 2015 s. 13-97; 103-181; 587-622. – Postkolonializm i antyokcydentalizm. „Porównania” 2015 t. 16 s. 185-195. – Stefan Grabiński. Pisarz polski, ukraiński czy środkowoeuropejski. (Geopoetyka twórczości). „Akcent” 2017 nr 1 s. 91-99.
Prace redakcyjne
1. Porównanie jako dowód. Polsko-ukraińskie relacje kulturalne, literackie, historyczne 1890-1999. Studia i szkice I konferencji komparatystycznej. Red. nauk. i [wstęp:] B. Bakuła. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2001, 227 s. Literaturoznawstwo Porównawcze – Uniw. im. A. Mickiewicza w Pozn., 2.
Materiały z konferencji pt. Polsko-ukraińskie relacje kulturalne, literackie, historyczne 1890-1999 zorganizowanej w Pozn. 5-7 XII 1999.
2. Polska-Ukraina – partnerstwo kultur. Studia pod red. B. Bakuły. Pozn.: Wydawn. Nauk. UAM 2003, 211 s. Literaturoznawstwo Porównawcze, 4.
Materiały z konferencji pt. Modele i praktyka polsko-ukraińskich związków kulturowych. Literatura, sztuka, filozofia, historia XX wieku, zorganizowanej w Pozn. 4-6 XII 2000.
3. M. Pietrowski: Mistrz i miasto. Kijowskie konteksty Michaiła Bułhakowa. Przeł. z jęz. ros.: I. Kuźmina, A. Jezierska. Oprac., red., wstęp B. Bakuła. Pozn.: Bonami 2004, 319 s. Bibl. Porównań, 1.
4. O. Tarnawski: Literacki Lwów 1939-1944. Wspomnienia ukraińskiego pisarza. Z ukr. przeł. A. Chraniuk. Wstęp, oprac., red., przyp. B. Bakuła. Pozn.: Bonami 2004, 210 s. Bibl. Porównań, 2.
5. Drogi do wolności w kulturze Europy Środkowej i Wschodniej 1956-2006. Zbiór materiałów z konferencji 5-7 listopada 2006 r. w Wyższej Szkole Zawodowej „Kadry dla Europy” w Poznaniu. Pod red. B. Bakuły i M. Talarczyk-Gubały. Pozn.: WiS 2007, 387 s.
6. Transformacja w kulturze i literaturze polskiej 1989-2004. Praca zbiorowa. Pod red. nauk. B. Bakuły. Pozn.: Bonami 2007, 219 s. Bibl. Porównań, 4.
7. Przeszłość w kinie Europy Środkowej i Wschodniej po roku 1989. Zbiór materiałów z konferencji, 8-10 listopada 2007 r. w Poznaniu. Pod red. B. Bakuły i M. Talarczyk-Gubały. Pozn.: WiS; Wyższa Szkoła Zawodowa „Kadry dla Europy” 2008, 255 s.
8. Radio Solidarność. Podziemne rozgłośnie oraz audycje radiowe i telewizyjne w Polsce 1982-1990. Materiały z konferencji w Wyższej Szkole Zawodowej „Kadry dla Europy” w dniach 26-27 maja 2007 roku. Pod. red. B. Bakuły. Pozn.: Wyższa Szkoła Zawodowa „Kadry dla Europy” 2008, 381 s.
Wyd. łącznie z dokumentem elektronicznym: Radio „Solidarność”. Ludzie, fotografie, dokumenty, sprzęt radiowy. Red.: B. Bakuła, K. Stasiewski, J. Pałubicki. Pozn.: Internowani.pl; Darpoint.pl; „Solidarność” Wielkopolska 2008, 1 dysk optyczny (CD-ROM).
9. Teorìâ lìteraturi v Pol’ŝì. Antologìâ tekstìv. Druga polovina XX-počatok XXI st. [Oprac. i wstęp] B. Bakuła. [Red.:] V. Morenec’. [Tłum.] S. Âkovenko. Kiïv: Kiêvo-Mogil’âns’ka Akademìâ 2008, 531 s.
10. Václav Havel. Człowiek, pisarz, filozof, polityk. Red. nauk.: N. Balowski, B. Bakuła. Pozn.: Inst. Filol. Słowiańskiej. Uniw. im. A. Mickiewicza; Prochowice: Wydawn. „Pro” 2014, 305 s. Bohemica Posnaniensia, 2.
Tekst częściowo w jęz. czes.
11. Comparisons and contexts. Essays on Central-Eastern European literature and culture. [Red.:] B. Bakuła, D. Dabert, E. Kledzik. [Przeł:] D. Kołodziejczyk, M. Pisarski, J. Sypiańska, D. Skórczewski, M. Turski. Pozn.: Wydawn. „Bonami” 2015, 299 s. Bibl. Porównań, t. 6.
12. Dyskurs postkolonialny we współczesnej literaturze i kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. Red. nauk.: B. Bakuła oraz D. Dabert, E. Kledzik, R. Kupidura, K. Piotrkowiak-Junkiert. [Przekł. fragm.] J. Sypiańska. Pozn.: Bonami 2015, 667 s. Bibl. Porównań, 5.
OPRACOWANIA
Ank. 2011, 2013.
WUP t. 5. – C. Staszewska, M. Szczesiak-Ślusarek: B.L.B. W: Encyklopedia Solidarności [on-line] [dostęp 14 czerwca 2013].

Ogólne: 

D. SKÓRCZEWSKI: Melancholia of the „Borderland” discourse. Why Poles need postcolonial therapy (and why Polish literary critics need postcolonial theory). W: Melancholia. The disease of the soul. Lubl. 2014 [dot. m.in. tekstu B. Bakuły w przekł. ang. pt. Colonial and postcolonial aspects of Polish discourse on the Eastern „borderlands”].

Człowiek jako dzieło sztuki 

T. SZKOŁUT: W kręgu metasztuki. „Akcent” 1994 nr 3/4. – M. HEYDEL. „Pam. Lit.” 1995 z. 1. – M. WYKA: Badacz młodej generacji. „Arkusz” 1995 nr 4.

Skrzydło Dedala

J. BORKOWICZ. „Więź” 2000 nr 5. – A. HNATIUK: Dedal i Ikar. „Kultura” 2000 nr 3. – L. SIRYK: Od mitu do prawdy. „Akcent” 2000 nr 3. – A. MATUSIAK. „Acta Univ. Wratisl. Slavica Wratisl.” 2002 t. 116 nr 2345.

Historia i komparatystyka 

R. MAJEREK. „Pam. Słowiański” 2002 T. 52 z. 2.
Antylatarnik oraz inne szkice literackie i publicystyczne (poz. 5): P. HETMAŃSKI: Polska pod latarnią (morską). „Gaz. Malarzy i Poetów” 2001 nr 5. – J. KANDZIORA: Portret dekady z historią w tle. „Arkusz” 2001 nr 10. – S. STERNA-WACHOWIAK: Legenda chorej Polski? „Nowe Książ.” 2001 nr 11. – M. LECIŃSKI: Kilka brakujących przypisów. „Polonistyka” 2002 nr 2. – A. RESZCZYK: Czytanie Antylatarnika. „Akcent” 2002 nr 3.</document>
<document nplp_id="3428" title="Zbigniew BATKO" slug="zbigniew-batko">1940-2007

Tłumacz, prozaik, scenarzysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 października 1940 we wsi Kamionna (Mazowieckie) w rodzinie nauczycielskiej; syn Wacława i Ireny z domu Bäck. Po wojnie mieszkał z matką i siostrami w Kazimierzu Porąbce pod Sosnowcem, a następnie w Żyrowej na Opolszczyźnie. W związku z chorobą matki przez jakiś czas przebywał w Domach Dziecka kolejno w Pszczynie, Turawie, Kuźni Raciborskiej. Wrócił następnie do Żyrowej, gdzie w pobliskiej miejscowości Gogolin kończył liceum ogólnokształcące. W 1958 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Łódzkim, ze specjalizacją w zakresie teorii i historii filmu; w 1966 uzyskał magisterium. Jako scenarzysta debiutował współpracując w 1969-71 z Adamem Ochockim przy produkcji serialu animowanego dla dzieci Zaczarowany ołówek. Pierwszy przekład ogłosił w 1979 na łamach wychodzącego w Stanach Zjednoczonych tygodnika „Gwiazda Polarna”, w którym wydrukował tłumaczenie prozy M.L. Kaschnitza pt. Białe niedźwiedzie (nr 3). Pracował w Ośrodku Foto-Filmowym Łódzkiego Domu Kultury, gdzie m.in. organizował cykl spotkań z twórcami kina pt. Film mojego życia. Od 1990 zajmował się wyłącznie pracą literacką i translatorską. Przekłady z języka angielskiego i fragmenty prozy drukował przede wszystkim w miesięczniku „Literatura na Świecie” (1989, 1995-96, 2000, 2002, 2004), a także w piśmie „Film na Świecie”. Tłumaczył również hasła z zakresu filmu i teatru do polskiej edycji Encyklopedii Britanniki .

W 1966 zawarł związek małżeński z Heleną Ochocką, polonistką, redaktorką Łódzkiego Ośrodka Telewizji Polskiej (rozwiedzeni). Zmarł 18 grudnia 2007 w Łodzi; pochowany na Cmentarzu Centralnym Opole-Półwieś.
TWÓRCZOŚĆ
1. Zaczarowany ołówek. [Scenariusz, dialogi i teksty piosenek 12 odcinków serialu animowanego dla dzieci; współaut.:] A. Ochocki. Ekran. 1969-1971.
Tytuły odcinków: Czerwony kur; Podwodny skarb; Szalony pociąg; Sroczka złodziejka; Wakacje z duchem; Błękitno Czerwoni; Jak poskromić lwy; Na skraju przepaści; Latawiec Kajtka; Śpioch w jaskini; Krążek do bramki; Mały kowboj. Poszczególne odcinki w reż.: Z. Czerneleckiego, A. Kotowskiej, L. Kronica, A. Piliczewskiego.
Odcinki: Podwodny skarb; Śpioch w jaskini; Sroczka złodziejka wyd. wraz z odcinkami innych autorów jako dokument elektroniczny pt. Zaczarowany ołówek. Podwodny skarb: [Wwa:] S.D.T.-Film; Jawi [2007], 1 dysk optyczny (DVD).
2. Tony Richardson – klasyk gniewnego kina. [Szkic biograficzny]. Oprac. Z. Batko. Łódź: Łódz. Dom Kultury 1984, 15 s.
3. Z powrotem, czyli Fatalne skutki niewłaściwych lektur. [Baśń]. Il.: S. Eidrigevičius. Wwa: Iskry 1984 [właśc.1985], 190 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Łódź: WŁ 1993; Kr.: Znak 2014.
Dyplom Honorowy przyznany w 1987 przez Ogólnopol. Ośrodek Sztuki dla Dzieci i Młodzieży w Pozn. za najwybitniejszy debiut lat 1985-1987.
4. Marcel wyrusza w świat. [Scenariusz filmu animowanego dla dzieci; współaut.:] A. Bańkowski. Reż.: K. Rynkiewicz. Ekran. 1990.
5. Oko. [Powieść]. Wwa: NOWA 1992, 237 s.
Nominacja do Nagrody im. J.A. Zajdla.
Adapt. radiowa w 30 odcinkach: Radio 1992.
6. Siedmiomilowe trampki. [Scenariusz i dialogi filmu animowanego dla dzieci; współaut.: ] A. Bańkowski. Reż.: K. Rynkiewicz. Ekran. 1993.
7. Deborah. Scenariusz filmowy i reż.: R. Brylski. Współpraca scenariuszowa Z. Batko. Ekran. 1995.
Przekłady
1. W. Styron: Wybór Zofii. [Powieść]. Wwa: NOWA 1991, 517 s. Wyd. nast.: Wwa: Muza 2001; Wwa: Świat Książki 2010; Wwa: Świat Książki 2014.
2. M. Cebulash: Tata nie z tego świata. [Powieść].Wwa: BGW 1992, 118 s.
3. A. Burgess: Doktorze, lecz się sam. Powieść. Wwa: Graf-Punkt 1994, 222 s.
4. E. Waugh: Zmierzch i upadek. [Powieść]. Wwa: Muza 1994, 245 s. Bibl. Bestsellerów.
5. J. London: Zew krwi. [Powieść]. [Posł.:] J. Rurawski. Wwa: Kama 1995, 99 s. Wyd. 2 tamże 1996. Lektury Szk. z Oprac.
6. T. Thorne: Słownik pojęć kultury postmodernistycznej. Mody, kulty, fascynacje. Wwa: Muza 1995, 414 s. Wyd. 2 pt. Mody kulty, fascynacje. Słownik pojęć kultury postmodernistycznej. Tamże 1999.
7. M. Arditti: Celibat. [Powieść]. Wwa: Interart 1996, 349 s.
8. J. Irving: Syn cyrku. [Powieść]. Wwa: Muza 1996, 741 s. Vademecum Interesującej Prozy. Wyd. nast.: Wwa: Prószyński i S-ka 2003, tamże 2017 .
9. M.M. Kaye: Dalekie pawilony. [Powieść]. Przeł.: L. Niedzielski, Z. Batko. T. 1–4. Wwa: Almapress 1996, 289 + 369 + 326 + 339 s.
10. E. Knight: Lassie wróć! [Powieść]. Wwa: Kama [1996], 222 s. Wyd. nast.: wyd. 3 [!] tamże 1998. Lektury Szk. z Oprac.; Wwa: Sara 2003. Lektury Szk.; Kr.: Znak 2014.
11. F.H. Burnett: Tajemniczy ogród. [Powieść]. Wwa: Kama 1997, 216 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1998; Kr.: Znak Emotikon – Społ. Inst. Wydawn. Znak 2016.
12. J. Carrol: Kości księżyca. [Powieść]. Pozn.: Rebis 1997, 223 s. Salamandra. Dodruki: 1998, 1999, 2000, 2001, 2004. Wyd. 2 tamże 2013, dodruk 2015.
13. J. Winterson: Płeć wiśni. [Powieść]. Pozn.: Rebis 1997, 184 s. Salamandra, Dodruk: 2002.
14. H. Lofting: Doktor Dolittle i jego zwierzęta. Opowiada Hudh [!] Lofting [Powieść]. Wwa: Kama 1998, 140 s. Lektury Szk. z Oprac.
15. M. Ridpath: Finansiści. [Powieść]. Wwa: Muza 1998, 452 s. Vademecum Interesującej Prozy. Wyd. 2 tamże 2001. Galeria.
16. J. Steinbeck: Myszy i ludzie. [Powieść]. Wwa: Muza 1998, 125 s. Bibl. Bestsellerów. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2002; wyd. 3 Wwa: Qes Agency 2012.
17. J. Updike: W krainie lilii. [Powieść]. Wwa: Muza 1998, 659 s. Bibl. Bestsellerów.
18. T. Morrison: Raj. [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka 1999, 272 s. Bibl. Noblistów.
19. J. Winterson: Sztuka i kłamstwa. Utwór na trzy głosy ze sprośnym kontrapunktem. [Powieść]. Pozn.: Rebis 1999, 243 s. Salamandra.
20. M. Amis: Martwe dzieci. [Powieść]. Pozn.: Rebis 2000, 284 s. Salamandra. Wyd.2 tamże 2016.
21. T. Capote: Psy szczekają. [Opowiadania]. Przeł.: Z. Batko, B. Zieliński. Wwa: Muza 2000, 462 s. Bibl. Bestsellerów.
Tu w przekł. Z. Batki.: Fontana Vecchia. Gdy milkną działa… (część pierwsza); Dom na Brooklyn Heights; Zapiski greckie.
22. V. Nabokov: Wykłady o literaturze. [Szkice]. [Przedm. wydawcy:] F. Bowers. [Wstęp:] J. Updike. Wwa: Muza 2000, 484 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2001; wyd. [3] Wwa: Aletheia 2016.
23. M. Twain: Przygody Tomka Sawyera. [Powieść]. Wwa: Kama 2000, 197 s. Lektury Szk. [Wyd. 2] Kr.: Znak 2015.
24. W. Wharton: Tam, gdzie spotykają się wszystkie światy. [Powieść]. Pozn.: Rebis 2000, 227 s. Salamandra. Dodruki: 2001, 2003.
25. S. Bellow: Ravelstein. [Powieść]. Pozn.: Rebis 2001, 247 s. Mistrzowie Lit.
26. M. Morrissy: Mitomanka. [Powieść]. Wwa: Muza 2001, 331 s. Galeria.
27. J. Winterson: O sztuce. Eseje o ekstazie i zuchwalstwie. Pozn.: Rebis 2001, 182 s. Konstatacje.
28. V. Nabokov: Wykłady o literaturze rosyjskiej. Dostojewski, Gogol, Czechow, Gorki, Tołstoj, Turgieniew. [Szkice]. [Przedm. Wydawcy:] F. Bowers. Wwa: Muza 2002, 413 s. Wyd. nast. Wwa: Aletheia 2017.
29. Z. Smith: Białe zęby. [Powieść]. Kr.: Znak 2002, 498 s. Proza. Wyd. nast.: tamże 2002; Wwa: Świat Książki 2003; wyd. 4 Kr.: Znak 2009, tamże: wyd. 5 2011, wyd. 6 2015, wyd. 7 2017.
30. W. Wharton: Nie ustawaj w biegu. [Powieść]. Pozn.: Rebis 2002, 215 s. Salamandra. Dodruk: 2002.
31. Y. Martel: Życie Pi. [Powieść]. Kr.: Znak 2003, 340 s. Wyd. 2 tamże 2008.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta K. Suszczyński. Wwa: Qes Agency 2007, CD w formacie mp3.
32. I.B. Singer: Wrogowie. Historia pewnej miłości. [Powieść]. Wwa: Muza 2003, 286 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Mydlak. Wwa; Muza 2009, 1 płyta CD.
33. M. Twain: Przygody Hucka Finna. [Powieść]. Wwa: Sara 2003, 263 s. [Wyd. 2] Kr.: Znak 2015.
34. W. Wharton: Rubio. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2003, 170 s. Dodruk: Pozn.: Rebis 2003, tamże 2004. Salamandra. Wyd. nast.: Wwa: G+J Gruner+Jahr Polska; Pozn.: Rebis 2006. Gala Bestsellery, 6, Lit. w Szpilkach; wyd. 2 [!] Pozn.: Rebis 2008. Salamandra.
35. A. Burgess: Rok 1985. [Powieść]. Przeł.: Z. Batko i R. Stiller. Kr.: Vis-áVis Etiuda 2004, 294 s.
36. F. Cottrell Boyce: Miliony. [Powieść]. Kr.: Znak 2004, 256 s.
37. D.B.C. Pierre: Vernon. Powieść. Wwa: Muza 2004, 324 s.
38. Z. Smith: Łowca autografów. [Powieść]. Kr.: Znak 2004, 395 s. Proza. Wyd. 2 tamże 2011.
39. T. Coraghessan Boyle: Drop City. [Powieść]. Wwa: Muza 2005, 595 s. Kalejdoskop.
40. C. Hiaasen: Sówki. [Powieść dla dzieci]. Wwa: W.A.B. 2005, 301 s.
41. J. Joyce: Dublińczycy. [Opowiadania]. Kr.: Znak 2005, 196 s. Znakomita Kolekcja.
42. T. Capote: Pośród ścieżek do raju i inne opowiadania. Wwa: Muza 2006, 364 s. Klasyka.
43. J.M. Coetzee: Elizabeth Costello. [Powieść]. Kr.: Znak 2006, 264 s.
44. Z. Smith: O pięknie. [Powieść]. Kr.: Znak 2006, 597 s. Proza. Wyd. 2 tamże 2011.
45. J. Winterson: Brzemię. [Opowiadanie]. Kr.: Znak 2006, 110 s. Mity.
46. S.J. Foer: Strasznie głośno, niesamowicie blisko. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 457 s. Don Kichot i Sancho Pansa. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2012; wyd. 3 2017.
47. P. Torday: Połów łososia w Jemenie. [Powieść]. Kr.: WL 2007, 349 s. Wyd. 2 tamże 2008.
48. J. Banville: Mefisto. [Powieść]. Kr.: Znak 2008, 233 s. Proza.
49. M. Gruber: Księga powietrza i cieni. [Powieść]. Wwa: Świat Książki. – Bertelsmann Media 2009, 493 s.
50. T. Capote: Te ściany są zimne i inne opowiadania. Wwa: Świat Książki 2011, 382 s.
Prace redakcyjne
1. Powojenny film polski na międzynarodowych festiwalach filmowych. Materiały instruktażowe. Łódź: Łódz. Dom Kultury 1978, 25 s.
2. Szkice o filmie polskim. Red. nauk.: B. Stolarska. Współpraca red. Z. Batko, J. Dyszkiewicz. Łódź: Łódz. Dom Kultury 1985, 220 s. Style, Twórcy, Tendencje.
3. Film polski. Twórcy i mity. Red. nauk.: K. Sobotka. Współpraca.: J. Dyszkiewicz, Z. Batko. Łódź: Łódz. Dom Kultury 1987, 204 s. Style, Twórcy, Tendencje.
4. Sąd nad Brzozowskim. [Widowisko telewizyjne]. Reż.: G. Królikiewicz. Red.: H. Ochocka. Współpraca red. Z. Batko. TVP 1992.
5. Kino o kinie, czyli O autoświadomości sztuki filmowej. Praca zbiorowa pod red. E. Nurczyńskiej-Fidelskiej i Z. Batki. Łódź: Centr. Gabinet Metodyczny Edukacji Film. Dzieci i Młodzieży 1993, 84 s.
Materiały z Ogólnopol. Sesji Filmoznawczo-Metodycznej, Borki 1993.
6. Od fantastyki do komiksu. W kręgu gatunków filmowych. Praca zbiorowa pod red. K. Sobotki. Współpraca red.: Z. Batko. Łódź: Łódz. Dom Kultury 1993, 172 s. Style, Twórcy, Tendencje.
7. Sztuka filmowa w Polsce. W stulecie kina. Praca zbiorowa pod red. E. Nurczyńskiej-Fidelskiej i Z. Batki. Łódź: Centr. Gabinet Edukacji Film. Dzieci i Młodzieży 1996, 150 s.
Materiały z VI Ogólnopol. Sesji Filmoznawczo-Metodycznej, Borki 1996.
8. Wokół problemów adaptacji filmowej. Praca zbiorowa. Pod red. E. Nurczyńskiej-Fidelskiej i Z. Batki. Łódź: Centr. Gabinet Edukacji Film. Dzieci i Młodzieży 1997, 127 s.
Materiały z VII Ogólnopol. Sesji Filmoznawczo-Metodycznej, Borki 1997.
OPRACOWANIA
Inf.: H. Ochocka, I. Szwajger.

Strona internetowa [tu m.in.: Autor o sobie; wywiady; recenzje; wspomnienia].

Wywiady: Jak list miłosny… Rozm. K. Augustyniak. „Wiadomości Dnia”, Łódź 1995 nr 170; Fatalne skutki niewłaściwych lektur. Rozm. M. Nadolski. „Szt. dla Dziec.” 1998 nr 1; Z komputerem na plaży. Rozm. P. Kasiński. „Dz. Łódz.” 1998 nr 174; W blasku ich sławy. Rozm. K. Rakowska. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 216 dod. „Łódź” [m.in. dot. przekł. powieści Y. Martela: Życie Pi].

Dziękuję z góry, czyli thank you from the mountain. Rozm. M. Lachman. W: Przekładając nieprzekładalne. [T.] 3. O wierności. Gdańsk 2007.

Ogólne

E. R. FABJANOWSKA: Zbyszek, czyli w stronę Kamionnej. W: Łódzki kalejdoskop literacki. Łódź 1994. – J. PODOLSKA: Sukces, czyli pech. Zbigniew Batko – jeden z najciekawszych i najmniej znanych pisarzy. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 94. – J. JARNIEWICZ: Po śmierci Zbyszka Batki. „Lit. na Świecie” 2008 nr 1/2.

Z powrotem, czyli Fatalne skutki niewłaściwych lektur

M.A. KOWALSKI: Raj utracony. „Prz. Tyg.” 1985 nr 39. – H. PUSTKOWSKI: W poszukiwaniu straconego czasu. „Odgłosy” 1985 nr 31. – A. SZYMCZYK: „Odgłosy” 1985 nr 31. – I. TESSAROWICZ-PAKUŁA: Królik Freudem podszyty. „Twórczość” 1985 nr 10. – H. BATOROWICZ: Z powrotem. „Gł. Rob.” 1988 nr 94. – M. NADOLSKI. „Szt. dla Dziec.” 1988 nr 4. – E. NOWACKA: „Z powrotem” osiem lat później. „Guliwer” 1994 nr 1. – M. ORAMUS: Zgubne skutki czytania. „Nowa Fantastyka” 1994 nr 1.

Oko 

W. KALICKI: Przygody człowieka garbatego. „Gaz. Wybor.” 1992 nr 50. – M. ORAMUS: Młot na rzeczywistość. „Nowa Fantastyka” 1992 nr 8. – T. MIŁKOWSKI: B. puszcza oko. „Życie Codz.” 1993 nr 9. – E. NOWACKA: Oko jakby cokolwieczek niedowidzące. „Nowe Książ.” 1993 nr 12. – G. SZYMCZYK-KLUSZCZYŃSKA: Jadalna książka poetycka. „Teksty Drugie” 1993 nr 1.

J. Steinbeck: Myszy i ludzie

J. JARNIEWICZ: Co do cholery gryzie tych facetów? „Lit. na Świecie” 1999 nr 9 [dot. także przekładu J. Meysztowicza i M. Zgaińskiego].

V. Nabokov: Wykłady o literaturze.

W. SADKOWSKI: Translatorskie koronkarstwo. „Biul. Inf. Bibl. Nar.” 2000 nr 4.</document>
<document nplp_id="3430" title="Stanisław BEREŚ" slug="stanislaw-beres">ur. 1950

Pseud.: bes; I.C.M.; Sb; Stanisław Karłowicki; Stanisław Nowicki.

Historyk literatury, krytyk literacki, eseista, poeta.

Urodzony 4 maja 1950 we Wrocławiu; syn Józefa Beresia i Wandy z Czuchajewskich
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM

Od 1964 uczył się w Liceum Ogólnokształcącym nr II we Wrocławiu; w 1968 zdał maturę. Do 1969 studiował na Wydziale Melioracji Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Następnie podjął studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.). W 1970 rozpoczął twórczość poetycką; wiersze z tego okresu opublikował w tomie Wybór niezobowiązujący (wyd. 1983). Studiował też kulturoznawstwo na dwuletnim Studium Kulturalno-Oświatowym (1972-73). W 1973 uzyskał magisterium na UWr. i został zatrudniony jako asystent, a od 1976 jako starszy asystent w Instytucie Filologii Polskiej (IFP). Debiutował w 1974 rozprawą językoznawczą pt. Problemy komunikatywności i metaforyczności nagłówków prasowych na przykładzie „Słowa Polskiego”. Próba klasyfikacji błędów, ogłoszoną we „Wrocławskim Roczniku Prasoznawczym 1974” . Rozwijał twórczość naukową i krytycznoliteracką, publikując liczne artykuły dotyczące literatury dwudziestolecia międzywojennego, okresu wojny i okupacji oraz literatury powojennej. Rozprawy naukowe drukował m.in. w „Literaturze Ludowej” (1975-80, z przerwami), „Pamiętniku Literackim” (1978, 1981-84, 1988), „Acta Universitatis Wratislaviensis” (1981, 1983, 1986-87, 1990, 1997). Recenzje, szkice i wywiady ogłaszał m.in. w: „Nadodrzu” (1976-77), „Odrze” (1976-90, z przerwami; tu w 1984-85 cykl wywiadów pt. „Rozmowy ze Stanisławem Lemem”; od 1987 członek komitetu redakcyjnego), „Twórczości” (1976-89, z przerwami), „Miesięczniku Literackim” (1977-82), „Integracjach” (1979-81), a także w pismach wydawanych poza cenzurą: „Z Dnia na Dzień” (po 1980; podp. sb), „Solidarność Dolnośląska” (1981), „Afront” (1982; podp. I.C.M.), „Obecność” (1983, podp. bes). Zbierając materiały do rozprawy doktorskiej na temat poezji wileńskiej grupy Żagary, prowadził dokumentarne zapisy rozmów z jej dawnymi członkami: Czesławem Miłoszem, Jerzym Putramentem, Aleksandrem Rymkiewiczem, Jerzym Zagórskim (niepublikowane). W następnych latach nadal przeprowadzał liczne rozmowy z wybitnymi pisarzami polskimi, które później publikował w książkach i czasopismach. W 1979-82 pełnił funkcję dyrektora Instytutu Badań Europy Zachodniej i Ameryki Północnej UWr. W 1982 uzyskał doktorat na UWr. na podstawie rozprawy pt. Poezja żagarystów do roku 1945(promotor prof. Janusz Degler) i otrzymał stanowisko adiunkta w IFP UWr. Wykładał również do 1987 w filii wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. W 1986-87 kierował pracami grupy tematycznej „Modele literatury fantastyczno-naukowej” w ramach Problemu Węzłowego 11.1. W 1987 wyjechał do Francji, gdzie wykładał na Uniwersytecie Charles de Gaulle Lille III. Opracowywał skrypty dla francuskich studentów polonistyki, był recenzentem jako członek naukowych komisji przy pracach magisterskich i doktorskich w zakresie literatury i kultury polskiej, realizował audycje dla Radio France Nord. W 1989 uzyskał habilitację na podstawie rozprawy Uwięziony w śmierci. O twórczości Tadeusza Gajcego i rok później otrzymał stanowisko docenta UWr. W 1993 został współtwórcą i realizatorem międzynarodowego pilotażowego programu nauczania multimedialnego (Service d’Enseignement à Distance de l’Université Charles de Gaulle), dla którego przygotował ok. 17 wykładów multimedialnych. Równocześnie kontynuował działalność krytycznoliteracką i poetycką, publikując na łamach głównie pism emigracyjnych: „Aneks” (Londyn, 1988; podp. Stanisław Nowicki), „Kultura”, (Paryż, 1988-90; podp. też Stanisław Nowicki), „Nowy Dziennik” i jego dodatek „Przegląd Polski”, (Nowy Jork, 1989-90; podp. też Stanisław Karłowicki), „Puls” (Londyn, 1989-90; podp. też Stanisław Nowicki), „Zeszyty Historyczne” (Paryż, 1988; podp. Stanisław Nowicki), „Kontakt” (Paryż, 1990; podp. Stanisław Nowicki), a także ponownie wrocławskiej „Odry” (1992-2001, tu m.in. w 1992 wiersze z cyklu Listy z podziemia; podp. też Stanisław Nowicki; do 2003 członek komitetu redakcyjnego). W 1993 powrócił do pracy w IFP UWr., gdzie otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego. Wszedł w skład Komisji Senackiej do spraw Nauki UWr. (1994-96) oraz Komisji Historyczno-Literackiej PAN (1997-99). W 1996 został członkiem Polskiego PEN Clubu. W 1996-2004 był członkiem jury Nagrody Literackiej Nike. W 1997 wszedł do zespołu redakcyjnego serii Lettres Européennes (Francja-Belgia-Wielka Brytania-Niemcy). W 1998 otrzymał tytuł naukowy profesora. Publikował w tym okresie m.in. we „Frazie” (2000-01, 2005), „Kresach” (2000-05, z przerwami) i w „Gazecie Wyborczej” (2001-03, 2005-08, z przerwami), „Dzienniku. Polska-Europa-Świat” (od 2006; tu m.in. liczne wywiady). Współpracował z Telewizją Polską (TVP): w 1996-2010 prowadził program Telewizyjne Wiadomości Literackie (początkowo dwutygodnik w TVP Polonia, od 1999 miesięcznik w TVP 2); przeprowadzane w nim rozmowy złożyły się na książkę pt. Historia literatury polskiej w rozmowach XX i XXI w. (wyd. 2002); w 1997-98 prowadził również magazyn kulturalny poświęcony działalności kulturalnej i naukowej Polaków za granicą pt. Latarnik (TVP Polonia), a w 2003 program publicystyczny Jatka Kulturalna (3 odcinki; TVP 3). Równocześnie w 2001-03 był członkiem Rady Programowej TVP 3. Reżyserował także filmy dokumentalne zrealizowane dla TVP 2, m.in. o Wojciechu Dąbrowskim pt. Biały brat Papuasów, o działalności młodych wydawców pt. Wydaj to sam, o rzeźbiarzu Igorze Mitoraju pt. Ciało kamienia. W 2002 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UWr. W tymże roku zaczął wykładać w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr., a po jej przekształceniu w Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, został w 2004 kierownikiem Zakładu Piśmiennictwa i Filmu (obecnie Zakład Form Literackich i Dokumentalnych). Był wielokrotnym laureatem Nagród Rektorskich UWr. (1993, 1999, 2000, 2003, 2004, 2006). W 2006-16 wchodził w skład jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. W 2007-08 prowadził stały cykl spotkań z pisarzami w Teatrze Polskim we Wrocławiu pt. Magiel Literacki. W 2009 był członkiem Rady Programowej Kongresu Kultury Polskiej. W 2012 został redaktorem poświęconego literaturze portalu społecznościowego telewizjaliteracka.pl, będącego kontynuacją programu Telewizyjne Wiadomości Literackie. W 2013 objął funkcję redaktora naczelnego serii naukowej Biblioteka Narodowa. Do 2015 należał do Rady Programowej do spraw Europejskiej Stolicy Kultury, Wrocław 2016. Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wybór niezobowiązujący. [Wiersze]. Powst. 1970-1972. Kr., Wr.: WL 1983, 70 s.
Zawiera cykle: Spotkania z Elsą. (Pamięci E.H. Zamenth); Erupcje; Ogród starego ślepca.
2. Szansa poetyckiego historyzmu. (Esej). Wr.: [b.w.]* 1978, 23 s. Bibl. Agory, t. 14.
3. Ostatnia wileńska plejada. Szkice o poezji kręgu Żagarów. Powst. 1981. Wyd. w wersji zmien. Wwa: PEN 1990, 367 s.
Skrócona wersja rozprawy doktorskiej, złożonej do druku w 1981 w Wydawnictwie Literackim (niewydana), w 1982 przedstawionej jako doktorat na UWr.
Zawartość: I. „Już nic, to tylko stoi obłok nad sekcją twórczości oryginalnej”; II. Strategia Żagarów; III. Ostatni bard Wielkiego Księstwa [dot. T. Bujnickiego]; IV. Profesja i kronika [dot. A. Rymkiewicza]; V. Największy poeta miasta Lidy [dot. J. Putramenta]; VI. Muzyka zodiaków, zjawisk i cyfr [dot. J. Zagórskiego]; VII. Ład dojrzały do katastrofy czy katastrofa dojrzała do ładu [dot. Cz. Miłosza].
4. Rozmowy ze Stanisławem Lemem. Powst. XI 1981- VIII 1982. Pierwodr. fragm.: „Odra” 1984 nr 4-12, 1985 nr 1-10. Wyd. Kr.: WL 1987, 399 s.; wyd. 2 popraw. i rozszerz. pt. Tako rzecze… Lem. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Stanisław Bereś tamże 2002, 575 s.
Nagroda Ministra Edukacji Narodowej w 1987, nagroda mies. „Fantastyka” w 1988.
Przekł.: niem.: Lem über Lem. Gespräche. [Przeł.:] E. Werfel, H. Nurenberger. Frankfurt am Main 1986, – ros.: Tak govoril… Lem. [Przeł.:] V.I. Borisov, V.I. Âznevič. Moskva 2006, wyd. 2 i 3 tamże 2006.
5. Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Powst. 1984. [Rozm. S. Bereś]. Wyd. Londyn: Aneks 1986, 246 s. Wyd. nast.: Wwa: Przedświt* 1986, 194 s.; wyd. 3 popraw. Wwa: Ofic. Wydawn. Interim 1990; [wyd. 4] Kr.:WL 2003.
S. Bereś podp.: Stanisław Nowicki.
Przekł.: franc.: Un demi-siècle de purgatoire. [Przeł.] M. Laurent. Montricher, [Paris] 1993, – niderl.: Een halve eeuw vagevuur. Gesprekken met Tadeusz Konwicki. [Fragm.:] Informatie. [Przeł.] G. Rasch. Amsterdam 1988.
6. Już tylko sen. [Wiersze]. Londyn: Aneks 1990, 141 s.
7. Polonais pratique pour debutants. Lille: Centre d’Études de la Culture Polonaise. Université Charles de Gaulle 1990.
Skrypt dla studentów.
8. Historie et civilization polonaise 1795-1864. Choix de textes et commentaires établi par S. Bereś. Lille: Centre d’Études de la Culture Polonaise. Université Charles de Gaulle 1991, 176 s.
Skrypt dla studentów.
9. Historia nie byle jaka o dziejach dzielnego Chluptaka. [Poemat dla dzieci]. Londyn: Aneks 1991, 63 s.
10. Uwięziony w śmierci. O twórczości Tadeusza Gajcego. Wwa: PEN 1992, 197 s.
Skrócona wersja rozprawy habilitacyjnej.
Zawartość: Los w płomieniu; Cień Konfederacji; Wiersze niewymierne; Egzorcyzmowanie świata; Misterium o nadziei i zagładzie; Imiona lęku; Grom powszedni.
11. Rozdarta kurtyna. Rozważania nie tylko o teatrze. [Rozmowy z K. Braunem]. Londyn: Aneks 1993, 247 s.
Zawiera rozmowy S. Beresia z K. Braunem w częściach: I. Poza marginesem; II. Między tradycją a nowatorstwem; III. Budowanie teatru; IV. Dżuma w teatrze.
12. Piotr Siemion. [Szkic]. [Przeł.:] D. Daume. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 30 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także przekł. fragm. twórczości P. Siemiona i wypowiedzi krytyków o pisarzu oraz wywiad z nim przeprowadzony przez S. Beresia.
13. Historia literatury polskiej w rozmowach. XX-XXI wiek. Wwa: WAB 2002, 589 s.
Rozmowy z pisarzami emitowane wcześniej w programie TVP „Telewizyjne Wiadomości Literackie” w 1996-2001.
Zawartość: Ręka Opatrzności. (Rozmowa z Czesławem Miłoszem); Między historią a naturą, czyli każdy ma swojego anioła. (Rozmowa z Kazimierzem Brandysem); Poeta po końcu świata. (Rozmowa z Tadeuszem Różewiczem); Nieludzkie przyśpieszenie. (Rozmowa ze Stanisławem Lemem); „Nowy tekst”, czyli w centrum zdarzeń. (Rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim); W X Pawilonie. (Rozmowa z Włodzimierzem Terleckim); Ofiary nie stają się świętymi. (Rozmowa z Wilhelmem Dichterem); Oko, które widzi, ucho, które słyszy. (Rozmowa z Henrykiem Grynbergiem); Mojra, czyli filozofia cierpienia. (Rozmowa z Chrystianem Skrzyposzkiem); Piękno i cierpienie. (Rozmowa z Adamem Zagajewskim); Pan mnie słucha, prawda? (Rozmowa z Piotrem Sommerem); Duchy przeszłości. (Rozmowa z Tomaszem Jastrunem); Romans z Kafką. (Rozmowa z Anną Bolecką); Wilcza tropa. (Rozmowa z Mariuszem Wilkiem); Elegancki strach na wróble. (Rozmowa ze Zbigniewem Kruszyńskim); Niezapisane nie istnieje. (Rozmowa z Agatą Tuszyńską); Podróż przez archiwum. (Rozmowa z Andrzejem Sosnowskim); Mur, czyli stany człowieczeństwa. (Rozmowa z Andrzejem Stasiukiem); Poeta czynny do odwołania. (Rozmowa z Marcinem Świetlickim); Beduin na Niskich Łąkach. (Rozmowa z Piotrem Siemionem); Nigdy nie płakałam nad żadną postacią. (Rozmowa z Olgą Tokarczuk); Literatura, czyli sposób myślenia. (Rozmowa z Manuelą Gretkowską); Dług wobec moich umarłych. (Rozmowa z Jackiem Baczakiem).
14. Szuflada z Atlantydy. [Szkice]. Wr.: Dolnośl. Wydawn. Edukacyjne przy współpracy Wydz. Filol. UWr. 2002, 308 s.
Zawartość: Futuryzm, czyli początek końca; Baśń o cywilizacji [dot. zmierzchu europejskiej cywilizacji]; Poeci apokalipsy, czyli metafizyka oporu; Gra z doktryną. Proza Stanisława Lema w latach 1946-1956; Neontologiczny romans [dot. mistyfikacji i falsyfikatu w twórczości S. Lema]; Literatura emigracyjna (1945-1990); Konwicki w czyśćcu PRL-u; Piekło Leo Lipskiego; Manipulacja i szyfr; Literatura polska na szklanym ekranie.
Przekł.: franc.: szkicu Piekło Leo Lipskiego pt. Les enfers de Léo Lipski. W: Pologne singulière et plurielle. [Vileneuve-d’Ascq] 1994; szkicu Literatura emigracyjna (1945-1990) pt. Littérature polonaise contemporaine en exil. W: Littératures et cultures d’exil. Lille 1993 s. 267-284, – niem.: szkicu Konwicki w czyśćcu PRL-u pt. Im Angesicht des Archipels des Schweigens. Das Schaffem von Tadeusz Konwicki in den Jahren 1976-1994. W: Enttabuisierung. Bern 1996.
15. Historia i fantastyka. [Rozmowy z Andrzejem Sapkowskim]. Wwa: Supernowa – Niezal. Ofic. Wydawn. NOWA 2005, 285 s.
Przekł. ros.: Istoriâ i fantastika. [Przeł.] E.P. Vajsbrot. Moskva 2007.
16. Okruchy Atlantydy. Wrocławski riff. [Szkic wspomnieniowy]. Wr.: Quaestio 2011, 15 s. Arkusz Prozy.
17. S. Bereś, P. Tyszkiewicz: Kosmos miedziorytu. Rozmowy o grafice. Red.: S. Bereś. Współpraca red.: S. Politowska. Wr.: Ofic. Wydawn. Atut-Wrocławskie Wydawn. Oświatowe 2015, 262 s.
18. Gajcy. W pierścieniu śmierci. Wołowiec: Czarne 2016, 711 s. Biografie.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2016, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Lemowska wizja fantastyki naukowej. „Odra” 1977 nr 7/8 s. 41-50. – O prozie Henryka Worcella. „Mies. Lit.” 1978 nr 4 s. 69-79. – Poezja wojny i okupacji a literatura popularna. „Lit. Lud.” 1980 nr 1/3 s. 3-24. – Apokalipsa według Czesława Miłosza. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” T. 26. 1986 nr 878 s. 69-105, przekł. ang. w: Between anxiety and hope. The poetry and writing of Czesław Miłosz. Edmonton 1988. – „Iść w rubaszce za aniołem…”. Publicystyka młodego [Cz.] Miłosza. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” T. 25. 1986 nr 794 s. 35-59. – Cień Konfederacji. „Odra” 1987 nr 10 s. 35-45 [dot. poetów związanych z grupą „Sztuka i Naród”]. – Manipulacja i szyfr. Polska literatura współczesna w lustrze przekładu. „Acta Univ. Wratisl. Romanica Wratislaviensia” 1997 nr 44 s. 41-51. – Stanisław Lem jako pogromca imperializmu. Między literaturą popularną a propagandą. (1946-1956). W: „Wszystek krąg ziemski”. Wr. 1998 s. 384-413. – Inteligent w domu wariatów. (Soc)realistyczna trylogia Stanisława Lema. W: Muzy i hestie. Wr. 1999 s. 289-316, przedr. w: „Acta Lemiana Monashiensis”, Melbourne 2003 nr 2 s. 61-81 [dot.: Czas nieutracony]. – Head-line, czyli psychomachia. „Nowe Media, Nowe w Mediach” 2005 nr 1 s. 113-138. – Evanna. W: Literatura, kultura, komunikacja. Wr. 2006 s. 83-106 [dot. twórczości poetyckiej S. Kowalczyka]. – Za co kochamy (prozę) Tadeusza Konwickiego? W: Konwicki i tłumacze. Łask 2006 s. 19-44. – Cynjan i Fiszer, czyli o cnotach felietonu. W: Wyobraźnia i pedanteria. Wr. 2008 s. 152-168. – Stygmat piekła. W: Słowa i metody. Lubl. 2009 s. 35-65 [dot. poezji czasu wojny i okupacji]. – W kosmosie przypadków. Antykryminały Stanisława Lema. W: Makrokosmos versus Mikrokosmos. Pozn. 2009 s. 115-130. – Wileński obłok, czyli zanim powstały Żagary. W: Żagary, środowisko kulturowe grupy literackiej. Kr. 2009 s. 13-52. – Quand la Sûreté devient critique littéraire. Le cas de la Pologne. [Przeł.] M. Laurent. W: Critique littéraire et littérature européenne. Paris 2010 s. 187-202. – Potwór z Massachusetts. „Quarto” 2015 nr 3/4 s. 15-25 [dot. S. Lema]. – „Faszyści z SiN-u” [„Sztuki i Narodu”]. „Zielonogórskie Studia Bibliotekoznawstwa” 2016 z. 8 s. 15-50.
Przekłady i adaptacja
1. M. Bouty: Słownik dzieł i tematów literatury francuskiej. Przeł.: S. Bereś, M. Laurent. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1995, 422 s.
2. G. Flaubert: Pani Bovary. [Spektakl telewizyjny]. Adapt. S. Bereś. Wyst. tv: Reż.: K. Babicki. TVP 1998.
Prace redakcyjne
1. Poezja II awangardy. (1927-1939). Wybór tekstów przygot. S. Bereś. Wr.: Wydawn. UWr. 1978, 92 s. UWr. Inst. Filologii Pol. Teksty do ćwiczeń. Literatura. Ser. A, z. 16.
Antologia utworów.
2. Poezja pokolenia wojny i okupacji. Wybór tekstów przygot. S. Bereś. Red.: W. Floryan. Wr.: UWr. 1978, 80 s. UWr. Inst. Filologii Pol. Teksty do ćwiczeń. Literatura. Ser. A, z. 18.
Antologia utworów.
3. Artykuły programowe grupy literackiej „Żagary”. Wybór. Wybór tekstów przygot. S. Bereś. Wr.: Wydawn. UWr. 1980, 76 s. UWr. Teksty do ćwiczeń. Literatura. Ser. A, z. 22.
4. Poètes de l’Apocalypse. Antologie de poésie en polonais, hébreu et yiddish (1939-1945). [Oprac.:] D. Beauvois, S. Bereś, J.M. Delmaire, M. Laurent. Lille: Presse Universitaire de Lille 1991, 277 s.
5. La Nouvelle Vague Polonaise. Antologie des ouevres poétiques. Choix de textes et commentaires établi par S. Bereś. Lille: Centre d’Etudes de la Culture Polonaise. Université Charles de Gaulle 1992, 236 s.
Skrypt dla studentów.
6. T. Gajcy: Wybór poezji. Misterium Niedzielne. Oprac. S. Bereś. Wr., Kr.: Ossol. 1992, 223 s. BN I, 283.
7. A. Jochelson: Kronika: Semipałatyńsk-Wrocław. Oprac. i wstęp S. Bereś. Wr.: Tow. Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej „Wirydarz” 1997, 375 s.
Pamiętnik z l. 1944-1956.
8. S. Kowalczyk: Kradzieże brylantów. [Wiersze i opowiadania].Wybór, wstęp i oprac. S. Bereś. Wr.: Ofic. Wydawn. Atut – Wrocławskie Wydawn. Ośw. 2005, 189 s.
9. Salon III Rzeczypospolitej, czyli spotkania w salonie prof. Józefa Dudka. Wr.: Ofic. Wydawn. Atut – Wrocławskie Wydawn. Ośw.
[T. 1]. Pod red. S. Beresia. 2006, 431 s.
[T.] 2. Nauki ścisłe, nauki humanistyczne, sztuki piękne. Pod red. S. Beresia i U. Glensk. 2008, 511 s.
10. Wojaczek wielokrotny. Wspomnienia, relacje, świadectwa. Oprac.: S. Bereś, K. Batorowicz-Wołowiec. Wr.: Biuro Lit. 2008, 623 s.
Zawiera zapis 85 wywiadów, relacji i świadectw przyjaciół i znajomych R. Wojaczka, a także płytę DVD z nagraniami film. rozmów z 47 osobami.
11. Ocaleni z zatraty. Pod red. S. Beresia. T. 1-2. Wr.: Oddz. Inst. Pamięci Nar.- Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol. 2014.
T. 1. Biografie mieszkańców ziemi lubińsko-legnickiej. Zebrał i spisał J. Biliński. Oprac.: M. Garbacz [i in.], 342 s.
T. 2. Relacje mieszkańców ziemi lubińsko-legnickiej. Relacje zebrał i oprac.: A. Bereś [i in.], 440 s.
OPRACOWANIA
Ank. 2009. – Internetowa strona domowa [dostęp 15 października 2017].

Wywiady: Wyjść z prosektorium literaturoznawstwa. Rozm. A. Zawada. „Kresy” 1995 nr 4; Książkę zrodził przypadek. Prof. Stanisław Bereś o wywiadzie z Andrzejem Sapkowskim. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 268 dod. „Wrocław” [dot.: Historia i fantastyka]; Spowiednik pisarzy. Rozm. M. Frenkiel. „Gaz. Krak.” 2005 nr 258 [dot.: Historia i fantastyka]; Światło, które boli. Rozm. B. Prejs. „Śląsk” 2007 R. 13 nr 11; To jest edukacyjna rewolucja. Rozm. W. Walczak. „Oblicza Edukacji” 2007 nr 13; Intymna biografia „poety przeklętego”. Rozm. M. Spychalski. „Dziennik” 2008 nr 97 dod. „Kultura” [dot. oprac.: Wojaczek wielokrotny]; Sztuka opowiadania. Powst. 2011. Rozm. A. Grabau. [on-line] [dostęp 13 września 2013]. Dostępny w Internecie: http://przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/sztuka-opowiadanie; Historie i traumy. Rozm. G. Nurek. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43 [dot. gł. Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus]; Guślarz Konwicki. Rozm. M. Cieślik. „Rzeczpospolita” 2015 nr 13; Przyjaźń i naród. Rozm. U. Glensk. „Nowe Książ.” 2016 nr 12 [dot. gł.: Gajcy]; Papierowy Krzyż Walecznych. Dlaczego należy uhonorować poetę. Rozm. T.Z. Zapert. „Do Rzeczy” 2017 nr 4 [dot.: Gajcy].

LP XX w. (A. Zawada).

WUP t. 5.

Ogólne

A. Niewiadowski: Stanisław Bereś. W tegoż: Polska fantastyka naukowa. Wwa 1987.

Wybór niezobowiązujący

S. BAKALARZ: Zwątpienie i niepokój. „Sł. Pol.” 1984 nr 198.

CZ. SOBKOWIAK: Nie ma domostwa. „Integracje” 1987 nr 21.

Ostatnia wileńska plejada

A. FIUT: Żagarystów portret zbiorowy. „Tyg. Powsz.” 1991 nr 6.

A. KOWALCZYKOWA: O Miłoszu i Żagarach. „Tyg. Lit.” 1991 nr 5.

B. FARON: Ostatnia wileńska plejada. „Ruch Lit.” 1992 z. 3.

Rozmowy ze Stanisławem Lemem 

P. BARTYŚ: Summa gawędziarza. „Odra” 1987 nr 11.

I. HEPPEN: Porozmawiajmy o życiu… „Tyg. Pol.” 1987 nr 41.

J. JARZĘBSKI: Rozum i świat. „Tyg. Powsz.” 1987 nr 35.

K. KANIA: Rozum i sacrum. „Kierunki” 1987 nr 50.

J. KATZ-HEWETSON: „Ja jestem drobiazgowym realistą”. „Kultura”, Paryż 1987 nr 5.

J. ŁADYKA: Fenomen Lema. „Kultura” 1987 nr 41.

A. NIEWIADOWSKI: Nowe książki Lema. „Życie Lit.” 1987 nr 42.

K.M. SIENIAWSKI: Bóg Lem. „Kultura” 1987 nr 41.

I. JANOWSKA: Lem – heroiczny pesymista. „Nowe Książ.” 1988 nr 2 [dot. też: S. Lem: Fiasko].

W. JURASZ: Mizantrop z Wysokiego Zamku. „Res Publica” 1988 nr 1.

A. NASIŁOWSKA: Rozziew. „Twórczość” 1988 nr 3.

M. ORAMUS: Lube zgliszcza. „Nowa Fantastyka” 2002 nr 8.

A. POPRAWA: Tu i gdzie indziej, i jeszcze dalej z Lemem. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 26.

M. NOWAK: Nad otchłanią, czyli rozmowy ze Stanisławem Lemem po raz drugi. „Polonistyka” 2003 nr 2.

Pół wieku czyśćca

[A. ZAWADA] A. FREJUSZ: Listy zza muru. „Obecność”* 1986 nr 16.

[J. MAJCHEREK] J. PALUSIŃSKI: Przypisy do „Rozmów z K.” „Kult. Niezal.”* 1987 nr 28.

[B. ROGATKO] Quidam: Polityka jest losem. „Mies. Małop.”* 1987 nr 18.

J. TRZNADEL: Pół wieku piekła, czyli na śmietniku historii. „Kult. Niezal.”* 1987 nr 28.

[E. BALCERZAN] E.B.: Konwicki i Nowicki. „Alm. Hum.”* 1988 nr 9.

[F. NIECKULA] A.R. „Do Współcz.”* 1989.

Już tylko sen 

J. PIESZCZACHOWICZ: Najciaśniejsze granice wolności. „Nowe Książ.” 1991 nr 5.

A. ZAWADA: List w sprawie S.B. „Odra” 1991 nr 3.

J. KATZ HEWETSON: Propozycja poezji. „Arka” 1992 nr 41.

Uwięziony w śmierci 

A. FABIANOWSKI: Poezja zakonspirowana. „Nowe Książ.” 1993 nr 1.
Rozdarta kurtyna (poz. 11): M. FIK: Kazimierza Brauna spowiedź bez powodu. „Dialog” 1993 nr 11.

J. RATAJCZAK: Bereś i Braun. „Arkusz” 1993 nr 27.

R. WĘGRZYNIAK: Niezłomny w zadżumionym teatrze. „Kultura”, Paryż 1993 nr 8.

J. HERA. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 13.

K. MACIĄG: Wokół „Rozdartej kurtyny”. „Fraza” 1994 nr 5/6.

A. MIESZKOWSKA: Kazimierza Brauna opowieści wstydliwe. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1995 dod. „Tydzień” nr 44.

Historia literatury polskiej w rozmowach. XX – XXI wiek 

L. BUGAJSKI: Kulawa historia literatury. „Trybuna” 2002 nr 125.

P. DUDZIAK: Wywiad i roz-mowa. Dwie książki rozmów z pisarzami. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 35 [dot. też: P. Szewc: Wolność i współczucie].

S. STERNA-WACHOWIAK: Polski Bernard Pivot? „Nowe Książ.” 2002 nr 9.

U. ŚMIETANA: Prywatny głos literatury. „Czas Kult.” 2002 nr 3 [dot. też: P. Szewc: Wolność i współczucie].

A. TUSZYŃSKA: Wampir. „Rzeczpospolita” 2002 nr 112.

W. WENCEL: W kapciach na Judahu skale. „Nowe Państ.” 2002 nr 7.

J. MADEJSKI: Rozmowa, czyli powieść. „Pogranicza” 2002 nr 4, przedr. w tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.

M. ORSKI: O literaturze i ludziach. „Odra” 2003 nr 5.

P. ZAWADZKI: Alfabet Stanisława Beresia. „Twórczość” 2003 nr 4.

Szuflada z Atlantydy 

D. HECK: Utinam falsus vates sis [!]. „Prz. Powsz.” 2003 nr 9.

Historia i fantastyka 

A. MICHALEWSKA. „Orbis Linguarum” 2005 vol. 29. – J. WINIARSKI: Rozmowa kontrolowana. „Fantastyka” 2006 nr 1. – Zob. też Wywiady.

Kosmos miedziorytu 

U. GLENSK: Literat i rzemieślnik. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.

Gajcy 

J. CIEŚLAK: Lekkomyślność i bohaterstwo. „Rzeczpospolita” 2016 nr 272.

P. GOŹLIŃSKI: Przegryźcie Chrystusem Narodów. Tadeusz Gajcy na nowo. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 264. – M. KRAKOWIAK: Kamień na szaniec. „Myśl Polska” 2017 nr 35/36.

T. ŁUBIEŃSKI: Poezja przeciwko ideologii. „Nowe Książ.” 2016 nr 12.

J. ŁUKASIEWICZ: Notatki literackie. Polityka i wrażliwość. „Odra” 2017 nr 6.

A. MIKSA: Brylant rzucony na szaniec. „Myśl Polska” 2017 nr 25/26.

P. PIENIĄŻEK: Kolumb odkryty. „Twórczość” 2017 nr 6. – Zob. też Wywiady.

Poètes de l’Apocalypse

J. ŚWIĘCH: Powtórka z Apokalipsy. „Teksty Drugie” 1992 nr 5.

P. MOLSKI: Poeci Apokalipsy. „Kultura”, Paryż 1993 nr 1/2, polem.: Z. BOBOWICZ: Szanowny Panie Redaktorze. Tamże 1993 nr 3.

Wojaczek wielokrotny 

K. SIWCZYK: Wojaczek od kuchni. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 27 dod. „Książki”, przedr. pt. Wojaczek dwukrotny. (Samozaprzeczenie) w tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010, polem.: S. BEREŚ: Siwczyk dwujęzyczny. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 49 dod. „Książki”.

K. WOJTYŁA: Klonowanie z pamięci. „Pogranicza” 2008 nr 4.</document>
<document nplp_id="3432" title="Józef Zbigniew BIAŁEK" slug="jozef-zbigniew-bialek">ur. 1930

Historyk i teoretyk literatury,
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 maja 1930 we wsi Zbyszyce pod Nowym Sączem; syn Józefa Białka, tokarza, i Bronisławy z domu Augustynowicz. Po wojnie zamieszkał wraz z rodziną w Nowym Sączu, gdzie uczęszczał do Gimnazjum i Liceum im. Króla Bolesława Chrobrego. Po zdaniu matury studiował w 1950-53 polonistykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP; od 1973 im. Komisji Edukacji Narodowej; od 2008 Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej) w Krakowie. Po uzyskaniu dyplomu pierwszego stopnia kształcił się na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (UJ); magisterium uzyskał w 1955. Jesienią 1954 został zatrudniony na stanowisku asystenta (następnie starszego asystenta) w Katedrze Historii Literatury Polskiej w WSP. Debiutował w 1955 w „Głosie Nauczycielskim” (nr 48) artykułem pt. Kult Mickiewicza w szkołach w Galicji. W pracy naukowej zajmował się badaniem prozy i krytyki literackiej okresu międzywojennego oraz literatury dla dzieci i młodzieży. Artykuły i rozprawy zamieszczał m.in. w „Ruchu Literackim” (1961-65) i „Roczniku Naukowo-Dydaktycznym WSP w Krakowie” (1961-68) oraz w pismach „Wychowanie w Przedszkolu”, „Ojczyzna Polszczyzna”, „Głos Nauczycielski” i „Polonistyka”. W 1962 obronił doktorat na podstawie rozprawy pt. Działalność krytycznoliteracka Ludwika Frydego na tle dyskusji o literaturze i krytyce w latach 1929-1939 (promotor prof. Kazimierz Wyka). W 1968 habilitował się na UJ, przedstawiając książkę Poglądy krytycznoliterackie Karola Wiktora Zawodzińskiego, po czym otrzymał stanowisko docenta na WSP. W 1969-72 pełnił obowiązki prodziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego, a w 1972-81 dziekana Wydziału Humanistycznego WSP. W 1971 i 1979 otrzymał nagrodę III stopnia Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego. Brał udział w pracach Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Krakowie (1978-80 zastępca przewodniczącego, następnie sekretarz). W 1978 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego WSP. W 1978-94 (z przerwą w 1987-90) był dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej oraz kierownikiem Zakładu Literatury Polskiej WSP. W 1978-80 wchodził w skład komitetu redakcyjnego „Rocznika Komisji Historyczno-Literackiej PAN”. Był autorem kilkudziesięciu haseł osobowych do Polskiego słownika biograficznego, Nowego słownikaliteraturydla dzieci i młodzieży (wyd. 1979, 1984) oraz Małego słownika pisarzy polskich (wyd. 1981). Należał do Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej. W 1984-90 uczestniczył w pracach Komisji Nagród Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministra Edukacji Narodowej. Wchodził w skład rady redakcyjnej miesięcznika „Polonistyka”. W 1986-92 był redaktorem „Rocznika Naukowo-Dydaktycznego Prace Historyczno-Literackie”. W 1987 współinicjował i do 1995 pełnił obowiązki redaktora naukowego serii Biblioteka Dzieci i Młodzieży w wydawnictwie Śląsk. W 1994 otrzymał tytuł naukowy profesora i został mianowany profesorem zwyczajnym na WSP. W 2000 przeszedł na emeryturę. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Ludwik Fryde jako krytyk literacki. Kr: PWN, Oddz. 1962, 189 s. Pr. Komis. Hist.-lit. PAN, Oddz. w Kr.,2.
Rozprawa doktorska.
 	Poglądy krytycznoliterackie Karola Wiktora Zawodzińskiego. Wr: : Ossol. 1969, 123 s. Pr. Komis. His.-lit. PAN, Oddz. w Kr., 21.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1918-1939. Zarys monograficzny, materiały. Wwa: WSiP 1979, 464 s. Wyd. 2 tamże 1987.
Zawartość: Czynniki determinujące kształt i charakter literatury dla dzieci i młodzieży w latach 1918-1939; Ogólne tendencje rozwojowe; Poezja; Baśń ludowa i literacka; Powieść i opowiadanie; Twórczość sceniczna; Czasopisma dla dzieci i młodzieży; Krytyka literatury dla dzieci i młodzieży; Sylwetki polskich twórców [H, Bobińskiej, H. Boguszewskiej, M. Dąbrowskiej, H. Górskiej, J.A. Grabowskiego, H. Januszewskiej, J. Korczaka, M. Kownackiej, L. Krzemienieckiej, K. Makuszyńskiego, G. Morcinka, J. Porazińskiej, Z. Rogoszówny, E. Szelburg-Zarembiny, W. Wasilewskiej, Z. Żurakowskiej], – nadto: Wybór prac autorów polskich oraz wybór prac krytycznych.
 	Przymierze z dzieckiem. Studia i szkice o literaturze dla dzieci. Kr.: Bus 1994, 260 s.
Zawartość: Trwałe wartości utworów Marii Konopnickiej dla dzieci; Idea służenia dziecku. Twórczość literacka Janusza Korczaka; Janiny Porazińskiej poezja dla dzieci; Przymierze z życiem. Proza Zofii Żurakowskiej; Nad czarną wodą życia. Proza Haliny Górskiej; W poszukiwaniu ładu. Proza Ireny Jurgielewiczowej; Elementy nowatorskie we współczesnej prozie dla dzieci i młodzieży.

Artykuły w czasopismach i wydawnictwach zbiorowych, m.in.: Drogi życia i twórczości Haliny Górskiej. W: Rozprawy z historii literatury dla dzieci i młodzieży. Wr. 1958 s. 214–274. – Z działalności krytycznoliterackiej Ignacego Fika. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1961 s. 125–153. – Literatura dziecięca okresu międzywojennego na tle ówczesnych kierunków pedagogicznych. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1962 nr 12 s. 77-97. – Katedry literatury polskiej oraz metodyki nauczania języka polskiego. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1965 nr 18 s. 143-156. – Z zagadnień współczesnej prozy dla dzieci młodszych (8-10-letnich). W: Seminarium naukowe poświęcone literaturze dla dzieci i młodzieży w 20-leciu PRL. Opole 1965 s. 35-69. – Zawodziński i grupa Skamandra. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1966 s. 137-151. – Ewolucja założeń i kryteriów estetycznych lewicowej krytyki literackiej dwudziestolecia międzywojennego. Masz., 32 s. W: Konferencja „Polska myśl kulturalna i literacka wobec doświadczeń rewolucyjnych wieku XX”. Warszawa 3-5 grudnia 1967. Masz. powiel. IBL PAN. – Krytyka literacka i tendencje rozwojowe prozy lat 1918-1939. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1968 nr 4 s. 9-20. – Epika dnia powszedniego – Pola Gojawiczyńska. W: Prozaicy dwudziestolecia międzywojennego. Wwa 1974 s. 151-177. – Ideowe i artystyczne właściwości prozy dla dzieci i młodzieży o tematyce wojennej i okupacyjnej. W: Recepcja literatury dziecięcej i młodzieżowej w szkole podstawowej. Kielce 1974 s. 198-217, przedr. w: S. Frycie: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945-1970. T. 1. Proza. Wwa 1978 s. 480-492. – Jak kochać dziecko, czyli o pisarstwie Janusza Korczaka. „Rocz. Nauk.-Dydak. WSP w Kr.” 1975 s. 187-201, przedr. „Pr. Lubus. TN” 1976 s. 103-118. – Motywy kieleckie w twórczości Wiesława Jażdżyńskiego. W: I Dekada literatury kieleckiej. Kielce 1976 s. 16-26. – Współczesna powieść dla dzieci i młodzieży na tle przemian prozy XX wieku. W: S. Frycie: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945-1970. T. 1. Proza. Wwa 1978 s. 436-448. – La poésie contemporaine pour enfants. (Directions, formes et tendances). „Les Cahiers Franco-Polonais”, Paryż-Wwa 1979 s. 109-119. – Formuła realizmu w prozie Jerzego Szczygła. W: Dziecko w literaturze współczesnej. Kielce 1981 s. 85-100. – Instytut Filologii Polskiej. W: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie w latach 1946-1981. Kr. 1981 s. 80-102. – Poezja dla dzieci a krytyka literacka. „Polonistyka” 1984 nr 1 s. 163-174, przedr. w: Poezja dla dzieci – mity i wartości. Wwa 1986. – Wincenty Danek jako badacz życia i twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. W: Nad twórczością Józefa Ignacego Kraszewskiego. Studia. Kr. 1993 s. 110-132. – Maria Kownacka i literatura dla dzieci XX wieku. W: Maria Kownacka. W setną rocznicę urodzin. Kielce 1994 s. 9-19. – Instytut Filologii Polskiej. W: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie w latach 1982-1996. Kr. 1996 s. 32-53. – Szkic do portretu Zofii Urbanowskiej. W: Świętochowski i rówieśnicy. Częstochowa 2001 s. 307-319, przedr. w: O tym, co Alicja odkryła… W kręgu badań nad toposem dzieciństwa i literatury dla dzieci i młodzieży. Kr. 2015 s. 92-105. – „Przepowiednia Dżokera” Josteina Gaardera. W: W kręgu literatury i języka. Piotrków Trybunalski 2005 s. 35-52.

Prace redakcyjne
Poezja dla dzieci. Wybór tekstów. [Wybór:] J.Z. Białek, M. Guśpiel. Kr.: WSP im. KEN 1977, 238 s. Mater. Pomocnicze dla Studiujących Nauczycieli, 11.
Literatura dla dzieci i młodzieży. Teoria i krytyka. Wybór tekstów: J.Z. Białek, M. Guśpiel. Kr.: Wydawn. Uczelniane WSP 1978, 228 s. Mater. Pomocnicze dla Studiujących Nauczycieli, 12.
Maria Konopnicka. Siedemdziesięciolecie zgonu. Pod red. J.Z. Białka i J. Jarowieckiego. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1987, 207 s. Pr. Monogr. WSP w Kr., t. 81.
M. Konopnicka: Utwory dla dzieci. Wybór i oprac.: J.Z. Białek. (Pisma wybrane t. 3). Wwa.: LSW 1988, 325 s.
Z. Żurakowska: Roman i dziewiętnastu i inne utwory. Do druku podał i wstępem opatrzył J.Z. Białek. Katow.: Śląsk 1989, 375 s. Bibl. Dzieci i Młodz.
Maria Kownacka. W setną rocznicę urodzin. Materiały z sesji. Red. nauk.: J.Z. Białek, M. Kątny. Kielce: Gens 1994, 114 s. WSP im. J. Kochanowskiego, Kieleckie TN, Pedag. Bibl. Woj. w Kielcach.
Maria Konopnicka. Nowe studia i szkice. Pod red. J.Z. Białka i T. Budrewicza. Kr.: Cracovia 1995, 136 s.
OPRACOWANIA
Ank. 2013.

Wywiad: Humanista powinien wychodzić do szerokiego odbiorcy. Rozm. A. Marzec. „Polonistyka” 1986 nr 4.

LP XX w. (G. Skotnicka).

K. GAJDA: Ad multos annos. ,,Konspekt” 2001 nr 7.

B. PIETRZYK: Bibliografia publikacji prof. zw. dra hab. Józefa Zbigniewa Białka. W: Sezamie, otwórz się! Z nowszych badań nad literaturą dla dzieci i młodzieży w Polsce i za granicą. Kr. 2001.
Leksykon Profesorów Akademii Pedgogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej 1946-2006. Kr. 2006.

Ogólne

S. FRYCIE: J.Z.B. W tegoż: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945-1970. T. 2. Wwa 1982.

B. PIETRZYK: Józef Zbigniew Białek – badacz – nauczyciel akademicki – humanista. W: Sezamie, otwórz się! Z nowszych badań nad literaturą dla dzieci i młodzieży w Polsce i za granicą. Kr. 2001.

Ludwik Fryde jako krytyk literacki

A. BIERNACKI: Mit Frydego. „Twórczość” 1962 nr 11.

M. KSIĄŻEK-CZERMIŃSKA. „Pam. Lit.” 1964 z. 3.

Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1918-1939

G. SKOTNICKA: Brakujące ogniwo. „Nowe Książ.” 1980 nr 11.

K. KULICZKOWSKA: Literatura dla dzieci w okresie II Rzeczypospolitej. „Polonistyka” 1982 nr 1.

Przymierze z dzieckiem

S. FRYCIE: Wartościowy tom studiów o literaturze dla dzieci i młodzieży. „Zbliżenia Piotrkowskie” 1994 nr 3/4.</document>
<document nplp_id="3436" title="Dawid BIEŃKOWSKI" slug="dawid-bienkowski">ur. 1963

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 5 maja 1963 w Warszawie; syn Zbigniewa Bieńkowskiego, poety, krytyka literackiego, i Małgorzaty Hillar, poetki. Uczył się w XI Liceum Ogólnokształcącym im. M. Reja w Warszawie; w 1982 zdał maturę. Studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim; w 1988 uzyskał magisterium, po czym podjął pracę psychoterapeuty jako psycholog biznesu. W 2000 zaczął współpracować z Zespołem Pomocy Psychoterapeutycznej w Warszawie jako terapeuta. Współpracował też z Fundacją Rodzić po Ludzku. Został członkiem Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej oraz członkiem-kandydatem w Polskim Towarzystwie Psychoanalitycznym. Równocześnie w 2001 rozpoczął twórczość literacką publikując powieść pt. „Jest”. Od 2009 drukował sporadycznie felietony na łamach tygodnika „Polityka”. Żonaty, ma dwoje dzieci. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Jest. [Powieść]. Wwa: Agawa 2001, 265 s. Bibl. Współcz.
Nagroda im. A. Kijowskiego w 2002, wyróżnienie w konkursie o Nagrodę im. J. Mackiewicza w 2002, nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 2003.
Przekł. franc.: Quoi qu’il arrive. [Przeł.] O. Gautreau. [Paris] 2006.
2. Nic. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 386 s. Archipelagi.
Nagroda Bibl. Raczyńskich (książka zimy) 2005, nominacja do Nagrody Lit. Unii Europejskiej (The European Union Prize for Literature) w 2009.
Przekł. litew.: Nieko. [Przeł.:] K. Uscila. Vilnius 2007.
3. Biało-czerwony. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 299 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2007, plik w formacie PDF.
Przekł. ros.: Lûbov. [Przeł.] È. È Garaeva. Moskva 2009.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011.

Wywiad: Dopadła mnie literatura. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2005 nr 105.

Ogólne

J. PASTERSKI: Duch zaangażowania. O prozie Dawida Bieńkowskiego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.

Jest

L. BUGAJSKI: W zaklętym kręgu. „Trybuna” 2001 nr 197.

M. KĘSIK: Błazny i opozycjoniści. „FA-art” 2001 nr 4 [dot. też: M.G. Świeduchowska: Katecheci i frustraci].

T. LEWANDOWSKI: Co się stało (z waszą klasą)? „Nowe Książ.” 2001 nr 9.

D. NOWACKI: Niestety, nie „Jest”… dobrą książką. „Życie” 2001 nr 167 dod. „Życie z Książ.”.

J. SOBOLEWSKA: Kryształ czasu. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 156.

A. GALANT: Tragiczny deficyt. „Pogranicza” 2002 nr 1.

A. MORAWIEC: Książka dla (smutnych) chłopców. „Twórczość” 2002 nr 3.

A. FRANASZEK: Alpaga, historia i otchłań. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 43.

M.A. KOWALSKI. „Najwyż. Czas” 2003 nr 1.

C. MICHALSKI: Zwycięstwo nad kiczem zapomnienia. „Nowe Państ.” 2003 nr 2.

R. OSTASZEWSKI: Katalog win i przewin. „Dekada Lit.” 2003 nr 9/10.

Nic

A. BOLECKA. „Prz. Polit.” 2005 nr 70.

A. MADALIŃSKI: Wszyscy jesteśmy Positivni. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 11.

K. MASŁOŃ: A to Polska właśnie. „Rzeczpospolita” 2005 nr 16.

T. MISIEWICZ: Tygrys czeka na pisarza. „Czas Kult.” 2005 nr 3/4.

M. MIZURO: Negatywnie. „Nowe Książ.” 2005 nr 4.

D. NOWACKI: Żart czy spełnienie? „Twórczość” 2005 nr 5.

R. OSTASZEWSKI: Nowa „Lalka” III RP. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 14.

M. PIETRZAK: Trywializacja z premedytacją? „Studium” 2005 nr 3.

A. SASINOWSKI: Elegancja-Francja. „Pogranicza” 2005 nr 1.

K. UNIŁOWSKI: Demony Genette’a. „FA-art” 2005 nr 2/3.

R. WÓJS: Korporacja, artyści – dwa światy? „Kresy” 2005 nr 3.

M. URBANOWSKI: Obce ciało III RP. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007 [dot. też: S. Chwin: Żona prezydenta, R. Ziemkiewicz: Ciało obce].

Biało-czerwony

M. ROBERT: Groteskowa prostota. „Dziennik” 2006 nr 209 dod. „Kultura”.

P. CZAPLIŃSKI: Sarmatyzm i nowoczesność. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 242.

A. GUMKOWSKA: „Biało-czerwony” czy „biało-czarny”?. „Tekstualia” 2007 nr 4.

K. MASŁOŃ: Mężczyzna unicestwiony. „Rzeczpospolita” 2007 nr 213.

A. NASIŁOWSKA: Powieść męska. „Polityka” 2007 nr 36.

D. NOWACKI: Wielkie udawanie. Jaka literatura nam się podoba – przykład Dawida Bieńkowskiego. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 39.

K. WOJCIESZUK: Między patosem a patologią. „FA-art” 2007 nr 4.

T. MIZERKIEWICZ: Męska pięść walczy o feminizm. „Nowe Książ.” 2008 nr 2, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.

A. POPRAWA: Schizopolonioza. „Twórczość” 2008 nr 1.

M. URBANOWSKI: Pawcio według Bieńkowskiego. „Czterdzieści i Cztery” 2008 nr 1.

A. LEWANDOWSKA: Postzależnościowe narracje patriotyczne w wybranych tekstach Doroty Masłowskiej, Dawida Bieńkowskiego i Ignacego Karpowicza. „Porównania” 2013 t. 12.

M. STOCH: Mężczyźni w oczach kobiet. Edukacyjny potencjał współczesnej polskiej prozy feministycznej. „Ars Educandi” 2014 t. 11 [dot. też: S. Chutnik: Cwaniary; I. Filipiak: Magiczne oko].</document>
<document nplp_id="3438" title="Anna BOLECKA" slug="anna-bolecka">ur. 1951

Do 1978 podpisywała utwory nazwiskiem: Sikorska.

Prozaiczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 20 czerwca 1951 w Warszawie; córka Stanisława Sikorskiego, profesora fizyki, i Marii Mileny z Braumanów. Do szóstego roku życia mieszkała w Wołominie następnie wraz z rodzicami przeniosła się do Warszawy. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego nr 49 w Warszawie; w 1969 zdała maturę. Od 1970 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Po uzyskaniu magisterium w 1975 rozpoczęła pracę jako redaktor polskiej literatury współczesnej w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. Debiutowała w 1978 książką dla dzieci pt. Raku (pod nazwiskiem Anna Sikorska). W następnych latach rozwijała twórczość w dziedzinie prozy (także dla dzieci i młodzieży). W 1989 zrezygnowała z pracy redakcyjnej i poświęciła się twórczości literackiej. W 1991 została członkiem SPP. W 1994-2001 prowadziła w Warszawie własne wydawnictwo Szpak. Kilkakrotnie przebywała na stypendiach literackich: w 1996 i 2003 na stypendium Literarisches Colloquium Berlin w Wannesee, w 2001 na stypendium Herrenhaus Edenkoben ufundowanym przez Berthold-Leibinger-Stiftung GmbH oraz Freundkreis Herrenhaus Edenkoben, a w 2004 na stypendium m. Monachium w Feldafing. Fragmenty prozy i recenzje drukowała m.in. na łamach pism „Kresy” (1996, 1999), „Dekada Literacka” (1999, 2005, 2006) i „Pogranicza” (2002, 2004). W 2000 otrzymała Nagrodę Polskiego PEN Clubu za twórczość prozatorską.

W 1977 wyszła za mąż za Włodzimierza Boleckiego, historyka literatury (rozwód w 2004); ze związku tego urodziła się w 1978 para bliźniąt Antoni i Agnieszka. W 2005 zawarła związek małżeński z Krzysztofem Doroszem, dziennikarzem, eseistą i zamieszkała w Starej Miłosnej pod Warszawą.
TWÓRCZOŚĆ
1. Raku. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Czyt. 1978, [24] k.
Podp. Anna Sikorska.
2. Leć do nieba. [Powieść]. Wwa: Iskry 1989, 150 s. Wyd. 2 Wwa: Szpak 1998.
3. Biały kamień. [Powieść]. Wwa: Szpak 1994, 166 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1998; [wyd. 3] Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2004.
Nagroda Lit. im. W. St. Reymonta w 1995.
Przekł.: duń.: Som en sten fra himlen. [Przeł]. R. Kildegaard. Valby 1998, - niderl.: Een witte steen. [Przeł.] K. Lesman. Breda 1997, - niem.: Der weisse Stein. Roman. [Przeł.] A. Lempp. Berlin 1998, wyd. 2 München 2000.
4. Kochany Franz. Powieść. Wwa: Szpak 1999, 350 s.
Nagroda Pol. PEN Clubu w 2000.
Przekł.: franc.: Mon Cher Franz. [Przeł.:] C.-Ch. du Bord, K. Jeżewski. Paris 2004, – niderl.: Lieve Franz. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2000, – niem.: Lieber Franz. [Przeł.] M. Popiel-Kjer. Frankfurt am Main 2000, – portug.: Querido Franz. [Przeł.] T. Barciński. Rio de Janerio 2002.
5. Latawce. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: Ezop 2002, 204 s. Książ. z Pegazem.
6. Concerto d’amore. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2004, 335 s. Ser. „Z Zegarkiem”.
7. Uwiedzeni. [Powieść]. Wwa: Jacek Santorski &amp;amp; Co Ag. Autorska 2009, 348 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Jacek Santorski&amp;amp;Co Ag. Autorska 2009, 348 s. plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.

8. Cadyk i dziewczyna. [Powieść]. Wwa: Czarna Owca 2012, 269 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Czarna Owca 2012, 269 s.; plik w formacie EPUB, MOBI.

Przekłady utworów literackich A. Boleckiej w antologiach zagranicznych, m.in.: niem.: Zwischen den Linien. [Oprac.:] S. Geist. Hannover 1996; Kultur und Gewald. [Oprac.:] D. Blecking, R.F. Kokenbrink. Dortmund 2000.

Praca redakcyjna

1. M. Pawlikowska – Jasnorzewska: Dramaty. T 1-2. Zebrała i oprac. A. Bolecka. Wstępem opatrzył S. Treugutt. Wwa: Czyt. 1986, 809 + 775 s.
2. …o lúbvi. 10 romantičeskih istorij. [Oprac.:] A. Bolecka. [Przeł.:] Ú. Čajnikow, D. Kogan. Belgorad; Har’kov: Klub semejnogo dosuga 2012, 220 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2010.

Autor o sobie: Szukanie mitycznych obrazów. „Kresy” 1996 nr 25 [dot.: Biały kamień].

Wywiady: „Jestem inna”. Rozm A. Kosińska. „Dekada Lit.” 1995 nr 2; „Tworząc bohatera mężczyznę, szukam swojej męskiej strony”. Rozm. J. Busser. „Fraza” 1999 nr 1; Drogi do samopoznania. Rozm. M. Nowicki. „Życie” 2000 nr 49; Pisanie książek jest niebezpieczne. Rozm. R. Grzela. „Tygiel Kult.” 2000 nr 10/12; Romans z Kafką. Rozmowa z A. Bolecką. W: S. Bereś: Historia literatury polskiej XX-XXI wieku. Wwa 2002 [dot.: Kochany Franz]; Na granicy życia i śmierci. Rozm. R. Grzela. „Topos” 2003 nr 4/5; O złych marzycielach i uwodzeniu przez zło. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2009 nr 29 [dot.: Uwiedzeni].

Nadal wierzę w kulturotwórczą rolę pisarza. Rozm. A. Bienias. „Fraza” 2014 nr 1/2.

Ogólne

K. DUNIN: Czytając Polskę. Wwa 2004, passim.

M. JENTYS: Archetypy A. Boleckiej. W tejże: Nić Ariadny. Tor. 2005.

N. ŻURAWSKA: „Żeby kłamać, trzeba jak najczęściej mówić prawdę”. O prozie Anny Boleckiej. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2014.
Leć do nieba

I. IWASIÓW: Biedny słowiański freudyzm. „Nowe Książ.” 1990 nr 1.

K. SZCZUKA: Śmierć biedronki, śmierć motyla. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 163.
Biały kamień

L. BUGAJSKI: Archeologia rodzinna. „Wiad. Kult.” 1994 nr 6.

M. LENGREN: Kresy atakują. „Twórczość” 1994 nr 11.

J. ŁUKASIEWICZ. „Odra” 1994 nr 11.

T. NYCZEK: Polowanie na białe koguty. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 161, przedr. pt. Pradziadka dzieje w tegoż: Lektury obowiązkowe. Kr. 2005.

A. SZYMAŃSKA: Gdzie ten demon? „Kresy” 1994 nr 20.

H. GOSK: Żywa nieobecność. „Nowe Książ.” 1995 nr 1.

I. IWASIÓW: Słodki skurcz gardła. „Fraza” 1995 nr 9.

J. MUSIOŁEK: Pradziadek domyślny. „FA-art” 1995 nr 1.

D. NOWACKI: Im dawniej tym lepiej. W tegoż: Zawód: czytelnik. Kr. 1999.

M.J. OLSZEWSKA: Wyobraźnia czasu człowieka w „Białym kamieniu” Anny Boleckiej. W: Sacrum na nowo poszukiwane. O literaturze polskiej po 1989 roku. Lubl. 2015. - Zob. też Autor o sobie.

Kochany Franz

K. BRATKOWSKA: Turandot, czyli dlaczego Kafka nie mógł się ożenić. „Res Publica” 1999 nr 11/12.

Z. CHOJNOWSKI: Aby zapytać nadzieję. „Nowe Książ.” 1999 nr 12.

M. CIEŚLIK: Prorok Franz, „Gaz. Wybor.” 1999 nr 267.

M. JENTYS: AmsH znaczy ciemność. „Twórczość” 2000 nr 5.

J. KURKIEWICZ: Gdzie nie sięgają pytania. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 21.

P. MICHAŁOWSKI: Proces w labiryncie listów. „Tygiel Kult.” 2000 nr 10/12.

T. NYCZEK: Listy z umarłych światów. „Prz. Polit.” 2000 nr 45.

A. SKIBSKA: Stan równowagi. „Arkusz” 2000 nr 7.

J. ZIELIŃSKI: Kochany Amszel. Powieść. A. Boleckiej. Polemika z G. Herlingiem-Grudzińskim. „Rzeczpospolita” 2000 nr 18. – Zob. też Wywiady.

Latawce

I. JANOWSKA: W dawnym stylu. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.

B. PYTLOS: Najważniejsza jest zwyczajność. „Guliwer” 2003 nr 4.

K. BĘCZKOWSKA: Bohaterowie i wartości rodziny w opowieści „Latawce” A. Boleckiej. W tejże: Powieść obyczajowa dla młodzieży po roku 1990. Kielce 2006.

Concerto d’amore

M. CUBER: Prawie wszystko o Amorze. „Pogranicza” 2004 nr 4.

P.T. FELIS: Czysty romans. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 180.

D. NOWACKI: Romansidło przekroczone. „Nowe Książ.” 2004 nr 11.

J. ZIELIŃSKI: Po przejściach – idylla. „Rzeczpospolita” 2004 nr 184.

Uwiedzeni

E. BIEŃKOWSKA: Uwiedzeni. „Zesz. Lit.” 2009 nr 107.

B. DARSKA: Nazbyt łatwa recepta. „Nowe Książ.” 2009 nr 9.

M. JENTYS: Moc wewnętrznych obrazów. „Twórczość” 2009 nr 11.

A. NĘCKA: W sidłach fantazmatów. „Pogranicza” 2009 nr 4.

D. NOWACKI: Marzyciele XX wieku. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 116. – Zob. też Wywiady.

Cadyk i dziewczyna

B. DARSKA: Czy fakty zawsze wystarczą? „Twórczość” 2012 nr 12.

T. MIZERKIEWICZ: Zbeletryzować drugą wojnę. „Nowe Książ.” 2012 nr 7, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.</document>
<document nplp_id="3443" title="Tamara BOŁDAK-JANOWSKA" slug="tamara-boldak-janowska">ur. 1946

Pseud.: Tamara Be Jot; Tamara Bejot.

Poetka, prozaiczka, krytyk literacki, tłumaczka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 10 września 1946 we wsi Zubki na Podlasiu, w rodzinie kolejarskiej o pochodzeniu tatarsko-białoruskim; córka Dymitra Bołdaka i Heleny z domu Bakier. W dzieciństwie mieszkała w pobliskiej wsi Narejki, a uczyła się w Szkole Podstawowej w sąsiednich Wierobiach. W 1960 podjęła naukę w III Liceum Ogólnokształcącym w Białymstoku. Pobierała też prywatne lekcje rysunku. Po zdaniu matury w 1964 studiowała rusycystykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1971 uzyskała magisterium. W 1971-75 pracowała jako nauczycielka rosyjskiego w Liceum Ogólnokształcącym w Mrozach, a następnie do 1986 była lektorem języka rosyjskiego w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. W latach osiemdziesiątych rozpoczęła twórczość literacką. Była laureatką konkursów poetyckich, m.in. otrzymała nagrodę w Konkursie Literackim w ramach Białostockiej Wiosny Literackiej (1985) oraz nagrodę w Konkursie Białostockiego Ośrodka Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy (1986). Debiutowała w druku wierszami z cyklu Ulotny miąższ pt. Ciągle wiosenna; Jak chleb; Ostatnie słowa; Według wiatru polnego, opublikowanymi w 1986 w „Dzienniku Pojezierza” (nr 16); w piśmie tym zamieszczała też wiersze w 1987. Od końca lat osiemdziesiątych opiekowała się chorą na schizofrenię córką Marceliną. W 1992 została członkinią Wspólnoty Kulturowej „Borussia”. Jako prozaiczka debiutowała w 1993 utworami z cyklu Opowiadania naiwne. (O ludziach ze strefy przygranicznej), zamieszczonymi w olsztyńskim piśmie „Borussia” (nr 7), z którym od tegoż roku stale współpracowała. Wiersze, artykuły, opowiadania, recenzje, liczne tłumaczenia z języków białoruskiego, rosyjskiego, tłumaczenia wierszy z języka niemieckiego (też wspólnie z mężem Antonim Janowskim) publikowała m.in. w pismach: „Warmia i Mazury” (1986-89, 2001), „Hejnał Mariacki” (1989), „Pracownia” (1992-96, 2000-03; tu m.in. przekł. z białoruskiego podp.: Tamara Be Jot oraz rysunki poetyckie), „Sycyna” (1995-97), „Twórczość” (1998), „Annus Albaruthenicus” (2001), „Podgląd” (2016-17). Od 1998 należała do SPP. W 1999 została wyróżniona przez „Gazetę Olsztyńską” dorocznym „Laurem Złotej Dziesiątki” (znalazła się w gronie dziesięciu osób zasłużonych dla kultury Warmii i Mazur). Obok twórczości literackiej uprawiała twórczość plastyczną; wystawiała rzeźby m.in. w 1999 w Centrum Francusko-Polskim w Olsztynie (wraz z rzeźbami męża); wiersze w formie kaligraficznej (tzw. „Rysunki zgniecione”), m.in. w Olsztynie i w Kolonii; rysunki satyryczne w Niemczech (1997). Ponadto zajmowała się ilustrowaniem książek niemieckich wydawnictw Spranger Verlag (Köln) i Peter Segler Verlag (Treiberg). Własnoręcznie wykonywała książki z różnych materiałów. Brała także aktywny udział w życiu kulturalnym polskich Białorusinów; w 2001 podjęła współpracę z pismem społeczno-kulturalnym „Czasopis”. W 2002-12 należała do działającego w Krynkach Stowarzyszenia Villa Sokrates. W 2002 była współzałożycielką nieformalnej Międzynarodowej Grupy Literackiej „68+”. Organizowała Zjazdy Literackie w Narejkach. Za całokształt twórczości otrzymała nagrodę Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2007) oraz Nagrodę Prezydenta Olsztyna (2011). W 2016 otrzymała Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznany przez Ministra Kultury.

W 1978 wyszła za mąż za Antoniego Janowskiego, germanistę; ma córkę Katarzynę (ur. 1969); druga córka, Marcelina Janowska, plastyczka, fotografka, zmarła tragicznie w 2005 (ur. 1979). Mieszka w Olsztynie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Pod mirrą. [Wiersze]. Bartoszyce: [b.m.] 1987. Wkł. do „Gaz. Olszt.” 1987 nr 160 s. 4.
2. Wiersze i rysunki. „Szmatka-Notatka”. [Autorzy:] T. Bołdak-Janowska, A. Janowski. Olsztyn: Nakł. Autora 1994, [1] s. tabl. Teka, 10.
Wariant tytułu: Szmatka Notatka. – Wyd. w formie autorskich rękopisów i maszynopisów ilustrowanych własnymi rysunkami . – Zawiera 8 tomików T. Bołdak-Janowskiej: 1. Wiersze i rysunki 1980-1991; 2. Ślub pod koronami 1980-1990; 3. Suacje. Wiersze i rysunki 1980-1990; 4. Wiem? Wiersze i rysunki 1980-1990; 5. Nieporządek. Wiersze i rysunki 1990; 6. Wiersze i rysunki 1991; 7. Wiersze i rysunki 1992; 8. Wiersze 1993, – oraz 2 tomiki A. Janowskiego: 1. Małe pejzaże. (Rysunki T. Bołdak-Janowskiej); 2. Numery wiatru. (Rysunki T. Bołdak-Janowskiej).
3. Opowiadania naiwne. [Opowiadania]. Olsztyn: Wspólnota Kulturowa „Borussia” 1997, 184 s. Bibl. „Borussii”, [7]. Por. poz. 5.
Druk wcześniej w „Borussii” w 1993-1994. – Zawartość: Upadek komunizmu za mostem na Świsłoczy; Problem Dominika; O Dużej Ańce, która dużo płakała, ponieważ utraciła wiarę w Jezusa; Dzieła Lenina; Duży dobry sklep osiedlowy; Mieszkanie Petelków; Opowiem o zniczu; Powrót Józefa; Próba cyfrowego ujęcia; Rozmowa z Filipem – szkic pierwszy; Pac – szkic drugi!; Och, jakie zmęczenie!; Opowiadanie dedykowane Panu Bogu; Śmieszny przód pociągu; Umarł Adrian Mikuszko; O tym jak Jurek-W Dupie Dużo Dziurek zarąbał koguta-pedała; Czas, piach i deszcz; Ranek i wieczór; Sąsiedzi; Sny; Poeta; Gieniusz Walik; Bolutek komunista z wizytą u Badziewicza; O Jachimie i jego matce Paulince; Piekielny gwóźdź Czarnego Przewodniczącego; Pewnego razu pewna kobieta; Opowiadanie o szczęściu; Miażdżący uścisk Andrzeja Ćwiertni; Sny Warfałamieja; Stuprocentowe słońce dla Anny; Apanasie, Apanasie; Gabryś Wytomitu, człowieczek jeden; Szczęśliwe chwile; Wojcik, pij herbatę.
4. Jeśli poezja jest bezsilna. [Wiersze; autorzy:] T. Bołdak-Janowska, A. Janowski. Rys.: T. Bołdak-Janowska. Olsztyn: Littera 1998, 70 s.
Tu cykle: T. Bołdak-Janowskiej: Wiersze jesienne; Wiersze o umarłej wiosce; W domu.
5. Rytmy polskie i niepolskie. Opowiadań naiwnych ciąg dalszy. Olsztyn: Wspólnota Kulturowa „Borussia” 1998, 224 s. Bibl. „Borussii”, 10. Por. poz. 3.
Druk wcześniej w „Borussii” w 1994. – Zawartość: U badaczy Pisma Świętego; O tym, jak Michaj i Nagaj odpytywali się z poczucia humoru; Człowiek białostocki; Spotkanie z władzą; Karteczka; I odgryzał drobnymi kęsami mamałygę i żuł; Rytm; Polska nie-Polska; Gałka podchodzi do okna; Teraz wam opowiem o tym, jak samo życie bywa straszniejsze i śmieszniejsze od najstraszniejszej i najśmieszniejszej literackiej fantazji; Powiem wam, że znudziło mi się i obrzydło być człowiekiem; Teraz opowiem wam o wolności, ale nie będzie to nic wielkiego; Życie; Na pewnym osiedlu w śródmieściu pewnego średniego miasta wojewódzkiego; Czerwony kot; Próba wiary; Te głupie historyjki!; Ojciec; O tym, jak zamknąłem oczy i wpłynąłem w kamień; Rozstrzelany muchomor; Samobójstwo moje.
6. Niewidomy pies rymów. [Wiersze; autorzy:] T. Bołdak-Janowska, A. Janowski. Olsztyn: Wspólnota Kulturowa „Borussia” 1999, 59 s.
Tu cykl T. Bołdak-Janowskiej: Niewidomy pies rymów.
7. Ach, moje drogie życie. [Opowiadania]. Olsztyn: Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2002, 126 s. Bibl. „Borussii”, 24.
Zawartość: Fakty i trawa; Dzień żydowski; Narzeczony córki; Notatki sobotnie; Mucha i myśl; Wikcia-Pipcia; Babka Cyryl; Babka Druga; Notatki niedzielne; Dzień białoruski; Istotna swoistość.
8. Ta opowieść jest po prostu za szybka, któż ją wytrzyma. [Powieść]. Wałbrzych: Ruta 2002, 110 s.
9. Wiersze dla Madam Bomb. Olsztyn: Minimalbooks 2003, 35 s.
10. Szkice dla zielonego wróbla. [Opowiadania]. Projekt okładki i rys. wewnątrz książki: T. Bołdak-Janowska. Olsztyn: Stow. Artyst.-Kult. „Portret” 2004, 215 s.
Podp.: Tamara Bejot. – Zawartość: Cz. 1. Szkice dla zielonego wróbla; Cz. 2. Appendicis; Cz. 3. Strach; Cz. 4. Napaść.
11. Kto to jest ten Jan Olik? Humoreska naukowa. [Powieść]. Wwa: Ofic. 21 2005, 120 s.
Adapt. teatr. fragm.: Olsztyn, T. im. S. Jaracza, Scena Margines 2006 (z cyklu: Perforacje literackie, czytała W. Niemaszek).
12. Rozdziały. [Wiersze]. Olsztyn: Stow. Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2007, 67 s. Bibl. „Borussii”, 37.
Nominacja do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” 2008.
13. Tfu! Z ludźmi! Szkice małe i miniaturowe. Rys.: T. Bołdak-Janowska. Olsztyn: Stow. Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2008, 108 s. Bibl. „Borussii”, 39.
Małe formy prozatorskie i rysunki. – Nominacja do Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus 2009.
14. Co dobrego było w peerelu? Olsztyn: Stow. Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2009, 141 s. Bibl. „Borussii”, 42.
Zawartość: Hasta maniana. Zjazd rodzinny w Narejkach [szkic]; Rośliny [cykl wierszy], – nadto krótkie wypowiedzi różnych osób.
15. Rzeczy uprzyjemniające. Utopia. [Powieść]. Olsztyn: Stow. Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2009, 219 s. Bibl. „Borussii”, 41.
Nominacje do Nagrody Lit. Nike 2010 i Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus 2010.
16. Ceremonia węglowa. [Wiersze]. Olsztyn: Stow. Wspólnota Kulturowa „Borussia” 2010, 52 s. Bibl. „Borussii”, 44.
Podp.: Tamara Bejot. – Finalistka Nagrody Lit. Warmii i Mazur „Wawrzyn 2010”.
17. Restauracja strasznych potraw. (Rozprawa gardłowa). [Powieść]. Olsztyn: Stow. Wspólnoty Kulurowej „Borussia” 2011, 222 s.
18. Hop! Hop! Hop! Traktat o samotności. [Wiersze]. Wr.: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza 2013, 87 s.
19. Ksenia. [Monodram]. Wyst.: Reż.: M. Czajkowska. T. Czrevo 2015 (wykonanie J. Troc).
20. Bycie i lu!. [Wiersze]. Wr.: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza; Wydawn. Warstwy 2017, 120 s.
21. Elegancja serca. [Poemat]. Rys.: T. Bołdak-Janowska. Kr.: Wydawn. Miniatura 2017, 35 s.
22. Nielegalna zajęczyca męczy Heideggera i innych filozofów. Tor.: Adam Marszałek 2017, 116 s.
Miscellanea filozoficzne.

Przekłady utworów T. Bołdak-Janowskiej w antologiach zagranicznych: białorus.: Liscio srebnaj tapoli. Białystok 1999, – litew: Prūsija literatūros veidrodyje. Klaipėda 2000; Vėtyklė. [Oprac. i przeł.:] J. Šikšnelis. Klaipėda 2008, – niem.: Meiner Heimat Gesicht. München 1996; Landschaften und Luftinseln. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000, – ros.: Liki rodnoj zemli. [Wybór:] K. Brakoneckij, O. Gluškin, V. Lipšer. Kaliningrad 1999.
Przekład
1. R. Strobelt: Z żabą i deszczem. [Wiersze]. Przekł.: A. Mazanka, T. Bołdak-
Janowska. Olsztyn: Litteria 1998, 54 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2013.

Blog T. Bołdak-Janowskiej [dostęp 9 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie

S. BIAŁECKA: Krąg borussiański. Bibliografia podmiotowo-przedmiotowa [do 2009]. Cz. V. T. Bołdak-Janowska. „Bibl. Warmińsko-Mazurski” 2009 nr 3/4; [dostęp 29 czerwca 2012]. Dostępny w Internecie.
Wywiady: W stronę bytów subtelnych. Rozm. [W. Katarzyński] (wu-ka). „Gaz. Olszt.” 1987 nr 188 [na temat twórczości plastycznej i lit., dot. m.in.: Pod mirrą]; Kobieta z ikoną. Rozm. B. Brokowska. „Dz. Północy” 1991 nr 13; Łagodna feministka. Rozm. J. Wilengowska. „Gaz. Olszt.” 1997 nr 81; Bóg jest postulatem myślenia. Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 1998 nr 213; Życie jest naiwne. Rozm. I. Walesiak. „Kartki” 1998 nr 17; Przeciw niemej pomocnicy. Rozm. T. Fic-Łukasiewicz. „Czasopis” 1999 nr 3; Męstwo-żeństwo. Język kobiet. Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2002 nr 57 dod. „Lektury” nr 2; Moja własna wyspa. Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2002 nr 106; W pierwszej osobie. Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2005 nr 288; Co dobrego było w peerelu? Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2009 nr 321 [dot. głównie: Co dobrego było w peerelu?]; Rozmowa z T. Bołdak-Janowską. Rozm. J. Kurkiewicz. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 131; Proszę wszystkich, żeby ubrali się na biało. Rozm. K. Surmiak-Domańska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 15 dod. „Duży Format” nr 2; „Restauracja strasznych potraw. Rozprawa gardłowa”. Diagnoza kultury. Rozm. przeprowadził i oprac.: [A. Janowski] Tolo Szaleńczyk. „Annus Albaruthenicus” 2012.

Ogólne

A. D. SPRANGER: Rytmy i rymy, czyli o twórczości Tamary Bołdak-Janowskiej. „Kwart. Kult.” 1999 nr 5.

R. STROBELT: „Über die Kleine Brücke” zu Tamara Bołdak-Janowska, der Dichterin. „Annus Albaruthenicus”, Krynki 2001 t. 2.

Z. CHOJNOWSKI: Inność jako siła, czyli Tamara Bołdak-Janowska. W tegoż: Zmartwychwstały kraj mowy. Olsztyn 2002.

P. SIWECKI: Ach, ironio, słodka, ach ironio. O rytmie według Tamary Bołdak-Janowskiej. „Pracownia” 2002 nr 1, wersja ang.: P. SIWECKI: My sweet life, my sweet literature. Tamara Bołdak-Janowska and her world. Part 1-3. Essay on Tamara’s writing. „Annus Albaruthenicus”, Krynki 2003 t. 4.

J. BRACH-CZAINA: Gender w twórczości Olgi Tokarczuk i Tamary Bołdak-Janowskiej. „Pogranicza” 2005 nr 2.

P. DUNIN-WĄSOWICZ: Pokój z widokiem na Parnas. „Lampa” 2005 nr 9. – B. DARSKA: Kobieta jako sprzeczność; Przeszłość i teraźniejszość, czyli cienie obcości. W tejże: Ucieczki i powroty. Olsztyn 2006.

K. MALISZEWSKI: Notatki o odmienności. „Odra” 2006 nr 3.

Pod mirrą

W. KATARZYŃSKI: Popraw brzegi cynobrem. „Gaz. Olszt.” 1987 nr 160. – Zob. też Wywiady.

Wiersze i rysunki. „Szmatka-Notatka”

W. KATARZYŃSKI: Poetyckie „szmatki-notatki”. „Gaz. Olszt.” 1993 nr 160. – K. BRAKONIECKI: „Moje serce ma oczy ogromne”. „Borussia” 1994 nr 9. – I. ŁAZICKA-PAWLAK: Wiersze nieistniejące. „Borussia” 1997 nr 15.

Opowiadania naiwne

E. MAZGAL: Margines nieporządku. „Gaz. Olszt.” 1997 nr 203.

J. RYSZKOWSKI: Upadek komunizmu nad Światłoczą. „Rzeczpospolita” 1997 nr 287.

J. SOBOLEWSKA: Niepokoje naszych czasów. „Nowe Książ.” 1997 nr 12.

G. TOKARSKI: Nieszczęsna czystość naiwności. „Portret” 1997 nr 5. – M. ORSKI: Dziś nie ma już szczęśliwych ludzi. „Prz. Powsz.” 1998 nr 4.

A. OSTOWICZ: Na naszą bezimienność... „Topos” 1998 nr 3.

J.H. WIŚNIEWSKI: Opowiadania spod ściany (wschodniej). „Tygiel Kult.” 1998 nr 4/5, polem.: T. Bołdak-Janowska: Szanowny Panie! Tamże nr 11.

L. SZARUGA: „Tylko, żeby było ładnie”. „Borussia” 1998/1999 nr 17.

Jeśli poezja jest bezsilna

M. KAROLEWICZ: Bezsilność. „Portret” 1998 nr 7.

E. MAZGAL: Dobry adres. „Gaz. Olszt.” 1998 nr 109 [dot. też: R. Strobelt: Z żabą i deszczem. Tłum. T. Bołdak-Janowska, A. Mazanka].

Rytmy polskie i niepolskie

E. MAZGAL: Człowiek białostocki. „Gaz. Olszt.” 1998 nr 197.

P. BRATKOWSKI: Męski, żeński. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 118.

R. OSTASZEWSKI: Przypadki człowieka zblokowanego. „Nowe Książ.” 1999 nr 1.

Ach, moje drogie życie

K. DUNIN: „Brzydka siostra”. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 132 dod. „Wysokie obcasy” nr 23.

A. PIOTROWSKA: Jutro będzie futro i deszcz. „Portret” 2002 nr 14.

Ż. NALEWAJK: Od „pogranicza” do „międzyrzeczywistości”, czyli o nowych książkach Tamary Bołdak-Janowskiej. „Pracownia” 2002 nr 2/3 [dot. też: Ta opowieść jest po prostu za szybka, któż ją wytrzyma].

P. SIWECKI: Beyond the joke. (Proza Tamary Bołdak-Janowskiej, czyli story-teller w skryptorium). „Undergrunt” 2002 nr 6.

U. ŚMIETANA: Mowa – trawa. „Czas Kult.” 2003 nr 4 [dot. też: Ta opowieść jest po prostu za szybka, któż ją wytrzyma].

B. DARSKA: Między etyką a estetyką – ciało doświadczone, ocalone czy obrzydliwe? Pisanie o starości w literaturze najnowszej. Her-story, czyli Matka i Babki na tropie historii świata. W: Nowe Dwudziestolecie. Pozn. 2011.

Ta opowieść jest po prostu za szybka, któż ją wytrzyma

Ż. NALEWAJK: Od „pogranicza” do „międzyrzeczywistości”. „Pracownia” 2002 nr 29-30 (2-3) [dot. też: Ach, moje drogie życie].

J. CHŁOSTA-ZIELONKA: Za krótka opowieść. „Portret” 2003 nr 15.

T. SZYŁŁEJKO: Czytajcie Bołdak-Janowską! „Gaz. Wybor.” 2003 nr 4 dod. „Olsztyn”.

U. ŚMIETANA: Mowa – trawa. „Czas Kult.” 2003 nr 4 [dot. też: Ach, moje drogie życie].

Szkice dla zielonego wróbla

S. JANOWICZ: „Bycie sobą”. „Borussia” 2004 nr 35.

Kto to jest ten Jan Olik

T. MELANOWSKI. „Arte” 2005 nr 3.

J. SOBOLEWSKA: Krowę poezji dój! „Nowe Książ.” 2006 nr 1.

R. STROBELT: Tamara Bołdak-Janowska – językowa żmija [on-line] [dostęp 29 czerwca 2012]. Dostępny w Internecie.

Rozdziały

B. DARSKA: Lament życia zanurzonego w śmierci. „Portret” 2007 nr 3.

A. GALANT: „Co zrobisz ze mną w swoim języku?” „Pogranicza” 2007 nr 6.

Tfu! Z ludźmi!

S. BAUMANN: Splątany kłębek. „Nowe Książ.” 2009 nr 2.

Co dobrego było w peerelu?

Z. LEKIEWICZ: Czym był Peerel? „Nowe Książ.” 2010 nr 4.

C. POLAK: Słodko-gorzki smak gwiazdek z wedlowskiej czekolady. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 22.

E. ŚWIĄC: Chcę, żeby Polska była znowu kolorowa [on-line]. [Dostęp 6 lipca 2012]. Dostępny w Internecie. – Zob. też Wywiady.

Rzeczy uprzyjemniające

M. DUDA: Tamara uprzyjemniająca. „Wyspa” 2010 nr 3.

J. KURKIEWICZ: Niedobra niechęć do utopii. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 131.

A. NĘCKA: Co by było gdyby…? „Nowe Książ.” 2010 nr 5.

A. GORAL: Neologizmy autorskie w powieści „Rzeczy uprzyjemniające. Utopia” Tamary Bołdak-Janowskiej. „Studia Wschodniosłowiańskie” 2015 t. 15.

Ceremonia węglowa

R. RŻANY: Śmiertelne życie bogów. „Nowe Książ.” 2011 nr 7.

Restauracja strasznych potraw

B. DARSKA: Przejedzenie, czyli o tym, że za dużo nie zawsze znaczy smacznie [on-line] [dostęp 6 lipca 2012] Dostępny w Internecie, polem. T. Bołdak-Janowska: Oskarżam B. Darską o naruszenie moich praw autorskich. Wpis z 23 grudnia 2012] [on-line] [dostęp 6 lipca 2012]. Dostępny w Internecie. – S. DEVINE. [on-line] [dostęp 29 czerwca 2012]. Dostępny w Internecie.

M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Z gardła Tamary Be Jot. „Nowe Książ.” 2012 nr 3. – Zob. też Wywiady.

Hop! Hop! Hop!

A. NĘCKA: W świecie kobiecych doznań. „Nowe Książ.” 2014 nr 1.</document>
<document nplp_id="3447" title="Grażyna BORKOWSKA" slug="grazyna-borkowska">ur. 1956

Historyk literatury, krytyk literacki
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 11 kwietnia 1956 w Szczecinie; córka Henryka Borkowskiego, nauczyciela chemii, i Janiny Marty z Bassów, nauczycielki historii. W 1971 rozpoczęła naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. A. Asnyka w Szczecinie. W 1975 została laureatką V Olimpiady Literatury i Języka Polskiego oraz zdała maturę. Od tegoż roku studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutowała w 1978 recenzją dotyczącą powieści J. Afanasjewa Laboratorium, pt. „…kto czytał ten trąba”, opublikowaną na łamach tygodnika „Literatura” (nr 43). W 1979 uzyskała magisterium i rozpoczęła studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN, które ukończyła w 1983. W tymże roku została zatrudniona w IBL na stanowisku starszego asystenta. W pracy badawczej zajęła się historią literatury polskiej od wieku XIX po współczesność, wybranymi zagadnieniami teorii literatury, m.in. krytyką feministyczną. W 1985 obroniła pracę doktorską pt. Dialog powieściowy i jego konteksty (na podstawie twórczości Elizy Orzeszkowej) (promotor prof. Michał Głowiński) i otrzymała stanowisko adiunkta w IBL. Artykuły, szkice i recenzje, przekłady literatury naukowej publikowała na łamach m.in. „Pamiętnika Literackiego” (od 1981) „Res Publiki” (od 1987) i jej kontynuacji „Res Publiki Nowej” (od 1992), „Tekstów Drugich” (od 1990) i „Tygodnika Powszechnego” (od 1996). W 1990 weszła w skład Komitetu Głównego, a w 1992 do Prezydium Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Od 1991 należała do zespołu redakcyjnego kwartalnika „Res Publica”, a od 1994 „Pamiętnika Literackiego”. Także w 1994 została członkiem, a w 1998 przewodniczącą jury konkursu Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (funkcję tę pełniła do 1999). W 1996 uzyskała w IBL habilitację na podstawie książki Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej. W 1996-97 prowadziła zajęcia dydaktyczne na podyplomowych kursach Gender Studies przy UW. W 1997 została członkiem SPP. W tymże roku otrzymała stanowisko docenta w IBL i w 1998 objęła tam kierownictwo Pracowni Literatury II połowy XIX wieku. W tym samym roku została redaktorem naczelnym „Pamiętnika Literackiego”. W 1998-1999 prowadziła seminarium w Ośrodku Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i Europie Środkowo–Wschodniej (OBTA) UW. W 1998 została członkiem Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, w 2001 członkiem Zarządu, a w 2004 prezesem tego Towarzystwa. W 1999 weszła w skład Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej (od 2003 Komitet Nauk o Literaturze PAN); w 2003-2006 pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Komitetu. Także w 1999 została członkiem Rady Naukowej IBL; w 1999-2002 była członkiem Komisji Nagród i Komisji do Spraw Przewodów Doktorskich (wiek XIX), a w 2007-2010 przewodniczącą Rady. W 2000 weszła w skład jury Konkursu im. J. J. Lipskiego. Od 2001 redagowała z Januszem Maciejewskim serię IBL PAN Inedita z II Połowy XIX wieku. W 2002 została członkiem Polskiego PEN Clubu. W 2003 otrzymała tytuł naukowy profesora. Od tegoż roku do 2013 była kierownikiem Zaocznych (później Niestacjonarnych) Studiów Doktoranckich przy IBL; prowadziła tam także zajęcia. W 2003 wykładała przez miesiąc na Slavisches Seminar Uniwersytetu w Bazylei. W 2005-08 wchodziła w skład Rady Naukowej „Polonicum”. W 2006 objęła kierownictwo grantu sieciowego Rozpad i nowy porządek, a w 2007 (ze strony polskiej) grantu: Literatura – historia – polityka. Polsko–rosyjskie kontakty kulturalne i ich konteksty. W 2008 została członkiem Rady Naukowej Instytutu Literatury Polskiej Wydziału Polonistyki UW. W 2009-2011 była przewodniczącą jury Nagrody Literackiej Nike. W 2010-2012 była członkiem Rady Naukowej Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, w 2011-2017 członkiem Rady Naukowej Biblioteki Narodowej, a w 2012 została członkiem Rady Naukowej Polskiego Słownika Biograficznego. Wstąpiła do Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk. W 2011-14 przewodniczyła Radzie Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, następnie do 2016 była jej członkiem. W 2013 została członkiem korespondentem PAN. W 2016 weszła w skład jury Warszawskiej Nagrody Literackiej. W 2018 została członkiem Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Odznaczona Medalem Edukacji Narodowej (1992).

W 1982 zawarła związek małżeński ze Stanisławem Arciuchem, architektem (rozwód w 2007); z tego związku ma syna Macieja (ur. 1985). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Dialog powieściowy i jego konteksty. (Na podstawie twórczości Elizy Orzeszkowej). [Studium]. Wr.: Ossol. 1988, 171 s. PAN IBL Z Dziejów Form Artyst. w Lit. Pol., t. 72.
Rozprawa doktorska.
2. Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej. Wwa: Wydawn. IBL 1996, 265 s. IBL PAN.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Krytyka feministyczna wobec sztuki i teorii kultury (zamiast wstępu). – I. Sprawa Entuzjastek; II. Żmichowska wobec Hoffmanowej: Strategia pszczoły; III. Zmagania z formą; IV. Samarytanka przy studni; V. Orzeszkowa i strategia mimikry; VI. Orzeszkowa: Autokorekta i problemy granic; VII. Cztery drogi: regres, narcyzm, walka, sztuka; VIII. Dzienniki Zofii Nałkowskiej i dzienniki Marii Dąbrowskiej (aneks). – Zakończenie.
Przekł.: ang.: Alienated women. A study on polish women’s fiction 1845-1918. [Przeł.] U. Philips. Budapest, New York 2001. – ros.: Čužezemki. [Przeł.:] I. Adel’gejm, N. Romanovskij. Moskva 2007.
3. Pozytywiści i inni. [Studia]. Wwa: PWN 1996, 214 s. IBL PAN. Mała Historia Lit. Pol. Wyd. 2 tamże 1999.
Zawartość: Panorama. – I. Przed bitwą i po bitwie; II. Rynek idei: konserwatyści; III. Pozytywiści – celne trafienie; IV. Balsam i trucizna. Jak się bada pozytywizm; V. Osnowa i wątek. Wielka trójca powieściopisarzy [dot. A. Świętochowskiego, E. Orzeszkowej, B. Prusa); VI. Głosy i glosy. Pozytywiści na rozdrożu; VII. Spory o sztukę. Jeszcze o naturalistach; VIII. Wielkie czytadła. Najpopularniejsi pisarze [m.in. dot. H. Sienkiewicza]; IX. „Lecz gdzież jest pieśń…” O poezji i poetach. – Zakończenie. Wspólnota i dziedzictwo.
4. Maria Dąbrowska i Stanisław Stempowski. [Szkic biograficzny]. Kr.: WL 1999, 162 s. Pary.
5. Gustaw Herling–Grudziński. [Szkic biograficzny]. Przeł. A. Rosenau. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 27 s.
Zawiera także fragm. twórczości G. Herlinga-Grudzińskiego i wywiad z nim przeprowadzony przez E. Sawicką.
6. Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności. Przewodnik. [Współaut.:] M. Czermińska, U. Philips. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2000, 216 s.
7. Nierozważna i nieromantyczna. O Halinie Poświatowskiej. [Studium]. Kr.: WL 2001, 199 s.
Artykuły, studia i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m. in.: Biografia kresowych inteligentów. W: Z domu niewoli. Wr. 1988 s. 67–80. – Córki Miltona. (O podmiocie krytyki feministycznej). „Teksty Drugie” 1990 nr 2 s. 50-64, toż w wersji rozszerz. z podtyt. (O krytyce feministycznej ostatnich piętnastu lat). W: Po strukturalizmie. Wr. 1992 s. 71-92. – Szymborska eks–centryczna. „Teksty Drugie” 1991 nr 4 s. 45-58, przekł. ang.: Szymborska ex-centric. Przeł.: K. Krasuska, J. Burszta. W: Wisława Szymborska’s poetry. Oprac. A. Nasiłowska. Frankfurt am Main 2015. – Eliza Orzeszkowa. W: Warszawa pozytywistów. Wwa 1992 s. 103-114. – Manifesty realistów i kryzys epickości. W: „Lalka” i inne. Wwa 1992 s. 165-176. – O centrum powieściowego świata w „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. W: Nowe stulecie trójcy powieściopisarzy. Wwa 1992 s. 283-294, przedr. w: Pozytywizm. Opracowania. Wwa 1997. – Ruchliwa fala. (Maria Konopnicka i kwestia kobieca). W: Maria Konopnicka. „Na skrzydłach pieśni…” Głosy o życiu i pisarstwie w 150-lecie urodzin. Wwa 1992 s. 7-14. – „Wstań siostro! wstań!” – polska proza kobieca (1840-1918). „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1991/1992 Wyd. Wwa 1993 s. 51-61. – O Tadeuszu Różewiczu – dzisiaj. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Wwa 1994 s. 45-62. – Obrzeża pozytywizmu: Żmichowska. W: Książka pokolenia. W kręgu lektur polskich doby postyczniowej. Białystok 1994 s. 24-33. – Edward Stachura – nie wszystko jest poezją. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Następne pokolenie. Wwa 1995 s. 115-129. – Jakie zagadki kryje w sobie jeszcze literatura polskiego pozytywizmu? W: Wiedza o literaturze i edukacja. Wwa 1995 s. 314-326. – Metafora drożdży. Co to jest literatura /poezja kobieca. „Teksty Drugie” 1995 nr 3/4 s. 31-46. – Gustaw Herling–Grudziński. Korzenie twórczości. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Kontynuacje. Wwa 1996 s. 115-130. – Wątek ruskinowski w późnej twórczości Elizy Orzeszkowej. W: Przełom antypozytywistyczny w polskiej świadomości kulturowej końca XIX wieku. Wr. 1996 s. 41-60, przedr. w: Pozytywizm. Opracowania. Wwa 1997. – Dzienniki Anny [Iwaszkiewicz]. W: Stawisko. Almanach Iwaszkiewiczowski. T. 3. Podkowa Leśna 1997 s. 45-59. – Polski feminizm – matki i córki. W: Z perspektywy końca wieku. Pozn. 1997 s. 159-177. – Historia wypadków miłosnych. W: Pogranicze wrażliwości w literaturze dawnej oraz współczesnej. Cz. I. Miłość. Szczec. 1998 s. 19-29. – O co można mieć pretensje do Dąbrowskiej. W: Pośród spraw publicznych i teatralnych. Wwa 1998 s. 187-202. – Prusa filozofia życia. W: Jubileuszowe „Żniwo” u Prusa. Częstochowa 1998 s. 65-72. – Zeskrobać starą zaprawę z pomnika polskiej literatury. (O „młodej” prozie kobiecej). W: Sporne sprawy polskiej literatury współczesnej. Wwa 1998 s. 387-402. – Kobieta i mężczyzna w dyskursie feministycznym. W: Kobieta w literaturze. Bydgoszcz 1999 s.29-37. – Stanisław Czekanowski. Uwagi o autorze i tekście. „Pr. Polonist.” Ser. 54: 1999 s. 133-148. – „Casus” Nałkowskiej. W: Tematy i pryzmaty. Wr. 2000 s. 19-31. – Nienapisana umowa. Polski feminizm i jego ograniczenia. W: Polskie oblicza feminizmu. Wwa 2000 s. 21-39. – „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka. W: Rytmy prozy, czyli jak czytać polską prozę współczesną. Wwa 2000 s. 114-125. – Płeć jako skaza. Przybyszewski i Nałkowska. W: Nowa świadomość płci w modernizmie. Kr. 2000 s. 77-88. – To samo, ale inaczej. Warianty biograficzne w prozie Juliana Stryjkowskiego. W: Literatura polska wobec Zagłady. Wwa 2000 s. 193-208. – Turbulent times. Polish women’s literature 1845-1919. Przeł. J. Przedlacka. „International Studies” 2000 nr 1 s. 85-98. – Wiek XIX: Lekarki i pacjentki, amatorki i profesjonalistki. W: Pod patronatem Hygei. Wwa 2000 s. 100-114. – Arystokratyczny liberalizm Aleksandra Świętochowskiego. „Teksty Drugie” 2001 nr 2 s. 101-113, toż w: Pozytywizm. Język epoki. Wwa 2001. – „Cham” Orzeszkowej. W: Lektury polonistyczne. T. 3. Od realizmu do preekspresjonizmu. Kr. 2001 s. 49-66. – Ołowiane niebo. „O Pasjach błędomierskich” Jarosława Iwaszkiewicza. W: Maski współczesności. Wwa 2001 s. 176-185. – Powroty Iwaszkiewicza. W: Ciało, płeć, literatura. Wwa 2001 s. 297-308, przekł. ukr.: Povernenia Jaroslava Ivaškeviča. [Przeł.] I. Gorovoj. W: Jaroslav Ivaškevič i Ukraina. Kiïv 2001. – The artist’s freedom and democracy. [Współaut.:] M. Nowakowska-Stycos. W: Transition to democracy in Eastern Europe and Russia. London 2002 s. 309-323. – Codzienność i wzniosłość w poezji Tadeusza Różewicza. W: Codzienne, przedmiotowe, cielesne. Izabelin 2002 s. 179-193. – The homelessness of the other. The homoerotic experience in the prose of Julian Stryjkowski. W: Framing the Polish home. Athens, Ohio 2002 s. 54-67. – Późna poezja Konopnickiej. Dopełnienie motywów. W: Miejsca Konopnickiej. Kr. 2002 s. 179-193. – Wschodniość, rosyjskość, orientalność, Porządkowanie pojęć. W: Pogranicza literatury. Wwa 2002 s. 272-281. – Eliza Orzeszkowa. W: Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach. T. 6. Wwa 2003 s. 309-338. – Jan Kott, trickster. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Krytycy. Wwa 2003 s. 129-153. – Orzeszkowa – szkic do biografii duchowej. W: Prus i inni. Lubl. 2003 s. 349-363. – Amelia Hertzówna – dwa skrzydła twórczości. W: Wokół twórczości drugiego pokolenia pozytywistów polskich. Opole 2004 s. 175-186. – Badania nad literaturą okresu pozytywizmu. Ostatnie ćwierćwiecze. Rekonesans z komentarzem. W: Z warsztatów badawczych historyków literatury polskiej. Wr. 2004 s. 101-113. – Opowiedzieć umieranie. „Teksty Drugie” 2004 nr 5 s. 35-47, toż w: Narracja i tożsamość. Cz. II. Wwa 2004 s. 139-151. – Publicystyka Orzeszkowej jako szkoła myślenia obywatelskiego. W: Literatura i sztuka drugiej połowy XIX wieku. Lubl. 2004 s. 355-377, przedr. w: [Wstęp do:] Eliza Orzeszkowa: Publicystyka społeczna. T. 1. Kr. 2005 [zob. Prace redakcyjne poz. 5]. – Polish literature in 1864-1914 – an end and beginning. [Przeł.] D. Sax. W: Ten centuries of Polish literature. Wwa 2004 s. 172-201. – Żydzi Orzeszkowej. W: Kwestia żydowska w XIX wieku. Wwa 2004 s. 139-150, przedr. w: [Wstęp do:] Eliza Orzeszkowa: Publicystyka społeczna. T. 1. Kr. 2005 [zob. Prace redakcyjne poz. 5]. – The feminism of Eliza Orzeszkowa. [Przeł.] U. Philips. W: Gender and sexuality in ethical context. Bergen 2005 s. 77-97, przedr. w jęz. pol. w: [Wstęp do:] Eliza Orzeszkowa: Publicystyka społeczna. T. 1. Kr. 2005 [zob. Prace redakcyjne poz. 5]. – Kwestia żydowska w XIX wieku. Słownik wybranych pojęć. W: Pozytywizm i negatywizm. Łódź 2005 s. 223-246. – Projektantki intymności. Żmichowska i inne. W: Paradygmat pamięci w kulturze. Siedlce 2005 s. 359-370, przedr. w: Kobieta i rewolucja obyczajowa. Wwa 2006. – Rodzina mityczna – archetypy rodzinne w literaturze polskiej XIX wieku (z rzutem oka na wiek następny). W: Rodzina – prywatność – intymność. Wwa 2005 s. 123-140. – Zaczarowana królewna. U źródeł publicystyki polskiej Marii Dąbrowskiej. „Teksty Drugie” 2005 nr 6 s. 7-16. – „Zwrot” w badaniach genderowych. Teoria rozproszenia. W: Polonistyka w przebudowie. Kr. 2005 s. 198-210. – Korespondencja Elizy Orzeszkowej z Malwiną Blumberg. W: Poetyka, polityka, retoryka. Wwa 2006 s. 131-142. – O etyzacji dyskursu publicznego. „List do kobiet niemieckich” Elizy Orzeszkowej. W: Etyka i literatura Wwa 2006 s. 30-38. – Teatrzyk Krasickiego. Listy księcia biskupa do hrabiego Lehnodorffa. W: Literatura. Historia. Dziedzictwo. Wwa 2006 s. 232-242. – Wilno, Wyspiański, Orzeszkowa. O historii pewnej notki prasowej. W: Literatura i życie artystyczne XIX i XX wieku. Kielce 2006 s. 35-45.– Antropologia ciała w zapiskach dziennikowych i publicystyce Zofii Nałkowskiej. W: Ucieleśnienia. Ciało w zwierciadle współczesnej humanistyki. Wwa 2007 [właśc. 2008] s. 83-101. – Narracja po narracji. „Matka odchodzi” Różewicza. W: NarRacje po końcu (wielkich) narRacji. Wwa 2007 s. 192-202. – Polskie doświadczenia kolonialne. „Teksty Drugie” 2007 nr 4 s. 15-24. – Życie codzienne jako kategoria literacka i badawcza (rekonesans). W: Codzienność w literaturze XIX (i XX) wieku. Opole 2007 s. 27-38, toż w wersji rozszerz. w: Jak badać obyczaje? Wwa 2007 s. 27-43. – Język debaty publicznej po roku 1989. Debata o języku. W: Inteligencja w Polsce. Wwa 2008 s. 361-386. – Kto ma klucze do labiryntu polskiej kultury? W: Topos narodowy w muzyce polskiej okresu postromantyzmu i Młodej Polski. Wwa 2008 s. 21-30. – Literatura PRL-u. O potrzebie nowej perspektywy lektury. (Na marginesie artykułu Jana Walca o Marii Dąbrowskiej). W: Nieciekawa epoka. Literatura i PRL. Wwa 2008 s. 307-316 . – Modlitwa pustyni. Afrykański szlak Kazimierza Nowaka. W: Podróż i literatura 1864-1914. Wwa 2008 s. 385-392. – Priverženec srednich registrov žizni. Ob otnoszenii B. Prusa k russkomu iskusstvu. [Przeł.] I. Adel’gejm. W: Tvorčestvo Boleslava Prusa i ego svâzi s russkoj kulturoj. Moskva 2008, s. 27 – 37. – Znikający punkt. O czytaniu tekstów dziewiętnastowiecznych. „Prz. Filoz.-Lit.” 2008 nr 4 s. 119-130. – Skrzypek z Abony. Uwagi o fotografii i literaturze (najnowszej). W: Co dalej, literaturo. Wwa 2008 s. 218-235. – Ściany świata. Afrykańskie podróże Szolc-Rogozińskiego i Heleny Rogozińskiej, Hajoty. W: Bez antypodów? Łódź 2008 s. 189-206.– Ideał „dobrego życia”. Rekonesans pozytywistyczno-modernistyczny. W: Humanizm polski. Wwa 2009 s. 223-239. – Klasa umysłowa, jej mity i przypadki. „Nowy Dz.” dod. „Prz. Pol.” 2009 nr 96 s. 70-94. – Sir Edmund i Lord Jim. O wspomnieniu rodzinnym Narcyzy Żmichowskiej. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 384-397. – Conversation as female experience. The case of Narcyza Żmichowska. W: Mapping experience Polish and Russian women’s writing. Newcastle 2010 s. 32-49. – Ganić chwaląc, chwalić ganiąc. Narcyzy Żmichowskiej krytyka literatury. W: Dyskursy krytycznoliterackie 1764-1918. Wwa 2010 s. 110-119. – Modele kultury obywatelskiej w publicystyce II połowy XIX wieku a idea humanitas. (Prus, Orzeszkowa, Świętochowski). W: Humanistyczne modele kultury nowożytnej wobec dziedzictwa starożytnego. Wwa 2010. – Orzeszkowej „Pytania” i odpowiedzi. W: Małe prozy Orzeszkowej i Konopnickiej. Lubl. 2010 s. 139-156. – Perspektywa postkolonialna na gruncie polskim. Pytania sceptyka. „Teksty Drugie” 2010 nr 5 s. 40-52. – Filologia polska w drugiej połowie XIX wieku. Ewolucja pojęcia i jego definicji. W: Humanizm i filologia. Wwa 2011 s. 439-458. – Matki (nie) odchodzą. W: Rodzinna Europa. Pięć minut później. Kr. 2011 s. 109-126. – Powinowactwa z wyboru. Iwaszkiewicz i Orzeszkowa. „Prz. Hum.” 2011 s. 53-67. – „Warszawiacy” – lewica i duch (o)powieści. O eseistyce Andrzeja Mencwela. „Twórczość” 2011 nr 1 s. 41- 54, przedr. w: Przerabianie wieku XIX. Wwa 2011. – Na progu Nowego. „Kropka nad ypsylonem” Edwarda Stachury. W: Interpretować dalej. Kr 2012 [własć. 2011] s. 329-340. – Orzeszkowa jako krytyk literacki. Uwagi przedwstępne do hasła słownikowego. W: Dyskursy krytycznoliterackie 1764-1918. T. 2 Tor. 2012 s. 193-208. – Podmiot epistolarny w listach Narcyssy do Wandy. (O korespondencji Narcyzy Żmichowskiej i Wandy Grabowskiej). W: Przygody romantycznego „ja” . Pozn. 2012 s. 189-236. – Rosja Orzeszkowej. W: Obraz Rosji w literaturze polskiej. Pozn. 2012 s. 297-316. – Towiański-Brzozowski-Miłosz. Wspólna nić? W: Konstelacje Stanisława Brzozowskiego. Wwa 2012 s. 58-70. – Orzeszkowa i sprawa Antygony. W: Sekrety Orzeszkowej. Wwa 2012 s 19-32. – Na przełomie. Miłosz i inni. W: Warszawa Miłosza. Wwa 2013 s 241-257. – Wokół (kilku) nowszych koncepcji realizmu powieściowego. Komentarze i uwagi. W: Realiści, realizm, realność. Wwa 2013 s. 209-222. – [Wstęp w:] B. Prus: Short stories. [Przeł.:] B. Johnston. Wwa 2013 s. 5-19. –Jak wygląda świat z perspektywy narodowego programu rozwoju humanistyki? W: Rozmyślania nad humanistyką. Wwa 2014 s.75-84. – „Lalka” [B. Prusa] – kobiety, mężczyźni, miłość. „Wiek XIX. Rocz. Tow. Lit. im A. Mickiewicza” 2014 s. 167-177. – Miasteczka Kraszewskiego. W: Wołyń- Żytomierszczyzna. Żytomierz 2014 s. 31-45, przekł. ukr.: W. Bielawska. Tamże. - Język Matki i imię Ojca. O twórczości Anny Frajlich. W: Od New Orleans do Mississauga. Wwa 2015 s. 223-237. – Kryzys humanistyki, kryzys NPRH czy kryzys zaufania? „Nauka” 2015 [nr] 1 s. 83-91. – O residuach struktur mitycznych w „Niecierpliwych” Nałkowskiej. „Teksty Drugie” 2015 nr 6 s. 31-46.. – „Choucas”. Zofia Nałkowskas Schweizroman W: Dieser Mont Blanc verdeckt doch die ganze Aussicht. Zürich 2016 s. 255-272. – Konstelacja Szkoły Głównej. Józef Mianowski. W: Szkoła Główna. Kręgi wpływów. Wwa 2017 s. 247-264. – Powieść, biografia i ethos historii w pismach Narcyzy Żmichowskiej. „Litteraria Copernicana” 2017 nr 2 s. 31-54.
Prace redakcyjne
1. Eliza Orzeszkowa: Cham. [Powieść]. Wstęp i oprac.: G. Borkowska. Kr.: Universitas 1998, 218 s. Bibl. Pol.
2. Krytyka feministyczna. Siostra teorii literatury. Praca zbiorowa. Pod red. G. Borkowskiej i L. Sikorskiej. Wwa: Wydawn. IBL 2000, 360 s. IBL PAN.
3. Pogranicza literatury. Księga ofiarowana Profesorowi Januszowi Maciejewskiemu na Jego siedemdziesięciolecie. Pod red. G. Borkowskiej i J. Wójcickiego. Wwa: IBL 2001, 382 s.
4. Pozytywizm – język epoki. Praca zbiorowa pod red. G. Borkowskiej i J. Maciejewskiego. Wwa: IBL PAN 2001, 356 s. IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria”.
5. E. Orzeszkowa: Publicystyka społeczna. T. 1. Wybór i wstęp: G. Borkowska. Oprac. edytorskie: I. Wiśniewska. Kr.: WL 2005, 775 s. Z Prac IBL PAN.
6. Regionalne, narodowe, uniwersalne. Literatura i media w perspektywie komparatystycznej. [Szkice]. Red.: G. Borkowska, B. Darska, A. Staniszewski. Olsztyn: Inst. Dziennikarstwa i Komunikacji Społ. UW-M 2005, 270 s.
7. Codzienność w literaturze XIX (i XX) wieku . Od Adalberta Stiftera do współczesności. [Szkice]. Pod red. i ze wstępem G. Borkowskiej i A. Mazura. Opole: Wydawn. Uniw. Opol. 2007, 509 s. UO; Opol. Tow. Przyjaciół Nauk.
8. Między Wschodem a Zachodem. Europa Mickiewicza i innych. O relacjach literatury polskiej z kulturami ościennymi. [Szkice]. Pod red. i ze wstępem G. Borkowskiej i M. Rudaś-Grodzkiej. Wr.: Ossol. 2007, 153 s.
9. Beatrycze i inne. Mity kobiet w literaturze i kulturze. [Szkice]. Pod red. G. Borkowskiej i L. Wiśniewskiej. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2010, 232 s. Portrety kobiet
10. Dyskursy krytycznoliterackie 1764-1918. Wokół Słownika polskiej krytyki literackiej. T. 1. Pod red. G. Borkowskiej i M. Rudkowskiej. Wwa: Fund. Akad. Hum., Wydawn. IBL 2010, 307 s.
11. Sekrety Orzeszkowej. [Szkice]. Pod red.: G. Borkowskiej, M. Rutkowskiej, I. Wiśniewskiej. Wwa: Fundacja Akad. Hum.; Wydawn. IBL PAN 2012, 382 s.
12. N. Żmichowska: Poganka. [Powieść]. Wstęp i oprac.: G. Borkowska. Wr.: Ossol. 2013 CII, 220 s. BN, I, 121.
13. Słownik polskiej krytyki literackiej 1764-1918. Pojęcia, terminy, zjawiska, przekroje. Pod red. G. Borkowskiej, T. Kostkiewiczowej, Józefa Bachórza, M. Strzyżewskiego, M. Rudkowskiej. T. 1-3. Wwa: IBL PAN; Tor.: Inst. Lit. Pol. UMK 2016. Vademecum Humanisty.
T. 1. A-M, 953 s.
T. 2. N-Z, 823 s.
T. 3. Indeksy, 232 s.
Tu m.in.także hasła oprac. przez G. Borkowską.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2011.

Cudzoziemki

I. IWASIÓW: Na swoich lądach. „Nowe Książ.” 1996 nr 11.

A. CZACHOWSKA: Feminizm przypadkiem, feminizm na siłę. „Twórczość” 1997 nr 12.

A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Gdy nauka ma płeć. „Kresy” 1997 nr 1.

Z. JAROSIŃSKI: Nieśmiałe, zeszłowieczne feministki. „Res Publica Nowa” 1997 nr 1/2.

A. MARTUSZEWSKA: Jak bada prasę kobiecą „córka Miltona”? (O „Cudzoziemkach” G.B.) „Ruch Lit.” 1997 z. 4.

E. SIDORUK: Prekursorki literatury kobiecej. „Test” 1997 nr 3.

T. WALAS: Między nami kobietami. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 18.

A. ZEMBRZUSKA: Polskie tradycje feminizmu. „Odra” 1997 nr 7/8 [m.in. dot. G.B.]. – K. KŁOSIŃSKA. „Pam. Lit.” 1998 z. 1.

I. KALUTA: Dociekliwość panny Marple. „Teksty Drugie” 1999 nr 3.

Pozytywiści i inni 

K. MACIĄG: Czy Świętochowski wielkim pisarzem był? „Arcana” 1996 nr 6.

J. PASZEK: Inny pozytywizm. „Śląsk” 1996 nr 11.

D. PAWELEC: Czyj pozytywizm? „Nowe Książ.” 1997 nr 1.

Maria Dąbrowska i Stanisław Stempowski 

H. ZAWORSKA: Siła kobiecości. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 21 5.

E. NOWACKA: Pani Marylki życie uczuciowe. „Nowe Książ.” 2000 nr 1. – J. KLAMAN. „Pam. Lit.” 2001 z. 2.

Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności 

A. KOSIŃSKA: Strategie wykluczania. „Dekada Lit.” 2001 nr 1/ 2.

A. BAGŁAJEWSKI: Słownik pisarek polskich. „Nowe Książ.” 2001 nr 4.

K. BUDROWSKA: „Bibl. Podlaska” 2001 nr 2. – A. HAAS: Wielką poetką była… „Odra” 2001 nr 11.

I. IWASIÓW: Między framugą patriarchatu a drzwiami feminizmu. „Pogranicza” 2001 nr 2.

A. KOSIŃSKA: Strategia wykluczania. „Dekada Lit.” 2001 nr 1 /2.

E. KRASKOWSKA. „Res Publica Nowa” 2001 nr 6.

A. LEGEŻYŃSKA: Inna historia polskiej literatury i inna historia miłości. „Polonistyka” 2001 nr 7.

A. POWALSKA: Pisarki. „Arkusz” 2001 nr 9.

A. WĘGRZYNIAKOWA: Z przewodnikiem w stronę kobiet. „FA–art” 2001 nr 1.

A. WÓJTOWICZ: Kobiety w oczach kobiet. „Polonistyka” 2001 nr 5.

A. WAŚKIEWICZ: Mapa miejscami zaklejona. „Metafora” 2002/2003 nr 51/55.

Nierozważna i nieromantyczna 

E. NAWÓJ: Fałszywy rachunek uczuć. „Nowe Książ.” 2001 nr 12.

Ł. BADULA. „Ruch Lit.” 2002 z. 4/5.

M. CUBER: Szturm na przesądy. „Śląsk” 2002 nr 3.

A. GALANT: G.B. romantyczka. „Arkusz” 2002 nr 10.

I. IWASIÓW: Miejsce dla kaskaderki życia. „Teksty Drugie” 2002 nr 6.

A. POPRAWA: Lustra H. Poświatowskiej. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 7.

J. ZIELIŃSKI: Monografia ciała. „Rzeczpospolita” 2002 nr 10.

J. GIZELLA: „Halina Poświatowska to jest podobno człowiek…” W tegoż: Pisarze i kopiści. Kr. 2003.</document>
<document nplp_id="3452" title="Andrzej BOROWSKI" slug="andrzej-borowski">ur. 1945

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 listopada 1945 w Grybowie w Małopolsce, syn Eugeniusza Borowskiego, inżyniera, i Czesławy z domu Krwawicz, ekonomistki. W 1959-63 uczył się w II Liceum Ogólnokształcącym im. króla Jana III Sobieskiego w Krakowie, po czym studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); w 1968 uzyskał magisterium i został przyjęty na Studium Doktoranckie przy Instytucie Filologii Polskiej (IFP). Debiutował w 1962 esejem Technika a humanizm, opublikowanym w piśmie „Filomata” (nr 156), jego debiutem naukowym była recenzja książki B. Nadolskiego Ze studiów nad życiem literackim i kulturą umysłową na Pomorzu w XVI i XVII wieku, ogłoszona w „Ruchu Literackim” za 1969 rok (druk 1970, z. 6); artykuły, studia i recenzje ogłaszał w tym piśmie także w następnych latach (1969, 1980, 1986, 1987, 1997), został też członkiem jego komitetu redakcyjnego. Od 1970 był asystentem w Zakładzie Literatury Staropolskiej i Oświeceniowej Instytutu Filologii Polskiej UJ. Prowadził zajęcia dydaktyczne na polonistycznych studiach stacjonarnych, zaocznych i podyplomowych oraz w Studium Retoryki UJ, a także przez kilka lat − w kolegiach nauczycielskich w Krakowie (Kolegium Towarzystwa św. Rodziny), w Krośnie i w Przemyślu, pozostających pod patronatem IFP UJ. W 1976 uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy Związki literackie i kulturalne polsko-niderlandzkie w XVI/XVII w., napisanej pod kierunkiem prof. Tadeusza Ulewicza i został adiunktem w IFP UJ. Od tegoż roku (do 2003) kierował pozawydziałowym Zakładem Bibliografii Polskiej im. K. Estreichera UJ. W 1979-80 był wykładowcą języka i literatury polskiej w seminarium slawistycznym uniwersytetu w Gandawie (Rijksuniversiteit Gent) i równocześnie wykładowcą literatury polskiej na Wydziale Filozoficznym i Literackim Katholieke Universiteit Leuven w Leuven w Belgii. Następnie miał wykłady i wystąpienia w Ruhr Universität w Bochum, Universität Zurich, Université de Bourgogne w Dijon, Institut Nationale des Langues et Civilisations Orientales w Paryżu oraz w Centre des Civilisation Polonaise Université Paris–Sorbonne IV, a także w Instytucie Slawistycznym w Bratysławie. Od 1974 prowadził stale do 1993 wykłady w ramach Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza dla uczniów i nauczycieli szkół średnich w kilku miastach Małopolski południowej, m.in. w Oświęcimiu, Wadowicach, Bielsku-Białej i Żywcu. W 1980 był członkiem-założycielem NSZZ „Solidarność” przy UJ, w 1980-81 przewodniczącym Związku przy Wydziale Filologicznym UJ. W 1983 i 1985 przebywał w Londynie na trzymiesięcznych stypendiach Fundacji Lanckorońskich w związku z pracą naukową w Instytucie Warburga. W 1988 uzyskał habilitację na podstawie książki Pojęcia i problem „renesansu północnego”. Przyczynek do geografii historycznoliterackiej humanizmu renesansowego północnego; w marcu 1989 otrzymał stanowisko docenta, a w październiku 1993 profesora nadzwyczajnego w Zakładzie Literatury Staropolskiej i Oświeceniowej Instytutu Filologii Polskiej UJ. W 1990 przebywał w Wiedniu na siedmiomiesięcznym stypendium w Institut für die Wissenschaften vom Menschen w związku z pracą nad przekładem książki E.R. Curtiusa Europäische Literatur und Lateinisches Mittelalter (wyd. 1996). W 1991 został dyrektorem Instytutu Polonistyki UJ, jednocześnie pełniąc obowiązki przewodniczącego Rady Instytutu. W 1993-2006 był członkiem Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN i wchodził do jego Prezydium, a w 1993-2002 należał do Rady Naukowej IBLAN. Od 1993 wspólnie z Januszem S. Gruchałą redagował serię podręczników akademickich Lektury polonistyczne. Publikował artykuły w pismach „Znak” (1994, 1995, 1997, 1999, 2002), „Napis” (1997), „Miscellanea Łódzkie” (1999), „Nowa Polszczyzna” (1999), „Barok” (2000; także członek komitetu redakcyjnego), „Organon” (1999/2001). Od 1999 był Kierownikiem Katedry Historii Literatury Staropolskiej w Instytucie Polonistyki (od 2004 Wydział Polonistyki) UJ. W tymże roku podjął też pracę na stanowisku profesora zwyczajnego w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie, a w 2002-05 na Uniwersytecie Warszawskim. W 1998-2011 był redaktorem naczelnym, a następnie pozostał członkiem redakcji półrocznika (obecnie rocznika) Wydziału Polonistyki UJ „Terminus”, poświęconego tradycji antycznej w kulturze wczesnonowożytnej, w którym zamieszczał też rozprawy i artykuły; publikował nadto m.in. w dwumiesięczniku „Alma Mater” (2001, 2003, 2006). W 1999-2000 przewodniczył Międzynarodowemu Naukowemu Komitetowi Studiów Polonistycznych, wyłonionemu przez I Międzynarodowy Zjazd Polonistów. Od 1999 wchodził w skład Komisji Historycznoliterackiej Krakowskiego Oddziału PAN, której w 2003-05 był przewodniczącym, i do Komisji Neolatynistycznej PAN, a także do Komisji Dziejów Odrodzenia i Reformacji PAN (od 2003). W 2000-15 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Akademii Artes Liberales (AAL) i pełnomocnika rektora UJ do jej spraw. Wszedł do Rady Naukowej Polskiego słownika biograficznego (w 2005), a także do komitetów redakcyjnych pism „Odrodzenie i Reformacja w Polsce” (w 2010), „Bez Porównania” (w 2010) i „Studi Slavistici” (w 2011). W 2005 został członkiem korespondentem, w 2011 członkiem czynnym, a w 2013 wiceprezesem Polskiej Akademii Umiejętności (PAU). Przez wiele lat przewodniczył Komitetowi Okręgowemu Olimpiady Polonistycznej. W 2014 wszedł do Rady Wydawniczej Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Otrzymał nagrodę zespołową II stopnia Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki (1979), nagrodę Ministra Edukacji Narodowej III stopnia (1989) oraz w 1988-2009 dziewięciokrotnie nagrody Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odznaczony Srebrnym (1997) i Złotym (2001) Krzyżem Zasługi oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008).

W 1968 ożenił się z Barbarą Koźmińską, polonistką; ma dwie córki: Marię Borowską-Sobotkową, Joannę Borowską-Bagińską. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Pojęcia i problem „renesansu północnego”. Przyczynek do geografii historycznoliterackiej humanizmu renesansowego północnego. [Rozprawa habilitacyjna]. Kr.: UJ 1987, 151 s., powiel.
Zawartość: Renesans i północ (pojęcia i mity); Historia – topografia – geografia historycznoliteracka; Pojęcia przestrzenne i literaturoznawstwo; Limes imperii Romani a problem renesansu północnego; Problematyka filologiczna i filozoficzna humanizmu północnego.
Nagroda Ministra Edukacji Narodowej III stopnia w 1989.
2. Dwanaście bożych słów. [Rozmyślania religijne]. [Współaut.:] J.L. Konkowski, Z. Zarębianka. Kr.: Wydawn. Apostolstwa i Modlitwy; Księża Jezuici 1992, 93 s.
Trójgłos nt. dziesięciu przykazań Dekalogu oraz przykazań miłości Boga i bliźniego.
3. Renesans. [Podręcznik szkolny]. Wwa: WSiP 1992, 327 s. Bibl. „Polonistyki”. Wyd. nast. rozszerz. Kr.: WL 2002.
Tu A. Borowskiego: Odrodzenie – idea, pojęcie, okres; Humanizm – idea, pojęcie, prąd; Humanizm – Renesans – Reformacja, w wyd. 1 s. 9-133, w wyd. 2 s. 12-152.
4. Ojcze Nasz… [Komentarze religijne]. [Współaut.:] J.L Kontkowski, Z. Szymanek. Kr.: WAM 1993, 96 s. Wyd. nast. tamże 1999.
Tu A. Borowskiego: Ojcze nasz…; Który jesteś w niebie… święć się imię Twoje…; Przyjdź królestwo Twoje…; Bądź wola Twoja…; Chleba naszego powszedniego…; I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…; I nie wódź nas na pokuszenie…, s. 6-10, 20-24, 31-35, 41-44, 53-57, 65-71, 79-81.
5. Powrót Europy. [Studia]. Kr.: Księg. Akad. 1999, 278 s.
Zawartość: Powrót Europy; Raptus Europae; Świadomość europejska a poczucie godności; Staropolska translatologia a formowanie świadomości europejskiej; O świadomości europejskiej Macieja Kazimierza Sarbiewskiego; Świadomość europejska jako problem komparatystyki literackiej.
6. Literatura polska i powszechna. Starożytność – Oświecenie. Podręcznik dla klasy 1 liceum ogólnokształcącego, liceum profilowanego, technikum. Zakres podstawowy i rozszerzony. Kr.: WL 2002, 500 s.
7. Iter Polono-Belgo-Ollandicum. Cultural and literary relationships between the commonwealth of Poland and the Netherlands in the 16th and 17th centuries. Kr.: Księg. Akad. 2007, 216 s.
Zawartość: I. Polish-Netherlandish relationship: general problems and main ideas. – II. Iter Polono-Belgicum. – III. Iter Polono-Ollandicum.

Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: W sprawie powiązań polsko-niderlandzkich w XVI-XVII wieku. O tragedii „Divus Stanislaus” Mikołaja Vernulaeusa i jej związku z „Historią” Kromera. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1970 nr 245 z. 17 s. 83-96. – Sarmackie epitafium Justusa Lipsjusza. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1972 nr 293 z. 24 s. 241-253. – Związki staropolskie z kulturą niderlandzką a problem „renesansu północnego”. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1973 nr 323 z. 27 s. 57-72. – Bohater wypędzony. (Z motywów baroku polsko-holenderskiego). „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-lit.” 1975 nr 406 z. 33 s. 19-32. – Polska a Niderlandy. Związki i analogie kulturalne i literackie w dobie humanizmu, renesansu oraz Baroku). W: Literatura staropolska w kontekście europejskim. Wr. 1977 s. 233-252. – Barok. W: Historia literatury polskiej w zarysie. Wwa 1978 s. 98-151, toż w wyd. 2 1982, wyd. 3 zmien. i poszerz. Tamże 1983, wyd. 4 1984, wyd. 5 1985, wyd. 6 poszerz. 1989, przekł. słowac.: Dejiny polskej literatury. [Przeł.] J. Sedlak. Bratislava 1987 s. 82-128. – O przestrzeni literatury. W sprawie problemów przestrzennych życia literackiego doby staropolskiej. „Teksty” 1978 nr 6 s. 13-45. – Z zagadnień kompozycyjnych i stylistycznych polskiego baroku literackiego. „Rocz. Kom. Hist.-lit. PAN. Oddz. w Kr.” 1978 s. 3-36. – O literackich, artystycznych i ideowych wyznacznikach baroku. W: Literackie wizje i re-wizje. Wwa 1980 s. 38-46. – Les relations culturelles et littéraires entre la Pologne et les Pays–Bas Méridionnaux à l’epoque de la Renaissance et du Baroque. „Slavica Gandensia”, Gandawa 1982 t. 9 nr 2 s. 7-19. – Barok. W: Okresy literackie. Wwa 1983 s. 103-146 [nagroda zespołowa II stopnia Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki w 1979]. Wyd. nast.: wyd. 2 1985, wyd. 3 1988, wyd. 4 1990, wyd. 5 zmien. i popraw. Kr. 1994, toż wyd. 6 1996, wyd. 7 1998. – „Rytmy” Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego jako autoportret liryczny. „Pam. Lit.” 1983 z. 3 s. 3-30. – Belgijsko-polskie związki literackie; Holendersko-polskie związki literackie; Maijer Willem Adrian; Ulewicz Tadeusz; Van Crugten Alain. W: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. T. 1. Wwa 1984 s. 59-60, 359-360, 626-627, 520, 536, wyd. 2 tamże 1985. – Biblia a literatura staropolska. W: Wpływ Biblii na literaturę polską. Kr. 1985 s. 55-73. – Jan Kochanowski en de Gouden Eeuw van Vlaanderen. W: Handelingen van het Internationaal Colloquium. Nederlands-Poolse Kulturele Ontmoetingen”. Gent 1985 s. 97-103. – Literatur zur Zeit der Jagiellonen. W: Polen in Zeitalter der Jagiellonen 1386-1572. Wien 1986 s. 86-96. – Der Raum der Polnischen Renaissance und Barocliteratur. „Slavica Gandensia”, Gandawa 1986 t. 13 s. 249-255. – „I tam gdzie wschodzi i gdzie słońce padnie...”. „Rocz. Komis. Hist.-lit. PAN. Oddz. W Kr.” 1987 s. 133-139 [dot. tytułu powieści Cz. Miłosza „Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada”]. – Les „Sarmates” ou la préhistoire du messianisme polonais. W: Messianisme et slavophilie. Cracovie 1987 s. 7-20. – Twórczość Mikołaja Reja na tle problematyki renesansu północnego, „Stud. Kiel.” 1987 nr 3 s. 35-49. – „Wiek złoty” powiązań polsko-belgijskich. W: Belgia – Polska. Bilans i perspektywy badawcze. Lubl. 1988 s. 29-43; przekł. niderl.: De „gouden eeuw” en de Pools-Belgische betrekkingen. [Przeł.] F. Jong. W: België – Polen. Lubl. 1988 s. 29-46; przekł. franc: La Pologne et les Pays-Bas méridionnaux au „Siècle d’or”. W: Belgique – Pologne. Lubl. 1988 s. 27-48. – O trwodze, rozpaczy i nadziei w „Trenach” Jana Kochanowskiego. W: Jan Kochanowski. Interpretacje. Kr. 1989 s. 166-177. – Un barbare plein de dignité. W: Le Baroque en Pologne et en Europe. Paris 1990 s. 291-315. – Niderlandy a Polska; Lipsjanizm. W: Słownik literatury staropolskiej. (Średniowiecze, Renesans, Barok). Wr. 1990 s. 384-386, 502-504. – Aleksander Brueckner als Komparatist. W: Aleksander Brueckner. Ein polnischer Slavist in Berlin. Wiesbaden 1991 s. 83-95. – Karol Estreicher młodszy i „Bibliografia polska” (1906-1984). W: Z warsztatu bibliografa. Wwa 1991 s. 37-49. – Wymowa sejmowa w Polsce w latach 1550-1584. W: Cracovia litterarum. Kultura umysłowa i literacka Krakowa i Małopolski w dobie Renesansu. Kr. 1991 s. 415-428 [dot. retoryki mów sejmowych]. – Daniel Naborowski „Wiersze wybrane”. W: Lektury polonistyczne. Średniowiecze, Renesans, Barok. T. 1. Kr. 1992 s. 275-292, wyd. nast. tamże: wyd. 2 1994, wyd. 3 1995, wyd. 4 1997. – Ernst Robert Curtius i łacińskie podstawy literatury europejskie. „Filomata” 1992 nr 407 s. 22-33. – Pomiędzy „Germanią” a „Scytią”, czyli jeszcze o micie „porwanej Europy”. „Ruch Lit.” 1992 z. 5 s. 451-460. – Profesor Tadeusz Ulewicz, czyli o pocieszeniu, które przynosi filologia. „Ruch Lit.” 1992 z. 5 s. 593-599, toż „Stud. Kiel.” 1992 nr 3 (75) s. 53-63. – Twórczość literacka w Krakowie sarmackim. W: Kraków sarmacki. Kr. 1992 s. 39-52. – [Hasła dot. literatury polskiej doby Renesansu w:] Lettres européennes. Histoire de la litterature européenne. Paris 1992. – Między Wschodem a Zachodem czyli „genius loci” polskiego baroku literackiego. W: Barok w polskiej kulturze, literaturze i języku. Kr. 1992 s. 9-18. – Renesans a humanizm jezuicki. W: Jezuici a kultura polska. Kraków 1993 s. 27-40. – Stanisław Żółkiewski „Początek i progres wojny moskiewskiej”. W: Lektury polonistyczne. Średniowiecze, renesans, barok. T. 2. Kr. 1993 s. 197-230, wyd. nast. tamże: wyd. 2 1994, wyd. 3 1995, wyd. 4 1997. – Literatura, teatr i muzyka w Polsce XVII wieku. W: Sztuka XVII wieku w Polsce. Warszawa 1994 s. 63-72. – Tendencje metodologiczne w najnowszych badaniach nad literaturą staropolską. „Teksty Drugie” 1994 nr 3 s. 78-83. – Twórczość Aleksandra Fredry a sarmatyzm. W: Z życia i twórczości Aleksandra Fredry. Przemyśl 1994 s. 75-86. – [Udział w dyskusji:] Sarmatyzm a barok – porządkowanie pojęć. Do druku podała M. Elżanowska. „Ogród” 1994 nr 4 s. 48-107. ‒ Literarische und kulturelle Kontakte zwischen den Niederlanden und Polen in der Zeit der Renaissance (16.-17. Jahrhundert). Tł. U. Friesner. W: Der Niederlaendische Sprachraum und Mitteleuropa. Köln, Wien 1995 s. 74-81. – Obecność Sarbiewskiego w literaturze europejskiej. W: Nauka z poezji Macieja Kazimierza Sarbiewskiego. Wwa 1995 s. 189-204. – Związki kulturalno-literackie miedzy Polską a Niderlandami w XVI-XVII w. a formowanie się nowożytnej europejskiej kultury literackiej. W: Niderlandyzm w sztuce polskiej. Wwa 1995 s. 25-36. – Co nam dzisiaj po Baroku? „Znak” 1995 nr 482 s. 4-9. – Fra „Germania” e „Scythia”. Il mito dell’Europa e del paese „Sarmatico” della nobiltà polacca. W: La nascità dell’Europa. Firenze 1995 s. 299-311. – Europe and European consciousness in Johannes Dantiscus [J. Dantyszek] writings. W: Polish Ambassador and Humanist. Brussels 1996 s. 17-26. – Kultura literacka ziemi krośnieńskiej w dobie staropolskiej. W: Ziemia krośnieńska w kulturze polskiej. Kraków 1996 s. 11-17. – Literatura Renesansu. W: Wiedza o literaturze i edukacja. Wwa 1996 s. 177-190. – Pasek. Polonais [biografia i wybór z „Pamiętników”]; Lubomirski. Latin-Polonais. W: Patrimoine Littéraire Européen, 8. Avénement de l’équilibre européen 1616-1720. Paris, Bruxelles 1996 s. 865-872; 888-899. – Średniowiecze; Odrodzenie; Barok; Oświecenie. [Hasła encyklopedyczne w:] Encyklopedia Polski. Kraków 1996 s. 38, 455-6, 478, 675-6. – Kaznodzieja jako retor. W: Sługa Słowa. Kr. 1997 s. 181-192. – O wykształceniu humanistycznym duchownych. „Życie Duchowe” 1997 nr 11 s. 37-55, przedr. w: „Ateneum Kapłańskie” 1998 t. 131 z. 2/3 s. 165-176. – O „Panoramie polskiej poezji barokowej” Backvisa. „Ruch Lit.” 1997 z. 4 s. 509-514. – Poezja nagrobków. „Napis” ser. 3 1997 s. 195-200. – Sarmatyzm – świadomość narodowa i świadomość europejska. W: Polska i Węgry w kulturze i cywilizacji europejskiej. Kr. 1997 s. 169-180. – Sarmatyzm w dawnej i współczesnej świadomości narodowej Polaków. (Sarmatism in historical and contemporary Polish national awareness). W: Narodowy i ponadnarodowy charakter literatury. Kr. 1997 s. 27-40. – Błazen jako prawodawca czyli o „Statucie” Jana Dzwonowskiego. W: Statut Jana Dzwonowskiego to jest artykuły prawne jako sądzić łotry i kuglarze jawne. Kr. 1998 s. 33-39. – Bracia Czechowie a Sarmatyzm. Polsko-czeskie sąsiedztwo literackie. W: Czechy i Polska na szlakach ich kulturalnego rozwoju. Kr. 1998 s. 83-92. – Cesare Ripa, czyli muzeum wyobraźni. W: C. Ripa: Ikonologia. Kr. 1998 s. 5-15. – Co to jest inteligencja? W: Inteligencja południowo-wschodnich ziem polskich. Kr. 1998 s. 11-20. – Średniowiecze, Odrodzenie, Barok i Oświecenie. „Rocz. Pol. Tow. Nauk. na Obczyźnie” t. 42: 1998/1999 s. 93-99. ‒ Commento all’edizione. [Posłowie w:] F. Petrarca: Sonety do Laury. Canzoniere. Kr. 1998 s. 212-223. – Bene meriti. W: K. Grzybowska: Estreicherowie. Kr. 1999 s. 272-315. – General theory of translation in old Polish literary culture. W: Traduzione e rielaborazione nelle letterature di Polonia, Ucraina e Russia XVI-XVIII secolo. Alessandria 1999 s. 23-38. – Justus Lipsius and Classical Tradition in Poland. W: Iustus Lipsius – Europae Lumen et columen. Leuven 1999 s. 1-16, odb. – Die Literatur des Barock. W: Polnische Literatur. Annäherungen. Eine illustrierte Literaturgeschichte in Epochen. Krakau-Oldenburg 1999 s. 53-82. – Rozpoznając twarz Ojca. „Znak” 1999 nr 12 s. 151-158 [dot.: S.M. de Vries: Obrzędy i symbole Żydów]. –Terminus. „Terminus” 1999 z. 1 s. 11-18 [o programie naukowym pisma]. – Uwagi na temat Centonu i jego oddziaływania na polski list humanistyczny. W: Plurilinguismo letterario in Ucraina, Polonia e Russia tra XVI e XVIII secolo. Varsavia – Roma 1999 s. 15-21. – Sebastian Fabian Klonowic; Jan Kochanowski; The Łaski Family; Stanisław Orzechowski; Piotr Skarga; Szymon Szymonowicz. [Hasła w:] The Encyclopedia of the Renaissance. New York 1999. – Erycius Puteanus and the Polish literary culture of the 17th century. „Humanistica Lovaniensia” 2000 vol. XLIX s. 193-200. – O Baroku północnym. „Barok” 2000 nr 1 s. 11-20. – Polonistyka za granicą. W: Polono-hungarica. Budapest 2000 s. 23-30. – Stanisław Łempicki (1886-1947). W: Uniwersytet Jagielloński. Złota księga Wydziału Filologicznego. Kr. 2000 s. 335-342. – Święci w literaturze polskiej. W: Kanonizacje a nowa ewangelizacja. Kr. 2000 s. 129-135. – Claude Backvis. Przeł. z pol. na ang. Z. Nierada. „Organon” 1999/2001 nr 28/30 s. 5-18. – Cierpieć po ludzku czyli jeszcze o „Trenach”. W: Lektury polonistyczne. Jan Kochanowski. Kr. 2001 s. 9-16. – Sarmaci w Europie – Europa w Sarmacji. „Alma Mater” 2001 nr 35 s. 20-25, przedr. rozszerz. w: Kronika Uniwersytetu Jagiellońskiego za rok akademicki 2001/2002. Kr. 2004 s. 31-43 [wykład inauguracyjny wygł. 1 X 2001 r. w UJ]. – Kobieta; Literatura a sarmatyzm; Sarmatyzm. [Hasła w:] Słownik sarmatyzmu. Kr.: WL 2001, s. 81-83; 103-105; 175-179. – Postać Wincentego Kadłubka w piśmiennictwie hagiograficznym (przegląd problematyki). W: Mistrz Wincenty Kadłubek. Kr. 2001 s. 86-92. – Renesans – humanizm – reformacja. W: Spotkania nie tylko literackie. Wwa 2001 s. 40-59. – The Estreichers’ „Polish Bibliography” from the perspective of the century coming to a close. „Polish Libraries Today” 2001 s. 41-46. – „Lotne słonie” i „świata konie”, czyli o granicach wyobraźni „czytelnika barokowego”. W: Dzieło literackie i książka w kulturze. Katow. 2002 s. 293-298. – Mojemu mistrzowi. „Terminus” 2002 z. 1 s. 13-15 [dot. T. Ulewicza]. – Nowoczesny Sarmata. W: Jan Błoński i literatura XX wieku. Kr. 2002 s. 9-16. – Wiedza o literaturze dawnej jako wiedza o scalaniu się Europy. „Nauka” 2002 nr 2 s. 125-135. – Humanitas i retoryka Andrzeja Frycza Modrzewskiego. „Państ. i Społ.” 2003 nr 3 s. 33-39. – Literature. The Middle Ages, Renaissance, Baroque and Enlightenment. W: The Polish cultural and scientific heritage at the dawn of the third millenium. London 2003 s. 280-288. – O „Bibliografii polskiej” Estreicherów dzisiaj. „Rocz. Bibl. Nar.” 2003 t. 35 s. 253-260. – Polska i Niderlandy w Europie – pierwsze stulecia współobecności w Europie i początki wzajemnych powiązań kulturalnoliterackich. W: Ambasada Królestwa Niderlandów w Warszawie. [Katalog wystawy]. Wr. 2003 s. 8-14. – Staropolska „książka dla wszystkich”, czyli „Żywoty świętych” ks. Piotra Skargi SJ. W: Retoryka a tekst literacki. T. 1. Kr. 2003 s. 53-79. – Belgijski humanista Claude Backvis (1910-1998). „Twórczość” 2004 nr 2/3 s. 161-173. – Hagiografia staropolska i problemy jej oddziaływania we współczesnej kulturze religijnej. W: Cracovia sacra – krakowscy święci i błogosławieni przełomu XIX i XX wieku. Kr. 2004 s. 29-43. – Henryk Barycz o Baroku. W: Henryk Barycz 1901-1994. Materiały z posiedzenia naukowego PAU w dniu 22 czerwca 2001 r. „W służbie nauki” 2004 nr 9 s. 19-25. – Europejskość jako problem historyka idei. W: Spotkania Klubu Historii Idei 1996-2004. Kr. 2005 s. 25-28. ‒ Każdy jest bohaterem psychomachii, czyli o moralitecie. W: Wielki teatr świata. Cz. 2. Wwa 2005 s. 38-47. – Mikołaj Rej – écrivain polonais de la renaissance et notre contemporain. Przeł. M. Gawron-Zamorska. „Terminus” 2005 z. 1/2 s. 95-113. – Motywy karmelitańskie w literaturze polskiej. W: Cztery wieki karmelitów bosych w Polsce 1605-2005. Kr. 2005 s. 231-244. – Pan Dyrektor Tomasz Weiss. W: Dobra pamięć. Księga pamiątkowa poświęcona Profesorowi Tomaszowi Weissowi […]. Kr. 2005 s. 13-24. – Petrarka jako wychowawca. W: Petrarca a jedność kultury europejskiej. Petrarca a l’unità della cultura europea. Warszawa 2005 s. 109-117. – Poeta metafizyczny – a to kto? W: Spotkanie. Księga jubileuszowa dla Profesora Aleksandra Wilkonia. Katow. 2005 s. 204-211. – Tożsamość polska i wielokulturowość jako problem edukacji polonistycznej. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 172-186. – Autorytet społeczny humanistyki – autorytet inteligencji. W: Polskie nauki humanistyczne i społeczne w nowym stuleciu w nowej Europie. Wwa 2006 s. 24-31. – Monstra oswojone, czyli o staropolskiej teratologii literackiej. W: Literatura. Historia. Dziedzictwo. Wwa 2006 s. 40-45. – Renesans i Humanizm z polskiej perspektywy; Umanesimo e Rinascimenta dalla prospettiva polacca. W: „Umanesimo latino in Polonia. Humanizm łaciński w Polsce. Treviso 2006 s. 47-54; 55-62. ‒ Tożsamość a pogranicze kulturowe. „Terminus” 2006 z. 2. –Tropami karmelitów bosych w dawnej literaturze polskiej. „Alma Mater” 2006 nr 78 s. 27-32. – „Bo są Polacy, którzy sprawiają, że się czuję dumny z tego narodu”. W: S. Mrożek – W. Skalmowski: Listy 1970-2003. Kr. 2007 s. 5-22. – Il ritorno dell’Europa. Sarmatismo e messianismo come forme della coscienza nazionale ed europea dei Polacchi. W: La Polonia tra identità nazionale e appartenenza europea. Roma 2007 s. 99-117. – Julian Klaczko wobec współczesnych studiów nad Renesansem. W: Julian Klaczko (1825-1906). Krytyk literacki – pisarz polityczny – badacz sztuki (członek Polskiej Akademii Umiejętności od 1872). Kr. 2007 s. 52-63. – Vicissitudo albo zmienność rzeczy. W: Rzeczy minionych pamięć. Kr. 2007 s. 87-100. – O renesansowej Filautii. W: Oblicza Narcyza. Obecność autora w dziele. Kr. 2008 s. 23-43. – „In psalmum quinquagesimum paraphrasis Stanislai Hosii carmine conscripta, czyli o duchowości jako problemie dla literaturoznawcy. W: Misterium et verbum. Duchowość chrześcijańska w literaturze polskiego Baroku. Kr. 2008 s. 43-55. – Humanizm jako przedmiot współczesnej humanistyki. W: Humanizm. Historie pojęcia. Wwa 2009 s. 101-148. – Aleksander Brückner (1856–1939). W: Nieśmiertelni. Krypta zasłużonych na Skałce. Kr., 2010 s. 401-424. – Ciężka Prozerpina, zła Persefona… W: Persefona, czyli dwie strony rzeczywistości. Kr. 2010 s. 31-42. – „Darń kazał lęgnąć, a druh kazał myślić”. W: W świecie myśli i wartości. Kr. 2010 s. 45-48. – Humanizm po humanizmie. „Kwart. Filozof.” 2010 z. 2 s. 123-131. – Kapłan i kapłaństwo w kręgu tematów literackich. „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 2010 nr 3 s. 249-261. – Psalm jako elegia. W: Via pulchritudinis. Wątki biblijne w literaturze i kulturze polskiej. Kr. 2010 s. 85-94. – Tożsamość kulturowa jako przedmiot studiów polonistycznych za granicą. W: Polonistyka bez granic. T. 1. Kr. 2010 s. 95-103. – Humanism: Histories of an idea. W: Humanism in Polish culture. Frankfurt am Main 2011 s. 43-58. – Ksiądz Piotr Skarga SJ – vir bonus dicendi peritus. „Rocz. PAU” 2011/2012 s. 226-239. – Stanisław Tarnowski o Renesansie i humanizmie. W: Kraków i Galicja wobec przemian cywilizacyjnych (1866-1914). Kr. 2011 s. 165-176. ‒ „Mare Mediterraneum” jako pojęcie kulturowe. W: Czy Polska leży nad Morzem Śródziemnym = „Mare Mediterraneum” as a cultural concept. W: Does Poland lie on the Mediterranean? Kr. 2012 s. 82-107. – Still humanism, or already post-humanism? Problems of practical education. W: The Humanities today and the idea of interdisciplinary studies. Wwa 2011 s. 63-72. – Tadeusz Ulewicz (4 VIII 1917- 5 V 2012), „Rocz. PAU” 2011/2012 s. 309-313. – Między staropolszczyzną a Oświeceniem. W: Byle w ludziach światło było… Kr. 2012 s. 23-34. – Giovanni Paolo II e la rhetorica. W: Sfida di Giovanni Paolo II per l’uomo del XXI secolo. Cracovia 2013 s. 233-240. – Jan Paweł II i dialog międzykulturowy. W: Idea dialogu w myśli Jana Pawła II. Kr. 2013 s. 33-42. – Tekst, miłość i pieniądze. W: Przyszłość polonistyki. Kat. 2013 s. 243-248. ‒ Jan Paweł II i retoryka. W: Przesłąnie Jana Pawła II na XXI wiek. Kr. 2014 s. 99-106. ‒ Major currents in the Renaissance and humanism studies in Poland over the last fifty years. W: Renaissance and humanism from the Central-East European point of view. Kr. 2014 s. 101-115. – Od konsekracji do uczty. W: Kartka z kalendarza dziejów Uniwersyteckiej Kolegiaty św. Anny w Krakowie. Kr. 2014 s. 66-76. ‒ Paideia – dole i niedole cnoty. W: Olimp – ideał, doskonałość, absolut. Kr. 2014 s. 75-84. ‒ Pius vates. „Tematy i Konteksty” 2014 s. 22-31. – Genus humilis. Popularność, ludowość, pospolitość. W: Widnokręgi literatury, wielogłosy krytyki. Kr. 2015 s. 65-74. – O mistrzostwie w dydaktyce akademickiej. W: Nauczyciel akademicki: etos i warsztat. Piaseczno 2016 s. 89-98. – Komisja Bibliograficzna Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. W: Towarzystwo Naukowe Krakowskie. Komisja Bibliograficzna. Kr. 2016 s. 101-109. – Humanizm i Reformacja. Humanism and the Reformations. „Tarnowskie Colloquia Nauk.” 2017 nr 1 s. 9-20.
Przekłady
1. S.Ph. M. de Vries: Obrzędy i symbole Żydów. Przeł. z niderl. i oprac.: A. Borowski. Kr.: Wydawn. WAM Księży Jezuitów 1999, 427 s. + 60 nlb.
2. Chamisza Chumsze Tora ‒ Chumasz Pardes Lauder. Przekład Pięcioksięgu z języka hebrajskiego opatrzony wyborem komentarzy Rabinów oraz hebrajski tekst komentarza Rasziego z punktacją samogłoskową i Haftary z błogosławieństwami. Oprac. pod kierownictwem rabina S. Pecarica. [...] Kr.: The Ronald S. Lauder Foundation
Tekst w jęz. pol. i hebr.
Księga pierwsza Bereszit [Rodzaju]. Tłum. [z ang.] Haftary: A. Borowski, S. Pecaric. 2001 s. 326-372. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2002, wyd. 3 2003, wyd. 4 2006, wyd. 5 2009, wyd. 6 2012.
Księga druga Szemot [Wyjścia]. Tłum. [z ang.] Haftary: A. Borowski, S. Pecaric. 2003 s. 452-492. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2003, wyd. 3 2006, wyd. 4 2009.
Księga trzecia Wajikra [ Kapłańska]. Tłum. [z ang.] Haftary A. Borowski 2005 s. 366-408. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2009.
Księga czwarta Bemidbar [Liczb]. Tłum. [z ang.] Haftary A. Borowski 2005 s. 396-440. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2007, wyd. 3 2009, wyd. 4 2012.
Księga piąta Dewarim [Powtórzonego Prawa]. Tłum. [z ang.] Haftary A. Borowski, S. Pecaric 2006 s. 414-454. Wyd. 2 2009.
3. M.Ch. Luzzato: Ścieżka sprawiedliwych. Edycja Awrami Malhona. Przeł. z ang. A. Borowski. Konsultacja nauk. i porównanie tłum. z oryg. S. Pecaric. Red. S. Pecaric, E. Gordon, L. Kośka. Kr.: Stow. Pardes; Fundacja Rolanda S. Laudera 2005, 319 s.

Zob. też Prace redakcyjne poz. 5.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Teksty filozoficzne. Materiały pomocnicze dla nauczycieli polonistów. Cz. 1. Wybór i komentarz: A. Borowski. Bielsko-Biała: Inst. Kształcenia Nauczycieli im. W. Spasowskiego 1987, 63 s.
2. Średniowiecze, Renesans, Barok. [Podręcznik akademicki]. Pod red. A. Borowskiego i J.S. Gruchały. Przedm.: A. Borowski. Kr.: Universitas. Lektury polonistyczne. Ser. I.
T. 1. 1992, 319 s. Wyd. nast. tamże: [wyd. 2] 1994, [wyd. 3] 1995, [wyd. 4] 1997, [wyd. 5] 2002.
T. 2. 1993, 316 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1997, wyd. 3 1998.
3. M. Bocian: Leksykon postaci biblijnych. Ich dalsze losy w judaizmie, chrześcijaństwie, islamie oraz w literaturze, muzyce i sztukach plastycznych. Przekł. z niem. J. Zychowicz. Uzupełnienia do wyd. pol.: A. Borowski, M. Pokorska, P. Poźniak. Kr.: Znak 1995, 527 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 1 dodruk 1996, wyd. 2 1998, wyd. 2 dodruk 2000.
4. Oświecenie, Romantyzm. [Podręcznik akademicki]. T. 1. Pod red.: A. Borowskiego i J.S. Gruchały. Kr.: Universitas 1996, 334 s. Lektury polonistyczne. Wyd. 2 tamże 1997.
5. E.R. Curtius: Literatura europejska i łacińskie średniowiecze. Przeł. i oprac.: A. Borowski. Wyd. 2 [!]. Kr.: Universitas 1997, 688 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw.: Przeł. i oprac. A. Borowski. Przekł. tekstów dokonali M. Gibińska-Marzec i in. 2005, wyd. 3 2009.
6. Statut Jana Dzwonkowskiego to jest Artykuły prawne, jako sądzić łotry i kuglarze jawne. Transkrypcja tekstu, oprac. i posł.: A. Borowski. Kr.: Collegium Columbinum 1998, 30 s. Bibl. Tradycji Lit., 14.
7. S. Żółkiewski: Początek i progres wojny moskiewskiej. Wstęp i oprac.: A. Borowski. Kr.: Universitas 1998, 118 s. Wyd. nast. tamże 2009.
8. K. Estreicher: Bibliografia polska. Cz. 3. Obejmująca druki stuleci XV-XVIII w układzie abecadłowym. Część 3 t. 23 [z. 2]. Literatura Z-Zazdrość. Zespół red.: A. Borowski (przewodniczący) i in. Do druku przygot. Z. Orczykowa. Kr.: Wydawn. UJ; Zakład Bibliografii Pol. im. K. Estreichera 2000s. 245-462.
9. Słownik sarmatyzmu. Idee, pojęcia, symbole. Pod red. i ze wstępem A. Borowskiego. Autorzy haseł: A. Borowski i in. Kr.: WL 2001, 255 s.
10. Rzeczy minionych pamięć. Studia dedykowane profesorowi Tadeuszowi Ulewiczowi w 90. rocznicę urodzin. Pod red. A. Borowskiego i J. Niedźwiedzia. Kr.: Księg. Akad. 2007, 643 s.
11. Humanizm. Historie pojęcia. Red. nauk.: A. Borowski. Wwa: Neriton 2009, 535 s. Humanizm Polski.
12. Wiara i nauka. Nagrodzone i wyróżnione prace konkursowe. IV Dni Jana Pawła II. Pod. red. i ze wstępem A. Borowskiego. Kr.: Wydawn. UJ 2009, 262 s.
13. Godność. Nagrodzone i wyróżnione prace konkursowe. VI Dni Jana Pawła II. Kraków 2011, 360 s.

Zob. też Przekłady poz. 1.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2013.

Wywiady: Sposób na życie. Z prof. Jadwigą Puzyniną (językoznawcą), prof. Barbarą Skargą (filozofem) i prof. Andrzejem Borowskim (historykiem literatury) rozmawia A. Karoń-Ostrowska. „Więź” 2001 nr 1; Rozmowa na temat żydowskiego tłumaczenia Księgi „Bereszit” z udziałem Andrzeja Borowskiego, Janusza Daneckiego, Ireneusza Kani, o. Jana A. Kłoczowskiego, Czesława Miłosza, rabina Sachy Pecarica i Jana Woleńskiego. „Znak” 2002 nr 565; Kicz kaznodziejski zagraża każdemu księdzu. Rozm. T. Opaliński. „Prz. Homiletyczny” 2004; O narracji, melosie i herosach. „Bez Porównania” 2005 nr 1; Badania nad Odrodzeniem w krakowskim środowisku naukowym. „Pr. Komis. Hist. Nauki” 2009 t. 9 s. 91-108 [dyskusja po referacie A. Borowskiego z udziałem: A. Kobosa, K. Targosz, K. Grotowskiego, J. Dybca, J. Maślanki]; O problemach współczesnej komparatystyki literackiej rozmawiają Maria Korytowska, Marta Skwara, Olga Płaszczewska, Bogusław Bakuła, Tomasz Bilczewski, Andrzej Borowski, Andrzej Hejmej i Tadeusz Sławek. „Wielogłos” 2010 nr 7/8; „Humanitas” jako projekt społeczeństwa kulturowego. W: A.M. Kobos: Po drogach uczonych. Z członkami Polskiej Akademii Umiejętności rozm. … Kr. 2012.
Bibliografia prac A. Borowskiego. Oprac. J. Koryl. Konsultacja: M. Czerenkiewicz. W: Literatura renesansowa w Polsce i Europie. Kr. 2016 s. 25-48.
Ogólne:

S. KIEDROŃ: Professor Andrzej Borowski – Spiritus Litterarum. „Werkwinkel” 2015 nr 2.

Literatura renesansowa w Polsce i Europie. Studia dedykowane profesorowi Andrzejowi Borowskiemu. Red. J. Niedźwiedź. Kr.: Wydawn. Uniwersytetu Jagiellońskiego 2016, 604 s.
Powrót Europy

A. GORZKOWSKI. „Ruch Lit.” 2000 z. 1.

G. RAUBO: Europejskie aspekty staropolszczyzny. „Pozn. St. Polonist. Ser. Lit.” t. 7: 2000.

Literatura polska i powszechna

D. ROTT. „Pr. Kom. do Oceny Podręczników Szkolnych” t. 4. Kr. 2006.

A. GORZKOWSKI. Tamże.
Iter Polono-Belgo-Ollandicum (poz. 7): R. SZMYTKA. „Ruch Lit.” 2008.

S. KIEDROŃ. „Eos” 2009 [cz.] 1.

A. SIKORA. „Werkwinkel” 2009 nr 1.

Słownik sarmatyzmu

: B. MACHNIK: Sarmatyzm w pigułce. „Forum Akademickie” 2001 nr 12.

J. TAZBIR. „Nowe Książ.” 2001 nr 6.

D. CHEMPEREK. „Teksty Drugie” 2003 nr 1.

Księga pierwsza Bereszit

Księga Początku. Rozmowa na temat żydowskiego tłumaczenia Księgi Bereszit z udziałem: Andrzeja Borowskiego, Janusza Daneckiego, Ireneusza Kani, o. Jana A. Kłoczowskiego, Czesława Miłosza, rabina Sachy Pecarica i Jana Woleńskiego. „Znak” 2002 nr 565.</document>
<document nplp_id="3456" title="Jacek Stanisław BURAS" slug="jacek-stanislaw-buras">ur. 1945

Krypt.: J.St.B.

Tłumacz, krytyk literacki, autor utworów dramatycznych.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 10 października 1945 w Warszawie; syn Bronisława Burasa, fizyka, i Hanny z domu Kochanowicz. W 1959-62 przebywał w Wiedntaszica) w Warszawie, w którym w 1964 zdał maturę. Następnie studiował filologię germańską na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie w 1969 uzyskał magisterium, po czym do 1970 był współpracownikiem redakcji niemieckiej Polskiego Radia. Debiutował w 1970 interpretacją wiersza pt. Mickiewiciu i uczęszczał do tamtejszego Bundesrealgymnasium XIX. Po powrocie do kraju był uczniem XIV Liceum Ogólnokształcącego im. K. Gottwalda (obecnie im. S. Sz Johannesa Bobrowskiego, opublikowaną w piśmie „Weimarer Beiträge” (nr 1). Pierwsze przekłady ogłosił w książce zbiorowej pt. Klasycyzm niemiecki. Życie i twórczość Goethego i Schillera (wyd. 1970).W następnych latach rozwijał działalność przekładową z języka niemieckiego, a także krytycznoliteracką, publikując liczne tłumaczenia dramatów, wierszy, prozy, artykułów, esejów oraz recenzje. Podjął współpracę z miesięcznikiem „Literatura na Świecie” (1972-77 i od 1980, z przerwami; tu liczne noty podp. też: J.St.B.), w którym w 1982-97 redagował dział niemieckojęzyczny. Nadto drukował m.in. w „Polnische Perspektiven” (1971-81; tu liczne przekłady literatury polskiej na język niemiecki) i „Dialogu” (od 1976, z przerwami). Zajmował się także pisaniem tekstów piosenek (m.in. To nic, że to sen). W 1989-92 współpracował z niemieckim rocznikiem „Deutsch-Polnische Ansichten zur Literatur und Kultur”. W 1980 został członkiem NSZZ „Solidarność” i do 1981 przewodniczył kołu związkowemu w redakcji „Polnische Perspektiven”. W 1988 debiutował jako dramatopisarz utworem pt. Gwiazda za murem, ogłoszonym na łamach „Dialogu” (nr 4).W 1988-90 był przewodniczącym Komisji Zakładowej „Solidarności” w Wydawnictwie Współczesnym RSW „Prasa Książka Ruch”. W 1989 został członkiem SPP. W 1996-97 był przewodniczącym jury nagrody „Literatury na Świecie”. W 1997-2004 pełnił funkcję dyrektora Instytutu Polskiego w Wiedniu. W 2005 został wraz z Carlem Holensteinem redaktorem serii wydawniczej Kroki = Schritte, zainicjowanej w ramach Niemiecko-Polskiego Roku 2005/2006 przez fundację S. Fischer Stiftung.Za pracę przekładową z języka niemieckiego otrzymał Nagrodę im. S. Hebanowskiego w dziedzinie dramatu, przyznaną przez Teatr Polski w Poznaniu (1986), Nagrodę Fundacji im. R. Boscha, przyznaną przez Deutsches-Polen Institut w Darmstadt (1989), nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1993), Stowarzyszenia Autorów ZAiKS (1998), dwukrotnie nagrodę „Literatury na Świecie” (1999, 2006), nagrodę specjalną przyznaną przez miesięcznik „Teatr” (2013), a także Austriacką Nagrodę Państwową (2004). Odznaczony m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi (1996) oraz Złotą Odznaką za Zasługi dla Republiki Austrii (2005).

W 1969 zawarł związek małżeński z Alicją Szkoda, tłumaczką literatury niemieckojęzycznej. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Gwiazda za murem. (Wizja dramatyczna w 22 scenach). „Dialog”
1988 nr 4 s. 36-71. Praprem.: Reż.: J. Szurmiej. Wwa, T. Dram. 1988.
Wyst. inne: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1989.
2. Sen o życiu. Wizja muzyczna. [Utwór dramatyczny]. Praprem.:
Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Gdańsk-Sopot, Studio Dram. „Atelier” 1990.
3. Bibliographie deutscher Literatur in Polnischer Übersetzung: vom 16. Jahrhundert bis 1994. Wiesbaden: Harrassowitz 1996, 791 s. Veröffentlichungen des Deutschen Polen-Instituts Darmstadt, 10.
Bibliografia przekł. na jęz. pol. książek autorów niemieckojęzycznych oraz antologii.
Przekłady i adaptacje
1. H. Müller: Filoktet. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1976 nr 1 s. 74-107. Wyst.: Reż.: E. Aniszczenko. Tor., T. im. W. Horzycy 1976. Przedr. w: Antologia dramatu Niemieckiej Republiki Demokratycznej. T. 2. Wwa 1980 s. 221-259.
2. H. Müller: Horacjusz. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1978 nr 2 s. 96-102.
3. K. Krolow: Nieśmiały znak przemijania. [Wiersze]. Wybór, wstęp i przekł. J.S. Buras. Wwa: PIW 1979, 54 s.
4. V. Braun: Tinka. [Utwór dramatyczny]. Druk w: Antologia dramatu Niemieckiej Republiki Demokratycznej. T. 2. Wwa 1980 s. 347-426.
5. H. Müller: Misja. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1981 nr 7 s. 48-59.
6. B. Brecht: Mahagonny. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Adapt.: J.S. Buras i K. Zaleski. Reż.: K. Zaleski. Wwa, T. Współcz. 1982; tv: Reż.: K. Zaleski. TVP 1984.
7. T. Hürlimann: Dziadek i przyrodni brat. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1983 nr 1 s. 44-69.
8. H. Richter: Dadaizm. Sztuka i antysztuka. Posł. napisał W. Haftmann. Wwa: WAiF 1983, 415 s. Wyd. 2 tamże 1986. Style, Kierunki, Tendencje.
9. B. Brecht: Prawdziwe życie Jakuba Chonotu. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1984 nr 8 s. 50-62.
Tu też wstęp J.S. Burasa.
10. Ch. Hein: Prawdziwe dzieje A Ku. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1985 nr 4 s. 85-128. Wyst.: Reż.: B. Słoński. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 1986.
11. H. Müller: Gnijący brzeg. Materiały do Medei. Krajobraz z Argonautami. [Utwór dramatyczny]. „Lit. na Świecie” 1985 nr 4 s. 183-191. Wyst.: Reż.: H. Baranowski. Wwa, Centrum Sztuki „Studio” – T. Galeria 1985.
12. H. Müller: Opis obrazu. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1985 nr 10 s. 68-71.
13. P. Barz: Kolacja na cztery ręce. (Komedia w trzech scenach). „Dialog” 1986 nr 3 s. 76-105. Wyst.: teatr.: Reż.: M. Englert. Wwa, T. Współcz. 1986; tv: Reż.: K. Kutz. TVP 1990; radiowe: Adapt. i reż.: J. Kukuła. Radio 2008.
14. E. Toller: Hopla, żyjemy. (Prolog i pięć aktów). [Utwór dramatyczny]. Ze wstępem i w tłum. J.S. Burasa. „Dialog” 1986 nr 1 s. 31-80.
15. B. Brecht: Turandot, czyli Kongres wybielaczy. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: P. Cieślak. Wwa, T. Powsz. 1987.
16. F. Bruckner: Choroba młodości. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: tv: Reż.: K. Zaleski. TVP 1987; teatr.: Reż.: G. Wiśniewski. Łódź, Państ. Wyższa Szkoła Film., Telewizyjna i Teatr. 1998.
17. H. Czechowski: Mistrz i Małgorzata. [Opera]. Libretto wg M. Bułhakowa. Przeł. J.S. Buras. Muz.: R. Kunad. Wyst. Wwa, T. Wielki 1987.
18. F. Schiller: Wallenstein. [Utwór dramatyczny]. Tłum.: J.S. Buras, E. Csató. Wyst.: teatr.: Reż.: K. Babicki. Sopot, T. Kameralny – T. na Targu Węglowym 1987; tv: Reż.: K. Babicki. TVP 1989.
19. T. Dorst: Ja, Feuerbach. (Sztuka napisana przy współpracy U. Ehler). „Dialog” 1988 nr 5 s. 52-72. Wyst.: teatr.: Reż.: T. Łomnicki. Wwa, T. Dram. 1988; tv: Reż.: T. Łomnicki. TVP 1990; radiowe: Adapt. i reż.: J. Kukuła. Radio 2009.
20. R. Fries: Przeniesienie Państwa Środka. Papiery znalezione i wydane przez potomka w późniejszej epoce. [Powieść]. Wwa: Czyt. 1988, 167 s.
21. Ö. von Horváth: Rozwód Figara. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: M. Kochańczyk. Łódź, T. im. S. Jaracza 1989.
22. H. Müller: HamletMaszyna. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Hübner. Sopot, T. Atelier 1989. Druk: „Autograf” 1990 nr 1 s. 15-19. Przedr. zob. poz. 59.
23. T. Bernhard: Komediant. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1990 nr 2 s. 25-95. Wyst.: teatr.: Reż.: E. Axer. Wwa, T. Współcz. 1990; tv: Reż.: M. Wojtyszko. TVP 1993. Przedr. zob. poz. 67.
24. F. Hebbel: Judyta. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1990.
25. H. Müller: Kwartet. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1990 nr 6 s. 60-69. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1992.
Wg powieści „Niebezpieczne związki” Ch. De Laclosa.
26. G. Tabori: Peepshow. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1990 nr 10 s. 56-82. Wyst.: Reż.: M. Kochańczyk. Wr., T. Współcz. im. E. Wiercińskiego 1991.
27. F. Dürrenmatt: Małżeństwo pana Mississipi. (Komedia w dwóch częściach). Druk w wersji z 1980 r.: „Lit. na Świecie” 1991 nr 11/12 s. 3-59.
Wyst.: Reż.: J. Warmiński. Wwa, T. Ateneum 1990.
28. R. Schneider: Oferty. Komedia. „Dialog” 1991 nr 11 s. 44-59. Wyst.: teatr.: Reż.: J. Fryźlewicz. Bydg., T. Pol. 1992; tv pt. Oferta Josepha Fouche: Reż.: R. Załuski. TVP (Katow.) 1997.
29. B. Brecht, K. Weill: Songi. Wyst.: Reż.: T.A. Dutkiewicz. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1992.
30. T. Dorst: Mamut. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1992 nr 8 s. 68-111. Wyst.: Reż.: F. Falk. TVP 1993.
31. H. Fallada: I cóż dalej szary człowieku? Adaptacja teatralna powieści: T. Dorst, P. Zadek. Wyst.: Reż.: M. Kochańczyk. Gdańsk, T. „Wybrzeże” 1992.
32. H. von Kleist: Rozbity dzban. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: M. Englert. Wwa, T. Współcz. 1992; tv: Reż.: M. Englert. TVP 1996. Druk zob. poz. 57 s. 5-102.
33. H. von Kleist: Książę Homburg. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: K. Lang. TVP 1993. Druk zob. poz. 58 s. 239-339.
34. G. Tabori: Weisman i Czerwona Twarz. (Żydowski western). [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1993 nr 8 s. 34-51. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1994.
35. T. Bernhard: Rodzeństwo. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: tv: Reż.: J. Gąsiorowski. TVP 1994; teatr.: Reż.: K. Lupa. Kr., Stary T. 1996. Druk zob. poz. 67 s. 233-349.
36. T. Dorst: Pan Paweł. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1994 nr 3 s. 39-75. Wyst.: Reż.: B. Sierosławska. Wwa, Centrum Sztuki Studio im. S.I. Witkiewicza – T. Galeria 1994.
37. H. von Kleist: Kasia z Heilbronnu, czyli próba ognia. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: J. Jarocki. Wr., T. Pol. na Dworcu Świebodzkim 1994; tv: Reż.: J. Jarocki. TVP 1995; radiowe: Adapt.: W. Malesa. Radio 2001. Druk zob. poz. 57 s. 103-238.
38. T. Bernhard: Immanuel Kant. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1995 nr 11 s. 38-97. Wyst.: teatr.: Reż.: K. Lupa. Wr., T. Pol. 1996; tv: Reż.: K. Lupa. TVP 1997. Przedr. zob. poz. 60.
39. T. Dorst: Fernando Krapp napisał do mnie ten list. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr.: Reż.: P. Chołodziński. Wwa, T. Powsz. 1995; tv: Reż.: M. Ziębiński. TVP 1995. Druk zob. poz. 55 s. 23-71.
40. H. von Kleist: Amfitrion. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: M. Kwieciński. TVP 1995.
41. H. von Kleist: Pentesilea. [Utwór dramatyczny]. Wyst. (fragm.): Reż. i insc.: H. Baranowski. Kr., Międzynarodowe Tow. Artyst. 1995.
42. R. Musil: Człowiek matematyczny i inne eseje. Wyboru dokonał H. Orłowski. Wstępem poprzedził Z. Światłowski. Wwa: Czyt. 1995, 330 s. Nowy Sympozjon.
43. F. Schiller: Zbójcy. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: K. Babicki. TVP 1995.
44. B. Brecht: Opera za trzy grosze. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: M. Englert. Wr., T. Pol. 1996. Wyd. zob. poz. 78 s. 77-165.
45. G.E. Lessing: Emilia Galotti. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: K. Babicki. TVP 1996.
46. G. Tabori: Jubileusz. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1996 nr 7 s. 45-65. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1996. Przedr. w: G. Tabori: Teatr-Sztuki. Wwa 2001.
47. T. Bernhard: U celu. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: E. Axer. Wwa, T. Współcz. 1997.
48. J.W. Goethe: Faust. Tragedia. Część I. Posł. opatrzył J. Tischner. Kr.: WL 1997, 247 s. Wyst.: Reż.: J. Jarocki. Kr., T. Stary 1997.
[Cz. 2] pt. Faust. (Tragedii część druga). „Lit. na Świecie” 2016 nr 7/8 s. 5-96.
49. K. Kraus: Ostatnie dni ludzkości. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Adapt.: J.S. Buras, P. Cieślak. Reż.: P. Cieślak. Wwa. T. Powsz. 1997.
50. W. Schwab: Zagłada ludu, albo moja wątroba jest bez sensu. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: teatr. pt. Moja wątroba jest bez sensu albo zagłada ludu: Reż.: A. Augustynowicz. Szczec., T. Współcz. 1997; tv: Reż.: F. Bajon. TVP 1998.
51. K.A. Jeleński: Bellmer albo Anatomia Nieświadomości Fizycznej i Miłości. Wybór tekstów i il. oraz oprac.: P. Kłoczowski. Tłum.: J. Lisowski, J.S. Buras. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1998, 65 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Tu w tłum. J.S. Burasa traktaty: H. von Kleist: O teatrze marionetek, s. 27-40; H. Bellmer: Lalka, s. 41-52.
52. Poesie x 4. Lyrik von Wolfgang Weyrauch, Heinz Winfried Sabais, Karl Krolow und Fritz Deppert. Deutsch und polnisch = Poezja x 4. W jęz. niem. i pol. [Wyd.:] B. Danowicz, [współpraca:] F. Deppert. [Przeł.:] B. Danowicz, J.S. Buras. Darmstadt: Justus von Liebig 1998, 124 s.
53. Ch. Ransmayr: Ostatni świat. Powieść z dodatkiem owidiuszowego
repertuaru. Wstępem opatrzył A. Szczypiorski. Wwa: Sic! 1998, 281 s.
54. T. Dorst, U. Ehler: Amelka, Bóbr i Król na dachu. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: P. Nosálek. Białystok, Białostocki T. Lalek 1999.
55. T. Dorst: Fernando Krapp napisał do mnie ten list; Zamknięte z powodu bogactwa. [Utwory dramatyczne]. Przeł.: J.S. Buras, E. Jeleń. Wstęp: M. Sugiera. Kr.: Księg. Akad. 1999, 148 s.
Tu w tłum. J.S. Burasa: Fernando Krapp napisał do mnie ten list [poz. 39].
56. J. Haydn: Filemon i Baucis, czyli Podróż Jupitera na Ziemię. Libretto opery marionetkowej. Druk w: Antologia klasycznych tekstów teatru lalek. T. 1. Renesans, barok, romantyzm. Red. i wybór H. Jurkowski. Wr.: PWST im. L. Solskiego 1999, s. 143-179. Z Pr. Badawczych Wydz. Lalkarskiego we Wr.
57. M. Streeruwitz: Plac Brahmsa. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Hübner-Ochodlo. Sopot, T. Atelier 1999.
58. H. von Kleist: Dramaty wybrane. Posł. opatrzyła M. Janion.
Kr.: WL 2000, 359 s.
Zawartość: Rozbity dzban. Komedia w jednym akcie [poz. 32]; Kasia z Heilbronnu, czyli Próba ognia [poz. 37]; Książę Homburg. Dramat [poz. 33].
59. H. Müller: Makbet; HamletMaszyna; Anatomia Tytusa. [Utwory dramatyczne]. Przeł.: J.S. Buras, E. Jeleń, M. Muskała. Kr.: Księg. Akad. 2000, 192 s. Dramat Współcz., 6.
Tu w przekł. J.S. Burasa: HamletMaszyna [poz. 22].
60. T. Bernhard: Święto Borysa; Immanuel Kant; Przed odejściem w stan spoczynku; Naprawiacz świata. [Utwory dramatyczne]. Przeł.: J.S. Buras, M. Muskała, D. Żmij-Zielińska. Wybrał i posł. opatrzył K. Lupa. Kr.: WL 2001, 404 s.
Tu w przekł. J.S. Burasa: Immanuel Kant [poz. 38].
61. H.M. Enzensberger: Utwory wybrane. [Wiersze]. Wybór i posł.: A. Kopacki. Przeł.: J.S. Buras, A. Kopacki. Kr.: WL 2001, 340 s.
62. D. Loher: Przypadek Klary. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2001 nr 8 s. 45-101. Wyst.: teatr.: Reż.: P. Miśkiewicz. Wr., T. Pol. 2001oraz emisja w TVP 2008; tv: Reż. i scenariusz: M. Łazarkiewicz. TVP 2003.
Wyst. też pt. Stosunki Klary.
63. V. Stein: Joseph von Eichendorf. Ein Lebensbild = Obraz życia. [Biografia]. Przeł.: E. Pietrzak, J.S. Buras. Würzburg: Bergstadtverlag Wilhelm Gottlieb Korn 2001, 120 s.
Tu w tłum J.S. Burasa wiersze. – Tekst w jęz. niem. i pol.
64. J. von Eichendorf: Aus dem Leben eines Taugenichts. Novelle = Z życia nicponia. Nowela. Würzburg: Bergstadtverlag Wilhelm Gottlieb Korn 2003, 205 s.
Tekst w jęz. niem. i pol.
65. A. Sauter, B. Studlar: I. znaczy inna. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2003 nr 1/2 s. 54-72. Wyst.: teatr.: Reż.: A. Orzechowski. Bydg., T. Pol. 2003; tv: Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz. TVP 2007.
66. T. Bernhard: Na szczytach panuje cisza. [Utwór dramatyczny]. Przekł. powst. przed 2004. Wyst.: Reż.: K. Lupa. Wwa, T. Dram. 2006. Wyd. zob. poz. 67 s. 5-113.
67. T. Bernhard: Na szczytach panuje cisza; Komediant; Rodzeństwo; Plac Bohaterów. [Utwory dramatyczne]. Przeł.: J.S. Buras, G. Matysik. Wybrał: K. Lupa. Kr.: WL 2004, 466 s.
Tu w przekł. J.S. Burasa: Na szczytach panuje cisza [poz. 66]; Komediant [poz. 23]; Rodzeństwo [poz. 35].
68. Ö. von Horvath: Nieznajoma z Sekwany. [Utwór dramatyczny]. Wyst. teatr.: Reż.: A. Glińska. Wwa, T. Współcz. 2004.
69. T. Dorst: Pustynia. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: Ł. Witt Michałowski. Wr., T. Pol. 2005. Wyd.: Wr.: T. Pol. 2005, 92 s.
70. G. Hofmann: Upadek ślepców. [Powieść]. Wwa: PIW 2005, 126 s. Kroki=Schritte.
71. Ö. von Horvath: Wiara nadzieja miłość. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: G. Kania. Wwa, T. Dram. 2005.
72. H. Burger: Diabelli i inne pisma do dyrekcji. [Opowiadania]. Posł. J.S. Buras. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 219 s. Kroki, Małe Pasaże, 3.
73. A. Sauter, B. Studlar: Czerwone komety. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2006 nr 8 s. 113-151. Wyst.: teatr.: Reż.: J. Tumidajski. Tarnów, Tarnowski T. im. L. Solskiego 2007; tv: Reż.: A. Strzelecki. TVP 2008.
74. R. Schindel: Rodowody. [Powieść]. Kr.: Austeria 2006, 323 s.
75. Ch. Ransmayr: Latająca góra. [Powieść]. Wwa: PIW 2007, 312 s. Kroki=Schritte.
76. A. Veiel, G. Schmidt: Kop. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2007 nr 1 s. 59-77.
77. B. Brecht: Baal. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: A. Augustynowicz. Wr., T. Współcz. 2008. Wyd. zob. poz. 78 s. 5-75.
78. B. Brecht: Baal; Opera za trzy grosze. [Utwory dramatyczne]. Wr.: Atut 2008, 175 s. Wyd. 2 Wr.: Atut; Wrocławski T. Współcz. im. Edmunda Wiercińskiego 2008, 172 s. Zob. poz. 77, 44.
79. T. Glavinic: Za sprawą nocy. [Powieść]. Przeł.: A. i J. Burasowie. Wwa: PIW 2008, 311 s. Kroki=Schritte.
80. F. Schiller: Maria Stuart. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Oprac. tekstu, reż. i scenografia: G. Wiśniewski. Tor., T. im. W. Horzycy 2008.
81. P. Handke: Kaspar. [Utwór dramatyczny]. Posł.: E. Białek. Wr.: Ofic. Wydawn. ATUT 2009, 106 s. Wyst.: Reż.: B. Wysocka. Wr., T. Współcz. 2009.
82. V. Schmidt: Rowerzyści. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2009 nr 2 s. 116-146. Wyst.: Reż.: A. Augustynowicz. Łódź, T. im. S. Jaracza 2009; Szczec., T. Współcz. 2009.
83. Ö. von Horváth: Kazimierz i Karolina. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: G. Zsámbéki. Wwa, T. Nar. 2010.
84. T. Dorst: Król Zofius i Cudowna Kura. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: P. Nosálek. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 2011.
85. A. Schmidt: Republika uczonych. Krótka powieść z obszaru końskich szerokości. Posł.: M. Półrola. Wwa: PIW 2011, 264 s. Bibl. Babel. Kroki.
86. B. Brecht: Ten cały Brecht. Przekłady i szkice. Pomysł i oprac.: A. Kopacki. Wybór wierszy, przekł. i komentarze: J.S. Buras, J. Ekier, A. Kopacki, P. Sommer. Wr.: Biuro Lit. 2012, 183 s. Poezje – Biuro Lit., 74.
87. G.E. Lessing: Natan mędrzec. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: N. Korczakowska. Wwa, T. Nar. 2012.
88. Ö. von Horváth: Po sezonie. Komedia w trzech aktach. Wyst.: Reż.: G. Kania. Szczec., T. Współcz. 2014.
89. B. Brecht: Matka Courage i jej dzieci. [Utwór dramatyczny]. Wyst.: Reż.: M. Zadara. Wwa, T. Nar. 2016.
90. Ch. Ransmayr: Atlas lękliwego mężczyzny. [Reportaże podróżnicze]. Stronie Śląskie; Wr.: Biuro Lit. 2016, 335. Kroki. Proza, 38.
Praca redakcyjna
1. I. Aichinger: Mój zielony osioł. Opowiadania, wiersze, słuchowiska. Red. i oprac.: J.S. Buras. Przekł.: A. Białecki [i in.]. Wr.: Biuro Lit. 2013, 495 s. Poezje- Biuro Lit., 96. Kroki.
Tekst w jęz. pol. i niem.

Zob. też Przekłady poz. 85
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009.

Autor o sobie: J.S. Buras: Ani pludry, ani dżinsy, czyli o tłumaczeniu „Fausta”. „Gaz. Wybor.” dod. „Magazyn” 1996 nr 45.

Wywiady: Uchwycić i oddać styl. Rozm. A. Kietrys. „Głos Wybrz.” 1987 nr 54; Zawód dla prestidigitatora. Rozm. R. Dymna-Kijowska. „Autograf” 1990 nr 1; Pisarz i cień. Rozm. E. Tosza. „Arka” 1991 nr 31; „Faust” jest samym życiem. Rozm.: T. Kubikowski, M. Zielińska. „Didaskalia” 1995 nr 8/9 [o pracy nad przekł.]; Wędrówka po dość wąskiej kładce. Rozm. T. Kubikowski. „Teatr” 2011 nr 7/8; O nadawaniu imion umarłym i nowym języku pamięci. Wywiad z R. Schindelem i J.S. Burasem. Rozm.: M. Waligórska, M. Marszałek. Oprac. N. Müller. [Przekł. z niem.:] I. Suszczyńska. „Przekładaniec” 2014 nr 29.

Ogólne

R. STILLER: Chałturas, czyli Neue Schädlichkeit. „Wiad. Kult.” 1997 nr 50, polem.: Z. RYBICKA: Obrona Burasa. Tamże 1998 nr 11; Zespół „Lit. na Świecie”: Przeciw kalumniom. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 302; Metoda kalumni. „Rzeczpospolita” 1998 nr 303.

A. KOPACKI: Proszę tego nie nagrywać. (Autowywiad). „Teatr” 2011 nr 7/8 [dot. twórczości przekł. J.S. Burasa].

Gwiazda za murem 

[J. GONDOWICZ] L. FELC: Przeciw zapomnieniu. „Wybór”* 1988 nr 20.

A. KULIGOWSKA-KORZENIEWSKA: Kabaret za murem. „Dialog” 1998 nr 1.

Bibliographie deutscher Literatur in Polnischer Übersetzung: vom 16. Jahrhundert bis 1994 

M. KALCZYŃSKA. „Kwart. Opol.” 1997 nr 1.

P. OBRĄCZKA: Pięć wieków literatury niemieckiej w Polsce. „Zbliżenia Pol.-Niemcy” 1998 nr 1.

R. Musil: Człowiek matematyczny i inne eseje

M. ŁUKASIEWICZ. „Lit. na Świecie” 1995 nr 11/12.

Faust 

J. KOPROWSKI. „Nowe Książ.” 1997 nr 9.

H. MARKIEWICZ: Camera obscura. „Dekada Lit.” 1997 nr 1.

A. POMORSKI: „Skończże, pudlu, już z tym kwikiem!”. O nowym przekładzie „Fausta”. „Rzeczpospolita” 1997 nr 185 dod. „Plus Minus” nr 32, polem.: M. ŁUKASIEWICZ: Porozmawiajmy o metodzie. Tamże nr 300 dod. „Plus Minus” nr 54, odp.: A. POMORSKI: Porozmawiajmy o metodzie. Tamże 1998 nr 8 dod. „Plus Minus” nr 2.

A. CZESAK: O nowym przekładzie fragmentu „Fausta”. Zagadnienia językowej stylizacji gwarowej. „Jęz. Pol.” 1998 r. 78 nr 3/4.

M. DZIEWULSKA, M. ŁUKASIEWICZ, J. EKIER, K. OSIŃSKA, J.S. BURAS: O nowym przekładzie „Fausta”. [Dyskusja]. Oprac. A. Kopacki. „Lit. na Świecie” 1998 nr 11/12.

K. ĆWIKLAK: Polskie przekłady „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego. Studium porównawcze. „Pam. Lit.” 1999 z. 2 [dot. też przekł. E. Zegadłowicza, F. Konopki, B. Antochiewicza, A. Sandauera, K. Lipińskiego].

A. SZCZYGIELSKA: Zur kunst der übersetzung. „Faust”. „Zesz. Nauk. Wyż. Szk. Hum.-Ekonomicznej w Łodzi” 2002 nr 5 [dot. przekł. J.S. Burasa i K. Lipińskiego].  Zob. też Wywiady i Autor o sobie.

H.M. Enzensberger: Utwory wybrane 

Z. JASKUŁA. „Lit. na Świecie” 2001 nr 12.

G.E. Lessing: Natan mędrzec

K. FAZAN: Konflikty religijne w krainie cudów i sentymentów. „Didaskalia” 2013 nr 113 [rec. wyst. w T. Nar.].</document>
<document nplp_id="3462" title="Tadeusz LINKNER" slug="tadeusz-linkner">ur. 1949

Pseud.: Paweł Łąkorski; Paweł Łąkowski; Paweł Łącki; Jan Stecki.

Historyk literatury, krytyk literacki
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 29 stycznia 1949 w Chojnicach (województwo pomorskie); syn Pawła Linknera i Małgorzaty z Kordów, nauczycieli. W 1962 ukończył szkołę podstawową we wsi Odry, gdzie pracowali jego rodzice i rozpoczął naukę w Liceum Pedagogicznym w Kościerzynie. Po zdaniu matury w 1967 studiował filologię polską w Studium Nauczycielskim w Bydgoszczy. Następnie pracował jako nauczyciel w szkołach podstawowych w województwie pomorskim, najpierw w Będzimirowicach (1969-70), potem w Tropiszewie (1970-73). W 1970 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim (UG); dyplom magistra uzyskał w 1974. Jako polonista pracował następnie w Technikum Budowlanym w Kościerzynie (1973-77), Liceum Ogólnokształcącym w Ozorkowie (1977-82) oraz w Zespole Szkół Budowlanych w Kościerzynie (1982-83). W 1982 obronił na UG rozprawę doktorską pt. Dramaty bałtyckie Tadeusza Micińskiego (promotor prof. Jan Tuczyński) i tam rozpoczął pracę jako adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej (IFP). W badaniach naukowych zajął się głównie literaturą Młodej Polski i mitologią słowiańską w literaturze oraz literaturą regionalną Kaszub i Kociewia. W tym czasie publikował artykuły i recenzje książek m.in. w: „Nautologii” (1978, 1980, 1982, 1985, 1987, 1989, 1990-91), „Nurcie” (1983-89), „Okolicach” (1985-89), „Ruchu Literackim” (1986, 1988-90, 2000), „Tytule” (1991; tu podp. pseud.: Paweł Łąkorski). W 1986 otrzymał nagrodę „Nurtu” za teksty krytycznoliterackie. W 1990-92 był redaktorem naczelnym nowo powstałego pisma społeczno-kulturalnego „Gryf Kościerski”. W tym czasie sprawował także funkcję radnego miasta Kościerzyna w kadencji 1990-95 i radnego dwóch kadencji Rady Powiatu Kościerskiego (1998-2002, 2002-06). W 1993 uzyskał habilitację na podstawie rozprawy pt. Mitologia słowiańska w literaturze Młodej Polski i objął stanowisko adiunkta habilitowanego, a w 1996 profesora nadzwyczajnego UG. W 1999 zainicjował Kościerskie Targi Książki Kaszubskiej i Pomorskiej. Został członkiem jury Konkursu Literackiego im. J. Drzeżdżona, organizowanego przez Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Recenzje i artykuły ogłaszał w tym czasie głównie w prasie lokalnej: „Dzienniku Bałtyckim” (1992-98), „Wieczorze Wybrzeża” (1992-98), dodatku lokalnym „Gazety Wyborczej”, „Gazecie Morskiej” (1992-98), „Pomeranii” (1992-97, 1999-2000; tu m.in. podp. pseud.: Paweł Łąkorski, Paweł Łąkowski, Paweł Łącki, Jan Stecki), „Kociewskim Magazynie Regionalnym” (1998-99, 2002-03, 2005-10) „Roczniku Gdańskim” (1999, 2000, 2002, 2005), a także „Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (1994, 1999). W 2001 współtworzył Kościerską Fundację Kultury. Został członkiem redakcji i rad naukowych pism: „Teki Gdańskie” (od 2000) „Temat” (od 2005), „Życie Kaszub” (od 2005), „Studia Słowianoznawcze” (od 2011). W 2004 otrzymał tytuł naukowy profesora, a trzy lata później objął stanowisko profesora zwyczajnego UG i kierownika Zakładu Historii Literatury Polskiej XIX wieku w IFP. W 2009 został opiekunem Koła Naukowego Doktorantów „Epicus Furor” na UG. Pełnił funkcję ekspert z ramienia Ministerstwa Edukacji Narodowej w kwestii mianowania i dyplomowania nauczycieli oraz rzeczoznawcy do spraw podręczników przeznaczonych do kształcenia ogólnego w zakresie języka kaszubskiego. Przewodniczył także Kapitule Kociewskiego Pióra, jury Wojewódzkiego Konkursu w Kościerzynie, konkursu Kościerskich Targów Książki Kaszubskiej i Pomorskiej, konkursowi im. R. Landowskiego w Tczewie i Literackiemu Konkursowi im. Drzeżdżona w Wejherowie. W 1986, 1988, 1989, 1997, 2004, 2015 otrzymywał nagrody Rektora UG. W 1998 otrzymał Nagrodę Funduszu Literatury, w 2005 nagrodę Medal Stolema, a w 2007 Nagrodę Literacką i Wydawniczą „Kociewskie Pióro”. Za zasługi na rzecz Kościerzyna został wyróżniony przez władze miasta nagrodą Angelusa (w 2011 i 2015) oraz Nagrodą Burmistrza (w 2011), a w 2015 tytułem honorowego obywatela tego miasta. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1998), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2004).

W 1973 ożenił się z Jolantą Nowak, magister politologii, z zawodu nauczycielką; ma córkę Monikę (ur. 1976). Mieszka w Kościerzynie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Z Mare Tenebrarum na słoneczny Hel. W kręgu myśli bałtycko-pomorskiej Tadeusza Micińskiego. Gdańsk: WM 1987, 304 s.
Przeredagowana wersja pracy doktorskiej.
2. Mitologia słowiańska w literaturze Młodej Polski. Gdańsk: Wydawn. UG 1991, 254 s. Rozpr. i Monogr., 162.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Heroiczna biografia Remusa. W zwierciadle mitu i kaszubskich wierzeń. Gdańsk: Czec 1996, 216 s. Remus.
Dot. bohatera powieści A. Majkowskiego pt. „Żëcé i przigodë Remusa”.
4. Słowiańskie bogi i demony. Z rękopisu Bronisława Trentowskiego. Gdańsk: Marpress 1998, 158 s. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 2007.
Zawartość: Wstęp. – W mitycznym kręgu; Jasła wiary słowiańskiej; Kosmogonia słowiańska; Królestwo niebieskie; Królestwo wodne; Królestwo piekielne; Bohaterzy; Bazyliszek, upiory i czarownice; Święty rok Słowian; Ze słowiańskich obrzędów; Imiona, cyfry, dnie i miesiące; Ptaki, zwierzęta i zioła.
5. W misji Słowa. Twardowski – Pasierb – Damrot – Św. Wojciech. Tydzień Kultury Chrześcijanskiej w Kościerzynie 1994-1998. Pelplin: Bernardinum 1998, 371 s.
Przeredagowane odczyty wygłoszone w ramach Tygodni Kultury Chrześcijańskiej w Kościerzynie w 1994-1998.
Zawartość: Poezja Jana Twardowskiego; „Każdy nowy dzień zaczyna się głęboką nocą”, czyli nieco refleksji o poezji ks. Janusza St. Pasierba; Śląski poeta na Kaszubach, czyli kościerski epizod w biografii ks. Konstantego Damrota; Święty Wojciech w naszej literaturze. Rekonesans; Zamiast zakończenia [dot. tematu rodziny w poezji J. Twardowskiego i J.S. Pasierba].
6. „Miłość jest światłem moich wierszy”. O poezji Małgorzaty Hillar. Tczew: Kociewski Kantor Edytorski 2000, 224 s.
Zawartość: Wstęp. – Cokolwiek biografii; Codzienna swojskość „Glinianego dzbanka”; Od erotyków do poezji macierzyńskiej; Jej osobny świat; Tragedia zmartwychwstania. – Zamiast zakończenia.
7. Zanim skończyło się maskaradą. Ze studiów nad twórczością Tadeusza Micińskiego. Gdańsk: Wydawn. UG 2003, 416 s.
Zawartość: Wstęp. – Komponenty twórczej ewolucji w „Dębach Czarnobylskich”. – Literacka próba refolkloryzacji Zachodniego Pomorza. – Anamnetyczna wyprawa w zapomnienie. – Noc pierwsza i noc ostatnia. – Maskarada z eleuzyńskiego misterium. – Zakończenie.
8. W unii słowa. Heyke, Damrot, Karwatowa, Majkowski, Wyszyński. Pelplin: Bernardinum 2004, 368 s.
Zawartość: Wstęp. – Kaszubska epopeja ks. dr. Leona Heykego; Także o myśli religijnej ks. Konstantego Damrota; Zapomniana pisarka z Kociewia i Kaszub; Pisarz na wojnie; Kardynała Stefana Wyszyńskiego więzienne impresje.
9. Śląski poeta na Kaszubach. Ks. Konstanty Damrot (1870-1884). Pelplin: Bernardinum 2011, 387 s.
10. Z literatury Młodokaszubów. Aleksander Majkowski. Studia i szkice. Pelplin: Wydawn. Bernardinum 2013, 511 s.
Zawartość: Zamiast wprowadzenia. – Młodokaszubi w Młodej Polsce to bon mot; „Pielgrzymka Wejherowska” z końca wieku XIX; „Pielgrzymki…” Reymonta i Majkowskiego; Wieś kaszubska w „Jak w Koscérznie koscelnygo obrele abo pięć kawalerów a jedno brutka”; Kaszubska wieś w poemacie [Hieronima] Derdowskiego i epopei Majkowskiego; O kościerskiej wsi pod pruskim zaborem; Tak mówiono w okolicach Kościerzyny w połowie XIX wieku; Rodzina u Derdowskiego i Majkowskiego; Literackie zainteresowanie Słowińcami; Ballada i kaszubskie obrazki; Baśń Wdzydz; Cokolwiek o Kaszubach wedle „Życia i przygód Remusa”; Sobótkowe „ścinanie kani”; Kaszubska puszcza; Kulinaria; Mit celtycki w kaszubskiej powieści; Pisarz na wojnie [zob. poz. 8]; Niemcy z wojennych przeżyć i literackiej fikcji; Próba historyczno-mitycznego dramatu; Od poematu do dramatu. – Gwoli zakończenia: czyli kaszubskie „lektury obowiązkowe” w szkołach (postulaty). – Aneks [zawierający mało znane lub niepublikowane utwory A. Majkowskiego].
11. W romantycznym kręgu słowiańskich wierzeń. Trentowski, Mickiewicz, Słowacki, Budzyński, Kraszewski. Gdańsk: Wydawn. UG 2014, 327 s.
12. Publicystyka Stanisława Przybyszewskiego w Wolnym Mieście Gdańsku. Gdańsk: Wydawn. UG 2015, 390 s.
13. Z lirycznej i epickiej twórczości Leona Heykego. Bolszewo: Bibl. Publiczna Gminy Wejherowo im. A. Labudy; Wejherowo: Gmina Wejherowo 2015, 183 s. Biblioteczka Gm. Wejherowo, 29.
14. (Za)poznawanie Żeromskiego. [Monografia]. Gdańsk: Wydawn. UGdańskiego, 2017, 315 s.

Rozprawy, artykuły i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Od tragedii Winety do dramatów bałtyckich Tadeusza Micińskiego. „Gdań. Zesz. Hum.” 1976 wyd. 1977 nr 23 s. 75-91. – Weneta – między historią a mitem. „Nautologia” 1982 nr 1/4 s. 60-69. – Gdy jeden drugiemu mógł być Przewodnikiem. W kręgu koneksji i twórczych poszukiwań Mariusza Zaruskiego. „Nautologia” 1985 nr 4 s. 22-31. – Baśń. „Okolice” 1986 nr 3-6 s. 73-79. – Gotycyzm i gotycka powieść. „Okolice” 1986 nr 7-9 s. 52-60. – Kluczem słowa do świata poezji [M. Obarskiego]. „Okolice” 1986 nr 7-9 s. 32-46. – Nie tylko o „Pieśniach Osjana”. „Okolice” 1986 nr 10-12 s. 60-69. – Ewolucja bohatera „dramatów bałtyckich” Tadeusza Micińskiego. „Zesz. Nauk. Wydz. Hum. UG. Pr. Hist.-lit.” 1987 nr 12/13 s. 155-164. – Legenda. „Okolice” 1987 nr 5 s. 89-97. – Lucyferyczna kreacja bohatera „Nocy” Tadeusza Micińskiego. „Gdań. Zesz. Hum.” 1983 wyd. 1987 nr 30 s. 49-73. – Rzeźbiąc w „żywych kamieniach” słów. „Zesz. Nauk. Wydz. Hum. UG. Pr. Hist.-lit.” 1987 nr 14 s. 89-101 [dot. W. Berent: Żywe kamienie]. – Twoja pamięć rzeka ciemna. „Okolice” 1987 nr 7-8 s. 25-33 [dot. twórczości T. Chudego]. – Eleuzyńskie misteria. „Okolice” 1988 nr 5-6 s. 98-107. – W kręgu rozważań o literackiej przestrzeni. „Okolice” 1988 nr 1 s. 72-80. – Poprzedniczka „Starej baśni”. „Ruch Lit.” 1990 z. 1 s. 35-47 [dot. W. Budzyński: Lechia w IX wieku]. – Szkic bibliografii Jana Kasprowicza. Wybrane zagadnienia. „Rocz. Kasprowiczowski” 1990 s. 196-222. – Aleksandra Majkowskiego młodopolskie peregrynacje i twórcze fascynacje. W: Życie i twórczość Aleksandra Majkowskiego. Wejherowo 1997 s. 69-105. – Jeszcze w rękopisie, a już znany, czyli historia pewnego plagiatu. „Ruch Filoz.” 1998 nr 1 s. 65-81, przedr. pt. Prawda po latach odkryta. W: Szkice literackie i językoznawcze. Słupsk 1999 s. 83-96 [dot. plagiatu dokonanego przez J. Szyca z wypisów B. Trentowskiego do „Słownika języka polskiego” J. Orgelbranda (1861)]. – Mickiewicz – Trentowski. Dyskusje o mitologiach (1-2). „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 1/2; 3 s. 22-36; 23-32. – Bronisław Trentowski o mitologii słowiańskiej w polemice z Mickiewiczem. W: Mickiewiczologia. Tradycje i potrzeby. Słupsk 1999 s. 101-136. – „Dobrogost i Miłosława” [L. Heykego] jako balladowy poemat i jego gdańsko-morskie treści. „Rocz. Gdań.” 1999 z. 2 s. 69-86. – Mickiewicz o pierwotnej religii Słowian w wykładach paryskich. W: Mickiewicz interdyscyplinarny. Słupsk 1999 s. 185-202. – Religia Słowian i Mickiewicz. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 3 s. 34-48. – Można to traktować anegdotycznie, ale coś w tym jest. W: Pieniądz w literaturze i teatrze. Sopot 2000 s. 263-273. – Na przekór czasu odpomniana. „Topos” 2000 nr 2 s. 125-132 [dot. M. Hillar]. – Literatura kaszubska w perspektywie historyka literatury, czyli teraz o literackiej roli bóstw i demonów u Derdowskiego, Majkowskiego, Heykego i Drzeżdżona. W: Badania kaszuboznawcze w XX wieku. Gdańsk 2001 s. 75-100. – Mityczne zaślubiny Wandy z Wisłą w „Legendzie” Stanisława Wyspiańskiego. W: Wyspiański. Siedlce 2001 s. 275-306. – Alkohole młodopolskiego cygana. W: Używki w literaturze. Od Młodej Polski do współczesności. Pelplin 2002 s. 13-31. – Mitologia słowiańska w „Królu-Duchu” Juliusza Słowackiego. W: Juliusz Słowacki. Wyobraźnia i egzystencja. Słupsk 2002 s. 151-184. – „Słowiańskie bogi i demony” z lasu wedle Bronisława Trentowskiego. W: Las w kulturze polskiej. II. Pozn. 2002 s. 585-595. – Zainteresowania Młodej Polski epopeją a „Chłopi” Reymonta. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2002 nr 1 s. 87-109. – Prozatorska twórczość Romana Landowskiego. W: O literaturze Kociewia. Tczew; Pelplin 2003 s. 151-170. – Z literackiej mitologii i demonologii Kaszubów. W: Życie dawnych Pomorzan. II. Bytów; Słupsk 2003 s. 93-110. – Fantasy Andrzeja Sapkowskiego i słowiańska mitologia. W: Tradycja i nowatorstwo w kulturach i literaturach słowiańskich. Szczec. 2004 s. 41-51. – Inferno wojny i bolszewickiego zła w zbiorze opowiadań Eugeniusza Małaczewskiego „Koń na wzgórzu”. „Słupskie Pr. Filol. Ser. Filol. Pol.” 2004 nr 3 s. 139-155. – Mit puszczy w powieściach J.I. Kraszewskiego. W: Las w kulturze polskiej. III. Pozn. 2004 s. 139-154. – Święty Wojciech w naszej literaturze. Rekonesansu ciąg dalszy. W: Nauka społeczna Kościoła, tradycja i kultura a Unia Europejska. Pelplin 2004 s. 127-148. – Micińskiego zawiązki myśli twórczej w „Pierwszej miłości”. W: Pejzaże kultury. Wr. 2005 s. 330-340. – Po „Zbiorze pieśni światowych...” Floriana Ceynowy – rekonesans, „Nasze Pomor.” 2004 wyd. 2005 nr 6 s. 227-247. – Czy ku literackiej legendzie się ma? „Nasze Pomor.” 2006 nr 8 s. 243-253 [dot. J. Drzeżdżona]. – Lęk bohatera „Berlińskiej impresji” Tadeusza Micińskiego. W: Przestrzenie lęku. Słupsk 2006 s. 45-57. – Świat dziecięcych przeżyć Mieczysława w „Królu Duchu” Słowackiego. W: Wyobraźnia Juliusza Słowackiego. Bydg. 2006 s. 145-170. – Tadeusz Miciński o życiu domowym i rodzinnym Mickiewicza... „Pr. Polonist.” Ser. 61: 2006 t. 2 s. 51-73. – Tatrzańskie noce Micińskiego. W: Poezja i astronomia. Tor. 2006 s. 443-458. – Św. Wojciech w naszej literaturze. Podsumowanie rekonesansu. „Teki Gdań.” 2006/2007 t. 8/9 (Suplement) s. 129-137. – Emigracja do kraju ojców. Z biografii Cezarego Baryki. W: Procesy migracyjne w kontekście przemian kulturowo-cywilizacyjnych. Pelplin 2007 s. 55-65. – „Ostatnia przetrwa moja gra łowiecka”. Poetyka lasu w powieści Józefa Weyssenhoffa „Soból i panna”. W: Las w kulturze polskiej. V. Pozn. 2007 s. 287-300. – Psychomachia podmiotu lirycznego w cyklu Leona Heykego „Spiéw miłosny”. W: Leon Heyke – Świętopełk literatury kaszubskiej. Gdańsk; Wejherowo 2007 s. 23-40. – Aleksandra Majkowskiego Pielgrzymka Wejherowska z „końca wieku” XIX. W: Kalwaria Wejherowska. Wejherowo; Słupsk 2008 s. 73-83. – Franciszek Walczowski o słowiańskiej mitologii, nie tylko z korespondencji. „Temat” 2008 nr 11/13 s. 132-140. – Filmowe sekwencje z kanadyjskich Kaszub. W: Dziedzictwo i turystyka w Europie XXI wieku. Gdynia; Lubieszynek 2009 s. 108-118. – Filozoficzna i mityczna baśń Jana Gwalberta Pawlikowskiego „Trygław”. W: Religie i wierzenia w literaturze polskiego modernizmu. T. 2. Tor. 2009 s. 99-118. – Miciński o psychodramie Mickiewicza. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 266-283. – O Przedwiośniu raz jeszcze. W: Modernizm. Zapowiedzi, krystalizacje, kontynuacje. Bydg. 2009 s. 451-469. – Stanisława Lacka odczytanie słowiańskiej myśli Wyspiańskiego w „Legendzie”. W: Stanisława Wyspiańskiego modernizacja wyobraźni zbiorowej. Pozn. 2009 s. 283-298. – Z dawnych wierzeń w scenicznych utworach Jana Karnowskiego. „Nasze Pomor.” 2009 nr 11. –- Z poetyckiego pokłosia dziewięćsetnej rocznicy. „ Język, szkoła, religia” 2009 s. 233-246 [dot. rocznicy śmierci św. Wojciecha]. – From the past, about the present. The Janusz Stanisław Pasierb’s vision of the polish transformation. W: Europe and the world in the face of integration and disintegration processes. Tor. 2010 s. 295-312. – O dwóch słowiańskich boginiach w Młodej Polsce. W: Lingua Terra Cognita. I. Gdańsk 2010 s. 389-402 [dot.: Żywia i Marzanna]. – Opowieść Wacława Berenta o Puszczy. W: Las w kulturze polskiej. VII. Pozn. 2010 s. 171-183. – Zamiast wstępu. W: Konstanty Bączkowski: Gawańdi kociewskie Kubi z Pińczina. Pelplin 2010 s. 5-20. – Wiara słowiańska B. Trentowskiego dla wiedzy o naszym romantyzmie. W: Teka rozmaitości z wieku XIX. Gdańsk 2011 s. 107-116. – Inwolucja słowiańskich wierzeń w „kronikach historycznych” Kraszewskiego. W: Kraszewski i wiek XIX. Białystok 2014 s. 501-519. – Na kaszubski Rok Mrongowiusza i polski Rok Kolberga. „Kościerskie Zesz. Muzealne” 2015 z. 9 s. 116-125. – Wojenne reportaże Micińskiego z roku 1917. „Acta Univ. Wr. Prace Literackie” 2015 nr 55 s. 153-167. – Wypracowania pisane po polsku pod pruskim zaborem na Kaszubach. W: Językowy, literacki i kulturowy obraz Pomorza. T. 2. Gdańsk 2015 s. 390-410. – Aspiracje i dokonania biblioteki w Bolszewie. W: 80 lat książki w Gminie Wejherowo. Bolszewo 2016 s. 47-55. – Młodopolskiej poetki opisanie Kaszub. W: Kanon i obrzeża realizmu. Lubl. 2016 s. 27-44 [dot.: M. Kulikowskiej]. – Od kaszubskich do słowiańskich wierzeń w balladowej epopei Heykego. „Kościerskie Zesz. Muzealne” 2016 z. 10 s. 141-165. – Profesor Gerard Labuda o kaszubskiej mitologii i demonologii. „Kościerskie Zesz. Muzealne” 2016 z. 10 s. 167-174. – Kazimierz Jasnoch. Malarz Kaszubów z Czerska. „Kościerskie Zesz. Muzeal.” 2017 z. 11 s. 171-179.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. E. Salgari: Władca Ognia. [Powieść dla młodzieży]. Tłum. K. Sedlaczek. Oprac. lit.: T. Linkner. Gdańsk: WM 1988, 223 s. Wyd. 2 Gdynia: Małgorzata Marchlewska. Wydawn.; Pelplin: Bernardinum 2001.
2. E. Salgari: Dramat na Oceanie Spokojnym. [Powieść dla młodzieży]. Tłum. J. Birkenmajer. Oprac. lit.: T. Linkner. Gdańsk: WM 1991, 197 s. Przygoda.
3. H. Poświatowska: Pomiędzy miłość i śmierć.... [Wiersze]. Wybór i posł.: T. Linkner. Gdynia: Przedsiębiorstwo Dystrybucji Książek MAG 1994, 136 s. Wyd. 2 pt. „Na krawędzi mijania”. Gdynia: Małgorzata Marchlewska. Wydawn. 1999, 140 s.
4. Anegdoty sławnych ludzi. Zebrał, oprac. i posł. opatrzył T. Linkner. Gdańsk: Marpress 1995, 189 s. Wyd. 2 tamże 2000.
5. Szkice literackie i językoznawcze. Pod red. D. Podlawskiej i T. Linknera. Słupsk: Wydawn. Uczelniane WSP 1999, 257 s. WSP w Słupsku.
6. „Życie i przygody Remusa” Aleksandra Majkowskiego. Powieść regionalna czy arcydzieło europejskie. Referaty z sesji naukowej zorganizowanej przez Katedrę Filologii Polskiej WSP w Słupsku 27-28 V 1998 r. Pod red. T. Linknera. Słupsk: Wydawn. Uczelniane WSP 1999, 187 s. WSP w Słupsku.
7. A. Majkowski: Pamiętnik z wojny europejskiej roku 1914. Z rkpsu odczytał i oprac., wstępem i przyp. opatrzył T. Linkner. Wejherowo: MPiMKP [Muzeum Piśmiennictwa i Muz. Kasz.-Pomor.]; Pelplin: Bernardinum 2000, 503 s. Bibl. Kasz.
8. Kaszubi wobec innych. Ku integracji europejskiej. Referaty z sesji naukowej zorganizowanej przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”. Oddział w Kościerzynie, Starostwo Powiatowe i władze miasta Kościerzyny, 30 listopada 2002 r. Pod red. T. Linknera. Pelplin: Bernardinum 2002, 155 s.
9. Używki w literaturze. Od Młodej Polski do współczesności. T. 2. Pod red. T. Linknera. Pelplin: Bernardinum 2002, 352 s.
10. O literaturze Kociewia. Biesiady Literackie Czarna Woda 1993-2000. Pod red. T. Linknera. Tczew: Kociewski Kantor Edytorski; Pelplin: Bernardinum 2003, 384 s.
11. Nauka społeczna Kościoła, tradycja i kultura a Unia Europejska. Pod red. T. Linknera i A. Modrzejewskiego. Pelplin: Bernardinum 2004, 184 s. [Stow. „Kultura Kociewia” w Starogardzie Gdańskim].
12. „Jan z Zapyziału” i inne opowiadania. (Antologia prozy współczesnej). Wybór, układ i wstęp: T. Linkner. Wejherowo: Muzeum Piśmiennictwa i Muz. Kasz.-Pomor. 2005, 236 s.
13. Wspólnie z Europą. Referaty z sesji naukowej zorganizowanej w Kościerzynie 4 maja 2004. Pod red. T. Linknera. Pelplin: Bernardinum 2005, 49 s.
14. M. Hillar: Utwory zebrane. Oprac. i posł. opatrzył T. Linkner. Starogard Gdański: Stow. Inst. Kociewski 2006, 280 s.
15. M. Szukiewicz: Wspomnienia. Oprac. i wstępem opatrzył T. Linkner. Gdańsk: Wydawn. UG 2007, 207 s.
16. Literackich Biesiad księga wtóra. Czarna Woda 2001-2010. Pod red. T. Linknera. Pelplin: Bernardinum 2011, 408 s.
17. Teka rozmaitości z wieku nie tylko XIX. Prace ofiarowane profesorowi Janowi Dacie z okazji siedemdziesiątej rocznicy urodzin. Pod red. S. Karpowicz-Słowikowskiej i T. Linknera. Gdańsk: Wydawn. UG 2011, 480 s.
18. Znane zapomniane. Z literatury polskiej XIX i XX wieku. Pod red. K. Eremus i T. Linknera. Gdańsk; Sopot: Wydawn. UG 2011, 218 s.
19. Całe miasto dysze oburzeniem... Skandal w literaturze XIX i XX wieku. Pod red. K. Eremus i T. Linknera. Gdańsk: Wydawn. UG 2012, 220 s.
20. Do ostatniego lokaja… W kręgu rodziny i znajomych. Pod red. K. Eremus i T. Linknera. Gdańsk, Sopot: Wydawn. UG 2013, 184 s.
21. Konfrontacje literackie i językowe. Red.: T. Linkner, E. Mendala-Kwoczek, B. Pestka-Grzybowska. Pozn.: Wydawn. Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa 2013, 199 s.
22. „Wszystko lubię to, co pani...”. Literackie portrety amantów i studentów. Pod red. K. Eremus i T. Linknera. Gdańsk: Wydawn. UG 2013, 221 s.
23. W. Janta-Połczyński: Święty Eustachy. Powieść myśliwska. Wspomnienia z życia leśnika z ostatnich lat panowania niemieckiego na Kaszubach. Oprac. i wstępem opatrzył T. Linkner. Pelplin: Bernardinum 2015, 174 s.
24. Paląca ciekawość istoty myślącej. Nauczycielki, guwernantki... i nie tylko. Pod red. T. Linknera i K. Eremus. Gdańsk: Wydawn. UG 2015, 275 s.
25. „Daję przecież cyrograf na duszę”. Mroczne sprawki w literaturze XIX i XX wieku. Pod red. T. Linknera, K. Eremus i E. Kamoli. Gdańsk: Wydawn. UG 2016, 236 s.
26. Młoda Polska w najnowszych badaniach. Pod red. E. Jakiela i T. Linknera. Gdańsk, Sopot: Wydawn. UG 2016, 441 s.
27. Palenie cygar, muzyka, przejażdżki... Czas wolny w literaturze XIX i XX wieku. Pod red. T. Linknera, K. Eremus i E. Kamoli. Gdańsk: Wydawn. UG 2016, 319 s.
28. Z juweniliów Tadeusza Micińskiego. Gdańsk: Wydawn. UG 2016, 327 s.
Zawiera opracowanie krytyczne młodzieńczych utworów T. Micińskiego: Pierwsza miłość; Rubens: Szekspir malarstwa; Berlińska impresja; Przemówienie na wieczorze inauguracyjnym zjednoczenia (młodzieży postępowej w Krakowie); Praca o Adamie Mickiewiczu; Hymn szczęścia; Wiersze.
29. „Podwójny bankrut z ciebie, materialny i moralny”. Smutne oblicze codzienności w literaturze XIX i XX wieku. Pod red.: K. Eremus, E. Kamoli, T. Linknera. Gdańsk: Wydawn. UG 2016 200 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2011, 2013.

Z Mare Tenebrarum na słoneczny Hel

 	M. OBARSKI: Inferno zła. „Pis. Lit.-Artyst.” 1989 nr 3.

Heroiczna biografia Remusa

 	E. PRYCZKOWSKI: „Remus” w świetle mitologii. „Tytuł” 1996 nr 4.
 	T. LIPSKI: Słoneczna melodia kaszubskich mgieł. „Sycyna” 1997 nr 1.
 	Z. ZIELONKA: Największa przygoda kaszubskiej literatury. „Pomerania” 1997 nr 1.

W misji Słowa

 	E. JAKIEL. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 12.

Zanim skończyło się maskaradą

 	E. JAKIEL. „Rocz. Gdań.” 2004 z. 1/2.
 	E. GÓRECKA: Wokół Micińskiego. „Temat” 2005 vol. 3/5.
 	P. SOBOLCZYK. „Ruch Lit.” 2006 z. 1.

Śląski poeta na Kaszubach

 	Z. ZIELONKA: Konstanty Damrot jakiego nie znamy. Pruski urzędnik i polski konspirator. „Śląsk” 2013 nr 1.

Publicystyka Stanisława Przybyszewskiego w Wolnym Mieście Gdańsku

 	H. RATUSZNA: Przybyszewski w Wolnym Mieście Gdańsku. „Litteraria Copernicana”2016 nr 4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3464" title="Joanna OLCZAK-RONIKIER" slug="joanna-olczak-ronikier">ur. 1934

Podpisywała też utwory nazwiskiem: Ronikier.

Dramatopisarka, prozaik, scenarzystka.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM[przypis]Hasło przygotowane bez odpowiedzi Autorki na wysłaną ankietę[/przypis]


Urodzona 12 listopada 1934 w Warszawie; córka Tadeusza Olczaka, geofizyka i geologa, oraz Hanny Mortkowicz-Olczakowej, poetki, prozaika; wnuczka Janiny, autorki książek dla dzieci, tłumaczki, i Jakuba Mortkowiczów, obojga księgarzy i wydawców. W czasie okupacji niemieckiej ukrywała się wraz z matką i babką w Podkowie Leśnej, Żbikówku pod Pruszkowem i Piastowie, a następnie przebywała pod opieką sióstr niepokalanek w Warszawie. Po wojnie zamieszkała w Krakowie. W 1953 rozpoczęła studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na IV roku przerwała naukę i zaangażowała się w prace tworzącej się grupy kabaretowej Piwnica pod Baranami. W 1956 wzięła ślub z Ludwikiem Zimmererem, korespondentem niemieckim i tłumaczem, po czym przeniosła się wraz z mężem do Warszawy. Przez następne lata pisała teksty i piosenki dla Piwnicy pod Baranami. W druku debiutowała w 1966 jako autorka utworu dramatycznego Ja – Napoleon albo o potędze wyobraźni, opublikowanego w „Dialogu” (nr 9). Po rozwodzie osiadła na stałe w Krakowie. W 1981-83 była kierownikiem literackim Teatru Bagatela w Krakowie, a w 1989-98 Teatru Ludowego w Nowej Hucie. Pracowała także jako kierownik produkcji filmów dokumentalnych oraz seriali i filmów fabularnych. W 2002 otrzymała Nagrodę Literacką Nike za opowieść rodzinną W ogrodzie pamięci.

Z pierwszego małżeństwa ma córkę Katarzynę (ur. 1961), dziennikarkę i tłumaczkę. Ponownie wyszła za mąż za Michała Ronikiera, tłumacza, reżysera i producenta filmowego. Mieszka w Krakowie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Ja – Napoleon albo O potędze wyobraźni. Komedia w 3 aktach. „Dialog” 1966 nr 9 s. 13-50. Praprem.: Reż.: A. Szczepkowski. Wwa, T. Dram. 1968.
2. Wystawa ku czci Gabrieli Zapolskiej. [Monodram]. Praprem.: Reż.: M. Stebnicka. Kr., Stary T. im. H. Modrzejewskiej 1977.
3. Z biegiem lat, z biegiem dni… [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: A. Wajda, A. Polony. Kr., Stary T. im. H. Modrzejewskiej 1978; radiowa: Adapt. i reż.: A. Wajda, A. Polony i R. Bobrowska. Radio 1978. Por. poz. 6.
Scenariusz na motywach utworów: M. Bałuckiego, J. Kadena-Bandrowskiego, M. Dąbrowskiej, Z. Kaweckiego, J. A. Kisielewskiego, S. Przybyszewskiego, A. Struga, G. Zapolskiej, T. Boya-Żeleńskiego. – Części: I. Eviva l'arte!; II. Ach! Powietrza! Tchu!; III. Co dalekie było – blisko.
4. Zapolska. [Utwór dramatyczny]. Współaut.: A.J. Dąbrowski. Praprem.: Reż.: A.J. Dąbrowski. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego 1978.
5. Ku czci Ambrożego Grabowskiego [Scenariusz przedstawienia]. Praprem.: Reż.: P. Skrzynecki. Kr., „Piwnica pod Baranami” 1979.
6. Z biegiem lat, z biegiem dni… [Scenariusz serialu telewizyjnego w 8 odcinkach]. Reż.: A. Wajda. TVP 1980. Por. poz. 3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa TVP 2017, 3 dyski optyczne DVD.
7. Piwnica pod Baranami. [Album]. Tekst: J. Olczak-Ronikier. Rys.: K. Madej. Fot.: M. Olewicz. Kr.: [b.w. 1986], 16 s.
Album jubileuszowy wydany z okazji 30 rocznicy powstania kabaretu.
8. Człowiek z marmuru – początek i koniec. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., T. Lud. 1989.
Widowisko teatralne inspirowane filmem A. Wajdy „Człowiek z marmuru”.
9. Piwnica pod Baranami, czyli Koncert ambitnych samouków. Wwa: Tenten 1994, 332 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 1995; [wyd. 3] Wwa: Pruszyński i S-ka 1997, 349 s., [wyd. 4] tamże 2002.
Historia działalności kabaretu Piwnica pod Baranami ze wspomnieniami związanych z nią artystów.
10. Pokochaj mnie… Pierwszy w dziejach serial kabaretowy pod Nieznanym Jeszcze Tytułem. Odcinek pierwszy. Praprem.: Reż.: B. Krasińska. Kr., T. Lud., Scena „Pod Ratuszem” 1996. Por. poz. 11.
11. Nocne tańce Wieczystego. Pierwszy w dziejach serial kabaretowy pod Nieznanym Jeszcze Tytułem. Odcinek drugi. Praprem.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., T. Lud., Scena „Pod Ratuszem” 1997. Por. poz. 10.
12. Piotr. [Biografia]. Współaut.: J. Drużyńska. Kr.: WL 1998, 205 s. [Wyd. 2] tamże 2007.
Dot. P. Skrzyneckiego. – Nagroda lit. im. M. Ginter w 1999.
13. Kredyt i debet. Andrzej Wajda o sobie. Scenariusz filmu dokumentalnego. Reż.: A. Wajda. TVP 1999.
14. W ogrodzie pamięci. Kr.: Znak 2001, 357 s. Dodruk: 2002, 2003, 2004. Wyd. nast..: [wyd. 2] Wwa: Świat Książki 2004; dodruk Kr.: Znak 2007, 2008; wyd. 2 [właśc. 3] Kr.: Znak 2012.
Opowieść o rodzinie Autorki. – Nagroda Lit. Nike w 2002, włoska nagroda Premio Acerbi w 2011.
Przekł.: ang.: In the garden of memory. A family memoir. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. London 2004, – franc.: Dans le jardin de la mémoire. [Przeł.] R. Bourgeois. Montricher 2005, – hebr.: B-gan ha-ziykarŵn. [Przeł.] U. Freidkin. Tel-'Abiyb 2012, – niderl.: In de tuin van het geheugen. [Przeł.] E. Hart. Breda 2004, – niem.: Im Garten der Erinnerung. Eine europäische Jahrhundertfamilie. [Przeł.] K. Wolff. Berlin 2006, wyd. 2 tamże 2007, – ros.: V sadu pamâti. [Przeł.] E.S. Tverdislova. Moskva 2006, – serb.: U vrtu secanja. [Przeł.:] M. Duškov, O. Duškov. Beograd 2007, – szwedz.: I minnets trädgård. [Przeł.] I. Grönberg. Stockholm 2008, wyd. nast. jako dokument dźwiękowy: Czyta B. Örnehed. Enskede 2009, 1 płyta CD, – włos.: Nel giardino della memoria. [Przeł.] S. De Fanti. Udine 2009.
15. Korczak. Próba biografii. Wwa: W.A.B. 2011, 478 s. Fortuna i Fatum. Wyd. nast. Wwa: PWN 2012. Wielkie Biografie.
Nagroda Klio w kategorii varsaviana przyznana przez Porozumienie Wydawców Książki Hist. w 2011; Nagroda im. J. Turowicza w 2013.
Przekł.: bułg.: Korčak. Opit za biografiâ. [Przeł.] O. Genčeva. Sofiâ 2013, – hebr.: Ḳorts'aḳ. Nisayon le-biyografyah. [Przeł.] M. Borenshṭain. Yehuda 2013, – ros.: Korčak. Opyt biografii. [Przeł.] A. Fruman. Moskva 2015, – ukr.: Ânuš Korčak. Storinkami biografiĭ. [Przeł.] A. Pavlišin. Kiïv 2012.
16. Wtedy. O powojennym Krakowie. Kr.: Znak 2015, 345 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2016.
Adaptacje
1. H. Mniszkówna: Trędowata. Wyst.: Reż.: M. Prus. Kalisz, T. im. W. Bogusławskiego 1970.
2. A. Mickiewicz: Kurhanek Maryli. Scenariusz i układ tekstu: J. Olczak-Ronikier, K. Wiśniak. Wyst.: Reż.: E. Lassek. Kr., T. Bagatela im. T. Boya-Żeleńskiego 1981.
3. J. Korczak: Król Maciuś I. Wyst.: Reż.: R. Olesiński. Kr., T. Bagatela im. T. Boya-Żeleńskiego 1982.
4. B. Prus: Emancypantki. Adapt. pt. Szaleństwa panny Magdaleny. Adapt.: J. Olczak-Ronikier, W. Nurkowski. Wyst.: Reż.: W. Nurkowski. Kr., T. Bagatela im. T. Boya-Żeleńskiego 1983.
5. F. Chase: Umarli milczą. Tłum. Z. Dudzińska. Wyst.: Reż.: M. Kulesza. Radio 1989.
6. H.Ch. Andersen: Królowa Śniegu. Tłum. S. Beylin. Adapt.: J. Olczak-Ronikier, W. Nurkowski. Wyst.: Reż.: W. Nurkowski. Kr., T. Lud. 1990.
Praca redakcyjna
1. Na rynku w Krakowie, czyli o sprawach ważnych i mniej ważnych, które się tu wydarzyły w latach 1257-1939. Wybrała i oprac.: J. Ronikier. Kr.: WL 1978, 148 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Autor o sobie

 	Umowa z Bogiem. „Dz. Pol.” 1996 nr 262.
 	Wywiady: Zimne koty tańczą w Piwnicy trzęsiono-bujanego. Rozm. A. Traczewska. „Szkice” 1992 nr 1; W piwnicznej ciżbie. Rozm. S. Mancewicz. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 136; Głowa do góry. Rozm. J. Strzałka. „Przekrój” 2001 nr 51/52 [dot.: W ogrodzie pamięci]; Kraków daje mi poczucie trwałości. Rozm. P. Szewc. „Nowe Książ.” 2001 nr 11; Łagodnieję z biegiem lat. Rozm. K.T. Nowak. „Twój Styl” 2001 nr 12; Dzieło w toku. Rozm. T. Fiałkowski „Tyg. Powsz.” 2002 nr 38; Spacer po ogrodzie pamięci. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2003 nr 126 [dot. W ogrodzie pamięci]; Nie opowiadaj głupstw, doktorku. Rozm. A. Bikont. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 137 dod. „Książki” nr 1 [dot.: Korczak]; Pusty pociąg „Korczak”. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 160; Idź, Doktoru, z mojego domu. Rozm. J. Mikołajewski. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 125; Wywoływanie duchów. Rozm. A. Kuźniak. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 296 [dot.: Wtedy].

Ogólne

 	M. KRYTOWSKA: Bio(geo)grafia kobieca. Przestrzenny wymiar doświadczenia. „Autobiografia” 2016 nr 2 [dot. też: E. Kuryluk, A. Tuszyńska].

Ja – Napoleon albo O potędze wyobraźni

 	[W. NATANSON] W.N.: Rozmowa z lalką. „Teatr” 1968 nr 8.
 	[A. WRÓBLEWSKI] A.W.: Przyjęcie u Ludwików. „Panorama Północy” 1968 nr 13.
 	[E. ŻMUDZKA] (EL.ŻM.) Ja – Napoleon. „Zwierciadło” 1968 nr 10.

Wystawa ku czci Gabryeli Zapolskiej

 	J. BOBER: Sceny i scenki Pani Gabrieli. „Gaz. Południowa” 1977 nr 34.
 	J. KUNA: Listy strasznej babuni. „Dz. Pol.” 1977 nr 32.
 	J. OPALSKI: Zapolska! „Teatr” 1977 nr 14.
 	M. SZYBIST: Wystawa ku czci… „Echo Kr.” 1977 nr 66.

Z biegiem lat, z biegiem dni…

 	B. BELUSIAK: Cyganeria i mydlarze. „Razem” 1978 nr 23.
 	M. FIK: Cały Kraków spokrewniony. „Polityka” 1978 nr 15.
 	A. HAUSBRANDT: Spektakle-maratony. „Widnokręgi” 1978 nr 8.
 	B. HENKEL: Co dalekie – blisko. „Sztand. Młodych” 1978 nr 83.
 	Z. JASTRZĘBSKA: Eviva l'arte! Niech żyje sztuka!. „Filipinka” 1978 nr 11.
 	J. KONIECPOLSKI: Gestem! „Student” 1978 nr 25/26.
 	A. MAŁACHOWSKI. „Kultura” 1978 nr 16.
 	B. MAMOŃ. „Tyg. Powsz.” 1978 nr 16.
 	B. OSTERLOFF: Saga spod Wawelu. „Teatr” 1978 nr 12.
 	K. PLEŚNIAROWICZ: Andrzeja Wajdy „Teatr Nieustający”. „Dz. Pol.” 1978 nr 78.
 	B. ROMANOWICZ: Na trzy wieczory, albo jedną noc. „Życie Warszawy” 1978 nr 89.
 	M. SIENKIEWICZ: Jedna noc, albo trzy wieczory. „Kultura” 1978 nr 20.
 	M. SZYBIST. „Echo Kr.” 1978 nr 81.
 	R. SZYDŁOWSKI: Stary Kraków na scenie „Tryb. Ludu” 1978 nr 88.
 	E. WYSIŃSKA: Krakowska saga rodzinno-teatralna. „Dialog” 1978 nr 6.
 	J. BOBER: Pospolitość niepospolita? „Gaz. Południowa” 1979 nr 104.
 	J. KŁOSSOWICZ: Że też im się chciało… „Literatura” 1979 nr 3.
 	H. KUBICKI. „Tryb. Nadodrzańska” 1979 nr 67.
 	M. JODŁOWSKI: Czas jako bohater. „Opole” 1979 nr 6.
 	A. SOBAŃSKA. „Zwierciadło” 1979 nr 4.
 	T. SOBOLEWSKI: Wajda i moderna. „Film” 1979 nr 37.
 	K. WOLICKI: Coś nowego w teatrze. „Dialog” 1979 nr 3.

Człowiek z marmuru – początek i koniec

 	W. CYBULSKI: Marmur i cegła. „Film” 1990 nr 11.
 	L. CZAPLIŃSKI: Upiory w muzeum rewolucji. „Wprost” 1990 nr 19.
 	K. GACEK: Teatr to jest życie. (Pewien spektakl w Nowej Hucie). „Tryb. Ludu” 1990 nr 5.
 	K. KANIA: Początek i koniec epoki. „Sł. Powsz.” 1990 nr 100.
 	J. SIERADZKI: Nasze małe apokalipsy. „Polityka” 1990 nr 6.
 	B. WINNICKA: Obcas propagandy. „Życie Lit.” 1990 nr 1.
 	L. WÓJCIK: Na miarę czasów. „Teatr” 1990 nr 3.

Piwnica pod Baranami czyli Koncert ambitnych samouków

 	E. BANIEWICZ: „Ta nasza młodość co z czasu drwi...”. „Twórczość” 1994 nr 10.
 	J. DRZEWUCKI: Okolicznościowa laurka. „Rzeczpospolita” 1994 nr 120.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Pomniki Krakowa. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 23.
 	R.M. GROŃSKI: W Piwnicznej izbie. „Polityka” 1994 nr 25.
 	J. JAREMOWICZ: Księga Piwnicy. „Nowe Książ.” 1994 nr 9.
 	K. MASŁOŃ: Wzrusza, bawi i ośmiela. „Rzeczpospolita” 1994 nr 120.
 	K. PIECHOWICZ: Przychodzimy, odchodzimy. „Życie Warsz.” 1994 dod. „Ex Libris” nr 54.
 	M. ROSTWOROWSKI: „To nie mrówki wyszły na ludzi”. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 31.
 	M. WYKA: Koncert ambitnych samouków. „Dekada Lit.” 1994 nr 14/15.
 	M. ZIELIŃSKA: Dezyderata. „Teatr” 1994 nr 7/8.
 	L. ŻULIŃSKI: Z piwnicznej izby. „Wiad. Kult.” 1994 nr 5.
 	S. SALMONOWICZ: „Piwnica pod Baranami”, czyli w poszukiwaniu utraconego czasu. „PAL Prz. Art.-Lit.” 1995 nr 1/2.
 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Portret i elegie. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 51/52.

Pokochaj mnie…

 	Ł. DREWNIAK: Pokochaj mnie. „Didaskalia” 1996 nr 1.
 	M. TOPOREK: Pokochaj mnie... maszkaronie. „Trybuna” 1996 nr 62.

Piotr

 	[T. FIJAŁKOWSKI] LEKTOR: Portret. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 50.
 	H. BALTYN: Pan Piotr. „Nowe Książ.” 1999 nr 3.
 	J. KOTT: Peter Pan krakowskiej Piwnicy. „Rzeczpospolita” 1999 nr 67.
 	H. ZAWORSKA: Zabawa jako ratunek. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 15.
 	M. ZIELIŃSKA: Piotr Pan. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 10.

W ogrodzie pamięci

 	M. BARANOWSKA: Rodzina. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 224.
 	T. FIAŁKOWSKI: Powieść prawdziwa. „Tyg. Powsz.” 2001 nr 45.
 	H. ZAWORSKA: Radość i ból wspominania. „Nowe Książ.” 2001 nr 11.
 	T. FIAŁKOWSKI: Pamięć i talent. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 41.
 	J. JEDLICKI: Ród. „Zesz. Lit.” 2002 nr 1.
 	T. MECHTENBERG: „Ein Glück, dass wir alle diese Bedrohungen überlebt haben”. „Zbliżenia Polska-Niemcy” 2002 nr 1.
 	W. WŁADYKA: Przywrócona pamięć. „Res Publica Nowa” 2002 nr 1.
 	M. BRZÓSTOWICZ: Uchylić drzwi do przeszłości. „Polonistyka” 2003 nr 5.
 	K. KOŹNIEWSKI: W czarnym lesie pamięci. „Myśl Socjaldemokratyczna” 2003 nr 1.
 	K. KRALKOWSKA-GĄTKOWSKA: Duma i wstyd. „Śląsk” 2003 nr 8.
 	S. LEWIN: Jeżeli nie ty, to kto? Jeżeli nie teraz, to kiedy? „Znak” 2003 nr 9.
 	A. ZAMOYSKI: In the garden of memory, by Joanna Olczak-Ronikier. „The Spectator”, Londyn 2005 nr 9205, przekł. pol.: Dzieje pewnej rodziny. „Forum” 2005 nr 4.

Korczak. Próba biografii

 	A. BIKONT. „Zesz. Lit.” 2011 nr 1.
 	I. GRUDZIŃSKA-GROSS: Rentgen nie zna litości. „Książki” 2011 nr 1.
 	J. KLECHTA. „Prz. Powsz.” 2011 nr 11.
 	J. LEOCIAK: Człowiek, który przemawiał do wszy. Korczak: legenda ożywa. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 20.
 	I. NYC: Obsesje i lęki bohatera. „Wprost” 2011 nr 15.
 	J. SOBOLEWSKA: Za murem. „Polityka” 2011 nr 24.
 	E. SZYBOWICZ: Zapomnij o świętym Korczaku [on-line] dwutygodnik.com 2011 nr 59 [dostęp 3 lutego 2014]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/2321-zapomnij-o-swietym-korczaku.html.
 	J. TOKARSKA-BAKIR: Korczaka portret niesentymentalny. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 148.
 	K. WALEWSKA: „Korczak”. Próba recenzji. „Nowe Książ.” 2011 nr 11.
 	A. WITKOWSKA: Biografia spełniona. „Cwisz[y]n” 2011 nr 4.
 	A. KOLA: Korczak odczytany na nowo. „Pr. Socjalna” 2012 nr 2.
 	B. ROGATKO: O Korczaku w cieniu Zagłady. „Kraków” 2012 nr 2.
 	Zob. też Wywiady.

Wtedy

 	B. CHOMĄTOWSKA: Spotkanie z sobą. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 47.
 	T. FIJAŁKOWSKI: Niekończąca się opowieść. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 280.
 	B. KASPRZYK: Historia rodziny z książką w tle. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.
 	Zob. też Wywiady.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3468" title="Zbigniew CHAŁKO" slug="zbigniew-chalko">1921-1994

Poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 kwietnia 1921 w Warszawie; syn Antoniego Chałki, farmaceuty, i Janiny z Konarskich, urzędniczki pocztowej; siostrzeniec poety Feliksa Konarskiego (pseud. Ref-Ren). Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum Męskiego im. T. Rejtana w Warszawie, które ukończył w 1939. Według różnych źródeł debiutował jako poeta w 1937 wierszem ogłoszonym w „Dzienniku Warszawskim” lub w 1939 [?] felietonem w dzienniku „ABC”. W sierpniu 1939 rozpoczął turnus w Junackich Hufcach Pracy pod Augustowem jako starszy junak z cenzusem, po czym został przyjęty na Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy Piechoty w Lidzie. 3 września 1939 został wcielony do Batalionu Obrony Narodowej w Wilnie. Po wycofaniu oddziałów polskich z Wilna do Grodna, uczestniczył w obronie tego miasta przed Armią Czerwoną. Ranny w walkach na linii Niemna, przebywał w szpitalu w Grodnie, skąd uciekł, unikając aresztowania przez władze sowieckie. Następnie odbywał rekonwalescencję u rodziny w okolicach Augustowa. Po nieudanej próbie przedostania się na Węgry, w początkach grudnia 1939 powrócił do Warszawy. Tu w czasie okupacji niemieckiej studiował polonistykę na tajnym Uniwersytecie Warszawskim i jednocześnie uczestniczył w działalności konspiracyjnej, początkowo w ramach przeorganizowanego na czas wojny pod nazwą „Szaniec” Obozu Narodowo-Radykalnego (pseud. konspiracyjny: Dan), a od września 1942 w szeregach Armii Krajowej (pseud. konspiracyjny: Cyganiewicz). Przed wybuchem powstania warszawskiego został mianowany dowódcą drużyny i otrzymał stopień kaprala podchorążego. W powstaniu walczył najpierw na Woli, później jako zastępca dowódcy plutonu 101. kompanii batalionu AK „Bończa” na Starym Mieście, skąd jego oddział wycofywał się kanałami jako jeden z ostatnich. W czasie walk o Starówkę pisał wiersze, które krążyły w ustnych przekazach wśród powstańców, a wydane zostały dopiero w wiele lat później. Po ewakuacji ze Starego Miasta brał udział w obronie Powiśla, a następnie w walkach w Śródmieściu Północnym. Został odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy. Po upadku powstania dostał się do niewoli, przebywał w Stalagu XI-B Fallingbostel, następnie w Blankenburgu, skąd w grudniu 1944 zbiegł. Ujęty przez policję niemiecką został osadzony w więzieniu w Dreźnie, a następnie w Stalagu IV-B Mühlberg. Po uwolnieniu w maju 1945 dotarł przez Francję do Włoch i wstąpił do 2. Korpusu Polskiego na Zachodzie, z którym w 1946 został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Po demobilizacji w 1947 zdecydował się pozostać na emigracji. Podjął twórczość poetycką; w 1950 ogłosił po długiej przerwie wiersz pt. Ośmiornica w londyńskim tygodniku „Życie” (nr 42), w którym publikował do 1952. Nadto ogłaszał utwory poetyckie w „Wiadomościach” (Londyn, 1951-59, 1964, 1969, 1973). W 1951 wraz z rodziną przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i osiadł na stałe w Chicago. Początkowo pracował w stalowni, będąc jednocześnie aktywnym dziennikarzem, m.in. komentatorem w lokalnej polskiej rozgłośni radiowej. Po pewnym czasie uzyskał etat w redakcji „Dziennika Chicagoskiego”, gdzie drukował felietony i artykuły publicystyczne. Kontynuował twórczość poetycką, publikując m.in. w „Ogniwie” (Nowy Jork, 1959) i „Merkuriuszu Polskim” (Londyn, 1961); tłumaczył też poezję brytyjską i amerykańską. Od 1971 współredagował i wydawał tygodnik „Polonia”; tu też do 1976 drukował wiersze i fragmenty prozy. Przez siedem lat współpracował jako publicysta z chicagowskim „Dziennikiem Związkowym” (tu m.in. ogłaszał cykl felietonów pt. Kolce na kaktusie). Był animatorem polskiego życia kulturalnego w Chicago, organizował m.in. „żywe dzienniki literackie”, współtworzył Koło Byłych Żołnierzy AK oraz Klub Przyjaciół Warszawy, założył też Chicagowski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. W 1976 otrzymał złoty medal Grona Przyjaciół Poezji Polskiej w Detroit z okazji 200-lecia Stanów Zjednoczonych i Olimpiady w Montrealu. Utwory poetyckie publikował w licznych czasopismach, m.in. „Na Antenie” (Londyn, 1972), w dodatkach „Nowego Dziennika” (Nowy Jork): „Tydzień Polski” (1976) i „Przegląd Polski” (1988, 1994-95), w „Gwieździe Polarnej” (Stevens Point, 1976-94, z przerwami), „Pomoście” (Chicago, 1982), „Listach do Polaków” (New Britain, 1980, 1982, 1984), „Tatrzańskim Orle” (Passaic, 1982, 1984), „Głosie Polskim” (Toronto, 1986). Odznaczony przez Rząd RP na Uchodźstwie Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta oraz Warszawskim Krzyżem Armii Krajowej.

W 1947 ożenił się z Władysławą Wróblewską, majorem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (w szeregach Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet 2. Korpusu Polskiego), później urzędniczką; miał syna Krzysztofa (ur. 1948). Zmarł 9 kwietnia 1994 w Chicago; prochy złożono 3 sierpnia 1994 w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Poezje. Chicago 1950.
Maszynopis w Bibl. Pol. w Londynie.
2. Jaworowe niebo. [Wiersze]. Londyn: Ofic. Poetów i Malarzy 1962, 78 s.
3. Strofy staromiejskie i wiersze inne. Wyboru dokonał i przedm. napisał E. Dusza. Nowy Jork: A. Poray 1977, 114 s.
4. Dziennik jeniecki. Od upadku Powstania Warszawskiego do kapitulacji Niemiec i wolności. 5.X.1944-21.V.1945. Chicago: [Nakł. żony] 1995, 125 s.
5. Zwyczajna wierność. [Wiersze]. Wybór, oprac. i posł.: B. Urbankowski. Wwa: Ibis 1996, 80 s.
6. Dłoń pełna snów. Wiersze zebrane. Zebrał, oprac. i posł. opatrzył B. Wróblewski. Lubl.: Test 1997, 238 s.
7. Śpiew z barykad. [Wiersze]. Wstęp: A.K. Kunert. Wwa: Askon 1999, 57 s.

Przekł. ang. wierszy Z.Ch. w antologii: Poets of Warsaw aflame. [Oprac.:] E.L. Dusza. Madison, Wisconsin 1977, wyd. 2. London 1978.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf. rodziny 2008.

Ogólne

K. WIERZYŃSKI: Z.Ch. Chicagowski poeta. „Merk. Pol.”, Londyn 1961 nr 6/7.

K. WIERZYŃSKI: Z. Ch. „Wiadomości”, Londyn 1966 nr 6, przedr. w tegoż: Portrety i szkice literackie. Wwa 1990.

E.L. DUSZA: Poeta, któremu nie wolno zamilknąć. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1973 nr 182.

E.L. DUSZA: Z.Ch. „Gwiazda Polarna”, Stevens Point 1976 nr 25.

E.L. DUSZA: Bard Warszawski. „Listy do Polaków”, New Britain 1977 z VII, przedr. w: „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1978 nr 374 dod. „Tydz. Pol.”; „Gaz. Niedz.”, Londyn 1981 nr 22.

E.L. DUSZA: Warszawski liryk z Chicago. „Wiadomości”, Londyn 1977 nr 19; przedr. w: „Gwiazda Polarna”, Stevens Point 1982 nr 44; przekł. ang.: Varsovian lyric from Chicago. „Gwiazda Polarna”, Stevens Point 1977 nr 10-13.

M.P. KRZYŻANOWSKI: Warszawski liryk z Chicago. „Listy do Polaków”, New Britain 1978 z IV.

T. TERLECKI: Żywe ogniwa. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1978 nr 378 dod. „Tydz. Pol.”.

Z. LICHNIAK: Z różnych kontynentów: Andrzej Chciuk, Z.Ch., Wawrzyniec Czereśniewski i inni. W tegoż: Mój skorowidz poezji polskiej na emigracji. Wwa 1989.

R. NOWOTARSKA: Słowo na sercu. „Gwiazda Polarna”, Stevens Point 1994 nr 36.

R. NOWOTARSKA: Powrót poety. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1995 nr z 5 I dod. „Prz. Pol.”.

B. WRÓBLEWSKI: Kolumb zapomniany? „Prz. Powsz.” 1996 nr 7/8.

B. WRÓBLEWSKI: Z.Ch. „Akcent” 1996 nr 3.

R. NOWOTARSKA: Słowo na sercu. Z.Ch. (1921-1996) [!]. „Arch. Emigracji” 1998 z. 1.

R. NOWOTARSKA: Przywołanie przeszłości. „Dz. Związk.”, Chicago 2000 nr z 7/9 IV.

B. URBANKOWSKI: Zwyczajna wierność. „Gaz. Pol.” 2007 nr 33.

Jaworowe niebo 

Z. KOZARYNOWA: Głos poety. „Wiadomości”, Londyn 1963 nr 5.

Strofy staromiejskie i wiersze inne 

A. FRAJLICH-ZAJĄC. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 1978 nr 399 dod. „Tydz. Pol.”.

T. NOWAKOWSKI: Warszawianin z Chicago. „Wiadomości”, Londyn 1978 nr 37/38.

Dziennik jeniecki 

C. CHLEBOWSKI: Odrabianie zaległości. „Tyg. Solidarność” 1996 nr 34 [dot. też: A.F. Baran: Pseudonim „Zapora”].

Dłoń pełna snów

DRZEWUCKI: Or-Ot powstania warszawskiego. „Rzeczpospolita” 1998 nr 11.

H. KOZAK: Powrót poety. „Akcent” 1998 nr 1/2.

A. ROGALA: „Dłoń pełna snów”. „Twórczość” 1998 nr 8.

W. ZALEWSKI: Księga powrotów. „Więź” 1999 nr 5.

Śpiew z barykad 

C. CHLEBOWSKI: Zbycha rymy sieroce. „Tyg. Solidarność” 1999 nr 51.

E. SUŁKOWSKA-BIEREZIN: Dotknięty bezradnością. „Dz. Związk.”, Chicago 2000 nr z 7/9 IV dod. „Kult. i Rozrywka”.</document>
<document nplp_id="3471" title="Krzysztof ĆWIKLIŃSKI" slug="krzysztof-cwiklinski">ur. 1960

Pseud.: Adrian Chodowiecki; (K.C.); Małgorzata Vogt; Marek Jaklicz; Paweł Sarcewicz.

Poeta, historyk literatury, krytyk literacki
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 6 października 1960 w Ciechocinku; syn Ryszarda Jerzego Ćwiklińskiego, technika fizykoterapii, i Barbary z Ostrowskich, urzędniczki. Do szkół uczęszczał w Ciechocinku – od 1975 do Liceum Ogólnokształcącego im. S. Staszica, w którym w 1979 zdał egzamin maturalny. Następnie podjął studia polonistyczne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. Debiutował w 1979 jako poeta wierszami Według Filipa von Hohenheim, Na przykład Fryderyk oraz [inc.:] Alonso Perez książę de Medina-Sidonia…, ogłoszonymi w tygodniku „Czas” (nr 8) oraz jako krytyk literacki recenzją tomu Miodopój. Wybór wierszy irlandzkich VI-XIII w., zatytułowaną Poezja starej Irlandii, opublikowaną w tygodniku „Za i Przeciw” (nr 38). Wiersze, artykuły i recenzje literackie oraz przekłady z literatury niemieckiej i rosyjskiej ogłaszał w następnych latach m.in. w „Za i Przeciw” (1979-80, 1983; tu m.in. recenzje podp. krypt. K.C.), „Integracjach” (1982-83, 1985), „Tu i Teraz” (1983-85), „Faktach” (1983-86), „Słowie Powszechnym” (1983-84, 1986), „Nurcie” (1984-86, 1988), „Kierunkach” (1985-87; tu m.in. pod pseud. Adrian Chodowiecki), „Tygodniku Powszechnym” (1986-87, 2010-11), „Morzu i Ziemi” (1986-88) oraz „Twórczości” (1986-87, 1989, 1995-96, 2005-08, 2011). Publikował też w lokalnych czasopismach pomorskich, m.in. w „Warmii i Mazurach” (1983, 1985), „Posłańcu Warmińskim” (1987), „Toruńskim Informatorze Kulturalnym” (1988-89), „Masce Toruńskiej” (1990), „Expresie Bydgoskim” (1993). W 1985 uzyskał magisterium na UMK i w roku szkolnym 1985/86 pracował jako nauczyciel języka polskiego w Zespole Szkół Zawodowych im. Majora H. Dobrzańskiego „Hubala” w Aleksandrowie Kujawskim. Z początkiem roku akademickiego 1986/87 został zatrudniony na stanowisku asystenta, później – starszego asystenta (z roczną przerwą na odbycie służby wojskowej) w Zakładzie Literatury Młodej Polski i Dwudziestolecia Międzywojennego w Instytucie Filologii Polskiej UMK (później Instytucie Literatury Polskiej); współpracował także z tamtejszą Pracownią Badań Emigracji. Jednocześnie w 1988-90 uczył języka polskiego w III Liceum Ogólnokształcącym im. S.B. Lindego w Toruniu. W 1987 został członkiem Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza (w 2006-10 wiceprezes Zarządu Oddziału w Toruniu), w 1988 – Towarzystwa Naukowego w Toruniu, a w 1989 – SPP (tu początkowo członek Komisji Młodzieżowej Zarządu Głównego, w 2008-11 prezes Zarządu Oddziału w Toruniu oraz członek Zarządu Głównego, po rozwiązaniu oddziału w Toruniu od 2011 członek Oddziału SPP w Gdańsku). W 1989 otrzymał Nagrodę Młodych im. W. Pietrzaka. Luźno współpracował z ogólnokrajowym Polskim Radiem oraz z Radiem Pomorza i Kujaw, a także Radiem Wolna Europa, ogłaszając na antenie wiersze i felietony radiowe. W 1990 jako stypendysta Ministerstwa Nauki Rządu Federalnego Republiki Austrii odbywał studia w Instytucie Slawistyki Uniwersytetu Wiedeńskiego. W 1992 był współzałożycielem „PAL-u Przeglądu Artystyczno-Literackiego” i do 1997 wchodził w skład kolegium redakcyjnego tego miesięcznika; tu też w 1992-2002 (z przerwami) publikował liczne teksty (także pod pseud. Małgorzata Vogt i Paweł Sarcewicz). Rozwijając twórczość literacką i krytyczną, ogłaszał wiersze, przekłady poetyckie, artykuły i recenzje w wielu czasopismach m.in. w „Odrze” (1992-95, 1997, 2010, 2017), „Akcencie” (1992, 1994, 1998), „Kwartalniku Artystycznym” (1994-95, 1998-99), „Borussii” (1995-2005, z przerwami), „Nowych Książkach” (1996-2001, 2010), nadto w londyńskim „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” i jego dodatku „Tydzień Polski” (1999-2000, 2002, pod pseud. Marek Jaklicz) oraz nowojorskim „Przeglądzie Polskim” (dodatku społeczno-kulturalnym „Nowego Dziennika”; 2000-2010 z przerwami). W 1996 doktoryzował się na Wydziale Humanistycznym UMK w Toruniu na podstawie rozprawy Gatunki paraliterackie w twórczości Andrzeja Bobkowskiego (promotor prof. Janusz Kryszak), po czym otrzymał stanowisko adiunkta. W 1996 był na stypendiach naukowych w Bibliotece Polskiej w Paryżu, a w 1997 – w Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym. W 1999 został członkiem Towarzystwa Literackiego im. T. Parnickiego, a w 2000 – członkiem Toruńskiej Konfraterni Artystów. W 2000 zrealizował dwa wyjazdy naukowe: do Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie oraz Uniwersytetu im. J. Pannoniusa w Pescu na Węgrzech. W tym samym roku za badania nad polską literaturą emigracyjną otrzymał Nagrodę Literacką im. T. Sułkowskiego, przyznawaną przez londyńską Oficynę Poetów i Malarzy. W 2001-14 wchodził w skład Kapituły Nagrody Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. S.B. Lindego. W 2004 był członkiem zespołu redakcyjnego „Kwartalnika Artystycznego”, zainicjował też powstanie toruńskiego kwartalnika literackiego „Teka”. W 2005 jako stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej Rządu Republiki Węgierskiej pracował w Katedrze Filologii Polskiej Instytutu Slawistyki Katolickiego Uniwersytetu im. kardynała P. Pazmany’ego w Budapeszcie. W 2006-11 był sekretarzem Rady Fundacji im. Profesora A. Hutnikiewicza, a w 2008-10 członkiem Komisji Stypendialnej w dziedzinie kultury przy Prezydencie Miasta Torunia. W 2010-12 zajmował stanowisko starszego wykładowcy w Zakładzie Wiedzy o Kulturze Instytutu Literatury Polskiej UMK (od 2011 Katedra Kulturoznawstwa UMK), a jednocześnie w 2011-12 współpracował dydaktycznie z Wydziałem Nauk Pedagogicznych UMK; w tym samym czasie pracował w Instytucie Kulturoznawstwa i Filozofii w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy. W 2010 nawiązał współpracę z Teatrem Polskiego Radia jako autor słuchowisk radiowych. W tym samym roku został członkiem Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego i Polskiego PEN Clubu. Habilitował się w 2012 na UMK na podstawie rozprawy Znani i nieobecni. Studia o i szkice o Andrzeju Bobkowskim i innych pisarzach emigracyjnych. Był laureatem licznych konkursów poetyckich oraz nagród i wyróżnień (indywidualnych i zespołowych) rektora UMK. W 2012-13 współpracował z Instytutem Studiów Podyplomowych Szkoły Wyższej im. P. Włodkowica w Płocku i filiami tej uczelni w Iławie i Wyszkowie. W 2013-16 pracował na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Katedrze Filologii Polskiej na Wydziale Filologiczno-Pedagogicznym Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. K. Pułaskiego w Radomiu. Szkice, artykuły i recenzje literackie publikował m.in. w „Pograniczach” (2010), „Blizie” (2010-11), „Migotaniach” (2012) i „Bibliotekarzu Podlaskim” (2016).

W 1986 ożenił się z Barbarą Bronakowską, germanistką (rozwód w 1991). W 1993 zawarł związek małżeński z Anną Filipską, polonistką (rozwód w 2004). Ojciec Aleksandra Krzysztofa (ur. 1989). Mieszka w Toruniu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Miejsce po odejściu. [Wiersze]. Tor.: Toruńskie Tow. Kultury 1983, 22 s.
2. Listopad biskupa Jansena. [Wiersze]. Wwa: Pax 1986, 47 s.
3. Idea i rzecz. [Szkice o twórczości T. Sułkowskiego]. Londyn: OPiM 1987, 186 s.
Zawartość: Emigracyjny święty Sebastian; Wobec poetyk normatywnych; Od katastrofizmu do klasycyzmu; W kręgu Kołaczkowskiego; Pokój wśród wojny; „W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę”; Między jaźnią moralną a osobowością twórczą; Forma jako wyraz; Piękno jako kategoria etyczna; Mit urealniony; Kamień klęski.
4. Sztuka ucieczki. [Wiersze]. Tor.: Toruńskie Tow. Kultury 1987, 24 s.
5. Teka miedziorytów. [Wiersze]. Wwa: Almapress 1987, 42 s.
6. Królewiec i inne wiersze. Bydg.: Kuj.-Pomor. Tow. Kultury 1992, 45 s. Bibl. Oddz. Bydg.-Tor. SPP.
7. Morze Śródziemne. [Wiersze]. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 1992, 70 s
8. Kropelka krwi i siedemnaście innych wierszy dla Anny. Tor.: Graffiti BC 1999, 40 s.
9. Na tapczanie. Wiersze dla dzieci (i zdziecinniałych dorosłych). Tor., Radzanów: Ag. Autorska Ananke 2005, 29 s.
10. Znani i nieobecni. Studia z problematyki polskiej literatury emigracyjnej i życia literackiego na uchodźstwie. Tor.: Wydaw. UMK 2008, 269 s. Wyd. 2 zmien. i popraw. z podtytułem Studia i szkice o Andrzeju Bobkowskim i innych pisarzach emigracyjnych tamże 2011, 362 s.
Zawartość: Wśród widm i miraży. Kilka uwag tytułem wstępu. – [Cz.] I: Helikopter i kultura masowa, albo Kilka uwag o kilku nieuzasadnionych podejrzeniach [dot.: A. Bobkowski: Szkice piórkiem]; Sześć lat w oku cyklonu, albo Andrzej Bobkowski i „komunistyczny eksperyment” w Gwatemali; „Wydaje mi się, że to jednak jest teatr…”, albo „Czarny piasek” Andrzeja Bobkowskiego w świetle listów autora i jego respondentów; Furor scribendi, albo O pamfletowym charakterze listów Andrzeja Bobkowskiego; Polemiki traumatyczne albo Miłosz - Bobkowski: podłoże i przebieg konfliktu; Nasz człowiek w Gwatemali, albo Misja Andrzeja Bobkowskiego; List z nieba, albo Przyczynek do epistolografii Andrzeja Bobkowskiego. – [Cz.] II: Samotnik z Finczlejowa, albo Tadeusz Sułkowski - biografia jako figura losu emigranta; Nieobecny i niedoceniony, albo Kilka uwag o pisarstwie Michała K. Pawlikowskiego i sytuacji pisarza emigracyjnego; W kniejach Podola, na bagnach Naddniestrza…, albo O gawędach i pasjach myśliwskich Stefana Badeniego; Herbatka przy Finchley Road, albo Przyczynek do dziejów emigracyjnych polemik; Znikąd donikąd, albo Emigracyjne dzienniki podróży - próba rekonesansu. – W wyd. 2 nadto: Sprawa Bobkowskiego albo O krótkiej korespondencji między Mieczysławem Grydzewskim i Konstantym Jeleńskim, – Aneks. Nad wspomnieniami gen. bryg. Henryka Karola Korab-Bobkowskiego.
11. Książę poetów żegna ukochane miasto. [Wiersze]. Szczecin: Wydaw. Forma; Stowarzyszenie OFFicyna 2009, 44 s.
12. Profesor Filutek w Toruniu. [Wiersz dla dzieci; ilustr.: N. Piskorska]. Tor.: Biuro Toruńskiego Centrum Miasta 2010, [28 s.].
13. Willi Blum. [Utwór dramatyczny]. „Elewator” 2012 nr 2 s. 122-135. Druk. zob. poz. 15.
14. Helikopter i kultura masowa. Studia i szkice o pisarstwie Andrzeja Bobkowskiego. Łomianki: Wydawn. LTW 2016, 313 s.
Zawartość: Od autora; Monsieur Sans-Gêne albo Pralnia pod wezwaniem Ducha Świętego; Sielanka francuska i paryskie georgiki albo „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego na tle krajowej diarystyki okupacyjnej (Zofia Nałkowska, Stanisław Rembek, Andrzej Trzebiński); „Między prozą wyjazdu i liryka rozstania” albo Dziennik podróży jako cykl reportaży; „Trochę różnych myśli, które przyjdą do głowy” albo O literackiej formule notatnika w twórczości Andrzeja Bobkowskiego; Raca wystrzelona w ciemność albo O eseistyce Andrzeja Bobkowskiego; Rozstanie z formą albo O fragmencie i fragmentaryczności w pisarstwie Andrzeja Bobkowskiego; „Nigdy niczego nie wspominam” albo O wypowiedziach quasi-wspomnieniowych w pisarstwie Andrzeja Bobkowskiego; Helikopter i kultura masowa albo Kilka uwag o kilku nie do końca uzasadnionych podejrzeniach [poz. 10]; Furor scribendi albo O pamfletowym charakterze listów Andrzeja Bobkowskiego [poz. 10].
Przekł. niem. szkicu Raca wystrzelona w ciemność: „Eine Rakete in die Dunkelhiet abgeschossen”. Zur Essayistik von Andrzej Bobkowski. W: Göttinger Tage der polnischen Literatur. Göttingen 2004 s. 51-72.
15. Musisz mnie wysłuchać. Cztery sztuki na głosy.[Lublin:] Wydawn. TEST 2016, 122 s.
Zawartość: Musisz mnie wysłuchać; Willi Blum [zob. poz. 13]; Pułkownik Polak; Nic, nic i nic.

Szkice i rozprawy w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Ubogi z dumy, ubogi z dobroci… „Twórczość” 1985 nr 2 s. 65-73 [dot. T. Sułkowskiego]. – Duke of Portland. „Twórczość” 1987 nr 2 s. 78-86 [dot. A. Bobkowskiego]. – Portret pisarza we wnętrzu. „Kresy” 1991 nr 7 s. 99-111 [dot. A. Bobkowskiego]. – Totschweigen. „Tytuł” 1993 nr 2 s. 93-109 [dot. A. Bobkowskiego]. – O listach i o „Liście z Gwatemali”. „Kwart. Artyst.” 1995 nr 1 s. 69-76 [dot. A. Bobkowskiego]. – Andrzej Bobkowski do Mieczysława Grydzewskiego: Listy. [Oprac. …]. „Arch. Emigracji” 1998 z. 1 s. 61-85. – Jadwiga, Stanisław, Jan… albo sprawa Kasprowiczowej. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 10 s. 73-85. – „Radość z obecności”. O listach Andrzeja Bobkowskiego do Józefa Wittlina [tu także publikacja listów i ich oprac.]; Nieznany fragment „Szkiców piórkiem” [tu także publikacja oprac. tekstu: A. Bobkowski: W Chatillon]. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 6 s. 44-49, 50-57. – Sokrates polski, pyszny Gargantua… „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 7/8 s. 21-27 [dot. F. Fiszera]. – „Trochę różnych myśli, które przyjdą do głowy”. O literackiej formule notatnika w twórczości Andrzeja Bobkowskiego. W: W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Rzeszów 1999 s. 211-238. – [Hasła (29) w:] Literatura polska XX wieku. T. 1-2. Wwa 2000. – Rozstanie z formą: o „Fragmentach z notatnika” i „Fragmentach wspomnień” Andrzeja Bobkowskiego. „Pam. Lit.” 2000 z. 4 s. 105-124 [to trzeba stąd usnąć, bo znalazło się w książce, poz. 13 – B.D.]. – Stefan Badeni; Aleksander Bobkowski; Andrzej Bobkowski; „Horyzonty”; Michał Kryspin Pawlikowski; Kazimierz Sowiński; Tadeusz Sułkowski; „Trybuna”. W: Leksykon kultury polskiej poza krajem od roku 1939. T. 1. Lubl. 2000 s. 21-22, 44-47, 148-149, 318-319, 405-407, 423-424, 448. – Monsieur Sans-Gene albo pralnia pod wezwaniem Ducha Świętego. W: Życie literackie drugiej emigracji niepodległościowej. Tor. 2001 s. 201-207 [dot. A. Bobkowskiego we Francji]  – Trzy listy Andrzeja Bobkowskiego do Michała Chmielowca. „Twórczość” 2007 nr 10 s. 94-107 [tu także publikacja listów i ich oprac.]. – Ketman wystawia rogi. Przyczynek do dziejów pewnej polemiki. W: Przedziwne światy. Tor. 2010 s. 533-553 [dot. A. Bobkowskiego].

Przekłady wierszy w antologiach zagranicznych: bułg.: Antologiâ na nosata polska poeziâ. [Wybór i przekł.:] B. Dankom. Sofiâ 2006, – franc.: Poésie. Vol. 2. [Wybór:] K. Dedecius. [Montricher], Paris 2000, – niem.: Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. Red.: K.-D. Sommer. Darmstadt, Göttingen 1995; Poesie. [Przeł.] K. Dedecius. [T.] 2. Zürich 1996, – ros.: Sdelano v Pol’še. Vek XX. [Wybór i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009.
Przekład
1. I.A. Bunin: Opowieści o miłości. Wybrał i przeł. … Tor.: Mado 1995, 101 s.
Prace redakcyjne
1. T. Sułkowski: Poezje wybrane. Wybór i wstęp … Wwa: LSW 1990, 128 s. Bibl. Poetów.
2. Na śmierć poety. Wiersze o Tadeuszu Sułkowskim. Wybrał i oprac. … Tor.: UMK 1997, 27 s.
3. T. Sułkowski: Poezje. Wybrał, oprac. i posł. opatrzył … Wstępem poprzedził J. Kryszak. Skierniewice: Woj. Bibl. Publiczna 1997, 220 s.
4. Rozkwita pamięć pomiędzy wierszami. Antologia wierszy poetów studiujących na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu w latach 1945-2000. Wybór i noty biograf. … Tor.: Graffiti BC, UMK 2000, 242 s.
5. Miasto pod niebem z ciemnego szkła. Toruń w poezji polskiej XX wieku. Antologia. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył … Tor.: Graffiti BC 2001, 159 s.
6. Dziesięć tysięcy słów poezji. Antologia wierszy laureatów konkursu poetyckiego „O liść konwalii” im. Zbigniewa Herberta w latach 1987-2001. Oprac. i wstęp … Tor.: Graffiti BC 2002, 160 s. Urząd Miasta Torunia.
7. Nagroda Literacka Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. Samuela Bogumiła Lindego. [Wstęp i oprac. …]. Tor.: Urząd Miasta, Graffiti BC.
2000. 2002, 28 s.
2001. 2002, 23 s.
2002. 2003, 23 s.
2003. 2003, 23 s.
2004. 2005, 19 s.
2009 i 2010. 2011, 23 s.
8. A. Bobkowski: Punkt równowagi. [Opowiadania]. Wybór i oprac., posł. … Kr.: WL 2008, 419 s.
9. Przedziwne światy. Prace z historii i teorii literatury ofiarowane dr hab. Jerzemu Z. Maciejewskiemu pod red. …, R. Moczkodana i R. Siomy. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2010, 612 s.
10. Spotkania w przestrzeni idei – słów – obrazów. Księga pamiątkowa dedykowana prof. dr hab. Zofii Mocarskiej-Tycowej. Pod red. J. Bielskiej-Krawczyk, …, S. Kołos. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2012, 651 s.
11. Andrzej Bobkowski wielokrotnie. W setną rocznicę urodzin pisarza. Pod red. K. Ćwiklińskiego, A.S. Kowalczyka i M. Urbanowskiego. Warszawa: Tow. „Więź” [2014], 405 s. Bibl. „Więzi”, t. 299.
12. Gombrowicz z przodu i z tyłu. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej, Wsola-Radom, 20-22 października 2014 roku. Pod red. K. Ćwiklińskiego, A. Spójnej, D. Świtkowskiej. Radom: Uniw. Technologiczno-Hum. 2015, 465 s.

Zob. też Przekład poz. 1.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2010, 2011.

Wywiady: „Być może powiedziałem już wszystko…”. Rozm. P. Smogorzewski. „Słowo Powsz.” 1989 nr 127; Bez dolegliwości. Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 42 dod. „Toruń”; Zwierzyniec na tapczanie. Rozm. M. Kruczkiewicz. „Gaz. Pomorza i Kujaw” 2005 nr 305; Ja się po prostu świetnie maskuję. Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 169 dod. „Toruń”; Tapczan jako narzędzie poznania. Rozm. G. Giedrys. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 5 dod. „Toruń”.

Ogólne

LP XX w. (M. Kisiel).

W. KOWALEWSKI: Ach, ulecz go, wielki Boże! „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 1992 nr 6.

A. MADYDA: Szantopierz stwór jest dziwny… (O poezji K.Ć.). „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 1992 nr 8/9.

J. DRZEWUCKI: W imię ciągłości. „NaGłos” 1995 nr 21.

B. WOŁOWICZ: Sztuka ucieczki w wiersz. „Pro Arte” 1997 nr 7.

M. HAŁAŚ: Nieco starsi, intelektualiści. W tegoż: Requiem dla pokolenia. Katow. 2000 [m.in. o K.Ć.].

D.T. LEBIODA: Dzieci Pana Cogito. W tegoż: Marmur i blask. Bydg. 2000 [dot. m.in. K.Ć.].
Miejsce po odejściu (poz. 1): J. ROCHOWIAK: Poetycka obietnica. „Nowości” 1983 nr 241.

L. ŻULIŃSKI: Przedwczesny eskapizm? „Tu i Teraz” 1983 nr 52.

Listopad biskupa Jansena

J. ROCHOWIAK: Kreowanie „miejsc po odejściu”. „Fakty” 1987 nr 24.

S. STANIK: Przed lustrem wieczności. „Kierunki” 1987 nr 21.

J. STĘPIEŃ: Z młodzieńczym dystansem. „Sł. Powsz.” 1987 nr 66.

M. HAŁAŚ: Jesień klasycyzmu. „Katolik” 1988 nr 11.

K. KUCZKOWSKI: Estetyka róży. „Nurt” 1988 nr 7.

Idea i rzecz 

A. SIOMKAJŁO: Tadeusz Sułkowski: Idea i rzecz. Wspomnienie o poecie. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.”, Londyn 1987 nr 85.

H. WUJEK. „Orzeł Biały”, Londyn 1987 nr 1418.

M. STRZYŻEWSKI: Opowieść o Tadeuszu Sułkowskim. „Integracje” 1993 cz. 29.

Sztuka ucieczki

J. ROCHOWIAK: Kreowanie miejsc po odejściu. „Fakty” 1987 nr 24.

Teka miedziorytów 

M. ORSKI: Poza oficyną. „Odra” 1990 nr 4.

Królewiec i inne wiersze 

S. DŁUSKI: Nazywanie bólu. „Dekada Lit.” 1993 nr 21, przedr. w tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014. − G. KOCIUBA: Wiersze o zwątpieniu. „Nowe Książ.” 1994 nr 2

Kropelka krwi i siedemnaście innych wierszy dla Anny 

B. CZARNECKA: Porządkowanie nierzeczywistości. „Kwart. Aryst.” 1999 nr 4.

J. DRZEWUCKI: Perfekcjonizm i styl. „Rzeczpospolita” 1999 nr 189.

J. KLEJNOCKI: Cień Auzoniusza. „Nowe Państ.” 1999 nr 39.

P. MICHAŁOWSKI: Pięknie, czyli wyraźnie. „Pogranicza” 1999 nr 5.

P. PIASZCZYŃSKI: „Pamięci udręczonej zgruchotany orzech”. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 42.

J. WOLSKI: Kropelka krwi i siedemnaście innych mgnień życia. „Opcje” 1999 nr 6.

P. TAŃSKI: Orzech pamięci. „Fraza” 2000 nr 1/2, przedr. pt. Ciemne światło i jasny dźwięk. O „Kropelce krwi” K.Ć. w tegoż: Sandały Hermesa. Tor. 2008.

Na tapczanie

A.D. LISKOWACKI: Z muzowej półki. „Kur. Szczec.” 2006 nr 63.

J. MIKOŁAJEWSKI: Rymowanie usiane perskimi oczkami. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 56.

J. PORAZIŃSKI: Pozycja horyzontalna. „Promocje Pomor.” 2006 nr 6.

Książę poetów żegna ukochane miasto 

P.W. LORKOWSKI. „Topos” 2009 nr 6.

A. CZACHOWSKA: Pożegnanie, które jest powitaniem. „Twórczość” 2010 nr 8.

C. DOBIES: Na motywach miłości i schronienia. „Fraza” 2010 nr 2.

K. LISOWSKI: Kuszący pesymizm? „Nowe Książ.” 2010 nr 2.

A. SZYMAŃSKA: Lament nad samym sobą. „Prz. Powsz.” 2010 nr 4.

S. CHYCZYŃSKI: Spóźnione odkrycie. „Akant” 2012 nr 2.

S. DŁUSKI: Twórczy pesymizm Ćwiklińskiego. W tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.

Na śmierć poety

A. ZAWADA: Jeden z małych mistrzów. „Nowe Książ.” 1998 nr 5 [dot. też: T. Sułkowski: Poezje. Zob. Prace redakcyjne poz. 3].

Rozkwita pamięć pomiędzy wierszami

S. MELKOWSKI:. Wiersze rodem z UMK. „Głos Uczelni” 2000 nr 11.

Miasto pod niebem z ciemnego szkła 

S. MELKOWSKI: Dwudziestowieczne wiersze o Toruniu. „Głos Uczelni” 2002 nr 4.</document>
<document nplp_id="3475" title="Maria DELAPERRIÈRE" slug="maria-delaperriere">ur. 1941

Podpisywała teksty także: Marie Delaperrière, Maria Korcala-Delaperrière.

Historyk i teoretyk literatury, komparatystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 9 maja 1941 w Krakowie; córka Józefa Korcali, nauczyciela i działacza kulturalnego, i Jadwigi z Tucholskich, nauczycielki. Dzieciństwo spędziła w Kaliszu; tu od 1954 uczęszczała do III Liceum Ogólnokształcącego im. Anny Jagiellonki; maturę zdała w 1958. Następnie studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie; w 1963 uzyskała magisterium. W 1963-65 studiowała filologię romańską na UJ. W 1965 wyjechała do Francji, gdzie w 1966-69 kontynuowała studia romanistyczne na Université Paris Sorbonne – Paris IV. W 1969 zawarła związek małżeński z Jeanem Delaperrière, profesorem języka i literatury francuskiej. W 1970 wyjechała wraz z mężem do Jass w Rumunii, gdzie oboje do 1973 wykładali literaturę francuską na tamtejszym uniwersytecie. W 1971 debiutowała artykułem krytycznym pt. Apollinaire et le cubisme na łamach ukazującego się w Jassach pisma „Cronica” (nr 4). W 1973-74 przebywała wraz z mężem w Moguncji. Zajęła się badaniem dwudziestowiecznej kultury i literatury polskiej oraz badaniami porównawczymi. W 1975 obroniła na Université Paris Sorbonne – Paris IV doktorat na podstawie pracy Jan Brzękowski au carrefour des différentes tendances poétiques en France et en Pologne (promotor prof. Zygmunt Markiewicz). W 1975 została członkiem Instytutu Studiów Słowiańskich (Institut d’Études Slaves; od 1996 członek rady naukowej; od 2008 członek komitetu wydawniczego). Od 1976 należała do Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego (Société Historique et Littéraire Polonaise; od 2004 członek rady administracyjnej i komisji naukowej). Od 1976 wykładała w Institut National des Langues et Civilisations Orientales (INALCO) w Paryżu (od 1981 na stanowisku docenta). W 1984 na Université Paris Sorbonne – Paris IV habilitowała się na podstawie pracy Aux sources des nouvelles structures de l’imagination poétique en Pologne (1918-1930); Étude comparée à la lumière des tendances poétiques européennes. W 1985 otrzymała tytuł profesora. Od tegoż roku do 2009 kierowała Sekcją Języka Polskiego w INALCO. W 1987 została członkiem Stowarzyszenia Polonistów we Francji (następnie: Francuskie Stowarzyszenie Studiów Polskich, Société Française des Études Polonaises; w 1996-2005 przewodnicząca, następnie wiceprzewodnicząca i kierująca komisją literacką). Od 1990 jest członkiem komitetu redakcyjnego czasopisma „Revue des Études Slaves”. W 1998-2007 była dyrektorem Centre d’Études de l’Europe Médiane (CEEM; Centrum Badań Środkowo-Europejskich) przy INALCO. W 1998-2005 przewodniczyła komisji konkursu agregacyjnego dla absolwentów polonistyki we Francji. Od 2002 jest członkiem Rady Programowej ukazującego się w Katowicach kwartalnika „Postscriptum Polonistyczne”. W 2005 została członkiem korespondentem PAU. W 2009 przeszła na emeryturę nie przerywając współpracy z CEEM przy INALCO. W tymże roku została sekretarzem generalnym Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Weszła w skład rady naukowej „Śląskich Studiów Polonistycznych” i pisma Wydziału Polonistyki UJ „Wielogłos”, rady redakcyjnej rocznika Instytutu Języka Polskiego UW „Prace Filologiczne. Literaturoznawstwo” oraz dwumiesięcznika „Teksty Drugie”. Została członkiem, następnie wiceprzewodniczącą, powstałego w 2011 Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych. Od 2013 była członkiem kapituły Nagrody im. W. Szymborskiej. W 2016 otrzymała tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, a w 2017 tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odznaczona m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (2004) i odznaką „Zasłużony dla Uniwersytetu Jagiellońskiego” (2008).

Jest matką Marca (ur. 1971), André (ur. 1972) i Madeleine (ur. 1977). Mieszka w Paryżu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Les avant-gardes polonaises et la poésie européenne. Étude sur l’imagination poétique. Paris: Institut d’Études Slaves 1991, 319 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 33.
Zawartość: J. Błoński: Préface. - Avant-propos. Avant-garde ou avant-gardes?; Structures de transition. - Métamorphoses du début du siècle: Faux départ; Transformation de l’espace poétique; Espace poétique: Lieu des mythes; Pour une mythologie moderne. – La situation ontologique du futurisme polonais: Influence extérieure ou necessité evolutive?; Primitivisme et futurisme; Dans le sillage de dada. – Futurisme ou expressionnisme?: La ville génie du lieu et lieu du moi lyrique; Sous le deguisement futuriste; De l’extase a l’apocalypse; Vers un art amimetique; Le bouleversement de l’espace littéraire: Au commencement future le cubisme; Le formisme polonais; Les recherches des futuristes; Le collage dans la poésie polonaise. – Les différentes modalités du constructivisme: Les poétes de „L’Avangarda”; Héritiers de l’imagination desacralisée. - L’inspiration constructiviste. Huidobro et Peiper: affinités et divergences. – Imagination et langage: Le constructivisme de Przyboś; La lyrisme visuel de Brzękowski; Le pouvoir créateur du langage; La poésie polonaise réfractaire au surrealisme.
Wersja polska: Polskie awangardy a poezja europejska. Studium wyobraźni poetyckiej. Przeł. A. Dziadek. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 341 s. Bibliotheca Alia Universa, t. 8.
Zawartość: Wprowadzenie: Modernizm i awangardyzm; Hegemonia obrazu; Polski awangardyzm. - Cz. 1. Struktury przemian: Metamorfozy z początku wieku [Falstart; Transformacja przestrzeni poetyckiej; Przestrzeń poetycka – miejsce mitów; Wobec nowoczesnej mitologii].¬ Sytuacja ontologiczna polskiego futuryzmu [Wpływy zewnętrzne czy ewolucyjna konieczność?; Prymitywizm i futuryzm; Śladami dadaizmu];¬ Futuryzm czy ekspresjonizm? [Miasto – genius loci i miejsce „ja” lirycznego; W futurystycznym przebraniu; Od ekstazy do apokalipsy]. - Cz. 2. Wstrząs przestrzeni literackiej [Na początku był kubizm; Formizm polski; Poszukiwania futurystów; Kolaż w poezji polskiej]; Różnorodne modalności konstruktywizmu [Poeci awangardy – spadkobiercy zdesakralizowanej wyobraźni; Inspiracja konstruktywistyczna; Huidobro i Peiper – powinowactwa i rozbieżności];¬ Język i wyobraźnia [Konstruktywizm Przybosia; Liryzm wizualny Brzękowskiego; Twórcza moc języka; Poezja polska w obronie przed surrealizmem]. Zakończenie.
2. Dialog z dystansu. Studia i szkice. Kr.: Universitas 1998, 276 s.
Zawartość: I. Gry i stawki polskiej literatury: Barok w polskiej literaturze współczesnej: czyżby terapia? [wersja franc. zob. poz. 4]; Od Apollinaire’a do Ważyka; Arkana modernizmu; Fragment i całość, czyli dylematy nowoczesności [wersja franc. zob. poz. 4]; W poszukiwaniu autora. Gry i stawki polskiej literatury współczesnej [wersja franc. zob. poz. 4]; Subiektywizm i niewyrażalność w poezji awangardy [wersja franc. zob. poz. 4]. - II. U granic tożsamości: Metafora absolutu (o poezji Przybosia); Polifonie i fugi Andrzeja Kuśniewicza [wersja franc. zob. poz. 4]; Rozdroża Grochowiaka [wersja franc. zob. poz. 4]; Emigracja jako droga do tożsamości (czyli Gombrowicz) [wersja franc. zob. poz. 4]; O poezji dwujęzycznej Jana Brzękowskiego. - III. Horyzonty europejskie: Mity europejskie i narodowe; Polskie kłopoty z Europą.
Wersje franc. szkiców (niepublikowane w poz. 1, 4): Emigracja jako droga do tożsamości (czyli Gombrowicz): L’émigration en tant que pulsion identitaire: l’exemple de Gombrowicz. W: Littérature et émigration. Paris 1996. - W części: Horyzonty europejskie zamieszczono pol. wersje fragm. szkiców: Le rituel comme art de vivre ou l’image des ancêtres dans la prose polonaise contemporaine. W: L’Europe du milieu, Nancy 1991 s. 253-263; L’éthos romantique ou l’épreuve obligée dans la littérature contemporaine. W: Identité(s) de l’Europe centrale. Paris 1995 s. 111-122; L’Europe en Pologne ou la Pologne en Europe? W: Convergences européennes. Paris 1993. Zob. Prace redakcyjne poz. 3.
3. Pod znakiem antynomii. Studia i szkice o polskiej literaturze XX wieku. Kr.: Universitas 2006, 280 s.
Zawartość: Wprowadzenie. - I. Kryzys mimesis: Czy istnieje poezja impresjonistyczna? Od Mallarmégo do... Leśmiana [wersja franc. zob. poz. 4]; Metafora horyzontu, czyli o powinowactwie sztuk i fenomenologicznym widzeniu świata w poezji Juliana Przybosia; Miron Białoszewski wobec awangardy [wersja franc. zob. poz. 4]; Zbigniew Herbert i jego poetyka spojrzenia [wersja franc. zob. poz. 4]. - II. Dramaty cywilizacyjne: Świadectwo jako problem literacki [wersja franc. zob. poz. 4]; Historia w polskiej literaturze współczesnej: Gry i dekonstrukcje; Polskie poetki, czyli odwaga bycia sobą [wersja franc. zob. poz. 4]; Dlaczego „Nagi sad”? [W. Myśliwskiego; wersja franc. zob. poz. 4]; „Ferdydurke”, czyli Gombrowiczowska wersja Bildungsroman [wersja franc. zob. poz. 4]; Kościół międzyludzki i absurd totalitarny w teatrze Gombrowicza [wersja franc. zob. poz. 4]. - III. Dylematy podmiotowości: Ten Ja, ten Inny..., czyli kłopoty z sobowtórem w polskiej poezji nowoczesnej [wersja franc. zob. poz. 4]; Marginalność i transgresja: Gombrowicz i Genet [wersja franc. zob. poz. 4]; Kazimierz Brandys, czyli „trzy razy ja” [wersja franc. zob. poz. 4]; Herling-Grudziński, czyli tragizm istnienia [wersja franc. zob. poz. 4]; Czesław Miłosz, czyli Prorok „wydziedziczony z proroctw” [wersja franc. zob. poz. 4].
4. La littérature polonaise à l’épreuve de la modernité. Paris: Institut d’Études Slaves 2008, 472 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 53.
Zawartość: La modernité... en toutes lettres. Parcours introductif. - Le romantisme polonais revisité [wersje pol. zob. poz. 5]: Mickiewicz: un moderne?; Mickiewicz et Hugo: deux incarnations du prophétisme romantique; La métaphore du regard. Autour du sonnet „Chemin au-dessus du précipice de Tchoufout-Kale”; “Fantazy”, drame identitaire? Słowacki et Musset; Norwid et Baudelaire. Convergences esthétiques. - De la crise de la mimésis à la crise du Sujet: Les paradoxes de la Jeune Pologne; Impressionnismes poétiques: de Mallarmé à Leśmian [wersja pol. zob. poz. 3]; Face à l’avant-garde française; Entre totalité et fragment; Exprimer l’inexprimable [wersja pol. zob. poz. 2]; „Je” est un autre [wersja pol. zob. poz. 3]. - Exorcismes poétiques contemporains: Przyboś ou le piège des utopies; Miron Białoszewski, avant-gardiste solitaire [wersja pol. zob. poz. 3]; Le baroque polonais contemporain: une thérapie? [wersja pol. zob. poz. 2]; Stanisław Grochowiak, poète de la dissonance [wersja pol. zob. poz. 2]; Herbert et la poétique du regard [wersja pol. zob. poz. 3], - Face aux antinomies du XXe siècle [wersje pol. zob. poz. 3]: Le témoignage comme défi littéraire; Herling-Grudziński ou le tragique de l’existence; Le jeu avec l’Histoire; L’absurde totalitaire dans le théâtre de Gombrowicz; Myśliwski face au déracinement; Miłosz, prophète déshérité; La poésie au féminin ou l’audace d’être soi-même. - La quête de l’identité: Gombrowicz vs. Żeromski ou sur les ruines du Bildungsroman [wersja pol. zob. poz. 3]; Andrzejewski, ... un Prométhée? [wersja pol. zob. poz. 5]; Kazimierz Brandys ou „trois fois moi” [wersja pol. zob. poz. 3]; Kuśniewicz homme polyphonique ? [wersja pol. zob. poz. 2]; Marginalité et transgression: Gombrowicz et Genet [wersja pol. zob. poz. 3]; L’exil comme pulsion identitaire: „Trans-Atlantique” de Gombrowicz [wersja pol. zob. poz. 2]; Â la recherche de l’Auteur. Jeux et enjeux dans la création littéraire polonaise contemporaine [wersja pol. zob. poz. 2]; La littérature polonaise à l’épreuve de la liberté.
5. Literatura polska w interakcjach. Szkice porównawcze z literatury i kultury. Wwa: Neriton 2010, 357 s. Nauka o Lit. Pol. za Granicą, t. 12.
Nagroda Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie im. W. Majewskiej w 2011.
Zawartość: Od autorki. – Romantyczne doświadczenie nowoczesności: Mickiewicz i nowoczesność [wersja franc. zob. poz. 4]; Metafora spojrzenia (wokół sonetu „Droga nad przepaścią w Czufut-Kale) [wersja franc. zob. poz. 4]; Mickiewicz i Hugo: dwa warianty romantycznego profetyzmu [wersja franc. zob. poz. 4]; „Maria Stuart” [J. Słowackiego], dramat nowoczesności?; „Fantazy” i „Fantazjo”, czyli jak zdemaskować pozór [wersja franc. zob. poz. 4]; Między Baudelaire’em a Mallarmém, czyli o Norwidowskiej wizji sztuki [wersja franc. zob. poz. 4], - Obraz, mit, historia z ironią w tle: Ekfraza czy figuracja?; Prometeusz wyśniony. Andrzejewski w świetle mitokrytyki [wersja franc. zob. poz. 4]; Francuskie witraże Kuśniewicza; Panopticum tyranów, czyli fascynująca moc władzy. Gombrowicz w paradygmacie teatru absurdu; Ironia Kuśniewicza: trop czy wizja świata?; Polskie gry i egzorcyzmy literackie po 1989 roku, - W obliczu Europy: Wiek XX wobec humanizmu; Klasycyzm polski w perspektywie europejskiej – wiek XX i XXI; Gdzie są moje granice? O postkolonializmie w literaturze; Literatura w stanie wyczerpania?. - Interakcje polsko-francuskie: Walka o zaistnienie. Z dziejów polskiej inteligencji we Francji w latach 1914-1918; „La Pologne, revue politique, économique et littéraire” (1919-1934), czyli międzywojenne dylematy; Wobec Paryża 1918-1939; Walka o obecność. Z dziejów polskiej elity kulturalnej we Francji międzywojennej; „Kultura” paryska wobec intelektualistów francuskich: strategie, przyjaźnie, inspiracje.
Wersje franc. szkiców (niepublikowane w poz. 1, 4): „La Pologne, revue politique, économique et littéraire” (1919-1934), czyli międzywojenne dylematy : „La Pologne (revue politique, économique et littéraire)’’ de 1919 à 1934: hommes, faits, langage. W: La presse polonaise en France 1918-1984. [Villeneuve d’Ascq] 1988 s. 162-176. - Walka o zaistnienie. Z dziejów polskiej inteligencji we Francji w latach 1914-1918: Stratégie politique et culturelle dans l’émigration polonaise (1914-1918). „Zesz. Nauk. UJ. Studia Gallo-Polonica‘’ 1988 t. 1 s. 51-60. - Ironia Kuśniewicza: trop czy wizja świata?: L’Ironie de Kuśniewicz: trope ou vision du monde? W: L’Ironie contemporaine: littérature, philosophie, politique, médias. „Les Nouveaux Cahier Franco-Polonais”. Wwa, Paryż 2009 s. 188-203.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Fantastyka czy cudowność. (Z badań porównawczych nad polską wyobraźnią literacką). „Ruch Lit.” 1990 z. 1 s. 1-18. – Le rituel comme art de vivre ou l’image des ancêtres dans la prose polonaise contemporaine. W: L’Europe du milieu. Nancy 1991 s. 253-263. – Le Cosaque dans la littérature polonaise: héros ou anti-héros. W: Les Cosaques de l’Ukraine, rôle historique, répresentations littéraires et artistiques. Paris 1995 s. 191-201. – Le geste insurrectionnel polonais et ses représentations littéraires. W: Les grands accents des relations franco-polonaises: Kościuszko-Chopin. [Unversité de Dijon] 1997 s. 23-35. – Si loin d’ici et si près. W: Mélanges, hommage à François de Labriolle. Paris 1997 s. 151-167. – Paris comme catalyseur de la vie culturelle et artistique des Polonais (1918-1939). W: Paris „capitale culturelle” de l’Europe Centrale? Les échanges intellectuels entre la France et les pays de l’Europe médiane, 1918-1939. Paris 1997 s. 137- 151. – Paul Cazin. Les relations culturelles entre la France et la Pologne au XXe siècle. W: Paul Cazin, actes du colloque de l’Université de Dijon. [Dijon:] Conseil Regional de Bourgogne 1997 s. 75-89. – Przekłady literatury polskiej we Francji. W: Przekład literacki, teoria, historia, współczesność. Wwa 1997 s. 262-281. – La littérature polonaise. W: L’Histoire littéraire de l’Europe médiane. Des origines à nos jours. Paris 1998 s. 181-235. – La modernité et l’avant-gardisme polonais dans le contexte européen. „Revue des Études Slaves”, Paryż 1998 nr IV s. 201-214. – La poésie polonaise en France: présence-absence. W: La littérature polonaise en France. D’une sélection politique des oeuvres à traduire au miroir déformant de la traduction. [Lille] 1998 s. 165-189. – Le fragment comme miroir de la modernité. W: Modernisme en Europe centrale. Les avant-gardes. Paris 1999 s. 97-121. – L’héroïsme à la polonaise ou le mythe de Kościuszko. W: Lieux de mémoire en Europe médiane. Représentations identitaires. Paris 1999 s. 33-45. – Le roman polonais face à l’Histoire. W: Imaginaire et genres littéraires. Paris 2001 s. 149-162. - La poésie polonaise face à l’avant-garde française: fascinations et réticences. „Revue de Littérature Comparée”, Paryż 2003 nr 2 s. 355-368. – La terre: vertige de l’envol et de la descente; métamorphose de l’imaginaire poétique au XXe siècle. „Les Nouveaux Cahiers Franco-Polonais”, Wwa-Paryż 2005 nr 4 s. 67-84. – Comment témoigner en littérature? Réflexions sur quelques exemples de la prose polonaise contemporaine. W : Le témoignage dans la littérature polonaise du XXe siècle. Paris 2008 s. 95-103. – Le roman polonais dans le concert européen. W: Problématique du roman européen. 1960-2007. Paris 2009 s. 93-103. – Le témoignage en tant que problème littéraire. W: Raconter l’Histoire. Montreal-Paris 2009 s. 61-77. – Prométhée ou Icare. W: Figures mythiques en Europe centrale. Paris 2010 s. 21-31. – Dialog Miłosza z Mickiewiczem. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 1 s. 233-246, przekł. włos.: Il dialogo tra Miłosz e Mickiewicz. [Przeł.] B. Brózda. W: Atti dell’Accademia Polacca. Vol. 2. Roma 2012. – Émigration intérieure et codes de contestation dans la littérature polonaise 1945–1980. ,,Wielogłos” 2012 nr 4 s. 215-225. – La poésie au féminin ou la féminité autrement. W: Minorités littéraires (et autres) en Pologne. Paris 2012 s. 25-38. – Romantyzm w reinterpretacjach Miłosza. „Prz. Hum.” 2012 nr 4 s. 133-143. – L’innovazione come visione del mondo. L’avanguardia polacca nel contesto europeo. [Przeł.] B. Brózda. W: Avanguardie e tradizioni nel XX e XXI secolo: fra Polonia, Italia e Europa: atti del Convegno dei polonisti italiani 22-23 aprile 2010. Rome 2013 s. 15-25. – Miejsca pamięci czy pamięć miejsc. Kilka refleksji na temat uobecniania przeszłości w literaturze współczesnej. „Ruch Lit.” 2013 z. 1 s. 49-61. – Miłosz i Francja: fascynacja czy idiosynkrazja? W: Miłosz i Miłosz. Kr. 2013 s. 39-52. – Polska literatura w świetle współczesnej komparatystyki europejskiej. „Postscriptum Polonist.” 2013 nr 1 s. 29-39; przedr. w: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. Opole 2014 t. 1 s. 19-28. – Une poétique de l’absence au service du témoignage. W: Mémoire(s) des lieux dans la prose centre-européenne après 1989. Lausanne; [Paris] 2013 s. 306-321. – Francuskie inspiracje Miłosza. W: Rodzinny świat Miłosza. Kr. 2014 s. 29-40. – Awangarda w stanie post-istnienia. W: Widnokręgi literatury - wielogłosy krytyki. Kr. 2015 s. 157-168. – Médiations et médiateurs culturels entre la France et la Pologne de l'entre-deux-guerres. W: La France et l'Europe centrale: Médiateurs et médiations. Paris 2015 s. 173-182. – Norwid ou la modernité défiée. W: Norwid: notre contemporain. Paris 2015 s. 117-131. – O tożsamości Prometeusza. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 169-180. – Między kanonem literackim a kulturą zwielokrotnioną. „Postscriptum Polonist.” 2016 nr 2 s. 11-22. – Wystąpienie uhonorowanej tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Marii Delaperrière. „Wielogłos” 2016 nr 4 s. 151-158.
Prace redakcyjne
1. La Baroque en Pologne et en Europe. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: INALCO 1990, 442 s. Collection Colloques Langues’O.
2. Panorama de la littérature polonaise des origines à 1822. [Oprac.:] M. Delaperrière, F. Ziejka. Wwa: PWN; Paris: Institut d’Études Slaves 1991, 479 s. Collection de Manuels Publiée par l’Institut d’Études Slaves, 8.
3. Convergences européennes – conscience nationale et conscience européenne dans les littératures slaves, baltes, balkaniques et hongroise au XXe siècle. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: INALCO 1993, 317 s. Colloques Langues’O.
4. Littérature et émigration dans les pays de l’Europe centrale et orientale. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves 1996, 224 s. Cultures et Sociétés de l’Est, 27.
5. Paris „capitale culturelle” de l’Europe Centrale? Les changes intellectuels entre la France et les pays de l’Europe médiane, 1918-1939. [Oprac.:] M. Delaperrière, A. Marès. Paris: Institut d’Études Slaves; Centre d’Études Slaves 1997, 240 s. Cultures et Sociétés de l’Est, 30.
6. Histoire littéraire de l’Europe médiane. Des origines à nos jours. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: L’Harmattan 1998, 451 s. Aujourd’hui l’Europe.
7. Modernisme en Europe centrale. Les avant-gardes. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: L’Harmattan 1999, 242 s. Aujourd’hui l’Europe.
8. (Post)modernisme en Europe centrale. La crise des idéologies. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: L’Harmattan 1999, 230 s. Aujourd’hui l’Europe.
9. Mickiewicz par lui-même. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves 2000, 288 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 39.
10. L’enseignement du polonais en France. Assises 2001. [Oprac.:] M. Delaperrière, H. Włodarczyk. Paris: Institut d’Études Slaves 2002, 164 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 43.
11. Słowacki aujourd’hui. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves 2002, 239 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 41.
12. Absurde et dérision dans le théâtre est-européen. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: L’Harmattan 2003, 256 s. Espaces Littéraires.
13. La France et la Pologne au-delà des stéréotypes. [Oprac.:] M. Delaperrière, J. Doberszyc, B. Drwęski. Paris: L’Institut d’Études Slaves 2004, 139 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 45.
14. La poésie polonaise du vingtième siècle. Voix et visages. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves 2004, 412 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 47.
15. Europe médiane. Aux sources des identités nationales. [Antologia; oprac.:] M. Delaperrière, A. Marès, B. Lory. Paris: Institut d’Études Slaves 2005, 480 s.
16. La littérature face à l’histoire. Discours historique et fiction dans les littératures est-européennes. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: l’Harmattan 2005, 368 s.
17. Czesław Miłosz et le vingtième siècle. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves; Société Historique et Littéraire Polonaise 2006, 302 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 50; Mémoires de la Société Historique et Littéraire Polonaise.
18. Joseph Conrad - un Polonais aux confins de l’Occident. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves; Société Historique et Littéraire Polonaise 2009, 272 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 57.
19. Juliusz Słowacki: Lectures contemporaines. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d’Études Slaves; Société Historique et Littéraire Polonaise 2010, 118 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 60.
20. La Pologne multiculturelle. [Oprac.:] M. Delaperrière, F. Ziejka. Paris: Institut d’Études Slaves 2011, 249 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 61; Société Historique et Littéraire Polonaise.
21. Littératures de l’Europe médiane: après le choc de 1989. [Oprac.:] M. Delaperrière, M. Vrinat-Nikolov. Paris: Institut d’Études Slaves 2011, 172 s. Cultures&amp;amp;Sociétés de l’Est.
22. Aleksander Wat sur tous les fronts. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d'Études slaves, 2013, 220 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 64; Mémoires de la Société Historique et Littéraire Polonaise.
23. Miłosz et la France. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d'Études slaves, 2013, 255 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 65.
24. Norwid: notre contemporain. [Oprac.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d'Études slaves, 2015, 334 s. Travaux Publiés par l’Institut d’Études Slaves, 68.
25. Chemins de la modernité polonaise.La Terre Promise [W. Reymonta] à L’Avant-Printemps [S. Żeromskiego]. [Red.:] M. Delaperrière. Paris: Institut d'Études slaves, Société Historique et Littéraire Polonaise 2016, 256 s.
Fragm. „Przedwiośnia” S. Żeromskiego przeł. J. Delaperrière.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2011.
Wywiad: W każdym języku myśl układa się inaczej. Rozmowa z prof. Marią Delaperrière, badaczką nowoczesnej kultury i literatury polskiej, komparatystką, doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozm. R. Pagacz-Moczarska. „Alma Mater” 2017 nr 194.

Ogólne
Maria Delaperrière: doctor honoris causa Universitatis Silesiens. Red. nauk.: J. Tambor, M. Bąk. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 93 s.
M. SZTUKA : Pomosty dialogu. ,,Gaz. Uniwersytecka UŚl w Katowicach” 2016, nr lipiec-sierpień.

Les avant-gardes polonaises et la poésie européenne
H. WŁODARCZYK. ,,Revue des Études Slaves”, Paryż 1991 z. 3.
A. CZERNIAWSKI. ,,The Slavonic and East European Review”, Leeds 1993 nr 3.
S. JAWORSKI. ,,Ruch Lit.” 1994 z. 5/6.

Polskie awangardy a poezja europejska
S. JAWORSKI. „Pam. Lit.” 2007 z. 3.
J. OLCZYK: Antynomie modernizmu w poezji polskiej. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.

Dialog z dystansu
L. BURSKA. „Teksty Drugie” 1999 nr 5.
J. STRĘKOWSKI: Pisarskie kontrantypociski. „Nowe Książ.” 1999 nr 2.
J. OLCZYK: Antynomie modernizmu w poezji polskiej. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.

Pod znakiem antynomii
M. ADAMIAK: Fragmenty literatury nowoczesnej. ,,Nowe Książ.” 2007 nr 1.
J. OLCZYK: Antynomie modernizmu w poezji polskiej. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
J. WIERZEJSKA: Antynomie nowoczesności. „Prz. Hum.” 2008 nr 1.

La littérature polonaise à l’épreuve de la modernité
T. WÓJCIK: Literatura polska wobec doświadczenia nowoczesności. ,,Pam. Lit.‘’ 2011 z. 1.

Literatura polska w interakcjach
A. DZIADEK : O literaturze polskiej z dystansu. ,,Pam. Lit. ” 2012 z. 4.</document>
<document nplp_id="3477" title="Zbigniew DOMINIAK" slug="zbigniew-dominiak">1947-2002

Pseud.: Anna Neubert; Dominik Szyszko.

Poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 25 kwietnia 1947; syn Eugeniusza Dominiaka i Zofii z domu Pilc, pracowników drukarni. W 1967 podjął studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego; magisterium uzyskał w 1977. Na pierwszym roku studiów był współorganizatorem grupy literackiej „Olifant”. W 1971 założył wraz z aktorem Wiesławem Nowickim teatr „Atelier”, który działał w salonach Muzeum Sztuki w Łodzi. Debiutował w 1974 jako krytyk literacki recenzją książki J. Sztaudyngera i A. Sztaudynger-Kaliszewicz Chwalipięta, czyli rozmowy z tatą, zatytułowaną Chwalipięty, opublikowaną w tygodniku „Nadodrze” (nr 22) oraz jako poeta wierszami Człowiek z natury… i Narodziny krzyża samorodnego, ogłoszonymi na łamach tygodnika „Odgłosy” (nr 43); w piśmie tym publikował w latach następnych (1974-81) liczne recenzje i artykuły literackie, wiersze i fragmenty prozy. Był członkiem Koła Młodych przy ZLP. Rozwijając twórczość poetycką i krytycznoliteracką, drukował swoje teksty m.in. w Poezji (1976-78, 1980) i Więzi (1978, 1980, 1990). Od 1977 związany był ze środowiskiem niezależnego kwartalnika „Puls”, w którym publikował felietony i recenzje literackie (1977-80; także pod pseud. Dominik Szyszko). Jako działacz opozycji demokratycznej zajmował się m.in. kolportowaniem wydawnictw KOR na terenie Łodzi. W 1981 ogłosił pierwsze utwory prozą, miniatury literackie: Ab urbe, Panfloryzm i Słońce, w tygodniku „Odgłosy” (nr 27). W 1985 przez trzy miesiące przebywał w Niemczech, pisując do wydawanego w Berlinie Zachodnim „Poglądu” (pod pseud. Anna Neubert) oraz uczestnicząc w przygotowaniu audycji Konrada W. Tatarowskiego Przegląd Prasy Podziemnej, nadawanej przez Radio Wolna Europa. Wiersze publikował w paryskim miesięczniku „Kontakt” (1988, 1990) oraz w krajowym tygodniku „Kultura” (1995, 1997, 2000). W 1989 należał do członków-założycieli SPP, a od 2000 pełnił funkcję prezesa Łódzkiego Oddziału SPP. Od 1989 był członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 1994 został zatrudniony na pół etatu jako instruktor w Poleskim Ośrodku Sztuki w Łodzi. W 1996 był twórcą koncepcji pisma, a następnie (aż do śmierci) redaktorem merytorycznym miesięcznika „Tygiel Kultury”. Od 2000 należał do Polskiego PEN Clubu. W ostatnich latach życia odbył szereg podróży literackich, m.in. do Paryża (1993), na Litwę i Białoruś (1996), do Stuttgartu i Berlina (1999), Bośni i Hercegowiny (2000) oraz Irkucka i Belgradu (2001). Jego wiersze i teksty publicystyczne tłumaczone były na wiele języków.

W 1981 ożenił się z Anną Szwedziak, polonistką, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Łódzkiego (zm. w 2005); był ojcem Róży (ur. 1984) i Aliny (ur. 1994). Zmarł 5 lutego 2002 w Łodzi; pochowany na tamtejszym Cmentarzu Zakrzew.

Od 2002 kwartalnik „Tygiel Kultury”, pod patronatem Ministra Spraw Zagranicznych RP, przyznaje Nagrodę im. Z. Dominiaka w dwóch kategoriach: za „objawienie poetyckie” oraz za przekłady poezji polskiej na języki słowiańskie; od 2003 odbywa się „Moje Widzenie Świata” – Konkurs Poetycki dla Młodych Twórców im. Z. Dominiaka, organizowany przez Bałucki Ośrodek Kultury RONDO, Łódzki Oddział SPP i „Tygiel Kultury”.
TWÓRCZOŚĆ
1. [Wiersze]. Łódź: Ośrodek Sztuki i Kultury Młodych Łódz. Domu Kultury 1979, leporello. Spotkania z młodą poezją.
2. Identyfikacje. [Miniatury literackie]. Łódź: WŁ 1981, 55 s. Bibl. Debiutów. Ośrodek Sztuki i Kultury Młodych Łódz. Domu Kultury.
Zawartość: *** (Póki żyję Jestem na zewnątrz); Adres; Z czym; Śmierć gołębia i kota; Jawa; Graficzna schizofrenia z marginesami; Starzy mistrzowie; Ani słowa; *** (Człowiek z natury istota arytmiczna); Palenie książek A.D. 1976; Budowniczemu małej ojczyzny; Bieszczady w lipcu; Nie potrafił; *** (co jest w tobie drewno); *** (Za ścianą uwiera człowiek); Opisanie twarzy; Obserwacja ornitologiczna; Narodziny krzyża samorodnego; Niepewny; Poeta i świat; Świt, który nie może umrzeć; Krótki sen; Górne Ce; Zostanie po nas; Do N.; Szczury; Dom na smyczy; Ab urbe; Sobowtór; Lunatyk; Kaktus; Hycel; Słońce; Panfloryzm; W tym oku; *** (gdy przymykam oczy); Apostrofa do Anioła-Stróża.
3. Ziemowit Skibiński. 2. [Szkic biograficzny]. Sieradz: Woj. Bibl. Publiczna 1981, 8 s. Sylwetki Pisarzy.
4. Poeci spod znaku Korabia. Z tradycji literackich Łasku 1422-1982. [Szkice biograficzne]. Łask: Miej. i Gminna Bibl. Publiczna 1982, [16] s.
Dot. autorów: Ś. Karpiński; M.J. Kononowicz; R. Orlewski; K. Świegocki; Z. Jaskuła; J. Borszewicz; K. Smoczyk oraz grupy poetyckiej Grabia'59.
5. Henryk Wolniak. [Szkic biograficzny]. Sieradz: Woj. Bibl. Publiczna 1983, 8 s. Sylwetki Pisarzy.
6. Los obecności. [Wiersze]. Łódź: Klub Pisarzy Stow. Twórców Kultury 1984, leporello. Czwartek Lit.
7. Od okna – do okna. [Wiersz]. Łódź: Muzeum Książki Artystycznej, Correspondance des Arts 1991, 24 s.
Druk bibliofilski zawiera wiersz Z.D. w dziesięciu częściach w jęz. pol. i niem. w przekł. R. Schmidgall oraz dwa drzeworyty L. Miśkiewicza.
8. W poza siebie. Dziennik paru lektur. [Szkice literackie]. Łódź: WŁ 1992, 168 s.
Zawartość: Dziennik paru lektur: Głos z kantorka [dot. A. Ważyk: Cudowny kantorek]; Wieczór autorski w zmierzchu świata [dot. Z Jaskuły]; Rozmyślania o miłości, śmierci i upokorzeniu; Ku wspólnocie [dot.: L. Gebel: Akty]; Umarłe ognie [dot. M. Piechala]; Świerk, który wyszedł z lasu [dot.: F. Rajczak: Ósmy świt]; Ogród nasz upadły [dot. H. Jachimowskiego]; Krzykliwa ryba – albo pułapki „dzieła otwartego” [dot.: Z. Kosiński: Wzroki]; Andermana dzieło otwarte [dot.: Zabawa w głuchy telefon]; W tonacji buffo [dot.: I. Szczepański: Formentum]; Jarmoł w smokingu kultury [dot. J. Jarmołowskiego]; Piękni dwudziestowieczni [dot.: K. Smoczyk: Piękni dwudziestowieczni]; Dom ust – dom marzeń [dot.: T. Wyrwa-Krzyżański: Dom ust]; Krzysztofa Gąsiorowskiego śluby z żywiołem; Ująć niepochwytność w dwa przyległe słowa [dot. H. Wolniaka]; Ocalić godność wobec przeszłości [dot. Z. Skibińskiego]; „Błędne koło” [dot. T. Jastruna]. – W poza siebie [esej nt. własnej twórczości krytycznoliterackiej].
9. [Lech Wałęsa – nie ma wolności bez „Solidarności”]. Powst. Ok. 1993.
Lech Walesa – keine Freiheit ohne Solidarność. [Przeł.:] S. Lisiecka, P. Schröder. Zug: Edition Pacis AG 1993. Der Friedens-Nobelpreis von 1901 bis heute.
Monografia Lecha Wałęsy jako laureata Pokojowej Nagrody Nobla.
10. Światło złej nocy. [Wiersze]. Łódź: Biblioteka 1993, 55 s.
Nagroda Pol. Stow. Wydawców Książek w 1996.
11. Itinerarium. [Wiersze]. [Łódź: Nakł. przyjaciół autora 1997], 30 s. Wyd. nast.: Wr.: Wydawn. Dolnośląskie 1998, 51 s.
Wyd. 1 jako druk bibliofilski w nakł. 99 egzemplarzy. – W wyd. z 1998 nadto m.in. cykl poetycki: Traktat ryski.
12. Siedem wierszy z Różą i Aliną. Poddębice, Łódź: A. Biskupski, P. Duraj, Z. Skibiński 1997, 15 s.
Współwyd. z: Z. Skibiński: W cieniu entelechii. [Wiersze].
13. Zdarzenia i sny. [Wiersze]. Łódź: Fundacja Anima, „Tygiel Kult.” 2001, 167 s. Bibl. „Tygla Kult.”, t. 18.
14. Kruszynko, którą kołyszę. [Wybór wierszy]. Poddębice – Łódź: Wyd. A. Biskupski, P. Duraj i Z. Skibiński 2006, 32 s.

Przekłady wierszy Z.D. w antologiach zagranicznych: białorus.: Napjârèumy. Ad Buga da Varty. Antalogìâ pol’skaj paèzìì XX stagoddzâ. [Przeł.] A. Lojki. T. 2. Mìnsk 2003, – ros.: Kalejdoskop. Pol’skie perevody molodyh avtorov. [Wybór:] D. Hajritdinova. Sankt-Petersburg 2008.
Prace redakcyjne
1. Bibliografia druków Gdacjusza. Katow.: [WSP w Katow.] 1967, [26] s.
2. T. Jastrun: Od prawie dwustu lat = Fast zweihundert Jahre schon. [Wiersze]. [Wybrał i wstępem opatrzył] Z. Dominiak. [Przeł.] W. Ronge. Berlin: Veto 1988, 75 s.
3. A. Fredro: Sztuka obłapiania. Poemat w IV pieśniach wierszem z r. 1817. [Wstęp i oprac.] Z. Dominiak. Łódź: Artus 1990, 71 s.
4. Abramka Koplowicza utwory własne. Niezwykłe świadectwo trzynastoletniego poety z łódzkiego getta. [Wiersze]. Oprac. i posł. Z. Dominiak. Łódź: Ofic. Bibliofilów, Poleski Ośrodek Sztuki 1993, 54 s.
5. M. Czekalska: Zakątek dzikiej róży. [Wiersze]. Oprac. i posł. Z. Dominiak. Łódź: Poleski Ośrodek Sztuki 1995, 54 s.
6. Poezja bałuckich podwórek. [Wiersze i opowiadania]. Oprac. i posł. Z. Dominiak. Wybór tekstów i słowo wstępne: B. Kozłowska-Włodarska. Łódź: Bałucki Ośrodek Kultury 1996, 47 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf. córki Róży w 2009.
Wywiady: Poeta w Muzeum Duchów. Rozm. J. Strękowski. „Rzeczpospolita” 1999 nr 103; Droga do pisarstwa. Rozm. K.W. Tatarowski, J. Weber. Cz. 1-2. „Tygiel Kult.” 2003 nr 1/3, 4/6.

Ogólne

L. SKOMPSKA: Od róż do liter. „Tygiel Kult.” 2002 nr 1/3, przedr. w 2007 nr 4/6.
A. GIANNELLI: Wspomnienie o Z.D. „Tygiel Kult.” 2003 nr 4/6.
A. BISKUPSKI: Świat poetycki Z.D. „Tygiel Kult.” 2005 nr 1/3.
„Tygiel Kult.”2007 nr 4/6 [nr poświecony Z.D.; zawiera m.in. wspomnienia o Z.D. autorów: Z. NOWAK, M. WITTBROT, J. JARNIEWICZ, T. STROHEKER, G. KOMPEL, T. TOMSIA, A. TYMIŃSKA, I. DUKA, D. WOŁODŹKO, I. SŁABY-GÓRAL, W. DROZDEK, G. MINCZEW, K. STOŁECKA, − wiersze Z.D. w przekł. na jęz. ang., arabski, bułg., czes., franc., hebr., hiszp., litew., niem., portug., ros., serb., słowac., włos., − szkice o twórczości Z.D.: L. SKOMPSKA: Od róż do liter; W. LIGĘZA: „W zwodniczym półcieniu słowa”. O poezji Z.D.; A. BISKUPSKI: Kilka prób wejrzenia w rzeczywistość świata poetyckiego Z.D.; J. JARZĘBSKI: Zdarzenia i sny Z.D.; K.W. TATAROWSKI: Od okna – do okna (Entwicklungsroman) – u źródeł artystycznych koncepcji Z.D.; T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI: Spójnik w białej szczelinie; T. TOMSIA: W ciernistej ciszy. Tożsamość w poezji Z.D.; P. OWCZAREK: „Niepewny” Z.D., − nadto wiersze dedykowane Z.D. lub poświęcone jego pamięci.

Światło złej nocy
A. SZYMAŃSKA: Na granicy dwu światów. „Prz. Powsz.” 1994 nr 3.

Itinerarium
J. DRZEWUCKI: Liryka podróżnika. „Rzeczpospolita” 1998 nr 247.
L. SKOMPSKA: Między pierwszym zdaniem a ostatnią kropką. „Tygiel Kult.” 1998 nr 6/8.
E. KOWALSKA: Ślad miłości. „Nowa Okolica Poetów” 2000 nr 2 (6).

Zdarzenia i sny
P. GROBLIŃSKI. „Tygiel Kult.” 2002 nr 4/6.
E. NAWÓJ. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/8.
A.W. PAWLUCZUK: Granica dwu światów. „Rzeczpospolita” 2002 nr 52.</document>
<document nplp_id="3479" title="Janusz DRZEWUCKI" slug="janusz-drzewucki">ur. 1958

Krypt.: J.D.; (JD).

Krytyk literacki, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 6 grudnia 1958 w Kruszwicy; syn Mieczysława Drzewuckiego, ekonomisty, i Aliny z Dąbrowskich, księgowej. W 1973 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Kruszwicy; w 1977 zdał maturę. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Jako poeta debiutował w 1979 wierszami pt. Otwarcie bram światła i Na odległość,zamieszczonymi na łamach „Życia Literackiego” (nr 13). Publikował też w organie Ogólnopolskiej Rady Klubów Studenckich „Notatnik Klubowy”. W 1980-82 pełnił funkcję wiceprezesa, a następnie prezesa Koła Naukowego Polonistów UJ, a także był współzałożycielem Sytuacyjnej Grupy Literackiej „Warsztat”, wydającej czasopismo o tym samym tytule. W 1982 uzyskał na UJ magisterium na podstawie pracy Mit i rzeczywistość. O twórczości Zbigniewa Herberta. Następnie do 1984 był zatrudniony jako asystent w Instytucie Filologii Polskiej UJ. W 1984-90 pracował w wydawnictwie „Pomorze” w Bydgoszczy, kolejno jako redaktor, zastępca kierownika, kierownik redakcji Działu Literatury Pięknej. Mieszkał w tym czasie w Inowrocławiu i Toruniu. Rozwijał twórczość poetycką i krytycznoliteracką, publikując liczne wiersze, artykuły i recenzje w „Studencie” (1984-89; tu stała współpraca), „Twórczości” (1985-86), „Życiu Literackim” (1985-89; tu w 1985 nr 22 ogłosił recenzję zbioru wierszy S. Stabry Dzieci Leonarda Cohena pt. Rozpacz, obsesje i autoplagiat, którą uważa za debiut krytycznoliteracki), „Literaturze” (1986), „Piśmie Literacko Artystycznym” (1986-89), „Poezji” (1986-87). Otrzymał nagrody i wyróżnienia za eseistykę i krytykę literacką, m.in. w konkursach Warszawskiej Jesieni Poetyckiej (1985, 1986), nagrodę im. S. Wyspiańskiego (1989) oraz nagrodę Funduszu Literatury Ministerstwa Kultury i Sztuki (1989) i nagrodę im. S. Piętaka (1991). W 1990 zamieszkał w Warszawie. Publikował liczne wiersze, artykuły i recenzje, współpracując stale z miesięcznikiem „Twórczość” (od 1988; podp. też J.D.; od 1996 redaktor działu poezji), z dziennikiem „Rzeczpospolita” (1993-2005 członek zespołu redakcyjnego; podp. też J.D.; kolejno sekretarz działu kultury, dodatków „Plus Minus” i „Rzecz o Książkach”; tu w 1997-2009 cykl felietonów pt. „Półka z poezją”) i magazynem literackim „Książki” (od 2000; m.in. podp. (J.D.)). Nadto recenzje, felietony oraz wiersze ogłaszał m.in. w tygodniku „Itd” (1990), „Polityce” (1990, 1992-94), w bydgoskim „Ilustrowanym Kurierze Polskim” (po 1990; tu cykl felietonów pt. „Warszawski zaułek”), dwutygodniku „Atak” (1991), „Gazecie Wyborczej” (1991-92), „Nowej Europie” (1991-93), „Sycynie” (1994-96), „Tygodniku Powszechnym” (1997-98, 2000-2005), „Odrze” (2005, 2014), „Toposie” (2006-07, 2014-15, 2017), „Wyspie” (od 2011), „Akcencie” (2014), „Frazie” (2014; tu m.in. cykl Dni.(Zapiski pięćdziesięciopięciolatka)), „Zeszytach Literackich” (2014, 2016), „Nowej Dekadzie Krakowskiej” (2017). W 2005-12 był redaktorem naczelnym Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. W 2013 podjął współpracę z Zakładem Rękopisów Biblioteki Narodowej. W 2014 otrzymał Symboliczną Nagrodę Ryszarda Milczewskiego-Bruna (w dziedzinie krytyki literackiej). W 2016 wszedł w skład jury V edycji Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego – Orfeusz. Odznaczony m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi (2005) oraz za popularyzowanie języka i kultury włoskiej Krzyżem Kawalerskim Orderu Gwiazdy Solidarności Włoskiej (Ordine della Stella della Solidarietà Italiana), przyznanym przez prezydenta Republiki Włoskiej i ministra spraw zagranicznych (2008).

Ma syna Adama (ur. 1982). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Ulica Reformacka. Wiersze z lat 1980-1986. Kr.: WL 1988, 68 s.
Nagroda im. K. Iłłakowiczówny za najlepszy książkowy debiut poetycki w 1988.
Zawiera wiersze w cyklach: Ulica Rabina Meiselsa; Nikomu ani słowa; Ulica Reformacka.
2. Chaos i konwencja. [Szkice]. Wstęp i red.: T. Skoczek. Kr.: Alma-Art 1988, 116 s.
Druk od 1984 na łamach pisma „Student”. – Zawartość: Święte antynomie. – I. Czy jest dzisiaj możliwe pokolenie literackie?; Smutek epoki, radość egzystencji (głośne myślenie); Smutek egzystencji, radość pisania (głośne mówienie) [dot. poezji Z. Macheja, J. Olszewskiego, K. Ćwiklińskiego, D.T. Lebiody]; Konwencja i rezygnacja [dot. poezji M. Sienkiewicza]; Wspólny mianownik. – II. Morze spokojne po burzy [dot. poezji tzw. „Nowej Fali”]; Język, ciało, sen [dot. Z. Jaskuła: Maszyna do pisania]; Głosy nie spełnionego pokolenia [dot. poezji A. Czekanowicz, Z. Joachimiaka, W. Zawistowskiego]; Klasycyzm i metafizyka [dot. poezji A. Kaliszewskiego, K. Lisowskiego]; Metafizyka i egzystencja [dot. poezji K. Adamkiewicza, R. Chojnackiego]; Młodość świadka [dot. G. Musiała]. – III. Umierać śmiercią buntownika; Poezja w tyglu histerii; Między chaosem i konwencją [dot. poematu „Luiza” A. Bursy]; Nasz starszy młodszy brat [dot. W. Szymanowicza]; Apologeta poezji [dot. R. Wojaczka]; Święci literatury polskiej. – IV. Poezja tajemnicy i paradoksu [dot.: B. Ostromęcki: Dom odnaleziony]; Kultura, wiara, poezja [dot.: J.S. Pasierb: Zdejmowanie pieczęci]; Poezja i egzystencja. (T. Różewicza poezja w poezji); Piękne bolesne słowa Pana Cogito [dot. Z. Herberta], – nadto wiersz J.D.: Północna elegia.
3. Starożytny język. [Wiersze]. Tor.: Toruńskie Tow. Kultury 1989, 39 s.
Zawiera wiersze w cyklach: Pierwsza maska; Pierwsza twarz.
4. Podróż na południe. [Wiersze]. Kr.: Ofic. Cracovia 1995, 83 s. Wyd. 2 popraw. z podtyt.: Wiersze z lat 1986-1995. Tamże 1997.
Nagroda XVIII Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w Pozn. w 1995.
Zawiera wiersze w cyklach: Koniec wieku, zima; Twoje nagie imię; Nie myśl, że jesteś; Widok z Mysiej Wieży.
5. Światło września. 77 wierszy dawnych i nowych. Wwa-Izabelin: Świat Lit. 1998, 119 s.
Wiersze w cyklach numerowanych I-VII.
6. Smaki słowa. Szkice o poezji. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1999, 289 s.
Zawartość: [Dot. J. Iwaszkiewicza:] Poeta w Wenecji; Kolano Iwaszkiewicza. – [Dot. T. Różewicza:] Tadeusza Różewicza poezja w poezji [poz. 2]; Poezja jest jak śmierć; Poezja poza wierszem; Coś Tadeusza Różewicza; Rozmawiać milcząc. – [Dot. Z. Herberta:] Słowa Pana Cogito; Przypadek i przeznaczenie [dot.: Rovigo]; Sztuka podróżowania, malarze Holandii i mikroskop [dot.: Martwa natura z wędzidłem]; Sprawy ostateczne a filozofia kaca [dot.: 89 wierszy; Epilog burzy]. – Gdzieś obok, poza wszystkim; Radość pisania i radość czytania [dot. W. Szymborskiej]. – Poza historią, teraz [dot. A. Międzyrzeckiego]; Patrz przed siebie [dot. J. Hartwig]; Uwięziony w świecie [dot. T. Nowaka]; Zapis chwili [dot. U. Kozioł]; Biel, milczenie, cały świat [dot. J. Łukasiewicza]; O życiu, które jest śmiercią i życiem [dot. J.M. Rymkiewicza]; Rocznik powojenny, stypendyści czasu [dot. E. Lipskiej]; Stanisław Barańczak i ten drugi [o S. Barańczaku jako poecie, krytyku i tłumaczu]; Wierność nieufności [dot. S. Barańczaka]. – Opisanie świata; Demon rzeczywistości [dot. A. Zagajewskiego]. – Zwroty i powroty [dot. J. Kornhausera]; Rana poezji [dot. R. Krynickiego]; Nowej Fali przygoda z poezją i polityką.
7. Akropol i cebula. O Zbigniewie Herbercie. Wwa: Tikkun 2004, 136 s.
Zawartość: Przed skokiem w ostateczność; Słowa Pana Cogito [poz. 6]; Między przypadkiem a przeznaczeniem. (O zbiorze wierszy „Rovigo”); Sprawy ostateczne, filozofia kaca i szachy. (O zbiorach „89 wierszy” i „Epilog burzy”) [poz. 6]; Sztuka podróżowania, malarze Holandii i mikroskop. (O tomie esejów „Martwa natura z wędzidłem”) [poz. 6]; Współczucie, cud rzeczywisty i wino z Samos. (O tomie esejów „Labirynt nad morzem”); Bunt bezsilnych i drugie dno. (O tomie prozy „Król mrówek”); Kto go zastąpił? Nikt! (O tomie szkiców i tekstów rozproszonych „Węzeł gordyjski”); Duszyczka słowiańska i spodnie. (O listach do Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich); Mistrz, Skarabeusz i Puchatek. (O korespondencji z Henrykiem Elzenbergiem i Jerzym Zawieyskim); Solidarność cierpiących, a także dzbanek gliniany i cynowy. (O książkach Andrzeja Franaszka i Jacka Łukasiewicza); Śmierć poety.
8. Wiersze wybrane. Wwa: LSW 2010, 163 s. Bibl. Poetów.
9. Dwanaście dni. [Wiersze]. Wwa: Iskry 2013, 115 s.
Zawiera cykle: Wiersze podróżne; Dwanaście dni (2004-2012); Wiersze podzwonne.
Nagroda Lit. im. C. Norwida, przyznana przez samorząd woj. maz. w 2014. – Finalista Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego – Orfeusz w 2014.
10. Stan skupienia. Teksty o prozie. Szczecin-Bezrzecze: Wydawn. „Forma”. Fundacja Literatury im. H. Berezy 2014, 193 s. Wokół Literatury.
Druk wcześniej m.in. na łamach „Twórczości” i „Rzeczpospolitej”. – Zawartość: Henryk Bereza między życiopisaniem a życioczytaniem; Przyjaźnie Jarosława Iwaszkiewicza; Niewiele wiem, nic nie robię, śmierć coraz bliżej. (Tydzień nad „Kronosem” Witolda Gombrowicza). Życie wciąga. (Czytając „Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego); Edwarda Stachury pisanie życiem [dot.: Listy do pisarzy. Wwa 2006; Dzienniki. Wwa 2010-2011]; Wiesława Myśliwskiego opowieści o losie [dot.: Widnokrąg; Requiem dla gospodyni; Traktat o łuskaniu fasoli; Ostatnie rozdanie]; Rozmówki Edwarda Redlińskiego; Jana Drzeżdżona kosmos spraw codziennych [dot. m.in.: Szary człowiek]; Szept Dariusza Bitnera [dot. m.in.: Trzy razy]; Janusz Rudnicki w stanie nieważkości; Jerzego Pilcha nabożna jadowitość. (Nad dwoma dziennikami i jedną powieścią [Wiele demonów]); Mój żywot obolały. (O książce Adama Wagi i Mariana Pilota) [dot.: Obol; Postanowienia końcowe].
11. Charakter_pisma_. Szkice o polskiej poezji współczesnej. Kr.: Inst. Książki. Dział Wydawn.; Wwa: „Twórczość” 2015, 280 s. Bibl. „Twórczości”.
Druk wcześniej na łamach „Twórczości”. – Zawartość: Od Autora. – Cz. 1. W kręgu Nowej Fali: Cień Nowej Fali; Krótko mówiąc, Stanisław Barańczak; Między jedną a drugą stroną kartki. (O Ryszardzie Krynickim); Mieszkać wszędzie. (O Adamie Zagajewskim); Nic, czyli wszystko. (O Julianie Kornhauserze); Krzysztof Karasek, rzecz jasna; Nigdy za późno, nigdy za wcześnie. (O Leszku Aleksandrze Moczulskim); We wszystkim jest wszystko. (O Leszku Szarudze); Zmierzyć się z samym sobą. (O Antonim Pawlaku). – Cz. II. Przed, obok i po Nowej Fali: Bez wątpienia, Rafał Wojaczek; Patrzeć i ujrzeć. (O Bogusławie Kiercu); Bohdan Zadura, nikt inny; Piękne ubóstwo. (O Andrzeju Warzesze); Z Alabamy na Berdyczów. (O Jerzym Gizelli); Po prostu, Adam Ziemianin; Zagadka wiersza, tajemnica poezji. (O Andrzeju Słomianowskim). – Cz. III. Poza wszystkim: Codziennie, Wincenty Różański; Każdego dnia, Janusz Szuber; Nie inaczej, Adam Ochwanowski; W imię ciągłości. (Kilka uwag o poezji polskiej przełomu wieków).
12. Życie w biegu. O ludziach, miejscach, literaturze, piłce nożnej, maratonach i całej reszcie. Wwa: Melanż 2015, 542 s.
Zapiski w formie dziennika za r. 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Melanż 2015, plik w formacie EPUB.
13. Rzeki Portugalii. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2016, 79 s. Bibl. „Toposu”. Bibl. Poezji, 122.
14. Środek ciężkości. Szkice o współczesnej liryce polskiej. Mikołów: Inst. Mikołowski 2016, 361 s. Bibl. Arkadii, 133.
Zawartość: Kilka zdań o sobie zamiast wstępu. – Cz. I. Poeci z różnych stron: Juliana Kornhausera państwo wiersza; Wszystko jest inaczej według Jerzego Kronholda; Leszka Szarugi czas zaprzeszły niedokonany; Jerzego Górzańskiego rozmowy z samym sobą; Anarchiczny zmysł analogii Krzysztofa Karaska; Milczeć jak Wojciech Kawiński; Mieczysława Machnickiego piąta strona świata; Niczyje nic Janusza Szubera. – Cz. II. W kręgu Nowych Roczników: Między nigdzie a wszędzie. (O Krzysztofie Lisowskim); Misterium dnia powszedniego. (O Andrzeju Kaliszewskim); Słowo słów, jest. (O Bronisławie Maju); Kim jestem, gdzie jestem. (O Kazimierzu Brakonieckim); Jestem najsłabszym z ludzi. (O Janie Sochoniu); Przed czasem ostatecznym i po. (O Tadeuszu Żukowskim); Błogosławiona prowincja. (O Janie Kasprze); Mniej więcej, ile trzeba. (O Jerzym Jarniewiczu); Biała kartka, milczenie. (O Piotrze Cieleszu); Samotność błogosławiona. (O Piotrze Piaszczyńskim). – Cz. III. Nie tylko „bruLion”: Idą, idą!. (O antologii Przyszli barbarzyńcy); Na wyciągnięcie ręki. (O Marku Wojdyle); Między żywymi a umarłymi. (O Jarosławie Mikołajewskim); Widok z okna. (O Zbigniewie Chojnowskim); Poezja musi być rozróbą. (O Eugeniuszu Tkaczyszynie-Dyckim); Będąc tu, będąc tam. (O Krzysztofie Niewrzędzie); Zapalić ciemność. (O Wojciechu Kassie); Łaska widzenia. (O Robercie Mielhorskim); Nic, czyli wszystko. (O Mariuszu Grzebalskim); Oderwane ogniwo. (O Macieju Meleckim); Ani dnia, ani godziny. (O Grzegorzu Olszańskim); Raz na jakiś czas, raz w życiu. (O Krzysztofie Siwczyku); Wiara i ład. (O Wojciechu Wenclu); Mówić milcząc. (O Tadeuszu Dąbrowskim); Między mówić a milczeć. (O Jacku Dehnelu). – Cz. IV: Poeci z drugiego brzegu: Obezwładniające światło Tymoteusza Karpowicza; Artura Międzyrzeckiego forma i styl; Wyszeptana prawda Tomasza Gluzińskigo; Tadeusza Śliwiaka cud tautologii; Tak Kazimierza Hoffmana; Janusza St. Pasierba odwaga umierania; Nic wspólnego z niczym według Ryszarda Kapuścińskiego; Snutka o Marianie Grześczaku; Ukrzyżowana sprzeczność Zbigniewa Jerzyny; Feliks Netz i siostra snu; Nasz starszy młodszy brat, Włodzimierz Szymanowicz. – Kilka zdań o krytyce literackiej zamiast zakończenia.
Prace redakcyjne
1. S. Grochowiak: Wiersze. Wyboru dokonał [i wstęp oprac.] J. Drzewucki. Wwa: Muza 1995, 158 s. Bibl. Poezji.
2. K. Lisowski: Piętnaście tysięcy dni. Wiersze z lat 1975-1995. Słowo wstępne J. Drzewucki. Kr.: Śródmiejski Ośrodek Kultury i Ofic. Cracovia 1995, 84 s. Poeci Krak.
3. J. Słowacki: Poezje. Wyboru dokonał J. Drzewucki. Wwa: Muza 1996, 166 s. Bibl. Poezji.
4. E. Stachura: Wiersze wybrane. Wyboru dokonał [i wstęp oprac.] J. Drzewucki. Wwa: Muza 1996, 155 s. Bibl. Poezji.
5. M. Pawlikowska-Jasnorzewska: Poezje. Wybór J. Drzewucki. Wwa: Muza 1997, 309 s.
6. S. Grochowiak: Rok polski. Wybór [i posł.:] J. Drzewucki. Red.: J. Drzewucki, J. Kułakowska-Lis. Olszanica: BOSZ 2004, 77 s. Poezja.
7. J. Iwaszkiewicz: Brzezina i inne opowiadania. Wybór i nota wydawcy J. Drzewucki. Wwa: Czyt. 2006, 514 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2014, wyd. 3 2016.
8. J. Iwaszkiewicz: Urania i inne wiersze. Wyboru dokonał [i notę wydawcy oprac.:] J. Drzewucki. Wwa: Czyt. 2007, 430 s.
9. J. Iwaszkiewicz: Wenecja i inne szkice. Wyboru dokonał [i notę wydawcy oprac.] J. Drzewucki. Wwa: Czyt. 2008, 559 s.
10. B. Ostromęcki: Wiersze wybrane. Wybór i oprac.: J. Drzewucki. Lubl.: Wydawn. Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” 2017, 119 s. Bibl. Zapomnianych Poetów, 1.
11. T. Różewicz: Wiersze i poematy z „Twórczości” (1946-2005). Zebrał, wstępem i notą opatrzył oraz bibliografię oprac.: J. Drzewucki. Wr.: Warstwy 2017, 378 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Autor o sobie: J. DRZEWUCKI: Mój wybór i tylko mój. (Wyznanie krytycznoliterackie). „Wyspa” 2013 nr 3.
Wywiady: Sceptycyzm kontrolowany. Rozm. S. Sadowski. „Krzywe Koło Literatury” 1994 nr 12; O dziwnym czasie i autorach, zapomnianych lub trudnych w odbiorze. Rozm. P. Orzeł. „Elewator” 2016 nr 2.
Powrót na górę↑

LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne
K. MIKLASZEWSKI: Polowanie na poetę. „Dz. Pol.” 1996 nr 52.
M. SIENKIEWICZ: Nie karz mnie nigdy samotnością, Panie… (Szkic o poezji warszawskiego poety – Janusza Drzewuckiego). „Akapit” 2000 nr 1.

Ulica Reformacka
M. BIGOSZEWSKA-JURUŚ: Znikająca codziennie nadzieja. „Poezja” 1989 nr 5.
P. CIELESZ: Piękna rozpacz. „Fakty” 1989 nr 4.
J. DEMBIŃSKA-PAWELEC: W czasoprzestrzeni ulic. „Życie Lit.” 1989 nr 1.
A. KALISZEWSKI: Wyjść z chaosu. „Pis. Lit.-Artyst.” 1989 nr 3 [dot. też: Chaos i konwencja].
J. KORYL: Skaleczony płatek róży. „Nurt” 1989 nr 5.
A. MAZUR: Niepokój Abrahama. „Twórczość” 1989 nr 8.
D. PAWELEC: Poezja ulic. „Tak i Nie” 1989 nr 5.
M. OBARSKI: Prywatne przykazanie. „Pis. Lit.-Artyst.” 1989 nr 7/8.
K. PIEŃKOSZ: Nowy poeta. „Literatura” 1989 nr 3.

Chaos i konwencja
A. KALISZEWSKI: Wyjść z chaosu. „Pis. Lit.-Artyst.” 1989 nr 3 [dot. też: Ulica Reformacka].
M. KISIEL: Między chaosem i konwencją. „Twórczość” 1989 nr 3.

Starożytny język
J. KORYL: Nadzieje i rozczarowania. „Kierunki” 1990 nr 7.
D. PAWELEC: Ślady Europy. „Autograf” 1990 nr 3.

Podróż na południe
M. KISIEL: Powab mowy. „Śląsk” 1995 nr 2.
K. MALISZEWSKI: Całość jednoznaczna jak heksametr. „Nowy Nurt” 1995 nr 25.
L. ŻULIŃSKI: Prawdziwy poeta. „Wiad. Kult.” 1995 nr 43.
Z. CHOJNOWSKI: Bolesny zachwyt. „Borussia” 1996 nr 12.
P. KĘPIŃSKI: „Czas Kult.” 1996 nr 1.
T. KOMENDANT: Ta sławna na całą Europę Śródziemną gorycz... „Twórczość” 1996 nr 2.
K. LISOWSKI: Wnuk króla Popiela ogląda świat. „Literatura” 1996 nr 1.
D. PAWELEC: Klasycyzm prywatny i sceptyczny. „Nowe Książ.” 1996 nr 3.
W. PAŹNIEWSKI: Ulica Tymona Niesiołowskiego. „Twórczość” 1996 nr 3.
K. PIEŃKOSZ: Jeszcze możemy się kochać. „Sycyna” 1996 nr 10.
[W. SKALMOWSKI] M. BROŃSKI. „Kultura”, Paryż 1996 nr 6.
M. STALA: Okruchy rozpaczy, okruchy czułości. „Rzeczpospolita” 1996 nr 17, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997.
L. SZARUGA: Wszystko we mgle. „Arkusz” 1996 nr 7.
S. SADOWSKI. „Fraza” 1997 nr 1.
J. WOLSKI: Janusza Drzewuckiego podróże na południe i w innych kierunkach. „Opcje” 1997 nr 1.
A. CZACHOWSKA: Ciężar słowa. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 5/6.
E. DUNAJ: Podróżować zawsze od nowa. „Akcent” 1998 nr 1/2.
K. MALISZEWSKI: Wszystko inne. „Odra” 1998 nr 12 [dot. też: Światło września].
P. SIEMASZKO: Horyzont podróży. „Topos” 1998 nr 3.

Światło września
J. GIZELLA: Metafizyka końca wieku. „List Oceaniczny” 1998 nr 62.
A. JAKUBOWSKA-OŻÓG: Stare i nowe wiersze Janusza Drzewuckiego. „Fraza” 1998 nr 3/4 (21/22).
P.W. LORKOWSKI: Przez bramy światła. „Topos” 1998 nr 5/6.
K. MALISZEWSKI: Wszystko inne. „Odra” 1998 nr 12 [dot. też: Podróż na południe].
A. PIWKOWSKA: Głęboka radość powtórzeń. „Nowe Książ.” 1998 nr 8.
J. DĄBAŁA: Spostrzegawczość, pamięć i nostalgia, czyli „cool” w poezji. „Twórczość” 1999 nr 1.
J. MIKOŁAJEWSKI: Ulice miast i pamięci. „Nowa Okol. Poetów” 1999 nr 4.
L. ZUBIŃSKA: Światło i słowo. „Akant” 1999 nr 5.
M. CZUKU: Powolny grzmot rdzewiejącego żelaza, czyli recenzja, której nigdy nie napiszę. „Tygiel Kult.” 2000 nr 4/6.
A. STANKOWSKA: Przepalona przejrzystość. „Arkusz” 2000 nr 3.

Smaki słowa
S. GĘBALA: Czytanie słowo po słowie. „Twórczość” 2000 nr 9.
P. KĘPIŃSKI: Zapach literatury. „Rzeczpospolita” 2000 nr 12 dod. „Plus Minus”.
P. MAJERSKI: W blaskach i cieniach słowa. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
K. MALISZEWSKI: Pomiędzy dłutem, młotkiem i piłą. „Opcje” 2000 nr 2/3.
P. PIASZCZYŃSKI: Pamiętnik smakosza. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 11.
R. JASNORZEWSKI. „Śląsk” 2001 nr 9.
G. KOCIUBA: Radość i trud czytania. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 1.
K. KUCZKOWSKI: Smakując słowa. „Topos” 2002 nr 3.

Akropol i cebula
K. MASŁOŃ: Poeta, psy i gwiazda. „Rzeczpospolita” 2004 nr 250.
Z. CHOJNOWSKI: O poecie głęboko zwykłym. „Twórczość” 2005 nr 2/3.
P. DAKOWICZ: Tajemnica poety, tajemnica poezji. „Topos” 2005 nr 3.
P. MAJERSKI: Esej o Herbercie. „Nowe Książ.” 2005 nr 3.
Ł. JANICKI: Po prostu Zbigniew Herbert. „Akcent” 2006 nr 3.
S. CHYCZYŃSKI: Woń cebuli pod Akropolem. „Akant” 2007 nr 3.

Wiersze wybrane
W. CHMIELEWSKI: W ciszy, pięknie i ciemności. „Wyspa” 2010 nr 3.
S.J. CHYCZYŃSKI: W serii z Pegazem. „Akant” 2010 nr 11.
J. MADEJSKI: „W bolesnym zachwycie”. „Nowe Książ.” 2010 nr 12.
Z. CHOJNOWSKI: Zachwyt + przerażenie = dystans. „Topos” 2011 nr 1/2.
T. KIJONKA: Płonąca zapałka w lustrze wszechświata. „Śląsk” 2011 nr 7.
R. KOŁODZIEJ: Pochwała istnienia. „Fraza” 2011 nr 2.
M. ORLIŃSKI: Otwarte okno. „Twórczość” 2011 nr 2, przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.
A. SZYMAŃSKA: Resztą jest życie. „Prz. Powsz.” 2011 nr 7/8.
W. KUDYBA: Palimpsest świata. „Odra” 2012 nr 9.

Dwanaście dni
J. MARCZYŃSKI: Poetycka tajemnica codziennych spacerów. „Rzeczpospolita” 2013 nr 123.
A. SINKOWSKI: Poezja obywatelska. „Wyspa” 2013 nr 3.
B. SUWIŃSKI: Żywioł wędrówki. „Twórczość” 2013 nr 10.
L. SZARUGA: Świat poetycki. (LVI). „Zesz. Lit.” 2013 nr 3.
Z. CHOJNOWSKI: Opowiadanie miejsc, czyli wejście w czas. „Akcent” 2014 nr 1.
J. KLEJNOCKI: W półmroku. „Rzeczpospolita” 2014 nr 237 dod. „Plus Minus”.
K. LISOWSKI: Lojalność wobec świata. W tegoż: Motyl Wisławy i inne podróże. Kr. 2014.
P.W. LORKOWSKI: Rekolekcje w marszu. „Fraza” 2014 nr 1/2.
G. TOMICKI: Z czarną ciszą na końcu. „Odra” 2014 nr 11.

Stan skupienia
Z. BIDAKOWSKI: Stadion mój widzę ogromny. „Wyspa” 2015 nr 1.
M. MUS: „Byle jakie słowa, to byle jaki człowiek”, czyli o poczciwości krytyki. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 3/4.
M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Gesty interpretacyjne. „Nowe Książ.” 2015 nr 7.
L. ŻULIŃSKI: Czytający maratończyk. „Twórczość” 2015 nr 6 [rec. też: Życie w biegu].

Charakter_pisma
P. KĘPIŃSKI: Mistrzowskie rozbieranie. „Twórczość” 2015 nr 9.
A. REIMANN-CZAJKOWSKA: W kręgu Nowej Fali i poza wszystkim. „Nowe Książ.” 2015 nr 8.
K. ALICHNOWICZ: Słowo po słowie. „Wyspa”, Wwa 2016 nr 1.
G. TOMICKI: Cień Nowej Fali. „Twórczość” 2016 nr 3.

Życie w biegu
P. DOBROŁĘCKI: O ludziach, miejscach, literaturze, piłce nożnej. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.rzeczgustu.com.pl/recenzje/ksiazki/zycie-w-biegu.
A. NASIŁOWSKA: Długodystansowiec. „Nowe Książ.” 2015 nr 6.
B. SOKOŁOWSKA: Jestem, więc piszę, piszę , więc jestem… „Topos” 2015 nr 5.
W. TURŻAŃSKA: Puszkin – nie Putin, Homer – nie Hoser. „Akcent” 2015 nr 3.
L. ŻULIŃSKI: Czytający maratończyk. „Twórczość” 2015 nr 6 [rec. też: Stan skupienia].
M. ORLIŃSKI: Racja jest po stronie tych, którzy piszą. „Wyspa” 2016 nr 2.

Rzeki Portugalii
K. ALICHNOWICZ: Nic nie będzie tak, jak było. „Twórczość” 2016 nr 6.
J. CIEŚLAK: Poeta, który jest naprawdę, a nie na Facebooku. „Rzeczpospolita” 2016 nr 63.
A. MOCHALSKA: Portugalia i bezsenność. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://salonliteracki.pl/new/recenzja/552-portugalia-i-bezsennosc.
M. MOLNAR. „Mag. Lit. Książ.” 2016 nr 3.
K. PŁATEK: Na mostach. „Wyspa” 2016 nr 4.
A. RYDZ: Poetyka fado istnienia. „Topos” 2016 nr 6.
J. RYSZKOWSKI. „Prowincja”, Sztum 2016 nr 4.
R. RŻANY: A jednak jest… „Nowe Książ.” 2016 nr 7/8.
M. WABIK: Wiersze krytycznoliterackie i turystyka. „Akcent” 2016 nr 5.
M. CZUKU: Poetyckie panta rhei. „Elewator” 2017 nr 3.
K. WÓJCIK: Uciec. „Arcana” 2017 nr 3.

Środek ciężkości
J. BECZEK: O poezji, która przywraca stabilność. „Nowe Książ.” 2017 nr 5.
A. GLEŃ: Trafić dokładnie w środek. „Twórczość” 2017 nr 6.
L. NOWARA: Poetycki środek ciężkości. „Topos” 2017 nr 2.

T. Różewicz: Wiersze i poematy z „Twórczości” (1946-2005)
Wiersze i poematy z „Twórczości” (1946-2005) (Prace redakcyjne poz. 11): R. RŻANY: Echo i cień. „Nowe Książ.” 2017 nr 9.</document>
<document nplp_id="3482" title="Kinga DUNIN" slug="kinga-dunin">ur. 1954

Pełna forma nazwiska: Dunin-Horkawicz.

Pseud.: KiD; kid.

Krytyk literacki, prozaiczka, publicystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 25 kwietnia 1954 w Łodzi; córka Janusza Dunin-Horkawicza, polonisty i bibliotekoznawcy, profesora Uniwersytetu Łódzkiego, i Cecylii z domu Jastrzębskiej, również polonistki i bibliotekoznawczyni. Uczyła się w szkole podstawowej w Łodzi, a następnie od 1969 w IV Liceum Ogólnokształcącym im. E. Szczanieckiej. Po zdaniu matury zaczęła w 1973 studiować socjologię kultury na Uniwersytecie Łódzkim; w 1977 uzyskała magisterium. Uczestniczyła w działalności opozycji demokratycznej. W 1977 podjęła współpracę z Komitetem Obrony Robotników (KOR) oraz z Niezależną Oficyną Wydawniczą. Zajmowała się dystrybucją i sprzedażą niezależnej prasy oraz książek. Była z tego powodu represjonowana przez służby bezpieczeństwa PRL. Brała także udział w organizacji i spotkaniach Uniwersytetu Latającego oraz Studenckiego Komitetu Solidarności (SKS). Na początku lat osiemdziesiątych zamieszkała w Warszawie. Wyszła za mąż za Sergiusza Kowalskiego, socjologa i publicystę, działacza opozycji (rozwód 1994). Po ogłoszeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 została internowana wraz z mężem, a pięciomiesięcznego syna, Stanisława Dunin-Horkawicza, umieszczono w domu dziecka; po krótkim czasie została zwolniona. W 1984-2012 prowadziła zajęcia oraz wykładała socjologię medycyny w Instytucie Medycyny Społecznej Akademii Medycznej (później Warszawski Uniwersytet Medyczny) w Warszawie. Po 1989 związała się z ruchem feministycznym. Debiutowała w 1991 artykułami na temat dyskursu publicznego w Polsce, zamieszczonymi w książce zbiorowej pt. Cudze problemy, której była współredaktorką. Liczne eseje, recenzje, noty publikowała m.in. w dodatku literackim „Życia Warszawy” pt. „Ex Libris” (1992-96); tu m.in. ogłosiła tekst pt. Literatura polska czy literatura w Polsce (1994 nr 48), który rozpoczął dyskusje nad stanem literatury polskiej, a także prowadziła rubrykę Noty Knoty,informującą o nowościach wydawniczych (podp.: KiD, kid). Artykuły literackie i społeczne oraz recenzje i felietony drukowała nadto w „Dialogu” (1994, 1997, 2009, 2015, 2017), „Twórczości” (1994, 1998), miesięczniku „Twój Styl” (1995-96; tu felietony z cyklu Przekornie o książkach), poznańskim „Kurierze Czytelniczym. Megaron” (1997-2000; tu kontynuacja rubryki Noty Knoty), w piśmie „FA-art” (1998-2000), „Nowych Książkach” (1999-2004), dodatku „Gazety Wyborczej” pt. „Wysokie Obcasy” (1999-2011; tu m.in. felietony z cyklu W tenisówkach), krakowskim kwartalniku feministycznym „Zadra” (od 1999), „Res Publice Nowej” (2001-2007; tu m.in. cykl felietonów Z drugiej ręki), „Krytyce Politycznej” (od 2002), „Gazecie Wyborczej” (od 2005), „Rzeczpospolitej” (od 2005), „Tekstach Drugich” (2016). W 2000 wchodziła w skład jury Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2003 została członkinią zespołu redakcyjnego „Krytyki Politycznej” i działaczką lewicowego środowiska, związanego z tym kwartalnikiem. W tymże roku była współzałożycielką partii Zieloni 2004 (przez pewien czas wchodziła w skład Sądu Koleżeńskiego). Również w 2003 otrzymała Okulary Równości przyznane przez Pełnomocniczkę Rządu RP do spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn za „wieloletnią walkę ze szkodliwymi stereotypami”. W 2004 uzyskała stopień doktora na podstawie rozprawy Czytając Polskę. Literatura po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności,obronionej na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu (promotor prof. Przemysław Czapliński). Współpracowała z Telewizją Polską (TVP): w 2001-04 w programie TVP 1 prowadziła z Tomaszem Łubieńskim i Witoldem Beresiem rozmowy o nowościach literackich pt. Dobre Książki, przeniesione w 2005 do kanału Kultura pt. Lepsze Książki i kontynuowane do 2007 z udziałem innych krytyków, m.in. Sławomira Sierakowskiego i Cezarego Michalskiego. W 2005 została członkiem Zarządu Stowarzyszenia im. S. Brzozowskiego. W 2008-09 wchodziła w skład jury Nagrody Literackiej Nike. W związanym z „Krytyką Polityczną” Instytucie Studiów Zaawansowanych prowadziła zajęcia, a felietony publikowała od 2013 na portalu internetowym „Dziennik Opinii”. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Tao gospodyni domowej. [Szkice]. Wwa: Open 1996, 78 s.
Zawiera m.in. felietony: Polka feministyczna [dot. m.in. M. Musierowicz]; Kogutek czy kurka? [dot. literatury pisanej przez kobiety].
2. Tabu. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 1998, 245 s.
Nominacja do Paszportu „Polityki” (łącznie z poz. 3). – Dopisek do powieści: Prawdziwe zakończenie „Tabu”. „OŚKA” 1999 nr 1 s. 32.
3. Obciach. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 1999, 242 s. Wyd. 2 tamże 2005.
Nominacja do Paszportu „Polityki” (łącznie z poz. 2).
4. Adam Wiedemann. [Szkic]. [Wstęp:] K. Dunin. [Przeł.:] M. Lami. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 18 s. Wyd. nast. tamże 2001.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także przekł. fragm. twórczości A. Wiedemanna oraz fragm. wypowiedzi krytyków o pisarzu.
5. Janusz Rudnicki. [Szkic]. [Wstęp:] B. Chmiel, K. Dunin. [Przeł.:] B. Karren. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2000, 18 s.
Tekst w jęz. niem. – Zawiera także przekł. fragm. twórczości J. Rudnickiego oraz fragm. wypowiedzi krytyków o pisarzu.
6. Karoca z dyni. [Szkice]. Wwa: Sic! 2000, 170 s.
Zawartość: Karoca z dyni [wstęp]; Świat Kopciuszka [m.in. postaci Barbary Niechcicowej z „Nocy i dni”]; U wrót pałacu; Kopciuszek, książę DyDo i wolność [dot. obrazu literatury i kultury po 1989]; Nóżka i pantofelek [dot. m.in. powieści „Esther” S. Chwina i wierszy A. Wiedemanna]; Prawdziwa matka; Gdzie jest tata? [dot. portretów mężczyzn w prozie po r. 1989]; Zakończenie.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2001, nagroda magazynu kult. TVP Pegaz w 2002.
7. Czego chcecie ode mnie, „Wysokie Obcasy’’. [Felietony]. Wwa: Sic! 2002, 271 s.
Druk. uprzednio m.in. na łamach „Wysokich Obcasów”, „Res Publiki Nowej” i „Zadry”. – Zawiera felietony w działach: Czego chcecie ode mnie, „Wysokie Obcasy”; Suknia i kuchnia; W jednym domku; Strażnicy świętej różnicy; Jak być równym facetem; Rodzina bez ślubu i alimentów; Brzuch i władza; Cywilizowanie wolności; Kobieta publiczna; Kultura i makulatura; Czy jestem feministką?; Marzenie.
8. Czytając Polskę. Literatura polska po 1989 roku wobec dylematów nowoczesności. Wwa: W.A.B. 2004, 302 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2004, plik w formacie PDF.
Rozprawa doktorska.
Zawiera szkice: Cz.1. Zanim zaczniemy czytać: I. Czego możemy dowiedzieć się o społeczeństwie z literatury; II. Reguły i zasady mojej dowolnej interpretacji; III. Miejsce, z którego czytam. – Cz. 2. Czytając Polskę: Jak przed wojną [dot. m.in.: T. Lubkiewicz-Urbanowicz: Boża podszewka]; Pół wieku w czyśćcu; Wolność, nie-wolność, po-wolność.
9. Mary – koszmary. Scenariusz filmu krótkometrażowego. [Współaut.:] S. Sierakowski. Reż.: Y. Bartana. Polska, Izrael 2007.
10. [zadyma]. [Felietony]. Kr.: WL 2007, 223 s.
Druk. na łamach dodatku „Gaz. Wybor.” pt. „Wysokie Obcasy” w 2002-2006. – Zawiera felietony w działach: Kung-fu; Rozdoić kozła; Zrobieni na niebiesko; Kartoflania.
11. Kochaj i rób. Współpraca: S. Sierakowski. Wwa: Wydawn. „Krytyki Polit.” 2011, 253 s. Ser. Publicystyczna.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. „Krytyki Polit.” 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, Seria Publicystyczna.
Szkice i felietony druk. wcześniej gł. na łamach dodatku „Gaz. Wybor.” pt. „Wysokie Obcasy” w l. 2004-2010 oraz w „Krytyce Polit.” i dodatku „Dziennika” pt. „Europa”, a także rozmowy, które przeprowadził z K. Dunin S. Sierakowski. – Zawiera rozdziały: Kinga, skąd ty się wzięłaś?; Empatia, cierpienie i nadmiar rozkoszy; Kochaj i rób, co chcesz; Wspólnota i fiu bździu; Etyka związków poligamicznych w kapitalizmie; Pochwała eugeniki; Moralność i polityka.
Praca redakcyjna
1. Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne. Analiza dyskursu publicznego w Polsce. Praca zbiorowa. Pod red. M. Czyżewskiego, K. Dunin, A. Piotrowskiego. Wwa: Ośrodek Badań Społ. 1991, 270 s. Wyd. 2 Wwa: Wydawn. Akademickie i Profesjonalne 2010. Bibl. Dyskursu Publ.
Zawiera też teksty K. Dunin.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.

Wywiady: Piski i gwizdy Marsjan. Rozm.: J. Gola, B. Warkocki. „Pro Arte” 1999 nr 11 [dot. feminizmu]; Kawa na ławę. Rozm. K. Bielas. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 219 [dot. gł. Karoca z dyni]; Nie ma równości. Rozm. K. E. Zdanowicz. „Kultura” 2002 [nr] listopad; W drodze do raju. Rozm. P. Najsztub. „Przekrój” 2010 nr 25 [dot. m.in. feminizmu]; Wolę kolację z Kaczyńskim. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2010 nr 165; Nasza ukochana cywilizacja śmierci. Rozmowa z Kingą Dunin i Ignacym Karpowiczem. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 131 [dot. m.in. książki I. Karpowicza „ości”]; Czasem trzeba zatańczyć disco polo. Rozm. R. Mazurek. „Dz. Gaz. Prawna” 2017 nr 169.

Ogólne
H. DOŁĘGA-HERZOG: Językowe środki perswazji w felietonach Kingi Dunin. W: Przeszłość odległa i bliska. Pozn. 2000.
J. GONDOWICZ: Sny Kingi Dunin. „Nowe Książ.” 2000 nr 7 [m.in. o krytyce lit. K. Dunin].
A. TATARKIEWICZ: Liberum veto. Z czym do Europy?. „Przegląd” 2002 nr 11 [dot. cyklu felietonów „Z drugiej ręki”].
Ż. KOPCIK: Retoryka wypowiedzi feministycznych. „Zesz. Studenckiego Ruchu Naukowego” 2003 nr 8 [dot. cyklu felietonów „W tenisówkach”].
I. STOKFISZEWSKI: Zakładnicy zużytych symboli. „Kryt. Polit.” 2005 nr 9/10.
D. NOWACKI: Kto im dał skrzydła. Uwagi o prozie, dramacie i krytyce. (2001-2010). Katow. 2011, passim.
D. KOZICKA: Krytyczne (nie)porządki. Studia o współczesnej krytyce literackiej w Polsce. Kr. 2012, passim.
M. MAZUŚ: Papieżyca. „Polityka” 2014 nr 42.
M. NARBUTT: Romans w stylu gender. „wSieci” 2014 nr 42 [dot. też I. Karpowicza].
P. ŚLIWIŃSKI: Skandal nowej generacji. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 41 [dot. też I. Karpowicza].

Tao gospodyni domowej
M. MIŁKOWSKI. „Wiad. Kult.” 1996 nr 42.
M. SZPAKOWSKA: Lesbijki nie kąsają psów. „Twórczość” 1996 nr 10.
A. ZEMBRZUSKA: W Jejlandii. „Odra” 1997 nr 3.

Tabu
A. ARASZKIEWICZ: Strategia motyla. „Res Publica Nowa” 1998 nr 11.
H. BALTYN: „Na Bródnie jest nudno...” „Nowe Książ.” 1998 nr 11.
K. MASŁOŃ: Wciąż te same klocki. „Rzeczpospolita” 1998 nr 235.
M. MIZURO: Zawieszenie. „FA-art” 1998 nr 4.
K. SZCZUKA: Młodość, miłość, tabu. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 217.
O. TOKARCZUK: Kilka zwykłych prawd. „Charaktery” 1998 nr 11.
A. ARASZKIEWICZ, K. SZCZUKA: Dojrzewający podmiot kobiecy. „Tabu” – ciąg dalszy. „OŚKA” 1999 nr 1.
I. KIEŁTYK: Czy Tabu – to „tabu”. „Poradnik Bibliotekarza” 1999 nr 11.
B. LIMANOWSKA: Tabu. Postscriptum. „OŚKA” 1999 nr 1.
T. MERTA: Powieść z happy endem. Bohaterka „Tabu” szuka moralnych wskazówek wyłącznie we własnym wnętrzu. „Życie” 1999 nr 41.
E. NOWACKA: Na receptariuszu. „Guliwer” 1999 nr 2.
K. ZAK: Trzęsienie sumień?. „Tygiel Kult.” 1999 nr 4/6.

Obciach
M. NOWAK: Wykroczenia. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 295.
I. KIEŁTYK: Ob-ciach [sic!]. „Poradnik Bibliotekarza” 2000 nr 3.
M. MIZURO: Głaz w ogródku bajek. „FA-art” 1999 nr 4.
P. CZAPLIŃSKI: Tezy prozą. „Polityka” 2000 nr 3, przedr. pt. Irytująca normalność w tegoż: Ruchome marginesy. Kr. 2002.
B. TYLICKA: Targowisko względności. „Nowe Książ.” 2000 nr 3.
K. SZCZUKA: „Chcę mieć mamę!”. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 14 dod. „Książki” nr 1.
E. WINIECKA: Prawdziwa historia Czerwonego Kapturka. „Pro Arte” 2000 nr 13.

Karoca z dyni
J. GONDOWICZ: Jedzie, jedzie nasz Kopciuszko. „Nowe Książ.” 2001 nr 5.
I. IWASIÓW: Co nas zbawi. „Zadra” 2001 nr 1.
M. KĘSIK: Mamy papieża? „FA-art” 2001 nr 3.
A. SPÓLNA: Przymierzanie pantofelków. „Mies. Prowincjonalny” 2001 nr 9/10.
L. SZARUGA: Stan krytyczny (5). „Prz. Polit.” 2001 nr 52/53.
K. SZCZUKA: Kopciuszek prawdę ci powie. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 6 dod. „Mag. z Książkami”.
K. UNIŁOWSKI: Być Kopciuszkiem. „Res Publica Nowa” 2001 nr 5, przedr. rozszerz. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002, polem.: K. DUNIN: Dys-sens, konsens i non-sens. „FA-art” 2001 nr 4.
J. MUELLER: Karoca Dunin. (Monodram wewnętrzny w trzech odsłonach). „Studium” 2002 nr 1.
B. WARKOCKI: Karoca z dyn(i)amitem. „Polonistyka” 2002 nr 2.
Zob. też Wywiady.

Czego chcecie ode mnie, „Wysokie Obcasy”
M. CUBER: Zadyszka. „Odra” 2003 nr 11.
I. IWASIÓW: Zszywka. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
M. KOBUS: Tenisówki kontra wysokie obcasy. „Pogranicza” 2003 nr 2.
B. KOZAK. „Zadra” 2003 nr 4/1.
K. SOŁODUCHA: Jatka w damskiej toalecie. „FA-art” 2003 nr 3/4 [dot. też: J. Bator: Feminizm, modernizm, psychoanaliza; A. Graff: Świat bez kobiet].
M. MIZURO: Felieton jest kobietą. „Teka” 2004 nr 1 [dot. też: I. Filipiak: Kultura obrażonych].

Czytając Polskę
Z. ŁAPIŃSKI: Czytając siebie i innych. „Res Publica Nowa” 2004 nr 4.
P. MACKIEWICZ: Szukając zwierciadła. „FA- art” 2004 nr 3/4.
A. MORAWIEC: Współczesna metapowieść o Polsce. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.
M. PIETRZAK: Czytając Dunin. „FA-art” 2004 nr 3/4.
A. BAGŁAJEWSKI: Literatura i duch czasów. „Twórczość” 2005 nr 1.
I. KOWALCZYK: Czytając – wraz z Kingą Dunin – Polskę. „Czas Kult.” 2005 nr 1.
E. KRASKOWSKA: Kinga Dunin czyta Polskę. „Teksty Drugie” 2005 nr 5.
C. MICHALSKI: Czy świat może mieć dobre zakończenie? „Krytyka Polit.” 2005 nr 7/8.
J. ORSKA: Czytając literaturę. „Odra” 2005 nr 2.

zadyma
A. GUMKOWSKA: Kinga Dunin alias zadymiara. „Tekstualia” 2007 nr 3.
A. PODBIELSKA: Trzeba klepać dalej: Kinga Dunin „Zadyma”. „Pro Arte” 2007 nr 24.
K. TOMASIK: Zadymiara polskiego dyskursu. „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
B. WARKOCKI: Trudno żyć bez ruchu. „Pogranicza” 2007 nr 5.

Kochaj i rób
K. KASPRZAK. [on-line] [dostęp 3 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://kuznia.art.pl/recenzje/525-kochaj-i-rob-kinga-dunin.html</document>
<document nplp_id="3484" title="Józef Franciszek FERT" slug="jozef-franciszek-fert">ur. 1945

Pseud.: Cyryl Włodawiuk; j.f.; Jacek; Jacek Brzozowski; Jacek F. Brzozowski; J.F. Urbański; Jacek Urbański; Jan Welmart; Wacław Joel; Zbigniew Poleszuk.

Historyk literatury, edytor, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 7 lipca 1945 w Korytnicy nad Nidą; syn Edwarda Ferta i Franciszki z Urbańskich, rolników. Od 1958 uczęszczał do Niższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Chrystusowego dla Wychodźców w Świdnicy. Debiutował w 1959 opowiadaniem i wierszami, opublikowanymi w piśmie seminarium „Zielona Trybuna”; pismo to redagował przez rok. Następnie przeniósł się do Liceum Ogólnokształcącego w Busku Zdroju, gdzie kontynuował naukę. W 1964 zdał maturę i podjął studia polonistyczne i przez rok teologiczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL). W czasie studiów brał udział w życiu literackim i naukowym. Od grudnia 1964 do czerwca 1969 redagował czasopismo Koła Polonistów Studentów KUL „Polonista” (tu pod pseud. Jan Welmart zamieścił liczne wiersze). Należał do zespołu teatru Akademickiego KUL (1965-69). W 1967 rozpoczął współpracę z tygodnikiem „Za i Przeciw”, w którym ogłaszał wiersze i recenzje. Krytykę literacką uprawiał w tym czasie także w „Tygodniku Powszechnym” i w „Kamenie” (tu drukował również wiersze). W 1968-69 pracował jako adiustator i korektor w Wydawnictwie Towarzystwa Naukowego (TN) KUL. W 1969 uzyskał magisterium z polonistyki na KUL. Na przełomie 1969/70 przebywał w Katowicach i pracował jako instruktor w Chrześcijańskim Stowarzyszeniu Społecznym. W 1970 przeniósł się do Włodawy i do 1990 pracował w miejscowym I Liceum Ogólnokształcącym, początkowo jako kierownik internatu, a następnie jako nauczyciel języka polskiego i propedeutyki nauki o społeczeństwie. W tym czasie uczestniczył także w seminarium doktorskim prof. Stefana Sawickiego na KUL w Lublinie. W pracy badawczej zajął się głównie twórczością C.K. Norwida. Prace na ten temat publikował m.in. w „Zeszytach Naukowych KUL”, „Pamiętniku Literackim”, „Studiach Norwidiana”, „Roczniku Humanistycznym”. W 1978 doktoryzował się na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie na podstawie rozprawy pt. Dyskurs Norwida z czytelnikiem (promotor prof. Maria Grzędzielska). Nadal uprawiał twórczość poetycką. Od 1979 należał do lubelskiej grupy poetów katolickich Signum. W 1980 został członkiem TN KUL. W tymże roku wstąpił do NSZZ „Solidarność”; był współzałożycielem Komitetu Obywatelskiego Województwa Chełmskiego oraz założycielem Rady Oświaty i Wychowania we Włodawie. W 1980-81 redagował tam związkowe czasopismo „Wiadomości Tygodniowe” oraz serię wydawniczą Biblioteka Wiadomości Tygodniowych. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 został internowany i do lutego 1982 przebywał w więzieniach we Włodawie i Chełmie. Od 1983 prowadził działalność opozycyjną, w 1988 zorganizował podziemną strukturę „Solidarności”. Równocześnie rozwijał pracę naukową. W 1983 objął funkcję sekretarza redakcji nowo powstałego pisma TN KUL „Studia Norwidiana”; funkcję tę pełnił do 2003. W 1985 został członkiem redakcji Dzieł wszystkichC.K. Norwida. W tymże roku podjął pracę naukowo-dydaktyczną na KUL (nieetatowo). W 1989 przeniósł się do Lublina, pracował początkowo w Międzywydziałowym Zakładzie Badań nad Twórczością Cypriana Norwida, a następnie na polonistyce i teologii KUL. W tymże roku został Honorowym Obywatelem Włodawy, a w 1990 członkiem Towarzystwa Przyjaciół KUL. Od 1992 należał do SPP (w 2002-04 był prezesem Oddziału Lubelskiego). Współpracował od tegoż roku z kwartalnikiem „Akcent”, gdzie opublikował liczne wiersze i recenzje (w 1993-99 członek redakcji; tu w 1994 także recenzje podp.: J.F. Urbański). Artykuły i recenzje publikował m.in. w czasopiśmie „Ethos” (1992-2000; tu w 1992 sprawozdanie podp. Jacek Urbański).W 1993 habilitował się na KUL na podstawie rozprawy pt. Poeta sumienia. Rzecz o twórczości Norwida. Wyjeżdżał na stypendia naukowe do Paryża i Rzymu, gdzie prowadził badania nad literaturą okresu romantyzmu. W 1994-96 pracował jako adiunkt w Katedrze Literatury Współczesnej, a w 1995-99 kierował Sekcją (później Instytutem) Filologii Polskiej KUL. Równocześnie w 1994-2000 współpracował z Radiem Lublin, gdzie prowadził wraz z Marią Brzezińską audycję Radiowe warsztaty literackie. W 1995- 2005 był redaktorem naczelnym „Roczników Humanistycznych KUL”. Otrzymał trzykrotnie nagrodę Rektora KUL (1994, 2009, 2010) i dwukrotnie nagrodę Wojewody Lubelskiego (1995, 2007). W 1996-2015 kierował Katedrą Tekstologii i Edytorstwa KUL. W 1998-2001 pełnił obowiązki prodziekana Wydziału Nauk Humanistycznych oraz wchodził w skład Senatu Akademickiego KUL. W 2002 objął funkcję kierownika Zakładu Badań nad Twórczością C. Norwida. Od 2003 był zastępcą redaktora naczelnego czasopisma „Studia Norwidiana”. Wszedł do zespołów redakcyjnych serii wydawniczych Studia Norwidiana – Biblioteka, U Źródła oraz Pism zebranych J. Czechowicza. W 2004-12 pełnił obowiązki prorektora do spraw dydaktyki i wychowania KUL. Od 2005 należał do Lubelskiego Towarzystwa Naukowego. Od tegoż roku był członkiem redakcji „Zeszytów Naukowych KUL”. W 2005 otrzymał tytuł naukowy profesora, a w 2006 stanowisko profesora zwyczajnego KUL. W 2007 został wiceprezesem, a w 2014 prezesem Fundacji Norwidowskiej, mającej na celu wspieranie i rozwój działalności naukowej, popularnonaukowej i wydawniczej, dotyczącej twórczości C. Norwida. Od 2008 redagował serię wydawniczą Archiwum Edytorskie. Wszedł w skład rady naukowej Encyklopedii Katolickiej (2009-14), serii wydawniczej Młoda Polonistyka (2011) oraz czasopisma „Ethos” (2011). Recenzje i wiersze zamieszczał w piśmie „Lublin. Kultura i Społeczeństwo” (także pod pseud. Jacek Brzozowski). W 2012 otrzymał Srebrny Wawrzyn Literacki, Nagrodę Kulturalną Województwa Lubelskiego przyznawaną za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury. Wszedł w skład jury Ogólnopolskiego Konkursu im. J. Czechowicza, od 2012 przewodniczył jury Ogólnopolskiego Konkursu Małych Form Literackich im. S. Żeromskiego, organizowanego przez Muzeum Stefana Żeromskiego w Nałęczowie. W 2014 został wyróżniony (wraz z J. Święchem) tytułem Bene Meritus Terrae Lublinensi. W 2015 przeszedł na emeryturę. W tymże roku został wiceprezesem Zarządu Stowarzyszenia Chrześcijańsko-Patriotycznego Ziemi Włodawskiej. Odznaczony m.in. odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1978), Złotym Krzyżem Zasługi (2004), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2013) oraz watykańskim Medalem Pro Ecclesia et Pontifice (2014).

W 1969 poślubił Krystynę Brzozowską, nauczycielkę. Mieszka w Lublinie.

TWÓRCZOŚĆ
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2011.

Wywiady: Polonista wobec tekstologii i edytorstwa – rozmowa Sławomira Jacka Żurka z prof. Józefem Fertem (KUL).„Zesz. Szkolne. Edukacja Hum.”2006 nr 4; O fascynacjach literackich Czechowiczem, Norwidem i nie tylko… Rozm. J. Dobosz. „Lubl. Kult. i Społ.” 2013 nr 1-2.

D. NIEDZIAŁKOWSKA: Bibliografia prac Profesora Józefa F. Ferta za lata 1959-2015. W: Poezja i egzystencja. Księga jubileuszowa ku czci Profesora Józefa F. Ferta. Lubl. 2015.

LP XX w. (A. Bagłajewski).</document>
<document nplp_id="3486" title="Hanna FILIPKOWSKA" slug="hanna-filipkowska">1936-1996

Imiona metrykalne: Hanna Lucyna.

Krypt.: hf

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 30 czerwca 1936 w Legionowie pod Warszawą; córka Józefata Filipkowskiego, technika bezpieczeństwa i higieny pracy, oraz Stanisławy z Murawskich, księgowej. Do 1942 mieszkała w Legionowie, a od 1942 na Lubelszczyźnie, gdzie ojciec jej ukrywał się przed Niemcami. Uczyła się w szkole podstawowej w Sierpawkach, a po zakończeniu wojny w 1946-48 we Włodawie. Następnie powróciła do Legionowa, gdzie w 1950 ukończyła szkołę podstawową i rozpoczęła naukę w Gimnazjum Ogólnokształcącym Stopnia Licealnego; maturę zdała w 1954. W tymże roku rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. We wrześniu 1958, z powodu choroby ojca i trudnej sytuacji finansowej, uzyskawszy absolutorium rozpoczęła pracę zarobkową w księgarni „Domu Książki”, najpierw jako sprzedawca, a od marca 1959 jako zastępca kierownika. W marcu 1960 podjęła prace zlecone w Pracowni Dokumentacji Naukowej XIX i XX w. Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN. W 1962 obroniła pracę magisterską, napisaną pod kierunkiem Jana Kotta i otrzymała stały etat w IBL PAN (stanowisko stażysty, następnie asystenta technicznego, asystenta dokumentacji naukowej, starszego asystenta). Uczestniczyła w opracowaniu haseł do Słownika współczesnych pisarzy polskich (nagroda zespołowa Wydziału Nauk Społecznych PAN w 1966). W 1969 obroniła pracę doktorską pt. Dramaty antyczne Stanisława Wyspiańskiego na tle teorii i problematyki mitu, napisanej pod kierunkiem doc. Ewy Korzeniewskiej. W marcu 1970 otrzymała stanowisko adiunkta i została przeniesiona do Pracowni Historii Literatury Okresu od 1890 do 1918 r., w lipcu tegoż roku do Pracowni Psychosocjologii Literatury, a w 1973 do Pracowni Literatury Okresu Młodej Polski. Publikowała recenzje w „Pamiętniku Literackim” (1970-90) oraz sprawozdania w „Biuletynie Polonistycznym” (1974-75). W 1972 przebywała przez kilka miesięcy na stypendium naukowym w Paryżu, gdzie zbierała materiały dotyczące literatury Młodej Polski. Od lutego 1976 współpracowała krótko jako dydaktyk z WSP w Siedlcach, a od semestru 1975/76 z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, w październiku 1979 przeniosła się na stałe na tę uczelnię i pracowała w Katedrze Literatury Polskiej Pozytywizmu i Młodej Polski. W 1980-81 współpracowała z niezależnym ruchem związkowym, wygłaszała wykłady w ramach Wszechnicy Nauczycielskiej „Solidarność”, należała do kolegium redakcyjnego wydawanego w Lublinie przez Region Środkowo-Wschodni NSZZ „Solidarność” pisma „Miesiące” oraz z grupą studentów wydających poza zasięgiem cenzury pismo „Spotkania”. W 1988 uzyskała stopień doktora habilitowanego na podstawie książki Koncepcje mitu i jego związków z literaturą w krytyce literackiej Młodej Polski, w 1989 otrzymała stanowisko docenta, a w 1992 – stanowisko profesora nadzwyczajnego. Zmagając się z chorobą nowotworową, prowadziła nadal pracę naukową i zajęcia dydaktyczne. Zmarła 21 czerwca 1996 w Legionowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Kroniki życia literackiego 1953. W: Kroniki życia literackiego Polski Ludowej 1944-1969. Materiały. Praca zespołowa pod red. E. Korzeniewskiej (do 1963) i J. Stradeckiego (1964-1969). Powst. 1963-1970. Masz., 122 s.
Masz. całości w Pracowni Dokumentacji Historycznoliterackiej od XIX do XXI w. IBL PAN w Wwie.
2. Wśród bogów i bohaterów. Dramaty antyczne Stanisława Wyspiańskiego wobec mitu. [Rozprawa doktorska]. Wwa: PIW 1972, 151 s. IBL PAN; Historia i Teoria Literatury, Studia, 34.
3. Tragiczna wolność czyli opowieść o życiu i twórczości Marii Komornickiej 1876-1945. [Informator wystawy; współaut.:] A. Kornatek. Warka-Winiary: Muzeum im. K. Pułaskiego 1979, 6 k. nlb.
4. Koncepcje mitu i jego związków z literaturą w krytyce literackiej Młodej Polski. Rozprawa habilitacyjna. Lubl.: Red. Wyd. KUL 1988, 209 s.

Studia, rozprawy i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Z problematyki mitu w literaturze Młodej Polski. W: Problemy literatury polskiej lat 1890-1939. Ser. 1. Wr. 1972 s. 221-252. – Jan Lorentowicz. W: Obraz Literatury Polskiej XIX i XX w. Ser. 5. Literatura okresu Młodej Polski. T. 4. Kr. 1977 s. 417-447. – Tułacze i wędrowcy. W: Młodopolski świat wyobraźni. Kr. 1977 s. 11-48. – Antyk w literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku na tle europejskim. W: Z polskich studiów slawistycznych. Ser. 5. T. 2: Literaturoznawstwo, folklorystyka, problematyka historyczna. Wwa 1978 s. 117-124. – Młodopolska idea „sztuki dla sztuki” wobec francuskich pierwowzorów. W: Porównania. Wwa 1983 s. 42-57. – Poezja religijna Młodej Polski. W: Religijne tradycje literatury polskiej. Polska liryka religijna. Lubl. 1983 s. 301-340. – „Spotkania”, niezależne pismo młodych katolików. W: Literatura źle obecna. Londyn 1984 s. 54-60. Wyd. nast. Kr.* 1986. – „Sny swe malujesz na ogromnej chmurze”. [Wstęp do:] E. Leszczyński: Wybór poezji. Oprac. H. Filipkowska. Kr. 1988, s. 5-38. – Tadeusz Breza; Konopielka, powieść Edwarda Redlińskiego; Jerzy Szaniawski. W: Literatura polska po 1939 r. T. 1. Wwa* 1989 s. 25-28; 197-198; 252-254. – Aspekty chrześcijańskie dramatu epoki Młodej Polski. W: Dramat i teatr religijny w Polsce. Lubl. 1991 s. 265-286. – Europejskie doświadczenia bohaterów powieści Stefana Żeromskiego. W: Kategoria Europy w kulturach słowiańskich. Wwa 1992 s. 77-82. –Parnasizm; Sztuka dla sztuki. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr. 1992 s. 768-771, 1063-1066. – Obraz chrześcijaństwa w powieściach Teodora Jeske-Choińskiego. W: Religijne tradycje literatury polskiej. Lubl. 1993 s. 115-126. – Dramaty antyczne Stanisława Wyspiańskiego. „Filomata” 1994 nr 421/422 s. 128-137. – Jeske-Choiński Teodor; Jezus Chrystus w literaturze pozytywizmu i Młodej Polski. W: Encyklopedia Katolicka. T. 7. Lubl. 1997 szp. 1242-1243, 1431-1434.
Prace redakcyjne
1. Literatura polska i rosyjska przełomu XIX/XX wieku. Red.: H. Filipkowska, R. Górski, W. Kiełdysz, W. Witt. Teksty ros. przeł. W. Krzemień. Indeks: A. Piorunowa. Wwa: PIW 1978, 216 s. Z Prac IBL PAN.
2. Stanisław Przybyszewski. Materiały konferencji naukowej. Warszawa, 25-26 listopada 1977 r. W 50-lecie zgonu pisarza. Studia pod red. H. Filipkowskiej. Wr.; Kr.: Ossol. 1982, 320 s. PAN IBL.
3. E. Leszczyński: Wybór poezji. Oprac.: H. Filipkowska. Kr.: WL 1988, 451 s.
4. Inspiracje i motywy biblijne w literaturze pozytywizmu i Młodej Polski. Red.: H. Filipkowska, S. Fita. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1999, 291 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Bibliografia prac prof. H. Filipkowskiej w: Wśród tułaczy i wędrowców. Lubl. 2001; strona internetowa.

Ogólne
S. FITA: Pożegnanie H. Filipkowskiej. „Kresy” 1996 nr 4.
S. FITA: H. Filipkowska. (1936-1996). „Zesz. Nauk. KUL” 1996 nr 3/4.
R. LOTH: H. Filipkowska. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 176 dod. „Gaz. Stołeczna”.

Wśród bogów i bohaterów
K.K. PYSIAK: Dramaty antyczne Wyspiańskiego wobec mitu. „Nowe Książ.” 1974 nr 12.

Literatura polska i rosyjska przełomu XIX/XX wieku.
A.V. LIPATOV. „Sovetskoe Slavânovedenie”, Moskwa 1980 nr 4.
V. VITT, V. HOREV. „Voprosy Literatury”, Moskwa 1983 nr 8.

Stanisław Przybyszewski
I. SIKORA. „Pam. Lit.” 1983 nr 3.
I. FIUT. „Mies. Lit.” 1986 nr 4.</document>
<document nplp_id="3488" title="Aleksander FIUT" slug="aleksander-fiut">ur. 1945

Historyk literatury, krytyk literacki, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 24 czerwca 1945 w Żywcu; syn Władysława Fiuta, urzędnika, i Jadwigi z Jakubców. W 1959-63 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Żywcu, a następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Po uzyskaniu w 1968 magisterium podjął pracę w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Krakowie. W 1969 rozpoczął studia doktoranckie na UJ. Debiutował w 1972 recenzją pt. Wilhelm Mach krytyk łagodny, rzetelny i ... sentymentalny,opublikowaną na łamach pisma „Profile” (nr 5). W 1974 obronił na UJ pracę doktorską pt. Twórczość prozatorska Wilhelma Macha (promotor prof. Tomasz Weiss) i został zatrudniony jako starszy asystent w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) UJ. Zajął się badaniem literatury polskiej XX wieku, a szczególnie twórczości Czesława Miłosza. Rozprawy ogłaszał m.in. w „Pamiętniku Literackim”, „Ruchu Literackim” i „Tekstach”. W 1976-79 pracował jako lektor języka polskiego i assistant associé na uniwersytecie w Lille. Następnie wykładał jako visiting professor w Stanach Zjednoczonych na University of California w Berkeley (1981-82), Nowym Jorku (1982-83), Indiana University w Bloomington (1984-86). Był stypendystą Fundacji Forda. Habilitował się na UJ w 1987 na podstawie rozprawy Moment wieczny. O poezji Czesława Miłosza, po czym otrzymał stopień adiunkta (1987) i stanowisko docenta (1989). Wykładał gościnnie w Wiedniu (1988), Skopje (1989), Ołomuńcu, Sztokholmie, Getyndze, Leuven i Rio de Janeiro. Rozprawy, studia, artykuły i recenzje publikował m.in. w „NaGłosie” (1990-92), „Tekstach Drugich” (1991-94, 2000-01, 2003, 2005, 2008, 2014), „Dekadzie Literackiej” (1991-94, 1998, 2000, 2006) i „Kwartalniku Artystycznym” (od 1996 z przerwami). W 1996 otrzymał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora nadzwyczajnego UJ. W 1997 został kierownikiem Katedry Literatury Polskiej XX wieku w Instytucie (od 2004 Wydział) Polonistyki UJ. Należał do członków założycieli Fundacji Miejsc Rodzinnych Czesława Miłosza, działającej od 1997 przy uniwersytecie w Kownie (Litwa), był też członkiem rady programowej polsko-amerykańskiego Milosz Institute. Wykładał gościnnie literaturę polską na Studium Literacko-Artystycznym UJ. W 2002 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UJ. W 2006 został wyróżniony nagrodą im. K. Wyki za całokształt osiągnięć krytycznoliterackich w dziedzinie literatury, a zwłaszcza za wyniki badań nad życiem i twórczością Czesława Miłosza. Został członkiem PAU (Wydział I Filologiczny, Komisja Kultury Słowian) i SPP. Podjął współpracę z „Gazetą Kulturalną” ( 2007-13) i jako recenzent z „Krytyką Literacką” (od 2013). Odznaczony m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2005) i Złotym Krzyżem Zasługi (2007).

W 1979 ożenił się z Barbarą Dziubek, nauczycielką. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Dowód nietożsamości. Proza Wilhelma Macha. Wr.: Ossol. 1976 [właśc. 1977], 153 s. PAN; Kom. Nauk o Literaturze Pol., Rozpr. Lit., 16.
2. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Kr.: WL 1981, 143 s. Przedr. zob. poz. 4.
Zapis rozmów przeprowadzonych w 1979 w Paryżu.
Przekł.: serb.: Razgovori sa Česlavom Milošem. [Przeł.] L. Rošič. Gornji Milanovac 1985, - włos.: Miłosz racconta Miłosz. [Przeł.] R. Liotta. Bologna 1983.
3. Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza. Paris: Libella 1987, 257 s. Tow. Hist.-Lit. Historia i Teraźniejszość, 14. Wyd. nast. rozszerz.: z podtyt. O poezji Czesława Miłosza. Wwa: Open 1993, 287 s.; Kr.: WL 1998, 399 s., Najnow. Monogr. Wielcy Pisarze; Kr.: WL 2011, 424 s.
Przekł. ang.: The eternal moment. The poetry of Czesław Miłosz. [Przeł.] T.S. Robertson. Berkeley 1990.
4. Czesława Miłosza autoportret przekorny. Rozmowy przeprowadził Aleksander Fiut. Kr.: WL 1988, 350 s. Wyd. nast. w wersji rozszerz. tamże 1994, 429 s. Przedr. rozszerz. pt. Autoportret przekorny. Rozmowy: Czesław Miłosz, Aleksander Fiut. Konsultacja: H. Markiewicz. Przyp. bibliogr.: K. Kasperek. (Cz. Miłosz: Dzieła zebrane. [T. 14]). Kr.: Znak, WL 2003, 533 s. Wyd. nast. tamże 2011.
Wyd. z 1988 w cz. I zawiera poz. 2, w cz. II zapis rozmów prowadzonych w Berkeley w 1982. – Wyd. z 1994 uzup. o cz. III, zapis rozmów z lat 1986, 1989, 1990.
Przekł.: ang.: Conversations with Czeslaw Milosz. [Przeł.] R. Lourie. San Diego 1987, - franc.: Miłosz par Miłosz. Antretiens de Czesław Miłosz avec E. Czarnecka et Aleksander Fiut. [Przeł.] D. Beauvois. Paris 1986, - litew.: Maištingas Czesławo Miłoszo autoportretas. [Przeł.] B. Jonuškaité. Vilnius 1997, - ros.: Besedy s Česlavom Milošem. [Przeł.] A. Rojtman. Moskva 2007, - serb.: Prkosni autoportret Česlava Miloša. Razgovore vodio Aleksander Fjut. [Przeł.:] L. Rosić. Beograd 2012.
5. Polskie kontrasty. Wykład z okazji otwarcia 25. Szkoły Letniej Kultury i Języka Polskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w lipcu 1994 = The inaugural lecture of the Twenty-Fifth Annual Summer School of Polish Language and Culture at the Jagiellonian University July 1994. On contrasts in Poland. [Przeł.] W. Brand. Kr.: Universitas 1995, 28 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
6. Pytanie o tożsamość. [Szkice]. Kr.: Universitas 1995, 203 s.
Zawartość: Konfrontacje: Ucieczka z Europy [dot. A. Bobkowskiego i W. Gombrowicza]; Polskie piekiełko [dot. T. Nowakowskiego]; Białe rękawiczki i herbata z cytryną [dot. M. Podkowińskiego]. – Szukanie rodowodu: Histeria? [dot. T. Konwickiego]; Z Levi-Straussem w Taplarach [dot. E. Redlińskiego]; Przypowieść o wtajemniczeniu [dot. Cz. Miłosza]; „Uwierzytelnić swą nieprzynależność” [dot. A. Wata]. – Wobec Boga i historii: Język wiary i niewiary [dot. Z. Herberta]; Po śmierci Boga [dot. T. Różewicza]; W potrzasku [dot. poezji stanu wojennego w 1981]; Ucieczka od historii [dot. prozy współczesnej].
Przekł. ang. art. W potrzasku: Traps of history, traps of literature. W: The Mature Laurel. Essays on modern Polish poetry. Dufour 1991, - czes. (łącznie z poz. 7): V Evropĕ, čili... Eseje nejen o polské literatuře. [Przeł.:] P. Zavřelová, V. Burian. Olomouc 2001.
7. Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem. [Szkice]. Kr.: WL 1999, 343 s. Obrazy Współczesności.
Zawartość: Od Autora; Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem. – Ani „Zachód”, ani „Wschód”: „Formy, które mogą ugryźć”. (O Stanisławie Ignacym Witkiewiczu i Witoldzie Gombrowiczu); „Widmo nieokreśloności”. (O Witoldzie Gombrowiczu i Czesławie Miłoszu); Gra w utopię. (O Antonim Słonimskim). – W cieniu totalitaryzmu: „Dwa spojrzenia na antyk”. (O Konstantinosie Kawafisie i Zbigniewie Herbercie); Strategie pod (różne). (O Mironie Białoszewskim); „Socjalizm realny – co to za zwierz?; „Stan osaczenia”. (O prozie stanu wojennego). – Pogranicza: „Język ciała”. (O Milanie Kunderze); „Pomiędzy”. (O Josifie Brodskim); „Paleontologia pamięci”. (O Danile Kišu). – Epilog czy prolog?: Postmodernizm à la polonaise.
Przekł.: czes.: (łącznie z poz. 6): V Evropĕ, čili... Eseje nejen o polské literatuře. [Przeł.:] P. Zavřelová, V. Burian. Olomouc 2001, - rum.: A fi (sau a nu fi) central-european. [Przeł.:] C. Godun, C. Geambaşu. Bucureşti 2007. – serb.: Ni Zapad ni Istok. [Przeł.:] L. Rosić. Beograd 2011.
Przekł. poszczególnych art.: Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem: białorus.: W: Być’ abo nja byc’ sjarèdneèŭrapejcam. Minsk 2000. – „Formy, które mogą ugryźć”: ang.: „Periphery”, Orchard Lake 1996 n. 1/2. – Postmodernizm à la polonaise: niem.: W: Studien- und Berufschancen in einer Erweiterten Europäischen Union. Szczec. 2001, - węgier.: A lengyel posztmodernröl. „Magyar Lettre Internationale”, [Przeł.] G. Keresztes. Budapest 2002. – Strategie pod(różne): ang.: Białoszewski the Traveller. W: Narodowy i ponadnarodowy charakter literatury=National and Supernational Character of Literature. Kr. 1997.
8. W stronę Miłosza. [Szkice]. Kr.: WL 2003, 277 s.
Zawartość: Ciemne iluminacje; Poema nienaiwne; Glosy do „Traktatu teologicznego”; „Pan Tadeusz” na nowo odczytany; Spór z „Lechitą”; Mistrz i czeladnik; „Jaka była w nim trucizna”; W objęciach Tygrysa; Powroty nie-nostalgiczne; „Miłosz jest pierwszorzędną siłą’; Ukryty dialog; W cieniu Miłosza.
Przekł. poszczególnych art.: bułg.: W cieniu Miłosza?: Zavraščanijata na Česlav Miloš. „Literaturen Forum”, Sofia 1995 nr 40; Powroty nie-nostalgiczne. W: Izgnaničestvoto. Drama i motivacija. Sofiâ 1996. – Poema nienaiwne: ang.: Dimensions of „The world”. W: Czesław Miłosz. A Stockholm Conference. Stockholm 1992. – Glosy do „Traktatu teologicznego”: rum.: Glose la „Tratatul teologic”. W: A. Fiut: Czesław Miłosz – un Gulliver al. Secolului al. XX-lea. [Szkice]. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucureşti 2012.
9. Spotkania z Innym. Kr.: WL 2006, 263 s.
Zawartość: Wstęp. - Wokół „Jądra ciemności” [J. Conrada]. – I: Kolonizacja? Polonizacja?; Wielkie Księstwo Litewskie: między utopią a nostalgią. – II: Jak za szybą; Miasto wieloimienne; Pośmiertne przygody Brunona Schulza. – III: Zwiedzanie „Kontynentu z Trzeciego Dnia Stworzenia”; Wrastanie w Amerykę; Skok za ocean. – IV: Zderzenie z antycywilizacją; W obliczu inwazji świata fast foodów; Widziane ze środka Europy.
Przekł. niderl. art. Widziane ze środka Europy: Uit de navel van Europa. „Deus ex Machina”, Antwerpia 2002 nr 100.
Przekł. ukr. całości: Zustriči z Inšim. [Przeł.] J. Poliščuk. Harkiv 2009.
10. Z Miłoszem. Sejny: Pogranicze 2011, 354 s.
Zawartość: Zamiast wstępu. – I.: O Poecie, masonach i księdzu Chomskim. Rozmowa ze Stanisławem Stommą; „To pachnie siarką diabelską“. Rozmowa z Ryszardem Matuszewskim; Pan Strach. Rozmowa z Anną i Jerzym Turowiczami; „Linijki godne rzeźbienia w marmurze“. Rozmowa z Andrzejem Buszą. – II.: „Nam nie zostawił Wyspiański pomocy“. [dot. Cz. Miłosza i W. Gombrowicza]; Psychomachia w Gombrowiczowskim przebraniu; Dialog niedokończony [dot. Cz. Miłosza i T. Różewicza]; „Tak, my wszyscy z Pana“ [dot. Cz. Miłosza i J. Szubera]. – III.: Eta – Czesław Miłosz [dot.: Cz. Miłosz: Zniewolony umysł]; Lewicowość jako grzech pierworodny; Jak zetrzeć piętno peryferyjności? [dot. Cz. Miłosza, J. Słowackiego, C. Norwida]; Męczeństwo i ziemskie rozkosze [dot. Z. Herberta]. – IV.: „Ach, jak mam czasami dosyć tych swoich &amp;lt;&amp;lt;Norwidów&amp;gt;&amp;gt;!“ [dot. J. Giedroyca]; Żagarysta w listach do skamandryty [dot. korespondencji Cz. Miłosza z J. Iwaszkiewiczem z 1930-1934]; „Podobno on sam pisze“ [dot. korespondencji A .Fiuta z Cz. Miłoszem]. – V.: W spiżarni literackiej [dot.: Cz. Miłosz: Spiżarnia literacka]; Spojrzenie z drugiego brzegu [dot. ostatnich wierszy Cz. Miłosza]; Panu Profesorowi Henrykowi Markiewiczowi – w odpowiedzi [dot. H. Markiewicz: Czego nie rozumiem w „Traktacie moralnym“?. „Teksty Drugie“ 2005 nr 5]. – VI.: „Zapytałby Pan Kubusia Puchatka...“ [rozmowa A. Fiuta i K. Myszkowskiego z Cz. Miłoszem]; Wielki Nieobecny; Być „gdzie indziej“. – VII.: Kilka nieskładnych myśli po śmierci Czesława Miłosza; Mistrz. – VIII.: „Zwrócony stale w tę samą stronę“ [rozmowa A. Węgrzyniak i ks. L. Łysienia z A. Fiutem].
Przekł. poszczególnych art.: ang.: Żagarysta w listach do skamandryty: Żagary and Skamander: Czesław Miłosz’s correspondence with Jarosław Iwaszkiewicz. W: „Miłosz like the Word”. [Przeł.] G. Czemiel. Frankfurt am Main 2015, – franc.: Psychomachia w Gombrowiczowskim przebraniu: Czesław Miłosz, critique de Witold Gombrowicz: W: Czesław Miłosz et le vingtième siècle. Paris 2006. – rum. części art. w: A. Fiut: Czesław Miłosz – un Gulliver al. Secolului al. XX-lea. [Szkice]. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucureşti 2012.
11. We władzy pozoru. [Szkice]. Kr.: Księg. Akad. 2015, 277 s.
Zawartość: I.: Zrozumieć katastrofę; Czy Europa jest złudzeniem?; Brakujące stronice; Dwugłos o klęsce. – II.: Egzorcyzmowanie komunizmu [zmien. wersja szkicu: Wat i Miłosz: egzorcyzmowanie diabła w historii. W: Po Miłoszu. Kr. 2011 s. 120-129]; Stalinowska (nie)normalność; Quasi-traktat o ubecji; Oblicza tyranii, oblicza historii. – III.: Zachód oglądany; Spadanie bez dna; Król i błazen?; Gnostycki węzeł. – IV.: Powrót do Europy Środkowej?; Pejzaż z katastrofą w tle; Neosarmatyzm?; We władzy pozoru.
Przekł.: serb.: U vlasti privida. [Przeł.] L. Rosić Beograd 2017 + 1 płyta CD. - Przekł. poszczególnych art.: Czy Europa jest złudzeniem?: franc.: A la recherche de l'espace perdu: Andrzej Stasiuk et Yuri Andrukhovych. W: Memoire(s) des lieux dans la prose centre-européen parès 1989. [Przeł.] M. Bouvard. Lausanne, [Paris] 2013. – Egzorcyzmowanie komunizmu: franc.: La tentation du diable. W: Aleksander Wat sur tous les fronts. Paris 2013, – rum.: Wat şi Miłosz – „exorcişti”. W: Czesław Miłosz la Bucureşti. Bucureşt 2012, – Oblicza tyranii, oblicza historii: franc.: Les visages de la tyrannie dans la trylogie romaine de Jacek Bocheński. W: La chute de l'URSS. Une fin d'empire, „Recherches&amp;amp;Travaux", Grenoble 2012 nr 80, – Powrót do Europy Środkowej?: ukr.: Povernennia do centralnoj Evropi, „Kritika”, Kiïv 2008 nr 6, - We władzy pozoru: niem.: In der Macht des Scheins. Überlegungen zum Werk Dorota Masłowskas. [Przeł.:] J. Doschek, S. Simonek. W: Schlawische Popcultur. Wien 2015
16. Po kropce. [Studia i eseje]. Kr.: Wysoki Zamek 2016, 352 s.
Dostępny w Internecie: pliki w formacie PDF: https://kwvksiazeczka.files.wordpress.com/2017/11/po-kropce.pdf
Zawartość: Zamiast wstępu, - I. Głosy niedosłyszane: Głosy niedosłyszane [dot. Cz. Miłosza]; Guliwer dwudziestego wieku [dot. Cz. Miłosza]; „Prorok” postchrześcijaństwa? [dot. Cz. Miłosza]; Zwiedzanie zaświatów [dot. Cz. Miłosza]; W paszczy „miasta-potwora"? [dot. Cz. Miłosza] ; Szyfrowanie (w) poezji [dot. O. Miłosza i Cz. Miłosza]; „Żadne szaleństwo serca mu nie zżarło”? [dot. J. Przybosia i Cz. Miłosza]; „Ty byłaś mój początek” [dot. Cz. Miłosza]; Paradoksy Herberta; Poeta – eseistą [dot. Z. Herberta]; Na granicy milczenia. Herbert i Celan; Uwagi o „Kronosie” [W. Gombrowicza]. – II. Chwile oderwane: Powrót na Salwator [dot. K. Wyki]; Testament Kazimierza Wyki; O Janie Błońskim – „kilka myśli co nienowe”; Paradoksy Błońskiego; „Zmiana warty” - po latach; Wisława [dot. W. Szymborskiej]; Wystarczy? [dot. W. Szymborska: Wystarczy]; Przypomnienie Jerzego Andrzejewskiego; Kilka pytań nie zadawanych Tadeuszowi Różewiczowi; Spotkania z Tadeuszem Konwickim; Zapiski na marginesach „Chwil oderwanych” Konstantego A. Jeleńskiego.
Przekł. poszczególnych szkiców : Guliwer XX wieku: ang.: The adventures of 20th century Gulliver: some remarks on „The Native Realm". W: From your Land to Poland: on the commitment of Writers. Brussels 2013; rum.: Un Gulliver al secolului al XX-lea. W tegoż: Czesław Miłosz – un Gulliver al. Secolului al. XX-lea. [Szkice]. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucureşti 2012. – „Prorok” postchrześcijaństwa?: rum.: „Profet” al postcreştinismului. W tegoż: Czesław Miłosz – un Gulliver al. Secolului al. XX-lea. [Szkice]. [Przeł.] C. Geambaşu. Bucureşti 2012. – Szyfrowanie (w) poezji: franc.: Oscar Milosz et Czesław Miłosz: poésie chiffrée, déchiffrée, rechiffrée. W: Miłosz et la France. Paris 2013. - Uwagi o „Kronosie" [W. Gombrowicza]: ang.: Some remarks on Gombrowicz’s „Kronos". „The Polish Review” 2015 nr 2.

Wybór szkiców A. Fiuta w przekł. rum.: Czesław Miłosz – un Gulliver al. Secolului al. XX-lea. [Szkice]. [Przeł.:] C. Geambaşu. Bucureşti 2012.

Nadto rozprawy i artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Poezja w kręgu hermeneutyki. „Teksty” 1981 nr 4/5, przedr. w: Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety. Kr. 1985 s. 242-262. – „Nad wodą ciemną i porywistą”. W: Problemy awangardy. Katow. 1983 s. 158-179. – Poeta w roli ucznia i świadka. W: Autor, podmiot literacki, bohater. Wr. 1983 s. 161-177. –The poetry of Czesław Miłosz. The parable of the great disinheritance. [Przeł.] J. Weeks. „Cross Currents”, Ann Arbor 1983 s. 333-346. – Czeslaw Milosz’s search for „Humanness”. „Slavic and East European Journal”, Albany 1987 nr 1 s. 65-75. – „Dans ma patrie”: la Lithuanie et Wilno dans la poésie de Czesław Miłosz. W: Les Confins de l’ancienne Pologne. Ukraine – Lithuanie – Bélorussie XVIe – XXe siècles. Lille 1988 s. 239-249. – Na granicy. (O esejach Josifa Brodskiego). W: O Brodskim. Studia – szkice – refleksje. Katow. 1993 s. 93-103. – [M.] Pankowski. Mity i seks. „Teksty Drugie” 1994 nr 2 s. 131-141; przekł. franc.: Les mythes et la sexualité: l’exemple de Pankowski. W: Littérature et émigration dans les pays de l`Europe centrale et orientale. Paris 1996. – Pojedynek o doktorową z Wilczej. W: Czytanie Schulza. Kr. 1994 s. 152-163, przedr. w wyd. nast. tamże 2008 [dot. wypowiedzi B. Schulza o W. Gombrowiczu]. – Anty–Credo Tadeusza Różewicza. W: Poezja w szkole średniej. Wwa-Kr. 1995 s. 76-91. – Słonimskiego gra w utopię. (Na marginesie „Kronik tygodniowych" z lat trzydziestych). „Kwart. Artyst.” 1995 nr 2 s. 70-80. – Literatur der Zwischenkriegszeit. W: Polnische Literatur. Annäherungen. Krakau-Oldenburg 1999 s. 207-234. – „W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę...”. W: W kręgu twórczości pisarzy emigracyjnych. Rzeszów 1999 s. 87-101. – Przypływy i odpływy chaosu. „Dialog” 2000 nr 1 s. 95-103; przekł. rum.: Fluxurile şi refluxurile haosului. „A Treia Europa”, Timişoara 2000 nr 3/4. – Sarmata w wehikule czasu. (Stanisław Lem jako czytelnik). „Kwart. Artyst.” 2000 nr 4 s. 53-63, przedr. w: Stanisław Lem – pisarz – myśliciel – człowiek. Kr. 2003 s. 400-411; przekł. niem.: Ein Sarmate in der Zeitmachine – Stanisław Lem als Leser. W: Stanisław Lem – Men, Denker, Schriftsteller. Wiesbaden 2005.– Schulz jako bohater literacki. W: „W ułamkach zwierciadła...”. Bruno Schulz w 110 rocznicę urodzin i 60 rocznicę śmierci. Lubl. 2003 s. 497-514; przekł. serb.: Schulz kao kniževni junak. „Gradac”, Čačak 2003 nr 148-149. – Spotkania poetów. Miłosz i Venclova. W: Poezja polska na obczyźnie. Rzeszów 2005 s. 216-238. – Różne dwudziestolecia. W: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Wwa 2010 s. 408-416. – Les voyages dans le deuxième espace. W: Czesław Miłosz. Dialogue des cultures. Paris 2013 s. 77-84. - [R.] Krynicki: między tekstami. „Kwart. Artyst.” 2014 nr 4 s. 141-154. – W intertekstualnej sieci. W: Pismo chmur. Studia i szkice o poezji Ryszarda Krynickiego. Kr. 2014 s. 207-224 . – Od bogini do mięsa. Białe maski /szare twarze: ciało, pamięć, performatywność w perspektywie postzależnościowej. Kr. 2015 s. 337-352. – Po śladach Miłosza. „Fraza” 2016 nr 4 s. 107-117. – Z Tadeuszem Konwickim w Kolonii Wileńskiej. „Kwart. Artyst.” 2017 nr 2 s. 57-71.
Prace redakcyjne
1. Kazimierz Wyka. Charakterystyki, wspomnienia, bibliografia. Praca zbior. pod red. H. Markiewicza i A. Fiuta. Kr.: WL 1978, 583 s.
2. Czesławowi Miłoszowi – poeci. Antologia. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył A. Fiut. Kr.: Wydawn. Baran i Suszczyński 1996, 112 s.
3. Cz. Miłosz: Traktat moralny; Traktat poetycki. Lekcja literatury z Czesławem Miłoszem, Aleksandrem Fiutem i Andrzejem Franaszkiem. Przyp. A. Fiut. Kr.: WL 1996, 100 s. Lekcja Lit. Wyd. nast. tamże 1998.
Zawiera także: Pokochać sprzeczność. Z Czesławem Miłoszem rozmawiają Aleksander Fiut i Andrzej Franaszek, s. 5-32.
4. Cz. Miłosz: Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945-1950. Oprac. przyp.: A. Fiut, K. Kasperek. Kalendarium: Z. Zblewski. Kr.: Znak 1998, 556 s.
5. Cz. Miłosz: Dzieła zebrane. Kom. nauk.: J. Błoński, A. Fiut, M. Stala. [T. 1-34]. Kr.: Znak, WL 1999-2007.
Tu w oprac. A. Fiuta:
[T.1]. Wiersze. Przyp. bibliogr.: A. Fiut. Nota wydawn.: J. Illg, K.
Kasperek.
T. 1-4. 2001-2004, 302 + 423 + 383 + 405 s.
[T. 2]. Zniewolony umysł. Przyp. bibliogr.: A. Fiut. Nota wydawn.: A. Fiut, M. Rola, M. Rydlowa. 1999, 306 s.
[T. 4]. Dolina Issy. Przyp.: A. Fiut, H. Markiewicz. Bibliogr.: A. Fiut. Nota wydawn.: M. Rola, M. Rydlowa. 2000, 307 s.
[T. 8]. Widzenia nad Zatoką San Francisco. Przyp.: T. Kunz. Bibliogr.: A.
Fiut. Nota wydawn.: M. Rola, M. Rydlowa. 2000, 270 s.
[T. 17]. Zaczynając od moich ulic. Przyp.: Ł. Tischner. Przyp. do tekstów:
List półprywatny o poezji; Dwight Macdonald; Józef Czechowicz: A. Franaszek. Bibliogr.: A. Fiut. Nota wydawn.: A. Fiut, A. Szulczyńska 2006, 635 s.
6. Cz. Miłosz: Tak mało= Cosi poco. [Wybór wierszy]. Przedm. i wybór: A. Fiut. Przeł. P. Marchesani [i in.] Kr.: WL 1999, 288 s.
Tekst w jęz. pol. i włos.
7. Poznawanie Miłosza 2. 1980-1998. Cz. 1-2. Pod red. A. Fiuta. Kr.: WL 2000, 2001, 421 + 377 s.
8. Poznawanie Miłosza 3. 1999-2010. Pod red. A. Fiuta. Kr.: WL 2011, 1014 s.
9. Cz. Miłosz: Tak zwane widoki ziemi. Wybór wierszy = The so-called sights of the earth: selected poems. Koncepcja i wybór wierszy: A. Fiut. Olszanica: Wydawn. Bosz 2011, 223 s. Poezja – Bosz.
Tekst w jęz. pol. i ang.
10. Miłosz i Miłosz. Red.: A. Fiut, A. Grabowski, Ł. Tischner. Kr.: Księg. Akademicka 2013, 950 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2011.
Wywiady: „Moi mistrzowie, moja Europa”. Rozm. B. Sajduk. „Kraków” 2006 nr 5; „Zwrócony stale w tę samą stronę”. Rozm.: A. Węgrzyniak, L. Łysień. „Świat i Sł.” 2006 nr 1.
LP XX w. (D. Nowacki).
WUP. – M. ZACZYŃSKI: Aleksander Fiut – bibliografia. W: W ogrodzie świata. Profesorowi Aleksandrowi Fiutowi na siedemdziesiąte urodziny. Kr. 2015.

Dowód nietożsamości
M. PIECZARA: Wilhelm Mach – pisarz maksymalista. „Nowy Wyraz” 1977 nr 12.
A. SULIKOWSKI: Przemyślany doktorat. „Twórczość” 1978 nr 4.

Rozmowy z Czesławem Miłoszem
K.A. JELEŃSKI: Jestem Miłoszem, Miłoszem być mogę. „Kultura”, Paryż 1983 nr 11, przedr. w tegoż: Chwile oderwane. Gdańsk 2007.
B. MAJ. „Ruch Lit.” 1983 nr 1.

Moment wieczny
J. BŁOŃSKI: Miłosz wreszcie przeczytany. „Tyg. Powsz.” 1988 nr 36.
J. ŁUKASIEWICZ: Pierwsza monografia poezji Miłosza. „Odra” 1988 nr 12.
A. NASIŁOWSKA: Nietrwałość. „Res Publica” 1988 nr 7.
A. MICHAJŁÓW: Mapa. „Brulion” 1989 nr 11/12.
D. KORWIN–PIOTROWSKA. „Ruch Lit.” 1993 nr 4.
J. BIELSKA–KRAWCZYK. „Kwart. Artyst.” 1999 nr 2.

Czesława Miłosza autoportret przekorny
J. MARX: Wizerunek własny Miłosza. „Kultura” 1988 nr 35.
K. MYSZKOWSKI: Punkt odniesienia. „Kwart. Artyst.” 2003 nr 1.

Pytanie o tożsamość
J. BŁOŃSKI: Dowiedz się, kim jesteś. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 45.
D. NOWACKI: „Kwart. Artyst.” 1996 nr 2.
J. SMULSKI: Tożsamość jako problem historycznoliteracki. „Twórczość” 1996 nr 1.

Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem
R. MOCZKODAN: Pytanie bez odpowiedzi. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 4.
J. PASTERSKA: Linia życia i sztuki. „Fraza” 2000 nr 3.
R. SOWIŃSKA: Środkowoeuropejskie pisanie. „Twórczość” 2000 nr 10.
S. STABRO: Być Środkowoeuropejczykiem? „Odra” 2000 nr 9.
S. STABRO: Kłopot z tożsamością. „Dekada Lit.” 2000 nr 4/5.
A. LEGEŻYŃSKA: Środkowoeuropejczyk, albo tożsamość problematyczna. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 23, przedr. w tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002.

W stronę Miłosza
J. PASTERSKI: Strony rozległego dialogu.„Fraza” 2003/2004 nr 4/1.
A. KAŁUŻA: Inni Miłosza. „Nowe Książ.” 2004 nr 3.
J.M. RUSZAR: Strona Miłosza. „Rzeczpospolita” dod. „Plus Minus” 2004 nr 74.
Ł. TISCHNER. „Ruch Lit.” 2004 z. 6.
T. GARBOL. „Pam. Lit.” 2007 z. 1.

Spotkania z Innym
J. BECZEK: Antropologia Innego. „NoweKsiąż.” 2007 nr 5.
A. NASIŁOWSKA: Postkolonializm bez kolonii. „Kwart. Artyst.” 2007 nr 2.
A. NAWARECKI: Na tropach inności: o „Spotkaniach z Innym” Aleksandra Fiuta. „Wielogłos” 2007 nr 2.
J. PASTERSKA: „Postkolonialni” Polacy, czyli zalety obłaskawiania Innego. „Fraza” 2007 nr 2.
O. ROMAŃSKA – MALINA: Inny stoi w drzwiach. „Twórczość” 2007 nr 6.
H. SIEWIERSKI: Polski kształt spotkania z Innym. „Znak” 2007 nr 2.
M. KRAJKOWSKI. „Litteraria Copernicana” 2008 nr 1.

Z Miłoszem
P. CZAPCZYK: Po stronie Miłosza. „Nowe Książ.” 2012 nr 2.

We władzy pozoru
J. MADEJSKI: Poza pozorem. „Kwart. Artyst.” 2015 nr 2.
M. MUS: Lekcja czytania dla zrozumienia świata. „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 6.
S. STABRO: Rzeczywistość i pozory. „Konteksty Kultury” 2015 z. 2.

Po kropce
Ł. TISCHNER: Szkice do autoportretu. „Nowa Dekada Krak.” 2017 nr 3.
K. ZYCH. „Kwart. Artyst.” 2017 nr 2.</document>
<document nplp_id="3490" title="Ignacy Stanisław FIUT" slug="ignacy-stanislaw-fiut">ur. 1949

Pseud.: Igor Mostowicz.

Poeta, eseista, krytyk literacki, filozof.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 listopada 1949 w Nowym Sączu w rodzinie chłopskiej; syn Władysława Fiuta i Marii z Ramsów. Dzieciństwo spędził we wsi Mostki pod Starym Sączem, gdzie rodzice mieli gospodarstwo. Od 1963 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Curie-Skłodowskiej w Starym Sączu. W 1967 otrzymał maturę i zaczął studiować biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie; studia ukończył w 1972. Równocześnie w 1971 podjął także studia filozoficzne na UJ; w 1977 uzyskał magisterium. W 1975 rozpoczął pracę na stanowisku asystenta w Zakładzie Filozofii Marksistowskiej (później Zakład Filozofii) w Instytucie Nauk Społecznych Akademii Górniczo-Hutniczej (INS AGH) w Krakowie. W 1978 został członkiem Polskiego Towarzystwa Filozoficznego. Już w czasie studiów zainteresował się ruchem poetyckim; sympatyzował z grupami poetyckimi studentów polonistyki UJ Tylicz i Wprost; w 1970 otrzymał III nagrodę w konkursie jednego wiersza, zorganizowanym przez Klub Nowy Żaczek w Krakowie. Debiutował wierszem inc. „na chodniku obok Luwru…” (fragment większej całości), opublikowanym w 1981 na łamach „Magazynu Kulturalnego” (nr 3); w piśmie tym drukował także w latach następnych. Nadto wiersze ogłaszał m.in. w „Miesięczniku Literackim” (1983-86, 1989) i „Piśmie Literacko-Artystycznym” (1989). W 1984 obronił na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ rozprawę doktorską pt. Heglowska i Heideggerowska koncepcja niebytu i negacji (promotor prof. Władysław Stróżewski) i od tegoż roku do 1988 pełnił funkcję kierownika Zakładu Filozofii w INS AGH. W 1989 został zatrudniony w Pracowni Analizy Zawartości Prasy w Ośrodku Badań Prasoznawczych UJ, którą w 1990-98 kierował. W tym czasie wchodził w skład redakcji „Zeszytów Prasoznawczych” i czasopisma filozoficznego „Nowa Krytyka”. W 1989 był współzałożycielem, a następnie członkiem Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego, w którego pracach naukowo-badawczych aktywnie uczestniczył; za tę działalność był wielokrotnie nagradzany. Od 1989 współpracował z prasą lokalną, umieszczając na jej łamach recenzje i wiersze, m. in. w „Gazecie Nowosądeckiej”, „Kurierze Starosądeckim”, „Znad Popradu”, „Almanachu Sądeckim”, „Almanachu Limanowskim”. W 1990 został członkiem Krakowskiego Klubu Artystyczno-Literackiego, przekształconego w 2000 w Stowarzyszenie Twórcze Artystyczno-Literackie; był redaktorem i autorem posłowi do tomików poetyckich wydawanych przez Klub, a potem Stowarzyszenie. Uczestniczył w wielu imprezach literackich, m.in. w „Pożegnaniu Lata Poetów” (od 1990), „Krakowskiej Nocy Poetów” (od 1993), „Listopadzie Poetyckim” (2006, 2009), „Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej” (od 2009). W 1991 został członkiem ZLP; okresowo pełnił funkcję przewodniczącego Sądu Koleżeńskiego i Komisji Rewizyjnej przy Zarządzie Głównym Związku, a w 1993-98 jako członek Zarządu Oddziału Krakowskiego ZLP opiekował się Kołem Młodych. W 1994-98 był twórcą i redaktorem gazety literackiej „Magdalenka Literacka” wychodzącej w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie; umieszczał tam także swoje teksty (także pod pseudonimem: Igor Mostowicz); nadto publikował m. in. w „Zeszytach Prasoznawczych” (1995-2015, z przerwami; pod pseud.: Igor Mostowicz), „Metaforze” (1996, 2000-01), „Końcu Wieku” (1996-2003) (też pod pseud.: Igor Mostowicz), i w „Okolicach Poetów” (2012). W 1994 przebywał na trzymiesięcznym stypendium Rządu Republiki Austrii w Instytucie Konrada Lorenza w Altenbergu. W tymże roku uzyskał habilitację na UJ na podstawie rozprawy pt. Filozofia ewolucyjna Konrada Zachariasa Lorenza. Studium problemowe i historyczne. W 1997 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego AGH.W 1999 został ponownie kierownikiem Zakładu Filozofii od 2001 w nowopowstałym Wydziale Nauk Społecznych Stosowanych AGH (w miejsce dawnego INS AGH), od 2009 po zmianie nazwy, Katedry Kulturoznawstwa i Filozofii na Wydziale Humanistycznym AGH, a następnie kierownikiem Pracowni Filozofii i Komunikologii w tejże Katedrze. W 2000 wszedł w skład redakcji kwartalnika „Forum Myśli Wolnej. Krakowski Magazyn Racjonalistów”; w 2005 objął funkcję zastępcy redaktora naczelnego tego pisma. W 2007 został członkiem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. W 2008 wszedł do zespołu redakcyjnego miesięcznika „Gazeta Kulturalna”, a w 2009 kwartalnika „Hybrydy. Pismo Artystyczno-Literackie Stowarzyszenia Twórczego POLART”. W tym okresie drukował teksty m.in. w piśmie krakowskiego oddziału ZLP „Literat Krakowski” (2012-2015). W 2014 otrzymał tytuł naukowy profesora. Odbył podróże, m. in. do Paryża (1979, 1996, 2013), Moskwy (1986, 1993) i Wiednia (1994, 2010), gdzie przebywał na półrocznych stypendiach naukowych oraz do Londynu (2004) i Rzymu (2009). Wyróżniony, m.in. Srebrną Odznaką Zrzeszenia Studentów Polskich (1970), Srebrną Odznaką Ludowych Zespołów Sportowych (1972), Złotym Medalem Zasługi dla Województwa Nowosądeckiego (1986).

Ma dwoje dzieci Joannę Paulinę (ur. 1974; po mężu Bierówka) i Michała Władysława (ur. 1997). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
Poza rozprawami ściśle z dziedziny filozofii opublikował:
1. Próba zapytywania. [Wiersze]. Kr.: Bibl. „Pis. Lit.-Artyst.” 1989, 30 s.
2. Prawo natury. [Wiersze]. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1991, 21 s.
3. Człowiek według Alberta Camusa. Studium antropologii egzystencjalnej. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 122 s.
4. Zoologia rozumu. [Wiersze]. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 40 s.
5. Logika serca. [Wiersze]. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1996, 44 s.
6. Światy poetów. Szkice literacko-filozoficzne z lat 1980-1996. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1996, 116 s.
Zawartość: Słowo od autora. – Rozdz. I. Między wierszem a filozofią: Sztuka i jej „dialectica magma” [dot. W. Stróżewskiego] ; Filozofowie i ich „licentia poetica” [dot. W. Jaworskiego]; Od choroby do twórczości; Krytyczna wizja literatury Bogusława S. Kundy; Poezja fizjologii bytu [dot. M. Obarskiego]; Poeci zmierzający do korzeni myśli [K. Lipiński, W. Jaworski, S. Franczak]; Poeta płoszy sensy [dot. S. Czerniaka]; Strach i śmiech metafizyczny [dot. W. Jaworskiego]; Poezja „parującego karła” [dot. J. Tulika]; Trzebiatowski – poeta panerotyczny; Janusza Orlikowskiego wojna o piękną poezję; Pokolenie 1980-1970 [tu błędny zapis; powinno być 1968-1970]; Czasopisma i pokolenia; Twórczość poetycka krakowskich Konfratrów. – Rozdz. II. Świat ich dzieli – poezja łączy: Pisane „logiką serca” [dot. T. Śliwiaka]; Z wierszem wśród ludzkich spraw [dot. B.S. Kundy]; Poezja traktatem pisana [dot. K. Szlagi]; Poeta i historia [dot. A. Kaliszewskiego]; Hymny czterdziestoletnich [dot. J. Barana, A. Ziemianina, A. Warzechy]; Rozterki egzystencjalne trojga poetów [K. Szlagi, J. Solanowej i H. Hipnera]; Poetycki wymiar codzienności [dot. T. Truszkowskiej]; W duchu „Nowej Fali”; Poezja z pamięci [dot. A. Zagajewskiego]; Rytmy przemijania [dot. A. Zemanek]; Poetyckie hipotezy; Na styku pamięci i aktualności [dot. E. Węgrzyna]; Poezja Leszka Moczulskiego i Wojciecha Kawińskiego; Prawda krzepi nadzieję; Warzecha i Ziemianin – poeci Sądecczyzny; Dwie odsłony poetyckie Stanisława Franczaka; Inspiracje bieszczadzkie [dot. S. Franczaka]; Zbuntowana pamięć [dot. H. Wietrznego]; Z pamięci kamieni; Poezja niezgody egzystencjalnej; Pochwała prowincji ; Pomiędzy nostalgią a winą [dot. A.K. Torbusa]; Świnia muzą; Poezja i witraże [dot. J. Lubarta-Krzysicy]; Poetyckie tęsknoty z Zaolzia; Kochane smutki i dmuchawce [dot. A. Zemanek]; Papusza – cygański świat poezji; Jerzy Harasymowicz i jego przyjaciele; Poezja budująca wspólnotę [dot. J. Kawalca]. – Rozdz. III. Słowem uderzają w świat: Krzyk o nadzieję [dot. J. Ślusarczyk-Latos]; Poezja podróżna; Sny poety [M. Pieniążek]; Dusza Bieszczadów [dot. A. Jasickiego]; Poezja Agaty [Polak], Marzanny [Fiałkowskiej-Pyzowskiej] i Agnieszki [Chorąży]; Szalona kochanka [dot. E. Ornatowskiej]; Egzystencjalne klimaty Andrzeja M. Hrabca; Wiersze anarchistów; Między chucią a zakochaniem; Młodzi nadwrażliwi. – Rozdz. IV. Pochyleni nad przyrodą: ZEN mistrza Jerzego [Harasymowicza]; Liryczne oswajanie świata; W klimacie przyjaźni; Modlący się do drzewa [dot. J. Oszeldy]; Wkomponowany w krajobraz [dot. P. Załęskiego]; Haiku w kniei białowieskiej; Indianie tańczą poezję; Gry ekologiczne [dot. J. Kawalca]; Kosmos duszy – dusza Kosmosu [dot. H. Skolimowskiego]; Ballady „duszy lasu”; Wiersze dzieciaków.
7. Wyznania Różowej Pantery. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit. 1999, 39 s.
8. Czas na egzorcystę. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2004, 53 s.
Zawiera cykle: Cz. I. Z ekologii słowa; Cz. II. Moralność rzeczy; Cz. III. Anatomia trwania.
9. Kulturowa tożsamość poetów. Prezentacje i analizy. Kr.: AGH [Akad. Górniczo-Hutnicza] Uczelniane Wydawn. Nauk.-Dydaktyczne 2008, 136 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Rozdz. I. Głosy poetów stają się coraz cichsze; Rozdz. II. Poetyckie nadzieje i wizje na progu nowego milenium; Rozdz. III. Miłość w poetyckich dyskursach; Rozdz. IV. Jesień jest dla poetów pełna słowobrania; Rozdz. V. Powracając do swoich ojczyzn mentalnych; Rozdz. VI. Egzystencjalne wynaturzenia poetów; Rozdz. VII. Fruwając między niebem a ziemią; Rozdz. VIII. Nowe siły w poezji polskiej; Rozdz. IX. Gry słowne poetów, czyli wędrówki po ich światach mentalnych; Rozdz. X. Stary Sącz i jego kultura jako źródło inspiracji poetów; Rozdz. XI. W poszukiwaniu własnej tożsamości; Rozdz. XII. Poezja a postmodernizm.
10. Polisemia piękna. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2009, 51 s.
Zawiera cykle: Cz. I. Kalendarz poety; Cz. II. Z życia prawdy; Cz. III. Jesteśmy falą.
11. Moja Samotrake. Wybór wierszy 1979-2009. Wybór: S. Franczak. Kr.: Tow. Kultury Świeckiej 2011, 152 s.
12. Moje sny i inne wiersze. Kr.: Wydawn. Aureus 2014, 43 s.
Cykle: Cz. 1. Moje sny (I). – Cz. 2. Tryptyk rzymski i inne wiersze. – Cz. 3 Moje sny (II).
13. Tożsamości światów poetów. [Szkice]. Wydz. Hum. Akademii Górniczo-Hutniczej. Kr.: Wydawn. Aureus 2014, 219 s. Idee i Myśliciele. Wyd. z podtyt. The identity of the poets worlds. Kr.: Wydawn. Aureus tamże 2014, 235 s. Idee i Myśliciele, t. 17.
Zawartość: Wstęp: Tożsamość jako forma przynależności społecznej i kulturowej. – Rozdz. 1. Poeci o wadze znaczenia słowa. – Rozdz. 2. Peregrynujące wersy wędrujących poetów. – Rozdz. 3. Droga ku korzeniom tożsamości osobistego świata poetyckiego. – Rozdz. 4. Odnajdywanie własnego edenu tożsamości twórczej. – Rozdz. 5. Taniec poetek w teatrze życia codziennego. – Rozdz. 6. Ciężar tożsamości a kreacja światów alternatywnych. – Rozdz. 7. Eksperymenty ze światami alternatywnymi. – Rozdz. 8. Metamorfozy poetyckie współczesnego świata. – Rozdz. 9. Poezja osobistego widzenia tożsamości świata. – rozdz. 10. Migracje tożsamości po świecie rzeczywistym. – Rozdz. 11. Zamiast zakończenia: tożsamość świata literackiego Juliana Kawalca.
14. Współczesne transformacje medialne. Prasa bezpłatna, nowe media i etyka. Kr.: Wydawn. Aureus 2015, 221 s. Wydz. Hum. Akad. Górniczo-Hutniczej. Idee i Myśliciele.
Prace redakcyjne
1. M. Pieniążek: Zasypiam w twoich oczach. [Wiersze]. Red. i posł.: I.S. Fiut. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. Ofic. Wydawn. 1994, 55 s.
2. J.A. Wątorek: Prośba o czułość. [Wiersze]. Red.: I.S. Fiut. Posł.: E. Basara-Lipiec. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1995, 64 s.
3. A.M. Hrabiec: Szczęsny tryptyk. [Wiersze]. Red. i posł.: I.S. Fiut. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1998, 86 s.
4. J. Orlikowski: Radość i dyskoteka. [Eseje i szkice]. Przedm. i red.: I.S. Fiut. Kr.: Krak. Klub Artyst.- Lit. 1998, 154 s.
5. S. Szeliga: Na wariackich papierach. [Opowiadania]. Red.: I.S. Fiut. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub. Artyst.-Lit. 1999, 135 s.
6. A. Wojtas: Zatyle. [Wiersze]. Red. i posł.: I.S. Fiut. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.- Lit. 2000, 75 s.
7. Stanisław Franczak. [Szkice]. [Oprac.:] I.S. Fiut. [Red.:] E. Bochenek. Kr.: Tow. Kultury Świeckiej 2010, 245 s. Profile Artyst.–Lit., 1.
Tu I.S. Fiuta: Omówienie twórczości: Śladami słów po ścieżkach poezji S. Franczaka; W kręgu prozy S. Franczaka, s. 7-40.
8. P. Oprzędek: Bliżej. [Wiersze]. Posł. i red.: I.S. Fiut. Kr.: Wydawn. i Drukarnia Tow. Słowaków w Polsce 2016, 62 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011, 2013.

Ogólne
M. DZIWISZ: Troisty jubileusz I.S. Fiuta. „Forum Myśli Wolnej” 2010 nr 46/47.
Powrót na górę↑

Prawo natury
S. CZERNIAK: Liryka i natura. „Lektura” 1993 nr 1/3.
K. STRZELEWICZ: Poetycki lód. „Koniec Wieku” 1992 nr 5.

Zoologia rozumu
S. FRANCZAK: Rozum i natura. „Magdalenka Lit.” 1995 nr 7/9.

Światy poetów
W. KAJTOCH. „Zesz. Prasozn.” 1997 nr 1 /2.

Czas na egzorcystę
D.M. SUŁKOWSKA: Poezja przeciw demonom? „Akant” 2004 nr 13.

Polisemia piękna
D.M. SUŁKOWSKA: Prawdy jesiennej fali. „Akant” 2010 nr 5.

Moje sny i inne wiersze
D.M. SUŁKOWSKA: Senne wędrówki po meandrach bytu. „Akant” 2015 nr 1.

Współczesne transformacje medialne
K. WASILEWSKI. „Studia Medioznawcze” 2016 nr 3.</document>
<document nplp_id="3493" title="Stanisław FRANCZAK" slug="stanislaw-franczak">ur. 1946

Pseud.: Antoni Kojs; Fras; (Fras); (fras); Leszek Klimowski; Stanisław Giza; S.F.; (S.F.); SF; (sf).

Poeta, prozaik, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 18 listopada 1946 w Bieńkówce pod Makowem Podhalańskim; syn Michała Franczaka, górnika, i Anny z domu Giza, rolniczki. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Bieńkówce. Od 1958 należał do ZHP. W 1960 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Suchej Beskidzkiej. W tym czasie został członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej (do 1968), pisał też wiersze i redagował szkolną gazetę. Po zdaniu matury w 1964 podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. W tymże roku został członkiem ZSP na UJ i PZPR. Zarabiał na życie, pracując jako statysta w Teatrze Rozmaitości i Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie oraz w Oddziale Krakowskim Telewizji Polskiej (TVP). Pracował też fizycznie, m.in. roznosząc węgiel. Brał aktywny udział w życiu studenckim. Należał do Koła Młodych ZLP (1965-68). W 1966 był założycielem grupy poetyckiej Salamandra na UJ, działał w klubach studenckich Żaczek i Rotunda. W 1969 został członkiem ZNP. W 1969-79 pełnił funkcję sekretarza Zarządu Krakowskiego Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej (TKKŚ); w 1972 został sekretarzem i wiceprezesem Towarzystwa. W 1970 uzyskał magisterium na UJ. Odbył też dwuletnie podyplomowe studia kulturalno-oświatowe (1969-71). Następnie pracował w redakcji „Magazynu Kulturalnego” (1970-74; w 1972 członek redakcji). W 1970 podjął stałą współpracę z redakcją kultury i publicystyki Rozgłośni Krakowskiej Polskiego Radia. Debiutował w 1973 wierszami pt. Jesienna pocztówka z gór i Odchodzenie, opublikowanymi w piśmie UJ „Akcenty” (nr 5). Ogłaszał też wiersze w „Argumentach” (1974-79, 1984-85; tu stała współpraca) . W 1974 wydawał książki popularno-naukowe w serii TKKŚ pt. Jestem… więc myślę. Był laureatem konkursów w ramach Warszawskiej Jesieni Poezji (1975), a w 1982 otrzymał nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim. W 1975-77 uczył propedeutyki filozofii w studium pomaturalnym i Technikum Poligraficzno-Księgarskim w Krakowie. W 1976 otrzymał nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania III stopnia. Od 1979 pracował w Urzędzie m. Krakowa, m.in. jako rzecznik prezydenta m. Krakowa (1979) i dyrektor gabinetu prezydenta (od 1980). W 1983 został oddelegowany do Komitetu Krakowskiego (KK) PZPR jako kierownik kancelarii I Sekretarza, a następnie w 1985 został kierownikiem Wydziału Kultury KK PZPR. W 1983-88 należał do powstałej w Wadowicach Grupy Literackiej Nadskawie. W 1985 współpracował z Kroniką TVP Kraków. W 1985-2001 był członkiem ZLP. Kontynuował działalność literacką, publikując wiersze, prozę i recenzje m.in. w „Życiu Literackim” (1982-89), „Gazecie Krakowskiej” (1984-96; podp. też: Leszek Klimowski), „Szpilkach” (1983-1990), „Kulturze” (1984-85, 1987-88), „Piśmie Literacko-Artystycznym” (1984-85, 1988), dodatku „Echa Krakowa” pt. „Czas Przeszły i Przyszły” (1987-88), „Poezji” (1988-89), „Fantastyce” (1989), „Końcu Wieku” (1990, 1992, 1994-96, 1999-2000, 2003; podp. też: Antoni Kojs, Leszek Klimowski, Stanisław Giza; członek redakcji od 1990), „Lekturze” (1991-93), „Res Humanie” (1992-94, 1999, 2003, 2009), „Haiku” (1994), „Integracjach” (1995), „Magdalence Literackiej” (1995, 1997), „Metaforze” (1996, 1999, 2002/03), „Wiadomościach Kulturalnych” (1997-98), „Poezji Dzisiaj” (2000-01) i w „Akancie” (2001-02, 2006, 2014-15). W 1990 powrócił do pracy w Urzędzie m. Krakowa (w dziale współpracy zagranicznej). W 1995-98 był członkiem SLD. Pełnił kilkakrotnie funkcję dyrektora i redaktora naczelnego oficyn wydawniczych: „Wamex” (1992), Wydawnictwa „Intel-Part” (1995), Oficyny Wydawniczej „Abrys” (1997) oraz Agencji Wydawniczej „Dom Książki” (2000). Od 1998 uczestniczył w Festiwalu „Pożegnanie Lata Pisarzy i Artystów” i w opracowaniu towarzyszącego mu almanachu. W 1998 został też redaktorem naczelnym krakowskiego magazynu racjonalistów wydawanego przez Radę Wojewódzką TKKŚ pt. „Forum Myśli Wolnej” (tu publikacje podp. m.in.: Leszek Klimowski). W 2000 wszedł w skład krakowskiego Stowarzyszenia Kuźnica, skupiającego lewicowych intelektualistów. W tymże roku współpracował z radiem „Alfa”. W 2001 został prezesem Zarządu Głównego i redaktorem naczelnym krakowskiego wydawnictwa Stowarzyszenie Twórcze Artystyczno-Literackie (STAL), a także wszedł do Kapituły Nagrody im. W. Tetmajera. W 2005 został członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. W 2006 został redaktorem naczelnym krakowskiego magazynu kulturalnego „Dworzanin”, wydawanego przez Centrum Kultury „Dworek Białoprądnicki”. Wyróżniony m.in. Złotą Odznaką „Za pracę społeczną dla m. Krakowa” (1973), odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1976), Krzyżem „Za zasługi dla ZHP” (1977), Złotą Odznaką „Za Zasługi dla Ziemi Krakowskiej” (1978), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1979), Złotym Krzyżem Zasługi (1980), Krzyżem Kawalerskim (1988) i Krzyżem Oficerskim (2002) Orderu Odrodzenia Polski oraz odznaką „Honoris Gratia”, przyznaną przez Prezydenta m. Krakowa (2008).

Zawarł związek małżeński z Reginą Bochenek, profesorem romanistyki na UJ; ma dwóch synów: Grzegorza (ur. 1974), italianistę, tłumacza, wykładowcę na Uniwersytecie w Mediolanie i Jerzego (ur. 1978), poetę, prozaika, polonistę, wykładowcę na UJ. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Pożar. [Wiersze]. Kr.: Nakł. autora 1981.
Wiersze nagrodzone na ogólnopolskim konkursie wydawn. „Śląsk”. – Inf. o wyd. w poz. 19 (s. 342).
2. Ballady, malowanki na szkle. [Wiersze]. Wstęp: J. Kajtoch. Bielsko-Biała: Beskidzka Ofic. Wydawn. BTSK [Beskidzkiego Tow. Społ.-Kult.]; Wadowice: Wadowicka Ofic. Wydawn. TMZW [Tow. Miłośników Ziemi Wadowickiej] 1984, 47 s. Bibl. „Nadskawia”.
3. Całopalenie. [Wiersze]. Kr., Wr.: WL 1984, 69 s.
4. Kim jestem. [Wiersze]. Rzeszów: KAW 1984, 77 s.
Cykle: Metamorphosis; W cieniu dnia; Romans z Eurydyką.
Adapt. tv: Kim jestem. Wg wierszy S. Franczaka. Reż.: A. Maj. TVP 1986.
5. Krak-story. [Scenariusz widowiska estradowego; współaut.:] W. Gawroński. Estrada Krak. 1985.
6. Madejowy Staw. [Proza poetycka]. Posł. opatrzył L. Żuliński. Wadowice: Tow. Miłośników Ziemi Wadowickiej 1986, 55 s. Bibl. „Nadskawia”.
Zawartość: Skawa; Jasiek Głowoców; Ciorek; Wesele u Pitali; Burza nad Koskową; Antek Obłocznik z Potoka; Kaśka od Stanka zwana Chmurową; Pastuch z Żarnówki; Dom na Brzyzku; Wiatrak; Obraz; Jędrzej Uśniony; Uśmiech; Diamentowy stół; Dukaty; Madejowy Staw; Diabli kamień; Babka Weronika; Józka z Gronika; Dziedzicowa lipa; Woda; Złodziejska ręka; Głucha Sobicka.
7. Antytezy. [Wiersze]. Kr.: WL 1987, 77 s.
Cykle: Rysowanie światów; Granica; Kropka nad i; Poranne łowy; Silva rerum.
Adapt. jako widowisko estradowe: Estrada Krak. 1988.
8. We dwoje. [Wiersze]. Kr.: A. Wabik 1987, [18] s.
Druk bibliofilski wyd. w 100 egz. na prawach rkpsu.
9. Nic się nie stało. [Wiersze]. Słowo wstępne: T. Skoczek. Kr.: Alma-Art. 1988, 32 s. Podkowa i Pióro.
10. Szkicownik krakowski. [Wiersze]. Kr.: KAW 1988, 68 s.
Cykle: Sztychy i akwarele; Opowiedz mi…; Smog.
11. We mgle. [Wiersze]. Wwa: Iskry 1988, 67 s.
12. W zaklętym kręgu Agnihotry. [Wiersze]. Posł.: W. Jaworski. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1991, 32 s. Bibl. Pis. Filoz.-Artyst. „Koniec Wieku”.
13. Wołam Cię wszystkimi imionami. Poemat liryczny. [Wiersze]. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1992, 32 s.
14. Bieszczadzkie korale. [Wiersze]. Kr.: Abrys 1993, 31 s.
15. Popiół i gorycz = Asche und Verbitterung. Współwyd. z : W. Jaworski: Popiół i gorycz .[Wiersze]. Kr.: Ofic. Wydawn. Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 18 + 19 s. Bibl. Pis. Filoz.-Artyst. „Koniec Wieku”.
Oprawione w kierunku przeciwstawnym. – Tekst w jęz. pol. i niem.
16. Bezsenny ptak. [Wiersze]. Kr.: Cracovia 1994, 91 s. Wyd. 2 Bochnia: Prowincjonalna Ofic. Wydawn; Kr.: Cracovia 1995.
17. Ścieżki. [Wiersze]. Posł.: M. Ciechański. Kr.: Ofic. Wydawn. Agat-Print 1994, 48 s.
18. Dotyk miłości. [Wiersze]. Kr.: Małopolska Ofic. Wydawn. „Korona” 1996, 87 s.
Przekł. czes.: Dotek lásky. [Przeł.:] L. Martinek, W. Przeczek. Opava 2001.
Adapt. jako widowisko estradowe pt. Pejzaż erotyczny: Kr., Krak. Dom Kultury „Pałac pod Baranami” 1989.
19. Wybór wierszy. Wybór S. Franczak. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1996, 349 s.
Zawiera cykle: Pożar [8 wierszy z poz. 1]; Ballady, malowanki na szkle [poz. 2]; Całopalenie [poz. 3]; Kim jestem [poz. 4]; Madejowy Staw [poz. 6]; We dwoje [poz. 8]; Antytezy [poz. 7]; We mgle [poz. 11]; Szkicownik krakowski [poz. 10]; Nic się nie stało [poz. 9]; W zaklętym kręgu Agnihotry [poz. 12]; Wołam Cię wszystkimi imionami [poz. 13]; Popiół i gorycz [poz. 15]; Bieszczadzkie korale [poz. 14]; Ścieżki [poz. 17]; Bezsenny ptak [poz. 16]; Dotyk miłości [poz. 18], nadto: Leseprobe; Z wierszy rozproszonych.
20. Czerwony scyzoryk. [Powieść autobiograficzna]. Kr.: Krak. Klub. Artyst.-Lit. 1997, 152 s. Wyd. 2 uzup. i popraw. tamże 2016.
21. Charakterniki. [Opowiadania]. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit. 1998, 101 s.
Zawartość: Objaśnienia dziadka Mateusza – zamiast wstępu; Znajda Marcyśka; Grabarz Mateusz; Wariatka; Jasiek Cieślików; Józefka; Wawrzek Basista [por. poz. 46]; Szymek Kopoc; Charakterne zwierzęta.
22. Jestem przeciw. [Wiersze]. Posł.: I.S. Fiut. Kr.: Abrys 1998, 63 s.
23. Wybór utworów. Posł.: W. Próchnicki. Kr.: ZLP. Oddz. 1998, 223 s.
Zawiera wiersze oraz fragm. poz. 19 i opowiadanie: Szymek Kopoc [poz. 21].
24. Polowanie na wiersz. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit. 1999, 87 s.
25. Całe życie z Erosem. [Wiersze]. Kr.: STAL [Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit.] 2000, 68 s.
26. Gdy Cię wspominam. [Wiersze i proza]. Oprac. graf. i red.: B. Pietryka. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2000, 76 s.
27. Lirnik. [Wiersze]. Wstęp: H. Cyganik. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit. 2000, 80 s.
28. Horyzonty. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2002, 153 s.
29. Seans w Świnoujściu. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2002, 69 s.
30. Pułapka miłości = Liebesfalle. [Wiersze]. Przekł.: K. Lipiński. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. Zarząd Gł. 2003, 37 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
31. Znieczulenie. [Powieść]. Kr.: Trans-Krak, nakł. Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2003, 119 s.
32. Wypadki. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2004, 66 s.
Laur Poetycki w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim zorganizowanym przez ZLP w Bielsku-Białej w 1998.
33. Jesienna miłość. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2005, 98 s.
34. Pętla. [Wiersze]. Posł.: M. Naglicki. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2006, 110 s.
35. Skarbonka snów. [Powieść]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2006, 249 s.
36. [Siedem] 7 legend o Bieńkówce. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. ZG 2007, 47 s.
Zawartość: Siedem legend o Bieńkówce: Opowieść Benka Wołoszyca syna Bożydara; Opowieść Bazylego syna Bartodzieja; Opowieść Beniamina syna Bronisza; Opowieść Boguty syna Bończy; Opowieść Budzisza syna Borzysława; Opowieść Bieńka syna Bartłomieja; Opowieść Benedykta syna Bogdana. – Wróżby i nadzieje. XXI wiek. – Galeria artystyczna [obrazy i rys. K. Szczepaniak i R. Szczepaniak].
37. Wybór wierszy 1998-2008. Red. i posł.: T. Skoczek. Piaseczno: Maz. Ofic. Wydawn. 2008, 319 s. Fundacja im. K.E. Lewakowskiego, Inst. W. Orkana. Bocheńska Bibl. Poetów, 2.
Na s. tyt. miejsca wyd.: Bochnia, Kr., Wwa. – Z cyklów: Jestem przeciw [poz. 22]; Polowanie na wiersz [poz. 24]; Lirnik [poz. 27]; Gdy Cię wspominam [poz. 26]; Seans w Świnoujściu [poz. 29]; Pułapka miłości. Liebesfalle [poz. 30]; Wypadki [poz. 32]; W cieniu dnia. Im Schatten des Tages [wybór utworów]; Jesienna miłość [poz. 33]; Pętla [poz. 34]; Próba opisu; Pejzaż erotyczny; Fotografia; Niespełnienia; Dedykacje; Mojemu miastu.
38. Wawrzek Basista i inne opowiadania. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2009, 153 s.
Zawartość: Pęknięty widnokrąg: Próg; Spalone dzieciństwo; Pożegnanie z ojcem; Tama; Wieloryb; Boży odmieńcy: Głupek; Tajemnica Weronki; Wawrzek Basista (nowela filmowa) [poz. 21]; Janosik spod Babiej Góry: Jan Sałapatek o sobie; Życiorys z archiwum Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie; Prawda niepisana; Wspomnienia siostry Anny Adamczyk z d. Sałapatek: Na co przyszło „Tygrysicy”; O Bagniorzu i Galicy; Moje zeznanie odnośnie Jana Sałapatka. – Głosy.
39. Zielony smok. [Wiersze dla dzieci]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2009, 49 s.
40. Krajobrazy tańczące. [Wiersze]. Kr.: Rada Woj. Tow. Kultury Świeckiej 2010, 119 s. Bibl. Forum Myśli Wolnej, 3.
41. Legendy i podania babiogórskie. Il. i oprac. graf.: B. Pietryka. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2010, 149 s.
Zawartość: Diamentowy stół; Maziarze i diabeł; Siekiera samorąbajka; Owca, co groszem sypała; Wodna boginka; Kmieć i diabeł; Łyżka kuchareczka; Muzykalna strzyga; Kościelne drzwi w Mucharzu; Na makowskim cmentarzu; Zjawy, zwidy i majaki; Przeklęte dukaty; Madejowe łoże; Płanetniki spod Babiej Góry; Biała dama; Baśń o Księżycu.
42. Tajemnica dzwonów. [Powieść]. Kr.: Tow. Kultury Świeckiej 2010, 243 s.
43. Spirala czasu. [Dziennik]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2011, 128 s.
Zawartość: Dziennik z bieszczadzkich połonin (1988 r.); Kronika osobna (1989 r.).
44. Żakowskie gry miłosne. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2011, 91 s.
Opowiadania o charakterze wspomnieniowym S. Franczaka, mieszkańca Domu Studenckiego „Żaczek” w 1964-1968. – Zawartość: Żakowska solidarność; Busz Jan Szek; Sugestia; Studenckie urodziny; Mira; Spektakl.
45. Impresje. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2012, 78 s.
Cykle: Gdy spadną zielone śniegi; Sekrety ogrodów; Ziarenka myśli.
46. Kamaw znaczy Zmartwychwstanie. [Scenariusz filmowy]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2012, 90 s.
Na podstawie opowiadania Wawrzek Basista [poz. 21].
47. Klechdy i przypowieści. Gawędy przy ognisku. Wstęp: E. Bochenek. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2012, 95 s.
Zawartość: W świecie duchów: Boginki i utopce; Zmory, wilkołaki i wampiry; Zjawy, zwidy i majaki [poz. 41]; Klechdy i bajki: Zakochana strzyga; Południca; Płanetniki znad Babiej Góry [poz. 41]; Księżycowy uśmiech; Księżniczka i wozak; Gadające buty.
48. Niebyły czas. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2013, 69 s.
49. Na strunie świtu. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2014, 110 s.
50. Lustrzane światy. [Opowiadania dla dzieci]. Rys.: Sonia Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2014, 72 s.
Zawartość: Światy; Spadająca gwiazda; Połowy Grzesia; Kąpiel; Spotkanie z rybką; Morskie pytanie; Spacer na plaży; Historia kropli; Życie w kolorach; Długie życie; Żabi staw; Bajka o jeziorze; Spotkanie z motylem; Pory roku; Czyja to ziemia?; W oknie; Błyskawica; Chmurka; Koszenie łąki; Rozmowa z grzybem; Wypadek; W parku; W sadzie; Moja królowa; Ścieżka; Życie za życie; Szarak; Biały kotek; Jaskółka; Azor.
51. Grawitacja ciał. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2015, 122 s.
52. Grzeszne opowiadania. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2015, 167 s. Bibl. Forum Myśli Wolnej, 7.
Zawartość: Tajemnice rozkoszy; Bezgrzeszna miłość; Poszukiwanie Boga; Złudzenia; Miłość w kostnicy; Złudzenia; Cygańska przygoda; Zakonnica; Wesele; Droga do piekła.
53. Smak kobiety, czyli Zakazane opowieści. [Opowiadania]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2015, 402 s.
Zawartość: Od autora; Myśli o kobiecie; Staw; Ślubowanie; Szczudła; Pojedynek; Wyprawa do piekła; Tunel; Żakowska solidarność; Busz Jan Szek; Sugestia; Studenckie urodziny; Spektakl; Pokój przechodni; Malina; Cyganka; Zośka; Mira; Przebudzenie; Na campingu; Rozsypane paciorki; Podróż z nieznajomą; Winda; Wesele w Zasypnicy; Noc w burdelu; Seans w Norymberdze; Rzymska delegacja; Dwie noce w Bratysławie; Przygoda w Dortmundzie; Spotkanie w sali zagubionych kroków; Zakręt, – nadto: Terminy słownikowe słowa „kobieta”.
54. Kobiety wyzwolone z przełomu XIX i XX wieku. [Szkice]. Kr.: Tow. Kult. Świeckiej im. T. Żeleńskiego Boya 2016, 204 s. Bibl. Forum Myśli Wolnej, 8.
Zawartość: Od autora. – Emancypantki, sufrażystki, feministki – ruchy kobiet wojujących o swe prawa: Kalendarium historyczne; Ruch kobiecy w Polsce; Formy i kierunki emancypacji; Polska myśl emancypacyjna; Kierunki rozwoju ruchu kobiet w Polsce. – Czasopisma polskich sufrażystek: Radykalne publicystki „Głosu” (1900-1905); Narcyza Żmichowska – polska Entuzjastka (1819-1876); Maria Konopnicka – „bezbożna patriotka i rozwydrzona bezbożnica” (1842-1910); Eliza Orzeszkowa – pisarka wyklęta (1841-1910); Julia Woykowska – „burzycielka praw” – poznańska emancypantka (1816-1851). – Twórczynie salonów kobiecych i redaktorki czasopism feministycznych: Waleria Marrené Gorzkowska – polska George Sand (1832-1903); Paulina Kuczalska-Reinschmit – bojowniczka o prawa kobiet (1859-1921). – Feministki modernizmu i międzywojnia: Maria Dulębianka – malarka snów kobiet (1861-1919); Kazimiera Bujwidowa z Klimontowiczów – antyklerykalna rewolucjonistka galicyjska (1867-1939); Gabriela Zapolska – fotograf „chorego społeczeństwa” (1857-1921); Maria Dąbrowska – pisarka i działaczka spółdzielczości (1889-1965); Zofia Nałkowska – nowa kobieca tożsamość (1884-1954); Irena Krzywicka – niepokorna „gorszycielka i skandalistka” (1899-1994). – Postawy ideowe kobiet ruchu emancypacyjnego: Kobiety wobec religii i Kościoła katolickiego; Zaangażowanie społeczno-polityczne kobiet w ruchu feministycznym, – nadto: Bibliografia pomocnicza; Kalendarium Ruchu Kobiecego.
55. Na łące kwitną wiersze. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2016, 107 s.
56. Poetycki Kraków. [Wiersze]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2016, 159 s.
57. Zanim opadnie mgła. [Powieść]. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2016, 280 s.
58. Na zakręcie historii. Autoportret bez retuszu. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2017, 144 s.

Wybory utworów w przekł.: niem.: Leseprobe. [Wybór:] A. Welski. [Przedm.:] W. Jaworski. [Przekł.] S. Papp. Bönen 1985; Im Schatten des Tages. [Przekł.:] K. Lipiński, S. Papp, O. Jędrzejczyk, K. Zdebel. Wien 2005, – ros.: Sdelano v Pol'še, vek – XX. Antologiâ. [Wybór i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009, – wietnam.: Hanh phúc mong manh. [Oprac. i przeł.:] Nguyẽn Chí Thuật dich. [Hà Nội] [2002].
Prace redakcyjne
1. Oświęcim – Brzezinka w wierszach i przekładach Adama Zycha. [Oprac.:] S.
Franczak. Kr.: KKAL [Krak. Klub Artyst.-Lit.] 1994, 70 s. Bibl. „Końca Wieku”.
2. Pożegnanie lata poetów 1999. Almanach. Wybór tekstów: S. Franczak, A.K.
Torbus. Kr.: Stow. Twórcze KKAL 1999, 36 s. Krak. Klub Artyst.-Lit.
3. K. Wojtyła: Sobótkom się kłaniaj. Wybór poezji. Wybór i posł.: T. Skoczek. Red.
S. Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2001, 203 s. Obrazy Nieskończoności.
4. J. Kawalec: Żeby cię pochłonęło życie. [Opowiadania i wiersze]. Wstęp i red. S. Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2004, 183 s.
5. Podgórska biesiada poetów Kurdwanów 2003. [Antologia]. Red. S. Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2004, 71 s. Grupa Poetycko-Lit. „Złoty Klon”.
6. A. Ziobrowski: Za kotarą wiatru. [Wiersze]. Red. S. Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. 2004, 67 s.
7. III Galicjada. Kraków-Lwów – serca dwa. III. Międzynarodowe Galicyjskie Spotkanie Artyst. Lit. w Kr. [Wiersze i opowiadania]. Wstęp: S. Marynowicz. Red. S. Franczak. Kr.: Stow. Twórcze Artyst.-Lit. Zarząd Gł. 2006, 119 s.
Tytuł okładkowy: Galicjada, 3.
8. I.S. Fiut: Moja Samotrake. Wybór wierszy 1979-2009. Posł.: S. Marynowicz. Wybór i red.: S. Franczak. Kr.: Tow. Kultury Świeckiej 2011, 152 s. Bibl. Forum Myśli Wolnej, 4.
9. Tadeusz Żeleński Boy. 70 rocznica śmierci. Materiały z konferencji. Red.: S. Franczak, J. Kabaj, J. Nowak. Kr.: Rada Woj. Tow. Kultury Świeckiej 2012, 112 s. Bibl. Forum Myśli Wolnej, 5.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011, 2013.
Stanisław Franczak. W: Katalog autorów krakowskich. Oprac.: T. Dziedzic, T. Skoczek. Kr. 1988.
Wywiad: **„Z dzieciństwa czerpię pełnymi garściami”. Rozm. A. Dębkowski. „Gaz. Kult.” 2004 nr 4.

Ogólne
Stanisław Franczak. Oprac.: I.S. Fiut. Red.: E. Bochenek. Kr.: Tow. Kultury Świeckiej 2010, 245 s. Profile Artyst.-Lit., 1 [zawiera teksty druk. wcześniej a oznaczone dwiema gwiazdkami **, nadto: Omówienie twórczości: I.S. FIUT: Śladami słów po ścieżkach poezji Stanisława Franczaka; I.S. FIUT: W kręgu prozy Stanisława Franczaka. – Z krytyki literackiej: W. PRÓCHNICKI: Światy poetów [posł. z poz. 19],T. SKOCZEK: Poeta nadziei [posł. z poz. 38]. – Ze wstępów i wyborów niektórych książek: J. KAJTOCH: Stanisław Franczak; I.S. FIUT [bez tytułu]; W. PRÓCHNICKI; H. CYGANIK: Drogi Staszku; I.S. FIUT: Miasto marzeń; F. IZYDOR: Nadzieje i rozczarowania; [Wydawca]: Zamiast wstępu [z poz. 32]; A.M. HRABIEC: Zamiast posłowia; M. CIECHAŃSKI; H. CYGANIK: Natura miłości; M. NAGLICKI: „Jeszcze przed nami raj cierpienia…”. – Recenzje, opinie, noty. Wybór. – Głosy i glossy. – Wybrane anegdoty. – Nota biograficzna i dorobek twórczy].
J. KAJTOCH: Stanisław Franczak. Poezja pytań. „Gaz. Krak.” 1983 nr 231.
D. SMRECZYŃSKI [pseud.]: **Samotny rycerz nadziei. „Scena Lud.” 1984 nr 1 (czerwiec).
A. WARZECHA. „Dz. Pol.” 1984 nr 277.
L. ŻULIŃSKI: Świat snu i jawy. „Gaz. Krak.” 1985 nr 245.
S. DZIEDZIC: Metafizyka i autentyzm. „Integracje” 1991 nr 27.
T. SKOCZEK: **Stanisław Franczak. Nic się nie stało. Rycerz nadziei, ballad i malowanek. W tegoż: W kręgu metafizyki, chaosu i konwencji. Bochnia 1993.
I.S. FIUT: Poetyckie horyzonty świata. (O poezji S. Franczaka, H. Cyganika i D.T. Lebiody). „Koniec Wieku” 2001/2002 nr 17/18.
T. SKOCZEK: Neoautentyzm sztuką prawdy. „Forum Myśli Wolnej” 2008 nr 38/39.
I. FIUT: Powrót poety do rajskiego ogrodu. „Gaz. Kult.” 2012 nr 10.
W. LORANC: O trudnej sztuce postrzegania świata. „Res Humana” 2012 nr 6.
I. FIUT: Dwie twarze poezji: Wojciech Kawiński i Stanisław Franczak. „Forum Myśli Wolnej” 2013 nr 55.

Ballady, malowanki na szkle
W. PRÓCHNICKI: Spalone – ocalone. „Życie Lit.” 1984 nr 45 [dot. też: Całopalenie].
S. STANUCH: **Uwaga, debiut! „Dz. Pol.” 1984 nr 270 [dot. też: Całopalenie].
K. STRZELEWICZ: „Jeszcze szumią w twych uszach łany zbóż”. „Gaz. Krak.” 1984 nr 259.
L. ŻULIŃSKI: Trzy ojczyzny. „Tu i Teraz” 1984 nr 42 [dot. też: Całopalenie].
[W. KAJTOCH] W.M. KRAKOWSKI: Dzieciństwo, śmierć, życie. „Pis. Lit.-Artyst.” 1985 nr 2 [dot. też: Całopalenie].
T. OLSZEWSKI: Bliżej ojczyzny. „Tyg. Kult.” 1985 nr 2.

Całopalenie
J. KAJTOCH: Poeta dialogu. „Gaz. Krak.” 1984 nr 259.
W. PRÓCHNICKI: Spalone – ocalone. „Życie Lit.” 1984 nr 45 [dot. też: Ballady, malowanki na szkle].
S. STANUCH: **Uwaga, debiut! „Dz. Pol.” 1984 nr 270 [dot. też: Ballady, malowanki na szkle].
L. ŻULIŃSKI: Trzy ojczyzny. „Tu i Teraz” 1984 nr 42 [dot. też: Ballady, malowanki na szkle].
[W. KAJTOCH] W.M. KRAKOWSKI: Dzieciństwo, śmierć, życie. „Pis. Lit.-Artyst.” 1985 nr 2 [dot. też: Ballady, malowanki na szkle].
W. ZIELIŃSKI: Osamotnienie. „Tyg. Kult.” 1985 nr 27.

Kim jestem
M. BRZESZCZYŃSKI: **W drodze. „Życie Lit.” 1985 nr 13.
R. DZIESZYŃSKI: Nieznaną ścieżką na szczyt góry. „Widnokrąg” 1985 nr 16.
J. KAJTOCH. „Gaz. Krak.” 1985 nr 61.
S. STANUCH: Kim jest Stanisław Franczak? „Dz. Pol.” 1985 nr 55.
J. TULIK: **Niekochany Orfeusz. „Profile” 1985 nr 5.
L. ŻULIŃSKI: Kim jest poeta? „Tu i Teraz” 1985 nr 15.

Madejowy Staw
O. JĘDRZEJCZYK: Między Tetmajerem a autentyzmem. „Gaz. Krak.” 1987 nr 114.
K.M. SIENIAWSKI: **Kawalątek jesieni. „Kultura” 1987 nr 50.
M. KISIEL: **Autentyzm. „Życie Lit.” 1988 nr 18 [dot. też: Antytezy; We dwoje].

Antytezy
A. ŁOPATA: Topografia liryzmu. „Student” 1987 nr 22/1 (70/71).
J. KAJTOCH: Refleksja, ojcowizna, żart liryczny. „Gaz. Krak.” 1988 nr 3.
M. KISIEL: **Autentyzm. „Życie Lit.” 1988 nr 18 [dot. też: Madejowy staw; We dwoje].
J. KORYL: Silva rerum. „Nowe Książ.” 1988 nr 4.
M. OBARSKI: Rysowanie światów na szkle. „Pis. Lit.-Artyst.” 1988 nr 7/8.
F. SIENKIEWICZ: **Bardzo błyskotliwe błyski. „Kultura” 1988 nr 20.
L. ŻULIŃSKI: **W pościgu za tożsamością. „Literatura” 1988 nr 10.

We dwoje
M. KISIEL: **Autentyzm. „Życie Lit.” 1988 nr 18 [dot. też: Madejowy staw; Antytezy].

Nic się nie stało
M. NAGLICKI: Czy nic się nie stało – czyli o poezji Stanisława Franczaka. „Gaz. Krak.” 1989 nr 45.
P. WILCZEK. „Student” 1989 nr 18.

We mgle
J. KAJTOCH: Zmierzyć się z nieuchwytnym. „Gaz. Krak.” 1988 nr 238.
L. ŻULIŃSKI: W pościgu za tożsamością. „Literatura” 1988 nr 10.
H.A. GASZ: We mgle… życia. „Nowe Książ.” 1989 nr 6.
M. KISIEL: **Samotny w chorobie. „Życie Lit.” 1989 nr 1.

W zaklętym kręgu Agnihotry
R. DZIESZYŃSKI: W kręgu Agnihotry. „Sł. Powsz.” 1992 nr 127.
I. FIUT: Poeci zmierzający do korzeni myśli. „Koniec Wieku” 1992 nr 5.

Bezsenny ptak
[I.S. FIUT] I. MOSTOWICZ: Dwie odsłony poetyckie Stanisława Franczaka. „Magdalenka Lit.” 1995 nr 7/9, przedr. w tegoż: Światy poetów. Kr. 1996 [dot. też: Ścieżki].

Ścieżki
[I.S. FIUT] I. MOSTOWICZ: Dwie odsłony poetyckie Stanisława Franczaka. „Magdalenka Lit.” 1995 nr 7/9, przedr. w tegoż: Światy poetów. Kr. 1996 [dot. też: Bezsenny ptak].

Wybór wierszy
I.S. FIUT: Z domu do kosmosu. „Metafora” 1997 nr 31/32.
[I.S. FIUT] I. MOSTOWICZ: Z domu do kosmosu. „Koniec Wieku” 1997 nr 10.

Czerwony scyzoryk
W. ŻUKROWSKI: Smakowałem. „Wiad. Kult.” 1997 nr 37.
R. SADAJ: Zaginiony świat. „Koniec Wieku” 1998 nr 11.

Jestem przeciw
[W. KAJTOCH] W. KRAKOWSKI: Odmiany buntu. „Koniec Wieku” 2000 nr 14/15.

Wybór utworów
[W. KAJTOCH] W. KRAKOWSKI: Dwa wybory. „Koniec Wieku” 1999 nr 12/13.

Polowanie na wiersz
E. BIELA: **Poetycki eksperyment Stanisława Franczaka. „Gaz. Kult.” 2000 nr 5.

Gdy Cię wspominam
J. WIELICKI: **Sentymentalne powroty Stanisława Franczaka. „Forum Myśli Wolnej” 2002 nr 12/13.

Lirnik
[W. KAJTOCH] W. KRAKOWSKI: Kim jest Lirnik? „Koniec Wieku” 2000 nr 16.
L. ŻULIŃSKI: **Samotne orły. „Tryb. Ludu” 2000 nr 116.
J. HŁOND. „Akant” 2002 nr 10.

Horyzonty
I.S. FIUT: Powroty „do początku”. „Koniec Wieku” 2003 nr 19/20.
M. FIAŁKOWSKA-PYZOWSKA: **Wspomnienia jako dokument. „Forum Myśli Wolnej” 2006 nr 26/27.

Seans w Świnoujściu
J. JANCZEWSKI: Bynajmniej nie w spirytystycznym transie. „Forum Myśli Wolnej” 2003 nr 14/15.

Znieczulenie
W. LORANC: Historia lubi się powtarzać. „Myśl Socjaldemokratyczna” 2003 nr 3/4.

Wypadki
I.S. FIUT: **Rozgrywki słowne poetów. „Forum Myśli Wolnej” 2004 nr 20/21 [dot. m.in. S. Franczaka].

Jesienna miłość
I.S. FIUT: **A poeci pieszczą emocje. „Forum Myśli Wolnej” 2006 nr 2 (6/27) [dot. też: Im Schatten des Tages].

Skarbonka snów
W. LORANC: **Wspomnienia argonauty. „Res Humana” 2007 nr 1.

Wybór wierszy 1998-2008
I.S. FIUT: **A poeci pieszczą emocje. „Forum Myśli Wolnej” 2006 nr 2 (6/27) [dot.: Im Schatten des Tages; Jesienna miłość].
W. LORANC: **Poeta dwóch środowisk. „Res Humana” 2009 nr 7.

Krajobrazy tańczące
I.S. FIUT: Liryczny kosmos zbudowany z wierszy. „Gaz. Kult.” 2010 nr 11.

Klechdy i przypowieści
I. FIUT: Emocje i wyobraźnia dyktują wiersze. „Forum Myśli Wolnej” 2012 nr 54 [dot. m.in. S. Franczaka].

Smak kobiety, czyli Zakazane opowieści
A. MAZUREK: W kręgu spraw intymnych. „Res Humana” 2015 nr 6 [dot. też: J. Mielewczyk: Seks].

Kobiety wyzwolone z przełomu XIX i XX wieku
W. MIELEWCZYK: Ich wyzwolone dzieło wciąż trwa. „Res Humana” 2016 nr 4.</document>
<document nplp_id="3495" title="Andrzej GRABOWSKI" slug="andrzej-grabowski">ur. 1947

Pseud.: Andrzej May-Grabowski; John Vern; Max Schelton.

Poeta, prozaik, publicysta, autor utworów dla dzieci.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 9 września 1947 we Wrocławiu; syn Bogdana Grabowskiego i Janiny z domu Ciesielskiej. Do 1974 mieszkał wraz z rodziną w Piotrkowie Trybunalskim. Uczęszczał do Technikum Łączności w Warszawie; w 1969 zdał maturę. Debiutował w 1967 opowiadaniem pt. Gniewny, opublikowanym na łamach tygodnika „Na przełaj” (nr 16). W 1968-72 prowadził w Klubie Budowlanych w Piotrkowie Trybunalskim autorski kabaret Żyletka. W 1974 zamieszkał w Dębicy i pracował jako instruktor w Zakładowym Domu Kultury „Stomil”. W 1975 był współzałożycielem, a następnie prezesem tarnowskiego ośrodka Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy (KKMP), i wiceprzewodniczącym Rady Krajowej KKMP w Warszawie. W 1976 utworzył Grupę Literacką Rydwan (działała do 1983); pod jego redakcją w 1979-81 ukazywała się seria arkuszy literackich tej grupy. W 1976-81 prowadził kabarety autorskie Piąte koło i Odgromnik. W 1977 podczas półrocznego pobytu na Ukrainie, gdzie pracował przy budowie Gazociągu Orenburskiego, założył zespół estradowy i kabaret Perskie Oko. Za powieść reporterską pt. Przeżyłem przygodę, opisującą zdobyte tam doświadczenia, otrzymał nagrodę w ogólnopolskim konkursie literackim zorganizowanym przez ZG ZLP i wydawnictwo Książka i Wiedza (druk dwóch fragmentów w czasopiśmie „Prometej” w 1978). W 1977-79 uczył się w studium Kulturalno-Oświatowym w Krakowie, a następnie przez trzy lata studiował pedagogikę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie. Wiersze, opowiadania, humoreski drukował na łamach wielu czasopism, m.in. „Tygodnika Kulturalnego” (1979-89), „Zielonego Sztandaru” (1979-84), „Życia Literackiego” (1979, 1982-83), „Merkuriusza” (1981-83), „Okolic” (1982-87, 1991; w 1983-87 członek zespołu redakcyjnego), „Gazety Krakowskiej” (1984, 1986), „Dunajca” (1985-88), „Pisma Literacko-Artystycznego” (1985, 1988), „TEMI” (1985-87). W 1978 przeniósł się do Ciężkowic, gdzie podjął pracę jako dyrektor tamtejszego Gminnego Ośrodka Kultury. W 1980 był twórcą festiwalu Jesieni Literackiej Pogórza, który organizował i w latach następnych (od 1990 pod nazwą Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka). Od 1981 należał do Grupy Literackiej Gremium. W lutym 1982 został usunięty z funkcji dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury. Pracował wówczas w redakcjach czasopism w Warszawie oraz innych placówkach kulturalnych. W latach osiemdziesiątych współpracował z podziemnym ruchem literackim, drukował m. in. w piśmie „Solidarność Chłopska”. W tym okresie pracował także w Ośrodku Telewizji Polskiej w Krakowie; był współautorem wspólnie z Kazimierzem Kudroniem widowisk telewizyjnych pt. Wielka noc poetów (1983) oraz Pali się fajka nocy, wraz z zespołem Bogusława Diducha Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki(1984; z zespołem tym współpracował i w latach następnych), a także stałym współpracownikiem cyklu audycji telewizyjnych Niedziela w… W 1983 wspólnie ze Stowarzyszeniem Scena Ludowa w Krakowie prowadził I Ogólnopolskie Konfrontacje Kultury Wsi w Krynicy. W 1984 został członkiem Koła Młodych ZLP w Krakowie. W 1985 otrzymał stypendium Prezydenta m. Krakowa za twórczość literacką dla dzieci i młodzieży. W 1987 został członkiem Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich w Płocku. W tymże roku założył niezależny lokalny „Informator Kulturalny «Migawki»”, a w 1989 współorganizował redakcję „Gazety Tarnowskiej”. W 1988 został członkiem ZLP (do 1990). Wielokrotnie był stypendystą Ministerstwa Kultury i Sztuki w dziedzinie literatury. Czterokrotnie został wyróżniony medalem de Vermeil, przyznanym przez Académie internationale de Lutèce w Paryżu (1988, 1991, 1995, 1997). W 1989 zainicjował powstanie przy Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie pisma młodzieży szkolnej „Magazyn Autorów z Tarczą”, od 1990 prowadził Regionalny Klub Młodych Autorów, z którego członkami redagował pismo warsztatowe „Tarninka”, a następnie od 1999 magazyn literacko- publicystyczny młodych „Iskra”, który wychodził pod patronatem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu (następnie od 2009 Krakowskiego Oddziału ZLP, a od 2012 Warszawskiego Oddziału ZLP). W 1990 został przywrócony do pracy w Gminnym Ośrodku Kultury w Ciężkowicach. Był tam instruktorem teatralnym i konsultantem do spraw wydawniczych. Organizował konkursy, przeglądy i turnieje parateatralne i literackie, m.in. był animatorem ogólnopolskich konkursów literackich o „Laur Poezji Pogórza” oraz „Laur Skamieniałego Miasta”. W 1990-98 był członkiem SPP w Warszawie. W 1992 otrzymał nagrodę Fundacji Polcul (Australia), której od 1995 był konsultantem, a w 1993 nagrodę „Uskrzydlonego”, przyznaną przez Tarnowską Agencję Rozwoju Regionalnego. Należał do współzałożycieli Fundacji „Uśmiech Dziecka” w Skierniewicach. W 1994 został członkiem Związku Zawodowego Dziennikarzy w Poznaniu. W 1997 otrzymał tytuł Kawalera Orderu Uśmiechu. Wiersze, opowiadania, felietony, fraszki, humoreski drukował w tym czasie m.in. nadal w „Gazecie Krakowskiej” (1990-93), „TEMI” (1990-93), „Wiadomościach Kulturalnych” (1995-97), „Metaforze” (1997, 1999, 2000/2001-2006/2008), „Akancie” (2001, 2004-06). Podjął także społeczną współpracę z tygodnikiem „Magazyn Wileński” oraz dwutygodnikiem „Kurier”, wychodzącym w Hamburgu. Współpracował z środowiskami polskiej oświaty i prasą polską na Zaolziu; w 1999-2002 drukował powieści młodzieżowe na łamach wychodzącego w Czeskim Cieszynie harcerskiego pisemka „Nasza Gazetka”. Od 1999 ponownie należał do ZLP; w 2009-11 pełnił funkcję prezesa oddziału krakowskiego Związku, a od 2012 wiceprzewodniczącego Sądu Koleżeńskiego ZG ZLP w Warszawie. W 2002 został członkiem honorowym Nowosądeckiego Stowarzyszenia Nauczycieli Nowatorów jako autor książek terapeutycznych dla dzieci i młodzieży. W 2008-13 współpracował z zespołem redakcyjnym wychodzącego w Kijowie pisma „Krynica”. W 2006 otrzymał odznaki: Przyjaciel Dziecka oraz Przyjaciel Harcerstwa i nagrody Ars Populi im. W. Hasiora za całokształt pracy twórczej, im. K. Janickiego w dziedzinie literatury i animacji kulturalnej oraz w 2007 Nagrodę Specjalną Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Nagrodę Województwa Małopolskiego im. W. Orkana i nagrodę Październikową Wrocławia. Nadto w 2007 został wybrany w plebiscycie „Gazety Krakowskiej” „Człowiekiem Roku 2006”. W 2008 odbył podróż do Australii, gdzie spotykał się z tamtejszą Polonią. W 2010 brał udział w Międzynarodowej Konferencji Literackiej z okazji 1000-lecia Hanoi, gdzie został uhonorowany medalem za działalność literacko-artystyczną na rzecz Wietnamu. W tymże roku otrzymał wyróżnienie specjalne Nagrody Literackiej im. W. Reymonta za propagowanie literatury współczesnej oraz Tarnowski Dukat, przyznany przez Prezydenta m. Tarnowa za wieloletnie organizowanie Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej, w 2011 nagrodę Starosty Gorlickiego „Mosty Starosty”, a w 2012 nagrodę „Anioł Ciepła”, przyznaną przez Prezydenta m. Tarnowa. W 2012 odbył w Szkocji cykl spotkań autorskich z tamtejszą Polonią. W tym okresie utwory publikował m.in. na łamach pisma „Akant” (2012-14). W 2013 rozszerzył XXIII edycję Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej o tereny Lwowa, Stanisławowa i Krzyworówni. W 2015 przewodniczył polskiej delegacji na Światowy Festiwal Literacki w Hanoi. Odznaczony m.in. medalem „Zasłużony Działacz Kultury” (1987), Złotym Krzyżem Zasługi (2005), złotą odznaką „Zasłużony dla Miasta i Gminy Stary Sącz” (2010), medalem 625-lecia m. Brzesk (2010) oraz srebrnym medalem „Labor Omnia Vincit”, przyznanym przez Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu (2011).

W 1970 zawarł związek małżeńskim z Grażyną Osmólską, ma syna Artura (ur. 1971), który ilustrował jego książki. Mieszka koło Kąśnej Dolnej w powiecie tarnowskim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Antyfona do Ziemi. [Monodram]. Powst. przed 1978. Praprem. Tarnów, III Woj. Festiwal Teatr. 1979.
Nagroda za scenariusz w Festiwalu Teatr. „Bochnia ‘78” oraz „Laur Pogórza” za tekst i realizację monodramu w 1979 na III Woj. Festiwalu Teatr., Tarnów 1979.
2. Bez maski. [Wiersze]. Bydg.: Klub Lit. WRZZ [Woj. Rady Związków Zawodowych] 1979 [właśc.1980], 15 s.
3. Jeszcze raz powrócimy do wierności naszej. [Wiersze]. Tarnów: Wydz. Kultury i Sztuki Urzędu Woj. w Tarnowie. 1980, 12 s. Arkusze Autorów Członków Grupy Lit. Radwan. Pierwsza ser.
4. Fistaszki. [Fraszki]. Tarnów: Młodzieżowa. Ag. Kult. Zarzadu Woj. ZSMP 1981, 32 s.
Cykle: Niedyskrecje; Skąd my to znamy?; A ja się angażuję.
5. Zabielą się jeszcze nasze sadze śniegiem. [Wiersze]. Rzeszów: KAW 1983, 33 s.
Nagroda Peleryny w konkursie Czerwonej Róży, ogł. przez Klub Studentów Wybrz. „Żak” w Gdańsku w 1983 i medal im. R. Milczewskiego-Bruna w 1984.
6. Wielka afera w Królestwie Środka. Zabajka. [Baśń]. Wwa: ZG ZSMP 1985, 10 s. Wyd. 2 Tarnów: Witek-Druk 1997.
Wyd. 1 jako dod. do czasopisma „Okolice” nr 6.
7. A to już szron naszego lata… [Wiersze]. Rzeszów: KAW 1986, 52 s.
8. Przygody skrzata Wiercipiętka. [Dla dzieci]. Rzeszów: KAW 1987, 48 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1989; wyd. 3 Kr.: Cracovia 1991; wyd. 4 Bielsko-Biała: Debit 1996; wyd. 5 Wwa: KAMA 2000; wyd. 6 Bydg.: Świadectwo 2004, wyd. 7 tamże 2005; wyd. 8 Kr.: Księg. Wydawn. Skrzat S. Porębski 2009.
Inne części cyklu zob. poz. 24, 40.
Przekł.: ang.: The adventures of Scrat Wiggletoe. [Przeł.]. M. Weyland. Sydney 2016, - ukr.: Prigody Gnoma Neposidy. [Przeł.] L. Plachtij L’viv 2015, - wietn.: [Przeł.]. Nguyễn Thị Thanh Thúy. Powst. 2010.
9. Spóźniona wieczerza. [Wiersze]. Wwa: LSW 1987, 55 s.
10. Fikuś, Zulek i „Ciężkogłowy”. [Opowieść dla młodzieży]. Kr.: WL 1988, 92 s.
11. Hilary, Zulek i ruskie pierogi. [Opowieść dla młodzieży]. Wwa: LSW 1989, 96 s.
12. W ustach naszej wiary. [Wiersze]. Płock: Stow. Autorów Pol. Oddz. w Płocku 1989, 59 s.
13. Zadziorki. [Fraszki]. Tarnów: Pogórze 1989, 35 s.
14. Ballady i antyfony. [Wiersze]. Kr.: Miniatura 1990, 63 s. Wyd. nast.: wyd. 2 poszerz. tamże 1994, 88 s.; wyd. 3 z podtyt. Wybór III. Wwa, Rzeszów: Ad Oculos 2001, 120 s.
Złoty Medal w dziedzinie literatury łącznie z poz. 23, przyznany przez Wielki Międzynarodowy Konkurs Académie internationale de Lutèce w Paryżu w 1995.
15. Gdy Polak nie musi. [Satyry i ballady kabaretowe]. Tarnów: Pogórze 1990, 48 s.
16. List do Mikołaja. [Opowiadanie dla dzieci]. Kr.: Cracovia 1990, 23 s. Ważne Sprawy Najmłodszych, 9.
17. Wiersze magiczne. [Wiersze]. Kr.: Galicja 1990, 31 s.
18. Wiersze syberyjskie i zakazane. Tarnów: Pogórze 1990, 35 s. Wyd. 2 uzup. Warsz.-Rzeszów: Ad Oculos 2015, 88 s.
Przekł. czes.: Básně sibiřskě a zakázané. [Przeł.:] V. Kopecká. Broumov 2009.
19. Jak mistrz Twardowski uratował Kraków. [Opowieść dla młodzieży]. Kr.: Cracovia 1991, 69 s. Wyd. 2 Wwa, Rzeszów: AGAt, Ad Oculos 2001.
20. Oszaleć można z tymi kotami. [Dla dzieci]. Wwa: LSW 1991, 109 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. Kr.: Abrys 1999, 151 s., wyd. 3 Bydg.: Świadectwo 2003.
21. Zabajne wakacje. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Alfa 1991, 67 s.
22. Pod dachem naszej obecności. [Wiersze]. Tarnów: Comdruk 1994, 66 s.
23. Powrót smoka. Bajka nie tylko dla najmłodszych. Il.: A. Grabowski. Tarnów: Karat 1994, 25 s. Wyd. 2 bez podtyt. Kr.: Korona 1998, 21 s.
Złoty Medal w dziedzinie literatury łącznie z poz. 14, przyznany przez Wielki Międzynarodowy Konkurs Académie internationale de Lutèce w Paryżu w 1995.
24. Wielka wyprawa skrzata Wiercipiętka. [Opowiadanie dla dzieci]. Kr., Tarnów: Rim-Press 1994, 78 s. Wyd. 2 Il. E. Surowiec-Butrym. Bielsko-Biała: Debit [1997], 88 s.
Inne części cyklu poz. 8, 40.
25. Złota pała króla Bucyfała. Farsa sceniczna. Tarnów: Tarnowska Ofic. Wydawn. 1995, 46 s.
26. Gdy świt dojrzeje. Wiersze i poematy. Il.: A. Grabowski. Tarnów, Hannover: Karat 1996, 124 s.
27. Fraszki igraszki. Tarnów: Ofic. Wydawn. Witek-Druk 1996, 97 s. Bibl. Satyry.
28. I tam i tu z babcią Fiu-Fiu [Powieść dla młodzieży]. Tarnów: Karat 1996, 131 s.
29. Niezwyciężony zajączek Edzio. [Opowiadanie dla dzieci]. Il.: A. Grabowski. Tarnów: Karat 1996, 72 s. Wyd. nast.: Il. S. Zajączkowska. Kr.: Skrzat 2009, 112 s.
30. Okiem prowincjusza. (Wybór felietonów). Tarnów: Ofic. Wydawn. Witek-Druk 1996, 76 s.
31. Niesamowity przypadek Arta Verna. [Powieść science–fiction]. Tarnów: Karat 1997, 103 s.
32. Z żabiej perspektywy. [Felietony]. Tarnów: Witek-Druk 1997, 168 s.
33. Bajki-Zabajki. [Utwór dramatyczny dla dzieci]. Tarnów: Witek-Druk 1998,142 s.
34. Słońcem w kapelusz. Opowiastki i opowiadania. Il. A. Grabowski. Kr.: Stow. Twórcze Krak. Klub Artyst.-Lit. 1998, 139 s.
Zawartość: Opowiastki z rogatki: Honor; Fata morgana; Ja wam jeszcze pokażę. – Gminna ballada: Zmiękczenia; Chłop żywemu nie przepuści; Harmonisto, mów czego ci trzeba; Powrót szejka; Na służbie; Najpiękniejszy uśmiech kaskadera. – Tryptyk: Kłopot to za małe słowo; Ciąg dalszy nastąpi; Wieczerza bez Judasza. – Zamiast posłowia.
35. Trzy tygodnie z druhną Chuligan. [Powieść dla młodzieży]. Tarnów: Sigra 1998, 207 s. Wyd. nast.: Bydg.: Świadectwo 2006.
36. Gwiazdkowe opowieści. [Dla dzieci]. Pozn.: G&amp;amp;P 1999, 32 s. Wyd. 2 Skierniewice: FUD 2000.
37. Latająca rodzinka. [Powieść dla młodzieży]. Pozn.: G&amp;amp;P 1999, 144 s. Wyd. 2 Bydg.: Świadectwo 2004.
38. Na strunie słowa Anioł grał. [Ballady, kolędy, pastorałki]. Tarnów: Witek-Druk-MEDEX 1999, 64 s.
39. Wakacje z literatem. [Opowieść dla dzieci]. Kalisz: Hellena 1999, 112 s. Wyd. 2 Bydg.: Świadectwo 2006.
Przekł. wietn.: [Przeł.] Nguyễn Văn Thái. Hhttps://www.facebook.com/pages/Nguy%E1%BB%85n-Th%E1%BB%8B-Thanh-Th%C3%BAy/546252298779565á Noi 2010.
40. Wiercipiętek w krainie Różowych Paproci. [Opowiadanie dla dzieci]. Tarnów: Witek-Druk 1999, 84 s.
Inne części cyklu poz. 9, 25.
41. Fraszkoland. [Fraszki] Wwa, Rzeszów: AGAt 2001, 104 s.
42. Fraszkolandia. [Fraszki]. Wwa, Rzeszów: AD Oculos 2001, 86 s.
43. Jaja jak berety. [Humoreski]. Rzeszów: AD Oculos 2001, 120 s.
44. Ostatnie tango w Paranyju. [Powieść satyryczna]. Bydg.: Świadectwo 2001, 110 s.
45. Przygody Detektywa Bulgota. [Opowiadanie dla dzieci]. Rzeszów: Ad Oculos 2000/2001, 56 s.
46. Tańczący na brzytwie. Felietony z przełomu wieków. Bydg.: Świadectwo 2001, 112 s.
47. Awantura w pawich piórach. [Powieść dla młodzieży]. Wwa, Rzeszów: Ad Oculos 2002, 160 s.
48. Opowieści pod choinkę. [Dla dzieci]. Wwa, Rzeszów: AGAt; AD Oculos 2002, 64 s.
49. Ulubione, śmieszne i pocieszne. [Wiersze dla dzieci]. Wwa: Rzeszów: Ad Oculos 2002, 62 s. Wyd. 2 popraw. Rzeszów: Sowello 2014, 88 s.
50. Bajkowisko. Czyli pełne humoru sceniczne sztuki do zabawy i humoru. Wwa, Rzeszów: AGAt 2003, 96 s.
51. Felietony z mojej strony. Bydg.: Świadectwo 2004, 96 s.
52. Opowiastki z niedalekich prerii. Bydg.: Świadectwo 2005, 104 s.
Podp.: Max Schelton.
53. Satyriada. Bydg.: Świadectwo 2006, 108 s.
Wybór utworów satyrycznych z 1975-2006.
54. Szalone wierszyki. [Dla dzieci]. Bydg.: Świadectwo 2006, 36 s.
55. A ten wierszyk będzie o tym… Andrzej Grabowski dzieciom. Kr.: Wydawn. Edukacyjne 2007, 84 s.
56. Dwa poematy. Wr.: Wydawn. Eurosystem 2007, 51 s.
57. Funia, Kicia i cała reszta. [Powieść dla młodzieży]. Kr.: Księg. Wydawn. Skrzat S. Porębski 2008, 209 s. Wyd. 2 tamże 2009.
58. Z fraszkownika. Wybór jubileuszowy. [Fraszki]. Wr.: Wydawn. Eurosystem 2008, 96 s.
59. Bractwo rycerzy. [Powieść dla młodzieży]. Kr.: Skrzat 2009, 218 s. Wyd. 2 uzup. Wr.: Wydawn. Eurosystem 2010.
60. Poezje wybrane. Wwa: LSW 2011, 192 s. Bibl. Poetów.
61. A to już nasze są rozmowy. [Wiersze]. Il.: A. Grabowski. Wwa, Rzeszów: Ad Oculos 2012, 84 s. Wyd. 2 Wwa; Rzeszów: Sowello 2015.
62. Najście smoka. [Komiks]. Tekst: A. Grabowski. Rys.: K. Kudrański. Wr.: Wydawn. Eurosystem 2012, 32 s.
63. Polowanie na czarownice. [Powieść dla młodzieży]. Wr.: Wydawn. Eurosystem 2014, 256 s.
64. Małe łajdactwa. Opowiastki i opowiadania z PRL-u. Wwa; Rzeszów: Ad Oculos 2016, 160 s.
Zawiera części: Opowiastki z rogatki; Hotelowa ballada; Opowiadania.
Wybory wierszy w przekł.: czes.: Vážně i vesele. [Przeł.] V. Kopecká. Broumov 2009, – ukr.: Andrej Grabovskij ditâm. A cej viršik bude pro te… [Przeł.] U. Zavgorodnij. Kiïv 2009; V kalejdoskopi. Balladi, sibirski virši, fraški. Dlâ ditej i ne tilki… [Przeł.] U. Zavgorodnij. Kiïv 2011.
Przekłady wierszy A. Grabowskiego w antologii ukr.: Tomu ŝo voni suŝi. Antologiâ sučasnoï pol’skoï poezïi. [Przeł.] S. Ševčenko. L’viv 2005.
Prace redakcyjne
1. W gwiazdozbiorze jesieni. Almanach X Międzynarodowej Jesieni Literackiej Podgórza. Tarnów: Witek Druk 2000, 62 s.
2. Jesienne skrzydła. Almanach XI Jesieni Literackiej Pogórza. Tarnów: Witek Druk 2001, 71 s.
3. Łowcy metafory. Almanach XII Międzynarodowej Jesieni Literackiej Podgórza. Tarnów: Witek Druk 2002, 80 s.
4. Lira i satyra. Almanach XIII Międzynarodowej Jesieni Literackiej Podgórza. Tarnów: Witek Druk 2003, 112 s.
5. A to już nasze listobranie. Almanach XIV Międzynarodowej Jesieni Literackiej Podgórza. Bydgoszcz: Świadectwo 2004, 112 s.
6. Nim sypnie bielą. Almanach XV Międzynarodowej Jesieni Literackiej Pogórza. Ciężkowice: Mag. Lit.-Publicystyczny Młodych „Iskra”; Bydg.: Świadectwo 2005, 151 s.
7. Gdy kusi nas błękit. Almanach XVI Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej. Ciężkowice: Mag. Lit.-Publicystyczny Młodych „Iskra”; Bydg.: Świadectwo 2006, 152 s.
8. Zaszronieni w słońcu. Almanach XVII MDJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka]. Tuchów: Wydawn. Autorskie AGAt; Poligrafia Redemptorystów 2007, 160 s.
9. Jeszcze raz uniesieni – w gwiazdozbiorach jesieni. Almanach XVIII MDJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] 2008. Wr.: Wydawn. Eurosystem; Ciężkowice : Magazyn Lit.-Publicystyczny "Iskra" 2008, 160 s.
10. Pożeglujemy w wierszy przestrzeń. Almanach XIX MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka]. Wr: Wydawn. Lit.-Edukacyjne „Artis” 2009, 160 s.
11. Na skroni jesiennego drzewa. Almanach XX MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka]. Wr.: Eurosystem; Ciężkowice: Magazyn Lit.-Publicystyczny Młodych „Iskra” 2010, 160 s.
12. I znowu jesień nas uniesie. Almanach XXI MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka]. Wr.: Eurosystem; Ciężkowice: Magazyn Lit.-Publicystyczny Młodych „Iskra” 2010, 136 s.
13. Jesienią wiersze opadają ze słów. Almanach XXII MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] Warsz., Rzeszów: Ad Oculos 2012, 136 s.
14. Na strunie pajęczyny lata. Almanach XXIII MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] Warsz., Rzeszów: Ad Oculos 2013, 132 s.
15. Wierności naszej opisanie. Almanach XXIV MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] Wr.: Eurosystem 2014, 112 s.
16. Jawi się w naszym obcowaniu. Almanach XXV MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] Warsz., Rzeszów: Ad Oculos 2015, 144 s.
17. Żegnając w oknie pszczołę słońca. Almanach XXVI MGJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] 2016. Wwa, Rzeszów: Ad Oculos 2016, 119 s.
18. W porze magicznych znaków. Almanach XXVII MDJL [Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka] 2017. Wwa, Rzeszów: Ad Oculos 2017, 143 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011, 2013, 2014.
Wywiady: Ważna jest obecność. Rozm. A. Żmuda. „Okolice” 1982 nr 1/2; „Powiedz mi co przeczytałeś…” Rozm. H. Ostrowska. „Mag. Wil.” 1993 nr 22; Czerpać siłę ze swojej historii… Rozm. A. Dębkowski. „Gaz. Kult.” 1996 nr 1; Literackie pomosty. Rozm. J. Komarewicz. „TEMI” 2000 nr 40; Piękniejsza strona świata. Rozm. K. Ivosse. „Akant” 2004 nr 11; Wywiad z Andrzejem Grabowskim. Rozm.: G. Majchrzak. [on line] [dostęp 2 stycznia 2018] Dostępny w Internecie: http://mbpleszno.pl/Wywiad_z_Andrzejem_Grabowskim_.html]
Powrót na górę↑

NSLD (S. Frycie).

Ogólne
H. CYGANIK: Grabowski – pisarz niezmordowany. „Tarniny” 1994 nr 11.
L. ŻULIŃSKI: W Ciężkowicach, ciężko. „Wiad. Kult.” 1996 nr 24.
J. PYSZKO: Po piękniejszej stronie świata. „Ogniwo”, Czeski Cieszyn 1998 nr z września.
K. KOŹNIEWSKI: A komu potrzebna kultura: Casus Andrzeja Grabowskiego. „Trybuna” 1999 nr 218.
J. MADEJSKI: Sprośny śpiew. W tegoż: Zamieszanie. Kr. 2003.
P. CHWAŁ: Latający cyrk poetów. „Gaz. Krak.” 2007 nr 251 [dot. Galicyjskiej Jesieni Literackiej].
M. BATEROWICZ: Anioł grał… (na strunie słowa). „Expr. Wiecz.”, Sydney 2008 nr z 12 października 2008.

Jeszcze raz powrócimy do wierności naszej
M. YOPH-ŻABIŃSKI: Odczytując siebie. „Tyg. Kult.” 1981 nr 40.

Zabielą się jeszcze nasze sadze śniegiem
J.Z. BRUDNICKI: Sadze, cmentarz, świątki. „Profile” 1983 nr 10.
D. KIJEK: Odczytując siebie. „Okolice” 1983 nr 10.
J.B. OŻÓG: Dwaj młodzi poeci z Rzeszowa. „Życie Lit.” 1983 nr 38 [dot. też: M. Berkowicz: Świątki przydrożne].
T. OLSZEWSKI: Twórczość z dotacji. „Tyg. Kult.” 1984 nr 9.
S. STANUCH: Kto tu wróg, a kto tu kat? „Tu i Teraz” 1984 nr 3.
J. TOMASZKIEWICZ: Polonez Grabowskiego. „Sztand. Młodych”. 1984 nr 65.

A tu już szron naszego lata…
K. MICHALSKI: Prawo do tradycji. „Kultura” 1986 nr 43.
J.Z. BRUDNICKI: Sonety, ballady, songi i fraszki. „Profile” 1987 nr 2.
A. DĄBROWSKI: Tomiki z rzeszowskiego KAW-u. „Nowe Książ.” 1987 nr 9.
K. KUCZKOWSKI: Czy ocalą nas nagie słowa. „Nurt” 1987 nr 9.
A.E. SEROCZYŃSKI: Gerontologia. „Kultura” 1987 nr 19 [m.in. dot. A.G].
S. JURKOWSKI: Zaproszenie do poezji. „Okolice” 1988 nr 8 [m.in. dot. A. Grabowskiego].
J. KARECKI: Pamięć przemijania… „Pis. Lit.-Artyst.” 1988 nr 3.

Przygody Skrzata Wiercipiętka.
K. KUCZKOWSKI. „Sztuka dla Dziecka” 1988 nr 1.

Spóźniona wieczerza
H.A. GASZ: Spóźniony cień. „Nowe Książ.” 1988 nr 11.
J. STRZEMŻALSKI: Dom pełen wierszy. „Kultura” 1988 nr 44.

Fikuś, Zulek i „Ciężkogłowy”
L. ISAKIEWICZ: Rodzinne opowiastki. „Nowe Książ.” 1989 nr 3 [m.in. dot. A. Grabowskiego].

Hilary, Zulek i ruskie pierogi.
M. SOKOŁOWSKA: Nie wszystko ładne co rzadkie. „Nowe Książ.” 1989 nr 9.

Jak mistrz Twardowski uratował Kraków
J. KOMAREWICZ: G. o pieniądzach i Twardowskim. „TEMI” 2001 nr 28.
S. TRUCHAN: Cyrograf nie jeden ma format. „Akant” 2001 nr 9.

Zabajne wakacje
E. NOWACKA: Dużo gadulstwa i nieco literatury. „Nowe Książ.”1991 nr 10 [m.in. dot. A. Grabowskiego].

Pod dachem naszej obecności
E. BIELA: Smutne pocałunki. „Wiad. Kult.” 1995 nr 24.

Gdy świt dojrzeje
D. MUSZER. „Topos” 1996 nr 4.
A.K. TORBUS: Poetycki pamiętnik. „Wiad. Kult.” 1996 nr 31.
T. ZAWADOWSKI: Ocalić w słowie. „Metafora” 1997 nr 31/32.

Niezwyciężony zajączek Edzio
D. Świerczyńska-Jelonek: Kompleks stumilowego lasu. „Guliwer” 1997 nr 2.

Okiem prowincjusza
D. MUSZER: Postrach Pogórza. „Wiad. Kult.” 1996 nr 7.

Wakacje z literatem
J. ORLIKOWSKI: Wakacje w Oborach. „Akant” 2006 nr 7.

Fraszkolandia
A. OHDE: W polskim ogrodzie fraszek przełomu wieków. „Akant” 2004 nr 5, polem.: S. TRUCHAN: Nie te fraszki; A. GRABOWSKI: Fraszkobranie na kolanie. Tamże nr 7.

Ostatnie tango w Paranyju
S. TRUCHAN: Deser przed obiadem. „TEMI” 2001 nr 17, toż „Akant” 2001 nr 4.
A. ŻAK. „Mag. Lit. Książki” 2001 nr 10.

Tańczący na brzytwie
S. TRUCHAN: Odgarniać zaspy piórem. „Akant” 2002 nr 2.
Powrót na górę↑

Awantura w pawich piórach
S. TRUCHAN: Paw, papuga i beczka śmiechu. „Akant” 2002 nr 8.

Felietony z mojej strony
H. CYGANIK: Coraz bardziej gorzko błaznom. „Akant” 2004 nr 8.
K. STEMPLOWSKA: Niesmaczne felietony. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 86.

Opowiastki z niedalekich prerii
J. ORLIKOWSKI: Dobrze mówisz, Max. „Akant” 2006 nr 4.

Satyriada
L. WIERZCHOWSKI: Tędy, mości Grabowski. „Akant” 2007 nr 1, polem.: A. GRABOWSKI: Kulą w płot. Odpowiedzi na porady L. Wierzchowskiego; S. TRUCHAN: Szukanie racji bez motywacji. Tamże nr 4.

Bractwo rycerzy
G. ORLEWSKA: Iskrząca powieść wakacyjna. „Akant” 2011 nr 6.

Poezje wybrane
J. TULIK: Bolesna radość codzienności. „Akant” 2011 nr 5.

A to już nasze są rozmowy
J. TULIK: „Karczma…” gwarna, a lata szron się srebrzy… „Akant” 2013 nr 1.
P. KUBIAK: Pomiędzy świadkami a duchem czasu. „Migotania” 2017 nr 1.

Małe łajdactwa
R. ORLEWSKI: Barwny świat rogatki. „Gaz. Kult.” 2017 nr 8.</document>
<document nplp_id="3497" title="Manuela GRETKOWSKA" slug="manuela-gretkowska">ur. 1964

Prozaiczka, felietonistka, scenarzystka, publicystka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 6 października 1964 w Łodzi w rodzinie lekarzy. Uczyła się w XXIV Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi; w 1983 zdała maturę. Następnie studiowała filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ) w Krakowie. Rozpoczęła twórczość literacką wierszem pt. Osip Mandelsztam, opublikowanym w 1987 w wydawanym poza cenzurą krakowskim piśmie „bruLion” (nr 2/3); jako prozaiczka debiutowała tam w 1990 utworem (napisanym we wrześniu 1989) pt. „…ątku nic”(nr 13); w piśmie tym publikowała do 1991. Wiersze ogłaszała też w piśmie „Czas Kultury” (1988-89) i „Tumult” (1988). W 1988 uzyskała magisterium na UJ, po czym podjęła naukę w szkole plastycznej w Toruniu. W tymże roku wraz z mężem, Cezarym Michalskim, polonistą, działaczem opozycyjnego ruchu pacyfistycznego Wolność i Pokój, obecnie prozaikiem i publicystą, wyjechała do Paryża. Kontynuowała tam naukę, studiując antropologię średniowiecza w École des Hautes Ětudes en Sciences Sociales. Zarabiała na życie pracując w fabrykach obuwia i kaset magnetofonowych. Przez pewien czas sekretarzowała Józefowi Czapskiemu. Razem z mężem zajmowała się transportem maszyn drukarskich dla działającej w kraju politycznej opozycji. Publikowała wiersze w „Przeglądzie Polskim”, dodatku nowojorskiego „Nowego Dziennika” (1988, 1990). W 1991 rozstała się z mężem. Przez kilka lat była związana z reżyserem filmowym Andrzejem Żuławskim (pewne reminiscencje z tego związku zawarła w powieści Trans). W 1993 pracowała w Radio France Internationale (RFI). Następnie powróciła do Polski. Objęła funkcję zastępcy redaktora naczelnego, a następnie dyrektora literackiego polskiej edycji miesięcznika „Elle” (1994-96/7; tu m.in. w 1997 cykl „Bogowie z wami”). Felietony, artykuły i fragmenty prozy publikowała nadto w dodatku „Życia Warszawy” pt. „Ex Libris” (1993-94, 1996), „Twoim Stylu” (1994, 2000, 2002; tu min. cykl felietonów pt. Szkice na jedwabiu w 2002) , „Polityce” (1995), „Wproście” (1997-99, 2001-02, 2010), „Newsweeku Polska” (2012), a także w „Cosmopolitan”, „Machinie”, „Cogito”. Zamieszczała też erotyczne rysunki w piśmie „Playboy”. W 1997 wyjechała do Szwecji i zamieszkała w Sztokholmie. Związała się z Piotrem Pietuchą, socjologiem, terapeutą, pisarzem, z którym w 2001 powróciła do kraju wraz z nowo narodzoną córką, Polą. Doświadczenia okresu ciąży opisała w powieści Polka. W 2005-06 publikowała felietony w cyklu Gretkowska sukcesywnie na łamach miesięcznika „Sukces” (z powodu tekstu poświęconego Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim, który wywołał kontrowersje w redakcji, została usunięta z pisma, a felieton wycięty z całego nakładu). W 2006 była współinicjatorką zawiązania Partii Kobiet (przekształconej z ruchu społecznego o genezie feministycznej „Polska jest kobietą”), której była przewodniczącą do października 2007, kiedy to kilka dni po przegranych wyborach do Sejmu RP zrezygnowała z członkostwa partii, zachowując stanowisko honorowej przewodniczącej ugrupowania. Otrzymała od redakcji tygodnika „Przekrój” nagrodę Fenomen 2006, a w plebiscycie czytelników „Gazety Wyborczej” została ogłoszona „Polką Roku 2007”. W 2008 przewodniczyła wraz z prof. Marią Janion jury konkursu na Pamiętnik Matki Polki. W 2013-14 przebywała na rocznym stypendium na University of California w Berkeley (USA). Kontynuuje twórczość literacką, a także działalność na rzecz praw kobiet i swobód obywatelskich. Mieszka w Ustanowie pod Warszawą.
TWÓRCZOŚĆ
1. My zdies’ emigranty. [Powieść]. Wstęp: Cz. Miłosz. Kr.: Wydawn. X 1991, 120 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: W.A.B. 1995, wyd. 3 popraw. tamże 1999.
Przekł.: ros.: My zdes’ èmigranty. Wyd. łącznie z poz. 2 pt. My zdes’ èmigranty; Parižskoe taro. Moskva 2004, – serb.: Mi smo emigranti. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2002.
2. Tarot paryski. [Powieść]. Kr.: Ofic. Lit. 1993, 112 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: W.A.B. 1995, wyd. 3 popraw. tamże 1999.
Przekł.: franc.: Le tarot de Paris. [Przeł.:] M. Bouvard, É. Pellet. Paris 1997, – ros.: Parižskoe taro.Wyd. łącznie z poz. 1 pt. My zdes’ èmigranty; Parižskoe taro. Moskva 2004.
3. Kabaret metafizyczny. [Powieść]. Rys.: M. Raczkowski. Wwa: W.A.B. 1994, 111 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1995, wyd. 3 popraw. tamże 1999.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta O. Miłaszewska. Wydawn. Propaganda 2008, 1 płyta w formacie mp3.
Adapt.: teatr.: Kabaret metafizyczny. Adapt. i reż.: J. Zembrzuski. Wyst. Bydg., T. Pol. 1995.
Przekł.: fiń.: Metafyysien kabaree. [Przeł.] T. Kärkkäinen. Helsinki 2001, – hiszp.: Cabaret Metafisico. [Przeł.:] Á. Nowicka, E. Gavarró. Barcelona 2000, – ros. łącznie z opowiadaniami z poz. 6: Metafizičeskoe kabare. [Przeł]. E. Ănus. Sankt-Peterburg; Moskva 2003, – ukr.: Metafizične kabare. [Przeł.] A.S. Pavlišina. Harkiv 2005, – węgier.: Metafizikai kabaré. [Przeł.] F. Nánay. Budapest 2004.
4. Podręcznik do ludzi. Tom 1 i ostatni – Czaszka. [Powieść]. Wwa: Beba Mazeppo Company 1996, 187 s. Wyd. 2 popraw. bez podtyt. Wwa: W.A.B. 1999.
Przekł.: węgier.: Kézikönyv az emberekhez. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2000.
5. Szamanka. [Scenariusz filmowy]. Reż.: A. Żuławski. Ekran. (Polska-Francja) 1996.
6. Namiętnik. [Opowiadania]. Wwa: W.A.B. 1998, 140 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1999, wyd. 3 2007, wyd. 4 2008.
Zawartość: Sandra K. [por. poz. 9]; Latin lover; Namiętnik; Mur; Ikona.
Przekł.: ros. łącznie z poz. 3: Metafizičeskoe kabare. Roman, rasskazy. [Przeł]. E. Ănus. Sankt-Peterburg; Moskva 2003, – ukr.: Pristrasnij kohaneć. [Przeł.] A.S. Pavlišina. Harkiv 2005, – węgier. (wybór): Szenvedélynapló. [Przeł.:] G. Keresztes, L. Pálfalvi. Budapest 2002.
7. Światowidz. Wwa: W.A.B. 1998, 186 s.
Zawiera reportaże z podróży, m.in. do Indii i Nepalu.
8. Miasteczko. [Scenariusz odcinków 1-59 serialu telewizyjnego; współaut.:] P. Pietucha. Reż.: M. Brodzki, T. Hynek (odcinek 1-32), M. Wojtyszko (odcinek 33-59). TVN 2000-2001.
9. Sandra K. [Spektakl telewizyjny]. Praprem. tv: Reż.: M. Zmarz-Koczanowicz TVP 2000. Por. poz. 6.
10. Silikon. [Felietony i wywiady]. Wwa: W.A.B. 2000, 185 s.
Wybór felietonów drukowanych w różnych czasop. od 1989.
11. Polka. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2001, 345 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Wwa: Libros 2002; wyd. 3 Wwa: W.A.B. 2007, wyd. 4 tamże 2012.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta E. Pejko. Wydawn. Propaganda 2008, 1 płyta w formacie mp3.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2001. – Utwór w formie dziennika.
Przekł.: niem.: Polka. [Przeł.] P. Schulz. München 2004, – ros.: Pol’ka. [Przeł.] I.E. Adel’gejm. Moskva 2003, – ukr.: Pol’ka. [Przeł.] O. Krasuk. Kiïv 2005.
12. Sceny z życia pozamałżeńskiego. [Opowiadania]. Autorzy: M. Gretkowska, P. Pietucha. Wwa: W.A.B. 2003, 396 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2005, wyd. 3 2007, wyd. 4 2011.
Tu M. Gretkowskiej: Belladonna, s. 5-199.
Przekł.: ros.: Sceny iz vnebračnoj žizni. [Przekł. opowiadania Belladonna:] A.S. Pavlyšin, [przekł. opowiadania Sami dlâ sebâ:] V.A. Starodub. Har’kov 2006.
13. Europejka. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2004, 366 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2007, wyd. 3 2012.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2004, plik w formacie PDF, tamże 2010, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Domańska. Wydawn. Propaganda 2009, 1 płyta w formacie mp3.
Przekł. ukr.: Êvropejka. [Przeł.] S. Andruhovič. Kiïv 2006.
14. Kobieta i mężczyźni. [Powieść]. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2007, 270 s. Wyd. 2 tamże 2010.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2007, plik w formacie PDF.
Przekł.: litew.: Moteris ir vyrai. [Przeł.] K. Uscila. Vilnius 2009, – ros.: Ženŝina i mužčiny. [Przeł.] L. Stovcûh. Belgorod 2008.
15. Na dnie nieba. [Felietony]. Wwa: Świat Książki-Bertelsmann Media 2007, 220 s.
Wybór felietonów drukowanych od 2001 na łamach „Cosmopolitan”, „Wprost”, „Twojego Stylu”, „Pani”, „Sukcesu”, „Przekroju”, „W Drodze”, „Dziennika”, „Elle”, „Zwierciadła”.
16. Obywatelka. Wwa: Świat Książki 2008, 320 s.
Dziennik z przełomu 2006/07, kiedy autorka założyła Partię Kobiet, a następnie uczestniczyła w kampanii na rzecz jej wyboru do Sejmu RP.
17. Miłość po polsku. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2010, 270 s. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki, plik w formacie PDF. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Rozenek. Wwa: Świat Książki 2010, 1 płyta w formacie mp3.
18. Trans. [Powieść]. Wwa: Świat Książki 2011, 288 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Seweryn. Wwa: Świat Książki 2011, 1 płyta w formacie mp3.
19. Agent. [Powieść]. Wwa: Świat Książki-Weltbild Polska 2012, 219 s. Nowa Proza Pol.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Kondrat. Wwa: Świat Książki-Weltbild Polska 2012, 1 płyta w formacie mp3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. ros.: Agent. [16+]. [Przeł.] E. Gareva. Moskva 2014.
20. Marysiu, jak myślisz? [Powieść dla dzieci]. Wwa: Świat Książki 2013, 119 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
21. Miłość klasy średniej. [Opowiadania]. Autorzy: M. Gretkowska, P. Pietucha. Wwa: Świat Książki 2015, 393 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Świat Książki 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
Tu M. Gretkowskiej: Kalifornia oraz P. Pietuchy: Domino.
22. Filozofia na wynos. [Powieść dla młodzieży]. Il.: H. Sawka. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2016, 274 s.
23. Kosmitka. Wwa: Świat Książki 2016, 221 s.
Utwór w formie dziennika.
24. Na linii świata. [Powieść]. Kr.: Znak 2017, 303 s.

Przekł. utworów M. Gretkowskiej w antologiach zagranicznych: niem.: Am Rande des Himmels = Na skraju nieba. [Oprac. i red.:] P. Grosz. Mainz 1995; Grenzen überschreiten. München 1996; Ich trage das Land. Klagenfurt 1996, Neue Geschichten aus der Pollakey. Jestetten 2000, – szwedz.: Polen berättar. Stockholm 2005, – ukr.: ..o lûbvi : 10 romantičeskih istorij. [Red.:] A. Bolecka. Belgorod; Har'kov 2012. – węgier.: Huszadik századi lengyel novellák. Budapest 2007.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011.
Autor o sobie: M. GRETKOWSKA: Kto się boi szamanki. „Twój Styl” 1996 nr 5 [wypowiedź autorki scenariusza].

Wywiady: Samica Buddy. Rozm. [M. Saduś] MS. „Szkice”, Kr. 1992 nr 3; Harlequiny dla intelektualistów. Rozm. W. Kot. „Wprost” 1994 nr 31; Na paryskim bruku. Rozm. M. Smorąg. „Twój Styl” 1994 nr 1; Piszę ciałem. Rozm. A. Górnicka-Boratyńska. „Polityka” 1994 nr 11; Marzę o świętym spokoju. Rozm. K. Lasoń. „Przekrój” 1995 nr 2; Nie ma słów. Rozm. A. Kosińska. „Dekada Lit.” 1995 nr 1; Aktualny adres Pana Boga. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 1998 nr 304 dod. „Rzeczpospolita i Książki” nr 47; Wszyscy jesteśmy nędzarzami. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 1998 nr 132 [dot. gł.: Światowidz]; Dom za uczciwą cenę. Rozm. K. Masłoń. „Mag. Lit.” 1999 nr 2; Ani skandalistka, ani gorszycielka. Rozm. W. Kwiatkowska. „Antena” 2001 nr 32; Literatura, czyli sposób myślenia. Rozm. S. Bereś. „Odra” 2001 nr 12, przedr. w tegoż: Historia literatury polskiej w rozmowach XX-XXI wiek. Wwa 2002; Dostaliśmy pod opiekę kawałek wszechświata. Rozm. K. Szczerbowska. „Magazyn” 2002 nr z 24 V; Wiwisekcja na sobie. Rozm. J. Lipszyc. „Lampa” 2004 nr 6; Politycy przehandlowali kobiety. Rozm. M. Jędrysik. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 294; Kobieta upadła. Rozm. R. Kerger. „Puls Biznesu” 2007 nr 91; Polko, nie wstydź się! Rozm.: M. Suchodolska, D. Wilczak. „Newsweek Polska” 2007 nr 1; Lale z otwieranymi oczami. Rozm. L. Ostałowska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 58 dod. „Wysokie Obcasy” nr 10; Artysta to nie jest bóg z Olimpu. Z M. Gretkowską i A. Żuławskim rozm. R. Kim. „Wprost” 2011 nr 24; Budzenie do snów. Rozm. D. Kozicka. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 20 dod. „Książ. w Tyg.”; Byłam nosicielką [toksycznych związków]. Rozm. R. Praszyński. „Viva” 2011 nr 10 [dot. biografii M. Gretkowskiej]; Kraj świra. Rozm. J. Podgórska. „Polityka” 2011 nr 24 [dot. m.in. Trans]; Trans Manueli. Rozm. K. Janowska. „Przekrój” 2011 nr 20 [dot.: Trans]; Sarmacice bez łechtaczki. Rozm. P. Najsztub. „Wprost” 2012 nr 39; Państwo utrwala model, że wszystko się należy za darmo. Rozm. T. Kin. Powst. 2013 [dostęp 22 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://natemat.pl/52609,manuela-gretkowska-panstwo-utrwala-model-ze-wszystko-sie-nalezy-za-darmo; Po prostu naprawiam błędy. Rozm. E. Nowakowska. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 23 dod. „Kocham czytać”; Szamanka. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2013 nr 28; Narodowa głupawka. Rozm. P. Najsztub. „Newsweek Polska” 2014 nr 34; Szczerość to za mało. Rozm. J. Tomczuk. „Newsweek Polska” 2015 nr 38; Polska jest krajem cudów. Dlatego my jesteśmy cudaki, a nie obywatele. Rozm. R. Wojciechowska. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 40; Zarażeni wirusem pogardy. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2016 nr 44 [dot. polskiej polityki wewnętrznej]; Strzelaj albo emigruj. Rozm. D. Subbotko. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 32 dod. „Duży Format” [o pobycie na emigracji; w cyklu: Uchodźca]; Nadzieja w serialach. Rozm. P. Domagalska. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 198 dod. „Wysokie Obcasy” nr 34 [dot. gł. Na linii świata].

LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne
G. BORKOWSKA: Cyganeria paryska. „Polityka” 1994 nr 8.
P. KEMPNY: Arlekinada i egzystencja. (Wokół prozy M. Gretkowskiej). „Czas Kult.” 1994 nr 5/6.
L. BUGAJSKI: Wśród czasopism. „Twórczość” 1995 nr 11 [dot. tekstów o M. Gretkowskiej oraz jej wywiadów prasowych].
J. BUKALCZYK: Gretkowskiej sposób na czytelnika. „Portret” 1995 nr 1.
M. KRASSOWSKI: Apokalipsa według Gretkowskiej. „Wiad. Kult.” 1995 nr 4.
D. PASICH: Gretkowska koszmarem pokolenia. „Wiad. Kult.” 1995 nr 9.
M. RABIZO-BIREK: Moje przypadki z Manuelą Gretkowską. „Nowy Nurt” 1995 nr 16.
K. VARGA: Casus Gretkowska, czyli wyjście z getta. „Nowy Nurt” 1995 nr 16, polem. K. DUNIN: Kogutek czy kurka?. „Życie Warsz.” 1995 nr 83 dod. „Ex Libris”.
A. ZIENIEWICZ: Babski przełom. „Wiad. Kult.” 1995 nr 29 [dot. też I. Filipiak, N. Goerke i O. Tokarczuk].
J. KLEJNOCKI, J. SOSNOWSKI: O Manueli – szamance. W tychże: Chwilowe zawieszenie broni. O twórczości tzw. pokolenia „brulionu”. (1986-1996). Wwa 1996 oraz passim.
M. KRASSOWSKI: Gretkowska jako prowokacja. „Wiad. Kult.” 1996 nr 26.
M. ŁUKASZEWICZ: Fenomen pani Manueli. „Literatura” 1996 nr 7/8.
A. ZIENIEWICZ: Postmodernizm jako socrealizm, czyli Manuela Gretkowska na tle epoki. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 1995” wyd. 1996.
P. CZAPLIŃSKI: Sztuka prozatorska Manueli Gretkowskiej. „Kresy” 1997 nr 30.
J. MARKIEWICZ: Drabina do nieba. „FA-art” 1997 nr 1.
J. REWAJ: Manuela, Izabela, Natasza, czyli „baby runęły do literatury”. „Pogranicza” 1997 nr 2 [dot. też prozy I. Filipiak i N. Goerke].
M. MISZCZAK: Manueli Gretkowskiej zabawy (z) kiczem. „Teksty Drugie” 1998 nr 6.
H. PUŁACZEWSKA: Postmodernizm i polskość w powieściach Manueli Gretkowskiej. „Teksty Drugie” 1998 nr 6.
P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Gorszycielka na rynku książki. O Manueli Gretkowskiej. W tychże: Kontrapunkt. Rozmowy o książkach. Pozn. 1999.
K. BUDROWSKA: Twórczość Manueli Gretkowskiej, czyli deszyfracja stereotypu kobiecej bierności seksualnej; Proza Gretkowskiej, czyli opresyjny charakter nowego wzoru; Gretkowskiej pretendowanie do miana „pisarki”. W tejże: Kobieta i stereotypy. Białystok 2000 oraz passim.
M. BUJNICKA: Kobieta przed lustrem. Próba interpretacji motywu literackiego. W: Gender w humanistyce. Kr. 2001 [dot. też prozy I. Filipiak, N. Goerke, O. Tokarczuk].
B. GUTKOWSKA: Kobieta w kabarecie metafizycznym Manueli Gretkowskiej. W: Modernizm i feminizm. Lubl. 2001.
M. TERLECKA-REKSNIS: Szamanka domowego ogniska. „Twój Styl” 2001 nr 5.
M. RAUKUĆ: Opowiadanie opowieści. Problem fabuły i konstrukcji literackiej w utworach Manueli Gretkowskiej. W: Światy nowej prozy. Kr. 2001.
S. BURKOT: Proza Manueli Gretkowskiej. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2002 z. 1, przedr. w tegoż: W poszukiwaniu tożsamości. Kr. 2015.
M. CYRANOWICZ: Dlaczego państwo von Kleist? Motyw samobójstwa Heinricha von Kleista w twórczości Marcina Świetlickiego, Jacka Podsiadły, Stefana Chwina i Manueli Gretkowskiej. W: Literatura polska 1990-2000. T. 1. Kr. 2002.
U. GLENSK: Proza wyzwolonej generacji 1989-1999. Kr. 2002, passim.
I. KUŹMINA: Ukrytą kamerą „Światowidza”… Odkrywanie Zachodu – odkrywanie siebie w twórczości Manueli Gretkowskiej oraz sióstr Tatiany i Natalii Tołstoj. „Slavia Occidentalis” 2002 t. 59.
M. MISZCZAK: Kicz i parodia w prozie Manueli Gretkowskiej. Czym jest; jak jest; po co jest?. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2002 z. 2.
M. BŁĘDOWSKA: Uchodźcy, półemigranci, kosmopolici. Doświadczenie emigracyjne w prozie lat dziewięćdziesiątych. (M. Gretkowska, J. Rudnicki). W: Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Rzeszów 2003.
H. GOSK: Formy wolności człowieka estetycznego. Od intelektualnego dandyzmu Berenta do kampu Gretkowskiej. W: Modernistyczne źródła dwudziestolecia. Wwa 2003.
M. MACIEJEWSKI: Słowo i kicz w prozie Manueli Gretkowskiej. W: Logos i mythos w kulturze XX wieku. Pozn. 2003.
O. VERETJUK: Wchodzimy, wracamy czy wyrzekamy się Zachodu? (Milan Kundera, Manuela Gretkowska, Wołodymyr Dibrowa). „Akant” 2003 nr 4.
M. LACHMAN: Gry z „tandetą” w prozie polskiej po 1989 r. Kr. 2004, passim.
W. SCHLOTT: Kulturelles und mythologisches Versatzstück: Polen i Gretkowska Prosa. W tegoż: Polnische Prosa nach 1990. Münster 2004.
K. KROWIRANDA: Wizerunek emigranta w prozie polskiej lat dziewięćdziesiątych XX w. Natasza Goerke, Manuela Gretkowska. W: Pisarz na emigracji. Wwa 2005.
A. GÓRSKI: Kobieta bez właściwości. Polityczna proteza na literacką niemoc. „Wprost” 2007 nr 8.
M. KOŁODZIEJCZYK: Wszystkie wcielenia Manueli. „Polityka” 2007 nr 10.
E. POŁCZYŃSKA: Czytelnik wobec „śmietnika” intelektualnego Manueli Gretkowskiej; Manuela Gretkowska – wtajemniczona Papieżyca; Gdy wyznanie zmienia się w prowokację, czyli o wyzwaniu w narracji Manueli Gretkowskiej. W tejże: Topos labiryntu w dwudziestowiecznych narracjach seryjnych. Tor. 2008.
J. ROZMUS: Immanuel Kant i „cortegiana honesta” jako sygnatury tekstowego świata Manueli Gretkowskiej. „Ann. Acad. Paedagogicae Crac. Studia Historicolitteraria” 2009 nr 9.
J. FRANCZAK: Widmo wolności. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 44 [dot. twórczości M. Gretkowskiej].
A. MROZIK: Akuszerki transformacji. Wwa 2012, passim.
A. MROZIK: Polka, Europejka, obywatelka. Figura Matki Polki w najnowszej twórczości i działalności politycznej Manueli Gretkowskiej. W: Pożegnanie z Matką-Polką? Wwa 2012.
A. NĘCKA: Popfeminizm: Gretkowska, Plebanek, Samson. W tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
A. BIENIAS: Tak piszę, jak się robi na drutach… Krośnieńskie spotkanie z Manuelą Gretkowską. „Fraza” 2013 nr 3.
D. DOBROWOLSKA: Manuela Gretkowska jako autorka postmodernistycznych, feministycznych sylw (problematyka niezakorzenienia). W tejże: My o przeszłości, przeszłość o nas. Tor. 2013.
B. KARWOWSKA: Druga płeć na wygnaniu. Doświadczenie migracyjne w opowieści powojennych pisarek polskich. Kr. 2013, passim.
A. NĘCKA: „Artysta ma prawo przekraczać tabu w sobie”. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
I. SZULC: Manuela Gretkowska. [Przeł.:] J. Jeništa. W: Současná ruská, polska a ukrajinská literatura. Olomouc 2013.
B. DARSKA: Skandaliczny intelektualizm. O twórczości Manueli Gretkowskiej. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2014.
K. DAWIDOWICZ: Język felietonów Manueli Gretkowskiej. „Język w Komunikacji” 2014 nr 2.
D. KOZICKA: Od emigrantki do celebrytki. Dojrzewanie bohaterek Manueli Gretkowskiej. W: Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze. Szczec. 2014.
I. MITYK: Okiem kobiety – felietonistyka Stefanii Grodzieńskiej, Olgi Lipińskiej, Manueli Gretkowskiej. W: Współczesny i dawny obraz kobiety w języku i literaturze. Szczec. 2015.
J. HURNIK: Manuela Gretkowska – skandalistka czy mieszczka? W: Antropologia kultury mieszczańskiej. Częstochowa 2016.

My zdies’ emigranty
A. NELICKI: To jest młoda pisarka. „Dekada Lit.” 1991 nr 28.
H. ZAWORSKA: Manuela w krainie czarów. „Gaz. Wybor.” 1991 nr 227.
D. KUZIAK: Gnoza i anegdota. „Literatura” 1992 nr 7.
B. SMOLEŃ: Maria, Magdalena i myszy. „Polityka” 1992 nr 13.
K.M. GAUSS: Jad starego, polskiego rasizmu. „Brulion” 1993 nr 21/22.
P. DUNIN-WĄSOWICZ: Pejzaż z Olgą i Manuelą. „Życie Warsz.” 1995 nr 214.
E. PROKOP-JANIEC: Topika żydowska w literaturze dwu ostatnich dekad. W: Topika pogranicza w literaturze polskiej i niemieckiej. Rzeszów 1998 [dot. też: P. Huelle: Weiser Dawidek; T. Konwicki: Bohiń; A. Bolecka: Biały kamień].
M. BOCZKOWSKA: Kim jesteśmy? Kim będziemy? O poszukiwaniu tożsamości emigracyjnej w „My zdies’ emigranty” Manueli Gretkowskiej. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz. Ser. Filol. Hist. Lit.” 2011 z. 6.
B. FĄFARA: Tożsamość kontra kultura. Literackie próby samoidentyfikacji na przykładzie „My zdies’ emigranty” Manueli Gretkowskiej i „Przystupy” Grażyny Plebanek. W: Obszary polonistyki. Rzeszów 2014.

Tarot paryski
I. JAROSIŃSKA: Gdzie jest ten „emigracyjny skowyt”? „Nowe Książ.” 1993 nr 12.
M. LENGREN: Papieros Diogenesa. „Twórczość” 1993 nr 12.
A. WIEDEMANN: Tarot jest światem, a świat jest wariatem. „Czas Kult.” 1993 nr 4.
M. CIUPEK: W tym szaleństwie jest metoda? „Dekada Lit.” 1994 nr 1.
D. NOWACKI: Tarota stawiać na paryskim bruku. „FA- art” 1994 nr 1.
M. MACIEJEWSKI: Zabawa w pisanie, a właściwie w czytanie. „Kresy” 1997 nr 30 [dot. też: A. Stasiuk: Biały kruk; C. Domarus: Caligari express].
M. ORSKI: W Paryżu, czyli wszędzie. „Prz. Powsz.” 1995 nr 2.
T. WASZAK: Esoterik als thema postmoderner literatur am beispiel von Manuela Gretkowskas „Pariser Tarot”. W: Im wechselspiel der kulturen. Toruń 2001.

Kabaret metafizyczny
E. BASSET: Metafizyka kabaretowa. „Fronda” 1994 nr 2.
A. FRANASZEK: Panny z Avignonu, z przesiadką w Bordeaux. „Tyg. Powsz.” 1994 nr 34.
P. GOŹLIŃSKI: Podwójna mistyfikacja. „Życie Warsz.” 1994 nr 262.
B. KLUKOWSKI: Z Manuelą w Paryżu. „Wiad. Kult.” 1994 nr 17.
A. KOSIŃSKA: Rytm, czyli powinność. „Dekada Lit.” 1994 nr 18/19.
D. NOWACKI: Jeden Paryż i dwie łechtaczki. „FA- art” 1994 nr 4.
R. RYCHLICKI: Paryż na deskach kabaretu. „Strony” 1994 nr 2.
B. ŚWIDERSKI: Mąż, żona i anioł. „Życie Warsz.” 1994 dod. „Ex Libris” nr 59.
K. VARGA: Cierpienia młodego Wolfganga. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 185.
A. LEGEŻYŃSKA: Albo kicz albo śmierć. „Polonistyka” 1995 nr 8, przedr. w tejże: Krytyk jako domokrążca. Pozn. 2002 [dot. też: A. Stasiuk: Biały kruk].
M. LENGREN: Proza w błazeńskiej czapce. „Twórczość” 1995 nr 1.
M. MALESSA-DROHOMIRECKA: „Nie kompromitować bytu bełkotem”. „Topos” 1995 nr 3/4.
T. SZCZEPAŃSKI: Post umysłowy. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13.
R. PRASZYŃSKI: Czakram cipki. „Studium” 1995 nr 1.
T. SZKOŁUT: Metafizyka i pornografia. „Akcent” 1995 nr 2.
M. URBANOWSKI: A la metaphisique… „Arcana” 1995 nr 5.
W. SCHLOTT: Das „Metaphysische kabarett” der Manuela Gretkowska. W tegoż: Experimentelles erzaehlen in der polnischen postmoderne der neunziger Jahre. Bremen 1996, przedr. pt. Gretkowskas Metaphysisches Kabarett. W tegoż: Polnische Prosa nach 1990. Münster 2004.
E. RYBICKA: Tracić siebie z oczu: „Kabaret metafizyczny” Manueli Gretkowskiej. W tejże: Formy labiryntu w prozie polskiej XX wieku. Kr. 2000.
T. CIEŚLAK: Zniechęcenie, wypalenie, postawy dekadenckie w tzw. „młodej” prozie w latach dziewięćdziesiątych. W: Modernistyczne źródła dwudziestowieczności. Wwa 2003 [dot. też: N. Goerke: 47 na odlew].
A. MIZERSKA: Płeć jako przebranie. Kamp w „Kabarecie metafizycznym” Manueli Gretkowskiej. W: Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Wwa 2006.
M. URBANOWSKI: Metafizyczna mania. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
P. FREIXA TERRADAS: Kilka uwag na temat prowokacji erotycznej męskiego podmiotu i polskiej tradycji na przykładzie powieści „Kabaret metafizyczny”. „Teksty Drugie” 2008 nr 5.
M. KOWALCZYK: Błękitny Anioł, diwa, femme fatale, artystka, dziwadło…? O konstrukcji postaci Beby Mazeppo w „Kabarecie metafizycznym” Manueli Gretkowskiej. W: Między człowiekiem i człowiekiem. Siedlce 2013.
M. WOŹNIAKIEWICZ-DZIADOSZ: Baza danych i strategie narracyjne w powieściach przełomu XX i XXI wieku. „Irydion” 2017 t. 3 nr 1 [dot. m.in. M. Gretkowskiej].

Podręcznik do ludzi
M. BACZYŃSKI: Mętna głębia. (Nowa powieść Gretkowskiej). „Gaz. Wybor.” 1996 nr 130.
R. CHOJNACKI: Zupa z gwoździa – o „Podręczniku do ludzi” Manueli Gretkowskiej. „Nihil Novi” 1996 nr 18.
A. FILAS: Zrób się sam. „Wprost” 1996 nr 22.
A. FRANASZEK: Udręczona dusza Manueli G. „Gaz. Wybor.” 1996 nr 6 dod. „Książki”.
A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Układy duchów nerwowych. „Życie Warsz.” 1996 nr 98 dod. „Ex Libris”.
I. IWASIÓW: Bezpieczne pół kroku. „Nowe Książ.” 1996 nr 7.
B. KARPOWICZ: „Podręcznik” nie do użytku szkolnego. „Opcje” 1996 nr 3.
M. ŁAWRYNOWICZ: Manuela do ludzi. „Mag. Lit.” 1996 nr 3/4.
A. MAKSIMIUK: Cytaty, lustra i konwencje. „Wiad. Kult.” 1996 nr 23.
T. MIZERKIEWICZ: Wszystkie szamanki świata. „Pro Arte” 1996 nr 3.
K. KRALKOWSKA-GĄTKOWSKA: Manuel a aimer? „Śląsk” 1996 nr 10.
K. MASŁOŃ: Pro: Meeting z Gretkowską; Ł. GOŁĘBIEWSKI: Kontra: podręcznik dla masochistów. „Rzeczpospolita” 1996 nr 130.
J. SZAKET: Abulafia Gretkowska i jej podręcznik. „FA- art” 1996 nr 3.
M. WIATER: „Podręcznik do ludzi. Tom I i ostatni...” wstrząs mózgu. „Pogranicza” 1996 nr 3.
M. DUSZKA: Literatura według Manueli. „Własnym głosem” 1997 nr 36.
J. INGLOT: Książki pokupne. „Odra” 1997 nr 1.
M. RABIZO- BIREK: Z czym do ludzi. „Twórczość” 1997 nr 1.
A. NACHER: W labiryncie nowej wrażliwości. (Na marginesie „Podręcznika do ludzi” Manueli Gretkowskiej), „Ruch Lit.” 1998 z. 1.
M. WOŹNIAKIEWICZ-DZIADOSZ: Literacki „Gargamel” Manueli Gretkowskiej. „Jęz. Pol. w Szk. Średniej” 2000 nr 1, przedr. w: Kicz, tandeta, jarmarczność w kulturze masowej XX wieku. Częstochowa 2000.

Szamanka
R. BORKOWSKI: Aktorstwo, szamanizm, obsesje. „Opcje” 1996 nr 3.
M. CISZEWSKI: Duet metafizyczny. „Opcje” 1996 nr 3.
M. CZYŻEWSKI: Na śmietnisku. „Arcana” 1996 nr 4.
P. MATERKA: Antyschematyczność konstruktywna. „Wiad. Kult.” 1996 nr 22.
R. PIOTROWSKI: Szamanizm Gretkowskiej. „Myśl Pol.” 1996 nr 25.
M. PŁACHECKI: Dekada szczura. „Polityka” 1996 nr 28.
T. STEFAŃCZYK: Artysta i szaman. „Wiad. Kult.” 1996 nr 26.
G. SZREDER: Szarlatanka. „Wiad. Kult.” 1996 nr 21.
F. MEMCHES: (Pop)gnoza dla maluczkich; C. MICHALSKI: Miłość i demolka. „Fronda” 1997 nr 9/10.

Namiętnik
Sz. HOŁOWNIA: Ucisk mózgu na duszę. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 281.
P. KĘPIŃSKI: Czy pisarze to spryciarze? „Czas. Kult.” 1998 nr 6.
K. MASŁOŃ: Przygody ciała z duszą. „Rzeczpospolita” 1998 nr 301.
J. WAKAR: Z życia Sandry K. „Życie” 1998 nr z 16 XII dod. „Życie z Książkami”.
I. KANTOROWSKI: Sama namiętność to za mało. „Metafora” 1999 nr 39/40.
I. MISIAK: Rozkosze zmysłów czy refleksji? „Nowe Książ.” 1999 nr 2.
M. MIZURO: Kabaret tragiczny. „Odra” 1999 nr 4.
D. NOWACKI: Dowód w sprawie. „Twórczość” 1999 nr 5.
R. OSTASZEWSKI: Rzucone w kąt karty tarota, albo w kulturowym ciuchlandzie. „Dekada Lit.” 1999 nr 4.
S. PASTUSZEWSKI: Opisywactwo. „Akant” 1999 nr 4.
J. SZAKET: Beznamiętnik. „FA- art” 1999 nr 1.
H. ZAWORSKA: Olga i Manuela. „Wprost” 1999 nr 8.
K.E. FILIPOWICZ: Droga do śmierci Sandry K. W: Człowiek w drodze. T. 1. Bydg. 2000.
K. KALBARCZYK: „Sandra K.” Manueli Gretkowskiej, czyli kobiecość uwikłana w popkulturę. W: Kulturowe terytoria literatury. Siedlce 2006.
B. SZAŁASTA-ROGALSKA: „Wyleczyłam się z człowieczeństwa”, czyli Porozmawiajmy na zajęciach języka polskiego jako obcego o anorektycznej współczesności. „Dydaktyka Polonist.” 2015 nr 1[dot.: Sandra K.].

Światowidz
M. CYRANOWICZ: Światoodczucie światowidza. „Życie” 1998 nr 14 V dod. „Życie z Książkami”.
H. GOSK: Homo café w podróży. „Nowe Książ.” 1998 nr 8.
A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Tele-światowidz. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 110 dod. „Książki” nr 5.
E. KOPIJ: Okiem Świato-widza. „Strony” 1998 nr 3/4.
D. NOWACKI: Podróż za jeden uśmiech. „Studium” 1998 nr 13/14.
R. NOWAKOWSKI. „Mag. Lit.” 1998 nr 4.
[J.Z. SŁOJEWSKI] HAM: Perswazje i wycinki. „Polityka” 1998 nr 25.
R. UTKOWSKI: Podróżuj i módl się. „Mies. Prowincjonalny” 1998 nr 1.
K. PŁOSZAJ: Turystka Manuela. „Fraza” 1999 nr 2/3.
K. SZUMLEWICZ: Homo café. „Twórczość” 1999 nr 2.
J. ŚLÓSARSKA: Idea jarmarczności w kulturze. W: Kicz, tandeta, jarmarczność w kulturze masowej XX wieku. Częstochowa 2000.
U. CHOWANIEC: Tekst powieściowy jako zapis autentycznego przeżycia i czasu w utworach Izabeli Filipiak [„Niebieska menażeria”], Manueli Gretkowskiej [„Światowidz”] oraz Olgi Tokarczuk [„Dom dzienny, dom nocny”]. W: Literatura polska. 1990-2000. T. 2 Kr. 2002.
Zob. też Wywiady.

Sandra K.
J. TARGOŃ: Wrażliwa pokojówka i anorektyczna święta. „Didaskalia” 2000 nr 37/38.
J. BOŃCZA-SZABŁOWSKI: Kobiecość według Gretkowskiej. „Rzeczpospolita” 2001 nr 188.

Silikon
L. BUGAJSKI: Papierowy afrodyzjak. (Prowokacyjny wdzięk Manueli G.). „Trybuna” 2000 nr 110 dod. „Aneks”.
K. DUNIN: Feministka z silikonu. „Zadra” 2000 nr 3.
Z. KAŁUŻYŃSKI: Konto Gretkowskiej. „Polityka” 2000 nr 26.
M. KAMIEŃCZYK: Silikonada. „Opcje” 2000 nr 5.
P. KUNCEWICZ: Wczesne lato z Gretkowską. „Przegląd” 2000 nr 25.
D. NOWACKI: Pisma rozproszone, tom drugi. „Twórczość” 2000 nr 10.
A. WOŹNICKA: Paryż to ja. „Nowe Książ.” 2000 nr 11.
Z. CYTADELSKA: Napisz do Manueli. „Portret” 2001 nr 11.
Powrót na górę↑

Polka
M. CUBER: Odwaga. „Opcje” 2001 nr 5.
P. CZAPLIŃSKI: Taka Polka. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 154.
K. DUNIN: Ładna Polka. „Res Publica Nowa” 2001 nr 8.
J.W. KAMIŃSKI: Kim jest mama? „Rzeczpospolita” 2001 nr 6 dod. „Rzecz o Książkach”.
A. KOHLI: Paw pawiowi nie dorówna. „Zadra”2001 nr 3/4.
D. KOZICKA: Dojrzewanie Albertynki. „Dekada Lit.” 2001 nr 11/12.
P. MICHAŁOWSKI: Dziennik prenatalny Manueli, czyli skandal szczęśliwej miłości. „Pogranicza” 2001 nr 3.
D. NOWACKI: Nowy gmach – stare fundamenty. „Twórczość” 2001 nr 12.
R. OSTASZEWSKI: Dziennik nieplanowanej ciąży. „Nowe Książ.” 2001 nr 9.
R. ZIĘBIŃSKI: Makulatura. „Przekrój” 2001 nr 25.
E. STORCZYLAS: Tylko dla ciężarnych, czyli o ciąży, która ciąży. „Portret” 2002 nr 12.
A. CZYŻAK: „Polka” w szponach natury. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2003 t. 10.
B. GUTKOWSKA: Intymność w „Polce” Manueli Gretkowskiej. W: Godność i styl. Katow. 2003.
A. NĘCKA: Granice przyzwoitości. Katow. 2006, passim.
Ż. SŁABY: Macierzyństwo jest normalne. Stereotypy dotyczące roli matki na przykładzie utworów Anny Nasiłowskiej i Manueli Gretkowskiej. W: Gender w weekend. Warszawa 2006.
A. KLAMECKA: Trauma ciąży i macierzyństwa. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 2007 R. 42 [dot. też: M. Kuncewiczowa: Przymierze z dzieckiem; Z. Nałkowska: Niecierpliwi].
B. ZWOLIŃSKA: Proza kobieca po 1989 roku wobec mitu matki – Polki. W: Polska proza i poezja po 1989 roku wobec tradycji. Tor. 2007 [dot. m.in. M. Gretkowskiej].
J [eanette] SŁABY: Stereotypy macierzyństwa w prozie Anny Nasiłowskiej i Manueli Gretkowskiej. „Teksty Drugie” 2008 nr 1/2.
K. SIDOWSKA: Literatura a przełamywanie wstydu. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2013 T. 56 z. 2 [dot. też: M. Witkowski: Lubiewo; A. Nasiłowska: Domino; Księga początku].

Sceny z życia pozamałżeńskiego
M. CUBER: „Religijny” romans świeckich. „Twórczość” 2003 nr 7/8.
H. GOSK: O nic nie chodzi, wszystko uchodzi. „Nowe Książ.” 2003 nr 6.
A. KOCZOROWSKA: Dwa razy – to samo. „Gaz. Malarzy i Poetów” 2003 nr 3.
A. NĘCKA: Pozamałżeńskie igraszki. „Śląsk” 2003 nr 6.
M. SAPRYK: Bez zuchwałego „wiem”. „Trybuna” 2003 nr 99.

Europejka
P.T. FELIS. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 133.
D. NOWACKI: Żeby było przyjemnie. „Twórczość” 2004 nr 9.
R. SIEROCIŃSKA: Gretkowska zwyczajna. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.

Kobieta i mężczyźni
M. CZERWONKA: Bez skarbów. O kobiecie i mężczyznach Manueli Gretkowskiej. „Tekstualia” 2007 nr 2.
M. DUDA: Regres czy wielki powrót? „Kresy” 2007 nr 1/2.
I. IWASIÓW: Dwie pary z przyległościami. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.
M. MAŁKOWSKA: Czytadło z pretensjami do umoralniania. „Rzeczpospolita” 2007 nr 59.
D. NOWACKI: Uczy, bawi, wychowuje. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 49.
A. POCHŁÓDKA: Miejska, mieszczańska, melancholijna. „Dekada Lit.” 2007 nr 2/3.
A. POPRAWA: Proza po macierzyńsku opiekuńcza. „Twórczość” 2007 nr 6.
M. CIEŚLIK: Telenowele z turbodoładowaniem. „Rzeczpospolita” 2010 nr 135 [dot. też: G. Plebanek: Nielegalne związki].
I. ŁOSSOWSKA. W tejże: Śladami moich lektur. Wwa 2012.

Na dnie nieba
J. SZYDŁOWSKA: Rejtan, Don Kichot i Kobiałko, czyli felietonowe auto-da-fé Manueli Gretkowskiej. („Na dnie nieba”). W: „Media, Kultura, Komunikacja Społ. Zesz. Nauk. Inst. Dziennikarstwa i Komunikacji Społ.” 2007/2008 nr 3/4.
K.J. WIERZEJSKA: Dojrzałość buntowniczki. „Nowe Książ.” 2008 nr 1.

Obywatelka
B. DARSKA: Zapisy z czasów walki i nadziei. „Twórczość” 2008 nr 9.
A. MATEJA: Kobieta i Narcyz w polityce. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 27 dod. [dot. też: Y. Reza: L’aube le soir ou la nuit].

Miłość po polsku
M. CUBER: Gdy mężczyzna jest sterowalny. „Nowe Książ.” 2010 nr 9.
I. IWASIÓW: Rozszczelnione ciała. „Pogranicza” 2010 nr 3 [dot. też: K. Kofta: Fausta; G. Plebanek: Nielegalne związki].
P. KĘPIŃSKI: Kosmiczna pustka. „Twórczość” 2010 nr 12.
D. NOWACKI: Kobiety, faceci, kłopoty. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 114.
P. PUSTKOWIAK: Wszystko do wymiany. „Dz.
Gaz. Prawna” 2010 nr 112 dod. „Kultura”.

Trans
A. HORUBAŁA: Wiecznie młoda Manuela. „Uważam Rze” 2011 nr 18.
P. KĘPIŃSKI: Wszystkie świństwa świata. „Newsweek Polska” 2011 nr 18.
K. MASŁOŃ: Spowiedź dziewczęcia minionego wieku. „Uważam Rze” 2011 nr 17.
A. NĘCKA: Gretkowska w „starym” stylu. „Nowe Książ.” 2011 nr 8.
D. NOWACKI: Marysia i bestia. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 113.
I. NYC: Znośna lekkość bytu. „Wprost” 2011 nr 20.
J. SOBOLEWSKA: Szamanka orgazmu. „Polityka” 2011 nr 22.
M. WAPIŃSKA: Polskie tango w Paryżu. „Dz. Gaz. Prawna” 2011 nr 117 dod. „Kultura”.
R. ZIORA: Trans(gresja). „Śląsk” 2011 nr 8.
M. ŻELAZNY. „Studia z Hist. Filozofii” 2012 nr 3.
A. NAGÓRSKA: Odczytanie niepoprawne. „Akant” 2013 nr 10.
Zob. też Wywiady.

Agent
L. BUGAJSKI: Mężczyzna i nadkobieta. „Newsweek Polska” 2012 nr 17.
K. MASŁOŃ: Sylwetka, twarz i gęba. „Uważam Rze” 2012 nr 24.
M. CUBER: Zagłada jako klisza, gra, sen i wspomnienie. Agencja „Holokaust” (M. Gretkowska: Agent; K. Mirecka-Ploss: Kobieta, która widziała za dużo). W tejże: Metonimie zagłady. Katow. 2013.

Marysiu, jak myślisz
M. JOTKA: Człowiekiem jesteś, więc myśl. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.

Miłość klasy średniej
M. FRENKIEL: Uczuciowe zakręty klasy średniej. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/milosc-klasy-sredniej-manuela-gretkowska-piotr-pietucha-recenzja/06zcyw.
A. GODZIŃSKA. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 13 maja 2016]. Dostępny w Internecie.
Powrót na górę↑

Na linii świata
A. HORUBAŁA: Cienka zupka Gretkowskiej. Skandalistka w krainie science fiction. „Do Rzeczy” 2017 nr 35.
J. SOBOLEWSKA: Na skróty. „Polityka” 2017 nr 36.
Zob. też Wywiady.</document>
<document nplp_id="3499" title="Jacek GUTOROW" slug="jacek-gutorow">ur. 1970

Poeta, historyk literatury i krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 12 września 1970 w Grodkowie (pow. brzeski); syn Włodzimierza Gutorowa i Marii z Sokołowskich. Uczył się w szkole podstawowej w Chróścinie Nyskiej. Od 1985 uczęszczał do Liceum Administracji Państwowej w Nysie. Po zdaniu matury w 1990 studiował anglistykę na Uniwersytecie Opolskim (UO). Debiutował w 1993 jako poeta wierszami pt. Chwila; Do Mistrza Eckharta; Dytyramb; Image; Impresja; Koniec długiego dnia, opublikowanymi na łamach pisma „NaGłos” (nr 12), a w 1994 jako krytyk literacki esejem pt. Zagajewski (nr 15/16); w czasopiśmie tym drukował i w roku następnym. W 1995 uzyskał magisterium i został zatrudniony w Instytucie Filologii Angielskiej (Institute of English, Departament of Literature) UO. W badaniach naukowych zajął się teorią literatury i przekładu literackiego, poezją anglosaską oraz współczesną poezją polską. Wiersze, eseje, recenzje oraz przekłady publikował na łamach wielu pism, m.in. w „Zeszytach Literackich” (1994, 1997-99), „Kresach” (1995-2004), „Odrze” (od 1995; od 2011 cykl Monaten; członek Rady Programowej pisma), „Stronach” (1995-2012), „Twórczości” (1996-99, 2005, 2010), „Tygodniku Powszechnym” (1996, 2000, 2004-09), „Gazecie Fortecznej” (1998-99), „Nowej Okolicy Poetów” (1998-2000, 2009; od 2012 stały współpracownik pisma), „Czasie Kultury” (1999, 2006, 2008-11), „Studium” (1999-2000, 2004-06), „Kwartalniku Artystycznym” (2000-04, 2011, 2013-16), „Literaturze na Świecie” (2000-08), „Toposie” (2001, 2003, 2006, 2012-13), „Dekadzie Literackiej” (2008-09), „Przeglądzie Politycznym” (od 2010) i „Kwartalniku Artystycznym” (od 2013). W 1999 obronił na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach pracę doktorską pt. Auto/biography and Deconstruction. Francis Thompson, de Quincey i W.B. Yeats (promotor prof. Tadeusz Sławek). Trzykrotnie został wyróżniony nagrodą Rektora UO za osiągnięcia naukowe i dydaktyczne (1998, 2001, 2009), a w 2005 nagrodą Quality za indywidualne osiągnięcia w sferze podnoszenia jakości kształcenia na UO. W 2002-13 pełnił funkcję kierownika Zakładu Literatur Anglojęzycznych w Instytucie Filologii Angielskiej UO. W 2002 przebywał na stypendium Fundacji Batorego w Trinity College w Oksfordzie. W 2003 otrzymał nagrodę Polskiego Oddziału Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków im L. Frydego za działalność krytycznoliteracką. W 2008 habilitował się na UO na podstawie rozprawy pt. Luminous Traversing. Wallace Stevens and the American Sublime; w 2010 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego na UO. W 2009 został wyróżniony Nagrodą m. Opola oraz nagrodą „Nowej Okolicy Poetów”. Od 2012 należał do Polskiego PEN Clubu. W 2013 objął funkcję redaktora naczelnego wydawanego przez Instytut Filologii Angielskiej UO rocznika „Explorations. A Journal of Language and Literature”. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi (2007). Mieszka w Opolu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wiersze pod nieobecność. (1990-1997). Posł.: M. Orski. Wr.: Okis 1998 [właśc.1997], 50 s. Bibl. Wr.. Oddz. Stow. Pisarzy Pol., Ser. VI, 6.
Wyróżnienie w konkursie im. K. Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki w 1998.
2. Aurora. [Wiersze]. Łódź: SLKKB 2001, 47 s. Ser. Poetycka – Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego, 61.
3. Grisaille. Sopot 2001. Plakat - arkusz poetycki dwumiesięcznika „Topos”. Dod. do nr 2/3 (57/58).
4. Na kresach człowieka. Sześć esejów o dekonstrukcji. Opole: Wydawn. UO 2001, 151 s.
Zawartość: I. Na kresach człowieka. Derrida i problem humanizmu; II. Poznanie i melancholia. Derrida, Hamlet i Kierkegaard; III. Uwagi o etyce dekonstrukcji; IV. Nieśmiertelnik i Wieża Babel. Studium otwarte; V. Spór o nicość. Dekonstrukcja i teologia negatywna; VI. Dekonstrukcja i zadanie śmierci. – Aneks: Dekonstrukcja po polsku.
5. X. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2001, 45 s. Port Legnica 2001, t. 3.
6. Niepodległość głosu. Szkice o poezji polskiej po 1968 roku. Kr.: Znak 2003, 255 s.
Nagroda Fundacji Kultury Pol. oraz Nagroda Pol. Oddz. Międzynarodowego Stow. Krytyków im. L. Frydego w 2003.
Zawartość: Formy protestu: Dlaczego poezja Nowej Fali jest poezją nowoczesną; Forma protestu. (Stanisław Barańczak); Krynicki; Języki Kornhausera; Sprzeczne fragmenty. (Adam Zagajewski); Maj. – Nowe marzenie o niewinności: Rafał Wojaczek: czystość głosu; Marcin Świetlicki. Notatki; Kontrapunkt. Uwagi o poezji Jacka Podsiadły; Wychodzenie z milczenia. (Jakub Ekier); Miejsce Sośnickiego. Notatki; Geografia sensu, sens geografii. (Tomasz Różycki). – Ślady i więzy: Maski Sommera; Ślady i więzy: topografia Jarniewicza; Dwa razy o Andrzeju Sosnowskim; Konkret Wszystko Kalambur. (Tadeusz Pióro); Marcin Sendecki. Notatki; Koniec poezji? (Tomasz Majeran). – Punkty widzenia: Pytania estetyczne dzisiaj; O krytyce literackiej; Pasja krytyka. (Karol Maliszewski); Dyskrecja pewności. Uwagi o dziele krytycznym Mariana Stali.
7. Linia życia. [Wiersze]. Kr.: Znak 2006, 71 s. Poezja Znak.
Cykle: Lekcja rysunku; Dantejskie sceny.
8. Luminous traversing. Wallace Stevens and the American sublime. Opole: Wydawn. UO 2007, 221 s. Studia i Monogr., nr 394. Wyd. 2 zmien. Frankfurt am Main, Berlin; Bern [i in.]: Peter Lang. 2012. Katow. Interdisciplinary and Comparative Studies, 2.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Introduction. – The Pre–„Harmonium” years; „Harmonium”: Songs of fancy and imagination; Figures of repression: Stevens in the thirties; Stevens and major men: towards a new humanism; Farewell to an idea: from „Transport to summer” to „The Auroras of autumn”; Building dwelling thinking: „An ordinary evening in new haven”; Towards a new knowledge of reality: „The Rock” and last poems; Coda.
9. Urwany ślad. O wierszach Wirpszy, Karpowicza, Różewicza i Sosnowskiego. [Szkice]. Wr.: Biuro Lit. 2007, 229 s. Szkice, 2.
Zawartość: Witold Wirpsza. Kraina ekscesu: Dziesięć przykazań dla przyszłego czytelnika książek Wirpszy; „Kraina ekscesu”. Notatki na marginesie dwóch książek [dot.: Cząstkowa próba o człowieku; Spis ludności]; Wokół „Faetona”. Notatki. – Tymoteusz Karpowicz. Rozgałęzienie: Przed mową i po słowie, wokół Karpowicza; Przez chwilę, w zawieszonym śpiewie; Karpowicz i „Ostatni wers”. – Tadeusz Różewicz. Poza słowem: Światła między wersami; Róża świadomości; Poza słowo. – Andrzej Sosnowski. Wiersz wychodzi z domu: Implozja; Różnica i powtórzenie; Kilwater; W sercu słońca.
10. Inne tempo. [Wiersze]. [Rys.:] M. Malicki. Wr.: Biuro Lit. 2008, 80 s. Poezje, 25.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike, Nagrody Lit. Gdynia, Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” w 2009.
M.in. zawiera cykle: Metamorfozy; Łubiny; Bug; Z notatnika: grudniowe spacery; Zbliżenia.
11. Nad brzegiem rzeki. (1990-2010). [Wybór wierszy]. Wr.: Biuro Lit. 2010, 319 s. Dożynki, t. 11.
Zawiera wiersze z poz. 1, 2, 5, 7, 10; nadto cykl: W cieniu kwitnących sadów (2010).
12. Księga zakładek. [Szkice]. Wr.: Biuro Lit. 2011, 358 s. Szkice, 14.
Zawartość: [Zakładka], - I. Cztery sylaby Gombrowicza; Tubylec. Na marginesie kilku uwag zapisanych przez Mirona Białoszewskiego w drugiej połowie lat 70.; Glif; „Zawsze sama, w obcym języku”; Zatrzymana w kadrze; „Jesteśmy razem, ale każde z nas samo”. Krystyna Miłobędzka i „wspólne powietrze”; Powroty Miłobędzkiej. – II: Jeszcze przez chwilę o Nowej Fali; Jacek Bierezin i roztrzaskane formy; Marek Jodłowski, pasjans; Transliteracja. Czytając wiersze Ireny Wyczółkowskiej; Na progu myślenia. Dwadzieścia fragmentów dla Tadeusza Sławka; Zatarcie i ślad. Na marginesie jednego wiersza Juliana Kornhausera [dot. wiersza: Kwiczoł] ]. – III: Raz jeszcze, skądinąd, w otwartych drzwiach. Topografia [J.] Jarniewicza; Andrzej Sosnowski: trudne powtórzenie; Mutacja; Daty, okoliczności; Dwa kroki w stronę ciemności, jeden do tyłu. Marcinowi Świetlickiemu na pięćdziesiąte urodziny; Jeszcze jeden apokryf. – IV: Rozprostować skrzydła, rozprostować ramiona; Bonowicz. Notatki; Żywioły [D.] Sośnickiego; Chwila nieuwagi. Notatki o wierszach Mariusza Grzebalskiego; Ziarno pieprzu [dot. wierszy M. Hamkało]; Piotr Czerniawski: same dygresje; „Pozwolić narodzić się zupełnie innej historii” [dot. wierszy K. Nowakowskiej]; A imię jego nieprzewidywalność. – V: Uwagi o krytyce bezprogramowej; Czytając [A.] Brücknera; Notatka o grafomanii; Poezja jako urwany ślad.
13. The folding star and other poems. [Wiersze]. [Przeł. i wstęp:] P. Florczyk. Rochester: BOA Editions 2012, 83 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
14. Kartki. [Wiersze]. Kr.: EMG 2015, 62 s.
15. Życie w rozproszonym świetle. Eseje. Wr.: Ossol. 2016, 318 s. Sztuka Czytania-Ossolineum.
Zawartość: Wstęp. – Magiczne pudełko Gadamera. – Rozproszenie [dot. R. Monk: Ludwig Wittgenstein: Powinność geniusza]. – 1916. Koniec myślenia [dot. L. Wittgensteina]. – Proust, widma i czas niedokonany. – Wyprzęgnięte myśli, utracone słowa [dot. A. Artauda]. – Notatki o Kafce; Kafka: przeciw dosłowności. – Hannah Arendt i dramat tożsamości; Namiętność myślenia. Nad listami Heideggera i Arendt; Życie po życiu [H. Arendt]. – [Dot. E. Saida]: Edwaad; Said i sceny obrotowe; Imiona własne; Przedostatnia fraza, ostatnie marzenie. – Strona życia, strona śmierci [dot. J. Derridy:]; Hotel Derrida (fantazja).
16. Rok bez chmur. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2011, 119 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 134.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Kuszenie niemożliwego. „Odra” 1998 nr 10 s. 49-57 [dot. A. Artauda]. – Poetry and being. Francis Thompson’s „Carmen Genesis”. W: PASE papers in literatur, language and culture. Lubl. 1998 s. 177-184. – Ariel po godzinach (Notatki do [W.] Stevensa). „Lit. na Świecie” 2000 s. 58-75. – Philippe Lejeune, for example. „Zesz. Nauk. Filol. Angielska UO” 2000 z. 11 s. 37-47. – Simulacra as icons. (Five annotations). W: Sings of culture: simulacra and the real. Frankfurt am Main; Bern 2000. – „Te są …zadziwiające…”. Na marginesie pierwszej książki poetyckiej J. Ashbery’ego. „Studium” 2000 nr 2/3 s. 16-32, toż „Świat i Sł.” 2004 nr 2 [dot.: Some trees]. – „Jedyna rzecz, która nas łączy.” „Lit. na Świecie” 2001 nr 12 s. 200-212 [dot.: S. Armitage]. – Kłopoty z Derridą. „Er(r)go” 2003 nr 2 s. 147-160. – The cloning of F. Thompson. A critical survery of three biographies. „Zesz. Nauk. Filol. Angielska UO” 2003 z. 13 s. 57-71. – Edward Said: wygnaniec z utopii. „Kresy” 2004 nr 4 s. 139-148. – The map of what. J. Ashbery’s „Flow Chart”. “Acta Facultatis Studiorum Humanitatis et Naturae Universitatis Resoviensis. Studia Philologica”, Rzeszów 2004 s. 133-141. – Palimpsest czy szyfr? O przedstawieniach (po)nowoczesnego miasta amerykańskiego. W: Miasto, przestrzeń, topos, człowiek. Opole 2005 s. 147-156. – The paradoxes of the European narrative. Edward Said’s reading of Conrad. W: Europa Conrada. Opole 2005 s.195-203. – Dwie Wenecje Henry’ego Jamesa. „Lit. na Świecie” 2006 nr 3/4 s. 360-368. – Joyce czytany na nowo. „Lit. na Świecie” 2006 nr 7/8 s. 421-433. – Na progu myślenia. Piętnaście fragmentów dla Tadeusza Sławka. W: Myśl wędrująca. Opole 2006 s. 41-54. – Nowojorskie rozproszenie. O pewnej fascynacji Wallace’a Stevensa. W: Wielkie tematy literatury amerykańskiej. 3. Miasteczka, miasta, metropolie. Katow. 2006 s. 182-195. – Seamus Heaney. Tożsamość i archiwum. W: Poszukiwanie sensów. Kr. 2006 s. 182-195. – Sielanka? John Ashbery i ponowoczesna retoryka pastoralna. „Lit. na Świecie” 2006 nr 7/8 s. 298-305. – Figury spełnienia. Henry James i zmysł Włoch. W: Genius loci. Studia o człowieku w przestrzeni. Katow. 2007 s. 28-45. – Przeciw dosłowności. Notatki na marginesie polskiego przekładu „Mercian hymns” Geoffreya Hilla. W: Przekładając nieprzekładalne. 3. O wierności. Gdańsk 2007 s. 125-138. – Theresholds of audibility. Conrad’s soundings. W: Yearbook of Conrad studies. Kr. 2007 s. 61-72. – „To an old philosopher in Rome”. [W.] Stevens’s poetic meditations on [G.] Santayana. W: Under any sky. Cambridge 2007 s. 241-250. – Zaćmienia: Nietzsche i Pound. „Odra” 2007 nr 12 s. 46-55. – The moment of bird’s cry: a note on Wallace Stevens and Simone Weil. „The Wallace Stevens Journal”, Baltimore, MD 2008 vol. 32 s. 171-180. – Foreword. W: The body. Opole 2009 s. 117-130. – O przekładaniu [W.] Stevensa (i nie tylko). „Przekładaniec” 2009 nr 1 s. 135-154. – Wallace Stevens: malarstwo jako dekreacja. W: Między obrazem a tekstem. Łódź 2009 s. 117-130. – Milczenie [R.] Firbanka. „Twórczość” 2010 nr 9 s. 73-82. – Czasem, jak rzadko, świat. (O korespondencji Martina Heideggera i Hannah Arendt). „Prz. Polit.” 2011 nr 109/110 s. 201-211. – Figures of fulfillment. James and „a sense of Italy”. W: Henry James‘s Europe. Cambridge 2011 s. 93-102. – Przystanek Miłosz. „Przekładaniec” 2011 nr 25 s. 102-120. – Dwa kroki w stronę ciemności, jeden do tyłu. W: Pierwsza połowa Marcina. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego. Pozn. 2012 s. 151-160. – Wiatr i rozgałęzienie. Notatki o Słowackim (fragment większej całości). W: Filologiczny widnokrąg. Obrazy stare i nowe. Opole 2012 s. 89-97. – Damaged beyond help? Simon Armitage’s „The not dead” and the paradoxes of trauma. W: Speaking the unspeakable. Oxford 2013 s. 179-193. – Rozproszone światło. Notatki do późnego Jamesa. „Kwart. Artyst.” 2013 nr 1 s. 111-132. – Stanisław Brzozowski and the ends of thought. „Studia Culturae”, Petersburg 2013 nr 16 s. 38-47. – W poszukiwaniu straconego czasu? Henry James i widma Ameryki. „Prz. Polit.” 2013 nr 118. – Zatarcie inskrypcji. Notatki o „Flow Chart” Johna Ashbery’ego. W: Poeci współcześni, poeci przeszłości. Gdańsk, Sopot 2013 s. 177-196. – Stanisław Brzozowski: kultura, życie, transgresje. W: Aesthesis i Ratio. Wr. 2014 s. 49-58. – To co zostaje. Arendt, Heidegger i inni. „Prz. Polit.” 2014 nr 126 s. 136-151. – Toward the incalculable. A note on Henry James and organic form. „The Henry James Review”, Baltimore, MD 2014 nr 3 s. 285-294. – Within the rim. Henry James, war and insularity W: Henry James goes to war. Frankfurt am Main 2014 s. 91-100. – Słowa przeciw słowom. Cztery kwartety i porażka poezji. W: Między słowem a rzeczy-wistością. Poezja Eliota wobec cielesności i Wcielenia. Gdańsk 2015 s. 265-282. – Wittgenstein i koniec myślenia. O wojennym epizodzie w biografii wiedeńskiego filozofa. „Prz. Polit.” 2015 nr 130 s. 110-118. – Pewnego razu w Davos. „Prz. Polit.” 2016 nr 137 s. 97-109. –Próba głosu. Notatka o „Sjeście” i innych wczesnych wierszach Allena Ginsberga. W: Bitnicy. Wwa 2016 s. 145-162. – Przeciw nihilizmowi. Machiavelli i Nietzsche. „Prz. Polit.” 2016 nr 139/140 s. 178-188. – W stronę trzeciego języka. Refleksje o Elzenbergu. „Kwart. Artyst.” 2016 nr 2 s. 101-112. – Pęknięty kryształ. O pieśniach Ezry Pounda. „Odra” 2017 nr 7/8 s. 62-74.
Przekłady utworów J. Gutorowa w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: Breaking the silence. Poetry and the kenotic word. Frankfurt am Main 2015, – bułg.: Antologiâ na novata pol’ska poeziâ. [Wybór i przekł.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – hiszp: Poesía a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – litew.: Magnus Ducatus Poesis. [Oprac.:] V. Braziūnas, V. Dekšnys. Vilnius 2010, – niem.: Es ist Zeit. [Oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998, – serb.: Stane pripravnosti. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010.
Przekłady
1. S. Armitage: Nocna zmiana i inne wiersze. Wybór i posł.: J. Gutorow. Przeł.: J. Gutorow, J. Jarniewicz. Legnica: Biuro Poetyckie Port Legnica 2003, 69 s. Port Legnica, t. 10.
2. R. Padgett: Nigdy nie wiadomo. Wiersze. Wybrał i przeł. J. Gutorow. Katow.: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2008, 103 s.
3. W. Stevens: Żółte popołudnie. [Wiersze]. Wybór, przekł. i posł.: J. Gutorow. [Rys.:] J. Rothild. Wr.: Biuro Lit. 2008, 109 s. Poezje, 21.
4. M. Ford: Chwila nieuwagi. Wiersze. [Przeł.:] J. Gutorow i A. Zdrodowski. Mikołów: Inst. Mikołowski 2014, 79 s. Bibl. Arkadii, t. 110.
5. A. Busza: Atol. Wiersze wybrane. Red.: J. Pasterski. [Przekł. wierszy anglojęz.: B. Czaykowski, J. Fruzińska, J. Gutorow, R. Sabo, B. Tarnowska]. Toronto: Pol. Fundusz Wydawn. w Kanadzie; Rzeszów: Stow. Lit.-Artyst „Fraza” 2016, 247 s.
6. D. Jones, G. Hill, Ch. Tomlinson: Wygnani z raju. [Wybór wierszy]. Wybór, przekł. i oprac.: J. Gutorow. Wr.: Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza 2016, 189 s.
Prace redakcyjne
1. Miasto, przestrzeń, topos, człowiek. [Szkice]. Red. nauk.: A. Gleń, J. Gutorow, I. Jokiel. Opole: Opol. Tow. Przyjaciół Nauk; UO, Inst. Filologii Pol. 2005, 328 s. UO. Inst. Filologii Pol.
2. Myśl wędrująca. Księga pamiątkowa dla Tadeusza Sławka. Szkice pod red. I. Dobosiewicza, J. Gutorowa i R. W. Wolnego. Opole: Wydawn. UO 2006, 226 s. UO.
3. Community and nearness. Readings in English and American literature and culture. [Red.:] I. Dobosiewicz [i] J. Gutorow. Opole: Wydawn. UO 2007, 154 s. UO. Zob. też poz. 6, 9.
4. Conformity and resistance in America. [Red.:] J. Gutorow, T. Lebiecki. [Wstęp:] J. Gutorow. Newcastle Cambridge Scholars Publishing 2007, 448 s.
5. Muzyka innego świata. Krytycy o Marku Jodłowskim. Pod red. J. Gutorowa. Opole: Miej. Bibl. Publiczna 2007, 91 s.
6. The body. Readings in English and American literature and culture, 2. [Red.:] I. Dobosiewicz, J. Gutorow. Opole: Wydawn.: UO. 2009, 286 s. Zob. też poz. 3, 9.
7. E. Tkaczyszyn-Dycki: Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. 111 wierszy. Wybór i posł.: J. Gutorow. [Rys.:] K. Augustynowicz. Wr.: Biuro Lit. 2009, 122 s. Poezje, 40.
8. M. Baran: Mniej więcej, wszystko. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Gutorow. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2011, 119 s. Bibl. Poezji Współcz.,t. 31.
9. The dream. Readings in English and American literature and culture, 3. [Red.:] I. Dobosiewicz [i] J. Gutorow. Opole: Wydawn. UO 2011, 309 s. UO. Zob. też poz. 3, 6.
10. B. Leśmian: Z tamtej strony ciszy. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Gutorow. [Rys.:] J. Nowosad. Wr.: Biuro Lit. 2012, 92 s. 44, Poezja Pol. od Nowa, 8.
11. T. Różewicz: Znikanie. [Wiersze]. Wybór i posł.: J. Gutorow. Wr.: Biuro Lit. 2015, 79 s. 44. Poezja Pol. od Nowa, 13.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2012, 2013.

Wywiady: Dwaj panowie w łódce nie licząc dyktafonu. Rozm. T. Różycki. „Gaz. Forteczna” 1999; Wszystko ulegnie zawieszeniu? Rozm.: A. Gleń, H. Jaroszewicz. „Przez Czerń” 2000 nr 2; Wizje lokalne. Rozm. J. Podsiadło. „Dz. Portowy” 2001 nr 3 [dot.: X]; Przestrzeń języka. Rozm. G. Jankowicz. „Studium” 2004 nr 2/3; Nieuprzedzone spojrzenie. Rozm. B. Zaremba. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 37; Otóż właśnie nie wszystko. Rozm. C. Bryk. Powst. ok. 2007 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie [dot.: Urwany ślad]; O słuchaniu słów. Rozm. G. Czekański. Powst. 2008. [on-line] [dostęp 17 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie [dot.: Inne tempo]; Brakuje nam kogoś takiego jak Brzozowski. Rozm. J. Orska. „Odra” 2009 nr 11; Po prostu życie. Rozm. P. Kaczmarski. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie [dot.: Nad brzegiem rzeki]; Bardziej radykalny sposób czytania. Rozm. M. Larek. „Czas Kult.” 2011 nr 6; Pytania do Jacka Gutorowa. Rozm. R. Wiśniewski. Powst. ok 2011 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie [dot.: Księga zakładek]; Leśmian galore. Rozm. K. Northeast. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 17 czerwca 2013]. Dostępny w Internecie : http:www.biuroliterackie.pl/przystan [dot.: B. Leśmian: Z tamtej strony ciszy]; Proliferacje i heterodoksje. Rozm. M. Topolski. „Rita Baum” 2012 nr 23 [dot.: Księga zakładek].

H. JAMRY: Poeci osobni. Jacek Gutorow, Paweł Marcinkiewicz, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki. Informator biobibliograficzny. Opole 2008.

Ogólne
G. TOMICKI: Refleksy – refleksje na temat twórczości Jacka Gutorowa. „Gaz. Forteczna” 1991 nr 1.
G. BAR: Poeta nienatchniony. „Gaz. Forteczna” 1999 nr 9.
G. TOMICKI: Refleksy-refleksje. „Gaz. Forteczna” 1999 nr 1.
Z. JASKUŁA: Crystal Palace Jacka Gutorowa. „Dz. Portowy” 2001 nr 3.
A. STRASZECKA: Gutorow: poeto, kim jesteś, krytyku? „Kresy” 2008 nr 4.
G. KOCIUBA: Dlaczego Jacek Gutorow? „Nowa Okolica Poetów” 2009 nr 32.
A. GLEŃ: Dyskretna przygoda czytania. Uwagi o pisarstwie krytycznym Jacka Gutorowa; P. KACZMARSKI: Kawalerka z widokiem na morze „Strony” 2010 nr 6; K. MALISZEWSKI: Czytanie obok (Gutorowa). Chwile krytyczne. „Strony” 2010 nr 6, przedr. w tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
W. PIETRZAK: (O)błędne odczytania: Jacek Gutorow, Wallace Stevens i zalękniona perspektywa komparatystyki. „Porównania” 2014.
K. MALISZEWSKI: Obrazowość poetycka. Notatki o niektórych twórcach i przejawach. „Dyskurs” 2015 nr 20.
G. OLSZAŃSKI: Wiek męski. Epopeja rozkładu. Katow. 2015, passim.

Wiersze pod nieobecność
J. DRZEWUCKI: Gutorow: obecność. „Twórczość” 1998 nr 5.
R.J. KOBIERSKI: Z przepaści w przepaść. „Czas Kult.” 1998 nr 1.
J. SZAKET: Hurtem. „FA-art” 1998 nr 4.
H. Szczur: Orgia snu. „Studium” 1998 nr 13/14.
B. WOŁOWICZ: Koniec sezonu na Słowo. „Pro Arte” 1998 nr 8.
K. HOFFMAN: Domysły postawione na sztorc. O pierwszej książce poetyckiej Jacka Gutorowa. „Strony” 2010 nr 6.

Aurora
J. NAPIÓRKOWSKI: Po wyjęciu korka z dna „ja”. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2.
L. SZARUGA. „Zesz. Lit.” 2001 z. 75.
M. KASPRZAK: Czekając na Golgotę. „Studium” 2002 nr 2.

Na kresach człowieka
A. JANASZCZYK: Studium, czyli otwarcie na kresy. „Nowa Krytyka” 2002 nr 13.
D. RÓŻYCKA. „Strony” 2002 nr 1.
J. ORSKA: Derrida w obronie etyki. „Teksty Drugie” 2004 nr 5.
R. WŁODARCZYK: Prawo do lektury. Gutorow czyta Derridę. „Rita Baum” 2011 nr 19.

X
A. KAŁUŻA: Przebiegła bezosobowość. „Akcent” 2002 nr 3.
S. KUŹNICKI: Świat przekreślony na krzyż. „Akant” 2004 nr 1.
Zob. też Wywiady.

Niepodległość głosu
S. KUŹNICKI: Mapa, która nie musi udawać mapy. „Odra” 2003 nr 7/8.
P. MACKIEWICZ. „Topos” 2003 nr 6.
J. MOMRO: Grawitacje języka, grawitacje głosu. „Znak” 2003 nr 11.
K. NOWOSIELSKI: Prawda oraz imitacje. „Nowe Książ.” 2003 nr 6.
J. ORSKA: Usypianie Prospera. „Studium” 2003 nr 3/4, przedr. w tejże: Liryczne narracje. Kr. 2006.
R. RUTKOWSKI: Głos G. „Kresy” 2003 nr 4.
L. SZARUGA: Próba diagnozy. „Prz. Polit.” 2003 nr 60.
A. KAŁUŻA. „Res Publica Nowa” 2004 nr 3 [m.in. dot. J. Gutorowa] – J. MUELLER: Metaxu, tam gdzie załamuje się głos… „Twórczość” 2004 nr 1, przedr. W tejże: Stratygrafie. Wr. 2010.
M. TRACZYK. „Pam. Lit.” 2007 z. 1.

Linia życia
T. MIZERKIEWICZ: Odroczone słowa. „Nowe Książ.” 2006 nr 12.
K. HOFFMAN: Siedem niekonkluzywnych intuicji i jedna diagnoza. „Portret” 2007 nr 23.
A. KULA: Pod światło. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 18.
S. KUŹNICKI: Płaszczyzna porozumienia. „Pomosty” 2007 t. 12.
W. SETLAK: Nadzieja w geometrii. „Topos” 2007 nr 4.
K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Młodość, nigdy tam nie byłem. „Śląsk” 2007 nr 1.

Luminous Traversing
A. Luyat. „The Wallace Stevens Journal”, Baltimore, MD 2008 nr 1.
K. BARTCZAK: Poetry and epistemology. „Polish Journal for American Studies” 2013 vol. 7.

Urwany ślad
P. BOGALECKI: T(r)opografia. „ArtPapier” 2007 nr 81.
A. GLEŃ: Językowy eksces. O „Urwanym śladzie” Jacka Gutorowa. „Teksty Drugie” 2007 nr 6.
A. KAŁUŻA: Fascynacje, ach fascynacje! „Nowe Książ.” 2007 nr 7.
J. ŁUKASIEWICZ: Na ostrzu. „Odra” 2007 nr 6.
P. MACKIEWICZ: Portret człowieka nieuformowanego. „FA-art” 2007 nr 3, przedr. w tegoż: Małe i mniejsze. Katow. 2013.
J. MOMRO: Trop w trop. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 18.
J. MUELLER: Nauczki dla awangardy. „Wakat” 2007 nr 2, przedr. w tejże: Stratygrafie. Wr. 2010.
T. CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI, J. GUTOROW, K. BIEDRZYCKI, J. FAZAN [i in.]: Poezja jako urwany ślad. Wokół najnowszej książki Jacka Gutorowa. Dyskusja. „Dekada Lit.” 2008 nr 2/3.
A. GLEŃ: Notatki, marginesy, urwane ślady… „Strony” 2009 nr 1/2.

Inne tempo
A. GLEŃ: „Inne tempo” Jacka Gutorowa. (Esej w notatkach). „Topos” 2009 nr 1/2.
G. KOCIUBA: Własne tempo, czyli samotność długodystansowca. „Nowa Okolica Poetów” 2009 nr 32.
K. MALISZEWSKI: Nowa poezja, stara bezimienność. „Strony” 2009 nr 1 /2, przedr. w tegoż: Wolność czytania. Mikołów 2015.
M. RADZIWON: Poezja zasłania mi widok na ogród. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 142.
M. PRZYBYLSKA: O niewystarczalności ekfrazy. „Polonistyka” 2009 nr 2 [dot. wiersza: Niedokończony przekład z Vermeera].
R. RŻANY: Co umknęło w spełnieniu. „Nowe Książ.” 2009 nr 1.
K. SIWCZYK: W swoim tempie. W tegoż: Ulotne obiekty ataku. Mikołów 2010.
Zob. też Wywiady.

Nad brzegiem rzeki (1990-2010)
J. ŻABNICKA: Gutorow na granicy. „Czas Kult.” 2010 nr 5.
Zob. też Wywiady.

Księga zakładek
J. BOROWCZYK: Jacek (krytyk) zawodowiec. „Czas Kult.” 2011 nr 165/66.
J. HNIDIUK: Siła pisanego słowa. „Nowe Książ.” 2011 nr 11.
A. GLEŃ: Ślad wciąż się urywa. W: Do-prawdy? Studia i szkice o literaturze najnowszej. Opole 2012.
Zob. też Wywiady.

Kartki
L. SZARUGA: Świat poetycki (LXIII). „Zesz. Lit.” 2015 nr 3 [m.in. dot. J. Gutorowa].

Życie w rozproszonym świetle
G. JANKOWICZ: Gość – inność. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 51/52.
A. BERKIETA: Język życia rozproszonego. „Nowe Książ.” 2017 nr 13.
T. KUNZ: Ceremonie żałobne. „Znak” 2017 nr 7/8.
B. SUWIŃSKI: Na brzegu spojrzenia. „Odra” 2017 nr 5.
G. TOMICKI: W rozproszonym świetle. „Odra” 2017 nr 3.

Dom bez chmur
J. SKURTYS: Rok oślepiających świateł [on-line] [data dostępu 15 grudnia 2017] Dostępny w Internecie.

B. Leśmian: Z tamtej strony ciszy
Zob. Wywiady.

T. Różewicz: Znikanie
T. MIZERKIEWICZ: Różewicz odchodzi. „Kwart. Artyst.” 2015 nr 4 [m.in. dot. J. Gutorowa].</document>
<document nplp_id="3501" title="Wojciech GUTOWSKI" slug="wojciech-gutowski">ur. 1946

Pseud.: Adam Jaśniach.

Historyk literatury i krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 3 czerwca 1946 w Nieszawie; syn Kazimierza Gutowskiego, księgowego, i Mieczysławy z Ignaczewskich, urzędniczki. W 1960 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Aleksandrowie Kujawskim; w 1964 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. W czasie studiów należał do ZSP. Debiutował wierszami pt. Początek podróży i Wejście, opublikowanymi w Almanachu Poezji (Toruń 1966). Po uzyskaniu w 1969 magisterium na UMK został tam najpierw asystentem-stażystą, a następnie w 1970-78 asystentem. Jako krytyk literacki debiutował w 1970 recenzją pt. Edmunda Puzdrowskiego poezje trzecie (dotyczącą książki Rzecz kaszubska), ogłoszoną w piśmie „Pomorze” (nr 3). W tymże roku został członkiem Towarzystwa Naukowego w Toruniu (TNT; w 1983-89 sekretarz, następnie do 1997 przewodniczący Komisji Filologicznej, w 1997-2004 członek Zarządu i redaktor naczelny Wydawnictw TNT), a także członkiem Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza (w 1996 wszedł w skład Zarządu Komisji Edytorskiej). W 1970-75 należał do Klubu Inteligencji Katolickiej w Toruniu. W 1970-80 był członkiem ZNP. Pierwszą rozprawę naukową pt. Problematyka powieści Tadeusza Micińskiego. „Nietota”, „Xiądz Faust” – próba reinterpretacji ogłosił w 1972 na łamach „Zeszytów Naukowych UMK, Filologia Polska” (nr 48). W pracy badawczej zajął się przede wszystkim problematyką literatury Młodej Polski (ze szczególnym uwzględnieniem twórczości T. Micińskiego), a także literatury XX w. Rozprawy, artykuły i recenzje publikował m.in. w piśmie „Acta Universitatis Nicolai Copernici” (1977-96 z przerwami), „Pamiętniku Literackim” (od 1977 z przerwami) i „Ruchu Literackim” (1988, 1992, 2002-06, 2009). Nadto ogłaszał recenzje m.in. pod pseudonimem Adam Jaśniach w „Literaturze” (1976, 1978) i „Gazecie Pomorskiej” (1978). W 1978 uzyskał na UMK doktorat na podstawie rozprawy Świat poetycki Tadeusza Micińskiego. Symbol-mit-światopogląd (promotor prof. Artur Hutnikiewicz) i otrzymał stanowisko adiunkta. Należał do NSZZ „Solidarność” (1980-81, 1989-98). Od 1986 pracował równocześnie w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Bydgoszczy. W 1989 uzyskał habilitację na podstawie rozprawy Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości, po czym otrzymał stanowisko docenta, a w 1990 profesora nadzwyczajnego UMK w Toruniu oraz WSP w Bydgoszczy. Ponadto wykładał na tym stanowisku w WSP w Słupsku (1992-95) i w Mazowieckiej Wyższej Szkole Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu (1995-2005; w 2000-03 kierownik Katedry Historii Literatury Polskiej). W 1995 uzyskał tytuł naukowy profesora. Należał do Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej PAN (1996-2003). W 1998 zrezygnował z pracy na UMK i przeniósł się na stanowisko profesora zwyczajnego WSP w Bydgoszczy (od 2001 Akademia Bydgoska; od 2004 Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, UKW), gdzie objął najpierw funkcję kierownika Zakładu Literatury Młodej Polski, a od 2001 do przejścia na emeryturę w 2014 – Katedry Literatury Polskiej XIX i XX w. (od 2011 Katedra Polskiej Literatury Nowoczesnej i Ponowoczesnej XIX-XXI w.) Instytutu Filologii Polskiej (obecnie Instytut Filologii Polskiej i Kulturoznawstwa). W 1998 roku wszedł w skład Rady Naukowej Międzywydziałowego Zakładu (od 2006 Instytut) Badań nad Literaturą Religijną KUL, w 2000 został członkiem Rady Programowej Muzeum im. J. Kasprowicza i redakcji „Rocznika Kasprowiczowskiego” w Inowrocławiu. Wielokrotnie otrzymał nagrody rektorów UMK i UKW, a w 2002 – nagrodę Ministra Edukacji Narodowej. W 2007 wszedł do Zarządu Fundacji im. prof. A. Hutnikiewicza, do Rady Naukowej Biblioteki Pana Cogito i do Rady Redakcyjnej kwartalnika artystyczno-naukowego „Temat” w Bydgoszczy (tu też w 2005-07 artykuły i recenzje), a w 2008 do Rady Naukowej serii wydawniczej Uniwersytetu w Białymstoku – Czarny Romantyzm. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1991), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1997), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2000) oraz Medalem Jerzego Sulimy-Kamińskiego, przyznanym za zasługi dla kultury regionu Pomorza i Kujaw przez Kapitułę Artystyczną (2008).

W 1972 zawarł związek małżeński z Marią Mikołajczak, polonistką; ma troje dzieci: Annę (ur. 1977), Marka (ur. 1979), Elżbietę (ur. 1980). Mieszka w Toruniu.
TWÓRCZOŚĆ
1. W poszukiwaniu życia nowego. Mit a światopogląd w twórczości Tadeusza Micińskiego. Wwa; Pozn.; Tor.: PWN 1980, 177 s. Prace Wydz. Filol.-Filoz., t. 28, z. 1. Przedr. zob. poz. 7.
Fragm. rozprawy doktorskiej pt. „Świat poetycki Tadeusza Micińskiego. (Symbol – mit – światopogląd)”.
Zawiera części: I. Młodopolskie poszukiwania; II. Paradoksy poetyckiej wyobraźni; III. Prawda dramatu czy kłamstwo utopii?; IV. W kierunku epickiej syntezy; V. Omnis Homo.
2. Pasje wyobraźni. Szkice o literaturze romantyzmu i Młodej Polski. Tor.: Wydawn. TNT [Tow. Nauk. w Tor.] 1991, 184 s. Prace Wydz. Filol.-Filoz., t. 33, z. 2.
Zawartość: Otchłań i nieskończone koło. (O symbolice przestrzeni w poezji Adama Mickiewicza); „I kto zgasił okropne świecidło?”. Semantyka ognia i światła w twórczości Juliusza Słowackiego; Zygmunta Krasińskiego czucie śmierci; Kreator i medium. Wokół problemu tożsamości artysty; Cztery obrazy morza. (W kręgu wyobraźni młodopolskiej); „Śni mnie ktoś, jakby ciężki sen”. Onirologia Tadeusza Micińskiego; Burzyciel świątyń i budowniczy nadgwiezdnych miast. O symbolice architektonicznej w twórczości Tadeusza Micińskiego; Wyobcowanie – bunt – ofiara. (Z problemów ekspresjonistycznej historiozofii); Odrodzenie i wyzwolenie. Symbolika niepodległościowa w poezji polskiej lat 1914-1918.
3. Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości. Kr.: WL 1992, 373 s. Wyd. 2 rozszerz. i uzup. tamże 1997, 399 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: I. Kobieta fatalna czy fatum natury?: Miłosne ambiwalencje; Na antypodach romantyzmu; Orgiastyczny prażywioł; Kwiaty zła i miłosne bestiarium; Anty-Madonna – synagoga szatana i emisariuszka natury; Paradoksy miłości fatalnej. – II. Hedonizm, czyli absolut chwili: Mit intensywności; Apoteoza chwili upojenia; W kręgu mitu Pigmaliona; Mortalizm, nekrofilia i kłopoty sumienia. – III. Ku młodopolskiej „religii miłości”: Sublimacja czy jedność przeciwieństw?; Anielskość w piekle łatwizny; Inspiracje i kreacje, – Androgyne: Jerzy Żuławski, czyli próba retoryczno-filozoficzna; Antoni Szandlerowski, czyli próba mistyczno-religijna; Stanisław Przybyszewski, czyli próba „nadrealistyczna”; Integralność i antynomie. – IV. Mity miłości w powieści młodopolskiej: Powieść i mit; Eros w biografii „mocnego człowieka”. (Stanisław Przybyszewski); Synteza mitów a świat historii. (Stefan Żeromski); Degradacje mitów, – Wielkie polemiki: W kręgu podejrzliwości. (Karol Irzykowski); Ku autentycznej egzystencji. (Stanisław Brzozowski); W stronę chrześcijańskiego witalizmu. (Wacław Berent). – V. Poezja Bolesława Leśmiana a mity erotyczne Młodej Polski; Obnażenie i zamaskowanie. – W wyd. 2 nadto aneks: Chuć przeciw duszy narodu. O kompleksach polskich i erotyce modernizmu.
4. Wśród szyfrów transcendencji. Szkice o sacrum chrześcijańskim w literaturze polskiej XX wieku. Tor.: Wydawn. UMK 1994, 204 s.
Zawartość: I: Literatura wobec sacrum. Wątpliwości i propozycje. – II: Młodopolskie transformacje postaci Chrystusa; Symbolika pasyjna w twórczości Jana Kasprowicza; „Małe, nikczemne stworzenie”. O satanistycznej symbolice nicości. – III: Błądzenie człowieka w Bogu i Boga w człowieku. Tajemnica Wcielenia według Krzysztofa Kamila Baczyńskiego; Aluzje biblijne i symbolika religijna w poezji Tadeusza Różewicza; Świadek odbóstwionej wyobraźni. Sacrum chrześcijańskie w poezji Zbigniewa Herberta; Wobec (nieobecności) Boga. Sytuacja podmiotu w polskiej poezji religijnej lat ostatnich.
5. Mit – Eros – Sacrum. Sytuacje młodopolskie. [Szkice]. Bydg.: Homini 1999, 264 s.
Zawartość: Mit w czasoprzestrzeni powieści młodopolskiej; Egzotyzm młodopolskiej erotyki. Próba typo- i topologii; Symbolika urbanistyczna w literaturze polskiego modernizmu; Tajemnice młodopolskich lasów. O kluczowym symbolu poetyckim; Wyobraźnia religijna czy religia wyobraźni? Dylemat (nie tylko) młodopolski; Fantazmat religijny w literaturze Młodej Polski; Motywika pasyjna w świecie młodopolskiej wyobraźni; Młodopolskie wizje Zmartwychwstania; Zapomniana synteza Młodej Polski.
6. Z próżni nieba ku religii życia. Motywy chrześcijańskie w literaturze Młodej Polski. Kr.: WL 2001, 402 s.
Zawartość: Duchowa przygoda modernistów. – I. Wyobraźnia religijna czy religia wyobraźni? [poz. 5]; II. Wobec utraty wiary (bez-bożność) i śmierci Boga (bez-bóstwo); III. Alternatywne drogi poszukiwania sacrum; IV. Władca czy Ojciec?. Dylematy przedstawiania obrazu Stwórcy; V. Walka o Chrystusa; VI. Młodopolskie oblicza szatana; VII. Pokusy nicości i tajemnice Pełni. Młodopolskie obrazy eschatologii. – Inspiracje czy ścieżki błądzenia? (Z dziedzictwem gnozy ku wtajemniczeniom New Age).
7. Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza Micińskiego. Bydg.: Wydawn. Akad. Bydgoskiej 2002, 424 s.
Zawartość: Wieczny wędrowiec; Chaos czy ład? Symbolika reintegracji we wczesnej twórczości Tadeusza Micińskiego; W poszukiwaniu życia nowego. Mit a światopogląd w twórczości Tadeusza Micińskiego [poz. 1]; „W mroku gwiazd”. Poemat metafizycznego protestu i rozpaczliwej nadziei; Dusza – Duch – Jaźń. Semantyka słów kluczy metafizycznej antropologii Tadeusza Micińskiego; „Śni mnie ktoś, jakby ciężki sen”. Onirologia Tadeusza Micińskiego [poz. 2]; Burzyciel świątyń i budowniczy nadgwiezdnych miast. O symbolice architektonicznej w twórczości Tadeusza Micińskiego [poz. 2]; Inspiracje i repetycje. Adam Mickiewicz w lekturze Tadeusza Micińskiego; Rewolucja i eschatologia. Zygmunt Krasiński – Tadeusz Miciński; Powstanie styczniowe w twórczości Tadeusza Micińskiego; Stereotyp Niemców i Niemiec w twórczości literackiej i publicystyce Tadeusza Micińskiego; Wyobcowanie – bunt – ofiara. Z problemów ekspresjonistycznej historiozofii [poz. 2].
8. Konstelacja Przybyszewskiego. [Szkice]. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2008, 325 s.
Zawartość: Wstęp: Meteor czy konstelacja? – Cz. 1: Wśród przeklętych problemów „genialnego Polaka”; Stanisław Przybyszewski i Otto Weininger – dwie metafizyki płci; Aspekty inicjacyjne prozy Stanisława Przybyszewskiego; Destrukcja i dominacja. Paradoksy sytuacji artysty w powieściach Stanisława Przybyszewskiego; Artysta – więzień urbanistycznych fantazmatów. O „Krzyku” Stanisława Przybyszewskiego; Rodzina jako egzystencjalna pułapka. O „Dzieciach nędzy” Stanisława Przybyszewskiego; Nihiliści i Tyrteusze. Tematyka przemocy społeczno-politycznej w prozie Stanisława Przybyszewskiego; Zapomniana synteza Młodej Polski [poz. 5]. – Cz. 2: Fragmenty konstelacji; Kreator i medium. Wokół problemu tożsamości artysty [poz. 2]; Miłość śmierci i energia rozkładu. O młodopolskiej wyobraźni nekrofilskiej; Prawda trwogi i pułapki lęków – w światoodczuciu Młodej Polski; Młodopolski palimpsest tragiczności.
9. Między inicjacją a nicością. Studia i szkice o literaturze modernizmu. Bydg.: Wydawn. Uniw. Kazimierza Wielkiego 2013, 591 s.
Zawartość: Od autora; Inicjacje: Młodopolskie inicjacje; Gnostyczne światy Młodej Polski. Prolegomena; Mit w powieści młodopolskiej. Próba typologii; Religie, wiary, teksty: Polska – res sacra? Życie narodu a żywotność chrześcijaństwa w manifestach światopoglądowych młodopolskich poszukiwaczy Absolutu [dot. m.in. S. Przybyszewskiego, T. Micińskiego]; Religie – wiary – teksty. Pytania (nie tylko) do Młodej Polski; Radykalizm religii lub/i egzystencji. Ślady alternatywy w prozie międzywojennej; Cudze pole? Przestrzeń duchowości kapłańskiej w prozie polskiej późnej nowoczesności; Imaginaria romantyzmu i modernizmu: Glosa do Orfeusza Słowackiego; Młodopolskie dialogi (z) nocą; Tajemnica chleba i wina. W kręgu młodopolskiej symboliki eucharystycznej; Pejzaże zimowe w poezji Młodej Polski. Tematyka i symbolika; „Ja, zgnilizny twej powiędły kwiat…” Imaginacja rozkładu w prozie artystycznej Wacława Berenta; Kontynuacje i rewizje: Tadeusz Miciński: Inna siłaczka? Wokół „Nauczycielki” Tadeusza Micińskiego; A gwiazdami osypuje Mrok… (O symbolice uranicznej w poezji Tadeusza Micińskiego); Kosmos udręczeń, droga przekroczenia, łaska wypowiedzi. Interpretacja cyklu poetyckiego In loco tormentorum; Tadeusza Micińskiego dialog z Królem-Duchem; Tadeusza Micińskiego słowo o Bolesławie Prusie; Laboratoria wyzwolenia. O jednoaktowych dramatach Tadeusza Micińskiego; Tematy żydowskie w Xiędzu Fauście Tadeusza Micińskiego. (Próbne zapiski); Ostatnia noc Wielkiego Mędrca. Finał biografii księdza Fausta; …oraz inni: Pod ciężarem Ewy: totalność-obojętność-nicość [dot. m.in. S. Przybyszewski: Śnieg; J. Iwaszkiewicz: Młyn nad Utratą; T. Różewicz: Regio]; „Wesele” [S. Wyspiańskiego], czyli zaćmienie mitu; Stefan Żeromski – „Dzieje grzechu”; Między antyidyllą a inicjacją. O Ziemi dziewiczej Leopolda Staffa; Mit jako matryca (i przezwyciężenie) historii. (O „Erosie i Psyche” Jerzego Żuławskiego); Głosy osobne: Gest Ikara [dot. m.in. opowiadania „Ikar” J. Iwaszkiewicza]; Głosy osobne: z krawędzi nicestwienia/z nicestwienia krawędzi; Świadomość bezlitosna. Uwagi na marginesie esejów Jeana Améry; Pytania po drodze?

Rozprawy i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Świat przeciw jednostce. W kręgu modernistycznych antynomii. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1977 z. 13 s. 73-94. – Chaos czy ład? Symbolika reintegracji we wczesnej twórczości Tadeusza Micińskiego.W: Studia o Tadeuszu Micińskim. Kr. 1979 s. 227-274. – Kultura jako tekst: języka i mowy. „Integracje” 1981 nr 10 s. 19-30. – Chuć przeciw duszy narodu. O kompleksach polskich i erotyce modernizmu. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1986 z. 28 s. 45-70. – W kręgu romantycznej fenomenologii śmierci. W: Style zachowań romantycznych. Wwa 1986 s. 289-303. – Poezja Leśmiana a młodopolskie mity miłości. „Ruch Lit.” 1988 nr 3 s. 187-203. – Aluzje biblijne i symbolika religijna w poezji Tadeusza Różewicza. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1989 z. 32 s. 77-102. – Hedonizm młodopolskiej erotyki. „Pam. Lit.” 1990 z. 4 s. 93-118. – Antoniego Szandlerowskiego religia miłości. Z zagadnień erotyki młodopolskiej. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1991 z. 33 s. 21-44. – Symbolika Wawelu w twórczości Tadeusza Micińskiego. „Ruch Lit.” 1992 nr 6 s. 706-711. – Boska sztuka opowiadania świata. O narracji wypowiedzi zupełnej. W: Formy i strategie wypowiedzi narracyjnej. Tor. 1993 s. 7-19. – Mit androgyne w poematach prozą Stanisława Przybyszewskiego. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1993 z. 39 s. 69-87. – Młoda Polska wobec chrześcijańskiego sacrum. W: „Spraw. Tow. Nauk. w Tor.” 1993 s. 13-22. – Gwiazda Zaranna Boskiego Światła. Motywy Maryjne w twórczości Jana Kasprowicza. W: Matka Boska w twórczości wielkich Polaków. T. 1. Wwa 1995 s. 116-134. – Pod ciężarem Stwórcy. Autorytarne oblicze Boga w literaturze Młodej Polski. „Acta Univ. Nicolai Copernici. Filol. Pol.” 1996 z. 47 s. 33-45. – Tadeusza Micińskiego wiara widząca. „Gnosis” 1996 nr 9 s. 44-52. – Motywy maryjne w poezji Leopolda Staffa. W: Matka Boska w twórczości wielkich Polaków. T. 2. Wwa 1999 s. 84-99. – „Salome” [J.] Kasprowicza, czyli kreacja w śmierci. W: Jan Kasprowicz. W siedemdziesięciolecie śmierci. Olsztyn 1999 s. 133-140. – Szkic do erotyku (którego nie było?) Zbigniewa Herberta. „Rocz. Hum. KUL. Lit. Pol.” 1999 t. XLVII z. 1 s. 119-138. – Cykl prozy spowiedniczej – konstrukcja czy ekspresja? Na przykładzie „Stygmatu” Marii Krzymuskiej. W: Cykl literacki w Polsce. Białystok 2001 s. 203-210. – Młodopolskie chrystologie. W: Chrystus w literaturze polskiej. Lubl. 2001 s. 307-320. – Cykle narracyjne w „Xiędzu Fauście” Tadeusza Micińskiego. W: Cykl i powieść. Białystok 2004 s. 155-166. – Sny Pana Cogito. W: Portret z początku wieku. Lubl. 2005 s. 129-152. – Odkrywanie i narzucanie wartości w kulturze współczesnej. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2006 s. 323-337. – „Xiądz Faust”. Synteza – niedokonanie – skok w przyszłość. „Temat” 2006 nr 6-7 s. 44-57; 66-76. – „W mroku gwiazd” [T. Micińskiego] w kontekście innych cyklów poetyckich Młodej Polski. W: Polski cykl liryczny. Białystok 2008 s. 109-126. – Młoda Polska według Czesława Miłosza. W: Pogranicza, cezury, zmierzchy Czesława Miłosza. Białystok 2012 s. 329-341. – Aspekty inicjacyjne prozy Stefana Grabińskiego. „Litteraria Copernicana” 2013 nr 1 s. 10-41. – „Z księgi przeczuć”. Wstęp do Leśmianowskiej poetyki marzenia. W: Stulecie „Sadu rozstajnego”. Kr. 2014. – Ku pokrzepieniu serc? Możliwości i funkcje „sakro-realizmu” w prozie polskiej początku XXI wieku. W: Sacrum na nowo poszukiwane. Lubl. 2015 s. 153-181. – Artura Hutnikiewicza badania nad Młodą Polską. „Litteraria Copernikana” 2016 nr 4 s. 27-37. – Młoda Polska w „obłoku niewiedzy”. Uwagi do wczesnomodernistycznych nihilologii. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2016 nr 3 s. 51-107. – Tadeusza Micińskiego zmagania z prozą. W: Czytać Tadeusza Micińskiego. Siedlce 2016 s. 17-47. – Walkiria-pszczoła: kobieta jako figura pełni. Feminocentryzm Tadeusza Micińskiego. „Ruch Lit.” 2016 nr 1 s. 3-27. – Wątpliwa hipoteza witalizmu w polskiej literaturze nowoczesnej. W: Młodopolski witalizm. Modernistyczne witalizmy. Kr. 2016 s. 35-61. – Architektonika światów przedstawionych w powieściach Tadeusza Micińskiego. W: Proza Tadeusza Micińskiego. Białystok 2017 s. 31-81.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. T. Miciński: Poematy prozą. Wybór, wstęp, oprac. W. Gutowski. Kr.;Wr.: WL 1985, 348 s. Bibl. Poezji Młodej Pol.
2. T. Miciński: Wybór poezji. Wybór, wstęp, oprac. W. Gutowski. Kr.: Universitas 1999, 317 s. Bibl. Pol.
3. Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna. Pod red. W. Gutowskiego i E. Owczarz. Tor.: Dom Wydawn. Duet 2003, 712 s.
4. Z problemów prozy. Powieść o artyście. Pod red. W. Gutowskiego i E. Owczarz. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2006, 704 s.
5. T. Miciński: Xiądz Faust. Powieść. Oprac. tekstu, przyp. i posł. W. Gutowski. Kr.: Universitas 2008, 524 s.
6. Proza Tadeusza Micińskiego. Studia. Red. nauk.: M. Bajko, W. Gutowski, J. Ławski. Wstęp: J. Ławski. Białystok: Katedra Badań Filol. „Wschód – Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku; Wydawn. Alter Studio 2017, 596 s. Przełomy, Pogranicza, 26. Studia Młodopolskie, 4.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Wywiad: Otwarte widzenie literatury. Rozm. D.T. Lebioda. „Bydg. Inf. Kult.” 2003 nr 1.

LP XX w. (K. Ćwikliński).
WUP. – Bibliografia prac Profesora Wojciecha Gutowskiego. W: Modernizm. Zapowiedzi, krystalizacje, kontynuacje. Bydg. 2009 [za l. 1966-2008].

W poszukiwaniu życia nowego
J. ZIELIŃSKI: Mit odrodzenia. „Twórczość” 1981 nr 5.

Nagie dusze i maski
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Maski kobiety i twarz mężczyzny. „Teksty Drugie” 1993 nr 4/6.
A. KLICH. „Ruch Lit.” 1993 z. 5.
K. SZUMLEWICZ: Namiętność i schematy. „Twórczość” 1998 nr 11.
W. TRZECIAKOWSKI: Młodopolskie mity miłości. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1998 nr 5/6.
W. TRZECIAKOWSKI: O młodopolskim erotyzmie. Pierwsze całościowe ujęcie mitów polskiego modernizmu. „Kwart. Artyst.” 1998 nr 2.

Wśród szyfrów transcendencji
D. HECK: Inwersja w metodzie. „Tytuł” 1995 nr 2, polem. W. Gutowski: Wściekłość i wrzask w „marcowym” felietonie. Tamże nr 3.
P. ROLIRAD. „Ruch. Lit.” 1995 z. 2.
A. KLUBA: Parafrazy transcendencji. „Teksty Drugie” 1996 nr 6.
M. STALA. „Pam. Lit.” 1997 z. 4.

Mit – Eros – Sacrum
W. TRZECIAKOWSKI: O wysokiej sztuce interpretacji Młodej Polski. „Kwart. Artyst.” 2000 nr 3.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: W lesie młodopolskich symboli. „Teksty Drugie” 2001 nr 1.

Z próżni nieba ku religii życia
Ł. WRÓBEL: Aktualność Młodej Polski. „Nowe Książ.” 2002 nr 7/8.

Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL. „Ruch Lit.” 2003 z. 2.
D.T. LEBIODA [LTD] : Tadeusza Micińskiego Xięga Tajemna. „Temat” 2004 nr 1/2.
M. PLISZKA. „Pam. Lit.” 2007 z. 1.

Konstelacja Przybyszewskiego
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL. „Ruch Lit.” 2008 nr 3.

T. Miciński: Xiądz Faust
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL. „Ruch Lit.” 2009 z. 4/5.</document>
<document nplp_id="3504" title="Bolesław HADACZEK" slug="boleslaw-hadaczek">1929-2014

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 19 stycznia 1929 w Lachowcach (obecnie: Pidhirie na Ukrainie) pod Stanisławowem (obecnie: Iwano-Frankiwsk) w ówczesnej Małopolsce Wschodniej; syn Antoniego Hadaczka, właściciela majątku ziemskiego, i Anastazji z Nowickich. W 1945 w ramach tzw. repatriacji przybył na Śląsk Opolski. Uczył się w Państwowym Gimnazjum i Liceum Męskim typu humanistycznego w Prudniku; w 1950 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i w 1953 uzyskał dyplom I. stopnia ze specjalnością pedagogiczną. Od tegoż roku do 1964 pracował jako nauczyciel języka polskiego w szkolnictwie średnim. W tym okresie podjął pierwsze próby literackie. W 1957-58 kontynuował studia polonistyczne na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu; w 1959 uzyskał magisterium. Debiutował w 1963 opowiadaniem pt. Wspomnienia, opublikowanym w „Trybunie Opolskiej” (nr 242) i wyróżnionym II nagrodą w konkursie Wiele przeszliśmy rzek.Od 1964 pracę dydaktyczną prowadził kolejno w I Studium Nauczycielskim, Wyższej Szkole Nauczycielskiej i Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie (od 1974; WSP), przekształconej w 1985 w Uniwersytet Szczeciński (USzcz.). W 1967 otrzymał Odznakę Honorową Gryfa Pomorskiego. W pracy badawczej zajmował się początkowo zagadnieniami związków literatury z pedagogiką oraz pedeutologią, później włączył do swoich studiów problematykę teorii literatury, głównie genologii, a w drugiej połowie lat osiemdziesiątych – literatury kresowej. Jako historyk literatury debiutował w 1970 na łamach „Zeszytów Naukowych Wyższej Szkoły Nauczycielskiej w Szczecinie” (później „Zeszyty Naukowe WSP w Szczecinie”) rozprawą pt. O związku pedagogiki z literaturą dla dzieci i młodzieży w Polsce do roku 1939 (nr 2; „Prace Wydziału Humanistycznego” nr 1); w piśmie tym publikował do 1974. W 1971 uzyskał doktorat w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej na podstawie rozprawy pt. Współzależność literatury dla dzieci i młodzieży i pedagogiki w Polsce międzywojennej (promotor prof. Wincenty Danek) i otrzymał stanowisko adiunkta na WSP w Szczecinie. W 1971-88 był przewodniczącym Okręgowej Komisji Olimpiady Literatury i Języka Polskiego dla uczniów szkół średnich. W 1975-85 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Humanistycznego WSP w Szczecinie. W 1978 otrzymał Nagrodę Ministra Edukacji Narodowej III stopnia. Rozwijał twórczość naukową i krytycznoliteracką publikując artykuły i recenzje, m.in. w „Spojrzeniach” (1971-72, 1974, 1977-78, 1980), „Głosie Szczecińskim” (1977-78), „Nowych Książkach” (1977-78), „Ruchu Literackim” (1986-87, 1989), „Miesięczniku Literackim” (1988-89). Pełnił funkcję kierownika Studium Podyplomowego dla Nauczycieli Języka Polskiego (1985-87). W 1986-89 był zastępcą dyrektora Instytutu Filologii Polskiej USzcz., a w 1990-2000 kierował Zakładem Literatury Polskiej XX Wieku tegoż Instytutu. W 1987 habilitował się w WSP w Krakowie na podstawie rozprawy pt. Polska powieść rozwojowa w dwudziestoleciu międzywojennym. W 1988 otrzymał stanowisko docenta. Był opiekunem naukowym studentów filologii polskiej w Gorzowskim Kolegium Nauczycielskim i Wyższej Szkole Zawodowej (1991-2000). Rozprawy i artykuły poświęcone głównie polskiej literaturze kresowej publikował, m.in. nadal w „Ruchu Literackim” (1991, 1997-98), a także w „Zeszytach Naukowych USzcz.” (1991, 1993-2004; w 1993-2005 był redaktorem naukowym serii roczników pt. „Szczecińskie Prace Polonistyczne – Kresy w literaturze”, nr 5-15), „Kresach” (1992, 1995, 1997, 2001-02, 2004). W 1990-91 współpracował ze Szczecińską Rozgłośnią Radiową (program IV) jako autor szesnastu esejów na temat Kresów Wschodnich w polskiej literaturze współczesnej. W 1995 uzyskał tytuł naukowy profesora, a w 1998 stanowisko profesora zwyczajnego USzcz. Swój księgozbiór literaturoznawczy przekazał Bibliotece Głównej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim, a prace związane z literaturą kresową oraz ich recenzje – Bibliotece Instytutu Kresów Rzeczypospolitej w Warszawie. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (1973), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1983) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1984).

W 1963 ożenił się z Janiną Juszczak; miał syna Piotra (ur. 1968), genetyka, pracownika University of California w San Francisco. Zmarł 17 września 2014 w Szczecinie; pochowany tamże na Cmentarzu Centralnym.
TWÓRCZOŚĆ

 	Wychowanie przez literaturę w Polsce międzywojennej. (Związki literatury dla dzieci i młodzieży z pedagogiką). Pozn.: PWN 1973, 123 s. WSP w Szczec. Rozpr. i Studia, 4.

Rozprawa doktorska. – Zawartość: Wstęp. – I. O związku literatury dla dzieci i młodzieży z pedagogiką w Polsce do 1918 roku; II. Współzależność literatury dla dzieci i młodzieży i pedagogiki z okresu międzywojennego w świetle ówczesnej publicystyki; III. W kręgu literatury i pedagogiki obywatelsko-państwowej; IV. W kręgu literatury i pedagogiki demokratyczno-socjalistycznej; V. W kręgu pajdocentryzmu i psychologizmu; VI. W kręgu literatury i pedagogiki religijnej. – Wnioski końcowe.

 	Postać pedagoga w literaturze polskiej. Wwa: PWN 1977, 171 s. WSP w Szczec. Rozpr. i Studia, 22.

Zawartość: Wyjaśnienia wstępne. – I. W stronę reprezentatywności werystycznej; II. Genotyp postaci pedagoga; III. Komizm postaci; IV. W kategorii wzruszeniowości; V. W kręgu bohaterstwa. – Uwagi końcowe.

 	Polska powieść rozwojowa w dwudziestoleciu międzywojennym. Szczec.: Wydawn. Nauk. WSP 1985, 174 s. WSP w Szczec. Rozpr. i Studia., 69.

Rozprawa habilitacyjna.

Nagroda Ministra Edukacji Nar. III stopnia w 1988.

Zawartość: Wprowadzenie. – I. W sieciach odmian powieści i „izmów”; II. Bohater rozwojowy; III. Przestrzeń i czas; IV. Narracja o rozwoju. – Uwagi końcowe.

 	Kresy w literaturze polskiej XX wieku. Szkice. Szczec.: Ottonianum 1993, 221 s.

Cz. 1 tzw. „tryptyku kresowego”, cz. 2 zob. Praca edytorska poz. 1, cz. 3 zob. Twórczość poz. 5.

Zawartość: Od autora. – I. Zarys literatury kresowej. – II: Proza Kresów w dwudziestoleciu międzywojennym (rekonesans); Opowieści wspomnieniowe z Kresów (o latach 1914-1921); Powieść ziemiańska w dwudziestoleciu; O poezji Kresów w dwudziestoleciu; Pejzaż Kresów w poezji międzywojennej. – III: Inspiracje kresowe w twórczości Czesława Miłosza; W wileńskim świecie Tadeusza Konwickiego; Kresowość Zbigniewa Żakiewicza; Demityzacja Kresów Józefa Mackiewicza. – IV: Huculski świat Stanisława Vincenza; W galicyjskim świecie Andrzeja Kuśniewicza; W podolskim świecie Leopolda Buczkowskiego; Metafizyka Kresów Włodzimierza Odojewskiego; O Wielkim Księstwie Bałaku Andrzeja Chciuka; W żydowsko-galicyjskim świecie Juliana Stryjkowskiego; Lwów w eseistyce [J.] Wittlina i [S.] Vincenza; Saga ziemiańsko-galicyjska Andrzeja Stojowskiego. – V: Ekspatriacja z Kresów (o nostalgii); Kresowe retrospekcje Zygmunta Trziszki.

 	Kresy w literaturze polskiej. Studia i szkice. Gorzów Wielkopol.: Woj. Ośrodek Metodyczny 1999, 300 s.

Cz. 3 tzw. „tryptyku kresowego”, cz. 1 zob. Twórczość poz. 4, cz. 2 zob. Praca edytorska poz. 1.

Zawartość: Od autora. – I: Polska literatura kresowa: jej dominanty, mity i metodologia; O wyznacznikach literatury kresowej; Sagi kresowe. – II: W kręgu literatury kresowej XX wieku; O depolonizacji Kresów (zarys historyczno-literacki); Kainowe noce i dnie. O Małopolsce Wschodniej 1939-1945 w literaturze polskiej. – III: Podole w poetyce Juliana Wołoszynowskiego; „Stara Ukrajna” Jarosława Iwaszkiewicza; Wizja Ukrainy w poezji Józefa Łobodowskiego [dot.: Złota Hramota; Pieśń o Ukrainie]; W „nadberezyńskim kraju” Floriana Czarnyszewicza; „Bogom nocy równi” (o bohaterach powieści Sergiusza Piaseckiego); Na kresowych tropach [M.] Wańkowicza; „Psie wycie za ziemią karpacką” Kazimierza Wierzyńskiego; „Święta Galilea” Zygmunta Haupta; Lwów w poetyce Mariana Hemara. – E. Tierling: W kręgu badań literaturoznawczych Profesora Bolesława Hadaczka.

 	Małe ojczyzny kresowe w literaturze polskiej XX wieku. Szkice. Szczec.: PoNaD 2003, 299 s.

Zawartość: Od autora. – Na Kresach Północnych...: z poz. 4: Inspiracje kresowe w twórczości Czesława Miłosza; Demityzacja kresów Józefa Mackiewicza; W wileńskim świecie Tadeusza Konwickiego ; Kresowość Zbigniewa Żakiewicza , – z poz. 5: Na kresowych tropach [M.] Wańkowicza; W „nadberezyńskim kraju” Floriana Czarnyszewicza; „Bogom nocy równi” (o bohaterach powieści Sergiusza Piaseckiego). – Na Kresach Południowych...: z poz. 4: Saga ziemiańsko-galicyjska Andrzeja Stojowskiego; Huculski świat Stanisława Vincenza; W podolskim świecie Leopolda Buczkowskiego; Metafizyka Kresów Włodzimierza Odojewskiego; O Wielkim Księstwie Bałaku Andrzeja Chciuka; Lwów w eseistyce [J.] Wittlina i [S.] Vincenza; W galicyjskim świecie Andrzeja Kuśniewicza; W żydowsko-galicyjskim świecie Juliana Stryjkowskiego, nadto: Ukrainofilski widnokrąg Jerzego Stempowskiego, – z poz. 5: Podole w poetyce Juliana Wołoszynowskiego; „Stara Ukrajna” Jarosława Iwaszkiewicza; Wizja Ukrainy w poezji Józefa Łobodowskiego; „Psie wycie za ziemią karpacką” Kazimierza Wierzyńskiego; Lwów w poetyce Mariana Hemara; „Święta Galilea” Zygmunta Haupta, nadto: Polityczna saga rodu Horynieckich [dot. twórczości K.J. Stryjskiego]; Kresowe retrospekcje w prozie Zygmunta Trziszki [poz. 4]; Ekspatriacja z Kresów [poz. 4]. – Z recenzji „tryptyku kresowego” [fragmenty recenzji].

 	Historia literatury kresowej. Szczec.: PoNaD 2008, 420 s. Wyd. 2 uzup. Kr.: Universitas 2011, 451 s.

Podręcznik akademicki.

Zawartość: Słowo wstępne. – Kresy staropolskie: Historiografia i pamiętnikarstwo; Heroicum kresowe; Lamenty, pobudki, dumy; Koloryty lokalne; Narodziny mitów kresowych. – Oświecenie: Dylematy i dramaty kresowe; Ostoja sarmatyzmu i sentymentalizmu; Kresowe związki kulturalno-literackie. – Kresoromantyzm: Szkoły literackie: ukraińska, litewsko-białoruska, wschodniogalicyjska; Historyzm i prezentyzm; Folkloryzm i pejzażyzm kresowy; Typologia bohaterów; Mityzacja Kresów. – Pozytywizm: W obronie polskości kresowej; Współczesna rzeczywistość przedstawiona; Historia Kresów w prozie; Fenomen „Trylogii” [H. Sienkiewicza]. – Młoda Polska: W nurtach idei; Świat północnokresowy; Świat południowokresowy; Świat wschodniogalicyjski; Gdy zagrał „złoty róg” Wernyhory. – Dwudziestolecie: Pożoga Kresów utraconych; Proza ziemiańska; W kręgu pamięcionostalgii; Regionalizm: wileński, wołyński, wschodniomałopolski; Obraz Polski B. – Literatura kresowa po 1939 roku: Dramaty wojenno-okupacyjne; Ekspatriacja i kresonostalgia; Małe ojczyzny kresowe; Wymiary poetyki; Kresowianie symbiotyczni; Beletryzacje wspomnieniowe; Kresy „dzieci pojałtańskich”; Literackie pogranicze kresowe. – Dziedzictwo Kresów.

 	Kresówki. Kresy w literaturze polskiej. Szczec.: Volumina.pl. Daniel Krzanowski 2011, 275 s.

Zawartość: Słowo wstępne. – Kresówki: Kresy literackie; Zdobycie Kijowa; „Batoriada” i „Dymitriada”; [K.] Radziwiłł-Piorun; Bisurmanie; Boje z Kozakami; Lisowczycy; Rycerze kresowi; „Ukochany Herkules” [dot. kasztelana lwowskiego S. Żółkiewskiego] i „Mars Korony” [dot. J.K. Chodkiewicza]; Lew Lechistanu [Jan III Sobieski]; Lamenty; Dumy; Roksolania; Karnawalizacja; Figliki [M.] Reja; Wiersze księdza [J.] Baki; „Nowe Ateny…” księdza [B.] Chmielowskiego; Supermit Sarmacji; Antemurale christianitatis; Mit unijny; Konfederacja barska; [K.] Benisławska; Żydzi kresowi; Sofijówka [S. Trembeckiego]; Mowa polsko-ruska; Kresoromantyzm; Ukrainomania; Gawęda; Kozaczyzna; Barszczanie; Koliszczyzna; Powstanie listopadowe; Chłopi; Bałaguły; Folkloryzm; Zorian [Dołęga-Chodakowski]; „Skazki da prykazki” [J.] Barszczewskiego; Pejzażyzm; „Pieśń o ziemi naszej” [W.] Pola; Lirnicy; Wernyhora; Mohort [rycerz, uczestnk wojen kresowych]; Kresowianki; Mit jasny i ciemny; Mit Bohdana Zaleskiego; W obronie polskości; [T.T.] Jeż; Rawita [F. Rawita-Gawroński]; „Polski lud szlachecki” [E.] Orzeszkowej; „CK Galicja” [J.] Lama; Fenomen „Trylogii” [H. Sienkiewicza]; Folklor w „Trylogii” [H. Sienkiewicza; poz. 7]; Pejzaże w „Trylogii” [H. Sienkiewicza]; Unia Horodelska; Unici; [M.] Rodziewiczówna; [J.] Weyssenhoff; Kresowość [T.] Micińskiego; Sarmacki rezerwat [S.] Brzozowskiego; „Wysadzeni z siodła” [A.] Gruszeckiego; Malarstwo kresowe; Liryczne modernistki; Pokucie [J.] Turczyńskiego; Legiony [J.] Piłsudskiego; Wybijanie się na niepodległość; [E. Korwin] Małaczewski; Ku swoim; Pożoga Kresów; Dwór; Ziemianie; Humorystyka [M.] Wańkowicza; Pamięcionostalgia; [B.] Leśmian kresowy; Iłła [K. Iłłakowiczówna]; [L.] Podhorski-Okołów; „Stara Ukrajna” [J.] Iwaszkiewicza [poz. 5]; Podole [J.] Wołoszynowskiego; Regionalizmy; Regionalizm wileński [poz. 7]; Koloryt białorusko-poleski; Dźwińszczyzna [O.] Dauksztówny; Regionalizm wołyński [poz. 7]; Wołyń [Cz.] Janczarskiego; Wizja Huculszczyzny; Drohobycz [B.] Schulza; Wańkowiczowska Polska B; „Podróż po Polsce” [K.] Pruszyńskiego; „Zbuntowane rojsty” [J.] Mackiewicza; Zbójeckie pogranicze [S.] Piaseckiego; 17 Września 1939; Okupacja sowiecka; Istota komunizmu; Zsyłki; Okupacja niemiecka; Pandemonium; Banderowcy; Ukraińcy dobroczynni; Łuny w Bieszczadach; Ekspatriacja; Ekspatrianci; Madonny Kresowe-Ekspatriantki [dot.: T. Kukiz: Madonny kresowe]; Kresonostalgia; Kresonostalgicy; „Psie wycie” [K.] Wierzyńskiego; Nostalgia [M.] Hemara; Pamięciotęsknota [Z.] Haupta; Pamięciotęsknota [A.] Chciuka; Kresotęsknoty [S.] Balińskiego i [Z.] Bohdanowiczowej; Nostalgia [K.] Suchodolskiej; Małe ojczyzny; Nadberezyński kraj [F.] Czarnyszewicza; Lauda [Cz.] Miłosza; Wileńszczyzna [T.] Konwickiego; Ojczyzna [Z.] Żakiewicza; W ojczyźnie [K.] Truchanowskiego; „Wołyński wąwóz” [L.] Gomolickiego; „Wielka szachownica” [J.] Stempowskiego; W Ojczyźnie [J.] Łobodowskiego; „Wielkie Księstwo Wierzyńskie” [dot. K. Wierzyńskiego]; Lwi Gród [M.] Hemara; Lwów [J.] Wittlina; „Wielkie Księstwo Bałaku” [A.] Chciuka; „Święta Galilea” [Z.] Haupta; Dolinoszczęsna [L.] Buczkowskiego; „Trójkąt Wielkich Łąk” [A.] Kuśniewicza; Żydowska ojczyzna [J.] Stryjkowskiego; Mit ziemi; Oniryzm; Z poetyki [T.] Konwickiego; Z poetyki [J.] Łobodowskiego; Z poetyki [A.] Kuśniewicza; Z poetyki [Z.] Haupta; Z poetyki [A.] Chciuka; Mieszańcy; Wielokrwiowcy; [J.] Stempowski w cylindrze; [Z.] Żakiewicz jak „biały karzeł”; Bolesne wspominania; Reportażyści kresowi; Pińszczyzna [R.] Kapuścińskiego; „Dzieci pojałtańskie”; „Śląsk Podolski” [T.] Różyckiego; Łemkowszczyzna [J.] Harasymowicza; „Kartoflania” [M.] Pankowskiego; „Żywy oddech Galicji” [dot.: J. Szubera]; Mazury i Warmia [E.] Kruka; Strofy o upartym trwaniu; Przechrzty; Zacieranie słowa; Zawłaszczanie twórców; Jemioła kolonialna; Dzieci Kresów [dot.: Dzieci Kresów. Oprac.: L. Kulińska]; Atawizm kresowy; Dziedzictwo Kresów. – Wywiady, recenzje [fragm.]. – Moja Kresowiana Wschodniomałopolska.

&amp;nbsp;
Praca edytorska

 	Antologia polskiej literatury kresowej XX wieku. Wybór tekstów, wstęp i

objaśnienia B. Hadaczek. Szczec.: Ottonianum 1995, 548 s.

Cz. 2 tzw. „tryptyku kresowego”, cz. 1, 3 zob. Twórczość poz. 4, 5.

 
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2011, 2012.
Wywiady: „Pomiędzy słońcem a wieczorną zorzą…”. Rozm. B. Jedynak. „Rota” 2000 nr 1/2; Przyciągają go Kresy. Rozm. P. Słomkowski. „Głos Szczec.” 2006 nr 267; Wokół „Historii literatury kresowej” Bolesława Hadaczka. Rozm. E. Tierling-Śledź. [Powst. 2009]. W: B. Hadaczek: Kresówki. Szczec. 2011; Lekcja literatury i literaturoznawstwa kresowego. W kręgu „Historii literatury kresowej” Bolesława Hadaczka. Rozm. B. Jedynak. „nasza Rota” 2010 nr 1, przedr. w: B. Hadaczek: Kresówki. Szczec. 2011; Supermit o Sarmatach. Rozm. P. Kościński. „Rzeczpospolita” 2010 nr 35 dod. „Księga Kresów Wschodnich”, przedr. w: B. Hadaczek: Kresówki. Szczec. 2011.

WUP (t. 2).
Bibliografia prac Bolesława Hadaczka. 1963-1998. Oprac.: P. Krupiński. „Zesz. Nauk. USzcz. Szczec. Pr. Polonist. Kresy w lit.” Szczec. 1999 nr 10.
E. Bączkowska: Bolesław Hadaczek. Powst. 2015. W: Encyklopedia Pomorza Zachodniego – pomeranica.pl [on-line] [dostęp 2 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Boles%C5%82aw_Hadaczek – T. Białecki: Bolesław Hadaczek. W: Encyklopedia Szczecina. Wydanie jubileuszowe z okazji 70-lecia polskiego Szczecina. Szczec. 2015.

Ogólne
H. KAPANOWSKA: Od powieści rozwojowej do Kresów w literaturze. „Głos Szczec.” 1996 nr 294.
P. KRUPIŃSKI. „Prz. Wschodni” 1999 z. 3 [dot. gł.: Kresy w literaturze polskiej; Antologia polskiej literatury kresowej XX wieku].
P. FRANKÓW: Literatura kresowa w pracach naukowych prof. dra hab. Boleslawa Hadaczka. „Gaz. Lw.” 1998 nr 11.
E. TIERLING: W kręgu badań literaturoznawczych Profesora Bolesława Hadaczka. „Szczec. Pr. Polonist.” 1998 nr 10, przedr. w: B. Hadaczek: Kresy w literaturze polskiej. Gorzów Wielkop. 1999.
Z. JARZĘBOWSKI: Kresowy świat literatury. O „trylogii kresowej” Bolesława Hadaczka. „Pogranicza” 2000 nr 4, przedr. [bez tytułu] „Pam. Lit.” 2002 z. 2 [dot. Twórczość poz. 4, 5 oraz Praca edytorska poz. 1].
J.M. PILECKI: Kresy – literatura polska XX wieku. „Ziemia Drohobycka” 2000 nr 13.
K.R. ŁOZOWSKA, E. TIERLING: Profesor Bolesław Hadaczek. W: Literackie Kresy i bezkresy. Księga ofiarowana Profesorowi Bolesławowi Hadaczkowi. Szczec. 2000.
E. TIERLING-ŚLEDŹ: Bolesław Hadaczek. W: Literatura na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku. Szczec. 2003.
W. KRUPOWIES: „Tetralogia” kresowa. „Prz. Hum.” 2004 nr 3 [dot. Twórczość poz. 4, 5, 6 oraz Praca edytorska poz. 1].
T. KUKIZ: Bolesław Hadaczek. „Cracovia Leopolis” 2004 nr 3.

Wychowanie przez literaturę w Polsce międzywojennej
M. CZAJKO: Literatura i pedagogika. „Spojrzenia” 1974 nr 5.
S. FRYCIE: Współczesna nauka o literaturze dla dzieci i młodzieży i jej przedstawiciele. Piotrków Trybunalski 1996.

Postać pedagoga w literaturze polskiej
A. CHRUSZCZYŃSKI: Figura semantyczna. „Tyg. Kult.” 1978 nr 34.
M. CZAJKO: Nauczyciel jako postać literacka. „Głos Szczec.” 1978 nr 96.
B. GĘBSKI: Figura semantyczna. „Orka” 1978 nr 37, polem.: J. SMAGOWSKI. „Nowa Szk.” 1978 nr 7/8.
Z. PRZYBYŁA. „Prz. Ośw.-Wychow.” 1978 nr 3.
S. RACINOWSKI. „Kwart. Pedag.” 1979 nr 1.

Polska powieść rozwojowa w dwudziestoleciu międzywojennym
S. KRYŃSKI. „Ruch Lit.” 1987 nr 3.
J. SMULSKI. „Pam. Lit.” 1988 z. 3.

Kresy w literaturze polskiej XX wieku
L. SZARUGA: Scalanie literatury kresowej. „Kultura”, Paryż 1993 nr 10.
Ł. OLESKI. „Szkice Legnickie” 1994 t. XV. – V. MIKITÛK: Do Ukraini z lûbovû… „Dz vin”, Lwów 1994 nr 4.
S. ULIASZ: Powrót Kresów w literaturze. „Akcent” 1994 nr 2.

Kresy w literaturze polskiej
W. PYCZEK: Ocalić Kresy. „Nowe Książ.” 2000 nr 1.

Małe ojczyzny kresowe w literaturze polskiej XX wieku
K. POLECHOŃSKI: Mała panorama pisarzy kresowych. „Nowe Książ.” 2003 nr 12.
TENŻE. „Opus Linguarum” 2004 vol. 25.
E. GRACZ-CHMURA. „Ruch Lit.” 2005 z. 3.

Historia literatury kresowej
E. KUBERA: [A.] Mickiewicz i [A.] Zagajewski. „Kur. Szczec.” 2009 nr 13.
K. CIEŚLIK: Odzyskać Kresy [on-line] [dostęp 27 stycznia 2012]. Dostępny w Internecie: http://www.rp.pl(artykul)747133 .
M. INGLOT. W: B. Hadaczek: Kresówki. Szczec. 2011.
W. KRUPOWIES: Pierwsza synteza literatury kresowej. „Prz. Hum.” 2011 nr 4.
M. KLECEL: Czy zapomnieć o Kresach? „Twórczość” 2011 nr 4.
T. CZERSKA: Kresowe opus magnum. „Pogranicza” 2012 nr 1 [dot. też: Kresówki].
Zob. też Wywiady.

Kresówki
B. TWARDOCHLEB: Jak pisać o Kresach? „Kur. Szczec.” 2011 nr 192.
T. CZERSKA: Kresowe opus magnum. „Pogranicza” 2012 nr 1 [dot. też: Historia literatury kresowej].

Antologia polskiej literatury kresowej XX wieku
K. DYBCIAK: Panorama Kresów. „Rzeczpospolita” 1995 nr 203.
A. SKRENDO: Kresy w literaturze. „Głos Szczec.” 1995 nr 142.
L. SZARUGA: Antologia literatury kresowej. „Kultura”, Paryż 1995 nr 12.
H. GOSK: Kresy w antologii. „Prz. Hum.” 1996 nr 1.
W. KRUPOWIES: Literatura Kresów. „Mag. Wil.” 1996 nr 3.</document>
<document nplp_id="3506" title="Krystyna HESKA-KWAŚNIEWICZ" slug="krystyna-heska-kwasniewicz">ur. 1940

Imiona metrykalne: Krystyna Maria Teresa.

Historyk literatury, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA
BIOGRAM
Urodzona 18 kwietnia 1940 w Krościenku nad Dunajcem w rodzinie inteligenckiej; córka Karola Heskiego, ekonomisty, i Marii z Gaudników. W 1945 przeniosła się wraz z rodziną do Katowic, gdzie w 1953-57 uczęszczała do II Liceum Ogólnokształcącego im. M. Konopnickiej. Po zdaniu matury podjęła w 1957 studia polonistyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Katowicach. Należała do ZHP; podczas studiów aktywnie działała jako instruktorka (w stopniu harcmistrzyni) w Duszpasterstwie Akademickim. Po ukończeniu studiów była w 1961-62 nauczycielką języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. M. Konopnickiej. W 1961-65 pracowała na stanowisku asystenta Katedry Historii Literatury Polskiej WSP w Katowicach, a następnie do 1971 w Bibliotece Śląskiej w Katowicach. Początkowo prowadziła badania nad literacką problematyką Śląska (dziejami prasy, twórczością pisarzy ze szczególnym uwzględnieniem Gustawa Morcinka i Kazimierza Gołby, historią harcerstwa), nad związkami polskiej literatury z górami oraz nad literaturą dla dzieci i młodzieży, w późniejszym okresie podjęła studia nad literaturą staropolską. Debiutowała w 1965 artykułem pt. O „Lompie” Kazimierza Gołby, opublikowanym w „Zeszytach Naukowych WSP w Katowicach” (nr 3), w których drukowała także w latach następnych oraz recenzją tomu A. Kamieńskiej Pragnąca literatura pt. Raptularz przemyśleń i lektur zamieszczoną na łamach „Poglądów” (nr 11; podp. Krystyna Maria Heska), rozpoczynając trwającą do 1982 współpracę z tym pismem. Liczne artykuły i recenzje ogłaszała też w „Zaraniu Śląskim” (1970-84). W 1972 na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.) obroniła pracę doktorską pt. „Zaranie Śląskie” 1907-1939. Zarys monograficzny (promotor prof. Jan Zaremba). Jesienią tegoż roku podjęła pracę dokumentalisty w oddziale śląskim Ośrodka Informacji Naukowej i Technicznej Instytutu Maszyn Matematycznych w Katowicach.W 1974 została zatrudniona na stanowisku adiunkta w Katedrze Literatury Staropolskiej i Oświeceniowej Wydziału Filologicznego UŚl. Prowadziła tu ćwiczenia, wykłady i seminaria z literatury staropolskiej i współczesnej, z literatury dla dzieci i młodzieży oraz z czytelnictwa i edytorstwa. W 1978 została przeniesiona na Wydział Bibliotekoznawstwa UŚl. Od 1979 współpracowała z „Kwartalnikiem Opolskim”. Była współinicjatorką powołania Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Pamięci Bohaterskich Harcerek i Harcerzy Śląskich (1981). Od 1984 pracowała na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UŚl. W 1984-92 pełniła obowiązki sekretarza naukowego, a w 1993-95 wiceprzewodniczącej Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach. W 1988 weszła w skład zespołu redakcyjnego rocznika „Watra” ukazującego się w Bielsku-Białej. W 1989 habilitowała się na Wydziale Filologicznym UŚl. na podstawie rozprawy „Pisarski zakon”. Biografia literacka Gustawa Morcinka. W tymże roku została sekretarzem naukowym rady programowej serii Literatura dla dzieci i młodzieży wydawnictwa Śląsk w Katowicach oraz współredaktorem (wraz z Janem Malickim) tomów z serii Śląskie miscellanea. Literatura-folklor, wydawanych w ramach Prac Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach (od 2000 redaktor naukowy serii). W 1992 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego na UŚl. oraz rozpoczęła współpracę z czasopismem poświęconym literaturze dla dzieci „Guliwer” (tu liczne artykuły i recenzje; od 2004 członek rady redakcyjnej). W 1993-95 była wiceprzewodniczącą rady redakcyjnej serii Spotkania z literaturą, wydawanej przez Oddział PAN w Katowicach. W 1994 powróciła do pracy na Wydział Filologiczny UŚl., gdzie została kierownikiem Zakładu Historii Książki i Bibliotek w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. W 1994 zainicjowała powołanie Komitetu Ochrony Pamięci Powstańców i Harcerzy Śląskich – Obrońców Katowic we wrześniu 1939 oraz współinicjowała ustanowienie Nagrody Arcybiskupa Katowickiego Lux ex Silesia; była członkiem pierwszej kapituły tej nagrody (1994-99). W 1994-99 wchodziła w skład Rady Wydawniczej przy Wojewodzie Śląskim. W 1995 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 1999 stanowisko profesora zwyczajnego w UŚl. W tymże roku została redaktorem (wraz z Bogdanem Zelerem) serii Bibliotekoznawstwo i Informacja Naukowa oraz członkiem Polskiej Sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych (IBBY). W 1996 rozpoczęła współpracę z miesięcznikiem „Śląsk”. W 2000 została członkiem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego (od 2006 w zarządzie Towarzystwa). W 2003-12 kierowała Zakładem Książki i Piśmiennictwa dla Młodego Odbiorcy Instytutu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej UŚl. W 2007 objęła funkcję wiceprzewodniczącej Senackiej Komisji Historycznej UŚl. Weszła do Rad Programowych Centrum Literatury Dziecięcej przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Ł. Górnickiego w Oświęcimiu (2008) i rocznika „Z teorii i praktyki dydaktycznej języka polskiego”. Artykuły publikowała m.in. w „Wierchach”. W 2012 przeszła na emeryturę. W 2016 została członkiem jury konkursu im. W. Goetla na najlepszą pracę doktorską o tematyce górskiej, organizowanego przez Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej w Krakowie. Otrzymała wiele nagród, m.in. nagrodę Ministra Edukacji Narodowej, kilkakrotnie nagrodę rektora UŚl., nagrodę im. K. Miarki (1991), nagrodę im. ks. A. Skowrońskiego (1993), honorową nagrodę im. W. Korfantego (2008), tytuł Profesora Honorowego UŚl. (2015), nagrodę Lux et Silesia (2017). Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi (1993), Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej (1996), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1997), odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2007), Złotą Odznaką Honorową za Zasługi dla Województwa Śląskiego.

W 1966 wyszła za mąż za Wiesława Kwaśniewicza, inżyniera. Ma troje dzieci: Marię, Krzysztofa i Jana. Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. „Zaranie Śląskie” (1907-1939). Zarys monograficzny. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1979, 200 s.
Rozprawa doktorska.
2. „Pisarski zakon”. Biografia literacka Gustawa Morcinka. Opole: Inst. Śląski 1988, 226 s.
Rozprawa habilitacyjna.
3. Gustaw Morcinek – baśniopisarz. Wr.: Ossol. 1990, 30 s. Spotkania z Lit., 2.
4. O Gustawie Morcinku jubileuszowo. Red.: K. Chrząstowski. Katow.: Muzeum Śląskie w Katow. 1991, 6 s.
Druk bibliofilski.
5. „Kolorowy rytm życia”. Studia o prozie Gustawa Morcinka. Kr.: Universitas 1993, 175 s. Pr. Komisji Hist.-lit. PAN. Oddz. w Katow., 13.
Zawartość: Wstęp. – I. Gustaw Morcinek – czyli nieporozumienia wokół biografii pisarza; II. Romantyczna i prawdziwa kopalnia Gustawa Morcinka; III. Gustaw Morcinek – pejzażysta; IV. Świat szkoły [praca pedagogiczna Gustawa Morcinka i obraz szkoły w twórczości pisarza]; V. Pisarz i zwierzęta; VI. Od opowiadania „Pod gongiem” do „Judasza z Monte Siuro”; VII. Baśnie i legendy; VIII. O epistolografii; IX. „Siedem zegarków kopidoła Joachima Rybki”, czyli Gustawa Morcinka pożegnanie z czytelnikami.
6. Zofii Kossak pisarstwo dla dzieci i młodzieży. Bielsko–Biała: Ofic. Fundacji „Z pomocą rodzinie” 1994, 19 s. Klub Myśli Polit., 2.
7. Tajemnicze ogrody. Rozprawy i szkice z literatury dla dzieci i młodzieży. [T. 1-3]. Katow.: Wydawn. UŚl. [T. 1]. 1996, 164 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1585.
Zawartość: W krainie legendy i baśni, czyli historia serdeczna: Dzieje bajeczne w literaturze dla małych dzieci; Baśnie o polskich górach; Podania, baśnie i legendy o Śląsku w literackiej edukacji regionalnej; Najpiękniejsza polska baśń, czyli „Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata” [Z. Kossak]. – Niezapomniane książki dzieciństwa: Świat z perspektywy muchy – „Gucio zaczarowany” Zofii Urbanowskiej; Opowieść o gnieździe rodzinnym – „Dziecinny dwór” Zofii Rogoszówny; Zagłada domu i ogrodu – „Ku swoim” Zofii Kossak; Jak kochać psa – „Topsy i Lupus” Zofii Kossak; Aleksandra Kamińskiego opowiadania o dzielności; Nauka o imionach miłości – „Dar rzeki Fly” Marii Krüger; Ulubiony gatunek literatury dla dzieci: pamiętnik. – W drodze do dorosłej lektury: Bohaterstwo, podróż, przygoda, czyli co może się przydarzyć w pustyni i w puszczy; Śląskie orlęta – „Wieża spadochronowa” Kazimierza Gołby; „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, książka–legenda.
T. 2. 2009, 195 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2669. Bibliotekoznawstwo i Inf. Nauk.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
Zawartość: Od autorki. – Znowu „W pustyni i w puszczy” [H. Sienkiewicza]: ,,[...] błagać o ratunek Tego, który na niebie porusza kręgi gwiazd”. Nurt religijny w opowieści o Stasiu i Nel; Saba. – Powroty do Aleksandra Kamińskiego i „Kamieni na szaniec”: Prolog do „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego; Niezwykłe dzieje archiwum Jana Rodowicza ,,Anody”; ,,Zdumiewający cud czytania”. Aleksander Kamiński o książce i czytelnictwie. – Wokół „Ziela na kraterze” [M. Wańkowicza]: Zagłada domu i ogrodu; „List do Krysi”. – Jeszcze o Zofii Kossak: Anioły dziecinnego pokoju; Topsego i Lupusa przygody z cenzurą. – Przypomnienie Zofii Chądzyńskiej. – Wciąż o Małgorzacie Musierowicz: Jak być pogodnym starszym panem, czyli o Ignacym Borejce; Pamiętnik uważnej czytelniczki, czyli o „Frywolitkach”. – Dorota Terakowska o samotności dziecka. – Nowości prozy dla młodych odbiorców: Fenomen pisarstwa Ewy Nowak; Księdza Łukasza Kamykowskiego o królu Kraku, Wandzie i smoku wawelskim przewrotna opowieść. Dwie lekcje tekstu. – Gwiazdki, kwiatki i ptaszki, czyli jedna poetka i dwaj poeci: Dorota Gellner; Jan Sztaudynger; Władysław Broniewski. – Wędrówki Joanny. (O Joannie Papuzińskiej i jej ,,kufrze z książkami”).
T. 3. 2013, 180 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3086.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
Zawartość: Tryptyk górski: Wyprawa skautów śląskich; Michał Grażyński i góry; Świstak literacki [dot. twórczości B. Gawryluk]. – Powroty do książek i tematów: W przyjaźni z Panem Bogiem. Nurt religijny w „Kamieniach na szaniec” [A. Kamińskiego]; Przyczynek do recepcji „Kamieni na szaniec” [A. Kamińskiego]; Literacka legenda [J.] Korczaka. – Poznań literacki: Emilia Waśniowska, czyli poetycka lekcja czułości; Perełki Mili jako przykład jedności ikono lingwistycznej w książce dla dzieci; Emilia Kiereś, czyli komu dzwonią dzwoneczki. – Zabawy, gry i dorastanie: „Łajdaku amoniaku”. O folklorze dziecięcym w pisarstwie Melchiora Wańkowicza; Przyczynek do dziejów polskiej powieści detektywistycznej dla dzieci o Borku, Topku i Azie [dot.: Z. Lengren: Borek, Topek i Aza]; Małe i duże problemy trzynastolatek (o pisarstwie Ewy Nowak). – Wszystkie drogi prowadzą do Betlejem: Chrystusowe legendy Selmy Lagerlöf [dot.: S. Lagerlöf: Chrystusowe legendy]; Anioły, ptaki i przysmaki – świąteczny prezent od Małgorzaty Musierowicz [dot.: M. Musierowicz: Na Gwiazdkę]. – Dzieciństwo z perspektywy nostalgicznej: Julian i Uta. O Julianie Przybosiu i jego córce – malarce i poetce; „I wszystkie drzewa dzieciństwa stanęły na swoim miejscu”. Kilka uwag o znaczeniu lat dziecinnych w ludzkim życiu.
8. Józef Kret (1895-1982). Opowieść o harcerskiej wierności. Katow.: Książnica 1997, 108 s.
9. Zbyszko Bednorz. Opole: Woj. Bibl. Publiczna im. E. Smołki: na zlecenie Wydz. Kultury i Sportu Urzędu Woj. 1997, 83 s. Portrety Pisarzy Opolskich.
10. Braterstwo i służba. Rzecz o pisarstwie Aleksandra Kamińskiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 1998, 142 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1710.
11. „Miłość jak przepaść”. Julian Przyboś i góry. Katow.: Śląsk 1998, 69 s.
Zawiera także wiersze o tematyce górskiej J. Przybosia, s. 35-69.
12. „Wyznanie narodowe Śląska”. Teksty literackie i paraliterackie w drukach okresu powstań i plebiscytu na Górnym Śląsku. Katow.: Wydawn. UŚl. 1999, 126 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1846.
Zawartość: Wstęp. – W kręgu narodowej tradycji i wspólnoty; Książka, prasa, literatura i język jako oręż w walce o polską świadomość narodową; Poezja powstań śląskich. (Próba konstrukcji modelu); „Rota” Marii Konopnickiej – pieśń uprzywilejowana; Broń specjalna – satyra. – Zakończenie.
13. Taki to mroczny czas. Losy pisarzy śląskich w okresie wojny i okupacji hitlerowskiej. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 215 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2255. Bibliotekoznawstwo i Inf. Nauk.
Zawartość: Cz. I: Zamiast wstępu; Pisarze śląscy we wrześniu 1939 roku; W obozach koncentracyjnych; W konspiracji – czas heroiczny; W więzieniach; W mundurze obcej armii – Wehrmacht; Okupacji dzień powszedni; Tajne nauczanie; Najdalsze drogi; I po wojnie. – Cz. II: Inter arma – non silent musae. Okupacyjna twórczość pisarzy śląskich; Z pokolenia Kolumbów: Józefa Ryszki proza i poezja; „Gość oczekiwany”. Zadziwiająca kariera zapomnianego obrazu scenicznego Zofii Kossak; Z kresów przesłanie ku kresom, czyli Wilhelma Szewczyka poemat „Noc”; Zbyszko Bednorz: „Śląsk wierny ojczyźnie”; Śląski epizod Anny Świrszczyńskiej. – Zakończenie.
14. Ludzie, góry, książki. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 155 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2449.
Zawartość: Od autorki. – „Lepsze sto Giewontów, Liliowych i Mnichów niż jedna blondynka o niebieskich oczach”. „Sezonowa miłość” [G. Zapolskiej] z Tatrami w tle; „O serce, serce! Tatry moje”. O „Sonetach taternickich” Mariusza Zaruskiego; „[...] tylko tatrzańskie jeziora”. Dwa epizody w „Sławie i chwale” Jarosława Iwaszkiewicza; Maria [Jasnorzewska – Pawlikowska] i Magdalena [Samozwaniec] w Zakopanem; „Chciałbym tu jeszcze wrócić...”. Góry w życiu i poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego; „[...] postawił góry jako symbole swej wielkości”. Księdza Emila Szramka kazanie o górach; „Zapach Tatr”. O fascynacjach górskich Jana Izydora Sztaudyngera; Beskidzkie gronie Pawła Łyska; Kornela Filipowicza cieszyński pejzaż poruszony; Ojciec i córka. Legendarny przewodnik tatrzański i góralska poetka [dot. T. Giewont - Gąsienicy i A. Giewont- Gąsienicy-Fryjewicz].
15. Szkice śląskie. Ludzie, sprawy, wydarzenia. Mysłowice: Górnośląska WSP im. Kardynała Augusta Hlonda 2006, 247 s.
Zawiera 23 krótkie szkice dotyczące literatury i 20 tekstów dotyczących dziejów harcerstwa na Śląsku, publikowanych w 1980-2004 w pismach: „Dz. Zach.”, „Gość Niedz.”, „Z tej Ziemi. Śląski Kal. Katol.”, „Poglądy”, „Śląsk”, „Tyg. Powsz.”.
16. Zbigniew Jerzy Nowak (1919-1993). [Autorzy:] K. Heska-Kwaśniewicz, M. Piechota. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 102 s. Mentibus Memoratis, 1.
Tu K. Heskiej-Kwaśniewicz: Zbigniew Jerzy Nowak. Próba charakterystyki osobowości, s. 5-33.

Nadto rozprawy i artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O „Lompie” Kazimierza Gołby. „Zesz. Nauk. WSP w Katow.” 1965 nr 3 s. 209-220. – Współpraca Gustawa Morcinka z „Zaraniem Śląskim”. „Zesz. Nauk. WSP w Katow.” 1967 nr 4 s. 241-260. – O korespondencji Gustawa Morcinka z Kornelem Makuszyńskim. „Zaranie Śl.” 1970 z. 2 s. 317-327. – Śląskie numery specjalne czasopism polskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego. „Biul. Inf. Bibl. Śl.” 1969, wyd. 1970 nr 1/4 s. 101-114. – Archiwum Pawła Musioła jako źródło wiedzy o życiu i działalności redaktora „Kuźnicy”. (Dokumenty personalne. Prace literackie. Materiały do pracy doktorskiej. Szkice etnograficzne. Korespondencja). [Współaut.:] M.T. Michalewska. „Biul. Inf. Bibl. Śl.” 1970, wyd. 1971 z. 1/4 s. 147-158. – O spuściźnie rękopiśmiennej Emanuela Imieli. „Kwart. Opol.” 1972 nr 4 s. 54-66. – „I nie ustaniem w walce”. „Zaranie Śl.” 1973 z. 2 s. 227-247 [dot. pisma „Młody Polak w Niemczech”, Berlin 1930-1934]. – O „Małym Polaku w Niemczech”. „Studia Śl.” 1973 s. 211-233. – Alojzy Targ (1905-1973). „Studia Śl.” 1974 s. 287-300. – Śląskie lata i wiersze Juliana Przybosia. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1977 nr 162. „Pr. Hist.-lit.” nr 5 s. 202-221. – Śląskie archiwalia Juliana Przybosia. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1978 nr 264. „Pr. Hist.-lit.” nr 11 s. 111-136. – O Gustawie Morcinku i Józefie Krecie. Dzieje jednej przyjaźni. „Kwart. Opol.” 1979 nr 4 s. 76-89. – „Iskra”. Kartka z dziejów narodowego odrodzenia Śląska (1903). W: Śląskie miscellanea. Literatura – folklor. T. 3. Katow. 1980 s. 55-73. Pr. Komis. Hist-lit. PAN. Oddz. w Katow. – Prasa Związku Polaków w Niemczech przeznaczona dla dzieci i młodzieży. „Książnica Śl.” 1980 s. 175-203. – O udziale Uniwersytetu Jagiellońskiego w akcji pomocy na rzecz Górnego Śląska w okresie powstań i plebiscytu. „Studia Śl.” 1981 s. 433-443. – Poeta i dziecko. (O Julianie Przybosiu). W: Szkice z literatury dla dzieci i młodzieży. Katow. 1981 s. 90-102. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 408. – Stan i potrzeby badań nad literaturą polską na Śląsku. (XIX-XX w.). „Pr. Komis. Hist.-lit.” 1981 nr 6 s. 95-107. – Julian Przyboś jako krytyk literacki. W: O Julianie Przybosiu. Wspomnienia, studia, szkice. Katow. 1983 s. 87-102. – Julian Przyboś jako interpretator Kochanowskiego. W: Jan Kochanowski, twórczość i recepcja. T. 2. Katow. 1985 s. 111-124. – Zagadki „Sonetu I” Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego. „Ruch Lit.” 1985 nr 5/6 s. 397- 407. – Literatura na Śląsku w dwudziestoleciu międzywojennym. W: Metodologiczne aspekty badań śląskoznawczych. Katow. 1989 s. 60-80. – „Strzeż mnie boże Apollinie!” Julian Przyboś wobec kultury starożytnej. W: Staropolskie teksty i konteksty. Katow. 1989 s. 106-123. – Przemiany programowe „Zarania Śląskiego” 1907-1987. „Zaranie Śl.” 1989, wyd. 1990 z. 1 s. 24-41. – Stan i potrzeby badań nad literaturą polską na Śląsku. (XIX i XX wiek) 1980-1990. W: Stan i potrzeby badań śląskoznawczych nad językiem, piśmiennictwem i folklorem. Opole 1991 s. 37-52. – Gustaw (Eugeniusz) Fihauser-Mieczkowski. W: Zapomniani. Katow. 1992 s. 108-118. – Jak powstał wiersz Juliana Przybosia „Z Tatr”. Rozważania o genezie i tekście. W: Szkice o literaturze dawnej i nowszej. Katow. 1992 s. 144-162. – Młoda Polska oraz poezja powstań śląskich. W: Oblicza literackie Śląska. Katow. 1992 s. 87-111. – Ks[iądz] Emil Szramek – badacz i miłośnik poezji górnośląskiej. W: Duszą Śląska jest Ślązak. Opole 1993 s. 125-140. – Dlaczego bano się „Kamieni na szaniec”? [A. Kamińskiego] „Odra” 1994 nr 7/8 s. 46-55. – Harcerski wrzesień 1939 na Śląsku w ujęciach literackich. W: Wizerunki śląskiego harcerstwa w latach wojny i okupacji. Katow. 1994 s. 59-74. – „Matka umiera. Czas się rozpryskuje”, czyli Anny Kamieńskiej dialog ze Zmarłą. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1995 nr 1551 s. 68-85. – Pisarz i jego krytyk. O Zdzisławie Hierowskim i Gustawie Morcinku. „Ann. Silesiae” 1995 s. 109-132. – Baśnie o polskich górach. Rekonesans badawczy. „Acta Univ. Wratisl.” 1996 t. 1 s. 65-77. – Gustawa Morcinka niespełnione marzenia o filmie. W: Nie tylko filmy, nie same kina. Katow. 1996 s. 196-207. – O zwycięstwie Koziołka Matołka nad stalinizmem. W: Książka dla dziecka. Katow. 1998 s. 29-39. – Przestrzeń krajobrazowa Górnego Śląska w literaturze polskiej, czeskiej i niemieckiej. Rekonesans badawczy. W: Śląskie miscellanea. Literatura-folklor. T. 11. Katow. 1998 t. 11 s. 137-161. Pr. Komis. Hist.-lit. PAN Oddz. w Katow., 22. – „Klasycy” na indeksie. Z dziejów czystek bibliotek śląskich w latach 1923-1948. W: Z dziejów książki i prasy na Śląsku w XIX i XX wieku. Katow. 1999 s. 111-123. – Satyra okresu powstań śląskich i plebiscytu na Śląsku. Rekonesans badawczy. W: Obieg książki i prasy na Śląsku a wielokulturowość regionu. Katow. 1999 s. 79-91. – „Imiona wojenne”, czyli pseudonimy szaroszeregowej młodzieży. Rekonesans badawczy. „Jęz. Pol.” 2000 z. 5 s. 341-354. – Juliana Przybosia teatr poezji. W: Z problemów literatury i kultury XX wieku. Katow. 2000 s. 75-86. – Między heroizmem i bestialstwem, czyli o literaturze lagrów i łagrów. W: Złota księga. Ścieżkami współczesnego literaturoznawstwa i językoznawstwa. Opole 2001 s. 129-155. – Jadwiga Kucianka (1924-1970) – miłośniczka i badaczka spraw śląskich. „Zesz. Chorzowskie” 2002 s. 258-268. – Krajobraz i przyroda w powieściach Pawła Łyska. W: Česka a polská emigračni literatura=Emigracyjna literatura czeska i polska. Opava 2002 s. 143-155. – „Ptaki ptakom”. Powieść – scenopis – film. W: Odkrywanie prowincji. Z dziejów X muzy na Górnym Śląsku. Kr. 2002 s. 91-112. – [J.I.] Sztaudynger – dzieciom. „Guliwer” 2002 nr 2 s. 7-17. – Aleksandra Kamińskiego życie niezwykłe i twórcze. W: Profesor Aleksander Kamiński patronem Pałacu Młodzieży w Katowicach. Katow. 2003 s. 9-20. – Jak kwitnie kalafior, czyli o tytułach książek Małgorzaty Musierowicz; Postscriptum, czyli Zbigniew Raszewski jako badacz literatury dla dzieci. W: Między Bambolandią i Jeżycjadą. Katow. 2003 s. 17-24; 199-209. – Habilitacja Jadwigi Kucianki w świetle dokumentów archiwalnych. W: Śląskie miscellanea. Literatura-folklor. T. 17. Katow. 2004 s. 187-197. Pr. Komis. Hist.-lit. PAN Oddz. w Katow., 27. – Harcerskie reportaże Zofii Kossak. W: Wokół reportażu podróżniczego. Katow. 2004 s. 184-198. – Nieznane pigoniana śląskie. „Ruch Lit.” 2004 nr 353-360. – Rozpoznanie dziecięcych smutków. O poezji Doroty Gellner. W: Sztuka w edukacji i terapii. Kr. 2004 s. 11-25. – „Zapiski więzienne” Prymasa Stefana Wyszyńskiego jako „dziennik lektur”. W: W kręgu książki, biblioteki i informacji naukowej. Katow. 2004 s. 356-365. – Literackie obrazy Katowic. (Ferdynand Goetel, Zofia Kossak, Kazimierz Gołba). W: Katowice w 139 rocznicę uzyskania praw miejskich. Katow. 2005 s. 243-254. – Katowickie środowisko literackie w oczach służb bezpieczeństwa (1945-1956). W: Śląska codzienność po drugiej wojnie światowej. Katow. 2006 s. 142-159. – O korespondencji Gustawa Morcinka z Zofią Degen-Ślósarską. „Kwart. Opol.” 2006 nr 1 s. 99-138. – Poetyka ulotek z okresu powstań i plebiscytu na Górnym Śląsku. W: Druki ulotne i plebiscytowe – wartości i funkcje. Wr. 2006 s. 102-112. – Hanna Krall: „Zdążyć przed Panem Bogiem”. W: Polska literatura współczesna. Interpretacje. Goleszów 2007 s. 149-165. – Harcerstwo w powstaniach i plebiscycie. W: Po ziemi naszej roześlem harcerzy... Katow. 2007 s. 13-28. – Listów Gustawa Morcinka do Zofii Degen-Ślósarskiej ciąg dalszy. „Kwart. Opol.” 2007 nr 2/3 s. 99-134. – O Alojzym Targu „Marcinie”. W: Po pierwsze Śląsk. Katow. 2007 s. 259-270. – „Miejsca wspólne” krajobrazu, literatury i harcerstwa. W: Zapisane w krajobrazie. Kr.; Bukowno 2008 s. 11-26. – Z dziejów mysłowickiego harcerstwa. W: W 140 rocznicę utworzenia Dekanatu Mysłowickiego (1868-2008). Mysłowice 2008 s. 131-146. – Topofilie Jana Izydora Sztaudyngera. W: Podróże po Małopolsce. Kr.; Bukowno 2010 s. 93-101. – „…Do Tatr poszedłem z samą tylko poezją w duszy”. Broniewski w Tatrach. „Wierchy” 2011 [wyd. 2013] s. 53-72. – Joachim Rybka – portret grabarza doskonałego. W: Gustaw Morcinek. W 120-lecie urodzin. Katow. 2012 s. 11-22. – Książki harcerskie – książki groźne. W: Młody odbiorca w kręgu lektur pożytecznych i szkodliwych. Katow. 2012 s. 123-134. – „...treść ojczystej ziemi": Zofia Kossak jako malarka krajobrazów. „Góry, Literatura, Kultura” 2012 s. 95-116. – Pisarze dla dzieci i młodzieży na emigracji. [Współaut.:] S. Gajownik. W: Literatura dla dzieci i młodzieży. T. 3. Katow. 2013 s. 17-29. – Książka harcerska. Od zapomnienia do przypomnienia. [Współaut.:] M. Nadolna-Tłuczykont. W: Literatura dla dzieci i młodzieży. T. 4. Katow. 2014 s. 56-73. – Hefajstos i Todro: mitologia dzieciństwa w Przygodach człowieka myślącego Marii Dąbrowskiej. W: O tym, co Alicja odkryła... W kręgu badań nad toposem dzieciństwa i literaturą dla dzieci i młodzieży. Kr. 2015 s. 147-155. – Ksiądz Józef Tischner - propozycja nie tylko dla katechetów. W: (Przed)szkolne spotkania z lekturą. Katow. 2015 s. 163-177. – Rozważania o utracie książek. „Stud. Bibliologiczne” 2015 s. 195-208. – Zjazdy literackie w Katowicach. W: Półtora wieku dziejów Katowic. Katow. 2015s. 189-204. – Góry Gustawa Morcinka. „Wierchy 2015” wyd. 2017 s. 27-42. – „Książki były treścią mego życia”. O lekturach Karoliny Lanckorońskiej. W: Kultura książki i informacji. Katow. 2017 s. 263-275.
Prace redakcyjne
1. Szkice z literatury dla dzieci i młodzieży. Pod red. Z. Adamczykowej przy współpracy K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: UŚl. 1981, 115 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 408.
2. Morcinek do Dziewczyny ze Wschodniej Ballady. Listy Gustawa Morcinka do Janiny Gardzielewskiej. Wstęp, oprac. i komentarz K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1983, 330 s. Silesiana.
3. O Julianie Przybosiu. Wspomnienia, studia, szkice. Pod red. T. Bujnickiego i K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: UŚl. 1983, 133 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 556.
4. Śląsk chciał być polski. Wspomnienia młodzieży śląskiej z lat okupacji hitlerowskiej 1939-1945. Zebranie, wybór i oprac. M. Mitera-Dobrowolska przy współpracy K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1984, 343 s. Silesiana.
5. Gustawa Morcinka „Listów spod morwy” ciąg dalszy. Listy Gustawa Morcinka do Władysławy Ostrowskiej. Wstęp, oprac. i komentarz K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1985, 278 s. Silesiana.
6. J. Romocki: Wiersze. Cz. I i II. Wstęp i oprac. K. Heska-Kwaśniewicz. Wwa: [b.w.] 1986.
Inf. o udziale K. Heskiej-Kwaśniewicz od autorki.
7. A. Kamiński: Kamienie na szaniec. Do druku podała i wstępem opatrzyła K. Heska-Kwaśniewicz. [Katow.:] Śląsk 1989, 185 s. Bibl. Dzieci i Młodzieży. Wyd. inne: Wr.: Ossol. 1991, 156 s. Nasza Biblioteka; Katow.: Książnica 1992 Lektura Szkolna, tamże: Przedm. opatrzył S. Broniewski. Posł. i objaśn. K. Heska-Kwaśniewicz. 1993, 1995; Wwa: NK 2000.
8. Szelest mijanego czasu. Wspomnienia o Gustawie Morcinku. Wstęp i oprac. K. Heska-Kwaśniewicz. Wybór materiału: K. Heska-Kwaśniewicz i H. Szotek. Cieszyn: Macierz Ziemi Cieszyńskiej 1989, 94 s.
9. Śląskie miscellanea. Literatura – folklor. T. 2-13 pod red. J. Malickiego i K. Heskiej-Kwaśniewicz; T. 15-16, 19-20, 22-23 pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz. Wr.: Ossol. 1989, 156 s. (T. 2); tamże 1991, 137 s. (T. 3); Wwa: Energia 1992, 126 s. (T. 4); tamże 1993, 139 s. (T. 5); Kr.: Universitas 1994, 140 s. (T. 6); Katow.: Gnome: 1994, 133 s. (T. 7), tamże 1995, 120 s. (T. 8), 1996, 128 s. (T. 9); Katow.: Śląsk 1997, 101 s. (T. 10); Katow.: Książnica 1998, 175 s. (T. 11); Katow.: Gnome 1999, 137 s. (T. 12), 2000, 138 s. (T. 13); Katow.: Gnome 2002, 159 s. (T. 15); tamże 2004, 103 s. (T. 16); Katow.: PAN 2006, 245 s. (T. 19); tamże 2007, 195 s. (T. 20); Katow.: Studio Noa Ireneusz Olsza 2010, 155 s. (T. 22-23); Pr. Komis. Hist.-lit. PAN. Oddz. w Katow. 9, 10, 12, 14, 15, 17-23, 25-27, 29-30, 32-33.
10. W kręgu Gustawa Morcinka. Rozprawy, szkice, przyczynki, scenariusz filmowy. Praca zbiorowa pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i J. Malickiego. Katow.: Śląski Inst. Nauk. 1992, 196 s.
11. Zapisani do rachunku krzywd. Tragedia Kopalni „Wujek” w poezji. Antologia. Do druku przygotowała i wstępem opatrzyła K. Heska-Kwaśniewicz przy współpracy B. Pylos. Katow.: Śląski Fundusz Lit. 1993, 146 s.
12. H. Sienkiewicz: W pustyni i w puszczy. Wstępem i objaśn. opatrzyła K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Książnica 1995, 397 s. Lektura Szk. Dodruk 1997.
13. Młody czytelnik w świecie książki, biblioteki i informacji. Pod red. K. Heskiej- Kwaśniewicz i I. Sochy. Katow.: Wydawn. UŚl. 1996, 283 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1589.
14. Antologia literatury lagrów i łagrów. W opracowaniu szkolnym. Wybór, wstęp i objaśn. K. Heska-Kwaśniewicz. Oprac. dydaktyczne: K. Heska-Kwaśniewicz, B. Zeler. Katow.: Książnica 1997, 243 s.
15. Zwyczajna świętość. Zofia Kossak we wspomnieniach. Wstęp, oprac., wybór tekstów K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.; Cieszyn: Macierz Ziemi Cieszyńskiej 1997, 129 s.
16. Antologia reportażu polskiego. W opracowaniu szkolnym. Wybór, wstęp, objaśn. i oprac. dydaktyczne: K. Heska-Kwaśniewicz, B. Zeler. Katow.: Książnica 1998, 367 s.
17. Książka dla dziecka wczoraj, dziś, jutro. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i I. Sochy. Katow.: Wydawn. UŚl. 1998, 184 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1727.
18. „A jeśli miłość - co to jest takiego”. Antologia poezji miłosnej. (Opracowanie szkolne). Wybór wierszy i wstęp: B. Zeler. Dobór cytatów: K. Heska-Kwaśniewicz, B. Zeler. Katow.: Książnica 1999, 204 s.
19. Antologia dzienników i pamiętników w opracowaniu szkolnym. Wybór, wstęp, objaśn. i oprac. dydaktyczne K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Książnica 1999, 358 s.
20. Obieg książki i prasy na Śląsku a wielokulturowość regionu. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: Gnome 1999, 174 s.
21. Z dziejów książki i prasy na Śląsku w XIX i XX wieku. Wybrane zagadnienia. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: Książnica 1999, 142 s.
22. Literatura przełomów politycznych 1956, 1968, 1981. Antologia w opracowaniu szkolnym. Wybór, wstęp i oprac. K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Książnica 2000, 238 s. Dla Szkół Średnich.
23. Nowenna do błogosławionego Emila Szramka kapłana i męczennika. Oprac.: E. Szczotek. Wybór tekstów K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: Nakł. Kurii Metropolitalnej. Wydz. Duszpasterski 2000, 38 s.
24. Poezja polska. Interpretacje. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i B. Zelera. Katow.: Książnica 2000, 502 s. Analizy Lit.
25. Studia bibliologiczne. Katow.: Wydawn. UŚl.
T. 14. Z dziejów książek, bibliotek i czytelnictwa. Varia. Red. K. Heska-Kwaśniewicz. 2002, 167 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2045.
T. 15. Prace ofiarowane Profesor Marii Pawłowiczowej. Red. K. Heska-Kwaśniewicz przy współudziale K. Tałuć. 2005, 350 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2298.
26. Między Bambolandią i Jeżycjadą. Małgorzaty Musierowicz makro – i mikrokosmos. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz przy współpracy A. Gomóły. Katow.: Wydawn. UŚl. 2003, 216 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2160.
27. Nowe oblicza bł. Emila Szramka. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i J. Myszora. Katow.: Księg. Św[iętego] Jacka 2003, 152 s. Studia i Materiały Wydz. Teol. UŚl. w Katow., 12.
28. W kręgu książki, biblioteki i informacji naukowej. Księga jubileuszowa dedykowana profesorowi Zbigniewowi Żmigrodzkiemu. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, przy współpracy D. Pietruch-Reizes. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 369 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2188.
29. Zapomniani pisarze, zapomniane książki dla małego i młodego czytelnika. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 220 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2343.
30. Po ziemi naszej roześlem harcerzy... Z dziejów harcerstwa polskiego na Górnym Śląsku. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz. Katow.: Studio Noa I. Olsza; Inst. Pamięci Nar., Oddz. 2007, 368 s.
31. Polska literatura współczesna. Interpretacje. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i B. Zelera. Goleszów: Wydawn. Publisher-Innowacje 2007, 252 s.
32. Literatura dla dzieci i młodzieży. (Po roku 1980). T. 1-3. Katow.: Wydawn. UŚl., Podręczniki i Skrypty UŚl. w Katow., 92, 106, 144.
T. 1. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, 2008, 383 s.
T. 2. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, 2009, 304 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
T. 3. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, K. Tałuć, 2013, 403 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
T. 4. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, K. Tałuć. 2014, 352 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
33. Kraj lat dziecinnych. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i J. Lyszczyny. Katow.: Studio NOa 2010, 107 s. PAN; Oddz. w Katow.
34. Krzyżowcy i nie tylko. Studia i szkice o twórczości Zofii Kossak. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i K. Uniłowskiego. Katow.: „FA-art” 2011, 200 s.
35. Gustaw Morcinek. W 120-lecie urodzin. Pod red. ... i J. Lyszczyny. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 248 s., Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2984.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, pliki w formacie PDF, IBUK.
36. Młody odbiorca w kręgu lektur pożytecznych i szkodliwych. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, przy współpracy S. Gajownik. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 242 s., Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2910.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, pliki w formacie PDF, IBUK.
37. Niezwykła więź Kresów Wschodnich i Zachodnich. Wpływ lwowian na rozwój nauki i kultury na Górnym Śląsku po 1945 roku. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz, A. Ratusznej i E. Żurawskiej. Katow.; Rybnik: Studio Noa Ireneusz Olcha; UŚl. 2012, 272 s.
38. Studia i rozprawy bibliologiczne. Pod red. K. Heskiej-Kwaśniewicz i K. Tałuć. Katow.: Studio Noa; Rybnik 2012, 172 s.
39. K. Gołba: Wieża spadochronowa. Oprac.: K. Heska-Kwaśniewicz. Katow.: „Śląsk" Wydawn. Nauk.; Stow. Thesaurus Silesiae - Skarb Śląski, 2014, 249 s.
40. Listy z Dachau: Gustaw Morcinek do siostry Teresy Morcinek. Wstęp i oprac.: K. Heska-Kwaśniewicz, L. Radzikowska. Z oryginału niem. tłum. M. Szalonek. Katow.: Oddz. Inst. Pamięci Nar.-Komis. Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Pol. 2016, 134 s.

Nadto wspólnie z B. Zeler opracowania dydaktyczne następujących książek, wyd. Katow.: Książnica w serii Lektura Szkolna: A. Mickiewicz: Dziady. Część III. Z opracowaniem szkolnym. Wstęp i objaśn.: M. Piechota. 1996, 262 s. – J.U. Niemcewicz: Powrót posła. Z opracowaniem szkolnym. Wstęp i oprac.: J. Ryba. Objaśn.: J. Lyszczyna. 1996, 127 s. – Sofokles: Antygona. Z opracowaniem szkolnym. Przeł. K. Morawski. Wstęp i objaśn.: S. Stabryła. 1997, 96 s. – S. Żeromski: Syzyfowe prace. Z opracowaniem szkolnym. Wstęp i objaśn.: J. Paszek. 1997, 309 s. – Antologia polskiego eseju literackiego. W opracowaniu szkolnym. Wybór, wstęp i objaśn.: M. Krakowiak. 1998, 257 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2011.
Wywiady: Moje pasje. Rozm. K. Tałuć. „Śląsk” 2012 nr 7; Z Krystyną Heską-Kwaśniewicz rozmawia K. Tałuć. „Metafora” 2013 nr 9.

WUP.

Ogólne
I. SOCHA: Krystyna Heska-Kwaśniewicz. jubileusz pięćdziesięciolecia pracy naukowej i dydaktycznej. W: Przestrzenie kultury i literatury. Księga jubileuszowa dedykowana Profesor Krystynie Heskiej-Kwaśniewicz na pięćdziesięciolecie pracy naukowej i dydaktycznej. Katow. 2012.
K. TAŁUĆ: Jubileusz Profesor Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz. „Śląsk” 2012 nr 7.
Krystyna Heska-Kwaśniewicz: odnowienie doktoratu. Red. nauk.: K. Tałuć . Red.: B. Malska. Katow.: Wydawn. UŚl. 2017 [tu także bibliografia prac Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz].

„Zaranie Śląskie” (1907-1939)
K. ZAGÓRSKA-NESSEL: „Zaranie”. „Opole” 1980 nr 10.
T. KONIECZNA. „Kwart. Opol.” 1981 nr 1.
M. WRZOSEK. „Kwart. Hist.” 1981 nr 3.
J. GLENSK. „Kwart. Historii Prasy Pol.” 1982 z. 2.
W. NAWROCKI: Próba monografii pisma. „Zaranie Śl.” 1982 nr 1/2.

„Pisarski zakon”
J. POŚPIECH. „Kwart. Opol.” 1989 nr 3/4 – B. TARNOWSKA: Morcinek inaczej. „Nowe Książ.” 1989 nr 12.
CZ. MYKITA-GLENSK: Homo scriptor. ,,Opole” 1990 nr 7/10.

„Kolorowy rytm życia”
E. FONFARA. „Kwart. Opol.” 1994 nr 3.
U. GUMUŁA: Kolorowy rytm życia. (Nowa książka o prozie Gustawa Morcinka). „Głos Ludu” 1994 nr 50.

Tajemnicze ogrody
Z. ADAMCZYKOWA: Książka o lekturach cennych. „Guliwer” 1997 nr 4.
J. JURGAŁA-JURECZKA: Wędrówka po tajemniczych ogrodach. „Śląsk” 1997 nr 11.
G. LEWANDOWICZ: Ogrody znane i nieznane. „Nowe Książ.” 1997 nr 6.
CZ. MYKITA-GLENSK. „Kwart. Opol.” 1997 nr 3/4.
B. PYTLOS. „Poradnik Bibl.” 2014 nr 7/8 [dot. t. 3].
K. TAŁUĆ: Powrót do „Tajemniczych ogrodów". „Śląsk” 2014 nr 6 [dot. t. 3].
Powrót na górę↑

Józef Kret (1895-1982)
CZ. MYKITA-GLENSK: Odpomnienie Józefa Kreta. „Śląsk” 1997 nr 10.
A.F. BARAN. „Studia Rzesz.” 1998.

Braterstwo i służba
I. SOCHA: Badacz i harcerz. „Śląsk” 1999 nr 11.
D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK. „Guliwer” 1999 nr 4.

„Wyznanie narodowe Śląska”
K. KOSSAKOWSKA-JAROSZ: Czas powstań i plebiscytu. „Śląsk” 2001 nr 3.

Taki to mroczny czas
CZ. MYKITA-GLENSK: Śląsk – totalitaryzmy – literatura. „Nowe Książ.” 2005 nr 7.
B. PYTLOS. „Zaranie Śl.” 2005 nr 10.
K. TAŁUĆ: „Taki to mroczny czas”. Pisarze śląscy w czasie okupacji hitlerowskiej. W: Śląskie miscellanea. Literatura – folklor. T. 19.Wr. 2006.
Z. ZIELONKA. „Śl. Studia Hist.-Teol.” 2006 t. 39 z. 1.

Ludzie, góry, książki
J. LYSZCZYNA: Mistyka gór, mistyka książek. „Wierchy” 2006.
Tenże: O ludziach, górach i książkach. „Śląsk” 2007 nr 4.
E. KOREPTA. „Ruch Lit.” 2007 z. 4/5.
Powrót na górę↑

Szkice śląskie
F. NETZ: Po pierwsze Śląsk. „Śląsk” 2007 nr 5.
M. KIJOWSKI: Inteligenckie zakłamywanie przyszłości. „Dziś” 2008 nr 6.

Zbigniew Jerzy Nowak (1919-1993)
B. PYTLOS: Mentibus memoratis. ,,Śląsk” 2007 nr 3.</document>
<document nplp_id="3511" title="Maryla HOPFINGER" slug="maryla-hopfinger">ur. 1942

Imię metrykalne: Maria. – Pełna forma nazwiska: Hopfinger-Amsterdamska.

Teoretyk kultury, literatury i komunikacji społecznej, filmoznawca, medioznawca.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 1 lutego 1942 w Borysławiu; córka Wilhelma Hopfingera, urzędnika, i Berty z Szechterów (zginęła w niemieckim obozie koncentracyjnym). Po wojnie wraz z rodziną repatriowała się z Kresów i zamieszkała w Gliwicach. Tam od 1948 chodziła do szkoły podstawowej, a następnie do Liceum Ogólnokształcącego im. W. Wróblewskiego. Po zdaniu matury w 1959 studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Od tego czasu mieszkała w Warszawie. Należała do ZMS (1958-64, była sekretarzem Komitetu Uczelnianego UW) i ZSP (1959-64). W 1964-68 była członkiem PZPR. W 1964 uzyskała magisterium na podstawie pracy pt. Wybrane zagadnienia adaptacji filmowej utworu literackiego w polskim filmie powojennym, napisanej pod kierunkiem prof. Stefana Żółkiewskiego. Odbyła roczny staż asystencki w 1964/65 w Katedrze Teorii Literatury UW, a następnie rozpoczęła studia doktoranckie. Badała powiązania filmu z literaturą i kulturą literacką oraz kształtowanie się współczesnej kultury audiowizualnej. Debiutowała artykułem O popularyzację kultury filmowej zamieszczonym w 1965 w „Polonistyce” (nr 4). Od połowy lat 60. współpracowała z Instytutem Sztuki PAN, brała udział w seminariach prof. Aleksandra Jackiewicza, konferencjach teoretycznofilmowych. W 1966-68 publikowała w kwartalniku „Kultura i Społeczeństwo”. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku została z przyczyn politycznych usunięta z uczelni i przez kilka lat nie mogła otrzymać etatowego zatrudnienia. W niepełnym wymiarze godzin i jako pracownik techniczny była zatrudniona: od października 1968 w Pracowni Badań Kultury Współczesnej PAN, a po reorganizacji tej placówki w Zespole Prognoz Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN do sierpnia 1971, następnie od września 1971 – dzięki staraniom prof. S. Żółkiewskiego – w Pracowni Badania Kultury Literackiej w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN. Na początku lat siedemdziesiątych publikowała artykuły i recenzje w miesięczniku „Kino”. Współredagowała w tym czasie tomy zbiorowe poświęcone problemom filmu i kultury artystycznej (z Alicją Helman) i studia z kultury literackiej (ze Stefanem Żółkiewskim). W 1972 uzyskała stopień doktora nauk humanistycznych na podstawie rozprawy Adaptacje filmowe utworów literackich. Problemy teorii i interpretacji (promotor prof. S. Żółkiewski), w 1974 otrzymała etat na stanowisku adiunkta w IBL PAN. W 1972 została członkiem zwyczajnym Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Była związana z opozycją demokratyczną, sygnowała wiele protestów, m. in. w grudniu 1975 tzw. list 59 wyrażający protest przeciwko zmianom w konstytucji PRL. Od początku istnienia NSZZ „Solidarność” działała w tym Związku (1980-1990). W 1980/81 przez pewien czas prowadziła konwersatorium na temat kultury audiowizualnej w Katedrze Kultury Polskiej UW. W stanie wojennym została na krótko internowana. Habilitowała się w IBL PAN w 1983 na podstawie rozprawy Kultura współczesna – audiowizualność; stanowisko docenta otrzymała po przełomie 1989. W 1986 roku przez sześć miesięcy przebywała w Paryżu wraz z mężem, prof. Stefanem Amsterdamskim zaproszonym przez Instytut René Thoma, a w roku akademickim 1987/88 wyjechała do Berlina Zachodniego, gdzie jej mąż prowadził badania w Wissenschaftskolleg. Po likwidacji Pracowni Badań Kultury Literackiej w 1987 przez ówczesnego dyrektora IBL, Witolda Nawrockiego, została przyjęta przez prof. Alinę Brodzką-Wald do Pracowni Literatury Współczesnej. W 1989 roku na zaproszenie samorządu studenckiego podjęła zajęcia w Instytucie Literatury Polskiej UW. Od 1990 do 1991 była doradcą do spraw kultury Prezesa Telewizji Polskiej Andrzeja Drawicza. W 1992/93 przebywała w Wiedniu, dokąd jej mąż został zaproszony przez Institute for Human Sciences. Od 1993/94 prowadziła seminarium o nowych mediach w kulturze współczesnej w interdyscyplinarnej podyplomowej Szkole Nauk Społecznych (SNS) przy IFiS PAN (z roczną przerwą w 2005). W 1995 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w kwietniu 1996 stanowisko profesora w IBL PAN. W 1995-2005 wykładała i prowadziła seminarium magisterskie w Katedrze Kultury Polskiej, przekształconej później w Instytut Kultury Polskiej (IKP) UW. Uczyła w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej, została też członkiem Senatu tej uczelni, oraz przez kilka lat w Collegium Civitas. Od 2005 wykładała komunikację społeczną w Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej im. B. Prusa. Była w 2005 recenzentem dorobku artystycznego Andrzeja Wajdy w związku z wnioskiem o nadanie reżyserowi tytułu doktora honoris causa przez Senat UW. Od lat 90-tych do 2014 wchodziła w skład Rady Naukowej IBL. Była członkiem Komitetu Nauk o Sztuce PAN (1999-2002) oraz Komitetu Nauk o Kulturze PAN (2004-07). W 2003 została członkiem Rady Programowej „Kultury Popularnej”, w 2006 członkiem Rady Redakcyjnej „Kwartalnika Filmowego” oraz Rady Programowej „Przeglądu Kulturoznawczego” (od pierwszego numeru w 2006). W 2006 ponownie przyjęła prowadzenie seminarium dla doktorantów w SNS.

W 1964 wyszła za mąż za Wiesława Łagodzińskiego, socjologa (rozwód w 1972), a w 1977 za Stefana Amsterdamskiego, filozofa nauki (zmarł w 2005); z drugiego związku ma syna Jacka (ur. 1978), socjologa. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Adaptacje filmowe utworów literackich. Problemy teorii i interpretacji. Wr.: Ossol. 1974, 197 s.
Zawartość: Literatura i film w perspektywie intersemiotycznej; Przemiany filmu i jego związków z literaturą; Adaptacja jako przejaw relacji między literaturą a filmem. Intersemiotyczne podstawy adaptacji; Adaptacje filmowe utworów literackich w Polsce powojennej (do 1967); Poetyki i kody znaczeniowo-kulturowe. - Aneks. Adaptografia; Wykaz filmów-adaptacji z lat 1950-1967.
2. Komunikacja filmowa lat XX i XXX-tych w Polsce wobec tradycji kultury literackiej. Sesja naukowa nt. Społeczne uwarunkowania instytucjonalne życia literackiego, Olsztyn listopad 1977. Olsztyn WSP 1977, 21 s., masz. powiel.
3. Kultura współczesna – audiowizualność. Wwa: PIW 1985, 248 s.
Zawartość: I. Wymiary komunikacji społecznej w XX wieku: Antropologiczne spojrzenie na kulturę współczesną; Problem artykulacji kultury: kodowanie; Audiowizualność – kategoria poznawcza współczesności. – II. Nowa komunikacja audiowizualna: Praktyka filmowa; Praktyka telewizyjna; Nowe przedmioty audiowizualne. Cechy i funkcje. – III. Kontekst audiowizualny a komunikacja werbalna: Przemiany intersemiotycze: język naturalny; Przemiany pragmatyczne: mowa w potocznym komunikowaniu; Przemiany w położeniu literatury i sposobach jej rozumienia.
4. W laboratorium sztuki XX wieku. O roli słowa obrazu. Wwa: PWN 1993, 177 s.
Zawartość: I. Przełom abstrakcjonistyczny: Kubizm; Abstrakcja geometryczna. – II. Poszukiwania intermedialne: Happening; Poezja konkretna na tle literatury wizualnej; Hiperrealizm; Konceptualizm.
5. Kultura audiowizualna u progu XXI wieku. Wwa: IBL PAN 1997, 197 s. Bibl. Myśli Współcz.
Zawartość: Zmiana kultury, zmiana spojrzenia: Między reprodukcją a symulacją rzeczywistości; Problemy audiowizualności i percepcji; Wybrana literatura przedmiotu; Pluralizacja kultury i rozwój audiowizualności; Audiowizualność kultury, kultura audiowizualna. – Stare – nowe media: Słowo, obraz; Literatura; Przekazy audiowizualne. – Kumulacja doświadczeń: Film i antropologia: osiąganie dystansu wobec audiowizualności; Sztuka i komunikacja: sygnały zmian całej kultury; Semiotyka i kultura: konsekwencje konceptualizacji.
6. Doświadczenia audiowizualne. O mediach w kulturze współczesnej. Wwa: Sic! 2003, 301 s.
Zawartość: I. Zmiana kultury, zmiana spojrzenia: Między reprodukcją a symulacją rzeczywistości; Pluralizm kultury i rozwój audiowizualności; Audiowizualność kultury, kultura audiowizualna. – Intermedialne strategie: Happening; Hiperrealizm; Konceptualizm. – Stare – nowe media [poz. 5]. – Poglądy na język i artykulacja kultury: Przemiany intersemiotyczne: język naturalny; Przemiany pragmatyczne: mowa w potocznym komunikowaniu [poz. 3]; Problemy artykulacji kultury: kodowanie.
7. Literatura i media. Po 1989 roku. Wwa: Ofic. Nauk. 2010, 300 s.
Zawartość: I. Współczesny kontekst kulturowy. Po dwóch dekadach: Sytuacja literatury: zmiana miejsca?; Sytuacja mediów: zmiana kultury?; Wspólny język. – II. Odmiany literatury. Książka literacka – dzisiaj: Literatura drukowana; Literatura audialna; Literatura elektroniczna. – III. Paralele audiowizualne: Film autorski; Seriale telewizyjne; Gry komputerowe.

Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych: Intersemiotyczne podstawy adaptacji filmowej. „Studia Estet.” 1969 t. 6 s. 99-115. – Film i literatura: uwarunkowania techniczne przekładu semiotycznego. W: Sztuka, technika, film. Wwa 1970 s. 159-182. – Adaptacje utworów literackich w polskim filmie okresu powojennego. W: Problemy socjologii literatury. Wr. 1971 s. 467-489. – Perspektywa moralna „szkoły polskiej”. „Kino” 1971 nr 11 s. 12-20. – Niektóre aspekty problematyki intersemiotycznej. W: Problemy kultury XX wieku. Wwa 1971, 22 s., masz. powiel. – Intersemiotičke konfiguracje. [Przeł.] M. i R. Dokić. „Kultura”, Belgrad 1973 t. 21. – Kultura audiowizualna a rozumienie literatury. „Pam. Lit.” 1974 z. 4 s. 129-146. – Oblicza Erosa w polskim filmie powojennym. W: Szkice o sztukach masowych w Polsce. Wr. 1974, s. 89-103. – Przemiany filmu i jego związków z literaturą. W: Problemy literatury polskiej lat 1890-1939. Ser. 2. T. 2. Wr. 1974 s. 297-324. – Dwie sytuacje adaptacji filmowych. W: W kręgu literatury Polski Ludowej. Kr. 1975 s. 251-269. – O pewnych warunkach formowania się znaczeń przekazów artystycznych. W: O postawach badawczych wobec sztuki współczesnej. Wr. 1975 s. 27-34. – Audiowizualny kontekst kultury współczesnej. W: Kultura, komunikacja, literatura. Studia nad XX wiekiem. Wr. 1976, s. 75-95. – Okoliczności formowania się znaczeń utworów filmowych. W: Z zagadnień semiotyki sztuk masowych. Wr. 1977, s. 141-161. – Komunikacja filmowa a wzory kultury literackiej. W: Z badań porównawczych nad filmem. Wwa, Kr. 1980 s. 163-179. – Komunikacja filmowa lat dwudziestych w Polsce wobec tradycji kultury literackiej. W: Polskie kino lat 1918-1939. Wwa, Kr. 1980 s. 21-32. – Kodowanie jako problem odbioru. W: Publiczność literacka. Wr. 1982, s. 87-104, przekł. ang.: Coding as a problem of reception. [Przeł.] A. Kukulska. W: The reception of literary works. Wr. 1983 s. 111-128. – Literatura a kontekst audiowizualny. W: Problemy wiedzy o kulturze. Wr. 1986 s. 171-182. – Literatura a kontekst audiowizualny. W: Problemy wiedzy o kulturze. Wr. 1986, s. 171-182. – Słowo i obraz w kulturze współczesnej. „Kult. i Społ.” 1986 nr 1 s. 37-45. – Intersemiotics bases of film adaptations of literary works. W: Polish film semiotics and poetics. Wien-Sydney-Los Angeles 1988. – Wrzesień – pora umierania. O prozie Idy Fink. W: Pamięć Września. Wwa 1989 s. 135-142, przedr. „Krytyka” 1991 nr 34/35. – Audiowizualność kultury i kultura audiowizualności. W: Kino: gest – ciało – ruch. Wr. 1990 s. 31-41. – Przekaz telewizyjny a audiowizualność. W: Człowiek a telewizja. Wwa 1990 s. 32-42. – Abstrakcja geometryczna. Przyczynek do stosunków między słowem i obrazem w XX w. W: Posługiwanie się znakami. Wr. 1991 s. 121-130. – Film and anthropology. [Przeł.] E. Ważyńska. „Polish Art Studies”, Wr., Wwa 1991 t. 12 s. 151-160, wersja pol.: Film i antropologia. W: Sztuka na wysokości oczu. Wwa 1991 s. 195-208. – Bedingungen der Bedeutungsbildung in Filmwerken. W: Filmtheorie in Polen. Frankfurt am Main-Bern-New York 1992 s. 141-163. – [Tekst w:] Semiotic interpretation of culture. Wien 1992. – Scena komunikacyjna pod koniec XX wieku. Kilka uwag. W: Z perspektywy końca wieku. Pozn. 1997 s. 63-72. – Kulturowe konteksty związków literatury i filmu. W: Żeromski na ekranie. Kielce 1997 s. 17-23. – Adaptacja; Scenariusz. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr. 1999 s. 16-18; 986-987. Literatura w kulturze audiowizualnej. W: Tematy i pryzmaty. Wr. 2000 s. 157-178. – „Zezowate szczęście” dzisiaj. W: Widziane po latach. Analizy i interpretacje filmu polskiego. Pozn. 2000 s. 89-95. – Zimnym okiem. W: Maski współczesności. Wwa 2001 s. 226-231. – Stefan Żółkiewski – teoretyk kultury. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Krytycy. Wwa 2003 s. 95-108. – Powtórzenie wędrujące przez media. W: Miedzy powtórzeniem a innowacją. Seryjność w kulturze. Kr. 2004 s. 11-22. – Media i my. W: Poetyka, polityka, retoryka. Wwa 2006 s. 368-374. – Doświadczenia audiowizualne: między „Latarnią czarnoksięską” a obrazem wydarzeń 11 września 2001 [w Nowym Jorku]. Wwa 2008 s. 94-104. – Kultura: scalanie i wybór. W: Perspektywy badań nad kulturą. Łódź 2008 s. 23-30. – Zmiana miejsca? W: Co dalej literaturo? Wwa 2008 s. 143-164. – Rekonfiguracja komunikacji społecznej. „Prz. Filoz.-Lit.” 2009 nr 4 s. 393-402, przedr. w: Internetowe gatunki dziennikarskie. Wwa 2010. – Kultura po przełomie 1989 roku. W: Demokratyczne przemiany polskich mediów w latach 1989-2009. Toruń 2010 s. ….. – Współczesne przemiany literatury a dziennikarstwo. W: Dziennikarstwo a literatura w XX i XXI wieku. Wwa 2011 s. 13-23. – Dług. W: Aleksander Jackiewicz. Wwa 2015 s. 9-16. – O Stefanie Żółkiewskim. „Kult. i Społ.” 2015 nr 3 s. 139-163. – Przypisy do głosu w panelu „Film polski w kontekstach kulturowych” na kongresie kulturoznawczym w 2013 roku. W: Maski dziesiątej muzy. Kr. 2015 s. 31-37. ‒ Między sztuką a codziennością. Literackość bez fikcji? W: Między sztuką a codziennością. Wwa 2017 s. 7-30. ‒ Radio, platforma audiowizualna. „Acta Univ. Lodziensis. Folia Litteraria Polonica” 2017 nr 1 s. 15-21.
Prace redakcyjne
1. O współczesnej kulturze literackiej. Red.: S. Żółkiewski, M. Hopfinger. T. 1-2. Wr.: Ossol., 1973, 362 + 391 s. PAN IBL.
2. Społeczne funkcje tekstów literackich i paraliterackich. Red.: S. Żółkiewski, M. Hopfinger, K. Rudzińska. Wr.: Ossol. 1974, 399 s. PAN. IBL.
3. Szkice o sztukach masowych w Polsce. Red. A. Helman, M. Hopfinger, M. Raczewa. Wr.: Ossol. 1974, 242 s. PAN IS, Zakład Współcz. Kult. Artyst., Pracownia Teorii Filmu i TV, Studia z Teorii Filmu i TV, 1.
4. Kultura, komunikacja, literatura. Studia nad XX wiekiem. Red.: S. Żółkiewski i M. Hopfinger. Wr.: Ossol. 1976, 203 s. PAN IBL.
5. Z zagadnień semiotyki sztuk masowych. Zespół red.: A. Helman, M. Hopfinger, H. Książek-Konicka. Wr.: Ossol. 1977, 259 s. PAN. IS Zakład Współcz. Kult. Artyst.
6. K. Rudzińska: Między awangardą a kulturą masową. Wokół społecznej roli pisarza. Przedm.: S. Żółkiewski. Tekst oprac. M. Hopfinger. Wwa: PIW 1978, 285 s.
7. Publiczność literacka. Kultura – komunikacja – literatura. Studia nad XX wiekiem. Red.: S. Żółkiewski i M. Hopfinger. Wr.: Ossol. 1982, 236 s. PAN. IBL. Problemy Kult. Lit., 1.
8. Problemy wiedzy o kulturze. Prace dedykowane S. Żółkiewskiemu. Pod red. A. Brodzkiej, M. Hopfinger i J. Lalewicza. Wr.: Ossol. 1986, 696 s. PAN IBL.
9. Posługiwanie się znakami. Pod red. S. Żółkiewskiego i M. Hopfinger. Wr.: Ossol. 1991, 178 s. PAN IBL.
10. S. Żółkiewski: Społeczne konteksty kultury literackiej na ziemiach polskich. 1890-1939. Przygot. do druku: A. Brodzka, O.S. Czarnik, M. Hopfinger. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1995, 147 s.
11. Od fotografii do rzeczywistości wirtualnej. Pod red., ze wstępem M. Hopfinger. Wwa: Wydawn. IBL PAN 1997, 270 s.
Mater. z konferencji. – Tu M.H.: Między reprodukcją a symulacją rzeczywistości. Problem audiowizualności i percepcji, s. 25, masz. powiel.
12. Nowe media w komunikacji społecznej w XX wieku. Antologia. Projekt, red. nauk. i wstęp M. Hopfinger. Wwa: Ofic. Nauk. 2002, 689 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2005.
13. Między sztuką a codziennością. W stronę nowej syntezy. (1). Pod red. M. Hopfinger, Z. Ziątka i T. Żukowskiego. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2016, 551 s.
Materiały z seminarium „Między sztuką a codziennością - w stronę nowej syntezy. Sporne gatunki literatury przełomu XX i XXI wieku w Polsce: literatura bez fikcji” powstałe w IBL w latach 2014 i 2015.
14. Debaty po roku 1989. Literatura w procesie komunikacji. W stronę nowej syntezy. (2). Pod red. M. Hopfinger, Z. Ziątka i T. Żukowskiego. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2017, 507 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010.
Wywiad: Jestem z kultury druku. Rozm. J. Derkaczew. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 290.
J. KORYL: Była sobie kobieta. „Zwierciadło” 2011 nr 5 [art. biogr.].

Adaptacje filmowe utworów literackich
J. WALC: Literatura na ekranie. „Polityka” 1974 nr 40.
J. CZYŻYK: Adaptacja – czyli w poszukiwaniu wspólnego kodu. „Teksty” 1975 nr 3.
M. GUMKOWSKI: Dzieło literackie i jego kształt filmowy. Nowe Książ.” 1975 nr 1.
E. KLOC: Kultura przez pryzmat adaptacji filmowych. „Odra” 1975 nr 1.
H. KSIĄŻEK-KONICKA: Adaptacja jako fakt kulturowy. „Kino” 1975 nr 7.
K. LUBELSKI: Adaptacje filmowe – w semiotycznym i socjologicznym wymiarze. „St. Estet.” 1976.

Kultura współczesna – audiowizualność
J.Z. LICHAŃSKI: Na progu nowej galaktyki. „Nowe Książ.” 1985 nr 11.
M. WAROWICKI: Audiowizualność kultury naszych czasów. „Dialog” 1986 nr 1.
S. ŻÓŁKIEWSKI. „Pam. Lit.” 1986 z. 4.
T. LISICKA. „Zesz. Prasozn.” 1986 nr 1.
I. ŽIVANČEVIČ. „Zbornik Matice Srpske za Slavistiku”, Nowy Sad 1987 t. 32.

Kultura audiowizualna u progu XXI wieku
R. SULIMA. „Maz. Stud. Hum.” 1999 nr 1.

Doświadczenia audiowizualne
K. JELIŃSKA. „Kwart. Film.” 2003 nr 44.
G. GMITEREK. „Rocz. Wyż. Szk. Handlowej w Radomiu” 2004.

Literatura i media po 1989 roku
O. BIAŁEK-SZWED: Między wolnością a odpowiedzialnością. „Zesz. Prasozn.” 2011 nr 3/4.
B. BODZIOCH-BRYŁA. „Stud. Medioznawcze” 2011 nr 3.
M. PABIŚ-ORZESZYNA: Konwergencja po polsku. „Kino” 2011 nr 2.
X. STAŃCZYK: Parnas i Olimp. „Kult. Współcz.” 2011 nr 1.
D. ULICKA: „Tu zaszła zmiana”. „Nowe Książ.” 2011 nr 3.
B. WIECZOREK: Po pierwsze, komunikacja! „Prz. Powsz.” 2011 nr 7/8.
B. GIERSZEWSKA: Kierunek digitalizacja. „Kwart. Film.” 2012 nr 77/78.
K. KASPEREK: Literatura i audiowizualność. „Fa-Art.” 2013 nr 4.
M. WRÓBLEWSKI: Literatura, język i media. „Teksty Drugie” 2012 nr 6.
Powrót na górę↑

Społeczne funkcje tekstów literackich i paraliterackich.
W. DYNAK: Z perspektywy odbiorcy. „Teksty” 1976 nr 1.

Kultura, komunikacja, literatura. Studia nad XX wiekiem.
A. MACUROWÁ. „Slavia”, Praga 1978 nr 1.
E. SZARY-MATYWIECKA. „Pam. Lit.” 1978 z. 2.

Z zagadnień semiotyki sztuk masowych
M. KLECEL. „Polish Art Studies”, Wr.-Wwa 1982.

Nowe media w komunikacji społecznej w XX wieku
I.S. FIUT. „Zesz. Prasozn.” 2002 nr 1/2.
W. GODZIC. „Kino” 2002 nr 7/8.
S. GALANCIAK. „Res Publica Nowa” 2003 nr 2.
A. MISIAK.: Klucz do wolności. „Kwart. Film.” 2005 nr 49/50.
J.A. GOŁOS. „Stud. Polit.” 2006 nr 18.</document>
<document nplp_id="3513" title="Witold HORWATH" slug="witold-horwath">ur. 1957

Nazwisko pierwotne: Michalski; w 1981 przyjął nazwisko żony: Łagowski.

Prozaik, autor scenariuszy filmowych i seriali telewizyjnych.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA
BIOGRAM
Urodzony 29 lipca 1957 w Warszawie; syn Jerzego Michalskiego, historyka, profesora w Instytucie Historii PAN, i Karyny z Wierzbickich, historyka teatru, profesor w Instytucie Sztuki PAN. W 1971-74 uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Czackiego, a następnie w Liceum Ogólnokształcącym im. K. Hoffmanowej w Warszawie. Po zdaniu matury w 1976 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1976-77 należał do studenckiej grupy literackiej „Bolid”. W 1978 po przerwaniu studiów polonistycznych przeniósł się na psychologię, którą studiował do 1982. Pierwsze wiersze opublikowane w wydawanym przez studentów psychologii niezależnym piśmie pt. „Stopień swobody” (1980-81) podpisał pseudonimem Witold Horwath, którego później stale używał w pracy literackiej. Równocześnie był akwizytorem i właścicielem firmy rzemieślniczej (1979-93). W 1980-81 należał do NZS. W 1990 debiutował jako prozaik zbiorem opowiadań pt. Inna wojna.W 1990-94 publikował felietony w tygodniku „Najwyższy Czas”. W 1991-95 był członkiem zespołu redakcyjnego pisma „Magazyn Literacki”; w piśmie tym do 1999 drukował artykuły, recenzje i fragmenty powieści. Opowiadania kryminalne zamieszczał na łamach pisma „Nowy Detektyw” (1993-97). W 1994 uzyskał dyplom Studium Scenariuszowego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Teatralnej i Telewizyjnej w Łodzi. W następnych latach współpracował z Telewizją Polską i TVN jako autor scenariuszy seriali filmowych. W 1996 został członkiem SPP.

W 1981 zawarł związek małżeński z Jolantą Łagowską (rozwód 1990); ma dwoje dzieci: Karinę Łagowską (ur. 1982) i Patryka Łagowskiego (ur. 1984). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Inna wojna. [Opowiadania]. Wwa: Warsz. Klub Młodej Sztuki 1990, 71 s.
Zawartość: „…Kiedyś tych domków musiało być więcej”; Ewka i zboczeń; Siepacz; Pola Negri i cieć; Rękawiczki; Inna wojna; Telefony.
 	Święte wilki. [Powieść]. Wwa; Milanówek: Wydawn. Wodnika; Warsztat Specjalny 1992, 310 s. Por. poz. 3,4.
 	Ekstradycja. [Scenariusz odcinków 2-6 serialu kryminalnego]. Autorzy: W. Wójcik, P. Trzaska, R. Brutter, W. Horwath. Reż.: W. Wójcik. TVP 1995.
Adapt. tv poz. 2. – Ciąg dalszy zob. poz. 4.
 	Ekstradycja 2. [Scenariusz serialu kryminalnego]. Autorzy: R. Brutter, W. Horwath, W. Wójcik. Reż.: W. Wójcik. TVP 1997.
Adapt. tv poz. 2. – Początek zob. poz. 3.Wyd. jako dokument elektroniczny: Ekstradycja 2. Odcinki 1-9. Wwa: TVP 2012, 3 dyski optyczne (DVD).
 	Seans. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 1997, 479 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2013, plik w formacie EPUB, MOBI. Przekł.: niderl.: Seance. [Przeł.] K. Lesman. Breda 2001, – niem.: Séance. [Przeł.:] E. Kinsky, O. Kühl. Hamburg 2000.
 	Ptakon. [Powieść]. Wwa: Da Capo 1998, 255 s. Wyd. 2 zmien. Wwa: [Bibl. Analiz] – Jirafa Roja 2006.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta R. Siemianowski. Wwa: Da Capo 1998, plik MP3. – Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: [Bibl. Analiz] – Jirafa Roja [2006?], plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
 	Afrika Corps. [Opowiadania]. Wwa: Magazyn Lit. 1999, 124 s.
Zawartość: Ewka i zbok [poz. 1 pt. Ewka i zboczeń]; Noc w Monte Negro; Afrika Korps; Telefony [poz. 1].
 	Ostatnia misja. [Scenariusz filmowy; współaut.:] W. Wójcik. Reż.: W. Wójcik. Ekran. 1999.
 	Nie ma zmiłuj. [Scenariusz filmowy; współaut.:] W. Krzystek, J. Radwański. Reż.: W. Krzystek. Ekran. 2000.
 	Klan. [Serial telewizyjny]. Scenariusz i dialogi [do 48 odcinków]. TVP 2001-2002.
Scenariusz i dialogi do odcinków 465-485, 513-518, 522-524, 531-533, 546-548, 561-563, 579-581, 591-593, 603-605.
 	Egzamin z życia. [Scenariusz odcinków serialu 99-100, 106)]. TVP 2005-2008.
 	Ultra Montana. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 739 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2005, plik w formacie PDF.
 	Wspólna chemia. [Powieść]. Wwa: [Bibl. Analiz] – Jirafa Roja 2006, 166 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: ]. Wwa: [Bibl. Analiz] – Jirafa Roja [2006?], plik w formacie PDF, EPUB.
 	Na Wspólnej. [Scenariusz odcinków serialu 861-905]. TVN 2007.
Podp.: Witold Łagowski.
 	Ogród Luizy. [Scenariusz filmowy]. Reż.: M. Wojtyszko. Ekran. 2008.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Edipress Polska 2011, 1 dysk optyczny (DVD), Mocne Kino Pol., 14.
 	Wydział zabójstw. [Scenariusz odcinków serialu 1-19, 21-27, 29-30, 33-35, 37-39, 44; współaut.:] P. Łagowski. TVP 2008.
 	Panna Wina. [Powieść]. Wwa: Nowy Świat 2011, 350 s.

OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Autor o sobie: W. Łagowski: Święte pasożyty. „Mag. Lit.” 1993 nr 1 [dot.: Święte wilki].
Wywiady: Pisanie – sztuka nieczysta. Rozm. A. Ziemny. „Życie Warsz.” 1993 nr 138; Dynamit sztuki lekkiej. Rozm. K. Witkowski. „Mag. Lit.” 1997 nr 3/4 [dot. gł.: Seans]; Najważniejsza jest fabuła. Rozm. Ł. Gołębiewski. „Rzeczpospolita” 1997 nr 235 dod. „Książki” nr 14 [dot. gł.: Seans]; Pokoleniowy romans. Rozm. M. Huzarska-Szumiec. „Przekrój” 1997 nr 48 [dot. gł.: Seans]; Literatura inteligentnych licealistów. Rozm. T. Stawiszyński. „Życie” 2000 nr 31; Robię się jak paw.

LP XX w. (K. Witkowski).

Ogólne
A. HERMAN: Demony Witolda Horwatha. „Mag. Lit.” 1995 nr 12/13.
Witold Horwath. [Wstęp:] Ł. Gołębiewski. [Przeł.] A. Kutter. Kr.: Villa Decius. Arbeitsgruppe Literatur Polska 2000, 2001, 22 s. [zawiera też fragm. twórczości W. Horwatha].
M. KRASKA: Na tropie szakala. Gry i konwencje political fiction. Gdańsk 2003, passim.

Inna wojna
R. BUGAJCZYK: Codzienna wojna. „Trybuna” 1991 nr 117.
J. BOLEK: Wojna seksu. „Enigma” 1992 nr 16/17.

Święte wilki
M.A. KOWALSKI: Samo nie rośnie. „Nowy Świat” 1992 nr 294.
P. BRATKOWSKI: Następcy kapitana Żbika. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 12 dod. „Weekend”.
M. ADAMIEC: Jak napisać książkę? O tym, jak ocalała III Rzeczpospolita i jak nisko upadła polska powieść sensacyjna. W tegoż: Bez namaszczenia. Lubl. 1995.
Zob. też Autor o sobie.

Ekstradycja
W. KOT: Pedigree pal. „Wprost” 1995 nr 35.
M. MANIEWSKI: Ekstradycja po polsku. „Film” 1995 nr 11.
A. PIERZCHAŁA: Mocni faceci i Matki Polki. „Życie Warsz.” 1995 nr 326.
J. SZCZERBA: Komisarz Halski. Po latach posuchy mamy wreszcie dobry polski serial telewizyjny. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 183.
M. ZAKRZEWSKA: Bez gumy do żucia. „Wiad. Kult.” 1995 nr 40.

Ekstradycja 2
W. KOT: Wizja totalna. „Wprost” 1997 nr 12.
K. ZABAWSKA: Co pan na to, komisarzu Halski? („Ekstradycja 2” wreszcie na małym ekranie). „Antena” 1997 nr 36.

Seans
P. ADAMCZEWSKI: Seans z modliszką. (Autor telewizyjnej „Ekstradycji” napisał powieść o pokoleniu stanu wojennego). „Polityka” 1997 nr 38.
L. BUGAJSKI: Ambitna drugorzędność. „Wiad. Kult.” 1997 nr 44.
T. CICHOŃ: Miłość fatalna. „Życie” 1997 nr 221.
T. JASTRUN: Hamburgery i poezja. „Rzeczpospolita” 1997 dod. „Książki” nr 17.
K. KOŹNIEWSKI: Zły sens. „Trybuna” 1997 nr 252.
K. LISOWSKI: Bardzo długi miłosny seans. „Nowe Książ.” 1997 nr 11, przedr. „List Oceaniczny” 1998 nr 52.
M. PIASECKI: Seans bez końca. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 210.
J. WAKAR: Historia niszczącego uczucia. „Życie Warsz.” 1997 nr 219.
J. GONDOWICZ: On ją! „Tyg. Powsz.” 1998 nr 1.
J. KOŹBIEL: Na granicy życia i śmierci. „Więź” 1998 nr 5 [dot. wizerunku kobiet, m.in. w powieści W. Horwatha].
J. TOMCZUK: Zagadać los. „Res Publica Nowa” 1998 nr 4.
M. LECIŃSKI: Nostalgicy z wyboru. O przedstawieniach PRL-u w „Seansie” Witolda Horwatha i w „Jak zostałem pisarzem” Andrzeja Stasiuka. W: Literatura polska. 1990-2000. T. 2. Kr. 2002.
Zob. też Wywiady.

Ptakon
T. CICHOŃ: Żaneta, siostra Mileny. „Życie” 1998 nr z 22 X dod. „Życie z Książkami”.
Ł.GOŁĘBIEWSKI: Jednym tchem; K. MASŁOŃ: Tego się nie da wybaczyć. „Rzeczpospolita” 1998 nr 276.
K. WITKOWSKI. „Mag. Lit.” 1998 nr 4.
R. OSTASZEWSKI: Niby sensacja, niby psychologia. „Nowe Książ.” 1999 nr 2.

Afrika Corps
K. MĄKOSA: Temat do książek. „Nowe Książ.” 1999 nr 9.
M. NOWAK: Afrika Korps delicti. „Gaz. Wybor.” 1999 nr z 24 VI dod. „Magazyn” nr 25.
J. WAKAR: Bez oddechu. „Życie” 1999 nr z 14 VII dod. „Życie z Książkami”.

Ostatnia misja
E. MODRZEJEWSKA: Chandler po polsku. „Film” 1999 nr 4.
J. SZCZERBA: Wielka wsypa. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 71.
C. WIŚNIEWSKI: Nie pierwsza, nie ostatnia. „Film” 2000 nr 3.
K.J. ZARĘBSKI: Sobczak idzie do Europy. „Kino” 2000 nr 3.

Nie ma zmiłuj
B. HOLLENDER: Doraźny obrazek. „Rzeczpospolita” 2000 nr 221.
W. KOT: Dramat wolnorynkowy. „Wprost” 2000 nr 37.
K. RUDZIŃSKI: Wolni najmici. „Kino” 2000 nr 9.
B. ŻURAWIECKI: Sodoma w składzie win. „Film” 2000 nr 9.

Ultra Montana
M.A. KOWALSKI: Realna kraina baśni. „Najwyższy Czas!” 2006 nr 6.
K. UNIŁOWSKI: Za Górami Magellana. „FA-art” 2006 nr 3, przedr. w tegoż: Za Górami Magellana. W tegoż: Kup pan książkę. Katow. 2008.

Wspólna chemia
M.A. KOWALSKI: Tabloidowi ludzie. „Najwyższy Czas!” 2006 nr 46.

Panna Wina
E. CZARNOWSKA-WOŹNIAK: Życie jest nowelą? „Expr. Bydg.” 2011 nr 29.
Ł. GOŁĘBIEWSKI. „Mag. Lit. Książki” 2011 nr 3.</document>
<document nplp_id="3517" title="Kazimierz IVOSSE" slug="kazimierz-ivosse">ur. 1938

Podpisywał także utwory nazwiskami: Iwosa-Ivosse; Ivosse-Ivossa.

Prozaik, poeta, publicysta, malarz
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 marca 1938 w Jarosławiu na Podkarpaciu; syn Mikołaja Iwosa [później: Ivossé], i Anny z domu Babiak. Dzieciństwo spędził w Jarosławiu, gdzie w 1958 ukończył Technikum Drogowo-Geodezyjne. W tym też roku przeniósł się do Wrocławia, pracując dorywczo i równocześnie uczęszczając jako wolny słuchacz na studia dziennikarskie na Uniwersytecie Wrocławskim. W 1964-66 pracował na Podkarpaciu jako nadzorujący budowę dróg i mostów w Powiatowym Zarządzie Dróg Lokalnych w Brzozowie, w 1967-72 jako starszy ekonomista w Przedsiębiorstwie Sprzętowo-Transportowym Budownictwa Rolniczego w Sieniawie pod Jarosławiem. W tym czasie rozpoczął twórczość literacką. Debiutował w 1968 na łamach „Życia Przemyskiego” wierszem pt. Otwieranie miasta (nr 34), a w 1969 fragmentami prozy pt. Pory dnia (nr 43). W 1972-82 pracował jako starszy ekonomista w Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego „Jarlan” w Jarosławiu; do 13 grudnia 1981 był też kierownikiem „Art-Clubu” w Jarosławiu. Równocześnie kontynuował twórczość poetycką i prozatorską, teksty zamieszczał m.in. w „Prometeju” (od 1971), „Nowinach” (1975-81), „Profilach” (1978-82, z przerwami). Otrzymał wiele nagród i wyróżnień w konkursach na poezję i prozę, m.in. w konkursie o nagrodę „Złotej Lampki Górniczej” (1968, 1970), o „Bieszczadzki Laur” (1972), nagrodę Krakowskiej Rozgłośni Polskiego Radia (1973). W 1980otrzymał III nagrodę na Festiwalu Filmów Animowanych w Moskwie za scenariusz filmu Inspektor na tropie. Był członkiem NSZZ „Solidarność”, redagował Biuletyn Informacyjny Międzyzakładowej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Jarosławiu „Do Rzeczy” (wydawany od kwietnia do listopada 1981). Po ogłoszeniu stanu wojennego kontynuował konspiracyjną działalność związkową w NSZZ „Solidarność”. Od 1982 publikował także powieści. Wiosną 1988 z powodów politycznych wyemigrował do Niemiec. Przebywał do czasu otrzymania azylu jesienią 1988 w obozie dla uchodźców w Oldenburgu. Pracował fizycznie, m.in. jako pomocnik kucharza i dozorca. Wiersze, artykuły i recenzje zamieszczał w pismach krajowych i ukazujących się poza granicami Polski, m.in. w „Słowie” (1990-91), „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” (Londyn 1994-2005), „Teczce” (Paryż), „Kurierze” (Hamburg), „Samym Życiu” (Ahlen), „Naszym Słowie” (Würzburg). Był współzałożycielem Klubu Inteligencji Katolickiej w Lubece (1994) oraz Towarzystwa Krzewienia Kultury Polskiej „Polonus” w Kilonii (1995). Zajął się także malarstwem sztalugowym, grafiką i rysunkiem, brał udział w wielu wystawach zbiorowych na terenie Niemiec (m.in. w Oldenburgu, Lubece i Hamburgu). W 1995-97 prowadził galerię sztuki w Oldenburgu. Został laureatem Nagrody Honorowej m. Jarosławia (1995) oraz nagrody wydawnictwa Artex Publishing (Stany Zjednoczone; 1996). Wstąpił do Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie (w 1997), Stowarzyszenia Éditions „Casimir Le Grand” w Paryżu (w 1997), Jarosławskiego Stowarzyszenia Charytatywnego im. Ojca Pio (w 1999), Lubecker Autorenkreis und seine Freunde e.v. (członek w 2000-06), Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie (w 2001; Association Polonaise des Auteurs, Journalistes et Traducteurs en Europe; A.P.A.J.T.E) z siedzibą w Paryżu. Podjął współpracę z wydawaną w Zelowie „Gazetą Kulturalną”, zamieszczając tam wiersze i artykuły (od 2004), a także z kwartalnikami: „Łowiec Galicyjski” i „Porady na zdrowie”. W 2012 zaczął prowadzić blog na Jarosławskiej Platformie Blogowej.

W 1964 zawarł związek małżeński z Anną Nepelską, nauczycielką polskiego (zmarłą w 2006); jest ojcem Iwony Ivosse-Pinno (ur. 1965), historyka sztuki, poetki. Mieszka w Jarosławiu i w Wankendorfie w Niemczech.
TWÓRCZOŚĆ
1. Zanim zabrzmi cisza. [Powieść]. Olsztyn: Pojezierze 1982, 113 s.
Nagroda w konkursie na powieść wydawn. „Pojezierze” w 1980.
2. Obcy [Powieść]. Rzeszów: KAW 1982, 162 s.
3. Wronie oko. [Słuchowisko]. „Ok” 1983 nr 4 s. 7-31.
4. Siódmy dzień święcić. [Powieść]. Rzeszów: KAW 1984, 208 s.
5. Garść nieba, garść piekła. [Powieść]. Rzeszów: KAW 1988, 389 s. Wyd. nast.: Oldenburg; Jarosław: P.W. Kolor-Druk 2014.
6. Wiersze grudniowe=Dezembergedichte. Hannover: Erulier 1995.
Wiersze w jęz. pol. i niem.
6. Przeminęło, odeszło w milczeniu. O Karlu Dedeciusie. [Powieść]. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1997, 268 s.
8. Złoty kościotrup. [Opowiadania]. Tarnów: Ofic. Wydawn. Witek-Druk 1998, 112 s.
9. Fremd in Deutschland. [Wiersze]. Lubeka 1999, 29 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
10. Tak daleko drugi brzeg. Powieść. Jarosław: Wydawn. Franciszkańskie 1999, 143 s.
11. Rzeka ludzi szczęśliwych. Powieść. Jarosław; Wólka Pełkińska: Urząd Parafialny. Parafia Rzymsko-Katolicka p.w. św. Stanisława B.M. 2000, 207 s.
12. Claudine. Powieść. Krosno: Roksana [2002], 185 s.
13. Kamienica pod czternastką. Powieść. Jarosław: Papirus 2004, 232 s.
14. [Sto] 100 fraszek. Jarosław: Kolor-Druki 2005, 61 s.
15. Odejścia i powroty. Wiersze wybrane. Jarosław; Oldenburg: Papirus [2006], 179 s.
16. Opowiem to jeszcze raz. Powieść. Jarosław: P.W. Kolor-Druk 2007, 234 s.
Dot. biografii Ignacego Łukaszewicza.
17. List otwarty do poety Kennetha Rexrotha albo poemat egzystencjalny. Wr.; Oldenburg: Jarosław: Wydawn. Kolor-Druk 2008, 68 s.
18. Światłocienie. [Felietony]. Jarosław: Parafia Chrystusa Króla 2009, 272 s.
19. Księga ciszy. [Powieść]. Jarosław: Wydawn. Kolor-Druk 2012, 441 s.
20. Cisza i cień. Powieść. Hamburg; Oldenburg/H; Jarosław: Papirus 2015, 291 s.
21. Między ciszą a ciszą. Powieść. Hamburg; Oldenburg: H. Wankendorf; Jarosław: Wydawn. Kolor-Druk 2017, 344 s.

Słuchowiska radiowe, m.in. Gołębie zbierają się przed północą. Radio 1981.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2014.

Wywiady: Noszę w sobie grzech uchodźstwa. Rozm. J. Pless. „Suplement” 1994 nr 6; Patriotyzm emigracyjny między Odrą a Renem. Rozm. R. Iwan. W: R. Iwan: U progu polskiej demokracji. Lubl.-Kilonia 1994.

Zanim zabrzmi cisza
J. GRYGIEL: Pacyfistyczna ballada. „Nowiny” 1982 nr 113.
A. KRZYWDA-NIEWOLAK: Mała epika. „Profile” 1982 nr 7.
T. MATULEWICZ: Wielki niedobry sen. „Tu i Teraz” 1982 nr 13.
H. PANAS. „Gaz. Olszt.” 1982 nr 75.

Obcy
A. GNAROWSKI: Na miarę człowieka. „Tu i Teraz” 1982 nr 28.
A. KRZYWDA-NIEWOLAK: Mała epika. „Profile” 1982 nr 7.

Siódmy dzień święcić
E. BIELA: Okolice roku 1900. „Profile” 1984 nr 11.
Powrót na górę↑

Garść nieba, garść piekła
E. BIELA: John Polak w Ameryce. „Profile” 1989 nr 9.
E. JANISŁAWSKA-MAZURKIEWICZ. „Rzeczywistość” 1989 nr 14.
Z. SZELIGA. „Życie Przemyskie” 1989 nr 8.

Wiersze grudniowe
I. BEAUPRE-STANKIEWICZ: Wiersze w złotej ramie życia. „Dz. Pol. i Dz. Żołn.”, Londyn 1996 nr 261.

Przeminęło, odeszło w milczeniu
J. KOPROWSKI: Wątpliwości i znaki zapytania. „Nowe Książ.” 1997 nr 11.
J. PLESS. „Dz. Pol. i Dz. Żołn.” 1997 nr 191.

Tak daleko drugi brzeg
E. BIELA: Odkurzone słowo: nostalgia. „Akant” 2000 nr 4.
A. NEPELSKA: Szczęście tkwi w spełnieniu. „Dz. Pol. i Dz. Żoł.” 2001 nr 177.

Rzeka ludzi szczęśliwych
A. NEPELSKA: Życie, woda sącząca się przez żwiry.... „Dz. Pol. i Dz. Żołn.” 2002 nr 45 [właśc. 46].</document>
<document nplp_id="3520" title="Zbigniew JAROSIŃSKI" slug="zbigniew-jarosinski">1946-2000

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 21 marca 1946 w Warszawie; syn Edwarda Jarosińskiego, inżyniera geodety, i Stanisławy z domu Poszytek, pracownicy biura projektowego. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. T. Rejtana w Warszawie; w 1964 zdał egzamin maturalny. W tym samym roku podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W czasie studiów rozpoczął intensywną działalność naukową, uczestnicząc w pracach Warszawskiego Koła Polonistów, któremu od roku akademickiego 1967/68 (na IV i V roku studiów) przewodniczył. W tym samym czasie pełnił funkcję przewodniczącego Komitetu Koordynacyjnego Kół Naukowych Polonistów (instancji nadrzędnej nad studenckim ruchem polonistów w całym kraju, działającej przy Radzie Naczelnej ZSP). Debiutował w 1967 na łamach „Współczesności” (nr 10) artykułem Sympozjum Warszawskiego Koła Polonistów, relacjonującym obrady na temat tradycji w badaniach historycznoliterackich, zorganizowane przez Koło Polonistów UW w kwietniu tegoż roku. Artykuły i recenzje literackie publikował w „Kulturze” (1967-69, 1974, 1976) i „Odrze” (1968-69, 1971, 1979, i później w 1995). W 1969 uzyskał magisterium i podjął pracę na stanowisku asystenta w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN, początkowo w Pracowni Psychosocjologii Literatury, a od 1971 na stanowisku starszego asystenta w Pracowni Literatury Współczesnej. W pracy badawczej zajął się głównie historią polskiej literatury okresu dwudziestolecia i po 1945, zwłaszcza jej nurtu lewicowego. W 1972 przebywał na półrocznym stypendium w ZSRR, prowadząc w Moskwie i Leningradzie studia nad myślą rosyjskich formalistów. Ogłaszał artykuły i recenzje w „Tygodniku Kulturalnym” (1970-71, 1979), „Biuletynie Polonistycznym” (1970-85, z przerwami) oraz w „Tekstach” (1973, 1975, 1979). W 1973-89 był sekretarzem Studium Doktoranckiego IBL PAN. W 1974 doktoryzował się w IBL PAN na podstawie rozprawy zatytułowanej Polska lewicowa myśl literacka lat 1918-1935 (promotor prof. Maria Janion) i od jesieni 1975 zajmował w IBL stanowisko adiunkta. W 1975-78 pełnił funkcję kierownika Zespołu Literatury Współczesnej, wchodzącego w skład Zakładu Literatury XX Wieku IBL PAN. Wiosną 1976 przebywał na trzymiesięcznym stypendium naukowym w Paryżu. W 1978-90 pracował dodatkowo na pół etatu na Wydziale Humanistycznym Filii UW w Białymstoku, gdzie m.in. prowadził wykład monograficzny z literatury współczesnej oraz seminarium magisterskie. W 1988-92 był zastępcą dyrektora IBL PAN do spraw ogólnych. W 1990-93 wchodził w skład Raby Naukowej IBL PAN jako przedstawiciel młodszej kadry naukowej. W ostatnich latach prowadził także wykłady i konwersatoria w szkołach podyplomowych, działających przy IBL PAN. W 1999 habilitował się w IBL PAN na podstawie rozprawy pt. Nadwiślański socrealizm.

W 1970 ożenił się z Izabelą Szubert, pracownikiem naukowym IBL PAN (rozwód w 1971); w 1981 zawarł związek małżeński z Danutą Bartol (z domu Lisiak), językoznawcą, pracownikiem naukowym Instytutu Języka Polskiego UW (rozwiedzeni). Zmarł nagle 13 stycznia 2000 w Warszawie; pochowany tamże na Cmentarzu Bródnowskim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Literatura i nowe społeczeństwo. Idee lewicy literackiej dwudziestolecia międzywojennego. [Szkice literackie]. Wwa: Czyt. 1983 [właśc. 1984], 258 s.
Nagroda Funduszu Literatury w 1984.
Zawartość: I. Społeczna utopia awangardy: Awangarda artystyczna i lewica społeczna; Sztuka zanurzona w życie praktyczne; Futuryzm jako język rewolucji; Poezja uspołeczniona „Zwrotnicy”. – II. Idea kultury proletariackiej: Komunistyczny ruch kulturalny 1921-1925; Kulturalna misja proletariatu; Sztuka kolektywistyczna; Twórczość poetów robotniczych; Broniewski: proletariacka pieśń i prywatny wiersz; W kręgu Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego; Oczekiwanie na „literaturę proletariacką”. – III. Literatura upolityczniona: Po 1932 roku; Literatura faktu i polityczne wyznaczniki klasowości; Powieść upolityczniona: „Kordian i cham” [L. Kruczkowskiego]; Ewolucja stanowisk lewicowych w latach trzydziestych.
2. Postacie poezji. [Szkice literackie]. Wwa: Wiedza Powsz. 1985, 297 s. Omega. Bibl. Wiedzy Współcz., 395.
Zawartość: Wstęp. – 1. Genealogia poezji współczesnej: Symbolizm, – Pierwsza awangarda: Futuryzm; Kubizm poetycki; Dadaizm; Oryginalność pierwszej awangardy, – Awangarda Krakowska, – Surrealizm, – Stanowisko Eliota, – Kształt współczesnego wiersza. – 2. Wypowiedź poety współczesnego: Intronizacja poezji – deprecjacja poezji; Marginalność poezji – niezastępowalność poezji; Poeta poza innymi – poeta pośród innych; Ja osobowe – głos bezosobowy; Utwór poetycki jako dzieło – utwór poetycki jako wypowiedź; Forma zamknięta – forma otwarta; Nastawienie na komunikat – odmowa języka; Idiom konwencjonalny – idiom konwersacyjny; Słowo dojrzałe i słowo odchylone od normy; Słowo jako symbol i słowo jako znak; Poezja tradycji poezja poza tradycją. – 3. Cztery przykłady: Stanisław Różewicz; Czesław Miłosz; Klasycyzm; Nowa Fala.
3. Literatura lat 1945-1975. Wwa: Wydawn. Naukowe PWN 1996, 202 s. IBL PAN. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 1997, wyd. 3 1999. Mała Historia Literatury Pol.
4. Nadwiślański socrealizm. [Studium]. Wwa: Wydawn. IBL 1999, 325 s. IBL PAN.
Rozprawa habilitacyjna.

Szkice i rozprawy w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Awangarda i rewolucja. W: Literatura polska wobec rewolucji. Wwa 1971 s. 370-410. − Badania interpretacyjne nad pozytywizmem w IBL PAN. „Biul. Polonist.” 1973 z. 49 s. 55-63. – Literatura popularna a problemy historycznoliterackie. W: Formy literatury popularnej. Wr. 1973 s. 11-30. – Tekst użytkowy i tekst literacki w drugiej połowie XX wieku. „Teksty” 1975 nr 4 s. 7-27. – Realizm. W: Lektury i problemy. Wwa 1976 s. 79-94. − Idea „kultury proletariackiej” w okresie międzywojennym. „Pam. Lit.” 1977 z. 4 s. 3-44. – Przekonania literackie Żeromskiego. W: Stefan Żeromski w pięćdziesiątą rocznicę śmierci. Wwa 1977 s. 15-56. − Čelovek - serce mojej piesni. O poezji W. Bronevskogo. [Przeł.] V.S. Selinova. W: Poiski i perspektivy. Moskva 1978 s. 333-342. − Przemiany polskiej myśli literackiej lat 1945-1948. „Pam. Lit.” 1978 z. 2 s. 69-86. – Współczesne losy formy poetyckiej. „Teksty” 1979 nr 2 s. 11-27. – Literatura polska XX wieku w „Bibliotece Narodowej”. „Ze Skarbnicy Kult.” 1980 nr 33 s. 49-61. – Poezja ziemi. (Anatol Stern). W: Poeci dwudziestolecia międzywojennego. T. 2. Wwa 1982 s. 259-288. – Katastrofizm w poezji polskiej lat trzydziestych. W: Zwierciadła północy. [T.] 2. Wwa 1992 s. 77-86. − Periodyzacja literatury polskiej XX wieku; Pokolenia literackie. W: Słownik literatury polskiej XX wieku. Wr., Wwa, Kr. 1992 s. 777-782, 825-833. − Stanisław Ryszard Stande. 1897-1938. W: Obraz literatury polskiej XIX i XX wieku. Ser. 6. Literatura polska w okresie międzywojennym. T. 3. Kr. 1993 s. 345-360. – Powstanie Warszawskie w powojennej literaturze pięknej. W: Powstanie Warszawskie w historiografii i literaturze 1944-1994. Lubl. 1995 s. 195-208. − Układy Marka Nowakowskiego. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Następne pokolenie. Wwa 1995 s. 131-150. – Futuryzm. W: Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Wwa 1996 s. 183-202. – Rok 1945 jako cezura literacka. W: Stare i nowe w literaturze najnowszej. Bydg. 1996 s. 17-29. – Świadectwa Kazimierza Brandysa. W: Sporne postaci polskiej literatury współczesnej. Kontynuacje. Wwa 1996 s. 193-210. – Mecenat nad literaturą w PRL (na przykładzie lat sześćdziesiątych). W: Z dziejów mecenatu kulturalnego w Polsce. Wwa 1999 s. 335-353.
Prace redakcyjne
1. Antologia polskiego futuryzmu i nowej sztuki. Wstęp i komentarz oprac. … Wybór i przygot. tekstów: H. Zaworska. Wr., Kr.: Nossol. 1978, CXXV, 321 s. BN I, 230.
2. B. Jasieński: Poezje wybrane. Wyboru dokonał i oprac. … Wwa: LSW 1979, 112 s. Bibl. Poetów.
3. Miejsce Iwaszkiewicza. W setną rocznicę urodzin. Materiały z konferencji naukowej, 20-22 lutego 1994. Kom. red.: M. Bojanowska, …, H. Podgórska. Podkowa Leśna, [Wwa]: Muzeum im. A. i J. Iwaszkiewiczów w Stawisku, Wydawn. IBL PAN 1994, 258 s. Stawisko – Almanach Iwaszkiewiczowski, t. 1.
4. Stawisko. Pod red. A. Brodzkiej, M. Bojanowskiej, …, O. Koszutskiego. Podkowa Leśna: Muzeum im. A. i J. Iwaszkiewiczów w Stawisku 1995, 230 s. Stawisko – Almanach Iwaszkiewiczowski, t. 2.
5. Wiedza o literaturze i edukacja. Księga referatów Zjazdu Polonistów Warszawa 1995. Pod red. T. Michałowskiej, Z. Golińskiego i …. Wwa: Wydawn. IBL, Tow. Lit. im. A. Mickiewicza 1996, 984 s. Kom. Nauk o Literaturze Pol.; Tow. Lit. im. A. Mickiewicza.
OPRACOWANIA (wybór)
Ogólne
L. SZARUGA: W co wierzyli i wierzą pisarze. „Odra” 1996 nr 1 [dot. szkicu Z.J.: Literatura jako władza: o idei socrealizmu. „Odra” 1995 nr 10].
Z. ZIĄTEK: Z.J. „Pam. Lit.” 2000 z. 4.

Literatura i nowe społeczeństwo
M. CHRZANOWSKI: Miedzy literaturą a strategią. „Życie Lit.” 1984 nr 25.
M. KRASUSKI: Społeczeństwo i literatura. „Odra” 1985 nr 1.
M. LALAK. „Pam. Lit.” 1985 z. 3.

Postacie poezji
W. KRZYSZTOSZEK: Mapa poezji. „Fakty”1985 nr 49.
A. NIEWIADOMSKI: Przemiany poezji. „Życie Lit.” 1986 nr 11.

Literatura lat 1945-1975
P. SZEWC: Słuszne proporcje. „Nowe Książ.” 1996 nr 8.
T. WÓJCIK: Nowa synteza literatury powojennej. „Prz. Hum.” 1997 nr 3.
E. KULA: Jeszcze jedna książka z pożytecznej serii. „Warsztaty Polonist.” 1998 nr 1.

Nadwiślański socrealizm
M. KISIEL: Synteza socrealizmu. „Nowe Książ.” 2000 nr 1.
J. ŁUKASIEWICZ. „Teksty Drugie” 2000 nr 1/2.
D. NOWACKI: Sine ira et studio. „Res Publica Nowa” 2000 nr 3.
M. ŚLIWA. „Dzieje Najnow.”2000 nr 4.
W. TOMASIK: Socrealizm znad Wisły. „Prz. Polit.” 2000 nr 44.
J. GALANT: Niewyraźny zarys. „Polonistyka” 2001 nr 3 [dot. też: W. Tomasik: Realizm socjalistyczny w literaturze polskiej. W: Lektury polonistyczne. T. 2. Kr. 1999].</document>
<document nplp_id="3523" title="Aleksander JUREWICZ" slug="aleksander-jurewicz">ur. 1952

Pseud.: A.J.; (jota); O. Łapian; Olek Łapian.

Poeta, powieściopisarz, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 18 listopada 1952 w Lidzie na Białorusi; syn Michała Jurewicza, krawca, i Janiny z domu Łapian. Do 1957 mieszkał we wsi Krupowo koło Lidy; w tymże roku w ramach repatriacji wyjechał wraz z rodzicami do Polski i zamieszkał we wsi Redło pod Połczynem Zdrojem, gdzie uczył się w szkole podstawowej. Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Połczynie Zdroju przeniósł się do Gdańska, gdzie podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim; w 1976 przerwał naukę. Debiutował w 1971 w piśmie „Radar” fragmentem prozy pt. Jesień bez liści (nr 2); za właściwy debiut uważa publikację wierszy Między jednym oddechem, Od niedawna widzę, Więc najpierw był krzyk, ogłoszonych w miesięczniku „Nowy Wyraz” (1973 nr 10). Był członkiem Koła Młodych przy Oddziale Gdańskim ZLP. Od 1973 brał udział w turniejach poetyckich i publikował w antologiach gdańskiego środowiska studenckiego oraz w pismach młodoliterackich. W 1977 pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej w Gdańsku, a w 1977-79 jako wychowawca Ochotniczych Hufców Pracy. W sierpniu 1980 podpisał rezolucję Koła Młodych przy Oddziale Gdańskim ZLP popierającą postulaty Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Od stycznia 1980 pracował w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku. W 1981 został członkiem ZLP (do zawieszenia Związku w 1983). W roku akademickim 1982/83 studiował w Studium Scenariuszowym Łódzkiej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. W 1980-89 pod pseudonimami O. Łapian i Olek Łapian zamieszczał wiersze w pismach ukazujących się poza cenzurą: „Naprzeciw” (1980), „Wezwanie” (1982, 1989), „Podpunkt” (w 1983-89 był współredaktorem), „Arka” (1984), „Kurs” (1987), „Puls” (1988). Nadto pod własnym nazwiskiem wiersze, utwory prozą i recenzje publikował w „Pomeranii” (1988), „Odrze” (1989). W 1989 został członkiem SPP, a w 1991 członkiem ZAiKS-u oraz Polskiego PEN Clubu. W 1991-98 należał do redakcji kwartalnika literacko-artystycznego „Tytuł”. Felietony literackie, szkice i zapiski publikował w czasopismach: „Akcent” (1990; tu cykl wierszy Kronika lidzka), „Kultura” (Paryż; tu w 1990 cykl Lida), „Gazeta Morska” (gdański dodatek „Gazety Wyborczej”; tu w 1992 cykl: Życie i liryka), „Tytuł” (1992-95), „Nasza Rodzina” (Paryż, 1993-98; tu w 1995-98 cykl Posłuchaj, M...), „Kwartalnik Artystyczny” (od 1994; tu m.in. w 1998-2002 cykl pt. Zapiski ze stróżówki, a w 2003-2009 cykl pt. Samotnia), „Tygodnik Powszechny” (od 1994), „Dziennik Bałtycki” (1995-97). W latach 1997-2002 prowadził zajęcia z tzw. specjalizacji praktycznoliterackiej na Uniwersytecie Gdańskim. Publikował w pismach „Vivat Akademia” (1998-2002; tu cykl Z pamięci) i „Dzień Dobry. Trójmiasto” (2002; tu cykl Wolnym krokiem). Za twórczość literacką otrzymał wiele nagród, m.in.: Fundacji Polcul (Australia; 1988), Honorową Nagrodę Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki (1990); Nagrodę Fundacji Marii i Jerzego Kuncewiczów (1991). W 1991 był pierwszym laureatem przyznawanej przez Czesława Miłosza prywatnej nagrody literackiej, otrzymał także „Pro libro legendo” Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku (1996; 2003), Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska (1996, 2002, 2012), Nagrodę „Radiowa Osobowość Roku” Radia Gdańsk (2002); Pomorską Nagrodę Artystyczną (2002). Wyróżniony Odznaką Zasłużony Działacz Kultury (2001).

W 1980 ożenił się z Aleksandrą Bujak, ma córkę Justynę (ur. 1981, po mężu: Bieńkowska). Mieszka w Gdańsku.
TWÓRCZOŚĆ
1. Sen, który na pewno nie był miłością. [Wiersze]. Wwa 1974, 12 s., Arkusz Poetycki nr 7.
Wkł. do „Nowego Wyrazu”, nr 6/7.
2. Po drugiej stronie. [Wiersze]. Gdańsk: WM 1977, 53 s.
Nagroda „Peleryny” w konkursie poetyckim Czerwonej Róży w 1978.
3. W środku nocy. [Powieść]. Gdańsk: WM 1980, 85 s.
4. Nie strzelajcie do Beatlesów. [Wiersze]. Gdańsk: WM 1983, 65 s.
5. Jak gołębice gnane burzą. [Wiersze]. Posł.: K. Nowosielski. Gdańsk: Niezal. Ofic. Kotek 1990, 42 s.
Nagroda lit. im. św. Stanisława Kostki za 1989 łącznie z poz. 6.
6. Lida. [Opowieść]. Białystok: Versus 1990, 113 s. Wyd. nast.: wyd. 2 Gdańsk: Fokus 1995; wyd. 3 Kr.: Znak 2004; Gdynia: Wydawn. Latarnia 2015.
Nagroda literacka im. św. Stanisława Kostki za rok 1989 łącznie z poz. 5, prywatna nagroda Cz. Miłosza (1991), Nagroda Fundacji im. M. i J. Kuncewiczów (1991).
Zawiera opowiadania: Dzikie gęsi; Płonące ćmy; Okruchy.
Adapt. tv: W rytmie kół, w rytmie łez… [Film dokumentalny z udziałem A. J.]. Reż.: B. Balińska, K. Kalukin. TVP 1994.
7. Dopóki jeszcze… i inne wiersze. Posł.: S. Chwin. Gdańsk: Gord 1991, 66 s.
8. Pan Bóg nie słyszy głuchych. [Powieść]. Gdańsk: Marabut 1995, 90 s.
Nagroda lit. „Pro libro legendo” Woj. Bibl. Publ. im. J. Conrada Korzeniowskiego w 1996.
9. Życie i liryka. [Felietony]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1998, 148 s.
10. Prawdziwa ballada o miłości. [Powieść]. Kr.: Znak 2002, 190 s.
Nagroda lit. „Pro libro legendo” Woj. Bibl. Publ. im. J. Conrada Korzeniowskiego w 2003, nominacja do Nagrody im. J. Mackiewicza.
. 11. Popiół i wiatr. [Felietony]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2005, 178 s.
Nominacja do Nagrody Literackiej Nike (2006).
12. Dzień przed końcem świata. [Powieść]. Kr.: WL 2008, 138 s.

Przekłady wierszy i fragmentów prozy A. Jurewicza w antologiach zagranicznych: ang.: Young poets of a new Poland. London 1993; niem.: Prosa. [Oprac.] K. Dedecius. Zürich 1997; Mit Fischen leben... = Żyć z rybami… Bremen 1989; Nach den Gewittern. [Red.:] K.-D. Sommer. Göttingen1995; Zwischen den Linien. [Oprac.:] S. Geist. Hannover 1996; Polnische Lyrik aus 100 Jahren. [Oprac.:] S. Sterna-Wachowiak. [Przeł.] J. Retz. Gifkendorf 1997; Es ist Zeit. [Oprac.:] J. Bernig, U. Rachowski. Dresden 1998; Das Unsichtbare lieben. [Wybór i posł. D. Danielewicz-Kerski]. Köln [1998]; Landschaften und Luftinsel. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000, – ukr.: Napjaarèumy. Ad Buga da Varty. [Przeł.:] A. Loika. T. 2. Mìnsk 2003.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010.
Wywiady: Cichotworzenie. Rozm. P. Cielesz. „Fakty” 1989 nr 19; Tamten dziecięcy lament… Rozm. A. Hlebowicz. „Tyg. Gdański” 1990 nr 49 [dot. powieści „Lida”]; Aleksander Jurewicz w podróży. Rozm. K. Chwin. „Gaz. Gdań.” 1991 nr 102; Ból zadaję sobie sam. Rozm. K. Chwin. „Gaz. Wybor.” 1991 nr 204; Moje. Rozm. T. Skutnik. „Prz. Polit.” 1991 nr 13; Prawdy ruchome. Rozm. A. Ubertowska. „Tytuł” 1993 nr 3; Skąd to piękno, skąd to okrucieństwo. Rozm. K. Kubisiowska. „Rzeczpospolita” 1999 nr 135; Nie jestem blondynem. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 42 dod. „Trójmiasto”; Całe moje pisanie jest w dzienniku. Rozm. T. Majdasz. „Fraza” 2005 nr 4; Moja i nie moja Lida. Rozm. T. Buraczewski. „Akant” 2007 nr 1 dod. „Świat Inflant” nr 14; Muzeum umierającej pamięci. Rozm. S. Drajewski. „Polska. Głos Wielkop.” 2008 nr 71; Słuchajcie, to Jurewicz do nas mówi. Rozm. S. Łupak. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 57 dod. „Trójmiasto”.
[Rozmowa z A.J.] „Morele i Grejpfruty” 2008 nr 5; Opowieść o domu. Rozm. M. Oliwa-Ciesielska. „Zesz. Karmelitańskie” 2009 nr 2; Pogrzeb dziadka nogi. Rozm. M. Górlikowski. „Gazeta Wybor.” 2012 nr 9 dod. „Duży Format” nr 2; Sobie samemu na urodziny. Rozm. G. Pewińska. „Polska. Dz. Bałt.” 2013 nr 3.

L. RYBICKI: A. J. W: Słownik pisarzy Wybrzeża [on-line] [dostęp 6 grudnia 2015]. Dostępny w Internecie.

Ogólne
T. SOLDENHOFF: Jurewicz – między rozpaczą a nadzieją. „Autograf” 1988 nr 1, przedr. w: Topika pogranicza w literaturze polskiej i niemieckiej. Rzeszów 1998.
S. CHWIN: Ciemne doznanie egzystencji. „Prz. Polit.” 1991 nr 13.
T. FERENC, Z. JANKOWSKI: Aleksander Jurewicz. „Topos” 1999 nr 5/6.
L. ROGOŻ: Motyw utraconej ojczyzny w twórczości Aleksandra Jurewicza.. „Zesz. Nauk. WSP w Rzesz. Hist. Lit.” 2001 z. 1.
J. JEZIORSKA-HAŁADYJ: „Ja” dawne, „ja” obecne: o powrotach do własnej prehistorii w prozie Aleksandra Jurewicza. „Tekstualia” 2006 nr 2.
M. JENTYS: Los tułaczy. O Aleksandrze Jurewiczu. „Migotania, Przejaśnienia” 2008 nr 4, przedr. w tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009 s. 181-195.
L. RYBICKI: Słownik pisarzy Wybrzeża: Aleksander Jurewicz. [on-line] [dostęp 18 marca 2010]. Dostępny w Internecie: www. wbpg.org.pl.
J. JEZIORSKA-HAŁADYJ: Memory of loss : Danilo Kiš and Aleksander Jurewicz. „Prz. Hum.” 2012 nr 6.
M.M. HMÂL’NICKI: Problema „maloj ajczyzny” u tworczosci A. Jurewicza. W tegoż: Belaruskì dyskurs u pol'skaj lìtaratury XX st. Minsk 2016.

Sen, który na pewno nie był miłością
S. ROSIEK: Na styku dwóch światów. (O arkuszu poetyckim Aleksandra Jurewicza). „Litteraria” 1975.
S. STERNA-WACHOWIAK: Idzie z nich sen nasz powszedni. „Nowy Wyraz” 1975 nr 4.

Po drugiej stronie
– T. SKUTNIK: Poezja stanu wyjątkowego. „Nowy Wyraz” 1978 nr 11.
S. STERNA-WACHOWIAK: Magia formy. „Fakty” 1979 nr 8.
K. NOWOSIELSKI: Egzystencjalny reportażysta. „Twórczość” 1980 nr 7.
S. CHWIN: Poezja i egzystencja. W: W stronę wiersza. Wwa 1984.
T. WYRWA-KRZYŻANSKI: Wesele – z okazji rozwodu przed ślubem i życia przed śmiercią. „Poezja” 1984 nr 3 [dot. też: Nie strzelajcie do Beatlesów].

W środku nocy
E. STAROSTA: Beznadzieja. „Fakty” 1980 nr 52.
R. HOLZER: Polecimy Lelouchem. „Literatura” 1981 nr 6.
[M. ORSKI] OR: Typowy bohater... „Odra” 1981 nr 4.

Nie strzelajcie do Beatlesów
K. KARWAT: Kto strzela do Beatlesów. „Tak i Nie” 1984 nr 39.
B. RISS: Co pozostało dziś z nowej prywatności? „Nowe Książ.” 1984 nr 8.
[A. SZMIDT] A.S.: Aleksander Jurewicz urodził się… „Więź” 1984 nr 6.
T. WYRWA-KRZYŻANSKI: Wesele – z okazji rozwodu przed ślubem i życia przed śmiercią. „Poezja” 1984 nr 3 [dot. też: Po drugiej stronie].
S. STERNA-WACHOWIAK: Czarna tożsamość. „Twórczość” 1985 nr 3.
A. WOJNAR: Dom spokojnej młodości. „Integracje” 1985 nr 18.

Jak gołębice gnane burzą
K. KUCZKOWSKI: Mowa ściany. „Gaz. Wybor.” 1990 nr 24 dod. „Gaz. Morska”.
P. SZEWC: „Przedwcześnie dorośli”. „Życie Warsz.” 1990 nr 181.

Lida
A. HLEBOWICZ: Urodzony w Lidzie w 1952 roku. „Ład” 1990 nr 41.
P. HUELLE: Ciężkie chmury nad Lidą. „Gaz. Wybor.” 1990 nr 156 dod. „Gaz. Gdań.”.
T. KOMENDANT: Po tej samej stronie lustra. „Tyg. Lit.” 1990 nr 6.
[M.KOŁYSZKO] J. NACHIŁO: Głód nazwany dzieciństwem. „Plus” 1990 nr 9.
T. SKUTNIK: „Jak literka oderwana od adresu”. „Tyg. Gdań.” 1990 nr 49.
M. ADAMIEC: Przesiedleńcza opowieść. „Twórczość” 1991 nr 2.
A. BALIŃSKA: Pożegnanie z Lidą. „Rzeczpospolita” 1991 nr 58.
Z. BIEŃKOWSKI: Najbardziej przejmujące. „Wokanda” 1991 nr 6.
M. CZUBAJ: Smak popiołu. „Słowo. Prz. Kult.” 1991 nr 13.
K. LISOWSKI: „Słowami Utraty witam cię, miasteczko…”. „Dekada Lit.” 1991 nr 12.
Z. ŁUKASZEWICZ: Na granicy lęku i nadziei. „Gaz. Nowa Zielonogórska” 1991 nr 223, przedr. w tegoż: Mój alfabet oraz pstryczki i potyczki. Wwa, Zielona Góra 1993.
J. NAGRABIECKI: Powrót udany. „Potop” 1991 nr 13.
K. PIEŃKOSZ: Elegia o wygnaniu. „Literatura” 1991 nr 6.
A. SZYMAŃSKA: Wydziedziczenie. „Prz. Powsz.” 1991 nr 5.
Z. ŻAKIEWICZ: Jurewiczowska wycieczka do Lidy. „Prz. Polit.” 1991 nr 13.
G. KNITTER: Przesiedleńcza opowieść. „Lithuania” 1991/92 nr 4/1.
A. MAZUR: W objęciach Erynii. „Twórczość” 1992 nr 11.
M. CZERMIŃSKA: Centrum i kresy w prozie pisarzy urodzonych po wojnie. „Akcent” 1993 nr 4, przedr. w tejże: Autobiograficzny trójkąt. Kr. 2000.
D. KRZYWICKA: Nasza młodość jęczy przez sen… W tejże: Penetracje. Kr. 1993.
Z. ŁUKASZEWICZ: A.J. Na granicy lęku i nadziei. W tegoż: Mój alfabet oraz pstryczki i potyczki. Wwa, Zielona Góra 1993.
H. ZAWORSKA: Wygnańcy. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 1 dod. „Gaz. o Książ.”.
M. SKWARNICKI: Nasze małe ojczyzny. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 11.
S. ULIASZ: Powroty do dzieciństwa na pograniczu. W: Topika pogranicza w literaturze polskiej i niemieckiej. Rzeszów 1998, s. 163-175, przedr. w tegoż: O literaturze Kresów i pograniczu kultur. Rzeszów 2001.
L. SZARUGA: Walka o dusze. Konteksty „Lidy” Aleksandra Jurewicza. „Zesz. Nauk. Szczec. Pr. Polonist.” 2004 nr 15.
Zob. też Wywiady.

Pan Bóg nie słyszy głuchych
M. ADAMIEC: „Co było wielkie, małym się wydało…”. „Twórczość” 1995 nr 6.
A. BAGŁAJEWSKI: Samotni pod wyblakłym niebem. „Odra” 1995 nr 6.
P. CZAPLIŃSKI: Nie zagojony sen. „Tytuł” 1995 nr 3/4, przedr. pt. W poszukiwaniu utraconej jedności, w tegoż: Wzniosłe tęsknoty. Kr. 2001.
Z. DOMINIAK: Wostok nad Bałutami. „Kron. m. Łodzi” 1995 z. 1.
G. KALINOWSKI: Kocha się to, co nieosiągalne… „Kwart. Artyst.” 1995 nr 3.
L. KOPEĆ: Serdeczny świat przez łzy opisany. „Tytuł” 1995 nr 1.
A. OSIECKA: Czas owocarni. „Życie Warsz.” 1995 nr 73 dod. „Ex Libris”, przedr. w tejże: Czytadła. Wwa 2010.
J. PILCH: Chleb, cukier i kosmos. „Tyg. Powsz.” 1995 nr 17.
W. WOROSZYLSKI: Co czytałem tej wiosny. „Więź” 1995 nr 7.
K. MACIĄG: J. „dzieckiem będąc”. „Fraza” 1996 nr 11/12.
S. STERNA-WACHOWIAK: Opowieść z ulicy Głuchej. „Nowe Książ.” 1996 nr 1.
L. ŻULIŃSKI: Wypędzony z Lidy. „Wiad. Kult.” 1996 nr 6.
E. BORKOWSKA: Czas uwięziony w kadrze. „Topos” 1997 nr 1.

Dopóki jeszcze… i inne wiersze
A. NASIŁOWSKA: Dom młodości. „Życie Warsz.” dod. „Ex Libris” 1991 nr 14.
J. SIKORA: Poetycki testament mało lirycznej epoki. „Nowe Książ.” 1992 nr 5.

Życie i liryka
J. DRZEWUCKI: Między północą a świtem. Felietony Jurewicza. „Rzeczpospolita” 1999 nr 18.
M. JASTRZĘBIEC-MOSAKOWSKI: Życie i liryka Jurewicza. „Odra” 1999 nr 7/8.
W. KOWALEWSKI: O sztuce felietonu. „Borussia” 1999 nr 18/19.
E. PIECHOCKA: Odcienie czasu. „Kwart. Artyst.” 1999 nr 3.
S. STERNA-WACHOWIAK: Poeta jak Humphrey Bogart w wieku pobalzakowskim. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.

Prawdziwa ballada o miłości
M. CZUBAJ: Prosta ballada. „Polityka” 2002 nr 50.
J. GIZELLA: Kresy jako katharsis? „Kwart. Artyst.” 2003 nr 1.
A. GŁOWACKA: Miłość na kresach. „Opcje” 2003 nr 2.
W. KALISZEWSKI: Ludzka pamięć… „Więź” 2003 nr 2.
M. MIZURO. „Odra” 2003 nr 3.
D. NOWACKI: Ku pokrzepieniu, niestety. „Twórczość” 2003 nr 5.
M. ORSKI: Ballada w „czasie bez miłości”. „Nowe Książ.” 2003 nr 3.
K. MASŁOŃ. „Książ. Mag. Lit.” 2003 nr 1.
K. MASŁOŃ: Z Mickiewicza rodem. „Rzeczpospolita” 2003 nr 3.
D. NOWACKI: Ku pokrzepieniu, niestety. „Twórczość” 2003 nr 5.
K. ORŁOŚ: Romeo i Julia. „Rzeczpospolita” 2003 nr 232.
M. ORSKI: Ballada w „czasie bez miłości”. „Nowe Książ.” 2003 nr 3.
A. SZCZEBLEWSKA: Powieść w kolorze sepii. „Topos” 2003 nr 4/5.
D. WOŁODŹKO: O „najprawdziwszej rzeczywistości”. „Tygiel Kult.” 2003 nr 4/6.
J. WATRAK: Miłość na kresach. „Kresy” 2004 nr 1/2.

Popiół i wiatr
K. KORCZAK: Po dobrej stronie świata. „Głos Wybrz.” 2004 nr 40 [dot. też: Lida].
P. BRYSACZ: Ballada o straconym czasie. „Charaktery” 2005 nr 6.
TF [T. FIAŁKOWSKI]: Elegia na odejście. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 26.
J. KORNHAUSER: Czas pamiętany. „Kwart. Artyst.” 2005 nr 2.
T. MAJDOSZ: Felieton z życia. „Fraza” 2005 nr 14 [15].
R. OSTASZEWSKI: Pamięć i reszta. „Nowe Książ.” 2005 nr 12.
P. URBANIAK: Ocalić przeszłość przed zapomnieniem. „Topos” 2005 nr 5/6.
K.E. ZDANOWICZ: Tajemny krąg. „Śląsk” 2005 nr 11.
M. CUBER: Popiół i diament. „Res Publica Nowa” 2006 nr 1.
M. DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI: Wszystko, co boli… „Śląsk” 2006 nr 9.
A. FRANKOWIAK: Proustowska potrzeba rekonstrukcji. „Portret” 2006 nr 2.
A. JĘSIAK: „…i piękno i smutek”. „Migotania, Przejaśnienia” 2006 nr 4.
M. ORSKI: Requiem na „koniec tożsamości”. „Prz. Powsz.” 2006 nr 5.
M. ORSKI: W poszukiwaniu czasu przeoczonego. „Prz. Polit.” 2006 nr 76.
M. RADZIWON. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 121.
J. WANGIN: Żyjąc wstecz. „Pogranicza” 2006 nr 2.

Dzień przed końcem świata
P. CZAPLIŃSKI: Pojałtańska sielanka. „Pogranicza” 2008 nr 5.
J. CZECHOWICZ: O symbolicznej roli literackiego pożegnania. „Portret” 2008, nr 1.
B. DARSKA: To miał być inny czas. „Opcje” 2008 nr 1.
P. GULDA: Ocieplanie cienia ojca. „Gaz. Wybor.” Dod. „Trójmiasto” 2008 nr 31.
M. JENTYS: Czas przeszły skończony. „Wyspa” 2008 nr 2.
G. KALINOWSKI: Nokturn. „Kwart. Artyst.” 2008 nr 1.
T. MIZERKIEWICZ: Wspominać aż do niepamięci. „Nowe Książ.” 2008 nr 4.
D. NOWACKI: Od serca. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 6.
R. OSTASZEWSKI: Requiem dla ojca. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 36.
K. RAKOWSKA: Prywatna apokalipsa. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 31 dod. „Łódź”.
D. TAŁAJ: Trzy dni od zgonu do pogrzebu. „Świat i Sł.” 2008 nr 1.
P. URBANIAK: Tren dla ojca. „Odra” 2008 nr 4.
A. CZYŻYK: Role dla opłakujących stratę: „Dzień przed końcem świata” Aleksandra Jurewicza i „Umarł mi” Ingi Iwasiów. „Pozn. St. Slawist.” 2016 nr 11.</document>
<document nplp_id="3525" title="Wojciech KACZMAREK" slug="wojciech-kaczmarek">ur. 1954

Historyk teatru i literatury
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 9 lutego 1954 w Pyskowicach; syn Karola Kaczmarka, ślusarza-mechanika, i Marii z Oleszków. W 1969-74 uczęszczał do Technikum Kolejowego w Gliwicach. Po zdaniu matury studiował filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL); w 1978 otrzymał tam magisterium. W 1979 debiutował artykułem, napisanym na podstawie pracy magisterskiej pt. Polska batalia o [P.] Claudela, opublikowanym na łamach „Summarium. Sprawozdania Towarzystwa Naukowego KUL” (nr 8). W tymże roku został zatrudniony na KUL w Katedrze Dramatu i Teatru na stanowisku asystenta-stażysty, a od 1980 asystenta. Podjął badania nad polskim i europejskim dramatem i teatrem religijnym w XIX i XX w. W 1982 i 1986 przebywał na miesięcznych stypendiach naukowych na Université de Génève w Szwajcarii. W 1986 doktoryzował się na KUL na podstawie rozprawy pt. Recepcja chrześcijańskiego wymiaru dramatu i teatru Claudela w Polsce (promotor prof. Irena Sławińska). W 1987 wyjechał na miesięczne stypendium do Paryża na zaproszenie Société Paul Claudel, którego od 1983 był członkiem. W 1988 otrzymał stanowisko adiunkta. W 1991 przebywał na miesięcznym stypendium Université Louvain–la Neuve w Belgii. W 1999 habilitował się na podstawie rozprawy pt. Złamane pieczęcie Księgi. Inspiracje biblijne w dramaturgii Młodej Polski. W 2000 otrzymał tytuł doktora habilitowanego, a w 2001 stanowisko profesora nadzwyczajnego KUL. Od 2002 kierował Katedrą Dramatu i Teatru KUL. W 2006 ponownie przebywał przez miesiąc na stypendium Université Louvain w Belgii. Został członkiem wielu stowarzyszeń, m. in. Wydziału Historyczno-Filologicznego Towarzystwa Naukowego KUL (od 1993; od 2007 członek korespondent), Société Internationale d’Histoire Comparée du Théâtre, de l’Opéra et du Ballet w Paryżu (od 1995). W 2003-08 był dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej KUL. W 2008 otrzymał tytuł naukowy profesora i od tegoż roku do 2016 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Nauk Humanistycznych KUL. Odbywał wielokrotnie podróże do Włoch, Francji, Niemiec, Szwajcarii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych i Kanady.

W 1977 ożenił się z Teresą Kotulską, polonistką; mają dwoje dzieci: Łukasza (ur. 1979) i Andrzeja (ur. 1986). Mieszka w Lublinie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Claudel w Polsce. Chrześcijańskie perspektywy interpretacji dramatu i teatru. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1989, 258 s. KUL Wydz. Nauk Hum.
Zmieniona wersja rozprawy doktorskiej.
2. Wezwani do nadziei. Religia – ateizm – wiara w dramacie współczesnym. Zarys problematyki. [Studium]. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1993, 174 s. KUL Wydz. Nauk. Hum.
3. Złamane pieczęcie Księgi. Inspiracje biblijne w dramaturgii Młodej Polski. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1999, 346 s. KUL Wydz. Nauk. Hum.
Rozprawa habilitacyjna.
4. Od kontestacji do relacji. Człowiek wobec Boga w dramacie Młodej Polski. [Studium]. Lubl.: Wydawn. KUL 2007, 276 s . KUL Jana Pawła II. Wydz. Nauk Hum. Katedra Dramatu i Teatru KUL.
5. Przeniknąć człowieka. Chrześcijański horyzont dramatu i teatru XX wieku. [Studia]. Lubl.: Wydawn. KUL 2016, 417 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – W kręgu teorii i historii: Istota teatru w perspektywie chrześcijańskiej; Teatr wobec chrześcijaństwa. Szkic historyczny; Teatr: między religijnością a chrześcijaństwem. – Kondycja człowieka a teatr: Człowiek „zredukowany" w XX wieku. Zarys problemu; Teatr i dramat wobec „schyłku religii"; Religia - ateizm - wiara w teatrze XX wieku. – Perspektywy badawcze: Jak badać dramat i teatr chrześcijański; „Teodramatyka” w badaniach nad dramatem i teatrem; Preliminaria kerygmatycznej interpretacji dramatu i teatru. – Transformacje dramatu i teatru religijnego: Zakryte oblicze Ojca. Transformacje biblijnego obrazu Boga w dramacie Młodej Polski; Chrystus w dramaturgii Młodej Polski; Tęsknota za transcendencją w teatrze PRL-u; Teatr religijny w Polsce 1979-1989. – Analizy i interpretacje: Sąd nad Bogiem i człowiekiem: S. Wyspiański, „Sędziowie”; Wieczna agonia duszy: J. Kasprowicz, „Na Wzgórzu Śmierci”; Między religijnym woluntaryzmen a wiarą: K.H. Rostworowski, „Judasz z Kariothu” i „Paweł z Tarsu”; Spotkać Boga w człowieku. Jeszcze o „trylogii dramatycznej" Karola Wojtyły; „Kenoza” Odysa. Romana Brandstaettera reinterpretacja antycznego mitu. – Zakończenie.

Artykuły i rozprawy oraz bibliografie w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Polska batalia o [P.] Claudela. „Summarium. Spraw. TN KUL” 1979 nr 8 s. 185-201. – Teatr lubelski w latach 1896-1913. „Pam. Teatr.” 1984 z. 3/4 s. 561-570; nadb.: Wwa: PAN IS; Ossol. 1985. – Dwa oblicza [P.] Claudela. W: Gdańsk teatralny. Historia i współczesność. Gdańsk 1988 s. 166-175. – O badaniu sacrum w dramacie. Na przykładzie Paula Claudela. W: Dramat i teatr sakralny. Lubl. 1988 s. 309-327. – Bibliografia Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza 1886-1986. Oprac. W. Kaczmarek. W: S. Fita: Towarzystwo Literackie im. Adama Mickiewicza 1886-1986. Wr. 1990 s. 169-200. – Formy i przejawy współczesnego teatru religijnego w Polsce (1979-1989). W: Wokół współczesnego dramatu i teatru religijnego w Polsce (1979-1989). Wr. 1993 s. 11-29. – Bibliografia prac Ireny Sławińskiej 1977-1993. „Rocz. Hum.” 1994 z. 1 s. 137-158, przedr. w: Świat jako spektakl. Lubl. 2003. – Teatr i „atrium spraw niebieskich”. I. Sławińskiej czytanie Norwida. „Studia Norwidiana” 1997-1998 [wyd. 1999] nr 15/16 s. 35-52. – Zakryte oblicze Ojca. Transformacje biblijnego obrazu Boga w dramacie Młodej Polski. W: Obraz Boga Ojca w kulturze. Lubl. 2000 s. 177-205. – Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939). W: Patrimoine Littéraire. Auteurs européens du premiere XXe siecle. T. 1. De la drôle de paix et la drôle de guerre 1923-1939. Anthologie en langue française sous la direction de Jean-Claude Polet. Bruxelles 2002 [właśc. 2003] s. 763-777. – Ksiądz profesor Marian Lewko (1936-2002). Teatrolog i wychowawca. „Seminare”, Lubl. 2003 s. 17-26. – Odczytywanie dramatów Norwida. W: Świat jako spektakl. Lubl. 2003 s. 139-156. – Pasje i obowiązki. W: Świat jako spektakl. Lubl. 2003 s. 259-302, wersja zmieniona pt. Irena Sławińska – erudycja i praca. W: Teatr – Dramat – Sacrum. Lubl. 2007 s. 25-55 [o drodze twórczej I. Sławińskiej]. – Irena Sławińska – dzieło i ethos. „Ethos”, Lubl. 2004 nr 65/66 s. 427-446. – Dramat modernistyczny wobec kryzysu antropologicznego przełomu XIX i XX w. „Rocz. Hum.” 2004 z. 1 s. 33-54. – Karola Wojtyły teatr personalistyczny, przekł. ang.: Karol’s Wojtyła’s personalistic theater. Przeł. A. Głaz. „Personalizm” 2003 wyd. 2004 nr 5 s. 51-62. – Kazimierza Brauna historia teatru. W: Horyzonty teatru. Tor. 2004 s. 55-77. – Krytyka i dramat francuski w programach i dyskusjach Młodej Polski. W: Dramat obcy w Polsce XIX i XX wieku. Lubl. 2004 s. 99-110. – Ksiądz Marian Lewko (1936-2002) – salezjanin, teatrolog, pedagog. W: Dramat obcy w Polsce. Lubl. 2004 s. 381-394. – Przeniknąć człowieka. Osoba i Słowo w dramaturgii Karola Wojtyły. „Zesz. Nauk. KUL” 2004 nr 1 s. 133-141, przedr. w: Slovo v kulturè. [Cz.] 2. Gomel 2004 s. 133-137. – Mickiewicz Ireny Sławińskiej. W: Wobec romantyzmu. Lubl. 2006 s. 471-482. – Bóg i człowiek w dramaturgii Młodej Polski. W: W kręgu polskiego dramatu i teatru religijnego XX wieku. Lubl. 2007 s. 11-41. – Wokół personalistycznej koncepcji teatru Karola Wojtyły. „Ethos”, Lubl. 2007 nr 77/78 s. 225-242. – Marian Maciejewski – uczony i katechista; Trzy kroki na drodze wiary. Preliminaria kerygmatycznej interpretacji dramatu i teatru. W: Czterdzieści i cztery studia ofiarowane profesorowi Marianowi Maciejewskiemu. Lubl. 2008. s. 21-45; 71-92. – Chrystus w dramaturgii Młodej Polski. W: Modernizm. Zapowiedzi. Krystalizacje. Kontynuacje. Bydg. 2009 s. 273-294. – Prawda w teatrze. W: Prawda w literaturze. Lublin 2010 s. 323-335. – Teatr a antropologia przełomu XX i XXI wieku. [W:] Dylematy dramatu i teatru u progu XXI wieku. Lubl. 2011 s. 15-34. – Istota teatru. „Rocz. Kulturoznawcze” 2011, wyd. 2012 t. 2 s. 89-107. – Logos and the theatre. W: Logos et musica. In honorem summi romani pontificis Benedicti XVI. Frankfurt am Main, Berlin, Bern, Bruxelles, New York, Oxford, Warszawa, Wien 2012 s. 437-448. – Dziedzictwo antyku w twórczości Romana Brandstaettera (kilka przybliżeń). „Rocz. Hum.” 2013 z. 3 s. 81-92. – Tęsknota za transcendencją w teatrze PRL-u. W: Potrzeba sacrum. Literatura polska okresu PRL-u. Lubl. 2013 s. 515-530. – „Metoda” [M.] Maciejewskiego. „Colloquia Litteraria” 2014 [nr] 1 s. 83-92. – Ś.P. Profesor Marian Maciejewski (1937-2013). [Współaut.:] W. Pyczek. „Rocz. Hum.” 2014 z. 1 s. 197-207. – Analiza kerygmatyczna wobec aksjologii współczesnego literaturoznawstwa. „Rocz. Hum.” 2015 z. 1 s. 57-73. – Chrześcijański kontekst dramaturgii współczesnej. W: Religia w edukacji polonistycznej. Lubl. 2015 s. 15-25. – O dramacie nadziei. W: Z problematyki teatrologii i pedagogiki. Lubl. 2015 s. 91-100. – „Przyszłość zależy od miłości”. Szkic o dramacie Karola Wojtyły „Przed sklepem jubilera”. W: Poezja i egzystencja. Lubl. 2015 s. 255-266. – Teodramatyka Balthasara w badaniach nad dramatem i teatrem religijnym. W: Literatura, kultura religijna, polskość. Wwa 2015 s. 301-314. – „Nacinanie sykomory”, czyli Jak badać chrześcijański wymiar dramatu i teatru XX wieku. „Colloquia Litteraria” 2016 [nr] 2. – Religious theatre in Poland in 1978-1988. W: The theatre and religious drama nowadays. Lublin 2016 s. 11-29.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Dramat i teatr sakralny. [Szkice]. Pod red. I. Sławińskiej, W. Kaczmarka, W. Sulisza, M.B. Stykowej. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1988, 392 s. Zakład Badań nad Lit. Religijną; 14.
Materiały z sympozjum zorganizowanego przez Katedrę Dramatu i Teatru oraz Zakład Badań nad Literaturą Religijną KUL w Lublinie 2-5 maja 1983.
2. Dramat i teatr religijny w Polsce. Red.: I. Sławińska, W. Kaczmarek. Lubl.: Wydawn. Tow. Nauk. KUL 1991, 468 s. Tow. Nauk. KUL. Religijne tradycje literatury polskiej, t. 2.
3. Wokół współczesnego dramatu i teatru religijnego w Polsce (1979-1989). [Szkice]. Pod red. I. Sławńskiej i W. Kaczmarka. Wr.: Wiedza o Kulturze 1993, 322 s. Dramat w teatrze. Teatr w dramacie. Studia. Rozprawy, t. 9.
4. O. Miłosz: Misteria. Wybór i wstęp: I. Sławińska. Przeł. [z franc.]: I. Sławińska, B. Ostrowska. Przygot. do wyd. W. Kaczmarek. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1999, 135 s.
5. A. Hertzówna: Dramaty zebrane. Oprac. i wstęp: ks. M. Lewko. Uzup. i do druku przygot. W. Kaczmarek. Lubl.: Wydawn. KUL 2003, 355 s.
6. Świat jako spektakl. Irenie Sławińskiej na dziewięćdziesiąte urodziny. [Szkice]. Red. W. Kaczmarek. Lubl.: Wydawn. KUL 2003, 362 s.
7. Dramat i teatr. Red. nauk. W. Kaczmarek. „Rocz. Hum.” 2004 t. 52 z. 1.
8. Dramat obcy w Polsce w XIX i XX wieku. Red.: W. Kaczmarek i J. Michalczuk. Lubl.: Wydawn. KUL 2004, 414 s.
Materiały z sympozjum zorganizowanego w dn. 24-25 IX 2001 przez Katedrę Dramatu i Teatru KUL w Kazimierzu nad Wisłą. – Księga ofiarowana pamięci Księdza Prof. M. Lewki.
9. Teatr - Dramat – Sacrum. Katedra Dramatu i Teatru KUL (1975 – 2005). Red.: W. Kaczmarek, A. Podstawka. Lubl.: Wydawn. KUL 2007, 238 s.
10. W kręgu polskiego dramatu i teatru religijnego XX wieku. Pod red. W. Kaczmarka i J. Michalczuk. Lubl.: Norbertinum 2007, 184 s.
11. Czterdzieści i cztery. Studia ofiarowane profesorowi Marianowi Maciejewskiemu. Pod red. D. Seweryna, W. Kaczmarka i A. Seweryn. Lubl.: Wydawn. KUL 2008, 685 s. KUL Jana Pawła II, Wydz. Nauk Hum. Inst. Filologii Pol. Katedra Literatury Oświecenia i Romantyzmu.
Do książki dołączony dysk optyczny (DVD).
12. Dramat i teatr religijny. Wyróżniki i paradygmaty. W stulecie urodzin profesor Ireny Sławińskiej. [Studia]. Red.: W. Kaczmarek i J. Michalczuk. Lubl.: Wydawn. KUL 2014, 593 s. KUL Jana Pawła II. Katedra Dramatu i Teatru KUL. Oprac. i Teksty Dramatyczne, 10
Materiały z sympozjum zorganizowanego przez Katedrę Dramatu i Teatru KUL oraz Tow. Nauk. KUL, 10-12 IX 2012, Nałęczów.
13. I. Sławińska: Filozofia teatru. Wykłady uniwersyteckie. Przygot. do druku i wstępem opatrzył W. Kaczmarek. Lubl.: Wydawn. KUL 2014, 192 s. KUL Jana Pawła II. Katedra Dramatu i Teatru KUL. Oprac. i Teksty Dramatyczne, 9.
14. Karol Wojtyła – Jan Paweł II artysta słowa. Red.: M. Ołdakowska-Kuflowa, W. Kaczmarek. Lubl.: KUL 2015, 320 s. KUL Jana Pawła II. Wydz. Nauk Hum. Katedra Literatury Współcz., Katedra Dramatu i Teatru.
15. Czytanie dramatu. Miniatury analityczne. Red.: W. Kaczmarek, A. Jarosz. Lubl.: Wydawn. KUL 2016, 166 s. Oprac. i Teksty Dramatyczne; t. 13.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2013.
Wywiad: Powtórzyć gest Boga. Rozm.: Ł. Garbat [i in.]. Oprac. S.J. Żurek. W: Rozmowy edukacyjne. Lubl. 1998.

Złamane pieczęcie Księgi
K. KRALKOWSKA-GĄTKOWSKA: Łamanie złamanych pieczęci. „Nowe Książ.” 2000 nr 1.

Od kontestacji do relacji.
A. KAWALEC: Palimpsest kontestatorów. „Ethos”, Lubl. 2007 nr 1/2.
R. STRZELECKI: Dramat w świetle kerygmatu. „Zesz. Nauk. KUL” 2007 nr 3.
R. STRZELECKI: Kryzys antropologiczny i odpowiedź wiary. „Fraza” 2007 nr 4.

Przeniknąć człowieka
J. MALIK: Nacinanie owoców sykomory. „Ethos” 2017 nr 1.</document>
<document nplp_id="3528" title="Józef OLEJNICZAK" slug="jozef-olejniczak">ur. 1957

Imiona metrykalne: Józef Karol.

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 6 marca 1957 w Gliwicach; syn Czesława Olejniczaka, urzędnika kolejowego, i Marii z domu Raczek. W 1977 zdał maturę w Technikum Chemicznym w Gliwicach, a w następnym roku rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (UŚl.). Od 1982 przez dwa lata pracował jako nauczyciel języka polskiego w Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Katowicach. W marcu 1983 roku został zatrudniony w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej (INoLP; od 2005 im. I. Opackiego) na UŚl. jako asystent stażysta; w tymże roku uzyskał magisterium. W 1983 został członkiem Komisji Historycznoliterackiej Oddziału Katowickiego PAN (w 2011 przewodniczący). W 1984 przeszedł na stanowisko asystenta w INoLP UŚl. Debiutował w 1985 artykułem Problematyka marksistowska w „Dzienniku” Witolda Gombrowicza, czyli jedenasty esej przy Gombrowiczu, drukowanym w serii Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (nr 676). W następnych latach zajmował się polską literaturą współczesną, głównie emigracyjną. W 1986-90 pracował także jako polonista w Liceum Ogólnokształcącym im. gen. K. Świerczewskiego w Zabrzu, a następnie do 2002 w I Liceum Ogólnokształcącym STO im. S. Konarskiego w Katowicach. W 1988 wszedł w skład Rady Naukowej kwartalnika „FA-art”, później został współpracownikiem pisma, w którym w 1992-2000 regularnie publikował recenzje książkowe. W 1991 uzyskał tytuł doktora na podstawie rozprawy Motywy arkadyjskie w twórczości Stanisława Vincenza, Jerzego Stempowskiego, Józefa Wittlina, Czesława Miłosza (promotor prof. Ireneusz Opacki) i przeszedł na stanowisko adiunkta. Habilitował się w 2000 na podstawie rozprawy W-Tajemniczanie – Aleksander Wat i otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŚl. W 2002-07 był prodziekanem Wydziału Filologicznego UŚl. W grudniu 2004 uzyskał tytuł naukowy profesora. W 2005 został członkiem Rady Naukowej rocznika „Archiwum Emigracji”, a w 2006 Przewodniczącym Senackiej Komisji ds. Kształcenia (do 2008). Był także współzałożycielem (w 2008) Stowarzyszenia „Edukacja dla Przyszłości”, którego prezesem był do 2015. W 2008-09 pełnił funkcję kierownika Zakładu Teorii Literatury INoLP UŚl. Uczestniczył w wielu konferencjach naukowych, krajowych i zagranicznych. Wykładał gościnnie w Neapolu (2005), a także w ramach programu Socrates-Erasmus w Bukareszcie (2009), Wilnie (2010) i Sztokholmie (2011). W 2010 został profesorem zwyczajnym UŚl. W 2012-13 pracował także na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, gdzie pełnił funkcje Kierownika Samodzielnego Zakładu Dziennikarstwa Ekonomicznego i Nowych Mediów, Pełnomocnika Dziekana ds. Zapewniania Jakości Kształcenia oraz Kuratora kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. W 2016 wszedł w skład kapituły Nagrody Literackiej im. W. Gombrowicza. Za działalność naukową i organizacyjną wielokrotnie wyróżniany Nagrodą Rektora Uniwersytetu Śląskiego. Odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2005), Brązowym Krzyżem Zasługi (2005), Złotą odznaką „Zasłużony dla Uniwersytetu Śląskiego” (2005).

W 1985 ożenił się z Elżbietą Pieczyrak, polonistką; ma córkę, Martę (ur. 1987). Mieszka w Świętochłowicach.



TWÓRCZOŚĆ
1. Arkadia i małe ojczyzny. Vincenz, Stempowski, Wittlin, Miłosz. Kr.: OL 1992, 245 s. Kolekcja Konesera Lit.
Rozprawa doktorska.
Nagroda Rektora Uniwersytetu Śląskiego za rozprawę doktorską roku 1991.
Zawartość: Wstęp. – Cz. 1. Źródła: Figury wygnania. Sylwetki pisarzy; Wspomnienie, wspomnienia, idealizacja. O cechach twórczości Vincenza, Stempowskiego, Wittlina i Miłosza; Arkadia – topos i idea. Opis ewolucji motywu. – Cz. 2. Ilustracje: Metafizyka Arkadii. Szkic o twórczości Stanisława Vincenza; Brak Arkadii? Szkic o twórczości Jerzego Stempowskiego i Józefa Wittlina; Między Arkadią i katastrofą. Szkic o twórczości Czesława Miłosza; W Europie Środkowej. Uwagi na marginesie współczesnej dyskusji.
2. Czytając Miłosza. Katow.: Śląsk 1997, 321 s. Bibl. Interpretacji, t. 2. Wyd. 2 poszerz. i popraw. tamże 2011, 376 s.
Zawiera kalendarium życia i twórczości, wybór wierszy z: Cz. Miłosz: Wiersze. T. 1-3. Kr. 1993; Na brzegu rzeki. Kr. 1994, oraz objaśnienia, uwagi o lekturze i konteksty.
3. Emigracje. Szkice, studia, sylwetki. Katow.: Para 1999, 236 s.
Zawartość: Figury wygnania – sylwetki pisarzy [por. poz. 1]; Witold Gombrowicz; Gombrowicz – Dante; Stanisław Vincenz – Czytanie i dialog; „Dziennik” Jana Lechonia – próba lektury; Józef Wittlin trzy razy: I. Odpowiedzialność pisarza, II. Spojrzenia Wittlina, III. Wittlin wobec „Innego”; Aleksander Wat.
4. W-Tajemniczanie – Aleksander Wat. [Rozprawa]. Katow.: Wydawn. UŚl. 1999, 289 s. Prace Nauk. UŚl. w Katow., 1797.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. – Los; Diabeł; Duchowość; Ból; Księga; Poezja.
5. Kłamstwo nieprzerwanie nas drąży. Cztery szkice o Gombrowiczu. Katow: Wydawn. UŚl. 2003, 159 s. Prace Nauk. UŚl. w Katow., nr 2124.
Zawartość: „Marksizm” Gombrowicza?; Relacja Gombrowicz – Giedroyc. Listy; Podmiot(y) Gombrowicza; Splot – plotki, trupy i „Rzeczy ostateczne”.
6. Powroty w śmierć. [Szkice]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2009, 263 s. Prace Nauk. UŚl. w Katow., nr 2696.
Zawartość: Powroty w śmierć; Bruno Schulz; Aleksander Wat; Józef Wittlin; Czesław Miłosz; Witold. Gombrowicz. – Coda [zakończenie].
7. Miłosz. Autobiografia. Cztery eseje. Katow.: UŚl.; Wwa: Wydawn. IBL 2013, 241 s.
Zawartość: Wprowadzenie. – Miłosz. Autobiografia; Mistrzowie?; Opowiedzieć Historię; Być na miarę literatury.
8. Inflacja – deflacja. Szkice o literaturoznawczej teorii i praktyce. Wwa: IBL PAN. Wydawn., Katow.: UŚl. 2016, 356 s.

Studia i szkice w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Problematyka marksistowska w „Dzienniku” Witolda Gombrowicza, czyli jedenasty esej przy Gombrowiczu. W: Studia skamandryckie i inne. Katow. 1985 s. 134-152. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 676. – „Cygańskim wozem do Ameryki”. Szkic o emigracji Kazimierza Wierzyńskiego. W: Skamander. T. 5. Studia o twórczości Kazimierza Wierzyńskiego. Katow. 1986 s. 179-190. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 730. – Dyskurs i autobiografia. Wokół prozy Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. W: Studia o przemianach gatunkowych w powieści polskiej XX wieku. Katow. 1987 s. 154-176. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 836. – Antoni Słonimski „w sprawie” Miłosza. W: Skamander. T. 6. Studia o twórczości Antoniego Słonimskiego. Katow. 1988 s. 169-183. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 880. – Powieść jako esej. „Alm. Hum.”* 1988 nr 8 s. 114-122. – Czesław Miłosz. „Trwoga-sen” (1918). Palimpsest. W: Znajomym gościńcem. Katow. 1993 s. 151-161. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1376. – Trzeba chronić tę miłość... Kłopoty z tekstem. W: Podsłuchane, zapisane. Katow. 1993 s. 28-37. – Tyrmand! W: Pisarze emigracyjni. Sylwetki. Kr. 1993 s. 169-182. – Esej i dziennik na emigracji; Jerzy Giedroyć [!]; Proza „wspominkarska”. W: Literatura emigracyjna 1939-1989. Katow. 1996 s. 226-259; 259-276; 126-136. – Miłosz, PRL i historia – „Który skrzywdziłeś”. W: Kanonada. Interpretacje wierszy polskich. (1939-1989). Katow. 1999 s. 54-66. – Emigracja – nietożsamość (Na przykład Aleksander Wat). W: Powroty w zapomnienie. Kr. 2001 s. 163-175. –„Ja to ktoś inny”. Przygody podmiotu Aleksandra Wata. W: Tkanina. Katow. 2003 s. 210-221, przekł. niem.: „«Ich» ist ein anderer”. Abenteuer des Subjekts von Aleksander Wat. [Przeł.] A. Grzybkowska. W: Aleksander Wat und „sein” Jahrhundert. Wiesbaden 2002 s. 175-188. – Tożsamość. Szkic przy Aleksandrze Wacie. W: Żydzi w literaturze. Katow. 2003 s. 87-97. – Konfesja (?), spojrzenie w niebo, po klęsce (?). „Klęska” Leopolda Staffa. W: Poezja Leopolda Staffa. Kr. 2005 s. 483-494. – „Nagość” Gombrowicza. W: Intymność wyrażona. Katow. 2006 s. 127-137. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2471. – Lietuva prabègus pusei amžiaus. Sugrįžimai (įsivaizduojami Ir realüs) į Miłoszo vaikystès šalį. [Przeł.] A. Radzevičius. W: Czesławas Miłoszas Iš XXI Amžiaus Perspektyvos. Kaunas 2007 s. 86-98. – Miejsce Brunona Schulza w literaturze modernistycznej. W: NarRacje po końcu (wielkich) narRacji. Wwa 2007 s. 303-315. – Witold Gombrowicz revient en Europe. „Moi” et „moi”, „maintenant” et „autrefois”, „ici” et „là-bas”. W: Witold Gombrowicz entre l’Europe et l’Amérique. Lille 2007 s. 195-212. – O poezji Marcina Świetlickiego. Rozpoznanie wstępne. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 s. 351-358. – Reprezentacja śmierci. W: Kulturowe wizualizacje doświadczenia. Wwa 2010 s. 557-563. – Śmierć masowa mówiła w jidysz... W: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Wwa 2010 s. 173-187. – Antologia Miłosza. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 1 s. 201-210. – Autobiografia i fantazmaty. W: Fantazmaty i fetysze w literaturze polskiej XX (i XXI) wieku. Wwa 2011 s. 142-150. – Druga? Awangarda? Czechowicz – Miłosz. W: Miłosz – Czechowicz. Lektury paralelne. Lubl. 2011 s. 41-52, dostępny on-line [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/dlibra/doccontent?id=40940. – Miłosz na miarę literatury. „Pam. Lit.” 2011 z. 2 s. 99-111. – Białoszewski. Autoportrety. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa: 2012 s. 557-565. – Migracje Vincenza. W: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2012 s. 129-138. – Projekt: historia literatury. „Śl. Stud. Polonist.” 2014 nr 1/2 s. 101-108. – Józef Wittlin w nielubianym mieście. W: Od New Orleans do Mississauga. Wwa 2015 s. 50-65. – Zwątpienie (w) tożsamość i wielokulturowość. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 265-279.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Po Dantem. Wybór materiałów z VIII Konferencji Pracowników Naukowych i Studentów Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej Uniwersytetu Śląskiego. Pod red. J. Olejniczaka. Katow.: Górnośląskie Centrum Kultury 1996, 158 s.
2. Na boku. Pisarze teoretykami literatury?... (Szkice).
[T. 1.] Red. nauk.: J. Olejniczak i M. Bogdanowska. Katow.: Ag. Artyst. Para 2007, 179 s.
T. 2. Red. nauk. J. Olejniczak i A. Szewerna-Dyrszka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2010, 215 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2778.
T. 3. Red. nauk. J. Olejniczak i A. Szawerna-Dyrszka. Katow.: Ag. Artyst. Para 2012, 178 s.
T. 4. Red. nauk. J. Olejniczak i A. Szewerna-Dyrszka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016. 209 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., nr 3534.
3. Starość raz jeszcze... (Szkice). Red.: J. Olejniczak, S. Zając. Katow.: Ag. Artyst. Para 2007, 291 s.]
Materiały konferencji, która odbyła się w 2006 w Katow.
4. Ciało, granice, kanon. Studia. Pod red. J. Olejniczaka i M. Rygielskiej. Katow.: Ag. Artyst. Para 2008, 247 s.
5. E. Ożarowska: Bez tytułu. Wiersze. Wybór … Katow.: Ag. Artyst. Para 2009, 32 s
6. Polityczność literatury, polityczność literaturoznawstwa, gramatyka sprzeciwu. Red.: J. Olejniczak, R. Knapek, M. Szumna. Katow.: Ag. Artyst. Para 2012, 298 s.
7. Teoria nad-interpretacją? Pod red. J. Olejniczaka, M. Baron, P. Tomczoka. Katow.: UŚl.: Wydawn. FA-art 2012, 238 s.
8. J. Wittlin: Listy do redaktorów „Wiadomości”. Oprac. i przyp. opatrzył J. Olejniczak. Konsultacja edytorska: B. Dorosz. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2104, 506 s.
9. Nowy Nowak (Tadeusz). Zbiór szkiców. Pod red. J. Olejniczaka i R. Knapka. Z reprodukcją obrazów S. Baja. Katow: Wydawn. UŚl 2016, 262 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3517.
10. Wyjść poza tekst. Literatura wobec tradycji i rzeczywistości. Pod red. S.P. Kukulaka i J. Olejniczaka. Katow.: Wydawn. UŚl. 2016, 302 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3549.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2010, 2013.

Arkadia i małe ojczyzny

 	A. DZIADEK. „Postscriptum” 1992 nr 3.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Wygnanie i powrót. „Znak” 1993 nr 11.
 	M. KRAKOWIAK. „Ruch Lit.” 1993 z. 6.
 	J. KUBICKA. „Słowo” 1993 nr 146.
 	A.S. KOWALCZYK: Stąd do Arkadii. „Kresy” 1994 nr 17.

Czytając Miłosza

 	A. DZIADEK: Jak czytać Miłosza? „Śląsk” 1997 nr 11.

Emigracje

 	R. MOCZKODAN: Rozczarowujące „Emigracje”... „Arch. Emigracji” 2000 z. 3.

W-Tajemniczanie – Aleksander Wat

 	P. MAJERSKI: Twarz poety. „Nowe Książ.” 1999 nr 12.
 	B. PRZYMUSZAŁA: Wat i Derrida? „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2000 t. 7.
 	H. WITEK: W-Tajemniczanie. „Śląsk” 2001 nr 2.

Kłamstwo nieprzerwanie nas drąży

 	T. MIZERKIEWICZ. „Pam. Lit.” 2004 z. 4.

Powroty w śmierć

 	B. PIEŃKOWSKA: Pięć ruchów w stronę śmierci. „Nowe Książ.” 2009 nr 11.
 	D. KISIAŁA: Śmiertelnie niebezpieczne podróże i tajemnica „sztuki poetyckiej”. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 2

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3530" title="Anna KAJTOCHOWA" slug="anna-kajtochowa">1928-2011
Pseud. i krypt.: ak; ank; haka; hk; sak; sk; Stanisława Kasprzyk.

Poetka, redaktorka
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 21 lipca 1928 w Brzozowie pod Krosnem na Podkarpaciu w rodzinie chłopskiej; córka Michała Nogaja i Heleny z domu Szarek. Uczyła się od 1935 w Szkole Powszechnej w Brzozowie. Po wybuchu II wojny światowej kontynuowała naukę w tej szkole, a następnie od 1942 tamże w Dwuletniej Szkole Handlowej. Po wycofaniu się wojsk niemieckich z tego terenu uczyła się od 1944 w tamtejszym Liceum Humanistycznym im. Kazimierza Wielkiego; w 1948 zdała maturę. W tymże roku została członkiem najpierw PPS, a następnie PZPR (do 1990). Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Równocześnie pracowała jako nauczycielka w Liceum Pedagogicznym i Liceum Ogólnokształcącym w Bochni (1948-1951) i w Średniej Szkole Handlowej w Krakowie (1949-51). W 1951 zakończyła studia i otrzymała nakaz pracy w redakcji „Gazety Krakowskiej”. Początkowo zatrudniona była w sekretariacie tego dziennika, następnie została kierownikiem jego działu rolnego, od października 1956 działu informacyjnego, potem działu młodzieżowego i reporterów (od 1949 publikowała tu drobne noty, podpisywane kryptonimami); w 1959 została zwolniona z redakcji pod zarzutem reprezentowania światopoglądu drobnomieszczańskiego. W 1954 została członkiem SDP. W latach sześćdziesiątych studiowała przez cztery semestry polonistykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Debiutowała jako poetka w 1964 wierszem Aleja Róż,opublikowanym w „Głosie Młodzieży Wiejskiej” (nr 1/2); utwory poetyckie zamieszczała w tym piśmie do 1968. W 1969-71 w „Głosie Młodzieży” ogłaszała wiersze, a także recenzje literackie pod kryptonimem (hk), uczestniczyła też w redagowaniu „Arkuszy Poetyckich”, wydawanych przez to pismo. Została sekretarzem zarządu Koła Młodych przy Krakowskim Oddziale ZLP. W 1972-82 była redaktorem w dziale realizacyjnym „Studenta”, od 1982 do przejścia na emeryturę w 1985 pracowała na tym stanowisku w piśmie „TeMI”. Współpracowała z klubami literackimi Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury. W 1981 należała do założycieli Grupy Literackiej „Nadstawie”, działającej do 1988. W 1984 została członkiem ZLP; w 1995-2005 była sekretarzem Zarządu Oddziału Krakowskiego Związku. Związała się z Konfraternią Poetów i zamieszczała swoje utwory w jej antologiach. Publikowała w tym czasie m.in. w „Lekturze” (1992-93), „Magdalence Literackiej” (1994-95), „Akancie” (2003-04), „Poezji Dzisiaj” (1999-2001, 2003). Obok twórczości poetyckiej i prozatorskiej zajmowała się po 1990 redagowaniem tomików i antologii poetyckich, m.in. almanachów cyklicznych spotkań pod nazwą Krakowska Noc Poetów. Od 1995 była konsultantką literacką Grupy Literackiej „Każdy”, prowadziła w Oleśnie warsztaty poetyckie i międzyszkolny Konkurs Literacki im. J. Lompy. W 2001 przystąpiła do Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego w Krakowie. W 2004 została członkiem honorowym Polish American Poets Academy. Odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi (1957), Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta (1977) oraz odznaką Prezydenta m. Krakowa „Honoris Gratia” (2008).

W 1951 wyszła za mąż za Jacka Kajtocha, historyka literatury i krytyka; ze związku tego miała córkę Martę (ur. 1952, zamężna Bela), filologa polskiego i plastyczkę, oraz syna Wojciecha (ur. 1957), prasoznawcę, profesora UJ. Zmarła 19 marca 2011 w Krakowie; pochowana na Cmentarzu Rakowickim.
TWÓRCZOŚĆ
1. Babcia. [Powieść]. Kr.: WL 1982, 175 s.
2. Sytuacje. [Wiersze]. Posłowie: J.R. Jaglarz. Bielsko-Biała: Beskidzka Ofic. Wydawn. Beskidzkiego Tow. Społ.-Kult.; Wadowice: Ofic. Wydawn. Tow. Miłośników Ziemi Wadowickiej 1983, 53 s.
3. Krawędź. [Wiersze]. Nowy Sącz: Ofic. Wydawn. Związku Podhalan; Tow. Miłośników Ziemi Wadowickiej 1986, 31 s. Bibl. „Nadstawia”, Ser. Miniatur.
4. Uroda tarniny. [Wiersze]. Red., oprac. i wybór: J. Lubart-Krzysica. Kr.: Ofic. Konfraterni Poetów 1990, 46 s.
5. Sytuacje II. [Wiersze]. Kr.: [b.w.] 1992, 64 s.
6. Tamten brzeg. [Powieść]. Kr.: Ofic. Wydawn. Krak. Klubu Artyst.-Lit. 1993, 225 s.
Wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie ZLP i Wojewody Lubel. w 1988.
7. Usiłowałam być człowiekiem. [Wiersze]. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. [1994], 62 s.
8. Krzyk lelka. [Wiersze]. Kr.: PiT 1995, 62 s.
9. Stygnąca kipiel. [Wiersze]. Kr.: PiT 1995, 62 s.
10. Cień Ozyrysa. [Wiersze]. Kr.: PiT 1996, 93 s.
11. Ogród ostów. [Wiersze]. Kr.: Ofic. Konfraterni Poetów 1997, 80 s.
12. Tabliczka dawno roztrzaskanej prawdy. Wybór wierszy. Wybór i red.: J. Tomiak. Kr.: PiT 1998, 350 s.
13. Nie jestem biegła w tajemnicach duchów. [Wiersze]. Kr.: PiT 2000, 167 s.
14. Żyję snem? [Wiersze]. Kr.: PiT 2002, 79 s.
15. Bezdrożem ścierniska. [Wiersze]. Kr.: Partner 2003, 124 s.
16. Siódmy krąg. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 79 s.
17. Rosła kalina… [Wiersze]. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 92 s.
18. Wyłania się wiosna znad konturów cienia. Wybór wierszy z lat 1969-2005. Wybrał, oprac. i posł. opatrzył E. Ostrowski. Kr.: Wydawn. i Reklama Partner 2006, 153 s.
19. Rosa przedświtu. Wiersze z lat 1982-2007. Wybór i oprac.: M. Kania. Kr.: Wydawn. Nauk. DWN 2007, 64 s.
20. Zza porannych mgieł. [Wiersze]. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2007, 113 s.
21. Świetliki. Wybór miniatur i epigramatów 1983-2008. Wybrał, oprac. i posł. opatrzył E. Ostrowski. Kr.: Wydawn. i Reklama Partner 2008, 127 s.
22. Poezje wybrane. Wstęp: L. Żuliński. Wwa: LSW 2009, 176 s.
Tu także: Nota biograficzna.
23. A. Woitok: Dni ostatniego czerwca. Die Tage des letzen Juni: List miłosny z frontu Liebesbried von der Front. [Wiersze]. Przeł.: A. Kajtochowa, M. Mitrenga, M. Tkacz. Kr.: PiT 1997, 109 s.

Przekłady utworów A. Kajtochowej w antologiach zagranicznych: ang.: Contemporary writers of Poland. [Red.:] D. Błaszak. [USA] Dreammee Little City 2005, wyd. 2 Orlando, Chicago 2008, − ros.: Sdelano v Polše. Vek XX. [Wybór i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009, − ukr.: Tomu ŝo voni suŝci. Antologìâ sučasnoï pol's'koï poezìï = Dlatego że są. Antologia współczesnej poezji polskiej [Wybór:] S. Ŝevčenko. L’viv 2005.
Przekład
1. A. Woitok: Dni ostatniego czerwca = Die Tage des letzten Juni; List miłosny z frontu = Liebesbrief von der Front. [Wiersze]. Przeł.: ..., M. Mitrenga, M. Tkacz. Kr.: PiT 1997, 109 s.
Prace redakcyjne
1. Sercem i myślą. 10-lecie Spółdzielni Inwalidzkiej w Krakowskiem. 1949-1959. Red.: A. Kajtochowa, L. Marcinik. Kr.: Okręgowy Związek Spółdz. Inwalidów 1959, 36 s.
2. W samym środku życia. [Antologia wierszy]. Wstęp, wybór, inf. o autorach: J. Kajtoch. Oprac. lit. A. Kajtochowa. Kr.: Ośrodek Kultury Kombinatu Huta im. Lenina 1986, 95 s.
3. Wiersze gorczańskie. [Antologia]. Wybór: A. Kajtochowa, J. Kajtoch. Wstęp A. Kajtochowa. Nowy Sącz: Sądecka Ofic. Wydawn. 1987, 94 s.
4. D. Nowak: Czas bólu. [Wiersze]. Wybór i oprac. … Posł.: J. Kajtoch. Kr.: Ośrodek Kultury Kombinatu Metalurgicznego Huta im. Lenina 1988, 64 s. Bibl-czka Robotniczego Stow. Twórców Kultury.
5. F. Sołkowski: Głos ciszy. [Wiersze]. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Posł.: J. Kajtoch. Kr.: Ośrodek Kultury Kombinatu Metalurgicznego Huta im. Lenina 1988, 64 s. Bibl-czka Robotniczego Stow. Twórców Kultury.
6. H. Lipner: Krótka rozprawa o człowieku. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Posł.: J. Kajtoch. Kr.: Ośrodek Kultury Kombinatu Metalurgicznego Huta im. T. Sendzimira 1990, 63 s. Bibl-czka Robotniczego Stow. Twórców Kultury.
7. J. Solarz: Pod ciosem wiatru. [Wiersze]. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Posł.: J. Kajtoch. Kr.: Ośrodek Kultury Kombinatu Metalurgicznego Huta im. T. Sendzimira 1990, 63 s. Bibl-czka Robotniczego Stow. Twórców Kultury.
8. E. Jeziorowska-Wróbel: Niebo mojego czasu. Wiersze z lat 1981-1989. Wybór, red. A. Kajtochowa. Częstochowa: Robotnicze Stow. Twórców Kultury Woj. Częstochowskiego; Częstochowska Ofic. Robotnicza 1991, 64 s.
9. F. Sołkowski: Cień światła. [Wiersze]. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Posł.: J. Kajtoch. Kr.: [Nakł. autora] 1991, 63 s.
10. S. Waldon: Podróż słoneczka. [Wiersze]. Wybór, posł. A. Kajtochowa. Kr.: [Nakł. autora] 1991, 64 s.
11. R. Dulian: Forsycja zaprasza. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1992, 38 s.
12. J. Orlikowski: Suknia rzucona w potok krwi. [Wiersze]. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Postscriptum: J. Kajtoch. Częstochowa: Robotnicze Stow. Twórców Kultury Woj. Częstochowskiego; Częstochowska Ofic. Robotnicza 1992, 76 s.
13. W.E. Piekarski: Biała przejrzystość. Wybór wierszy z lat 1987-1990. Wybór i oprac. A. Kajtochowa. Postscriptum: J. Kajtoch. Częstochowa: Robotnicze Stow. Twórców Kultury Woj. Częstochowskiego; Częstochowska Ofic. Robotnicza 1992, 86 s.
14. M. Duszka: Zupełnie szczęśliwa marionetka. [Wiesze]. [Wybór, red.] A. Kajtochowa. Postscriptum: J. Kajtoch. Częstochowa: Ofic. Galeria 1993, 44 s.
15. W. Kania: Ars moriendi. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 40 s.
16. W. Kania: Ziemia jako punkcik. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Posł.: S. Długosz. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 60 s.
17. J.S. Łątka: Krwawy apostoł. Feliks Dzierżyński (1877-1926). [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Klub Przyjaciół Turcji 1993, 198 s. Wyd. 2 Kr.: Społ. Inst. Historii 1998.
18. J.S. Łątka: Lot ku gorzkiej sławie. Gen. Ludomił Rayski (1882-1977). [Biografia]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Społeczny Inst. Historii i Kultury Turcji 1993, 89 s. Wyd. 2 poszerz. Tamże 1994.
19. D. Machnik: Pisane na złotym listku. [Wiersze]. Postscriptum, wybór, oprac., red. A. Kajtochowa. Kr.: Gminny Ośrodek Kultury w Bolesławiu 1993, 63 s.
20. L. Rybarski: Widziały gały… [Powieść]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Krak. Klub Lit. 1993, 206 s.
21. F. Sołkowski: Jasność nocy. Wiersze z lat 1986-1991. Wybór i red. A. Kajtochowa. Posł.: J. Kajtoch. Kr.: Ośrodek Kultury Huty im. T. Sendzimira; Grupa Lit. „Sylaba” RSTK [Robotniczego Stow. Twórców Kultury] 1993, 63 s.
22. J. Tulik: Wada pierworodna. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1993, 62 s.
23. B. Tyszkiewicz: Podaj mi płaszcz. [Wiersze]. Postscriptum i wybór tekstów A. Kajtochowa. Sieradz: Klub Pracy Twórczej 1993, 38 s.
24. A. Frania: Na przykład mnie nie ma. [Wiersze]. Wybór A. Kajtochowa. Oprac., nadzór literacki oraz posł.: W. Skrzypczyk. Częstochowa: [Nakł. autora] 1994, 74 s.
25. Kształt miłości. [Antologia wierszy]. Wybór: A. Kajtochowa, J. Kajtoch. Szczec.: Mak 1994, 190 s.
26. R. Lipecka: Latawce. Wybór, wstęp i postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1994, 61 s.
27. J. Orlikowski: Geometria światła. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1994, 62 s.
28. R. Habdas: W ramionach Drawy. [Wiersze]. Wybór, posł. A. Kajtochowa. Gorzów Wielkop.: Robotnicze Stow. Twórców Kultury 1995, 79 s.
29. E. Asma: Kontury. [Wiersze]. Wstęp, wybór, red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1996, 66 s.
30. D. Fijałkowski: Dialog z lustrem. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: ZLP, Oddz. 1996, 69 s.
31. J.S. Fronczek: Wiatr w ogrodzie piosenki. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Kr.: Klub Artyst.-Lit. Teatru „Stygmator” 1996, 44 s.
32. J.S. Łątka: Lew nasz, lew polski. Pasza Iskender (Antoni Iliński). [Biografia]. Red. A. Kajtochowa. Kr.: Społ. Inst. Historii i Kultury Turcji; Gdańsk: „Rocz. Tatarów Pol.” 1996, 166 s. Bibl. „Rocz. Tatarów Pol.”
33. E. Ostrowski: Śnieżne Góry. [Wiersze]. Posł., red. A. Kajtochowa. Kr: PiT 1996, 53 s.
34. W. Wężyk: Zawieszenie. [Wiersze]. Wybór: E. Wężyk. Wstęp i red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1996, 52 s.
35. H. Wietrzny: Płomyk pamięci. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Zakonu Pijarów 1996, 70 s.
36. H. Wietrzny: Twarze Ewy. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1996, 90 s.
37. D. Długosz-Penca: Łupinki snu. [Wiersze]. Postscriptum, wybór i red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 62 s.
38. [Dwudziesta piąta] XXV Jubileuszowa Krakowska Noc Poetów, 21 czerwca 1997. [Antologia]. Słowo wstępne: J. Tomiak. Wybór: A. Kajtochowa, M. Parlicki. Kr.: ZLP, Oddział 1997, 64 s.
39. Ł. Fornalczyk-Fice: W moim śnie. [Wiersze]. Postscriptum, wybór i red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 62 s.
40. J.H. Gucwiński: W krainie bajecznego teraz. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Awa Ploter 1997, 86 s.
41. M. Hanik: Pamiętnik emocji. [Wiersze]. Wybór, postscriptum i red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 62 s.
42. K. Jezierska: Deszcz złotych przecinków. [Wiersze]. Postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Partner 1997, 94 s.
43. W. Kunicka: W cieniu ogrodów. [Wiersze]. Wybór, red. i posł. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 57 s.
44. A. Perzyńska-Wyciszkiewicz: Anima. [Wiersze]. Postscriptum, wybór A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 67 s.
45. A. Pochylczuk: Spisek przeciwko cytrynie. [Wiersze]. Red., wybór, posł. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1997, 62 s.
46. H. Wietrzny: Człowieczy pejzaż. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Zakonu Pijarów 1997, 45 s.
47. H. Wietrzny: Przeznaczenie. [Opowiadania]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: ZLP, Oddz. 1997, 57 s.
48. J. Wysocki: Sen słonecznej doliny. [Wiersze]. Red. A. Kajtochowa. Posł.: J.S. Fronczek. Kr.: Krak. Klub Artyst.-Lit. 1997, 61 s.
49. [Dwudziesta szósta] XXVI Krakowska Noc Poetów. [Antologia]. Wstęp, noty, wybór A. Kajtochowa. Red.: K. Strzelewicz. Kr.: Krak. Oddz. ZLP 1998, 78 s.
50. J.S. Fronczek: Zwycięzcy i pokonani. Wiersze nowe i dawne. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Partner 1998, 94 s.
51. Z. Kulig: Boso, pod wiatr… [Wiersze]. [Postscriptum, red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1998, 54 s.
52. K. Kulig: Krzyk ciszy. [Wiersze]. [Postscriptum, red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1998, 51 s.
53. W. Jakubowski: Próba pamięci. [Wiersze]. [Zamiast wstępu, red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1998, 51 s.
54. T. Masłyk: To kocham. [Wiersze]. [Wybór, red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1998, 78 s.
55. K. Przerwa-Tetmajer: Ekstaza. [Wiersze]. Wybór: M. Kościuszko. Wstęp, red. A. Kajtochowa. Kr.: Partner 1998, 127 s.
56. I. Rup: Poszukiwanie zgubionej drachmy. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1998, 58 s.
57. E. Bugajska: Okruchy bursztynu. [Wiersze]. [Wybór, red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, 63 s.
58. A. Chmist: Przekupię Boga cukierkami. [Wiersze]. [Wybór, posł., red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, 74 s.
59. D. Długosz-Penca: Szmer piasku zostanie. [Wiersze]. Red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, … 64 s.
60. M. Duszka: Może się przyśnisz. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr., Sieradz: Regionalny Ośrodek Kultury w Sieradzu 1999, 58 s.
61. [Dwudziesta siódma] XXVII Krakowska Noc Poetów. [Antologia]. Wstęp, noty, wybór A. Kajtochowa. Red.: K. Strzelewicz. Kr.: Krak. Oddz. ZLP 1999, 90 s.
62. Galeria Poetów Trójmiasta. Antologia. Pomysł antologii: A. Perzyńska, W. Boros. Red., noty, wybór A. Kajtochowa. Kr.: PiT; Gdańsk: GPT 1999, 154 s.
63. Każdy rodzi się poetą. Przegląd twórczości Grupy Poetyckiej „Każdy” działającej pod patronatem Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie. Red.: A. Kajtochowa., R. Rodzik. Kr.: M. Węgrzynowicz-Plichta 1999, 196 s.
64. J. Nalepa: Deszcz we włosach. [Wiersze]. Wybór, posł., red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, 76 s.
65. A. Piżl: Deszczopad. [Wiersze]. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, 47 s.
66. L. Rybarski: Wali się dom i inne utwory dramatyczne. Posł.: J. Kajtoch. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 1999, 362 s.
67. K. Sztąpka: Drewniane niebo. [Wiersze]. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Chorzów: Górnośląskie Tow. Lit. 1999, 62 s.
68. M. Dąbrowa-Szatko. Odejście mitu. [Wiersze]. Postscriptum i red. A. Kajtochowa. Kr.: Partner 2000, 127 s.
69. B. Dziekańska: A niebo zostanie różowe. [Wiersze]. [Słowo wstępne, red.] A. Kajtochowa. Górnośląskie Tow. Lit. 2000, 76 s.
70. Łabędzie tańczą taniec godowy. Zbiorek wierszy o miłości. Wybór, wstęp, noty biograficzne … Red.: A. Kajtochowa, R. Rodzik. Kr.: M. Węgrzynowicz-Plichta 2000, 54 s.
71. A. Majer: Każda młodość. [Wiersze]. Wybór, postscriptum, red. A. Kajtochowa. Kr.: PiT 2000, 64 s.
72. D. Perier: Słonecznikowa miłość. [Wiersze]. Wybór, postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: PiT 2000, 90 s.
73. L. Rybarski: Dobrześ zrobił. Cztery sztuki na scenę i jedno opowiadanie. Posł.: J. Kajtoch. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 2000, 255 s.
74. J. Rzodkiewicz: Kropla malachitu. [Wiersze]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Print 2000, 94 s.
75. A. Tomczyszyn-Harasymowicz: Gdyby tak miłość. [Wiersze]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: PiT 2000, 67 s.
76. I. Kaczmarczyk: Srebrne niepokoje. [Wiersze]. [Wybór, red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: ZLP 2001, 111 s.
77. T. Masłyk: Azaria. [Wiersze]. [Wybór] A. Kajtochowa. Kr.: PiT 2001, 75 s.
78. J. Piotrowski: Jesienne sny. [Wiersze]. Wybór, red., wstęp A. Kajtochowa. Kr.: Eventus 2001, 119 s. Wyd. 2 tamże 2005.
79. W. Tatara-Czopek: Ogrody przed burzą. [Wiersze]. Red. i słowo wstępne A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Zakonu Pijarów 2001, 78 s.
80. A. Zemanek: Medytacje o zmierzchu. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Teatr Stygmator 2001, 66 s.
81. G. Brzezińska: Szklane wodospady. [Wiersze]. [Red., wstęp] A. Kajtochowa. Kr.: Partner 2002, 71 s.
82. W.W. Falkowski: Latopis. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr., Szczecin: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 72 s.
83. A.M. Hrabiec: Tęczostrunnie. [Wiersze]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: ZLP 2002, 102 s.
84. W. Jakubowski: Polskie przekręty. [Wiersze]. Zamiast wstępu i red. A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 82 s.
85. K. Kulig: Pomaluję kłamstwem usta. [Wiersze]. [Postscriptum, red., wybór] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 58 s.
86. Z. Kulig: Spękane wargi drzewa. [Wiersze]. [Red., wybór, Od redaktorki] A. Kajtochowa.… Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 56 s.
87. S. Kuźnicki: Już nie zielone. [Wiersze]. Wybór, red. A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 63 s.
88. A. Majer: Oswajanie motyli. [Wiersze]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Włocławek: Expol 2002, 66 s.
89. E. Pilawa: Szept wiatru. [Wiersze]. [Wybór, red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2002, 56 s.
90. L.F. Czech: Mimikra. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr., Gd. 2003, 51 s.
91. M. Kania: Idąc w cieniu. Red., posł. A. Kajtochowa. Warszawa: [Wydawn. Spółdzielcze] 2003, 134 s.
92. S. Litwinko: Piechotą do nieba. [Wiersze]. Postscriptum, wybór, red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2003, 63 s.
93. L. Walicki: Myśli ilustrowane. [Red. tekstu] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2003, 247 s.
94. M. Węgrzynowicz-Plichta: Anemony. [Wiersze]. Red. i postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: M. Węgrzynowicz-Plichta 2003, 64 s.
95. B. Wilczyńska: Teatr nieba. [Wiersze]. Wybór, red. i postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2003, 61 s.
96. K. Caban: Grzeszna inaczej. [Wiersze]. Wybór, red. i postscriptum A. Kajtochowa. Kr., Gorzów Wielkopolski: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 79 s.
97. M. Lebda: Otwarta na 77 stronie. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 77 s.
98. P. Lewicki: W nieodpowiednich miejscach. [Wiersze]. [Wstęp i wybór: A. Nagórska]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2004, 52 s.
99. J. Lubart-Krzysica: Nikodem, wnuk Nikodema. [Powieść]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Ofic. Konfraterni Poetów; Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 199 s.
100. E. Ostrowski: Mięta. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 48 s.
101. M.M. Pielgrzymski: Psychotyka. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004.
102. K. Pecela: Ego. [Wiersze]. Wybór, red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 74 s.
103. D. Perier: Ogolona twarz mężczyzny. [Wiersze]. Wybór i postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 95 s.
104. A. Pochylczuk: Dłutem i piórem. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 77 s.
105. J. Rzodkiewicz: Taniec spełnienia. [Wiersze]. Wybór, red., postscriptum: A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 97 s.
106. W. Tatara-Czopek: W imieniu roślin. [Wiersze]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 62 s.
107. A. Tomczyszyn-Harasymowicz: Kobiety. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. [Posł.:] A. Kajtochowa, J. Tomiak. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 79 s.
108. W. Węcław: Powrót absurdysty. Powieść. [Red., zamiast wstępu] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2004, 207 s.
109. A. Będkowska-Chuchmacz: Znaki. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 65 s.
110. K. Caban: Zapach zmierzchu. [Wiersze]. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Gorzów Wielkop., Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 67 s.
111. J. Jarecka: Nagok. [Wiersze]. Wstęp, red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 62 s.
112. Każdy rodzi się poetą. Na jubileusz. [Antologia]. Red.: A. Kajtochowa, A. Rodzik. Noty biograficzne … Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 234 s.
113. M. Kowalówka: Elementarz. [Wiersze]. Red., wybór, postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 57 s.
114. K. Koźniewski: Po prostu polityka 1957-1994. [Red.:] A. Kajtochowa, M. Kościuszko. Kr.: Wir Partner 2005, 289 s.
115. E. Mazur: Cisza wyobraźni. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2005, 53 s.
116. A. Nagórska: Lewa faktura. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr., Gdańsk: Tow. Słowaków w Polsce 2005, 77 s.
117. D. Perier: Dla ciebie zostałam czarownicą. [Wiersze]. Wybór, red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 61 s.
118. M. Puszczykowski: Na przedmieściu dobrego czasu. [Wiersze]. [Red.:] A. Kajtochowa. [Posł.] J. Kajtoch. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 106 s.
119. E. Rafa: Pogranicze. [Wiersze]. Słowo o „Pograniczu” i red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 54 s.
120. W. Tatara-Czopek: Limeryki i inne słowne wybryki. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2005, 86 s.
121. M. Węgrzynowicz-Plichta: Łaptaki. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Signo Wir 2005, 64 s.
122. M. Gołąb: Świętojańskie noce. [Wiersze i aforyzmy]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 525 s.
123. J. Kirsz: Rozmawiając ciszą. [Wiersze]. Postscriptum i red. A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2006, 89 s.
124. D. Lizoń: W słońcu zatopieni. [Wiersze]. Postscriptum, wybór i red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 79 s.
125. J. Nalepa: Banialuki. [Wiersze]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 62 s.
126. D. Perier: Niebo we włosach. [Wiersze]. Wybór i red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 60 s.
127. J. Rzodkiewicz: Winogrona przemian. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 49 s.
128. A. Safińska: Kontrasty. [Wiersze]. Słowo wstępu, red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2006, 103 s.
129. J. Bąk: Pomiędzy. Between. [Wiersze]. [Wybór, red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2007, 89 s.
130. M. Borcz: Tęczowa zabawa. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2007, 57 s.
131. J. Kirsz; Oddalające się kroki. [Wiersze]. [Postscriptum, red.] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2007, 101 s.
132. Z. Kulig: Krople czasu. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Tow. Słowaków w Polsce 2007, 85 s.
133. B. Mazurkiewicz: Kamienne miasteczko. [Wiersze]. [Postscriptum, red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2007, 72 s.
134. M. Niemiec: Buciki Marianny. [Wiersze]. Postscriptum, wybór i red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2007, 52 s.
135. Ukochali słowo. Antologia Klubu Ludzi Piszących przy Prudnickim Ośrodku Kultury w trzydziestą rocznice powstania. Red.: D. Długosz-Penca, A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2007, 85 s.
136. M. Kantor: Gdzie krąży echo. [Wiersze]. Red., postscriptum A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2008, 76 s.
137. A. Kapusta: Znaki życia. Pamiętnik czasu zaprzeszłego niedokonanego. [Wiersze]. [Postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2008, 78 s.
138. K. Linda: Dylematy. [Wiersze]. Postscriptum A. Kajtochowa. Stalowa Wola: Nakł. własnym autora pod patronatem Stow. Lit. Witryna 2008, 39 s.
139. W. Nowak: Dlaczego wracam do Polski? [Od redaktora, red. A. Kajtochowa.] Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2008, 282 s.
140. M. Borcz: Najeżona oczywistość. [Wiersze]. [Wybór, red., postscriptum] A. Kajtochowa. Gorzów Wielkopol., Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 63 s.
141. Z. Dmochowski: Liryki opolskie. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 99 s.
142. M. Duda: Ze sobą na ty. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 46 s.
143. A. Kapusta: Pisać rzęsą poemat. Wybór wierszy z lat 1998-2008. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 121 s.
144. B. Mazurkiewicz: Kroplą drążone. [Wiersze] Wybór, red., postscriptum A. Kajtochowa. Lubaczów, Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 76 s.
145. M. Pfisterer: Wirtualna bańka. [Wiersze]. [Postscriptum, red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 78 s.
146. Podgórskie klimaty. Antologia poetycka pod redakcją A. Kajtochowa i B. A. Symołon, Kr.: Dom Kultury ”Podgórze” 2009, s. 132.
147. B. Wojciechowska: Grodzisko. Lekcja w szkole przemijania. [Wspomnienia]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 55 s.
148. B. Wojciechowska: Wierność marzeniom. [Wiersze]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 96 s.
149. M. Wojciechowski: Poezje. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2009, 104 s.
150. M. Borcz: Gałązka jaśminu. [Wiersze]. [Red., postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 76 s.
151. E. Jurczak: Magnes. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 45 s.
152. E. Jurczak: Zamiast skrzydeł. [Wiersze]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 61 s.
153. M. Kantor: W deszczu. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 45 s.
154. A. Kapusta: Anka. Sennik byłej poetki (2009). [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 76 s.
155. A. Kapusta: Imbiry. 365 posmaków (2010). [Wiersze]. Przedm.: A. Kapusta. Posł.: A. Mazur. Red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 63 s.
156. E. Mazur: Duchy, dziewczyny i koty. Posł. i red. A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 215 s.
157. J. Neander: Nocne widma. [Opowiadania]. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 103 s.
158. K.B. Rodziewicz: Pisane sobą. [Wiersze]. [Red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 77 s.
159. A. Walter: Tam gdzie zebrałem poziomki. [Wiersze i fotografie]. [Red., posł.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 147 s.
160. C. Woryna: Motylek sexi. [Wiersze]. [Red, postscriptum] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. Tow. Słowaków w Polsce 2010, 54 s.
161. K.B. Rodziewicz: Swojskie widzenie. [Wiersze]. [Posł., red.] A. Kajtochowa. Kr.: Wydawn. i Druk. Tow. Słowaków w Polsce 2011, 76 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, inf. syna Wojciecha Kajtocha (2011).

Wywiady: Staram się być kronikarzem codzienności. Rozm. J. Weryńska. „Polska. Gaz. Krak.” 2008 nr 159; Rozmowy z Anną i Jackiem Kajtochami. Rozm. E. Kapusta. Oprac. W. Kajtoch. „Literat Krak.” 2012/13 nr 5/6.

A. Gubała: Portret Anny Kajtochowej. „Ziemia Krośnieńska” 1996 nr 2.

Ogólne
E. OSTROWSKI: Wędrówki o świcie. Opowieść o Annie Kajtochowej. [Biografia autoryzowana]. Kr.: PiT 1997, 130 s.
S. GRABOWSKI: Były niegdyś wędrówki o świcie. „Akant” 2011 nr 7.
A. KAPUSTA: „Patos jest dla dyletantów, życie dla myślących”. Anny Kajtochowej socjologia literatury. „Fragile” 2011 nr 2.
B.A. SYMOŁON: Poetka Anna Kajtochowa. „Gaz. Wybor.”, dod. „Kraków” 2011 nr 215 dod. „Kraków”.
Z. BOŻEK: Anna Kajtochowa. W: Sylwetki twórców i popularyzatorów sztuki województwa bielskiego. Bielsko-Biała 1987.
E. BIELA: Wiersze dla mężczyzn. „Magdalenka Lit.” 1995 nr 13/14 [rec.: Krzyk lelka; Sytuacje II; Tamten brzeg], przedr. „Wiad. Kult.” 1995 nr 41.
S. STANUCH: „Chciałam ubrać siebie w niebo…” O poezji Anny Kajtochowej. „Poezja Dzisiaj” 1999 nr 5.
L. ŻULIŃSKI: Matka poetów. „Trybuna” 2007 nr 150.

I.S. FIUT: Jubileusz 80-lecia urodzin poetki, Anny Kajtochowej.

J. ORLIKOWSKI: W istocie dobra i zła. „Gaz. Kult.” 2008 nr 9.
Powrót na górę↑

Babcia
L. BUGAJSKI. „Życie Lit.” 1982 nr 34.

M. CHRZANOWSKI: Niczego nie można zapomnieć. „TeMi” 1982 nr z 4 IX.

R. GŁUSZKO: Powieść Brzozowianki. „Nowiny” 1982 nr 210.

O. JĘDRZEJCZYK: Powieść Kajtochowej, czyli samo życie. „Gaz. Krak.” 1982 nr 151

J. KAWALEC: Zapomnieć… niczego nie można zapomnieć… „Chłopska Droga” 1982 nr 68.

A. WARZECHA: Zagubione wątki. „Wieści” 1982 nr 41.

J. BARYLANKA. „Profile” 1983 nr 6.
A. NOWAKOWSKI. „Nowe Książ.” 1983 nr 5.
G. OSTASZ: Arkadia dzieciństwa. „Tyg. Kult.” 1983 nr 29.
T. BŁAŻEJEWSKI: Narodziny odrębności. „Odgłosy” 1984 nr 31.

Sytuacje
S. STANUCH. „Dz. Pol.” 1983 nr 271.
L. ŻULIŃSKI: Pastelowa poezja. „Tu i Teraz” 1984 nr 4.

Krawędź
O. JĘDRZEJCZYK: Krawędź i początek. „Gaz. Krak.” 1986 nr 264. ‒ S. STAF. „Okolice” 1987 nr 10.
T.J. ŻÓŁCIŃSKI. „Argumenty” 1987 nr 21.

Uroda tarniny
E. OSTROWSKI: Jaka jest uroda tarniny. „Koniec Wieku” 2000 nr 16; przedr. w „Poezja Dzisiaj” 2000 nr 13/14.

Sytuacje II
S. STANIK: Świat w okruchach. „Sł. Powsz.” 1992 nr 132.

Tamten brzeg
O. JĘDRZEJCZYK: Na tamtym brzegu. „Lektura” 1993 nr 11/12.
J. KAWALEC: Jak wyciągnięta dłoń… „Chłopska Droga” 1993 nr 36.
K. KOŹNIEWSKI: Historia traktowana uczciwie. „Wiad. Kult.” 1994 nr 18.
E. NOWACKA: Tamten brzeg wspomnienia. „Nowe Książ.” 1994 nr 3.
E. STĘPIEŃ: Powrót do pierwszej strony życia. „Akcent” 1995 nr 2.

Usiłowałam być człowiekiem
I. MOSTOWICZ: Człowiek według kobiety. „Magdalenka Lit.” 1994 nr 1.

Krzyk lelka
E. BIELA: Wiersze dla mężczyzn. „Wiad. Kult.” 1995 nr 41 [dot. też: Stygnąca kipiel].

Stygnąca kipiel
E. BIELA: Wiersze dla mężczyzn. „Wiad. Kult.” 1995 nr 41 [dot. też: Krzyk lelka].

Cień Ozyrysa
H. KRUPIŃSKA-ŁYP: Wędrówka Ozyrysa. „Krajobrazy” 1997 nr z XII.

Ogród ostów
E. BIELA: Poezja jest jak Kopciuszek. „Magdalenka Lit.” 1998 nr 1.

Bezdrożem ścierniska
E. BIELA. „Poezja Dzisiaj” 2003 nr 33/34. ‒ S. PASTUSZEWSKI: Starsza pani mówi… „Akant” 2003 nr 8.

Siódmy krąg
E. BIELA: O wierszach Anny Kajtochowej. „Poezja Dzisiaj” 2005 nr 46/47.
I.S. FIUT: Pomiędzy pięknem, mądrością i zdradą. (O czym szeleszczą słowa w krainie poetów?). „Forum Myśli Wolnej” 2004/2005 nr 22/23 [dot. m. in. A. Kajtochowej].

Rosła kalina
E. BIELA: Mozaika A. K. „Gaz. Kult.” 2005 nr 11. ‒ S. STANIK: Z drumli Syrokomli. „Akant” 2005 nr 11. ‒ A. GNAROWSKI: Wiersze pisane sercem. „Gaz. Kult.” 2006 nr 3.

Wyłania się wiosna znad konturów cienia
I.S. FIUT: W parlamencie poetów. „Forum Myśli Wolnej” 2006 nr 28/29.
A. FRANIA: Poetycki brewiarz. „Akant” 2006 nr 5.
S. STANIK: Nie wiosna, rok cały. „Myśl Pol.” 2006 nr z 2 IV.

Rosa przedświtu
A. DĘBKOWSKI: Poezja przesiąknięta kobiecością. „Gaz. Kult.” 2008 nr 5.
I.S. FIUT: O sile i wymiarach poetyckiej dojrzałości. „Forum Myśli Wolnej” 2008 nr 38/39 [dot. też: H. Gordziej: Wernisaż pamięci].
J. ORLIKOWSKI: Cytowanie świata. „Akant” 2008 nr 2.

Zza porannych mgieł
I.S. FIUT: Egzystencjalne wynurzenia poetów. „Forum Myśli Wolnej” 2007 nr 34/35 [dot. m. in. A. Kajtochowej]. ‒ A. FRANIA: Czereśnia i dąb. „Akant” 2007 nr 9.

Świetliki
J. ORLIKOWSKI: W istocie dobra i zła. „Gaz. Kult.” 2008 nr 9.

Poezje wybrane (poz. 22:)

E. BIELA: Poetka jednego wiersza. „Gaz. Kult.” 2009 nr 9.
I.S.FIUT: W domu zbudowanym z wierszy. „Hybryda. Pis. Art. Stow. Twórczego POLART” 2011 nr 17.</document>
<document nplp_id="3532" title="Wiesław OLKUSZ" slug="wieslaw-olkusz">ur. 1950

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA

BIOGRAM
Urodzony 1 marca 1950 w Opolu; syn Witolda Franciszka Olkusza, adwokata, i Stefanii z domu Solima, urzędniczki. W 1965-68 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Opolu. Po zdaniu matury studiował filologię polską w tamtejszej Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP). W 1973 uzyskał magisterium na podstawie pracy zatytułowanej Orientalizm w poezji Młodej Polski. Następnie przez dwa miesiące pracował w Państwowym Domu Dziecka w Turawie. 1 października 1973 został zatrudniony w Katedrze Literatury Pozytywizmu i Młodej Polski Instytutu Filologii Polskiej (później Instytut Polonistyki i Kulturoznawstwa) WSP (od 1994 Uniwersytet Opolski, UO) początkowo jako asystent stażysta, w 1974-76 jako asystent, a od 1977 jako starszy asystent. Debiutował w 1975 artykułem Recepcja myśli buddyjskiej w poezji Młodej Polski, drukowanym w „Zeszytach Naukowych WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu” (z. 13); w następnych latach wielokrotnie publikował w tym piśmie swoje studia i artykuły. W pracy naukowej zajął się głównie recepcją literatury i kultury orientu w okresie pozytywizmu i Młodej Polski, związkami literatury i malarstwa, później także pozytywistyczną paremiografią, literaturą dla dzieci i młodzieży tego okresu, radiową twórczością literacką i współczesną literaturą popularną. W 1980 doktoryzował się na podstawie rozprawy Literatura a malarstwo. Z zagadnień recepcji dzieł sztuki przez polskich pisarzy realizmu i naturalizmu (promotor początkowo doc. Stefan Smak, później prof. Jerzy Pośpiech). W 1981 uzyskał stanowisko adiunkta. W 1983 został członkiem Opolskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1984-85 brał udział w badaniach zespołowych, dotyczących życia literackiego na Opolszczyźnie. Od 1986 był członkiem Towarzystwa Literackiego im. H. Sienkiewicza. W 1989-95 pełnił funkcję wicedyrektora Instytutu Filologii Polskiej UO. W 1993 habilitował się na opolskiej WSP na podstawie rozprawy Poszukiwanie „nowej Golkondy piękna” i „prastarej mądrości Indii”, czyli pozytywiści polscy wobec kultury Orientu. W 1996 uzyskał stanowisko profesora UO, a w 2002 tytuł naukowy profesora. W roku akademickim 2008/2009 wykładał także w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Wałbrzychu. Został kierownikiem Katedry Historii i Teorii Literatury w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa (póżniej Katedra Historii Literatury, Komparatystyki i Antropologii Literackiej). Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1993) oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2011).

W roku 1976 zawarł związek małżeński z Jolantą Frątczak, pracownikiem naukowo-dydaktycznym Instytutu Studiów Edukacyjnych WSP (obecnie UO); ma córkę, Ksenię (ur. 1977). Mieszka w Opolu.



TWÓRCZOŚĆ
1. Szczęśliwy mariaż literatury z malarstwem. Rzecz o fascynacjach estetycznych Marii Konopnickiej. Opole: Wydawn. WSP 1984, 88 s. Ser. B. Studia i Monogr., 97.
Nagroda Tow. Lit. im. M. Konopnickiej w 1985.
2. Poszukiwanie „nowej Golkondy piękna” i „prastarej mądrości Indii”, czyli pozytywiści polscy wobec kultury Orientu. Opole: Wydawn. WSP 1992, 167 s. Studia i Monogr., 195.
Zawartość: I. Uwagi wstępne. – II. Mechanizmy przenikania kultury Orientu w latach 1864-1894. – III. Recepcja reprodukująca: 1. Bliski Wschód: Piśmiennictwo arabskie okresu „aldżahillija” (niewiedzy) i islamu; Arabska literatura ludowa – „Tysiąc nocy i jedna”; Literatura perska i turecka; Dyskurs wokół polskich przekładów „Gulistanu” Sa’diego Ta’zije, – 2. Indie. – IV. Recepcja produktywna: 1. Bliski Wschód: Oddźwięki arabsko-persko-tureckie; Reminiscencje „Tysiąca nocy i jednej”; Zapożyczenia genealogiczne, – 2. Indie. – Uwagi końcowe.
3. Dyskretny urok sztuki radiowej. W świecie słuchowisk Kazimierza Kowalskiego. Opole: Wydawn. UO 1995, 160 s. UO Inst. Filologii Pol.
Zawartość: Uwagi wstępne. – „Klasyczne” słuchowiska radiowe: W stronę historii i mitu: Historia na usługach dydaktyki; Teraźniejszość odbita w lustrze historii; Między historią a psychologią; Repetycje mitu; Okruchy codzienności i mroczne labirynty ludzkiej psychiki: Animozje etniczne; „Syndrom” wojny; Anomalia życia społecznego; Mikrokosmos ludzkiej psychiki. – Poszukiwania nowych form wyrazu – feature: W kręgu definicji gatunku; Między „fikcją” a „dokumentem”. – Zakończenie.
4. Z pozytywistycznych zbliżeń literatury i malarstwa. Studia i szkice. Opole: Wydawn. UO 1998, 223 s.
Zawartość: Od autora. – Geneza i determinanty pozytywistycznych relacji między literaturą a malarstwem; Dzieła sztuki renesansowej jako przedmiot poetyckiego opisu w twórczości lirycznej Leonarda Sowińskiego; Elizy Orzeszkowej poglądy na sztuki plastyczne. Pogranicze estetyki i etyki; Grottgerowskie cykle plastyczne w interpretacji Marii Konopnickiej; Pozytywiści przed obrazem Jan Hus przed sądem w Konstancji Vaclava Brožika; Zygmunt Sarnecki – zapomniany krytyk sztuki. Rekonesans; Malarstwo w twórczości literackiej Gabrieli Zapolskiej.
5. Między pedagogiką a literaturą. O Marii Ilnickiej jako krytyku literatury dla dzieci i młodzieży. Opole: Wydawn. UO 2000, 240 s.
Zawartość: Uwagi wstępne. – W kręgu refleksji nad literaturą „osobną” i jej krytyką; Beletrystyka społeczno-obyczajowa; Podróże – przygody – sensacje: „Książka wyjątkowa”, czyli „Robinson Cruzoe” i XIX-wieczne „robinsonady”; Utwory podróżniczo-przygodowe; Utwory popularnonaukowe; Historia w utworach dla dzieci i młodzieży; Baśń – cudowność – fantastyka; Refleksje o typograficznej sztuce książek dla dzieci i młodzieży. – Zakończenie.
6. Hreczkosiej – literat – pasjonat nauki. O paremiologicznych fascynacjach Józefa Blizińskiego. [Rozprawa]. Opole: Wydawn. UO 2016, 248 s.

Nadto rozprawy i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Recepcja myśli buddyjskiej w poezji Młodej Polski. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Hist. Lit.” 1975 z. 13 s. 91-101. – Dydaktyczna rola prezentowanych w „Górnoślązaku” staroindyjskich legend. „Kwart. Opol.” 1977 nr 1 s. 85-93. – „Powieść Wschodu i Zachodu” Wojciecha Dzieduszyckiego jako wyraz zainteresowań orientem w dobie pozytywizmu. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1978 z. 16 s. 49-64. – „Madonna Sykstyńska” Rafaela i jej reminiscencje w literaturze pozytywistycznej. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1980 z. 17 s. 6-18. – W kręgu malarstwa niderlandzkiego. (Dzieła sztuki jako źródło inspiracji pisarzy II połowy XIX wieku). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1980 z. 18 s. 95-114. – Pierwsi popularyzatorzy nabizmu w Polsce. (Wojciech Gerson, Wiktor Gomulicki, Gabriela Zapolska). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1981 z. 20 s. 33-47. – Wybrane motywy orientalne w literaturze polskiego pozytywizmu. (Sansara, karman, nirwana). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1981 z. 19 s. 27-46. – Artur Grottger – medium przeżyć narodu. (Z dziejów recepcji twórczości plastycznej przez polskich pisarzy pozytywistycznych). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1982 z. 21 s. 19-45. – Pozytywiści warszawscy wobec twórczości malarskiej Józefa Chełmońskiego. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1983 z. 22 s. 7-18. – Orientalny topos róży i słowika (gul u bulbul) w polskiej literaturze pozytywistycznej. (Rekonesans). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1984 z. 23 s. 17-28. – Pozytywistyczny trójgłos (Leonard Sowiński, Zygmunt Sarnecki, Maria Konopnicka) o Michale Aniele Buonarrotim. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1985 z. 24 s. 17-31. – Folklor, jego funkcja i sposoby realizacji fonicznej na przykładzie działalności Redakcji Literackiej Rozgłośni Regionalnej PR [Polskiego Radia] w Opolu (1957-1980). „Kwart. Opol.” 1986 nr 2 s. 49-59. – Poezja w programie Redakcji Literackiej Rozgłośni Regionalnej PR [Polskiego Radia] w Opolu (1957-1980). „Mater. i Stud. Opol.” 1986 z. 59 s. 153-175, przedr. w: Życie literackie na Opolszczyźnie w latach 1945-1980. Opole 1986 s. 257-279. – W kręgu barwy. O funkcji określeń barw w tomikach „Italia” i „Drobiazgi z podróżnej teki” Marii Konopnickiej. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1986 z. 25 s. 35-51. – Komentarz. W: K. Kowalski: Długi powrót Odysa. Opole 1988 s. 269-315. – W tęczowych barwach rozkochany. O funkcji określeń barw w twórczości lirycznej Adama Asnyka, „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1988 s. 61-77. – Literatura orientalna na łamach „Biblioteki Warszawskiej” w latach 1864-1890. [Współaut.:] J. Olkusz. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1989 z. 27 s. 83-106. – Literatura indyjska na łamach „Biblioteki Warszawskiej” (1864-1890), „Spraw. Opol. Tow. Przyj. Nauk. Wydz. II Jęz. i Lit.” 1990 nr 21 s. 93-106. – O zainteresowaniach literaturami Wschodu wśród drugiej generacji pozytywistów. Juliana Łętowskiego „Firdusi”, „Sonety i gazele” oraz „Fata Morgana”. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1990 z. 29 s. 45-61. – Recepcja literatur Wschodu na łamach ilustrowanego tygodnika „Kłosy” (1865-1890). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1990 z. 28 s. 23-35. – Dziennikarska i artystyczna recepcja misteriów perskich (Ta’zije) w Polsce w dobie pozytywizmu. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1991 z. 30 s. 29-43. – Orientalizm w poezji doby pozytywizmu. „Pam. Lit.” 1991 z. 2 s. 17-59. – Pozytywiści wobec twórczości Norberta Bonczyka. Przyczynek do dziejów recepcji w Królestwie i Galicji. „Kwart. Opol.” 1991 nr 3/4 s. 6-17. – Pozytywizm. W: Epoki literackie. Opole 1991 s. 43-54. – Na drodze ku nowoczesności. „Drugie pokolenie” pisarzy pozytywistycznych o impresjonizmie i symbolizmie w malarstwie. W: Z badań nad literaturą i sztuką drugiego pokolenia pozytywistów polskich. Opole 1992 s. 145-194. – Ghazal, pantun i ruba’i w praktyce artystycznej poetów 2 połowy XIX wieku. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1993 z. 31 s. 123-133. – „Kilka myśli o literaturze dziecinnej” Walerii Marrené-Morzkowskiej w kontekście pozytywistycznych programów wychowawczo-pedagogicznych. [Współaut.:] J. Olkusz. „Kwart. Opol.” 1993 nr 3 s. 54-62. – Konkursy literackie oraz formy pozaantenowej działalności Redakcji Literackiej Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Opolu (1957-1980). „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1993 z. 33 s. 117-128. – „Perły japońskie i chińskie”, czyli pozytywistyczne zainteresowania Dalekim Wschodem. Rekonesans. Cz. 1-2. „Kwart. Opol.” 1993 nr 1 s. 40-52; nr 2 s. 53-59. – Centon albo „bigos literacki” przez Klemensa Junoszę-Szaniawskiego z paremiów przyrządzony. „Zesz. Nauk. WSP im. Powstańców Śląskich w Opolu. Filol. Pol.” 1994 z. 34 s. 13-22. – „Pisać dla dzieci, zasługa to wielka, ale i odpowiedzialność…”. Szkic o Marii Ilnickiej – zapomnianym krytyku literatury dla dzieci i młodzieży. [Współaut.:] J. Olkusz. „Zesz. Nauk. UO Filol. Pol.” 1995 z. 35 s. 39-57. – Oddźwięki myśli indyjskiej w twórczości lirycznej Marii Konopnickiej. „Zesz. Nauk. UO Filol. Pol.” 1997 z. 38 s. 67-78. – Refleksy myśli indyjskiej w „Listach z podróży do Ameryki” Henryka Sienkiewicza. „Ruch Lit.” 1997 z. 2 s. 189-202; przedr. pt. Motywy indyjskie w „Listach z podróży do Ameryki” Henryka Sienkiewicza. W: Spotkania Sienkiewiczowskie. Opole 1997. – Książka pokolenia, czyli pozytywiści wobec „Robinsona Cruzoe” Daniela Defoe. Uwagi na marginesie dwóch rocznic. [Współaut.:] J. Olkusz. W: W literackim kręgu pozytywizmu i Młodej Polski. Opole 1999 s. 9-29. – Intertekstualność „Księżniczki” Zofii Urbanowskiej, czyli o lekturach bohaterów pozytywistycznej „powieści dla dorastających panienek”. [Współaut.:] J. Olkusz. W: Na przełomie wieków. Opole 2003 s. 199-219. – Zapomniany przekład „Daodejing” Laozi. „Prz. Orient.” 2003 nr 3/4 s. 145-154. – „Duch mój wybłyśnie perłą w morzu na dnie…”. Konotacje perły w twórczości lirycznej Marii Konopnickiej. W: Ludzie – rzeczy – obrazy. Suwałki 2004 s. 77-92. – Między dezaprobatą a zachwytem. Krytyka pozytywistyczna wobec „Księżniczki” Zofii Urbanowskiej. [Współaut.:] J. Olkusz. W: W kręgu literatury i języka. Piotrków Trybunalski 2005 s. 317-340. – Paremia w listach Henryka Sienkiewicza do Jadwigi Janczewskiej. W: Ogród nauk filologicznych. Opole 2005 s. 483-493. – Dawni mistrzowie i ich dzieła w światowej literaturze popularnej (rekonesans). [Współaut.:] K. Olkusz. „Zbliżenia Interkulturowe” 2009 nr 6 s. 80-88. – „Przysłowia są mądrością narodów”. O paremiach i zwrotach przysłowiowych w „Fotoplastykonie” Adama Zielińskiego. W: Poszukiwania i spotkania. Wr. 2009 s. 165-175. – W kręgu pozytywistycznej edukacji kulturowej. O przysłowiach i zwrotach przysłowiowych w „Róży bez kolców” Zofii Urbanowskiej. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 611-622. – Intertekstualność w „Róży bez kolców” Zofii Urbanowskiej. [Współaut.:] K. Olkusz. W: Nie tylko o dydaktyce… Piotrków Trybunalski 2011 s. 259-274. – Małe przestępstwa, wielkie literackie rozkosze. Intertekstualność w zbiorze opowiadań Andrei Camilleriego „Miesiąc z komisarzem Montalbano”. [Współaut.:] K. Olkusz. „Studia i Szkice Slaw.” 2011 wyd. 2012 nr XI s. 235-249. – Painters and their works – as feature in popular literature. [Współaut.:] K. Olkusz, A. Rzyman. „International Journal of Art and Sciences”, Cumberland, RI 2011 vol. 4 nr. 1 s. 114-123. – Policjant erudyta. O literackich kontekstach w cyklu powieści kryminalnych o komisarzu Montalbano Andrei Camilleriego. [Współaut.:] K. Olkusz. „Prace Lit.” 2011 nr 5 s. 137-153. – Twórczy kontynuator czy tylko zręczny naśladowca? Paremia w powieściach kryminalno-historycznych Mariusza Wollnego. „Act. Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 2011 nr 17 s. 147-187. – „Biblioteka Warszawska” z lat 1864-1894 jako źródło wiedzy o kulturze Chin i Japonii. W: Filologiczny widnokrąg. Opole 2012 s. 31-47. – „Radio jest moją największą pasją”. O słuchowiskach Kazimierza Kowalskiego słów kilka. „Indeks” 2012 nr 9/10 s. 24-28. – Filmowa wyobraźnia komisarza Montalbano. O intertekstualności w prozie kryminalnej Andrei Camilleriego, „Lit. Lud.” 2013 nr 2 s. 47-61. – Mariana Gawalewicza flirt ze sztuką ikoniczną. Z zapomnianych kart polskiej krytyki artystycznej 2 połowy XIX wieku. „Kwart. Opol.” 2014 nr 1 s. 47-62. – „Obrazy są jak kwiaty, ideałem, zamkniętym w linie i kolory”. Wiktora Gomulickiego wypowiedzi o sztuce ikonicznej. „Stud. Slavica” 2014 [nr] 18 [cz.] 2 s. 11-25. – Paremia i wyrażenia przysłowiowe w twórczości Adolfa Dygasińskiego. (Na przykładzie „Zająca”) = Maxim and proverbs in Adolf Dygasiński’s „Zając”. „Stud. Slavica” 2015 [nr] 19 [z.] 1.
OPRACOWANIA

 	Ank. 2010, 2013.
 	WUP (t. 5).

Poszukiwanie „nowej Golkondy piękna” i „prastarej mądrości Indii”, czyli pozytywiści polscy wobec kultury Orientu

 	T. BUJNICKI. „Ruch Lit.” 1993 z. 5.
 	M.M. Dziekan. „Prz. Orient.” 1993 nr 1/2.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3534" title="Jarosław PŁUCIENNIK" slug="jaroslaw-pluciennik">ur. 1966

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 3 grudnia 1966 w Ostrowie Wielkopolskim; syn Zbigniewa Płuciennika, spawacza, i Anny, pielęgniarki. W 1981-86 uczęszczał do Liceum Medycznego im. H. Chrzanowskiej w Ostrowie Wielkopolskim. Po uzyskaniu dyplomu pielęgniarza studiował w indywidualnym toku polonistykę oraz uczęszczał na zajęcia z antropologii kultury na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ). Był członkiem Samorządu Studenckiego, NZS, a także kierownikiem, reżyserem i aktorem studenckiej grupy teatralnej Trupa Fajt (1989-91). Po obronie w 1991 magisterium z filologii polskiej został zatrudniony jako asystent w Zakładzie Teorii Literatury ówczesnej Katedry Teorii Literatury, Teatru i Filmu (od 2002 Katedra Teorii Literatury Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych, od 2006 Instytutu Kultury Współczesnej) UŁ. Debiutował w 1992 artykułem pt. Tekst i tekst. O niektórych związkach intertekstualnych „Hymnu na dzień Zwiastowania N.P. Maryi” Adama Mickiewicza, opublikowanym w pokonferencyjnej książce zbiorowej Biblia a kultura Europy = La Bible à la culture de l’Europe. W 1992-94 pełnił funkcję opiekuna koła naukowego na polonistyce oraz pisma studentów kulturoznawstwa. W badaniach teoretycznoliterackich interesował się szczególnie kategorią wzniosłości, komparatystyką i szeroko pojętą kognitywistyką. W 1994-96 dwukrotnie wyjeżdżał na staże naukowe do Lund w Szwecji: podczas pierwszego półrocznego stażu ukończył m.in. kurs Individual Curriculum in Cognitive Semantics organizowany na wydziale filozoficznym Lund University Cognitive Science; podczas drugiego rocznego pobytu skończył m.in. kurs Swedish for Advanced Students, odbywający się w Department of Scandinavian Languages. W czerwcu 1999 obronił na UŁ rozprawę doktorską pt. Retoryka wzniosłości w dziele literackim (promotor prof. Teresa Cieślikowska) i po kilku miesiącach przeszedł na stanowisko adiunkta. Uczestniczył trzykrotnie w kursach organizowanych w Bolzano przez Istituto Mitteleuropeo di Cultura w ramach International School in Cognitive Analysis: Advances in Cognitive Semantics (1999), Dependence and Dynamic Categories (2000) oraz Hierarchies of Representation(2001). W 1999-2000 był członkiem amerykańskiego stowarzyszenia The Society for Critical Exchange. Na przełomie czerwca i lipca 2000 przebywał na Course Design Workshop w Central European University w Budapeszcie. Następnie do maja 2001 realizował projekt finansowany przez tę jednostkę. W tym czasie prowadził ćwiczenia i wykłady z poetyki, teorii literatury i komparatystyki na polonistyce i kulturoznawstwie UŁ, a także zajęcia w języku angielskim dla studentów programu Erasmus w ramach modułu Poland: History, Culture and Society. (Short History of the Sublime in the Polish Lyric). W 2001 został członkiem Polskiego Towarzystwa Językoznawstwa Kognitywnego, Poetics and Linguistics Association w Wielkiej Brytanii oraz Centre for Rhetorics and Hermeneuticsw Stanach Zjednoczonych. W 2001-03 prowadził warsztaty z retoryki na podyplomowych studiach dziennikarskich na Wydziale Studiów Amerykanistycznych i Komunikacji Społecznej UŁ, a w następnym semestrze wygłosił gościnnie na Uniwersytecie Warszawskim wykłady z poetyki kognitywnej. W 2002 został członkiem amerykańskiej Michigan Academy of Science, Arts, and Letters oraz angielskich stowarzyszeń: International Association of Literary Semantics i Society for Reformation Studies. W listopadzie 2003 uzyskał habilitację na UŁ na podstawie rozprawy Literackie identyfikacje i oddźwięki. Poetyka a empatia. Od września do grudnia 2004 przebywał w Anglii na stażu naukowym w Westminster College Cambridge. W tymże roku przystąpił do British Comparative Literature Association oraz International Comparative Literature Association (Stany Zjednoczone). W 2004 otrzymał Nagrodę Prezydium Oddziału PAN w Łodzi i Konferencji Rektorów Państwowych Uczelni Wyższych Łodzi za całokształt osiągnięć w dziedzinie nauk humanistycznych. W 2004-06 był pełnomocnikiem dziekana Wydziału Filologicznego ds. internacjonalizacji badań naukowych i procesu kształcenia. W 2006 został członkiem Łódzkiego Towarzystwa Naukowego. W tymże roku otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŁ. Prócz zajęć z logiki, semiotyki i poetyki historycznej oraz wykładów kursowych prowadził także seminaria magisterskie na polonistyce i kulturoznawstwie oraz seminaria dla doktorantów Wydziału Filologicznego UŁ. Ponadto przeprowadził dwa kursy w języku angielskim dla studentów międzynarodowych z wymiany programu Erasmus: Theory of Narrative Writing oraz Literary Culture of 20th century. W 2007 został członkiem redakcji rocznika „Zagadnienia Rodzajów Literackich”, a w 2010 jego redaktorem naczelnym. Od września 2007 kierował zespołem badawczym Podmiotowość, teoria, literatura. Od października 2008 przebywał na urlopie naukowym w Clare Hall w Cambridge. Po powrocie od marca 2009 do 2012 pełnił funkcję kierownika Studium Doktoranckiego Języka, Literatury i Kultury na Wydziale Filologicznym UŁ. W tymże roku otrzymał tytuł naukowy profesora i przeszedł na stanowisko profesora zwyczajnego UŁ. W październiku 2009 wykładał gościnnie na Lund University Cognitive Science w Szwecji. W 2012-16 pełnił funkcję prorektora ds. programów i jakości kształcenia UŁ. Wielokrotnie wyjeżdżał za granicę na kwerendy, konsultacje i konferencje naukowe, m.in. na Słowację (1993), do Holandii (1997, 2002), Indii (2000), Stanów Zjednoczonych (2000), Kanady (2000), na Węgry (2001), do Szwecji (2001-02 i 2009), Wielkiej Brytanii (2001-08). Wykładał gościnnie także w amerykańskim Seton Hall University (NJ; 2013). W 2014-16 był kierownikiem Katedry Teorii Literatury Instytutu Kultury Współczesnej UŁ. W 2015 objął funkcję przewodniczącego Oddziału Komisji Kultury i Sztuki PAN w Łodzi. W tymże roku był recenzentem w postępowaniu o przyznanie doktoratu honoris causa UŁ Umbertowi Eco. W 2015-16 zasiadał w Radzie Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. W 2016 został kierownikiem projektu Uniwersytet Otwarty UŁ, a następnie pełnomocnikiem Rektora ds. otwartych zasobów edukacyjnych.

Od 1999 był członkiem Polskiego Towarzystwa Ewangelickiego, a od 2012 do 2016 świeckim członkiem Synodu Kościoła Ewangelicko-Augusburskiego w Polsce. W 2016 włączył się w działalność Komitetu Obrony Demokracji i został rzecznikiem Prasowym KOD w Łodzi. Od tegoż roku na portalu Liberté! prowadził blog Nespresso Nowiny (http://pluciennik.liberte.pl).

W 2001 ożenił się z Magdaleną Rembowską, historyczką literatury. Ma dwóch synów: Szymona (ur. 2004) i Mateusza (ur. 2010). Mieszka w Łodzi.



TWÓRCZOŚĆ
1. Retoryka wzniosłości w dziele literackim. Kr.: Universitas 2000, 302 s.
Rozprawa doktorska. – Nagroda Rektora UŁ II stopnia w 2001.
2. Krótka historia wzniosłości w literaturze polskiej z perspektywy historycznej. Materiały kursowe. Łódź: Wydawn. UŁ 2001, 438 s.
Skrypt dla studentów. Zawiera korpus tekstów literackich z kontekstami i pytaniami analityczno-interpretacyjnymi.
3. Figury niewyobrażalnego. Notatki z poetyki wzniosłości w literaturze polskiej. Kr.: Universitas 2002, 221 s.
4. Literackie identyfikacje i oddźwięki. Poetyka a empatia. Łódź: Wydawn. UŁ 2002, 180 s. Rozpr. Habilitacyjne UŁ. Wyd. 2 tamże 2004.
Nagroda Rektora UŁ I stopnia w 2004.
Zawartość: Wprowadzenie. – Postać literacka, emotikony i identyfikacje; Przejmowanie perspektywy innego i znaczniki iluzji w języku i literaturze; Personifikacja, empatia i amalgamaty konceptualne w literaturze; Formalna identyfikacja z przestrzenią w literaturze; Formy podawcze literatury i empatyczne naśladowanie językowe; Współczucie i studia nad literaturą. – Zamiast zakończenia.
5. Nowożytny indywidualizm a literatura. Wokół hipotez o kreacyjności Edwarda Younga. Kr.: Universitas 2006, 296 s.
Nagroda Rektora UŁ II stopnia w 2007.
Zawartość: Wprowadzenie: Dlaczego „wokół hipotez Younga”? Kreacyjność i stereotypowość. – Różnorodność ludzka, kreacyjność i literatura; Indywidualizm, Renesans i reformacja; Indywidualizm, nowożytność i Oświecenie; Shaftesbutry, purytanizm i dialektyka entuzjazmu; Indywidualizm dysydencki i dyskurs o entuzjazmie: teoria i praktyka eksperymentalizmu emocjonalnego Isaaca Wattsa; Eksperymentalny „zmysł serca” Jonathana Edwardsa a Oświecenie; Indywidualizm, empiryzm i problematyka tożsamości w „Tristramie Shandy” Sterne’a. – Zakończenie: Empatia a kreacyjność. Wokół indywidualizmu nowożytnego w wieku XVIII i kognitywistyki początku wieku XXI.
Wersja ang. rozdz. Różnorodność ludzka, kreacyjność i literatura: Human diversity, creativity and literature, about conjectures on original composition by Edward Young. W: Multiculturalism at the start of 21st century. Łódź 2007 s. 123-148.
6. Infinity in language. Conceptualization of the experience of the sublime. [Wspołautor:] K. Holmqvist. Newcastle: Cambridge Scholars 2008, 185 s.
Nagroda Rektora UŁ I stopnia w 2009.
Zawartość: A short guide to the theory of the sublime; Image and imagination in the theory of the sublime; Conceptualised infinity; “Many, many”, accumulation and a model of mind; Princess Antonomasia and the quixotism of culture; Appearance markers; Conceptualised deviations from expected normalities; Echoes of the infinite I: Sublimicism in the Polish lyric; Echoes of the infinite II: Overview of the sublime in the contemporary popular culture; Non-Cartesian semantics and empathy.
7. Literatura, głupcze! Laboratoria nowoczesnej kultury literackiej. [Szkice]. Kr.: Universitas 2009, 249 s. Horyzonty Nowoczesności, t. 78.
Nagroda Rektora UŁ I stopnia w 2010.
Zawartość: Wprowadzenie. – 1. Laboratorium nowoczesnej podmiotowości. Oświecenie i niekończąca się opowieść literatury. – 2. Laboratorium wolności i zmącenia. Dialogowość, literatura i wolność słowa: Umysł jako dialog; „Aeropagitica” Johna Miltona i dialogika apokaliptyczno-rynkowa (1644); „O Wolność sumienia” Jana Crella (1637) – dialogika rynkowa i oświecenie w wieku XVII; „Co to jest Oświecenie?” Kanta a Bracia Polscy. Dialogika dedukcji transcendentalnej; „O wolności” (1859) Johna Stuarta Milla – ewolucyjna dialogika indukcyjna; Pragmatystyczna dialogika powieściowa – racjonalność według Fisha i Rorty’ego; Wnioski. Dialogika deliberacyjna. – 3. Anatomia nowoczesnej duszy. Nowożytne doświadczenie literatury. Od „Psałterza Dawidowego” Jana Kochanowskiego do… strumienia świadomości i promieni Roentgena. – 4. Laboratorium autoanalizy i wątpliwości. Solilokwium i tolerancja: metareprezentacje jako presupozycje gatunku literackiego; Tolerancja czytelnicza dla postaci Szatana z „Raju utraconego” Johna Miltona (1667); Kognitywistyczna analiza solilokwium Szatana; Presupozycje gatunku solilokwium; Wnioski. – 5. Laboratorium umysłu debatującego. Nowożytne indywidualizmy, kawiarnia a ogrody Marvella: Ian Watt o indywidualizmie w literaturze okresu kontrreformacji i co z tego wynika; Andrew Marvell (1621-1678) i jego ogrody: „indywidualizm ogrodowy”; Andrew Marvell i jego ogrody; „indywidualizm leśny” (transcendentalny); Wnioski. – 6. Demoniczne laboratorium fanatyzmu i gwałtowności. Wyobraźnia apokaliptyczna i 11 września 2001 jako wydarzenie medialne i literackie. – 7. Laboratorium „łzy widzącej”. Obrazowanie niewyobrażalnego, kognitywistyka i radykalny empiryzm. – 8. Laboratorium analityczne intersubiektywności. Metodologiczny indywidualizm w kognitywistyce i literaturoznawstwie.
Wesje ang.: rozdz. 4: Soliloquy and tolerance. Metarepresentations as presuppositions of a literary genre. [Współaut.:] K. Holmqvist. W: Literature, culture, and tolerance. Frankfurt am Main 2009, – rozdz. 5: Modern individualisms and Marvell’s Garden. W: Space of a garden – space of culture. Newcastle 2008 s. 105-127.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Tekst i tekst. O niektórych związkach intertekstualnych „Hymnu na dzień Zwiastowania N.P. Maryi” Adama Mickiewicza. W: Biblia a kultura Europy = La Bible à la culture de l’Europe. T. 2. Łódź 1992 s. 94-101. – „Będzie i będzie” Białoszewskiego? W: O wierszach Mirona Białoszewskiego. Łódź 1993 s. 58-77 [dot. wiersza: Apokaliptyka]. – Dwa światy – dwie poezje, czyli Różewicz o stosowności. W: Dlaczego Różewicz. Łódź 1993 s. 30-41. – O presupozycjach retorycznych w badaniach literackich. W: Text a kontext. Zbornik. Prešov 1994 s. 59-71. – Paradoks w tekście sakralnym. [Współaut.:] A. Izdebska. „Łódz. Studia Teol.” 1994 nr 3 s. 215-224. – Presupozycje, intertekstualność i coś ponadto... W: Poetyka bez granic. Wwa 1995 s. 120-133. – Awangardowy „święty bełkot” Wata. W: Szkice o poezji Aleksandra Wata. Wwa 1999 s. 23-46. – The avant-garde sublime in a futurist work of literature. On „Namopanik barwistanu” by A. Wat. „Postscript”, St. John’s (Kanada) 1999 [nr] 1 s. 69-79. – Figura zaprzeczonej gradacji w „Brewiarzu” Herberta. W: Twórczość Zbigniewa Herberta. Studia. Kr. 2001 s. 345-369. – Słów kilka o językowej konceptualizacji doświadczenia wzniosłości i jej związku z komunikacją. W: Język w komunikacji. T. 2. Łódź 2001 s. 205-212. – The Hebraic and the Indian sublime from the rhetoric point of view. [Współaut.:] K. Holmqvist. „Journal of Indian Philosophy and Religion”, Elkins, WV 2001 [nr] 6 s. 37-52. – Horror i ukrzyżowanie. Empatia formalna i elementy gotyckiej retoryki wzniosłości w reprezentacjach ciała poddanego przemocy. W: Wokół gotycyzmów. Kr. 2002 s. 51-59. – A short history of the sublime in Polish literature from a comparative perspective. W: Poland. History, culture and society. Selected readings. Łódź 2003 s. 235-242. – Moralne aspekty doświadczenia i teorii wzniosłości. W: Wartość i sens. Aksjologiczne aspekty teorii interpretacji. Lubl. 2003 s. 339-349. – Stereotypy i kreacyjność a literatura. W: Stereotypy w literaturze (i tuż obok). Wwa 2003 s. 99-111. – Literackie i językowe punkty widzenia a empatyczne naśladowanie w tekście literackim. W: Punkt widzenia w tekście i dyskursie. Lubl. 2004 s. 203-218. – Opowieści według Marka Turnera a empatia. W: Opowiadanie w perspektywie badań porównawczych. Kr. 2004 s. 407-419. – Compassion and literature. Neo-sentimentalism in literary theory. [Współaut.:] K. Holmqvist. „Zag. Rodz. Lit.” 2005 z. 1/2 s. 129-142. – Boska Księżniczka Antonomazja, podobieństwo i identyfikacja. W: Kognitywistyka. T. 2. Podobieństwo. Lubl. 2006 s. 163-169. – Kognitywizm w badaniach literackich. W: Literatura. Teoria. Metodologia. Wyd. 3. Wwa 2006 s. 450-487, przekł. ukr.: Kognitivizm u literaturoznavčih dostiženiah. W: Literatura, teoria, metodologia. Kiïv 2006 s. 414-446. – Dialogowość, literatura i wolność słowa. „Przestrzenie Teorii” 2008 nr 9 s. 69-82. – Ku intersubiektywnej, naturalistycznej i ewolucyjnej teorii humoru. Bachtin, formalizm rosyjski i Shaftesbury. W: Tradycje polskiej nauki o literaturze. Wwa 2008 s. 199-208; przekł. ang.: Towards an intersubjective, naturalistic and evolutionary theory of humour. „Liberty to wit” and „Freedom of Raillery” in Shaftesbury’s writing. W: Shades of humour. Vol. 1/2. Piotrków Trybunalski 2008 s. 77-85. – Empathy, stereotypes, negation, and creativity. Towards a linguistic model of intersubjectivity. [Współaut.:] K. Holmqvist. W: Cognitive approaches to language and linguistic data. Frankfurt am Main 2009. – Prawda w literaturze to może być tylko prawda pragmatyczna. [Współaut.:] L. Karczewski. W: Prawda w literaturze. Lubl. 2009 s. 83-100. – Tekst w sieci postmodernistycznej powieści. [Współaut.:] P. Kruczkowska. W: Tekst (w) sieci. 2. Literatura. Społeczeństwo. Komunikacja. Wwa 2009 s. 73-81. – Czy istnieje jakaś literacka kategoryzacja świata? „Teksty Drugie” 2010 nr 4 s. 62-72. – Jak jest możliwa literacka antropologia konsumpcji. W: Jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pozn. 2010 s. 139-154. – Od przygodności podmiotu do przygodności wartości. Umysł pragmatyczny w badaniach literackich. [Współaut.:] L. Karczewski. W: Lingua Terra Cognita. [T.] 1. Gdańsk 2010 s. 441-472. – Princess Antonomasia and the truth: two types of metonymic relations. [Współaut.:] K. Holmqvist. W: Tropical truth(s). The epistemology of metaphor and other tropes. New York 2010. – Przestrzenie kultury i wolne czytanie. W: Poznawanie słowa. Łódź 2010 s. 61-77. – Metodologiczny indywidualizm w kognitywistyce i literaturoznawstwie. W: Przestrzenie kognitywnych poszukiwań. Łódź 2011 s. 7-17. – Czytanie, mózg i gadżety. Najnowsza refleksja nad czytaniem. W: Metody badań i poszukiwania. Łódź 2012 s. 106-120. – Obrazowanie niewyobrażalnego, kognitywistyka i radykalny empiryzm. Wokół „świętych łez” Marvella. W: Kognitywistyka 3. Empatia, obrazowanie i kontekst jako kategorie kognitywistyczne. Lubl. 2012 s. 249-259. – The poetics of colorful logic and the literary categorization of the world. W: Texts and minds. Frankfurt am Main 2012 s. 173-182, wyd. 2 tamże 2014. – Sylwiczność nasza powszednia i metakognicja. „Teksty Drugie” 2012 nr 6 s. 246-257. – Czy studia III stopnia mogą mieć charakter narodowy? Poetyka na „polonistycznych” studiach doktoranckich. W: Przyszłość polonistyki. Katow. 2013 s. 133-145. – Jakość i natchnienie w „Zen i sztuka obsługi motocykla. Rozprawa o wartościach” Roberta M. Pirsiga. „Prz. Hum.” 2014 nr 2 s. 45-55, wersja ang.: Quality and inspiration. A study of the diversification of rhetoric of quality in relation to different conceptual domains in „Zen and the art of motor-cycle maintenance. An inquiry into values” by Robert M. Pirsig. [Współaut.] J. Sałaj. „Zagad. Rodz. Lit.” 2014 z. 1 s. 167-183. – A short history of the sublime in Polish literature from a comparative perspective. W: Poland. History, culture and society. Łódź 2015 s. 301-309. – Cognitive and semantic universals in translations of Psalm 139. „Zagad. Rodz. Lit.” 2015 z. 2 s. 29-49. – Ewolucjonistyczna historia literatury a samoświadomość. W: Kulturowa historia literatury. Wwa 2015 s. 241-252. – Mask and face, sublimity and proximity. Metaphors of cognition as experience in translations of psalm 139. „Stud. Litteraria Univ. Iagellonicae Cracoviensis” 2015 [T.] 10 s. 249-259. – Styl przekładów biblijnych i protest song Czesława Miłosza. Narracja generacyjna wobec archaiczności. „Teksty Drugie” 2015 nr 3. – The epic cognitive frame in the psalms. A case study of the polish translations with psalm 137. „Stud. Slavica Litteraria” 2015 nr 2 s. 25-47. – Uniwersytet Łódzki. Sytuacja kierunków humanistyczno-społecznych w Polsce 2014. Studium przypadku. W: Rozmyślania nad humanistyką. Pozn. 2015 s. 19-32. – Zaangażowanie studenta, uniwersytet i jego transformacje. W: Twórczość, pasja, uniwersytet. Łódź 2015 s. 7-23. – Kicz, empatia, sprawiedliwość. Kognitywistyczne studium archaizmu na polskich przekładach biblijnych. W: Kicz w języku i komunikacji. Łódź 2016, s. 13-25. – Poliglotyczna analiza, pryzmatyczne teksty i sylwiczność języka. W: Projekt na daleką metę. Wwa 2016 s. 169-179. – Style pisania w sferze publicznej. Współczesne dziennikarstwo według Umberta Eco na tle antycznej refleksji o poezji. Współaut. J. Sałaj. W: Apetyt na rzeczywistość. Między literaturą a dziennikarstwem - relacje, interakcje, perspektywy. Łódź 2016 s. 211-231. – Dyskurs reformacyjny w parafrazie Psalmu 110 Jana Kochanowskiego. W: Spadkobiercy Reformacji. Ewangelicy w Lublinie i na Lubelszczyźnie (Historia, kultura, ekonomia, literatura). = Erben der Reformation Protestanten in Lublin und Lubliner Land (Geschichte. Kultur. Wirtschaft. Literatur). Lubl. 2017 s. 343-356. – Sublimicyzm i idolatria w przekładach psalmów na język polski, angielski i szwedzki. Kognitywne parametry stylu. W: Idol w kulturze. Lubl. 2017 s. 228-255. – University cooperation with business environment in the digital era. [Współaut.] M. Wróblewski. W: Languages for specific purposes in educational contexts. Łódź 2017.
Przekład
1. M. Johnson: Znaczenie ciała. Estetyka rozumienia ludzkiego. Przeł. J. Płuciennik. Łódź: Wydawn. UŁ 2015, 347 s.
Prace redakcyjne
1. Wokół gotycyzmów. Wyobraźnia, groza, okrucieństwo. Red.: G. Gazda, A. Izdebska, J. Płuciennik. Kr.: Universitas 2002, 337 s. Por. poz. 2.
Materiały międzynarodowej interdyscyplinarnej konferencji, która odbyła się w Łodzi 15-18 maja 2000.
2. Gotycyzm i groza w kulturze. Red. G. Gazda, A. Izdebska, J. Płuciennik. Łódź: Wydawn. UŁ 2003, 232 s. Por. poz. 1.
Materiały międzynarodowej interdyscyplinarnej konferencji j.w.
3. Dyskursy i przestrzenie (nie)tolerancji. Pod red. G. Gazdy, I. Hübner, J. Płuciennik. Łódź: Wydawn. UŁ 2008, 515 s. Por. poz. 4, 5.
Wybrane referaty z międzynarodowej konferencji, która odbyła się w Łodzi 28-31 maja 2007.
4. Literatura, kultura, tolerancja. Red.: G. Gazda, I. Hübner, J. Płuciennik. Kr.: Universitas 2008, 566 s. Por. poz. 3, 5.
Wybrane referaty z międzynarodowej konferencji jw.
5. Literature, culture, and tolerance. [Red.:] A.R. Murphy, J. Płuciennik. Frankfurt am Main: Peter Lang 2009, 271 s. Por. poz. 3, 4.
Wybrane referaty z międzynarodowej konferencji jw.
6. Metody badań i poszukiwania. Pod red. J. Płuciennika i P. Stalmaszczyka. Łódź: Wydawn. Primum Verbum 2012, 142 s.
7. Twórczy Uniwersytet. Przewodnik dla studentów Uniwersytetu Łódzkiego. Pod red. J. Płuciennika i Kingi Klimczak. Łódź: Wydawn. UŁ 2013, 140 s.
8. Critical theory and critical genres. Contemporary perspectives from Poland. [Red.:] Ch. Russell, A. Melberg, J. Płuciennik. Frankfurt am Main: Peter Lang 2014, 223 s. Literary and cultural theory, vol. 41.
Wyd. jako dokument elektroniczny. Frankfurt am Main: Peter Lang GmbH, Internationaler Verlag der Wissenschaften 2014, plik w formacie PDF.
9. Profesor Grzegorz Gazda. Red. zeszytu: J. Płuciennik, A. Śliz. Łódź: Łodz. Tow. Nauk. 2014, 29 s. Sylwetki Łódz. Uczonych, z. 115.
10. Łódzkie przestrzenie i praktyka teorii. 70 lat Katedry Teorii Literatury Uniwersytetu Łódzkiego (1945-2015). [Księga pamiątkowa]. [Red.] J. Płuciennik, A. Zatora. Łódź: Wydawn. UŁ 2015, 25 s.
11. On-line/Off-line. Between text and experience writing as a lifestyle. [Red.] P. Gärdenfors, W. Powers, J. Płuciennik, M. Wróblewski. Łódź: Wydawn. UŁ 2015, 402 s.
12. Twórczość, pasja, uniwersytet. Kategoria zaangażowania w dydaktyce akademickiej. Pod red. J. Płuciennika i K. Klimczak. Łódź: Wydawn. UŁ 2015, 225 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Łódź: Wydawn UŁ 2015, plik w formacie PDF.
13. Psalmy polskie czasu reformy. Tetrapla łódzka na 500 lat Reformacji. Wydali D. Kowalska, K. Płachcińska, J. Płuciennik. Wstęp: J. Płuciennik. Łódź: Wydawn. UŁ 2017, 767 s.
14. L. Roper: Marcin Luter. Prorok i buntownik. Tłum.: M. Potz i L. Chmielewska. Red. nauk.: M. Hintz, J. Płuciennik, J. Sojka. Łódź: Wydawn. UŁ 2017, 498 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2012.
 	Wywiad: Hamlet z iPhone'em w chmurach. Rozm. I. Adamczewska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 143.
 	Otwarty Uniwersytet. Rozm. M. Wróblewski [on-line] [dostęp 8 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://kronika.uni.lodz.pl/numery/w-kierunku-uczelni-badawczej/artykuly/699/otwarty-uniwersytet.

Retoryka wzniosłości w dziele literackim

 	K. KOEHLER: Na bezdrożach wzniosłości. „Arcana” 2001 nr 1.

Figury niewyobrażalnego

 	P. MICHAŁOWSKI: Co i jak nas przerasta? „Teksty Drugie” 2003 nr 6.

Literackie identyfikacje i oddźwięki

 	A. ŁEBKOWSKA. „Ruch Lit.” 2004 z. 1.

Nowożytny indywidualizm a literatura

 	B. KUCZERA-CHACHULSKA. „Wiek Oświecenia” 2007 [T.] 23.

Literatura, głupcze!

 	J. CZURKO, M. DRABIKOWSKA. „Zag. Rodz. Lit.” 2010 z. 1/2.
 	G. MARZEC: Literatura, głupcze? „Teksty Drugie” 2010 nr 4.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3546" title="Maria KALINOWSKA" slug="maria-kalinowska">ur. 1954

Historyk literatury
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 24 grudnia 1954 w Gdańsku; córka Henryka Kalinowskiego, inżyniera i kapitana Jachtowej Żeglugi Wielkiej, i Idalii z domu Skorwid, pracownika umysłowego. W 1969-73 uczęszczała do IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. Po zdaniu matury studiowała filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim (UG); w 1977 otrzymała magisterium z wyróżnieniem. W 1979-84 uczęszczała na studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. W tym okresie brała udział w konwersatoriach i seminariach doktoranckich prowadzonych przez prof. Marię Janion w IBL PAN w Warszawie i na UG. W 1985 została zatrudniona (na stanowisku asystenta, a następnie adiunkta) w Instytucie Filologii Polskiej (potem Instytut Literatury Polskiej; ILP) Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. W tymże roku uzyskała tytuł doktora na podstawie rozprawy pt. Mowa i milczenie – romantyczne antynomie samotności (promotor prof. Maria Żmigrodzka). Debiutowała w 1986 fragmentem tej pracy, opublikowanym w książce zbiorowej Style zachowań romantycznych (Wwa 1986). W następnych latach kontynuowała badania nad literaturą i teatrem okresu romantyzmu. W 1985 została członkiem Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza (TLAM; w latach osiemdziesiątych była sekretarzem jego Oddziału Toruńskiego), a w 1986 członkiem Towarzystwa Naukowego w Toruniu. Trzykrotnie otrzymała nagrody i wyróżnienia rektora UMK (1986, 1995, 2004). W 1991 weszła w skład zespołu redakcyjnego nowej edycji krytycznej Dzieł A. Mickiewicza wydawanej przez TLAM pod redakcją prof. Zofii Stefanowskiej. W 1995 habilitowała się na UMK na podstawie rozprawy pt. Grecja romantyków. Studia nad obrazem Grecji w literaturze romantycznej. W 1997 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego i od tego roku do 2003 pełniła funkcję kierownika Zakładu Romantyzmu i Pozytywizmu ILP UMK. W roku 1997 podjęła współpracę z Ośrodkiem Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego (OBTA). W 1997-2000 kierowała realizacją programu Antyk romantyków – model europejski i wariant polski w OBTA oraz w ILP UMK (w ramach grantu zespołowego Komitetu Badań Naukowych). W 1998-99 przebywała na stypendium naukowym na Uniwersytecie w Patras w Grecji, studiując problematykę literatury i kultury nowogreckiej. W latach dziewięćdziesiątych oraz następnych pełniła szereg funkcji naukowych na UMK, m. in. była współorganizatorką specjalizacji teatrologicznej na kierunku filologia polska, opiekunem Koła Naukowego Edytorsko-Tekstologicznego, Koła Teatrologów na Wydziale Humanistycznym, kierownikiem Studium Zaocznego Filologii Polskiej, członkiem Komisji Dydaktycznej na Wydziale Humanistycznym, członkiem, a następnie wiceprzewodniczącą i przewodniczącą Komisji Wydawniczej na Wydziale Filologicznym, członkiem Rady Bibliotecznej UMK. W 2001-04 pełniła funkcję kierownika międzyuczelnianego zespołu realizującego w OBTA UW projekt Przekształcenia antycznych mitów tematów i symboli w literaturze i sztuce romantyzmu i modernizmu. W 2001 została redaktorem naczelnym serii OBTA i ILP UMK Antyk Romantyków.W 2004 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2005 podjęła także pracę na UW w OBTA (od 2008 Instytut Badań Interdyscyplinarnych, od 2012 Wydział „Artes Liberales” UW) na stanowisku profesora wizytującego, gdzie zajęła się problematyką dziedzictwa greckiego w literaturze i kulturze romantyzmu. Od końca lat dziewięćdziesiątych kilkakrotnie przebywała na stypendiach i stażach badawczych, m.in. w Jesus College na Uniwersytecie w Cambridge, w Bibliotece Polskiej w Paryżu, w Grecji (m.in. na Uniwersytecie im. Arystotelesa w Salonikach i w National Hellenic Research Foundation w Atenach) i w Collegium Budapest na Węgrzech. Brała udział w kilkudziesięciu konferencjach naukowych (polskich i zagranicznych, część z nich współorganizowała na UMK i UW) oraz w międzynarodowych projektach, m.in. w East European Travel Writing on Europe, organizowanym przez University College, London’s School of Slavonic and East European Studies (zakończony w 2008), w Multiple antiquities – multiple modernities. Ancient histories in nineteenth century European cultures, organizowanym przez Collegium Budapest (2005), w International PhD project in the humanities na Wydziale „Artes Liberales” UW (w realizacji, z Międzynarodową Szkołą Humanistyczną Europy Wschodniej, MSH EW). W 2006-09 kierowała międzyuczelnianym zespołem realizującym projekt Filhellenizm romantyków – specyfika polska i konteksty europejskie (słowiańskie i zachodnie), a od 2011 projektem Sparta w literaturze i kulturze polskiej – od okresu staropolskiego do XX wieku. Między recepcją dziedzictwa greckiego a poszukiwaniem narodowej tożsamości. W 2007-2014 była redaktorem naczelnym kwartalnika Wydziału Filologicznego UMK „Litteraria Copernicana”; następnie weszła w skład Rady Naukowej tego pisma. W 2012 została wyróżniona Nagrodą Rektora UW. W 2013 otrzymała stanowisko profesora zwyczajnego na UMK. W 2014 odeszła z UMK i przeszła do pracy na Wydziale Artes Liberales UW. Odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008) i Medalem Złotym za Długoletnią Służbę (2012). Mieszka w Toruniu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Mowa i milczenie – romantyczne antynomie samotności. [Studium]. Wwa: PIW 1986, 278 s. PAN IBL Historia Lit. Studia, 46.
Nagroda im. M. i K. Górskich przyznana przez Tor. Tow. Nauk. w 1989.
2. Grecja romantyków. Studia nad obrazem Grecji w literaturze romantycznej. Tor.: UMK 1995, 171 s. Rozprawy UMK.
Zawartość: Wstęp. – Cz. I. Romantyczne wizerunki Grecji. Analizy i interpretacje: Byronowska wizja Grecji; Wizja Grecji w przedmowie do I tomu „Poezji” Adama Mickiewicza; Wizerunek Grecji w „Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu” Juliusza Słowackiego; O podróży greckiej w twórczości Norwida. – Cz. II. Romantyczny mit Grecji. Syntezy: Grecja romantyków europejskich (problematyka badań nad hellenizmem i filhellenizmem literatury romantycznej); Egotyzm w romantycznych wyobrażeniach Grecji.
3. Los, miłość, sacrum. Studia o dramacie romantycznym i jego dwudziestowiecznej recepcji. Tor.: Wydawn. UMK 2003, 336 s.
Zawartość: Słowo wstępne. – Cz. I. Między Losem a Opatrznością – świat dramatów Juliusza Słowackiego: Antymisteryjność „Kordiana” (w kręgu romantycznej ironiczności); O losie w „Horsztyńskim”; Miłość i sacrum w „Mazepie”; Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego dwugłos o formach: „ariostycznej”, „homerycznej”, „eschylowskiej”; Wokół listów dedykacyjnych do „Balladyny” i „Lilii Wenedy”; O ostatniej pieśni chóru „Lilii Wenedy” – Słowackiego greckie sny o Polsce w „Grobie Agamemnona”; „Agezylausz” [J. Słowackiego]: między tragedią i misterium. – Cz. II. Dziady i teatr misteryjny Reduty: „Dziady” Mieczysława Limanowskiego; Trzy misteria. Dramaty romantyczne w interpretacji Mieczysława Limanowskiego; „Mickiewicz go na tej drodze prowadził...” Reduta jako laboratorium teatralne: między psychologią a metafizyką; „Hamlet” w kręgu Reduty. Hamlet, Szczęsny i polski teatr misteryjny. – Cz. III. Wobec romantycznych form i narodowych stereotypów: „Zwolon” Cypriana Norwida wobec stereotypów polskiego romantyzmu; Dwie interpretacje „Dziadów”: Czesława Miłosza i Jarosława Marka Rymkiewicza.
Przekł. ang. studium „Hamlet” w kręgu Reduty: „Hamlet” and the Reduta theatre. W: „Hamlet” East-West. Gdańsk 1998.
4. Juliusza Słowackiego „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”. Glosy. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2011, 437 s. Wiek XIX, t. 5.
Zawiera także: H. Głębocki: Zaginiony raptularz J. Słowackiego z podróży na Wschód (1836-1837) - odnaleziony po 70 latach w zbiorach ros.
Wyd. w wersji elektronicznej Gdańsk: Słowo/obraz terytoria 2015, plik w formacie MOBI, EPUB.
5. „Agezylausz” Juliusza Słowackiego. Glosy. Gdańsk: Słowo/obraz terytoria 2015, 325 s, [32] s. tabl. Wiek XIX, t. 6.
Wyd. w wersji elektronicznej Gdańsk: Słowo/obraz terytoria 2014, 403 s., plik w formacie EPUB MOBI.
Monografia historycznoliteracka i edytorsko-tekstologiczna utworu, wraz z nową edycją dramatu.
Artykuły, rozprawy i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Romantyczne antynomie samotności. W: Od Kochanowskiego do Różewicza. Wwa 1988 s. 27-41. – O przestrzeni międzyludzkiego obcowania w „Horsztyńskim” Juliusza Słowackiego. „Acta Univ. Nicolai Copernici” 1989 nr 193 s. 49-75. – „Szybkość”: oraz „tempo” i „rytm” jako kategorie teatrologiczne. (Próba sformułowania pytań). W: Szybko i szybciej. Wwa 1996 s. 204-216. – Kilka słów o posągowej piękności marmurowej w twórczości Juliusza Słowackiego. W: Lustra historii. Wwa 1998 s. 107-116. - „Zdania i uwagi” i tzw. „Trzy urywki” Mickiewiczowskie. W: Wiersze Adama Mickiewicza. Analizy, komentarze, interpretacje. Łódź 1998 s. 197-208. – „Agezylausz” Juliusza Słowackiego – obszary świata poetyckiego. (Próba sformułowania pytań); Wokół Mickiewiczowskiej hermeneutyki kultury antycznej w wykładach lozańskich. Próba sformułowania pytań. W: Antyk romantyków: model europejski i wariant polski. Rekonesans. Tor. 2003 s. 359-375, 195-204. – Warsztat edytorski Czesława Zgorzelskiego jako wydawcy wierszy Mickiewicza. „Rocz. Hum.” 2003 s. 21-37.– Mickiewiczowska wizja dramatu i teatru w prelekcjach paryskich. W: Wykłady lozańskie Adama Mickiewicza. Katow. 2006 s. 159-170. – Motyw Sądu Bożego w dramaturgii Juliusza Słowackiego. (Zarys projektu lektury). W: Słowacki teatralny. Pozn. 2006 s. 177-185. – „Podróż” Zbigniewa Herberta – kilka uwag do próby lektury. W: Przez dwa stulecia. Tor. 2006 s. 379-390. – Romantyczny wojaż ironiczny – gra identyfikacji i obcości. W: Światy przedstawione. Tor. 2006 s. 93-101. – Mickiewiczowskie wizje egzystencji – pamięć jako ocalenie. W: Z przeszłości i teraźniejszości języka polskiego. Tor. 2007 s. 71-80. – Powieść o artyście w teatrze Krystiana Lupy. Próba sformułowania pytań. W: Księga Janion. Gdańsk [2007] s. 277-282. – Wizja Grecji w pismach Józefa Kremera. W: Józef Kremer (1806-1875). Kr. 2007 s. 167-179. – Wprowadzenie. Filhellenizm romantyków, specyfika polska i konteksty europejskie. Perspektywy badawcze; Romantyczni Spartanie i Majnoci. W kręgu filhellenizmu wielkich romantyków polskich. Rekonesans. W: Filhellenizm w Polsce. Rekonesans. Wwa 2007 s. 11-24, 202-226. – European identity and romantic irony: Juliusz Słowacki’s journey to Greece. [Przeł.] A. Wróbel. W: Under eastern eyes. A comparative introduction to East European travel writing on Europe. Budapest, New York 2008, s. 223-235. – Ciche ziarna i błyszcząc imiona. (Analiza i interpretacja wiersza Adama Mickiewicza „Pytasz za co Bóg trochą sławy mnie przyozdobił…”); „Nowy w duchu człowiek” i „echa śpiewane w niebie”. (Kilka uwag o wizji poezji w wierszu Juliusza Słowackiego „Nastał, mój miły, wiek eschylesowy…”). W: Poezja świadoma siebie. Toruń 2009 s. 57-65, 67-73. – Podróż grecka jako gatunek literacki, czyli o pewnej hipotezie badawczej. W: Album gdańskie. Gdańsk 2009 s. 735-742. – Antropologia romantyczna a idee antropologiczne humanizmu. W: Humanitas. Projekty antropologii humanistycznej. Cz. 1. Paradygmaty – Tradycje – profile historyczne. Wwa 2009-2010. s. 477-496. – Kilka słów wprowadzenia. W: Prelekcje paryskie Adama Mickiewicza. Wwa 2011 s. 7-16. – The myth of Sparta in Juliusz Słowacki and Cyprian Norwid’s dramas. Romantic reinterpretation of Greek heritage – the Polish variant. W: Multiple antiquities - multiple modernities. Frankfurt, New York 2011 s. 547-562. – Sparrows on Parnassus. W: Birthday beasts´ book. Wwa 2011 s. 93-99. – Byron jako uczestnik walk greckich w romantyzmie polskim. W: Filhellenizm w Polsce. Wwa 2012 s. 213-218, toż w jęz. ang.: Byron and the history of modern Greece from the perspective of Polish romanticism. [Przeł.:] A. Wróbel, J. Dutkiewicz. W: The place of Lord Byron in world history. London 2012. – Greckie liryki Cypriana Norwida („Marmur biały”, „Z listu do Włodzimierza Łubieńskiego”). W: Filhellenizm w Polsce. Wwa 2012 s. 235-248. – Grecja – miejsca zachowane i przemienione. W: Geografia Słowackiego, Wwa 2012, s. 329-338. – Grób Agamemnona na trasach greckich podróży (rekonesans). W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 315-327. – Między tekstologią a sztuką interpretacji. Kilka uwag na marginesie edycji „Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu” Juliusza Słowackiego. W: Spotkania w przestrzeni idei – słów - obrazów. Księga pamiątkowa dedykowana Prof. dr hab. Zofii Mocarskiej-Tycowej. Tor. 2012 s. 195-208. – Grecka podróż Herberta. W: Pogranicza, kresy, Wschód a idee Europy. Białystok 2013 s. 207-216. – Waning worlds and budding hopes: anti-idyllic visions of antiquity in Polish Romanticism. W: The missing link: classical reception in the „Younger” Europe. „Classical Receptions Journal”, Oxford 2013 vol 5. nr 3, s. 320-335. – Odnaleziony autograf francuskiego wiersza Juliusza Słowackiego. [Współaut.:] J. Brzozowski, E. Fradois, Z. Przychodniak. „Pam. Lit.” 2014 z. 2 s. 127-145. – Sparta w dialogach „greckich” dzieł Juliusza Słowackiego i Stanisława Wyspiańskiego (próba sformowania pytań)… W: Sparta w kulturze polskiej. Cz. 1. Wwa 2014 s. 197-218. – Cypr – terra incognito literatury polskiej? W: Cypr, dzieje, literatura, kultura. Wwa T. 2. 2015 s. 241-256. – Jeszcze o Majnotach… Przyczynek do lektury Mickiewiczowskiego „Giaura” i Norwidowskiego „Epimenidesa”. W: Sparta w kulturze polskiej. Cz. 2. Wwa 2015 s. 269-282. – From the history of the friendship between the founders of Reduta Theatre. [Przeł.] J. Dutkiewicz. W: De amicitia. Wwa 2016 s. 133-145. – Marii Żmigrodzkiej wizja romantyzmu polskiego. W: IBL w PRL. Studia i wspomnienia. [T.] 1. Wwa 2016 s. 274-297. – Słowo wstępu do fragmentów „Literatury Polski Odrodzonej 1918–1945” Artura Hutnikiewicza. W: Profesor. Pamięci Artura Hutnikiewicza. Tor. 2016 s. 139-154. – Historia i ironia. Wspomnienie o Profesor Marii Żmigrodzkiej. „Litteraria Copernicana” 2017 nr 2 s. 135-140.
Prace redakcyjne
1. Lustra historii. Rozprawy i eseje ofiarowane Profesor Marii Żmigrodzkiej z okazji pięćdziesięciolecia pracy naukowej. Pod red. M. Kalinowskiej i E. Kiślak. Wwa: Wydawn. IBL 1998, 278 s.
2. Mieczysław Limanowski. Człowiek, twórca, świadek czasów. Materiały z sesji naukowej. Toruń 1-3 grudnia 1995. Pod red. M. Kalinowskiej i A. Sadurskiego. Tor.: Wydawn. UKM 1998, 445 s.
3. Wiersze Adama Mickiewicza w podobiznach autografów. Część druga. 1830-1855. Oprac.: Cz. Zgorzelski. Red. nauk.: Z. Stefanowska i M. Kalinowska. Wr.: Ossol. 1998, 254 s. , [109] s., tabl.
4. Inspiracje Grecji antycznej w dramacie doby romantyzmu. Rekonesans. [Studia]. Pod red. M. Kalinowskiej. Tor.: A. Marszałek 2002, 317 s. Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej UW, Inst. Literatury. Pol. UMK w Tor. Antyk Romantyków.
5. M. Żmigrodzka: Przez wieki idąca powieść. Wybór pism o literaturze XIX i XX wieku. Oprac.: M. Kalinowska i E. Kiślak. Wwa: Wydawn. IBL 2002, 522 s.
6. Antyk romantyków – model europejski i wariant polski. Rekonesans. [Studia]. Pod red. M. Kalinowskiej i B. Paprockiej–Podlasiak. Tor.: Wydawn. Nauk. Grado 2003, 647 s. Antyk Romantyków.
7. Świat z tajemnic wyspowiadany… Studia o „Samuelu Zborowskim” Juliusza Słowackiego. Praca zbiorowa pod red. M. Kalinowskiej, J. Skuczyńskiego i M. Bizior. [Słowo wstępne:] M. Kalinowska. Tor.: Wydawn. UMK 2006, 382 s. Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej UW, Inst. Literatury Pol. UMK w Tor. Antyk Romantyków.
8. Światy przedstawione. Prace z historii i teorii literatury ofiarowane profesorowi Jerzemu Speinie. Pod red. M. Kalinowskiej, E. Owczarza, J. Skuczyńskiego, M. Wołka. Tor.: Wydawn. UMK 2006, 553 s.
9. Filhellenizm w Polsce. Rekonesans. Pod red. M. Borowskiej, M. Kalinowskiej, J. Ławskiego i K. Tomaszuk. Wwa: Wydawn. UW 2007, 348 s. Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej UW, Inst. Literatury Pol. UMK w Tor. Antyk Romantyków.
10. Poemat dygresyjny Juliusza Słowackiego. Struktura, konteksty, recepcja. Pod red. M. Kalinowskiej i M. Leszczyńskiego. Tor.: Wydawn. Nauk. UMK 2011, 461 s.
11. Prelekcje paryskie Adama Mickiewicza wobec tradycji kultury polskiej i europejskiej. Próba nowego spojrzenia. Praca zbiorowa. Pod red. M. Kalinowskiej, J. Ławskiego i M. Bizior-Dombrowskiej. Wwa: Wydawn. UW 2011, 404 s.
12. Filhellenizm w Polsce. Wybrane tematy. Praca zbiorowa. Pod red. M. Borowskiej, M. Kalinowskiej i K. Tamaszczuka. Wwa: Wydawn. UW 2012, 400 s. Wydz. „Artes Liberales” UW, Inst. Literatury Pol. UMK w Tor. Antyk Romantyków
13. Wyspiański, Kazandzakis i modernistyczne wizje antyku. Red. nauk.: M. Borowska, M. Kalinowska, P. Kaniecki. Wwa: Wydz. „Artes Liberales” UW; Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2012, 278 s.
14. Co Słowacki ma nam dziś do powiedzenia? Debaty Wydziału „Artes Liberales”. T. 5. Red. nauk.: M. Kalinowska, J. Kieniewicz i P. Kaniecki. Wwa: Wydz. „Artes Liberales” UW; Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2013, 194 s.
15. Sparta w kulturze polskiej. Cz. 1-2. Wprowadzenie: M. Kalinowska. Wwa: Wydwn. Nauk. Sub Lupa. Wydz. „Artes Liberales” UW. Antyk Romantyków.
Cz. 1. Model recepcji, spojrzenie europejskie, konteksty greckie. Pod red. M. Borowskiej, M. Kalinowskiej, J. Speiny i K. Tomaszuk. 2014, 557 s.
Cz. 2. Przekroje, syntezy, konteksty. Pr. zbiorowa pod red. M. Borowskiej, D. Kai, M. Kalinowskiej, J. Speiny. 2015, 411 s.
16. Profesor. Pamięci Artura Hutnikiewicza. Pod redakcją B. Burdzieja, M. Kalinowskiej i H. Ratusznej. Tor.: UMK 2016, 198 s. Litteraria Copernicana. 4.
Wyd. jako dok. elektroniczny; Tor.: UMK 2016, plik w formacie PDF.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2013.

Mowa i milczenie – romantyczne antynomie samotności
A. HUTNIKIEWICZ. Spraw. Tow. Nauk. w Tor. 1986 t. 40.
A. BAGŁAJEWSKI: Czy nasz romantyzm ma samotność? „Twórczość” 1990 nr 10.
P. JARMOCIK. „Ruch Lit.” 1990 z. 6.
J. LEOCIAK: Mowa – milczenie – samotność. „Nowe Książ.” 1990 nr 3.
T. Tyczyński. „Pam. Lit.” 1990 nr 3.

Grecja romantyków
R. KASPEROWICZ. „Znak” 1996 nr 8.
Z. PRZYBYŁA. „Pr. Nauk. WSP w Częst. Filol. Pol., Hist. i Teoria Lit.”1996 z. 6.
M. ŻMIGRODZKA. „Pam. Lit.” 1998 z. 1.</document>
<document nplp_id="3548" title="Ireneusz KANIA" slug="ireneusz-kania">ur. 1940

Pseud.: Marian Barycz.

Tłumacz, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 19 września 1940 w Wieluniu; syn Stefana Kani, rzemieślnika, i Wandy z Muszalskich. W 1954-59 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Wieluniu. Po zdaniu matury studiował w 1959-64 romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W tym czasie pogłębiał też wiedzę o językach orientalnych (hebrajskim, chińskim i sanskrycie). Uprawiał także wyczynowo sport (podnoszenie ciężarów). W 1963 przebywał na kursie językowym w Sinaia (Rumunia). W 1964-68 pracował w krakowskim oddziale wydawnictwa PWN jako korektor, następnie redaktor techniczny i inspektor produkcji. W 1968 podjął pracę w Centralnym Ośrodku Chłodnictwa w Krakowie na stanowisku dokumentalisty, później kierownika samodzielnej sekcji współpracy z zagranicą. Kontynuował swoje zainteresowania Orientem (szczególnie Tybetem) i buddyzmem. W 1972 debiutował w „Przeglądzie Orientalistycznym” recenzją z pracy W. Formana i B. Rinczena Lamajskie maski taneczne (nr 1), a w 1974 w tymże czasopiśmie przekładem pt. Wyjątki z tybetańskiej epopei o Geserze w jej wersji z Amdo (nr 2).W następnych latach dokonywał licznych przekładów, początkowo z języka portugalskiego, a później także z innych języków, m.in.: angielskiego, niemieckiego, francuskiego, rosyjskiego, rumuńskiego, włoskiego, szwedzkiego, sanskrytu. Od 1975 w Wydawnictwie Literackim pełnił obowiązki redaktora, a następnie zastępcy kierownika Redakcji Przekładów, odpowiadającego za literaturę iberyjską i iberoamerykańską. W 1978 przebywał przez miesiąc na Kubie, pomagając kolegom z hawańskiego wydawnictwa Editorial Arte y Literatura w przygotowaniu antologii poezji polskiej. Od 1980 był członkiem ZLP (do rozwiązania Związku w 1983). W 1981 odszedł z Wydawnictwa Literackiego i zajął się pracą literacką, głównie przekładową. W 1983 wstąpił do Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (STP). W 1983-88 prowadził w Krakowie prywatny kurs klasycznego języka tybetańskiego. Przekłady, artykuły i recenzje ogłaszał m.in. w „Znaku”, „Literaturze na Świecie”, „Dekadzie Literackiej”. Uczestniczył w sympozjach literackich i naukowych, m.in. w sympozjum tybetologicznym na Węgrzech (1976), w konferencji muzykologicznej w Podkowie Leśnej (1993), w sympozjum literackim w Rumunii (2003). Pisał wstępy i posłowia do tłumaczonych przez siebie książek. Od 1989 należał do SPP (członek Zarządu Oddziału Krakowskiego i Zarządu Głównego). W latach dziewięćdziesiątych prowadził zajęcia z przekładu literackiego w Studium Literacko-Artystycznym na UJ. Był stałym konsultantem i recenzentem wewnętrznym oficyn Wydawnictwo Literackie, Austeria, Homini oraz Instytutu Książki w Krakowie. Za pracę przekładową otrzymał wiele nagród, m.in. nagrodę STP (1992), nagrodę „Literatury na Świecie” (1993, 1998), Nagrodę Krakowskiej Filii Fundacji Kultury Polskiej (1995), Nagrodę Polskiego PEN Clubu (1996). Po przejściu na emeryturę w 2005 kontynuował działalność literacką. W 2017 otrzymał Nagrodę Miasta Krakowa. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Meritul Cultural Republiki Rumunii (2004) i odznaką 15-lecia Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie (2010).

W 1966 ożenił się z Marią Pawicą, redaktorką. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Kabała, czyli ku resakralizacji sakralnego. [Studium]. W: Opowieści Zoharu. Przeł. z hebr., wstępem i komentarzem opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1988, s. 7-31. Wyd. nast.: wyd. zmien. i rozszerz. pt. O Kabale i Zoharze, 78 s. Współwyd. z: Opowieści Zoharu. Kr.: OL 1994; wyd. rozszerz. Kr.: Wydawn. Homini 2005, s. XV-LXXXIX; wyd. 2 Kr.: Wydawn. Benedyktynów Tyniec 2012.
2. Ścieżka nocy. [Eseje]. Wybór i oprac.: Ł. Tischner. Kr.: Znak 2001, 346 s.
Zawartość: Ścieżka nocy, ścieżka mądrości – z Ireneuszem Kanią rozmawia Krzysztof Dorosz. – Kultura. Jasność i mrok. – Podróże na Wschód: Dharma a Krzyż. Z dziejów dialogu teologicznego chrześcijańsko-buddyjskiego; Czy buddyści słusznie obrazili się na Papieża?; Milarepa - Atleta Dharmy. – Przemiany „Księgi” [Przemian]. – Jamesa Hiltona pożegnanie z Utopią. – Bukareszt i okolice. – Między przypadkiem a koniecznością, czyli życie jako „próba labiryntu” [dot. M. Eliadego]: Kryptoautobiografia fantastyczna Mircei Eliadego; Rendez-vous na Mlecznej Drodze. (O powieściach „Majtreji” Mircei Eliadego i „Mircea” Maitreyi Devi). – Nihilista pielgrzymujący [dot. E. Ciorana]: Cioran, albo o anachronizmie mądrości; Constantin Noica: Kultura jako projekt soteriologiczny. – Tropy biblijne: Nowy Testament a Kabała. (Kilka uwag w kwestii pierwotnego języka Ewangelii); Do czego są nam potrzebne anioły? – Muzyczne pogranicza: Srebrna nić. Rozważania o muzyce Wagnera jako o kształcie drogi zbawczej; Nirwana po germańsku. Rzecz o buddyjskim podłożu twórczości Wagnera; Czy możliwa jest uniwersalna filozofia muzyki?; Poezja a muzyka. (Verlaine -Mallarmé - Debussy). – „Świat w złem leży”: Jeszcze wokół Hioba; Moje pierwsze Unde malum?; Recepta na długowieczność. (Czullawagga, XII).
Przekłady
1. J. R. Miguéis: Szczęśliwych świąt. [Powieść]. Kr.: WL 1977, 141 s.
2. A. Neto: Palmy nadziei. [Wiersze]. Wybrał, przeł. i posł. opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1978, 141 s. Humanum Est.
3. V. Ferreira: Objawienie. [Powieść]. [Posł. opatrzyła J.Z. Klave]. Kr.: WL 1979, 170 s. Lit. Iberyjska.
4. M. da Fonseca: Pieśni z gościńców. [Wiersze]. Wybór, przekł. i posł. I. Kania.
Kr.: WL 1979, 83 s. Humanum Est.
5. J. London: A niech to żółwie Tasmana. [Opowiadanie]. Kr.: WL 1979, 50 s.
6. D.R. Popescu: Łowy królewskie. [Powieść]. Wwa: PIW 1979, 161 s.
7. Bhartrhari: Bhartrhariego strof trzykroć po sto. O mądrości życia, o namiętności miłosnej i o wyrzeczeniu. Przeł. z sanskrytu, wstępem i przyp. opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1980, 69 s.
8. A.M. do Tojal: Wesele Stu Tysięcy Barbarzyńców. [Powieść]. Przeł. i posł. opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1980, 81 s.
9. H. Sales: Diamenty z Andarai. [Powieść]. Posł. opatrzyła J.Z. Klave. Kr.: WL 1982, 298 s. Proza Iberoamerykańska.
10. V. Segalen: Syn Nieba. Kronika dni panowania. [Powieść]. Przekł., nota i przyp. I. Kania. Kr.: WL 1982, 162 s. Ser. z Klepsydrą.
11. M. de Andrade: Macunaima, bohater zupełnie bez charakteru. Rapsodia. [Powieść]. Posł.: J.Z. Klave. Kr.: WL 1983, 163 s. Proza Iberoamerykańska.
12. M. Eliade: Tajemnica doktora Honigbergera. [Opowiadanie]. Przeł. i posł. opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1983, 81 s.
13. Dalai Lama XIV: Wprowadzenie do buddyzmu. Cz. 1-2. Tłum. z ang. i przyp. opatrzył I. Kania. Kr.: Klub „Athanor” [1985], 15 + 13 s.
14. J. Green: Tysiąc dróg stoi otworem. [Powieść]. Kr.; Wr.: WL 1985, 211 s.
15. J. Brosse: Wielcy mistrzowie duchowi świata. Leksykon. Łódź: Wydawn. Opus 1988, 252 s. Vademecum – Opus. Wyd. nast.: tamże 1995; wyd. 2 [właśc. 3] uzup. pt. Mistrzowie duchowi. Leksykon. Katow.: Książnica 2000.
16. Opowieści Zoharu. Przeł. z hebr., wstępem i komentarzem opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1988, 204 s. Wyd. nast.: wyd. rozszerz. Kr.: OL 1994; wyd. 3 Kr.: Homini 2005; wyd. 2 [!] Kr.: Wydawn. Benedyktynów Tyniec 2012.
Wstęp I. Kani zob. Twórczość, poz. 1.
17. G. Vasari: Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. [T.] 8. G. Milanesi: Komentarze do „Żywotów” Giorgia Vasariego [Cz. 1-2]. Przekł. i objaśn. I. Kania. Kr.: PWN 1988, 544 + 487 s.
18. M. Eliade: Zapowiedź równonocy. Pamiętniki. Tłum., przyp. oraz posł. opatrzył I. Kania. Kr.: WL 1989, 302 s.
19. M. Eliade: Dajan. [Powieść]. Kr.: OL 1990, 110 s.
20. M. Eliade: Młodość stulatka. [Powieść]. Kr.: OL 1990, 189 s. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. 2008.
21. J.M. Román: Święty Wincenty à Paulo. Biografia. Kr.: Nasza Przeszłość 1990, 819 s.
22. P. Salama: Dolaryzacja. [Esej]. Kr.: OL 1990, 80 s.
23. G. Bataille: Historia oka i inne historie. Wybór i wstęp: T. Komendant. Przeł.: T. Komendant, W. Gilewski, I. Kania. Kr.: OL 1991, 301 s.
24. D. Beauvois: Szkolnictwo polskie na ziemiach litewsko-ruskich 1803-1832. T. 1-2. Rzym; Lubl.: Fundacja Jana Pawła II; Red. Wydawnictw KUL 1991, 382 + 459 s.
T. 1. Uniwersytet Wileński; T. 2. Szkoły podstawowe i średnie.
25. Y. Beauvois: Stosunki polsko-francuskie w czasie „dziwnej wojny”. Kr.: OL 1991, 107 s.
26. [Dwudziesty] XX wiek – przekroje. Kr.: OL 1991, 354 s.
Antologia tekstów związanych z literacką historią Francji w XX w.
27. M. Eliade: Świętojańskie żniwo. Pamiętniki. (1937-1960). Kr.: OL; WL 1991, 174 s.
28. Sakja Pandita: Drogocenna skarbnica wytwornych maksym. Z oryginału
tybetańskiego przeł., wstępem i przyp. opatrzył I. Kania. Kr.: Wydawn. M&amp;amp;M 1991, 298 s. Klasyka Lit. Orientalnej.
29. Tybetańska księga umarłych. Przeł. z tybetańskiego i oprac. I. Kania. Kr.: OL 1991, 265 s. Wyd. nast.: tamże: wyd. 2 popraw. 1993, wyd. 3 1996, wyd. 4 popraw. 2001; wyd. 5 popraw. Kr.: Wydawn. „A” 2005. Ser. Buddyzm, tamże wyd. 6-9 popraw.: 2007, 2009, 2012, 2013.
30. G. Bataille: Historia erotyzmu. Kr.: OL 1992, 162 s. Wyd. 2 Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
31. E. Cioran: Na szczytach rozpaczy. [Eseje]. Kr.: OL 1992, 175 s. Wyd. 2 Wwa: Wydawn. Aletheia 2007.
32. M. Eliade: Okultyzm, czary, mody kulturalne. Eseje. Kr.: OL 1992, 149 s. Wyd. 2 Wwa: KR 2004.
33. E. Lundström: Wojna o srebrne kulki. Powieść sensacyjno-dokumentalna. Kr.: WL 1993, 265 s.
34. P. Poupard: Religie. Wr.: Siedmioróg 1993, 112 s. Co Wiem?, 6.
35. E. Cioran: Upadek w czas. [Eseje]. Kr.: OL 1994, 102 s. Wyd. 2 Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
36. H. Duméry: Problem Boga w filozofii religii. Krytyczny rozbiór kategorii Absolutu i schematu transcendencji. Tłum. I. Kania. Przedm.: P. Siejkowski. Kr.: Znak 1994, 177 s. Bibl. Filoz. Religii.
37. L. Kołakowski: Bóg nam nic nie jest dłużny. Krótka uwaga o religii Pascala i o duchu jansenizmu. Tłum. [z ang.] I. Kania. Kr.: Znak 1994, 281 s. Bibl. Filoz. Religii. Wyd. 2 tamże 2001.
38. B. Moyers: Potęga mitu. Rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem. Kr.: Znak 1994, 357 s. Mity, Obrazy, Symbole. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2007, wyd. 3 2013.
39. H. Oldenberg: Życie, nauczanie i wspólnota Buddy. Przeł. i wstępem opatrzył I. Kania. Kr.: OL 1994, 368 s. Wyd. 2 tamże 1999.
40. L. de Camões: Luzytanie. Przeł. i przyp. opatrzył I. Kania. Posł.: J. Waczków. Kr.: WL 1995, 342 s.
41. E. Cioran: Zły demiurg. [Aforyzmy]. Przeł. i opatrzył posł. I. Kania. Kr.: OL 1995, 132 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
42. H. de Lubac: Aspekty buddyzmu. Wstęp: H. Waldenfels. Kr.: Znak 1995, 209 s. Teologia Żywa.
43. E. Cioran: O niedogodności narodzin. [Aforyzmy]. Kr.: OL 1996, 165 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
44. W. Gombrowicz: Nasz dramat erotyczny. Przeł. [z hiszp.] I. Kania. Druk w: W. Gombrowicz: Dzieła. T. 13. Kr. 1966 s. 109-153. Wyd. osob. Wstęp: R. Gombrowicz. Kr.: WL 2003, 77 s. Wyd. 2 tamże 2017.
45. [Mi-la-ras-pa]: Opowieść o życiu Milarepy czcigodnego, wielkiego i potężnego jogina albo Drogowskaz wyzwolenia i wszechwiedzy. Przeł. z tybetańskiego, oprac., wstępem i komentarzami opatrzył I. Kania. Kr.: OL 1996, 317 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 1997; wyd. 3 popraw. Kr.: Wydawn. „A” 2005.
46. A.M. Di Nola: Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, a także o jego powszechnej a złowrogiej obecności wśród wszystkich ludów, od czasów starożytnych po teraźniejszość. Kr.: Universitas 1997, 406 s. Wyd. nast. 2-5 tamże: 2000, 2001, 2004, 2013.
47. F. Filostratos: Żywot Apolloniusza z Tiany. Przeł. I. Kania. Przedm.: M. Dzielska. Kr.: OL 1997, 357 s.
48. K. Kerényi: Dionizos. Archetyp życia niezniszczalnego. Kr.: Wydawn. Baran i Suszczyński 1997, 332 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008, 409 s.
49. Mikołaj z Kuzy: O oświeconej niewiedzy. Przeł. i przyp. opatrzył I. Kania. Kr.: Znak 1997, 253 s. Filoz. i Religia. Wyd. nast.: Wwa: Wydawn. Aletheia 2014.
50. C. Noica: Sześć chorób ducha współczesnego. Przeł. i wstępem opatrzył I. Kania. Kr.: OL 1997, 178 s.
51. G.G. Scholem: Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki. Wstęp: M. Galas. Wwa: Czyt. 1997, 519 s. Nowy Sympozjon. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2007.
52. U. Eco, C.M. Martini [i in.]: W co wierzy ten, kto nie wierzy? Kr.: Wydawn. WAM 1998, 121 s. Bibl. Życia Duchowego, t. 8.
53. W. Gombrowicz [i in.]: Walka o sławę. Korespondencja. Cz. 2. Układ, przedm.: J. Jarzębski. Przyp.: T. Podolska, M. Nycz, J. Jarzębski. Tłum. listów z franc. I. Kania. Kr.: WL 1998, 376 s. Korespondencja Witolda Gombrowicza, [t. 1].
54. M.I. Macioti: Mity i magie ziół. Czy kwiaty i liście, zapachy i znaki zodiaku wpływają na stosunki między ludźmi? Odpowiedź tradycji, mitu i literatury u progu trzeciego tysiąclecia. Kr.: Universitas 1998, 343 s. Wyd. nast. tamże 2006.
55. C. Ripa: Ikonologia. Kr.: Universitas 1998, XXIV, 503 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 2002, [wyd. 3] 2004, [wyd. 4] 2008, [wyd. 5] 2010, wyd. 2 [właśc. 6] 2011, [wyd. 7] 2012.
56. W.W. Rozanow: Pół-myśli, pół-uczucia. [Aforyzmy]. Esej o Wasiliju Rozanowie napisał J. Czapski. Kr.: OL 1998, 197 s.
57. E. Cioran: Rozmowy z Cioranem. Z Cioranem rozmawiają F. Bondy [i in.]. Wwa: Wydawn. KR 1999, 259 s.
58. F. Cuomo: Wielkie proroctwa. Nowy klucz do odczytania najsłynniejszych przepowiedni w dziejach, od starożytnego Egiptu do Biblii, od Nostradamusa do Fatimy. Kr.: Universitas 1999, 422 s. Wyd. nast. tamże 2004.
59. U. Eco: Pięć pism moralnych. Kr.: Znak 1999, 97 s. Wyd. 2 tamże 2008.
60. M. Edelman: Strażnik. Marek Edelman opowiada. [Oprac.:] R. Assuntino, W. Goldkorn. Wstęp: J.J. Szczepański. Przekł. [z włos.] I. Kania. Kr.: Znak 1999, 293 s. Wyd. 2 tamże 2006.
61. M. Eliade: Dziennik indyjski. Wwa: KR 1999, 201 s.
62. Muttāvali. Księga wypisów starobuddyjskich. [Wybór, przekł. i komentarz I. Kania]. Kr.: OL 1999, 396 s. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2007.
Antologia zawiera wybrane fragm. w oryginale palijskim (w transkrypcji łac.).
63. R. Safranski: Zło. Dramat wolności. Wwa: Czyt. 1999, 299 s. Nowy Sympozjon. Wyd. nast. Wwa: Wydawn. Aletheia 2013.
64. J.-E. Cirlot: Słownik symboli. Kr.: Znak 2000, 507 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 dodr. 2006, wyd. 3 2012.
65. M. Eliade: Alchemia azjatycka. Wwa: Wydawn. KR 2000, 127 s.
66. M. Eliade: Kosmologia i alchemia babilońska. Wwa: Wydawn. KR 2000, 139 s.
67. M. Eliade: Przyczynki do filozofii Renesansu. Wędrówki włoskie. Wwa: Wydawn. KR 2000, 177 s.
68. R. Graves: Biała Bogini. Wwa: Alfa-Wero 2000, 576 s. Wyd. nast. z podtyt. Gramatyka historyczna mitu poetyckiego. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008.
69. K. Kerényi: Misteria Kabirów; Prometeusz. Wwa: Czyt. 2000, 168 s.
70. M. Eliade: Moje życie. Fragmenty dziennika 1941-1985. Przyp.: R. Reszke. Wwa: Wydawn. KR 2001, 1250 s.
71. M.C. Ghyka: Złota liczba. Rytuały i rytmy pitagorejskie w rozwoju cywilizacji zachodniej. Listem poprzedził P. Valéry. Posł.: M. Eliade. Kr.: Universitas 2001, 389 s. Wyd. nast. tamże: 2006, 2014.
72. R. Kieckhefer: Magia w średniowieczu. Kr.: Universitas 2001, 302 s.
73. G. Liiceanu: Dziennik z Pǎltinişu. Pajdeja jako model w kulturze humanistycznej. Sejny: Pogranicze 2001, 291 s. Meridian, 1733-7372.
74. J. Conder: Kwiaty Japonii i sztuka kompozycji kwiatowych. Rekomendacja: H.S. Kreis. Kr.: Universitas 2002, 174 s., LIV k.
75. S. Toksvig: Emanuel Swedenborg: uczony i mistyk. Kr.: Universitas 2002, 444 s.
Zawiera także: Ciągle poszukujemy klucza. O Emanuelu Swedenborgu rozmawiają Czesław Miłosz i Ireneusz Kania.
76. G. Tucci: Mandala. Kr.: Znak 2002, 167 s.
77. E. Cioran: Święci i łzy. [Esej]. Wwa: Wydawn. KR 2003, 195 s.
78. Dionizjusz z Furny: Hermeneia, czyli objaśnienie sztuki malarskiej. Przeł. z nowogrec. i przyp. opatrzył I. Kania. Red. nauk. i wstęp: M. Smorąg Różycka. Kr.: Wydawn. UJ 2003, XXX, 320 s.
79. H.G. Wunderlich: Tajemnica Krety. Dokąd byk porwał Europę, czyli o korzeniach kultury europejskiej. Kr.: Universitas 2003, XIV, 334 s.
80. A. de Andrade: Niedawne odkrycie Wielkiego Kataju albo Państw Tybetu. [Pamiętnik]. Z portug. przeł. i przyp. opatrzył oraz oprac. I. Kania. Wstęp: M. Mejor. Kr.: Wydawn. WAM 2004, 238 s.
81. E. Cioran: Zeszyty 1957-1972. Przeł. i przyp. opatrzył I. Kania. Słowo wstępne: S. Boué. Wwa: Wydawn. KR 2004, 936 s. Wyd. nast.: Wwa: Wydawn. Altheia 2016.
82. M. Eliade: Patańdżali i joga. Wwa: Wydawn. KR 2004, 177 s.
83. K. Kerényi: Eleusis. Archetypowy obraz matki i córki. Kr.: Wydawn. Homini 2004, 295 s. Wyd. 2 tamże 2014.
84. K. Armstrong: Krótka historia mitu. Kr.: Znak 2005, 146 s.
85. W. Benjamin: Pasaże. Pod red. i z wprowadzeniem: R. Tiedemann. Przekł. I. Kania. Posł. opatrzył Z. Bauman. Kr.: WL 2005, 1164 s. Pisarze jęz. niem.
86. W. Gombrowicz, J. Dubuffet: Korespondencja. Przeł. [z franc.] I. Kania. Wstęp: P. Pachet. Kr.: WL 2005, 71 s.
87. L. Russo: Zapomniana rewolucja. Grecka myśl naukowa a nauka nowoczesna. Kr.: Universitas 2005, 469 s.
88. P. Brown: Ciało i społeczeństwo. Mężczyźni, kobiety i abstynencja seksualna we wczesnym chrześcijaństwie. Kr.: Wydawn. Homini 2006, 517 s.
89. J. Le Goff, N. Truong: Historia ciała w średniowieczu. Wwa: Czyt. 2006, 181 s.
Pejzaże Kult.
90. W. Gombrowicz: Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans. Przekł. [z franc.] I. Kania. Wstęp: M.P. Markowski. Kr.: WL 2006, 114 s.
91. Gampopa: Drogocenny różaniec najwyborniejszej drogi. Łódź; Wr.: Wydawn. Thesaurus 2007, 128 s.
92. R. Calasso: Ka. Wwa: Wydawn. Aletheia 2008, 381 s.
Dotyczy mitologii indyjskiej.
93. E.M. Cioran: Sylogizmy goryczy. [Aforyzmy]. Wwa: Wydawn. Aletheia 2009, 180 s.
94. P. Veyne: Początki chrześcijańskiego świata (312-394). Wwa: Czyt. 2009, 198 s. Pejzaże Kult.
95. D. Beauvois: Wilno – polska stolica kulturalna zaboru rosyjskiego 1803-1832. Wr.: Wydawn. UWr. 2010, 824 s. Acta Univ. Wratisl., nr 3203. Dodr. tamże 2012.
96. A. Laignel-Lavastine: Cioran, Eliade, Ionesco. O zapominaniu faszyzmu: trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze. Kr.: Universitas 2010, 442 s.
97. M. Falk: Mit psychologiczny w starożytnych Indiach. Kr.: Universitas 2011, XXI, 423 s.
98. J. Goody: Renesans: czy tylko jeden? Wwa: Czyt. 2012, 402 s. Pejzaże Kult.
99. K. Kawafis: Czekając na barbarzyńców i inne wiersze. Przeł. i wstępem opatrzył I. Kania. Kr.: Austeria 2013, 300 s.
100. W.W. Rozanow: Opadłe liście. Przeł.: J. Chmielewski, I. Kania. Wstępem poprzedził P. Nowak. Wwa: Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego 2013, XXXIII, 527 s. Bibl. Kwart. „Kronos”.
Tekst w jęz. pol. i grec.
101. M.C. Ghyka: Złota liczba: rytuały i rytmy pitagorejskie w rozwoju cywilizacji zachodniej. Kr.: Universitas 2014, 389 s.
102. M. Falk: Dwa „misteria” romantyczne: Novalis, Słowacki. Przeł.: I. Kania, W. Juszczak. Kr.: Universitas 2015, 213 s.
103. M. Cârtârescu: Nostalgia. [Opowiadania]. Przeł.: J. Kornaś-Warwas, I. Kania. Wr.: Książkowe Klimaty 2016, 492 s. Rumuńskie Klimaty.Zawartość: Ruletkarz; Słabołebski; Bliźnięta; Rem; Architekt.
104. E. Cioran: Brewiarz zwyciężonych. Wwa: Aletheia 2016, 171 s.
105. E. Cioran: Brewiarz zwyciężonych II. Wwa: Aletheia 2016, 122 s.
106. E. Cioran: O Francji. Wwa: Wydawn. Altheia 2016, 111 s.
107. J. Roth: Poziomki i inne fragmenty prozy. Przeł: M. Gero-Rożniewicz, I. Kania, A.M. Linke, wstęp M. Łukasiewicz. Kr.: Austeria 2016, 294 s.
108. E. Cioran: Dywagacje. Wwa: Wydawn. Altheia 2017, 162 s.
109. E. Cioran: Rozmowy. Rozmawiają François Bondy, Fernando Savater, Helga Perz, Jean-François Duval, Léo Gillet, Luis Jorge Jalfen, Verena von der Heyden-Rynsch, J. L. Almira, Lea Vergine, Gerd Bergfleth, Eshter Seligson, Fritz J. Raddatz, François Fejtő, Benjamin Ivry, Sylvie Jaudeau, Gabriel Liiceanu, Bernard-Henri Lévy, Georg Carpat-Focke, Branka Bogavac Le Comte, Michael Jakob. Wwa: Wydawn. Altheia 2017, 276 s.
110. E. Cioran: Święci i łzy. Wwa: Wydawn. Altheia 2017, 218 s.
111. E. Cioran: Zeszyty 1957-1972. Wwa: Wydawn. Altheia 2017, 974 s.
112. J. Conder: Kwiaty Japonii i sztuka kompozycji kwiatowych: jak czytać… Kr.: Universitas 2017, 174 s.
Prace redakcyjne
1. J. Hilton: Zaginiony horyzont. [Powieść]. Przeł. W. Chwalewik. Przekł. przejrz., zweryfikował i wstępem opatrzył I. Kania. Katow.: Śląsk 1989, 195 s. Science Fiction, Klasyka, 2. Wyd. nast. Katow.: Książnica 2004, „Książnica” Kieszonkowa.
2. Godzina dla Adama [Włodka]. Wspomnienia, wiersze, przekłady. Wybór wierszy W. Szymborska. Wybór przekł.: J. Baluch, I. Kania. Kr.: WL 2000, 246 s.
Zob. też Przekłady poz. 2, 4, 7, 10, 13, 16, 18, 23, 28, 29, 50, 62, 81.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2013.
Autor o sobie: Mój Tybet… „Znak” 2005 nr 12.
Wywiady zob. Twórczość poz. 2 oraz m.in.: Podróż przez języki. Rozm.: A. Franaszek, R. Kozik. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 208, dod. „Gaz. o Książ.” nr 9; Klucze do duchowych światów. Rozm. M. Borczak. „Nowe Książ.” 1999 nr 7; Duszy nasze wyobrażenia. Rozm. M. Pasicka. „Znak” 2009 nr 1; Na trzeźwo. Słowa w lustrze. Rozm. A. Serafin. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 38; Dług metafizyczny. Rozm. M. Burzyk. „Znak” 2015 nr 6; Żaden ze mnie heros atleta. Rozm. Z. Zaleska. W tejże: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Wołowiec 2015, wyd. 2 tamże 2016.

Ścieżka nocy
A. PIERZCHAŁA: W stronę światła. „Gaz. Wybor.” 2001 nr. 272.
G. KALINOWSKI: Miraż ponad równiną. „Kwart. Artyst.” 2002 nr 1.
J. PROKOPIUK: Piękny nastrój naszych czasów. „Nowe Książ.” 2002 nr 1.
A. OSĘKA: Spojrzenie w ciemność. „Znak” 2003 nr 5.</document>
<document nplp_id="3550" title="Adam KARPIŃSKI" slug="adam-karpinski">1952-2011

Historyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodził się 13 października 1952 w Nowym Dworze Mazowieckim; syn Stefana Karpińskiego, technika budowlanego, i Teodozji z Pstrągowskich, nauczycielki. Do 1971 mieszkał w Zakroczymiu, gdzie ukończył szkołę podstawową. Następnie uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Modlinie; w 1971 zdał maturę. W 1972 przeniósł się wraz z rodziną do Burakowa pod Warszawą, w 1975 zamieszkał w Warszawie. Od 1971 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1976 uzyskał magisterium na podstawie pracy Kształt artystyczny „Rozmów Artaxesa i Ewandra” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego (promotor prof. Jadwiga Rytel), po czym kontynuował naukę na studiach doktoranckich przy Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN. Debiutował w 1977 recenzją antologii Literatura barska, ogłoszoną w „Pamiętniku Literackim” (z. 4). W pracy naukowej zajął się historią i edytorstwem literatury staropolskiej. W 1980 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy Staropolska poezja ziemiańska. Próba przekroju, napisanej pod kierunkiem prof. Janusza Pelca i w tymże roku został zatrudniony w Pracowni Literatury Renesansu i Baroku IBL PAN, najpierw jako asystent, a od 1981 na stanowisku adiunkta. W latach 1991-93 pełnił obowiązki sekretarza naukowego w Komitecie Nauk o Literaturze Polskiej PAN. W 1993 uzyskał habilitację w IBL PAN na podstawie edycji Poezji zebranych S.H. Lubomirskiego i w tymże roku został kierownikiem Pracowni Literatury Renesansu i Baroku w IBL. W 1997 zainicjował powstanie i objął kierownictwo Zespołu Edytorstwa Naukowego i Krytyki Tekstu (od 2000 Ośrodek Krytyki Tekstu i Edytorstwa Naukowego). Od 1992/93 do 1996 pracował nadto na Wydziale Humanistycznym KUL, a od października 1994 w Instytucie Literatury Polskiej UW, prowadząc zajęcia z historii literatury staropolskiej oraz z krytyki tekstu i edytorstwa staropolskiego; w 1996 został członkiem Rady Naukowej tego Instytutu. Od 1995 był członkiem Rady Naukowej IBL PAN. W latach 1995-1998 wykładał także w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku. W 1994 był pomysłodawcą założenia Stowarzyszenia „Pro Cultura Litteraria”, którego został prezesem, a w 1995 powstania serii wydawniczej Biblioteka Pisarzy Staropolskich i został przewodniczącym jej zespołu redakcyjnego(do 2009 r. ukazało się 37 tomów), publikowanej wspólnie przez Stowarzyszenie i IBL. W 1996 wszedł do Redakcji, a w 2007 również do Komitetu Redakcyjnego półrocznika „Barok” (jako redaktor działu „Inedita”). W 1998 przyjął funkcje redaktora naukowego Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego. W 2000 został członkiem zespołu redakcyjnego serii Biblioteka Pisarzy Polskiego Oświecenia. W 2001 wszedł w skład Komitetu Redakcyjnego serii Studia Staropolskie. Series Nova, a w 2010 objął funkcję zastępcy jej redaktora naczelnego.W latach 2001-2004 był członkiem Zarządu Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, w 2003-2006 członkiem Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2002 został przewodniczącym Komisji Edytorsko-Tekstologicznej przy Międzynarodowym Kongresie Slawistów. W 2004 otrzymał tytuł naukowy profesora, a w 2005 stanowisko profesora w IBL PAN. W tymże roku wszedł w skład Komitetu Redakcyjnego Słownika języka polskiego XVII i 1 połowy XVIII wieku, a od 2007 w skład Redakcji rocznika "Odrodzenie i Reformacja w Polsce". Studia, artykuły i recenzje publikował w pismach: „Pamiętnik Literacki” (1984, 1994, 1997, 1999), „Przegląd Humanistyczny” (1984), „Barok” (1994-1995, 1998, 2000-03), "Ogród" (1994), „Teksty Drugie” (1999, 2003), „Odrodzenie i Reformacja w Polsce” (2003, 2004).

W 1975 ożenił się z Joanną Krauze, historykiem literatury; z małżeństwa tego ma córkę Martę (ur. 1976). Od 2000 mieszkał we wsi Sadowa w gminie Łomianki. Zmarł 26 października 2011 w Warszawie; pochowany tamże na Cmentarzu Komunalnym Północnym.
TWÓRCZOŚĆ
1. Staropolska poezja ideałów ziemiańskich. Próba przekroju. Wr.: Ossol. 1983, 208 s., PAN IBL. Studia Staropol., t. 49.
Rozprawa doktorska.
2. Tekst staropolski. Studia i szkice o literaturze dawnej w rękopisach. Wwa: IBL PAN 2003, 196 s. Fundacja Akad. Humanist., IBL PAN. Studia Staropol., Series Nova, t. 8.
Zawartość: I. Wiek rękopisów: O konsekwencjach „wieku rękopisów”. Rekonstruowanie epoki…; Między rękopisem a drukiem. Strategie upubliczniania dzieł literackich w drugiej połowie XVII w.; Poezja w sarmackich rękopisach – o zbiorach wierszy i ich zbieraniu. Próba porządkowania źródeł. – II. Atrybucje: Zakończyć spór atrybucyjny. Raz jeszcze o erotykach Mikołaja Sępa Szarzyńskiego; „Pokuta w kwarantannie” Jana Andrzeja Morsztyna – epilog sporu o autorstwo; „Sobieski” – nie napisany poemat epicki Wacława Potockiego. Śladem atrybucji „Muzy polskiej”. – III. Rekonstrukcje: Tradycja tekstu w „wieku rękopisów”. Uwagi o rękopiśmiennym funkcjonowaniu dzieła literackiego na przykładzie „Orfeusza” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego; „Decyma myśli świętych”, „Poezje Postu świętego” i „Eklezjastes” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego – poszukiwanie archetypu tekstu…; Rekonstrukcja Morsztynowego „Cyda”; Morsztyn odnajdywany. Wokół edycji Leszka Kukulskiego.
3. Renesans. [Podręcznik]. Wwa: PWN 2007, 282 s., Mała Historia Lit. Pol.

Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Metaforyka staropolskiej poezji ziemiańskiej. W: Studia o metaforze. Wr. 1980 s. 97-117. – Topika siedemnastowiecznej poezji ziemiańskiej (oracz – ziemianin). W: Wśród zagadnień polskiej literatury barokowej. Katow. 1980 s. 155-170, „Prace Nauk. UŚl. w Katow.”, 383. – „Wsi spokojna, wsi wesoła” („Pieśń Panny XII” i problem retorycznej kompozycji). „Poezja” 1980 nr 8/9 s. 78-84. – „Rozmowy Artaksesa i Ewandra” w rękopisie nr 5190 Biblioteki Jagiellońskiej. W: Stanisław Herakliusz Lubomirski. Pisarz – polityk – mecenas. Wr. 1982 s. 223-230. – Parafraza jako „aemulatio”. (Na przykładzie staropolskich przeróbek epody Horacego „Beatus ille qui procul negotiis”). W: Retoryka a literatura. Wr. 1984 s. 107-120. – Sebastian Fabian Klonowic – pisarz z przełomu epok. W: Przełom wieków XVI i XVII w literaturze i kulturze polskiej. Wr. 1984 s. 127-143. – Mowy i rozmowy Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. W: Kultura żywego słowa w dawnej Polsce. Wwa 1989 s. 156 184. – Tradycja tekstu w „wieku rękopisów”. Uwagi o rękopiśmiennym funkcjonowaniu dzieła literackiego. W: Staropolska kultura rękopisu. Wwa 1990 s. 27-42. – Problemy edycji dzieł poetyckich Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. (Wybrane zagadnienia krytyki tekstu). W: Problemy edytorskie literatur słowiańskich. T. 1. Wr 1991 s. 203-221. – Lubomirski i inni. Okruchy życia literackiego. W: Necessitas et ars. Studia staropolskie dedykowane Profesorowi Januszowi Pelcowi. T. 2. Wwa 1993 s. 143-152. – „De natura hominis” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. „Barok” 1994 nr 2 s. 103-107. – O konsekwencjach „wieku rękopisów”. Rekonstruowanie epoki. „Teksty Drugie” 1994 z. 1 s. 5-21. – „Somnus” – „Fortuna” – „Invidia”. Problemy tekstu i autorstwa. „Ogród” 1994 s. 7-29. – Lubomirski Sobieskiemu. Inscriptio supra effigiem trophealem Ioannis III Regis. „Barok” 1994 nr 2 s. 109-112. – Nieznany rękopis „Cyda” Jana Andrzeja Morsztyna. „Barok” 1995 nr 1 s. 127-134. – Topografia prywatności „wielkiego człowieka”. O arkadiach Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. W: Literatura polskiego baroku w kręgu idei. Lubl. 1995, s. 381-400. – Stanisława Herakliusza Lubomirskiego spotkania z sacrum. W: Religijność literatury polskiego baroku. Lublin 1995, s. 221-249. – Między rękopisem a drukiem. Strategie upubliczniania dzieł literackich w drugiej połowie XVII w. W: Autor – tekst – cenzura. Prace na Kongres Slawistów w Krakowie w roku 1998. Wwa 1998 s. 165-182. – Lubomirski, Karmel i rybki. W: Muzy i Hestia. Studia dedykowane Profesor Ludwice Ślękowej. Wr. 1999 s. 83-96. – Stanisław Herakliusz Lubomirski i neostoicyzm. W: Wątki neostoickie w literaturze polskiego renesansu i baroku. Szczecin 1999 s. 221-237. – Jan Andrzej Morsztyn – tłumacz „Cyda” „Barok” 2000 nr 2 s. 47-61. – Morsztyn odnajdywany. Wokół edycji Leszka Kukulskiego. W: Czytanie Jana Andrzeja Morsztyna. Wwa 2000 s. 159-179. – Epicko-panegiryczne poematy Wacława Potockiego. Problem gatunku na przykładzie „Muzy polskiej”. „Rocz. Hum.” 2001 z. 1 s. 113-125. – Stanisław Herakliusz Lubomirski – moralista i polityk końca XVII w. W: Śmiech i łzy w kulturze staropolskiej. Lubl. 2002 s. 255-280, przedr. w: Świt i zmierzch Baroku. Lublin 2002 s. 255-280. – Edycja krytyczna „Pokuty w kwarantannie” Jana Andrzeja Morsztyna. [Współautor J. Głażewski]. W: Śmiech i łzy w kulturze staropolskiej. Lubl. 2003 s. 294-209. – Sęp, Kasia i Narcyz. „Teksty Drugie” 2003 nr 2 s. 41-50. – Cykle poetyckie w twórczości Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. W: Od Kochanowskiego do Mickiewicza. Szkice o polskim cyklu poetyckim. Wwa 2004 s. 52-73. – Filologiczne pytania do Mikołaja Sępa Szarzyńskiego na marginesie rękopiśmiennych wierszy z „Rytmów”. W: Corona scientiarum. Studia z literatury i kultury nowożytnej ofiarowane Profesorowi Januszowi Pelcowi. Wwa 2004 s. 70-87. – Materiały źródłowe do twórczości Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Podsumowanie dotychczasowych badań. W: Stanisław Herakliusz Lubomirski – twórca i dzieła. Wwa 2004 s. 9-32. – The Middle Ages; Rennaissance. W: Ten centuries of Polish literature. [Przeł.] D. Sax. Wwa 2004 s. 7-25, 26-66, przekł. niem.: Mittelalter; Renaissance. [Przeł.] B. Sekulski. W: Zehn Jahrhunderte polnischer Literatur. Wwa 2007 s. 5-74. – Stan i zadania tekstologii i edytorstwa. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2004 s. 702-716. – Janusz Pelc. (5 IX 1930 – 9 V 2005). „Odrodz. i Refor. w Polsce” 2005 t. 49 s. 267-270. – Koncept jako rozumowanie albo Stanisława Herakliusza Lubomirskiego czytanie Pisma. W: Koncept w kulturze staropolskiej. Lublin 2005 s. 133-145. – Tradycja Mikołaja Reja w literaturze staropolskiej. Kilka uwag na marginesie jubileuszu 500. rocznicy urodzin poety. „Nauka” 2005 z. 1 s. 7-17. – Z ikonograficznej i literackiej recepcji „Triumfów” Petrarki w Polsce. W: Petrarca a jedność kultury europejskiej. Wwa 2005 s. 421-432. – „Prokurator” i „trudność prawa” – kilka uwag do tekstu „Krótkiej rozprawy” Mikołaja Reja. W: Literatura – historia – dziedzictwo. Prace ofiarowane Profesor Teresie Kostkiewiczowej. Wwa 2006 s. 86-96. – „Salomon polski” i duchy – historia szczególnej recepcji „Eklezjastesa” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. „Rocz. Bibl. Nar.” 2006 t. 37/38 s. 241-255. – Mikołaj Rej – nieklasyczny renesans i jego tradycja. W: Mikołaj Rej w pięćsetlecie urodzin. Studia literaturoznawcze. Wr. 2007 s. 9-20. – „Hieroglifiki albo Wizerunki Amoris” Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. W: Polska i Europa w dobie nowożytnej. Prace naukowe dedykowane Profesorowi Juliuszowi A. Chrościckiemu. Wwa 2009 s. 201-209. – Wacław Potocki – epik emendator. O trzech redakcjach „Transakcyi wojny chocimskiej”. W: W kręgu Kaliope. Epika w dawnej literaturze polskiej i jej konteksty. Prace ofiarowane Profesor Ludwice Ślękowej. Wr. 2010 s. 251-267.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. S.F. Klonowic: Flis to jest Spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi. Oprac., wstępem i przyp. opatrzył … Wwa: PIW 1984, 129 s.
2. Necessitas et ars. Studia staropolskie dedykowane profesorowi Januszowi Pelcowi. Red.: B. Otwinowska, J. Kowalczyk, A. Nowicka-Jeżowa, … T. 1-2. Wwa: Semper 1993, 157 + 184 s.
3. Przekłady. Zagadnienia krytyki tekstu. [Wybór, oprac. i wprowadzenie] … „Pam. Lit.” 1994 z. 2 s. 186-215 z. 3 s. 170-204.
4. Literatura polskiego baroku w kręgu idei. Referaty z konferencji zorganizowanej przez Katedrę Literatury Staropolskiej KUL, Kazimierz nad Wisłą 18-22 X 1993. Pod red. A. Nowickiej-Jeżowej, M. Hanusiewicz i … Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1995, 476 s.
5. S.H. Lubomirski: Poezje zebrane. T. 1-2. Wyd. … Adverbia moralia w oprac. M. Mejora. Wwa: Semper 1995-1996, 402 + 203 s.
Edycja krytyczna, będąca podstawą habilitacji. – T. 1 Teksty; t. 2. Komentarze.
6. H. Morsztyn: Światowa Rozkosz z ochmistrzem swoim i ze dwunastą swych służebnych panien. Wyd. … Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 1995, 78 s. Bibl. Pisarzy Staropol.
Edycja krytyczna.
7. T. Zetterholm: Literatura świata. Od Gilgamesza do Boba Dylana. Ilustrowany przewodnik. [Przekł.] J. Krauze-Karpińska. Konsultacja nauk. i uzup. pol. … Wwa: Warszawski Dom Wydawn. 1995, 330 s.
W oprac. A.K.: Renesans w Sarmacji; Czucie i wiara; Petöfi; Realizm i historia; Autobiografie kreowane; Witkacy; C.K. Wojak Szwejk; Lata powojenne. Polska, s. 86-87, 174-177, 240-241, 284-285, 286-2877, 318-319.
8. Bellona domus descriptio. [Edycja zespół pod kier.]… Wwa: UW 1996, 12 s.
Edycja krytyczna.
9. W. Potocki: Muza polska. Na tryjumfalny wjazd najjaśniejszego Jana III. Wyd. … Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 1996, 129 s. Bibl. Pisarzy Staropol.
Edycja krytyczna.
10. M. Kochanowski: Rotuły do synów swych. Wyd. … Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Kultura Litteraria” 1997, 70 s. Bibl. Pisarzy Staropol., t. 10.
Edycja krytyczna.
11. Zmierzch kultury staropolskiej. Ciągłość i kryzysy (wieki XVII-XIX). Pod red. U. Augustyniak i … Wwa: Semper 1997, 134 s.
Materiały z kolokwium w IBL, 19 VI 1995.
12. J. Żabczyc: Symfonije anielskie. Wyd. … Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 1998, 116 s. Bibl. Pisarzy Staropol., t. 12.
Edycja krytyczna.
13. P. Corneille, J.A. Morsztyn: Cyd albo Roderyk. Wyd. … i A. Stepnowski. Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 1999, 198 s.
Edycja krytyczna.
14. Czytanie Jana Andrzeja Morsztyna. [Studia]. Pod. red. D. Gostyńskiej i … Przedm. … Wr.: Ossol. 2000, 198 s.
15. „Pieśni światowe” z rękopisu Biblioteki Baworowskich (sygn. 1249/II) [Cz. 1-2]. Oprac. zespół pod kierunkiem ... „Barok” 2000 nr 2 s. 231-251; 2001 nr 2 s. 103-132.
16. M. Sęp-Szarzyński: Poezje zebrane. Wyd. R. Grześkowiak, … przy współpracy K. Mrowcewicza. Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2001, 252 s. Bibl. Pisarzy Staropol., t. 23.
Edycja krytyczna.
17. Świt i zmierzch baroku. [Studia]. Pod red. M. Hanusiewicz, J. Dąbkowskiej i … Lubl.: TN [Tow. Nauk.] KUL 2002, 518 s. Źródła i Monografie, t. 229.
18. Śmiech i łzy w kulturze staropolskiej. [Studia]. Pod red. i ze słowem wstępnym …, E. Lasocińskiej i M. Hanusiewicz. Wwa: IBL PAN 2003, 235 s. Stud. Staropol. Series Nova, t. 7.
19. Stanisław Herakliusz Lubomirski – twórca i dzieła. Pod red. … i E. Lasocińskiej. Słowo wstępne: … Wwa: IBL PAN; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2004, 267 s., Stud. Staropol. Series Nova, t. 9.
20. Koncept w kulturze staropolskiej. [Studia]. Pod red. L. Ślęk, …, W. Pawlaka. Lubl.: TN [Tow. Nauk.] KUL 2005, 360 s., Źródła i Monografie, t. 289.
21. S.H. Lubomirski: Dzieła prozą. Oprac. zespół pod kier. …. T. 1. S. H. Lubomirski: Rozmowy Artaksesa i Ewandra. Wyd. J. Dąbkowska-Kujko. Wwa: Wydawn. IBL; Stow. „Pro Cultura Litteraria” 2006, 672 s. Bibl. Pisarzy Staropol., t. 32.
Edycja krytyczna.
22. Humanizm i filologia. Red. nauk. A. Karpiński. Wwa: Wydawn. Neriton 2011, 593 s. Humanizm. Syntezy, t. 7.
Na okładce tytuł: Humanizm Polski.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2013.
Autor o sobie: Mój Tybet… „Znak” 2005 nr 12.
Wywiady zob. Twórczość poz. 2 oraz m.in.: Podróż przez języki. Rozm.: A. Franaszek, R. Kozik. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 208, dod. „Gaz. o Książ.” nr 9; Klucze do duchowych światów. Rozm. M. Borczak. „Nowe Książ.” 1999 nr 7; Duszy nasze wyobrażenia. Rozm. M. Pasicka. „Znak” 2009 nr 1; Na trzeźwo. Słowa w lustrze. Rozm. A. Serafin. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 38; Dług metafizyczny. Rozm. M. Burzyk. „Znak” 2015 nr 6; Żaden ze mnie heros atleta. Rozm. Z. Zaleska. W tejże: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Wołowiec 2015, wyd. 2 tamże 2016.

Ścieżka nocy
A. PIERZCHAŁA: W stronę światła. „Gaz. Wybor.” 2001 nr. 272.
G. KALINOWSKI: Miraż ponad równiną. „Kwart. Artyst.” 2002 nr 1.
J. PROKOPIUK: Piękny nastrój naszych czasów. „Nowe Książ.” 2002 nr 1.
A. OSĘKA: Spojrzenie w ciemność. „Znak” 2003 nr 5.</document>
<document nplp_id="3552" title="Wojciech KASS" slug="wojciech-kass">ur. 1964

Pseud.: Łukasz; Rycerzyk.

Poeta, eseista, publicysta
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 1 września 1964 w Gdyni; syn Guntera Kassa, piekarza, i Krystyny z Lojewskich. Uczęszczał do Liceum Zawodowego „Unimoru” w Gdańsku; w 1983 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim (UG). Debiutował w 1984 wierszem: Zmienność świata form… (inc.), opublikowanym na łamach „Dziennika Bałtyckiego” (nr 117). W 1985 był współzałożycielem, a następnie do 1986 członkiem grupy poetyckiej studentów polonistyki UG W Zatoce. W tym okresie został wyróżniony II Nagrodą w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Nike Warszawska” (1985) i Nagrodą Specjalną w V Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. R. Milczewskiego-Bruna (1987). W 1989 uzyskał magisterium na UG i w 1990-91 pracował jako nauczyciel języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 8 w Sopocie. Równocześnie od 1990 był dziennikarzem „Tygodnika Sopot” (drukował tu artykuły, wywiady i noty m.in. pod pseud.: Łukasz, Rycerzyk) , a w 1993-97 także redaktorem naczelnym czasopisma „Sopot. Gazeta Miasta”. W 1994-97 pełnił funkcję rzecznika prasowego Prezydenta Sopotu. W 1994 był współzałożycielem, a następnie do 2000 prezesem Sopockiego Towarzystwa Kulturalnego. W 1995 został członkiem nadzwyczajnym Światowego Związku Żołnierzy AK. Wiersze, artykuły, recenzje, wywiady drukował m. in. na łamach pisma „Topos” (od 1995; od 2002 także członek redakcji; tu cykl felietonów pt. Notes), „Jaćwież” (1998-2007), „Nowa Okolica Poetów” (od 2001) i „Zeszyty Literackie” (od 2006). Współpracował także jako poeta z Polskim Radiem. W 1997 objął stanowisko kierownika, a w 2000 dyrektora Muzeum im. K.I. Gałczyńskiego w leśniczówce Pranie oraz jego oddziału, Muzeum im. M. Kajki w Ogródku. W 1999 został prezesem Stowarzyszenia Leśniczówka Pranie, realizującego jego autorski program „Leśniczówka Pranie – Ośrodek Promienny”. Dwukrotnie był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2000, 2008). W 2001 został członkiem SPP. W 2002-2003 drukował na łamach „Gazety Olsztyńskiej” cykl felietonów literackich pt. Fiołki z Prania. Był członkiem jury wielu konkursów poetyckich, m. in. im. J. Drzeżdżona (1994-97), im. W. Bąka (2005-09), im. Z. Herberta (2008, 2009), im. R.M. Rilkego (od 2001), im. Rodziny Wiłkomirskich (od 2015; przewodniczący jury). W 2005 został współorganizatorem konkursu im. M. Kajki i członkiem jego jury. W 2011 zainicjował przyznawanie Nagrody im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” za najlepszy tomik poetycki roku i objął funkcję sekretarza jury nagrody. W 2004 został członkiem współzałożycielem Stowarzyszenia Kultury Nieestradowej im. M. Kajki, a w 2005 Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”. Był autorem wielu haseł do leksykonu Mazury. Słownik stronniczy ilustrowany (wyd. 2007). W 2006 zaczął prowadzić warsztaty poetyckie w Studium Artystyczno-Literackim na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był laureatem wielu nagród, m.in. w 2001 Statuetka Smętka-Osobowość Ziemi Piskiej, w 2004: nagrody „Nowej Okolicy Poetów” za walory intelektualne i artystyczne poezji oraz Statuetki Złotej Dziesiątki „Gazety Olsztyńskiej”, w 2009 nagrody Otoczaka Jerzego Suchanka za całokształt twórczości, a także nagrody Prezydenta Sopotu z dziedziny kultury i sztuki „Sopocka Muza”. W tymże roku został członkiem Polskiego PEN Clubu. Wszedł w skład literackiej rady redakcyjnej Białostockiej Kolekcji Filologicznej oraz rady naukowej serii wydawniczej Colloquia Orientalia Białostocensia – literatura/ historia przy Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu w Białymstoku. W 2017 wspólnie z żoną Jagienką Kass, otrzymał „Grand Prix – Wilk Piski” za 20- lecie działalności w dziedzinie kultury. Wyróżniony m.in. Odznaką Zasłużony Działacz Kultury (2001), Brązowym i Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2007, 2015), Brązowym Krzyżem Zasługi (2008), Honorową Odznaką za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego (2014).

W 1991 ożenił się z Elżbietą Wojtaś, prawniczką (rozwód w 1998); z tego związku ma syna Wojciecha (ur. 1992). W 1999 zawarł związek małżeński z Jagienką Perlikiewicz, dziennikarką, muzealnikiem; mają syna Bruna (ur. 1999). Mieszka w leśniczówce Pranie (Ruciane-Nida).
TWÓRCZOŚĆ
1. Zderzenia. Rzecz o Mironie Białoszewskim, Czesławie Miłoszu, Klausie Kinskim, Zbigniewie Cybulskim, Ryszardzie Milczewskim-Bruno, Andrzeju Dudzińskim, Agnieszce Osieckiej i innych. Sopot: Pionier 1995, 148 s.
Teksty, wiersze, wywiady dot. tytułowych postaci.
2. „Aj, moi dawno umarli !”. Sopot: Wydawn. Sopockiego Tow. Kult. 1996, 153 s. Bibl. 100-lecia m. Sopotu
Album, na który się składają szkice, wywiady, reportaże dot. związków Cz. Miłosza z Sopotem.
3. Do światła. [Wiersze]. Olsztyn, Pranie: Ag. Fot.-Wydawn. WIT 1999, 45 s.
Cykle: Dialogi; Pożegnania; Horyzont
Nagroda im. K. Iłłakowiczówny oraz Stow. Lit. w Suwałkach w 2000.
4. Jeleń Thorwaldsena. [Wiersze]. Wwa: „Twój Styl” 2000, 43 s.
Nagroda im. K. Iłłakowiczówny oraz Stow. Lit. w Suwałkach w 2000.
5. Leśniczówka i poeta. Pranie i okolice. Tekst W. Kass. Zdjęcia: W. Mierzejewski. [Informator]. Olsztyn: Ag. Fot.-Wydawn. WIT [2000], [12] s.
6. Prószenie i pranie. [Wiersze]. Wwa: „Iskry” 2002, 55 s.
7. Przepływ cieni. [Wiersze]. Wwa: Iskry 2003, 53 s.
8. [Zehn]10 Gedichte aus Masurenland. [Wiersze]. [Przeł.] : M. Szalonek. Berlin: Verlag 2003, 30 s.
Wiersze w jęz. pol. i niem.
9. Pęknięte struny pełni. Wokół Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. [Eseje literackie]. Olsztyn, Pranie: Ag. WIT W. Mierzejewski 2004, 93 s.
Nominacja do Wawrzynu – Lit. Nagrody Warmii i Mazur za 2004.
10. Gwiazda Głóg. [Wiersze]. Wwa: Iskry 2005, 67 s.
Nominacja do Wawrzynu – Lit. Nagrody Warmii i Mazur za 2005.
11. Pieśń miłości, pieśń doświadczenia. [Wiersze; współaut.:] K. Kuczkowski. Bydg.: Galeria Autorska J. Kaja i J. Soliński 2006, 31 s.
12. [Arkusz poetycki kwartalnika „Pobocza”] Red. P. Szydeł. Oprac. graf.: D. Krasicka. Zdj.: Sz. Szwochert, Ł. Borkowski. [Więcbork:] Krajeńskie Stow. Kult. 2008.
Wyd. w 300 egz. z okazji spotkania autorskiego w Więcborku.
13. Pocałuj w usta światło. Arkusze poetyckie dwumiesięcznika „Topos” Red. i fot.: T. Dąbrowski. „Topos” 2008 nr 1-2.
14. Wiry i sny. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2008, 48 s. Bibl. „Toposu”, t. 40.
Nominacja do Wawrzynu-Lit. Nagrody Warmii i Mazur za 2008; nominacja do Nagrody Światowego Dnia Poezji ustanowionego prze UNESCO; nominacja do Nagrody Poetyckiej im ks. Jana Twardowskiego.
15. [Czterdzieści jeden] 41. [Wiersze]. Wwa: Iskry 2010, 51 s.
16. Pranie i poeta. Tekst: J. Kass i W. Kass. Zdjęcia: W. Mierzejewski. [Informator]. Olsztyn: Ag. Wit 2010, 28 s.
17. Ba! i dwadzieścia jeden wierszy [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2014, 56 s. Bibl. „Toposu”, t. 97.
Zawiera poemat Ba! oraz cykle wierszy: Śnienia; Jawy (albo antyśnienia).
Przekł. ros.: A. Bazyliewski. „Novaâ Polša”, Wwa 2014 nr 12.
18. Wybiegłem z tego snu. Tom ofiarowany Wojciechowi Kassowi przez żonę Jagienkę i przyjaciół z konfraterni „Topoi” z okazji 50 rocznicy urodzin Poety. [Wiersze i zapiski]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2014, 117 s. Bibl. „Toposu”; t. 102.
Tu także wiersze dedykowane W. Kassowi oraz teksty K. Kuczkowskiego, Z. Fałtynowicza i K. Karaska dot. jego osoby i twórczości.
19. Przestwór, godziny. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2015, 62 s. Bibl. „Toposu”; t. 118.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2015, 62 s., plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
20. Nie żałuj głaskania umierającemu. [Wiersze]. Olsztyn: Woj. Bibl. Publiczna 2016, [8] s. Trilinguis, 4.
Tekst w jęz. ang., pol. i ros.
21. Pocałuj światło. 89 wierszy. [Wybór wierszy]. Oprac. i posł.: A. Gleń. Wwa: Iskry 2016, 150 s.
Montaż poetycki : Krajobraz z kością niezgody. Reż.: J. Kukuła. Radio 2006.
Przekłady wierszy Wojciecha Kassa w antologii hiszp.: Poesia a contragolpe. Antologia de polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przeł.:] A. Murcia, G. Beltrán , X. Farré. Zaragoza 2012
Prace redakcyjne
1. Krzysztofowi Karaskowi w 70. rocznicę urodzin – poeci. [Antologia]. Oprac. i wstępem opatrzył … Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2007, 98 s. Bibl. „Nowej Okolicy Poetów”, t. 19
2. K. Kuczkowski: Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości. [Wiersze]. Sopot: Bernardinum; Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2007, 63 s. Bibl. „Toposu”; t. 34.
3. K. Kuczkowski: Wiersze (masowe) i inne. Zdjęcia: W. Jurkiewicz. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2010, 53 s. Bibl. „Toposu”; t. 53.
4. Narcissus poeticus. Tom ofiarowany Krzysztofowi Kuczkowskiemu przez żonę Ewę i przyjaciół z konfraterni poetyckiej Topoi z okazji 60 rocznicy urodzin Poety. Koncepcja i kompozycja tomu. : P. Dakowicz, W. Kass. Red.: Z. Fałtynowicz; M. Ekser. Pranie: Stow. Leśniczówka Pranie 2015, 138 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2011.
Autor o sobie: Rzecz dla mnie jako poety najważniejsza? „Topos” 2002 nr 1 /2.
Wywiady: Rozbiłem banię z poezją. Rozm. O. Krzyżyńska. „Głos Wybrz.” 2000 nr 288; Mój fragment świata. Rozm. M. Stelmach. „Gaz. Współcz.” 2002 nr 58; Rozmowa z kamieniami. Rozm. M. Stelmach. „Gaz. Współcz.” 2003 nr 149 [dot.: 10 Gedichte aus Masurenland]; Zakorzenić się w krajobrazie. Rozm. K. Lenkowska. „Zesz. Lit.” 2004 nr 4; Natura wyzwoliła we mnie poetę. Rozm. M. Ferreras-Tascón. „Templum Novum” 2005 nr 2; Nie tylko o poetyckich początkach – rozmowa z Wojciechem Kassem. Rozm. ESS „Notatnik Lit.” 2006/ 2007 nr 1; Dlaczego słowa umierają. Rozm. J. Koźbiel. „Więź” 2012 nr 10, przedr. w J. Koźbiel: Słowa i światy. Pruszków 2012; Inne spojrzenie. Rozm. J. Napiórkowski. „Nowa Okolica Poetów” 2012 nr 37; Postawić pomnik czytelnikowi. Rozm. E. Zdrojkowska. W: E. Zdrojkowska: Rozmówki polsko-polskie. Wywiady radiowe. Olsztyn 2012; Prawda języka jest jak szelest duszy. Rozm. B.P. Klary. W: B.P. Klary: Rozmowy z piórami. Cz. 2. Tor. 2014; Poezja czyni miejsca większymi niż są. Rozm. MZG. „Gaz. Olszt.” 2015 nr z 29 V.

Ogólne

A.D. KAWKA: O Wojciechu Kassie. Nagroda im. K. Iłłakowiczówny. „Notes Wydawn.” 2000 nr 1.
Z. CHOJNOWSKI: Pociecha mieszka na Mazurach, czyli Wojciech Kass. W tegoż: Zmartwychwstały kraj mowy. Olsztyn 2002.
K. KUCZKOWSKI: „Miłość serca jest bezbronna”. „Topos” 2004 nr 5 [dot. wiersza W. Kassa: Bezbronność serca].
J. WAJS: Przyszedłem ciebie odwiedzić. Trzy wiersze o „złej śmierci”. „Topos” 2004 nr 3/4 [dot. wiersza W. Kassa: Krajobraz z kością niezgody].
W. KUDYBA: „Dochodzić do ładu z ziemią i jej odwrotnością”. O liryce Wojciecha Kassa. „Topos” 2008 nr 5.
A. GLEŃ: Lekcja (z) milczenia. Notatki na marginesie „Pieczęci ignorancji” Wojciecha Kassa (z dodatkiem uwag o poezji Cz. Miłosza i T. Różewicza) w: Istnienie i literatura. (notatnik hermeneutyka). Sopot 2010.
W. KUDYBA: Zatańczyć śmierć; Stać się kimś innym. W tegoż: Wiersze wobec Innego. Sopot 2012.
K. DYBCIAK: Inna inność nowych poetów. „Arcana” 2013 nr 109.
S. MATUSZ: Licznik Geigera. Sosnowiec 2013 [dot. m.in. W. Kassa].
A. NOWACZEWSKI: Ogień wykrzesany z lodu. O poezji Wojciecha Kassa. W tegoż: Konfesja i tradycja. Szkice o poezji polskiej po 1989 roku. Sopot 2013.
K. WĄDOLNY-TATAR: Kołysanka w liryce XX i XXI wieku. Emergencja gatunku literackiego. Kr. 2014, passim.
A. GLEŃ: Krytyka i metafizyka. Sopot 2017 [m.in. dot.: W. Kassa].

„Aj, moi dawno umarli !”
W. FUŁEK: Żywi i umarli. „Topos” 1996 nr 3.

Do światła
L. SZULC: Poezja w stylu galant. „Jaćwież” 1999 nr 8.
M. KALANDYK: Wybiegając poza powierzchnię rzeczywistości – do światła „Nowa Okolica Poetów” 2002 nr 1.
K. KUCZKOWSKI: Uchwycić prawdę, „Topos” 2000 nr 1.

Jeleń Thorwaldsena
[J. DRZEWUCKI] (J.D.) „Mag. Lit. Książ.” 2000 nr 11 (50).
L. SZULC: Warunkiem bogactwa całkiem nie jest ilość. „Jaćwież” 2000 nr 12.
Z. CHOJNOWSKI: Imiona obecności. „Nowe Książ.” 2001 nr 6.
P.W. LORKOWSKI: Pogoda i dziękczynienie. „Topos” 2001 nr 1.
M. SŁAPIK: Z pogranicza. „Borussia” 2002 nr 26.

Prószenie i pranie
J. JASTRZĘBSKI: Prańskie liturgie. „Jaćwież” 2001 nr 19.
Z. CHOJNOWSKI. „Pogranicza” 2002 nr 6, przedr. w tegoż: Kanon prywatny. Olsztyn 2016.
M. KALANDYK. „Nowa Okolica Poetów” 2002 nr 1.
K. KUCZKOWSKI: „Jasne domaga się rozpoznania, ciemne nigdy…” (O „Prószeniu i praniu” Wojciecha Kassa). „Topos” 2002 nr 6.
K. PIEŃKOSZ: Sensualista i retor. „Nowe Książ.” 2002 nr 11.
B. WOJCIULEWICZ: Wobec świetlistości świata. „Pracownia” 2002 nr 29/30.
A. SZYMAŃSKA: Mała metafizyka. „Prz. Powsz.” 2003 nr 2, przedr. w tejże: Księga objawień i inne lektury. Wwa 2012.
G. KOCIUBA: Wielbiciel szczegółu. „Twórczość” 2004 nr 2/3, przedr. w tegoż: Maski/Twarze. Kr. 2009.
A. SZYMAŃSKA: Pokora i pycha. „Arkusz” 2003 nr 4.
W. KUDYBA: Prószenie mądrości. „Topos” 2002 nr 4/5.

Przepływ cieni
B. GRUSZKA-ZYCH: Wojciech Kass został uhonorowany. „Gość Niedz.” 2004 nr 29.
M. KALANDYK: Przepływ cieni. „Jaćwież” 2004 nr 27/28.
K. KARASEK: Uwaga, poeta. „Życie” 2004 nr 39.
G. KOCIUBA: Uważność. „Nowa Okolica Poetów” 2004 nr 1, przedr. w tegoż Maski/Twarze. Kr. 2009.
K. KUCZKOWSKI: Góra poety. „Śląsk” 2004 nr 8.
K. LISOWSKI: Most z kości. „Nowe Książ.” 2004 nr 7.
A. SZYMAŃSKA: Trwanie, zachwyt, wzrastanie. „Prz. Powsz.” 2004 nr 5.
J. TULIK: Zaufać szeptom. „Topos” 2004 nr 5.
[J. DRZEWUCKI] (J. D.): „Mag. Lit. Książ.” 2004 nr 2.

10 Gedichte aus Masurenland
W. SETLAK: Made in Forstha. „Nowa Okolica Poetów” 2004 nr 1.
Zob. też Wywiady.

Pęknięte struny pełni
W. FUŁEK: Świat pełen zielonych gęsi. „Topos” 2004 nr 3 /4.
O. KRZYŻYŃSKA: Poeta o poecie. „Głos Wybrz.” 2004 nr 119.
P. SZEWC: Szklana góra. „Nowe Książ.” 2004 nr 3.
A. NOWACZEWSKI: Fenomen Gałczyńskiego. „Migotania, przejaśnienia”. 2005 nr 2.

Gwiazda Głóg
W. KALANDYK: Gwiazda Głóg – Gwiazda Piołun albo schodzenie w dolinę. „Nowa Okolica Poetów” 2005 nr 3 /4.
J. MIKOŁAJEWSKI: List do poety z Prania. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 298.
J. OSEWSKA: Czas bezpowrotny. „Alm. Sejneński” 2005 nr 4.
P. DAKOWICZ: Pierwsza jest miłość. „Topos” 2006 nr 1 /2 , przedr. w tegoż: Helikon i okolice. Sopot 2009.
G. KOCIUBA: Pamięć, zdziwienie, troska. „Pobocza” 2006 nr 1, przedr. w tegoż: Maski/Twarze. Kr. 2009.
J. KORNHAUSER: Droga przez ogród. „Tyg. Powsz.” dod. „Książ. w Tyg.” 2006 nr 9.
K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Najbardziej poetyckie z pytań. „Topos” 2006 nr 1/2.
A. NOWACZEWSKI: Sielskość, szczenięcość, wiek męski. „Gość Niedz.” 2006 nr 41.
J. PETROWICZ: Zbierając utracone. „Nowe Książ.” 2006 nr 4.
W. SETLAK: Na Godota poczekajmy razem. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 3.
L. SZARUGA: Świat poetycki (XXX). „Zesz. Lit.” 2006 nr 1.
A. SZYMAŃSKA: Czarna kropka w białej próżni. „Prz. Powsz.” 2006 nr 7 /8.
W. KUDYBA: Tendresse. „Odra” 2007 nr 1.
W. GAWŁOWSKI: Obietnica widzenia. „Twórczość” 2007 nr 2.
K. ZEGADŁO. „Jaćwież” 2006 nr 35.

Pieśń miłości, pieśń doświadczenia
P. DAKOWICZ: Kominiarczyka podróż w stronę światła. „Topos” 2007 nr 1 /2, przedr. w tegoż: Helikon i okolice. Sopot 2009.
J. GRUPIŃSKI: Pieśń światła, pieśń ciemności. „Latarnia Morska” 2007 nr 3.
P.W. LORKOWSKI: Chrapy dusz wyjących, śpiew dusz radosnych. „Red” 2007 nr 1.
S. RUSIN: Pieśni światłoczułe. „Akant” 2007 nr 5.
W. SETLAK: Koncert na dwa głosy. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 1.
A. SZYMAŃSKA: Udręka i ekstaza poety. „Nowe Książ” 2007 nr 1.
S. STABRO: Poezja na dwa instrumenty. „Dekada Lit.” 2009 nr 3.
T. WIŚNIEWSKI: Between. Pomiędzy. (O Pieśni miłości, pieśni doświadczenia Wojciecha Kassa i Krzysztofa Kuczkowskiego). „Topos” 2012 nr 3.

Wiry i sny
P. DAKOWICZ: Lunatyk światła. „Topos” 2008 nr 6, przedr. w tegoż: Helikon i okolice. Sopot 2009.
[J. DRZEWUCKI] (J.D.): „Mag. Lit. Książ.” 2008 nr 11.
W. SETLAK: Niepodległość Wojtka. „Nowa Okolica Poetów” 2008 nr 4.
L. SZARUGA: Świat poetycki (XLI). „Zesz. Lit.” 2008 nr 4 [m.in. dot.: Wiry i sny].
P. DAKOWICZ: Sen o świetle. „Odra” 2009 nr 10.
J. JAKUBOWSKI: Tkwić we własnym centrum. Kilka rozpoznań na temat „Wirów i snów” Wojciecha Kassa. „Pobocza” 2009 nr 1.
G. KOCIUBA: Czujność wobec nietrwałego. W tegoż: Maski/ Twarze. Kr. 2009.
A. JARZYNA: Ze śmiercią na kolanach. „Wyspa” 2009 nr 1.
A. PIECH-KLIKOWICZ: Otwieranie światła. „Nowe Książ.” 2009 nr 2.
A. SZYMAŃSKA: Dekonstrukcja i konstrukcja. „Prz. Powsz.” 2009 nr 2, przedr. w tejże: Księga objawień i inne lektury. Wwa 2012.
M. WŁODARSKI: Przeciw. Wiersze Wojciecha Kassa [on-line] [dostęp 19 kwietnia 2011]. Dostępny w Internecie.

41
S. BURYŁA: Makabra i egzystencja. „Nowe Książ.” 2010 nr 9.
P. DAKOWICZ: Pieśni, czyli stopnie. O nowych wierszach Wojciecha Kassa. „Topos” 2010 nr 4.
A. GLEŃ: Pieśń ekstatyka. Wstęp do Pieśni Wojciecha Kassa. „Strony” 2010 nr 3/4.
J. JAKUBOWSKI: „Liryka ciemna i czysta” [on-line] [dostęp 8 czerwca 2011]. Dostępny w Internecie.
A. NOWACZEWSKI: Poetycka księga ziół. „Gość Niedz.” 2010 nr 48.
K. SAŁDECKA: Tylko najważniejsze słowa. „Neurokultura” 2010 [on- line] [dostęp 13 kwietnia 2011]. Dostępny w Internecie.
A. SZYMAŃSKA: Zadziwienie istnieniem. „Prz. Powsz.” 2010 nr 12.
M. KALANDYK: 41 pieśni i piosenek Wojciecha Kassa. „Nowa Okolica Poetów” 2011 nr 1.
G. KOCIUBA: Zaklinanie istnienia i czasu. „Twórczość” 2011 nr 7.
W. KUDYBA: Poeta, który stał się szamanem. „Arcana” 2011 nr 6.
J. MĄCZKA: Budowanie domu. „Fraza” 2011 nr 1.
F. NETZ: Poezja pytań granicznych. „Matras” 2011 nr 84, toż pt. Nowe pieśni z leśniczówki Pranie. „Śląsk” 2011 nr 6.
K. ZEGADŁO: „Metafizyczny szpik”. Szkic o poezji Wojciecha Kassa. „Tekstualia” 2011 nr 2.
K. KUCZKOWSKI: Kładka. Dwanaście notatek o poezji. „Topos” 2012 nr 5 [dot. m.in. W. Kassa].
J. DRZEWUCKI: Czterdzieści jeden. „Książ. Mag. Lit.” 2013 nr 3.
A. FRYZ: Poezja jako przestrzeń bycia . Szkic o nowych wierszach Wojciecha Kassa. „Topos” 2013 nr 6.
K. KOCIUBA: Poeta pejzażu, poeta ziemi. „Twórczość” 2013 nr 4.

Ba!
A. GLEŃ: Wyznanie w czasie marnym. „Odra” 2014 nr 7-8.
A. GLEŃ: Od A. Kilka myśli na progu nowego tomu wierszy Wojciecha Kassa. W tegoż: Czułość. Studia i eseje o literaturze najmłodszej. Sopot 2014.
J. JAKUBOWSKI: Rozciąganie duszy. „Topos” 2014 nr 6.
A. NĘCKA: Egzystencjalny niepokój. „Nowe Książ.” 2014 nr 7.
L. SZARUGA: Świat poetycki (LIX) „Zesz. Lit.” 2014 nr 2 [m.in. dot. W. Kassa].
L. SZULC. „Kroniki” 2014 nr 2.
L ŻULIŃSKI: Mądre piszę – nie piszę. Powst. 2014 „Latarnia Morska” [on-line] [dostęp 27 listopada 2016] Dostępny w Internecie.
J. DRZEWUCKI: Zapalić ciemność. „Twórczość” 2015 nr 3, przedr. w tegoż: Środek ciężkości. Mikołów 2016..
A. ŁOZOWSKA-PATYNOWSKA: O „ciele liryki” Wojciecha Kassa. W tejże: Opowieść o człowieku. Poezja najnowsza w krótkich interpretacjach. Pruszcz Gdański 2015.

Przestwór, godziny
L. SZARUGA: Świat Poetycki (LXIV). „Zesz. Lit.” 2015 nr 4 [dot. m.in. W. Kassa].
K. ALICHNOWICZ: Człowiek z obrazów. „Topos” 2016 nr 6.
A. GLEŃ: Cisza i biel. „Twórczość” 2016 nr 4.
L. SZULC: Mentalna dojrzałość. „Wyspa” 2016 nr 2.
J.L. WOŹNIAK: Gęsty przestwór. „Śląsk” 2016 nr 1.

Pocałuj światło
J. CHACHUŁA: Za sprawą słowa. „Kroniki” 2016 nr 3.
K. MASŁOŃ: Wojciech Kass lepi słowa. „Do Rzeczy” 2016 nr 46.
I. MIRKUT. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 27 listopada 2016]. Dostępny w Internecie .
A. MORAWIEC. Powst. 2016 [on–line] [dostęp 27 listopada 2016]. Dostępny w Internecie.
Z. CHOJNOWSKI: Między trenem a peanem. „Twórczość” 2017 nr 3.
K. PŁATEK: Wotum nieufności. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
B. SUWIŃSKI: Wyjść na światło: wiersze Wojciecha Kassa. „Topos” 2017 nr 1.
T. TOMSIA: Układanie siedliska. „Topos” 2017 nr 1.</document>
<document nplp_id="3554" title="Marzanna Bogumiła KIELAR" slug="marzanna-bogumila-kielar">ur. 1963

Poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 8 lutego 1963 w Gołdapi; córka Józefa Zenona Kisielewskiego, przedsiębiorcy, właściciela dwóch odlewni żeliwa, i Łucji z domu Domitrz, pielęgniarki. Uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego w Gołdapi; w 1981 zdała maturę. Od 1982 studiowała filozofię na Uniwersytecie Warszawskim; w 1988 uzyskała magisterium. W 1985 debiutowała wierszem nagrodzonym w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim o nagrodę „Milowego Słupa” pt. Wieczór u znajomych, opublikowanym na łamach czasopisma „Przegląd Koniński” (nr 48). W 1991 rozpoczęła pracę na stanowisku asystenta w Zakładzie Metodologii i Pedagogiki Twórczości w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im M. Grzegorzewskiej (od 2000 Akademia Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej) w Warszawie. Kontynuowała twórczość poetycką; jej wiersze były wielokrotnie nagradzane w różnych konkursach literackich, m.in. otrzymała nagrodę główną w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. J. Śpiewaka i A. Kamieńskiej (1991). Publikowała m.in. na łamach „Czasu Kultury” (od 1991), „Kresów” (od 1992), „Borussii” (od 1992), „Kwartalnika Artystycznego” (od 1995), „NaGłosu” (od 1995), „Krasnogrudy” (od 1995; także członek zespołu redakcyjnego), „Zeszytów Literackich” (od 1997), „Literacji” (od 2010). W 1995 redagowała tomy poetyckie w serii Biblioteka Pisarzy Sarajewaoraz Biblioteka Krasnogrudy, wydawanych przez Fundację Pogranicze w Sejnach. Brała udział w wielu festiwalach i spotkaniach poetyckich zarówno w Polsce jaki i zagranicą, m. in. w 1995 otrzymała nagrodę poetycką Kryształ Vilenicy, przyznawaną podczas Międzynarodowego Spotkania Pisarzy w Vilenicy (Słowenia); dwukrotnie (w 1997 i w 2001) przebywała na miesięcznym stypendium Baltic Centre for Writers and Translators w Visby (Szwecja). W 1998 otrzymała roczne stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki, a następnie przez pół roku przebywała na stypendium Akademie Schloss Solitude w Stuttgarcie. Nadto uczestniczyła w imprezach literackich, m.in. w Izraelu (1995), Niemczech (1998), Łotwie (2001), Czechach (2001), Szwecji (2003) i Francji (2004, 2006). Reprezentowała Polskę na Międzynarodowych Targach Książki we Franfurcie, Lipsku i Göteborgu. W 2001 obroniła na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu rozprawę doktorską pt. Symboliczne zawłaszczanie indywidualnych przestrzeni życiowych jako sposób tworzenia małych ojczyzn (promotor prof. Andrzej Góralski). W 2002 przez trzy miesiące przebywała w Stanach Zjednoczonych na stypendium International Writing Program na University of Iowa. W tymże roku otrzymała stanowisko adiunkta w Zakładzie Metodologii i Pedagogiki Twórczości w Instytucie Pedagogiki Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej (APS) w Warszawie. Od 1999 należała do SPP, a od 2000 do Polskiego PEN Clubu. W 2000 otrzymała za twórczość poetycką nagrodę „Paszport Polityki”. W 2005 uzyskała ponownie, tym razem półroczne, stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki. W tymże roku objęła funkcję wiceprezesa nowo powstałego Stowarzyszenia Vox Humana, stawiającego sobie za cel przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu (w 2009 wystąpiła ze Stowarzyszenia). W 2006-15 kierowała Pracownią Heurystyki w Zakładzie Metodologii i Pedagogiki Twórczości APS. W 2007 przez miesiąc przebywała na stypendium International Writers Workshop przyznane przez Hong Kong Baptist University w Hong Kongu. W 2010-14 należała do Rady Programowej kwartalnika „LiteRacje”. W 2013 habilitowała się na podstawie rozprawy pt. Integralna wizja Kena Wilberga i jej zastosowanie w edukacji i otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego w Instytucie Pedagogiki APS, a także Nagrodę Rektora Akademii Pedagogiki Specjalnej II stopnia. Także w tym roku została członkiem Rady Programowej przy Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Podjęła pracę jako profesor nadzwyczajny w Katedrze Pedagogiki Religii i Kultury Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Odbyła wiele podróży zagranicznych m.in. do Włoch, Szwecji, Izraela, Chin, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Turcji, Francji, Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Słowenii, na Łotwę, do Czech, Bułgarii, Rumunii, na Węgry, Litwę i do Norwegii. Odznaczona Brązowym Krzyżem Zasługi. (2007).

W 1983 zawarła związek małżeński z Cezarym Władysławem Kielarem, artystą grafikiem (rozwód 1999). Ma córkę Paulę Agnieszkę (ur. 1984). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Sacra conversazione. [Wiersze]. Red. i posł.: T. Żukowski. Suwałki: Suwalskie Tow. Kultury 1992, 44 s.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie, Nagroda im. K. Iłłakowiczówny oraz red. „Czasu Kult.” za najlepszy, debiutancki tomik poetycki w 1993.
2. Materia prima. [Wiersze]. Pozn.: Obserwator 1999, 41 s. Bibl. „Czasu Kult.”, t. 32.
Nominacja do. Nagrody Lit. Nike w 2000.
3. In den Rillen eisiger Stunden. Gedichte. [Wybór wierszy]. [Przeł.] R. Schmidgall. Stuttgart: Edition Solitude 2000, 96 s.
Tekst w jęz. pol. i niem. – Nagroda Die Hubert-Burda–Preis w 2001.
4. Umbra. [Wiersze]. Wwa: Pruszyński i S-ka 2002, 67 s.
5. Monodia. [Wiersze]. Kr.: Znak 2006, 52 s.
Cykle: Po; Ona.
6. Salt Monody. [Wybór wierszy]. [Przekł., wybór i wprowadzenie:] E. Wójcik-Leese. Brookline, MA: Zephyr Press 2006, 128 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
7. Brzeg. [Wybór wierszy]. Wwa: Łośgraf 2010, 80 s.
8. Integralna wizja Kena Wilberga i jej zastosowanie w edukacji. Wwa: Wydawn. Akademii Pedagogiki Specjalnej 2012, 348 s.
Rozprawa habilitacyjna.
9. Integralny pluralizm metodologiczny. Teoria i badania naukowe. [Monografia; współaut.:] A. Gop. Wwa: Wydawn. Akademii Pedagogiki Specjalnej 2012, 164 s.
10. P’’rvomateriâ. Izbrani stihotvoreniâ. [Wybór wierszy]. [Wybór i przekł.:] L. Selâški. Veliko T’rnovo: Faber 2015, 129 s.
Tekst w jęz. bułg. i pol.
Przekłady wierszy M.B. Kielar w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: Altered state. The new polish poetry. Todmorden 2003; Carnivorous boy. Carnivorous bird. Poetry from Poland. Brookline 2004; Modern poets of Europe. A selection. Kathmandu, Nepal 2004; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Przeł.:] M. J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, IN 2015 [teksty w jęz. pol. i ang.], – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór:] J. Dehnel i M. Woźniak. [Przeł.:] D.G. Hamze, P. Karag’ozov, D. Lau-Bukovska. Plovdiv 2014 [tekst w jęz. pol. i bułg.]. – franc.: Poèsie. Panorama de la Littérature Polonaise. [Wybór:] K. Dedecius. [Montricher]. Paris 2000, – hebr.: Ahărê mahpēkôt rabôt : mibhar min ha-šîrā(h) ha-pôlānît še-'ahărê 1945. [Przeł.:] D. Weinfeld, R. Weichart. Yrwšalayim 2000, – hiszp.: Poesia a contragolpe. Antologia de polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przeł.:] A. Murcia, G. Beltrán , X. Farré, Zaragoza 2012, – holend.: Bittere Oogst. Poolse poezie van de twintigste eeuw. Amsterdam 2000. – litew.: Poezijos pavasaris. Vilnius 1997, – niem.: Poesie. Bd. 2 [Oprac. i przekł.] K. Dedecius. Zürich 1996; Panorama der polnischen Literatur des 20. Zürich 1996; Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. Anthologie = Kochać to, co niewidzialne. Nowa poezja polska. Antologia. [Wybór i posl.:] D. Danielewicz-Kerski. [Przedm.:] A. Zagajewski. Köln [1998]; Es ist Zeit: wechsle die Kleider. Stimmen aus Polen. [Wybór i przekł.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998; Orpheus versammelt die Geister. Stimmen aus der Mitte Europas. [Oprac.:] P. Gehrisch, A. Helbig. Dresden [po 2005]; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. Gedichte. [Wybór, przekł. I oprac.:] P. Gehrish. Leipzig 2010, – ros.: Pol'skie poètessy. Antologiâ. [Przekł., wybór, przedm.]. N. Astaf’eva. Sankt-Peterburg 2002, – serb.: Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac. i przekł.:] B. Rajčíć. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Przekł. i wstęp:] B. Rajčíć. Beograd 2013, – słoweń.: Vilenica ’95. Miednarodna Literarna Nagroda. Ljubljana 1995; Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezje. [Oprac.:] P. Čučnik. Ljubljana 2005, – szwedz.: Jag i första och sista person. 20 polska kvinnliga poeter . [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2008; 17 [Sjutton] polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm. 2003, – turec.: Po(I)emat – Poponya Edebiyati Siar Seckisi. Ankara 2007, – ukr.: Tomu ŝo voni suŝcì. Antologìâ sučasnoï pol's'koï poezìï. L'vìv 2005 [teksty w jęz. pol. i ukr.], – włos.: Incontri di poeti polacchi e italiani. Roma 2003 [teksty w jęz. pol. i włos.]; Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Przeł.:] A. Amenta, L. Costantino. Udine 2010.
Praca redakcyjna
1. „Malowani słowem”. VII Ogólnopolski Konkurs Poetycki. Wybór i red.: M.B. Kielar, A. Janko, K. Mazur. Współpraca: A. Górka. Szczecinek: Szczeciniecki Ośrodek Kultury 2003, 42 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2011.
Autor o sobie: Jestem poetką. „Wyspa” 2009 nr 2 [tu m.in. wypowiedź M.B. Kielar].
Wywiady: Najgorsze są poranki… Rozm. I. Kiec. „Czas Kult.” 1994 nr 1; Po prostu piszę… Rozm.: D. Dutko, J. Nachiło. „Kartki. Pis. Lit.-Artyst.” 2001 nr 23; Z Marzanną Bogumiłą Kielar, laureatką Paszportu „Polityki” rozm. A.D. Kawka. „Not. Wydawn.” 2001 nr 2; Zrozumieć lodowce. Rozm. M. Wolny. „Polityka” 2001 nr 3; Wydobywanie znaczeń z ciemności. Rozm: R. Wiśniewski, Ł. Babiński. „Studium” 2002 nr 3/4; Zakreślam sobie granice. Rozm. M. Robert. „Arte” 2006 nr 3.

Ogólne 

W. SMASZCZ: Od tamtej strony nie odgradza nas nic. .. Twórczość M. B. K. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 16 dod. „Białystok”.
Z. CHOJNOWSKI: Liryczne okrucieństwo Północy M.B. Kielar. W: Zmartwychwstały kraj mowy. Olsztyn 2002.
P. ŚLIWIŃSKI: M.B. K. [podrozdz. większej całości pt. Poeta wobec kryzysu (1996)]. W: Przygody z wolnością. Kr. 2002.
S. GOŁASZEWSKI: MBK. „Twórczość” 2002 nr 11/12.
U.M. ŁEBKOWSKA: „Linia śniegu” i „liściowe blizny”. Poezja Marzanny Kielar. „Kresy” 2007 nr 1 /2.
A. ŚWIEŚCIAK: Dramat poszczególności. M.B. Kielar. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.
R. INGBRANT: Kvinnligt och manligt i Polen. Två studier om genus, kultur och politik. Stockholm 2010 [m.in. dot. M.B. Kielar; tu także w dodatku wybrane utwory].

Sacra conversazione
Z. CHOJNOWSKI : Modlitwy do Nic. „Borussia” 1993 nr 7 [m.in. dot. M.B. Kielar].
M. CISŁO: Madonna – Gaja – Sfinks. „Res Publica Nowa” 1993 nr 10.
J. DRZEWUCKI: Tanatos i Zuzanna. „Twórczość” nr 1993 nr 3.
I. KIEC: Niepokój w masce poetyckiej harmonii. „Czas Kult.” 1993 nr 1.
M. SŁAPIK. „Z Bliska” 1993 nr 2.
W. SMASZCZ: Mgła z delikatnością japońskiej bibułki. „Gaz. Współcz.” 1993 nr 150, przedr. w tegoż: Druga strona. Kr. 1997, toż w: Marzanna Bogumiła Kielar. Laureatka Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Genewa 1993, Nagrody Poetyckiej im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Suwałki: Suwalskie Tow. Kultury 1993, 12 s. [tu także wiersz M.B. Kielar].
W. SMASZCZ: Debiut na Parnasie. Wszystko dla M.B. Kielar. „Gaz. Współcz.” 1993 nr 223.
D. SOŚNICKI: Mowa obrazów o (i na marginesie) „Sacra conversazione”. „Pracownia” 1993 nr 12.
M. STALA: Święta rozmowa. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 14.
E. BIAŁY: Ślęczenia i ekstazy. O najnowszej poezji polskiej. „Czas Kult.” 1994 nr 3 [m.in. dot. M.B. Kielar].
G. BORKOWSKA: Krępująca szczerość. „Polityka” 1995 nr 3.
I. KIEC, R. GRUPIŃSKI: Czerń coraz głębiej. W tychże: Niebawem spadnie błoto. Pozn. 1997.
M. STALA: Święta rozmowa. W tegoż: Druga strona. Kr. 1997.

Materia prima
A. STASIUK: Stwarzanie świata. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 282.
R. KOBIERSKI: Topienie Marzanny. „Studium” 2000 nr 2/3.
MISIAK: Pierwotność materii? „Kwart. Artyst.” 2000 nr 3.
M. SABINIEWICZ: Piękna poetka. „Zesz. Lit.” 2000 nr 4.
A. STANKOWSKA: Krajobraz osób. „Res Publica Nowa” 2000 nr 5.
S. STERNA-WACHOWIAK: Szyby i lustra świata. „Nowe Książ.” 2000 nr 6.
P. PIASZCZYŃSKI: Światło, cień i krew. „Borussia” 2000/2001 nr 23.
E. NOWAKOWSKA: „Rozmarzające ognie” M.B. Kielar. „Topos” 2001 nr 2/3.

Umbra
J. KLEJNOCKI: Ażurowa wrażliwość. „Polityka” 2002 nr 36.
W. KUCZOK: Rozmarzanie Marzanny. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 289.
U. ŚMIETANA: Milczenie roślin i kamieni. „Czas Kult.” 2002 nr 6.
W. GIEDRYS: Powtarzalność i niepowtarzalność. „Opcje” 2003 nr 1.
J. GIZA-STĘPIEŃ: „Rzeczy gotowe do wyjęcia”… spod powiek. „Pogranicza” 2003 nr 2.
I. KANTOROWSKI: Malowanie wierszem. „Akant” 2003 nr 7.
J. ORSKA : Zimno, zimno, zimniej… „Odra” 2003 nr 1.
S. SOBIERAJ: Oswajanie cienia. „Twórczość” 2003 nr 10.
A. WIEDEMANN: Klosz. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 22, przedr. w tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.

Monodia
J. GIZA-STĘPIEŃ: Lamentacje po minionym. „Pogranicza” 2006 nr 2.
A. FRANASZEK: Kropla, kamień, płomień. „Tyg. Powsz.” 2006 nr 22.
E. KOŁODZIEJCZYK: Substancje Monodii. „Kresy” 2006 nr 4.
J. ŁUKASIEWICZ: Pytanie o podwójność. „Nowe Książ.” 2006 nr 5.
M. OLSZEWSKI: Poezja z epoki lodowcowej. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 88.
J. RIESENKAMPF: Koncert na jednej nucie. „Lampa” 2006 nr 6.
M. ROBERT: Recenzja z „Monodii”. „Arte” 2006 nr 3.
R. RŻANY: Miłość w krajobrazie z alg. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 1.
A. SINKOWSKI. „Twórczość” 2006 nr 9.
M. SŁAPIK: Szczegół metafizyczny. „Z Bliska” 2006 nr 5.
J. ORSKA: Nie ma łagodnego przejścia pomiędzy światłem a mrokiem. „Odra” 2007 nr 9.
P. ŚLIWIŃSKI: Pierwsza dama liryki. „Newsweek Polska” 2006 nr 11.
J. ZIELIŃSKI: Krajobraz po miłości. „Rzeczpospolita” 2006 nr 30.
A. SINKOWSKI: Pamięć, która podobno jest. „Odra” 2011 nr 3.

Brzeg
A. SZYMAŃSKA: Przed i po apokalipsie. „Prz. Powsz.” 2010 nr 11.</document>
<document nplp_id="3556" title="Marian KISIEL" slug="marian-kisiel">ur. 1961

Krypt. i pseud.: m., (m), M.K., raM, Zbigniew Marek.

Historyk literatury, krytyk literacki, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 7 grudnia 1961 w Jędrzejowie; syn Stanisława i Józefy z Antoszewskich, rolników. W 1981 ukończył Technikum Elektryczne im. I. Pawłowicza Kamyszewa w Sosnowcu, po czym rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.). Debiutował w 1980 utworem poetyckim Pieśni, ogłoszonym w tyskim tygodniku „Echo” (nr 33). W 1983 rozpoczął współpracę z miesięcznikiem „Poezja”, w którym zamieszczał recenzje i artykuły. Wiersze i recenzje publikował też w czasopismach studenckich „Kwartał” (od 1983; w 1987 został zastępcą redaktora naczelnego pisma) i „Student” (1986-88) oraz w pismach „Fakty” (1985-88), „Pismo Literacko-Artystyczne” (1986-88), „Radar” (1986-87), „Życie Literackie” (1986-89), a także w antologiach poetyckich. W 1984 otrzymał stypendium Naczelnej Rady Kultury ZSP. Ukończywszy studia w 1986, został zatrudniony w sekretariacie Zakładu Filologii Germańskiej. Od 1987 był asystentem (z przerwą w latach 1988-89, kiedy odbywał służbę wojskową w Szkołach Podchorążych Rezerwy w Szczecinie i Tczewie), a od 1989 starszym asystentem w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej im. I. Opackiego) UŚl. W 1987-88 pracował na pół etatu w tygodniku „Życie Literackie”. W 1989 otrzymał Stypendium im. T. Borowskiego. Rozpoczął stałą współpracę jako recenzent z miesięcznikiem „Twórczość” (1989-96, 2000-01). W 1991 otrzymał stopień doktora na podstawie rozprawy Twórczość Adama Czerniawskiego (promotor prof. Włodzimierz Wójcik) i został zatrudniony na stanowisku adiunkta w INoLP. W 1992 i 2004 był redaktorem naczelnym „Rocznika Sosnowieckiego”, w którym także zamieszczał recenzje, a w 1995-2003 kierownikiem działu krytyki i eseju w miesięczniku „Śląsk” (i odtąd stale w nim publikował). Współpracował też m.in. z „Opcjami” (1995-98, 2001) i „Nowymi Książkami” (stale w 1998-2005). W 1993 wszedł w skład Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach. W latach 1993-98 był sekretarzem, a następnie wiceprzewodniczącym Towarzystwa Zachęty Kultury, w 1993 członkiem-założycielem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach (w 1993-2001 sekretarz, 2001-05 i od 2013 wiceprezes, 2005-13 członek zarządu). W 1998 został członkiem Towarzystwa Literackiego im. T. Parnickiego, a w 2000 SPP. W 1996-2002 był zastępcą dyrektora INoLP UŚl. W 1999 uzyskał habilitację na podstawie książki Zmiana. Z problemów świadomości literackiej przełomu 1955-1959 w Polsce (wyd. 1999) i w 2000 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŚl. W 2002-08 pełnił funkcję dyrektora INoLP, w 2002 został kierownikiem Zakładu Literatury Współczesnej, w 2008-11 był kuratorem Zakładu Historii Literatury Baroku i Dawnej Książki w tymże Instytucie. W 2008 wszedł do Senatu Uniwersytetu Śląskiego i został przewodniczącym Senackiej Komisji ds. Kadry Naukowej. Okresowo pracował także jako profesor w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Częstochowie (2002-04), Wyższej Szkole Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych w Katowicach (2005-06), Wyższej Szkole Mechatroniki w Katowicach (2009-10). W 2004 został członkiem Komitetu Nauk o Literaturze PAN, m.in. w Komisji Edukacji Szkolnej i Akademickiej przy Komitecie (2004-07). W 2004 uzyskał tytuł naukowy profesora, a w 2007 otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego UŚl. W 2008 został ekspertem Państwowej Komisji Akredytacyjnej i przewodniczącym Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego w Katowicach. W tymże roku objął funkcję prodziekana ds. Rozwoju i Promocji Wydziału Filologicznego UŚl., a w 2010 pełnomocnika rektora ds. reprezentowania uczelni w Akademii „Artes Liberales”. W 2011-13 kierował Studiami Podyplomowymi Logopedii i Medialnej Emisji Głosu, w 2013 był pomysłodawcą i współtwórcą Centrum Logopedii i Audiodeskrypcji UŚl. Został członkiem rady naukowej czasopism „Śląskie Studia Polonistyczne”, „Z Teorii i Praktyki Dydaktycznej Języka Polskiego”, „Tematy i Konteksty”, „Logopedia Silesiana” (przewodniczący rady naukowej). W 2012 był laudatorem w przewodach doktorskich honoris causa dla Sławomira Mrożka (UŚl.) i Wiesława Myśliwskiego (Uniwersytet Rzeszowski). Za zasługi na polu nauki i na rzecz kultury polskiej otrzymał wiele nagród, w tym Medal im. S. Grochowiaka (1988), Nagrodę Funduszu Literatury (1990), dwukrotnie Nagrodę Artystyczną dla Młodych Twórców Wojewody Katowickiego (1992, 1994), Nagrodę Literacką im. M. Jodłowskiego (1996), nagrodę torontońskiej Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich (2003) i Miasta Sosnowca (2004). W 2015 Senat Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie nadał mu tytuł doktora honoris causa. Odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2002), Złotą Odznaką za Zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego (2005), Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005), Złotą Odznaką Honorową za Zasługi dla Województwa Śląskiego (2006), Srebrnym Krzyżem Zasługi (2006), Odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej (2007).

W 1990 ożenił się z Joanną z domu Dusiło, polonistką; ma syna Michała (ur. 1991), anglistę. Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Götterdämmerung – emigracja wewnętrzna – Reduta. O literaturze i pokoleniu literackim lat osiemdziesiątych. [Szkic]. Sosnowiec: Piwnica Lit. „Remedium” 1983, [44] s. powiel.
Zawartość: Dwa pokolenia [po Sierpniu 1980 i Grudniu 1981]; Pokolenie Reduty; Literatura młodych po Sierpniu i Grudniu; Dyspozycje światopoglądowe; Stan na dzisiaj.
2. Nie śnijcie mnie w waszych snach. [Wiersze]. Sosnowiec: Studenckie Centrum Kultury RU [Rady Uczelnianej] ZSP UŚl. „Zameczek-Remedium”, Piwnica Lit. „Remedium” 1983, 19 s., Tomiki Debiutanckie PL [Piwnicy Lit.] „Remedium”.
3. Zanim rozpierzchniemy się w słowach. [Wiersz]. Sosnowiec: Studenckie Centrum Kultury RU [Rady Uczelnianej] ZSP „Zameczek-Remedium” 1984, [4] s.
Zaproszenie na wieczór autorski.
4. U podstaw twórczości Adama Czerniawskiego. [Studium ]. Gliwice: „Wokół Nas” 1991, 125 s.
5. Czego nie ma w podręcznikach języka polskiego. Mały przewodnik po współczesnej literaturze polskiej. Gliwice: „Wokół Nas” 1992, 115 s.
6. Kronika nocy. Wiersze z lat 1982-1990. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1992, 54 s. Rękopisy Nie Płoną.
7. Gdy stoję tak nieruchomo. [Wiersze]. Katow: Tow. Zachęty Kultury 1993, 40 s.
8. Bliżej zimy niż lata. Wiersze, przekłady, imitacje. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1995, [70] s.
9. Mały leksykon kultury. Kierunki, style, tendencje. [Współaut.:] J. Kisielowa, Z. Marcinów. Katow.: Videograf II 1996, 276 s.
10. Więzy i wzloty. Przełom 1955-1959 w literaturze polskiej – próba modelu. Kielce: Szumacher 1996, 49 s. PAN. Oddz. w Katow. Komisja Hist.-lit. Przedr. zob. poz. 15, 16.
11. Świadectwa, znaki. Glosy o poezji najnowszej. Katow.: Śląsk 1998, 240 s.
12. Od Różewicza. Małe szkice o poezji. Katow.: Forum Sztuk 1999, 143 s.
Zawartość: I. Na początku był „Niepokój”; Dylematy Różewiczowskie; Poezja i godność; Role poety; Wiersz – „znieruchomiały obraz świata”; Dwa krajobrazy tej samej kultury; Uwiedziony; Młodzi i Różewicz. – II. Czytanie Herberta; Akwinata przewrócił się w niebie. – III. Poetyka wielogłosowości; Głosów zbieranie; „Poezja jest metaforą”. – IV. Symbolizm egzystencjalny; Pośrodsku cienia i światła; W stronę milczenia. – V. „Prawdą jest to, co nas wiąże”; Rozmowa – znak obecności; „Przestań się bać, nie pisać”.
13. Zmiana. Z problemów świadomości literackiej przełomu 1955-1959 w Polsce. Katow.: Wydawn. UŚ 1999, 145 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1788. Wyd. 2 [popraw.] tamże 2014, 220 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3147.
Zawartość: Wstęp: Symboliczna data polskiej kultury; Potrzeba syntezy; Słowo o książce. – Dialektyka przełomu 1955-1959 w Polsce: Wprowadzenie; Światopogląd; Tradycja; Nowa faza kultury; Porządki literatury; Zakończenie. – Egzystencjalizm doby Października. Prolegomena recepcyjne: Wprowadzenie; Wrogowie i sprzymierzeńcy; Zmiana paradygmatu; Zakończenie. – O model literatury nowoczesnej: Wprowadzenie; Plastyka; Poezja; Proza; Zakończenie. – Od „realizmu socjalistycznego” do „literatury tematu”: Wprowadzenie; Między realizmem i awangardą; W stronę literatury tematu; Zakończenie.
14. Pamięć, biografia, słowo. Szkice o poetach dwóch generacji. Katow.: Gnome 2000, 121 s., Obrazy Lit. XX w., t. 4.
Zawartość: Tragiczna świętość. O „Rodzie Anhellich” Zdzisława Stroińskiego; Skrwawiony mit. O „Śniły mi się szarże…” Zdzisława Stroińskiego; Pamięć, biografia, poezja. Przypisy do wierszy Tadeusza Różewicza; Poeta „punktu zero”. Tadeusz Różewicz wobec „cezury oświęcimskiej”; Bunt i satyra. Poeci z Kontynentów wobec fantazmatów polskości; Szkic do portretu Bogdana Caykowskiego; Metapoezja. Adama Czerniawskiego istnienie w wierszu.
15. Pokolenia i przełomy. Szkice o literaturze polskiej drugiej połowy XX wieku. Katow.: Wydawn. UŚl. 2004, 181 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2205.
Zawartość: Pięćdziesięciolecie. Próba periodyzacji literatury polskiej po 1939 roku; Obecność emigracji. Literatura polska na obczyźnie w krajowej świadomości badawczej; Skamander i Awangarda? O nową typologię poezji polskiej na obczyźnie po 1939 roku; Polrealizm. Przyczynek do opisu współczesnych doktryn literackich; Więzy i wzloty. Przełom 1955-1959 w literaturze krajowej – próba modelu [por. poz. 10, 16]; Między kulturą rodzimą i obcą. Doświadczenie poetyckie londyńskiej grupy Kontynenty; Zjawa pokolenia. Uwagi o generacji 60; Strategia i poetyka Nowej Fali. Szkic materiałowy; Nazwy młodej poezji po 1968 roku. Szkic materiałowy; Przełom 1980-1989: hipoteza zmiany kulturowej.
16. Przypisy do współczesności. [Szkice]. Katow.: Wyższa Szkoła Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych w Katow.; Ag. Artyst. Para 2006, 183 s.
Zawartość: Współczesność, czyli nieciągłość faktografii. – Druga Wojna: Ocean wojny. O „Pamiętniku po klęsce” Kazimierza Wyki; Zerwane przymierze. O wierszu „Bóg” Zdzisława Stroińskiego; Krajobraz po klęsce. O wierszu „Staw się zaplątał” Zdzisława Stroińskiego; Ponura polskość. O wierszu „Polska” Zdzisława Stroińskiego; Prawdziwy debiut Różewicza. – Wielki Przełom: Gatunek i forma świata. Wstępna próba opisu form poetyckich przełomu 1955-1959 [por. poz. 10, 15]; Osąd historii, rodowodu i zbrodni. O „Ziemi przypisanym” Juliana Kawalca; Apologeta moderny. Rzecz o Ryszardzie Zenglu. – Emigracja: Aksjomat Ihnatowicza. Przypis do światopoglądu londyńskiej grupy Kontynenty; Krytyka literacka na emigracji. Rekonesans.
17. Wypominki. Wiersze z lat 1995-2008. Katow.: Śląsk 2009, 43 s.
18. Ananke i Polska. O liryce Zdzisława Stroińskiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2010, 165 s., Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2833.
19. Czułość. Wiersze. Katowice: Śląsk 2011, 41 s.
20. Było i się zmyło. Wiersze. Katowice: Śląsk 2012, 64 s.
21. Critica varia. Katow.: Wydawn. UŚl. 2013, 256 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3062.
Zawartość: Antescriptum: Współczesność: tekst umykający. – Przeglądy: Narracje emigracyjne. O typologiach prozy polskiej na obczyźnie po roku 1939; Tekst Orientacji. Jak czytano/czytamy „nieobecne pokolenie”; Po roku 1989. Jak możliwa jest synteza literatury polskiej. – Portrety: Prawo sądu. O Stanisławie Baczyńskim; Historiozof polskiej emigracji. Tymon Terlecki w pierwszych latach drugiego wychodźstwa niepodległościowego; Pamięć i widmo świata. O „Rozmowach z Marią Kuncewiczową”; Krytyka jako autobiografia. Szkic do portretu Jacka Łukasiewicza; Literatura, czyli świat. O Andrzeju K. Waśkiewiczu; Marzenie i śmierć. O Stefanie Szymutce. – Rozmowy: Z Katowic na wojnę. Rozmowa z Wojciechem Żukrowskim; Romantyzm to walka o oddech. Rozmowa z Ireneuszem Opackim; O literaturze, literatach i badaniach literackich. Rozmowa z Henrykiem Markiewiczem. – Laudacje: „Nic, najwyżej piękno”. Pochwała Czesława Miłosza; Jeden z pokolenia. Pochwała Tadeusza Różewicza; Jeden z nas. Pochwała Sławomira Mrożka; Kulturę umarłą przeniósł do wieczności literatury. Pochwała Wiesława Myśliwskiego.
22. Droga. [Wiersze]. Katowice: Śląsk 2013, 66 s.
23. Ruiny istnienia. Szkice o poetach mniej obecnych. Katow.: Wydawn UŚl. 2013, 154 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3047.
Zawartość: Poezja świadectwa. Wprowadzenie do „Hymnów” Józefa Wittlina; Ekstaza i płacz. O jednej balladzie Emila Zegadłowicza; Płacz i euforia. O dwóch wierszach śląskich Juliana Przybosia; Norma Dnia i Pasja Nocy. Glosa do symboliki poetyckiej Tadeusza Sułkowskiego; Między przepaściami. O poezji Wilhelma Szewczyka; Teologia losu. Noty o poezji Bogdana Czaykowskiego; Ruiny istnienia. O poezji Andrzeja K. Waśkiewicza.
24. C’est la vie. Wiersze. Katow.: Śląsk 2014, 59 s.
25. Martwa natura. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 2015, 57 s.
26. Między wierszami. Jedenaście miniatur krytycznych. Katow.: Wydawn UŚl. 2015, 120 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 3379.
Zawartość: ?
27. Łazarz. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 2016, 55 s.
28. Wieniec dla zmarłych. Wybór wierszy w układzie autora. Posł.: K. Niesporek. Katow.: Śląsk 2017, 81 s.

Studia i artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Poezja w świetle filozofii literatury. O „wewnętrznej” teorii poznania w twórczości Adama Czerniawskiego. W: Poezja i nostalgia. Katow. 1987 s. 134-152. – Wybory Ryszarda Milczewskiego-Bruno. „Pis. Lit.-Artyst.” 1987 nr 11-12 s. 230-240. – Czy istnieje młoda poezja? W: Moje miejsce: Wczoraj i Dziś. Kr. - Chorzów 1988 s. 91-105. – Nowa Fala: wprowadzenie do tematu. „Pis. Lit.-Artyst.” 1988 nr 9 s. 96-104. – „Z gapiostwa, z ekstazy i z niebycia”. O niektórych aspektach światopoglądu Marii Kuncewiczowej. W: W stronę Kuncewiczowej. Katow. 1988 s. 19-30. – „Co też mogłem mieć przed sobą?” Propozycja interpretacyjna „Królewicza” Edwarda Stachury. W: Małe formy prozatorskie. Katow. 1990 s. 62-73. – Polskie przekłady „Requiem” Anny Achmatowej. Uwagi wstępne. W: Przekład Artystyczny. T. 2. Katow. 1991 s. 31-43. – Kontynenty. W: Literatura emigracyjna 1939-1989. T. 1. Katow. 1993 s. 133-146. – Literatura polska przełomu 1955-1959 wobec egzystencjalizmu. W: Plotka. Katow. 1994 s. 62-80. – Przełom 1955-1959 w literaturze polskiej. Tezy. W: Cezury i przełomy. Katow. 1994 s. 84-98. – Tadeusza Różewicza spory o poezję. W: Świat integralny. Katow. 1994 s. 39-54.– Poetics or Politics: Contemporary Polish Literature. [Transl. W. Maj]. W: „Canadian Review of Comparative Literature” / „Revue Canadienne de Littérature Comparée”, Toronto 1995 vol. 22 nr 3-4 s. 837-844. [Współautor: P. Fast]. – O model literatury nowoczesnej. W: Październik ‘56. Kraków 1996 s. 39-75. – Sześćdziesięciolecie. Próba nowej periodyzacji literatury polskiej po 1939 roku. „Okolica Poetów” 1999 nr 4 s. 9-13. – Czy istnieje „literatura zagłębiowska”? W: Zagłębie Dąbrowskie. Katow. 2001 s. 315-319. – Rzut oka na polską literaturę na Śląsku w XX wieku. W: Śląsk literacki. Katow. 2001 s. 66-79. – Próba periodyzacji literatury polskiej po roku 1939. W: Dzieło literackie i książka w kulturze. Katow. 2002 s. 262-270. – Diaspora śląska: pytania bez odpowiedzi. W: „My som tukej”. Katow. 2004 s. 41-46. – Jak zrobić wiersz? Z zagadnień warsztatu poetyckiego Ryszarda Milczewskiego-Bruno. W: Žánry živé, mrtvé, revitalizované. Opava 2006 s. 72-78. – Prowincjusz. Modele lektury poezji Ryszarda Milczewskiego-Bruno. W: Żonglerzy słów w literaturze. Katow. 2006 s. 139-152. – Różewicz i Šajtar. Przypis do nieznanego fragmentu kontaktów polsko-czeskich. W: Chodec cestami poezie. Opava 2007 s. 85-91. – Śląsk poza Logosem. O „Piątej stronie świata” Kazimierza Kutza. W: Kutzowisko 2. Katow. 2009 s. 251-256. – Dwa wiersze Juliana Przybosia. W: Alfabet Paszka. Katow. 2010 s. 182-201. – Z czym się żegnamy? O „Zaśpiewie” Czesława Miłosza (miniatura). W: Stolice i prowincje kultury. Warszawa 2012 s. 486-489. – Zagłada Różewicza. W: Niepokoje: twórczość Tadeusza Różewicza wobec Zagłady. Katow. 2014 s. 21-29. – Założenia, modele, struktury. O syntezach historycznoliterackich Józefa Bujnowskiego. W: Zesłania i powroty: twórczość Józefa Bujnowskiego. Katow. 2014 s. 157-172. – Ekstaza i płacz. O jednej balladzie Emila Zegadłowicza. W: Emil Zegadłowicz daleki i bliski. Katow. 2015 s. 199-208. – Herbert i świat Rzymu. „Śl. St. Polonist.” 2015 nr 2 s. 241-248. – O zagłębiowsko-śląskiej szkole badań skamandryckich. W: Reinterpretacje. Katow. 2015 s. 369-381. – Poróżnienie w śmierci. O „Dwóch śmierciach” Władysława Szlengla. W: Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie. Katow. 2015 s. 77-84.

Przekłady wierszy M. Kisiela w antologii serb.: Stâne pripravnosti. Pregled savremene pôlske poezje. Generacǐja BruLiona i novǐji autori. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Belgrad 2010.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Nic nam nie zostało z marzeń ojców. [Antologia wierszy]. Red.: M. Kisiel. Katow.: Piwnica Lit. przy Studenckim Centrum Kultury RU [Rady Uczelnianej] ZSP UŚl. „Zameczek-Remedium” 1985, 15 s.
2. B. Prejs: Jak gdyby nic się nie stało. [Wiersze]. Red.: M. Kisiel. Katow.: Piwnica Lit., Studencka Rada Lit. ZSP 1986, 16 s.
3. B. Gruszka-Zych: Napić się pierwszej wody. [Wiersze]. Red.: M. Kisiel. Wwa: MAW 1989, 29 s. Pokolenie, które wstępuje.
4. Co zostanie… Antologia młodej poezji. Wybór i oprac.: M. Kisiel, Z. Łączkowski. [Halin: Wydz. Kultury, Nauki i Edukacji Nar. Stow. PAX 1990], 109 s.
5. Z. Łączkowski: Zaklęty jeleń. Wybór prozy poetyckiej z lat 1950-1990. Wybór i posł.: M. Kisiel. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1992, 107 s.
6. Bohaterowie literatury polskiej. Pod red. … Katow.: Videograf 1993, 240 s. Kieszonkowa Encyklopedia Literatury i Sztuki, 15.
7. P. Majerski, P. Majdanik: Trans-pozycje liryczne. Wyboru wierszy z lat 1988-1993 dokonał . M. Kisiel. Katow.: [b.w.] 1993, [44] s.
8. Inny świt. Antologia młodej poezji na Śląsku. Wybór, wstęp i oprac.: M. Kisiel. Katow.: Górnośląskie Tow. Lit. 1994, 144 s.
9. Świat integralny. Pół wieku twórczości Tadeusza Różewicza. Materiały konferencji literackiej, 14 listopada 1994. Pod red. M. Kisiela. Katow.: Górnośląskie Tow. Lit. 1994, 125 s.
10. A. Wernerowa: Na wydmie z białą rybą. Wyboru wierszy dokonał M. Kisiel. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1994, 89 s.
11. Leksykon bohaterów literackich. Pod red. M. Kisiela i M. Pytasza. Katow.: Videograf 1995, 320 s.
12. Mity, stereotypy, konwencje. Prace ofiarowane Włodzimierzowi Wójcikowi. Pod red. B. Gutkowskiej, M. Kisiela, E. Tutaj. Bytom: Kwartalnik Lit. „FA-art”; Katow.: Zakład Lit. Współcz. INoLP UŚl. 1995, 182 s.
13. G. Słobodnik: Wiersze. Wybór i przedm.: M. Kisiel. Katow.: Górnośląskie Tow. Lit. 1995, 138 s.
14. Przełomy – rok 1956. Studia i szkice o polskiej literaturze współczesnej. Pod red. W. Wójcika, przy współudziale M. Kisiela. Katow.: Wydawn. UŚl. 1996, 192 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1573.
15. Szkice o polskich pisarzach emigracyjnych. [T.] 1. Pod red. M. Kisiela i W. Wójcika. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1996, 132 s.
16. Śląsk inaczej. Materiały I sesji śląskoznawczej Pracowników Naukowych i Studentów Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, Katowice, 25 kwietnia 1996. Pod red. T. Głogowskiego i M. Kisiela. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1997, 86 s. Zob. też sesje II-V poz. 17, 21, 23, 25.
17. Familok. Materiały II sesji śląskoznawczej Pracowników Naukowych, Studentów i Gości Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 15-16 maja 1997. Pod red. T. Głogowskiego, M. Kisiela i M. Spornia. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1998, 106 s. Zob. też sesje I - III-V poz. 16, 21, 23, 25.
18. Słowo za słowo. Szkice o twórczości Tadeusza Różewicza. Pod red. M. Kisiela i W. Wójcika. Katow.: „Kwart. Lit. FA-art” 1998, 98 s.
19. Sytuacja kultury w województwie katowickim. Pod red. M. Kisiela. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1998, 223 s. Program Zrównoważonego Rozwoju Społecznego Województwa Katowickiego, raport nr 7.
20. Szkolny słownik bohaterów literackich. Pod red. M. Kisiela i M. Pytasza. Wyd. 2 [!] Katow.: Videograf II 1998, 464 s. Wyd. 2 tamże 2000.
21. Nowy Śląsk. Materiały III sesji śląskoznawczej Pracowników Naukowych, Studentów i Gości Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, Katowice, 6-7 maja 1998. Pod red. T. Głogowskiego, M. Kisiela i M. Sporonia. Katow.: Forum Sztuk 1999, 188 s. Zob. też sesje I, II, IV, V poz. 16, 17, 23, 25.
22. Tadeusz Różewicz. Doctor honoris causa Universitatis Silesiensis. Oprac.: M. Kisiel, D. Rott i W. Wójcik. Katow.: Wydawn. UŚl. 1999, 49 s.
23. Hałda. Materiały IV Sesji Śląskoznawczej Pracowników Naukowych, Studentów i Gości Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, Katowice, 6-7 maja 1999. Pod red. M. Głogowskiego i M. Kisiela. Katow.: Pallas Silesia 2000, 149 s. Zob. też sesje I-III, V poz. 16, 17, 21, 25.
24. Światy Tadeusza Różewicza. Materiały konferencji naukowej, Katowice, 28 kwietnia 1999 roku. Red. i słowo wstępne: M. Kisiel, W. Wójcik. Katow.: Wydawn. Gnome 2000, 165 s.
25. Śląsk literacki. Materiały V Sesji Śląskoznawczej Pracowników Naukowych, Studentów i Gości Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, Katowice, 8-9 listopada 2000. Pod red. M. Kisiela, B. Morcinek-Cudak i T.M. Głogowskiego. Katow.: Pallas Silesia 2001, 203 s. Zob. też sesje I-IV poz. 16, 17, 21, 23.
26. Zagłębie poetów. Antologia. Wybór i oprac.: M. Kisiel i P. Majerski, przy współudziale W. Wójcika. Przedm.: M. Czarski. Wstęp: M. Kisiel, P. Majerski. Katow.: Gnome 2002, 214 s.
27. Godność i styl. Prace dedykowane Włodzimierzowi Wójcikowi. Pod red. M. Kisiela, przy współudziale P. Majerskiego i Z. Marcinowa. Katow.: Wydawn. UŚl. 2003, 353 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2139.
28. Literackie Zagłębie. Materiały I Sesji Zagłębiowskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Gustawa Daniłowskiego w Sosnowcu oraz Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Sosnowiec, 22 listopada 2002 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2003, 136 s. Zob. też materiały sesji II-X poz. 31, 33, 36, 39, 41, 42, 44, 45, 48.
29. Słownik bohaterów literatury polskiej. Pod red. M. Kisiela i M. Pytasza. Katow.: Videograf II 2003, 188 s. Słownik za Dychę.
30. Słownik bohaterów literatury powszechnej. Pod red. M. Kisiela i M. Pytasza. Katow.: Videograf II 2003, 263 s. Słownik za Dychę.
31. Biografie z Zagłębia. Materiały II Sesji Zagłębiowskiej. Sosnowiec, 20 listopada 2003. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2004, 131 s.
32. Pod znakiem Ikara. Antologia poetycka. Wybór: T. Kijonka i M. Kisiel. Wstęp: T. Kijonka. Katow.: Górnośląskie Tow. Lit. 2004, 127 s.
33. O Janie Pierzchale. Materiały III Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 9 grudnia 2004 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2005, 125 s.
34. Proza polska XX wieku. Przeglądy i interpretacje. T. 1. Pod red. M. Kisiela przy współudziale G. Maroszczuk. Słowo wstępne: M. Kisiel. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 196 s. Pr. Nauk UŚl. w Katow., 2289.
35. Intymność wyrażona. Pod red. M. Kisiela i M. Tramera. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 309 s. Pr. Nauk UŚl. w Katow., 2471.
Materiały konferencyjne.
36. Mozaika kultur. Materiały IV Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 1 grudnia 2005 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2006, 187 s.
37. Nasz XX wiek. Style, tematy, postawy pisarskie. Pod red. A. Opackiej i M. Kisiela. Katow.: Wyższa Szkoła Zarządzania Marketingowego i Jęz. Obcych; Ag. Artyst. Para 2006, 312 s.
38. Po pierwsze – Śląsk. Tadeuszowi Kijonce w siedemdziesiątą rocznicę urodzin. Red.: M. Kisiel, T. Sierny. Katow.: Śląsk 2007, 452 s.
39. Symbole Zagłębia. Materiały V Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 30 listopada 2006 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2007, 114 s.
40. Śląski Wawrzyn Literacki 2006. Pod red. J. Malickiego i M. Kisiela. Katow.: Bibl. Śląska 2007, 118 s. Bibl. Śląska.
41. Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 6 grudnia 2007 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2008, 150 s.
42. Artyści z Zagłębia. Materiały VII Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 27 listopada 2008 roku. Pod. red. M. Kisiela P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2009, 118 s.
43. Nie byłem sam. Na siedemdziesięciolecie urodzin Feliksa Netza. Pod red. M. Kisiela i T. Siernego. Katow.: Śląsk 2009, 292 s.
44. Pisarze z Zagłębia. Materiały VIII Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 22-23 października 2009 roku. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2010, 196 s.
45. Architektura Zagłębia. Materiały IX Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec, 16-17 września 2010 roku Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2011, 266 s.
46. Dlaczego Suchanek? Spojrzenia i interpretacje. Pod red. M. Kisiela. Gdańsk: Fundacja Światło Literatury 2011, 224 s.
47. Ex pago Silensi. Zbiór jubileuszowy dla Alojzego Lyski. Pod red. M. Kisiela i T. Siernego. Katow.: Śląsk 2011, 156 s.
48. Przyroda Zagłębia. Materiały X sesji zagłębiowskiej. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Sosnowiec: Miej. Bibl. Publiczna im. G. Daniłowskiego 2012, 183 s.
49. Sławomir Mrożek doctor honoris causa Universitatis Silesiensis. Red. nauk.: M. Kisiel. Katow.: Wydawn. UŚl. 2012, 73 s. + dysk optyczny.
50. Światy poetyckie Stanisława Krawczyka. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Katow.: Śląsk 2014, 134 s.
51. Światy poetyckie Andrzeja Szuby. Pod red. M. Kisiela i P. Majerskiego. Katow.: Śląsk 2016, 172 s. Światy Poetyckie, t. 3.
52. Światy poetyckie Tadeusza Sławka. Pod red. E. Bartos i M. Kisiela. Katow.: Śląsk 2017, 234 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2013.
Wywiady: Porządek w chaosie. Z M.K. i T. Soldenhoffem rozm. P. Cielesz. „Fakty” 1988 nr 51; Między strategią a etyką. Rozm. P. Zaczkowski. „Nowy Medyk” 1989 nr 5 dod. „Młoda Sztuka” nr 7; Krytyk-poeta. Rozm. B. Prejs. „Echo”, Tychy 1995 nr 21; O myśleniu pokoleniami, o krytyce literackiej… Rozm. M. Fox. „Topos” 1998 nr 1/2; Wychodzenie z getta. Rozm. K. Karwat. „Dz. Zach.” 1999 nr 248; Przyjdzie pora i na żart. [Rozm.] D. Lubina-Cipińska. „Rzeczpospolita” 2000 nr 78; Krytyk z domieszką naukowca. Rozm. B. Gruszka-Zych. „Śląsk” 2004 nr 4; Żyjąc, wypominamy. Rozm. A. Nęcka. „Fraza” 2010 nr 1; Polonistą zostaje się w tramwaju. Rozm. B. Widera. „Śląsk” 2011 nr 12; Mniej regulacji. „Wprost” 2016 nr 11 [dot. organizacji szkolnictwa wyższego].

LP XX w. (P. Majerski).
Pisarze i badacze literatury w Zagłębiu Dąbrowskim, t. 1 Sosnowiec 2002.

Ogólne
S. SZYMUTKO: Maniek. „Śląsk” 2000 nr 2.
K. MALISZEWSKI: Akty nowej aksjologizacji. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
A. NĘCKA: Marian Kisiel laureat Nagrody Miasta Sosnowca za działalność publicystyczno-naukową. „Rocz. Sosnowiecki” 2004 t. 13.
K. KŁOSIŃSKI: Przymierze soli. „Śląsk” 2013 nr 12.
J. PASZEK: Padwana dla Mariana. „Śląsk” 2013 nr 12.
A. WĘGRZYNIAK: Uczony i poeta. „Śląsk” 2016 nr 1[dot. nadania tytułu doktora honoris causa Akademii im. J. Długosza w Częstochowie].
W. WÓJCIK: Talent i pasja. Droga twórcza M.K. W tegoż: Spotkania zagłębiowskie. Katow. 2006.

Götterdämmerung – emigracja wewnętrzna – Reduta
K. KARWAT: Remedium. „Nowy Medyk” 1986nr 12.
K. KARWAT: Wydawnictwa sosnowieckiej „Piwnicy Literackiej”. „Integracje” 1987 z. 21.
R. TWARDOŃ: Raport z „Piwnicy”. „Student” 1987 nr 6, toż: „Rocz. Sosnowiecki” 1992, z. 1, s. 44-50.

Kronika nocy
S. MUTZ: Poezja neo-filologiczna. „Opcje” 1993 nr 3.
Z. ŁĄCZKOWSKI: Ar­tysta szkiełka i oka. „Sł.
Dz. Kato­l.” 1994 nr 55.

U podstaw twórczości Adama Czerniawskiego
E. DYMOWSKI: Do kraju tego... „Sł. Powsz.” 1992 nr 7.
A.K. WAŚKIEWICZ: Nieidentyfikacje. „Twórczość” 1994 nr 1.

Czego nie ma w podręcznikach języka polskiego
K. ĆWIKLIŃSKI: Książka dla maturzysty. „Nowości. Dz. Tor.” 1992, nr 60.
A. WIERCIŃSKI: Pisanie i czytanie. „Opole” 1992 nr 4/5/6.

Gdy stoję tak nieruchomo
P. MAJERSKI: Rytm zdania rytm życia. „Górnośląski Diar. Kult.” 1993 nr 8.
P. MIECZNIK. „Mag. Lit.” 1993 nr 2.

Bliżej zimy niż lata
J. SZYMIK: Poezja „z tej Ziemi” (Wernerowa, Kisiel, Gruszka). „Gość Nie­dz.” 1995 nr 19; K. KARWAT: Bliżej poezji. „Dz. Za­ch.” 1995 nr 131, s. 6.
J. ZACZKOWSKA: Bolesne dojrzewanie Mariana Kisiela. „Dz. Śl.” 1995 nr 24.

Więzy i wzloty
P. MAJERSKI: Model przełomu. „Nowe Książ.” 1997 nr 6.
K. ĆWI­KLIŃ­SKI: Mo­del przełomu. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1997 nr 10.

Świadectwa, znaki
[K. UNIŁOWSKI] G. BYLICA. „FA-art” 1998 nr 4.
J. DRZEWUCKI: Nowy ekspresjonizm. „Rzeczpospolita” 1998 nr 184.
K. KARWAT: Poetów przybywa. „Dz. Zach.” 1998 nr 134.
P. MAJERSKI: Świadectwo krytyka. „Akant” 1998 nr 9 s. 17-18.
A. POPRAWA: Dzieło (zbyt) otwarte. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.
A. SADOWSKI: Z lektur i krytycznych ocen M.K. „Echo”, Tychy 1998 nr 29.
S. SADOWSKI: Powściągliwość i poezja. „Życie” 1998 nr 203.
K. UNIŁOWSKI: Bractwo poetów. (M.K.). „FA-art” 1998 nr 4, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
K. DRWAL: Poznać istniejące. „Dz. Zach.” 1999 nr 106.
P. ZACZKOWSKI: Glosa o Kisielu. „Śląsk” 1999 nr 2.
K. MALISZEWSKI: Akty nowej aksjologizacji. „Twórczość” 1999 nr 5.

Od Różewicza
J. DRZEWUCKI: Od Różewicza do Nowej Prywatności. „Rzeczpospolita” 1999 nr 113.
K. KARWAT: Nowa książka M.K. „Dz. Zach.” 1999 nr 119.
P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Sposób czytania. „Nowe Książ.” 1999 nr 6.

Zmiana
W. LIGĘZA: Świadomość przełomu: rewizja zwyczajna. „Nowe Książ.” 1999 nr 11.
B. PREJS: Egzystencjalizm dokonał przełomu. „Dz. Zach.” 1999 nr 205.
[A. SYNORADZKA] (b.t.) „Postscriptum” [2000] nr 33/34.

Pamięć, biografia, słowo
B. SZAŁASTA-ROGOWSKA. „Śląsk” 2000 nr 10.
S. GĘBALA: Krytyka i arytmetyka. „Twórczość” 2001 nr 6.
K. KARWAT: O dwóch generacjach. Zbiór szkiców M.K. „Dz. Zach.” 2001 nr 9.
S. STERNA-WACHOWIAK. „Nowe Książ.” 2001 nr 1.

Pokolenia i przełomy
P. MAJERSKI: Pięćdziesiąt lat minęło. „Śląsk” 2004 nr 11.
A. ZAWADA: Nowa próba scalenia. „Nowe Książ.” 2004 nr 9.

Przypisy do współczesności
I. MIKRUT: Odkrywanie zapomnianego. „Twórczość” 2006 nr 11.
A. NĘCKA: Siła tkwi w przypisie. „Fraza” 2006 nr 3.
K. UNIŁOWSKI: Przypis nie jest nauką łatwą ani przyjemną. „Śląsk” 2006 nr 7.
S. BURYŁA: Przyczynki do XX wieku. „Nowe Książki” 2007 nr 6.
J. PETROWICZ: Literackie drogowskazy. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 2.

Wypominki
M. BOCZKOWSKA: „A pamięć przestrzeloną dźwigam już ja”. „Twórczość” 2009 nr 11.
A. NĘCKA: Ocalająca moc pamięci. „Nowe Zagłębie” 2009 nr 6.
W. WÓJCIK: Poeta wdzięcznej pamięci. M.K. „Wiad. Zagłębia” 2009 nr 49.
B. ZELER: Pamięć, śmierć, poezja. „Śląsk” 2009 nr 11.

Ananke i Polska
A. NĘCKA: Stroiński na nowo (od)czytany. „Gaz. Uniw.” 2011 nr 5.
D. OPACKA-WALASEK: Stroiński, Ananke i Kisiel. „Śląsk” 2011 nr 12.
A. PALICKA: Tragizm buntu. „Forum Akad.” 2011 nr 6.
Z. OŻÓG: Zdzisław Stroiński i jego liryka. „Zesz. Nauk. Uniw. Rzesz.” z. 70.

Czułość
A. NĘCKA: W uścisku czułej pamięci. „Nowe Książ.” 2012 nr 4.
M. Rygielska: Synonim bliskości. „Twórczość” 2012 nr 12.
B. WIDERA: Peace, perfect peace. „Śląsk” 2012 nr 12.
J. PASTERSKI: Zostaje czułość. „Fraza” 2013 nr 1/2 [dot. też: Było i się zmyło].

Było i się zmyło
M. Glosowitz: Pogodna nostalgia. „Nowe Zagłębie” 2013 nr 3.
J. PASTERSKI: Zostaje czułość. „Fraza” 2013 nr 1/2 [dot. też: Czułość].

Critica varia
M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: Ślady poetyk cudzych i własnych. „Nowe Książ.” 2014 nr 4.
J. PASTERSKA: Lektury odnowione i przeżyte na nowo, czyli o powinnościach krytyka. „Postscriptum Polonist.” 2015 [nr] 1.

Ruiny istnienia
J. BECZEK: Ocalanie światopoglądu. „Nowe Książ.” 2014 nr 2.

Między wierszami
S. BURYŁA: Sztuka miniatury krytycznej. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.

Wieniec dla zmarłych
K. NIESPOREK: Poeta dystychu. „Śląsk” 2017 nr 3.</document>
<document nplp_id="3595" title="Krzysztof VARGA" slug="krzysztof-varga">ur. 1968

Pseud.: Żyto-Wyborowy

Prozaik, krytyk literacki, felietonista.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 21 marca 1968 w Warszawie; syn Béli Vargi, Węgra, inżyniera, i Jadwigi Staniszewskiej, lekarza. Uczęszczał do LIII Liceum Ogólnokształcącego Stowarzyszenia PAX pod wezwaniem św. Augustyna w Warszawie. W 1987-92 studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w 1989 opowiadaniem Dzień, opublikowanym jako arkusz przez Staromiejski Dom Kultury (SDK) w Warszawie, gdzie w latach 1991-94 pracował m.in. jako redaktor wydawanych tam arkuszy poetyckich i prozatorskich oraz organizator imprez literackich, w tym Art Zine Show. W 1989-90 ogłaszał opowiadania i recenzje w piśmie literackim SDK „Krzywe Koło Literatury”. W styczniu 1992 rozpoczął współpracę z „Gazetą Wyborczą” jako recenzent głównie współczesnej prozy polskiej i amerykańskiej oraz felietonista; publikował w jej wydaniu głównym i w dodatkach, m.in. w „Książkach” (1992-2002) i „Dużym Formacie” (od 2009 stały felieton, do 2012 pt. Kajet konesera, później pt. Varga); przez pewien czas pracował tam także jako redaktor „Gazety Świątecznej” oraz działu kultury. Opowiadania i fragmenty powieści publikował ponadto m.in. w „Lampie i Iskrze Bożej” (1994-97), „Pracowni” (1995), „Lampie” (od 2005), a artykuły i recenzje książkowe m.in. w „Nowym Nurcie” (1994-95) i „Polityce” (1994-96). W 1996 pracował w redakcji magazynu muzycznego „XL”. Wielokrotnie wyjeżdżał na Węgry (m.in. w 2005-06 przebywał dłuższy czas w Budapeszcie), a także ich pogranicza; powieść Nagrobek z lastryko i zbiory esejów Gulasz z turula, Czardasz z mangalią i Langosz w jurcie powstały w związku z doświadczeniami z tych wyjazdów. Podróżował także do Holandii, Szkocji, Irlandii, Belgii, Francji, Rumunii, Serbii, Bośni i Hercegowiny. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (w 2014). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Dzień. [Opowiadanie]. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1989, 15 s. Dwanaście Stron Prozy Prezentuje.
Druk w nakł. 99 egz. techniką kserokopii.
2. Pijany anioł na skrzyżowaniu ulic i inne opowiadania. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1992, 52 s. Kolejni do Zwariowania.
Zawartość: Wszystkim fajansiarzom, których znam tak wielu; Wyznanie miłosne; Ja, spadochroniarz; Danse macabre; Gdzieś w dolinie; Zanim umrę; Ucieczka z przytupem; Nieistotny poranek; Batyskaf; Zwariowane autobusy; Pijany anioł na skrzyżowaniu ulic; Podróż międzygalaktyczna; Sen nocy jesiennej; Miasto w deszczu; Przeczucie wiosny; 15 minut, które wstrząsnęły światem; Niewytłumaczalne; Bez znaczenia; Metamorfoza; Pomiędzy ścianami; Impresja; Zapachy; Kontestator; Powrót do domu; Duszno, gorąco; Tuż przed zmierzchem; Popołudniowe wypracowanie.
3. Parnas bis. Oprac.: P. Dunin-Wąsowicz, K. Varga. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1995, 102 s. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i rozszerz. Wwa: Empik; Odeon 1995, 153 s.; wyd. 3 i ostatnie pt.: Parnas bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1998, 239 s., wyd. nast. tamże 2005, 254 s.
Zawiera hasła rzeczowe dot. najnowszej literatury i biogramy najmłodszego pokolenia pol. pisarzy.
4. Chłopaki nie płaczą. [Powieść]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 96 s. Wyd. nast. pt. Chłopaki nie płaczą. Wersja 2.0 – zremasterowana: tamże 1998; wyd. 3 popraw. Wwa: Lampa i Iskra Boża; Wołowiec: Czarne 2000. Czarna Lampa.
5. Bildungsroman. [Powieść]. Kr.: Ag. Wydawn. Zebra 1997, 103 s. Bibl. „Zebry”. Wyd. nast.: wyd. 2 popraw. Wwa: Lampa i Iskra Boża; Wołowiec: Czarne 2000. Czarna Lampa. Wyd. 2 zmien. łącznie z poz. 6 tamże 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny łącznie z poz. 6: Wołowiec: Czarne 2014, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Przekł. węgier.: Fejlődésregény. [Przeł.:] L. Pálfalvi, G. Keresztes. Wyd. łącznie z poz. 8 pt.: Fejlődésregény; Tequila. Dunakeszi 2008.
6. [Czterdzieści pięć] 45 pomysłów na powieść. Strony B singli 1992-1996. Czarne: Czarne 1998, 142 s. Wyd. 2 zmien. łącznie z poz. 5 tamże 2014.
Wyd. jako dokument elektroniczny łącznie z poz. 5: Wołowiec: Czarne 2014, pliki w formacie MOBI, EPUB.
Nagroda w VII edycji programu Promocja Najnowszej Pol. Literatury przyznana przez Fundację Kultury w 1998.
Zawartość: „Reading, writing and arithmetic” The Sundays; Prospekt turystyczny kusi tak bardzo; „Back to the old house” The Smiths; Książka z popularnej serii „Literatura Faktu – Nie Wyjaśnione Zbrodnie”; Plan miasta; Muzeum maszyn rolniczych w Mezőkövesd; Zabić czas; 1899; Przemijanie; Legendarna Vespa widziana na jakimś starym filmie; Gry i zabawy plażowe; Reminiscencje; Wakacje, których nikt nie uwiecznił na pamiątkowych zdjęciach; Wieczorna projekcja z telewizyjnego cyklu „Nieznane kinematografie”; Bossa Nova; „Girlfriend in a coma” z płyty „Strangeways here we come” The Smiths; „Going down” The Stone Roses; Tuberkuloza zbiera potworne żniwo; Niedzielna emisja z cyklu „Stare kino”; Reportaż z cyklu „Wielkie miasta świata – Amsterdam”; Niechciana podróż; Jadąc pociągiem ekspresowym relacji Warszawa – Kraków i czytając w gazecie relację z katastrofy samolotu na trasie Nowy Jork – Paryż; Zapomniane filmy; Decyduję się po latach znów posłuchać płyty „Queen is dead” The Smiths; Z płytowego cyklu „Kompendium wiedzy o jazzie”; Film z cyklu „Słynne kochanki”; „Pretty Vacant” Sex Pistols; Przegląd starych filmów w nieistniejącym kinie, do którego swego czasu często chadzałem; Oglądając w MTV teledysk, w którym wykorzystano fragmenty filmu „Puszka Pandory”; Koniec sezonu; Program z niedzielnego telewizyjnego cyklu „Podróże z «National Geographic»”; „Encyklopedia przyrodnicza” robi oszałamiającą i niespodziewaną karierę na listach bestsellerów; Melancholia, tęsknota, smutek, zniechęcenie; Triumfalny powrót brzmienia manchesterskiego; „Play for today” The Cure; Ambient, muzyka kosmosu; „Jumping someone else’s train” The Cure; „Everyday is like Sunday” śpiewa Morrissey; Ostatni odcinek popularnego serialu kryminalnego z wyraźnymi ambicjami artystycznymi; „Jesień średniowiecza” [J.Huizingi] wypożyczona z biblioteki uniwersyteckiej ginie w nie wyjaśnionych okolicznościach, Długa, długa jesień; Długo się waham, aż wreszcie sięgam po „Substance” Joy Division; Zły miesiąc; Szczęśliwe dni; Pamiętne przyjęcie sylwestrowe, gdy widzieliśmy się po raz ostatni.
7. Śmiertelność. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 1998, 245 s.
8. Tequila. [Powieść]. Wwa: Lampa i Iskra Boża; Wołowiec: Czarne 2001, 110 s. Czarna Lampa. Wyd. 2 Wołowiec: Czarne 2002.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2012, pliki w formatach EPUB, PDF, MOBI.
Przekł.: chorw.: Tequila. [Przeł.] I. Puškaric. Zagreb 2008. – serb.: Tekila. [Przeł.] Z. Ðeric. Novi Sad 2005, – ukr.: Tekila. [Przeł.] A. Daškevič. Harkìv 2004. Literatura, – węgier.: Tequila. [Przeł.:] L. Pálfalvi, G. Keresztes Wyd. łącznie z poz. 5 pt. Fejlődésregény; Tequila. Dunakeszi 2008.
Adapt.: radiowa w 20 odcinkach: Adapt.: J. Sieradzki i zespół Pogodno. Radio 2003; teatr.: Adapt. i reż.: A. Trojanowska. Gdańsk, T. Wybrzeże 2003; Adapt. i reż.: J.A. Fręś. Katow., T. Korez 2004; pt.: Ja. Reż.: M. Siegoczyński. Wwa, T. Imka 2011.
9. Karolina. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2002, 253 s.
10. Nagrobek z lastryko. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2007, 354 s. Wyd. 2 tamże 2016.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2012, pliki w formatach EPUB, MOBI.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2008; nominacja do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” w 2008.
Przekł.: bułg.: Nadgrobna mozaika. [Przeł.] D. Denčeva. Sofiâ 2011, – węgier.: Műmárvány síremlék. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2011.
11. Gulasz z turula. [Reportaże, eseje]. Wołowiec: Czarne 2008, 185 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2012, pliki w formatach EPUB, PDF, MOBI.
Nagroda Lit. Nike Publiczności w 2009; finalista Nagrody Lit. Europy Środkowej Angelus w 2009; finalista Nagrody Mediów Publicznych Cogito w 2009.
Zawartość: Paprykarz z Kádára; Pieczeń z Horthyego; Zupa z Rákosiego; Pörkölt z Bulcsú i Lehela; Salami ze świętego Stefana; Leczo z Gurcsánya i Orbána; Smalec z Kossutha; Kotlet z Árpáda.
Przekł.: bułg.: Gulaš s turul. [Przeł.] M. Mileva. Sofiâ 2013, – czes.: Guláš z turula. [Przeł.] P. Peč. Praha 2010, – ros.: Gulâš iz turulâ. [Przeł.] A. Mirkes-Radzivon. Moskva 2012, – serb.: Gulaš od turul ptice. [Przeł.] M. Markic. Beograd 2012, – słowac.: Guláš z turula. [Przeł.] J. Marušiak. Bratislava 2010, – ukr.: Gulâš ìz turula. [Przeł.] O. Belej, Kiïv 2010, – węgier.: Turulpörkölt. [Przeł.] P. Hermann. Budapest 2009, wyd. nast. tamże 2010, 2015.
12. Aleja Niepodległości. [Powieść]. Wołowiec: Wydawn. Czarne 2010, 266 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2012, pliki w formatach EPUB, MOBI.
Przekł.: franc.: Allée de l'Indépendance. [Przeł.] A. Żuk. Lausanne 2015, – maced.: Byliewarot na niezawisnosta. [Przeł.] M. Mirkulowska. Skopje 2013, – serb.: Aleja nezavisnosti. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2015, – węgier.: Függetlenség sugárút. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2012, – włos.: Viali dell'Indipendenza. [Przeł.] L. Masi. Firenze 2012.
13. Polska mistrzem Polski. Felietony. Wwa: Agora 2012, 341 s. Bibl. Gaz. Wybor.
14. Trociny. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2012, 366 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2012, pliki w formacie MOBI, EPUB. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta A. Jakubik. 2012, 1 płyta CD w formacie mp3.
W 2013 nominacja do Nagrody Lit. Nike, nominacja do Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus, nominacja do Nagrody Lit. m.st. Warszawy.
Przekł.: bułg.: Talaš. [Przeł.:] M. Mileva, D. Denčeva. Sofiâ 2017, – czes.: Piliny. [Przeł.] J. Faber. Ostrava 2014, – serb.: Trunje. [Przeł.] M. Markić. Beograd 2013.
15. Czardasz z mangalicą. [Eseje]. Wołowiec: Czarne 2014, 307 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, pliki w formatach MOBI, pdf oraz EPUB.
Przekł.: węgier.: Mangalica-csárdás. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2015
16. Masakra. [Powieść]. Wwa: Wielka Litera 2015, 541 s. Czytelnia Polska.
17. Langosz w jurcie. [Eseje]. Wołowiec: Czarne 2016, 272. Sulina.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2016, pliki w formatach EPUB i MOBI.
18. Setka. [Felietony]. Wwa: Wielka Litera 2016, 508 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2016, pliki w formatach EPUB i MOBI.
Zawiera wybór stu felietonów drukowanych w „Gaz. Wybor.” w 2012-2015.
19. Egzorcyzmy księdza Wojciecha. [Opowiadania]. Wwa: Wileka Litera 2017, 267 s.
Zawartość: Święto Zmarłych; Matka i córka; Gumowa bransoletka; Wróżbita Błażej; Manuskrypt Wojnicza; Konfesje przedśmiertne; Aquapark; Kocia grypa; Bar Corso; Egzorcyzmy księdza Wojciecha.

Przekłady opowiadań K. Vargi w antologiach zagranicznych: chorw.: Orkestru iza leđa. [Oprac.:] I. Vidivic Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – niem.: Neue Geschichten aus der Pollakey. [Wybór:] B. Helbig-Mischevski, K.M. Zaluski. [Red.:] J. Arlt. Jestetten 2000; Sarmatische Landschaften. [Wybór:] M. Pollack. Frankfurt am Main 2005, – szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005, – tur.: Kehribar ülkesinden yeni öyküler. [Red.] N. Yüce. İstanbul 2014. – węgier.: Varsò fölött az ég. [Red.:] L. Pálfalvi. Budapest 2007.
Prace redakcyjne
1. Z. Milewski: Pająki dla Gosi. [Wiersze]. Red.: K. Varga. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1991, 15 s. Dwanaście Stron Wierszy Prezentuje.
2. J. Sobczak: Słuchając muzyki z płyty „Panzer and rabbits” zespołu „Holy Toy”. [Opowiadanie]. Posł.: L. Żuliński. Red.: K. Varga. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1991.
3. P. Gociek: Powrót na akwarelę szaleńca. [Wiersze]. Red.: K. Varga. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1994, 32 s.
4. D. Haber: Wystarczy sekunda. [Wiersze]. Posł.: L. Żuliński. Red.: K. Varga. Wwa: Staromiejski Dom Kultury 1994.
5. E. Pietrzak: Bez prawa wyboru... [Wiersze]. Posł.: K. Gąsiorowski. Red.: K. Varga. Wwa Staromiejski Dom Kultury 1994, 15 s. Dwanaście Stron Wierszy Prezentuje...
6. Macie swoich poetów. Liryka polska urodzona po 1960 roku. Wypisy. Wybór i oprac.: P. Dunin-Wąsowicz, J. Klejnocki, K. Varga. Wwa: Lampa i Iskra Boża 1996, 198 s. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 1997, 240 s.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Uwagi Vargi. Rozm. R. Paśnicki. „Krzywe Koło Lit.” 1997 nr 5; Krzysztof Varga. Pytania i odpowiedzi. Pytania przesłali: P.Dunin-Wąsowicz, M. Siehankiewicz, P. Gołoburda, M. Pachnicka. „Lampa i Iskra Boża” 1998 nr 14; Sex, kłamstwa i kasety. Rozm.: A. Kosińska, R. Adamczak. „Studium” 1998 nr 11/12; Życie w nowym Babilonie. Rozm. M. Lizut. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 225; Zamiast oficerek nosiłem glany. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2003 nr 6; Przepity „Kosmiczną pustką”. Rozm. P. Gołoburda. „Lampa” 2007 nr 1 [dot.: Nagrobek z lastryko]; Jestem w połowie Węgrem, i to jest okay. Rozm. A. Dutka. „Morele i Grejpfruty” 2008 nr 4 [dot.: Gulasz z turula]; Nieprzyzwoite ruchy po polsku. Rozm. M.I. Niemczyńska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 211; Przeżyć rok jak seler naciowy. Rozm. J. Nowostawska-Gyalókay. „Autoportret” 2008 nr 3; Melancholia jest w Budapeszcie. Rozm. W. Kumór. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 231 [dot.: Gulasz z turula]; Krzysztof Varga czeka na długi list. Rozm. A. Chorębała. „Machina” 2010 nr 4 [dot.: Aleja Niepodległości]; Życie to klęska. Rozm. M. Sendecki. „Przekrój” 2010 nr 10 [dot.: Aleja Niepodległości]; Czytam, więc się wstydzę. Rozm. Ł. Grzesiczak. „Przegląd” 2012 nr 51/52.; Kaczyński działa jak zanęta. Rozm. C. Polak. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 101 dod. „Kult. i Program TV”; Królestwo chaosu. Rozm. M. Pacewicz. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 173 dod. „Stołeczna”; Melancholia plus ironia. Rozm. A. Sobolewska. „Nowe Książ.” 2012 nr 7; Trociny na podpałkę. Rozm. K. Siwczyk. „Dodatek LITERAcki” 2012 nr 9, przedr. w: K. Siwczyk: Kinkiety w piekle. Mikołów 2012 [dot.: Trociny]; Looking out over the Danube. Rozm. G. Nurek. [Przeł.] B. Marcinkowski. „New Eastern Europe” 2014, nr 4; Milion arcydzieł. Kto nam ukradł literaturę. Rozm. A. Franaszek. „Tyg. Powsz.” 2013 nr 23; Ojczyzna jest jedna. Rozm. P. Bratkowski. „Newsweek Polska” 2014 nr 14; Ciągle żyjemy na głodzie nowości. Rozm. M. Wapińska. „Dz. Gaz. Prawna” 2015 nr 88 [dot.: Masakra]; Jako Polak i Węgier jestem jak Paweł i Gaweł, którzy w jednym stali domu. Rozm. D. Nowicka. Powst. 2016 [on-line] [dostęp 23 marca 2018]. Dostępny w Internecie: http://www.nto.pl/magazyn/wywiady/a/krzysztof-varga-jako-polak-i-wegier-jestem-jak-pawel-i-gawel-ktorzy-w-jednym-stali-domu,10357132/; Między epifanią a złośliwością. Rozm. P. Kofta. „Dz. Gaz. Prawna” 2016 nr 46 [dot.: Setka]; Ucieczka w wielką opowieść. Rozm. R. Kim. „Newsweek Polska” 2018 nr 7.
 	Krzysztof Varga. W: Parnas bis. Oprac. P. Dunin-Wąsowicz, K. Varga. Wwa 1995, wyd. nast.: wyd. 2 popraw. i rozszerz. Wwa 1995; wyd. 3 i ostatnie pt. Parnas bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku. Wwa 1998, tamże 2005.

Ogólne

 	W. RATAJCZAK, R. OKULICZ-KOZARYN: Trądzik na tapecie. „Czas Kult.” 1998 nr 3.
 	Ż. NALEWAJK: Między aktem kreacji a gestem destrukcji. O prozie Krzysztofa Vargi. „Pracownia” 2000 nr 23.
 	S. KUSIAK: Nuda świata. O prozie Krzysztofa Vargi. „Fraza” 2006 nr 3.
 	K. PIELKA: Ulica Krzysztofa Vargi. „Lampa” 2008 nr 3.
 	L. BUGAJSKI: Wśród czasopism. „Twórczość” 2011 nr 11.
 	J. JAWORSKA: Płacz chłopaków. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
 	J. NIKODEM: Liberalny ateizm Vargi. „Bez Dogmatu” 2012 nr 1.
 	J. SOBOLEWSKA: Wzdęcie śmierci. „Polityka” 2015 nr 16.
 	D. KARPIUK: Dwa światy Krzysztofa Vargi. „Newsweek Polska” 2016 nr 41.
 	A. TRYKSZA: Menażeria osobowości i kakofonia głosów warszawskiej ulicy w prozie Sylwii Chutnik i Krzysztofa Vargi. „Stylistyka” 2016 [t.] 25.

Parnas bis

 	J.Z. BRUDNICKI: Słownik kontrkultury. „Twórczość” 1995 nr 12.
 	D. NOWACKI: Chłopcy i dziewczęta z ferajny. „FA-art” 1995 nr 3.
 	K. WITKOWSKI. „Mag. Lit.” 1995 nr 11.
 	A. BAGŁAJEWSKI: Kumoszki na Parnasie bis. „Nowe Książ.” 1996 nr 3.
 	A. CZACHOWSKA. „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 6.
 	S. DŁUSKI: Słownik urodzony w 1995 roku. „Fraza” 1996 nr 11/12.
 	M. HAMKAŁO: Parnasizm brylujący. „Odra” 1996 nr 4.
 	A. LEGEŻYŃSKA: Kij w mrowisko, czyli słownik. „Polonistyka” 1996 nr 3.
 	K. SYBILSKA: Energia skandalu. „Teksty Drugie” 1996 nr 5.
 	W. WENCEL: Intelektualiści bis. „Fronda” 1999 nr 15/16.

Chłopaki nie płaczą

 	W. BONOWICZ: Rzeczy na literę P. „Studium” 1996 nr 2/3.
 	A.S. KOWALCZYK: Wyznania udręczonego hedonisty. „Nowy Nurt” 1996 nr 4.
 	M. KOWALSKI: „Zostawić po sobie ślad...”. „Twórczość” 1996 nr 11.
 	M. MACIEJEWSKI: Krzysztof Varga zeznaje. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	E. NAWÓJ: Wałkonie czasu kryzysu, czasu przełomu. „Literatura” 1996 nr 4.
 	D. NOWACKI: I ja z wami płakał nie będę. „Śląsk” 1996 nr 4, przedr. w tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999.

Bildungsroman

 	W. BROWARNY: Opowieść na serio nieważna. „Arkusz” 1996 nr 12.
 	A. CZACHOWSKA: Staje się już. „Res Publica Nowa” 1997 nr 10.
 	P. KUŹMIŃSKI: Wierzgnięcia i spazmy Krzysztofa Vargi. „Kresy” 1997 nr 3.
 	E. NAWÓJ: Posłodzony ból istnienia. „Mag. Lit.” 1997 nr 3/4.
 	A. STASIUK: Nie będzie legend. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 20.
 	M. MIZURO: W poszukiwaniu utraconej powieści (pokoleniowej) „Odra” 1998 nr 7/8 [dot. też: Czterdzieści pięć pomysłów na powieść].
 	D. NOWACKI: Varga, czyli optymizm. „FA-art” 1998 nr 1/2, przedr. w tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999 [dot. też: Czterdzieści pięć pomysłów na powieść].

[Czterdzieści pięć] 45 pomysłów na powieść

 	A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA: Kilka pomysłów na recenzję. „Res Publica Nowa” 1998 nr 6.
 	T. KOMENDANT: Mechaniczna wieczność. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 44.
 	M. MIZURO: W poszukiwaniu utraconej powieści (pokoleniowej) „Odra” 1998 nr 7/8 [dot. też: Bildungsroman].
 	D. NOWACKI: Varga, czyli optymizm. „FA-art.” 1998 nr 1/2, przedr. w tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999 [dot. też: Bildungsroman].
 	H. SZCZUR: Humphrey Bogart i runiczne znaki. (11 pomysłów na recenzję). „Studium” 1998 nr 11/12.
 	M. WYKA: Nowe pokolenie, nowe pomysły. „Dekada Lit.” 1998 nr 4.
 	P. PRZYWARA: Sentymentalista. Krzysztof Varga. „Akcent” 1999 nr 1.
 	M. RABIZO-BIREK: Liryczna dekadencja. „Twórczość” 1999 nr 2.
 	T. GRUSZCZYK: Pisanie po czytaniu, czyli po-pisywanie: przypadek „45 pomysłów na powieść” Krzysztofa Vargi. „Fraza” 2006 nr 3.

Śmiertelność

 	K. DUNIN: Dachau, Dachau... O rozkoszach nostalgii – recenzja dygresyjna. „FA-art” 1999 nr 1.
 	P. DUNIN-WĄSOWICZ: Parki w martensach. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 15.
 	J. KLEJNOCKI: Maleńka apokalipsa. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 2.
 	J. NOWOSAD: Napisać by co! „Studium” 1999 nr 1/2.
 	M. ORSKI: Wielkie picie. „Nowe Książ.” 1999 nr 3.

Tequila

 	D. NOWACKI: W sidłach popkultury. „Nowe Książ.” 2001 nr 12.
 	J. SZAKET: Gryf z czterema kluczami. „FA-art” 2001 nr 3.
 	M. WITKOWSKI: Zamiast singla. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 261.
 	J. BIERUT: Panksnotded? „Czas. Kult.” 2002 nr 1.
 	B. KRUK: Rokendrol iz ded. „Akcent” 2002 nr 1/2.
 	M. LORENZ: Lorenz, czyli wódka. „Studium” 2002 nr 1.

Karolina

 	D. NOWACKI: Przebieranki, podmianki. „Polityka” 2002 nr 39.
 	M. WITKOWSKI: Powiedzieć wszystko. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 265 dod. „Duży Format” nr 28.
 	L. BURSKA. „Res Publica Nowa” 2003 nr 3.
 	T. MIZERKIEWICZ: Dziewczyna z plakatu. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.
 	J. ORSKA: Rytuał przełomu. „FA-art” 2003 nr 1/2.

Nagrobek z lastryko

 	B. DARSKA: Wszystko przez psy. „Dekada Lit.” 2007 nr 2/3.
 	W. FORAJTER: Jakie życie, taki zgon. „Kresy” 2007 nr 3.
 	C.K. KĘDER: Coś z woła (na literę „d”). „FA-art” 2007 nr 1/2.
 	W. KLERA: Herb z martwym psem. „Pogranicza” 2007 nr 2.
 	M. MIZURO: Sprzątanie po naszych czasach. „Nowe Książ.” 2007 nr 5.
 	A. NĘCKA: Życie w zastępstwie [on-line]. „artPapier” 2007 nr 9 [dostęp 23 listopada 2009]. Dostępne w Internecie: www.artpapier.com/index.php?pid=2&amp;amp;cid=1&amp;amp;aid=743.
 	R. OSTASZEWSKI: Saga rodziny w zaniku. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 61.
 	J.Z. BRUDNICKI: Ucieczka do przodu. „Trybuna” 2008 nr 74.
 	M. ORSKI: Zostań trupem. „Prz. Powsz.” 2008 nr 1.
 	S. KUBISIAK: Powieść prorodzinna? W: Rodzina w języku i kulturze. Piotrków Trybunalski 2010.
 	M. ORSKI: „Nie ma okropniejszego bardaku niż Polsza”. W tegoż: Opowieści dla niedorosłych. Wr. 2010.
 	P. CEMBRZYŃSKA: Chcą nas zmienić w reliefy i rzeźby... „Prz. Hum.” 2017 nr 2.
 	M. KISZKA: „Zwierzęcy” język nowej literatury. Na przykładzie powieści „Masakra” i „Nagrobek z lastryko” Krzysztofa Vargi. „Jęz. Artyst.” 2017 t. 16.
 	Zob. też Wywiady.

Gulasz z turula

 	M. BOCZKOWSKA: Polak, Węgier, dwa bratanki? „Twórczość” 2008 nr 10.
 	P. CZAPLIŃSKI: Węgierski bigos z orła. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 134.
 	S. IWASIÓW: Zjeść Węgry. „Pogranicza” 2008 nr 4.
 	R. KOZIK: Węgry Vargi nie nadają się na widokówkę. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 129 dod. „Kraków”.
 	B. MARZEC: Sekrety węgierskiej duszy. „Rzeczpospolita” 2008 nr 142.
 	A. NĘCKA: Węgierskie menu. „artPapier” [on-line] 2008 nr 11 [dostęp 23 listopada 2009]. Dostępne w Internecie: www.artpapier.com/index.php?pid=2&amp;amp;cid=1&amp;amp;aid=1379.
 	D. NOWACKI: Nad mrocznym Dunajem. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 23.
 	E. SOBOLEWSKA: Melancholia ugody. „Nowe Książ.” 2008 nr 8.
 	B. WIDERA: Wszyscy jesteśmy Rooseveltami. „Śląsk” 2008 nr 9.
 	– Zob. też Wywiady.

Aleja Niepodległości

 	M. MIZIURO: Głuchy śmiech pokoleń? „Nowe Książ.” 2010 nr 9.
 	A. NĘCKA: Przewrotna deklaracja (nie)podległości. „Twórczość” 2010 nr 10, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Mikołów 2012.
 	D. NOWACKI: Chłopaki nie płaczą (bo nie żyją). „Gaz. Wybor.” 2010 nr 63.
 	M. PACHNICKA: Niepodległość czterdziestolatka. „Lampa” 2010 nr 4.
 	A. PYZIK: Nowa powieść Vargi. „dwutygodnik.com” [on-line] 2010 nr z IV [dostęp 6 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/1038-nowa-powiesc-vargi.html.
 	A. SASINOWSKI: Męskie rozrachunki i polski sekret. „Pogranicza” 2010 nr 4.
 	M. WAPIŃSKA: Outsiderzy wyszli z mody. „Dz. Gaz. Prawna” 2010 nr 50.
 	M.P. URBANIAK: O nieśmiertelnej śmierci. „Śląsk” 2011 nr 5.
 	Zob. też Wywiady.

Polska mistrzem Polski

 	P. PIENIĄŻEK: Notatki z czasów ostatecznych. „Nowe Książ.” 2012 nr 12.
 	J. DEMIAŃCZUK: Rzeczpospolita Paździerzowa. „Dz. Gaz. Prawna” 2012 nr 179 dod. „Kult. i Program TV”.

Trociny

 	M. BRZEZIŃSKA: Garnitur i literatura. „Wyspa” 2012 nr 3.
 	P. CZAPLIŃSKI: Trocinowa ponowoczesność. „dwutygodnik.com” [on-line] 2012 nr 82 [dostęp 7 stycznia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3525-trocinowa-ponowoczesnosc.html.
 	A. GRODECKA: Antyreklama kraju nad Wisłą. „Prz. Powsz.” 2012 nr 10.
 	K. LISOWACKI: Gulasz z Polaka. „Elewator” 2012 nr 2.
 	M. MIŁKOWSKI: Tak jest. „Zesz. Lit.” 2012 nr 3.
 	D. NOWACKI: Narodziny frustracji. Na marginesie „Trocin”. „Opcje” 2012 nr 2.
 	TENŻE: Szewska pasja komiwojażera. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 102.
 	J. WIERZEJSKA: Wszyscy jesteśmy wieśniakami. „Nowe Książ.” 2012 nr 7.
 	J. BIELAS: Zwierzenia „clowna”. „Twórczość” 2013 nr 3.
 	J. DRZEWUCKI: Normalność jest nienormalna. „Twórczość” 2016 nr 1 [dot. też: Masakra].
 	Ł. WRÓBLEWSKI: Rozrachunki ze wstrętem w „Trocinach” Krzysztofa Vargi. Od wstrętu do inwencyjnego poznania. „Teksty Drugie” 2016 nr 4.
 	Zob. też Wywiady.

Czardasz z mangalicą

 	[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Węgry od kuchni. „Tyg. Powsz.” 2014 nr 17.
 	D. NOWACKI: Dajcie węgierskiej kiełbasy. „Gaz. Wybor” 2014 nr 88.
 	D. PAWLIK: Gulasz zamiast magdalenki. „Arterie”, Łódź 2014 nr 2.
 	E. SOBOLEWSKA: Tour de Mitteleuropa. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
 	W. STANISŁAWSKI: Węgierskie pisanie. „Rzeczpospolita” 2014 nr 131.
 	L. SZARUGA: Sprawy (nie) prozaiczne. „Elewator” 2014 nr 3 [dot. też: M. Rejmer: Bukareszt, T. Prochaśko: W gazetach tego nie napiszą].
 	J. WAKAR: Spowiedź nad zupą. „Dz. Gaz. Prawna” 2014 nr 94.
 	J. DRZEWUCKI: Poczucie wyjątkowości po węgiersku. „Twórczość” 2015 nr 1.

Masakra

 	S. ŁUPAK: Tylko pisanie może mnie uratować. „ Newsweek Polska” 2015 nr 15.
 	P. MAŁOCHLEB: Piwo z rana jak śmietana. „Nowe Książ.” 2015 nr 8.
 	D. NOWACKI: Kac, Wawa, Varga. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 92.
 	L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2015 [nr] 56 [dot. też: M. Parys: Magik, J. Anderman: Czarne serce].
 	J. WAKAR: Do kresu nocy. „Dz. Gaz. Prawna” 2015 nr 88 dod. „Kultura”.
 	J. DRZEWUCKI: Normalność jest nienormalna. „Twórczość” 2016 nr 1 [dot. też: Trociny].
 	R. WIŚNIEWSKI: Tequila z trocinami. „Odra” 2016 nr 5.
 	M. KISZKA: „Zwierzęcy” język nowej literatury. Na przykładzie powieści „Masakra” i „Nagrobek z lastryko” Krzysztofa Vargi. „Jęz. Artyst.” 2017 t. 16.
 	Zob. też Wywiady.

Langosz w jurcie

 	D. NOWACKI: Krzysztof Varga zamknął trylogię węgierską. „Gaz. Wybor” 2016 nr 266.
 	J. DRZEWUCKI: Świat na peryferiach. „Twórczość” 2017 nr 3.
 	M. ROGUSKA: Węgierskie wędrówki Krzysztofa Vargi. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.

Setka

 	P. GAJDOWSKI: Varga arcypolski. „newsweek.pl” [on-line] 2016 nr 7.
 	Zob. też Wywiady.

Egzorcyzmy księdza Wojciecha

 	J. DRZEWUCKI: Nie ma żartów ze śmiercią. „Twórczość” 2017 nr 11.
 	P. PIENIĄŻEK: Skuwając fasadę. „Nowe Książ.” 2017 nr 9.
 	J. SOBOLEWSKA: Bigos i diablice. „Polityka” 2017 nr z kwietnia [on-line] [dostęp 26 marca 2018]. Dostępny w Internecie: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1702552,1,recenzja-ksiazki-krzysztof-varga-egzorcyzmy-ksiedza-wojciecha.read.

Macie swoich poetów

 	M. CYRANOWICZ: Macie swoich poetów – pstrąg. „Czas Kult.” 1996 nr 2.
 	J. DRZEWUCKI: Nie tylko klasycy i barbarzyńcy. „Śląsk” 1996 nr 6.
 	M. HAMKAŁO: W bieżącej poezji. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
 	K. PIOTROWICZ: Amcie sowich peotów. „Akcent” 1996 nr 3.
 	P. WILCZEK: Wypisy z młodej poezji. „Nowe Książ.” 1996 nr 6.
 	M. KALANDYK: „Macie swoich poetów – sine ira et studio”. Chwilowe zawieszenie broni? „Fraza” 1997 nr 2.
 	P. SZUBARTOWICZ: Supermarket. „Wiad. Kult.” 1997 nr 29.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3597" title="Andrzej ZIENIEWICZ" slug="andrzej-zieniewicz">ur. 1949

Historyk literatury.
Zob. też TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)

BIOGRAM
Urodzony 30 listopada 1949 w Warszawie; syn Bogdana Zieniewicza i Marianny z domu Pilich, urzędników państwowych. W latach 1963-67 uczęszczał do II Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). Debiutował jako krytyk w 1972 recenzją pt. Niestety – melodramat, dotyczącą powieści Z. Oryszyn Melodramat, a opublikowaną na łamach „Nowego Wyrazu” (nr 3); w miesięczniku tym ogłaszał omówienia książek do 1973. W tym czasie współpracował też jako krytyk z „Nowymi Książkami” (1972-74). Po uzyskaniu w 1973 magisterium na UW został zatrudniony na uczelni na stanowisku asystenta w Zakładzie Literatury XX wieku. W pracy badawczej skoncentrował się na poezji dwudziestolecia międzywojennego, historii i historiozofii w literaturze XX wieku, a także na problemach literatury jako świadectwa oraz studiach nad formami prozatorskimi z pogranicza fikcji i autobiografii. W 1976-79 regularnie ogłaszał recenzje i artykuły w tygodniku „Literatura”; w 1977-78 należał do zespołu redakcyjnego tego pisma. Artykuły naukowe i recenzje książkowe publikował w tym okresie także w „Poezji” (1975-86), „Przeglądzie Humanistycznym" (1977, 1981, 1983, 2010), „Miesięczniku Literackim” (1982-87) i „Poezji” (1982-86). W 1980-81 pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego „Nowego Wyrazu”. W 1981 uzyskał na UW stopień doktora na podstawie rozprawy Program ideowo-artystyczny i praktyka poetycka „Żagarów” wileńskich (promotor doc. dr Janusz Rohoziński). W 1986-94 przebywał w Turcji jako wykładowca języka i literatury polskiej na uniwersytetach w Ankarze i w Stambule; tam też założył wydziały filologii polskiej. Po powrocie do kraju kontynuował pracę na UW. Studia i szkice ogłaszał w „Wiadomościach Kulturalnych” (1995-97), „Roczniku Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” (1996-97), „Regionach” (1997), „Tekstach Drugich” (2003-04). W 2000-10 prowadził zajęcia z wiedzy o kulturze oraz o społecznych i kulturowych funkcjach mediów w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych w Warszawie. W 2002 habilitował się na UW na podstawie rozprawy Obecność autora. Style rzeczywistości w sylwie współczesnej. Od tegoż roku wykładał także na jednej ze specjalizacji zawodowej Wydziału Polonistyki UW, Filologii dla Mediów. W 2003 zainicjował powstanie kwartalnika „LiteRacje” i w 2010-13 był członkiem jego redakcji. W 2004 otrzymał stanowisko profesora UW. W 2005-13 kierował Zakładem Literatury XX wieku, a następnie Zakładem Literatury XX i XXI wieku Instytutu Literatury Polskiej (ILP) UW. Od 2006 należał również zespołu Pracowni Antropologicznych Problemów Literatury ILP UW. W 2007 został dyrektorem Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców „Polonicum” UW, a następnie przewodniczącym Rady Naukowej Centrum. Od 2007 współpracował z Radiem TOK FM m.in. jako uczestnik programów Światopogląd i Wielka Loża Komentatorska.

W 1974 ożenił się z Ewą Pietrzyk, politolożką. Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ
1. Idące Wilno. Szkice o Żagarach. Wwa: PIW 1987, 236 s.
Zmieniona wersja pracy doktorskiej. – Nagroda Ministra Kultury i Sztuki w 1987.
Zawartość: Zamiast wstępu. – Splątany węzeł (inicjacje polityczne); Bulion z gwoździ (i inne przepisy na wiersze); Styl rozbity (składnia prawdy świata); Wizje w pejzażu (obrazy, obrazy…); Maszyna Losu (historia, epickość, mesjanizm); Dajmonion (misja biograficzna). – Zamiast zakończenia; Kalendarium [działalności żagarystów].
2. Małe iluminacje. Formy prozatorskie Mirona Białoszewskiego. Wwa: PIW 1989, 152 s.
Nagroda Ministra Edukacji Nar. w 1989.
Zawartość: Parę słów wstępu. – Publiczność (albo zwierciadło historycznoliterackie); Narracje z pogranicza zdarzeń (biografia jako czytanie świata); Przeprowadzki – pisanie jako dom (mitologia warszawska); Zapis o niejasnej intencji (Białoszewski między fikcją a spowiedzią); Dziennik martwego miasta (o „Pamiętniku z powstania warszawskiego”).
3. Polak mały w Azji Mniejszej, czyli Zima w Ankarze i inne kawałki. [Opowiadania]. Posł.: T. Lewandowski. Wwa: Anta 1992, 224 s.
Zawartość: Wstępik reklamowy [od autora]. – Raport o stanie rupieci (czyli rodzina, ach, rodzina); Data produkcji na wieczku (czyli lata sześćdziesiąte); Chimery oraz spacja, miazma, teczka i gobelin (czyli uniwersytet); Krótki kurs budowy jachtu w społeczeństwie podzielonym (czyli czas porozumienia i walki); Zima w Ankarze (czyli Polak mały w Azji Mniejszej).
4. Jak Polak z Polakiem. Kampania wyborcza do Sejmu i Senatu RP w 1993 r. Autoprezentacje, regionalne uwarunkowania postaw wyborczych, dyskursy, analizy. [Autorzy:] E. Pietrzyk-Zieniewicz, …, A. Sokołowski. Ciechanów: KODRTK 1998, 132 s. Inst. Marketingu i Reklamy Wyższej Szkoły Hum. w Pułtusku i Ciechanowie, Krajowy Ośrodek Dokumentacji Regionalnych Tow. Kult. w Ciechanowie. Region, Polityka, Promocja.
Tu A.Z. i E. Pietrzyk-Zieniewicz: Jak Polak z Polakiem… Wizerunki autoprezentacyjne ugrupowań politycznych w kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu RP; System pominięć. Sytuacja dialogu i style dyskursu propagandowego głównych orientacji politycznych.
5. Obecność autora. Style rzeczywistości w sylwie współczesnej. [Szkice]. Wwa: Elipsa 2001, 247 s.
Zawartość: Katabasis; Obecność autora; Figury wieku. Style rzeczywistości w sylwie współczesnej (na przykładzie „Mojego wieku” Aleksandra Wata); Funkcja lokalizacyjna. UJAWNIANIE. Miron Białoszewski: teatr osoby; Funkcja wartościująco-postulatywna. KONSTRUOWANIE. Tadeusz Konwicki: stygmat; Funkcja socjotechniczna. NEGOCJOWANIE. Adolf Rudnicki: jemioła; Funkcja edukacyjna. ZAWIERZANIE. Stefan Kisielewski: męczennik szczerości. – Zamiast zakończenia.
6. Pakty i fikcje. Autobiografizm po końcu wielkich narracji. (Szkice). Wwa: Elipsa 2011, 256 s.
Zawartość: Zamiast wstępu. – I: „Proza historyczna”, doświadczenie i pamięć; Pakty i obrazy. Kryzys fikcji jako figura literacka; Odmiany paktów autobiograficznych w literaturze XX wieku. – II: Autoryzowanie historii. Protokół negocjowania paktu; Autoryzowanie biografii. Trauma, idiom, sekret; Osoba miedzy kokieterią, manipulacją i opowieścią, czyli Gombrowicz jako prekursor teorii autoprezentacji; Ukryte i wyparte w diarystyce. Poemigracyjny niepokój. Gustaw Herling-Grudziński, „Dziennik pisany nocą” (1989-1992); Czesława Miłosza „Wyprawa w dwudziestolecie” jako ekskursja w podświadomość III RP; Między wygnaniem a odkupieniem. Bieguny tożsamości w narracji asymilatorskiej (K.T. Toeplitz, J. Olczak-Ronikier, W. i S. Lederowie); Z perspektywy ofiary. „Wielki strach” Juliana Stryjkowskiego jako opowieść o wygnaniu; Profecja i świadectwo. Salon i spowiedź. Bieguny doświadczenia formacji 1910. – III: Przestrzeń autobiograficzna. Efekty prozy (na przełomie stuleci); Reparacje. Apokryfy. Dorosłe Dzieci Epoki (codzienność PRLu utajona w literaturze lat dziewięćdziesiątych); Autofikcja. Fantazja jako praca pamięci. Zdarzenie wewnątrz opowieści (J. Pilch, P. Huelle); Autobiografia jako obiekt znaleziony. Pamięć traumatyczna w późnych utworach Tadeusza Różewicza; Wytwarzanie wydarzeń w prozie fikcjonalnej i perspektywa autorska (na przykładzie „Skazy” M. Tulli); Sceny dominacji. Przekształcanie wydarzenia w dramat jako sposób uzyskania kontroli nad sytuacją niezwyczajną (J. Kaden-Bandrowski, W. Gombrowicz, [M.] Białoszewski).
Wersja ang. rozdz. Między wygnaniem a odkupieniem: Between an exile and redemption. The two opposite poles of identity in assimilationist narratives. W: Polish and Hebrew literature and national identity. Wwa 2010 s. 182-192.

Artykuły i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Proroctwo skryte pod szyfrem. „Nowy Wyraz” 1981 nr 3 s. 32-44 [dot. poezji Cz. Miłosza]. – Rama zdarzeń. „Poezja” 1982 nr 2 s. 78-88. – Różewicz – cisza wiersza. (Zapiski). „Poezja” 1982 nr 5/6 s. 41-49. – Biedna, romantyczna dusza. „Poezja” 1983 nr 11/12 s. 11-23 [dot. T.A. Olizarowskiego]. – Figura etyczna. Interpretacja „Rękopisów Norwida” Mieczysława Jastruna. „Poezja” 1983 nr 10 s. 88-95, przedr. w: Cyprian Norwid. Interpretacje. Wwa 1986 s. 283-296. – Profesor [A.] Sandauer wspomina rodzinne miasteczko. „Poezja” 1983 nr 6 s. 10-23 [dot. autobiografizmu w twórczości A. Sandauera]. – Siedem figur quasi-pamiętnika. „Mies. Lit.” 1984 nr 7 s. 44-58. – Półodbicie. „Poezja” 1986 nr 5 s. 12-21, przedr. w: Zjawa realna. Antologia poezji lat sześćdziesiątych s. 506-516 [dot. poezji lat 60.]. – Wiersze z marmuru. O poezji piewców sześciolatki. „Poezja” 1986 nr 1/2 s. 3-20. – Rozmowa, biografia, szczegół. „Zesz. Nauk. UJ. Pr. Hist.-Lit.” 1987 z. 61 s. 19-30. – Esej. Szkic. Krytyka literacka. „Rocz. Lit. 1982” wyd. 1988 s. 194-210 [omów.]. – Miron Białoszewski. W: Literatur Polens. 1944 bis 1985. Einzeldarstellungen. [Przeł.] K. Marten. Berlin 1990 s. 472-486. – Postmodernizm jako socrealizm, czyli Manuela Gretkowska na tle epoki. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1995 s. 29-36. – Alergia na słuszność. (Poezja Wisławy Szymborskiej w świetle jej debiutu). „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1996 s. 67-77. – Kruchość obrazu. Przedstawienie poetyckie jako akt wartościotwórczy. W: Poetyki Leśmiana. Wwa 2002 s. 194-209. – Poetyka odejścia. Wobec przygodności. W: Herbert. Poetyka, wartości i konteksty. Wwa 2002 s. 109-129. – Puste miejsce po lewicy. [Współaut.:] K. Modzelewski. „Stud. Politologiczne” 2002 nr 6 s. 17-33. – Epifanie nad nicością. Norwid między Salonem a Miastem. „Poezja Dzisiaj” 2003 nr 209/30 s. 101-113. – Biografia, procesy i trauma. Dziecko katastrofy w podróży. „LiteRacje” 2004 nr 3 s. 15-21. – „Złote okna” – piękna sztuka pisania wobec ostateczności. W: Czytane na nowo. Izabelin 2004. s. 204-217 [dot. A. Rudnickiego]. – Przeginanie. Esej o „Lubiewie” Michała Witkowskiego. „LiteRacje” 2005 nr 2 s. 35-42. – Herbert – Herling-Grudziński. Świat spełniony w obietnicy. W: Dialog i spór. Herbert a inni poeci i eseiści. Lubl. 2006 s. 65-83. – Opowieści rodzinne. W: Nowe formy literatury popularnej. Wwa 2007 s. 81-105. – Sekrety PRLu w powieściach Stefana Kisielewskiego. W: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku. Wwa 2008 s. 405-424. – Kanon możliwy, kanon konieczny, kanon normatywny? W: Kanon kultury w nauczaniu języka polskiego jako obcego. Wwa 2010 s. 65-73. – Literatura i ramy pamięci historycznej. Literaturoznawstwo w procesie nauczania kultury polskiej (współczesnej). Kilka uwag. „Acta Univ. Lodz. Kształcenie Polonistyczne Cudzoziemców” 2010 [z.] 17 s. 91-98. – Milczenie i metafora. Kryzys przedstawienia w poezji Władysława Sebyły. W: Dwudziestolecie 1918-1939. Wwa 2010 s. 448-460. – Uwznioślone i wyparte. Doświadczenie zintegrowane i niezintegrowane w prozie ostatniej dekady PRLu. W: Fantazmaty i fetysze w literaturze polskiej XX (i XXI) wieku. Wwa 2011 s. 45-56. – Postpamięć wojny jako osnowa poetyki późnych utworów Tadeusza Różewicza. W: Wojna i postpamięć. Wwa 2011. –Metafizyka i tradycja katastroficzna. (Co zrobić z kryzysem przedstawienia). „Prz. Hum.” 2012 nr 5. – Nieepicka perspektywa ofiary. „Wielki strach” Juliana Stryjkowskiego jako opowieść o wygnaniu. W: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2012 s. 149-160. – Czas mikro i czas makro w literaturze po 1989 roku. W: Sekundy i epoki. Wwa 2013 s. 133-147. – Szyfry, powrotne fale, podziemne przejścia. Metafory opresyjnych doświadczeń polskiej historii w latach siedemdziesiątych – dziewięćdziesiątych. W: (P)o zaborach, (p)o wojnie, (p)o PRL. Kr. 2013 s. 375-392. – Ukryta autobiografia. Agnieszki Osieckiej dzienniki ze środka stulecia. W: A. Osiecka: Dzienniki. T. 1. 1945-1950. Wwa 2013. – Andrzej Bobkowski. Symbolika wycieczki, symbolika modelarstwa. W: Andrzej Bobkowski wielokrotnie. Wwa 2014 s. 75-91. – Normalność czy „świadomość historyczna”. Długi cień socrealizmu w autobiografiach artystów (Osiecka, Konwicki, Mrożek). W: (Nie)przezroczystość normalności w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Wwa 2014 s. 110-135. – Śmierć liberała – narodziny krytyka. O autobiograficznej „Prozie” Artura Sandauera. W: Artur Sandauer. Pisarz, krytyk, historyk literatury. Wwa 2104 s. 27-41. – Topograficzna orientacja biografii. Mity terenowe jako sposoby radzenia sobie (i nieradzenia sobie) z przeszłością. Artur Sandauer, Adolf Rudnicki, Adam Ważyk (i inni). W: Historie, społeczeństwa, przestrzenie dialogu. Kr. 2014 s. 343-355 – Un extrait de texte littéraire commeoutil de la didactique des langues étrangères. W: Enseigner et apprendre le polonais langue étrangère. Paris; Varsovie 2014 s. 46-62. – Wstęp – historia w przedmiotach i w pamięci; „Zbudzono nas...”. Dotknięcie rzeczy, zapis historii w wierszach Adama Ważyka. W: Literatura i „faktury” historii XX (i XXI) wieku. Wwa 2014 s. 7-18; 108-124. – Przemoc i hasła, czyli „obiekt znaleziony” po bitwie. Rozumienie wojny w programach artystycznych drugiej dekady XX stulecia. W: Przed i po. Wwa 2015, s. 219-233. – The already-non-existence as a category of autobiographical memory: Galician places of timelessness in the prose of Bruno Schulz, Artur Sandauer, and Julian Stryjkowski. W: Galician polyphony. Places and voices. Warszawa 2015 s. 81-92. – „Do czytania o Polsce od jej początków do dnia dzisiejszego.” Aneks metodyczny. W: Materiały uzupełniające do podręcznika: „Raz, dwa, trzy – i po polsku mówisz ty”. Podręcznik do nauki języka polskiego dla dzieci na Ukrainie. Wwa 2016 s. 4-45. – Tajemnica istnienia czy Nienasycenie. Koncert egotyczny jako program literacki Władysława Sebyły. W: Władysław Sebyła – głos poety, głos epoki. Relektury. Wwa 2016 s. 39-52. – Czułość i wrogość przemian. (Migracje, reforma rolna i socrealizm w perspektywie „prześnionej rewolucji”). „Teksty Drugie” 2017 nr 6 [dot. A. Leder: Prześniona rewolucja].
Prace redakcyjne
1. Autobiografizm – przemiany, formy, znaczenie. Red.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Wwa: Elipsa 2001, 225 s.
2. Historia niechciana. Historie obecne. Szkice o literaturze polskiej XX wieku. Red.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Przy współpracy K. Krowirandy i Ż. Nalewajk. Wwa: Elipsa 2003, 260 s.
3. Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Warsztaty interpretacyjne. Red. nauk.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Przy współpracy K. Krowirandy i Ż. Nalewajk. Wwa: Elipsa 2006, 297 s.
4. Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Rozumienie historii w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Red. nauk. : H. Gosk i A. Zieniewicz. Wstęp: H. Gosk. Wwa: Elipsa 2006, 488 s. Ser. Prac Zakładu Literatury Pol. XX w. Inst. Literatury Pol. UW.
5. Narracje po końcu (wielkich) narracji. Kolekcje, obiekty, symulakra... Red. nauk.: H. Gosk, A. Zieniewicz. Wstęp: H. Gosk, Ł. Pawłowski, ... Wwa: Elipsa 2007, 471 s. Ser. Prac Zakładu Literatury Pol. XX w. Inst. Literatury Pol. UW.
6. Dwudziestolecie 1918-1939. Odkrycia, fascynacje, zaprzeczenia. Red. nauk., [i wstęp:] A. S. Kowalczyk, T. Wójcik, A. Zieniewicz. Wwa: Elipsa 2010, 495 s. Ser. Prac Zakładu Literatury Pol. XX w. Inst. Literatury Pol. UW.
7. Kanon kultury w nauczaniu języka polskiego jako obcego. Materiały z konferencji naukowej. Pod red. P. Garncarka, P. Kajaka, A. Zieniewicza. Wwa: Centrum Jęz. Pol. i Kultury Pol. dla Cudzoziemców „Polonicum” UW 2010, 305 s.
8. Fantazmaty i fetysze w literaturze polskiej XX (i XXI) wieku. Red. nauk.: J. Wierzejska, T. Wójcik, A. Zieniewicz. Przy współpracy M. Czemarmazowicz, A. Kwaśniewskiej, P. Rosoła. Wwa: Elipsa 2011, 382 s. Ser. Prac Zakładu Literatury Pol. XX w. Inst. Literatury Pol. UW.
9. Enseigner et apprendre le polonais langue étrangère. [Red.:] L. Kolankiewicz, A. Zieniewicz. Paris: Centre de civilisation polonaise; Varsovie: Polonicum 2014, 249 s. Wyd. nast.: tamże 2017.
Tom zawiera referaty wygłoszone na konferencji „Nauczanie języka polskiego jako obcego: metody, treści, praktyka”, zorganizowanej w 2013 w Paryżu przez: przez: Centre de Civilisation Polonaise Université Paris-Sorbonne, Centrum Jęz. Pol. i Kultury Pol. dla Cudzoziemców „Polonicum”, Département de polonais, Université Paris-Sorbonne d’Etudes slaves.
10. Glottodydaktyka wobec wielokulturowości. Red. nauk.: E. Kaczmarska, A. Zieniewicz. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2014, 273 s.
11. Literatura i „faktury” historii XX (i XXI) wieku. Red. nauk.: A. Molisak, J. Wierzejska, T. Wójcik, A. Zieniewicz, przy współpracy M. Czemarmazowicz, P. Urbańskiej. Wwa: Elipsa 2014, 316 s. Ser. Prac Zakładu Lit. Pol. XX w. Inst. Lit. Pol. UW.
12. Czym kultura polska może uwieść frankofona? Pod red. A Zieniewicza i A. Rabczuk. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2015, 295 s.
Materiały z konferencji organizowanych przez Centre de Civilisation Polonaise Université Paris-Sorbonne w Paryżu i Centrum Jęz. Pol. i Kultury Pol. dla Cudzoziemców „Polonicum” UW w Wwie w latach 2013-2015.
OPRACOWANIA (wybór)

 	Ank. 2013.
 	Wywiady: Kompleks polski. Rozm. D. Wilczak. „Newsweek Polska” 2010 nr 20; Nowomowa wróciła. Rozm. T. Stawiszyński. „Newsweek Polska” 2011 nr 51/52; Pewność siebie to głupota. Rozm. K. Lubczyński. „Głos Naucz.” 2012 nr 11; Agnieszka z problemami. Rozm. M. Kąkiel. „Przegląd” 2013 nr 42 [dot. A. Osieckiej].

Małe iluminacje

 	H. MICHALSKI: „Dom pisarstwa”. „Kultura” 1989 nr 51/52.
 	M. DĄBROWSKI: Białoszewski i jego krytycy. „Prz. Hum.” 1990 nr 5/6.
 	H. GOSK: Czytanie Białoszewskiego. „Polonistyka” 1990 nr 9.

Obecność autora

 	P. PIETRZAK: Fikcje współczesne. „Nowe Książ.” 2001 nr 8.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="3599" title="Warszawa zrusyfikowana (miasto przemilczeń)" slug="warszawa-zrusyfikowana-miasto-przemilczen">Prowadzona z perspektywy współczesnej lektura felietonów Henryka Sienkiewicza z lat 70. XIX wieku, będących zapisem „chwili obecnej”, nasuwa myśl o opatrzeniu ich innym tytułem – hasłem wywoławczym. Wzbudza chęć sięgnięcia po podsumowującą je formułę „mimo wszystko”[przypis]Formułę tę zestawiam z opisem ówczesnej Warszawy, przedstawionym w Studiach warszawskich: „Lata 1795–1918 to cała epoka w dziejach Warszawy. […] Wystarczy przyjrzeć się stolicy w momencie upadku Rzeczypospolitej na schyłku XVIII w. i porównać ją z obrazem miasta u progu I wojny, aby przekonać się, jak wielką drogę przebyła Warszawa w tym 120-letnim okresie. Zmiany dotyczyły wszystkich dziedzin funkcjonowania gospodarki miasta, objęły także całokształt stosunków społecznych, politycznych i kulturalnych. Warszawa była przez cały ten czas miastem politycznie ciemiężonym, pozbawiono ją stopniowo funkcji stołecznych i zdegradowano do rzędu miasta prowincjonalnego. A jednak mimo wszystko zachowała wiele cech stolicy” (Od Redakcji, Warszawa XIX wiek, 1795–1918, z. 1, w: Studia warszawskie, t. 6, komitet red. R. Kołodziejczyk, J. Kosim, J. Leskiewiczowa, Warszawa 1970, s. 5).[/przypis]. Teksty publicystyczne pisarza powstają w okresie, kiedy Warszawa poddawana jest rusyfikacji, także architektonicznej. Proces ten obejmuje różnorodne działania – od przebudowy poszczególnych obiektów i zmiany ich funkcji począwszy (Łazienki, Belweder), na założeniach urbanistycznych (sieć komunikacyjna, obiekty wojskowe) skończywszy[przypis]Na ten temat zob. m. in.: P. Paszkiewicz, Pod berłem Romanowów. Sztuka rosyjska w Warszawie 1815–1915, Warszawa 1991; M.M. Drozdowski, Warszawa epoki Sienkiewicza, w: H. Sienkiewicz, Felietony warszawskie 1873–1882, wybór i oprac. S. Fita, Warszawa 2002.[/przypis]. Przekształcanie kluczowych obiektów w siedziby władz zaborczych, koszary wojskowe i cerkwie[przypis]Do najbardziej spektakularnych i stanowiących cios dla ludności Warszawy należały budowa soboru św. Aleksandra Newskiego na Placu Saskim (dzisiejszy Plac Piłsudskiego), przebudowa Pałacu Staszica na Cerkiew Św. Tatiany Rzymianki, czy też przekształcenie Kaplicy na Zamku Królewskim w świątynię prawosławną.[/przypis], zamykanie szkół i klasztorów, obecność wojsk rosyjskich w klubach i na ulicach, budowa Cytadeli, kolei obwodowej, itp. należą, jak wiadomo, do ówczesnych realiów stolicy. Marian Marek Drozdowski wskazywał, że „kolonia rosyjska Warszawy Sienkiewicza to przede wszystkim liczący ponad 30 tys. żołnierzy garnizon”[przypis]M.M. Drozdowski, dz. cyt., s. 20.[/przypis], a „system rosyjskich fortów opasujących miasto wraz z Cytadelą hamował jego rozwój terytorialny i urbanistyczny”[przypis]Tamże.[/przypis]. Pośród miejsc naznaczonych obecnością wojska wyróżnia on Cytadelę Aleksandryjską, forty w jej pobliżu, a także między innymi w okolicach dzisiejszej Alei Wojska Polskiego i przy dworcu Nadwiślańskim, na terenach dawnej ulicy Zielonej, Powązek, Woli, Mokotowa i Czerniakowa, które poprzez wały i fosy tworzyły połączenie fortów na krańcach miasta. Traktowanie przez władze rosyjskie Warszawy jako miasta prowincjonalnego i brak poparcia decyzyjnych instytucji w sprawach związanych z jej rozwojem odbijają się echem w komentarzach Sienkiewicza. Komentarze te, dotyczące w znacznej części stanu technicznego miasta, stanowią istotny element opisu przestrzeni fizycznej. Narracja ze zrozumiałych względów nie odnosi się bezpośrednio do zagadnień politycznych, ale koncentruje się na obrazie codziennego funkcjonowania miasta, w dużej mierze na tematach związanych ze sferą kulturalną, towarzyską i artystyczną. Życie toczy się jakby „w szczelinie”, pomimo ograniczeń i ucisków, jakim jest poddawane. I to właśnie ten nurt opisuje Sienkiewicz w tekstach publicystycznych.

Ślady działań zaborcy, obecne w tkance miasta (m.in. poprzez przebudowę obiektów architektonicznych i stawianie pomników[przypis]Obok Pomnika Siedmiu Generałów, zwanego także Pomnikiem Polaków poległych za wierność swemu monarsze, odsłoniętego w 1841 na Placu Saskim (który dla Polaków był symbolem hańby) wymienić można pomnik Paskiewicza przed pałacem namiestnikowskim czy pomnik cara Aleksandra I na terenie cytadeli.[/przypis]), są z oczywistych powodów pomijane w literackich obrazach Warszawy. Niewidoczne są w tekstach publicystycznych zarówno Prusa, jak i Sienkiewicza, skupionych na życiu codziennym i kulturalnym warszawian, znacząco przemilczane są także w dziełach literackich. Janusz Tazbir tego typu niedostrzeganie symboli rosyjskiej dominacji określił „swoistą odmianą dezaprobaty”[przypis]J. Tazbir, Walka na pomniki i o pomniki, „Kultura i Społeczeństwo” 1997 nr 1, s. 8.[/przypis]. Przywoływał on spostrzeżenia Jana Kuczawy i Stanisława Mackiewicza, wskazujące, że literatura dziewiętnastowieczna programowo nie widziała w mieście Rosjan[przypis]J. Tazbir, „Zdrajcy” pomnikiem zhańbieni, „Przegląd Humanistyczny” 1997, nr 6, s. 23–24. Tazbir przywołuje słowa opublikowane na łamach „Wiadomości Literackich”, które brzmiały: „Umieli milczeć ci ludzie. Była to jakaś smutna forma protestu” (J. Kuczawa, Spiż, marmury i historia, „Wiadomości Literackie” 1938, nr 52–53, s. 6). O znaczących przemilczeniach śladów rosyjskich w Lalce Prusa zob. też: E. Paczoska, „Lalka”, czyli rozpad świata, Białystok 1995 (zwł. rozdz. Warszawskie Elizjum).[/przypis].

Z kart felietonów wyłania się świat pozornie normalny: odbywają się śniadanka w interesach, wyjazdy na wieś, zabawy w parkach, bale, koncerty i spektakle. W dużej mierze to właśnie spotkania towarzyskie, odczyty i akcje dobroczynne, obok tematów dotyczących infrastruktury i zabudowy miasta, są komentowane przez pisarza, bo życie kulturalne toczy się niezależnie od… – a raczej na przekór ograniczeniom. I właśnie dlatego Ferdynand Hoesick to zaangażowanie Sienkiewicza w sprawy „życia organicznego” uznał za wyraz postawy „politycznej” [przypis]F. Hoesick, Przedmowa, w: tegoż, Sienkiewicz jako felietonista. Zapomniane kartki z teki Litwosa (1873– 1883), Warszawa 1902, s. V–VI.[/przypis].



O fakcie zajęcia gmachu przez komendanturę mówi się na przykład w felietonach jak o czymś zwyczajnym, akcent zaś pada na projekt zagospodarowania sal na obiekty kulturalne. Sienkiewicz pisał w 1875 roku:

&amp;nbsp;

[…] ponawia się wieść o zniesieniu szpetnych pawilonów na placu Saskim, a nawet – do jakiego to stopnia fantazja nowiniarzy się rozbujała!– mówią o przebudowaniu gmachu, przez komendanturę zajętego, na teatr przeznaczony dla opery i baletu. W takim razie dzisiejszy Wielki Teatr mieściłby w sobie dramat i komedię, a sala Rozmaitości obróconą by została na dogodną salę koncertową[przypis]H. Sienkiewicz, Chwila obecna, t. 1, w: tegoż, Dzieła, t. 48, red. J. Krzyżanowski, Warszawa 1950, s. 27.[/przypis].

&amp;nbsp;

Ta strategia niezauważania spraw, które budzą naturalny sprzeciw, w oczywisty sposób wpisywała się w nurt pisarstwa „przemilczającego”, charakterystycznego dla XIX wieku[przypis]Przemilczenia spraw natury politycznej oraz śladów obecności Rosjan w Warszawie interesują mnie w tym przypadku jedynie w kontekście reprezentacji przestrzeni. Nie podejmuję wątku przemilczeń skupionych na literackich reprezentacjach realiów politycznych, stanowi on przedmiot zainteresowania badaczy pozytywizmu, zwłaszcza twórczości Bolesława Prusa – zob. E. Paczoska, dz. cyt.; L.B. Grzeniewski, Warszawskie realia „Lalki”, w: S. Godlewski, L.B. Grzeniewski, H. Markiewicz, Śladami Wokulskiego. Przewodnik literacki po warszawskich realiach „Lalki”, Warszawa 1957; B. Bobrowska, Małe narracje Prusa, Gdańsk 2004. Inne spojrzenie na sprawę tego typu przemilczeń – zob. J.M. Rymkiewicz, Nie ma Polski, nie ma Rosji, nie było powstania – „Tygodnik Ilustrowany” w roku 1863, „Gazeta Polska” 2013, nr 1.[/przypis]. Stanowi także czynnik, który należy uwzględnić w kontekście analizy przestrzeni fizycznej przedstawianej w felietonach. Zapisy tekstowe stanowią świadectwo doświadczania przestrzeni, są nośnikami informacji o jej wzajemnych relacjach ze społeczeństwem.

Skupiając się na opisie miasta Sienkiewicz wydobywa te elementy, które stanowią naturalny jego element – charakteryzuje konkretne grupy społeczne, apeluje o wspieranie działalności instytucji, ukazuje nastrój chwili. „Wspomnieliśmy o dawnych borach nadwiślańskich; niech więc nam będzie wolno pomówić o dzisiejszej Wiśle. Kapryśna ta rzeka, skrępowana po prawym boku wałem, nie może już płatać grubiańskich figlów Pradze, której rokrocznie na wiosnę zwykła była sprawiać zimną kąpiel”[przypis]H. Sienkiewicz, Bez tytułu (1873), w: tegoż, Dzieła, t. 47, Warszawa 1950, s. 48–49.[/przypis] – relacjonował. Pisząc o rejonach Wisły, ukazywał zatem społeczność „Nadwiślaków”, pośród których hierarchię wyznacza posiadanie łodzi lub sieci, zaś obok nich egzystuje grupa bezdomnych nadwiślańskich włóczęgów. Latem ten rejon miasta ożywia się, kiedy ludność rzemieślnicza odbywa przejażdżki na Saską Kępę, korzystając z usług przewoźników. Z kart wyłania się obraz kolorowych tłumów w łodziach tonących w romantycznym blasku świateł, we mgle, nocą przy piosenkach flisaka, otoczonych snopami iskier parowca w ciemności i dymie. W ogródku „nadwiślańskim” (teatrzyk Antokol na Wale Praskim) odbywają się letnie spektakle w namiotach oświetlonych lampami naftowymi. Kiedy opuścimy przestrzeń ukazaną w felietonach, w rejonach Wisły z tego okresu, oko historyka dojrzy oddziały rosyjskie i forty, jak choćby Fort Siergieja (w rejonie dzisiejszego Parku Żeromskiego, jak wskazuje Drozdowski), czy Fort Władymira na prawym brzegu Wisły[przypis]M.M. Drozdowski, dz. cyt., s. 20.[/przypis].</document>
<document nplp_id="3601" title="Warszawa kontrastów, miasto paradoksów" slug="warszawa-kontrastow">Teodor Brandowski zwracał uwagę, że Sienkiewicz „zajmuje się żywo polityką, patrząc na rozwielmożnioną wówczas politykomanię przez pryzmat komedii i desek scenicznych”[przypis] T. Brandowski, Sienkiewicz jako dziennikarz, „Dziennik Bydgoski” 1927, nr 173, s. 15.[/przypis].

Sygnały o problemach, z jakimi zmagało się społeczeństwo, uobecniają się w międzywierszach wplecionych w tkankę tekstu utrzymanego w pogodnym tonie, gdzie uwagi krytyczne dotyczące społeczeństwa oparte są na ironii i dowcipie. Na przykład barwne postaci w czasie karnawału 1875 roku są ukazane „na szarym tle nędzy, dokuczliwym zwiększonej mrozem”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 1.[/przypis], wieczory taneczne i bale nie cieszą się zbytnią popularnością – powodem jest brak środków i „zwrot umysłów ku poważniejszym sprawom”[przypis]Tamże, s. 2.[/przypis]. Ówczesna sytuacja przypomina położenie człowieka dotkniętego chorobą, który zaleczywszy napady „na nowo życie różnorodnymi uciechami przeplatać zaczyna”[przypis]Tamże.[/przypis]. Pisząc o sprawach kanalizacji i wodociągów, autor wtrąca wzmiankę o zaprzestaniu działalności Towarzystwa Pośrednik (mającego pośredniczyć w interesach między Królestwem a Cesarstwem):

&amp;nbsp;

Na nieszczęście, towarzystwo jak w wodę wpadło. Można by przypuszczać, że zaginęło gdzieś na drodze; ale tymczasem jest rzeczą niezawodną, że nie wyruszało z Warszawy. Imaginez vous, zaginęło więc w Warszawie. Łamią sobie ludzie głowy, co się stać mogło. W Wisłę nie wpadło, bo w Wiśle wody nigdy nie ma; w kanał nie wpadło, bo kanalizacji nie ma; mogło było nogę złamać, bo bruków dobrych nie ma, rozbić się, zabić, być przejechane, bo latarń dobrych nie ma – ale tak zginąć bez wieści?[przypis]Tamże, s. 99-100.[/przypis].

&amp;nbsp;

Warszawa Sienkiewicza felietonisty – postrzegana pod kątem szeroko pojmowanej analizy przestrzeni – staje się miastem paradoksów. Z jednej strony, degradowana, sprowadzana do roli miasta prowincjonalnego, co stanowi o jej pozycji w układzie przestrzennym w ujęciu geopolitycznym, z drugiej – traktowana jako jedna z metropolii europejskich, która wchodziła na drogę rozwoju przemysłowego. W tekstach publicystycznych Sienkiewicza powraca nieustannie kontekst krajów sąsiednich, Warszawa jest porównywana do stolic państw europejskich, najczęściej występujące zestawienia wskazują na Francję, Anglię i Niemcy (zarówno w aspekcie stanu technicznego miasta, jak i w odniesieniu do sfery mentalnej). Kontekst realiów zagranicznych powraca w komentarzach do konkretnych scen ukazujących, z jednej strony, zacofanie miasta, z drugiej – jego aspiracje i tendencje do naśladowania innych europejskich stolic. Oto miasto borykające się z problemami natury technicznej („O, drogi nasze i mosty! jakimże wy cennym jesteście zabytkiem i dla poetów rozmiłowanych w ruinach, i dla historyków badających stan kultury przedpotopowej pierwotnych mieszkańców globu”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 47.[/przypis]), ale oglądane z akcentem na proces przemian – rozwój kolei, budowa wodociągów, rozbudowa miasta wchodzącego na przełomie XIX i XX wieku w fazę modernizacji. Okres powstawania felietonów publikowanych na łamach „Gazety Polskiej” i „Niwy” (a więc z lat 1873–1875) to czas rewolucji komunikacyjnej związanej między innymi z budową kolei obwodowej i oddawaniem do użytku kolejnych dworców – Petersburskiego (obecnie Wileńskiego) w 1862 roku, Terespolskiego (Wschodniego) w 1867, Nadwiślańskiego (Gdańskiego) w 1877 oraz mostów – Aleksandryjskiego (Kierbedzia) w 1864, kolejowego w 1875 roku. To czas pierwszych tramwajów konnych (jednak ich stan nie jest zadowalający). Ponadto militarne przeznaczenie Kolei Nadwiślańskiej oraz działania związane z funkcjonowaniem kolei obwodowej kładły się cieniem na sprawę rozwoju linii komunikacyjnych w Warszawie[przypis]Bardzo pomocny dla moich rozważań był artykuł Wojciecha Tomasika, poświęcony mapie Warszawy Prusa. Zob. W. Tomasik, Błądzenie Michałka. Nad mapą Warszawy Prusa, „Teksty Drugie” 2017, nr 5.[/przypis]. Sienkiewicz odnotowuje nie tylko sprawę rozwoju kolei, ale także takie wydarzenia, jak na przykład posiedzenie akcjonariuszy Drogi Żelaznej Warszawsko-Bydgoskiej, w którym brał udział[przypis]H. Sienkiewicz, Chwila obecna, t. 2, w: tegoż, Dzieła, t. 49, s. 13.[/przypis].

Nierzadko ironia akcentująca negatywne aspekty stanowi zabieg, dzięki któremu z opisu wyłania się obraz miasta przedstawionego od strony technicznego i obyczajowego szczegółu:

&amp;nbsp;

Naszych bruków kamiennych nie wziąłby nikt na świecie, choćbyśmy je darowywali; chodzi tu o nasze bruki żelazne, które ma zamiar założyć u siebie Hamburg, jako tanie, trwałe i wygodne. […] Daliśmy przykład Europie! hę! Posiadamy rzecz taką, jakiej żadne miasto nie posiada. O bogi! przychodzi mi na myśl, że my i więcej takich rzeczy posiadamy i że ja to pierwszy zwracam na to uwagę. Czyż jakakolwiek stolica europejska posiada np. takie konie jak te, które chodzą w naszych omnibusach, a które podobniejsze do widm lub szkieletów, niezdolnych na pozór do dźwigania samych siebie, dźwigają jednak ogromny ekwipaż wraz ze siedzącymi w środku osobami? Czyż posiada jakie miasto takie brudne omnibusy? Czyż posiada tak dużo projektów kanalizacji i asenizacji? Czy posiada takie Towarzystwo Gazowe, które czuwając nad moralnością mieszkańców, każe latarnie gasić na ulicach jak najprędzej, aby dobrzy obywatele nie mogli włóczyć się po nocach, ale spali raczej w domach swoich, na łóżkach swoich i na poduszkach swoich, i pod kołdrami swymi? (styl biblijny, w który zawsze wpadam, ile razy się rozrzewniam).[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 50-51.[/przypis]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="3603" title="Danuta KNYSZ-TOMASZEWSKA" slug="danuta-knysz-tomaszewska">ur. 1940

Teksty podp. do 1992 nazwiskiem: Knysz-Rudzka.

Historyk literatury, edytor, tłumacz
TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 28 maja 1940 w Warszawie, córka Józefa Knysza, inżyniera, i Ireny z Popowiczów. Od 1953 uczęszczała do Liceum Ogólnokształcącego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Warszawie. Po zdaniu matury w 1957 studiowała przez jeden semestr fizykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW). W 1958 podjęła studia polonistyczne na UW; w 1963 uzyskała magisterium. Następnie uczęszczała na studia doktoranckie oraz odbywała staż jako asystent w Katedrze Historii Literatury Polskiej (później Instytut Literatury Polskiej) UW. Debiutowała w 1964 recenzją pt. W poszukiwaniu prawdy powieści dotyczącą książki R. Girarda Mensonge romantique et vérité romanesque, opublikowaną na łamach miesięcznika „Przegląd Humanistyczny” (nr 4); z czasopismem tym współpracowała także i w latach następnych (m.in. w 1965 drukowała tu przegląd francuskich czasopism naukowych). Na przełomie 1965/66 przebywała przez trzy miesiące na stypendium naukowym w Paryżu. W 1968 obroniła pracę doktorską pt. Tradycje naturalistyczne w powieści dwudziestolecia międzywojennego i typy ich funkcjonowania (promotor prof. Janina Kulczycka-Saloni). W swojej pracy badawczej zajmowała się m.in. naturalizmem polskim, francuskim, belgijskim i włoskim, tradycjami naturalistycznymi w literaturze XX wieku, związkami sztuki i literatury ze szczególnym uwzględnieniem impresjonizmu oraz relacjami obrazu i tekstu, interesowała się także dziejami intelektualistów polskich w Lotaryngii. Od 1970 współpracowała z redakcjami literackimi Polskiego Radia. Jako tłumaczka debiutowała w 1971 przełożoną wspólnie z Konradem Eberhardem powieścią J. Kessela pt. Jeźdźcy, w latach następnych tłumaczyła z języka francuskiego literaturę piękną oraz teksty naukowe z zakresu literaturoznawstwa. Artykuły, recenzje i przekłady publikowała m.in. na łamach „Miesięcznika Literackiego” (1967-73), „Nowych Książek” (1968-73, 1979), „Literatury na Świecie” (1973-79, z przerwami). W 1972 została zatrudniona na stanowisku adiunkta w Instytucie Literatury Polskiej UW. W 1972 przebywała ponownie na stypendium w Paryżu, a w 1973 i 1974 na stypendium w Peruggii. W 1974-77 była lektorką języka polskiego oraz wykładowczynią literatury i historii polskiej na Université Paris Sorbonne-Paris IV. W 1978-92 prowadziła wspólnie z prof. J. Kulczycką-Saloni badania nad naturalizmem w ramach L’Association Internationale de Littérature Comparée. W 1980-81 przebywała w Belgii, kontynuując studia i kwerendy na Université Libre de Bruxelles. W 1991 rozpoczęła pracę nad archiwum Paula Cazina (początkowo w Paryżu, a następnie w Warszawie). Kierowała grantem Komitetu Badań Naukowych Archiwa Cazina. Dzienniki Cazina. W 1992-2001 wchodziła w skład zespołu redakcyjnego wydawnictw dydaktycznych Wydziału Polonistyki UW. W 1993 habilitowała się w oparciu o rozprawę pt. Europejskie powinowactwa naturalistów polskich; po czymotrzymała stanowisko profesora UW. W 1994-99 pełniła funkcję prodziekana Wydziału Polonistyki odpowiedzialnego za współpracę z zagranicą. W 1997-2001 sprawowała opiekę naukową nad pismem studentów i doktorantów „Młoda Polonistyka” oraz studenckim kołem naukowym Artibus. W 1999 otrzymała stanowisko profesora nadzwyczajnego, a w 2002 tytuł naukowy profesora. W 1999-2001 była dyrektorem Instytutu Literatury Polskiej UW. W 1999 weszła w skład zarządu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej. W 2001 wyjechała do Paryża, gdzie do 2005 pełniła funkcję dyrektora Centre de Civilisation Polonaise (Ośrodek Kultury Polskiej) na Wydziale Slawistyki Université Paris Sorbonne-Paris IV; prowadziła tam też wykłady i seminaria. Była twórcą i współredaktorem almanachu naukowego Ośrodka Kultury Polskiej „Les Nouveaux Cahiers Franco-Polonais”; w 2002-05 wyszło pięć numerów, zawierających m.in. referaty z konferencji i dyskusji panelowych. Wspólnie z Xavierem Galmiche i Małgorzatą Smorąg współtworzyła dwujęzyczną serię Petite bibliothéque bilingue des classiques de la littérature polonaise. W 2005 otrzymała medal Université de Paris-Sorbonne. Po powrocie do Warszawy pracowała nadal w Instytucie Literatury Polskiej UW. W 2006 podjęła współpracę z Université de Paris III i Université de Champagne-Ardenne w Reims, biorąc następnie udział w konferencjach poświęconych problematyce ilustracji w czasopismach europejskich i ikonografii okładek książkowych. W 2006-08 prowadziła wykłady w ramach programu Erasmus na Université Libre de Bruxelles, w Institut Nationale de Langues et Civilisations Orientales (INALCO) w Paryżu oraz na Université Charles-de Gaulle-Lille III. W 2008 rozpoczęła pracę w nowo powstałym Instytucie Polonistyki Stosowanej na Wydziale Polonistyki UW i pełniła tam do 2009 funkcję kierownika Zakładu Edytorstwa i Stylistyki. Odznaczona Złotym Medalem za Długoletnią Służbę (2008).

W 1961 zawarła związek małżeński z Markiem Rudzkim, geografem (rozwód w 1986). Z tego związku ma córkę Justynę (ur. 1979). W 1992 wyszła za mąż za Krzysztofa Tomaszewskiego, inżyniera elektryka. Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Od naturalizmu Zoli do prozy zespołu „Przedmieście”. Z dziejów tradycji naturalistycznej wieku XX. [Studium]. Wr.: Ossol. 1972, 204 s. PAN Kom. Nauk o Literaturze Pol.
Zawartość: Wstęp. – I. Antynomiczne wyznaczniki naturalizmu z perspektywy rozwoju jego tradycji w XX wieku; II. Tradycja naturalistyczna, czyli o różnych wariantach naturalizmu; III. Od naturalizmu do populizmu. O pierwszych generacjach pisarzy pozostających pod wpływami Zoli; IV. Neonaturalizm populistów francuskich;V. Spór o naturalizm w latach trzydziestych; VI. Grupa „Przedmieście”, czyli neonaturalizm polski; VII. Między populizmem a literaturą proletariacką; VIII. Epigonizm czy nowatorstwo prozy „Przedmieścia”; IX. O miejsce naturalizmu w prozie dwudziestolecia.
2. Francja. Mały przewodnik turystyczny. [Współaut.:] M. Rudzki. Oprac. map: W. Szczawiński. Wwa: KAW RSW; Centr. Ośrodek Inf. Turystycznej RSW 1975, 85 s. Wyd. nast.: wyd. 2 rozszerz. Wwa: KAW 1979, 132 s. Przewodnik Turystyczny, wyd. 3 tamże 1991.3. Pola Gojawiczyńska. [Biografia]. Wwa: PIW 1976, 217 s. Portrety Współcz. Pisarzy Pol.
4. Młoda Polska. [Monografia]. Wwa: TWP ZG 1988, 59 s. Wszechnica Hist.-lit. TWP ZG.
Tyt. na okł.: Literatura Młodej Polski.
5. Naturalizm i naturaliści w Polsce. Poszukiwania, doświadczenia, kreacje. [Autorki:] J. Kulczycka-Saloni, D. Knysz-Tomaszewska, E. Paczoska. Wwa: UW Inst. Literatury Pol. 1992, 251 s.
Tu D. K.-T.: Recepcja naturalizmów europejskich [Współaut.]: J. Kulczycka -Saloni], – z poz. 5: W poszukiwaniu programu naturalizmu otwartego; Gabriela Zapolska – spotkanie z naturalizmem.
6. Europejskie powinowactwa naturalistów polskich. Studia. Wwa: UW 1992, 178 s. Inst. Literatury Pol. UW.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wstęp. – I. Program naturalizmu otwartego: Między Warszawą, Monachium i Paryżem; Przez malarstwo polskie ku naturalizmowi europejskiemu; W poszukiwaniu nowoczesnej powieści naturalistycznej, czyli wśród pisarzy francuskich; Przeciw tematom historycznym, akademizmowi i rutynie w obronie indywidualności artysty; Opozycja tematu i formy; W stronę impresjonizmu i deformacji; W stronę impresjonizmu i abstrakcji. – II. Naturalistyczni sojusznicy sztuki niezależnej w Polsce i Belgii. – III. Perspektywy i szanse naturalizmu Zolowskiego. – IV. Pozytywistyczna i modernistyczna recepcja Maupassanta w krytyce polskiej. – V. W cieniu Zoli i na przekór Zoli. (Dzieje Giovanniego Verdi w Polsce). – VI. Proza buntu i prowokacji. (O spotkaniach Gabrieli Zapolskiej z naturalizmem): 1: W kręgu naturalistycznych postaw ambicji i manifestów; Literatura buntu nienawiści i prowokacji; W poszukiwaniu dokumentu. Autentyzm prywatą skażony, - 2. W kręgu tematyki i technik naturalistycznych. – VII. Fachowiec Berenta czyli „romans eksperymentalny” z tezą – VIII. Dokument rzeczywistości psychicznej. (I. Dąbrowski). – IX. Echa naturalizmu w prozie Poli Gojawiczyńskiej.
Wyd. osob. art.: Program naturalizmu otwartego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2010, 94 s.
7. Paul Cazin. Diariste, épistolier, traducteur. Ouvrage colletif. [Autorzy:] D. Knysz-Tomaszewska, H. Suwała, J. Odrowąż-Pieniążek. [Red.] D. Knysz-Tomaszewska. Varsovie: UVFLP 1997, 189 s. Université de Varsovie. Faculté des Letters Polonaises. UW.
Tu. D. Knysz-Tomaszewskiej: Le „Bienheureux d’Autun” ou la vie de Paul Cazin [wersja pol. zob. poz. 8] ; Les archives „parisiennes” de Paul Cazin. Présentation générale [wersja pol. zob. poz. 8]. Les secrets du Journal de Paul Cazin; Paul Cazin et quelques souvenirs personnels.
8. Paul Cazin (1881-1963). Dole i niedole francuskiego polonisty. Szkice. [Autorzy:] D. Knysz-Tomaszewska, H. Suwała, J.W. Borejsza, J. Odrowąż-Pieniążek. Red. D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 1999, 268 s.
Tu D.K.-T: Szkice do biografii: „Błogosławiony z Autun” czyli krótkie dzieje Paula Cazina [wersja franc. zob. poz. 7]; Z Aix-en Provence przez Paryż do Warszawy. O „archiwach paryskich” Paula Cazina [wersja franc. Zob. poz. 7]; W labiryncie Dzienników Paula Cazina. Rekonesans; Paul Cazin i modernizm polski. - Mała kronika życia i twórczości Paula Cazina. - Bibliografia dzieł Paula Cazina. s. 5-88, 237-250.
9. Spotkania i porównania. Studia porównawcze z pogranicza literatury i dokumentu osobistego. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2001, 236 s. Z Publikacji Zakładu Pozytywizmu i Młodej Pol.
Zawartość: Wstęp. – Cz. 1. W kręgu naturalizmu i impresjonizmu: Impresjonizm jako kategoria badawcza w opisie literatury i sztuki Młodej Polski; Sztuk korespondencje w korespondencjach z podróży Henryka Sienkiewicza; Krajobrazy impresjonistyczne w wybranych nowelach Reymonta; Poeta i malarz w młodopolskim ogrodzie radosnym; Spotkania Reymonta i Maupassanta w opowiadaniach niesamowitych. – Cz. II. Między Burgundią, Wielkopolską i Prowansją. (O Paulu Cazinie): Małe i duże ojczyzny niestrudzonego polonisty w Burgundii; Między dziennikiem a listem. O pierwszych wyznaniach Paula Cazina; Humanista na wojnie. Z dzienników, listów z frontu i raportów wojskowych Paula Cazina. – Cz. III. Mediatorzy i badacze w dialogu kultur: Petersburg – Warszawa – Moskwa – Paryż. Peregrynacje naukowe współczesnej pozytywistki. O Janinie Kulczyckiej Saloni; Najdalsze drogi Zygmunta Markiewicza, polonisty krakowskiego w Nancy; Enrico Damiani – listy odnalezione. O przyjaźni polonisty włoskiego i francuskiego.
Przekł. franc. art.: Enrico Damiani – listy odnalezione. O przyjaźni polonisty włoskiego i francuskiego, pt.: Un dialogue interrompu – les lettres de Enrico Damiani á Paul Cazin. [Przeł.:] Ch. Potocki. W: Traduzione e dialogo tra le nazioni. Universitá degli Studi di Napoli
„L’Orientale” – Napoli. Collegium Columbinum. Kr. 2003 s. 27-43.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Teorie zagłady cywilizacji zachodniej (1913-1939). „Kult. i Społ.” 1964 nr 4 s. 105-122. – Katastrofizm w powieściach Stanisława Ignacego Witkiewicza („Pożegnanie jesieni”, „Nienasycenie”). „Prz. Hum.” 1965 nr 2 s. 23-42. – Losy naturalizmu w XX wieku. W: Tradycja i nowatorstwo w literaturach słowiańskich. Wwa 1976 s. 91-106. – Naturalizm w literaturach języków europejskich. „Biul. Polonist.” 1980 nr 4 s. 137-148. – Le roman naturaliste de „témpérament” et sa continuation dans la prose romanesque de la Jeune Pologne (S. Żeromski). W: Le roman naturaliste en France et en Pologne. Wwa 1981 s. 86-96. Cahiers de Varsovie. – Le rôle du naturalisme dans la formation de la théorie de l’art indépendant en Belgique et en Pologne. W: Le Naturalisme en question. Paris 1986 s. 41-50 Presses de l’Université de Paris-Sorbonne. – Gabriela Zapolska i jej trudna droga do stołecznej sławy. W: Warszawa pozytywistów. Wwa 1992 s. 248-263. – Poszukiwania nowych dróg literatury i sztuki poprzez doświadczenie naturalistyczne. „Prz. Hum.” 1992 nr 1 s. 13-21, przedr. w: Pozytywizm. Opracowania. Wwa 1997. – Perspektywy i szanse naturalizmu w XX wieku. W: Naturalizm. Wwa 1996 s. 56-76. – Warszawa w życiu i twórczości Zygmunta Bartkiewicza; Feliks Brodowski – kronikarz wielkomiejskiej nędzy; Ignacy Dąbrowski – dziecko Warszawy. W: Pisarze Młodej Polski i Warszawa. Wwa 1998 s. 12-18, 38-43, 60-66. – Un Bourguignon amoureux de la Pologne. W: Paul Cazin 1881-1963. Dijon 21 novembre 1997, Autun 22 novembre 1997. Dijon 1998 s. 9-28. – Ostatnia książka Profesor Janiny Kulczyckiej-Saloni. [Wstęp do:] J. Kulczycka –Saloni: Na polskich i europejskich szlakach literackich. Wwa 2000 s. 7-18 [zob. Prace edytorskie i redakcyjne poz. 10]. – De Cracovie à Nancy. Histoire d’un polonisant (Zygmunt Markiewicz). W: Lorraine-Pologne hier aujourd’hui Varsovie 2001 s. 99-112. – Cracovie-Nancy-Paris: l’itinéraire de Zygmunt Markiewicz. W: Lorraine. Terre d‘accueil et de brassage des populations Longlaville-Longwy. Nancy 2001 s. 171-180. Presses Universitaires de Nancy. – Impresjonistyczne obrazowanie w prozie polskiej przełomu XIX i XX wieku. W: Polonistyczne spotkania – Tybinga. Wwa 2001 s. 55-65. – Literatura polska w Gruzji, czyli o dialogu kultur. W: Polacy w Gruzji. Wwa 2004 s. 30-38. – Pejzaże ziemi rodzinnej w twórczości Reymonta i Chełmońskiego. O korespondencji sztuk i wspólnocie doświadczenia. W: Literatura i życie artystyczne XIX i XX wieku. Kielce 2006 s. 47-63. – Dialog serdeczny dwóch pisarzy: Józefa Weyssenhoffa i Paula Cazina. W: Profesor Jolancie Żurawskiej. Kr., Wwa, Napoli 2008 s. 120-133 – Le dialogue texte-image dans Chimère. (Varsovie 1901-1907) [Współaut.:] G.P. Bąbiak. W: L’Europe des revues (1880-1920). Paris 2008 s. 397-416. – Paul Cazin témoins intime du temps historique. W: Témoignage dans la littérature polonaise du XX e siècle. Paris 2008 s. 119-128. – O sztuce francuskiej w „Museionie”. W: Młodopolski przekładaniec literacki. Wwa 2009 s. 183-203. – Pamiętajmy o naszych mistrzach. Janina Kulczycka-Saloni: badaczka naturalizmu polskiego (1912-1998). „Litteraria Copernicana” 2009 nr 2 s. 267-273.– Świat zwierząt w małych formach narracyjnych Adolfa Dygasińskiego i w malarstwie Józefa Chełmońskiego. W: Dygasiński. Tor. 2009 s. 88-101. – Poloniści warszawscy we Francji. Z dziejów Ośrodka Kultury Polskiej na Uniwersytecie Paris IV. W: Poloniści warszawscy we Francji. Z dziejów Ośrodka Kultury Polskiej na Uniwersytecie Paris IV. Wwa 2010 s. 65-80. – Gabriela Zapolska, pisarka zbuntowana (1875-1921). Biografia niepokorna. Gabriela Zapolska, la femme de lettres insoumie (1857-1921). Biographie en révolte. W: Gabriela Zapolska. Zbuntowany talent. Gabriela Zapolska Le talent en révolte. Wwa 2011 s. 19-35. – Présentation de l’oeuvre de Zapolska. W: Morale de Madame Dulska= Moralność pani Dulskiej. Wwa 2011 s. 345-359 [tekst w jęz. franc.]. – Le magie de la Bretagne. La grande aventure artistique de Gabriela Zapolska (1857-1921), femme de lettres en révolte et critique d’art. en admiration. W: „Ann.-Centres Scientifique de l’Académie Polonaise des Sciences á Paris”, Paryż 2012 s. 299-311. – Stulecie urodzin „Museionu”. W: „Museion” 1911-1913. Wwa 2013 s. 7-23. – Zapolska w podróży i podróże bohaterek Zapolskiej na podstawie wybranych powieści. „Studia Pragmalingwistyczne” 2014 s. 63-80. – La „bibliothéque polonaise” de Paul Cazin (1908-1963). W: La France et l’Europe centrale. Paris 2015. – Paul Cazin (1881-1963). Dialogi z Polską. „Pr. Polonist.” Ser. 71: 2015 s. 129-156.
Przekłady
1. J. Kessel: Jeźdźcy. [Powieść]. Wwa: KiW 1971, 602 s.
2. P. Lainé: Majowe mgły. [Powieść]. Wwa: KiW 1975, 165 s.
3. L. Terray: Niepotrzebne zwycięstwa. Od Alp do Annapurny. [Pamiętnik]. Przeł. D. Knysz-Tomaszewska. Oprac.: J. Kurczab, K. Marcinek. Wwa: SiT 1975, 357 s.
4. G. Rébuffat: Opowieści z Chamonix. Przeł.: D. Knysz-Tomaszewska, M. Rudzki. Wwa: NK 1976, 94 s.
5. F.-M. Banier: Czas przeszły. [Powieść]. Wwa: KiW 1978, 115 s. Koliber;45.
6. D. Boulanger: Biały pejzaż. [Opowiadania]. Wwa: KiW 1983, 243 s.
7. E. Dabit: Hôtel du Nord. [Powieść]. Wwa: KiW 1984, 188 s. Koliber; 80.
8. M. del Castillo: Hiszpańskie czary. [Publicystyka]. Wwa: KiW 1989, 421 s.
9. J.-L. Etienne: Transantarktyda. Przez lodowy kontynent. [Reportaż]. Wwa: Iskry 1994, 280 s.
Zob. też Prace edytorskie i redakcyjne
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Naturalisme et antinaturalisme dans les littératures européennes des XIXe et XXe siècles. Continuateurs et adversaires. Actes du colloque de Paris (16 -17 avril 1991). [Red.:] D. Knysz-Tomaszewska, J. Kulczycka-Saloni, H. Suwała. Varsovie: UVFLP 1992, 132 s. Université de Varsovie. Faculté de Lettres Polonaises.
2. Młoda Polska. [Opracowania i teksty]. Cz. 1. Wyboru dokonała I. Maciejewska; Cz. 2. Wyboru dokonała D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 1993, 285 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 rozszerz. 2000, 460 s., wyd. 3 rozszerz. 2002, 522 s. Materiały do Ćwiczeń. Ser. 2. Opracowania, 67; Ser. 1. Teksty, 54.
3. Naturalizm. Europejskie konteksty. Opracowania. Wyboru dokonała D. Knysz-Tomaszewska, J. Kulczycka Saloni. Wwa: Inst. Literatury Pol. Wydz. Polonistyki UW 1996, 594 s. Materiały do ćwiczeń. Ser. 3. t. 29.
4. Z Tatr. Polonistyczne warsztaty naukowe w Kirach. 19-25. 04. 98. Materiały. Pod kierunkiem D. Knysz-Tomaszewskiej. Wwa: Artibus 1998, 134 s., wydruk komputerowy.
5. Pozytywizm. Wyboru dokonała D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: [UW Wydz. Polonistyki] 1992, 163 s. Wyd. nast. popraw. i rozszerz. tamże 1997, 531 s. Z prac Inst. Literatury Pol. Wydz. Polonistyki. Mat. do Ćwiczeń. Ser. 2. Opracowania.
6. Pozytywizm. Wyboru dokonała D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: [UW Wydz. Polonistyki] 1993, 383 s. Wyd. 2 rozszerz. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2000, 432 s. Z prac Inst. Literatury Pol. Wydz. Polonistyki. Mat. do Ćwiczeń Ser.1. Teksty.
7. Przekład literacki. Teoria, historia, współczesność. Pod red. A. Nowickiej-Jeżowej i D. Knysz-Tomaszewskiej. Wwa: PWN 1997, 411 s.
8. Pisarze Młodej Polski i Warszawa. [Szkice]. Pod red. D. Knysz-Tomaszewskiej, R. Taborskiego i J. Zacharskiej. Wwa: Inst. Literatury Pol. UW 1998, 382 s. Pisarze Pol. i Warszawa.
9. Au carrefour des lettres et des arts du naturalisme au symbolisme. Actes du colloque organisé par le Centre de Civilisation Polonaise de l’Université Paris-Sorbonne (Paris–IV) et par le Centre parisien de l’Academie Polonaise des Sciences avec la concours de’Université de Varsovie, Paris, les 19 et 20 octobre 1999. [Red.:] D. Knysz-Tomaszewska, A. Ciesielska. Varsovie: Faculté des Letters Polonaises de l’Université de Varsovie 2000, 184 s.
10. J. Kulczycka-Saloni: Na polskich i europejskich szlakach literackich. Z pism rozproszonych 1985-1998. Wstęp, wybór, red.: D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2000, 483 s.
Tu także bibliogr. prac J. Kulczyckiej-Saloni za lata 1985-1998.
11. Spis zawartości Archiwum Paula Cazina. Depozyt Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego i Stacji PAN w Paryżu w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Oprac. zespół po kierunkiem D. Knysz-Tomaszewskiej. Wwa: UW 2000, 321 s.
12. Lorraine-Pologne hier aujourd’hui. Actes du Colloque de Varsovie (9-10 mai 2000). Comité de rédaction D. Knysz-Tomaszewska et I. Zatorska. Varsovie: [Wydz. Polonistyki UW] 2001, 178 s.
13. Wyznanie czy dialog. W kręgu literatury dokumentu osobistego. Praca zbiorowa. Pod red. D. Knysz-Tomaszewskiej i A. Zalewskiej. Wwa: [Wydz. Polonistyki UW] 2001, 237 s.
14. Polonistyczne spotkania – Tybinga. Studia o literaturze polskiej i polsko-niemieckich związkach literackich przełomu XIX i XX wieku. Pod red. D. Knysz-Tomaszewskiej i J. Zacharskiej. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2002, 151 s.
15. Na chwałę i pożytek nasz wzajemny. Złoty jubileusz Polonicum. [Księga pamiątkowa]. Rada red.: D. Knysz-Tomaszewska, J. Porayski-Pomsta, K. Wrocławski. Kom. red.: E. Rohozińska, M. Skura, A. Piasecka. Wwa: Wydawn. UW 2006, 365 s. [Centrum Jęz. Pol. i Kultury Pol. dla Cudzoziemców Polonicum].
16. Wyraz wyłuskany z piersi. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta. Cz. 1. Herbert w oczach zachodnich literaturoznawców. Materiały z Międzynarodowej Konferencji Naukowej Ośrodka Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Paris-Sorbonne (jesień 2004). Pod red. B. Gautier i D. Knysz-Tomaszewskiej; [cz. 2]. Pamięć i tożsamość. Materiały z warsztatów herbertowskich w Oborach (wiosna 2005). Pod red. J.M. Ruszara i M. Zielińskiego. Lubl.: Gaudium 2006, 317 s. Bibl. Pana Cogito.
17. Na ścieżkach pamięci. Album Paula Cazina. Wybór materiałów ikonograficznych i tekstów oraz oprac. D. Knysz-Tomaszewska i G.P. Bąbiak. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2009, X [2] 202 s.
Teksty franc. oprócz opatrzonych nazwiskami tłumaczy przełożyła D.K.-T.
18. G. Zapolska: La morale de Madame Dulska=Moralność Pani Dulskiej. Édition bilingue. Trad. De P. Cazin (1933). Suivie d’une sélection de textes critiques de G. Zapolska. [Red.:] D. Knysz-Tomaszewska, G.P. Babiak. [Przeł.:] L. Virol et A. Nevill. Wwa: Faculté de Langue et de Littérature Polonaises de l’Université de Varsovie 2011, 407 s.
Tekst główny w jęz. franc. i pol.
19. Museion 1911-1913. Publicystyka artystyczna i literacka. Red.: G.P. Bąbiak i D. Knysz-Tomaszewska. Wwa: Wydz. Polonistyki UW 2013, 498 s.
20. G. Zapolska: Une Parisienne oublieé! [Szkice]. [Oprac. i przekład:] E. Koślacz-Virol. [Współpraca:] D. Knysz Tomaszewska, A. Nevill. Paris: Le Scribe l’Harmattan 2016, 150 s.
Zob. też Twórczość poz. 8.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2010.

Od naturalizmu Zoli do prozy zespołu „Przedmieście”
B. FARON: Dziedzictwo naturalizmu w dwudziestoleciu. „Nowe Książ.” 1973 nr 21.
M. KABATA: Naturalistyczne tradycje i rodowody. „Mies. Lit.” 1973 nr 10.

Pola Gojawiczyńska
T. WALAS; M. ZIELIŃSKI: Gojawiczyńska. Fenomen literatury kobiecej (dwugłos). „Nowe Książ.” 1976 nr 21, przedr. rec. M. ZIELIŃSKIEGO pt. Przeciw kobiecie w tegoż: Kilka niewzruszonych przekonań. Kr. 1987.
K. KULICZKOWSKA: W kręgu powieści środowiskowej. „Mies. Lit.” 1977 nr 2.

Europejskie powinowactwa naturalistów polskich
H. SUWAŁA. „Prz. Hum.” 1995 nr 6.

Paul Cazin.
M. GMURCZYK-WROŃSKA. „Dzieje Najnow.” 1993 nr 3.

Przekład literacki
P. SULIKOWSKI. „Zesz. Nauk. Colloquia Germanica Stetinensia Uniw. Szczec.” 1999 nr 9.</document>
<document nplp_id="3608" title="Radosław KOBIERSKI" slug="radoslaw-kobierski">ur. 1971

Poeta, prozaik, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 31 października 1971 w Tarnowie, syn Józefa Kobierskiego, prawnika, i Reginy z Chrzanowskich, nauczycielki. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. J. Słowackiego w Chorzowie; w 1990 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach; w 1997 uzyskał magisterium. W 1994 został członkiem grupy poetyckiej Na Dziko, zrzeszającej głównie poetów z Górnego Śląska. Debiutował w 1995 jako poeta wierszem Czas pora światło przestrzeń,umieszczonym w dodatku poetyckim grupy Na Dzikodo kwartalnika kulturalnego „Opcje” (nr 4), a w 1996 jako prozaik na łamach „Arkadii” utworem pt. Widokówka z okna (nr 1). Utwory poetyckie, prozę, recenzje drukował w wielu czasopismach, m.in. „Czasie Kultury” (1996-98), „Kartkach” (1996-97), „Studium” (1996-2004, 2007), „Śląsku” (1997, 2002, 2005, 2008), „Toposie” (1998, 1999-2000, 2003, 2005-06) i „Kresach” (1997, 1999, 2001) i „Tygodniku Powszechnym” (2012-13). Mieszka w Chorzowie.
TWÓRCZOŚĆ

 	Niedogony. [Wiersze]. Kr.: Studium Lit.- Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ; Zielona Sowa 1997, 44 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 2.
 	Rzeź winiątek. [Wiersze]. Łódź: SLKKB [Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego] 1999, 46 s. Ser. Poetycka Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego, 56.
 	Południe. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2000, 119 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 70.
 	Wiek rębny. [Opowiadania]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2000,119 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 25.
Zawartość: Ślad; Ołtarz gandawski; Wera od porodów; Wentyle; Janek; Co miałeś na myśli mówiąc deszcz?; Cień; Edek; Droga; Nić; On idzie; Babka; Zdjęcie drugiego; Tam skarb twój, gdzie trumna twoja; Taw; Rzeka; Pożegnanie karnawału; Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
 	W dwójkę płyną umarli. [Wiersze]. Łódź: SLKKB [Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego] 2002, 46 s. Ser. Poetycka Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego, 68.
 	Harar. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2005, 248 s. Archipelagi.
 	Lacrimosa. [Wiersze]. Kr.: Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki; Zielona Sowa 2008, 39 s. Bibl.Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 94.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia w 2009.
 	Ziemia Nod. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2010, 602 s. Archipelagi.
W 2011 Nagroda Gwarancja Kultury, przyznana przez kanał TVP Kultura oraz nominacje do Nagrody Lit. Gdynia w kategorii prozy i Lit. Nagrody Europy Środkowej Angelus.
 	Drugie ja. [Wiersze]. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2011, 44 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 39.
Nominacja do Śląskiego Wawrzynu Lit. w 2012.
 	Coming out. [Wiersze]. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2017, 49 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 136.
Przekłady utworów R. Kobierskiego w antologiach zagranicznych, m.in.: serb.: Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012, – słowac.: Mrtvé body. [Wybór i oprac.:] D. Pawelec [Przeł.] J. Faber. Ostrava 2006, – włos.: Racconti senza dogana. [Oprac.:] L. Lami. Roma 2003; Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.:] A. Amenta, L. Costantino. [Posł.:] A. Berardinelli. Udine 2010.

OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2013, 2014.
Wywiady: Światło ze strony. Rozm. M. Mońka. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 227, dod. „Katowice” [dot.: Harar]; Literapeuci. Radosław Kobierski, Wojciech Kuczok. Rozm. Ł. Stec. „Tekstualia” 2006 nr 1.
Ostateczna ucieczka. Rozm. M. Robert. „Topos” 2006 nr 1/2; Śmietnik historii. Rozm. A. Nęcka. „artPapier” 2010 nr 166; Tarnów, czyli ziemia Nod. [Rozm. Red.] „TEMI” 2010 nr 49 [dot.: Ziemia Nod]; Uparty pisarz strzela sobie książką w piętę. Rozm. B. Mońka. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 15 dod. „Katowice” [dot.: Ziemia Nod]; Moja cisza jest pełna wrzasku. Rozm. R. Rutkowski. „Arterie” 2012 nr 2 [dot. wiersza: In vitro z tomu Drugie ja (poz. 9)].

Ogólne
K. MALISZEWSKI: Elegia na śmierć realnego. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
P. LEKSZYCKI: Czarny koń – Kobierski. (O książkach poetyckich Radosława Kobierskiego). „Studium” 2002 nr 1.
A. JARZYNA: Radosław Kobierski: idą za nami, mówią w swoim imieniu. „Kresy” 2009 nr 4.
J. TOMCZYK: Fotografia, czyli dialog zamknięty w obrazie. Klisze pamięci w poezji R. Kobierskiego. „Mêlée” 2009 nr 1, toż „Kwart. Filozof.-Kult.” 2009 nr 5.
M. JURZYSTA: „Bądź, a klęknę” Bóg w poezji Romana Honeta, Bartłomieja Mazjla i Radosława Kobierskiego. „Tekstualia” 2011 nr 2.
M. JURZYSTA: Śmierć w kilku odsłonach. Tanatos w poezji Radosława Kobierskiego. „Ogrody Nauk i Sztuk” 2011 nr 1.
D. NOWACKI: Trójskok. O prozie Radosława Kobierskiego. „Opcje” 2011 nr 3.
D. PAWELEC: Bałkany a sprawa polska. „Mitrovica” Radosława Kobierskiego. „Pozn. Studia Polonist. Ser. Lit.” 2012.
M. CUBER: Gry o Zagładę. O poezji i prozie R. Kobierskiego i A. Kłos. W tejże: Metonimie Zagłady. Katow. 2013.
M. MARCHAJ: Wyjście awaryjne. Obecność śmierci samobójczej w wyobraźni poetyckiej Radosława Kobierskiego; F. MATERKOWSKI: Od wyzwolonej do ośmielonej wyobraźni, czyli o poetyce imaginatywistów polskich [dot. m.in. R.Kobierskiego]. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
M. PEROŃ: Świat w rozkładzie. O nurcie „ośmielonej wyobraźni” roczników 70. (Roman Honet, Bartłomiej Majzel, Radosław Kobierski). W: Literatura na progu XXI wieku. Olsztyn 2014.

Niedogony
P.W. LORKOWSKI: Cela pełna luster. „Studium” 1998 nr 10.
K. MALISZWSKI. „Odra” 1999 nr 4.
G. OLSZAŃSKI: Niedogony-Winiątek. Krótki przewodnik (nie) praktyczny w formie. „Studium” 1999 nr 3/4 [dot. też: Rzeź winiątek].

Rzeź winiątek
G. OLSZAŃSKI: Niedogony-Winiątek. Krótki przewodnik (nie) praktyczny w formie. „Studium” 1999 nr 3/4 [dot też: Niedogony].
W. BRZOSKA: Miłość do śmierci. „Śląsk” 2000 nr 2.

Południe
T. JAMROZIŃSKI: Na progu, na granicy – pośrodku. „Opcje” 2004 nr 4.
A. KAŁUŻA: Czarny, rodzaju nijakiego. „Nowe Książ.” 2005 nr 3.
B. MYTYCH-FORAJTER: W samo południe. „FA-art” 2005 nr 1.
R. WIŚNIEWSKI: W samo południe. Fading away. „Odra” 2005 nr 3.

Wiek rębny
K. GAJEWSKI: Żądza na ciele. „Polityka” 2000 nr 35.
K. MALISZEWSKI. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 223.
M. KAMIEŃCZYK: Jak wam to powiedzieć. „Śląsk” 2001 nr 6.
R. OSTASZEWSKI: Głos kaprawego pokolenia. „Twórczość” 2001 nr 7.

W dwójkę płyną umarli
M. SOLECKI: Omnipotencja śmierci, czyli „W dwójkę płyną umarli”. „Topos” 2002 nr 6.
A. KAŁUŻA: Romans ze śmiercią. „Studium” 2002/2003 nr 6/1.

Harar
S. BURYŁA: Spojrzenie wstecz. „Nowe Ksiaż.” 2005 nr 10.
M. CUBER: Zadra dzieciństwa. „Polityka” 2005 nr 29.
M. CZARKOWSKA: Ogarnąć mrok. „Tekstualia” 2005 nr 2.
B. DARSKA: Zawsze pomiędzy. „Dekada Lit.” 2005 nr 5.
D. NOWACKI: Zdechlak został ocalony. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 160.
W. RUSINEK: Powrót z Hararu. „FA-art” 2005 nr 4.
B. TASZCZYSZYN: Piękno dziecięcej traumy, „Tyg. Powsz.” 2005 nr 40.
D. WEPS: W sidłach neurozy. „Opcje” 2005 nr 3.
R. WIŚNIEWSKI: Dziennik światła. „Studium” 2005 nr 4/5.
K. MALISZEWSKI: Księga przebudzenia. „Odra” 2006 nr 3.
M. MORYŃ: Z ciemności do światła. „Śląsk” 2006 nr 3.
M. ROBERT: Wspomnienia melancholika. „Topos” 2006 nr 1/2.
Zob. też Wywiady.

Lacrimosa
M. ORLIŃSKI: Pytanie, które powraca coraz częściej. W tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.
B. SOKOŁOWSKA: W zmienionej formie. „Nowa Okolica Poetów” 2011 nr 1.
A. WIECH: Cielesność bywa rzeczą bolesną. Wokół „Lacrimosy” Radosława Kobierskiego i „baw się” Romana Honeta. W: Doświadczając. Szkice o twórczości (anty)modernistycznej. Katow. 2014.

Ziemia Nod
D. NOWACKI: Los zapisany w księdze. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 267.
A. NĘCKA: Błądzić jest rzeczą ludzką. „Nowe Książ.” 2011 nr 1, przedr. w tejże: Co ważne i ważniejsze. Notatki o prozie polskiej XXI wieku.
M. SEDLACZEK-MIKODA: Koszmar minionego wieku. „Śląsk” 2011 nr 7.
J. WAJS: Mapa (końca) świata. „Cwisz[y]n” 2010 nr 4.
Zob. też Wywiady.

Drugie ja
M. OLSZEWSKI: Słowopalenie. „Wyspa” 2012 nr 2.
T. RADZIEWICZ, J. SAJKOWSKI: Rozmowa przeprowadzona w oparciu o lekturę „Drugiego ja” Radosława Kobierskiego [on-line] [dostep 2 lipca 2014]. Dostępny w Internecie.
Zob. też Wywiady</document>
<document nplp_id="3611" title="Andrzej Stanisław KOWALCZYK" slug="andrzej-stanislaw-kowalczyk">ur. 1957

Historyk, eseista, edytor
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 lutego 1957 w Warszawie; syn Feliksa Kowalczyka, podpułkownika Wojska Polskiego, i Alicji z Walasików, ekonomistki. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im J. Śniadeckiego w Warszawie; w 1976 zdał maturę. Następnie studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1980 uzyskał magisterium. W 1980-86 pracował jako nauczyciel, początkowo w szkołach podstawowej i zawodowej, a od 1981 w Liceum Ogólnokształcącym im. M. Reja w Warszawie. Równocześnie w 1983 rozpoczął pracę na stanowisku asystenta w Zakładzie Metodyki Literatury i Teorii Lektury w Instytucie Literatury Polskiej (ILP) UW. W pracy badawczej zajął się kulturą polską XX wieku ze szczególnym uwzględnieniem kultury polskiej na emigracji po 1939 oraz epistolografią, diarystyką i eseistyką polską, a także edytorstwem w tym zakresie. Debiutował w 1983 esejem pt. Złote runo nicości,opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 11; dot. wiersza Z. Herberta pt.Przesłanie Pana Cogito). Rozprawy, artykuły, recenzje drukował m.in. na łamach pism: „Tygodnik Powszechny” (1983-85, 1989-92), „Polonistyka” (1983-86), „Więź” (1984-85), „Znak” (1984-89, 2002-05), „Przegląd Powszechny” (1985-87) i „Pamiętnik Literacki” (1987-88). W 1986 doktoryzował na się na UW na podstawie rozprawy pt. Kryzys w świadomości europejskiej w eseistyce polskiej lat 1945-1977 (Vincenz – Stempowski – Miłosz) (promotor prof. Ryszard Handke) i objął stanowisko adiunkta. W 1991-95 kierował Wydawnictwem LNB. W 1992 rozpoczął wieloletnią współpracę z redaktorem paryskiej „Kultury”, Jerzym Giedroyciem, której owocem było m.in. powstanie serii Archiwum „Kultury” oraz poszerzenie pola badań o rolę inteligencji w kulturze polskiej XX w. W następnych latach publikował artykuły i recenzje m.in. w pismach: „Res Publica Nowa” (1992-2003, z przerwami; od 1998 członek Rady kwartalnika), „Kresy” (1991-97, 2001), „Nowe Książki” (1992, 1999-2000), „Regiony” (1994, 1996, 1998-2003), „Zeszyty Literackie” (1994, 1996-97, 2000-07) i „Przegląd Polityczny” (2000-01, 2004-06). W 1994-2005 wykładał historię literatury i kultury polskiej na Slavisch Seminarium na Universiteit van Amsterdam. W 1998 habilitował się na UW na podstawie rozprawy pt. Nieśpieszny przechodzień i paradoksy. Rzecz o Jerzym Stempowskim. W 1999 otrzymał stanowisko profesora na UW. W 2000-02 kierował Zakładem Metodyki Literatury i Teorii Lektur, po czym przeniósł się do Zakładu Literatury XX i XXI w. ILP UW, którego w 2013 został kierownikiem (funkcję tę pełnił do 2016). W 2003-05 był członkiem Państwowej Komisji Akredytacyjnej. W 2005 podjął współpracę z Instytutem Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, działającym przy Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie; w 2010-2015 wchodził w skład Rady Programowej Muzeum. W 2006 został członkiem Pracowni Antropologicznych Problemów Literatury ILP UW. W 2008-15 należał do Uczelnianego Zespołu Zapewnienia Jakości Kształcenia UW. W 2008-14 wchodził w skład jury Nagrody Literackiej m. st. Warszawy. W 2009 otrzymał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego UW. W 2015 objął kierownictwo działu rękopisów w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie. Członek rady programowej Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa im. J. Nowaka-Jeziorańskiego w Warszawie. Odbywał podróże m.in. do Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Holandii, Rosji, Ukrainy i Włoch.

Mieszka w Warszawie.

TWÓRCZOŚĆ
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2012, 2013.
Wywiad: O wyobraźni emigracyjnej. Rozm. A. Papieska. „Nowe Książ.” 2015 nr 5.

Kryzys w świadomości europejskiej w eseistyce polskiej lat 1945-1977
Z. BAUER: Obca Europa. „Sł. Prz. kult.” 1991 nr 23.
M. KLECEL: Eseje dla Europy. „Nowe Książ.” 1991 nr 6.
W. PRÓCHNICKI. „Ruch Lit.” 1991 nr 5.
P. KOWALSKI: Małe ojczyzny i kryzys europejskiej świadomości. „Regiony” 1995 nr 3.

Sawinkow
F. MODRZEJEWSKI: Proza o Sawinkowie. „Życie Warsz.” 1992 dod. „Ex Libris” nr 21.
K. MURAWSKI. „Nowy Świat” 1992 nr 89.
W. KRZYSZTOPORSKI: Nieznośna lekkość pióra. „Rzeczpospolita” 1992 nr 115.
R. WĘGRZYNIAK. „Tyg. Powsz.” 1992 nr 31.
J. WOJCIECHOWSKI: Miejsce na cokołach. „Dz. Pol.” 1992 nr 288.
G. BORKOWSKA: Co się zmienia? „Res Publica Nowa” 1994 nr 4.

Nieśpieszny przechodzień i paradoksy.
M. KLECEL: Arkadia i Apokalipsa. „Życie” 1997 nr 291.
Tenże: Sceptyczny świadek wieku. „Rzeczpospolita” 1997 nr 247.
J. LEOCIAK: Jerzego Stempowskiego „pulsus paradoxalis”. „Nowe Książ.” 1997 nr 10.
Cz. MIŁOSZ: Jeszcze o Stempowskim. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 52.
M. WYKA: Miejsce Jerzego Stempowskiego. Człowiek dobrze wychowany. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 48.
H. ZAWORSKA: Uwodzicielska inteligencja. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 199.
M. ADAMIEC: Powrót niespiesznego przechodnia. „Prz. Polit.” 1998 nr 37.
J. GONDOWICZ: Bagaż z Szebutyniec. „Res Publica Nowa”. 1998 nr 2/3.
S. JANOWSKI: Portret Stempowskiego. „Strony” 1998 nr 3/4.
J. KLEJNOCKI: Przewodnik i przechodzień. „Kwart. Artyst.” 1998 nr 3.
R. KWIECIEŃ: „Z dala od wielkich dróg, ścieżkami mało wydeptanymi…” „Znak” 1998 nr 7.
W. LEWANDOWSKI: Stempowski, Mackiewicz – nowości z i o emigracji. „Arch. Emigracji” 1998 nr 1.
R. WĘGRZYNIAK. „Pam. Lit.” 1998 z. 4.
M. ZAGAŃCZYK: Kajet lektur: Stempowski. „Zesz. Lit.” 1998 nr 61.

Pan Petlura?
A. BAGŁAJEWSKI: Vous–êtes Monsieur Petlura? „Kresy” 1998 nr 4.
M. JAGIEŁŁO: Rekolekcje. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.
K. KOPKA: Morderstwo na rue Racine. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 143.
A. SEREDNICKI. „Maz. Studia Hum.” 1998 nr 2.
R. WĘGRZYNIAK: Popogromowe rekolekcje. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 29.
T.Z. ZAPERT: Uznany za niewinnego. „Życie” 1998 nr 156.
M. RIABCZUK: Ataman i jego demony, czyli próba egzorcyzmu historycznego. „Czas Kult.” 1999 nr 4/5.
E. MAZGAL: Książka o Petlurze. Dla dorosłych. „Gaz. Olszt.” 1999 nr 232.

Giedroyc i „Kultura”
J. DUŻYK: Giedroyc i jego wielkie dzieło. „Dz. Pol.” 1999 nr 235.
B. CYGIEL: A to Giedroyc właśnie. „Sł. Pol.” 1999 nr 146.
J. KORKOZOWICZ. „Głos Naucz.” 1999 nr 35.
K. MASŁOŃ: Książę Niezłomny. „Rzeczpospolita” 1999 nr 116.
M. NIEMOJEWSKI: Wstęp do „Kultury”, wstęp do kultury. „Nowe Książ.” 1999 nr 10.
R. WĘGRZYNIAK: Portret Redaktora. „Nowe Państ.” 1999 nr 34.
J. WOLSKI. „Arkusz” 2000 nr 9.

Wiek ukraińsko-polski. Rozmowy z Bohdanem Osadczukiem
K. MASŁOŃ. „Mag. Lit. Książ.” 2001 nr 11.
B. BERDYCHOWSKA: Wiek polsko-ukraiński. „Nowe Książ.” 2002 nr 1.
P. PIASZCZYŃSKI: „Może warto zacząć inaczej”. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 1.
W. STANISŁAWSKI: Między Szprewą a Dnieprem. „Nowe Książ.” 2008 nr 9 [dot. wyd. 2].

Miejskie: Amsterdam, Paryż I, Paryż II, Berno I, Berno II, Warszawa, Londyn
J. KLEJNOCKI: Flâneur współczesny. „Rzeczpospolita” 2003 nr 232.
R. WĘGRZYNIAK. „Zesz. Lit.” 2003 nr 4.
K. NICIŃSKI: Sylwy o miejscach i ludziach. „Więź” 2006 nr 4.

Od Bukaresztu do Laffitów
P. RAMBOWICZ: Jerzy Giedroyc w zwierciadle epistolografii. „Arch. Emigracji” 2007 z. 1.
L. SZARUGA: Przesłuchiwany i badany. „Nowe Książ.” 2007 nr 4 [m.in. dot A.S. Kowalczyka].

Wena do polityki
J. BORKOWICZ: Czy intelektualista może być Kmicicem. „Więź” 2015 nr 1.
R. HABIELSKI: Historia przyznała rację „Kulturze” „Nowe Ksiaż.” 2015 nr 5.
T. MAKOWSKI: Bez niego Giedroyc nie dałby rady. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 280.

J. Giedroyc, J. Stempowski: Listy 1946-1969. Cz. 1-2
[T. FIAŁKOWSKI] LEKTOR: Rzeczpospolita epistolarna. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 30.
Z. FLORCZAK: Słuchając ich obu. „Nowe Książ.” 1998 nr 11.
T. JASTRUN: Wielkie jedzenie listów. „Polityka” 1998 nr 39.
E. NAUJALIS: Dziesiąta woda po Kisielu. „Akant” 1998 nr 11.
W. SKALMOWSKI: Duet korespondencyjny. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 39.

M. Dąbrowska, J. Stempowski: Listy
B. KERSKI; J. MAJCHEREK; P. MATYWIECKI: Opinie o tomie M. Dąbrowska, J. Stempowski: Listy. „Zesz. Lit.” 2011 nr 1.
M. KRÓL: Bliskość pogody i przygody. „Więź” 2011 nr 2/3.
M. NALEWSKI: Ich prace i dnie. „Twórczość” 2012 nr 4.
A. PAPIESKA: Dwa monologi. „Nowe Książ.” 2011 nr 4.
R. WĘGRZYNIAK: Mistrzowskie listów pisanie. „Odra” 2011 nr 7/8.</document>
<document nplp_id="3613" title="Hanna KOWALEWSKA" slug="hanna-kowalewska">ur. 1960

Pseud.: Anna Kowa; Anna Lewska.

Poetka, powieściopisarka, autorka słuchowisk i dramatów.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 18 kwietnia 1960 w Wysokiem Mazowieckiem; córka Mariana Kowalewskiego, krawca, i Matyldy z Pogorzelskich, księgowej. W 1979 zdała maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. B. Wesołowskiego (obecnie im. Króla Kazimierza Jagiellończyka) w Wysokiem Mazowieckiem. W 1979-83 studiowała filologię polską na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Po uzyskaniu w 1983 magisterium powróciła do Wysokiego Mazowieckiego i do 1986 pracowała jako nauczycielka języka polskiego w liceum. Debiutowała w 1985 na łamach „Nowej Wsi” wierszem pt. Żniwa (nr 28; pod pseud. Anna Lewska), nagrodzonym w konkursie „Ziemia moich wierszy”, zorganizowanym przez Radę Krajową Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy oraz redakcję tygodnika „Nowa Wieś”. Od 1987 zajmowała się wyłącznie twórczością literacką. Wiersze ogłaszała m.in. w „Poezji” oraz miesięczniku „Okolice” (do 1991), a recenzje sporadycznie w „Nowych Książkach” (1987-88) i „Okolicach” (1988-89). W 1990-92 uczestniczyła w zajęciach Studium Scenariuszowego przy Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Nawiązała współpracę z Polskim Radiem i Telewizją jako autorka słuchowisk, dramatów i widowisk telewizyjnych. W 1995-97 pracowała w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wysokiem Mazowieckiem. W 1996 została członkiem SPP. W 1998 zaczęła publikować powieści, w tym z cyklu o Zawrociu. Od 2003 mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Winoroślinność. [Wiersze]. Wwa: KKMP „Okolice”; Staromiejski Dom Kultury 1988, 16 s. Bibl. „Okolic”.
2. Anna tłumaczy świat. [Wiersze]. Wwa: Stow. Korespondencyjny Klub Pisarzy „Okolice” 1990, 69 s. Bibl. „Okolic”. Wyd. nast. Pozn.: Zysk i S-ka 2011.
3. Gigant. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż. S. Zajączkowski. TVP 1995.
4. Jezioro o podwójnym dnie. [Słuchowisko radiowe]. „Teatr Pol. Radia” 1995 nr 2 s. 80-95. Praprem.: Reż. W. Modestowicz. Radio 1995.
II nagroda w konkursie Pol. Radia w 1995 oraz w konkursie organizowanym przez Red. Dramatu Pol. Radia „Wybieramy Premierę Dwójki” w 1996.
5. Kapelusz z zielonymi jaszczurkami. [Opowiadania]. Wwa: Przedświt, na zlecenie Wydz. Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Woj. w Łomży 1995, 139 s. Wyd. nast.: Pozn.: Zysk i S-ka [2005].
Zawartość: Drzewa paznokciowe; Białe wyspy; Zanurz się w Styksie; Pierwsza miłość Celestyny; Tuż obok, w Babilonie; Berenika i lwy; Kapelusz z zielonym jaszczurkami; Hotel „Nowa Praga”; Podróż w fioletowej aorcie; Dom w szklance herbaty zanurzony; Jeszcze jedna podróż; Drzewo diabła; Czterolistna koniczyna; Światłowstręt.
6. Porwanie. [Utwór dramatyczny]. Powst. ok. 1997. Praprem.: Reż.: Z. Wardejn. Pozn., Scena na Piętrze 1999.
Wyróżnienie w Ogólnopol. Konkursie Dramaturgicznym „Tespis 97”.
7. Siódme przykazanie. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Wwa, T. Autora (w T. Małym) 1998.
Inf.: http://www.ignis.org/2001-Prog-11-Kowalewska.html.
8. Tego lata w Zawrociu. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 1998, 222 s.; Wwa: Świat Książki 1998, 188 s. Wyd. nast.: Pozn.: Zysk i S-ka: [2004], tamże: [2005], 2006, 2010; Kr.: WL 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda główna w konkursie na powieść ogł. przez wydawnictwa Zysk i S-ka oraz Klub „Świata Książki” w 1997. – Wyd. 1 jednocześnie opublikowane przez dwa wydawnictwa. – Dalsze części cyklu powieści o Zawrociu zob. poz. 11, 14, 15, 16, 18.
Przekł.: niem.: Polnische Sonate. [Przeł.] K. Wolff. München 2000, wyd. nast. tamże 2002, – włos.: Quell’estate a Zawrocie. [Przeł.] B. Delfino. [Ferrara] 2007.
9. Wieczór z lalką. [Utwór dramatyczny dla młodzieży]. Praprem.: Reż.: W. Pacyna. TVP 1998.
10. Letnia akademia uczuć. [Powieść dla młodzieży]. Wwa: WAB 2000, 413 s. Wyd. nast.: wyd. 2 tamże 2004; Wwa: Świat Książki 2003; Pozn.: Zysk i S-ka 2007, 2016.
[T.1] Anna i wodorosty.
Osobny tytuł t. 1 dodawany od wyd. 2.
[T. 2] Pięć najważniejszych słów. Pozn.: Zysk i S-ka 2010, 400 s. Wyd. 2 tamże 2016.
11. Góra śpiących węży. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2001, 453 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki 2003; Pozn.: Zysk i S-ka [2004], tamże: 2007, 2009; Kr.: WL 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Cz. 2 cyklu powieści o Zawrociu; cz. 1 zob. poz. 8.
12. Julita i huśtawki. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2003, 308 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki – Bertelsmann Media 2007; Kr.: WL 2017.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta J. Kiss. Wwa: Zakład Nagrań i Wydawn. Związku Niewidomych 2004, 1 płyta CD, pliki w formacie mp3.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda „Mies. Lit.” za najlepszą książkę 2003 oraz nominacja do Śląskiego Wawrzynu Lit.
13. Tak miało być. [Scenariusz serialu telewizyjnego w 17 odcinkach]. TVP 2005.
Podp. pseud.: Anna Kowa.
14. Maska Arlekina. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2006, 317 s. Wyd. nast.: Wwa: Świat Książki - Bertelsmann Media 2007; Pozn.: Zysk i S-ka 2015; Kr.: WL 2017.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Cz. 3 cyklu powieści o Zawrociu; cz. 1 zob. poz. 8.
15. Inna wersja życia. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2010, 400 s.
Cz. 4 cyklu powieści o Zawrociu; cz. 1 zob. poz. 8.
16. Przelot bocianów. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2011, 381 s. Wyd. nast. tamże 2013.
Cz. 5 cyklu powieści o Zawrociu; cz. 1 zob. poz. 8.
17. Tam, gdzie nie sięga już cień. [Powieść]. Kr.: WL 2015, 455 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
18. Cztery rzęsy nietoperza. [Powieść]. Kr.: WL 2016, 620 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Cz. 6 cyklu powieści o Zawrociu; cz. 1 zob. poz. 8.
19. Julita i huśtawki. [Powieść]. Kr.: WL 2017, 384 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.

Słuchowiska radiowe zob. poz. 4 oraz m.in.: Czterolistna koniczyna. Reż.: Z. Dąbrowski. Radio 1993 [I nagroda w konkursie zorganizowanym przez Pol. Radio i Radio Katow. w 1993]. – Samotność na sprzedaż. Powst. 1996. Reż.: W. Modestowicz. Radio 1997 [wyróżnienie w konkursie zorganizowanym przez Pol. Radio pt. „Integracja z Europą” w 1996]. – Szukam drzewa, kochanka oczu. Radio 1996. – Wysypisko. Reż.: W. Markiewicz. Radio (Kraków) 1996. – Ty, tylko ty. Radio 1999. – Przedsionek, czyli sny o niebie i piekle. Radio 2000. – Szepty i kłamstwa. Reż.: A. Jarski. Radio 2001. – Jeden mglisty poranek. Powst. 2013. Reż.: D. Bałazy. Radio 2014. [wyróżnienie w konkursie „Horyzonty wolności. Emigracja – Perspektywy” organizowanym przez Muzeum Emigracji w Gdyni w 2013].

Przekłady utworów H. Kowalewskiej w antologiach zagranicznych: chorw.: Orkestru iza lepa. Antologija poljskie kratke priče. Zagreb 2001, – niem.: Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Liryk. Antologie. Köln [1998]; Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzählungen der Gegenwart. München 2000; Orpheus versammelt die Geister. Stimmen aus der Mitte Europas. [Wyd.:] P. Gehrisch, A. Helbig. [Przeł.:] B. Eberspächer, P. Gehrisch. Dresden [po 2005]; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. Gedichte. [Wybór, przekł. i oprac.:] P. Gehrisch. Leipzig 2010.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011.
Strona internetowa.
Wywiady: Prowincja jest nudna - dlatego jest taka twórcza. Rozm. K. Witkowski. „Mag. Lit.” 1996 nr 3/ 4; Bywam matką. I bywam żoną. To w zupełności wystarczy. Rozm. E. Dyrcz. „Dz. Pol.” nr z 16 czerwca 2016; Trzeba zmierzyć się z przeszłością. Rozm. E. Kołecka. Powst. 2016 [dostęp 21 lutego 2018] Dostępny w Internecie.

Ogólne
M. JENTYS: Miłość &amp;amp; pamięć. „Migotania, Przejaśnienia” 2007 nr 1/2.

Anna tłumaczy świat
A. KALBARCZYK: Tłumacz świat, Anno. „Kresy” 1991 nr 7.
M. JENTYS: Słodycze „Okolic” i E. Wedla. „Okolice” 1992 nr 1/3.
S. STANIK: Czwórka, którą warto poznać. „Sł. Powsz.” 1992 nr 137.

Kapelusz z zielonymi jaszczurkami
L. BUGAJSKI: Delikatnie. „Wiad. Kult.” 1995 nr 30.
M. JENTYS: Słowa jak czarodziejskie kule. „Sycyna” 1995 nr 14.
D. NOWACKI: Poetycki szyfr. „Twórczość” 1995 nr 12.
J. SIKORA: Opowiadania Hanny Kowalewskiej. „Nowe Książ.” 1995 nr 8.
P. SKURZYŃSKI: Kultyzm z zielonymi jaszczurkami. „Topos” 1995 nr 9/10.
A. STACHOWIAK: Zrozumieć kobietę. „FA- art” 1995 nr 4.
T. OSZUBSKI: Bardzo kobiece wspomnienia. „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 2000 nr 3.

Tego lata w Zawrociu
Ł. GOŁĘBIEWSKI: Staroświecka i nowoczesna. „Rzeczpospolita” 1998 nr 94.
M. JENTYS: Czarny, biały, biały, czarny... „Sycyna” 1998 nr 8.
K. MASŁOŃ: Z pamiętnika babuni. „Rzeczpospolita” 1998 nr 94.
M. ORSKI: Tej wiosny, zawracanie głowy. „Nowe Książ.” 1998 nr 7.
M. RABIZO-BIREK: Dziwne losy Matyldy, czyli lektura na lato. „Twórczość” 1998 nr 10.
P. CZAPLIŃSKI, P. ŚLIWIŃSKI: Po prostu powieść? W tychże: Kontrapunkt. Rozmowy o książkach. Pozn. 1999.

Letnia akademia uczuć
A.M. KRAJEWSKA: Pan profesor się nie wtrąca. „Guliwer” 2001 nr 2.
D. ŚWIERCZYŃSKA-JELONEK: Ścieżki. „Nowe Książ.” 2001 nr 3 [dot. także: I. Landau: Zazdrosne i zakochane; J. Kukuła: Miłość to znaczy].

Julita i huśtawki
D. NOWACKI: Mieszanka wzbogacona. „Twórczość” 2004 nr 4.

Maska Arlekina
A. NĘCKA: Demony przeszłości. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.

Inna wersja życia
B. DARSKA: Skrzywdzone dziecko. „Nowe Książ.” 2010 nr 11.

Cztery rzęsy nietoperza
Zob. Wywiady.</document>
<document nplp_id="3615" title="KOWALEWSKI Włodzimierz" slug="kowalewski-wlodzimierz">ur. 1956

Prozaik, poeta, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 11 listopada 1956 w Olsztynku; syn Sylwestra Kowalewskiego, prawnika, oficera milicji do spraw kryminalnych, i Barbary z Piechockich, urzędniczki. W 1965 przeprowadził się wraz z rodziną do Olsztyna, gdzie w 1971-75 uczył się w I Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza. Po zdaniu matury rozpoczął w 1975 studia polonistyczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu. Po pierwszym semestrze naukę przerwał i ponownie ją podjął na tym samym kierunku i uczelni w roku 1976. W 1975 debiutował jako poeta wierszami Niepoznana i Przepowiednia marzenia na łamach pisma „Warmia i Mazury” (nr 4). W 1978 był współzałożycielem (wraz z Grzegorzem Lorczykiem i Tadeuszem Majewskim) toruńskiej grupy poetyckiej „Zamek Nieszawski”, działającej do 1979. W 1981 zamieszkał w Czernikowie (kujawsko-pomorskie) i podjął pracę nauczyciela języka polskiego w Szkole Podstawowej w Steklinku. W 1982 obronił magisterium na UMK. W 1983 powrócił do Olsztyna i pracował jako nauczyciel w Szkole Podstawowej w pobliskim Wipsowie, a od 1984 w Szkole Podstawowej nr 6 w Olsztynie. W 1985 opublikował w „Faktach” (nr 20) swoje pierwsze opowiadanie pt. Kamyk. W 1985-2007 uczył w II Liceum Ogólnokształcącym im. K.I. Gałczyńskiego w Olsztynie. Był związany od 1990 ze Stowarzyszeniem Wspólnoty Kulturowej „Borussia”, działającym na rzecz poznawania i rozwoju wielokulturowego dziedzictwa Warmii i Mazur; od 1995 publikował prozę, wiersze i recenzje w czasopiśmie „Borussia”, wchodził też w skład redakcji pisma, w 1998-2007 był redaktorem działu prozy. W 1992 nawiązał stałą współpracę z „Przeglądem Artystyczno-Literackim”, którego zespołu redakcyjnego był członkiem w 1994-2002. Od 1994 współpracował też z Rozgłośnią Polskiego Radia w Olsztynie, prowadząc tam m.in. cotygodniowy felieton literacki. W 1995 wstąpił do SPP. W 2000 otrzymał nagrodę „Gazety Olsztyńskiej”, w 2001 Nagrodę Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego, w 2003 Nagrodę Literacką im. S.B. Lindego partnerskich miast Getynga i Toruń za zasługi dla literatury polskiej i niemieckiej, w 2004 nagrodę Prezydenta Miasta Olsztyna, Statuetkę św. Jakuba, za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury. W 2005 przebywał na stypendium Baltic Center for Writers and Translators w Visby (Szwecja). W 2016 otrzymał tytuł „Osobowości Roku Warmii i Mazur”.

W 1981 zawarł związek małżeński z Joanną Maćkiewicz, wówczas studentką, później nauczycielką i bibliotekarką. Mieszka w Olsztynie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Epoka przyćmiona. [Wiersze]. Tor.: SZSP 1981, 11 s.
2. Idę do ciebie spod sklepionego łuku bramy... [Wiersze]. Tor.: Toruńskie Tow. Kultury 1981, 19 s.
3. Cztery opowiadania o śmierci. Bydg.: Kuj.-Pomor. Tow. Kult. 1993, 95 s.
Zawartość: Kamyk; List polecony; Władyś; Śmierć Ostrogskiego.
4. Powrót do Breitenheide. [Mikropowieści]. Olsztyn: Littera 1997, 183 s. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. 1998. Por. poz. 9.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1998.
Zawartość: Powrót do Breitenheide; Rude włosy nocą.
Przekł.: niem.: Rotes Haar nachts. [Przeł.] D. Daume. Wien 2000; Zurück nach Breitenheide. [Przeł.] D. Daume. Klagenfurt 2002, - węgier.: Visszatérés Breitenheidébe. [Przeł.:] Z. Mihályi, L. Pálfalvi, G. Keresztes. Budapest 2002.
5. Bóg zapłacz! [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2000, 286 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny, plik w formacie PDF.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2001.
Przekł. węgier.: A szép szoba. [Przeł.] L. Pálfalvi. Budapest 2003.
Adapt. radiowa: Adapt. i reż.: J. Kijowski. Radio 2011.
6. Światło i lęk. Opowiadania starej daty. Wwa: W.A.B. 2003, 237 s. Przedr. zob. poz. 10.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2004.
Zawartość: Światło i lęk. (Opowiadanie romantyczne); Śmierć Ostrogskiego [poz. 3]; „I utonął księżyc w stawie...”; Wieczór autorski; Władyś [poz. 3]; Kamienica Denglera.
7. Excentrycy. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2007, 318 s. Wyd. nast.: Wwa: Marginesy 2015. Por. poz. 10.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Marginesy 2015, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
Lit. Nagroda Warmii i Mazur w 2008.
Adapt. radiowa: Adapt.: B. Prządka. Reż.: J. Zaorski. Radio 2009.
8. Ludzie moralni. [Powieść]. Kr.: WL 2012, 359 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie EPUB, MOBI, PDF.
9. Powrót do Breitenheide. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: M. Markiewicz. Radio (Olsztyn) 2012. Dostępny w Internecie: http://sluchowiska.ugu.pl/index.php?c=info&amp;amp;id=4922. Por. poz. 4.
Nagroda na XIII Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie za oryginalny scenariusz słuchowiska.
10. Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy. [Scenariusz filmowy]. Współaut.: J. Majewski. Reż.: J. Majewski. Ekran. 2015.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Agora 2015, DVD.
Nagroda „Srebrnych Lwów” na Festiwalu Pol. Filmów Fabularnych w Gdyni w 2015. – Scenariusz na podstawie powieści zob. poz. 7.
10. Brzydki człowiek i inne opowiadania. Wwa: Marginesy 2016, 320 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Marginesy 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawiera opowiadania z poz. 6, – nadto: Brzydki człowiek; Szał uniesień; Auta mojego życia; Pomnik; Śmiechowicz.

Słuchowiska radiowe: Geniusz i muza. Reż.: J. Warenycia. Radio 2011. –Powrót do Breitenheide. Reż.: M. Markiewicz. Radio 2012 [nagroda Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie w 2013]. – Epitafium. Reż.: M. Markiewicz. Radio 2015 [nagroda Festiwalu T. Pol. Radia i T. Telewizji Pol. „Dwa Teatry” w Sopocie w 2016].

Przekłady opowiadań W. Kowalewskiego w antologiach zagranicznych: litew.: Vėtyklė: Olštyno rašytojų kūrybos rinktinė. [Przeł. i oprac. J. Šikšnelis]. Klaipêda 2008, – niem.: Neue Geschichten aus der Pollakey: Anthologie zeitgenössischer polnischer Prosa. Oprac.: B. Helbig-Mischewski, K.M. Załuski]. Jestetten 2000.
Praca redakcyjna
1. Księga pamiątkowa dziesięciolecia 1995-2005. 60 lat II Liceum Ogólnokształcącego im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Olsztynie. Red.: W. Kowalewski. Olsztyn: Foto Press 2005, 171 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008.
Wywiady: Dom nad jeziorem i czerwone wino. Rozm. E. Mazgal. „Gaz. Olszt.” 2000 nr 257 [dot.: Bóg zapłacz!]; Podróż bez granic. Rozm. J. Klejnocki. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 184 [dot.: Bóg zapłacz!]; Rozmowa z Włodzimierzem Kowalewskim, pisarzem, autorem tomu opowiadań „Powrót do Breitenheide” i powieści „Bóg zapłacz!”. Rozm. J. Juran. „Bibliotekarz Warm.-Mazur.” 2000 nr 3/4; Powrót do przeszłości. Rozm. M. Kruczkiewicz. „Nowości. Gaz. Pom. i Kujaw” 2003 nr 184; Radość tworzenia. Rozm. E. Mierzyńska. „Gaz. Olszt.” dod. „Reporter” 2003 nr 213; Lubię szczegóły. Rozm.: M. Tabaczyński, W. Giedrys. „Teka” 2004 nr 1; To, co nas kręci i rozpala. Rozm. J. Paliwoda. „Gaz. Olszt.” 2005 nr 95; Zawsze zwycięża przyziemność. Janusz Paliwoda pyta Włodzimierza Kowalewskiego o śmierć, nieudaczników i książkowe podróże w czasie. „Lampa” 2005 nr 1; Swing przemawia bardziej. Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2007 nr 11.

LP XX w. (K. Ćwikliński).

Ogólne
P. KĘPIŃSKI: O pisarzach, koniach na biegunach i roztropnych wydawcach a najwięcej o Włodzimierzu Kowalewskim. „Czas Kult.” 2000 nr 6.
M. ORSKI: Melancholia nieistniejącej prowincji Włodzimierza Kowalewskiego. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
K. UNIŁOWSKI: Zagraj to jeszcze raz Sam, czyli powtórka z modernizmu. „Opcje” 2004 nr 3.
B. DARSKA: Przeszłość w odcinkach. W tejże: Ucieczki i powroty. Olsztyn 2006.
M. JENTYS: O Włodzimierzu Kowalewskim. „Migotania, Przejaśnienia” 2009 nr 2, przedr. pt. Człowiek i świat. O Włodzimierzu Kowalewskim w tejże: Argonauci naszych czasów. Tor. 2009.
A. NĘCKA: Kolekcjoner klęsk. O twórczości Włodzimierza Kowalewskiego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.
G. SUPADY: Włodzimierza Kowalewskiego dyskurs z (po)niemieckością = Włodzimierz Kowalewski’s discourse with a (post) German heritage. „Pr. Literaturoznawcze ” 2016 nr 4.

Idę do ciebie spod sklepionego łuku bramy
P. PIASZCZYŃSKI: Debiut Włodzimierza Kowalewskiego. „Now. Dz. Tor.” 1981 nr 98.

Cztery opowiadania o śmierci
S. POŁOM: W nurcie przemijania. „Gaz. Olszt.” 1993 nr 167.
K. ĆWIKLIŃSKI: Na wspak. „Akcent” 1994 nr 1.
W. LEWANDOWSKI: Koniec awangardyzmu? „PAL Prz. Artyst.-Lit. ” 1994 nr 2.

Powrót do Breitenheide
Z. CHOJNOWSKI: Sztuka i życie. „Twórczość” 1997 nr 9, przedr. pt. Sztuka i życie według Włodzimierza Kowalewskiego. w tegoż: Zmartwychwstały kraj mowy. Olsztyn 2002.
K. ĆWIKLIŃSKI: Dwie strony czasu. „Nowe Książ.” 1997 nr 11.
P. PIASZCZYŃSKI: Atlantyda i kapitalizm. „Tyg. Powsz.” 1997 nr 32.
P. BRATKOWSKI: Nie z tych czasów. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 139.
W. KALISZEWSKI: Dwa opowiadania o chorobie świata. „Mag. Lit.” 1998 nr 1.
J. KLEJNOCKI: Dwie przypowieści. „Borussia” 1998 nr 16.
K. MALISZEWSKI: Przeciw babraniu się w sobie. „Życie” 1998 nr 186.
R. OSTASZEWSKI: Portret artysty z czasów marnych. „FA-art” 1998 nr 3.
B. KANIEWSKA: Pułapki naszego raju. „Kresy” 1999 nr 2/3.
M. ORSKI: W pewnej „Atlantydzie”. „Prz. Powsz.” 1999 nr 1.
P. CZAPLIŃSKI: Między nostalgią a teraźniejszością. W tegoż: Wzniosłe tęsknoty i nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych. Kr. 2001.
Zob. też Wywiady.

Bóg zapłacz!
B.P. ALEKSANDROWICZ: „Ja wiedziałem, że tak będzie!”. „Pogranicza” 2000 nr 6.
A. BŁAŻYŃSKA: Sny o klęsce. „Opcje” 2000 nr 6.
K. BRAKONIECKI: Olsztyński szpital przemienienia. „Warm. i Mazury” 2000 nr 1.
P. CZAPLIŃSKI: Zimny raj. Utopijna Polska za 50 lat. „Polityka” 2000 nr 36.
K. DUNIN: Wiek męski, wiek klęski. „FA-art” 2000 nr 3/4.
J. KLEJNOCKI: [Czterdzieści] 40 lat minęło. Portret PRL w powieści Włodzimierza Kowalewskiego „Bóg zapłacz!”. „Gaz. Wybor.” 2000 nr 189.
K. MASŁOŃ: Zastrzyk adrenaliny. „Mag. Lit.” 2000 nr 8/9.
M. ORSKI: „Przejechane pomidory”. „Nowe Książ.” 2000 nr 12.
P. PIASZCZYŃSKI: Ostatni człowiek w nowym świecie. O powieści Włodzimierza Kowalewskiego. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 37.
Z. CHOJNOWSKI: W poszukiwaniu epickiego oddechu. „Twórczość” 2001 nr 1.
S. JASIŃSKI: Epitafium. Żelbetowa Płyta. „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 2001 nr 5.
R. OSTASZEWSKI: Chłopaki wciąż płaczą. „Res Publica Nowa” 2001 nr 2.
ks. T. SŁOMIŃSKI: Między pralnią a bawialnią. „Więź” 2001 nr 5.
P. CZAPLIŃSKI: Przeszkadzanie teraźniejszości. W tegoż: Ruchome marginesy. Kr. 2002.
B. DARSKA: Futurologia pozorna. W tejże: Ucieczki i powroty. Olsztyn 2006.
L. BĘDKOWSKI: „Unowocześnianie” chrześcijaństwa czy rezygnacja? Wizja Kościoła i religii w powieści „Bóg zapłacz!” Włodzimierza Kowalewskiego. „Świat i Sł.” 2014 nr 2.
Zob. też Wywiady.

Światło i lęk
M. CUBER: Retro pod znakiem zapytania. „Nowe Książ.” 2003 nr 11.
W. GIEDRYS: Wieczne tęsknoty. „Topos” 2003 nr 6.
A. MADALIŃSKI: Sztuka uniku. „Opcje” 2003 nr 6.
K. MALISZEWSKI: Zarys panoramy. „Czas Kult.” 2003 nr 6.
R. OSTASZEWSKI: Połysk lukru. „Pogranicza” 2003 nr 5.
M.A. KOWALSKI: Półcienie. „Najwyż. Czas” 2004 nr 9.
P. PIASZCZYŃSKI: Czas odnaleziony. Opowiadania Włodzimierza Kowalewskiego. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 4.
M. RADZIWON: Łowienie życia. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 124.
M. WITKOWSKI: Nadwrażliwość na światło. „Twórczość” 2004 nr 5.

Excentrycy
M. CUBER: Czarodzieje politycznie obojętni. „Polityka” 2007 nr 2 [3].
A. CZACHOWSKA: Nic... nigdy... naprawdę. „Twórczość” 2007 nr 12.
B. DARSKA: Swingować wbrew wszystkiemu. „Portret” 2007 nr 2.
J. KLEJNOCKI: Człowiek szczęśliwy. Radość w czasach szarych. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 31.
A. MADALIŃSKI: Second life w PRL. ,,FA-art” 2007 nr 3.
T. MIZERKIEWICZ: Peweksowa powieść. „Nowe Książ.” 2007 nr 10, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Szkice o najnowszej prozie i krytyce. Kr. 2013.
D. NOWACKI: Błahy jazz w Ciechocinku. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 130.
A. PYZIK: Ostatni swing w Ciechocinku. „Lampa” 2007 nr 6.
A. WOŁOSEWICZ: Czy można ,,przeekscentryczyć” się przez życie? ,,Akant” 2007 nr 11.
M. DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI: Sweet dream. „Śląsk” 2008 nr 9.
A. GRZYBEK: Ex-utopia. „Tygiel Kult.” 2009 nr 4-6.
M. CIELECKI: Swing, kobieta i diabeł. „W Drodze” 2015 nr 11.
M. ORSKI: Naród, któremu zaaplikowano truciznę. „Odra” 2015 nr 12.

Ludzie moralni
B. DARSKA: Sukces skrzywdzonych. „Twórczość” 2012 nr 10.
D. NOWACKI: „Ludzie moralni” Kowalewskiego. Kapitalizm samo zło. „Gaz. Wybor.” [on-line] 2012 z 29 V [dostęp 3 sierpnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://wyborcza.pl/1,75410,11816275,_Ludzie_moralni__Kowalewskiego__Kapitalizm_samo_zlo.html .
K. LISKOWACKI: Świat według prezesa. „EleWator” 2013 nr 1.
T. MIZERKIEWICZ: Literatura i grzech nie anielstwa. W: Literatura obecna. Szkice o najnowszej prozie i krytyce. Kr. 2013.

Brzydki człowiek i inne opowiadania
M. ŻARSKI: „Brzydki człowiek i inne opowiadania”. Staroświecka proza [on-line]. Powst. 2016 [dostęp 3 sierpnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://wpolityce.pl/kultura/299215-brzydki-czlowiek-i-inne-opowiadania-staroswiecka-proza-recenzja.
P.M. WIŚNIEWSKI: Piękno w brzydocie. „Twórczość” 2017 nr 3.</document>
<document nplp_id="3655" title="Krzysztof KRASUSKI" slug="krzysztof-krasuski">ur. 1946

Imiona metrykalne: Krzysztof Maciej.

Pseud.: K.K.; Kras.

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 8 czerwca 1946 we Wrocławiu; syn Czesława Krasuskiego, urzędnika, i Ireny z Adamskich, nauczycielki. Uczył się w X Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu; w 1963 zdał maturę. Następnie studiował polonistykę na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego (UWr.) oraz równolegle na Międzywydziałowym Studium Kulturalno-Oświatowym (przez dwa lata). Podczas studiów działał aktywnie w Kole Naukowym Polonistów; był redaktorem wydawanego przez Koło miesięcznika „Glosy”. W tym czasie rozpoczął też działalność krytycznoliteracką; debiutował w 1967 recenzją pt. Dreptanie w miejscu, dotyczącą powieści E. Kabata Żółwie, zamieszczonąw studenckim miesięczniku kulturalno-literackim „Agora” (nr 17; podp. błędnie: Krzysztof M. Krasucki), w którym później publikował też artykuły. W 1968 uzyskał magisterium na UWr., po czym do 1969 był zatrudniony jako asystent w Instytucie Literatury Polskiej UWr. Za właściwy debiut krytycznoliteracki uważa recenzję antologii Hemingway w oczach krytyki światowej pt. Blady portret Hemingwaya,zamieszczoną w 1969 w „Odrze” (nr 9; podp. błędnie: Krzysztof Krasucki); w piśmie tym zamieszczał recenzje także w latach następnych (do 2005; podp. też: K.K., Kras.). Nadto artykuły i recenzje drukował w tym czasie w „Poglądach” (1971-75) i w „Życiu Literackim” (1975-76, 1979). W 1970-72 pracował jako bibliotekarz w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich PAN we Wrocławiu, był też uczestnikiem zespołu badającego literaturę popularną pod kierunkiem prof. Czesława Hernasa. W 1972 debiutował jako badacz literatury artykułem pt. Geneza i funkcje powieści zeszytowych, opublikowanym na łamach „Literatury Ludowej” (nr 6). W 1973 został asystentem w Instytucie Języka i Literatury Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, od 2005 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej im. I. Opackiego) Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.). W 1974-76 był lektorem języka i literatury polskiej w katedrze slawistyki na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie. Rozwijał działalność naukową, badając głównie problematykę krytyki literackiej i literatury współczesnej. Rozprawy i artykuły publikował m.in. w „Pamiętniku Słowiańskim” (1976-77), „Pamiętniku Literackim” (1976-77), w piśmie czechosłowackim „Slovenská Literatúra” (1976, 1978). W 1978 uzyskał doktorat na UŚl. na podstawie rozprawy pt. Normy i formy. Konstanty Troczyński – teoretyk i krytyk literatury (promotor prof. Tadeusz Bujnicki). W 1982 przebywał na semestralnym stażu na Uniwersytecie Karola w Pradze. W 1987 został członkiem Komisji Historycznoliterackiej Oddziału PAN w Katowicach. W 1990 uzyskał habilitację na UŚl. na podstawie rozprawy pt. Społeczne ramy literatury. Wątki socjologizujące w polskiej krytyce literackiej. (1900-1950). W 1994 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego UŚl. W 1996 był założycielem i następnie do 2007 kierownikiem Zakładu Krytyki Literackiej w Instytucie Nauk o Literaturze Polskiej UŚl.; w 2008 przeszedł do Katedry Literatury Porównawczej. Kontynuował działalność krytycznoliteracką, m.in. w 1996 drukował recenzje w miesięczniku „Śląsk”. W 1997 był współzałożycielem, działającego przy UŚl. Towarzystwa Literackiego im. T. Parnickiego w Katowicach. Prowadził wykłady i wygłaszał odczyty na uniwersytetach w Bratysławie, Bańskiej Bystrzycy i w Wiedniu. W 2001 przebywał jako stypendysta Uniwersytetu w Lublanie (Słowenia) na stażu językowym; pełnił funkcję konsultanta przekładów polskiej prozy w wydawanym w Lublanie miesięczniku „Literatura” (2001 nr 125-126). W 2006 otrzymał tytuł naukowy profesora. Został członkiem katowickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Artykuły i recenzje publikował w „Tyglu Kultury” (2011), „Kontekstach Kultury” (2012), „Porównaniach” (2012-13), „Toposie” (od 2012), „Postscriptum Polonistycznym” (2014) oraz w roczniku „Slavia Occidentalis” (2014). Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi (2005).

W 1981 ożenił się z Anną Nowak, nauczycielką języka polskiego; ma dwoje dzieci: Zbigniewa (ur. 1982) i Annę (ur. 1985). Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Normy i formy. Konstanty Troczyński – teoretyk i krytyk literatury. Wr.: Ossol. 1982, 215 s. PAN, Komitet Nauk o Literaturze Pol. Rozpr. Lit., nr 36.
Rozprawa doktorska. – Nagroda Ministra Nauki, Techniki i Szkolnictwa Wyższego w 1983.
2. Społeczne ramy literatury. Wątki socjologizujące w polskiej krytyce literackiej. (1900-1950). Katow.: UŚl. 1989, 193 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1015.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wyobraźnia socjologiczna; Społeczne aspekty literatury w publicystyce Ludwika Krzywickiego; Stanisława Brzozowskiego idea uspołecznienia literatury; Tadeusz Żeleński-Boy i zmiany społeczne; „Zamiast biologii – socjologia”; Klasy, warstwy, środowiska; Literatura jako interakcja. Jeden wątek krytyki literackiej Witolda Gombrowicza; Socjologiczna konstrukcja bohatera.
3. Główne tendencje współczesnej polonistyki literackiej. (1945-1990). Wr.: UWr., UŚl. 1992, 123 s.
Zawartość: Uwagi wstępne. – Zaraz po wojnie i potem; Warsztat historyków literatury; Koniunktura genologiczna; Strukturalizm literaturoznawczy; Sztuka interpretacji; W stronę semiotyki, retoryki i intertekstualizmu; Badania nad komunikacją literacką.
4. Dylematy współczesności literackiej. Studia i szkice o literaturze polskiej drugiej połowy XX wieku. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 197 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2347.
Zawartość: W ramach wstępu. – Cezura współczesności; Kultura polska między sztuką a polityką; Z problematyki podmiotowości w pisarstwie Jana Józefa Szczepańskiego; Antecedencja ponowoczesności w literaturze polskiej [dot.: W. Gombrowicz: Kosmos oraz powieści M. Choromańskiego i A. Kuśniewicza]; Poeta czyta książki i świat [dot. T. Różewicza]; Mit powieści [dot. działalności krytycznoliterackiej T. Burka]; Język krytyki literackiej w dobie ponowoczesnej; „Ja” krytyczne a kultura społeczna i literacka [dot.: J. Błoński: Odmarsz oraz działalności krytycznoliterackiej J. Jarzębskiego]; Z autorytetem i bez [dot. M. Sprusiński: Imiona naszego czasu; Między prawdą a zmyśleniem, S. Chwin, S. Rosiek: Bez autorytetu]; Niektóre kosmosy kultury XX wieku [dot.: K. Dybciak: Gry i katastrofy]; Dialogi z kulturą [dot.: S. Gębala: Odpowiedzialność za słowo]; Postscriptum do nowej literatury [dot.: M. Orski: A mury runęły; J. Kornhauser: Postscriptum; Uśmiech Sfinksa. O poezji Zbigniewa Herberta]; Wobec dwudziestolecia [dot.: A. Nasiłowska: Trzydziestolecie 1914-1944]; Wobec emigracji [dot.: J. Jarzębski: Pożegnanie z emigracją].
Przekł. słowac. szkicu Język krytyki literackiej w dobie ponowoczesnej: Jazyk literalnej kritiky v postmodernom obdobi. W: Jazykowá komunikácia v 21 storči. Banská Bystrica 2001.
5. Na obrzeżach arcydzieł. [Studia]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2009, 175 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2717.
Zawartość: Geneza i funkcje powieści zeszytowych; Literatura o specjalnych funkcjach. Epizod słowacki [dot.: M. Sútovec: Mężczyźni i broń]; Daleko od arcydzieła. Wizja historii w „Palę Paryż” Brunona Jasieńskiego; Skąd się wzięły „Medaliony” [Z. Nałkowskiej]; „Ścieśniam słowa niczym popręg…” O pisarstwie Wojciecha Giecy; Legendy nie umierają [dot.: J.J. Szczepański: Koniec legendy]; Gatunkowe odmiany polskiej powieści neosocrealistycznej (neoprodukcyjnej); „Powidoki” Marka Nowakowskiego – współczesna odmiana obrazka literackiego; Telemach w Krakowie. O powieściach Janusza Andermana; Wspomnienie galicyjskiej Atlantydy [dot.: A. Federbusch-Ophir: Z Galicji do Galicji]; Pożegnanie z arcydziełem?; Zmierzch arcydzieł. Współczesne sytuacje.
6. Republiki literackiej nowoczesności. [Studia]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. W Katow., 3189.
Zawartość: Modernistyczne preludium; Stanisław Brzozowski w przestrzeni studiów pokolonialnych; Jeszcze o postkolonializmie; Tadeusz Boy-Żeleński – krytyk w dobie przebudowy; Czesław Miłosz wśród” zniewolonych umysłów”; Paweł Hertz – polski Europejczyk; Rola pamięci w pisarstwie Tymona Terleckiego; Koncepcja wspólnoty według Tomasza Burka; Inna nowoczesność Krzysztofa Karaska; Łabędzi śpiew Nowej Fali; Krytyczny mainstream.

Nadto artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O socjologiczną koncepcję bohatera. Na przykładzie polskiej recepcji twórczości Balzaka. W: Bohater w kulturze współczesnej. Katow. 1990 s. 28-43. – Lata sześćdziesiąte. Kultura polska między sztuką a polityką. W: Mity, stereotypy, konwencje. Katow. 1995 s. 166-174. – Wiedza o literaturze. W: Literatura polska 1918-1975. T. 3. Cz. 1. Wwa 1996 s. 325-394. – Antecendencje postmodernizmu w literaturze polskiej. „Edukacja Humanist.” 1999 nr 2/3 s. 23-28. – [W.] Szymborska nowoczesna i ponowoczesna. W: Nowoczesność. Katow. 2000 s. 77-83. – Powieść dyrektorska jako gatunkowa odmiana literatury socrealizmu. W: Realizm socjalistyczny w Polsce z perspektywy 50 lat. Katow. 2001 s. 222-231. – Beata Obertyńska jako krytyk literacki. W: Zaklęte przestrzenie. Tor. 2005 s. 329-335. – Recepcja twórczości Zbigniewa Herberta w języku czeskim i słowackim. W: Herbert na językach. Wwa 2010 s. 132-142. – „Igraszki dla rzeszy”. O „Mitteleuropie” Zbigniewa Herberta. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 231-236. – Krytyka literacka pokolenia 68/70 w „Tygodniku Powszechnym”. W: Stulecie urodzin Jerzego Turowicza. Szczec. 2015 s. 147-163. – Stanisław Barańczak i kultura masowa. W: Literatura polska w świecie. T. 6. Barańczak. Postscriptum. Katow. 2016 s. 91-99.
Prace redakcyjne i edytorskie
1. Konopnicka – dzieciom. Informator o wystawie pierwodruków i dokumentów. Kalisz: Tow. im. M. Konopnickiej i Bibl. Zakładu Nar. im. Ossolińskich 1970, [12] s.
Wyd. z okazji sesji naukowej poświęconej M. Konopnickiej zorg. w 60. rocznicę jej śmierci.
2. Cezury i przełomy. Studia o literaturze polskiej XX wieku. Katow.: Wydawn. UŚl. 1994, 192 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1371.
3. Leksykon dzieł polskiej literatury współczesnej. Red. K. Krasuski. Kr.: Znak 2000, 292 s. „Znak” dla Szk.
4. K. Troczyński: Zoil; Pisarz i strategia; Sztuka, etyka, naród; Brzozowsciana. Podał do druku i oprac. K. Krasuski. Kr.: Arcana 2003, 175 s. Arkana Literatury.
5. Krainy utracone i pozyskane. Problem w literaturach Europy Środkowej. Pod red. K. Krasuskiego. Katow.: Wydawn. UŚl. 2005, 275 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2308.
6. Herbert Środkowoeuropejczyk. Twórczość Zbigniewa Herberta w kontekstach i kontaktach środkowoeuropejskich. Pod red. K. Krasuskiego. Katow.: Wydawn. FA-art; UŚl. 2011, 252 s.
7. „Tak było…”. Na Karłowicach, w X LO. [Wspomnienia]. Red.: A. Wiącek, K. Krasuski. Wr.: Atut 2013, 187 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2011, 2012, 2013, 2014.
P. Majerski: Krzysztof Maciej Krasuski. W: Pisarze i badacze literatury w Zagłębiu Dąbrowskim. T. 2. Sosnowiec 2002.

Normy i formy
S. DĄBROWSKI: Troczyński – krytyk w ujęciu Krzysztofa Krasuskiego. „Rocz. Hum.” 1982 z. 1.
M. BAJEROWICZ: Nauka nowa o literaturze. „Mies. Lit.” 1984 nr 1.
S. DĄBROWSKI: Krzysztof Krasuskiego „fotel do bujania”. „Pam. Lit.” 1984 z. 2, polem.: K. KRASUSKI: Znowu potwór z Loch Ness, czyli paszkwil Stanisława Dąbrowskiego. Tamże 1984 nr 2, odpowiedź: S. DĄBROWSKI. „Mies. Lit.” 1985 nr 2.
K. DYBCIAK: Jeszcze jeden personalista. „Prz. Powsz.” 1985 nr 6.
J. ŻADZIDEŁKO-SZTACHELSKA. [Przeł. z ang.:] K. Prymak. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1987 nr 2.

Społeczne ramy literatury
T. BUJNICKI. „Ruch Lit.” 1990 nr 4/5.

Dylematy współczesności literackiej
M. KOPCZYK: Między nowoczesnością a ponowoczesnością. „Śląsk” 2006 nr 10.

Leksykon dzieł polskiej literatury współczesnej
B. GONTARZ: Ciekawy leksykon. „Polonistyka” 2001 nr 5.
E. OGŁOZA: Nowy leksykon literacki. „Śląsk” 2001 nr 6.

Republiki literackiej nowoczesności
B. KANIEWSKA: Elitarna republika. „Nowe Książ.” 2015 nr 9.
A. GLEŃ: Krytyk w służbie wspólnoty. „Topos” 2016 nr 4.</document>
<document nplp_id="3658" title="Zbigniew KRUSZYŃSKI" slug="zbigniew-kruszynski">ur. 1957

Pseud.: Jan Rost; Jerzy Kempiński; zet; Z.K.

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 29 sierpnia 1957 w Radomiu w rodzinie lekarzy; syn Jerzego Kruszyńskiego i Haliny z Dębickich. Uczęszczał do Liceum im. T. Chałubińskiego w Radomiu; w 1976 zdał maturę. Następnie przez pięć lat studiował polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.); w 1980-81 w ramach stypendium A. Mickiewicza kontynuował studia na uniwersytecie w Lozannie. W październiku 1981 wrócił do Polski i zaczął pracować jako asystent na romanistyce we Wrocławiu. Debiutował w 1980 na łamach miesięcznika „Odra” (nr 12; podp.: zet) sprawozdaniem z sesji naukowej, która odbyła się na Université de Lille, poświęconej Witoldowi Gombrowiczowi. Po wprowadzeniu stanu wojennego był związany z podziemnymi strukturami NSZZ „Solidarność” (m.in. ukrywał w swoim domu działaczy opozycji). W 1982 został skazany na trzy i pół roku więzienia i trzy lata pozbawienia praw publicznych oraz wydalony z uczelni. W 1983 uzyskał przerwę w odbywaniu kary i wkrótce potem paszport (bez prawa powrotu do Polski), po czym wyjechał z rodziną do Szwecji. Zamieszkał początkowo w Uppsali, gdzie uczył języka francuskiego, następnie przeniósł się do Lund, pracował na Uniwersytecie w Sztokholmie. Okazjonalnie miał zajęcia na polonistyce w Kopenhadze. Debiutował w 1987 jako prozaik opowiadaniem pt. Fragment powierzchni, opublikowanym na łamach pisma „Zeszyty Literackie” (Paryż, nr 16). W 1988 ogłosił kilka przekładów z języka francuskiego w wydawnictwach rozprowadzanych w Polsce poza cenzurą. Prozę, przekłady, recenzje, noty publikował m.in. na łamach „Odry” (w 1984 noty podp.: Z.K., 2004, 2005), „Pamiętnika Literackiego” (1984-86), „Zeszytów Literackich” (Paryż 1986-88, Warszawa 1991, 1997, 2003, m.in. w 1988 podp.: Jerzy Kempiński). W połowie lat dziewięćdziesiątych zaczął publikować powieści i tomy opowiadań. W 1997 otrzymał Radomską Nagrodę Kulturalną. W 1999 został członkiem SPP. W 2000 powrócił do Polski. Od 2001 prowadził warsztaty translatorskie dla tłumaczy literatury szwedzkiej w Södertörns högskola w Sztokholmie. Wykładał na Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 2009 zasiadał w kapitule Nagrody Literackiej Gdynia. W 2015 otrzymał Poznańską Nagrodę Literacką im. Adama Mickiewicza, przyznawaną za wybitne zasługi dla polskiej literatury i kultury.

W 1984 zawarł związek małżeński z Elżbietą Kożdoń, architektem. Ma syna Piotra (ur. 1980). Mieszka w Laskach w Kotlinie Kłodzkiej.
TWÓRCZOŚĆ
1. Schwedenkräuter. [Powieść]. Kr.: Ofic. Lit. 1995, 157 s. Wyd. 2 Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. – Grupa Wydawn. Foksal 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda „bruLionu” i „Fundacji Kultury” w 1995.
2. Szkice historyczne. Powieść. [Gdynia:] Faust 1996, 220 s. Wyd. 2 Kr.: WL 2008.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1997.
3. Na lądach i morzach. Opisy i opowiadania. Wwa: W.A.B. 1999, 219 s. Archipelagi.
Nagroda w konkursie lit. organizowanym przez Pol. Tow. Wyd. Książek i Bibl. im. Raczyńskich, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2000.
Zawartość: Na lądach i morzach; Errata; Ruptura cordis; Jan i Anna; Lekcje; Sektor; Emporium; Żebracy; Suweniry; In Dichters Lande.
Przekł.: niem.: Zu Lande Und zur See. Erzählungen. [Przeł.] E. Kinsky. München 2005, – ros.: Na suše i na more. [Przeł.] Û. Čajnikov. Moskva 2003.
4. Powrót Aleksandra. [Opowiadania]. Kr.: WL 2006, 200 s.
W 2007 nagroda im A. Kijowskiego i nominacja do Nagrody Lit. Nike.
Zawartość: Czat; Nulla; Spis respondentów; Marrakech; Spotkanie z Marią; Powrót Aleksandra.
5. Ostatni raport. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 229 s.
Nominacja do finału Nagrody Lit. Europy Środkowej Angelus w 2010.
6. Kurator. [Powieść]. Wwa: W.A.B.- Grupa Wydawn. Foksal 2014, 208 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2014, plik w formacie EPUB.
Przekłady utworów Z. Kruszyńskiego w antologiach zagranicznych: chorw.: Orkestru iza leda. Antologija poljske kratke priče. [Przeł.:] I. Vidovic Bolt, D. Nowacki. Zagreb 2001, – niem.: Landschaften und Luftinseln. Polonische Erzählungen der Gegenwart. [Oprac.:] A. Markiewicz. München 2000; Sofa. Polonische Sofafahrten = Z sofą po Polsce. Wien 2014 [tekst w jęz. pol. i niem], – ros.: Inostrannaâ literatura. [Oprac.:] K. Starosel’skaâ. [Moskva] 2006, – szwedz.: Världen i Sverige. [Oprac.:] M. Grive, M. Uzun. Stockholm 1995; Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005; Ö.a.*: *översättarens anmärkning. En antologi. Red.: L. Mendoza Åsberg. Huddinge 2007.
Przekład
1. L. Gustafsson: Dziwne, drobne przedmioty. Wybór wierszy. Wybór i tłum.: Z. Kruszyński. Kr.: Znak 2012, 79 s. Poezja.
2. M. Lundquist: Pisane na kamieniach. [Wiersze].Wybór i tłum.: Z. Kruszyński. Posł. A. Zagajewski. Wwa; Fundacja Zesz. Lit. 2015, 79 s. Ser. Poetycka „Zesz. Lit.”; nr 12.
Prace redakcyjne
1. Gombrowicz. Actes du colloque de l’Université de Lille III (le 29 mai 1980) Recueil d’études dans la réd. de Z. Kruszyński et J. Łukasiewicz. Wr.: Wydawn. UWr. 1985, 95 s. Acta Univ. Wratisl.,727
2. D. Suska: Cała w piachu. [Wiersze]. Red.: Z. Kruszyński. Wołowiec: Czarne 2004, 52 s.
Zob. też Przekład poz. 1, 2.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010.
Wywiady: Sprostać rzeczywistości. Rozm. P. Cegielski. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 243; Elegancki strach na wróble. Rozm. S. Bereś. „Odra” 2000 nr 9, przedr. w S. Bereś: Historia literatury polskiej w rozmowach XX-XXI wieku. Wwa 2002; Oswajanie obcości. Rozm. G. Łęcka. W: G. Łęcka: Salon literacki. Wwa 2000; Czekam na spokojne dni bez telefonów i dziennikarzy. Nie jestem w najlepszych stosunkach z moimi książkami – mówi autor „Powrotu Aleksandra”. Rozm. M. Dworak. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 60; Niewykluczone, że świat istnieje także poza językiem. Rozm. Z. Bidakowski. „Rzeczpospolita” 2007 nr 157; Zemsta na języku. Rozm.: M. Larek, J. Borowczyk. „Czas Kult.” 2008 nr 6; Z każdej powieści salwuję się ucieczką. Rozm. V. Szostak. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 118 dod. „Poznań”.

LP XX w. (D. Nowacki).

Ogólne
J. JARZĘBSKI: Trzecia epoka. (O prozie lat dziewięćdziesiątych). „Teksty Drugie” 1996 nr 5 [m.in. dot. Z. Kruszyńskiego].
D. MAZUREK: Sprostać rzeczywistości. O prozie Zbigniewa Kruszyńskiego. „Kresy” 1997 nr 4.
P. CZAPLIŃSKI: Splątane języki. „Polityka” 1999 nr 36.
A. ROGALA: Tekst jako przygoda lektury, czyli proza Zbigniewa Kruszyńskiego. „FA-art” 1999 nr 1.
M. ORSKI: Studia i media Zbigniewa Kruszyńskiego. W tegoż: Lustratorzy wyobraźni, rewidenci fikcji. Wwa 2003.
K. KROWIRANDA: Dynamika znaczenia w „myślących powieściach” Zbigniewa Kruszyńskiego. („Szkice historyczne”. Powieść; „Schwedenkräuter”). W: Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Wwa 2006.
Z. BIDAKOWSKI: Emigracja – alienacja. „Rzeczpospolita” 2007 nr 281.
J. ZIMNA: Język do oclenia. „Czas Kult.” 2008 nr 1 /2.
J. FRANCZAK: „Podwojona obcość”. Proza Zbigniewa Kruszyńskiego. „Kresy” 2009 nr 1 /2, przedr. w: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
M. KORONKIEWICZ: „Tłumacze niemoty” – o obcości i odległościach Zbigniewa Kruszyńskiego. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012.
M. CZERMACHOWICZ: Paradoksy reprezentacji a problem czasu. Na podstawie utworów Magdaleny Tulli i Zbigniewa Kruszyńskiego. W: Sekundy i epoki. Wwa 2013.
A. NĘCKA: „Prawda składa się z morfemów” Zbigniew Kruszyński. W tejże: Emigracje intymne. Katow. 2013.
H. GOSK: My i oni, czyli o (nie)możliwości zostania „tubylcem”. Metaliterackie pomysły Janusza Rudnickiego oraz Zbigniewa Kruszyńskiego na opowieść o ostatniej fali polskiej emigracji do Europy Zachodniej. W: Poetyka migracji. Katow. 2013.
K. BARDADYN: Anna, Nikt i wykluczeni. O prozie Zygmunta Kruszyńskiego. „Postscriptum Polonist.” 2014 nr 1.
K. BARDADYN: Obiektywizm? O bohaterach prozy Zbigniewa Kruszyńskiego. W: Literatura i obiekt/yw(izm). Katow. 2014.
E. NAWÓJ: Zbigniew Kruszyński [on-line] [dostęp 2 lipca 2014]. Dostępny w Internecie: http://culture.pl/tworca/zbigniew-kruszynski.
M. KĘPA: Mityczne Er, czyli Radom w prozie Zbigniewa Kruszyńskiego. „Radomskie Studia Hum.” 2016 [T. 3].
W. RUSINEK: Między PRL-em a ponowoczesnością. O prozie Zbigniewa Kruszyńskiego. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 1. Katow. 2016.
E. SŁOMIŃSKA: Doświadczanie przestrzeni w twórczości Andrzeja Barta i Zbigniewa Kruszyńskiego. „Białost. Studia Literaturoznawcze” 2016 [T.] 8.

Schwedenkräuter
A. CZACHOWSKA: Zioła czy chwasty?. „Res Publica Nowa” 1996 nr 7 /8.
P. FEJKISZ: Proza absolutnie aktualna. „Studium” 1996 nr 2 /3.
A. FRANASZEK: You’re not one of us. „Nowy Nurt” 1996 nr 5.
B. KANIEWSKA: Gorzkie zioła. „Czas Kult.” 1996 nr 3.
E. KRASKOWSKA: Opowieści dipisów. „Życie Warsz.” 1996 nr 69 [m.in. dot. Z.K.].
J. ŁUKASIEWICZ: „Wieczór, piasek, śnieg na plaży”. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 17.
E. NAWÓJ: Skąd wracasz i dokąd? (Ostatnie książki literatury poemigracyjnej). „Kartki” 1996 nr 13, toż „Rzeczpospolita” 1996 nr 83.
D. NOWACKI: Nasz język obcy. „Twórczość” 1996 nr 9.
M. ORSKI: Między pierwszym a czwartym światem. „Odra” 1996 nr 5.
P. PIETUCHA: Szwecja zza koronkowej firanki. „Życie Warsz.” 1996 dod. „Ex Libris” nr 93.
K. UNIŁOWSKI: Ostatnia broń wydziedziczonych. „FA-art” 1996 nr 4, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
K. KROWIRANDA: Dynamika znaczenia w „myślących powieściach” Zbigniewa Kruszyńskiego („Szkice historyczne. Powieść”; „Schwedenkräuter”). „Tekstualia” 2005 nr 2.

Szkice historyczne
J.Z. BRUDNICKI: Świat czarno-biały. „Wiad. Kult.” 1997 nr 6.
Z. CHOJNOWSKI: Historia upodlenia. „Nowe Książ.” 1997 nr 3.
A. CZACHOWSKA: Własne przeżycia, cudza mowa. „Res Publica Nowa” 1997 nr 4.
A. KACZOROWSKI: Nie–epos. „Gaz. Wybor.” 1997 nr 44.
E. NAWÓJ: Co było, a nie było. „Rzeczpospolita” 1997 nr 223.
M. ORSKI: Powieść w szkicach. „Odra” 1997 nr 7/8.
K. UNIŁOWSKI: Fiszki na wietrze. „Twórczość” 1997 nr 8, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
D. NOWACKI: Im gorzej tym lepiej. W tegoż: Zawód czytelnik. Kr. 1999 [m.in. dot. Z. Kruszyńskiego].
Z. ZIĄTEK: Od dokumentów czasu do literatury miejsca. (Zbigniew Kruszyński. i Olga Tokarczuk). W tegoż: Wiek dokumentu. Wwa 1999.
H. GOSK: Dyskurs zamiast opowieści (Zbigniew Kruszyński.: „Na lądach i morzach”, „Szkice historyczne”, Magdaleny Tulli: „Tryby”). W tejże: Zamiast końca historii. Wwa 2005.
K. KROWIRANDA: Dynamika znaczenia w „myślących powieściach” Zbigniewa Kruszyńskiego („Szkice historyczne.” Powieść, „Schwedenkräuter”). „Tekstualia” 2005 nr 2.
R. OSTASZEWSKI: Rebusy o konspiracji. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 111.
D. KORWIN-PIOTROWSKA: Paradoksy narracji w „Szkicach historycznych” Zbigniewa Kruszyńskiego. W: W ogrodzie świata. Krak. 2015.

Na lądach i morzach
M. CIEŚLIK: Sztuka detalu. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 191.
P. CZAPLIŃSKI: Splątane języki. „Polityka” 1999 nr 36.
J. KLEJNOCKI: Opisać świat wokół siebie. „Nowe Państ.” 1999 nr 37.
D. NOWACKI: Skandalista! „Życie” 1999 nr 110.
M. ORSKI: W fałszywym wyobrażeniu pełni. „Nowe Książ.” 1999 nr 8.
K. UNIŁOWSKI: Buchalterzy i cenzorzy. „FA-art” 1999 nr 3, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
H. ZAWORSKA: Sztuka paradoksu. „Wprost” 1999 nr 19.
J. ORSKA: Niebezpieczne nie-prawdy. „Odra” 2000 nr 4.
H. GOSK: Dyskurs zamiast opowieści. (Zbigniew Kruszyński: „Na lądach i morzach”, „Szkice historyczne”, Magdaleny Tulli: „Tryby”). W tejże: Zamiast końca historii. Wwa 2005.

Powrót Aleksandra
J. BIELAS: Samotność w sieci czy cichy śmiech Stwórcy? „Twórczość” 2006 nr 6.
M. CIEŚLIK: Powrót K. „Newsweek Polska” 2006 nr 10.
M. CUBER: Aleksander Bezdomny. „Res Publica Nowa” 2006 nr 2.
P. CZAPLIŃSKI: Językowy dywersant. „Pogranicza” 2006 nr 3.
J. GIZELLA: Próba powrotu. „Nowe Książ.” 2006 nr 5.
J. KLEJNOCKI: Skazani na samotność. „Polityka” 2006 nr 10.
A. KOZŁOWSKA. „FA-art” 2006 nr 1/2.
M. ORSKI: Irrealne czaty narratora. „Odra” 2006 nr 10.
R. OSTASZEWSKI: Dwa paszporty bezpaństwowca na delegacji. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 44.
J. PASTERSKA: Powrót do „realu”. „Fraza” 2006 nr 3.
P. DUNIN–WĄSOWICZ: Hymny zobojętnienia. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 60 dod. „Kraków”.
M. STRZELEC: Historyk pamięci. Nabazgrane niedbale, absolutnie zbędne i niepotrzebne nikomu uwagi na marginesie „Powrotu Aleksandra” Zbigniewa Kruszyńskiego. „Tekstualia” 2006 nr 3.
M. ORSKI: W rzeczywistości wirtualnej. „Prz. Powsz.” 2007 nr 6.
M. RADZIWON: Rozterki Aleksandra. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 140.
J. ZIMNA: Język do ocalenia. „Czas Kult.” 2008 nr 6.
M. ORSKI: Narrator na czacie. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. także : Ostatni raport].

Ostatni raport
M. CUBER: Porcja wydruku lepsza od tabliczki czekolady. „FA-art” 2009 nr 3.
P. KOFTA: Nieszczęsny dar obserwacji. „Dz. Gaz. Prawna” 2009 nr 186.
K.B. MALINOWSKI: W zwierciadle lustracji. „Lampa” 2009 nr 9.
T. MIZERKIEWICZ: Powieść lozańska. „Nowe Książ.” 2009 nr 12, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
D. NOWACKI: Doskonała powieść o spisywaniu czynów i rozmów. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 234.
M. ORSKI: Donos na życie. „Kwart. Artyst.” 2009 nr 4.
A. WOLNY-HAMKAŁO: Dwuświat donosiciela. „Polityka” 2009 nr 40.
T. BOCHEŃSKI: U.u – czyli śmiech z udręczonej uwagi. „Tygiel Kult.” 2010 nr 1/3.
J. FRANCZAK: Ironia i wspólnota. „Tyg. Powsz.” 2010 nr 49.
M. LAREK: Perwersje raportu. „Czas Kult.” 2010 nr 4.
M. ORSKI: Narrator na czacie. W tegoż: Opowieści dla dorosłych i opowiastki dla niedorosłych. Wr. 2010 [dot. także: Powrót Aleksandra].
L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2010 nr 47 [m.in. dot. Z. Kruszyńskiego].
J. ZARĘBA: Snuć donos. „Tygiel Kult.” 2010 nr 1/3.
D. NOWACKI: Porozmawiajmy o teczkach (suplement). W tegoż: Kto im dał skrzydła. Katow. 2011 [m.in. dot. Z. Kruszyńskiego].Powrót na górę↑

Kurator
D. NOWACKI: Ostatni kontrakt sponsora. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 52.
M. ORSKI: Zawodny chatroom Kuratora. „Elewator” 2014 nr 4.
K. ZYCH: Samoobsługowy pogrzeb. „Nowe Książ.” 2014 nr 9.
D. KOZICKA: Real share…? „Nowa Dekada Krak.” 2015 nr 1/2.</document>
<document nplp_id="3661" title="Józef KURYLAK" slug="jozef-kurylak">ur. 1942

Poeta
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 20 maja 1942 w Komarowicach pod Dobromilem (obecnie Ukraina); syn Leona Kurylaka, szewca, i Zofii z Bilaczadów. W 1945 wraz z rodziną przyjechał do Polski w ramach tzw. repatriacji i zamieszkał w Przemyślu. Uczęszczał tam do Szkoły Kupieckiej (potem przemianowanej na Technikum Ekonomiczne). W tym okresie zaczął pisać pierwsze utwory poetyckie. Debiutował w 1960 wierszem pt. Pianistka, opublikowanym na łamach czasopisma „Nowiny Rzeszowskie” (nr 162). Następnie drukował m.in. w czasopiśmie „Widnokręgi” (1961-66). Po zdaniu matury w 1965 przez trzy lata studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W tym czasie poznał Mieczysława Jastruna, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Kontynuował twórczość poetycką; wiersze drukował m.in. w „Życiu Przemyskim” (1968-86) oraz w miesięczniku „Poezja” (1971-78). Podejmował różne prace zarobkowe, m.in. pracował w przemyskiej fabryce płyt pilśniowych, jako nauczyciel w wiejskiej szkole podstawowej w Hucisku Nienadowskim, kierownik działu kultury w przemyskim oddziale PAX-u, a następnie w Archiwum Państwowym w Przemyślu. W 1968-89 był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa SB.W 1987 otrzymał nagrodę m. Przemyśla. W 1989-2001 okresowo mieszkał w Przemyślu i Warszawie, a następnie przeprowadził się do Krakowa. W 1991 został członkiem SPP, a w 1995 członkiem Polskiego PEN Clubu. W 1996 otrzymał nagrodę im. M. Sępa Szarzyńskiego, przyznaną za całokształt twórczości ze szczególnym uwzględnieniem Góry duchów. Od 1997 wspólnie z Krzysztofem Karaskiem współorganizował Przemyską Wiosnę Poetycką. Wiersze drukował w tym okresie m.in. w pismach: „Fraza” (1994-97), „Literatura” (1995-98), „Magazyn Literacki” (1995-97, 2000), „Tygodnik Powszechny” (1995-99), „Sycyna” (1996-98; także członek redakcji), „Pracownia” (1997-2003), „Kwartalnik Artystyczny” (1999, 2002, 2004-05), „Nowa Okolica Poetów” (2000-03; członek redakcji).

W 1968 zawarł związek małżeński z Zofią Teresą Karpińską, polonistką (rozwód 1974), w 2004 ożenił się z Wiesławą Barbarą Sznajdrowską, technologiem żywności. Ma córkę Joannę (ur. 1980). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Ziemskie prochy. [Wiersze]. Rzeszów: KAW 1990, 107 s.
Nagroda im. K. Iłakowiczówny za najlepszy debiut w roku 1990.
2. Jasno ciemno jasno ciemno. [Wiersze]. Wwa: Przedświt 1991, 72 s. Wyd. 2 zmien. tamże 1995, 82 s.
Nagroda Pol. Tow. Wyd. Książek w 1992.
3. Tragedia zwierząt. [Wiersze]. Przemyśl: Gdzie indziej. Wydawn. T. Nuckowskiego. 1992, [24] s. Wyd. 2 rozszerz. tamże 1994.
Wyd. bibliofilskie
4. Kołatanie do bramy. [Wiersze]. Wwa: Latona 1993, 95 s.
5. Góra duchów. [Wiersze]. Wwa: Latona 1995, 99 s.
Nagroda im. M. Sępa Szarzyńskiego w 1996.
6. Dolina poetów nad Wiarem. [Wiersze]. Wwa: „Mag. Lit.”; Herbut 1998, 95 s.
7. Zmierzch jest doktorem filozofii. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2001, 111 s.
8. Wojna tajemnic. [Wiersze]. Wwa: Nowy Świat 2002, 54 s.
9. Inspiracje przemyskie. [Wiersze; współaut.: ]. M. Olbromski, T. Piekło. Wstęp i oprac. red.: Z. Szeliga. Przemyśl: Grafit na zlec. Starostwa powiatowego 2003, [14] s.
Zawiera także reprodukcje prac plastycznych A. Cieszyńskiego, E. Kmiecika i M. Mikruta.
10. Staw chorążego. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2006, 54 s.
11. Chłop i poeta. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyj. Sopotu 2008, 56 s. Biblioteka „Toposu”, t. 37.
12. Dziewczyna z uciętą głową. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2010, 63 s.
13. Wyspa Monte Christo. [Wiersze]. Rzeszów: Wydawn. Lisia Góra 2012, 54 s.
14. Ciemna głęboka woda bez Boga. [Wiersze]. Rzeszów: Lisia Góra 2013, 91 s.
15. Zegar słoneczny na murze przemyskiej katedry. [Wiersze]. Rzeszów: Podkarpacki Inst. Książki i Marketingu 2016, 29 s.

Przekłady wierszy J. Kurylaka w antologiach zagranicznych: białorus.: Napjaarèumy: ad Buga da Varty. Antalogìja pol'skaj paèzìì XX stagoddzja. [Przeł.]. A. Lojki. Minsk 2003. – franc.: Le pire est certain. Anthologie de la poésie catastrophiste polonaise du XXe siècle. [Przeł.] C-H. du Bord et Ch. Jezewski. Orthez 2009. – maced.: Sovremena polska poezja. [Przeł.] P. Nakovski. Skopje 1996. – włos.: La comunita dei vulcani. Messina. 2006 [wiersze J. Kurylaka. w przekł. T. Cincinatto].
Praca redakcyjna
1. M. Jastrun: Poezje. Wyboru dokonał i posł. opatrzył J. Kurylak. Wwa: PIW 1997, 641 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2010.
Wywiady: Dążę do poezji czystej. Rozm. S. Dłuski. „Nowy Nurt” 1996 nr 5; „Dusza jest formą form”. Rozm.: J. Górzański, Z. Skrok. „Literatura” 1996 nr 9; Ujarzmianie snów. Rozm. J. Wos. „Nowiny” 1996 nr 9; Dobroć, czyli siła. Rozm. J. Baran. „Dz. Pol.” 2000 nr 182; Józefa Kurylaka rozmowa z żoną o poezji. Rozm. W. Sznajdrowska-Kurylak. „Nowa Okolica Poetów” 2007 nr 1.

LP XX w. (M. Jentys).

Ogólne
S. DŁUSKI: Samotnik z Przemyśla. „Pogranicze” 1993 nr 50.
G. KOCIUBA: „Światła szukam w cmentarnych trenach”. (O poezji Józefa Kurylaka). „Fraza” 1994 nr 5/6.
L. ŻULIŃSKI: Ciemna droga pesymizmu. „Wiad. Kult.” 1995 nr 33.
Z. BIEŃKOWSKI, W. WOROSZYLSKI: Dwugłos o poezji Józefa Kurylaka. „Fraza” 1996 nr 13.
S. DŁUSKI: Anachronizm czy powrót do starych prawd? „Prz. Artyst.-Lit.” 1996 nr 1/2 [dot. także K. Brakonieckiego].
K. KARASEK: Czarna nić Józefa Kurylaka. „Literatura” 1996 nr 1.
A. WITKO-DŁUSKA: Dzieciństwo jak oczy kotów. O poezji Józefa Kurylaka. „Pracownia” 2003 nr 2.
J. GÓRZAŃSKI: Mroczny urok poezji. „Nowa Okolica Poetów” 2005 nr 3 /4.
J. ŁUKASIEWICZ: Zmiana warty. Notatki literackie. „Odra” 2009 nr 5 [m.in. dot. J. Kurylaka].
J. WOLSKI: Poeci obcy czy osobni? ([K] Hoffman, [J.] Kurylak, [J.] Szuber, [K.] Brakoniecki). W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011.
D. IWANECZKO: Tajny współpracownik „X”. Studium współpracy agenturalnej Józefa Kurylaka. „Aparat represji w Polsce Ludowej1944-1989” 2012 nr 1.
B. URBANKOWSKI: Samogwałt jako najwyższe stadium samokrytyki. Przyczynek do poezji polskich TWórców, konsultantów i innych wdów po SB. „Niezal. Gaz. Pol. Nowe Państ.” 2014 nr 8.

Ziemskie prochy
A. BICHTA: Poeta rozdarty. „Twórczość” 1991 nr 1.
G. KOCIUBA: Oswajanie klęski. „Fraza” 1991 nr 1.
M. PĘKALA: Rozpacz, która ocala. „Nowiny” 1991 nr 229 [dot. też: Jasno ciemno jasno ciemno].
B. URBANKOWSKI: Poezja na przełomie dziesięcioleci. „Polonistyka” 1991 nr 7.
L. ŻULIŃSKI: Gdziekolwiek, tylko z dala od świata. „Literatura” 1991 nr 1.
M. STALA: Pod słońcem rozpaczy. „Tyg. Powsz.” 1992 nr 33, przedr. w tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997 [dot. też: Jasno ciemno jasno ciemno].

Jasno ciemno jasno ciemno
M. PĘKALA: Rozpacz, która ocala. „Nowiny” 1991 nr 229 [dot. też: Ziemskie prochy].
M. STALA: Pod słońcem rozpaczy. „Tyg. Powsz.” 1992 nr 33, przedr. w tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997 [dot. też: Ziemskie prochy].
S. DŁUSKI: Poezja „sytuacji granicznych”. „Nowe Książ.” 1993 nr 1.
J. WOLSKI: Jasne ciemności Józefa Kurylaka. „Kresy” 1993 nr 14.

Tragedia zwierząt
A. WITKO-DŁUSKA: Tak cicho w rzeźni… „Wiad. Kult.” 1994 nr 17.
J. WOLSKI: Obrona życia poniewieranego. „Odra” 1996 nr 1.

Kołatanie do bramy
M. PĘKALA: Księga rozpaczy, która ocala. „Nowiny” 1993 nr 135.
J. WOLSKI: Rozpacz samotnego człowieka. „Więź” 1993 nr 8.
S. DŁUSKI: Twórczy pesymizm. „Kwart. Artyst.” 1994 nr 4, toż „Zesz. Lit.” 1994 nr 48.
S. JURKOWSKI: Cmentarz świata. „Wiad. Kult.” 1994 nr 5.
A. WITKO-DŁUSKA: Kołatanie do bramy. „Pracownia” 1996 nr 17/18.
S. DŁUSKI: Brama Józefa Kurylaka. W tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.

Góra duchów
J. WOLSKI: Zdobędziesz wszystko, jeśli wszystko stracisz. „Kresy” 1995 nr 25.
S. DŁUSKI: Dzwoni na wietrze Fasola… „Nowy Nurt” 1996 nr 5.
S. DŁUSKI: Lament i szczęście poety. „Arkusz” 1996 nr 10, przedr. w tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.
K. MALISZEWSKI: Drugie światło. „Literatura” 1996 nr 5.
Z. SKIBIŃSKI: Góra cudów wszelakich. „Tygiel Kult.” 1996 nr 10/11.
A. SZYMAŃSKA: Wspinaczka. „Prz. Powsz.” 1996 nr 3.
L. SZARUGA: Przemienienie. W tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997.

Dolina poetów nad Wiarem
A. LAM: Wciąż ciemna jasność. „Literatura” 1998 nr 12.
K. MALISZEWSKI: W somnambulicznej ekstazie. „Topos” 1998 nr 5/6.
K. PIEŃKOSZ: Niech odpłyną ciemności. „Sycyna” 1998 nr 13.
A. SZYMAŃSKA: „Sługa mocy najwyższych”. „Nowe Książ.” 1998 nr 10.
R. RŻANY: Wizje spóźnionego piękna. „Twórczość” 1999 nr 3.
J. WOLSKI: Hiob w płaszczu proroka. „Kwart. Artyst.” 1999 nr 2.
[W. WOŹNIAK] ww.: Panie, nie jestem godzien. „Pracownia” 1999 nr 21.

Zmierzch jest doktorem filozofii
J. BARAN: To czego się boimy. „Dz. Pol.” 2001 nr 202.
J. KLEJNOCKI: Wiersze dla Boga. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 170.
S. STERNA-WACHOWIAK: Poeta, albo doktor sowa. „Nowe Książ.” 2001 nr 11.
A. KRAWCZYK: Nie piszcie doktoratów o zmierzchu. „Topos” 2002 nr 3.

Staw chorążego
J. GIZELLA: Poezja jako cierpienie. „Nowe Książ.” 2006 nr 10.
R. RŻANY: Nagość i kostium. „Nowa Okolica Poetów” 2006 nr 2.

Chłop i poeta
P. MACKIEWICZ: Chłop z Krakowa. „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
E. ANTONIAK: Pseudo-chłop. „Śląsk” 2009 nr 3.
P.W. LORKOWSKI: Kogo dziś stać na poemat? „Topos” 2009 nr 1 /2.
G. MATUSZEK: Poeci mnie zdradzą, należą do Gry. „Dekada Lit.” 2009 nr 1/ 2.

Wyspa Monte Christo
J. Hnidiuk: Zamieszkać w zaświatach. „Nowe Książ.” 2012 nr 6.
S. RUSIN: Widma na huśtawkach. „Akant” 2012 nr 13.

Ciemna głęboka woda bez Boga
M. OLSZEWSKI: Ciemno, ciemniej… „Nowe Książ.” 2014 nr 2.
S. RUSIN: Trumna Matki Boskiej. „Akant” 2014 nr 7.</document>
<document nplp_id="3663" title="Mirosław LALAK" slug="miroslaw-lalak">1955-1999

Pseud.: Jolanta Krysztofiak; Marek Skwierczyk.

Historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 15 sierpnia 1955 w Resku pod Łobzą (Zachodniopomorskie), syn Zdzisława Lalaka, mechanika samochodowego, i Teresy z Mamczarków, księgowej. Uczęszczał do Technikum Elektrycznego w Stargardzie Szczecińskim; w 1975 zdał maturę. Następnie studiował polonistykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Szczecinie (od 1985 Uniwersytet Szczeciński; USzcz.). Debiutował w 1978 recenzją powieści Cz. Czerniawskiego Ballada o człowieku spokojnym, opublikowaną na łamach czasopisma „Głos Szczeciński” (nr 45); drukował tu też recenzje w latach następnych. W 1979 uzyskał magisterium i rozpoczął pracę jako asystent w Zakładzie Historii i Teorii Literatury (później Zakład Teorii Literatury) Instytutu Filologii Polskiej (IFP) WSP w Szczecinie. Przedmiotem jego zainteresowań badawczych była przede wszystkim literatura współczesna, literatura II wojny światowej oraz socjologia życia literackiego. W 1979-84 uczęszczał na studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN. W tym czasie odbył także roczną służbę wojskową. W latach osiemdziesiątych uczestniczył w podziemnej działalności opozycyjnej. Recenzje i artykuły ogłaszał na łamach m.in. „Kierunków” (1984-86), „Nowych Książek” (od 1985, z przerwami), „Między innymi” (1986-88) oraz „Zeszytów Naukowych Uniwersytetu Szczecińskiego” (1989-1991). W 1990 doktoryzował się w IBL na podstawie rozprawy Między historią a biografią. O prozie Stanisława Rembeka (promotor prof. Alina Brodzka). W tymże roku otrzymał stanowisko adiunkta w IFP USzcz. W 1989–93 pełnił funkcję wicedyrektora IFP USzcz. Wykładał na polonistycznych studiach zawodowych w Koszalinie i Gorzowie Wielkopolskim. Prowadził warsztaty dziennikarskie dla studentów polonistyki USzcz. Wchodził w skład komisji Olimpiad Literatury i Języka Polskiego. Był animatorem życia literackiego i kulturalnego w Szczecinie. Założył przy wydawnictwie Glob koło młodych krytyków, organizował odczyty naukowe i wieczory autorskie. Był autorem wstępów do książek pisarzy szczecińskich; szczególnie promował debiutantów. Współpracował z rozgłośnią Polskiego Radia i oddziałem Telewizji Polskiej w Szczecinie. Od 1992 należał do SPP; w 1992-96 pełnił funkcję sekretarza, a od 1996 wiceprezesa Oddziału Szczecińskiego Stowarzyszenia.W 1994 był współzałożycielem, a następnie redaktorem naczelnym kwartalnika „Pogranicza”; drukował tu swoje artykuły (m.in. pod pseud.: Marek Skwierczyk). Zainicjował powstanie oraz redagował hasła do przewodnika encyklopedycznego Literatura na Pomorzu Zachodnim; nie doczekał ukończenia tego przedsięwzięcia.

W 1982 ożenił się z Jolantą Krzysztofiakówną, anglistką i psychologiem; miał syna Radosława Ignacego (ur. 1991). Zmarł tragicznie 24 marca 1999 w Szczecinie na skutek obrażeń doznanych w wypadku samochodowym; pochowany na cmentarzu w Łobzie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Między historią a biografią. O prozie Stanisława Rembeka. [Studium]. Sczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1991, 156 s. Rozprawy i Studia. t. 90. Bibl. Pograniczy.
Rozprawa doktorska.
2. Niepokojąca reszta. Szkice krytyczne. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył A. Skrendo. Szczec.: 13 Muz 2004, 254 s. Bibl. Pograniczy.
Zawartość: Wstęp: A. Skrendo. – I. Proza lat 1914–1939 wobec wojny i sposobów jej wyrażania; Postać Żyda w prozie Stanisława Rembeka; Idee lewicy literackiej dwudziestolecia międzywojennego; Międzywojenna recepcja romantyzmu; O literaturze spod żagli; Szczecińskie debiuty literackie po 1956 roku; Poetycki debiut Joanny Kulmowej; Trzy rodzaje samotności: Sołtysik; Bitner; Turczyński; Hybrydyzacja narracji jako sposób na czytelnika; Słowo kuszące. O perswazyjności tekstu okazjonalnego w książce literackiej. – II: W świecie pełnym znaków; Rzeczy bliskość i dalekość; Poszukiwanie harmonii; Banasiewicz XI; Pozostanę barbarzyńcą; „JA” Iwasiów; Coraz więcej słów; Słów kilka nie tylko o prozie Czesława Czerniawskiego; Poety prośba o wiarę. O poezji Władysława Sebyły; Diariusz poetycki; „Czarowny autobus” Marka Sołtysika; Wyzwanie i wyznanie; Stawka na fabułę; Postne fabuły; Dopełnianie; Podróże z podróży; Raz jeszcze „choroba”; Niepokojąca reszta; Czycza narracje labiryntowe; Gra w opowieść i z opowieścią; Powieść – katedra; „I” jak interpretacja; Światy możliwe; Rzecz o wolności; Pragnienie dopełnienia. – III [teksty dot. M. Lalaka]: Piotr Michałowski: „Post scriptum”: ślady wiodą poza teksty; D. Śnieżko: Gawęda na odejście.
Prace redakcyjne
1. Autor i jego wcielenia. Szkice o roli autora w literaturze. Pod red. E. Kuźmy i M. Lalaka. Szczec.: Glob 1991, 278 s. Eseje o Kulturze.
2. Wizje końca świata w literaturze. Materiały z konferencji Obrazy Końca Świata w Literaturze zorganizowanej w dn. 23-25 kwietnia 1990 roku w Szczecinie. Pod red. M. Lalaka. Szczec.: Wydawn Nauk. USzcz. 1992, 256 s. Materiały, konferencje.
3. Z problemów podmiotowości w literaturze polskiej XX wieku. Pod red. M. Lalaka. Szczec.: Wydawn. Nauk. USzcz. 1993, 166 s. Rozprawy i Studia, t. 138.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf. żony J. Lalak. 2011.
Wywiad: Krytyka jako przerywnik w belferskiej pracy. Rozm. J. Bembenek–Musiatowicz. „Pogranicza” 1999 nr 3 [rozmowa z 1996].

LP XX wieku (K. Łozowska).
SBLP (P. Michałowski).

Ogólne
P. MICHAŁOWSKI: M.L. „Pam. Lit.” 1999 z. 4, przedr. w wersji zmien. pt. „Postscriptum”: ślady wiodą poza teksty zob. Twórczość poz. 2.
„Pogranicza” 1999 nr 3 [tu wspomnienia: A. BRODZKA –WALD: ***; E. KUŹMA: Mirek; G. BORKOWSKA: Szkic do portretu przyjaciela; A. BUJNOWSKA: List do przyjaciela; D. ŚNIEŻKO: Gawęda na odejście, przedr. zob. Twórczość poz. 2; D. BITNER: Gość znikąd; A. D. LISKOWACKI: ***; M. ŁUKASZEWICZ: Mirosław Lalak; P. MICHAŁOWSKI: Osiem wyrwanych akapitów; I. IWASIÓW: Zasłużyć naprawdę; M. KŁOS: Można by długo…].
A. SULIKOWSKI: Z perspektywy koszar. Wspomnienie o Mirku Lalaku. „Prz. Uniw.” 1999 nr 8-12.

Niepokojąca reszta
A. KAŁUŻA: Poza literaturą. „Nowe Książ.” 2004 nr 5.
J. MADEJSKI: Trabant i reszta. „Pogranicza” 2004 nr 1.</document>
<document nplp_id="3666" title="Anna LEGEŻYŃSKA" slug="anna-legezynska">ur. 1951

Pseud. i krypt.: A.G.; Anna Gawarzewska.

Podpisywała utwory do 1978 nazwiskami: Jelec, Jelec-Legeżyńska.

Historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 20 września 1951 w Nowokujbyszewsku (dziś Samara, Rosja); córka Jana Jelca, urzędnika, i Wiktorii z domu Komar, nauczycielki. W 1957 przyjechała wraz z rodziną do Polski i zamieszkała w Szczecinie. Od 1965 uczęszczała do V Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie, a po zdaniu matury w 1969 studiowała filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). W 1974 uzyskała magisterium i została zatrudniona w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) UAM, w Zakładzie Teorii Literatury na stanowisku stażysty, a następnie asystenta. Debiutowała w 1974 artykułem pt. Gatunki krytyki literackiej, zamieszczonym w miesięczniku „Nurt” (nr 11; podp. Anna Jelec). W następnych latach zajmowała się badaniami dotyczącymi głównie teorii przekładu oraz współczesnej poezji polskiej. Nawiązała współpracę z „Nurtem” jako autorka artykułów i recenzji literackich. W 1983 obroniła doktorat pt. Tłumacz i jego kompetencje autorskie. Na materiale powojennych tłumaczeń A. Puszkina, W. Majakowskiego, I. Kryłowa i A. Błoka (promotor: prof. Edward Balcerzan) i została adiunktem w IFP UAM. Zamieszczała artykuły w wydawanych poza cenzurą materiałach pomocniczych do nauki języka polskiego pt. Glosariusz. Od Młodej Polski dowspółczesności (1988, 1989, 1991; podp. Anna Gawarzewska). Liczne recenzje i artykuły dotyczące literatury współczesnej ogłaszała w miesięcznikach „Arkusz” (1991-2002 z przerwami) i „Polonistyka” (od 1993; od 1996 do 2014 członek zespołu redakcyjnego), poza tym w „Tekstach Drugich”, „Pamiętniku Literackim”, „Przestrzeniach Teorii”. W 1997 habilitowała się na UAM na podstawie pracy pt. Dom i poetycka bezdomność w literaturze współczesnej. Brała udział w pracach Głównego Komitetu Olimpiady Literatury i Języka Polskiego (1997-2005). W 1999 została członkiem Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej (od 2003 Komitet Nauk o Literaturze) PAN; w 2002-05 przewodniczyła Komisji Edukacji Szkolnej i Akademickiej Komitetu. W 1999-2001 pracowała w redakcji „Poznańskich Studiów Polonistycznych”; publikowała tam też artykuły. Jako recenzentka podjęła współpracę z miesięcznikiem „Nowe Książki”. W 2001 otrzymała tytuł naukowy profesora, a w 2007 stanowisko profesora zwyczajnego. Od 2002 kierowała studiami doktoranckimi na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. W tymże okresie kierowała własnymi projektami naukowymi Między ironią i elegią. Pokoleniowe przemiany świadomości poetyckiej w latach 1956-1995 i Poezja kobieca. Tematy – konwencje – sylwetki. W latach 2005-2012 była prodziekanem Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM. W 2007 weszła w skład Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów Sekcji I Nauk Humanistycznych i Społecznych. Razem z Ryszardem K. Przybylskim zainicjowała w IFP UAM cykl seminariów poświęconych nowoczesności. W 2009 została członkiem utworzonego wówczas Zakładu Literatury i Kultury Nowoczesnej IFP UAM. W 2015 została członkiem Kapituły Nagrody im. Pierwszego Rektora Uniwersytetu Łódzkiego Profesora Tadeusza Kotarbińskiego, przyznawanej przez Uniwersytet Łódzki. Od 2014 roku jest koordynatorem prac Humanistycznego Konsorcjum Naukowego, założonego przez Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej UAM oraz Wydział Polonistyki UJ. Odznaczona Medalem Złotym za Długoletnią Służbę (2013) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2017).
TWÓRCZOŚĆ
1. Tłumacz i jego kompetencje autorskie. Na materiale powojennych tłumaczeń poezji A. Puszkina, W. Majakowskiego, I. Kryłowa i A. Błoka. Wwa: PWN 1986, 242 s. Wyd. 2 rozszerz. tamże 1999.
Nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego III stopnia.
2. Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej. Wwa: PWN 1996, 191 s.
Nagroda Rektora UAM w 1999.
Zawartość: Kilka uwag wstępnych. – I. Centrum świata. Antropologiczna i literacka semiotyka domu: Homo domesticus; Literacka figura domu. – II. Współczesność koczownicza. Sytuacja bezdomności w utworach lirycznych: Być wszędzie, czyli nigdzie... Poetyckie katastrofizmy; Nowe przestrzenie liryczne; Awangardyzm. – III. Dom Mirona Białoszewskiego: Kamienica; Mironczarnia; Góra betonu. – IV. Zbigniew Herbert: Dom na ziemi niczyjej: Dom pod nieobecną gwiazdą; Miejsca zmarnowanych żywiołów; Arkadia i anty-Utopia; Ogrody rzeczy; Ziemia niczyja. – V. Domy Spokojnej Młodości: „Magazyny ludzi” (w wierszach Tadeusza Różewicza i Andrzeja Bursy); Poczekalnie (w wierszach Ewy Lipskiej); Klatki (w wierszach Stanisława Barańczaka). – Mój kochany obcy dom... (Zakończenie).
3. Wisława Szymborska. [Szkic]. Pozn.: Rebis 1996, 127 s. Czytani Dzisiaj. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 1996, wyd. 3 uzup. 1997.
4. Gest pożegnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegijno-ironicznej. Pozn.: „PSP” [„Pozn. Studia Polonist.”] Ser. Lit. 1999, 192 s. Prace Inst. Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit. „Pozn. Stud. Polonist.”, 17.
Zawartość: Kilka uwag na początek. – I. Gest pożegnania. Elegijność ironiczna w poezji końca wieku: Między „bruLionem” a Miłoszem; Elegijność a ironiczność; Elegie Starych Mistrzów; Elegie ironistów wobec mitu Końca. – II. Poeta permanentnie elegijny. Jarosław Iwaszkiewicz: „Geny” elegijności; „Samotno, ciemno, straszno”. Elegijna czasoprzestrzeń; „Nie bądź sentymentalnym płaksą...” Przemiany podmiotu; Elegijność w wierszach ostatnich; „Stronami deszcze, stronami pogoda”. Perspektywa ironiczna. – III. Miron Białoszewski. Nauka podstarzałości: Stróż rzeczywistości; M’ironia, czyli dwa autoportrety; Próby niebycia. – IV. Pożegnania w twórczości Zbigniewa Herberta: Późna twórczość jako horyzont lektury; Pożegnanie z historią; Pożegnanie sztuki; Elegijny bilans egzystencji. – V. Tadeusz Różewicz o bylejakości: Śmierć w zredukowanym świecie; Poeta emeritus. – VI. Elegie przedwczesne w poezji Ewy Lipskiej i Stanisława Barańczaka: Toksyczne życie; Wirus przemijania; Być blizną i raną; Wyspy wśród morza. - ...I kilka cytatów na koniec lektury.
5. Poezja polska po 1968 roku. [Współautor:] P. Śliwiński. Wwa: WSiP 2000, 205 s.
Na okł. podtyt.: Książka dla nauczycieli, studentów i uczniów. - Zespołowa Nagroda Rektora UAM w 2001. Zawartość: Wstęp. – Prolog: Poeta, stróż rzeczywistości. O twórczości Mirona Białoszewskiego. – Cz. I. Po Marcu. „Powiedz prawdę, do tego służysz…” Poezja pokolenia ’68, – Horyzonty: 1. Rok 1968 w Polsce i na świecie; 2. Portret zbiorowy pokolenia; 3. Od „nieufności” do „etyki i poetyki”; 4. Poezja wobec „tyranii słów”, – Przybliżenia: 1. Stanisław Barańczak: lingwista, moralista, wirtuoz; 2. Ryszard Krynicki: mowa wiersza, przesłanie milczenia; 3. Ewa Lipska w Domu Spokojnej Młodości; 4. Poszukiwanie siebie: o wierszach Rafała Wojaczka; 5. „A przecież wydawałoby się, że to takie łatwe, żyć”. O poezji Adama Zagajewskiego. – Cz. II. Po Sierpniu. Liryczne obowiązki poetów lat osiemdziesiątych: Horyzonty: 1. Nowe Roczniki – pokolenie, którego nie było?; 2. „Solidarność” – Sierpień – Grudzień; 3. Idee i tematy stanu wojennego; 4. Od solidarności do suwerenności, – Przybliżenia: 1. Bronisław Maj: „Wdychamy jedno powietrze”; 2. Ojczyzna, żywioły, drzewo. O poezji Jana Polkowskiego; 3. Mówić po ludzku. O poezji Piotra Sommera. – Cz. III. Po przełomie. „Idee to wodniste substytuty krwi”. Nowa poezja lat dziewięćdziesiątych: Horyzonty: 1. Rok 1989 i ciąg dalszy; 2. Przeciw tradycji?; 3. Uparty duch klasycyzmu; 4. Szyfry, gry i zabawy, – Przybliżenia: 1. Poeta w nastroju nieprzysiadalnym. O wierszach Marcina Świetlickiego; 2. Humanista w glanach i dredlokach. Poezja Jacka Podsiadły; 3. Reakcje łańcuchowe. O wierszach Andrzeja Sosnowskiego. – Cz. IV. Przed końcem wieku. O poezji Starych Mistrzów w latach dziewięćdziesiątych: Horyzonty: 1. Lista obecności poetów; 2. Wobec mitu Końca, – Przybliżenia: 1. Liryka i trauma. O Tadeuszu Różewiczu; 2. Świat wyniesiony. O Czesławie Miłoszu; 3. Przygody poety w wierszach Wisławy Szymborskiej; 4. Ostatnie tomy Zbigniewa Herberta.
6. Krytyk jako domokrążca. Lekcje literatury z lat 90. Pozn.: WP 2002, 318 s. Obszary Lit. i Szt.
Nagroda Rektora UAM w 2003.
Zawartość: Krytyk jako domokrążca. – Generacje: Elegijność, ironia i wzniosłość: Pospolite ruszenie Nowej Fali; Uparty duch klasycyzmu; Poeci generacji X; Niebolesne życie w warunkach beztlenowych. Prezentacje: Światło i cień „Płaskorzeźby” [T. Różewicza]; Mało dostojna starość [dot. Cz. Miłosz: Dalsze okolice]; Czy wciąż będziemy kochać Zbigniewa Herberta? [dot. Z. Herbert: Rovigo]; Jak starzeje się [S.] Mrożek? [dot. S. Mrożek: Opowiadania 1990-1993]; „Biały karzeł mowy” [dot. U. Kozioł: Postoje słowa]; Albo kicz, albo śmierć [dot. M. Gretkowska: Kabaret metafizyczny, A. Stasiuk: Biały kruk]; Świat widziany z nyży [dot. T. Konwicki: Pamflet na siebie]; Modlić się, czyli pisać wiersze [dot. A. Sulikowski: Świat poetycki księdza Jana Twardowskiego]; Mizantropia i torfowiska większości [dot. E. Lipska: Wspólnicy zielonego wiatraczka; Wakacje mizantropa]; Powtórka z Szymborskiej; Portret pamięciowy niedźwiedzia [dot. antologii Czesławowi Miłoszowi poeci]; Metamorfozy Anny Świrszczyńskiej [dot. Cz. Miłosz: Jakiegoż to gościa mieliśmy. O Annie Świrszczyńskiej]; Inny Niemiec, inny Gdańsk [dot. S. Chwin: Hanemann]; Jak ratować świat [dot. J. Kulmowa: Ciułanie siebie]; Właściciel całej Warszawy [dot. antologii Miron, wspomnienia o poecie]; Młynek do kawy i inne modele kosmosu [dot. O. Tokarczuk: Prawiek i inne czasy]; Luksusowa szuflada [dot.: Cz. Miłosz: Piesek przydrożny]; Maksymalnie nieudana egzystencja [dot.: Stanisław Czycz, mistrz cierpienia]: Wiersze do plecaka [dot. J. Podsiadło: Wiersze zebrane]; Poeta w nastroju nieprzysiadalnym [dot. poezji M. Świetlickiego]; Baśń z okrutnym zakończeniem [dot. R. Przybylski: Baśń zimowa]; Wiersze ostatnie Zbigniewa Herberta [dot. Z. Herbert: Rovigo; Epilog burzy]; Zobaczone, przeżyte [dot. J. Hartwig: Zobaczone]; Skalpel poety [dot. S. Barańczak: Z chirurgiczną precyzją]; Treny Różewicza [dot. T. Różewicz: Matka odchodzi]; Czas Esther [dot. S. Chwin: Esther]; Dziecko powietrza, mięty i wiolonczeli [dot. A. Zagajewski: Pragnienie; W cudzym pięknie]; Forma i ból [dot. W. Wencel: Oda chorej duszy]; Śmierć wystrojona [dot. K. Lars: Umieranki i inne wiersze]. – Edukacje: Odkopać mamuta awangardy! [Dot. S. Jaworski: Awangarda]; Wiersz wcale nie wolny [dot. D. Urbańska: Wiersz wolny]; Filozofia i elegancja [dot. L. Kołakowski: Mini wykłady o maxi sprawach]; Nieprzyjemna recenzja z powodu błota [dot.: R. Grupiński, I. Kiec: Niebawem spadnie błoto, czyli kilka uwag o literaturze nieprzyjemnej]; Bania z filozofią i nasionko [dot. J. Tischner: Historia filozofii po góralsku]; Jak sprowadzić Jubilata z cokołu [dot. J. Łukasiewicz: A. Mickiewicz]; Marzenia i złudzenia Tadeusza Peipera; Liryka polska według [K.] Dedeciusa [dot.: 100 wierszy polskich = 100 polnische Gedichte, tłum. K. Dedecius]; Syndrom wieży Babel [dot. G. Steiner: PO wieży Babel]; Środkowoeuropejczyk, albo tożsamość problematyczna [dot. A. Fiut: Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem]; Czego szukać w labiryncie Herberta? [dot. Z. Herbert: Labirynt nad morzem]; Conditio humana – światło w tunelu ponowoczesności.

7. Teoria literatury. Skrypt dla studentów filologii polskiej. (Studium zaoczne). [Współaut.:] B. Kaniewska. Pozn.: UAM w Pozn., Inst. Filologii Pol.; Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2002, 156 s. Zrozumieć Literaturę. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 popraw. 2003, wyd. 3 2005.
8. Literatura polska XX wieku. [Autorzy:] B. Kaniewska, A. Legeżyńska, P. Śliwiński. Pozn.: WP 2005, 322 s. Zrozumieć Literaturę.
9. Od kochanki do psalmistki... Sylwetki, tematy i konwencje liryki kobiecej. Pozn.: WP 2009, 347 s.
Nagroda Rektora UAM w 2010.
Zawartość: Kobiecość – co to jest?! – Cz. I. Liryczne biorytmy: Kochanki; Córki; O pewnym nieistniejącym toposie liryki kobiecej; Arbor vitae. O poezji Ludmiły Marjańskiej; Psalmistki. Z problemów genologii liryki kobiecej, - Cz. II. Pulsacje nowoczesności: Płeć synestezji; Etiuda tematologiczna na cztery ręce (Przyboś i Poświatowska); Spotkanie. Esej nie tylko o miłości; Samoświadomość; Tkanie krajobrazu Ziemi. Liryczne czasoprzestrzenie poezji Urszuli Kozioł; Uważność – według Julii Hartwig; „Metaświat” w wierszach Joanny Pollakówny; Tożsamość „czasująca” w poezji Ewy Lipskiej; Lingua defectiva. O poezji Krystyny Miłobędzkiej.
14. Julia Hartwig: wdzięczność. [Biografia]. Łódź: Wydawn. UŁ 2017, 278 s.

Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: W poszukiwaniu metody. (O wczesnych przekładach Juliana Tuwima z poezji rosyjskiej). W: Tradycja i współczesność. Powinowactwa literackie polsko-rosyjskie. Wr. 1978 s. 241-250. – Relacje intertekstualne w liryce Juliana Przybosia. W: Między tekstami. Wwa 1992 s. 250-270. – Jaka zmiana warty? Problem pokolenia w dzisiejszej literaturze. „Teksty Drugie” 1997 nr 5 s. 41-52. – Nowi klasycyści i reszta. „Pozn. Stud. Polonist.” 1997 t. 4 s. 233-250. – Tłumacz jako drugi autor – dziś. W: Przekład literacki. Wwa 1997 s. 40-50. – Przekład jako rzecz wyobraźni. W: Przekład artystyczny a współczesne teorie translatologiczne. Katow. 1998 s. 31-46. – Współczesna poezja epistolarna. (Rekonesans). W: Konteksty polonistycznej edukacji. Pozn. 1998 s. 275-292. – Poszukiwanie „sacrum”. „Zesz. Karmelitańskie” 2001 nr 4 s. 144-156. – Przekład, pewniki, spory i pytania w translatologii. W: Sporne i bezsporne problemy współczesnej wiedzy o literaturze. Wwa 2002 s. 285-305. – Translatologia z perspektywy końca (wieku). „Przestrzenie Teorii” 2002 nr 1 s. 119-136. – Konflikt pokoleń jako element współczesnego procesu historycznoliterackiego. „Pozn. Stud. Polonist.” 2003 t. 10 s. 53-69. – Milczenie roślin. Człowiek i natura w poezji Wisławy Szymborskiej. W: Wisława Szymborska. Tradice – současnost – recepce. Ostrava 2004 s. 133-145. – Universitas nova. Budowanie teorii kształcenia polonistycznego. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 458-473. – Jeśli nie klasycyzm, to co? Próba rozpoznania jednej z odmian świadomości poetyckiej po 1989 roku. W: Nowa poezja polska. Kr. 2009 s. 53-64. – Zwroty antropologiczne w badaniach literackich. W: jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pozn. 2010, s. VII-XXI [współaut.: P. Czapliński, M. Telicki]. – Po co nam „Czarny polonez”? W: Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945-1989. Kr. 2011 s. 211-228. – Poezja jako hermeneutyka „trzeciego” wieku. „Pogranicza” 2011 nr 2 s. 7-14. – Bies na dnie butelki… Myśli i konteksty do relektury poematu Jerofiejewa. „Prz. Rusycystyczny” 2012 nr 1/2 s. 113-128. – Fantazja lekturowa o nie-czytelniku Brzozowskiego. (Andrzej Falkiewicz).W: Ostać się wobec chaosu. Pozn. 2013 s. 285-302. – Geneza i semantyka topiki katastroficznej „Balu w Operze” Juliana Tuwima. W: Katastrofizm polski w XIX i XX wieku. Idee, obrazy, konsekwencje. Pozn. 2014 s. 175-189. – Krajobraz poboloński. Widok z okna poznańskiego nauczyciela (akademickiego). „Teksty Drugie” 2014 nr 1 s. 228-240. – Gdyby Czesław Miłosz był kobietą… W: Pochwała istnienia. Studia o twórczości Julii Hartwig. Pozn. 2015 s. 19-32. – Pełnia. Kilka uwag o poetyckiej antropologii Wisławy Szymborskiej. W: Niepojęty przypadek. O poezji Wisławy Szymborskiej. Kr. 2015 s.15-31. – „Stracone pokolenie” w prozie polskiej i obcej. W: Komunikacja międzykulturowa: przekład, komparatystyka, teoria i historia literatury. Katow. 2016 s. 212-235. – Współczesność – niedokończony projekt? W: Pokolenie „Współczesności". Twórcy. Dzieła. Znaczenie. Pozn. 2016 s. 33-50. –„Kto wiedzie rewolucjonistów?”. O funkcjonalizmie translatorskim w niektórych polskich wersjach „Dwunastu” Aleksandra Błoka. „Pozn. Stud. Polonist.” 2017 s. 131-149. – „Nie-swój świat. Bogusława Latawiec (dar z szuflady)". W: Roz-poznanie. Filologiczne demony Wojciecha Wielopolskiego. Pozn. 2017 s. 253-267. – Odnawianie „Tryptyku wileńskiego" Zbigniewa Żakiewicza. W: Zagadnienia bilingwizmu. Ser. I. Dwujęzyczni pisarze litewscy i polscy. Białystok 2017 s. 415-431. – Poetyka dzielności według Julii Hartwig. W: Złoty środek. Literatura wobec rozterek, niepokoju i poszukiwania równowagi. Pozn. 2017 s. 405-422. –The new humanities in Poland, the scientific and educational challenge.W: Education and research across time and space. Bitola 2017 s. 781-787.
Prace redakcyjne
1. J. Przyboś: Sytuacje liryczne. Wybór poezji. Wstęp napisał E. Balcerzan. Wyboru dokonali: E. Balcerzan, A. Legeżyńska. Komentarze oprac. A. Legeżyńska. Wr.: Ossol. 1989, CXVIII, 382 s. BN I, 266.
2. Przez znaki – do człowieka. Pod red. B. Sienkiewicz, przy współpracy A. Legeżyńskiej i W. Wielopolskiego. Pozn.: Wydawn. WiS 1997, 366 s. Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 5.
3. Jaka antropologia literatury jest dzisiaj możliwa? Pod red. P.
Czaplińskiego, A. Legeżyńskiej, M. Telickiego. Pozn.: „Pozn. Studia Polonist.” 2010, XXI, 260 s. Pr. Instytutu Filologii Pol. UAM. Bibl. Lit. „Pozn. Studiów Polonist.”, 57.
4. Teoria, literatura, życie. Praktykowanie teorii w humanistyce
współczesnej. Pod red. A. Legeżyńskiej i R. Nycza. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, 279 s. Nowa Humanistyka, t. 1.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. IBL PAN 2012, pliki w formacie EPUB, MOBI.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2011.
Wywiady: Nobel pod strzechy nie musi. Rozm. M. Zaradniak. „Gaz. Pozn.” 1996 nr 255; Poeta, kolega z pracy, sąsiad. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas Kult.” 2015 [nr] 1 [dot. S. Barańczaka].
Powrót na górę↑

WUP (t. 5).

Tłumacz i jego kompetencje autorskie
E. KRASKOWSKA. „Pam. Lit.” 1989 z. 1.
P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Sztuka translatorska, sztuka translatologiczna. „Lit. na Świecie” 2000 nr 7/8.
M. MOSSÓR: Tłumacz: naśladowca, współtwórca czy autor? „Przekładaniec” 2000 nr 7.

Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej
K. LISOWSKI: Domy polskich poetów. „Nowe Książ.” 1996 nr 8.
M. ORSKI: Od Arkadii domowej do mieszkania-azylu. „Polonistyka” 1996 nr 8.
E. BALCERZAN: Od 3M do M3. „Arkusz” 1997 nr 2.
S. GĘBALA: Bezdomność i zadomowienie. „Twórczość” 1997 nr 6.
A. GÓRNICKA-BORATYŃSKA. „Pam. Lit.” 1998 z. 1.

Wisława Szymborska
K. MASŁOŃ: Przytrafiła nam się Szymborska. „Rzeczpospolita” 1996 nr 43 dod. „Plus Minus”.
K. LISOWSKI: Oglądana z „sześciu” stron. „Nowe Książ.” 1997 nr 1.
M. MIKOŁAJCZAK. „Ruch Lit.” 1997 z. 1.
Tejże. „Zag. Rodzajów Lit.” 1997 z. 1/2.
M. RUDKOWSKA. „Pam. Lit.” 1998 z. 4.

Gest pożegnania
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL. „Ruch Lit.” 2000 z. 6.
L. SZARUGA: Ironiczne pożegnania. „Pogranicza” 2000 nr 5.
W. WANTUCH: Czytane od końca. „Nowe Książ.” 2000 nr 4.
M. ZALESKI: W nikim nakładzie. „Res Publica Nowa” 2000 nr 6.– I. HRYŃ. „Pam. Lit.” 2002 z. 1.
A. STANKOWSKA: Ironiczna siła podmiotu. „Teksty Drugie” 2002 nr 3.

Poezja polska po 1968 roku
A. NASIŁOWSKA: Mapa nowszej poezji. „Nowe Książ.” 2001 nr 3.

Krytyk jako domokrążca
A. POPRAWA: Duża kawa dla Anny Legeżyńskiej. „Nowe Książ.” 2003 nr 2.
W. WIELOPOLSKI: Edukacje i emocje. „Polonistyka” 2003 nr 8.

Literatura polska XX wieku
A. NASIŁOWSKA: Literatura po reformie. „Nowe Książ.” 2006 nr 1.

Od kochanki do psalmistki
G. OJCEWICZ: Bios i Logos. Liryka kobieca. „Borussia” 2010 nr 47.
A. PEKANIEC: Różnorodnością silne. „Dekada Lit.” 2010 nr 1/2 [dot. także: B. Darska: Głosy kobiet; Solistki. Antologia poezji kobiet (1989-2009)].
B. CHRZĄSTOWSKA: Rozprawa o poezji kobiecej. „Polonistyka” 2011 nr 1.</document>
<document nplp_id="3668" title="Wojciech LIGĘZA" slug="wojciech-ligeza">ur. 1951

Pseud.: Bronisław Dobrzański; Henryk Flis; Lektor; wl; XX.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 24 lipca 1951 w Nowym Sączu; syn Bronisława Ligęzy i Zofii z Krzanowskich, handlowców. Od 1965 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. J. Długosza w Nowym Sączu, w którym w 1969 zdał egzamin maturalny. Następnie podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ); magisterium, napisane pod kierunkiem prof. Kazimierza Wyki, uzyskał w 1974. W październiku tegoż roku podjął pracę jako asystent stażysta w Instytucie Literatury i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego (UŚl.) w Katowicach, następnie do 1982 pracował tam na stanowisku asystenta i starszego asystenta (zwolniony w ramach represji po wprowadzeniu stanu wojennego). Debiutował w 1975 na łamach „Życia Literackiego” (nr 19) recenzją powieści M. Pilota Zakaz zwałki zatytułowaną Miazga. Rozprawy głównie na temat poezji współczesnej drukował w „Pracach Naukowych Uniwersytetu Śląskiego” (1977-79, 1982), a artykuły i recenzje literackie m.in. w „Odrze” (1975, 1977, 1979-80, 1987) i „Twórczości” (1979-2000, z przerwami). W 1983 doktoryzował się na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach na podstawie rozprawy Wiersze Wisławy Szymborskiej. Problemy poetyki (promotor prof. Ireneusz Opacki). W 1984 został zatrudniony w Instytucie Polonijnym UJ (kolejno na stanowisku asystenta i adiunkta). W 1985 przebywał w Nowym Jorku na stypendium Fundacji Kościuszkowskiej; zainicjował wówczas współpracę z „Przeglądem Polskim”, tygodniowym dodatkiem społeczno-kulturalnym „Nowego Dziennika”, w którym w latach następnych drukował artykuły literackie (1985-1998, z przerwami; także pod pseud.: Bronisław Dobrzański). W 1986-88 prowadził sekcję literatury i teatru w Klubie Inteligencji Katolickiej w Krakowie. Współpracował też z lokalną prasą krakowską wydawaną poza zasięgiem cenzury (pod pseud. Henryk Flis, Lektor, XX), m.in. z pismami „Promieniści” (1984) i „Arka” (1988-89). W 1989 w ramach stypendium im. Romerów przebywał w Montrealu i Ottawie, prowadząc badania naukowe w archiwum Beaty Obertyńskiej. W tym czasie wygłosił kilka wykładów o literaturze emigracyjnej w ośrodkach uniwersyteckich w Montrealu, Ottawie i Edmonton. W 1991/92 oraz ponownie w 1994-96 kierował Zakładem Literatury Polskiej na Obczyźnie Instytutu Polonijnego UJ. Kontynuując twórczość krytycznoliteracką, drukował artykuły i recenzje m.in. w „Dekadzie Literackiej” (1991-2006, 2011, z przerwami), „PAL-u Przeglądzie Artystyczno-Literackim” (1996-97, 2000), „Tyglu Kultury” (1996-2012; tu m.in. w 1996-2003 i 2006-10 cykl felietonów pt. Inna historia), „Nowych Książkach” (1997-2003), „Akcencie” (1999-2011, 2016, z przerwami). W 1998 habilitował się na UJ na podstawie książki Jerozolima i Babilon. Miasta poetów emigracyjnych. W październiku tegoż roku wygłosił cykl wykładów na Uniwersytecie Karola w Pradze. W 1999-2002 brał udział w pracach Komitetu Badań Polonii PAN. W 2000 wszedł w skład redakcji „Archiwum Emigracji” i jury Nagrody „Archiwum Emigracji”, a w 2002 – w skład rady naukowej periodyku „Świat i Słowo”. W 2001 został członkiem SPP (w 2001-04 wchodził w skład zarządu Oddziału Krakowskiego, a od 2008 pełnił funkcję wiceprezesa tegoż Oddziału); w 2009 zaczął wspólnie z Gabrielą Matuszek redagować serię wydawniczą Krakowska Biblioteka SPP. W październiku 2001 przeniósł się do Katedry Historii Literatury Polskiej XX Wieku w Instytucie Polonistyki UJ, w 2002-07 prowadził nadto wykłady o literaturze w Studium Literacko-Artystycznym UJ. W 2003 został zatrudniony na stanowisku profesora UJ oraz otrzymał tytuł naukowy profesora, a także nagrodę Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. W 2004/2005 pełnił obowiązki kierownika Katedry Literatury Polskiej XX wieku na Wydziale Polonistyki UJ. W 2007 wszedł w skład Komisji do Badań Diaspory Polskiej PAU. W 2007-09 był członkiem jury Nagrody Literackiej Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a od 2010 wchodził w skład jury Nagrody Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą oraz brał udział w pracach zespołu redakcyjnego rocznika „Ekspresje”, wydawanego prze to stowarzyszenie w Londynie. W 2013-15 był jurorem Nagrody Poetyckiej Orfeusz. Artykuły krytycznoliterackie i recenzje ogłaszał m.in. w „Kwartalniku Literacko-Artystycznym” (2007-12), „Pamiętniku Literackim” (Londyn, 2009-10), „Znaku” (2010), „Kontekstach Kultury” (2011-14), „Ruchu Literackim” (2012-13) i „Nowej Dekadzie Krakowskiej” (2013-15, 2017) oraz „Toposie” (2014). Od 2011 wchodzi w skład rady naukowej pisma „Tematy i Konteksty” oraz współredaguje „Konteksty Kultury”. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (2000) i Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2008). W 1977 ożenił się z Marią Małgorzatą Dworaczek, anglistką. Ojciec Joanny (ur. 1978), pracownika naukowego Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, specjalisty z dziedziny teorii maszyn. Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Jerozolima i Babilon. Miasta poetów emigracyjnych. Kr.: Wydawn. Baran i Suszczyński 1998, 288 s.
Rozprawa habilitacyjna. − Zawiera części: I. Miasto: pamięć miejsc – przestrzeń wygnania; II. Miasto heroiczne i męczeńskie; III. Mieszkańcy miasta popiołów; IV. Miasta napowietrzne; V. „Wielopiętrowa wszetecznica”. Antyurbanizm poetów emigracyjnych; VI. Miasta podwójne; VII. Miasta przejezdne; VIII. Miasta ocalone
2. Jaśniejsze strony katastrofy. Szkice o twórczości poetów emigracyjnych. Kr.: Universitas 2001, 264 s.
Zawartość: Wstęp. – Świadek czasów i wyznawca wiecznych wartości. O poezji Józefa Wittlina: Cień wielkiej wojny; Współuczestnictwo; Moralia, apokaliptyki, wyznania. – Twórczość Józefa Wittlina w okresie nowojorskim: Pośmiertnik: moralistyka i akrybia; Kodeks wspólnoty i skromne słowo poetyckie; Tęsknić do Lwowa. – Aleksander Wat – wiek klęski: Dzieło fragmentaryczne: materiały do wielkiej syntezy; Poezja jako czytanie znaków; „Homo patiens” Aleksandra Wata. – Aleksander Wat – poeta emigracyjny: Rodzaje obcości; Wskrzeszenie; Ukryte sensy błądzenia. – Uczta instynktów i lekcja historii. O twórczości Mariana Czuchnowskiego: Biologia i rewolucja; Gwiazda przeklęta; Powrót do życia; Gorycz wielkiego świata. – „Rok polski” w liryce Beaty Obertyńskiej: Rytm natury; Dnie, prace i święta; Dom – centrum świata. – Podróże, nostalgiczne krajobrazy, epitafia. O poezji Aleksandra Janty: Sygnały z dróg Wielkiego Wozu; Lament po klęsce; Światłocień pamięci; Galeria żałobna. – Aleksander Janta – przygody osobowości aktywnej: Podróż; Wojna; Śmierć i życie; Powroty i kroniki. – Marian Pankowski – od formy do anarchii: Autoportret liryczny; Sanok i barok; Herezja stylu; Dzikość formy.
Nagroda Fundacji Władysława i Nelly Turzańskich w Toronto w 2001.
3. O poezji Wisławy Szymborskiej. Świat w stanie korekty. Kr.: WL 2002, 386 s.
Zawiera części: Początek; Bez korekty; Korekta języka; Korekta form; Korekta światopoglądu.
4. Pod kreską. Teksty z lat 1996-2013. Wstęp: J. Szuber. Kr.: Księg. Akademicka 2013, 268 s. Krak. Bibl. SPP, t. 12.
5. Bez rutyny. O poezji Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. [Szkice literackie]. Kr.: Inst. Myśli J. Tischnera 2016, 329 s. Biblioteka Pana Cogito, pod red. J.M. Ruszara.
Zawartość: Szymborska: W pułapce bytu (tematy); Historia naturalna; Obcość i bliskość; Zamiast traktatu poetyckiego (wokół Recenzji z nienapisanego wiersza); Żart – rekomendacją powagi. O humorze poetyckim oraz zabawach słowem i obrazem; „Nowy pępek na brzuchu artysty”. O wierszu Wizerunek; Pamięć i czas w późnych wierszach Wisławy Szymborskiej; Wspominać z wdzięcznością, – Herbert: Herbert a muzyka; Historia muzyki według Pana Cogito; Elegie Zbigniewa Herberta; Inicjacje dzieciństwa i zbrodniczy duch dziejów. (O Elegii na odejście pióra atramenty lampy); Zawieszone podróże w zaświaty (Ankhenaton i Nefertiti), - Szymborska i Herbert: Dwie Isadory; Sen kamienia, tautologie natury.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Między powieścią przygodową a powiastką filozoficzną. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1977 nr 162 s. 104-123 [dot.: S. Mrożek: Ucieczka na południe]. – Parabole Mrożka. W: W kręgu przemian polskiej prozy XX wieku. Wr. 1978 s. 95-108. – Tuwima i Wierzyńskiego wiersze o szkole. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1978 nr 240 s. 174-195. – Przesądzeni. („Monolog dla Kasandry” Wisławy Szymborskiej). „Pr. Nauk. UŚl. W Katow.” 1979 nr 328 s. 193-209. – „Odznaka za wierną służbę”. (Konstrukcja tematu wojennego). W: Proza Andrzeja Struga. Wwa, Kr. 1981 s. 97-110. – Czasy, pamięć, pisanie. (O „Drodze powrotnej” Juliana Przybosia). „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1982 nr 549 s. 45-56. − Świat w stanie korekty. (O poezji Wisławy Szymborskiej). „Twórczość” 1983 nr 9 s. 89-102; wersja skrócona przedr. w: Radość czytania Szymborskiej. Kr. 1996 s. 113-125. – Miary i liczby. (O poezji Wisławy Szymborskiej). „Znak” 1984 nr 11/12 s. 1572-1588. – Temat Ubi Sunt. (O wierszach Artura Międzyrzeckiego). „Więź” 1984 nr 11/12 s. 177-186. – Obszary ocalenia. (Natura, słowo i kultura w późnej liryce Kazimierza Wierzyńskiego). W: Pisarz na obczyźnie. Wr. 1985 s. 169-183. – Beaty Obertyńskiej świadectwa z domu niewoli. „Kult. Niezal.” 1990 nr 59 s. 22-43, przedr. w: Świadectwa i powroty nieludzkiego czasu. Lubl. 1990 s. 151-168. – Poeta emigracyjny. Role i wyobraźnia. W: Literatura a wyobcowanie. Lubl. 1990 s. 79-91. – Marzenie o lepszym świecie. „Teksty Drugie” 1991 nr 4 s. 67-78, przedr. w: Szymborska. Szkice. Wwa 1996 s. 71-82. – Obrazy Warszawy w wojennej poezji na obczyźnie. W: Mity, stereotypy, konwencje. Katow. 1995 s. 56-71. – Problematyka „miejsc wspólnych” we współczesnej polskiej poezji emigracyjnej. W: „Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny…”. Łódź 1995 s. 19-43. − Przedmioty i współczucie. (O „Elegii na odejście pióra, atramentu, lampy” Zbigniewa Herberta); Wiedza daremna i ocalająca mądrość. (O „Monologu dla Kasandry” Wisławy Szymborskiej). W: Poezja w szkole średniej. Wwa, Kr. 1995 s. 99-111, 114-131. – Doświadczenie latynoamerykańskie we współczesnej literaturze polskiej. W: Emigracja, Polonia, Ameryka Łacińska. Wwa 1996 s. 131-157. – Epitafia dla skamandrytów. W: Stulecie skamandrytów. Kr. 1996 s. 181-194. – Fascynacje i egzorcyzmy. Tuwim i twórczość Tuwima w kręgu pisarzy emigracyjnych. „Pr. Polonist.” Ser. 51: 1996 s. 35-60. – Gry frazeologiczne Wisławy Szymborskiej. „Rocz. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza” 1996 wyd. 1997 s. 27-39. – W walce ze złem, w poszukiwaniu wiecznych wartości [dot. J. Wittlina]. „Tygiel Kult.” 1997 nr 1/2 s. 47-52. – W samym oku cyklonu jest źrenica ciszy. O liryce Anny Frajlich. „Tygiel Kult.” 1998 nr s. 94-99. – Sankt Petersburg, Leningrad, Piter oraz inne miasta. „Tytuł” 1999 nr 4 s. 90-110. – „Sztuka, w której niczego sztuką nie dokażesz”. Wokół „Japońskiego łucznictwa”. W: Szkice o poezji Aleksandra Wata. Wwa 1999 s. 66-88. – Emigracja jako zapis losu. „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 2000 nr 1/2 s. 59-70, przedr. w: Powroty w zapomnienie. Kr. 2001 s. 91-109. – Metafory moralisty – o poezji Tadeusza Sułkowskiego. „Arch. Emigracji” 2000 z. 3 s. 21-34. – Miasto ocalone Czesława Miłosza. W: Z problemów literatury i kultury XX wieku. Katow. 2000 s. 97-118; wersja popraw. przedr. w: Poznawanie Miłosza 2. Część pierwsza 1980-1998. Kr. 2000 s. 105-122. – Korespondencja skamandrytów z archiwum Jana Lechonia. W: Życie literackie drugiej emigracji niepodległościowej. Tor. 2001 s. 173-183. – Poezja Józefa Wittlina na obczyźnie. W: Between Lvov, New York and Ulysses’ Ithaca. Tor., New York 2001 s. 91-103. – Worek strachów. O upływaniu czasu w twórczości Aleksandar Wata. „Dekada Lit.” 2001 nr 7/8 s. 78-85. − Jerzy Ficowski; Władysław Szlengel; What I read to dead; A reading of sshes. Poems. W: Reference guide to Holocaust literature. Detroit 2002. − Łydki Marfy. Kategorie cielesności w powieści Marian Czuchnowskiego „Tyfus, teraz słowiki”. W: Marian Czuchnowski kronikarz emigracyjnej codzienności. Tor. 2002 s. 105-125. – Muzyczne tematy i wariacje Bolesława Taborskiego. W: Przez lustra. Tor. 2002 s. 75-97. – „Ubywający ubytkiem w klepsydrze”. Starzec i starość w pisarstwie Aleksandra Wata. W: „W antykwariacie anielskich ekstrawagancji”. Lubl. 2002 s. 293-313. – Jerzego Harasymowicza śmiech sarmacki. W: Godność i styl. Katow. 2003 s. 204-218. – Wakacje Józefa Bujnowskiego. W: Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Rzeszów 2003 s. 94-103. – Wczesna twórczość Józefa Bujnowskiego. W: Poezja i poeci w Wilnie lat 1920-1940. Kr. 2003 s. 243-256. – Humor poetycki wobec kultury pamięci. Uwagi o lirykach Jerzego Harasymowicza. „Świat i Sł.” 2004 nr 3 s.163-175. – Trwanie dźwięku. Muzyka i muzyczność w poezji Czesława Miłosza. W: Intersemiotyczność. Kr. 2004 s. 329-338. – „Ułomna siła zaklinania”. Opowieść o dwóch miastach Tymona Terleckiego. W: Tymon Terlecki. Etos emigranta. Tor. 2004 s. 35-48. – Beaty Obertyńskiej podróż portugalska. W: Zaklęte przestrzenie. Tor. 2005 s. 23-48. – Kanada polskich poetów. Szkice z natury. W: Poezja polska na obczyźnie. Rzeszów 2005 s. 110-134. – Muzyka jako święto w liryce Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W: Dzieło i życie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. T. 1. Kr. 2005 s. 89-103. – Niezgoda na frywolność form. Poezja mistrzów w czasach wielkiej zmiany. W: Literatura wobec nowej rzeczywistości. Kr. 2005 s. 77-99. – Powroty poetów emigracyjnych. W: Pisarz na emigracji. Wwa 2005 s. 361-385. – Teatr grany przed katastrofą. O „Wstążce z «Warszawianki»” Kazimierza Wierzyńskiego. W: Epoka przemian. Rzeszów 2005 s. 77-86. – Bezimienny, niewidzialny, milczący. O kilku wizerunkach Boga w polskiej poezji współczesnej. „Znak” 2006 nr 12 s. 34-47. – Monolog doświadczenia. (O powieści Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli”). „Akcent” 2006 nr 4 s. 117-128. – Poezja Wata i Grynberga wobec odzyskiwanego dziedzictwa. „St. Judaica” 2006 nr 1 s. 239-245. – „Z jasności, wysokości”. Wokół wiersza Czesław Miłosza „Ale książki”. „Świat i Sł.” 2006 nr 1 s. 47-65; przedr. w: Universalioji asmenybė europos kultūros kontekstuose. Česlovo Milošo skaitymai II. Kanas 2008 s. 126-142. – Ciało argentyńskie (i polskie). W: Literatura – punkty widzenia – światopoglądy. Kr. 2007 s. 421-435 [dot. W. Gombrowicza]. – „Nic, najwyżej piękno”. Pytania o estetyzm w krytyce po roku 1989. W: Dyskursy krytyczne u progu XXI wieku. Kr. 2007 s. 349-363. – Obrazy domu w twórczości Czesława Bednarczyka. „Arch. Emigracji” 2007 z. 9 s. 28-41. – Pamięć PRL-u w prozie polskiej po 1989 roku. W: Literatura polska po przełomie 1989 roku. Kr. 2007 s. 29-46. – Poezja sprzeciwu i doświadczenia. (Z okazji nagrody Związku Pisarzy Polskich za Granicą dla Bolesława Taborskiego). „Pam. Lit.”, Londyn 2007 t. XXXIV s. 27-39. – „W zwodniczym półcieniu słowa”. O poezji Zbigniewa Dominiaka. „Tygiel Kult.” 2007 nr 4-6 s. 56-64. − Wizje Ameryki Łacińskiej w prozie Bobkowskiego, Gombrowicza i Straszewicza. W: Proza polska na obczyźnie. T. 1. Rzeszów 2007 s. 51-77. – Rzeczy i opowieści. O poezji Janusza Szubera. W: Poeta czułej pamięci. Rzeszów 2008 s. 188-209. – Sezony i kanon. W: Wartościowanie a edukacja polonistyczna. Kr. 2008 s. 66-72. – Jan Błoński (1931-2009). „Ruch Lit.” 2009 z. 3 s. 255-262. – O sztuce pisarskiej w krytyce i eseistyce Tymona Terleckiego. W: Tymon Terlecki. Pamięć i sumienie emigracji. Przemyśl 2009 s. 131-153. – Bolesław Taborski – poeta literackiej nowoczesności i tradycji wielu sztuk. W: Wkład wychodźstwa polskiego w naukę i kulturę Wielkiej Brytanii. Kr. 2010 s. 237-248. – „Ja – zła publiczność dla własnej pamięci”. Chwila i trwanie w nowych wierszach Wisławy Szymborskiej. W: Inna literatura? Dwudziestolecie 1989-2009. Rzeszów 2010 t. 2 s. 21-41. – Literatura powrotów. Warianty. W: Polonistyka bez granic. T. 1. Wiedza o literaturze i kulturze. Kr. 2010 s. 629-638. – Osłonięcia, ujawnienia. „Kwart. Artyst.” 2010 nr 2 s. 49-58 [dot. autobiograficznych tekstów M. Głowińskiego]. – Podziemne krainy poetów emigracyjnych. W: Persefona, czyli dwie strony rzeczywistości. Kr. 2010 s. 297-319. – „Tancerz mecenasa Kraykowskiego”. Witold Gombrowicz a Bruno Winawer. W: Witold Gombrowicz nasz współczesny. Kr. 2010 s. 593-605. – Bolesław Taborski – liryka rzeczy ostatecznych. „Ekspresjae”, Londyn 2011 s. 18-29. – Nieustanne komentowanie. Wokół recepcji Zbigniewa Herberta w Polsce. W: Herbert Środkowoeuropejski. Katow. 2011 s. 100-149. – Poetyckie przyjaźnie Janusza Szubera. W: Dwie dekady nowej (?) literatury 1989-2009. Kr. 2011 s. 113-134. – Uroczystość istnienia. O wierszach Miry Kuś. „Konteksty Kult.” 2011 [nr] 7 s. 100-109. – Krytyk jako czytelnik w obronie prywatności. W: Doświadczenie lektury. Kr. 2012 s. 43-52. – Spotkania. (O pisarstwie Wojciecha Kudyby). „Konteksty Kult.” 2012 [nr] 8 s. 135-151. – Osobne – międzyludzkie [dot. twórczości S. Mrożka]. W: Różne głosy. Kr. 2013 s. 323-336. – Polscy poeci o Karolu Szymanowskim i jego muzyce. „Zesz. Nauk. Tow. Doktorantów UJ. Nauki Hum. Nr specjalny. 2013 nr 1 s. 13-33. – Włodzimierz Maciąg (3 I 1925 – 13 IX 2012). Sprawy literatury – historyczne, moralne, egzystencjalne. „Ruch Lit.” 2013 z. 2 s. 250-257. – Zielony zeszyt. O „Juweniliach i Seniliach” Leszka Elektorowicza. „Konteksty Kult.” 2013 [nr] 10 s. 359-369. – „Bez prawdy osobistej i osobniczej nic się nie poradzi w literaturze”. Korespondencja Józefa Barana ze Sławomirem Mrożkiem. „Topos” 2014 nr 6 s. 83-95 [tu s. 91-95 listy w oprac. W. Ligęzy]. – „Mówią, że najpiękniejsze miasto świata”. Julian Tuwim w Rio de Janeiro. „Topos” 2014 nr 1/2 s. 15-22. – Muzyka w wierszach Kazimierza Wierzyńskiego. „Zesz. Nauk. Tow. Doktorantów UJ. Nauki Hum. Nr specjalny. 2014 nr 1 s. 13-27; przedr. w: Literatura, kultura religijna, polskość. Księga jubileuszowa dedykowana prof. Dr hab. Krzysztofowi Dybciakowi w 65. rocznicę urodzin. Warszawa 2015 s. 429-441. – Peryferie i prowincje. W: Poetyckie prowincje i peryferie. Jerzy Harasymowicz i inni. Kr. 2014 s. 9-22. – „Z krawędzi nocy” – „z tajemnic dnia”. Tematy i formy poetyckie Józefa Bujnowskiego. W: Zesłania i powroty. Twórczość Józefa Bujnowskiego. Rzeszów 2014 s. 29-42. – Poeta i los. (O wierszach Czesława Miłosza). W: W ogrodzie świata. Profesorowi Aleksandrowi Fiutowi na siedemdziesiąte urodziny. Kr. 2015 s. 99-110. – Szkicowanie Ameryki Północnej (w utworach polskich emigrantów). W: Od New Orleans do Mississauga. Polscy pisarze w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie po II wojnie światowej (najnowsze badania). Warszawa 2015 s. 13-30. – Szkoła jako system opresji. „Zmory” Zegadłowicza a Ferdydurke Gombrowicza. W: Emil Zegadłowicz daleki i bliski. Katow. 2015 s. 281-297. – The world in a state of revision. The poetry of Wisława Szymborska. W: Wisława Szymborska’s poetry. Frankfurt am Main 2015 s. 37-48.
Prace redakcyjne
1. B. Obertyńska: Betlejemski zajazd. [Wiersze]. Wybrał W. Ligęza. Kr.: Znak 1986, [16] s.
2. B. Obertyńska: Grudki kadzidła. [Wiersze]. Wybór i oprac.: W. Ligęza. Kr.: Znak 1987, 130 s.
3. B. Obertyńska: Skrząca libella. [Wiersze]. Wybrał … Kr.: Miniatura 1991, 62 s.
4. Pamięć głosów. O twórczości Aleksandra Wata. Studia pod red. W. Ligęzy. Kr.: Universitas 1992, 151 s.
5. Pisarze emigracyjni. Sylwetki. Pod red. B. Klimaszewskiego i W. Ligęzy. Kr.: Wydawn. UJ 1993, 186 s. Zesz. Nauk. UJ. Pr. Polonijne, nr 1109.
6. „Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny…”. Topika polskiej współczesnej poezji emigracyjnej. Studia pod red. W. Ligęzy i W. Wyskiela. Łódź: Biblioteka 1995 s. 315 s.
7. B. Obertyńska: Oamô. [Opowiadania]. Wyboru dokonał i posł. opatrzył W. Ligęza. Wwa: Agawa 2001, 180 s. Bibl. Współcz.
8. Powroty w zapomnienie. Dekada literatury emigracyjnej 1989-1999. Książka zbiorowa pod red. B. Klimaszewskiego i W. Ligęzy. Kr.: Grell 2001, 337 s. PAN. Komitet Badań Polonii. Bibl. Polonijna.
9. Przez lustra. Pisarstwo Bolesława Taborskiego. Szkice pod red. W. Ligęzy i J. Wolskiego. Tor.: Wydaw.. A. Marszałek 2002, 179 s. Wyd. 2 popraw. tamże 2003.
10. Poszukiwanie realności. Literatura, dokument, Kresy. Prace ofiarowane Tadeuszowi Bujnickiemu pod red. S. Gawlińskiego i … Kr.: Universitas 2003, 279 s.
11. Portret z początku wieku. Twórczość Zbigniewa Herberta – kontynuacje i rewizje. Studia pod red. W. Ligęzy przy współudziale M. Cichej. Lubl.: Wydawn. Archidiecezji Lubel. „Gaudium” 2005, 451 s. Bibl. Pana Cogito.
12. Etapy Józefa Wittlina. Red.: W. Ligęza, W.S. Wocław. Kr.: Wudawn. UJ 2014, 260 s.
13. Poetyckie prowincje i peryferie. Jerzy Harasymowicz i inni. Pod red. J. Kulczyńskiej, W. Ligęzy, W. Próchnickiego. Kr.: Księg. Akademicka 2014, 229 s.
14. Zesłania i powroty. Twórczość Józefa Bujnowskiego. Pod red. nauk. W. Ligęzy i J. Pasterskiej. Rzeszów: Wydawn. URzesz. 2014, 270 s.
15. W. Szymborska: Wybór poezji. Wstęp i oprac. W. Ligęza. Wr.: Ossol. 2016, CCLXXXIX, 481 s. BN, Ser. 1, nr 327.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2010, 2011.
Wywiady: O faktach w poezji. Rozm. Z. Dominiak. „Bestseller” 1991 nr 9; „Natchnienie” kontrolowane – o książce „Świat w stanie korekty. O poezji Wisławy Szymborskiej” z jej autorem, dr hab. Wojciechem Ligęzą rozm. K. Lisowski. „Dz. Pol.” 2002 nr 68; Prywatna historia czytania. Rozm. M. Kalemba. „Bez Porównania” 2005 nr z VI.

Ogólne
D. KULESZA: Emigranci, Szymborska i inni poeci. „Topos” 2016 nr 1.

Jerozolima i Babilon
Z. CHOJNOWSKI: Rekonstrukcja mentalności wygnańczych. „Nowe Książ.”1998 nr 12.
J. DRZEWUCKI: Miasto z obrazu Vermeera. „Rzeczpospolita” 1999 nr 10.
K. KRASUSKI: Emigracyjne dzieje jednego toposu. „Odra” 1999 nr 4.
J. KRYSZAK: Nowe książki o emigracji. „Arch. Emigracji” 1999 z. 2 [dot. też: M. Pytasz: Wygnanie – emigracja – diaspora].
T. ŻUKOWSKI: Mur twój u twoich poetów. „Teksty Drugie”1999 nr 4.
G. DRABIK: Wyspa Sanok. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2000 nr z 14 VII dod. „Prz. Pol.”.
A. FIUT: Miasta wieloimienne. „Fraza” 2000 nr 1/2.

Jaśniejsze strony katastrofy
S. GAWLIŃSKI: O emigrantach. „Tygiel Kult.” 2001 nr 7/9.
S. STERNA-WACHOWIAK: Katastrofa jako duchowa forma życia. „Nowe Książ.” 2001 nr 5.
P. SZEWC: Literatura emigracyjna i sztuka krytyki. „Życie” 2001 nr 63.
P. TAŃSKI: Znakomity słuch do poezji. „Undergrunt” 2002 nr 7, przedr. w: „Pam. Lit.” 2003 z. 2, przedr. w tegoż: Ja, motyl i inne szkice krytyczne. Tor. 2010.

O poezji Wisławy Szymborskiej
M. BARANOWSKA: Cały świat Szymborskiej. „Nowe Książ.”2002 nr 7/8.
M. MIKOŁAJCZAK: Wirtuoz słowa. „Odra” 2002 nr 7/8.
E. PAETSCH: „Świat w stanie korekty”. „PAL. Prz. Artyst.-Lit.” 2002 nr 3/4.
W. TURŻAŃSKA: Szymborska woli herezje. O książce Wojciecha Ligęzy „Akcent” 2002 nr 4.
A. ZAWADA: Opisanie Szymborskiej. „Nowy Dz.”, Nowy Jork 2002 nr z 7 VI dod. „Prz. Pol.”.
P. MICHAŁOWSKI: „Korekta świata” – bez korekty. „Teksty Drugie”2003 nr 2/3.
Zob. też Wywiady.

Pod kreską
B. KANIEWSKA: Symfonia uczestnictwa. „Nowe Książ.” 2014 nr 8.
M. PIĘTNIEWICZ: Spacer na Gołębią. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 3/4.
B. ROGATKO: W odczarowanym świecie. „Akcent” 2014 nr 3.
E.E. NOWAKOWSKA: Między śpiewającym ikonostasem a salonem spawalniczym. „Topos” 2015 nr 1.
J. PASTERSKA: Antydepresant. O radości czytania Pod kreską Wojciecha Ligęzy. „Konteksty Kult.” 2015 z. 1/2.

Bez rutyny. O poezji Wisławy Szymborskiej
B. FARON: O Szymborskiej i Herbercie. „Wyspa” 2016 nr 4.
P. MICHAŁOWSKI: O Szymborskiej i Herbercie bez rutyny. „Konteksty Kult.” 2016 z. 4.
B. ROGATKO: Między Szymborską a Herbertem. „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 6.</document>
<document nplp_id="3671" title="Artur Daniel LISKOWACKI" slug="artur-daniel-liskowacki">ur. 1956

Pseud.: (a); (ad); Adela; ADL; (al); (Al); Aleksander; Art.; Były Junior; K. Tokolwiek; Konrad Danielewicz; Marek Strzelczyk; Monika Sas; (płk); Rafał; Z.A. Mieszany.

Prozaik, poeta, eseista, krytyk teatralny, autor książek dla dzieci.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 4 stycznia 1956 w Szczecinie; syn Ryszarda Liskowackiego, prozaika, poety, dramatopisarza, i Danieli z domu Maj, nauczycielki języka polskiego. W 1970 podjął naukę w V Liceum Ogólnokształcącym im. A. Asnyka w Szczecinie. W tym okresie rozpoczął twórczość literacką. Współredagował pismo szkolne „Kaktus” (1971-74), na którego łamach zamieszczał felietony, opowiadania i rysunki (podp. m.in. pseud.: Aleksander, K. Tokolwiek). Jako poeta debiutował w 1974 wierszami pt. Spotkanie i U fotografa, opublikowanymi na łamach tygodnika „Na Przełaj” (nr 4) w rubryce Klub Młodych Autorów (podp. Art.). Za właściwy debiut poetycki uważa wiersze pt. Odblask, Zapomnienie. Motyw I, ogłoszone w 1975 w tygodniku „Kamena” (nr 1). Po zdaniu matury w 1974 podjął studia z zakresu filologii polskiej ze specjalnością teatrologiczną na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu. Uczestniczył w życiu literackim uczelni: współpracował m.in. z gazetą czytaną „Struktury”, napisał scenariusz do spektaklu Jeszcze trochę snu…(prapremiera Poznań, Teatr Jan 1977).W 1974 uzyskał magisterium na UAM. Otrzymywał kilkakrotnie nagrody i wyróżnienia na Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. J. Śpiewaka (1975, 1976, 1977). Od 1975 należał do Koła Młodych ZLP w Poznaniu. Wiersze publikował na łamach „Poezji” (1976), „Nowego Wyrazu” (1977-79), „Tygodnika Kulturalnego” (1977), a także w „Szpilkach” (1977-79). W 1978 powrócił do Szczecina; w tamtejszym ZLP pełnił funkcję prezesa Koła Młodych ZLP, a także współtworzył Szczecińską Serię Literacką „Arkusze” (1979-80), wydawaną przez to Koło oraz Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Szczecinie. Pracował w redakcjach szczecińskich gazet i tygodników. Liczne artykuły, wiersze, recenzje teatralne, reportaże, wywiady oraz przekłady z języka rosyjskiego i angielskiego publikował m.in. w tygodniku „Jantar” (1978-81; prowadził tu m.in. przegląd premier sezonu 1978/79 oraz korespondencje z czytelnikami podp. m.in. ADL; zamieszczał też noty podp. Rafał), w „Scenie” (1980-86), „Kurierze Szczecińskim” (od 1982, w 1990-2008 kierownik działu kulturalnego, później społeczno-kulturalnego; podp. m.in.: Adela, (płk), Z.A. Mieszany; tu od 1991 także felietony sportowe podp. (Były Junior)), w tygodniku „Morze i Ziemia” (1983-90; tu stała współpraca; podp. też: (a), (ad), ADL, (al), Konrad Danielewicz, Marek Strzelczyk, Monika Sas) oraz w „Gońcu Teatralnym” (1990). Równocześnie od początku lat osiemdziesiątych ogłaszał też prozę dla dzieci. Przez wiele lat był jurorem Ogólnopolskiego Przeglądu Teatrów Małych Form, potem OPTMF „Kontrapunkt” w Szczecinie, w 1995 był jurorem Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. W latach dziewięćdziesiątych podjął współpracę ze szczecińskimi teatrami: Teatrem Lalek „Pleciuga” i Teatrem Współczesnym. Jako dziennikarz „Kuriera Szczecińskiego” reaktywował w 1995 plebiscyt „Bursztynowy Pierścień” (na najlepszego aktora i najlepsze przedstawienie szczecińskich teatrów), nadając mu nową formułę szczecińskiej nagrody teatralnej, której Komisji Nominacyjnej oraz jury wielokrotnie przewodniczył. Za twórczość publicystyczną otrzymał Nagrodę „Publicysta Roku 1993” oraz Nagrodę Prezydenta m. Szczecina (1997), przyznane przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP. W 1996 został członkiem SPP i do 1999 pełnił funkcję prezesa Oddziału Szczecińskiego Stowarzyszenia. Wszedł w skład szczecińskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Kontynuował działalność literacką, publikując artykuły, szkice, opowiadania oraz liczne recenzje teatralne na łamach m.in. „Kuriera Szczecińskiego”, dwumiesięcznika „Pogranicza” (od 1995; tu stała współpraca), „Sycyny” (1995-98), „Teatru” (od 1996; tu stała współpraca), „Wiadomości Kulturalnych” (1996-97), „Twórczości” (od 1997), „Gazety Wyborczej” (2002-03), kwartalnika „Migotania, przejaśnienia” (od 2011 „Migotania”; od 2002 stała współpraca), „FA-art” (2005, 2007), „Latarni Morskiej” (od 2006 stała współpraca, także w wersji on-line), „Borussii” (2014, 2017), „eleWatora” (od 2015; podp. też: ADL), „Odry” (2016-17). W 2000 otrzymał Szczecińską Nagrodę Literacką im. Z. Herberta, w 2001 Nagrodę Artystyczną m. Szczecina, przyznaną przez prezydenta miasta, nagrodę „Siewca Roku 2001” w kategorii kultura, przyznaną przez Zarząd Wojewódzki PSL w Szczecinie, honorowy tytuł Ambasadora Szczecina 2002, przyznany przez kapitułę wybraną przez prezydenta miasta. Współpracował z radiem i telewizją. W 2002-06 w Telewizji Polskiej Szczecin prowadził wspólnie z Grzegorzem Fedorowskim cykl programów „Instytut Kulturalnych Sporów” (emitowano 44 odcinki). Jako autor słuchowisk radiowych otrzymał w 2005 nagrodę 60-lecia Polskiego Radia Szczecin. W kwietniu 2008 został prezesem spółki „Kurier Szczeciński” i do 2010 redaktorem naczelnym tego dziennika. W 2012 objął funkcję prezesa Fundacji Literatury im. H. Berezy; był też jurorem Konkursu Literackiego im. H. Berezy „Czytane w maszynopisie” oraz redaktorem wydawanej przez nią serii książkowej koLekcja eleWatora. W 2012 został też członkiem jury ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia, powołanej przez „Kurier Szczeciński”, Uniwersytet Szczeciński, Prezydenta m. Szczecina i Marszałka Województwa Zachodnio-Pomorskiego. Za szczególne osiągnięcia w dziedzinie kultury polskiej w 2011-12 otrzymał w 2013 Nagrodę Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich (Toronto). W 2015 został jurorem konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka żywa”, zorganizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego dla uczczenia jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005).

W 1980 zawarł związek małżeński z Jolantą Garstecką, filologiem, teatrologiem, bibliotekarką; ma syna Konrada (ur. 1981), prawnika. Mieszka w Szczecinie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Sielanki. [Wiersze]. Pozn.: [b.w.] 1975, [24] s., powiel.
Arkusz poetycki Koła Młodych ZLP. – Wybór z wierszy prezentowanych w czasie spotkania „Witryny Poetyckiej” OKS [Okręgowego Kom. Studenckiego] „Od Nowa” w Pozn. w 1975.
2. Balbaryk i skrzydlate psy. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: WP 1983, 153 s.
3. Autoportret ze szminką. [Wiersze]. Kr.,Wr.: WL 1985, 61 s.
4. Balbaryk i złota piosenka. [Powieść dla dzieci]. Pozn.: WP 1985, 150 s.
Adapt. teatr.: Reż.: Z. Niecikowski. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 2016.
5. Dzikie koty. [Opowiadania]. Szczec.: Glob 1986, 171 s.
Zawartość: Małe zoo; Pojedynek; Hiszpańskie oczy; Książki; Po zielonej trawie; Rozbieranka; Młodzi mężczyźni we wnętrzu samochodu; Szable; Objawienie; Dzikie koty.
Adapt. radiowe opowiadań: Dzikie koty: Reż.: S. Woroniecki. Radio 1983; Małe zoo. Radio 1986.
6. Najbłękitniejsze oczy. [Opowiadania dla dzieci]. Pozn.: WP 1987, 111 s.
Zawartość: Miś i Michaś; Najbłękitniejsze oczy; Li-li-li-liput, czyli niezwykła opowieść o wiedźmie z bagien, Srebrzystowłosej Księżniczce i Księciu o Złotym Sercu.
7. Straszny smok Synoptycy. [Opowiadania dla dzieci]. Szczec.: KAW 1989, 77 s.
Zawartość: Bardzo ciepłe kraje; Tuptaszek i Wigorek; Pudełko kredek; Przedziwne przygody czajnika z gwizdkiem; Pierścień Kocie Oczko; Straszny smok Synoptycy; Bursztynowa rybka; Król Drzew.
Wyd. osob. poszczególnych opowiadań: Wr.: Nota Bene 1999. Bajki Poczytajki: Bardzo ciepłe kraje, 15 s.; Tuptaszek i Wigorek, 14 s.; Pudełko kredek. Wyd. zmien. pt. Awantura w pudełku kredek, 14 s. Wyd. 2 tamże, – Wr.: Nota Bene 2001: Przedziwne przygody czajnika z gwizdkiem, 16 s.; Pierścień kocie oczko, 16 s.
8. Atlas ptaków polskich. [Wiersze]. Szczec.: Barbara 1994, 71 s.
9. Ulice Szczecina. [Szkice]. Oprac. graf.: A. Maciejewski. Szczec.: Albatros 1995, 93 s. Por. poz. 26.
10. Szepty miłosne. [Opowiadania]. Szczec.: 13 Muz 1996, 120 s.
Zawartość: Kamyki; Welon; Niebo; Ziarna; Siódme piętro; Szepty miłosne; Czerwona kredka; Korespondencja; Arsenał.
11. Śnieżynek. [Opowiadanie dla dzieci]. Szczec.: Albatros 1997, 90 s. Błękitna Seria.
Adapt.: teatr.: Reż.: Z. Niecikowski. Wyst. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 1997, – radiowa: Reż.: D. Bałazy. Radio 2008.
12. Cukiernica pani Kirsch. [Opowiadania]. Szczec.: Albatros 1998, 176 s.
Zawartość: Muszla od Uzdrowiciela; Dwie monety; Skorupy; Cukiernica pani Kirsch; Wieczność pióra; Rodowe srebra; Obrączka; Pocztówki. Pasjans. Popiół; Aneks. Pejzaż wieczorny z łodziami.
Adapt. radiowa opowiadania Wieczność pióra: Adapt. i reż.: S. Woroniecki. Radio 2007.
13. Eine kleine. [Powieść]. Szczec.: 13 Muz 2000, 229 s. Wyd. 2 popraw. z posł. P. Czaplińskiego. Szczec.: Forma; Stow. Officyna 2009. Kwadrat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.-Bezrzecze: Forma Pracownia Projektowa i Wydawnictwo Anna Nowakowska 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Szczecińska Książka Roku 2000, nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2001, I nagroda w VI Konkursie Lit. Pol. Tow. Wydawców Książek w 2002.
Adapt.: radiowa: Reż. i oprac. muz.: S. Woroniecki. Radio 2002 [wyd. jako płyta CD dołączona do książki Z. Jarzębowskiego: Słuchowiska szczecińskiego radia. Szczec. 2009], – teatr.: Adapt. i reż.: P. Kamza. Wyst. Szczec., T. Współcz. 2007.
Przekł. niem.: Sonate für S. [Przeł.] J. Manc. München 2003.
14. Pożegnanie miasta i inne szkice z pamięci. [Eseje]. Szczec.: 13 Muz 2002, 208 s.
Zawartość: I: Wyścig na dochodzenie [dot.: L. Szaruga: Dochodzenie do siebie]; Heiliger. Am Logengarten [dot. rzeźbiarza B. Heiligera]; Sint Antoniesbreestraat, 1648; Ogród, miasto, język [dot. przewodnika dendrologicznego „Zieleń Szczecina”]; Weduta S. (na odwrocie kartki); Ulica Niemiecka, ulica Miedziana [dot. malarzy P. i O. Bałakirewów]; Jakobikirche. Pożegnanie miasta [dot. kompozytora J.C.G. Loewe]. – II: Agora, milczenie; Milczenie raz jeszcze; Portret zapomniany; Do radości; Zwycięstwo; Język giętki; Opowieści niesamowite; Poeci Dnia; Król Eryk; Śmierć naszych zwierząt. – III: ...do Ż; Intermezzo; Sotnikow; Trochę później; Rzeczy, światło; Węgorze Güntera Grassa; e.o.
15. To wszystko. [Wiersze]. Szczec.: 13 Muz 2006, 75 s.
16. Mariasz. [Powieść]. Szczec.-Bezrzecze: Forma 2007, 318 s. Kwadrat.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.-Bezrzecze: Forma Pracownia Projektowa i Wydawnictwo Anna Nowakowska 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do Europejskiej Nagrody Lit. 2009.
17. Balbaryk i tajemne wrota. [Powieść dla dzieci]. Wwa: Telbit 2008, 175 s.
18. Capcarap. [Opowiadania]. Szczec.: Forma 2008, 124 s. Kwadrat. Wyd. 2 poszerz. z posł. M. Larka: Szczec.-Bezrzecze: Forma 2014, 161 s. Piętnastka.
Wyd. jako dokument elektroniczny (2 wyd.): Szczec.-Bezrzecze: Forma 2014, plik w formacie PDF, EPUB, MOBI.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2009.
Zawartość: Uzdrowisko: Uzdrowisko. – Epitalamium: Motyw miłości w literaturze współczesnej; Torcik węgierski; Spacer poweselny. – Opowiadania autobusowe: Znak; Reks; Monia i Liza; Inny wymiar; Święty Piotr; Zagadka; Wypisy z Talmudu; Capcarap. – Notatki do nekrologów: Ajerkoniak; Jerzyk; Pan Miętówka; Trzy telefony; Ulica na literę P.; Notatki do nekrologów. – Szpitalnicy: Świńskie opowieści; Józiołek; Romek Piękna Piżama; Noc na biało; Piosenki z końca korytarza. – W wyd. 2 dodano: do cyklu „Notatki do nekrologów” opowiadanie: Ciało A., – nadto cykl: Szpitalnicy: Świńskie opowieści; Józiołek; Romek Piękna Piżama; Noc na biało; Piosenki z końca korytarza.
19. Po sobie. [Wiersze]. Szczec.: Forma; Stow. Officyna 2010, 58 s. Tablice.
Adapt.: radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2011 [wyróżnienie honorowe na XI Krajowym Festiwalu Radia i Telewizji w Sopocie w 2011].
20. Murzynek B. [Powieść]. Wwa: W.A.B. 2011, 293 s. Archipelagi.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: W.A.B. 2011, plik w formacie EPUB, MOBI.
21. Skerco. [Opowiadania]. Szczec.: Wydawn. Forma; Stow. OFFicyna 2011, 125 s.
Zawartość: W parku, lektury; Menażeria, Ińsko; Hrabia D.; Światło opowieści; Umarły Chujeba; Po burzy, piosenka; Świetliki; Bukiecik; Frania; Z dziejów literatury emigracyjnej; Smuteczek; Języki obce; Drugie czytanie; Bieguny; Literówka; Człon; Nos; Taki wstyd; Małe prozy Daniela Charmsa; Być może; Piętro; Pytajniki; Moje lektury; Imię; Z Czechowa; Akcja.
22. Kronika powrotu. [Szkice]. Szczec.: Wydawn. Forma 2012, 239 s.
Wybór szkiców publ. w l. 2002-2012, m.in. na łamach „Twórczości”, „Czasu Kultury”, „Odry”, „Toposu”.
23. Elegijki. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2013, 65 s. Bibl. „Toposu”. Bibl. Poezji, 88.
Dodatek do „Topos” 2013 nr 5. – Cykle: Pan [wiersz]; 12 wierszy; Elegijki [I-XL].
24. Prolog. Na otwarcie nowej siedziby Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie. [Sztuka dla dzieci]. Słowem o Prologach opatrzył H.J. Rogacki. Szczec.: T. Lalek „Pleciuga” 2013, [20] s.
Druk. bibliofil. – Wyd. w 300 numerowanych egz.
25. Przywracanie, wracanie. Rozmowy szczecińskie z Arturem Danielem Liskowackim. [Wywiad rzeka]. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. [Posł.:] E. Krasucki. Wwa: Wydawn. Nauk. Scholar; Szczec.: Zaułek Wydawn. Pomyłka 2014, 291 s. Esej. Słowo. Rozmowa.
26. Ulice Szczecina. (Ciąg bliższy). Zdjęcia: P. Nowakowski. [Szkice]. Szczec. – Bezrzecze: Wydawn. Forma 2015, 217 s. Wyd. 2 popraw. i rozszerz. tamże 2016, 139 s. Piętnastka.
Kontynuacja poz. 9.
27. Małe sceny wielkiego zamku. Teatr Krypta i Piwnica przy Krypcie. [Autorzy:] A.D. Liskowacki, R. Markow. [Wstęp:] J. Ciechowicz. Szczec.: Zamek Książąt Pomor. 2015, 399 s.
Dot. historii Teatru Krypta i kabaretu Piwnica przy Krypcie. – Tu A.D. Liskowackiego: I. Były sobie podziemne nadscenki, s. 17-45; II. Opowieści z Krypty (i przy Krypcie) [wywiady z S. Woronieckim, H. Gęsikowskim, A. Opatowiczem, T. Jankiewiczem i J. Jankiewicz, A. Buszko, P. Niczewskim, K. Pawickim].
28. Podwieczorek u Łazarza. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: A. Opatowicz. Szczec., T. Pol. 2015.
29. Późne popołudnie. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu. Red. „Toposu” 2017, 95 s. Bibl. „Toposu”. Bibl. Poezji, 143.

Przekłady utworów A.D. Liskowackiego w antologii niem.: Wiedergewonnene Geschichte. [Oprac.:] P.O. Loew, Ch. Pletzing, T. Serrier. Wiesbaden 2006.

Słuchowiska radiowe, m.in. zob. poz. 5, 11-13, 19 oraz: Przez drzwi. Radio 1995. Druk „Pogranicza” 1995 nr 4 s. 49-73 [nagroda w konkursie „Nad Odrą i Bałtykiem” na 50-lecie Rozgłośni Pol. Radia w Szczec. w 1994]. – Dwie bez cukru. Radio 2001 [II nagroda w ogólnopolskim konkursie Pol. Radia Szczec. „Nad Odrą i Bałtykiem” w 2000] – Za rzeką za sobą. Radio 2001 [wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie Pol. Radia Szczec. „Nad Odrą i Bałtykiem” w 2000, główna nagroda na II Krajowym Festiwalu Teatru Pol. Radia i TVP „Dwa Teatry” Sopot 2002]. – De profundis. Adapt. i reż.: S. Woroniecki. Radio 2008 [Nagroda Specjalna im. K. Zalewskiego na IX Krajowym Festiwalu Radia i Telewizji w Sopocie w 2009]. – Kombo. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2009.

Słuchowiska dla dzieci emitowane na antenie Polskiego Radia BIS w 2006-2008: Bardzo biała komnata. – Fonek i Fonka. – Niepodziałek. – Niezwykła podróż książki z obrazkami. – Pan Słuchawkowy. – Telewizorzysko. – Wielka tajemnica małej krzynki.
Prace redakcyjne
1. M. Kaszuba, A. Rycko: Zielona baśń. [Utwór dramatyczny]. Oprac. lit. A.D. Liskowacki. Wyst.: Reż.: Z. Niecikowski. Szczec., T. Lalek „Pleciuga” 1995.
Sztuka napisana na podstawie prac dziecięcych nadesłanych na konkurs o tematyce ekologicznej.
2. H. Banasiewicz: Ekbatana. Wybór wierszy. Wstęp i wybór A.D. Liskowacki. Szczec.: Książn. im. S. Staszica 2006, 247 s.
3. Refleksy 2008-2016. Ogólnopolski konkurs poetycki. Wiersze nagrodzone i wyróżnione w edycjach konkursu z lat 2008-2016. Red.: A.D. Liskowacki, M. Maj. Szczec.: Fundacja Literatury im. H. Berezy 2016, 111 s. Kolekcja eleWatora.
Dod. do czasopisma „eleWator”.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Autor o sobie: A.D. Liskowacki: Autobus z miasta S. „Odra” 2007 nr 5 [dot.: Eine kleine], przekł. niem.: Der Autobus aus der Stadt S. W: Oder – Rhein. Grenzen im Fluss. Frankfurt (Oder); Düsseldorf 2007.
Wywiady: Twórczość poz. 25 oraz m.in.: Miasto S., świat prozy i nagroda „Nike”. Rozm. I. Iwasiów. „Pogranicza” 2001 nr 2, przekł. ang. pt. The city of Szczecin, the world of prose and the Nike prize. [Przeł.] B. Keane. „Pogranicza” 2001 nr 6; Zimne ognie. Rozm. M. Michalska. „Gaz. Wybor.” 2001 nr 212 [dot.: Eine kleine]; Nie znam języka niemieckiego. Rozm.: Ł. Grodziński, M. Larek. „Arkusz” 2002 nr 11; „Zdrada jest próbą mistrza”. Rozm.: J. Borowczyk i M. Larek. „Czas Kult.” 2008 nr 4, przedr. w wersji rozszerz. w: J. Borowczyk, M. Larek: Rozmowa była możliwa. Wywiady z pisarzami. Pozn. 2008; Nie chodzi o to, by było ładnie. Rozmowa „eleWatora” z prezesem Fundacji Literatury im. Henryka Berezy – Arturem Danielem Liskowackim. „eleWator” 2012 nr 1; Błądzenie wzdłuż Odry. Rozm.: J. Borowczyk, M. Larek. „Czas. Kult.” 2013 nr 5, przedr. w: J. Borowczyk, M. Larek: Przywracanie, wracanie. Wwa; Szczec. 2014; Trzeba dopisać kilka zdań wątpiących, albo i sarkastycznych. Rozm. E. Podgajna. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 94 dod. „Szczecin”.

A. ANDROCHOWICZ: Artur Daniel Liskowacki. W: Encyklopedia Pomorza Zachodniego – pomeranica.pl.  Dostępny w Internecie.
LP XX w. (M. Lalak).
[H. NIEDBAŁ, K. STAŃCZYK] HN, KS: Artur Daniel Liskowacki. W: Encyklopedia Szczecina. T. I. Szczec. 1999 oraz Encyklopedia Szczecina. Suplement 2. Szczec. 2007.
E. CIBORSKA: Artur Daniel Liskowacki. W tejże: Leksykon polskiego dziennikarstwa. Wwa 2000.

Ogólne
U. CHĘCIŃSKA: Z Herbowej do krainy Tutaj. „Guliwer” 1996 nr 6 [o twórczości baśniowej A.D. Liskowackiego], przedr. zmien. w tejże: Dzieciństwo i przestrzeń morza w literaturze. Szczec. 1998 oraz passim.
B. TWARDOCHLEB: Mój dom w krainie Tutaj. O Szczecinie w twórczości Artura D. Liskowackiego. „Pogranicza” 1998 nr 1.
U. CHĘCIŃSKA: Muzyczne przesłanie Artura Daniela Liskowackiego. „Pogranicza” 2001 nr 5.
E. KUŹMA: O literaturze na Pomorzu. W: Literatura na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku. Szczec. 2003 [dot. zwłaszcza Eine kleine].
K. HAMMER: Der kriegs- und vertreibungsroman im deutsch-polnischen dialog. „Zbliżenia Polska – Niemcy” 2004 nr 1 [dot. też A. Müllera].
I. IWASIÓW: Śródmiejskie opowieści. W tejże: Parafrazy i reinterpretacje. Szczec. 2004.
E. KAMIŃSKA: Zwischen erbe und eigentum oder auf der sauche nach den gerissenen fäden in Artur Daniel Liskowackis zyklus über S. „Zesz. Nauk.
Uniw. Szczec. Colloquia Germanica Stetinensia” 2005 nr 14.
D. BITNER: Bez tytułu. „Pogranicza” 2006 nr 4.
Z. JARZĘBOWSKI: Słuchowiska szczecińskiego radia. Szczec. 2009 [zawiera m.in.: Aneks. Słuchowiska zrealizowane i wyemitowane w Polskim Radiu Szczecin w l. 1950-2005], passim.
E. RYBICKA: Pamięć i miasto. Palimpsest vs. pole walki. „Teksty Drugie” 2011 nr 5.

Autoportret ze szminką
Z. ANTOLSKI: Pożegnanie bajki. „Poezja” 1986 nr 10/11.
E. KURZAWA. „Nowe Książ.” 1986 nr 10.
D.T. LEBIODA: Wrażliwość, mądrość, sacrum. „Odgłosy” 1987 nr 29.
A. SULIKOWSKI: Krakowski wiersz Artura Daniela Liskowackiego. „Pogranicza” 2006 nr 3 [dot. wiersza „Cisza po hejnale”].

Dzikie koty
T. OLSZEWSKI: Młodość. „Życie Lit.” 1987 nr 19, przedr. w tegoż: Między przełomami. Wwa 2015.
M. BUKOWSKI. „Okolice” 1988 nr 8.
D.T. LEBIODA: Dojrzały debiut. „Tak i Nie” 1988 nr 21.

Straszny smok Synoptycy
R. WACHOWIAK: Jank, Teofil, Synoptycy i inni. „Nowe Książ.” 1990 nr 6 [dot. m.in. A.D. Liskowackiego].

Atlas ptaków polskich
P.W. LORKOWSKI: Próba tożsamości. „Topos” 1994 nr 5/6.
B. TWARDOCHLEB: Pamięć i historia. „Pogranicza” 1994 nr 1.
L. SZARUGA: Próba (auto)ironii. W tegoż: Powrót poetów. Kr. 1997.

Szepty miłosne
A. BIENIARA: Kontemplacja i agresja. „Pogranicza” 1997 nr 1.
D. BITNER: Szeptanie. „Wiad. Kult.” 1997 nr 33.
[M. LALAK] M. SKWIERCZYK: W świecie pełnym znaków. „Pogranicza” 1997 nr 1, przedr. w M. LALAK: Niepokojąca reszta. Szczec. 2004.
P. MICHAŁOWSKI: Podszepty tajemnicy. „Literatura” 1997 nr 5.

Śnieżynek
B. CHOJNACKA: Dwie książki dla dzieci. „Pogranicza” 1997 nr 3 [dot. też: E. Zienkiewicz: Dzieciaki ze skraju miasta].
B. TYLICKA: Gdy pada śnieg… „Guliwer” 1997 nr 4.

Cukiernica pani Kirsch
I. IWASIÓW: Szyfr świata. „Pogranicza” 1998 nr 4.
M. LALAK: Rzeczy bliskość i odległość. „Nowe Książ.” 1999 nr 1, przedr. w tegoż: Niepokojąca reszta. Szczec. 2004.
A. OSTOWICZ: Uwierzyć w życie kamieni... „Topos” 1999 nr 4.
J. TULIK: Pocztówki w kolorze sepii. „Twórczość” 1999 nr 9.
B. TWARDOCHLEB: Szczecin ze skorup Atlantydy. „Kur. Szczec.” 1999 nr 13.
P. URBAŃSKI: Szczecin feministyczny i inteligencki. „Akcent” 1999 nr 1 [dot. też: I. Iwasiów: Miasto – Ja – Miasto].
P.W. LORKOWSKI: Allemanda w mieście S. „Topos” 2001 nr 2/3.
S. IWASIÓW: Auto/bio/geo/grafie miast. Danzing/Gdańsk Stefana Chwina i Stettin/Szczecin Artura Daniela Liskowackiego. W: Monady. Polsko – niemiecko – żydowskie po(st)graniczne narracje miejskie. Kr., Budapeszt 2015 [dot. też: S. Chwin: Krótka historia pewnego żartu].

Eine kleine
B. CHOJNACKA: Miasto z niepamięci. „Głos Szczec.” 2000 nr 164.
P. CZAPLIŃSKI: Otwieranie historii. „Nowe Książ.” 2000 nr 10.
D. NOWACKI: Nieczyste sumienie? „Gaz. Wybor.” 2000 nr 265.
M. ORSKI: Nachtmusik. „Prz. Powsz.” 2000 nr 12.
M. TRAMER: Mówienie – opowieść – bez czasu – pamięć bez pamięci. „FA-art” 2000 nr 4.
U. CHĘCIŃSKA: W stronę Heiniego. „Guliwer” 2001 nr 2.
P. KRUPIŃSKI: Mieszczańskie requiem. „Pogranicza” 2001 nr 1, przekł. ang.: A municipal requiem. [Przeł.] B. Keane. „Tamże” 2001 nr 6 [tu też biogram A.D. Liskowackiego. [Przeł.] J. Kot].
T. KUNZ: Sztuka powieści. „Dekada Lit.” 2001 nr 9/10.
K. UNIŁOWSKI: Stadtmusik. „Twórczość” 2001 nr 1, przedr. w tegoż: Koloniści i koczownicy. Kr. 2002.
R. OSTASZEWSKI: Okruchy z kroniki. „Res Publica Nowa” 2001 nr 9.
Z. JARZĘBOWSKI: „Eine kleine”: baśń w historii – historia w baśni. W: Barwy świata baśni = Farben der maerchenwelt. Szczec. 2003 [dot. też słuchowiska].
J. GIZA-STĘPIEŃ: „Ani eine, ani kleine”, tylko „dazwischen”. „Szczec. Pr. Polonist.” 2004 nr 15.
A. REIMANN: „Eine kleine” Artura Daniela Liskowackiego – powieść wobec muzyki. „Pogranicza” 2004 nr 4.
T. CZERSKA: Dyskurs interetniczny. „Tygiel Kult.” 2006 nr 4/6.
I. IWASIÓW: Z boiska na szachownicę. „Teatr” 2008 nr 2 [rec. adapt. teatr.].
B. SOKOŁOWSKA: Jeśli zapomnę o nich… „Topos” 2011 nr 1/2.
J. BOROWCZYK: Postromantyczne kartogramy. Epifanie peryferii w utworach Artura D. Liskowackiego, Andrzeja Niewiadomskiego i Andrzeja Stasiuka. „Prz. Hum.” 2014 nr 2.
Zob. też Autor o sobie i Wywiady.

Pożegnanie miasta i inne szkice z pamięci
I. IWASIÓW: Spełnienie w mieście. „Pogranicza” 2002 nr 6.
R. CIEŚLAK: Fotografie, spojrzenia, teksty… Liskowackiego pożegnania i powroty. „Pogranicza” 2003 nr 1.
M. FRĄTCZAK: Urzeczywistnianie niebytu. „Topos” 2003 nr 1/3.
A. JĘSIAK: Bez obrazy. „Migotania, Przejaśnienia” 2003 nr 2.– M. LAREK: Przeciwko sentymentalizmowi. „Czas Kult.” 2003 nr 5.
T. MIZERKIEWICZ: Eine kleine „Auf Wiedersehen”. „Nowe Książ.” 2003 nr 5.
D. NOWACKI: Wyjść na swoje. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 2.
R. OSTASZEWSKI: Twarz(e). „Odra” 2003 nr 6.
L. ŻULIŃSKI: Dedalus w Szczecinie. „Twórczość” 2003 nr 9.
K. ĆWIKLIŃSKI: Tryptyk szczeciński. „Borussia” 2004 nr 33/34.

To wszystko
I. IWASIÓW: Co znaczy wszystko? „Pogranicza” 2006 nr 4.
P. KRUPIŃSKI: Arcydziełko Liskowackiego. „Pogranicza” 2006 nr 1.
K. LISOWSKI: Życie jako chwila do namysłu. „Nowe Książ.” 2006 nr 10.
M. PIASKOWSKA-MAJZEL: Konie i kolory. „Pogranicza” 2008 nr 1.

Mariasz
M. CUBER: Ot, i cała tajemnica. „Nowe Książ.” 2007 nr 12.
T. MIZERKIEWICZ: Magnetyczny punkt literatury. „Pogranicza” 2007 nr 6, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
D. NOWACKI: Gra zdobywcy Mont Blanc. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 236.
A. SASINOWSKI: Wodospad rzeczy. „Kur. Szczec.” 2007 nr 207.
P. TOMCZAK: Gra czystymi wrażeniami. „FA-art” 2008 nr 2/3.
L. ŻULIŃSKI: Paralele i reguły. „Latarnia Morska” 2007 nr 4/2008 nr 1.
E. CHROMIK: Roz(g)rywki strategiczne. „Śląsk” 2009 nr 4.
P. RUTKIEWICZ: Z początkiem. „Tygiel Kult.” 2009 nr 7/9.
P. MALICKA: Gra z romantycznym afektem w „Mariaszu” Artura Daniela Liskowackiego. „Przestrzenie Teorii” 2017 nr 27.

Capcarap
P. MAŁOCHLEB: Czytelnik niezaspokojony. „Nowe Książ.” 2008 nr 12.
A. FRAJLICH: Świnie mają wrażliwe serce. „Nowy Dz.” Nowy Jork 2009 nr z 20 VII dod. „Prz. Pol.”.
M. ORSKI: Wypisy z codzienności. „Prz. Powsz.” 2009 nr 2.
M. RADZIWON: Ukryty bohater. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 132.
B. SOKOŁOWSKA: Na złodzieju… słowo gore. „Topos” 2009 nr 1/2.
J.L. WOŹNIAK: Ciekawa książka. „Śląsk” 2009 nr 5.
E. KULCZAK: I odwrócił się do okna. Powst. 2014 Dostępny w Internecie. [dostęp 24 maja 2016]

Po sobie
J. BOROWIEC: Nad sobą. „Nowe Książ.” 2010 nr 10.
A. KAŁUŻA: Ten, który wciąż nie jest mną. „Pogranicza” 2010 nr 4.
J. RYSZKOWSKI: Ostrożnie, żeby nikt nie wszedł w słowo. „Topos” 2011 nr 1/2.
J. ŻABNICKA: Inwentarz braków. „Czas Kult.” 2010 nr 6.

Murzynek B.
J. KRZYŻANOWSKI: Negro spirituals alla Polacca. „Kur. Szczec.” 2011 nr 222.
D. NOWACKI: Mużydek, czyli obcość zwielokrotniona. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 237.
A. CIARKOWSKA: Murzynek Bambo w Bolandzie mieszka. „Topos” 2012 nr 5.
A. KWIATKOWSKA: „Kundel do potęgi”. Artur Daniel Liskowacki wobec stereotypów. „Migotania” 2012 nr 2.
T. MIZERKIEWICZ: I ty zostaniesz Afrykaninem. „Nowe Książ.” 2012 nr 1, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
M. SENK: Mużyd, czyli trup w szafie Bolandy. „Czas Kult.” 2012 nr 4.
M. SIEDLACZEK-MIKODA: Być innym w Polsce. „Śląsk” 2012 nr 7.
B. ŻYNIS: Obcy – swój – dwie strony jednej maski. W: Kultury obcości. Bydgoszcz 2016.

Skerco
A. CIARKOWSKA: O słowach zbędnych i niezbędnych. „Topos” 2012 nr 4.
P. MICHAŁOWSKI: Forma przypadku. „Odra” 2012 nr 1.
A. NĘCKA: (Roz)błyski opowieści. „Nowe Książ.” 2012 nr 1.
M. ORSKI: Trzeba opowiadać, opowiadać… „Prz. Powsz.” 2012 nr 2.
J. ŻABNICKA: Ske(r)cz(o). „Czas Kult.” 2012 nr 2.

Kronika powrotu
W. SKALSKA. Powst. 2012. Dostępny w Internecie. [dostęp 24 maja 2016]
E. WINIECKA: Pakt z Chronosem. „Czas Kult.” 2012 nr 6.
P. GAJDOWSKI: Niemal jak dziennik. „Lampa” 2013 nr 3.
O. KALARUS: Inne życie książek. „artPapier” 2013 nr 7. Dostępny w Internecie.
K. MACIEJEWSKI: Eseje odwrócone. Dostępny w Internecie [dostęp 13 września 2013].
M. ORŁOWSKI: Wraca się tylko tam, dokąd wrócić nie można. „eleWator” 2013 nr 2.
P. PIENIĄŻEK: Kultura na kozetce. „Nowe Książ.” 2013 nr 4.
W. TURANT: Gra znaczeniem. „Śląsk” 2013 nr 4.

Elegijki
P. MICHAŁOWSKI: Elegie sprzed po sobie. „eleWator” 2014 nr 1.
A. MORAWIEC: Słowo i ciało. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
B. SOKOŁOWSKA: „Chwyć się jesteś”. „Topos” 2014 nr 4.
J. SZWARC: Nie wywołuj wilka z lasu. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 24 maja 2016]. Dostępny w Internecie.

Przywracanie, wracanie
S. BURYŁA: Rozmowy o życiu i literaturze. „Nowe Książ.” 2014 nr 11, przedr. „eleWator” 2015 nr 1.
A. SKRENDO: Artur Daniel. „eleWator” 2015 nr 1.

Ulice Szczecina. (Ciąg bliższy)
B. TWARDOCHLEB: Szczecin – miasto wieloznaczne. „Kur. Poranny” 2015 nr 238.
L. ŻULIŃSKI: Historyczna wiwisekcja miasta. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 24 maja 2016]. Dostępny w Internecie: http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&amp;amp;view=article&amp;amp;id=2103%3Aulice-szczecina-ciag-blizszy-artura-daniela-liskowackiego .
M. BAUCHROWICZ-KŁODZIŃSKA: Szczecin – portret podwójny. „Nowe Książ.” 2016 nr 6.
M. ORSKI: „Wygrzebywanie się” z korzeni. „Odra” 2016 nr 4.
W. SKALSKA: Twarz miasta (dotąd) bez twarzy. „Elewator” 2016 nr 4.
B. SOKOŁOWSKA: Szczecińska periegeza według Liskowackiego. „Topos” 2016 nr 2.
L. ŻULIŃSKI: Pasja Liskowackiego. „Twórczość” 2017 nr 4.

Małe sceny wielkiego zamku
E. KUBERA: Duża książka o małych scenach. „Kur. Szczec.” 2016 nr 113.

Późne popołudnie
M. WABIK: Wiersze z rozgadanej lapsusami rzeczywistości. „Akant” 2017 nr 11.</document>
<document nplp_id="3673" title="Ryszard LÖW" slug="ryszard-low">ur. 1931

Inna forma pisowni nazwiska: Löw.

Pseud.: L. Sawin; Leon Sawin; Leon R. Sawin; RL.; (rl).

Historyk literatury, bibliograf i krytyk literacki, publicysta, redaktor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 1 lutego 1931 w Krakowie w zasymilowanej żydowskiej rodzinie inteligenckiej; syn Józefa Löwa, urzędnika i handlowca, oficera rezerwy Wojska Polskiego, i Dory z Heckerów, polonistki. Dzieciństwo spędził w Krakowie, gdzie od 1937 uczęszczał do Szkoły Powszechnej im. św. Wojciecha. Po wybuchu II wojny światowej przejściowo znalazł się w Brześciu nad Bugiem pod okupacją niemiecką, następnie we Lwowie pod okupacją sowiecką, skąd w czerwcu 1940 został wywieziony na Syberię w okolice Ałdanu, gdzie przebywał do sierpnia 1941. Następne lata spędził w kilku miejscach na terenie Azji Środkowej, okresowo przebywając w domu dziecka i sporadycznie ucząc się w szkole polskiej lub rosyjskiej. W czerwcu 1946 powrócił do Krakowa. Tu uczęszczał do Gimnazjum i Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego i w 1948 zdał egzamin maturalny. W tym czasie został członkiem OM TUR. W 1948 podjął studia z zakresu historii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz z zakresu ekonomii w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Krakowie. W styczniu 1950 wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował studia historyczne i ekonomiczne na Sorbonie i Ecole Pratique des Hautes Etudes (Science Economiques et Sociales), które ukończył (bez tytułu naukowego) w 1952. Latem 1950 odbył nadto na Sorbonie kurs kultury cywilizacji francuskiej dla cudzoziemców. W 1952 osiadł w Izraelu. Wkrótce rozpoczął dwu i pół-letnią zasadniczą służbę wojskową, po czym do 1985 pozostawał w czynnej rezerwie; jako żołnierz piechoty wziął udział w kilku kampaniach wojennych Izraela (m.in. w 1956, 1967 i 1973). Debiutował w 1953 recenzją Zniewolonego umysłu Czesława Miłosza, ogłoszoną na łamach wydawanych w Tel Awiwie „Nowin Izraelskich” (okresowo „Nowiny Poranne”; nr 127); z dziennikiem tym współpracował następnie do 1960. Od 1954 przez wiele lat pracował głównie w instytucjach finansowych jako statystyk i ekonomista, z przerwą w 1957-58, kiedy był bibliografem w Bibliotece Miejskiej Beit Ariela w Tel Awiwie. Jego zainteresowania pisarskie, badawcze i bibliograficzne skupiały się na literackich związkach polsko-hebrajskich; śledził zarówno polonica hebrajskie (zestawienia bibliograficzne na ten temat publikował m.in. w „Przeglądzie Orientalistycznym” w 1959 i w „Twórczości” w l. 1963-65, 1967) oraz wpływ niektórych pisarzy polskich na literaturę hebrajską, jak i problematykę Żydów w literaturze polskiej, a także opisywał polskojęzyczne życie literackie w Izraelu. W 1958-81 był korespondentem poznańskiej Pracowni Bibliografii Bieżącej Instytutu Badań Literackich (IBL) PAN, której dostarczał informacje na temat poloniców hebrajskich. Jednocześnie na potrzeby niektórych bibliotek w Polsce (Biblioteki Narodowej, Biblioteki Jagiellońskiej, Biblioteki IBL) oraz Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza dostarczał archiwalne polonica hebrajskie i polskie książki wydawane w Izraelu. Od 1960 odbył szereg podróży, niekiedy kilkumiesięcznych, po krajach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. W 1981-85 na uniwersytecie w Tel Awiwie uzupełniał studia, zajmując się dziejami ideologii, historią Rosji i historiografią powszechną. W 1986 odbył pierwszą po wielu latach podróż do Polski, która zapoczątkowała późniejsze częste wizyty w kraju, połączone z udziałem w życiu naukowym i literackim. W 1986 był współtwórcą Związku Autorów Piszących po Polsku w Izraelu (afiliowanego przy Federacji Związków Pisarskich w Izraelu), następnie w 1987-88 i ponownie od 1990 pełnił funkcję jego prezesa. Jednocześnie w 1993 został redaktorem rocznika tegoż Związku pod nazwą „Kontury”, wydawanego od 1988 w Tel Awiwie (tu niektóre publikacje podpisywał pseud. Leon R. Sawin). Pod auspicjami „Konturów” założył serię wydawniczą, w której publikowane są książki izraelskich pisarzy polskich w językach hebrajskim i polskim oraz w wersji dwujęzycznej: polsko-hebrajskiej. Artykuły i materiały dokumentacyjne dotyczące problematyki polsko-hebrajskich stosunków literackich ogłaszał w wielu czasopismach, m.in. w londyńskich „Wiadomościach” (1969-70, 1972, 1976-77; tu pod pseud. Leon R. Sawin), „Zeszytach Literackich” (1992-95), „Dekadzie Literackiej” (1994-2005, z przerwami), „Akcencie” (1997, 2001, 2005-06), „Archiwum Emigracji” (1999-2003, 2006-07), „Tekstach Drugich” (2000-03, 2012), „Miasteczku Poznań” (2013-17) i „Kwartalniku Artystycznym” (2016). W 1987 został członkiem izraelskiego PEN Clubu, a w 1997 członkiem The Israeli Association of Slavic and East European Studies. W 1998 wszedł w skład kolegium doradczego „Archiwum Emigracji”. W 2007 został wybrany na członka zagranicznego Wydziału Filologicznego PAU w Krakowie. Odznaczony wieloma izraelskimi odznaczeniami za uczestnictwo w kampaniach wojennych oraz Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (1999).

W 1956 ożenił się z Niną Finzi, chemiczką, z pochodzenia Bułgarką; z tego związku urodziło się dwoje dzieci: syn Gabriel Meir (1961) i córka Michal (1968). Mieszka w Tel Awiwie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Hebrajska obecność Juliana Tuwima. Szkice bibliograficzne. Tel Awiw: Hasefer 1993, 47 s. Wyd. 2 rozszerz. i popraw. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1996, 74 s.
Zawartość: Przekłady na język hebrajski; „My, Żydzi Polscy” w hebrajskiej opinii literackiej; W kręgu hebrajskim; Jerozolimski przyjaciel [dot. L. Jaffego]; Leib Jaffe: Dzienniki [fragm.. dot. J. Tuwima]; Teksty pamięci. − W wyd. 2 nadto: Przedmowa do wydania pierwszego; Przedmowa do wydania drugiego; Listy Stefanii i Juliana Tuwimów do Leiba Jeffego; Aneksy [listy J. Tuwima do E. Zakowicza i D. Szymonowicza].
2. Pod znakiem starych foliantów. Cztery szkice o sprawach żydowskich i książkowych. Kr.: Universitas, 1993, 82 s.
Zawartość: Z. Libera: Słowo wstępne. − O żydowskich antykwariuszach księgarskich w Krakowie; O (żydowskiej) miłości do (hebrajskich) ksiąg; Zdarzenia wśród książek; Zdarzenia wśród ludzi; Końcówki. Rzecz o polskich księgarzach i księgarniach w Tel Awiwie.
3. Znaki obecności. O polsko-hebrajskich i polsko-żydowskich związkach literackich. [Szkice literackie]. Kr.: Universitas 1995, 138 s.
Zawartość: Wstęp; Hebrajskie dzieje Sienkiewicza; Wyspiański w piśmiennictwie hebrajskim; Utwory Tuwima w przekładach hebrajskich; Adolfa Rudnickiego hebrajska (nie)obecność; Izraelskie ślady Artura Sandauera; Stanisława Wygodzkiego znaki izraelskiej obecności; Tematy Meira Bosaka; „Między Syonem a Golgotą” [dot. K. Dresdnera]; Czytanie [Michała] Borwicza; Zapomniany historyk wileński [dot. P. Kona]; Stulecie [Jakuba] Szackiego.
4. Rozpoznania. Szkice literackie. Kr.: Księg. Akademicka 1998, 129 s.
Zawartość: Ażeby nie był zapomniany [dot. P. Gliksona]; Wilhelm Fallek; Porzucenie gry [dot. Sz. Wolfa]; Filolog jako artysta [dot. S. Dykmana]; Tematy Aleksandra Zygi; „Pan Tadeusz” po hebrajsku. Dzieje przekładu, wydania i recepcji krytycznej; Prus w domenie hebrajskiej. Rekonesans; Żeromski w literaturze hebrajskiej; Z dziejów Bolesława Leśmiana w Izraelu; Rozpoznanie. O izraelskiej prasie w języku polskim.
5. Literackie posumowania. Polsko-hebrajskie i polsko-izraelskie. Red. tomu, oprac. tekstu: M. Siedlecki i J. Ławski. Posł.: B. Olech. Białystok: Zakład Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych „Wschód – Zachód”. Wydz. Filol. Uniw. w Białymstoku 2014, s. 256. Przełomy, Pogranicza, t. 9.
Zawartość: Cz. I: Mickiewicz w kręgu hebrajskim; Julian Klaczko w literaturze i opinii hebrajskiej; „Trylogia” [H. Sienkiewicza] w oczach krytyki hebrajskiej; „Chłopi” [W.S. Reymonta] w literaturze hebrajskiej; Brzozowski wśród lektur syjonistycznych; Syjonistyczna recepcja Żeromskiego; Aleksandra Zygi studium o problemie żydowskim w twórczości J.I. Kraszewskiego. – Cz. II: Rzecz o Berku Neumanie, drukarzu wileńskim; Rzecz o Józefie Chazanowiczu – lekarzu białostockim; Ukochała obydwa narody. Dora Kacnelson 1921-2003-2013. – Cz. III.: „Kontury”. Pismo - autorzy - tematy – recepcja; Andrzej Sycz; Ażeby nie był zapomniany [dot. P. Gliksona]; O Yoramie Bronowskim; Pani Łucja [Gliksman]; Józefa Baua znaki obecności; Różne oblicza samotności [dot. F. Istnera]; Poprzez trwającą po nich ciszę [dot. N. Grossa]; Późne pożegnanie [dot. Z. Frankla]; Poetka wydarta niepamięci [dot. A. Wolfstein]; Z maską na twarzy [dot. M. Lewińskiej]; Ze wspomnień telawiwskich: ludzie wśród książek [dot. J. Foka i M. Morgensterna].

Artykuły i zestawienia bibliograficzne w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Druki polskie w Izraelu: bibliografia 1948-1990. „Biul. ŻIH w Polsce” 1991 nr 3 s. 71-81. − „Anhelli” a „Zwój ognisty” Bialika; Słowacki w przekładach hebrajskich. W: Juliusz Słowacki. Wielokulturowe źródła jego twórczości. Wwa 1999 s. 199-210, 211-216. − Mickiewicz w świecie hebrajskim. „Blok-Not. Muzeum Lit. im. A. Mickiewicza” 1999 nr 12/13 s. 271-277. − Literatura polska w przekładach hebrajskich. „Twórczość” 2000 nr 4 s. 125-131, przedr. w „Arch. Emigracji” 2000 z. 3 s. 93-101. − Uwagi do przyszłej historii literatury (polskiej) o Zagładzie. W: Literatura polska wobec Zagłady. Wwa 2000 s. 71-87. − Polskojęzyczne życie literackie w Izraelu. Wstępne rozpoznanie. W: Życie literackie drugiej emigracji niepodległościowej. Tor. 2001 s. 81-91. − Hebrajska recepcja twórczości Słowackiego. „Zesz. Nauk. Uniw. Szczec., Szczec. Pr. Polonist.” 2003 nr 14 s. 51-64, przedr. pt. Słowacki w piśmiennictwie hebrajskim. W: Problematyka żydowska w romantyzmie polskim. Wwa 2005 s. 157-172. – Brzozowski w świecie hebrajskim. „Lithuania” 2005 nr 1 s. 68-79, przekł. ang.: Brzozowski in the Hebrew World, tamże s. 196-206. - „Pan Tadeusz” [A. Mickiewicza] po hebrajsku. W: „Pan Tadeusz” i jego dziedzictwo. Kr. 2006 s. 381-395.
Praca redakcyjna
1. Wygodzki. Zeszyt pamięci o Stanisławie Wygodzkim. Oprac.: R. Löw. Praca zbiorowa pod red. K. Bernard. Tel Awiw: [b.w.] 1992, 124 s.
2. Z izraelskich „Konturów”. Łódź: Ofic. Bibliofilów 1998, 127 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008.
Autor o sobie: Gospodarz polskiej literatury. Ryszard Löw opowiada o życiu literackim (i nie tylko) w Izraelu. „Gaz. Pozn.” 1995 nr 77.
Wywiady: Literatura polska w języku hebrajskim. Rozm. N. Gross. „Now.-Kur.”, Tel Awiw 1975 nr 74; Mieć jakąś zadrę w sercu. Z Ryszardem Löwem, przewodniczącym Związku Autorów Piszących po Polsku w Izraelu rozm. A. Zechenter. „Czas Krak.” 1991 nr 35; Najciekawsze jest pogranicze. Rozm. z Ryszardem Löwem, bibliografem i historykiem literatury z Izraela. Rozm. P. Szewc. „Życie Warsz.” 1991 nr 240; Nasza obecność w kulturze kraju. Rozm. A. Ćwiakowska. „Now.-Kur.”, Tel Awiw 1991 nr z 15 III; Sąsiedzi z tej samej ulicy. Rozm. z Ryszardem Löwem izraelskim krytykiem literackim. Rozm. A. Kozioł. „Koniec Wieku” 1992 nr 4; Najbardziej jestem związany z Krakowem. Rozm. T.J. Żółciński. „Sł. Żyd.” 1994 nr 17; Z polską w sercu. Rozm. S.J. Żurek. „Tygiel Kult.” 2000 nr 7/9.

K. Famulska-Ciesielska, S.J. Żurek: Löw Ryszard. [Hasło w tychże:] Literatura polska w Izraelu. Leksykon. Kr., Budapeszt 2012.

Ogólne
A. ZYGA: Krakowianin w Tel Awiwie. „Kraków” 1988 nr 3.
A. KOZIOŁ: Wyspa Kraków. „Dz. Pol.”, Kr. 1998 nr 297.
R. WASITA: Polsko-izraelski eseista i bibliograf. „Sł. Żyd.” 1998 nr 14.
Z.A. JUDYCKI, B. KLIMASZEWSKI: Ryszard Löw. W: Krakowianie w świecie. T. 1. Tor. 2000.
A. KOZIOŁ: Ryszard Löw ostatni krakowianin w rodzinie. W: Krakowianie. Kr. 2002.

Hebrajska obecność Juliana Tuwima
N. GROSS: Izraelska Tuwimiada. „Now.-Kur.”, Tel Awiw 1993 nr z 7 V.
N. GROSS: O Tuwimie inaczej. „Życie Codz.” 1993 nr 106.
M. NIEMIEC: Polska poezja w Izraelu – o szkicach Ryszarda Löw. „Zesz. Lit.” 1994 nr 3.
A. ZYGA. „Ruch Lit.” 1995 nr 1.
Z. PAKUŁA: Spowiedź Tuwima. „Gaz. Pozn.” 1997 nr 43.
H. WEBER: Pamiętajmy! „Wiad. Kult.” 1997 nr 16.
M. ADAMCZYK-GRABOWSKA: Trudna obecność. „Teksty Drugie” 1999 nr 5.

Pod znakiem starych foliantów
N. GROSS: Jeszcze książka nie zginęła. „Now.-Kur.”, Tel Awiw 1994 nr z 17 V.
M. HEYDEL: Takich sklepów jest kilka w Krakowie. „Dekada Lit.” 1994 nr 5.
J. LEOCIAK: O związkach serdecznych ludzi i książek. „Nowe Książ.” 1994 nr 9.
E. PROKOP-JANIEC. „Pam. Lit.” 1997 z. 1 [dot. też: Znaki obecności].
R. WASITA. „Więź” 1994 nr 4.

Znaki obecności
N. GROSS: Nieobecna obecność. „Now.-Kur.”, Tel Awiw 1995 nr z 31 III.
Z. PAKUŁA: Zagroda polskości. „Gaz. Pozn.” 1995 nr 116.
W. PIOTROWSKI: Zignorowane przez krytykę. „Gł. Pom.” 1995 nr 83.
P. SZEWC: Przyczynki i epizody. „Rzeczpospolita” 1995 nr 48.
R. WASITA. „Więź” 1995 nr 8.
T.J. ŻÓŁCIŃSKI: Wpisani w trzy literatury. „Sł. Żydowskie” 1995 nr 4.
A. ZYGA. „Ruch Lit.” 1996 z. 4.
E. PROKOP-JANIEC. „Pam. Lit.” 1997 z. 1 [dot. też: Pod znakiem starych foliantów].

Rozpoznania
J. LEOCIAK: Epitafium. „Nowe Książ.” 1999 nr 4.
J. WRÓBEL: Milknący dialog. „Dekada Lit.” 1999 nr 3.
K. WIĘCŁOWSKA: Löw o literackich związkach polsko-żydowskich. „Akcent” 2000 nr 4.

Literackie podsumowania
Z. PAKUŁA: Izrael.pl. „Miasteczko Pozn.” 2014 nr 3/4.
B. TARNOWSKA: Literatura i pamięć: literackie podsumowania Ryszarda Löwa. „Arch. Emigracji” 2014 z. 1/2.
U. GLENSK: Wspólnota pamięci. „Odra” 2015 nr 6.
S. GRUDZIŃSKA: Waga pamięci. „Bibl. Podlaski” 2015 nr 1.
Ł.T.SROKA. „Scripta Judaica Crac.” 2016 vol. 14.</document>
<document nplp_id="3677" title="Jerzy Łanowski" slug="jerzy-lanowski">1919-2000

Pseud. i krypt.: Georgius Arvalis; J.Ł.

Historyk literatury, filolog klasyczny, tłumacz, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 5 czerwca 1919 we Lwowie; syn Feliksa Łanowskiego, prawnika, urzędnika bankowego, i Wiktorii z Piwockich, z wykształcenia nauczycielki; młodszy brat Zygmunta Łanowskiego, tłumacza. Po ukończeniu w 1937 III Państwowego Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego we Lwowie rozpoczął studia z zakresu filologii klasycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W lipcu 1939 na łamach „Wiadomości Historyczno-Dydaktycznych” debiutował recenzją przekładu książki J. Mainzera pt. Walka o dziedzictwo Cezara. W sierpniu tegoż roku podjął pracę jako sekretarz Drukarni Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Lwowa przez ZSRR kontynuował studia na Uniwersytecie im. I. Franki. W 1941 zawarł związek małżeński z Emilią Łukasiewiczówną. W okresie okupacji niemieckiej Lwowa studiował tajnie oraz pracował jako robotnik fizyczny i portier, uczył także łaciny na konspiracyjnych kompletach. Po opuszczeniu Lwowa przez Niemców ukończył studia na Uniwersytecie im. I. Franki. W 1944/45 pracował w Katedrze Filologii Klasycznej tegoż uniwersytetu. W październiku 1945 przyjechał wraz z żoną w ramach tzw. repatriacji do Polski. Zamieszkał we Wrocławiu, gdzie 1 listopada tegoż roku został zatrudniony na stanowisku młodszego asystenta Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Wrocławskiego (UWr.). Po raz kolejny napisał pracę magisterską i obronił ją w maju 1946. Był współzałożycielem i członkiem Wrocławskiego Koła Polskiego Towarzystwa Filologicznego (PTF), kontynuującego tradycje Koła Lwowskiego (od 1968 zastępca członka Zarządu Głównego; od 1984 wiceprezes, 1986-92 prezes, od 1985 członek honorowy, od 1998 honorowy prezes). W 1947 został sekretarzem technicznym, później także redaktorem wydawnictw PTF i Polskiego Towarzystwa Archeologicznego. W 1947 artykułem pt. Dziwne losy Menandra Ateńczyka rozpoczął współpracę z pismem „Meander”, w którym w latach następnych ogłosił wiele artykułów i recenzji. Od tegoż roku publikował stale w miesięczniku „Eos”, który w 1956-69 współredagował, a w 1967-68 redagował. W 1950 doktoryzował się na podstawie pracy De Monostichis Menandri quae dicuntur quaestiones selectae (promotor prof. Wiktor Steffen). Zajął się badaniem literatury, kultury, nauki i techniki okresu hellenizmu oraz recepcją antyku w literaturze polskiej. Od 1951 ogłaszał tłumaczenia i artykuły w „Pamiętniku Literackim”. Był sekretarzem redakcji rocznika „Archeologia” (1952). W 1955 został mianowany docentem i kierownikiem (do 1984) Katedry, następnie Zakładu Hellenistyki w Instytucie Filologii Klasycznej UWr. W 1955-56 pełnił nadto obowiązki prodziekana Wydziału Filologicznego, a w 1956-59 obowiązki prorektora do spraw młodzieży UWr. W 1956 został członkiem Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego (WTN; 1961-64 sekretarz generalny, potem członek zarządu, w 1974 przewodniczący Wydziału I, w 1976 wiceprezes). Przewodniczył komisji wydawniczej serii A WTN. Publikował recenzje książek dotyczących starożytności w „Przeglądzie Kulturalnym” (1957-60). Wyjeżdżał na stypendia naukowe do Francji (1957) i Włoch (1958/59). W 1958 został członkiem Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN (członek prezydium, w 1984 – przewodniczący). Zajął się tłumaczeniami (szczególnie tragedii) z greki i łaciny. Popularyzował antyk, m.in. jako autor gawęd radiowych. Został recenzentem i konsultantem II serii Biblioteki Narodowej. W 1964 otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego i stanowisko dziekana Wydziału Filologicznego UWr. W 1964-67 był wiceprezesem Zarządu Wojewódzkiego Towarzystwa Wiedzy Powszechnej (TWP; od 1969 członek Zarządu Głównego i Rady Naukowej TWP, potem wiceprzewodniczący Rady i Zarządu Wojewódzkiego). W 1967- 85 redagował „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego. Classica Wratislaviensia” (tu liczne studia). W 1967-72 i następnie w 1981-90 pełnił obowiązki dyrektora Instytutu Filologii Klasycznej i Kultury Antycznej UWr. W 1969 został powołany do Komitetu Redakcyjnego Biblioteki Przekładów z Literatury Antycznej PAN. Inicjował i redagował pismo „Życie Uniwersytetu”. Wykładał na filologii klasycznej, polonistyce, filologii angielskiej i bibliotekoznawstwie UWr. a także w WSP w Opolu oraz na studiach doktoranckich Politechniki Wrocławskiej. Prowadził też zajęcia z dramatu antycznego na Studium Reżyserskim Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie i na Studium Aktorskim, działającym przy Teatrze Polskim we Wrocławiu. Był członkiem Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej do Spraw Kadr Naukowych. W 1978-79 zamieścił w londyńskich „Wiadomościach” serię popularnych esejów pt. Gawędy antyczne, w 1981 w „Magazynie Tygodniowym Gazety Robotniczej” cykl artykułów pt. W pogoni za horyzontem. W 1981 otrzymał nagrodę m. Wrocławia. Uprawiał także ulotną twórczość poetycką w języku polskim i łacińskim (fraszki podpisywał łacińską formą imienia i nazwiska: Georgius Arvalis). Był współzałożycielem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Greckiej. W 1985 wszedł do Międzynarodowego Komitetu EIRENE dla Promocji Studiów Starożytniczych w Krajach Socjalistycznych. W 1996 został członkiem korespondentem Wydziału I PAU. W 1998 otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wchodził w skład Rady Polskiej Akademii Olimpijskiej przy Polskim Komitecie Olimpijskim (PKOl). Należał do międzynarodowych towarzystw: Association Internationale des Papyrologues, Sociéte des Études Grecques, Association Internationale des Études Byzantines. Otrzymał nagrodę Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki I (dwukrotnie) i II stopnia. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1955), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1993), Medalem Komisji Edukacji Narodowej i odznaką „Zasłużony Nauczyciel PRL”. Zmarł 24 stycznia 2000 we Wrocławiu; tamże pochowany na Cmentarzu Osobowickim.

Uhonorowany pośmiertnie w 2001 Złotym Wawrzynem Olimpijskim, przyznanym przez jury PKOl za całokształt twórczości literackiej, a szczególnie za książkę Święte igrzyska olimpijskie.

Ojciec Wojciecha (ur. 1950), lekarza.
TWÓRCZOŚĆ

 	Szlakiem cudów starożytności. [Wwa]: KiW 1964, 210 s. Światowid.
500 zagadek antycznych. Wwa: Wiedza Powsz. 1966, 188 s. Wyd. 2 popraw. tamże 1978.
O zdegradowaniu kontemplacji. Wokół wiersza Cypriana Norwida „Plato i Archita”. [Współaut.:] E. Marczewski. Wr.: Ossol. 1969, 67 s.
Materiały XXX Czwartku Naukowego.
 	Literatura starogrecka. W: Dzieje literatur europejskich. T. 1. Wwa: 1977 s. 13-134. Wyd. nast.: wyd. 2 1979; wyd. osob. popraw. i uzup. pt. Literatura Grecji starożytnej w zarysie. Wwa: PWN 1987, 214 s. Logos; wyd. rozszerz. we współaut. z M. Starowieyskim z podtyt. Od Homera do Justyniana, tamże 1996, 263 s.
Święte igrzyska olimpijskie. Wwa: KAW 1981, 194 s. Wyd. 2 Pozn.: WP 2000.
Laudes in virum Romanum Kaleta duodecim lustra celebrantem scripsit Georgius Arvalis. Profesorowi Romanowi Kalecie w 60 rocznicę urodzin Przyjaciele i Koledzy. [Druk okolicznościowy]. Wr. 1984, [4] s.
Zawiera wiersz autorstwa J. Łanowskiego podp.: Georgius Arvalis.
 	Wiersze ulotne. [Wr. 2002], [179] s.
Podp.: Georgius Arvalis. – Wyd. na prawach rkpsu.Nadto artykuły i rozprawy w czasopismach i książkach, m.in.: La passion de Daphnis. „Eos” 1948 z. 1 s. 175-194. – De Monostichis Menandri q[uae] d[icuntur] quaestiones selectae. „Eos” 1950 z. 1 s. 35-74. – „Czarów” Szymonowica parantela klasyczna, pokrewieństwo renesansowe, kształt rodzimy. W: Księga Tadeusza Sinki. Wwa 1951 s. 169-182. – La tempête des „Nostoi” dans la tragédie romaine. W: Tragica I. Wr. 1952 s. 131-151. – [Wstęp do:] Sielanka grecka. Wr. 1953 s. [III]-XC, przedr. tamże 2007. – Dziesięciolecie filologii klasycznej w Polsce. „Eos” 1954/1955 nr 2 s. 245-262. – Jerzy Manteuffel 3 III 1900 –14 I 1954. Wspomnienie. „Eos” 1954/1955 nr 2 s. 3-22. – [Wstęp do:] Arystofanes: Acharnejczycy. Wr. 1955 s. [III]-XXXI, przedr. tamże 1965. – [Wstęp do:] Arystofanes: Żaby. Wr. 1955 s. [III]-CX. – Dyskolos (Odludek). Nowoodkryta komedia Menandra. „Eos” 1959/60 z. 2 s. 71-89, przekł. franc.: Le Dyscolos deviné et le Dyscolos retrouvé. „Eos” 1961 s. 275-294. – Histoire des fragments des tragédies de Livius Andronicus. „Eos” 1961 s. 65-77. – „Czapla Kochcickich”. Roździeńscianum. „Pam. Lit.“ 1965 z. 3 s. 149-166. – Der Dyskolos und die alte attische Komödie. W: Menanders Dyskolos als Zeugnis seiner Epoche. Berlin 1965 s. 161-173. – Walentego Roździeńskiego „erudycja klasyczna”. [Współaut.:] H. Myśliwiec. W: Roździeńsciana. Studia o Walentym Roździeńskim autorze „Officina ferraria” z 1612. Wr. 1965 s. 142-184. – [Wstęp do:] Eurypides: Tragedie. Wwa 1967 s. 7-48, przedr. 2005. –Wydział Filologiczny. W: Uniwersytet Wrocławski w latach 1945-1970. Wr. 1970 s. 31-65. – Z dziejów polskiej filologii klasycznej we Wrocławiu w XIX wieku. [Współaut.:] M. Samocka, W. Siwakowska. „Meander” 1970 s. 393-411. – [Wstęp do:] Homer: Iliada. Wr. 1972 s. [III]-LXXX; przedr. tamże: 1981, 1986, 1999. – Jerzy Schnayder. Wspomnienie. „Eos” 1976 s. 121-131. – Portret greckiego uczonego. W: Autorytet naukowy. Wr. 1980 s. 129-142. – Morze w kulturze grecko-rzymskiej. W: Morze w kulturach świata. Wr. 1976 s. 123-159. – [Wstęp do:] Arystofanes: Trzy komedie. Wr. 1981 s. [III]-CIII. – [Wstęp do:] Menander: Wybór komedii i fragmentów. Wr., Kr. 1982 s. [III]-XCVIII. – Jana Kochanowskiego „Studia Graeca”. W: Jan Kochanowski i epoka renesansu. Wwa 1984 s. 95-105. – Kunsztowne dziwactwa. „Filomata” 1984 nr 361 s. 164-175. – Odmienienie komedii, czyli o Menandrze. W: Dramat starożytny. Wr. 1984 s. 61-78. – [Wstęp do:] S. Srebrny: Teatr grecki i polski. Wwa 1984 s. 5-18. – Uwagi o greckiej obyczajowości. „Biul. Organizacyjny nr 2 Tow. Przyjaźni Pol.-Greckiej” 1985 s. 31-47. – Zum Werk des Philon von Byzanz „Űber die sieben Weltwunder”. [Przeł.] M. Adamski. „Eos“ 1985 s. 31-47. – Dookoła „Poetyki” Arystotelesa. „Collectanea Classica Thorunensia” 1987 s. 59-70. – Epigram grecki we „Fraszkach” Jana Kochanowskiego. [Współaut.:] D. Łowicka. „Acta Univ. Wratisl.” 1991 nr 1189 s. 103-119. – Początki wrocławskiej filologii klasycznej. „Acta Univ. Wratisl.” 1993 nr 1408 s. 263-284. – Jana Kochanowskiego epigram grecki. „Acta Univ. Wratisl., Classica Wratisl.” 1995 s. 129-141. – Z rzymskich dziejów Menandra. „Acta Univ. Wratisl., Classica Wratisl.” 1996 s. 51-61. – Wspomnienie o Bronisławie Bilińskim. „Meander” 1998 nr 3 s. 303-314. – Pieśń o gniewie. W: Homer: Iliada. Wwa 1999 s. [5]-21.

Przekłady

 	Menander: Odludek albo Mizantrop. Przeł. i oprac.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1960, LXXIV, 85 s. BN II, 125. Wyst.: teatr.: Reż.: I. Byrska, Wałbrzych, T. Dramat. 1970; radiowe: Adapt.: Z. Orszulska. Reż.: Z. Kopalko. Radio 1974. Przedr. zob. poz. 22.
 	A. Ranowicz: Hellenizm. Z jęz. ros. przeł.: J. Łanowski. Wwa: PWN 1961, 523 s.
Antologia anegdoty antycznej. Historyjki budujące i niebudujące z autorów greckich i rzymskich zebrał, przeł. i ułożył: J. Łanowski. Rysunkami dopełnił T. Łowicki. [Wr.]: Ossol. 1963, XV, 195 s. Wyd. nast. tamże 1970, 1984.
 	Philogelos albo Śmieszek. Z facecji Hieroklesa i Philagriosa. Przeł.: J. Łanowski, słowo wstępne J. Trzynadlowski, szata graf. T. Łowicki. Wr.: Ossol. 1965, 126 s. Wyd. 2 tamże 1986.
Eurypides: Alkestis. [Dramat]. Druk 1967 zob. poz. 9 (t. 1). Wyst. teatr.: Reż. Z. Maciak. Pozn., T. Pol. 1998.
 	Eurypides: Hippolytos. [Dramat]. Druk 1967 zob. poz. 9 (t. 1). Wyst. pt. Fedra łącznie z P.O. Enquist: Dla Fedry, L.A. Seneca: Fedra, I. Tasnádi: Fedra. Reż.: M. Kleczewska. Wwa, T. Nar. 2006.
 	Eurypides: Ijon. [Dramat]. Druk 1976 zob. poz. 9 (t. 1). Wyst.: Reż.: M. Kochańczyk. Kr., T. Miniatura 1976.
 	Eurypides: Medea. [Dramat]. Druk 1967 zob. poz. 9 (t. 1). Wyst.: teatr.: łącznie z J. Parandowski: Medea: Reż.: M. Pawlicki. Wwa, T. Pol. 1969; tv: Reż.: J. Wójcik. TVP 1978; radiowe: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2012. Przedr. w: Ajschylos, Sofokles, Eurypides: Antologia tragedii greckiej. Kr.: WL 1975, wyd. 2 tamże 1989.
 	Eurypides: Tragedie. Przeł. i oprac.: J. Łanowski. [T.] 1-3. Wwa: PIW 1967, 1972, 1980, 490 + 522 + 780 s. Wyd. 2 popr. T. 1-4. Przeł., wstępem opatrzył ...; przekł. przejrz. J. Ławińska-Tyszkowska. Wwa: Prószyński i S-ka 2005-2007, 446 + 430 + 263 + 359 s.
[T.] 1: Alkestis [poz. 5]; Medea [poz. 8]; Hippolytos [poz. 6]; Trojanki [poz. 10]; Ijon [poz. 7].
 	[T.] 2: Cyklop [poz. 12]; Hekabe [poz. 13]; Andromacha; Helena [poz. 14]; Orestes; Oszalały Herakles [poz. 15].
 	[T.] 3: Elektra [poz. 11]; Błagalnice [poz. 18]; Dzieci Heraklesa; Fenicjanki [poz. 19]; Ifigenia w Aulidzie [poz. 20]; Ifigenia w kraju Taurów [poz. 21]; Bachantki [poz. 17]; Resos. W wyd. 2 tłumaczenia dramatów Bachantki pt. Bakchantki, Hippolytos pt. Hippolytos uwieńczony, Resos pt. Rhesos.
 	Eurypides: Trojanki. [Dramat]. Druk 1967 zob. poz. 9 (t. 1). Wyst.: Adapt. i reż.: L. Komarnicki. Tor., T. im. W. Horzycy 1973. Przedr. w: Ajschylos, Sofokles, Eurypides: Antologia tragedii greckiej. Kr. 1975, wyd. 2 tamże 1989.
 	Eurypides: Elektra. [Dramat]. Przeł. i oprac.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1969, LXXXVII, 83 s. BN, II, 160. Przedr. 1980 zob. poz. 9 (t. 3). Wyst.: radiowe: Adapt. Z. Orszulska. Reż.: W. Maciejewski. Radio 1981; teatr.: Reż.: J. Nowara. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 1989; tv: Reż.: P. Chołodziński. TVP 1995.
 	Eurypides: Cyklop. [Dramat]. Druk 1972 zob. poz. 7 (t. 2). Wyst.: Adapt.: Z. Orszulska. Reż.: J. Rakowiecki. Radio 1978.
 	Eurypides: Hekabe. [Dramat]. Druk 1972 zob. poz. 9 (t. 2). Wyst.: Reż. i adapt.: Ł. Chotkowski, Bydgoszcz, T. Pol. im. H. Konieczki 2011.
 	Eurypides: Helena. [Dramat]. Druk 1972 zob. poz. 9 (t. 2). Wyst.: Adapt. Z. Zawadzka. Reż.: H. Kajzar. Radio 1975.
 	Eurypides: Oszalały Herakles. [Dramat]. Druk 1972 zob. poz. 9 (t. 2). Wyst.: Reż.: M.Z. Bordowicz. Wwa, T. Studio 1973.
 	Sofokles: Filoktet. [Dramat]. Przeł., oprac. i wstępem poprzedził J. Łanowski. Wwa: PIW 1975, 79 s.
 	Eurypides: Bachantki. [Dramat]. Wyst.: Reż.: E. Amiszczenko. Gniezno, T. im. A. Fredry 1979. Druk 1980 zob. poz. 9 (t. 3).
 	Eurypides: Błagalnice. [Dramat]. Druk 1980 zob. poz. 9 (t. 3).Wyst.: Adapt.: Z. Orszulska. Reż.: Z. Dąbrowski. Radio 1981.
 	Eurypides: Fenicjanki [Dramat]. Druk 1980 zob. poz. 9 (t. 3). Wyst.: Reż. M. Kocur, Wr., PWST 1997.
 	Eurypides: Ifigenia w Aulidzie. [Dramat]. Druk 1980 zob. poz. 9 (t. 3). Wyst.: Reż.: P. Passini. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 2005.
 	Eurypides: Ifigenia w kraju Taurów. [Dramat]. Druk 1980 zob. poz. 9 (t. 3). Wyst. pt. Ifigenia w T… Próba interpretacji: Reż.: W. Staniewski. Gardzienice, Ośr. Praktyk Teatr. „Gardzienice” 2011.
 	Menander: Wybór komedii i fragmentów. Pseudo-Plutarch: Porównanie krytyczne Arystofanesa i Menandra. Przeł. i oprac.: J. Łanowski. Wr., Kr.: Ossol. 1982, CXIII, 297 s. BN, II, 203. Wyd. nast. Wr.: Ossol.; Wwa: De Agostini Polska 2005. Arcydzieła Kult. Antycznej.
Zawiera przekł. utworów: Kobieta z Samos; Odludek albo Mizantrop [poz. 1]; Tarcza; Sąd polubowny; wybór fragmentów oraz skrót pisma Plutarcha z Cheronei pt. Porównanie Arystofanesa z Menandrem.
 	Grzegorz z Nazjanzu: Chrystus cierpiący. Pierwszy chrześcijański dramat grecki przypisywany św. Grzegorzowi z Nazjanzu. Przeł.: J. Łanowski. Wstęp i oprac.: M. Starowieyski. Kr.: Wydawn. „M” [Maszachaba]; Sandomierz: Wydawn. Diecezjalne 1995, 159 s. Bibl. Ojców Kościoła, 3. Wyst.: Adapt. i reż.: S. Woroniecki. Radio 1997.
 	Hezjod: Narodziny bogów (Theogonia); Prace i dni; Tarcza. [Poezje]. Wwa: Prószyński i S-ka 1999, 147 s. Bibl. Antyczna.
Zob. też Prace edytorskie i redakcyjne poz. 4, 6, 12.

Prace edytorskie i redakcyjne

 	Sielanka grecka. Teokryt i mniejsi bukolicy. Z dodatkiem Bukolika grecka w Polsce. Przeł. A. Świderkówna. Oprac.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1953, XCVIII, 186 s. BN, II, 80. Wyd. [2] Wr.: Ossol.; Wwa: De Agostini Polska 2007. Arcydzieła Kult. Antycznej.
 	Arystofanes: Acharnejczycy. [Komedia]. Przeł. B. Butrymowicz. Oprac., wstęp i komentarz: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1955, XXXIII, 113 s. BN, II, 97.
 	Arystofanes: Żaby. [Komedia]. Przeł. B. Butrymowicz. Oprac.: J. Łanowski. [Wyd. przekł. zmien.] Wr.: Ossol. 1955, CX, 147 s. BN, II, 94.
 	Homer: Iliada. W przekł. F.K. Dmochowskiego. Zrewidował, wstępem i komentarzem opatrzył T. Sinko. Wyd. 11 zmien. przygot.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1968, CII, 436 s. BN, II, 17. Wyd. nast.: ; Wr.: Ossol.; Wwa: we współpracy z De Agostini Polska 2004. Arcydzieła Kul. Antycznej.
 	F.P. Adorno [i in.]: W dawnych Atenach. Przeł. J. Burchardt. Posł. i weryfikacja przekł.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1971, 318 s.
 	Homer: Iliada. Przeł. K. Jeżewska. Wyd. 12 zmien. Wybór, wstęp i Komentarz: J. Łanowski. Kr.: Ossol. 1972, LXXXIX, 524 s. BN, II, 17. Wyd. nast.: tamże wyd. 13 (nowe zupełne) 1981; wyd. 4 (2 nowe zupełnie) 1986; wyd. 3 Wwa: Prószyński i S-ka 1999. Bibl. Antyczna.
 	J. Irmscher: Bizancjum. Pięć wykładów. Red., wstęp: J. Łanowski. Wr.: PWN 1972, 59 s.
 	Homer: Odyseja. (Wybór). Przeł. L. Siemieński. Wstępem poprzedziła Z. Abramowiczówna. Wybór, oprac. i objaśnieniami opatrzył: J. Łanowski. Wyd. 8 zmien. i rozszerz. Wr.: Ossol. 1975, BN, II, 21. Wyd. nast.: tamże wyd. 9 (2 przejrz.) 1981, wyd. 10 (1 nowe zupełne) 1992, wyd. 11 (2 nowe zupełne) 2003; Wr.; Ossol.; Wwa: we współpracy z De Agostini Polska 2004.
 	Dziedzictwo Hellady. [Przewodnik po wystawie]. Tekst oprac.: J. Łanowski i J. Fabiański. Wr.: Muzeum Archeologiczne 1978, 15 s.
 	Sofokles: Antygona. [Dramat]. Przeł. K. Morawski. Oprac.: S. Srebrny. Wyd. 11 przejrzał i uzup.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1984, BN, II, 1. Wyd. nast.: tamże: wyd. 12 1995, wyd. 13 1999. Przedr. w: Sofokles: Antygona; Król Edyp; Elektra. Wr.; Wwa 2003; Wr.: Ossol. 2009.
 	P. Grimal: Słownik mitologii greckiej i rzymskiej. Red. nauk.: J. Łanowski. Wr.: Ossol. 1987, XLI, 485 s. Wyd. nast. tamże: 1990, 1997, 2008.
Nadto przekł. przedm., s. V-XV.
 	Antiquorum non immemores... Polskie Towarzystwo Filologiczne (1893-1993). Księga zbiorowa. Pod red. J. Łanowskiego i A. Szastyńskiej-Siemion. Wwa; Wr.: Pol. Tow. Filolog.; Ośr. Badań nad Tradycją Antyczną UW 1999, 389 s. Acta Societatis Philologae Polonorum, 3.
Zob. też Przekłady poz. 1, 4, 9, 11, 22.

OPRACOWANIA (wybór)
Wywiad: Medea i czereśnie. Rozm. J. Ciechanowicz. W tegoż: Medea i czereśnie. Rozmowy o starożytności. Wwa 1994.

D. ŁOWICKA, M. WRÓBEL: Bibliografia prac Jerzego Łanowskiego. „Eos” 1990 t. 78.

Ogólne
„Eos” 1990 t. 78 [zawiera m.in.: M. BROŻEK: Ad Georgium Lanovium Studiorum Universitas Wratislaviensis Professorem Clarissimum; J. DANIELEWICZ: Professori Georgio Łanowski. W 70-lecie urodzin; J. ŁAWIŃSKA-TYSZKOWSKA, A. SZASTYŃSKA-SIEMION: Jerzy Łanowski. W 70-lecie urodzin.

Georgius Łanowski: Doctor Honoris causa Universitatis Studiorum Mickiewiczianae Posnaniensis 2 II 1998. [Red. A. Rąbalska]. Pozn.: Wydawn. Nauk UAM 1999, 46 s.

Jerzy Łanowski (1919-2000). Uczony, tłumacz, popularyzator. Red. L. Stankiewicz. Wr.: Wydawn. UWr. 2004, 140 s. [zawartość: J. STYKA: XCVIII Walne Zgromadzenie Polskiego Towarzystwa Filologicznego. Sesja naukowa: J. Łanowski (1919-2000) – uczony, tłumacz, popularyzator, Wrocław, 23-24 listopada 2002 roku; M. WRÓBEL, L. STANKIEWICZ: J. Łanowski (1919-2000) – Fila vitae; L. RYCHLEWSKA: J. Ł. (5 czerwca 1919-24 stycznia 2000 roku). Osobiste wspomnienie; A. SZASTYŃSKA-SIEMION: Szkoła naukowa Jerzego Łanowskiego; M. WRÓBEL: Tomiki Biblioteki Narodowej w opracowaniu Jerzego Łanowskiego; J. ROSTROPOWICZ: Związki Profesora Jerzego Łanowskiego z opolską uczelnią; H. PODBIELSKI: Profesor Jerzy Łanowski jako interpretator i tłumacz Hezjoda; S. DWORACKI: Tragedie Eurypidesa w „Opowieści etiopskiej” Heliodora; J. CZERWIŃSKA: Sztuka przekładu – Jerzy Łanowski jako tłumacz Eurypidesa; K. GŁOMBIOWSKI: Jerzego Łanowskiego spojrzenie na „Święte Igrzyska” Hellenów; R. POPOWSKI: Trzy wizerunki drugiej sofistyki; D.J. PISKORSKA: Profesor Jerzy Łanowski jako bibliofil; M. KURPISZ: Stopień profesjonalizacji sportu w Azji Mniejszej w I-III wieku n.e.].

A. SZASTYŃSKA-SIEMION: Jerzy Łanowski –- wspomnienie (1919-2000). „Meander” 2000 nr 5.</document>
<document nplp_id="3681" title="Jerzy ŁUKOSZ" slug="jerzy-lukosz">ur. 1958

Pseud.: Johann David Keevus.

Prozaik, dramaturg, krytyk literacki, tłumacz
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 stycznia 1958 we Wrocławiu; syn Tadeusza Łukosza, nauczyciela akademickiego, i Eleonory z domu Siomiak. Uczęszczał do liceum ogólnokształcącego we Wrocławiu. Następnie studiował germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.). W 1980 uzyskał magisterium i do 1981 pracował jako nauczyciel języka niemieckiego w Szkole Podstawowej nr 6 w Oławie, a następnie został zatrudniony w Instytucie Filologii Germańskiej UWr. (pracował tu do 2007, z przerwą w 1988-97). W 1980 debiutował jako prozaik opowiadaniem pt Żylina, opublikowanym w miesięczniku „Odra” (nr 7/8); z pismem tym współpracował następnie z przerwami do 2007, ogłaszając na jego łamach prozę, recenzje i przekłady z literatury niemieckojęzycznej. Nadto drukował w tym czasie w „Życiu Literackim” (1981-86) i „Twórczości” (1982-2007, z przerwami). Współpracował także jako redaktor z Wydawnictwem Dolnośląskim i „Notatnikiem Teatralnym”. W 1987 doktoryzował się na UWr. na podstawie rozprawy Terapia jako duchowa forma życia. Ja diaryczne Tomasza Manna (O „Dziennikach” z lat 1918-1921 i 1933-1946). W latach dziewięćdziesiątych przebywał na stypendiach zagranicznych m in. na zaproszenie Deutscher Akademischer Austausch Dienst (DAAD), Fundacji R. Boscha, austriackiego Ministerstwa Edukacji i Sztuki, Fundacji Kultury Pro Helvetia, Komisji Europejskiej, niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W 1995 debiutował jako dramatopisarz, ogłaszając w miesięczniku „Dialog” (nr 11) sztukę pt. Tomasz Mann. W 1996 został członkiem SPP. W 1996-97 otrzymywał stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i pracował jako dramaturg rezydent w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie. Kilkakrotnie przebywał w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych w Europäisches Übersetzer-Kollegium Nordrhein-Westfalen w Straelen. Uczestniczył w licznych polsko-niemieckich projektach literackich (m.in. projekcie Odra-Ren). Prozę, artykuły, tłumaczenia drukował w tym czasie na łamach wielu czasopism, m.in. w „Regionach” (1991-98), „Dialogu” (1995-97, 2001, 2003, 2007) „Sycynie (1995-98), „Teatrze” (1996, 1999, 2000-03) i „Gazecie Wyborczej” (2000-05) oraz w pismach niemieckojęzycznych, m.in. „Manuskripte”, „Arbitrium” i „Podium”. W 2003 został członkiem Polskiego PEN Clubu. Od 2007 poważnie choruje.

W 1987 zawarł związek małżeński z Moniką Muskałą, tłumaczką literatury niemieckiej (rozwód w 1995). Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Dziedzictwo. [Opowiadania]. Wwa: Iskry 1986, 117 s.
Nagroda im. W. Pietrzaka w 1986, Nagroda Artyst. Młodych im. S. Wyspiańskiego w 1987.
Zawartość: Kula (Interludium); Pouczenie o triumfie; Dziedzictwo.
2. Języki prozy. [Studium]. Wwa: MAW 1989, 172 s.
3. Terapia jako duchowa forma życia. „Ja” diaryczne Tomasza Manna. Wr.: Wydawn. UWr. 1990, 109 s. Acta Univ.Wratisl., 1159, Germanica Wratisl., 84
Rozprawa doktorska
4. Afgański romans. Jedno życie, czyli wędrówka dusz. [Powieść]. Powst. 1992. Wyd. Wstęp: L. Bugajski. Wwa: PIW 1997, 241 s. Nowa Proza Pol.
Nagroda im. E. Stachury w 1992.
5. Czarna kolia. Dzieje klątwy. [Powieść]. Rękopis spolszczył … Pozn.: Kantor Wydawn. SAWW 1992, 191 s. Wyd. 2 popraw. pt. Szczurołap z Ratyzbony. Wr.: Atut 1999, 228 s.
Wyd. 1 podp. pseud.: Johann David Keevus. – Nagroda Dolnośląski Brylant Roku 1999.
Przekł. litew. wyd. 1. (Inf. Autora).
6. Byt bytujący. Esej o prozie. Wr.: Wydawn. UWr. 1994, 121 s.
7. Tomasz Mann. Sztuka w dwóch aktach. „Dialog” 1995 nr 11 s. 5-28. Praprem.: teatr.: Reż.: A. Berlin. Bydg., T. Pol., Wwa, T. Ochoty 1998 (spektakl wyprodukowany wspólnie); radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2006. Przedr. zob. poz. 14.
Wyst. nast.: Reż.: K. Orzechowski. Kr., Stary T. 1999.
Przekł. niem.: „Der Erwählte. Ein Hörspiel über Thomas Mann". Wien 1998.
8. Dwa ognie (Tadeuszowi Różewiczowi). [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1996 nr 9 s. 5-37. Przedr. zob. poz. 14.
9. Grabarz królów. Monodram. „Dialog” 1997 nr 8 s. 34-42. Praprem.: teatr.: Reż.: M. Kocur. Pozn., Stow. Teatr. Antrakt 2001 (wykonanie: J. Stolarski); radiowa: Reż. W. Modestowicz. Radio 2007. Por. poz. 16.
Przekł.: ang.: zob. poz. 16. – niem.: Der Königliche Totengräber. [Przeł.] K. Gruda. Wiesbaden 1998; [Przeł.] K. Gruda. W: Den Stygge Andungen, Genomgnom. Kr. 2011. Wyst.: Reż.: W. Küppers. Düsseldorf 2000; wyst. nast.: Reż.: P. Hanslik. Adapt. dwujęzyczna: C. Kresak. Wyst. Zgorzelec, Goerlitzer Szene in Salon „Zgorzelec” 2003.
10. Powrót. [Utwór dramatyczny]. „Twórczość” 1998 nr 3 s. 10-42. Przedr. zob. poz. 14. Praprem.: Reż.: P. Miśkiewicz. Kr., T. J. Słowackiego 1999.
Wyst. nast.: Reż. i adapt.: M. Bogajewska. Zielona Góra, Lubuski T. im. L. Kruczkowskiego. 2001.
11. Oko cyklonu. Dialog dzieł literackich. Austria–Niemcy–Szwajcaria. [Szkice literackie]. Wr.: Wrocławskie Wydawn. Oświat. 1999, 107 s. Bibl. Austriacka.
Zawartość: Hermann Broch; Franz Kafka; Elias Canetti; Peter Handke; Robert Walser; Günter Grass; Hermann Hesse; Tomasz Mann.
12. Imperia i prowincje. O literaturze niemieckojęzycznej i polskiej w dwudziestym wieku. [Szkice]. Wr.: Atut 2000, 347 s.
Zawartość: Wstęp. – I: Le style c’est le corps (Gottfried Benn); Cień olbrzyma (Franz Kafka); Na krawędzi wyrażalnego (Hermann Broch); Przeciwko śmierci (Elias Canetti); Urosnąć na miarę ogromu (Hermann Hesse); Książe Piechoty (Ernst Jünger); Duchowe formy życia (Tomasz Mann); Przygody metodycznej intuicji (Peter Härtling); Królestwo zapachów (Patrick Süskind); Zatoka ostatniej przemiany (Peter Handke); Człowiek, czyli sługa (Robert Walser); Furie dobosza (Günter Grass). – II: Szaleństwo elementarne (Leopold Buczkowski); Drzewo wiadomości (Wiesław Myśliwski); Wielki cień (Tadeusz Różewicz); Misterium tożsamości (Piotr Bednarski); Bez asekuracji (Tadeusz Siejak); Bunt protein (Dariusz Bitner); Nasz wspólny sen (Jan Drzeżdżon); Punkt na wieży katedry (Wojciech Czerniawski); Potrawy Marka Słyka (Marek Słyk); Ziemia Olgi (Olga Tokarczuk); Zatrat (Janusz Rudnicki); Jedyny kształt śmierci (Andrzej Łuczeńczyk). – III: Dykcja miazgi; Języki prozy; Prozaiczna głębia; Sztuka czy lewatywa?; Prowincja nie dla prowincjuszy; Sen o zaścianku; Słowo o krytyce; Ciało krytyka (Andrzej Falkiewicz); Pisarstwo (Henryk Bereza); Zagłada prozy; Groza pisania; Szkoła czytania; Czyściec literatury; Demon literatury; Spod korca; Kultura nisz; Na styku kultur (Karl Dedecius); Traktat o myśli roślinnej (German Ritz); Kultura domów; Dziupla w kosmosie; Reguły horyzontalne; O pięknej niewiedzy; O brzydkich slowach; Zapach książek; Koniec lata; „Kondensuj pan dialogi”, czyli pisarz wobec teatru; Ekonomizm a mania; Kant tańczy; Świadectwa Krystiana Lupy.
13. Śmierć puszczyka. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: teatr.: Reż.: I. Dowlasz. Kr.: T. Lud. Scena pod Ratuszem 2000; radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2008. Druk zob. poz. 14.
14. Śmierć puszczyka i inne utwory. [Utwory dramatyczne]. Kr.: Księg. Akademicka 2000, 277 s. Dramat współczesny, 9.
Zawartość: Powrót [poz. 10]; Dwa ognie [poz. 8]; Portret grupowy z Casanową; Świetlistość; Tomasz Mann. Monodram [poz. 7]; Śmierć puszczyka [poz. 13].
15. Hauptmann. Scenariusz widowiska teatralnego. „Dialog” 2001 nr 9 s. 5-27. Praprem.: Reż. i adapt.: W. Krzystek. Jelenia Góra, T. im. C.K. Norwida 2001. Przedr. zob. poz. 17.
Przekł.: niem., ros. [wg inf. Autora].
16. The king’s gravedigger. [Przeł. i oprac. jako libretto operowe:] J. Łukosz. Muz.: K. Głowicka. Wyst.: Reż.: J. Łukosz. Londyn, T. Almeida 2001.
Wyst. inne łączne z L. Øyno: Das hässliche Entlein pt. Nightmares: Reż.: U. Bircher. Lichtenstein, T. Karussell 2011.
Adapt. monodramu Grabarz królów por. poz. 9. – Nominacja do finału projektu The Genesis Prize for the Opera w londyńskiej Genesis Foundation w 2001.
17. Klauzura w kuszetce. Dziennik. Wr.: Atut 2001, 230 s.
Zawiera także: Strzał nad Wannsee. (Próba dramatu); Hauptmann. Scenariusz widowiska
teatralnego [poz. 15].
18. Lenora. [Powieści]. Wwa: Prószyński i S-ka 2004, 115 s. Z Żurawiem.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2005.
Zawiera: Przygotowania do ślubu; Powrót Telemacha.
19. Pasje i kantyleny. Szkice o literaturze niemieckojęzycznej. Pozn.: WP 2005, 253 s. Obszary lit. i sztuki.
Zawartość: Translacja świętej Jadwigi; Filozof na statku. O polskim wydaniu „Dziennika mojej podróży z roku 1769” Johanna Gottfrieda Herdera; Raje Novalisa, czyli o politycznej niepoprawności romantyzmu. Z okazji nowego polskiego wydania „Heinricha von Ofterdingen”; Wilczyce i owieczki, czyli dialektyka odrzucenia. Postać metresy w dramatach Friedricha Schillera; Postać tragedii (Heinrich Kleist); Duchowe formy życia (Tomasz Mann) [poz. 12]; Wyznania człowieka apolitycznego; Le style c’est le corps (Gottfried Benn) [poz. 12]; Furie dobosza (Günter Grass) [poz. 12]; Cleptes juengeri (Ernst Jünger); Człowiek, czyli sługa (Robert Walser) [poz. 12]; Przygody w znaku Marsa. O „polskich” powieściach Aleksandra Lerneta-Holenii; Na krawędzi wyrażalnego (Hermann Broch) [poz. 12]; Opowieści nowego Don Juana (Peter Handke).
20. Szeroka woda. [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka 2005, 135 s. Z Żurawiem.
21. Zwarcie. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: Reż.: J. Zembrzuski. Wwa, Klub le Madame 2006.
Wyst. nast.pt. Drugie zwarcie: Reż., scenogr. i oprac. muz.: J. Zembrzuski. Jelenia Góra, T. im. C.K. Norwida 2010.
Przekłady utworów J. Łukosza w antologiach zagranicznych, m.in. niem.: Nach den Gewittern. Ein polnisch-deutsches Lesebuch. [Red.] K.D. Sommer. Göttingen 1995; Verbotene Worte. Eine Anthologie. [Red.] T. Sofronieva. München 2005.
Przekłady
1. D. Brennecke: Karen Blixen. [Biografia]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1997, 165 s.
2. D. Ploetz: Gabriel Garcia Marquez [Biografia]. Przeł. z niem. J. Łukosz. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1997, 164 s. Ser. Biograficzna.
3. Legenda o św. Jadwidze = Legende der hl. Hedwig. Oprac. edytorskie i tłum. niem. T. Ehlert. Współpraca nauk. i posł.: W. Mrozowicz. Tłum. pol. J. Łukosz. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2000, 630 s.
Książka Roku Wrocławskich Promocji Dobrych Książek w 2001. – Zawiera tekst w jęz. średniowysokoniem., niem., pol. oraz faksymile „Kodeksu hornigowskiego”.
4. H. Vormweg: Günter Grass. [Biografia]. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2000, 181 s.
5. A. Lenert-Holenia: Mars w znaku Barana. Przeł. i posł. opatrzył J. Łukosz. Wr.: Atut 2002, 219 s. Bibl. Austriacka, t. 16.
Zob też Twórczość poz 9.
Praca redakcyjna
1. Günter Grass w krytyce polskiej. [Szkice]. Red.: N. Honsza, J. Łukosz. Wr: Wydawn. UWr. 1988, 130 s. Acta Univ. Wratisl. Germanica Wratisl., 74.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf.: Monika Muskała, 2011.
Wywiady: Autobiografią jest każde pisanie. Rozm. M. Nogaj. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 182, dod. „Wrocław”; Warto było, ale wystarczy. Rozm. A. Szurek. „Not. Teatr.” 2006 nr 39/40; Człowiek, który zapomniał. Rozm. I. Klementowska. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 174 dod. „Duży Format” nr 34.
Powrót na górę↑

Ogólne
B. PAPROCKA-PODLASIAK: Mit artysty w dramatach J. Łukosza. W: Światy przedstawione. Tor. 2006.
J. FRANCZAK: Rewolucja, realizm, retoryka. „Kresy” 2008 nr 4.
P. KACZOROWSKI: Narracyjne śnienie J. Łukosza. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012.

Dziedzictwo
L. BUGAJSKI: Poprzez siebie. „Pis. Lit.-Artyst.” 1986 nr 11/12 [m.in. dot. J. Łukosza].
G. KOCH: Jedyna prawdziwość. „Życie Lit.” 1986 nr 5.
M. ŚWIERGOCKI. „Odgłosy” 1986 nr 50.
M. CEBO: Z kawałków rozbitego lustra. „Tyg. Kult.” 1987 nr 2.
J. KUROWICKI. „Spr. i Ludzie” 1987 nr 39.
A. DĄBROWSKI. „Okolice” 1988 nr 11.
M. JENTYS: Prywatność nie znaczy prywata. (W dyskusji o młodej literaturze). „Kierunki” 1988 nr 50, przedr. ze zmien. podtyt. (O inne wartości w literaturze) w tejże: I światłem być, i źrenicą. Wwa 1990 [m.in. dot. J. Łukosza].

Języki prozy
H. Bereza: Potencja. Czytane w maszynopisie. „Twórczość” 1986 nr 8, przedr. w tegoż: Obroty. Wwa 1996.
J. LEJMAN: Literatura i Lebenswelt. „Akcent” 1991 nr 1.
W. SADKOWSKI: Alchemia słowa tłumaczonego. „Lit. na Świecie” 1991 nr 6.
J. FRANCZAK: Rewolucja, realizm, retoryka. „Kresy” 2008 nr 4 [dot. też: Byt bytujący].

Afgański romans
I. IWASIÓW: Marzenia we śnie i na jawie. „Nowe Książ.” 1997 nr 12, przedr. zmien. pt.: Sny-fabuły J. Łukosza – wędrówki z daleka od jawy. W: Oniryczne tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku. Tor. 1999.
R. KOZIOŁEK: Rozpruty romans. „FA-art.” 1998 nr 1/2.
M. TARNOGÓRSKA: Epika wyobraźni. „Odra” 1998 nr 2.

Czarna kolia
H. BEREZA: Niemieckość (powieści J.Ł). „Twórczość” 1991 nr 10.
L. BUGAJSKI: Maskarada. „Twórczość” 1992 nr 11.
J. DRZEWUCKI. Sen szczura. „Rzeczpospolita” 2000 nr 30 [dot. wyd. 2 pt. Szczurołap z Ratyzbony].

Byt bytujący
J. FRANCZAK: Rewolucja, realizm, retoryka. „Kresy” 2008 nr 4 [dot. też: Języki prozy].

Tomasz Mann
J. KOPCIŃSKI: Intelektualiści i fryzjerzy. „Teatr” 1998 nr 4, przedr. w tegoż: Którędy do wyjścia ? Wwa 2002 – W. MAJCHEREK: Sprzedać Manna za dowcip. „Teatr” 1998 nr 4.
A. NOWAK: Na przykład Tomasz Mann… „Wiad. Kult.” 1998 nr 9.
M. ZINOWIEC: Tomasz Mann zaczesany. „Sycyna” 1998 nr 6.
W. MAJCHEREK: Ja i mój fryzjer. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 2. Gdańsk 2001.

Dwa ognie
J. KOPCIŃSKI: Ja to nikt: O „Dwóch ogniach” J. Łukosza. „Teatr” 1997 nr 12, przedr. w tegoż: Którędy do wyjścia? Wwa 2002.

Grabarz królów
W. MAJCHEREK: „Gitlerowskij pisatiel”. „Teatr” 2001 nr 12 [dot. też: Hauptmann].

Powrót
Ł. DREWNIAK: Małe teatry od rzeczy wielkich. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 8.

Oko cyklonu
K. POLECHOŃSKI: Kanon na koniec wieku – po niemiecku. „Nowe Książ.” 1999 nr 12.

Imperia i prowincje
K. CZEJAREK. „Języki obce w szkole” 2003 nr 2.

Śmierć puszczyka
K. MYTKOWSKA: Motywy dramatu Jerzego Łukosza pt. „Śmierć puszczyka” „Pedag. Katol.” 2014 nr 1.

Hauptmann
W. MAJCHEREK: „Gitlerowskij pisatiel”. „Teatr” 2001 nr 12 [dot. też: Grabarz królów].
P. MITZNER: Lustro i lustracja. „Dialog” 2001 nr 9.

Lenora
W. BROWARNY: Przygody psyche. „Odra” 2004 nr 10.
L. BUGAJSKI: „Wszystko się dokonało”. „Twórczość” 2004 nr 10.
D. NOWACKI: Dużo więcej. „Nowe Książ.” 2004 nr 7.
C. POLAK: Śmieszno i straszno. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 93.
Ż. NALEWAJK: Na razie wiem tylko tyle, że śmierć jest kobietą. „Czas Kult.” 2004 nr 5/6.
D. WEPS: W poszukiwaniu utraconego „ja”. „Opcje” 2004 nr 3.

Pasje i kantyleny
M. GRABOWSKA. „Studia Niemcoznawcze” 2007 t. 36 s. 668-670.

Szeroka woda
M. MIZURO: Szczęśliwe dziadostwo. „Nowe Książ.” 2005 nr 12.
D. NOWACKI: Przemiana inżyniera. „Twórczość” 2005 nr 12.
R. WIŚNIEWSKI: Kilka krętych kilwaterów na szerokiej wodzie. „Studium” 2005 nr 6, toż „Pomosty” 2006 t. 11.</document>
<document nplp_id="3683" title="Zbigniew MACHEJ" slug="zbigniew-machej">ur. 1958

Pseud.: Despret Ausweis; Tomasz Ożana

Poeta, prozaik, krytyk literacki, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 17 sierpnia 1958 w Cieszynie; syn Alojzego Macheja, księgowego, i Zofii z domu Łabudek, pracownicy PSS Społem. Uczęszczał do II Liceum im. M. Kopernika w Cieszynie; w 1977 zdał tam maturę. Następnie podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (UJ). Od 1977 był związany jako autor i kolporter z niezależnym ruchem wydawniczym w Krakowie. W 1980 należał do współzałożycieli Niezależnego Zrzeszenia Studentów na UJ. W tymże roku debiutował wierszami pt. Nikt nigdy nie odkryje Ameryki i Noe dziś wieczorem, opublikowanymi na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 21). W 1982 zdał egzamin magisterski na polonistyce i rozpoczął studia religioznawcze na UJ; w 1987 uzyskał magisterium z tego zakresu. W 1987–91 pracował jako nauczyciel w II Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika w Cieszynie. Kontynuował twórczość literacką i publicystyczną. Wiersze, prozę, przekłady i recenzje drukował wówczas m.in. na łamach czasopism wydawanych do 1989 poza cenzurą: „Puls”, Londyn (1984, 1988, 1991, 1993), „Arka” (1986, 1988-89), „Kurs” (1987), „BruLion” (1988-1995; tu także recenzje pod pseud. Tomasz Ożana), „Gąbka” (1989); współpracował także z czasopismem mówionym „NaGłos”. W 1988 otrzymał Nagrodę „Arki” za najbardziej znaczące wejście w literaturę ostatnich lat. Od 1988 działał w Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, w 1989-90 był współzałożycielem i działaczem Komitetu Obywatelskiego w Cieszynie. Od końca lat osiemdziesiątych zajmował się także pracą translatorską; debiutował w 1988 przekładami wierszy E. Pounda, opublikowanymi w „Znaku” (nr 7); pierwsze tłumaczenia z literatury czeskiej, przekład wierszy I. Blatnego, ogłosił w 1994 na łamach „Literatury na Świecie” (nr 9). W 1989-90 pracował także jako dziennikarz w „Gazecie Prowincjonalnej”, a następnie do 1991 był sekretarzem redakcji „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. W 1991 otrzymał Nagrodę Artystyczną Młodych im. St. Wyspiańskiego. W 1991–96 pełnił funkcję wicedyrektora Ośrodka Informacji i Kultury Polskiej Instytutu Polskiego w Pradze. Inicjował wydawanie przekładów polskich autorów w Czechach, a także przekładów czeskich pisarzy na język polski. Współpracował z Praskim Festiwalem Pisarzy. W 1993 odbył z Wisławą Szymborską podróż z Krakowa do Pragi, która zaowocowała powstaniem kilkudziesięciu limeryków współautorstwa obojga (druk niektórych z nich: „NaGłos” 1993 nr 12, 1996 nr 24). Wiersze, przekłady i artykuły drukował w tym okresie m.in. także na łamach „Nowego Nurtu” (1990-96), „Zwrotu” (1990-91), „Odry” (1991, 1996, 1999), „Krasnogrudy” (1993, 1996, 1998, 2000-01), „Kresów” (1994, 1996, 1999), „Frazy” (1996), „Literatury na Świecie” (1994-2001), „Res Publiki Nowej” (2002, 2004-05, 2007), „Twórczości” (2005-06). Współpracował nadto jako tłumacz z języka czeskiego z dodatkiem „Dziennika” „Europa”, jako recenzent i satyryk z miesięcznikiem teatralnym „Foyer” oraz jako autor wierszy dla dzieci z czasopismem „Czarodziejska Kura”. W 1994 został członkiem Polskiego PEN Clubu. Od 1996 współpracował z organizatorami Festiwalu Literackiego Port Legnica, a następnie do 2008 z wydawnictwem Biuro Literackie we Wrocławiu. Od lutego do czerwca 1997 pracował jako wykładowca w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego, filia w Cieszynie, a od września tegoż roku do grudnia 1998 jako doradca programowy w Biurze Organizacyjnym Programu „Kraków Europejskie Miasto Kultury 2000”. W 1999-2000 był dyrektorem Cieszyńskiego Ośrodka Kultury. W 2000-04 pełnił funkcję pierwszego sekretarza Ambasady RP w Republice Czeskiej i wicedyrektora Instytutu Polskiego w Pradze. W 2006-10 kierował Instytutem Polskim w Bratysławie. Współpracował ze słowacko-węgierskim wydawnictwem Kalligram, propagując literaturę polską i inicjując wydawanie przekładów. W 2011-14 był wicedyrektorem Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego z siedzibą w Bratysławie.

W 1992 zawarł związek małżeński z Joanną Jędrusik, artystą plastykiem i pedagogiem; ma dwoje dzieci: córkę Almę (ur. 1986) i syna Klaudiusza (ur. 1996). Mieszka w Bratysławie i Cieszynie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Smakosze, kochankowie i płatni mordercy. (Wiersze z lat 1978-1981). Wwa: Czyt. 1984, 75 s. Ser. Poetycka.
2. Śpiąca muza. (Wiersze z lat 1982-1987). [Kr.:] OL 1988, 47 s. Przedr. zob. poz. 4.
3. Wiersze dla moich przyjaciół wybrane z lat 1978-1987. Kr.: „Mies. Małopol.”* 1988, 24 s. Bibl. „Mies. Małopol.”*.
4. Dwa zbiory wierszy. Londyn: Puls 1990, 88 s. Poezja, t. 4.
Zawiera także wiersze z poz. 2.
5. Trzeci brzeg. [Wiersze]. Kr.: OL 1992, 61 s.
6. Legendy praskiego metra. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Obserwator 1996, 60 s. Bibl. „Czasu Kult.”, t. 7.
Zawiera także wybór poezji czeskiej w przekł. Z.M.
7. Kraina wiecznych zer. [Wiersze]. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2000, 71 s.
8. Prolegomena. Nieprzyjemne wiersze dla dorosłych. Legnica: Biuro Lit. Port Legnica 2003, 68 s. Port Legnica 2003, t. 4.
Nominacja do nagrody Paszport „Polityki” w 2004.
9. Nietubyć. [Wiersze]. Powst. 2005-10.
Teksty były dostępne w 2010 na stronie internetowej: http://www.nieszuflada.pl/; podp. Despret Ausweis [inf. Autora].
10. Wspomnienia z poezji nowoczesnej. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2005, 54 s. Więcej Poezji, t. 13.
11. Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji. Wr.: Biuro Lit. 2007, 69 s. Więcej Poezji, t. 32.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia oraz Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius.
Przekł. słowac.: Verše proti zdaňovaniu poézie. [Przeł.:] J. Andričík, K. Chmel, K. Laučíková-Dugast. Bratislava 2015.
12. Przygody przyrody, czyli Swawole i niedole zwierząt w świecie ludzi i dalej. [Wiersze dla dzieci]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 53 s. Dziecinada.
13. Zima w małym mieście na granicy. Wiersze od Bożego Narodzenia 2004 do Wielkanocy 2005. [Drzeworyt:]. W. Szumiński. Sejny: Fundacja Pogranicze 2008, 157 s. Ser. Poetycka Inicjał.
14. Mroczny przedmiot pożądania. [Wiersze]. Wr.: Biuro Lit. 2014, 320 s. Poezje, t. 106.
Nominacja do Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” w 2015.
Wybory wierszy Z. Machaja w przekł. słowac.: Verše proti zdańovaniu poézie. [Przeł.:] J. Andričik, K. Chmel, K. Lučiková-Dugast. Bratislava. 2015.
Przekłady utworów Z. Macheja w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: Young poets of a new Poland. [Przekł., wstęp i noty:] D. Pirie. London 1993; A book of luminous things. [Wybór i i wstęp:] Cz. Miłosz. San Diego, New York, London 1996, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i przekł.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – franc.: Poésie. [Wybór:] K. Dedecius. [T.] 2. [Montricher]. Paris 2000, – niem.: Poesie. [Wybór i przekł.:] K. Dedecius. [T.] 2. Zürich 1996; Es ist Zeit. Gedichte ausgewählt. [Wybór i oprac.:] P. Gehrisch, D. Krause. Dresden 1998; Das Unsichtbare lieben. Neue Polonische Lyrik. Wybór i posł.: D. Danielewicz-Kerski. Köln [1998], – serb.: Srpsko-poljski most poezije = Polsko-serbski most poezji. [Oprac.:] J. Stefanovic. Kragujevac 2004.
Przekłady
1. R. Kníže: Krajina s mračnem = Krajobraz z chmura [!] [Wiersze]. Plzeň: Pro libris 2006, 40 s.
Tekst w jęz. pol. i czes.
2. M. Urban: Klątwa siedmiu kościołów. [Powieść]. Wwa: Prószyński i S-ka [2006], 247 s.
Tekst w jęz. pol. i czes.
3. I. Štrpka: Cicha ręka. Dziesięć elegii. [Wiersze]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2009, 59 s. Europejski Poeta Wolności, Nominacje.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2012, 2013.
Wywiady: Drzwi zawsze otwarte. Rozm. z Z. Machejem i A. Zajączkowskim A. Jagodziński. „Gaz. Wybor.” 1992 nr 26; Życie bez rymu byłoby uboższe i smętne. Rozm. K. Maliszewski. „Nowy Nurt” 1995 nr 12; Praski przechodzień. Rozm. Z. Baran. „Rzeczpospolita” 1997 nr 167, przedr. w: Z. Baran: Apokalipsa i nadzieja. Kr. 2000; Wiersze na zamówienie. Rozm. M. Rybak. W tejże: Rozbiórka. Wr. 2007.

Ogólne
[M. STALA] J. KRZOS: „Z twarzą kredowobiałą, jak gdyby zwiedzał piekła”. „Brulion”* 1988 nr 7/8.
[P. MATYWIECKI] P.M.: Przyjaźń i miłość Z.M. „Wezwanie”* 1989 nr 15.
E. KOREPTA: Wartości społeczno-kulturowe poezji Z. Macheja. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1995 nr 1532, przedr. w: Symbole kulturowe, komunikacja społeczna, społeczności regionalne. Katow. 1995.
G. KOCIUBA: Z szarości wydobywać światło. „Fraza” 1996 nr 11/12.
K. MALISZEWSKI: Znaczyć ponad znaczenie. (Z dziejów jednego artyzmu). „Nowy Nurt” 1996 nr 1, przedr. w tegoż: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Bydg. 1999.
R. RŻANY: Tajemnica brzuchomówcy. „Odra” 1997 nr 5, przedr. w tegoż: Pozornie tak bardzo podzieleni. Rzeszów 1998.
K. MALISZEWSKI: M., legenda formy. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
J. KORNHAUSER: Z. Machej: kraina wiecznych zer. W tegoż: Poezja i codzienność. Kr. 2003.
A. NOWACZEWSKI: O wierszach „historycznoliterackich” Z. Macheja. W tegoż: Konfesja i tradycja. Sopot 2013.

Smakosze, kochankowie i płatni mordercy
J. BOLEK: Dziura w całym. „Tu i Teraz” 1985 nr 13.
P. CIELESZ. „Fakty” 1985 nr 21.
D.T. LEBIODA: Martwe serce wróbla. „Tyg. Kult.” 1985 nr 14.
K. LISOWSKI: Jesteśmy jak na obrazie za szkłem. „Nowe Książ.” 1985 nr 4.
K. PIEŃKOSZ: Z sympatią do Piłata. „Literatura” 1985 nr 1.
P. PIASZCZYŃSKI: Młody poeta. „Twórczość” 1986 nr 11/12.
J. DRZEWUCKI. „Student” 1988 nr 2.

Śpiąca Muza
K. PIEŃKOSZ: Obudzona Muza. „Literatura” 1988 nr 10.
A. POPRAWA: Budzenie Muzy. „Res Publica” 1988 nr 11.
K. BIEDRZYCKI: Muza śpiąca i przebudzona. W tegoż: Wariacje metafizyczne. Kr. 2007.

Dwa zbiory wierszy
A.K. BOROWA: Rozdroża sceptycyzmu. „Nowe Książ.” 1991 nr 3.
B. LATAWIEC: Między szlochem (patriotycznym) a szokiem (surrealistycznym). „Kult. Niezal.”* 1991 nr 69; przedr. w tejże: Zegary nie do zatrzymania. Mikołów 2012.
I. SMOLKA: Liryka prawdy. „Gaz. Wybor.” 1991 nr 206.
A. SZYMAŃSKA: Poeci trzech pokoleń. „Prz. Powsz.” 1991 nr 7/8.
Taż: Zwyciężyć czas… „Tyg. Lit.” 1991 nr 22/23.

Trzeci brzeg
F. ROSSET: Na jakim brzegu? „Dekada Lit.” 1993 nr 12/13.
L. SZARUGA: Bez wioseł i steru. „Kultura”, Paryż 1993 nr 3.
M. ZALESKI: Nowe oblicze potwora, czyli wyczekiwana zamiana miejsc. „Res Publica Nowa” 1993 nr 4.
A. NIEWIADOMSKI: W życia wędrówce, na połowie czasu. „Kresy” 1994 nr 18.

Legendy praskiego metra
J. GRĄDZIEL: Stacja Praga. „Opcje” 1997 nr 1 [dot. też: Kraina wiecznych zer].
P. KĘPIŃSKI: Liryka praskiego metra. „Rzeczpospolita” 1997 nr 13.
K. MALISZEWSKI: „Jak jej syn i jak obcy”. „FA-art” 1997 nr 1 [dot. też: Kraina wiecznych zer].
D. MUSZER: Legendy przerwanej erekcji. „List Oceaniczny” 1997 nr 48, toż „Topos” 1997 nr 2.
K. PIEŃKOSZ: Cudze życie, obcy kosmos. „Sycyna” 1997 nr 20.
L. SZARUGA: W zwolnionym tempie. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 4.
P. ŚLIWIŃSKI: Czeskie zwierciadło. „Nowe Książ.” 1997 nr 5.
W. WENCEL: Sztuczne raje. „Fronda” 1997 nr 9/10.
A. WIEDEMANN: Dziewczyny i bombowce. „Odra” 1997 nr 6, przedr. w tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.
R. RŻANY: Tajemnica brzuchomówcy; zmysłowe i nietykalne. W tegoż: Pozornie tak bardzo podzieleni. Rzeszów 1998.

Kraina wiecznych zer
[dot. też: Legendy praskiego metra:] J. GRĄDZIEL: Stacja Praga. „Opcje” 1997 nr 1; K. MALISZEWSKI: „Jak jej syn i jak obcy”. „FA-art” 1997 nr 1.
G. TOMICKI: Liczby się liczą. „Twórczość” 2001 nr 5.
M. URBANOWSKI: Z krainy wiecznych zer. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.

Prolegomena
A. KAŁUŻA: Zuchwałe rozrywki po dobranocce. „Nowe Książ.” 2003 nr 7/8.
P. MACKIEWICZ: Czeszki opalają się toplesss. „Odra” 2004 nr 1.
P. ŚLIWIŃSKI: Łatwość. „Res Publica Nowa” 2004 nr 1.

Wspomnienia z poezji nowoczesnej
P. MACKIEWICZ: Co się tu uprawia? „Twórczość” 2005 nr 5.
A. NOWACZEWSKI: Historia literatury według M. „Fraza” 2005 nr 4.

Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji
M. BARON: Burza w szklance sztuki. „Opcje” 2007 nr 2.
J. GUTOROW: Machej, czyli lekkość poezji. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 39.
K. LISOWSKI: Mistrzowskie lekcje przekory. „Twórczość” 2007 nr 8.
A. REIMANN: Chodzenie w czeskim filmie. „Nowe Książ.” 2007 nr 6.
P. MACKIEWICZ: Berecik na głowie. „Odra” 2008 nr 4.

Przygody przyrody, czyli Swawole i niedole zwierząt w świecie ludzi i dalej
M. ORLIŃSKI: Kamień schron. „Twórczość” 2008 nr 10, przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011 [dot też: Zima w małym mieście na granicy].

Zima w małym mieście na granicy
W. KLEJMONT: Małe jest piękne, małe jest ludzkie… „Alm. Sejneński” 2006/2008 nr 6.
M. ORLIŃSKI: Kamień schron. „Twórczość” 2008 nr 10; przedr. w tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011 [dot też: Przygody przyrody, czyli Swawole i niedole zwierząt w świecie ludzi i dalej].
J. ORSKA: Wiersze z kalendarza. „Nowe Książ.” 2008 nr 11.
J. PILCH: Zima w Cieszynie. „Dziennik” 2008 nr 92.
L. SZARUGA: Świat poetycki (XL). „Zesz. Lit.” 2008 nr 103.

Mroczny przedmiot pożądania
P. MACKIEWICZ: Pielgrzymki pióra. „Nowe Książ.” 2015 nr 1.
A. WIEDEMANN: Podwójne szczęście. W tegoż: Poczytalność. Przygody literackie. Wr. 2016.</document>
<document nplp_id="3686" title="Zbigniew MAJCHROWSKI" slug="zbigniew-majchrowski">ur. 1955

Krypt.: Z.M.

Historyk literatury, krytyk teatralny i literacki
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 5 lipca 1955 w Sopocie; syn Juliusza Majchrowskiego, lekarza, i Ewy z domu Rosłan, lekarki. Wychowywał się w gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz. W 1969 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Gdańsku. Po zdaniu matury w 1973 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Gdańskim (UG). W lutym 1974 w studenckim piśmie „Litteraria”, wydawanym przez Koło Naukowe Polonistów Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UG, debiutował wcześniej napisanymi tekstami: Taki pejzaż…Szkic do reportażu (z 1970) i wierszami pt. Wyznanie oraz Ikar (z 1973; utwór wyróżniony w konkursie XVI Łódzkiej Wiosny Poetów). Jako krytyk literacki debiutował w 1975 recenzją wierszy K. Nowosielskiego Miejsce na brzegu, opublikowaną w „Dzienniku Bałtyckim” (nr 218). Uczestniczył w spotkaniach Grupy Sytuacyjnej Poetów i Artystów „Wspólność” (1976-79); w 1976-77 był członkiem redakcji pisma luźno związanego z tą grupą pt. „Litteraria”. W 1977 uzyskał magisterium na podstawie pracy „Białe małżeństwo” Tadeusza Różewicza wobec systemu literatury polskiej (promotor prof. Maria Janion) i został zatrudniony jako asystent w Zakładzie Teorii Literatury IFP UG. W pracy badawczej zajął się historią literatury (szczególnie poezji, dramatu, a także teatru) i kultury okresu romantyzmu oraz XX i XXI w., później także problematyką pogranicza sztuk i antropologią. Artykuły, recenzje literackie i teatralne zamieszczał m.in. w „Poezji” (1976, 1978), „Tekstach” (1977), „Dialogu” (od 1977 z przerwami; tu debiutował w 1977 jako krytyk teatralny artykułem pt. Świadectwo widza jako wyzwanie rzucone nauce o teatrze, nr 6). Był członkiem zespołu redakcyjnego serii Transgresje, powstałej jako efekt prowadzonych w 1977-88 przez prof. M. Janion konwersatoriów na UG; zespół został wyróżniony zbiorową nagrodą „Wiatr od Morza”, przyznaną przez Klub Studentów „Żak” w Gdańsku. W 1986 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy Dramat poety w twórczości Tadeusza Różewicza(promotor prof. M. Janion) i stanowisko adiunkta w Zakładzie Dramatu, Teatru i Filmu IFP UG. W 1987 otrzymał nagrodę dla młodych pracowników naukowych, przyznaną przez zarząd Gdańskiego Towarzystwa Naukowego; w 1988 został członkiem tego Towarzystwa. Od 1991 należał do SPP. Kontynuował działalność krytyczną, ogłaszając artykuły i recenzje teatralne także m.in. w „Gazecie Gdańskiej” (1991; stały recenzent teatralny), „Tytule” (1991-97, z przerwami, podp. też: Z.M.; w 1991-95 członek redakcji tego kwartalnika), „Teatrze” (od 1992 z przerwami; członek Rady Programowej), „Twórczości” (1997-98), „Odrze” (2000, 2002, 2011), „Tygodniku Powszechnym” (2004-05, 2016), „Tekstach Drugich” (2006), „Didaskaliach” (2016). Od 1995 działał w Polskim Towarzystwie Szekspirowskim. W 1999 habilitował się na UG na podstawie rozprawy Cela Konrada. Powracając do Mickiewicza. Został redaktorem serii Terytoria Teatru wydawnictwa słowo/obraz terytoria. W tym czasie zajął się także opracowywaniem podręczników literatury polskiej dla liceów i techników. W 2002 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego w Zakładzie Literatury Współczesnej IFP UG. W 2005-07 pełnił funkcję zastępcy dyrektora do spraw nauki IFP UG. W 2006-10 był kierownikiem utworzonego przez siebie Zakładu Antropologii Literatury i Krytyki Artystycznej w IFP UG; następnie pracował w Katedrze Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej (obecnie na stanowisku profesora zwyczajnego). W 2007 otrzymał tytuł naukowy profesora. W tymże roku wszedł do Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2015 był przewodniczącym Jury 1. Konkursu Dramaturgicznego Strefy Kontaktu, ogłoszonego przez Wrocławski Teatr Współczesny i Miasto Wrocław. Odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej.

W 1983 ożenił się z Joanną Założyk, nauczycielką języka polskiego; ma dwie córki: Małgorzatę (ur. 1985) i Katarzynę (ur. 1986). Mieszka w Gdańsku.
TWÓRCZOŚĆ
1. „Poezja jak otwarta rana”. (Czytając Różewicza). [Studia]. Wwa: PIW 1993, 233 s.
Zmieniona wersja rozprawy doktorskiej. – Nagroda Wojewody Gdańskiego w 1994.
Zawartość: Niebezpiecznie być artystą: Krew i poezja; Stanisław Przybyszewski, komediant i męczennik; Nieboska komedia Tadeusza Różewicza [dot.: Na czworakach]. – Pułapka ciała: „Białe małżeństwo” i Eros tragiczny; Być Genetem w Gliwicach. – Poezja jest samobójstwem: Gra snów; Czarne znamię na czole Konrada; Różewicza droga do Lozanny.
2. Gombrowicz i cień Wieszcza oraz inne eseje o dramacie i teatrze. Gdańsk: Wydawn. UG 1995, 181 s.
Zawartość: Konrad schodzi ze sceny. – Wracam do „Dziadów”: Aktor w teatrze Mickiewicza; Gombrowicz i cień Wieszcza. – „O czym nie da się mówić”. – Utopia teatralna Tadeusza Peipera; Konrad Swinarski i „Hamlet”, którego nie było. Historia i egzystencja: O potrzebie dramatu historycznego; Iredyński: „życie na gorąco”. – Nasza mała destabilizacja: Posierpniowe obrachunki; Znaleźć się w „Kartotece” [T. Różewicza].
3. Cela Konrada. Powracając do Mickiewicza. [Studia]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 1998, 345 s. Wiek XIX.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda im. L. Schillera za 1998 przyznana przez Zarząd Gł. ZASP w 1999, nominacja do Nagrody Lit. Nike w 1999.
Zawartość: Cz. I. „Dziady” jako arcy-”dzieło w ruchu”. – Cz. II. Przesłuchanie Konrada: Ułamki z Wielkiej Improwizacji; Improwizacja w błękicie i w czerwieni [w insc. S. Wyspiańskiego i L. Schillera]; Improwizacja dla „pięknych dwudziestoletnich” [w insc. A. Bardiniego]; Wielka improwizacja i „teatr ubogi” [w insc. J. Grotowskiego]; Improwizacja w „Domu Opowieści” [w insc. M. Kotlarczyka]; Improwizacja w Nowej Hucie [w insc. K. Skuszanki i J. Krasowskiego]; Improwizacja nad improwizacje [w insc. K. Dejmka z 1967]; Nieboska Improwizacja [w insc. K. Swinarskiego]; Wielka wampiryzacja [w insc. M. Prusa z 1979]; Improwizacja jak „lawa” [w filmie „Lawa” w reż. T. Konwickiego]; Improwizacja na odejście [w insc. J. Grzegorzewskiego pt. Dziady – dwanaście improwizacji z 1995]; Improwizacja jako „oda do młodości” [w reż. J. Englerta, TVP 1997]. – Cz. III: Kuszenie Księdza Piotra [w różnych insc.]; Mickiewicz w „kościele ludzkim” Witolda Gombrowicza [dot. powiązań między „Ślubem” W. Gombrowicza a „Dziadami” i „Panem Tadeuszem” A. Mickiewicza]. – Zamknięcie.
4. Między tekstami. Język polski. Podręcznik dla liceum i technikum. Zakres podstawowy i rozszerzony. Gdańsk: słowo/obraz terytoria.
Cz. 1. Początki; Średniowiecze. [Współaut.:] S. Rosiek, J. Maćkiewicz. 2002, 271 s.
Cz. 5.Wiek XX. – Współczesność. [Współaut.:] S. Rosiek. 2005, 357 s.
5. Różewicz. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2002, 276 s. A to Polska właśnie.
Nominacja do Nagrody Artusa w 2002, przyznawanej przez „Dz. Bałt.”, TVP Gdańsk oraz Radio Plus.
6. Człowiek – twórca kultury. Podręcznik dla liceum i technikum. Zakres podstawowy i rozszerzony. [Autorzy]: Z Majchrowski, K. Mrowcewicz, P. Sitarski, D. Szwarcman. Wwa: Stentor 2003, 246 s.
7. Mickiewicz i wiek dwudziesty. [Studia]. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2006, 407 s. Z prac Inst. Filol. Pol. UG.
Zawartość: Wokół Mickiewicza. – „Z tego, czy z tamtego świata?” [o stylach lektury A. Mickiewicza]; Dlaczego Mickiewicz porzucił przekład „Romea i Julii”; Powtarzając „dobranoc” [dot. sonetu „Dobranoc” A. Mickiewicza]; Kim jest, skoro go nie ma? [o „Dziadach” cz. IV]; „Któż ten mąż? (Szkolna eksplikacja) [dot. widzenia ks. Piotra z III cz. „Dziadów”]; Antagonizm arcydzieł: „Dziady” a „Pan Tadeusz”; Kopciuszki Mickiewicza [dot. zapomnianych utworów]; Nasze małe improwizacje [dot. literackiej reinterpretacji postaci Konrada]; Andrzej Wajda i dwa arcydzieła romantyzmu [dot. ekran. „Pana Tadeusza” i „Zemsty”]. – Przez wiek dwudziesty. – „Wesele” od A do Z [dot.: R. Węgrzyniak: Encyklopedia „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego]; Chochoł, czyli „śmieć”. (U źródeł nowej materii scenicznej) [dot. postaci Chochoła z „Wesela” S. Wyspiańskiego]; Juwenilia, czyli małe formy przyszłych mistrzów [dot. S. Wyspiańskiego i S.I. Witkiewicza]; Witkacy i Puzyna [dot.: K. Puzyna: Witkacy]; Stanisław Przybyszewski, aktor i męczennik; „U stóp nieznanego ołtarza”. (Gombrowicz i Młoda Polska); „Zasłona wzniosła się...”. (Z dziejów scenicznych „Ślubu” Gombrowicza); Gombrowicz czytany ruchem konika szachowego; Dlaczego wracamy do [F. i S.] Themersonów?; Filolog w Teatrze Osobnym [dot.: J. Kopciński: Gramatyka i mistyka]; Kartoteka „Kartoteki”, czyli jak Różewicz wchodził na scenę; Różewicz „ze dwojej złożony natury”; Kim był Jerzy Grotowski?; Dramat wobec nowych form teatralnych i medialnych; Był wiek dwudziesty.
Przekł. włos.: szkicu Kim był Jerzy Grotowski? W: Essere un uomo totale. Torino 2005.

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: „Białe małżeństwo” [T. Różewicza], czyli „ślub w kościele ludzkim”. „Teksty” 1977 nr 4 s. 106-120. – Kompleks Settembriniego. W: Licytacja. Szkice o nowej literaturze. Wwa 1981 s. 25-47 [dot.: J. Łoziński: Pantokrator]. – Pisarz i jego sobowtór. W: Autor, podmiot literacki, bohater. Wr. 1983 s. 47-59. – Teatr i dramat w dobie elektroniki. W: Technika w teatrze a sztuka inscenizacji. Pozn. 1988 s. 117-124. – Gra snów. O wierszu Tadeusza Różewicza „Wspomnienie snu z roku 1963”. „Zesz. Nauk. Wydz. Hum. UG. Pr. Hist.-Lit.” 1989 t. 15 s. 101-115. – „Na czworakach” Tadeusza Różewicza, czyli poeta w czasie „spadania”. W: Autor i jego wcielenia. Szczec. 1991 s. 103-128. – Słowem wyrazić pozasłowie. Krytyka teatralna Tadeusza Peipera. W: Krytycy teatralni XX wieku. Wr. 1991 s. 181-192. – „Pustosząc pustkę słowa”. O intertekstualności w poezji Tadeusza Różewicza. W: Między tekstami. Wwa 1992 s. 271-290. – Pytania o polskiego Szekspira. W: Od Shakespeare’a do Szekspira. Gdańsk 1993 s. 11-25. – Kalendarium Themersonowskie. W: Świat według Themersonów. Gdańsk 1994 s. 127-144. – „…tylko zapuszczę kły w duszę”. W: Romantyzm – Janion – Fantazmaty. Wwa 1996 s. 79-88. – „Otwieranie kartoteki”. [Wstęp do:] T. Różewicz: Kartoteka; Kartoteka rozrzucona. Kr. 1997 s. 5-26, wyd. 2 tamże 2001. – Ucieczka od dramatu. Ostatnie ćwierćwiecze. „Dialog” 1997 nr 4 s. 59-69. – „Miałem sen w Dreźnie…”. W: Mickiewicz. Sen i widzenie. Gdańsk 2000 s. 19-34. – Adam Mickiewicz „Dziady”. Część IV. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1. Gdańsk 2002 s. 153-163. – Różewicz i Niemcy. „Odra” 2002 nr 2 s. 52-57, przedr. w: „Nasz Nauczyciel Tadeusz”. Kr. 2003 s. 35-44, przekł. niem. pt. Różewicz und die Deutschen w: Tadeusz Różewicz und die Deutschen. Wiesbaden 2003 s. 16-23. – Uliczne przejścia Gombrowicza. W: Księga Janion. Gdańsk 2007 s. 283-297. – Mickiewiczologia XXI wieku. W: Śmierć Mickiewicza. Wwa 2008 s. 335-384. – Teatr jako coming out. „Dialog” 2008 nr 4 s. 13-23. – Intymne przez poufne. „Dialog” 2009 nr 2 s. 42-51 [dot. sztuki P. Passiniego „Odpoczywanie”]. – Być jak Andy Warhol. „Dialog” 2010 nr 11 s. 5-13 [dot. inspiracji teatr. postacią A. Warhola]. – Polonistyka pod presją. „Postscriptum Polonistyczne” 2012 nr 1 s. 77-85 . – Dramat jako instalacja. Od Syberii do Cyberii Zofii Kulik. Rekonesans. W: Dramat w tekście, tekst w dramacie. Wwa 2014 s. 136-150. – Donosy pamięci. „Dialog” 2015 nr 1 s. 187-199.
Prace redakcyjne
1. Odmieńcy. Wybór, oprac. i red.: M. Janion i Z. Majchrowski. Gdańsk: WM 1982, 530 s. Transgresje, 2.
2. K.K. Baczyński: Autobiografia – wiersze. Wybór i posł. Z. Majchrowski. Gdańsk: Graf 1991, 126 s. Wyd. nast. tamże 1992.
3. Balsam i trucizna. 13 tekstów o Mickiewiczu. Pod red. E. Graczyk i Z. Majchrowski. Gdańsk: Atest 1993, 227 s.
4. Od Shakespeare’a do Szekspira. Pod red. J. Ciechowicza i Z. Majchrowskiego. Gdańsk: Centrum Edukacji Teatr.; Fundacja Theatrum Gedanense, Wydz. Filol.-Hist. UG 1993, 357 s.
Materiały konferencyjne.
5. Świat według Themersonów. Szkice do portretu. Pod red. Z. Majchrowskiego. Gdańsk: Wydawn. Trinum 1994, 163 s.
6. Poeci poetów. 100 najpiękniejszych współczesnych wierszy polskich. [Antologia]. Pomysł, układ, red.: A. Czekanowicz, Z. Majchrowski, W. Zawistowski. Wwa: Anagram 1996, 272 s. Antologie Poetyckie.
7. Mickiewicz. Sen i widzenie. Pod. red. Z. Majchrowskiego i W. Owczarskiego. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2000, 301 s. Wiek XIX.
8. Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1-2. Pod red. J. Ciechowicza i Z. Majchrowskiego. Wstęp i posł. D. Ratajczakowej. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2001, 314 + 404 s.
Cz. 1. Od wieku XVI do Młodej Polski; Cz. 2. Po roku 1918.
9. A. Kijowski: Rytuały oglądania. [Eseje]. Wybór, komentarz i posł. Z. Majchrowski. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2005, 521 s.
10. Powracając do Różewicza. Studia i szkice. Pod red. Z. Majchrowskiego przy współpracy M. Żółkoś. Gdańsk: Wydawn. UG 2006, 189 s. Bibl. Inst. Filol. Pol. UG.
11. T. Różewicz: Stare młode serce. [Opowiadania]. Wyboru utworów dokonał Z. Majchrowski. Gdańsk: Wydawn. UG 2006, 32 s.
12. Księga Janion. Oprac.: Z. Majchrowski i S. Rosiek. Gdańsk: słowo/obraz terytoria [2007], 653 s.
Zawiera studia poświęcone prof. M. Janion z okazji jej 80-lecia.
13. Wojna i postpamięć. Pod red. Z. Majchrowskiego i W. Owczarskiego. Gdańsk; Sopot: Wydawn. UG 2011, 572 s.
14. I. Iredyński: Kreacja. Dramaty. Wybór i wstęp: Z. Majchrowski. Oprac. tekstów P. Sieniuć. Wwa: Wydawn. IBL PAN 2014, 808 s. Dramat Pol. Reaktywacja, 5.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009.
Wywiady: Literatura na opak. Rozm. J. Chojka. „Gaz. Wybor.” 1994 nr 118 dod. „Gaz. Morska” [dot. też: „Poezja jak otwarta rana”]; W cieniu arcydzieł. Rozm. B. Świąder. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 112 dod. „Gaz. Morska” [dot. też: Cela Konrada].

LP XX w. (M. Kisiel).

„Poezja jak otwarta rana”
A. CHOJECKI: Jakby Majchrowski książkę napisał. „Topos” 1994 nr 3/4.
S. GĘBALA: Erudycja i błyskotliwe nieporozumienia. „Twórczość” 1994 nr 5.
W. GUTOWSKI. „Tytuł” 1994 nr 1.
J. ŁUKASIEWICZ: Słowo i ciało u Różewicza. „Dialog” 1994 nr 10.
J. MAJCHEREK: „Poeta poety”. „Teatr” 1994 nr 3.
S. BRZOZOWSKA: Różewicz i istota poezji. „Odra” 1995 nr 4.
A. ZAWADZKI. „Pam. Lit.” 1995 z. 1.
M. KISIEL: Uwiedziony. W tegoż: Od Różewicza. Katow. 1999.
Zob. też Wywiady.

Gombrowicz i cień Wieszcza
E. BANIEWICZ: Czy krytyk jest potrzebny? „Twórczość” 1996 nr 11.
D. DĄBROWSKA: Wolny rynek marzeń. „Pogranicza” 1996 nr 4 [dot. m.in. Z. Majchrowskiego].
S. GĘBALA: Gombrowicz rzucający cień wieszcza. „Twórczość” 1998 nr 4.
W. OWCZARSKI: „Gombrowicz rzucający cień wieszcza”. „Twórczość” 1998 nr 8.

Cela Konrada
J. KISIELIŃSKI: Paradoksy „Dziadów”. „Nowe Książ.” 1998 nr 12.
A. UBERTOWSKA: Wariacje Mickiewiczowskie. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 258.
E. BANIEWICZ: Sceniczna lektura „Dziadów”. „Twórczość” 1999 nr 3.
M. DALMAN: Dzieło w ruchu. „Więź” 1999 nr 12.
D. JAGŁA: „...jedyne moje dzieło warte czytania”. „Odra” 1999 nr 4.
J. MAJCHEREK: Zaproszenie do celi. „Teatr” 1999 nr 3.
D. SIWICKA: Powroty do celi Konrada. „Dialog” 1999 nr 4.
R. WĘGRZYNIAK: W niewoli romantycznego paradygmatu. „Didaskalia” 1999 nr 30.
B. KUCZERA- CHACHULSKA: Na marginesie „Celi Konrada”. „Teksty Drugie” 2000 nr 5.
M. DYBIZBAŃSKI: Pars pro toto. „Pro Arte” 2001 nr 14/15.
R. KLIMKO. „Pam. Lit.” 2003 z. 1.
Zob. też Wywiady.

Różewicz
J. DRZEWUCKI: Urodzony w niedzielę. „Twórczość” 2002 nr 10.
[T. FIAŁKOWSKI] Lektor. „Tyg. Powsz.” 2002 nr 26.
S. GĘBALA: Różewicz w pejzażach i we wnętrzach. „Odra” 2002 nr 6.
M. KISIEL: Biografia rozrzucona. „Śląsk” 2002 nr 4.
J. KOPCIŃSKI: Re-konstrukcja (z życzeniami). „Dialog” 2002 nr 11 [dot. też: Z. Herbert: Dramaty].
J. KORKOZOWICZ. „Głos Naucz.” 2002 nr 16.
J.R. KRZYŻANOWSKI: Jak rozumieć Różewicza? „Nowy Dz.” Nowy Jork 2002 nr z 14 VI dod. „Prz. Pol.”.
P. ŁUSZCZYKIEWICZ: Świadek koronny. „Nowe Książ.” 2002 nr 6.
M. MIKOS: Czwarty system i cacuszka. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 55.
T. SKUTNIK: Odsłona Różewicza. „Dz. Bałt.” 2002 nr 120 [dot. też biografii Z. Majchrowskiego].
A. ŻEBROWSKA. „Gaz. Wybor.” 2002 nr 3 dod. „Mag. z Książkami”.

Mickiewicz i wiek dwudziesty
J. ŁUKASIEWICZ: Mocne szczeble drabiny. „Odra” 2006 nr 12.
M. SIKORA: Trumny i traumy, czyli uwagi na marginesie zbioru esejów Zbigniewa Majchrowskiego. „Studium” 2007 nr 2.
R. WĘGRZYNIAK. „Nowe Książ.” 2007 nr 1.</document>
<document nplp_id="3690" title="Karol MALISZEWSKI" slug="karol-maliszewski">ur. 1960

Krytyk literacki, historyk literatury, poeta, prozaik, tłumacz
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 27 lipca 1960 w Nowej Rudzie na Dolnym Śląsku; syn Franciszka Maliszewskiego, krawca, i Stanisławy Maliszewskiej z domu Pieróg, krawcowej. W 1975 rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Nowej Rudzie. Jako poeta debiutował w 1978 wierszem pt. Piosnka jej, opublikowanym w miesięczniku „Radar” (nr 12); w piśmie tym zamieszczał następnie wiersze, prozę i recenzje (do 1987, z przerwami). W 1978 debiutował też jako krytyk literacki notą pt. Poezja walcząca. Nie tak o Białoszewskim, zamieszczoną w rubryce Listy do „Kameny” w tygodniku „Kamena” (nr 18). Po zdaniu matury w 1979 studiował przez krótki czas filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.). W 1980 pracował jako pomocnik betoniarza na budowie w Warszawie, a potem pracownik sezonowy w gospodarstwie rolnym w Sudetach. W 1981 podjął studia filozoficzne na UWr.; w 1987 uzyskał magisterium. Wiersze publikował wówczas m.in. w miesięczniku „Odra” (1984, 1986). W 1986-88 był wielokrotnie laureatem konkursów poetyckich, m.in. w 1986 otrzymał nagrodę w konkursie „Nadchodzące pokolenie”, w 1987 wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. J. Śpiewaka, nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. J. Przybosia „Patra `87” oraz w 1988 nagrodę Czerwonej Róży w Ogólnopolskim Turnieju Poezji społecznie zaangażowanej, ogłoszonym m.in. przez Klub Studentów Wybrzeża „Żak”. Od 1987 pracował w szkolnictwie; początkowo był wychowawcą w świetlicy przy Szkole Podstawowej w Bożkowie; od 1989 uczył języka polskiego w Nowej Rudzie: najpierw w Szkole Podstawowej nr 7, a następnie w Szkole Podstawowej nr 3 (tu także uczył historii). Był współpracownikiem „Trybuny Wałbrzyskiej” (1989-92; tu w 1989 liczne wiersze), członkiem zespołu redakcyjnego „Gazety Noworudzkiej” (1990-92), na łamach której zamieszczał też felietony, publikował też w „Dzienniku Dolnośląskim” (1992-93). Brał czynny udział w życiu literackim i kulturalnym. W 1990 był jednym z założycieli Klubu Młodych Literatów Ogma, (później Noworudzki Klub Literacki Ogma) oraz aktywnie działał w podobnych klubach na terenie Kłodzka i Wałbrzycha. Rozpoczął współpracę z Miejską Biblioteką Publiczną w Nowej Rudzie, organizując i prowadząc Noworudzkie Spotkania z Poezją (także redaktor ukazujących się w serii Spotkań tomów: IV-XI, XIV- XX, XXIV- XXVII) oraz Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Laur Kosmicznego Koperka”. Wchodził w skład jury ogólnopolskich konkursów literackich. W 1993 został członkiem SPP; był członkiem Zarządu Głównego, a w Oddziale Wrocławskim Stowarzyszenia działał jako przewodniczący Komisji Wydawniczej. Odbył podyplomowe studia polonistyczne na Uniwersytecie Opolskim (1993-95). Rozwijał twórczość literacką i krytycznoliteracką, publikując liczne recenzje, artykuły, wiersze i opowiadania (też we fragmentach) m.in. na łamach pism: „Odra” (od 1993; tu m.in.: w 1996, 1998-99, 2002-03 cykl recenzji pt. „W oficynie”, a od 2004 cykl recenzji i rozmów z debiutantami pt. „Pocztówki literackie”), „Warsztaty Polonistyczne” (1993-94, 1997), „Borussia” (1994-95, 1997, 1999-2000, 2004), „Nowy Nurt” (1994-96; także członek zespołu redakcyjnego), „Przegląd Artystyczno-Literacki” (później „PAL Przegląd Artystyczno-Literacki”; 1994, 1997-99) „Topos” (1994-2004, 2007, 2012, 2014, 2016; także członek zespołu redakcyjnego; tu m.in. tłumaczenia wierszy z języka czeskiego), „Twórczość” (1994-99, 2003, 2007-16), „FA-art” (1995-99, 2004, 2007; także członek zespołu redakcyjnego), „Fraza” (1995-96, 1999-2000, 2002, 2011-13, 2015-17; tu m.in. tłumaczenia wierszy z języka czeskiego), „Kresy” (1995-99, z przerwami, 2002-04), „Pracownia” (1995-2003; tu m.in. w 1996-97 cykl recenzji pt. „Listy z Nowej Rudy”), „Sycyna” (1995-97), „Opcje” (1996-2007), „Pomosty” (1996-2007; także członek zespołu redakcyjnego; 2013-14, 2016), „Studium” (1996-2007), „Arkusz” (1998-2003), „Czas Kultury” (1998-2007), „Res Publica Nowa” (2000-03), „Pro Libris” (2001-03), „Tygodnik Powszechny” (od 2002), „ARTyleria” (2002), „Nowa Okolica Poetów” (2003-07, z przerwami), „Akcent” (2011-14; tu m.in. tłumaczenia wierszy z języka czeskiego), „Arterie” (2011, 2014-15), „Bliza” (2014-15; tu m.in. tłumaczenia wierszy z języka czeskiego), „Dyskurs” (2014-16), „Nowa Dekada Krakowska” (2014-17), „Wyspa” (od 2014) . Był jurorem w programie Telewizji Polskiej (TVP) Dolina Kreatywna, zajmującym się promocją młodych talentów. Za twórczość poetycką i krytycznoliteracką otrzymał nagrodę im. M. Jodłowskiego (1994), im. B. Sadowskiej (1998), im. R. Milczewskiego-Bruna (1999) oraz nagrodę im. J. Wittiga (2001). W 2000 został wykładowcą polskiej literatury współczesnej w Kolegium Karkonoskim (obecnie Karkonoska Państwowa Szkoła Wyższa, Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych) w Jeleniej Górze, a w 2001 zaczął prowadzić warsztaty na Studium Literacko-Artystycznym przy Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2003 uzyskał doktorat nauk humanistycznych na UWr. na podstawie rozprawy pt. Na tropach nowej świadomości poetyckiej. O poezji pokolenia „brulionu” i następców (promotor prof. Jacek Łukasiewicz). Szkice, recenzje, felietony i noty zamieszczał także w internetowych pismach literackich „Tin.pl”, „Red.pl”, „artPapier.com” oraz na portalach: literackie.pl, poezja-poezja.pl, biuroliterackie.pl. W 2004-08 wchodził w skład Jury Finału Konkursu Poetyckiego na najlepszy książkowy debiut roku. W 2005-07 wykładał filozofię w Polsko-Czeskiej Wyższej Szkole Biznesu i Sportu Collegium Glacense w Nowej Rudzie. Był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewody Wałbrzyskiego i Marszałka Sejmiku Województwa Dolnośląskiego (2008). W 2008 podjął pracę jako adiunkt w Zakładzie Piśmiennictwa i Filmu (później w Zakładzie Form Literackich i Dokumentalnych) Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. Był stałym recenzentem literackim programu Rewolwer Kulturalny, emitowanego w 2010-14 przez oddział regionalny TVP Wrocław. Otrzymał Nagrodę Emocja 2015 w kategorii literatura, przyznaną w 2016 przez redakcję Radia Wrocław Kultura. W 2016 został członkiem jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius.

W 1981 zawarł związek małżeński z Apolonią Piórkowską, bibliotekarką (rozwód 2008); ma troje dzieci: Magdalenę (ur. 1982), Milenę (ur. 1984) i Kornela (ur. 1988). Mieszka w Nowej Rudzie na Dolnym Śląsku.
TWÓRCZOŚĆ
1. Ósmy arkusz. Debiuty poetyckie. [Wiersze; autorzy:] A. Poprawa, K. Maliszewski. Wr. 1984, [16] s.
Wyd. jako wkładka do pisma „Odra” 1984 nr 12.
2. Dom i mrok. [Wiersze]. Wr.: Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe. OTO [Ośrodek T. Otwartego] „Kalambur” 1985 [właśc. 1986], 19 s.
3. Wiersz wolny. [Wiersze]. Grafika: M. Haccuria. Kłodzko: KKL [Kłodzki Klub Lit.] 1987, 22 s. Witryna Artystów.
4. Miasteczko – prośba o przestrzeń. [Wiersze]. Posł.: A. Mackiewicz. Nowa Ruda: Noworudzkie Tow. 1988, 30 s.
5. Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce. [Wiersze]. Nowa Ruda: Logo 1991, 31 s.
6. Młody poeta pyta o-. [Wiersze]. Wr.: Okis 1994, 57 s. Bibl. Wrocławskiego Oddz. SPP, ser. 2, 2.
7. Rocznik sześćdziesiąty grzebie w papierach. Wiersze z przełomu i nowe. Red. i wybór wierszy: K. Karasek.Wwa: Przedświt 1996, 90 s.
Cykle: U nas poezji nie prowadzą; Nawet tu, w wojsku; Nie inaczej; Magiczna noc; Wojnowice.
8. Schronisko dla bezdomnych poetów. Teatr Młodego Widza przedstawia. [Utwór dramatyczny]. Tarnów: Tarnowska Ofic. Wydawn. Tarnowskiej Ag. Rozwoju Regionalnego 1996, 27 s.
9. Dziennik pozorny. Posł.: P.W. Lorkowski. Sopot: [Ag. Reklamowa] „Abakart” 1997, 63 s.
Pamiętnik z 1994-96.
10. Próby życia. [Opowiadania]. Kr.: Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ; Zielona Sowa 1998, 69 s.
Zawartość: Strych; „Próby życia”; Droga; „Próby życia”; Listy; „Próby życia”; Dom; „Próby życia”; Brulion; „Próby życia”; Miasto.
11. Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy. Szkice o nowej poezji. Bydg.: Inst. Wydawn. Świadectwo 1999, 174 s.
Nominacja do Paszportu „Polityki” w 2000.
Zawartość: Chwila nad wierszem i metoda wnikania; Podróż zimowa przez ziemię ognistą [dot.: A. Zagajewski: Ziemia ognista; S. Barańczak: Podróż zimowa]; Co to znaczy dzisiaj być polskim pisarzem? [dot. B. Zadura: Cisza]; Znaczyć ponad znaczenie [dot. Z. Macheja]; Precyzja chaosu [dot. A. Sosnowskiego]; Rozstrojenie wspólnego języka [dot.: K. Biculewicz: Mrówka muzyczna]; Zarysy zmartwychwstałej nadziei [dot.: K. Brakoniecki: Jednia]; Acentryczny labirynt [dot. twórczości poetów związanych z czasopismem „Brulion”]; Rytuały egzystencji, rytuały języka [dot. poezji M. Świetlickiego]; Siedem płci wiersza [dot.: M. Świetlicki: Schizma]; Niepoczytalne notatki od nieufności do afirmacji [dot. J. Podsiadły]; Z ogródeczka zwykłych spraw [dot.: J. Podsiadło: Języki ognia]; Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy; Wiersze „pokalane roztargnieniem” [dot.: A. Stasiuk: Wiersze miłosne i nie]; Życie cuchnie jak grafomański wiersz [dot.: K. Śliwka: Rajska rzeźnia i inne wiersze]; „Ani nie jebnie piorun” [dot.: R. Adamczak: Wiersze sześciu obrotów]; Dobry wieczór, nazywam się Biedrzycki [dot.: M. Biedrzycki: [Wiersze]; OO]; Na zawsze nieskończenie przejrzyści [dot.: Z. Chojnowski: Śniardwy]; Poręcznie wyimaginowane światy [dot.: E. Tkaczyszyn-Dycki: Młodzieniec o wzorowych obyczajach]; Ma oko, trochę czytał i jest cwany [dot.: D. Foks: Wiersze o fryzjerach]; Nowa ironia, inna bezpośredniość [dot.: M. Grzebalski: Negatyw]; „Optyk to cwel”, czyli koniec etosu [dot.: K. Jaworski: Kameraden]; Filozofia i fizjologia [dot.: D. Sośnicki: Marlewo]; „Z kołatką w ustach”, czyli o’harysta podszyty Peiperem [dot.: Sz. Kantorski: Solo]; Krytyczna schizofrenia; Casus Koehler [dot.: K. Koehler: Nieudana pielgrzymka]; Wszystko jest na zewnątrz: co mam zrobić ze sobą? [dot.: M. Niemiec: Kwiaty akacji]; Prawie do końca mógłbym opisać [dot.: A. Niewiadomski: Niebylec]; Odpowiedzialność, bezpretensjonalność, Melecki [dot.: M. Melecki: Te sprawy]; Trzy wiersze ponowoczesne [dot.: M. Melecki: Atak; D. Sośnicki: Gorączka; M. Grzebalski: Errata]; W atmosferze drwiny z dotychczasowych układów [analiza wierszy: D. Foks: Wodowanie; T. Majeran: Korespondencyjny kurs epistolografii]; Dwa słowa [posł.].
12. Rok w drodze. [Wiersze]. Wałbrzych: Ruta 2000, 47 s.
Przekł.: czes.: Rok na cestě. [Przeł.] J. Červenka. Zblov 2006.
13. Faramucha. [Opowiadanie]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2001, 73 s.
Nominacja do Paszportu „Polityki” w 2002.
14. Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 2001, 310 s.
Zawartość: Cz.1: „bruLion” po latach; Konsekracja rytuału: „bruLion” po latach: Konsekracja rytuału; I tak dalej mniej więcej w tym stylu [dot. M. Świetlickiego]; Cokolwiek jest snuje swą opowieść [dot. J. Podsiadły]; Martwa natura [dot. K. Jaworskiego]; Zużyte medium; Pokolenie wilków stepowych? [dot. W. Wilczyka]; Duchowi świętemu nie robi się zdjęć [dot.: M. Baran: Zabiegi miłosne]; Co jest na krańcu długiego pola? [dot. K. Koehlera]. – Cz. 2: „Nowy Nurt” – wędzidło ponowoczesności: Konwulsje i wzloty: rytualizm a ponowoczesność; [M.] Biedrzycki. Metrum opiewania; [W.] Bonowicz. Bez wychodzenia poza ten świat; [D.] Bugalski. Nasza śmierć rośnie; [D.] Foks. Dziwny jest ten wiersz; [M.] Grzebalski. Graffiti metafory; [J.] Klejnocki. W okruchach; [D.] Łukaszewski. Jak się wyrazić?; [Z.] Machej. Legenda formy; [T.] Majeran. Koniec epoki; [P.] Marcinkiewicz. W stronę metafizycznego zachwytu; [M.] Melecki. Niebezpiecznie blisko rozpaczy; [P.] Pawlak. Ta rana szczęśliwa; [T.] Pióro. Podmiot suwerenny za dychę; [E.] Sonnenberg. Bluźnierstwa feministki; [A.] Sosnowski. Dalsze zabawy; [D.] Sośnicki. Komplikowanie zasłoniętego; [D.] Suska. Gdzie jesteś epifanio?; [K.] Śliwka. Idiotyczne zajęcia; [W.] Wencel. Nawoływanie do; [A.] Wiedemann. Sympatyczne fragmenty... – Cz. 3: Zwierzę na J. „Jutro jest pewne, my nie”: Następcy i następstwa [dot. R. Honeta, J. Winiarskiego, M. Wieczorka]; Halucynacje [R.] Honeta; Mam osiemnaście lat – wydaję książkę [dot. K. Siwczyka]; Elegia na śmierć realnego [dot.: R. Kobierski: Rzeź niewiniątek]; Wyższy rodzaj pewności [dot.: R. Rżany: Wtedy nic jeszcze]; Z życiowych problemów nieżyciowych facetów; Powiększa się. Tam. To [dot.: W. Kuczok: Opowieści samowite]; Przysłany po siebie [dot. B. Majzla]; A już myślałem, że nastąpi przełom [dot.: T. Hrynacz: „zwrot – bliskość”]; Fantastyczna powieść. Strony przewracają się same [dot.: T. Różycki: Vaterland]; Wiersze a reszta świata (poezja copywriterów?) [dot. poezji M. Hamkały]; Pierwsze spotkanie z Fil Zawa [dot.: F. Zawada: System jedynkowy]; Wiersze z kluczem u szyi [dot. M. Podgórnik]; Nadawanie kształtu [dot.: A. Kremza: Bloki]; Jeżeli język sięga aż tutaj [dot.: B. Muszyński: Języki obce]; Jedynie po nic [dot.: J. Stefko: Czuła jest śmierć...]. – Posłowie: Czytanie na wyspie [dot.: D. Pawelec: Debiuty i powroty]; Akty nowej aksjologizacji [dot.: M. Kisiel: Świadectwo, znaki]; Zawsze Różewicz; Świat nie przedstawiony 2; Po-słowie?
15. Breslau. Augenblicke einer Stadt = Wrocław. Miasto uchwycone w czasie. [Katalog wystawy]. Fot.: M. Marx. Tekst: R. Schieb, K. Maliszewski. [Przeł.:] T. Schulz, R. Schmidgall. Potsdam: Deutsches Kulturform Östliches Europa 2003, 134 s.
Tekst w jęz. niem. i pol.
16. Inwazja i inne wiersze. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2004, 42 s.
17. Nowa poezja polska 1989-1999. Rozważania i uwagi. Wr.: Atut 2005, 137 s.
Zmieniona wersja I cz. pracy doktorskiej pt. „Na tropach nowej świadomości poetyckiej. O poezji pokolenia «bruLionu» i następców”.
18. Rozproszone głosy. Notatki krytyka. Wwa: Prószyński i S-ka 2006, 359 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike 2007.
Zawartość: 1. Retoryczność, liryczność, egzystencja: Płacz dziecka w ciemnym pokoju [dot. poezji E. Laine’a]; „Zachwycić i wzruszyć” [dot.: A. Janko: Świetlisty cudzoziemiec]; „Po ciężkiej walce z ogniem obłędu” [dot.: P. Cielesz: Obok]; „Jakby nie było nic prócz teraz” [dot. W. Czerniawskiego]; Dlaczego Rymkiewicz [dot.: J.M. Rymkiewicz: Cicho ciszej]; Słodycz bezprzedmiotowej miłości [dot.: K. Kuczkowski: Widok z dachu]; Retoryczność, liryczność, egzystencja [dot.: K. Brakoniecki: Moralia]; Przygoda zaangażowanej awangardy [dot. M. Grześczaka]; Nagły błysk porozumienia [dot.: J. Kronhold: Wiek brązu]; Opowieści starszych braci [dot.: A. Pawlak: Akt personalny]; Między snem a jawą [dot.: B. Keff: Nie jest gotowy]; Grepsy żywych, mowa umarłych [dot.: J. Mikołajewski: Którzy mnie mają]; Wiatr z drugiej strony [dot.: K. Nowosielski: Ziarno i wiatr]; Serdeczna abstrakcja [dot.: M. Baranowska: Powrót]; Lekcja Šalamuna [dot.: T. Šalamun: Czytać: kochać – wybór wierszy; Poker]; Rzeczy do wypowiedzenia [dot.: K. Miłobędzka: Po krzyku]. – 2. Opium dla elity: Krajobraz po bitwie; Piosenki o kończonej czterdziestce [dot.: M. Świetlicki: Czynny do odwołania]; „Czasem nie można pogodzić” [dot.: W. Bonowicz: Wiersze ludowe]; Rozkład realiów; ręce w kieszeniach [dot.: T. Pióro: Wola i Ochota]; Wielokrotne symetrie [dot.: D. Sośnicki: Symetria]; Życiorys świadka skłóconych epok [dot.: K. Śliwka: Gambit; Rzymska czwórka]; „Do kogo ty mówisz kiedy piszesz” [dot.: J. Jarniewicz: Niepoznaki]; „Przejęzyczanie na nasze” [dot.: G. Tomicki: Zajęcia]; Dotykanie tajemnicy [dot.: M. Grzebalski: Drugie dotknięcie]; Wszystko i więcej [dot.: P. Kępiński: Wszystko to więcej]; „Szaleństwo świata musi biec” [dot.: T. Hrynacz: Rebelia]; „Dochować wierności rozumowi” [dot.: C. Domarus: Mózg story]; „Nie śmierć, ale jej przezwyciężenie” [dot.: D. Suska: Wszyscy nasi drodzy zakopani]; „Mieszka w Mikołowie” [dot.: M. Melecki: Przypadki i odmiany]; Poemat, jego obce języki [dot.: B. Zadura: Poematy]; W poszukiwaniu ebonitowej laski [dot.: A. Niewiadomski: Kruszywo]; Odyseusz i Kalipso [dot.: A. Wiedemann: Kalipso]; Przemijanie. Instrukcja obsługi [dot.: M. Baran: Gnijąca wisienka]; „Rzewne jaja” [dot.: M. Świetlicki: Nieczynny]; Opium dla elity [dot.: T. Różycki: Świat i Antyświat]. – 3. Głód jakości: Głód jakości; W Krakowie i okolicach; Poza internetowym gettem; Jak wolny ptak pod „niebem literatury” [dot.: D. Kiełczewski: Jeśli jest jakieś niebo]; Dobry odbiór, zły odbiór [dot.: K. Siwczyk: Dane dni]; Głosy z „bezbrzeżnej podróży” [dot.: R. Honet: Serce]; Mięso, tragedia, śmierć autora [dot.: G. Olszański: Sztuka mięsa]; Pierwsze zgrzyty w raju [dot.: M. Podgórnik: Paradiso]; „Bieg zjazdowy, bieg wściekły” [dot.: B. Majzel: Bieg zjazdowy]; Śląskie rekolekcje [dot.: A. Pluszka: Z prawa z lewa]; „Dziewczyna z ostrym profilem” [dot.: K. Nowakowska: Zrosty]; „Piszę wiersze, więc jestem?” [dot.: P. Lekszycki: Wiersze przygodowe i dokumentalne]; Z przygód debiutującej kobiecości [dot.: K.E. Zdanowicz: Jak umierają małe dziewczynki?]; „dla Innych na Nasz język” [dot.: W. Brzoska: Niebo nad Sosnowcem]; Gierki pozorne [dot.: J. Jakubowski: Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców]; „Czujcie się sparodiowani” [dot.: A. Pluszka: Zwroty]; Z „niczym” do „wszystkiego” [dot.: T. Dąbrowski: Mazurek]; Studium pisania poezji [dot.: T. Melanowski: Wycieczki krajoznawcze]; „Nikt z przydomkiem Jurodiwyj” [dot.: R. Wiśniewski: Nikt z przydomkiem]; „Napięty do granic możliwości języka” [dot.: T. Gerszberg: Ciechozimek]; Od świecidełka do świecidła [dot.: J. Dehnel: Wyprawa na południe]. – 4. Co dla mnie jest najważniejsze: [Co dla mnie jest]; Świętość i schizofrenia [dot.: R. Rybicki: Epifanie i katatonie]; [Zawsze chciałem napisać]; Śmierć i nieśmiałość [dot.: M.K.E. Baczewski: Antologia wierszy nieśmiałych]; [Notatki krytyka]; Kamp i akwarium [dot.: E. Pasewicz: Dolna Wilda]; [Ostatnio w Krakowie]; Kabaret i transcendencja [dot.: R. Chłopek: Legendy schodzą z pomników]; [Przepraszam, nie dojechałem].
19. Zdania na wypadek. Wiersze wybrane. Brzeg: Stow. Żywych Poetów 2007, 85 s. Seria Poetycka „Oficyna SŻP”, 2.
20. Po debiucie. Dziennik krytyka. [Szkice]. Wr.: Biuro Lit. 2008, 187 s. Szkice, 4.
Zawartość: To wszystko przez debiut; Pokolenie obeszło go bokiem; Między debiutem przedwczesnym a spóźnionym; Z którym „nie” jest ci do twarzy; A może egzotyka awangardy?; Tak więc poecie potrzebne echo; O zabijaniu miłości do przekazu; Jeszcze o morderczyni wrażliwości; Śliski temat; Pytasz co sądzę; Jak te ćmy do rozpalonej żarówki; Mówiliśmy o [A.] Sosnowskim i padło na ... [K.] Śliwkę; Czy była tam poezja?; A co ja Jan Błoński jestem?; O gotowaniu kapusty; Czapajew wreszcie wypłynął; O tym, że wielu kolegów odpadło po drodze; Ta historia zaczyna mnie obchodzić; Silne męskie uda kobiety kucającej w jeziorze [dot. m.in. M. Grzebalskiego]; Dżinsy z Tanatosa; Poeta już nie musi na Judahu skale; I tak, i tak otwiera się przepaść; Mamy tu miłość, egzystencję, żarty słowne; Z planety opuszczonej przez najwyższe instancje; Maski zimnej suki; Świat bez Herberta; Pisać lirycznie to jakby za karę; Upiór zadręczający siebie i świat; Zachowanie się ciał, skłonność języka; [E.] Tkaczyszyn, [W.] Bonowicz; Chłopczyk od Koheleta [dot. m.in.: T. Dąbrowski: Te Deum]; List w sprawie wypluwania nasienia [dot.: E. Pasewicz: Th]; Hip-hop [T.] Šalamun; O nowym królestwie debiutu.
21. Sajgon. [Powieść]. Wr.: Biuro Lit. 2009, 158 s. Proza – Biuro Lit., 6.
22. Pociąg do literatury. Szkicownik literacki z Dolnego Śląska. Wr.: Ofic. Wydawn. – Wrocławskie Wydawn. Oświatowe Atut 2010, 185 s.
Zawartość: [I]. Stąd i stamtąd. Proza w poszukiwaniu miejsca: Stąd i stamtąd. Proza w poszukiwaniu miejsca; Dolnośląskie „zagłębie literackie”; Święta Księga Sudetów [dot.: O. Tokarczuk: Dom dzienny, dom nocny]; Bębnienie na pobudkę [dot.: O. Tokarczuk: Gra na wielu bębęnkach]; Wszystko, co ostatnie [dot.: O. Tokarczuk: Ostatnie historie]; Polityka podszyta mitem [dot.: U.M. Benka: Psychomitopolityka]; Sceny miłosne z Dolnego Śląska [dot.: T. Tryzna: Idź, kochaj]; Historyjki obrazkowe i inne [dot.: M. Witkowski: Copyright]; Pokój i nieśmiertelność [dot. A. Matuszkiewicza]; „Z Trzeciej Rzeczypospolitej do Trzeciej Rzeszy” [dot. H. Waniek: Finis Silesiae]; Utracona cześć literatury polskiej [dot.: M. Witkowski: Lubiewo]; Stąd i stamtąd. Dobrzaniecki w poszukiwaniu miejsca [dot.: H. Dobrzaniecki: Stacja Bielawa Zachodznia]; Lustrator spod Świdnicy [dot.: M. Sośnicki: Astrachowka]; W fabryce umierania [dot.: H. Klimko-Dobrzaniecki: Dom Róży; Krýsuvík]; Stawiam na Jacka Bieruta [dot. J. Bierut: Spojenia]. – [II]. W cieniu Różewicza. Dolnośląski archipelag poetycki: Liryka we Wrocławiu, Wrocław w liryce (1980-2000); W swojej dziedzinie otwartej na kosmos [dot.: M. Jachimowicz: W blasku istnienia]; Odyseja Poety: Marian Jachimowicz [dot. Jaskółki jutra]; Wyczółkowska: zbliżyć najuważniej [dot.: I. Wyczółkowska: Gwar utajony]; Uwaga, miłe panie, debiutant z Niemczy [dot.: M. Wrzesiński: Uwaga miłe panie]; Zdzisław Władysław Żurek. Pożegnanie; Poetycka Legnica. Na przykład Tomicki [dot.: G. Tomicki: Miasta aniołów; Zajęcia]; Z przygód młodości (1) [dot. debiutu K. Śliwki]; Poeci uratowali Kłodzko!; Z przygód młodości (2) [dot.: K. Śliwka: Dżajfa &amp;amp; Gibana]; Ubocze albo odsunięci poeci [dot.: J. Wojciechowski: Kruchy rozejm; Z. Krukowski: Kosztowna esencja]; „Szmaragdowe skrzydła” Strugały [dot.: W.I. Strugała: Rozmontowany pociąg]; W połowie drogi [dot.: M. Frostowicz: Wolna miłość]; Robigus demon rdzy [dot.: T. Różewicz: Nożyk profesora]; „Ty masz prawdę! [dot.: T. Różewicz: Cóż z tego że we śnie]”; Znikopisanie [dot.: U. Kozioł: Supliki]; „Szaleństwo świata musi biec” [dot.: T. Hrynacz: Rebelia; poz. 18]; Czas poezji, poezja Czasu [dot.: J. Styczeń: Melancholia symboli]; „Pochłanianie bytu i bycia…”. Z Bogusławem Kiercem rozmowa w drodze; Wchodzenie ze światłem [dot.: B. Kierc: Plankton]; Sens, papier i pióro [dot.: J. Łukaszewicz: Deszczyk i inne wiersze]; „Mistrzyni w robieniu przydymionego oka” [dot.: A. Wolny-Hamkało: Spamy miłosne]; Pociąg do literatury.
23. Potrawy pośmiertne. [Wiersze]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2010, 38 s. Bibl. Poezji Współcz., t. 22.
24. Manekiny. [Powieść]. Wwa: Prószyński Media 2012, 198 s.
25. Ody odbite. [Wiersze]. Wr.: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza 2012, 67 s.
Zawiera cykle: Ody odbite; Wiersze pisane; Mój brat, Hiob.
26. Przemyśl – Szczecin. [Powieść]. Wr.: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji [im. Tymoteusza Karpowicza] 2013, 126 s.
Nominacja do Nagrody Śląski Wawrzyn Lit.
27. Wolność czytania. Teksty z przypisami i bez. Mikołów: Inst. Mikołowski 2014, 319 s. Bibl. Arkadii, 116.
Zawartość: Czytanie obok: Czytanie obok. Mikrozapiski; „Sublimując rzeczywistość w apokryf” [dot. m.in. J. Drzeżdżon: Piętno Smętka]; Z plemiennych ciekawostek; Translacje albo „wykuwanie języka” [dot.: J. Jarniewicz: Skądinąd]; O robieniu poezji z niczego [dot.: P. Sommer: Dni i noce]; Z notatek (1); „Ty masz prawdę!” [dot.: T. Różewicz: Cóż z tego że we śnie. (Utwory zebrane, Poezja. T. IV)]; Być poetą; Całkiem zwyczajna świętość [dot. wierszy J. Podsiadły]; „Pod własnym ciężarem”. O jednym tomiku Michała Fostowicza [dot.: Wolna miłość]; „Mówiąc milczeć”. Raptularz studencki [dot.: A. Matuszkiewicz: Opisanie małego świata]; Nowa poezja, stara bezimienność [dot.: J. Gutorow: Inne tempo]; „Psia fuga” po latach [dot. tomiku M. Jodłowskiego]; Z notatek (2); Bezczelność poezji [dot.: K. Jaworski: Drażniące przyjemności]; „Nie myśl, że jeśli miałeś w ręku tomik…”. O kilku wierszach Jana Riesenkampfa; W stronę „Światła” [dot.: D. Suska: Czysta ziemia]; Rewolucja i harmonia [dot.: J. Kornhauser: Widok na jezioro]; Czujność poetyckiej samotności [dot.: M. Grzebalski: Niepiosenki]; Znaczące zaznaczenia [dot.: W. Bonowicz: Polskie znaki]; Z notatek (3); „Wyjście z literackiego pokoju” [dot.: K. Brakoniecki: Obroty nieba]; Zmartwychwstania i sny [dot.: B. Zadura: Zmartwychwstanie ptaszka]; Poezja na rynku; Cielesność wyznająca [dot.: B. Kierc: Bazgroły dla składacza modeli latających]; Dla kogo jesteś, krytyku; Życio-czytanie [dot.: H. Bereza: Wypiski]; O „rozpiętości wyrazowej człowieka” [dot. twórczości A. Falkiewicza]; „Przed mową jest mowa obszerniejsza”. Poezja obok słów [dot. twórczości K. Miłobędzkiej]; Wobec umarłych, wobec siebie [dot.: I. Wyczółkowska: Bilet na wodolot]; Międzyśnienie i reszta [dot.: E. Lipińska: Rejestry]; Wędrowna przemienność [dot. wierszy U. Kozioł]; Podniecający trud [dot.: J. Dehnel: Języki obce]; Zapisy życia, dźwiękowe pocztówki [dot.: M. Woźniak: Biała skrzynka; Pocztówki dźwiękowe]; Czytanie obok (Gutorowa). Chwile krytyczne [dot.: J. Gutorow: X]. – Przesunięcie, przesilenie, powrót: Przesunięcie, przesilenie, powrót; „Człowiek versus universum” [dot.: J. Mansztajn: Wiedeński high life]; Fiat lux! [dot.: J. Bargielska: Dwa fiaty]; Świadectwo ukończenia Technikum Poezji [dot.: P. Witkowski: Preparaty]; Obserwacja, pamięć, obraz [dot. twórczości W. Grzegorzewskiej]; Mitologia „na styku wiosek” [dot.: K. Bieleń: Wiciokrzew przewiercień]; Z notatek (4); Gra w statki i dalsze znaczenia [dot.: J. Łukaszewicz: Trójmasztowiec]; My name is Noe [dot.: R. Wiśniewski: NeoNoe]; Poezja albo zmowa recenzentów; „Wróć do mnie w dzień sądu…” [dot. twórczości I. Kawczyńskiej]; Poezja i nuda. Pierwsze starcie [dot.: T. Balasiński: Zeitmuisk]; Wycieczki pod adresem [dot.: R. Gawin: Wycieczki osobiste]; Pieśń na wyjście. W stronę „realu” [dot.: K. Szeremeta: Nowy dokument tekstowy]; „Proszące o wiersz” [dot.: K. Dąbrowska: Białe krzesła]; Wierzyć wśród zwierząt [dot.: M. Partyka: Wierzyniec ]; Odsiecz; „Pożegnanie z Anną” i inne historie [dot.: W. Roszkowski: Dworzec św. Łazarza]; Z notatek (5); Przypadek Gali Jakubowskiej-Fijałkowskiej; Seans i sens [dot.: R. Baron: Film]; Puste miejsce po. Powrót do wierszy Jacka Bieruta; „Idą poeci nowsi” [dot.: K. Kwidziński: Conan i Coco]; Nadjeżdża nadzieja, nadchodzi [dot.: Sz. Słomczyński: Nadjeżdża]; Czy fantom istnieje? [dot.: M. Gałkowska: Fantom]; Czuć pulsowanie [dot. M. Sobol: Pulsary]; [R.] Honet i inni. „Roczniki 70-te” w dwudziestą rocznicę literackiego zaistnienia; Z notatek (6). – Chwila nad wierszem: Antynomie i rozdarcie [dot. wiersza K. Iłłakowiczówny „Bóg jest wszędzie”]; Z pasją i wiarą [dot. wiersza „Szewczyk” B. Leśmiana]; Obmyślanie świata [dot. wiersza „Obmyślam świat” W. Szymborskiej]; Spektakle miłości; Czytanie wiersza, czytanie człowieka [dot. wiersza „Oda do obłoku” M. Brody]; „składam ci elegię, hołd tyci, daremny” [dot. wiersza „Na śmierć Michała Fostowicza” J. Podsiadły]. – Aneks: Nie czytam wszystkiego. Z Karolem Maliszewskim rozmawia B.P. Klary.
28. Jeszcze inna historia. [Wiersze]. Posł.: G. Strumyk, J. Bierut. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury 2015, 199 s. Bibl. Poezji Współcz., 100.
29. Na obou stranách. [Wiersze i przekłady; autorzy:] J. Červenká, K. Maliszewski. [Przeł. na jęz. pol.:] K. Maliszewski. [Przeł. na jęz. czes.:] J. Červenká. Česká Skalice: Opus 2015, 128 s.
Tekst w jęz. pol. i czes.
30. Ludzie stąd. [Opowiadania]. Kr.: Eperons-Ostrogi 2017, 166 s.
31. Małe zawsze. [Wiersze]. Łódź : Dom Literatury; SPP. Oddział 2017, 70 s. Białe Kruki Czarne Owce, 9.
32. Przypadki Pantareja. Wiersze dla małych i dużych. Il. K. Banach. Wr.: Warstwy 2017, 36 s. Warstwy, Obraz, Dzieci.
W formie harmonijki.
Przekłady utworów K. Maliszewskiego w antologiach zagranicznych: bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Przeł.:] B. Dankov. Sofiâ 2006, – niem.: Es ist Zeit: wechsle die Kleider. [Wybór i oprac.:] P. Gehrisch, D. Kraus. Dresden 1998; Fährmann grenzenlos – Deutsche und Polen im heutigen Europa. [Oprac.:] B. Helbig-Mischewski, G. Matuszek. Hildesheim; Zürich 2008; Landschaften und Luftinseln. [Wyd.] A. Markiewicz. München 2000; Orpheus versammelt die Geister. [Oprac.:] P. Gehrisch, A. Helbig. Dresden [post 2005]; Das Reicht für eine Irrfahrt durch Polen. [Wybrał, przeł. i oprac.:] P. Gehrisch. Leipzig 2010, – serb.: Stâne pripravnosti. [Przedm., red. i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčić. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezije. [Przekł. i wstęp] B. Rajčić. Beograd 2013.
Przekład
1. Od Nysy. Antologie polsko-českého příhraničí = K Nise. Antologia polsko-czeskiego pogranicza. Oprac.: K. Maliszewski, V. Kopecká, A. Matuszkiewicz. [Przeł. na jęz. czes.:] J. Červenka. [Przeł. na jęz. pol.:] A. Matuszkiewicz, K. Maliszewski. Nowa Ruda: Usługi Poligraficzne Bogdan Kokot vel Kokociński; Wr.: Ośr. Kultury i Sztuki [2016], 120 s.
Tekst w jęz. pol. i czes.

Zob. też Twórczość poz. 29
Prace redakcyjne
1. Antologia poezji. Wstęp i wybór tekstów K. Maliszewski. Z. 3. Nowa Ruda: Logo; Noworudzki Klub Lit. „Ogma” 1991, 30 s.
2. Dzieciom światłości. Antologia poezji. Red.: K. Maliszewski, D. Magen. Nowa Ruda: Noworudzki Klub Lit. „Ogma” 1994, 31 s.
3. Pióro cię nie wypowie. Antologia poezji religijnej. IV Noworudzkie Spotkania z Poezją 28.05.1994. Red.: K. Maliszewski, D. Magen. Nowa Ruda: Fundacja Odnowy Ziemi Noworudzkiej 1994, 71 s.
4. Niech się dzieje wola słowa. Wiersze. Wybór nie zobowiązujący do niczego. V Noworudzkie Spotkania z Poezją 27-28.05.1995. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Fundacja Odnowy Ziemi Noworudzkiej; Miej. Bibl. Publiczna 1995, 59 s.
5. Jak przed podróżą. Wiersze z dnia na dzień. VI Noworudzkie Spotkania z Poezją 1.06.1996. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna 1996, 57 s.
6. Gdzie indziej. VII Noworudzkie Spotkanie z Poezją. Nowa Ruda 24.05.1997. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: „Ziemia Kłodzka” 1997, 54 s.
7. Imiona istnienia. Antologia młodej poezji dolnośląskiej. Wybór i oprac.: K. Maliszewski, M. Orski. Wr.: Okis 1997, 144 s. Bibl. Wroc. Oddz. SPP.
8. Równoległe światy. VIII Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda 30 maja 1998. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: „Ziemia Kłodzka” 1998, 68 s.
9. P. Heintsch: Sto wierszy. Wybór i posł. K. Maliszewski. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1999, 138 s.
10. Nie jedyne nie wszystko. IX Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda 29 maja 1999 r. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: „Ziemia Kłodzka” 1999, 72 s.
11. Złoty Jubileusz. 50 lat Miejskiej Biblioteki Publicznej w Nowej Rudzie. Oprac.: K. Maliszewski. Nowa Ruda: MBP [Miej. Bibl. Publiczna] 1999, 28 s.
12. Miejsce między nami. X Jubileuszowe Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda 3 czerwca 2000. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: MBP [Miej. Bibl. Publiczna] 2000, 64 s.
13. Patrzeć na siebie bez alfabetu. XI Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda 2 czerwca 2001. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: MBP [Miej. Bibl. Publiczna] 2001, 56 s.
14. Wyrwane z krwiobiegu. [Antologia]. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” [2002], 51 s.
15. A.M. Pokryszka: Każdego dnia. Wybór wierszy K. Maliszewski. Posł.: A. Matuszkiewicz. Nowa Ruda: Mamiko 2003, 43 s. Poezja Pol.
16. Wymówienia. Antologia. Studium Literacko-Artystyczne, Kraków 2001-2003. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Mamiko 2003, 163 s.
17. Nazwij to snem. XIV Noworudzkie Spotkania z Poezją. Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 29 maja 2004. Red. K. Maliszewski. Współpraca: D. Magen. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna; Wydawn. „Maria” 2004, 52 s.
18. Poezja mój oddech. XV Jubileuszowe Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 4 czerwca 2005. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2005, 66 s.
19. Cząstki języka. XVI Noworudzkie Spotkania z Poezją. Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 10 czerwca 2006. Red. K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna; Wydawn. „Maria” 2006, 43 s.
20. Daj głos, dołącz do reszty. XVII Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 2 czerwca 2007. Red.: K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2007, 60 s.
21. Wiersz wyszedł z domu. XVIII Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 7 czerwca 2008. Red. K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Wydawn. „Maria” 2008, 56 s.
22. Zaimki świata. XIX Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 14 marca 2009. Red. K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna; Noworudzki Klub Lit. Ogma 2009, 45 s.
23. Połów. Poetyckie debiuty 2010. Red.: R. Honet, K. Maliszewski. Wr.: Biuro Lit. 2010, 174 s.
24. Skądkolwiek, gdziekolwiek. XX Jubileuszowe Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 22 maja 2010. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna 2010, 60 s.
25. Luźne drwa. XXIV Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, maj 2014. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Wydawn. Maria 2014, 44 s.
26. Opisz to, zostań po sobie. XXV Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 9 lipca 2015. Red. K. Maliszewski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna 2015, 52 s.
27. Do podawania na zimno. XXVI Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 9 lipca 2016. Red. K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Usługi Poligraficzne Bogdan Kokot vel Kokociński [finansowanie: Miej. Bibl. Publiczna] 2016, 48 s.
28. Pisanie Nowej Rudy. Red.: K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Usługi Poligraficzne Bogdan Kokociński [2017], 31 s. il.
Antologia prozy z warsztatów lit., które odbyły się w ramach Festiwalu „Góry Literatury” w Nowej Rudzie 14-16 lipca 2016 r.
29. Rzeźbienie z ognia. XXVII Noworudzkie Spotkania z Poezją, Miejska Biblioteka Publiczna, Nowa Ruda, 30 czerwca 2017. Red.: K. Maliszewski. Współpraca: T. Leśniowski. Nowa Ruda: Miej. Bibl. Publiczna, Usługi Poligraficzne Bogdan Kokot vel Kokociński 2017, 38 s.

Zob. też Przekład poz. 1
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Autor o sobie: Moja prowincja. (W kilku notatkach). „Pro Libris” 2002 nr 1; Rzecz dla mnie, jako poety, najważniejsza? „Topos” 2002 nr 3.
Wywiady: Jestem za wielokulturowością. Rozm. J.M. Gruzla. „Arytmia” 1998 nr 2; Kiedy napiszesz tę recenzję. Rozm. D. Sośnicki. „Odra” 1998 nr 4; Dużo czytałem Wojaczka. Rozm. P. Kempa. „Rita Baum” 1999 nr 2; Owijam to wszystko jak ślimak muszlę. Rozm. K. Śliwka. „Studium” 1999/2000 nr 6/1; O egzystencji poezji i poetów. Rozm. W. Setlak. „Nowa Okolica Poetów” 2005 nr 3/4; Wiersz się mówi. Rozm. R. Wiśniewski. „Studium” 2005 nr 3; Wyrzuty sumienia to moja specjalność. Rozm. M. Grzebalski. „Czas Kult.” 2006 nr 2; Masowa terapia liryczna. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 98 dod. „Wrocław”; Nie jestem Panem Bogiem od debiutowania. Rozm. P. Witkowski. „Odra” 2011 nr 12; Uczyć się świeżego spojrzenia. Rozm. B.P. Klary. W tejże: Rozmowy z piórami. Cz. 2. Tor. 2014, przedr. pt. Nie czytam wszystkiego w: K. Maliszewski: Wolność czytania. Mikołów 2015; Nagrody to rodzaj społecznej gry. Rozm. B. Zdanowicz. Powst. 2016. Dostępny w Internecie [dostęp 25 maja 2016]. Zaczęło się skromnie. Rozmowa z Karolem Maliszewskim o literaturze w Nowej Rudzie. Rozm. R. Wiśniewski. „Odra” 2017 nr 1.

Ogólne
M. KISIEL: Mitologia pokolenia. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998 [dot. twórczości poetyckiej K. Maliszewskiego].
P.W. LORKOWSKI: Szkice do portretu potrójnego. Słowo na wieczór autorski Karola Maliszewskiego. (Sopot, 5 XII 1997). „Topos” 1998 nr 1/2.
M. ORSKI: „Graniczenie może być przygodą”. „Arkusz” 1998 nr 6.
I. STOKFISZEWSKI: Kiedy patrzę na ptaki umierające w locie. (Gdzie wiją sobie wróble trumny). „HA!art” 2001 nr 1.
R. CZOP: Stan serca. O sprawiedliwą krytykę. „Akant” 2004 nr 1.
M. OLSZEWSKI: Człowiek z widokiem na hałdę. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 7.
R. WIŚNIEWSKI: „Grunge process”. O krytycznym życiopisaniu Karola Maliszewskiego. „Odra” 2008 nr 7/8.
J. ORSKA: Oddam życie za pudełko zapałek. (Sprostowanie). „Polska. Metropolia Warsz.” 2010 nr 131 dod. „Dodatek Lit.” nr 5.
J. BIERUT: Iść na swój grób trzeba odważnie. W: Rozkład jazdy. Wr. 2012 .
D. KOZICKA: Krytyczne (nie)porządki. Kr. 2012, passim.
A. NOWACZEWSKI: Poeta, nauczyciel i kilku innych. O twórczości Karola Maliszewskiego. W tegoż: Konfesja i tradycja. Sopot 2013.
S. DŁUSKI: Personalista „ponowoczesny”. Glosa o krytyce literackiej Karola Maliszewskiego. W tegoż: Umarł Tyrteusz, niech żyje Orfeusz. Rzeszów 2014.
M. RABIZO-BIREK: Odkrywanie miejsc niemieckich w prozie Olgi Tokarczuk i Karola Maliszewskiego. W: Opcja niemiecka. Kr. 2014.
J. KLEJNOCKI: Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce. Kilka zdań o Karola Maliszewskiego projekcie nieinwazyjnej poezji obywatelskiej. W tegoż: Przez wiersze. Wwa 2016 oraz passim.

Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce
M. KROSKA. „Mag. Lit.” 1992 nr 2.

Młody poeta pyta o –
Z. ZANDER: O co pyta młody poeta? „Opcje” 1994 nr 2.
S. DŁUSKI: Kształt wiersza mieć w sobie. „Nowy Nurt” 1995 nr 3.
M. KOCHMAŃSKI: Czy poeta „robi nic”. „Fraza” 1995 nr 8.
P.W. LORKOWSKI: „Próbujesz nazwać migotanie świata”. „Topos” 1995 nr 5/6.

Rocznik sześćdziesiąty grzebie w papierach
M. CISŁO: Płynąć w górę rzeki. „Borussia” 1996 nr 13.
S. DŁUSKI: Motyle, sny, obrazy – czyli poetycki „Przedświt”. „Tytuł”, (Gdańsk) 1996 nr 3.
D. HECK: Program = samotność. „Warsztaty Polonist.” 1996 nr 4.
T. JESKE-CHOIŃSKI: Urodzony w 74 czyta Maliszewskiego. „Czas Kult.” 1996 nr 4.
M. KISIEL: Rocznik sześćdziesiąty, mój rocznik. „Śląsk” 1996 nr 7.
P.W. LORKOWSKI: „Bracie, nie inaczej”. „Studium” 1996 nr 4.
J. SZAKET: Komentarz żony. „FA-art” 1996 nr 4.
A. SZYMAŃSKA: Mistyczna kość. „Prz. Powsz.” 1996 nr 7/8.
J. KLEJNOCKI: Fragmenty w rozproszeniu. (Kilka myśli nad czytaną późno książką Karola Maliszewskiego). „Pracownia” 1997 nr 20.
P. MICHAŁOWSKI: Między wierszem a resztą świata. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 2.
Z. MASTERNAK: Wierszczba. „Tygiel Kult.” 2001 nr 10/12.

Dziennik pozorny
M. DERDA: Recenzja pozorna. „FA-art” 1997 nr 4.
M. KRĘPOWSKI: Łowienie w codzienności. „Portret” 1997 nr 5.
P. SIEMASZKO: Pozorność świata, pozorność bytu. „Topos” 1997 nr 4.
B. SOLA: Maliszewski: być tutaj. „Dekada Lit.” 1997 nr 10/11.
G. WICHARY: Życie na pograniczu. „Warsztaty Polonist.” 1997 nr 4.
L. ŻULIŃSKI: Dziennik artysty. „Wiad. Kult.” 1997 nr 41.
M. ORSKI: „Graniczenie może być przygodą”. „Arkusz” 1998 nr 6.
J. OWCZAREK: Dziennik nie-pozorny. „Odra” 1998 nr 11.
M. RABIZO- BIREK: Pamiętnik z okresu dojrzewania. „Twórczość” 1998 nr 4.
J.M. GRUZLA: Z Absolut-Nie Bez-Względnej Biblio-Teki. „Kartki”, Białystok 1999 nr 19.

Próby życia
P. KĘPIŃSKI: Siergiej Bubka potrafi latać. „Gaz. Wybor.” 1999 dod. „Książki” nr 8.
I. MESJASZ: Dorastanie do siebie, czyli o „Próbach życia” Karola Maliszewskiego. „Stronica Śnieżnicka” 1999 nr 1.
R. OSTASZEWSKI: Galimatias z happy endem. „Nowe Książ.” 1999 nr 6.
S. PASTUSZEWSKI: Próbowanie życia i literatury. „Akant” 1999 nr 2.
J. WINIARSKI. „Mag. Lit.” 1999 nr 3.
J. JAKUBOWSKI: Kim pan jest, panie M.? „Topos” 2000 nr 3/4.
W. RUSINEK: Karola Maliszewskiego „Próby życia”. „ARTyleria” 2001 nr 0 (1).

Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy
B. BUDZIŃSKA: Maliszewski, czyli wandal z zasadami. „Akant” 1999 nr 6.
A. DZIADEK: Poezja i krytyczna emfaza. „FA-art” 1999 nr 2.
J. KLEJNOCKI: Pogrobowiec. „Gaz. Wybor.” 1999 nr 91.
J. KORNHAUSER: Nowa bezpośredniość. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 24.
P. MAJERSKI: Liryczna krytyka poezji. „Nowe Książ.” 1999 nr 7.
P. MICHAŁOWSKI: Między lekturą, krytyką, poezją a manifestem. „Literatura” 1999 nr 12.
R. RŻANY: Rozterki pióra. „Kresy” 1999 nr 4.
P. ŚLIWIŃSKI: Krytyka, wiara i czucie. „Tyg. Powsz.” 1999 nr 27.
T. TOMASIK, P.W. LORKOWSKI: Przygody poezji ponowoczesnej. O Karolu Maliszewskim na dwa głosy. „Topos” 1999 nr 4.
M. KISIEL: Wyznanie uczuć. „Twórczość” 2000 nr 2.
G. KOCIUBA: Chwila nad wierszem. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2 [dot. też: Zwierzę na J.].
J. GUTOROW: Pasja krytyka. W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003.

Rok w drodze
M. CYRANOWICZ: Prywatność poety. „Nowe Książ.” 2000 nr 9.
J. KLEJNOCKI: O zabójczej pyknolepsji. „Gaz. Wybor.” 2000 dod. „Książki” nr 4.
J. KLEJNOCKI: W ruchu. „Res Publica Nowa” 2000 nr 7.
R. RŻANY: Rok z poezją. „Pracownia” 2000 nr 23.
G. STRUMYK: Bez wyczerpania. „Fraza” 2000 nr 4.
R. WIŚNIEWSKI: Rozdroże. „Studium” 2000 nr 4.
P.W. LORKOWSKI: Wierzyć w niezniszczalne. „Topos” 2001 nr 2/3.
A. POPRAWA: Kalendarz i atlas. „Arkusz” 2001 nr 7.

Faramucha
J. BIERUT: Kim jest Faramucha? „Czas Kult.” 2002 nr 2.
M. KOPCZYK: Sceny z życia krytyka prowincjonalnego. „FA- art” 2002 nr 1.
P.W. LORKOWSKI: Przeciw i za. „Topos” 2002 nr 4/5.
P.W. LORKOWSKI: Przypadki Kazimierza F. „Arkusz” 2002 nr 11.
P. MICHAŁOWSKI: Ferment fragmentów. „Pogranicza” 2002 nr 4.
D. NOWACKI: Ku autobiografii. „Odra” 2002 nr 6.
M. ORSKI: W mgławicy autorskiego „Id”. „Prz. Powsz.” 2002 nr 12.
R. OSTASZEWSKI: Dziennik nadmierny. „Twórczość” 2002 nr 9.
M.K. SAWICZEWSKA-LORKOWSKA: Przeciw i za. „Topos” 2002 nr 4/5.
S. TRUCHAN: Nieco zamglone spojrzenie na pejzaż. „Akant” 2002 nr 6.
Ł. WIĘCEK: Karola Maliszewskiego „Próby życia 2”. „ARTyleria” 2002 nr 1 (2).
M. WRÓBLEWSKI: Faza tupania nóżkami. „PAL Prz. Artyst.- Lit.” 2002 nr 5/6.
T. ZUBIŃSKI. „Akant” 2002 nr 6.

Zwierzę na J.
S. DŁUSKI: Zwierzę na M. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2.
G. GAŁA: „Jestem egzaltowany... i dzięki Bogu”. „FA- art” 2001 nr 4.
S. GĘBALA: „brulionowe” i „POSTbrulionowe” iluminacje krytyka. „Twórczość” 2001 nr 11.
I. HRYŃ: Drobny impresjonista gruntuje płótno. „Pracownia” 2001 nr 4.
G. KOCIUBA: Chwila nad wierszem. „Nowa Okolica Poetów” 2001 nr 2 [dot. też: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy].
D. NOWACKI: Za co powinniśmy kochać Karola Maliszewskiego? „Nowe Książ.” 2001 nr 5, przedr. „Pomosty” 2001/2002 t. 6/7.
G. TOMICKI: Im dalej w las... „Studium” 2001 nr 4.
J. ŁUKASIEWICZ: Poeci i żywioły. „Arkusz” 2002 nr 1.

Inwazja i inne wiersze
J. BIERUT: Złomowanie tabu. „Czas Kult.” 2005 nr 1.
J. MADEJSKI: „Nikt tego nie czyta”. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
G. STRUMYK: Rdza i struktura. „Kresy” 2005 nr 3.
E. DUNAJ: Coraz chłodniej. „Akcent” 2006 nr 2.

Nowa poezja polska 1989- 1999
J. BIERUT: Kto i kto nie? „Czas Kult.” 2005 nr 3/4 [dot. też pracy zbior.: „Kto i dlaczego? Szkice o poezji współczesnej”].
P. URBANIAK: Wspólnota poetów osobnych. „Twórczość” 2005 nr 8.
T. HARNAS: PodSUMOWANIE (się) Karola M. „Tygiel Kult.” 2006 nr 7/9.
G. HETMAN: Poetycka mapa Polski. „Odra” 2006 nr 1.
S. SKOWRON: Badania Karola Maliszewskiego nad najnowszą poezją polską. W tejże: Piękno i myśl w najnowszej sztuce słowa, linii i barwy. Nowa Ruda 2009.

Rozproszone głosy
P. GOŁOBURDA: Fan wszystkiego. „Lampa” 2006 nr 5.
J. JAKUBOWSKI: Radykalne, własne, wspólne. „Topos” 2006 nr 4.
M. RADZIWON: Gra w drużynie poetów. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 127.
R. RŻANY: Uwieranie wiersza. „Twórczość” 2007 nr 7.

Zdania na wypadek
K. KUCZKOWSKI: Odczytać Maliszewskiego? „Topos” 2008 nr 1/2.
J. WINIARSKI: Odwaga. „Odra” 2008 nr 1.
A. WOŁOSEWICZ: Jesteśmy władcami słów. „Akant” 2008 nr 4.
I. MIKRUT: Mozaika. „Śląsk” 2009 nr 12.
M. ORLIŃSKI: Cofnięte źródła. W tegoż: Płynne przejścia. Mikołów 2011.

Po debiucie
A. PYZIK: Lata walki. „Lampa” 2008 nr 1/2.
K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Negocjując prawdopodobieństwo zaistnienia. „Topos” 2009 nr 1/2.

Sajgon
I. SŁOMAK: Sakrum jest narracją jest narracją. „FA-art” 2009 nr 4.
M. KLIMOWICZ: „Chaos zdarzeń momentalnych”. „Akcent” 2010 nr 1.
D. NOWACKI: Wielogłos noworudzki. „Nowe Książ.” 2010 nr 2.
M. PIEKARSKA: Sajgon w Nowej Rudzie. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 122 dod. „Wrocław”.
R. ZIORA: Prowincjonalna kronika absurdu. „Śląsk” 2010 nr 3.

Pociąg do literatury
M. HODUŃ: Stacja Wrocław. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 51 dod. „Wrocław”.

Potrawy pośmiertne
W. KUDYBA: Mejl do Karola Maliszewskiego. „Topos” 2001 nr 1/2.
M. KUŚ: Żałość. „Odra” 2011 nr 4.
K. LISOWSKI: Odcisnąć ślad. „Nowe Książ.” 2011 nr 4.
J. OWCZAREK: Wiersze jak bryły węgla. „Fraza” 2012 nr 1/2.

Manekiny
M. NALEWSKI: Gra w rzeczywistość. „Twórczość” 2012 nr 10.
D. NOWACKI: Walka o (nie)pamięć. „Opcje” 2012 nr 1.
P. PIENIĄŻEK: Galaktyka znaczeń. „Odra” 2012 nr 5.
M. ROBERT: Traktat o manekinach. „Nowe Książ.” 2012 nr 5.
A. SZÓSTAK: Mit dzieciństwa jako komplementarna projekcja „ja”. W tejże: Między mitem a rzeczywistością. Zielona Góra 2012.
M. KLIMOWICZ: Ledwie widoczne sznurki. „Akcent” 2013 nr 1.
K. SAMSEL: Saturnalia, czyli o oburzeniu w „Manekinach” Karola Maliszewskiego. „Elewator” 2013 nr 1 [dot. też: Ody odbite].

Ody odbite
J. MĄCZKA: Samotnieć w jazgocie. „Fraza” 2012 nr 3.
K. SAMSEL: Saturnalia, czyli o oburzeniu w „Manekinach” Karola Maliszewskiego. „Elewator” 2013 nr 1.

Przemyśl – Szczecin
J. BIELAWA: Ruchomy skład. „Nowe Książ.” 2014 nr 6.
M. BOCZKOWSKA: Wsiąść do pociągu byle jakiego… „Twórczość” 2014 nr 9.
J. NOWAK: Egzorcyzmowanie demona ruchu. „Topos” 2014 nr 4.
M. PIEKARSKA: Pociąg do literatury Maliszewskiego. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 13 dod. „Wrocław”.
R. WIŚNIEWSKI: Maliszewszczyzna na poboczu torowiska. „Odra” 2014 nr 3.

Wolność czytania
J. PETROWICZ: Z wiarą w poezję. „Nowe Książ.” 2015 nr 10.

Jeszcze inna historia
T. CIEŚLAK: Z widoku i z doświadczenia. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.
M. DWOREK Dostępny w Internecie. [dostęp 25 maja 2016]

Ludzie stąd
M. ORSKI. „Odra” 2017 nr 12.

Imiona istnienia
Z. CHOJNOWSKI. „Pomosty” 1997/98 t. 2/3.</document>
<document nplp_id="3692" title="Michał MASŁOWSKI" slug="michal-maslowski">ur. 1944

Imiona metrykalne: Michał Bożydar Aleksander.

Podpisywał teksty także: Michel Maslowski.

Pseud.: mas; mas.; (mas); mm; (PAT); Stanisław Ernest.

Historyk literatury i teatru, krytyk literacki i teatralny, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 15 lutego 1944 w Warszawie; syn Stanisława Masłowskiego, polonisty, nauczyciela i dyrektora liceum, lektora w Polskim Radiu, a także prelegenta Filharmonii Narodowej, i Zofii z domu Ernest, lektorki w Polskim Radiu. Od 1956 uczęszczał do Liceum im. Władysława IV w Warszawie; maturę zdał w 1961. Następnie studiował przez rok na Wydziale Aktorskim warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (PWST), po czym podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW); w 1967 uzyskał magisterium. Debiutował w 1965 recenzjami teatralnymi pt. Staropolszyzna i Sarmatyzm z wystawienia Historyi o zmartwychwstaniuPańskim M. Reja w Teatrze Narodowym w Warszawie oraz Sarmatyzmu F. Zabłockiego w warszawskim Teatrze Ludowym, opublikowanymi w tygodniku „Współczesność” (nr 9; podp.: mas.); w piśmie tym zamieszczał regularnie do 1975 recenzje teatralne (także podp.: mas, (mas), (PAT)). W 1967 ogłosił w „Dialogu” (nr 12) rozprawę pt. Bohaterowie dramatów Witkacego. W 1967-68 przebywał w Paryżu, gdzie uczęszczał na zajęcia w Université Internationale du Théâtre; w 1968 wystawił tu (przetłumaczoną wspólnie z Christiane Dancy) i wyreżyserowaną przez siebie sztukę S.I. Witkiewicza pt. L’oeuvre sans nom (Bezimienne dzieło). Po powrocie do Polski kontynuował w 1968-69 studia na Wydziale Reżyserskim PWST. Artykuły, szkice i recenzje teatralne publikował m.in. w „Teatrze” (od 1969), „Tygodniku Kulturalnym” i „Odrze” (od 1971). W 1970 został zatrudniony na Wydziale Filologii Polskiej UW na stanowisku asystenta (w 1973-74 starszego asystenta). W 1974 obronił doktorat na UW na podstawie rozprawy pt. Ideologia narodowa w przedstawieniach „Dziadów”, „Kordiana” i „Nie-Boskiej Komedii” do drugiej wojny światowej (promotor prof. Maria Staszewska) i otrzymał stanowisko adiunkta. W tym czasie występował w teatrach studenckich STS i Hybrydy. W 1975 wyjechał do Francji i do 1979 prowadził lektorat języka polskiego na Université Grenoble III. W tymże roku zamieścił w „Poezji” (nr 9) tłumaczenie wiersza Jacquesa Donguy Apocalypse selon l’homme anonyme (Apokalipsa według anonimowego człowieka), rozpoczynając pracę tłumacza poezji i dramatu z języka francuskiego oraz (wraz z Jacques’em Donguy) pracę tłumacza poezji i dramatu z języka polskiego na francuski. W 1976-77 uczestniczył w seminarium metodologicznym prof. Marca Soriano w paryskiej École des Hautes Études en Sciences Sociales (EHESS). W badaniach naukowych zajął się romantyzmem i teatrem romantycznym, teorią i historią teatru, tematyką religijną w literaturze współczesnej, a w latach późniejszych także antropologią kulturalną Europy środkowej. Rozprawy i szkice poświęcone tej tematyce zamieszczał m.in. w „Pamiętniku Literackim” (od 1979) i w „Revue des Études Slaves” (Paryż; od 1985). Był członkiem Komitetu Solidarité avec Solidarność w Grenoble (1980-84), odpowiedzialnym za konkurs i budowę pomnika Solidarności. W 1982 habilitował się na Université Paris-Sorbonne (Paris IV) na podstawie rozprawy Le geste, le symbole et les rites du théâtre romantique polonais. Od tegoż roku pracował jako profesor języka i kultury polskiej na Université Nancy 2; w 1988-2005 pełnił nadto obowiązki dyrektora Départament de Polonais et de Tchèque. W 1987 został diakonem stałym w diecezji katolickiej Nanterre. W 1989-94 wchodził w skład Rady Wydziału Języków i Literatur Obcych uniwersytetu w Nancy, a w 1996-97 pełnił obowiązki dziekana tego wydziału. Był założycielem i dyrektorem Groupe de recherche sur l’Europe centrale (GREC; Grupa Badań nad Europą Środkową; 1989-96 ), członkiem Centre de recherche sur les cultures littéraires européennes (CERCLE; Centrum Badań nad Europejskimi Kulturami Literackimi; 1996-2005). W 1992 był założycielem i do 1996 wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Nancy-Lublin. W 1994-96 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego, a w 2005-12 przewodniczącego Société Française des Études Polonaises. W 1996 został doradcą w zakresie tłumaczenia dramaturgii polskiej w La Maison Antoine Vitez, Centre International de la Traduction Théâtrale w Montpellier. Był prezesem Comité français du bicentelnaire de la naissance d’Adam Mickiewicz (1996-2002). W 2002-05 wchodził w skład Rady Naukowej Uniwersytetu Nancy 2. W 2005 otrzymał (wspólnie z J. Donguy) nagrodę ZAiKS-u za tłumaczenia dramaturgii polskiej. W 2005 został profesorem literatury polskiej na Université Paris-Sorbonne (Paris IV), dyrektorem departamentu Języka i Kultury Polskiej (program magisterium polsko-francuskiego, przygotowywanego wspólnie z UW) oraz członkiem Centre Interdisciplinaires de Recherches Centre-Européennes na Université Paris IV (CIRCE; Centrum Interdyscyplinarne Badań Środkowej Europy). W 2010 wszedł do rady programowej czasopisma internetowego Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego „Teologia, Kultura, Media”. Należy do wielu towarzystw naukowych, m.in. Société Historique et Littéraire Polonaise à Paris (od 1985), Conseil Scientifique du Centre Mondial de la Paix et des Droits de l’Homme et de l’Université de la Paix w Verdun (od 1995), Société des études romantiques et dix-neuviémiste (od 1998), Stowarzyszenia Chopin à Nohant (wiceprzewodniczący w 2000-06), Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie w Londynie (od 2003), Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych (od 2011). W 2010 został członkiem zagranicznym Polskiej Akademii Umiejętności (PAU). W 2012 przeszedł na emeryturę. W 2017 został wykładowcą na Studium Europy Wschodniej UW jako profesor wizytujący. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta (2012) oraz francuskim orderem Commandeur de l’Ordre des Palmes académiques.

W 1971 ożenił się z Jacqueline Lachèvre, aktorką, demografem i gerontologiem. Ma troje dzieci: Nicolasa (ur. 1972), politologa, Krystynę (ur. 1975), teatrologa, i Sophie (ur. 1979), rzeźbiarkę. Mieszka w Paryżu i w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Dzieje bohatera. Teatralne wizje „Dziadów”, „Kordiana” i „Nie-Boskiej Komedii” do II wojny światowej. Wr.: Ossol. 1978, 221 s., Bibl. Tow. Lit. im. A. Mickiewicza, t. 10.
Zawartość: Wstęp. – Cz. I. Problemy ideowo-estetyczne: „Uznanie się narodu w jestestwie swoim”; Sens kształtu scenicznego: „Dziady”, „Kordian”, „Nie-Boska Komedia”, Konkluzje. – Cz. II. Realizacje sceniczne: Premiery (dyrekcja J. Kotarbińskiego): „Kordian” (1899), „Dziady” w opracowaniu inscenizacyjnym S. Wyspiańskiego, „Nie-Boska Komedia” (1902); Ku klasyczności (dyrekcja T. Trzcińskiego): „Nie-Boska Komedia” (1919) (oprac. dramaturg. T. Sinki, scenografia K. Frycza), „Kordian” (1924) (inscenizacja T. Trzcińskiego), „Dziady” (1931) (oprac. dramaturg. i inscenizacja T. Trzcińskiego); Ku monumentalności: „Nie-Boska Komedia” (1920) A. Szyfmana i W. Drabika, Inscenizacje L. Schillera: „Nie-Boska Komedia” (1926, 1938), „Kordian” (1930, 1935, 1939), „Dziady” (1932, 1933, 1934). – Zakończenie. – Aneks. – Schemat dziejów heroicznych.
2. Le Geste, le rite et les symboles du théâtre romantique polonais. T. 1-2. Lille 1987, 205 + 549 s. Por. poz. 3.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: [T. 1:] Préface. – L’introduction à l’analyse théâtrale: Le sens des gestes; La séquence symbolique; Le rituel du théâtre; L’herméneutique du théâtre. – [T. 2]: Le discours du théâtre romantique: La révolution copernicienne du romantisme polonais; Le discours de la vision théâtrale: Les Aïeux ou la fête des morts; Kordian [J. Słowackiego]; La Comédie Non-Divine [Z. Krasińskiego], – Le théâtre de la seconde naissance; Conclusions. – Le théâtre monumental: Vers le monumental: La Comédie Non-Divine d’A. Szyfman et de W. Drabik (1920); Les mises en scène de Léon Schiller: La Comédie Non-Divine (1926, 1938); Kordian (1930, 1935, 1939); Les Aïeux (1932, 1933, 1934), – Anthropologie et théâtre.
3. Gest, symbol i rytuały polskiego teatru romantycznego. Wwa: PWN 1998, 399 s. Por. poz. 2.
Zawartość: Wprowadzenie. – Romantyczna antropologia: Granice romantyzmu; Estetyka natchnienia; Matryce historii; Religia – polityka – kultura. – Rytuał „Dziadów”: Rytualna syntagma; Heroiczny paradygmat; Poetyka inicjacji; Jedność „Dziadów”; Schemat przekształceń symbolicznych. – Gest Kordiana: Bohater w poszukiwaniu misji; Problem narodu; Słowo gestu; Etyka i historia; Schemat przekształceń symbolicznych. – Symbol „Nie-Boskiej komedii”: Kręgi rzeczywistości; Stare i nowe ryty; Symbol i obecność; Schemat przekształceń symbolicznych, – Teatr uczestnictwa: Struktury nowego teatru; Projekt estetyczny; Projekt realizacji; Typ obecności w polskim teatrze romantycznym; Konkluzje. – Wiara i historia: Przełom religijny; Teologia wpisana w „Dziady”; Nowy obraz świata i mesjanizm; Kopernikański przewrót postaw religijnych; Późniejsze rozwinięcia romantycznej religijności; Między Wschodem a Zachodem; Uwagi końcowe. – Zakończenie.
4. Kordian et Lorenzaccio. Héros modernes? Montpellier: Espace 1999, 52 s.
Zawartość: Kordian [J. Słowackiego] et Lorenzaccio [A. de Musseta], héros modernes?: Analogies; Le rêve héroïque; „Pour le peuple, sans le peuple”; Le geste fécond; Conclusion). - Juliusz Słowacki (1809-1849).
5. Zwierciadła Kordiana. Rola i maska bohatera w dramatach Słowackiego. Wwa: Świat Lit. 2001, 246 s. Nauka o Literaturze Pol. za Granicą, t. 7.
6. Problemy tożsamości. Szkice mickiewiczowskie i (post)romantyczne. Lubl.: Inst. Europy Środkowo-Wschodniej 2006, 499 s.
Zawartość: Wprowadzenie. – Los i historia: Mickiewicz: tożsamość indywidualna a naród; Kryzys. O tworzeniu się dynamicznego modelu kultury; Polski bohater romantyczny; Etyzacja polityki – naczelna idea polskiego romantyzmu; Autonomia społeczna a „Przymierze Ludów” w polskiej tradycji. – Hermeneutyka utworów: Kto jest bohaterem „Dziadów”?; Praca autora nad rolą w „Dziadach”; Mickiewiczowska wizja teatru; Synteza religijna Mickiewicza; „Zdania i uwagi” Adama Mickiewicza; „Liryki lozańskie” – mistyka poranka; Reinterpretacja kultu maryjnego w dziele Mickiewicza; Kanon kultury w dziele Adama Mickiewicza; „Pragnę, więc jesteś”. Trzy figury „Innego” w polskim romantyzmie. – Recepcja a tożsamość kultury: Romantyczne korzenie polskiej tożsamości; O recepcji Mickiewicza we Francji; Tożsamość indywidualna a zbiorowy los. Od Norwida do Gombrowicza; Teatr i gest społeczny; Norwidowy „trudów trud” w dzisiejszej perspektywie; Mickiewiczowski „Gestus” Karola Wojtyły; Ostatni polski romantyk; Romantyzm czy oświecenie: fałszywa alternatywa. – Aneks: Święte błądzenie brata Adama [wywiad].
Przekł. poszczególnych szkiców: Mickiewicz: tożsamość indywidualna a naród: hiszp.: Identidad romántica en la obra de Adam Mickiewicz. „Aleph”, Menizales 1999 nr 110 s. 60-72. – Kryzys. O tworzeniu się dynamicznego modelu kultury: franc.: Initiation et crise. De la formation d’un modèle dynamique de la culture. W: Crise et conscience du temps. Des Lumières à Auschwitz. Nancy 1998 s. 35-47. – Polski bohater romantyczny: franc.: Pologne. Un héros romantique moderne. W: Mythes et symboles politiques en Europe Centrale. Paris 2002 s. 302-315; niem.: Der polnische romantische Held. W: Romantik und Geschichte. Wiesbaden 2007 s. 184-194. – Etyzacja polityki – naczelna idea polskiego romantyzmu: franc.: L’éthique du politique dans le romantisme polonais. „Romantisme. Revue du dix-neuvième siècle. Le privé et le social”, Paryż 2003 nr 119 s. 7-20. – Autonomia społeczna a „Przymierze Ludów” w polskiej tradycji: franc.: Autonomie sociale et „alliance des peuples” dans la tradition polonaise. W: L’Europe du milieu. Nancy 1991 s. 263-278 – Synteza religijna Mickiewicza: franc.: La Synthèse religieuse de Mickiewicz. W: Le Verbe et l’Histoire. Mickiewicz, la France et l’Europe. Paris 2002 s. 150-165. – „Zdania i uwagi” Adama Mickiewicza. Mądrość i samotność: franc.: „Notes et pensées” d’Adam Mickiewicz. Sagesse et solitude. W: Mickiewicz par lui-même. Paris 2000 s. 35-54; niem.: Die „Ansichten und Bemerkungen” von Adam Mickiewicz. Weisheit und Einsamkeit. W: Adam Mickiewicz und die Deutschen. Wiesbaden 2000 s. 107-126. – Kanon kultury w dziele Adama Mickiewicza: franc.: Le canon de la culture dans l’œuvre d’Adam Mickiewicz. „Revue des Études Slaves”, Paryż 2002-2003 [t. 74 fasc. 2-3] s. 339-352. – Romantyczne korzenie polskiej tożsamości: franc.: Les Racines romantiques de l’identité polonaise. W: Convergences européennes. Conscience nationale et conscience européenne dans les littératures slaves, baltes, balkaniques et hongroise au XXe siècle. Paris 1993 s. 59-72. – O recepcji Mickiewicza we Francji: franc.: De la perception de Mickiewicz en France. W: Langues et peuples d’Europe Centrale et Orientale dans la culture française. Paris 1998 s. 163-177. – Teatr i gest społeczny: franc.: Théatre et geste social. „Silex”, Grenoble 1983 nr 24 s. 57-72.
7. Etyka i metafizyka: perspektywa transcendencji poziomej we współczesnej kulturze polskiej. Wwa: Neriton 2011, 393 s. Nauka o Lit. Pol. za Granicą, t. 13.
Zawartość: I. Wprowadzenie. Transcendencja pozioma: Transcendencja pozioma. Zachowania, obrazy, koncepty; Literatura a religia; Religia–kultura–wiara. – II. Metafizyka zła i groteska: Zło nowoczesności: „Jądro ciemności” Josepha Conrada a „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli; „Kościół międzyludzki” w „Ślubie” Witolda Gombrowicza; Rytuały polskiej groteski; Sławomir Mrożek: teatr absurdu czy absurd jako teatr?; Tadeusz Konwicki: kryzys tożsamości; Konwicki albo mit Żyda Wiecznego Tułacza; Ból nie-istnienia: o „postmodernistycznej” powieści Tomka Tryzny [dot.: Panna Nikt]; Tragedia ludzka według Zbigniewa Herberta. – III. Tęsknota za dobrem: poezja etosu i etos poezji po II wojnie światowej; Formy religijności życia codziennego: obraz literacki i postawy kulturowe; Czesław Miłosz – świadomość emigranta; Tożsamość indywidualna, tożsamość zbiorowa, romantyzm w dziele Miłosza; Religia Miłosza; Miłosz, Merton, buddyzm zen; Dwa traktaty poetyckie o wierze: „Traktat teologiczny” Czesława Miłosza, „Tryptyk rzymski” Jana Pawła II; Opatrzność Jana Pawła II; Myśl etyczna opozycji demokratycznej w Polsce; Odniesienia sensu.
Przekł. poszczególnych szkiców: „Jądro ciemności” Josepha Conrada a „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli: ang.: The evil of modernity. Joseph Conrad’s „Heart of darkness” and Francis Ford Coppola’s „Apocalypse now”. Przeł. E. Kowal. „Yearbook of Conrad Studies” Kr. 2007 s. 195-211; wersja franc.: Le mal de la modernité. „Au Cœur des ténèbres” de Joseph Conrad et „Apocalypse now” de Francis Ford Coppola. W: Joseph Conrad - un Polonais aux confins de l’Occident. Paris 2009 s. 103-120. – „Kościół międzyludzki” w „Ślubie” Witolda Gombrowicza: wersja franc.: „l’Eglise interhumaine” dans le „Mariage” de Gombrowicz. W: La littérature polonaise du XXe siècle. Paris 2000 s. 209-221. – Rytuały polskiej groteski teatralnej: wersja franc.: Le grotesque polonais. Les rituals de l’absurde dans le théâtre polonais. W: L’Humour européen. T. 2. Lubl.-Sèvres 1993 s. 229-246. – Sławomir Mrożek: teatr absurdu czy absurd jako teatr?: wersja franc.: Sławomir Mrożek. Théâtre de l’absurde ou l’absurde comme théâtre? „Revue des Études Slaves“, Paryż 1988 nr 1 s. 209-219. – Ból nie-istnienia. O „postmodernistycznej” powieści Tomka Tryzny [dot.: Panna Nikt]: wersja franc.: Le mal d’être personne. A propos du roman „postmoderne” de Tomek Tryzna. W: (Post)modernisme en Europe Centrale. La crise des idéologies. Paris 1999 s. 171-186. – Tragedia ludzka według Zbigniewa Herberta: wersja franc.: La tragédie humaine selon Zbigniew Herbert. „Les Nouveaux Cahiers Franco-Polonais”, Wwa, Paryż 2005 nr 5 s. 99-112. – Religia Miłosza: wersja franc.: Miłosz et le religieux. W: Czesław Miłosz et le vingtième siècle. Paris 2006 s. 211-230. – Miłosz, Merton, buddyzm zen: wersja franc.: Miłosz, Merton et le boudhissme zen. W: Czesław Miłosz: dialogue des cultures. Paris 2013 s. 195-212.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Bohaterowie dramatów Witkacego. „Dialog” 1967 nr 12 s. 84-98. – Tematyka pracy. W: Literatura wobec przemian społecznych. Wwa 1973 s. 238-267. – Misja „Solidarności”. „Aneks”, Londyn 1984 nr 34 s. 99-125 [podp.: Stanisław Ernest]. – La structure initiatique des „Aïeux” (Dziady) d’Adam Mickiewicz. „Revue des Études Slaves”, Paryż 1985 nr 3 s. 421-445. – Czesław Miłosz, la conscience de l’émigré. W: Les effets de l’émigration et de l’exil dans les cultures tchèque et polonaise. Paris 1987 s. 121-147. – Les „Aïeux” de Mickiewicz, théâtre de la participation issu du romantisme. „Les Cahiers Franco-Polonais”, Wwa, Paryż 1984, wyd. 1987 s. 27-46. – L’identité culturelle de la Pologne et la symbolique de la foi incarnée. W: L’Europe Centrale. Réalité, mythe, enjeux. XVIIIe-XXe siecles. [Varsovie] 1991 s. 231-242. – Tadeusz Konwicki ou le mythe du Juif errant. „Revue des Études Slaves”, Paryż, 1991 t. 63 [z.] 2 s. 547-559. – Wiara i historia. Dynamiczny model religii wcielenia w dziele Adama Mickiewicza. „Pam. Lit.” 1991 z. 3 s. 31-54; wersja franc.: Le renversement copernicien du religieux dans l’oeuvre d’Adam Mickieiwcz. „Cahiers Mennaisiens”, Paryż 1992 nr 26 s. 86-116. – Culture et politique en Europe Centre-Est. „Nova Renascença”, Porto 1992, vol. XII s. 219-235. – Les formes du religieux dans le quotidien en Pologne. Représentation littéraire et attitudes culturelles. „Revue des Études Slaves”, Paryż 1993 z. 3 s. 511-524. – Tadeusz Konwicki et la crise de l’identité. W: Pologne singulière et plurielle. La prose polonaise contemporaine. Lille 1993 s. 91-101. – Mickiewicz, Norwid et la nation „messianique”. Mise au point sur les concepts et les thèmes. W: Regards sur l’indomptable Europe du Centre-Est du XVIIIe siecle à nos jours. Lille 1996 s. 117-130. – Nos repères du Sens. W: Quels repères pour l’Europe?, Paris 1996 s. 75-95; tłum. hiszp.: Nuestros referentes del sentido. W: La crisis de los referentes y la reconstrucción de las identidades en Europa. Bogotá 1999 s. 59-76. – La dérision comme manière de vivre ou l’humeur polonais à la Gombrowicz. W: La Comédie sociale. Paris 1997 s. 115-127. – Nicolas Sęp-Szarzyński et l’imagerie baroque de la foi. W: L’homme baroque. Nancy 1997 s. 27-41. – Entre l’Orient et l’Occident. La religiosité romantique en Pologne. „Archives de Sciences Sociales des Religions”, Paryż 1998 nr 101 s. 107-129; inna wersja w: Eglises-Etats-Nations à l’époque des Lumières et au XIXe siècle. Lubl. 2000 s. 125-138. – Foi et Histoire. W: Mickiewicz 1798-1998. Bicentenaire de la naissance. Paris 1998 s. 135-176. – El espejo roto. W: 10 años después del Muro. Visiones de Europa y América Latina. Bogotá 1999 s. 40-55. – Influences orthodoxes, juives et ésotériques sur la religiosité de Mickiewicz. W: Adam Mickiewicz. Kontexte und Wirkung. Contexte et rayonnement. Fribourg 1999 s. 115-128. – L’imaginaire romantique et le théâtre. „Kordian” de Juliusz Słowacki. W: Solitude et conscience politique sur la scène romantique. Musset, Słowacki, Kleist. Paris 1999 s. 49-64. – Réactualisation des mythes littéraires. Shakespeare, Słowacki, Kordian. „Bulletin de littérature générale et comparée”, Paryż 1999 nr 25 s. 105-135. – Le combat du héros romantique avec son double. W: Figures du double dans les littératures européennes. Lausanne 2001 s. 134-144. – Koncept roli w dramatach Słowackiego. „Pam. Lit.” 2001 z. 3 s. 65-75; wersja franc.: Le concept du rôle dans théâtre de Słowacki. W: Słowacki aujourd’hui. Paris 2002 s 145-154. – La société civile en Pologne et l’Union Européenne. Les enjeu identitaires. „Transitions”, Génève 2001 nr 2 s. 139-149. – Le théâtre romantique polonais. „Romantisme”, Clermont-Ferrand 2001 nr 111 s. 57-74. – L’absurde dans le théâtre de Tadeusz Różewicz. W: Absurde et dérision dans le théâtre est-européen. Paris 2002 s. 153-166. – Les relations entre la culture française et la culture polonaise. W: Les relations entre la France et la Pologne au XXe siècle. Kr. 2002 s. 35-56. – Tożsamość polska w kontekście europejskim. „Nauka” 2002 nr 2 s. 91-101. – Msza święta jako przedstawienie. W: Ikony niewidzialnego. Opole 2003 s. 81-100. – La Société historique et littéraire polonaise et la Bibliothèque polonaise de Paris. W: Histoire de la slavistique. Le rôle des institutions. Paris 2003 s. 158-168. – „L’Autre Europe“ et l’idée européenne (rapport de synthèse). W: L’Union Européenne en débat. Nancy 2004 s. 13-34. – La poésie de l’éthos et l’éthos de la poésie dans la Pologne de l’après-guerre. W: La Poésie polonaise du vingtième siècle. Voix et visages. Paris 2004 s. 101-119. – Rytuały jedzenia i picia we Francji i w Polsce. Rekonesans. „Napis” 2004 s. 359-372. – Face au néant. Les dissidences de Czesław Miłosz. W: Dissidences. Paris 2005 s. 35-56. – Les confines de l’Europe Centrale; Richesse et périls de la recontre des cultures. W: Europe. La danse sur les limites. Paris 2005 s. 179-198; 305-316. – Le poète, constructeur de l’imaginaire national. W: Ecriture de l’histoire. Strasbourg 2005 s. 135-152. – Les chrétiens avec ou sans Dieu et l’Etat laïque en Pologne. W: La laïcité, une question au présent. Nantes 2006 s. 197-218. – Oratoryjne „Dziady” w realizacjach Andrzeja Seweryna. W: Tradycja romantyczna w teatrze polskim. Kr. 2007 s. 21-34. – Kilka uwag o hymnie „Smutno mi Boże!…” Juliusza Słowackiego oraz o aporiach tłumaczenia. W: Oblicza Narcyza. Obecność autora w dziele. Kr. 2008 s. 101-114, wersja franc.: Comment lire et traduire et l’Hymne de Juliusz Słowacki, „Smutno mi Boże”. W: Juliusz Słowacki. Lectures contemporaines. Paris 2010 s. 85-96. – La traduction du non-verbal. W: Aspects sociologiques et anthropologiques de la traduction. Paris-Varsovie 2008 s. 61-72. – Chrzest jako rytuał inicjacji. „Znak” 2009 nr 11 s. 99-109, przedr. w: Słowo i gest. Opole 2009 s. 67-78. – Culture et identité. L’héritage de la Res Publica des Deux Nations. les courants slavophiles, panslaves et messianiques. W: L’héritage de la Res Publica des Deux Nations. Lublin-Paris 2009 s. 91-104. – La naissance d’une „nation culturelle”. W: East-Centrale Europe in European History. Lublin 2009 s. 211-228, wersja pol.: Formowanie się narodu kulturowego w Polsce i Europie Środkowej. W: Sploty kultury. Wwa 2010 s. 382-399 . – La structure rituelle des „Aïeux” et ses conséquences esthétiques. W: L’Âge d’or du théâtre polonais de Mickiewicz à Wyspiański, Grotowski, Kantor, Lupa, Warlikowski... Paris 2009 s. 43-61. – Prawda słowa, prawda gestu w teatrze i w liturgii. W: Słowo w kulturze współczesnej. Wwa 2009 s. 177-198. – Śmierć Mickiewicza. „Prz. Hum.” 2009 nr 5/6 s. 37-47. – Traité de poésie de Czesław Miłosz. W: L’antre des mots. Autour de la poésie de Vladimir Holan. Praha 2009 s. 163-174. – Humanistyczna problematyka przełomu antropologicznego. Okres romantyzmu. W: Humanitas. Projekty antropologii humanistycznej. Cz. 1. Wwa 2010 s. 497-534. – Scenariusz Grotowskiego według Kordiana. W: Słowacki/Grotowski. Rekontekstualizacje. Wr. 2010 s. 77-89. – „Słowiański papież": stosunek romantyków do Kościoła. „Znak” 2010 s. 71-87, przedr. w: Słowacki mistyczny – rewizje po latach. Wwa 2012 s. 124-138. – Mieszkaniec Północy. Trzy wiersze – trzy miasta: Wilno, Paryż, Berkeley. W: Czesława Miłosza „północna strona”. Gdańsk 2011 s. 49-62. – La symbolisation de l’histoire: example du romantisme polonais. W: Fiction et histoire. Strasbourg 2011 s. 221-234. – Wobec nicości. Miłosz – dysydent. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 1 s. 29-46. – France-Pologne au XXe siècle: recontres culturelles. W: L’Autre Francophonie. Paris 2012 s. 33-54. – Permanence(s) du religieux: introduction; Le paradigme romantique du croire et son rôle au XXe siècle en Pologne. W: Religion et identité en Europe Centrale. Paris-Brno 2012 . – „Et elle brillait cette ville”: Le Paris de Miłosz. W: Miłosz et la France. Paris 2013 s. 75-89. – „Inna Europa", „Europa porwana", Europa Środkowo-Wschodnia..: tożsamość kulturowa i paradygmat romantyczny. [Przeł.] M. Nicińska. „Prz. Filoz.-Lit.” 2013 nr 1/ 2 s. 115-136. – Le monument d’Adam Mickiewicz á Varsovie. W: Mémoire(s) des lieux dans la prose centre-européenne après 1989. Lausanne; [Paris] 2013 s. 139-153. – Recepcja Dziadów przez Kościół. W: „Dziady nasze mają to szczególnie…”. Studia i szkice współczesne o dramacie Adama Mickiewicza. Wwa 2013 s. 179-194. – Changement du paradigme: le théâtre polonais avant et après 1989. „Revue des Études Slaves”, Paryż 2014 nr 4 s. 709-722. – Dramat (w) religii. „Sędziowie” Stanisława Wyspiańskiego. W: Dramat i teatr religijny. Wyróżniki i paradygmaty. Lubl. 2014 s. 195-210. – Symbole tożsamości zbiorowej w dramatach romantycznych: wczoraj i dziś. W: Polonistyka wobec wyzwań współczesności. T. 1. Opole 2014 s. 246-256. – Cyprian Norwid, esquisse d'une anthropologie culturelle. W: Norwid: notre contemporain. Paris 2015 s. 25-43, wersja pol.: Zarys antropologii kultury w dziele Norwida. „Stud. Norwidiana” 2016 T. 34 s. 3-20. – „Wyznania patrycjusza” Sándora Máraiego i „Rodzinna Europa” Czesława Miłosza: dwa portrety Europy Środkowej. W: W ogrodzie świata. Kr. 2015 s. 237-253. - Partykularne i uniwersalne w literaturach narodowych. „Postscriptum Polonist.” 2016 nr 2 s. 125-134.
Przekłady
1. S.I. Witkiewicz: L’oeuvre sans nom. [Przeł.:] M. Masłowski, Ch. Dancy. Wyst.: Reż.: M. Masłowski. Paris, Théâtre de la Cité 1968.
Tytuł oryginału pol.: Bezimienne dzieło.
2. C. Fuentes: Jednooki jest królem. [Utwór dramatyczny]. Wyst. : Reż.: R. Szejd. Wyst. Wwa, T. Dram. 1975.
3. Poésie polonaise contemporaine. [Antologia]. [Przeł. i red.:] M. Masłowski, J. Donguy. Paris: le Castrol astral et Lettres Slaves 1982 [3], 204 s., Collection Voix Off Pologne, 2.
Wyd. w jęz. pol. i franc. – Zawiera przekłady wierszy: M. Białoszewskiego, S. Grochowiaka; Z. Herberta; T. Nowaka; T. Różewicza; W. Szymborskiej; S. Barańczaka; K. Karaska; J. Kornhausera; R. Krynickiego; E. Lipskiej; R. Wojaczka; A. Zagajewskiego, – nadto: Repères; Presse et Éditions Clandestines; Moi, soldat qui ai tiré sur les ouvriers à Gdansk, en décembre 1970 (Extraits), [Trois textes annexes:] (L. Dymarski – J. Kornhauser – S. Barańczak); Crédit photographique.
4. Pologne. Anthologie de l’etat de guerre. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Toulouse: Tribu 1984, 166 s.
Przekł. podp. pseud.: Stanisław Ernest.
5. A. Mickiewicz: Les Aïeux=Dziady. Poème. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. [Lausanne]: L’Âge d’Homme 1992, 397 s. Collection Classiques Slaves.
Tu także wprowadzenie M. Masłowskiego: Permanence des „Aieux”, s. 13-43 i przyp.
6. T. Słobodzianek: Merlin. L’autre histoire. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Wyst. Bruksela, Festiwal Temporalia 1994.
Tytuł oryginału pol.: Merlin. Inna historia.
7. J. Słowacki: Kordian. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Lausanne; [Paris]: L’Âge d’Homme 1996, 185 s. Collection Classiques Slaves.
Tu także M. Masłowskiego: Note biographique, s. 7-10; Plaidoyeur pour Kordian, s. 11-14; Un héros en quête de mission, s. 14-18; Cet indépassable nationalisme…, s. 19-24; La parole du geste, s. 24-29; La Gloire de la poésie, s. 29-32, a także przyp.
8. Z. Herbert: La Chambre d’à côté. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Praprem. jako sztuka czytana: Nancy, Festiwal Passages de Nancy 1999.
Tytuł oryginału pol.: Drugi pokój.
9. Z. Herbert: Lalek. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Praprem. jako sztuka czytana: Paris, T. de l’Odéon 1999.
10. Cz. Miłosz: Traité de théologie. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Le Chambon-sur-Lignon: Cheyne 2003, 102 s. D’une voix l’autre. Praprem. jako sztuka czytana : Paris : Comédie Française 30 X 2004.
Tekst w jęz. pol. i franc. – Tytuł oryginału pol.: Traktat teologiczny.
11. K. Bizio: Toxines. [Utwór dramatyczny]. [Przeł.:] M. Masłowski, J. Donguy. Praprem. jako sztuka czytana: Caen, Panta théâtre 22 IV, 15 V 2004.
Tytuł oryginału pol.: Toksyny.
12. T. Różewicz: La chute. [Utwór dramatyczny]. Praprem. jako sztuka czytana: Paris, Comédie Française 27 X 2004.
Tytuł oryginału pol.: Spadanie.
13. T. Różewicz: Le Fichier; Témoignage ou notre petit confort. [Utwory dramatyczne]. (Théâtre 1). [Przekł. i wstęp:] M. Masłowski, J. Donguy. Lausanne: L’Âge d’Homme 2005, 134 s. Petite bibliothèque slave, 28.
Tytuły oryginałów pol.: Kartoteka; Nasza mała stabilizacja.
14. T. Różewicz: La Vieille femme qui couve; Un drôle de petit vieux; La sortie de l’artiste de la faim. [Utwory dramatyczne]. (Théâtre II). Lausanne; Paris: l’Âge d’Homme 2008, 166 s. Petite bibliothèque slave.
Tytuł oryginału pol.: Stara kobieta wysiaduje; Śmieszny staruszek; Odejście głodomora.
15. Cz. Miłosz: Traité de poésie; L'apprenti. Avec des commentaires de l'auteur . [Przeł.]: J. Donguy, M. Masłowski. Paris: Honoré Champion Éditeur 2013, 218 s. Poétiques et Esthétiques XXe-XXIe Siècles, 13.
Tytuł oryginału pol.: Traktat poetycki; Czeladnik.
Prace redakcyjne
1. L’Europe du Milieu. Actes du colloque; organisé par le Groupe de recherche sur l’Europe centrale de l’Université de Nancy II, Septembre 1989. [Red.:] M. Masłowski, [przy współpracy:] A. Kurc. Nancy: Presses universitaires de Nancy 1991, 303 s., Espaces Centre-Européens (Nancy).
2. Identité(s) de l’Europe centrale. [Red.] M. Masłowski. Paris: Institut d’Études Slaves 1995, 221 s., Cultures et Sociétés de l’Est,21.
3. Histoire des idées politiques de l’Europe centrale. [Red.:] M. Masłowski, Ch. Delsol. Paris: Presses Universitaires de France 1998, XV, 603 s., Politique d’Aujourd’hui.
Nagroda Joseph du Teil przyznana przez Académie des Sciences Morales et Politiques w 1998 za współredakcję.
4. Le verbe et l’histoire. Mickiewicz, la France et l’Europe. [Red.:] M. Masłowski, F-X. Coquin. Paris: Institut d’Études Slaves: Éd. de la Maison des sciences de l’homme 2002, 423 s., Travaux (Institut d’Études Slaves), 42.
5. Mythes et symboles politiques en Europe centrale. [Red.:] M. Masłowski, Ch. Delsol, J. Nowicki. [Wstęp:] P. Chaunu. Paris: Presses Universaitaires de France 2002, XX, 690 s., Politique D’Aujourd’hui.
6. Dissidences. [Red.:] M. Masłowski, Ch. Delsol, J. Nowicki. Paris: Presses Universitaires de France 2005, 304 s.
7. L’Âge d’or du théâtre polonais de Mickiewicz à Wyspiański, Grotowski, Kantor, Lupa, Warlikowski ... [Actes du colloque, Paris, octobre 2006.] [Red.:] M. Masłowski, A. Grudzińska. Paris: Éd. de l’Amandier 2009, 452 s.
8. Culture et identité en Europe Centrale. Canons littéraires et visions de l’Histoire. [Red.:] M. Masłowski, P. Gradvohl, D. Francfort. Paris: Institut d’Études Slaves; Brno: Masarykova Univerzita 2011,660 s., Travaux (Institut d’Études Slaves, 62.
9. Religion et identité en Europe Centrale. [Red.:] M. Masłowski, [przy współpr.:] D. Bechtel, C. Royer. Paris: Éditions Belin 2012, 346 s. Histoire et Société. Europes Centrales.
10. L’anthropologie théâtrale selon Jerzy Grotowski. [Red.:] J. Fret, M. Masłowski. Paris: Éd. de l’Amandier 2013, 391 s.

Nadto zob. Przekłady poz. 3.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010.
Wywiady: Święte błądzenie brata Adama. Rozm. P. Goźliński. „Gaz. Wybor.” dod. „Magazyn” 1999 nr 83, przedr. w: M. Masłowski: Problemy tożsamości. Lubl. 2006; Wiara wieku męskiego. Rozm. J. Bątkiewicz-Brożek. „Tyg. Powsz.” 2009 nr 44.

Le monde contemporain de la Lorraine. Dictionnaire biographique. Paris 1997.

Dzieje bohatera
M. PRUSSAK. „Pam. Lit.” 1979 nr 3, polem. M. Masłowski: O interpretacji. „Pam. Lit.” 1980 z. 3.
Z. PRZYCHODNIAK. „Ruch Lit.” 1979 z. 4.
I. GUSZPIT. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1980 nr 1.

Gest, symbol i rytuały polskiego teatru romantycznego
E. BIEŃKOWSKA: Kosmiczny parlament. „Tyg. Powsz.” 1998 nr 14.
P. GOŹLIŃSKI: Przemiany bohatera Polaków. „Dialog” 1999 nr 4.
T. KUBIKOWSKI: Byt romantyczny. „Nowe Książ.” 1999 nr 3.
M. KOZŁOWSKA: W kręgu mitów, herosów, rytów i gestów. „Prz. Powsz.” 2000 nr 6.
M. REGULSKI. „Pam. Lit.” 2000 z. 4.

Kordian et Lorenzaccio
J. GROMADZKI. „Pam. Lit.” 2001 z. 3.

Problemy tożsamości
Z. PRZYCHODNIAK: Tożsamość polska, Mickiewicz i Europa. „Prz. Hum.” 2009 nr 5/6.
D. SOSNOWSKA: Nadal romantyzm. O książce „Problemy tożsamości” Michała Masłowskiego. „Znak” 2009 nr 1.

Etyka i metafizyka
Ł. TISCHNER: Metamorfozy „bez-wiednego kapłana". „Znak” 2012 nr 10.
A. MALINOWSKA: Wołanie o Sens. „Tekstualia” 2013 nr 1.
A. ŚWIĄTEK: Człowiek nadzieją naszych czasów. „Kronos: metafizyka, kultura, religia” 2013 nr 1.
M. BĄK: Romantyzm to dziś, tylko cokolwiek dalej. „Pam. Lit.” 2014 z. 2.</document>
<document nplp_id="3694" title="Roman MAZURKIEWICZ" slug="roman-mazurkiewicz">ur. 1954

Pseud.: erem; Marek Burski; R. Maz.

Historyk literatury, krytyk literacki, edytor.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 1 grudnia 1954 w Tarnowie; syn Stanisława Mazurkiewicza, rzemieślnika, i Józefy z Wrońskich. W 1969 podjął naukę w Liceum Ekonomicznym w Tarnowie; w 1973 zdał tam maturę. Następnie od 1974 studiował filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Krakowie. W 1977 debiutował wywiadem, zamieszczonym w krakowskim „Magazynie Studenckim” (z. 10), przeprowadzonym z przewodniczącym Studium Słowa przy WSP. W 1979 uzyskał magisterium na podstawie pracy Semiotyka kultury Jurija M. Łotmana i rozpoczął staż asystencki w Instytucie Filologii Polskiej (IFP) WSP (od 1999 Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej, AP, od 2008 Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej, UP) w Krakowie. Równocześnie w 1977-79 odbywał dwuletnie Studium Religioznawcze ze specjalizacją filozofia religii w Instytucie Religioznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako badacz literatury debiutował w 1980 na łamach „Ruchu Literackiego” (nr 4) omówieniem zawartości dziesięciu tomów wydawanej w Tartu serii pt. Trudy po znakowym sistiemam (1964-1978). Artykuły, recenzje oraz tłumaczenia z języka rosyjskiego zamieszczał nadto w „Tekstach” (1981) i „Znaku” (1982-86). W 1980 zorganizował, a następnie do 1981 prowadził studencki Teatrzyk Radiowy „Strzykawka” w Radiu Akademickim Centrum. W 1981-82 przebywał na stażu naukowym w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie. W 1986 ukończył Studium Podyplomowe Nauczania Języka Polskiego jako Obcego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W badaniach naukowych zajął się głównie nurtem religijnym w literaturze staropolskiej, szczególnie pieśnią maryjną. Artykuły, recenzje i tłumaczenia publikował m.in. w „Pamiętniku Literackim” (1987, 1989, 1990), a także w pismach wychodzących poza cenzurą: „Arce” (1987; tu artykuły podp. erem) i „Alethei” (1988). W 1987 otrzymał za niezależną działalność wydawniczą stypendium redakcji paryskiej „Kultury” i wyjechał do Maisons-Laffitte pod Paryżem. Pod pseudonimem Marek Burski przetłumaczył z języka rosyjskiego trzy rozprawy opublikowane następnie w wydanej poza cenzurą książce zbiorowej pt. De profundis. Zbiór rozpraw o rosyjskiej rewolucji (Wwa 1988). W 1989 uzyskał doktorat na WSP na podstawie rozprawy Paradygmat Deesis a tradycja świętojańska w kulturze staropolskiej (promotor prof. Jan Okoń), za który otrzymał w 1990 II Nagrodę w konkursie Fundacji im. K. i M. Górskich na najlepszą pracę doktorską w dziedzinie humanistyki za rok 1989 oraz nagrodę Ministra Edukacji Narodowej III stopnia. W 1989 został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Zakładzie Kultury i Literatury Staropolskiej w IFP WSP; w 1994 objął funkcję kierownika Zakładu (od 2003 Katedra Literatury Staropolskiej i Oświeceniowej). Kontynuował działalność historycznoliteracką i przekładową publikując ponownie w „Znaku” (1990-97), a także m.in. w „Ruchu Literackim” (1990, 1994), „Dekadzie Literackiej” (1991), „Tekstach Drugich” (1992, 1995), „Przeglądzie Humanistycznym” (1993). W tym czasie zajął się też edytorstwem zabytków staropolskich. W 1995-97 był redaktorem serii wydawnictwa Znak Dziedzictwo Średniowiecza. W 2000 podjął stałą współpracę z kwartalnikiem „Salvatoris Mater”. Jako referent uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Mariologiczno-Maryjnym w Rzymie oraz przebywał na stypendium Fundacji Jana Pawła II w Bibliotece Watykańskiej (2000). W 2002 uzyskał habilitację na AP na podstawie rozprawy Polskie średniowieczne pieśni maryjne. Studia filologiczne. W 2003 został zatrudniony na stanowisku profesora AP. Wszedł w skład m.in.: Komisji Wschodnioeuropejskiej PAU, Polskiego Towarzystwa Mariologicznego, Pontificia Academia Mariana Internationalis (członek-korespondent), Komisji Historycznoliterackiej PAN Oddział w Krakowie. Zajął się też popularyzowaniem literatury dawnej w Internecie jako twórca i redaktor internetowych serwisów naukowo-edukacyjnych: Staropolska. Tradycja – Kultura – Literatura (www.staropolska.pl; od 2000), Meliton. Mediewistyka Literacka Online (www.meliton.gimnazjum.com.pl; od 2001), Mikołaj Rej 2005 (www.mikolajrej.pl). Kilkakrotnie otrzymał nagrody rektorskie AP (2003, 2005, 2007). Współpracował z Pracownią Języka Staropolskiego Instytutu Języka Polskiego PAN w Krakowie w realizacji projektu Biblioteka Zabytków Polskiego Piśmiennictwa Średniowiecznego. W 2007 został członkiem Komitetu Redakcyjnego dwumiesięcznika „Ruch Literacki”, w którym publikował także artykuły i recenzje (2008-09, 2013), nadto drukował rozprawy w „Pamiętniku Literackim” (2010), w piśmie „Pastores” (2011) oraz w „Konspekcie” (2016). W 2009 został redaktorem serii Inedita, wydawanej w ramach projektu badawczego Humanizm polski. Idee, nurty i paradygmaty humanistyczne w kulturze polskiej. W 2012 uzyskał tytuł naukowy profesora i stanowisko profesora zwyczajnego UP. W 2013 został członkiem – korespondentem PAU; pełnił funkcję sekretarza Wydziału I Filologicznego. Odznaczony medalem Komisji Edukacji Narodowej (2006).

W 1984 zawarł związek małżeński z Elżbietą Gracz; ma dwie córki: Katarzynę (ur. 1986) i Karolinę (ur. 1988). Mieszka w Krakowie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Tradycja świętojańska w literaturze staropolskiej. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1993, 232 s. Prace Monogr. WSP w Kr., 161.
Część rozprawy doktorskiej. – Zawiera: I. Rzut oka na tradycję świętojańską wieków średnich. – II. Zarys kultu świętojańskiego w dobie staropolskiej. – III. Święty Jan Chrzciciel w literaturze staropolskiej.
2. Deesis. Idea wstawiennictwa Bogarodzicy i św. Jana Chrzciciela w kulturze średniowiecznej. Kr.: Universitas 1994, 248 s., [18] tabl. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 [zmien.] i popraw. 2002, 346 s., [40] tabl., wyd. 3 2012.
Nagroda indywidualna Ministra Edukacji Nar. w 1995.
Zawiera części: I. Tradycja antyku chrześcijańskiego i średniowiecza. – II. Kultura staropolska.
3. Szkolny słownik literatury staropolskiej. [Autorzy:] J. Goliński, R. Mazurkiewicz, P. Wilczek. Red.: M. Pytasz. Katow.: Videograf II 1999, 352 s.
4. Polskie średniowieczne pieśni maryjne. Studia filologiczne. Kr.: Wydawn. Nauk. AP [Akademii Pedagogicznej] 2002, 412 s.
Rozprawa habilitacyjna. – Nominacja do nagrody głównej w konkursie im. J. Długosza w 2003.
Zawartość: I. Polska pieśń maryjna w średniowieczu: Rzut oka na dzieje badań: odkrycia – edycje – studia; Ogólna charakterystyka zasobu; Inwentarz polskich pieśni maryjnych do połowy szesnastego wieku. – II. Studia i analizy: Anna święta i nabożna...; Mocne boskie tajemności...; Świebodność Boga żywego...; Kwiatek czysty, smutnego sierca ucieszenie... – O staroczeskich wzorcach i analogiach polskich średniowiecznych pieśni maryjnych. – Zamiast konkluzji.
5. Z dawnej literatury maryjnej. Zarysy i zbliżenia. Kr.: Wydawn. Nauk. Uniw. Pedag. 2011, 223 s. Pr. Monograf., 582.
Zawartość: Cz. I: Motywy maryjne w dawnej poezji polskiej; Niepokalane Poczęcie; Zwiastowanie; Święta Rodzina; Stabat mater dolorosa; Aneks I. Staropolskie przekłady Stabat mater dolorosa; Aneks II. Przekłady Stabat mater dolorosa z XIX-XX w. – Cz. II. Zbliżenia. Tropy i lektury; Bogurodzica, Betlejem i Jordan; Przyczynek do staropolskiej recepcji „mariologii” Erazma z Rotterdamu; O staropolskich przekładach De partu Virginis Sannazara; Zapomniany poeta maryjny późnego baroku [dot. S. Dobińskiego].

Nadto rozprawy i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: O strukturalnej organizacji „ram” w tekstach recenzji krytycznych. „Teksty” 1981 nr 6 s. 147-151. – Semiotyka wieży Babel. „Znak” 1982 nr 4 s. 277-283. – Bogurodzica – między pieśnią a ikoną. „Znak” 1983 nr 5/6 s. 762-785. – Spór o znakowość sztuki. (Na marginesie dyskusji we współczesnej estetyce radzieckiej). „Ruch Lit.” 1984 nr 1/2 s. 59-65. – Muzyka niebiańska – muzyka ziemska. W: Musica Antiqua Europae Orientalis VII. Bydg.1985 s. 9-19. – Semiotyka Petersburga. „Znak” 1986 nr 11/12 s. 185-194. – Eschatologia Rusi Kijowskiej. W: Dzieło chrystianizacji Rusi Kijowskiej i jego konsekwencje w kulturze Europy. Lubl. 1988 s. 51-93. – Do genezy hymnu Jana Kochanowskiego „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary…”. „Ruch Lit.” 1990 nr 4/5 s. 293-308. – „Bogurodzica” w świetle tradycji chrześcijaństwa wschodniego. „Znak” 1994 nr 3 s. 30-41. – Uwstecznione średniowiecze. Obraz epoki w programach i podręcznikach literackich z lat 1949-1955. W: Wartości i manipulacje w podręcznikach szkolnych. Kr. 1995 s. 25-39. – Teologia apofatyczna w ujęciu ojca Sergiusza Bułgakowa. „Zesz. Nauk. UJ Religiologica” 1996 z. 29 s. 117-126. – Literatur des Mittelalters. [Przeł.:] M. Lami. W: Polnische Literatur. Kr.-Oldenburg 1999 s. 9-32. – „Matka Boga i człowieka”. Macierzyństwo Maryi w polskim piśmiennictwie średniowiecznym. (Przegląd ważniejszych motywów). „Salvatoris Mater” 2000 nr 2 s. 157-179. – Staropolskie officium defunctorum. („Wigilie za umarłe ludzie duszam w czyścu barzo pomocne”). „Slav. Occid.” 2000 t. 57 s. 79-106. – Zapomniane polonicum w zbiorach Biblioteki Watykańskiej. „Terminus” 2001 z. 1/2 s. 169-176 [dot. XVI-wiecznego rękopisu Macieja z Jawornik]. – Aniołowie w piśmiennictwie staropolskim. (Rekonesans bibliograficzny). W: Księga o aniołach. Kr. 2002 s. 563-587. – Mediewistyka literacka w internecie. W: Mediewistyka literacka w Polsce. Wwa 2003 s. 39-52. – O wężach, żmijach i jaszczurkach w literaturze polskiego średniowiecza, a osobnie o jednem robaczku albo wężu przez jadu. „Teksty Drugie” 2003 nr 1 s. 157-172. – Modlitewnik dla kobiet z XVI wieku. („Modlitewnik Ptaszyckiego I”). „Salvatoris Mater” 2004 nr 2 s. 293-329. – Dlaczego „Bogurodzicę” śpiewano w liturgicznym okresie Bożego Narodzenia? [Współaut.:] Z. Wanicowa. „Pam. Lit.” 2005 z. 2 s. 25-41. – Mediewistyka polonistyczna – stan aktualny i perspektywy rozwoju. W: Polonistyka w przebudowie. T. 2. Kr. 2005 s. 481-495. – Niepokalane Poczęcie w dawnej poezji polskiej (do końca XVIII w.). W: Niepokalane Poczęcie i życie chrześcijańskie. Niepokalanów 2005 s. 159-180. – O skarbie Piotra Wydżgi ukrytym w staropolskiej legendzie. W: Paradygmat pamięci w kulturze. Siedlce 2005 s. 427-449. – Ikona orędownictwa. „Pastores” 2006 nr 4 s. 115-121 [dot. ikony Deesis]. – „Kokosz naukami zbawiennymi utuczona”. O. Jacek Mijakowski OP na ambonach Krakowa. W: Wielcy kaznodzieje. Kr. 2006 s. 96-118. – Kilkanaście dalszych uzupełnień do źródeł „Rozmyślania przemyskiego”; Źródła i konteksty „Kazania praskiego”. (Rekonesans). [Współaut.:] P. Stępień. W: Amoenitates vel lepores philologiae. Kr. 2007 s. 198-201; 202-221. – Jeszcze jeden przyczynek do dziejów plagiatu w literaturze polskiej XVII wieku. „Ruch Lit.” 2008 nr 6 s. 591-600. – Inedita: Editions of Primary Sources. [Przeł.] U. Phillips. W: Humanism in Polish culture. Frankfurt am Main 2011 s. 219-231. – Łaciński pierwowzór kazań maryjnych Jana z Szamotuł (Paterka). „Ruch Lit.” 2013 z. 1 s. 15-34. – Andrzeja Olszamowskiego „Kolęda” na Rok Pański 1616. „Rocz. Przemyski” 2015 z. 2.

Przekłady tekstów R. Mazurkiewicz w antologiach zagranicznych: bułg.: Lûbimi polski avtori i tvorbi = Ulubieni polscy autorzy i dzieła. Veliko T’rnovo 2014, – niem.: Polnische literatur. Annäherungen. [Przeł.:] M. Lami, J. Krzysztoforska-Doschek. Hamburg 2011.
Przekład
1. G.I. Krug: Myśli o ikonie. Przeł. z ros. R. Mazurkiewicz. Białystok: Orthdruk 1991, 99 s.
Tekst w języku pol. i ros.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Cywilizacja więzienna. (Wypisy literackie). Cz. 1. Świadectwa rosyjskie. Wybór, oprac. [i wstęp:] R. Mazurkiewicz. Wwa: NOWA* [1984], 44 s. Wyd. nast. [z tytułem na okł.:] Świadectwa rosyjskie. Gdańsk: Kształt 1985.
Autor oprac. podp. pseud.: Marek Burski. – Zbiór fragmentów utworów i relacji pisarzy ros. o więzieniach przedrewolucyjnej Rosji i łagrach sowieckich.
2. Więźniowie nocy. Wypisy z polskiej literatury łagrowej. Wybór i oprac. R. Mazurkiewicz. Kr.: Arka 1991, 105 s.
3. Bóg się rodzi... 100 najpiękniejszych kolęd i pastorałek. Zebrał i oprac. R. Mazurkiewicz. Kr.: Arka 1992, 185 s.
Zawiera teksty i nuty.
4. Zrozumieć średniowiecze. Wypisy, konteksty i materiały literackie dla uczniów, studentów i nauczycieli. Wybór i oprac. R. Mazurkiewicz. Tarnów: Biblos 1994, 295, s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 zmien. 1994, wyd. 3 popraw. 1997.
5. Literatura staropolska. Przewodnik bibliograficzny dla studentów filologii polskiej. Oprac.: R. Mazurkiewicz, J. Okoń. Kr.: Wydawn. Nauk. WSP 1995, 36 s. Wyd. 2 zmien. tamże 1998.
6. Kultura średniowiecza i renesansu. Materiały z dziejów sztuki – dla liceów. Wwa: Stentor 1998, 60 s., [40] k. tabl.
7. „Jaśniejsza tysiąc nad słońce ...”. Pieśni i modlitwy maryjne z Kancjonału kórnickiego. Wstęp, transkrypcja tekstu i komentarz R. Mazurkiewicz. Red. nauk.: W. Walecki. Kr.: Collegium Columbinum 2000, 124 s.
8. Teksty o Matce Bożej. Polskie średniowiecze. Wstęp, wybór, oprac. R. Mazurkiewicz. Niepokalanów: Wydawn. Ojców Franciszkanów 2000, 358 s.
9. Korona Dziewicy Maryi. Antologia polskich średniowiecznych pieśni maryjnych = The Virgin Mary’s Crown. A Bilingual Anthology of medieval Polish Marian Poetry. Wybór i oprac.: R. Mazurkiewicz, M.J. Mikoś. Tłum.: M.J. Mikoś. Kr.: Collegium Columbinum 2002, 85 s. Bibl. Tradycji Lit.,44.
10. Literatura staropolska. Wybór tekstów. T. 1. Poezja. Wybór i oprac.: P. Borek i R. Mazurkiewicz. Kr.: Wydawn. Nauk. Akad. Pedag. 2002, 717 s. Wyd. 3 [!] zmien. tamże 2006.
11. Starożytność – średniowiecze. Antologia. Klasa I. Wwa: Stentor 2003, 231 s.
12. Wiadomych rzeczy pospolita śpiżarnia. Staropolska mądrość w sentencjach, przysłowiach i cytatach. Od Bogurodzicy do Kochanowskiego. Zebrał i oprac. R. Mazurkiewicz. Kr.: Księg. Akad. 2004, 293 s.
13. „Cantando cum citharista”. W pięćsetlecie śmierci Władysława z Gielniowa. Pod red. R. Mazurkiewicza. Słowo wstępne R. Mazurkiewicz. Wwa: Stow. „Pro Cultura Litteraria”; IBL PAN 2006, 190 s.
14. Amoenitates vel lepores philologiae. Pod red. R. Laskowskiego i R. Mazurkiewicza. Kr.: Inst. Jęz. Pol. PAN; Wydawn. Lexis 2007, 651 s.
15. Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego. Wybrali i ułożyli R. Mazurkiewicz i W. Podrazik. Kr.: Znak 2007, 188 s.
16. Kazanie na dzień Wszech Świętych (tzw. praskie). Wstęp: R. Mazurkiewicz i W. Wydra. Komentarz źródłowy: R. Mazurkiewicz i P. Stępień. Transkrypcja: E. Belcarzowa i W. Twardzik we współpracy z R. Mazurkiewiczem i W. Wydrą. Pozn.: Wydawn. „Pozn. Studia Polonist.” 2008, 65 s.
17. J. Mijakowski: Kokosz panom krakowianom w kazaniu za kolędę dana. Oprac. R. Mazurkiewicz. Wwa: Neriton 2008, 124 s. Bibl. Dawnej Lit. Popularnej i Okolicznościowej, 3.
18. Przedziwna Matka Stworzyciela Swego. Antologia dawnej poezji maryjnej. Wybrał, oprac. i wstępem opatrzył R. Mazurkiewicz. Wwa: Wydawn. Księży Marianów MIC 2008, 584 s.
19. G. Czaradzki: Rytmy o porodzeniu przenaczystym Bogarodzice Panny Maryjej. Wyd. i oprac.: R. Mazurkiewicz, E. Buszewicz. Red. nauk.: A. Nowicka-Jeżowa. Wwa: Neriton 2009, 269 s. Humanizm. Idee, nurty i paradygmaty hum. w kult. pol. – Inedita, 1.
20. J. Gawiński: Pieśni. Wyd. i oprac.: D. Chemperek. Red. nauk. R. Mazurkiewicz. Wwa: Neriton 2009, 167 s. Humanizm. Idee, nurty i paradygmaty hum. w kult. pol. – Inedita, 2.
21. S.F. Klonowic: Hebdomas to jest siedm tegodniowych piosnek. Wyd. i oprac.: M. Mejor i E. Wojnowska. Red. nauk. tomu: R. Mazurkiewicz, B. Przybyszewska-Jarmińska. Wwa: Neriton 2010, 234 s. + 1 dysk optyczny CD. Humanizm. Idee, nurty i paradygmaty hum. w kult. pol. – Inedita, 6.
22. A. Wolan: De libertate politica sive civili = O wolności Rzeczypospolitej albo Ślacheckiej. Tłum. S. Dubingowicz. Wyd. i oprac.: M. Eder i R. Mazurkiewicz. Red. nauk.: W. Uruszczak. Wwa: Neriton 2010, 478 s. Humanizm. Idee, nurty i paradygmaty hum. w kult. pol. – Inedita, 3.
23. S. Dobiński: Świt wierszów na święta Najświętszej Maryi Panny światu wydany. Oprac. R. Mazurkiewicz. Wwa: Neriton 2011, 99 s. Bibl. Dawnej Lit. Popularnej i Okolicznościowej, 8.
24. Kazania maryjne. Wyd. i oprac.: R. Mazurkiewicz i K. Panuś. Kr.: Unum 2014, 655 s. Kazania w Kult. Pol., 1.
25. G. Buchanan: Baptistes, sive Calumnia = Wiersz smutny, śmierć męczeńską świętego Jana Chrzciciela wyrażający. Przekł. W.M. Tepper. Wyd. i oprac.: E. Buszewicz, R. Mazurkiewicz. Red. nauk. tomu: P. Urbański. Lubl.: Tow. Nauk. KUL Jana Pawła II 2016, 303 s. Źródła i Monografie – Tow. Nauk. KUL, 438. Staropolski Dramat i Dialog Religijny, 1.
26. J.A. Koreywa: Utwory okolicznościowe. Oprac.: P. Borek, P. Mazurkiewicz. Wstęp: P. Borek. Wwa: Wydawn. Nauk. Sub Lupa 2017, 195 s. Bibl. Dawnej Lit. Popularnej i Okolicznościowej, 33.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2009.
Roman Mazurkiewicz. W: Leksykon Profesorów Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej 1946-2006. Kr. 2006.

Tradycja świętojańska w literaturze staropolskiej
J. K. GOLIŃSKI. „Pam. Lit.” 1996 z. 2 [dot. też: Deesis].

Deesis
A. BOROWSKI: Pomiędzy Bogiem a modlitwą człowieka. „Znak” 1995 nr 11.
K. KOWALIK. „Collectanea Theologica” 1995 nr 4.
J. K. GOLIŃSKI. „Pam. Lit.” 1996 z. 2 [dot. też: Tradycja świętojańska w literaturze staropolskiej].
K. KOWALIK. „Rocz. Teol.” 1997 z. 2.
K. PANUŚ. „Ateneum Kapł.” 2013 z. 3.
TENŻE. „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 2013 nr 4.

Szkolny słownik literatury staropolskiej
P. Borek. „Nowa Polszczyzna” 2000 nr 1.

Polskie średniowieczne pieśni maryjne
M. ELŻANOWSKA; A. CZYŻ: Jeszcze o Bogu rodzicy. „Ogród” 2003 nr 1/2.
T. MICHAŁOWSKA: Pochwała filologii. „Konspekt” 2003 nr 14/15.

Bóg się rodzi…
J. OKOŃ: Kantyczki odnowione. „Znak” 1993 nr 10.

„Jaśniejsza tysiąc nad słońce ...”
W. SZELIŃSKA. „Konspekt” 2001 nr 6.

Teksty o Matce Bożej
P. BOREK. „Salvatoris Mater” 2001 nr 1.
M. HANCZAKOWSKI. „Terminus” 2001 z. 1/2.

Przedziwna Matka Stworzyciela Swego
K.R. JAŚKIEWICZ. „Notes Wydawn.” 2008 nr 5.

G. Czaradzki: Rytmy o porodzeniu przenaczystym Bogarodzice Panny Maryjej
M. LENART: Świadectwo recepcji twórczości Jacopa Sannazara w literaturze staropolskiej. „Pam. Lit.” 2011 z. 4.</document>
<document nplp_id="3697" title="Piotr MITZNER" slug="piotr-mitzner">ur. 1955

Pseud.: (J.P.); Jan Pławski; Korsarz; (p.m.); P.M.; Paweł Jankowski; Paweł Mitzner; Redakcja; – wspólnie: z Jadwigą Jankowską-Cieślak: Jan Miciak; – wspólnie z Wojciechem Wiesławem Wiśniewskim: Bibliofil.

Poeta, historyk literatury, teatrolog, eseista, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 19 maja 1955 w Warszawie; syn Zbigniewa Mitznera (pseud. Jan Szeląg), felietonisty, satyryka, publicysty, i Larysy z Zajączkowskich, powieściopisarki, publikującej powieści sensacyjne i dla młodzieży pod pseudonimem Barbara Gordon. W 1956 wraz z rodziną zamieszkał w Podkowie Leśnej, gdzie uczył się w szkole podstawowej. W 1968 debiutował listem do redakcji pt. Jak dziwne bywają losy numizmatów, zamieszczonym w dziale korespondencji „Biuletynu Numizmatycznego” (nr 38). W 1968-69 zamieszczał ilustracje podpisywane pseudonimem Korsarz do powieści swojej matki pt. Na tropie „Korsarza”publikowanej w „Przyjacielu Młodego Spółdzielcy”.W 1970 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki w Pruszkowie. Od 1972, zmuszony do zmiany szkoły z powodu kolportowania wydawanych przez siebie nielegalnych gazetek: „Wspólnota” (ukazały się trzy numery) i „Czterdziestu Męczenników” (wyszło kilkanaście numerów), kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Milanówku; w 1974 zdał maturę. Debiutował jako poeta w 1972 wierszem pt. Zamknięte drzwi, opublikowanym w rubryce Kramik poetycki, redagowanej przez Jerzego Zagórskiego na łamach dziennika „Kurier Polski” (nr 124; podp.: Paweł Mitzner). W 1972-75 pisywał teksty piosenek dla zespołu „Trapiści”, działającego przy kościele pod wezwaniem św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej. Od 1973 uprawiał twórczość malarską (do 1992); w 1998 miał retrospektywną wystawę w Galerii Parawany w Podkowie Leśnej. W 1974-76 wraz z Krzysztofem Jaworskim organizował happeningi poetyckie odbywające się w Warszawie i Podkowie Leśnej. W 1974 podjął studia polonistyczne na UW, następnie od 1975 kontynuował studia na Wydziale Wiedzy o Teatrze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (PWST) w Warszawie; w 1979 uzyskał magisterium na podstawie pracy Oświetlenie w teatrach warszawskich, napisanej pod kierunkiem prof. Zbigniewa Raszewskiego. Jako tłumacz debiutował w 1976 przekładem z języka rosyjskiego wiersza Pietrusia Browki pt. Warszawie, opublikowanym w piśmie „Przyjaźń” (nr 3).W 1979-81 pełnił funkcję konsultanta programowego w Teatrze Powszechnym w Warszawie. W 1979 napisał i wyreżyserował w alternatywnym Teatrze Podkowa spektakle Krzyżewski oraz Ameryka odkrywa Amerykę.W 1979-82 należał do redakcji wydawanego przez Teatr Muzyczny w Gdyni rocznika „Teatr Muzyczny” (ukazały się trzy numery). Rozwijał twórczość literacką i publicystyczną, zamieszczając wiersze, artykuły, recenzje teatralne, a także wydania utworów i korespondencji z konspiracyjnego archiwum „Wisła”, zgromadzonego przez jego ojca, Zbigniewa Mitznera, m.in. w „Za Wolność i Lud” (1975; tu art. podp. (p.m.)), „Kulturze” (1976), „Itd” (1977), „Pamiętniku Teatralnym” (1977, 1979, 1981, 1983, 1988), „Poezji” (1977-78, 1981; tu m.in. noty podp. P.M.), „Dialogu” (1978, 1981, 1986-87, 1999), „Literaturze” (1979, 1981), „Nowym Wyrazie” (1979-80), „Meandrze” (1980-83; tu stała współpraca jako recenzent teatralny), „Odrze” (1981, 1987), „Więzi” (1984, 1987-88), „Powściągliwości i Pracy” (1985, 1988), „Russkoj Mysli” (Paryż; 1985-86; tu artykuł podp. pseud.: Paweł Jankowski), „Kronice Warszawy” (1986, 1988), „Literaturze Ludowej” (1986), a także w czasopismach wydawanych poza cenzurą: „Arce” (1983), „Nowym Zapisie” (1983; tu rejestr bibliograficzny książek wspólnie z W.W. Wiśniewskim podp. Bibliofil), „Karcie” (1984-89; także podp. pseud.: Jan Pławski; członek redakcji do 1997), „Arce” (Wybór) (1985-87; także podp. pseud.: Jan Pławski), „Kulturze Niezależnej” (1986). Od kwietnia do września 1980 wraz z K. Jaworskim prowadził działające poza cenzurą wydawnictwo Oficyna Wydawnicza P.T. Spółka Poetów w Podkowie Leśnej, w której ukazało się 11 tomików w większości w jego opracowaniu graficznym (nazwę wydawnictwa ujawniono w ostatnim tomiku z tej serii); wydawnictwo reaktywowano w 1990 (działało do 1999). W 1981-89 był kierownikiem redakcji literackiej niezależnego Wydawnictwa „Krąg”, a od grudnia 1981 członkiem rady tego wydawnictwa. W 1981 założył i do 1982 redagował Almanach Wydawnictwa „Krąg” pt. „Silva Rerum” (ukazały się dwa numery; tu w 1981 nota programowa podp. Redakcja). W 1981-84 odbywał studia doktoranckie w Instytucie Sztuki (IS) PAN. W 1981-83 należał do SDP oraz do Koła Młodych przy Oddziale Warszawskim ZLP. Od kwietnia do sierpnia 1982 był internowany w zakładzie karnym w warszawskiej dzielnicy Białołęka. W 1984-85 pełnił funkcję konsultanta repertuarowo-literackiego w Teatrze Polskim w Szczecinie. Równocześnie do 1986 pracował w Muzeum im. A. i J. Iwaszkiewiczów w Stawisku. W 1985 uzyskał w IS PAN doktorat na podstawie rozprawy pt. Postać Tadeusza Kościuszki w teatrze polskim 1803-1983 (promotor prof. Z. Raszewski). W 1985-89 był redaktorem naczelnym drugoobiegowego czasopisma „Rocznik Podkowiański” (ukazały się 3 numery). W 1986-92 pełnił funkcję kierownika literackiego Teatru im. S. Jaracza w Łodzi; zredagował wówczas wiele programów teatralnych. W 1987 był współzałożycielem Archiwum Wschodniego, gromadzącego relacje Polaków represjonowanych w ZSRR. W 1987-89 był zatrudniony na stanowisku adiunkta na Wydziale Wiedzy o Teatrze PWST w Warszawie. W listopadzie 1987 przebywał w Paryżu na stypendium przyznanym przez Niezależny Komitet Nauki. W 1989 został członkiem SPP. W 1990-91 był zastępcą redaktora naczelnego oficyny wydawniczej Interim. W 1990-93 prowadził stały felieton pt. Archiwum wschodnie w Radiu Wolna Europa. W 1990 otrzymał nagrodę Fundacji Polcul (Australia). Kontynuował współpracę z wydawanym wcześniej w drugim obiegu, a od 1991 legalnie, kwartalnikiem poświęconym historii Polski i Europy Środkowo-Wschodniej w XX w. „Karta”; w piśmie tym drukował do 2008 (podp. także P.M.) m.in. opracowania wspomnień więźniów z pobytów w obozach GUŁagu oraz działaczy opozycji, a także tłumaczenia z języka rosyjskiego. Współpracował również z Ośrodkiem „Karta”. W 1991 został członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia „Memoriał” oraz inicjatorem i koordynatorem współpracy z tym Stowarzyszeniem, m.in. organizował kilka międzynarodowych konferencji poświęconych historii XX wieku, kierował także międzynarodowym programem badawczym Wspólne miejsce – Europa Wschodnia, a w 1992-2007 był członkiem redakcji rosyjskiego czasopisma „Karta”, wydawanego przez Stowarzyszenie „Memoriał” w Riazaniu. W 1993-99 pełnił funkcję dyrektora ośrodka kultury „Koło Podkowy” w Podkowie Leśnej; w 1995 Koło otrzymało I nagrodę w Konkursie Fundacji Kultury „Małe Ojczyzny. Tradycja dla Przyszłości”. Podjął stałą współpracę z „Zeszytami Literackimi” (od 1994; tu m.in. od 2009 stały felieton pt. Jak znalazł) oraz z miesięcznikiem „Dialog” (od 1999; tu m.in. cykle felietonów: w 2000-03 pt. Rozmowy z hydrą,w 2005-06 pt. Sen wariata) . Wiersze, artykuły, felietony, recenzje, tłumaczenia z języka rosyjskiego publikował nadto m.in. na łamach pism: „Kultura” (Paryż; 1989, 1997), „Odra” (1990, 2000), „Pamiętnik Teatralny” (1990, 2010), „Kresy” (1993, 2005-06, 2009), „Podkowiański Magazyn Kulturalny” (1993-2014), „Krzywe Koło Literatury” (1997), „Kwartalnik Artystyczny” (1997, 2001, 2008, 2011, 2016), „Rzeczpospolita” (1997, 2000-01, 2003), „Tygodnik Powszechny” (1997, 2005, 2007), „Koło” (1998), „Zeszyty Historyczne” (Paryż; 1998, 2007-08), „Gazeta Wyborcza” (1999, 2000, 2008, 2014, 2016), „Więź” (1999, 2001, 2011), „Pracownia” (2000-01), „Teatr” (2000, 2002, 2005, 2007), „Literatura na Świecie” (2001), „Topos” (2004, 2007, 2010; tu m.in. arkusz poetycki Słowa ruchome nr 2-3, 2016), „Teksty Drugie” (2005-07), „Twórczość” (2006-07, 2010, 2013-14), „Przegląd Polityczny” (2009), „Colloquia Litteraria” (2012, 2015-16), „Pamiętnik Literacki” (2012, 2014), „Miasteczko Poznań” (2016), „Nigdy Więcej” (2016), „Konteksty” (2017). Utwory poetyckie ogłaszał też w czasopismach wydawanych za granicą, m.in. w rosyjskich „Utro” (1996), „Arion” (2002), „Zwiezda” (2009), „Kovčeg” (2013), białoruskim „Kałosie” (1998), kosowskim „Jeta e Re” (2002), francuskim „Poésie” (2004), litewskim „Naujoji Romuva” (2007), czeskim „Protimluv” (2011, 2013) oraz w słoweńskim piśmie „Apokalipsa” (2012). W 1998 przeprowadził się z Podkowy Leśnej do Warszawy. W 1999-2000 był zatrudniony na stanowisku adiunkta w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, a od 1999 na Wydziale Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie; w 2000-08 pełnił funkcję prodziekana wydziału, a w 2008-09 dyrektora Instytutu Filologii Polskiej. W pracy naukowej zajął się literaturą polską po 1918 (zwłaszcza biografią i twórczością Jarosława Iwaszkiewicza i literaturą wojenną) oraz polsko-rosyjskimi związkami literackimi. W 1999-2000 wchodził w skład jury konkursu Fundacji Kultury „Małe Ojczyzny. Tradycja dla Przyszłości”. W 2000 objął funkcję zastępcy redaktora naczelnego wydawanego w Warszawie w języku rosyjskim miesięcznika „Nowaja Polsza”; na jego łamach zaczął publikować też artykuły oraz wiersze. W 2001 został członkiem Polskiego PEN Clubu (od 2012 członek Zarządu, skarbnik). W 2003 uzyskał habilitację na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego na podstawie rozprawy pt. Na progu. Doświadczenia religijne w tekstach Jarosława Iwaszkiewicza. W 2004 został profesorem nadzwyczajnym na UKSW. W 2004-08 był członkiem Komisji Edukacji Szkolnej i Akademickiej Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W 2006 został członkiem Rady Fundacji „Borussia”, a w 2008 także Rady Redakcyjnej czasopisma „Borussia”. W 2007 wszedł w skład jury Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. C.K. Norwida, a w 2012 jury Nagrody im. R. Kapuścińskiego. W 2008 został członkiem Międzywydziałowej Komisji PAU do Badań Diaspory Polskiej. W 2010 wszedł do Rady Naukowej Stowarzyszenia „Memoriał” w Sankt Petersburgu. W 2012 został członkiem komitetu redakcyjnego kwartalnika „Tekstualia” (tu też artykuły, wiersze oraz przekłady z języka rosyjskiego i ukraińskiego) oraz redaktorem serii Biblioteka Zapomnianych PoetówOśrodka Brama Grodzka w Lublinie. W 2013 otrzymał tytuł naukowy profesora. W tymże roku wszedł w skład kolegium redakcyjnego czasopisma „Vestnik LGU [Leningradskij Gosudarstvennyj Universitet. St. Peterburg] im. A.S. Puszkina. Filosofia” . W 2013-17 był kierownikiem międzynarodowego programu badawczego W poszukiwaniu misji emigracji. Polsko-rosyjskie kontakty literackie 1919-1989. Za działalność naukową otrzymał dwukrotnie Nagrodę Rektora UKSW (2004, 2012), a za twórczość eseistyczną Nagrodę „Zeszytów Literackich” im. J. Czapskiego (2012). Wyróżniony m.in. odznaką Zasłużony Działacz Kultury (2001), Srebrnym Krzyżem Zasługi (2005), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2009).

W 1983 ożenił się z Katarzyną Madoń, redaktorką (rozwód 2001); z tego związku ma dwoje dzieci: Annę (ur. 1985; po mężu Izdebska), filozofkę, arabistkę oraz Marcina (ur. 1987), działacza organizacji pozarządowych. W 2001 ożenił się z Iwoną Libuchą, tłumaczką (rozwód 2013). Mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Dusza z ciała wyleciała. [Wiersze]. Podkowa Leśna: [Ofic. Wydawn. P.T.* 1980], [12] s.
2. Z czasem. [Wiersze]. [Podkowa Leśna: Ofic. Wydawn. P.T.* 1980], 11 s. Ser. Poetycka, 9.
3. Podróż do ruchomego celu. [Wiersze]. Wwa: Warsz. Niezal. Ofic. Poetów i Malarzy*; Przedświt* 1985, 27 s.
4. Teatr światła i cienia. Oświetlenie teatrów warszawskich na tle historii oświetlenia od średniowiecza do czasów najnowszych. Wwa: PIW 1987, 303 s.
Zmien. wersja pracy magisterskiej. – Nagroda im. E. Csató, przyznana przez Klub Krytyki Teatr. SD PRL i Departament Teatru, Muzyki i Estrady Min. Kultury i Sztuki w 1988.
5. Zmiana czasu. [Wiersze]. Podkowa Leśna: Ofic. Wydawn. P.T. – Spółka Poetów 1990, 67 s.
6. Las. [Wiersze]. Podkowa Leśna: Galeria Parawany 1996, [54] s.
7. Hans wieczny tułacz. [Szkic]. Podkowa Leśna: Koło Podkowy 1999, 17 s. Przedr. zob. poz. 15.
Dot. J.-H. Effenbergera-Śliwińskiego.
8. Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Esej o małżeństwie. Kr.: WL 2000, 143 s. Pary. Wyd. 2 popraw. i rozszerz. tamże 2008.
9. Myszoser. [Wiersze]. Wwa: Przedświt 2000, 90 s. Przedr. zob. poz. 29.
Nagroda Lit. Fundacji Kultury w 2000.
10. Kto gra „Antygonę”?. O tragicznych przyczynach i skutkach. [Szkice]. Podkowa Leśna: Aula 2002, 203 s.
Wyróżnienie Fundacji Kultury w 2002, nominacja do Nagrody Lit. im. W.S. Reymonta.
Zawartość: Wstęp. – Mroczny blask tragizmu; Tragiczne powinności; Polska gra Antygonę [o różnych wyst. dramatu Sofoklesa]; Czy dzieje Polski są tragiczne?; Wyznanie tragiczne; Tragizm bez tragedii; Tragizm odnaleziony [dot. K. Swinarskiego].
11. Teatr Tadeusza Kościuszki. Postać Naczelnika w teatrze 1803-1994. Wwa: Wydawn. UKSW 2002, 318 s. Bibl. Polonist. UKSW.
12. Na progu. Doświadczenia religijne w tekstach Jarosława Iwaszkiewicza. Wwa: Wydawn. UKSW 2003, 420 s.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: Wyznanie pisarza; Charakter pisma; Krótko o metodzie; Matczyna spódnica; Sancta simplicitas; Młodość to inni; Święty rok; Pejzaż z kościołem; Katolicki, czyli powszechny; Święta Ruś; Azjaci; Prawosławie; Według [L.] Tołstoja; Abstrakcyjnemu Bogu; Reb Isze i jego naród; Papież – władca świata; Kapłani tego świata; Pycha – pierwszy z grzechów głównych; Rozmowa z [J.] Liebertem; Brak wiary; Pragnienie wiary; Nawrócenie; Droga; Zbędne pytania; Absolutna pełnia; Inni bogowie, inne drogi; Dionizos; Herezja suficka; Herezja germańska; Boska Historia; Sakrament poezji; Herezje romantyczne; Rozmowy z duchami; Credo panteisty; Bóg ukryty; Muzyka; Inna Rzeczywistość; Potężny Bóg; Odmiany nicości; Zmaganie się z Bogiem; Modlitwa; Syn człowieczy; Zastępcy; Anioły; Diabły; Nie zabijaj; Pax vobiscum; Wyznanie grzechów; Sakramenty; Świętość; Najświętsza; Zawsze na progu.
13. Zagrać wszystko. [Szkice teatralne]. Wwa: „Twój Styl” 2003, 312 s.
Zawartość: Gdzie to jest?; Zdziwienie; Zasłona; Granica; Zachwyt; Opowieść; Historia; Wolność;
Istota; Po prostu; Teatr w rodzinie.
14. Pustosz. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2004, 135 s. Przedr. zob. poz. 29.
15. Gabinet cieni. [Szkice biograficzne]. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2007, 165 s.
Nominacja do Nagrody Lit. im. J. Mackiewicza w 2008.
Zawartość: Od Autora. – Hans wieczny tułacz [poz. 7]; Milczenie [H.] Józewskiego; Mistrz
[A.] Mauersberger.
16. Podmiot domyślny. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2007, 95 s. Przedr. zob. poz. 29.
Nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius.
17. Dom pod świadomością. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2008, 85 s. Przedr. zob. poz. 29.
Nominacja do Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” w 2009.
18. Niewidy. [Poemat]. Rysunki P. Mitzner. Wwa: tCHu 2009, 39 s. Przedr. zob. poz. 29.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: tCHu 2009, 1 płyta CD-ROM.
19. Biedny język. Szkice o kryzysie słowa i literaturze wojennej. Wwa: Wydawn. UKSW 2011, 316 s.
Zawartość: Wstęp. – Kryzys odziedziczony; Hiszpania nieprzedstawiona; Język okupowany. (1939-
1944); Bez słów i kłamstw; Metafora idzie na wojnę; Słowo w zaciemnionym pokoju; Romantyczna
pułapka; Podziemie i tradycja europejska; Słowa zabite i słowa ocalone; Słowa uwięzione; Wszystkie
dawne dylematy; „Nie należy liczyć na inteligencję ludzi z bronią w ręku”. Los i metoda badawcza
Michała Borwicza.
20. Jedność w różnorodności = Unity in diversity = Unité dans la diversité. [Album]. Tekst P. Mitzner. Wwa: Poczta Polska S.A. 2011, 120 s.
21. Kropka. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2011, 94 s. Przedr. zob. poz. 29.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2012.
22. Droga do Rosji. [Eseje]. Wwa: Errata 2012, 210 s. Wyd. nast. pt. Memoriał. Droga do Rosji. Kr.: Inst. Książki; Wwa: Nowaja Polsza 2015, 191, [16] s. Bibl. Nowej Polszy.
Zawartość: Wstęp. – Rozwiązuje się Związek Radziecki. Rozmowy w Moskwie (luty-grudzień 1990); Dlaczego nikt nie podbił Rosji? Rozmowa z Wasilijem Sachnowskim; „Memoriał”. Opowieść z roku 1992 z najniezbędniejszymi uzupełnieniami; To, co pozostało, czyli dokumenty i pamięć [w wyd. nast. pt.: To, co pozostało, czyli dokumenty]; Głosy dysydentów; Z punktu widzenia „Nowej Polszy”; Post scriptum [w wyd. nast. pominięto].
23. W oku Kuku. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2012, 96 s. Przedr. zob. poz. 29.
24. i po kropce. [Wiersze]. Wwa: tCHu 2013, 70 s. Przedr. zob. poz. 29.
Nominacja do Nagrody Lit. im. ks. Jana Twardowskiego w 2014.
25. Jak znalazł. [Szkice]. Kr.: Pasaże 2014, 411 s. Granice Wyobraźni.
Zawartość: Urywki ciągłości; Pochwała Erazma; Sztuka improwizacji; Wizyta w krypcie; Prawo człowieka; Niebieski zeszyt; Zaginiony portret Amelii Załuskiej; Zmora; Powstańcy na morzu; Żywy cmentarz; Na tropie pornosów; Polityka i etyka (Napoleon III w oczach Marksa i [M.] Zdziechowskiego); Wezwać lekarza!; Wpływy polskie na duszę rosyjską; Iwaszkiewicz (do pewnego stopnia) futurysta; Prawdziwe życie Piotra Rozłuckiego [dot.: S. Żeromski: Uroda życia]; Najstarszy człowiek [dot. Z. Żnińskiego]; Kolega Mandelsztama [dot. K.W. Zawodzińskiego]; Agent ST 1; Futurysta ma pomysły [dot. B. Jasieńskiego]; Okrągły stół ks. Korniłowicza; Pęcice; O Antonim Marylskim; Egzamin z [K.] Irzykowskiego; Wspomnień czar; Tak, ale; Fłojera; Król „białych kurierów” [dot. P. Romanowa]; Jeszcze Gruzja nie zginęła; [K.I.]Gałczyński. Zakładki; Bies małej stabilizacji [dot. J. Falkowskiego]; Jasnowidz z Milanówka [dot. W. Pyffelo]; Niewoli dość!; Proboszcz komunistycznej Polski [dot. S. Wyszyńskiego]; Spowiedź szesnastu [dot.: Rachunek pamięci. Wwa 2012]; Pytania do Radia Warszawa – 1956; To jeszcze wróci; Iwaszkiewicz „Rozdwojony w sobie”; Psi bracia Jarosława Iwaszkiewicza; Sny o Iwaszkiewiczu; Weryfikacja [Z.] Raszewskiego; Jerzy Koenig – dziekan – Jurek; Z opowieści domowej; Spotkania z [J.] Zarubą; Domokrążcy; Pani Alicja [Sternowa]; Ksiądz Leon [Kantorski]; Służyć prawdzie [rozmowa z ks. Leonem Kantorskim]; Pan [J.]Domeradzki; Biblioteka hipisów; Dygresja o narkotykach [dot. J. Pawlińskiej]; Fotograf-pielgrzym; Szmergun na smugu; Miasto; Sucha kawa; Normalni i nienormalni w ośrodku kultury; Pan Olek [dot. A. Dąbrowskiego]; Ad acta; Prasówka; Uwaga, przełomy!; Redaktor [dot. J. Giedroycia]; Konserwatystom ku przestrodze; Ocet i strach; Konsekwencje; O piłowaniu; Myśl techniczna; W malinach; Ex oriente; Po śmierci Natalii Gorbaniewskiej (1936-2013); Muzeum Czeczenii; Gość w dom; Poniżający i poniżani; Inteligenci, łączcie się!; Jacques Maritain jako miotła; Którędy, panie w zaświaty?; Teatr z prawdziwego zdarzenia [dot. esejów Ł. Drewniaka publ. w „Dialogu”]; Świat napisów; Pociąg; Promocje; Dziecinne pytania.
Przekł. ros. szkicu: Proboszcz komunistycznej Polski: Pastyr kommunističeskoj Pol’ši. W: Pravo na imâ. Sankt-Petersburg 2013 s. 24-42.
26. Warszawski „Domek w Kołomnie”. Rekonstrukcja. Wwa: Bibl. „Więzi”; Wydawn. UKSW 2014, 232 s. Bibl. „Więzi”, 297.
Dot. rosyjsko-polskiego klubu dyskusyjnego działającego w l. 1934-36. – Zawartość: Dlaczego „Domek w Kołomnie”?; Krużki jako system; Rosyjskie krużki w Polsce; Po co w Warszawie zbudowano „Domek w Kołomnie”; Zarząd; Uczestnicy spotkań; Tematy spotkań; Jak rozrastał się „Domek w Kołomnie”; Aneks [tu m.in. część odczytów wygłoszonych w „Domku w Kołomnie”].
27. Metamorfozy Lwa (Leona) Gomolickiego. [Współaut.:] L. Fleishman. Wwa: Wydawn. UKSW 2015, 316, [8] s. tabl.
Zawartość: Wstęp. – I. W Rosji i po Rosji; II. W Warszawie; III. Pożegnanie z przeszłością. – Aneks. Wybór tekstów Lwa Gomolickiego [w przekł. m.in. P. Mitznera].
28. Warszawski krąg Dymitra Fiłosofowa. Wwa: Tow. „Więź”; Wydawn. UKSW 2015, 251 s. Bibl. „Więzi”, 313.
Zawartość: Słowo wstępne; Fiłosofow i [J. i M.] Czapscy; Przypowieść o Orozjuszu; „Jeden z moich przyjaciół Rosjan” (Dymitr Fiłosofow i Marian Zdziechowski); Mała dygresja o wielkim uczonym [dot. T. Zielińskiego]; Trudna przyjaźń. Dymitr Fiłosofow – Maria Dąbrowska – Stanisław Stempowski; Udręczona dusza Jessiki. (O Jewgenii Weber-Hiriakowej); „Mężny franciszkanin”, poeta, spiskowiec (Władimir Władimirowicz Brand); Obcy wśród obcych. Julian Tuwim i rosyjscy emigranci; Redaktor i komendant. Listy do Anioła Stróża (Zofii Dobrowolskiej); Pomnik Fiłosofowa; Rosyjskie cienie; Polskie cienie. – Zamiast posłowia.
29. Wybiór. [Wiersze]. Wstęp: J. Łukasiewicz. Wwa: Tchu Dom Wydawn. 2015, 513 s.
Zawiera poz. 9, 14, 16-18, 21, 23, 24; cykl: Nie na miejscu, – nadto: Głosy o wierszach Piotra Mitznera [wypowiedzi krytyków].
30. polak Mały. [Wiersze].[Posł.:]K. Kuczyńska-Koschany. Wwa: tCHu doM wYdawniczy 2016, 66 s.
31. Klerk w studni. [Wiersze]. Wwa: tCHu doM wYdawniczy 2016, 64 s.
Nominacja do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego w 2017.
32. Ulica tablic. [Wiersze]. Wwa: tCHu doM Wydawniczy 2017, 49 s.

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Teatralia w archiwum „Wisły”. „Pam. Teatr.” 1977 z. 3 s. 403-421. – Wszystko o kurtynie. „Dialog” 1978 nr 5 s. 130-140. – „Pieśń o ziemi naszej” Leona Schillera w Teatrze na Wyspie. „Pam. Teatr.” 1979 z. 2 s. 301-310, przedr. „Tekstualia” 2015 nr 1 s. 191-200. – Biblioteka Teatru Powszechnego w Warszawie. „Pam. Teatr.” 1981 nr 1/2 s. 169-183. – Poeta w ruinach teatru. „Meander” 1981 nr 2 s. 92-103. – Wacław Maciejowski i jego uczniowie. „Meander” 1981 nr 4 s. 200-215. – Fajerwerki. „Pam. Teatr.” 1983 nr 1 s. 59-79. – Polityka i etyka. Napoleon w oczach Marksa i Zdziechowskiego. „Kult. Niezal.”* 1986 nr 18 s. 32-42. – Teatralia w archiwum Benedykta Hertza. [Współaut.:] M. Arska. „Pam. Teatr.” 1988 nr 3/4 s. 509-524. – Epoka [K.] Majeranowskiego. „Pam. Teatr.” 1990 nr 3/4 s. 337-358. – Ogromna przestrzeń na samotność. Bies małej stabilizacji. „Karta” 1991 nr 4 s. 4-29 [dot. J. Falkowskiego]. – Śmierć futurysty. „Karta” 1993 nr 11 s. 58-76 [dot. B. Jasieńskiego]. – Normalni i nienormalni w ośrodku kultury. W: Normalność i normalka. Próba zastosowania pojęcia normalności do badań młodzieży. Wwa 2001 s. 256-269. – Wojciech Bogusławski. „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale”. W: Dramat polski. Cz. 1. Gdańsk 2001 s. 111-118. – Dlaczego? „Teksty Drugie” 2006 nr 1/2 s. 326-337 [dot. postaw pisarzy w okresie stalinizmu]. – Die Säuberung Lembergs. W: Deutsche und Polen und nach während dem Zweiten Weltkrieg. Berlin 2007 s. 51-66. – Lektury romantyczne w Generalnym Gubernatorstwie. W: Polska literatura współczesna wobec romantyzmu. Lubl. 2007 s. 297-306. – Pytania do Radia Warszawa – 1956. „Zesz. Hist.”, Paryż 2007 z. 160 s. 180-191. – Tajemnice „Wolności”. „Zesz. Hist.”, Paryż 2007 z. 159 s. 19-33 [dot. konspir. czasop. „Wolność”]. – Zaciemniony pokój. „Teksty Drugie” 2007 nr 5 s. 149-164 [dot. J. Korczaka]. – Zaginiony portret Amelii Załuskiej. „Twórczość” 2007 nr 3 s. 61-74. – Avtobiografiâ v pograničnoj situacii. O dnevnike Ânuša Korčaka. W: Pravo na imâ. Sankt-Peterburg 2008 s. 109-125. – Metafora idzie na wojnę. Uwagi nad tekstami napisanymi w Warszawie w latach 1939-1944. „Stud. Litteraria Polono-Slavica” 2008 t. 8 s. 247-254. – Autor, zesłaniec i tłumacz. Wokół [A. von] Kotzebuego. „Pam. Teatr.” 2010 z. 1/2 s. 222-238. – Mandelsztama droga do Polski. Początki recepcji (1925-1947). „Tekstualia” 2012 nr 2 s. 173-181, wersja ros. pt. Načalo vosprijatâ Mandel’štama v Pol’še (1925-1947). W: Korni, pobegi, plody… Cz. 1. Moskva 2015 s. 52-60. – Milczenie Aleksandra Wata. „Colloquia Litteraria” 2012 nr 1 s. 7-17. – Był tu, w Warszawie. O poecie Władimirze Brandzie. W: Znaczenie, tekst, kultura. Wwa 2014 s. 269-276. – Rosyjska szkoła przekładu (na wychodźstwie). „Tekstualia” 2014 nr 1 s. 89-96. – Sekretnaâ biografia Henryka Jurevskogo. W: Pravo na imâ. Sankt-Peterburg 2015 s. 114-121. – Borys Pasternak w polskiej konspiracji. „Colloquia Litteraria” 2016 nr 2 s. 181-188. – Rosjanin do rozmów pilnie poszukiwany. W: Rosyjski łącznik. Rzecz o Jerzym Pomianowskim. Lubl. 2016 s. 313-324. – Powrót „Czerwonej fufajki”. „Tekstualia” 2017 nr 1 s. 173-177.

Wybór wierszy w przekł.: ros.: Čto slučilos’ v našem dome. [Przeł.:] I.N. Sitnikov. Râzan’ 2000.

Przekłady wierszy P. Mitznera w publikacjach ros.: G. Sever’ânova: Pejzaž duši. Moskva 2004; Sdelano v Pol’še, vek – XX. [Wybrał i przeł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009.
Przekłady i adaptacje teatralne
1. Molière: Świętoszek. [Utwór dramatyczny]. Oprac. tekstu. P. Mitzner. Wyst.: Reż.: M. Kochańczyk. Wwa, T. Powsz. 1980. Wyst. nast. pt. Tartuffe, czyli Świętoszek. Reż.: W. Brydak. Koszalin, Bałtycki T. Dram. im. J. Słowackiego 1985.
2. Wszystkie spektakle zarezerwowane. [Program składany]. Układ tekstu E. Bukowińska i P. Mitzner. Praprem.: Reż.: E. Bukowińska. Wwa, T. Powsz. 1981.
Wyst. nast. pt. Bez ingerencji cenzury: Tor., T. im. W. Horzycy 1981. – Druk tekstów poetyckich zob. Prace redakcyjne poz. 4.
3. A. Schnitzler: Pod Zieloną Papugą. [Utwór dramatyczny]. Tłum. [i wstęp P. Mitzner, J. Jankowska-Cieślak]. Wwa: Krąg* 1981, 53 s.
Przekł. i wstęp podp.: Jan Miciak.
4. Pieśni Oleny. [Ukraińskie pieśni ludowe]. Przekł. i wstęp: O. Leonenko i P. Mitzner. Podkowa Leśna: Ofic. Wydawn. P.T.-Spółka Poetów 1993, 24 s.
5. S.A. Kowaliow: Byłem w Czeczenii. [Szkice]. Wybór i oprac.: T. Kizny, P. Mitzner. Przekł.: R. Niedzielko, P. Mitzner. Wwa: Pol. Memoriał; Podkowa Leśna: Koło Podkowy 1995, 65 s.
Tu P. Mitzner podp.: J. Pławski.
6. Pieśni ormiańskie. Przekł.: A. Dżanojan i P. Mitzner. Podkowa Leśna: Ośrodek Kultury Koło Podkowy 1995, 25 s.
Tekst w jęz. pol. i orm.
7. W. Sorokin, A. Zeldowicz: Moskwa. [Scenariusz filmowy]. „Lit. na Świecie” 2001 nr 10/11 s. 223-293.
8. S. Stratanowski: Niedaleko od Czeczenii. [Poemat]. Podkowa Leśna: Aula 2001, 39 s.
Tekst w jęz. ros., pol. i czeczeńskim.
9. [A. Kurejczyk] N. Mickiewicz: Niebo. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2005 nr 12 s. 70-104. Wyst. teatr.: Reż.: A. Jadowska. Wwa, T. Prochoffnia 2007, – tv: w cyklu Czytanie dramatu. TVP Kultura 2007.
10. S. Stratanowski: Pcharmat skowany. [Utwór dramatyczny]. „Podkowiański
Mag. Kult.” 2007 nr 1 s. 9-11.
11. J. Iwaszkiewicz: Za dwadzieścia pięć lat. [Utwór dramatyczny]. Przeł. z ros. i podał do druku P. Mitzner. W: Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina. Podkowa Leśna 2011 s. 62-75.
12. A. Kruczonych: Zwycięstwo nad słońcem. Opera w 2 akciskach 6 obrazach. [Libretto]. „Dialog” 2011 nr 9 s. 144-155.

Zob. też Twórczość poz. 27
Prace edytorskie i redakcyjne
1. J. Krzyżewski: Poezje. Wybrał i oprac. P. Mitzner. Wstępem opatrzył J. Iwaszkiewicz. Wwa: PIW 1978, 241 s.
Tu też P. Mitznera: Życie i śmierć Juliusza Krzyżewskiego.
2. Z. Mitzner: Spotkania. Wspomnienia, polemiki, korespondencja. Wybór P. Mitzner. [Wstęp:] B. Krzywobłocka. Kr.: WL 1979, 228 s.
Na k. tyt. również pseud. autora: J. Szeląg. – Felietony i wspomnienia z l. 1937-68 [niektóre wyd. z
rkpsu].
3. Kaczka drukarska. [Antologia]. Wstęp: P. Mitzner, elka. [Podkowa Leśna]: Ofic. Wydawn. P.T.* [1980], [12] s. Ser. Poetycka, 10.
4. Wszystkie seanse [!] zarezerwowane. Wiersze z lat 1970-1980. Układ: E. Bukowińska, P. Mitzner. [Wwa]: NZS Politechniki Warsz.* 1981, 28 s.
Zbiór tekstów poetyckich z przedstawienia „Wszystkie spektakle zarezerwowane” zob. Przekłady i adaptacje poz. 2.
5. Strofy o teatrze. Antologia. Wybór i oprac.: K. Madoń, P. Mitzner. Wwa: Iskry 1982, 190 s.
6. 100 premier w rysunkach Andrzeja Mleczki. (Wybór). [Album]. Koncepcja graf. i adapt. rysunków Z. Koszałowski. Red.: E. Gryń, P. Mitzner. Łódź: T. im. S. Jaracza 1989, [118] s., nlb.
7. Rosja a Katyń. Koncepcja całości P. Mitzner. Oprac. red.: I. Porycka, A. Wancerz-Gluza. Wwa: Karta 1994, 109 s. Biul. HAI Hist. Ag. Inf.
8. Misja Kowaliowa. Rzecz o Siergieju Adamowiczu Kowaliowie i jego współpracownikach, którzy w krytycznym dla Rosji momencie znaleźli się w Czeczenii. Koncepcja i oprac. całości P. Mitzner. Wwa: Karta 1996, 150 s.
9. J. Miernowski: To była noc. Wiersze i proza. Podał do druku P. Mitzner. Wwa: Wydawn. UKSW 2004, 271 s.
10. M. Iwaszkiewicz: Z pamięci. [Wspomnienia]. Przygot. do druku P. Mitzner. Wwa: Czyt. 2005, 282 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2016.
11. T. Zieliński: Autobiografia; Dziennik 1939-1944. Podali do druku: H. Geremek, P. Mitzner. Wwa: Wydawn. DiG; Ośrodek Badań nad Tradycją Antyczną w Polsce i Europie Środkowowschodniej UW 2005, 417 s. Ludzie i Teksty, 3.
Wyd. w wersji niem.: Mein Lebenslauf. Tagebuch 1939-1944. Frankfurt am Main: Peter Lang 2012, 283 s.
12. J. Iwaszkiewicz: Pogoda czasu. [Wiersze]. Wybór, posł. i nota wydawn. P. Mitzner. Wwa: Iskry 2006, 134 s.
13. Z. Mitzner (J. Szeląg): Zenit i nadir. [Powieść]. Do druku podał P. Mitzner. Tor.: Wydawn. A. Marszałek; Wwa: przy współpracy Ośrodka Kultury Ochota 2006, 146 s.
14. Księga Psalmów. Modlitwa, przekład, inspiracja. Pod red. [i ze wstępem] P. Mitzner. Wwa: Wydawn. UKSW 2007, 312 s.
Zbiór tekstów z konferencji zorganizowanej przez Wydz. Nauk Hum. UKSW w dn. 9-10 listopada 2004.
15. N. Jewreinow: To, co najważniejsze. Dla jednych komedia, a dla innych dramat w czterech aktach. [Utwór dramatyczny]. Tłum.: P. Smolik. [Oprac.:] M. Zielonka-Kowalska, P. Mitzner. „Dialog” 2008 nr 7/8 s. 122-186.
16. L. Zajączkowska-Mitznerowa: Drzewa i kamienie. Wiersze z lat 1967-1987. Podał do druku P. Mitzner. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2008, 86 s.
17. L. Zajączkowska-Mitznerowa: Powieść życia. Dzienniki i wspomnienia. Podał do druku P. Mitzner. Tor.: Wydawn. A. Marszałek 2008, 306 s.
Na okładce też pseud. lit. autorki: Barbara Gordon.
18. Hiob biblijny, Hiob obecny w kulturze. Pod red. P. Mitznera i A.M. Szczepan-Wojnarskiej. Wwa: Wydawn. UKSW 2010, 374 s.
Materiały z konferencji zorganizowanej 16-17 listopada 2009 w Wwie.
19. J. Iwaszkiewicz: Sprawy osobiste i inne wiersze rozproszone. Wybór i oprac. P. Mitzner. Wwa: Czyt. 2010, 211 s.
Na okł. i s. przedtyt.: „Ex libris Jarosława Iwaszkiewicza”.
20. L. Gomolicki: Sočineniâ russkogo perioda. [Oprac.:] L. Beloševskaâ, P. Mitzner, L. Flejšman. [Red. nacz.:] L. Flejšman. T. 1-3. Moskva: Vodolej 2011, 701+665+ 698 s.
Tu w t. 1 wstęp autorów oprac. pt. Lev Gomolickij i russkaâ literaturnaâ žizn’ w mežvoennoj Pol’še, s. 5-282.
21. J. Pomianowski: Z Mandelsztama. Siedem wierszy [w przekł. J. Pomianowskiego]. Przygot. do druku: P. Mitzner, A. Peciak. Wstęp pt. Sztuka wysoka: P. Mitzner. Oprac. graf.: K. Rumowski. Kr.,Wwa: Inst. Książki 2013, 27 s.
Druk bibliofilski.
22. Tekst wołyński – literacki Wołyń. Numer zredagowali [i opatrzyli wstępem]: P. Mitzner, H. Dubyk. „Tekstualia” 2013 nr 2, 200 s.
Tu m.in. teksty P. Mitznera: Poeta z Ostroga, s. 37-40 [dot. L. Gomolickiego]; Skąd zło? Wypisy wołyńskie, s. 115-116.
23. [Z. Mitzner] J. Szeląg: Felieton o mojej Warszawie. Do druku podał P. Mitzner. Wwa: Muzeum Warszawy 2014, 525 s. Bibl. Warsz.
24. D. Fiłosofow: Trudna Rosja. (1900-1916). Wybór i oprac.: P. Mitzner. Przekł. H. Dubyk. (Pisma wybrane. T. 1).Wwa: Wydawn. UKSW 2015, 299 s.
25. D. Fiłosofow: Rosjanin w Polsce. (1920-1936). Wybór i oprac.: P. Mitzner. Kwerenda: S. Kuziur. Przekł.: H. Dubyk, E. Skalińska, R. Szczęsny. (Pisma wybrane. T. 2). Wwa: Wydawn. UKSW 2015, 510 s.
26. W poszukiwaniu zatraconej solidarności. [Studia i materiały]. Paryż: Inst. Lit. Kultura; Kr.,Wwa: Inst. Książki 2016. W kręgu paryskiej „Kultury”.
Na s. tyt. i okł.: Kultura – Rosja.
T. 1: Literatura rosyjska w kręgu „Kultury”. Red.: P. Mitzner, 422 s.
T. 2: „Kultura” i emigracja rosyjska. Wybór i oprac.: P. Mitzner, 419 s.

Zob. też Przekłady i adaptacje teatralne poz. 5.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2013, 2014.
Autor o sobie: Mój ojciec konspirator. „Zesz. Hist.” 1998 z. 125;
Po co piszę? Ankieta. „Kwart. Artyst.” 2001 nr 4.
Wywiady: „Karta” – pismo i idea. Rozm. Z. Skrok. „Nowe Książ.” 1994 nr 4; Nie zacieram śladów. Rozm. B. Wróblewska. „Podkowiański Mag. Kult.” 2000 nr 1; Nigdy w stadzie. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2000 nr 52 dod. „Plus Minus” [dot. gł.: Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie]; Znaki na kurzu. Rozm. S. Bereś. „Fraza” 2001 nr 1/2; Pisanie to mechanika precyzyjna. Rozm. J. Wierzejska. „Nowe Książ.” 2014 nr 3; „Słowo się potyka i otwiera nową myśl”. Rozm. Ż. Nalewajk. „Tekstualia” 2015 nr 1.

K. Dąbek: Piotr Mitzner. W: Encyklopedia Solidarności. Dostępny w Internecie.

Ogólne
M. GROCHOWSKA: Obcy na Akacjowej. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 83 [dot. gł. „Koło Podkowy”].
I. PRZYŁUCKA: Piotruś Pan. „Małe Ojczyzny – Tradycja dla Przyszłości” 1999 (zima) [dot. gł. „Koło Podkowy”].
A. JARZYNA: Progi. Wiersze Piotra Mitznera. „Polonistyka” 2007 nr 6.
E. BIEŃKOWSKA: O Piotrze Mitznerze. „Zesz. Lit.” 2012 nr 4 [laudacja z okazji otrzymania Nagrody im. J. Czapskiego).
L. SZARUGA: Lingwizm ludyczny: próba pramowy. W tegoż: Gra o tożsamość. Tor. 2013 [dot. twórczości poetyckiej P. Mitznera].
„Tekstualia” 2015 nr 1, 200 s. [Temat numeru: Piotr Mitzner. Redaktorki prowadzące (tematyczne): A. Jarzyna, K. Kuczyńska-Koschany. Zawiera m.in.: A. JARZYNA, K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Drogi (do) Piotra Mitznera; M. GŁOWIŃSKI: Wielka pochwała Piotra Mitznera, uczonego i poety… [laudacja]; J. ŁUKASIEWICZ: Cztery szkice o wierszach Piotra Mitznera; K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Neologizmy nieoczekiwane, przejęzyczenia pierwsze. Notatki na marginesie wierszy Piotra Mitznera; A. MORAWIEC: Szlengel w Parku Krasińskich [dot. wiersza „W parku Krasińskich”]; P. MICNAS: Mandarynki u schyłku czasu. O apokryfie Piotra Mitznera „Jan na Patmos”; W. RATAJCZAK: Cienie zapomnianych przodków [dot.: Gabinet cieni]; P. PANAS: Granice wyobraźni a granice doświadczenia (na marginesie książki Piotra Mitznera „Jak znalazł”) – szkic; J. ZIELIŃSKI: Duch Büchnera. Dywagacje wokół kryptocytatu z Rilkego [zawartego w analizie spektaklu „Kwartet” R. Harwooda w: Zagrać wszystko]; I. SMOLKA: Czujna obecność słowa. O poezji Piotra Mitznera; P. MATYWIECKI: Bezmierność [dot. wiersza: Jest miarą]; L. SZARUGA: Przygody podmiotu domyślnego; R. ZAJĄC: Kropla zamiast kropki. Glossy do wierszy Piotra Mitznera; A. SZCZEPAN-WOJNARSKA: Geometria i zen. Medytacje o poezji Piotra Mitznera; E. SKALIŃSKA: „Kurz na książkach, na nim piszę”. O poetyckiej kreacji świata w „Niewidach” Piotra Mitznera; Ż. NALEWAJK: O „Kropce” Piotra Mitznera; P. BEM: Poezja z czerwonym szalikiem; H. DUBYK: „Mijanka” bez przemijania. Notatki na marginesie pewnego wiersza Piotra Mitznera; B. HORDECKI: „Memoriał” z bliskimi w tle [dot.: Droga do Rosji]; I. Bielow: Porządek rzeczy [dot. recepcji książek P. Mitznera w Rosji]; T. CHACHULSKI: Odnalezione, zapisane].
M. GROCHOWSKA: Zakon uczciwych urzędników i solidnych policjantów; Bomba tyka. „Gaz. Wybor.” 2017 nr 187, 192 [dot. m.in. Prace edytorskie i redakcyjne poz. 24-26].

Podróż do ruchomego celu
[I. SMOLKA] Issa W.: Świat bez formy i sensu. „Wybór”* 1985 nr 14.
[T. NYCZEK] Rayska. „Arka”* 1986 nr 15.
[A.J. SZCZĘSNY] AJAX: Tak celować by trafić… „Korekta”* 1987 nr 1.

Teatr światła i cienia
Z. GREŃ: Światło. „Życie Lit.” 1987 nr 50.
W. JESIONOWSKA: Magia światła. „Nowe Książ.” 1988 nr 2.
A.L. „Odrodzenie” 1988 nr 4.
B. OSTERLOFF: „Widzowie zawsze pragnęli zachwycać się światłem…”. „Teatr” 1988 nr 2.
J. KŁOSSOWICZ. „Dialog” 1989 nr 7.

Zmiana czasu
M. KROSKA. „Mag. Lit.” 1992 nr 3.
P. SZUBARTOWICZ: Zamiast ucieczki. „Krzywe Koło Lit.” 1995 nr 10.

Las
P. SZUBARTOWICZ. „Krzywe Koło Lit.” 1997 nr 2/3.

Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie
A. BIERNACKI: Dom na Stawisku. „Twórczość” 2000 nr 5.
G. BORKOWSKA: Zakochani? „Gaz. Wybor.” 2000 nr 63.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Milczenie nie jest zapomnieniem. O Annie Iwaszkiewiczowej. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 51 [dot. też: A. Iwaszkiewiczowa: Dzienniki i wspomnienia].
A. PIWKOWSKA: Dom na Stawisku. „Nowe Książ.” 2000 nr 5.
J. PILCH: Cierpieć jak Iwaszkiewicz. „Polityka” 2000 nr 9.
S. ROGALA: Próba odczytania tajemnicy. „Akant” 2000 nr 6.
G. RITZ: Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie – małżeństwo czekające na opis. „Res Publica Nowa” 2000 nr 5 .
M. KAMIEŃCZYK: Niezwykłe małżeństwo. „Śląsk” 2001 nr 9.
A. KRAWCZYK: Nie można „mierzyć” miłości… „Topos” 2001 nr 2/3.

Myszoser
M. GRZEŚCZAK: Kiosk. „Twórczość” 2000 nr 8.
W. KUDYBA: Myszoser, czyli świat. „Topos” 2000 nr 3.
I. SMOLKA: „U kamiennych stóp Trwogi”. „Nowe Książ.” 2000 nr 6.
L. SZARUGA: Świat poetycki. „Zesz. Lit.” 2000 nr 3.

Kto gra „Antygonę”?
D. KOSIŃSKI: Naprzód czy w głąb? „Dialog” 2003 nr 9 [dot. też: Teatr Tadeusza Kościuszki].
K. KUTZ: „Kto gra &amp;lt;&amp;lt;Antygonę&amp;gt;&amp;gt; Piotra Mitznera”. „Rzeczpospolita” 2003 nr 33 dod. „Plus Minus”.
A. LEGEŻYŃSKA: Antygona a sprawa polska. „Polonistyka” 2003 nr 9.

Teatr Tadeusza Kościuszki
J. PAŁACH: Teatr prawdziwy. „Nowe Książ.” 2002 nr 10.
D. KOSIŃSKI: Naprzód czy w głąb? „Dialog” 2003 nr 9 [dot.: też: Kto gra „Antygonę”?].

Na progu
E. BIEŃKOWSKA: Iwaszkiewicz ogromny. „Zesz. Lit.” 2003 nr 4.
C. DEMBOWSKA. „Nowe Książ.” 2003 nr 10.
D. NOWACKI: Imię róży. „Znak” 2004 nr 3, polem.: E. BIEŃKOWSKA: Pisarz katolicki – co to takiego? „Znak” 2004 nr 12.
K. PIETRYCH. „Pam. Lit.” 2004 z. 4.
L. SZARUGA: „Pogranicza” 2004 nr 1.
A. SZCZEPAN-WOJNARSKA: Iwaszkiewiczowska partytura religijności. „Teksty Drugie” 2004 nr 4.

Zagrać wszystko
J. PAŁACH: Dać się uwieść. „Teatr” 2004 nr 3.
J. ROLIŃSKA: O naturze teatru. „Nowe Książ.” 2004 nr 3.

Pustosz
Z. JANKOWSKI: Co to za statek? Piotr Mitzner, czyli dno oka. „Topos” 2004 nr 6 [dot. gł. wiersza: Dno oka].
L. SZARUGA: „Dzieci ojców pustyni”. „Pogranicza” 2004 nr 6.
M. KISIEL: Zamyślenia. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
J. ŁUKASIEWICZ. „Odra” 2005 nr 5.
A. SZCZEPAN-WOJNARSKA: Mam już rozwiązanie, ale gdzie węzeł? „Kresy” 2005 nr 3.
M. RYGIELSKA: Precjoza. „Twórczość” 2006 nr 4.

Gabinet cieni
[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Ludzie z cienia. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 46.
T. SOBOLEWSKI: Ludzie fajerwerki. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 277.
P. MATYWIECKI; M. SZPAKOWSKA: Głosy o książce Piotra Mitznera. „Gabinet cieni”. „Zesz. Lit.” 2008 nr 1.
M. WOJAK: Trzy wcielenia Don Kichota. „Wyspa” 2008 nr 1.

Podmiot domyślny
A. JARZYNA: Do-myślenia. „Topos” 2007 nr 4.
J. ŁUKASIEWICZ: Szukający siebie. „Nowe Książ.” 2007 nr 9.
J. PETROWICZ: Przekroczyć barierę. „Twórczość” 2008 nr 2.

Dom pod świadomością
P. MATYWIECKI: Poetyka czujności. „Więź” 2008 nr 11/12, przedr. w wersji rozszerz. pt. Jak się żyje w „Domu pod świadomością?” w tegoż: Myśli do słów.Wr. 2013.
T. MIZERKIEWICZ: Odpukać w malowane. „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
J. PETROWICZ: Instrumenty i struny. „Twórczość” 2008 nr 11.
L. SZARUGA: Świat poetycki (XL). „Zesz. Lit.” 2008 nr 103 [dot. m.in. P. Mitznera].
A.M. SZCZEPAN-WOJNARSKA: Świadomość domu. „Kresy” 2008 nr 4.
A. JARZYNA: Pierwsza metafora, rytm powtórzenia. „Topos” 2009 nr 1/2.

Niewidy
A. MORAWIEC: Druga strona księżyca. „Nowe Książ.” 2010 nr 5.
A. JARZYNA: Szeroko otwarte (usta): lektura. „Topos” 2010 nr 6.
M. RYGIELSKA. „Twórczość” 2010 nr 9.

Biedny język
J. ŁUKASIEWICZ: Dziedzictwo „biednych słów”. „Odra” 2011 nr 10.

Kropka
J. HNIDIUK: Za to się płaci. „Nowe Książ.” 2011 nr 10.
M. RYGIELSKA: Oś(ć) świata. „Akcent” 2011 nr 4.
I. SMOLKA: Milczenie stawia kropkę. „Twórczość” 2011 nr 11.
L. SZARUGA: Świat poetycki. (LIII). „Zesz. Lit.” 2012 nr 2.

Droga do Rosji
W. STANISŁAWSKI: Bezdomna litość. „Nowe Książ.” 2012 nr 12.
L. SZARUGA: Spadkobiercy Czaadajewa. „Prz. Polit.” 2012 nr 115/116.
J. ZIELIŃSKI: Głosy Rosji. „Zesz. Lit.” 2012 nr 3.
K. KUCZYŃSKA-KOSCHANY: Blisko Mickiewicza, daleko od de Custine’a (albo: Do przyjaciół Moskali). „Polonistyka” 2013 nr 4.
E. SOBOL: Hołd prawdzie. „Nowa Europa Wschodnia” 2013 nr 2, przedr. w tegoż: Mozaika Europy Wschodniej. Tor. 2015.

W oku Kuku
T. MIZERKIEWICZ: Pisanie dla „zecera serc”. „Nowe Książ.” 2013 nr 4.
I. SMOLKA: Drzwi zamknięte, drzwi otwarte. „Twórczość” 2013 nr 8.
L. SZARUGA: Świat poetycki (LV). „Zesz. Lit.” 2013 nr 2.
W. KUDYBA: Mejl do Piotra Mitznera. O wdzięku dźwięku. „Topos” 2014 nr 1-2 [dot. też: i po kropce].
M. RYGIELSKA: Smuga na kamieniu. „Akcent” 2014 nr 1.

i po kropce
W. KUDYBA: Mejl do Piotra Mitznera. O wdzięku dźwięku. „Topos” 2014 nr 1-2 [dot. też: W oku Kuku].
T. MIZERKIEWICZ: Iskierka poezji. „Nowe Książ.” 2014 nr 3.
M. RYGIELSKA: Droga ku wieczności. „Twórczość” 2014 nr 4.
L. SZARUGA: Świat poetycki (LVIII). „Zesz. Lit.” 2014 nr 1.

Jak znalazł
J. ŁUKASIEWICZ: Ogród Mitznera. „Odra” 2014 nr 9 [dot. też: Warszawski „Domek w Kołomnie”].
P. MAŁOCHLEB: Ocet w supermarkecie. „Nowe Książ.” 2014 nr 10.

Warszawski „Domek w Kołomnie"
A. BIELAK. „Rocz. Hum.” 2014 z. 1.
A. DOBOSZ: Rozmowy o Polsce i Rosji. „Rzeczpospolita” 2014 nr 160 dod. „Plus Minus” nr 28.
[T. FIAŁKOWSKI] Lektor: Dom spotkania. „Tyg. Powsz.” 2014 nr z 3 VI.
J. ŁUKASIEWICZ: Ogród Mitznera. „Odra” 2014 nr 9 [dot. też: Jak znalazł].
A.S. KOWALCZYK: Spotkania przyjaciół u Fiłosofowa. „Zesz. Lit.” 2014 nr 3.
E. SOBOL: W poszukiwaniu innej Rosji. „Bliza” 2014 nr 4, przedr. w tegoż: Mozaika Europy Wschodniej. Tor. 2015.
W. STANISŁAWSKI: „Przynajmniej ten klub nam się udał”. „Nowe Książ.” 2014 nr 11.

Metamorfozy Lwa (Leona) Gomolickiego
J. BRZYKCY. „Slavia Orientalis” 2016 nr 2.

Warszawski krąg Dymitra Fiłosofowa
P. PIENIĄŻEK: Do przyjaciół Polaków. „Twórczość” 2016 nr 9.
W. STANISŁAWSKI: Kroniki pary z samowara. „Nowe Książ.” 2016 nr 4.
W. STANISŁAWSKI: Ptasie rosyjskie tropy. „Rzeczpospolita” 2015 nr 296.
E. SOBOL: Biały kruk. „Odra” 2016 nr 11 [dot. też: D. Fiłosofow: Pisma wybrane. T. 1-2].
E. BIEŃKOWSKA. „Zesz. Lit.” 2017 nr 1.

Wybiór
L. SZARUGA: Świat poetycki. 64. „Zesz. Lit.” 2015 nr 4 [dot. też: B. Latawiec: Zmowy; W. Kass: Przestwór].
J. BECZEK: Jak często widuje się kometę Halleya? „Nowe Książ.” 2016 nr 4.

polak Mały
J. BECZEK: Polak cały. „Nowe Książ.” 2016 nr 7/8.
L. SZARUGA: Świat poetycki. 66. „Zesz. Lit.” 2016 nr 2 [dot. też: J. Kronhold: Skokiem w dal].

Klerk w studni
A. MOCHALSKA: Język w działaniu. „Twórczość” 2017 nr 5.
R. RŻANY: Jak ptaki. „Nowe Książ.” 2017 nr 6.
L. SZARUGA: Świat poetycki. (LXIX). „Zesz. Lit.” 2017 nr 2 [dot. też: K. Mrozowski: Pan na alfabecie; J. Kronhold: Stance].
L. SZULC: Egzorcyzm na samym sobie. „Topos” 2017 nr 2.

J. Szeląg (Z. Mitzner): Felieton o mojej Warszawie
B. PETROZOLIN-SKOWROŃSKA: Zbigniew Mitzner o Warszawie, Piotr Mitzner o ojcu i tajemniczym projekcie wydawnictwa „Wisła”. „Kronika Warsz.” 2015 nr 2.

D. Fiłosofow: Pisma wybrane. T. 1-2
E. SOBOL: Biały kruk. „Odra” 2016 nr 11 [dot. też „Warszawski krąg Dymitra Fiłosofowa].</document>
<document nplp_id="3699" title="Paweł MOSSAKOWSKI" slug="pawel-mossakowski">ur. 1956

Pseud.: Marek Polakowski, Tadeusz Zygmunt.

Dramatopisarz, autor słuchowisk radiowych i scenariuszy filmowych, krytyk filmowy, poeta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 29 listopada 1956 w Warszawie; syn Mirosława Mossakowskiego, neurologa, i Bibiany z Kamińskich, chirurga dziecięcego. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. N. Żmichowskiej w Warszawie; w 1975 zdał maturę. Następnie studiował socjologię na Uniwersytecie Warszawskim (UW); magisterium uzyskał w 1981. Debiutował w 1977 wierszem pt. Na tym filmie francuskim…, opublikowanym na łamach miesięcznika „Nowy Wyraz” (nr 5). Od stycznia 1980 do czerwca 1984 był zatrudniony jako asystent w Instytucie Socjologii Kultury UW. Współpracował z podziemną prasą literacką, m.in. w 1983 ogłaszał wiersze na łamach pism „Czas Przyszły” i „Vacat” (podp. pseud. Tadeusz Zygmunt), a także w paryskich „Zeszytach Literackich”, gdzie po raz pierwszy opublikował utwór dramatyczny Gdzie diabeł mówi do widzenia (nr 3; podp. pseud. Marek Polakowski). W 1984 wyjechał za granicę i do 1985 przebywał w Anglii oraz Francji, gdzie podejmował różne prace zarobkowe, m.in. pracował jako kucharz, kelner i malarz pokojowy. Po powrocie do Polski współpracował z Programem II Polskiego Radia jako autor słuchowisk, a od 1988 z Telewizją Polską (TVP) jako autor sztuk teatralnych. Słuchowiska i utwory dramatyczne publikował m.in. w miesięczniku „Dialog” (1986, 1991, 1994). Od 1989 współpracował jako recenzent filmowy z „Gazetą Wyborczą”, początkowo w dziale kultury, a od 1996 w dodatku „Co jest grane”. W 1990-96 pełnił funkcję kierownika literackiego Teatru Polskiego Radia. W 1993 został członkiem SPP. W 1996-98 był kierownikiem literackim firmy producenckiej Canal Plus Film, a w 1998-2003 jej dyrektorem programowym; w następnych latach współpracował nadal z tą firmą jako producent. W 2000 był nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej, Orzeł, w kategorii najlepszy producent. W 2007-12 występował w programach z cyklu Tygodnik Kulturalny, nadawanych przez kanał TVP Kultura. W 2013 otworzył własną firmę konsultingową FILMOSS. Został członkiem Polskiej Akademii Filmowej i Europejskiej Akademii Filmowej. Mieszka w Izabelinie pod Warszawą.
TWÓRCZOŚĆ
1. Przeciąg. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1980-81. Druk zob. poz. 27.
2. Gdzie diabeł mówi do widzenia. [Utwór dramatyczny]. „Zesz. Lit.”, Paryż 1983 nr 3 s. 72-100. Praprem. pt. Podpis: Reż.: A. Titkow. TVP 1991. Przedr. pt. Podpis zob. poz. 27.
Tekst w „Zesz. Lit.” podp. pseud.: Marek Polakowski.
3. Tu jest tak pięknie. [Wiersze]. Grafika: A. Zwierzchowski. Wwa: MAW 1983, 66 s. Debiut.
4. Człowiek wśród mebli. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1985. Praprem. pt. Piętno: Reż.: S. Mączyński. Wwa, T. Ateneum 1987. Druk zob. poz. 14.
II nagroda w konkursie Debiutu Dramaturgicznego im. A. Trzebińskiego ogł. przez T. Ateneum w Warszawie w 1985 (I nagrody nie przyznano). – Sztuka grana poza oficjalnym obiegiem; odbyło się sześć przedstawień (inf.: S. Mączyński. „Dialog” 1991 nr 2).
5. Happening. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: M. Kulesza. Radio 1985. Druk zob. poz. 34
6. Martwa natura. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: radiowa: Reż.: S. Grotowska. Radio 1984; tv: Reż.: N. Koryncka. TVP 1988. Druk „Scena” 1987 nr s. 39-41. Przedr. zob. poz. 27.
7. Najważniejsze to zachować formę. [Słuchowisko radiowe]. Powst. 1985. Praprem.: Reż.: J. Kukuła. Radio 1990. Druk poz. 27.
III nagrodaw konkursie Pol. Radia na słuchowisko współcz. w 1985.
8. Gra w ślepca. [Scenariusz filmowy]. [Współaut.:] D. Wieczorkowski-Retinger. Reż.: D. Wieczorkowski-Retinger. Ekran. 1986.
9. Identyfikacja. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1986 nr 3 s. 5-28. Przedr. zob. poz. 27.
10. Jak tu cicho. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: Z. Dąbrowski. Radio 1986. Druk zob. poz. 27.
11. Skrzep. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 1986 nr 9 s. 25-59. Praprem. pt. Test: tv: Reż.: T. Szadkowski. TVP 1993; teatr.: Reż.: R. Caban. Radom, T. Powsz. im. J. Kochanowskiego 1994.
12. Rysa. [Utwór dramatyczny]. Powst. 1987. Praprem.: radiowa (w 7 odcinkach): Reż.: A. Jarski. Radio 1992; tv: Reż.: K. Zalewski. TVP 2002. Druk zob. poz. 14.
13. Stoliczku nakryj się. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: J. Kukuła. Radio 1988. Druk zob. poz. 34.
14. Człowiek wśród mebli. [Utwory dramatyczne]. Wwa: Przedświt 1990, 101 s.
Zawartość: Człowiek wśród mebli [poz.4]; Rysa [poz.12].
15. Krótka historia literatury dla klasy wstępującej. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: M. Kulesza. Radio 1991. Druk „Dialog” 1991 nr 7 s. 28-39. Przedr.: „Teatr Pol. Radia” 1995 nr 1, oraz poz. 27.
16. Ziemskie przyciąganie. [Wiersze]. Kr.: OL 1991, 46 s.
17. Aby do świtu… [Scenariusz odcinka 1-2, 4-9, 17 serialu telewizyjnego]. Reż.: R. Piwowarski. TVP 1992.
18. Siedem dni, ale nie tydzień. [Słuchowisko radiowe]. Powst 1992. Praprem. radiowa: Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1993; teatr.: Reż.: R. Gordziński. Wr., T. Współcz. im. E. Wiercińskiego 1995. Druk Wr.: Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatr.-Kulturowych 2000, 87 s.
I nagroda w konkursie Pol. Radia na słuchowisko współcz. w 1992.
19. Nic się nie zdarzyło. [Słuchowisko radiowe]. „Teatr Pol. Radia” 1995 nr 3 s. 81-102. Praprem.: Reż.: W. Modestowicz. Radio 1995.
20. Wieczory i poranki. Sztuka telewizyjna. „Dialog” 1997 nr 2 s. 25-60. Praprem.: tv: Reż.: K. Babicki. TVP 1997; radiowa: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2002. Przedr. zob. poz. 24.
21. Johnny Enigma. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2000. Druk zob. poz. 34.
22. Przetarg. [Sztuka telewizyjna]. „Dialog” 2000 nr 10 s. 48-77. Praprem.: tv: Reż.: K. Babicki. TVP 2000; radiowa: Reż.: J. Warenycia. Radio 2002. Przedr. zob. poz. 24.
Wyróżnienie w konkursie T. Telewizji Pol. na utwór dramatyczny w 1999.
Przekł. białorus.: Téndér. [Przeł.] A. Ìl’kevíč. W: Sučasnaâ pol'skaâ p'esa. Mìnsk 2002.
23. Tam i z powrotem [Scenariusz filmowy; współaut.:] A. i M. Świerkoccy. Reż. W. Wójcik. Ekran. 2001.
24. Wieczory i poranki. [Sztuki telewizyjne]. Podkowa Leśna: Aula 2002, 115 s.
Zawartość: Wieczory i poranki [poz. 20]; Przetarg [poz. 22].
25. Dom pełen miłości. Tragikomedia. Powst. 2003.
Do 2010 tekst był dostępny na stronie internetowej rozwiązanego Tow. Autorów Teatr. TAT.
26. Roszada. [Utwór dramatyczny]. Praprem.: radiowa pt. Sekstet dla dwojga: Reż.: J. Kukuła. Radio 2004; teatr.: Reż.: M. Wojtyszko, P. Algner. Łodź, T. Powsz. 2009. Druk w: Antologia współczesnej polskiej komedii. Łodź 2010.
Pierwotna wersja pt. „Sekstet dla dwojga” była dostępna na stronie internetowej rozwiązanego Tow. Autorów Teatr. TAT. – III nagroda w Ogólnopolskim Konkursie Komediopisarskim, zorganizowanym przez T. Powsz. w Łodzi w 2008, nagroda Opus Film przyznana przez Muzeum Sztuki w Łodzi w 2008.
27. Przeciąg. [Utwory dramatyczne i słuchowiska]. Wwa: Ezop Ag. Edytorska 2006, 231 s. Pol. Dramaturgia Współcz.
Zawartość: Zamiast wstępu. – Przeciąg [poz. 1]; Podpis [poz. 2 pt. Gdzie diabeł mówi do widzenia]; Najważniejsze to zachować formę [poz. 7]; Jak tu cicho [poz. 10]; Identyfikacja [poz. 9]; Martwa natura [poz. 6]; Krótka historia literatury dla klasy wstępującej [poz. 15]. – Nota o autorze.
28. Pseudonim Anoda. [Widowisko telewizyjne]. Praprem.: Reż.: M. Malec. TVP 2008.
Pierwotny tytuł: Okno. – Dot. J. Rodowicza.
29. Ciało lotne. [Powieść]. Wwa: Prószyński Media 2010, 414 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Prószyński Media 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
30. Śniadanie do łóżka. [Nowela filmowa]. Powst. ok. 2010.
Adapt. film. : Scenariusz: H. Węsierska, K. Lang. Reż.: K. Lang. Ekran. 2010.
31. Nierozłączni. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: J. Kukuła. Radio 2011. Druk zob. poz. 34.
32. Spowiedź. [Słuchowisko radiowe]. Praprem.: Reż.: W. Modestowicz. Radio 2015. Druk zob. poz. 34.
33. Po drugiej stronie ściany. [Powieść]. Wwa: Prószyński Media 2015, 424 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Prószyński Media 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
34. Na ucho. [Słuchowiska radiowe]. Wwa: A. Marszałek 2016, 132 s. Słuchowiska Polskiego Radia
Zawartość: Happening [poz. 5]; Stoliczku nakryj się [poz. 13]; Johnny Enigma [poz. 21]; Nierozłączni [poz. 31]; Spowiedź [poz. 32].
Słuchowiska radiowe zob. poz. 5, 6, 7, 10, 13, 15, 18, 19, 21, 27, 32, 34 oraz m.in. : Kąt odbicia. Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1982 [I nagroda w konkursie otwartym Pol. Radia na słuchowisko współcz. w 1981]. – Walka z cieniem. Reż.: J. Kukuła. Radio 1989 [wyróżnienie w konkursie Pol. Radia na słuchowisko w 1986]. – Etykietki. Reż.: J. Kukuła. Radio 1990 [wyróżnienie w konkursie „BBC World Service” w 1988]. –– Krótka historia. Radio 1992 [I nagroda w konkursie Pol. Radia w 1992]. – Huśtawka. [Słuchowisko radiowe w 8 odcinkach:] Co robi Wicuś; Niesforny dziadek; Na dnie upokorzenia; Jak się wzbogacić; Obsuwa; Światełko w mroku; Niepewność; Happy end. Reż.: A. Zakrzewski. Radio 1993. – Wirówka. Reż.: J. Warenycia. Radio 1996. – Przejście podziemne. Reż.: W. Modestowicz. Radio 1998. [II nagroda w konkursie ZAiKSu i Pol. Radia na słuchowisko współcz. w 1998]. – Nic się nie zdarzyło. Radio 2008. – Amerykański wspólnik, czyli Komedia romantyczna. Reż.: J. Kukuła. Radio 2012. – Bliźniak. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2015.
Adaptacja
1. S. Bratkowski: Trzynasty. Adapt. radiowa: P. Mossakowski. Reż.: H. Rozen. Radio 1990.
2. M. Hłasko: W dzień śmierci jego. Adapt. radiowa: P. Mossakowski. Reż.: J. Warenycia. Radio 1992.
3. Nigdy nie mów nigdy. [Scenariusz; współaut.:] J. Niemczuk, I. Siemieniuk. Reż.: W. Pacyna. Ekran. 2009.
Wyd. jako dokument audiowizualny: Wwa: Nowy Świat 2010, Wwa: Edipresse 2011, dysk optyczny DVD.
Adapt. film. powieści J. Niemczuka „Headhunter”.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2010, 2014.
Wywiady: Samoistna przyjemność. Rozm. B. Henkel. „Radar” 1986 nr 46; Zapis: rzeczywistość. Rozm. K. Sokulska. „Gaz. Dolnośl.” 1995 nr 71 [dot.: Siedem dni ale nie tydzień].

Ogólne
J. SIERADZKI: Dramaturgia chwilowa. „Dialog” 1990 nr 11.

Człowiek wśród mebli.
P. BRATKOWSKI: Bohaterowie uwikłani. „Życie Warsz.” 1991 nr 98.
G. LUTEREK: Meble i stereotypy. „Czas Kult.” 1991 nr 34/35.

Identyfikacja
J. SIERADZKI: New Polish plays. „Identification” by P.M. „The Theatre in Poland” 1987 nr 4/6.

Skrzep
P. RADZISZEWSKI: Wkroczył już na scenę. „Sztand. Młodych” 1987 nr 81.
J. SIERADZKI: „The blood clot” by P.M. „The Theatre in Poland” 1987 nr 9/10.
M. OBŁAMSKI: “Test” P.M. „Antena” 1993 nr 15.

Ziemskie przyciąganie
I. SMOLKA: Liryka prawdy. „Gaz. Wybor.” 1991 nr 206.
M. ZABŁOCKI. „Mag. Lit.” 1992 nr 3.

Siedem dni, ale nie tydzień
T. KAPŁON: A to Polak właśnie. „Wiad. Kult.” 1995 nr 31 [dot. praprem. teatr.].
S. STANIK: Polacy tacy, siacy i owacy. „Głos” 2000 nr 46.
J. KISIELIŃSKI. „Nowe Książ.” 2001 nr 3.
Zob. też Wywiady.

Wieczory i poranki
M. CYTOWSKA: Współczesne dylematy w wersji P.M. „Życie” 2002 nr 180.
T. ŁADA: Ból powszedni. „Życie Warsz.” 2002 nr 172.
M. ZIELIŃSKA: Co się stało z naszą klasą. „Nowe Książ.” 2002 nr 11.

Przetarg
K. BABICKI: Polityka, biznes, miłość; M. PIWOWAR: Bolesne konfrontacje. „Rzeczpospolita” 2000 nr 251.
D. PIEKARSKA: Wracamy do teatru telewizji. „Gaz. Lubuska” 2000 nr 268.

Przeciąg
A. GOGOŁKIEWICZ: Jeszcze lepiej słuchać i oglądać. „Przegląd” 2006 nr 43.
A. GÓRSKI: Patos sprzed lat. „Życie Warsz.” 2006 nr 264.
J.R. KOWALCZYK: Między zapisem rzeczywistości a poetycką metaforą. „Rzeczpospolita” 2007 nr 5.
A. SCHILLER: Podłe lata osiemdziesiąte. „Nowe Książ.” 2007 nr 8.
K. ZALEWSKA: Inteligenci i ubecy. „Dialog” 2007 nr 4.

Roszada
M. WASILEWSKA: Tylko pusty śmiech. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 98 dod. „Łódź”.

Pseudonim Anoda
P. KWIATEK: Studium nienawiści czystej. „Gaz. Pol.” 2008 nr 27.</document>
<document nplp_id="3701" title="Mirosław NAHACZ" slug="miroslaw-nahacz">1984-2007

Prozaik, scenarzysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 9 września 1984 w Gorlicach; syn Romana Nahacza, elektryka (zm. 1996), i Heleny z domu Barna, z pochodzenia Łemkynii, nauczycielki historii. W dzieciństwie mieszkał w Gładyszowie w Beskidzie Niskim. Od 1999 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kromera w Gorlicach. W tym czasie działał w Nieformalnej Grupie Kamieniarzy „Magurycz”, która opiekowała się starymi, łemkowskimi cmentarzami i cerkwiami. Poznał wówczas Annę Klawe, z którą był związany do końca życia. W 2001 odbył samodzielnie podróż na Ukrainę śladami Brunona Schulza; jeździł tam kilkakrotnie także w latach następnych. Debiutował w 2003 jako uczeń klasy maturalnej powieścią pt. Osiem cztery, którą zainteresował się i wydał w swojej oficynie Czarne, mieszkający w pobliskiej wsi Wołowiec, Andrzej Stasiuk. W tymże roku otrzymał nagrodę Fundacji Literackiej Natalii Gall i Ryszarda Pollaka. Po zdaniu matury w 2003 studiował kulturoznawstwo w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Równocześnie rozwijał twórczość literacką. Współpracował jako felietonista z miesięcznikiem „Filipinka” (2004), jako recenzent z miesięcznikiem kulturalnym „Lampa” (2004-05) oraz z dziennikiem „Panorama”. Był współscenarzystą seriali telewizyjnych, odbywał liczne spotkania autorskie. Pracował krótko jako barman. W 2005, wraz z grupą pisarzy młodego pokolenia, uczestniczył w festiwalu polskiej literatury Polococktail w Berlinie w ramach Roku Polskiego w Niemczech, po czym pozostał tam (przy wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych) na stypendium Literarisches Colloquium. W roku następnym otrzymał od Instytutu Książki i Stowarzyszenia Willa Decjusza w Krakowie trzymiesięczne stypendium, Homines Urbani, a wiosną 2007 był stypendystą niemieckiej organizacji działającej na rzecz integracji europejskiej Stifung Genshagen. Na przełomie 2006/2007 odbył podróż do Indii. W ostatnim okresie życia pracował nad powieścią pt. Niezwykłe przygody Roberta Robura. Zmarł śmiercią samobójczą 24 lipca 2007 w Warszawie; pochowany na cmentarzu parafialnym przy Cerkwi Prawosławnej w Leszczynach pod Gorlicami.
TWÓRCZOŚĆ
1. Osiem cztery. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2003, 95 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł.ukr.: Visim čotiri. [Przeł.] N. Čorpita. L’vìv 2005.
2. Bombel. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2004, 155 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł.: czes.: Prcek. [Przeł.] B. Gregorom. Praha 2011, - niem.: Bombel. [Przeł.] R. Schmigdall. [Posł.:] A. Stasiuk. Frankfurt am Main 2008. – serb.: Bombel. Pripovedki zoz Gornïci. [Przeł.:] A. Mudri,T. Kwoka. Novi Sad 2014.
Adapt. teatr.: Adapt.: K. Kozioł. Reż. i wykonanie: M. Dużyński. Wyst. Wwa, Unia T. Niemożliwy (w sali Ośrodka Kultury im. S. Żeromskiego) 2006; Wyst. Wwa, T. Stara Prochownia 2006.
3. Bocian i Lola. [Powieść]. Wołowiec: Czarne 2005, 194 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wołowiec: Czarne 2014, plik w formacie EPUB, MOBI.
Przekł. czes..: Čáp a Lola. [Przeł.] B. Gregorová. Praha 2009.
Adapt. teatr. pt. Warszawa – Grabiny 6:12: Adapt.: M. Fertacz. Reż.: P. Ratajczak. Wwa, T. Imka 2012.
4. Egzamin z życia. Serial telewizyjny. Scenariusz odcinka 6-12. TVP 2005.
Do 2007 wyemitowano 99 odcinków.
5. Tak miało być. Serial telewizyjny. Scenariusz odcinka 12-14. TVP 2005.
Wyemitowano 17 odcinków.
6. Niezwykłe przygody Roberta Robura. [Powieść]. Wwa: Prószyński Media 2009, 512 s.
Adapt. teatr.: Adapt. pt. Robert Robur: K. Garbaczewski, J. Żulczyk. Reż.: K. Garbaczewski. Wyst. Wwa, TR Warszawa 2016 [nagroda za reżyserię na 23. Ogólnopolskim Konkursie na Wyst. Pol. Sztuki Współcz.].

Przekład opowiadania M. Nahacza w antologii szwedz.: Polen berättar. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2005.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf. matki, Heleny Nahacz 2008.
Wywiady: Wszystko podane na talerzu. Rozm. M. Dąbrowska. „Filipinka” 2003 nr 7 [dot.: Osiem cztery]; Historie są wszędzie. Rozm. B. Marzec. „Rzeczpospolita” 2004 nr 78 [dot.: Bombel]; Jakbym trafił na klamkę. Rozm. K. Malinowski. „Lampa” 2005 nr 9; Mnie się w ogóle nie spieszy. Rozm. J. Paliwoda [on-line]. „artPapier” 2006 nr 2 [dostęp: 24 lutego 2010]. Dostępny w Internecie: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;amp;wydanie=2&amp;amp;artykul=25.
Co to znaczy, że było naprawdę? Rozm. J. Paliwoda. „Lampa” 2007 nr 7/8 [dot. m.in.: Bocian i Lola].

Ogólne
M. KOŁODZIEJCZYK: Mirek. „Polityka” 2007 nr 32/33.
M. LIZUT: Zero siedem. „Gaz. Wybor.” dod. „Duży Format” 2007 nr 205.
M. SZNAJDERMAN, A. STASIUK: List do Mirosława Nahacza. „Tyg. Powsz.” 2007 nr 32.
K. SIDOWSKA: Oko w oko z rzeczywistością – o prozie Mirosława Nahacza. W: Polska literatura najnowsza – poza kanonem. Łódź 2008.
M. MISIAK: Oblicza Łemkowszczyzny. O literackiej kreacji miejsca. „Rìčnik Ruskoj Bursy” 2012 [dot. też P. Murianki i A. Stasiuka].
A. HORUBAŁA: Łemko schodzi z gór; Rozmowa z Heleną Nahacz matką pisarza Mirosława Nahacza (1987-2007). Rozm. A. Horubała. „Borussia” 2015 [nr] 56.
D. KARPIUK: Troszeczkę cudownie. „Newsweek Polska” 2016 nr 24.

Osiem cztery
J. DRZEWUCKI: Bluzg metaforyczny. „Rzeczpospolita” 2003 nr 112.
W. GIEDRYS: Pokolenie plastykowych dowodów. „Portret” 2003 nr 15.
Ł. KASPER: Rocznik ’84 wyrusza w świat. „Pograqnicza” 2003 nr 3.
D. NOWACKI: Spaćkaj się pókiś młody! „Kresy” 2003 nr 2/3.
C. POLAK: Rocznik 1984. „Gaz. Wybor.” 2003 nr 102.
K. SIDOWSKA: Młodzi rozleniwieni. „Fraza” 2003/2004 nr 4/1.
L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2004 nr 35 [dot. także: A. Horubała: Umoczeni; D. Szczepańska: Zakazane po legalu].
M. WŁODARSKI: Znudzone pokolenie. „Nowe Książ.” 2004 nr 1.
M. PAWLIKOWSK: Świat w krzyku: „Osiem cztery” Mirosława Nahacza i reaktywacja opowiadania. „FA-art” 2011 nr 3/4.
Zob. też Wywiady.

Bombel
M. CUBER: Jabłuszka i jabłonie. „Twórczość” 2004 nr 4.
A. DOMAŃSKI: Na prowincji bez zmian. „Tyg. Powsz.”2004 nr 27.
A. RAU: Esteci wszystkich krajów, łączcie się! „Portret” 2004 nr 18.
A. SASINOWSKI: A to Polska właśnie. „Pogranicza” 2004 nr 3.
K. SIDOWSKA: Siedząc na przystanku. „Fraza” 2004 nr 3/4.
R. SIEROCIŃSKA: Pytacie, skąd się wziąłem? „Nowe Książ.” 2004 nr 7.
S. ŚNIEG: Świat według Mirka. „Lampa” 2004 nr 1.
Zob. też Wywiady.

Bocian i Lola
J. BECZEK: Psychodeliczny rejs. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 5.
A. SASINOWSKI: Rozpad i afirmacja. „Pogranicza” 2005 nr 5.
K. SIDOWSKA: Postmodernizm i dekonstrukcja. „Fraza” 2005 nr 4.
M. ORSKI: „Schizolski kalejdoskop”. „Nowe Książ.” 2006 nr 2.
M. BISZ: W poszukiwaniu transcendencji. Sacrum według Mirosława Nahacza. „Fraza” 2012 nr 1/2.
Zob. też Wywiady.

Niezwykłe przygody Roberta Robura
W. KLERA: Światłoczułość i światłowstręt. „Portret” 2009 nr 28.
A. KOŁODZIEJSKA: Akcja rodzi reakcję. „Śląsk” 2009 nr 11.
D. NOWACKI: Nahacz po raz ostatni. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 40.
N. PAKUŁA: W poszukiwaniu sensu. „Prz. Powsz.” 2009 nr 9.
Omów. i rec. adapt. teatr.: A. DZIEDZIC: Scenarzysta Robert prawdę ci powie. „Teatralia” 2016 nr 187; A. GÓRNICKA: Pęknięta rzeczywistość. „Teatr” 2016 nr 10; K. KURYSIA: Nahacz/Garbacz. Powst. 27 XII 2016 [on-line] [dostęp: 1 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/233978.html; M. MIELKE: W teatrze klasy B: Robert Robur. „Teatr dla Was” [on-line] 2016 nr z 14 XII [dostęp: 1 grudnia 2017]. Dostępny w Internecie: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/233391.html; W. MROZEK: Serial włada światem. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 136; Nie redaguje się książek trupom. Rozm. z J. Żulczykiem: W. Mrozek. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 135 dod. „Stołeczna”; M. ZIELIŃSKA: Requiem. „Didaskalia” 2016 nr 135.</document>
<document nplp_id="3705" title="Aleksander NAWARECKI" slug="aleksander-nawarecki">ur. 1955

Historyk, teoretyk literatury, eseista.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 19 kwietnia 1955 w Katowicach; syn Tadeusza Nawareckiego i Małgorzaty z Kuczów, urzędników. Od 1970 uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. M. Konopnickiej w Katowicach. Po zdaniu matury studiował polonistykę na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach; w 1978 uzyskał magisterium. Następnie przez rok pracował w Pałacu Młodzieży w Katowicach. W 1979-1982 uczęszczał na studia doktoranckie w Instytucie Badań Literackich (IBL) PAN w Warszawie. Debiutował w 1981 artykułem pt. Sarmacki kanibalizm księdza Baki, opublikowanym na łamach „Pamiętnika Literackiego” (nr 3). W 1982 został zatrudniony na etacie asystenta w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Literatury i Kultury Polskiej (od 1991 Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP) UŚl. W pracy badawczej zajął się historią poezji polskiej od czasów baroku po współczesność. Pisana pod kierunkiem profesor Marii Janion praca doktorska dotycząca twórczości księdza Józefa Baki została uznana za spełniającą wymogi pracy habilitacyjnej, wobec czego jako rozprawę doktorską przedstawił w 1992 studium Rzeczy i marzenia. Studia o wyobraźni poetyckiej skamandrytów (promotor prof. Ireneusz Opacki) i otrzymał w INoLP UŚl. stanowisko adiunkta. W 1993 uzyskał w IBL habilitację na podstawie monografii Czarny karnawał. „Uwagi o śmierci niechybnej” księdza Baki – poetyka tekstu i paradoksy recepcji; w 1995 otrzymał stanowisko profesora na UŚl. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zajął się rozwijaniem i propagowaniem teorii badań mikrologicznych; był inicjatorem i redaktorem serii wydawniczej Miniatura i mikrologia literacka. W 1993 został członkiem Towarzystwa Literackiego im T. Parnickiego. W 1993-2000 współpracował z „Listem Oceanicznym” dodatkiem kulturalnym polonijnego dziennika kanadyjskiego „Gazeta” (Toronto). Był współautorem ukazującej się od 2003 serii podręczników literatury dla szkół średnich Przeszłość to dziś. W 2003 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego i został kierownikiem Zakładu Teorii Literatury INoLP UŚl. W 2009 prowadził w Wilnie cykl wykładów z literatury polskiej dla studentów polonistyki Uniwersytetu Wileńskiego. W tymże roku został członkiem Kapituły Nagrody Literackiej Gdynia. Od 2013 kierował projektem pt. Historyczny słownik terminów literackich. Źródła i przemiany wybranych pojęć, finansowanym przez Narodowy Program Rozwoju Humanistyki. Mieszka w Warszawie i Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Czarny karnawał. „Uwagi o śmierci niechybnej” księdza Baki – poetyka tekstu i paradoksy recepcji. [Monografia]. Wr.: Ossol. 1991, 377 s. PAN Komitet Nauk o Literaturze Pol. Rozpr. Lit.
Rozprawa habilitacyjna. – Nagroda A. Brücknera, przyznana przez Wydz. I Nauk Społ. PAN w 1992.
2. Rzeczy i marzenia. Studia o wyobraźni poetyckiej skamandrytów. Katow.: Śląsk 1993, 181 s. Z prac Zakładu Teorii Literatury UŚl.
Zawartość: Wstęp. – O rzeczach; Łyżka zupy Józefa Wittlina; Od harfy do megafonu. Muzyka w poezji Juliana Tuwima; Akwatyki, woda i przedmioty Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej; Skok – inscenizacja. O wierszach ostatnich Jana Lechonia; Grzebanie w rzeczach Jarosława Iwaszkiewicza; Postscriptum. „Kwiaty polskie”, graty polskie.
3. Pokrzywa. Eseje. Chorzów; Sosnowiec: Offmax 1996, 157 s.
Teksty stanowią eseistyczną wersję wystąpień na konferencjach naukowych.
Zawartość: Urtica; Ptaki Hieronima Morsztyna; Mickiewicz i robaki; Arcydziełko Mickiewicza – Czułe słówka Słowackiego. – Bałaguły; Zmurszałość; Postscriptum: Pod Klopsztangą.
4. Mały Mickiewicz. Studia mikrologiczne. Katow.: UŚl. 2003, 163 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2161.
Zawartość: Mały Mickiewicz; Mickiewicz i robaki [por. poz. 3]; „Nieznany, daleki”. O wierszu z imionnika Ludwiki Mickiewiczówny; Poemat o zwierzętach; Arcydziełko [por. poz. 3]; Dlaczego przestał pisać?; Ułamek z pamiętnika Polki; „Jutro wyciągniesz kopyta”. W sprawie „Conversation de malades”.
5. Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura. II klasa liceum i technikum. [Podręcznik; współautor:] D. Siwicka. Cz. 1. Wwa: Stentor 2003, 230 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2004, wyd. 3 2006, wyd. 4 2007, wyd. 5 2008, wyd. 6 zmien. i popraw. 2009. Por. poz. 9.
6. Przeszłość to dziś. Przewodnik metodyczny ze scenariuszami lekcji. Klasa II. [Współaut.:] B. Matusiak, D. Siwicka. Cz. 1. Wwa: Stentor 2003, 236 s.
Do książki dołączona jest płyta CD z nagraniami muzycznymi.
7. Przeszłość to dziś. Romantyzm. Materiały multimedialne dla klasy II liceum i technikum. [Współaut.:] D. Siwicka. Wwa: Stentor 2006, 1 dysk optyczny (CD ROM).
Na płycie znajdują się materiały do trzech multimedialnych lekcji.
8. Lajerman. Gdańsk: słowo/obraz terytoria 2010, 142 s.
Nagrody Śląski Wawrzyn Literacki 2010 i „Górnośląski Tacyt” (ustanowiony z inicjatywy Ruchu Autonomii Śląska) w 2012.
Szkice wspomnieniowe dot. związków autora ze Śląskiem. – Zawartość: Szczęść Boże; Do rzeczy: Pod Klopsztangą; Moczka; Z fenomenologii śląskiego ducha; Miedzy Nowym a Staryn Bieruniem; Hałda; Teologia resztek; Ryczka i szolka. – Głosy z tej ziemi: Duch muzyki; „Kaj my to som”; Pisarz ujmujący; Rzymianin Ślązakiem; Lajerman. – Posłowie.
9. Przeszłość to dziś. Literatura, język, kultura. 1 klasa liceum i technikum. Cz. 2. [Współaut.:] D. Siwicka. Wwa: Stentor 2012, 231 s. Por. poz.5.
10. Parafernalia. O rzeczach i marzeniach.. [Szkice]. Katow.: Wydawn. UŚl. 2014, 347 s. Pr. Nauk. UŚl w Katow., 3241
Wyd. jako dokument elektroniczny: Katow.: UŚl 2014, 354 s., plik w formacie PDF.
Zawartość: Cz. 1: Rzeczy i marzenia skamandrytów [zawiera szkice z poz. 2 oraz:] Wprowadzenie: „Po cóż daleko szukać”; Postscriptum II. Requiem na lepie. O „Musze” Juliana Tuwima. – Cz. 2: Rzecz o Grassie. Grass o rzeczach: Rozdz. I. Harfa epickiego rapsoda; Rozdz. II. Sznurki pielęgniarza. Drobne przedmioty i wielkie sprawy w „Blaszanym bębenku”. – Cz. 3: Rozdz. I. „Jak urządzić mieszkanko?”. Okupacyjna codzienność w poezji Baczyńskiego; Rozdz. II. Rzeczy pospolite i PRL.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Ewolucja motywu muzycznego w poezji Tuwima. W: Studia o poezji Juliana Tuwima. Katow. 1982 s. 87-112. Skamander, 3. – Trzy żarty Juliusza Słowackiego. W: Studia o twórczości Słowackiego. Katow. 1982 s. 87-104. – Poezja zdziecinniałych starców. (O twórczości Jana Lemańskiego). W: Młoda Polska. Legendy i światopogląd. Katow. 1983 s. 131-155. – Stachury wiersze o przemijaniu. (Projekt interpretacji „Pochwały ziemi i prochu”). W: Studia o twórczości Kazimierza Wierzyńskiego. Katow. 1986 s. 159-167. Skamander, 5. – Śmiertelna przekora J.M. Rymkiewicza. W: Wśród poetów współczesnych. Katow. 1986 s. 82-107. – Sznurki pielęgniarza. Drobne przedmioty i wielkie sprawy w „Blaszanym bębenku.” W: Polskie pytania o Grassa. Wwa 1988 s. 85-91. – Hieronima Morsztyna zmysłowa miłość porządku. „Ogród” 1992 nr 1 s. 212-234. – Pan Plotka i pokrzywy. W: Plotka. Wybór materiałów z VI Konferencji Pracowników Naukowych i Studentów Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej UŚl. Katow. 1994 s. 18-24. – Pokrzywa. W: Zmierzch świata. Olsztyn 1997 s. 209-218. – Blaszany bębenek – po trzykroć i bez końca. W: Günter Grass i polski Pan Kichot. Gdańsk 1999 s. 115-138. – Trzy ostatnie słowa Pana Cogito. O wierszu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”. W: Kanonada. Katow. 1999 s. 145-157. – Mikrologia, genologia, miniatura. W: Miniatura i mikrologia. T. 1. Katow. 2000 s. 9-29. – Tragedia o bogaczu i Łazarzu. W: Dramat polski. Interpretacje. Cz. 1. Gdańsk 2001 s. 63-81. – Przyboś przeciwmgielny. W: Stulecie Miłosza. Pozn. 2002 s. 307-324. – Czarna mikrologia. W: Skala mikro w badaniach literackich. Katow. 2005 s. 9-24. – „Dziady” w Cytadeli odnowione według Marii Janion. W: Księga Janion. Gdańsk [2007] s. 356-364. – „Nasz naród jak lawa”. Romantycy polscy pod Wezuwiuszem. W: Genius loci w kulturze europejskiej – Kampania i Neapol. Katow. 2007 s. 9-26. – Czy Ireneusz Opacki był darwinistą? „Świat i Sł.” 2010 nr 1 s. 189-197. – Historia Grecji zanurzona w rzeczułce. W: Stolice i prowincje kultury. Wwa 2012 s. 328-337. – Świat owadzi w „Szkicowniku poetyckim” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. [Współaut.:] M. Kokoszka W: W literackich konstelacjach. Częstochowa 2013 s. 13-23. – Tajemnica, poezja, anagramy. W: Słowo, doświadczenie, tajemnica. Katow. 2015 s. 87-101. – Zielone i czarne. O dwóch „eksplozjach” w poezji Kazimierza Wierzyńskiego. W: Reinterpretacje. Katow. 2015 s. 205-217, Skamander, 11. – Zoofilologia pod auspicjami augurów. W: Zwierzęta i ich ludzie. Wwa 2015 s. 149-169. – Mucha w powietrzu. O „hotelowych” wierszach Tadeusza Sławka. W: Światy poetyckie Tadeusza Sławka. Katow. 2017 s. 110-122.
Adaptacje
1. …a Baka. [Happening teatralny na podstawie tekstów J. Baki; współaut. scenariusza i reż.:] A. Dziuk. Wyst. Wwa, Koło Sprawy Bożej 1980.
2. Poetyka w mroku językoznawstwa. [Rock-opera; współaut. scenariusza i reż.:] D. Opacka-Walasek, M. Żak. Praprem. Sosnowiec, UŚl. 1985.
Na podstawie: R. Jakobson: Poetyka w świetle językoznawstwa.
Prace redakcyjne
1. J. Baka: Poezje. [Wiersze]. Oprac. i wstępem opatrzyli A. Czyż i A. Nawarecki. Wwa: PIW 1986, 182 s.
2. Twórczość Jarosława Iwaszkiewicza. Interpretacje. Pod red. I. Opackiego, przy współudziale A. Nawareckiego. Katow.: UŚl. 1993, 107 s. Skamander, 9. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1378.
3. Znajomym gościńcem. Prace ofiarowane Profesorowi Ireneuszowi Opackiemu. Red. T. Sławek przy współudziale A. Nawareckiego, D. Pawelca. Katow.: UŚl. 1993, 257 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1376.
4. Starość. Wybór materiałów z VII Konferencji Pracowników Naukowych i Studentów Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej UŚl. Pod red. A. Nawareckiego i A. Dziadka. Katow.: Górnośląska Macierz Kultury 1995, 185 s.
5. Szybko i szybciej. Eseje o pośpiechu w kulturze. Pod red. D. Siwickiej, M. Bieńczyka, A. Nawareckiego. Wwa: Wydawn. IBL 1996, 226 s. IBL PAN.
6. Kanonada. Interpretacje wierszy polskich (1939-1989). Pod red. A. Nawareckiego, przy współudziale D. Pawelca. Katow.: UŚl. 1999, 183 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1844.
7. J. Baka: Uwagi. [Wiersze]. Gwasze: J. Lebenstein. Oprac., komentarz i posł.: A. Czyż: , A. Nawarecki. Lubl.: Test 2000, 146 s.
8. Miniatura i mikrologia literacka. [Szkice]. Pod red. A. Nawareckiego; przy współudziale w t. 3 B. Mytych. T. 1-3. Katow.: UŚl. 2000, 2001, 2003, 310 + 251 + 252. Pr. Nauk. UŚl. w Katow.1942, 2033, 2131.
9. Skala mikro w badaniach literackich. [Szkice]. Pod red. A. Nawareckiego i M. Bogdanowskiej. Katow.: UŚl. 2005, 195 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2345.
10. Wykłady lozańskie Adama Mickiewicza. [Szkice]. Red.: A. Nawarecki, B. Mytych-Forajter. Katow.: UŚl. 2006, 228 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2331.
11. Piłeczka. Studia o ruchu i melancholii. Pod red. W. Bojdy i A. Nawareckiego. Katow.: UŚl 2016, 314 s.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2008, 2010.
Wywiad: Wyśpiewać Śląsk. Rozm. A. Sikora. „Śląsk” 2011 nr 11 [dot.: Lajerman]; Śląsk jako pokrzywa. Rozm. K. Bereta. „Śląsk” 2016 nr 3 [dot.: Parafernalia].
Chaosmos. Z A. Nawareckim członkiem Kapituły Nagrody Literackiej Gdynia rozm. P. Rydzewski. „Bliza” 2016 nr 3.

LP XX w. (D. Nowacki).

Czarny karnawał
A. CZYŻ: Bakoznawca doskonały. „Ogród” 1992 nr 1.
S. SZCZĘSNY. „Pam. Lit.” 1992 z. 4.
J.M. RYMKIEWICZ: Ks. J. Baka odkryty na nowo. „Nauka i Przyszłość” 1993 nr 4.

Rzeczy i marzenia
P. CZPLIŃSKI: „Pieśń o rzeczach przemijających”. „Tytuł” 1994 nr 3.
J. SAWICKA. „Pam. Lit.” 1995 z. 1.

Pokrzywa
J. OLEJNICZAK. „Śląsk” 1997 nr 3.
Z. KADŁUBEK: Antypokrzywa. Rozprawka o zazdrości. W: Balaghan. Katow. 2015.

Mały Mickiewicz. Studia mikrologiczne
M.P. MARKOWSKI: Miłe/Małe. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 44.
B. MYTYCH: Mickiewicz z Chorzowa. „FA–art” 2004 nr 3/4.
B. GONTARZ: Dekonstruowanie Mickiewicza. W: Adam Mickiewicz. Dwa wieki kultury polskiej. Rzeszów 2007.

Lajerman
R. CEKIERA: Kaj my to som? „Więź” 2011 nr 5/6.
E. DUTKA: Śląsk jako doświadczenie. „Opcje” 2011 nr 3 [dot. też: S. Szymutko: Nagrobek ciotki Cili].
A. KLICH: Maszkiecenie po hasiokach. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 71.
A. KUNCE: Summa radosna. „Śląsk” 2011 nr 7.
D. NOWACKI: Hołd hałdzie. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 13.
E. DUTKA: Mieniący się obraz Śląska. „Postscriptum Polonist.” 2012 nr 1.
G. HAJKOWSKI: Lajerman – jego słuchajcie. „Metafora” 2012 nr 2.
Zob. też Wywiady.

Parafernalia
A. ZAWADA: Pochwała rzeczy. „Nowe Książ.” 2015 nr 8.
Zob. też Wywiady.</document>
<document nplp_id="3708" title="Feliks NETZ" slug="feliks-netz">1939-2015

Pseud. i krypt.: (ef); Efen; EFEN; F.N.; (fen); Fen; FEN; (FEN); (FN).

Poeta, prozaik, tłumacz, krytyk literacki i filmowy, publicysta.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 16 grudnia 1939 we wsi Kretki (kujawsko-pomorskie) w rodzinie robotniczej; syn Emila Netza i Heleny z domu Kamińskiej. Dzieciństwo spędził w Kretkach, następnie w Lubaniu (Śląskie), gdzie rodzina przeniosła się w 1946. Od 1953 uczył się w Liceum Ogólnokształcącym w Lubaniu; redagował w tym czasie szkolną gazetkę literacką „Plejada”. W 1955 zamieszkał w Katowicach, uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego TPD nr 2 im. W. Piecka. Debiutował w 1957 wierszami Daleka oraz Imię, opublikowanymi na łamach tygodnika „Poglądy” (nr 23). Po zdaniu matury w 1958 przez rok pracował w kopalni Katowice, po czym podjął studia polonistyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej (WSP) w Katowicach. W 1962-84 współpracował stale z „Poglądami” jako autor wierszy, tłumaczeń oraz recenzji. W 1963 ogłosił w „Tygodniku Kulturalnym” (nr 5) pierwsze opowiadania pt. Portrety rodzinne: Dziedzictwo i Ballada o stryjku Sylwestrze. W 1965-71 pracował w Redakcji Literackiej Polskiego Radia w Katowicach. W 1968 uzyskał magisterium na Uniwersytecie Śląskim (powstałym z połączenia WSP i Filii UJ w Katowicach). W tymże roku został członkiem PZPR i SDP (do 1982). W 1969-95 należał do ZLP (przewodniczył okresowo Kołu Młodych, od 1986 wchodził do Zarządu Oddziału Katowickiego). W 1972-81 pracował w tygodniku „Panorama”, pełniąc kolejno funkcje kierownika działu kultury (1973-78), zastępcy redaktora naczelnego (1978-80), redaktora naczelnego pisma (1980-81); ogłaszał tu liczne wywiady, tłumaczenia, recenzje filmowe i książkowe, felietony, m.in. w 1981 cykl pt. Pod poprzeczką (pod pseud. EFEN). Zamieszczał też artykuły, felietony, recenzje filmowe i przekłady m.in. w miesięczniku „Warmia i Mazury” (1973-78), „Kalendarzu Młodych” (1976-80), „Wieczorze” (od 1976; tu w 1990 cykl felietonów pt. Notatnik antyagitatora), „Życiu Literackim” (1976-80), „Kronice Bielska-Białej” (w 1977 cykl felietonów pt. Golono strzyżono). Był kierownikiem literackim zespołu filmowego „Silesia” (1973-75). Kontynuował współpracę z radiem jako autor i adaptator wielu słuchowisk. Od 1977 publikował przekłady z literatury węgierskiej, od 1996 przede wszystkim tłumaczenia prozy Sándora Maráia. W 1981 został członkiem Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich. Niezweryfikowany w stanie wojennym jako dziennikarz, pracował przez trzy lata jako nauczyciel węgierskiego w X Liceum Ogólnokształcącym w Katowicach. W 1983-90 ogłaszał w tygodniku „Tak i Nie”, w którym kierował działem literackim, liczne recenzje filmowe (także pod pseud.: EFEN, (FEN)). Powrócił też do pracy w dwutygodniku „Poglądy” (w 1983-84 członek redakcji). Od września 1985 do lutego 1986 przebywał w Budapeszcie na stypendium węgierskiego i polskiego Ministerstwa Kultury. W 1987 otrzymał za przekłady poezji nagrodę „Pegaza”, przyznawaną przez Klub Studentów Wybrzeża „Żak”. W 1990-99 pracował ponownie w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. W 1992 został członkiem Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. W 1993 otrzymał nagrodę Prezydenta Katowic w dziedzinie kultury. W 1995 wszedł w skład redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk” i do 2014 pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego, w 2014-15 kierował działem poezji i prozy; ogłaszał tu liczne artykuły, tłumaczenia, recenzje książkowe i filmowe (także w cyklu pt. Poza kadrem, 2000-13). W 1997 otrzymał Honorowe Obywatelstwo m. Lubań. Był współzałożycielem w 2005 (wraz z Beatą Netz) Agencji Telewizyjnej i Public Relation „Ad Rem” w Katowicach. W 2007-14 współpracował z dwumiesięcznikiem „Topos”. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005). Zmarł 12 kwietnia 2015 w Katowicach; pochowany tamże na cmentarzu przy ul. Francuskiej.

W 2017 w domu F. Netza został otwarty Salon Polsko-Węgierski jego imienia, będący miejscem kontaktów literackich, artystycznych i naukowych twórców polskich i węgierskich.
TWÓRCZOŚĆ
1. Sto dni odpustu. [Powieść]. Katow.: Śląsk 1968, 165 s.
2. Związek zgody. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 1968, 67 s.
Nagroda Peleryny przyznana podczas Gdańskich Spotkań Jesiennych przez Radę Naczelną ZSP w 1968.
3. Mistrz świata. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: Z. Patryn-Witkiewiczowa. Radio 1972. Druk: „Teatr Pol. Radia” 1973 nr 2 s. 49-68. Por. poz. 5.
4. Z wilczych dołów. [Wiersze]. Katow.: Śląsk 1973, 55 s.
5. Kochajmy się. [Scenariusz filmowy; współaut. i reż.:] K. Wojciechowski. Ekran. 1974. Por. poz. 3.
Tytuł roboczy: Mistrz świata.
6. Biała gorączka. [Słuchowisko radiowe]. Reż.: Z. Patryn-Witkiewiczowa. Radio 1976. Druk: „Teatr Pol. Radia” 1977 nr 1 s. 54-66. Por. poz. 9-10.
7. Ballada o familoku. [Słuchowisko radiowe]. Radio 1977. Druk: „Poglądy” 1977 nr 23 s. 13-15.
II nagroda w konkursie na słuchowisko o tematyce współcz., ogł. przez Rozgłośnię Pol. Radia w Katow. w 1977.
8. Skok pod poprzeczką. [Powieść]. Katow.: Śląsk 1977, 150 s.
9. Biała gorączka. [Powieść]. Powst. 1978. Katow.: Śląsk 1980, 153 s. Por. poz. 6, 10.
II nagroda w konkursie Min. Górnictwa i Oddz. Katowickiego ZLP w 1978.
10. Biała gorączka. [Scenariusz filmu telewizyjnego]. TVP 1979. Por. poz. 6, 9.
11. Wir. Wiersze. Katow.: Śląsk [1985], 51 s.
Nagroda Grupy Lit. „ECCE”, działającej przy UŚl. w 1985.
12. Gloria. Sztuka w dwóch aktach. „Tak i Nie Śląsk” 1986 nr 1 s. 65-73.
13. Harmonia. [Słuchowisko radiowe]. „Dialog” 1993 nr 4 s. 5-19. Radio 1993.
Nagroda w konkursie zamkniętym zorganizowanym przez Rozgłośnię Pol. Radia i Tow. Zachęty Kultury w Katow., Teatr Pol. Radia w Wwie, Min. Kultury i Sztuki w 1993.
14. Urodzony w Święto Zmarłych. [Powieść]. Katow.: Śląsk 1995, 230 s.
Przekł. węgier.: Halottak napján született. Przeł. E. Szenyán. Budapest 2005.
15. Wielki zamęt. Felietony radiowe z lat 1990-1995. Katow.: Ag. Wydawn. Radia Katow. 1995, 244 s.
16. Róg Ligonia i Królowej Jadwigi. (Radio Katowice 1927-1997). [Opowieść dokumentalna]. Katow.: Ag. Wydawn. Radia Katow. 1997, 284 s.
17. Cierpienia młodego Ż. [Szkic biograficzny]. Katow.: Bibl. Śląska 2000, 50 s.
Dot. S. Żeromskiego.
18. Dysharmonia caelestis. [Proza wspomnieniowa]. Katow.: Śląsk 2004, 194 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2005.
Zawartość: Dom ostatni; Dom pierwszy; List do profesora Barabasza; List profesora Barabasza; Dwa epizody z życia człowieka niepoczciwego; Kwiczoł wędrowny; Dziennik Barabasza; Wyjście z Kotliny Dinozaurów.
19. Poza kadrem. Teksty o filmach. Nowa Ruda: Mamiko A. Maliszewska 2006, 198 s.
Recenzje 62 filmów polskich i zagranicznych publikowane na łamach miesięcznika „Śląsk” w 2000-06.
20. Ćwiczenia z wygnania. [Szkice literackie]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2008, 369 s. Bibl. Arkadii – pis. katastroficznego, 31.
Zawartość: Stary człowiek z San Diego [dot. S. Máraia]; Cantata profana [dot. F. Juhásza]; Nieszczęsne stulecie. [dot. I. Kertésza]; 23 października [dot. G. Gömöri]; Czarne światło dzieciństwa [dot. I. Kovácsa]; Wygnani z życia; Choroba na śmierć peerelowskiego outsidera [dot.: M. Hłasko: Pętla]; Pars pro toto [dot.: Z. Uniłowski: Wspólny pokój]; Historia pokuty [dot.: S. Lem: Solaris]; Pokusa dobrowolnej śmierci [dot.: J. Iwaszkiewicz: Księżyc wschodzi]; Z familoka pod mur berliński [dot. H. Bereski]; Swój ziemski szlak przeszedłszy do połowy [dot. J. Brodskiego]; Drewniana skrzynia z Buchenwaldu [dot. J. Guzlowskiego]; Metafora [dot. P. Nerudy]; Jeden dzień, który wstrząsnął światem [dot. A. Sołżenicyna]; Wacław Niżyński; Widmo wolności [dot. L. Buñuela]; La strada, która jest filmem [dot. F. Felliniego]; Fanfan; Wiem, co kocham. Życie [dot. A. de Saint-Exupéry’ego]; Kutz, czyli potyczki z (każdą) władzą [dot. K. Kutza]; Człowiek z Górnego Śląska [dot. W. Szewczyka]; Moje prywatne centrum świata [dot. L.J. Majewskiego]; Człowiek niezbuntowany (do czasu) [dot. J. Kornhausera]; Homo silesiensis [dot. H. Wańka]; Wielka księga Ślązaków [dot. M. Szejnert]. – Tu też wywiady z F. Netzem: Zbójecka iskra. Z Feliksem Netzem rozmawia M. Sworzeń; Zdrowy nie zajmuje się sztuką, zdrowy zajmuje się sportem. Z Feliksem Netzem rozmawiają M. Melecki i K. Siwczyk; Pole widzenia. Z Feliksem Netzem rozmawia M.M. Szczawiński.
21. Zegarek. [Słuchowisko]. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2008. Druk: „Dialog” 2009 nr 7/8 s. 149-170.
22. Trzy dni nieśmiertelności. [Wiersze]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2009, 83 s. Bibl. Arkadii – pis. katastroficznego, 43.
23. Odchodzimy. [Słuchowisko – monodram]. Reż.: J. Wareynci. Radio 2011. Druk: „Śląsk” 2011 nr 4 s. 10-13.
24. Krzyk sowy. [Wiersze]. Sopot: Tow. Przyjaciół Sopotu 2014, 71 s. Bibl. Toposu; t. 106.
Nagroda Poetycka im. K.I. Gałczyńskiego „Honorowy Orfeusz” w 2015.

Słuchowiska radiowe zob. poz. 3, 6-7, 13, 21 oraz m.in.: Złota reneta. Reż.: Z. Patryn-Witkiewiczowa. Radio 1970 [nagroda Nacz. Red. Programów Pol. Radia „Wiosna Opolska” w 1970]. – Michał. Reż.: Z. Patryn-Witkiewiczowa. Radio 1971. – Powtórka z życiorysu. Reż.: Z. Patryn-Witkiewiczowa. Radio 1973 [nagroda Nacz. Red. Programów Pol. Radia „Wiosna Opolska” w 1973]. – Karta powołania. Radio 1975. – Carobójcy. Radio 1990. – Urodzony w Święto Zmarłych. Reż.: B. Kasztelaniec. Radio 1991. – Łowca komarów. Reż.: A. Piszczatowski. Radio 1995. – Pokój z widokiem na wojnę polsko–jaruzelską. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2007 [nagroda Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz VII Festiwalu Teatru Pol. Radia i Teatru TV „Dwa Teatry” 2007]. – I to jest siła, to jest moc. Reż.: W. Modestowicz. Radio 2010.

Przekłady wierszy F. Netza w antologii rum.: Lirică poloneză. Petroşani
1996.
Przekłady
1. T. Déry: Anatema. [Powieść]. Kr.: WL 1982, 343 s. Kolekcja Lit.
Węgier.
2. E. Illés: Taniec motyla i inne eseje. Wybór: E. Bojtár. Kr.: WL 1986,
353 s.
3. G. Moldova: Ciemny anioł. [Powieść]. Kr.: WL 1987, 297 s.
4. T. Sebastian: Cień szpiega. [Powieść]. Przeł.: B. Flisiuk, B. Korzon, F. Netz. Czeladź: Almapress-Czeladź 1990, 195 s.
5. I. Kovács: Księżyc twojej nieobecności. [Wiersze]. Wybrał i posł. opatrzył: B. Zadura. Kr.: WL 1991, 107 s.
6. J. Jakes: Miłość i wojna. [Powieść]. Przeł.: M. Dutkiewicz, F. Netz. T. 1-2. Katow.: KAW 1992, 455 + 572 s.
7. J. Brodski: Dwadzieścia sonetów do Marii Stuart. [Wiersze]. Posł.: P. Fast. Katow.: Śląsk 1993, 48 s.
Tekst w jęz. pol. i ros.
8. A. Puszkin: Eugeniusz Oniegin. Romans wierszem. Katow.: Śląski
Fundusz Lit. 1993, 183 s.
Nagroda Prezydenta Katow. w 1993.
9. K. Drawert: Wzór wewnętrzny. Wiersze = Innenmuster. Gedichte. Wybór i posł.: G. Kurpanik-Malinowska. Katow.: Śląsk 1994, 150 s.
Tekst w jęz. pol. i niem.
10. G. MacDonald: Najlepsze miejsce pod słońcem, czyli O właściwym czasie i miejscu do budowania charakteru dziecka. [Poradnik]. Wwa: Vocatio 1994, 295 s.
11. R. Schneider: Brat snu. [Powieść]. Przeł.: F. Netz, G. Kurpanik-Malinowska. Katow.: Videograf II 1996, 157 s.
12. A. Walker: Audrey Hepburn. [Biografia]. Katow.: Videograf II 1996, 303 s. Nieśmiertelni.
13. S. Márai: Żar. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2000, 143 s. Mała Proza. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2008, wyd. 4 2009, wyd. 5 2011, wyd. 6 2015, wyd. 7 2016.
14. S. Márai: Komora celna. [Utwór dramatyczny]. „Dialog” 2002 nr 7 s. 73-87. Wyst.: Adapt. i reż.: A. Buszko, P. Ratajczak. Szczec., T. Krypta 2005.
15. G. Gömöri: Dylemat królika doświadczalnego. Wybór wierszy. Wybrał i z węgier. przeł. F. Netz. Katow.: Bibl. Śląska 2003, 76 s. Polonica.
16. S. Márai: Księga ziół. [Szkice]. Wwa: Czyt. 2003, 150 s. Wyd. nast. tamże: wyd. 2 2006, wyd. 3 2008, wyd. 4 2009, wyd. 5 2011.
17. S. Márai: Występ gościnny w Bolzano. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2005, 234 s. Mała Proza.
Dot. G.G. Casanovy di Seingalt.
18. S. Márai: Krew świętego Januarego. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2006, 325 s. Nike. Wyd. 2 tamże 2007.
19. S. Márai: Pierwsza miłość. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2007, 307 s. Nike.
20. S. Márai: Dziedzictwo Estery. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2008, 117 s. Mała Proza.
21. S. Márai: Wyspa. [Powieść]. Wwa: Czyt. 2009, 166 s. Wyd. nast. tamże 2010.
22. S. Márai: Niebo i ziemia. [Szkice]. Wwa: Czyt. 2011, 243 s.
23. M. Gogol: Wybrane fragmenty korespondencji z przyjaciółmi. Wstęp, przekł., przypisy: F. Netz. Wwa: Sic! 2015, 306 s.
24. S. Márai: Cztery pory roku. [Szkice]. Wwa: Czyt. 2015, 287 s.
Tu 2 wiersze w tłum. T. Worowskiej.
25. S. Márai: Siostra. [Powieść]. Wwa: Fundacja Zesz. Lit. 2017, 183 s.
Prace redakcyjne
1. Młody Śląsk literacki. Almanach poezji i prozy. Wybór i oprac.: J. Górdziałek, F. Netz, E. Zyman. Katow.: Śląsk 1975, 342 s.
2. Śląski almanach poetycki. Red.: F. Netz, M.M. Szczawiński. Wstęp: T. Kijonka. [Katow.]: Śląsk [1989], 263 s.

Zob. też Przekłady poz. 15.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2009, 2011.
Wywiady zob. Twórczość poz. 20 oraz m.in.:
Przygoda z Onieginem. Rozm. A. Sarachanowa. „Przekrój” 1977 nr 1677; Dziesięć lat z Onieginem. Rozm. B. Zaliwska. „Tak i Nie Śląsk” 1986 nr 4; Granice są sztuczne. Rozm. J. Górdziałek. „Opcje” 1996 nr 4; Ład serca i wielki zamęt. Rozm. W. Konopieska. „Panorama” 1996 nr 7; Lorelei, pomidor i dziewuszka. Z warsztatu tłumacza. Rozm. M. Kisiel. „Śląsk” 2002 nr 8; Zrodzone. Rozm. W. Turant. „Raport” 2005 nr 7 [dot. m.in.: Dysharmonia caelestis]; Zbójecka iskra. Rozm. M. Stępień. „Topos” 2007 nr 5; Więcej krwi niż atramentu. Rozm. M. Mońka. „Gaz. Wybor.” dod. „Katowice” 2008 nr 296; Metafizyka radia. Rozm. J. Jaworska. „Dialog” 2009 nr 7/8; Mieć trzystu czytelników. Rozm. W. Turant. „Śląsk” 2009 nr 12; Coś nam nie wyszło, coś się nie udało. Rozm. W. Kass. „Topos” 2014 nr 5.
G. WILK: Materiały do bibliografii [F. Netza]. „Topos” 2016 nr 4.

Ogólne
B. ZWOLIŃSKA: „Być sobą i kimś innym”. O twórczości Feliksa Netza. Gdańsk: Wydawn. UG 2012, 288 s.
B. ZWOLIŃSKA: Na początku był dźwięk. Twórczość radiowa Feliksa Netza. Gdańsk: Wydawn. UG 2014, 250 s.
R. BEDNARCZYK: Zaświadczam o trwaniu. „Tak i Nie” 1986 nr 12.
T. KŁAK: O poezji Feliksa Netza. Świat w stanie podejrzenia. „Integracje” 1989 nr 24.
M. KISIEL: Feliks Netz. „Górnośl. Diariusz Kult.” 1994 nr 3.
F. LEWANDOWSKI: Netz filmowy. „Śląsk” 2009 nr 12.
E. ANTONIAK-KIEDOS: Dziesięć sonetów na trzy dni nieśmiertelności: o polsko-węgierskich inspiracjach Feliksa Netza. „Topos” 2014 nr 1/2.
J. DRZEWUCKI: Feliks Netz i siostra snu. „Twórczość” 2015 nr 7.
J. NOWAK: Krzyk w ciszy lasu. „Topos” 2015 nr 3.
„Śląsk” 2015 nr 5 [tu art. i wspomnienia poświęcone F. Netzowi: K. HESKA-KWAŚNIEWICZ: Rozmowy z Felkiem; Z. KADŁUBEK: Żyć to tłumaczyć; J. LYSZCZYNA:Czytając tłumaczenia Feliksa Netza; T. KIJONKA: Feliks Netz z Katowic (spisane z pamięci); K.BERETA: Feliks Netz w „Śląsku”; K. KARWAT: Obcy z Felsö-Szilézia; E. KABIESZ: Filmowa „Kromka chleba”; M. MELECKI: Całkowita obecność; W. TURANT: Drogi Felku...; K. BAJOROWICZ:Uważnie słuchał...; M. DĘBICZ: Karpacz. Przerwana rozmowa]; – „Topos” 2016 nr 4 [tu art. poświęcone F. Netzowi: K. ALICHNOWICZ: Podróżny: (kilka uwag o jednym z epizodów „Zegarka" Feliksa Netza); E. ANTONIAK-KIEDOS: Stalinogród Feliksa Netza: uchwycony w kilku ostatnich wierszach; S. MATEUSZ: Czy sowa jest tupolewem?. O wierszu „Krzyk sowy" Feliksa Netza; J. NOWAK: Dekonstrukcja pewnej piosenki albo algorytm zniewalania duszy polskiej: o wierszu Feliksa Netza „Eugeniusz Bodo śpiewa po rosyjsku"; M. PIWNIKIEWICZ: Niewypowiedziane].
E. ZYMAN: Skrzypienie osi świata: O poezji Feliksa Netza. „Migotania” 2016 nr 1.
E. DUTKA: „Miejsce na ziemi”. O poezji Feliksa Netza; K. DZIUBAŁA: „Miejsce wybrane". O prozie Feliksa Netza. „Śląsk” 2017 nr 4.

Sto dni odpustu
T. KIJONKA: Ucieczka z miejsca urodzenia. „Poglądy” 1968 nr 15.
M. SPRUSIŃSKI: Lektury i samowiedza. „Życie Lit.” 1968 nr 30.
M. WYKA: Humanista zbawiony? „Życie Lit.” 1968 nr 49.
J. STYCZEŃ: Wieś Feliksa Netza. „Odra” 1969 nr 3.

Związek zgody
M. WALIŃSKI: Związki zgody Feliksa Netza. „Agora” 1968 nr 23.
A. GLEŃ: „Poezja możliwa” – od samego początku... : o „Związkach zgody” Feliksa Netza. (Uwagi po latach). „Topos” 2014 nr 5.

Z wilczych dołów
M. CHRZANOWSKI. „Nowe Książ.” 1974 nr 2.
M. JODŁOWSKI: „Reflektor krwi”. „Odra” 1974 nr 2.
I. SMOLKA: Temat snu. „Życie Lit.” 1974 nr 9.
E. ZYMAN: „Zacząłem dziś mówić z sobą bez kłamstw”. „Opcje” 1974 nr 4.

Skok pod poprzeczką
E. CZARNECKA: Czas miniony i teraźniejszość. „Literatura” 1977 nr 43.
W.K. JANOTA: Spotkanie z młodością. „Poglądy” 1977 nr 15.
H. KUBICKI. „Opole” 1977 nr 10.
A. MYSZKOWSKI: Jeszcze jeden powrót. „Tryb. Ludu” 1977 nr 242.
E. ZYMAN. „Odra” 1978 nr 6.

Biała gorączka
A. MYSZKOWSKI: Powieść górnicza. „Tryb. Ludu” 1980 nr 179.
E. ZYMAN: Chłodna gorączka. „Poglądy” 1980 nr 12.
B. ZADURA: Jeden na wszystkich. W tegoż: Szkice, recenzje, felietony. T. 2. Wr. 2007.

Wir
[M. FOX] M. FRĘŚ: ... Być – oto jest pytanie. „Tak i Nie” 1985 nr 41.
M. KISIEL: Wir, który wchłania. „Radar” 1986 nr 23.
B. ZADURA: „Ich kann nicht anders”. „Akcent” 1987 nr 1, przedr. w tegoż: Daj mu tam, gdzie go nie ma. Lubl. 1996.

Urodzony w Święto Zmałych
T.K. AUGUSTYNIAK: Halloween. „Wiad. Kult.” 1995 nr 45.
J. DRZEWUCKI: Wielojęzyczny kocioł. „Rzeczpospolita” 1995 nr 254.
J. GÓRDZIAŁEK: Konfrontacje polsko-amerykańskie. „Opcje” 1995 nr 3.
M. KISIEL: Kranz rozbity jak lustro. „Twórczość” 1995 nr 12.
D. NOWACKI: Urodzony by słyszeć! „Śląsk” 1995 nr 1.
J. STYCZEŃ: Powieść o dotknięciu losu. „Śląsk” 1995 nr 1.
K. UNIŁOWSKI: Bez pierwszego języka. „FA-art” 1995 nr 3, przedr. w tegoż: Skądinąd. Bytom 1998.
J. ŁUKASIEWICZ. „Tyg. Powsz.” 1996 nr 43.
R. MIELHORSKI: Cmentarz zardzewiałego żelastwa. „Sycyna” 1996 nr 17.
M. ORSKI: Niepokoje małego i dużego Krantza [!]. „Odra” 1996 nr 1.
M. ORSKI: Felis Netz: Magiczny tygiel bytu. W tegoż: Autokreacje i mitologie. Wr. 1997.
M. SIEPRAWSKI: „Zapamiętane, zapisane”. „Akcent” 1997 nr 1.

Róg Ligonia i Królowej Jadwigi
W. SARNOWICZ: Radio, historia, ludzie. „Śląsk” 1998 nr 3.

Cierpienia młodego Ż.
K. KARWAT: Miłosne perypetie Żeromskiego. „Dz. Zach.” 2001 nr 35.
J. PASZEK: O młodym Żeromskim. „Śląsk” 2001 nr 3.

Dysharmonia caelestis
J. DURSKI: Jawna i ukryta. „Topos” 2005 nr 3.
M. KISIEL: Harmonia funebris. „Nowe Książ.” 2005 nr 6.
A. MADALIŃSKI: Pisane z pamięci. „Opcje” 2005 nr 1.
M. ORSKI: Harmonia terrestris. „Prz. Powsz.” 2005 nr 12.
M. RADZIWON: Doświadczanie Katowic. „Gaz. Wybor.” 2005 nr 134.
H. WANIEK: Jako w niebiosach, tak i na ziemi. „Śląsk” 2005 nr 2.
J. BŁACH: Czarny węgiel, czarna żółć, czarne niebo. „Tygiel Kult.” 2006 nr 7/9.
M. CUBER: Śląsk bez epopei. „Twórczość” 2006 nr 3.
Zob. też Wywiady.

Poza kadrem
T. RUTKOWSKA: Pisarze idą do kina. „Nowe Książ.” 2007 nr 4.

Ćwiczenia z wygnania
A. GLEŃ: Jest się sobą i kimś innym. „Śląsk” 2009 nr 6.
K. KUCZKOWSKI: Z wielkiej żarliwości. „Topos” 2009 nr 3.
A. MORAWIEC: W imię inności. „Nowe Książ.” 2009 nr 5.

Trzy dni nieśmiertelności
T. MIZERKIEWICZ: Jak (nie) być nieśmiertelnym. „Nowe Książ.” 2010 nr 5.
M. ORLIŃSKI: Z księgi spełnionych wróżb. „Twórczość” 2010 nr 12.
B. SUWIŃSKI: Netz jak świat. „Trzy dni nieśmiertelności” Feliksa Netza. „Topos” 2010 nr 5.
K. OJCZYK: Człowiek, krowa i koniec świata. „Fraza” 2011 nr 2.

Krzyk sowy
P. DAKOWICZ: Od grobu do grobu. O „Krzyku sowy” Feliksa Netza. „Topos” 2014 nr 5.
R. BEDNARCZYK: Wiersze jak umierające słonie. „Śląsk” 2015 nr 5.
J. DRZEWUCKI: Feliks Netz i siostra snu. „Twórczość” 2015 nr 7.
A. SINKOWSKI: „Na co można liczyć poza krzykiem?”. „Wyspa” 2015 nr 1.
E. ZYMAN: Skrzypienie osi świata. O poezji Feliksa Netza. „Migotania” 2016 nr 1.

J. Brodski: Dwadzieścia sonetów do Marii Stuart
J. CZECH: Brodskiego ćwierć albo pół. „Lit. na Świecie” 1993 nr 7/8.
J. GONDOWICZ: Metafizyka wierszem, prozą i anegdotą. „Nowe Książ.” 1993 nr 10.
A. STRZEMPEK: Długa rozprawa między poetą, tłumaczem i studentką. „Ros. Ruletka” 1995 nr 2.

A. Puszkin: Eugeniusz Oniegin
R. RADOSZEWSKI: Oniegin... ultymatywny! „Górnośl. Diariusz Kult.” 1993 nr 3.
K. STRZAŁA: Nowe czasy – nowy przekład. „Eugeniusz Oniegin” w przekładzie Feliksa Netza. „Pr. Nauk. UŚl. w Katow.” 1995 nr 1508.
J. PASZEK: Blask „Eugeniusza Oniegina”. „Śląsk” 2017 nr 4.
Zob. też Wywiady.</document>
<document nplp_id="3710" title="Łukasz ORBITOWSKI" slug="ur-1977-prozaik">ur. 1977

Prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 26 października 1977 w Krakowie; syn Janusza Orbitowskiego, artysty plastyka, i wykładowcy akademickiego, i Ewy z domu Konieczko, psychologa. Studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim; w 2002 uzyskał magisterium. Pracował w różnych zawodach, m.in. jako ankieter, a w 2004-05 przebywając w Stanach Zjednoczonych, jako robotnik w Bostonie. Debiutował w 1995 opowiadaniem pt. Demon ciała opublikowanym w piśmie „Magdalenka Literacka” (nr 7/9); za właściwy debiut literacki uważa opowiadanie pt. Diabeł na Jabol Hill, zamieszczone w piśmie „Science Fiction” (2001 nr 1). Rozwijał twórczość literacką, publikując opowiadania i fragmenty powieści z gatunku fantastyki i grozy, a także liczne felietony, recenzje literackie i filmowe oraz artykuły m.in. w „Nowej Fantastyce” (od 2001; tu m.in. felietony na temat filmów science-fiction), „Science Fiction” (2001-05), „Science Fiction, Fantasy and Horror” (2005-07, 2010-11), „Lampie” (2006-10; tu m.in. w 2006-09 cykl felietonów poświęconych literaturze współczesnej pisanych wspólnie z Jarosławem Urbaniukiem pt. Urbi et orbi), „Przekroju” (2006-13; od lipca 2010 był stałym felietonistą), „Mówią Wieki” (2007-08), „Gazecie Wyborczej” i jej dodatkach (od 2009; tu m.in. cykle: o grach komputerowych pt. Gry warte świeczki w 2014 i Komiks dla każdego w 2015), „Tygodniku Powszechnym” i jego dodatku „Książki w Tygodniku” (od 2009), w piśmie „Fragile” (2011), „Książkach” (2011, 2015), „Znaku” (2014-15; tu m.in. Dziennik z Kopenhagi. Cz. 1-2), „Fronda Lux” (2015), „Polityce” (2016; m.in. w cyklu Kawiarnia literacka) oraz w „Chimerze” i „Zwykłym Życiu”. Stale współpracował z kanałem Telewizji Polskiej (TVP) Kultura. Przez pewien czas pracował w Wydawnictwie Dolnośląskim (redagował przekład czterech tomów sagi S. Meyer pt. Zmierzch posługując się pseud. Emil Kozłowski). W 2002 otrzymał stypendium m. Krakowa, w 2008 stypendium Homines Urbani, przyznane przez Stowarzyszenie Willa Decjusza i Instytut Książki w Krakowie, w 2009 stypendium Fundacji Nagrody Grazella (2009; w 2011 wchodził w skład jury tej nagrody), w 2012 stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Młoda Polska”. Współtworzył komputerową grę fabularną Bakemono. Podjął współpracę z portalami internetowymi o2.pl i ha!art. Wspólnie z Tobiaszem Piątkowskim napisał scenariusz do filmu animowanego o Powstaniu Warszawskim pt. Hardkor 44 (z animacją i w reżyserii Tomasza Bagińskiego). W 2016 wszedł w skład Jury 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Otrzymał Nagrodę Paszport „Polityki” 2015 w kategorii literatura. W marcu 2016 zaczął prowadzić program „Dezerterzy”, emitowany w TVP Kultura.

W 2005 ożenił się z Emilią Kozłowską (rozwód 2010); ma syna Juliana (ur. 2007). Mieszkał w Krakowie, Warszawie, Kopenhadze. Obecnie ponownie mieszka w Warszawie.
TWÓRCZOŚĆ
1. Złe wybrzeża. [Opowiadania]. Posł.: W. Kajtoch. Kr.: Oddz. ZLP 1999, 122 s.
Zawartość: Ciało; Czysta śmierć; Głowa Hieronima.
2. Szeroki, głęboki, wymalować wszystko. [Opowiadania]. Kr.: Stow. na Rzecz Kultury Kr. „Krak. Alternatywa” 2001, 108 s. Kolekcja „Ha! art”, t. 7.
Zawartość: Złoto głupców; Na polu Tadeusza; Profesor Oleander; Diabeł na Jabol Hill; Farciarz; Szeroki, głęboki, wymalować wszystko; Bibliotekarki, Bibliotekarki; J. Oleander: Posłowie.
3. Horror show. [Powieść]. Kr.: Wydawn. i Księg. Korporacja Ha!art 2006, 204 s. Wyd. 2 tamże 2014. Ser. Prozatorska – Korporacja Ha!art.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydawn. i Księg. Korporacja Ha!art 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
4. Wigilijne psy. [Opowiadania]. Gliwice: Helion 2006, 407 s. Editio. Wyd. 2 pt. Wigilijne psy i inne opowieści. Kr.: Wydawn. SQN 2016, 475 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [on-line] Wwa: Code Red Tomasz Stachewicz [2014]; Kr.: Wydawn. SQN 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Serce kolei; Autostrada; Opowieść taksówkarska; Kacper Kłapacz; Wigilijne psy; Angelus R!; Lombard; Objawienie; Zmierzch rycerzy światła.
5. Przeciwko wszystkim. [Powieść; współaut.:] J. Urbaniuk. Lubl.: Fabryka Słów 2007, 531 s.
Cz. 1 cyklu pt. Pies i klecha; cz. 2 zob. poz. 9. Zob. też poz. 18.
6. Tracę ciepło. [Powieść]. Kr.: WL 2007, 490 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nominacja do nagrody im. J. Zajdla, Złote Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Lit. J. Żuławskiego w 2008.
7. Brzydula. Serial telewizyjny. [Scenariusz dwóch odcinków]. TVN 2008.
8. Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat. [Opowieści dla dzieci]. Wwa: Powergraph 2008, 131 s.
Przed wydaniem tekst był publikowany na blogu: www.prezesikreska.blox.pl.
9. Tancerz. [Powieść; współaut.:] J. Urbaniuk. Lubl.: Fabryka Słów 2008, 396 s.
Cz. 2 cyklu pt. Pies i klecha; cz. 1 zob. poz. 5. Zob. też poz. 18.
10. Święty Wrocław. [Powieść]. Kr.: WL 2009, 294 s. Wyd. 2 tamże 2013.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Srebrne Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Lit. im. J. Żuławskiego w 2010.
11. Nadchodzi. [Opowiadania]. Kr.: WL 2010, 402 s. Wyd. nast. tamże 2017. Bibl. „Newsweeka”. Fantastyczna Kolekcja – Światy Równoległe,29.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2013, 1 plik w formacie EPUB, MOBI.
Zawartość: Popiel Armeńczyk; Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj; Cichy dom; Zatoka Tęczy; Nadchodzi.
12. Warszawiacy. [Powieść w 42 odcinkach] [on-line] Kr.: Korporacja Ha!art [dostęp 4 lutego 2011]. Dostępny w Internecie: http://www.ha.art.pl/prezentacje/33-warszawiacy/1581-lukasz-orbitowski-warszawiacy.
Odcinki publikowane w Internecie od 19 III 2010.
13. Dzieci z jeziora. [Opowiadanie]. Kr.: Galeria Sztuki Współcz. Bunkier Sztuki 2012, 23 s. + 1 dysk optyczny CD. Ser. Małego Klubu Bunkra Sztuki.
Adapt. teatr.: Dzieci z jeziora. Wyst.: Kr., T. Figur (T. Lalkowy) 2014 [w ramach projektu „Jest inny świat”] 2014, - wyst. inne: Reż. zbiorowa. Prem.: Lubl., Dzielnicowy Dom Kultury Węglin 2015.
14. Ogień. Widowisko historyczno-fantastyczne. Il.: B. Szneider. Wwa: Nar. Centrum Kultury 2012, 155 s. Zwrotnice Czasu, 8.
15. Widma. [Powieść]. Kr.: WL 2012, 615 s. Wyd. nast. [t. 1-2] tamże 2016, 365+363 s. Bibl. „Newsweeka”. Fantastyczna Kolekcja – Światy Równoległe,19; 20.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: WL 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Na okł.: Historia Polski bez Powstania Warszawskiego. – Złote Wyróżnienie w konkursie o Nagrodę Lit. im. Jerzego Żuławskiego w 2013; nominacja do nagrody Paszport „Polityki” w 2013.
16. Nim przyjdą słonie. [Opowiadanie dla dzieci]. Wwa: Egmont Polska 2013, 49, [7] s. Czytam Sobie. Poziom 3, Połykam Strony.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Egmont Polska 2014, plik w formacie PDF.
17. Szczęśliwa ziemia. [Powieść]. Kr.: Sine Qua Non 2013, 380 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Sine Qua Non 2013, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Identyfikatory Pyrkonu w kategorii „Literatura i komiks” w 2014.
18. Pies i klecha. Żertwa i inne historie. [Opowiadania; współaut.:] J. Urbaniuk. [Red.] J. Mika. Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Powergraph 2014, 362 s., plik w formacie EPUB, MOBI.
Kontynuacja cyklu „Pies i klecha” [poz. 5, 9]. – Zawiera 5 opowiadań druk. wcześniej na łamach „Science Fiction, Fantasy and Horror” .
19. Rękopis znaleziony w gardle. [Opowiadania i mini-powieści]. Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydaw. Code Red Tomasz Stachewicz 2014, 634 s., plik w formacie PDF, ePub, Mobipocket.
Zawartość: Równik; Rękopis znaleziony w gardle; Głowa węża; Noc sobowtórów; Wszystko o moich matkach; Amerykański horror.
20. Zapiski nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki. Kr.: Wydaw. Sine Qua Non 2014, 274 s., [3], [8] tabl.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydaw. Sine Qua Non 2014, plik w formcie EPUB, MOBI.
Dziennik podróży do RPA w 2014 r.
21. Inna dusza. [Powieść]. Wwa: Wydawn. Od deski do deski 2015, 427 s. Ser. na F/aktach.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Wydawn. Od deski do deski 2015, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda Paszport „Polityki” 2015 w 2016. – Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2016, nominacja do Lit. Nagrody Gdynia w 2016.
22. Kobra przegrywa w butelkę. [Opowiadanie]. Kr.: [Stow. Festiwal Kultury Żydowskiej, 2016], 18 s. O_KAZ. Literatura o Kazimierzu, 1.
Darmowa broszura rozdawana podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej w Kr. – Zawiera też opowiadania: W. Murek: Każdemu po razie; D. Słowik: Sanatorium.
23. Exodus. [Powieść]. Kr.: Sine Qua Non 2017, 443 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr: Sine Qua Non 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
24. Kraków. [Przewodnik; współautorzy:] K. Rodacka oraz B. Michalec. Bielsko-Biała: Pascal 2017, 191 s.
25. Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego. [Felietony]. Wwa: Zwierciadło 2017, 287 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Wwa: Zwierciadło 2017, plik w formacie EPUB, MOBI.
Zbiór wpisów z blogu.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2011.
Strona internetowa: orbitowski.pl [tu także blog Ł. Orbitowskiego].
Wywiady: Nie ma tradycji opowiadania. Rozm. M. Wilk. „Kraków” 2007 nr 10; Blokowiska świętego Wrocławia. Rozm. A. Kołodyńska. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 79 dod. „Wrocław” [dot. gł.: Święty Wrocław]; Literatura jest szaleństwem. Rozm. J. Demiańczuk. „Dziennik” 2009 nr 67 dod. „Kultura”; Ludzie lubią legendy miejskie. Rozm. A. Chorębała. „Machina” 2009 nr 4 [dot. gł.: Święty Wrocław]; Wywiad z Łukaszem Orbitowskim. Rozm. B. Czartoryski. Powst. 2009 [on-line] [dostęp 8 grudnia 2010] ; Byłem smutnym bucem. Rozm. J. Winiarski. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 28 października 2013]; Gra na dysonansach. Rozm. P. Kofta. „Dz.-Gaz. Prawna” 2010 nr 35 dod. „Kultura”; Nie wierzę w Boga ani w terapeutów, nie szukam tam pomocy. Rozm. A. Saulski. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 29 listopada 2013] [dot. też: Szczęśliwa ziemia]; Obsesja utraty. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2013 nr 10 [dot. gł.: Szczęśliwa ziemia]; Wszystko mi się udało, tylko nie tak, jak chciałem. Rozm. K. Kowalska. „Polska. Metropolia Warsz.” 2013 nr 94 dod. „Polska Café”; Komu Nike, komu? Rozm. D. Nowacki. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 162 [dot. gł.: Szczęśliwa ziemia]; Powolutku uśniemy. Rozm. A. Brzezińska. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 3 dod. „Wysokie Obcasy” nr 1 [dot. też: Szczęśliwa ziemia]; Trzeba rypać. Rozm. D. Karpiuk. „Newsweek Polska” 2014 nr 49; Widmo Baczyńskiego. Rozm. F. Memches. „Rzeczpospolita” 2014 nr z 2 X dod. „Rzecz o powstaniu” [dot. gł.: Widma]; Bydgoszcz proszę o łaskę. Rozm. M. Kowalski. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 177 dod. „Bydgoszcz” [dot. gł.: Inna dusza]; Czarna pięść na sercu. Rozm. J. Jakubowski. „Expr. Bydg.” 2015 nr 149 [dot. gł.: Inna dusza]; Lepiej być pisarzem niż nikim. Rozm. Z. Wierus. „Polska. Metropolia Warsz.” 2015 nr 69 dod. „Magazyn” [dot. gł.: Inna dusza]; Poczułem, że potrafię pisać, dopiero po ostatniej książce. Rozm. Z. Wierus. „Dz. Pol.” 2015 nr 202 [dot. gł.: Inna dusza]; Przegonił deszcz z Brackiej. Rozm. B. Bialik. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 159 dod. „Kraków”; Trzy pogaduchy z Orbitowskim. Rozm. M. Matyszkowicz. „Fronda Lux” 2015 nr 75; Siłownia dla mózgu. Rozm. J. Sobolewska. „Polityka” 2016 nr 7 [z okazji otrzymania nagrody Paszport „Polityki”]; Choć żyjemy dla innych, to umieramy dla siebie. Rozm. M.K. Dziób. „Fronda Luź” 2017 nr 82/83; Gdybym nie pisał książek, byłbym pijakiem. Rozm. K. Kachel. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 41.

[A. Świech, T. Charnas] A.Ś., T.Ch.: Łukasz Orbitowski. W: Tekstylia bis. Kr. 2006.

Ogólne
[I.S. FIUT] I. MOSTOWICZ: W kręgu młodej literatury krakowskiej. „Koniec Wieku” 2000 nr 16 [dot. też M.K.E. Baczewskiego, J. Franczaka, J. Wysowskiego].
A.F. SAULSKI: Bezkrwawy rzeźnik Orbitowski. „Fronda Lux” 2015 nr 75.
J. SOBOLEWSKA: Literacka grupa wsparcia. „Polityka” 2015 nr 19 [dot. też W. Szostaka, Sz. Twardocha, J. Żulczyka].

Złe wybrzeża
I.S. FIUT: Moje donosy na poetyckie młokoski i młokosy. „Magdalenka Lit.” 1999 nr 4.
A. KRUG: Zestaw, czyli ci piszczy w „ciele” Orbitowskiego; M. SIEMASZKO: Ja, proch. „Nowy Wiek” 1999 nr 2.

Szeroki, głęboki, wymalować wszystko
J. FRANCZAK: Papierowe demony. „Akant” 2002 nr 10.
T. WŁODARSKI: Horror i bibliotekarki. „Portret” 2002 nr 12.

Horror Show
P. DUNIN-WĄSOWICZ: Groza z osiedlanki. „Lampa” 2006 nr 7/8.

Wigilijne psy
A. SIWCZYK: Orbitowski TM [!]. „Lampa” 2005 nr 11.
R. OSTASZEWSKI: Groza po polsku. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 20.

Przeciwko wszystkim
M. STRASZEWSKI: Playboy i egzorcysta na tropie. „Dziennik” 2008 nr 9 dod. „Kultura”.

Tracę ciepło
S. BURKOT: Utrata ciepła. O prozie Łukasza Orbitowskiego. „Kraków” 2007 nr 6/7.
P. KOFTA: Nie jesteśmy tu sami. „Dziennik” 2007 nr 103 dod. „Kultura”.
M. ORSKI: Traci ciepło. „Nowe Książ.” 2007 nr 8.

Prezes i Kreska
P. KOFTA: Podwędzone kocie sny. „Dziennik” 2008 nr 125 dod. „Kultura”.
A. MARCHEWKA: Powiedz mi mnie. „Lampa” 2008 nr 6.
M.I. NIEMCZYŃSKA: Opowiastki nie tylko na Dzień Dziecka. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 127 dod. „Kraków”.

Tancerz
M. STRASZEWSKI: Poezja, która zabija. „Dziennik. Polska – Europa – Świat ” 2008 nr 250 dod. „Kultura”.

Święty Wrocław
J. DEMIAŃCZUK: Święty Wrocławiu, zmiłuj się nad nami. „Dziennik” 2009 nr 67 dod. „Kultura”.
A. KOŁODYŃSKA: Wrocławska apokalipsa. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 52 dod. „Wrocław”.
T. MIZERKIEWICZ: Nie igra się z katastrofą. „Nowe Książ.” 2009 nr 6.
D. NOWACKI: Osiedle wchłania. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 64.
K. PIELKA: Jakby Grabiński guglował. „Lampa” 2009 nr 4.
K. AUGUSTYN: Legenda o (nie)świętym Wrocławiu Łukasza Orbitowskiego. „Acta Universitatis Wratislaviensis. Lit. i Kult. Popul.” 2016 nr 22.
Zob. też Wywiady.

Nadchodzi
M. CETNAROWSKI: Idzie wojna. „Fantasy &amp;amp; Science Fiction” 2010 nr 2.
P. KOFTA: Zło nasze powszednie. „Dz.-Gaz. Prawna” 2010 nr 35 dod. „Kultura”.
A. MARCHEWKA: Zwierzę w tobie. „Lampa” 2010 nr 4.
R. OSTASZEWSKI: Powszednie demony. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 57.
M. ROBERT: Mistrz grozy – realistą? „Nowe Książ.” 2010 nr 7.

Warszawiacy
M. ROBERT: Warszawski thriller w czterdziestu odcinkach. „Życie Warsz.” 2010 nr 69.

Ogień
W. ORLIŃSKI: Ateista kontra katolik, czyli Orbitowski i prawo Poego. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 232 dod. „Duży Format” nr 39.
P. PIENIĄŻEK: Widmowa partyzantka. „FA-art” 2012 nr 3.

Widma
M. BOCZKOWSKA: Cud dnia pierwszego. „Twórczość” 2012 nr 9.
M. GÓRECKA: Świat z pudełka, czyli o doświadczaniu historii w postkulturze. „Akcent” 2012 nr 3.
P. JĘDRAL: Dobrodziejstwa wczesnej śmierci. „Rzeczy Wspólne” 2012 nr 4.
D. NOWACKI: Krzysztof Kamil i smoki. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 73.
P. SKWIECIŃSKI: Trzeba wystrzelać gniew. „Rzeczpospolita” 2012 nr 128.
M. ZWIERZCHOWSKI: Krzysztof Kamil Baczyński nie zginął. „Polityka” 2012 nr 14.
M. KOBIELSKA: O konieczności powstania warszawskiego: „Kinderszenen” [J.M. Rymkiewicza] i „Widma” [Ł. Orbitowskiego]. „Pam. Lit.” 2013 z. 4.
A. RUTKA: Fantastyka i parafrazy. O dyskursie pamięci w twórczości pisarzy młodego pokolenia: Łukasz Orbitowski „Widma” i Paweł Demirski „Niech żyje wojna”. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
Zob. też Wywiady.

Szczęśliwa ziemia
D. NOWACKI: Zwykłe życie straszniejsze od bestii. Orbitowski pyta, co poszło nie tak. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 258.
A. SKALSKI: Ziemia szczęśliwa, ziemia ojczysta, ziemia przeklęta. Powst. 2013 [on-line] [dostęp 28 października 2013].
Zob. też Wywiady.

Inna dusza
K. CZAJA: To nie był film. „FA-art” 2015 nr 4.
D. KARPIUK: Tylko dla wilków. „Newsweek Polska” 2015 nr 43 [dot. też: S. Chutnik: Jolanta; T. Piątek: Magdalena].
M. KOWALSKI: Zabijała inna dusza. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 177 dod. „Bydgoszcz”.
Z. KRÓL: Brdą sunie kra. Powst. 2015 [on-line] [dostęp 2 grudnia 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6027-brda-sunie-kra.html.
Ł. NAJDER: Trzy historie zbrodni. „Tyg. Powsz.” 2015 nr 36 [dot. też: H. Klimko-Dobrzaniecki: Preparator; J. Guinn: Manson].
D. NOWACKI: Chętka, by zabić, i już. „Gaz. Wybor.” 2015 nr 138.
J. RESZKA: Inna dusza, czyli jaka? „Expr. Bydg.” 2015 nr 153.
I. BORUSZKOWSKA: Zbrodnia to niesłychana… „Nowa Dekada Krak.” 2016 nr 1/2.
Zob. też Wywiady.

Kobra przegrywa w butelkę
Ł. GRZESICZAK: Kazimierz okiem literatów. „Gaz. Wybor.” 2016 nr 243 dod. „Kraków”.
K. PRZEWROCKA-ADERET: Kazik zmienia swoich. „Tyg. Powsz.” 2016 nr 43.

Rzeczy utracone
S. GRABOWSKI: Orbitowanie bez cukru. Powst. 2017 [on-line] [dostęp 2 stycznia 2018].</document>
<document nplp_id="3712" title="Władysław PANAS" slug="wladyslaw-panas">1947-2005

Pseud.: Biernat Gryficki; Ludwik W. Radzikowski, Maria Teresa Larsen.

Historyk i teoretyk literatury.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA
BIOGRAM
Urodzony 28 marca 1947 w Dębicy pod Kołobrzegiem; syn Józefa Panasa i Władysławy z domu Czesuła. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Kołobrzegu, a po jego ukończeniu w 1966 studiował polonistykę na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM). W marcu 1968 wziął udział w protestach studenckich, w wyniku czego został skazany na dwa miesiące pozbawienia wolności i usunięty z UAM. Studia kontynuował od 1969 na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL). Debiutował w 1970 pracą proseminaryjną pt. Poetyka „Widm” Tadeusza Gajcego, opublikowaną w piśmie „Polonista” (nr z XI). Od 1972 pracował w wydawnictwie Towarzystwa Naukowego KUL. W 1973 obronił pracę magisterską pt. O koncepcji języka w prozie Brunona Schulza (druk „Roczniki Humanistyczne” 1974 nr 1); twórczość tego pisarza stała się odtąd głównym tematem prowadzonych przez niego badań. Od października 1974 pracował w Pierwszej Katedrze Historii Literatury Polskiej KUL. W 1976 przebywał na stypendium naukowym w ZSRR; poznał wówczas semiotyków rosyjskich Jurija Łotmana i Borysa Uspieńskiego. Współpracował z niezależnym pismem młodych katolików „Spotkania” (1978-1985; pod pseud.: Biernat Gryficki; Ludwik W. Radzikowski, Maria Teresa Larsen) oraz z pismem „Miesiące”. W 1984 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych na podstawie rozprawy W kręgu metody semiotycznej. Literatura – sztuka – kultura (promotor prof. Stefan Sawicki). W następnych latach, obok twórczości Schulza, zajmował się problematyką literatury i kultury pogranicza etnicznego ze szczególnym uwzględnieniem wątków żydowskich. W 1987 rozpoczął wykłady ze współczesnej kultury polskiej w Studium Języka i Kultury Polskiej dla Studentów Zagranicznych KUL. Na przełomie czerwca i lipca 1988 wygłosił w Rzymie serię wykładów na Letnim Uniwersytecie Kultury Polskiej, zorganizowanym przez Polski Instytut Kultury Chrześcijańskiej Fundacji Jana Pawła II. W 1998 habilitował się na KUL na podstawie rozprawy Księga blasku. Traktat o kabale w prozie Brunona Schulza, a od następnego roku kierował Katedrą Teorii Literatury KUL. W 1998-2001 współpracował z miesięcznikiem „Na Przykład”, publikując dwa cykle eseistyczne: Dass i Jeździec Niebieski. Wykładał także na Uniwersytecie im. M. Curie-Skłodowskiej (1999-2002) i w Kolegium Nauczycielskim w Zamościu. W 2000 otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego KUL i objął kierownictwo Międzywydziałowego Zakładu Badań nad Literaturą Religijną. Od tegoż roku pełnił funkcję redaktora naczelnego „Roczników Humanistycznych”. Prowadził studia nad wielokulturową tradycją Lublina. Współpracował z Ośrodkiem Brama Grodzka Teatr NN, lubelską instytucją samorządową, działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. W 2002 zorganizował na terenie miasta międzynarodowy festiwal W ułamkach zwierciadła... Bruno Schulz (1892-1942). Za tenże rok otrzymał Nagrodę Artystyczną m. Lublina. W 2003 uzyskał tytuł naukowy profesora. Prowadził działalność kulturalną także w Drohobyczu, rodzinnym mieście Schulza; później przyczynił się m.in. do zorganizowania muzeum pisarza (został współprzewodniczącym Międzynarodowej Rady tej placówki), a także Festiwalu Brunona Schulza. Należał do Towarzystwa Naukowego KUL i SPP (od 2003).

Był żonaty z Krystyną Teresą z domu Kamińską, psychologiem; z tego związku urodziło się troje dzieci: Rafał, Paweł i Marta. Zmarł 24 stycznia 2005 w Lublinie; pochowany na tamtejszym cmentarzu przy ulicy Lipowej. Pośmiertnie otrzymał doktorat honoris causa Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego im. I. Franki w Drohobyczu.
TWÓRCZOŚĆ
1. W kręgu metody semiotycznej. [Szkice]. Lubl.: TN [Tow. Nauk.] KUL 1991, 159 s. Z Teorii Lit. i Metodologii Badań Lit.
Zawartość: Wprowadzenie. – O hermeneutyce dyskursu teoretycznego w humanistyce; Z zagadnień interpretacji strukturalno-semiotycznej; Uwagi o tartuskim dyskursie semiotycznym; Przestrzenie semiotyczne. (Na marginesie „Morfologii bajki” Władimira Proppa); Z zagadnień semiotyki podmiotu; Sztuka jako ikonostas.
Przekł. czes. art. Z zagadnień semiotyki podmiotu: Nékolik problemů kolem sémiotiky subjektu. [Przeł.] P. Vidlák. W: Od poetiki k diskursu. Brno 2002.
2. Pismo i rana. Szkice o problematyce żydowskiej w literaturze polskiej. Lubl.: Wydawn. Dabar 1996, 155 s. Critice Literaturae Judaicae.
Zawartość: Sacer: święty-przeklęty. Obraz judaizmu w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku; „Ja – polski poeta, hebrajski niemowa”. Literatura polsko-żydowska i żydowsko-polska 1918-1939; Pismo i rana. O literaturze polsko-żydowskiej; Zamach pióra; Zagłada od zagłady. Szoah w literaturze polskiej; Topika judajska w literaturze polskiej XX wieku; Addenda.
3. Księga blasku. Traktat o kabale w prozie Brunona Schulza. Lubl.: TN [Tow. Nauk.] KUL 1997, 228 s. Tow. Nauk. KUL; Katedra Pol. Literatury Współcz. KUL. Lit. Współcz. - Pisarze i Problemy, 3.
4. Oko cadyka. „Kresy” 1999 nr 4 s. 20-32. Wyd. osob. Lubl.: Wydawn. UMCS 2004, 34 s. Wyd. nast. łącznie z przekł. ang.: Oko Cadyka = The eye of the Tzaddik. Red.: G. Józefczuk. Przekł. M. Garbowski. Lubl.: Warsztaty Kultury, 2015, 94 s. Przedr. zob. poz. 10, 11.
Eseistyczny przewodnik po śladach Żydów w Lublinie, ułożony na wzór słownika wg alfabetu hebr.
5. Bruno od Mesjasza. Rzecz o dwóch ekslibrisach oraz jednym obrazie i kilkudziesięciu rysunkach Brunona Schulza. Lubl.: Wydawn. UMCS 2001, 200 s.
Zawartość: Dwa ekslibrisy; Sąd Ostateczny; Mesjasz; Czasy Mesjasza; Przyjście Mesjasza.
Przekł.serb. fragm.: Bruno od Mesije. [Przeł.] B. Stojanović. „Gradac”, Čačak 2003 nr 148/149 s. 99-127.
6. Bruno Schulz albo Intryga nieskończoności. [Szkic]. Lubl.: L-Print [2005], 10 s.
7. Tajemnica Siódmego Anioła. Cztery interpretacje. Lubl.: Wydawn. UMCS 2005, 109 s.
Zawartość: Tajemnica Siódmego Anioła [dot. wiersza Z. Herberta]; Lekcja profesora Arendt [dot. A. Arendta, nauczyciela rysunków B. Schulza, występującego w „Sklepach cynamonowych”]; „Antykwariat anielskich ekstrawagancji” albo „święty bełkot”. Rzecz o „Piecyku” Aleksandra Wata; Hiram. Fragment o poemacie Józefa Czechowicza.
8. Willa Blanki. Mały przewodnik drohobycki dla przyjaciół. (Fragmenty). Przygot. do druku i nota: P. Próchniak. Tłum. i red. tekstu ukr.: I. i W. Meniokowie. Lubl.: Wydawn. UMCS 2006, 101 s.
Tekst w jęz. pol. i ukr.
9. Znak kabalistyczny. O poemacie Józefa Czechowicza. Fragmenty. [Współwyd. z:] J. Czechowicz: Poemat. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka-Teatr NN” 2006 s. 25-61. Bibl. „Scriptores”.
Szkice, które miały się w przyszłości złożyć, jak wynika z notatek Autora, na większe studium monograficzne pt. „Znak kabalistyczny. O «Poemacie» Józefa Czechowicza” lub „W krainie purpurowego mitu. Prolegomena do przyszłych studiów nad poematem Józefa Czechowicza”. Zamiaru tego nie zdążył spełnić.
Zawartość: Dwadzieścia dwie litery. O „Poemacie” Józefa Czechowicza uwagi wstępne; Hiram. Fragment o „Poemacie” Józefa Czechowicza [poz. 7].
10. Panas - Lublin jest księgą. T. 1. Władysława Panasa opisywanie Lublina. Red.: M. Skrzypek, A. Zińczuk. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” 2008, 230 s. Scriptores, 33.
Zawartość: T. Pietrasiewicz: Na tropie „Niebieskiego jeźdźca” – nieukończonego „przewodnika” po Lublinie Władysława Panasa. – Jeździec niebieski. Szkice i fragmenty lubelskie: Brama; Oko cadyka [poz. 4]; Daas; Jeździec niebieski. – Szkice na urodziny Czechowicza: „… miejsce mojego urodzenia będą zwiedzali”. Szkic topograficzny na urodziny Józefa Czechowicza; Kapucyńska 3: dwa obrazki. Szkic semiotyczny na urodziny Józefa Czechowicza; „tu mnie skrzydłem uderzyła trwoga”. Szkic traumatyczno-estetyczny na urodziny Józefa Czechowicza; Poeta i książę. Szkic reinkarnacyjny na urodziny Józefa Czechowicza. – Teksty rozproszone: Wykład o Widzącym z Lublina, – Lublin jest księgą. Władysława Panasa Lublin opowiedziany. Rozmowy i wywiady: Lublin jak wiersz. Notowała M. Bielecka-Hołda; Lublin jest księgą. Wysłuchał, zapisał i do druku podał W. Sulicz; Potrzebna pamięć. Rozm.: P. Król, S.J. Żurek. Oprac. M. Przybyła; Magiczne miasto. [Oprac. wypowiedź Władysława Panasa.:] N. Ziółkowska-Kurczuk; Nasze; Lublin nierzeczywisty. Rozm. G. Józefczuk, – W ułamkach tekstów. Władysława Panasa Lublin opowiedziany. Krótkie wywiady i wypowiedzi, – Varia [tu m.in.:] Władysław Panas – kalendarium. Zestawił P. Panas; Bibliografia; A. Zińczuk: Brama – Zaułek – Latarnia.
11. Magiczne miasto. Szkice i fragmenty lubelskie. Red.: M. Panas-Goworska, współpraca redakcyjna T. Markowska, M. Fedorowicz. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN", 2017, 201 s.
Zawartość: Brama [poz. 10]; Oko cadyka [poz.4] ; Haas [poz. 10]; Jeździec Niebieski [poz. 10]; Szkice na urodziny Józefa Czechowicza [poz. 10]: „… miejsce mojego urodzenia będą zwiedzali”. Szkic topograficzny na urodziny Józefa Czechowicza; Kapucyńska 3: dwa obrazki. Szkic semiotyczny na urodziny Józefa Czechowicza; „tu mnie skrzydłem uderzyła trwoga”. Szkic traumatyczno-estetyczny na urodziny Józefa Czechowicza; Poeta i książę. Szkic reinkarnacyjny na urodziny Józefa Czechowicza.

Artykuły i studia w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Poetyka „Widm” Tadeusza Gajcego. „Polonista” 1970 nr z XI s. 5-36. – Apologia i destrukcja. Bruno Schulz „Noc wielkiego sezonu”. W: Nowela, opowiadanie, gawęda. Wwa 1974 s. 237-251, wyd. 2 poszerz. tamże 1979. – „Regiony czystej poezji”. O koncepcji języka w prozie Brunona Schulza. „Rocz. Hum.” 1974 nr 1 s. 51-72. – Zstąpienie w emocjonalność. (O kształtach słowa w prozie Brunona Schulza). W: Studia o prozie Brunona Schulza. Katow. 1976 s. 75-90. – „Mesjasz rośnie pomału...” O pewnym wątku kabalistycznym w prozie Brunona Schulza. W: Bruno Schulz. In memoriam 1892-1942. Lublin 1992 s. 113-129, przedr. w: Proza polska XX wieku. Materiały z sesji literackiej, Białystok 17-18 XII 1993 r. Białystok 1994 s. 22-42. – Bruno Kabalista. O kosmogonii kabalistycznej Brunona Schulza. W: Proza polska XX wieku. Materiały z sesji literackiej, Białystok 17-18 XII 1993 r. Białystok 1994 s. 2-21, przekł. węgier.: Bruno a kabalista. Bruno Schulz kabalista kozmogonia jarol. [Przeł.] L. Pálfalvi. „Nagy Világ”, Budapeszt 2004 nr 2. – Sacrum i literatura są związane ontologicznie ... [Współaut.:] A. Sulikowski. „Prz. Powsz.” 1995 nr 6 s. 314-326. – O pograniczu etnicznym w badaniach literackich. W: Wiedza o literaturze i edukacja. Warszawa 1996 s. 605-613. – Szwirat ha-Kelim, czyli Brunona Schulza traktat o krokodylach. W: Interpretacje aksjologiczne. Lubl. 1997 s. 133-184. – Literatura polska w perspektywie Rzeczypospolitej wielu narodów. W: Chrześcijaństwo w dialogu kultur na ziemiach Rzeczypospolitej. Lubl. 2003 s. 459-469. – Żeński Mesjasz, czyli o „Wiośnie” Brunona Schulza. W: W ułamkach zwierciadła... Lubl. 2003 s. 35-46. Pr. Wydz. Hist.-Filol. Tow. Nauk. KUL, 99. – Korespondencja. [Współaut.:] J. Łotman. Tłum. i oprac.: P. Panas. „Teksty Drugie” 2013 nr 1/2 s. 372-377. – Niepublikowane teksty Władysława Panasa: [I.] Rozanow; [J.] Frank.. Oprac.: Ł. Janicki. „Akcent” 2015 nr 1 s. 15-26.
Prace redakcyjne
1. O wartościowaniu w badaniach literackich. Studia. Pod red. S. Sawickiego i W. Panasa. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1986, 338 s. Lit. w Kręgu Wartości.
2. Interpretacje aksjologiczne. Pod red. W. Panasa., A. Tyszczyka. Lubl.: Red. Wydawn. KUL 1997, 341 s. Lit. w Kręgu Wartości.
3. W „antykwariacie anielskich ekstrawagancji”. O twórczości Aleksandra Wata. Red.: J. Borowski, W. Panas. Lubl.: Wydawn. KUL 2002, 362 s. KUL. Katedra Teorii Literatury.
4. W ułamkach zwierciadła... Bruno Schulz w 110 rocznicę urodzin i 60 rocznicę śmierci. Pod red. M. Kitowskiej-Łysiak i W. Panasa. Lubl.: TN [Tow. Nauk.] KUL 2003, 568 s. Pr. Wydz. Hist.-Filol. Tow. Nauk. KUL, 99.
OPRACOWANIA (wybór)
Inf. syna, Pawła Panasa 2008.
Wywiady zob. Twórczość poz. 10 oraz: Nasze. Rozm.: M. Koczorowski, S. Sowa, W. Sulisz, J. Miroslaw. „Scriptores” 2003 nr 1; Niezwykły przewodnik po Lublinie. Lublin nierzeczywisty. Rozm. G. Józefczuk. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 113 dod. „Lublin” [dot.: Oko cadyka].

P. PANAS: Bibliografia prac Władysława Panasa 1970-2006. „Rocz. Hum.” 2007 z. 1.
Strona internetowa: www.panas.tnn.pl

Ogólne
Marzenie błękitnookiego. Ułamki wspomnień o profesorze Władysławie Panasie. Zebrał Z. Milczarek. Tomaszów Maz., Lubl., Drohobycz: Nakł. Z. Milczarek 2005 [wydawn. bibliofilskie; tu teksty autorów: A. Tyszczyk, I. i W. Meniokowie, M. Kitowska-Łysiak, J. Jarzębski, S.J. Żurek, S. Sawicki, I. Piekarski, P. Próchniak, Z. Milczarek, D. Skórczewski, G. Józefczuk, B. Michałowski, L. Golberg, W. Dąbrowski, A. Czechowicz, A.M. Jurewicz, P. Panas].
J.J. BOJARSKI: Czytanie świata zaczyna się w Dębicy... Wstęp: Z. Milczarek. Rys.: B. Homziuk. Dębica, Lubl.: Miej. Bibl. Publiczna im. H. Łopacińskiego 2010, 24 s.
G. JÓZEFCZUK: Lublin i Drohobycz, miasta Władysława Panasa. Lubl. 2014.
Księga pamięci Władysława Panasa. W dziesiątą rocznicę śmierci. Red. prowadzący: A. Wiśniewska. Lubl.: Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” 2015, 178 s. [Zawiera: T. Pietrasiewicz: Wstęp, – oraz poza tekstami oznaczonymi gwiazdką*: I: M. Kitowska-Łysiak: Obecność; J. Jarzębski: Władek od Brunona; G. Józefczuk: Władysław Panas j jego księga Lublin; J. Wach: Władysław Panas – z perspektywy „Akcentu”; T. Pietrasiewicz:Władysław Panas i Brama Grodzka. – II: M. Mamińska: Wspomnienie; A. Tyszczyk: Przychodził zawsze wcześniej; S.J. Żurek: Mistrz duchowy; S. Szaciłowski: Mistrz i Przyjaciel; I. Piekarski: Przemożny czar heterodoksji; D. Skórczewski: Celebracja tajemnicy; M. Fijałkowska: ***; P. Panas: Kartka; J.J. BOJARSKI: Profesor Władek – Widzący Lublin; L. Kolberg: Osierocony został nie tylko Lublin; G. Józefczuk: Ostatnia podróż do Drohobycza; I. i W. Meniokowie: Nie pozwoli nam zabłądzić w przestrzeni schulzowskiej; T. Dostatni OP: Czas Władysława Panasa; W. Dąbrowski: Brak wpisów; A. Nawarecki: ***; Redakcja „Midrasza”: Memento Mori. – III: P. Bojarski: Bankrut z celi nr 68; W. Sulisz: Wędrówka. – IV: P. Panas: Kalendarium. – V: Bibliografia].

„Akcent” 2005 nr 1 [tu teksty dot. W. Panasa: S. SAWICKI: O Władysławie Panasie. Wspomnienie*; S. SZACIŁOWSKI: Panasowa czasoprzestrzeń*; J. ŚWIĘCH: Panas. od Schulza*; R. J. WEKSLER-WASZKINEL: Widzący Lublin* [homilia wygłoszona w czasie uroczystości pogrzebowej]].
A. FITAS: Księga Blasku. Pamięci Profesora Władysława Panasa „Teksty Drugie” 2005 nr 1/2.
P. PRÓCHNIAK: Intryga nieskończoności*. „Tyg. Powsz.” 2005 nr 6.
J. ŻUREK: Lublin Władysława Panasa. (W pierwszą rocznicę śmierci). „Akcent” 2006 nr 1.
R. ZAJĄCZKOWSKI: Władysław Panas*. „Pam. Lit.” 2005 z. 2.
„Rocz. Hum.” 2007 z. 1 [tu art. poświęcone W. Panasowi: A. CZECHOWICZ: Migawki; P.P. PRÓCHNIAK: Oko kamienia. (Wokół eseju Władysława Panasa); S. SAWICKI: O Władysławie Panasie – wspomnienie. ..*; A. TYSZCZYK: W stronę „kultury znaczenia”. O Władysława Panasa teorii interpretacji*; S. WYSŁOUCH: Władysława Panasa poszukiwanie własnej drogi*].
Z. TROJANOWICZOWA: Jedna poznańska historia dedykowana wszystkim byłym - obecnym - przyszłym członkom komisji dyscyplinarnych*. „Rocz. Hum.” 2007 z. 1 [korespondencja i orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej d/s Studentów UAM dot. aresztowania W. Panasa w 1968].
S.J. Żurek: Zobaczyć ukrytą tajemnicę. O Władysławie Panasie, jego pisarstwie i jego mieście.* W tegoż: Z pogranicza.. Lubl. 2008.
W. DURKALEWICZ: „Podstawą obcowania jest pamięć”. Władysława Panasa semiotyczna wizja kultury wobec koncepcji Jurija Łotmana. „Rocz. Hum.” 2012 z. 1.
G. JÓZEFCZUK: Władysław Panas i jego księga Lublin.* „Pogranicze”, Lubl. 2012 [t.] 4.
„Akcent” 2015 nr 1 [nr częściowo poświęcony W. Panasowi zawiera: B. WRÓBLEWSKI: Sucha burza. Kilka słów wstępu, kilka słów pamięci; Wspomnienia o Władysławie Panasie (autorzy: S. Szaciłowski, E. Polak-Różańska, G. Józefczuk, T. Pietrasiewicz, H. Świda-Szaciłowska, E. Zarzycka, Teresa Panas w rozmowie z A. Gaworskim, M. Panas-Goworska); A. Tyszczyk: Uwagi o sposobach czytania Schulza przez Panasa; Ł. Marcińczak: Świat w widzeniach Panasa albo kabała po lubelsku].

Pismo i rana
S. ŻUREK: Atlantyda literatury polskiej. „Prz. Powsz.” 1996 nr 11.
J. MIZIŃSKA: Egzorcyzmowanie Binariusa. „Kresy” 1997 nr 3.
M. ADAMIEC: Literatura a rana. „Twórczość” 1998 nr 3.

Księga blasku
K. DUMKIEWICZ: O „Księdze blasku” Władysława Panasa „Akcent” 1998 nr 4.
T. MARKIEWKA: Czytając Mesjasza. „Śląsk” 1998 nr 11.
K. SZUMLEWICZ: Kabalista Bruno Schulz. „Literatura” 1998 nr 7/8.
S.J. ŻUREK: W świecie rozbitych naczyń i światła. „Prz. Powsz.” 1998 nr 11.

Oko cadyka
P. PRÓCHNIAK: W oku cadyka. Wokół eseju Władysława Panasa „Tyg. Powsz.” 2004 nr 39.
P. PRÓCHNIAK: Lublin: przyczynek do topologii palimpsestu. „Konteksty” 2013 nr 2.

Bruno od Mesjasza
A. CZECHOWICZ: Oko i całość. „Akcent” 2002 nr 1/2.
A. ZAWADA: Proces poszlakowy w sprawie zaginionego tematu. „Nowe Książ.” 2002 nr 3.
S.J. ŻUREK: Opowieść o bólach Mesjasza. „Więź” 2002 nr 5.
A. MROZIŃSKA. „Teksty Drugie” 2003 nr 5.

Willa Blanki
Ł. GARBAL: Willa Profesora. Fragmenty Księgi. „Kresy” 2006 nr 3.

Teksty oznaczone gwiazdką * przedr. w: Księga pamięci Władysława Panasa. Lubl. 2010.</document>
<document nplp_id="3714" title="Dariusz PAWELEC" slug="dariusz-pawelec">ur. 1965

Pseud.: Da-Ro; T.T.; Tomasz Trzecieski.

Historyk literatury, krytyk literacki.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 22 sierpnia 1965 w Górze Śląskiej w rodzinie nauczycielskiej; syn Romana Pawelca i Genowefy z domu Sowa. W 1979 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Powstańców Śląskich w Rybniku; w 1983 zdał maturę. Następnie studiował filologię polską na Uniwersytecie Śląskim (UŚl.) w Katowicach; w 1988 uzyskał magisterium i został zatrudniony w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Filologii Polskiej (od 1991 Instytut Nauk o Literaturze Polskiej, INoLP, od 2005 im. I. Opackiego). W pracy naukowej zajął się poetyką historyczną, genologią, komunikacją literacką i sztuką interpretacji zwłaszcza polskiej poezji II połowy XX w. Debiutował w 1987 artykułem pt. Pokolenie izolacji. Na marginesach młodej poezji, dotyczącym książek Mariusza Grygierczyka, Sławomira Matusza i Bogdana Prejsa,zamieszczonym w piśmie „Student” (nr 16); w piśmie tym drukował artykuły do 1989. Rozwijał działalność krytycznoliteracką, publikując artykuły, recenzje, noty w pismach wydawanych poza cenzurą: „Na Drodze” (1987-89; podp.: Da-Ro; w 1987-88 członek redakcji), „Kontra” (1987-88; podp.: Da-Ro), w kwartalniku „Gąbka” (1988-89; podp.: T.T., Tomasz Trzecieski; w 1988-89 członek redakcji), „Brulion” (1989-90), a także w „Res Publice” (1988-90), „Życiu Literackim” (1988-89), „Autografie” (1989-90), „Twórczości” (1989-91), „Kresach” (1990-91, 1993; w 1991-95 członek zespołu redakcyjnego), „Nowych Książkach” (w 1996-2000 liczne recenzje). W 1992 uzyskał doktorat na UŚl. na podstawie rozprawy pt. Reguły organizacji wypowiedzi poetyckiej w wierszach Stanisława Barańczaka (promotor prof. Ireneusz Opacki) i otrzymał stanowisko adiunkta w Zakładzie Teorii Literatury (od 2003 Zakład Poetyki Historycznej i Sztuki Interpretacji). W 1993-95 pełnił funkcję dyrektora programowego Radia TOP FM w Katowicach. W 1994 był stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. W listopadzie 2000 został powołany przez Marszałka Województwa Śląskiego na Przewodniczącego Rady Programowej Wojewódzkiej Instytucji Kultury Ars Cameralis w Katowicach. W styczniu 2004 został dyrektorem Biblioteki UŚl., a w 2012 dyrektorem połączonych bibliotek UŚl. i Uniwersytetu Ekonomicznego – Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej. W 2004 uzyskał habilitację na UŚl. na podstawie rozprawy Świat jako Ty. Poezja polska wobec adresata w drugiej połowie XX wieku. Od tegoż roku do 2007 kierował Międzyinstytutową Polonistyczną Pracownią Komunikacji Społecznej UŚl. W 2006 otrzymał stanowisko profesora UŚl. W tymże roku został członkiem Rady Naukowej Śląskiej Biblioteki Cyfrowej w Katowicach. W 2007 objął kierownictwo Zakładu Poetyki Historycznej i Sztuki Interpretacji INoLP UŚl. W 2009 wszedł w skład Rady Naukowej pisma „Bibliotheca Nostra”, a w 2011 Rady Programowej Biblioteki Śląskiej w Katowicach,. Artykuły i recenzje publikował w „Opcjach” (2011), „Pamiętniku Literackim” (2011), „Postscriptum Polonistycznym” (2011), piśmie „Świat i Słowo” (2011) oraz w „Ruchu Literackim” (2012). W 2012 był przewodniczącym Rady Programowej Oddziału Telewizji Polskiej w Katowicach. W 2013 otrzymał tytuł naukowy profesora. Wyróżniony m.in. Złotą Odznaką Za Zasługi dla Uniwersytetu Śląskiego (2007).

W 1987 ożenił się z Joanną Dembińską, literaturoznawczynią; ma dwoje dzieci: Przemysława (ur. 1989) i Hannę (ur. 1992). Mieszka w Katowicach.
TWÓRCZOŚĆ
1. Poezja Stanisława Barańczaka. Reguły i konteksty. Katow.: Śląsk 1992, 200 s. Z Prac Zakładu Teorii Lit. UŚl.
Rozprawa doktorska.
2. Lingwiści i inni. Przewodnik po interpretacjach wierszy współczesnych. Katow.: Wydawn. UŚl. 1994, 146 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1474.
Zawiera szkic: Poezja wobec języka – język wobec świata, – nadto interpretacje wierszy: Cz. Miłosz: Sroczość; Cz. Miłosz: Moja wierna mowo; M. Białoszewski: Podłogo, błogosław; M. Białoszewski: Kabaret Kici Koci (fragm.); R. Krynicki: Język, to dzikie mięso; S. Barańczak: U końca wojny dwudziestoletniej; S. Barańczak: Tłum, który tłumi i tłumaczy.
3. Czytając Barańczaka. Katow.: Gnome; Letnia Szkoła Języka, Literatury i Kultury Pol. 1995, 166 s. Bibl. Interpretacji, t. 1.
Zawiera interpretacje wierszy. – Reprodukcja cyfrowa w CBN [Cyfrowa Bibl. Nar.] Polona.
4. Debiuty i powroty. Czytanie w czas przełomu. Katow.: Ag. Artyst. Para 1998, 206 s.
Nagroda w 18 edycji konkursu Wojewody Katowickiego na przedsięwzięcie kultury w 1998.
Zawartość: I. „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza – fakt polityczny czy literacki?; Wartość języka. „Moja wierna mowo” Czesława Miłosza; Głos z Ameryki [dot.: Widzenia nad Zatoką San Francisco]. – II. Dojść do siebie. Wiersze Stanisława Barańczaka; Pokolenie ’68 „na wygnaniu” [dot. poezji tzw. Nowej Fali]; Od Grudnia do Sierpnia – Stanisław Barańczak jako poeta; Czy istnieje pokolenie ’76?. – III. Poezja stanu wojennego; Wojna, stan wojenny, ironia, kabaret, Białoszewski...; Sytuacja debiutu; „Szyk” i „skowyt”. O poezji debiutantów drugiej połowy lat osiemdziesiątych [dot. m.in. J. Podsiadły i K. Koehlera]; Prozatorskie debiuty dekady ze wskazaniem: Powieść jako skrzynka pocztowa [dot.: Ch. Skrzyposzek: Wolna Trybuna]; Notatnik filologa albo obok powieści [dot.: J. Pilch: Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej]; Biografia emigranta albo zamiast powieści [dot.: B. Wildstein: Jak woda]; Czytanie w czas przełomu.
5. Świat jako Ty. Poezja polska wobec adresata w drugiej połowie XX wieku. Katow.: Wydawn. UŚl. 2003, 293 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 2162.
Rozprawa habilitacyjna.
Zawartość: I. „Kim jesteś Ty?”. Z problemów poetyki adresata lirycznego. – Kim jesteś Ty; Adresat jako zagadnienie komunikacyjnej teorii dzieła literackiego: Adresat – odbiorca – czytelnik; „Adresat przedstawiony” czy „adresat możliwy”?; Wewnętrzne/zewnętrzne; Poziom literackiej reprezentacji. – Działanie aktu mowy w komunikacji poetyckiej: Intertekstualność; Światy możliwe; Mimesis, presupozycje, konwencje. Gatunki, tematy, figury retoryczne: Poetyka tekstu ofiarowanego; Poezja apelatywna na tle topiki; Apostrofa; Oda; Alotropy; Bóg jako adresat. – Obecność – spotkamie – relacja. – Cz. II: Figury przemocy. – Dziecię Europy [dot. wiersza Cz. Miłosza]: Wersja [Cz.] Miłosza; Od [E. ]Brylla do [J. ]Polkowskiego; Wersja [T.] Nowaka [dot. wiersza: Ósmy pacierz azjatycki]; „Bądź wierny Idź”: Przesłanie [dot. wiersza Z. Herberta: Przesłanie pana Cogito]; Pokolenie ’68; Bądź wierny Milcz. – Cz. III. Słowa miłości. – Głos Orfeusza: „Ty, którego nie mogłem ocalić...”; „Sylabizuję ciało twoje...” [dot. A. Kamieńska: Biały rękopis]; Poetyckość wobec doświadczenia straty; Pieśń nad pieśniami: „Zaproszenie do miłości”; „Nieobecność” [dot. wiersza J. Bierezina]; „Nadnagość” [dot. wiersza „Lustro” H. Poświatowskiej]. – Cz. IV: Próby rozumienia. – „Sobowtór w fałszywym lustrze”: „Zapomnij o sobie...”; „... ty jesteś moim odbiciem”; Widzę Cię, odczytującego ten wiersz.
6. Od kołysanki do trenów. Z hermeneutyki form poetyckich. Katow.: Wydawn. UŚl. 2006, 243 s. Pr. Nauk. U Śl. w Katow., 2447.
Zawartość: Jak możliwa jest dziś poetyka historyczna?; Kołysanka [dot. wiersza A. Zagajewskiego]; Tekst ofiarowany [dot.: M. Świetlicki: Dla Jana Polkowskiego]; Pastisz [dot.: J. Podsiadło: List do Pawki Marcinkiewicza…]; Nieskończone Ty [dot. wierszy J. Przybosia]; Pomnik czy wiersz? [dot.: J.M. Rymkiewicz: Kartka]; Konfesje elegijne [dot. m.in. wierszy Z. Herberta i Cz. Miłosza]; Elegia [dot.: Z. Herbert: Elegia na odejście pióra atramentu lampy]; Treny [dot. m.in.: Z. Herbert: Tren Fortynbrasa, Cz. Miłosz: Orfeusz i Eurydyka]; Genus universum [dot. statusu genologicznego twórczości Cz. Miłosza].
7. Wirpsza wielokrotnie. [Studia]. Mikołów: Inst. Mikołowski 2013, 270 s. Bibl. „Arkadii”, 94.
Wyd. jako dokument elektroniczny: [on-line] Mikołów: Inst. Mikołowski 2013, plik w formacie PDF dostępny w Bibl. Nar.
Zawartość: I. Wirpsza wielokrotnie: Recepcyjne koncepty i mity; Faza socrealistyczna; Faza moralistyczna; Faza eksperymentu; Faza lingwistyczna; Faza nieobecności; Faza remanentów; Faza przywracania obecności; Faza (post)lektury. – II: Traktat polemiczny [dot. też: Cz. Miłosz: Traktat moralny]; Komentarze do fotografii The Family of Man”; Traktat skłamany; Faeton; Nowy podręcznik wydajnego zażywania narkotyków; Sens Fortynbrasa; Samobójcom; Melancolia I; Liturgia. – III: Polaku, kim jesteś?

Artykuły i studia w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Pokolenie ’68. Wybrane zagadnienia języka artystycznego. W: Cezury i przełomy. Katow. 1994 s. 124-139. – Między dyskrecją a dyspersją. Oblicza końca poezji lingwistycznej. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2006 t. 13 s. 7-21. – Między zwierciadłem a lampą. Rola romantycznej „metafory umysłu” w poezji Zbigniewa Herberta na przykładzie wiersza pt. „Elegia na odejście pióra atramentu lampy”. W: Dialogi z romantycznym kontekstem. Katow. 2006 s. 9-34. – Urszuli Kozioł „dowody na istnienie chwili”. W: Śląski Wawrzyn Literacki 2005. Katow. 2006 s. 131-145. – O Stanisławie Barańczaku i poetyckiej nieufności. W: Literatura współczesna. Goleszów 2007 s. 9-37. – Sytuacja gatunku – genologia sytuacyjna. W: Od tematu do rematu. Pozn. 2007 s. 505-518. – Dyskretny urok liryki, albo „niedyskrecje” Piotra Sommera. W: Wyrazy życia. Pozn. 2010 s. 105-112. – PRL – powrót w teczkach. Czy „poezja lingwistyczna” może być jeszcze potrzebna? W: PRL – świat (nie) przedstawiony. Pozn. 2010 s. 249-260. – Rewolta słowa poetyckiego – Barańczak, Krynicki. W: Poznań w Marcu – Marzec w Poznaniu (w rocznicę wydarzeń 1968 roku). Pozn. 2010 s77-90. – Kod hymniczny w poezji Czesława Miłosza. „Pam. Lit.” 2011 z. 2 s. 35-54.- „Zniewolony umysł” [Cz. Miłosza]. Zmiana biegunów recepcji. „Postscriptum Polonist.” 2011 nr 1 s. 184-190, przekł. w wersji bułg. pt. Porobeniât razum – smjana v poljusite na recepciâ. [Przekł.] M. Grigorova. W: Nobelovata nagrada za literatura – most meždu kulturite. Veliko T’rnovo 2013 s. 89-93. – Bałkany a sprawa polska. „Mitrovica” Radosława Kobierskiego. „Pozn. Stud. Polonist. Ser. Lit.” 2012 t. 40 nr 19 s. 221-232. – [T.S.] Eliot Stanisława Barańczaka. W: Literatura polska w świecie. T. 6. Barańczak. Postscriptum. Katow. 2016 s. 117-131.
Prace redakcyjne
1. Powiedz prawdę. Antologia poezji Pokolenia 68: 1968-1981. Wybór, wstęp i oprac.: D. Pawelec. Gliwice: Wokół Nas 1990, 105 s.
2. Znajomym gościńcem… Prace ofiarowane Profesorowi Ireneuszowi Opackiemu. Red. T. Sławek przy współudziale A. Nawareckiego i D. Pawelca. Katow.: UŚl. 1993, 257 s. Pr. Nauk. UŚl. w Katow., 1376.
3. Kanonada. Interpretacje wierszy polskich (1939-1989). Pod red. A. Nawareckiego, przy współudziale D. Pawelca. Katow.: UŚl. 1999, 183 s. Pr. Nauk. U Śl. w Katow., 1844.
4. Martwe punkty. Antologia poezji „Na Dziko” (1994-2003). Wybór, oprac. i komentarz D. Pawelec. Katow.: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris 2004, 100 s.
Przekł.: czes.: Mrtvé body. Antolgie poezie „Na Divoko”. [Przeł.:] J. Faber. Ostrava 2006, – słowac.: Mrtvé body. Antológia poézie zo Sliezska – „Nadivoko”. [Przeł.:] K. Chmel. Bratislava 2004.
5. „Obchodzę urodziny z daleka…”. Szkice o Stanisławie Barańczaku. Red.: J. Dembińska-Pawelec, D. Pawelec. Katow.: Wydawn. UŚl. 2007, 262 s. Pr. Nauk. U Śl. w Katow., 2577.
6. Zamieranie. Interpretacje. Red. i wstęp: G. Olszański, D. Pawelec. Katow.: Ofic. Wydawn. Wacław Walasek 2007, 203 s.
Dot. motywu śmierci w literaturze pol. – Por. też poz. 8.
7. Biblioteka otwarta. Wczoraj i jutro Biblioteki Uniwersytetu Śląskiego. Red.: M. Kycler, D. Pawelec. [Wstęp:] D. Pawelec. Katow.: Ofic. Wydawn. Wacław Walasek 2008, 383 s.
8. Zamieranie. Lektury. Red.: G. Olszański, D. Pawelec. Katow.: Ofic. Wydawn. Wacław Walasek 2008, 179 s.
Dot. motywu śmierci w literaturze pol. – Por. też poz. 6.
9. W. Wirpsza: Listy z oflagu. Oprac., posł. i przyp. opatrzył D. Pawelec. Wstępem poprzedził L. Szaruga. Szczec.: Zaułek Wydawn. Pomyłka 2015, 247 s. Esej. Słowo. Rozmowa.
10. Światła biblioteki otwartej. Rola biblioteki akademickiej w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Red.: D. Pawelec, M. Waga, J. Witek. Katow.: Centrum Inf. Nauk. i Bibl. Akademicka; Ofic. Wydawn. Wacław Walasek 2016, 194 s.
Mater. z konferencji zorganizowanej 18-19 X 2012 w Katow. – Część referatów w jęz. ang.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2011.
Wywiady: Czekając na poetę. Rozm. K. Karwat. „Dz. Zach.” 1995 nr 84 [dot. gł.: Poezja Stanisława Barańczaka; Czytając Barańczaka]; Wszyscy jesteśmy pionierami. Rozmowa z dyrektorem Biblioteki Uniwersytetu Śląskiego dr. Dariuszem Pawelcem. Rozm. K. Bytomska. „Gaz. Uniwersytecka UŚl.” [on-line] 2004 nr 9-10/119/120 [dostęp 20 grudnia 2010]; Rozmowa z prof. dr. hab. Dariuszem Pawelcem, dyrektorem Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej w Katowicach, kierownikiem projektu „Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka” realizowanego w latach 2008-2012. Rozm. J. Kamińska. „Zarządzanie Biblioteką” 2015 nr 1.

Ogólne
E. BALCERZAN: Dariusz Pawelec. Widowiska komunikacyjne. W tegoż: Pochwała poezji. Mikołów 2013.

Poezja Stanisława Barańczaka
A. DZIADEK: Barańczak przeczytany. „Postscriptum” 1993 nr 4 (5), przedr. „Opcje” 1993 nr 2.
A. GRABOWSKI. „Ruch Lit.” 1993 nr 4.
A. POPRAWA: W wierszach, wokół wierszy. „Odra” 1994 nr 7/8.
K. KARWAT: Miłosz, Barańczak i inni. „Dz. Zach.” 1998 nr 140.
Zob. też Wywiady.

Lingwiści i inni
J. KANIEWSKI: Lingwiści i … nauczyciele. „Polonistyka” 1995 nr 9.
A. OPACKA: Lingwiści i inni. „Warsztaty Polonist.” 1995 nr 3.

Czytając Barańczaka
J. WOLSKI: Interpretować Barańczaka. „Opcje” 1996 nr 2.
Zob. też Wywiady.

Debiuty i powroty
M. KISIEL: Pytania o dziewiątą dekadę. „Śląsk” 1998 nr 11.
K. MALISZEWSKI: Czytanie na wyspie. „Twórczość” 1998 nr 11, przedr. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
A. POPRAWA: Dwie perspektywy krytyka. „Nowe Książ.” 1998 nr 10.

Świat jako Ty
P. ŚLIWIŃSKI: Ty w centrum uwagi. „Nowe Książ.” 2004 nr 5.
P. MICHAŁOWSKI: Pustka wokół Ty, czyli ciemna strona wiersza. „Teksty Drugie” 2006 nr 5.
-R.: Mowa do kogoś. „Rzeczpospolita” 2006 nr 115.

Wirpsza wielokrotnie
P. MACKIEWICZ: Nieprzeczytana lektura obowiązkowa. „Nowe Książ.” 2014 nr 6.

Martwe punkty
Zawsze chodziło o wiersze. Pycha antologisty. Z Dariuszem Pawelcem – redaktorem „Martwych punktów” rozm P. Lekszycki i in. „Kursywa. Mag. Lit.” 2005 nr 3.</document>
<document nplp_id="3716" title="Adam POPRAWA" slug="adam-poprawa">ur. 1959

Pseud. i krypt.: Ap; Stefan Dedalus.

Historyk literatury, krytyk literacki i muzyczny, poeta, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 16 lutego 1959 we Wrocławiu; syn Edmunda i Łucji, pracowników fizycznych. W 1978 ukończył VIII Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego we Wrocławiu. Po zdaniu matury studiował filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr.). Debiutował w 1981 wierszami pt. Szymon, Mewy, Tempus manet, aeternitas ugit w piśmie NZS Filologii Polskiej UWr. „Refleks” (nr 3). W 1983 uzyskał magisterium na UWr. i podjął pracę bibliotekarza oraz przez krótki czas nauczyciela języka polskiego w X Liceum Ogólnokształcącym im. S. Sempołowskiej we Wrocławiu. Od 1984 pracował w Bibliotece Instytutu Filologii Polskiej (IFP) UWr. Równocześnie kontynuował twórczość poetycką, a w latach późniejszych także prozatorską. W 1984 został laureatem Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. S. Grochowiaka. W tymże roku nawiązał współpracę z „Odrą” jako recenzent i krytyk literacki. W 1986–88 współpracował także z niezależnymi pismami literackimi „Obecność” i „Kontur”, zamieszczając tam recenzje (także pod pseud. Stefan Dedalus). Liczne artykuły i recenzje publikował od początku lat dziewięćdziesiątych m.in. w „Kresach” (1990–2008), „Warsztatach Polonistycznych” (1992–93, 1995–96), „Tygodniku Powszechnym” (1994–2007), „Tekstach Drugich” (1995, 1997, 2004, 2005, 2008), „Nowych Książkach” (od 1996), a także w Internecie na stronach Biura Literackiego, m.in w cyklu Niepogubione afekty. W 1990 rozpoczął pracę (początkowo na stanowisku asystenta) w Zakładzie Historii Literatury Polskiej po 1918 r. (od 2005 Pracownia Literatury Polskiej po 1989) IFP UWr. W pracy badawczej zajął się literaturą XX i XXI w. (m.in. S. Barańczakiem, M. Białoszewskim, J.M. Rymkiewiczem, J. Joycem). W 1998 obronił na UWr. doktorat pt. Kultura i egzystencja w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza (promotor prof. Jacek Łukaszewicz) i otrzymał stanowisko adiunkta. Od końca lat dziewięćdziesiątych zajmował się także krytyką muzyczną; w 1999 zaczął prowadzić rubrykę recenzji płytowych pt. CDn w „Odrze”, ponadto publikował teksty na ten temat w „Jazz Forum” i „Tygodniku Powszechnym”. Recenzje i felietony publikował m.in. w „Twórczości” (od 2005) i „Czasie Kultury” (od 2007). W 2008 wszedł w skład jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, pełnił tę funkcję także w Kapitule Wrocławskiej Nagrody Muzycznej. W 2014 habilitował się na UWr., przedstawiając publikację złożoną z książki i zbioru publikacji z czasopism pt. Afirmatywne i krytyczne funkcje formy w polskiej literaturze nowo­czesnej. W 2015 rozpoczął współpracę jako felietonista z „Tyglem Kultury”.

W 1999 ożenił się z Izabelą Winiarską, polonistką. Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Ósmy arkusz. Debiuty poetyckie. [Wiersze; autorzy:] A. Poprawa, K. Maliszewski. Wr. 1984, [16] s.
Wyd. jako wkładka do pisma „Odra” 1984 nr 12.
2. Przed ziemią. [Wiersze]. Wr.: O[środek] T[eatru] O[twartego] „Kalambur” 1984, 19 s.
W tece pt. Wiersze, zawierającej wiersze innych autorów.
3. Kilka ziaren popiołu. [Wiersze i proza poetycka]. Kłodzko: K[łodzki] K[lub] L[iteracki] 1985, 19 s. Witryna Artystów.
4. Komentarz do Dantego. [Wiersze]. Wr.: Wydawn. KRET 1990, 22 s. Bibl. Wroc.
5. Mickiewicz, czyli wszystko. Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawia Adam Poprawa. Wwa: OPEN 1994, 222 s.
6. Koncert na adwent. [Wiersze]. Wr.: Okis 1995, 29 s. Bibl. Wroc. Oddz. Stow. Pisarzy Pol., Ser. 3, 2.
7. Kultura i egzystencja w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza. Wr.: Wydawn. UWr. 1999, 139 s. Acta Univ. Wratisl., 2115.
Rozprawa doktorska.
8. Formy i afirmacje. [Szkice]. Kr.: Universitas 2003, 226 s.
Książka stanowiąca podstawę habilitacji (łącznie ze zbiorem publikacji z czasopism).
Zawartość: 1. (Barańczak i): Bach w samochodzie albo próba kontrapunktu [dot. wiersza pt. „Kontrapunkt”]; Wiersze na głos i fortepian [dot.: Podróż zimowa]; Migotliwość wartości [dot. wiersza pt. „Obserwatorzy ptaków”]; Od ody do doświadczenia [dot. wiersza pt. „Wrzesień”]; Kwestia formy, — 2. (Nycz oraz): Epifanie nowoczesności [dot. R. Nycza], — 3. (Herbert, Rymkiewicz, Szymborska, a także Sommer): Zmęczenie Pana Cogito [dot.: Z. Herbert: Rovigo]; Piętno piękna [dot. Z. Herbert: Potęga smaku]; W labiryntach [dot.: Z. Herbert: Labirynt]; Rozwiązywanie mitologii [rec.: Z. Herbert: Próba rozwiązania mitologii]; Myślnik nad i [rec.: J. Łukasiewicz: Herbert]; Baśń o egzystencji [rec.: J. Rymkiewicz: Znak niejasny, baśń półżywa]; Czytając i pisząc po Zagładzie [dot. prozy J. Rymkiewicza]; Romantyk czy postmodernista? [dot.: J. Rymkiewicz: Do Snowia i dalej…]; Miłość po wielu wejrzeniach [dot. W. Szymborska: Miłość od pierwszego wejrzenia]; Muzyka mowy, zgiełk rzeczy [dot. P. Sommer: Korekta]; Liczenie owiec [dot. P. Sommer: A więc to tak]; Odkrycie poety, a właściwie dwóch [rec.: J. Ficowski: Wszystko to, czego nie wiem], — 4. (jak również Kołakowski, Mrożek, Lem): Akapit [dot.: L. Kołakowski: Myśli wyszukane]; Apokryfy [dot. prozy L. Kołakowskiego]; Niepewność i afirmacja [dot.: L. Kołakowski: Mini-wykłady o maxi-sprawach]; Możliwy sens świata [dot.: L. Kołakowski: Mini-wykłady o maxi-sprawach. Ser. 2]; Dziennik sylwiczny [dot. S. Mrożek: Dziennik powrotu]; Moralia [dot.: S. Mrożek: Małe listy]; Lokalna przypadkowość [dot.: S. Lem: Okamgnienie]; Teatrologia Tarantogi, czyli ironiczny kontrapunkt [dot.: S. Lem: Przekładaniec]; Pisarz egzystencji [dot. twórczości S. Lema], — 5. (i Przyboś): Z przeniesienia — do przeniesienia [dot. wiersza pt. „Mostar”].
9. Walce wolne, walce szybkie. [Miniatury prozatorskie]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, 2009, 152 s. Bibl. Prozy Współcz., t. 1.
Nominacja do Nagrody Lit. Nike w 2010.
10. Kobyłka apokalipsy. [Miniatury prozatorskie]. Pozn.: Wydawn. Woj. Bibl. Publicznej i Centrum Animacji Kultury, 2014, 197 s. Bibl. Prozy Współcz., t. 3.
Artykuły w czasopismach i książkach zbiorowych, m.in.: Adam Mickiewicz w twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza w latach osiemdziesiątych. W: Studia o Mickiewiczu. Wr. 1992 s. 151–182. – Nieufność i afirmacja. (O kulturze masowej w twórczości Stanisława Barańczaka). „Acta Univ. Wratisl. Lit. i Kult. Popularna” 1992 nr 3 s. 77–105. – O „Tristiach” Jarosława Marka Rymkiewicza. „Meander” 1992 nr 7/8 s. 411–426. – Czy poezja Miłosza jest zrozumiała? „Kresy” 1993 s. 56–71. – [Osiemset sześćdziesiąt dwa] 862 przypadki losu. O „Albumie” Jacka Łukasiewicza. W: Wiary i słowa. Wr. 1994 s. 30–42. – O „Ulicy Mandelsztama” Jarosława Marka Rymkiewicza. „Warsztaty Polonist.” 1996 nr 1 s. 87–98. – Samowiedza w samych wierszach. Autotematyzm w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza. „Teksty Drugie” 1997 nr 5 s. 100–114. – Anioł i nicpoń. Kreacja poety w wierszach Jarosława Marka Rymkiewicza. „Acta Univ. Wratisl. Pr. Lit.” 1998 nr 36 s. 131–149. – Akrybia i pasja: kilka uwag przy okazji czytania Grochowiaka. „Polonistyka” 2000 nr 9 s. 568–570. – Dzienniki gwiazdowe Juliana Przybosia. W: Stulecie Przybosia. Pozn. 2002 s. 387–396. – Jak żyć, czyli jak czytać nowe polskie powieści. „Kresy” 2003 nr 4 s. 103–114. – Motywy muzyczne w pisarstwie Mirona Białoszewskiego. „Teksty Drugie” 2004 nr 3 s. 47–58; przedr. w: Intersemiotyczność: literatura wobec innych sztuk (i odwrotnie). Kr. 2004 s. 319–327. – Leopolda Staffa porażenie wojną: „Tęcza łez i krwi”. W: Poezje Leopolda Staffa. Lubl. 2005 s. 377–388. – N/P. „Teksty Drugie” 2005 nr 5 s. 171–182 [językowa analiza recenzji R. Ostaszewskiego z książki M. Nowakowskiego „Stygmatycy”]. – Poezja, świat i inne niepewniki. W: Nic nie jest pewne. O twórczości Ewy Lipskiej. Łódź 2005 s. 185–201 — Czy istnieje dzieło (według) Gombrowicza? W: Korowód idei i metod: prace na jubileusz Profesora Czesława P. Dutki i Zakładu Teorii Literatury. Zielona Góra 2006 s. 279–289, przedr. w: Witold Gombrowicz. Nasz współczesny. Kr. 2010 s. 679–691. – Joyce u Różewicza. W: Przekraczanie granic. [Wr.] 2007 s. 392–404. – Mitologie Barańczaka. Wypisy porównawcze. W: „Obchodzę urodziny z daleka…”. Szkice o Stanisławie Barańczaku. Katow. 2007 s. 32–42. – Prozy polonistyczne. W: Od tematu do rematu. Przechadzki z Balcerzanem. Pozn. 2007 s. 27–45. – Infuła przymierza Pana Cogito. Herbert Józefa Życińskiego. W: Herbert (nie)oswojony. Wr. 2008 s. 171–178 [dot. posłowia J. Życińskiego do: J.M. Ruszar: Stróż brata swego. Zasada odpowiedzialności w liryce Zbigniewa Herberta]. – Prawa natury plus parę innych względów. O przyjęciu tomu poezji Ryszarda Kapuścińskiego. „Teksty Drugie” 2008 nr 6 s. 186–198; przedr. w: Dwadzieścia lat literatury polskiej 1989–2009. T. 1. Katow. 2011 s. 27–42. – Joyce’s „Epiphanes”: in time, beyond time. W: Joyce and after. Writer and time. Newcastle upon Tyne 2010 s. 133–142. – Mistrz duchowy w trafach społecznych. W: Białoszewski przed Dziennikiem. Kr. 2010 s. 143–162. – The Beatles in Polish culture. A review. W: Fifty years with The Beatles: the impact of The Beatles on contemporary culture. Łódź 2010 s. 341–352. – Zamiennik gatunkowy Świetlickiego. W: Mistrz świata. Szkice o twórczości Marcina Świetlickiego. Pozn. 2011 s. 98–109. – Wiesz, że wiersz. Wiersz? Wiesz? Że? W: Miłobędzka. Wielogłos w recenzjach, szkicach, rozmowach. Wr. 2012 s. 258–268. – Międzyludzkie Barańczaka. W: Poeta i duch wolności. Szkice o twórczości Stanisława Barańczaka. Pozn. 2014 s. 9–21. – Kryminał jako forma bardziej pojemna. „Kampania” Marcina Króla. W: Literatura kryminalna. Kr. 2015 s. 441-451.- Późne sylwy Różewicza lub odmowa tomiku. W: Próba rekonstrukcji. Kr. 2014 s. 379-390. –Jacek Podsiadło, czyli przyjemność tekstu. W: Świat na językach. Pozn. 2015 s. 87-97. - Posłowie. W: J. Stańczakowa: Dziennik we dwoje. Wr. 2015 s. 423–443. – Peryferie po kulturze. Proza Wita Szostaka. W: Centra — peryferie w literaturze polskiej XX i XXI wieku. Kr. 2015 s. 424–435. – Asynchronie. W: Polytropos. Na drogach Tadeusza Sławka = Tracing Tadeusz Slawek's Router. Katow. 2016 s. 460-470. – Krytyka filmowa Stanisława Barańczaka. W: Literatura polska w świecie. Katow. 2016 s. 100–113. – Krytyka filmowa Stanisława Barańczaka. W: Literatura polska w świecie. T. 6. Barańczak: postscriptum. Katow. 2016 s. 100-113. - Ogórki małosolne antropomorfizowane: próby o wierszu „Za szkłem” [S. Barańczaka]. „Przestrzenie Teorii” 2016 nr 26. – Wojaczek nowofalowy. W: Wojaczek przeczytany. Kr. 2016 s. 43-62. – W oczach zachodnich studentów i nie tylko. W: Oddać sprawiedliwość widzialnemu światu. Wwa 2017 s. 109-124.
Prace edytorskie i redakcyjne
1. Wiary i słowa. [Szkice]. Pod red. A. Poprawy i A. Zawady. Wr.: Tow. Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej 1994, 436 s.
Księga dedykowana prof. J. Łukaszewiczowi na sześćdziesiąte urodziny.
2. A. Mickiewicz: Inny wybór wierszy. Wybór i posł.: A. Poprawa. Wr.: Wydawn. Dolnośl. 1996, 436 s. Wyd. 2 tamże 1998.
3. Przekraczanie granic. O twórczości Tadeusza Różewicza. Red.: W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa. Kr.: Universitas; [Wr.]: współpraca Wydz. Filol. UWr 2007, 468 s.
Materiały z konferencji nauk.
4. Herbert (nie)oswojony. Red.: W. Browarny, J. Orska, A. Poprawa. Wr.: Ossol. 2008, 197 s.
Materiały z konferencji, Wr. XI 2008.
5. Białoszewski przed Dziennikiem. Red.: W. Browarny, A. Poprawa. Kr.: Universitas 2010, 183 s.
6. M. Białoszewski: Pamiętnik z powstania warszawskiego. Przygot. edytorskie: A. Poprawa. Wwa: PIW 2014, 239 s. Utwory zebrane, 3. Wyd. 2 popraw. i uzup. tamże 2014.
7. S. Barańczak: Język poetycki Mirona Białoszewskiego. Wybór, oprac. i posł. A. Poprawa. Wyd. 2 rozszerz. Wr.: Ossol. 2016, 436 s. Sztuka Czytania.
8. Wojaczek przeczytany. Szkice i eseje o twórczości Rafała Wojaczka. Pod. red. T. Kunza i A. Poprawy. Kr.: EMG 2016, 229 s. Decyzje Krytyczne,6.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2016.
Wywiady: Rozmowa z Adamem Poprawą. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 143; Białoszewski odcenzurowany, czyli jaki? Rozm. I. Janowska. „Nowe Książ.” 2014 nr 9 [dot. pracy red.: M. Białoszewski: Pamiętnik z powstania warszawskiego]; 63 skreślenia, 44 lata. Rozm. T. Sobolewski. „Gaz. Wybor.” 2014 nr 175 [dot. pracy red.: M. Białoszewski: Pamiętnik z powstania warszawskiego].

Komentarz do Dantego
A. ZAWADA: Zdecydowany Poprawa. „Że” 1990 nr 6.
M.K. WASILEWSKI: Komentarz do komentarza. „Czas Kult.” 1991 nr 31.
D. HECK: Otium. „Kresy” 1992 nr 11.
A. JANKO: Nie wierzę. „Odra” 1992 nr 4.

Mickiewicz, czyli wszystko. Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawia Adam Poprawa
A. BAGŁAJEWSKI: Czy możliwy jest inny Mickiewicz?. „Znak” 1994 nr 10.
J. GONDOWICZ: Proust nowogródzkiego powiatu. „Nowe Książ.” 1994 nr 11.
P. SZEWC: Temat ciągle nie wyczerpany. „Życie Warsz.” 1994 nr 73.
A. WAŚKO: Droga nad Świteź. „Arka” 1994 nr 49.
D. WEROWSKA: Mickiewicz współczesny. „Kur. Wil.” 1994 nr 143.
J. BOLEWSKI: Wiedza o wieszczu. „Prz. Powsz.” 1995 nr 6.

Koncert na adwent
K. KUCZKOWSKI: Wszystko jest znakiem. „Nowy Nurt” 1995 nr 25.
T. MAJERAN: Jak zburzyć imperium. „Nowy Nurt” 1995 nr 25.
J. SOCHOŃ: Poetycka moc Wrocławia. „Nowe Książ.” 1995 nr 10.
J. DRZEWUCKI: Półtony i półcienie. „Twórczość” 1996 nr 5.
B. WOŁOWICZ: Dwie podróże po tradycji. „Czas Kult.” 1997 nr 2.

Kultura i egzystencja w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza
S. STERNA-WACHOWIAK: Dwie niewystarczalności. „Nowe Książ.” 2000 nr 5.
M. MIKOŁAJCZAK. „Pam. Lit.” 2001 z. 2.

Formy i afirmacje
J. ORSKA: Afirmacją jest forma. „Nowe Książ.” 2003 nr 12.
M. JAWORSKI. „Polonistyka” 2004 nr 4.
M. MIKOŁAJCZAK: Poprawa i inni. „Odra” 2004 nr 9.

Walce wolne, walce szybkie
T. MIZERKIEWICZ: Zwodzirej (albo o przypadku prozy akademickiej). „FA-art” 2009 nr 4.
G. CZEKAŃSKI: Stopień zero słuchania — o książce A. Poprawy. Powst. 2010 [on-line] [dostęp 28 listopada 2015]. Dostępny w Internecie: http://magazyn-cegla.net/archiwum/nadeslane,grzegorz-czekanski,stopien-zero-sluchania-o-ksiazce-a-poprawy,6128.html.
J. KURKIEWICZ: Ja wszystek z Beatlesów, czyli inteligent w XXI w. „Gaz. Wybor.” 2010 nr 143.
J. MADEJSKI: Kawałki polonistyczne. „Nowe Książ.” 2010 nr 4.
M. MIZURO: Ja to piszę, więc moje na wierzchu. „Odra” 2010 nr 4.
P. SOBOLCZYK: I take this waltz: (with the clamp on its jaws). „Tygiel Kult.” 2010 nr 7/9.
J. BIERUT: Walce. „Czas Kultury” 2011 nr 1.
Zob. też Wywiady.

Kobyłka apokalipsy
S. IWASIÓW: Fragmenty. „artPapier” [on-line] 2014 nr 257 [dostęp 28 listopada 2015].
M. OLSZEWSKI: Żywot człowieka kulturalnego. „Nowe Książ.” 2014 nr 10.</document>
<document nplp_id="3718" title="Tomasz RÓŻYCKI" slug="tomasz-rozycki">ur. 1970

Poeta, tłumacz.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzony 29 maja 1970 w Opolu w rodzinie przesiedlonej ze Lwowa; syn Józefa Różyckiego, ślusarza, i Teresy z domu Pic, technika chemika. Uczęszczał do II Liceum Ogólnokształcącego w Opolu. Już jako uczeń otrzymał w 1989 nagrodę w konkursie literackim dla młodzieży Uwaga Debiut, zorganizowanym przez Wrocławski Uniwersytet Powszechny i Towarzystwo Wiedzy Powszechnej we Wrocławiu. W 1989 zdał maturę, a następnie studiował romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 1991 debiutował w druku wierszem inc. Je vois la suite, już po tamtej stronie…, wysłanym na konkurs poetycki redakcji „Czasu Kultury” i wyróżnionym publikacją na łamach tego pisma (nr 8/31). Po ukończeniu studiów pracował jako wykładowca literatury i języka francuskiego najpierw do 2006 w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Opolu, a następnie na Uniwersytecie Opolskim (UO; Katedra Kultury i Języka Francuskiego). Równocześnie kontynuował twórczość literacką. W 1997 otrzymał nagrodę na II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim, zorganizowanym przez Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego oraz wyróżnienie na I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. R.M. Rilkego, ogłoszonym przez redakcję „Toposu”. W następnych latach drukował utwory poetyckie (a także przekłady, głównie poezji, z języka francuskiego) w czasopismach literackich, m.in. w „Odrze”, „Toposie”, „Tygodniku Powszechnym”, „Literaturze na Świecie”, „Zeszytach Literackich”. Uczestniczył w wielu krajowych i międzynarodowych spotkaniach i festiwalach literackich, m.in. odbył podróże w gronie pisarzy z różnych krajów w ramach projektów Literaturexpress Europa (2000) i Poezija Expres (2001), był na festiwalach we Francji (2000, 2004, 2005), Niemczech (2000, 2006), na Litwie (2001), w Słowenii (2002), Włoszech (2002, 2011), na Ukrainie (2003), w Szwajcarii (2005) i Wielkiej Brytanii (2005, 2008). W 2004 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie za poemat Dwanaście stacji, w 2006 Nagrodę Specjalną Prezydenta Opola, a w 2007 nagrodę im. J. Brodskiego w dziedzinie poezji, przyznaną przez redakcję „Zeszytów Literackich”. W 2007 rozpoczął współpracę z pismem „Teatr” jako autor felietonów z cyklu Kufer z książkami. W tymże roku, w związku z opublikowaniem wyboru wierszy w przekładzie angielskim pt. The Forgotten Keys, wyjechał na spotkania autorskie do Stanów Zjednoczonych (do Bostonu, gdzie uczestniczył w konferencji z cyklu Poetry and Politics, ido Nowego Jorku). W 2008 został członkiem jury Nagrody Fundacji im. Kościelskich. W 2009 był stypendystą Vermont Studio Center (USA). W 2010 zaczął występować jako jeden z komentatorów w porannej audycji Programu II Polskiego Radia, Między słowami. W tymże roku otrzymał nagrodę „Kamień”, przyznawaną podczas lubelskiego festiwalu „Miasto Poezji”. W 2011 podjął się prowadzenia Warsztatów Creative Writing w Instytucie Filologii Polskiej UO. W 2012 uczestniczył w cyklu spotkań autorskich zorganizowanych przez niemiecką instytucję Literatur Lana. W 2016 wziął udział jako juror i autor w II i III edycji ogólnopolskiego konkursu literacko-fotograficznego Sfotografuj wiersz – Zwierszuj fotografie.

Żonaty z Dorotą z domu Ułamek, polonistką; z tego związku ma dwóch synów: Jakuba i Michała. Mieszka w Opolu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Vaterland. Łódź: SLKKB [Stow. Lit. im. K. K. Baczyńskiego] 1997, 39 s. Ser. Poetycka, 52. Przedr. zob. poz. 6.
2. Anima. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 1999, 45 s. Bibl. Lit.-Artyst. Studium. Nowa poezja pol., t. 16. Przedr. zob. poz. 6.
3. Chata umaita. [Wiersze]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2001, 48 s. Przedr. zob. poz. 6.
4. Świat i Antyświat. [Wiersze]. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2003, s. 63. Przedr. zob. poz. 6.
Najlepsza Książka Poetycka 2003 wg ankiety Forum Krytyki Literatorium.
5. Dwanaście stacji. Poemat. Kr.: Znak 2004, 139 s. Dodruk 2009.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: 12 stacji. Adapt. i reż,: T. Zacharewicz. Czyta: B. Opania. Opole: Radio Opole 2009, 6 CD.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie w 2004, nominacje do Paszportu „Polityki” w 2004 i Nagrody Lit. Nike w 2005.
Przekł.: ang.: Twelve stations. [Przeł.] B. Johnston. Brookline, MA 2012, wyd. nast. tamże: 2013, 2015, - niem.: Zwölf Stationen. [Przeł.] O. Kühl. München 2009.
Adapt. teatr.: Adapt.: M. Pakuła. Reż.: E. Rysová. Wyst. Kr., Stary T., Nowa Scena 2010; Adapt. i reż.: M. Grabowski. Wyst. Opole, T. im. J. Kochanowskiego 2012.
6. Wiersze. Wwa: Lampa i Iskra Boża 2004, 183 s.
Zawiera wiersze z poz. 1-4.
7. Trois poètes polonais: Maciej Niemiec, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki. [Przeł.] J. Burko. Neuilly-lès Dijon: Éd. Murmure, 2005, 181 s. En Delors.
Tekst w jez. pol. i franc.
8. Kolonie. [Wiersze]. Kr.: Znak 2006, 84 s. Dodruk 2007. Wyd. nast.: łącznie z przekł. franc. pt. Kolonie = Les Colonies. [Przeł.] J. Burko. Paris: L'improviste, 2006, 125 s. Collection „Un Petit Siècle Épatant”; łącznie z przekł. hiszp.: Colonias. [Przeł.] X. Farré. Madrid: Vaso Roto 2015, 167 s.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia i nominacja do finału Nagrody Lit. Nike w 2007. – Wiersz pt. „Spalone mapy”, przełożony przez M. Rosenthal pt. „Scorched maps” i wraz z komentarzem autora umieszczony na blogu PEN America, otrzymał w 2010 nagrodę Arts &amp;amp; Litterary Prize amer. serwisu internetowego 3 Quarks Daily.
Przekł.: ang.: Colonie. [Przeł.] M. Rosenthal. Brookline, MA 2013, - franc. i hiszp. zob. wyżej.
9. Antimondo. [Wybór wierszy]. [Red.:] L. Masi. [Przeł.:] L. Masi, A. Ajres. Firenze: Edizioni della Meridiana 2009, 114 s. Con l’Altro.
Tekst w jęz. pol. i włos.
10. Księga obrotów. Kr.: Znak 2010, 94 s. Poezja.
Nominacja do Nagrody Lit. Gdynia i do Nagrody Lit. Nike w 2011.
11. Black square. Selected poems. [Przeł.] A. Lloyd-Jones. Brookline, MA: Zephyr Press 2011, XIV, 105 s.
Tekst w jęz. pol. i ang.
12. Bestiarium. [Powieść]. Kr.: Znak 2012, 198 s. Wyd. nast. łącznie z przekł. niem.: Bestiarium. [Przekł. i wstęp:] M. Breuer. Berlin: Edition.fotoTAPETA 2016, 208 s.
Przekł. niem. zob. wyżej.
13. Tomi. Notatki z miejsca postoju. Wwa: Fundacja „Zesz. Lit.” 2013, 220 s. Podróże „Zesz. Lit.”.
14. Litery. Kr.: Wydawn. a5 2016, 120 s. Bibl. Poetycka Wydawn.a5, t. 92.

Wybory wierszy w przekł.: ang. zob. poz. 11 oraz: The forgotten keys. [Przeł.] M. Rosenthal. Brookline, MA 2007, – chiń.: Bei yi wang de di tu. [Xianggang] 2013, – franc. zob. poz. 7, 8, – hiszp. zob. poz. 9, – niem. zob. poz. 12, – serb.: Anima, a postoji. Izabrane pesme. [Wybór i przekł.] B. Rajčić. Vršac 2013, – słowac.: Protivietor. [Przeł.] K. Laučiková. Bratislava 2007, – włos. zob. poz. 9.

Przekłady wierszy Tomasza Różyckiego w antologiach zagranicznych: ang.: Six Polish poets. [Wyd. i wstęp:] J. Dehnel. Todmorden 2009; City of memory. A bilingual anthology of contemporary Polish poetry. [Red. I przekł.:] M.J. Mikoś. [Wstęp:] A. Niewiadomski. Bloomington, IN 2015, – bułg.: Antologiâ na novata polska poeziâ. [Wybór i przekł.] B. Dankov. Sofiâ 2006; Miłość nie jest tym słowem. Antologia poetek i poetów polskich, debiutujących po roku 1989 = Lûbov ne e dumata. Antologiâ na polski poetesi i poeti, debûtirali sled 1989 godina. [Wybór i przedm.:] Â. Denel i M. Vožnâk. Plovdiv 2014, – hiszp..: Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980). [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, X. Farré. Zaragoza 2012, – litew.: Poezijos pavasaris. [Oprac.:] V. Braziūnas, E. Ališanka. Vilnius 2001, – niem.: Stillleben mit Cash. Gedichte aus Polen. [Oprac.:] H. Thill, C. Rudolph. Heidelberg 2014, – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezije. Generacija BruLiona i noviji autori. [Oprac.:] J. Rošak. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. Antologija. [Oprac.:] B. Rajčíć. Beograd 2012; Rečnik mlade poljske poezje. Antologija poezije poljskih pesnika rođenih 1960-1990. godine. [Oprac.:] B. Rajčíć. Beograd 2013, – słoweń.: Akslop poljska nazaj. [Wybór, red.:] P. Čučnik. [Przeł.:] P. Čučnik [i in.]. Ljubljana 2005, – włos.: Inattese vertigini. Antologia della poesia polacca dopo il 1989. [Oprac.:] A. Amenta, L. Costantino. Udine 2010.
Przekład
1. S. Mallarmé: Rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku. [Poemat]. Przeł. K. Rodowska. Wprowadzenie: M.P. Markowski. Red., [posł.]: K. Bazarnik, Z. Fajfer. Kr.: Ha!art. 2005, 123 s. Liberatura. Ser. Wydawn. Interdyscyplinarnego Mag. Kult.-artyst. „Ha!art”, t. 3.
Zawiera dwie wersje poematu i przekł. obu wersji.
2. J. Burko: Wątpewności. Wybór wierszy = Certidoutes. Choix de
poemes. Przekł. i posł.: T. Różycki. Kr.: WL 2011, 77 s.
Tekst. w jęz. pol. i franc.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010.
Wywiady: O nostalgii, upiorach i pociągu. Rozm. J. Gutorow. „Studium” 2000 nr 5/6; Na własny rachunek. Rozm. B. Zaremba. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 47 [dot.: Dwanaście stacji]; Wybieram boczne drogi. Rozm. M. Olszewski. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 104 dod. „Kraków” [dot.: Dwanaście stacji]; Żal tego świata. Rozm. M. Robert. „Lampa” 2004 nr 7 [dot.: Dwanaście stacji]; Żadną cystą się nie czuję. Rozm.: T. Jamroziński, M. Robert. „Studium” 2005 nr 4/5; List oceaniczny. Rozm. M. Tybak. „Zwierciadło” 2006 nr 1; Pisanie to dziecinna zabawa. Rozm. J. Sobolewska. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 199; Poeci gryzą. Rozm. K. Janowska. „Polityka” 2006 nr 27; Sen pomieszczony w języku. Rozm. R. Wiśniewski. „Odra” 2006 nr 4; Wiersze dzieckiem podszyte. Rozm. A. Wolny-Hamkało. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 215; A dziadkowi brakowało tu tramwajów... Rozm. A. Nocuń. „Strony” 2009 nr 3; Nie można mnie czytać „przez coś”. Rozm. P. Witkowski. „Odra” 2009 nr 2; Poeta w wieku męskim. „Gaz. Wybor.” 2009 nr 266; Zadomowienie. Rozm.: A. Gabriel, Ł. Galusek. „Autoportret” 2009 nr 4; „Hierarchie nieprzemakalne”. Rozm. J. Grębowiec. „Znaczenia” 2010 nr 03; O podróżach, metamorfozach i ósemkach. Rozm. A. Świeściak. „Opcje” 2010 nr 3/4; Tata jest poetą, za to mama jest normalna. Rozm. D. Nowicka. „Nowa Tryb. Opol.” 2010 nr 277 [dot. m.in.: Księga obrotów]; Różycki obserwowany. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 116 dod. „Opole”; Małe i wielkie sny. Rozm. J. Borowiec. „Nowe Książ.” 2012 nr 3; Mejle z cieniami. Rozm. J. Kowalska. „Teatr” 2012 nr 10; Piszę, więc jestem – nieśmiertelny. Rozm. D. Wodecka. „Gaz. Wybor.” 2013 nr 297; Stolicą świata jest miejsce, w którym jesteśmy obecnie. Rozm. A. Sinkowski. „Wyspa” 2015 nr 1.

H. JAMRY: Poeci osobni. Jacek Gutorow, Paweł Marcinkiewicz, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki. Informator bibliograficzny. Opole 2008.

Ogólne
E. LIPIEC: Prowincjusz czasu. „Fraza” 1999 nr 1.
M. RABIZO-BIREK: Poetyckie stygmaty Niewiernego Tomasza. Wariacje na jeden wiersz. „Arkusz” 1999 nr 8 [dot.: Magia].
R. MORAWSKI: Geografia sensu, sens geografii. Na marginesie wierszy Tomasza Różyckiego. „Czas Kult.” 2000 nr 2/3.
T. LIRA-ŚLIWA: Kurz na języku. „Akant” 2002 nr 12.
J. GUTOROW: Geografia sensu, sens geografii. (Tomasz Różycki). W tegoż: Niepodległość głosu. Kr. 2003.
P. KĘPIŃSKI: Na huśtawce. O poezji Tomasza Różyckiego. „Nowy Wiek” 2003 nr 9, przedr. w tegoż: Bez stempla. Wr. 2007.
J. GUTOROW: Kilka wtrąceń. Tomasz Różycki tegorocznym laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich. „Tyg. Powsz.” 2004 nr 40.
J. PILCH: Jazda Różyckiego. „Polityka” 2004 nr 43.
K. MALISZEWSKI: On Tomasz Różycki’s poems „Entropy” and „Vaterland”. „Lyric”, Bloomington, IN 2005 nr 8.
J. ORSKA: Stany skupienia narracji; M. RABIZO-BIREK: Szlakiem Dantego i Schulza. „Kresy” 2005 nr 3.
T. CIEŚLAK: Tomasz Różycki: miasto, dom, prowincja. „Kresy” 2007 nr 1/2, przedr. w tegoż: W poszukiwaniu ostatecznej tajemnicy. Łódź 2009.
P. ŚLIWIŃSKI: Różycki i inni. W tegoż: Świat na brudno. Wwa 2007.
A. ŚWIEŚCIAK: O dwóch przypadkach reprezentacji. Wokół motywu daty. (Tomasz Różycki i Andrzej Sosnowski). „Teksty Drugie” 2007 nr 5, przedr. w: Nowa poezja polska, Kr. 2009.
A. ŚWIEŚCIAK: Śmierć w poezji współczesnej. (Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Dariusz Suska, Jacek Dehnel, Marcin Siwek, Tomasz Różycki, Wojciech Wencel). W: Zamieranie. Interpretacje. Katow. 2007.
A. GLEŃ: Dziecko i prawda : notatki na marginesie jednego wiersza Tomasza Różyckiego; D. LISAK-GĘBALA: Ojczyzna jest za mgłą. Opole Tomasza Różyckiego. „Strony” 2009 nr 3.
M. JAWORSKI: Kolonizatorzy i podróżnicy. („Kolej żelazna” Tomasza Różyckiego). W tegoż: Rewersy nowoczesności. Pozn. 2009.
J. KOSZARSKA: Pociąg do melancholii. „Polonistyka” 2009 nr 2 [dot.wiersza „Kolej żelazna”].
E. STAŃCZYK: Polish contact zones: Silesia in the works of Adam Zagajewski and Tomasz Różycki. „Slovo”, Leeds 2009 nr 2.
M. WOŹNIAK-ŁUBIENIEC: Starość jako temat młodej poezji. W: Nowa polska poezja. Kr. 2009 [dot. m.in. T. Różyckiego].
M. DRZĘŹLA: O problemach tłumaczenia. „Kwart. Opol.” 2010 nr 4 [dot. franc. przekładów wierszy T. Różyckiego].
W. KUDYBA: Współczesne gry z epopeją. (O poematach Tomasza Różyckiego i Wojciecha Wencla). „Literaturoznawstwo” 2010 nr 1.
M. MOSTEK: Choroba na pisanie. „Pogranicza” 2010 nr 5.
A. ŚWIEŚCIAK: Między symbolem a alegorią. Tomasz Różycki. W tejże: Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku. Kr. 2010.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Odnalezione mapy : Miłosz - Zagajewski – Różycki. „Ruch Lit.” 2011 nr 3.
X. FARRÉ: Tomasz Różycki. Uniendo geografía e imaginarios. „Studia Iberystyczne” 2011 nr 10.
P. HUELLE. „Zesz. Lit.” 2011 nr 1.
A. JABŁOŃSKI: Kim jest „facet, który kupił świat”? „Twórczość” 2012 nr 1.
M. RABIZO-BIREK: Adam Mickiewicz w poezji Tomasza Różyckiego. W tejże: Romantyczni i nowocześni. Rzeszów 2012.
S. HORNIK: Tajemnicze gry „Faceta, który kupił świat”. (Prolegomena). „Twórczość” 2014 nr 4.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Sam środek Europy. Wyobraźnia i postpamięć w poezji Tomasza Różyckiego. W: W ogrodzie świata. Profesorowi Aleksandrowi Fiutowi na siedemdziesiąte urodziny. Kr. 2015.
E. PIETLUCH: Ewolucja tematu urbanistycznego w twórczości Tomasza Różyckiego; M. PIOTROWSKA-GROT: „Miasto trawi susza” – katabaza ponowoczesna w wybranych utworach Tomasza Różyckiego. W: Ścieżkami pisarzy. T. 2. Miasto jako przestrzeń twórców. Kraków 2015.
M.RABIZO-BIREK: Ponowoczesna ballada: Czaykowski, Różycki, Honet, Radwański; J. TABASZEWSKA: Od kontestacji do eksploracji. Problematyka tradycji w twórczości Marcina Świetlickiego, Tomasza Różyckiego, Andrzeja Sosnowskiego i Jacka Podsiadły. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
A. SÓLNA: Melancholia, opętanie, nałóg . Romantyczne i poromantyczne figury natchnienia jako choroby w wierszach Tomasza Różyckiego. W: Emocje, literatura, medycyna. Kr. 2015.
J. TABASZEWSKA: (Prze)trwanie przeszłości w twórczości Tomasza Różyckiego. Zbieranie, powtarzanie i pozostawianie miejsca. W tejże: Poetyki pamięci. Współczesna poezja wobec tradycji i pamięci. Wwa 2016.

Vaterland
P.W. LORKOWSKI: Suwerenność utopii. „Studium” 1998 nr 13/14.
B. WOŁOWICZ: Dobieram słowa według tęsknoty. „Pro Arte” 1998 nr 10.
K. MALISZEWSKI: Fantastyczna powieść. Strony przewracają się same. „FA-art” 1999 nr 2, przedr. w tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.
R. RŻANY: Impresje na koniec wieku. „Akcent” 1999 nr 1, toż „Nowa Okolica Poetów” 1999 nr 2.
J. KOTARA: Ten, który przejrzał na Nocne i wypowiedział „qui no”. „Studium” 2000 nr 4.

Anima
J. PODSIADŁO: Uśnijże mi, uśnij. „Tyg. Powsz.” 2000 nr 15.
G. TOMICKI: Wojna światów. „Odra” 2000 nr 9.
T. HRYNACZ: Zwierzenia piwniczne. „Akant” 2002 nr 11.
M. RABIZO-BIREK: „Ballady i romanse” naszych czasów. O „Animie” Tomasza Różyckiego. „Fraza” 2005 nr 14.

Chata umaita
M. CYRANOWICZ: Poezja umaita. (Tomasz Różycki – „Chata umaita”). „Studium” 2002 nr 2 [rec. wierszem].
G. TOMICKI: Rytmy albo wiersze opolskie. „FA-art” 2002 nr 1.
S. KUŹNICKI: Historie pewnych seksualności. „Topos” 2003 nr 1/3.

Świat i Antyświat
L. MOMRO: Cudze strony, obce litery. „Opcje” 2003 nr 6.
A. KAŁUŻA: Idealnie nastrojony wiersz. „Nowe Książ.” 2004 nr 2.
K. MALISZEWSKI: Opium dla elity. „Czas Kult.” 2004 nr 2/3, przedr w tegoż: Rozproszone glosy. Wwa 2006.
M. MOSTEK: Śnieg, ścierwo i inne znaki intymne. „Wyspa” 2010 nr 3 [dot. utworu: Kampania zimowa].

Dwanaście stacji
P. GOŁOBRUDA: Sny, które nie śpią nigdy. „Lampa” 2004 nr 1.
A. SKRENDO: Ów Różycki. „Odra” 2004 nr 12, przedr. w tegoż: Falowanie nowoczesności. Szczec. 2013.
A. SZYMAŃSKA: Trubadur XXI wieku. „Prz. Powsz.” 2004 nr 10.
A. ŚWIEŚCIAK: Ironiczna nostalgia. „Dekada Lit.” 2004 nr 5/6, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
K. BIEDRZYCKI: To poemat – Tomasza Różyckiego „Dwanaście stacji”. W tegoż: Wariacje metafizyczne. Kr. 2007.
T. CIEŚLAK: Inspiracje romantyczne w poezji polskiej roczników 60. i 70. (Na wybranych przykładach). W: Polska literatura współczesna wobec romantyzmu. Lubl. 2007 [dot. m.in. T. Różyckiego].
K. ĆWIKLAK: Hanys i Chadziaj w jednym stali domu. Pamięć kresów w poemacie „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego. „Pr. Komis. Filol. Pozn. TPN” 2007 nr 3.
M. URBANOWSKI: Podróże do kresów. (W. Kuczok: Gnój, B. Wildstein: Przyszłość z o.o., T. Różycki: Dwanaście stacji, S. Albiński: Kalahari). W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007.
T. BODUSZ: „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego wobec „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Pre-teksty i stylizacje. „Kwart. Opol.” 2009 nr 4.
T. KORNAŚ: Kraków: dwanaście stacji za Pyskowicami. „Teatr” 2010 nr 5.
E. STAŃCZYK: Ukraine and Kresy in Tomasz Różycki's „Dwanaście stacji”. Postcolonial analysis. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2009 nr 1/2.
M. ANDRZEJAK-NOWARA, A. PALUCH: „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego – od poematu do dramatu. W: Nowa poezja polska wobec tradycji. Wwa 2015.
Rec. teatr. adapt.: wyst. Kr., Stary T.: T. KORNAŚ: Kraków: dwanaście stacji za Pyskowicami. „Teatr” 2010 nr 5, – wyst. Opole, Teatr im. J. Kochanowskiego: A. GŁOWACKA: Wehikuł czasu. „Teatr” 2012 nr 10; J. SIERADZKI: Chaplinada. „Odra” 2012 nr 9; M. Andrzejak-Nowara: Związki literatury z życiem danej społeczności: „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego na scenie Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu. „Pr. Komis. Nauk Filol. Oddz. PAN we Wroc.” 2016 vol. 9.
Zob. też Wywiady.

Wiersze
J. DRZEWUCKI: Słowo będzie ciałem. „Rzeczpospolita” 2004 nr 244.
P. WOLSKI: Dochodzenie do stacji. „Pogranicza” 2004 nr 6.
A. KAZANECKI: Oblicza snów. „Czas Kult.” 2005 nr 1.
P. MACKIEWICZ: Na próbę w twoim ciele cię zamknąłem. „Topos” 2005 nr 1/2.
T. MIZERKIEWICZ: Ruchoma płyta. „Nowe Książ.” 2005 nr 1.
A. ŚWIEŚCIAK: Poezja o obliczu Różyckiego. „Res Publica Nowa” 2005 nr 2.

Kolonie
A. ARNO, Z. KRÓL, L. SZARUGA, A. ZAGAJEWSKI: Głosy o tomie Tomasza Różyckiego. „Kolonie”. „Zesz. Lit.” 2006 nr 3.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Okręt o siedmiu dnach. „Dekada Lit.” 2006 nr 5.
A. FRANASZEK: Spopielały raj dzieciństwa. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 142.
P. GOŁOBRUDA: Bajki dla dorosłych. „Lampa” 2006 nr 11.
A. KAŁUŻA: Piotruś Pan. „Studium” 2006 nr 5.
K. MALISZEWSKI: Poezja w koloniach. „Odra” 2006 nr 10.
T. MIZERKIEWICZ: Toast za dorosłe dzieciństwo. „Dziennik” 2006 nr 38.
J. ORSKA: „Dzieci znają ich nazwy”. „Nowe Książ.” 2006 nr 8.
J. PILCH: Mrówki i rekiny. „Polityka” 2006 nr 25.
K. PILITOWSKA: Tęsknota za władzą. „Pogranicza” 2006 nr 6.
P. ŚLIWIŃSKI: Byty lotne. „Res Publica Nowa” 2006 nr 3.
A. ŚWIEŚCIAK: Opowieść postkolonialna. „Opcje” 2006 nr 3, przedr. w tejże: Lekcje nieobecności. Mikołów 2010.
P. FLORCZYK. „World Literature Today”, Norman, OK 2007 nr 1.
P. PRÓCHNIAK: Żywy towar, opium. (Notatki o „Koloniach” Tomasza Różyckiego). „Kresy” 2007 nr 1/2.
M. RADZIWON: Wiersze jak opium. „Gaz. Wybor.” 2007 nr 136.
M. JAWORSKI: Ostatni dzień wakacji. O „Koloniach” Tomasza Różyckiego. „Polonistyka” 2008 nr 4.
M. GOLUBIEWSKI: Jednostkowość poezji. Pisanie i literatura w „Koloniach” Tomasza Różyckiego. „Twórczość” 2009 nr 5.
D. SIWOR: W cieniu wulkanu. O tomiku wierszy Tomasz Różyckiego „Kolonie”. „Konteksty Kult.” 2009 [nr] 5.
M. DRZĘŹLA: Dwa światy „Kolonii” Tomasza Różyckiego - oryginały oraz przekłady. „Kwart. Opol.” 2010 nr 2/3.
M. MOSTEK: Choroba na pisanie. „Lampa” 2010 nr 5.
M. JARNUSZKIEWICZ: Tekst jako granica: podmiot kolonizujący i kolonizowany w „Koloniach”. „Ruch Lit.” 2011 z. 4/5.
A. KAŁUŻA: Postmodernistyczne estetyzacje: Dehnel, Różycki, Foks. W: Nowe dwudziestolecie. Pozn. 2011 [dot. m.in.: Kolonie].

Księga obrotów
P. KOZIOŁ: Księga odwrotów. „Lampa” 2010 nr 9.
M. OLSZEWSKI: Wypatrywanie świat(ł)a. „FA-art” 2010 nr 1/2.
B. SADULSKI: Balet i wata. „Odra” 2010 nr 12.
A. CZABANOWSKA-WRÓBEL: Zawrót głowy. „Dekada Lit.” 2011 nr 1/2.
P. HUELLE: List do młodego poety; Z. KRÓL: Obroty. „Zesz. Lit.” 2011 nr 1.
A. KAŁUŻA: Polerowane słowa. „Nowe Książ.” 2011 nr 2, przedr. w tejże: Wielkie wygrane. Mikołów 2011.
T. ŻOŁĄDŹ: Proteuszowy kształt „gościa, który kupił świat” w „Księdze obrotów” Tomasza Różyckiego. W: Wyobraźnia poetycka XXI wieku. Kr. 2014.
I. PISAREK: Świat jako rzecz, którą można kupić? : „Księga obrotów” Tomasza Różyckiego. „Maska” 2016 nr 31.
Zob. też w Wywiady.

Bestiarium
P. HUELLE. „Zesz. Lit.” 2012 nr 4.
T. MIZERKIEWICZ: Bogatszy o zapomnienie. „Nowe Książ.” 2012 nr 3, przedr. w tegoż: Literatura obecna. Kr. 2013.
D. NOWACKI: Koszmar nocy letniej: poeta pisze powieść. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 16.
N. SZAFRAŃSKA: Rytmiczno-liryczne przestrzenie „Bestiarium” Tomasza Różyckiego. „Kwart. Opol.” 2012 nr 2/3.

Tomi
T. FIAŁKOWSKI: A jeśli Owidiusza wcale nie wygnano z Rzymu? „Gaz. Wybor.” 2013 nr 152.
B. KANIEWSKA: Literacka kartografia Tomasza Różyckiego. „Nowe Książ.” 2013 nr 10.
R. KOBIERSKI: Cień wędrowca. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 27.
M. OLSZEWSKI: Trochę spadkobierca, trochę barbarzyńca. „Wyspa” 2013 nr 4.

Litery
M. Piotrowska-Grot: Tygiel liter(acki). „FA-art” 2016 nr 4.
M. WABIK: Magia i wyobraźnia. „Wyspa” 2016 nr 4.
S. HORNIK: Patrzę i piszę. „Elewator” 2017 nr 2.
J. ILLG: Poeta z Bożej Łaski. „Znak” 2017 nr 12.
M. JARNUSZKIEWICZ: O utracie, nieobecności i czytaniu. „Fraza” 2017 nr 1/2.
M. OLSZEWSKI: Znaki zapytania. „Odra” 2017 nr 3.
R. RŻANY: Skoro jest miłość. „Nowe Książ.” 2017 nr 1.
B. SUWIŃSKI: Niech się układają jak najlepiej. „Zesz. Lit.” 2017 nr 1.
P. ŻARNECKA: Eksplorowanie próżni. „Nowa Dekada Krak.” 2017 nr 3.</document>
<document nplp_id="3720" title="Ewa SONNENBERG" slug="ewa-sonnenberg">ur. 1967

Podpisywała utwory także dwoma imionami: Ewa Joanna.

Poetka, prozaik.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 30 marca 1967 w Ząbkowicach Śląskich; córka Michała Sonnenberga, inżyniera górnika, i Wandy z domu Żurek, nauczycielki języka angielskiego. W 1974–86 pobierała naukę w szkole muzycznej I i II stopnia w Legnicy. Od 1982 uczęszczała jednocześnie do I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Lubinie; w 1986 otrzymała maturę. Następnie studiowała na wydziale instrumentalnym (kierunek fortepian) Akademii Muzycznej im K. Lipińskiego we Wrocławiu; w 1992 uzyskała magisterium. Debiutowała w 1986 wierszami pt. Pora wieczoru, inic. Przeglądam szklane okienka, opublikowanymi na łamach „Konkretów” (nr 26), a nagrodzonymi w konkursie redakcji tego czasopisma i „Akcentów” oraz Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej. Za właściwy debiut uważa wiersze pt. Dziewczyna z zapałkami, Gioconda, Erotyk, Aktorka, ogłoszone w 1992 w piśmie „Format” (nr 3/4). Utwory poetyckie i prozę ogłaszała następnie na łamach, m.in.: „FA-artu” (1992–94, 1999–2000), dodatku literackiego torontońskiej „Gazety”, „Listu Oceanicznego” (1994–97), „Metafory” (1994–97), „Pomostów” (1997–2005, 2008–09, 2014), „Kwartalnika Artystycznego” (od 1998, z przerwami, tu w 2014 nr 1, 3 cykl pt. Przewodnik liryczny po Europie). W 1994 otrzymała Nagrodę Młodych im K. Janickiego. W 1994–96 uczęszczała na Studium Literacko-Artystyczne przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ); w 1995–2008 była członkiem redakcji związanego z nim dwumiesięcznika „Studium”, a w 2005–08 prowadziła tam warsztaty poetyckie. Wchodziła w skład redakcji pism „Nowy Nurt” (1994–95) i „Rita Baum” (1998–2008). W 1998 przebywała na stypendium Fundacji Kultury Niezależnej w Paryżu. W tymże roku została członkiem SPP (w 1998–2004 Oddziału Wrocławskiego, w 2004–14 Krakowskiego, a następnie znowu Wrocławskiego). Dwukrotnie była stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2001, 2008). W 2002–10 mieszkała w Krakowie. Od 2002 studiowała filozofię na UJ w Krakowie; w 2008 obroniła tam pracę magisterską. Brała udział w wielu krajowych i międzynarodowych spotkaniach i festiwalach poezji (m.in. w 41. Międzynarodowym Kongresie Pisarzy w Belgradzie); często na wieczorach poetycko-muzycznych prezentowała swoje wiersze, akompaniując sobie na fortepianie. W 2008 prowadziła warsztaty poetyckie na Uniwersytecie Wrocławskim. W tymże roku przebywała na szwedzkim stypendium literackim w Baltic Center for Writers and Translators w Visby (Gotlandia). Otrzymała m.in. nagrodę dla najlepszego poety na IX Międzynarodowym Festiwalu Poetyckim w Skopje (2008), i Nagrodę Literacką Czterech Kolumn za całokształt twórczości w Lutyni pod Wrocławiem (2012). Mieszka we Wrocławiu.
TWÓRCZOŚĆ
1. Wiersze. Wr.: Akad. Muzycz. 1989, 22 s.
2. Hazard. [Wiersze]. Red. i kompozycja zbioru: M. Garbala. Wr.: Astrum 1995, 80 s. Poeci Przyszłości.
Nagroda im. G. Trakla w 1996.
3. Kraina tysiąca notesów. (Zwierzenia Lindsaya Kempa). [Wiersze]. Dzierżoniów: Obok 1997, 45 s.
4. Planeta. [Wiersze]. Katow.: Tow. Zachęty Kultury 1997, 39 s.
5. Smycz. [Wiersze]. Wr.: Astrum 2000, 72 s.
6. Płonący tramwaj. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Filologii Pol. UJ 2001, 69 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 37.
7. Lekcja zachwytu. [Wiersze]. Kr.: Zielona Sowa; Studium Lit.-Artyst. przy Inst. Polonistyki UJ 2005, 39 s. Bibl. Pis. Lit.-Artyst. „Studium”, t. 78.
8. Encyklopedia szaleńca. [Miniatury literackie]. Wr.: Stow. Kult.-Artyst. „Rita Baum” 2006, 22 s. Bibl. Rity Baum.
9. Paź królowej. Bajka dla zakochanych. [Powieść]. Kr.: WiR Partner 2006, 93 s.
10. Pisane na piasku = Written on sand. [Wiersze]. Przeł. K. Jakubiak. Kr.: Korporacja Ha!art 2007, 105 s. Ser. Poetycka.
Tekst w jęz. pol. i ang.
11. Rok ognistego smoka. [Wiersze]. Kr.: Księg. Akademicka 2009, 98 s. Krak. Bibl. SPP, t. 2.
12. Wiersze zebrane. Wr.: Stow. Kult.-Artyst. „Rita Baum”. 2014, 522 s. Bibl. Rity Baum.
Tu także art. M. Czerwińskiego: Kontrapunkty melancholii. O poezji E. Sonnenberg.
13. Hologramy. [Wiersze]. Pozn.: Woj. Bibl. Publiczna i Centrum Animacji Kultury 2015, 118 s.
Finalistka Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” w 2016.
14. Obca. [Proza poetycka]. Szczec.; Bezrzecze; Wydawn. Forma; Szczec.: Fundacja Literatury im. H. Berezy 2015, 185 s. Forma, 21.
15. Moi papierowi kochankowie. [Eseje]. Wr.: Stow. Kult.-Artyst. „Rita Baum”; Biuro Festiwalowe Impart 2016, 119 s. Bibl. Rity Baum
16. Wiersze dla jednego człowieka. [Wiersze]. Szczec.: Forma 2017, 77 s. 15 Piętnastka
Wyd. jako dokument elektroniczny: Szczec.: Forma 2017, pliki w formacie PDF.
Wybory wierszy w przekł.: maced.: Spowiedź. [Przeł.] R. Jacev. Skopje 2009. – serb.: Imperija suze. [Wybór i przekł.:] B. Rajčić. Beograd 2006. Wyd. 2 tamże 2017.
Przekłady utworów E. Sonnenberg w antologiach zagranicznych, m.in.: ang.: New European poets. [Red.:] W. Miller, K. Prufer. Minneapolis 2008; Scattering the dark. An anthology of Polish women poets. [Wybór i red.:] K. Koracik. Buffalo, New York 2015; With our eyes wide open. New Mexico 2014, — hind.: Aria. [Przeł.] S. Sen. India, England 2009. – hiszp.: Poesía a contragolpe. [Wybór i przekł.:] A. Murcia, G. Beltrán, Xavier Farré. Zaragoza 2012; El cerezo crece… [Red.:] J. Guatelli-Tedeschi, J. Nawrot, M. Sosiński. Grenada. Kr. 2015. – niem.: Am Rande des Himmels. Junge Autoren aus Deutschland und Polen = Na skraju nieba. Młodzi autorzy z Niemiec i z Polski. [Koncepcja i red.:] P. Grosz. Berliner Festspiele; Mainz 1995; Das Unsichtbare lieben. Neue polnische Lyrik. Anthologie = Kochać to, co niewidzialne. Nowa poezja polska. Antologia. [Wybór i posł.:] D. Danielewicz-Kerski. [Przedm.:] A. Zagajewski. [Przekł.:] H. Bereska [et al.]. Köln [1998]; Ein Kiosk mit Elf Millionen Nächten. Gedichte. [Oprac.:] A. Becker. Bremen 2008, — ros.: Pol’skie poetessy. [Oprac. i przekł.:] N. Astaf’eva. Sankt Petersburg 2002; Było, jest, będzie. Moscow 2009 [?]; Sdelano v Pol’še, vek — XX. [Wybór i przekł.:] A. Bazilevskij. Moskva 2009. – serb.: Stane pripravnosti. Pregled savremene polske poezije. Generacija BruLiona i noviji autori. [Wybór i przekł.:] A. Šaranac. Beograd 2010; Moj poljski pesnički XX vek. [Oprac.:] B. Rajčic. Beograd 2012, — słoweń.: Akslop poljska nazaj. Antologija novejše poljske poezije. [Oprac.:]. P. Čučnik. Ljubljana 2005, — szwedz.: [Sjutton] 17 polska poeter. [Red.:] I. Grönberg. Stockholm 2003; Jag i första och sista person. 20 polska kvinnliga poeter. [Red.:] I. Grönberg, S. Ingvarsson. Stockholm 2008; R. Ingbrant: Kvinnligt och manligt i Polen. Två studier om genus, kultur och politik. Stockholm 2013 [tu dodatek z tekstami omawianych utworów], — tur.: Wiersz Istambulu. Poeci świata. Istambuł. 2013?, — węgier.: A csend visszhangjai. Lengyel költők a XX. és XXI. század fordulóján. [Red. i przekł.:] G. Cséby. Keszthely 2010.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2015.
Autor o sobie: Pisanie jest modne. E. Sonnenberg o sobie. Spisał L. Pułka. „Gaz. Dolnośl.” 1997 nr 100.
Wywiady: Poezja to ulica jednokierunkowa. Rozm. P. Bohdanowicz. „Nowy Nurt” 1994 nr 16; Literaci z Dolnego Śląska. Z moich wierszy odeszły prostytutki. Rozm. I. Michalewicz. „Sł. Pol.” 1998 nr 234; Komforty psychiczne są mi obce. Rozm. S. Bereś. Oprac. J. Orłowska. „Gaz. Dolnośl.” 2000 nr 115; Szepty i krzyki. Rozm. E. Zdanowicz. „Opcje” 2006 nr 1; „Lubię romansować z tą damą”. Rozm. P. Kaczorowski. „Nowa Okolica Poetów”. 2008 nr 1/2; Każdy człowiek rodzi się mistrzem lub uczniem. Rozm. M. Matuszewska. „Polska. Gaz. Wroc.” 2014 nr 216; Moja poezja jest z kraju, którego jeszcze nie ma. Rozm. M. Czerwiński. „Rita Baum” 2014 nr 32; W harmonii z zachwytem. Rozm. J. Tomska. Powst. ok. 2005 [on-line] [dostęp 2 czerwca 2015] [dot.: Lekcja zachwytu]; Rozmowa z E. Sonnenberg z okazji wyda­nia jej nowego zbioru poetyckiego pt. Pisane na piasku = Written on sand. Rozm. T. Charnas. Powst. ok. 2007 [on-line] [dostęp 2 listopada 2015]; Słońce nie zachodzi na zawsze. Rozm. A. Grzegorzewska. „Pomosty” 2015 [t.] 20; Pisanie jest aktorstwem. Rozm. B. Klimowicz. [on-line] [dostęp 21 czerwca 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.literackapolska.pl/rozmowy/236–2/; Wielowątkowa rozmowa z Ewą Sonnenberg. Rozm. P. Kaczorowski. [on-line] [dostęp 21 czerwca 2016].

Ogólne
M. KISIEL: Lęk, który kłamie; Gra o poezję; Życie. W tegoż: Świadectwa, znaki. Katow. 1998.
J. BIELSKA-KRAWCZYK: Ewa — czyli ja, kobieta, Żydówka. (Kilka słów o poezji E. Sonnenberg). „PAL Prz. Artyst.-Lit.” 1999 nr 1/2.
M. CYRANOWICZ: Planeta Sonnenberg. „FA-art” 1999 nr 1.
M. JAROS-KROPIDŁOWSKA: Wielkie znużenie i poszukiwanie nowych syntez. „Twój Styl” 2000 nr 1.
M. WITKOWSKI: Kurwy i Giocondy. O poezji E. Sonnenberg „Studium” 1999/2000 nr 6/1.
J. ŁUKASIEWICZ: Gonitwa słów Sonnenberg. W tegoż: Ruchome cele. Wwa 2003.
A. GALANT: Seksowne granice tekstu: Sonnenberg, Filipiak, Iwasiów. „FA-art” 2004 nr 1.
I. IWASIÓW: Jaka to planeta? W tejże: Parafrazy i interpretacje. Szczec. 2004.
M. RABIZO-BIREK: Młodej poezji lat dziewięćdziesiątych liryki zaangażowane. „Teksty Drugie” 2004 nr 3 [dot. m.in. E. Sonnenberg].
A. BARTOSIEWICZ: Poetycki portret Androgyne w twórczości Ewy Sonnenberg. „LiteRacje” 2005 nr 2.
M. TABACZYŃSKI: E. Sonnenberg, czyli czułość. „Kraków” 2008 nr 1.
M. CZERWIŃSKI: Kontrapunkty melancholii. O poezji E. Sonnenberg. W: W kręgu melancholii. Opole 2010, przedr. zob. Twórczość poz. 12.
K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Obce. Reaktywacja. Szkice. Katow. 2013, passim.
G.L. KAMIŃSKI: Ars poetica E. Sonnenberg „Pomosty” 2014.
E. DOBNER: Estetka i/lub feministka ?. O przemianach wzorców erotycznych w twórczości E. Sonnenberg. W: Seksualność w najnowszej literaturze polskiej. Tor. 2015 [dostępny w Internecie: http://docplayer.pl/5776382-Seksaulnosc-w-najnowszej-literaturze-polskiej.html].
B. ROGATKO: Z listów do Son i od Son. „Elewator” 2016 nr 3.

Wiersze
K. ŚWIERKOSZ: Istnieje tylko przeźroczystość. „Gaz. Młodych” 1989 nr 79/80.

Hazard
M. BOCIAN: Tęsknota za czymś, co nie ma imienia. „List Oceaniczny”, Toronto 1996 nr 36.
W. BROWARNY: Lustro i metafora. „Dykcja” 1996 nr 2.
M. CISŁO: Sonoryzm i Verdi. „Studium” 1996 nr 4.
M. KISIEL: Starty i falstarty. Gra o poezję i życie. „Śląsk” 1996 nr 6.
P. ZAZULA: Poezja kresu. „Dykcja” 1996 nr 3/4, toż „Arkusz” 1996 nr 9.
D.T. LEBIODA: Mała dziewczynka. „Metafora” 1997 nr 29/30.
K. MALISZEWSKI: Korytarz. „Opcje” 1997 nr 1.
J. STYCZEŃ: Kto kryje się w tym zwierciadle. „Kwart. Artyst.” 1997 nr 3.
K. MALISZEWSKI: Sonnenberg. Bluźnierstwa feministki. W tegoż: Zwierzę na J. Wr. 2001.

Kraina tysiąca notesów
I. FILIPIAK: Kraina tysiąca płci. „Res Publica Nowa” 1997 nr 11.
M. MIZURO: Próbka perfum dla Lindsaya Kempa. „Dykcja” 1997 nr 7/8.
D. MUSZER: Sfermentowana foka albo homoseksualny dandys w cudzysłowie. „Topos” 1997 nr 3.
M. PISARSKI: Choinka z klocków lego. „Czas Kult.” 1997 nr 5/6.
P. ZAZULA: Cyborgowie są zmęczeni. „Studium” 1997 nr 7/8.
Z. BARAN: Maski E. Sonnenberg „Twórczość” 1998 nr 2.
T. BOŁDAK-JANOWSKA: Czy się stoi, czy się, czyli: kurę bardzo ja. „Portret” 1998 nr 7.
L. SZARUGA: Świat poetycki. „Zesz. Lit.” 1999 z. 6.

Planeta
W. BROWARNY: Planeta kobiet. „Rita Baum” 1998 nr 1.
A. KASPERCZAK: Na planecie hazardzistki. „Dykcja” 1998 nr 9/10.

Smycz:
(poz. 5): A. KAŁUŻA: Skazana na bunt. „Śląsk” 2001 nr 10.
J. PAŁACH: Cóż po poecie, czyli o sposobach nieistnienia. „Nowe Książ.” 2001 nr 4.

Płonący tramwaj
A. KAŁUŻA: Gorączka i wiersze. „Akcent” 2001 nr 4.
J. MUELLER: E. Sonnenberg antykoncepcja. „Pogranicza” 2001 nr 4.
M. BOCIAN: W skardze pobrzmiewa tęsknota za lepszym. „Akant” 2002 nr 4.
J. JEŚWIŁ: Wcielenia E. Sonnenberg. „Pogranicza” 2002 nr 1, toż „Pomosty” 2001/2002.

Lekcja zachwytu
P. URBANIAK. „Odra” 2006 nr 7/8.

Paź królowej
K. ZDANOWICZ-CYGANIAK: Jak zużyty cartridge. „Opcje” 2006 nr 3.

Pisane na piasku = Written on sand
K. PAWLUŚ: Zaczarowanie świata w poezji E. Sonnenberg. „Tekstualia.” 2008 nr 4.
J. ŁUKASIEWICZ: Maski ze zdań. „Odra” 2008 nr 5 [dot. m.in. E.Sonnenberg].
M. PARULSKI: Między lekturą i byciem. „Dekada Lit.” 2008 nr 4.
Zob. też Wywiady.

Rok ognistego smoka
J. SARNECKA: Niepoznawanie nicości. „Lampa” 2010 nr 1/2.
T. TOBIASZ: Do-pełnienie. „Dekada Lit.” 2010 nr 4/5.
M. MOSAKOWSKA: „Rok ognistego smoka” E. Sonnenberg jako dialog między wartościami z kręgu kultury europejskiej a dalekowschodnią wrażliwością i filozofią. „Konteksty Kult.” 2013 nr 10.

Wiersze zebrane
J. SKURTYS: Drenaż. „Odra” 2014 nr 9.

Hologramy
M. DWOREK: Zakatowanego nie interesuje świat. „Elewator” 2015 nr 1.
M. PIECZARA-ŚLARZYŃSKA: Czasoprzestrzeń powiązań międzyludzkich. „Twórczość” 2017 nr 10 [dot. też: Wiersze dla jednego człowieka].

Obca
J. BURNATOWSKI: Przetrzymać duchowe napięcie. „Nowe Książ.” 2016 nr 1.

Wiersze dla jednego człowieka
M. PIECZARA-ŚLARZYŃSKA: Czasoprzestrzeń powiązań międzyludzkich. „Twórczość” 2017 nr 10 [dot. też: Hologramy].</document>
<document nplp_id="3722" title="Joanna ŚLÓSARSKA" slug="joanna-slosarska">1953–2016

Teoretyk i antropolog literatury, komparatystka, poetka.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM
Urodzona 12 maja 1953 w Łodzi; córka Stanisława Krakowiaka, rzemieślnika, i Marianny z domu Milewskiej. W 1967–71 uczęszczała do X Liceum Ogólnokształcącego im. M. Konopnickiej w Łodzi. Po zdaniu w 1971 matury studiowała filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ); w 1976 uzyskała magisterium. W tymże roku została zatrudniona w Zakładzie Teorii Literatury Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Filmu UŁ (później Katedra Teorii Literatury, Teatru i Filmu, od 2002 Katedra Teorii Literatury, Teatru i Sztuk Audiowizualnych, od 2011 Instytut Kultury Współczesnej UŁ) na stanowisku asystenta. W badaniach literaturoznawczych zajęła się teorią literatury, poetyką kognitywną, komparatystyką oraz antropologią kultury. W 1978 obroniła na UŁ pracę doktorską pt. Zagadnienie fikcji literackiej (promotor prof. Teresa Cieślikowska) i otrzymała stanowisko adiunkta. W 1979 opublikowała pierwsze prace naukowe: w „Zagadnieniach Rodzajów Literackich” (nr 1) recenzję książki W. Hondy The fundamental theory of literature, a w „Actach Universitatis Lodziensis” (nr 50) rozprawę Forma i otwarcie w powieści Urszuli Kozioł „Ptaki dla myśli”. (Fragment). Od 1983 była członkiem redakcji zeszytów „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Scientiae Artium et Litterarum” (w 1997–2010 pełniła funkcję redaktora naczelnego tego pisma). W 1988 przebywała w Universiteé Paris III w Paryżu na półrocznym stypendium rządu francuskiego. Od ok. 1989 należała do Grupy Literackiej „Centauro”. W 1990 była współzałożycielką Stowarzyszenia Literackiego im. K.K. Baczyńskiego, którego została przewodniczącą; pełniła też opiekę redakcyjną nad serią wydawniczą Stowarzyszenia. W 1996–98 współpracowała z Programem 2 Telewizji Polskiej jako autorka scenariuszy i prowadząca cykl programów o sztuce pt. Instalacje. W 1997 uzyskała habilitację na podstawie książki Syntagmatyka poetycka oraz stanowisko profesora nadzwyczajnego na UŁ. W 1999–2001 wykładała nadto w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej (WSHE) w Łodzi, kierując Katedrą Literatury Porównawczej. Reżyserowała spektakle teatru studenckiego przy WSHE, zaprojektowała i redagowała studencką serię wydawniczą debiutów literackich. Była redaktorem serii Literaturoznawstwo. Prace Naukowe Studentów WSHE w Łodzi (2000, 2001). W 2005 otrzymała tytuł naukowy profesora. W 2006 objęła kierownictwo Pracowni Antropologii Literatury Katedry Teorii Literatury na Wydziale Filologicznym UŁ. W 2007 przeszła na stanowisko profesora zwyczajnego UŁ. W 2007–11 pracowała także w Katedrze Socjologii, Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi oraz była opiekunem Koła Naukowego Dziennikarzy. Zainicjowała w 2009 powstanie serii Dyskursy o kulturze. Wchodziła w skład kolegiów redakcyjnych serii wydawniczych Akademii im. J. Długosza w Częstochowie: Studia o literaturze XIX i XX wieku,Prace Interdyscyplinarne. Została członkiem Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego (1976), Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Plastycznej (1987), Łódzkiego Towarzystwa Naukowego (2000), The World Institute for Advanced Phenomenological Research and Learning (2001), Polskiego Towarzystwa Językoznawstwa Kognitywnego (współzałożycielka w 2001), Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego (2006; przewodniczyła oddziałowi łódzkiemu pierwszej kadencji), Polskiego Stowarzyszenia Strategii Twórczych (współzałożycielka w 2014). Otrzymała m.in. nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki (1988) oraz kilkakrotnie nagrody Rektora UŁ (1999, 1993, 2005, 2010). Odznaczona Złotą Odznaką UŁ (1998), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2002), Złotym Medalem Za Długoletnią Służbę (2012), Medalem Senatu UŁ „W Służbie Społeczeństwu i Nauce” (2013).

Zmarła 1 października 2016 w Łodzi; tamże pochowana na cmentarzu rzymsko-katolickim pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
TWÓRCZOŚĆ

 	Piosenki Marii Magdaleny [Wiersze]. [b.m.w.]: Centrum Kultury Młodych w Łodzi. 1989, 16 s.
 	Jakub Böhme bawi się rubinami. [Wiersze]. Łódź-Górna: Klub Lit. „Centauro” przy D[zielnicowym ] D[omu] K[ultury] 1990, 20 s.
 	Koinos kosmos. [Wiersze]. [b.m.w.] 1990, 20 s.
I nagroda w ogólnopolskim konkursie poetyckim ZLP.
 	Kształty na tle. [Wiersze]. [B.m.w.] 1990, 22 s.
 	Rozum, transcendencja i zło w literaturze. Wwa: Wydawn. Nauk. PWN 1992, 356 s.
Zawartość: Wprowadzenie: Znaczenie narracyjnych struktur kształtujących w powieściach XX wieku. – I. Koncert (H. Hesse: „Gra szklanych paciorków”, „Demian”, „Wilk stepowy”). – II. „Urodziłeś się po to, aby chodzić w blasku” (M. Lowry: „Pod wulkanem”). – III. „Ja postawiłem tę świecę. Ty ją zapalisz” (A. de Saint-Exupéry: „Twierdza”). – IV. Wędrówka na Górę Przeznaczenia (J.R.R. Tolkien: „Władca pierścieni”). – V. „Raport o ślepcach” (E. Sábato: „O bohaterach i grobach”). – VI. Happening (U. Kozioł: „Ptaki dla myśli”). – VII. Wizerunek na amforze (S. Hedajat: „Ślepa sowa”). – VIII. Madiel (W. Briusow: „Ognisty anioł”). – IX. Trzecia Rasa (T. Parnicki: „Słowo i ciało”). – X. An-arche (K. Vonnegut: „Kocia kołyska”).
 	Wielokątne koła. Wiersze. Łódź: Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 1992, 60 s.
 	Mistyczne i archetypiczne obrazy kosmosu. Wwa: Semper 1994, 115 s.
Zawartość: Sposoby przedstawiania treści mistycznych i archetypicznych; Pejzaż chiński — tao nieba, ziemi i człowieka; Ostateczność chwili w miniaturach perskich; Idea metamorfozy życia w sztuce indyjskiej; Mandala jako wzór integracji i pełni osoby; O kilku obrazach aniołów w malarstwie europejskim; „Słońce przy wschodniej bramie” W. Blake’a; „Perła” Michaiła Wrubla; Uduchowiony kosmos w obrazach Juana Miró. – Zakończenie: Antropomorfizacja kosmosu w malarstwie i jej znaczenie.
 	W świetle symboli. Łódź: Wydawn. Samira 1994, 126 s. Wyd. nast. tamże 2007.
Słownik wybranych symboli.
 	Syntagmatyka poetycka. Wwa: Semper 1995, 175 s.
Rozprawa habilitacyjna.
 	Geo-metria. [Wiersze]. Łódź: „Biblioteka” 1996, 82 s. Rzecz poetycka. Wiersze.
 	Czekanie na schodach. [Wiersze]. Łódź: SLKKB [Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego] 1999, 43 s. Ser. Poetycka, 59.
 	Z Nieogrodu. [Wiersze]. Łódź: Corre Studio 2001, 42 s.
Tu także cykl obrazów J. Ślósarskiej.
 	Studia z poetyki antropologicznej. Wwa: Semper 2004, 137 s.
Zawartość: Wprowadzenie. Problem konceptualizacji „sytuacji doświadczającego” w tekstach poetyckich. – I. „Tkaniny” [dot. wiersza J.St. Pasierba]; Od metaforycznej redeskrypcji do prefiguracji symbolicznego zdarzenia [dot. m.in. wiersza J.St. Pasierba „Tkaniny”]. – II. „Jak ostrze w ręku anioła”. Doświadczenie mistyczne jako składnik „sytuacji doświadczającego”; III. „Pan Bóg i bąki”. Obrazowanie izomorfizmu zdarzeń [dot. wiersza J. Lieberta]. – IV. „Muzyka poranna”. Rekonstrukcja pola metaforycznego [dot. wiersza J. Lieberta „Muzyka poranna”]. – V. „Wybudowałem most i podpaliłem most”. Odwzorowania dziedziny źródłowej w docelowej [dot. wiersza A. Langego „Wybudowałem most”]. – VI. „Dzieci na mrozie”. Obrazowanie układu sytuacji „ja-w-świecie” i „ja-wobec-świata” [dot. wiersza K.K. Baczyńskiego]. – VII. „To, co walczy o światło”. Kreacja punktu widzenia podmiotu mówiącego [dot. poematów Z. Herberta „Drwal” i „Świt”]. – VIII. „Ten pokój jest ładny”. Metaforyzacje doświadczeń lęku przed śmiercią [dot. wierszy H. Poświatowskiej]. – IX. „Aż do najdalszej granicy poranka”. Obrazowania kształtu-na-tle [dot. wiersza R. Wojaczka „Ekologia”]. – Zakończenie. Idea nieświadomości poznawczej w poetyce antropologicznej.
 	Życiorys i przesłanie św. Franciszka z Asyżu w wybranych tekstach kultury. [Szkice]. Niepokalanów: Wydawn. Ojców Franciszkanów 2004, 221 s. Bibl. Inst. Franciszkańskiego,17.
Zawartość: Wstęp. „Myślimy, mówimy i piszemy o tym, co kochamy”. – I. La Verna i Serafin. Fakty z życiorysu św. Franciszka w malarstwie Giotta di Bondone. – II. Św. Franciszek i Don Kichot — dwaj rycerze, dwaj kuglarze Boży. – III. Życiorys św. Franciszka w narracjach literackich. – IV. Życiorys św. Franciszka w filmach Roberto Rosseliniego, Liliany Cavani, Franco Zeffirellego i Michaela Curtisa. – V. Franciszkańska tradycja Nocy Betlejemskiej w polskich pastorałkach. – VI. „Rozmowa o Franciszku”. Nawiązanie do życiorysu i przesłania św. Franciszka w poezji ks. Janusza Stanisława Pasierba. – Zakończenie. Poetyka realizmu.
 	Fibiriel. Czaro-dziejska przy-powieść. Łódź: Nakł. Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 2006, 199 s. Ser. Prozatorska.
Tu także cykl grafik J. Ślósarskiej.
 	Bądź szybszy od śmierci. Studia z antropologii kultury. Łódź: Wydawn. Nauk. Primum Verbum 2009, 306 s.
Zawartość: Wstęp. – I. „Ten, który umknął”. Obraz Narcyza w poemacie José Lezamy Limy „Muerte de Narciso” (1937). – II. Śpiący Orfeusz. (Recepcja mitu orfickiego w poemacie Czesława Miłosza „Orfeusz i Eurydyka”). – III. „I odtąd wzgórze w krainie Moria stanie się oczekiwaniem”. (O trzeciej części „Tryptyku rzymskiego” Jana Pawła II). – IV. Postać św. Franciszka w malarstwie El Greca. – V. „Kim więc jest Ty?” Poetyka dialogu w hermeneutyce Hansa Georga Gadamera. – VI. Drzewa ze światła i wilki. Magiczny egzystencjalizm w fabułach J.R.R. Tolkiena. – VII. „Świat zadany” w literackiej i filmowej kosmologii Jacka Dukaja i Tomasza Bagińskiego. – VIII. Metafory kosmosu. – IX. „Milcząca wiedza”.
 	Prześwietlone klisze z New Grange = The overexposed films from New Grange. [Wiersze]. Cykl fot. „Światy w światach”: Ł. Ludkowski. [Przeł. M. Kocot]. Łódź: Stow. Lit. im. K.K. Baczyńskiego 2010, 101 s. Ser. Poetycka,93.
Tekst w jęz. pol. i ang.
 	Tunel dnia. [Wiersze]. Łódź: Wydawn. Nauk. Primum Verbum 2010, 44 s.
 	Łapacze snów. Ponowoczesne kody spójności kulturowej. [Szkice]. Kr.: Scriptum 2012, 262 s.
Zawartość: Wstęp: Łapacze snów i piaskowe obrazy. – I. Stela z błyskawic i pikseli [dot. twórczości Hala Duncana]. – II. Zwinięte historie [dot. malarstwa Jacka Sempolińskiego i fotografii Wojciecha Prażmowskiego]. – III. Zardzewiały miecz [dot. toposu miecza]. – IV. Przednowoczesny tkacz w ponowoczesnej tkalni [dot. etyki Wschodu w kontekście kultury śródziemnomorskiej]. – Zakończenie: Przeszczepy przestrzeni [dot. ponowoczesnych strategii narracji, przestrzeni wirtualnej i hiperprzestrzenni artyst.].
 	Zasada tranzytywności w kulturze. Kr.: Wydawn. „Scriptum” Tomasza Sekunda 2014, 150 s.
Zawartość: Wstęp: Doświadczenie tranzytywności. – I. „Słowo jest czystym wydarzeniem”. Reprezentacja doświadczenia tranzytywności w wierszach „Maria Magdalena” Kazimierza Wierzyńskiego i „Akteon” Bolesława Leś­miana. – II. „…kiedy mowa miała stać się nie tyle więzią, ile ryzykiem, raną, głęboką szczeliną”. Autobiograficzna narracja Jorge Semprúna jako zapis doświadczeń tranzytywności. – III. Dom opuszczony i dom do zamieszkania. – IV. Naz­gul i Chrystus. Dystopia tranzytywnej czasoprzestrzeni w prozie Jacka Dukaja (na podstawie opowiadań z tomu „W kraju niewiernych”). – Zakończenie.
 	Skrypty losu. Łódź: Wydawn. Primum Verbum 2015, 162 s.
Zawartość: Wstęp: Opowieść żołnierza Er, syna Armeniosa. „Kolonizacja przyszłości” [dot. Platon: Państwo]. – I. Klątwy, namowy, uwiedzenia. Wezwania ze studni. (Skrypty losu w baśniach polskich). – II. „Magiem jest ten, kto…” (Skrypty personalne w światach możliwych w powieści Johna Crowleya „Małe, duże”). – III. Podróż na „Górę duszy” w twórczości Gao Xingjiana. – IV. Skryptowi przewodnicy Aleksandra Skriabina. – V. „To, które widzi, to serce”. – Zakończenie: Los ponowoczesnego człowieka prywatnego.
 	Lśnienie dźwięków. [Wiersze]. Łódź: Wydawn. Primum Verbum 2016, 33 s.
 	Poetyka tektoniczna. [Eseje]. Łódź: Primum Verbum 2016, 179 s.
Tu także obrazy i fotografie J. Ślósarskiej. Zawartość: Wstęp. Tektonika sztuki narracyjnej i wizualnej. – I. „Tekstualna sztuka naprawiania rozdarcia”. Jacques’a Derridy „Prawda w malarstwie” (1978) i José Saramago „O malarstwie i kaligrafii” (1977). – II. Göbekli Tepe — topografia emotywna Klausa Schmidta. – III. „Tam czy tam”, „wtedy czy teraz”, „ty lub on lub my”. („Świder metafizyczny” Kamila Sipowicza). – IV. Tektonika żywiołów w „Leksykonie” Czesława Białczyńskiego — „Stworze i zdusze czyli starosłowiańskie boginki i demony”. – V. Między widzeniem, wizualizacją i narracją — tektonika obiektu wizualnego. – Zakończenie.
 	Rebis. Wiersze wybrane. Łódź: Wydawn. Primum Verbum 2016, 207 s.

Artykuły w książkach zbiorowych i czasopismach, m.in.: Nibylandia. Budowa świata przedstawionego w utworze J.M. Barrie’a „Piotruś Pan”. „Litteraria” 1982 t. 14 s. 103–119. – O przemianie podmiotu i przedmiotu w utworze literackim. „Litteraria” 1984 t. 15 s. 143–159. – Poeta formy. Formowanie się bohatera i świata przedstawionego w utworach Witolda Gombrowicza. „Litteraria” 1984 t. 16 s. 127–139. – Czas w twórczości Teodora Parnickiego. W: Teoretyczne aspekty powieści historycznej. Katow. 1986 s. 124–136. – „Czyszcząc swoje tajemnicze zwierciadło, zdołasz to uczynić bez skazy.” Manifestacja tao i cz’an w chińskim malarstwie pejzażowym. „Pis. Lit.-Artyst.” 1987 s. 97–107, przedr. w: Taoizm. Kr. 1988 s. 166–173. – Problem równoważenia struktur poznawczych za pomocą form w sztuce. „Stud. Filoz.” 1987 s. 13–23. – „Dwie sosny na wietrze” Li Fang Inga. „Pis. Lit.-Artyst.” 1988 s. 136–145, przedr. w: Taoizm. Kr. 1988 s. 174–180. – Propozycje teoretycznoliterackie Wakao Hondy. W: Poetyka orientalna i jej recepcja w Europie. Kr. 1989 s. 171–182. – Poznanie i wiara w „Księdze Koheleta” i „Dhammapadzie”. „Euhemer” 1991 s. 29–40. – Funkcja struktur poetyckich i malarskich w świetle współczesnej analityki przedstawienia. „Szt. i Filoz.” 1993 s. 146–160. – Kategoria tematu we współczesnych badaniach komparatystycznych. „Prz. Hum.” 1995 s. 69–81. – Lingwistyczne i epistemologiczne konteksty fikcji literackiej. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1995 z. 1/2 s. 33–46. – L’Ethos de l’ego et le non-ego dans l’esthétique du XXIe ­siécle. W: Aesthetics for the future. Fourth International Conference on Aesthetics — Cracow 1996. Kr. 1996 s. 177–185. – Lingwistyka i poetyka kognitywna na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. „Zag. Rodzaj. Lit.” 1998 z. 1/2 s. 153–162. – Kreacja punktu widzenia w obrazach Michaiła Wrubla. „Stud. Słowianoznawcze” 2000 t. 1. s. 231–242. – Profilowanie zdarzeń w poezji — wymiary sceny. „Zag. Rodzaj. Lit.” 2000 z. 1/2 s. 43–56. – The artistic event in the space of life as an effect of the interaction of instincts, feelings, images and spiritual transcendence. W: The origins of life. Dordrecht 2000 s. 245–259. Analecta Husserliana, 58. – W kierunku nieliniowych modeli „poiesis” i „techne”. W: Rozważania metodologiczne. Język — literatura — teatr. Wwa 2000 s. 153–165. – Analiza kognitywna tekstu literackiego. W: Problemy poznawania dzieła literackiego w szkole. Łódź 2001 s. 69–79. – Autocharakteryzacje za pośrednictwem „pierwszych elementów poznania świata”. W: Język w komunikacji. Łódź 2001 s. 179–189. – Psychologizm i antypsychologizm w lingwistyce kognitywnej. W: Psychologizm. Antypsychologizm. W setną rocznicę wydania „Logische Untersuchungen” Edmunda Husserla. Kr. 2001 s. 155–168. – Aktualizacje antropologicznych struktur wyobraźni w wierszach Bolesława Leśmiana i Mirona Białoszewskiego. W: Poetyki Leśmiana. Leśmian i inni. Wwa 2002 s. 53–64, przedr. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2003 s. 301–311. – Dialog z aniołami w wierszach Bolesława Leśmiana i Janusza St. Pasierba. W: Dialog. Komparatystyka. Literatura. Wwa 2002 s. 301–313.— Dynamika znaczeń w tekście poetyckim w perspektywie fenomenologicznej i kognitywnej hipotezy zdarzeniowości. „Stylistyka” 2002 s. 73–87. – Językowy obraz świata w poezji dzieci i młodzieży. W: Czynności tworzenia i rozumienia wypowiedzi. Wwa 2002 s. 24–35. – Logos Heraklita i Jana w poezji Zbigniewa Herberta. W: Poetyka, wartości i konteksty. Wwa 2002 s. 153–164. – The function of autotopoi in the modification of a subject’s activity. W: Life — energies, forces and the shaping of life: vital, existential. Dordrecht 2002 s. 83–93. Analecta Husserliana, 74. – Pojęcie pola metaforycznego w poetyce kognitywnej. „Przestrzenie Teorii” 2002 nr 1 s. 87–96. – Aktualizacje antropologicznych struktur wyobraźni w wierszach Bolesława Leśmiana i Mirona Białoszewskiego. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2003 z. 6 s. 301–311. – Kreacja wartości w układach względnie izolowanych. W: Od teorii do ontologii świata. Tor. 2003 s. 171–190. – Traces of the identity of archetypal roles in literary text-planes. W: Imagery in language. Festschrift in honour of professor Ronald W. Langacker. Berlin 2004 s. 767–776. – „Rozmowa pasterzów przy Narodzeniu Chrystusowym” — od magii do religii. W: Etos życia — etos sztuki. Wokół legendy o św. Genezjuszu-aktorze. Łódź 2005 s. 260–272. – Magiczny realizm czy magiczny egzystencjalizm — poemat Jose Lezamy Limy „Muerte de Narciso” (1937). W: Realizm magiczny. Teorie i realizacje artystyczne. Łódź 2007 s. 145–161. – Metaphors in modern cosmologies as a tool to communicate the common image of the world. W: The Media and international communication. Berlin 2007 s. 311–322. – Tekst poetycki w perspektywie hipotezy mentalnego skanowania. W: Rozmowy o komunikacji. Motywacja psychologiczna i kulturowa w komunikacji. Łask 2008 s. 41–56. – Heterotopia w najnowszej poezji polskiej. W: Nowa poezja polska. Twórcy — tematy — motywy. Kr. 2009 s. 543–552. – Między rejestracją a symulacją — artystyczne obrazowanie symulacji obiektów. W: Między obrazem a tekstem. Łódź 2009 s. 209–218. – Gramatyka wymiany doznań w kontekście systemowej i partykularnej interpretacji konfiguracji sensu. W: Od idei do inteligencji w działaniu. Kielce 2010 s. 207–216. – „Klasztor natury” jako miejsce przemiany przeżycia doczesności. W: Etos życia — etos sztuki. Łódź 2010 s. 355–368. – Pogranicze metodologiczne — koncepcja słów-reflektorów w naukach przyrodniczych i humanistycznych. W: Komparatystyka. Między Mickiewiczem a dniem dzisiejszym. Bydg. 2010 s. 133–152. – Ethos defragmentacji osoby w kontekście sztuki i kosmologii XX-wiecznej. W: Kategorie etyczne w czasach upadku duchowości. Częstochowa 2011 s. 489–499. – Hermeneutyka śladu i świadectwa w pismach ks. R.E. Rogowskiego jako projekt egzystencji. W: Autorytety w perspektywie chrześcijańskiej. Łódź 2011 s. 77–88. – Miejsce antropologiczne w „Ogrodach polskich” Wojciecha Prażmowskiego. „Acta Univ. Lodz. Folia Litteraria Polonica” 2012 nr 4 s. 203–215. – Pismo ulicy jako medium fabularyzacji dla ponowoczesnego przechodnia. W: Język nowych mediów. Łódź 2012 s. 373–383. – Figury sakralności w „przestrzeni niczyjej”. W: Dialog wiary z nauką i kulturą. Łódź 2013 s. 29–41. – Oko wyskakujące na powierzchnię czarnego szkła wody. (Antoni Lange: „Wenecja”, Joseph Brodsky: „Watermark/Znak wodny”). W: Urzeczenie. Locje literatury i wyobraźni. Katow. 2013 s. 79–98. – Poetyka jako chwyt. „Tematy i Konteksty” 2013 nr 3 s. 49–62, przedr. w: Dzisiaj i jutro poetyki. Rzeszów 2013 s. 56–72. – Sztuka miecza w komunikacji społecznej. W: Badanie i projektowanie komunikacji. 2. Wr.; Kr. 2013 s. 43–57. – Funkcja słowa w świetle zasady „poróżnienia dyskursów”. W: Słowo we współczesnych dyskursach. Łódź 2014 s. 353–362. – Idea „verbum cordis” w interpretacji pojęcia kultury po Soborze Watykańskim II. Łódź 2014 s. 185–196. – „Krew utajona” w literach, cyfrach, barwach i liniach. (O obrazach Jacka Sempolińskiego). „Pr. Nauk. Akad. im. J. Długosza w Częstochowie. Filol. Pol. Hist. i Teoria Lit.” 2014 z. 14 s. 115–125. – Nomad’s camp text in relation to „communitas” (on the example of Jerzy Pawłowski’s emigration literary output). W: Discussing communication. Łódź 2014 s. 139–157. – Polish reception of the myth of Artemis and Acteon based on selected examples. W: Ancient Myths in the making of culture. Vol. 3. Frankfurt am Main, Berlin, Bern, Bruxelles, New York, Oxford, Wien 2014 s. 289–296. – Ponowoczesna konceptualizacja idei transwersalności i tranzytywnosci fenomenów. „Filozofia. Pr. Nauk. Akad. im. Jana Długosza w Częstochowie” 2014 s. 7–21. – Wystarczyło zacząć mówić, by ból ustał. (Negacja milczenia w autobiograficznej prozie Jorge Semprúna z Ludwigiem Wittgensteinem). W: Wokół negacji, Częstochowa 2015 s. 413–427. – Autonarracja jako strategia negocjowania tożsamości w tekstach polskich migrantów przebywających w Wielkiej Brytanii i Irlandii po roku 2004. „Teksty Drugie” 2016 nr 3 s. 273-287. – Idea wolności na miarę nadziei a ponowoczesne projekty i strategie kolonizacji przyszłości. „Świat i Słowo” 2016 nr 1 s. 39-49. – „Zmartwychwstanie śmieciarzy”. – Interakcjonizm symboliczny i narracyjne trajektorie biograficzne w tekstach polskich migrantów przebywających w Wielkiej Brytanii i Irlandii po roku 2004. „Przekładaniec” 2016 nr 32 s. 163-175. – Dao nieba w malarstwie Gao Xingjiana. W: Niebo: tradycje, przekazy, inspiracje. Kielce 2017 s. 405-419. – Wyobraźnia twórcza a inteligencja emocjonalna i duchowa. (Na przykładzie „Nowych Psalmów” Tadeusza Nowaka). „Irydion” 2017 nr 1 s. 241-253.
Prace redakcyjne

 	Profesor Stefania Skwarczyńska. Red.: J. Ślósarska. Łódź: Łódz. Tow. Nauk. 1998, 21 s. Sylwetki Łódz. Uczonych, z. 49.
 	Kognitywizm w poetyce i stylistyce. Red.: G. Habrajska, J. Ślósarska. Kr.: Universitas 2006, 173 s.
 	Strategie twórcze w działaniu. Red.: G. Habrajska, J. Ślósarska. Łódź: Wydawn. Primum Verbum 2016, 407 s. + płyta DVD.

OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2010, 2016.

Ogólne
J. LEWANDOWSKA: Kategorie percepcyjne w twótczości Joanny Ślósarskiej. „Językoznawstwo” 2007 nr 1.
D. KORWIN-PIOTROWSKA: Poetyki nieoczywiste Joanny Ślósarskiej. „Fraza” 2016 nr 4.
M. RABIZO-BIREK, K. WIELECHOWSKA: „Światło, które na chwilę owinęło się mną": wspomnienie o Joannie Ślósarskiej: (12 V 1953 - 1 X 2016); „Fraza” 2016 nr 3.

Wielokątne koła
OR.: Poza oficyną. „Odra” 1992 nr 11.

Geo-metria
OR: Poza oficyną. „Odra” 1997 nr 4.
H. PUSTKOWSKI: Poezja mitu i łaski. „Fraza” 1997 nr 16.
B. BISKUPSKI: Pragnę chodzić w świetle. „Tygiel Kult.” 1998 nr 1/2.

Czekanie na schodach
M. RABIZO-BIREK: Kreatorium liryki. „Twórczość” 2000 z. 12.
H. PUSTKOWSKI: Usiąść na schodach. „Fraza” 2001 nr 4.

Studia z poetyki antropologicznej
D. KORWIN-PIOTROWSKA: Projekt poetyki antropologicznej, „Teksty Drugie” 2006 nr 3.

Życiorys i przesłanie św. Franciszka z Asyżu w wybranych tekstach kultury
F. MIŁOSTOWIEC: Dziedzictwo franciszkańskie według Joanny Ślósarskiej. „Lignum Vitae” 2004.
A. BEDNAREK: Franciszk(owe)ańskie refleksy w kulturze. „Lignum Vitae” 2005.
A. JAKUBOWSKA-OŻÓG: Życiorys świętego Franciszka. „Fraza” 2005 nr 1/2.

Fibiriel
J. CZURKO: Granie guzikami o miłości. „Fraza” 2007 nr 3.

Prześwietlone klisze z New Grange = The overexposed films from New Grange
A. JAKUBOWSKA-OŻÓG: Światy wymyślone — światy realne. Nowe wiersze Joanny Ślósarskiej. „Fraza” 2011 nr 3/4.</document>
<document nplp_id="3724" title="Bronisław WILDSTEIN" slug="bronislaw-wildstein">ur. 1952

Pseud.: B.W.; Barbara Dawidowicz; Bronisław Dzikikamień; Szymon Dawidowicz.

Prozaik, publicysta, krytyk literacki i filmowy.
Zob. też.: TWÓRCZOŚĆ, OPRACOWANIA (wybór)
BIOGRAM




Urodzony 11 czerwca 1952 w Olsztynie; syn Szymona Wildsteina, lekarza wojskowego, i Genowefy z domu Szydlik, pielęgniarki. W 1957 zachorował na gruźlicę i ze względu na lepsze warunki klimatyczne przeprowadził się wraz z rodzicami do Przemyśla. Gdy w 1967 jego ojciec został zwolniony z wojska (z powodu pochodzenia żydowskiego), rodzina przeniosła się do Krakowa. Uczęszczał tu kolejno do XIV Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika, z którego został usunięty za zachowanie uznane za nieodpowiednie, podobnie jak i z VII Liceum Ogólnokształcącego im. Z. Nałkowskiej, po czym uczył się w IX Liceum Ogólnokształcącym im. Z. Wróblewskiego, w którym zdał maturę. W latach szkolnych trenował zapasy (był mistrzem okręgu juniorów). W 1971-80 studiował (z przerwami) filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ). Podejmował w tym okresie prace fizyczne (mycie i rozładowywanie wagonów). Brał czynny udział w działalności opozycyjnej przeciwko systemowi komunistycznemu. W 1973 uczestniczył w proteście przeciwko powołaniu na UJ SZSP. W 1975-76 wraz ze swoimi przyjaciółmi Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką był organizatorem nieformalnej grupy opozycyjnej zwanej Anarchistami. W październiku 1976 został relegowany ze studiów, następnie na skutek studenckiego protestu przywrócony. Związał się w tym czasie ze środowiskiem dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka”. Współpracował z KOR (później KSS KOR); działał na rzecz pomocy ofiarom wydarzeń Czerwca ’76; sygnował we wrześniu 1977 ogłoszoną przez to środowisko „Deklarację Ruchu Demokratycznego”. Był wielokrotnie poddawany represjom przez Służbę Bezpieczeństwa (SB). Pracował przez pewien czas w Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie, skąd został zwolniony w 1976. Po tragicznej śmierci S. Pyjasa 7 maja 1977 współorganizował w Krakowie tzw. czarne juwenalia i przez wiele lat dążył do wykrycia sprawców zbrodni; m.in. był współtwórcą i od 1977 rzecznikiem Studenckiego Komitetu Solidarności (SKS); w późniejszych latach napisał Wspomnienie o przyjacielu, opublikowane w książce pt. Czy ktoś przebije ten mur? Sprawa Stanisława Pyjasa (wyd. Kr. 2001). Brał udział w niezależnym ruchu wydawniczym. W 1977 był współzałożycielem i członkiem redakcji podziemnego pisma studenckiego „Indeks”; na jego łamach w listopadzie tegoż roku debiutował jako publicysta reportażem pt. KRAM, czyli stragan (nr 2). Artykuły, felietony, wywiady publikował w czasopismach wydawanych poza cenzurą: krakowskim „Sygnale” (1978-79, podp. także: B.W., tu m.in. felietony podp. Bronisław Dzikikamień; od grudnia 1978 współredaktor), „Miesięczniku Małopolskim” (1983), „Veto” (1983) oraz w krakowskim piśmie „Bez Dekretu” (1989; podp. m.in.: Szymon Dawidowicz). W maju 1980 był jednym z uczestników głodówki w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej w proteście przeciw więzieniu działaczy opozycyjnych (m.in. Mirosława Chojeckiego). W sierpniu 1980, w związku z wydarzeniami w Stoczni Gdańskiej, został zatrzymany w Gdyni i aresztowany; zwolniony we wrześniu na mocy Porozumień Sierpniowych. Uczestniczył w powstawaniu NSZZ „Solidarność”, organizując m.in. biura konsultacyjne dla osób zakładających Związek. Należał do składającej się głównie z członków SKS, Grupy Inicjatywnej, która utworzyła Komitet Założycielski NZS na UJ; współtworzył także „Biuletyn NZS” i redagował jego pierwsze numery. W listopadzie 1980 po przypadkowej awanturze z milicją wykorzystał otrzymany niedawno paszport i w obawie przed aresztowaniem wyjechał wraz z żoną Iwoną Galińską początkowo do Wiednia, a następnie kolejno do Sztokholmu, Kolonii, Bonn, później przez Holandię do Francji i Włoch, po których podróżował kilka miesięcy, po czym wrócił do Paryża; cały czas pracował dorywczo fizycznie. Równocześnie odbywał spotkania z różnymi środowiskami, także z Polonią, m.in. informując o sytuacji w Polsce. Pod koniec 1981 zamierzał powrócić do Polski, ale w Holandii zatrzymał go stan wojenny. W lutym 1982 w celu utworzenia pisma i ośrodka solidarnościowej emigracji wrócił do Paryża, gdzie zamieszkał, utrzymując się z przygodnych prac, m.in. był stróżem nocnym. Włączył się w działalność polityczną i społeczną na rzecz kraju, informował o działaniach NSZZ „Solidarność”; odbywał w związku z tym liczne podróże. W maju 1982 został redaktorem naczelnym, założonego wraz z M. Chojeckim i wydawanego w Paryżu pisma pt. „Kontakt. Miesięcznik redagowany przez członków i współpracowników NSZZ Solidarność” (od 1987 podtytuł: Miesięcznik redagowany przez członków i sympatyków „Solidarności”), na jego łamach publikował artykuły (m.in. podp. pseud.: Barbara Dawidowicz) oraz przeprowadzał wywiady; w 1987 przestał współpracować z pismem. Publikował w paryskiej „Kulturze” (1982) i londyńskim „Pulsie” (1983). W 1987-90 był paryskim korespondentem Radia Wolna Europa. W tym czasie przystąpił do wolnomularstwa, w lutym 1986 związał się początkowo z polską lożą „Kopernik” (pod zwierzchnictwem Wielkiej Loży Francji) w Paryżu, gdzie w 1988 nadano mu stopień mistrza. W 1990 przyłączył się do loży niezależnej „Kopernik” (od 1991 Wielka Loża Narodowa Polski) w Warszawie; w 1991-93 był przewodniczącym loży „Przesąd Zwyciężony” w Krakowie, a od 1991 także wielkim dozorcą w tymże roku przebudzonej Wielkiej Loży Narodowej Polski; pod koniec lat dziewięćdziesiątych wycofał się z uczestnictwa w działalności lóż masońskich. W 1989 wydał jeszcze poza cenzurą swoją pierwszą powieść pt. Jak woda, za którą w 1990 otrzymał nagrodę Fundacji im. Kościelskich w Genewie. Na początku 1990 powrócił do Polski i do 1993 był dyrektorem Polskiego Radia Kraków. W 1994 zamieszkał w Warszawie, gdzie do 1996 pracował na stanowisku sekretarza redakcji w dzienniku „Życie Warszawy”, a następnie do 1997 był zastępcą redaktora naczelnego pisma „Życie”. Artykuły, felietony, recenzje, fragmenty powieści drukował także m.in. w „Zeszytach Literackich” (1989, 2003), „Polityce Polskiej” (1990), „Tygodniku Powszechnym” (1990-2000, 2012), „Znaku” (1991, 1995, 2002-04), miesięczniku „Architektura-murator” (ok. 1995), „Gazecie Wyborczej” (1997), tygodniku „Wprost” (1997-2000). Przez pewien czas pisywał recenzje wewnętrzne dla wydawnictwa „Świat Książki”. W 1997 zaczął publikować w „Rzeczpospolitej” oraz jej dodatku „Plus Minus”; w 2000 rozpoczął stałą współpracę z tym dziennikiem (m.in. do 2004 redagował dział Opinie). W 2001 doprowadził wraz z kolegami z dawnego SKS do ujawnienia tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Ketman”, którym okazał się jego dawny przyjaciel L. Maleszka. Kontynuował pracę literacką. W 2004 został członkiem SPP. W styczniu 2005, jako zwolennik powszechnej lustracji, wyniósł z Instytutu Pamięci Narodowej i przekazał dziennikarzom indeks osobowy, dotyczący inwigilacji obywateli przez służby specjalne PRL, nazwany później „listą Wildsteina”. Wywołało to wiele komentarzy i reperkusji w różnych środowiskach i na scenie politycznej; w związku z tym 31 stycznia 2005 został zwolniony z „Rzeczpospolitej”. Następnie pracował jako publicysta w tygodniku „Wprost” (2005-06) oraz prowadził program telewizyjny pt. Bez autocenzury w TV Puls (2005). W kwietniu 2005 został członkiem honorowym ogólnopolskiego Stowarzyszenia konserwatywno-liberalnego KoLiber. W 2005 otrzymał nagrodę Wieczystej Fundacji Pruszyńskich. Wszedł w skład Stowarzyszenia Wolnego Słowa, skupiającego dawnych działaczy opozycyjnych PRL. Od maja 2006 do lutego 2007 był prezesem zarządu Telewizji Polskiej. Po odwołaniu z tego stanowiska powrócił do „Rzeczpospolitej”, w której został komentatorem politycznym. Od 2008 prowadził w Telewizji Polskiej (TVP) programy autorskie, początkowo pt. Cienie PRL-u, od września 2008 do października 2010 pt. Bronisław Wildstein przedstawia (po zdjęciu programu z anteny działalność publicystyczną kontynuował na platformie tv.rp.pl). W 2009 otrzymał Nagrodę im. D. Fikusa w kategorii „twórca w mediach” (za 2008). W twórczości publicystycznej omawiał i komentował zwłaszcza aktualne wydarzenia polityczne i społeczne, a także kulturalne. Liczne artykuły, szkice, recenzje, fragmenty powieści, wywiady zamieszczał m.in. w pismach: „Przegląd Polityczny” (1999-2000, 2003), „Gazeta Polska” (2000, 2002-03, 2005, 2009) i „Nowe Państwo” (2002- 03) oraz ich kontynuacji miesięczniku „Niezależna Gazeta Polska Nowe Państwo” (2010, 2013), „Arcana” (2003, 2010-11), tygodnikach: „Uważam Rze” (2011-12; stała współpraca), „wSieci” (od 2012 stała współpraca, także z pokrewnym portalem internetowym wPolityce.pl), „Do Rzeczy” (od 2013 do marca 2015 stała współpraca). Pod koniec 2012 został redaktorem naczelnym nowo utworzonej stacji Telewizja Republika, której był jednym z założycieli i wiceprezesem, następnie prezesem; prowadził też w niej program pt. Bronisław Wildstein przedstawia, stanowiący kontynuację programu, emitowanego w TVP. We wrześniu 2014 zrezygnował ze stanowiska prezesa i redaktora naczelnego stacji Telewizja Republika, członkostwa w spółce oraz prowadzenia swojej audycji. W październiku 2015 został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta RP Andrzeja Dudę, który rok później mianował go członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Od września 2016 do czerwca 2017 prowadził program publicystyczny pt. „Południk Wildsteina”, emitowany w TVP 2, a we wrześniu 2017 został współprowadzącym programu „O co chodzi” w TVP Info. Za działalność w sferze kultury otrzymał w styczniu 2018 Nagrodę „Pan Cogito”, przyznaną przez Akademicki Klub Obywatelski im. L. Kaczyńskiego. W lutym 2018, powołany przez premiera Mateusza Morawieckiego, wszedł w skład Polskiego Zespołu do spraw Dialogu Prawno-Historycznego z Izraelem, powstałego na skutek nowelizacji ustawy o IPN. Odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2006), Medalem „Niezłomnym w Słowie” (2011), przyznawanym osobom, które w latach osiemdziesiątych działały na rzecz wolności słowa w Polsce, Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis” (2016), „Laurem SDP” (za 2015) oraz Orderem Orła Białego (2016).

W 1978 ożenił się z Iwoną Galińską, psychologiem; ma dwóch synów: Dawida (ur. 1983), publicystę, reportera, i Szymona (ur. 1988). Od 2012 mieszka we wsi Knurowiec koło Wyszkowa.




TWÓRCZOŚĆ
1. Nowa lewica na Zachodzie. „Kultura”, Paryż 1982 nr 4 s. 14-23. Wyd. osob. [B.m.: b.w.*, 1983?], 7 k., masz.
2. Jakiej prawicy Polacy nie potrzebują. [Szkic]. „Kontakt”, Paryż 1986 nr 2 s. 3-11, „Orientacja na Prawo”*, Wwa 1986 nr 1 (VI) s. 1-3. Wyd. osob. [Lubl.:] Ofic. im. J. Mackiewicza* 1987, 23 s.
Tekst napisany dla Radia Wolna Europa. – Dot. programu politycznego czasopisma „Polityka Pol.”* oraz książki P. Wierzbickiego „Myśli staroświeckiego Polaka”.
3. Jak woda. [Powieść]. [Kr.:] OL* 1989, 129 s.
Nagroda Fundacji im. Kościelskich w Genewie przyznana w 1990.
4. Brat. [Powieść]. Kr.: OL 1992, 251 s.
5. O zdradzie i śmierci (czyli przypisy do Plutarcha). [Opowiadania]. Kr.: OL 1994, 141 s.
Nagroda Fundacji Kultury Pol. w 1994.
Zawartość: Zdobywca miast; Głowa; Wąż.
6. Dekomunizacja, której nie było, czyli Mistyfikacja triumfująca. [Szkice]. Kr.: Ośrodek Myśli Polit.; Księg. Akademicka 2000, 120 s. Bibl. Myśli Polit. – Ośrodek Myśli Polit., 28. Przedr. zob. poz. 10.
Zawartość: Legendy Okrągłego Stołu; Interesy stanu wojennego; Cd. Legend Okrągłego Stołu; Krótka dygresja o komunistach; Pacta sunt servanda; Anatomia zaniechania; Antydekomunizacja jako ideologia; Nowe układy; Wzorzec Michnika; Krótka historia dekomunizacji po polsku; Krótka dygresja o totalitaryzmie; Nikczemność jako norma; Zdrada elit; Czy prawo może dekomunizować; Prawo i prawnicy; Czy poza prawem istnieje etyka; Krótka dygresja o winie i wybaczeniu; Całe zło lustracji; Budowa imperium; Mit fachowców; Golem uwolniony; Upadek mitu fachowców; Postkomunistyczne dziedzictwo; Uwagi końcowe.
7. Profile wieku. Wstęp: B. Wildstein. Kr.: Bertelsmann Media; Klub Świat Książ. POLITEJA 2000, 237 s.
Wywiady przeprowadzone przez B. Wildsteina druk. wcześniej w wersji skróconej w tyg. „Wprost” (powst. podczas pobytu w USA). – Zawartość: Ład zostaje odbudowany. Rozmowa z Francisem Fukuyamą; Jesteśmy skazani na konflikt cywilizacji. Rozmowa z Samuelem Huntingtonem; Nie można pogodzić tradycyjnego islamu z prawami człowieka. Rozmowa z Bernardem Lewisem; Smutno, choć nie tragicznie. Rozmowa z Richardem Pipesem; Jesteśmy bezradni wobec podstawowych pytań. Rozmowa ze Zbigniewem Brzezińskim; Czas zrozumieć, jaką tragedią był komunizm. Rozmowa ze Stéphane’em Courtois i Jeanem-Luisem Panne’em; Prawie wszędzie widzę przesłanki do optymizmu. Rozmowa z Paulem Johnsonem; Ideowa próżnia na Zachodzie jest bardzo groźna. Rozmowa z Normanem Daviesem; Naszą rzeczywistością jest światowy rynek. Rozmowa z Lesterem Turowem; Ślizgamy się po bardzo cienkim lodzie. Rozmowa z Benjaminem Barberem; Istnieje 101 dróg demokracji i wolnego rynku. Rozmowa z lordem Ralfem Dahrendorfem; Filozofia pasożytuje na wyobraźni poetyckiej. Rozmowa z Richardem Rortym; Nie jestem postmodernistą. Rozmowa z Jacques’em Derridą; Życie jest bardziej złożone niż tradycyjna etyka; Ze wszystkiego można wykuć pałkę. Rozmowa z Leszkiem Kołakowskim; Plagą naszych czasów jest nihilizm. Rozmowa z Michaelem Nowakiem; W XX wieku Kościół odkrył swoje najgłębsze korzenie. Rozmowa z George’em Weigelem; Za wolność trzeba zapłacić. Rozmowa z ks. Richardem Johnem Neuhausem.
8. Przyszłość z ograniczoną odpowiedzialnością. [Opowiadania]. Kr.: Arcana 2003, 288 s. Wyd. 2 Kr.: Wydawn. „M” 2010.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydawn. „M” 2012, plik w formacie EPUB, MOBI.
Nagroda im. A. Kijowskiego w 2004.
Zawartość: Przyszłość z ograniczoną odpowiedzialnością; Pralnia, czyli czy może to być przypadek?; Ostatni człowiek; Kaukazinvest albo mężczyźni z Kaukazu; Dom pod lasem; Nietaktowna śmierć.
9. Mistrz. [Powieść]. Wwa: Świat Książ. 2004, 334 s. Nowa Proza Pol.
Książka zainspirowana postacią reżysera teatralnego Jerzego Grotowskiego.
10. Długi cień PRL-u, czyli Dekomunizacja, której nie było. [Szkice publicystyczne]. Kr.: Arcana 2005, 253 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Gęsiorek. Wwa: Fundacja Wolne Dźwięki [2016], 1 płyta CD w formacie mp3.
Zawartość: Wstęp. – Nadto szkice z poz. 6, – oraz: Antykomunizm po komunizmie; Wybieranie przyszłości, czyli choroba pamięci: Marsz w rytmie disco polo; Postkomuniści i oportuniści; Prawo do podłości; Ucieczka od odpowiedzialności; Zło pozbawione twarzy; Prawo w obronie zbrodni; Mit niezastąpionych fachowców; Nie ma oszołomów na lewicy; Jacy kombatanci nam grożą: Polemika o słowo; Kombatancka mentalność; Zagrożenie dla demokracji; Dobrzy i źli kombatanci; Polityczne motywy; Poprawnościowa teoria predestynacji; Antylustracyjne strategie; Walka z lustracją w świetle zachodniej kulturomachii; Słabość III Rzeczpospolitej: Kadry; Charaktery i postawy; Kadry, ciąg dalszy; Państwo właściciel, państwo łup; Państwo to oni; Państwo korporacyjne; Forma prawa i lobby prawnicze; Nauka, kultura i …; W Polsce i gdzie indziej; Od ideologii do antyideologii; Pośmiertne ubezwłasnowolnienie [polemika z esejem J. Bocheńskiego „Z Herbertem w labiryntach” druk. w „Gaz. Wybor.” 2001 nr 53].
11. Dolina Nicości. [Powieść]. Kr.: Wydawn. „M” 2008, 343 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Kr.: Wydawn. „M” 2012, plik w formacie EPUB, MOBI. – Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Gęsiorek. Wwa: Fundacja Wolne Dźwięki [2016], 1 płyta CD w formacie mp3.
Nagroda Lit. im. J. Mackiewicza w 2009.
Przekł.: czes.: Údoli Nicoty. [Przeł.:] P. Šustrová, J. Wünsch. Praha 2010, – rum.: Valea Nimicriciei. [Przeł.] G. Geambaşu. Bucureşti 2016.
Adapt. t v: Dolina Nicości. Scenariusz (na motywach książki): W. Tomczyk. Reż.: W. Nowak. TVP 2011.
12. Moje boje z III RP (i nie tylko). Wybór publicystyki (2001-2008). Przedm.: G. Górny. Wwa: Fronda 2008, 485 s.
Zawartość: Polska: Arbitrzy we własnej sprawie; Lekarze w państwie korporacyjnym; Co ujawnia afera [L.] Rywina; Sprawa [R.] Kluski, sprawa Rywina; Skąd wziął się [A.] Lepper; Koniec III Rzeczypospolitej; Pamięć i jej wrogowie; Nieznośna wolność słowa; Koniec świata [A.] Michnika; Układ ponadpolityczny; III RP – studium oligarchii; W świetle sprawy [R.] Kapuścińskiego; Wojna kultur a polityka polska; Patriotyzm na lewicowym indeksie; PO jako obiekt kolonizacji; Kto nie chce debaty publicznej; Ofiary spaczonego prawa; Prawica, konserwatyzm, modernizacja; Podzwonne dla partii autorytetów; Sprawa [L.] Wałęsy, czyli wojna o władzę nad symbolami; Sprawa [K.] Olewnika – dowód na istnienie układu; Zapomnieć o [L.] Rywinie; Dlaczego potrzebna nam jest IV RP; Co nam zostało z IV RP?. – Europa: Zgodnie z rasistowską logiką za przewiny białych; Odpowiadają wszyscy biali; Euroutopia; W niewoli stereotypów; Benedykcja Europy; Euroentuzjaści przeciw Polsce; Strzeżmy się Karty praw podstawowych; Utopia Eurokratów; Unia narodowych interesów; Traktat lizboński – dogmat naszych mędrków. – Świat: Przeciw wyrozumiałości; Kto lubi Afrykę; Nowa kulturalna rewolucja; O fałszywym pojmowaniu praw człowieka; Pokój za wszelką cenę. – Okiem barbarzyńcy: Polska [A.] Michnika i [J.] Urbana; Kmicic czy Dyndalski?; Duchowe karły lustracji; Koncesjonowany świat; Nie ma się czemu dziwić; Szkoła insynuacji; Wzniosłe i śmieszne; Lepsi i gorsi; Wielka kompromitacja; Pamięć, salony i manicheizm; Prawa ubeka – prawem obywatela; Przyszłość w przeszłości zakorzeniona; Zwarte szeregi tolerancji; To straszne wychowanie; Barbarzyńcy i szacunek; Demokracja przy grillu; Muzeum podejrzanej historii; Równość wobec prawa, czyli populizm; Polowanie na Don Kichota.
13. Śmieszna dwuznaczność świata, który oszalał. Wybór publicystyki kulturalnej. Przedm.: P. Milcarek. Wwa: Fronda Pl 2009, 279 s.
Zawartość: Dziesiąta muza: Zabawne obiekty niepoważnego kultu; O wilkach dobrych i złych („Tańczący z wilkami” Kevina Costnera); Jagnię i kanibal („Milczenie owiec” Jonathana Demme’a); Caravaggio („Caravaggio” Dereka Jermana); Ucieczka do kresu natury („Urodzeni mordercy” Olivera Stone’a); Śmieszna dwuznaczność świata, który oszalał („Pulp fiction” Quentina Tarantino); Romantyzm rynsztoka („Gwałt” Wirginie Despantes i „Nieodwracalne” Gaspara Noego); Toschiro Mifune – aktor i samuraj; Cień gilotyny („Danton” Andrzeja Wajdy). – Drugie dno: Okręt piratów na placu Châtelet [dot.: B. Brecht: Opera za 3 grosze]; Artyści przeciw społeczeństwu otwartemu [dot. relacji między polityką a sztuką oraz m.in. J. Cortázara]; Autorytety: osoby znaczące i medialne; Wydrążeni ludzie [dot. m.in. eseju T. Todorova „Skazani na heroizm”. „Gaz. Wybor.” 1998 nr 91]. – Piąta klepka: Chomik w mikserze; Tako rzecze Zlatko; Giovinezza; Faszyzm i dekonstrukcja; Kabaret, parady i interpretacje; Widmo Lei Fenga; Seans dla aborygenów [dot. filmu dokumentalnego A. Fidyka „Kiniarze z Kalkuty”]; Ostrożnie z podręcznikami [dot. m.in. filmu P. Weira: Stowarzyszenie umarłych poetów]; Ta piękna rewolucja [dot. filmu P. Garnela: Powiew nocy]; Gwałt na Harvardzie [dot. życia uniwersyteckiego w Stanach Zjednoczonych]; Miłe złego początki [dot. podróży inicjacyjnej, m.in. filmu G. MacKennona „W stronę Marakeszu”]; Dom z ogródkiem [dot. stereotypów]; Zagubione zwierzęta; „Mdłości” doby informatyki [dot. twórczości M. Houllebecqa, zwłaszcza powieści „Poszerzenie pola walki”].
14. Czas niedokonany. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2011, 592 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Gęsiorek. Wwa: Fundacja More Maiorum – Wolne Dźwięki 2017, 1 płyta CD w formacie mp3.
15. Niepokorny. [Wywiad rzeka]. Rozm.: P. Zaremba, M. Karnowski. Wwa: Fronda Pl 2012, 341 s. Lustra.
16. Ukryty. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2012, 255 s.
Wyd. jako dokument dźwiękowy: Czyta M. Gęsiorek. Wwa: Fundacja More Maiorum – Wolne Dźwięki [2016], 1 płyta CD w formacie mp3.
17. Demokracja limitowana, czyli dlaczego nie lubię III RP. [Szkice]. Pozn.: Zysk i S-ka [2013], 517 s.
Część tekstów druk. w l. 2007-2013 w pismach: „Arcana”, „Gaz. Pol. Codziennie”, „Uważam Rze” oraz dod. hist. „Historia. Uważam Rze”, „Rzeczpospolita” i dod. hist. „Historia. Do Rzeczy”. – Zawartość: Demokracja limitowana, czyli elity i lud w systemie postkomunistycznym; Polityka i pedagogika historyczna III RP; Przemyśleć Solidarność; Polska, antysemityzm, lewica [Nagroda im. Jerzego Zieleńskiego przyznana przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2012]; Dlaczego nie lubię III RP; Zdrada i III RP; Koszmary III RP; Obuch „teorii spiskowej”; W krainie bałwanów; Rak biurokracji; Eksplozja antyrozumu, czyli nowa lewica wobec narodowej żałoby [dot. pracy zbiorowej wyd. przez „Krytykę Polityczną” pt. Żałoba]; Ideologiczna rehabilitacja PRL-u [dot. m.in. książki A. Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”]; Pogarda dla przodków, czyli pycha współczesnych; Polsko-ukraiński splot; Bohaterzy czy frajerzy, czyli konserwatywnym dekonstruktorom; Do kołtuna III RP; Czy Polaków stać na niepodległość?; Sens i bezsens patriotyzmu; Gdyby bolszewicy wygrali; Silva rerum; Postpolityczność czyli postdemokracja; W postdemokratycznych czasach; Piarowcy czy sofiści; Prawa przeciw prawu; Homo pacjent, czyli o dysleksji inaczej; Dlaczego jestem homofobem; Co nas czeka; Młot antydyskryminacji; Przemoc w służbie postępu; Wojna z faszyzmem, czyli mowa nienawiści III RP; Kategoria kiczu jako lewicowa pałka; Czy demokracje potrafią się bronić; Kryzys kapitalizmu czy zdrowego rozsądku?; Europa, czyli nowy podział polityczny; Europropaganda; Bezpieczeństwo przeciw wolności?; Lewica w poszukiwaniu tożsamości; Kultura i polityka w Europie dziś; Radosne Kasandry; Artyście biada [dot. J. Lebensteina].
18. Cienie moich czasów. [Esej]. Pozn.: Zysk i S-ka 2015, 452 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: Zysk i S-ka 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.
19. Dom wybranych. [Powieść]. Pozn.: Zysk i S-ka 2016, 388 s.
Wyd. jako dokument elektroniczny: Pozn.: Zysk i S-ka 2016, plik w formacie EPUB, MOBI.

Wybór esejów w jęz. rum.: „Un trecut care se ȋncăpățânează să nu mai treacă”. [Przeł.] A.-M. Cernea. Bucureşti 2014.

Przekłady tekstów B. Wildsteina w antologiach zagranicznych: czes.: Návrat člověka bez vlastnotí. [Oprac.:] M. Ruczaj. Brno 2010, – niem.: Polnische Literatur im Gespräch II. 7.-10.XI. 1996. Kr. 1996; Anti-Totalitarismus. [Oprac.:] P. Śpiewak. Frankfurt am Main 2003.
Przekład
1. Des droits de l’homme et du citoyen en Republique Populaire de Pologne. 1984. Rapport. Par le Comité Helsinki en Pologne. [Przeł.] B. Wildstein. Bruxelles: Le Bureau de Coord. à l’ Étranger de NSZZ „Solidarność” 1985, 116 s.
Prace redakcyjne
1. Komitet Samoobrony Społecznej „KOR” [Komitet Obrony Robotników]. [Wywiady przeprowadził i oprac.: B. Wildstein]. „Kontakt”, Paryż 1983 nr 5. Wyd. osob. Kr.: Inicjatywa Wydawn. *1984, 101 s., masz.
Zawiera rozmowy z A. Kowalską, S. Blumsztajnem, M. Chojeckim, K. Pomianem, A. Smolarem, – nadto szkic B. Wildsteina: Z osobistej perspektywy.
2. Kontakt. Paris, [etc. Miesięcznik redagowany przez członków i współpracowników NSZZ-Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”]. Wybór z dziesięciu numerów „Kontaktu”, styczeń-październik 1985, nr 33-43. Red.: B. Wildstein. Wwa: Przedświt* 1986, 101 s.
Tu m.in. B. Wildsteina: Mesjanizm i Solidarność, s. 11-16; Dwa pojęcia historii, s. 36-38.
OPRACOWANIA (wybór)
Ank. 2015.
Autor o sobie zob. Twórczość poz. 15 oraz m.in.: Poczuliśmy, że Kraków jest wolny. Oprac. P. Wroński. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 222 dod. KOR [nr ] 4 [dot. działań opozycyjnych w krakowskim środowisku studenckim po zamordowaniu S. Pyjasa].
Wywiady: Rozmowa z Bronisławem Wildsteinem. Rozm. W. Grotowicz. „Obecność”* 1985 nr 9 [dot. paryskiego pisma „Kontakt”]; Bronisław Wildstein. Rozm.: A. Bartosiak, Ł. Klinke, M. Meller. „Playboy” 2005 nr 4; Od teczki do stołu okrągłego. Rozm. P. Najsztub. „Przekrój” 2005 nr 7; Jestem grzecznym człowiekiem. Rozm. A. Łukasik. „Newsweek Polska” 2006 nr 20; Nie nająłem się do cyrku. Rozm. A. Łukasik. „Newsweek Polska” 2006 nr 27; Uznano mnie za obce ciało, które trzeba usunąć. Rozm. J. Lichocka. „Rzeczpospolita” 2007 nr 50; Diaboliczny świat odwrócony. Rozm.: A. Bazak, J. Lubelski. „Fronda” 2008 nr 47 [dot. gł. „Dolina Nicości]; [L.] Maleszka był kimś w rodzaju Zeliga. Rozm. P. Zaremba. „Dziennik” 2008 nr 148; O zdradzie i kłamstwie. Rozm. P. Dunin-Wąsowicz. „Lampa” 2008 nr 11 [dot. gł.: Dolina Nicości]; Pisarz z temperamentem. Rozm. W. Jurasz. „Dz. Pol.” 2008 nr 143; Jest inny świat. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2009 nr 262 dod. „Plus Minus” [dot. gł.: Dolina Nicości]; Nie jestem dziennikarzem partyjnym. „Dziennik” 2009 nr 84; Polska kultura jest katolicka. Rozm. A. Puchejda. „Znak” 2011 nr 4; Powinności w odwróconym świecie. Rozm. J. Grzegorczyk. „W Drodze” 2011 [nr] 5; Zostaje nam wojowanie. Rozm. K. Masłoń. „Rzeczpospolita” 2011 nr 102 [dot. m.in.: Czas niedokonany]; Żyjemy w rzece czasu. Rozm. P. Legutko. „Dz. Pol.” 2011 nr 103 [dot. gł.: Czas niedokonany]; [Dziesiątego] 10 kwietnia rzeczywistość pękła. Rozm. S. Reńca. „Tyg. Solidarność” 2012 nr 42 [dot. też: Ukryty]; Ofensywa piarowców i nakazana lekkość bytu. Rozm. Ł. Kaczyński. „Polska Dz. Łódz.” 2012 nr z 4 X; Potrzebujemy nowych elit. Rozm. R. Molenda. „idziemy” 2012 nr 46 [dot. m.in.: Ukryty]; Republika – nowa telewizja. „Tyg. Solidarność” 2013 nr 19 [dot. kierowanej przez B. Wildsteina Telewizji Republika] ; Republika TV – rzetelna alternatywa. Rozm. J. Lichocka. „Gaz. Pol.” 2013 nr 7; Jesteśmy na fali, zmieniamy system. Rozm.: J. i M. Karnowscy. „wSieci” 2014 nr 36 [dot. też Telewizji Republika]; Rewolucji nie było. Rozm. J. Lichocka. „Gaz. Pol.” 2014 nr 3; W jakimś sensie dziedziczymy PRL. Rozm. J. Szczepański. „Polska. Metropolia Warsz.” 2014 nr 5, dod. „Forum”; Ja, Polak katolik. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2015 nr 67; Nie daję nikomu w ryja. Rozm. R. Mazurek. „Rzeczpospolita” 2015 nr 284 dod. „Plus Minus” [dot. gł.: Cienie moich czasów]; Subtelny Bronisław. Rozm. M. Rigamonti. „Dz. Gaz. Prawna” 2015 nr 221; Konserwatyści zawsze mieli problem ze sztuką. Rozm. Ł. Kaczyński. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 10 dod. „Magazyn” [dot. m.in.: Cienie moich czasów]; Przyjaźniłem się z Michnikiem. Rozm. M. Cieślik. „Wprost” 2016 nr 3; Wracam do TVP robić, to co potrafię. „Polska. Metropolia Warsz.” 2016 nr 65 dod. „Magazyn”; Wygrywamy z Michnikiem. Rozm. P. Zaremba. „wSieci” 2016 nr 19; Byliśmy razem i nadal jesteśmy. O powstaniu Studenckiego Komitetu Solidarności z Bronisławem Wildsteinem (SKS Kraków) i Krzysztofem Turkowskim (SKS Wrocław) rozm. P. Zaremba. „wSieci” 2017 nr 20; Celem dominującej ideologii jest zniszczenie tradycyjnych tożsamości. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 18 dod. „Magazyn”; Literatura jest aktem porozumienia. Rozm. M. Mazurek. „Topos” 2017 nr 4; Nie jestem entuzjastą mediów. Rozm. A. Czupryn. „Polska. Metropolia Warsz.” 2017 nr 84.
L. HASS: B. Wildstein. W tegoż: Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999. Słownik biograficzny. Wwa 1999.
H. GŁĘBOCKI: B. Wildstein. W: Opozycja w PRL. Słownik biograficzny 1956-89. T. 1. Wwa 2000.
E. ZAJĄC: B. Wildstein. W: Encyklopedia Solidarności [on-line] [dostęp 27 listopada 2015].

Ogólne

Waldemar: Jesień w Paryżewie. „Solidarność”* 1987 nr 18/19 (182/183) [korespondencja z Paryża, m.in. o odejściu B. Wildsteina z redakcji pisma „Kontakt” i przyczynach konfliktu z M. Chojeckim].
A. FRISZKE: Opozycja polityczna w PRL 1945-1980. Londyn 1994, passim.
Lista ćwierć miliona sygnatur osobowych. Pełny zapis programu „Summa zdarzeń – Lista Wildsteina”, wyemitowanego [w TVP] 3 stycznia 2005 roku. „Głos” 2005 nr 5.
R. KALUKIN: Bronisław Niezłomny. „Gaz. Wybor.” 2006 nr 123 [sylwetka B. Wildsteina – nowego prezesa TVP].
J. SADECKI: Historia trzech przyjaciół. Rocznica śmierci Stanisława Pyjasa. „Rzeczpospolita” 2008 nr 107.
Trzech kumpli. Przypis do dziejów PRL. Na podstawie materiałów zgromadzonych przez E. Stankiewicz i A. Ferens. Kr.: Znak; TVN 2008, 202 s. [dot. S. Pyjasa, B. Wildsteina i L. Maleszki; zawiera również płytę DVD z fabularyzowanym filmem dokumentalnym „Trzech kumpli”. TVN 2008].
A. DUDEK: Historia listy Wildsteina. „Rzeczpospolita” 2011 nr 123.
O. GÓRZYŃSKI: Dziennikarz z karabinem rewolucjonisty. „Rzeczpospolita” 2014 nr 116.
V. Tismaneanu: Recomandare de lectura: „Un trecut care se ȋncăpățânează să nu mai treacă” de Bronisław Wildstein. Powst. 2014 [on-line] [dostęp 5 lutego 2016]. Dostępny w Internecie: http://www.contributors.ro/cultura/recomandare-de-lectura-un-trecut-care-se-incapataneaza-sa-nu-mai-treaca-de-bronislaw-wildstein .
K. KANIA: Polska powieść polityczna u progu XXI wieku. O prozie Bronisława Wildsteina; A. LUBOŃ: Za kulisami współczesnej Polski. Transformacja projektu quasi-publicystycznego cyklu w najnowszych powieściach Bronisława Wildsteina. „Tematy i Konteksty” 2015 nr 5.
A. LUBOŃ: Porządkowanie chaosu. O pisarstwie Bronisława Wildsteina. W: Skład osobowy. Szkice o prozaikach współczesnych. Cz. 2. Katow. 2016.
W. SADKOWSKI: Narodziny nowego nurtu literackiego. „Res Humana” 2016 nr 5.

Jak woda
S. BALBUS: Prawdy z wodnego zwierciadła. „Gaz. Krak.” 1990 nr 280, toż. „Dekada Lit.” 1990 nr 1.
A. SZOSTKIEWICZ: Rozterki kabalisty. „Tyg. Powsz.” 1990 nr 30.
H. ZAWORSKA: Zatopiony. „Po prostu” 1990 nr 12, przedr. w tejże: Wczoraj i dzisiaj. Pozn. 1992.
D. PAWELEC: Prozatorskie debiuty dekady – ze wskazaniem. W tegoż: Debiuty i powroty. Czytanie w czas przełomu. Katow. 1998 [dot. też: Ch. Skrzyposzek: Wolna Trybuna; J. Pilch: Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej].

Brat
E. BIEŃKOWSKA: Głos pokolenia. „Znak” 1993 nr 4.
M. CZUBAJ: Papierowe klęski. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 40.
J. KOPCIŃSKI: Dwa razy Paryż. „Życie Warsz.” 1993 nr 82 dod. „Ex Libris” nr z IV [rec. też: M. Gretkowska: My zdies’ emigranty].
L. LEWIN: Na paryskim bruku – powieść z kluczem. „Życie Warsz.” 1993 nr 15.
T. NYCZEK: Polska w Paryżu. „Gaz. Wybor.” 1993 nr 40.
M. PORĘBSKI: Un Calva’. „Tyg. Powsz.” 1993 nr 16.
P. RODAK: Jak mdłości. „Życie Warsz.” 1993 nr 82 dod. „Ex Libris” nr z IV. – A. STORECKI: Paryż i czas. „Prz. Lit.” 1993 nr 2.
E. RYBICKA: Labirynt: temat i model konstrukcyjny. Od Berenta do młodej prozy. „Pam. Lit.” 1997 z. 3 [dot. m.in. B. Wildsteina].

O zdradzie i śmierci
P. GOŹLIŃSKI: Bez przypisów. „Życie Warsz.” 1995 nr 17.
J. ŁUKASIEWICZ. „Odra” 1995 nr 11.
P. RODAK: Plutarch współczesny. „Gaz. Wybor.” 1995 nr 43.
M. ZALESKI: Plutarch jako odtrutka. „Res Publica Nowa” 1995 nr 3.
P. GOŹLIŃSKI: Spojrzenie Eumenesa. „Znak” 1996 nr 4.

Dekomunizacja, której nie było, czyli Mistyfikacja triumfująca
D. GAWIN: „Rzeczpospolita” 2000 nr 289.
S. OBIREK: Jasne widzenie. „Więź” 2001 nr 2.
J. PARYS. „Tyg. Solidarność” 2001 nr 10.

Profile wieku
P. LISICKI: Pytania na powitanie wieku. „Rzeczpospolita” 2000 nr 135.
A. PAWELEC: Dwójka i trzy zera. „Prz. Polit.” 2000 nr 46/47.
J. SADOWSKI: Profile przyszłości. „Nowe Książ.” 2000 nr 12.
P. ŚPIEWAK: „Gaz. Wybor.” 2000 nr 143 dod.
D. GAWIN: Na progu przyszłości. „Znak” 2001 nr 11.

Przyszłość z ograniczoną odpowiedzialnością
M. SPYCHALSKI: O pożytecznych idiotach. „Nowe Państ.” 2003 nr 5.
J. STRĘKOWSKI. „Nowe Książ.” 2003 nr 4.
J. TOMKOWSKI: Sen o wolności. „Rzeczpospolita” 2003 nr 120.
K. MASŁOŃ: Wildstein pyta i diagnozuje. „Rzeczpospolita” 2010 nr 231 (dod.).
R. ZIORA: Przyszłość jako spółka. „Śląsk” 2010 nr 11.
M. URBANOWSKI: Podróże do kresów. W tegoż: Dezerterzy i żołnierze. Kr. 2007 [dot. m.in. B. Wildsteina].

Mistrz
P. BRATKOWSKI: W bagnie historii. „Newsweek Polska” 2004 nr 45/46.
K. MASŁOŃ: Nie czuli ciążenia ziemi. „Rzeczpospolita” 2004 nr 278.
R. PAWŁOWSKI: Prorok czy szalbierz. „Gaz. Wybor.” 2004 nr 268.
Z. KRÓL: Polskie piekło. „Res Publica Nowa” 2005 nr 3.
D. NOWACKI: W labiryncie. „Nowe Książ.” 2005 nr 2.
M. SMOLAREK: Skalp zdarty z laboratorium. „Odra” 2005 nr 6.
M. TERLIKOWSKA: Poszukiwanie zaginionej Arki. „Nowe Państ.” 2005 nr 1.
E. KLAJMAN-GOMOLIŃSKA: Wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy… „Akant” 2007 nr 9 [dot. też: S. Pastuszewski: Coś się kończy, coś się zaczyna].
D. HECK (M. TARCZYŃSKA): Sophia Trojańska. W tejże: Recenzje bez cenzury. Lubl. 2015.

Dolina Nicości
A. BAZAK: Głos ocalonego z targowiska próżności. „Fronda” 2008 nr 47.
A. BAZAK: Kraj nierozliczonej zdrady. „Zesz. Karmelitańskie” 2008 nr 4.
E. BIELA: Życie w Dolinie Nicości. „Akant” 2008 nr 9.
S. BLUMSZTAJN: Wyspiański IV RP. „Gaz. Wybor.” 2008 nr 135.
T. BUREK: Coście z tym marzeniem zrobili? „Rzeczpospolita” 2008 nr 150.
M. CIEŚLIK: Dzieła z teczek. „Newsweek Polska” 2008 nr 23.
P.F. DERENDARZ: Coś z nicości. „Tygiel Kult.” 2008 nr 10/12.
J. DUKAJ: Polska wraca do gry. „Tyg. Powsz.” 2008 nr 23.
P. DUNIN-WĄSOWICZ: W medialnym piekle. „Lampa” 2008 nr 6.
W. JURASZ: My nie jesteśmy historią. „Dz. Pol.” 2008 nr 138.
Dwugłos o „Dolinie Nicości” Bronisława Wildsteina: K. KOEHLER; M. URBANOWSKI: Atmosfera bagna. „Arcana” 2008 nr 3/4.
K. KŁOPOTOWSKI: Została potęga smaku. „Rzeczpospolita” 2008 nr 132.
B. KRÓLIKOWSKI: Ewangelia według Judasza. „Myśl.pl” 2008 nr 11.
M. NOWAK: Pół roku z życia III RP. „Ethos” 2008 nr 2/3.
A. SASINOWSKI: Wspólnota w agonii. „Pogranicza” 2008 nr 5.
Spór o nową powieść Wildsteina: M. MIECZNICKA: Nowatorska krytyka elit; J. SOBOLEWSKA: Publicystyka zamiast literatury. „Dziennik” 2008 nr 153.
M. URBANOWSKI: Bez apokalipsy. „Rzeczpospolita” 2008 nr 120.
J. WIERZEJSKA: Z kluczem? „Nowe Książ.” 2008 nr 10.
M. WOLSKI: Światło w dolinie. „Gaz. Pol.” 2008 nr 29.
M. ZAJĄC: Dno piekieł jest mocno pocukrzone. „Polska” 2008 nr 150.
R.A. ZIEMKIEWICZ: Dwie Polski, obie ułomne. „Rzeczpospolita” 2008 nr 209 [rec. też: J. Anderman: Cały czas].
M. LUBELSKA: Polska wprost i „z ukosa”. O „Dolinie Nicości” Bronisława Wildsteina i „Marszu Polonia” Jerzego Pilcha. W: Od polityki do poetyki. Kr. 2010.
E. MORAWIEC: O „Dolinie Nicości” i jej Autorze. „Arcana” 2010 nr 1 [laudacja z okazji przyznania B. Wildsteinowi nagrody im. J. Mackiewicza].
D. NOWACKI: Innego świata nie będzie? O jednej powieści B. Wildsteina. W: Ćwiczenia z rozpaczy. Kr. 2011.
M. BERNACKI: W Polsce bez zmian. Bronisław Wildstein „Dolina Nicości”, Jerzy Pilch „Marsz Polonia”. W tegoż: Świat interpretować – konieczne zadanie. Bielsko-Biała 2014.
H. GOSK: (Nie)normalność naszych czasów. Literacka diagnoza polskiej rzeczywistości pióra „niepokornych”. W tejże: Wychodzenie z „cienia imperium”. Kr. 2015 [dot. też: Ukryty oraz R. Ziemkiewicz: Ciało obce].
D. HECK (M. TARCZYŃSKA): Tabu. W tejże: Recenzje bez cenzury. Lubl. 2015.
Rec. adapt. tv: R. PAWŁOWSKI. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 224.
Zob. też Wywiady.

Moje boje z III RP
M. WOLSKI: Z pola walki. „Gaz. Pol.” 2009 nr 5.

Śmieszna dwuznaczność świata, który oszalał
W. JURASZ: O banalności współczesności. „Dz. Pol.” 2009 nr 93.
P. ZAREMBA: Bronisław Wildstein ostatnio nieco mniej znany. „Dziennik” 2009 nr 160.
D. CHABRAJSKA: Rzemiosło czy sztuka? Bronisław Wildstein o kinie epoki postmodernizmu. „Ethos” 2010 nr 1.

Czas niedokonany
T. BOCHEŃSKI: Dziedziczenie demonów. „Rzeczpospolita” 2011 nr 141.
W. BOLECKI: Buddenbrookowie i Brokowie. „Uważam Rze” 2011 nr 16.
K. DUNIN: Jaka literatura wychodzi publicystom. „Gaz. Wybor.” 2011 nr 148 [dot. też: R. Ziemkiewicz: Zgred].
A. MAŚNICA: Pomiędzy Bogiem, historią i Polską. „Rzeczy Wspólne” 2011 nr 4.
M. MATYSZKOWICZ: Niedokonany czas Broków. „Fronda” 2011 nr 60.
E. MORAWIEC: Horyzont. „Arcana” 2011 nr 4 [dot. też: R.A. Ziemkiewicz: Zgred].
D. NOWACKI: (Budden) brookowie, czyli pragnienie wybitności. „Nowe Książ.” 2011 nr 8.
P. ŚLIWIŃSKI: Grzech nieodkupiony: „Czas niedokonany” Bronisława Wildsteina. „Tyg. Powsz.” 2011 nr 28.
M. URBANOWSKI: Saga rodu Broków. „Rzeczpospolita” 2011 nr 111 dod. „Plus Minus”.
M. WOLSKI: Saga Wildsteina. „Gaz. Pol.” 2011 nr 20.
A. WAŚKO: Publicystyka to czy literatura? „Niezal. Gaz. Pol. Nowe Państ.” 2012 [nr] 4 [dot. też: R.A. Ziemkiewicz: Zgred].
M. KLECEL. „Glaukopis” 2014 nr 30.
M. URBANOWSKI: W poszukiwaniu utraconej rodziny. „Nowa Dekada Krak.” 2014 nr 1/2 [dot. też: J. Polkowski: Ślady krwi].
M. ZDUNIAK-WIKTOROWICZ: „Projekty totalne” – o przedstawieniach historii XX wieku w najnowszej prozie polskiej i niemieckiej. Czas: jaki był XX wiek i jak do tego doszło, że XXI jest taki, a nie inny. W: Opcja niemiecka. Kr. 2014.
M. TOMCZOK: Niepokonani. Wokół autobiografii i sagi w powieści „Czas niedokonany” Bronisława Wildsteina. W: Autobiografie (po)graniczne. Kr. 2016.
Zob. też Wywiady.

Niepokorny
Ł. ADAMSKI: Szczera spowiedź Wildsteina i kawał historii Polski. Powst. 2012 [on-line] [dostęp 9 grudnia 2015].
M. WOLSKI: Portret człowieka odważnego. „Gaz. Pol.” 2013 nr 4.

Ukryty
W. JURASZ: Chcą Barabasza. „Dz. Pol.” 2012 nr 236.
R. KALUKIN: Drugi obieg 2012. „Newsweek Polska” 2012 nr 43 [dot. też: W. Gadowski: Wieża komunistów; M. Wolski: Mocarstwo].
D. KOWALCZYK: Łajdactwo popłaca? „idziemy” 2012 nr 44.
A. LIBERA: Wolność i zbrodnia. „Uważam Rze” 2012 nr 38.
D. NOWACKI: Zbrodnie i krzyż. „Tyg. Powsz.” 2012 nr 43.
M. URBANOWSKI: Kryminał i głębsze znaczenie. „Arcana” 2012 nr 6.
K. VARGA: Sikanie na znicze, czyli Wildstein wymiata. „Gaz. Wybor.” 2012 nr 238 dod. „Duży Format” nr 40.
M. WOLSKI: Ujawniony. „Gaz. Pol.” 2012 nr 39.
H. GOSK: (Nie)normalność naszych czasów. Literacka diagnoza polskiej rzeczywistości pióra „niepokornych”. W tejże: Wychodzenie z „cienia imperium”. Kr. 2015 [dot. też: Dolina Nicości; R. Ziemkiewicz: Ciało obce].
Zob. też Wywiady.

Demokracja limitowana, czyli dlaczego nie lubię III RP
R. LEGUTKO: Demokracja limitowana według Wildsteina. „Do Rzeczy” 2013 nr 21.

Cienie moich czasów
D. GAWIN: Osobista odyseja Bronisława Wildsteina. „wSieci” 2015 nr 49.
M. WOLSKI: Przypadki człowieka odważnego. „Gaz. Pol.” 2015 nr 52.
S. BURYŁA: Zrozumieć swój czas. „Nowe Książ.” 2016 nr 3.
G. GÓRNY: Metamorfozy Wildsteina. „wSieci” 2016 nr 46.
R. LEGUTKO: Świat według Wildsteina. Autobiografia nie tylko o sobie samym. „Do Rzeczy” 2016 nr 27.
J. POLKOWSKI: Pasje Bronisława Wildsteina. „Rzeczpospolita” 2016 nr 1.
A. PRZYŁĘBSKI: Dekadencja Europy – Bronisław Wildstein jako krytyk kultury. „Studia Kulturoznawcze” 2016 nr 1.
Zob. też Wywiady.

Dom wybranych
S. BURYŁA: Powieść o mediach. „Nowe Książ.” 2017 nr 4.
L. SZARUGA: Stan rzeczy. „Borussia” 2017 nr 59 [dot. też: M. Ławrynowicz: Mundur; J. Bocheński: Blog].
M. URBANOWSKI: Witkacy, Wyspiański i widma współczesności. (O nowej powieści Bronisława Wildsteina). „Arcana” 2017 nr 1/2.</document>
<document nplp_id="4421" title="Spojrzenie z&amp;nbsp;poziomu miasta – aspekt infrastrukturalny" slug="spojrzenie-z-poziomu-miasta-aspekt-infrastrukturalny">Badacze wskazują na zainteresowanie Sienkiewicza stanem technicznym miasta – brukami ulicznymi, oświetleniem, sprawą wodociągów. Jeszcze w 1882 roku Litwos pisał o problemach związany ze złą infrastrukturą i nierealizowanym projekcie kanalizacji Lindleya[przypis]Realizację projektu wodociągów i kanalizacji Lindleya rozpoczęto w roku 1883, a od 1879 czekał on na zatwierdzenie w Petersburgu. Zob. F. Kucharzewski, Wodociągi i kanalizacja w Warszawie. Projekty dawniejsze – projekt Lindleya, Warszawa 1879.[/przypis]. Z opisów komunikacji miejskiej wyłania się mapa miejsc najbardziej uczęszczanych oraz nieprzystępnych z powodu stanu nawierzchni dróg. Nie chodzi tu jedynie o mapowanie obiektów i siatki ulic, ale o plan miejsc, w których tętni życie miejskie. Plac Zamkowy jest terenem, gdzie kumulują się pojazdy tranzytowe, krążą pogłoski o poszerzeniu Wierzbowej „przez zniesienie oficyny Pałacu Brühlowskiego” itd. Obok informacji o gmachu teatru, planach zagospodarowania najbardziej reprezentacyjnych obiektów pojawia się sprawa brudnych omnibusów („gorszych wehikułów nie ma na całym świecie”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 78.[/przypis]), tłoku i błota na głównych ulicach, wąskich traktów, kamiennych i żelaznych bruków. Autor podejmuje temat projektowanych i niezrealizowanych poprawek komunikacyjnych i kanalizacyjnych aż po sprawę brudnej wody w Wiśle – „[…] w żadnym mieście  Europy o kanalizacji i asenizacji nie gadano tak dużo, a nie zrobiono tak mało”[przypis]Tamże.[/przypis]. Poszukiwanie godnych miejsc przeznaczonych na wydarzenia kulturalne uwarunkowane jest stanem technicznym obiektów. W działaniach urbanistycznych widoczny jest brak konsekwencji zarówno architektonicznej, jak i na poziomie decyzji. Niemniej miasto jest rozbudowywane (pisarz relacjonuje np. wypadek niedaleko ulicy Pawiej, gdzie zawaliły się na robotników trzy stawiane domy). Sporo miejsca w felietonach poświęcono tematowi warszawskich linii komunikacyjnych („Mówią po Warszawie, a nawet już piszą i drukują, że pewien urzędnik kolei żelaznej wynalazł nową maszynę, która ma zastępować dzisiejsze parowozy, a której ruch nadaje korba”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 49, s. 104.[/przypis]) – zarówno w szerszym wymiarze, jak i na poziomie miasta. Jednak i tutaj uderza dwubiegunowość zjawiska, gdyż intensywne życie miasta krępowane jest niedociągnięciami rozwiązań komunikacyjnych:

&amp;nbsp;

Jest to jedna z oryginalności warszawskich, że ulice, którymi największy ruch się odbywa, należą do najciaśniejszych. Senatorska od placu Teatralnego do Zygmunta, Wierzbowa, Żabia i Graniczna są głównymi arteriami ruchu miejskiego, tamtędy wloką się wszystkie wozy, powózki, furmanki, fury z drzewem, z ciągłymi przystankami. Dla mieszkańców zaś Warszawy, którzy koniecznie tamtymi ulicami za interesami swymi zdążać muszą, przebycie wymienionych ulic jest rzeczą prawie niemożliwą.
[…] dla wszelkich transportów tranzytowo na kołach przez Warszawę idących powinny być wskazane ulice, którymi iść im nie wolno; co zaś do furmanek i wozów, które szeregiem idąc ładunek swój odbierają lub składają w mieście, tym winno być nakazane zachowanie odstępów dostatecznych dla przejścia lub przejechania […] Zdarza się bowiem często, że na skręcie ulicy do czterdziestu furmanek nieprzerwanym szeregiem się wloką […]
Najgorszym punktem jest bez wątpienia Senatorska ulica od Miodowej do Zygmunta. Tam zawsze pełno fur, wozów, omnibusów, karet; czasem przyjdzie czekać i kwadrans, a może i pół godziny, zanim się przedostać można. Przy projektowaniu nowych komunikacji miejskich czyżby nie racjonalniej było ulicę Miodową przedłużyć do Krakowskiego Przedmieścia, aniżeli stworzyć ulicę Włodzimierską, którędy raz na miesiąc zaledwie ktoś przejeżdża?[przypis] H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 25–26.[/przypis]

&amp;nbsp;

Obraz Warszawy w felietonach Sienkiewicza z lat 70. XIX wieku tworzą opisy szlaków komunikacyjnych i istotnych obiektów, których reprezentacja uruchamiana jest w kontekście zdarzeń, zdarzenia te zaś nierzadko uwarunkowane są przez czynniki zewnętrzne:

&amp;nbsp;

Woda wystąpiła szczególnie od strony Pragi poza bulwary. Domy na Pradze, schowane za wałem ochronnym, zdają się spoglądać jakby z ironią przez wał na fale, tyle dawniej dla nich zgubne i straszne. Park praski do połowy prawie pod wodą, która wcisnąwszy się między aleje, gęste wierzby, jałowiec, potworzyła jakby stojące, mętne, ale spokojne jeziora. Saska Kępa również prawie całkowicie pod wodą; tu wzrok gubi się na tych ogromnych, błękitnych obszarach wód, które zalały niedoścignione okiem przestrzenie.[przypis] Tamże, s. 107–108.[/przypis]

&amp;nbsp;

Tłumy oglądające ten widok gromadzą się zwłaszcza w rejonie Nowego Zjazdu i na moście, co wytycza kolejny plan wskazujący na wertykalny układ miasta.</document>
<document nplp_id="4422" title="Warszawskie warstwy czasu" slug="warszawskie-warstwy-czasu-2">Przestrzeń publiczna Warszawy końca XIX wieku to w znacznej części miejsca „powiązane z warstwami czasu”[przypis]Por. M. Foucault, Inne przestrzenie, przeł. A. Rejniak-Majewska, „Teksty Drugie” 2005, nr 6. Czytając sienkiewiczowskie opisy wydarzeń o charakterze masowym, nie sposób uwolnić się od skojarzenia z fragmentem pracy Michela Foucaulta, poświęconej heterotopologii. W tym miejscu nie chodzi bynajmniej o odgórne aplikowanie kategorii heterotopii. Panuje w Polsce przeświadczenie, że od pierwszej dekady XXI wieku kategoria ta jest już mocno wyeksploatowana na gruncie także literaturoznawczym. Jednak jej status jest ugruntowany, a recepcja mocno zakorzeniona w badaniach, zwłaszcza zagranicznych badaczy (Derek Gregory, Edward Soja, Jeremy W. Crampton, Peter Johnson). Ciekawe spojrzenie przynosi tom zbiorowy Heterotopia and the City. Public Space in a Postcivilsociety (ed. by M. Dehaene, L. De Cauter, London &amp;amp; NY 2008) i trudno w analizie miejsc tego typu ignorować cechy wyróżnione przez Foucaulta.[/przypis]. Wejście w ich obręb wiąże się z przyjęciem określonych reguł. Przebywanie w określonej przestrzeni prowokuje zachowania, które w innych okolicznościach nie byłyby tak naturalne: uruchamia zbiory postępowań wymaganych w momencie wejścia w jej obręb, rozluźnia też niektóre schematy, tak jakby działał niepisany system włączenia się (lub nie) w daną przestrzeń.

Nie sposób tu uniknąć wskazania na wyróżnione przez Michela Foucaulta miejsca o charakterze absolutnie czasowym, wytwarzane przez społeczeństwo funkcjonujące w danej kulturze. Tego typu przestrzenie, jak jarmarki, miejscowości wypoczynkowe i inne związane z okresem świętowania, stoją w opozycji do tych, które nawarstwiają w swym obrębie czas[przypis]Te przestrzenie silnie związane z czasem nazywa Foucault heterochroniami i wyróżnia kumulujące czas (biblioteki, muzea) oraz absolutnie czasowe, które nie są nastawione na trwanie w nieskończoność (M. Foucault, dz. cyt., s. 123).[/przypis]. Ponadto uruchamiają one wspomniany system zachowań wskazujących na przynależność do danego obszaru, choćby tymczasowo. Przestrzenie takie, jak targi wełny podczas jarmarku świętojańskiego, tereny zabaw i teatrzyków objazdowych w okresie Wielkanocy, czasowe ogródki handlowe na Saskiej Kępie, majówki w Wilanowie lub na Bielanach oraz zabawy urządzane z okazji różnych świąt i niedziel są wyznaczane wraz z celebrowaniem przez społeczeństwo określonych praktyk kulturowych. Tworzą swego rodzaju sieć punktów na planie miasta, w których obrębie uaktywniają się przestrzenie rozrywki o charakterze czasowym. „W poniedziałek zwłaszcza, po mszy i po święconym, tłumy mężczyzn, kobiet i dzieci śpieszą na plac Ujazdowski, gdzie corocznie czekają na nie budy teatralne, huśtawki, karuzele, młyny diabelskie oraz ów historyczny wygładzony i wymydlony słup […]”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, wyd. zbiorowe pod redakcją J. Krzyżanowskiego, t. 47: Sprawy bieżące, Warszawa 1950, s. 3[/przypis] – pisał Sienkiewicz w 1875 roku.

Odrębny mikrokosmos w obrębie Warszawy Sienkiewiczowskiej (jak też przedstawianej przez innych twórców dziewiętnastowiecznych) tworzy Ogród Saski[przypis]Na temat Ogrodu Saskiego z końca XIX wieku, a także jego literackich reprezentacji, zob. m.in. K. Mordyński, Warszawski Wersal, „Stolica” 2012, nr 4, s. 34-36; E. Paczoska, dz. cyt.; B. Bobrowska, Małe narracje Prusa, Gdańsk 2004, s. 142. Literackie obrazy Ogrodu Saskiego zob. m. in. B. Prus, Ogród Saski; W. Wóycicki, Fizjologia Saskiego Ogrodu, w: tegoż, Szkice i obrazki (1858). [/przypis]. Posiada on układ dróg i miejsc przystankowych, punkt centralny z wodotryskiem, rzeźby (które notabene Sienkiewicz zalicza do „osobliwości ogrodu”, określając jako brzydkie), kompas, Teatr Letni, altanę z wodą sodową, oranżerię, cukiernią, z ogródkiem wód mineralnych i mleczarnię oraz stanowi odrębną całość ulokowaną w obrębie szerszej struktury miasta[przypis] Sprawę decyzji zarządu ogrodu co do jego zagospodarowania Sienkiewicz porusza wielokrotnie, np. H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 137 oraz s. 157.[/przypis]. Ogród Saski jest z nim tak sprzężony, że przejmuje jego negatywne cechy,tracąc właściwości przestrzeni zielonej i zmieniając się w często uczęszczany trakt (nawet świeżość zieleni zatraca się tu w dymie papierosowym). Wydarzenia masowe nie poprawiają jego kondycji:

&amp;nbsp;

[…] będziemy mieli niedługo loterię fantową. Będzie to, jak mówią, już ostatnia, po czym niedola Saskiego Ogrodu skończy się raz na zawsze. […] Ustawia się kilkanaście namiotów i sklepów, sprowadza się z pomocą afiszów wielki tłum ludzi, pozwala mu się napawać à discrétion wonią starego łoju płonącego w iluminacyjnych lampach, deptać również à discrétion trawniki, kupować mnóstwo zwiniętych kartek, rozwijać je z ciekawością i przedłużać miny na dwa łokcie na widok, że są puste.[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 49, s. 106-107.[/przypis]

&amp;nbsp;

– komentował Sienkiewicz przebieg loterii w 1875 roku.

Namawiając do wspierania datkami i działalności ogrodów botanicznego czy zoologicznego (problem ten porusza na przestrzeni lat wielokrotnie), pisarz przywołuje w kontraście do jego wizji właśnie ogród sąsiadujący z Placem Saskim.

&amp;nbsp;

Za kilka lat, zamiast chodzić do Ogrodu Saskiego i smażyć się tam w kurzu, gorącu i papierosowym dymie, może tam będzie można znaleźć cieniste schronienie, chłodne wiślane powiewy i pożyteczną rozrywkę.
Niestety, dziś mamy Saski Ogród przede wszystkim.
A już się poczyna napełniać. Drzewa jeszcze ponuro wyciągają pozbawione liści i pączków, szare, szpetne i wychudłe gałęzie; trawniki nie zielone jeszcze, na ulicach błoto; a jednak już się zapełnia ten stary przyjaciel emerytów, nianiek, dzieci, elegantek i próżniaków.[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 101–102.[/przypis]



Tereny zielone w okresie letnim pełnią funkcję przestrzeni wypoczynku i to właśnie one stają się centralnym miejscem spotkań, nie zaś ulice czy place. I paradoksalnie to właśnie Ogród Saski wciąż pozostaje „zielonym salonem Warszawy”. Wobec rozczarowań mieszkańców nieudanym pobytem na wsi staje się on miejscem wytęsknionym, letnim wcieleniem miasta skontrastowanego z niedogodnościami prowincji. Tu także koncentruje się życie artystyczne skupione wokół takich obiektów, jak Teatr Letniczy, Ujeżdżalnia znajdująca się przy ogrodzie od strony ulicy Królewskiej.</document>
<document nplp_id="4424" title="Przestrzeń i&amp;nbsp;społeczeństwo" slug="przestrzen-i-spoleczenstwo">Wiek XX za sprawą Foucaulta stał się, jak wskazują badacze, czasem przestrzeni. Edward W. Soja akcentuje, że do schematu: historia–społeczeństwo dodał on trzeci element –przestrzeń[przypis]E.W. Soja, Thirdspace: Journeys to Los Angeles and Other Real-and-Imagined Places, Blackwell, Oxford 1996, s. 15 – 16, 145–163.[/przypis]. Zapisy Sienkiewicza, pochodzące z drugiej połowy XIX wieku, eksponują (wbrew pojęciu o dominacji wówczas aspektu historycznego) układ przestrzeń–społeczeństwo. Chociaż przedmiotem zainteresowania pisarza jest działalność instytucji, poziom wydarzeń naukowych i artystycznych, wszelka aktywność jest ściśle związana bądź uruchamia się pod wpływem miejsca. Poetyka oparta na ironii wykorzystuje element autokrytyki, narracja odnosi się do podmiotu zbiorowego, ale owa dowcipna refleksja nad mentalną strukturą mieszkańców miasta uobecnia się w konkretnej sytuacji, w konkretnym miejscu. Staje się ono czynnikiem aktywizującym lub demaskującym schematy zachowań. W niektórych miejscach „się bywa”, co nie oznacza, że bywalcy nie zasypiają na odczytach literackich, nie wychodzą z teatru w trakcie spektakli, czy też nie kompromitują się w czasie bali i wydarzeń sportowych.

&amp;nbsp;

Jednym z istotnych problemów modelu kulturowego modernizmu było pojawienie się zupełnie nowych potrzeb kulturalnych bardzo różnorodnych warstw społecznych – pisał Zimand – Przy ogromnych różnicach poziomu materialnego, w warunkach istnienia różnego rodzaju barier ekonomicznych, klasowych, kulturalnych, towarzyskich itd. ciśnienie tzw. dołów społecznych na sferę kultury staje się coraz bardziej odczuwalne.
Pomimo potęgi barier społecznych pojawiają się pierwsze oznaki dedystansacji, chociażby w postaci zawodów sportowych, na których zjawia się już nie tylko „śmietanka”, ale i „gmin”, i na które, rzecz jasna, narzekają ówcześni intelektualiści.[przypis]R. Zimand, dz. cyt., s. 87– 90.[/przypis]



Reakcja na ten właśnie problem kulturowy pojawia się w tekstach publicystycznych Sienkiewicza. Naśladownictwo objawiające się próbą przemiany szlachty w angielskich lordów, francuszczyzna używana podczas spotkań towarzyskich, pijaństwo w przedsionku sali balowej, przychodzenie do teatru w połowie pierwszego aktu i wychodzenie w połowie ostatniego itd., wszystko to ukazuje mentalność „świeżo wyprezesowanych, wyderektorowanych i w ogóle wyobywatelowanych rodzin”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 62.[/przypis]. Do tego obrazu dołączają jeszcze przyjezdni w interesach, dla których rytuał „śniadanek” i cygar stanowi stały element pobytu w Warszawie („Śniadankowiczostwo stawowi cechę miejską, u nas tak wybitną, jak żadna inna”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 77.[/przypis]).

Przestrzeń fizyczna uruchamia tę wyobrażoną, z jej wszystkimi mankamentami i niedociągnięciami. Na podobnych regułach opiera się sposób prowadzenia narracji Sienkiewicza, co pozwala nawiązać do rozpoznań Foucaulta (dotyczących przecież XX wieku) a więc prowadzi do refleksji, że zalążek tych zjawisk skupionych wokół znaczenia przestrzeni krystalizował się już pod koniec XIX wieku. Przykładowe tematy (Towarzystwo Gazowe, problemy z kanalizacją, latarniami, powódź itd.) prowadzą do kreacji przestrzennych. Wychodząc od konkretnego obszaru fizycznego, pisarz uruchamia w wyobraźni czytelnika kontekst obyczajowy – miasto jest wymarłe latem, zimą gwarne i tłoczne, uruchamia szerszy kontekst spacjalny – skojarzenie z pejzażem morskim.</document>
<document nplp_id="4425" title="Czas miejski" slug="czas-miejski-2">Czy jednak świat z kart felietonów Sienkiewicza opiera się na dychotomii przestrzeni i społeczeństwa? W pierwszym odbiorze wydaje się, że to obraz epoki, czas zatrzymany, „chwila obecna”, „chwila bieżąca”. To zatrzymanie jest jednak pozorne, pisarz bowiem wielokrotnie zaznacza upływ czasu, akcentuje zmiany w obyczajach. W felietonach akcent pada na dynamikę życia codziennego (przeobrażenia widoczne na przestrzeni kilku lat), ale i zmiany w szerszym wymiarze. Pisząc o sprawie sprzedaży dworu w Wiśniowcu i wystawienia na licytację zbioru historycznych pamiątek, galerii obrazów i cennej biblioteki, a także o projekcie zamiany Pałacu Wiśniowieckich na fabrykę, Sienkiewicz stwierdza: „Czasy się zmieniają. Czy na lepsze? Jak dla kogo […]”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 27.[/przypis]. Sięgnięcie do przeszłości opiera się nierzadko na strukturze palimpsestowej, przywoływaniu historii dawnych obyczajów i kontekstów bądź formułach typu „za króla Ćwieczka”, wskazaniu praktyk sprzed lat, aż po analizę stanu obecnego. Sięganie do pokładów przeszłości podkreśla zmiany widoczne w obrębie tych samych zjawisk określających mentalny wymiar miasta. Warto wskazać tu choćby na świetny felieton Sienkiewicza, w którym po pierwsze uruchamiana jest oś czasu – literacka kreacja dawnych realiów (dziewanny, wiara w błędniki, kwiat paproci), następnie pojawia się opis współczesnych obchodów (świtezianki na korkach w Ogrodzie Saskim także wabią, ale młodzieńcy są mniej podatni: „lud dziwnie zmądrzał, nie da się omamić śpiewem, potrzebuje posagu”), zaś na koniec zaakcentowana jest różnica w przebiegu warszawskich „wianków” sprzed dwóch lat, w których w roku 1875 uczestniczą jedynie stolarze (dawniej i wyższe warstwy), a grupka zebranych na moście nie rozumie, o jaką tradycję chodzi, uznając za główny cel świętowania wizytę w restauracji. Dzień Św. Jana to przede wszystkim termin płacenia rat w towarzystwach, rozliczania weksli, czas, gdy się otrzymuje pozwy i awiza kas przemysłowych, ponaglenia bankowe, itd. Pisał Sienkiewicz: „Nie tak to illo tempore bywało – mówi staroświecka piosenka i ma wielką słuszność. Czasy zmieniają się; stare zwyczaje idą w poniewierkę, rozpływają się w falach zapomnienia, nikną, a odległość i różnica między przeszłością a chwilą obecną coraz większa […]”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 49, s. 9.[/przypis].

Cykl życia miasta w pewnym sensie wytycza rok kalendarzowy („Teatr, odczyty, koncerta cieszą się jeszcze, jak gdyby w zimowym sezonie, powodzeniem”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 45.[/przypis]) oraz, niczym na kartach Chłopów Władysława Reymonta, rok liturgiczny. Wydarzenia kulturalne, od kwest począwszy, na jarmarkach i zabawach masowych skończywszy, zależne są od okresów celebrowania Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, a także innych okresów o charakterze religijnym (karnawał, post, dzień Św. Jana i inne). Nie bez znaczenia jest tu zależność polityki i religii (katolicyzm wiązany z postawą niepodległościową stojącą w opozycji do nobilitowania prawosławia jako wyrazu polityki zaborcy). Ostatecznie rytm życia związany jest zarówno ze sferą religijną, jak i z realiami charakterystycznymi dla konkretnych pór roku. Przestrzeń teatru stanowi bardzo ważny element decydujący o hierarchii miejsc na terenie Warszawy, ale – znów paradoksalnie – to warunki klimatyczne wpływają na plan rozrywek kulturalnych związanych z danym miejscem. Przekłada się to na nawyki i rytuały o charakterze cyklicznym. Na przykład w czasie postu odbywają się „odczyty, których się nie słucha, rauty, na których się ziewa, i koncerta, na które się nie chodzi”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 13.[/przypis], zaś lato to „sezon upałów i kurzu, ogólnego omdlenia, ogólnego próżniactwa i senności”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 48, s. 177.[/przypis], który przynosi „mnóstwo wszelkiego rodzaju rozrywek, że aż wybierać trudno”; to „karnawał pod gołym niebem” (do miasta zjeżdżają wtedy letnie teatrzyki). Jednak z powodu problemów z epidemią, kurzem, potrzebą dezynfekcji i licznych pożarów „Waga społecznego żywota latem przechyla się na stronę wsi. Zimą za to kolej na miasto; wre ono wówczas, szumi i kipi całą pełnią żywota”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 47, s. 13.[/przypis].

Latem warszawianie przenoszą się do mieszkań na obrzeżach miasta – do Sielc, Mokotowa, Wilanowa, Grodziska, Jeziornej (dojeżdżają tam m.in. zatłoczonymi pociągami, w których panuje zwyczaj „pomieszczania w każdym wagonie dwa razy większej liczy osób” i „układania pasażerów warstwami”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 49, s. 105.[/przypis]). Ta opozycja wsi i miasta stanowi stały element narracji Sienkiewicza.</document>
<document nplp_id="4426" title="Przestrzeń mentalna Warszawy" slug="przestrzen-mentalna-warszawy">Czytając felietony Sienkiewicza, można by sporządzić mapę punktów istotnych z perspektywy narracyjnej. Byłaby to kulturowa mapa Warszawy końca XIX wieku,wskazująca miejsca ważne w życiu publicznym[przypis]. Trzeba podkreślić, że charakter jej byłby inny niż map literackich odwzorowujących trajektorię ruchu postaci w utworach literackich i stosunku przestrzeni realnej do przedstawionej w dziele, gdyż zależności przestrzenne wyłaniające się z lektury felietonów mają inne znaczenie niż w przypadku chronotopów powieściowych. Dla porównania można wskazać projekty dotyczące kartografii literackiej, jak: Walking Ulysses, Joyce’s Dublin Today, http://ulysses.bc.edu/[dostęp 2018–05–01], kier. J. Nugent; A literary Atlas of Europe (Mapping and Analysing the Geography of Fiction with Interactive Tools), kier. L. Hurni i B. Piatti, http://www.literaturatlas.eu/?lang=en[dostęp 2018–05–01][/przypis]. Oczywista różnica pomiędzy analizą przestrzeni powieściowej i tworzeniem mapy literackiej a zakreślaniem sieci punktów istotnych dla przestrzeni wyobrażonej, funkcjonującej w obrębie konkretnego obszaru geograficznego, wynika – po pierwsze – ze specyfiki utworu (tekst publicystyczny stanowił zapis realnych zdarzeń rozgrywających się w realnym miejscu), po drugie – z istoty samego zjawiska. Lista miejsc znanych z artykułów Sienkiewicza (które można odwzorować kartograficzne), a istotnych z punktu widzenia życia miasta to między innymi: teren spotkań towarzyskich w Ogrodzie Saskim czy zwierzyńcu Bartelsa, bale w Ratuszu, wydarzenia artystyczne w Dolinie Szwajcarskiej, wystawy przy Krakowskim Przedmieściu oraz w okolicach Nowego Światu, wydarzenia czasowe na Ujazdowie, letnie ogródki na Saskiej Kępie. Kulturalne życie miasta w znacznej mierze ogniskuje się w rejonie Śródmieścia, a Krakowskie Przedmieście stanowi szlak kulturalnych rozrywek (m.in. Salon Aleksandra Krywulta w gmachu Hotelu Europejskiego, Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, Towarzystwo Warszawskie Dobroczynności, a od lat 80. w pałacu Potockich – Salon Sztuk Pięknych Gracjana Ungra, Resursa Obywatelska). Opisy dotyczą także szkół, szpitali, towarzystw, przytułków i ośrodków działalności społecznej, dlatego w tekstach powracają konkretne lokalizacje. Nawołując do wspierania poszczególnych inicjatyw, pisarz uruchamia narrację reprezentującą daną przestrzeń – Park Aleksandryjski i Ogród Saski przywoływane w kontekście projektów ogrodów botanicznego i zoologicznego (jako punkt odniesienia), tereny nadwiślańskie w związku z problemem regulacji rzeki czy sprawy wodociągów, główne trakty miejskie (Krakowskie Przedmieście, Marszałkowska, Stare Miasto) w kontekście oświetlenia i regulacji ruchu.

Stanisław Fita pisał na temat topograficznej reprezentacji w publicystyce Sienkiewicza:

&amp;nbsp;

Najczęściej prowadził [Sienkiewicz] czytelników Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem, Marszałkowską i Świętokrzyską, Miodową, Wierzbową i Niecałą, Królewską i przecznicami, przez Place Saski i Teatralny. Nie omijał także Starego i Nowego Miasta. Często pisał o warszawskich parkach: Ogrodzie Saskim i Parku Łazienkowskim, o Ogrodzie Botanicznym. Ale wspominał także o Saskiej Kępie. Trzeba zauważyć, że nie zapomniał o Pradze i jej sprawach: a więc o ówczesnym Parku Aleksandryjskim, którego część postanowiono przeznaczyć na ogród zoologiczny, o potrzebie szpitala w tej dzielnicy, o imprezach filantropijnych i zabawach ludowych, o teatrzyku ogródkowym „Antokol” i restauracji „Pod Rakiem”. […]
Często pojawiają się nazwy teatrów, teatrzyków i sal koncertowych, wykwintnych restauracji i cukierni, resurs i sal klubowych. Przeważa w nich „elegancki świat” Warszawy nad anonimowym tłumem, miejsca atrakcyjne nad zaniedbanymi zaułkami.[przypis]S. Fita, dz. cyt., s. 11.[/przypis]



Próby kartograficznego odwzorowywania Warszawy z felietonów Sienkiewicza opierają się na kompetencjach narratora-przewodnika. To nie spacerowicz ani jednostka osadzona w tłumie i nierozpoznawalnym tekście miasta (jak to często dzieje się w narracjach dziewiętnastowiecznych), ale komentator formujący opinię swoich czytelników (apelujący o wsparcie różnych inicjatyw i poprawę stanu technicznego miasta). Pojawia się pytanie, czy narracja felietonów faktycznie „prowadzi czytelnika” – jak wskazywali badacze – czy też „przerzuca” go pomiędzy określonymi punktami na planie miasta, punktami ważnymi z perspektywy podejmowanego tematu i uwarunkowanymi obszarem, w którym koncentrowało się życie kulturalne Warszawy? Przechadzki stanowiły kartograficzne odwzorowywanie, wytyczanie punktów orientacyjnych, jak wskazywał Kevin Lynch w pracy The Image of The City[przypis]K. Lynch, dz. cyt.[/przypis], co prowadziło do tworzenia map mentalnych powiązanych z przestrzenią miasta. Wskazanie na przestrzeń wyobrażoną w przypadku felietonów Sienkiewicza otwiera nieco inne wątki – jest ona ściśle powiązana z przestrzenią rzeczywistą, ale nie na zasadzie zależności przechodnia od obszaru przemierzanego. Tematyka tekstów odnosi się do spraw ogółu, zatem przestrzeń Warszawy jest przestrzenią wspólną, przestrzenią uwarunkowaną egzystencją społeczeństwa o złożonej strukturze (Sienkiewicz wielokrotnie używa formy pierwszej osoby liczby mnogiej). Na siatkę kartograficzną, gdyby sięgnąć po ówczesną mapę miasta w celu zwizualizowania przedmiotu opisu, nakłada się kształt Warszawy, zależny od grupy społecznej zamieszkującej dane rejony, a także kształt miasta rozpiętego pomiędzy punktami istotnymi dla życia kulturalnego. Taka lektura felietonów prowokuje, by sięgnąć po krytykę kartografii Johna Bryana Harleya[przypis]J. B. Harley, Deconstructing the Map, „Cartographica” 1989, vol. 26, no. 2.[/przypis], wskazującego na tekstowość mapy i możliwość użycia jej jako narzędzia badawczego. Reguły społeczne, jakim jest podporządkowywany kod transkrypcji kartograficznej, zastępują tutaj reguły doboru obiektów pod kątem ich ważności z perspektywy felietonisty-komentatora obyczajowości.

&amp;nbsp;

Kończąc uwagi o Warszawie w twórczości wielkiego mistrza naszej prozy powieściowej, należy je zamknąć odwołaniem się nie do Legionów, lecz do uroczego Wspomnienia, przedśmiertnego pożegnania Sienkiewicza z jego naprawdę ukochanym miastem, przedmiotem miłości twórczej nie z urodzenia, lecz z wyboru[przypis]J. Krzyżanowski, dz. cyt., s. 81.[/przypis]

&amp;nbsp;

– pisał Julian Krzyżanowski. Zaś w innym miejscu swego studium o Warszawie Sienkiewicza pytał: „Co wiązało go z Warszawą, w której, zwłaszcza po powrocie z Ameryki, czuł się bardzo źle, jak dowodzi list do Witkiewicza, wymownie malujący nędzę kulturalną miasta, które ze stolicy historia przekształca w prowincjonalną dziurę?”[przypis]Tamże, s. 16.[/przypis]. Małgorzata Trzeciak z kolei twierdziła, że autor felietonów ostro krytykował warszawskie społeczeństwo, a swój stosunek do miasta ujawniał właśnie w felietonach i korespondencji: „Wyczytać można z nich obsesję na punkcie okrutnie i systematycznie wyniszczanego życia intelektualnego miasta, bezsilności wszelkich poczynań dążących do jego unowocześnienia i usprawnienia”[przypis]M. Trzeciak, Henryk Sienkiewicz, w: Warszawa pozytywistów, red. J. Kulczycka-Saloni, E. Ihnatowicz, Warszawa 1992, s. 157.[/przypis]. Janina Kulczycka-Saloni podkreślała, że Sienkiewicz opisywał współczesną Warszawę od strony jej pozornych uroków i rzeczywistych głębokich cieni. „Atmosfera Warszawy znużyła Sienkiewicza – dziennikarza szybko, toteż opuścił ją bez żalu”[przypis]J. Kulczycka-Saloni, Sienkiewicz a Warszawa, „Przegląd Humanistyczny” 1967, nr 3, s. 51.[/przypis]– stwierdzała badaczka. To kluczowe zdanie, które stanowi o pogodzeniu przywołanych, odmiennych rozpoznań. Braki w wymiarze technicznym miasta, nad którymi ubolewał Sienkiewicz, łączą się z problemami z poziomu mentalności. To, co stanowi o negatywnym stosunku pisarza do miasta, to jego atmosfera, to Warszawa w swoim mentalnym wymiarze. Zaś uliczki Starego Miasta, dom za Świętojańską, ulica Piwna ze sklepikami i „Fara”, gdzie „gotyckie żebrowania kościelnej nawy, ołtarze, pomniki, portrety, a zwłaszcza posągi rycerzy w zbrojach” to było to, co pisarza „pociągało nadzwyczajnie”[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 40, s. 152.[/przypis]. Miasto w swoim fizycznym wymiarze stanowiło ważny element jego młodości. Fizyczność miasta dotyczy tu jednak nie aspektów technicznych, ale rangi obiektów posiadających swoją historię i stanowiących o ciągłości kulturowej. Napisane tuż przed śmiercią Wspomnienie z 1916 roku pozostawił Sienkiewicz czytelnikom „Tygodnika Ilustrowanego”, wtapiając w nie obraz pędzla Jakuba Palmy (młodszego) i akcentując, że mury warszawskiego kościoła odwiedzają wszyscy,„którzy tam zachodzą dla nabożeństwa lub dlatego, by wciągnąć w piersi tchnienie minionych wieków siły, sławy i wolności”[przypis]Tamże, s. 155.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4429" title="Żywe obrazy I" slug="zywe-obrazy-1">Szczyt popularności Henryka Sienkiewicza niepodważanej i nieobciążonej kontrowersjami przypada właśnie na koniec wieku XIX. Na popularne, krążące w kulturowych obiegach wizerunki składają się nie tylko reprezentacje papierowe, sięgano także do gatunków widowiskowych. Źródła prasowe dostarczają licznych przykładów na przykład żywych obrazów, połączonych często z pokazami pirotechnicznymi. „Kurier Stanisławowski” z lutego 1901 roku przytoczył opis jednego z nich, pod tytułem Apoteoza Henryka Sienkiewicza:

&amp;nbsp;

Obok biustu Sienkiewicza, ponad którym uroczy geniusz rozpostarł wieniec wawrzynu, gromadzą się prawie wszystkie wybitniejsze postacie z Trylogii i Quo vadis, oraz wiele osób w strojach polskich zwróconych z wyrazem hołdu ku biustowi. W górze obrazu widnieje wspaniała postać Polski trzymająca palmę zwycięstwa w wzniesionych w górę rękach.
Wrażenie było niemałe. Przy oświetleniu bengalskim wprowadził obraz niemal w zachwyt publiczność, która zmusiła przedstawiających do trzykrotnego odsłaniania kurtyny[przypis]Cyt. za: K. Stępnik, dz.cyt., s. 16.[/przypis].

&amp;nbsp;

Całą serię żywych obrazów obejrzeć mogli także warszawianie w słynny jubileuszowy, kilkugodzinny wieczór w Teatrze Wielkim w grudniu 1900 roku, będący centralnym wydarzeniem w cyklu celebrowania Sienkiewicza. Po wystawieniu sztuki Zagłoba swatem (przygotowanej przez samego jubilata) nastąpiła część złożona z hołdów scenicznych ułożonych przez miejscowych artystów malarzy. Miłosz Kotarbiński przygotował widowisko Za chlebem, poświęcone emigrantom do Ameryki; Julian Maszyński zaadaptował nowelę Pójdźmy za Nim!: „uplastycznił – jak podawała prasa – główny moment noweli i wydobył z niej wyraz w sposób wysoce estetyczny”; Kazimierz Alchimowicz opracował Pojedynek Wołodyjowskiego; Franciszek Żmurko Pożar Rzymu, i – jak pisał dziennikarz – „nareszcie…” – ukazano apoteozę pisarza: „Apollo śpiewa sławę Poety, a siostrzane muzy otaczają posąg, w malowniczych grupach. Publiczność każdy obraz darzyła gorącymi oklaskami”[przypis]Jubileusz H. Sienkiewicza, „Kurier Poranny”, 23.12.1900, nr 354, s. 7–9.[/przypis].

Krzysztof Stępnik wynotowuje przykłady takich i podobnych relacji z Zakopanego, Stanisławowa, Warszawy, Skarżyska, Inowrocławia, a zarazem podkreśla, że Sienkiewicz był w kreowaniu swojej popularności stroną aktywną. Skądinąd wiemy, że pisarz rzeczywiście świetnie wyczuwał kapitalistyczne mechanizmy rynku – na przykład szczegółowo planował harmonogram działań związanych z takim wydawaniem w odcinkach swoich powieści, by finał przypadał na Boże Narodzenie i by wówczas ukazywały się jako książki w oprawie[przypis]Por. np. list do Adama Dobrowolskiego, redaktora „Kuriera Warszawskiego”; H. Sienkiewicz, Listy, t. 1, cz. 1, s. 230.[/przypis]. Lecz reprezentacje wizualne powstawały częściowo – na ile daje się to ustalić – poza jego wiedzą i kontrolą (podobnie zresztą jak nierzadko poza jego świadomością dochodziło do przedruków, przeróbek, adaptacji i wydań skróconych wersji dzieł literackich, zwłaszcza zagranicą). Na widowiskowe obchody swoich rocznic – jak wskazuje Lech Ludorowski[przypis]L. Ludorowski, Jubileusz Henryka Sienkiewicza, 1900, Lublin 2001, s . 14–17[/przypis] i jak wynika z zebranej korespondencji – Henryk Sienkiewicz wpływ miał przynajmniej taki, że przesunął je, by nie zbiegły się z uroczystościami na cześć Adama Mickiewicza.

Opisana w dłuższym cytacie z „Kuriera Stanisławowskiego” scena, przykład żywego obrazu to twór stabilny, nieruchomy, odsłaniany przed widzem przy pomocy kurtyny. Przygotowany jest do oglądania z jednej jedynej strony, ma swoich aktorów, lecz w pewnej mierze są oni tylko manekinami. Jest to zarazem przedstawienie, ma swoje miejsce i swój czas, zasadniczo nie poddaje się reprodukcji. Widowisko ma być wspaniałe, lecz organizacyjne zaplecze performansu – tak zwany performans organizacyjny[przypis]J.McKenzie, Performuj albo… Od dyscypliny do perfomansu, przeł. T.Kubikowski, Kraków 2011, s. 69-70.[/przypis] – zdradza jego ułomność; jak pisała autorka opracowania poświęconego temu gatunkowi:

&amp;nbsp;

Co do ubiorów, jakie możemy zastosować w obrazach żywych, to są one o wiele łatwiejsze do skompletowania niż ubiory do sztuk scenicznych. Nie wymagają takiego wykończenia, można je w wielu razach upinać na poczekaniu szpilkami, można daną postać ubrać tylko od jednej strony, dostrzegalnej dla widzów. Najłatwiejsze są wszelkie ubiory do obrazów […] alegorycznych […]. Wszystkie te ubiory można z byle czego sporządzić, z prześcieradeł, kap, firanek, jakichś szali, muślinów, futer. Trochę tylko pomysłowości i zręczności[przypis]M.Gerson-Dąbrowska, Obrazy żywe, Warszawa 1920, s. 21.[/przypis].

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="4430" title="Żywe obrazy II" slug="zywe-obrazy-2">Podgatunek żywych obrazów, jakim jest apoteoza, należał do jednego z najpopularniejszych typów nieruchomych przedstawień. Maria Gerson-Dąbrowska, autorka opracowania Obrazy żywe[przypis]M.Gerson-Dąbrowska, Obrazy żywe, Warszawa 1920[/przypis]– w istocie podręcznika przygotowywania żywych obrazów – to córka Wojciecha Gersona, znanego artysty i współtwórcy Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (to pod jego kierunkiem swój znany autoportret namalowała Jadwiga Janczewska z Szetkiewiczów[przypis]J. Janczewska, Autoportret: http://mnki.pl/pl/obiekt_tygodnia/2017/pokaz/231,jadwiga_janczewska__autoportret[dostęp: 25.09.2018].[/przypis], a sam twórca był rozpoznawalny także jako autor inscenizacji omawianego gatunku[przypis]M. Komza, Żywe obrazy. Między sceną, obrazem i książką, Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1995, s. 106–108.[/przypis]), obeznana od dzieciństwa z regułami akademickich przedstawień malarskich. Jej praca – powstała w czasie, gdy table aux vivants stawały się już coraz rzadsze – wprowadzała czytelników i czytelniczki początku XX wieku w zbiór zasad rządzących przedstawieniami, odsłaniając backstage niewidzialny dla uczestników pokazów; nam z kolei zdradza dziś arkana sztuki ulotnej – obrazów, które poznać możemy przecież jedynie z prasowych opisów, a tylko rzadko (niestety nie w tym przypadku) z fotografii.

Jak pisze Gerson-Dąbrowska, najważniejszą zasadą przygotowania przedstawienia było odpowiednie „ugrupowanie obrazu”, służące klarowności jego odbioru. Ugrupować należało osoby (najlepiej niezbyt liczne), symbole, które niosły, wreszcie: barwy wydobyte odpowiednim, ewentualnie kolorowym oświetleniem; sukces kompozycji zależał także od odpowiedniego doboru tła[przypis]M. Gerson-Dąbrowska, dz. cyt., s. 4–6.[/przypis]. Pisała autorka:

&amp;nbsp;

Obrazy, gdzie celem jest rodzaj apoteozy, czyli szczególnego wyróżnienia jakiejś postaci, np. Kościuszki, Jagiełły, Piasta, uosobienia np. Polski, Oświaty, wymagają grupy symetrycznej. Czasem zamiast postaci żywej możemy ustawić w środku portret, biust albo figurę, a wokoło grupować żywe postacie. Tej formy używa się często, gdy chodzi o uczczenie kogoś zasłużonego krajowi, sztuce czy nauce.[przypis]Tamże, s. 8–9.[/przypis]

&amp;nbsp;

Te ogólne wskazówki poprzedzają specyfikację uhonorowania ludzi sztuki:

&amp;nbsp;

O ile urządzamy apoteozę jakiegoś poety lub artysty, np. Mickiewicza, Grottgera, Matejki, Sienkiewicza itp., można zgrupować wokoło portretu lub biustu postacie, które występują w dziełach jego. […] Koło Sienkiewicza umieścimy postacie Skrzetuskiego Wołodyjowskiego, Kmicica, Oleńki, Zagłoby itd.[przypis]Tamże, s. 9.[/przypis]

&amp;nbsp;

Autorka współczesnej monografii poświęconej żywym obrazom, Małgorzata Komza, wskazuje, że ten rodzaj twórczości nie posiada jasnej definicji – na przestrzeni dekad zasady przygotowywania „żyjących tableaux” zmieniały się i dopiero od końca XVIII wieku można mówić o względnej spójności gatunkowej. Wyróżnikami byłyby więc zasady inscenizacji aktorskiej, lecz zarazem ­– o przedstawienie nieme i nieruchome (lub przynajmniej przez jakiś czas nieruchome, a potem dopiero ożywające), nierzadko ułożone w sekwencję kilku reprezentacji, przedzielanych zasłonięciem kurtyny, a więc posiadające jakąś dramaturgię. Czasem ułożenie obrazu ostatecznego poprzedzała sama czynność „grupowania” na oczach publiczności, swoista pantomima. W innych przypadkach, głównym czynnikiem „akcji” były ruchome lub zmienne kolorystycznie światła oraz ewentualnie towarzyszące performansom występy muzyczne[przypis]M. Komza, dz. cyt., s. 124–138.[/przypis]. Żywy obraz to coś, w czym się uczestniczy, co się dekoduje, co się widzi, co się czyta, ale czego się nie wypowiada. Prasowe relacje – choć ubierają widowisko w słowa – albo ograniczały się jedynie do ekstatycznych określeń (np. dramatyzacja przebiegać miała „w sposób wysoce estetyczny”), albo niejako opowiadały obraz, nie poważając się jednak na głębsze interpretacje. Owo zrozumienie, pojęcie sensu widowiska miało dokonywać się momentalnie w zbiorowym, gromadnym akcie recepcji, do którego istoty komentator z definicji nie miał dostępu, a który kwitowany był relacją o „głębokim wzruszeniu”. Nasze pole badawcze wykreślone jest tu zatem według reguł swego rodzaju archeologii emocji czy afektów.

Przedstawienia miewały tematy konkretne, na przykład „sceny z życia” danych osób lub społeczności oraz symboliczne/alegoryczne i wreszcie – mieszane. Przedstawienie ze Stanisławowa było przykładem realizacji łączącej intencję opowiedzenia o konkretnym człowieku i jego dziele z alegorią polskości. Jak w swojej pracy o polskich widowiskach kulturowych przekonuje Dariusz Kosiński, „kultura, a nawet szerzej – tożsamość polska – ma charakter wybitnie dramatyczno-przedstawieniowy, czego dowodzi zarówno sposób istnienia wydarzeń historycznych, praktyka polityczna czy dominujące formy religijności, jak i znaczenie oraz odmienność rodzimych przedstawień”. Jak pisze dalej krakowski performatyk, postawienie tak mocnej tezy służy mu, „by wskazać na istotne wartości dramatyczno-przedstawieniowego sposobu istnienia, który zapewnił zbiorowości przetrwanie i zachowanie wartości uznawanych przez nią za najważniejsze”[przypis]D. Kosiński, Teatra polskie. Historie, Wyd. Naukowe PWN, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2010, s. 21.[/przypis].

Te dwa zdania Kosińskiego powinny być, jak sądzę, przytaczane zawsze, gdy badacz staje wobec niepojętych źródłowych zapisów życia zbiorowego Polaków w XIX wieku, tak na terenach tak zwanego Kraju Nadwiślańskiego, jak i wszystkich ziem zabranych. Przypominam je sobie w szczególności, gdy czytam i próbuję pojąć emocjonalne opisy ekstatycznych zbiorowych reakcji na wystąpienia Henryka Sienkiewicza lub innych ówczesnych idoli, relacje z euforycznych ulicznych powitań, ze strzelistych hołdów składanych pisarzowi w prowincjonalnych gremiach czy z frenetycznych spotkań w lożach miejskiej socjety. Kluczowe jest tu – jak sądzę ­– użyte przez Kosińskiego sformułowanie „sposób istnienia wydarzeń i praktyk”; określenie to wskazuje, że był to sposób jakoś nietypowy: wydarzenia nie działy się „tak po prostu”, a praktyki kulturowe nie znajdowały swoich „regularnych realizacji”, którym nie trzeba było poświęcać szczególnej uwagi. Przeciwnie – niczym rośliny kiełkujące i wzrastające w anormalnych warunkach – przybierały formy dziwnie powykręcane, „sposób istnienia” zmieszany, zmącony, nieraz pokraczny. Dlatego Polacy żyjący po powstaniu styczniowym w tym kraju czy w tych trzech krajach-prowincjach, o których nawet nie za bardzo było wiadomo, jak je poprawnie nazywać, posługiwali się tak często językiem ezopowym, odwoływali się do erzaców i substytutów, mieszali wątki; dlatego niełatwo nam dziś rozsupłać wielokrotnie zapętlony węzeł konstytuującego się wówczas polskiego imaginarium. Może dlatego milczące żywe obrazy, obywające się bez słów pantomimy, robiły na tych ziemiach tak wielką karierę. Dlatego również dostrzeżenie w „sposobie istnienia” manifestacji życia „gromadnego”[przypis]A. Mencwel, Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, s. 79–82.[/przypis] – nie publicznego wszakże, bo i to na pełną skalę przynajmniej w Priwislieniju oraz w Wielkopolsce nie było uprawnione – widowiskowego jądra oraz faktu, że wciąż i na nowo za pomocą swoich performatywnych aktów i praktyk Polacy próbowali mówić „coś innego” (a najlepiej: mówić – nie wypowiadając) wydaje się tak cenne. Sienkiewicz sam był mistrzem aluzji, przypowieści, metafory, znaczeniowego palimpsestu, a następnie w zbiorowych widowiskach wtórnie w takie poplątane uniwersum znaków i odniesień był wtłaczany – warszawski czy stanisławowski wieczór jubileuszu są tego przykładami i dowodami. Ale też wydarzeniowe, pokazowe jądro tych ekspresji jest dla badacza najtrudniej dziś uchwytne, bo dane mu jest w stekstualizowanym przekazie.

W myśl takiej dramaturgicznej interpretacji inscenizacji w Stanisławowie Sienkiewicz i jego literaccy bohaterowie wyjęci z wielu porządków historycznych (epoka sarmacka, lecz także narodziny chrześcijaństwa), a także geograficznych (I Rzeczpospolita, starożytny Rzym), składający hołd pisarzowi i nieistniejącej, acz zwycięskiej Polsce zarazem, mieliby reaktualizować zastany zestaw wartości narodu polskiego. Jeśli jednak uznać opisywaną apoteozę (oraz warszawską, o której mniej wszakże wiemy[przypis]Krótka, pozbawiona detali wzmianka pojawia się w tomie wspomnień Karoliny Beylin, por. tejże, W Warszawie w latach 1900-1914, PIW, Warszawa 1972, s. 35[/przypis]) za performans kulturowy, a tym samym przyjąć perspektywę w pełni performatyczną (promowaną skądinąd przez cytowanego badacza), możemy takie rozumienie rozszerzyć. Polska gloria i wiktoria, które urealniały się za kolejnymi odsłonami kurtyny przy współudziale popiersia Sienkiewicza wieszcza w jednym z polskich, a niepolskich przecież miast owego wieczoru na przełomie wieków nie tyle realizowałyby jakiś gotowy skrypt polskości (sarmackiej, katolickiej, zmartwychwstałej – do tego odsyłają nas przedmioty), co­– konstruowałyby ją. Dwie funkcje widowiska – odtwarzającą i powołującą do życia – można odnaleźć w klasycznych już definicjach performansów kulturowych, na przykład w tej, którą sformułował John MacAloon. Performanse według niego to szczególne

&amp;nbsp;

„chwile, w których jako […] społeczeństwo podejmujemy refleksję nad samymi sobą i definiujemy samych siebie, odgrywamy nasze wspólne mity i naszą historię, przedstawiamy alternatywne wersje samych siebie czy też zmieniamy się pod jakimiś względami, by pod innymi pozostać tacy sami”[przypis]J.J. MacAloon, Wstęp: widowisko kulturowe, teoria kultury, w: Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, red. John J. MacAloon, przeł. Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz, Warszawa 2009, s. 12; wyróżn. moje – P.K.[/przypis].

&amp;nbsp;

Na marginesie warto zauważyć, że rozważamy tu cały czas obraz–performans w swoich czasach już do pewnego stopnia anachroniczny. Szukając innych „polskich metaobrazów” drugiej połowy XIX wieku, badacze i badaczki sięgali dotychczas do reprezentacji podlegających reprodukcji technicznej: na przykład Iwona Kurz uznała za takie tableau Pięciu poległych Karola Beyera (a więc bynajmniej nie tableau vivant)[przypis]I. Kurz, „Pięciu poległych” jako metaobraz kultury polskiej połowy XIX wieku, „Widok. Teorie i Praktyki Kultury Wizualnej”, 2015 nr 10; http://pismowidok.org/index.php/one/article/view/312/590 [dostęp: 25.09.2018].[/przypis], a Łukasz Zaremba między innymi cykl Artura Grottgera, poświęcony powstaniu styczniowemu[przypis]Ł. Zaremba, Obraz, w: Kultura wizualna w Polsce. Spojrzenia, red. I. Kurz i in., Warszawa 2017 (zwłaszcza podrozdział Imagines Polonices, s. 89–93).[/przypis]. W analizowanym tu przypadku autorzy przedstawienia – anonimowi zresztą – tworzą coś, co widzowie mogli zobaczyć jedynie w sytuacji „tam i wtedy”, na zasadzie jednorazowego uczestnictwa. Oświetlane migotaniem ogni bengalskich postacie, tworzące apoteozę Sienkiewicza i Polonii zarazem, ukazały się w Stanisławowie oczom widzów tylko na kilka chwil – najczęściej trwało to w epoce kilkadziesiąt sekund ­­– jak za spustem migawki, lecz na prawie swoistego bisowania prezentowane były kilkakrotnie niczym przy wielokrotnym zdjęciu (zdjęciu obrazu), jakie zamówiły w Wenecji panny Szetkiewiczówny. Takie momentalne zaledwie odsłanianie przedstawienia nie było cechą gatunkową „żywych obrazów” generalnie, lecz jedynie rozpowszechnionym ich typem[przypis]M. Komza, dz. cyt., s. 136.[/przypis]. Podsumowując – widzowie uczestniczyli w performansie przywołującym i aktualizującym mityczną przeszłość katolickiego kraju i jednocześnie – definiującym polskość na przyszłość; w widowisku odwołującym się do staromodnej praktyki ustawiania żywych obrazów i zarazem ­­– nawiązującym do mechanizmu migawki we współczesnych im aparatach fotograficznych. To podwójne zapętlenie mitologii i nowoczesności wydaje się formatem doskonale dostosowanym do upamiętnienia jubileuszu właśnie Henryka Sienkiewicza.</document>
<document nplp_id="4431" title="Sienkiewicz jako podwójne widowisko" slug="sienkiewicz-jako-podwojne-widowisko">W Stanisławowie obecny jedynie pod postacią statuy, Henryk Sienkiewicz-jubilat stawił się oczywiście we własnej osobie w Warszawie w Teatrze Wielkim – a był to długi dzień i ciało niemłodego pisarza musiało być już zmęczone. Takie pokazało się tłumnie zgromadzonej publiczności, w jeszcze jednym żywym obrazie, jako oś, wokół której „ugrupowana” została symetrycznie pomyślana kompozycja wielbicieli. Był to metonimiczny performans polskości, narodowe pars pro toto, jakie Polacy i Polki ugrupowali sami sobie (a między nimi, jak wyczytamy, zasiadły zalegoryzowane Wartości), z Sienkiewiczem w roli głównej – choć znowu roli niemej.

&amp;nbsp;

Publiczność w szatach godowych szumiała przed podniesieniem kurtyny, jak szumi morze, kiedy na nim fale rozkołysają się i spiętrzą. Rozmowy toczyły się żywe, uśmiechnięte twarze i błyszczące oczy, świadczyły o podnieceniu wewnętrznym. Gwar ten ucichł nagle, kiedy się w loży swojej, umajonej kwiatami… ukazał Jubilat…
Wszystkie spojrzenia skierowały się w tę stronę…
A on poważny, jak zawsze – z wyrazem bezgranicznej melancholii w twarzy – powiódł okiem po tej sali… Łza mu zadrgała pod powieką… Toć ujrzał dokoła siebie Szacunek, Uwielbienie i Miłość. Siedziały one w krzesłach, wyglądały z lóż – wychylały się z galerii – zlatywały jak jaskółki…
Z każdej twarzy Poeta-Jubilat czytał te uczucia wyraźnie ku Sobie skierowane. I wzruszony stał – i serce Mu na ten widok zabiło tak gorąco. Oklaski zaś grzmiały długo, bardzo długo… W takt uderzały we wszystkich piersiach serca zgromadzonych Poety czcicieli…[przypis]Jubileusz H. Sienkiewicza, „Kurier Poranny”, 23.12.1900 r., nr 354, s. 7.[/przypis]

&amp;nbsp;

Choć może chmurne spojrzenie, rzucone przez Henryka Sienkiewicza z centralnej loży Teatru Wielkiego do tego nie zachęca, wolno zaryzykować tezę, że pisarz chętniej kreował swój wizerunek w autonarracjach wizualnych niż przy pomocy słowa. W znanej korespondencji ze Stefanem Dembym (pracującym nad bibliografią jego dzieł) z 1899 i 1900 roku– a więc tuż przed jubileuszem – jeden jedyny raz streszcza swój życiorys, przedkładając go niejako przed oczy czytelników. Zawiera go wówczas, co istotne, w wyjątkowo lakonicznej formie, w zaledwie kilkudziesięciu zdaniach, zresztą – jak wskazują redaktorzy – z licznymi błędami. Naciska za to na umieszczenie własnego portretu (heliograwiury) w wydaniu Humoresek z teki Worszyłły i Selima Mirzy[przypis]H. Sienkiewicz, Listy,  t. 1, cz. 1, s. 197-201.[/przypis]. Także pod listami zdarzało mu się podpisywać swoim autoportretem – na przykład własną karykaturą z wydatnym brzuchem[przypis]H. Sienkiewicz, Listy,  t. 2., cz. 2, s. 19 (karykatura jako ilustracja nr 18 za stroną 96 wydania).[/przypis]. Sienkiewicz i jego wielbiciele, owszem, sami budowali wizerunek pisarza na płaszczyźnie wizualnej, lecz następnie owe obrazy zyskiwały swoje własne życie. Mowa tu więc tyleż o inercji, która stanowiła o tym, w jakich obiegach portrety pisarza krążyły, pchnięte w przestrzenie kultury przez niego samego i jego propagatorów, co o własnej logice działania obrazów, o ich woli i życiorysach. Dlatego tło metodologiczne kolejnych akapitów stanowi z jednej strony postulat docenienia roli społecznych obiegów tekstów kultury (którymi są w tym przypadku obrazy) Stefana Żółkiewskiego[przypis]Za Stefanem Żółkiewskim przyjmuję tu, że badanie tekstu kultury nie może odbywać się bez próby odtworzenia jego obiegu – lub obiegów – czytelniczych, czyli społecznych; por. tegoż, Wiedza o kulturze literackiej. Główne pojęcia, Warszawa 1985, s. 244–252; tegoż, Kultura. Socjologia. Semiotyka literacka. Studia, Warszawa 1979, s. 408–415.[/przypis], z drugiej – narzędzia wypracowane przez badaczy kultury wizualnej, pozwalające dostrzec aktywną rolę przedstawień obrazowych.

Nachylenie wizualne cechowało autora Trylogii od lat najmłodszych. W liście do Ignacego Balińskiego pisał następująco:

&amp;nbsp;

Trzecią książką, która wywarła na mnie nadzwyczajne wrażenie było ilustrowane [wyróżnienie – PK] życie Napoleona.[przypis]Według przypisu od redakcji chodziło o anonimowego autora Życia Napoleona podług najlepszych źródeł z rycinami na stali rytymi z oryginalnych obrazów najsławniejszych malarzy francuskich, Nakł. S.H. Merzbacha, Warszawa 1841, t. 1 i 2.[/przypis] Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim wodzem i rozciągnąć panowanie moich współziomków na całą Europę. Pragnienia te przetrwały cały wiek dziecinny, a nawet i część pierwszej młodości.[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 1. cz. 1., s. 37[/przypis]

&amp;nbsp;

To ważna deklaracja: jego wrażliwość ukształtowało wizualne wyobrażenie czyjejś biografii, innymi słowy – wyobrażenie, w którym czyjeś życie opowiada się poprzez obrazy. W okresie późniejszym poznajemy go jako wrażliwego nie tylko na dziewczęce/kobiece, lecz i chłopięce/męskie piękno – vide młodzieńcze korespondencje z Konradem Dobrskim i kolegami z wakacji w 1886 roku, w których Sienkiewicz zajmuje się rysowaniem siebie i swoich koleżanek z fotografii, relacjonuje też całe bitwy i dysputy o wizerunkach, dotyczące ukochanej Dobrskiego. Padają ponaglenia „Przysyłaj prędzej fotografię, bo schnę”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 1., cz. 1, s. 323.[/przypis], „Fotografii mi serdecznie potrzeba”[przypis]Tamże, s. 325.[/przypis]. Obrazy zamieszkiwały – tak plastyczną przecież – wyobraźnię Sienkiewicza w okresie pierwszych prób literackich; zamieszkiwały też – fizycznie – jego miejsca pobytu. Do fotografii chętnie pozował, kolekcjonował je, gromadził, przesyłał, odsyłał, zlecał ich wywołanie, trzymał w dziennikach, książkach, osobistych szufladach, były jego towarzyszami w podróżach po Europie i świecie.

Do własnej osoby przywiązywał wagę największą – co widać w szczególnie wyczulonym słuchu na mniejsze i większe dolegliwości własnego ciała, które miałyby nawet stanowić swego rodzaju dowód nękającej pisarza hipochondrii[przypis]Por. B. Szwargot, Sienkiewicz prywatnie i oficjalnie, „Sztuka Edycji” 2016, nr 2, s. 137.[/przypis]. Intensywny wgląd wewnątrz własnego ciała – introspekcja – łączy się często ze skłonnością do ciągłego wyobrażania sobie swojego ciała. Widać to w tych najserdeczniejszych listach do przyjaciół, w których rozlegle relacjonuje swoje dolegliwości, a zaraz potem rozpisuje się też o własnych portretach: na przykład spośród zachowanych siedmiu do Karola Benniego o obrazach olejnych (swoich i swojej żony – oraz ich transporcie do Oblęgorka), zdjęciach (oraz praktyce fotografowania) i o innych przedstawieniach wizualnych wspomina w aż czterech listach[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 1, cz. 1, s. 75-78.[/przypis]. Prawdziwą kopalnią autoodniesień i metakomentarzy jest oczywiście korespondencja z Jadwigą Janczewską[przypis]Np. „wedle mego poglądu jestem daleko przystojniejszy", H. Sieniewicz, Listy, t. 2, cz. 2, s. 55.[/przypis]. Uwagę zwracają także korespondencje i chętnie zawierane przyjaźnie z malarzami, artystami sztuk plastycznych, którzy go portretowali: Józefem Chełmońskim, Janem Styką, Stanisławem Witkiewiczem, Kazimierzem Pochwalskim, Józefem Deskurem.

Wizerunki Sienkiewicza to nie tylko reprezentacje w druku; jubileuszowe wydania prasy warszawskiej donoszą także o pucharach, medalach czy akcesoriach jubilerskich, nie zawsze zresztą udanych: „w kilku sklepach jubilerskich wystawiono pamiątkowe breloki z podobizną Sienkiewicza, niezbyt szczególnie uchwyconą”[przypis]Jubileusz H. Sienkiewicza, „Kurier Poranny”, 23.12.1900, nr 354, s. 9.[/przypis]. Te świąteczne obrazy to też nie tylko portrety pisarza: na prawie relikwii per contactum obrazowano także ludzi i przedmioty z nim związane. Przedrukowano podobizny tłumaczy i adaptatorów scenicznych Sienkiewicza na język angielski, włoski, portugalski, niemiecki. Inną jeszcze formą metonimicznego oddawania czci pisarzowi były na przełomie XIX i XX wieku krążące w szerokich obiegach – np. pokazywane na wystawach – ilustracje do jego powieści (lub obrazy na kanwie ich fabuł stworzone i żyjące własnym niejako życiem); uwagę zwraca tu kariera wizualna tematów z Quo vadis?, która domagałaby się osobnego artykułu, a może i większego opracowania: na obrzeżach społecznego krążenia zwłaszcza wydań tej powieści powstawały obrazy, szkice, wystawy, pokazy przeźroczy, gatunki teatralne, operowe, żywe obrazy i inne widowiska, wreszcie – obrazy kinematograficzne. Szczególną publikacją było wydane w 1898 roku (czyli roku planowanego „pierwszego” jubileuszu Henryka Sienkiewicza) Album jubileuszowe Henryka Sienkiewicza: główniejsze sceny i postacie z powieści i nowel Sienkiewicza w dwudziestu ilustracjach[przypis]Album jubileuszowe Henryka Sienkiewicza: główniejsze sceny i postacie z powieści i nowel Sienkiewicza w dwudziestu ilustracjach: Józefa Brandta, Józefa Chełmońskiego, Antoniego Kamieńskiego, Juliusza Kossaka, Wilhelma Kotarbińskiego, Kazimierza Pochwalskiego, Jana Rosena, Henryka Siemiradzkiego, Piotra Stachiewicza i Wincentego Wodzinowskiego, G. Gebethner i S-ka, Warszawa – Kraków 1898.[/przypis] – wydawnictwo złożone z dziewiętnastu ilustracji w rysunku najznamienitszych ówczesnych polskich artystów, z portretów bohaterek lub bohaterów noweli i powieści pisarza oraz konkretnych scen z nich pochodzących (mogących służyć jako wzór do układania żywych obrazów) wraz z odpowiednimi cytatami.

Wreszcie wdzięcznym materiałem do rozległego mikrohistorycznego studium są w całości lub w dużej części poświęcone jubileuszowi wydania „Tygodnika Ilustrowanego” z marca (numery 10 i 11), a potem z grudnia 1900 roku (numery 51 i 52), wypełnione takimi wizualnymi kontekstami. Tak oto wydrukowano zdjęcia zakopiańskiego pensjonatu, podparyskiej willi i parku St. Maur oraz pejzażowe ujęcia okolicznej rzeki Marny („jest to wielka satysfakcja: rano pływać sobie czółnem po Marnie”[przypis]F. Hoesick, U Henryka Sienkiewicza, „Tygodnik Ilustrowany”, nr 10, 10 marca (26 lutego) 1900, s. 190.[/przypis] – głosił przytoczony na sąsiedniej stronie cytat z jubilata) czy bretońskie krajobrazy Perros-Guirec (z trzykrotnie przedstawionym zamkiem w Ploumanac’h na czele), gdzie Sienkiewicz chętnie i często bywał. Rozmiar wydrukowanych reprezentacji uprzywilejowywał zwłaszcza przedstawienia miejsc własnych pisarza: widok ogólny pałacyku w Oblęgorku, grafiki i fotografie gabinetu pisarza w jego warszawskim mieszkaniu przy Wspólnej 24 oraz rodzinnej Woli Okrzejskiej (dom narodzin, widoki oficyny dworskiej, wsi, kościoła).</document>
<document nplp_id="4432" title="Jak podglądać Sienkiewicza?" slug="jak-podgladac-sienkiewicza">Co istotne dla mojej interpretacji, najobszerniejszym zwartym tekstem w jubileuszowych wydaniach „Tygodnika” był ośmiostronicowy artykuł Ferdynanda Hoesicka U Henryka Sienkiewicza, będący zupełnie bezprzykładnym reportażem słowno-wizualnym poświęconym wnętrzu mieszkalnemu. Jest to tekst – by tak rzec – bardzo obrazocentryczny; artykuł stanowiący swego rodzaju trybut dla wizualnego wymiaru życia Sienkiewicza. Hoesick odzwierciedla w opisie to, co widzimy na obrazach: prawdziwy horror vacui. Ściany, gabloty i biurka wypełnione trofeami myśliwskimi, bronią białą i palną, portretami oraz pejzażami:

&amp;nbsp;

Cały pokój, wysłany dywanem w wielkie kwiaty, drzwi osłonięte ciężką portierą, nad oknami i firankami draperie odpowiednie do pąsowego koloru tapet; pośrodku duży, sukiennym obrusem nakryty stół, pełen książek, gracików i różnych przyborów do pisania; pomiędzy dwoma oknami wytworne biureczko, uginające się pod mnóstwem cacek, ramek i bibelotów; kominek, wyglądający zza japońskiego parawaniku, zastawiony wazonikami porcelanowymi, brązami, fotografiami; pod główną ścianą wielka otomana, dalej garnitur miękkich, wyściełanych mebli, gustownie rozstawionych; przy drzwiach oszklona biblioteka, szczelnie wypchana ozdobnie oprawnymi woluminami; na ścianach, prócz paru półek i półeczek z książkami mnóstwo obrazów, obrazków, szkiców, rogów jelenich i bawolich, czaszek zwierzęcych, starej broni, buław, karabeli, czekanów, łuków i strzał tatarskich; ponad tym wszystkim zaś króluje wielki rogaty łeb łosia, jakby wyglądający z jednej ze ścian, spod samej powały oraz piękna, nadzwyczaj oryginalna lampa wschodnia, zwieszająca się ze środka sufitu.[przypis]Tamże, s. 188.[/przypis]

&amp;nbsp;

Oku widza–czytelnika, który dla voyeurystycznej podniety zdołał przebrnąć przez ten długi opis, którego jedynie mały fragment tutaj przytaczam, objawił się gabinet, w którym powstawać miały ulubione jego dzieła. W pokoju tym „tłoczące się zastępy przedmiotów” – by przywołać specjalistkę od opisów wiktoriańskich wnętrz, Elaine Freedgood[przypis]E. Freedgood, Idee w rzeczach. Ulotne znaczenia powieści wiktoriańskich, Warszawa 2017, s. 15.[/przypis] – zwieszają się jedne nad drugimi w niepojętych splotach i kombinacjach, w tle mając ciężkie wzorzyste tkaniny; Daleki Wschód (lampa) oświetla Dziki Zachód (czy może też Wschód – trudno powiedzieć, znaleźli się tu przecież i Tatarzy), jeden wizerunek przysłania drugi, dary dla pisarza rozstawione są między zdobyczami, a dominantę stanowi menażeria szkieletów, cmentarzysko zwierząt zabitych przez myśliwską pasję pisarza. Dalsze gęste od szczegółów opisy kolejnych przedmiotów: rzeźb, portretów, pejzaży przeplecione są luźnymi dopowiedzeniami samego pisarza, na temat jego gustów estetycznych (wielką estymą darzył zwłaszcza prerafaelitów!), źródeł pozyskania przedmiotów oraz związków z jego życiorysem. W ten sposób informacje z biografii autora Bez dogmatu – choćby jego zagraniczne rajzy i polowania, o których przecież z upodobaniem się rozczytywano, na przykład w Listach z podróży po Ameryce – uobecniają się w przedmiotach, a następnie (jako rzeczy–relikwie) podwójnie dane są do wglądu nabywcom czasopisma; raz w reportażowej opowieści Hoesicka, dwa – poprzez zreprodukowane fotografie. Krążą zatem w obiegu, który z jednej strony stanowi zupełnie nowoczesny porządek: oto z jednej strony idol mas zostaje przeznaczony na sprzedaż, a jego prywatność wystawia się na licytację potencjalnie krytycznych spojrzeń. Z drugiej jednak strony konsument czasopisma ma zrezygnować z tego przywileju, odrzucić władzę, jaką daje mu wydrukowany i pozornie bezbronny obraz prywatnych przedmiotów pisarza. Badany obieg społeczny rozumieć zatem należy raczej jako cyrkulację pism hagiograficznych, wspierających się ilustracjami danymi „ubogim”, by dać wyobrażenie o herosie, o jego czynach i właściwościach, kulturową cyrkulację pism i obrazów przyjmowanych z dobrą wiarą, po to, by tę wiarę jeszcze mocniej podbudować. A jeśli pamiętamy, jak mocno obraz Sienkiewicza i Polski-Polonii się przenikał, to widzimy, że obiektem tej wiary był nie tylko sam pisarz, lecz i idea kraju-narodu, która za nim stała.</document>
<document nplp_id="4433" title="Obrazy zamieszkują obrazy" slug="obrazy-zamieszkuja-obrazy">W wydaniu „Tygodnika” z 22 (9) grudnia zamieszczono także podobizny samego autora Trylogii. Po pierwsze – i na pierwszej stronie – obraz pędzla Kazimierza Pochwalskiego, do którego jeszcze wrócę. Po drugie – reprodukcję Henryk Sienkiewicz w różnych epokach życia. Tableau przedstawiało osiem portretów pisarza od czasów gimnazjalnych, czyli od 1863 roku, przez 1869, 1872, 1878, 1880, 1883, 1899 aż po aktualne, wydrukowane zresztą w innym miejscu zdjęcie autorstwa Jana Mieczkowskiego z roku jubileuszu, w ich tle zaś widoki Warszawy i rzymską liczbę XXV, odnoszącą się do jubileuszu (o czym właściwie opowiada takie zestawienie, cóż chce ono powiedzieć patrzącemu: o tym, że Sienkiewicz kiedyś był młody, że tu, w Warszawie, kończył szkoły?; że „spośród nas” pochodzi i wśród nas pozostaje? A może o dojrzałości lub o starzeniu się pisarza, udokumentowanym w jakimś całożyciowym eksperymencie z migawką? Lub o tym, że jest już w ogóle możliwa technicznie taka dokumentacja, że urodzony w połowie wieku Sienkiewicz jako jeden z pierwszych mógł uzyskać taką niemal kompletną serię wizerunków?  – te i inne pytania postawić by można kompozycji wizerunków). Prócz tableau omawiane numery pisma przedrukowały jeszcze podobiznę Henryka Sienkiewicza według fotografii Aleksandra Karolego, zdjęcie popiersia pisarza w brązie dłuta Stanisława Romana Lewandowskiego, fotografię (Juliusza Miena) z dziećmi i jamnikiem z Zakopanego[przypis]Wszystkie trzy w omawianym nr. 10.[/przypis] oraz portret narysowany ołówkiem przez Witkiewicza[przypis]W numerze 51. „Tygodnika Ilustrowanego”.[/przypis].

Przywoływany tu już Kazimierz Pochwalski sportretował Sienkiewicza kilkakrotnie. Po raz pierwszy i drugi podczas wspólnej podróży na Bliski Wschód w 1886 roku, następnie w latach 1889–1890 (potem jeszcze był współautorem Albumu jubileuszowego z 1898 roku, który to otwierał też jego portret z 1890 roku). Obraz Pochwalskiego, jeden z tych wizerunków, z których Sienkiewicza po prostu najlepiej dziś znamy i „kojarzymy”, interesuje mnie tu najbardziej (bo też, jak zaraz wskażę, za ikoniczny uchodził już u kresu XIX wieku), dlatego chciałbym na koniec bliżej przyjrzeć się jego działaniu w relacji z samym pisarzem, jego oddziaływaniu na szerszą skalę, wreszcie krążeniu w obiegach społecznych. Pochwalski pierwsze przymiarki zaczął latem 1889 roku w Krakowie; Sienkiewicz relacjonował je następująco: „Wczoraj byłem u Pochw[alskiego], który zaczął portret, wyrysował, podmalował. Nie wiem, co dalej będzie, ale teraz śladu podobieństwa. Łbisko szerokie, nos krótki, wąsiska sumiaste – ni cienia. […] Gotowe będzie prędko”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 2, cz. 2, list nr 173 z 4 VII 1889, s. 98.[/przypis]. Praca nie została jednak skończona szybko, a to dlatego, że obaj rozpoczęli wkrótce intensywne podróże po Europie; model i artysta do wspólnych posiedzeń wrócili po niemal roku. W końcu czerwca kolejnego roku autor Bez dogmatu pisał do Janczewskiej, tłumacząc się trochę – o ile właściwie odczytuję tę intencję – z prześmiewczego tonu wstępnej opinii:

&amp;nbsp;

Portret mój będzie do czwartku skończony – i będzie bardzo dobry: jest trochę większy niż natura, stąd zdawała się i postać, i twarz za ogromne, ale przy modelowaniu to znika, a jeszcze więcej zniknie przez wygłębienie w ramach – i zawieszenie portretu. Styl jego w ogóle jest bardzo poważny.[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 2, cz. 2, list nr 233 z 22 VI 1890, s. 285.[/przypis]

&amp;nbsp;

Sam wizerunek pojawia się w 10. numerze „Tygodnika” z tego jubileuszowego roku dwukrotnie: raz na okładce, a drugi ­– na reprodukcji fotografii ściany warszawskiego mieszkania pisarza. Dodatkowo występuje w opisie – a zatem też w osobistej interpretacji – Hoesicka:

&amp;nbsp;

Całą ścianę nad otomaną zajmują dwa naturalnej wielkości portrety pędzla Pochwalskiego: znany portret Sienkiewicza z roku 1890, bezwarunkowo najlepszy ze wszystkich jego portretów oraz portret śp. pani Sienkiewiczowej […].
Przypatrując się portretowi autora Bez dogmatu, jego postaci siedzącej w stylowym fotelu, a przodem zwróconej do widza, jego twarzy ściągłej, rasowej, oliwkowo-śniadej, jakby u południowca, zakończonej krótko strzyżoną hiszpanką, twarzy prawdziwie męskiej o rysach regularnych, szlachetnych, z nosem suchym, patrycjuszowskim, z oczyma czarnymi, pełnymi wyrazu i jakiejś smętnej zadumy w spojrzeniu, i kiedy się widzi poważne zamyślenie, doskonale na tym portrecie uwydatnione przez malarza, a w ogóle Sienkiewiczowi właściwe, mimo woli przypomina się słynny Lorenzo Il Pensieroso, którego pełne ponurego zamyślenia oblicze nacechowane jest podobnym wyrazem.
Jednocześnie, patrząc na ten portret, malowany w okresie pisania  Bez dogmatu, ma się wrażenie, iż jest to wymowny portret pisarza, który dał światu Płoszowskiego, tego Wertera i Hamleta z końca XIX w.[przypis]F. Hoesick, dz. cyt., s. 188.[/przypis]

&amp;nbsp;

W relacji obcowania z wizerunkiem Sienkiewicza objawia się to, co widzieliśmy już w liście pisarza do Jadwigi Janczewskiej: portret jest „wymowny”, czyli – tak to chyba należy rozumieć – opowiada to, co właśnie ma opowiedzieć, a patrzącemu przysługuje przywilej dostrzeżenia tej zgodności. Przede wszystkim wiernie odzwierciedla Sienkiewicza z 1890 roku, z okresu, kiedy pisał swoją fin-de-siècle’ową powieść i w obrazie zawierać ma się właśnie istota tego dzieła literackiego (z dalszymi odwołaniami – Leon Płoszowski, uobecniony w swoim autorze, przywołuje ikonicznych bohaterów Goethego i Shakespeare’a). Ale jest tam jeszcze więcej: w przedstawieniu objawia się („mimo woli”) nagrobkowa rzeźba zamyślonego księcia Urbino dłuta Michała Anioła z Florencji, w Sienkiewiczu dostrzec też można patrycjusza – czy nie Gajusza Petroniusza, patrzącego z melancholią na koniec wieku i zmierzch swojego świata? Odnajdujemy wreszcie cechy, które w ogóle chętnie widziano w autorze Trylogii: urodę „prawdziwie męską”; ciemne, smutne oczy, naznaczone często wzmiankowaną melancholią – czy to z powodu śmierci pierwszej żony, czy to kondycji narodu; jego szlachetne, ostre rysy twarzy, podkreślone hiszpańskim uformowaniem zarostu i wreszcie ten egzotyczny rys, który tak często podkreślano, czyli ciemniejszy ton cery, mający przywoływać być może tatarskie korzenie Sienkiewicza.

A zatem portret, który dwukrotnie już pojawił się w przedrukowanej ilustracji, nakreślony zostaje raz jeszcze pod piórem Hoesicka. Lecz nie po raz ostatni:

&amp;nbsp;

Kiedy stojąc pod tym portretem z roku 1890, ma się jednocześnie możność rzucenia okiem na Sienkiewicza samego, dostrzega się bardzo niewielką w powierzchowności jego zmianę, tyle tylko, że mu w ciągu tych lat dziesięciu przybyło sporo siwych włosów: ciemny szatyn na portrecie jest dziś dobrze szpakowaty.[przypis]Tamże, s. 188.[/przypis]

&amp;nbsp;

Oto mamy czwartego Sienkiewicza – tego samego, lecz zarazem nieco innego, pokazanego w kolejnej wersji z głową przyprószoną siwizną. Hoesick powtarza tu gest wspomnianego tableau, zestawia ciało pisarza sprzed dekady z tym, które objawia się jemu.

Lecz uważny czytelnik, przeszedłszy kolejne akapity (a tam kolejne popiersia, akwarele i rysunki z twarzami jubilata), odwróci stronę, spotka się – już po raz piąty – ze znajomym zachmurzonym spojrzeniem i tym samym ułożeniem dłoni na oparciu krzesła, ba!, rozpozna nawet ułożenie fałd marynarki i kamizelki. Oto rycina Sienkiewicz u siebie: Sienkiewicz w identycznej pozie jak spod pędzla Pochwalskiego zasiadł w fotelu dziesięć lat później w swoim mieszkaniu przy Wspólnej! To znane gabinetowe przedstawienie z „Tygodnika Ilustrowanego” jest – z niewielką tylko korektą perspektywy – ewidentnym cytatem z portretu z 1890 roku, do jego rozpoznania przygotował nas Ferdynand Hoesick swoim gęstym opisem, wzmacniając w ten sposób własną tezę, że obraz Pochwalskiego to „bezwarunkowo najlepszy ze wszystkich jego portretów”, czyli ten wizerunek, który powinien stawać przed naszymi oczami, gdy myślimy o Sienkiewiczu. W tle wiszą bronie i poroża, na biurku popielnica i przybory do pisania, za przysłoniętym firaną oknem jest Warszawa. Na przyległej ścianie portret żony (również Kazimierza Pochwalskiego, z 1886 roku[przypis]Pisał o nim Sienkiewicz do Janczewskiej: tegoż, Listy, t. 2, cz. 1, list 10, s. 140, 31 lipca 1886.[/przypis]) i jej popiersie wiszą nad prawym ramieniem pisarza, niczym dobry opiekuńczy demon. A dalej jeszcze (co wiemy z układu obrazów na innej grafice), już poza kadrem, znajduje się portret Pochwalskiego, który jest tutaj cytowany. Sienkiewicz mógł dla pewności zezować na niego prawym okiem i sprawdzać wierność przyjętej postawy, odpowiednią chmurność spojrzenia, ułożenie ręki na poręczy – podkreślając w ten sposób ciągłość swojej egzystencji, której przemijanie podkreśla każde „zdjęcie obrazu”.</document>
<document nplp_id="4434" title="Ożywione gesty i&amp;nbsp;żywe obrazy Sienkiewicza" slug="ozywione-gesty-i-zywe-obrazy-sienkiewicza">Giorgio Agamben, wychodząc od interpretacji obrazu kinowego, pisze że nie jest on ani „poseéternelle (niczym forma w świecie klasycznym), ani coupeimmobile ruchu, lecz coupemobile”, co pozwala mu przywołać kategorię images-mouvement Gilles’a Deleuze’a. Jak pisze dalej Agamben:

&amp;nbsp;

[…] należy rozszerzyć analizy Deleuze’a i pokazać, że dotyczy to ogólnie statusu obrazu w nowoczesności. Oznacza to jednak, że mityczna nieruchomość obrazów zostaje przełamana i należy mówić nie tyle o obrazach, ile o gestach. Każdy obraz ożywia w rzeczywistości antynomiczna dwubiegunowaość: z jednej strony unifikuje on i niszczy gest (chodzi wówczas o imago jako gipsową maskę pośmiertną albo symbol), z drugiej zaś zachowuje jego nienaruszoną dynamis (niczym na zdjęciach Muybridge’a lub na fotografiach sportowych).[przypis]G. Agamben, Uwagi o geście, przeł. P. Mościcki [w:] Agamben. Przewodnik Krytyki Politycznej, red. Zespół KP, Warszawa 2010, s. 299.[/przypis]

&amp;nbsp;

Biorąc rozpoznanie Agambena za dobrą monetę, mógłbym zaproponować interpretację, w imię której zwielokrotniony, a zarazem delikatnie za każdym razem zmodyfikowany w procesie reprodukcji i wskutek drobnych przesunięć perspektywy – obraz Sienkiewicza, będący pochodną dzieła Pochwalskiego, przy aktywnym, aktorskim w istocie udziale samego kilkakrotnie pozującego pisarza staje się nawiązaniem do rozwijającego się właśnie wynalazku kinematografu i samego medium ożywionego, ruchomego obrazu. Na kartach „Tygodnika Ilustrowanego” odtworzony przed oczami czytelnika zostaje seans filmowy z autorem Trylogii w roli głównej; wyświetlony zostaje film, którego nigdy przecież o Sienkiewiczu nie nakręcono.

Zarazem wywiedziona z końca XIX wieku gra słów – fakt, że określenie „żywe obrazy” odnosi się jednocześnie do gatunku parateatralnego i do pokazów kinematograficznych – odsyła nas również do tej cokolwiek anachronicznej praktyki performatywnej, w której gest uobecnia się w swojej formie zastygłej, lecz – w tym samym momencie – dynamicznej. Sienkiewicz pojawia się przed czytelnikiem-widzem, niczym za kolejnymi podniesieniami kurtyny swojej żywo-obrazowej stanisławowskiej Apoteozy. Jak powiada włoski filozof kultury, obraz nowoczesny działa na dwa spolaryzowane sposoby: „[…] pierwszy biegun odpowiada wspomnieniu, którym dysponuje pamięć uświadomiona, drugi zaś obrazowi, który rozbłyskuje w epifanii pamięci mimowolnej. I podczas gdy pierwszy żyje w mitycznej izolacji, drugi odsyła poza siebie, ku całości, której jest częścią”[przypis]Tamże.[/przypis]. Mamy więc Sienkiewicza zaklętego w swojej przeszłości – w roku 1890, a potem 1900; lecz zarazem spotykamy go na płaszczyźnie dynamis, w żywym akcie-geście, w którym stanowi dla Polaków to ogromne narodowe imaginarium, jakie współtworzył i jakim obrósł – odsyłając „poza siebie, ku całości, której jest częścią”.</document>
<document nplp_id="4435" title="Logika cierpienia I&amp;nbsp;(Tadeusz Zieliński)" slug="tadeusz-zielinski">Skłonność Sienkiewicza do metodycznego konstruowania scen okrucieństwa dostrzegano z rzadka[przypis]Zob. R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy, Katowice 2009.[/przypis] – i natychmiast tłumaczono realiami historycznymi[przypis]Tłumacząc kierowane czasami w stosunku do Sienkiewicza zarzuty o nadmiar scen drastycznych, Paweł Popiel powołuje się na autorytet francuskiego krytyka André Baudrillarta, autora rozprawy o Quo vadis?, i stwierdza: „opisując takie czasy i epokę, niepodobna, by pisarz dla młodych panienek wykładał zasady katechizmu” (P. Popiel, Dwie prace o Sienkiewiczu, „Czas” 1901, nr 30 (z 6 II), s.1; wspomniany esej Baudrillarda to Le Roman "Quo vadis" et l’histoire, „Le Correspondant” 1901, 25 janvier).[/przypis]. Zwracając uwagę na wszechobecną w "Trylogii" przemoc, Tadeusz Zieliński pisał: „Zjawiska milczeniem zatrzeć niepodobna; skoro potworność taka istniała, tedy sumienny malarz epoki o niej mówi i nie można o to mieć do niego żalu. Jedyny zarzut, jaki by można mu zrobić, jest ten, że mówi o niej nazbyt szczegółowo”[przypis]  T. Zieliński, Idea Polski w dziełach Sienkiewicza, Zamość 1920, s. 33.[/przypis]. Temat nazbyt drobiazgowego opisywania aktów przemocy pojawia się w rozprawce Zielińskiego incydentalnie i znika, ustępując miejsca innym wątkom. W zakończeniu autor pisze, pozornie bez związku z tą pierwszą sprawą: kiedy jest dobrze, można zajmować się kwestiami estetycznymi, ale:

&amp;nbsp;

Niechaj zwali się nieszczęście, wystawiające na szwank samo życie narodu, natychmiast budzi się świadomość, aczkolwiek niewyraźna, że życie owo jest właśnie tym pierwiastkiem najwyższym, któremu podlegać muszą wszystkie twórcze siły narodowe; sama sobie wystarczająca estetyka ustępuje wtenczas miejsca orientacji biologicznej także i w dziedzinie sztuki. Wtenczas naród wymierza sprawiedliwość swoim mistrzom – sprawiedliwość, której wartość zależy od własnej jego żywotności i godności życia; ten pisarz, ten artysta znajduje uzasadnienie, który wiódł naród swój drogą życia, mocnego, zdrowego, pięknego życia[przypis] Tamże, s. 55.[/przypis].

&amp;nbsp;

Dla Tadeusza Zielińskiego Sienkiewicz jest właśnie niedościgłym mistrzem egzystencjalnego trwania – „w potędze, w zdrowiu, w urodzie”[przypis]J.w.[/przypis]. Argumentów, podtrzymujących postawioną tezę, autor nie podaje. Jak, jaką drogą pisarz, lubujący się w realiach historycznych krwawej epoki wojen i powstań, często przegranych lub zwiastujących rychłą klęskę, wciela się w rolę krzewiciela siły i tężyzny narodu? Uznalibyśmy pomysł Zielińskiego za zgrabny koncept filologa obeznanego z retorycznymi sposobami zamykania tekstu krytycznego, gdyby nie inny precedens, stworzony ręką subtelnego krytyka. Dostarcza go Maria Konopnicka[przypis]Niektórych dziwi, że poetka (czy dlatego, że jest kobietą?) wykazuje tyle zrozumienia dla Sienkiewiczowskiego okrucieństwa. Andrzej Stoff pisze: „Jest rzeczą zdumiewającą, że to właśnie Maria Konopnicka usprawiedliwiała Sienkiewicza z «obrazów mąk, na których oko prawie spocząć nie śmie»” (A. Stoff, Sienkiewiczowskie studium zemsty. Wątek Adama Nowowiejskiego w „Panu Wołodyjowskim", „Roczniki Humanistyczne” 1997, t. 45, z. 1, s. 145).[/przypis].</document>
<document nplp_id="4436" title="Logika cierpienia II&amp;nbsp;(Maria Konopnicka)" slug="maria-konopnicka">W niewielkim szkicu poświęconym Sienkiewiczowi, doczepionym niejako do dwu obszernych rozpraw krytycznych o Józefie Bohdanie Zaleskim i Adamie Asnyku, Maria Konopnicka święci wielkość pisarza jako kreatora życia. Nie kronikarza, ale stwórcy: „W dziele tym, poza jego historyczną treścią i poza jego artystyczną pięknością, słyszymy ciągle i zawsze, i na każdej karcie, jak gdyby nakaz, który z wielką potęgą zdaje się przemawiać do nas: Jakakolwiek jest dola wasza – żyjcie! I jakakolwiek jest męka wasza – żyjcie! I jakakolwiek jest słabość wasza – żyjcie! I choć byście więcej cierpieć mieli, płonąc, niż stygnąć, gorejąc, niż ugasając – gorejcie, płońcie, a żyjcie!”[przypis]M. Konopnicka, Szkice. Bohdan Zaleski – Adam Asnyk – Henryk Sienkiewicz, Lwów 1905, s. 120–121.[/przypis].

Tekst Konopnickiej organizuje metafora ognia i tropy z nią spokrewnione. Mamy więc ognisko, głownie, płonące szczapy, gorący jeszcze popiół, zrazu – w młodzieńczych utworach Sienkiewicza – ledwie się tlący, wymagający podniety, rozdmuchania, wydobycia słabych iskier.

&amp;nbsp;

Teka [Humoreski z teki Worszyłły], której każda karta godzi w ospałość, obojętność, bezruch i bezduch społeczeństwa, nie czym innym jest, jak właśnie takim pchnięciem w stygnące ognisko, takim uderzeniem pokrytych popiołem samolubstwa i bezczynności głowien, które płomienia życia utrzymywać w sobie nie mogły[przypis]Tamże, s. 221–222.[/przypis].

&amp;nbsp;

Nowelistyczną twórczość młodzieńczego okresu określa poetka mianem „paliwa”, zebranego z rozrzuconego chrustu. Losy emigrujących „za chlebem”, wykluczonych, pominiętych przy rozdziale dóbr materialnych, stanowią „marnowany podpał życia”. Powieści historyczne, dobywające ognia ze zdarzeń wielkiej historii, czyli już nie z chrustu, ale z potężnych głowni, na pozór tylko martwych, uczyniły „ognisko ducha naszego jaśniej świecącym. Szerzej widzianym, goręcej i powszechniej czutym, i wzmogło w nas – życie”[przypis]Tamże, s. 124.[/przypis].

Autorka szkicu jest świadoma paradoksu, którym się posłużyła, i nie uchyla się przed jego objaśnieniem. Płonące szczapy dają światło i ciepło, ale ich kresem jest rychłe samospalenie. Powieści Sienkiewicza, pisane i czytane „ku pokrzepieniu serc”, wypełnione są obrazami bólu i cierpień. Jak pogodzić logikę życia i imperatyw śmierci? Konopnicka nie tłumaczy wyborów pisarza konwencjami gatunku lub realiami epoki. Widzi w tym głębszy indywidualny zamysł. Pisze o autorze "Trylogii":

&amp;nbsp;

Motyw bólu, motyw męki, motyw śmiertelnej ofiary stał się w jego rękach potężnym środkiem ekspiacji, odkupienia i wskrzeszającej wprost mocy. Niektóre Sienkiewiczowskie postacie zgoła na tym jednym motywie stoją, a męka psychiczna dochodzi w nich do podarcia się duszy w krwawe szmaty; męka zaś ciała aż do stopnia nieznośności dla widza[przypis] Tamże,s. 125.[/przypis].

&amp;nbsp;

Co uzasadnia nagromadzenie makabry – między innymi w scenach „katowskiej śmierci przeniewierczego nieszczęśnika Azji” i scenach męki, jaką w krzyżackim podziemiu zadano Jurandowi? Sienkiewiczowska makabra nie kończy się na scenach tortur, nigdy nie jest bezpłodna, mówi Konopnicka. Kieruje się własnymi prawami – prawem przebaczenia kierowanym wobec tych, którzy zostali na nią skazani, i prawem świętości dla tych, którzy uczynili ze swego życia dobrowolną ofiarę[przypis]Inne stanowisko formułuje Urszula Benka; uważa, że w dziełach Sienkiewicza nawet poniechanie zemsty nie oznacza przebaczenia. Zob. U. Benka, Iluzja kuszenia. Uwagi na marginesie "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza, „Acta Universitatis Wratislaviensis. Prace Literackie" 1992 , nr 32 (1459), s. 67.[/przypis]. Na trochę innych zasadach poetka włącza do rozważań casus Płoszowskiego. Cierpiał, choć nie tak, by zasłużyć na ratunek, a zaledwie na docenienie dokonującej się w nim przemiany, na zrozumienie i trudną akceptację ze strony czytelników.

Tak jak męka nie jest bezpłodna, tak wina nie może być beznadziejna. I dowodzić tego ma, oczywiście, Kmicic, traktowany jako prefiguracja nawróconego grzesznika.  </document>
<document nplp_id="4437" title="Mistyka śmierci I&amp;nbsp;(Stanisław Tarnowski)" slug="stanislaw-tarnowski">Jeszcze inaczej na okrucieństwo przedstawione w "Trylogii" patrzył Stanisław Tarnowski. Według niego zbrodnia musi być ukarana, a sposób uśmiercania pokazany przez Sienkiewicza, choć straszny, był zgodny z prawdą historyczną. Na epatowaniu obrazami tortur cierpi jednak estetyka powieści, wciągnięta – wbrew zaleceniom Lessinga – w kołowrót obrzydliwości, których nie chcemy widzieć i nie chcemy znać. Zniesmaczony okrucieństwem Nowowiejskiego i jego podwładnych Tarnowski pisał: „Razi nas więc i martwi ta tortura w naszym uczuciu polskim i chrześcijańskim, bo przez nią zbrodniarz wychodzi na męczennika, pokrzywdzony i rycerz – na oprawcę[przypis] S. Tarnowski, Studia do historii literatury polskiej, t. 5: Henryk Sienkiewicz, Kraków 1897, s. 176.[/przypis]. Można zabijać winnego, ale tak, aby nie „było słychać trzeszczenia jego stawów, nie było widać prucia jego wnętrzności tępym drewnianym kołem”[przypis] Tamże, s. 177.[/przypis].

Konopnicka nie zamyka oczu i nie zasłania uszu; chce znaleźć dla ludzkiego cierpienia, choćby najbardziej zawinionego, miejsce w chrześcijańskim porządku świata. Tarnowski tylko wzmiankuje o „godności umęczonego”, Konopnicka jej intensywnie szuka. Wywód poetki rozmija się wprawdzie z tymi stronami powieści, na których mówi się wprost o braku litości dla cierpiących wrogów, kiedy pokazuje się akceptowane przez narratora okrucieństwo Jeremiego Wiśniowieckiego i innych wodzów, kiedy opowieść zagłębia się w misternie przygotowywane i metodycznie prowadzone tortury, wszechwładną moc śmierci i akty zemsty, które nie leczą ran. Ale też to – wytknięte poetce – „usprawiedliwienie” Sienkiewicza nie byłoby możliwe bez autorskiego udziału samego pisarza, który jednak, jak to pokazał Andrzej Stoff [przypis]A. Stoff, Sienkiewiczowskie studium zemsty. Wątek Adama Nowowiejskiego w "Panu Wołodyjowskim", „Roczniki Humanistyczne” 1997, t. 45, z. 1[/przypis], wykroczył poza konwencje powieści historycznej, prezentując nie tylko strach, ale i duszę skazanego. Skon Azji poprzedzają wzniosłe myśli:

&amp;nbsp;

Czasem przychodziło mu także do głowy, że zaraz po męce i śmierci pójdzie do raju, ale że sam niegdyś wiarę chrześcijańską wyznawał i żył długo między chrześcijany, więc brał go strach na myśl o Chrystusie. Ten nie będzie miał dla niego miłosierdzia; gdyby zasię prorok był od Chrystusa mocniejszy, to by go w ręce Nowowiejskiego nie wydał. Być może jednak, że prorok okaże nad nim jeszcze miłosierdzie i wyjmie z niego duszę, nim go męką zmorzą. (PW, III, 141)[przypis]  H. Sienkiewicz, Dzieła. Wydanie zbiorowe pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 19: Pan Wołodyjowski, Warszawa 1950 (dalej odsyła do tej powieści skrót PW, po nim liczba rzymska na oznaczenie tomu, arabska – strony).[/przypis]

&amp;nbsp;

Pełna sakralizacja może się spełnić tylko w odniesieniu do bohatera pozytywnego; agonia Podbipięty jest tego wyrazistym przykładem:

&amp;nbsp;

Wówczas na widok łuków i strzał wysypywanych z kołczanów pod nogi poznał i pan Podbipięta, że zbliża się godzina śmierci, i rozpoczął litanię do Najświętszej Panny. Uczyniło się cicho. Tłumy zatrzymały dech, oczekując, co się stanie. Pierwsza strzała świsnęła, gdy pan Longinus mówił: "Matko Odkupiciela!" — i obtarła mu skroń. Druga strzała świsnęła, gdy pan Longinus mówił: "Panno wsławiona!" — i utkwiła mu w ramieniu. Słowa litanii zmieszały się ze świstem strzał. I gdy pan Longinus powiedział: "Gwiazdo zaranna!" — już strzały tkwiły mu w ramionach, w boku, w nogach… Krew ze skroni zalewała mu oczy i widział już — jak przez mgłę — łąkę, Tatarów, nie słyszał już świstu strzał. Czuł, że słabnie, że nogi chwieją się pod nim, głowa opada mu na piersi… na koniec ukląkł. Potem, na wpół już z jękiem, powiedział pan Longinus: "Królowo Anielska!" — i to były jego ostatnie słowa na ziemi. Aniołowie niebiescy wzięli jego duszę i położyli ją jako perłę jasną u nóg Królowej Anielskiej. (OiM, IV, 131)[przypis]Tamże, t. 10: Ogniem i mieczem, Warszawa 1949 (do powieści odsyła skrót OiM, po nim liczba rzymska na oznaczenie tomu, arabska – strony). [/przypis]

&amp;nbsp;

Zawsze lub prawie zawsze męka ludzka przywodzi na myśl mękę świętych, mękę Chrystusa. Odbija się w sacrum jak w lustrze, spełnia w jawnych lub ukrytych analogiach, nawet jeśli jest męką grzeszników: trzygodzinna męka Chrystusa na krzyżu i trzydniowe konanie przeniewierczego Azji; figura świętego Sebastiana, przeszywanego strzałami, i los dzielnego Podbipięty, pokłutego jak tarcza, z krwawiącą raną w boku. Czyżby właśnie tu, w analogiach religijnych, chrześcijańskich, należałoby szukać pokrzepiającej mocy tkwiącej w męce i cierpieniu, w klęsce i przegranej?</document>
<document nplp_id="4438" title="Mistyka śmierci II&amp;nbsp;(Samuel Zborowski według Magdaleny Saganiak)" slug="samuel-zborowski-wg-magdaleny-saganiak">Czy deformacja ciała, ciała fizycznego, ciała narodu, nie stanowi sygnału dla odradzającego się Ducha? Taką kolej rzeczy przewidują autorzy mistyczni. Na przykład Słowacki w Samuelu Zborowskim. O tym dramacie pisała Magdalena Saganiak:

&amp;nbsp;

Chrystus zrujnował swoje ciało, umierając na krzyżu, chociaż jego głowa [inaczej niż w przypadku bohatera Słowackiego – G.B.] nie została ścięta. Zrujnował je nie po to, by je dokładnie odbudować, ponieważ nie ta forma jest jego prawdziwą istotą. Dlatego i czyn Kanclerza, który doprowadził do zdeformowania ciała Samuela, będąc grzechem i tragiczną winą, jednocześnie stał się wyzwoleniem Ducha. Zarówno dla Samuela, jak i dla Kanclerza stało się jasne lub jaśniejsze, czym lub kim w istocie są i na czym polega przejściowość ich ludzkiego statusu[przypis]M. Saganiak, Makabra w Mistycznym Teatrze Juliusza Słowackiego, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty: Antropologia kultury. Etnografia. Sztuka" 1995, nr 3/4, s. 78.[/przypis].

&amp;nbsp;

Sienkiewicz nie jest mistykiem, nie idzie tak daleko w swoich koncepcjach ezoteryki religijnej jak Słowacki, ale etos rycerskiego życia na kresach Rzeczpospolitej równie mocno oswaja jego bohaterów ze śmiercią. Słynne: „Nic to!”, które szykujący się na śmierć Wołodyjowski każe przekazać Basi, nie mówi o lekceważeniu ziemskiego żywota, ale o tym, że jest ono zapowiedzią nowych zdarzeń i nowego życia. To, co Magdalena Saganiak pisze o poecie mistycznym: „Słowacki pokazuje niebezpieczne rycerskie życie, które nie polega na pogardzie śmierci, wynikającej z jej nieznajomości, ale na życiu ze śmiercią jako drugim wymiarem życia”[przypis] Tamże, s. 78.[/przypis], sprawdza się częściowo w przypadku historycznych powieści Sienkiewicza. W wygłosie ostatniego tomu "Trylogii" wyraźnie coś się kończy, żeby coś innego mogło się zacząć. To „coś” ma wymiar historyczny, a nie wyłącznie duchowy, jak u Słowackiego, ale jest równie niewiarygodne, wywołane wewnętrzną siłą i sankcją nie z tego świata, jak wizje mistyka. Zauważmy, że między sceną śmierci Wołodyjowskiego a sceną jego pochówku nie ma żadnego rozziewu czasowego, żadnego chiazmu, żadnej przerwy. Na próżno oczekiwalibyśmy informacji o przygotowaniach do pogrzebu, mimo że w tradycji staropolskiej upływało zwykle sporo czasu między zgonem a pochówkiem (niekiedy miesiąc, choć oczywiście w warunkach wojennych okres ten mógł ulec skróceniu) lub chociaż znaku wyraźnie delimitującego tekst (nowy rozdział, interlinia, „gwiazdka”), który markowałby upływ czasu. Narracyjnie oba wydarzenia pozostają częścią tej samej całości. Wołodyjowski umarł, spoczął w podwójnej trumnie, ołowianej i drewnianej, co także nie było standardem, „leżał oto wysoko, wśród światła, w chwale niezmiernej, ale w ciszy śmierci” (PW, III, 245) i – czekał, symbolicznie rzecz ujmując, na wejście hetmana Sobieskiego, które oczywiście następuje: „Oczy wszystkich zwróciły się na niego, dreszcz jakiś wstrząsnął ludźmi, a on szedł z brzękiem ostróg ku katafalkowi, wspaniały, z twarzą rzymskiego cezara, ogromny…” (PW, III, 248).

Saganiak dostrzega związek łączący postaci Słowackiego z bohaterami Sienkiewicza: „Mają oni coś wspólnego jako rycerze wielkiej i potężnej Polski, chrześcijańskiej i sprawiedliwej, toczącej wojnę ze starożytnym i nowożytnym pogaństwem i pogardą dla Boga”[przypis]  Tamże, s. 78.[/przypis]. Pamiętamy przecież nie tylko Kmicica, którego można od biedy wziąć za przyciętego do miar powieści popularnej Zborowskiego, pamiętamy dramatyczną homilię księdza Kamińskiego w kolegiacie stanisławowskiej, gdzie tymczasowo pochowano „Małego Rycerza”, i słowa strasznego proroctwa:

&amp;nbsp;

Kościoły, o Panie, zmienią na meczety i Koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali. Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje i w moc sprośnemu Turczynowi nas podałeś. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o Panie, teraz opór mu stawi? Jakie wojska na kresach wojować go będą? Ty, dla którego nic nie jest w świecie zakryte. Ty wiesz najlepiej, że nie masz nad naszą jazdę! Która ci, Panie, tak skoczy, jako nasza skoczyć potrafi? Takich że obrońców się pozbywasz, za których plecami całe chrześcijaństwo mogło wysławiać imię Twoje? Ojcze dobrotliwy! Nie opuszczaj nas! Okaż miłosierdzie Twoje! Ześlij nam obrońcę, ześlij sprośnego Mahometa pogromcę, niech tu przyjdzie, niech stanie między nami, niech podniesie upadłe serca nasze, ześlij go, Panie. (PW, III, 248)

&amp;nbsp;

Nadejście Salvatora nie pozwoliło spełnić się tej przepowiedni. Przymierze Polski z Bogiem zostało odnowiono w duchu oświeceniowego prowidencjonalizmu i mistycznego romantyzmu.</document>
<document nplp_id="4439" title="Sienkiewicz dionizyjski (Samuel Zborowski według Jarosława M. Rymkiewicza)" slug="samuel-zborowski-wg-jaroslawa-m-rymkiewicza">Jeśli Wołodyjowski poniósł ofiarę, to ofiara ta była początkiem ocalenia. Ciało cierpi, ale duch się wzmacnia. Tak wygląda ekonomia sarmackiej (polskiej) ofiary. Jej kwintesencją jest Samuel Zborowski Słowackiego, ale niekoniecznie Samuel Zborowski Jarosława Marka Rymkiewicza. Które z tych dzieł jest zgodne z duchem Sienkiewicza? Na związki z mistycyzmem romantycznym, niekoniecznie z konkretnymi mistycznymi dramatami Słowackiego, których autor „Trylogii" nie mógł znać, już wskazywaliśmy. Rymkiewicz postrzega konflikt między kanclerzem Batorego - Janem Zamoyskim a Samuelem Zborowskim jako śmiertelne starcie zwolenników absolutystycznej władzy monarszej, o której śnił kanclerz, a wolnym, nieposkromionym etosem polskiego rycerstwa. W historii opowiedzianej przez Rymkiewicza, inaczej niż u Słowackiego, życiem własnym żyje nie tylko duch Zborowskiego, ale także jego okaleczone ciało. Wykradzione po egzekucji na Lubrance, zaniesiono w trumnie, obficie zlanej krwią, do kamienicy Zebrzydowskich, być może na ulicy Bocheńskiej w Krakowie, gdzie zostało poddane ablucjom i innym zabiegom estetycznym. Cztery córki Kaspra Zebrzydowskiego i Jordanówny, herbu Trąby, umyły ciało Samuela, nb. ich wuja, przyszyły głowę i inne członki, które ucierpiały przy egzekucji (kawałki ramienia, łopatki, palców). Pracowały pewnie bez rękawiczek, domniemywa Rymkiewicz, bo kontakt z krwią szlachetną nie był dla nikogo w owym czasie przykry. „To było wzniosłe – było w tym coś rzymskiego – coś z dziewiczych prac starożytnego Rzymu – to przyszywanie głowy”[przypis]J.M. Rymkiewicz, Samuel Zborowski, Warszawa 2010, s. 345.[/przypis]. Ciało ubrano w czerwone jedwabie, a trumnę zasmołowano. Nad przyszytą głowa umieszczono szybę. Rymkiewicz docieka, czy po to, aby pokazywać okrucieństwo władcy? Nie wydaje się. Trumny z szybkami na wysokości głowy były elementem funeraliów staropolskich. Na tym tle raczej podwójny sarkofag Wołodyjowskiego wydaje się wyjątkiem. Nawiasem mówiąc, ośmielona dociekliwością Rymkiewicza, zastanawiam się, co zawierała trumna Wołodyjowskiego. Co do niej włożono po wybuchu, który zatrząsł całym Kamieńcem?

Rymkiewicz podkreśla, że po śmierci Zborowskiego we wszystkich wypowiedziach, które wychodziły z ust lub spod pióra jego zwolenników, przede wszystkim jego braci, mówiło się wyłącznie o ciele zmarłego. O jego (ciała) interesach, poruszeniach, o popełnionym na nim gwałcie. I nie chodzi o ciało fantazmatyczne, wspólnotowe czy polityczne, jak w pracy Ernsta H. Kantorowicza[przypis]E.H. Kantorowicz, Dwa ciała króla. Studium ze średniowiecznej teologii politycznej, przeł. M. Michalski, A. Krawiec, red. naukowa J. Strzelczyk, Warszawa 2007 (pierwodruk 1957).[/przypis], ale o ciało rozumiane jak najbardziej dosłownie. Rymkiewicz wyraźnie zastrzega się: „Wygląda […] na to, że drugie życie ciała pod pewnym względem (ale zasadniczym) różni się od drugiego, pośmiertnego życia duszy – jest to nadal życie tutejsze, ziemskie, doczesne”[przypis]J.M. Rymkiewicz, dz. cyt., s. 348.[/przypis]. O paradoksalnej pośmiertnej żywotności ciała świadczy też to, że dość długo przebywało ono na ziemi, obwożone, przenoszone. Może ukrywane przed Zamoyskim i jego zwolennikami? Kiedy i gdzie pochowano ostatecznie Samuela Zborowskiego, nie zdołano ustalić.</document>
<document nplp_id="4440" title="Sienkiewicz dionizyjski II&amp;nbsp;(Dionizos i&amp;nbsp;Nietzsche)" slug="dionizos-i-nietzsche">Pokazując cierpiące ciała, Sienkiewicz trzyma się linii mistyczno-romantycznej: ciało jest drogą do zbawienia duszy i wzmożenia (narodowego) ducha. O tym zdaje się mówić Konopnicka, choć wpisany w jej tekst wątek witalistyczny sugeruje wpływ koncepcji wywodzących się z podszytego nietzscheanizmem modernizmu. Szczególnie w interpretacji Zielińskiego dionizyjskość, by nie powiedzieć, nietzscheańskość, wplątuje się w interpretacje mistyczne, nakłada się na nie. Postać Samuela Zborowskiego w ujęciu Rymkiewicza jest na wskroś dionizyjska: szalona, krańcowa, antychrześcijańska, idąca na zatracenie, pokawałkowana i pocięta, a potem na swój sposób zmartwychwstała nie duchem, a ciałem właśnie. Nawet to zszywanie członków polskiego rycerza przez panny Zebrzydowskie nawiązuje do kobiecych rytuałów dionizyjskich, do przywiązania kobiet do Dionizosa, do podtrzymywania przez nie jego kultu. Rymkiewicz jest dionizyjski, a Sienkiewicz? Czy znajdziemy w figurach jego bohaterów podobne nuty? Wydaje się, że jest zbyt zafiksowany na katolicyzmie, by poważnie traktować inne kulty i religie. Tadeusz Zieliński, wybitny, światowej sławy znawca antyku, ubolewa, że Sienkiewicz nie znał dobrze kultury starożytnej Grecji. A możemy tę opinię potwierdzić, czytając Sienkiewiczowskie nowele i bajki greckie; powierzchownie dotykające realiów historycznych, sztuczne, pretekstowe, zwykle lekkie, żeby nie powiedzieć – błahe. Badacz widzi jednak pewne wyjście z sytuacji: synkretyzm religijny. Zdaniem Zielińskiego, Matka Boska, dziewica, wchłonęła w siebie boginie-dziewice i bogini-matki świata starożytnego. Łącząc z katolicyzmem miłość ojczyzny, Polak-katolik dodaje do swego wyznania nowy sakrament: sakrament Matki-Ziemi. Symbol Matki-Ziemi jest ogniwem pośrednim między starożytnością a chrześcijaństwem. Zieliński zasypuje przedział dzielący starożytne kulty od chrześcijaństwa. Jak różne wcielenia mogłaby przyjąć postawa religijna wobec świata, demonstrowana w rozmaitych epokach historycznych, pokazuje na przykładzie Sienkiewiczowskiej Ligii. Gdyby bohaterka żyła trzysta lat później, niewykluczone, że walczyłaby w obronie posągu Demeter w Eleusis, a jej przeciwnikami byłyby hordy Alaryka, Gota, i „wstyd powiedzieć”, puentuje Zieliński, chrześcijanina, podpalające sanktuarium bogini. Jak pisał przewrotnie i ironicznie Michał Luśnia (właściwie: Kazimierz Kelles-Krauz), Quo vadis? Sienkiewicza można uznać za powieść rewolucyjną; walka chrześcijan z pogańskim Rzymem prefiguruje starcia proletariatu z obrońcami kapitalizmu[przypis]M. Luśnia [K. Kelles-Krauz], Powieść rewolucyjna,„Naprzód” 1897, nr 1, 6 (znaczna część tego artykułu została skonfiskowana).[/przypis].

Ponieważ jednak powieści o najazdach barbarzyńców na Rzym Sienkiewicz nie napisał i był jak najdalszy od rewolucyjnych skojarzeń, musimy pozostać z tym, co mamy: z podjętą przez Tadeusza Zielińskiego próbą dionizyjskiego odczytania jego dzieł historycznych. Czy uprawnioną – odpowiedź na to pytanie wymaga przeanalizowania wątków nietzscheańskich w dziele Sienkiewicza, które pojmuję inaczej niż Maciej Gloger; cała kwestia, nieprosta, wymaga odrębnego tekstu[przypis] Maciej Gloger nietzscheanizm Sienkiewicza widzi mniej więcej w ten sposób: tak, jak w swoim słynnym eseju O pożytkach i szkodliwości historii dla życia Nietzsche nie potępiał całkowicie historii, tak Sienkiewicz nie był jej bezkrytycznym piewcą. „I Nietzschemu, i Sienkiewiczowi chodzi o «zdrową dozę» zmysłu historycznego, który ma «krzepić» i być motorem życia" (M. Gloger, Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010, s. 130). Zarysowana paralela wydaje się co najmniej niewystarczająca, oparta na błędzie logicznym. To, że Nietzsche nie odrzucił zupełnie nawiązań do historii, żadna miarą nie przybliża go do jej apologetów. Poza tym, aby tę paralelę podtrzymać, trzeba by m.in. całkowicie zreinterpretować – i odrzucić – religijność Sienkiewiczowskiego świata (w duchu prowidencjalistyczno-mesjańskim), co nie było chyba zamiarem badacza.[/przypis]. Tu i teraz przyjmijmy, że w przypadku niektórych bohaterów Sienkiewicza, zdolnych zawiesić zobowiązania etyczne, zdobywających się na odwagę zerwania z regułami etosowymi, jak Jeremi Wiśniowiecki, możemy mówić o cieniu pozornego nietzscheanizmu (pozornego, bo słabo połączonego z ryzykiem osobistym bohatera, powołującego się na sankcje wyższe), który jednak, inaczej niż chciałby Tadeusz Zieliński, nie prowadzi prostą drogą ku zdrowemu, pięknemu i spokojnemu życiu, ale jest ucieleśnieniem przemocy. Przemocy tak silnej i wszechwładnej, że jeden z badaczy decyzję zamordowania na rozkaz księcia Wiśniowieckiego posłów Chmielnickiego odniósł, słusznie lub nie, do sytuacji stanu wyjątkowego, w rozumieniu Giorgia Agambena, a więc do sytuacji totalitarnej: suweren, będący poza prawem, ogłasza jego bezwzględne panowanie lub przeciwnie – uchylenie jego reguł. „Prawo stanowi na przykład o nietykalności posła, ale tylko do tego momentu, aż suweren nie zawiesi obowiązywania prawa na terytorium, na którym sprawuje władzę"[przypis]F. Mazurkiewicz, Opowieści nowoczesne. Katowice 2015, s. 128.[/przypis]. Nawiasem mówiąc, ten epizod powieści Sienkiewicza przypomina fragment dramatu Słowackiego Jan Kazimierz, gdzie również rozgrywa się podobna scena gwałtu na posłach, przypomina lub nawiązuje do jego dzieła[przypis]Nie jest wykluczone, że Sienkiewicz znał sceny dramatu. Dochował się fragment dzieła, napisanego przez Słowackiego pod koniec 1841 roku. Wzmiankuje o nim Józef Alojzy Reitzenheim w monografii Juliusz Słowacki (Paryż 1862); zachowane części dramatu wydał Antoni Małecki (Pisma pośmiertne Juliusza Słowackiego, t. 3, Lwów 1866: Jan Kaźmierz. „Szczątek dramatu"). Na podobieństwo między powieścią Sienkiewicza a fragmentem ze Słowackiego zwrócił uwagę publicysta „Czasu”: [b.a.], Sienkiewicz a Słowacki, „Czas” 1884, nr 48.[/przypis].

Polska historia literatury nie dostrzegała dotąd niczego niewłaściwego w postawie podszytej okrucieństwem, które zresztą pod piórem Słowackiego zostaje estetycznie przełamane konwencją humoru i groteski, wzorowanej między innymi na Shakespearze (Firlej w odpowiedzi na dezyderaty posłów mówi słowami z Kupca weneckiego: „Dlaczegoż / Nie żądaliście z każdego serca / Po funcie mięsa?”). Juliusz Kleiner pragnie jednak nadać konwencji groteskowej dramatu wyraźny kontekst ideologiczny: „Ale gdy przybywa poseł Chmielnickiego i żąda wydania Jeremiasza [Jeremiego Wiśniowieckiego – G.B.], podnosi się od razu poziom dramatu. Czuć rycerza polskiego, czuć bohatera w tym, co odpowiada Firlej sędziwy”[przypis]J. Kleiner, Słowacki. Dzieje twórczości, t. 3: Okres "Beniowskiego", wstęp i opracowanie J. Starnawski, Kraków 1999, s. 175 (za Kleinerem przytaczam wersy dramatu Słowackiego).[/przypis]; dodajmy jeszcze dla porządku, że w dramacie Słowackiego Mikołaj Koniecpolski, a nie – jak u Sienkiewicza – Wiśniowiecki sugeruje, by posła zgładzić, nabijając jego głową „harmatę”.</document>
<document nplp_id="4441" title="Przemoc i&amp;nbsp;erotyka I&amp;nbsp;(Przestrzeń gwałtu)" slug="przestrzen-gwaltu">Przestrzeń gwałtu dotyczy w powieściach i nowelach Sienkiewicza nie tylko zmagań wojennych, ale też zmagań erotycznych. W obu dziedzinach pisarz zawiesza (na dłużej lub krócej) reguły etyczne. Urszula Benka, autorka znakomitego eseju Święty sadyzm Sienkiewicza, dodaje, co jest niesłychanie ważne, iż zawieszenie to dokonuje się za zgodą czytelnika:

&amp;nbsp;

O ile więc bohater "naprawdę" pożąda, o ile na jakiś szczególny sposób (który dla autora istnieje bezrozumnie, w kłębowisku pierwotnych emocji) staje się wyznawcą swojego żeńskiego bóstwa – wolno mu wszystko, i czytelnik doskonale o tym wie. Kiedy Bohun porywa Helenę, czytelnik nie ma mu tego za złe – czytelniczka z pewnością będzie nawet rozczarowana, że panna wybrała o tyleż mniej fascynującego (dla czytelniczki) Wielkopolanina, tak czołobitnego wobec jaśnie wielmożnych Wiśniowieckich. Kiedy Kmicic porywa Oleńkę, czytelnik płci obojga, oczywiście, o ile „przeżywa” Potop, sekunduje temu zawadyjace bez cienia skrupułów i oglądania się na obywatelskie cnoty małego konkurenta. Innymi słowy, gdyby rozsądna, prawa Oleńka wybrała Wołodyjowskiego, skończyłaby się w opinii publicznej chyba bardziej, niż gdyby uległa chuciom Radziwiłła[przypis]U. Benka, Święty sadyzm Sienkiewicza, „NaGłos” 1994, nr 14, s. 102.[/przypis].

&amp;nbsp;

Przestępstwa wojenne tym bardziej nikogo nie dziwią, nawet jeśli w oczywisty sposób łamią reguły etosu rycerskiego: mordowanie posłańców, kobiet i dzieci, „czystki etniczne”, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, gwałty popełniane na kobietach, porywanie ich, wywożenie, pozbawianie wolności. Takich obrazów nie brakuje we wszystkich częściach "Trylogii", w Quo vadis? i w innych utworach Sienkiewicza. Pojawiają się po obu walczących stronach, i jeśli nawet nie wszyscy popełniają zbrodnie, to wszyscy je akceptują. Benka pisze, z poczuciem bezsilności, która generuje ironię, że przemoc wojenna, a szczególnie przemoc wobec kobiet, ma w logice wojny swój sens i „płynie z jakiegoś pierwotnego odruchu: wlania spermy tam, gdzie dopełniło się zabójstwa”[przypis]Tamże, s. 103.[/przypis].

Biorąc za punkt wyjścia opis amerykańskiej przestrzeni czytanej przez wyobrażenie Ukrainy, której Sienkiewicz nie znał z autopsji, Benka potwierdza pewne intuicje Zielińskiego i wzmacnia je, przenosząc rozważania z płaszczyzny kulturowej na plan psychoanalityczny, freudowski. Robi tak, ale tylko po to, by – jak się dalej przekonamy – szybko z tej ścieżki uciec. Podobnie jak Zieliński pisze o synkretyzmie wyobraźni Sienkiewicza (a może syntetyzowanie zapamiętanych lub projektowanych obrazów jest elementem pracy wyobraźni u wielu twórców?), który miałby się objawiać nie tylko przemieszaniem opisu ukraińskiego stepu z widokami amerykańskiej prerii, ale przede wszystkim włączeniem do sfery bezpośredniej rzekomo percepcji reminiscencji lekturowych, rozsianych na tkance mitycznej, uformowanej przez polską literaturę – Mickiewicza, Słowackiego. Ale czy tylko teksty kultury biorą udział w tej plątaninie widzianego i wiedzianego? Benka pisze: „[…] ziemia Ukrainy była dla niego [Sienkiewicza] kobietą, mistyczną kobietą, rodzącą jak grecka Gea, krasawice – «siostry stepu». I w tym sensie nie dziwi, że jego obrazowe porównania ześrodkowują się w końcu na łonie, że łono Heleny wydaje się w subtelnej tkance Ogniem i mieczem jakimś sanctissimum […]”[przypis]Tamże, s. 104.[/przypis]. Młodszość kulturowa Ukrainy, swego rodzaju podrzędność wobec bliżej nieokreślonego centrum Rzeczpospolitej przekłada się na relacje genderowe. Ukraina jako prefiguracja kobiecości podlega podbojowi, zawładnięciu, jako prefiguracja płodności – zostaje poddana sakralizacji. Oba akty (zawładnięcia i uświęcenia) podporządkowane są wspólnej logice, wojenno-sakralnej (święta ofiara, związek grzechu i ekspiacji) i z obu Sienkiewicz obficie korzysta.

Przemocowe zachowania erotyczne pojawiają się w większości dzieł Sienkiewicza: używanie siły w kontaktach z kobietami, porwania, bicie, gwałty, fantazmaty fizycznego posiadania kobiety, dominacji, rozdzierania jej ciała, profanacji są elementem nie tylko powieści historycznych, ale także opowiadań amerykańskich (Orso) i dzieł współczesnych (Szkice węglem, Wiry, W pustyni i w puszczy)[przypis]Obrazy te stawały się przedmiotem zainteresowania literaturoznawców rzadko – zob. R. Koziołek, Martwe kobiety. „Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 2006, t. 41, s. 59-73. W erotyce Sienkiewicza szukano przede wszystkim estetycznego piękna, zob. T. Bujnicki, Ciało i erotyka. Rozbieranie Ligii, w: Na przełomie wieków. Studia i szkice ofiarowane Profesorowi Zdzisławowi Piaseckiemu w czterdziestolecie pracy naukowej, pod red. W. Hendzla i P. Obrączki, Opole 2003.[/przypis]. Symptomatyczny jest passus z Quo vadis?; stęskniony Winicjusz miota się, oczekując odnalezienia dziewczyny:

&amp;nbsp;

Lecz miewał i chwile, w których bladł z wściekłości i lubował się myślami o upokorzeniu i mękach, jakie Ligii zada, gdy ją odnajdzie. Chciał ją nie tylko mieć, ale mieć zdeptaną niewolnicą, a jednocześnie czuł, że gdyby mu zostawiono wybór; czy być jej niewolnikiem, czy nie widzieć jej więcej w życiu, to wolałby być jej niewolnikiem. Bywały dnie, w których myślał o znakach, jakie na jej różanym ciele zostawiłby batog, i zarazem chciałby całować te ślady. Przychodziło mu także do głowy, że byłby szczęśliwy, gdyby ją mógł zabić. (Qv, I, 166–167)[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 20: Quo vadis (do tej powieści odsyła skrót Qv, po nim cyfra rzymska na oznaczenie tomu, arabska – strony).[/przypis]

&amp;nbsp;

Benka formułuje arcyciekawą tezę: uważa, że popularność utworów Sienkiewicza, „a nawet ich szczególne «umiłowanie» w szerszych kręgach polskich czytelników wskazuje, iż podobne skłonności nie były tylko jednostkową Sienkiewicza aberracją. To oznacza, że również obsesje obrazowania, wspomniane już połączenie walki i erotyzmu, walki ducha i zmagań miłosnych, posiadały szeroki rezonans. Rzecz jasna – w sferze nieświadomej”[przypis]Tamże, s. 105.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4442" title="Przemoc i&amp;nbsp;erotyka II&amp;nbsp;(Psychoanaliza)" slug="psychoanaliza">Jak Urszula Benka tłumaczy perwersyjne skłonności Sienkiewicza, a może nawet całej epoki? Robi niezobowiązującą aluzję do Freuda i freudyzmu, ale pisząc swój tekst w roku 1994, przyjmuje nieco pochopnie, że „przygoda europejskiej humanistyki z psychoanalizą” ominęła kulturę polską, a więc żadną miarą Freud nie mógł ukierunkować Sienkiewicza. Zauważmy jednak, że mówimy o sferze podświadomej, więc ukierunkowywać nikt nikogo nie musiał, ale objaśnić, on, i inni badacze ludzkiej seksualności, Richard Krafft-Ebing, John Symonds, Havelock Ellis – jak najbardziej mogli. Innymi słowy: Sienkiewicz mógł podlegać mechanizmom odkrytym przez psychoanalizę, nie znając jej ustaleń. Benka wybiera jednak inną interpretację, znacznie bardziej pojednawczą wobec tradycji polskiej i praktyki historycznoliterackiej. Zakłada, że nasycenie przez Sienkiewicza sfery erotycznej męką i cierpieniem (kobiet) jest odpryskiem barokowej wyobraźni religijnej, łączącej ekstazę mistyczną z przeżyciami erotycznymi. Udręki zadawane w akcie miłości do Boga (sobie samemu lub przedmiotowi uczuć) miały motywację masochistyczną czy sadomasochistyczną. Tak też było w przypadku autora "Trylogii": „Sadomasochizm Sienkiewicza jest w istocie aktem sakralnym […]”[przypis]U. Benka, Święty sadyzm Sienkiewicza, „NaGłos” 1994, nr 14, s. 107[/przypis].

Zastąpienie Freuda Zbigniewem Kuchowiczem, bo do jego prac na temat baroku odwołuje się eseistka, osłabia logikę jej wywodu. Wszak chcemy pozostać, i wydawało się, że Urszula Benka również tego chce, w sferze podświadomych skłonności, a nie w obszarze wyborów intelektualnych lub estetycznych ufundowanych na wiedzy, w tym przypadku na wiedzy o przeszłości. Dlatego niezbędny jest powrót do Freuda, i do wcześniejszych intuicji wiążących miłość i walkę, erotykę i przemoc. Związek wojny z erotyką został dostrzeżony przez innych autorów, w tym greckiego filozofa, Empedoklesa, który w zachowanym jedynie w części, a napisanym pięć wieków przed Chrystusem traktacie O naturze wyodrębnił dwie siły rządzące światem: siłę miłości (philia) i siłę walki (neikos). Pozostają w dialektycznym związku: gdy słabnie miłość, pojawiają się waśnie. Gdy wyczerpią się siły walczących, dzieła pojednania dokonuje miłość. Empedokles był ulubioną lekturą modernistów, a wcześniej Hölderlina. Do filozofa odwoływał się Nietzsche, na przykład w rozprawie poświęconej Schopenhauerowi (Schopenhauer jako wychowawca) oraz Freud w zapiskach rozproszonych[przypis]Nawiązanie do Empedoklesa pojawia się m.in. w rozprawie Die endliche and unendliche Analyse, 1937 (wersja angielska Analysis Terminable and Interminable), gdzie Freud raz jeszcze wraca do zagadnienia, które w przekładzie angielskim brzmi: "a great riddle of sex" (korzystałam z wydania S. Freud, The Standard Edition of the Complete Psychological Works of Sigmund Freud, transl. J. Strachey, A. Freud, t. 23, London 1964, edycja elektroniczna: https://www.sas.upenn.edu/~cavitch/pdf-library/Freud_Analysis_Terminable_Interminable.pdf; dostęp: 2017–06–03).[/przypis], ale i w tekstach podstawowych. Francuska filozofka, Sarah Kofman, omówiła podobieństwa łączące kategorie Empedoklesa z uniwersalnymi siłami popędowymi w teorii Freuda: popędem życia i popędem śmierci (destrukcji, zniszczenia). Według autorki pracy Freud and Fiction, popęd śmierci przejawia się skłonnością do agresji. Porządek świata jest funkcją dwu przemiennych działań: internalizacji instynktu śmierci przez indywidualny podmiot ludzki i rozwijania instynktu miłości, który pozwala na zawiązywanie wspólnot[przypis] S. Kofman, Freud and Fiction, transl. by S. Wykes, Cambridge 1991, s. 38.[/przypis]. Kofman podkreśla, za Freudem, że sam Eros jest zainfekowany śmiercią, a więc także agresją, a idealny związek, ufundowany na miłości, istnieje tylko w wyobraźni.

Co wiemy o sadyzmie pojmowanym nieliteracko, klinicznie? Jak podają Laplanche i Pontalis, sadyzm pierwotny oderwany jest od sfery popędowej. Dopiero gdy następuje identyfikacja z cierpiącym obiektem i podmiot czerpie z tego przyjemność, możemy mówić o sadomasochizmie jako perwersji seksualnej[przypis]J. Laplanche, J.B. Pontalis, Słownik psychoanalizypod kierunkiem D. Lagache’a, przeł. E. Modzelewska, E. Wojciechowska, Warszawa 1996, s. 296–300.[/przypis]. Wydaje się, że niektórzy przynajmniej bohaterowie Sienkiewicza wyczerpują znamiona patologicznych zachowań.

Freud, powołując się na pionierskie prace von Kraffta-Ebinga, przypomina w Trzech rozprawach z teorii seksualnej jego rozróżnienie prowadzące do wyodrębnienia perwersji pasywnej (masochizm) i aktywnej (sadyzm). Następnie pisze:

&amp;nbsp;

Jeśli chodzi o algolagnię aktywną, czyli o sadyzm, łatwo wykazać, że korzenie tego zjawiska tkwią w normalnym życiu płciowym. Seksualność większości mężczyzn wykazuje pewna domieszkę agresji, skłonności do zadawania gwałtu – biologicznie znaczenie tego tkwi, zdaje się w konieczności oporu obiektu seksualnego w jeszcze innej formie niż tylko poprzez akt zalotów. Sadyzm odpowiadałby zatem usamodzielnionemu, przesadzonemu, wysuniętemu na plan pierwszy agresywnemu komponentowi popędu seksualnego. Znaczenie pojęcia sadyzmu w uzusie językowym waha się pomiędzy po prostu aktywnym, także gwałtownym nastawieniem wobec obiektu seksualnego a wyłącznym poniżaniem go, czerpaniem zaspokojenia z uległości i wykorzystania go. Ściśle rzecz biorąc, tylko ten ostatni, skrajny przypadek zasługuje na miano perwersji[przypis]S. Freud, Trzy rozprawy z teorii seksualnej, w: tegoż, Życie seksualne, przeł. R. Reszke, Warszawa 1999, s. 53.[/przypis].

&amp;nbsp;

Przesuwając sadyzm na granicę normy, akceptowalnej społecznie, Freud wiąże jego przeciwieństwo – masochizm – z pojawieniem się rozmaitych kompleksów psychicznych:

&amp;nbsp;

Często można się przekonać, że masochizm to nic innego, jak tylko rozwinięta forma sadyzmu zwróconego przeciwko własnej osobie, która zajmuje przy tym zrazu miejsce obiektu seksualnego. Kliniczna analiza skrajnych przypadków perwersji masochistycznej prowadzi do odkrycia współdziałania w nich wielu czynników doprowadzających do przesady i utrwalenia pierwotnie pasywnego nastawienia seksualnego (kompleks kastracyjny, świadomość winy)[przypis]Tamże, s. 53.[/przypis].

&amp;nbsp;

Wprawdzie z tego fragmentu, jak i z innych, trudno jest wywnioskować, co ma wartość pierwotną, a co wtórną, dodatkową; czy kompleksy prowadzą do masochizmu, czy odwrotnie: „pierwotny” masochizm budzi neurotyczne reakcje psychiczne – to nie może ujść uwagi fakt, że Freud usiłuje „odczarować” obie skłonności, podkreślając, że w formie łagodnej należą do sposobów przejawiania aktywności seksualnej w normalnym życiu płciowym. Nie badam, czy późniejsza myśl psychoanalityczna, na przykład feministyczna, obaliła ten pogląd, czy przeciwnie – wzmocniła go. Traktuję go jako wciąż obowiązujący. I formułuję pytanie, czy formy aktywności seksualnej, którymi obdarza Sienkiewicz swoich bohaterów, dają nam podstawę do tego, aby wysuwać jakieś wnioski w kwestii jego własnej seksualności, która jest, może być, jednym ze źródeł wyobraźni literackiej. Zapewne jakiś asumpt dają.</document>
<document nplp_id="4443" title="Przemoc i&amp;nbsp;erotyka III (List do&amp;nbsp;Daniela Zglińskiego)" slug="daniel-zglinski">Historycy literatury niejednokrotnie mieszają porządek artystyczny z biografią, choć praktyka taka, często piętnowana, wymaga rozmaitych zastrzeżeń, wyczucia i ostrożności. Jeszcze istotniejszym, bardziej bezpośrednim dowodem „w sprawie” jest epistolografia pisarza. Zajmiemy się tutaj świadectwem, pochodzącym z czasu podróży amerykańskiej. Znanym, przyciągającym uwagę, bo wyjątkowym, pełnym pozorowanej szczerości, uformowanej de facto z wielu klisz i masek. Chodzi o list do kolegi – krytyka i publicysty, także dramatopisarza, sąsiada z ulicy Niecałej w Warszawie, Daniela Zglińskiego, prawdziwe nazwisko Freudenson (Freudensohn), z maja 1877 roku. List był pisany lub wysłany z San Francisco. Sienkiewicz zachęca kolegę do przyjazdu do Ameryki. Nowy kontynent ma być lekarstwem na rozprężone nerwy, hamletyczne rozterki, apatię, niechęć do życia. Swoją egzystencję w Nowym Świecie opisuje Sienkiewicz w konwencji awanturniczo-zawadiackiej, żeby nie powiedzieć: klajniackiej:

&amp;nbsp;

Owóż w tych górach na całej długości od Oregonu do Arizony – ja grasuję. Ani dbam, co będzie jutro: żyję pod słowem często jak Robinson. Czasem zachodzę do jakiego setlement kupić maki w worek, zresztą po całych tygodniach jeżdżę swoim dworem. Zwierzyny jest huk – wyuczyłem się przy tym strzelać jak anioł. Słońce opaliło mnie tak, że wyglądam jako turkos albo Indianin. Wychudłem jeszcze, bo wszelki tłuszcz wyparował ze mnie, ale zawędziłem się, zahartowałem i zdrów jestem jak koń. Znając mnie dawniej, może temu nie uwierzycie, a jednak daję wam słowo, że takie życie półdzikie pędzę przeważną ilość dni. Sypiam doskonale, jadam jak koń – ani dbam o jutro. Rozpalam sobie ogień, zawijam w kołdrę – "all right” – a wspominając dawny strach wariata, tę nieokreślona obawę, z jaka szedłem spać – wyobrażacie sobie, z jaka satysfakcją, z jakim poczuciem siły i zdrowia powtarzam sobie czasem: "E, w dupie mam nerwy!". Czasem tylko, gdy się bardzo zmęczę, myślę, że to jest czasowe polepszenie, po którym nastąpi gorsze jeszcze przesilenie. Ale nazajutrz rano tak się czuję znów zdrów i pewny siebie, jakbym miał 16 lat i na nowo zabierał się do życia. Nie było jeszcze dla mnie za późno, bo miałem sił naturalnych dosyć (Pan jesteś ogromnie źle zbudowany[?] – to prawda). – Uśpiona moja przedsiębiorczość zmartwychwstała także. Nie może tu być inaczej. W tym kraju energię wdycha się razem z powietrzem i choćbyś Pan chciał nie być energiczny, to musisz. Tego interesu, który Pan lubisz na wszelki statek ziemski, wprawdzie czasem brak – ale Chinki zastępują go, jak mogą. Tylko skromność moja, tylko wszelki brak miłości własnej wstrzymuje mnie od pochwalenia się przed Wami, ile razy… Gdzie się to podziało warszawskie wstrzymywanie się od zmazy grzechowej? À propos – Chinki się golą, ale nie dość często, skutkiem tego "ten interes" wygląda jak twarda szczotka. Indianki mają wszy miliony, a Amerykanki są zimne – Irlandki zbyt pobożne – więc dobrowolnie nie dają, tylko każą się gwałcić, wreszcie jedne i drugie mają wstrętny zwyczaj pytać: Are you satisfied? Odpowiada się na to: "No!" – więc jeszcze raz: Are you satisfied? znowu po dziesięciu minutach: No!, itd. Każda Ajryszka powtarza jeszcze w czasie akcji (podrzucając) "Ah, let me alone" (ach, zostaw mnie samą), wskutek czego zdarza się często, że łobuz miner spotkawszy na ulicy Irlandkę zaczyna piszczeć: "Ah, let me alone". […] Zapomniałem o Murzynkach. Powiadam Wam: klękajcie narody. Panie! Sprowadź Pan sobie koniecznie choć kominiarza, żeby nabrać pojęcia o tych rozkoszach. Co do czystych Amerykanek, żeby Panu dać pojęcie o młodych miss, powiem tylko to: czy pamiętasz Pan u Andzi, jak Zosia, Walerka lub Olesia przechodzi z talerzami, a wszyscy ją macają to za cycki, toż za dupę, to za udo – tu tak samo – tylko że to robią panny z garsonem. Jest w tym przesada, ale pod słowem Wam powiadam, że nie tyle, ile myślicie. Co za nieprzyzwoity list – ale w „W godne ręce! w godne ręce!”. Nie zapominam, że rozpusta jest Pańskim udziałem – a mam trochę nadziei, że Pan po przeczytaniu powyższego ustępu porzucisz myśl o Dunkierce, a przyjedziesz tu, na czym i ja skorzystam. Ludziom skromnym nie pokazuj Pan jednak tego listu – chyba jednemu Jankowi Kamińskiemu. On, jakkolwiek dziś żonaty i z osobą tak sympatyczną – ma jednak piękną przeszłość, on mnie zrozumi i tak przedmiot, jak wrażenia oceni[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t 5, cz. 2 (Aleksandra Ulanowska-Józef Żychoń), opracowała, wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin, Warszawa 2009, s. 586–588.[/przypis].

&amp;nbsp;

Co możemy wywnioskować z tego przekazu? Jakiej wiedzy o seksualności nadawcy list ten dostarcza? Przede wszystkim uderza niedojrzałość autora, trzydziestojednoletniego mężczyzny, a w drugiej połowie XIX wieku znaczyło to więcej niż dzisiaj, który chwalił się przed kolegą swoją jurnością, apetytem seksualnym. Cała reszta wydaje się mniej ważna: lekceważący stosunek do kobiet, tłumacząca się konwencją prywatności pewna brutalność języka. Podobnie zresztą, jak wzmianki o przyczynach wyjazdu z Warszawy, wskazujące na niedogodności natury psychicznej (nerwy!). Poza tą krzyczącą niedojrzałością treść tego ułomka korespondencji wydaje się standardowa: któż nie przeżywa rozterek życiowych, chwil gorszego nastroju, załamań, poczucia bezsensowności własnej egzystencji?

Dlaczego Sienkiewicz miał tak silną potrzebę pochwalenia się przed znajomym swoimi podbojami, dlaczego właściwie zachęcał go do pokazania listu przynajmniej jeszcze jednej osobie, co przecież, nawet przy zachowaniu pewnej dyskrecji, oznaczało niechybne upublicznienie amerykańskich przygód? Wyjaśnienia dostarcza nam kluczowe według mnie zdanie tego listu, opatrzone zresztą – prawdopodobnie – przez edytorkę znakiem zapytania, a więc trudne do odczytania, niepewne i przez stawiające naszą hipotezę pod ścianą: „Pan jesteś ogromnie źle zbudowany[?]”? Autor listu przytoczył je za kimś, kto – być może – wydając taką opinię, podał w wątpliwość siły witalne pisarza, jego męskość. Czy nie jest więc tak, że cytowany list to polemika z tym bolesnym rozpoznaniem, zaprzeczająca mu na wszystkich frontach? Nie wiem, czy Sienkiewicz był rozpustnikiem, libertynem, ale wiem, że w tym momencie biograficznym chciał nim być – w oczach znajomego, w oczach warszawskiego kręgu. Czy stoją za tym jakieś kompleksy? Złe doświadczenia, złe słowa, plotka – trudno przesądzić. I jeszcze jedno: trochę naiwna konstatacja, że Jan Kamiński miał piękną erotyczną przeszłość, ale teraz – jako człowiek żonaty – może być zaliczony do byłych rozpustników. Niczego nie imputuję Kamińskiemu, ale czy Sienkiewicz nie brał pod uwagę innego rozwiązania: że rozpustnik został rozpustnikiem, mimo założenia rodziny? Chyba nie, pisarz wykluczał taki rodzaj pozamałżeńskiej aktywności erotycznej. Czy z tego nie wynika fakt, że właściwym przedmiotem marzeń była nie rozpusta, lecz ożenek, nie seks uprawiany z wieloma przygodnymi partnerkami, ale jeden trwały związek?       </document>
<document nplp_id="4444" title="Teorie i&amp;nbsp;aporie" slug="teorie-i-aporie">Dokonując przeglądu koncepcji heroizmu w dziejach kultury europejskiej, Ryszard Przybylski zauważa znaczące przemiany względem pierwowzoru antycznego:

Najwyższą wartością ludzką był dla Greków tragiczny heroizm. Klasycy przeciwstawili mu rozsądne bohaterstwo. Metafizyczną, szaloną odwagę zastąpili asekuranctwem duchowym nowożytnych racjonalistów. I ten nasz jedyny świat, który dla Greków był miejscem zmagań między śmiałym człowiekiem a Tajemniczym Przeznaczeniem lub – jak kto woli – Nieodgadnioną Sprawiedliwością, albo – bo można i tak – Miarą Wszechrzeczy, przekształcili w szkołę dla potulnych mędrków, w której filozofowie wykładają zasady postępowania, wynikające z Prawa Natury, lub – jak kto woli – Wiecznego Rozumu, albo – bo można i tak – Opatrzności.[przypis]R. Przybylski, Zmierzch rozumnego heroizmu, czyli prolegomena do romantycznego bohaterstwa, w: Problemy polskiego romantyzmu, Seria II, pod red. M. Żmigrodzkiej, Wrocław 1974, s. 166.[/przypis]

Badacz ukazuje w porządku diachronii dwa niezwykle istotne dla świadomości Europejczyków etapy kulturowych przejść, z jednej strony – między antycznym heroizmem tragicznym a rozsądkiem klasycyzmu, z drugiej – między tymże rozsądkiem a metafizyką i szaleństwem romantyków. Z perspektywy historii literatury polskiej drugiej połowy XIX wieku ta binarność domaga się złagodzenia. Jedną z okazji po temu nasuwa twórczość Sienkiewicza – postromantyka i wychowanka Szkoły Głównej[przypis]Zob. S. Fita, Sienkiewicz i „pokolenie Szkoły Głównej”, „Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 2006, R. 41, s. 47–57.[/przypis], niejednokrotnie dowodząca umowności późniejszych literaturoznawczych stratyfikacji, ale też w swoich czasach jawnie negująca bieżącą „przełomowość” kultury polskiej. Dla przykładu, walka młodej i starej prasy była dla pisarza, przypomnijmy, zaledwie „lichą partyzantką dziennikarską”, przynoszącą społeczeństwu „znużenie i zmarnowanie sił” (D 45: 269–270)[przypis]Wszystkie cytaty z twórczości Sienkiewicza lokalizuję za wydaniem Dzieł pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego (ze wskazaniem numeru tomu i strony).[/przypis].

Koncepcja heroizmu, wybór bohatera na miarę nowych, niespokojnych czasów stawały się w epoce postyczniowej, co oczywiste, jednymi z ważniejszych argumentów w tym „partyzanckim” dyskursie. Sienkiewicz jednak, by użyć formuły Tadeusza Bujnickiego, przekracza i tę granicę[przypis]Zob. T. Bujnicki, Sienkiewicz przekracza granice. O „przełomie” w życiu i twórczości pisarza, „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 2009, R. 2 (44), s. 63–85.[/przypis] – we właściwym sobie trybie – bez zbędnego dramatyzmu, za to w sposób nieoczywisty i frapujący.

„Każdy heroizm jest jałmużną dla ogółu”[przypis]E. Stawiski, Księga szkiców i fragmentów. O rozsądku, „Biblioteka Warszawska” 1867, t. 3, s. 328.[/przypis] – głosił starszy od Sienkiewicza o pokolenie ekonomista i historyk rolnictwa, Edmund Stawiski, w swojej Księdze szkiców i fragmentów, którą drukowano na łamach „Biblioteki Warszawskiej” w 1867 roku, rozszerzając kontekst znaczeń rozpoznawalnych przez czytelników tekstu o traumę jeszcze jednego powstania (rękopis[przypis]Zob. informację na ten temat – Doniesienia literackie, „Biblioteka Warszawska” 1856, t. 2, s. 196.[/przypis] powstał w 1856 roku, a w 1861 roku jego autor niósł trumnę jednego z uczestników krwawo stłumionej manifestacji[przypis]Zob. obraz Aleksandra Lessera Ostatnie błogosławieństwo zwłok. Informacje za: H. Rutkowski, Edmund Stawiski, Internetowy Polski Słownik Biograficzny, http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/edmund-stawiski [dostęp 2017–12–01].[/przypis]). Heroizm w tej wykładni jest jednostkową teatralizacją braku, który nosi w sobie ogół, i dlatego nabiera cech niepokojącego problemu wymagającego działań zaradczych; analogicznie bowiem: „[…] w imię miłości trzeba pracować nad zniesieniem ubóstwa i usunięciem potrzeby jałmużny”. W takiej optyce heroizm nie stanowi wszak przeciwieństwa rozsądku:

Heroizm jest najwyższym szczytem poświęcenia i miłości. Jest on ofiarą wszystkiego, co człowiekowi jest najdroższe, dla przekonania lub zasady. Nie mierzy trudności, nie cofa się przed niepodobieństwem, niebezpieczeństwa nie zna, bo jest ofiarą i nie w dojściu do celu, ale w potędze ofiary wiarę swą pokłada. Heroizm jest triumfem duchowej wielkości człowieka. Nieraz stawiają go naprzeciw zdrowego rozsądku jako dwa ostateczne bieguny, jak gdyby rozsądek zawsze musiał być po stronie miłości własnej, interesu osobistego i wszystkich drobnych rachub ostrożności i przewidywań za nimi idących. Dziwny zaprawdę pogląd i dziwne poniżenie rozsądku. Gdyby on do tego nawet nie posłużył, żeby wskazać co mniejsze, a co wyższe, co warte mniejszych, a co większych ofiar, za co się oddaje wszystko, za co się nic nie daje, to nie byłby sądem, ale sługą najniższych namiętności.[przypis]E. Stawiski, dz. cyt.[/przypis]

Jak się zdaje, słowa te dobrze oddają postyczniowy klimat mediacji między sercem i rozumem, z którego również wyrasta twórczość Sienkiewicza. Warto tu odnotować, że sferą pośrednią, w której znikają sztucznie ustanowione opozycje, będzie dla pisarza estetyka – jako płaszczyzna, która znosi wskazaną binarność, ale też nie unieważnia żadnego z jej członów. Znajduje to również potwierdzenie w Sienkiewiczowskich (in)wersjach idiomu heroicznego[przypis]Por. opinię Ryszarda Koziołka, że dopiero literatura (w odróżnieniu od publicystyki) pozwoliła pisarzowi być „za i przeciw jednocześnie” – R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy, Katowice 2009, s. 37.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4445" title="Herkules Polski vs. Herkules galijski" slug="herkules-polski-vs-herkules-galijski">Wywodzący się z XVII wieku wizerunek Herkulesa Polskiego, jak udowadnia książka Jerzego Banacha, służył przede wszystkim alegoryzacji władcy[przypis]J. Banach, Hercules Polonus. Studium z ikonografii sztuki nowożytnej, Warszawa 1984, s. 69–71.[/przypis]. W tej funkcji Hercules Polonus pojawia się również w utworach Sienkiewicza – Jeremi Wiśniowiecki jest przecież „Herkulesem słowiańskim” („Witaj, wodzu niezwyciężony! Herkulesie słowieński! do gardła stać przy tobie będziem!" – D 7: 240). Sienkiewicz zapisał w swoich utworach świadomość, że mitologiczny heros jest postacią skomplikowaną tożsamościowo, a tkwiące w nim sprzeczności mogą stać się przedmiotem narracji o paradoksach heroizmu jako ideału kulturowego[przypis]Jak przypomina w swojej książce Stefan Majchrowski, Sienkiewicz w 1886 roku w muzeum neapolitańskim „widział Byka Farnezyjskiego, Psyche i Herkulesa, liczny zbiór pompejanów” – zob. S. Majchrowski, Sienkiewicz, Kraków 1975, s. 133.[/przypis]. Dawał temu wyraz pisarz na przykład w studium o Kasprze Miaskowskim z 1870 roku, zauważając nie bez ironii, że Hercules Polonus staje się mężem moralnie wyższym od mitologicznego (cudzoziemskiego) Herkulesa, który „dał się usidlić Omfalii, jako folgował białogłowom, a po trochu i rozpuście […]” (D 45: 35).

Cechami Herkulesa został też obdarzony Andrzej Kmicic, który niczym mitologiczny heros, z wyroków Hery tracący rozum, popadał nieraz w destrukcyjny obłęd: „Wodęm na łeb lał, żeby nie oszaleć” – wyznaje królowi (D: 14: 96). Interesującą wykładnię tego zagadnienia daje Iwona Puchalska w studium o bohaterstwie ekspiacyjnym w utworach polskich pisarzy dziewiętnastowiecznych, zawracając uwagę na rys szaleństwa w powieściowej biografii Kmicica[przypis]Zob. I. Puchalska, „Oszalały Herkules”, czyli o bohaterstwie ekspiacyjnym w polskich narracjach dziewiętnastowiecznych (Adam Mickiewicz, Walery Łoziński, Henryk Sienkiewicz), w: Prace Herkulesa – człowiek wobec wyzwań, prób i przeciwności, pod red. M. Cieśli-Korytowskiej, O. Płaszczewskiej, Kraków 2012, s. 288–293.[/przypis].

„Herkulesem” jest też nazywany szesnastoletni Orso, podniecający „umysły kobiece” w scenie z podnoszeniem Jenny (D 3: 158). Aluzja do Herkulesa – submisywnego kochanka Omfalii – pojawia się również w powieści Na polu chwały, w wizerunku starego despoty Pągowskiego, namiętnie przywiązanego do panny Sienińskiej. Przytoczmy wymowny dialog bohaterów:

– Powiedział Wirgili – rzekł na to ksiądz – amor omnia vincit, a zapomniał dodać, że i mutat. Włosów nie ostrzyże ci ta Dalila, boś waćpan łysy, ale że ja cię jeszcze obaczę przędącego kądziel u jej nóg, jako Herkules prządł u nóg Omfalii, to pewna.

– Ej, nie taka moja natura! I umiałem zawsze trzymać w garści i czeladź, i familię.

– Tak ludzie mówią, ale właśnie dlatego tym bardziej się to waćpanu należy, żeby cię wziął kto w karby.

– Miłeż to karby! – odrzekł z niezwykłą sobie wesołością Pągowski.

(Chrz 27: 189)

Te aluzje do ambiwalentnego heroizmu wcielonego w postać mitycznego Herkulesa pozwalają w heterogenicznej twórczość Sienkiewicza znaleźć warianty bohaterstwa wymykające się stereotypowi dumnie (i pusto) brzmiącego miana „Herkulesa Polskiego”. Herkules Sienkiewicza jest kimś więcej.

Próbując odpowiedź na pytanie, kim mianowicie byłby, warto może przypomnieć inną narodową wersję Herkulesa, może paradoksalnie bliższą wyobraźni Sienkiewiczowskiej, odmienną, choć niesprzeczną, wobec ideału, jaki wcielał Hercules Polonus. W 1870 roku w paryskiej kronice „Biblioteki Warszawskiej” Seweryna Duchińska, omawiając narodową historię literatury francuskiej, napisaną przez Émile’a Chasles’go[przypis]Zob. É. Chasles, Histoire nationale de la littérature française, Paris 1870, s. 10–12. [załączona ilustracja pochodzi z karty przedtyłowej tej książki: https://books.google.pl/books?id=z25LAAAAcAAJ&amp;amp;printsec=frontcover&amp;amp;hl=pl#v=onepage&amp;amp;q&amp;amp;f=false ].[/przypis], zwracała uwagę na fragment tej książki, przedstawiający galijski wariant wizerunku Herkulesa, opisany przez Lukiana z Samosaty podczas jego podróży do Galii. Symboliczny L’Hercule Ogmius (Herkules Galijski): „Jest to podeszły starzec, z zupełnie łysą głową, z resztką włosów białą jak puch łabędzi; cera jego śniada i ogorzała, jak u starego wojaka. Rzekłbyś, ze to Charon wychodzący z otchłani piekieł […]”[przypis][S. Duchińska], Kronika paryska, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 2, s. 432.[/przypis]. Heros jest stary i zgnębiony, ornamentami jedynie zdają się jego niegdysiejsze atrybuty (lwia skóra, maczuga, łuk i strzały), gdy nie ma młodych, prężnych mięśni, które mogłyby nadać im kierunek. Tym, co określa Herkulesa Gallów, jest przywiązanie – fizyczne, dosłowne, jakie scala go z ludem. Z jego języka spływają łańcuszki wrastające w uszy posłusznych mu Gallów. Dodajmy, są to łańcuszki niezwykle kunsztowne, ze złota i bursztynu, same w sobie przykuwające uwagę, nęcące swoim pięknem.

„Gallowie czcili aż do uwielbienia potęgę i wdzięk słowa”[przypis]Tamże.[/przypis] – oto konkluzja wieńcząca analizę tego symbolicznego wizerunku opisywanego przez Duchińską.

Toutes proportions gardées, można powiedzieć, że Sienkiewicz jest w literaturze polskiej reprezentantem kierunku, który można by określić jako narratywizację mitu herkulejskiego (w opozycji do jego alegorycznych funkcji ujawnianych w wariancie Herkulesa Polskiego[przypis]Zob. J. Banach, dz. cyt., s. 70 i n.[/przypis]). Jego Herkules – metaforycznie i generalnie określmy tym mianem Sienkiewiczowskich herosów w tonacji serio – jest piękny, uwodzicielski, tajemniczo dwuznaczny. Wobec kontemplacji piękna retoryka zawsze traci jednoznaczność.



</document>
<document nplp_id="4446" title="Herkules u&amp;nbsp;Stóp Omfalii" slug="herkules-u-stop-omfalii">Sienkiewiczowska (in)wersja mitu Herkulesa, o której mowa w tym szkicu, odwołuje się, jak już wspomniano, do przepełnionej ambiwalentnymi znaczeniami miękkości rysunku, zagadkowego i niepokojącego wdzięku, które ewokuje znany z mitologii wizerunek Herkulesa u stóp Omfalii[przypis]Zob. np. P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, przekład pod red. J. Łanowskiego, Wrocław 1990, s. 128–138.[/przypis]. Przypomnijmy: mitologiczny Herkules za zabicie niewinnego Iftlosa musiał odbyć trzyletnią służbę na dworze królowej Omfalii, władczyni Lidii – krainy, w której obowiązywało kulturowe odwrócenie ról płciowych. Omfalia, kupując Heraklesa jako niewolnika, przejęła atrybuty herosa: lwią skórę i maczugę, heros zaś prządł kądziel w kobiecym odzieniu. Znaczące dla nowożytnych odwołań do tego mitu, że tych dwoje połączyła także gorąca namiętność.

W tym miejscu warto wspomnieć o znamiennym (opisanym już przez Ryszarda Koziołka)[przypis]R. Koziołek, dz. cyt., s. 67[/przypis] wątku z Potopu, w którym heroiczny Kmicic, wykluczony poprzez swój niechlubny czyn z heroicznej wspólnoty mężczyzn, staje się w pewien sposób naśladowcą ideału reprezentowanego przez Oleńkę, wcielenie dziewicy-bohatera. Kmicic-Babinicz realizuje również na swój sposób mityczny, Herkulesowy wątek odwracalności ról, przebierając się w strój chłopski.

Transgresyjny, zawierający wręcz masochistyczne aluzje, motyw Herkulesa u stóp Omfalii rozniecał wyobraźnię pisarzy XIX wieku, dość przypomnieć Théophile’a Gautiera[przypis]O utworze Gautiera Omphale z 1835 roku – zob. B. Sosień, Lwia skóra, maczuga i kądziel: Herkules, Omfale i rokoko (Théophile Gautier: Omphale, 1835), w: Prace Herkulesa – człowiek wobec wyzwań, prób i przeciwności, s. 175–184.[/przypis], Stendhala, Augusta Strinberga (Ojciec)[przypis]Zob. P. Noir, Aux pieds d’Omphale. Hercule ou le crépuscule d'un dieu masochiste (Mythocritique de la Décadence et de Sacher-Masoch), Paris 2014.[/przypis]. W piśmiennictwie polskim uwagę temu motywowi poświęcił w roku 1820 Joachim Lelewel na kanwie pracy Sebastiana Ciampiego o rzeźbie greckiej, wdając się w spór między uczonymi doszukującymi się wątku Omfalii w scenie triumfu w Meropamikos. Lelewel potwierdził, że na greckim ametyście nie widniała (jak chciał Ciampi) „zakwefiona” głowa Helenusa, a właśnie głowa Herkulesa, „ustrojona po niewieściemu, by uczcić orgię z Omfalią”[przypis]J. Lelewel, O pracach profesora Ciampi z uwagą nad rzeźbą wyrażać mającą głowę Herkulesa w stroju Omfalii oraz z notką nad wyrazem Equitas, w: tegoż, Polska, dzieje i rzeczy jej, t. 18/2, Poznań 1865, s. 133–135.[/przypis]. W poezji postyczniowej wątek ten podejmuje na przykład Marian Korwin-Kochanowski w swoim erotyku Konwalia[przypis]Zob. wiersz tego poety pod tytułem Konwalia. Pada w nim wyznanie: „Tylko ja nie ten – sam bez Omfalii”. Zob. M. Korwin-Kochanowski, Konwalia, w: tegoż, Wydanie pośmiertne pieśni i poematów, Kraków 1869, s. 12.[/przypis]. Co znamienne, wątek „zniewieścienia” Herkulesa odnotował Teodor Jeske-Choiński jako syndrom „rozkładu w życiu i literaturze”, poświadczony już w cywilizacji rzymskiej (jako przykład podał satyryczne Rozmowy bogów przywoływanego już tutaj Lukiana z Samosaty)[przypis]W cytowanym przez Jeske-Choińskiego dialogu Eskulap szydzi z Herkulesa: „Zresztą, jeżeli nie zrobiłem nic wielkiego, to nie byłem przynajmniej na ziemi fagasem, jak ty, nie prządłem wełny w Lidii, nie nosiłem purpurowej babskiej spódnicy i nie brałem po gębie złotym pantoflem Omfalii” (T. Jeske-Choiński, Rozkład w życiu i literaturze. Studium, Warszawa 1895, s. 11–12).[/przypis].

Ten ostatni wątek „rozkładu cywilizacji rzymskiej”, podejmowany w literaturze i krytyce literackiej schyłku XIX wieku, wchodzi znacznie subtelniej w interferencje z Sienkiewiczowskim obrazem świata antycznego, zapisanym w Quo vadis?, zwłaszcza dotyczy postaci „wysmukłego i zniewieściałego” Petroniusza (D 20: 53). Ale nie tylko: fatum Omfaliowej kądzieli dotyka też w pewien sposób Winicjusza, „pięknego i atletycznego młodzieńca” (D 20: 2). W pewnym wariancie mitu o Herkulesie, zrealizowanym w Quo vadis?, wątek przebrania bohatera w niegodne go szaty niewolnicze zostaje pozbawiony wymowy frywolnej anegdoty oraz jednoznaczności seksualnego żartu o odwracaniu ról, gry w dominację i uległości. Marek Winicjusz przywdziewa w Quo vadis? strój niewolnika, ale ta przebieranka ma głębszy sens, współtworzy proces wewnętrznego dojrzewania bohatera do roli inspirowanej wzorem osobowym Ligii („Ze swej strony Winicjusz przez cały wczorajszy dzień szukał Ligii w przebraniu niewolnika po wszystkich zaułkach miasta, nie zdołał jednak odnaleźć najmniejszego śladu ni wskazówki”; D 22: 135). Strój niewolnika – jak można sądzić – pozwolił herosowi zmierzchającego świata antyku odnaleźć drogę do uniwersum chrześcijaństwa z jego ideałem pokory. Symbolicznego wydźwięku nabiera scena, w której Winicjusz ogląda „żywe pochodnie” Nerona:

Ujrzano więc Herkulesa, płonącego żywym ogniem na górze Oeta. Winicjusz zadrżał na myśl, że na rolę Herkulesa przeznaczono może Ursusa, lecz widocznie kolej nie przyszła jeszcze na wiernego sługę Ligii, albowiem na stosie spłonął jakiś inny, zupełnie nieznany Winicjuszowi chrześcijanin.

(D 22: 147)

Coś, ktoś musi umrzeć, by mógł narodzić się nowy bohater na miarę nowych czasów.



</document>
<document nplp_id="4447" title="Żywioł grecki i&amp;nbsp;transgresja" slug="zywiol-grecki-i-transgresja">W legendzie Sienkiewicza Na Olimpie (1900) zostaje przedstawiony „tłum bogów opuszczonych, zapomnianych, trwożnych i czekających na wyrok zatraty” (D 5: 141), spośród nich uratują się tylko Pieśń (Apollo) i Szczęście (Afrodyta)[przypis]Zob. przedstawioną przez Anetę Mazur interpretację utworu Na Olimpie, w którym „zupełnie odmiennemu, bo chrześcijańskiemu przesłaniu służy podobna, poetycka wizja religijnej symbiozy, która świętych sprowadza na ziemię, a wartości ziemskie umieszcza w sferze sacrum” (A. Mazur, Transcendencja realistów. Motywy metafizyczne w polskiej i niemieckiej prozie II połowy XIX wieku, Opole 2001, s. 306). Wcześniej Andrzej Stawar traktował legendę Na Olimpie jako „ciekawy komentarz do Quo vadis” (A. Stawar, Pisarstwo Henryka Sienkiewicza, Warszawa 1960, s. 287).[/przypis]. Jak pisał w 1901 roku Józefat Nowiński: „Przysłowie mówi, że w każdym żarcie jest połowa prawdy, toteż tu wierzę, iż Sienkiewiczowi żal trochę, jako poecie, takich pięknych bogów, jak Apollo i Wenus, albo takich ślicznych bóstw, jak muzy”[przypis]J. Nowiński, Sienkiewicz, Warszawa 1901, s. 155.[/przypis]. Istotnie, można uwierzyć w Sienkiewiczowski żal za greckimi bogami i ewokowanym przez nich ideałem czystego piękna. Czy formą wyrazu tej tęsknoty są kolejne literackie wersje motywów herosa – legendarnego półboga, półczłowieka, którego niczym jałmużny pragnie głodny bohaterstwa naród? Dodajmy też na potwierdzenie wagi, jaką zajmuje antyczny wariant heroizmu w wyobraźni pisarza, że jest Sienkiewicz autorem rysunku przedstawiającego głowę herosa z lirą[przypis]Zob. Bibliografia Literatury Polskiej „Nowy Korbut”. Henryk Sienkiewicz, oprac. D. Świerczyńska, Warszawa 2015, s. 621.[/przypis]

Powracające w XIX wieku falami dyskusje nad semantyką sztuki antycznej (z rodzimych autorów w pierwszej połowie wieku przywołajmy tylko dla przykładu Euzebiusza Słowackiego czy Józefa Kremera[przypis]Euzebiusz Słowacki umieścił w swojej Teorii poezji wypowiedź Jacques’a Delille’a: „Homer rozwijając całą, swą poetyczną siłę, ukazuje mi starożytnego Herkulesa w swojej miękkiej piękności” (E. Słowacki, Dzieła z pozostałych rękopismów ogłoszone, t. 2, Wilno 1826, s. 171; wyróżn. moje – M.R.). Komentując prace Herkulesa, zauważał zaś Kremer: „Cięższym atoli trudem nad te wszystkie prace były cierpienia, które wytrzymał Herkules, oddając się w służby poniżające, a posłuszeństwo dobrowolne z ubliżeniem zacności swojej” (J. Kremer, Listy z Krakowa, t. 1: Wstępne zasady estetyki i Dzieje artystycznej fantazji, cz. 1, Warszawa 1877, s. 43; wyróżn. jw.).[/przypis]) sprzyjały uruchomianiu zarysowanej w tym szkicu Sienkiewiczowskiej wrażliwości na rozpad i przemiany mitu heroicznego. W monumentalnej pracy Dzieje artystycznej fantazji Kremer wskazywał na mitologicznego Herkulesa jako swoisty zwiastun nowej wrażliwości związanej z oddziaływaniem ideału chrystologicznego:

Tak w tej starej Herkulesowej mitycznej wieści znajdziesz w połączeniu niebiański i ziemski pierwiastek i tryumfy ducha nad chucią zmysłową; tu widzisz uzacnioną materię, ciało duchem świecące, obraz człowieka łamiącego się z życia trudem o wieńce wiekuiste. Przecież to wszystko jest dopiero marzeniem nocnym pierwiastkowej, nieprzebudzonej jeszcze historii ludzkiej; są to widma wróżące we śnie o nowym żywocie, co się kiedyś zrodzić miał w dziejach świata! są to przepowiednie o zbawieniu rodu ludzkiego, zamknięte jeszcze w pączku Bożego kwiatu![przypis]J. Kremer, dz. cyt., s. 44.[/przypis]

Ciekawe, że autor wspomnianego rysunku przedstawiającego herosa z lirą, twórca wieloznacznej i subtelnej postaci Petroniusza, w którego sylwetce wybrzmiewa wiele cech niewieścich, nie okaże empatii współczesnemu autorowi francuskiemu, Octave’owi Feuilletowi. To jego dramatowi pod tytułem Sfinks przeciwstawił w „Niwie” z 1874 roku zupełnie inny model twórczości, odwołujący się również do spuścizny Hellady – ale tu polski pisarz wyraźnie podkreśli jej „męski” horyzont estetyczno-poznawczy:

Przeciwnie: dzielna, surowa, męska dusza odepchnie taką sztukę, która rozhartowywa serca, miękczy obyczaje, zniewieścia umysły, łatwo upaja jak narkotyk, ale jak narkotyk osłabia. Kto dla swego ogółu czuje potrzebę Tyrteuszów, ten będzie pogardzał Feuilletami. Feuillet zapomniał, że poza kobietą, poza fizjologią jej popędów, poza miłostkami salonów, poza przeciwnymi naturze namiętnościami i wyrafinowaniem zepsucia jest świat inny, szeroki, jasny, powietrzny, gdzie świeci słońce, księżyc i gwiazdy. Czy nie dochodziły go głosy z tego innego świata? czy nie dochodził go szum mórz, wichrów i lasów, a czasem okrzyki bojowe, czasem śpiew słowików lub fujarka pastusza?

(D 45: 251)

W dyskusji z Feuilletem przeciwstawiał Sienkiewicz „męskiego” Tyrteusza, poetę, pogardzanej miękkości, fizjologiczności, zniewieściałości sztuki.

Podobna nuta wybrzmiewała w pochodzącej z 1905 roku polemice z Anatolem Francem, którego hellenizm Sienkiewiczowi jako publicyście tym razem kłóci się ze światopoglądem chrześcijańskim, a estetyzm (na Petroniuszową modłę) zdaje się trącić moralnym indyferentyzmem:

Jednakże Anatol France zapoznaje, ogranicza i zmniejsza umyślnie chrześcijaństwo. A szkoda, że tak jest. Szkoda, nie mówiąc o wszelkich innych względach, nawet ze stanowiska artystycznego i literackiego. W ten sposób bowiem przestaje on być tym pogodnym sceptykiem greckim, tym dzieckiem wesołej i szczebiotliwej, ale zarazem dowcipnej Hellady, tym pyrrońskim motylem unoszącym się na barwnych skrzydłach nad wszelkimi objawami życia. Dzieła jego przestają być także słodkim wywczasem, literacką rozkoszą, albowiem twórca ich staje człowiekiem partii, członkiem, stronnictwa czy nawet sekty, doraźnym politykiem, drejfusistą, kombistą i czym kto chce – tylko nie samym sobą. A przede wszystkim przemycając pod formą niby beztendencyjną tendencję, traci artystyczną szczerość, w której tkwił tak wielki jego urok – i która obok talentu, obok dowcipu i zwrotnej, niezmiernie barwnej myśli, zapewniła mu i we Francji, i poza jej granicami tak wielką poczytność. Szkoda na koniec i dlatego, że jest to jednak trochę nowożytny Petroniusz. Nie znosi on zła, przemocy, ciemnoty, barbarzyństwa i okrucieństwa – zarazem dlatego, że ma duszę szlachetną, i dlatego, że jako esteta, brzydzi się wszelką szpetotą.

(D 46: 76–77)

Petroniusz, którego tak wieloznacznie i uwodzicielsko przedstawił Sienkiewicz w Quo vadis?, staje się w tej literackiej polemice tylko argumentem ad personam, nieco deprecjonującym, zawstydzającym przeciwnika. Ale w tym artykule mówi też Sienkiewicz o czymś i dla niego ważnym, że literacki hellenizm jest trochę ucieczką od świata, przyjemnością estetyczną, wybawieniem od rygoru „tendencji” – czy po to pisarz szkicuje „głowę herosa z lirą” obok innych (współczesnych) głów męskich i damskich?

</document>
<document nplp_id="4448" title="Sienkiewiczowskie androteksty" slug="sienkiewiczowskie-androteksty">W swojej Biblii ludzkości z 1864 roku Jules Michelet poświęcił miejsce także mitowi Herkulesa i jego przełomowej roli dla świadomości europejskiej[przypis]Zob. J. Michelet, Bible de L’Humanité, Paris 1864, s. 190–226.[/przypis]. W udatnym streszczeniu (parafrazie) tez Micheleta w „Dzienniku Literackim” z następnego roku tak rola ta została określona:

Zadziwiający mit Herkulesa jest według Micheleta utworem przewyższającym Iliadę i Odyseję. Ten olbrzym jest pierwszym któremu chodzi nie tylko o dobro swej małej ojczyzny, lecz o zbawienie całej ziemi, o rozkrzewienie powszechnego ładu i powszechnej sprawiedliwości. Co jednak najważniejsza, to że Herkules nie uznaje przeznaczenia, nie ulega mu, lecz owszem do otwartej staje z nim walki i zdobywa sobie wszystko nieugiętą wolą, ciężką pracą, własną zasługą. Herkules, mówi Michelet, jest wielką ofiarą żyjącą skargą na porządek świata i samowolę bogów. Podczas gdy matka jego, cnotliwa, wierna Alkmene pragnęła go mieć prawowitym, przychodzi na świat bękart, poczęty starszym, rodzi się w skutek niesprawiedliwości Jowisza jako młodszy. Jest on nareszcie niewolnikiem. Niewolnikiem swego starszego brata, słabego i podłego Eurysteusza, niewolnikiem, sługą sprzedanym, niewolnikiem miłości, gdyż prócz niej nie ma on nic innego na tej ziemi.[przypis]„Dziennik Literacki” 1865, nr 15, s. 119.[/przypis]

U Micheleta również pojawia się wątek archetypicznej męskości reprezentowanej przez Herkulesa, potwierdzonej doświadczeniem metaforycznego i dosłownego niewolnictwa, przeciwstawionej zniewieściałemu Bachusowi. Kontrast ten dodatkowo wzmacnia opozycja Zachodu (Herkules) i Wschodu (Dionizos), ścierających się w walce cywilizacyjnej:

W obronie dawnej liry greckiej przeciwko frygijskiemu fletowi i orgiom stanął piękny mit Herkulesa. Jeżeli niegdyś był on rywalem Apollina, to jeszcze bardziej jest jego przyjacielem. Jest on bohaterem Zachodu i ściga wschodniego niewieściego, szalonego Bachusa. W Apollinie nie masz żywiołów trudu boleści i śmierci, jako światło nie zna on krajów ciemności, a co najbardziej, brakuje mu żywiołu pracy. Eteryczna sztuka i muzy to jeszcze nie dosyć spomiędzy licznych bohaterów pracy. A jego prace nie są wcale uszlachetniające w zwykłym znaczeniu tego wyrazu, owszem proste i obrzydliwe. Bohaterowie Persji są także pracownikami, jej wielki oswobodziciel to kowal, jej Gustasp bierze młot i kowadło, nie odważyła się przecież Persja podnieść do bohaterstwa tak niskich i podłych prac, jak to uczyniła Grecja w Herkulesie.[przypis]Tamże.[/przypis]

Przytoczone tutaj fragmenty prozy Sienkiewicza, ogniskujące się wokół idiomu Herkulesowego, wskazują na podobne rozumienia tego mitu jako elementu dynamicznego rozwoju bohatera, który podejmuje doświadczenia sprzeczne z naturą, tożsamością, by ulec przemianie odpowiadającej potrzebom nieprzewidywalnie zmieniającej się rzeczywistości. Podejmując wątki heroiczne, twórczość literacka autora Trylogii, czytana bez pretensji do odnajdywania w niej ciągłości, obok publicystyki i krytyki literackiej, wpisuje się w budujące dylematyczną strukturę dziewiętnastowieczności poczucie kryzysu męskości[przypis]Zob. D. Gilmore, Manhood in the Making. Cultural Concepts of Masculinity, Yale University Press 1990; E. Badinter, XY. Tożsamość mężczyzny, przeł. G. Pawłocki, wstęp M. Janion, Warszawa 1993.[/przypis].

Jak pisał Thomas Carlyle:

Wiek nasz, dla przyczyn, które warto będzie kiedyś zbadać, przeczy, że tak powiem, istnieniu wielkich ludzi, przeczy pożytkowi istnienia. Wskażcie naszym krytykom jakiegoś wielkiego człowieka – takiego na przykład Lutra – wnet przystąpią oni do tego, co nazywają „wytłumaczeniem”; nie oddadzą mu czci, lecz wymierzą go, aby wykryć – jest to pewien rodzaj małego człowieka! On był „tworem czasu”, powiadają, czas go wezwał; epoka zrobiła wszystko, on zaś nic – czego my sami, mali krytycy, też nie moglibyśmy zrobić! Jest to pożałowania godne. Czas go wezwał! Niestety, znamy epoki, które wielkim głosem wzywały swego wielkiego człowieka, a znaleźć go nie mogły, bo go nie było, bo go Opatrzność nie zesłała, i epoka, wzywając go z całej siły, musiała runąć w chaos i gruzy, albowiem ten wzywany przyjść nie chciał.[przypis]T. Carlyle, Bohaterowie. Cześć dla bohaterów i pierwiastek bohaterstwa w historii, [przekł. anonim.], Kraków 1892, s. 18.[/przypis]

Poszukiwanie herosa, dające o sobie znać w twórczości Sienkiewicza, jest oczywiście formą terapii ze wszystkimi takiej terapii ograniczeniami. Ryszard Koziołek zwraca w swojej książęce uwagę na „dyskurs krzepy”[przypis]R. Koziołek, dz. cyt., s. 415.[/przypis], który stanowiłby reakcję na traumy dziewiętnastowiecznej historii. Odnaleziony w przeszłości ideał rycerski miał być przeciwwagą współczesnego kryzysu męskości. Ale czy rzeczywiście ten dawny ideał rycerski jest – w ujęciu Sienkiewicza – jednolity, nienaruszalny w swej strukturze? Wątek Herkulesowy w Sienkiewiczowskiej realizacji zdaje się świadczyć o czymś przeciwnym, a niejednoznaczność dotyczy zarówno estetyki, jak i różnicy płciowej.

Kazimierz Wyka przed laty zauważył:

Sienkiewicz jest znakomitym twórcą bohaterów, ale nie bohaterów w sensie nadludzkim, którzy dokonują wciąż czynów heroicznych, lecz bohaterów w innym rozumieniu: ludzi, których psychologia składa się z kilku rysów zasadniczych, stale się powtarzających, i którzy o tyle pozostają bohaterami w pierwszym z wymienionych znaczeń, że nigdy nie przestają być sobą, nawet w okolicznościach najmniej sprzyjających ich psychice.[przypis]K. Wyka, Sprawa Sienkiewicza, w: tegoż, Szkice literackie i artystyczne, Kraków 1956, t. 1, s. 128.[/przypis]

Nie powinniśmy jednak poprzestać na takiej wykładni skupiającej się na niedoborach psychologicznej głębi i usilnym szukaniu jej tam, gdzie jej nie ma. Namiętność, jaką odnajduje Sienkiewicz jako autor w żywiole swojej narracji, pewnego rodzaju przyjemność pracy językowej, stają się argumentami zachęcającymi do spojrzenia na jego bohaterów w ich nieciągłości, wewnętrznych sprzecznościach, również co do waloryzacji ról płciowych i wymiarów bohaterstwa. Czyż twórczość Sienkiewicza, czytana w zaproponowanej tu optyce, nie oscyluje w jakiejś mierze w swoich utajonych rejestrach w stronę ideału androgyne[przypis]Sienkiewicz, jak wiadomo, był pilnym czytelnikiem Karola Libelta. Zob. K. Libelt, System umnictwa, czyli filozofii umysłowej, cz. 2, Poznań 1850, s. 82: „Całe przyrodzenie rozdziela się na dwie połowice na męską i żeńską, i wszystkie twory natury są wyrazem tego dwoistego charakteru: albo męskości, albo żeńskości. Jako atom materialny, będący spojem atomu formy i atomu treści był formą przechodnią kształtów wszelakich, tak widoczna, że płciowość będąca łącznikiem żeńskości (typu stałego formy) i męskości (typu stałego treści), jest formą przechodną, czyli macierzą gatunków wszelakich, na które się kształty rozdzielają”.[/przypis]? Czy w Sienkiewiczowskim Herkulesie u stóp Omfalii nie ma Baudelaire’owskiej fascynacji pełnym sprzeczności i estetycznych zgrzytów „heroizmem nowoczesnego życia”? I jak u Baudelaire’a, tak u Sienkiewicza (tu najlepszym przykładem powieść o dziewiętnastowiecznym Petroniuszu, czyli Bez dogmatu): „Malarzem, prawdziwym malarzem będzie ten, kto potrafi wydrzeć życiu dzisiejszemu jego epickość, pokaże ją nam, za pomocą koloru i rysunku pozwoli zrozumieć, jak jesteśmy wielcy i poetyczni w naszych krawatach i lakierowanych butach”[przypis]Ch. Baudelaire, Salon 1845, w: tegoż, Rozmaitości estetyczne, wstęp i przekł. J. Guze, komentarz i C. Pichois, przeł. J.M. Kłoczowski, Gdańsk 2000, s. 64.[/przypis]. Męskich, niemęskich…?



</document>
<document nplp_id="4449" title="Sienkiewicz aktualny" slug="sienkiewicz-aktualny">Już za kilka dni ożyją na panoramicznych ekranach miast wojewódzkich bohaterowie Sienkiewiczowskich Krzyżaków. W wielkim, szerokoekranowym, dwuseryjnym i barwnym filmie historycznym – zrealizowanym według tej powieści przez reżysera, Aleksandra Forda, zobaczymy ulubione postacie z książki: dzielnego Zbyszka (Mieczysław Kalenik), nieszczęsną Danusię (Grażyna Staniszewska) i jej tragicznego ojca, Juranda ze Spychowa (Andrzej Szalawski), hożą Jagienkę (Urszula Modrzyńska) i innych.[przypis]Cz. Michalski, Aktualność „Krzyżaków”. Imponujące dzieło naszej kinematografii, „Głos Wielkopolski”, 30 sierpnia 1960. Rozsyłana przez PAP notka, czasem w nieco zmienionej wersji, ukazała się także w innych dziennikach RSW „Prasa”: „Dzienniku Bałtyckim”, 30 sierpnia 1960; „Dzienniku Wieczornym” (Bydgoszcz), 30 sierpnia 1960 czy w „Przyjaźni” z 17 lipca 1960 – tu z towarzyszeniem kolorowego fotoreportażu z planu filmu.[/przypis]

Premiera Krzyżaków zaplanowana została na 2 września 1960 roku, sam początek roku szkolnego, który jednocześnie wiązał się w Polsce z obchodami rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Pierwszy pokaz – z udziałem Władysława Gomułki, pierwszego sekretarza PZPR – odbył się jednak latem w olsztyńskim kinie „Polonia”, podczas obchodów 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, które miały miejsce 15 lipca pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie oraz 16 i 17 lipca na polach grunwaldzkich.

Kilkuzdaniowa notka z zapowiedzią premiery kinowej wiele zdradza na temat recepcji twórczości Sienkiewicza i sposobu jej dyskontowania przez państwową propagandę. Po pierwsze, od początku mowa jest o wielkim widowisku – film jest długi (składa się z dwóch części), kolorowy (co wciąż jeszcze jest nowością i wynika z decyzji ekonomicznej podjętej na najwyższym szczeblu[przypis]Pierwszy polski film barwny – Przygoda na Mariensztacie Leonarda Buczkowskiego – został zrealizowany w 1954 roku, ale wówczas do obróbki wykorzystano jeszcze laboratorium w Niemczech.[/przypis]), panoramiczny (daje zatem obietnicę silnych wrażeń podczas seansu). Ta machina nowoczesnego spektaklu, trzeba jednak od razu zauważyć, dostępna jest tylko dla wybranych: publiczności kilkunastu największych miast w Polsce. Po drugie, wszyscy widzowie – zapewne również ci, którzy będą musieli zadowolić się gorszymi warunkami projekcji – znają dzieło. Bohaterowie Sienkiewicza „ożyją” dla nich, ale ożyją przecież, przybierając formę dającą się zredukować do jednej, wyrazistej cechy charakteru, czytelnie wpisującej się w przebieg akcji, podczas której dzielny Zbyszko będzie próbował uratować nieszczęsne dziecię tragicznego ojca, by ostatecznie spocząć u boku hożej Jagienki. Ta zamknięta forma zyskuje jednak w filmie czytelną wizualną postać, współtworzoną przez operatora, scenografa i kostiumologa, a także, przede wszystkim – aktora.

Dzieło – kosztowne, świadczące o wysokim stopniu rozwoju gospodarczego – ma jednocześnie być aktualne, o czym świadczy tytuł notki: Aktualność „Krzyżaków”. Już po właściwej premierze „Express Poznański” pisał: „film gigant”, a także: „historia największej bitwy średniowiecznej ułatwia nam ocenę wielu aktualnych problemów”. Już samo to sformułowanie może budzić uśmiech, ale zwraca uwagę na trzeci ważny aspekt odbioru ekranizacji dzieł Sienkiewicza. Towarzyszył im rozmach produkcyjny i oparcie się na zakładanej sile emocjonalnej przypisywanej powszechnie znanym narracjom. Wywoływało to zwykle pytania dotyczące wierności adaptatorów wobec pierwowzoru lub, co gorsza, wobec wyobrażeń o nim czytelniczo-kinowej zbiorowości, a jednocześnie prowokowało wątpliwości, czasem z ducha Stanisława Brzozowskiego, częściej z ducha profesora Pimki, dotyczące aktualności Sienkiewicza. Za każdym razem, kiedy wkładano wielki wysiłek produkcyjny w spektakularną ekranizację jego dzieł, pytano jednocześnie, po co go dziś ekranizować.

W kontekście Potopu zdecydowanie polemizował z wszelkimi próbami uwspółcześnienia Kmicica et consortes Krzysztof Teodor Toeplitz, podkreślając raczej czysto filmowe walory ekranizacji[przypis]K.T. Toeplitz, „Potop” czyli o rzetelności, „Miesięcznik Literacki” 1974, nr 11.[/przypis]. Ostro krytykowała sam pomysł powracania do Sienkiewicza i „konserwatywno-dewocyjnych” treści jego prozy Anna Tatarkiewicz, pytając ironicznie, „jakie »nauki« mają z tego płynąć dla Polaków”, dla „społeczeństwa awansujących kulturowo chłopów i robotników”[przypis]A. Tatarkiewicz, Nie dajmy się uPOTOPić, „Tygodnik Powszechny” 1974, nr 39; tejże, Czy „Potop” krzepi?, „Tygodnik Kulturalny” 1974, nr 38.[/przypis]. Cytowała też czytelniczkę, która kategorycznie twierdziła, że podobne filmy „nie mogą pomóc w wykształceniu osobowości młodego Polaka”, a „rzekome tezy o tym, że Trylogia wzmacnia poczucie więzi ze swoim narodem, są dziś, w roku 1974, szkodliwe”. Głosy te, zarówno krytyków, jak i widzów były odosobnione. Władze najwyraźniej również uznały, że jakkolwiek konserwatywny nie byłby Sienkiewicz, może posłużyć całkiem aktualnym celom.

Adaptacja dzieła w tak szerokim ujęciu, rozumiana zgodnie z propozycją Alicji Helman, jako „świadectwo lektury tekstu”[przypis]Por. A. Helman, Dziesięć tez na temat filmowej adaptacji literatury, w: Wokół problemów adaptacji filmowej, red. E. Nurczyńska-Fidelska, Zbigniew Batko, Łódź 1997, s. 12.[/przypis], nieuchronnie staje się świadectwem mentalności społecznej. Mowa tu bowiem nie tylko i nie przede wszystkim o lekturze autorskiej – reżysera czy scenarzysty – ale o lekturze, która w toku kolektywnej produkcji filmowej ulega wspomnianym już, rozmaitym mediacjom, musi też uwzględniać władzę cenzury oficjalnej oraz quasi-cenzorskie zapędy widzów, którzy najlepiej wiedzą, jak wygląda i działa ich ulubiony bohater. Wyraźnie też ujawnia, co z dziedzictwa poczytnego autora jest interesujące dla jego filmowych interpretatorów. Wytworzone obrazy odnoszą sukces, kiedy godzą wszystkich.</document>
<document nplp_id="4450" title="Zabawa" slug="zabawa">Pierwszą płaszczyzną uzgadniania tych sprzecznych tendencji stawała się, siłą rzeczy, rozrywka.

Po seansie jednego z pierwszych Sienkiewiczowskich filmów, włoskiej adaptacji  Quo vadis? z 1913 roku w reżyserii Enrica Guazzoniego, Jan Skarbek-Malczewski pisał:

Premiera odbyła się z wielką pompą, zaproszono przedstawicieli władz i prasy, salę wypełniła elita towarzyska Warszawy. Na dalsze seanse przybywało tylu widzów, że tłumy odchodziły nieraz od kasy, nie mogąc dostać biletu. […] Szczególnie sensacyjny był moment przywiązania Ligii do rogów byka, jakkolwiek to nie był byk, a raczej byczek, a właściwie duży cielak. W dalszym ciągu rozgrywającej się tragedii na arenie, żywą Ligię na rogach byka zastępował już manekin. Była i walka gladiatorów i Neron na trybunie, emocja olbrzymia, sensacja nie byle jaka, do podniety widzów przyczyniła się jeszcze orkiestra.[przypis]J. Skarbek-Malczewski, Byłem tam z kamerą, oprac. M. Sadzewicz, Warszawa 1962, s. 16–17. Cyt. za: B.W. Lewicki, Sienkiewicz na ekranach kinoteatrów [1966], w: tegoż, O filmie. Wybór pism, red. E. Nurczyńska–Fidelska, Łódź 1995, s. 266.[/przypis]

Autor tych słów znał świat filmu od wewnątrz jako operator wczesnych polskich filmów, między innymi Niewolnicy zmysłów (1914), w którym debiutowała Pola Negri, czy Słodyczy grzechu (1914) i Meira Ezofowicza (1911) z Marią Dulębą. Znał filmowe tricki budujące pozorną – ale przecież oddziałującą na widzów – gęstość filmowej materii. Stawką nie była prawda, ale wiarygodność i siła emocjonalna.

Świetną ilustracją tego zagadnienia jest drobny epizod z filmu Wszystko na sprzedaż (1969) Andrzeja Wajdy. Alter ego reżysera w tym filmie (Andrzej Łapicki) udaje się na plan Pana Wołodyjowskiego, by porozmawiać ze statystą (Wiesław Dymny), który znał Zbyszka Cybulskiego. Przylatuje helikopterem, obserwuje oddział wojska w zbrojach husarskich, gotowy do sceny batalistycznej. Rola statysty, ubranego w „cywilny” kożuszek z dopiętymi doń skrzydłami, polega na tym, że ma biegać wokół kamery, „dogęszczając” w ten sposób plastyczny obraz bitwy. Film Wajdy w zamyśle był krytyczny (i autokrytyczny) wobec kina historycznego, pokazywał, że przeszłość się wytwarza i to nie zawsze z najlepszych materiałów. Ale przecież jednocześnie ujawniał siłę tych zabiegów, które ostatecznie owocują sugestywnym przedstawieniem i żywą emocją widza[przypis]O ile tricki te udaje się ukryć – co nie udało się na przykład w Quo vadis? (2001) Jerzego Kawalerowicza czy w Ogniem i mieczem (1999) Jerzego Hoffmana.[/przypis].

Trylogię, Krzyżaków czy W pustyni i w puszczy wielokrotnie określano jako dzieła proszące się wręcz o przeniesienie do kina, gotowe niemal na ekran, ich autora nazywając przy tej okazji „wspaniałym filmowym scenarzystą”[przypis]E. Nurczyńska-Fidelska, Ludyczne aspekty filmowych adaptacji utworów Henryka Sienkiewicza, w: Sienkiewicz i film, s. 79. Zob. też: http://www.edukacjafilmowa.pl/materialy-edukacyjne/teksty-jubileuszowe/item/2136-ludyczne-aspekty-filmowych-adaptacji-utworów-henryka-sienkiewicza [dostęp: 2018–05–01].[/przypis]. Największa siła kultury popularnej – tematy przemocy i seksu, ucywilizowane jednak w opowieść o walce o wartości najwyższe i miłość – pojawiała się tutaj w przebraniu gatunkowym filmu „płaszcza i szpady”. Dla dziewcząt były sceny pocałunków, dla chłopców– pojedynków: Kiss Kiss, Bang Bang, jak pisała o istocie kina krytyczka Pauline Kael[przypis]Por. m.in.: P. Kael, Kiss Kiss, Bang Bang, Boston 1968; E. Morin, Duch czasów, przeł. A. Frybesowa, Kraków 1965; K.T. Toeplitz, Tradycje i perspektywy. Sztuka filmowa dwudziestolecia Polski Ludowej, „Kwartalnik Filmowy” 1964, nr 1/2, s. 16–17.[/przypis]. Krytycy kultury i filmu, w Polsce i na całym Zachodzie, dostrzegali wielki emocjonalny potencjał filmowego widowiska – zwłaszcza wobec rodzącej się w połowie XX wieku nowej siły – telewizji. Wprost mówili o tym także widzowie. Jeden z dyskutantów w rozpoczętej w 1966 roku, już po sukcesie filmowych Krzyżaków, debacie pod hasłem „Czy ekranizować Sienkiewicza”, argumentował: „Zróbcie z Trylogii lub jej części film o: miłości, przygodzie, strzelaniu i pędzie – koniu, dziewczynie, a wszystko to na tle folkloru Polski XVII-wiecznej”[przypis]J. Ordęga, Serce i szabla, „Kultura” 1966, nr 32, s. 3. Cyt. za: B.W. Lewicki, Sienkiewicz na ekranach kinoteatrów, s. 273.[/przypis]. Pisarz wart był ekranizacji, ale przede wszystkim jako autor „przygodowy”. I rzecz jasna, prowokujący wzruszenie:

Film przejmuje, wzrusza, i to nie tylko młodych widzów. Tyle pisanoo prostych wzruszeniach płynących jakoby z filmu Love Story i o dosłownie płynących łzach. Myślę, że głębsze podstawy do „płaczu ze szczęścia i smutku” będzie miał dorosły widz, gdy w ostatniej scenie Staś niesie na rękach zemdloną Nel, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. A jeszcze gdy pomyśli, że owo „niedomówione”, bez powitania dzieci z ojcami, zakończenie stało się konieczne w związku ze śmiercią Jasiukiewicza w roli pana Tarkowskiego.

Trzeba by westchnąć, jak w zakończeniu Sienkiewiczowskiej Hani: „Ej, łzy się kręcą!…[przypis]K. Kuliczkowska, Arcydzieło hipnozy, „Kino” 1973, nr 10, s. 19. Stanisław Jasiukiewicz zmarł 27 czerwca 1973 roku, z powodu choroby nie mógł już wziąć udziału w końcowej części zdjęć i w postprodukcji; stąd też w filmie dubbingował go Jerzy Kamas.[/przypis]

Trudno nie zauważyć resentymentu wobec kina zachodniego („jesteśmy lepsi”), który wybrzmiewa w tej wypowiedzi. Jednak to emocje są najważniejsze. One stają się podstawą, na której można dopiero konstruować inne warstwy przekazu.

</document>
<document nplp_id="4451" title="Historia" slug="historia-spn">Wierność biegowi narracji (zdrady nie wybaczyliby widzowie i tak zmuszeni do akceptacji koniecznych w filmie skrótów) oraz afektom przesłania tutaj kwestię wierności wobec historii – opowieść raz przedstawiona przez pisarza może zostać ponownie opowiedziana przez filmowca bez troski o skrupulatność faktograficzną. Film, przypomnijmy tę oczywistość, woła jednak o uwiarygodnienie detalu historycznego. Ogólne wyobrażenie „rycerza na koniu”, które niekoniecznie wymaga przywoływania szczegółów stroju czy uzbrojenia, na ekranie musi przybrać konkretną postać fizyczną i plastyczną. Dotyczy to rekwizytów, kostiumów, budynków, wnętrz i nawet krajobrazów, które w jakiejś mierze mogą pozostać niedopowiedziane w tekście, ale które trzeba pokazać w filmie. Muszą one być prawdopodobne – w rozumieniu Arystotelesowskim: zgodne z wewnętrzną logiką dzieła. Konwencja baśni rycerskiej nie wymaga historycznie wiarygodnego szczegółu i konsultacji, forma realistyczna zakłada filmowe uznanie dla detalu. Ciężki miecz może udawać miecz z epoki, ale musi sprawiać wrażenie ciężkiego – istotne jest, by ciężar ten mieścił się w wyobrażeniu (większości) widzów.

Nie chodzi tu o legendarne anegdoty o zegarku na ręce Jagiełły, o którym miał zapomnieć i aktor, Emil Karewicz, i wszyscy wokół, ale który dostrzegła i uwieczniła kamera[przypis]Legenda ta nie znalazła potwierdzenia podczas cyfrowej rekonstrukcji filmu. Odrestaurowany film pokazano na zamku w Malborku 10 lipca 2010 roku podczas obchodów 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. „– Za to natrafiliśmy na coś innego. Zarówno upiorny Zygfryd de Löwe, jak i Jurand ze Spychowa w różnych scenach chwytają za metalową rękojeść rozgrzanego do czerwoności miecza bez żadnej szkody dla siebie. Ignorują prawa fizyki jak święci na średniowiecznych obrazach – śmieje się Grzegorz Molewski”. Por. J. S. Majewski, Znacie? To zobaczcie!, „Gazeta Wyborcza”,14 lipca 2010, http://wyborcza.pl/1,76842,8128620,Znacie__To_zobaczcie_.html [dostęp 2018–05–01]. W opisie rekonstrukcji – pomijając powtórkę samej rocznicy – zwraca uwagę retoryka wielkich liczb – „Ekipa rekonstruktorów odświeżyła 240 tysięcy klatek negatywu klatka po klatce” – będąca powtórzeniem retoryki „sukcesu nowoczesności”, towarzyszącej wielkim Sienkiewiczowskim realizacjom.[/przypis]. Wobec Krzyżaków pojawiały się zarzuty dużo poważniejsze, bo dotyczące samej koncepcji odtworzenia realiów epoki w filmie.


Duże wątpliwości natomiast (mimo poręki najszacowniejszych autorytetów) budzi kostiumologia. Wiele ozdób i wzorów odznacza się podejrzanie cepeliowską elegancją, a już zupełnie szokująca jest faktura większości użytych materiałów. Plastikowe rzędy na konie, elastycznie uginające się hełmy i pancerze, kubraki z błyszczącej dermy rażą boleśnie poczucie historycznej rzeczywistości[…][przypis]JJS [J.J. Szczepański], Krzyżacy, „Tygodnik Powszechny” 1960, nr 40. „Taniość” materiałów, z których zrobiono kostiumy, przywoływali też w swoich wspomnieniach aktorzy Mieczysław Kalenik (Zbyszko) i Emil Karewicz (Jagiełło). Por. J. Gajda-Zadworna, Lato piękne, zbroje się topiły ,„Rzeczpospolita”, 8 lipca 2010, http://archiwum.rp.pl/artykul/961746-Lato-piekne-zbroje-sie-topily.html [dostęp: 2018–05–01]. Twórcy filmowej Trylogii odrobili tę lekcję i podobne zarzuty niemal nie pojawiały się w recenzjach z Pana Wołodyjowskiego i Potopu, choć na przykład w tym ostatni puchary, które dumne rycerstwo polskie rozbija sobie na głowach, zrobione były z cukru, a nie ze szkła. Rekwizyty obejmowały także około tysiąca sztuk broni różnej, w tym uzbrojenie plastykowe – „przede wszystkim dla husarii”.[/przypis]

– zauważał recenzent „Tygodnika Powszechnego”. Inny znany krytyk, Jerzy Płażewski, pisał jednak o perswazyjnej sile obrazu, co znamienne – odwołując się właśnie do emocji:

Ci jezdni, z furią walący się z galopujących koni, ci woje, rąbiący z takim zapamiętaniem, jakby naprawdę o życie chodziło – rodzi to wręcz podejrzenie, że gdyby miecze rozdane przez Forda statystom nie były plastykowe, bez rozlewu krwi by się nie obeszło.[przypis]J. Płażewski, Grunwald Sienkiewicza i Forda, „Przegląd Kulturalny” 1960, nr 36.[/przypis]

Płażewskiemu nie przeszkadzało, że rycerz w pełnej zbroi po zrzuceniu z konia, szybko wstawał samodzielnie na nogi. Emocje widza dodawały blasku dermie i PCV, a przedstawienie wiru bitwy było tu podstawowym celem. Krytyk argumentował zresztą, że właśnie dynamiczna kompozycja plastyczna była celem innego artysty-historyka polskiej kultury: „Dziś człowiek o ambicjach mistrza Jana [Matejki – dop. I.K.] nie chwyci za pędzel: po prostu stanie za kamerą”. Pomijał tu jednak przemyślaną postawę historiograficzną Matejki, który dokonywał starannej rekonstrukcji archiwalnej przedstawianego wydarzenia, by w samym obrazie dokonać kondensacji biegu dziejów – pokazywał na przykład osoby, które nie mogły być obecne w określonym momencie, dając w ten sposób szerszą reprezentację postaw i motywacji bohaterów historii[przypis]Por. m.in. J. Krawczyk, Matejko i historia, Warszawa 1990, zwłaszcza rozdział Matejko – historyk.[/przypis]. Jednocześnie przekraczał w ten sposób czasowość malarstwa, które w klasycznych ujęciach oferuje kompozycję przestrzenną i nie umie przedstawiać dynamiki czasowej[przypis]Por. G.E. Lessing, Laokoon, czyli o granicach malarstwa i poezji, przeł. H. Zyman-Dębicki, Kraków 2012.[/przypis]. Jego obrazy w zamierzeniu miały być narracyjne i w tym sensie antycypowały użycia kamery.

Co nie znaczy, że antycypowały jej użycia w ekranizacjach Sienkiewicza – ich twórcy raczej sięgali do Wojciecha Kossaka, który nie zajmował się w żaden sposób dyskursywizacją historii w malarstwie, i właściwie trudno ich podejrzewać o próbę przedstawienia komplikacji procesu historycznego. Wręcz przeciwnie. Właśnie za taki rodzaj aktualizacji krytykowano Władysława Ślesickiego. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem zdjęć do W pustyni i w puszczy krytyk „Tygodnika Powszechnego” wyliczał wszystko to, co nie podobało się reżyserowi w powieści (a o czym mówił w wywiadach): „infantylizm, egzaltacja religijna, fantastyka i baśniowość”, „Staś nie jest wyposażony w bogactwo myśli”, Nel to „płaczliwość, bierność i nieporadność”. Stasia trzeba zatem „uczłowieczyć”, Mahdiego przedstawić jako „nieporadnego mędrca”; postać Chamisa staje się natomiast „piękna… – [jest – dop. I.K.] wrażliwy i dzielny, wyszedł z dna biedy i ciemnoty trwającej wieki”. Komentator, nie do końca bezzasadnie, pytał zatem: „Czy warto zatem było brać się do W pustyni i w puszczy? Nie lepiej od razu sfilmować Zielone wzgórza Afryki albo inną na wskroś realistyczną prozę?”[przypis]A.H., Sienkiewicz „pogłębiony”, „Tygodnik Powszechny” 1970, nr 8.[/przypis].

Wydaje się jednak, że Ślesicki, którego prowadził w dużym stopniu temperament dokumentalisty wrażliwego na ludzkie emocje i doświadczenie,[przypis]Jego najbardziej znanym dziełem pozostaje Rodzina człowiecza (1966), kontemplacyjny dokument zainspirowany wystawą fotografii „The Family of Man” z nowojorskiej MoMA, pokazywaną także w Polsce. Ślesicki zarejestrował w surowym, a zarazem poetyckim stylu jeden dzień z życia chłopskiej rodziny z okolic Augustowa.[/przypis] przemyślał nie tylko dzieło Sienkiewicza, ale też jego współczesne odczytania, jak na przykład reportaż Mariana Brandysa: Śladami Stasia i Nel (1961). Brandys polemizował z Sienkiewiczem subtelnie, także dzięki temu, że mógł się skupić na współczesnej sytuacji w Afryce Północnej. Trudno jednak ukryć, że miała ona ścisłe historyczne związki z pierwszymi ruchami antykolonizatorskimi, w tym z powstaniem Mahdiego. Ślesicki podjął kwestię kolonialną, przede wszystkim przepisując postać Chamisa, którego przedstawia jako powstańca, ale zarazem osobę lojalną wobec dzieci. Podjął też decyzję o nakręceniu części dialogów w języku arabskim[przypis]Inaczej niż w realizacji z 2001 roku, w reżyserii Gavina Hooda. Zob. M. Rogoż, Adaptacje filmowe „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza, w: Wokół „W pustyni i w puszczy”. W stulecie pierwodruku powieści, red. J. Axer, T. Bujnicki, Kraków 2012, s. 501–516.[/przypis].

W niewielkim stopniu wzbudziło to jednak zainteresowanie – w centrum pozostawała „nasza” historia, w której nastolatek wychowywany był do przyszłego czynu. Problemy Trzeciego Świata pozostawały poza zainteresowaniami większości odbiorców, którzy pozostawali na poziomie tego, co pamiętali z powieści, oraz zachwytu dla egzotycznego krajobrazu – albo też wywoływały wątpliwości, jak w przypadku recenzenta „Tygodnika Powszechnego”:

Aktualizowanie światopoglądowej świadomości Sienkiewicza wydaje mi się przedsięwzięciem i niezbyt poważnym i zbytecznym — a w tym głównie kierunku poszły adaptacyjne wysiłki reżysera. Rezultatem tych zabiegów miało być przede wszystkim wzbogacenie postaci Stasia Tarkowskiego rysami bohatera ruchów ludowo-wyzwoleńczych Trzeciego Świata. Przyczyniło się to do znacznego rozbudowania akcji, ale poza tym efekty tych zabiegów są dosyć wątpliwe. Od powieści przygodowej trudno wymagać spłacenia wszystkich historycznych i ideologicznych długów. Na przykładzie W pustyni i w puszczy widać, że bywa to wręcz niewykonalne.[przypis]JSS [J.J. Szczepański], W pustyni i w puszczy, „Tygodnik Powszechny” 1973, nr 45.[/przypis]</document>
<document nplp_id="4452" title="Okrutne obrazy" slug="okrutne-obrazy">Tuż przed premierą film reklamowano przede wszystkim jako właśnie wirtualne safari: „Cudowne krajobrazy, egzotyczni aktorzy, afrykańskie zwierzęta”. Zestawienie pejzaży, ludzi i zwierząt ujawnia bezwiednie paternalistyczny stosunek do inności, ale bezpośrednio wskazuje na walor jawnie uznawany za najbardziej istotny dla przyciągnięcia widowni: Sienkiewicz oraz egzotyka i przyroda. Dostrzegali to także ci recenzenci, którzy przyjęli film z mieszanymi uczuciami, ale uznawali jednak, że odpowiada on na „zapotrzebowania widowni”[przypis]Tamże. Por. też M. Karpiński, W pustyni i w puszczy, „Kultura” 1973, nr 43.[/przypis].

Poza niekonieczną „aktualizacją światopoglądową” ponad trzygodzinny film w dwóch częściach uznano za zbyt długi. Kładziono to na karb dokumentalnych inklinacji Władysława Ślesickiego. Reżyser z upodobaniem śledził kamerą pejzaże i co rusz przerywał akcję na rzecz kontemplacji przyrody. Tu nawet nie trzeba było – jak w przypadku Krzyżaków i Trylogii – zdjęć w systemie panoramicznym. Widoki Sudanu (oraz Bułgarii) same w sobie przyciągały zainteresowanie.

Jakkolwiek nie byłyby one jednak pociągające i piękne, zarówno te egzotyczne, jak i polskie dawały tło dla działań wcale niepięknych. I w przypadku W pustyni i w puszczy, i Potopu recenzenci wskazywali na okrucieństwo tych filmów, w niewielkim stopniu odnosząc je jednak do pierwowzoru. Mniej dotyczy to Krzyżaków, choć tam zwracała uwagę scena „nierycerskiego” samobójstwa Zygfryda de Löwe, w której nietrudno dostrzec powidok powojennych egzekucji (często publicznych) zbrodniarzy hitlerowskich.

Okrucieństwo świata przestawionego przez Sienkiewicza nie może umknąć oku nawet niezbyt uważnego czytelnika – to rzeczywistość rzezi. Jest tak i w Trylogii opowiadającej o krwawym polskim półwieczu, i w narracji o dzieciach zagubionych w pustyni i w puszczy. Ślesicki nie oszczędził widzom ani wokół powstańczych intryg, egzekucji i walk, ani polowań. Maciej Karpiński pisał wprost:

W pustyni i w puszczy to film okrutny, a jak na film dla dzieci i młodzieży — zbyt okrutny. Widowni i — od lat siedmiu! — zostają zaserwowane w dużej liczbie poderżnięte gardła, noże wbijające się i wbite w piersi; agonie ludzi zabijanych na najróżniejsze sposoby, przy użyciu strzelb, dzid, łuków. Tu właśnie wychodzi na jaw zjawisko, o którym wspominałem na początku – niezdecydowanie co do formuły filmu. Wydaje się, że reżyser Ślesicki staje tu w szranki ze specjalistami od współczesnego „kina okrutnego”, zapominając zupełnie o adresacie swojego filmu. W Pustyni i w puszczy giną nie tylko ludzie. Oczywiście, zabicie lwa jest uzasadnione dramaturgicznie i zrozumiałe, lecz chyba należało oszczędzić widzom strzału Stasia do pędzącej gazeli; pada i na oczach widzów kona, bijąc kopytkami w ziemię. Dla takiej sceny nie ma żadnej motywacji.[przypis]M. Karpiński, dz. cyt.[/przypis]

Recenzent, zastrzegając się („Nie jestem starą ciotką”, ale…), zwracał uwagę, że to sceny niedostosowane do wrażliwości młodych ludzi. Po raz kolejny ujawnia się tu cecha literatury, która może działać w sposób utajony – czytelnik w jakimś sensie może nie zobaczyć tego, co opisywane. Filmowiec, rekonstruując wydarzenia, może oczywiście uciec od bezpośredniego wydarzenia i pokazać na przykład jedynie skutki zdarzeń lub rozmowy o nich. Może też uciec się do konwencji, która nie wytwarza krwi – jak było w wielu ówczesnych filmach wojennych, dotąd zresztą zwykle czarno-białych. Być może odległość w czasie, być może alibi pierwowzoru literackiego ośmielało jednak do – w tej akurat kwestii – wiernego odtworzenia wyobraźni pisarza. Było to zresztą w zgodzie z najnowszymi konwencjami ówczesnego kina światowego, co z kolei podkreślał – ledwie rok przecież później – recenzent Potopu:

Krew w Potopie tryska na ekran nie gorzej niż w Ojcu chrzestnym, a dzięki świetnym obiektywom typu Panavision krew wreszcie jest w filmie polskim rzeczywiście czerwona. Ponadto bójki wyglądają jak bójki prawdziwe, a nie jak delikatne sprawdzanie zarostu na policzkach przeciwnika.[przypis]K. Gedroyć, Zamiast recenzji, „Gazeta Białostocka”, 14 września 1974.[/przypis]

Bezpośrednia przemoc nie była jednak najwyraźniej przyswojona przez wszystkich. Zdarzały się głosy, zwłaszcza wśród widzów, którym pisma szeroko udostępniły łamy do komentowania Potopu, że Sienkiewiczowska „buchająca krew” znalazła zbyt dosłowny obraz na ekranie. Za dużo mięsa, pisano, „i tego ludzkiego – palonego, siekanego, kłutego – pokazywanego w ostrych zbliżeniach, i tego mięsiwa na stołach”[przypis]Jan Grygiel, [b.t.], „Nowiny”, 17 listopada 1974.[/przypis]. Może to także świadczyć o tym, że nazwisko Sienkiewicza zapraszało do kin osoby, które zwykle do niego nie chodziły, a jeśli już – to nie na Ojca chrzestnego. Może także świadczyć o względnej nowości barwnej formy filmu, do której widzowie jeszcze się nie przyzwyczaili. Ale jeśli widzowie ci czytali te powieści, to musieli malowane w nich obrazy przemocy utaić lub przeoczyć, jakoś od nich odwrócić oczy.</document>
<document nplp_id="4453" title="Kobiety i&amp;nbsp;mężczyźni" slug="kobiety-i-mezczyzni">Alibi dla okrucieństwa stanowiła też oczywiście czystość intencji postaci. Dyskusja wokół Sienkiewiczowskich ekranizacji silnie skupiała się na bohaterach i zespole cech, które reprezentowali, na stereotypach wyobrażeniowych[przypis]Pojęcie to proponuje Alina Madej w analizie klisz narracyjnych kina dwudziestolecia. Por. A. Madej, Mitologie i konwencje. O polskim filmie fabularnym dwudziestolecia międzywojennego, Kraków 1994.[/przypis]. „Dzielny Zbyszko”, „nieszczęsna Danusia” (ale też na przykład „Kmicic z fantazją” czy „dumna Oleńka”, „dzielny Staś” czy „słodka Nel”) to bohaterowie zredukowani w swojej charakterystyce do jednej dominującej cechy. W tej postaci tworzą oni ważną część utrwalonej społecznie narracji, w której łączą się „lokalne” właściwości świata Sienkiewiczowskiego z tradycyjnymi przedstawieniami kultury polskiej oraz uniwersalnymi chwytami kultury popularnej. Te ostatnie ważne są zarówno jako zworniki opowieści, jak i narzędzia komunikacji z widzami czy czytelnikami słabiej zaznajomionymi z kontekstem.

I tak, na przykład, powtarzająca się figura kobiety biernej, często dziecka, świetnie wpisuje się w utrwaloną konwencję „niewinności” uzasadniającą działania „rycerza” (od Ivanhoe po Pretty Woman). W Polsce stała się ona kanwą jednego z bardziej istotnych sposobów mitologizacji kobiecości i męskości, którego źródło kryje się w narracji wytworzonej pod wpływem powstania styczniowego. Analizując „mitologem powstańczy”, Grażyna Borkowska zwraca uwagę, że ważnym elementem jego konstrukcji było przekonanie o wyższości Polaków nad Rosjanami, jednak wyższość, która miała charakter duchowy – wprost wynikała z uznania wyższości siły moralnej nad fizyczną, skoro przewagę fizyczną i militarną mieli Rosjanie[przypis]G. Borkowska, Pozytywiści i inni, Warszawa 1999, s. 20-24.[/przypis]. To uczucie niższości, które można określić jako postkolonialne, wyprodukowało wyższościową wizję szczególnie duchowo wyposażonych Polaków, wspierało się mocno na opoce, jaką jest wizerunek kobiety. W twórczości Artura Grottgera, który nadał wizualną formę powstańczemu mitowi, kobieta w czerni: matka, narzeczona, wdowa, jest tą, która cierpi po utracie bliskiego mężczyzny, ale też tą, która zostaje całkowicie utożsamiona z Polską. Galeria Sienkiewiczowskich bohaterek jest tu wymowna: Danusia, Oleńka, Helena, a nawet aktywna Basia (nie zapominając o Nel, choć W pustyni i w puszczy jeszcze inne konteksty kolonialne przywołuje; bohater jest tu jednak równie jak Skrzetuski niezłomny) – wszystkie są przedstawiane jako czyste, kruche, choć zarazem dumne i silne siłą spotykaną tylko u Polek. Wszędzie tam, gdzie bohaterów dotyka zwątpienie, myśl o ukochanej przynosi im nowe moce. Wszystkie one pokazywane są w scenach oczekiwania na mężczyzn i wszystkie też w jakimś sensie ich ratują – narzucają welon na chwilę przed egzekucją (Danusia), mobilizują do odpowiedzialności (Nel), ratują przed upadkiem moralnym (Oleńka) lub desperacją emocjonalną (Basia). Co więcej, w większości tych powieści porwanie dziewicy przez „obcych” jest ważnym wątkiem, który ściśle splata się z zadaniem ocalenia ojczyzny. Dokonuje się szczególne złączenie: obcy chcą naszych kobiet, ponieważ one są Polską.

Cele moralizatorskie niekoniecznie przyświecały twórcom, choć mogli zakładać, że w PRL Sienkiewicz może krzepić bardziej niż cukier – w pierwszej połowie lat 70. jeszcze szeroko dostępny. Jednak aspekt wychowania dzieci, młodzieży i szerzej społeczeństwa stale był obecny w dyskusji, niekiedy mimowiednie wydobywając za pośrednictwem ekranizacji kontrowersyjne wątki z twórczości pisarza. Pisał o tym Jan Józef Szczepański, w cytowanej już recenzji:

Sympatyczny Tomasz Mędrzak – nadmiernie wyrośnięty Staś – radzi sobie stosunkowo nieźle w nie dość jasnej sytuacji ni to harcerzyka, ni to rycerza postępu, natomiast mała Monika Rosca jako Nel ustylizowana została na irytującą mini-Bardotkę. Jest to widok zasmucający, tym bardziej, że trudno powstrzymać się tu od pedagogicznych refleksji.[przypis]JSS [J.J. Szczepański], dz. cyt.[/przypis]

Refleksje nie zostają wyrażone, pozostaje aluzja – i wrażenie niestosowności.

Zasadniczo jednak celem narracji filmowej była integracja wspólnoty politycznej rozpoznającej się w utrwalonej opowieści o polskiej przeszłości[przypis]I aktualizowanej również w wariancie dotyczącym powstania warszawskiego, od Kanału (1957) Andrzeja Wajdy przez serial Kolumbowie (1970) Janusza Morgensterna po Miasto’44 (2014) Jana Komasy.[/przypis]. Wyłaniał się jednak w tym kontekście chyba nieoczekiwany i nieplanowany wymiar, który również znalazł wyraz w recepcji W pustyni i w puszczy oraz Potopu. Oto Staś Tarkowski pokazywał, „jak być mężczyzną”, zwłaszcza w dobie „feminizacji instytucji wychowawczych i rodziny”[przypis]S. Melkowski, Po co w pustynię i w puszczę, „Fakty” 1974, nr 1.[/przypis]. Z kolei jedna z czytelniczek biorących udział w szerokiej dyskusji o Potopie wzywała: „Młodzi mężczyźni – bądźcie Kmicicami!”[przypis]A. Baranowska, Słodycze usieczonego, „Walka Młodych” z 2 lutego 1975.[/przypis]. Można oczywiście wyśmiać jej diagnozę (przedrukowaną jednak przecież), z której wyprowadzała swoje wołanie („Częstokroć patrząc na ludzi, nie dostrzegamy człowieka, wśród nas szerzą się choroby W, narkomania, alkoholizm, chuligaństwo… i wiele jeszcze obrzydliwszych rzeczy”), ale to oczekiwanie „lepszego” człowieka, a zwłaszcza mężczyzny, najwyraźniej rezonowało z ówczesnymi rozpoznaniami przemian obyczajowych. Na początku lat 70. mija ćwierćwieku od końca wojny. Z jednej strony, prowokuje to krytyczną reakcję na dotychczasową obecność tematyki związanej z drugą wojną światową – czego wymownym przykładem przywołane już Wszystko na sprzedaż. Z drugiej – sprawia on, że przemiany w dziedzinie obyczaju i rodziny, wywołane przez wojnę, a przede wszystkim przez nowy porządek społeczno-polityczny (który między innymi zmusił kobiety do pracy oraz dał polskiemu społeczeństwu cywilny kodeks rodzinny w 1950 roku[przypis]Zob. M.Czerwiński, Przemiany obyczaju, Warszawa 1972; tegoż, Życie po miejsku, Warszawa 1974.[/przypis]) zostały już dostrzeżone, także w tym wymiarze, który u części przynajmniej polskich obywateli budził niepokój czy reakcję konserwatywną. Ten kontekst z dużą siłą uruchamiał, przywoływany już, „dewocyjno-konserwatywny” potencjał obecny w powieściach Sienkiewicza[przypis]Na marginesie można dodać, że realizował się on jednak inaczej niż w 1999 roku, kiedy po premierze Ogniem i mieczem polskie ulice zaroiły się od młodych mężczyzn z podgolonymi głowami. Aspiracja do szlachetczyzny znajdowała tu swój widzialny i codzienny wyraz, zapowiadając odrodzenie sarmatyzmu w „społeczeństwie chłopów i robotników”.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4454" title="Wybrany" slug="wybrany">Podkreślić jednak trzeba, że skupienie się na głównych bohaterach tych filmowych opowieści oddaje też szczególny rys polskiego myślenia o wspólnocie politycznej. Ewa M. Thompson, mówiąc o kulturowej formacji sarmatyzmu – którego Sienkiewicz w jego odmianie nowoczesnej jest niewątpliwie współtwórcą – twierdzi, że podstawowe znaczenie w tej mentalności ma rola jednostki. Identyfikuje się ona ze wspólnotą polityczną i definiuje przez pojęcie narodu, ale to jej przypisywana jest nadrzędna rola i ona ustawiona jest w centrum uwagi[przypis]J. Głowacki, „Kultura” 13.06.1971. Przedruk pt. Od tyłu w: J. Głowacki, Jak być kochanym?, Warszawa 2005, s. 22-24.[/przypis]. Ten sposób myślenia znakomicie spotyka się z narracją popularną, także – a może przede wszystkim – w wydaniu Sienkiewiczowskim, która mówiąc o społeczeństwie, zawsze mówi o nim za pośrednictwem indywidualnych postaci.

Ekranizacje z okresu PRL zachowują zasadniczy rys męskich bohaterów, jakim jest aktywna postawa wobec zagrożenia. Cieszyło to zapewne widzów, skoro cieszyło publicystów. Czytelne jest to choćby w opiniach o wzorcowej męskości Kmicica i Stasia Tarkowskiego. Krytyk Aleksander Ledóchowski widział w Potopie rekompensatę psychiczną za współczesną twórczość „nihilistyczną” – oto film, który wreszcie „ukazuje Polaka jako człowieka czynu i człowieka przyszłości”[przypis]Cyt. za: „Głos Robotniczy”, 15 lipca 1971.[/przypis]. Wielokrotnie podkreślano walor przemiany warchoła w samoświadomego patriotę, dzięki czemu film (za powieścią oczywiście) miał dawać „zdecydowane, jasne przesłanie moralne”[przypis]J. Zatorski, Z ducha Sienkiewicza, „Kierunki” 1974, nr 36.[/przypis].

W kinie jednak ta jednostka miała być nie tylko niepowtarzalna, ale też miała godzić masy widzów. Decyzje dotyczące obsady najważniejszych postaci w „wielkich” ekranizacjach Sienkiewicza wzbudzały silne emocje – zwłaszcza w kontekście Potopu, kiedy toczyła się na ten temat wielomiesięczna (sic!) dyskusja prasowa[przypis]Zob. I. Kurz, Potop szwedzki 1971–1974. Remake, w: Potop Redivivus, red. G.M. Grabowska, K. Koła-Bielawska, A. Wyżyński, Olszanica–Warszawa 2015, s. 241–255. Wykorzystuję tu niewielkie fragmenty tego artykułu.[/przypis], oraz W pustyni i w puszczy, kiedy ogłoszono casting na odtwórców głównych ról[przypis]Same pomysły na szeroko zakrojone poszukiwanie aktorów nie były nowe. Poodwilżowy kurs na demokratyzację w połączeniu z awansem kultury popularnej, która przeniosła się do centrum obiegu kulturalnego, przyniósł w 1957 roku najpierw konkurs na odtwórczynię głównej roli w filmie Tadeusza Chmielewskiego Ewa chce spać (wygrała Barbara Kwiatkowska), a na fali jego powodzenia ogłoszenie akcji „Piękne dziewczęta na ekrany" – 20 lipca 1958 roku w tygodniku „Film”, który współorganizował ją z Zespołem Autorów Filmowych.[/przypis].

W kontekście ekranizacji Sienkiewicza i skala tych przedsięwzięć, i emocje były dużo większe. „300 kandydatów do ról Stasia i Nel. Nadal brak słonia i psa” – donosiły gazety już w Sylwestra 1969 roku. Ostatecznie, według różnych szacunków, w castingu wzięło udział od 7 do 10 tysięcy młodych osób, co też zresztą wzbudziło pewien niepokój moralistów zatroskanych o młodzież odrywaną od szkoły i ulegającą presji rodziców w dążeniu do sukcesu.

Podczas poszukiwań odtwórców głównych ról do Potopu zaczęto oczywiście od powrotu do obsady z Pana Wołodyjowskiego. Nie wszystkie decyzje można było powtórzyć, ale przede wszystkim brakowało głównej pary – Kmicica i Oleńki. Pomysł, by „pana Andrzeja” zagrał Daniel Olbrychski wzbudził dyskusję medialną, która trwała jeszcze po rozpoczęciu zdjęć – i oczywiście wróciła po premierze. Sprzeciw wobec tej decyzji obsadowej wynikał paradoksalnie z sukcesu Olbrychskiego. Azję w Panu Wołodyjowskim odegrał tak sugestywnie, że stał się nim w oczach widzów, przejął tożsamość postaci, której wizerunek przesłonił wizerunek i możliwości aktora. Głos znakomitego krytyka, Aleksandra Jackiewicza, który obawiał się, że „zacny pan Andrzej nam statarczeje”[przypis]A. Jackiewicz, Wartości constans („Zapiski krytyczne”), „Film” 1971, nr 25.[/przypis], szedł w parze z błaganiem czytelniczki „Przyjaciółki”, by Kmicica, „bohatera wielu dziewcząt, wyśnionego, wymarzonego”, nie grał „ten straszny Azja, z tą potworną twarzą”[przypis]W sprawie Kmicica („Z naszej poczty”), „Przyjaciółka”, 13 czerwca 1971.[/przypis]. Wyrażane w dyskusji obawy dowodzą zdumiewającej siły nieodróżnialności postaci i jej odtwórcy. Sukces aktora zwykle polega na tym, że trudno sobie wyobrazić postać w innym wcieleniu, staje się jednak dwuznaczny, kiedy trudno sobie wyobrazić aktora w innej roli. Skoro ze swoimi „płonącymi ogniem namiętności oczami” stał się Azją, to nikim innym już stać się nie może; następuje pełna zgodność między rolą a odgrywającą ją osobą. A Tatar nie może przecież grać polskiego rycerza. Pojawiały się też inne argumenty – że aktor jest nikłego wzrostu, a nawet że nie ma wykształcenia. Zebrał je, w felietonie prześmiewczym wobec tej dyskusji, Janusz Głowacki, pisząc że Olbrychski „grał Azję i wszyscy pamiętamy, że jest mały, czarny, ma brodę i się garbi, nawet na palcach jest niższy od małego rycerza i nie ma wyższych studiów artystycznych. Niech sobie nieuk gra duńskiego Hamleta, ale nie naszego Jędrka Kmicica”[przypis]Por. „Polski nacjonalizm jest niezwykle łagodny.” Z Ewą Thompson rozmawia Filip Memches, „Europa. Tygodnik Idei” 2007, nr 156, s. 11.[/przypis].

Reżyser filmu z kolei równie desperacko, jak bronił decyzji o wyborze Olbrychskiego, szukał jego partnerki, zarówno wśród aktorek zawodowych, jak i w szerokim castingu. Trwały zdjęcia, a Oleńki nie było. Podtytuły informacji prasowych o poszukiwaniach kandydatki do tej roli pytały z niepokojem: „Nie ma pięknych kobiet?”. Posłużyło to zresztą jako alibi dla kierownika produkcji filmu, Wilhelma Hollendera. Brak w obsadzie głównej protagonistki tłumaczył następująco: „Jakby nie było, Oleńka Billewiczówna reprezentuje wspaniałą urodę polskich kobiet”[przypis]A. Ledóchowski, „Potop” Jerzego Hoffmana, „Kino” 1974, nr 2.[/przypis] – nic dziwnego, że tak trudno znaleźć jej idealne wcielenie.

Bohaterowie narracji Sienkiewiczowskich mieli być intencjonalnie formą emanacji polskiego ducha – ekranizacje zmuszały do tego, by te „formy” aktualizujące się każdorazowo w czytelniczej wyobraźni zamknąć w ciałach wybranych aktorów, którzy na moment stawali się nosicielami polskości. Nic dziwnego, że ich poszukiwania, a potem wybór – decyzje, które miały zaważyć na treściach polskiego imaginarium – wywoływały żywe dyskusje.</document>
<document nplp_id="4455" title="Mobilizacja i&amp;nbsp;wspólnota" slug="mobilizacja-i-wspolnota">Łączność tych „wybranych” z narodem podkreślały w obrębie świata przedstawionego sceny masowe – bitwy, szturmy, przemarsze. Obrona Jasnej Góry i bitwa pod Grunwaldem. „Ford najzupełniej zasłużył na brawa, jakie spontanicznie zrywają się z widowni przy niektórych epizodach bitwy grunwaldzkiej «rozegranej» z niesłychanym temperamentem i godną podziwu wirtuozerią w operowaniu olbrzymimi masami statystów”[przypis]JJS [J.J. Szczepański], Krzyżacy, dz. cyt. Taką sceną było na pewno śpiewanie Bogurodzicy przed bitwą – do tej pieśni i sceny odwołał się w 1993 roku Andrzej Wajda w filmie Pierścionek z orłem w koronie.[/przypis] – pisał Szczepański, podkreślając jeszcze właściwe dla kina synchroniczne zaangażowanie mas na ekranie i przed nim.

Ta mobilizacja dotyczyła jednak także świata poza seansami kinowymi. Jej najbardziej widzialnym przejawem były wspomniane castingi i dyskusje wokół nich. Przede wszystkim jednak ogromny wysiłek produkcyjny, który wiązał się z każdą z tych adaptacji. Budżet Krzyżaków około dziesięciokrotnie przewyższał wydatki na średni film polski przełomu lat 50. i 60. Zatrudniono w nim kilkanaście tysięcy statystów i sześćset koni, uszyto osiemnaście tysięcy kostiumów. No i używano zachodniej, drogiej taśmy.

W przypadku Potopu liczby te były jeszcze bardziej imponujące[przypis]Podaję za: I. Kurz, dz. cyt.[/przypis]: dwadzieścia cztery tysiące kompletów kostiumów uszyto, a dziewięć tysięcy kompletów wypożyczono, wykonano dziesięć tysięcy rekwizytów, a pięć tysięcy wypożyczono (transport na plan w ZSRR liczył 250 wagonów). Użyto dziesięciu ton materiałów wybuchowych. Co ważne, poza pracami wykonanymi przez warsztaty łódzkiej wytwórni filmowej wiele zadań zlecono na zewnątrz. „Koronki dla Kmicica” robiły panie z Koniakowa, a rękawiczki – Zakłady Białoskórniczo-Rękawicznicze „Renifer”. „Cepelia” tkała materiały dla spółdzielni „Piotrkowianka”, która potem szyła stroje. Czesław Piaskowski wykonał puchary z cukru, Lech Leski z Wilkowic koło Bielska-Białej – „beskidzki płatnerz” – zajmował się zbrojami, a „ob. W. Bednarek, kierownik punktu czapniczego przy Rynku Trybunalskim” miał zająć się produkcją kapeluszy, beretów i czapek dla wojsk szwedzkich. Ob. Bednarek podkreślał, że „takie zamówienia masowe dają pracę trzem ludziom w okresie ogórkowym”. Szkło – 340 sztuk – wyprodukowała huta „Hortensja”, również z Piotrkowa, a metalami zajmowali się artyści kowale z Zakładu Narzędzi Rzemieślniczych w Sułkowicach. Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej w Blachowni Śląskiej, placówka naukowo-badawcza wyprodukowała styropianowe imitacje cegieł, również w intencji ochrony aktorów. W białostockim hotelu Cristal zorganizowano skup derek używanych. Kolubrynę, której przygotowanie było „nie lada zadaniem”, przygotowywał elbląski Zamech, o czym pisano już we wrześniu 1971 roku: „Robotnicy wydziału nie tają swego rodzaju satysfakcji, że to właśnie im przyszło mieć udział w przygotowaniu do »kręcenia« filmowego Potopu, który jest bez wątpienia najbardziej obecnie oczekiwaną pozycją polskiej kinematografii”.[przypis]md, „Głos Elbląga”, 11 listopada 1971.[/przypis]

W całej tej machinie produkcyjnej istotna była też współpraca z ZSRR, zarówno w planie praktycznym (finanse i wsparcie produkcyjne), jak i politycznym. Wspólna produkcja tak ważnego dla Polaków dzieła – z główną sceną obrony jasnogórskiego sanktuarium – dawała znakomity pretekst do „miękkiej propagandy”. Pomagało też oczywiście wojsko, jak często w produkcjach z epoki. Żołnierze zapewniali masy statystów, a także zaplecze pirotechniczne i zabezpieczenie terenów, gdzie kręcono sceny bitewne[przypis]Nb. ZSRR wypożyczył do filmu specjalny pułk kawalerii „w sile pięciuset ludzi i tyluż wierzchowców. Jest to jednostka utrzymywana wyłącznie dla potrzeb kinematografii”. „Perspektywy”, 5 listopada 1971.[/przypis]. Całkowitą nowością była współpraca z Kościołem, konieczna ze względu na treść książki. „Szpilki” żartowały, że – inaczej niż Szwedzi – filmowcy zdobyli Jasną Górę, na co odpowiedział im nawet krótką notką w grudniu 1971 roku przeor klasztoru jasnogórskiego o. Jerzy Tomziński: „Rzeczywiście, tym razem Jasna Góra poddała się”. Można też jednak powiedzieć, że – odwrotnie – dzięki filmowcom Kościół jako instytucja oraz jako patron dziedzictwa narodowego zaczął, również miękko, pojawiać się w debacie publicznej.

Ten wysiłek był oczywiście konieczny i możliwy w efekcie decyzji stricte politycznej. Odzwierciedlał jednak nastroje społeczne. Polityczne cele państwa i wspólnotowe potrzeby społeczeństwa spotykały się na płaszczyźnie wielkiej narodowej produkcji filmowej. „A więc stało się – mają swoje wielkie filmy historyczne Rosjanie, Amerykanie, Anglicy, Włosi – mamy i my”[przypis]J. Peltz, Krzyżacy, „Film” 1960, nr 36, s. 4–5.[/przypis] – wieścił krytyk po premierze Krzyżaków.

Kiedy zatem współczesna badaczka twierdzi, że „nikt, ani widzowie, ani recenzenci (poza oczywiście «dyżurnymi» nie potraktowali serio ideologicznego kontekstu powstawania Krzyżaków”[przypis]E. Nurczyńska-Fidelska, dz. cyt., s. 76.[/przypis], to można obawiać się, że nie ma racji.

Po pierwsze, dosłowny polityczny adres filmu wiązał się z integracją społeczeństwa opartą na nastrojach antyniemieckich, które przecież w 1960 roku pozostawały żywe i wciąż jeszcze karmiły się bezpośrednią pamięcią wojny. Rocznicowa narracja o bitwie została włączona w wielowiekowe zmagania „narodu polskiego z niemieckim najeźdźcą”, nie tyle miała przypominać radość ze zwycięstwa, ile niepozwolić na zapomnienie o ciągłym zagrożeniu. „Wilcza natura imperializmu niemieckiego nie zmieniła się od czasów Ulricha von Jungingena do czasów Konrada Adenauera”[przypis]Cyt. za: M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001, s. 309.[/przypis]– mówił w rocznicowym przemówieniu Władysław Gomułka, I sekretarz KC PZPR. Henryk Jabłoński, politolog, ale też poseł PZPR, podkreślał, że nie chodzi o chęć „rozbudzenia nacjonalistycznej chełpliwości”[przypis]H. Jabłoński, Tysiąclecie Państwa Polskiego, „Nowe Drogi” 1960, nr 3, s. 9. Cyt. za:M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001, s. 309.[/przypis]. Najbardziej wymownie o właściwym punkcie odniesienie propagandy związanej z Krzyżakami świadczy ciągłe przywoływanie kanclerza Niemiec, Adenauera jako „krzyżaka” – którym rzeczywiście był. W 1958 roku został on bowiem pasowany na honorowego rycerza zakonu, współcześnie istniejącego i prowadzącego działalność charytatywną. Wielowiekowa historii zakonu, nie dająca się sprowadzić do niszczenia Polski ogniem i mieczem, ginęła pod siłą skrótu, który pokazywał współczesnego przywódcę Niemiec Zachodnich w płaszczu krzyżackim.

Po drugie, wspomniany artykuł Henryka Jabłońskiego w tytule przypominał o jeszcze innym kontekście – rozpoczętego właśnie wyścigu z Kościołem z okazji tysiąclecia polskiej państwowości. W istocie była to walka o rząd dusz. Do antyniemieckości dochodziła tu właśnie zdolność do wysiłku modernizacyjnego i nowoczesność. Potwierdzała ją szkoła-tysiąclatka, otwarta podczas obchodów w podolsztyńskim Stębarku, i potwierdzała ją wielka produkcja filmowa, ciesząca serce i oko.

Sama zabawa to jednak za mało. Pytanie „po co ekranizować Sienkiewicza” w perspektywie władz państwa dotyczyło możliwości takiego wykorzystania zespołu przekonań i emocji, wywoływanych przez tę twórczość, która mogłaby posłużyć do legitymizacji społecznej i politycznej sytuacji Polski.

Krytyk Jerzy Płażewski pisał:

Filmowość powieści Sienkiewicza widzę przede wszystkim w tym, że wszystkie jej wątki osobiste, jej „średnie plany” i psychologiczne „zbliżenia” zmierzają symetrycznie ku monumentalnemu „planowi ogólnemu”, jakim jest zwycięstwo połączonej Słowiańszczyzny nad wiarołomnym Zakonem.[przypis]J. Płażewski, dz. cyt.[/przypis]

Można się zastanawiać, czy to filmowość – czy właśnie polityczność. Mechanizm ten zadziałał przecież skutecznie także przy Potopie. Wróg – Szwedzi – nie nadawał się do podobnego bezpośredniego wykorzystania jak Niemcy, ale przypominał o tym, że zło przychodziło z Zachodu. Wszystkie plany tej filmowej opowieści podporządkowane były jednak zwycięstwu „szczególnie polskiej” jednostki nad sobą, a potem – wspólnie z innymi – nad wrogiem. Propaganda bezpośrednia nie była potrzebna: cały naród włączył się w produkcję filmu, odtwarzając stan mobilizacji niemal wojennej.

Zapewne łączy społeczność to, co ją leczy.

„Lekarstwo narodowe we wszystkich kolorach”[przypis]Z. Kałużyński, Krzyżacy, „Polityka” 1960, nr 37.[/przypis] – pisał o Krzyżakach Zygmunt Kałużyński. Z kolei Krzysztof Mętrak po premierze Potopu obwieszczał zwycięstwo:

Każdy Polak nosi w sobie „własnego Sienkiewicza”; wskrzeszone przez pisarza postaci żyją w nas na podobieństwo istot mitologicznych, wyrażają narodowe, zbiorowe doświadczenia. Bohaterowie Trylogii nigdy nie byli tylko nosicielami cech jednostkowych, oni stapiali się w wielki podmiot zbiorowy.[przypis]K. Mętrak, Potop zwycięski, „Kultura” 1974, nr 36.[/przypis]

Bohaterowie Sienkiewicza wiedli życie wzorcowych rycerzy lub ich pięknych dam. Przemiana Kmicica jest kwintesencją tych aspiracji jako aspiracji właśnie, ale ze względu na wiek to w istocie również doświadczenie Zbyszka i Stasia – to chłopcy, którzy się stają mężczyznami, którzy mogą przemienić się w rycerzy. Tę obietnicę składa pisarz, a filmowcy ubierają ją w skórę i kości, tak, by za pomocą wielkich produkcji nowoczesnych przerobić w Sarmatów również współczesnych Polaków. Albo przynajmniej dać im na tę przemianę nadzieję.

</document>
<document nplp_id="4456" title="Językowy obraz świata, struktury porównawcze, stylometria" slug="jezykowy-obraz-swiata-henryka-sienkiewicza">W sposobie postrzegania literaturoznawstwa jako obszaru badań zajmujących się konstrukcjami i kreacjami figur kobiet i mężczyzn (czyli ważnymi, jeśli nie najważniejszymi elementami świata przedstawionego – jak chcieliby Roman Ingarden[przypis]Zob. R. Ingarden, O poznawaniu dzieła literackiego, Lwów 1937.[/przypis] czy Henryk Markiewicz[przypis]Zob. H. Markiewicz, Główne problemy wiedzy o literaturze, Kraków 1965; tenże, Wymiary dzieła literackiego, Kraków 1984.[/przypis]) tkwi zarówno szansa, jak i niebezpieczeństwo. Szansa na kolejne, nowe i inne przyjrzenie się wymiarowi dzieła literackiego, dzięki któremu zasadność rozstrzygnięć fabularnych oraz samej konstrukcji i kompozycji tekstu zyskuje na znaczeniu. Postaciom i figurom określającym prozatorskie residuum znaczeniowe nadawany jest status rezonerów i cicerone świata literackiego. To od ich dyspozycji, ponadto relacji, w jakie wchodzą, oraz wiedzy i niewiedzy o nich samych, udzielanej na takiej czy innej podstawie, zależy i rama powieściowego świata, i jakość autorskiej realizacji. Od kreacji postaci bywają uzależnione także kolejne „lekcje z lektury”, odrabiane każdorazowo inaczej, ponieważ zawsze na swój sposób wiążą się bądź to z przyjemnością lektury, bądź dystansem czy rozczarowaniem.

Ale w takim sposobie czytania literatury tkwi również niebezpieczeństwo. Wiąże się ono z narażeniem na anachroniczność w podejściu do badanego problemu czy strukturalistycznego (choć niewartościowanego tu krytycznie) wpasowania bohatera w siatkę znaczeń, swoją postacią ujawniającego różnorodne zależności fabularne, w jakie wchodzi w obrębie struktury dzieła literackiego. Może też przyczyniać się do katalogowego pokazywania relacji, które stworzyła autorska ręka, a które w procesie lektury czytelnik tworzy w swojej wyobraźni, konstruując tak, a nie inaczej, wiedzę o tych relacjach i świecie przez nie organizowanym. Czytelnik otrzymuje z jednej strony drobiazgową wiedzę, którą musi weryfikować bądź jej zawierzyć i dać się uwieść, z drugiej zaś jest skazany na niewiedzę i domysły, które wypełnia w procesie lektury, dekodując sensy ukryte po to, żeby odkrywać połączenia tekstowe i zdobywać wiedzę, a więc przewagę w procesie lektury.

Funkcjonująca w polskim literaturoznawstwie metoda stylometryczna w podejściu do badania literatury nie jest produktywna w moim sposobie przyglądania się składni Sienkiewicza oraz punktom widzenia bohaterów zogniskowanym w języku ich wypowiedzi. Podobnie jest ze słownikową metodą badawczą stosowaną w pracach Kwiryny Handke dotyczących słowników pisarzy (Żeromskiego czy Orzeszkowej), a więc badaniach nad językiem z uwzględnieniem frekwencyjności występowania poszczególnych słów w korpusie tekstów autorki Nad Niemnem czy autora Ludzi bezdomnych[przypis]Można tu wymienić przede wszystkim wielotomowe przedsięwzięcie Słownictwo pism Stefana Żeromskiego w opracowaniu i pod redakcją badaczki, a także jej prace; zob.: K. Handke, „Barwne” słownictwo Stefana Żeromskiego – kreacja pisarska i obraz rzeczywisty, Warszawa 2004; Językowe świadectwa epoki w „Dziennikach” Stefana Żeromskiego, „Rozprawy Komisji Językowej” (Łódź) 2004, t. 49, s. 185–202; taż, Polszczyzna Stefana Żeromskiego, Warszawa 2012; taż, Prywatny język Elizy Orzeszkowej, Warszawa 2013.[/przypis]. Wyniki tego rodzaju badań, choć mówiące bardzo dużo o cesze stylu pisarskiego, występowaniu oraz powtarzalności pewnych słów i upodobaniach pisarskich, sprawiają trudność wynikającą z braku badania całostek większych niż słowo/leksem. A istotą mojego pytania o specyfikę struktur porównawczych i składni języka Sienkiewicza jest badanie zależności wewnątrzwypowiedzeniowych. Jan Rybicki, zajmujący się stylometrią komputerową, przekonująco dowodzi, pisząc o paradoksach tej metody:

&amp;nbsp;

Niewątpliwą zaletą stylometrii opartej na pojedynczych słowach jest przede wszystkim stosunkowa prostota metody i obliczeń; wszelkie próby automatycznego ustalania np. struktur zdaniowych mnożą problemy metodologiczne (szczególnie w języku tak silnie fleksyjnym, jakim jest polszczyzna); liczne próby dokonywane na n-gramach słownych wykazują znacznie mniejszą skuteczność niż na pojedynczych słowach; skuteczny parking semantyczny materiału literackiego to pieśń niedalekiej już, ale jednak przyszłości.[przypis]J. Rybicki, Pierwszy rzut oka na stylometryczną mapę literatury polskiej, „Teksty Drugie” 2014, nr 2, s. 120.[/przypis]

&amp;nbsp;

Dlatego uważam za cenne i produktywne wykorzystanie metody badania pewnych wymiarów językowego obrazu świata w celu przeprowadzenia analiz struktur porównawczych specyficznych dla składni języka Sienkiewicza. Metodę tę można zastosować do określenia statusu bohaterów męskich i kobiecych, jak również analizy „narracji” aforystycznej odnoszącej się do diagnozy doświadczeń bohaterów powieści i nowel Litwosa. Umożliwia ogląd wizerunków kobiet i mężczyzn tworzonych przez Sienkiewicza oraz postawienie pytania o to, w jaki sposób bohaterowie traktują wchodzenie w różnorodne związki, jaką rolę w nich odgrywają, a także jak widzą i postrzegają obiekt swoich pragnień. Najczęściej obowiązuje tam reguła oceniania kobiet przez patrzących na nie mężczyzn. Ważnym problemem twórczości Sienkiewicza jest kwestia relacyjności i pozycjonowania ról kobiety i mężczyzny. Punktowość widzenia i relacyjność postrzegania, obecne w językowym obrazie świata, pozwalają pokazać tę sprawę w różnoraki sposób, w zależności od pomysłów fabularnych bądź dyskusji z takim czy innym typem postaw i wzorów osobowych. Relacyjność i pozycjonowanie wyznaczają poprzez struktury języka krąg pytań psychologiczno-emocjonalnych i ontologiczno-egzystencjalnych. Pytania te stawiają kreowane postaci. Badacze twórczości autora Rodziny Połanieckich uzasadnili, dlaczego Sienkiewicz – pisarz i konstruktor dawności, „wirtuoz słowa”, malarz scen literackich i kreator sceny narodowej – umiał znakomicie wstrzelić się w gusta i oczekiwania czytelnicze[przypis]Świetnie umiał się sprzedawać, co wiedzieli już jemu współcześni, jak Prus czy Orzeszkowa, a co udowodniły badania Jolanty Sztachelskiej; zob. taż, Czar i zaklęcie Sienkiewicza. Studia i szkice, Białystok 2003.[/przypis]. Dlatego też w językowym „świecie literackości” kładł bardzo wyraźny nacisk nie tylko na to, ‘co’ pokazywać, lecz także i przede wszystkim, ‘jak’ pokazywać, jakiego języka używać, żeby grać na emocjach i instynktach odbiorczych oraz uwodzić czytelnika[przypis]Osobnego namysłu wymagają struktury porównawcze związane z aforyzowaniem (a więc definiowaniem) przez Sienkiewicza świata literackiego. Sienkiewicz w całej twórczości literackiej dosyć chętnie wykorzystuje aforyzm jako język diagnozy i nierozstrzygalności narracji. Porównawczość elementów składniowych aforyzmów jest jedną z technik opisu i diagnozy porządku tekstowego w beletrystyce, aforystyczność jako narzędzie wyrażania określa bowiem cechy narracji i językowego obrazu świata.[/przypis].

Językowi swoich postaci nadawał cechy, które pomagały im utrzymać w ryzach fikcjonalny świat władzy i wiedzy o nich samych. Przypisywane im cechy implikowały siłę dominacji, podległości, zależności, potwierdzając tym samym, że język staje się przestrzenią opresywności. Pomaga bowiem wytwarzać – nie zawsze świadomie – swoisty mit zdobywcy i posiadacza. Językowy obraz świata nowelistyki i powieści Sienkiewicza obrazuje również, że narracja staje się terenem nazywania, a więc ujawniania instynktów i żywiołu życia.

Badania tytułowej „składni uczucia” oraz wynikające z tego sposoby ujęcia językowego obrazu świata będą dotyczyć kilku najważniejszych obszarów wyobrażeń literackich Sienkiewicza obecnych w języku. Należą do nich m.in.: znaczenie dekadentyzmu, dandyzmu, estetyzmu, kolekcjonerstwa (jako znaku manifestującego zaprzeczenie egzystencjalnego lęku przed pustką), doświadczenie ciała, stereotypy widzenia kobiety i mężczyzny, status kobiecości, a także pytania o rolę władzy męskiego podmiotu. Tak ustawiona perspektywa pozwala również pytać o funkcjonalność sposobów „malowania słowem” w celu pokazywania relacji między kobietami a mężczyznami. Pozwala ponadto pytać o charakter wymiany usług między kobietą i mężczyzną, a także o rolę oka, które u Sienkiewicza zdradza pozycję dominującego oraz oceniającego widza i kolekcjonera wrażeń.</document>
<document nplp_id="4457" title="Przynależności i&amp;nbsp;fantazmaty" slug="przynaleznosci-i-fantazmaty">Jednym z ważnych mechanizmów strategii pisarskiej Sienkiewicza jest wykorzystanie przez jego bohaterów wskaźników przynależności przez stosowanie leksyki zaimkowej. Używane w powieściach przez mężczyzn zaimki dzierżawcze pokazują, że w końcu XIX wieku Sienkiewicz zwraca uwagę na siłę podmiotowości, kształtowania się poczucia osobności czy indywidualności. W świecie bohaterów Bez dogmatu czy Rodziny Połanieckich zaimki określają przede wszystkim poczucie przynależności[przypis]Mam świadomość, że sprawa statusu zaimków dzierżawczych i sposobów ich używania przez Sienkiewicza wymaga pogłębionych badań i nie jest do końca jednoznaczna. Zob. np. ks. A. Brykczyński, Niewłaściwości w mowie, „Słowo” 1891, nr 288, s. 3 (dziękuję za ten trop Panu Profesorowi Tadeuszowi Budrewiczowi). Kapłan publicysta, odwołując się do zasadności posługiwania się formami „mój księże X”, „mój X [w domyśle: ekonomie, karbowy]”, podkreśla, że o ile stosowanie formy zaimek dzierżawczy + nazwisko oficjalisty jest normą i adekwatnym użyciem, o tyle forma zaimek dzierżawczy + leksem ‘ksiądz’ (+ nazwisko) budzi zastrzeżenia (emocjonalne, obyczajowe, religijne) ze względu na to, iż funkcja bycia księdzem wyraża przynależność Bogu, a nie wyraża przynależności księdza do poszczególnego parafianina, ponadto razi familiarnością.[/przypis]:

&amp;nbsp;

Ja dlatego tak często powtarzałem: „To moja głowa najdroższa”. (BD, 31: 147)[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, wyd. zbiorowe pod redakcją J. Krzyżanowskiego, t. 29–31: Bez dogmatu (tu i dalej oznaczone według konwencji: BD, numer tomu, po dwukropku numer strony; analogicznie podaję zapis innych utworów wydanych w tej serii).[/przypis]

Kochaj przy tym! Niech ona czuje się nie tylko twoją samicą, ale twoją najdroższą głową, twoim dzieckiem, przyjacielem; noś ją w zanadrzu, niech jej będzie ciepło, a wówczas bądź spokojny, a wówczas co rok będzie mocniej przytulać się do ciebie, aż się zrośniecie, jak bliźnięta syjamscy. (BD, 29: 66)

&amp;nbsp;

Połaniecki będzie wołał do swojej ukochanej Maryni: „moja mała” (RP, 34: 340), zawierając w tym określeniu zarówno cześć, jak i pieszczotę. O Maryni będzie mówił „ta”, ujawniając, że to enigmatyczne i jednocześnie konkretyzujące określenie jest jedynym adekwatnym zobrazowaniem jego myślenia. Zaimek deiktyczny, wskazujący i określający jednocześnie stopień patrzenia na kobietę, nie jest tam pozbawiony wartościowania. Dlatego w jego języku znajdą miejsce tego typu wypowiedzi: „Dobre to, śliczne, miłe – gdzie taka druga?” (RP, 32: 41); „Jestem nią zajęty, nie zakochany w niej” (tamże: 66).

Sienkiewiczowska składnia uczucia zwraca uwagę przede wszystkim powtórzeniami, wariantami, porównaniami, metonimiami, związkami przynależności. Ważna okazuje się także rekcja czasowników, zwłaszcza tych określających posiadanie, przynależność, bycie czyjąś własnością, czyli leksemy: ‘mieć’, ‘brać’, ‘wybierać’, ‘posiąść’, ‘wziąć’, ‘być komuś czymś’. Te czasowniki rządzą się swoimi wymaganiami składniowymi. W tym wypadku język jako system znaczeń narzuca w szczególny sposób reguły ustawień. Wyznacza wskaźniki przynależności. Warto przywołać kilka przykładów. Płoszowski wyznaje: „Upajam się […] codziennym widokiem Anielki i zapominam, że ona należy do kogo innego” (BD, 30: 54), „Wolałem mieć Anielkę w ten sposób, niż nie mieć jej wcale…” (BD, 31: 86). Bigiel stwierdza: „wziąłem dobrą kobietę” (RP, 33: 116). Maszko okazuje się parweniuszem, który wyznaje, że „posiadł księżniczkę” (tamże: 210).

Językowy obraz świata oddaje również dobrze znaczenie fantazmatów bohaterów i rejestruje nakierowanie uwagi na pragnienie posiadania. Podstawowy czasownik ‘być’ określa status podmiotu, a także przynależność oraz wskazanie na tożsamość. Wymaga on jednak bardzo często dopowiedzenia w języku bohaterów i trzecioosobowej narracji: być ze względu na coś, na kogoś, być czyimś (widokiem, rzeczą, elementem). Wyraźnie widać to zjawisko na przykładzie języka erotyki, którego dominantą stylistyczną stają się peryfrazy, elipsy, niedopowiedzenia, czy mówiąc słowami Ryszarda Koziołka – nieobecność kontekstu, który się sugeruje, pozostającego często poza tekstem[przypis]Zob. R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o przemocy i płci, Katowice 2009, zwłaszcza s. 129–131.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4458" title="Erotyka i&amp;nbsp;język" slug="erotyka-i-jezyk">Erotyka bohaterów Sienkiewicza ma już swoich biografów. Wskazywał na to przede wszystkim Ryszard Koziołek w Ciałach Sienkiewicza. Badacz dostrzegał również, że język erotyki u Sienkiewicza jest pełen alegorii, elips czy metonimii[przypis]R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o przemocy i płci, Katowice 2009, s. 131. [/przypis], co z kolei wskazuje na to, że realność i cielesność kobiet jest pokazywana dzięki niedopowiedzeniu, sugestii i dowcipowi. Peryfraza, omownia i aluzja stają się środkami artystycznego wyrazu, pokazującymi zaangażowanie kobiety w relację ze zdobywanym przez nią mężczyzną (celowo w takim układzie). Kobiety i mężczyźni u Sienkiewicza są typologizacjami cech i wzorców osobowych. Zawsze jednak mają na celu wchodzenie w relacje, ustawienia, pytania o własną tożsamość zadawane w kontekście Innego. Sienkiewicz zwłaszcza w kreacji postaci kobiecych wypada jako drobiazgowy rejestrator wizerunków. Wiązało się to oczywiście z powszechną w XIX wieku znajomością szkoły fizjonomistów, szczególnie teorii osiemnastowiecznej szkoły oświeconych – Lavatera i Galla[przypis]Pisarz znał też zapewne, co sugeruje Ryszard Koziołek, pracę dziewiętnastowiecznego fizjologa Edwarda Reicha pt. Studia nad kobietą (tamże, s. 137–138). Więcej o znaczeniu prac fizjonomistów dla literatury drugiej połowy XIX wieku zob. E. Skorupa, Twarze – emocje – charaktery. Literacka przygoda z wiedzą o wyglądzie człowieka, Kraków 2013.[/przypis]. Ale nacisk kładzie przede wszystkim na to, jak kobietę widzi oko męskiej dominacji – oko oceniające i oko rejestratora kształtów. Uświadamia tym samym to, o czym pisał kilkadziesiąt lat wcześniej w Malarzu życia nowoczesnego Charles Baudelaire, że oko patrzącego to zawsze oko oceniającego, że każdorazowe spojrzenie rządzi się dyktatem oceny i przewagą tego, kto patrzy.

Jednym z potwierdzeń takiego ujęcia jest fragment, w którym Płoszowski próbuje przełożyć kryteria opisu z rzeczywistości fizykalnej (sfery kulinariów) do obrazu ciała. Poniższy fragment dotyczący wyglądu Kromickiego jest znaczący ze względu na to, że określa ponadto regułę myślenia bohatera o Anielce jako obiekcie, którego nie należy podrabiać i porównywać z niczym innym, ponieważ ten powinien być niepowtarzalny. Co więcej – różnorodne sposoby wykazywania podobieństwa czy porównania mogą służyć obrzydzeniu, oszpeceniu wizerunku, dlatego – jak na portrecistę i zbieracza wrażeń estetycznych przystało – stwierdzi Płoszowski, że nieodpowiednie zestawienie porównywanych (oglądanych) przedmiotów może przyczynić się do „popsucia” wizerunku kobiety, której się pragnie:

&amp;nbsp;

Gdyby nie czarne małe oczki, świecące, jak dwa ziarnka upalonej kawy i takaż czupryna, wyglądałby jak człowiek wycięty ze skórki od sera po obiedzie, bo ma cerę takiego właśnie koloru. Przy tym podobny jest do trupiej głowy. We mnie budził po prostu fizyczny wstręt. Fi! jak mi to popsuło Anielkę. (BD, 29: 45–46)

&amp;nbsp;

Sytuacja ulega jednak również odwróceniu, ponieważ to Płoszowski zostanie oceniony przez Chwastowskiego, który powie, że jego wygląd wskazuje na „system nerwowy rasy już przeżytej” mimo dużego zasobu „sił muskularnych” (BD, 30: 155).

Sienkiewiczowską fizjonomikę[przypis]Zob. M. Rabikowska, Trzy typy seksualizmu kobiecego w „Bez dogmatu” Henryka Sienkiewicza, w: Henryk Sienkiewicz i jego twórczość. Materiały z sesji naukowej w WSP w Częstochowie, red. Z. Przybyła, Częstochowa 1996, s. 171–172; A. Janiak, Interteksty i przesłony. Co powiedziałby fizjonomista o bohaterach powieści współczesnych Henryka Sienkiewicza?, w: Z ducha biblioteki. Literatura w interpretacji intertekstualnej, red. E. Konończuk, E. Nofikow, K. Sawicka, Białystok 2002, s. 166–174; B. Szargot, Anioł „wiedeńskiej okazyji”. Wokół bohaterów „Na polu chwały” Henryka Sienkiewicza, w: Sienkiewicz wobec Europy, red. L. Ludorowski i in., Lublin 2004, s. 165–177; E. Skorupa, Twarze – emocje – charaktery…[/przypis] nazwałbym (na tle innych polskich pisarzy drugiej połowy XIX wieku) fizjonomiką zróżnicowaną ze względu na wysoki stopień porównawczości. Już Konrad Górski dowodził, że znaczenie porównań w języku utworów Sienkiewicza polega na różnorodności sposobów łączenia poszczególnych członów, a nie na samej ich obfitości[przypis]K. Górski, Sienkiewicz – klasyk języka polskiego, w: Henryk Sienkiewicz. Twórczość i recepcja światowa, red. A. Piorunowa, K. Wyka, Kraków 1986, s. 51–76. Zob. także M. Pietrzak, Językowe środki kreowania postaci w twórczości historycznej Henryka Sienkiewicza, zwłaszcza s. 98–99.[/przypis]. Jak udowodniły z kolei badania Tadeusza Budrewicza – światopogląd pozytywistyczny opierał się na porównaniu (zwłaszcza na analogii)[przypis] T. Budrewicz, „Lalka”. Konteksty stylu, s. 82.[/przypis], a „pozytywiści myśleli porównaniami”[przypis]Tamże, s. 99. Badacz, odnosząc się do teorii Aleksandra Baina i Johna Stuarta Milla, pokazał, w jaki sposób pozytywiści (zwłaszcza Prus) myśleli porównaniem.[/przypis]. W myśl ustaleń badacza należy dodać, że:

&amp;nbsp;

Relacja podobieństwa służy Prusowi do zilustrowania przekonania o złożoności wizji świata, jaką prezentuje człowiek, od jego bagażu empirycznych doświadczeń oraz stanów psychicznych. Jest zmienna, migotliwa i przypadkowa na tyle, na ile są zróżnicowane elementy wiedzy o świecie, z jakimi on się zetknął. Sfera asocjacji ma w Lalce granice zakreślone horyzontem własnych przeżyć postaci lub ich kontaktów z kulturą.[przypis]Tamże, s. 86.[/przypis]

&amp;nbsp;

Przeprowadzone przez Budrewicza analizy stylu pisarzy drugiej połowy XIX wieku dowodzą, że porównanie w twórczości Prusa (oraz innych pozytywistów) odnosi się nie tylko do cechy stylu pisarskiego, lecz także określa charakter poznawczy. U Prusa, Orzeszkowej i Kraszewskiego da się wskazać eksponowanie komponentów porównawczych użytych w celu wydobycia oceny (opisu) nowej jakości, zawdzięczającej swoją osobność składni pokazującej dany obraz czy wizerunek postaci, której przedstawienie ma na celu odwołanie się do innego desygnatu. Na tle gramatyki stylistycznej tych pisarzy warto przyjrzeć się również specyfice myślenia porównaniem u Sienkiewicza. Kilka fragmentów Bez dogmatu dobrze oddaje istotę sprawy:

&amp;nbsp;

Cechą charakterystyczną tej małej główki, o niskim czole, jest właśnie owa zbytnia bujność włosów, brwi, rzęs i puszku, który na bokach twarzy staje się delikatny, jak pela i zupełnie jasny. Wszystko to, razem wzięte, może z czasem wyjść na niekorzyść jej piękności, obecnie jednak jest tak młoda, że oznacza to tylko jakąś żywotność i bujność organizmu i czyni z tej dziewczyny nie zimną lalkę, ale ciepłą, żywą i pełną ponęt kobietę. (BD, 29: 33)

Nie zapieram się, że jakkolwiek moje nerwy są wybredne i nie poczynają grać z lada powodu, odczułem te ponęty doskonale. To mój typ. Ciotka, która jeśli słyszała o Darwinie, to zapewne uważa go za jakąś „paskudną” głowę – zastosowała się mimowolnie do jego teorii naturalnego doboru. Tak! to mój typ! Tym razem nie lada przynętę osadzono na haczyku. (tamże)

Są twarze, które wydają się jak przekład z muzyki lub poezji na ludzkie rysy. Do takich właśnie należy twarz Anielki. Nie ma w niej pospolitości. (tamże)

&amp;nbsp;

W Tej trzeciej mówi się znacząco o obrazach Świateckiego: „Takie grobowe rzeczy stanowią specjalność Świateckiego, który, według własnego wyrażenia, maluje: «truposze», «trupielce» i «trupięta»” (TT, 6: 38). Fizjonomika staje się tam szkołą opisu i charakteru: „Głowa Kazi przypomina typy z czasów Dyrektoriatu i pysznie by jej było, gdyby chciała się czesać nie według dzisiejszej, ale według ówczesnej mody” (tamże: 44). Określa się twarz bohaterki: „jakby ją Fortuni malował” (tamże). Narrator-bohater powie o Kazi: „Patrzę na muślinową suknię Kazi, która na spłowiałym czerwonym dywanie tworzy bardzo ładną plamę” (tamże: 62).

W Hani bardzo dużą rolę odgrywa estetyka. Wiąże się ona z określaniem wizerunku postaci i zwracaniem uwagi na poszczególne części ciała. Mirza wyglądem przypomina Adonisa: „Płeć miał smagłą, policzki wystające, oczy skośne o dziwnie ponurym blasku […]” (H, 4: 30), „w niczym nie był podobny do przodków” (tamże). Wynika to z tego, jak zauważa narrator, że stary Dawidowicz ożenił się na Krymie z piękną Kaukaską, a Selim jest do niej podobny. Fizjonomia Selima skupia się na wielkich, smutnych, czarnych oczach, uwydatniając „rysy regularne jakby spod rzeźbiarskiego dłuta wyszły” (tamże). Krystyna Widerman ustaliła, że Sienkiewicz był oczywiście kolorystą i rysownikiem, ale szczególny nacisk kładł na rzeźbę i rysunek[przypis]K. Widerman, Sienkiewicz – kolorysta czy rysownik?, „Poradnik Językowy” 1969, nr 9, s. 520–526.[/przypis]. Młodzieniec z Hani ma usta porównane do czerwieni malin, a zęby do białych i mocnych pereł. Młodzi porównani są do orląt, a ich młodość do skarbu (H, 4: 56–57). Główny bohater powieści – Henryk – z kolei wyznaje: „Usnąłem z obrazem jej pod powiekami” (tamże: 62); „Siedzieliśmy obok siebie jak dwie lalki: zdawało mi się, że słyszę przyśpieszone bicie własnego serca” (tamże: 66). Efektem dyskusji „akademika” Szkoły Głównej z ojcem jest konstatacja, że syn Hani musi być silniejszy niż Mirza. A jedną ze scen wieńczy obraz pięknego Selima patrzącego w oczy dziewczyny, co narracja podsumowuje wyraziście: „żaden artysta nie umiałby wymarzyć” (tamże: 72). Zwraca się tam również uwagę na to, że twarz Selima określana jest „jakby zwierciadło albo jak szyba wodna” (tamże: 80), co potwierdza znaczenie struktur porównawczych.

Sienkiewicz staje się podobny w anatomicznym sposobie kreowania wizerunków postaci do pisarzy fizjonomistów XIX wieku, Zoli i Flauberta. Bliski jest też kreowaniu literackich obrazów postaci przez Orzeszkową, również wtedy, kiedy krytycznie odnosi się do wzorców osobowych, które nie są po stronie życia jako wartości. Sam stawia jedne z najciekawszych diagnoz takich „geniuszów bez tek” i „chorych na dalekość”, wiecznie uciekających od życia kolekcjonerów wrażeń i aforystów, projektujących życie, zamiast poddać się jego potokowi w dostępnych mu możliwościach.

Położenie nacisku na fizjologiczność i fizjonomiczność to również stała cech opisu obiektów widzianych okiem bohatera Rodziny Połanieckich. Krasławska wydaje się Stachowi, „mimo lekkiego zapalenia oczu i mimo kilku pryszczyków na czole, pokrytym pudrem, wcale ładna” (RP, 33: 71). Marynia z kolei przypomina mu mimozę (tamże: 97), a jej twarz jest „pełna roślinnego niemal spokoju, anielska” (tamże: 119). Chińskie oczy pani Osnowskiej powodują, że ta wygląda jak rusałka (tamże: 170).

Z kolei w jednym z momentów powieściowych, kiedy Marynia jest w czerni, Połanieckiemu podoba się wówczas jej powaga, która przypomina chwilę ślubu. Jest to o tyle charakterystyczny sposób postrzegania Maryni, że przywołuje na myśl wzniosłą chwilę śmierci: „gdy trzymała oczy zamknięte, stawała się podobną do twarzy umarłej” (RP, 34: 309). Po urodzeniu „bebe” mąż znowu zwraca uwagę na wygląd bohaterki. Płeć Maryni pokazywana jest wtedy jako „śliczna, czysta, przezroczysta” (tamże: 321). Potomek Połanieckich ma zaś bezmyślne oczy, „w którym świat zewnętrzny odbijał się mechanicznie jak w zwierciadle” (tamże: 327). Określenie to jest znaczące, ponieważ wcześniej w kontekście Maryni jest mowa o zwierciadle. O Maszkowej mówi się następująco: „Ten sam kwietyzm i trochę żółtawa. Ale ona ma bardzo piękne linie” (tamże: 79). Przez Stacha jest nazywana „lalką, manekinem” (tamże: 46). Zawiłowski z kolei to „typ wagnerowski” z uwydatnioną szczęką i długimi nogami (tamże: 166). Świrski powie o nim: „to głowa tragiczna” (tamże: 190). W biurze nazywa go „beniaminkiem” (tamże: 68). Kopowski natomiast prezentuje „wysmukłe kształty”, a rysy jego ciała uwyraźniają się dzięki miękkim tkaninom ubioru (tamże: 166–167). Świrskiemu na przykład podoba się głowa Ratkowskiej, w jego przekonaniu prezentująca typ idealny. Wielu bohaterom powieści Sienkiewiczowskich zależy na utrzymaniu zdrowej i szczupłej sylwetki zarówno ze względu na ówczesną modę, jak i na poczucie spełnienia. Dyktat smukłej i zdrowej figury sportowej objawia się tam niejednokrotnie (podobnie jak w całej twórczości Sienkiewicza zwracanie uwagi na typ figury, „angielskość” wynikającą z uprawiania sportów). Pan Osnowski na przykład gra w tenisa, żeby nie utyć (tamże: 105).</document>
<document nplp_id="4459" title="Fizjonomie i&amp;nbsp;życie" slug="fizjonomie-i-zycie">Kobiecość i męskość pod piórem Sienkiewicza – jako twórcy powieści współczesnych – pokazują niemożliwość pełnego życia. Życie staje się dla Sienkiewicza (a tym samym wielu jego bohaterów) pojęciem nadrzędnym. Dlatego wbrew życiu krytykowane są w jego twórczości: modernistyczny z ducha dekadentyzm, estetyzm uniemożliwiający spożytkowanie wiedzy o istocie oraz obiekcie piękna, naturalizm ze szkoły Zoli czy ascetyczne i powściągliwe zachowania pierwszych chrześcijan ujawnione w Quo vadis?. Sienkiewicz ceni życie jako wartość samą w sobie. Dlatego za wszelką cenę bohaterowie Litwosa (ci przez niego samego aprobowani i ci, do których ma słabość jako pisarz) to figury afirmujące witalność, biologizm, ciało (o czym przekonuje monografia Ryszarda Koziołka). Dlatego uśmiercanie bohaterek pokazuje bezradność wobec życia, a zarazem tym większą za nim tęsknotę i wartość jego istoty. Litka, umierające dziecko-kobieta, w związku z balansowaniem na granicy śmierci i życia, wie dużo więcej o życiu, ponieważ doświadcza go ze zdwojoną siłą. Próbuje zrozumieć jego specyfikę, niesamowitość (zwłaszcza w Reichenhallu) oraz ocenić powodujące życiem i ludźmi mechanizmy. Nie testuje życia dla przyjemności (jak Płoszowski, malarz Świrski, Teresa Krasławska-Maszkowa, Petroniusz, a nawet panna Osnowska) i nie odgrywa w nim roli (jak Neron).

Oczywiście i bohaterowie męscy, i postaci kobiece narzucają sobie różnego rodzaju samodyscyplinę, korygują się, pouczają (przypadek Trylogii, Na polu chwały, Krzyżaków, Wirów). Słabiej udaje się to Płoszowskiemu, Petroniuszowi oraz morfiniście Bukackiemu z Rodziny Połanieckich. Tych ostatnich dekadentów i pozbawionych złudzeń Sienkiewicz ustami narratora i innych bohaterów krytykuje za eksperymenty z życiem, za tworzenie kolekcji wrażeń, emocji, ludzi, rzeczy (najczęściej cudzych elementów) oraz za brak chęci do życia. Choć profesor Waskowski – jeden z bohaterów Rodziny Połanieckich – stwierdzi, że „kolekcjonerstwo to choroba wieku” (RP, 32: 69).

Jest jeszcze jedna prawidłowość w twórczości Sienkiewicza związana z mechanizmem rozpoznawania relacji kobiece–męskie. O ile często mężczyźni na początku wyobrażają sobie relację z kobietą i w związku z tym tworzą jej fantazmat, wyimaginowany ideał, niejako projekcję widzenia (Stach – Maryni, Winicjusz – Ligii, Kmicic – Oleńki, Zbyszko – Danusi, Płoszowski – Anielki), o tyle fantazmat ten upada właśnie w konfrontacji z realnym życiem. Dlatego Sienkiewicz jest przeciwny takiemu widzeniu świata i budowania wiedzy o nim. Tak budowane relacje męsko-damskie są skazane na upodrzędnienie i wmówienie. I choć Sienkiewicz je konstruuje w tekście beletrystycznym, to jawnie okpiwa taki model rozumienia zawikłanych prawideł kobieco-męskiego świata. A skoro fantazmat jest rzeczywistością wyobrażoną, ma niewielki związek z realnym życiem. Podsumowaniem tego wątku może być dokonana przez Sienkiewicza w felietonie z 1880 roku typologia kobiet. Z trzech odmian kobiet, w jakich może zakochać się artysta, dwie są interesujące: 1) proste i szczere serce kochającej kobiety, podtrzymującej pracą i energią człowieka. Źródło siły, natchnień, uspokojenia, moralności, zdrowia; 2) same będąc zbyt wybujałymi indywidualnościami, w siebie wchłaniają tę siłę artystyczną, która powinna tworzyć na zewnątrz. Nie dodają, ale wyczerpują; 3) ostatnia odmiana to kobieta rozwiązła i próżna (M, 50: 167–168).</document>
<document nplp_id="4460" title="Kobiecość i&amp;nbsp;męskość" slug="kobiecosc-i-meskosc">Wielu mężczyzn u Sienkiewicza to esteci oceniający kobietę, stającą się często kartą przetargową, obiektem do kontemplacji, namalowania i sfotografowania. Płoszowski tak myśli o Davisowej, Anielce, Laurze, Winicjusz o Ligii, Połaniecki tak myśli o Maryni, a także o posągowości i powściągliwości Krasławskiej, późniejszej Maszkowej, z którą zdradza Marynię. Kobieta (zwłaszcza w powieściach historycznych Sienkiewicza) ma przynależeć, podlega bowiem patriarchalnemu systemowi władzy i liczy się jako obiekt pożądania i posiadania.

Sienkiewiczowscy bohaterowie, zwłaszcza mężczyźni, mają w sobie coś ze zdobywcy, oceniającego wartość ciała i dywagującego nad rolą ciała nagiego oraz ciała poddanego dyktatowi kultury. Ale też niektóre kobiety takimi widzą mężczyzn, na przykład w oczach Maryni wśród innych mężczyzn Stach „wychodził zawsze zwycięsko” (RP, 34: 42). Zarówno bohaterowie Rodziny Połanieckich, jak i Bez dogmatu oceniają estetyczną wartość przedstawionego wizerunku kobiety. W noweli U źródła narzeczona rysuje z pamięci tzw. portret szczęścia (N, 6: 129). O kobiecie mówi się tam, że „wyglądała jak zjawisko […], podziwiano ją” (tamże: 130). W Bez dogmatu interesująco pokazano sposób pytania o zakres i znaczenie wizualizacji:

&amp;nbsp;

Ponieważ opis jest najniedołężniejszym sposobem malowania portretów, przyniosłem ojcu dużą i istotnie doskonałą fotografię Anielki, której począł przypatrywać się z niezmierną ciekawością.

Ja zaś przypatrywałem się niemniej ciekawie jemu, gdyż zaraz obudził się w nim artysta, a zarazem dawny, wykwintny znawca i miłośnik kobiet – dawny „Leon L’Invicible”. Oparłszy fotografię na rękawie swej biednej lewej ręki, na wpół już martwej, prawą chwycił szkło i, to zbliżając je, to oddalając, począł mówić:

– Gdyby nie pewne szczegóły, byłaby to twarz w rodzaju Ary-Scheffera… Ślicznie by wyglądała ze łzami w oczach… Są ludzie, którzy nie lubią w kobiecie anielskiego wyrazu, ale podług mnie, nauczyć anioła, jak być kobietą – to szczyt zwycięstwa… Bardzo ładna i bardzo niepospolita… „Enfin, tout ce qu’il y a de plus beau au monde – c’est la femme!”

Tu znowu począł manewrować szkłem, wreszcie dodał:

– Sądząc z twarzy, a zwłaszcza z fotografii, można się zawsze omylić, ale ja mam trochę wprawy. Otóż, podług mnie, powinna to być natura bardzo lojalna. Tak mi się zdaje… Podobne typy kochają się w czystości swych piór… Daj-że ci Boże szczęście, mój chłopcze, bo mi się bardzo podoba twoja Anielka… Obawiałem się zawsze, byś się ożenił z jaką cudzoziemką – niechże będzie Anielka!… (BD, 29: 75–76)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Ciało staje się tam niejednokrotnie przestrzenią eksperymentu i gry, jak w przypadku Petroniusza, a także Połanieckiego – przeświadczonego o tym, że kieruje nim mieszczański kodeks zdobywcy. Ciało ogląda się podobnie, jak ogląda się dzieła sztuki, na przykład jak w Bez dogmatu sprowadzane z Rzymu do Płoszowa obrazy czy wytworne dekoracje. Na obraz ciała patrzy się tak, jak czyta się czy przywołuje z pamięci teksty literackie służące za argument w sprawie oceny kondycji, samopoczucia i znaczenia emocjonalności bohaterów. Oglądanie ciała jak dekoracji przypomina postawę artystowską, wynikającą z szukania bodźców i podniet do działania. Kolekcjonowanie, a tym samym dobieranie elementów przez porównywanie oraz nieustanna weryfikacja względem siebie poszczególnych elementów zbioru, okazuje się działaniem przeciwko atrofii życia osobistego, przeciwko horror vacui, przeciw niepewnej tożsamości czy nieustannemu głodowi wrażeń.

Wynika to z tego, że esteci, zdobywcy, kupcy i dandysi Sienkiewicza nie umieją spożytkować energii w użytecznym działaniu. Tworzą więc pasaże porównań, wariacje na temat obecnych w ich językowym obrazie świata obrazów z literatury czy sztuki, żeby nie być skazanymi na własne myślenie. Dobrym przykładem jest tu Płoszowski, który wyznaje:

&amp;nbsp;

Kobieta francuska, tak jak zresztą i polska, choćby należąca do najwyższej sfery i choćby przy tym cnotliwa, byle młoda, przypomina mi fechmistrza na szpady. Jak fechmistrz potrzebuje mieć co dzień swą „godzinę sali”, by nie wyjść z wprawy w robieniu bronią, tak i te panie fechtują się w zakresie sentymentu po prostu dla wprawy. Jako chłopak młody, nie brzydszy od diabła i należący do lepszego towarzystwa, byłem nieraz zapraszany na taką „godzinę sali” – że zaś w naiwności ducha brałem te ćwiczenia na serio, zdarzało mi się więc nieraz również na serio coś oberwać. (BD, 29: 16)

&amp;nbsp;

Mechanizm upodobnienia to ważny gest przeciwko pustce, gest za życiem, za wyborem świadomego piękna jako tego, które umożliwia doświadczenie spełnienia – jeśli ono w kodeksie dekadentów-dandysów w stylu Leona P. w ogóle istnieje[przypis]Więcej na temat estetyzmu, dandyzmu i doświadczania cielesności zob. m.in.: K. Morawski, Romans z czasów Nerona, w: tegoż, Rzym. Portrety i szkice, Kraków 1924, s. 127; S. Tarnowski, Henryk Sienkiewicz. Studia do historii literatury polskiej, Kraków 1897, t. 5, s. 300; R. Zimand, „Dekadentyzm” warszawski, Warszawa 1964; M. Podraza-Kwiatkowska, Wieża z kości słoniowej i kazalnica, czyli między Des Esseintesem a Piotrem Skargą, w: Studia o Tadeuszu Micińskim, red. M. Podraza-Kwiatkowska, Kraków 1979; B. Bobrowska, „Na wspak” J.K. Huysmans i „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza – dwie powieści o „skomplikowanych durniach”, w: Sienkiewicz i epoki. Powinowactwa, red. E. Ihnatowicz, Warszawa 1999, zwłaszcza s. 9–20; T. Bujnicki, Sienkiewiczowski bohater wśród dzieł sztuki i książek (Płoszowski i Petroniusz), w: tamże, zwłaszcza s. 44–45; E. Owczarz, Między esencją a egzystencją. „Bez dogmatu” wśród powieści o „chorobach wieku”, w: tamże, s. 193–207; G. Mędykowski, Dandysowski feblik pana Sienkiewicza, w: tamże, zwłaszcza s. 140–143; G. Borkowska, Pozytywiści i inni, Warszawa 1996, s. 140; K. Kłosińska, Powieści o „wieku nerwowym”, Katowice 1988, zwłaszcza s. 120–121, 148; A. Rozpłochowska, Dekadentyzm utracony, „Pamiętnik Literacki” 2006, z. 4; D.M. Osiński, Dandysa dziewiętnastowieczny tekst o ciele. Przyczynek do teorii cielesności dandysa, „Tekstualia” 2007, nr 1 (8), s. 23–42; tenże, Dandyski tekst o ciele. Przyczynek do teorii cielesności dandyski, w: Lektury płci. Polskie (kon)teksty, red. M. Dąbrowski, Warszawa 2008, s. 130–144; tenże, Dandyska w podróży po Europie. Diarystyczny zapis obecności Marii Baszkircew, w: Europejczyk w podróży, red. E. Ihnatowicz, S. Ciara, Warszawa 2010, s. 445–465.[/przypis]. Imitacyjność jako cechę funkcjonowania w świecie doskonalą w sobie bohaterowie Sienkiewicza. Imitują modele lub pragnienia modeli – można powiedzieć, posługując się formułą Jules’a de Gaultiera i René Girarda. Nakierowanie na Innego miałoby w wersji Sienkiewicza podłoże psychologiczno-metafizyczne, ale przede wszystkim odnosiłoby się do opartego na projekcji podłoża egzystencjalno-erotycznego (vide Płoszowski z Bez dogmatu)[przypis]Zob. R. Girard, Pragnienie „trójkątne”, w: tegoż, Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne, przeł. K. Kot, Warszawa 2001, s. 10. Girard podkreśla, że zaczytywane przez Emmę powieścidła zabiły w bohaterce „wszelką spontaniczność” (tamże, s. 10). Odnosząc się do definicji bowaryzmu Gaultiera (J. de Gaultier, Le Bovarysme, Paris 1907) i skonstruowanego przez niego zakresu pojęciowego bowaryzmu, Girard wymienia ignorancję, niestałość charakteru, brak indywidualnej reakcji, brak autosugestii, zewnątrzsterowność oraz powszechne naśladownictwo jako wyróżniki tej postawy. Za wskazanie diagnozy René Girarda dotyczącej bowaryzmu dziękuję Panu Profesorowi Wacławowi Forajterowi. Przywołuję ten kontekst również dlatego, że powiązanie bowaryzmu i dandyzmu wydaje się w wersji Sienkiewicza znaczące. Sceptycyzm, dystans i chłód względem sposobów poznawania świata i jego mechanizmów to cecha przede wszystkim estety i kolekcjonera wrażeń, cierpiącego na ciągłe pragnienie posiadania „nowego” oraz cudzych wzorów – Płoszowskiego.[/przypis]. Odwoływanie się do struktur znanych, a często zapoznanych umożliwia samokontrolę i panowanie nad rzeczywistością, a w związku z tym poczucie stałości i niezmienności. Nawet Petroniusz w Quo vadis? codziennie podlega dyktatowi wizerunku i ówczesnej mody. Dba o własne ciało przez kąpiele pobudzające działanie krwiobiegu, drapowanie karbasowej tkaniny swoich ubiorów, poddawanie się nacieraniu oliwą przez dwóch balenatorów. Na Marka Winicjusza patrzy zawsze jak esteta, bo ma do niego słabość. Na wzór dzieł sztuki ocenia jego wygląd, podobnie jak w kategoriach klasycznego piękna myśli o Ligii podobnej do posągu Wiosny czy kiedy Eunice przypomina dzieło sztuki albo gdy widzi masywne ciało Ursusa. Nie uniknie wówczas porównywania z klasycznym pięknem rzeźby. Estetyczne pożądanie obiektu staje się potrzebą zaspokojenia samego siebie. Dlatego Petroniusz opowiada Winicjuszowi o wybornych ciałach widzianych w willach, o pięknej niewolnicy, w której „można zawsze znaleźć chociaż chwilową rozrywkę” (QV, 20: 129).

Estetyka odgrywa ważną rolę także w Hani. Chociaż stereotyp opieki silniejszego określa relację podrzędności i nadrzędności (opieka Henryka i Selima wobec Hani), to Sienkiewicz ujawnia tam znaczenie estetycznego postrzegania kobiety i uświadamia, jakie są rola i miejsce kobiety pięknej i brzydkiej w strukturze społecznej i optyce męskiego pożądania. Oto Hania w związku z przewlekłym przeziębieniem zaczyna chorować na ospę, która szpeci jej ciało. Dziewczyna zmuszona jest wówczas udać się do zakonu sióstr miłosierdzia, „gdzie piękna była jak nigdy” (H, 4: 158). Dobrze tę nieoczywistość uwypukla adaptacja filmowa Hani z 1984 roku w reżyserii Stanisława Wohla i Krzysztofa Wierzbiańskiego, ponieważ pozostawia wizerunek bohaterki w woalce domysłowi widza, jakby obraz zeszpeconej kobiety miał być wyrugowany z kadru.</document>
<document nplp_id="4461" title="Esteci, kolekcjonerzy, zdobywcy" slug="esteci-kolekcjonerzy-zdobywcy">Ważnym doświadczeniem bohaterów współczesnych powieści i nowel Sienkiewicza staje się testowanie życia dla przyjemności. Patrzenie na kobiety zdradza w językowym obrazie świata przede wszystkim zapotrzebowanie na mechanizm zderzania elementów służących porównaniu. W Bez dogmatu jeden z fragmentów dobrze oddaje cechy językowego opisu świata Płoszowskiego próbującego zrozumieć znaczenie wzroku ukochanej i jej sposobu widzenia:

&amp;nbsp;

Jak dawniej znajomi na ojca mego, tak ona dziś patrzy na mnie jako na człowieka wyjątkowych zdolności, po którym wielkich rzeczy należy się spodziewać. Pozwolić, by pozostała przy tym mniemaniu, wydaje mi się nadużywaniem jej dobrej wiary; oświadczyć jej, że nie tylko wielkich rzeczy, ale niczego nie ma się po mnie spodziewać, byłoby to przesądzać przyszłość tylko prawdopodobną, a zarazem zadać staruszce cios stanowczy. (BD, 29: 8)

&amp;nbsp;

Fragment ten ujawnia istotę szukania podobieństw i różnic mających na celu wpisanie nowego wizerunku w katalog znanych desygnatów i zjawisk oraz powszechnie możliwych do zwizualizowania komponentów doświadczanego świata. Znaczenie struktur porównawczych to stała cecha opisu wyglądu bohaterek Sienkiewicza. Linetka Castelli to jednocześnie malarka i poetka przypominająca storczyk i śpiącą królewnę (RP, 33: 240) oraz „martwą głowę posągu” (tamże: 239). Teresa Krasławska podobna jest „do pustej lalki” (RP, 32: 197), „manekina” (tamże) czy „karafki zmrożonej wody” (RP, 33: 72). Aneta Osnowska to postać smagła, mająca wiśniowe usta, rozwianą grzywkę i skośne fiołkowe oczy. Dlatego Połaniecki będzie ją porównywał do rusałki. Laura Davis z Bez dogmatu przypomina z kolei Płoszowskiemu grecki posąg. Określana jest jako Wenus, Sybilla, Diana – łowczyni. Wygląda w jego optyce jak Junona, „kształt greckiego posągu” (BD, 29: 77). Davis z kolei jest pokazywany jak schorowany, wręcz umierający człowiek (tamże). Ojciec Płoszowskiego jest opisywany jako „przepyszna głowa patrycjusza filozofa” (tamże). To poczucie estetyzacji życia powoduje, że Płoszowski na kartach dziennika zwierzy się przed samym sobą, iż nie był przy balsamowaniu ojca, ponieważ nie chciał z nim „postępować jak z rzeczą” (tamże: 86).

W wyglądzie Klary Hilst (niemieckiej pianistki) podkreśla się w sposób stereotypowy ze względu na cechy narodowe (i rasowe – chciałoby się rzec za fizjonomistami XIX wieku) takie jak jej ogromny wzrost, dlatego mówi się, że jest „kariatydą”. Przypomina bowiem św. Cecylię – figurę poważną, statyczną i wzniosłą: „Hilstówna należy do kategorii filozofujących w muzyce” (BD, 30: 11). Klara „wyglądała jak pagórek pokryty heliotropami” (tamże: 138). Anielka jawi się w rozmowie Śniatyńskiego z Klarą jako „typ, jakby była portretem wiszącym na ścianie, nie zaś żywą i obecną osobą” (tamże: 87). Podczas tej wymiany zdań obecny jest również Płoszowski, który milczy i porównuje w duchu te trzy twarze kobiece. Dochodzi wówczas do wniosku, że Anielka „ma regularne rysy, jest pomysłem artystycznym” (tamże).

W zasadzie identyczne ujęcie mamy w Rodzinie Połanieckich, kiedy narrator pokazuje, że Litka wyglądała w Reichenhallu „jak artystyczny pomysł” (RP, 32: 84), a nie jak żywa dziewczynka. Bukacki mawia, że jest utkana z mgły – pojęcia, które jest nośnikiem znaczeń tekstowych w całej powieści, gdyż oniryzm staje się tam konwencją opisu i budowania nastroju.

[caption id="attachment_4962" align="alignnone" width="850"] Esteta[/caption]

Płoszowski uprawia nieustanną cytatomanię. Porównuje siebie samego z bohaterami literackimi i wyimaginowanym światem ich wrażeń, doświadczeń, emocji. Dzięki sile odwołania i porównania ze światem ich myśli ma za zadanie stawać się na ich podobieństwo i diagnozować własną kondycję filozoficzną i emocjonalną. W analogii do wielkich filozofów buduje również swój system metafizyczny i filozoficzny. W związku z tym odkrywa, że jego doświadczenie idealnie pasuje do zapoznanych już, choć ważnych dla myśli naukowej, diagnoz bycia w świecie i zachowania w nim pewnej równowagi. Szuka elementów podobnych, żeby łatwiej było konfrontować nieznane i takie, co do których nie ma pewności, nie umie ocenić ich rangi i charakteru. Szuka więc bezpieczeństwa w tym, co znane, żeby chronić siebie i umiejętnie nad sobą panować. Gra przed sobą i przed lustrem, skoro mówi: „Mam w sobie zawsze dwóch ludzi: aktora i widza” (BD, 29: 75). Określa siebie również następująco: „Miałem serce podobne do mimozy, która zamyka się za każdym dotknięciem” (BD, 30: 7). Chce tym samym doświadczaną przez siebie rzeczywistość uatrakcyjnić i poddać procesowi fikcjonalizacji tekstowej. Ma nadzieję dopisać kolejny wers do księgi doświadczonych przez los „geniuszów bez tek” i improduktywów literackich, którzy cierpią na chorobę woli, łakną wrażeń, ale i stymulują się własnym niezaspokojonym dążeniem do osiągnięcia pełni. Płoszowskiego nie interesuje nic poza kontemplowaniem siebie i testowaniem różnorodnych relacji z kobietami. Te zawsze podlegają szacowaniu zarówno ze względu na typ zachowania, jak i na typ nerwowości, stopień wytworności i pożądliwości, a także ze względu na ich pojmowanie życia:

&amp;nbsp;

Co do mnie, kręciłem się w nich najchętniej ze względu na „te panie”. Są one subtelne, wyrobione nerwowo, szukające wrażeń, chciwe użycia, a pozbawione naprawdę wszelkich ideałów. Bywają też częstokroć równie zepsute jak romanse, które czytają, bo moralność ich nie ma ani gruntu religijnego, ani tradycji obowiązującej. Z tym wszystkim jest to świat bardzo błyszczący. „Godziny sali” są w nim tak długie, że równają się dniom i nocom, mogą zaś być niebezpieczne, bo tam nie ma w zwyczaju stępiać floretów. (BD, 30: 17)

&amp;nbsp;

Kontemplacja wizerunku kobiet jest jednak kontrolowana. Podlega dyktatowi dystansu, zdrowego rozsądku, jakby ta sfera doświadczeń wymagała czujności, uwagi i rozważenia, czy warto podejmować ryzyko gry. Grą bowiem okazuje się balansowanie przez Płoszowskiego na krawędzi zbliżania się do kobiet i oceny ich poprzez wartość tego, jak wyglądają, jak się zachowują, jak są postrzegane.</document>
<document nplp_id="4462" title="Ku&amp;nbsp;komparatystyce" slug="ku-komparatystyce">Mężczyźni u Sienkiewicza mają skłonność do dokonywania typologii kobiet, klasyfikowania natury kobiecej i ujawniania przed sobą specyficznej mizoginistycznej taksonomii określającej podejście do płci przeciwnej. To Połaniecki dokonuje podziału kobiet na patrycjuszki, które „mają kulturę i zasady”, i parweniuszki, które „ubierają się tylko dla gości” (RP, 33: 109). Bukacki dzieli kobiety na duchowe plebejuszki i duchowe patrycjuszki (tamże: 163). Na kobiety patrzy się jednak nie tylko z dystansem zdradzającym męską dominację i sposób wyceniającego obiekt posiadania oka, lecz także z politowaniem. Połaniecki powie Bigielowi, że „Marynia taka poczciwa kobiecina, że trudno o lepszą” (tamże: 195). Dlatego narrator uwypukli ten fakt i zdobędzie się na komentarz potwierdzający zaangażowanie w świat przedstawiony, skoro mówi, że w Połanieckim była „może troskliwość męża, ale nie było nic troski kochanka” (tamże: 242). Nie dziwi więc, że to Stach „komponował wrażenia, jakimi będzie spowiadał się Maryni” (tamże: 258).

Te męskie figury są zawsze krytycznie oceniane przez medium narracji trzecioosobowej bądź przez inne postaci, ponieważ nie przestrzegają podstawowego decorum życiowego: nie strzegą wartości życia. Mają one świadomość własnej klęski, zaplątania w napędzające się wzajemnie uwikłanie w codzienność i uzależnienie od jej rytuału oraz ekscentrycznych przyzwyczajeń (jak Płoszowski), a także często od hedonistycznych doświadczeń afirmatywności chwili (Bukacki). Nie ma ona jednak nic wspólnego z Horacjańskim carpe diem, ale ze źle rozumianą dewizą epikurejczyków o ataraksji jako wolności od wzruszeń i spokoju stoików zapewniającemu dzięki dewizie apathei stabilność emocjonalną. Taki będzie również Petroniusz z Quo vadis?, dbający o estetyczne umieranie, pogodzony ze śmiercią, słuchający anakreontyków i kontemplujący ostatnie chwile życia.

Męscy bohaterowie współczesnych powieści Sienkiewicza to – poza dorobkiewiczami, mieszczuchami i kupcami – esteci, znawcy sztuki, koneserzy życia i europejskich zasad etykiety, znudzeni i zdeklasowani dandysi. To czytelnicy literatury światowej oraz myślicieli ze szkoły Kierkegaarda, Stirnera czy Guyau, którzy uczą ich dystansu wobec świata i ludzi oraz pewności wobec niepewnej materii życia. Dlatego bohaterowie ci wiedzą, co znaczą męskie obawy związane z kobiecym macierzyństwem, przyjęciem roli ojca i byciem odpowiedzialnym za kogoś poza sobą. W tym kontekście warto dopowiedzieć, że Połaniecki nie godzi się na to, żeby jego życie miało sens prokreacyjny i było wpisane w mieszczański dekalog obostrzeń małżeńskich.

Nawet w powieści historycznej bohaterom Sienkiewicza zjawisko lęku o własną męskość nie jest obce. Ciąża Krzysi sprawia, że Wołodyjowski postrzega kobietę w wymiarze estetycznym. Bohaterka wydaje mu się wówczas brzydka, ale to doświadczenie jest łagodzone wymiarem ekonomicznym (zyskaniem potomka) – jak dowodzi Ryszard Koziołek[przypis]Zob. R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o przemocy i płci, Katowice 2009, s. 132–153.[/przypis]. Baśka, pozostając bezdzietna i w pewien sposób męska, okazuje się z kolei podobna do Horpyny, co uwypukla Ewa Kosowska, porównując Horpynę – jako antagonistkę, a zarazem alter ego – do Heleny[przypis]E. Kosowska, Inwarianty kobiecości: wiedźma z Czortowego Jaru, w: tejże, Negocjacje i kompromisy. Antropologia polskości Henryka Sienkiewicza, Katowice 2002, zwłaszcza s. 81–83.[/przypis].

W Wirach Sienkiewicz również poprzez język narracji trzecioosobowej pokazuje, że wygląd panny Anney budzi u Krzyckiego pożądanie. Mówi się tam też o tym, że dodatkowo kobieta przyczynia się do podania w wątpliwość kodeksu wierności bohatera, skoro „mąciła wspomnienie Hanki” (W, 36: 83). Sposób widzenia kobiety przez Grońskiego polega z kolei na porównywaniu jej postaci do dzieła sztuki. Groński jako esteta kochający pannę Marynię Zbyłtowską „na błękitno” (W, 35: 108) patrzy na nią, gdy ta przeżywa modlitewne uniesienie, co powoduje, iż „przyszła mu do głowy czysto estetyczna uwaga, że taką dziewczynę Carpaccio mógł był umieścić koło swego gitarzysty, a Botticelli powinien ją był przeczuć” (tamże: 108).

W opowiadaniu Na jasnym brzegu jeden z bohaterów (Świrski) dochodzi do przekonania, że we francuskich powieściach ukazany jest „świat bezpłodnych kobiet” (N, 6: 175). Dużo większą wagę przywiązuje się w tym utworze także do procesu samopoznania tego, czym jest stan narzeczeństwa: „Milej było Świrskiemu przygotowywać narzeczeństwo, niż zostać narzeczonym […]” (tamże: 185). Fatalizm bohatera polega na tym, że – jak sam wyznaje – „ja, którym się tak bał kobiet i tak im nie ufał, wybrałem w końcu kobietę, która więcej może budzić obaw, niż wszystkie inne” (tamże: 209). Ludzie przypominają mu śmierć i kościotrupy. Zwraca to również uwagę na kwestię etymologiczną związaną z greckim wyobrażeniem Thanatosa (skrzydlaty), ważną dla rozumienia posłannictwa sztuki w opowiadaniu Sienkiewicza.

W świecie Sienkiewiczowskim kobiecość i miłość mimo dominującej pozycji oglądającego i wyceniającego męskiego oka stają się często jedynymi stałymi elementami wbrew sceptycyzmowi i degrengoladzie emocjonalno-duchowej męskich bohaterów. Może to być również miłość cyniczna (jak miłość Maszki). Bigiel z kolei będzie ją nazywać „iskrą” w brzuchu. Ryszard Koziołek udowadnia, że Sienkiewicza interesuje nie tyle sama kobieta, ile kobiecość w ogóle, ponieważ kobieta jest siłą sprawczą w historii tylko wówczas, gdy wywołuje miłość, a kobiecość – podobnie jak dziewictwo – staje się katalizatorem męskiego pragnienia[przypis]R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza…, s. 166.[/przypis]. Warto jednak dodać, że inaczej wyglądają pod piórem Sienkiewicza portrety kobiet budzących zaufanie, wyciszonych, naznaczonych cierpieniem bądź zawodem życiowym (Ratkowska, Aneta Osnowska, Emilia Chwastowska po śmierci córki idąca za furtę klasztorną). Inaczej buduje także Sienkiewicz figury autorytetu – jak profesora Waskowskiego z Rodziny Połanieckich, mędrca spokojnego o kształt świata, pracującego przy śpiewie ptaków w zaciszu swego gabinetu nad kwestiami moralnymi u Słowian i próbującego zbudować systemat etyczny związany z postrzeganiem ewolucji dziejów i pojęć moralnych.</document>
<document nplp_id="4464" title="Nieoczywistości i&amp;nbsp;niejednoznaczności" slug="nieoczywistosci">Językowy obraz świata Sienkiewicza potwierdza, w jaki sposób pisarz nieoczywistości i niejednoznaczności używa języka. Jak konstruuje mechanizmy językowego opisu postrzegania świata kobiet i mężczyzn, żeby pokazać ich obecność w języku, a zwłaszcza punktowość widzenia świata i ograniczoność perspektywy jako stałe cechy postrzegania i kolekcjonowania poszczególnych obrazów, hierarchizowanych wedle własnego kodeksu oceny. Jak z jednej strony uwyraźnia funkcje posługiwania się stereotypami kobiety i mężczyzny w kontekście rodzinnym, domowym, erotycznym. A z drugiej – w jaki sposób stereotypy te zostają zrewidowane, co chociażby bardzo ciekawie wykorzystuje w powieściach historycznych i w Legionach. W tej nieukończonej przez Sienkiewicza powieści dokonuje się zupełna zmiana w postrzeganiu statusu wojny, a w związku z tym kodeksu wojownika, waleczności, hartu ducha i kwestii bycia na posterunku, bycia patriotą, czyli cech określających wzorzec męskości – tak wyraziście obecny w Trylogii. Sienkiewicz pokazuje w Legionach, że wojna nie określa męskości, wiedzy, hartu ducha, ponieważ Marek będzie opisywany jako poeta, paź, „panna”[przypis]Zob. wnikliwą analizę Legionów dokonaną przez Ryszarda Koziołka (Ciała Sienkiewicza. Studia o przemocy i płci, Katowice 2009, zwłaszcza s. 407).[/przypis]. Następuje tam wyraźna zmiana znaczeń. Dzieje się tak dlatego, że o ile w Trylogii mamy do czynienia z maską historii XVII wieku, o tyle w Legionach z historią namacalną, możliwą do zwerbalizowania, tą znaną często z doświadczeń zapisanych w tradycji, wczesnodziewiętnastowieczną, z czasów Legionów Dąbrowskiego, których tworzenie pokazuje Sienkiewicz, mając także na uwadze formujące się w 1914 roku pod wodzą Piłsudskiego grupy strzelców (bliskie jego doświadczeniu biograficznemu i momentowi pisania powieści).

W Trylogii Sienkiewicz posługuje się językowym obrazem dawnego świata tak, żeby stereotyp w języku bohaterów znaczył i jednoznacznie określał postawę rycerza, mężczyzny, panny i damy dwornej. Figurę tej ostatniej pisarz wzoruje na poezji dworskiej i dworskich poetach siedemnastowiecznych, na poezji niepozbawionej lubieżnego kodu stylistycznego, o czym pisali niegdyś inspirująco Alina Nowicka-Jeżowa[przypis]A. Nowicka-Jeżowa, „Trylogia” w świecie sarmackim, w: Sienkiewicz i epoki. Powinowactwa, red. E. Ihnatowicz, Warszawa 1999, s. 163–175.[/przypis], a także Lech Ludorowski[przypis]L. Ludorowski, Portret inicjalny heroiny w powieściach historycznych H. Sienkiewicza, „Przegląd Humanistyczny” 1992, z. 6, s. 47–63.[/przypis]. Sienkiewicz przestrzega również kodu stylistycznego właściwego ramie historycznej i kostiumowi, żeby dzięki temu wpisywać się figurami bohaterów w określony rejestr znaczeniowy epoki dawnej. Jak dowodził Bolesław Prus w recenzji Ogniem i mieczem z 1884 roku, postaci są tam bardzo specyficznie skonstruowane: Wołodyjowski – „śmiertelnie kąsająca osa”, „malutki i fertyczny oficerek, z gapiowatą twarzą”, Zagłoba – „Sfinks ze łbem wieprza”, „Falstaff i zestarzały Ulisses”, Podbipięta – „gilotyna w ludzkiej postaci”, Bohun – „nieustraszony rycerz, marzyciel i trubadur”, Skrzetuski – „Jezus Chrystus w roli oficera jazdy”[przypis]B. Prus, „Ogniem i mieczem”. Powieść z lat dawnych Henryka Sienkiewicza, w: Programy i dyskusje literackie okresu pozytywizmu, oprac. i wstęp J. Kulczycka-Saloni, Wrocław 1985, s. 511–521, zwłaszcza s. 521.[/przypis].

Sienkiewicz – powtórzę – jest pisarzem niejednoznaczności. Można jednak stwierdzić, że językowy obraz świata – zwłaszcza męskich – bohaterów pozwala precyzyjnie mówić o tym, jacy są. Patrząc, wyceniają. Oglądając, kreują. Chwaląc, kolekcjonują wrażenia. Oceniając, wybierają. Ich oko nigdy nie jest neutralne. Kolekcjonując obrazy i wrażenia, stają się z jednej strony fizjonomistami wyobraźni i wrażeniowości, z drugiej – by posłużyć się pojęciami Waltera Benjamina, przypisanymi do postaci flâneura i kolekcjonera – wzrokowcami i dotykowcami[przypis]W. Benjamin, Kolekcjoner, w: tegoż, Pasaże, red. R. Tiedemann, przeł. I. Kania, posłowiem opatrzył Z. Bauman, Kraków 2005, s. 234. Za zwrócenie mi uwagi na możliwość wykorzystania rozpoznań Benjamina dziękuję Panu Profesorowi Wacławowi Forajterowi.[/przypis]. U Sienkiewicza kolekcje wrażeń zaspokajające potrzebę męskiego oka i „posiadania” nie ograniczają się jedynie do sfery dotyku (jak określa tę cechę kolekcjonera Benjamin), lecz odnoszą się do wzrokocentryzmu, potrzeby zagarniania elementów rzeczywistości przez oko patrzącego, potencjalnej potrzeby posiadania dzięki temu, co i jak się widzi. Dlatego ważne zwłaszcza w kontekście postawy intelektualnej i egzystencjalnej Płoszowskiego wydaje się to, co Benjamin pisze o potrzebie gromadzenia jako jednym z symptomów zapowiadających śmierć. Płoszowski kolekcjonuje i dokonuje egzegez elementów rzeczywistości i „tekstu” świata, próbując zapełnić pustkę i walczyć z rozproszeniem materii (także materii kultury i sztuki), doświadczając lęku przed utratą i zanikaniem obrazów świata, w którym żyje. Kolekcjoner Połaniecki z kolei „znalazł w pannie coś swojskiego, czego na próżno szukał w kobietach zagranicznych” (RP, 32: 7), a rozważając atrybuty Maryni, próbował wykorzystać dyspozycje i kompetencje kupca, żeby ocenić towar; mówił do siebie językiem kupieckim: „Gatunek jest dobry – ale nie będę reflektował, bom nie po to przyjechał” (tamże: 9).

Mężczyźni u Sienkiewicza z reguły patrzą na kobiety jak na obrazy do namalowania, widzą ich cechy i odnoszą je do znanych wizerunków i postaci. Umieją ocenić profil czy kibić pod kątem możliwości odniesienia realnego do innych obrazów, znanych z reguły ze sztuki i z literatury. Zawiłowski z Rodziny Połanieckich powie o pannie Linecie Castelli: „Dotychczas była dla niego obrazem, teraz wyczuł ją po raz pierwszy jako kobietę” (RP, 34: 9). Świrski stwierdzi natomiast, że kobieta to bóstwo „dopasowane do architektury świątyni” (tamże: 189). Płoszowski postępuje tak w zasadzie za każdym razem, kiedy ogląda kobiety i nasyca swoje zmysły ich widokiem:

&amp;nbsp;

Tymczasem tak miło jest zasiąść niekiedy w ciepłą, księżycową noc na tarasie i rozmawiać przyciszonym głosem o sztuce, literaturze, miłości i kobietach, a przy tym patrzyć na oświecony srebrnym blaskiem boski profil takiej kobiety, jak pani Davisowa. (BD, 29: 81)

W kościele wyglądała pani [Marynia – D.M.O.] jak jakiś profil Fra Angelica. (RP, 33: 119)

&amp;nbsp;

Nawet gdy chce się uniknąć porównania, sama idea, która służy takiemu komparatystycznemu zestawieniu obrazu z innym, zwłaszcza nasyconym wrażeniami i emocjami, jest widoczna w idiolekcie Płoszowskiego:

&amp;nbsp;

Nie chcę wszelako nadużywać tych smutnych porównań, skoro mam zamiar pisać o Anielce. Jestem zupełnie pewny, że uczucie moje dla niej nie zmniejszyło się, a jednak jest ona dla mnie również jakąś błękitniejszą i mniej realną, niż była w Płoszowie. Nie wyczuwam jej bezpośrednio zmysłami. (BD, 29: 81)

&amp;nbsp;

Patrzenie na obiekt uczucia uruchamia, czasem w niezamierzony sposób, mechanizm porównań. Tak modeluje obraz widzenia Połaniecki: „Marynia nasunęła mu tyle artystycznych porównań z primitivami rozmaitych szkół włoskich” (RP, 34: 63). W Bez dogmatu kwestia zachwytu nad obiektem wrażeń wydaje się kluczem do tego, by zrozumieć, w jaki sposób Płoszowski przeżywa świat i widzi siebie w relacji z kobietami; tak opisuje relację swojego ojca z panią Davisową: „W każdym razie zachwyca go, jako artystę i myśliciela, jest bowiem istotnie bardzo piękna i nad zwykłą miarę inteligentna” (BD, 29: 77).

Narracja i językowy obraz świata beletrystyki Sienkiewicza uświadamiają, że kulturowy wzorzec męskości wygląda tak, iż to mężczyźni lubią mieć przewagę, pewność, preferują kobiety estetyczne, chcą je kolekcjonować albo mieć na własność (często dla zwykłej wygody). Wolą dostawać, niż zdobywać. A jeśli (jak w Trylogii) muszą walczyć o wybrankę i udowodnić swoje zasługi, robią to w imieniu przyszłego zysku. Wolą mieć pewność, niż narażać się na wahanie.</document>
<document nplp_id="4467" title="Anegdota o&amp;nbsp;Cymbarewiczu" slug="anegdota-o-cymbarewiczu">Z racji zajmowanego stanowiska miałem zaszczyt w czasie wizyty w Polsce wicepremiera Anastazego Mikojana towarzyszyć mu w zwiedzaniu Warszawy. Gościa zachwycały wyniki odbudowy naszej stolicy. W pewnym momencie zwrócił się do mnie z pytaniem, dlaczego nie widzi w Warszawie pomnika Sienkiewicza. Zaskoczony, nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć:

– Po prostu jeszcze nas nie stać – odrzekłem. – Przyjdzie kolej i na pomnik Sienkiewicza.

– To wielki polski patriota i zasługuje na uhonorowanie – z powagą zauważył Mikojan, a po chwili zapytał, czy przed wojną był pomnik i gdzie stał.

– Nie wiem, przed wojną nie byłem w Warszawie – ze wstydem przyznałem się do swojej niewiedzy.

Zaintrygowany, dlaczego nasz gość, z pochodzenia Ormianin, urodzony na dalekim Kaukazie, tak się interesuje Sienkiewiczem. Zapytałem go o to.

– Przypadkiem tuż przed rewolucją przeczytałem Trylogię i Krzyżaków i bardzo mi się podobały. Później trafiłem gdzieś na powieść dla młodzieży W pustyni i w puszczy. To też dobra książka. A wy, generale – uśmiechnął się –czytaliście Trylogię?[przypis]F. Cymbarewicz, Kmicicem nie zostałem, Warszawa 1984, s. 227–228.[/przypis]

Na szczęście generał Franciszek Cymbarewicz czytał Trylogię, najpierw po rosyjsku, a potem po polsku, ulubionymi lekturami jego ojca był Sienkiewicz i Krótki kurs WKP(b). Rzecz dzieje się w latach pięćdziesiątych, autor wspomnień jest wówczas z nominacji marszałka Konstantego Rokossowskiego Głównym Kwatermistrzem Wojska Polskiego (czy też jak to się wtedy nazywało, dowódcą Głównego Zarządu Tyłów). Dialog generała Cymbarewicza z Mikojanem schodzi na różnicę między oryginałem i przekładem oraz na ulubionych bohaterów Trylogii (Kmicic, nie Wołodyjowski). Kończy je podsumowanie:

Rozmowa sprawiła mi wielką przyjemność. Cieszyło mnie, że stary komunista, wybitny działacz partyjno-rządowy Związku Radzieckiego czytał dzieła naszego pisarza i docenił ich znaczenie dla narodu polskiego wówczas, gdy kraj rozdarty był na trzy części. Świadczyło to, że towarzyszowi Mikojanowi nieobca była nasza historia, obyczaje i kultura, chociażby widziane przez pryzmat wyobraźni autora Trylogii i Krzyżaków.[przypis]Tamże, s. 228–229.[/przypis]

Generał Cymbarewicz, urodzony w Mohylewie w roku 1917 w zruszczonej polskiej rodzinie, był lekarzem wojskowym w Armii Czerwonej, pod koniec wojny skierowanym do Wojska Polskiego, a po jej zakończeniu znalazł się w pokaźnej grupie oficerów, którym przyznano polskie obywatelstwo, za czasów stalinowskich doszedł do stopnia generała brygady i szefa kwatermistrzostwa całej armii. Opublikowane po raz pierwszy w roku 1984 wspomnienia generała noszą znamienny tytuł Kmicicem nie zostałem, zatem rozsiane w tekście drobne odniesienia do dziejów poznawania Sienkiewicza przez autora (historia z Mikojanem jest bodaj najważniejszym epizodem z tej serii) są zapewne rozmyślne (można dodać do tych elementów nawet samą konstrukcję relacji z uwielbianym przez autora, troszczącym się o ludzi, sprawiedliwym i wybitnym wodzem, marszałkiem Rokossowskim). Po 1956 roku Cymbarewicz został odstawiony na mniej eksponowane stanowiska w armii, natomiast w 1984 roku generał, będąc już od dziesięciu lat w stanie spoczynku, pełnił funkcję przewodniczącego Rady Naczelnej Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”, grupującego konserwatywno-narodowych popleczników twardej linii partii. To oczywiście dla wymowy całości narracji, ale i dla użycia w tej historii Sienkiewicza, może być nieprzypadkowe. Nie zamierzam rozwijać tego kontekstu, choć go sygnalizuję. Sens anegdoty zapisanej przez Cymbarewicza zasadza się bowiem na tym, że to radziecki dygnitarz (skądinąd pobierający przed pierwszą wojną nauki w seminarium duchownym w Tbilisi, gdzie zaraz po śmierci Sienkiewicza w 1916 nazwano jedną z ulic i szkół imieniem noblisty[przypis]„Kurier Warszawski” 1916, nr 358, s. 3.[/przypis]) wytyka brak takiego upamiętnienia wielkiego pisarza w odbudowującej się stolicy, domyślając się, że taki pomnik musiał stać przed wojną. A jednocześnie, jeśli generał pisał to trzydzieści lat po opisywanych zdarzeniach, to oczywiste jest, że takiego pomnika nadal w tamtym mieście AD 1984 nie było.





</document>
<document nplp_id="4468" title="Pomniki przed&amp;nbsp;II&amp;nbsp;Wojną Światową" slug="pomniki-przed-ii-wojna-swiatowa">Istnienie pomników i tablic to część paradoksalnego funkcjonowania Henryka Sienkiewicza w rzeczywistości dwudziestowiecznej Polski. Chronologia może w pierwszej chwili zastanawiać – już choćby dlatego, że najwcześniej popiersie (ufundowane przez Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich) stanęło w Gdyni w 1924 roku, kiedy jeszcze nie miała ona praw miejskich i była właściwie wciąż bardziej projektem niż miastem[przypis]W 1924 roku miało miejsce sprowadzenie do Polski zwłok pisarza, więc data nie jest przypadkowa, brązowe popiersie stanęło na skwerku w Kamiennej Górze nazywanym później „placem Sienkiewicza”, po wojnie biust, którego Niemcy nie zdążyli przetopić, postawiono na swoim dawnym miejscu (małe rondo na skrzyżowaniu ulic: Korzeniowskiego, Mickiewicza i Sienkiewicza) – zob.Encyklopedia Gdyni, red. M. Sokołowska, I. Greczanik-Filipp, W. Kwiatkowska, Gdynia 2006, s. 612.[/przypis], natomiast pierwszy pomnik został odsłonięty w Bydgoszczy w roku 1927 (dłuta Konstantego Laszczki, zniszczony przez Niemców w 1939; nowy został odsłonięty w tym samym miejscu w 1968 roku)[przypis]O dziejach przedwojennego pomnika – zob. J. Konieczny, Kult pośmiertny Henryka Sienkiewicza w XX-leciu międzywojennym. O dziejach pierwszego w Polsce pomnika pisarza w Bydgoszczy, w: Henryk Sienkiewicz. Biografia, twórczość, recepcja, red. L. Ludorowski, H. Ludorowska, Lublin 1998, s. 349–360.[/przypis]. Poza tym nieco podobny los powojennej rekonstrukcji spotkał także popiersie na kolumnie, ustawione w Sompolnie na południowych Kujawach (odbudowane dopiero w połowie lat osiemdziesiątych z inicjatywy lokalnego nauczyciela i społecznika)[przypis]L. Ludorowski, Z Sienkiewiczem w Europie, w: Henryk Sienkiewicz Polak i Europejczyk, red. Z. Mokranowska, Sosnowiec 2004, s. 20–21; http://www.zspsompolno.internetdsl.pl/html/historia.html, dostęp: 10 września 2017.[/przypis], przy czym stracono odsłonięte przed wojną pomniki w Zbarażu i Kamieńcu Podolskim[przypis]L. Ludorowski, Z Sienkiewiczem…, s. 21.[/przypis]. W 1934 w ramach jubileuszu 700-lecia miasta Łukowa odsłonięto także, jak to się nazywa w literaturze przedmiotu za frazeologią przedwojenną, obelisk „Syna Podlasia”[przypis]C. Cybulski, Historia pomnika Henryka Sienkiewicza w Łukowie, w: Sienkiewicz – pamięć i współczesność, red. L. Ludorowski, H. Ludorowska, Z. Mokranowska, Lublin 2003, s. 269.[/przypis]. Chyba najbardziej efektownym przedwojennym upamiętnieniem było jednak usypanie kopca w Okrzei nieopodal miejsca urodzenia pisarza w Woli Okrzejskiej. Sypanie kopca było czynnością pracochłonną i kosztowną, toteż kilka podobnych inicjatyw podejmowanych w dwudziestoleciu nie doszło w ogóle do skutku lub ciągnęło się bez efektu (poznański kopiec Wolności[przypis]M. J. Januszkiewicz, A. Pleskaczyński, I haj vivat Poznzańczanie. Co o Poznaniu wiedzieć wypada, Poznań 2001, s. 114–115.[/przypis]). Pomysł biskupa siedleckiego, Henryka Przeździeckiego, sformułowany w roku 1924 (sprowadzenie zwłok pisarza do Polski) udało się zrealizować w ciągu kilkunastu lat. „Mimo znacznego entuzjazmu i zapału społeczeństwa do społecznego sypania kopca, większość prac wykonano jednak siłami najemnymi”[przypis]S. Anioła, J. Bogucki, M. Formanowski, Kopiec Wolności w Poznaniu jako symbol niepodległości,Poznań 1992, s. 42–43.[/przypis] – finansowanie zapewniły fundusze z różnych źródeł, między innymi pocztówki-cegiełki, wsparcie Polonii Amerykańskiej itd. O ile poprzednio omówione inicjatywy miały charakter lokalny, ale, co charakterystyczne, dochodziły do skutku – poza rodzinnym Łukowem – w miejscowościach znajdujących się na kresach zachodnich (Bydgoszcz, Gdynia) i wschodnich (Kamieniec, Zbaraż) II Rzeczypospolitej, to sukces tego obiektu wynikał z ogólnonarodowej koncepcji monumentu. Kopiec został oddany do użytku 2 X 1938 roku, na planowany pomnik nie starczyło czasu i pieniędzy (na kopcu umieszczono tylko kamień polny ze stosownym napisem), stanął on dopiero czterdzieści lat później – głowa pisarza w białym marmurze dłuta lokalnego siedleckiego rzeźbiarza i malarza, ucznia Franciszka Strynkiewicza, Mariana Gardzińskiego, została odsłonięta wczesną jesienią 1980 roku[przypis]Więcej szczegółów: A. Cybulski, Historia budowy pomnika-kopca Henryka Sienkiewicza, w: Henryk Sienkiewicz – tradycje rodowe, epizody biografii, twórczość, red. L. Ludorowski, Lublin 2008, s. 515-521.[/przypis].

[caption id="attachment_5124" align="aligncenter" width="860"] Upamiętnienia Henryka Sienkiewicza w Polsce do 1939 roku[/caption]

Charakterystyczna była także forma pomników i oprawa ideologiczna towarzysząca ich odsłonięciom. W Bydgoszczy realistyczny, odlany w brązie Sienkiewicz stanął w Parku im. Jana Kochanowskiego w centrum miasta – pisarz wspierał się jedną ręką na „księdze dziejów Polski” i otoczony dwoma orłami piastowskimi[przypis]J. Konieczny, dz. cyt., s. 351.[/przypis]. Podczas uroczystości obecny był Michał Drzymała, gdy tymczasem Feliks Nowowiejski dyrygował orkiestrą symfoniczną wykonującą między innymi Rotę. Pomnik miał służyć, co podkreślali inicjatorzy, unifikacji mieszkańców miasta, pochodzących z różnych dzielnic Polski oraz kolejnych pokoleń[przypis]Tamże, s. 351, 360.[/przypis]. W przypadku kopca ta idea miała być jeszcze bardziej wszechpolska, a jego forma równie czytelna i konserwatywna. Nieco inaczej przedstawiała się sprawa w Łukowie, skoro pomnik postawiono na ówczesnych przedmieściach miasteczka, a imprezie towarzyszyło święto sportowe. Inna była jednak przede wszystkim forma upamiętnienia, był to obelisk „w stylu nowoczesnym, prosty w liniach, skromny, siedmiometrowej wysokości z żelbetonu pokrytego terrazytem”[przypis]C. Cybulski, dz. cyt., s. 271.[/przypis]. Autor tekstu o pomniku, Cezary Cybulski (podobnie jak cytowana przez niego „M. Przeworska”) ma z nim wyraźny problem, kiedy pisze, że „trzeba się pogodzić ze stylem czy manierą twórczą czasu, gdy go zaprojektowano”, oraz że „nie urzeka nas też ten obiekt bielą alabastrów ani czernią marmurów”, jak stwierdza, oryginalność formy, którą pomawia (chyba nieco na wyrost) o kubizm, jest jakąś wartością[przypis]Tamże, s. 273–274.[/przypis]. Być może ten swoisty niedostatek figuratywności musiał zaowocować powstaniem aż dwóch przedstawień figuralnych w Łukowie w latach ostatnich.







</document>
<document nplp_id="4469" title="Upamiętnienia w&amp;nbsp;dużych miastach" slug="upamietnienia-w-duzych-miastach">Jednocześnie przed wojną pomnika Sienkiewicza nie miało żadne dużo miasto polskie, właśnie z Warszawą na czele, choć do budowy przymierzano się tutaj przynajmniej trzykrotnie. Po raz pierwszy, co oczywiste, od razu po śmierci, ale bez rezultatu. Ulicę dało się wówczas przemianować szybko i bezboleśnie, wybierając ulicę Nowosienną, a więc przedłużenie Siennej, pozbawione de facto własnej nazwy –nie było tu żadnego konfliktu, mimo że według ówczesnej prasy w grę miały wchodzić inne śródmiejskie ulice o podobnym statusie, choć nieco dłuższe: Jasna, Hoża, Wspólna i Krucza; mowa była także o placach: Zielonym i Wareckim (rzeczywiście przemianowanych w pierwszych latach dwudziestolecia na Dąbrowskiego i Napoleona)[przypis]„Gazeta Poranna 2 Grosze” 1916, nr 321, s. 3[/przypis]. Po raz drugi, równie nieśmiało, zaczęto prowadzić akcję w kolejnym oczywistym roku, czyli 1924 (m.in. zorganizowano koncert i opublikowano kilka gorących apeli), po raz trzeci znajdziemy sporo materiałów w prasie na ten temat pod koniec lat trzydziestych (wiosną 1937 roku ukazał się statut stowarzyszenia „Komitet Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza w Warszawie”; pomnik ten widziano ówcześnie na placu Małachowskiego)[przypis]Dobry wgląd daje przyjrzenie się materiałom wykazanym w: Bibliografia literatury polskiej. Nowy Korbut, t.17, vol. 3, Henryk Sienkiewicz, oprac. zespół pod kier. D. Świerczyńskiej, Warszawa 2015, s. 589.[/przypis]. Jeżeli jednak przyjrzeć się liście pomników, które w okresie przedwojennym udało się wznieść w stolicy, to widać, że uhonorowana została grupa osób raczej znikoma i wojskowa (a przecież do indywidualnych zasług dochodzą tu wszelkie militarne pars pro toto typu Dowborczyk, Peowiak, Grób Nieznanego Żołnierza). Władze rzadko wspierały inne projekty. Lista twórców kultury czy nauki, którzy doczekali się pomnika po odzyskaniu niepodległości, jest doprawdy skromna: Fryderyk Chopin, Maria Curie-Skłodowska, Wojciech Bogusławski, Eliza Orzeszkowa, przy czym jedyną monumentalną realizacją był pomnik Chopina według przedwojennego jeszcze projektu Wacława Szymanowskiego, pozostałe upamiętnienia to rzeźby kameralne, popiersia itd.[przypis]I. Grzesiuk-Olszewska, Warszawska rzeźba pomnikowa, Warszawa 2003, s. 13-18, 64–103.[/przypis]. Dzieje pomnika bydgoskiego czy kopca pokazują, że bez dużej mobilizacji i oddania się takiej idei, podobne uhonorowanie nie było możliwe nawet w przypadku tak popularnego twórcy (a sytuacja w innych dużych miastach była, co oczywiste, jeszcze trudniejsza niż w Warszawie). Z kolejną dużą zbiórką na Sienkiewicza po prostu nie zdążono.

</document>
<document nplp_id="4470" title="Pomniki w&amp;nbsp;PRL-u" slug="pomniki-w-prl-u">Po wojnie, w okresie PRL, odsłonięto pomniki w Słupsku (1960, prawdziwie monumentalny), Bydgoszczy, Częstochowie (1973, „Dzierżyński” przed IV LO im. Sienkiewicza), Płońsku (1978, wzniesiony przez wychowanków liceum przed siedzibą szkoły), popiersia w Bisztynku (1965, „Pan Głowa”, również pomawiany o bycie pierwotnie Dzierżyńskim[przypis]A. Grabowski, Bisztynek: pomnik Henryka Sienkiewicza, http://mojemazury.pl/98924,Bisztynek-pomnik-Henryka-Sienkiewicza.html#axzz4XMzKQvig, dostęp: 10 września 2017.[/przypis]), Włocławku, Szczytnie (lata sześćdziesiąte) i Białymstoku (1987), wreszcie głaz z piaskowca w Piotrkowie Trybunalskim. Przypadek bydgoski pokazuje także, że łatwiej było restytuować pomnik w tym samym miejscu, zwłaszcza gdy w sprawę zaangażował się miejscowy urzędnik wysokiego szczebla (przewodniczący bydgoskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej, Aleksander Schmidt). Przewagę mają miasta niezbyt wielkie, raczej powiatowe niż wojewódzkie (a jeśli takie, to nie największe), związane z twórczością lub biografią pisarza: Częstochowa, Szczytno, Płońsk, nadal pewnym rysem jest umacnianie polskości (pojawienie się swego rodzaju miniserii antykrzyżackiej w latach sześćdziesiątych; poza tym pomniki w miastach poniemieckich stały w miejscu wcześniejszych monumentów germańskich, np. popiersie w Bisztynku zastąpiło rzeźbę św. Zygfryda walczącego ze smokiem[przypis]Tamże.[/przypis], w Słupsku stał wcześniej Bismarck). Czy to znaczy, że w dużych miastach nie było upamiętnień tego rodzaju?

[caption id="attachment_5125" align="aligncenter" width="860"] Upamiętnienia Henryka Sienkiewicza w Polsce między 1945 a 1989 rokiem[/caption]</document>
<document nplp_id="4472" title="Zagłoba w&amp;nbsp;Warszawie" slug="zagloba-w-warszawie">Wróćmy do rozmowy Cymbarewicza z Mikojanem, która toczy się w latach pięćdziesiątych – generał pełnił swoje funkcje w latach 1952–1956, zatem już po wystawieniu tablicy autorstwa Józefy Wnukowej, upamiętniającej walkę Zagłoby z małpami u stóp pałacu Kazanowskich (1949, 1952 jest tym terminem ad quem), a więc od niezbyt widocznej strony skarpy i Mariensztatu, „na resztce zachowanych murów”[przypis]S. Ciepłowski, Napisy pamiątkowe w Warszawie XVII–XX w., Warszawa 1987, s. 36; Z. Stępiński, Gawędy warszawskiego architekta, Warszawa 1984, s. 65.[/przypis]. Swoisty obieg półoficjalny, humorystyczny (często pisze się w PRL o tablicy z przymrużeniem oka; współcześnie zresztą też, jako o „zaskakującej i miłej stronie socrealizmu”[przypis]http://forum.gazeta.pl/forum/w,437,12540907,12540907,tu_pan_Zagloba_walczyl_z_Malpami.html, dostęp: 1 lutego 2017.[/przypis] czy o nawiązaniu do przedwojennego inicjatora wmurowania tablic bohaterom Lalki Prusa lub tradycji wskazującej na grób Rocha Kowalskiego przy kościele na Ratuszowej). Jednocześnie w Warszawie, stolicy Polski Ludowej, znalazły się jeszcze dwa pomniki Zagłoby, w niezmiernie charakterystycznych lokalizacjach. „W Pałacu Kultury i Nauki znajduje się mało znany pomnik bohatera Trylogii, Zagłoby, walczącego z małpami” – pisała na początku lat dziewięćdziesiątych Małgorzata Trzeciak[przypis]M. Trzeciak, Henryk Sienkiewicz, w: Warszawa pozytywistów, red. J. Kulczycka-Saloni, E. Ihnatowicz, Warszawa 1992, s. 160–161.[/przypis]. Ustawiona w holu kinowym Pałacu rzeźba miała właśnie wtedy zniknąć, to, że była powszechnie lubiana przez dzieci przychodzące do Młodej Gwardii, niewiele znaczyło wobec lawiny zdarzeń po rewolucji ustrojowej –figura została usunięta, gdy przestrzeń tej części gmachu przejął dom handlowy BAS[przypis]http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,20350630,demontuja-neony-kinoteki-na-palacu-kultury-w-sierpniu-zaswieca.html?disableRedirects=true, dostęp: 1 lutego 2017; Zagłoba zniknął w tym samym czasie, co Przyjaźń Aliny Szapocznikow, Katarzyna Bielas i Dorota Jarecka dotarły do protokołu likwidacyjnego z 16 maja 1992, w którym wymieniony była m.in. rzeźba bohatera Trylogii, nie znalazłem żadnych świadectw, by ktoś jej poszukiwał, dziennikarki skupione były całkowicie na losach Przyjaźni; zob. K. Bielas, D. Jarecka, Była tu jakaś «Przyjaźń»?, w: Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury, red. M. Budzińska, M. Sznajderman, Wołowiec 2015, s.272 (pierw. „Gazeta Wyborcza” z 13 stycznia 1998).[/przypis]. Jak wskazują badania Waldemara Baraniewskiego, program dekoracyjny pałacu był od początku, nawet w czasach stalinowskich, niedookreślony, zawierał różne możliwości wyboru, a nadrzędną jego cechą była chęć legitymizacji władzy[przypis]W. Baraniewski, Pałac w Warszawie, Warszawa 2014, s. 53 i n.[/przypis]. Myślę, że w pewien sposób można to wiązać z pojawieniem się tej rzeźby, do tego doszłaby także na pewno chęć oswajania i uatrakcyjniania przestrzeni (pozostałe hole również doczekały się różnych obiektów nawiązujących często do ulokowanych tam instytucji, np. szkielet dinozaura przy wejściu do Muzeum Ewolucji). Natomiast jeszcze inny Zagłoba, już bez małp, stoi w Ursusie, na osiedlu Niedźwiadek, przy ulicy jego imienia. Szpetny, hiperbolizujący cechy karykaturalnego już w założeniach powieściowych bohatera, często widywany w opnie na szyi, w okolicach tryumfów Chicago Bulls ktoś namalował mu koszulkę tego zespołu z numerem 23 (to jest należącą do Michaela Jordana, wielkiej gwiazdy tego zespołu)[przypis]Informacja uzyskana od wieloletniego mieszkańca osiedla Niedźwiadek w Ursusie.[/przypis], obecnie zaś pozwolono krzakom, by zarosły przestrzeń wokół niego. Jak pisze internauta: „Taki trochę miś – Zagłoba. Teraz wygląda trochę jak pan robiący dziwne rzeczy w krzaczkach”[przypis]http://varszavka.blogspot.com/2016/09/pomnik-zagoby-na-osiedlu-ursus.html, dostęp: 30 stycznia 2017.[/przypis].



Być może znacznie łatwiej było w Warszawie postawić tablicę czy pomnik bohaterowi powieści Sienkiewicza, na dodatek figurze nie serio, postaci przerysowanej, niż samemu pisarzowi (w 1961 nadano jednej z praskich podstawówek imię pisarza, w związku z czym w szkole odsłonięto popiersie dłuta Franciszka Strynkiewicza, natomiast w 1966 noblista doczekał się jeszcze tablicy na terenie Uniwersytetu, podpisanej przez społeczność akademicką; wreszcie nie można zapominać, że ośrodkiem pamięci była w XX wieku także krypta w podziemiach warszawskiej katedry[przypis]S. Ciepłowski, dz. cyt., s. 107;M. Trzeciak, dz. cyt., s. 160–161; http://www.sp127.edu.pl//historia, dostęp: 17 września 2017.[/przypis]). Na dodatek wszystkie te świadectwa upamiętnienia występują peryferyjnie: na obrzeżach miasta, na tyłach ważnej ulicy, obok głównej trasy spacerowej, ukryte we wnętrzach, na dziedzińcu. Każdemu z tych upamiętnień nie można odmówić wprawdzie trafności w lokalizacji, niemniej – do pewnego stopnia przynajmniej – oddają one ducha pożądanej recepcji twórczości Sienkiewicza, dobrze także wskazują możliwe nisze, w jakich władza chciałaby pisarza widzieć (z pominięciem może rysu antyniemieckiego). Pomnik Zagłoby w Ursusie jest uzasadniony ulicą, której patronuje bohater. Można by powiedzieć, że pojawienie się ulicy tego imienia w 1977 stanowi interesujące pendant do kameralnej i peryferyjnej obecności upamiętnień sienkiewiczowskich w stolicy, ale sprawa jest w tym wypadku znacznie bardziej skomplikowana.</document>
<document nplp_id="4475" title="Model męskości" slug="model-meskosci">Mimo licznych prac, analizujących kryzys męskości w literaturze XIX stulecia (by wspomnieć zauważany przez badaczy „wieczny kryzys męskości” i obrazy wspaniałych mężczyzn przeszłości[przypis]„W badaniach nad historia męskości często wskazuje się na początek XX i na koniec XVII wieku w Wielkiej Brytanii jako okresy kryzysu mężczyzn i męskości. Także u Tjedera czytamy o niepokoju o utratę męskości przez cały wiek XIX, jeśli sądzić m.in. na podstawie poradników z tamtego okresu. W gruncie rzeczy Tjeder powątpiewa, czy w ogóle kiedykolwiek był czas, gdy nie obawiano się utraty męskości. „Mężczyźni zawsze wydawali się bardziej męscy w przeszłości” – pisze Tjeder. Cytując tę konstatację, Gunnar Karlsson stawia tezę, że może to być dziecięca projekcja obrazu potężnego ojca (D. Tjeder, Konsten att blifva herre öfver hvarje lidelse: den ständigt hotade manligheten [The Art to Become Master of Every Passion], w: A.M. Berggren, Manligt och omanligt et historiskt perspektiv [Manly and Unmanly in a Historical Perspective], Report 99:4, Forskningsrådsnämnden 1999, s. 179, cyt. za: G. Karlsson, Męskość jako projekt. Kilka uwag psychoanalitycznych, w: „Teksty Drugie” 2015, nr 2 (Formy męskości), s. 396).[/przypis]), w tym tekście dziewiętnastowiecznym mielibyśmy do czynienia ze wzorcem bardzo tradycyjnym. Składają się nań takie elementy, jak: „aktywność, umiejętność kontrolowania zarówno świata wokół, jak i własnych emocji, suwerenna władza, skłonność do autorytaryzmu, siła fizyczna, zdecydowanie w działaniu, fantazjowanie o bohaterstwie lub osiągnięciu czegoś nadzwyczajnego, transcendentna męskość, asertywność ogólna, ale też asertywność seksualna”[przypis]W terminologii psychoanalitycznej model ten odpowiada „męskości fallicznej” (G. Karlsson, op. cit., s. 384). W czasach przed-Freudowskich był najpowszechniejszym (o ile wręcz nie jedynym powszechnie akceptowanym) w kulturze Europy.[/przypis]. „Męskość” jest zawsze wartościowana pozytywnie w kontraście do „zniewieścienia” – ta opozycja wielokrotnie pojawi się przywoływanych w tekstach: tak w pracy Samuela Smilesa (polskie tłumaczenia pt. Pomoc własna), jak i u Sienkiewicza (korespondencje amerykańskie i listy prywatne[przypis]„Piszecie mi, żeby wrócić do Warszawy. Juści wrócę, bo mi do swoich czasem tęskno, ale zresztą tak mi tu dobrze, tak zdrowo, tak kannibalsko błogo, Amerykanie są tak dzielni ludzie, tyle mający lojalności, prawości i cnót prawie niepojętych u nas, że przyzwyczaiwszy się do ich szorstkości, niepodobna się po prostu w nich nie rozkochać, a zarazem nie dojść do wcale nieegzaltowanego przekonania, jak nasza Europa się zestarzała, spodlała, zniewieściała i wyrodziła” (H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2007, s. 449-451).[/przypis]). Stąd świadoma dwuznaczność użytego w tytule popularnego zwrotu – „tworzenie siebie” ma być tu bowiem tak projektowaniem siebie jako człowieka, jak i jako mężczyzny, czemu szczególnie zdaje się sprzyjać przestrzeń obcej kultury.</document>
<document nplp_id="4476" title="Podróż pod&amp;nbsp;znakiem „pomocy własnej”" slug="podroz-pod-znakiem-pomocy-wlasnej">Książka Samuela Smilesa Self-help. With illustrations of character, conduct and perseverance cieszyła się niesłychaną popularnością w całej Europie, co poświadczają liczne tłumaczenia, „przeróbki” i rekordowe nakłady. Polszczyźnie została przyswojona za pośrednictwem niemieckiego przekładu Josefa Boyesa, który był „zniemczeniem” tekstu oryginalnego. Tłumaczenia podjęła się grupa stałych współpracowników „Przeglądu Tygodniowego” pod wodzą redaktora naczelnego, Adama Wiślickiego[przypis]Oprócz Wiślickiego w pracach przekładowych uczestniczyli Aleksander Kraushar, Józef Kirszrot, Jakub Szenwic, w zastępstwie Augusta Jeskego Wołody Skiba (Władysław Sabowski) oraz „zastrzegająca sobie bezimienność dama”, którą Karol Estreicher, autor Bibliografii polskiej XIX stulecia, identyfikuje jako Matyldę Okrętową (J. Kubicka, Na przełomie. Pozytywiści warszawscy i pomoc własna, Warszawa 2016, s. 141). Dokładniej o problemach autorstwa tłumaczenia zob. B. Szleszyński, Kto napisał „Pomoc własną” Samuela Smilesa?, w: Etyka i literatura: pisarze polscy lat 1863-1918 w poszukiwaniu wzorców życia i sztuki, red. E. Ihnatowicz i E. Paczoska, Warszawa 2006.[/przypis], pierwsze wydanie ukazało się w Warszawie w 1867 roku[przypis]Wydanie drugie 1868 Kraków, wydanie trzecie 1879 Warszawa. Inny przekład, wykonany na podstawie „niemieckiego obrobienia A. Colenfelda”, opublikowano w Warszawie w 1869 r. W późniejszych latach tłumaczono inne prace Anglika, zaś „wielki powrót” Pomocy własnej na ziemiach polskich nastąpił przed I wojną światową, kiedy ukazały się kolejne dwa wydania (Kraków-Warszawa 1908 i Warszawa 1912).[/przypis]. Mamy tu do czynienia ze „spolszczeniem” – tj. wzbogaceniem tekstu o mnogość rodzimych przykładów i realiów – tekstu, do którego Boyes nie tylko dodał wielu bohaterów niemieckich, aby tym łatwiej przemówić do wyobraźni swoich czytelników, ale również jedną z postaci uczynił samego autora, którego sukces miał stać się doskonałą ilustracją głoszonych przez niego tez. Smilesowskie „self-help”, przetłumaczone jako „pomoc własna”, jest tu używane przynajmniej w dwóch znaczeniach: samodoskonalenia / samodzielności oraz współpracy (stowarzyszania się)[przypis]Hasło „self-help” stało się dla czytelników dziewiętnastowiecznych, także polskich, oczywistym słowem-wytrychem, sloganem, którego nie trzeba było objaśniać ani komentować, jednak jego dokładne rozumienie bardzo mocno uzależnione było od kontekstu (J. Kubicka, op. cit., s. 230-232).[/przypis]. U Sienkiewicza w Listach z podróży do Ameryki termin ten pojawi się tak w kontekście prawa linczu („zdolność do samopomocy tak jest niejako amerykańskiemu ludowi wrodzona i tak wielka, że nawet już w zupełnie urządzonych państwach rząd i policja z trudem wstrzymuje ludność od wymierzania w ważniejszych wypadkach samej sobie sprawiedliwości”[przypis]Wszystkie cytaty z Listów z podróży do Ameryki za wydaniem: H. Sienkiewicz, Listy z podróży do Ameryki, PIW, Warszawa 1988.[/przypis] – s. 190), jak i wychwalanej często samodzielności Amerykanów:

wolę tę jankesowską republikańską energię razem z wszelkimi jej nadużyciami. […] bujność wewnętrznego życia i samodzielność bardzo już w starej Europie zamarły i […] trudno tam stawiać kroki bez jakiegokolwiek paska. W Ameryce przeciwnie: samodzielność i energia rozkwita i potężnieje coraz bardziej. [wyróżn. A. B.] (s. 191)

Energia i wytrwałość, cnoty uosobione w idealizowanych postaciach squaterów, to zarazem następne kluczowe dla dzieła Anglika terminy, podobnie jak „męskość charakteru”[przypis]Oto kilka charakterystycznych cytatów: „energia jest podstawą i treścią męskiego charakteru” (S. Smiles, Pomoc własna, spolszczone z niem. obrobienia Józefa Boyesa, Warszawa 1867, s. 149); „pieniądze dobrze użyte są miarą roztropności, przezorności i zaparcia się, rzetelną podstawą męskiego charakteru” (s. 201); „Co do nas, uważamy za najszczytniejsze zadanie życia, wyrobienie charakteru prawdziwie męskiego, silnie rozwiniętego ciała, inteligencji – poczucia piękna i dobra: to jest rzeczywisty cel życia, resztę stanowią mniej więcej zwyczajne środki” (s. 211).[/przypis]. Sienkiewicz pisze wręcz o Amerykanach: „drugiego ludu, który by tak łączył w sobie wszelkie wady i przymioty prawdziwie męskiej natury, nie ma na świecie”, zaś pojedynczy egzemplarz tego narodu postrzega w taki sposób:

We wszystkim jest to twardy mąż. Umie kochać, ale nie kwilić; umie nienawidzieć, ale nie kąsać milczkiem. Plotkami, babską gadatliwością, haftowaniem skandalicznych nowinek na kanwie czci ludzkiej brzydzi się. (s. 217)

Inaczej mówiąc – jeśli nawet Sienkiewicz nie podróżuje po Ameryce z Pomocą własną jako lekturą podróżną, to wyrażane w jego ówczesnych tekstach ideały i wartości wydają się być ukształtowane właśnie wedle tego wzorca, podobnie jak projekty dojrzewania kreślone przez innych młodych pozytywistów, którzy we własnych biografiach sprawdzili już tradycyjny model „mężczyzny-Polaka”, proponowany przez kulturę szlachecką, i zawiedli się na nim. Niewątpliwie była to „książka pokolenia”[przypis]Zob. J. Żadziłko-Sztachelska, Czytanie Smilesa, w: Książka pokolenia. W kręgu lektur polskich doby postyczniowej, red. E. Paczoska i J. Żadziłko-Sztachelska, Białystok 1994.[/przypis]. Pisząc o karierze modelu „self-help” w pokoleniu pozytywistów, Ewa Paczoska stwierdza, że to właśnie: „Smilesowski «self-made-man» staje się ideałem charakteru, którego kształtowanie zależeć ma od pracy i wytrwałości każdej jednostki, a także od jej umiejętności rozpoznawania własnych szans w świecie.”[przypis]E. Paczoska, Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość. Od Bolesława Prusa do Olgi Tokarczuk, Warszawa 2004, s. 17 (rozdział Ojcowie i dzieci: dojrzewanie w modelu „self-help”).[/przypis].

</document>
<document nplp_id="4478" title="Źródło&amp;#8230; i&amp;nbsp;blaga" slug="zrodlo-i-blaga">Listy z podróży do Ameryki często zestawia się z korespondencją, dzieląc w ten sposób obraz Ameryki i informacje o Sienkiewiczu w Ameryce na sferę „oficjalną” i „prywatną”, uzupełniając dane i traktując tekst jako źródło biograficzne. Warto jednak pamiętać, że po pierwsze, częstokroć owa korespondencja jest nie tyle „prywatna”, co „półprywatna” – bo wyimki wszak nie tylko głośno czytano, ale i drukowano. Jako przykład może posłużyć List Litwosa „Z drugiej półkuli” „do jednego z naszych [tj. „Gazety Polskiej” – A. B.] współpracowników”, przedrukowany jako uzupełnienie po Szkicach amerykańskich w wydaniu Dzieł pod red. Juliana Krzyżanowskiego czy zastrzeżenia czynione w liście do Edwarda Lea z listopada 1876 r.:

W korespondencji, którą oddam na pocztę za parę dni, opiszę wszystkie te wypadki i wiele innych, dlatego listu tego ani wyjątków z niego upraszam nie drukować, bo zrobiłoby się powtarzanie.[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2007, s. 454-455.[/przypis]

Niewątpliwe wątki autobiograficzne splecione są bardzo ściśle z autokreacją, tak w przypadku korespondencji z góry przeznaczonej do druku, jak i epistolografii. Tymczasem „doświadczenia amerykańskiego”, utrwalonego w tych tekstach, nie należy postrzegać jako całościowego i dogłębnego poznania Ameryki, w której Sienkiewicz spędził dwa lata (marzec 1876 – marzec 1878). Podróż od jednego wybrzeża do drugiego obejmuje wszak wyłącznie północ Stanów – stąd dla Sienkiewicza synonimem „Amerykanina” jest „Jankes”, zaś ucieleśnieniem ideału amerykańskiego – kalifornijski squater.

Czy autor Listów z podróży do Ameryki blaguje? To nieco prowokujące pytanie pozostaje szczególnie żywe dziś, wobec dyskusji o granicach tzw. reportażu literackiego i wolności artystycznej dziennikarza[przypis]Zjawisko to dostrzega się z reguły dopiero w XX wieku, kiedy mamy do czynienia z ukształtowanymi już gatunkami i konwencjami dziennikarskimi. Narodziny tzw. New Journalism (Nowego Dziennikarstwa), zwanego inaczej literaturą „faction” (fact + fiction), umieszcza się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, zasługę jego spopularyzowania przypisując takim autorom, jak Bruce Chatwin, Truman Capote, Norman Mailer, Hunter S. Thompson, Tom Wolfe, w Polsce zaś Ryszard Kapuściński. Ten kierunek „kreatywnego pisarstwa non-fiction” ma łączyć „zadania tradycyjnego reportażu z technikami pisarskimi stosowanymi w beletrystyce” (A. Domosławski, Kapuściński non-fiction, Warszawa 2010, s. 389).[/przypis]. Działanie na pograniczu faktu i literatury pięknej daje twórcy wielkie szanse artystycznej realizacji, budzi jednak u dzisiejszych czytelników i krytyków poważne wątpliwości. „Także pytanie ogólne i bardziej zasadnicze: ile wolno reporterowi? Bo zwiększenie «pojemności» i «ubogacenie» reportażu literackiego, «poprawianie rzeczywistości», przekraczanie granic gatunkowych, wkraczanie na teren literatury fiction ma dla dziennikarstwa wysoką cenę, nieprzyjemny rewers – osłabienie wiarygodności”[przypis]Ibidem, s. 438.[/przypis]. Warto jednak zaznaczyć, że w czasach Sienkiewicza, epoce pionierów reportażu prasowego, owa kwestia nie budziła takiego oburzenia, a i sam autor nie czuł się zażenowany odpowiednim „podkoloryzowywaniem” swoich przeżyć dla potrzeb pisanego akurat tekstu, nie uważał zatem za potrzebne ukrywania tych zabiegów. Świadectwo wyraźnego odróżniania „prawdy artystycznej” od „prawdy życiowej” przynosi korespondencja – Listy z podróży… są przemyślaną kreacją literacką, jak pisze ich autor do Juliana Horaina w 1876 r.:

Czy Pan uważa, że ten genialny młody człowiek rozwija się coraz bardziej, chociaż przy tym łże tak, że aż się papier ze wstydu czerwieni? Co więcej, powiem Panu, że w następnych listach będzie łgał jeszcze dwa razy tyle: będziecie czytać opisy stepów, niedźwiedzi, polowań i wypadków, które mu się przytrafiły, słowem, cały romans, w którym prócz osnowy geograficznej i przyrodniczej wszystko jest zmyślone [wyróżn. A.B.] – a tylko pewnymi pozorami prawdy ozdobione. Zresztą nic to dziwnego, bo wszyscy tak robią.[przypis]H. Sienkiewicz, Dzieła, red. J. Krzyżanowski, t. 55, Warszawa 1951, s. 222.[/przypis]

Z podobną otwartością i humorem młody korespondent przedstawia przyjętą metodę twórczą swojemu wydawcy (list do Edwarda Lea z listopada 1876 r.):

Zresztą – by God! – nauczyłem się trochę radzić sobie z Indianami, a że wszyscy umieją po hiszpańsku, więc i rozmówić się, i parlamentować z nimi mogę. Na koniec Transbernerdyńczycy nauczyli mnie mnóstwa ich sztuk wojennych i polowych: „widzieć i słyszeć w stepie”, chować się i czytać ślady jak litery w książce.

Z małych oznak, ze zgiętej trawy, ze znaku mokasyna na piasku, z wyciśniętego kopyta, z resztek ogniska lub pokarmów śmiało, z zarozumiałością właściwą literatom stawiam wnioski, kto przechodził, gdzie szedł, ilu było ludzi itd.

Naturalnie puszczam się przy tym na indyjskie blagi, które tym łatwiej się udają, że ich najczęściej niepodobna sprawdzić. [wyróżn. A.B.][przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2007, s. 449-450.[/przypis]

Jerzy R. Krzyżanowski dowodzi wręcz, że np. cała wyprawa myśliwska do Wyoming, opisana aż w trzech tekstach (jako Szkice amerykańskie XII-XIV), to w istocie zręczna mistyfikacja, humbug, efektowna opowiastka wymyślona z potrzeby kompensaty poczucia frustracji i coraz bardziej dojmującego kryzysu wewnętrznego, jakiego pisarz doświadczał zwłaszcza w 1877 r. po upadku „falansteru artystycznego” w kalifornijskim Anaheim i rozstaniu z Heleną Modrzejewską, spowodowanym ostrym konfliktem z jej mężem[przypis]J. R. Krzyżanowski, Sienkiewicz w Wyoming, czyli „trick or trip”?, „Pamiętnik Literacki” 1996, z. 4, s. 72. O romans z Modrzejewską był Sienkiewicz pomawiany jeszcze w 1874 r., w czasie krótkiego narzeczeństwa z Marią Kellerówną. „Ciepłe” uczucia musiały kipieć w małżonku gwiazdy już wcześniej, skoro „ten trzeci” pisze w liście do Juliana Horaina: „Znam na koniec niejakiego Karola, który po całych daniach marzy tylko o tym, aby się nauczyć kapłonienia i poobrzynał wszystkim kogutom wszystko, co tylko się dało oberżnąć, skutkiem czego kury znienawidziły go do tego stopnia, że nie pozwalają mu przejść spokojnie nawet do wychodka” (Listy, t. I, cz. 2, wstęp i biogramy adresatów J. Krzyżanowski, oprac. i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 1977, s. 381). Właśnie przez ręce Horaina przekazywał potem listy do Modrzejewskiej (ibidem, s. 389-390).[/przypis].

Wzmianek o tym na kartach Listów z podróży do Ameryki oczywiście nie sposób znaleźć, podobnie jak środowiska towarzyszy „sielanki kalifornijskiej”, niemal „wykadrowanych” z tekstów przeznaczonych do druku. W anonimowym „szlagonie”, który podróżuje razem z bohaterem z Warszawy przez Berlin, Londyn i Atlantyk na pokładzie statku „Germanicus” można się domyślać lekko skarykaturyzowanego portretu Juliusza Sypniewskiego. Jednak poza kilkoma wzmiankami o Horainie oraz peanami na cześć aktorskich tryumfów Modrzejewskiej, nie ma tu ani licznych Polaków, zamieszkałych w San Francisco (jak choćby kapitanowie Rudolf Korwin Piotrowski i Franciszek Wojciechowski, anegdotycznie wzmiankowani jako prototypy niektórych postaci z „Trylogii”), ani współkolonistów z Anaheim (rodzina Sypniewskich, Karol Chłapowski, Stanisław Witkiewicz, Adam Chmielowski, Lucjan Paprocki). Środowisko emigracyjne jest opisywane niejako „z zewnątrz”, okiem przybysza (jak później w dwóch odczytach o osadach polskich w Stanach Zjednoczonych), który zanurza się w całkowitej obcości Ameryki, utrzymując kontakty jedynie z „miejscowymi” (Max Neblung, Jack Harrison, Pleasantowie, przewodnik Indianin Pero itp.). Jeśli wierzyć Listom z podróży…, główne zajęcia, jakim oddaje się przybyły z Warszawy „młodzik”, to polowanie i pisanie. „Pióro i broń trzyma ta sama ręka”, jak zauważa Ryszard Koziołek[przypis]R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy, Katowice 2009, s. 411.[/przypis] – dlatego też „wypadek z ręką”, ukąszoną i podrapaną na polowaniu przez postrzeloną pumę, powoduje opóźnienia w nadsyłaniu zamówionych przez „Gazetę Polską” korespondencji i na dłuższy czas psuje kaligrafię autora. A w myśl owych korespondencji to sprawna ręka właśnie utrzymuje „prawdziwego mężczyznę” przy życiu, pozwalając mu zdobywać żywność dzięki celnym strzałom, zaś doraźne wynagrodzenie i perspektywę przyszłej kariery literackiej – dzięki owych strzałów odpowiednio barwnemu opisaniu.

Tymczasem listy prywatne odsłaniają nieco inne aspekty życia w kalifornijskiej posiadłości: „Znam także pewnego fejletonistę […] wywożącego obecnie gnój, ale to all right!”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. I, cz. 2, op. cit., s. 380.[/przypis]. Farmerstwo, polowanie i uroki sielankowego życia uosobione w używaniu w celach toaletowych łopianowych liści szybko się Sienkiewiczowi nudzą[przypis]Ibidem, s. 387.[/przypis], bo, jak podsumowuje w liście do swego wydawcy: „Nie mogłemże siedzieć całe życie w puszczy”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 467.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4479" title="Opowieść o&amp;nbsp;dojrzewaniu (Entwicklungsroman)" slug="opowiesc-o-dojrzewaniu">Kluczowym momentem fabularnym Listów z podróży do Ameryki można bez przesady nazwać przybycie w góry Santa Ana i zakosztowanie prawdziwego „traperskiego” żywota, o czym narrator wspomina nie bez patosu:

Dziś zdaje mi się, że podróż moja rozpoczęła się naprawdę dopiero od chwili, w której przybyłem w te góry; czyż bowiem można nazwać podróżą przebieganie mórz w pysznych okrętach lub stepów w wygodnych wagonach Pulmana… – dalej, zatrzymywanie się po hotelach, zwiedzanie miast i tym podobne? Jakaż to rola takiego ucywilizowanych stron badacza-podróżnika? Wiozą go jak pierwszy lepszy kufer – ot, i wszystko. Jedyną czynną rolą, jaka mu pozostaje, jest wydawanie pieniędzy. Ale w tych górach, prawie bezludnych, a przynajmniej leżących poza cywilizacją, rola podróżnego odmienna i bezwarunkowo czynna. Jedynym paszportem i biletem podróży jest twój własny karabin; jedynym sposobem przenoszenia się z miejsca na miejsce – twoje własne nogi lub na wpół dziki mustang, […] grzejesz się, jeśli sam napalisz ogień; jesz, co sam upolujesz; jednym okiem śpisz, drugie gubisz w ciemnościach badając niebezpieczne ich głębie […].

Krótko mówiąc, podróżujesz jak prawdziwy mężczyzna; wszystkie pierwiastki twej dzielności nie zmarnowane życiem miejskim wchodzą w grę z niebezpieczeństwem. Wszystko, co się staje, staje się przez ciebie dzięki twemu męstwu, energii i przezorności. [wyróżn. A.B.] Ani na chwilę nie możesz być biernym. A przy tym jeszcze jedno: nie tylko przypatrujesz się, ale i odkrywasz. Przyznacie mi, że jedynie taką podróż można nazwać podróżą prawdziwą, czynną i twórczą. (s. 183)

Ostro kontrastuje z tym doświadczeniem początkowa świadomie ironiczna autokreacja na nieopierzonego żółtodzioba, wręcz egzaltowanego sztubaka, który np. chętnie poczułby się jak „bohater opery” wobec widoku słynnych klifów Dover, jednak niemiły deszcz staje mu na przeszkodzie:

I gdyby jeszcze nie deszcz, który tnie jakby rózgami, można by przynajmniej dostroić się do złowrogiego majestatu widoku, otworzyć na rozcież duszę tragicznym wrażeniom, uznać się samemu jakąś wyjątkowo dziką naturą, jakimś bohaterem opery, postawić marsa, zaśpiewać: „Niech ryczą spienione fale!” i myśleć sobie w duszy: „Chciałbym, żeby mnie teraz moi znajomi widzieli.” Człowiek byłby przynajmniej na wysokości położenia. Ale śpiewać: „Niech ryczą spienione fale” w kaloszach i pod parasolem, to już chyba żadna miarą nie idzie. (s. 25-26)

Ten „Litwos” wykarmiony jest na literaturze popularnej swojej epoki – powieściach przygodowych z dzikiego pogranicza, z których czerpie wyobrażenia postaci Indian, traperów i kowbojów. Flisacy na Missisipi w jego oczach „przedstawiają doskonały typ Amerykanów kresowych, żyjących na pograniczu cywilizacji i pustyni, o których tyle mi się zdarzyło czytać w powieściach Coopera, Bret-Harta i innych” (s. 102).

Chętnie ukazuje w pierwszych listach własną niepewność i lękliwość, wyrażoną choćby przez stosunek do pojedynku i groźby przemocy – lękowi przed „szpadą ojców” chevaliera Zielonogłowskiego przeciwstawiona zostanie później doskonała flegma, z jaką na kalifornijskim odludziu „fejletonista” stawia czoła meksykańskiemu caballero czy riposta na ostrzeżenia przed samotnym zwiadem w Wyoming w okolicy opanowanej przez Indian („He will kill you” – „All right!” – s. 305).

Narrator-bohater nie omieszka zaznaczyć swej pierwotnej niedoskonałości przez przyznanie się do skłonności do chorób (jak kompromitująca wszak obieżyświata choroba morska), nie ukrywa również braku wiedzy (dowodem nieznajomość języka angielskiego i hiszpańskiego, co staje się przyczyną komicznych scenek; czy luki w informacjach z geografii):

Jakkolwiek wskutek stosunków łączących mnie z pewnym młodym tłumaczem geografii Guthego wiadomości moje geograficzne równają się wiadomościom przeciętnego trzecioklasisty, mającego przeciętną nadzieję promocji do klasy czwartej, wyznać jednak muszę, że Amerykę, a przynajmniej Stany Zjednoczone wyobrażałem sobie jako kraj daleko cieplejszy. (s. 87)

Zwłaszcza ten ostatni cytat jest charakterystycznie przerysowany – dorosły mężczyzna, który przemierzył Atlantyk i właśnie poznaje uroki i niedostatki słynnych kolei amerykańskich, łączących oba krańce kontynentu, przyrównuje się do ucznia, do tego – ucznia niezbyt lotnego.

Budując swoją postać „Europejczyka na Dzikim Zachodzie”, nie skrywa nawet (można by rzec) niezgulstwa, dla dodatkowego efektu komicznego pisząc o sobie w trzeciej osobie. I tak w Anaheim pewien „literat warszawski, sławny zresztą pudlarz, zabłąkany w te strony”, trapi objadające winogrona szpaki, do których nikt nie strzela, jako do pożytecznych tępicieli owadów[przypis]„Co się zaś tyczy literata, i ten rzadko bywa sprawcą jakiego nieszczęścia, ale za to napędzi częstokroć takiego strachu, że niech Bóg broni, tym bardziej, że nie wiedzieć, jak się go ustrzec i gdzie jest, a gdzie go nie ma – włóczy się bowiem po całych dniach po polach, winnicach, krzakach: słowem, gdzie go nie posiał, tam wzrasta.” (s. 163).[/przypis].

Nawiasem mówiąc, Sienkiewicz z godnością prostuje tę ostatnią informację w prywatnym liście do wydawcy z listopada 1876 r.:

W ostatniej korespondencji obmówiłem się niepotrzebnie, przedstawiając się jako pudlarza. Mam dobre oko, dobrą rękę, dobry Henry-rifle i jestem wcale niezłym strzelcem[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 454.[/przypis].

„Eksperyment amerykański” rysuje się tu zatem jako próba twardego życia dla maminsynka, sprawdzenie się w obcym środowisku, polegające (przynajmniej w teorii) na wykorzystaniu wyłącznie na własnych sił i umiejętności; ćwiczeniu ciała i ducha głównie przez doskonalenie się w czynności najbardziej męskiej i pierwotnej, czyli polowaniu:

Strzelając po całych dniach od rana do wieczora, a czasem nawet i po księżycu, nabierałem coraz większej wprawy. Pomagało mi w czynieniu owych postępów w sztuce myśliwskiej dziwnie szybkie doskonalenie się zmysłów wzroku i słuchu. Były wprawdzie wyborne po temu warunki higieniczne. W Warszawie pisywałem czasem po nocach do godziny trzeciej i czwartej rano; tu chodziłem spać o zachodzie słońca – wstawałem o świcie. Ale główna przyczyna owego doskonalenia się zmysłów leżała w samym tym życiu dzikim i leśnym. Konieczność ciągłego badania wzrokiem okolicy, wpatrywanie się w gęstwiny leśne, w mroczne rozpadliny skał, natężona uwaga i dokładność, z jaką to czynić należy: oto prawdziwa gimnastyka, z pomocą której zmysł po kilku miesiącach wzmacnia się i wyostrza jak brzytwa. [wyróżn. A.B.] (s. 210)

Przemianom wygłaszanych w Listach z podróży… początkowo nieżyczliwych opinii na temat Ameryki i Amerykanów towarzyszą regularne wzmianki o własnym rozwoju i „krzepnięciu”, zwłaszcza w kanionie w górach Santa Ana pod okiem squatera Jacka Harrisona. Etapy osiągania samodzielności znaczą postępy w oswajaniu mustanga (niestety, kupionego od Neblunga, nie schwytanego), co zapewni narratorowi mobilność, a zatem wolność. Przede wszystkim zaś polowanie na coraz trudniejszą zwierzynę jest utożsamione z pokonywaniem kolejnych stopni męskości:

Strzelałem przez parę miesięcy ptactwo wodne w Sebastopolu nad Consumnes, kuropatwy i zające w Anaheim, borsuki około Orange, kujoty i ptactwo morskie w Landing, ale taką grubą sztukę, przenoszącą prawie dwukrotnie naszą sarnę, przyszło mi pierwszy raz mieć przed sobą. (s. 206)

„Nowicjusz w myśliwskim zawodzie” potrafi już zapanować nad sennością i zniecierpliwieniem, aby wreszcie o poranku ustrzelić ogromnego jelenia przy wodopoju i doczekać się lakonicznej pochwały z ust gospodarza („All right!” – s. 106). Zwieńczeniem tego procesu doskonalenia jest wyprawa ze squaterami z posiadłości Pleasantów na szarego niedźwiedzia, a potem wielka jazda po Wyoming w poszukiwaniu bawołów.

</document>
<document nplp_id="4480" title="Polowanie i&amp;nbsp;pożądanie" slug="polowanie-i-pozadanie">W tym miejscu można postawić następującą tezę: czy tak ważne w konstrukcji Szkiców amerykańskich polowania nie stanowią tu również cenzuralnego substytutu doświadczeń erotycznych, wspominanych szczerze w prywatnej korespondencji, a potwierdzających w analogiczny sposób męskość opowiadającego? „Życie Robinsona” z nieodłączną strzelbą w ręku w liście do Daniela Zglińskiego, pisanym w San Francisco w maju 1877 r., ma stanowić cudowne lekarstwo na nerwy, apatię i hamletyzowanie[przypis]„Czy wyobrażacie sobie kraj pyszny, lesisty, ciepły, w którym się podróżuje na własnych nogach lub na koniu, żyje się ze swej strzelby, na pieniądze patrzy jak kogut na perłę, sypia koło ognia pod gołym niebem, zapomina się o hamletowszczyźnie, a całą energię, wszystkie siły umysłu i ciała natęża się na to, aby nie spudłować do jakiejś zasranej kuropatwy lub zająca. Jeśli w ten sposób nie można odżyć, to wcale. […] Zwierzyny jest huk – wyuczyłem się przy tym strzelać jak anioł. Słońce opaliło mnie tak, że wyglądam jak turkos albo Indianin. Wychudłem jeszcze, bo wszelki tłuszcz wyparował ze mnie, ale zawędziłem się, zahartowałem i zdrów jestem jak koń. Znając mnie dawniej, może temu nie wierzycie, a jednak daję wam słowo, że takie życie półdzikie pędzę przeważną ilość dni. Sypiam doskonale, jadam jak koń – ani dbam o jutro. Rozpalam sobie ogień, zawijam się w kołdrę – i „all right” – a wspominając dawny strach wariata, tę nieokreśloną obawę, z jaką szedłem spać – wyobrażacie sobie, z jaką satysfakcją, z jakim poczuciem siły i zdrowia powtarzam sobie czasem: «E, w dupie mam nerwy!»” (H. Sienkiewicz, Listy, t. V, cz. 2, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2009, s. 585-586).[/przypis]. W jednym z listów do towarzysza amerykańskich doświadczeń, Juliana Horaina, uderza bardzo przejrzysta metaforyka seksualna, kojarząca broń palną i seks:

Bo też pomyślić sobie, że człowiek ma szesnaście tysięcy nabojów, że zatem ja mam jeszcze z pięćset (przypuszczenie dowodzące skromności), i że te pięćset, które sama natura zdawała się dla Matyldy przeznaczać, leżą nieużytecznie i starzeją o 15 mil od Matyldy albo co gorzej, wystrzeliwane są przez sen na prześcieradła Maxa Neblunga[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. I, cz. 2, op. cit., s. 365-366.[/przypis].

Polowanie, męskość i erotyka w wyobraźni Sienkiewicza bardzo często kojarzą się na poziomie języka również w Listach z podróży…, choć w znacznie bardziej zawoalowany sposób – wzorzec męskości, czyli idealny mężczyzna amerykański będzie porównywany do silnych i niebezpiecznych zwierząt: orła, buhaja czy „rozkochanego lwa” (s. 217)[przypis]Owa „zwierzęca metaforyka” opanowała na długo wyobraźnię autora Szkiców amerykańskich również w tekstach nieprzeznaczonych do druku. Całą serię takich na pół żartobliwych porównań zastosuje Sienkiewicz wobec siebie samego w liście, donoszącym przyjacielowi o zawarciu upragnionego narzeczeństwa: „Dziwne się rzeczy dzieją, my dear! Sądziłem, że mogę sobie być na świecie tak doskonale sam, jak pojedynek w kniei, i myślę, że nie było tak narowistego i tak nieznoszącego wędzidła konia, tak wierzgającego osła, tak mrukliwego niedźwiedzia ani tak oburkliwego nosorożca jak ja. Zdawało mi się, że jestem najbardziej nieposkromionym i najtrudniejszym do oswojenia ze wszystkich bydląt, o jakich zoologia wspomina. Tymczasem widzę, że jestem jak wielkie a wierne psisko, które by mogło położyć się u kochanych nóg i tylko wtedy zjeżyć szczecinę na karku, gdyby jakie zło zbliżało się do kochanej ręki. Jednym słowem: Orso mruczy i czuje się bardzo szczęśliwy.” (Do Stanisława Witkiewicza z 22 stycznia 1881 r., w: H. Sienkiewicz. „Widziałem wszystko, com chciał i potrzebował widzieć.”. W stulecie śmierci Pisarza wybór listów oraz pokłosie epistolarne do druku podała M. Bokszczanin, Warszawa 2016, s.177-178). Tam też będzie się przyrównywać do „dobrego Kalibana” przy jasnowłosej Mirandzie, który wyraża swe uczucie, obiecując zatroszczyć się o nią w leśnej dziczy („Truflów ci pazdry długimi nagrzebię, / Powiem, gdzie gniazdo ma sójka ostrożna, / Do słodkich krynic doprowadzę ciebie, / Wskażę, jak ptaki sidłem ująć można …” – Burza, akt II, sc. 2). Dodatkowej dwuznaczności i komizmu dodaje tym wyznaniom fakt, że u Szekspira Kaliban składa te obietnice nie Mirandzie, lecz pijanemu marynarzowi Stefanowi, raczej bez romantycznych intencji.[/przypis]. Na marginesie można dodać, że ten sam typ asocjacji, nieco osłabiając tak wyrazisty tutaj element seksualny, zastosuje autor później w kreacjach bohaterów Trylogii, opisywanych przy użyciu zwierzęcych porównań – przywoływane dzikie zwierzę odpowiada posturze danego bohatera, stąd Wołodyjowski to „żbik”, a Zagłoba „tur”[przypis]Zob. M. Pietrzak, Językowe środki charakteryzowania postaci w twórczości historycznej Henryka Sienkiewicza, Łódź 2004.[/przypis].

Dodatkowe elementy zaordynowanej europejskiemu wykwintnisiowi terapii to praca fizyczna przy budowie chaty (echa będą powracały jeszcze wiele lat później, np. w liście do Stanisława Witkiewicza z 13 stycznia 1881[przypis]„Och, my dear! jest mi tu czasem ciężko w Warszawie! A tym ciężej, że tak dobrze wiem, w jaki sposób mógłbym być spokojny, szczęśliwy i uważać się za króla nieograniczonej przestrzeni. Czasem wydaje mi się, że jestem skwaterem, który dźwiga belki na chatę i z trudem zakłada jedną na drugą. Ale nie wiem, czy mi się pewnego pięknego poranka nie zwalą wszystkie na głowę, czy mi się grunt nie obsunie pod nogami i w chwilach wątpienia czuję się tak zmęczony, że mi sił brak.” (Za: H. Sienkiewicz. „Widziałem wszystko, com chciał i potrzebował widzieć.”…, op. cit., s. 175-177).[/przypis]!) i własnoręcznej produkcji mebli, dobrowolne ograniczenia i skromność potrzeb (wielokrotnie wymieniane ze smakiem „portki za  dolara”[przypis]„Tualeta moja, składająca się z flanelowej koszuli, z rypsowych portek i sombrero, kosztuje: one dollar (jeden dolar). Klimat nie wymaga tu innej.” (H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 452-453).[/przypis]), czemu towarzyszy otrząsanie się z konwenansów obyczajowych (np. przedkładanie szczerości i prostoty nad wykwintność manier), a wreszcie coraz wyraźniej dająca o sobie znać utożsamiana z wolnością „żyłka podróżnicza” („jak ptakiem przyleciałem w te góry, tak ptakiem z nich odlecę” – s. 220).

Jak przystało na konsekwentny Entwicklungsroman, „trening survivalu” daje modelowe efekty – ten wykreowany Litwos „dorasta”, umie zapewnić sobie w dziczy żywność, schronienie i bezpieczeństwo. „Bajkowa wyprawa do Wyomingu” na bawoły czyni z niego już doświadczonego myśliwca, któremu koledzy-fundatorzy ofiarowują honorowe stanowisko „naczelnika” (zresztą grzecznie przezeń odrzucone – s. 295); sam zgłasza się na pierwszą nocną wartę, z poświęceniem pilnuje obozu i z humorem relacjonuje już cudze wpadki.

Tekst Sienkiewicza zdaje się być doskonale zrealizowaną receptą na dojrzałego człowieka-mężczyznę według zaleceń Samuela Smilesa: świadomego swoich dążeń i możliwości, umiejącego krytycznie oceniać świat i dostosowywać do niego swoje działanie, a zarazem niepozbawionego młodzieńczego entuzjazmu. Doświadczenie tego procesu przed ukończeniem trzydziestego roku życia doskonale wpisuje się w zalecenia sformułowane w Pomocy własnej czy O charakterze, gdyż, jak zauważa Ewa Paczoska:

Wyjątkowość czasu dojrzewania polegała więc na tym, by w tym okresie szczególnej chłonności i wrażliwości na nowe bodźce zbudować solidny fundament wiedzy o świecie, który byłby jednocześnie ośrodkiem kształtowania się charakteru. Smiles podkreślał wagę „młodzieńczego zapału” jako „niezawodnej wskazówki charakteru”[przypis]E. Paczoska, op. cit., s. 33 (rozdział: Dojrzewanie – problem percepcji). Cytat z książki Smilesa O charakterze w tłumaczeniu W. Przyborowskiego, Warszawa 1879, wyd. II., s. 269.[/przypis].

</document>
<document nplp_id="4481" title="„Kuracja amerykańska”" slug="kuracja-amerykanska">O! trudno mi nawet wypowiedzieć, jaki to młody, orli i jak pełen kipiących sił wewnętrznych jest naród – i jakbym chętnie przysłał tu po zdrowie pewne znajome mi społeczeństwo, w którym dobro społeczne jest zdawkową monetą… bez kursu, w którym wszystko zmalało, energia i praca jest frazesem, mężczyźni chorują na nerwy i bezkrwistość, a za to szermują językami, przędą i noszą swoim damom świeżo wyszłe z pieca plugawej opinii plotki. (s. 217-218)

Zaaplikowana warszawskiemu „fejletoniście” kuracja samodzielności ma być doskonałą terapią dla całego społeczeństwa – można by to opisać jako Grand Tour w paradoksalnym odwróceniu: podróż nie tyle w poszukiwaniu korzeni i kultury, co zdrowia, prostoty i „krzepy”. Ta ostatnia koncepcja pozostała dla Sienkiewicza niezwykle istotna, uwidaczniając się tak w jego twórczości, jak i osobistych fascynacjach i obsesjach, związanych z kwestią  zdrowia i sprawności fizycznej[przypis]Zob. tak zatytułowana ostatnia część pracy Ryszarda Koziołka Ciała Sienkiewicza, analizuje to zwłaszcza rozdział Słabnąca ręka (R. Koziołek, op. cit.).[/przypis]. Niewielki wzrost przyszłego autora Trylogii i delikatne rysy twarzy miały stać się powodem pogardliwego odrzucenia jego zgłoszenia do oddziału powstańczego w 1863 roku[przypis]Maria Korniłowiczowa pisze wprost: „Sienkiewicz do końca życia nie wyzbył się kompleksów związanych z mizerną posturą i brakiem krzepy fizycznej” (eadem, Onegdaj. Opowieść o Henryku Sienkiewiczu i ludziach mu bliskich, Szczecin 1985, s. 26).[/przypis], a swoistą artystyczną kompensatą tego nieprzyjemnego młodzieńczego doświadczenia i wynikłych stąd kompleksów byłaby (zdaniem badaczy) nadludzka siła kreowanych bohaterów, ich cudowne zdolności szermiercze (pan Michał), czy wreszcie liczne postaci bitnych młodzieńców o „anielskiej urodzie”, którym towarzysze broni często nadają przydomek „panny”: to na przykład Selim z Hani i Selima Mirzy, Bohun czy Ketling z Trylogii, Zbyszko z Bogdańca w Krzyżakach, Jacek Taczewski z powieści Na polu chwały i Marek Kwiatkowski z Legionów[przypis]R. Koziołek, op. cit., s. 402-405.[/przypis].

Litwos, który przetrwał Amerykę, z upodobaniem wielokrotnie podkreśla też rozbudzenie namiętności podróżniczej:

Ale już tak żyłka Żyda-tułacza rozwinęła się we mnie, że wrócę może tylko po to, aby (po pewnym czasie)… ruszyć znowu w świat, np. na wyspę Borneo lub do Afryki. (s. 343)</document>
<document nplp_id="4482" title="„Emancypacji mniej niż gdziekolwiek” – męskość i&amp;nbsp;kobiecość" slug="emancypacji-mniej-niz-gdziekolwiek">Osobna i warta przeanalizowania sprawa to stosunek do kobiet, wyrażony w tekstach z okresu amerykańskiego. Niechęci do Amerykanek, uznawanych za zepsute, leniwe kokietki, chronione przed otwartą rozpustą jedynie przez swój chłodny, wyrachowany temperament, towarzyszą słowa uznania dla „idealnych mężów” amerykańskich, z drugiej zaś strony wyraźna fascynacja swobodą i egzotyką (wyrażana np. w opisie młodych Indianek[przypis]Opis to mocno wyidealizowany, jak świadczy autokomentarz w liście do wydawcy: „O młodej Indiance, która odwiedza mój wigwam i która dla miłości mojej zrzekła się ulubionego przysmaku: jedzenia wszy, także wspomnę w sposób idealny i wysoce stylistyczny” (H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 454-455).[/przypis], a znacznie mniej powściągliwie – w słynnych „kawalerskich” listach do Juliana Horaina czy Daniela Zglińskiego).

Niezwykle swobodny język tych listów odzwierciedla coś bardziej istotnego u pisarza niż upodobanie do pieprznych dowcipów w zaufanym gronie[przypis]O zupełnej nieobecności tego typu humoru w „oficjalnej” twórczości Sienkiewicza pisze Jerzy R. Krzyżanowski (idem, O „kawalerskich dowcipach” Sienkiewicza, w: W rocznicę Jasnogórskiego Tryumfu 1655. Recepcja twórczości Sienkiewicza, pod red. L. Ludorowskiego, H. Ludorowskiej, Z. Mokranowskiej, Lublin 2005, cz. II, s. 205).[/przypis]. Libertyńska forma odpowiada tu bowiem drastyczności obyczajowej, dostosowanej zapewne do charakteru odbiorców i budowanej z nimi relacji „męskiej rozmowy” poza konwenansem oficjalnych sytuacji towarzyskich. W liście do Zglińskiego drażliwy temat, polegający na szczegółowym omawianiu intymnych upodobań i doświadczeń adresata oraz nadawcy, podkreślanie prywatności korespondencji („Ludziom skromnym nie pokazuj Pan jednak tego listu”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. V, cz. 2, op. cit., s. 588.[/przypis]), a także nasycenie tekstu licznymi wulgaryzmami, a zatem aż natrętna bezpośredniość języka, mają potwierdzać absolutną szczerość autora, jego „nieupozowanie”. W istocie jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to elementy stosowane bardzo świadomie w tworzeniu kolejnej autokreacji. Korespondencja z Horainem zawiera natomiast dowody nie tylko prowokacji obyczajowych, ale i śmiałości intelektualnej – stanowi świadectwo epoki poszukiwań wewnętrznych, zwątpienia w wartości moralne, „krysis suchot duszy”[przypis]„Sceptycyzm mój posunął się do tego stopnia, że wydaje mi się, iż zło i dobro to jest tylko humbug, a pojęcia o nich dwoma przeciwnymi tylko objawami głupoty ludzkiej. Wszechświat zna jeden tylko porządek, tj. ślepą logikę. Jest to prawdziwa filozofia pesymizmu, która jednak jako zasada życia nie wystarcza. Nie mam się więc za co uczepić – nie mam punktu wyjścia, osi życiowej […] Gdybym wierzył w Boga, rozmawiałbym z nim w tej mojej samotności, tak, jak Strenclówna ze swoim zajebanym bratem, ale nie mając nawet tej pociechy mogę tylko pisać listy.” (H. Sienkiewicz, Listy, t. I, cz. 2, op. cit., s. 365).[/przypis] (list z 1 sierpnia 1876 r.).

</document>
<document nplp_id="4483" title="„Nauczyłem się tego w&amp;nbsp;Ameryce”" slug="nauczylem-sie-tego-w-ameryce">Często uważa się, że podróż amerykańska ukształtowała Sienkiewicza, będąc pierwszym z jego „przełomów” – od niej jako swoistego punktu granicznego zaczyna swój artykuł Tadeusz Bujnicki[przypis]T. Bujnicki, Sienkiewicz przekracza grancie. O „przełomie” w życiu i twórczości pisarza, „Wiek XIX” 2009.[/przypis], za „wąskie gardło” w biografii pisarza, a zarazem okres kluczowy dla jego życia i twórczości uznaje ten czas Zdzisław Najder[przypis]Z. Najder, O „Listach z podróży” do Ameryki Henryka Sienkiewicza, „Pamiętnik Literacki” 1955, z. 2.[/przypis]. Jerzy Krzyżanowski pisze wręcz: „Pamiętając późniejsze zachwyty Sienkiewicza nad wolnym życiem stepowym, tak wyraźne w Trylogii, okres kalifornijski uznać można za praktyczne przygotowanie do tworzenia literackich obrazów życia na kresowych stepach.”[przypis]J. R. Krzyżanowski, Na kalifornijskim szlaku Sienkiewicza, „Pamiętnik Literacki” 2003, z. 2, s. 87.[/przypis].

Wyprawa amerykańska na kartach Listów z podróży… jest przedstawiana jako doświadczenie trudne, lecz prowadzące do tryumfalnego przezwyciężenia własnych ograniczeń tak fizycznych, jak i narzuconych przez konwenans obyczajowy i przyzwyczajenie. Na planie rzeczywistym eksperyment kolonistów zakończył się porażką, a Sienkiewicz przypłacił go tak okresem załamania i rozczarowania (bowiem długotrwała i niejednoznaczna relacja z Modrzejewską musiała wiązać się z poważnym zaangażowaniem emocjonalnym młodego autora[przypis]W przywoływanym już parokrotnie liście do Daniela Zglińskiego w radach Sienkiewicza dotyczących zdobycia za wszelką cenę ukochanej kobiety, do której żywi się „nieszczęsną namiętność”, „straszny nałóg” pożądania i zazdrości, pobrzmiewa ton bardzo osobisty: „O, mówię Wam, że to jest po prostu nieznośne i że będziecie łbem o drzewo walić, a jak sobie pomyślicie, że ona tam może całuje się z innym, może daje mu w tej chwili, to będziecie ręce gryźć i wściekać się. […] i będziecie mieli ochotę wyć w tej Waszej Dunkierce czy w lesie i Wy – poczciwy dotąd człowiek – będziecie po całych godzinach rozmyślać o tym, jakby otruć, zabić, utopić i zakopać po cichu w ziemię tych, co was od niej dzielą”. (H. Sienkiewicz, Listy, t. V, cz. 2, op. cit., s. 591). Młodzieńcza fascynacja wielką aktorką miałaby być tak silna, że nie tylko powiodła autora Szkiców węglem za Atlantyk, ale jeszcze wiele lat później skłoniła go do napisania opowiadania Ta trzecia (z 1888 r.) jako ukrytego hołdu dla Modrzejewskiej, sportretowanej pod postacią „idealnej” Ewy Adami (R. Koziołek, op. cit., s. 24-25).[/przypis]), jak i kłopotami finansowymi (skoro musiał pożyczać pieniądze na bilet powrotny do Liverpoolu od kapitana Piotrowskiego[przypis]J. R. Krzyżanowski, Na kalifornijskim szlaku Sienkiewicza, op. cit., s. 92.[/przypis]).

Obiecujący felietonista Sienkiewicz, który wyjeżdża w marcu 1876 r. na podbój Kalifornii, ma prawie 30 lat, ale jest opisywany (i sam się tak portretuje) jako „młodzik”. Tak postrzega go Sewer w liście z Londynu do Karola Chłapowskiego z 24 lutego 1876 (w którym pisze o „młodzieńcu”); sam pisarz tak przedstawia siebie w liście do Horaina: „wybiegł im [Chłapowskim – A. B.] na spotkanie młody i nadzwyczaj ujmującej powierzchowności dżentelmen, którym byłem ja”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. I, cz. 2, op. cit., s. 378.[/przypis]. Tak widzi go też w pisanych z perspektywy czasu wspomnieniach Helena Modrzejewska (ten „młody powieściopisarz” był zadziwiająco „silny, zdrowy i rumiany” po morskich kąpielach w bliskim Anaheim Landing)[przypis]Zob. Dekady Henryka Sienkiewicza (1876-1886), nplp.pl /artykul/1876-1886/ (materiał za: Henryk Sienkiewicz: kalendarz życia i twórczości; autor J. Krzyżanowski; uzup. i oprac. M. Bokszczanin, Warszawa 2012).[/przypis].

Jednak po powrocie z Ameryki następny rok, spędzony we Francji, to nie tylko przekroczenie symbolicznej granicy wieku (Sienkiewicz kończy wówczas „Chrystusowe” 33 lata – a w kulturze europejskiej trzydzieste urodziny od stuleci były cezurą, oddzielającą młodość od dojrzałości), ale też chyba czas uporządkowania przeżytych doświadczeń i podjęcia istotnych decyzji życiowych, które można ująć jednym słowem: stabilizacja. Obejmuje ona wybór drogi zawodowej (z publicysty staje się powieściopisarzem) i wyzbycie się wieloletniego zauroczenia Modrzejewską, za to nawiązanie we wrześniu 1879 r. w Wenecji bliższej znajomości z siostrami Szetkiewiczównami, a następnie długotrwałe starania narzeczeńskie o rękę Marii, uwieńczone wreszcie ślubem 18 sierpnia 1881[przypis]Jolanta Sztachelska, powołując się na literaturę przedmiotu, sądzi, że rodzinę Szetkiewiczów Sienkiewicz poznał prawdopodobnie podczas odczytu „amerykańskiego” w kuracyjnej Szczawnicy w 1879 r., a Maria wywarła na nim takie wrażenie, że „zdecydował się za nimi udać do Italii” (eadem, Żona w biografii twórczej artysty. Na marginesie listów Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej, „Wiek XIX” 2016, s. 430).[/przypis]. W czasie narzeczeństwa Sienkiewicz ma już 34 lata i reputację „człowieka o nieustalonym zawodzie, lekkomyślnego i zadłużonego”[przypis]Zob. Dekady Henryka Sienkiewicza (1876-1886), nplp.pl /artykul/1876-1886/ (materiał za: Henryk Sienkiewicz: kalendarz życia i twórczości; autor J. Krzyżanowski; uzup. i oprac. M. Bokszczanin, Warszawa 2012).[/przypis]. Był jej zapewne boleśnie świadom, skoro od dłuższego czasu prowadził twarde pertraktacje finansowe z wydawcą, rozpoczęte jeszcze pół żartem, pół serio w czasie wojaży amerykańskich. Słane do Edwarda Lea listy, tak jak ten z lutego 1877 r., wyraźnie to ukazują:

nie donosicie mi, co dzieje się z utworami moimi – czy będziecie je drukować. Spodziewam się, że tak. Mimo tego, że kwitnę tu w ukryciu jak fijołek, dochodzą mnie różne propozycje, których nie przyjmuję, pragnąc wyłącznie pracować dla „Gazety”. Mam więc nadzieję, że jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. –
O honorariach nie wątpię, że będą potworne i że przejdą wszelkie słychane dotąd rzeczy, rozumie się in plus. – Donosicie, że „Pisemko rośnie”, z czego wywodzę wniosek, że i kieszonka rośnie, a wreszcie ze względu na przystąpienie do bussinesu nowego współwłaściciela przychodzi mi na myśl przysłowie: „Drzeć łyko, póki się da”[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 461.[/przypis].

Dalej w tym samym liście pisze w pozornie żartobliwym tonie:

Robię się trochę bussinesmanem, a nawet do tego stopnia, iż przychodzi mi na myśl, że sumy bajońskie wydawane przeze mnie na przesyłki powinny być w redakcji doliczone do mego: credit. Ale mniejsza o to[przypis]Ibidem, s. 462.[/przypis].

Nie był to jednak bynajmniej temat lekceważony przez korespondenta, skoro zaraz po tym nonszalanckim oświadczeniu następuje upominanie się o prawa autorskie do ewentualnej drugiej edycji Szkiców węglem (w liście wzmiankowanych jako Barania Głowa).

Ton już bardzo kategoryczny mają natomiast korespondencje paryskie o finansach, pisane niecały miesiąc po powrocie z Nowego Yorku. List z Paryża (ok. 20 kwietnia 1878 r.) to już nieomal ultimatum, w którym młody korespondent bez osłonek przedstawia swoją sytuację życiową, wylicza potrzeby, podkreśla własną „atrakcyjność rynkową” i wręcz dyktuje warunki dalszej współpracy:

Z tendencjami pisma mającego się ukazać zgadzam się – po wtóre, gdy pomyślę o tym, że mam lat trzydzieści, a nie mam ani grosza zebranego, ani widoków nawet na ustalenie swej finansowej pozycji, przychodzi mi na myśl, czy nie powinienem przede wszystkim myśleć o sobie. […] Musicie także uwzględnić, że wobec rosnących pism i ich konkurencji wartość współpracowników, zwłaszcza mających jakie takie uznanie, zwiększa się. Możecie to miarkować z cen i warunków ofiarowywanych mi obecnie. –
Co będzie i kto będzie na końcu pisywał do wszystkich dzienników, nie wiem – wiem tylko tyle, ze każdy piszący będzie licytowany: kto da więcej. Co do Was względem mnie – nie potrzebujecie dawać najwięcej, ponieważ wchodzi kwestia serca – musicie tylko dać tyle i tak ułożyć rzeczy, abym mógł żyć[przypis]Ibidem, s. 472-473.[/przypis].

„Kwestia serca” nie przesłania tu jednak rzeczy najważniejszej, jaką jest wynegocjowanie dla siebie jak najlepszych warunków i najwyższych cen za dostarczane teksty, przy równoczesnym zachowaniu prawa do współpracy z innymi czasopismami. Sienkiewicz na poparcie swoich argumentów nie waha się podawać tytułów i nazwisk innych  „reflektantów”, a także formułuje bez osłonek zasadę, która będzie mu odtąd przyświecać i doprowadzi do jego bezprecedensowego sukcesu[przypis]Ryszard Koziołek pisze: „Mimo uciążliwości bycia publiczną własnością, był Sienkiewicz daleko bardziej beneficjantem niż ofiarą nowoczesnej prasy. Dzięki talentowi i wiedzy na temat jej funkcjonowania jako medium dla literatury, potrafił zintegrować, bez większych sprzeczności, ekonomiczny i ideowy wymiar tworzenia, czego nikt z jego pokolenia nie dokonał, nawet w przybliżeniu, tak skutecznie. Udało mu się nawet zmodyfikować świadomość odbiorców, którzy w jego przypadku nie eksponowali sprzeczności między «służbą sztuce» a znakomitym interesem, jaki na tej służbie zrobił.” (op. cit., s. 18).[/przypis] zarówno artystycznego, jak i finansowego:

Nie uwierzycie, co tu panuje za wściekłe poszukiwanie korespondentów z wystawy. […] Teraz być może, że Unger mnie opadnie. „Nowiny”, jak wiecie, chcą mnie. Co zrobią „Wiek” i „[Gazeta] Warszawska”, nie wiem. W galicyjskich mam zaofiarowania, których nie przyjmę. Zresztą w dziwnym jestem położeniu. 1-szego maja ślub mojej siostry. Proszą na gwałt, żeby przyjechać. – Serce i obowiązek każe, a tu znów: przyjechać łatwo, ale wrócić trudno – a opuścić takie żniwo także trudno. W Paryżu wydaję 3 franki dziennie – z mieszkaniem. Jeść rano i o szóstej sam sobie gotuję. Nauczyłem się tego w Ameryce, jak również i pomagać samemu sobie. [wyróżn. A.B.] Ale wystawa podniesie ceny – trzeba więc pisać i trzeba mieć coś z tego. –[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. III, cz. 2, op. cit., s. 475.[/przypis]

Ta trzeźwa konkluzja prywatna to – można by rzec – także skutek uboczny „kuracji amerykańskiej”.



</document>
<document nplp_id="4484" title="Ameryka i&amp;nbsp;wolność" slug="ameryka-i-wolnosc">Najważniejszym doświadczeniem Litwosa w „jego” Ameryce (czyli przedstawionej w tekstach napisanych jego ręką, a nie tej, która wynika z ustalanej z innych relacji faktografii, obszernymi fragmentami przez pisarza przemilczanej) wydaje się poczucie wolności. Wolności przede wszystkim od najróżniejszych ograniczeń „pozostawionych” niejako w Europie.

Po pierwsze – wolność od konwenansów i hierarchii społecznej, która wyraża się „demokracją nie tylko państwową ale i obyczajową” i brakiem podziału „na ludzi prostych i nieprostych” (LZPDA, I,179-180)[przypis]Cytaty z Listów z podróży do Ameryki za: H. Sienkiewicz, Dzieła T 41-42, Listy z podróży do Ameryki, T I-II Warszawa 1950, wyd. zbiorowe pod redakcją J. Krzyżanowskiego, według konwencji (LZPDA, numer tomu, numer strony). Tu i dalej wszystkie wyróżnienia moje – B.Sz.[/przypis].

Kolejny wymiar wolności związany jest z przestrzenią – przybysz z ciasnej, pogrodzonej granicami państwowymi, ogarniętej konfliktami narodowymi Europy trafia do Ameryki, gdzie przestrzeń zdaje się nielimitowana i gdzie każdy może znaleźć (i wziąć w posiadanie) jej kawałek dla siebie, a państwo nie wywiera stałej presji na swojego obywatela:

&amp;nbsp;

Jakież to przestrzenie leżą tu jeszcze – myślałem sobie – prawie stopą ludzką nie dotknięte, ile milionów ludzi mogłoby się tu zmieścić, dojść do posiadania swej własności, swego kawałka ziemi. A tam, w starej Europie toczą się wojny; jedne państwa wzrastają kosztem innych […]. I przyszło mi na myśl, iż ta szeroka od Oceanu do Oceanu Ameryka ma jeszcze i tę wyższość, że w niej idea państwowa nie pochłania, tak jak na przykład w Prusach, jakby Moloch indywiduów. (LZPDA, II, 169-170)

&amp;nbsp;

I tak też podróż opisywana w Listach to test tego aspektu amerykańskiej wolności. Prowadzi z Nowego Jorku na wschodnim wybrzeżu na Zachód, w coraz mniej zaludnione okolice, ku coraz mniejszym miastom i osadom:

&amp;nbsp;

[…] tam, gdzie należy szukać prawdziwej Ameryki, tam, gdzie leży jej moc, jej zdrowie i jej przyszłość – to jest w małych osadach wiejskich, farmach licznych jak piasek w morzu, na pograniczach, na pobrzeżach, w górach między ludnością miernie bogatą, a rojną, zabiegłą i bujną. (LZPDA, II, 51)

&amp;nbsp;

Jak stwierdza w liście do Edwarda Lea z listopada 1876 roku, dopiero wtedy poczuł, że zaczęła się prawdziwa podróż:

&amp;nbsp;

Wiecie co? Wydaje mi się że teraz dopiero zaczynam naprawdę podróżować – bo jazda koleją i zatrzymywanie się w hotelach – jednym słowem podróż w krajach ucywilizowanych that is good for nothing. (L, III-1, 455)[przypis]Cytaty z listów Henryka Sienkiewicza za wydaniem w opracowaniu Marii Bokszczanin: H. Sienkiewicz, Listy, T. 1, pod red. i ze wstępem Juliana Krzyżanowskiego; oprac. M. Bokszczanin; konsult. M. Korniłowicz; [zespół listów do Mścisława Godlewskiego oprac. E. Kiernicki], Warszawa 1977;  H. Sienkiewicz, Listy, T. 2; [oprac. i dopełniła M. Bokszczanin]; listy oprac., wstępem i przypisami opatrzyła M. Bokszczanin, Warszawa 1996; H. Sienkiewicz, Listy. T. III, Opr., wstęp, przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2007; H. Sienkiewicz, Listy. T. IV, Opr., wstęp, przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2008;  H. Sienkiewicz, Listy. T. V, opr., wstęp, przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 2009, według konwencji (L, numer tomu-numer woluminu, numer strony).[/przypis]

&amp;nbsp;

Kulminacyjny moment amerykańskiej podróży ku wolności to prawie zupełna ucieczka od ludzkiego towarzystwa, tam gdzie „nie istnieje żadna organizacja społeczna: nie ma miast, instytucji, praw; słowem są to krainy dzikie, w których jednostka, zostawiona samej sobie i swemu karabinowi, nie żyje społecznie” (LZPDA, I, 190).

Absolutne wyzwolenie równa się samotności, która prowadzi do swoistej reintegracji: „Od owej chwili aż do dziś dnia żyję w tej górskiej pustyni, która zamiast mnie nudzić, coraz bardziej przykuwa i zachwyca” (LZPDA, I, 241). Samotność, postrzegana przez narratora listów jako ucieczka od wszelakich narzuconych form prowadzi także do potwierdzenia (przywrócenia?) zagubionej wśród europejskiej cywilizacji prawdziwej męskości:


Ale w tych górach, prawie bezludnych, a przynajmniej leżących poza cywilizacją, rola podróżnego odmienna i bezwarunkowo czynna. Jedynym paszportem i biletem jest twój własny karabin; jedynym sposobem przenoszenia się z miejsca na miejsce – twoje własne nogi lub na wpół dziki mustang, którego ile razy chcesz dosiąść, tyle razy musisz najprzód udusić w skrętach lasso […]
Krótko mówiąc, podróżujesz jak prawdziwy mężczyzna, wszystkie pierwiastki twej dzielności nie zmarnowane życiem miejskim, wchodzą w grę z niebezpieczeństwem. (LZPDA, II, 4)

&amp;nbsp;

Podróż bohatera Listów z podróży do Ameryki (a zwłaszcza jej punkt dojścia) potwierdza Sienkiewicz w prywatnym (a poniekąd także sekretnym) liście do Daniela Zglińskiego. Wracają te same wartości – błogosławiony brak innych ludzi, samotność i brak trosk (dwukrotnie powtórzone „ani dbam o jutro”) i ograniczeń prowadzące do odzyskania zdrowia i spokoju:

&amp;nbsp;

Otóż jest tak: te góry, o których wspomniałem, są prawie zupełnie puste […]. Nie dlatego, żeby ziemia była zła: owszem, pyszna – ale po prostu ludzi nie ma. […] Ani dbam, co będzie jutro, żyję pod słowem często jak Robinson. […] Znając mnie dawniej, może temu nie uwierzycie, a jednak daję Wam słowo, że takie życie półdzikie pędzę przeważną ilość dni. Sypiam doskonale, jadam jak koń – ani dbam o jutro. Rozpalam sobie ogień, zawijam się w kołdrę – i „allright” – a wspominając dawny strach wariata, tę nieokreśloną obawę, z jaką szedłem spać – wyobrażacie sobie, z jaką satysfakcją, z jakim poczuciem siły i zdrowia powtarzam sobie czasem: „E, w dupie mam nerwy!”. (L, V-2, 586)

&amp;nbsp;

Pisarz wyzwala się więc od form społecznych, od trosk finansowych, wreszcie od nadmiaru przedmiotów: „toaleta moja, składająca się z rypsowych portek i sombrero, kosztuje one dolar […]. Klimat nie wymaga tu innej. Na noc mam koc na wierzch pod spód zaś planty skór” (L, III-1, 452); „tu dziesięciu centów wydać nie można, chyba by je niedźwiedziowi pod ogon wsadzić” (L, III-1, 442). W amerykańskiej pustelni następuje nie tyle potwierdzenie, co odbudowa, uleczenie bohatera – nerwowca, odzyskanie przezeń sił, a także, poprzez doświadczenie myśliwskie, sprawdzenie się jako mężczyzna. Do Lea pisze wszakże w bardzo podobnym duchu co do Zglińskiego: „Pozbyłem się nerwów, katarów i bólu zębów. Sypiam jak król. Płócienny dach nad głową uważam za zniewieściałość […] tymczasem zdrów jestem jak byk, […] wesół i kontent” (L, III-1, 452).

Oprócz spokojnego snu potwierdzeniem tych wszystkich zmian na lepsze (powrotów do formy?) są również dokonania seksualne, które w tym samym liście relacjonuje „towarzyszowi rozpusty”:

&amp;nbsp;

W tym kraju energię wdycha się razem z powietrzem i choćbyś Pan nie chciał być energiczny, to musisz. Tego interesu, który Pan lubisz nad wszelki statek ziemski, wprawdzie czasem brak – ale Chinki zastępują go jak mogą. Tylko skromność moja, tylko wszelki brak miłości własnej wstrzymuje mnie od pochwalenia się, ile razy… Gdzie się to podziało warszawskie wstrzymywanie się od zmazy grzechowej? […] Indianki mają wszy miliony, a Amerykanki są zimne – Irlandki zbyt pobożne – więc dobrowolnie nie dają, tylko każą się gwałcić, wreszcie jedne i drugie mają wstrętny zwyczaj pytać: Are you satisfied? […] Zresztą narodowości tu pełno – i nie wynajdziesz Pan ani jednej nie europejskiej, ale jakiej Pan chcesz, która by nie miała swoich przedstawicielek. Zapomniałem o Murzynkach. Powiadam Wam: klękajcie narody. Panie! Sprowadź Pan sobie koniecznie chociaż kominiarza, żeby nabrać pojęcia o tych rozkoszach. (L, V-2, 587)

&amp;nbsp;

Powyższy fragment (oprócz mało znanego, wulgarnego oblicza autora Szkiców węglem) pokazuje kolejny aspekt amerykańskiego wyzwolenia  – tym razem od konwencji damsko-męskich, ograniczających życie seksualne. Przedstawia Amerykę (a zapewne jej bardziej „wolną”, zachodnią część) jako egzotyczny, erotyczny supermarket, w którym nie trzeba jak w Warszawie „wstrzymywać się od zmazy grzechowej”, miejsce, gdzie nie tylko wzrastają siły, ale bez problemu można znaleźć dla nich ujście.

Można zaryzykować tezę, że za każdym z opisanych powyżej aspektów wolności Henryk Sienkiewicz będzie po wyjeździe z Ameryki tęsknił, wracając do swoich wspomnień jako do utraconego bezpowrotnie raju. Jak pisał do Lea: „[…] jest mi tu tak dobrze, że gdybym miał zapewnione życie wieczne, nie chciałbym go spędzić gdzie indziej” (L, III-1, 452).</document>
<document nplp_id="4485" title="Francja prawie jak Stany Zjednoczone" slug="francja-prawie-jak-stany-zjednoczone">Piszecie mi, żeby wrócić do Warszawy. Juści wrócę, bo mi do swoich czasem tęskno, ale zresztą tak mi tu dobrze, tak zdrowo, tak kanibalsko błogo, Amerykanie są tak dzielni ludzie, tyle mający lojalności, prawości i cnót prawie niepojętych u nas, że przyzwyczaiwszy się do ich szorstkości, niepodobna się po prostu w nich nie rozkochać, a zarazem nie dojść do wcale nieegzaltowanego przekonania, jak nasza Europa się zestarzała, spodlała, zniewieściała i wyrodziła. (L, III-1, 452)

&amp;nbsp;

Sienkiewicz wraca do Europy w kwietniu 1878 roku. Zanim powróci do Warszawy, minie półtora roku. Ten istotny w ewolucji twórczej i ideologicznej okres opisywano kilkukrotnie i dosyć wyczerpująco[przypis]Zob. T. Bujnicki, dz. cyt.; M. Gloger, Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010 (rozdział O nowoczesnym konserwatyzmie Sienkiewicza), R. Koziołek, Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy, Katowice 2009.[/przypis]. Tutaj, opierając się także na rozpoznaniach poprzedników, chciałbym zaproponować nieco inną (niesprzeczną wszakże z nimi) perspektywę, podkreślającą rolę przeżycia amerykańskiego w opisach Europy z tego okresu.

Charakterystyczne są relacje pisane z Paryża. Sienkiewicz przebywa w jednym z najważniejszych miast europejskich, ogląda na własne oczy niezwykle istotne wydarzenie dla dziewiętnastowiecznej kultury, czyli wystawę światową 1878 roku, ale można odnieść wrażenie, że cały czas część jego umysłu znajduje się w Ameryce. W relacjach z Francji odgrywa rolę amerykańskiego trapera, wolnego i nieokrzesanego samotnika dziwiącego się masom ludzkim i „wyrafinowanej cywilizacji”. W listach z wystawy paryskiej pisał Sienkiewicz w 1878 roku:

&amp;nbsp;

Dwa lata przeszło, jak wiecie, spędziłem po większej części w milczących i samotnych lasach Ameryki; nie umiem więc wam wypowiedzieć, jak dziwne wrażenie czyniło teraz na mnie to rojowisko ludzkie, ten zebrany blask i przepych wykwintnej i wyrafinowanej cywilizacji, te mundury, gwiazdy, pióra i ordery (LzWP, 35-36).[przypis]Listy Litwosa z Wystawy Paryskiej cytuję za: H. Sienkiewicz, Dzieła, t. 44. Listy z podróży i wycieczek, red. J. Krzyżanowski, Warszawa 1950. Według konwencji (LzWP, numer strony).[/przypis]

&amp;nbsp;

Ogląda wystawę światową z perspektywy „swoich braci jankesów”, podejrzewając, że to, co widzi, odległe jest od (doświadczanego „przed chwilą") amerykańskiego ideału społeczeństwa:

&amp;nbsp;

[…] nim wrażenie zmieniło się w myśl, świadomą siebie, nim mogłem sobie powiedzieć, czy to wszystko, co widzę, jest szych i polor cywilizacji, czy też cywilizacja sama, czy prawda, czy „humbug”, jak mówią bracia moi Jankesi, nim przyszło mi na myśl, że, mimo tych świetnych powozów, postęp socjalny tak daleko został za technicznym, i że tak mało, naprawdę, jest szczęścia, a tak wiele nędzy w życiu ludzkości. (LzWP, 36)

&amp;nbsp;

Pisze, co prawda, o Francji, Paryżu, wystawie, społecznych i narodowych stosunkach europejskich, ale doświadczenie amerykańskie co i raz przebija w opisach. Gdy na przykład chwali społeczeństwo Paryża, które nie poddało się prowokacji prasy monarchicznej, komplementuje je, iż: „dały [masy narodu francuskiego] przykład umiarkowania, jakiego nie spodziewałem się nawet po nich, a jakie godnym by było nawet Amerykanów” (LzWP, 43).

Przywołując od razu modelowe (bo amerykańskie) zachowanie w przypadku prowokacji:

&amp;nbsp;

Pamiętam, jak w Ameryce głupiec jakiś wykrzyknął raz na wyborach: „Hura, for Hell!” (Niech żyje piekło!). Inni z niezachwianą amerykańską tolerancją odpowiedzieli mu: „Allright! evrybody for his country!” (Bardzo dobrze! każdy dla swojej ojczyzny!) i zabili go śmiesznością. (LzWP, 43)

&amp;nbsp;

Ostatecznie, tak jak z Ameryki pisał o wadach Europy, tak krytykę Europy (uosobionej we Francji) powtórzy już ze Starego Kontynentu (tym razem będąc „na miejscu”, ale głową gdzie indziej):

&amp;nbsp;

Co do mnie, o rzeczypospolitej francuskiej, a zwłaszcza o demokracji francuskiej, dużo miałbym powiedzieć. Daleko jeszcze jednej i drugiej do amerykańskiej. Tu jeszcze o tych rzeczach deklamują, tam niemi żyją. Tu demokracja więcej jeszcze siedzi w głowach, tam w obyczajach. Tam obywatele i rząd to prawie wszystko jedno; tu jest centralizacja, tam decentralizacja w najrozciąglejszym znaczeniu, tu istnieje biurokracja, urzędnicy starsi i młodsi, tam niema biurokracji, niema urzędników starszych i młodszych, niema hierarchii. (LzWP, 43)

&amp;nbsp;

Jednak główną wadą wydaje się zaprzeczenie amerykańskiej prostoty i braku hierarchii – demokracja francuska okazuje się jedynie odległym odbiciem tej prawdziwej – amerykańskiej. Przybysz z Ameryki z trudnością znosi przerafinowane formy i dyktowaną stosunkami ekonomicznymi uniżoność sygnalizującą brak równości:

&amp;nbsp;

Człowiekowi, który przywykł do prawdziwej równości i demokracji, wstyd czasem za tych demokratów, służących na dwóch łapkach i wyczekujących „pourboire”. Czasem, przywykłemu zwłaszcza do amerykańskiej prostoty podróżnikowi, ta drobiazgowość, ten brak godności w stosunku z cudzoziemcami, ta grzeczność, bliska natręctwa, wszystko to wydaje się obyczajem zniewieściałym, przeżytym, przerafinowanym, wdzięczeniem się i kokieterią, skierowaną ku kieszeni, a budzącą pogardliwe uczucia. (LzWP, 48)</document>
<document nplp_id="4486" title="Pragnienie powrotu/pragnienie ucieczki" slug="pragnienie-powrotu-pragnienie-ucieczki">Sienkiewicz nie wraca do Warszawy ze względu na różnego rodzaju trudności obiektywne. Wydaje się jednak, że wciąż oprócz chęci powrotu do kraju, towarzyszy mu w jakimś stopniu chęć powtórnego opuszczenia Starego Kontynentu. Zwraca uwagę fragment listu z 1879 roku do Lea:

&amp;nbsp;

Nowego nic u mnie nie słychać – jak zawsze: jednako smutno i głupio. – Jeśli dr Piotrowski z marynarki francuskiej potrafi mi wyrobić miejsce na statku, pojadę do Chin i Japonii razem z nim. Ale to jeszcze niepewne. W marcu małom nie wyjechał do Gabonu – tymczasem nie udało się. (L, III-1, 487)

&amp;nbsp;

A zatem ledwie trochę wrócił, już pragnie wyjechać jeszcze dalej. Przy czym warto przywołać opis zdiagnozowanej u siebie przez pisarza jeszcze w Ameryce podróżomanii:

&amp;nbsp;

[…] i wówczas nie wiedziałem i teraz nie wiem, gdzie się będę za parę miesięcy obracał. Za rok będę może w Warszawie, a może w San Pablo. Podróżomania jest jak wszystkie inne nałogi. Pierwszy krok najtrudniejszy, a potem popycha już jakaś dziwna siła, jakby Żyda Tułacza, coraz dalej i dalej. (LZPDA, II, 24)

&amp;nbsp;

Istotną zmianę nastawienia pisarza odczytać możemy w listach do niedawno poznanej Marii Szetkiewiczówny: „Mam […] ten wielki przymiot Czerwonoskórych, że umiem czekać cierpliwie. Umiejętność ta pozwoliła mi przeprowadzić wszystkie ważniejsze zamiary w życiu i pozwoli, jak mniemam, na przyszłość” ( L, IV-1, 46). Oprócz cierpliwego czekania na Marię w kolejnym liście zawiadamia także o zamiarze dokonania (w kontekście dotychczasowych rozważań dosyć radykalnego) przełomu w swoim życiu – prawdziwego powrotu do rodzinnego kraju: „Mam stałe postanowienie powrócić do Warszawy, zamknąć księgę tułactwa, a otworzyć nową. Co w tej nowej znajdę, czas pokaże” (L, IV-1, 48).

Jak wiemy, Marię owe deklaracje niespecjalnie przekonały – zdaje się, niedowierzała ustatecznieniu Sienkiewicza, zwłaszcza w kontekście opinii, która o nim w Warszawie krążyła:

&amp;nbsp;

Panie, ja nie chcę posądzać Pana o nic złego, ale nie mam tego bezwzględnego zaufania, które powinno być podstawą wszelkiego bliższego stosunku. […] Dotąd znamy Pana tylko z czasów Wenecji i z tego, cośmy o Panu w Warszawie słyszeli, więc naturalnie, że nie może być mowy o jakimkolwiek zobowiązaniu się.[przypis]M. z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa, Listy, oprac. B. Szargot, Piotrków Trybunalski 2012, s. 50 (list z 20 września 1880). Przy czym warto zauważyć, że opinie o wielkiej roli rodziców Marii Szetkiewiczówny w decyzjach o odrzuceniu pierwszych a przyjęciu drugich oświadczyn Henryka Sienkiewicza w świetle cytowanej korespondencji wydają się co najmniej mocno przesadzone.[/przypis]

&amp;nbsp;

Wydaje się, że w trakcie historii związanej z odrzuconymi oświadczynami Sienkiewicz zrozumiał, że jeżeli ma skutecznie powrócić do domu, musi związać się z Marią Szetkiewiczówną. Jeżeli zaś chce tego dokonać, musi powrócić jako człowiek odmieniony, pogodzony z sobą, ukrywający głęboko trawiącą go podróżomanię.

O tym, że był to właściwy kierunek działania (a także, że niestałość sytuacji Sienkiewicza i dręczące go w głębi pragnienie były istotnymi powodami odrzucenia pierwszych oświadczyn), dobitnie świadczy list Marii Szetkiewicz do matki, pisany późną jesienią 1880 roku:

&amp;nbsp;

Wie mama, co ja myślę, że ten rok był stanowczym w jego życiu: albo wyjechałby w wielką podróż nie zapłaciwszy, co winien i znowu życie z dnia na dzień, demoralizujące, próżniacze – zginąłby jako człowiek, bo jako artysta mógłby zawsze być sławny  – albo przełamać trudności, wejść w drogę pracy i zdobyć sobie pozycję i opinię – niezależny [?] człowiek, nie zgubiony artysta.[przypis]Tamże, s. 76 (list z 11 listopada 1880).[/przypis]

&amp;nbsp;

Przedstawiona w ostatnim zdaniu wizja Sienkiewicza-awanturnika (jakże odmienna od pomnikowych wizji pisarza) wydaje się spójna z wieloma fragmentami Listów z podróży do Ameryki, a przede wszystkim listów pisanych z Ameryki, poświadcza też, że Sienkiewicz niezwykle długo mentalnie był w Ameryce – wydaje się że do Europy wrócił dopiero wraz z chwilą swego ożenku. Do Warszawy zjechał 7 listopada 1879 roku, ale przez jakiś czas wiedzie żywot kawalerski, starając się o rękę Marii i „ustateczniając się”. Powtórne zaręczyny zostają przyjęte z początkiem 1881 roku, co możemy przyjąć za orientacyjny moment mentalnego powrotu Sienkiewicza z wyprawy amerykańskiej. W liście do Stanisława Witkiewicza z lata 1881, jak się zdaje wyzbywszy się amerykańskiego pragnienia minimalizmu, szczegółowo (jakże szczegółowo!) opisuje zabiegi urządzania warszawskiego mieszkania:

&amp;nbsp;

Mieszkanie moje jeszcze niegotowe, ale już wszystko pokupowane. Trzeba posprowadzać i złożyć, co też i zrobię, jak tylko skończą stolarze, tapicerowi i murarze, którzy naprawiają podłogi, mury oraz oklejają. Salon jest taki: [tu rysunek]. Okleić kazałem bordeaux. Garnitur jest koloru liścia więdnącego, drugi mały w stylu Marie Antoinette, kanapka j[ak] w[yżej], dwa krzesła z atlasu bordeaux. Konsola, stół wielki przed dużym garniturem z francuskiego orzecha bardzo piękne. Lampa wisząca. Na ścianach Twoje szkice, na podłodze dywan, na oknach patery i kaktusy, słowem, lasy. Nad oknami i na drzwiach portiery. Na ścianach broń, jak będzie, palety itd. (L, V-2, 283)</document>
<document nplp_id="4488" title="Amerykańska nostalgia i&amp;nbsp;afrykańskie marzenie" slug="amerykanska-nostalgia-i-afrykanskie-marzenie">Po ślubie z Marią Szetkiewiczówną Sienkiewicz, powtórzmy, mentalnie powrócił do Europy – ustatkował się, wszedł w rolę poważnego redaktora, męża swojej żony, wkrótce także ojca dzieci. Jednak jak się okazuje, podróżomanię można było na chwilę zagłuszyć, lecz nie uleczyć. Niedługo w jego listach do przyjaciela, wcześniej towarzyszącego mu w niektórych przeżyciach w Stanach Zjednoczonych, pojawia się fala wspomnień z Ameryki, połączona ze strachem przed stałością i marzeniami o powrocie na ten kontynent. W styczniu 1882 roku pisze do Witkiewicza:

&amp;nbsp;

Korektorem naszym jest Paprocki, którego czasem niespodzianie pytam: a pamiętasz, jakeśmy raz poszli srać między dęby u Pleasantów? Wówczas buntuje się moja krew przeciw własnej naturze. Jeśli my nie pojedziemy jeszcze z Marynią do Kalifornii, to jestem niewolnikiem ostatniego z moich współpracowników. Ale kiedy? Kiedy? Życie co dzień ucieka i naprawdę strach mnie ogarnia, że wszystko idzie tak prędko. Ty się także wybierasz? Kiedy, powiedz – my to zrobimy. Bo jednak będziem się starzeć i coraz mniej będzie ochoty, talentu żywotności. […] Ale gdybyś Ty uciekł i osiadł – na tę rękę w rok najdalej przyjechalibyśmy. (L, V-2, 310–311)

&amp;nbsp;

Zwraca uwagę także częste wplatanie angielskich zwrotów, nie tylko w korespondencji z autorem obrazu Henryk Sienkiewicz w puszczy kaktusowej, ale też z wieloma innymi korespondentami – można je także odczytywać jako element nostalgii za przeżyciem amerykańskim.

Jednocześnie w Warszawie wybucha „kwestia afrykańska” – we wrześniu 1881 roku Stefan Szolc-Rogoziński upublicznia swoje plany podróży do kameruńskiego interioru, wywołując ogromne zainteresowanie w środowisku warszawskim i fascynację największych piór ówczesnej prasy warszawskiej, na czele z Prusem i Sienkiewiczem właśnie[przypis]Na temat Sienkiewicza i wyprawy afrykańskiej – zob. B. Szleszyński, „Zresztą nie mamy czasu jechać do Afryki, bo musimy pisać sprawozdania o Sarze Bernhardt”. O Kronice warszawskiej z 7 stycznia 1882 roku”, w: Sienkiewicz z innej strony, red T. Bujnicki, J. Axer, Warszawa 2014 s. 84–94. Oinnych kwestiach związanych z Afryką i Prusem – zob. też: B. Szleszyński, Kolonialne fantazje i kolonialne koszmary w „Zemście” Bolesława Prusa, „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 2014,R.VII (XLIX), s. 207–228.[/przypis].

Ówczesny dyskurs afrykański to temat na obszerne rozważania, jednak dla Sienkiewiczowskiego wyobrażenia o Afryce kluczowa wydaje się wizja tego kontynentu, przedstawiona przez młodego podróżnika i przyjęta bez wahania przez Sienkiewicza. Rogoziński opisywał Afrykę w wersji light, „przestrzenie Afryki żyznej, przestrzenie życia, przestrzenie przyszłości”. Umniejszał trudy i niebezpieczeństwa, z młodzieńczą niefrasobliwością lekceważył doświadczenia poprzedników, pomijał zupełnie specyfikę Czarnego Lądu. Taka Afryka wydała się autorowi Szkiców węglem niezwykle kusząca, wydaje się, że uwierzył w nią całym sercem i opisał w swoich felietonach:

&amp;nbsp;

Ludność murzyńska pierwotna, ta która mało jeszcze stykała się z białymi […] nie jest okrutna. Podobno ci Murzyni w ogóle nie są tak czarni, jak ich malują. […] kraj […] jest nadzwyczaj żyzny, wyprawie więc nie grozi niebezpieczeństwo śmierci głodowej, jak na Saharze. Tarasy, w które układa się grunt środkowej Afryki, pokryte są albo dziewiczym lasem, albo są to stepy, po których bujają stada antylop, zebr i bawołów, ludność jest, sądząc z zaludnienia brzegowego, dość gęsta, przeważnie rolnicza. Za szkiełka, lusterka i stare mundury łatwo dostać bananów i manioku. […]

&amp;nbsp;

Cała ekspedycja wydaje się radosną męską przygodą, wycieczką łączącą przyjemne z pożytecznym, wyprawą do krainy z dziecięcych i młodzieńczych lektur:

&amp;nbsp;

Dotychczas zapisało się do niej [wyprawy] pięciu naszych ziomków; część wyprawy zostanie na brzegu jako rezerwa, inni zaś przez pustynie, góry i lasy pójdą dalej. Czym jest to dalej?… – niech czytelnik w swej duszy dośpiewa… Murzyni, słonie, goryle… gwiaździste noce z orkiestrą głębokich basów lwich, romans Verne’a, Tysiące nocy i jedna… a cel poważny i naukowy. – Zaprawdę, niejedna głowa się zapali i niejeden kandydat jeszcze się zapisze.[przypis]Zob. Litwos [H. Sienkiewicz], Kronika Warszawska, w: tegoż, Dzieła, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. 53: Uzupełnienia. 1, Warszawa 1952, s. 10[/przypis]

&amp;nbsp;

Dosyć charakterystyczne wydaje się przywołanie powieści Jules’a Verne’a – Sienkiewiczowi chodzi bez wątpienia o Pięć tygodni w balonie (w formie książkowej wydane po polsku w 1873 roku pod tytułem Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką, w 1863 roku drukowane w „Gazecie Polskiej” jako Podróż powietrzna po Afryce). Opisywana przezeń (i po części przez Rogozińskiego) przyszła wyprawa ma cechy ekspedycji opisanej w powieści, podczas której bohaterowie co prawda ryzykują życiem, ale ostatecznie wychodzą cało z wszelakich opresji dzięki zdolnościom umysłu i charakteru, zaś postoje umilają sobie konsumpcją dziczyzny i grogu oraz cygarami.

Można odnieść wrażenie, że przyszły autor Ogniem i mieczem zupełnie nie zdawał sobie sprawy z różnic między znanymi mu warunkami amerykańskimi a prawdziwą rzeczywistością afrykańską. Z połączenia nostalgii za „swoją” Ameryką oraz fantastycznego marzenia o Czarnym Lądzie rodzi się w Sienkiewiczu marzenie o wyjeździe do Afryki – ale raczej takiej z powieści Verne’a niż faktycznej[przypis]Zauważyć zależy, że (dosyć zaskakujące) połączenie obu kontynentów w jednym tekście pojawia się w już w 1877 roku, gdy Sienkiewicz doradzał Danielowi Zglińskiego jako lekarstwo na nerwy wyjazd „na przykład nad brzegi Zambezi, Zanzibaru lub Oveuge [?]”, by zestawić je z trybem swojego kalifornijskiego „dzikiego” trybu życia (L, 5, 2, s. 585).[/przypis]. Jak wiemy, splątana z tęsknotą za Kalifornią, prowadziła do snucia dziwacznych koncepcji i planów, które tak opisywał Witkiewiczowi w liście z lutego 1882 roku:

&amp;nbsp;

Rogoziński przesiadywał u mnie dość często. […] Opowiada z prostotą, że ponieważ brzegowi Murzyni przez zazdrość o handel nie puszczają w głąb, „więc się będziemy przekradać nocami pojedynczo do Pebotu”. Czy nie rżysz do tego? Ja rżę. – Klimat gór kameruńskich ma być cudowny i nadzwyczaj zdrowy. […] Od nich, jak tylko przyjadę, otrzymam listy. Potem ze stacji brzegowej stale będzie do mnie pisywał meteorolog Janikowski. Jeśli sprawdzi się, że jest spokojnie, zdrowo,[…] pocznę na serio myśleć o wyjeździe z Moją Kobieciną tam, zwłaszcza, że stacja, tj. farma (a zatem dom etc.) będzie gotowa, bo oni od tego zaczynają. W takim razie ty się żenisz i również przyjedziesz. Co do mnie, odetchnąłbym prawdziwie i raz na zawsze, bo tu czasem żyć nie mogę. (L, V-2, 313–314)

&amp;nbsp;

Wyjazd z Warszawy przedstawia Sienkiewicz w niektórych listach jako absolutną konieczność – oprócz Afryki ma też „plan B”:

&amp;nbsp;

Jeśli źle będzie – Kalifornia ultimum refugium. (L, V-2, 314)

Rozumiesz, że skończyło się ze mną, że o sobie więcej nie myślę, że do Kalifornii, do Afryki, do swobody, do wszystkiego, co uważam za najlepsze, najwyższe, najswobodniejsze, wzdycham tylko dla niej i zrobię to wówczas tylko, gdy się przekonam, że ona na dobro patrzy tak jak i ja. – Wiem jednak z zupełną pewnością, że i ona nie zawsze kontenta z tego życia, którym tu żyjemy – i że czasem na serio mówi do rodziców jak dziecko, które się napiera: „Do Kalifornii!”. Wówczas Matuś przeraża się, a Ojciec mówi: „A cóż, byle Lipków sprzedać”. (L, V-2, 320)

&amp;nbsp;

O ile możemy zdecydowanie stwierdzić, że koncepcja rodzinnego wyjazdu do Afryki była z wielu względów zupełną mrzonką, o tyle trudno oszacować, czy podobnie byłoby ze zdecydowanie bardziej realnym projektem kalifornijskim. Jednak znaczne pogorszenie zdrowia żony spowodowało, że konieczna była wyprawa w zupełnie inne rejony – tragicznie zakończone tour po europejskich uzdrowiskach.

Jednak Sienkiewiczowskie marzenie o Afryce przetrwało.</document>
<document nplp_id="4489" title="Afryka Sienkiewicza – problemy z&amp;nbsp;tekstem" slug="afryka-sienkiewicza-problemy-z-tekstem">Tekstowym świadectwem podróży afrykańskiej Henryka Sienkiewicza są oczywiście Listy z Afryki. Wymowny jest sam fakt, że spisane zostały w większości w kraju, w Zakopanem i Krakowie, niektóre dopiero w karnawale 1892 roku, czyli dziewięć miesięcy po powrocie do Europy. Niemożność nadsyłania korespondencji na bieżąco uzasadniał pisarz w liście do Mścisława Godlewskiego z 2 marca 1891 roku:

&amp;nbsp;

Rozumiesz, że w tych rozjazdach, kołysaniach się na morzu, wśród zabiegów i kłopotów w zanzibarskich hotelach, które są zarazem szynkami, a tym bardziej pod namiotem, wśród dreszczów lub w słońcu, nie mogę tworzyć rzeczy artystycznych i że do pisania wezmę się naprawdę dopiero po podróży, a więc w końcu kwietnia. Wprost nie ma materialnego podobieństwa czynić inaczej. (L, I-2, 156)

&amp;nbsp;

Dysponujemy też prywatnymi listami wysyłanymi przez Sienkiewicza z Afryki – między innymi do Godlewskiego, do Lea, do Szetkiewiczów – relacje w nich zawarte przeważnie pokrywają się ze sobą, pośrednio poświadczając, że Sienkiewicz nie miał za bardzo o czym pisać. Ciekawym uzupełnieniem Sienkiewiczowskiej wizji podróży jest relacja Jana Tyszkiewicza, młodego współtowarzysza podróży, który dosyć regularnie wysyłał listy do swojej rodziny.

Listy z Afryki same w sobie nie stanowią zbyt interesującego tekstu – jednak próba przeczytania ich poprzez biografię pisarza może przynieść ciekawe efekty. Tym bardziej, że on sam związany mocno był z polską odmianą dyskursu afrykańskiego.</document>
<document nplp_id="4490" title="Afryka Sienkiewicza – niespieszny wyjazd z&amp;nbsp;Europy" slug="afryka-sienkiewicza-niespieszny-wyjazd-z-europy">Gdy zerkniemy na mapę Sienkiewiczowskiej podróży, daty odwiedzania kolejnych miejsc, wreszcie niektóre listy, możemy odnieść wrażenie, że do Afryki wcale mu nie było pilno, a wszystkie znaki na niebie i ziemi starają się go skłonić do poniechania planów.

Z Krakowa wyrusza w połowie listopada 1890. Podróżuje niespiesznie, bowiem do Rzymu dociera 16 grudnia, co Tyszkiewicz skomentuje: „Sienkiewicz jest nareszcie, więc cała sytuacja wyklarowała się trochę”[przypis]J. Tyszkiewicz, Laiškaiiš Zanzibaro 1891 m. – Listy z podróży do Zanzibaru 1891 r., sudarytojai V. Poviliūnas, I. Senulienè, Troki 2010, s. 82.[/przypis]. Już w podróży do Rzymu przytrafia się pisarzowi pierwsze z licznych pechowych wydarzeń. Jak relacjonował Jadwidze Janczewskiej:

[caption id="attachment_4887" align="alignright" width="425"] Obelisk[/caption]

Przyjechałem dziś w południe zły i zmęczony. — Zmęczony, bo wagony złe, pełno ludzi w przedziale i zimno — zły, bom w drodze z Pontebba do Mestre zgubił małą portmonetkę, w niej około 200 fr. w złocie, bilet, kwit na rzeczy i co nade wszystko, ów dukat, który dostałem od Mary.
[przypis]Jak wiemy z listów do Henryka Siemiradzkiego, portmonetka została zwrócona, choć kwestia jej odbioru zajmuje później myśli Sienkiewicza.[/przypis] ( L, II-2, 391)

&amp;nbsp;

Z Rzymu podróżnicy jadą do Neapolu, płyną do Ismailii, zwiedzają piramidy w Gizie, następnie mają załatwione polowanie w Fajum – tu znowu daje o sobie znać pech (oraz słabe zdrowie Sienkiewicza). Jak pisze Tyszkiewicz:

&amp;nbsp;

To się nazywa mieć pech! Takeśmy się obydwaj cieszyli z wycieczki do Fayoum, z polowania, do któregośmy już od kilku dni przygotowywali; aż tymczasem Sienkiewicz, który już wyjeżdżając z Kairu nie zupełnie czuł się dobrze, dostaje w wagonie silnego bólu gardła.[przypis]J. Tyszkiewicz, dz. cyt., s.89.[/przypis]

&amp;nbsp;

Wyprawa jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a Sienkiewiczowi przytrafia się kolejne niefortunne wydarzenie:

&amp;nbsp;

Statek francuski z kompanii Messageries Maritimes, którym miałem się puścić na Morze Czerwone i Ocean Indyjski, sprawił wszystkim okrutny zawód. W agencjach zapowiedziano nam, że do Suezu przyjdzie dziewiętnastego stycznia, tymczasem on sobie przyszedł i wyszedł osiemnastego. […] wiadomość o tym figlu kompanii czy kapitana wprawiła mnie w najgorszy humor, miałem bowiem teraz do wyboru albo czekać cały miesiąc na następny statek francuski, albo jechać innym. Wszystkie inne zaś, nie wyłączając angielskich, idą wolniej, są daleko gorsze i daleko mniej wygodne. (LzA, 24)[przypis]Tekst cytuję za: H. Sienkiewicz, Dzieła, T 43, Listy z Afryki, wyd. zbiorowe pod red. J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1949, wedle konwencji (LzA, numer strony).[/przypis]

&amp;nbsp;

Zastanawiać się można, czy istotnie mówimy o pechu, czy raczej o nieprzygotowaniu, braku organizacji i nieumiejętności radzenia sobie z rzeczywistością o wiele bardziej wymagającą niż amerykańska. Pytać możemy też, czy Sienkiewiczowski spieszno było do Afryki, czy też wolał sprawę opóźniać.</document>
<document nplp_id="4491" title="Afryka Sienkiewicza &amp;#8211; wielkie niewiadome" slug="afryka-sienkiewicza-wielkie-niewiadome">Podróży Henryka Sienkiewicza do Afryki od początku towarzyszy niepewność. Po pierwsze ta najbardziej oczywista – dokąd konkretnie jedzie. Oprócz wariantu zanzibarskiego pojawiają się wszakże również Somalia i Abisynia, zaś to, co będzie się działo w afrykańskim interiorze pozostaje przez długi czas zupełną enigmą – niekiedy Sienkiewicz powątpiewa, czy w ogóle na kontynent się wybierze, niekiedy snuje fantastyczne plany wyprawy na Kilimandżaro[przypis]„Gdyby Kilimandżaro okazał się nad siły, a zwłaszcza na (?) kieszeń, to wrócę od razu z Zanzibaru i po drodze zatrzymam się w Keren w Abisynii” (L V-1, 308 – 309).[/przypis]. Również czasowo wszystko wydaje się niezaplanowane (z listu do Szetkiewiczów z 29 grudnia 1890 roku: „Do Zanzibaru prawdopodobnie dopiero 17 stycznia. Zresztą zobaczę”– L, V-1, 305). Można odnieść wrażenie, że po egipskich problemach zdrowotnych jego i tak niewielki entuzjazm do wyprawy zupełnie opadł. Do Lea 21 grudnia 1890 roku pisze: „jadę do Izmaili, Kairu, potem przez Suez do Zanzibaru, a potem…?? – Po małej wyprawie z głąb będę «unosił stamtąd obecność swą» co rychlej” (L, III-1, 495); zdarza mu się stwierdzić, że najchętniej w ogóle by już wracał („Zanzibar i dalsza podróż ma swoje uroki, ale największy urok ma powrót i widzenie swoich. Gdybym miał wybór, kto wie czy bym zaraz nie wrócił” – L, V-1, 311); sama podróż to coś do szybkiego odbycia, zaliczenia, by móc wrócić do Europy („Nie zabawię dłużej nad dni dziesięć i pierwszym porządnym statkiem wrócę do Europy. […] W marcu będę już pewno we Włoszech. W każdym razie na kwiecień będę w Europie” – L, V-1, 309).

W liście do teściowej z 30 stycznia 1891 roku opisuje dalszą podróż jako coś w rodzaju nadmorskiego sanatorium:

&amp;nbsp;

Kochana Mateczko!
Sam rozmyślałem o powrocie, ale jak tu wracać z chorym, a przynajmniej osłabionym gardłem do takiej zimy, do nieopalanych mieszkań we Włoszech, do za zimnych lub za gorących wagonów, wreszcie do mrozów krakowskich, zakopiańskich etc. W Kairze także źle zostać.
[…]
Jadąc dalej, zyskuję to: naprzód powietrze czyste i zdrowe na statku, po wtóre doktora na usługi, po trzecie dojazd do jakichś lepszych krajów i klimatów. (L, V-1, 312–313)

&amp;nbsp;

Nie jest jasne, czy podróżować będzie sam (do czego najbardziej się skłania), czy z Tyszkiewiczem (przed którego obecnością z niejasnych powodów się broni). Ale niepewność widoczna jest na głębszych poziomach – trudno z chaotycznych refleksji wyczytać jasno, po co jedzie Sienkiewicz na Czarny Ląd (domniemywać można, że chce powtórzyć doświadczenie podróży amerykańskiej i jednocześnie zrealizować niesprecyzowane marzenie o Afryce z czasów wyprawy Rogozińskiego[przypis]„Prawie każdy człowiek, gdy go ma spotkać w życiu coś niezwykłego a bardzo pożądanego, pełen jest obaw i niepokojów, czy go ta rzecz pożądana nie minie. Ze mną było to samo. Miałem zobaczyć podzwrotnikową Afrykę, którą życzyłem sobie widzieć od dawna” (LzA,  25).[/przypis]). Wreszcie – uderzająca jest ignorancja dotycząca tego, co na miejscu (gdziekolwiek to będzie) zastanie – między innymi daje sobie wmówić, że w Afryce Wschodniej panuje właśnie pora deszczowa, a w Listach z Afryki powtarza, że muchy tse-tse nie są groźne dla ludzi.

Gdy pisarz wsiadł na niemiecki parowiec Bundesrath (ostatecznie w towarzystwie młodego kompana), zaczął się już luty, a od wyruszenia w podróż minęło dwa i pół miesiąca. Na statku, w luksusowych warunkach pierwszej klasy, spędzili ponad dwa tygodnie (z krótkim międzylądowaniem w Adenie). Pisarz faktycznie potraktował ten etap podróży jako rodzaj sanatorium – pięć posiłków dziennie[przypis]„Karmią nas z rana do wieczora. Od 7–8 kawa. O 9-tej breakfest złożony z mięsnej ciepłej potrawy, o 12 lunch, o 3-ciej kawa, o 6 obiad, wieczór herbata. Ponieważ mało osób, więc każdy ma swoją kabinkę. Kąpiele są podwójne: z wody słodkiej i morskiej, ale jeszcze nie próbowałem” (L, V-1, 314–315).[/przypis] i morskie powietrze miały pomóc mu w nabraniu sił przed właściwą wyprawą (czymkolwiek miałaby ona nie być).

</document>
<document nplp_id="4492" title="Zanzibar &amp;#8211; fantazja zderza się z&amp;nbsp;rzeczywistością" slug="zanzibar-fantazja-zderza-sie-z-rzeczywistoscia">Na Zanzibar (do miasta Zanzibar) podróżnicy przybywają 16 lutego. Spędzą tam prawie dwa tygodnie – Sienkiewicz dużo przebywał w hotelu, zwiedził miasto i nadmorską promenadę, Tyszkiewicz cieszy się, że może zagrać z Anglikami w tenisa[przypis]M.in. ekscytował się w liście: „Co za plac lawn-tenisowy” (J. Tyszkiewicz, dz. cyt., s. 101).[/przypis]. Wydaje się, że miasto opuścili tylko dwukrotnie – raz na przyjęcie-niespodziankę na angielskim pancerniku oraz na wycieczkę zorganizowaną przez misjonarzy (po której zresztą Sienkiewicz jest tak znużony, że nie idzie na wieczorne przyjęcie do konsula). Zwraca uwagę, zwłaszcza w relacji Tyszkiewicza, że Sienkiewicz przeważnie jest zmęczony, często nie ma ochoty ruszać się z hotelowego pokoju (zarówno we Włoszech, w Egipcie, jak i na Zanzibarze).

Na przyjęcia podróżnicy stawiają się w zabranych w podróż frakach, a obiad odbywa się z pełnym ceremoniałem europejskim (choć przy pewnym kolorycie indyjsko-afrykańskim):

&amp;nbsp;

Z zewnątrz dochodził nocny szum fal Oceanu Indyjskiego. Sala jadalna była oświeconą podobnie, jak bywają oświecane jadalnie zamożnych ludzi w Paryżu lub Londynie, ale przez otwarte na taras okna widać było na niebie błyszczący Krzyż Południowy. Służba indyjska w malowniczych kostiumach, z brodami malowanymi na purpurowo, podawała europejskie potrawy paniom w wyciętych sukniach i panom w białych krawatach. Mimo woli znów przypomina się anegdotka o owym Angliku, który schroniwszy się przed krokodylem wprost z kąpieli na palmę, uczynił sobie z liści palmowych przede wszystkim krawat i rękawiczki. Próżno byś się też, człowiecze, spodziewał, że wybierając się do wnętrza Afryki, nie potrzebujesz brać ze sobą fraka. Owszem, potrzebujesz, bo nad Tanganajką, Ukerewe, w Uidjidjii lub jakiej innej miejscowości przez piętnaście „j” możesz znaleźć angielską lady towarzyszącą mężowi, gdzie pieprz rośnie. Ona do obiadu ubierze się w wygorsowaną suknię, on będzie cię częstował pale-ale’em, ubrany we frak i biały krawat. Anglicy są wszędzie jednacy. (LzA, 91)

&amp;nbsp;

Zapytać można: jako kto Sienkiewicz chciał do Afryki pojechać, jako kto do niej faktycznie pojechał? Z oporu przed asystą Tyszkiewicza wnioskować można, że z jednej strony chciał uciec od polskiego towarzystwa i po trosze wyrwać się z sieci codziennych zależności i odpowiedzialności. Z drugiej zaś – wiezie ze sobą naręcze listów polecających, które powodują, że podejmowany jest z wielkimi honorami – oprócz zaproszeń przez konsula zwraca uwagę opisywane przez Tyszkiewicza zdarzenie: gdy Sienkiewiczowi zwiewa kapelusz do wody, parowiec angielski wiozący podróżników z Zanzibaru do Bagamoyo zawraca, by wyłowić zgubę[przypis]Tamże.[/przypis].

Podróżnicy dopiero w Zanzibarze, czekając na organizację karawany, podejmują decyzję, dokąd mają się właściwie udać – jak wynika zarówno z listów do różnych adresatów, jaki i Listów z Afryki, Sienkiewicz właściwie we wszystkim zdaje się na miejscowych misjonarzy. Uświadamia sobie dobitnie, że koncepcja Kilimandżaro jest zupełnie nierealna:

&amp;nbsp;

Wspomniałem już, że pierwotnym moim zamiarem było iść do Kilimandżaro. […] mniej więcej o miesiąc usilnej drogi do Bagamojo. Szczep Massai, zamieszkujący okolicę Kilimandżaro, jest bardzo wojowniczy i bardzo dziki […] Jest to więc podróż poważna […] Otóż z wielkim żalem musiałem z rozmaitych przyczyn poniechać tej wyprawy. […] Naprzód trzeba się było liczyć z tym, że obaj nie mamy doświadczenia potrzebnego do takiej wyprawy, a moja znajomość Afryki jest czysto książkowa. Przy zupełnym zdrowiu można było wprawdzie ten brak doświadczenia zastąpić energią, ale zdarzyło się właśnie, że poprzednio chorowałem dość ciężko w Egipcie i nie miałem połowy zwykłych sił. (LzA, 109–110)

&amp;nbsp;

Chwilę zatrzymać się należy nad projektem wyprawy na  Kilimandżaro, by podkreślić, że pomysł ten był czysto fantastyczny  – nie miał najmniejszych szans na realizację. Pętla, którą ostatecznie (ledwo) przeszedł Sienkiewicz, miała około 150 kilometrów, z Bagamoyo zaś na szczyt Kilimandżaro jest ponad 500 kilometrów. Nie licząc problemu wysokogórskiej wspinaczki, choroby wysokościowej i chłodu na większych wysokościach (z których to trudności zapewne Sienkiewicz także nie zdawał sobie sprawy), gdyby nawet podróżnicy zrezygnowali z wchodzenia na szczyt, musieliby przejść dystans, lekko licząc, sześciokrotnie dłuższy i potrzebowali na to proporcjonalnie tyle więcej czasu (znowu – lekko licząc, trzy miesiące). Pomijając wszystkie inne słabości tej koncepcji – z pewnością wtedy zaczęłaby się już pora deszczowa.

Wymieniane przez Sienkiewicza trudności były oczywiście do przewidzenia już z perspektywy europejskiej, jednak pisarz potrzebował do tego wizji Afryki, zbliżonej do rzeczywistości, nie marzenia jak z Verne’a. Prawdopodobnie przybycie na Zanzibar to moment, w którym marzenie zderzyło się z rzeczywistością – oczywiste staje się, że sił i energii ma zdecydowanie mniej niż w Ameryce, wydaje się że także, znacznie mniej ciekawości świata.

Zwraca uwagę jeszcze jedna refleksja:

&amp;nbsp;

W Afryce nie podróżuje się inaczej jak piechotą. Wyobraźmy sobie teraz człowieka przywykłego jeździć w wagonie, w powozie lub na statku, przywykłego jadać o swojej porze, sypiać w wygodnym łóżku, chować się pod dach w czasie niepogody, który nagle znajduje się wśród dzikich krajów, czyni dziennie ogromne pochody, sypia w namiocie prawie na ziemi, czasem pod gołym niebem, jada byle co, pije wodę koloru kawy z mlekiem lub czekolady, moknie na każdym dżdżu, piecze się na słońcu. Jak nie ma dostać febry. (LzA, 112)

&amp;nbsp;

Dosyć późno uświadomiona trudność przemieszczania się w Afryce to jedna sprawa. Samo podejście do podróżowania jest ciekawsze. Zapewne nieświadomie Sienkiewicz wyraża niemal przeciwstawną opinię niż podczas podróży amerykańskiej, gdzie podróż na własną rękę staje się w pewnym sensie początkiem podróży właściwej. Przy czym wycieczka na kontynent daleka jest od amerykańskiego minimalizmu:

&amp;nbsp;

Teraz należał nam się odpoczynek, lecz niestety stawały nam na przeszkodzie obowiązki szafarskie. Ludziom, którzy tego nie zaznali, wyda się to może rzeczą błahą, a tymczasem tego rodzaju zachody stanowią najprzykrzejszą stronę podróży. Niektóre skrzynie zamknięte są na kłódki – dobierajże kluczy. Konserwy są wprawdzie w rogoży, ale kartki z blaszanych puszek poodklejały się od gorąca i wilgoci – zgadujże, co która puszka zawiera! Otwierać trzeba puszki samemu, bo jeśli to powierzysz Murzynowi, wyciśnie ci na ziemię całą zawartość wraz z sosem. Tłumacz poszedł w las i nie ma go, kucharz zaś nie rozumie ciebie, a ty kucharza, jeśli więc chcesz jeść choć trochę lepiej, jeśli nie chcesz, by ci wsypał herbaty do jarzyn, cukru do serdelków, soli do kawy, musisz wszystkiego sam pilnować – i siedzieć przy ogniu na czterdzieści kilka stopni gorąca. (LzA, 233)

&amp;nbsp;

W obliczu zderzenia z rzeczywistością potrzebne okazało się znalezienia sposobu, który mógłby wycieczkę po kontynencie zorganizować. Stało się nim polowanie:

&amp;nbsp;

Właściwie czy dotrę do Mrogoro, czy nie dotrę, wszystko mi jest jedno. Nie mam żadnych interesów w Mrogoro i dłuższe postoje będę urządzał przede wszystkim tam, gdzie zwierzyna znajduje się w obfitości. (L, V-1, 334)</document>
<document nplp_id="4493" title="Polowanie w&amp;nbsp;Afryce – próba nadania sensu wyprawie" slug="polowanie-w-afryce-proba-nadania-sensu-wyprawie">Przez całą podróż do Afryki autor Bez dogmatu nie bardzo wie, jak nadać sens swojej obecności na tym kontynencie. Skoro ostatecznie odpadło rozpalające wyobraźnię Kilimandżaro, uwagę Sienkiewicza zwróciła możliwość polowania. Polowania, które odgrywało niemałą rolę w amerykańskiej przygodzie pisarza, i w Afryce mogło być sposobem powrotu do przeżyć sprzed półtorej dekady. Co prawda o ile w Ameryce pisarz całkiem serio opisuje siebie jako zręcznego strzelca, o tyle w opowieści o przeżyciach afrykańskich asekuruje się autoironią: „Co do mnie, gdybym był tak zręcznym myśliwym, jak jestem zapalonym, całe setki wdów hipopotamowych musiałyby przyodziać żałobę po swoich hipopotamach […]” (LzA, 109).

Ale mimo to, polowanie miało stać się sprawą organizującą wyprawę, zwłaszcza w kontekście przypomnianych ponownie osiągnięć na polowaniach amerykańskich i europejskich:

&amp;nbsp;

[…] powiedziałem sobie, że do zbioru pudeł amerykańskich i europejskich nie zawadzi dodać kilkanaście afrykańskich, a ksiądz Le Roy opowiadał właśnie, że o kilka godzin drogi za Bagamojo zobaczymy w rzece Kingani nie jednego i nie tuzin, ale całe stada hipopotamów. (LzA, 109)


&amp;nbsp;

W liście do Godlewskiego z kolei przechwala się: „Lwa zabito przed moim przyjazdem. Wiedział, co go czeka i wolał szukać schronienia w objęciach śmierci” (L, I-2, 156). Jednak tak jak poprzednio, i tu ujawnią się takie same trudności, czyli brak wiedzy i wcześniejszego rozpoznania warunków:

&amp;nbsp;

Ojciec Korman potwierdził nam to, co już słyszeliśmy od brata Oskara w Bagamojo, że przybyliśmy w porze dla polowania najgorszej. Był to marzec, zatem na południowej półkuli koniec lata, czas największych upałów i wysychania kałuż, podczas którego zwierz cofa się w góry, by w chłodnych wąwozach znaleźć ochronę przed spiekotą. (LzA, 228)

&amp;nbsp;

Afrykańskie polowania Sienkiewicza dobrze charakteryzują trzy epizody – strzelanie z łodzi do hipopotamów, polowanie podczas pobytu w misji, wreszcie polowanie na lwa.

W pierwszym przypadku myśliwi z winy swojej ignorancji (oraz gapiostwa Sienkiewicza) otarli się o śmiertelne niebezpieczeństwo:

&amp;nbsp;

Spod wody wychyliła się tuż przy nas potworna głowa z otwartą paszczą i podniosła się, jakby chcąc chwycić kłami za burtę. […] Na nieszczęście mając myśl nabitą tym, że do głowy można strzelać tylko kulą stalową, pociągnąłem za cyngiel wystrzelonej przed chwilą lufki, gdy zaś Tyszkiewiczowi, siedzącemu z drugiej strony, szerokość łodzi nie pozwoliła strzelić, napastnik uszedł bezkarnie. Uczuliśmy tylko silne wstrząśnienie łodzi, o której wręgę potwór otarł się pod wodą grzbietem, widocznie w tym celu, by ją przewrócić.
Wynurzył się on następnie o kilkadziesiąt kroków prawie do połowy ciała i wówczas posłałem mu natychmiast kulę, po której schował się już na dobre. (LzA, 168)

&amp;nbsp;

Tyszkiewicz opisuje to wydarzenie ze zdecydowanie większym dramatyzmem (choć i tak, jedynym, który zdawał sobie sprawę ze skali niebezpieczeństwa był towarzyszący im Niemiec):

&amp;nbsp;

W chwili, kiedy przygotowany do strzału stałem po lewej stronie łodzi, zostajemy tak silnie wstrząśnieni, iż muszę się trzymać głowy Murzyna, aby nie wpaść w wodę. Wstrząśnienia nie ustają, zaczynam być w strachu, bo przytym nasz Niemiec przeraźliwie nam krzyczy jakieś niezrozumiałe wyrazy. Odwracam się i spostrzegam raptem po stronie Sienk.[iewicza] olbrzymią głowę hipopotama, trzymającą łódź naszą w zębach i potrząsającą nią z wściekłością. […] Sienk.[iewicz] także głowę stracił: widzę go, jak zamierza się do bestii […] i nie strzela – zapomniał kurki odwieść. Ja, odzyskawszy równowagę, w samą porę namyślam się strzelać. Kiedy nasz nieprzyjaciel spostrzegłszy, że nie da rady mocnej, stalowej łodzi, puścił swoją zdobycz, kopnąwszy jeszcze nogą w wodzie, nas zostawiając z nosami spuszczonymi na kwintę, a Niemca ciągle wrzeszczącego i łajającego nas.[przypis]Tamże, s. 106.[/przypis]

&amp;nbsp;

W efekcie podróżnicy bezsensownie otarli się o śmierć, właściwie nie zdając sobie z tego sprawy, a przy okazji nie zyskali żadnych trofeów.

Polowanie w pobliżu misji w Manderze zarówno Sienkiewicz, jak i Tyszkiewicz opisują jako ciąg porażek – przywołajmy tego drugiego, który ze sporą bezpośredniością stwierdza:

&amp;nbsp;

Polowanie to pod każdym względem nie było udane. Le pèresuperieur, pędził jak strzała naprzód, zapominając o obowiązkach gościnności i o zmęczonych podróżnikach, którzy ledwie mu nadążyć mogli. Sienkiewicza przy tym jeszcze nie całkiem gorączka opuściła. Ci panowie przemówili się trochę, o czym dowiedziałem się później, stąd i humory dość kwaśne. Antylop widzieliśmy sporo, ja jeden jednakże mogłem tylko strzelać. Postrzeliłem śliczną sztukę, której niestety znaleźć nie można było.[przypis]Tamże, s. 110.[/przypis]

 

Sienkiewicz następująco relacjonował ową wycieczkę:

&amp;nbsp;

Z polowania odnieśliśmy w tym dniu tę tylko korzyść, iż naprzód widzieliśmy antylopy, bez których Afryka nie przedstawia się we właściwym charakterze, a po wtóre, że idąc na przełaj ku M’Pongwe, i idąc szalenie, zrobiliśmy ogromny kawał drogi równający się przynajmniej dwom zwykłym pochodom. (LzA, 233)

&amp;nbsp;

W liście do Godlewskiego natomiast pisał:

&amp;nbsp;

Polowania moje w części chybiły, bo miały się rozpocząć na dobre dopiero w Gugurumu. W czasie pochodów widziałem z daleka antylopy, ale o 600 metrów. Zresztą w czasie pochodu, gdy człowiek zziajany, ręce i nogi się trzęsą, serce bije, a temperatura dochodzi do 30 R, człowiek strzela jak szewc. Zdarzyło mi się chybiać do ptaków siedzących, co nie zdarzyło mi się w Europie.
Ptaków zabiłem sporo. Małpy słyszałem, alem ich nie widział. Oto wszystko. (L, I-1, 159)

&amp;nbsp;

Próba polowania na lwa, która miała odbyć się pod koniec podróży, została z kolei uniemożliwiona przez atak gorączki, podsumowując niejako klęskę wyprawy afrykańskiej jako polowania. Brak trofeów z polowań Sienkiewicz wetował sobie, skupując w dużej ilości pamiątki na Zanzibarze: „Ładunek mój zwiększał się codziennie. Kupiłem kilka tuzinów pysznych mat madagaskarskich, skórę lamparcią, ogromny róg nosorożca i wiele innych rzeczy. Kły słoniowe okazały się tak drogie, że musiałem się ich wyrzec” (LzA, 259).</document>
<document nplp_id="4494" title="Afryka – Kronika zapowiedzianej febry" slug="afryka-kronika-zapowiedzianej-febry">Jak widzisz, wyniosłem cało skórę z Afryki, choć niewiele brakowało. (L, III-1, 540)

&amp;nbsp;

Afryka opisywana jest przez Sienkiewicza jako miejsce, gdzie Europejczycy chorują i umierają, a choroba i śmierć zdaje się podczas podróży do Afryki towarzyszyć pisarzowi krok w krok. Śmierć stanowi klamrę kompozycyjną Listów z Afryki – na ich początku pojawia się scena z „wielkim Schliemannem” umierającym w neapolitańskim hotelu[przypis]„Takie widzenia z odległości są jak mgły. Przesłaniają światło i czynią człowiekowi dzień smutnym. A gdym tak siedział w owych mgłach, na domiar smutnych wrażeń wniesiono do hotelu umierającego człowieka. Niosło go czterech ludzi, on zaś głowę miał opadłą zupełnie na piersi, zamknięte oczy, ziemistą cerę i zwisłe ręce. Posępna ta grupa przesunęła się tuż koło mnie, po chwili zaś zbliżył się do mego krzesła zarządca hotelu i zapytał:

– Czy panu wiadomo, kto jest ten chory?
– Nie.
– To jest wielki Schliemann.
Biedny «wielki Schliemann»! Odkopał Troję i Mikeny, zdobył sobie nieśmiertelność i – umierał…” (LzA, 5).[/przypis], kończy je samobójcza śmierć współpasażera (i Sienkiewiczowskiego współrekonwalescenta) na angielskim parowcu w drodze powrotnej.

Atak choroby wieńczy także kilkunastodniową wycieczkę na afrykański kontynent – tak jak szczytowym punktem podróży amerykańskiej było różnorako rozumiane wyzdrowienie, tak tu zapadnięcie na wycieńczającą chorobę, której zresztą Sienkiewicz niejako się spodziewa, w Europejczykach przebywających w Afryce dostrzegając chorobę i śmierć – tak jak w pierwszym wrażeniu po przybyciu do Zanzibaru:

&amp;nbsp;

Ponieważ trzeba jeszcze czekać na wydobycie kufrów z brzucha okrętowego na pokład, więc przez ten czas czynię spostrzeżenia nad przybyłymi z miasta Niemcami. Pierwsze wrażenie jest fatalne. Wszyscy ci ludzie noszą po prostu śmierć w twarzach. Febra i anemia wycisnęły na każdym z nich złowrogą pieczęć. Chodzą, witają się, nawołują, radość świeci im tak wyraźnie w oczach z powodu przybycia niemieckiego statku, że aż są wzruszający; ale wyglądają jak rekonwalescenci po ciężkiej chorobie. (LzA, 63)

&amp;nbsp;

Samemu też asekuruje się na wypadek choroby – być może wraz z innymi zderzeniami z rzeczywistością dotarła do niego groza sytuacji i różnica pomiędzy zdrowym klimatem kalifornijskim a śmiercionośnym wschodnioafrykańskim. Wątek ten absolutnie nie dotyczy jedynie spisanych post fatum narracji w Listach z Afryki, ale i listów wysyłanych w trakcie podróży. Tak pisze Sienkiewicz, uspokajając teściową:

&amp;nbsp;

Cała zaś wyprawa, jak to przyrzekłem, o tyle będzie miała miejsce, o ile ani ja, ani Tyszkiewicz nie będziemy mieli najmniejszych objawów febry. W razie przeciwnym nie wyruszę wcale. Gdyby się zaś zdarzyło w drodze, to każę nawracać choćby tego samego dnia. (L, V-1, 335)

&amp;nbsp;

Być może najbardziej charakterystyczny jest jednak cytowany już list do Godlewskiego, wysłany z Bagamoyo, przed wyruszeniem w interior:

&amp;nbsp;

A oto dlaczego piszę ten list. Przedłużcie ubezpieczenie Wasze koniecznie jeszcze na pół roku […] Otóż gdybym wypadkiem przywiózł jakie nasionka jakiej feberki i klapnął po upływie półrocza, a przed przysłaniem Wam rękopismu, stracilibyście swoją sumę. (L, I-2, 156)

&amp;nbsp;

Pisarz całkiem serio rozważa możliwość śmierci w afrykańskim interiorze – wydaje się, że pozornie żartobliwy ton i użyte w liście zdrobnienia jedynie oswajają towarzyszące mu strach, przeczucie śmierci i choroby.

W tej kwestii opisu Afryki jako przestrzeni śmierci należy wystrzegać się jednak pochopnych wniosków. Oczywiście prawdopodobne i naturalne jest, że tropikalne choroby zbierały swoje żniwo na oczach pisarza, i że febrę afrykańską odczuł Sienkiewicz bardziej niż choroby opisywane w Listach z podróży do Ameryki. Warto pamiętać jednak także o zmianie perspektywy – nie jest nowym odkryciem, że jak wynika z lektury listów, śmierć i choroba podążały za Sienkiewiczem już od małżeństwa z Marią Sztekiewiczówną, a traumatyczne doświadczenia związane z jej umieraniem, któremu pisarz towarzyszył, jeszcze to poczucie zintensyfikowały. Jego listy pełne są opisów kwestii zdrowotnych, obaw o zdrowie swoje, ale też dzieci, szwagierki, teściów. Wydaje się zatem, że Afryka nie wywołała strachu przed śmiercią i chorobą (być może go zintensyfikowała) – ale jest on immanentną cechą dyskursu epistolarnego pisarza.</document>
<document nplp_id="4495" title="Opowieść o&amp;nbsp;zderzeniu kultur" slug="opowiesc-o-zderzeniu-kultur">Tego rodzaju myśl nie jest nowa, pojawia się w bardzo wczesnych świadectwach biograficznych, sprowadzała się ona jednak przede wszystkim do szukania modeli postaci Trylogii wśród ludzi poznanych przez pisarza w Ameryce, głównie wśród spotkanych tam Polaków (kapitan Korwin-Piotrowski jako jeden z potencjalnych modeli postaci Zagłoby)[przypis]Dobre podsumowanie tego rodzaju badań, zob. J.R. Krzyżanowski, dz. cyt.[/przypis]. Wydaje się, że można otworzyć tę możliwość szerzej. Po pierwsze, dlaczego modeli postaci szukać tylko wśród Polaków? Jeżeli gdzieś w swoim życiu Sienkiewicz mógł zobaczyć rycerzy kresowych, a przynajmniej usłyszeć opowieści o nich, jednakowoż nie historyczne, a dotyczące świata i zdarzeń tu i teraz, to właśnie w Ameryce Północnej lat 1876–1878. Po drugie, dlaczego ograniczyć się tylko do modeli postaci czy fabuły? Ameryka była przecież dla Sienkiewicza olbrzymim doświadczeniem kulturowym. Jeżeli uznać, że oprócz wiedzy (przede wszystkim historycznej) i imaginacji tworzywem Trylogii mogło być doświadczenie, to jedynym w biografii Sienkiewicza – syna drobnej szlachty z Polski środkowej, znającego ze świata – przed podróżą do Ameryki – głównie okolice posiadłości rodzinnych, Warszawę i kilka miast europejskich. Doświadczeniem życia na pograniczu był pobyt w Kalifornii i miesięczna, datowana na październik 1877 roku wyprawa na bizony do Wyoming. Zatem tworzywem może być tutaj mentalność, mogą być spotkania czy zderzenia kultur, poznane sposoby ich współistnienia, może być doświadczenie życia w rozrastającej się, zdobywającej nowe ziemie rzeczypospolitej, która właśnie jest na drodze do przeobrażenia się w imperium, doświadczenie wojny na pograniczu (także, jak w Trylogii, wojny będącej starciem nacji uważających za swoją tę samą ziemię, przy czym nacja przybyszy-zdobywców w narracji chrześcijańskiej i postępowej ma prawo moralne do ziemi z przyczyn, powiedzmy, cywilizacyjnych) i starcia różnych, częściowo lub całkowicie obcych sobie, kultur. Może być nim wreszcie samo doświadczenie życia na pograniczu, poza kulturą zurbanizowaną, czy w ogóle z dala od europejskich wzorców kulturowych.

Nie zamierzam stawiać tu tezy o wykorzystaniu przez Sienkiewicza zdarzeń, postaci i narracji z Dzikiego Zachodu jako pierwowzorów Trylogii – są to spekulacje, z którymi możemy się zgadzać lub nie. W rzeczywistości amerykańskiego Zachodu lat 70. – w jej przestrzeni, historii, narracjach, zderzeniach kulturowych, świat Trylogii odbija się jednak jak w zwierciadle. Jest to jedyna rzeczywistość Sienkiewicza, która pozostaje w bliskości z regułami i realiami tego akurat świata przezeń wykreowanego. W zdarzeniach okresu wojen na amerykańskim pograniczu, przestrzeniach, społecznościach je zaludniających, wreszcie w emblematycznych postaciach i skupionych wokół nich narracjach tkwi ogromna potencjalność odpowiednika i modelu świata powieści opiewającej wojny na pograniczu wielkiego kraju, w których granica między obcym i miejscowym, wojna obronną a domową nie przebiega do końca jasno. Jak się rzekło, nie zamierzam na Dzikim Zachodzie szukać pierwowzoru konkretnych postaci i sytuacji z Trylogii. Chcę jednak pokazać bliskość między jednym a drugim, dokładniej: między światem Trylogii a rzeczywistością i narracjami Dzikiego Zachodu, takimi, jakie Sienkiewicz mógł poznać.</document>
<document nplp_id="4496" title="Stany Zjednoczone w&amp;nbsp;czasie podróży Sienkiewicza" slug="stany-zjednoczone-w-czasie-podrozy-sienkiewicza">Sienkiewicz przybył do Stanów Zjednoczonych około 1 marca 1876 roku[przypis]Wszystkie ustalenia dotyczące dat podróży amerykańskiej za: Julian Krzyżanowski, Kalendarz życia i twórczości Henryka Sienkiewicza, uzup. i oprac. Maria Bokszczanin, Warszawa 2012.[/przypis]. Ruszył do Kalifornii po niewiele ponad tydzień trwającym pobycie w Nowym Jorku (który znalazł na kartach Listów z podróży tak sugestywnie krytyczny obraz, że niekiedy w analizach utworu pod wrażeniem dychotomii opisu kipiącego od złota i zgiełku, parweniuszowskiego Nowego Jorku i słonecznej, pełnej nieograniczonych niemal przestrzeni i możliwości Kalifornii zapomina się o skrajnym braku równowagi między naskórkowym spotkaniem z Nowym Jorkiem i długim pobytem na kresach Ameryki[przypis]H. Sienkiewicz, Listy z podróży do Ameryki, [III. Pobyt w Nowym Yorku], oprac. Julian Krzyżanowski, Warszawa 2004, s. 78–107.[/przypis]). Po dwóch przystankach, planowanym w Chicago i wymuszonym przez śnieżycę na terytorium Wyoming, gdzie na stacji Ketchum po raz pierwszy zobaczył Indianina[przypis]List do Stefanii Leo z 12 III 1876, zob. Henryk Sienkiewicz, Listy, t. 3, oprac. Maria Bokszczanin, Warszawa 2007, s. 437–438. Zob. także H. Sienkiewicz, Listy z podróży… [IV. Koleją dwóch światów], s. 137–143.[/przypis], około 16 marca dotarł do San Francisco. W czerwcu przenosi się do Anaheim, wówczas niemalże wsi w okolicach Los Angeles, gdzie przygotowuje warunki pod przyszłą „kolonię” Karola Chłapowskiego, Heleny Modrzejewskiej i ich przyjaciół, co zresztą było celem tej podróży. W większym stopniu chyba niż praca nad ustanowieniem przyszłego falansteru zajmują go podróże po okolicy, polowania, odkrywanie uroku życia wśród natury (do czego warszawiak Sienkiewicz, wyrósłszy z dziecięcych lat, zbyt wielu okazji nie miał), wreszcie fascynacja życiem kolonisty na wciąż jeszcze na wpół dzikich krańcach wielkiego kraju. Chłapowscy przybywają do Anaheim 30 listopada i dość szybko stosunki z nimi, zwłaszcza z Chłapowskim, zaczynają się psuć, na co mogła mieć wpływ fascynacja pisarza Modrzejewską, skutkująca konfliktem z jej mężem, ale też od początku fatalna sytuacja gospodarstwa, które bezskutecznie próbowano urządzić[przypis]Por. Helena Modrzejewska, Karol Chłapowski, Listy, t. 1–2, oprac. Alicja Kędziora i Emil Orzechowski, Warszawa 2015.[/przypis]. Można się też zastanawiać, czy na sytuacji nie zaważył nikły, jak się zdaje, udział Sienkiewicza w tworzeniu „kolonii”. Jeśli oprzeć się na korespondencji i Listach z podróży, w tym czasie często przebywał poza Anaheim. Odbył trzecią już wyprawę w góry, wędrował po pustyni Mojave, zwiedzał Los Angeles i San Francisco. Można odnieść wrażenie, że znacznie bardziej interesowało go życie między miejscowymi niż przebywanie wśród „swoich”. W końcu marca definitywnie opuszcza Anaheim i zaczyna miesiące wędrowania między miejscami; po kilka tygodni mieszka w Sebastopolu, Haywood (czyli w okolicach San Francisco), w hrabstwie Mariposa (położonym na skraju dzisiejszego Parku Narodowego Yosemite), wreszcie w samym San Francisco, gdzie przebywał od lipca. W październiku prawdopodobnie wziął udział w miesięcznej wyprawie łowieckiej na Terytorium Wyoming (w południowo-zachodniej części obecnego stanu). Na przełomie stycznia i lutego rusza w drogę powrotną do kraju; po dłuższym tym razem pobycie w Nowym Jorku (z udokumentowanymi wyjazdami do Bostonu i Pittsburgha) 23 lub 24 marca 1878 roku wsiada na statek płynący do Liverpoolu i powraca na zawsze do Europy.

Podczas pobytu Sienkiewicza toczą się zdarzenia nie tylko skupiające uwagę Amerykanów, ale też mające olbrzymie znaczenie dla przemian całego kraju i narodu. W październiku 1876 odbywają się wybory prezydenckie kończące dwukadencyjny okres rządów Ulyssesa S. Granta, dla Stanów Zjednoczonych przełomowy w każdym tego słowa znaczeniu. Prezydentura Granta otworzyła okres zwany najczęściej przez historyków „pozłacanym wiekiem” (The Gilded Age), który przyniósł niebywały rozkwit przemysłu, rekonstrukcję (czy raczej zbudowanie na nowo) podstaw państwa po wojnie domowej i scalenie Kalifornii z resztą kraju, czyli kolonizację tzw. Dzikiego Zachodu, formalnie od 1848 roku pozostającego w granicach kraju, pozbawionego organizacji stanowej terytorium stanowiącego przede wszystkim domenę Indian[przypis]Por. S.D. Cashman, America in the Gilded Age, New York 1984; Eric Foner, Reconstruction: America’s Unfinished Revolution, 1863–1877, New York 1988.[/przypis]. Przyniósł też jednak niewyobrażalną wcześniej korupcję, ostateczny kres protestanckiej etyki w handlu i przemyśle i coraz bardziej odczuwalne po oddaniu władzy przez Granta przesunięcie rzeczywistego ośrodka decyzji z kręgu polityki w świat plutokracji. Same wybory w listopadzie 1876 roku przeszły do historii jako jeden z ważniejszych kryzysów konstytucyjnych w dziejach państwa; w rezultacie w marcu 1877 roku prezydentem na mocy kompromisu między partiami, po bezskutecznych próbach wiążącego przeliczenia głosów elektorskich zakwestionowanych w trzech stanach, został republikanin Rutherford B. Hayes, mimo że jego przeciwnik Samuel Tilden uzyskał więcej głosów i bezwzględnych, i elektorskich[przypis]Por. Maldwyn A. Jones, Historia USA, Gdańsk 2002, s. 295–296; S.D. Cashman, dz. cyt., s. 200–202.[/przypis]. Jednym z punktów zawartego kompromisu było ostateczne wycofanie wojska z południowych stanów, co scementowało powojenny ład za cenę znaczących ustępstw Północy w kwestiach rasowych. Jeszcze bardziej jednak uwagę Amerykanów przyciągały wtedy wydarzenia na Zachodzie kraju.</document>
<document nplp_id="4497" title="Kalifornia" slug="kalifornia">Sienkiewicz przybywa do Kalifornii mniej więcej trzydzieści lat po jej inkorporacji przez Stany Zjednoczone, w okresie, kiedy kolonizacja amerykańska jest wciąż trwającym i niezamkniętym procesem. Pisarz styka się zatem z trudnym, ale trwałym współistnieniem dwóch nacji z różnych przyczyn czujących się gospodarzami tej ziemi (a nawet trzech, jeśli liczyć niedobitki autochtonicznej ludności indiańskiej, opisywanej przecież przez niego w Listach z podróży do Ameryki[przypis]H. Sienkiewicz, Listy z podróży… [XI. Szkice amerykańskie], s. 343–361.[/przypis]). Styka się też z wciąż trwającym procesem kolonizacji dziewiczej ziemi – wprawdzie portowe San Francisco już błyskawicznie się rozrosło, ale w niewielkiej od niego odległości wciąż można spotkać próbujących przemienić pustkowie w żyzną ziemię farmerów i wędrujących myśliwych, stanowiących żywą pamiątkę eksploracji sprzed lat trzydziestu[przypis]Por. Stephen Schwartz, From West to East. California and the Making of the American Mind, New York – London 1998, s. 75–137; Ray A. Billington, The Far West Frontier 1830–1860, New York 1956.[/przypis]. Kalifornia farmerów i myśliwych przyciąga uwagę Sienkiewicza w największym stopniu.

Kalifornia, w której przez niespełna dwa lata mieszkał Sienkiewicz, była miejscem dość szczególnym, po części „państwem w państwie”. Składały się na to przede wszystkim dwie rzeczy – oddalenie od pozostałych stanów i wyjątkowa struktura społeczna oraz kulturowa. Raptem dwa lata po przejęciu ziem kalifornijskich przez Stany Zjednoczone na mocy traktatu z Guadalupe Hidalgo, w 1850 roku Kalifornia uzyskała prawa stanu (ówczesne granice stanowe obowiązują do dziś). Między 1850 roku a wybuchem wojny domowej spośród terytoriów włączonych do Stanów Zjednoczonych, a położonych na zachód od „starej Unii”, prawa stanu uzyskały tylko odległa Minnesota (1858) i sąsiadujący z Kalifornią Oregon (1859), a tuż po niej – Kansas (1861), gdzie zresztą spór wokół stanu prawnego był jednym z pretekstów wybuchu wojny. Do czasu przybycia Sienkiewicza do Ameryki na zachodzie ustanowiono jeszcze trzy stany: Nevada (1864), Iowa (1867) i, niemal równocześnie z przyjazdem pisarza, Kolorado (1876), kolejne zaś ustanowiono dopiero pod koniec lat 80.[przypis]Maldwyn A. Jones, Historia USA, Gdańsk 2002.[/przypis]. Wynika z tego wyjątkowa sytuacja Kalifornii wśród innych części państwa amerykańskiego, jako stanu wyznaczającego zachodnie kresy kraju, przez prawie ćwierć wieku jednak oddzielonego od pozostałych długimi milami półdzikich terytoriów, przez który przechodziły pojedyncze szlaki drogowe, bardzo powoli zastępowane transamerykańskimi liniami kolejowymi. Z jednej strony zatem były to kresy imperium, z drugiej strony jednak ze względu na oddalenie od reszty kraju i rozbudowaną społeczność iberofońskich Kalifornijczyków, liczniejszych od Amerykanów, Kalifornia miała jednak sporo cech terytorium kolonialnego. Poza narzuceniem nowej władzy miejscowym przez przyjezdnych, może tak być postrzegane na przykład eksplorowanie niewykorzystanych wcześniej olbrzymich połaci terytorium, przeznaczanie ich na nowe osadnictwo oraz prace nad użyźnianiem ziem kalifornijskich i przeobrażeniem ich w areał rolny. Można też od tej strony rozpatrywać rozmaite działania społeczeństwa amerykańskiego wobec swojego nowego stanu, na czele z wykorzystaniem gorączki złota, która wybuchła tuż po inkorporacji Kalifornii przez Stany, do zmiany struktury demograficznej nowego terytorium oraz z priorytetowym potraktowaniem przepływu osadników na najdalszy zachód (bezpieczeństwo szlaków, budowa kolei). Jeśli jednak rozpatrywać Kalifornię jako terytorium bliskie kolonialnemu, to uderza jednak różnica w traktowaniu osiadłej, nieamerykańskiej ludności. Oczywiście mowa tu o bardzo trudnych stosunkach, o narzuceniu prymatu (językowego, politycznego) mniej licznej, lecz silniejszej nacji, jednak nie o podboju, próbach eksterminacji czy choćby całkowitego podporządkowania przez bezwzględną wojnę kulturową[przypis]Por. S. Schwartz, From West to East. California and the Making of the American Mind, New York – London 1998 [/przypis]. Warto też wspomnieć, że osadnictwo amerykańskie w momencie przejęcia Kalifornii przez Stany Zjednoczone było zjawiskiem trwającym dłużej niż jedno pokolenie, co prawda w ograniczonym stopniu[przypis]H. Sides, Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu, przeł. Tomasz Ulanowski, Wołowiec 2016, s. 114–116.[/przypis] (było to przede wszystkim osadnictwo rolnicze w dolinie Sacramento; stąd Sacramento do tej pory, jako historyczny przyczółek Amerykanów w Kalifornii, pozostaje stolicą stanu). Stąd też możemy mówić raczej o dwóch równoczesnych strategiach: koegzystencji z ludnością iberoamerykańską (skupioną zwłaszcza na południu stanu, wokół San Diego i Los Angeles; Sienkiewicz zetknął się z nią przede wszystkim, mieszkając w Anaheim) i rozwoju osadnictwa, głównie w miejscach mających dobre warunki naturalne, a słabo zaludnionych przed aneksją; stąd rozkwit San Francisco, w 1848 niewielkiej osady nadmorskiej, a w latach 70. niezmiernie szybko rozwijającego się miasta portowego.</document>
<document nplp_id="4498" title="Wojna z&amp;nbsp;Indianami" slug="wojna-z-indianami">Wreszcie mamy wyjątkowe doświadczenie opisanej na kartach Trylogii wojny na pograniczu. Lata 1875–1877 stanowią najważniejszy i decydujący okres w dziejach wojny z Indianami o kolonizację Zachodu – południowego, formalnie pozyskanego jak Kalifornia po wojnie z Meksykiem, ale faktycznie stanowiącego dominium indiańskie, przede wszystkim Nawahów, Apaczów i Komanczów, i północnego, stanowiącego wolne terytorium zamieszkane głównie przez Indian (zwł. Siuksów).

W zasadzie trudno wyznaczyć wyraźny początek wojen indiańskich, szczególnie na południu, gdzie stan wojny między osadnikami a plemionami indiańskimi, zwłaszcza Komanczami, był permanentny i przynajmniej od lat 40. stopniowo, wraz z wzrostem osadnictwa, nasilał się[przypis]Por. Robert M. Utley, Frontier Regulars. The US Army and the Indians, 1866–1891, Bloomington–London 1977 (1. wyd. New York 1973), s. 44–58; 111–115.[/przypis]. Przy czym mowa tu o niewypowiedzianej wojnie, w którą w rozmaitych okresach włączały się wojsko czy (na południu) lokalne oddziały ochotnicze, ale która była stanem trwałym i ogarniała wszystkich. Obecność wojska wyraźnie nasila się w latach 50. i nie ustaje wraz z wojną secesyjną. Wręcz przeciwnie, od 1861 roku (na północnych terytoriach od 1862 roku) ma ona charakter zorganizowanych działań militarnych, aczkolwiek często prowadzonych, z oczywistych względów, przez oddziały ochotnicze, pomocnicze czy milicyjne. Zatem podjęcie w 1865 roku przez Kongres i Armię Stanów Zjednoczonych zmasowanych działań wojennych przeciw Indianom było nie tyle ich nowym otwarciem, co próbą ich uporządkowania czy przede wszystkim – przez rzucenie do boju jednostek zaprawionych w bojach na Wschodzie, w tym nierzadko oficerów walczących z Indianami w latach przed wojną domową – ostatecznego podporządkowania sobie Indian[przypis]Tamże, s. 44–58.[/przypis]. Dodać trzeba, że próbą chybioną. Budząca chyba największe zainteresowanie opinii publicznej wojna toczona na Północy z Siuksami (najczęściej nazywana, zwłaszcza jej lata 1867–1868, „wojną Czerwonej Chmury”), przełomowa, jeśli idzie o narrację, jako że bodaj wtedy pierwszy raz opinia amerykańska zaczęła postrzegać Indian jako myślącego przeciwnika, a nie siłę natury, zakończyła się w 1868 roku rozejmem niesatysfakcjonującym żadnej ze stron[przypis]Tom, Clavin, Bob Drury, Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów, przeł. Adam Czech, Wołowiec 2017, s. 197–359; Robert W. Larson, Czerwona Chmura. Wojownik i mąż stanu Siuksów Oglala, przeł. Aleksander W. Sudak, Wielichowo 2009, s. 83–128.[/przypis]. Trwający formalnie do 1875 roku na północnych terytoriach pokój był w gruncie rzeczy stanem permanentnego napięcia między działaniami kolonistów (głównie budową kolejowych i drogowych szlaków na zachodnie wybrzeże) a stanowczym oporem Siuksów, od czasu do czasu wybuchającym napadami Indian na cywili i drobnymi starciami zbrojnymi. Do starć na większą skalę nie dochodziło głównie z powodu niezbyt intensywnych poczynań kolonistów. Względny spokój na Północy pozwolił na zintensyfikowanie działań przeciw niepokonanym na Południu Komanczom; działania wojenne przeciw nim, trwające od 1867 roku, nabrały większej intensywności dopiero od 1871 roku i nie od razu zakończyły się sukcesem; trwałe zwycięstwo przyniosły dopiero kampanie w latach 1873–1874, ostatecznie zamknięte w 1875 roku[przypis]Por. S.C. Gwynne, Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów, przeł Bartosz Hlebowicz, Wołowiec 2015, s. 291–396.[/przypis]. Wojna z Apaczami, mająca mniejsze znaczenie strategiczne ze względu na odległe położenie ich terytoriów i niekorzystne warunki osadnicze (skały i pustynie dzisiejszej Arizony i Nowego Meksyku), lecz wyróżniająca się wyjątkowym okrucieństwem nawet na tle przerażających praktyk na pozostałych terytoriach, trwała do 1872 roku i rozgorzała na nowo w 1879 roku; na dobrą sprawę jednak lata 1872–1879 trudno byłoby nazwać okresem pokoju, nawet tak względnego jak na Północy[przypis]Por. Donald E. Worcester, Apacze. Orły Południowego Zachodu, przeł. Aleksander W. Sudak, Wielichowo 2002; Edwin Sweeney, Apacze. Cochise i lud Chirikawa, przeł. Zofia Kozimor, Warszawa 2017.[/przypis].

Po rozgromieniu Komanczów, w latach 1875–1877 dynamiczną kulminację znalazła wojna z Siuksami, której bezpośrednią przyczyną było znalezienie w 1874 roku przez ekspedycję wojskową dowodzona przez ppłk. George’a Armstronga Custera pokładów złota w Górach Czarnych (Black Hills)[przypis]R. Utley, FrontierRegulars, s. 243–245, por. Robert M. Utley, Siedzący Byk. Włócznia i tarcza, przeł. Aleksander W. Sudak, Warszawa 1998, s. 136–146.[/przypis]. Uwaga całego bez mała kraju skupiła się najpierw na kilku spektakularnych klęskach Amerykanów wiosną i latem 1876 roku, zwłaszcza rozegranej na terytorium Siuksów (na pograniczu dzisiejszych stanów Montana i Wyoming) bitwie nad Little Bighorn, a potem na kontrofensywie Amerykanów jesienią 1876 roku i wiosną 1877 roku, która doprowadziła do poddania się Amerykanom lub wycofania się na terytorium Kanady większości sił Siuksów[przypis]Por. R. Utley, FrontierRegulars, s. 245–283; R. Utley, Siedzący Byk, s. 147–213; Philip Weeks, Farewell, My Nation. American Indians and the United States in the Nineteenth Century, Chichester– -Oxford 2016 (wyd. 1: 1990), s. 246–267.[/przypis]. Sienkiewicz przybywa do Ameryki kilka miesięcy po Little Bighorn, w okresie, kiedy rzeź wojsk dowodzonych przez ppłk. Custera jest wciąż powracającym tematem na łamach amerykańskiej prasy. Kolejny etapy działań wojennych śledzi z Kalifornii głównie jako czytelnik, ale jest to przecież fabuła i narracja, którą żyje ówczesna Ameryka, a mająca niebywale wprost żywotne znaczenie dla Kalifornii właśnie, której dalszy rozwój zależał w dużej mierze od sprawnej komunikacji ze Wschodem kraju (od którego to problemu w ogóle zorganizowana kolonizacja Dzikiego Zachodu się zaczęła).

Wreszcie prawdopodobnie w październiku 1877 roku pisarz rusza polować na bizony na terytorium Wyoming. Jest to co prawda już okres wygasania działań wojennych po kluczowych zdarzeniach z maja tegoż roku, kiedy to wojskom amerykańskim poddał się Szalony Koń, a Siedzący Byk na czele wiernych sobie grup Indian uszedł do Kanady (skądinąd wcześniej chyba Sienkiewicz i jego towarzysze nie odważyliby się tam wyruszyć), niemniej pamięć niedawnych zdarzeń jest świeża, a ich ślady wciąż uchwytne. Sienkiewicz nie zetknął się z wojną bezpośrednio, mógł jednak poczuć ich aurę, zobaczyć wciąż stacjonujące na terytorium Wyoming amerykańskie wojska, wreszcie usłyszeć narracje wojenne w miejscu, które samo co prawda nie stanęło w ogniu, ale znajdowało się blisko linii niedawnego frontu. Oczywiście, jeśli rzeczywiście tam był.</document>
<document nplp_id="4499" title="Amerykańskie kresy" slug="amerykanskie-kresy">Sienkiewicz był niewątpliwie zafascynowany amerykańskimi kresami. Listy z podróży do Ameryki są czytelnym zapisem narodzin tej fascynacji i jej narastania. Jeśli próbować ją opisać, można wyróżnić kilka składających się na nią czynników. Pierwsza warstwa to mit eskapistyczny. On towarzyszył amerykańskiej wyprawie Sienkiewicza w zasadzie od początku – próba założenia przez Chłapowskich na krańcach świata komuny żyjącej zgodnie z naturą i wcielającej w życie zasady ekonomii utopijnej miała przecież eskapistyczny charakter. Od początku, po bardzo krótkim pobycie w Nowym Jorku, mamy w Listach z podróży wyraźną dychotomię bogatych, błyskawicznie rozwijających się, niedających się znieść amerykańskich metropolii i interioru, krainy nieograniczonych przestrzeni i możliwości, gdzie człowiek może żyć w zgodzie ze sobą lub odnaleźć sam siebie. Druga to mit inicjacyjny. Kalifornia jest przestrzenią odkrywania samego siebie i dojrzewania. Mieszczuch staje się myśliwym i wędrowcem, czującym się dobrze w górach, w puszczy i na pustyni. Poetyka narracyjna jest jednoznacznie inicjacyjna – młodzieniec staje się mężczyzną (to oczywista stylizacja, Sienkiewicz ma wówczas lat już 30; z drugiej strony w przypadku mężczyzny wchodzącego w wiek chrystusowy narracja taka mogła być jeszcze stosowna). Wydaje się jednak, choćby na podstawie korespondencji pisarza z tego okresu, że nie jest to tylko stylizacja. Także ujrzenie siebie takim, jakim chce się być; wejście w skórę człowieka szerokich przestrzeni. Trzeci czynnik ma chyba charakter bardzo osobisty – wszystko wskazuje na to, że Sienkiewicz w Kalifornii był szczęśliwy.

Jednak poza przemianą osobistą podczas ucieczki do innego świata ważne jest też to, w jakim świecie, w jakiej przestrzeni owa przemiana się dokonuje. W Kalifornii znajduje się w przestrzeni, która sama w sobie stanowi wyzwanie „zdobądź mnie” – wyzwanie trudne zwłaszcza dla człowieka z miasta i z lesistych nizin, który wspina się po górach, przebywa pustynię, wędruje nad morzem, a gdy już jest w puszczy, to widzi w niej drzewa niewyobrażalnych wcześniej rozmiarów. W tej przestrzeni są też już inni zdobywcy – myśliwi, dawni traperzy, także rolnicy, będący jednak w zupełnie innej sytuacji niż znana mu z domu, w sytuacji kolonizujących (czasem w pierwszym, czasem w drugim lub trzecim pokoleniu) trudną do okiełznania ziemię. W tej przestrzeni są też narracje, przede wszystkim bohaterskie, opiewające przewagi myśliwskie, ale także wojenne – walki z Indianami czy zdobywanie Kalifornii przez Amerykanów. Już we fragmencie nowojorskim czytelne jest olbrzymie zainteresowanie pisarza kresowymi narracjami wojennymi (Siedzący Byk i Custer). Echa wojny na Terytorium Wyoming będą towarzyszyły mu przez całą podróż. Trochę to przypomina znalezienie się za życia w świecie baśni i legend. Przy czym europejska przestrzeń legend przybiera tu inną postać – zamiast rycerzy są kawalerzyści, zamiast łowców przygód kolonizujących wschodnie kresy Rzeczypospolitej są traperzy, zamiast Kozaków czy Tatarów – Indianie.

Wydaje się szczególnym paradoksem to, że rodzący się powoli konserwatyzm Sienkiewicza odrzuca w Ameryce zachłanne miasto, rozbudowujące się bez hamulców i skrupułów, na rzecz terenów jeszcze szybciej ulegających przemianie i przemienianych w jeszcze bardziej bezwzględny sposób. Przy bliższym oglądzie jednak ów paradoks wcale nim nie jest. Szczególna perspektywa Sienkiewicza może bowiem uczynić z zachodnich kresów Stanów Zjednoczonych przestrzeń nie tyle będącą ofiarą zachłannego postępu, co właśnie stanowiącą powrót do źródeł. Przestrzeń, w której Rzeczpospolita właśnie osiedla swoje Kresy (zachodnie tym razem), codziennością jest walka z dziką przyrodą i dzikimi autochtonami, a kultura rycerska jest nie tyle wspomnieniem, co plemienną koniecznością. Manifest Destiny, idea szczególnej predestynacji obywateli Stanów Zjednoczonych do panowania nad ziemiami amerykańskimi, wymyślona w połowie lat 40. jako rodzaj ideologicznej podbudowy wojny z Meksykiem (przez część narodu postrzeganej jako niesprawiedliwa, najeźdźcza i przynosząca wstyd)[przypis]Por. Hampton Sides, Krew I burza. Historia z Dzikiego Zachodu, przeł. Tomasz Ulanowski, Wołowiec 2016, s. 79–82, tam też szersza bibliografia problemu.[/przypis], czyli zdobycia Kalifornii przede wszystkim, od początku budziła wśród Amerykanów ogromne kontrowersje, w latach 70. jednak jest przeświadczeniem wciąż dyskusyjnym wprawdzie, ale już trwale zadomowionym w kulturze amerykańskiej. Sienkiewicz zatem, oprócz innych znanych mu narracji w nowym kostiumie, odnajduje także mesjanizm rodzącego się imperium. Rzeczypospolita, jaką ogląda od początku pobytu, jest przywiązana do swobód i demokracji, nie wszystkich jednak dotyczących, swarliwa, rozległa, niezmiernie bogata, spragniona nowych ziem, skorumpowana, heroiczna, jeżdżąca konno, wciąż okrwawiona po wojnie domowej. Wiele tutaj z innej Rzeczypospolitej, także tej tekstowej, powstałej pod jego piórem niespełna dekadę później.</document>
<document nplp_id="4500" title="Traperzy" slug="traperzy">Kalifornia Sienkiewicza, jaka jawi się w Listach z podróży do Ameryki, wydaje się zszyta z dwóch materii – rzeczywistej i wyidealizowanej. Jeżeli stosować silny podział, co zawsze ryzykowne, zważywszy, że rzeczywiste i wyidealizowane przeplata się niemal zawsze w obrazie literackim, to rzeczywiste będzie najsilniej związane z zastałymi stosunkami społecznymi, wyidealizowane – ze zderzeniem z naturą. Zderzenie z naturą, kolonizacja dzikiego lądu, jest jednak czymś, czego Sienkiewicz się spodziewał, czemu towarzyszyła legenda dzikiej Ameryki traperów i niedźwiedzi, z którą w pamięci Sienkiewicz do Stanów przyjechał. Stąd w tych fragmentach Listów najbardziej przeplata się chyba wyidealizowany i skomponowany przez artystę model zetknięcia się Europejczyka z dziką Ameryką z autentycznym zachwytem i zadziwieniem, a zatem wyobrażenie z doświadczeniem.

Owo wyobrażenie jest widoczne nie tylko w kompozycji, wyraźnie zbudowanej wokół przeistaczania się Sienkiewicza w prawdziwego trapera, bardziej może nawet – w samym obrazie trapera. W rzeczywistości Kalifornii końca lat 70. traperzy bowiem byli gatunkiem ginącym.

W sensie ścisłym koniec fachu traperskiego na Zachodzie miał miejsce prawie dwa pokolenia wcześniej. Ostatni zjazd traperów, zwiastujący koniec fachu traperskiego, obyczajów i etyki z nim związanej, miał bowiem miejsce w roku 1840[przypis]H. Sides, Krew I burza. Historia z Dzikiego Zachodu, przeł. Tomasz Ulanowski, Wołowiec 2016, s. 62[/przypis]. Traperzy, czyli myśliwi specjalizujący się w polowaniu na zwierzęta futerkowe i handlu ich skórami (stąd nazwa, od trap – pułapka), w latach 40. stracili miejsce na rynku, zarówno ze względu na podaż (zbyt wiele wybitych zwierząt, zwł. bobrów), jak i popyt (nasycenie rynku). Najgłośniejsi spośród tych, którzy pozostali na Zachodzie, przedzierzgnęli się w przewodników, pomagających wytyczać nowe szlaki dla osadników, często pracujących dla kolei i armii. Najsławniejszym ze sławnych był Kit Carson, kluczowa postać dla całej mitologii Zachodu[przypis]Popularną, acz znakomicie udokumentowaną i rzetelnie podsumowującą stan badań monografią Carsona, jest cytowana wyżej Krew i burza Hamptona Sidesa.[/przypis]. Z perspektywy roku 1876, gdy część zdobywców Zachodu wykuwała dopiero swą legendę (Dziki Bill Hickok zginął pół roku po przybyciu Sienkiewicza do Stanów) lub jeszcze nie pojawiła się na scenie (Wyatt Earp zyska rozgłos dopiero po 1878 roku), to chyba właśnie zmarły w 1868 roku Kit Carson był w mitologii zdobycia Zachodu postacią najbardziej emblematyczną. Emblematyczną właśnie jako traper-przewodnik, nieomylny myśliwy i tropiciel, paradujący w skórach zwierząt człowiek gór, nieomylny strzelec, torujący Stanom Zjednoczonym drogę na Zachód.

Zasługa Carsona była szczególna, to on bowiem był przewodnikiem trzeciej wyprawy badawczej płk. Johna C. Frémonta (pierwszych dwóch zresztą także), badawczej tylko z nazwy, jako że to podczas niej Frémont poprowadził antymeksykańskie powstanie w Kalifornii, które przy późniejszym wsparciu floty i wojsk liniowych USA doprowadziły do przejęcia Kalifornii przez Amerykanów. Wyprawa ta, jak to ze zwycięskimi wyprawami zdobywczymi bywa, obfitowała w zdarzenia, które potem stały się symbolem bądź legendą – pokłosiem tego jest choćby flaga Kalifornii (niedźwiedź, którego ujrzeli Carson i Frémont po dotarciu nad wybrzeże), czy też nazwanie wejścia do portu San Francisco Złotymi Wrotami (tak rzekomo Frémont nazwał dzikie jeszcze ujście zatoki o wschodzie słońca)[przypis]Tamże, s. 116–117.[/przypis]. Najgłośniejszym wyczynem Carsona podczas kampanii kalifornijskiej (już w czasie regularnych działań zbrojnych) było przejście boso trzydziestu kilometrów w dwanaście godzin z prośbą o odsiecz, co pozwoliło wojskom amerykańskim wyjść z najbardziej krytycznego położenia podczas całej kampanii[przypis]Tamże, s. 241–245.[/przypis].

Od lat 50. wiele wyczynów Carsona, często zmyślonych, stało się kanwą literatury popularnej najniższej jakości i najszerszego obiegu, co uczyniło go bodaj najbardziej rozpoznawalnym bohaterem Zachodu[przypis]Tamże, s. 273–280.[/przypis]. Sienkiewicz mógł poza tym znać dzieło niemal równie poczytne, a znacznie poważniejsze, o nietypowym jak na bestseller tytule Raport on the Exploring Expedition to the Rocky Mountains in the Year 1842 and to Oregon and North California in the Years 1843–44. Jak sama nazwa wskazuje, formalnie był to raport z dwóch pierwszych wypraw, złożony przez Frémonta Kongresowi Stanów Zjednoczonych. Dziełko to, o efektownej fabule i narracji, przypominające raczej powieść przygodową niż raport[przypis]Obecnie przyjmuje się, że jego współautorką była niezwykła żona Frémonta, uważana za jedną z najbłyskotliwszych umysłowości Waszyngtonu tej epoki, Jessie Benton Frémont.[/przypis], doczekało się jeszcze w latach 40. trzech wznowień. Być może tam należy szukać źródeł niektórych klisz narracyjnych charakterystycznych dla opowieści z Dzikiego Zachodu, zwłaszcza figury przybysza z zewnątrz, który pod wpływem znającego dzikie ostępy na wylot „mądrego prostaczka” sam staje się herosem nowych terytoriów. Tak właśnie w raporcie wystylizowany jest Frémont (mądrym prostaczkiem jest oczywiście Carson).

Dalekie echo tego modelu znaleźć można na kartach Listów z podróży do Ameryki[przypis]Idzie tu zwłaszcza o „listy” VIII i IX (Szkice amerykańskie, ten drugi z podtytułem Z puszczy), przedstawiające autora jako adepta sztuki traperskiej. Patrz także list do Edmunda Leo z września 1876 roku: H. Sienkiewicz, Listy, t. 3, s. 450–455.[/przypis]. Co prawda, Sienkiewicz traktuje siebie skromniej niż Frémont, nie można tu mówić o tak daleko idącej heroizacji, brakuje też tak wyrazistej postaci „nieuczonego mistrza”, jaką jest Carson, jednak przy innych proporcjach schemat podróży na Zachód jako rytuału przejścia jest podobny, podobnie też definiowany jest kanon cech męskich. Wydaje się, że w tej i podobnych narracjach, generalnie współczesnych Sienkiewiczowi i mniej lub bardziej przedstawianych jako odbicia rzeczywistych wydarzeń, można szukać źródeł amerykańskiej relacji Sienkiewicza bardziej niż choćby u Coopera, gdzie jednak biały bohater jest konsekwentnie od początku człowiekiem dwóch kultur (inna sprawa, że autor Raportu Frémonta, ktokolwiek nim był, z pewnością zaciągnął dług u Coopera, przedstawiając Carsona, jednak to inny model bohatera). Ten model – stawania się „człowiekiem dziczy” nie po to, by odrzucić cywilizację, lecz po to, by stać się właśnie człowiekiem dwóch kultur, nosicielem europejskich wartości i prawdziwym mężczyzną, zdolnym poradzić sobie z każdym wyzwaniem – pojawi się potem zresztą w literaturze polskiej, przede wszystkim w Na przełęczy zaprzyjaźnionego z Sienkiewiczem Stanisława Witkiewicza, gdzie cała struktura narracyjna wokół bohatera-narratora sprawia wrażenie bliźniaczo podobnej do Listów z podróży do Ameryki[przypis]Notabene Witkiewicz jest autorem heroizowanego portretu Sienkiewicza przedstawionego jako myśliwy na kalifornijskiej pustyni.[/przypis].

Warto zadać pytanie, czy podobny proces nie dzieje się w uniwersum Trylogii, zwłaszcza na kartach Ogniem i mieczem. Wszyscy bohaterowie: Skrzetuski, Wołodyjowski, Zagłoba, Podbipięta – są przybyszami z innych części Rzeczypospolitej. Próba życia na kresach Rzeczypospolitej z każdego z nich wydobywa najlepsze jego cechy, rozmaicie zresztą ujęte, nie czyni go jednak kimś innym. Przede wszystkim zaś nie przeistacza go całkowicie w człowieka dziczy, wydaje się jednak, że bez zwycięskiego starcia z dzikością kresów żaden z nich nie mógłby być w pełni rycerzem Rzeczypospolitej[przypis]Tu warto wspomnieć, ze podobna etyka męża zbrojnego w służbie Rzeczypospolitej obarczonej misją dziejową pojawia się w narracji Frémonta – w odróżnieniu od znacznie mniej patetycznych relacji amerykańskich Sienkiewicza czy też tatrzańskich Witkiewicza.[/przypis].

Fascynacja światem traperów składa się zatem chyba z kilku warstw. Na pewno traper Sienkiewicza jest – przez wizerunek Carsona – nosicielem cech zdobywcy kresów, nie tylko myśliwym polującym na bobry. Na pewno jednak jest też myśliwym polującym na bobry. To znaczy – jest nosicielem cech tej Ameryki kresowej, która przemija. Wydaje się, że nieodległe znaczenie ma też fragment Listów o wędrówce przez pustynię z Indianinem z ginącego plemienia[przypis]Robert M. Utley, Frontier Regulars. The US Army and the Indians, 1866–1891, Bloomington–London 1977 (1. wyd. New York 1973), s. 44–58; 111–115.[/przypis]. Przy całej protekcjonalności, z jaką potraktowano postać Indianina, jest w owym fragmencie też nostalgia za światem, który właśnie przemija, a którego Sienkiewicz poznać w zasadzie nie zdążył. Jest też, choć nakreślona mimochodem, zawarta w nim świadomość niszczenia przez postępującą cywilizację kultury amerykańskich kresów; tak jakby Sienkiewicz chciał, żeby faza zdobywania Zachodu nigdy się nie skończyła. Wydaje się, że to, jak Sienkiewicz ukazuje etos trapera, jest właśnie takim zaklinaniem nieuchronnego, próba zamrożenia procesu zdobywania Zachodu w wiecznym Teraz. Wreszcie jest tu i teraźniejszość, poczucie, że proces zdobywania Zachodu wciąż się toczy, a owa edukacja traperska, którą Sienkiewicz przechodzi w Kalifornii, czyni zeń uczestnika tego procesu, a być może także – nosiciela traperskiego etosu.</document>
<document nplp_id="4502" title="Sienkiewicz i&amp;nbsp;Iberowie" slug="sienkiewicz-i-iberowie">Chyba równie ważnym (albo niewiele mniej ważnym) przejawem kalifornijskich fascynacji Sienkiewicza było jego zderzenie z kulturą iberofońską. Tym ważniejszym, że w przeciwieństwie do spotkania ze światem traperów, było ono, o czym świadczą zapisy w Listach i w korespondencji, nieoczekiwane. Sienkiewicz poznaje Kalifornię jednak początkowo przez optykę Stanów Zjednoczonych. A iberofońscy ziemianie nie należeli do amerykańskiej legendy Kalifornii – oni po prostu tam od kilku pokoleń mieszkali. Początkowy dystans, poczucie wyższości ustępują rosnącemu zaskoczeniu, szacunkowi, sympatii. Sienkiewicz stopniowo dostrzega, że ma do czynienia ze zwartą społecznością, o odrębnej kulturze, raczej przypominającej szlachecką niż stereotypową „tubylczą”, cieszy się jej gościnnością, uprzejmością, poczuciem honoru[przypis]H. Sienkiewicz, Listy z podróży…, s. 298–319.[/przypis]. W efekcie zaczyna się uczyć hiszpańskiego, a nawet smali cholewki do córki swoich meksykańskich znajomych[przypis]List do Edmunda Leo z IX 1876, zob. Henryk Sienkiewicz, Listy, t. 3, s. 447–457. Zob. także H. Sienkiewicz, Listy z podróży… [X. Szkice amerykańskie. Z puszczy], s. 298–319.[/przypis]. Z perspektywy dzisiejszej bardziej może dziwić nie rosnąca sympatia, a początkowy dystans Sienkiewicza, założenie przezeń niższości Meksykanów (czy raczej hispanojęzycznych Kalifornijczyków) wobec kultury amerykańskiej.

Wydaje się jednak, że owo paradoksalne u Polaka przyjmowanie perspektywy kolonialnej, poczucia jedności cywilizacyjnej z ówczesnymi imperiami, towarzyszyło Sienkiewiczowi stale podczas dalekich podróży czy wręcz nasilało się z czasem. Dziwić może zatem, że Sienkiewicz początkowo nie zadaje pytań o rodzaj i trwałość struktur społecznych z czasów, gdy Kalifornia należała do Meksyku, nie zastanawia się nad podobieństwem sytuacji meksykańskiej i polskiej, a nawet, że nie czuje żadnej łączności z obroną katolickiej tożsamości wobec niekatolickiej nowej władzy. Niemniej jednak tak rozpoznana sytuacja staje się tworzywem nieoczywistego mimo wszystko w czasach dyskursu kolonialnego traktowania drugiej nacji jako egzotycznej, pozostającej na innych stopniu cywilizacyjnym, ale jednak mającej prawo do swoistości i odrębności, a co najważniejsze, będącej w takim samym stopniu gospodarzem tej ziemi, jak jej zdobywcy. Wydaje się, że takie rozważenie sytuacji jest charakterystyczne nie tylko dla opisu Kalifornii w Listach, ale także (a może przede wszystkim) dla opisu Ukrainy na kartach Ogniem i mieczem. Z jednej strony Sienkiewicz nie ma wątpliwości, że słuszność jest po stronie Rzeczypospolitej (zresztą z podobieństw między republikańską ekspansją może wynikać też jego utożsamianie się z amerykańskimi zdobywcami), z drugiej jednak strony Ukraina w Ogniem i mieczem jest przestrzenią trudnego współistnienia kultur, a nie koniecznej likwidacji prymitywnej kultury ukraińskiej, co jednak w świetle narracji obowiązujących w latach 80. XIX w. tak oczywiste nie jest. Nie da się chyba tego powiązać tylko z polską perspektywą narodu pod obcym panowaniem; warto zadać pytanie, czy nie jest to także lekcja, którą Sienkiewicz odebrał, zadzierzgając coraz bliższe więzi z iberofońską społecznością w Kalifornii.</document>
<document nplp_id="4503" title="Czy&amp;nbsp;Sienkiewicz rzeczywiście był w&amp;nbsp;Wyoming?" slug="czy-sienkiewicz-rzeczywiscie-byl-w-wyoming">Czy Sienkiewicz rzeczywiście był w Wyoming? Takie pytanie postawił Jerzy R. Krzyżanowski, kwestionując autentyczność relacji Sienkiewicza i stawiając tezę, że mamy do czynienia ze znakomicie spreparowaną fikcją literacką[przypis]Jerzy R. Krzyżanowski, Sienkiewicz w Wyoming, czyli „trick ortrip”?, „Pamiętnik Literacki” 1996, z. 4, s. 65–75.[/przypis]. Argumentacja Krzyżanowskiego przebiega głównie dwoma torami. Po pierwsze, kwestionuje prawdopodobieństwo całej sytuacji; zwraca uwagę na szkicowe potraktowanie towarzyszy podróży i ich stypizowanie, trudności w określeniu ich danych biograficznych, wreszcie na nikłe prawdopodobieństwo zaproszenia Sienkiewicza do darmowego udziału w kosztownej wyprawie. Po drugie, kwestionuje detale opisu, z których wynikałoby, że bardzo precyzyjny zazwyczaj Sienkiewicz opisywał przyrodę nieco inną niż ta, którą w owym miejscu i o tej porze roku mógł zobaczyć. Trzeba zgodzić się, że brak precyzyjnego opisu w tym fragmencie listów rzeczywiście nastręcza poważne trudności. Wątpliwości zresztą budzi sam fakt polowania na bizony jesienią 1877 roku, czyli zaraz po tym, gdy po masowych rzeziach bizonów w latach 1872–1874 ich liczebność zauważalnie zaczęła się zmniejszać do rozmiarów grożących wyginięciem, i to w obecnej zachodniej części stanu Wyoming, czyli na obrzeżu tzw. wielkiego pasa bizonów[przypis]S.D. Cashman, America in the Gilded Age, New York 1984, s. 267, por. P. Weeks, Farewell, My Nation. American Indians and the United States in the Nineteenth Century, Chichester–Oxford 2016 (wyd. 1: 1990),[/przypis].

Nie da się zatem wykluczyć, że tekst Sienkiewicza jest kompilacją przeczytanych i zasłyszanych relacji z lat wcześniejszych, uzupełnionych własnym darem narracji. Czy jednak tę tezę da się w pełni udowodnić? Także nie. Właściwie wszystkie przytoczone argumenty da się w jakiś sposób odeprzeć: a to przypomnieniem, że Sienkiewicz mógł się mylić, opisując przyrodę nieznanego sobie regionu; a to że ubarwiał relację przewagami łowieckimi myśliwych polujących tam wcześniej (co w gruncie rzeczy, w opowieściach łowieckich, zwłaszcza z niezbyt udanych wypraw, nie byłoby niczym nadzwyczajnym; to raczej szczere wyliczenie kolejnych niepowodzeń łowieckich w późniejszej relacji afrykańskiej wykracza poza normę), a to, że niekoniecznie musiał ujawniać personalia towarzyszy i rzeczywiste okoliczności wyprawy; stosowanie maski i w tym wypadku nie byłoby niczym nadzwyczajnym. Najważniejsze jednak jest co innego.

To, czy Sienkiewicz rzeczywiście był w Wyoming w istocie ma drugorzędne znaczenie. Oczywiście, jeśli tam był, mógłby, przetwarzając doświadczenie wojny na kresach, korzystać nie tylko z bliskich relacji, ale także z poznania osobiście miejsc działań wojennych i zasłyszanych tam opowieści. Choć znów moglibyśmy mówić tylko o przybliżeniu, nie przebywał bowiem w strefie działań wojennych, a większość czasu spędził na terytoriach Indian Ute, czyli Jutów, którzy od 1872 roku wiedli raczej spokojne życie w rezerwatach, a po raz kolejny podnieśli broń przeciwko białym dopiero we wrześniu 1879 roku[przypis]R. Utley, Frontier Regulars, s. 322–344.[/przypis]. Zapewne jednak nawet krótka bytność w Cheyenne i możność ujrzenia stacjonujących w pobliżu oddziałów kawalerii nadałaby opisom poznanym z drugiej ręki bardziej intensywnych barw. Niezależnie jednak od tego, czy opis wyprawy do Wyoming jest relacją albo kompilacją, sama jego obecność w tekście świadczy o wadze, jaką Sienkiewicz przykładał do wojen indiańskich. Niezależnie od tego, czy był na ich terenie, czy nie, powinien był tam być. Wojny indiańskie stanowią na dobrą sprawę ramę kompozycyjną Listów. Jeden z pierwszych fragmentów pisanych po przybyciu do Ameryki traktuje o Custerze i Siedzącym Byku[przypis]H. Sienkiewicz, Listy z podróży…, s. 110.[/przypis]. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie wydarzenia na wolnych terytoriach są tymi, które przede wszystkim przyciągają uwagę pisarza. To, co najważniejsze w Ameryce dzieje się właśnie tam. Sienkiewicz sprawia wrażenie zafascynowanego zarówno ekspansją Stanów, ich wolą zwycięstwa i heroizmem walczących na dzikich polach kawalerzystów, jak i Indianami. Zresztą zwycięstwo Siedzącego Byka nad Custerem; to, jak możliwe było zwycięstwo wodza dzikusów nad dobrze wyszkoloną, regularną jazdą; zadziwiało i fascynowało wówczas nie tylko społeczność amerykańską. Podróż do Wyoming jest tej kompozycji – i tej fascynacji – jedynym możliwym dopełnieniem.</document>
<document nplp_id="4504" title="Kawaleryjskie życiorysy" slug="kawaleryjskie-zyciorysy">Jak wyglądał świat kawalerii kresowej w czasach bezpośrednio poprzedzających przyjazd Sienkiewicza? Warto pamiętać o tym, że, wbrew często pojawiającej się opinii, oddziały kawalerii Stanów Zjednoczonych nie były formowane – a w każdym razie nie przede wszystkim i nie wyłącznie – z ludzi, którzy nie mieścili się w panujących w armii normach lub sprawiali za dużo kłopotów i w związku z tym posłano ich do walki z Indianami[przypis]Por. R. Utley, Frontier Regulars, s. 80–92.[/przypis]. Oczywiście, byli i tacy. Owo „niemieszczenie się w ramach” ma jednak przede wszystkim nieco inne znaczenie. Nieprzypadkowo nowa faza walk z Indianami, ta, którą można już nazwać zorganizowaną wojną Stanów Zjednoczonych przeciw nim, wybucha rychło po zakończeniu wojny secesyjnej. Oczywistym pokłosiem wojny domowej była nadmierna liczba wysokich stopniem oficerów, często bardzo młodych wiekiem, zyskujących błyskawiczne awanse w ciągu czterech lat wojny. Cóż armia Stanów Zjednoczonych mogła począć z taką liczbą pułkowników i generałów? Zdegradować bohaterów wojennych nie mogła; równocześnie nie mogła też utrzymać ich stopni. W związku z tym wprowadzono podwójną tytulaturę: formalną i honorową (George Armstrong Custer na przykład kończył wojnę formalnie w stopniu kapitana[przypis]Od 1866 roku do śmierci służył w stopniu podpułkownika.[/przypis], ale honorowo przysługiwał mu wywalczony podczas działań wojennych stopień generała majora). Wojna na Zachodzie teoretycznie była znakomitą okazją, by kadra oficerska zarobiła swoje stopnie z wojny domowej po raz kolejny, tym razem w drodze awansów podczas wojny regularnej[przypis]Ze względu na to, że gros terytoriów indiańskich formalnie nie było częścią Stanów Zjednoczonych, a ziemiami pod ich protektoratem, wojna z Indianami była traktowana jak wojna z wrogiem zewnętrznym.[/przypis]. W praktyce, ze względu na zamkniętą liczbę poszczególnych stopni oficerskich, nie było to tak proste – oficerowie czekali na promocję często dziesięć lat lub dłużej[przypis]Por. R. Utley, Frontier Regulars, s. 10–43.[/przypis]; w ten sposób jednak dawano zajęcie wielu młodym najczęściej ludziom, którzy po wojnie nie chcieli zdejmować munduru, a nauczeni walki w nieprzystających do wcześniejszych form sztuki wojennej, skrajnie okrutnych warunkach wojny secesyjnej nie najlepiej odnajdywali się w innych zadaniach niż dążenie do całkowitego zniszczenia przeciwnika. Na Zachód często wysyłano oficerów należących podczas wojny secesyjnej do najskuteczniejszych właśnie dlatego, że wyjątkowo bezwzględnych w walce z wrogiem, który teraz na powrót stał się ich rodakiem. Ich wyjątkowe umiejętności postanowiono zatem wykorzystać w walce z przeciwnikiem stosownie dzikim i bezwzględnym[przypis]Co ciekawe, w pierwszych latach po wojnie nie zawsze oficerowie cieszący się znakomitą opinią żołnierską podczas wojny domowej dobrze radzili sobie na Zachodzie. Dobrym przykładem jest tu masakra Fettermana podczas tzw. wojny Czerwonej Chmury (grudzień 1866), gdy Indianie wybili do nogi oddział prowadzony przez odznaczonego podczas wojny domowej kpt. Williama Fettermana; sytuacja została opanowana dzięki ostrożności płk. Henry’ego Carringtona, niezbyt cenionego „oficera zza biurka” bez większego doświadczenia w polu. Prawdopodobną przyczyną brawury i klęski Fettermana były nieznajomość Zachodu i niedostosowanie sposobu walki do przeciwnika. Por. T. Clavin, B. Drury, Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów, przeł. Adam Czech, Wołowiec 2017, s 361–404.[/przypis], żywiąc przy tym nadzieję, że ich zasługi na Zachodzie pomogą zatrzeć pamięć o niedawnych wyczynach na Południu. Dotyczyło to w pierwszej linii dwóch głównodowodzących, generałów Williama Shermana i Philipa Sheridana, ale także niemałej liczby ich podkomendnych, m.in. wspomnianego już kilkakrotnie Custera.

Okoliczności walk na Zachodzie sprawiały, że losy kawalerzystów były gotowym materiałem na powieść. Zresztą przetwarzanie wypadków na preriach na tanie romanse przygodowe było nagminną praktyką już w czasach Kita Carsona, czyli od początku lat 50. Od czasu raportu Frémonta dużym wzięciem cieszyły się też wszelkiego rodzaju memuary, relacje z wypraw czy też z pół bitewnych. Nierzadko oficerowie publikowali relacje ze swych przygód zbrojnych (często ubarwione) w prasie; dobrym przykładem jest tu znów Custer, który w 1874 roku wydał swoje teksty prasowe w osobnym tomie My Life on the Plains. Zafascynowany Zachodem podróżnik miał zatem do dyspozycji bogaty materiał fabularny.

Szczególnie warto przywołać w tym miejscu trzy życiorysy kawaleryjskie, często sprawiające wrażenie bliskich bohaterom Trylogii. Poza dyskusją pozostaje tu postać Custera[przypis]Por. Stephen E. Ambrose, Crazy Horse and Custer. Parallel Lives of Two American Warriors, New York 1996 (1 wyd. 1975). Zob. także: R. Utley, Frontier Regulars; Ph. Weeks, Farewell, My Nation. American Indians and the United States in the Nineteenth Century, Chichester–Oxford 2016 (wyd. 1: 1990)[/przypis]. Narracji z nim związanych Sienkiewicz, przebywający w USA w okresie niemal bezpośrednio następującym po Little Bighorn, nie mógł nie znać; spór o Custera był wówczas jednym z najważniejszych tematów prasowych. Co ważne, proces tworzenia z Custera herosa i męczennika, związany przede wszystkim z upartą walką o pamięć po nim wdowy po generale, jest nieco późniejszy – przybrał na sile dopiero w latach 80. W czasie pobytu Sienkiewicza nie brakowało głosów wobec Custera krytycznych, przede wszystkich w środowisku, które w późnych lat 60. forsowało tzw. pokojową politykę Granta, dążącą do współistnienia białych z Indianami, choć oczywiście w ramach wyznaczonych przez Białych.

Oficer o typie mentalności kresowego watażki, przez całą karierę wojskową wyspecjalizowany w skutecznym przewodzeniu swawolnej kupie i właściwie niezdolny do jakichkolwiek innych działań, zawołany hulaka i pojedynkowicz, kilkakrotnie zawieszany i przywracany do służby, mający na koncie wyjątkowo paskudną kartę zapisaną podczas wojny domowej męczennik za sprawę Rzeczpospolitej, finalnie jednak obdarzony szczęściem znacznie mniejszym od Kmicica choćby – narracje poświęcone Custerowi stanowiły gotowy prototyp postaci z Trylogii. Od początku do końca jest to biografia watażki – pierwsze sukcesy Custera podczas wojny domowej polegały na skutecznych działaniach pościgowych w małych oddziałach jazdy[przypis]Wiele na temat stylu bycia Custera na polu bitwy mówi anegdota o jednym z jego pierwszych wyczynów, pościgu za oddziałami konfederackimi gen. Johnstona; podczas przekraczania rzeki Chickahominy na dźwięk retorycznego pytania swego dowódcy, gen. Barnarda: „Ciekaw jestem, jak głęboka jest ta rzeka”, Custer wjechał konno na środek rzeki i odkrzyknął „Tak głęboka, panie generale!”.[/przypis], potem niechlubnie wsławił się podczas pacyfikowania ludności cywilnej w dolinie Shenandoah; klęska nad Little Bighorn była wynikiem nieudanej próby zniszczenia przeciwnika błyskawicznym rajdem i złamania rozkazów naczelnego dowództwa. Obrońcy Custera wskazywali na jego bohaterską postawę pod Gettysburgiem, a podczas wojen indiańskich na walne zwycięstwo nad Czejenami nad rzeką Washita (listopad 1868) i na szacunek, jaki wśród nich sobie zdobył, przeciwnicy – na utratę tego szacunku w wyniku licznych przeniewierstw[przypis]Warto nadmienić, że bezpośrednio po Little Bighorn Custer w narracjach prasowych jest postacią sporną; kult Custera-męczennika w pełni rozkwita dopiero w latach 80., patrz Ph. Weeks, dz. cyt., s. 260–262.[/przypis], na zbyt silne nawet jak na standardy wojny z Indianami łamanie zasad honorowych (nad Washitą zginęły głównie kobiety i dzieci, najpewniej też Custer zaatakował pokojowo nastawioną grupę Czejenów[przypis]Ph. Weeks, dz. cyt., s. 186, R. Utley, Frontier Regulars, s. 128-130.[/przypis]) czy też na graniczący ze zdradą incydent latem 1868 roku, gdy Custer samowolnie porzucił swój oddział. Temat zagończyka, zdrajcy i bohatera, zamęczonego przez barbarzyńców, jest jednym z tematów amerykańskich otaczających Sienkiewicza – i właściwie gotowym surowcem kilku wątków i postaci z Trylogii, nie tylko Kmicica.

Podobnie potraktowanym tworzywem mogła być też sylwetka płk. Ranalda S. Mackenziego, oficera, którego cała kariera od czasu wspólnej edukacji w West Point związana była z postacią Custera, i który pod wieloma względami stanowił jego antytezę[przypis]Zwięzły, ale rzetelny i obrazowy biogram Mackenziego– zob, S.C. Gwynne, Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów, przeł. Bartosz Hlebowicz, Wołowiec 2015, s. 329–348.[/przypis]. Współczesny popularyzator dziejów Zachodu, S. C. Gwynne, napisał, że Mackenzie najczęściej wysyłany był tam, gdzie wcześniej przebywał Custer, by zaprowadzić porządek tam, gdzie on zasiał chaos[przypis]Tamże, s. 331.[/przypis]. Nie inaczej było po śmierci Custera nad Little Bighorn, gdy Mackenzie stał się jednym z najważniejszych dowódców prowadzących kontrofensywę przeciw Siuksom. Wcześniej w latach 1871–1874 odegrał decydującą rolę w ujarzmieniu południowych Czejenów i niepokonanych wcześniej Komanczów. W przeciwieństwie do Custera uważnie analizował indiański sposób walki, z czego wyciągał decydujące o sukcesach wnioski. Podobnie jak Custer zawołany szermierz, uwięziony jednak w niewielkim i delikatnej budowy ciele[przypis]Boleśnie też naznaczonym ranami; Mackenzie kulał, cierpiał na chroniczne bóle pleców, pod Winchesterem stracił dwa palce prawej ręki.[/przypis], znany z niezwykłej odporności na zmęczenie i ból, cechujący się wyjątkową surowością obyczajów i wyraźnie kreujący swój wizerunek wedle wzoru rycerza chrześcijańskiego, Mackenzie sprawia wrażenie bliskiego krewnego przynajmniej dwóch Sienkiewiczowskich bohaterów – Wołodyjowskiego i Skrzetuskiego. Był znacznie mniej niż Custer obecny w prasie (częściowo z powodu nieprzystępnego charakteru, częściowo z powodu braku skłonności do ogłaszania swych przygód na piśmie), niemniej jednak ranga jego przewag na Zachodzie była tak wielka, że jego postać zainteresowanemu Zachodem podróżnikowi musiała być znana.

Trzecią wreszcie godną przywołania tu postacią – nie tyle po to, by udowodnić wpływ ich biografii na tworzenie postaci z Trylogii, lecz żeby ukazać bliskość między nimi, a zatem między doświadczeniem amerykańskim a przetwarzaniem pamięci kresów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jest por. Gustavus Doane. Doane był jednym z kilku białych, którzy zasłynęli jako dowódcy indiańskich zwiadowców[przypis]Orrin H. Bonney, Lorraine Bonney, Battle Drums and Geysers. The Life and Journals of Lt. Gustavus Cheyney Doane, Soldier and Explorer of The Yellowstone and Snake River Regions, Chicago 1970. Zob. także: Thomas W. Dunlay, Wilki niebieskich żołnierzy. Indiańscy zwiadowcy i pomocnicy w armii Stanów Zjednoczonych w latach 1860–1890, przeł. Bartosz Hlebowicz, Wielichowo 2014, s. 67, 108.[/przypis]. Spośród nich wyróżniły go dwie rzeczy. Po pierwsze, przez całe lata 70. nieco zapomniany później w legendzie Zachodu Doane był szczególnie aktywny w prasie. Jego opisy eksploracji wąwozu rzeki Yellowstone poważnie przyczyniły się do założenia tam parku narodowego. Po drugie, to Doane dowodził oddziałem zwiadowców z plemienia Wron, który uratował z masakry nad Little Bighorn resztki oddziału mjr. Marcusa Reno i który odnalazł i pogrzebał szczątki Custera[przypis]Podczas pobytu Sienkiewicza w Stanach Doane odznaczył się jeszcze podczas pościgu wojsk amerykańskich za Indianami z plemienia Nez Percé w sierpniu i wrześniu 1877 roku.[/przypis]. Jeżeli poszukujemy na Zachodzie bliskich krewnych Sienkiewiczowskich oficerów koronnych i litewskich dowodzących Tatarami, szczególnie Doane’a powinniśmy mieć w pamięci, jako że wśród dowódców indiańskich zwiadowców był on w czasach autora Trylogii postacią szczególnie znaną.

Czy możemy tu mówić o pierwowzorach bohaterów Trylogii? To chyba byłaby teza idąca znacznie za daleko. Wolałbym nazwać to zjawisko znalezieniem w rzeczywistości potwierdzenia historycznych opowieści i źródeł. Czy Kmicic prowadzący oddział zwiadowców tatarskich pojawiłby się bez Gustavusa Doane’a prowadzącego oddział zwiadowców indiańskich? Możliwe, że tak. Doane jednak mógł być dla Sienkiewicza swoistym dowodem na istnienie Kmicica. A to już bardzo dużo.</document>
<document nplp_id="4505" title="Współistnienie kresowe" slug="wspolistnienie-kresowe">Wydaje się, że jedną z lekcji wyniesionych przez Sienkiewicza z Ameryki, widocznych na kartach Trylogii, są dwa modele współistnienia na kresach. Dwa wzorce zderzenia kultur, których Sienkiewicz doświadczył na amerykańskim Zachodzie i których echa, w różnych proporcjach, także skontaminowane, odbijają się w Trylogii. Pierwszy to współistnienie i trudne sąsiedztwo anglo- i iberojęzycznych Kalifornijczyków. Drugie – to konieczność okiełznania barbarzyńskich hord zagrażających oikumene, a jednak obecnych od pokoleń, na tyle obcych, by trudno było z nimi współegzystować, ale jednocześnie będących od zawsze częścią tego świata, z konieczności zatem stanowiących element egzystencji na tych ziemiach. To oczywiście wzorzec indiański.

Pierwszy, kalifornijski, byłoby to zatem trudne, ale funkcjonujące przez więcej niż jedno pokolenie sąsiedztwo kultur, z których każda czuje się na tej ziemi „u siebie”. Sąsiedztwo kultur różniących się wiarą, obyczajami, strukturą społeczną, także językiem (choć u Sienkiewicza w mniejszym stopniu niż w rzeczywistości Kalifornii), jednak, mimo oczywistych a nieustannych napięć zdolną do koegzystencji. Fascynująca też swoją innością i osobnością jednocześnie – mimo obcości, nie jest to kultura dzika ani barbarzyńska; może być nazwana „kulturą” także wedle sztywno hierarchizujących kryteriów XIX-wiecznych.

Drugi model to zderzenie z barbarzyńcami. Zderzenie z kulturą obcą, przerażającą, dziką, w nomenklaturze XIX wieku właściwie niezasługującą na miano kultury. Jednocześnie jednak w jakiś sposób fascynującą egzotyką (tu warto przypomnieć cytowany już list Sienkiewicza ze stacji Ketchum, zawierający opis pierwszego zetknięcia się z żywym Indianinem), i chyba też siłą. O ile obecność pierwszego modelu w świadectwach samego Sienkiewicza da się opisać harmonijnie (początkowa niechęć, odkrycie, zaskoczenie, poznawanie i rosnące zainteresowanie, w końcu akceptacja przy zachowaniu odrębności), o tyle drugi model, i w ogóle postrzeganie Indian w Sienkiewiczowskich świadectwach, nie jest w pełni jednolity. Wydaje się, że w jakiś sposób odbija on niejednolitość postrzegania Indian w Ameryce jego czasów. Jest więc tu i fascynacja, i współczucie, i paternalistyczne traktowanie „dzikich”, i niedowierzanie z powodu ich zwycięstw nad białymi, zmieszane z podziwem, ale i z trwogą, i próba racjonalizowania ich sukcesów, i ostateczne przekonanie, że wymykają się one logice. Jest też rodzaj nostalgii, szczególnie obecny w opisach kalifornijskich, gdzie Indianie już niemal wyginęli; są śladem ginącego w pełni Dzikiego Zachodu, którego Sienkiewicz już, choćby chciał, nie pozna. Ta akurat nostalgia niekoniecznie chyba była podzielana przez Amerykanów. Natomiast Sienkiewicz wydaje się jednak, przynajmniej na kartach Listów z podróży, podzielać zdanie łączące nawet różniących się w ocenie kwestii indiańskiej Amerykanów, że niezależnie od darzenia ich współczuciem czy nienawiści są to ci Dzicy i Obcy, których asymilacja nie jest i nie będzie w pełni możliwa.

Wydaje się, że w Trylogii da się przeprowadzić – choć nie w pełni – linię demarkacyjną miedzy tymi dwoma modelami. Nie w pełni; gdyż o ile model życia w bliskości barbarzyńców będzie wykorzystany w wątkach związanych z Tatarami, o tyle w innych wątkach zderzenia kultur obecne będą oba te modele. Gwoli zasygnalizowania, jako że jest to temat na osobne studium interpretacyjne, można przywołać tu problem ukraiński, gdzie rozpiętość będzie wędrowała od sekwencji, w których można się doszukiwać reminiscencji spotkania Sienkiewicza z Kalifornią hiszpańską i fascynacji nią (przyjazd Skrzetuskiego do domu Kurcewiczów), do scen i postaci, które z chrześcijańską kulturą Kalifornii nic wspólnego mieć nie mogą (Horpyna). Można postawić pytanie, czy nie zawiera się w tym silnie wartościujące stopniowanie przejścia od cywilizacji do dzikości, widoczne na przykład w obrębie tych samych wątków (przeistaczania się Chmielnickiego). W takim ujęciu lud Ukrainy będzie „hiszpański” lub „indiański” zależnie od swoich zachowań (zwłaszcza wobec Lachów). Tatarzy natomiast, nawet jeśli walczący razem z Polakami, zawsze będą dzicy, obcy i nie w pełni asymilowalni. Można w takim ujęciu, szczególnie obecnym przecież w Panu Wołodyjowskim, dopatrywać się rosnącego konserwatyzmu Sienkiewicza, ale czyż jego źródła nie są widoczne w Listach z podróży do Ameryki, gdzie Indianie, mimo wszystko, zawsze pozostają dzikimi?</document>
<document nplp_id="4506" title="Czym jest teologia polityczna?" slug="czym-jest-teologia-polityczna">Samo pojęcie teologii politycznej wydaje się dość niejednoznaczne, sugerując dyscyplinę pośrednią pomiędzy teologią a politologią (naukami politycznymi), czyli naukę, która bada wyobrażenia teologiczne (dotyczące transcendentnego lub immanentnego ładu) w ich relacji z rzeczywistością społeczną i polityczną. Jakkolwiek za patrona tej dyscypliny uznaje się niemieckiego prawnika, konstytucjonalistę i politologa Carla Schmitta[przypis]Zob. C.Schmitt, Teologia polityczna i inne pisma, wyb., przekł. i wstęp M.A.Cichocki, Warszawa 2012.[/przypis], dla którego przedmiotem tej dyscypliny jest przede wszystkim odkrywanie teologicznego podłoża współczesnych pojęć politycznych i prawnych, obecnie (w związku z tzw. „zwrotem postsekularnym w myśli Zachodu”) na wzajemne interakcje pomiędzy wyobrażeniami dotyczącymi eschatonu a rzeczywistością społecznego życia zwracają uwagę także tacy myśliciele, którzy nie czują się związani z jakąkolwiek konkretną tradycją religijną (np. Slavoj Žižek, Alain Badiou, Terry Eagleton i Giorgio Agamben)[przypis]Zob. np. S. Žižek, E.L. Santner, K. Reinhard, Bliźni, przeł. E. Ulińska, Warszawa 2013.[/przypis]. Współczesna teologia polityczna (po „zwrocie postsekularnym”) zakłada możliwość rozważania nie tylko klasycznych pojęć teologicznych (takich jak „Bóg”, „świętość”, „misterium” itd.), lecz także pola innych wyobrażeń zbiorowej nieświadomości, które warunkują życie społeczne i polityczne.

Na użytek niniejszej rozprawy jako obowiązująca zostanie przyjęta przede wszystkim ta wersja koncepcji teologii politycznej, która wyłania się z prac austriacko-amerykańskiego filozofa (urodzonego w Niemczech), Erica Voegelina.[przypis]Do najważniejszych, opublikowanych w Polsce prac Voegelina należą przede wszystkim poszczególne części jego monumentalnego cyklu Order and History (Ład i Historia).[/przypis]Voegelin przyjmuje w nich jednoznaczną koncepcję „teologii politycznej”, zgodnie z którą jest to nauka o „transcendentnym ładzie” (lub też „wyobrażeniu transcendentnego ładu”) w jego interakcji z rzeczywistością społeczną i realiami politycznymi na przestrzeni dziejów. Podobnie jak inni polityczni teolodzy, Voegelin zakłada, iż tak pojmowany ład (przedmiot „teologii politycznej”) nie jest uzależniony od wyobrażeń lub imponderabiliów jakiejkolwiek religii, a wyobrażenie o nim (lub doświadczanie go) stanowi stały, fundamentalny element wszelkich tworzonych przez człowieka społeczeństw. Cechą niezbywalną owego ładu jest dla Voegelina właśnie jego transcendentny charakter, zaś swoiste „zniesienie” lub „zawieszenie” transcendencji (i względne lub całkowite zastąpienie jej przez immanencję), z którym mieliśmy do czynienia w kulturze Zachodu doby nowoczesności jest niejako „immanentyzacją transcendencji”, a zatem potraktowaniem realnych, zmysłowych, cielesnych lub materialnych uwarunkowań ludzkiego bytu tak, jakby były one elementami eschatologicznego, ponad-ludzkiego świata.

Należy w tym miejscu również dodać, iż teoria „teologii politycznej” jako pewnej perspektywy badawczej zjawisk kultury i zarazem jako pewnej praktyki ustanawiania bądź zachowywania (reprodukowania) społecznego ładu zakłada (zarówno w wersji przyjętej przez Erica Voegelina, jak też Slavoja Žižkaczy Erica L. Santnera) absolutną transcendencję, radykalną inność owego ładu, czy to ufundowaną na klasycznych teologumenach lub mitologemach, czy też na radykalnej niepoznawalności ludzkiego Nieświadomego. Ów dynamiczny ład (bądź też zmienny proces poznania owego ładu) nie może zatem stać się obiektem skutecznej rozumowej analizy, jakkolwiek sam jest źródłem wszelkiej racjonalności. Stąd też określając ludzki zmysł lub narząd umożliwiający poznanie owego ładu, należałoby (za Voegelinem, który przyjmuje ów termin oczywiście od Platona i pitagorejczyków) raczej wymienić ludzką „duszę” wraz z jej zdolnością doświadczania i odczuwania („duszę czującą”, którą Agata Bielik-Robson proponuje zastąpić post-oświeceniowy „poznający podmiot”), bądź też – jak mówi najczęściej sam Voegelin – obecne w ludzkiej duszy „sensorium transcendencji”.

Od literatury, interpretowanej z perspektywy teologii politycznej, nie musielibyśmy zatem oczekiwać koniecznie racjonalności, przenikliwości, sztuki gromadzenia trafnych empirycznych spostrzeżeń. Jeśli dzieło bądź dzieła literackie posiadają walor, pozwalający dostrzec w nich potencjał rozpoznawania transcendentnych wzorców politei, nie muszą charakteryzować się specyficznie filozoficzną refleksyjnością, którą po oświeceniowym zwrocie przywykliśmy uważać za znamię wartościowej literatury, funkcjonującej w obiegu „kultury wysokiej”. Dzieła takie mogą – wręcz przeciwnie – uwodzić czytelnika urokliwym stylem, rytmiką i melodią narracji, służąc poznaniu intuicyjnemu i artystycznemu. Eric Voegelin na przykład w wielu częściach swojego wielotomowego cyklu Order and History wiąże walory poznawcze literackich dzieł (takich, jak: poematy biblijne, poezje Homera i Hezjoda, tragedię grecką itd.) z ich estetycznym pięknem.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="4507" title="Sienkiewicz jako teolog polityczny?" slug="sienkiewicz-jako-teolog-polityczny">Można w tym miejscu postawić pytanie, czy akurat twórczość Sienkiewicza – który, jak pisał cytowany powyżej Chmielowski, nie miał „zamiłowania do filozofii”[przypis]Zob. przypis 2.[/przypis] – może być odpowiednim obiektem rozważań, prowadzonych w aż tak szerokim, filozoficznym właśnie (czy też religioznawczym) kontekście? Otóż wydaje się, że zarówno wahanie się pisarza pomiędzy inspiracją pozytywistyczną a konserwatywną, jego niechęć do „doktrynerstwa”, jak też i kluczowy dla „wyobrażeniowego przewrotu” zachodniej nowoczesności charakter pozytywizmu (który – zdaniem Voegelina – w sposób najbardziej konsekwentny wyraził „immanentystyczną” tendencję kultury i cywilizacji Zachodu w wieku XIX) powodują, iż warto taką perspektywę przyjąć. Jak pisał Bujnicki, Sienkiewicz wielokrotnie (zwłaszcza w korespondencji prywatnej) deklarował niechęć wobec dotykających go bezpośrednio (także w postaci wymogu opowiedzenia się po którejś ze stron kluczowego wówczas, ideowego sporu) form przymusowego „uspołecznienia”, jak też i przeciw dyktatowi „opinii”, który zmusza go do odgrywania niechcianych ról, lub też do deklarowania poglądów, do których nie w pełni jest przekonany[przypis]Jak pisał np. w liście do Horaina: „Żebyście wiedzieli, jaką mam serdeczną nienawiść i pogardę dla tej nierządnicy, która się u nas opinią nazywa, i jak bezczelnie gotowy byłem i jestem zawsze plunąć jej w oczy, pozazdrościlibyście mi tych uczuć i tej odwagi.” (H. Sienkiewicz, Listy, oprac. M. Bokszczanin, t. 1, cz.2, Warszawa 1977, s. 372).[/przypis]. Jego decyzja o podjęciu w twórczości tematyki historycznej była motywowana dążeniem do odejścia od swoistego duchowego „skarlenia” współczesnych mu Polaków, o czym pisał w często przywoływanym cytacie z Mieszanin literacko-artystycznych:

&amp;nbsp;

My tego życia mamy aż nadto: ono nas męczy, nuży; zresztą straciliśmy w nie wiarę wraz z ochotą do niego. Niechże choć literatura otworzy nam światy inne, gdzie wszystko nie jest takie karłowate, ale wielkie, nie takie płaskie, ale wzniosłe, nie chorobliwe i śmiertelne, ale zdrowe i nieśmiertelne, nie zgrzybiałe, ale młode.[przypis]H. Sienkiewicz, Mieszaniny literacko-artystyczne, w: tegoż, Dzieła, pod red. J. Krzyżanowskiego, t.50, Warszawa 1950, s. 93.[/przypis]

&amp;nbsp;

Ten syndrom dystansowania się wobec czasu i narzucanych przez społeczeństwo uwarunkowań, chęć schronienia się w epokach wcześniejszych, sugerują niezadowolenie pisarza ze współczesności w szerokim wymiarze (nie tylko dotyczącym zaborów i narzucanego przez nie, de facto marginalnego miejsca kultury polskiej w Europie), a jego gest powrotu do przeszłości przypomina tęsknoty nowoczesnych krytyków pooświeceniowego modelu cywilizacji zachodniej. Teologia polityczna na tle tego typu „rewizjonistycznych” tęsknot wyróżnia się tym, że formułuje bardzo konkretne, związane z bieżącym życiem socius diagnozy tego stanu rzeczy. Jak pisał Voegelin w książce Od Oświecenia do rewolucji, charakteryzując pozycję Kościoła (jako instytucji teologiczno-politycznej, a zatem transformującej wyobrażenie transcendentnego ładu na społeczną i polityczną realność nowoczesności):

&amp;nbsp;

[…] instytucja duchowa została ostatecznie zepchnięta do sfery prywatnej, podczas gdy autonomiczna instytucja polityczna uzyskała monopol na działanie w sferze publicznej. Ta prywatyzacja duchowości stworzyła możliwość ponownego uduchowienia sfery publicznej, opartego jednak na innych źródłach, takich jak nacjonalizm, humanizm, ekonomizm (zarówno liberalny, jak i socjalistyczny), biologizm i psychologizm.[…]Bardziej zgubne skutki miało duchowe zniszczenie wywołane przez rozpowszechnione przekonanie, że racjonalno-naukowe podejście może stanowić substytut dla duchowego zintegrowania osobowości.[przypis]E. Voegelin, Od Oświecenia do rewolucji, przeł. Ł.Pawłowski, wstęp P. Śpiewak, Warszawa 2011, s. 36.[/przypis]



W diagnozie tej zbiegają się wątki kluczowe dla „konwersji” Sienkiewicza na konserwatyzm oraz wyłaniających się z jego biografii twórczej sprzeczności: dystansowanie się wobec „doktryn”, antyklerykalizm (wyraźnie widoczny w prywatnej korespondencji pisarza podczas jego podróży do Ameryki), niechęć do otaczających go środowisk (zarówno pozytywistycznego, jak i konserwatywnego), pragnienie przeniesienia się tam, gdzie ludzka dusza miałaby szansę odzyskać swój „eschatologiczny” wymiar, a także fundamentalną wolność wyboru pomiędzy dobrem a złem. Wiele wskazuje na to, że sprzeczności i niekonsekwencje, które bez wątpienia można odkryć w jego postawie, miały podłoże usytuowane w dużej mierze poza motywacjami osobistymi, w sferze fundamentalnych dla epoki dylematów[przypis]Jak pisze Bujnicki w cytowanym już tekście: „Czy zatem obecność Sienkiewicza w «obozie» konserwatystów miała sens koniunkturalny i była wyrazem pewnego oportunizmu pisarza? W jakimś stopniu, zapewne tak. Jednak sprowadzanie poglądów autora Trylogii do tego poziomu jest daleko idącym uproszczeniem. Warto podkreślić, iż w twórczości Sienkiewicza nakładały się często na siebie idee pozornie sprzeczne, tendencje idące w rozbieżnych kierunkach, wewnętrzny dialog różnych światopoglądów” (T. Bujnicki, dz. cyt., s. 71). O ile jednak – na poziomie dyskursywnym – Sienkiewicz włączał się w ów dialog niejako po obu jego stronach, prowokując oskarżenia o oportunizm, to podkreślane wielekroć przez pisarza „pragnienie przestrzeni dla rozwoju duszy” sugeruje już inne przyczyny, te właśnie, na które wskazywał Voegelin w swoich analizach epoki nowoczesnej.[/przypis]. Nowy wymiar (w perspektywie rozważań Voegelina) zyskuje również dostrzegane często przez komentatorów „niewykraczanie” autora Trylogii poza pozytywistyczną mentalność. Nie wystarczy bowiem, jak sądzę, konstatacja, że pisarz przez całą swoją twórczą drogę pozostawał w obrębie szeroko rozumianej pozytywistycznej formacji kulturowej; trzeba sobie również uświadomić to, do jakiego stopnia ideowe uwarunkowania epoki (które należałoby nazwać raczej teologiczno-politycznymi, ze względu na udział w nich wyobrażeń nieświadomych, które nie mogą być obiektem refleksji) uniemożliwiały wówczas swobodną ekspresję „eschatologicznych” tęsknot. Voegelin pisze na przykład, że oświeceniowe tendencje, które znalazły wyraz w filozofii Helwecjusza stanowią:

&amp;nbsp;

[…] klasyczny przykład zniszczenia zintegrowanej jednostki ludzkiej, dokonanego poprzez uznanie patologii jednostkowych za sytuację normalną, a dodatkowo poprzez odmówienie człowiekowi zdolności do samodzielnego przywrócenia ładu. […]Społeczeństwo stało się całkowicie zamkniętym wszechświatem z wpisanym weń procesem zbawienia.[przypis]E. Voegelin, dz. cyt., s. 78–79.[/przypis]

&amp;nbsp;

Amerykański historyk idei przedstawia tu zatem model ówczesnego społeczeństwa europejskiego (blisko „zenitu” epoki nowoczesności), który można skojarzyć z Benthamowskim Panoptykonem, jakby w postaci klatki o litych, nieprzepuszczalnych ścianach, bez jakichkolwiek „okien” otwierających się na transcendentną rzeczywistość.

Voegelin, w obszernej i wielowątkowej narracji swojego cyklu Order and History, określa owo rozstrzygnięcie mianem „ładu gnostyckiego”, czy też raczej „gnostyckiej deformacji” postrzegania istotowo niezależnego od człowieka ładu Kosmosu-Logosu, którego istota ludzka jest jedynie nie-autonomicznym wytworem. W tym właśnie sensie – jak pisał Voegelin – nowoczesność łamie właściwy dla wszelkiego typu religijnych epifanii ładu (zarówno politeistycznych, jak i monoteistycznych) postulat „bojaźni Bożej”, całkowitej suwerenności sfery transcendentnej wobec physis, czy też (posługując się językiem Platona i jego poprzedników) zachowania właściwej „miary” oddzielenia „boskich” i „ludzkich” spraw.

Przenikliwość Sienkiewicza polegałaby na tym, że dostrzegł potrzebę tak pojętego konserwatywnego zwrotu, swego rodzaju rewizji popełnionego przez społeczeństwa nowoczesne (na elementarnym i nader ważnym poziomie definiowania źródeł ładu) elementarnego błędu. Warto zauważyć, że tak rozumiany konserwatyzm nie wyklucza akceptacji elementów światopoglądu pozytywistycznego – bowiem tylko obiektywna i chłodna ocena własnej sytuacji może umożliwić człowiekowi „renormalizację” obrazu rzeczywistości w sensie przywrócenia mu właściwych proporcji, w którym punktowa i zatomizowana „podmiotowość” nie będzie już deifikowana w sposób charakterystyczny dla oświeceniowego zwrotu.



</document>
<document nplp_id="4508" title="Odejście od&amp;nbsp;naturalizmu. Dionizos jako estetyczny efekt" slug="odejscie-od-naturalizmu-dionizos-jako-estetyczny-efekt">Wszyscy piszący o Sienkiewiczu historycy literatury (podobnie jak krytycy z jego epoki) zgadzają się co do tego, że pisarz był nie tylko wyjątkowo sprawnym stylistą, ale i wnikliwym obserwatorem otaczającego go życia. O konstrukcji jego bohaterów napisano już wiele ciekawych i wnikliwych studiów, interesujące byłoby natomiast spojrzenie na to zagadnienie z punktu widzenia rozwiniętej w teologii politycznej swoistej „filozofii człowieka”. W optyce tej „naturę ludzką” (pojęcie krytykowane przez scjentystów, lecz akceptowane przez konserwatywnych myślicieli) można potraktować jako dziejowo zmienną, choć zasadniczo zależną od eschatologicznych podstaw i sensu istnienia człowieka.

Przykładem takiej zmienności może być choćby dostrzegany przez Voegelina (w miarę „dojrzewania” nowoczesności) zanik „sensorium transcendencji” ludzkiej duszy, który może nawet uniemożliwiać współczesnemu człowiekowi przeżywanie tego typu doświadczeń. Ze względu jednak na to, że koncepcja ładu (oraz koherencja kulturowego systemu znaczeń) wymaga tego, aby pierwiastek ludzki był w „immanentnym” porządku jakoś reprezentowany, pojawia się stopniowo (w świetle dokonanej przez Voegelina rekonstrukcji dziejów) zjawisko, które określa on mianem „deifikacji biologicznej podstawy egzystencji” człowieka[przypis]Zob. E. Voegelin, dz. cyt., s. 26.[/przypis].

Nie oznacza to nic innego, jak skoncentrowanie uwagi kultury (oraz strukturalne „skupienie” ludzkiej duszy na planie psychologicznym) wokół realnego, cielesnego życia i jego przejawów. Z punktu widzenia rozwoju kulturowego proces ten (który jest dla teologów politycznych dziejowym wydarzeniem w relacjach człowieka z sacrum) prowadziłby w prostej linii między innymi do naturalizmu w sztuce, przeciwko któremu (zwłaszcza w jego wersji Zolowskiej) energicznie protestował Sienkiewicz. Nieprzypadkowo zatem Bujnicki uznaje reakcję na naturalizm za kluczowy moment ewolucji pisarza w stronę powieści historycznej. Jak pisał badacz:

&amp;nbsp;

Strukturom asocjacyjnym i technice autonomizacji obrazu [przeciwstawił Sienkiewicz – M.P.] ścisłe zależności motywacyjne. W narracji zasadzie odpersonalizowania – koncepcję ról narracyjnych w obrębie wszechwiedzy narratora autorskiego. Kultowi szczegółu i zamkniętym przestrzeniom – rozbudowanie relacji opowiadanej i szerokie perspektywy przestrzenne. Powszedniości i autentyzmowi zdarzeń – wyrazistą epickość z tendencją uwznioślającą. Degradacji bohatera – jego heroiczność. Patologii i biologicznej koncepcji losu – aprobatę „normalności”, estetyczność, motywacje psychologiczne.[przypis]T. Bujnicki, Naturalizm a powieść historyczna, w: Problemy literatury polskiej okresu pozytywizmu, Seria 2 pod red. E. Jankowskiego i J. Kulczyckiej-Saloni, Wrocław 1983, s. 109–110.[/przypis]

&amp;nbsp;

Tego rodzaju idiosynkrastyczna reakcja na naturalizm świadczyła zatem o trafnej intuicji – nie tylko estetycznej, ale i etycznej – pisarza (mimo jego wahań w kwestii „wyboru drogi światopoglądowej”).

Jest jeszcze jedna kwestia, związana z „sakralizacją Bios”, o której pisze Voegelin. To oczywiście mit dionizyjski, który istniał i został przywołany znacznie wcześniej, zanim Friedrich Nietzsche przeciwstawił Dionizosa – Chrystusowi. Pojawił się on (pod postacią pojęcia) u Anne-Roberta Turgota, jednego z prekursorów Oświecenia:

&amp;nbsp;

Jakie znaczenie może mieć [postęp Ludzkości – M.P.] dla człowieka, który żyje i umiera w skończonej teraźniejszości […]? Odpowiedzią Turgota jest massetotale. Trudno o dalej idącą triumfalną brutalność odpowiedzi. Dla pojedynczego człowieka historia nie ma sensu. Cóż z tego jednak, skoro posiada go massetotale. […] Skoro pojedynczy człowiek nie może być podmiotem, dla którego historia ma sens, należy zmienić podmiot – człowiek zostaje zastąpiony przez massetotale.[przypis]E. Voegelin, dz. cyt., s. 134-135[/przypis]

&amp;nbsp;

U autora Trylogii swoista, ukryta być może fascynacja dionizyjskością (także pod źródłową postacią amorficznej, anonimowej masy) pojawia się głównie w warstwie estetycznej jego powieści – jako element retoryki opisu zdarzeń. Nietrudno się domyślić, że stanowi ona element retoryki (lub metaforyki) scen batalistycznych. Znamienny przykład przekształcenia jednostki w element „anonimowej masy” (która jednak za wszelką cenę pragnie przeżyć bitwę) odnajdziemy w noweli Bartek Zwycięzca:

&amp;nbsp;

Tymczasem pociąg staje przed stacją. We wszystkich oknach widać czapki z czerwonymi lampasami i mundury. Wojska widocznie jak mrowia. […] Jakaś siła i potęga bije od tego pociągu, którego końca nie dojrzeć. […] Ale owóż żołnierze są już oddaleni od bezładnego tłumu; już tworzą czarną zbitą masę, która zwiera się w kwadraty, prostokąty i poczyna poruszać się z tą sprawnością i regularnością ruchów machiny.[przypis]H. Sienkiewicz, Bartek Zwycięzca, w: tegoż, Nowele wybrane, Warszawa 1971, s. 124–125.[/przypis]

&amp;nbsp;

Mamy tu do czynienia z figurą „estetyzacji” dionizyjskości, która w tej noweli bierze się jednak ze znaczącej opozycji wobec figur domu, prawdziwej ojczyzny bohatera i wartości rodzinnych.





</document>
<document nplp_id="4509" title="Zwrot w&amp;nbsp;stronę przeszłości" slug="zwrot-w-strone-przeszlosci">Biorąc pod uwagę powyższą hipotezę na temat mentalności i postawy Sienkiewicza w czasie, gdy pisał on swoje najważniejsze dzieła, możemy zbliżyć się do rozumienia zarówno jego ideowych wahań (a ściśle biorąc do wyjaśnienia, dlaczego oba dominujące wówczas kierunki – pozytywizm i konserwatyzm – wydawały mu się „równie złe”), jak też i końcowego (choć nigdy – definitywnego) opowiedzenia się po stronie konserwatywnej, która przynajmniej wskazywała na tłumienie „duchowych potrzeb” przez ruch pozytywistyczny, a ściślej – przez towarzyszący mu, pesymistyczny społeczny nastrój[przypis]Jak pisał Sienkiewicz w liście do Horaina: „Sceptycyzm mój posunął się do tego stopnia, że wydaje mi się, iż zło i dobro jest tylko humbug […]. Wszechświat zna jeden tylko porządek, tj. ślepą logikę. Jest to prawdziwa filozofia pesymizmu, która jednak jako zasada życia nie wystarcza.” (H. Sienkiewicz, Listy, dz. cyt., s. 365)[/przypis]. W świetle teorii teologiczno-politycznej Voegelina okazuje się, że był on bezpośrednią konsekwencją zniszczenia, czy też rozproszenia duchowej integralności lutdzkiej duszy, które następnie otworzyło ją na możliwości substytucji świata symboli transcendentnych przez socjalne doktryny lub też wyobrażenia zaczerpnięte ze zbiorowej lub indywidualnej nieświadomości. Jak pisał autor Order and History, komentując rolę encyklopedyzmu d’Alemberta w genezie „gnostyckiego” pozytywizmu:

&amp;nbsp;

Z racji tego, że pochodzenie oraz obowiązek bios theoretikos [oraz „życia kontemplacyjnego” jako jego podstawy – M.P.], a wraz z nim znaczenie cywilizacji humanistycznej, są niezrozumiałe z pragmatycznej perspektywy wartości utylitarnych, w postawie d’Alemberta odnajdujemy oznakę głębokiego antyhumanizmu kryjącego się za oświeceniowym i humanistycznym światopoglądem.[przypis]Eric Voegelin, dz. cyt., s. 116[/przypis]

&amp;nbsp;

Cytat ten wydaje się ważny nie tylko z tego względu, że wskazuje na oświeceniowe źródła ponowoczesnego antyhumanizmu (a warto wspomnieć, że cytowana książka Voegelina została opublikowana w roku 1975[przypis]Tenże, From Enlightment to Revolution, Duke Universtiy Press 1975[/przypis]), lecz także dlatego, iż uwiarygadnia możliwość zastąpienia transcendentalnej wrażliwości duszy przez dominujący wówczas scjentyzm[przypis]Jak pisał cytowany przez Voegelina Henri Gouhier: „Pozytywizm stanowi religijną odpowiedź na religijny problem postawiony przez rewolucję” (H. Gouhier, La Jeunesse d’Auguste Comte et la formation du positivisme, Paris 1933, t. 1, s. 10; przekł. Ł. Pawłowski).[/przypis]. Można bowiem powiedzieć, że źródłem tego antyhumanizmu jest właśnie kult nauki, który odmawia wszelkiej wiarygodności doświadczeniu religijnemu (w sensie doświadczenia transcendentnego porządku), prezentując ścisłość naukowego poszukiwania faktów – i łączący się z nim nastrój ascezy – jako jego substytut. Dla scjentystów to nie człowiek, lecz odpersonalizowany „podmiot poznania” może posiadać godność i moralną rację.

Zwrot w stronę przeszłości (a zwłaszcza jej epickiej ewokacji w powieści historycznej), którego dokonał Sienkiewicz, nie jest jednak prostą i jednoznaczną alternatywą scjentyzmu i pragmatyzmu epoki. Jedną z podstawowych motywacji tego zwrotu była polemika z charakterystycznym dla pozytywizmu prezentyzmem, który Voegelin określa mianem idei „apodyktycznej teraźniejszości”[przypis]Zob. np.: E. Voegelin, dz. cyt., s. 113, 123.[/przypis]. Amerykański badacz wielokrotnie podkreśla również prezentyzm pooświeceniowych wizji przeszłości, mimo pozornego nacisku na ścisłe i wiarygodne badanie historii, jaki kładli na przykład Turgot i Condorcet. Przyczyną faktycznego zdyskredytowania przeszłości przez pozytywizm nie było bowiem jedynie opisywanie jej jako „ciągu faktów”, połączonego łańcuchem przyczynowym, jednak oderwanego od historiozoficznej wizji (którą zapewniało np. chrześcijaństwo), lecz przede wszystkim podporządkowanie jej (a wraz z nią – świadomości społecznej) doktrynie „postępu”. Jak pisze Voegelin:

&amp;nbsp;

Idea postępu jest w rzeczywistości wyobrażeniem sytuacji statycznej, jeśli przyszłość jest w niej wyobrażona jako „dodatek do” lub też „dopracowanie” teraźniejszości. W rozważaniach na temat postępu nie ma miejsca na ideę głoszącą, iż możliwe jest wyparcie idei cywilizacji zachodniej przez inną cywilizację, różniącą się od niej pod względem struktury wartości tak bardzo, jak na przykład cywilizacja helleńska różni się od chińskiej. W sytuacji, w której przyszłość nie może ze sobą przynieść nic więcej poza udoskonaleniem wartości zawartych już w teraźniejszej cywilizacji, a otwarta do tej pory przyszłość człowieka w historii staje się teraźniejszym celem rzutowanym na dzień jutrzejszy, idea postępu pozostaje statyczna. Z tego statycznego elementu idei postępu wyrasta reakcyjna konsternacja postępowców w świetle nowych zjawisk (nieprzewidzianych w projekcie, który w istocie zakorzeniony jest w XVIII wieku), jak również podszyta gniewem niezdolność postępowych intelektualistów do pozytywnej i zdecydowanej reakcji na dezintegrację zachodniej cywilizacji.[przypis]Tamże, s. 122.[/przypis]

&amp;nbsp;

Voegelin pokazuje, w jaki sposób prezentystyczna wizja dziejów ludzkości wpływa na formy dziewiętnastowiecznego historyzmu, który w większości przypadków (aż do inicjatyw intelektualnych podjętych przez Burckhardta i Diltheya) jest historią pozorną, ponieważ stanowi ekstrapolację teraźniejszych kategorii widzenia, w której „apodyktycznej teraźniejszości” przypada rola ukoronowania procesu cywilizacyjno-kulturowego, a co najmniej rola „punktu węzłowego”, w którym ludzkość uzyskała wiedzę na temat swoich finalnych celów i swojego przeznaczenia (w światopoglądzie utopijnym), a zatem – w sferze kwestii podstawowych – pozostaje już tylko ich żmudna realizacja.

Widać wyraźnie, że Sienkiewicz w swojej wizji przeszłości podejmuje (kierując się zapewne intuicją artystyczną, a także swoiście pojmowanym dążeniem do prawdy i obiektywności) wieloaspektową polemikę z pozytywistycznym (a nawet – ogólniej – pooświeceniowymi) „idolami” lub „opiniami” (przyjmując Platońskie rozróżnienie) dotyczącymi sensu historii i bieżącego życia. Wybór właśnie wieku XVII jako przedmiotu opisu w Trylogii mógł wynikać nie tylko z chęci „psychologicznej rekompensaty” społeczeństwu polskiemu doznanych przez nie klęsk. Jeśli bowiem uwierzyć w tezę Jerzego Kwiatkowskiego, iż pisarzowi nie sposób odmówić „zmysłu losu polskiej historii, umiejętności utrafiania w jej powtarzające się schematy, w jej sytuacje modelowe”[przypis]Zob. J. Kwiatkowski, Polski archetyp oblężenia. Historia – Sienkiewicz – Mrożek – Herbert, „Znak” 1988, nr 11, s. 44–45.[/przypis], to uznać można, że projekt Sienkiewicza wykracza poza wyobrażenia jego epoki na temat historii i historyczności. Nie ulega na przykład wątpliwości, że jeśli (zgodnie z przeświadczeniem Voegelina) burżuazyjno-liberalna cywilizacja najpotężniejszych państw europejskich wieku XIX była w jakimś, nie-marksistowskim sensie „reakcyjna”, zaś ta zachowawczość wynikała może nie tyle z jej przywiązania do jakiejś konkretnej społecznej struktury (np. klasowej), lecz właśnie paradoksalnie z samej jej postępowości (przywiązania do określonej koncepcji postępu, która zakłada niemożliwość radykalnej zmiany), to Sienkiewicz pokazywał – poprzez dynamikę doświadczeń swoich bohaterów, poprzez malowanie obrazów nieprzewidywalności historii – że takie radykalne zmiany są możliwe i że nie należy się ich obawiać, o ile nasza zbiorowa oraz osobista duchowość jest zakorzeniona w transcendentnym ładzie.

&amp;nbsp;



</document>
<document nplp_id="4510" title="Ku&amp;nbsp;terapeutyczności powieści Sienkiewicza" slug="ku-terapeutycznosci-powiesci-sienkiewicza">Innym sposobem otwarcia „scjentystycznej klatki” było oczywiście ukazanie historii jako otwartego pola możliwości (różnych „scen wolności”, o których pisał niegdyś Hans-Georg Gadamer, charakteryzując hermeneutyczną koncepcję historii), na którym może zdarzyć się bardzo wiele rozstrzygnięć, a znaczna część z nich – wbrew pozorom – zależy od ludzkich indywidualnych decyzji. Zapewne dlatego miejsce szczególne wśród utworów poprzedzających Trylogię zostało przyznane przez wielu badaczy opowiadaniu Niewola tatarska. Pisał na ten temat Tadeusz Bujnicki[przypis]T. Bujnicki, Sienkiewicz i historia. Studia, Warszawa 1981[/przypis], a ostatnio – Marek Wedemann[przypis]M. Wedemann, Niezłomność. O „konserwatyzmie” Henryka Sienkiewicza (na przykładzie „Niewoli tatarskiej”), w:W kręgu młodokonserwatyzmu warszawskiego 1876 – 1918, s. 73–92.[/przypis]. Badacze zwracają zgodnie uwagę na związek utworu Sienkiewicza z inspiracją Księciem Niezłomnym Calderona de la Barca, co – w połączeniu z przekładem tego utworu przez Słowackiego – świadczy także o inspiracji romantycznej, a zarazem dowodzi określonej preferencji autora opowiadania: chęci sięgnięcia do inspiracji przednowoczesnej, czyli do czasów, w których – jak zapewne sformułowałby to sam Sienkiewicz – na świecie żyli jeszcze ludzie „wielcy”, kierowani potężnymi namiętnościami i bezwzględnie wierni swoim obowiązkom. Bujnicki dostrzega w tym utworze refleksję na temat problemu zdrady narodowej i religijnej, a także kwestię „warstwy historycznej”, która władna jest przekazywać swe wartości reszcie społeczeństwa, a zatem – co można dodać z perspektywy teologii politycznej – także budzić wśród ogółu wrażliwość na transcendentny ład, wzorzec zarówno porządku ludzkiej duszy, jak i społecznej hierarchii. Główny bohater noweli, szlachcic Zdanoborski, wypełnia tę rolę właściwie, pokazując współwięźniom (pochodzącym z „gminu”) na własnym przykładzie, na czym polega „niezłomność” poprzez odmowę propozycji przejścia na islam, czy też zadeklarowania dobrowolnej służby chanowi.

Widać zatem, że wpisana także w kolejne utwory historyczne Sienkiewicza koncepcja narodu będzie opierać się na patriotyzmie szlachty (lub ogólniej – prezentowanym przez „warstwę historyczną”), która winna dawać przykład wzorców postępowania reszcie społeczeństwa, zaś ta ostatnia – przejmować je w podobny sposób, w jaki dusza ludzka zdolna jest przyjąć transcendentną inspirację. Nie ulega wątpliwości, że autor podejmuje tu decyzję w kwestii tego, w jaki sposób „patriotyzm” i poczucie tożsamości narodowej powinny szerzyć się wśród ogółu społeczeństwa, co – jak twierdzą historycy idei i politolodzy – było procesem nieuniknionym po Wielkiej Rewolucji Francuskiej 1789 roku. Zdaniem Sienkiewicza, powinno się to dziać z zachowaniem zasady autorytetu, tak by nie dokonało się groźne dla wielu nowoczesnych społeczeństw połączenie patriotyzmu (względnie świadomości narodowej) z rewolucją[przypis]Eric Voegelin dostrzega źródła owego procesu (aliansu wzrostu zasięgu poczucia społecznej tożsamości – jego demokratyzacji – z rewolucją jako zburzeniem aktualnie istniejącego ładu) już w oświeceniowej refleksji d’Alemberta: „Jest to [u d’Alemberta – M.P.] poczucie sprzeciwu rozumianego jako natychmiastowa, gwałtowna reakcja, wymierzona przeciwko odczuwanej opresyjności państwa socjalnego. Widzieliśmy już, że d’Alembert nie sięga bezpośrednio do idei sprawiedliwości – pierwotnym doświadczeniem jest doświadczenie opresji.” (E. Voegelin, dz. cyt., s. 114). Austriacko-amerykański historyk idei pokazuje zatem, jak u niektórych myślicieli oświeceniowych miejsce po „filozoficznie zniesionym autorytecie” niemal natychmiast wypełnia rozgoryczenie i gniew „ludu”.[/przypis].

Warto zwrócić uwagę na fakt, że już w Niewoli tatarskiej (co zostanie powtórzone w Trylogii w licznych epizodach i wariantach) takiemu „promieniowaniu autorytetu” (ze strony naprawdę czcigodnych reprezentantów „warstwy historycznej”, nie zaś niegodnych „uzurpatorów”) sprzyjają de facto sytuacje traumatycznej opresji, prześladowań etnicznych, a nawet przezwyciężania trudnych, wewnętrznych sporów o charakterze niemal „wojny domowej”. Ma to jeszcze jeden aspekt, związany z „perypetiami” ludzkiej duszy w epoce „odbóstwienia”. W bardzo wpływowej, protooświeceniowej teorii politycznej Hobbesa, rozwiniętej w jego Lewiatanie, kluczową rolę odgrywa stan społecznego chaosu, „wojny wszystkich przeciw wszystkim”. To właśnie zagrożenie z jej strony (i traumatyczne doświadczenie okresów takiego „bezkrólewia”) wymusza na pierwotnych społeczeństwach zwrócenie się w stronę kooperacji i autorytetu władzy, któremu demokratyczny ogół przekazuje część swej wolności w zamian za opiekę i zachowanie życia. Jak pisze Voegelin, obecne w myśli Oświecenia:

&amp;nbsp;

Odwrócenie kierunku [t.j. zastąpienie orientacji w kierunku summumbonum Boga ucieczką od summummalum śmierci niesionej przez wojnę domową – M.P.], ustanowione wówczas pod nazwą genealogii, stało się podstawowym narzędziem interpretacji wewnętrznego porządku natury ludzkiej. […] warstwy natury ludzkiej są w niej [genealogii – M.P.] interpretowane genetycznie, jako pochodne fizycznej lub biologicznej treści leżącej u podstaw istnienia. […] u Hobbesa dostrzegamy już niebezpieczną próbę zastąpienia duchowego procesu skruchy zewnętrznym procesem podporządkowania władzy rządowej.[przypis]E. Voegelin, dz. cyt., s. 102–103.[/przypis]

&amp;nbsp;

Być może zatem przywoływanie przez Sienkiewicza trudnych i nierzadko traumatycznych doświadczeń historycznych (a poprzez nie – słynne „krzepienie serc”) miało jeszcze jedno wytłumaczenie, jako oddziaływanie (na „dusze” czytelników) na planie czysto indywidualnym, nie tylko wspólnotowym. Jeśli bowiem społeczeństwa nowoczesne rzeczywiście ukształtowały swój ład na podstawie lęku przez summummalum (wojny lub rewolucji), a przy tym – w wymiarze indywidualnym i prywatnym – odczuwały jednak skutki utraty religijnej integralności, to przedstawianie modelu „re-integracji” mogło mieć sens terapeutyczny. Być może wyczuwając tę właśnie (opisaną wyżej przez Voegelina) tendencję, Sienkiewicz starał się pokazać, że nie ma takiego społecznego chaosu i bezprawia, którego dusza wierna wartościom moralnym nie potrafiłaby przezwyciężyć – na planie osobistym i wspólnotowym.

Twórczość autora Trylogii odgrywała zatem zarówno w XIX wieku, jak i później, rolę terapeutyczną – udowadniała w bardzo konkretnym sensie, że mimo wad i historycznych klęsk lub nieszczęść społeczeństwo polskie zdolne jest do odrodzenia, a jego reprezentanci mają w sobie potencjał pozytywnej przemiany. W efekcie skutek oddziaływania dzieł Sienkiewicza na czytelników okazał się znacznie bardziej pozytywny niż w przypadku dzieł zwolenników postępu i przyjmowania wzorów cywilizacji zachodniej, co musiałoby dokonać się często wbrew cechom narodowej psyche. Zamiast utopijnej wizji uszczęśliwienia ludzkości dzięki sile nauki i sceptycznego rozumu Sienkiewicz zaoferował czytelnikom przekonanie, że niezależnie od tego, jaka przyszłość przydarzy się Polakom, będą oni w stanie sprostać jej wymaganiom dzięki sile duchowej i psychologicznej, zaczerpniętej z przeszłości. To właśnie wspólna przeszłość daje nam bowiem siłę do tego, aby adaptować się do warunków zmiennej teraźniejszości.

Jak piszą antropolodzy, jedną z ważnych technik uzdrawiających, stosowanych przez szamanów w tak zwanych „społecznościach prymitywnych”, jest doprowadzenie pacjenta (będącego pod władzą „złych duchów” przeszłości) do odreagowania traumatycznych przeżyć przez swoiste przedstawienie teatralne – powrót do traumatycznej sytuacji, a następnie przezwyciężenie psychicznego urazu przez wykonanie prawidłowych czynności zamiast popełnionych wówczas błędów, które doprowadziły do tragedii. Dopiero wówczas może przyjść wyzdrowienie, a trauma zostaje przezwyciężona[przypis]Zob. E. Fuller-Torrey, Czarownicy i psychiatrzy, przeł. H. Bartoszewicz, wstęp I. Wald, Warszawa 1981.[/przypis].

W listach Sienkiewicza z podróży do Ameryki (przesyłanych do warszawskiej prasy i tam publikowanych) są fragmenty świadczące o tym, że przemierzając Stany Zjednoczone, pisarz bardzo interesował się Indianami, a spotkania z nimi wydawały mu się niezwykle ekscytujące – nawet jeśli byli to więźniowie, eskortowani przez amerykańskich żołnierzy. Historycy literatury twierdzą, że autor Trylogii widział analogię pomiędzy zniewolonymi i buntującymi się Polakami a Indianami walczącymi z przeważającą siłą białych najeźdźców. Sienkiewicz też, przebywając w wraz z przyjaciółmi w Anaheim w Kalifornii, często ponoć wyjeżdżał konno na samotne, długie wycieczki. Gdyby były na to jakiekolwiek dowody, można przypuścić, iż odwiedzał wówczas Indian w pobliskim rezerwacie i rozmawiał z ich szamanami – uzdrowicielami, ucząc się od nich trudnej sztuki przywoływania duchów przodków[przypis]Co ciekawe (w zgodzie z tezą, iż Sienkiewicz pozostawał w obrębie szeroko rozumianej „pozytywistycznej formacji intelektualnej”, a także z przekonującym argumentem Voegelina, iż pozytywizm był „immanentną religią”), podobne odwołanie do „duchów przodków” stanowiło nieodzowny element Comte’owskiej koncepcji Ludzkości jako Grand-Être: „W znaczącej większości składa się więc oaa [Ludzkość – M.P.] z umarłych, bo tylko oni mogą zostać prawdziwie osądzeni. Żyjący są do niej przyjmowani jedynie warunkowo, a dopiero całe ich życie pokaże, czy zostaną oni do niej włączeni na stałe, czy też odrzuceni” (E. Voegelin, dz. cyt., s.225).[/przypis].

Jak głosi jedno z bardziej znanych stwierdzeń Erica Voegelina, „ład historii jest tak naprawdę historią ładu”, to jest doskonaleniem jego percepcji i kształtowaniem się jego idei, zarówno w obrębie religii, jak i filozofii. To właśnie odwrócenie pojęć, pozornie mało znaczące, a w gruncie rzeczy przywracające prymat eschatologii w obrębie perspektywy pooświeceniowego immanentyzmu, jest swego rodzaju rozliczeniem z dziewiętnastowiecznym historyzmem i jego oświeceniowymi fundamentami. Tadeusz Bujnicki w swoim studium o „konwersji” Sienkiewicza na konserwatyzm przywołuje „przełom antypozytywistyczny” jako wytłumaczenie tajemnicy owej konwersji, a raczej zagadki pozostawania pisarza równocześnie po obu stronach ideowej „barykady” (tzn. na przykład faktu, że nawet pisząc Ogniem i mieczem, Sienkiewicz w swojej korespondencji pozostawał antyklerykalny, tzn. w klasycznym sensie „postępowy”, będąc już zarazem przeciwnikiem pozytywizmu).

Warto jednak zauważyć, że „przełom antypozytywistyczny” wpływał także na typowych klerykalnych konserwatystów, takich na przykład jak Teodor Jeske-Choiński, nie rodząc bynajmniej żadnej ambiwalencji, a co najwyżej – stymulując ich ewolucję ku post-darwinowskiemu nacjonalizmowi. Różne sposoby oddziaływania tego samego zjawiska kulturowego (tj. „przełomu antypozytywistycznego”) na obu pisarzy świadczą o roli, jaką odegrało ich przypadku przejęcie (u Jeske-Choińskiego, także jako potencjalnego „ucznia” Wilhelma Diltheya) lub uniezależnienie się (u Sienkiewicza) od dziedzictwa nowoczesnego historyzmu, w którym – zgodnie z obowiązującym przez cały wiek XIX, Heglowskim schematem – to dzieje determinują system wartości i postać eschatonu[przypis]W swoim proteście przeciwko typowemu dla XIX wieku i skażonemu scjentyzmem (bądź to abstrakcyjnym, Heglowskim, bądź też pozytywistycznym, „faktograficznym” i ewolucjonistycznym) historyzmowi Sienkiewicz byłby zatem bliski Nietzschemu – przy zachowaniu fundamentalnej różnicy, polegającej na radykalnie odmiennym stosunku do chrześcijaństwa.[/przypis]. Nie trzeba dodawać, że perspektywa „teologii politycznej”, przeciwnie – dowodzi źródłowej niezależności kulturowego ośrodka ładu od historycznej realności. Twierdzenie to można niejako testować na materiale różnych konkretnych ujęć rzeczywistości historycznej przez Sienkiewicza, pokazując na przykład, w jaki sposób to uniezależnienie się od historyzmu poprzez usytuowanie ośrodka historycznego sensu nie w abstrakcji, lecz w konkretnym i niepowtarzalnym Bios danego narodu, w jego języku i systemie wartości, pozwala pisarzowi także na oderwanie się od najbardziej oczywistych, romantycznych schematów narracyjnych.</document>
<document nplp_id="4513" title="Polityka jako korzeń rzeczywistości" slug="polityka-jako-korzen-rzeczywistosci">Polityka jest dla Schmitta[przypis]Voegelin podziela przeświadczenie o nieodzowności polityki w życiu człowieka, wpisuje je jednak w szerzej zakreślone przeświadczenie o tym, że ludzkie społeczeństwo „…tworzy mały świat, kosmion, stale rozświetlany od środka tworzonymi przez ludźmi znaczeniami” (Nowa nauka…, s. 37), w które wpisuje się polityka, związane z nią pojęcia, rytuały i symbole. „Samorozświetlenie społeczeństwa przez symbole jest nieodłączną częścią społecznej rzeczywistości i, można rzec, jego częścią zasadniczą, ponieważ dzięki tym symbolom ludzie doświadczają społeczeństwa jako czegoś, co jest dziełem nie tylko przypadku lub umowy” (Tamże, s. 37) [przyp. red.].[/przypis] „korzeniem rzeczywistości”, podstawowym rysem ludzkiego życia, którego nie da się wyeliminować z ludzkiego bytowania i ludzkiej natury. Polityczność jest stanem naturalnym i łączy się z koniecznością konstatacji, że człowiek jest niebezpieczny, zdolny do zła, a także że musi odwoływać się do namiętności, aby uniknąć destrukcyjnej dla niego nudy, marazmu[przypis]Tamże, s. 67­–72[/przypis]. Wszelkie próby zerwania z politycznością z natury rzeczy mają charakter utopijny i łączą się z nierealną obietnicą wyeliminowania zła i ustanowienia na ziemi trywialnej sielanki, w której będą tylko producenci i konsumenci. Tym utopijnym dążeniem przeniknięty jest nowożytny liberalizm, którego Schmitt i Voegelin są bezwzględnymi krytykami[przypis]O krytyce liberalizmu przez Schmitta zob. L. Strauss, Uwagi do „Pojęcia polityczności” Carla Schmitta, przeł. P. Graczyk, B. Kuźniarz, „Kronos” 2008, nr 3, s. 58–73.[/przypis]. Przejawem tego liberalno-utopijnego dążenia był, jak wiadomo, i pozytywizm spod znaku Johna Stuarta Milla, ale zwłaszcza Auguste’a Comte’a[przypis]Zob. analizę systemu Comte’a jako odwrotności idei Chrystusa jako wcielonego Boga – E. Voegelin, Od Oświecenia…, s. 223–229 (rozdz. Grand-Être i fikcja Chrystusa).[/przypis]. Herbert Spencer obiecywał, że społeczeństwa z militarnych będą przekształcać się w przemysłowo-handlowe, że zasada wojny i walki będzie eliminowana na rzecz zasady wymiany i wzajemnego wspierania się, a to wszystko dzięki odkrytym mechanizmom ewolucji. Była to dla Schmitta oszukańcza, złudna obietnica, która pozbawiała człowieka powagi i sensu istnienia[przypis]W odróżnieniu od Schmitta Voegelin sprzeciwia się nie tyle liberalizmowi, co ogółowi nurtów ideowych XIX i XX sytuujących człowieka w miejscu Boga i przenoszących ośrodek uniwersalizmu z sacrum ku profanum, wśród których umieszcza także liberalny progresywizm (por. Od Oświecenia…, s. 165) [przyp. red.][/przypis]. Jako taka budziła niesmak i obrzydzenie.

Pozostawanie w permanentnym stanie konfliktu i napięcia jest dla Schmitta rzeczą naturalną. Byłaby to wizja zgoła nietzscheańska, w której spór sił, stan wojny, pozycjonująca się i szukająca oporu wola mocy stanowiłyby o ruchu świata. Byłby to autoteliczny, nieskończony proces orientowania się na sytuacje kryzysowe, graniczne. Byłby to cykl wiecznego powrotu wojny i narastania konfliktów dla samych konfliktów. Schmitt zgodziłby się na pewno z Nietzschem ostrzegającym w swych pismach przed „ostatnim człowiekiem”, który chce już tylko spokoju i zażywania drobnych rozkoszy mieszczańskich. Schmitt i Nietzsche gardzili człowiekiem chowającym się przed pełnym i prawdziwym życiem[przypis]P. Graczyk, Komentarz do uwagi Straussa o Schmitcie, „Kronos” 2008, nr 3, s. 75.[/przypis]. Byłoby tak, gdyby nie element, a raczej wymiar teologiczny w myśli Schmitta. Według Piotra Graczyka Schmitt jest „katolickim apokaliptykiem”[przypis]Ugruntowane w literaturze przedmiotu przeświadczenie o apokaliptycznym charakterze refleksji Schmitta kontrastuje z recepcją dzieła Voegelina, w którym mimo oczywistych wątków katastroficznych cechy millenarystyczne czy apokaliptyczne nie są jednoznacznie rozpoznawane, por. Problem ładu…, dz. cyt. [przyp. red.].[/przypis] pogodzonym z przeznaczeniem człowieka, jakim jest walka ze złem, szatanem:

&amp;nbsp;

Człowiek nie jest gałęzią drzewa natury. Człowiek nie ma tak naprawdę korzeni, nie wyrasta organicznie z bytu. Między człowiekiem a jego korzeniami jest cięcie – wolny akt boskiej kreacji, którego nic nie tłumaczy i nic nie poprzedza, który nie ma przyczyn ani miary.[…] Dlatego ostatnim doświadczeniem człowieka będzie nie państwo, ale wojna. Przyszłość nie nazywa się politeja, lecz Armagedon.[przypis]Tamże, s. 77.[/przypis]</document>
<document nplp_id="4514" title="Henryk Sienkiewicz wobec laickiej nowoczesności" slug="henryk-sienkiewicz-wobec-laickiej-nowoczesnosci">Zwrot Sienkiewicza do powieści historycznej wyrasta – toutes pro portions gardées – z podobnych przesłanek, jakie napędzają myśl Schmitta: znużenia mieszczańskością i liberalizmem pozytywistycznym, poszukiwaniem istoty człowieczeństwa, które pisarz odnalazł w czasach zintensyfikowanej polityczności czasów przednowoczesnych. Przecież do kategorii teologicznych pisarz odwołuje się już w swym pierwszym artykule politycznym z 1877 roku[przypis][H. Sienkiewicz], Poland and Russia. The Czar’s Government in Poland and on the Danube, „Daily Evening Post” [San Francisco], 8 września 1877. Przedr.: J. Bukowiecki [J. Krzyżanowski], Pierwszy artykuł polityczny Henryka Sienkiewicza, „Wiadomości. Tygodnik” [Londyn] 1965, nr 4, s. 2. Zob. też J. Axer, Rok 1877 był to dziwny rok… Sienkiewicz wobec prorosyjskiej propagandy politycznej w Ameryce, w: Sienkiewicz polityczny. Sienkiewicz ideologiczny, red. M. Gloger, R. Koziołek, Warszawa 2016.[/przypis]. Zdziwienie niektórych krytyków, że Sienkiewicz, pisząc powieści „dla pokrzepienia serc”, prowadzi nas w czasy wcale niekrzepiące, czasy wprowadzające Rzeczpospolitą w schyłek i upadek[przypis]Por. M. Płachecki, Role społeczne Sienkiewicza-pisarza, w: Sienkiewicz i epoki, red. E. Ihnatowicz, Warszawa 1999, s. 231–233.[/przypis], tłumaczyć można właśnie przekonaniem żywionym przez Schmitta, że żaden ostateczny, szczęśliwy finał dziejów nigdy się nie dokona, a sens dziejów stanowi sama walka o ideały, zbliżająca jednostki, społeczeństwa, narody, cywilizacje do Boga, do jego zamysłu[przypis]Notabene ten apokaliptyczny wymiar dzieła Sienkiewicza wyczuł doskonale Michaił Bułhakow, inspirując się jego utworami, m.in. Pójdźmy za Nim! i Qvo vadis? przy tworzeniu Mistrza i Małgorzaty. Więcej na ten temat zob. M. Gloger, Agnostycyzm, apokryficzność, apokalipsa. Henryk Sienkiewicz i Michaił Bułhakow – religijne oświetlenia wzajemne [artykuł złożony do pokonferencyjnej księgi zbiorowej: Henryk Sienkiewicz i chrześcijaństwo. Idee – obrazy – konteksty, red. A. Janicka, Ł. Zabielski, Białystok 2017][/przypis]. Zauważyła to już w odniesieniu do powieści historycznych Sienkiewicza Maria Zadencka, analizując Potop w odniesieniu do wczesnonowożytnego filozoficzno-politycznego alegorycznego romansu awanturniczego Argenis (1621) Johna Barclaya:

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Czas historyczny jest widziany jednak nie jako cykliczna powtarzalność sytuacji, ale wznoszenie się ku ideałowi – i zapadnie w polityczny niebyt: w pełnię i nicość religijnego czasu kairos.

W tej perspektywie także wydarzenia historyczne kształtowane są w „Trylogii” jako „przygoda” w dziejach narodu i państwa, rozumiana jako wyzwanie, na które odpowiada się maksymalistycznym planem politycznym, czas, kiedy wszystko może się zdarzyć.[przypis]Zob. M. Zadencka, Obrazy suwerenności. O wyobraźni politycznej w literaturze polskiej XIX i XX wieku, Warszawa 2007, s. 48.[/przypis]

&amp;nbsp;

Sienkiewicz musiał zmagać się ze zjawiskiem, które Schmitt określa mianem odpolitycznienia, rozpoczęło się ono w myśli Spinozy, a jego kulminacja zaszła na przełomie XIX i XX wieku. Zjawisko to jest rozumiane jako usunięcie z „teorii politycznych i prawnych elementów odnoszących się do osoby ludzkiej rozumianych w kategoriach metafizycznych i teologicznych”[przypis] M.A. Cichocki, Wstęp do pierwszego wydania, w: C. Schmitt, Teologia polityczna…, Kraków 2000, s. 11–43.[/przypis]. Była to konsekwencja laicyzacji i stopniowego zamykania sfery religijnej w sferze prywatności – tendencja zapoczątkowana z kolei przez Thomasa Hobbesa.

Można zatem zaryzykować hipotezę, że o ile osobista religijność Sienkiewicza była „skażona” – do pewnego stopnia i do pewnego momentu – pozytywistycznym sceptycyzmem i agnostycyzmem[przypis]Zob. M. Gloger, Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010 (rozdz. IV. Wobec religii).[/przypis], to przekonanie o znaczeniu religii jako sile wspólnotowej i konieczności odnoszenia doczesnych spraw politycznych do odwiecznego ładu moralności chrześcijańskiej było jednoznaczne i ugruntowane od lat najwcześniejszych.

Ale najważniejsze, że przekonanie i wiara żywiona przez Sienkiewicza i wypełniająca jego powieści przeniknęła też organizm społeczny przygotowujący się do roli nowoczesnego narodu europejskiego[przypis]O narodzinach narodowości w twórczości Sienkiewicza zob. tamże (rozdz. III).[/przypis].

Zagadnienie jest nadzwyczaj poważne i musi prowadzić do rewizji dotychczasowych ujęć zagadnienia religii w prozie Sienkiewicza, jej obecności zwłaszcza w warstwie przedstawieniowej powieści historycznych. Wróćmy do pojęcia użytego przez Zadencką: kairos[przypis] Nielinearne pojęcie czasu i czas święty zajmują ważne miejsce w refleksji Voegelina jako przejaw „wewnętrznego rozświetlenia” określonego społeczeństwa, są jednak zestawione z porządkiem diachronicznym, silnie obecnym w refleksji Voegelina szczególnie w okresie przed 1959 r. W refleksji Schmitta, skupionego (w odróżnieniu od Voegelina) nie na porządku symbolicznym poszczególnych społeczeństw, a na fundamentalnych pojęciach z zakresu polityki i prawa, pojęcia związane z czasem pozostają na dalekim planie [przyp. red][/przypis]. Jest to chrześcijański sposób pojmowania czasu, przeciwstawny koncepcji chronos, w którym ważne są zależności przyczynowo-skutkowe a czas ma charakter liniowy. Anna Skórzyńska tłumaczy:

&amp;nbsp;

Czym innym był kairos. Przede wszystkim nie posiadał formy liniowej. Można w jego przypadku mówić o pewnym punkcie. Przy czym nie dowolnie wybranym. To pojęcie odnosi się do wydarzenia o szczególnej randze-rodzaju przełomu, na który czekano. Równocześnie dana chwila wyraża pełnię, moment najodpowiedniejszy do tego, by coś się wydarzyło. Źródłosłów wskazuje także na siły witalne, życie, energię. Kairos, w przeciwieństwie do chronosu, jest czasem chcianym. Nie niesie w sobie pustki, a znaczenie, czy nawet głębię[przypis]A. Skórzyńska, Chrześcijańska koncepcja czasu, czyli kairos, chronos, katechon wobec eschatonu, 05 wrzesień 2013 http://europachristiana.org/news/kultura/284/chrzescijanska-koncepcja-czasu-czyli-kairos-chronos-i-katechon-wobec-eschatonu[dostęp: 2017–06–12].[/przypis]

&amp;nbsp;

Powieści historyczne Sienkiewicza są zawsze opowieściami o państwie, o jego funkcjonowaniu, kryzysie i restauracji ładu politycznego, który jest możliwy do utrzymania tylko przy „Boskich auxiliach” (Potop)[przypis]P, XVI, s. 232.[/przypis]. Kryzys polityczny może być przezwyciężony przez zwrócenie się do wiary i etyki chrześcijańskiej, o czym upewnia już ostatnie zdanie Ogniem i mieczem: „Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą – i żadne usta długo nie mówiły: «„Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli»”. Rama apokaliptyczno-ewangeliczna, w jaką wpisana jest narracja Ogniem i mieczem, wskazuje na wagę teologicznych podstaw zagadnienia ładu politycznego. Chrześcijańskie wskazówki etyczne wynikają z opowieści chreptiowskich pana Muszalskiego i księdza Kamińskiego. Nie będę w tym miejscu wskazywał dalszych przykładów umacniających tezę, wprost substancjalnie wypełniają one kompozycję i refleksję historiozoficzną „Trylogii”[przypis]Zob. A. Stoff, Opowieści chreptiowskie w planie kompozycyjnym i ideowym „Pana Wołodyjowskiego”, w: tegoż, Jeszcze o „Trylogii”, Radom 2004, s. 95–143.[/przypis]. Skupię się tutaj na najważniejszym punkcie pisarstwa Sienkiewicza, jakim jest opis obrony Jasnej Góry. Zadencka precyzyjnie wydobywa znaczenie tego motywu:

&amp;nbsp;

Model organizacji państwowej w Potopie budowany jest przez przedstawienie jej w dwóch skrajnych realizacjach: największej nieefektywności i najwyższej mobilizacji, wokół wyraźnie zaznaczone „osi” w postaci „cudownego” wydarzenia: obrony klasztoru na Jasnej Górze.[przypis]M. Zadecka, dz. cyt., s. 46.[/przypis]

&amp;nbsp;

Opis ten ma swoją funkcję współczesną, nakierowany jest na reintegrację i regenerację wspólnoty polskiej po klęsce powstania styczniowego i traumatycznych latach siedemdziesiątych, latach stanu wojennego w Królestwie i kolejnych strat duchowych i politycznych[przypis]Zob. M. Płachecki, dz. cyt., s. 233–238.[/przypis]. I wiemy z badań recepcji dzieła Sienkiewicza, że taką rolę krzepiącą ten kulminacyjny fragment powieści odegrał. Co więcej, sceny jasnogórskie w adaptacji filmowej Jerzego Hoffmana posiadały równie ogromną moc krzepiącą jeszcze w czasach komunistycznych.

Nowoczesność ujęcia Sienkiewicza polega na budowaniu i prefigurowaniu demokratycznej wspólnoty, nad jaką rozpocznie niebawem pracę organiczną Narodowa Demokracja opowiadająca się za emancypacją ludu wiejskiego. Sienkiewicz, zanim to jeszcze zrozumieli laicko zorientowani narodowcy w rodzaju Jana Ludwika Popławskiego czy Romana Dmowskiego, wyczuwa intuicją artystyczną, że ta emancypacja i uobywatelnienie może odbyć się tylko dzięki religijnej sile katolicyzmu i kultu maryjnego. W Potopie pisarz konsekwentnie akcentuje chłopski wkład do walki ze Szwedami i ich przywiązanie do króla, owocujące ślubami lwowskimi[przypis]Notabene ta demokratyczna tendencja Potopu została początkowa niezauważona i nieco opacznie zinterpretowana przez kształtujące się wówczas wokół założonego w 1886 roku pisma „Głos” środowisko demokratów narodowych. Zob. E. Siwiński, Kilka uwag o „Potopie” p. Sienkiewicza, „Głos” 1886/7, 20 grudnia (1 stycznia), nr 1, s. 8–9. Działacz demokratyczny z pokolenia Tomasza Teodora Jeża (rocznik 1831) twierdził m.in., że Sienkiewicz przez sześć tomów powieści „nie miał sposobności zauważyć ani razu, jakim był stosunek panów do kmieci i jak ciężkiego lud prosty doznawał ucisku od szlachty”. Powodem miało być artystowskie usposobienie pisarza, który nie chciał utracić „jedności kolorytu”, pragnął za to uniknąć dysonansowej nuty i utrzymać „rycerską harmonię” utworu. Siwiński szczegółowo analizował prezentację i ujęcie w powieści treści ślubów lwowskich poczynionych przez Jana Kazimierza, zarzucając pisarzowi, rzeczywiście przekonująco, manipulację. (Por. też A. Kersten, Sienkiewicz – „Potop” – historia, Warszawa 1974, s. 201–203). Z naszej perspektywy widzimy jednak, że pisarz dążył, zgodnie z zaleceniami Ernesta Renana, do zapomnienia o przewinach szlachty przy jednoczesnej próbie stopniowego wydobywania udziału żywiołu ludowego w walce ze Szwedami, z myślą nie tyle o prawdzie historycznej, co o współczesności potrzebującej historii jako siły krzepiącej i budującej. Bowiem naród musi umiejętnie żyć w dwóch wymiarach czasowych: przeszłości i teraźniejszości. Zob. M. Gloger, dz. cyt., s. 38 i n.[/przypis].W obliczu cudowności jasnogórskiego obrazu zanikają różnice stanowe, tworzy się jeden, nowoczesny, zjednoczony naród, nowy polityczny organizm:

&amp;nbsp;

Od bramy fortecznej chłopi i szlachta, mieszczanie z różnych okolic, ludzie wszelkiego wieku, obojej płci i wszystkich stanów czołgali się ku kościołowi na kolanach[…]. Różnice stanu znikły: chłopskie sukmany zmieszały się z kontuszami, żołnierskie kolety z żółtymi kapotami mieszczan.[przypis]P, XIII, s. 186.[/przypis][15]

&amp;nbsp;

Powieściowy czas kairos promieniuje swoją transcendentną mocą na czas współczesny, wypełnia wspólnotę witalnością, nowym życiem i rodzi stopniowo oczekiwanie na odmianę losu, cudowne zrządzenie, jakie faktycznie nastąpiło w 1918 roku.</document>
<document nplp_id="4515" title="Henryk Sienkiewicz wobec laickiej nowoczesności" slug="sienkiewicz-wobec-laickiej-nowoczesnosci">Zwrot Sienkiewicza do powieści historycznej wyrasta – toutes pro portions gardées – z podobnych przesłanek, jakie napędzają myśl Schmitta: znużenia mieszczańskością i liberalizmem pozytywistycznym, poszukiwaniem istoty człowieczeństwa, które pisarz odnalazł w czasach zintensyfikowanej polityczności czasów przednowoczesnych. Przecież do kategorii teologicznych pisarz odwołuje się już w swym pierwszym artykule politycznym z 1877 roku[przypis][H. Sienkiewicz], Poland and Russia. The Czar’s Government in Poland and on the Danube, „Daily Evening Post” [San Francisco], 8 września 1877. Przedr.: J. Bukowiecki [J. Krzyżanowski], Pierwszy artykuł polityczny Henryka Sienkiewicza, „Wiadomości. Tygodnik” [Londyn] 1965, nr 4, s. 2. Zob. też J. Axer, Rok 1877 był to dziwny rok… Sienkiewicz wobec prorosyjskiej propagandy politycznej w Ameryce, w: Sienkiewicz polityczny. Sienkiewicz ideologiczny, red. M. Gloger, R. Koziołek, Warszawa 2016.[/przypis]. Zdziwienie niektórych krytyków, że Sienkiewicz, pisząc powieści „dla pokrzepienia serc”, prowadzi nas w czasy wcale niekrzepiące, czasy wprowadzające Rzeczpospolitą w schyłek i upadek[przypis]Por. M. Płachecki, Role społeczne Sienkiewicza-pisarza, w: Sienkiewicz i epoki, red. E. Ihnatowicz, Warszawa 1999, s. 231–233.[/przypis], tłumaczyć można właśnie przekonaniem żywionym przez Schmitta, że żaden ostateczny, szczęśliwy finał dziejów nigdy się nie dokona, a sens dziejów stanowi sama walka o ideały, zbliżająca jednostki, społeczeństwa, narody, cywilizacje do Boga, do jego zamysłu[przypis]Notabene ten apokaliptyczny wymiar dzieła Sienkiewicza wyczuł doskonale Michaił Bułhakow, inspirując się jego utworami, m.in. Pójdźmy za Nim! i Qvovadis? przy tworzeniu Mistrza i Małgorzaty. Więcej na ten temat zob. M. Gloger, Agnostycyzm, apokryficzność, apokalipsa. Henryk Sienkiewicz i Michaił Bułhakow – religijne oświetlenia wzajemne, w: Henryk Sienkiewicz i chrześcijaństwo. Idee – obrazy – konteksty, rec. A. Janicka, Ł. Zabielski. Białystok 2017.[/przypis]. Zauważyła to już w odniesieniu do powieści historycznych Sienkiewicza Maria Zadencka, analizując Potop w odniesieniu do wczesnonowożytnego filozoficzno-politycznego alegorycznego romansu awanturniczego Argenis (1621) Johna Barclaya:

&amp;nbsp;

  Czas historyczny jest widziany jednak nie jako cykliczna powtarzalność sytuacji, ale wznoszenie się ku ideałowi – i zapadnie w polityczny niebyt: w pełnię i nicość religijnego czasu kairos.

W tej perspektywietakże wydarzenia historyczne kształtowane są w „Trylogii” jako „przygoda” w dziejach narodu i państwa, rozumiana jako wyzwanie, na które odpowiada się maksymalistycznymplanem politycznym, czas, kiedy wszystko może się zdarzyć.[przypis]Zob. M. Zadencka, Obrazy suwerenności. O wyobraźni politycznej w literaturze polskiej XIX i XX wieku, Warszawa 2007, s. 48.[/przypis]

&amp;nbsp;

Sienkiewicz musiał zmagać się ze zjawiskiem, które Schmitt określa mianem odpolitycznienia, rozpoczęło się ono w myśli Spinozy, a jego kulminacja zaszła na przełomie XIX i XX wieku. Zjawisko to jest rozumiane jako usunięcie z „teorii politycznych i prawnych elementów odnoszących się do osoby ludzkiej rozumianych w kategoriach metafizycznych i teologicznych”[przypis]M.A. Cichocki, Wstęp do pierwszego wydania, w: C. Schmitt, Teologia polityczna…, Kraków 2000, s. 11–43.[/przypis]. Była to konsekwencja laicyzacji i stopniowego zamykania sfery religijnej w sferze prywatności – tendencja zapoczątkowana z kolei przez Thomasa Hobbesa.

Można zatem zaryzykować hipotezę, że o ile osobista religijność Sienkiewicza była „skażona” – do pewnego stopnia i do pewnego momentu – pozytywistycznym sceptycyzmem i agnostycyzmem[przypis]Zob. M. Gloger, Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010 (rozdz. IV. Wobec religii).[/przypis], to przekonanie o znaczeniu religii jako sile wspólnotowej i konieczności odnoszenia doczesnych spraw politycznych do odwiecznego ładu moralności chrześcijańskiej było jednoznaczne i ugruntowane od lat najwcześniejszych.

Ale najważniejsze, że przekonanie i wiara żywiona przez Sienkiewicza i wypełniająca jego powieści przeniknęła też organizm społeczny przygotowujący się do roli nowoczesnego narodu europejskiego[przypis]O narodzinach narodowości w twórczości Sienkiewicza zob. tamże (rozdz. III).[/przypis].

Zagadnienie jest nadzwyczaj poważne i musi prowadzić do rewizji dotychczasowych ujęć zagadnienia religii w prozie Sienkiewicza, jej obecności zwłaszcza w warstwie przedstawieniowej powieści historycznych. Wróćmy do pojęcia użytego przez Zadencką: kairos[przypis]Nielinearne pojęcie czasu i czas święty zajmują ważne miejsce w refleksji Voegelina jako przejaw „wewnętrznego rozświetlenia” określonego społeczeństwa, są jednak zestawione z porządkiem diachronicznym, silnie obecnym w refleksji Voegelina szczególnie w okresie przed 1959 r. W refleksji Schmitta, skupionego (w odróżnieniu od Voegelina) nie na porządku symbolicznym poszczególnych społeczeństw, a na fundamentalnych pojęciach z zakresu polityki i prawa, pojęcia związane z czasem pozostają na dalekim planie [przyp. red][/przypis]. Jest to chrześcijański sposób pojmowania czasu, przeciwstawny koncepcji chronos, w którym ważne są zależności przyczynowo-skutkowe a czas ma charakter liniowy. Anna Skórzyńska tłumaczy:

&amp;nbsp;

Czym innym był kairos. Przede wszystkim nie posiadał formy liniowej. Można w jego przypadku mówić o pewnym punkcie. Przy czym nie dowolnie wybranym. To pojęcie odnosi się do wydarzenia o szczególnej randze-rodzaju przełomu, na który czekano. Równocześnie dana chwila wyraża pełnię, moment najodpowiedniejszy do tego, by coś się wydarzyło. Źródłosłów wskazuje także na siły witalne, życie, energię. Kairos, w przeciwieństwie do chronosu, jest czasem chcianym. Nie niesie w sobie pustki, a znaczenie, czy nawet głębię.[przypis]A. Skórzyńska, Chrześcijańska koncepcja czasu, czyli kairos, chronos, katechon wobec eschatonu, 05 wrzesień 2013 http://europachristiana.org/news/kultura/284/chrzescijanska-koncepcja-czasu-czyli-kairos-chronos-i-katechon-wobec-eschatonu [dostęp: 2017–06–12].[/przypis]

</document>
<document nplp_id="4517" title="Sienkiewicz, kryzys i&amp;nbsp;restauracja" slug="sienkiewicz-kryzys-i-restauracja">Powieści historyczne Sienkiewicza są zawsze opowieściami o państwie, o jego funkcjonowaniu, kryzysie i restauracji ładu politycznego, który jest możliwy do utrzymania tylko przy „Boskich auxiliach” (Potop)[przypis]P, XVI, s. 232.[/przypis]. Kryzys polityczny może być przezwyciężony przez zwrócenie się do wiary i etyki chrześcijańskiej, o czym upewnia już ostatnie zdanie Ogniem i mieczem: „Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą – i żadne usta długo nie mówiły: «„Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli»”. Rama apokaliptyczno-ewangeliczna, w jaką wpisana jest narracja Ogniem i mieczem, wskazuje na wagę teologicznych podstaw zagadnienia ładu politycznego. Chrześcijańskie wskazówki etyczne wynikają z opowieści chreptiowskich pana Muszalskiego i księdza Kamińskiego. Nie będę w tym miejscu wskazywał dalszych przykładów umacniających tezę, wprost substancjalnie wypełniają one kompozycję i refleksję historiozoficzną „Trylogii”[przypis]Zob. A. Stoff, Opowieści chreptiowskie w planie kompozycyjnym i ideowym „Pana Wołodyjowskiego”, w: tegoż, Jeszcze o „Trylogii”, Radom 2004, s. 95–143.[/przypis]. Skupię się tutaj na najważniejszym punkcie pisarstwa Sienkiewicza, jakim jest opis obrony Jasnej Góry. Zadencka precyzyjnie wydobywa znaczenie tego motywu:

&amp;nbsp;

Model organizacji państwowej w Potopie budowany jest przez przedstawienie jej w dwóch skrajnych realizacjach: największej nieefektywności i najwyższej mobilizacji, wokół wyraźnie zaznaczone „osi” w postaci „cudownego” wydarzenia: obrony klasztoru na Jasnej Górze.[przypis]M. Zadencka, Obrazy suwerenności. O wyobraźni politycznej w literaturze polskiej XIX i XX wieku, Warszawa 2007, s. 46[/przypis]

&amp;nbsp;

Opis ten ma swoją funkcję współczesną, nakierowany jest na reintegrację i regenerację wspólnoty polskiej po klęsce powstania styczniowego i traumatycznych latach siedemdziesiątych, latach stanu wojennego w Królestwie i kolejnych strat duchowych i politycznych[przypis]Zob. M. Płachecki, Role społeczne Sienkiewicza-pisarza, w: Sienkiewicz i epoki, red. E. Ihnatowicz, Warszawa 1999, s. 233–238[/przypis]. I wiemy z badań recepcji dzieła Sienkiewicza, że taką rolę krzepiącą ten kulminacyjny fragment powieści odegrał. Co więcej, sceny jasnogórskie w adaptacji filmowej Jerzego Hoffmana posiadały równie ogromną moc krzepiącą jeszcze w czasach komunistycznych.

Nowoczesność ujęcia Sienkiewicza polega na budowaniu i prefigurowaniu demokratycznej wspólnoty, nad jaką rozpocznie niebawem pracę organiczną Narodowa Demokracja opowiadająca się za emancypacją ludu wiejskiego. Sienkiewicz, zanim to jeszcze zrozumieli laicko zorientowani narodowcy w rodzaju Jana Ludwika Popławskiego czy Romana Dmowskiego, wyczuwa intuicją artystyczną, że ta emancypacja i uobywatelnienie może odbyć się tylko dzięki religijnej sile katolicyzmu i kultu maryjnego. W Potopie pisarz konsekwentnie akcentuje chłopski wkład do walki ze Szwedami i ich przywiązanie do króla, owocujące ślubami lwowskimi[przypis]Notabene ta demokratyczna tendencja Potopu została początkowa niezauważona i nieco opatrznie zinterpretowana przez kształtujące się wówczas wokół założonego w 1886 roku pisma „Głos” środowisko demokratów narodowych. Zob. E. Siwiński, Kilka uwag o „Potopie” p. Sienkiewicza, „Głos” 1886/7, 20 grudnia (1 stycznia), nr 1, s. 8–9. Działacz demokratyczny z pokolenia Tomasza Teodora Jeża (rocznik 1831) twierdził m.in., że Sienkiewicz przez sześć tomów powieści „nie miał sposobności zauważyć ani razu, jakim był stosunek panów do kmieci i jak ciężkiego lud prosty doznawał ucisku od szlachty”. Powodem miało być artystowskie usposobienie pisarza, który nie chciał utracić „jedności kolorytu”, pragnął za to uniknąć dysonansowej nuty i utrzymać „rycerską harmonię” utworu. Siwiński szczegółowo analizował prezentację i ujęcie w powieści treści ślubów lwowskich poczynionych przez Jana Kazimierza, zarzucając pisarzowi, rzeczywiście przekonująco, manipulację. (Por. też A. Kersten, Sienkiewicz – „Potop” – historia, Warszawa 1974, s. 201–203). Z naszej perspektywy widzimy jednak, że pisarz dążył, zgodnie z zaleceniami Ernesta Renana, do zapomnienia o przewinach szlachty przy jednoczesnej próbie stopniowego wydobywania udziału żywiołu ludowego w walce ze Szwedami, z myślą nie tyle o prawdzie historycznej, co o współczesności potrzebującej historii jako siły krzepiącej i budującej. Bowiem naród musi umiejętnie żyć w dwóch wymiarach czasowych: przeszłości i teraźniejszości. Zob. M. Gloger, Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010, s. 38 i n.[/przypis]. W obliczu cudowności jasnogórskiego obrazu zanikają różnice stanowe, tworzy się jeden, nowoczesny, zjednoczony naród, nowy polityczny organizm:

&amp;nbsp;

Od bramy fortecznej chłopi i szlachta, mieszczanie z różnych okolic, ludzie wszelkiego wieku, obojej płci i wszystkich stanów czołgali się ku kościołowi na kolanach […]. Różnice stanu znikły: chłopskie sukmany zmieszały się z kontuszami, żołnierskie kolety z żółtymi kapotami mieszczan.[przypis]P, XIII, s. 186.[/przypis]

&amp;nbsp;

Powieściowy czas kairos promieniuje swoją transcendentną mocą na czas współczesny, wypełnia wspólnotę witalnością, nowym życiem i rodzi stopniowo oczekiwanie na odmianę losu, cudowne zrządzenie, jakie faktycznie nastąpiło w 1918 roku.</document>
<document nplp_id="4518" title="Idealizm a&amp;nbsp;realizm polityczny" slug="idealizm-a-realizm-polityczny">Idealizm wyobrażeń przednowoczesnych Sienkiewicz mocą artystycznej kreacji przenosił na współczesne mu stosunki polityczne i społeczne. Z niechęcią odnosił się do nowożytnych wyobrażeń o naturze funkcjonowania państwa. Można więc stwierdzić, że historię nie tyle idealizował, co teologizował, sytuował wobec norm etycznych i wyobrażeń religijnych dawnych filozofów o naturze państwa.

Postarajmy się zatem jeszcze wskazać właściwe korzenie teologii politycznej szerzonej przez Sienkiewicza.

Arkady Rzegocki[przypis]A. Rzegocki, Dwa oblicza polskiego realizmu politycznego, w: Patriotyzm i zdrada. Granice realizmu i idealizmu w polityce i myśli polskiej, red. J. Kloczkowski, M. Szułdrzyński, Kraków 2008, s. 27–38.[/przypis] wskazał na dwie przenikające się tradycje myślenia o polityce w Polsce. Istnieją tedy dwa realizmy polityczne: klasyczny, wywodząca się z antyku i średniowiecza (Arystoteles i św. Tomasz) i nowożytny (Niccolò Machiavelli, Hobbes). Pierwszy przejawia się w dążności do uchwycenia prawdy, politycznego łańcucha bytów, odwołuje się zawsze do kontekstu etycznego, metafizycznego i religijnego.

Realizm nowożytny ma charakter nominalistyczny, zajmuje go państwo takie, jakie jest, a nie jakie być powinno. Machiavelli koncentruje się na mechanizmach rządzących polityką, abstrahując jednocześnie od szerszych odniesień metafizycznych. Nie ma tu odniesień do Boga, prawa naturalnego, dobra wspólnego, religii i moralności. Jedynym obowiązującym kryterium jest kryterium skuteczności działań władcy.

Dominacja klasycznej koncepcji polityki kończy się nie tyle wraz z wystąpieniami Hobbesa[przypis]Refleksja nad ideami Hobbesa zajmuje kluczowe miejsce w twórczości zarówno Schmitta, jak i Voegelina. Schmitt, w całym swoim dziele wielokrotnie powracający do myśli Hobbesa, poświęcił mu wydaną w 1938 r. osobną rozprawę, Der Leviathan in der Staatslehre des Thomas Hobbes (wyd. pol. Lewiatan w teorii państwa Thomasa Hobbesa, przeł. Mateusz Falkowski, posłowie Piotr Nowak, Warszawa 2008), którą zaliczał do swoich najważniejszych wypowiedzi; Voegelin poświęcił myśli Hobbesa dwa ostatnie, kulminacyjne rozdziały Nowej nauki polityki [przyp. red.].[/przypis] i Machiavellego, ale z konkretnymi przemianami geopolitycznymi. Rzegocki wskazuje na rok 1648 – koniec wojny trzydziestoletniej i zawarcie pokoju westfalskiego, który spycha Rzeczpospolitą Obojga Narodów na margines znaczenia w Europie i zapoczątkowuje nowożytne metody postępowania w polityce, których konsekwencją są rozbiory Polski. Jest to zrazem data wybuchu powstania Chmielnickiego, które Sienkiewicz wybiera jako osnowę Ogniem i mieczem. Można zauważyć, że rok 1648 jest symbolicznym wprowadzeniem Europy w nowy porządek polityczny. Dla Polski jest to zarazem czas upadku, który ma nas jednak wieść ku nowemu odkupieniu, co chyba najpełniej wyraził Wespazjan Kochowski w Psalmodii polskiej (1700), inicjując mesjanistyczny sposób rozumienia polskiej historii.

Sienkiewicz w sferze aksjologii powieściowej wiernie odzwierciedla tradycyjną postawę polskiej szlachty, dla której Machiavelli był najbardziej znienawidzonym myślicielem politycznym. Krytyczne aluzje do trucizny i zdrady jako narzędzi politycznych wkłada pisarz niejednokrotnie w usta bohaterów „Trylogii”, zwłaszcza dają o sobie znać w ocenach zbuntowanych wobec prawowitej władzy monarchów w Potopie. Wielokrotnie ten aspekt politycznej aksjologii Sienkiewicza podkreśla Zadencka, pisząc że preferowany w Potopie typ władzy można nazwać „teocentrycznym i antymakiawelicznym”[przypis]M. Zadencka, Obrazy suwerenności. O wyobraźni politycznej w literaturze polskiej XIX i XX wieku, Warszawa 2007, s. 45.[/przypis]. Sam pisarz utożsami się lirycznie z tą postawą w swej korespondencji z Wenecji w 1879 roku. Wgląd w kupiecko-utylitarną historię Wenecji, nad którą unosi się duch Hobbesa i Machiavellego, rozbudza sentyment za polskim idealizmem politycznym, później tak bezlitośnie obnażonym przez Romana Dmowskiego w Myślach nowoczesnego Polaka. W obliczu wspaniałych dzieł sztuki, mozaik i marmurów rodzi się pytanie: „[…] do czego to służyło? czym było dla ludzkości? jaka wyższa ogólnoludzka idea wiodła tych kupców?…”[przypis]H. Sienkiewicz, Z Wenecji ("Gazeta Polska" 1879), w: tegoż, Listy z podróży i wycieczek, Dzieła, XLIV, s. 185.[/przypis]. Wędrowiec poszukujący sensu w podróży po źródłach cywilizacji europejskiej doznaje uczucia obcości wobec pragmatycznych i bezdusznych celów zachodniego świata, ale także wobec jego dorobku artystycznego. Sienkiewicz półświadomie podąża tu tropem rozumowania Adama Mickiewicza z jego prelekcji paryskich, w których zapóźnienia cywilizacyjne Polaków, jak i ich nikły dorobek w dziedzinie sztuk plastycznych, ukazywał poeta jako znak wybraństwa, szczególnych duchowych predyspozycji i wyższości moralnej. Godło Wenecji staje się godłem nowoczesnego, zimnego świata pragmatycznej polityki, wobec którego polskie dzieje stają się wzorem państwowych cnót.

&amp;nbsp;

Z mroku dziejów wychyla się twarz tej rzeczpospolitej, marmurowa, dumna, potężna, ze lwimi zmarszczkami na czole albo jakby gniewna, zła, okrwawiona, bezduszna i bez gwiazdy-idei nad głową. Z jakąż otuchą myśl wówczas leci daleko, nad ciemne bory sosnowe i szare pola! Z jakąż ulgą rozpatruje się w tych dziejach, tak innych, nierządnych wprawdzie i gwarnych, ale tak prawdziwie ludzkich! Spytajcie kogokolwiek, gdzieby chciał żyć, gdyby się urodził w wiekach średnich. Tam, gdzie nie było lwich paszcz do wrzucania denuncjacji ani Rady Dziesięciu […]!. Było wprawdzie mniej kolumn, mozaik i strusich piór, ale była idea, która niosła, jak archanioł, skrzydlate zastępy na Niemców w obronie Słowian, na Turków w obronie Niemców…[przypis]Tamże.[/przypis]

&amp;nbsp;

Refleksje kończy cytat z wiersza Klemensa Janickiego: „Jać nie boleję, żem sarmackie dziecię…”. Stąd Trylogię, zwłaszcza jej ostatni człon, wypełnia idea Antemurale Christianitatis, która nie stanowi tylko wyposażenia historycznego, sztafażu, ale jest traktowana przez pisarza z pełną powagą i asercją.</document>
<document nplp_id="4520" title="Przedmurze chrześcijaństwa" slug="przedmurze-chrzescijanstwa">Pan Wołodyjowski staje się powieścią, którą wypełnia nadrzędna idea Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, a wysuwającą się na plan pierwszy postacią jest hetman Jan Sobieski, przyszły pogromca islamskiej potęgi tureckiej i prawdziwy przedmurzowy rycerz. W powieści nie kieruje się on politycznym pragmatyzmem, ale jednoznacznie obstaje przy chrześcijańskich wartościach. W obliczu narastającej fali zdrady wśród polskich Tatarów, uciekających na Krym i do Turcji (motyw oparty na faktach)[przypis]Zob. P. Borawski, Tatarzy w dawnej Rzeczypospolitej, Warszawa 1986, s. 156–173.[/przypis], nie przystaje na polityczny plan (motyw fikcyjny) utworzenia sojuszniczego, autonomicznego państwa tatarskiego w obrębie Rzeczpospolitej pod wodzą Azji Tuhajbejowicza, głównie z obawy, że państwo takie łatwo może dopuścić się ucisku religijnego na prawosławnych Kozakach[przypis]PW, XVIII, s. 137-141.[/przypis]. Państwo islamskie w obrębie Rzeczypospolitej może stać się szybko siłą antycywilizacyjną, bowiem islam jest wyzbyty republikańskiego pierwiastka tolerancji, wpisanego w polską tradycję szlachecką i chrześcijańską. Przekonanie o takim ekspansjonistycznym charakterze religii islamskiej utwierdza później pisarz, dzieląc się obserwacjami poczynionymi podczas podróży po Afryce. Tam oddziaływanie misji chrześcijańskich stanowi zaporę przed ekspansywnością i barbarzyństwem islamu.

&amp;nbsp;

Najprzód walczą z niewolnictwem i wspierają europejski humanitarny ruch przeciwniewolniczy potężniej niż wszelkie środki, potężniej nawet niż pancerniki i działa. Po wtóre, walczą z islamem, tą największą plagą Afryki, która, jak wspominałem, czyni Murzyna Murzynowi wilkiem i z której płynie wszystko złe, bo i samo niewolnictwo, i krwawe razie, i chaos stosunków, i zguba całych narodów. […] Islam znaczy tyle, co niewolnictwo – niewolnictwo zaś to wojna, dzikie napady, zaniechanie pracy, morze krwi, morze łez, zastój i bezład.[przypis]H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, Dzieła, XLIII, s. 132.[/przypis]

&amp;nbsp;

Wizja islamu w twórczości autora Trylogii wpisana jest także w jego dyskurs o cywilizacji, bliski przekonaniom najwybitniejszego pozytywistycznego teoretyka tego zagadnienia, Feliksa Konecznego, autora klasycznej rozprawy O wielości cywilizacji (1935), w której dowodzi on w sposób konsekwentny niemożliwości zgodnej koegzystencji zrzeszeń ludzkich odnoszących się do heterogenicznych wartości cywilizacyjnych. Wyjątkiem jest cywilizacja łacińska, wewnątrz której możliwe jest istnienie mniejszości kulturowych, ale respektujących jej reguły.

</document>
<document nplp_id="4521" title="Przeciw realizmowi (politycznemu?)" slug="przeciw-realizmowi-politycznemu">Sienkiewicz przeciwstawia się czystej idei Realpolitik czy zasady raison d’état, która ostatecznie na polskim gruncie została zaszczepiona w XIX wieku. Polska myśl polityczna na te tory myślenia została niejako siłą wepchnięta w wyniku zbrodni rozbiorów i uświadomienia sobie konieczności prowadzenia takiej cynicznej polityki, jeśli celem ma być odzyskanie niepodległości w brutalnym świecie nowoczesnego koncertu mocarstw. Rzegocki zauważa: „Myślenie odwołujące się do istnienia Boga, Opatrzności, idei sprawiedliwości czy uniwersalnego ładu normatywnego, z perspektywy nowożytnych realistów było postrzegane jako żałośnie nieskuteczne”[przypis]A. Rzegocki, Dwa oblicza polskiego realizmu politycznego, w: Patriotyzm i zdrada. Granice realizmu i idealizmu w polityce i myśli polskiej, red. J. Kloczkowski, M. Szułdrzyński, Kraków 2008, s. 31[/przypis]. O infantylizm i jałowy idealizm oskarżali polski naród na równi Maurycy Mochnacki (wielbiciel Machiavellego), Michał Bobrzyński, jak i Dmowski. Stanowisko Sienkiewicza klarowało się już w polemice z krakowską szkołą historyczną, której tezom jeszcze w duchu koncyliacyjnym próbował się przeciwstawiać, wskazując na trzeci czynnik regulujący życie państwa. W recenzji dzieła Szujskiego (Historii polskiej ksiąg dwanaście) zauważa:

&amp;nbsp;

Z tego, co najjaskrawsi zwolennicy nowej szkoły mówią, zdawać by się mogło, że wytworzenie silnego państwa uważane jest przez nich za najwyższy ideał, do którego dążyć powinny były społeczeństwa, a zdolność do wytwarzania za najżywotniejszy przymiot; nam zaś się zdaje, że między państwem, które dla swej zasady państwowej pożera jak Moloch tysiące pokoleń, a bezsilną anarchią może się znaleźć coś trzeciego, jakaś zasada wyższa, którą właśnie historia powinna wypośrodkować.[przypis]Wiadomości bieżące, „Gazeta Polska” 1880, nr 52, w: H. Sienkiewicz, Wiadomości bieżące. 1., Dzieła, LII, s. 10.[/przypis]

&amp;nbsp;

Z kolei w recenzji dzieła Bobrzyńskiego pisarz jeszcze dobitniej wykazuje zgrozę takiego realistycznego, pragmatycznego, opartego na kulcie siły i państwowym centralizmie, osądu przeszłości: „Jest może w takich sądach owa bezwzględna cześć dla siły, cechująca niektórych dzisiejszych historyków niemieckich, ale mniejsza o to”. Z wywodu recenzenta wyłania się znów przekonanie o polskiej, oryginalnej, trzeciej drodze ustrojowej godzącej idealizm, tolerancję, obywatelską wolność:

&amp;nbsp;

Chodzi nam o to, że jeśli istniały w Polsce dążenia do wytworzenia silniejszego rządu, takiego, jaki najogólniej widzieć się daje w innych państwach, jeśli dążenia te spełzły, to nie wypełniają one całkowicie dziejów wewnętrznych, albowiem leży w nich czynnik trzeci. Czynnik ten polega na dążeniu do wytworzenia nie już takiego lub owakiego rządu wedle zapożyczonego z Zachodu wzoru, ale samoistnego, oryginalnego ustroju państwowego, odpowiadającego najbardziej charakterowi i naturze narodu. I być może, że starcie się owego prądu z wybujałym indywidualizmem z jednej, a pościgiem za wzorami zagranicznymi z drugiej, wytworzyło bezsilność i chwilę osłabienia, którą zewnętrzne okoliczności zmieniły w upadek.[przypis]Wiadomości bieżące. „Gazeta Polska” 1880, w: H. Sienkiewicz, Wiadomości bieżące. 1., Dzieła, LII, s. 52.[/przypis]

&amp;nbsp;

Obrona dziejów polskich przed osądem krakowskich historyków znamionuje już wyraźnie przekonanie, że celem polityki nie jest siła sama w sobie, ale dążenie do porządku politycznego najbardziej zbliżonego do porządku zakorzenionego w dążeniach religii chrześcijańskiej, choć przecież nie padają w tych rozbiorach jeszcze kategorie teologiczne. Idee te zapoczątkowały w polskiej polityce piękne deklaracje poczynione w akcie Unii Horodelskiej z 2 października 1413 roku, w których silnie przenikają się sfera doczesna i wieczna, eschatologiczna.

Nie jest wykluczone, że wpływ na myślenie Sienkiewicza o polityce wywierał między innymi Julian Klaczko, który według Rzegockiego realizuje wzór realisty politycznego nierezygnującego z idei ładu moralnego biorącego początek od Boga. Krytyka nowoczesnych mechanizmów rządzenia dotykała często przykładu Niemiec, a zwłaszcza brutalnie pragmatycznej polityki Bismarcka. Sienkiewicz już otwarcie nawiąże do myśli Klaczki w swej wypowiedzi o Bismarcku[przypis]O znajomości z Klaczką zob. M. Gloger, Zaginiony pamiętnik Sienkiewicza. Rekonstrukcja, w: Sienkiewicz z innej strony, red. J. Axer, T. Bujnicki, Warszawa 2015, s. 45–46.[/przypis]:

&amp;nbsp;

Wieki chrześcijańskiej kultury, niemniej jak zdrowy rozum, mówią głośniej od bałwochwalców warcińskich, że ta kultura, którą żyje ludzkość od dwóch tysięcy lat, jest nawet – pozytywnie biorąc – siłą większą i bardziej nieprzepartą od bagnetów, i że hetmanem nieprzeliczonych zastępów winna być sprawiedliwość.[przypis]O Bismarcku, w: H. Sienkiewicz, Uzupełnienia. 1., Dzieła, LIII, s. 120.[/przypis]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="4522" title="Ciało obywatela i&amp;nbsp;ciało króla" slug="cialo-obywatela-cialo-krola">Przednowoczesne kategorie teologii politycznej Sienkiewicz zatem unowocześniał i godził z ideami organicznikowskimi i demokratycznymi. Sienkiewiczowi była dobrze znana publicystyka społeczno-polityczna z kręgu młodokonserwatyzmu warszawskiego, a zwłaszcza najwybitniejszego historyka doktryn prawnych i politycznych z tego kręgu, Aleksandra Rembowskiego. W rozprawie Stanisław Leszczyński jako statysta, publikowanej w 1878 roku w „Niwie”, a potem wydanej jako osobna nadbitka, historyk ten zawarł swoje podstawy myślenia o państwie. Podkreślał: „[…] w życiu państwowym nic się nie stwarza i nic się nie burzy, lecz wszystko organicznie rozwija”[przypis]A. Rembowski, Stanisław Leszczyński jako statysta, Warszawa 1879, s. 31.[/przypis]. W innym miejscu tej pracy czytamy:

&amp;nbsp;

Tylko osobista, nieustanna praca, tylko osobisty udział w obowiązkach i ciężarach publicznych, utrzymują w człowieku odpowiednią równowagę obyczajową, która godzi interes osobisty z dobrem ogółu i nie dozwala, aby pierwszy z nich pochłonął drugi. Jedynie uznając pracę bliźniego i widząc w nim członka społeczeństwa, wyrabia się dokładne pojęcie publicznego obowiązku. Jeśli zaś jedni widzą w drugich rzecz, którą prawnie wyzyskiwać mogą, wtedy występuję egoizm stanowy i pragnie, aby mu dobro publiczne służyło.[przypis]Tamże, s. 10.[/przypis]

&amp;nbsp;

Wydaje się, że zdefiniowana przez Rembowskiego organiczna wizja obywatelskości, obowiązków publicznych została przez Sienkiewicza idealnie zakodowana w rycerskich kreacjach, które miały stanowić wzór postępowania dla nowożytnych kupców, przedsiębiorców i działaczy politycznych. Stanowiły też wzór dla emancypujących się mas chłopskich i robotniczych. Konieczność budowania nowoczesnej demokracji na fundamencie chrześcijańskim manifestował także jeden z wybitniejszych publicystów środowiska Antoni Donimirski:

&amp;nbsp;

Miano zachowawców też koniecznie utrzymać trzeba w przeciwieństwie do tych sfer i żywiołów, które pragną lud uszczęśliwić, druzgocząc dzisiejszy porządek społeczny. Zachowawcy dzisiaj, gdziekolwiek istnieją, tym się od żywiołów tych różnią, że uznając potrzebę niejednej zmiany w konstrukcji gmachu społecznego, fundamenta pragną pozostawić nietknięte – te same, które przez 18 wieków służą za podstawę gmachu całego. […] Nikt z nich [zachowawców] ani marzy o powrocie do jakichś przywilejów stanowych, do praw wyjątkowych, bo każdy widzi w jakim przeciwieństwie one pozostają do nauki Chrystusa, którą może nie po wszystkie wieki należycie pojmowano[…].

Z tymi zasadami i organizmem, jaki je reprezentuje, dziś walkę staczać wypada, z jednej strony przeciwko bezwyznaniowemu liberalizmowi, który w egoizmie widzi główny czynnik postępu ludzkości, z drugiej strony przeciwko wichrzycielom dzisiejszego porządku społecznego, który dotychczas tylko wiedzą, że chcą burzyć, nie wiedzą zaś, co w to miejsce postawić.[przypis]A. Donimirski,  Nasz konserwatyzm, „Niwa” 1890, nr 1, s. 2.[/przypis]

&amp;nbsp;

Bardzo charakterystyczne, zwłaszcza w Potopie, jest potraktowanie postaci króla, które ma zarazem charakter przednowoczesny, jak nowożytny, demokratyczny. Jan Kazimierz jest bowiem zarazem tragiczną, szekspirowską kreacją „króla-tułacza”, śmiertelnej jednostki, która nie jest w stanie udźwignąć swego boskiego statusu, jak i emanacją siły narodu i jego jedności. Król i ojczyzna to jedno, i żadna dziejowa okoliczność nie jest w stanie podważyć tego Boskiego wymiaru, jaki przez króla osiąga naród, wspólnota, Rzeczpospolita. To wokół wyobrażenia króla, jego mistycznej mocy, którą wzmaga duchowa siła wiary Kordeckiego, organizuje się reakcja przeciw Szwedom[przypis]Całościowe omówienie funkcji, jakie pełni postać króla w Potopie, zob. T. Bujnicki, Sienkiewiczowski Jan Kazimierz (z zagadnień struktury postaci),w: Światopogląd i poetyka. Szkice o powieściach historycznych Henryka Sienkiewicza, Rzeszów 1999, s. 102–113.[/przypis]. Kreacja Jana Kazimierza jest odzwierciedleniem średniowiecznego wyobrażenia prawnego, które uznaje że król ma dwa ciała: doczesne, ułomne, grzeszne oraz wieczne, idealne, nieśmiertelne ciało wspólnotowe. Ernst H. Kantorowicz poświęcił temu wyobrażeniu klasyczne studium z zakresu średniowiecznej teologii politycznej[przypis]E.H. Kantorowicz, Dwa ciała króla. Studium ze średniowiecznej teologii politycznej, przeł. M. Michalski, A. Krawiec, red. nauk. J. Strzelczyk, Warszawa 2007.[/przypis], w którym wykazał, że idea ta stanowi także źródło tragizmu kreacji królewskich Wiliama Shakespeare’a, zwłaszcza w Królu Ryszardzie II[przypis]A. Donimirski, dz. cyt., s. 1.[/przypis] (jak wiadomo, Sienkiewicz był wiernym i konsekwentnym czytelnikiem Shakespeare’a)[przypis]Notabene także dla Schmitta twórczość Shakespeare’a stanowiła wielkie wyzwanie interpretacyjne w związku z historią polityczną Anglii – zob. C. Schmitt, Hamlet albo Hekuba. O historii, która wdarła się na scenę, przeł. P. Graczyk, "Kronos" 2008, nr 3.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4538" title="Córka handlarza. Obrazek z&amp;nbsp;czasów ostatniej epidemii w&amp;nbsp;Warszawie" slug="corka-handlarza-obrazek-z-czasow-ostatniej-epidemii-w-warszawie">[Fragment][przypis]Epidemia cholery szerzyła się w Warszawie na przełomie lat 1866 i 1867. Józef Goldszmit wspomniał ją po latach w korespondencji pisanej pod świeżym wrażeniem cholery w Lublinie („Izraelita” 1892, nr 38, zob. Nota biobibliograficzna). Czytamy w niej m.in.: „Przed dwudziestu pięciu laty silna bardzo cholera panowała w Warszawie. Byłem wówczas studentem byłej Szkoły Głównej i przyjmowałem czynny udział w ratunkowych komitetach. Straszne obrazy nędzy i choroby, gnieżdżącej się zawsze w najbiedniejszych sferach społecznych, natchnęły mnie były myślą napisania powiastki obyczajowej na tym smutnym tle pt. Córka handlarza. Z tego wydawnictwa pozostało mi kilkadziesiąt egzemplarzy. Posyłam zatem sześćdziesiąt sztuk takowych z prośbą, abyś Szan[owny] Redaktorze zajął się gorliwie ich sprzedażą dla wzmocnienia funduszu składkowego lubelskiego komitetu”. I dodał: „Pomnijmy na zalecenie, jakie rytuał nasz na obecne święta daje nam gwoli przebłagania gniewu Bożego: skrucha, modlitwa i miłosierdzie znoszą złowrogie wyroki”. O indywidualnej i zorganizowanej akcji ratunkowej, inicjowanej przez żydowskich mieszkańców Warszawy, pisano wtedy, tj. w latach 60., sporo w „Izraelicie”. Dowiadujemy się na przykład, że Żydzi utworzyli specjalne stowarzyszenie do walki z epidemią i okazywali się (wedle przytoczonej opinii) lepszymi chrześcijanami od samych chrześcijan; „miłość bliźniego nie tylko w księgach ich obszerne miejsce zajmuje, ale i w sercach” (Przegląd pism krajowych, „Izraelita” 1866, nr 33). Podobnie skomentowano przedrukowany list czytelnika z „Kłosów” zawierający pochwałę konkretnego przypadku pomocy udzielonej chrześcijaninowi przez wędrownego kramarza Fajwela jako „przykład pięknej miłości bliźniego” (w rubryce jak wyżej, 1867, nr 22). Zob. też informację o stowarzyszeniu wsparcia wdów i sierot po zmarłych na cholerę, która udzielała pomocy bez względu na wyznanie; zezwolił na jej utworzenie prezydent miasta, działała pod kierunkiem Jana Gautiera, gorliwego darczyńcy żydowskiego Domu Schronienia i zarazem członka WTD (H. G…n, Słów kilka o Delegacji wsparcia wdów i sierot po zmarłych na cholerę, „Izraelita” 1867, nr 18). Przedrukowane fragmenty opowiastki Józefa, zbliżone do reportażu, dokumentują udział autora w konkretnej akcji ratunkowej.[/przypis]

&amp;nbsp;

Cieniom najukochańszej i najlepszej Matki, Anny Goldszmit, zgasłej dnia 12 grudnia 1867 roku, w dowód najgłębszej czci i przywiązania poświęca wdzięczny syn

&amp;nbsp;

Nad grobem Matki

Błogosławieni, co zasnęli w Panu,

Błogosławionaś i Ty Matko w niebie,

Co jak żniwiarkę – ze zżętego łanu,

Bóg Cię po spłatę powołał do siebie.

&amp;nbsp;

A tam – bujając nad światów przestrzenią,

Wśród gwiazd miliona, jasna jako one,

Lica się Twoje radością promienią,

Na skroni – świętych piastujesz koronę.

&amp;nbsp;

Wzrok Twój – zgaduje przyszłość tajemniczą,

Pierś – czerpie nektar ze żywota zdroju,

Dni Twojej chwały wiekami się liczą,

Choć jako chwile – spływają w pokoju.

&amp;nbsp;

I pełna dla mnie matczynej miłości,

Dłoń opiekuńczą rozciągasz nade mną,

Bym przez to życie szedł drogą prawości,

I w przepaść, chwiejny, nie upadł bezdenną.

&amp;nbsp;

Widzę Cię, widzę i w onej godzinie,

Gdy do snu śmierci zamykam powieki,

Szelest Twych skrzydeł do uszu mych płynie,

I Twej modlitwy słyszę głos daleki.

&amp;nbsp;

O, Matko! Matko! niech skrzydeł cień święty

W kraj promienisty chłodu mi udzieli,

A hymn anielskiej nuty niepojęty

W ostatniej chwili – pierś mą rozweseli.

&amp;nbsp;

Błagaj u Pana: niech, gdy kres mój padnie,

Z Tobą się, Matko! połączę stęskniony.

W czarze cykuty – życie ujrzę na dnie,

Żywotem wiecznym ubłogosławiony.

&amp;nbsp;

A teraz – wieńce róży purpurowej

Na grób Twój ścielę, o, Matko jedyna!

Błagając jeszcze, abyś do Jehowy

Korne modlitwy poniosła za syna.

Józef G.

Warszawa, 12 lipca 1868[przypis]Wiersz przedrukowany w kalendarzu „Warszawianin” 1885, s. 3–4; podpisany J. Goldszmit.[/przypis]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

I

Na ściennym zegarze wybiła 1 po północy. Siedziałem w oknie i dumałem. Noc w wielkim mieście jakże magiczny wpływ na wyobraźnię wywiera! Upaja ona, przygniata niemal wielkością swoją, która już nie rozprasza się w drobnych szczegółach, ale ciemnością zlewa potężne masy murów w jedną całość, ulice między tymi brzegami z kamienia do nieskończoności wydłuża, a uiluminowawszy je dwoma ginącymi w dali szeregami gazowych płomyków, cichością wprowadza cię jakby w oczekiwanie jakiegoś średniowiecznego dramatu mającego się tutaj rozegrać, do czego jeszcze bardziej przysposabia odległy szczęk broni czuwającej straży.

Wiele już pisano o wdziękach nocy na wsi. Rozległe łany w falowaniu swoim, srebrzone światłem księżyca, ciemny bór w oddali się rysujący, pojedyncze drzewa i krzewy, malowniczo ugrupowane, z których niekiedy wybiega melodyjna piosenka słowika, a nad tym wszystkim kryształowe niebo i wielki księżyc poważnie i cicho po toniach jego płynący i gwiazd miriady, które pilnują spokoju na ziemi.

Obraz to poetyczny bardzo i słodko a tęskno do duszy przemawia. Lecz jeżeli powabną jest noc na wsi, to noc w mieście jest wielką.

Turkot, wrzawa, okrzyki, wołania, szybkie mijanie się ludzi, koni i wozów, oto akcesoria konieczne wielkiego miasta, które w imaginacji naszej tak się z nim zrosły, iż ich prawie oddzielić nie potrafimy. Kiedy więc po całodziennym takim gorączkowym niemal ruchu natura odniesie nad czynnością człowieka zwycięstwo, kiedy głęboka cisza zalegnie wszystkie tak pełne ruchu i wrzawy ulice i place, kiedy ostatnie echa dziennych głosów ucichną, skonają w powszechnym milczeniu, zawrót jakiś opanowywa cię na chwilę. Co się zrobiło z tym życiem, tak silnie się objawiającym? Gdzie znikły te różnorodne tłumy, przed chwilą tak ruchliwie biegające w tę i ową stronę, rozpychające się, wołające, rozmawiające? Gdzie znikła błyskotliwa świetność domów, podniesiona pełnymi blasku wystawami? Wszystkie te niespokojne obrazki zgasły, śćmiły się i ustąpiły miejsca poważnej i uroczystej ciszy. Tylko gdzieś w głębi tych gigantycznych mas kamiennych domyślasz się jeszcze życia, ale życia pulsującego inaczej już jak w dzień. Tam rodzina, tam spokój.

Takim strumieniem płynęła myśl moja. Nie sterowałem nią wcale. Poddałem ją tylko potędze wpływu tej nocy wielkiego miasta, a sama pobiegła naprzeciw tego tak wymownego milczenia, sama kąpała się we wrażeniach, jakich pełne były ciemności.

Nagle zbudził mię silny stuk w bramę i niewyraźnie dolatujące wołania. Nadstawiam bacznie ucha: „Ratunku! przez Boga! Mąż mój i córka na cholerę zasłabli” – te słowa, rozdzierającym wyrzeczone głosem, zdołałem wyraźniej rozróżnić. W wilię dnia tego zapisałem się do cholerycznych dyżurów i dzisiejszej nocy właśnie z obowiązku czuwałem. Porywam za czapkę i zbiegam do sali dyżurnych, w tym samym domu, w którym mieszkałem, będącej, wiedząc, iż powinnością moją nieść pierwszą pomoc nieszczęśliwym, zanim współtowarzysze uprzedzą doktora i na ratunek go wezwą.

II

Zastałem nieszczęśliwą w sali oczekującą pomocy dla chorej rodziny. Przerażona, zbladła, na wpół zaledwie, ubrana, posłużyć by mogła za model do statuy zalęknienia. Wargi jej zsiniałe drżały, oczyma niespokojnie rzucała na nas lub oglądała się za siebie, w stronę, gdzie był jej dom, gdzie straszliwa choroba groziła jej wydarciem wszystkiego, co ukochała na ziemi. Ręce jej i nogi tak osłabły, iż wracając, oprzeć się na mnie musiała, aby nie upaść. Dotąd w umyśle moim odtwarza się niekiedy cały ten obraz, jak sen fantastyczny, dotąd zarówno zajęcie i przykre budzi we mnie uczucie. Ta sala dyżurów ponurym światłem nocnej lampy oblana, wśród której przyparte do ściany świeżo zasłane łóżka, przygotowane do przyjęcia chorych, którzy by na ulicy zasłabli, i zdające się jakby przyzywać chorobę ta szafka w kącie z miksturami, octami, spirytusami i całym złowieszczym przyborem środków, o obecności straszliwej plagi i o potędze jej zarówno mówiących, ci ludzie siedzący i walczący w ostatnim wysiłku z bezsennością, która ich od kilku nocy już dręczy, ten głos grobowy starego Żyda, który ciszę dźwiękami psalmów Dawida przerywa, i na tym całym, wpół śpiącym, wpół ponurym tle jeden obraz z życia, z życia gwałtownie nawet rozekscytowanego, ale obraz, który bardziej jeszcze trwogą i dreszczem przejmował. Ta kobieta z załamanymi rękami, w nieładzie rozrzuconym włosem, okiem suchym, ale tak strasznie wymownym, wszystko to w najmniej wrażliwym wywołałoby jakieś uczucie.

Jeden z obecnych zerwał się na równe nogi i pobiegł po doktora, drugi wraz ze mną poszedł za nieszczęśliwą, zabrawszy z sobą parę flaszeczek z pierwszymi zaradczymi środkami.

III

Za zbliżaniem się kobiety do domu niespokojność jej rosła coraz bardziej. Chód jej był nierówny. To drżąc z niecierpliwości, wyrywała się i biec chciała do męża, to osłabiona niespokojnością i trwogą zwalniała kroku i bezwładnie wspierała się na ramieniu towarzysza. Chcąc ją nieco otrzeźwić, zacząłem rozpytywać o przyczyny choroby i jak dawno się ona objawiła. Dowiedziałem się, że córka zasłabła o 10 wieczorem, a mąż o 12, że jedli na kolację rzodkiew wczoraj kupioną, a potem jeszcze litościwa sąsiadka dała im parę ogórków, wiedząc, iż są tak biedni, że nigdy zbytku w jedzeniu nie mają.

– Jakże można być tak nieostrożnymi! – zawołałem. – Wiedząc, iż epidemia panuje, tak lekkomyślnie narażać się na niebezpieczeństwo.

– Eh! albo to jadło może szkodzić? Kto ma zachorować, to zachoruje. Komu Bóg przeznaczył być zdrowym, to choćby samymi owocami, jarzynami i wodą żył, to jeszcze zdrów będzie; kto zaś ma cholery dostać, to choćby najbardziej się wystrzegał, to dostanie – odparła kobieta.

– Jednakże, na tyle wypadków cholery, przy których byłem obecny, nigdy nie zdarzyło mi się widzieć, ażeby słabość zaszła bez przyczyny – dorzucił mój towarzysz z dyżuru.

– Łatwo to przyczynę wynaleźć, jak ktoś już zachoruje, ale darmo się trudzicie, jeżeli przekonać mię chcecie, że to ogórek lub szklanka wody zabija. Bóg tak chciał i koniec. Na równej drodze można nogę złamać.

Opryskliwy ton i niecierpliwość, z jaką odpowiadała, przy tym pewność, dowodząca, że przekonania jej w tym przedmiocie od dawna już były ustalone, jasno wskazały mi, że dalsza rozmowa do niczego by nie doprowadziła, bo źle zrozumiana religijność, przerodzona w jakiś zgubny fatalizm, zaślepiła nieszczęśliwą, która zresztą może prędzej byłaby posłuszną higienicznym przepisom, gdyby nędza nie kierowała nią w wyborze pokarmów, usuwając wszelkie inne względy.

&amp;nbsp;

Otóż więc dwa najgłówniejsze motywa wszystkich klęsk gubiących wszędzie lud prosty: nędza i córa jej, ciemnota. Gdzie zetkniesz się z nieszczęściem w tej klasie, pewno 90 na 100 razy o dwie te plagi straszliwe potrącisz.

Tymczasem doszliśmy do jakiejś dużej i porządnej kamienicy. Już tylko parę kroków mieliśmy zrobić, kiedy kobieta, wsparta na mnie, nagle wyrwała się i pobiegła naprzód, wołając: „Mój mąż, moja córka!”. Nieszczęśliwej zdawało się, że ktoś ją wzywał.

Poszliśmy za nią. Z samego wchodu uderzył nas tak przykry zaduch, iż jakby odepchnięci, cofnęliśmy się ze wstrętem. Lecz wnet przełamawszy w sobie to uczucie wspomnieniem na obowiązek i litość, weszliśmy. Zeszedłszy z kilku nadgniłych schodków, znaleźliśmy się w dość obszernej, lecz nadzwyczaj niskiej suterenie. Na ścianach jej baltazarowymi głoskami popisała wilgoć swoje ślady. Zaduch, zgnilizna, powietrze najgorsze, w stancji nieład, nieporządek, nieczystość; około łóżek z dwoma chorymi takie mnóstwo ciekawych sąsiadów, znajomych, że przecisnąć się trudno; wszyscy przybyli niby z życzliwości, a w istocie dla zaspokojenia jakiejś ciekawostki bezcelowej i próżniaczej, i oddechem swoim zatruwali bardziej jeszcze powietrze i tak już pełne najniezdrowszych miazmatów; w jednym kącie pokoju mnóstwo starej cuchnącej odzieży, dowodzącej, że chory jest tandeciarzem; w drugim – balie z pozostawioną w wodzie bielizną, ekshalującą przyjemniejsze jeszcze wyziewy. (Żona chorego była praczką). Oto całość, która od razu wszystkie zmysły moje uderzyła.

Niechlujstwo – to trzecia towarzyszka nędzy i ciemnoty.

Pierwszą moją czynnością było postarać się o zmniejszenie towarzystwa zapełniającego izbę. Pousuwali się widzowie, ale nie bez chwilowego przynajmniej oporu i okazując wyraźne znaki nieukontentowania. Pozostał tylko młody chłopak, około 19 lat mający, który siedział przy łóżku dziewczyny. Kiedym go wzywał, aby się wraz z drugimi oddalił, odpowiedział mi cierpko; „Ja jestem narzeczony Miriam, to pozostanę przy niej, chociażby sam doktór przyszedł”.

Wtedy dopiero przystąpiliśmy do chorych. Towarzysz mój rozlał po podłodze kwas fenilowy dla oczyszczenia powietrza, i dał dziewczynie, w której symptomata choroby dość były lekkie, nieco ciepłej wody i jakieś lekarstwo na wymioty, którego szybki skutek, jak się zdaje, bardzo się przyczynił do uleczenia jej; następnie – z pewną wprawą i znajomością rzeczy zajął się rozgrzewającymi nacieraniami dla starego, któremu kurcze sprawiały straszliwe boleści.

Niewprawną ręką pomagając memu towarzyszowi, podziwiałem jego zimną krew, odwagę i pewność siebie w wyborze środków. Krótki czas trwania cholery oznajmił go z nimi tak, iż nie wahał się ani chwili w ich doborze. Widocznie człowiek ten stworzonym był na doktora – a był starszym subiektem jakiegoś kantoru czy sklepu. Iluż to ludzi w ten sposób chybia swego powołania.

Tymczasem nadszedł lekarz ***. Obejrzawszy chorych, pokiwał głową w sposób bardzo znaczący, a kiedym go zapytał, czy rokuje jakie nadzieje co do wyzdrowienia tandeciarza: ,,Jutro z rana już myśleć będziecie o pogrzebie”, odpowiedział z cicha. Nieszczęśliwa żona przeczuciem poznała z twarzy naszej i przedmiot zapytania i odpowiedź, która była dla niej wyrokiem wdowieństwa; jednak przez wzgląd na chorych wysileniem woli powstrzymała łzy, gwałtownie cisnące się do oczu. Doktór następnie zbliżył się do łóżka dziewczyny. Wtedy dopiero zwróciła ona twarz swoją, iż mogłem się przyjrzeć lepiej rysom jej. Choroba, ile że krótka, nie pozostawiła na nich żadnych prawie śladów. Tylko lekkie gorączkowe rumieńce ożywiały nieco jej bladość i podnosiły wdzięki.

Czysto zarysowane kontury, czoło – prawie że prostokątne i broda lekko naprzód podana znamionowały silną wolę, energię i pojętność. Ale najwięcej wdzięku dodawały jej oczy czarne, pełne ognia, choć teraz nieco stłumionego fizycznym cierpieniem, i zdolne do okazywania miłości zarówno w jej najczulszych, najrzewniejszych objawach, jak i w uniesieniu gniewu, nienawiści i zazdrości. Zresztą drobne jej i wynędzniałe kształty wskazywały istotę słabowitą, efemeryczną, mało co ziemskim życiem, a więcej sercem i myślą żyjącą.

Wszystkie te spostrzeżenia teraz dopiero miałem czas zrobić, gdyż do czasu pierwszych zapytań doktora Miriam wciąż odwróconą była do ściany.

– Jak stara jest ta dziewczyna? – spytał doktór[przypis][Przypis autora:] Autentyczne.[/przypis].

– Ona jest 16 lat stara – odpowiedziałem z przyciskiem, wiedząc ten szczegół od matki, i zdziwiony, że szanowny konsyliarz tak niemieckiego stylu używa. Ze spojrzenia, jakie rzucił na mnie, wyczytałem, iż domyślił się, jaka myśl kierowała moją odpowiedzią w tymże samym stylu sformułowaną.

Na wiadomość o bliskiej śmierci męża nieszczęśliwa kobieta, tłumiąca przez jakiś czas swą boleść, już głośnym płaczem gotowa była wybuchnąć, kiedy zwróciłem jej uwagę, iż to zaniepokoi Miriam, niewiedzącą jeszcze o grożącym tak bliskiem nieszczęściu. To ją cokolwiek uhamowało, tym bardziej gdy i doktór słowa moje potwierdził.

– A córka będzie żyć? – pytała głosem przerywanym tłumionymi łkaniami.

– O nią możecie być spokojni – odpowiedział doktór i wyszedł, przyrzekając swą wizytę na rano.

Pozostałem z mym towarzyszem, aby czuwać podczas nocy.

– Mamo! proszę mi pić dać – słabym głosem zawołało dziewczę.

Narzeczony podał jej kubek. Ale Miriam, spojrzawszy na osobę, od której kubek ten brała, odwróciła się nagle nazad do ściany, nie zaspokoiwszy pragnienia. Wtedy wziąłem szklankę z miętą i podałem jej. W oczach jej tyle wyczytałem ukontentowania, tyle tryumfu nad upokorzonym młodzieńcem, że zainteresowało mię żywo to przyszłe stadło, pod tak niekorzystnymi wróżbami skojarzyć się mające. Żadnego prawie baczenia nie dawałem dotąd na młodzieńca u łóżka chorej siedzącego. Teraz postanowiłem pilniej mu się przyjrzeć. Mimo pospolitych rysów twarzy był on dość przystojnym, tylko oczy biegające nieufnie i jakoś nienawistnie na ludzi patrzące odstręczać by mogły od niego wszystkich. Na jednę bowiem Miriam tylko kiedy patrzał, wzrok jego stawał się tak palącym, namiętnym, przenikającym, że zdawał się obejmować nim i przenikać na wskroś całą dziewczynę, a Miriam, spotkawszy się przypadkiem z tym wzrokiem, rumieniła się cała i gwałtownym, a pełnym niechęci ruchem odwracała ku ścianie.

Boleści i kurcze chorego wzmagały się z każdą chwilą. Twarz jego tak wielkie wyrażała cierpienie, iż towarzysz mój, stosownie do zalecenia lekarza, który wypadek ten przewidywał, postanowił złagodzić je ostrożnym użyciem chloroformu. Jakoż w istocie, pod wpływem tego dobroczynnego, choć bardzo niebezpiecznego środka, pacjent zaczął usypiać. Była już blisko 3 po północy. Matka łóżko swoje gościnnie odstąpiła narzeczonemu, a sama usiadła przy mężu ze szczerym postanowieniem czuwania nad nim. Jednakże znużenie, zmęczenie zarówno fizyczne, jak i moralne przeszkodziły jej w spełnieniu tego zamiaru. Wkrótce usłyszeliśmy równy jej oddech, dowodzący, iż siedząc, usnęła.

Poprzedzili ją jeszcze młodzi narzeczeni.

IV

Tak więc w całej suterenie pozostaliśmy tylko we dwóch czuwających: mój towarzysz dyżurny i ja. On – nieco już z bezsennością obeznany, ja – zajęty myślami nad moim nowym posłannictwem, które mię stawiało w możności poznania ludzi nie tylko takich, jakimi widzimy ich w życiu pozadomowym i w pełni sił, kiedy na każde ruszenie swoje, na każdą modulację głosu dać mogą baczenie i naginać je do okoliczności, ale wtedy nawet, kiedy powaleni chorobą, zgnębieni myślą o śmierci, już się nie kryją w sobie, bo tego rodzaju starania i troski byłyby za błahymi dla nich. Teraz dopiero mogłem studiować z jak największą, ile można, dokładnością życie człowieka w rodzinie, stosunki rodzinne w rozmaitych swych fazach, a nade wszystko ten najciekawszy moment krytyczny, to wielkie przejście, po którym pozostaje z człowieka już tylko glina – mniej niż obraz nawet, bo z obrazu tryska myśl jeszcze pełna życia, mówiąca o obecności, o przytomności osoby, którą przedstawia, podczas kiedy zwłoki zmarłego mogłyby tylko za wzór do statuy na jego grobowcu posłużyć; bo na zwłokach tych życie i śmierć zmarszczkami, siwizną, bladością wypisały całą swą historię. Dumania moje przerwało prozaiczne zapytanie mego towarzysza:

– Nie chce się panu spać?

– Mnie, bynajmniej. Nawet mi się nie nudzi... – odpowiedziałem z uśmiechem.

– Czy to mam brać za znak, że pan chcesz pozostać sam ze swymi myślami i życzysz sobie, abym mu nie przerywał.

– Nie, tej myśli nie miałem – odparłem, zmieszany trochę, że mię tak łatwo odgadnięto.– Sądziłem tylko, że panu się spać chce i dlatego mnie pan pytasz, abym go w czuwaniu wyręczył, a w potrzebie obudził.

– A! nie śmiałbym panu czegoś podobnego proponować... Bo gdybym się nie czuł w możności wytrwania noc całą, tobym się tego nie podejmował.

– Jednakże kiedy wszyscy śpią, to czuwanie jednego byłoby dostateczne? – zapytałem.

– Niewątpliwie. Ale gdyby ten jeden także, choćby mimowolnie, usnął, toby obaj wybornie reprezentowali miłosierdzie... A tak, jak obaj czuwamy, to jeden drugiemu usnąć nie pozwoli.

– Więc pan obawiałeś się, abym nie usnął?

– I sądzisz pan, żem dlatego przemówił?

– Być może, iż w części masz rację. Pan pierwszy dopiero raz próbujesz swej wytrwałości, więc chciałem rozmową trochę dopomóc nam obu do odpędzenia snu klejącego powieki, ale przede wszystkim chciałem pomówić z panem o tym pięknym pomyśle, prawdziwie ludzkim, do którego przeprowadzenia i my się w tej chwili przyczyniamy, a przede wszystkim użalić się na szczupłość funduszów, jakimi rozporządzają nasze choleryczne dyżury.

– I jakież są środki zwiększenia ich? – zapytałem.

– Nie do mnie należy wyrokować o tym. Jednakże sam fakt zasmuca mię mocno i rad bym był, aby ludzie, którzy mają dość czy to wpływów, czy osobistego majątku, szczerze zajęli się tą sprawą.

Podzielałem z całego serca życzenia mojego towarzysza i sam myśleć zacząłem, jakim by sposobem zainteresować ogół w tej kwestii, kiedy nagle chory ocknął się koło godziny 4 z rana, a natychmiast, jakby przez elektryczne oddziaływanie, zbudziła się żona jego, przez sen jeszcze czująca lekką zmianę w pozycji męża.

– Czy pragniesz czego, mężu?

Chory nadspodzianie okazał się tak mocnym, iż sam siadł na łóżku. Żona zerwała się z radości i podziwienia.

– Czy śpi Miriam? – zapytał handlarz.

– Śpi, ale mogę ją obudzić.

– Nie trzeba. Biedne dziecko chore, zmęczone, potrzebuje spoczynku i sił. Jak przez sen przypominam sobie, że doktór mówił, iż będzie zdrowa. Chciałem mu podziękować, ale tak cierpiałem, że nie mogłem słowa wymówić.

– Więc ty nie spałeś, mój mężu? A myśmy sądzili, iż leżysz bez przytomności.

– Czy jest tu Moszek? – pytał dalej chory.

Narzeczony Miriam wstał już i zbliżył się do łoża chorego.

– Jestem – cichym głosem powiedział.

– Moszku! twój ojciec był bardzo poczciwy człowiek. Z nim jeszcze umówiliśmy się, iż was z sobą połączymy. Później ojciec twój wkrótce przed śmiercią zbiedniał. Ja jednakże nie przestałem cię uważać za mojego zięcia, choć byłem daleko bogatszy od ciebie. Później pożar i kradzież zrujnowały mię tak, że córce mojej posagu dać nie jestem w stanie – wiesz o tym. Wiesz także o tym, iż małżeństwo odłożyliśmy do czasu, aż będziesz mógł zapracować tyle, aby dla was obojga wystarczyło. Wiem, iż jesteś zabiegłym i oszczędnym chłopcem i że dorobisz się mienia. Pamiętaj tylko, abyś szedł zawsze uczciwą drogą. Ja mam już tylko chwil kilka do życia. Najwyższy wysłuchał mej prośby wpośród cierpień gorąco do Niego zasyłanej i pozwolił przed skonem raz jeszcze z wami pomówić. Ale nie umrę spokojny, póki mi nie przysięgniesz, że względy majątkowe nigdy dla ciebie przeszkodą nie będą w zaślubieniu Miriam; że choćbyś miał większy daleko majątek niż ona, jednakże nie będziesz się wahał za żonę ją pojąć. Ja to przysiągłem przy łożu twego umierającego ojca – ty to samo przede mną umierającym poprzysiąż.

– Przysięgam! – zawołał Moszek i spojrzał na Miriam takim wzrokiem, że dziewica, głosem jego zbudzona, aż drgnęła pod tym wejrzeniem.

– Czy woła mię ojciec? – pytała.

– Moszku! pamiętaj o mojej żonie, aby jej nasze bractwo handlarzy regularnie po mej śmierci pensję wypłacało – mówił starzec. – A teraz… żegnam was… Miriam… żegnam cię… żono… tam...

I ręka jego podniosła się w górę, spojrzał na niebo i zamilkł nagle, strasznymi torturowany kurczami. Chwil kilka jeszcze na twarzy jego widać było okropną walkę. Cienie śmierci łamały się tam z resztkami ulatającego życia i jak obłok osłaniały oblicze. Kurcze wzmagały się widocznie i ustały, ścisnąwszy za serce. Starzec zrobił ostatnie, rozpaczliwe wysilenie woli. Słowa: „Szema Israel!”[przypis]Szema Izrael (hebr.), Słuchaj Izraelu, jedna z dwóch najważniejszych modlitw żydowskich. Pełni funkcję wyznania wiary. Zawiera trzy podstawowe prawdy judaizmu oraz trzy podstawowe przykazania. Mówi o wierze w jedynego Boga, nagrodzie i karze oraz o objawieniu. Nakazuje miłość Boga, poddanie się Jego woli oraz podporządkowanie prawu wyrażonemu w Torze. Jest pierwszą modlitwą, jakiej ojciec uczy dziecko, a także ostatnią, wypowiadaną przez umierającego na łożu śmierci.[/przypis] wydarły się przerywane z zaciśniętych konwulsyjnie ust. Nagle ręka jego, dotąd dręczona kurczami, ściągnęła się gwałtownie ku sercu. Krzyknął. Krzyk ten, póki żyć będę, nie zatrze mi się w pamięci. Dźwięk jego dotąd brzmi w moich uszach i z żadnym innym porównać się nie da. W tej chwili chrapliwy oddech jego ustał, oczy kołem stanęły, całe ciało wyprężyło się, a lekka piana ukazała się na ustach.

– Umarł! – zawołała żona, która dotąd powściągając się, teraz głośnym załkała płaczem.

– Ojciec mój umarł! – krzyknęła Miriam i rzuciła się bezprzytomna prawie ku ciepłym jeszcze zwłokom.

W tej chwili w ciele objawił się ruch jakiś; matka zbladła i cofnęła się w walce między obawą a nadzieją; córka powstrzymała oddech i przyglądała się ojcu.

– Może jeszcze żyje? – spytałem z cicha mego towarzysza.

– Zobaczmy – odszepnął mi i w tej chwili zmaczał w zimnej wodzie prześcieradło, i wezwawszy pomocy mej, owinął nim zmarłego. Przez chwilę trzymaliśmy prześcieradło wraz ze złożonymi tam zwłokami w powietrzu zawieszone. Pod prześcieradłem widać było wciąż jakieś ruchy. Zauważyłem kierunek ich. Zesztywniałe od kurczów członki z wolna odzyskiwały swą elastyczność i bezwładnie zwisały ku ziemi. Najwidoczniej opadła głowa w ten sam sposób. Kiedy ruch ustał zupełnie, odkryliśmy prześcieradło .... Ciało było już zimne. Oczy – w chwili skonu otwarte, zamknęły się.

– Kiedyśmy owijali prześcieradłem, czułem jeszcze lekkie bicie serca – powiedział mój towarzysz. – Przez czas, jakeśmy nieboszczyka trzymali, kurcze rozwinęły się w nim nazad, jak węzły przez chwilę zbyt silnie ściągane. One to go zabiły, postępując od kończyn ku sercu, i teraz się rozchodziły odwrotnym porządkiem. Dokonały już swego.

Nie będę wam opisywał, kochani czytelnicy, rozpaczy pozostałych: wdowy i sieroty. Obrazy to aż nazbyt częste, ażeby je jeszcze, choćby w opisach, powtarzać; aż nazbyt smętne, ażeby się w nich lubować. Staraliśmy się wraz z moim towarzyszem pocieszyć je, o ile to było w naszej mocy. Dopomógł nam nieco lekarz, który wszedł w tej chwili i zapisał nawet jakąś uspakajającą receptę dla obu kobiet i nadto kazał im, a szczególniej Miriam, dzień ten spędzić w łóżku. Lekarz wyszedł, zajęty licznymi wizytami. Za nim cichaczem wyniósł się Moszek, który od chwili śmierci jak bezprzytomny stał w osłupieniu przy łożu zmarłego; a i nas zluzowali wkrótce znajomi sąsiedzi i sąsiadki, którzy przyszli złożyć na ziemi nieboszczyka i pocieszyć pozostałych po nim.

V

Nazajutrz po opisanych wypadkach siedziałem w elegancko umeblowanym gabinecie, z człowiekiem, który zamożnością swoją, wpływem, rozległymi stosunkami i niezmordowaną działalnością największą oddał usługę klasie ubogiej straszną dotkniętej klęską. Kiedy uniesiony młodzieńczym zapałem w jaskrawych barwach odmalowałem mu świeżo doznane wrażenia, uśmiechnął się smutnie i rzekł:

– Niedola ludzka – to rzecz jak świat stara. Daremnie miłosierdzie usiłuje z nią walczyć. Pojedynczo niejednokrotnie udało się całe nawet rodziny podźwignąć z nieszczęścia. Jednakże ani jedna instytucja, ani jeden zakład lub fundusz na dobroczynny użytek przeznaczony nie oparł się działaniu czasu. Prędzej czy później pierwotna myśl zostaje zmienioną, skrzywioną zupełnie, a najczęściej rzecz cała ginie bez śladu lub pozostawia ślady tak przelotne, iż dość jednej generacji tylko, aby się zatarły. W ogóle tedy dobroczynność indywidualna, rozpowszechniona i posunięta wysoko, moim zdaniem, wyższa jest od dobroczynności w przepisy ujętej, najprzód pod względem moralności, bo w niej nie dosyć jest obojętnie rzucić grosz składkowy – należy wiedzieć, gdzie i jak go rzucić. Prawdziwa nędza nie traci wstydu przez urzędowy stosunek z ludźmi, którzy są tylko zimnymi dystrybutorami powierzonego im funduszu, ale widząc dla siebie ratunek tylko w litości prywatnych, często przekłada nad niego i nad nieodłączne od niego upokorzenie pracę, choćby najcięższą, a to już bardzo wiele znaczy. Nadto wsparcie prywatne nie jest stałe, więc nie można, rachując na nie, rąk opuścić zupełnie. Człowiek nie oswaja się tak łatwo z myślą o żebraninie; a z drugiej strony, dający, jeśli są prawdziwie dobroczynni, to uczą się poznawać nędzę, życie klas uboższych; wśród dostatków nie zapominają o innych – słowem, z bardzo wielu względów, miłosierdzie objęte przepisami, litość z urzędu, współczucie na zimno nie liczy mnie do najszczerszych zwolenników. Jednakże przyznaję, że są wypadki, w których potrzebna jest koniecznie pomoc umiejętna, szybka, urządzona na większą skalę, której zaimponować niepodobna prawie, bo się spotka z takimi trudnościami jak np. tutaj. Jak pan mówisz, jeden człowiek z kolei kilka nocy bezsennych przepędził. To dowodzi braku ludzi. Czyżby u nas tak mało było osób zdolnych do poświęcenia? Nie, tylko pośpiech nie dozwolił wszystkich sił rozwinąć. Uskarżasz się pan na brak funduszu, krępujący działalność dyżurnych. I tu nie skąpstwo, ale nagłość potrzeby spowodowała te braki. Dowód więc, że jednak należy pomyśleć o czymś mogącym w przyszłości zapobiec podobnym wypadkom. Wiadomo, że co pewien czas cholera u nas się pojawia. Można by raz na zawsze urządzić coś na kształt kadrów wielkiej, porządnej i dobrze urządzonej pomocy. Kadry te mogłyby zapełniać się w chwili zjawienia się epidemii i w ścieśnionej kolumnie stawiać jej czoło; a w przerwach paroletnich zmniejszone do ile możności umiarkowanej liczby mogłyby nieść ratunek ludziom, dla których praca rąk własnych stanowi jedyne utrzymanie, a którzy z powodu choroby znajdują się naraz pozbawieni chleba. Zapewnić ludziom takim pomoc lekarską i chleb dla nich samych i dla ich rodzin przez czas choroby, zająć się pozostałymi po nich sierotami – to już byłoby wielkim dobrodziejstwem. Sądzę nawet, że biedni sami mogliby drobniutką choćby wnosić opłatę w tym celu, a już zyskaliby moralnie wiele, bo nie odbieraliby jałmużny, tylko zaoszczędzony własny grosz swój.

Rozumie się, że nie mówię tu o pomocy dobroczynnej dla biednych, żebraków, kalek, starców itp. – rzecz ta do innej kategorii już należy. Ludzie dla jakichkolwiek przyczyn wcale niezdolni do pracy korzystają ze stałej uorganizowanej pomocy dobroczynności, w naszym urzędowym tego wyrazu znaczeniu. Ja mówię tu o czymś w rodzaju Komisji Sanitarnej lub Komitetu Zdrowia, urządzonych na czas wojny wskutek traktatu genewskiego, tylko z zastosowaniem do codziennego życia, więcej daleko, choć nie tak od razu, przedstawiającego wypadków potrzeby ratunku jak wojna. Taka pomoc mogłaby rozporządzać pewną liczbą lekarzy i felczerów, mogłaby wydawać tanie dzieła traktujące o najprostszych środkach lekarskich w chwili pojawienia się epidemii, zanim zdąży przyjść lekarz, itd. itd. Wreszcie, nie mam ja zamiaru kreślić tak w rozmowie doraźnie planu instytucji, która dotąd u nas do nova insula utopia należy; chciałem tylko wskazać panu kierunek, w jakim, moim zdaniem, pracować ze skutkiem by można; chciałem mu wskazać myśl przewodnią, za którą, zdaje mi się, pójść należy, chcąc na tej drodze coś zdziałać. Bo jakkolwiek powiedziałem panu, że dotychczasowe próby dobroczynnych instytucji runęły pod ciężarem lat i nie przeżyły zbyt wielu wieków, jednakże ludzkość postępuje wciąż i być może, iż po wszystkich dotychczasowych próbach znajdzie się na koniec pomysł, który wszelkim odpowie nadziejom.

– Jednakże niepodobna zaprzeczyć, że i dziś dobroczynność bardzo wielkie oddaje przysługi.

– Zapewne. Nawet istotnie dobroczynne instytucje przybrały teraz tak kolosalne rozmiary i tak wielkimi rozporządzają środkami, że same sprawozdania już zdumiewają i radują człowieka na myśl o tylu łzach otartych, o tylu osłodzonych cierpieniach. Lecz właśnie ten nagły ich wzrost dowodzi, iż znalazło się mnóstwo filantropów, którzy czas swój, zdolności, majątki na ten cel obrócili. Olbrzymie usiłowania pojedynczych osób złączonych węzłem ustawy muszą też odpowiednie wydawać plony. Ale niech rzecz taż sama przejdzie w spadku do rąk ludzi obojętnych, którzy nią o tyle tylko interesować się będą, o ile przynosi im korzyści jakieś, czy to w pieniądzach wprost, czy też w zaszczytach złączonych z piastowaniem tego rodzaju godności, to całe owoce zabiegów dzisiejszych zmarnują się, plan działania skarleje, wszystko będzie się wlokło zaledwie, pozbawione sprężystości i ożywczego ducha, jakiego dać mogą nie przepisy, ale jeden tylko potężny czynnik – dobra wola. Wiesz pan, jakie przeszkody materialne krępują działalność naszego komitetu, a jednakże ilu ludzi zyskało już pomoc, od ilu odwrócono niebezpieczeństwo, nad ilu chorymi rozciągnięto opiekę! Dlaczego? Bo całą instytucję ożywia i ogromna energia, i czynność prezesa jej, pana prezydenta, popierającego całym wpływem swoim tę sprawę; bo między członkami jej znajdziesz pan ludzi tak pełnych zapału czynienia dobrego jak hrabia O. …Nie przeczę, że działalność ich znajduje silne poparcie w licznej klasie ludzi niewładających tak wielkimi środkami i mogących tylko osobiste swe poświęcenie przynieść na szalę. Ale tu jak w wojsku. Bez wodza dobrego najlepszy żołnierz niewiele przynieść może użytku.

– Jeżeli pan tak wielkie przywiązuje znaczenie do osób, do indywidualności, a tak małe do zakładów i fundacji dobroczynnych, to tego rodzaju instytucja, o jakiej mówiliśmy, mająca być przysposobieniem się do nowego powrotu choroby, nie przedstawia, według pana, żadnych prawie widoków.

– I owszem. Rzecz pewna, że wielkie klęski społeczne wydają ludzi z poświęceniem. I tu więc liczyć na to można! A bardzo ważnym jest, żeby w danym razie mogli znaleźć już drogę utorowaną i wszelką materialną pomoc nagromadzoną, bo wtedy, nie spotykając na każdym kroku nowych przeszkód, będą w możności w trójnasób tak wielką rozwinąć energię. A przez cały czas przerwy, jak powiedziałem, lubo działanie bardzo będzie ograniczone, jednakże, mimo szczupłości zakresu, nie będzie bez pożytku[przypis]Zawarte tu rozważania na temat dobroczynności zdają się współbrzmieć z przewodnim wątkiem kazania Izaaka Kramsztyka o prymacie uczynków wypływających z serca nad filantropią zorganizowaną (Mowa miana przy otwarciu ochronki przy Domu Schronienia w roku 1863, „Kalendarz dla Izraelitów na Rok od Stworzenia Świata 5631”, Warszawa 1870, s. 79–84). O zaletach jednostkowej dobroczynności, wymagającej indywidualnych kontaktów z nędzą i nędzarzami oraz darzenia ich szacunkiem, wypowiadał się też Janusz Korczak we wczesnej publicystyce (zob. np. Czy to pomoc?, „Czytelnia dla Wszystkich” 1901; Nędza Warszawy, „Miesięcznik Kuriera Polskiego” 1901, zob. Dzieła, t. 3, vol. 1)[/przypis].

Gdyśmy tak rozmawiali, wszedł do salonu młody chłopak, około 20 lat liczący, bardzo miłej powierzchowności, ale z zapłakanymi oczyma, i grzecznie się skłoniwszy, podał panu *** jakiś pakiet z papierami.

– Czegożeś zapłakany? Lejbo – zapytał dobrotliwie pan ***.

– Wczoraj na cholerę umarł jeden z moich znajomych i dziś się o śmierci jego dowiedziałem.

– Któż to taki?

– Handlarz *. Umarł w wielkiej nędzy, pozostawiwszy po sobie wdowę i sierotę.

– Czy sierota nie Miriam ma na imię? – spytałem, przyglądając się uważnie młodemu człowiekowi.

– Tak jest – odpowiedział, czerwieniąc się pod mym spojrzeniem. Z twarzy jego wyczytać łatwo było, że chce mię o coś zapytać, ale uszanowanie dla pryncypała nie dozwoliło mu tego uczynić.

– To ten sam handlarz, u którego wczoraj byłem jako dyżurny – rzekłem do pana ***, odpowiadając na milczące zapytanie młodzieńca.

– Czy nie potrzebują pieniężnego wsparcia? – spytał pan ***.

Chłopak przez chwilę zdawał się zakłopotanym.

– Biedni są – odpowiedział, – ale dotąd o pomoc nie prosili.

– Tym więcej na nie zasługują – odrzekł bankier, poszedł do biurka, napisał parę wyrazów, następnie kartkę zapieczętował i dał chłopcu, mówiąc:

– Zanieś to panu kasjerowi.

Po czasie, którego użył na pisanie, wniosłem, że musi tam być zarazem instrukcja, w jaki sposób czyn miłosierdzia ma być spełniony.

Na twarzy chłopca objawiło się widoczne ukontentowanie.

– Widzę, że ci moje zlecenie sprawia przyjemność. …A więc spiesz się z jego wypełnieniem, a później wróć i zdaj mi z niego sprawę.

Chłopak wyszedł.

– Albo się bardzo mylę, albo młody ten człowiek jest zakochany w córce handlarza.

– Skądże pan wnosisz?

Opowiedziałem wczorajsze zachowanie się Miriam względem narzeczonego, a następnie zwróciłem uwagę bankiera na rumieńce, jakie pokryły twarz Lejby, kiedym go spytał o tożsamość osoby handlarza.

– Może pan masz rację; a radbym go widzieć szczęśliwym, bo zasługuje na to.

– Tym razem jednak, zdaje się, że los nie posłuży mu. Młoda dziewica pójdzie za wolą umierającego ojca, który na śmiertelnym swym łożu kazał poprzysiąc Moszkowi (takie jest imię narzeczonego), iż pojmie sierotę za żonę, choć jest od niego uboższa. Wprawdzie niechętną wydała się dziewica, ale naprzód, być może, iż był to chwilowy kaprys tylko; po wtóre, głos z grobu przemawiający nabywa wielkiej powagi i siły.

– To prawda, i w każdym razie Lejba powinien myśl o poślubieniu jej porzucić. Czy jako dobra córka pójdzie za wolą ojca; czy nawet zechce przełamać tę wolę, bo w takim razie, cóż będzie dla niej świętego? Jedynym prawem jej będzie własna jej namiętność; a z takiej żony trudno wiele dobrego wróżyć.

– Zapewne – odpowiedziałem. – I biedny Lejba już będzie musiał zrezygnować się chyba.

– A żal mi go, jeśli bardzo zakochany, bo miałem sposobność poznać go z bardzo dobrej strony i ocenić jego serce. Wiesz pan zapewne, ile wysileń robimy, aby przyjść w pomoc nieszczęśliwym, którzy od wylewu ucierpieli. Jednakże zanim któremu z powodziaków udzielimy wsparcie, przekonywamy się wprzód naocznie, czy na nie zasługuje, i w tym celu zwiedzamy domy na ulicach dotkniętych wylewem. Otóż wyobraź pan sobie moje zdumienie, kiedy wszedłszy raz do jednego z mieszkań na mojej liście będących, zastaję Lejbę poufale rozmawiającego z bardzo piękną dziewczyną. Lejba, widząc mię wchodzącego, zmieszał się nieco i skłoniwszy się, przedstawił swą stryjeczną siostrę. Spojrzałem na listę – nazwisko jej było takież same jak jego. Dowiedziałem się, że młoda dziewczyna mieszka przy starej i zniedołężniałej babce, którą utrzymuje swą pracą; że jednak nie zdołaliby opędzić się nędzy, gdyby Lejba nie przychodził im w pomoc. Fakt ten przemawia bardzo na korzyść młodego chłopca, dowodząc w nim serca i gotowości do poświęcenia się, bo fundusze jego samego bardzo są szczupłe.

Tu rozmowa nasza zwróciła się nazad do punktu wyjścia, i ja, otrzymawszy od pana *** obietnicę, iż pomyśli o tym, com mu powiedział, wyszedłem.

[…][przypis]Dalszy ciąg fabuły opowiada o perypetiach, jakie spotykają bohaterów (Moszek zostaje złapany na oszustwie, Lejbę podejrzewa się o romans), zanim zakochani osiągną swój cel.[/przypis]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="4540" title="Warszawianin. Kalendarz Familijny" slug="warszawianin-kalendarz-familijny">Pro domo sua

&amp;nbsp;

Oddając po raz pierwszy pod światły sąd czytającej publiczności niniejszy „Kalendarz”, zmieniony, przerobiony, zreformowany niejako, wypada mi na samym zaraz wstępie omówić przedmiot ten kilką chociaż słowy[przypis]Jakub Goldszmit redagował tę publikację w latach 1882–1885, o czym informuje napis na okładkach; wcześniej redaktorami były osoby anonimowe. Część kalendarzowa pozostawała taka jak w „Kalendarzu Domowo-Gospodarskim”. Powtarzał się dział ogłoszeń i reklam (wśród nich informacja o księgarni nakładowej Elizy Orzeszkowej z wyszczególnieniem jej publikacji). A także wykaz dzieł własnych Goldszmita wydawanych w jego wydawnictwie pod adresem Elektoralna 7a[/przypis].

Owóż „Warszawianin”, liczący dzisiaj 13. już rok istnienia, nieszczególną ma przeszłość za sobą, skutkiem czego tak prasa periodyczna, jako też i czytający ogół nieprzychylny sobie o nim sąd wyrobił. Sąd odbił się niejednokrotnie już takimże echem w szpaltach pism krajowych. Zdanie wyrzeczone o nim redukowało się mianowicie do następujących wywodów: że artykuły w nim pomieszczone były nad wyraz liche i Bóg wie skąd czerpane, że nie miały one żadnej myśli przewodniej, że obrobienie ich stylowe i w ogóle język były haniebne, że drzeworyty raczej do bohomazów były podobne, słowem – że część literacka „Kalendarza” była niższą wszelkiej krytyki.

Aby, o ile możności, zapobiec na przyszłość podobnemu nieprzychylnemu orzeczeniu, podajemy w bieżącym roczniku prace znanych w literaturze lub dziennikarstwie pisarzy, związane przy tym wewnętrznie organiczną niejako całością, przy doborze których szczególniejsze dane było baczenie na to, iżby treść ich odpowiadała tytułowi „Warszawianina”, aby takowy do tysiąca rodzin miast bezmyślnej pustoty i trujących zarodków wnieść raczej zdołał szlachetne pierwiastki: piękna i dobra, jak to właśnie Familijnemu Kalendarzowi przystoi. Drzeworyty też powierzono do wykonania zdolnym rysownikom[przypis]„Familijny” charakter tego kalendarza podkreślała rycina na okładce: rodzina zebrana wokół stołu, z dwojgiem dzieci na ręku, dwójka starszych trzyma planszę z cyframi roku. Nazwiska autora nie podano.[/przypis]. Słowem, postarałem się sumiennie wywiązać z przyjętego na się zobowiązania.

Samo się jednak przez się rozumie, że żadnych nadzwyczajnych rzeczy ani też tym bardziej doskonałości żadnych nikt od nas żądać nie może i nie powinien; na to albowiem znaczne koszta nakładu obok zbyt niskiej ceny niniejszego wydawnictwa żadną miarą nie pozwalają. Zapewnić tylko możemy łaskawych czytelników, że dążeniem naszym jedynym na przyszłość, da Bóg, będzie postawić „Warszawianina” na tej stopie, aby stał się on przyjemną, a zarazem użyteczną lekturą w pałacu „możnych” i w chatkach „maluczkich” i aby w przybliżeniu chociaż spełnić on mógł to zadanie, jakie tak skromne na pozór, a w gruncie rzeczy ważne i niemałoznaczne wydawnictwo kalendarzowe ma do spełnienia.

I w tym też celu upraszamy krytykę o radę, wskazówki i światłą pomoc w skromnej pracy naszej; żywimy albowiem to niepłonne przekonanie, że działanie krytyki, choćby najsurowszej, byle tyko niepodyktowanej prywatą, a przeciwnie, życzliwością nacechowanej – najlepsze zawsze owoce wydać może.

W końcu żałować nam istotnie przychodzi, że z powodu opóźnienia w dostarczeniu nie zdołaliśmy zużytkować udzielonych nam do zamieszczenia cennych prac kilku zasłużonych pisarzy naszych, z pomiędzy których na szczególne wyróżnienie zasługuje artykuł profesora tutejszego Uniwersytetu, Dra Wisłockiego, traktujący o tak ważnej kwestii, jaką są kąpiele pod względem higienicznym, a który w przyszłym dopiero, da Bóg szczęśliwie doczekać, roczniku „Warszawianina” czytelnikom naszym podać nie mieszkamy[przypis]Wymienionego artykułu nie znaleźliśmy w kolejnych rocznikach „Warszawianina”. Być może mowa o Ignacym Wisłockim, zoologu, profesorze Szkoły Głównej i Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego.[/przypis].

&amp;nbsp;

W Warszawie, dnia 26 lipca 1881 roku

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="4542" title="Kalendarz Domowo-Gospodarski" slug="kalendarz-domowo-gospodarski">W sprawie drobnostkowej. Słówko do moich czytelników

&amp;nbsp;

Na samym wstępie niech mi wolno będzie zamieścić „słówko objaśnienia” ex re drobnostki, na pozór błahej, w gruncie jednak do pewnych nieporozumień łatwo powód dać mogącej.

Zamieszczając na tytułowej karcie niniejszego „Kalendarza”[przypis]Wedle informacji na okładkach publikację o tym tytule redagował Jakub Goldszmit w latach 1882–1885. Część kalendarzowa wyglądała tu podobnie jak w „Noworoczniku Warszawskim”: osobny Kalendarz izraelski z wykazem najważniejszych świąt żydowskich mieścił się drobnym drukiem u dołu prawej strony każdej kolumny. Dział reklam i ogłoszeń był równie obfity i urozmaicony jak w innych wydawanych przez Goldszmita kalendarzach (wśród nich obszerny anons „Kalendarza Wileńskiego” i wileńskiej księgarni Elizy Orzeszkowej, ze spisem jej publikacji). Na końcu – wykaz prac redaktora publikowanych w wydawnictwie ze zmienionym adresem: ul. Elektoralna 7a.[/przypis] nazwisko moje, jak z jednej strony przekroczyłem tym z dawna już utarty zwyczaj bezimienności redakcji przez wszystkie w ogóle wydawnictwa tego rodzaju (z wyjątkiem może bardzo małej zaledwie liczby, jak np. wychodzącej nakładem firmy Józefa Ungra w Petersburgu „Gwiazdy” pod redakcją Henryka Glińskiego[przypis]„Gwiazda”. Kalendarz petersburski premiowy, ilustrowany, literacki, społeczny i informacyjny na rok zwyczajny 1881 (rok pierwszy) pod redakcją Henryka Glińskiego. Petersburg. Nakładem księgarni Józefa Ungra. Kalendarz ten ukazywał się do 1884 roku. Henryk Gliński (1853–1905), literat, publicysta i księgarz.[/przypis]) ściśle przestrzegany, tak z drugiej, nie miałem bynajmniej na myśli ani na chwilę w ten sposób zdobywać dla siebie popularność; byłoby to bowiem zaiste śmieszną rzeczą. Kładąc jednak na okładce nazwisko moje, uczyniłem to dla tego jedynie, by czytającej publiczności dać poznać, że żadna nie zachodzi łączność pomiędzy mną a poprzednimi redakcjami niniejszego rocznika; że nie myśląc wstępować w poprzedników moich ślady, postarałem się o dobór artykułów zajmującej oraz pouczającej treści pióra znanych i zasłużonych pisarzy, starannie unikając o ile możności lichych przeróbek i przedruków, przy czym przyjąłem za zasadę, by – wbrew poprzedniemu systematowi – każdy artykuł nazwiskiem autora podpisany został. Mniemam albowiem, że na staranność w doborze i układzie tak popularnego wydawnictwa, jakim jest „Kalendarz”, zwłaszcza niniejszy, w kilkunastu tysiącach z górą egzemplarzy po najdalszych i najustronniejszych zakątkach kraju się rozchodzący i wciskający się tam nawet, gdzie jeszcze po dziś dzień żadne dzieło lub książka poważniejszej treści, żadne pismo nawet periodyczne przedrzeć się nie zdołało – szczególniejszy nacisk kłaść należy[przypis]Podobnie pisał o kalendarzach Józef Ignacy Kraszewski, chwaląc je – tak jak pozytywiści – za ważną rolę w niesieniu oświaty tam, gdzie książka drukowana jeszcze nie docierała; poświęcał im stałe miejsce w swoich sprawozdaniach literackich. W „Biesiadzie Literackiej” np. zauważył: „Czytają kalendarze ci, co nic nie czytają. Po elementarzach kalendarz to apostoł cywilizacji” (1882, nr 315). Niektóre druki tego typu sam redagował (np. kalendarz Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, 1863), w wielu zamieszczał swoje teksty. W piśmie „Nowiny” domagano się staranniejszego przygotowywania kalendarzy i drukowania w nich lepszej literatury (bezpośrednio odnosi się do tego ostatnie zdanie tekstu).[/przypis].

Daleki od przypuszczenia, żem czegoś ważnego dokonał – na co mi zresztą ani szczupłość ram, ani też nader niska cena wydawnictwa niniejszego nie pozwala – tego jednakże pewny jestem, że nie wyczytam zdania o zeszłorocznym „Kalendarzu Domowo-Gospodarskim” przez prasę wypowiedzianego, że „należałoby artykuły w nim pomieszczone dla zrozumienia takowych na język polski przetłumaczyć”. Stosując się, jak już rzekłem, do szczupłych sił i środków, niosę łaskawym czytelnikom w ofierze to, na co mnie stać było, prosząc o ich względy i pobłażanie; wszelkie zaś rady i uwagi szanownych panów recenzentów z wdzięcznością przyjmę i z takowych w przyszłości skorzystać nie omieszkam.

Za miły zarazem poczytuję obowiązek złożyć serdeczne szanownym panom autorom podziękowanie za tak chętne dostarczenie mi przez nich artykułów i to na pierwsze wnet zażądanie moje; niezamieszczenie zaś wszystkich nadesłanych mi łaskawie prac nie z mojej winy, a li tylko z powodu szczupłości ram niniejszego wydawnictwa pochodzi.

&amp;nbsp;

Warszawa, w lipcu 1881 roku

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

We wszelkich kwestiach „Kalendarza Domowo-Gospodarskiego” tyczących odnosić się, jak również rękopisma do zamieszczenia w tymże nadsyłać należy wprost pod adresem:

Jakób Goldszmit, Dzielna nr 6 w Warszawie.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="4719" title="Rękopisy w&amp;nbsp;Harry Ransom Center" slug="rekopisy-w-harry-ransom-center">Rękopisy Bolesława Leśmiana cudem ocalone z płonącej Warszawy przebyły długą i dramtyczną drogę przez trzy kontynenty, by ostatecznie trafić do Harry Ransom Center w USA. Przez wiele lat mieliśmy dość ograniczoną wiedzę na temat tej peregrynacji. Na szczęście czas ujawnił dokumenty, dzięki którym możemy dokonać rekonstrukcji zdarzeń sprzed ponad siedemdziesięciu lat. Pierwsze informacje o rękopisach Leśmiana, które są przechowywane za oceanem dotarły w połowie lat 80. Wtedy to amerykańska badaczka polskiego pochodzenia Rochelle Stone opublikowała dużą część ocalonych archiwaliów. Po niej także inni badacze w swoich pracach odnosili się do tej kwestii. Swoją wiedzę czerpali najczęściej ze wspomnień córki Leśmiana, Marii Ludwiki Mazurowej, która po dwóch dekadach dosyć precyzyjnie odtworzyła traumatyczne przeżycia:

&amp;nbsp;

„(…) parę felietonów, niedokończone poematy podzieliły los swoich właścicielek – powędrowały z nami do obozu koncentracyjnego Mauthausen – skąd przez obozy pracy dotarły na drugą półkulę. Pamiętam jak je niosłam. Ledwo żywa, z okropnym bólem serca, po trzech dniach i trzech nocach jazdy w zaplombowanym pociągu. Otoczyli nas żołnierze z pochodniami. W blasku tych płonących pochodni, od których poszarpanych, ognistych płomieni odbijała się czerń nocy, pięłyśmy się z matką pod górę, z trudem dźwigając drogocenny tobołek. Było to w sierpniu 1944 roku”[przypis]M. L. Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, pod. red. Z. Jastrzębskiego, Lublin 1966, s. 42-43.[/przypis].

&amp;nbsp;

W przywoływanych tu wspomnieniach starszej córki poety pojawia się niezmiernie istotna informacja. Okazuje się bowiem, że cała zachowana spuścizna Leśmiana została podzielona na dwie części. Z trawionej ogniem, powstańczej Warszawy zostały wyniesione niepublikowane prace poety. Natomiast cała reszta, wraz z obrazami Zofii Chylińskiej, żony Leśmiana, oraz innymi rodzinnymi pamiątkami została zdeponowana w jednej z piwnic:

&amp;nbsp;

„Bruliony w czarnej, ceratowej okładce. Zaginione rękopisy. Nie udało nam się uratować wszystkich i wynieść z płonącego domu. Matka osłabła z rozpaczy. Nie była w stanie listka podnieść z ziemi. Przecież płonęła Warszawa. A mimo to przeniosłam pękatą walizkę na Rakowiecką, do jeszcze nietkniętego ogniem domu. Stał naprzeciwko zaimprowizowanej przez Niemców twierdzy. Tam, na parterze, mieszkała nasza znajoma. Nazywała się Czarnocka. Umieściłyśmy rękopisy w jej piwnicy (…). Były to już wydane utwory. Wiele z nich datowało się z czasów paryskich, bo przecież tam częściowo powstawał Sad rozstajny”[przypis]Tamże, s. 36.[/przypis].

&amp;nbsp;

Kamienica, o której mowa była w przeszłości obiektem poszukiwań. Jacek Trznadel czynił usilne starania, by schowane tam dobra odnaleźć. Próbował także zainteresować tą sprawa stołeczne władze. Ponadto korespondował z żoną poety, która upoważniła go do wydobycia i zabezpieczenia rękopisów i obrazów. Niestety, bezcennego dla polskiej kultury depozytu do dziś nie odnaleziono.

Zachowało się niezwykle mało materiałów, które dokumentowałyby losy rodziny po wyjściu z Warszawy. Pewne jest to, że żona i starsza córka Leśmiana trafiły najpierw do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do austriackiego obozu Mauthausen (na 20 dni). Zanim zostały tam umieszczone, cenne pamiątki zdążyły zdeponować u wójta okolicznej wioski. Z Mauthausen zostały przetransportowane do Rorbach, a następnie „obozu pracy Stadl-Paura pod Lambach”[przypis]List Marii Ludwiki Mazurowej do Aleksandra Janty z 12 sierpnia 1966 r. Rękopisy listów znajdują się w Bibliotece Narodowej w Warszawie.[/przypis], gdzie pracowały w fabryce nici. W kategoriach cudu należy chyba rozpatrywać fakt, iż przed tym wszystkim zdołały odzyskać bezcenny depozyt[przypis]„Niosłam rękopisy w worze przez 7 godzin do Mauthausen i zostawiłam na przechowanie u wójta. Ten widocznie grzebał i zgubił kartki”. List Marii Ludwiki Mazurowej do Aleksandra Janty. Brak daty [marzec lub kwiecień 1967 rok]. BN, sygn. 12844.[/przypis]. Po dziewięciu miesiącach w obozie pracy rodzina Leśmiana doczekała się wyzwolenia. Maria, razem z matką, pojechała do Włoch, by stamtąd udać się do Londynu. Mieszkała tam młodsza córka Leśmiana Wanda, która tuż przed wybuchem wojny wyszła za mąż za brytyjskiego dziennikarza Denisa Hillsa. Zofia Chylińska-Leśmianowa po scaleniu rodziny, która powiększyła się o wnuczkę Leśmiana – Gillian, miała nadzieję na nowy początek. Niestety, dość szybko zaczęły pojawiać się nieporozumienia, w wyniku których Zofia (wraz ze starszą córką) postanowiła opuścić dom Wandy. Domyślając się, iż w okupowanej przez sowietów Polsce nie ma dla nich przyszłości zdecydowały się na emigrację do Argentyny. Jednak rozłąka nie trwała długo. Po kilku miesiącach wróciły do Londynu. Fakt, że wyjazd doszedł do skutku potwierdziła wnuczka Leśmiana – Gillian Hills Young”[przypis]W liście do mnie pisała: „Były w Londynie, kiedy Denis mnie im przedstawił po moim przyjeździe z Davos. To była zima 1947 roku, w listopadzie”. List z 20 marca 2013 roku – w posiadaniu adresata.[/przypis]. Najprawdopodobniej podczas drugiego pobytu na wyspach żona Leśmiana porozumiała się z katolickim wydawnictwem „Veritas”, które w 1956 roku opublikowało część ocalonych archiwaliów (Klechdy polskie). Niestety, książka to jedyne, co po nich pozostało. Nie zachowały się żadne dokumenty, które mogłyby wskazywać jakie były dalsze losy tych materiałów i gdzie się obecnie znajdują.

Czas pobytu w Londynie szybko dobiegł końca i trzeba było wracać do Argentyny, a życie na innym kontynencie, w nowym, obcym kraju odbiegało od wyobrażeń emigrantek. Maria Ludwika pisała do rodziny:

&amp;nbsp;

„Wiosna ma się ku końcowi, nieznane egzotyczne drzewa kwitną, ptaki egzotyczne śpiewają, a dość często pada deszcz i bywa chłodno. O pracę trudno (uczciwą), za to raj dla prostytutek. Roślinność niesłychanie bujna, drzewa zasypane kwiatami. Miasto olbrzymie, ulice ciągną się często po kilkanaście kilometrów (...). My mieszkamy 1 g. 15 m. od centrum”[przypis]List Marii Ludwiki do Haliny Kordeckiej datowany na rok 1946. Reprodukcja listu zamieszczona w:  P. Łopuszański, Leśmian, Wrocław 2000, s. 206.[/przypis].

&amp;nbsp;

Aklimatyzacja nie była łatwa – na każdym polu piętrzyły się trudności. Sytuacja kobiet nieznacznie się poprawiła, gdy starsza córka Leśmiana poznała malarza Alojzego Mazura, który został jej mężem. Swych malarskich pasji nie wyrzekła się także Zofia Leśmianowa, choć musiała przystosować technikę do nowych okoliczności. Trudności w zdobywaniu farb dobrej jakości zmusiły ja do porzucenia malarstwa olejnego na rzecz tempery. Malarstwo było zapewne formą ucieczki od coraz bardziej przygnębiającej rzeczywistości. Pogłębiające się kłopoty finansowe nie sprzyjały rozwojowi pracy twórczej. Niestety, utrzymanie się sprawiało rodzinie coraz więcej trudności. Przyszedł czas na rozstanie się z jedyną pamiątką z przeszłości, jaką posiadały – rękopisami Bolesława Leśmiana. Archiwalia przeszły całą emigracyjną tułaczkę razem z rodziną poety, a teraz – ze względu na klimat – były w coraz gorszym stanie. Wyzbycie się ich było krokiem desperackim, lecz miał on uchronić je przed kompletnym zniszczeniem, a rodzinie Leśmiana pomóc przeczekać zły czas. W sprawę zakupu rękopisów włączył się Jacek Trznadel, który pracował nad zbiorowym wydaniem dzieł poety. Żona i córka Leśmiana przedstawiły mu swoje stanowisko w liście z 18 marca 1959 roku:

&amp;nbsp;

„Po długich obliczeniach, według tego jak stoi u nas w Buenos dolar w tym momencie, oszacowałam nie wydane rękopisy na wysokość 500 dolarów. Nie można porównywać ceny sprzedawanych jednorazowo rękopisów z ceną wydawanej książki, której wydanie powtarza się. Gdybym chciała obliczyć wedle ceny Klechd polskich byłaby wyższa. Rękopisy mojego ojca mają bardzo wysoką wartość, tego jeszcze współcześni nie rozumieją”[przypis]J. Trznadel, Korespondencja z rodziną Bolesława Leśmiana, „Arcana”, 1998 nr 2, s. 100.[/przypis].

&amp;nbsp;

Niecały miesiąc później – w liście z 11 kwietnia 1959 roku – córka poety zawiadomiła Trznadla, że nie są w stanie sprzedać rękopisów za 500 dolarów. Powodem jest dewaluacja pieniądza: „za tę sumę nic nie można kupić, nawet zapłacić odstępnego gospodarzowi za wynajęcie mieszkania, co się tu praktykuje”[przypis]Tamże, s. 101.[/przypis]. Nowa cena wynosiła 1000 dolarów. Na taką kwotę rękopisy poety wycenili „tutejsi literaci”. Sytuacja materialna żony i córki Leśmiana musiała być jednak katastrofalna, gdyż na początku czerwca wysłały jeden po drugim dwa listy, w których informowały, iż zgadzają się na 500 dolarów. Pisały, że bardzo im zależy na sprawnym przeprowadzeniu transakcji, która wciąż nie mogła dojść do skutku. Z kolejnych listów do Trznadla wynika, iż sytuacja przedstawiała się coraz gorzej:

&amp;nbsp;

„Obie z córką jesteśmy stale krzywdzone przez wydawnictwa polskie, które gospodarują w spuściźnie pisarskiej Leśmiana jak chcą, nie troszcząc się zupełnie o płacenie honorarium. (...) Ja mam lat 74 i nie zarabiam. Córka moja, Maria Ludwika Mazurowa, jest w okresie obecnego kryzysu od dawna bez pracy, zięć zarabia minimalnie”. (Buenos Aires, 30 XII 1959)”[przypis]Tamże, s. 103.[/przypis].

&amp;nbsp;

Niestety, porozumienia ostatecznie nie osiągnięto. Tym samym szansa powrotu rękopisów Leśmiana do Polski – jak się miało później okazać – już na zawsze została zaprzepaszczona.

Bardzo ważną rolę w tej historii spełnił nowojorski antykwariusz Aleksander Janta-Połczyński. W połowie lat 60. pojechał on do Ameryki Południowej z cyklem wykładów. Zainicjował je w Brazylii, gdzie odbywał się wówczas międzynarodowy zjazd PEN-Clubu. Był tam delegatem ośrodka jednoczącego pisarzy tworzących na emigracji. Następnie przez Ekwador i Chile trafił do Argentyny, gdzie spotkał się z żoną i córką Leśmiana. W efekcie tego spotkania Janta obiecał pomoc w znalezieniu instytucji, która odkupiłaby rękopisy oraz w odpowiedni sposób je zabezpieczyła. Do tej ważkiej sprawy podszedł profesjonalnie i rzeczowo. Pomimo braku kompletnej wiedzy na temat stanu zachowania oraz objętości rękopisów Aleksander Janta rozpoczął konkretne działania. Sprawnie przygotował i wysłał trzy krótkie noty o niemal identycznej treści: „Szukam nabywcy na niewydane rękopisy Leśmiana. Jest między nimi scenariusz baletu pt. Skrzypek opętany i niedokończony poemat, ostatni jaki pisał. Czy w granicach od 2 do 3 tysięcy dolarów (tyle chce córka) widzi Pan szanse nabycia ich do zbiorów Harvardu? Jestem w korespondencji z p. Mazurową i chciałbym tę sprawę w jakiś sposób rozwiązać. Proszę o ewentualną ofertę albo o sugestie”.

Adresatami tych pism byli: Wiktor Weintraub, Czesław Miłosz oraz Tymon Terlecki. Każdy z nich związany był z poważnym ośrodkiem naukowym, który mógł być zainteresowany nabyciem cennych manuskryptów. Jak się później okazało, wymiana listów i uprzejmości nie przyniosła efektu w postaci zakupu rękopisów Leśmiana do zbiorów Biblioteki Harvardu. Dynamiki nabierała natomiast korespondencja pomiędzy córką Leśmiana a Jantą. W liście z 4 lipca 1966 roku Maria Ludwika Mazurowa zdawała relację z dokładnej zawartości zespołu manuskryptów:

&amp;nbsp;

„Serdecznie dziękuję za zajęcie się sprawą rękopisów. Serce mnie tylko boli, że te wspaniałe utwory mogą nie ujrzeć dziennego światła. Zwłaszcza balet, który prosi się wprost o wystawienie.

 	Balet skrzypek opętany. Baśń mimiczna w trzech przewidzeniach, stron 142 (balet).
 	Pierrot i Kolobmina, balet w innej oprawie, treść Skrzypka opętanego, stron 71 i spis osób.
 	Akt III Bajki o złotym grzebyku pod pseudonimem Jan Łubin, stron 52.
 	Poemat niedokończony Zdziczenie obyczajów pośmiertnych, 85 stron.
 	Nimfa i Faun, proza, ballada, brak 3 stron – początku, stron 23 zamiast 26.
 	Życie snem intermedja Rybałtowskie – felieton naszykowany do druku, stron 15 – pod pseudonimem Felicjan Kostrzycki.
 	Kołysanka, proza, strony pojedyncze: 1 – i 1[przypis]Podając dwukrotnie tę samą cyfrę córka poety miała na myśli dwie redakcje pierwszej strony.[/przypis]– 27 – 31.

Dwie luźne kartki notatek”.

&amp;nbsp;

Aleksander Janta stawiał swe pytania w sposób bardzo przemyślany. Dzięki temu, że odpowiedzi nie były lakoniczne, dowiadujemy się wielu szczegółów nie tylko na temat samych rękopisów i ich powojennych losów. Niezwykle cenne są informacje biograficzne dotyczące Leśmiana czy powojennych wędrówek jego rodziny. W liście wysłanym między 10 lipca a 9 sierpnia 1966 r. córka poety relacjonowała:

„Wszystkie utwory pisane są ręką Ojca. Są jego oryginalnymi rękopisami. Satyr i Nimfa przypada na rok mniej więcej 1934. Przyjazd do Warszawy Satyra z puszczy. Mimo braku początkowych stron nie traci nic na swym pięknie. Jest to poemat prozą. Skrzypek pisany przed wojną wszechświatową, około 1912 lub 1911 roku. Tak samo data ta odnosi się do Pierrota i Kolombiny.

Życie-snem – pierwsze lata po wojnie wszechświatowej.

Kołysanka około 1916 r. na wsi. Siwiec postać prawdziwa. Nazwisko chłopa z Iłży.

Złoty grzebyk okres mniej więcej przypadający na lata 1915 lub 1916.

Odpisów nie mamy. Nie były robione”.

(List z 12 sierpnia 1966 r. BN, k. 16)

&amp;nbsp;

Po kilku latach poszukiwań Janta nie znalazł nikogo, kto byłby zainteresowany odkupieniem rękopisów, dlatego też zapłacić za nie z prywatnych środków. Wyczuwał on zaniepokojenie Mazurowej, które dotyczyło dalszych losów spuścizny po jej ojcu. Starał się wszystko wyjaśnić:

&amp;nbsp;

„Pyta Pani kto jest ich nabywcą? Po różnych bezskutecznych próbach znalezienia osoby lub instytucji mogącej interesować się propozycją kupna tych rękopisów, zdecydowałem się sam wyłożyć tę sumę w nadziei że znajdę z czasem instytucję dającą gwarancję godnego i bezpiecznego dla nich miejsca. Uczynię też wszelkie starania aby ukazały się one drukiem, ale to kwestia czasu i kosztów, które osobno musiałbym mobilizować”.

(List z 9 stycznia 1967 r. BN, k. 54)

&amp;nbsp;

Z kolejnych listów wynika, że niektóre z nich nie dotarły do adresatów. Wyniknęły z tego powodu nieporozumienia, które korespondenci starali się wyjaśnić. Sprawa sprzedaży manuskryptów na kilka miesięcy zamarła i wydawało się, że całe przedsięwzięcie upadnie. Być może córka poety obraziła się, że Janta nie podpisał jednego z posłanych listów. Jednak w kwietniu 1967 roku manuskrypty Leśmiana były już w jego rękach.

Pakunek z rękopisami poety został wysłany 30 marca 1967 roku. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pierwsze 500 dolarów miało trafić do mieszkającej w Londynie Wandy Hills. Następne – do jej starszej siostry, która 1000 dolarów miała przeznaczyć na grób zmarłej niedawno matki. Kiedy sprawy finansowe z rodziną Leśmiana zostały zamknięte Janta zaczął intensywne poszukiwania nabywcy, co po pewnym czasie zostało uwieńczone sukcesem. Za pośrednictwem domu aukcyjnego „House of El Dieff” rozpoczął negocjacje z Uniwersytetem Teksańskim w Austin. Rozmowy ciągnęły się przez kilka lat. Dopiero na początku stycznia 1970 roku Janta otrzymał list od dyrektora domu aukcyjnego, który informował go o osiągniętym porozumieniu. Antykwariusz miał otrzymać kwotę siedmiu tysięcy pięciuset dolarów najpóźniej do zimy 1971 roku[przypis]Jeśli do tego czasu uniwersytet nie przekazałby odpowiedniej sumy, wówczas dom aukcyjny zobowiązywał się do wypłacenia wzmiankowanej kwoty z własnych funduszy. Zob.: List L. D. Feldmana do A. Janty z 12 stycznia 1970 r. BN, k. 10.[/przypis]. Zgodnie z zapowiedzią, w grudniu 1971 roku pieniądze były gotowe do wypłaty. W takich okolicznościach 393 karty rękopisów poety znalazły się w Humanities Research Center[przypis]W 1982 roku zmieniono nazwę na Harry Ransom Center.[/przypis], gdzie są przechowywane do dziś.

Niewielka część opisywanego zbioru po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w 1968 roku, kiedy to Janta na łamach „Oficyny Poetów” ogłosił początek dramatu Zdziczenie obyczajów pośmiertnych. Dwie dekady później opublikowano utwory: Skrzypek opętany oraz Pierrot i Kolombina, które opracowała i podała do druku Rochelle Stone. Spośród wymienionych powyżej utworów wydano także – tym razem w całości – Zdziczenie obyczajów pośmiertnych[przypis]B. Leśmian Poezje, oprac. J. Trznadel, Wydawnictwo Arcana, Warszawa 1994; B. Leśmian Zdziczenie obyczajów…, Kraków 1998; B. Leśmian Poezje zebrane, oprac. A. Madyda, wstęp M. Jakitowicz, Wydawnictwo Algo. Toruń 1995; Toruń 2000.[/przypis]. Dopiero kilka lat temu ukazały się ostatnie dwa niewydane dotąd utwory z opisywanego zespołu: Satyr i Nimfa oraz Bajka o złotym grzebyku[przypis]Zob. B. Leśmian Satyr i Nimfa. Bajka o złotym grzebyku, oprac. i posłowie D. Pachocki, A. Truszkowski, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011.[/przypis]. Fakt, iż eksploracja amerykańskiego archiwum została doprowadzona do końca nie musi oznaczać końca przygody z archiwaliami Leśmiana. Być może w jednej z warszawskich piwnic wciąż czeka depozyt, którego ocalenie byłoby niezbitym dowodem na to, że rękopisy nie płoną.



</document>
<document nplp_id="4787" title="List do&amp;nbsp;Janczewskiej" slug="list-do-janczewskiej">Henryk Sienkiewicz pisał w liście do Jadwigi Janczewskiej:

&amp;nbsp;

Fotografia Pani w kapeluszu jest stanowczo lepsza. W bezkapeluszowej wyszły ślicznie ręce, ale za to lewe oko znacznie jest mniejsze od prawego, a przy tym koloryt obydwóch, zbyt ciemny w stosunku do włosów, daje Pani wyraz, którego twarz Jej nie ma w naturze i w ogóle zmniejsza podobieństwo. Za to kapeluszowa zupełnie przypomina mi Ofelią w chwili, gdy Hamlet spotykając ją mówi: „Nimfo! W modlitwach swoich wspominaj moje imię”. Układ rąk przywodzi mi na myśl obraz Zarzeckiego pt. Gwiazda zaranna, gdyby zaś zamiast parasolki trzymała Pani książkę do nabożeństwa, dałbym temu obrazkowi podpis: „Po pierwszej komunii”. Całość przypomina także księżniczkę Stellę z powieści Kraszewskiego Morituri – słowem: wykwintną arystokratyczną panienkę, rodzaj kanoniczki in spe, idącą przez życie bez wiedzy o jej burzach, rozkochaną w tradycji, rozmarzoną o świetności przodków, dumną, poetyczną, białą i umiejącą jednym spojrzeniem powstrzymać niedyskretne oczy parweniuszów.[przypis]H. Sienkiewicz, Listy, t. 2. cz. 1, oprac., wstęp i przypisy M. Bokszczanin, Warszawa 1996, s. 115–116.[/przypis]

&amp;nbsp;

O szczególnym talencie pisarza do uwodzicielskich opisów napisano już niemało, niemniej powiedziano o wrażliwości na urodę i detal. Tu jednak nie o tym. Również nie o deskrypcjach kobiecych ciał w spuściźnie literackiej i epistolograficznej noblisty. Ani o plotkach na temat relacji pisarza z siostrą żony (której to portret, niemniej plastyczny i szczególarski następuje po zacytowanym fragmencie).

Pytania, które list do Janczewskiej każe mi postawić, są innej natury: co to za szczególny moment – jest wrzesień 1879 roku – w kulturowej historii mediów, że wizerunek fotograficzny budzić może takie skojarzenia? Że wizerunek „wierny” i „prawdziwy”, nowoczesny i poddający się reprodukcji technicznej przywołuje klasykę literatury z jednej strony (William Shakespeare, Józef Ignacy Kraszewski), przedstawienie malarskie z drugiej (Mateusz Zarzecki), skojarzenie ceremonialno-kościelne z trzeciej (inicjacja katolicka), a z czwartej – mimo tych palimpsestowych „nadpisań” – chyba wciąż pozostaje reprezentacją kobiety, adresatki listu? Jakie znaczenie ma obieg, w który włączona jest ta fotografia? – przypomnijmy: Sienkiewicz i siostry Janczewskie wojażują po Europie, widzą się w Wenecji, tam się wielokrotnie fotografują w jednym z zakładów (podobizn Marii jest w sumie czternaście i niemal tyleż Jadwigi, co wyliczyć można z rachunków na końcu listu), cztery wybrane zdjęcia pisarz wysyła im dalej do Wiednia (ryzykując zagubienie po drodze i cyrklując, że tam właśnie zastanie je poczta), cztery inne odbitki posyła kolejnej adresatce (Marii Dembowskiej), a pozostałe – znowu pannom Janczewskim, ale „pod opaską”, czyli listem poleconym – do Warszawy? I wreszcie, jak to jest: patrzeć oczyma mężczyzny na dwadzieścia osiem zdjęć dwóch kobiet–sióstr, skatalogować je, wybrać część do wysłania, a spośród nich dwa do szerszego komentarza; napisać do osób uwiecznionych o ich zdjęciach („fotografie, jako robota, niegodziwe, źle retuszowane, przeświecające czerwono”); a przy tym opowiedzieć tym osobom – dopiero co poznanym i ledwie zaprzyjaźnionym! –  o ich własnych ciałach („ślicznie ręce, ale za to lewe oko znacznie jest mniejsze od prawego”, „obraz of a sweet little, Darling girl”); i jeszcze ujrzeć na tych obrazach jednocześnie: w Jadwidze Ofelie, Madonny, księżniczki, kanoniczki, pierwszokomunijne dzieci, a w Marii–kokietki, emancypantki i nauczycielki?!? Mógłby to być zapis szaleństwa, a przynajmniej gorączki (niewątpliwie – taką tu mamy sytuację), ale nie to mnie interesuje; nie miejsce tu na historię Sienkiewiczowskich Marii – i innych kobiet – raz jeszcze. Powyższy wyimek z listu, poświadczający szczególne „nachylenie wizualne” Sienkiewicza, traktuję jako wstępną przesłankę w rozważaniach, których przedmiotem będzie zagadnienie, w jaki sposób pisarz gospodarował swoimi własnymi wizerunkami, jakimi ścieżkami jego przedstawienia krążyły oraz w jakim kulturowym kontekście owe praktyki i zjawiska były osadzone. Pozwala to ująć interesujące nas problemy w centrum zainteresowania dyscypliny, którą jeden z jej przedstawicieli definiuje następująco:

&amp;nbsp;

Kultura wizualna obejmuje widzenie – jego naturalne podstawy i kulturowe realizacje, a także wyobrażenia na temat jednych i drugich – ale dotyczy również niewidzialności, dosłownej i metaforycznej ślepoty, aktywnego przeoczania; dotyczy procesów rozpoznawania i nazywania, budowania tożsamości za pomocą obrazów, wizerunków, gestów i spojrzeń, wizualizowania świata i naszego w nim miejsca; dotyczy wreszcie języka, w którym opisujemy, wyobrażamy i rozpoznajemy świat.[przypis]Ł. Zaremba, #zobaczyc_swiat. Od tłumacza, przedmowa do N. Mirzoeff, Jak zobaczyć świat, przeł. Ł. Zaremba, Kraków-Warszawa 2016, s. 8. Por. też I. Kurz, Kultura wizualna w Polsce. Fragmenty, w: Kultura wizualna w Polsce. Fragmenty, Warszawa 2017, s. 8–23.[/przypis]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="4818" title="Polityka jako korzeń rzeczywistości" slug="polityka-jako-korzen-rzeczywistosci-2">Polityka jest dla Schmitta[przypis]Voegelin podziela przeświadczenie o nieodzowności polityki w życiu człowieka, wpisuje je jednak w szerzej zakreślone przeświadczenie o tym, że ludzkie społeczeństwo „…tworzy mały świat, kosmion, stale rozświetlany od środka tworzonymi przez ludźmi znaczeniami” (E. Vogelin, Nowa nauka polityki, przekład i wstęp Paweł Śpiewak, Warszawa 1992, s. 37), w które wpisuje się polityka, związane z nią pojęcia, rytuały i symbole. „Samorozświetlenie społeczeństwa przez symbole jest nieodłączną częścią społecznej rzeczywistości i, można rzec, jego częścią zasadniczą, ponieważ dzięki tym symbolom ludzie doświadczają społeczeństwa jako czegoś, co jest dziełem nie tylko przypadku lub umowy” (Tamże, s. 37) [przyp. red.].[/przypis]„korzeniem rzeczywistości”, podstawowym rysem ludzkiego życia, którego nie da się wyeliminować z ludzkiego bytowania i ludzkiej natury. Polityczność jest stanem naturalnym i łączy się z koniecznością konstatacji, że człowiek jest niebezpieczny, zdolny do zła, a także że musi odwoływać się do namiętności, aby uniknąć destrukcyjnej dla niego nudy, marazmu[przypis]Tamże, s. 67­–72[/przypis]. Wszelkie próby zerwania z politycznością z natury rzeczy mają charakter utopijny i łączą się z nierealną obietnicą wyeliminowania zła i ustanowienia na ziemi trywialnej sielanki, w której będą tylko producenci i konsumenci. Tym utopijnym dążeniem przeniknięty jest nowożytny liberalizm, którego Schmitt i Voegelin są bezwzględnymi krytykami[przypis]O krytyce liberalizmu przez Schmitta zob. L. Strauss, Uwagi do „Pojęcia polityczności” Carla Schmitta, przeł. P. Graczyk, B. Kuźniarz, „Kronos” 2008, nr 3, s. 58–73.[/przypis]. Przejawem tego liberalno-utopijnego dążenia był, jak wiadomo, i pozytywizm spod znaku Johna Stuarta Milla, ale zwłaszcza Auguste’a Comte’a[przypis]Zob. analizę systemu Comte’a jako odwrotności idei Chrystusa jako wcielonego Boga – E. Voegelin, Od oświecenia do rewolucji, przeł. Ł. Pawłowski, wstęp P. Śpiewak, Warszawa 2011, s. 223–229 (rozdz. Grand-Être i fikcja Chrystusa).[/przypis]. Herbert Spencer obiecywał, że społeczeństwa z militarnych będą przekształcać się w przemysłowo-handlowe, że zasada wojny i walki będzie eliminowana na rzecz zasady wymiany i wzajemnego wspierania się, a to wszystko dzięki odkrytym mechanizmom ewolucji. Była to dla Schmitta oszukańcza, złudna obietnica, która pozbawiała człowieka powagi i sensu istnienia[przypis]W odróżnieniu od Schmitta Voegelin sprzeciwia się nie tyle liberalizmowi, co ogółowi nurtów ideowych XIX i XX sytuujących człowieka w miejscu Boga i przenoszących ośrodek uniwersalizmu z sacrum ku profanum, wśród których umieszcza także liberalny progresywizm (por. Od Oświecenia…, s. 165) [przyp. red.].[/przypis]. Jako taka budziła niesmak i obrzydzenie.

Pozostawanie w permanentnym stanie konfliktu i napięcia jest dla Schmitta rzeczą naturalną. Byłaby to wizja zgoła nietzscheańska, w której spór sił, stan wojny, pozycjonująca się i szukająca oporu wola mocy stanowiłyby o ruchu świata. Byłby to autoteliczny, nieskończony proces orientowania się na sytuacje kryzysowe, graniczne. Byłby to cykl wiecznego powrotu wojny i narastania konfliktów dla samych konfliktów. Schmitt zgodziłby się na pewno z Nietzschem ostrzegającym w swych pismach przed „ostatnim człowiekiem”, który chce już tylko spokoju i zażywania drobnych rozkoszy mieszczańskich. Schmitt i Nietzsche gardzili człowiekiem chowającym się przed pełnym i prawdziwym życiem[przypis]P. Graczyk, Komentarz do uwagi Straussa o Schmitcie, „Kronos” 2008, nr 3, s. 75.[/przypis]. Byłoby tak, gdyby nie element, a raczej wymiar teologiczny w myśli Schmitta. Według Piotra Graczyka Schmitt jest „katolickim apokaliptykiem”[przypis]Ugruntowane w literaturze przedmiotu przeświadczenie o apokaliptycznym charakterze refleksji Schmitta kontrastuje z recepcją dzieła Voegelina, w którym mimo oczywistych wątków katastroficznych cechy millenarystyczne czy apokaliptyczne nie są jednoznacznie rozpoznawane, por. Problem ładu politycznego. Eseje o twórczości Erica Voegelina, red. A. Miętek i M. J. Czarnecki, przeł. M. Bizoń i inni, Warszawa 2010[przyp. red.].[/przypis] pogodzonym z przeznaczeniem człowieka, jakim jest walka ze złem, szatanem:

&amp;nbsp;

   Człowiek nie jest gałęzią drzewa natury. Człowiek nie ma tak naprawdę korzeni, nie wyrasta organicznie z bytu. Między człowiekiem a jego korzeniami jest cięcie – wolny akt boskiej kreacji, którego nic nie tłumaczy i nic nie poprzedza, który nie ma przyczyn ani miary.[…] Dlatego ostatnim doświadczeniem człowieka będzie nie państwo, ale wojna. Przyszłość nie nazywa się politeja, lecz Armagedon[przypis]Tamże, s. 77.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4931" title="Dziedzictwo Rzeczypospolitej Obojga Narodów" slug="dziedzictwo-rzeczypospolitej-obojga-narodow">Ciekawe zagadnienie stanowi zatem pytanie: jak w dobie „odpolitycznienia” możliwe było utrzymywanie przez Sienkiewicza takiego przednowoczesnego przekonania, konsekwentnie aż do śmierci, mimo jego pozytywistycznej i demokratycznej formacji. Wydaje się, że Sienkiewicz był w znacznie głębszym stopniu dziedzicem duchowym Rzeczpospolitej Obojga Narodów, jej wyobrażeń prawno-politycznych, niż dotąd to zauważano. Mistycznej sile i nieusuwalnej mocy takich wypracowanych w kulturze dawnej wyobrażeń politycznych i wspólnotowych poświęcił sporo uwagi Dariusz Cezary Maleszyński. Ich subtelna obecność i nieśmiertelność w kulturze współczesnej wynika z istnienia pewnej ponadjednostkowej, archetypicznej organizacji formalno-strukturalnej, a kto wie czy nie posiadającej w ostateczności sankcji metafizycznej, którą badacz nazywa Wielkim Łańcuchem Antropologicznym. W tym łańcuchu wyróżnia Maleszyński trzy wielkie tematy utrwalane i powracające w literackich toposach: człowiek, wspólnota, byt[przypis]D.C. Maleszyński, „Trzy światy” piśmiennictwa staropolskiego a zadania interpretacyjne tematologii, w: Człowiek w tekście. Formy istnienia według literatury staropolskiej, Poznań 2002, s. 206–207.[/przypis]. Sienkiewicz pośród takich wspólnotowych toposów wybierał  porównanie państwa do statku, tonącej łodzi, czego dowodzi Legenda żeglarska (1890) – alegoryczna opowieść o potędze i upadku Polski, w której pisarz zawarł aluzje do polskiego hymnu narodowego[przypis]D.C. Maleszyński, Alegorie Rzeczypospolitej w literaturze polskiej XVI-XVIII wieku, w: j.w., s. 149–169.[/przypis]. Alegorię tę odnajdujemy także w Potopie:

&amp;nbsp;

Kraj cały był jako okręt pogrążony już w otchłani, a jeno ów klasztor sterczał jeszcze jako koniec masztu nad falami. Czyli więc mogli rozbitkowie, do jego masztu uczepieni, myśleć jeszcze nie tylko o własnym ocaleniu, ale o wydobyciu całego okrętu spod toni?

Wedle ludzkich obrachowań nie mogli [podkreślenie – M. G.].[przypis]P., XIII, s. 268.[/przypis]

&amp;nbsp;

Pośród wielu wyobrażeń nieśmiertelnej wspólnoty jedna z najpiękniejszych została utrwalona w pieśni Jeszcze Polska nie umarła, w której uchwycono także moment przenoszenia się idei mistycznego ciała króla na całą zbiorowość, która uświęcenie osiąga teraz w dziewiętnastowiecznym wysiłku prowadzącym do odzyskania państwa poprzez wspólną ofiarę i czyn, czy to w pozytywistycznej pracy organicznej, czy w romantycznej walce zbrojnej. Stulecie XIX stanowi czyśćcowy wiek przemiany formuły państwowości polskiej z monarchicznej na demokratyczno-organiczną:

&amp;nbsp;

Przekazanie narodowi na wyłączność wiecznego pierwiastka polskości, nieświadome uczynienie go sukcesorem władcy Królestwa nastąpiło 25 listopada 1795 r., gdy na żądanie dworu rosyjskiego Stanisław August podpisał abdykację. Przestał istnieć sejm, monarcha oddał koronę – suwerenne prawa Rzeczypospolitej mógł odtąd reprezentować sam naród. Gdzie indziej w tymże czasie – jak powiada Roger Callois – „z krwi władcy rodziła się boskość narodu”, w Polsce – rodziła się ona z abdykacji. Osieroceni Polacy mogli mówić o sobie tak, jak w bezkrólewiu 1572 r. mówiła szlachta: „pod tym czasem razem wszyscy […] jesteśmy królami”.[przypis]D.C. Maleszyński, Idea nieśmiertelnej wspólnoty w pieśni „Jeszcze Polska nie umarła”, w: j.w., s. 194.[/przypis]

&amp;nbsp;

Sienkiewicz okazał się najsilniejszym w XIX wieku literackim katalizatorem tej przemiany, sprawiającym, że chłopi i mieszczanie stawali się Polakami, a szlachta jako osobny stan przechodziła do minionej tradycji i zamieniała się w obywateli, pozytywistów-organiczników, nowoczesnych patriotów narodowych.

Napisane w 1910 roku Wiry są nie tylko mądrą, profetyczną, ukazująca korzenie przyszłego bolszewickiego totalitaryzmu powieścią o mrzonkach socjalistycznego rewolucjonizmu, ale też pozytywistyczną powieścią z tezą, w której główna chłopska bohaterka, skrzywdzona w młodości przez szlachcica Krzyckiego, a powracająca po latach do kraju jako dystyngowana lady, ma stanowić obywatelski i kulturalny wzór społeczny w odrodzonej Polsce. Przenikliwie o bohaterce powieści pisał jeden z bodaj najciekawszych krytyków literackich XX wieku, Adam Grzymała-Siedlecki:

&amp;nbsp;

Z Hanki Anney, ta dusza czysta, gorąca a męska – to owo nasze pragnienie człowieka z epoki, kiedy chłop będzie obywatelem i obrońcą polskości, kiedy wszyscy bez wyjątku chłopi będą uświadomieni, a najlepsi z nich stwarzać się będą takimi szlachcicami, takimi rycerzami, jak rycerską i szlachetną jest panna Anney, Hanka z wioszczyny radomskiej.

Hanka Anney jest artystyczną nobilitacją polskiego chłopa.

Jeżeli kto dziś ma przywilej nobilitowania, to nikt inny, jeno Sienkiewicz. […]

W tym pragnieniu chłopa-rycerza tkwi równocześnie, tkwić powinna radość Sienkiewicza, że książki jego dały pierwszy podryw duszy chłopskiej ku tej wyżynie.[przypis]A. Grzymała-Siedlecki, Panna Anney, „Gazeta Warszawska” 1910, nr 197(21 lipca), s. 2.[/przypis]

&amp;nbsp;

W pomawianej o reakcyjność powieści Sienkiewicz utożsamia się dość wyraźnie z programem narodowo-demokratycznym sformułowanym w 1886 roku przez zespół „Głosu”. Teza powieści jest już bardzo daleka od społecznego minimalizmu i liberalnego utylitaryzmu budzącej tak wielkie kontrowersje Rodziny Połanieckich, co należy tłumaczyć ożywieniem się po 1904 roku nadziei niepodległościowych wyzwalających także w pisarzu nowe pokłady aktywizmu politycznego i idealizmu ustrojowego. Nic więc dziwnego, że Sienkiewicza postrzegano na świecie jako twórcę nowoczesnej Polski. Gdy umierał w 1916 roku tuż po ogłoszeniu aktu 5 listopada[przypis]Notabene to ten akt stał się osią ostrego konfliktu politycznego Sienkiewicza z Dmowskim, co ukazywało, że  pisarz konsekwentnie zachowywał pozycję działacza nie do politycznego zawłaszczenia. Zob. K. Stępnik, Henryk Sienkiewicz. Studia z mikrobiografiki prasowej, Lublin 2016, rozdz. Jawna niechęć, w tym rozdziale patrz zwłaszcza  s. 207-208, 237.[/przypis], mającego spore symboliczne znaczenie w międzynarodowym procesie uznawania Polski jako osobnego bytu państwowego, w czeskiej prasie akcentowano na przykład ogromny tragizm tej sytuacji, bowiem– jak pisano – kiedy prastare i sławne królestwo powstaje do ponownego życia, umiera jego największy i najbardziej zasłużony budziciel[przypis]„Hlas Národa” 1916, nr 319 (17 listopada), s. 2–3; Więcej na temat kultu Sienkiewicza w Czechach zob. M. Gloger, Sienkiewicz i Masaryk. O kulcie autora „Qvovadis” w Czechach, w: Sienkiewicz polityczny. Sienkiewicz ideologiczny, red. M. Gloger, R. Koziołek, Warszawa 2016.[/przypis].

„Trylogia” Sienkiewicza jest dowodem na ogromny związek pisarza z dziedzictwem Rzeczpospolitej Obojga Narodów i polskim romantyzmem. Cykl ten jednak jest przeniknięty już ideą nowoczesnego państwa narodowego, które zmierza nie tyle ku monoetniczności, co do organicznej, mistycznej jedności, w której mogą pomieścić się wszystkie dawniejsze mniejszości i wyznania Rzeczypospolitej, ale pozostające wierne republice i jej wartościom, którym w razie potrzeby będą zdolne na równi oddać ofiarę krwi w imię idei nieśmiertelnej wspólnoty zakorzenionej w Bogu.</document>
<document nplp_id="4942" title="Sienkiewicz wiecznotrwały, czyli w&amp;nbsp;stronę parodii" slug="sienkiewicz-wiecznotrwaly-czyli-w-strone-parodii">Na koniec słówko o parodiach Sienkiewicza. Już w czasach jemu współczesnych, parodiowany chętnie, ze słynną hiszpańską bródką, niewysoki, wątłej postury, nadawał się na obiekt drwin. Najlepiej parodię Sienkiewiczowskich bohaterów – kobiet i mężczyzn w ich uwikłaniach – dał swego czasu, jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku, Artur Maria Swinarski w Trylogii trojańskiej w dwóch wieczorach (z ilustracjami Jana Młodożeńca). Natomiast pół wieku później produktywność Sienkiewiczowskich figur i postaci, a zwłaszcza odczytanie ich uwikłania w erotykę i ciało zaowocowały dwiema kabaretowymi propozycjami. Jedną jest scena z kabaretu Elita, parodiująca sarmacki kontusz i entourage obyczajowy Trylogii. Druga to parodia Mariana Opani i Wiktora Zborowskiego, powstała na fali ekranizacji Ogniem i mieczem. W skeczu Ogniem i mieczem II. Casting odbywają przesłuchania do filmu, który ma być kręcony w Ameryce. Ogrywa się tam amerykańskie i polskie, kulturowo uwarunkowane, podejście do erotyki, nagości i seksualności sprzed ponad stu lat i to współczesne. Dialog, nastawiony na granie językiem, wzmocnioną rolę podtekstu i użyć metonimicznych, rozgrywa się między mężczyznami kandydującymi do ról herosów z powieści Sienkiewicza. Okazuje się, że rolę Skrzetuskiego ma zagrać Arnold Schwarzenegger, Wołodyjowskiego – Dustin Hoffman, Horpynę (Horpynnę!) – Madonna, Helenę – Leonardo di Caprio, Bohuna – Michael Jackson. Granie ciałem i warunkami ciała prowokuje do pytania, który ze śmiałków mógłby zagrać Małego Rycerza. Odbiorca zostaje pozbawiony złudzeń co do metonimii tego określenia i lęku przed upublicznieniem nagości, skoro okazuje się, że gatunkiem filmu produkowanego przez Amerykanów jest film pornograficzny.

Jeśli więc coś daje się parodiować, to, po pierwsze: jest produktywne, bo ma określony potencjał. Po drugie: broni się w parodii, zatem staje się czytelne i wiecznotrwałe. Nie schodzi do lamusa literatury i nie zasklepia się w otoczce anachroniczności czy koturnowości. Podobnie jak mit, którego siłą jest to, że aby był uniwersalny, musi być zmienny. I Sienkiewicz znakomicie wyczuł ten mechanizm. Na wykorzystanie swojej twórczości jako pożywki dla potomnych Sienkiewicz zapewne by się zgodził, gdyż – będąc opowiadaczem i konstruktorem światów literackich – wierzył w moc opowieści i w literaturę. Wiedział bowiem doskonale, że literatura tak jak historia ma sfinksową postać. Dlatego, używając nieco oczywistej metafory, można powiedzieć, że literatura i historia były dla Sienkiewicza kobietami, dzięki którym pisarz uwodził i z którymi grał. A grał językiem, który był tkanką tego uwodzenia: wyceny, pożądania, przynależności i pragnienia. Stawką w tej grze było zachowanie własnego ja przy jednoczesnej próbie godzenia się z przeciwnościami. Chyba dopiero w takim kontekście można zrozumieć przenikliwe, choć dyskusyjne i kontrowersyjne słowa Aleksandra Świętochowskiego, wypowiedziane w kontekście analizy Hani w 1884 roku:

&amp;nbsp;

Sienkiewicz z natury swego talentu jest autorem kobiet. Jak gdyby siedząc w ich gronie, opowiada miękko, czule, poetycznie, umie wzruszać drobiazgami, ogładzać charaktery szorstkie i łagodzić zbyt mocne cienie, gra ciągle albo melodie sielankowe, albo rycerskie[przypis]A. Świętochowski, Henryk Sienkiewicz (Litwos), „Prawda” 1884, cyt. za: tenże, Wybór pism krytycznoliterackich, wybór S. Sandler, wstęp M. Brykalska, Warszawa 1973, s. 171.[/przypis].</document>
<document nplp_id="4983" title="Quo Vadis i&amp;nbsp;problem chrześcijaństwa" slug="quo-vadis-i-problem-chrzescijanstwa">Nie ulega wątpliwości, że interpretacja twórczości Sienkiewicza wymaga również sformułowania uwag na temat powieści Quo vadis?, najbardziej „uniwersalistycznego” utworu pisarza, a zarazem najbardziej związanego z Voegelinowską „epifanią transcendentalnego ładu”. Tu także – podobnie jak w przypadku zaprezentowania współczesnym mu Polakom burzliwych dziejów XVII wieku – autor starał się maksymalnie zachować wymóg obiektywności, portretując bohaterów niejednoznacznych, zmieniających się wewnętrznie i często pełnych rozterek. Inspiracja twórcza, która kazała autorowi Szkiców węglem sięgnąć po ten okres dziejów może być także różnie interpretowana.

Biorąc pod uwagę postulat „problematyzacji” twórczości Sienkiewicza i nieulegania prostym wyjaśnieniom, można się zastanawiać – w perspektywie tez niektórych badaczy o „niejednoznaczności” konwersji pisarza, czy też jego „niemieszczeniu się” w ramach sztywnych, doktrynalnych podziałów – w jaki sposób wzniosły temat historii Cesarstwa Rzymskiego i prześladowań chrześcijan za Nerona można połączyć z wcześniejszym antyklerykalizmem pisarza[przypis]Antyklerykalizm ten nie łączył się oczywiście z negatywnym stosunkiem do samego chrześcijaństwa (wyjąwszy może bardzo wczesne deklaracje). Jak pisał Sienkiewicz w liście do Potkańskiego: „Źle jest, jeśli w jakiejś społeczności więcej jest Kościoła niż Chrystusa i więcej obserwancji niż chrześcijaństwa […]…]” (H. Sienkiewicz, Listy, t.3, cz. 3, oprac. M. Bokszczanin, Warszawa 2007, s. 113).[/przypis]. Wydaje się, że utwór ten był również odpowiedzią Sienkiewicza na poczucie niewystarczalności integracyjnych wysiłków Kościoła w sytuacji zagrożenia bytu narodowego i w dobie kryzysu wartości. Voegelin pisał o tym w następujący sposób (charakteryzując sytuację chrześcijaństwa w dobie reformacyjnych sporów i w późniejszym okresie):

&amp;nbsp;

Kościół porzucił swoją rolę duchowego przewodnika w tym sensie, że pozostawił post-średniowiecznego człowieka samego w jego staraniach odszukania sensu w skomplikowanej cywilizacji, której sposoby pojmowania rozumu, natury i historii różnią się znacznie od cywilizacji starożytnej, wchłoniętej i przepracowanej przez Kościół w początkach jego istnienia. […] W obliczu porzucenia obowiązku magisterium ecclesiae myśliciele chrześcijańscy daremnie próbują zrzucać winę na grzech pychy, superbia, człowieka współczesnego […]. […] Z rozczarowania faktem przynależności do pozbawionego sensu procesu cywilizacyjnego rodzą się, poczynając od Woltera, próby rekonstrukcji sensu poprzez stworzenie nowej „świętej historii”.[przypis]E. Voegelin, dz. cyt., s. 39.[/przypis]

&amp;nbsp;

Oprócz opisanego powyżej procesu „utraty sensu” (który zarazem wymusił, jak i sprowokował tworzenie konstrukcji „ładu doczesnego”, wyrażające się m. in. w oświeceniowym encyklopedyzmie i pozytywizmie) myśliciel diagnozował zjawisko jeszcze bardziej niebezpieczne: przekształcanie uniwersum chrześcijańskich symboli w mit, oznaczające jego nieuchronną dezaktualizację i „uhistorycznienie”, a także potencjalne zrównanie z symbolami jakiejkolwiek innej religii:

&amp;nbsp;

W czasach Chrystusa i początkowych wiekach chrześcijaństwa język ten [chrześcijańskich symboli religijnych – M.P.] nie był „mitem”, ale precyzyjną terminologią służącą opisowi zjawiska religijnego. „Mitem” stał się w konsekwencji spenetrowania naszego świata przez racjonalizm, który niszczy transcendentne znaczenia symboli wydobytych ze świata zmysłów. W tym procesie „odbóstwienia” […] świata symbole zmysłowe zatraciły swoją klarowność w relacji do rzeczywistości transcendentalnej. Stały się niejasne i nie mówią już nic o procesie zanurzenia świata zmysłowego w transcendencji.[przypis]Tamże, s. 36.[/przypis]

&amp;nbsp;

Można zatem wysunąć uzasadnioną hipotezę, że Sienkiewicz, powracając do tak odległej przeszłości, starał się odtworzyć sytuację aktualności procesu nadawania dziejom i egzystencji ludzkiej nowego sensu, który spowodował, że chrześcijaństwo – dzięki nowej interpretacji realności – zatriumfowało nad Rzymem. Byłoby to znów paradoksalne (świadome lub nie) powtórzenie skutecznych działań pooświeceniowych racjonalistów i pozytywistycznych scjentystów, polegających na zastąpieniu doświadczenia transcendentalnego ładu przez figurę „genealogii porządku” (lub systemów wartości)[przypis]Wypadałoby tu przypomnieć bardzo trafne, jak sądzę, stwierdzenie Voegelina: „Odwrócenie kierunku ustanowione wówczas pod nazwą genealogii, stało się podstawowym narzędziem interpretacji wewnętrznego porządku natury ludzkiej” (wyróżn. moje – M.P.). Zob. T. Bujnicki, Sienkiewicz i historia. Studia, Warszawa 1981[/przypis]. W figurze tej główny zabieg na systemie symbolicznym polega na tym, że dwa niewspółmierne porządki (realność „faktów” – porządek transcendentny) są sprowadzone do jednego (doczesnego) i współmiernego porządku poprzez stworzenie niejako „łańcucha symptomów” danego zjawiska i połączenie ich horyzontalnym (nie zaś wertykalnym) łańcuchem przyczynowo-skutkowym. W przypadku Sienkiewicza byłaby to natomiast „genealogia autorytetu”, która w pełni respektuje jego pozaludzkie, transcendentne źródło.

Faktycznie zatem Quo vadis? to powieść w równej mierze historyczna, co współczesna, stanowiąca wypowiedź na temat kondycji kultury i cywilizacji europejskiej u schyłku XIX stulecia. Jednak to nie dyskursywne rozważania, ale narracja była pisarskim żywiołem Sienkiewicza. Dlatego to nie jakiś konkretny fragment tej książki, czy też zawarta w niej przemowa „świętego męża” lub męczennika, ale całość fabuły utworu pokazuje bardzo sugestywnie, że teza o końcu chrześcijaństwa lub „śmierci Boga” nie da się obronić ze względu na przełom w świadomości moralnej całej ludzkości, którego ta religia dokonała. Tego przełomu – zdaniem Sienkiewicza –nie da się już cofnąć ani w żaden sposób historycznie lub moralnie zrelatywizować. Nie da się bowiem obwieścić „końca” czegoś, co nie przynależy do porządku historycznego, bo jest faktem eschatologicznym, niejako „zdarzeniem w wieczności”.

Przedstawiając prześladowaną garstkę chrześcijan na tle ładu Cesarstwa Rzymskiego i stworzonej przez nie cywilizacji, Sienkiewicz sugestywnie pokazuje niewspółmierność porządku ludzkiego i eschatologicznego. Szczególnie świadczy na rzecz tej tezy postać Rzymianina Marka Winicjusza, który reprezentuje wszystkie rycerskie cnoty i walory, będąc niejako najdoskonalszym, modelowym wytworem politeistycznej cywilizacji, opartej na tradycji i naturalistycznym systemie religijnym. Ewolucja Winicjusza, który stopniowo zmuszony jest porzucić przeświadczenie o własnej doskonałości, czy też wyjątkowości systemu kulturowego, w którym został wychowany, stając się chrześcijaninem, pokazuje radykalizm dokonanej przez tę religię rewolucji kulturowej, opartej właściwie na jednym tylko twierdzeniu – tym mianowicie, że ofiary mają zawsze moralną rację w stosunku do swoich katów.

Warto zwrócić uwagę na jedną jeszcze kwestię, związaną z Sienkiewiczowską powieścią o czasach Nerona. Otóż bez wątpienia postaci występnego rzymskiego cesarza nadać można wiele aktualizujących konotacji, łącznie z politycznymi. Neron przedstawiony przez Sienkiewicza – to zarazem (w perspektywie teologiczno-politycznej) być może skierowane do czytelników memento, przestrzegające przed pojawieniem się pokolenia władców-immoralistów w dobie europejskiego nihilizmu. Voegelin odnotowuje w swoich książkach paradoksalny powrót do Platońskich koncepcji „władcy-filozofa-dyktatora” w pooświeceniowych traktatach politycznych:

&amp;nbsp;

Osoba prawodawcy zastępuje, jak już widzieliśmy, ośrodek sterujący, którego ludzka dusza, złożona jedynie z namiętności i interesów, została pozbawiona. […] Duchowy dramat zbawienia rozgrywający się w chrześcijańskiej duszy zostaje przekształcony w zewnętrzny dramat społeczeństwa pod przewodnictwem „prawodawcy”.[przypis]E. Voegelin, dz. cyt., s. 105. Interesująco o tego rodzaju „nowoczesnym Prawodawcy” (w znacznie bardziej konkretnym wymiarze) pisze również węgierski historyk idei i polityki, Istvan Bibó, ironicznie nazywając taki typ (charakterystyczny zwłaszcza dla krajów Europy Środkowej) prawodawcy-uzurpatora (gdyż działa on przecież w epoce demokracji) – „wielkim realistą”: „Typ ten, który spadł do sfery działalności politycznej ze środowiska arystokratycznego albo wzniósł się do niej ze środowiska plebejskiego, ze skrzydła sił demokratycznych reprezentujących lud, oprócz bezspornego talentu posiadał też pewną przebiegłość i pewną dozę brutalności, co go czyniło nadzwyczaj sposobnym do tego, by stać się twórcą i beneficjentem fałszowania demokracji, antydemokratycznych rządów prowadzonych z zachowaniem demokratycznych form bądź pseudopolitycznych konstrukcji opartych na przemocy” (I. Bibó, Eseje polityczne, przekł. oprac. i wstęp J.Snopek, Kraków 2012, s. 57).[/przypis]

&amp;nbsp;

Dalej zaś autor Order and History przedstawia pojęcie „społecznego immanentyzmu”, polegające na „uzewnętrznieniu procesów zachodzących w duszy i ich uregulowaniu na poziomie społecznym”[przypis]Tamże[/przypis].

Niezależnie od interpretacji postaci Nerona w Quo vadis? stwierdzić należy, iż (często w przeciwieństwie do innych polskich powieściopisarzy historycznych tej epoki) Sienkiewicz w pełni zdawał sobie sprawę z konieczności, a zarazem potrzeby podporządkowania swych epickich talentów figurom nowoczesnej wyobraźni. Dlatego też „dramatyzacja historyczna” procesów duchowych (które można nazwać skromniej psychologicznymi dramatami ludzkich dusz) była stosowanym przezeń z powodzeniem sposobem przypominania czytelnikom o imponderabiliach.</document>
<document nplp_id="4990" title="Sienkiewicz a&amp;nbsp;&amp;#8222;maluczcy&amp;#8221;: pojęcie &amp;#8222;reszty&amp;#8221;" slug="sienkiewicz-a-maluczcy-pojecie-reszty">Można w tym momencie postawić pytanie: czym perspektywa „teologii politycznej” różni się w takim razie (jeśli jest ona przywróceniem pojęcia eschatologicznego celu dziejów) od teologicznie motywowanej historiozofii? Czy zatem nie wystarczyłoby mówić o Sienkiewiczu jako o „powieściopisarzu o ambicjach historiozoficznych? Twierdząca odpowiedź na to drugie pytanie nie miałaby jednak sensu, ponieważ tezy pozytywistów o braku „zmysłu filozoficznego” u Sienkiewicza są bez wątpienia zasadne. Zasadniczą różnicę można, jak sądzę, upatrywać w tym, że – w stosunku do klasycznie pojmowanej teologii – teologia polityczna ma się tak jak algebra do matematyki. Konkretna epifania eschatonu odgrywa tu rolę niejako pozycji w systemie, z którego wywieść można wszystkie szczegóły organizacji danej realności politycznej, a w konsekwencji – także psychologicznej i społecznej. Jeśli zatem przypisać autorowi Trylogii jakąś intuicję, to byłaby to zapewne intuicja religijna i polityczna (zaś twierdząca odpowiedź na pytanie o jej obecność u Sienkiewicza – bardzo prawdopodobna). Dobrym przykładem takiego pojmowania systemu oznak transcendentnego ładu jest twierdzenie innego myśliciela tego nurtu, Jacoba Taubesa (z jego książki Teologia polityczna Św. Pawła):

&amp;nbsp;

Stawiam tezę, że Paweł chce przelicytować Mojżesza. […] stawiam tezę, że chrześcijaństwo ma swoje źródło właściwie nie w Jezusie, ale w Pawle. Uzasadnienie tej tezy opiera się na paralelizmie Mojżesza i Pawła. [Apostoł – M.P.] […] posługując się fragmentami Pisma Świętego, chce udowodnić, że oto teraz nadszedł moment otwarcia Żydów na pogan, otwarcia świętego ludu Bożego, który zostaje przemieniony, co oznacza, że poprzedni lud Boży „rozmyje się”.[przypis]J. Taubes, Teologia polityczna Św. Pawła. Wykłady wygłoszone w Ośrodku Badań Ewangelickiej Wspólnoty Studyjnej w Heidelbergu 23–27 lutego 1987 roku, przeł. M. Kurkowska, wstęp do wydania pol. Z. Krasnodębski, Warszawa 2010, s. 101–103.[/przypis]

&amp;nbsp;

Sformułowane przez Taubesa interpretacje listów Św. Pawła pokazują nie tylko prymat interpretacji nad samym eschatologicznym Wydarzeniem (epifanią, którą było zjawienie się Jezusa), lecz także przewrót mentalny o charakterze kulturowym i społecznym, który ta interpretacja powoduje. Św. Paweł dokonał tego (zdaniem Taubesa) poprzez ustanowienie nowego pojęcia (które niemal od razu stało się pewną polityczną realnością, możliwą do rozwijania w historii), mianowicie pojęcie „reszty” Izraela, niejako amorficznej masy ludzkich indywiduów, które pozostały poza danym kiedyś Izraelowi Objawieniem, a obecnie gotowe są już do jego przyjęcia w nowej postaci. Jak pisze autor Apokalipsy i polityki: „Paweł chce nawracać pogan, by sprawić, żeby Izrael stał się zazdrosny. Wprowadza pojęcie Reszty i mówi o pas Izrael. […]. Nie są to figury retoryczne, lecz wstrząs spowodowany stwierdzeniem fakt, że lud Boży nie jest już ludem Bożym”[przypis]Tamże, s. 98.[/przypis].

Kluczowe dla teologii politycznej chrześcijańskiej formacji kulturowej pojęcie „reszty” pojawia się także w ewolucji mentalnej i pisarskiej Henryka Sienkiewicza, a symptomem tego zjawienia się jest samo następstwo jego pisarskich zainteresowań i tematyki jego utworów. Jest to mianowicie fakt poprzedzania utworów historycznych (takich, jak Niewola tatarska, a później Ogniem i mieczem) przez teksty poświęcone ludziom odrzuconym i usuniętym przez stosunki społeczne na margines. Jak pisał Sienkiewicz w liście z 1877 roku do Daniela Zglińskiego w związku z recenzjami Szkiców węglem:

&amp;nbsp;

Biję jak młotem w to, że są to stosunki niezdrowe społecznie, że stan ruiny społecznej rozpaczliwy jest, zły, niemoralny i nienaturalny […]. Dotykam rany takiej śmierdzącej jak Zołzikiewicz […], daję pierwszą powieść chłopską, w której nie występuję idealny kmiotek, ale chłop prawdziwy i jego życie, a ci mnie nie rozumieją.[przypis]Cyt. za: T. Bujnicki, Pierwszy okres twórczości Henryka Sienkiewicza, Kraków 1968, s. 110.[/przypis]

&amp;nbsp;

Tadeusz Bujnicki w swoim szkicu Sienkiewicz przekracza granice[przypis]Zob. T. Bujnicki, Sienkiewicz przekracza granice. O „przełomie” w życiu i twórczości pisarza, „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 2009, R. 2 (44), s. 63–85.[/przypis]zastanawia się właściwie nieustannie, czy można w ogóle mówić o jakiejś radykalnej zmianie poglądów Sienkiewicza, co zasygnalizowane zostało w samym tytule szkicu, poprzez umieszczenie słowa „przełom” w cudzysłowie. Problem polega bowiem na tym, że (zdaniem Bujnickiego) w pewnym gruntownym sensie Sienkiewicz pozostał pozytywistą nawet po napisaniu Trylogii. Można dodać, że logika, która łączy Szkice węglem na przykład z Niewolą tatarską jest logiką możliwą do opisania właśnie w terminach teologii politycznej. Czyniąc najważniejszymi bohaterami swoich utworów chłopa i szlachcica, którzy niezłomnie trwają przy tradycji i religii chrześcijańskiej, a później portretując wyrazistych, szlacheckich bohaterów w kolejnych częściach Trylogii, Sienkiewicz ustanawia – poza logiką pojęciową, natomiast w obrębie logiki mesjańskiej o charakterze teologicznym – symboliczną „resztę” w ramach polskiego społeczeństwa. Mówi nie tyle to, że siła i przyszłość narodu zależy od przywództwa, które przejmie ponownie „odnowiona moralnie” szlachta (jak uczyniłby typowy konserwatysta), lecz pokazuje, iż dynamika historyczna ewolucji polskiego społeczeństwa polegać będzie od tej pory na naśladownictwie, moralnej imitacji, przejęciu cech bohaterów, takich jak Kmicic czy Wołodyjowski, przez ludzi dotychczas wyzutych z prawa głosu i podmiotowości, takich jak Wawrzon Rzepa.</document>
<document nplp_id="5060" title="Ursus" slug="ursus">Kariera nazwy „Ursus” jest najbardziej efektownym przestrzennie świadectwem popularności prozy Sienkiewicza na początku XX wieku. Obecna dzielnica Warszawy jest bowiem eponimem pochodzącym od imienia bohatera Quo vadis?, co podkreślają wszystkie opracowania dziejów założonej w 1893 roku przy ulicy Siennej w Warszawie fabryki, która po przeszło dekadzie zmieniła nazwę znaku towarowego na ten właśnie[przypis]J. Domżalski, Związki Ursusa z Warszawą, w: Śladami nazw miejskich Warszawy (z prac Zespołu Nazewnictwa Miejskiego Warszawy), Warszawa 2012, s. 85-86.[/przypis]. Skojarzenie dla producenta silników było oczywiste, a „Ursus” siłą rozpędu zaczął być używany na określenie fabryki, która przenosiła się dwukrotnie, za drugim razem do Czechowic, a te już po drugiej wojnie (1954) zmieniły swoją nazwę na „Ursus”, sankcjonując powszechny uzus. W takich okolicznościach nie jest dziwne, że właśnie w Ursusie znaleźć można było znacznie więcej nazw odsienkiewiczowskich, niż można by spodziewać się po przecież niewielkiej miejscowości (w tym te pochodzące od bohaterów powieści, jak Zagłoba czy Wołodyjowski). Miasto robotnicze po wydarzeniach 1976 roku przyłączono do Warszawy, w związku z czym zmieniono nazwy większości ulic (żeby się nie dublowały z istniejącymi w stolicy) – wśród najciekawszych, których nie zmieniono, były te, którym patronował Tadeusz Kościuszko i Zagłoba[przypis]Tamże, s. 87–88.[/przypis]. Pomijając ten drugi, bardzo interesujący przypadek, Zagłoba w przeciwieństwie na przykład do tytułowego bohatera trzeciej części Trylogii, nie był w ówczesnej stolicy obecny. Wynikało to z jego…wczesnej i dużej popularności jako patrona ulic. Inkorporacja przedmieść w 1916 roku oraz pozostałe przyłączenia w dwudziestoleciu i po wojnie wymuszały operacje onomastyczne o dużej skali[przypis]J. Zieliński, Nazewnictwo okresu wielkiej inkorporacji, straty w lokalnych systemach nazewniczych na przełomie XIX i XX w., j.w., s. 39–56.[/przypis]. I już w roku wielkiej inkorporacji (a zarazem śmierci Sienkiewicza) przydzielono powieściowemu bohaterowi ulicę na Kole (na przedłużeniu Sokołowskiej za wiaduktem i ulicą Górczewską; być może znaczenie dla tej lokalizacji miał udział Zagłoby w elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego), po przyłączeniach w 1951 roku były z kolei aż cztery ulice Zagłoby w jednym czasie[przypis]Nazwy występujące wielokrotnie w latach 1901–2010 (oprac. J. Sawicki), j.w., s. 381; Kmicica powtórzyła się w tym okresie tylko dwukrotnie (tamże, s. 331-332).[/przypis]. Po uporządkowaniu sytuacji pozostała jedna ulica, którą na początku lat siedemdziesiątych jednak zlikwidowano (m.in. pod budowę alei Rewolucji Październikowej, obecnie – Prymasa Tysiąclecia), tym samym ulica w Ursusie została w 1977 roku zachowana. Dzięki swojej wcześniejszej karierze Zagłoba uniknął znalezienia się z innymi bohaterami Trylogii na Służewie, kiedy to po wojnie włączono tę wieś do Warszawy, nazwano jej ulice mianami kilkorga bohaterów Sienkiewicza: Kmicica, Podbipięty, Skrzetuskiego, Wiśniowieckiego, Wołodyjowskiego (w 1951 roku zmieniono źle się kojarzącego w nowym ustroju Księcia Jaremę na Niedźwiedzia; dekadę później dodano Oleńkę, ale nie ma przekonujących dowodów, by ta ulica kiedykolwiek istniała w rzeczywistości)[przypis]J. Sawicki, Nazwy w nowym „Katalogu ulic m. st. Warszawy”, j.w., s. 227–228, 240–241; K. Handke, Słownik nazewnictwa Warszawy, Warszawa 1998, s. 380.[/przypis]. Druga, jeszcze większa seria sienkiewiczowska pojawiła się na przełomie wieków po przeciwległej stronie Warszawy, na Białołęce, wśród domów osiedla Brzeziny odnajdziemy zatem pozostałych bohaterów: Oleńkę (tym razem patronkę prawdziwej ulicy), Hajduczka, Bohuna, Rzędziana, Ketlinga, Herakliusza Billewicza, Babinicza i Małego Rycerza (tym samym Wołodyjowski i Kmicic mają po dwie swoje ulice w mieście), ale także wcześniej tutaj umieszczonych: Danusię, Juranda ze Spychowa czy Zbyszka z Bogdańca. Ulice z zestawami imion bohaterów powieściowych Sienkiewicza, zazwyczaj z Trylogii i Krzyżaków, nie są w dużych miastach rzadkością, najczęściej dotyczy to peryferyjnie położonych osiedli domów jednorodzinnych (obie warszawskie lokalizacje, Kraków, Poznań, Wrocław itd.), ich prototypem są bohaterowie Trylogii ze Służewa, którzy dają prawie nieograniczone możliwości dodawania kolejnych postaci.</document>
<document nplp_id="5062" title="Domknięcie" slug="domkniecie">W okresie po 1989 roku nadal wznoszone są pomniki w miastach związanych z biografią i twórczością pisarza, ale wreszcie obok nich pojawiają się na tej liście także pełnowymiarowe przedstawienia pisarza w ważnych miastach. Chronologicznie rozpoczyna tę serię Warszawa (2000, Gustaw Zemła), potem były: Vevey (2006, także Zemła), Rzym (2006, wcześniej stało tylko popiersie, oba w parku Villa Borghese, pełnym różnego rodzaju rzeźb) i Szczawnica (2008; oba autorstwa Czesława Dźwigaja), Kielce (2010, znowu Zemła). Plonem ostatniego roku Sienkiewiczowskiego są pomniki w modnej w minionym dziesięcioleciu formie ławeczki (kolejne dwa obiektyw Łukowie: pierwszy, autorstwa Roberta Sobocińskiego, twórcy Złotego Ułana z nieodległego Kałuszyna[przypis]http://www.podlasie24.pl/lukow/region/laweczka-sienkiewicza-stanela-na-placu-w-lukowie-1cbe3.html, dostęp: 13 września 2017.[/przypis]; drugi, drewniany, pod Muzeum Regionalnym, dłuta Roberta Sadły[przypis]http://www.podlasie24.pl/lukow/region/kolejna-laweczka-sienkiewicza-w-lukowie-1db73.html, dostęp: 13 września 2017.[/przypis]) oraz – nareszcie – popiersie w Krakowie. Można powiedzieć, że data tego ostatniego upamiętnienia, jego forma i położenie odpowiadają peryferyjnemu położeniu tego miasta na pamięciowej mapie Sienkiewicza, a jednocześnie – jakże jest ta lokalizacja symboliczna. Popiersie autorstwa Józefa Opali stoi pośród licznych, obecnie pięćdziesięciu czterech, biustów stawianych w Parku Jordana, pomiędzy Zofią Kossak-Szczucką a majorem Łupaszką, w jednej alei i w jednym rzucie z Żołnierzami Wyklętymi i licznymi duchownymi. 

Do tego zestawu pewnie należałoby dodać ławkę Zagłoby ze Szczytnej, leżącej w Kotlinie Kłodzkiej, nieopodal granicy z Czechami – co wyjaśnia, dlaczego obok, po przekątnej stoi ławka, na której siedzi dobry wojak Szwejk. Skojarzenie to zostało oparte na rubaszności, tchórzostwie, pomysłowości obu postaci, być może jest nazbyt agresywne, powierzchowne i nieco banalne (chociaż niesie ono nieoczekiwany potencjał komparatystyczny – poza wszystkim, czy aby naprawdę chcielibyście się dosiąść do tych bohaterów i spędzić z nimi chwile relaksu na urlopie?). Do tej ławki można by też dodać Ławkę Żelaznych Jeźdźców przed Biblioteką Narodową w Warszawie, postawioną w roku 2016 w ramach szlaku ławeczek literackich sfinansowanych przez fundację Zaczytani.org. Została ona zaprojektowana przez małżonkę prezydenta, Agatę Kornhauser-Dudę, a zainspirowana Trylogią – jak można się domyślić z nazwy, z ławki stylizowanej na otwierającą się książkę, wyłania się husaria[przypis]O akcji: http://zaczytani.org/portfolio/znani-i-lubiani-artysci-tworza-dla-nas-zaczytane-lawki/, dostęp: 13 września 2017.[/przypis]. Rzeczywiście Sienkiewicz odpowiada w dużej mierze za współczesny mit tej formacji, jeżdżącej, a więc w dużej mierze siedzącej na koniach. Poza ławeczkami większość tych nowych pomników, jeśli nie wszystkie, które nie są popiersiami, przedstawiają Sienkiewicza raczej w starszym wieku i na siedząco. Nie jest to wcale oczywisty sposób przedstawiania figur pisarzy, nawet powieściopisarzy – jest w tym być może niejaka sugestia szacowności i patyny, przekonanie o tym, że trzeba się nasiedzieć, żeby napisać tak dużo prozy podróżniczej i historycznej.

[caption id="attachment_5126" align="aligncenter" width="860"] Upamiętnienia Henryka Sienkiewicza w Polsce po 1989 roku[/caption]

Ta ostatnia pomnikowa seria należy formalnie do wieku XIX, a nawet zawiera niewątpliwie – pomijając typ ławeczkowy – dzieła w tej stylistyce wybitne. Takie było zdanie wielu komentatorów oraz zwykłych przechodniów zwłaszcza o pomniku Zemły w warszawskich Łazienkach[przypis]I. Grzesiuk-Olszewska, dz. cyt., s. 216–217.[/przypis]. Małgorzata Baranowska notowała 3 maja 2000 roku: „Nowy pomnik w Łazienkach jest piękny w swoim dziewiętnastowiecznym rodzaju. Zemła dziewiętnastowieczny, na zamówienia państwa Porczyńskich. Jakby stał tam wiecznie. Bluszcz i zieleń. Może dobrze, że się nie widzą z Chopinem”[przypis]M. Baranowska, Prywatna historia poezji, „Twórczość” 2000, nr 8, s. 142.[/przypis]. Dwa dni później dodawała: „Przez Warszawę przeszły szkoły imienia Sienkiewicza. Właściwie najciekawsze było to, że poziom znudzenia nie odstawał od normy znudzenia nastolatków w szkole. W każdym razie podobno tak wyglądało. Może to pozór. Dziś w obecności szkół jego imienia, odsłonięto jego pomnik. Niektórzy mieli stroje historyczne – z wypożyczalni”[przypis]Tamże.[/przypis]. Ważny wydaje się zapis o niedzisiejszości oprawy towarzyszącej odsłonięciu, które były z ducha Sienkiewicza, określającego samego siebie jako „stawiacza pomników”, ale wywoływała w niektórych przynajmniej komentatorach rodzaj efektu obcości. Nie tylko przypominała także o naszych ciągłych problemach z formą wydarzenia publicznego, ale ujawniła tradycyjne kłopoty z figuracją – nie umiemy zaproponować niczego nowego, boimy się innej możliwości upamiętnienia niż figuratywna, zwłaszcza gdy mowa o uhonorowaniu konkretnego człowieka[przypis]Por. uwagi o całkowicie marginalnym poszukiwaniu nowej formy w grupie pomników poświęconych osobistościom po II wojnie światowej: I. Grzesiuk-Olszewska, Polska rzeźba pomnikowa w latach 1945–1995, Warszawa 1995, s. 178–181.[/przypis], tkwimy w związku z tym w uścisku alternatywy pomiędzy udaną stylizacją na daną postać a jej karykaturą.</document>
<document nplp_id="5077" title="RACHELA AUERBACH (18.12.1899 &amp;#8211; maj 1976)" slug="rachela-auerbach">Rachela Auerbach urodziła się w 1899 r. na Podolu, gdzie ukończyła szkołę powszechną. Dalszą edukację podjęła we Lwowie, dokąd przeniosła się jej rodzina. Na tamtejszym uniwersytecie studiowała filozofię, psychologię i historię. Tam też działała w żydowskich strukturach studenckich. Po studiach podjęła się pracy dziennikarskiej w prasie polsko-żydowskiej. Była zdania, że język jidysz, w którym pisała (choć także pisała po polsku), stanowi rękojmię zachowania żydowskiej tożsamości i kultury. W tatach 30’ przeniosła się do Warszawy, gdzie zastała ją wojna. Pod koniec września ’39 r., wypełniając misję powierzoną jej przez E. Ringelbluma, otworzyła kuchnię ludową, która działała aż do Wielkiej Akcji w lipcu 1942 r. W 1941 dołączyła do pracy w konspiracyjnym archiwum getta, zainicjowanym przez Emmanuela Ringlebluma a dokumentowanie Zagłady prowadziła także po przejściu na „aryjską stronę”, w 1943. Brała udział w Powstaniu Warszawskim.

Po wojnie zamieszkała w Łodzi, podejmując pracę dziennikarską w odradzającej się prasie, zarówno żydowskiej jak i polskiej. Była pochłonięta misją dawania świadectwa Zagładzie, co starała się realizować na rozmaitych polach. W latach 50. wyjechała do Izraela, gdzie podjęła pracę w Yad Vashem. Odegrała wielką rolę w przygotowywaniu dokumentacji wykorzystanej w procesie Adolfa Eichmanna.

Do końca swego życia kontynuowała pracę nad dokumentacja losów Żydów podczas Zagłady.

Teksty służące do opisów miejsc w Atlasie, pochodzą z wydobytych po wojnie z ukrycia dokumentów Archiwum Ringlebluma. Znajdujące się obecnie w zbiorach ŻIH, ukazały się w opracowaniu i ze wstępem Karoliny Szymaniak, w 2016 roku. Ze wstępu pochodzą także informacje zawarte w niniejszym biogramie.

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Ceglana, - Ceglana 7, - Długa, - Elektoralna, - róg ulic Dzielna/Karmelicka, - Gęsia,  - Gęsia 22/24 (więzienie - "Gęsiówka"),
- Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),  - róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),  - Karmelicka, - Krochmalna, - Leszno, - Leszno 1, - Leszno 13,
- Leszno 40,  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Mylna, - Mylna 11,  - róg ulic Mylna/Nowolipie,  - Nalewki,  - Nowolipie, - Nowolipki 17 (restauracja "Riwiera"),  - Pańska, - Przejazd, - Przejazd 7 ("meta"),   Przejazd 9, - Przejazd 11, - Smocza, - Stawki 6/8 (szpital), - Tłomackie 5,  - Tłomackie/Leszno (brama getta),  - Waliców.

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Długa - Mylna, - Trasa: Elektoralna - Biała,  - Trasa: Pawia - Dzielna 24/26 (Pawiak),</document>
<document nplp_id="5082" title="LESZNO" slug="leszno">

&amp;nbsp;

Rachela Auerbach
ONI, II B

„Jeszcze o samorzutnym teatrze, o samokręcącym się filmie dźwiękowym ghetta. O tej parze głodomorów, których spotkałam wczoraj na Lesznie. Jeden z podwiązaną twarzą, kostiumy à la drugi akt Dybuka w Habimie.” (s. 90)

JA, II C

„Idąc Lesznem po godz. 8-mej, byłam świadkiem sceny następującej. W pewnym momencie nadjechała od strony Żelaznej w pełnym galopie ryksza, na której siedziały dwie kobiety, widocznie matka z córką. Matka zemdlona trzymała głowę na ramieniu córki, z policzka pod lewym okiem sączyła się krew. Nie tylko jej twarz, ale nawet bose, bezwładnie zwisające nogi były trupio blade. Za pierwszą rykszą jechała pędem druga, jakiś towarzyszący im policjant, może krewny tych pań w białej marynarce wołał alarmowym tonem: &amp;lt;wypadek, wypadek, na bok&amp;gt;. Zajechali pełnym galopem do bramy dawnego pogotowia, a obecnie Wydziału Zdrowia i, nie zastawszy tam widać lekarzy, z tym samym impetem wyjechali z powrotem i popędzili w dół Leszna w kierunku szpitala…” (s. 179)

JA, II C

„Przez pół godziny obserwowałam z okna na Przejeździe szmugiel. Widziałam robotę szmuglerską po obu stronach muru i kawał zdrowia wróciło mi od tego widoku. […] Sygnalizacja odgrywa w robocie dużą rolę. Wzdłuż całej ulicy Przejazd i Długiej rozstawiane są posterunki obserwacyjne i wystarczy by na zakręcie od strony Bielańskiej czy Leszna czy też Nowolipek pojawiło się patrolujące auto albo żeby żandarm stojący na wylocie Tłomackie - Leszno skierował wzrok w stronę Przejazdu a momentalnie, jak za dotknięciem guzika elektrycznego, zaalarmowane zostają wszystkie punkty. „Wariat, wariat” przechodzi krzyk od krańca do krańca ulicy, która w ciągu jednej sekundy zmienia kompletnie swój wygląd. Nadanie alarmu. Za chwilę żandarm się odwrócił z powrotem, w dugą stronę, czy też auto przejechało w kierunku Rymarskiej, nie skręcając wcale w Przejazd. Odwołanie alarmu. Lekkie pogwizdy, pstrykanie, znaczy się &amp;lt;przeszedł&amp;gt; i znowu robota wre w całej pełni. Szalenie szybkie tempo. Od strony Długiej pędzą ludzie z tłumokami. Kobiety, mężczyźni, głównie zaś młodzież. Niektórzy na rowerach, mając pakunek na siodełku, przed sobą lub na plecach, inni wiozą wózki rowerowe." (s. 183-184)

JA/ONI, II C

„Coś z tej dziedziny, ale znacznie lżejszego kalibru, naprawdę udatny figiel żydowskiego chłopaka wydarzył się przed paru dniami na Lesznie. Żandarm przyłapał, nie wiem, z jakiego powodu, młodego chłopaka i oddał go polskiemu policjantowi, żeby go odprowadził do więzienia na Gęsiej. Policjant powodowany [może?] względami na higienę starał się trzymać chłopca na pewnym dystansie i [wziął go nie?] za ramię, tylko za – opaskę. Uszedłszy kawałek, smarkacz wpadł na doskonały pomysł. Odpiął sobie […] agrafkę spinającą […] zostawił opaskę w ręku policjanta, a sam dał drapaka. Aż się zakurzyło. […] policjant polski – jak żuk na gnoju, szmalcem gettowym [spasiony?] bęcwał został z opaską w ręku i ogłupiał.” (s. 198)

ONI, II C

„Pokaźny odsetek wśród zamordowanych zajmują ofiary Frankensteina. Niewątpliwy zboczeniec lub chory umysłowo, groźne straszydło to za każdą służba swoją (jedna runda trwa 48 godzin, po czym 48 godzin zainteresowani pocieszają się, że go nie ma, ale on i poza godzinami służby z własnej pilności urządza sobie krwawe &amp;lt;streify&amp;gt; w coraz to innej okolicy) kładzie trupem po kilka osób. Wczoraj zastrzelił na Nalewkach robotnika wracającego z placówki, następnego dnia na Lesznie kobietę wracającą z getta na polską stronę. […] Dziś, w sobotę, zastrzelił na Lesznie robotnika wracającego do getta z tłumokiem dozwolonych warzyw. […] Przed paru dniami pozazdrościł laurów Frankensteinowi inny żandarm, który zastrzelił na Lesznie prowadzącego partię robotników sekcyjnego Rybę podobno za to, że wstawiał się o rekwirowanie robotnikom warzyw i &amp;lt;przeszkadzał&amp;gt; w ten sposób żandarmowi w urzędowaniu.” (s. 202)

JA, II C

„Co do zastrzelonego dziś na Lesznie, dowiaduję się w tej chwili od naocznego świadka, że ,sam sobie zawinił&amp;gt;, że nie stanął na wezwanie &amp;lt;halt&amp;gt;, że udawał, że nie słyszy. Więc cóż miał robić Frankenstein? Czyż mógł go nie zastrzelić?” (s. 203)

JA, IV A

„Tylko jeden słyszałam jeszcze podczas wysiedlenia śpiew. Na monotonną, stepową melodię ukraińską śpiewaną pieśń żydowską jednej małej dziewczynki, żebraczki lat około trzynastu. Przez jakieś dwa tygodnie jeszcze wyłaziła każdego dnia po zakończeniu akcji z jakiejś kryjówki i co dzień chudsza, wyższa, co dzień bledsza, w aureoli zaiste nadziemskiego smutku, stawała na swym dawnym posterunku pod jednym z domów na Lesznie i wywodziła swoje trele.” (s. 252)

&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, VI A (13.05.1944)
„Wczoraj [12.05.1944] po raz pierwszy przejeżdżałam przez Leszno. Miałam mniej więcej takie uczucie, jak nieboszczyk, który wrócił z tamtego świata i chodzi po swoim podwórku. To Leszno, przydeptywane przeze mnie cztery lub sześć razy dziennie, na którym w ciągu dwóch lat ogniskowało się wszystko, gdzie w każdym domu było coś lub mieszkał ktoś bliski, teraz jest zupełnie wykreślone z mojego życia. Obchodziłam się bez tej ulicy przeszło dwadzieścia miesięcy, a był czas, kiedy wszystko, czym żyłam, tam się ogniskowało. Gdy kiedyś w 1941 roku wyrwałam się na dwa tygodnie w świat i potem z pewnymi przygodami wróciłam wreszcie do g[etta], i przyjechałam na Leszno, i otoczył mnie tłum ludzi i szum riksz, poczułam się nareszcie w domu” (s. 30)
JA, II B (około 29.08.1941)
„Furman jedzie podrzucić dzieci pod Centos, boję się, że mnie wyrzucą z Centosu za ten prezent, więc rozłączamy się. Gramolę się z wozu, wsiadam w rikszę, bo mam paczki, i po chwili jestem na Lesznie. Czuję się jak po powrocie do ojczyzny i wiem, że się stąd tak prędko nie ruszę. Dość przygód!” (s. 40)
JA, VI B
„W bloku Krasińskiego 18, gdzie mieści się kwatera i koszary AL, spotkaliśmy szereg znajomych, którzy przyszli kanałami. Między innymi jest tam bundowiec Herman Kirszenbaum, który nam opowiadał, jak Niemcy wyprowadzili ludność cywilną z kościoła na Lesznie, kobiety i dzieci popędzili «na Zachód». Wówczas zagubił żonę Ewę, działaczkę YIVO, a mężczyzn wzięli do likwidacji barykad koło przejazdu.” (s. 62)
&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, V
„W drugim tygodniu walki zajęliśmy całkowicie ulicę Leszno, wyparliśmy z drugiego brzegu Niemców, zdobyliśmy broń i mundury.” (s. 117 )
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
ONI, II D  (wiosna 1942)
„Wystarczył jeden rozkaz komisarza dzielnicy [Heinza Auerswalda – B.K.], wystarczyły trzy dni, i oto dziecko żebrzące zniknęło z ulicy ghetta. Dziesiątkami ładowane do jakiegoś lokalu z kratami w oknach [chodzi o sale przy ul. Leszno], z mocnym zamkiem, posterunkiem na zewnątrz i na wewnątrz – nie uciekną. Co się z nimi dzieje, kto im jeść da, kto je umyje, odzieje, pogłaszcze? Nieważne. Nie o to chodzi. Znika z ulicy szpetny widok, problem jest rozwiązany.” (s. 57-58)
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)
ONI, IV A
„Warszawskie getto. Wysiedlenia są widocznym ośrodkiem zainteresowania, toteż różni turyści przejeżdżają przez Leszno, Karmelicką i Zamenhofa, zwiedzają Umschlagplatz…” (s. 133)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [Leszno 32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
ONI, II
„Mimo wielkiej dyskrecji, wiadomym i znanym jest fakt, że np. już po zamknięciu getta, ale jeszcze przed definitywnym przeniesieniem wszystkich aryjczyków i ich przedsiębiorstw, były wysyłane za pośrednictwem niemieckiego adwokata przez pewne zasobniejsze firmy z ul. Leszno i Elektoralnej, przy poparciu czynników kościelnych z ul. Leszna, memoriały do władz niemieckim w sprawie wydzielenia z getta czworoboku: Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno. Niezależnie od wyłożonych kosztów, akcja z niewiadomych przyczyn spaliła na panewce.” (s. 148)
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
ONI, II
„Po opróżnieniu wielu domów i wywiezieniu wielu tysięcy mieszkańców Niemcy zarządzili zmniejszenie getta, nakazując opuszczenie obszaru tzw. małego getta […]. Ci, którzy opuścili teren, pozostawili resztki swojego dobytku w opuszczonych mieszkaniach, warsztatach i ukrytych składach, nie mając technicznych możliwości do jego ratowania, ewentualnie spieniężenia na aryjskiej stronie. Ulica Leszno stała się linią demarkacyjną. Cały opróżniony teren łącznie ze stroną nieparzystą ul. Leszno był wolny od Żydów, a Polakom przez pewien czas wstęp był wzbroniony. Po parzystej stronie ul. Leszno, jako przyległej do getta, znajdowały się niektóre szopy, zatrudniające Żydów i do tych należały bloki domów przy ul. Karmelickiej, Nowolipie itd. W blokach tych zamieszkiwali wyłącznie robotnicy danych fabryk.” (s. 189-190)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA II D (09.04.1942)
„Dzisiaj około godziny 6 wieczorem widziałem na Lesznie samochód policyjny, który jechał z Tłomackiego w kierunku Karmelickiej. W samochodzie siedziało z przodu dwóch oficerów gestapo, a tyłu trzech, czterech Żydów z brodami, o bardzo bladych obliczach i wystraszonych, zgaszonych oczach.” (s. 32)
ONI, III A
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)
JA/ONI, III A
„Niepracującym Żydom nie wolno pokazywać się na południe od Leszna; przyłapani tam zostaną rozstrzelani. Rodziny pracujących nie znajdują się pod ochroną. W ogóle wszyscy niezatrudnieni i nawet rodziny zatrudnionych winni dobrowolnie stawić się na Umschlagplazu: w przeciwnym razie odbierze im się karty chlebowe i wypędzi siłą. Wygląda na to, że N[iemcy] bawią się z nami w kotka i myszkę. Pracujący osłaniali swoje rodziny, teraz zaś wypędzają rodziny (zabijają je) i chcą pozostawić czasowo pracujących niewolników. Straszne! Gotowią się do dokonania naszej totalnej zagłady.” (s. 198)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI, IV A
„&amp;lt;Akcja&amp;gt; na Lesznie, tzn. poza murami getta, toczy się nadal.” (s. 250)
„Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia zabito kilku Żydów na Lesznie i Smoczej, gdyż &amp;lt;włóczyli się&amp;gt; sami na ulicy. Szli z getta odwiedzić swych krewnych zamkniętych w szopach Schulza i Toebbensa.” (s. 275)
JA/ONI, IV A
„Dziś opowiedział mi Openhajm (nocował u swej żony na Lesznie; pracuje ona u Toebbensa), że wczoraj zabrano stamtąd ludzi na Umschlag. Miecz zagłady wisi jeszcze wciąż nad nami. Ostatniej niedzieli, w pierwszy dzień święta Szałasów, osławiony Frankenstein zabił na cmentarzu dwóch żydowskich policjantów, a trzeciego śmiertelnie zranił.” (s. 292)
JA, IV A
„Moja córka, która pracuje w &amp;lt;Werterfassung&amp;gt;, opowiedziała mi o następującym wydarzeniu. Kilka tygodni temu sześcioro polskich dzieci – trzech chłopców i trzy dziewczynki – przekradło się do byłego getta, na Leszno – Ogrodową. Dziewiętnastoletni niemiecki żołnierz pilnujący żydowskich robotników strzelił do polskich dzieci i wszystkie zranił, wszystkie tego samego dnia umarły.” (s. 286)


Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„W ostatnich dniach Niemcy często bili Żydów na ulicach, szczególnie na Lesz[nie]. Auto z Niemcami, które każdego dnia jedzie przez Gęsią na Nalewki, nie przerywa swej krwawej roboty: zjeżdża na trotuar i jego pasażerowie bezlitośnie biją przechodzących Żydów.” (Pisma, s. 271)
ONI, II D (20.05.1942)
„20 maja doktor Fischer, gubernator dystryktu warszawskiego, przeszedł się po restauracjach i garkuchniach przy Lesznie. W towarzystwie kilku wojskowych przyglądał się potrawom, które jedzą Żydzi. Jak się zdaje, ma to związek z obranym przed trzema miesiącami kursem na zamorzenie Żydów.” (Pisma, s. 277)
ONI, IV A (26.12.1942)
„Wczoraj [25.12.1942] w dzień w różnych miejscach getta, przede wszystkim na Lesznie i Smoczej, zabito około 6 Żydów, którzy szli ulicą, nie mając zezwolenia.” (Pisma, s. 339)
ONI, IV A (29.12.1942)
„Na Wołyńskiej Żydzi rozbierają drewniane domy, żeby mieć czym grzać w piecach. Nie boją się tego, że Niemiec oskarży ich o sabotaż. Chcą żyć i zabierają drewniane okiennice z opuszczonych domów, sklepów. Gdzie był jakiś płotek, już go nie ma. Pani Kadysiewicz, druga ofiara strzelaniny, do której doszło w zeszłym tygodniu w szopie szczotkarzy [Świętojerska 34], umarła w szpitalu.
Mówi się, że w szopie szczotkarskim [Świętojerska 34] ma zostać utworzony zakład galanterii skórzanej, u Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] natomiast warsztat naprawy starych ubrań.” (Pisma, s. 342)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, II
„Ulica Leszno roiła się od dancingów, lokali z występami artystów, kawiarni i restauracji. Myślę, że nawet przed wojną nie można było tak się bawić w dzielnicy żydowskiej jak teraz w getcie. Wytworne śniadania, obiady i kolacje z najwyszukańszymi trunkami mogłeś znaleźć właśnie tu. Gestapo i inni Niemcy również nie odmawiali sobie zabawy w getcie. Obok tego luksusu, który aż raził w oczy, na ulicach, tuż pod drzwiami ekskluzywnych lokali, leżały dzieci i biedacy – raczej szkielety ludzkie, wychudłe, wynędzniałe ciała pokryte krostami i wrzodami. Inni znowu byli opuchnięci, twarze niepodobne do ludzkich – żółte maski, nogi popuchnięte, okryte pęcherzami i wrzodami. Leżeli wszyscy oparci o mur, prosząc o trochę jedzenia.” (s. 15)
ONI, IV A
„W drugiej połowie listopada 1942 roku dowiedziałam się od mojej gospodyni, że getto warszawskie znów zostało obstawione przez żandarmerię niemiecką, Łotyszów, Litwinów i Ukraińców. Podczas najbliższej bytności Henryk mówił, że odbyła się nowa czystka. Z fabryki Schultza na Lesznie [78] znowu zabrano przeszło sto osób, również z innych fabryk i szopów. Ogółem wywieziono na nowo kilka tysięcy osób. Getto było dalej obstawione i handel był bardzo utrudniony.” (s. 181)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI, III A/III B
„Koreccy mieszkali na Białej. Obawiając się blokady, przeszli któregoś dnia na Leszno, gdzie blokada odbyła się już w przeddzień. Niemcy zrobili kawał i powtórzyli ją nazajutrz.” (s. 80)
JA, III
„Któregoś dnia, w stosunkowo wczesnym okresie, znajdowałem się w aptece przy Elektoralnej w domu, w którym mieszkała Ema. Przyszła tam jakaś starsza pani do telefonu. Mąż jej wyszedł na krótko z domu, jednak nie wracał od dłuższego czasu, była zaniepokojona. Okazało się, że była to pani Lachsowa, męża jej zabrano podczas krótkiego przejścia przez Leszno. Zabrałem panią Lachsową do rikszy i pojechaliśmy na Umschlag. Przed Gęsią miałem ją wysadzić, bo dalej byli Ukraińcy i mogła się narazić na niebezpieczeństwo.” (s. 97)
„Jak wyglądała łapanka uliczna? Miałem okazję przekonać się o tym, idąc któregoś dnia Lesznem z Emą i dr. Landą. Nagle zajechali Niemcy, Ukraińcy i oddział SP, obstawili wyloty ulic Karmelickiej, Solnej, Żelaznej i kazali kierować ruch w stronę Karmelickiej. Nadali tej regulacji szalone tempo. Przed każdym domem stał Ukrainiec z karabinem gotowym do strzału. Chcieliśmy się dostać przez dom przejściowy na Ogrodową.” (s. 98)
„Doc. Zweibaum […] miał więcej szczęścia. On także wpadł podczas łapanki niemieckiej na Lesznie. Stał już w długim szeregu. Wśród obecnych funkcjonariuszy znalazł się jeden z naszych słuchaczy. […] Po niedługim czasie spędzonym w szopie &amp;lt;małego Schultza&amp;gt; na Lesznie 78 docent, którego rodzina już wpierw przeniosła się na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;, szczęśliwie przedostał się do swoich.” (s. 98)
JA, III B/III C
„Blokada naszego bloku rozpoczęła się od strony Kurzej, została na interwencję Szeryńskiego przerwana. Od strony Leszna posuwa się blokada domów Leszczyńskiego, znaleziono tam niewielu i podobno wszystkich zastrzelono na miejscu.” (s. 146)
JA, III
„Wrzesień. Przestałem gwizdać przed Karmelicką 6, czasem wstępowałem tam do znajomych. Teraz zaczęły się systematyczne wizyty na Lesznie, u przyjaciela, który ciężko chorował na tyfus.” (s. 172)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Na konferencji L[eist] przedstawił mnie jakiemuś wyższemu urzędnikowi z dystryktu. Zażądał, aby robotnicy z Batalionu nie szli przez aleje i plac. Potem urzędnik zaproponował, abym zorganizował 3000 porządkowych. L[eist]oświadczył, że cała policja polska ma 3000, a więc wystarczy dla nas 1000. Dodał, że mamy otrzymać „Selbständige Autonomie”. Urzędnik zapytał, dlaczego siedzimy na Grzybowskiej, czy nie lepiej by było na Elektoralnej, wzgl[ędnie] na Lesznie. Jak rozumieć należy, chodzi o otwarte ghetto w Sperrgebiecie.” [20 IX 1940] (s. 122)
ONI, II D
„Wczoraj na Lesznie z auta strzelano do przechodnia, który został zabity.” (s. 268)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wczoraj (dwudziestego ósmego stycznia [1940]) hulały polskie bandy. Wyciągano ludzi dorożek i bito ich nahajkami lub ‘na byka’. Bito na Lesznie, Elektoralnej, Orlej, Królewskiej, Marszałkowskiej i w innych miejscach.” (t. 29: s. 61)
„Na Lesznie grupy tramwajarzy polskich biją przechodniów żydowskich: kobiety i mężczyzn.” (t. 29: s. 78)
„Komisarz w żydowskim sklepie na Lesznie. Czterech Żydów. Tamtejszy Niemiec nie uznaje żydowskiego właściciela. Porozumiewa się wyłącznie za pośrednictwem jedynego chrześcijańskiego robotnika, który codziennie otwiera sklep. Nie rozmawia z żydowskimi robotnikami i nie daje im żadnej pracy.” (t. 29: s. 79)
„Dziś, 26 marca [1940], na Lesznie, placu Żelaznej Bramy grabili młodzi chuligani, w wieku ośmiu-dziewięciu lat.” (t. 29: s. 86)
„Straszny to widok: banda ośmio- i dziewięcioletnich dzieci biegnąca na Leszno rabować. Prawdziwe dzieci ulicy.” (t. 29: s. 86)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Ostatnio krążą uporczywe pogłoski o getcie w Warszawie, o zamkniętym lub otwartym, z którego mają podobno zostać wyłączone ulice: Leszno, Elektoralna, Orla, Złota, Sienna i inne.” (t. 29: s. 91)
„Na Lesznie stoją grupy robotników żydowskich z Bataliony Pracy, a jednocześnie łapią na ulicach.” (t. 29: s. 101)
„Ulice Warszawy, zwłaszcza Leszno, ożywiły się. Cała młodzież na ulicy. Dziczeje z powodu braku szkoły, jest źle wychowana.” (t. 29: s. 102)
„Na ulicach straszny widok: wiele dzieci żebrze. Przechodząc Lesznem co 10-20 metrów spotyka się ośmio-, dziewięcioletnie dzieci w łachmanach, wyciągające ręce po grosze. Wiele dzieci śpiewa i tańczy na ulicach. Wiele handluje obwarzankami, papierosami, chlebem, całe grupy bezdomnych dzieci skupiają się w pobliżu lokali rozrywkowych.” (t. 29: s. 115)
„1 września [1940] minął spokojnie. Polacy wydali nielegalne odezwy. PPS domagała się dwugodzinnego strajku, ludzie mieli siedzieć w domu. Endecja całego dnia. Na polskich ulicach nie było prawie żywej duszy. Było pusto. Na żydowskich mały ruch. Przez Leszno przeszło kilkudziesięciu młodych Polaków, w klapach mieli z jednej strony biało-czerwony żeton, a z drugiej napis: ‘Niech żyje Polska’. Gdy przejeżdżało auto, nastawiali kołnierze i zasłaniali klapy.” (t. 29: s. 120)
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (t. 29: s. 128)
„Dziś, 31 października [1940], znów nowina: oficjalnie przedłużono utworzenie getta do 15 listopada. Jednocześnie dodano ulice: Leszno, Wronią, Żelazną, Grzybowską.” (t. 29: s. 152)
„Na Lesznie jakiś Niemiec wygłosił przemówienie i powiedział: wiecie przecież, jakie znaczenie ma dla nas 100 Żydów, a więc pamiętajcie, traktujcie dobrze Sachsenhausa [Żyd niemiecki, donosiciel i agent].” (t. 29: s. 153)
ONI, II A
„Twarda i Leszno nie mają połączenia. Trzeba iść przez Żelazną.” (t. 29: s. 166)
„Ulicą Leszno przejeżdżał na rowerze wojskowy, zaczął bić przechodzącego mężczyznę, rozkazał mu położyć się w błocie i całować chodnik. Fala okrucieństwa w całym mieście, jak gdyby na znak dany z góry. A jednocześnie ‘urzędowi’ optymiści, którzy wciąż jeszcze wierzą, że nie będzie zamkniętego getta.” (t. 29: s. 167)
„Na ulicach panuje nadal okropny ruch. Ludność bardzo się boi, ale młodzież w dalszym ciągu spaceruje po Lesznie.” (t. 29: s. 170)
„Szmugluje się przez podkopy w niektórych domach, przez zburzone kamienice, jak na rogu Leszna, gdzie wieczorem przerzucono kilka worków mąki.” (t. 29: s. 172)
„Taki obraz: na bardzo zatłoczonej ulicy Leszno idą dwa policjanci niemieccy, przed nimi idzie policjant żydowski i każe wszystkim zdejmować kapelusze, bo grozi chłosta tym, którzy nie spostrzega tamtych.” (t. 29: s. 177)
„Gmina chciała pobrać od administratorów po kilkaset złotych, ale Leszno 13 (Urząd do Wali z Lichwą) nie zgodził się i zakazało. Sprzeciwili się oni również, żeby 25% administratorów stanowili adwokaci żydowscy (uważając to za uprzywilejowanie zawodu). Biuro przy Lesznie 13 zajmie się zakładaniem składów towarowych. Biuro otrzymało zarząd domami żydowskimi na Lesznie. Tworzy ono także jakąś komisję sanitarną.” (t. 29: s. 180)
„24 XII [1940]. Opowiadają, że wczoraj na Lesznie znów miała miejsce historia z Totenkopf. Przejeżdżała ciężarówka z żołnierzami Totenkopf, nagle samochód się zatrzymał, wyskoczyli na ulicę, powstała straszna bieganina. Niektórzy Żydzi stanęli i zdjęli czapki. Tych nie bito. Natomiast rzucili się w pościg za uciekającymi i okropnie ich bili. Pewnego mężczyznę obalili na ziemię, deptali go nogami i bili do krwi.” (t. 29: s. 190)
ONI, V

„Fantazja ludowa widziała też żydowską Joannę d’Arc. Na Świętojerskiej nr 28, w siedzibie szopu szczotkarskiego, który odznaczył się w walkach kwietniowych, widziano piękną osiemnastoletnią dziewczynę w bieli, która niezwykle celnie strzelała z karabinu maszynowego do Niemców, gdy jej nie imały się żadne kule – widocznie nosiła jakiś pancerz – twierdziła fama ludowa. Przez szereg tygodni rozlegała się w getcie nieustanna strzelanina, łuny pożarów znaczyły ślady postępującej roboty niemieckiej. Niemcy usiłowali wszystkimi środkami oddzielić walczące i broczące we krwi getto od ludności aryjskiej, by nie przedostały się żadne wiadomości z pola bitwy i by nikt żywy nie wydostał się z getta. W tym celu zabroniono Aryjczykom poruszać się po ulicach graniczących z gettem, a więc po Lesznie, Bonifraterskiej, Świętojerskiej itd. Zniesiono ruch tramwajowy na tych ulicach, kierując go na okrężne ulice.” (t. 29a: s. 89)

„Naoczny świadek opowiedział mi następującą historię. Czwartego dnia akcji przechodziła ulicą Leszno kolumna żydowskich pracowników, której udało się przekupić konwojenta-Niemca i otrzymać zezwolenie na opuszczenie kolumny i przejście na aryjską stronę. Kilkanaście osób chciało wykorzystać tę rzadką okazję uratowania się ze szponów śmierci i na rogu Karmelickiej i Leszna oddzielili się od pozostałej grupy, chcąc się przedostać na aryjską stronę. Natychmiast obskoczyły ich żerujące na nieszczęściu żydowskim bandy szmalcowników i zapędziły z powrotem do płonącego getta. Inny analogiczny fakt wydarzył się na ul. Świętojerskiej. Sześciu Żydów przedarło się kanałem na aryjską stronę. Zauważył to młody chłopak, który bawił się na hulajnodze. Wychowany w domu, że Żyd to potwór, którym się straszy niegrzeczne dzieci („Żyd cię weźmie do worka”), zwrócił na to uwagę stacjonowanej w pobliżu bandzie szmalcowników. Zbiegowie opłacili się sumą 5000 zł, to nie uratowało ich jednak z rąk drugiego szantażysty, który wydał Żydów w ręce władzy.” (s. 90-91)

Mary Berg
ONI,  II B

20.V.41’: „Getto ma jeszcze jedną twarz – nowe kawiarnie i drogie sklepy spożywcze, w których można dostać wszystko. Na Siennej i Lesznie widuje się kobiety w eleganckich płaszczach i sukniach od najlepszych krawców. Getto ma nawet własne style mody. Większość pań ubiera się w długie marynarki bez kołnierzy i klap, tak zwane żakiety francuskie, i szerokie spódnice. Kapelusze są przeważnie małe, okrągłe i niezwykle wysokie. Bardzo modne są również wysokie obcasy. Za najbardziej stylowe kolory uważa się szarość i ciemną czerwień. Przy ładnej pogodzie widuje się suknie z francuskiego jedwabiu z wielkimi, kwiecistymi wzorami. Modnie wystrojone tłumy spotykają się w kawiarni Sztuka przy Lesznie, najpopularniejszym lokalu w getcie. Śmietanka towarzyska zasiada tam przy elegancko nakrytych stołach, zasłuchana w dźwięki muzyki wspaniałej orkiestry. Tak jak przed wojną plotkuje się tam i dyskutuje o najnowszej modzie. Można usłyszeć odnoszącą olbrzymie sukcesy piosenkarkę Wierę Gran. Przy Lesznie jest wiele innych kawiarni. Władysław Szpilman gra Pod Fontanną” (s. 118-119).

22.XI.41: "Na ulicach coraz częściej widuje się zamarznięte ludzkie zwłoki. Przy Lesznie, na wprost budynku sądów, często przesiaduje wiele matek z dziećmi zawiniętymi w łachmany, spod których wystają czerwone, odmrożone stópki. Czasami jakaś matka kołysze w ramionach dziecko już zamarzłe na śmierć i stara się ogrzać jego martwe ciałko. Niekiedy dziecko tuli się do matki, myśląc, że zasnęła, i stara się ją obudzić, choć naprawdę kobieta już nie żyje. Liczba bezdomnych matek i dzieci rośnie z dnia na dzień" (s. 200).

JA/ONI, II C

27.II.42’: "Niedawno wielu Żydów z zagranicy przywieziono do Łodzi. Prezes łódzkiej Rady Starszych, osiemdziesięcioletni Rumkowski, w odróżnieniu od naszego nieugiętego prezesa Czerniakowa, łatwo ulega Niemcom i traktuje mieszkańców getta jak swoich poddanych. Rumkowski niedawno był w Warszawie. Widziałam go, jak przechadzał się po Lesznie w towarzystwie jakiegoś wyższego rangą urzędnika Gminy. Ma siwe włosy, ale dobrze się trzyma i porusza się sprężystym krokiem. Na rękawie nosi żółtą opaskę z niemieckim napisem: „Prezes łódzkiej Gminy Żydowskiej” (s. 228-229).

ONI, II D

5.VII.42’: "Nie wiem, skąd się wzięła potworna wieść, że warszawskim Żydom pozostało zaledwie czterdzieści dni życia. Wszyscy powtarzają tę plotkę. Bez wątpienia szerzą ją sami Niemcy, żeby wzniecić panikę. Wielu Żydów rejestruje się w tak zwanych szopach mieszczących się głównie przy Lesznie. To zakłady, w których przede wszystkim szyje się niemieckie mundury wojskowe. Chodzą słuchy, że ludzie zatrudnieni w takich miejscach unikną deportacji. Słyszy się także pogłoski o rychłej likwidacji krakowskiego getta, choć na razie nie znajdują one oficjalnego potwierdzenia. Po stronie aryjskiej pozostało wielu Żydów, którzy zataili swoje pochodzenie. Po zadenuncjowaniu transportuje się ich do getta i rozstrzeliwuje zaraz po wyjściu z ciężarówek, które ich przywiozły. Mimo tego wszystkiego w Feminie jak zwykle odbywają się koncerty orkiestry policji żydowskiej. Cieszą się niezmierną popularnością. W jej skład wchodzi przeszło tuzin najlepszych muzyków getta" (s. 259-260).

JA/ONI, IVA

18.I.43’: "Komisarz Nikolaus odczytał nazwiska internowanych w kolejności alfabetycznej. Uzbrojeni żołnierze odprowadzali wywołane osoby do samochodów policyjnych. O trzeciej zostawiliśmy za sobą bramy Pawiaka i po raz ostatni przejechaliśmy ulicami getta. Wszędzie panowała ciemność rozjaśniana jedynie płomieniami w piecykach obok posterunków straży. Kiedy jechaliśmy ulicą Leszno, poczułam, jak w gardle dławią mnie łzy. Ileż przelano tu krwi żydowskiej! Milczeliśmy, a jadący goje łączyli się z nami we współczuciu" (s. 344).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II
„Kiedyś na Lesznie mały nędzarz wyrwał mi z ręki bukiecik fiołków i zjadł.” (s. 63)

Ita Dimant
JA/ONI, III A

[11.08.1942] „Pakuję trochę bielizny osobistej i pościelowej dla siebie i plecaki dla chłopców. Kilka zmian i trochę rzeczy włożymy na siebie, bo nie jest dobrze zwracać na siebie uwagę dużymi tobołami. Serce mam dziwnie ściśnięte i ucisk w dołku. Nie wiem, czy jest to strach przed tą drogą? Do ojca już nie pójdę się pożegnać. Czuję, że jeśli tam jeszcze się wybiorę, osłabnę w mym postanowieniu, a jeśli znów się dam przekonać, to będę na drogę jeszcze bardziej duchowo i psychicznie słaba. A trzeba będzie wiele hartu na tej drodze. Pieniądze w złocie rozdzielamy na trzy części i chłopcy wkładają do kawałków mydła po trzydzieści sztuk pięcio- i dziesięciorublówek. Żegnamy się z kuzynkami chłopców i idziemy na Leszno.” (s. 71-72)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, I

„Nasz problem nieoczekiwanie znalazł rozwiązanie dzięki Henrykowi [Henryk, Hersz, Aszerman], ojcu Jadzi [narzeczona Stefana Fryszmana, z domu Aszerman] (...) Henryk miał przyjaciela - chrześcijanina, który mieszkał na Lesznie. Ulica ta miała teraz znaleźć się poza obrębem murów. Tak więc ci dwaj przyjaciele postanowili wymienić mieszkania: były tej samej wielkości, każde składało się z dwóch pokojów z kuchnią. Jadzia i Stefan mieli zamieszkać razem z ojcem. Gdy Mama rozpaczliwie poszukiwała jakiegoś kąta dla nas, Henryk zwrócił się do niej ze wspaniałomyślną ofertą; będzie szczęśliwy, jeśli my trzy także z nim zamieszkamy, powiedział. Z braku jakichkolwiek innych możliwości, Mama przyjęta tę propozycję.” (s. 51)

ONI, II B/II C

„W zimowym poranku słonecznego wczesnego popołudnia, tuż przy wyjściu z restauracji [Leszno], stał na ulicy dziki, zarośnięty człowiek, zupełnie goły pod brudną, podartą pierzyną zarzuconą na ramiona i tylko częściowo osłaniającą jego wychudzoną nagość. (...) Nim Mama zdążyła otworzyć portmonetkę, wyrósł przed nami jak spod ziemi żydowski milicjant. Wrzeszczał na żebraka i grożąc mu pałką, usiłował go przepędzić. Potrwało nieco nim nagi człowiek ruszył spod ściany i powlókł się Lesznem, otoczony obłoczkiem pierza ulatującego z rozdartej pierzyny.” (s. 71)

JA, III A

„Czwartego dnia „akcji” [25.07.1942] postanowiłam nie czekać dłużej i wbrew zaklęciom i zakazom Mamy wyruszyłam do „małego getta”. Ulice były nienaturalnie ciche i zupełnie wyludnione. Szłam raźno, nie rozglądając się, szybko, szybko przez Leszno, póki nie zanurzyłam się w plątaninę wąskich uliczek prowadzących do domu Romana.” (s. 87)

ONI, III A

„Na początku sierpnia przestało istnieć „małe getto”. Jego mieszkańcy zostali wywiezieni albo zmuszeni do przeniesienia się bardziej na północ. Wiedzieliśmy, że Julek i Babcia przetrwali i tylko zmienili miejsce zamieszkania.” (s. 89)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, II D [w rzeczywistości III A]

„Sensacja w ghecie, Kohn i Heller, królowie najciemniejszych typów, zostali znalezieni na Lesznie, w rynsztokach zabici, a wóz ze śmieciami wywiózł ich na cmentarz. Zostali zastrzeleni przez ich kolegów – gestapo. Godni kompani, chyba już za dużo wiedzieli, musieli więc trochę zamilczeć. Kara Boża, ale niestety przez ręce zbirów…” (s. 89)

JA/ONI, IV B

„Wracamy po „pracy”, niektórzy śpiewają, ci chcą trochę się rozerwać, chcą zapomnieć, nie mogą znieść niechybnego przeznaczenia. Mijamy Karmelicką, tu było dawniej najruchliwiej – ludzie szli nawet jezdnią, fala ludzka płynęła szybko. Dziś żywego człowieka nie widać, już wszystko spoczywa gdzieś w niebie – jak twierdzą nabożni.
Obecnie włączyli nieparzystą stronę Leszna i odcinek Karmelickiej do aryjskiej strony. Tu ludzie sobie zrobili pierwszorzędne schrony, nagromadzili żywności, wodę mieli na miejscu, urządzili tak, by można było w takiej norze przetrzymać pół roku lub więcej, a przez ten czas musi coś nastąpić. Niestety, nie mieli szczęścia, bo oto ktoś usłyszał szelest i od razu dano znać niemcom, wszyscy zostali rozstrzelani, tak zginęło tysiące innych. Na Twardej wykryto schron, w którym było kilkadziesiąt ludzi, spotkała ich ta sama „kara” co poprzednich. Inny schron na Twardej sam skapitulował, już nie mogli dłużej wytrzymać, siedzieli 8 miesięcy, wyszli ślepi, kazali się zaprowadzić na posterunek, chociaż wiedzieli, co ich czeka, jednak woleli śmierć, bo nie byli w stanie przetrwać dłużej w takich warunkach. Te wszystkie schrony zostały przyszykowane wtedy, gdy włączona [została] do drugiej strony. Któż zaprzeczy w pomysłowość ludzką, chęć do życia jest duża. Gdy widzi się zagładę przed sobą, szuka się wszędzie i wszelkimi sposobami drogę ratunku. Na żydowskim cmentarzu zostały wykryte schrony, w których siedzieli ludzie, urządzili tam się nieźle, i to dość pomysłowo, komu by wpadło na myśl, że w grobowcach czy też między grobami znajdują się i żywi ludzie, którzy przecież żadnego przestępstwa nie dokonali, są Żydami, chcą żyć, to są ich zbrodnie, za które giną!!! Wykrycie tych schronów było prawdziwą tragedią, bo ci ludzie wpadli na najbardziej pomysłową drogę ratunku. Jednak pech chciał, że też zginęli. Wytropili ich za pomocą psów gończych, możliwe też, [że] jakiś wyrzutek społeczeństwa rękę przyłożył, tego nie mogę ręczyć.” (s. 245-246)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, IV B (2 luty 1943)

„Na Lesznie spotkałam się z przewodnikiem, który obiecał mnie przeprowadzić. Nadszedł moment pożegnania, który na zawsze utkwił w mojej pamięci. Rzuciłam się ojcu na szyję, płacząc. Płakał i on. W owej chwili pojęliśmy smutną prawdę: Nie zobaczymy się już nigdy więcej… „Trzymaj się!” – to były jego ostatnie słowa jakie usłyszałam. […]

Wokoło panowały ciemności, które rozświetlało tylko ognisko płonące obok wachy. W jego blasku widać było żandarmów biegnących wzdłuż szeregów z nahajkami. Była to placówka złożona z dwustu mężczyzn. Ja byłam jedyną kobietą. W razie indagacji miałam powiedzieć żandarmowi, że pracuję w kuchni. Mężczyźni wzięli mnie do środka, aby mi zaoszczędzić ciosów nahajki. Nastąpiła rewizja. Żandarm zabrał mi 3 zł, przygotowane uprzednio na ten cel. Obejrzał przy okazji fotografie, jakie miałam przy sobie.

Ojciec stał wciąż z daleka, wpatrując się w szereg. Prawdopodobnie nie mógł już mnie dojrzeć. Spoglądałam na ulicę, którą miałam iść. Co mnie tam czekało, męka, śmierć?

Rozległ się sygnał. Szereg ruszyła i ja weszłam na nową drogę. A w dali coraz to bardziej malała sylwetka ojca, aż wreszcie zatarła się w ciemnościach na zawsze, wśród krzyku i nawoływania grupowych i przekleństw niemieckich.” (s. 125-126).

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A

„W mgnieniu oka mama zorientowała się, że nie przebłaga dyrektora [Szopu Toebbensa, który rozkazał wyrzucenie osób niezatrudnionych – przyp. AKR] i pociągając nas za sobą, zbiegła ze schodów, kierując się w stronę najbliższej bramy. Nie mogąc jeszcze ochłonąć ze strachu i oburzenia na kamienne serca kierowników szopu, wbiegliśmy po schodach na strych. Leżały tam w śmiertelnej ciszy, nie oddychając niemal, dziesiątki ludzi.

Upał i zaduch wydzielany przez stłoczone, pocące się ciała, przyprawiały o zawrót głowy i mdłości. Śmierdziało stęchlizną, potem, moczem i kałem, bo ludzie robili pod siebie, bojąc się poruszyć w czasie akcji, aby ich nie usłyszano z zewnątrz.

Trudno opisać, co zaczynało się dziać, gdy nagle przytłaczającą ciszę zakłócał płacz jakiegoś niemowlęcia; płacz głośny, bezczelny, jakby drwiący z pokory wobec hitlerowców i śmierci! Płacz dziecka, które nie umie i nie chce pohamować swego buntu, które protestuje przeciw cierpieniu, poniewierce, niewygodom, krzywdzie. Zbiegowie tracili panowanie nad sobą! Nerwy, osłabione wskutek nieustannego napięcia, zawodziły. Zdarzało się, że uciszano płaczące dziecko, dusząc je po prostu. A matka nie miała prawa bronić swego maleństwa ani nawet rozpaczać głośno!

Przez jedno niemowlę nie może zginąć kilkadziesiąt osób dorosłych — takie były surowe przykazania panujące w kryjówkach getta. Leżałam przytulona do matki, zlana potem i głodna. Paliło mnie pragnienie. Duchota usypiała. Raz po raz zapadałam w drzemkę z osłabienia. Wiedziałam, że każdy szmer dochodzący do nas z ulicy, każdy najlżejszy szelest decydują o moim losie. Kiedy zbliżały się odgłosy akcji, modliłam się w duchu, aby nas nie znaleźli hitlerowcy, aby po nas nie przyszli. Gdy akcja kończyła się lub oddalała, ściskałam z radości matkę i krewnych.” (s. 30-31)

JA, III A (sierpień 1942)

„Drogę ze Stawek na Leszno odbywaliśmy wieczorem; wymarłe ulice, przed kilkoma tygodniami pełne ruchu i zgiełku, robiły wrażenie niesamowite. Zdawało się, że nawet kamienie domów, jezdni i chodników przesiąkły atmosferą hitlerowskich zbrodni.

Przemykaliśmy się pod murami. […] Wycieńczeni ciągłym przebywaniem na dusznym strychu, zataczaliśmy się na nogach jak po ciężkiej chorobie.” (s. 43)

JA/ONI, III A

„Na Leszno wdzierały się gromady żydowskich policjantów, uzbrojonych w kije i pałki. Jak stado dzikich, zgłodniałych zwierząt, rozdrażnionych zapachem krwi, wyjąc i rycząc, wbiegli do bram domów.

Akcja! Po raz pierwszy policjanci prowadzili ją bez esesmanów, i po raz pierwszy o tak późnej porze…

Nie wierzyliśmy własnym oczom, póki nam ktoś ze współlokatorów nie powiedział, że każdy z policjantów otrzymał rozkaz dostarczenia na Umschlag czterech Żydów. W przeciwnym razie sam musiał iść do wagonu!” (s. 51)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Nagle zobaczyliśmy nadciągających Lesznem hitlerowców. „Akcja na naszej ulicy” — krzyknęła z rozpaczą ciotka […]

Hitlerowcy zablokowali całe Leszno i pobliskie przecznice.”(s. 52)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Pewnego wieczoru Niemcy, właściciele szopów — Toebbens i Schultz — kazali wszystkim swoim pracownikom przeprowadzić się z rodzinami do specjalnie dla nich wyznaczonych, opustoszałych domów. Pracownicy Toebbensa — na Leszno, robotnicy Schultza — na Nowolipie. W ten sposób oddzielili swoich robotników od reszty Żydów, na tych dwóch ulicach getta utworzono coś w rodzaju obozu pracy — ci, którzy tam zamieszkali, mieli solennie zagwarantowaną nietykalność w czasie łapanek na Umschlag.” (s. 42-43)

JA/ONI, III B

„W warszawskim getcie zostało teraz kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Wrócili oni do szopów i domów na Nowolipiu i Lesznie, zamienionych w prawdziwe obozy pracy.” (s. 60)

JA/ONI, III B

„Po piętnastu dniach przerwano blokadę. Z ulicy Miłej usunięto posterunki i można było skontaktować się z mieszkańcami pozostałych ulic getta oraz bloków Schultza i Toebbensa. W pierwszej chwili uważaliśmy zniknięcie posterunków za czasowe albo za podstęp mający na celu wywabienie nas z kryjówek. Dlatego też ostro i ze złością napadliśmy na tych, którzy tę wiadomość przynieśli i radzili nam opuścić strych. Wiadomość jednak okazała się prawdziwa.” (s. 64)

JA/ONI, IV A

„Getto zmniejszyło się niepomiernie. Nieliczni uratowani z wielkich akcji, obław i selekcji pracowali całymi dniami i nocami (na dwie zmiany) w szopach i na placówkach. Robotnicy Toebbensa mieli prawo mieszkać tylko na Lesznie, robotnicy Schultza — na Nowolipiu, placówkarze — na Miłej i Nalewkach. Każdą z tych ulic obstawiały warty — esesmani i żydowscy policjanci lub porządkowi, zwani Werkschutzami. Robotnicy szli do pracy i wracali zawsze w grupach pod eskortą żydowskiej policji bądź Werkschutzów.” (s. 65)

JA/ONI, IV B - V

„Z Nowolipia na Leszno można było przejść tylko w grupie za specjalną przepustką i pod eskortą żydowskiej policji. Ponieważ w dniu przeprowadzki na Miłą musieliśmy przyłączyć się do ludzi, których prowadzili policjanci znani z wyjątkowej nietolerancji i ściśle przestrzegający najdrobniejszych zarządzeń władz hitlerowskich, nie mogliśmy zabrać z sobą przygotowanych na długi pobyt w kryjówce zapasów żywności. Zostawiliśmy je na razie w mieszkaniu na Nowolipiu. Marek miał potem wrócić i przenieść je na Miłą.” (s. 74-75)

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II

„– Ale mieszkałeś w Dzielnicy?
– Przez jakiś czas mieszkałem. Niepotrzebnie tyle pytasz.
– A z której ulicy jesteś?
Chłopak wzdycha, potem uśmiecha się trochę łobuzersko.
– Z najszerszej.
– Z Leszna?
– Nie. – Śmieje się. – Ja jestem z Wisły.
– Z Wisły? – dziwię się. – Nie znam takiej ulicy.
– Bo to nie jest ulica, tylko droga. Wodna. Ja jestem z Wisły. Mój tata był szyprem, mieliśmy berlinkę. A dziadek był retmanem! U nas wszyscy w rodzinie to flisacy z dziada pradziada – mówi z dumą w głosie Emek. – Brat stryjeczny mojego ojca był nawet bosmanem i zarządzał całą załogą na „Bałtyku”.” [s. 168]
Bogdan Wojdowski
F, I
„Ale pewnego dnia Niemcy powiedzą: ,,Dość!" Judenrat zrobił swoje. Judenrat może odejść. I adieu, zbawcy. Adieu, Mardocheusze.
-Zbawcy?-wołał wuj Szmuel. -Pijawki w epoletach udają mi tu zbawców narodu. Widziałeś, jak chodzą, jak się noszą? Te sztylpy, te opaski z pieczątką, te pałki, widziałeś? Machają nimi przed nosem zniedołężniałym staruszkom. Tego jeszcze mało? Na Lesznie mają już swój lokal, gdzie prowadzą nocne życie. Tam jest na co popatrzeć.
-O, wa. Nocne życie. Interesy, interesy. Tam odchodzą grube interesy-powiedział wuj Gedali”. (s. 33)

F, II D
„Jakiś czas chodził Natan Lerch na Leszno i grai po południu na swych słynnych skrzypcach kawałki do tańca w restauracji „Pod Rybką". Afisz wisiał u wylotu Solnej, koło drewnianego mostu, i Dawid tam przeczytał: .,N a c z o l e programu atrakcja siłowa i żongler... " Arena, parometrowy krąg między krzesłami, oświetlona była zimnym światłem trzech wiszących lamp karbidowych, a goście siedzieli przy stolikach jak na dworcu, w rozpiętych płaszczach, w swetrach i w wiatrówkach, w narciarskich burach, w futrach, rozmaicie. Błazen w pstrych bufiastych majtkach wychodził i kładł palec na ustach; potem fikał koziołki, mówił dowcipy o Hitlerze. Ukazywały się w kolorowych gimnastycznych kostiumach chude szkielety bezrobotnych cyrkowców. Podrzucali butelki, talerze i kule, a żylasty siłacz z bicepsami, które napinały się jak baloniki w powietrzu, odstając od kości rąk i nóg, stawiał sobie na ramionach lekką dziewczynkę i pokazywał akrobatyczne sztuki dysząc ze zmęczenia i szczerząc zęby. Miała niebieski trykot i białą baletową spódniczkę, a złote buciki. Drżała z zimna. Dawid, Elijahu i Zyga klaskali na ulicy. Widocznie publiczność „Pod Rybką" domagała się odmiany i po cyrkowcach Natan Lerch wszedł na afisz i znalazł chwilowo kawałek chleba.
NATAN LERCH ARTYSTA Z SAN FRANClSCO
BĘDĄCY PRZEJAZDEM W GETCIE
DA JUTRO KONCERT
DLA PT SZANOWNEJ PUBLICZNOŚCI
UWAGA
MELODIE Z NASZEGO PODWÓRKA
LARGO HAENDLA KAWAŁKI JAZZOWE I POPULARNE
KIEDY ZNÓW ZAKWITNĄ BIAŁE BZY
A MNIE TAK SZKODA LATA
RESTAURACJA &amp;lt;&amp;lt;POD RYBKĄ&amp;gt;&amp;gt;, GODZ. 17
DANSING J BUFET NA MIEJSCU
Przez szybę wszystko było widać; Natan Lerch stroił skrzypce, a Dawid, Elijahu i Zyga gapili się z ulicy, jak on pociera smyczek bryłką kalafonii. Dym, głosy, szum i brzęk szkła, mlaskanie. Zarumienione kelnerki w przybrudzonych białych fartuszkach niosły gościom parówki z chrzanem. Oberkelner, pokurcz o twarzy zżółkłej jak ogórek ze słoja, opasany ścierką stał przy cynkowym szynkwasie, ołówek miał za uchem i małą myckę na łysinie. Za nim karton: ,,dla stałych klientów rabat 5%" oraz „żebrakom wstęp wzbroniony". W głębi, na podium, uniesiona kotara z buraczkowego pluszu. Natan Lerch po chwili zagrał rzewny kawałek, goście smacznie jedli parówki z chrzanem i słuchali jednym uchem skrzypiec, paru ulotniło się do baru, inni wyszli z dziewczynami na parkiet, a kiedy wrócili do stolików-Dawid, Elijahu i Zyga nadal zaglądali do środka i chuchali w oszronioną szybę.
-Grzech, rozpusta, Niniwa-mówił przechodzień w czarnym chałacie i potrząsał głową. Chwiejnie obracała się na karku, jakby za chwilę miała spaść.
-Przysięgnij na rudą perukę starej rabinowej. -Inny rozzłościł się i przydepnął mu nogę. -Zjesz parówkę, czy nie zjesz, na jedno wyjdzie. I tak giemza, i tak Judenrein! Wszystko jedno, ale ja bym zjadł.
Dawid wstrząśnięry i osłabiony tym widokiem kurczowo przełykał ślinę. Zyga patrzył w jeden punkt, powieka mu nawet nie drgnęła. Po tyfusie miał martwe, szkliste oczy. Zastanawiał się z wysiłkiem.
-A na ulicy ludzie padają jak muchy.
Elijahu stal z czołem wspartym o wystawę, a kiedy jeden z gości klepnął po pośladku młodziutką kelnerkę-wetknął dwa palce między zęby i obelżywie gwizdnął. Krzywiąc się, spluwając, mówił:
-Ludzie, jacy tam ludzie? Powiedz Żydzi.
Natan Lerch piłował ciągle ten sam długi, smętny szlagier, parówki na talerzach stygły, wymoczek za szynkwasem wyjął ołówek zza ucha i tym ołówkiem podsunął wyżej myckę na spoconej, okrytej piegami łysinie; a kelnerki ochoczo wołały w drzwiach kuchni: ,,Parówki z chrzanem raz!" Niniwa wyglądała zachęcająco, nie strasznie, trochę brudnawo, nudnawo, ponieważ tego dnia żadnych atrakcji w programie nie było, tylko Lerch. Nogi wrosły mu w ziemię i czując wilgotny chłód, który wzmagał się po każdym poruszeniu, Dawid stał nieruchomo z głową wciśniętą w ramiona, nie mając odwagi uczynić kroku z tego miejsca, wmieszać się w tłum przechodniów. Zyga i Elijahu odeszli. Trzepot palców na strunach ustał, melodia urwała się, skrzypce Lercha zamilkły. Mgliste marcowe popołudnie wpychało za kołnierz chłód i kładło swą zimną, mokrą łapę na szyi. Wszystko ogromniało mu w oczach, kiedy się zagapił. Nagrzane oddechami wnętrze skraplało na szybach macową mgłę i postaci poruszały się płynnie i niewyraźnie, jak w wodzie. Z popiskiwaniem kół, podzwaniając łańcuchem zbliżała się riksza. Ulicą, daleko niosło się pokaszliwanie kulisa. W szarówce ktoś zawołał:
-,,Pod Rybkę". Wyrzuć mnie tu!
Wzdrygnął się, odsunął. Spod kół chlupnęła mu na nogi czarna, ciekła bryja.” (s. 230-232)

F, II
„Z pierwszego piętra, z rudery pełnej zdechlaków unosił się ton skrzypiec, a że skrzypek grał czas pewien na Lesznie w lokaliku, nad którym wisiał szyld „Pod Rybką"- nie wiadomo czemu historia o Jonaszu połączyła się w pamięci Dawida z losem Natana Lercha. Dawid często słyszał, że Lerch jest słynnym skrzypkiem, ale nie potrafił w to uwierzyć, kiedy oglądał sąsiada na schodach straszliwie już wycieńczonego. Krążył zwykle wzdłuż okien mieszkania, wypatrując czegoś, i machnąwszy parę razy smyczkiem opuszczał w zniechęceniu ręce, zamyślony gładził instrument, a skrzypce oparte o parapet czekały nie wydając dźwięku, tylko chude palce ściskające gryf mimowolnie trącały struny i rozlegał się wtedy cichy, żałosny, jękliwy świergot. Pochylony, z podaną do przodu twarzą Natan Lerch wygasłymi oczami mierzył mur”. (s. 232-233)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

 III A, F
„Koło południa zwinięto posterunki, ruch ustał. Na zaśmieconej ulicy zatrzymali się ostatni żandarmi; któryś z nich zdjął hełm, otarł pot z czoła i rozglądał się w roztargnieniu po cichym, pustym zaułku. Głosy pędzonych docierały ledwo-ledwo, gdzieś z Leszna. Po przejściu ludzi ciasna uliczka zasiana była porzuconymi w drodze bagażami. Żandarm obejrzał się ukradkiem. Obracał podniesiony z ziemi ręcznik.
-Śmieszne, co? O czym to ludzie myślą, kiedy idą na śmierć. A obeszło się bez jednego strzału.
-Tak, tak, za dwie godziny ta cała hałastra-śmiał się inny żandarm-pojedzie... na Madagaskar!
- I po krzyku.
Klepał kolbę karabinu, oglądał się za siebie. Widać ich było przez całe popołudnie, póki nie nadciągnęła pod eskortą grupa tragarzy. W milczeniu, postukując drewniakami toczyli przed sobą wózki na pościel”. (s. 351)

IV, F
„Inny, nieznany lęk ogarnął Dawida na myśl o ojcu. Tam, gdzieś żyje. Tam, w dużym getcie, chodzi swobodnie z opaską. Wkręcić się do grupy, która pójdzie na Leszno? Iść za mur. Spotkają się razem. W jednym miejscu, wszyscy”. (s. 375)
ADRESY:
- Leszno 1,   - Leszno 2,   - Leszno 2 (kawiarnia "Sztuka"),   - Leszno 2 (biuro "Centosu"),  - Leszno 3,  - Leszno 4,6,8,   - Leszno 5,   - Leszno 5/Rymarska,   - Leszno 6,   - Leszno 7,   - Leszno 12 (Zakład Zaopatrywania),   - Leszno 13,   - Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją),  - Leszno 14,   - Leszno 15 (kawiarnia "Pod Fontanną"),    - Leszno 15 (sierociniec żydowski),   - Leszno 16 (kościół Augsbursko-Ewangelicki),   - Leszno 18,    - Leszno 18-20-22-24,   - Leszno 25,   - Leszno 29,   - Leszno 32 (kościół Narodzenia NMP),   - Leszno 35 (kino "Femina"),   - Leszno 36,   - Leszno 40,   - Leszno 42 (bazar),   - Leszno 43,   - Leszno 52,   - Leszno 53/55 (Gmach Sądów Grodzkich),   - Leszno 54,   - Leszno 56,   - Leszno 58,   - Leszno 70-78,    - Leszno 72,   - Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),   - Leszno 76 (szop Schultza),   - Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),   - Leszno 80/82/ Żelazna 86/88,   - Leszno 84/Żelazna 95 (Wydział Pracy/Szpital),   - Leszno 109 (Durchgangslager - obóz przejściowy),   - Leszno 123,   - Leszno (mieszkania pracowników Toebbensa),   - róg ulic Leszno/Karmelicka,   - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),   - róg ulic Solna/Leszno,   - Tłomackie/Leszno (brama getta),   - Leszno (między Solną a Żelazną),    - Leszno (między Żelazną a Nowolipiem),
OBSZARY:
- Obszar: Leszno/Wronia,    – Obszar: Leszno/Elektoralna/Chłodna,    – Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa, Solna, Orla),   - Obszar: czworobok Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno,
TRASY:
– Trasa: Aleja Szucha 25 – Marszałkowska – Plac Zbawiciela – Koszykowa – Nowogrodzka – Żelazna – Łucka – Leszno – Orla,   – Trasa: Chłodna – Leszno 2 („Centos”) – róg ulic Chłodna/Żelazna (Wacha) – Chłodna – Hale Mirowskie – Marszałkowska – Aleje Jerozolimskie – Most Poniatowskiego,   - Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) [standardowa droga prezesa Czerniakowa],  - Trasa: Gęsia 25 - Gęsia (wacha) - Nowolipie - Leszno,   - Trasa: Leszno - Grzybowska,    - Trasa: Leszno - Karmelicka,   – Trasa: Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa – Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno - Karmelicka - Pawiak,
- Trasa: Leszno 1 - Karmelicka - Gęsia - Gęsia (wacha) - Okopowa - cmentarz,  - Trasa: Leszno 18 - Tłomackie 5,   - Trasa: Leszno 53/55 (Gmach Sądów Grodzkich) - Okopowa 49/51,   Trasa: Leszno 76 - Leszno - Karmelicka - Zamenhofa - Miła 43,  - Trasa: Leszno - Leszno/Żelazna - Leszno 84,  - Trasa: Leszno 76 (szop Schultza) - Nowolipie 67,    - Trasa: Leszno 76 - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 76 - Żelazna 84,   - Trasa: Leszno 76 - Leszno 78,   - Trasa: Leszno 78 - Leszno 76,   - Trasa: Leszno 78 - Leszno 76 - Nowolipie 67,    - Trasa: Leszno 78 - Karmelicka - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła/Muranowska,   - Trasa: Miła - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipki - Śliska 52,   – Trasa: Nowolipie 30 – Nowolipie/Smocza – róg ulic Żelazna/Nowolipie – róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) – Leszno 76-78 – Leszno 74 – Nowolipie 67,    - Trasa: Nowolipie 67 - Nowolipie 59 - Nowolipki 57 - Leszno 78,   - Trasa: Nowolipki 57 - Leszno 76,   - Trasa: Ogrodowa 27,29 - Leszno 76,   – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,    -  Trasa: Umschlagplatz - Zamenhofa - Leszno 76,    - Trasa: Umschlagplatz - Leszno 109/111,   - Trasa: Zamenhofa 32 - Nowolipki  - Karmelicką - Leszno 80,   – Trasa: Zamenhofa – Nowolipki – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Chłodna 26,   – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,</document>
<document nplp_id="5086" title="TŁOMACKIE" slug="tlomackie">
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
ONI, II/III
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, II D/III (10.06.1942)
„Pewien działacz społeczny M., utrzymujący kontakt z niemieckimi Żydami mieszkającymi w budynku synagogi na Tłomackiem, opowiedział mi, że on sam przeczytał wczoraj list, który jeszcze tego samego dnia nadszedł z Berlina, o następującej, prawie niewiarygodnej, treści: autor podawał, że nad Berlinem przeprowadzono bardzo silny nalot bombowy. Po tym nalocie na ulicach Berlina wybuchły zamieszki, podczas których zamordowano 15 SS-manów i SA-manów.” (s. 115)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ciągle żydowscy donosiciele, w tym większość Żydów niemieckich. Prawdziwe pijaństwo na Tłomackiem – żydowska rewia.” (t. 29: s. 116)

ONI, III

„Młoda, zaledwie 20-letnia, utalentowana pieśniarka, córka znanego dyrygenta chóru synagogi na Tłomackiem [Dawida Ajzensztadta], została odkryta podczas wojny. Swoimi pieśniami, śpiewanymi po polsku, hebrajsku i żydowsku, oczarowała po prostu całą Warszawę. Była główną atrakcją wielkich wydarzeń literacko-artystycznych. Młoda, piękna, czarnowłosa Marysia była najpopularniejszą osobą w Warszawie. Jej program składał się z utworów najznakomitszych poetów żydowskich, polskich i hebrajskich. W sierpniu [1942 r.] Niemcy zaciągnęli ją na Umschlagplatz, gdzie dzięki ratującemu wartościowych ludzi Rembie została uratowana z wagonu śmierci, do którego zagnali ją razem z jej rodzicami. „Przemyt” ten zauważył SS-man i biciem zapędził rodzinę Ajzensztadtów z powrotem do wagonu. Wkrótce po tym Remba ponownie wysłał swych ludzi, żeby uratowali Marysię i jej rodziców. Marysia była jednak zbyt wstrząśnięta po wcześniejszych razach, aby jeszcze raz spróbować szczęścia. Zastrzelono ją na Umschalgplatzu, gdy stawiała opór SS.” (t. 29a: s. 225)


ADRESY:
- Tłomackie 2,   - Tłomackie 3,  - Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),   - Tłomackie 4,   - Tłomackie 5,  - Tłomackie 6,   - Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),   - Tłomackie 11,   - Tłomackie 13,  - Tłomackie/Bielańska,   - róg ulic Tłomackie/Bielańska,     - Tłomackie/Leszno (brama getta),
TRASY:
- Trasa: Leszno 18 - Tłomackie 5,  - Trasa: róg ulic Nalewki/Świętojerska (Wacha) - Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),  - Trasa: Tłomackie - Karmelicka,  - Trasa: Tłomackie - Nalewki - Umschlagplatz,  - Trasa: Umschlagplatz - Tłomackie 3/5,</document>
<document nplp_id="5101" title="KROCHMALNA" slug="krochmalna">

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_9393" align="alignleft" width="1024"] Ul. Krochmalna. Żebrzący mężczyzna (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Przy zabieraniu zwłok dziecka z mieszkania przy ul. Krochmalnej stwierdzono brak kawału pośladka. Śledztwo wykazało, że ten kawał &amp;lt;mięsa&amp;gt; odkrojony został przez kogoś z rodziny – nie wiem, czy akurat przez matkę – dla sporządzenia posiłku…” (s. 125-126)

ONI
„Frankenstein &amp;lt;pracuje&amp;gt; dziś na wylocie przy Krochmalnej i już z samego rana są rezultaty. Jedna osoba zabita, dwie ranne. Interwencja [H]end[la][?] w sprawie Frankensteina u Auerswalda przed paru dniami […] &amp;lt;kampanii ochrony murów […] nie odniosła widać żad[nego skutku] pan komisarz był zadowolony.” (s. 196)

ONI, II C
„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego , Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocna służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

ONI, II C
„Polowanie na Żyda idzie całą parą i dzień dzisiejszy obfitował w ofiary różnej kategorii. Wyciągnięci w nocy z łóżek reżyser Szaro z teściem i szwagrem, zastrzeleni &amp;lt;wedle listy&amp;gt;, zastrzeleni na ulicy w dzień szmuglerzy i nie-szmuglerzy. Jacyś cywile strzelili w tłum na placyku targowym na Ceglanej czy na skwerku. Są zabici na miejscu, są śmiertelnie ranni, na Krochmalnej i Walicowie wybuchła dzisiaj przed wieczorem śmiertelna panika, przechodzenie wzdłuż ogrodzeń kolczastych w &amp;lt;małym getcie&amp;gt; stało się rzeczą o każdej porze dnia w najwyższym stopniu ryzykowną.” (s. 178-179)

JA, II C
„Przechodziłam dziś popołudniu Przejazdem o tej samej porze co wczoraj. Potem patrzyłam przez to samo co wczoraj okno na ulicę po jednej i po drugiej stronie muru. Pustki, martwota, żadnego ruchu. – Co się stało? – pytałam wieczorem znającą się na rzeczy osobę. Czyżby to nareszcie skutek represji? A przecież mówicie wszyscy, że represje, strzelanina, ilość zabitych nie ma żadnego wpływu na ruch przy mecie. Że w pół godziny, ba, w dziesięć minut po zabiciu jednej, a w kilka chwil potem dwu osób na Przejeździe szmugiel szedł zupełnie jak przedtem, że po zastrzeleniu codziennie po kilka i kilkanaście osób na Krochmalnej i w innych punktach &amp;lt;robota&amp;gt; nie zatrzymała się ani na włos. Że nawet na ceny fakty te słaby mają wpływ a jedyną wytyczną są jedynie zjawiska ekonomiczne. A jednak widziałam sama. Zamarł ruch. – Głupia – odpalił znajomy – nie było ruchu, bo nie było towaru.” (s. 188-189)

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, I
„Epidemia tyfusu objęła całą dzielnicę ul. Krochmalnej, gdzie wyloty zostały zamknięte. Mieszkańców nie wypuszczano z domów, każdy dom stanowił kwarantannę. Już nie potrzeba było zawieszać na każdej bramie dużej żółtej tablicy ostrzegawczej z napisem „Tyfus – wstęp wzbroniony”, bowiem tablice takie były na zamkniętych wylotach. Wśród mieszkańców, nie mogących się wydostać na ulicę, rozgrywały się dantejskie sceny. Zorganizowano dostawę ciepłej strawy, a zakupy prowiantów odbywały się w ten sposób, że Komitety Domowe zbierały od lokatorów pieniądze, wydając je na zewnątrz przez okno funkcjonariuszom żydowskiej Służby Porządkowej, którzy wg wykazu nabywali potrzebne artykuły i tą samą drogą doręczali produkty. Kontumacja ta nie trwała – jak normalnie – dwa tygodnie, lecz kilka miesięcy, albowiem gdy w jednym domu, albo nawet w szeregu domach choroba wygasła, wystarczyło, aby ostatniego dnia kwarantanny jeden z mieszkańców zachorował z objawami tyfusu, a cała dzielnica znów była skazana na izolację.” (s. 41-42)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, I/ II A
„Doktor Hagen należał do typu ludzi określanych przez francuzów mianem mouton entragé. Nabrał pewnej energii, wziął swoich żandarmów, zamknął ulicę Krochmalną i zrewidował wszystkie mieszkania.” (s. 339)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (08.04.1942)
„Jedna z moich znajomych, która mieszka przy ulicy Krochmalnej, opowiedziała mi o następującym autentycznym zdarzeniu, którego sama była świadkiem jednego z minionych dni. Jak wiadomo, na ulicy Krochmalnej nie stoi jeszcze do tej pory mur, jest tu jedynie ogrodzenie z drutów. Siłą rzeczy tu odbywa się największy szmugiel w całym getcie. W pewnym momencie, kiedy moja znajoma stała przy oknie, które wychodzi dokładnie na druciane ogrodzenie, zauważyła, jak drut podnosi się, a ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; na żydowską przetacza się worek z żytem albo czymś innym. Działo się to na oczach polskiego policjanta, który stał na warcie.” (s. 27)
ONI, II D (08.04.1942)
„Ta sama kobieta opowiedziała mi o jeszcze dwóch zdarzeniach, które miały miejsce na tej słynnej ulicy w ostatnich tygodniach. Pierwsze zdarzenie: jednego razu na &amp;lt;aryjskiej stronie&amp;gt; żandarm zawołał do siebie 10-letnią żydowską dziewczynkę. Kazał jej przenieść cegły z jednej strony na drugą. Dziewczynka nie chciała wypełnić jego rozkazu. Odpowiedziała mu ostrymi słowami: &amp;lt;Co możesz mi zrobić? Rozstrzelać? Strzelaj. Nie mam nic do stracenia. Jest mi już wszystko jedno&amp;gt;. (Oboje, i dziewczynka, i żandarm, rozmawiali ze sobą po polsku). Kiedy dziewczyna zaczęła przeciskać się przez dziurę z powrotem do getta, żandarm strzelił do niej i położył ją trupem na miejscu.” (s. 29)
ONI, II D (12.05.1942)
„Nie ma prawie dnia, w którym by kamienie bruku i trotuary getta warszawskiego nie spłynęły krwią żydowską. Wczoraj zastrzelono na Krochmalnej kobietę żydowską przy szmuglu.” (s. 37)
ONI, II D (14.06.1942)
„Szczegóły nowej tragedii są następujące (tak jak o nich słyszałem): na Krochmalnej znaleziono u chrześcijanina większą ilość żywności. Według drugiej wersji, chrześcijanin przyniósł worek z towarem na &amp;lt;metę&amp;gt;. Został zatrzymany i pobiciem zmuszony do wyjawienia, dla kogo przeznaczony był towar i gdzie ta osoba mieszka. Poszli pod wskazany adres i zatrzymali tam siedmiu Żydów – tragarzy, zaprowadzili ich na Grzybowską 38 i rozstrzelali.” (s. 124)

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Tej nocy Niemcy zabrali z izby przy Krochmalnej ośmiu Żydów. Doprowadzili ich pod mur i tam zastrzelili. Wedle oficjalnej wykładni mieli to być szmuglerzy. Jak widać, nowy tydzień zaczął się mordami, które trwały i przez cały poprzedni. Co przyniesie jutro, nietrudno zgadnąć.” (Pisma, s. 286)
ONI, I
„Tu na Smoczej opłaca się uparte trzymanie domu w zamknięciu przez dwa, raz nawet przez trzy, a potem przez cztery tygodnie. Jakby nie dość tego wszystkiego, za miesiąc ów doktor znów może zechcieć zamknąć ten sam dom na Smoczej, Lubeckiego, Stawkach czy Krochmalnej. Mieszkańcy tych ulic to ludzie ubodzy, pogrążeni w rozpaczy, nie mają się komu poskarżyć. […] Nie zamyka się tylko pojedynczych domów, zamyka się pół, całą ulicę – po dwadzieścia, trzydzieści domów naraz. Na obu jej końcach stawia się płot, przy płocie policję, która rano wypuszcza za sowitą opłatą pracujących i handlujących.
Sąsiedzi w domu wzdychają i pojękują. Dzieci oblegają wyjście i czują się jak ptaszki w klatce. Ilekroć brama się otwiera, wykrada się przez nią kilkoro dzieci. Policjant przeklina, złorzeczy, krzyczy, ale wobec młodych jest bezsilny.” (Księga parówki, s. 375)
ONI, II
„[…] wszystkie rozdzierające sceny były niczym wobec strasznych obrazów opuszczenia i biedy, które listonosz musiał oglądać, wędrując od domu do domu w dolinie rozpaczy na Krochmalnej, Ostrowskiej, Smoczej, Niskiej.
Na tych ulicach drzwi mieszkań były zamknięte do późna w dzień, ludzie leżeli do drugiej, trzeciej w łóżkach. Inni przeważnie w ogóle nie wstawali, nie mając po co. Zimą w mieszkaniach większych rodzin można było zobaczyć dziesięcioro, dwanaścioro ludzi, często młodych mężczyzn albo kobiet, leżących w łóżkach, z bladymi twarzami i gorejącymi oczami, przełykających ślinę. Matki leżały w łóżkach razem z dwojgiem, trojgiem dzieci, pod czerwonymi wsypami, nie mając kilku groszy na kawałek mydła, aby uprać powłoki. Straszny nieporządek w mieszkaniach potwierdzał prawdziwość starego powiedzenia: „jaki nastrój, taki wystrój”; widać było, że w głowach tych ludzi nie ma nic więcej poza jedną jedyną obłąkańczą myślą: skąd wziąć kawałek chleba? Matki nie były już gospodyniami, ojcowie – gospodarzami. Drzwi się nie domykały, piece potłuczone, stoły i krzesła nie myte, podłogi nie szorowane. Po co to robić? Kogo to obchodzi?…
Od ciągłego leżenia w łóżkach ludzie osłabli, wielu nie mogło już zrobić kroku, inni byli spuchnięci do pępka i jeszcze wyżej. U części oczy ledwo wyzierały spod spuchniętych fałdów wokół oczodołów. Nadawało im to wygląd ponurych Mongołów, głodnych Eskimosów.” (Żydowski listonosz,s. 426)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, V
„Dom, w którym mieszkaliśmy, mieścił się na Krochmalnej w pobliżu getta, mieliśmy więc widok na łuny pożarów, czuliśmy zapach dymu i spalenizny, detonacje i huk wystrzałów towarzyszyły nam w dzień i w nocy.” (s. 228-229)
„Po siedmiu koszmarnych tygodniach spędzonych w ‘gorbowcu’ na Krochmalnej, gdzie jedyną wonią były wyziewy z górnego ustępu i śmietnika, a jedynym widokiem szary, monotonny mur, zmiana [powrót na Belwederską 27] ta wydawała nam się rajem.” (s. 236)
ONI, VI A
„Stanowczo dom na Krochmalnej nie miał szczęścia do bomb. Ubiegłej nocy znów na trzecim podwórzu, w środkowym budynku, bomba zapalająca wznieciła pożar. Kilkuset lokatorów biegało jak opętani, ratując swe rzeczy. Znieśli je na pierwsze podwórko i, nie zwracając uwagi na bomby, zajęli się gaszeniem ognia, co udało im się jeszcze przed przybyciem straży ogniowej. Drzwi pokoju, z którego zaledwie dzień przedtem wyszliśmy, zostały wyłamane przez ludzi wrzucających naszym oknem pościel itd. Wyobrażam sobie, co by było, gdybyśmy tak pozostali tam jeszcze jeden dzień.” (s. 237)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II A

„Wzywają mnie na wizytę gminną na ul. Krochmalną, kartka bezpłatna. Duży, brudny dom.” (s. 34)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„W Gminie awantury na tle ulicy Krochmalnej. Zamknięto ją od Rynkowej do Ciepłej. 18000 ludzi jest bez chleba, bo nie wolno nikogo ani wpuszczać, ani wypuszczać.” [4 IV 1940] (s. 81)

„Krochmalna ulica zamknięta. W zamknięciu 30 nowych wypadków tyfusu. Podobno 2 kamienicznicy od 9 miesięcy nie wywieźli śmieci.” [7 V 1940] (s. 87)

„Wezwał mnie Schrempf w sprawie desek, których brak w płocie na Krochmalnej. Właśnie ja musiałem się stawić (od 3 pp do 6 pp).” [17 V 1940] (s. 90)

„Inż. Rindermann (Niemiec) skierował do Schrempfa pismo w sprawie zachowania się kolumny sanitarnej na Krochmalnej. Wyłamano drzwi w szafach i tylne ściany, pobito kobiety (rany), bo nie chciały dać łapówki, ukradziono srebrne łyżki.” [25 VI 1940] (s. 99)

„Zabiegi Fajnsztajna na ul. Krochmalnej (inż. Rindermann) - własne kolumny sanitarne żydowskie pod kierownictwem] niem[ieckim].” [26 VI 1940] (s. 100)
ONI, II B
„Dziś policja niemiecka, polska i żydowska zamknęła Krochmalną i wyprowadziła 8000 ludzi do kąpieli. Niestety okoliczne męty skradły wiele rzeczy mieszkańcom.” (s. 208)
Dokument wklejony przez Czerniakowa do notatnika, opisujący sytuację na ul. Krochmalnej:

„Sprawozdanie dot. przedsięwzięć kąpielowych i dezynfekcyjnych na ul. Krochmalnej w dniach 28 i 29 sierpnia 1941.

28 VIII 41 o godz. 4.00 funkcjonariusze Służby Porządkowej przekazali polecenie, aby wszyscy mieszkańcy ul. Krochmalnej przygotowali się do kąpieli. Cała Krochmalna od Ciepłej do Rynkowej miała być poddana dezynfekcji, a jej mieszkańcy kąpieli. Mieszkańcy tej ulicy, nie znający zarządzenia o dezynfekcji, byli początkowo przekonani, że ma nastąpić ich wysiedlenie. Z każdego domu wyprowadzano wszystkich mieszkańców, a także dozorców, zgromadzono na dawnym placu Wielopole i stąd grupami zaprowadzono do łaźni, przeważnie do łaźni przy ul. Spokojnej. Oddzielono mężczyzn od kobiet, chorych i kaleki wieziono na wózkach ręcznych i rykszach. Znaczną liczbę zakaźnie chorych odwieziono do szpitala. Wykąpane grupy powróciły o 19.30 i ok. godz. 21 wpuszczono je na Krochmalną i zgromadzono na podwórzach, w sieniach i bramach budynków. 800 osób, których nie zdołano wykąpać 10 cią̨gu dnia, zgromadzono w straszliwych warunkach na placu Wielopole, bez jedzenia i ciepłej odzieży. O godz. 8 wieczorem ludzie ci otrzymali po raz pierwszy posiłek z Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Miano dostarczyć jeszcze 800 porcji, jeżeli znajdą się̨ kotły. Dostarczono również 125 kg chleba. Z domów położonych w pobliżu zebrano talerze i łyżki. Kierujący akcją Oberleutnant żandarmerii zezwolił ludzi przeprowadzić na noc na bazar Janasza, ażeby wydać im zupę i chleb i przetrzymać w zamkniętym terenie. Wskutek złej pogody nie wydano zupy, natomiast dostarczono jeszcze 125 kg chleba, tak że na osobę wypadło 1/4 kg chleba. Na skutek deszczu i braku ciepłego posiłku noc była bardzo ciężka. Martwego 5-letniego chłopca wyjęto z rąk matki, 20-letnią dziewczynę znaleziono martwą pod halą. Kobiety z dziećmi na ręku chodziły całą noc, ponieważ nie można było położyć się na asfalcie. Żandarmi zezwolili opróżnić 10 budek i umieścić tam kobiety z niemowlętami i dziećmi do 2 lat. O godz. 4 rano na rozkaz Oberleutnanta rozpoczęto wydawać zupę. Wskutek niewystarczającej liczby talerzy, brano zupę dosłownie w czapki, chustki, poły płaszczy i marynarek, a nawet w dłonie, ponieważ ludzie przegłodowali 14 godzin. O godz. 6 rano rozdzielono następne porcje zupy, która znajdowała się̨ całą noc pod dozorem żandarmów przy murze przed domem przy ul. Rynkowej 11. Dostarczono tam 50 talerzy, w których wydawano zupę wyłącznie dzieciom. Aby umożliwić jedzenie posiłku dzieciom sprowadzono 10 funkcjonariuszy Polskiej Policji, która rozproszyła tłum usiłujących wyrwać dzieciom jedzenie z rąk. O godz. 6.30 ponownie poprowadzono ludzi grupami z placu Wielopole do łaźni. Z domu przy ul. Rynkowej 3 dostarczono wężem gumowym wodę do picia oraz 30 butelek. Ciała niezidentyfikowanych zmarłych odwieziono. O godz. 8 rano rozpoczęto przygotowanie do wydawania zupy dla zablokowanej ulicy. Wydawanie trwało do godz. 1. Wydano 3000 talonów. Liczba ta była niewystarczająca, ponieważ zablokowana ulica liczy 15- 18 tys., przeważnie biednych ludzi.

Dla przeprowadzenia tak ważnych przedsięwzięć, których wykonanie może być w każdej chwili  nakazem, należy stworzyć specjalną grupę urzędników w celu zapewnienia łączności pomiędzy poszczególnymi wykonawcami technicznymi i organizacjami opieki społecznej. Kierownictwo Wydziału I A [(podpis].” (s. 211-212)
JA/ONI, II C
„Następnie omówił z Szeryńskim sprawę szmuglu na Krochmalnej. Wczoraj zarekwirował ryksze (z wodą sodową etc.). Szeryński wytłumaczył, że ryksze muszą dla ludności dowozić węgiel etc. Służba będzie pilnowała, aby ryksze tylko do tego celu służyły. Komisarz polecił zlikwidować na Krochmalnej targowisko „Piekiełko”. Na „Piekiełku” przed wojną publicznie sutenerzy sprzedawali kobiety.”
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W 9 punktach miasta, zwłaszcza na Krochmalnej, drewniane parkany. Władze sanitarne powiadają, że Krochmalna jest główną wylęgarnią chorób zakaźnych. Gdyby mogli, spalili by ją.” (s. 93)
ONI, II A
„[…] na Krochmalnej wciąż to samo. Dwaj umundurowani napadli na siwowłosego Centneszwera i uderzeniem zrzucili mu kapelusz.” (s. 171)
„Słonina jest ostatnio tak popularna wśród Żydów, że rabin [Icchak Meir] Kanał, kiedy mu wręczano za wydanie orzeczenia opłatę w wysokości 7 zł, powiedział: ‘Dajecie mi 7 zł, a słonina kosztuje dziś 18 zł za kilogram’. Kobiety w perukach sprzedają słoninę na Krochmalnej.” (s. 195)
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, II

„[…] oddzieliły się wszelkie możności met lub też przejść przez dachy. Obecnie było już izolowane w 100%, ale towar dalej napływał do ghetta. Obecnie były już nowe sposoby, na przykład na placu Grzybowskim odwalono kawał muru i na dany znak podjechała platforma towaru, z drugiej i tej strony – z tej strony pusta – ale w ciągu dwóch minut towar znalazł się z tej strony i w minutę później już niczego nie było.
Było co podziwiać – jakże błyskawicznie to szło, a gdy, powiedzmy, były dziury zamurowane, to w nocy zrodziło się kilka innych. W razie niebezpieczeństwa obydwie platformy znikały w miejscach z góry uplanowanych. Na Krochmalnej były druty, tu tylko ludzie z obydwu bram wylecieli – w jednej sekundzie było już kilka worków podanych i odebranych. W ogóle nie mogli zamknąć nas w żywej trumnie. Ileż to ludzi straciło przy tym życie – ale śmierć głodowa była gorsza.
Droga na Krochmalnej była strasznie wąska i inne „spółki” drobne, ci radzili sobie w bardzo oryginalny sposób. Otóż rzucano im chleby z bramy do bramy bez żadnego ryzyka, a pieniądze nie było też tak ciężko podać, gdyż zawinąwszy w węzełek wraz z kamieniem leciało na miejsce przeznaczenia bez zbytnich trudności.” (s. 77-78)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Krochmalna 14/16/18,    - Krochmalna 18, m. 20,   - Krochmalna 20-25 (część wschodnia, między Rynkową a Ciepłą),   - Krochmalna 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej),   - Krochmalna 42,   - Krochmalna 59,   - Krochmalna 92,   - Krochmalna (przy Ciepłej),   - róg ulic Krochmalna/Nowolipie,   - Krochmalna/Plac Grzybowski,   - róg ulic Krochmalna/Waliców,
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Chłodna 29 - Krochmalna,    – Trasa: Elektoralna – Solna – Leszno – Żelazna – Krochmalna – Waliców – Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),      - Trasa: Krochmalna - Belwederska 27,   - Trasa: Krochmalna - Chałubińskiego - Plac Unii Lubelskiej - Belwederska 27,   - Trasa: Krochmalna - Chłodna - Chłodna 17,  - Trasa: Krochmalna - Żurawia,</document>
<document nplp_id="5103" title="GĘSIA" slug="gesia">


&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Karol Rotgeber
ONI, III A
„Okoliczni mieszkańcy Gęsiej i Okopowej, gdzie mieścił się cmentarz żydowski, słyszeli po nocach strzały karabinowe i turkot karabinów maszynowych. Bo wróg na cmentarzu żydowskim wykańczał owych ludzi. Brać pogrzebowa miała za zadanie do rana nie zostawiać po nich śladu. Nie chcieli Niemcy zanadto obarczać parowozy ciężarem tych ludzi i wykańczali ich na miejscu.” (s. 107)

Rachela Auerbach
ONI, II B

„I tak to napływają zewsząd wozy śmiertelne pełne ładunku. Znalazłszy się w okolicy Gęsiej ulicy ma się wrażenie, że miasto wymiera. Na wszystkich bocznicach Gęsiej pełno nowo powstałych zakładów pogrzebowych. […] Jarmark trupów. Wszystkimi drogami i dróżkami opadającymi ku Gęsiej płyną żwawo czarne wozy i wózki. Co krok. Niby strumyki, dopływy do wielkiej czarnej rzeki, która wszystko pochłania…” (s. 107)

JA, II C

„Będzie już temu z miesiąc, jak szłam ulicą Gęsią. Minęłam strefę przeniesionej tu &amp;lt;Wołówki&amp;gt; (obecnie &amp;lt;Gęsiówka&amp;gt;, miejsca sprzedaży używanych rzeczy.” (s. 133)

ONI, II C

„Razu pewnego postrzelił na ul. Gęsiej cztery osoby. Koledzy jego żandarmi słyszą znienacka jakieś strzały, powiadają &amp;lt;ho ho Frankenstein ist auf der Streife&amp;gt; [Ho, ho, Frankenstein jest na patrolu – przypis]" (s. 157)
Basia Temkin-Bermanowa
JA, III B
„Było to w getcie w ostatnich dniach sierpnia 1942, w czasie trwania masakry bezbronnej ludności żydowskiej. Urwały się wtedy prawie wszystkie kontakty ze światem, najważniejszą sprawą było ich ponowne nawiązanie. W jednej ze stosunkowo spokojnych chwil spotkaliśmy się na ul. Gęsiej, na terenie szopu stolarskiego OBW, z pozostałymi jeszcze przy życiu towarzyszami komitetu partii. Tam, gdzieś za przegrodą w stajni, odbyliśmy krótką naradę, na której postanowiono wysłać nas na stronę aryjską celem nawiązania kontaktów i zorganizowania akcji ratowniczej i zaalarmowania świata” (B. Temkin-Bermanowa, „Pierwsza Irena”. Wspomnienie o Irenie Sawickiej, w: Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945, oprac. W. Bartoszewski, Z. Lewinówna, Kraków 1969, s. 288).

Władysław Szpilman
JA/ONI, II A
„(…) nasza ulica leżała w jego [GETTA- B.S.] obrębie i nie musieliśmy poszukiwać nowego mieszkania. Żydzi mieszkający poza jego granicami znajdowali się w o wiele trudniejszym położeniu. Musieli płacić wygórowane ceny jako odstępne, by znaleźć jeszcze przed końcem października nowy dach nad głową. Co szczęśliwsi z nich zajmowali wolne pokoje na Siennej, która miała awansować do rangi Champs-Elysees getta, albo też w bezpośrednim jej pobliżu. Pozostali skazani byli na brudne spelunki w zamieszkiwanych od najdawniejszych czasów przez żydowską biedotą w okolicach ulic Gęsiej, Smoczej i Zamenhofa.” (s. 45)
JA/ONI, III A
„Kilka dni później, chyba 5 sierpnia, udało mi się wyrwać na krótko z pracy i szedłem ulicą Gęsią, gdy przypadkowo stałem się świadkiem wymarszu Janusza Korczaka i jego sierot z getta. Na ten poranek zaplanowano, zgodnie z rozkazem, opróżnienie prowadzonego przez Korczaka żydowskiego sierocińca. Dzieci miały zostać wywiezione same, jemu zaś dawano szansą uratowania się i tylko z trudem udało mu się przekonać Niemców, by zezwolili mu towarzyszyć dzieciom. Spędził z nimi długie lata swojego życia i teraz, w ich ostatniej drodze, nie chciał ich pozostawiać samych. Chciał im tę drogą ułatwić. Wytłumaczył sierotom, że mają powód do radości, bo jadą na wieś. Nareszcie mogą zamienić wstrętne, duszne mury na łąki porośnięte kwiatami, na źródła, w których będzie można się kąpać, na lasy, gdzie jest tak wiele jagód i grzybów. Zarządził, by ubrały się świątecznie i tak ładnie wystrojone, w radosnym nastroju ustawiły się parami na dziedzińcu. Małą kolumną prowadził SS-man, który jak każdy Niemiec kochał dzieci, a szczególnie te, które miał wkrótce wyprawić na tamten świat. Wyjątkowo spodobał mu się dwunastoletni chłopiec - skrzypek, który niósł swój instrument pod pachą. Rozkazał mu wyjść na czoło pochodu dzieci i grać. Tak też ruszyli w drogą. Gdy spotkałem ich na Gęsiej, dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych, także uśmiechniętych, i opowiadał im coś zabawnego.” (s. 91-92)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.
Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

ONI, IV B

„Drugie zarządzenie: dalsze ograniczenie ghetta. Granica południowa, biegnąca obecnie wzdłuż Gęsiej i Franciszkańskiej, ma być przesunięta na ul. Muranowską. Już tylko najbliższe ulice, tylko kilkadziesiąt domów przylegających do Umschlagu ma stanowić getto. Termin przeprowadzek: 23 stycznia. […] Zarządzenie o zmianie granic w ogóle nie wchodzi w życie, zostaje odwołane. Ghetto pozostaje w dotychczasowych granicach.” (s. 144-145)
ONI, II
„Odcięcie domu całego, wyłączanie wszystkich mieszkańców z codziennego życia nazywało się blokadą sanitarną. Myliłby się, kto by przypuszczał, że blokada trwała 1-2 dni. Były w dzielnicy domy – miasteczka, na Nalewkach, na Gęsiej, Zamenhofa, w których mieszkało tysiąc, i dwa tysiące mieszkańców: czy to z powodu ich liczby, czy z całkiem innych powodów blokady przeciągały się niemiłosiernie.” (s. 202)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, V (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)


Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
ONI, V
„Mały komendant SP [Służby Porządkowej] nie doczekał się honorowego przedziału w bydlęcym wagonie idącym na wschód. Został przed tym zgładzony kulą rewolwerową z ręki zamachowca w chwili, kiedy szedł ul. Gęsią, zmierzając do domu w którym ostatnio mieszkał.” (s. 240)


Abraham Lewin
JA/ONI, II D/ III (30.06.1942)
„Jedynie na cmentarzu na Gęsiej otwiera się dla nas szersze pole i szersze niebo. Jest jednak kłopot, że również cmentarz znajduje się poza granicami getta i &amp;lt;normalnie &amp;gt; trzeba wcześniej zamknąć oczy, zanim można swobodnie tam dotrzeć. Wtedy jest już jednak wszystko jedno: wąskie czy szerokie niebo, z horyzontem czy bez. Hitler odebrał nam wszystko: przestrzeń, powietrze, chleb, nawet niebo.” (s. 141)
JA, III A (25.08.1942)
„Niem[cy] wraz z Ukraińcami przeprowadzili dziś łapankę w bloku Gminy, tj. na Zamenhofa, Pawiej, Gęsiej i Lubeckiego. Drżę o Orę, o matkę i wszystkich krewnych, których zostawiłem przy Pawiej 14.” (s. 206-207)
„Czternasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która znów toczy się pełną parą. Blokady rozpoczęły się dziś o godzinie dziesiątej. Niemcy do spółki z żydowską policją. Okrążyli małe getto oraz Gęsią i Zamenhofa. Opowiada się o strasznych rabunkach dokonywanych w toku wysiedlenia. Wysyłają mieszkańców i łupią ich cały dobytek. Włamują się również do sklepów i wynoszą wszystkie towary. Uczestniczą w tym żydowscy policjanci, sąsiedzi i Niemcy.” (s. 183)
ONI, III C
„Pogłoski o wiadomościach kobiet wywiezionych z Białej Podl[askiej] i Białegostoku. Dziś już o godzinie ósmej przystąpili do blokady Miłej, Gęsiej, Zamenhofa itd. &amp;lt;Dusza nasza zmęczyła się śmiercią&amp;gt;. Jak długo jeszcze, jak długo? Wczoraj przywieziono wiele trupów na cmentarz, są to ofiary blokady szopów Toebbensa. Dziś wzięto również ludzi z szopów. Jest już blisko godzina siódma, a na Gęsiej, wokół naszej firmy, blokada wciąż jeszcze trwa.” (s. 194)
JA/ONI, III B
„Zaprowadzili nas na Gęsią 30 i tam zaczęło się polowanie, które trwa po dziś dzień. Wczoraj i dziś robią blokady naszych bloków. Zabrano ludzi, cała rodzina Świeca zginęła. Sam się oddał, kiedy stwierdził, że zabrano mu żonę i dwoje dzieci. Z początku szedł z nami do Gęsiej, potem wrócił się, oddał się i wywieziono go. Żywię wielką sympatię i podziw dla takiego prostego człowieka.” (s. 220)
ONI/JA, IV A (24.09.1942)
„Wczoraj zaczęła się sprawa wyprowadzki z domów na Pawiej, Gęsiej, Zamenhofa i Lubeckiego. Nikt nie wydał rozkazu, że trzeba się wyprowadzić z tych ulic, nikt nie wyznaczył ostatecznego terminu opuszczenia tych ulic, a jednak od wczoraj odbywa się tu ruch – gorączkowa przeprowadzka. W zamian za 36 domów, jakie liczył poprzedni blok, przydzielono teraz połowę, a przy tym domy są kiepskie i w złym stanie.” (s. 226-227)
ONI/JA, IV A (05.10.1942)
„Przewodniczący Gminy opublikował rozkaz, że w godzinach pracy w ogóle nie wolno chodzić na południe od Gęsiej i Franciszkańskiej oraz po małym getcie. Złapani na tych ulicach bez specjalnego zezwolenia zostaną wywiezieni z Warszawy, co oznacza śmierć.” (s. 229-230)
ONI, IV A (16.10.1942)
„Nie zaszło u nas nic nowego, ale w tym spokoju jest coś niesamowitego, co dławi i dusi. Lękamy się jeszcze wciąż losu, jaki nam przygotowuje najbliższa przyszłość, tj. po 20 października. Niektórzy uspokajają wzburzone umysły i powiadają: &amp;lt;Jest rzeczą jasną, że obecne resztki skupiska żydowskiego w Warszawie pozostaną, nie ma więc powodu do zmartwienia&amp;gt;. Są jednak i tacy, którzy nie przestają zamartwiać się i troszczyć o jutro. Jeśli pierwsi wskazują, że przecież otaczają nas nowymi murami wzdłuż Smoczej i Gęsiej, to drudzy- pesymiści odpowiadają: &amp;lt;Byliśmy okrążeni murami jeszcze przed wielką &amp;lt;&amp;lt;akcją&amp;gt;&amp;gt; i co z tego wyszło?&amp;gt;.” (s. 232)
JA, IV A (22.11.1942)
„Przed kilkoma dniami, podczas powrotu z miasta do domu, znaleźliśmy na Gęsiej Żyda rannego w głowę. Zachował pełnię świadomości. Prosił, abyśmy nie stali przy nim, gdyż udaje martwego i abyśmy nie wzywali Pogotowia Ratunkowego. Powiedziano nam, że ranny jest właścicielem rykszy. Niemiec, którego woził 4 miesiące, zranił go. Żyd widocznie wiedział za dużo i on (Niemiec) chciał się go pozbyć.” (s. 257)


Perec Opoczyński
ONI, II D (15.05.1942)
„Niemcy kierujący niesławnym autem, które każdego dnia jeździ Gęsią i Nalewkami, odnotowali dziś, 15 maja, ważny sukces. Jak wiadomo, często zjeżdżają na trotuar, dziś jednak najechali na rikszarza. Wymierzyli mu taki cios w plecy, że wyskoczył z rikszy i uciekł, ledwo ratując życie. Widząc, że pojazd jest nowy, Niemcy zabrali go do auta i odjechali.” (Pisma, s. 273)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA (Noemi Makower), III C
„(…) bloki mieszkaniowe, oprócz szop Toebbensa na Lesznie i na Prostej, szop Schultza na Nowolipiu oraz Hoffmanna i Schüllera na Nowolipkach, przeniesiono na północ od Gęsiej, tam też zbudowano mur odgradzający getto gminne od reszty terenu. Cała konstrukcja terenowa była tak niedorzeczna, że nie mogła się ostać żadnej analizie logicznej i wyraźnie wskazywała na &amp;lt;tymczasowość&amp;gt;. […] Na wylocie od strony Dzikiej stała poprzednio wacha i pilnowała przejścia na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Teraz ustawiono nowy wylot i nową wachę u zbiegu Gęsiej i Zamenhofa. Za tym murem nie było nic, bezludna pustynia, a wreszcie wyspa, gdzie mieściły się szopy przy ul. Nowolipki, Nowolipie i Leszno, później znowu duża bezludna pustynia i na ulicy Prostej – szopa Toebbensa.” (s. 139)
JA, IV
„Skończyła się wielka akcja. Nastąpiło któreś z rzędu przeniesienie ludności getta na północ od Gęsiej. Blok lekarski przeniesiono na Kurzą. Wówczas starczyło już tylko kilka domów, tylu przecież lekarzy wywieziono!” (s. 187)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI, II D
„Tymczasem terror w getcie wzrasta. Izolacja od świata zewnętrznego staje się coraz ściślejsza. Aresztowania za przejście na „aryjską stronę” mnożą się z dnia na dzień, aż w końcu zostają wprowadzone „sądy specjalne”. Dnia 12 lutego 1941 roku wykonany zostaje wyrok śmierci na 17 skazanych za bezprawne przejście na „aryjską stronę”. Egzekucja odbywa się w areszcie żydowskim na Gęsiej. O 4-ej nad ranem przeraźliwe krzyki obwieściły mieszkańcom pobliskich ulic, że teraz „sprawiedliwości staje się zadość”. Że 17-tu nędzarzy (w tym czworo nieletnich i trzy kobiety), przekradających się na „stronę aryjską” po kawałek chleba lub drobny zarobek, zostaje ukaranych. Krzyk dochodzi ze wszystkich cel więziennych. To krzyczą przyszli skazańcy, osadzeni za te same przewinienia. A jest ich 700.” (s. 21)
ONI/JA, III B
„Dnia 6 września 1942 r. wszyscy pozostali przy życiu mieszkańcy getta zostają wezwani do stawienia się w obrębie ulic: Gęsiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Stawki. Tu ma się odbyć ostateczna rejestracja. Ze wszystkich stron ciągną czwórkami masy ludzi. […] W małym czworoboku ulic skupia się cała ludność getta: robotnicy fabryk, urzędnicy Rady Żydowskiej, służba zdrowia, pracownicy szpitali (chorzy odsyłani są bezpośrednio na Umschlag). Każdej firmie niemieckiej oraz Radzie Żydowskiej Niemcy przyznają określoną liczbę pracowników, którzy mogą pozostać. Tym wybrańcom rozdawane są numerki. Numerki oznaczają życie.” (s. 41)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Zachowanie tragarzy na Gęsiej.” [14.XII.1939] (s. 55)

[Wielu tragarzy wiedziało o miejscach ukrycia towarów przez właścicieli wytwórni, zakładów rzemieślniczych i sklepów. Niektórzy zdradzali Niemcom miejsca ich przechowywania.- przyp. A.K.-R.]

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„2 maja [1940]. Przed dniem 3 maja działy się na warszawskich ulicach straszne rzeczy. Na ulicach odbywało się okropne polowanie na Polaków. Ciężarówki z uzbrojonymi [Niemcami] mknęły tam i z powrotem. Ulice były puste. Samochody wjeżdżały na chodniki i powodowały panikę. Kilku Żydów odniosło rany na Nowolipiu, Gęsiej.” (t. 29: s. 109)
„Zdarzyło się na Gęsiej, że pobito volksdeutscha, w następstwie aresztowano kilkudziesięciu Żydów.” (t. 29: s. 114)
„Sklepy żydowskie sprawiają bardzo smutne wrażenie. Co krok widzi się tylko sklepy spożywcze, dużą ilość cukierni, tu i tam zegarmistrz, rzadko, bardzo rzadko widać większą wystawę. Wybite szyby zastąpiono przeważnie deskami, pośród których ukrywają się, jakby wstydliwie, kwadraty szkła, [stanowiąc] swojego rodzaju wystawę. Nalewki i Gęsia, które słynęły zawsze z wielkich składów z towarami, są dziś jedną wielką ruiną.” (t. 29: s. 155)
ONI, II A
„Dziś, 20 grudnia [1940], w szabat, zajechał na Gęsią samochód ciężarowy z robotnikami żydowskimi. Robotnicy żydowscy wysiedli, policjant tamtych kazał im śpiewać. Jeden z nich, kantor z zawodu, stanął na samochodzie i odśpiewał ‘El male rachamim’ – ulica była pełna ludzi.” (t. 29: s. 188-189)
ONI, IV

„Rzadko można było wśród tych gangsterów natknąć się na szlachetne jednostki. Do takich wyjątków należał pan K-cz [Julian Kudasiewicz], dostawca szczotek dla armii niemieckiej. Chcąc uratować inteligencję żydowską od zagłady, zgodził się przyjąć wyroby powstającego szopu szczotkarskiego przy ul. Świętojerskiej [32/34] na swoje konto. Z jego inicjatywy przyjęto kilkuset ludzi, przeważnie spośród inteligencji, osób zasłużonych, zredukowanych pracowników Gminy itd., bezinteresownie, gdy w innych szopach brano za przyjęcie pracownika tysiące, a czasami i dziesiątki tysięcy złotych. […] Wspólnie z głównym dostawcą szczotek, Żydem, Emilem Weitzem, uruchomił on kuchnię dla inteligencji przy ul. Gęsiej. Piękną kartą w działalności pana K. była opieka nad dziećmi żydowskimi w getcie. Codziennie można go było widzieć na ulicach getta otoczonego rojem „dzieci ulicy”, które hojnie obdarzał jałmużną. Znając dobrze życie tych dzieci, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, poparł szczodrą dłonią inicjatywę ówczesnych kół społecznych, w szczególności „Centosu”, uruchomienia internatów dla „dzieci ulicy”. Jeden z tych internatów pod nazwą „Dobra Wola”, przy ulicy Dzielnej nr 61, urządzony nowocześnie, był utrzymywany kosztem szopu szczotkarskiego i pana K., który łożył dziesiątki tysięcy złotych na ten cel.” (t. 29a: s. 113-114)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B

29.VI.41’: "Pozostawianie chorych pod drzwiami szpitali stało się codzienną praktyką. Matki, nie mogąc znieść widoku cierpień swoich pozbawionych pomocy medycznej dzieci, mają nadzieję, że tym sposobem zdołają umieścić je w szpitalu. Szczególnie ostro epidemia szerzy się w rejonie Gęsiej, Nalewek, Nowolipek i Nowolipia. W „małym getcie” sytuacja przedstawia się trochę lepiej, mieszkają tu bowiem stosunkowo zamożni ludzie, których stać na prywatne leczenie. Niedawno ze Lwowa, zdobytego miesiąc temu przez Niemców, sprowadzono surowicę przeciwtyfusową. Ewakuujący się z miasta Rosjanie pozostawili duży zapas surowicy w fiolkach. Obecnie ten cenny lek jest przemycany do Warszawy. Stać nań jednak wyłącznie bogaczy – cena surowicy sięga nawet kilku tysięcy złotych za fiolkę" (s. 154-155).

JA/ONI, II B

1.X.41’: "Hitlerowcy ściśle trzymają się kalendarza żydowskiego. Wczoraj przed zachodem słońca, w porze modlitw Kol Nidre otwierających rytuały święta Jom Kippur (Dnia Pojednania), rozwieszono wielkie białe plakaty ze smutnym obwieszczeniem: do 5 października osoby zamieszkałe po prawej stronie ulicy Siennej oraz przy pewnych odcinkach Gęsiej i Muranowskiej, a także mieszkańcy szeregu domów w pobliżu granic getta muszą opuścić mieszkania. […] Ojciec tego dnia nie opuszczał piwnicy, zanosząc modły do Boga, a w tym czasie matka szukała nowego mieszkania. Dotychczas niczego nie znalazła, lecz przyniosła nowe smutne wieści. Wygląda na to, że Niemcy zamierzają zlikwidować tak zwane małe getto i włączyć do dużego getta jedynie ulicę Chłodną i dalszy koniec Żelaznej. Pogłoskę tę potwierdził nakaz wydany chrześcijańskim mieszkańcom tych dwóch ulic, żeby wyprowadzić się do 15 października. Lokatorom domów przy Siennej obiecano mieszkania przy Chłodnej. Ma to jednak nastąpić później, a na razie musimy znaleźć jakiś dach nad głową. Jutro rano wszyscy, w tym i ja, wyruszą na poszukiwanie nowego lokum" (s. 181-183).

ONI, III C

20.IX.42′: „W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września” (s. 298-290).

ONI, IV A

22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).

ONI, VI A

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

- Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

- Czy to z powodu zmniejszenia getta?

- Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

- Szopy tam powstały, tak?

- Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

- „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

- Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

- I potem mieszkała pani na Gęsiej?

- Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

- Kiedy?

- 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

- Personel szpitala?

- Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

- Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

- Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (s. 155-156)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A
„Bo po naszym zwolnieniu z Umschlagu nie wróciliśmy od razu do domu. Czas jakiś przesiedzieliśmy na deskach tartaku Landaua. Potem na Gęsiej spotkaliśmy znajomego urzędnika i zatrzymaliśmy się chwilę. Chodził za nami, wlókł się za nami. Odwracaliśmy się raz po raz, żeby na niego popatrzeć. Co mu się stało, że tak dziwnie chodzi? ,,Odprowadziłem matkę” – powiedział, kiedy zrównał się z nami. Tak właśnie powiedział: ,,Odprowadziłem matkę, przy mnie wyjechała”.” (s. 86)

JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)
„Z naszego balkonu widać było część ulicy Gęsiej i przechodzące po niej na Umschlag kolumny. Po przejściu kolumny walały się na ulicy poduszki, paczki, plecaki. Zmęczeni ludzie rzucali ciężary. Starsi albo chorzy siadali na chodnikach. Wtedy Niemcy strzelali do nich. Za każdą kolumną jechał karawan bractwa pogrzebowego. Najbardziej znany był karawan Pinkierta. Zbierał tych, których Niemcy zabijali.
[…]
A więc najpierw słyszało się kroki. Jak głuche uderzenia bębna. Rytmiczne i ciągłe. Potem ukazywała się kolumna. Widziałam starego człowieka z workiem. Usiadł na skraju chodnika i położył worek obok siebie. Nie mógł iść dalej. Potem usłyszałam wystrzał.” (s. 108-109)

„Najmłodsza moja córka, Nina, pracowała jako urzędniczka u radcy adwokata Rozensztadta w Wydziale Prawnym.
W tym czasie Wydział Prawny mieścił się przy ulicy Gęsiej. Pracowali z nią razem: adwokat Goldfarb, adwokat Maślanko, Szarogroder, Goldwasser, aplikant Lewkowicz, aplikant Aleksander Lewi.” (s. 115)

„Nazajutrz idąc z mężem ulicą Gęsią do Rady Żydowskiej – spotkaliśmy obok apteki inżyniera Tyllera z Łodzi. Pracował w Dziale Budowy, kierowanym przez Edwarda i Mieczysława, synów prezesa Lichtenbauma. Po pierwszych słowach przywitania mój mąż zapytał:
„Brat mój, Witold, był znanym w Łodzi architektem. Przypisany jest do pralni parowej na Niskiej. Czy mógłby pracować w Dziale Budowy?"
„Przecież znam go osobiście! Nie wiedziałem, że jest w getcie. Jutro dam panu odpowiedź" - odpowiedział Tyller.
I rzeczywiście, dzięki jego wstawiennictwu Witold został zatrudniony jako magazynier w Dziale Budowy i otrzymał pokój w oficynie na parterze przy ulicy Gęsiej. W bloku tym mieszkali pracownicy tego działu.” (s. 120-121)

JA/ONI, III A (7 września 1942)

„Późnym wieczorem był nalot rosyjski czy angielski. Leżeliśmy już w łóżkach, zmęczeni przejściami. Godzina była dziesiąta. Huk pękających bomb i oślepiająca jasność rakiet ucieszyły Żydów. To przecież odpowiedź! Oni o nas myślą! Rozbiją Umschlag. To za nas! Żaden Żyd w getcie nie zszedł do schronu podczas tego bombardowania. Śmierć od bomby nie była straszna. Moje córki i Ryszard przez cały czas stali w drzwiach balkonowych.
Bomba trafiła w dom przy ulicy Gęsiej i oderwała kawał muru.” (s. 135-136)

ONI, III A
„Na początku wysiedleń Sabinka mieszkała przy ulicy Gęsiej. Podczas blokady kamienicy jej matka schowała się w kącie pokoju pod stosem gałganów i pościeli. Sabinka weszła pod łóżko. Przyszedł Ukrainiec i wyciągnął ją spod łóżka.
Stanęła – blada. Zdjęła z palca pierścionek – z cienkiego srebra z niebieskim kamyczkiem – i podała mu go w milczeniu. Popatrzył na jej twarz. Na szczupłe palce, które drżały – może miał siostrę podobną do niej – bo powiedział:
,,Ja odchodzę, a ty zostań”.
Odsunął jej rękę i powiedział jeszcze:
,,To ci się może przydać”.
I tak została przy życiu.” (s. 171)

„Ojciec Ryszarda wystarał się po kilku dniach o mały sklep przy ulicy Gęsiej, który miał być punktem rozdzielczym opału. Wyrzucił na ulicę wszystkie szmaty z podłogi – żelastwo, rozbite słoje, połamane graty i powiesił szyld nad drzwiami. Przechodząc pewnego dnia ulicą Gęsią, zauważyłam szyld wymalowany świeżą farbą i zajrzałam do środka.
Sklep był pusty. Nie było tam ani jednego węgielka, ani jednej łopaty torfu. Jakub Finkielsztein siedział na skrzyni, obok stało wiadro, a w kącie oparta o ścianę miotła.
Pewnego dnia w rannych godzinach odbyła się selekcja w bramie naszego domu. Podczas tej selekcji zginęła właśnie szwagierka Melamuda. Zakwestionowano świadectwo Jakuba Finkielszteina.
Wtedy Ryszard z ojcem i jednym z Niemców poszli na Gęsią i Ryszard pokazał Niemcowi szyld i sklep – miejsce pracy ojca.
Tak więc ojciec Ryszarda przesiadywał od rana do wieczora w tym pustym sklepie, a szyld był jego szańcem obronnym. I kiedy tak siedział sam jeden, wpatrzony w ścianę albo w obtłuczoną szybę okna, z pewnością przewijały mu się przez mózg najróżniejsze zasłyszane w życiu melodie, bo był bardzo muzykalny.” (s. 112)

„Teraz Nina przechodzi obok bramy domu, gdzie po wysiedlonej rodzinie pozostała w mieszkaniu dwuletnia dziewczynka. Wraz z mieszkaniem i dziecko dostało się ludziom, którzy z kolei tam zamieszkali. Kilku Niemców wiedziało o dziewczynce. Przychodzili każdego dnia i pytali, czy dziecko jadło, czy nie dzieje mu się krzywda, czy nie brak mu czego.” (s. 116-117)

ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Wzdłuż całej ulicy Gęsiej wszystkie sklepy były rozbite. Wywalone drzwi, potłuczone szyby, szmaty, żelastwo, rumowisko. Ale już powstawały nowe sklepy. Jeden – dwa sklepy rozdzielcze, skład węgla, jakiś maleńki sklepik prywatny ze słojem ogórków za szybą.
Należało ostrożnie chodzić ulicą. Uważnie patrzeć, czy nie widać Niemców. Nadstawiać ucha - czy nie słychać tupotu nóg. Bo z bocznej ulicy może nagle wypaść kolumna idąca na Umschlag, wtedy niechybnie dołączą do niej.
Tak zginęła właśnie żona urzędnika Fogla. Nie rzuciła się do bramy, nie ukryła się zawczasu.
Nina idzie i idzie. Nad nią błękitne niebo. Pod nią asfalt ulicy Gęsiej. A dokoła pustka i cisza – ani jednego przechodnia.
Nagle staje jak wryta. Słyszy krzyki i widzi przy bramie odwróconego tyłem do niej Niemca, bijącego Żyda gumową pałką. Żyd skulił się i przysiadł. Oparty o mur stoi rower, a przy rowerze pies wyjący cicho, czekający tylko na znak swego pana. Szare krótkowzroczne oczy Niny nie widziały tego z daleka.
Teraz widzi. Ale i słyszy też jednocześnie daleki, głuchy, rytmiczny tupot. Jest zbawcza brama! Więc wpada do niej. A z bramy na podwórze, kierując się do piwnicy. Na podwórzu na ziemi leży dwóch zabitych Żydów. Bez butów i bez marynarek. Ostrożnie przechodzi obok nich. W korytarzu piwnicznym razem z kilkoma kobietami czeka czas jakiś. Potem idzie dalej. Idzie i idzie. Teraz przechodzi obok domu, gdzie mieści się szkoła pielęgniarek. Siostra jej, Irena, jest uczennicą tej szkoły.
Nina podnosi oczy – czy nie zobaczy Ireny w oknie? Ale w oknach nie ma nikogo.” (s. 115-116)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„W dniu pogrzebu wszyscy udaliśmy się na Gęsią – tam miał zostać pochowany. W domu nic nie powiedziałem, bo nie chciałem ich martwić. Pierwszy raz w życiu widziałem tyle trupów, całe szopy [chodzi o szopę na cmentarzu żydowskim] były założone ciałami nieboszczyków, było wykładane jak cegły lub deski. Byłem wstrząśnięty do głębi tym widokiem, ciała były wychudzone, tylko kości można było widzieć. Zobaczyłem ciało jednego topielca, było czarne; wstręt, który mną ogarnął, był nie do opisania, wstrząsające.” (s. 73-74)

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
F, II

"Byleby dalej od muru – stamtąd nawet gorliwy policjant ich nie zawróci. Po cóż miałby się darmo fatygować długim na Gęsią kursem i tracić cenny czas, tak bogaty w zyskowniejsze okazje – choćby takie jak dorosły Żyd?" (s. 20)
Bogdan Wojdowski
F, II
„W południe, o tym czasie, kiedy oni warowali pod kuchnią gminną na Walicowie, skonała najmniejsza pociecha stróża, Surełe. Najpierw w stróżówce był zupełny spokój, a potem naraz wyskoczył Chaskiel na dwór i zaczął wywijać siekierą, Szkoda, że tego nie widzieli. Jak lata pod podwórku i wywija siekierą w biały dzień. Lata i krzyczy. Niech schodzą, on zaraz zrobi porządek i nakarmi całą kamienicę. Z tasakiem, z nożem. Co kto ma. Niech idą. No i zaczęło się. Mordchaj Sukiennik pił z Żeleźniakiem na Grzybowie, a koń nad pustym żłobem cały dzień. A Chaskiel o tym dobrze wiedział. Poszedł i siekierą stworzenie! Po łbie, ale miał już słabą rękę. Po karku, po grzbiecie! A kobyła uwiązana na łańcuchu i tylko wierzgała, a stajnia we krwi. Koń ukląkł. Ludzie tymczasem stali naokoło, głowa przy głowie, i czekali. Patrzyli, co z tego wyniknie, a Chaskiel się zmęczył. Wtedy Kalman Drabik wrócił, ten rzeźnik z drugiego piętra. Nie prowadzi już uboju i masarnię dawno zamknął, ale zawsze to rzeźnik i do niego przychodzi co tydzień szmugler z rąbanką i z kiełbasami. Ludzie, co to ma być? Jatka czy mordownia niewinnych stworzeń? Rozpaprać robotę, zacząć i nie skończyć! Tak krzyczał, tak krzyczał. A Chaskiel-stróż powiedział, że bardzo cię przepraszam -że bardzo go przeprasza, tego Kalmana, ale tutaj bieda z nędzą i dyzenteria z tyfusem, bachory mrą jak muchy, a końca nie widać. Inni mogą to samo powiedzieć. Jak jest! Niech mówią. Mówili wszyscy to samo, konina, nie konina, trefna, nie trefna, coś do garnka trzeba włożyć. Mordchajowi? Mordchajowi zapłacą, złożą się razem i zapłacą za zmarnowanego konia. Za mięso. Ale Kalmanowi, który był rzeźnikiem cechowym, chodziło nie o to. Tylko że konia nie tak się szlachtuje.
Tylko tak i pokazał, a miał złotą rękę. Najpierw puknął kobyłę drewnianym miotem między uszy, a potem wziął długi ostry nóż, przejechał palcem po ostrzu i pociągnął tym ostrzem raz po gardle. A potem pociągnął jeszcze raz i sprawa załatwiona. Nikt nie wiedział nawet, kiedy. Tak się uwinął. Macie-i zanim mięso wystygło, ludzie je obskoczyli. Rozbierajcie-to powiedział jeszcze rzeźnik Kalman Drabik. Każdy z tym, co miał, z nożem, z tasakiem kuchennym, rzucili się na kobyłę i zaczęli rozbierać. Tak ją rozbierali może dziesięć minut, aż zostały na ziemi przednie nogi z kopytami, łeb z grzywą, czerwona wstążka, ogon i flaki, ale po flaki przybiegł Nahum Szafran, zgarnął na taczki i uginając, się pod ciężarem potoczył wszystko razem w ruiny, gdzie przesiedleńcy koczują. A kiedy Mordchaj Sukiennik wrócił w stajni leżała zakrwawiona skóra. Obijał pięściami głowę, latał po piętrach, łomotał wszędzie do drzwi i wolał, że tego nie przeżyje. Powiesi się, zaraz pójdzie się topić w Wiśle. Pobiegnie na wachę, stanie przed żandarmem z czapką w ręku, niech go żandarm z łaski swojej zastrzeli, bo on bez chabety już nie ma co robić: na tym świecie. Bez konia, bez wozu.
-Mnie? Ostatniego furmana na Krochmalnej? Mnie taka rzecz spotyka?
Jeszcze teraz wolał. W ciszy przytajonej głucho kamienicy słyszeli jego krzyk. Mordchaj przeżył swego konia; nie umarł ze zmartwienia, nie powiesił się po stracie, nie utopił w Wiśle. Porąbał furgon, orąbał dorożkę, a drzewem tym palił całą następną zimę. Ale przy koniach pozostał do końca, prawie do końca. Prowadził potem w dużym getcie niebiesko-żółty omnibus, konny tramwaj żydowski z gwiazdą Dawida wymalowaną z przodu i z tylu, jako miejski kuczer na pensji gminy. Przez Żelazną, Gęsią i Nalewki. ,,Mordchaj, Mordchaj, strzelnij z bata!" Stary furman znów stał na wysokości i ze swojego kozła górował nad tłumem; stamtąd wydawał zdychającym chabetom zachęty w dziwnym,z apomnianym, prastarym języku, a wewnątrz na twardych ławkach omnibusu trzęsła się gromada zawszonych pasażerów. ,,Mordchaj, Mordchaj, strzelnij z bata... " (s. 124-126)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Gęsia 4,  - Gęsia 6,   - Gęsia 6/8 (szpital),   - Gęsia 6/8/10,   - Gęsia 7,   - Gęsia 10,   - Gęsia 15,   - Gęsia 17,   - Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),   - Gęsia 25,   - Gęsia 27,   - Gęsia 30 (szop stolarski OBW),   - Gęsia 35a,   - Gęsia 42,   - Gęsia 43 (Biuro Zarządu Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce),   - Gęsia 67,   - Gęsia 80,   - róg ulic Gęsia/Lubeckiego,   - róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),
- Dzika/Gęsia,  - Gęsia - plac,   - Gęsia (prawa strona od Zamenhofa),  - Gęsia (m. Lubeckiego a Smoczą),   - Gęsia (m. Zamenhofa a Lubeckiego),   - róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha),   - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),   - róg ulic Nalewki/Gęsia,   - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),
OBSZARY:
- Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska/Wołyńska,   - Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki,   - Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,    - Obszar: Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,   - Obszar: KOCIOŁ: GĘSIA/ ZAMENHOFA/ SMOCZA/ PLAC PARYSOWSKI,   - Obszar: KOCIOŁ na MIŁEJ: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,   - Obszar: GETTO CENTRALNE (Gęsia, Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),   - Obszar: GETTO SZCZĄTKOWE (Gęsia/Lubeckiego/Pawia/Zamenhofa),
TRASY:
- Trasa: Dzika - Gęsia - Miła - Szczęśliwa - Plac Parysowski,   - Trasa: Dzika - Gęsia 22 (Gęsiówka),   - Trasa: Elektoralna 12 (apteka) - Umschlagplatz,   - Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Gęsia - Nalewki,   - Trasa: Gęsia 25 - Gęsia (wacha) - Nowolipie - Leszno,   - Trasa: Gęsia 30 - Smocza,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Umschlagplatz,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Zamenhofa - Pawia 14,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Pawia 14,   - Trasa: Gęsia 80 - Umschlagplatz,   - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),   - Trasa: Leszno 1 - Karmelicka - Gęsia (wacha) - Okopowa - cmentarz żydowski,   - Trasa: Miła - Gęsia 30 (Szop OBW) - Miła,   - Trasa: Miła - Pawia - Gęsia 30,   - Trasa: Nalewki - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa: Narbutta 8 - Gęsia,   - Trasa: Ogrodowa 17 (Głowna Komenda) - Gęsia 22/24 (więzienie, tzw. Gęsiówka),   - Trasa: Świętojerska - Daniłowiczowska 7 - Gęsia 22/24 (więzienie),   - Trasa: Wołyńska 3 - Gęsia 25,   - Trasa: Wołyńska 21 - róg Lubeckiego/Gęsia,   - Trasa: Zamenhofa 19 - Gęsia,   - Trasa: Zamenhofa - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa linii tramwajowej: Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa - Dzielna - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Gęsia - Nalewki - Plac Muranowski,   - Trasa omnibusów, tzw. kohnhellerek: Żelazna - Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Gęsia - Nalewki - Muranowska - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - Leszno,

[caption id="attachment_9387" align="alignleft" width="967"] Ul. Gęsia. Bazar między ul. Lubeckiego a Smoczą. W głębi domy nr 47 i 49 (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]</document>
<document nplp_id="5104" title="NOWOLIPKI" slug="nowolipki">
Władysław Szpilman
JA, II D
„W niedzielą, 19 lipca występowałem jeszcze w ogródku jednej z kawiarń przy Nowolipkach, nie przeczuwając nawet, że może to być mój ostatni koncert w getcie. Ogródek wypełniony był po brzegi, lecz panował raczej smutny nastrój. Po występie zajrzałem do „Sztuki”. Była późna pora i nikogo już w lokalu nie było. Tylko pracownicy kręcili się to tu, to tam, by dokończyć swych codziennych obowiązków. Przysiadłem się na chwilę do szefa baru. Był zdruzgotany i wydawał polecenia bez przekonania, raczej dla zachowania pozorów. - Czy przygotowujecie już pomieszczenie na nasz sobotni koncert? - zagadnąłem go. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię, a na jego twarzy odmalowało się ironiczne współczucie dla mojej niewiedzy o decyzjach, które już dawno przypieczętowały nagły zwrot w losach getta. Sądzi pan naprawdę, że w sobotę będziemy jeszcze przy życiu? - spytał z naciskiem, pochylając się w moim kierunku nad stołem. Jestem tego pewny! - odpowiedziałem. I jakby moja odpowiedź otwierała przed nim nowe perspektywy ratunku i jego los miał zależeć ode mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział płomiennie: - Jeśli będziemy jeszcze żyć, może pan tu w sobotę na mój rachunek zjeść kolację, jaką pan tylko będzie chciał, i... - tu zawahał się przez chwilę, lecz zdecydował się najwidoczniej pójść na całość i kontynuował -... i może pan zamawiać na mój rachunek najlepsze trunki, jakie są w piwnicy „Sztuki”, i też tyle, ile pan tylko będzie chciał! Według pogłosek akcja wysiedlenia miała się rozpocząć w nocy z niedzieli na poniedziałek.” (s. 82)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
JA/ONI, III A
„Ulice wyglądały jak wymarłe, nikt nie śmiał wytknąć nosa, a stukanie obuwia o kamienny bruk wielu tysięcy osób, przypominało niemiarowy chód wyćwiczonych kolumn, lecz szum wzburzonych kaskad wodnych. Przyglądałem się temu pochodowi przez szparę w okiennicy parterowego mieszkania znajomej lekarki na Nowolipkach, dokąd zdążyłem się schronić, wracając do domu z szopu, do którego byłem zaproszony przez dyrekcję w celu zorganizowania produkcji przemysłu metalowego. Przypadkowy ten schron uratował mnie wówczas od zagarnięcia na ulicy, na której się znalazłem, nie spodziewając się takiego koszmarnego widoku. Gdy pochód wid minął, zaryzykowałem udać się do mego mieszkania. (s. 188)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (26.03.1942)
„Wracając Nowolipkami, spotkałem znajomego Żyda sprzed wojny, który dopiero przed dwoma tygodniami wrócił ze Słonimia. W toku naszej krótkiej rozmowy odsłonił mi z kolei bolesną ranę &amp;lt;sprawy słonimskiej&amp;gt;. &amp;lt;Ot tak, ot tak – powiedział – po prostu na moich oczach łapano matki z dziećmi i je zarzynano. Ja sam ocalałem cudem. W moim domu, w którym mieszkały cztery rodziny pozostał tylko jeden stary Żyd. Przyjdź pan do mnie, to panu opowiem. Również cały Nowogródek został wyrżnięty… &amp;gt;.” (s. 26)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Od 9-ej do 1 1⁄2 byłem u Auerswalda. Prosiłem o przedłużenie godziny policyjnej. Omówiłem sprawę czystości dzielnicy. Obejrzałem place na rogu Gęsiej i Nalewek i na Nowolipkach przeznaczone na ogródki dla dzieci.” (s. 285)
„Rano Gmina. Zwiedziłem ogródki w budowie na rogu Franciszkańskiej i Nalewek i na Nowolipkach, ogród w więzieniu. Z więzienia ponad 80 osób ma wyjechać jutro o 4 nad ranem do obozu. Umieszczono ich w drewnianym budynku na terytorium aresztu. Kiedy mnie dostrzegli, rozległy się szlochy i krzyki, które mi towarzyszyły do bramy. Ponadto kilkuset innych więźniów ma pójść do obozu.” (s. 292)
„Rano Gmina. Potem w Domu Dziecka na Wolności. W nocy ktoś przerzucił worek ze szmuglem. Nocny dozorca z Domu zbiegł, gdy się zjawiła policja. Policja zanotowała nazwisko kierowniczki Polmanowej. Zarządziłem powiększenie murów, odgradzających ogród Domu Dziecka od sąsiednich domów, i zabicie drzwi, prowadzących przez podwórze na inną ulicę. Obejrzałem nowe ogródki w budowie na Nowolipkach i na rogu Franciszkańskiej i Nalewek.” (s. 295)
„Rano Gmina. Zwiedziłem wytwórnię ceramiczną artystów w towarzystwie Heymana etc., którzy mieli fabrykę ceramiczną we Włocławku. Proponuję wyrób misek, kubków etc. Na razie bez skutku. Zwiedziłem ogródki na Nalewkach i Nowolipkach. Na niedzielę będą gotowe. O 2 pp. otworzyłem kurs przeszkoleniowy dla nauczycieli w sali Gminy. Przemawiali oprócz mnie Wolfowa i Brandszteter . Sala była pełna.” (s. 298)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W wielu kamienicach na Nowolipkach rewizje. Nadal zabierają meble.” (s. 71)
„Szewc ze Smoczej. Kupiec bławatny z Nowolipek.” (s. 107)
„Dziś dwudziestego siódmego maja [1940], słyszałem następującą historię: na Świętojerskiej 11 mieli wznieść mur, dali łapówkę, więc przesunęli na Świętojerską 13, dali łapówkę, więc przesunęli dalej. To samo dzieje się w innych rejonach, jak np. na Nalewkach, Nowolipkach, gdzie dotychczas nie ma murów, bo dano w łapę.” (s. 114)
„Księża zbierają na wszystkich ulicach podpisy, aby mieszane ulice pozostały poza gettem. Domagają się, aby nawet Nowolipki, czysto żydowska ulica została wyłączona, a to ze względu na kościół.” (s. 148)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B

29.VI.41’: „Pozostawianie chorych pod drzwiami szpitali stało się codzienną praktyką. Matki, nie mogąc znieść widoku cierpień swoich pozbawionych pomocy medycznej dzieci, mają nadzieję, że tym sposobem zdołają umieścić je w szpitalu. Szczególnie ostro epidemia szerzy się w rejonie Gęsiej, Nalewek, Nowolipek i Nowolipia. W „małym getcie” sytuacja przedstawia się trochę lepiej, mieszkają tu bowiem stosunkowo zamożni ludzie, których stać na prywatne leczenie. Niedawno ze Lwowa, zdobytego miesiąc temu przez Niemców, sprowadzono surowicę przeciwtyfusową. Ewakuujący się z miasta Rosjanie pozostawili duży zapas surowicy w fiolkach. Obecnie ten cenny lek jest przemycany do Warszawy. Stać nań jednak wyłącznie bogaczy – cena surowicy sięga nawet kilku tysięcy złotych za fiolkę” (s. 154-155).

ONI, IV A

22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A

„- Jak długo była pani w szpitalu na Stawkach?

- Kilka dni krócej niż wszyscy. Nie było mnie już z nimi, kiedy personel został przeniesiony na Pawią i oni dochodzili do szpitala na Stawki. To Marek wyniósł mnie ze szpitala i zostawił w jakimś mieszkaniu na Nowolipkach. (s. 156-157)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, III A

„Kilka numerów Nowolipek ma się wyprowadzić.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Korzystając z chwilowego spokoju, udałam się z ojcem do Marka na Nowolipki. […] Zajęty był właśnie przewożeniem rzeczy swego wujka, Józka Traumana z Dzielnej.” (s. 67)

JA/ONI, III B (6 września 1942)

„Przechodziliśmy właśnie przez Nowolipki. Ulica była całkowicie wyludniona i opustoszała.
Na domach i sklepach widać było ślady gospodarki ukraińskiej. Sklepy były zdemolowane, a żaluzje wisiały w powietrze jak symbol klęski.” (s. 98)

&amp;nbsp;


ADRESY:
- Nowolipki 10,   - Nowolipki 17 (restauracja "Riwiera" Schulca), - Nowolipki 18,   - Nowolipki 20,   - Nowolipki 22,   - Nowolipki 23,   - Nowolipki 25,   - Nowolipki 29,   - Nowolipki 30,   - Nowolipki 36,   - Nowolipki 41,   - Nowolipki 45,   - Nowolipki 48-50 (kościół św. Augustyna),   - Nowolipki 50 (szop stolarski Schillinga),   - Nowolipki 49/51A (szop Hoffmana - szwalnia),  - Nowolipki 52,   - Nowolipki 54,   - Nowolipki 57,   - Nowolipki 59 (szop stolarski Hallmana),   - Nowolipki 63,   - Nowolipki 67,   - Nowolipki 68,   - Nowolipki 68A,   - róg ulic Karmelicka/Nowolipki,   - róg ulic Nowolipki/Smocza,
OBSZARY:
– Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhof/Nowolipki/Karmelicka,  – Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),
TRASY:
– Trasa: Bonifraterska – Nalewki – Nowolipki – Nowolipie – Nowolipie (szop Schultza) – Żelazna 103,   – Trasa: Karmelicka – Nowolipki – Zamenhofa – Stawki – Umschlagplatz,    – Trasa: Lubeckiego – Pawiak – Karmelicka – Nowolipki,    – Trasa: Miła – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipki – Śliska 52,    - Trasa: Nowolipie 67 - Nowolipie 59 - Nowolipki 57 - Leszno 78,   – Trasa: Nowolipki (przy Smoczej) – Karmelicka,  – Trasa: Nowolipki 1 – Kurza,   - Trasa: Nowolipki 23 - Nowolipie 30,   - Trasa: Nowolipki 57 - Leszno 76,   - Trasa: Nowolipki 57 - Sochaczewska 10,   – Trasa: Zamenhofa – Nowolipki – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Chłodna 26,  - Trasa: Zamenhofa 32 - Nowolipki - Karmelicka - Leszno 80,</document>
<document nplp_id="5105" title="DŁUGA" slug="dluga">Rachela Auerbach
ONI, II C

„Za chłopcem na murze ukazała się – głowa żandarma. Gonił go widocznie i dopędził, dopiero gdy malec zdążył się w śmiertelnym przerażeniu przedrapać na drugą stronę. To najstraszniejsze, będące ostatnio na porządku dziennym, nie stało się jednak tym razem. Nie zdjął żandarm karabinu i nie położył trupem na miejscu małego chłopca żydowskiego za to, że przeniósł z ulicy Długiej na ulicę Mylną trzy kg kartofli.” (s. 156)

JA, II C

„Przez pół godziny obserwowałam z okna na Przejeździe szmugiel. Widziałam robotę szmuglerską po obu stronach muru i kawał zdrowia wróciło mi od tego widoku. […] Sygnalizacja odgrywa w robocie dużą rolę. Wzdłuż całej ulicy Przejazd i Długiej rozstawiane są posterunki obserwacyjne i wystarczy by na zakręcie od strony Bielańskiej czy Leszna czy też Nowolipek pojawiło się patrolujące auto albo żeby żandarm stojący na wylocie Tłomackie - Leszno skierował wzrok w stronę Przejazdu a momentalnie, jak za dotknięciem guzika elektrycznego, zaalarmowane zostają wszystkie punkty. „Wariat, wariat” przechodzi krzyk od krańca do krańca ulicy, która w ciągu jednej sekundy zmienia kompletnie swój wygląd. Nadanie alarmu. Za chwilę żandarm się odwrócił z powrotem, w drugą stronę, czy też auto przejechało w kierunku Rymarskiej, nie skręcając wcale w Przejazd. Odwołanie alarmu. Lekkie pogwizdy, pstrykanie, znaczy się &amp;lt;przeszedł&amp;gt; i znowu robota wre w całej pełni. Szalenie szybkie tempo. Od strony Długiej pędzą ludzie z tłumokami. Kobiety, mężczyźni, głównie zaś młodzież. Niektórzy na rowerach, mając pakunek na siodełku, przed sobą lub na plecach, inni wiozą wózki rowerowe. (s. 183-184)

Abraham Lewin
ONI/JA, II D (27.05.1942)
„Mój szwagier, dr T[ombak], który był w ubiegłym tygodniu w niemieckim sądzie przy Długiej, opowiedział mi, że na polskich ulicach jest pusto i głucho. Widać bardzo mało przechodniów. Warszawa, ta ruchliwa i tętniąca przyspieszonym rytmem Warszawa – zamarła. Zamieniła się w martwe, monotonne i smutne miasto głębokiej prowincji.” (s. 81)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Słynne jest odbicie samochodu jadącego z więźniami na Pawiak, które miało miejsce na Długiej obok Arsenału.” (s. 250)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
JA, I (wrzesień 1939)
„Jeszcze przed upadkiem Warszawy hydra antysemityzmu zaczęła podnosić głowę. Zdarzało się niejednokrotnie, że do schronów w domach czysto polskich nie przyjmowano Żydów, nawet w chwilach bombardowania. Takie obserwacje poczyniłem w pewnym domu przy ul. Długiej, gdzie we wrześniu 1939 roku pełniłem służbę OPL [obrona przeciwlotnicza]. Komendant naszego schronu nie przyjmował z zasady żydowskich przechodniów do nowocześnie urządzanego schronu. Vis à vis domu przy ul. Leszno nr 18, w którym mieszkałem w czasie bombardowania, mieścił się schron firmy drzewnej „Paged” na Lesznie 13. Gdy oficyna naszego domu została trafiona bombą, mieszkańcy szukali azylu w schronie przy ul. Leszno nr 13. Z motywów antysemickich odmówiono nam, pomimo iż w naszym domu nie było w ogóle schronu. To samo działo się w wielu domach o większości polskiej.” (s. 28)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Pewnego dnia poszłam do zakładu fryzjerskiego na Długiej, gdzie czesałyśmy się przed wojną obie z Mamą. Do tej samej fryzjerki. I usiadłam w fotelu, przed tym samym lustrem, jakby nigdy nic. Tylko twarz, na którą spojrzałam w lustrze, była jakaś inna.
A ta fryzjerka też zachowała się normalnie.
Zapytała: - Umyć głowę?
I dopiero potem, przy czesaniu, tak jakoś nachyliła się nade mną i zapytała cicho: - A matka?
A ja zrobiłam taki przeczący ruch głową i nic nie powiedziałam. A ona jeszcze powiedziała: - Ma pani te sa-me podatne włosy. nic nie mówiłyśmy do siebie.
Dopiero jak wyszłam, pomyślałam, czy powiedziałam sobie: - Idiotko, ufna idiotko.” (s. 143)

Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, I
„Ojciec stał na ulicy z gołą głową, trzymając klucz. Mordchaj chodził tam i z powrotem, widłami zwalał na furę sterty trawy morskiej i rozsypane daleko źdźbła deptali przechodnie.
- Murują, murują. Na Ptasiej, Przechodniej, Rymarskiej, i końca nie widać!
Rękami zgarniał, miotłą wymiatał ostatnie resztki, kiedy ojciec w roztargnieniu rozglądał się dokoła jak przebudzony ze snu. Szukał stróża, któremu wręczyć miał klucz.
- Te worki zabrać? Zabieram, na co to wam?
- Zabieraj.
Zabrał i pojechał: niedaleko miał.
- Już Długa zamurowana!” (s. 44)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Długa 16,   - Długa 19,   - Długa 24,   - Długa 27,   - Długa 29 (Hotel "Polski"),   - Długa 38/40 (Arbeitsamt), - Długa (piwnice pod Arsenałem),
TRASY:
- Trasa: Bagatela 12 - Aleje Ujazdowskie - Długa,    - Trasa: Długa - Mylna,   - Trasa: Ogród Saski - Senatorska - Bielańska - Nalewki 2/Długa 50 (pasaż Simonsa),   - Trasa: Pawia - Chmielna (Hotel "Royal") - Długa 29 (Hotel "Polski"),</document>
<document nplp_id="5108" title="CEGLANA" slug="ceglana">
























Rachela Auerbach
ONI, II C

„Polowanie na Żyda idzie całą parą i dzień dzisiejszy obfitował w ofiary różnej kategorii. Wyciągnięci w nocy z łóżek reżyser Szaro z teściem i szwagrem, zastrzeleni &amp;lt;wedle listy&amp;gt;, zastrzeleni na ulicy w dzień szmuglerzy i nie-szmuglerzy. Jacyś cywile strzelili w tłum na placyku targowym na Ceglanej czy na skwerku. Są zabici na miejscu, są śmiertelnie ranni, na Krochmalnej i Walicowie wybuchła dzisiaj przed wieczorem śmiertelna panika, przechodzenie wzdłuż ogrodzeń kolczastych w &amp;lt;małym getcie&amp;gt; stało się rzeczą o każdej porze dnia w najwyższym stopniu ryzykowną.” (s. 178-179)

Leokadia Schmidt
JA, III A
„Tego samego wieczoru pielęgniarka naszego synka, mieszkająca przy ulicy Ceglanej, w tzw. małym getcie, zmuszona była przyjść do nas z powrotem. Była przerażona. Opowiadała, że Nowolipie od rogu Smoczej do Karmelickiej otoczone jest kordonem Niemców i policji żydowskiej. Jak się później dowiedziałam od mojej siostry, która mieszkała na tej ulicy, była to blokada na większą skalę, trwała od godz. 6.00 rano do 9.00 wieczór. Kazano wszystkim zejść na podwórko, kto pozostanie w mieszkaniu, zostanie z miejsca zastrzelony. Siostra należała do tych, którzy nie zlękli się i zostali w domu, dzięki czemu chwilowo ocalała. Z tej blokady zabrano kilka tysięcy osób. Widziałam, jak prowadzono ich Smoczą. Tej nocy wcale nie spaliśmy.” (s. 29-30)
ONI, III A
„Opowiadano, że w jednym z domów przy Ceglanej znaleziono w łóżku trupa młodej kobiety. Gdy – chcąc wyjąć ciało nieszczęśliwej – dotknęli pościeli, cała pościel rozsypała się w proch. Okazało się, że kobieta przed popełnieniem samobójstwa oblała się jakimś żrącym płynem.” (s. 92)

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Znów zabrano ulicę Ceglaną. Haberbusch objeżdża miasto (Mylna etc.) i pono otrzymuje kwiaty.” [23 X 1940] (s. 129)
JA, II D
„Z rana o 8-ej byłem na placyku na Ceglanej, dokąd przyprowadzono w nocy około 800 wysiedlonych z Rawy Mazowieckiej i okolic. Małe dzieci, niemowlęta, kobiety. Widok ten rozerwałby mi serce, gdyby nie było tak opancerzone 3-letnią niedolą.” (s. 298)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 23 października [1940], znów podawano przez megafon, że wyłączono z getta Waliców i Ceglaną. Równocześnie okazało się, że wiadomości o przedłużeniu terminu z 31 października na 15 listopada są fałszywe. Ludzie potracili głowy, bo nie wiedzą, gdzie się przeprowadzić. Żadna ulica nie jest pewna, bo wszędzie jest coś, co może narazić te ulicę na niebezpieczeństwo.” (s. 147)
„Dziś, 24 października [1940], włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w jedną stronę, raz w drugą, i nikt nie wie, kiedy to wszystko się skończy. Miał miejsce taki oto wypadek: ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W międzyczasie dowiedział się, że Żelazna i sąsiadujące ulice nie należą do getta, znalazł się na ulicy, tymczasem zabrano mu rzeczy. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i je otrzymują.” (s. 149)

Mietek Pachter
JA, IV A
„My chodzimy nadal do pracy, małe getto należy obecnie do neutralnej strony, tak samo Żelazna, Nowolipie, Nowolipki, Gęsia itp. Ghetto zaczynało się obecnie na Gęsiej, Zamenhofa, ale były wysepki, czyli szopy.
Pracujemy obecnie na Ceglanej, pracy, choć trzeba… do zorganizowania, ale jednak udało się dość dobrze zorganizować. Został jeden tylko komin i ten komin ja miałem rozebrać. Nikt nie chciał się tego podjąć, komin ten wystawał z muru trzypiętrowego. Na dwa piętra, czyli był na wysokości pięciu pięter. Wejście najdogodniejsze było tylko z sąsiedniego domu, ale tu trzeba było przerzucić deskę lub drabinę, by się dostać na szczyt komina. Komin był długości 2,5 metra; wchodzimy więc ja z Wilkiem – do niego miałem najwięcej zaufania, że będzie trzymał deskę, a wraz z nią moje życie.” (s. 146-147)

Bogdan Wojdowski
F, I
„Mordchaj Sukiennik po raz ostami wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Cieplej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. ,,Verboten!" - krzyczały tablice. „Durchgang verboten!" - groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN.
- Podawaj, Maniuś, podawaj, podawaj!
W ciszy nie przebudzonego miasta krzyk ten zrywał go na nogi. Ukradkiem podchodził do okna. Pierwsze tramwaje jechały ulicami wyłaniając się z mgły, jak majaki innego, niepojętego świata, a ich wysoki wizg ginął na zakręcie, gdzieś w głuchej pustce Hal. Biły, biły dzwony u Św. Karola. Widział po tamtej stronie twarze, bielały niewyraźnie, wynurzały się z nocy, która pierzchła.
Z oczami zwróconymi na mur w budowie, ojciec zanosił poranne modlitwy”. (s. 46)

F, II
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne”. (s. 56-57)

F, II
„Strzały z Ceglanej zbliżyły się, słychać było kroki uciekających, krzyki żandarmów. Zagłuszyła je szumem, brzękiem gwałtownie spuszczona blaszana żaluzja od ulicy. Bezładne uderzenia pięścią o blachę i wycie niepodobne do ludzkiego głosu: “Ludzie, otwórzcie!", nie milkło, aż przerwała je seria i stukot podkutych butów oddalił się, cichnąc w bramie domu naprzeciwko. Zapadła krótka cisza, raptem rozległo się wołanie i upiorny chichot, ,,Dozorca! Dozorca!" Trwał gdzieś blisko cienki zgiełk tłuczonych szyb. Krzyki maszerującego patrolu”. (s. 210)

F, II
„Było to w połowie drogi między wylotem Ceglanej i Prostej, w okolicach, gdzie schodzili się na pokątny handel kupcy z obydwu stron muru. Przełaz ten miał złą sławę; mały i ciasny, dusił ofiary w przejściu. Szczelinę nad brukiem, którą murarze wybili na ściek w miejscu, gdzie dawniej biegł rynsztok, chłopcy z bandy Barucha Oksa nocą rozdłubali tak, że od biedy odpowiednio wyschnięty szkielet mógł się tamtędy przecisnąć; oglądał ten przełaz długo z bramy domu i dalby wiele za to, żeby zmaleć. Oglądał przełaz nieufnie, zanim przebiegł jezdnię, i rozpaczliwym spojrzeniem pragnął rozkruszyć mur. Pamiętał, że w tym miejscu padł Henio Śledż z żywnością, kiedy utknął mu worek w wyłomie i nie zdążył skryć się w porę przed patrolem, a Mordka Caban, ścigany przez Wścieklego Psa, ze strachu cisnął w błoto kilo słoniny i uciekł stamtąd w ostatniej chwili. Dawid zrobił inaczej; torbę z chlebem i kartofle w worku-niedużo tego było-bez namysłu przerzucił górą, a sam padł na plecy, podciągnął kolana i odpychając się piętami od bruku wcisnął ramiona w szczelinę. Dalej nic, pustka, wyrwa w pamięci. Musiał szamotać się w ciasnym wyłomie z kurczowo zaciśniętymi oczami, ale jak długo to trwało? Pierwsze, co zobaczył, to był ukruszony kawałeczek muru w ręce. Tkwił już między cegłami, czuł nacisk masywu na żebra, kiedy szarpnął go ktoś mocno za spodnie i nad uchem świsnął mu policyjny gwizdek. Bity, fikał nogami. ,,Wyłaź, szczeniaku!"- ,,Nie inogę !" Zaparł się i nie puszczał szczeliny, czując, jak serce twardo bije o kamienie. Zewsząd zbiegli się ciekawi i pałka poszła w ruch. Po tej stronie Żydzi widzieli już głowę, a po tamtej stronie noga została w ręku policjanta i słyszał rozbawione głosy, hałas, śmiech. Roztajał pod nim śnieg i błoto ciekło za koszulę; to czuł, a bólu nie czuł wcale. ,,Paa posterunkowy, niech pan go puści." Czyj to był głos, nie wiedział. Wiedział za to, że tutaj sprzed nosa głodni ukradną mu chleb, a tam tak długo będą hałasować, krzyczeć i gwizdać, aż pokaże się żandarm i kropnie go na miejscu jak szczura [...]. To był szyld na ścianie z przeciwka i nagle ten szyld zasłoniła trupio szara twarz, nisko pochyliła się nad nim i widać było wszy na brwiach.Z mierzyły go nieruchome, żółte, rozradowane oczy; Długi Icchak podniósł niedbałym ruchem chleb, podrzucił z uciechą torbę i odszedł stamtąd śmiejąc się głośno. ,,Dawid, tobie już nic nie trzeba. Giemza!" Po każdym uderzeniu głowa odbijała się od kamieni jak piłka Ulica kołysała się razem z nim, kołysał się szyld z przeciwka, koślawo biegnący Icchak, a tuż, blisko-lewe nogi, prawe, gwiazdy na rękawach, ku którym wyciągał rękę. Zaczął krzyczeć, ponieważ ukradli mu chleb. Tłum uciekał przed siebie w popłochu, a on utknął w szczelinie mrużąc oczy ze strachu przed strzałem, na który czekał. Własny krzyk przebrzmiał mu w uszach, przybyło sił; jeszcze jeden wysiłek, szarpnięcie i klęczal na kolanach.
Ciasny nawis był już poza nim. Uciekł za uskok muru [...].
Z krzykiem biegł i na rogu Grzybowskiej Długi Icchok rozsypał kartofle. Nie wiedział, czy zbierać je, czy dalej gonić charłaka, który z chlebem skręcił w bok; jeszcze mu Kuba Wałach podstawił zwinnie nogę. Poszorował nosem po flizach chodnika. Usiadł, nad nim stała banda Barucha Oksa. Patrzyli na niego wszyscy uważnie i żaden nie sięgnął po worek.
Dopiero na schodach-kiedy szedł wolno pod górę, kładąc się na poręczy ze zmęczenia, wlokąc worek przy butach jak psa-oklapł do reszty. Wzięło go! Sienią szła Sura-przekupka, rozciągnęła szare wargi w krzywym uśmiechu. Świeży chlebuś? Odstąpi? A potem zeszła tyłem, szybko przekładając nogi. Powlókł się do otwartego okna na półpiętrze i w jakimś porywie bezsilnej rozpaczy gotów był cisnąć szmugiel-im, wszystkim, na łeb, ale okno było wysoko, a on zmęczony i zanim wciągnął ciężar na parapet, siły go opuściły. Drżały mu ręce, nogi. Wyjął kartofel, obejrzał bezmyślnie szramę na obierzynie, wrzucił z powrotem, wyjął drugi i zamachnąwszy się ciężko cisnął przed siebie w okno stróżówki. Szum szkła, rejwach, wołanie Chaskiela-stróża sprawiło mu złośliwą ulgę”. (s. 224-225)

F, II
„Ulica uciekała bokiem na mur, a domy stały krzywo, kiedy wyszedl po raz pierwszy na miasto [po przechorowaniu tyfusu - PR]. Szedł ostrożnie po pochyłości, mijany przez tłum, wszyscy go wyprzedzali i nie mógł się nadziwić, że tak szybko przebierają nogami, a jego niewidocznie spychało, zwiewało bokiem na ściany. Zatrzymał się, przy Ceglanej na postoju ujrzał rikszę. Ojciec siedział na siodełku ze zwieszonymi luźno nogami, ciężko oddychał. Uchylone miał usta i zęby na wierzchu”. (s. 272-273)

F, III A
„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudniema-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią, do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą, do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)

F, III A
„Gdzie jest prawda? Na ulicy Żelaznej. Naum poszedł nocą i wrócił późnym rankiem.
Dotarł daleko, do strychów u zbiegu Cieplej i Ceglanej, gdzie spotkał samotnych łazików i parę ukrytych rodzin. Wszędzie to samo. Ruiny, trupy, a w splądrowanych ruderach gdzieniegdzie cienie żyjących. Uciekają spłoszeni każdym szmerem. Brakło mu słów, aby opowiedzieć, co widział. W każdym razie; to drugie przejście przez mur było zdemaskowane o czym ludzie z Ceglanej wiedzieli, ponieważ znajdowało się w ich sąsiedztwie i dlatego Kalman Drabik wrócił do miejsca, którędy miał iść Uri.
Trup Kalmana został wkrótce sprzątnięty z ulicy, kiedy Niemcy kazali więźniom z Prostej obejść mur; oznaczyli farbą wszystkie stare i ujawnione przełazy, aby krążące posterunki z daleka już widziały cel. Żelazną bez przerwy sunęły patrole, siejąc postrach wśród uciekinierów”. (s. 363)

F, III A
„Mordarski powiedział swoje ostatnie słowo. Poszedł i więcej do kryjówki nie wrócił. A ludzie ze strychów na Ceglanej długo potem jeszcze opowiadali więźniom od Toebbensa, jak to było. Przez Waliców na Ceglaną skradał się szarym świtem. Pod osłoną rumowiska straganów, aby nie wypatrzyli go wartownicy z Prostej, przepełznął placyk i wydostał się na ulicę Żelazną kolo przełazu. Tam stal i czekał, w widocznym miejscu. Rozpiął futro. Kiedy czarny wyszedł z ukrycia w zrujnowanej bramie, kupiec zdjął futro i rzucił mu pod nogi. Trafiony został z bliska. Mówili, że ten czarny zbaraniał, kiedy po drugim strzale kupiec stał mocno na nogach i zdążył jeszcze wyciągnąć spod koszuli woreczek kosztowności. Niemiec znów strzelił, Mordarski kosztowności upuścił, ale sam nie upadł. Wyjął w ostatniej chwili garść dolarów i cisnął czarnemu w twarz. Niemiec stał wśród polatujących pieniędzy i strzelał raz za razem spiesząc się, by Mordarski przestał wreszcie te pieniądze rozrzucać na wiatr, a on dalej rzucał tymi pieniędzmi w Niemca.
-Cham nie poznał się na cybetach.
Tak mówili ci, którzy koniec Mordarskiego oglądali ze strychów na Ceglanej.
-Eh, futro Mordarskiego! Wierzch z angielskiego sukna na cybetach i szalowy kołnierz z wydry.
Więźniowie z warsztatów na Prostej mówili inaczej; prawie to samo, ale trochę inaczej. A widzieli dobrze. Według nich Mordarski przekupił czarnego, ale przechytrzył. Zdjął futro, złoty zegarek z ręki. Czarny wciąż targował się z nim, chciał więcej. Mordarski odmawiał, pewno bał się zdradzić, że ma ukryte dolary. Kiedy czarny ubił z kupcem interes, odprowadził go pod murek, w tej zrujnowanej bramie oddał pierwszy strzał i zranił Mordarskiego w rękę. Ranny darł zębami ubranie, żeby wypruć zaszytą forsę, a w tym czasie czarny oddał dwa strzały. Zanim Mordarski skonał, sztywniejącą ręką rozrzucił koło siebie paczkę banknotów, które frunęły przez placyk aż pod warsztaty na Prostej; wtedy esesman oparł karabin o murek przy martwym i rzucił się w pogoń za dolarami, a był już najwyższy czas, bo paru wartowników opuściło posterunki przy drutach i potem-pokazując rękami po kolei ruinę bramy, usypisko sczerniałych straganów, wyburzoną posesję, dokąd sięgał ich rewir, i wartownię u wejścia do Toebbensa-długo o coś tam się z nim kłócili”. (s. 368-369)

F, III/IV
„Tam mówiono, że kryjówka na Krochmalnej ciągle jeszcze służy innym; ktoś widział na starych śmieciach skrzypka Nataniela, ktoś widział, jak kręci się w ruinach Uri, który wrócił zza muru, stara Zełda… Podobno, ze strychów na Ciepłej i Ceglanej przeniosło się do lochu parę rodzin, i był wśród nich u Toebbensa człowiek, który zaklinał się na wszystkie świętości, że Felek Piorun zdążył przed Niemcami opróżnić schowek ze skór i zabrać przy okazji jakichś Żydów. Trzy dni miał wozić furą Żeleźniaka towar pod osłoną starych mebli i popsutych zegarów, brudnych pierzyn, tłumoków z odzieżą.
No, ale wacha też musiała chyba coś z tego mieć”. (s. 372)
ADRESY:
- Ceglana 7,  - Ceglana 11,  - Ceglana 17,  - Ceglana (szpital),  - Ceglana (mykwa),  - róg ulic Ceglana/Waliców,
</document>
<document nplp_id="5109" title="NOWOLIPIE" slug="nowolipie">
Rachela Auerbach
ONI, II C

„[…] podobno jest na Nowolipiu paserski sklepik, który skupuje od łapaczy niedojedzone pieczywo.” (s. 168)

„Paczka zjeżdża w dół, przechodzi przez szereg rąk od muru do ruiny Przejazd 11, osiąga właściwego odbiorcę i za minutę stanowi już przedmiot dalszego handlu w jakiejś [melinie] na Nowolipiu lub Mylnej, albo też odjeżdża […] na jednym z wózków czekających na placyku opodal, gdzie znajduje się lotny co prawda, ale coraz o powracający posterunek tragarzy niczym przed jakim dworcem lub placem targowym. Gdy wracałam, zwróciła właśnie moją uwagę dziwna cisza i pustka po żydowskiej stronie muru. U wylotu Mylnej i Nowolipia pustki. Ja nie widziałam nikogo, ale oni widzieli. […] parceli u rogu Nowolipia stało 2 Niemców […] powyżej. Niemcy[?] […] z posterunku[?]” (s. 185-187)

JA/ONI, II-III

„Nieraz słyszałam ludzi dziwiących się cierpliwości głodujących mas. Witryny sklepów spożywczych przy takiej ulicy Karmelickiej pełne są wszak jedzenia. Są tam wystawione tłuste, wielkie ciasta z podejrzanymi nadzieniami, stosy chleba i chałek, nie brak delikatesów, owoców, często zdaje się zupełnie jak przed wojną. Na bazarowych straganach i przed bramami na Nowolipiu czy na Smoczej leżą wyłożone dziwaczne, odrażające produkty żywnościowe nowego typu, na które pożądliwie patrzą oczy dziesiątek tysięcy głodnych ludzi, a mimo to nikt nie wybija szyb w sklepach i zaledwie kilka razy zdarzyło się, że tłum rzucił się w wigilię jakiegoś święta rabować stragany.” (Brulion monografii kuchni ludowej, s. 225-226; czas działania kuchni, od maja 1941(?) do końca lipca 1942).

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (07.06.1942)
„Ostatniej nocy znów z rąk niemieckich morderców w mundurach padły ofiary, żydowski mężczyzna i kobieta. Około godziny pierwszej w nocy na róg Krochmalnej i Nowolipia przyjechał samochód, z którego wysiadł Żyd lat około 35 i dwaj niemieccy oficerowie. Pozwolili Żydowi odejść kilka kroków do przodu, potem do niego strzelili. Żyd jeszcze żył, strzelili do niego jeszcze raz i jeszcze raz, aż był martwy. Następnie zadzwonili do drzwi domu przy Nowolipiu 22 i rozkazali stróżowi zabrać zwłoki do bramy. Rano zabrano ciało. Kim był ten człowiek – nie wiadomo. Według pewnych źródeł miał to ponoć być pewien Rozen z Elektoralnej 24. Na Nowolipie przyprowadzili żydowską kobietę i zabili ją. Przypuszcza się, że przyprowadzili ją tu ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; i zamordowali. Takie zdarzenie miało już miejsce kilka tygodni temu, kiedy to na ulicy Majzelsa zastrzelono dwie żydowskie kobiety, które znajdowały się poza murami getta.” (s. 108)
JA, III C (14.08.1942)
„Ostatnia noc, którą spędziłem w mieszkaniu przy Mylnej 2; jest to moje mieszkanie z okresu wojny. Jak wyglądają ulice? Chodniki są ogrodzone, ludzie chodzą środkiem ulicy. Znajome ulice – Nowolipie (z obu stron Karmelickiej), Mylna i inne – są całkowicie zagrodzone przez płoty i mury, nie sposób tam wejść. Odnosi się wrażenie, że są to klatki. Wygnali z mieszkań całą żydowską ludność Warszawy.” (s. 192)
ONI, III A
„Getto będzie zajmować 1/3 albo ¼ obecnego terytorium, jeśli nie ukażą się nowe zarządzenia tego typu. Opróżniają ulice, które już przedtem oddano niemieckim firmom. Ogrodzono je już parkanami, np. Mylną, Nowolipie, Dzielną itd. Nienasycone wraże łapy znów po nas sięgają. Wczoraj zabrali setki urzędników z Gminy, ŻS[S], JHK. Stał Brandt, komendant gestapo, i własnoręcznie bił zatrzymywanych. Bili Jakuba, Frumę i Uriego.” (s. 196-197)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
JA/ONI, II D (26.03.1942)
„Po przybyciu na moją ulicę, na Nowolipie, znów spotkałem znajomego Żyda, który opowiedział mi wiele wiele smutnych nowin, zaczerpniętych z listów. Oto one:
1.W Zduńskiej Woli, w ubiegłe święto Purym, złapano dziesięciu Żydów i zmuszono, aby inni Żydzi powiesili ich na rynku na dziesięciu szubienicach.
2. To samo wydarzyło się również w Łęczycy, znajdującej się w tymże okręgu. (To samo miało miejsce podobno również w Bieżuniu).
3. Z Izbicy, lubelskie, wysłano [do Bełżca – B.S.] wszystkich miejscowych Żydów w liczbie 500 .” (s. 26-27)
ONI, II D (11.06.1942)
„W środę, po tym jak we wtorek wieczorem padły dwie ofiary, szmugiel na Nowolipiu i Przejeździe zamarł. To było jak dzień żałoby ku czci zamordowanych towarzyszy z cechu przemytników. Dziś, nie bacząc na straszliwy terror rozpętany przeciwko szmuglerom i wielką liczbę ofiar ludzkich z ostatnich dwóch dni, szmugiel znowu odbywał się pełną parą, jak gdyby nic się nie stało.” (s. 117)
ONI, III A
„Blokada ulic. Na Nowolipkach, w pobliżu ŻSS, złapali dziewczynę lat 15-16, która szła z koszykiem po zakupy. Płakała i krzyczała wniebogłosy. W H. natrafili na dobrze ubrane kobiety. Około 95% spośród wysiedlonych wyjeżdża bez żadnego bagażu, bielizny bądź odzieży.” (s. 178)
JA, III C
„Przenoszę moje rzeczy do Naci na Pawią 14. Pierwsza blokada na Nowolipiu, Karmelickiej. Znowu są ofiary, bardzo dużo wygnanych. Obliczają na 15 000. Powiadają, że wysiedlenie obejmuje głównie kobiety i dzieci.” (s. 193)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych […]. Opróżniono z mieszkańców szereg domów przy ul. Leszno (od Solnej do Żelaznej), Nowolipie, Mylnej, sierociniec dra Korczaka (po raz drugi).” (s. 187)
„Po opróżnieniu wielu domów i wywiezieniu wielu tysięcy mieszkańców Niemcy zarządzili zmniejszenie getta, nakazując opuszczenie obszaru tzw. małego getta […]. Ci, którzy opuścili teren, pozostawili resztki swojego dobytku w opuszczonych mieszkaniach, warsztatach i ukrytych składach, nie mając technicznych możliwości do jego ratowania, ewentualnie spieniężenia na aryjskiej stronie. Ulica Leszno stała się linią demarkacyjną. Cały opróżniony teren łącznie ze stroną nieparzystą ul. Leszno był wolny od Żydów, a Polakom przez pewien czas wstęp był wzbroniony. Po parzystej stronie ul. Leszno, jako przyległej do getta, znajdowały się niektóre szopy, zatrudniające Żydów i do tych należały bloki domów przy ul. Karmelickiej, Nowolipie itd. W blokach tych zamieszkiwali wyłącznie robotnicy danych fabryk.” (s. 189-190)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II
„Duża liczba dzieci, które przychodzą do tych instytucji [pomocowych], ma objawy suchot, część – innych chorób, a w niektórych przypadkach nawet szkorbutu – tej strasznej głodowej choroby, o której wiedzieli tylko ci skazani na dożywotnie więzienie aresztanci Szlisselburga w carskiej Rosji.
Szkorbut – szkorbut! Ale czy ta straszna scena ze Smoczej, w której chłopiec dwunastoletni siedzi na krześle postawionym na trotuarze, siedzi wpół leżąc, bo siedzieć prosto nie może, ponieważ szeroko rozpięta koszula pokazuje, że jest spuchnięty aż ponad pępek, a z rozdartego kroku wystaje spuchnięte jądro. – czy ten bolesny obraz lepszy jest od szkorbutu? Czy obraz dziewczyny na Nowolipiu, która siedzi i zbiera z siebie wszy, i wkłada je sobie z ponurym, tępym, idiotycznym spokojem do ust – jest mniej straszny od szkorbutu? I, w końcu, czy te bose, obdarte, pozostawione sobie samym dzieci na Wołówce w deszczowe, śnieżne, wietrzne listopadowe dni, które leżą jedno na plecach drugiego, aby się w ten sposób ogrzać, i żebrzą przy tym, jąkając się z przenikliwego, wstrząsającego ciałem zimna – lepsze są od szkorbutu?” (Dzieci na bruku, s. 432)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA/ONI, III A
„W tym czasie ubyło już sporo osób z mojego zespołu. Pierwsza poszła w czasie akcji niemieckiej na Nowolipiu sympatyczna i zdolna młoda koleżanka z Łodzi – dr. Wolińska z mężem lekarzem i całą rodziną.” (s. 76-77)
JA, III
„Taką akcję &amp;lt;dodatkową&amp;gt; przeżyliśmy. Była to akcja typowo uliczna, do domów nie wchodzono. Widziałem taka akcję w dużym getcie, na Nowolipiu. We wcześniejszym okresie oczyszczano tam teren dla szop. Gdy po obiedzie wstąpiłem do szpitala (był wtedy jeszcze na Lesznie) zastałem dr Braude-Hellerową w wielkiej rozpaczy. Jej szwagier, dr Aftegut, właśnie znajdował się w centrali Schultza na Nowolipiu 40, gdzie odbywała się akcja.” (s. 99)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„2 maja [1940]. Przed dniem 3 maja działy się na warszawskich ulicach straszne rzeczy. Na ulicach odbywało się okropne polowanie na Polaków. Ciężarówki z uzbrojonymi [Niemcami] mknęły tam i z powrotem. Ulice były puste. Samochody wjeżdżały na chodniki i powodowały panikę. Kilku Żydów odniosło rany na Nowolipiu, Gęsiej.” (t. 29: s. 109)
„Wczoraj, 22 października [1940], na Nowolipiu jakiś Polak lub grupa bandytów zakuła Żyda na śmierć.” (t. 29: s. 148)
ONI, II A
 „Dziś, 12 grudnia [1940], część Siennej od 1-35 [?] do Sosnowej – została wyłączona z getta, w zamian przyłączone zostaną część Leszna do Wroniej i część Nowolipia.” (t. 29: s. 183)
ONI, III A

„Było to w pierwszych dwóch tygodniach trwania akcji przesiedleńczej. „Akcja” była jeszcze w rękach żydowskiego „Ordnungsdienstu”, który codziennie dostarczał molochowi SS-owskiemu wymaganą liczbę ofiar. 5 sierpnia zdarzyło się, że żydowska policja nie mogła dostarczyć wymaganego kontyngentu. Puste wagony do Treblinki żądały żeru, czekały. Dlatego wieczorem SS-mani i Ukraińcy ruszyli na Nowolipie, które miało być opróżnione na mieszkania dla firmy Schultza [szop przy ul. Nowolipie 44]. Odcięli ulicę, zablokowali ją ze wszystkich stron i zabrali wszystkich mieszkańców zablokowanych domów na Umschlagplatz. Stamtąd przewieźli ich wagonami do Treblinki. Za dnia, kiedy akcję przeprowadziła policja żydowska pod nadzorem Niemców, można było z Umschlagplatzu uwolnić niektóre osoby. Wieczorem, kiedy SS samo odgrywało swoją diabelską grę, żadne interwencje nie wchodziły w rachubę. Nie honorowano żadnych dokumentów, nawet na nie patrzono. Wszyscy zostali załadowani do wagonów śmierci bezpośrednio skierowanych do Treblinki. Tego sławetnego piątku tow. Sagan był w odwiedzinach u przyjaciół. Tam dowiedział się, że ul. Nowolipie, przy której mieszkał, została zablokowana przez SS. Tow. Sagan zdawał sobie sprawę, czym to grozi, ale chciał podzielić los swojej rodziny, los swojej żony i dwojga dzieci. Udał się na Nowolipie, skąd został zabrany do Treblinki. Tow. Sagan mieszkał we wspólnym mieszkaniu ze znanym pisarzem Szyją Perle i dziennikarzem Bencjonem Chilinowiczem. Perle postanowił zejść na ulicę, mimo że SS ostrzegało, że każdego Żyda zastanego w domu zastrzelą na miejscu. Perle uważał, że lepsza jest śmierć w domu aniżeli w Treblince. Również tow. Sagan postanowił pozostać w swoim mieszkaniu na 5 piętrze. Kiedy jednak dotarło domu, jego rodzina już stała w szeregu kierowanym na Umschlagplatz. Tow. Sagan stanął więc w szeregu idącym na śmierć. Perle ocalał. [Funkcjonariuszom] SS nie chciało się wejść na piąte piętro.” (t. 29a: s. 148-149)

„Gdy wybuchła akcja likwidacyjna w Warszawie, [Szyja] Perle ocalał cudem. W pierwszych dniach sierpnia 1942 r. SS otoczyło ul. Nowolipie, gdzie mieszkał, i kazali wszystkim zejść. Tym, którzy zostali w mieszkaniach, groziła kula w łeb. Perle postanowił, że za wszelką cenę pozostanie w swoim mieszkaniu na piątym piętrze. Dzięki temu pozostał przy życiu.” (s. 200)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI; IIB

29.VI.41’: „Pozostawianie chorych pod drzwiami szpitali stało się codzienną praktyką. Matki, nie mogąc znieść widoku cierpień swoich pozbawionych pomocy medycznej dzieci, mają nadzieję, że tym sposobem zdołają umieścić je w szpitalu. Szczególnie ostro epidemia szerzy się w rejonie Gęsiej, Nalewek, Nowolipek i Nowolipia. W „małym getcie” sytuacja przedstawia się trochę lepiej, mieszkają tu bowiem stosunkowo zamożni ludzie, których stać na prywatne leczenie. Niedawno ze Lwowa, zdobytego miesiąc temu przez Niemców, sprowadzono surowicę przeciwtyfusową. Ewakuujący się z miasta Rosjanie pozostawili duży zapas surowicy w fiolkach. Obecnie ten cenny lek jest przemycany do Warszawy. Stać nań jednak wyłącznie bogaczy – cena surowicy sięga nawet kilku tysięcy złotych za fiolkę” (s. 154-155).

JA/ONI, IID

27.V.42’: "W naszym ogrodzie pojawiły się małe zielone pomidory. Szybko dojrzeją w gorącym słońcu. Trzy razy zbieraliśmy już rzodkiewki. Chyba najlepiej zaś smakuje młoda cebula. A nasze kwiaty pachną tak odurzająco, tak upajają barwami… Szymek nie przychodzi do prac domowych i już nigdy nie przyjdzie. Kilka dni temu, kiedy skończył tu pracę, upadł na ulicy z osłabienia. Abie znalazł go na chodniku, gdzieś w pobliżu Nowolipia. Chłopak miał wysoką gorączkę. Okazało się, że chorował od dwóch dni, lecz nic nie mówił w obawie przed utratą zajęcia. Moja matka jednak dostrzegła jego rozpaloną twarz i trudności w poruszaniu się, więc wysłała go do domu wcześniej niż zazwyczaj. Abie zawiózł go rikszą do schroniska dla uchodźców, w którym Szymek mieszkał. Tam kilka godzin później chłopak umarł" (s. 254).

ONI; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Niemcy zablokowali całe ulice getta. Ponieważ 10 000 ludzi dziennie – obecnie wymagana liczba – się nie zgłasza, używają siły. Codziennie okrążają inną ulicę, zamykając wszystkie wyjścia. Wkraczają do mieszkań i sprawdzają karty zatrudnienia. Tych, którzy nie mają niezbędnych dokumentów albo – w ocenie Niemców – nie nadają się do pracy, od razu zabierają. Próbujących stawiać opór rozstrzeliwują na miejscu. Właśnie teraz, kiedy piszę te słowa, od dwóch dni trwa taka blokada ulicy Nowolipie, zaledwie dwie przecznice od naszego więzienia. Ulica jest całkowicie zamknięta, mogą z niej korzystać jedynie policjanci żydowscy. Żony i dzieci mężczyzn zatrudnionych w niemieckich fabrykach oficjalnie są zwolnione z deportacji, lecz to zwolnienie obowiązuje tylko na papierze. W rzeczywistości wracający z pracy do domu mąż często stwierdza, że zabrano całą jego rodzinę. Zrozpaczony biegnie na ulicę Stawki, żeby odnaleźć krewnych, ale zamiast ich uratować, często sam zostaje wepchnięty do jednego z bydlęcych wagonów" (s. 283-284).

ONI, IVA

22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).

ONI, VIA

15.VI.43’: „W nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień święta Paschy, który Żydzi obchodzą na pamiątkę wyzwolenia, zbrojne oddziały SS, Ukraińców, Łotyszy i Litwinów otoczyły obszar „dużego getta”, ograniczony ulicami: Leszno, Nowolipie, Bonifraterska i Smocza. O świcie 19 kwietnia niemieccy żołnierze z pancernymi wozami bojowymi wkroczyli do getta ulicą Zamenhofa i zaczęli ostrzeliwać domy. Zabarykadowani Żydzi odpowiedzieli ogniem i granatami. Po kilku godzinach hitlerowcy wycofali się z dzielnicy. Ze wszystkich okien i dachów, zza każdego zburzonego muru Niemców witał grad pocisków z pistoletów maszynowych. Sygnał do walki dała grupa młodzieży, która obrzuciła nadjeżdżające czołgi niemieckie granatami ręcznymi. Po obiedzie hitlerowcy powrócili z artylerią polową i rozpoczęli ostrzał Nowolipia, Bonifraterskiej i Franciszkańskiej. Następnie rozpoczęła się zażarta walka” (s. 363).

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

„Jedna strona Nowolipia ma się wyprowadzić. Gdy się przenoszą, robi się nagle blokadę i pędzi się wszystkich na Umschlag, a kto nie nadąża zostaje zastrzelony.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIB/IIC

„W pobliżu, na Nowolipiu, mieszkała samotnie siostra babci Ewy, Ciocia Bella [Izabela Gliksman]. Zaglądałam do niej od czasu do czasu, bo lubiłam słuchać opowiadań z lat jej młodości.” (s. 73)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (maj 1942)

„Po południu poszliśmy z wizytą do Hanki [Trauman – przyp. AKR]. Mieszkała ona już na siódmym z kolei miejscu od czasu założenia getta. Ledwie wprowadzała się gdzieś, a natychmiast ulica ta została wyłączona z getta. Ostatnie mieszkanie na Nowolipiu było bardzo udane: domek z ogródkiem.” (s. 33)

JA/ONI, III A (9 lipiec 1942 albo po)

„No Nowolipiu zastaliśmy okropne sceny. Uratowani rozpaczali po stracie bliskich. Kobiety wyrywały sobie włosy z głowy.” (s. 81)

JA/ONI, III A (między 6 a 9 sierpnia 1942)

„Dzięki protekcji przydzielono nam pokoik na czwartym piętrze, w jednym z domów na Nowolipiu. Mogliśmy przebywać tam tylko w dzień. Na noc jednak trzeba było wynosić się na poddasze. Pokoik był długi i tak wąski, że ledwie dwie osoby mogły w nim stanąć obok siebie. Pod ścianą stał tapczan. Próbowałam na nim usiąść, ale wnet jacyś niewidzialni lokatorzy tego sprzętu zaczęli dawać mi się we znaki. Z podwórza buchał do pokoju dym. To na dole brygady robotnicze paliły papiery i szmaty. Na terenie Schultza powstały oddziały sprzątaczki sprzątaczek.” (s. 75-76)

JA/ONI, III A (9 sierpnia 1942)

„Dnia 9 sierpnia rodzina rozdzieliła się. W pokoiku, przydzielonym nam, siedziała stryjenka Sabina z Alkiem i Lilką oraz ja z ojcem. Matka przebywała wtedy u swojej rodziny, o kilka domów dalej. Nagle rozległo się strzały, zwiastujące blokady. Pobledliśmy. Nie widzieliśmy co robić: zabarykadowywać się w mieszkaniu czy usłuchać wyzwania Niemców i zjeść na dół.

Zejść – znaczyłoby oddać się dobrowolnie w ręce o pracy. Zostać w mieszkaniu – znaczyłoby czekać, aż przyjdą na górę. A wtedy już tylko śmierć…

Rozmyślania nasze przerwał strzał na podwórzu. Ktoś jęknął krótko. Podbiegliśmy do okna. Na podwórzu leżał świeży trup.

Nie pozostawało nic innego, jak zejść na dół. Zauważyliśmy tam ludzi ustawionych czwórki pilnowanych przez Ukraińców.” (s. 78)

ONI, III A (przed 9 sierpnia 1942)

„Na Nowolipiu mieszkał wujek Ryszard z żoną, w teściami i szwagierką Lolą. Babcia przerażona i bezradna, schroniła się także do owego mieszkania. Prócz tego było tam wiele innych osób. Panowała i tu ciasnota […]” (s. 76)

JA/ONI, III A (między 9 a 14 sierpnia 1942)

„W mieszkaniu Ryszarda, na Nowolipiu, zostały: babcia, pozdrowiona w środku dokumentów, Lola i jej ciotka oraz my.” (s. 82)

JA/ONI, III A (14 sierpnia 1942)

„Drewnianym krokiem weszliśmy dwoje do mieszkania. Drzwi stały otworem. Ani żywego ducha. Pokój nasz zamknięty był na klucz. Przez dziurką służę zauważyłam, że jest nietknięty. W innych pokojach widać było ślady butów. Meble zostały poprzewracane, zawartość szafy – na ziemi. W kuchni na środku jakaś barykada z waliz i koszy, a wszędzie pęki porozrzucanej słomy. Od kuchennego wejścia prowadziły schody na przygórek. „Tam pewnie musiały się ukryć” – pomyślałam. Ojciec wszedł na przygórek, zastał tam trupa jakiejś sprzątaczki. Nic więcej. Żadnych śladów. Błąkaliśmy się, prawie nieprzytomni, po mieszkaniu. Tak trwało do wieczora.

O zmierzchu drzwi się otworzyły i wszedł Heniek. – A, to wy żyjecie! – zawołał – bardzo się cieszę! Byłem akurat na służbie i widziałam je obydwie – rzekł. – Były zupełnie oszalały z trwogi. Opowiadały, że ukryły się na przygórku, skądś ściągnął je Ukrainiec, zabrał im biżuterię i popędził do szeregów. Nie było żadnych możliwości ratunku. Na Umschlagu cały transport został błyskawicznie załadowany. Głos Heńka umilkł. Ocknęłam się. […] Na dworze ściemniło się już zupełnie. W pokoju płakało troje samotnych ludzi.” (s. 84-85)

JA/ONI, III B

„Wróciliśmy do domu. Ku naszemu zdumieniu zostaliśmy wszystko w porządku. Żałowaliśmy tylko straconego zapasu słoniny.” (s. 98)

JA/ONI, III C

„Ponieważ pracowaliśmy na różnych zmianach, jednoznaczne zostawało zawsze w domu i szykowało posiłek dla drugiego. Mieliśmy jeszcze rezerwę żywności, ale brakowało drzewa, piec dymił, a co najważniejsze, nie umiałam gotować. Postanowiliśmy, że gotować się będzie tylko jedno danie na maszynce elektrycznej. Światła mieliśmy dość z powodu bliskości fabryki, lecz użycie przyborów elektrycznych związane było z ryzykiem. Krążyły bowiem lotne kontrole i sprawdzały czy światła się nie nadużywa.” (s. 101)

„Gdy wracałam z nocnej zmiany, ojciec był już na nogach, nasłuchując moich kroków. Zgodnie z rytuałem, gdy byłam jeszcze na trzecim piętrze, otwierał drzwi i pytał: „To ty, Iruchna?” Następnie odbywało się sprawozdanie z wypadków, które zaszły w szopie w czasie nocy. Śniadanie było już przygotowane, abym natychmiast po jego spożyciu mogła udać się na spoczynek.” (s. 105-106)

JA/ONI, III C - IV

„Pewnego dnia, gdy byłam pogrążona we śnie, ktoś zapukał do drzwi. To ojciec. Przybiegł z fabryki, mimo że nie wolno było poruszać się po terenie bez przepustki lub w godzinach pracy. Słyszał pogłoski o nowej blokadzie. Choć bardzo senna, musiałam się chcąc nie chcąc ubrać i pójść z ojcem do fabryki.” (s. 107)

JA/ONI, III C

„Najcięższe dla mnie były dni „wolne”, gdy szło się do pracy dopiero na noc. Około drugiej po południu budziłam się, wstawałam i sprzątałam dwupokojowe mieszkanie. My zajmowaliśmy jeden pokój; w drugim mieszkał pewien stary kawaler, który rzadko bywał w domu. Był on magistrem filologii, co nie przeszkadzało, że przechodził przez nasz pokój z wielkim hałasem, wytrącając mnie ze snu, a następnie zatrzaskiwał drzwi z całej siły. Po sprzątnięciu mieszkania schodziłam na zakupy. Potem pitrasiłam tak, aby ojciec po powrocie z pracy miał coś do jedzenia.” (s. 103)

JA/ONI, IV A

„Pewnego dnia gdy żegnaliśmy się przed moim domem, [Elek – znajomy poznany podczas pracy w kuśnierni szopu Schulza – przyp. AKR] porwał mnie nagle w ramiona i zaczął całować. Stało się to tak szybko, że nie zdążyłam nawet zareagować. Wyrwałam się w końcu i uciekłam do domu, okropnie roztrzęsiona i zła na siebie samą.” (s. 109)

JA/ONI, IV A (styczeń 1943)

„Wraz ze styczniem nadeszły mrozy. I tu rozpoczęła się tragedia. Woda zamarzła w kranie, światło gało co chwila tak, że nie można było gotować na maszynce; piec i kuchnia dymiły i nie były wcale zdatne do użytku. Tak więc niejednokrotnie zdarzało się, że nie można było ani gotować, ani sprzątać. Siedziało się wtedy po ciemku w zimnym pokoju, podczas gdy woda w kuchni zamarzała. Kiedyś powróciwszy rano z pracy i śpiąc do południa, musiałam pójść do pracy nie tylko bez jedzenia, ale nie napiwszy się nawet herbaty. Światło bowiem zgasło, w piecu kuchennym palić nie można było.” (s. 117-118)

JA/ONI, IV A (styczeń 1943)

„Oto pewnego dnia pękła rura w kranie i woda zalała mieszkanie podczas mojego snu. Zbudziłam się słysząc plusk. Wstałam i zdrętwiałymi palcami zbierałam wody ścierką.

Innym razem obudziłam się nagle, czując dym w pokoju. Wybiegłam momentalnie do przedpokoju, aby otworzyć drzwi od sieni. Do drzwi nie dotarłam, gdyż ocknęłam się… leżąc na ziemi. Wszystko to trwało ułamek sekundy. Podniosłam się z podłogi, ale zakręciło mi się w głowie i upadłam po raz drugi. Wreszcie udało mi się dotrzeć do przedpokoju i otworzyć drzwi.” (s. 118)

JA/ONI, IV A (styczeń 1943)

„Było to tak: Elek przyszedł z wizytą w czasie jednego z moich momentów apatii, gdy leżałam w łóżku. W mieszkaniu panował straszne ziąb.

Prosiłam, aby wszedł do drugiego pokoju, a ja w tym czasie ubiorę się. On jednak spokojnie oświadczył, że nie widzi potrzeby opuszczenia pokoju, ponieważ może się odwrócić podczas mojego ubierania się. Myślał chyba, że już mnie „kupił” – prezentami…

Zaczęłam przekonywać go spokojnie, że powinien opuścić pokój, ale nie odniosło to skutku. Zachowywał się dalej bezczelnie. Wreszcie rzekł: – To w takim razie odejdę na zawsze!

Skierował się ku drzwiom, żywiąc nadzieję, że go zawoła z powrotem. Ja zaś spokojnie odpowiedziałam: – No to idź!” (s. 118-119)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Dnia 20 stycznia obudziłam się o 5 rano. Wstałam natychmiast. Umyłam się i przygotowywałam do wyjścia. Ojciec nie powrócił jeszcze z nocnej pracy. W razie gdyby nocnej zmiany nie wypuszczono z fabryki, zdecydowana byłam tam się udać i nie rozłączać się z ojcem. o 6 widząc, że ojca jeszcze nie ma, wyszłam z domu. Na schodach, w połowie drogi, zetknęłam się z jakimś cieniem. – Kto idzie? – zawołałam. Usłyszałam w odpowiedzi: – Iruchna, to Ty? To był ojciec.” (s. 120)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„W przejściu na Nowolipie spotkałam koleżankę od maszyny.

– Ach, jak to dobrze, żeś ty się schowała! – zawołała. – Zabrano pół kuśnierki! Ja sama wracam w tej chwili z Umchlagu!” (s. 121)

JA/ONI, IV B (styczeń/luty 1943)

„Wieczorem mieliśmy niespodziewaną wizytę. Był to bandyta Blumsztejn ze swoją „lotną kontrolą”. Zabrał wszystkie przybory elektryczne, jakie znalazł, a potem zerwał wszystkie instalacje i odszedł zostawiając mieszkanie w ciemnościach.” (s. 124)

JA/ONI, IV B (2 luty 1943)

„Był to dzień drugiego lutego 1943 roku. Wstałam o 4 nad ranem i włożyłam na siebie trzy zmiany bielizny, bluzki, spódnicę, sweter narciarski, blezer i palto. Wzięłam też z sobą stary pierścionek o niewielkiej wartości oraz 100 zł, które schowałam do pończochy.” (s. 125)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
ONI, III A (sierpień 1942)

„Pewnego wieczoru Niemcy, właściciele szopów — Toebbens i Schultz — kazali wszystkim swoim pracownikom przeprowadzić się z rodzinami do specjalnie dla nich wyznaczonych, opustoszałych domów. Pracownicy Toebbensa — na Leszno, robotnicy Schultza — na Nowolipie. W ten sposób oddzielili swoich robotników od reszty Żydów, na tych dwóch ulicach getta utworzono coś w rodzaju obozu pracy — ci, którzy tam zamieszkali, mieli solennie zagwarantowaną nietykalność w czasie łapanek na Umschlag.” (s. 42-43)

ONI/JA, III B

„W warszawskim getcie zostało teraz kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Wrócili oni do szopów i domów na Nowolipiu i Lesznie, zamienionych w prawdziwe obozy pracy.” (s. 60)

JA/ONI, III B

„Po piętnastu dniach przerwano blokadę. Z ulicy Miłej usunięto posterunki i można było skontaktować się z mieszkańcami pozostałych ulic getta oraz bloków Schultza i Toebbensa. W pierwszej chwili uważaliśmy zniknięcie posterunków za czasowe albo za podstęp mający na celu wywabienie nas z kryjówek. Dlatego też ostro i ze złością napadliśmy na tych, którzy tę wiadomość przynieśli i radzili nam opuścić strych. Wiadomość jednak okazała się prawdziwa.” (s. 64)

JA/ONI, IV A

„Getto zmniejszyło się niepomiernie. Nieliczni uratowani z wielkich akcji, obław i selekcji pracowali całymi dniami i nocami (na dwie zmiany) w szopach i na placówkach. Robotnicy Toebbensa mieli prawo mieszkać tylko na Lesznie, robotnicy Schultza — na Nowolipiu, placówkarze — na Miłej i Nalewkach. Każdą z tych ulic obstawiały warty — esesmani i żydowscy policjanci lub porządkowi, zwani Werkschutzami. Robotnicy szli do pracy i wracali zawsze w grupach pod eskortą żydowskiej policji bądź Werkschutzów.” (s. 65)

„Niezadługo potem odnalazł się Marek.
Pewnego dnia przed wieczorem zjawił się u wejścia na Nowolipie w podartej kapocie chasydzkiej i błagał Werkschutza, żeby go wpuścił do bloku pracowników Schultza; spodziewał się, że mieszka tam i pracuje moja matka. Kiedy od znajomych dowiedzieliśmy się o tym, matka oraz przyjaciele Chilka i jego żony rozpoczęli natychmiast energiczne starania, żeby Marka przeprowadzić przez granicę u wylotu Nowolipia, której strzegli żydowscy policjanci i Werkschutze.” (s. 68)

JA/ONI, IV B - V

„Z Nowolipia na Leszno można było przejść tylko w grupie za specjalną przepustką i pod eskortą żydowskiej policji. Ponieważ w dniu przeprowadzki na Miłą musieliśmy przyłączyć się do ludzi, których prowadzili policjanci znani z wyjątkowej nietolerancji i ściśle przestrzegający najdrobniejszych zarządzeń władz hitlerowskich, nie mogliśmy zabrać z sobą przygotowanych na długi pobyt w kryjówce zapasów żywności. Zostawiliśmy je na razie w mieszkaniu na Nowolipiu. Marek miał potem wrócić i przenieść je na Miłą.” (s. 74-75)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II B

„Nareszcie udało nam się dostać mieszkanie na Nowolipiach [Nowolipiu] 50 kilka, ale na razie mieszkaliśmy, a ona nie wiedziała, że my mamy się przeprowadzić. […] Mieszkamy obecnie na Nowolipiach, teraz już jesteśmy zadowoleni z mieszkania, bo na Stawkach było okropnie. Mamy jeden pokój, ale dość obszerny, a najważniejsze – osobne wejście. Nikomu nie będziemy się naprzykrzali, ani też nikt nam.” (s. 74–75)

JA, III A

„Pierwsze wysiedlenie, które sam przeżyłem, było na Nowolipiach. Szedłem właśnie do domu z pracy, a legitymacja [potwierdzenie zatrudnienia] była oddana do przedłużenia. Prawie przed bramą widzę stojących Niemców, którzy ustawiają ckm (ciężki karabin maszynowy) – a opodal wysiadają z aut SSmani, Łotysze i Ukraińcy, każdy jest uzbrojony od stóp do głów, zamykają całą ulicę, zrozumiałem od razu, że jest blokada – tak to nazywano. W jednej chwili jestem na górze i robimy od razu plan: mamusię i Sewka zamknęliśmy w mieszkaniu, a ja z Wilkiem schowamy się na strychu lub gdziekolwiek. Zamknęliśmy więc rodziców, założyliśmy dużą kłódkę, a klucz wziął Wilek i chowamy się. Ja weszłam na dach i schowałem się za kominem – śmieszne.” (s. 98-99)

ONI, IV A

„Mieszkaliśmy razem z Abramowiczem, jego rodzice byli na Nowolipiach i nie mógł tak lekko dostać się do nich, aż uzyskał zezwolenie na ciągłe nocowanie u rodziców. Czasami tyko był u nas. Gdy szliśmy do pracy, ten dołączał do szeregu.” (s. 149-150)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Nowolipie 1,   - Nowolipie 7 (lokal C.K. Bundu i siedziba "Folkscajtung),   - Nowolipie 10-12,   - Nowolipie 14,  - Nowolipie 18,   - Nowolipie 18 (szop Oschmanna),   - Nowolipie 18 (hotel "Britania" dancing "Casanova"),    - Nowolipie 20,   - Nowolipie 20-22,   - Nowolipie 22,     - Nowolipie 25,    - Nowolipie 28,   - Nowolipie 30,   - Nowolipie 34,   - Nowolipie 36 lub 38,   - Nowolipie 40 (szop Schultza), - Nowolipie 42 (Szop Schultza),   - Nowolipie 44 (szop Schultza, tzw. Duży Schultz),   - Nowolipie 44,   - Nowolipie 44-46,   - Nowolipie 50,    - Nowolipie 52,   - Nowolipie 54 (szop stolarski Schillinga),   - Nowolipie 58,   - Nowolipie 64,   - Nowolipie 67,   - Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii),   - Nowolipie 72,   - Nowolipie 72 (teatr "Nowy Azazel"),   - Nowolipie 80 (szop Roehricha),  - Karmelicka/Nowolipie,   - róg ulic Karmelicka/Nowolipie,   - róg ulic Krochmalna/Nowolipie,   - róg ulic Mylna/Nowolipie, - Nowolipie (odcinek m. Karmelicką a Smoczą),   - Nowolipie (odcinek m. Karmelicką a Żelazną),   - Nowolipie (odcinek m. Zamenhofa a Karmelicką),    – róg ulic Nowolipie/Smocza,
- róg ulic Nowolipie/Przejazd (granica getta),   - róg ulic Zamenhofa/Nowolipie,  - róg ulic Żelazna/Nowolipie,
OBSZARY:
- Obszar: Nowolipie/Mylna/Przejazd 5,  - Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/ Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),
TRASY:
– Trasa: Bonifraterska – Nalewki – Nowolipki – Nowolipie – Nowolipie (szop Schultza) – Żelazna 103,   – Trasa: Franciszkańska – Nalewki – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – róg ulic Prosta/Twarda,  – Trasa: Gęsia 25 – Gęsia (wacha) – Nowolipie – Leszno,  - Trasa: Leszno 76 (szop Schultza) - Nowolipie 67,   - Trasa: Leszno 78 - Leszno 76 - Nowolipie 67,   - Trasa: Małe Getto - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz,   - Trasa: Nowolipie 18 (szop Oschmanna) - Umschlagplatz,   – Trasa: Nowolipie 30 – Nowolipie/Smocza – róg ulic Żelazna/Nowolipie – róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) – Leszno 76-78 – Leszno 74 – Nowolipie 67,  - Trasa: Nowolipie 44 (szop Schultza) - Miła - Zamenhofa,  - Trasa: Nowolipie 67 - Nowolipie 59 - Nowolipki 57 - Leszno,   - Trasa: Nowolipki 23 - Nowolipie 30,   - Trasa: Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak,  – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,   - Trasa: Wolność - Nowolipie, – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="5110" title="MYLNA" slug="mylna">
Rachela Auerbach
JA, II C

„Paczka zjeżdża w dół, przechodzi przez szereg rąk od muru do ruiny Przejazd 11, osiąga właściwego odbiorcę i za minutę stanowi już przedmiot dalszego handlu w jakiejś [melinie] na Nowolipiu lub Mylnej, albo też odjeżdża […] na jednym z wózków czekających na placyku opodal, gdzie znajduje się lotny co prawda, ale coraz o powracający posterunek tragarzy niczym przed jakim dworcem lub placem targowym. Gdy wracałam, zwróciła właśnie moją uwagę dziwna cisza i pustka po żydowskiej stronie muru. U wylotu Mylnej i Nowolipia pustki. Ja nie widziałam nikogo, ale oni widzieli. […] parceli u rogu Nowolipia stało 2 Niemców […] powyżej. Niemcy[?] […] z posterunku[?]” (s. 185-187)

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Zginęło jeszcze wielu innych i takich, którzy z Niemcami konszachtów nie mieli, np. znany piekarz B-n niby z tytułu finansowania potajemnej gazetki; pewna rodzina przy ul. Mylnej, gdzie ojciec – sparaliżowany starzec, siedzący na fotelu na kółkach, nie mógł zejść przez bramę na miejsce egzekucji, został oknem z drugiego piętra wyrzucony na bruk i w ten sposób poniósł śmierć.” (s. 152)
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)
ONI, III A
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych […]. Opróżniono z mieszkańców szereg domów przy ul. Leszno (od Solnej do Żelaznej), Nowolipie, Mylnej, sierociniec dra Korczaka (po raz drugi).” (s. 187)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, III C (14.08.1942)
„Ostatnia noc, którą spędziłem w mieszkaniu przy Mylnej 2; jest to moje mieszkanie z okresu wojny. Jak wyglądają ulice? Chodniki są ogrodzone, ludzie chodzą środkiem ulicy. Znajome ulice – Nowolipie (z obu stron Karmelickiej), Mylna i inne – są całkowicie zagrodzone przez płoty i mury, nie sposób tam wejść. Odnosi się wrażenie, że są to klatki. Wygnali z mieszkań całą żydowską ludność Warszawy.” (s. 192)
ONI, III A
„Getto będzie zajmować 1/3 albo ¼ obecnego terytorium, jeśli nie ukażą się nowe zarządzenia tego typu. Opróżniają ulice, które już przedtem oddano niemieckim firmom. Ogrodzono je już parkanami, np. Mylną, Nowolipie, Dzielną itd. Nienasycone wraże łapy znów po nas sięgają. Wczoraj zabrali setki urzędników z Gminy, ŻS[S], JHK. Stał Brandt, komendant gestapo, i własnoręcznie bił zatrzymywanych. Bili Jakuba, Frumę i Uriego.” (s. 196-197)


Leokadia Schmidt
ONI, II D
„Opowiadano, że podczas jednej takiej nocy zajechało zielone auto na ulicę Mylną. Nie zastali jednak poszukiwanego w domu
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Znów zabrano ulicę Ceglaną. Haberbusch objeżdża miasto (Mylna etc.) i pono otrzymuje kwiaty.” [23 X 1940] (s. 129)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II D [17/18 kwietnia 1942]

„Około wpół do 12 w nocy przyszli do tow. Lindnera oficerowie Gestapo, rozpytywali go o jego badania, zachowywali się uprzejmie i po dżentelmeńsku, w końcu zabrali go ze sobą do samochodu i zawieźli na Mylną. Tam znajdowali się już inni agenci Gestapo, którzy kazali Lindnerowi pójść przed siebie, oświetlili z tyłu i wpakowali mu kulę w głowę. Kilka godzin Menachem wił się w okropnych bólach na zimnym bruku, w ciemną noc, samotny, konał aż do świtu. Jego gorąca młoda krew spłukała zimny bruk. Zastanawiano się, dlaczego Lindner znalazł się wśród 50 zastrzelonych szmuglerów, gestapowców, piekarzy itp. Przypuszczano, że zabito go, ponieważ sporządzał materiały statystyczne do nielegalnego wydawnictwa, które zostało zdekonspirowane. Przypuszczano także, że zginął z powodu swej działalności w JIKOR. Na poparcie tego przypuszczenia przytaczano fakt, że akurat tego wieczoru, kiedy zamordowano Lindnera, agenci Gestapo szukali go w lokali kuchni ludowej przy Lesznie 40 i tego właśnie dnia autor niniejszych słów miał wygłosić odczyt pt. „Kidusz ha-Szem ongiś a dziś”. Na podwórzu kamienicy przy Lesznie 52, gdzie mieszkał Lindner, odbyła się cicha, niema, lecz bardzo wymowna demonstracja. Zebrało się kilkuset znajomych, przyjaciół, towarzyszy, którzy przyszli oddać hołd młodemu Menachemowi [Lindnerowi].” (s. 188-189)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Mylna 2,   - Mylna 11,  - Mylna 18,  - Karmelicka 10/Mylna,  - róg ulic Mylna/Nowolipie,
OBSZARY:
- Obszar: Nowolipie/Mylna/Przejazd 5,
TRASY:
- Trasa: Długa - Mylna,

[caption id="attachment_9397" align="alignleft" width="1024"] Plac u zbiegu ul. Mylnej i Nowolipie (VII-IX 1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]</document>
<document nplp_id="5113" title="PRZEJAZD" slug="przejazd">
Rachela Auerbach
JA, II C

„Przez pół godziny obserwowałam z okna na Przejeździe szmugiel. Widziałam robotę szmuglerską po obu stronach muru i kawał zdrowia wróciło mi od tego widoku. […] Sygnalizacja odgrywa w robocie dużą rolę. Wzdłuż całej ulicy Przejazd i Długiej rozstawiane są posterunki obserwacyjne i wystarczy by na zakręcie od strony Bielańskiej czy Leszna czy też Nowolipek pojawiło się patrolujące auto albo żeby żandarm stojący na wylocie Tłomackie - Leszno skierował wzrok w stronę Przejazdu a momentalnie, jak za dotknięciem guzika elektrycznego, zaalarmowane zostają wszystkie punkty. „Wariat, wariat” przechodzi krzyk od krańca do krańca ulicy, która w ciągu jednej sekundy zmienia kompletnie swój wygląd. Nadanie alarmu. Za chwilę żandarm się odwrócił z powrotem, w drugą stronę, czy też auto przejechało w kierunku Rymarskiej, nie skręcając wcale w Przejazd. Odwołanie alarmu. Lekkie pogwizdy, pstrykanie, znaczy się &amp;lt;przeszedł&amp;gt; i znowu robota wre w całej pełni. Szalenie szybkie tempo. Od strony Długiej pędzą ludzie z tłumokami. Kobiety, mężczyźni, głównie zaś młodzież. Niektórzy na rowerach, mając pakunek na siodełku, przed sobą lub na plecach, inni wiozą wózki rowerowe." (s. 183-184)

„Przechodziłam dziś popołudniu Przejazdem o tej samej porze co wczoraj. Potem patrzyłam przez to samo co wczoraj okno na ulicę po jednej i po drugiej stronie muru. Pustki, martwota, żadnego ruchu. – Co się stało? – pytałam wieczorem znającą się na rzeczy osobę. Czyżby to nareszcie skutek represji? A przecież mówicie wszyscy, że represje, strzelanina, ilość zabitych nie ma żadnego wpływu na ruch przy mecie. Że w pół godziny, ba, w dziesięć minut po zabiciu jednej, a w kilka chwil potem dwu osób na Przejeździe szmugiel szedł zupełnie jak przedtem, że po zastrzeleniu codziennie po kilka i kilkanaście osób na Krochmalnej i w innych punktach &amp;lt;robota&amp;gt; nie zatrzymała się ani na włos. Że nawet na ceny fakty te słaby mają wpływ a jedyną wytyczną są jedynie zjawiska ekonomiczne. A jednak widziałam sama. Zamarł ruch. – Głupia – odpalił znajomy – nie było ruchu, bo nie było towaru.” (s. 188-189)

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)

Abraham Lewin
JA/ONI, II D/III (30.05.1942)
„Dziś rano przyjechała żandarmeria z junakami na Przejazd i zatrzymała czterech Żydów szmuglerów, stojących na rozwalonym murze przy Przejazd 11 i patrzących na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Opowiadają, że sam Auerswald był obecny przy ich aresztowaniu i że na jego rozkaz wysłano ich wraz z Żydami zatrzymanymi podczas łapanki do obozu pracy. Matka jednego z nich rozpaczliwie płakała pod moim oknem.” (s. 89)
ONI, II D/III (11.06.1942)
„W środę, po tym jak we wtorek wieczorem padły dwie ofiary, szmugiel na Nowolipiu i Przejeździe zamarł. To było jak dzień żałoby ku czci zamordowanych towarzyszy z cechu przemytników. Dziś, nie bacząc na straszliwy terror rozpętany przeciwko szmuglerom i wielką liczbę ofiar ludzkich z ostatnich dwóch dni, szmugiel znowu odbywał się pełną parą, jak gdyby nic się nie stało.” (s. 117)
ONI, II D/III
„Dziś w nocy nastąpił atak kilku Niemców, między innymi oficerów, na dom, w którym mieszkam. Weszli oni na teren getta przez dziurę zrobioną w murze przy ulicy Przejazd, przez którą odbywa się szmugiel. Wdarli się do mieszkań, pobili kobiety i szukali szmuglu.” (s. 138)


Perec Opoczyński
ONI, II D (20.05.1942)
„20 maja. Dziś rano na ulicy Przejazd przy bramie zastrzelono żydowskiego chłopca – jedno z wielu biednych dzieci, które nieustannie oblegają bramę, żeby przeszmuglować kilo kartofli dla rodziców.” (Pisma, s. 277)
ONI, II D (15.06.1942)
„15 czerwca. Żydowska policja otrzymała wczoraj rozkaz pilnowania domów przy Muranowskiej róg Bonifraterskiej, Przejazd, Sierakowskiej i Pokornej. Ulice te zostaną wkrótce odcięte od getta.
Wieść ta wywołała w mieszkańcach strzeżonej okolicy wielką panikę. Już w pierwszych godzinach po pojawieniu się tych pogłosek ludzie biegali w popłochu, szukając dla siebie nowych mieszkań. Niestety nie ma już wielu izb do wyboru. Jesteśmy tu ściśnięci jak śledzie w beczce i ludzie, którzy przez całe życie mieszkali w pięknych pomieszczeniach, nie mając wyjścia, biorą pokój u kogoś. Szukają choć takiego lokum, które by miało osobne wejście, ale takich jest bardzo mało. Ceny poszybowały tak, że za pokój z kuchnią na czwartym piętrze daje się odstępne po trzy tysiące złotych, a za pojedynczy pokój czynsz wynosi minimum sto złotych. W wielkim strachu i rozpaczy najbiedniejsi oczekują oficjalnego rozkazu o przeprowadzce.” (Pisma, s. 285-286)

Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Przejazd 5,   - Przejazd 7 (meta),   - Przejazd 9,  - Przejazd 11,  - Przejazd 15 (obecnie Nowolipie 2) - Pałac Mostowskich,
- Nowolipie/Przejazd (granica getta),
OBSZARY:
- Obszar: Nowolipie/Mylna/Przejazd 5,
</document>
<document nplp_id="5114" title="ELEKTORALNA" slug="elektoralna">

&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C
„Jeszcze innego &amp;lt;figla&amp;gt; wypłatał szubrom niejaki Rozen, wyjęty przed jakimi sześciu tygodniami we wiadomym celu z mieszkania swego przy ul. Elektoralnej. Znalazłszy się na ulicy, dał drapaka. Niemcy chcieli wykorzystać swoją techniczna przewagę i puścili się za Rozenem [w pogoń] – autem. Dzięki temu Rozen uszedł z życiem, bowiem [w którymś] tam miejscu, po skręceniu w ul. Białą, auto nie [mogło się] przedostać prze zwężenie z powodu wystawionego w tym [miejscu] muru. Rozen dostał się do ruiny i zgubili jego ślad. Strzelili [?] […] i dali spokój.” (s. 198-19)
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
ONI, II D
„O tej porze zazwyczaj przemykał Elektoralną Rubinsztajn, odziany w poszarpane, wybrudzone i powiewające na wszystkie strony łachy. Wywijał laską, biegł w podskokach, pomrukując przy tym i nucąc sobie coś pod nosem. Był w getcie niezwykle popularny. Rozpoznawany już z dala po powiedzonku: „Trzymaj się, chłopcze!”, miał jedno tylko na celu: humorem dodawać ludziom odwagi. Jego kawały i żarty krążyły po getcie i szerzyły wesołość. Jedną z jego specjalności było zbliżanie się do niemieckich wartowników i wyzywanie ich, wśród podrygów i grymasów, od „durni, bandytów i zgrai złodziei”. Niemcy bawili się wybornie i często rzucali Rubinsztajnowi jako zapłatę za jego obelgi papierosy i bilon, bo przecież wariata nie można było traktować poważnie. Nie byłem o jego szaleństwie tak przekonany jak Niemcy i do dziś nie wiem, czy Rubinsztajn rzeczywiście należał do tych wielu, którzy na skutek przeżytych okropności postradali rozum, czy też tylko udawał wariata, by dzięki błazeńskiej czapce uniknąć śmierci, co w końcu mu się i tak nie udało.” (s. 69)
JA, II D
„Wiosną, gdy zacieśniła się moja przyjaźń z Romanem Kramsztykiem, szedłem często po pracy, zamiast do domu, do jego mieszkania na Elektoralną, gdzie spotykaliśmy się, by rozmawiać do późnej nocy. Właściciel mieszkania zaliczał się do szczęśliwców. Miał swoje maleńkie królestwo: pokoik ze skośnym sufitem na ostatnim piętrze jednej z czynszowych kamienic. Tam zgromadził wszystkie swoje skarby, które udało mu się uchronić przed niemieckimi rabunkami: szeroką kanapę pokrytą kilimem, dwa drogocenne stare fotele, przepiękną małą renesansową komodę, perski dywan, jakąś starą broń, kilka obrazów i wiele zbieranych przez lata w różnych częściach Europy drobiazgów, z których każdy był maleńkim dziełem sztuki i rozkoszą dla oka. Dobrze przesiadywało się w tym pokoiku, popijając kawę i wesoło sobie gawędząc przy żółtawym, przyciemnionym świetle lampy, ozdobionej kloszem zrobionym kiedyś przez pana Kramsztyka. Zanim zapadł zmierzch, wychodziliśmy na chwilę na balkon, by pooddychać świeżym powietrzem, które tu, wysoko, było czystsze niż w wąwozach zakurzonych i dusznych ulic. Zbliżała się godzina policyjna, ludzie zamykali się w domach, wiszące nisko na niebie wiosenne słońce okrywało różowym blaskiem ocynkowane blachy dachów, chmary białych gołębi zataczały kręgi na błękicie nieba, a ze znajdującego się w pobliżu Ogrodu Saskiego napływał ponad murami, aż tu, do nas, do dzielnicy wyklętych, zapach bzu. Nadchodziła pora wariatów i dzieci. Pan Roman spoglądał wraz ze mną wzdłuż ulicy Elektoralnej, wypatrując „damy w pióropuszu”, jak nazywaliśmy naszą pomyloną. Wyglądała niebywale. Policzki malowała jaskrawym różem, a centymetrowej grubości brwi przeciągała jedną długą linią przebiegającą od skroni do skroni. Na czarną, podartą sukienkę zarzucała starą zasłonę z zielonego aksamitu z frędzlami, a z jej słomkowego kapelusza sterczało prosto w górę wielkie, fioletowe strusie pióro, które delikatnie kołysało się w takt jej pospiesznych i niepewnych kroków. Po drodze zatrzymywała co chwilę przechodzących, pytając ich uprzejmie i z uśmiechem o zamordowanego przez Niemców na jej oczach męża: Przepraszam... Nie spotkał pan przypadkiem Izaaka Szermana? Wysokiego, eleganckiego mężczyzny z siwą bródką...” (s. 67-69)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Mimo wielkiej dyskrecji, wiadomym i znanym jest fakt, że np. już po zamknięciu getta, ale jeszcze przed definitywnym przeniesieniem wszystkich aryjczyków i ich przedsiębiorstw, były wysyłane za pośrednictwem niemieckiego adwokata przez pewne zasobniejsze firmy z ul. Leszno i Elektoralnej, przy poparciu czynników kościelnych z ul. Leszna, memoriały do władz niemieckim w sprawie wydzielenia z getta czworoboku: Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno. Niezależnie od wyłożonych kosztów, akcja z niewiadomych przyczyn spaliła na panewce.” (s. 148)
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Henryk Makower
JA, II
„W wielu kawiarniach odbywały się występy solowe, poświęcone częściowo muzyce lekkiej, ale również i poważnej: koncerty kameralne w Sali ŻSS na Tłomackiej, na Siennej. […] Jakiś stary, siwy pan grał na skrzypcach na Solnej lub Orlej. […] Na Elektoralnej słyszałem na podwórzu kilkakrotnie skrzypka, który grał pierwszorzędnie, mówiono, że był kiedyś członkiem orkiestry Filharmonii Warszawskiej.” (s. 199)
Adam Czerniaków
ONI, I

„Wysłannik Gminy inż. Friede przez drugą grupę na ul. Elektoralnej pobity do krwi.” [28.I. 1940] (s. 64)
JA/ONI, I
„Na konferencji L[eist] przedstawił mnie jakiemuś wyższemu urzędnikowi z dystryktu. Zażądał, aby robotnicy z Batalionu nie szli przez aleje i plac. Potem urzędnik zaproponował, abym zorganizował 3000 porządkowych. L[eist]oświadczył, że cała policja polska ma 3000, a więc wystarczy dla nas 1000. Dodał, że mamy otrzymać „Selbständige Autonomie”. Urzędnik zapytał, dlaczego siedzimy na Grzybowskiej, czy nie lepiej by było na Elektoralnej, wzgl[ędnie] na Lesznie. Jak rozumieć należy, chodzi o otwarte ghetto w Sperrgebiecie.” [20.IX.1940] (s. 122)
ONI, II B

„Wajsmehl Moszek, chłopiec 15-letni, wyręczał ojca-paczkowicza. Został postrzelony na Elektoralnej. Pomimo, że jelita mu wyszły i kręgosłup postrzelony, przyczołgał się do domu na Elektoralnej i na 1- szym piętrze zadzwonił do obcych, prosząc o doręczenie paczek porządkowemu.” (s. 219)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Rabunku w ostatnich dniach przed kapitulacją. Fałszywy apel o przebranie się w cywilne stroje, grabią żydowskie sklepy z odzieżą, obuwiem itp. na Świętokrzyskiej, Elektoralnej. Rabują [mieszkania].” (s. 7)
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (s. 128)
„Obrazek: na Elektoralną, przy granicy getta, zajeżdża duży samochód. Wysiadają Żydzi z paczkami, chlebem i kiełbasą itp. Niemcy pomagają im wysiąść, ściskają sobie serdecznie ręce i żegnają się jak najlepsi przyjaciele. Policjanci patrzą ze zdziwieniem na tę scenę.” (s. 164)
„Wczoraj (dwudziestego ósmego stycznia [1940]) hulały polskie bandy. Wyciągano ludzi dorożek i bito ich nahajkami lub ‘na byka’. Bito na Lesznie, Elektoralnej, Orlej, Królewskiej, Marszałkowskiej i w innych miejscach.” (s. 61)
„Ostatnio krążą uporczywe pogłoski o getcie w Warszawie, o zamkniętym lub otwartym, z którego mają podobno zostać wyłączone ulice: Leszno, Elektoralna, Orla, Złota, Sienna i inne.” (s. 91)
&amp;nbsp;
ADRESY:

- Elektoralna 1-3,  - Elektoralna 4,  - Elektoralna 5,  - Elektoralna 5 (mieszkanie Romana Kramsztyka),  - Elektoralna 6,  - Elektoralna 7,           - Elektoralna 11, - Elektoralna 11 (mieszkanie Adama Czerniakowa),  - Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha - oddział szpitala na Czystem - dezynfekcja/apteka),     - Elektoralna 24,   - Elektoralna 26,   - Elektoralna 28,  - Elektoralna 32,  - róg ulic Elektoralna/Chłodna

OBSZARY:
- Obszar: Leszno - Elektoralna -Chłodna,  - Obszar: czworobok: Rymarska - Elektoralna - Orla - Leszno
TRASY:
- Trasa: Elektoralna - Biała,  - Trasa: Elektoralna - Chłodna - Hale Mirowskie,  - Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),  - Trasa: Elektoralna 12 (apteka) - Umschlagplatz

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5115" title="BIAŁA (poza gettem)" slug="biala">Noemi Szac-Wajnkranc
JA, II A

„Nasza obecna ulica – Biała zostaje zmajstrowana w ten sposób, że mur ma stanąć z jednej i z drugiej strony ulicy, zaś jezdnia należeć będzie do dzielnicy aryjskiej, aby stworzyć dostęp do gmachu Sądu, który znajduje się przy końcu ulicy.” (s. 12)

&amp;nbsp;

ONI, II A

„Widzieliście chyba na Białej i na Grzybowskiej tłum dzieci w wieku od lat 5 do 13, wybiegających na znak przez dziury w murach? Dzieci te biegły na aryjski rynek, by wrócić po kilkunastu minutach z torbą kartofli, albo bochenkiem chleba. To jedyni żywiciele całych rodzin. Przeleci taki malec przez murek kilka razy dziennie, sprzeda swój szmugiel i za zarobione pieniądze kupi chleba do domu. Więc my będziemy tych bezczelnych malców, którzy boją się naszych razów, zabijać, zobaczycie. Widzieliśmy jak celnie strzelali do nich niemieccy i litewscy junacy, jak chodniki czerwieniły się od krwi i jak drgały ramionka dziecinne: Mamo! Mamo! Za co?” (s. 19)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)


Henryk Makower
JA, III A

„Po małym getcie przyszła kolej na opuszczenie bloków przy ul. Chłodnej, Białej, Ogrodowej i Żelaznej. W ten sposób straciliśmy mieszkanie.” (s. 71)
ONI, III A/III B
„Koreccy mieszkali na Białej. Obawiając się blokady, przeszli któregoś dnia na Leszno, gdzie blokada odbyła się już w przeddzień. Niemcy zrobili kawał i powtórzyli ją nazajutrz.” (s. 80)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Białej stawiają szeroki parkan, aby zrobić dostęp do Sądów. W ten sposób Ogrodowa zostanie oddzielona.” (s. 166)

Mary Berg
JA, II A

20.II.41’: „Dzisiaj wybrałam się z wizytą do Loli Rubin, szkolnej koleżanki z Łodzi. Ogromnie ją podziwiam za odwagę. Ta siedemnastoletnia dziewczyna utrzymuje siebie oraz dziesięcioletniego brata. Ich rodzice pozostali w getcie łódzkim. Lola Rubin zdołała skądś zdobyć podrobiony akt urodzenia na chrześcijańskie nazwisko i za pomocą tego czarodziejskiego kawałka papieru zarabia na życie. Często wyprawia się na stronę aryjską, kupuje rozmaite, niedostępne obecnie w getcie drobiazgi i z godziwym zyskiem sprzedaje je znajomym. Linię demarkacyjną przekracza zazwyczaj w gmachu sądów przy Lesznie, gdzie odbywają się rozprawy sądowe z udziałem zarówno Żydów, jak i gojów. Jedna strona budynku wychodzi na Ogrodową i Białą, ulice znajdujące się tuż przy stronie aryjskiej. Tam miesza się w tłumie przychodzących do sądu Polaków” (s. 104)

Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (17 lipca 1942)

„W czasie lekcji u mojej polonistki na Ogrodowej usłyszałam nagle strzały. Z początku myślałam, że to obława na szmuglerów, wzdłuż muru na Białej. Zbiegłam ze schodów i stanęłam w bramie czekając, aż ustaną strzały. Niedługo potem nadbiegł ojciec i, trzymając się murów, ruszyliśmy pędem do fabryki „Marcel”, położonej bardzo blisko stamtąd. Okazało się wkrótce, że strzały pochodzą z budynku sądu, największego skarbu, jakim mogliśmy się pochlubić. Rzeczywiście gmach ten posiadał dwa wejścia: od Leszna – w getcie i od Białej – po stronie aryjskiej. Stanowił jedyne miejsce, gdzie można było spotkać Aryjczyków i sprzedać rzeczy wartościowe. Wiele spotkań handlowych i przyjacielskich odbywało się tam od czasu zamknięcia getta.” (s. 52)

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F,  I
„Mordchaj Sukiennik po raz ostami wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Cieplej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. ,,Verboren!" - krzyczały tablice. „Durchgang verboten!" - groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN.
- Podawaj, Maniuś, podawaj, podawaj!
W ciszy nie przebudzonego miasta krzyk ten zrywał go na nogi. Ukradkiem podchodził do okna. Pierwsze tramwaje jechały ulicami wyłaniając się z mgły, jak majaki innego, niepojętego świata, a ich wysoki wizg ginął na zakręcie, gdzieś w głuchej pustce Hal. Biły, biły dzwony u Św. Karola. Widział po tamtej stronie twarze, bielały niewyraźnie, wynurzały się z nocy, która pierzchła.
Z oczami zwróconymi na mur w budowie, ojciec zanosił poranne modlitwy”. (s. 46)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Elektoralna - Biała,
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5116" title="ZAMENHOFA" slug="zamenhoffa">[caption id="attachment_9374" align="alignleft" width="1024"] Ul. Zamenhofa (Dzika) (Fot. W. Georg, lato 1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


Basia Temkin-Bermanowa
ONI, II
„[Lejb] Szur chodził całymi dniami po ulicach, gdzie stali sprzedawcy starych książek i makulatury (Nowolipki, między Zamenhofa a Karmelicką, Leszno przy Karmelickiej, Orla koło Leszna, Grzybowska przy Ciepłej) i węszył, czy nie znajdzie się jakiś rarytas godny wydobycia ze śmieci. Gdy coś takiego znalazł, oddawał ostatnie grosze, tak że potem nie miał za co wykupywać kartkowego chleba, jedynego – poza «kuchenną» zupką – pożywienia, i w triumfie przynosił zakup do domu” (s. 201)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
ONI, V
„Przy skwerze na Zamenhofa zostaje unieruchomiony czołg niemiecki.” (s. 243)
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, II A
„(…) nasza ulica leżała w jego [GETTA- B.S.] obrębie i nie musieliśmy poszukiwać nowego mieszkania. Żydzi mieszkający poza jego granicami znajdowali się w o wiele trudniejszym położeniu. Musieli płacić wygórowane ceny jako odstępne, by znaleźć jeszcze przed końcem października nowy dach nad głową. Co szczęśliwsi z nich zajmowali wolne pokoje na Siennej, która miała awansować do rangi Champs-Elysees getta, albo też w bezpośrednim jej pobliżu. Pozostali skazani byli na brudne spelunki w zamieszkiwanych od najdawniejszych czasów przez żydowską biedotą w okolicach ulic Gęsiej, Smoczej i Zamenhofa.” (s. 45)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Litwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
ONI, IV A
„Warszawskie getto. Wysiedlenia są widocznym ośrodkiem zainteresowania, toteż różni turyści przejeżdżają przez Leszno, Karmelicką i Zamenhofa, zwiedzają Umschlagplatz…” (s. 133)
ONI, II
„Odcięcie domu całego, wyłączanie wszystkich mieszkańców z codziennego życia nazywało się blokadą sanitarną. Myliłby się, kto by przypuszczał, że blokada trwała 1-2 dni. Były w dzielnicy domy – miasteczka, na Nalewkach, na Gęsiej, Zamenhofa, w których mieszkało tysiąc, i dwa tysiące mieszkańców: czy to z powodu ich liczby, czy z całkiem innych powodów blokady przeciągały się niemiłosiernie.” (s. 202)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, II D/III (10.07.1942)
„Na ulicy Zamenhofa naprzeciwko poczty stanął biedny Żyd [ubytek tekstu] grał na skrzypeczkach i zbierał kilka złotych na kawałek chleba. W środę o w pół do dziewiątej wieczorem przyjechał samochód, który rzuca trach na Żydów samym swoim pojawieniem się. Jeżdżący nim już niejednego Żyda zamordowali na swojej drodze. Na Karmelickiej tamtego wieczora strzelili i zranili jedną kobietę. Kiedy przyjechali na ulicę Zamenhofa, w jednej sekundzie zrobiło się pusto: Żydzi rozbiegli się po różnych dziurach. Samochód przejechał, zawrócił. Żyd, który został tam ze swoimi skrzypeczkami, zawadzał im na drodze. W jednej chwili skrzypeczki zostały połamane na 4 części. Dopiero wtedy bandyci pojechali dalej. Wokół Żyda z połamanymi skrzypeczkami ustawił się krąg. [Skrzypek] stał i płakał. &amp;lt;Z czego będę żył?&amp;gt; skarżył się. Łamiąc mu skrzypeczki, złamali również życie jego i jego rodziny.” (s. 161)
ONI, III C
„Pogłoski o wiadomościach kobiet wywiezionych z Białej Podl[askiej] i Białegostoku. Dziś już o godzinie ósmej przystąpili do blokady Miłej, Gęsiej, Zamenhofa itd. &amp;lt;Dusza nasza zmęczyła się śmiercią&amp;gt;. Jak długo jeszcze, jak długo? Wczoraj przywieziono wiele trupów na cmentarz, są to ofiary blokady szopów Toebbensa. Dziś wzięto również ludzi z szopów. Jest już blisko godzina siódma, a na Gęsiej, wokół naszej firmy, blokada wciąż jeszcze trwa.” (s. 194)
ONI, III A (04.08.1942)
„Czternasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która znów toczy się pełną parą. Blokady rozpoczęły się dziś o godzinie dziesiątej. Niemcy do spółki z żydowską policją. Okrążyli małe getto oraz Gęsią i Zamenhofa. Opowiada się o strasznych rabunkach dokonywanych w toku wysiedlenia. Wysyłają mieszkańców i łupią ich cały dobytek. Włamują się również do sklepów i wynoszą wszystkie towary. Uczestniczą w tym żydowscy policjanci, sąsiedzi i Niemcy.” (s. 183)
JA, III A
„Wieczorem na Smoczej, Pawiej, Miłej, Zamenhofa itd. Wróciłem do domu o godzinie pół do dziewiątej wieczorem. Byłem pewien, że ich złapano. O dziewiątej przyszli do domu. W czasie trwania blokady siedzieli w internacie przy Miłej 67. Co Luba opowiedziała o zachowaniu dzieci (150) i nauczycielek podczas blokady? Wszystkie z zawiniątkami w rękach. Wszystkie były gotowe w drogę. Na śmierć.” (s. 187)
JA, III A (25.08.1942)
„Niem[cy] wraz z Ukraińcami przeprowadzili dziś łapankę w bloku Gminy, tj. na Zamenhofa, Pawiej, Gęsiej i Lubeckiego. Drżę o Orę, o matkę i wszystkich krewnych, których zostawiłem przy Pawiej 14.” (s. 206-207)
„Wczorajszy dzień był jednym z najokropniejszych dni okresu &amp;lt;akcji&amp;gt;. N[iemcy] i Ukraińcy (ich pomocnicy) maltretowali ostatnich Żydów, którzy jeszcze zostali w blokach i szopach. Wczoraj znów zabrali wielu ludzi z Gminy, zwłaszcza – jak mi powiedziano – młodych, wszystkich gońców i innych. Wzięli również ludzi z bloków przy Pawiej i Zamenhofa, między innymi 15 lekarzy z Pawiej 14. wielu spośród złapanych wpakowali od razu do wagonów i tam zamknęli; nie można ich było już uratować. Zabrali też robotników z niektórych szopów (Schmidta).” (s. 208)
ONI/JA, IV A (24.09.1942)
„Wczoraj zaczęła się sprawa wyprowadzki z domów na Pawiej, Gęsiej, Zamenhofa i Lubeckiego. Nikt nie wydał rozkazu, że trzeba się wyprowadzić z tych ulic, nikt nie wyznaczył ostatecznego terminu opuszczenia tych ulic, a jednak od wczoraj odbywa się tu ruch – gorączkowa przeprowadzka. W zamian za 36 domów, jakie liczył poprzedni blok, przydzielono teraz połowę, a przy tym domy są kiepskie i w złym stanie.” (s. 226-227)
JA, IV A (27.09.1942)
„Po raz pierwszy odwiedziłem Nacię w domu przy Muranowskiej 44, mieszkaliśmy tam, kiedy miałem 7 lat. Straszny obraz ulic Miłej, Zamenhofa. Wracając, spędziłem wieczór u Waserów. Był tam Rabinowicz, krewny Rabinowicza, który uciekł z Tr[eblinki]. Godzinami opowiadał o horrorze Tr[eblinki]. Główne spostrzeżenie: doszło do tego, że Żydzi bardziej się boją Niemca niż śmierci.” (s. 228)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/JA, IV A (01.11.1942)
„Żydzi odetchnęli dziś nieco swobodniej. Na ulicach pełno spacerujących. Nieliczni, którzy pozostali żywi, opuścili swe ciasne mieszkania i wyszli na powietrze. Miła i Zamenhofa zaludniły się resztkami Żydów. Prawda, smutni, złamani, wychudli, ale ośmielili się pokazać na ulicy. Rzecz niespotykana od tygodni, miesięcy, od wzmożenia się &amp;lt;akcji&amp;gt;. Co wpłynęło na samopoczucie Żydów? Przede wszystkim zwolnienie dzieci z Umschlagu.” (s. 239)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, III A (3.09.1942)
„Dzisiejszy dzień [3 września 1942] znów był ciężki i przypominał trudne dni „akcji”. Jego przebieg był gorączkowy. Jak mówią, rano przygotowano pięćdziesiąt wagonów, a zatem musiano złapać tysiące Żydów, by je zapełnić. Blokady trwały cały dzień. Z firmy AHAGE [szop papierniczy – ul. Miła 43] zabrano około sześciuset robotników i ją jeszcze zlikwidowano. Charakterystyczne, że przed południem firma otrzymała informację, że jej kontyngent opiewał na tysiąc pracowników. Zaraz poradzono jej wydać numery tym, którzy powinni zostać jako potrzebni do pracy, ale nieco później i tam urządzono blokadę. Wszystkich robotników po prostu ustawiono w kolejce i zaczęto brać kogo popadnie, aż wzięto sześciuset. Co będzie z pozostałymi nietrudno sobie wyobrazić. Blokadę urządzono też w stolarni Ostdeutsche Bautischlerei [Werkstätte] przy Gęsiej 30, z której zabrano około siedemdziesięciu pracowników, w tym wielu fachowców. Brali głównie, kierując się wyglądem. Ten, kto wydawał się im niezdrowy, był zabierany. Potem zaprowadzili ich do baraków dla robotników przy Miłej. Stamtąd poszło jeszcze sześćdziesięcioro. Tym razem jednak mniej kobiet i dzieci. Robiono to w ten sam sposób, co zwykle: rzut oka na twarz – ten będzie żył, a ten pójdzie na śmierć. I tak oto wzięto tego dnia około dwieście osób. Blokady trwały do dziewiątej wieczór, szczególnie na Zamenhofa i w okolicach. Ten transport odszedł wieczorem, i tylko nieliczni mogli się z niego uratować – tacy, którzy mieli dużo pieniędzy, złota albo kosztowności chętnie przyjmowanych przez Ukraińców.” (Pisma, s. 291)
ONI, IV A (12.10.1942)
„W czasie kłótni na Zamenhofa zostały dziś zastrzelone przez niemieckich „rozjemców” dwie kobiety.” (Pisma, s. 306)
ONI, I
„Są już spece, do których przychodzą „zaufani” goje spod granicy, i są żydowscy przewoźnicy, co jadą przyczepami, omnibusami i różnymi rodzajami wozów.
Od rana do wieczora widzi się je na Wołyńskiej, Lubeckiego, Niskiej, Zamenhofa, a gdzie ich nie ma?
Oto przez uliczkę przejeżdża chłopski wóz. Na koźle siedzą razem Żyd z blond bródką i goj, a na jedynym siedzisku – worku z sianem – dwaj chłopcy sześcio-, siedmioletni, zakutani w szale. Patrzą smutnymi czarnymi oczkami, w których widać ślady wielu ciężkich przejść […]” (Dom numer 21, s. 353)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI/JA, III B

„Nazajutrz rano cofnięto kordon SS z kotła, akcja się skończyła. Początkowo pojedynczo , później coraz tłumniej zaczęły wychodzić schowane w kryjówkach postacie. Niezadługo przeciągnął przez Zamenhofa korowód ludzi brudnych, obrośniętych, wycieńczonych z głodu i przebytej męki.” (s. 136)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI/JA, III B
„Dnia 6 września 1942 r. wszyscy pozostali przy życiu mieszkańcy getta zostają wezwani do stawienia się w obrębie ulic: Gęsiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Stawki. Tu ma się odbyć ostateczna rejestracja. Ze wszystkich stron ciągną czwórkami masy ludzi. […] W małym czworoboku ulic skupia się cała ludność getta: robotnicy fabryk, urzędnicy Rady Żydowskiej, służba zdrowia, pracownicy szpitali (chorzy odsyłani są bezpośrednio na Umschlag). Każdej firmie niemieckiej oraz Radzie Żydowskiej Niemcy przyznają określoną liczbę pracowników, którzy mogą pozostać. Tym wybrańcom rozdawane są numerki. Numerki oznaczają życie.” (s. 41)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, dwudziestego siódmego kwietnia [1940], dwa żołnierze stali w bramie na Zamenhofa może z godzinę o zatrzymywali Żydów. Łapanki przybrały bardzo niebezpieczny charakter.” (t. 29: s. 100)
„Wieczorem widziałem na Zamenhofa taki oto obrazek: jeden Niemiec uprzyjemniał sobie czas. Żydzi powiadają, że to ich wcale nie razi, oni już tacy są, chowają się więc do bram." (t. 29: s. 142)
ONI, II A
„Na Muranowie, obok Zamenhofa, próbowano przemycić do getta krowy. Tragarze żydowscy zażądali 500 zł, nie chciano im dać, więc zadenuncjowali, krowy zabrano, a policjanta polskiego posadzono.” (t. 29: s. 178)
ONI, II

„Do kategorii naszych idealistów zaliczamy też pana Z. [NN], byłego duchownego ewangelickiego, Polaka, człowieka o nadzwyczajnych walorach moralnych. Ukrywa w swoim mieszkaniu czworo dzieci żydowskich, w tym dwoje bezpłatnie, dwoje za opłatą 600 zł miesięcznie. Pracował w firmie niemieckiej w getcie i raz, przechodząc ulicą Zamenhofa, znalazł kilkumiesięczne dziecko żydowskie, którego rodziców zabrano w czasie akcji. Zaopiekował się nim, nazwał je ze względu na reminiscencje biblijne Mojżeszem i mawiał: „Może z tego dziecka wyrośnie jakiś wielki człowiek, może nawet drugi Mojżesz”. Dziecko to oddał na wychowanie pewnej Żydówce, od której w zamian wziął na wychowanie dwoje jej dzieci. Nasz ewangelik bardzo opiekował się żywo młodym Mojżeszem, przynosił codziennie mleko, mannę kaszę i inne artykuły żywnościowe. W międzyczasie pan Z. zachorował na tyfus. Żydówka, pozbawiona pomocy z zewnątrz, zmuszona była oddać Mojżesza do internatu, stąd go przy pierwszej selekcji zabrano do Treblinki.” (s. 117)
JA/ONI, II–IV
„«wsypy» dzieci zdarzają się, i to z najrozmaitszych przyczyn. Znam wypadek z 5-letnim dzieckiem żydowskim, które przez dłuższy czas przebywało po aryjskiej stronie i dobrze grało rolę chrześcijanina. Razu pewnego była przy stole mowa o konnych tramwajach. Dziadek opowiadał, że za jego młodych lat takie tramwaje krążyły po ulicach stolicy. Dziecko żydowskie obecne przy stole odezwało się nagle, że również widziało konny tramwaj na… Zamenhofa. Po tej „wsypie” rodzice musieli odebrać dziecko i umieścić je gdzie indziej.” (t. 29a: s. 74)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, III C

20.IX.42′: „W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września” (s. 298-290).

ONI, VI A

15.VI.43’: "W nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień święta Paschy, który Żydzi obchodzą na pamiątkę wyzwolenia, zbrojne oddziały SS, Ukraińców, Łotyszy i Litwinów otoczyły obszar „dużego getta”, ograniczony ulicami: Leszno, Nowolipie, Bonifraterska i Smocza. O świcie 19 kwietnia niemieccy żołnierze z pancernymi wozami bojowymi wkroczyli do getta ulicą Zamenhofa i zaczęli ostrzeliwać domy. Zabarykadowani Żydzi odpowiedzieli ogniem i granatami. Po kilku godzinach hitlerowcy wycofali się z dzielnicy. Ze wszystkich okien i dachów, zza każdego zburzonego muru Niemców witał grad pocisków z pistoletów maszynowych. Sygnał do walki dała grupa młodzieży, która obrzuciła nadjeżdżające czołgi niemieckie granatami ręcznymi. Po obiedzie hitlerowcy powrócili z artylerią polową i rozpoczęli ostrzał Nowolipia, Bonifraterskiej i Franciszkańskiej. Następnie rozpoczęła się zażarta walka" (s. 363).

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A  (23 lipca 1942)

„Pewien znajomy policjant oznajmił: - W tym momencie odbywa się blokada ulic Miłej i Zamenhofa, przy udziale żandarmerii niemieckiej. Nie honorują żadnych dokumentów!” (s. 59)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Widziałam przez okno [siedziby Gminy przy ul. Zamenhofa 19] rykszę z pięciorgiem malutkich dzieci – kilkumiesięcznych – same maleńkie dzieci. Główki ich chwiały się od ruchu rykszy. Żadne z nich nie płakało.
Widziałam, jak schwytano siedmioletniego chłopca – tuż naprzeciw Gminy. Krzyczał, kopał, bronił się z taką zaciekłością, że go puszczono. Pobiegł prędko i skrył się za zakrętem ulicy.
[…]
Przez długi czas na balkonie pierwszego piętra, naprzeciw okna, przez które wyglądałam, suszyły się pieluszki. Nikt ich nie zdejmował. Czy deszcz padał, czy słońce świeciło, wisiały. Powiewały na wietrze, schły na słońcu, zwisały na deszczu, nie zdejmował ich nikt.
A jednak niekiedy w jakimś pustym mieszkaniu ukazywała się na chwilę czyjaś głowa w oknie. Głowa kobiety albo mężczyzny. Ukazywała się i znikała na długie dnie. Stary, modlący się Żyd, z długą brodą, z tałesem na głowie, wyjrzał pewnego dnia na chwilę przez okno i spotkał mój wzrok.
Kiedy szła kolumna na Umschlag, nie należało wyglądać przez okno, bo Niemcy widząc twarz strzelali. Kobieta w kolumnie trzymała dziecko na ręku, a w drugiej ciężki węzeł z rzeczami. Nie miała sił i podczas kiedy inni rzucali poduszki, plecaki, walizki, dalej poszła z ciężkim tobołem, a dziecko zostawiła na bruku.
Nie należało patrzeć przez okno, a jednak kiedy raz siedziałam przy biurku męża, zawołano do mnie:
„Tam idzie pani córka w kolumnie!”
Rzuciłam się do okna. Uczennice szkoły pielęgniarskiej szły na Umschlag. Już przeszły. Widziałam je od tyłu. Podobne były do białych ptaków. W różowych sukienkach, szerokich, marszczonych w pasie białych fartuchach z bawetami i białych, sztywnych czepkach.” (s. 123)

„W każdym mieszkaniu na ulicy Lubeckiego, a także i na innych ulicach „dużego getta”; była woda, gaz i elektryczność. Na Zamenhofa funkcjonowało nawet jeszcze pogotowie gazowe, w którym pracowali Polacy. Niektórzy mieszkańcy naszego domu wybierali się do pogotowia, ażeby przepisać gazomierze na swoje nazwiska.
Wojdysławski poszedł tam pewnego dnia.
„Chciałbym, żeby panowie przepisali «zegar» na moje nazwisko” – powiedział grzecznie.
„Nie mamy na to nakazu” – powiedział urzędnik.
„Nie macie panowie nakazu? Zająłem lokal. «Zegar» wybija godziny. Ja chcę płacić”.
„Nie będziesz pan płacił”.
„Ale «zegar» wybija godziny!”
„To idź i pocałuj pan «zegar»!”
Tak mu odpowiedzieli i na tym się skończyło. Przez cały czas naszego pobytu nie upominano się ani razu o należność za używalność gazu i elektryczności. Czy nie było to zastanawiające?” (s. 114-115)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, IV B

„Zaczęły się poszukiwania za tamtymi zbiegami i po kilku dniach został ich ślad odszukany. Na przeprowadzenie aresztu przyszli główni mordercy ghetta, Josef Blösche i Klaustermeyer. Kto wydał chłopców, nie było wiadomo, to jacyś niecni konfidenci. Gdy Niemcy ich prowadzili, zdawało się, że nic ich teraz nie uratuje, ale partja działała, bo w chwilę po tym zostały ustawione karabiny w oknach [na] Zamenhofa. Gdy Niemcy przeszli ze swymi ofiarami, otworzyli silny ogień, co bohaterzy, którzy mieli już do tej chwili tysiące ludzi na sumieniu, rzucili się do panicznej ucieczki, a ich ofiary nie czekali, aż ochłoną. Tak zostali odbici chłopcy.
Spodziewaliśmy się na straszny odwet, ale jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności przeszło cicho, co w ogóle nie było podobnym do Niemców. Już do tej chwili oni dwaj byli postrachem ghetta. Obecnie obrali sobie piękny sport, który polegał na tym, że jeździli autami przez getto i mieli przymocowany karabin ręczny maszynowy do okienka, z którego strzelali do każdego napotkanego człowieka. Gdy ludzie ujrzeli czarną limuzynę, chowali się do bram, nikt nie ważył się stanąć w oknie. Czynili straszne spustoszenie w ghecie. Gdy jeździli przez długość Zamenhofa, wtedy prawie wszyscy zdążyli uciec, ale w chwili gdy skręcali w boczne uliczki, było już za późno, [by] uciec. Ludzie padali masami z rąk tych zbirów.” (s. 236)

JA, V (19 kwietnia 1943)

„Pada tak długo oczekiwany rozkaz, to na Miłej zaczął się piekielny ogień, jeszcze echo nie odbiło się o nasze uszy, a nasze przyjęcie otworzyło jeszcze piekielniejszy ogień. Butelki, granaty lecą, karabiny brzęczą, ja oprócz tych strasznych sylwetek na dole nic nie widzę, oddaję strzały jeden za drugim, staram się dobrze celować, chociaż jest to zbyt trudne, gdyż nasi prześladowcy stali się zbyt ruchliwi. Niektórzy z nich lecą niby żywe pochodnie, to nasze cudowne butelki ich mianowały „gwiazdami przewodnimi”.
Na dole roi się jak w ulu, oni nie mają gdzie uciekać, bo obstawione są obydwie strony ulic, mogą uciekać tylko w tył lub w przód, a tu praży ogień. Bramy są zamknięte, tu są też nasi ludzie. Na razie walimy do nich na „całego”, ci bohaterzy padają, lecą, wstają, by znowu upaść, lecą, trzymając głowy zakryte rękoma, rękoma osłaniają swe zbrodnicze głowy!!! Szał nas opanował, zmieniam już po raz któryś mój magazyn[ek], płonę, strzelam, jestem teraz w niebiosach, jakież to piękne.” (s. 286)

„Lecimy teraz [rejon ul. Zamenhofa] w kierunku wach, tu odzywają się ckm-y (ciężkie karabiny maszynowe) – bezcelowe by było gonić dalej za nimi, z gheta wyparliśmy ich. Jedyny, co jest potrzebne, to bronić teraz dostępu do wachy, by też nie mogli gromadzić swoje karabiny maszynowe. To stanowisko jest już zajęte, bronią dostępu nasi chłopcy, dziewczęta i dzieci! Ukazały się nasze narodowe flagi, to dopiero triumf, każda jednostka nasza leci między trupami i rannymi, zabierając, co tylko możliwe jest, karabiny, naboje, granaty, bagnety itd.” (s. 287)

„Znosiliśmy teraz ciała [Niemców] do nor i zasypywaliśmy je kamieniami. Mundury zostały spalone. Po tej czynności doszliśmy do naszego rannego i zanieśliśmy go do pobliskiej bramy, by jakieś nosze przygotować. Wyraził nam wdzięczność za tak cudowną pomoc i że udało się zabić tego, który go wykończył. […] Głos jego osłabł, westchnął głęboko i chciał dalej mówić, ale nadeszli jego towarzysze z noszami. Ostrożnie ułożyliśmy go na noszach pochód ruszył w stronę Zamenhofa. Tu trzeba było ostrożnie przelecieć przez drogę, gdyż niemcy ten odcinek najbardziej pilnowali.” (s. 315)

„Wszyscy śpią, ja trzymam dziś wartę, mam następnie zbudzić jednego z kolegów. Rozglądam się uważnie po terenie, widać grupy ludzi prowadzonych przez niemców. Kierują ich do punktu na Zamenhofa, oni tam prawdopodobnie niszczą wszystkich masową egzekucją. Co raz nowe transporty przeprowadzane są przez ulice pełne niemców, ci ludzie mają teraz ostatni marsz, już nigdy więcej nie będą stąpali po tym „bożym” świecie.” (s. 317)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Zamenhofa 9,   - Zamenhofa 13,   - Zamenhofa 19 (przed sierpniem 1942),    -  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),   - Zamenhofa 40,
- Zamenhofa 56,   - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),   - róg ulic Zamenhofa/Miła,   - róg ulic Zamenhofa/Muranowska,   - róg ulic Zamenhofa/Nowolipie,    - Zamenhofa (między Gęsią a Kurzą),   - Zamenhofa/Wołyńska,    - Niska/Zamenhofa,     - Nalewki 17/ Zamenhofa 14,   - Niska, koło Zamenhofa 58,
OBSZARY:
- Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhofa/Nowolipki/Karmelicka,   - Obszar: "kocioł na Miłej": Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,  - Obszar - kocioł: Gęsia/Zamenhofa/Smocza/Plac Parysowski,   - Obszar: tzw. getto szczątkowe: Zamenhofa/Pawia/Lubeckiego,   - Obszar: kocioł: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa, - Obszar: kocioł: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,
TRASY:
- Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Zamenhofa - Pawia 14,  - Trasa: Karmelicka - Nowolipki - Zamenhofa - Stawki - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Umschlagplatz,  - Trasa: Leszno 76 - Leszno - Karmelicka - Zamenhofa - Miła 43,  - Trasa: Leszno 78 - Karmelicka - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła/Muranowska,   - Trasa: róg ulic Miła/Zamenhofa - róg ulic Miła/Lubeckiego,   - Trasa: Nowolipie 44 (szop Schultza) - Miła - Zamenhofa,   - Trasa (linii tramwajowej): Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa - Dzielna - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Gęsia - Nalewki,    - Trasa: Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa,   - Trasa: Prosta 14 (szop Toebbensa) - Zamenhofa - Umschlagplatz,    - Trasa: Umschlagplatz - Zamenhofa - Leszno 76,   - Trasa: Zamenhofa 19 - Gęsia,   - Trasa: Zamenhofa - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa: Zamenhofa - Muranowska,
- Trasa: Zamenhofa 32 - Nowolipki - Karmelicka - Leszno 80,  - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26, - Trasa: Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa (omnibusów - "kohnhellerek"): Żelazna - Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Gęsia - Nalewki - Muranowska - Gęsia - Smocza - Nowolipie,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5117" title="RYMARSKA" slug="rymarska">
Henryk Bryskier
ONI, II
„Mimo wielkiej dyskrecji, wiadomym i znanym jest fakt, że np. już po zamknięciu getta, ale jeszcze przed definitywnym przeniesieniem wszystkich aryjczyków i ich przedsiębiorstw, były wysyłane za pośrednictwem niemieckiego adwokata przez pewne zasobniejsze firmy z ul. Leszno i Elektoralnej, przy poparciu czynników kościelnych z ul. Leszna, memoriały do władz niemieckim w sprawie wydzielenia z getta czworoboku: Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno. Niezależnie od wyłożonych kosztów, akcja z niewiadomych przyczyn spaliła na panewce.” (s. 148)
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)
„Ludzie nie rozumieją sensu murów, które pokrywają się z gettem. Zachodzi obawa, by tuż przed opuszczeniem miasta nie podpalili getta. Magistrat zaproponował za łapówkę przesunięcie murów na Rymarską w myśl życzeń kupców.” (s. 111)
„Mury, które już zostały wzniesione na Rymarskiej, podwyższono, sprawiają one wrażenie prawdziwych murów więziennych. Chcą nas zamurować żywcem – tak uważają ludzie.” (s. 154)

Bogdan Wojdowski
F, I
„Ojciec stał na ulicy z gołą głową, trzymając klucz. Mordchaj chodził tam i z powrotem, widłami zwalał na furę sterty trawy morskiej i rozsypane daleko źdźbła deptali przechodnie.
- Murują, murują. Na Ptasiej, Przechodniej, Rymarskiej, i końca nie widać!
Rękami zgarniał, miotłą wymiatał ostatnie resztki, kiedy ojciec w roztargnieniu rozglądał się dokoła jak przebudzony ze snu. Szukał stróża, któremu wręczyć miał klucz.
- Te worki zabrać? Zabieram, na co to wam?
- Zabieraj.
Zabrał i pojechał: niedaleko miał.
- Już Długa zamurowana!” (s. 44)

ADRESY:

- Rymarska 12 („Melody Place”),   - Leszno 5/Rymarska,
OBSZARY:
– Obszar: czworobok: Rymarska – Elektoralna – Orla – Leszno</document>
<document nplp_id="5118" title="BIELAŃSKA (poza gettem)" slug="bielanska">



















Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Osiemnastego grudnia [1939]. Grasowali na Bielańskiej i wariaci wołali: ‘Niech żyje Führer!’ itp.” (s. 36)
„Wczoraj na Bielańskiej pobili kobietę, bo nie miała opaski.” (s. 54)
&amp;nbsp;

ADRESY:
- Bielańska 13 (Sklep Wedla),  - Tłomackie/Bielańska,  - róg ulic Tłomackie/Bielańska</document>
<document nplp_id="5119" title="PAWIA" slug="pawia">
&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV B

„Pewnego dnia kazano nam natychmiast opuścić dom na Pawiej. Strzelano. Chwytaliśmy w popłochu drobnostki, porwałam miskę do mycia, zostawiając maszynę do pisania. Wytaszczyliśmy jakąś walizkę, do której rzucaliśmy w popłochu, co się dało. Wyszliśmy na ulicę, nie mając dokąd pójść. Blokady nieco ucichły na szczęście, ale w każdej chwili mogły się powtórzyć. Do żadnego z szopów nie chciano nas wpuścić, jako nie rejestrowanych, z wujkiem porozumieć się nie można było, drogę do niego zamknięto. Bez dokumentów, bez schronu, bez rzeczy, byliśmy skazani. Przypadkiem po dwóch dniach natknęliśmy się na znajomych, mieszkających na ‘dzikim’ terenie. Podzieli się z nami kątem. Ale dom ten był bardziej jeszcze zagrożony od innych i był bez schronu. Nie dostawaliśmy jako niepracujący żadnych kart aprowizacyjnych, a wobec szalonej wprost drożyzny, była to klęska.” (s. 80)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (10.05.1942)
„Szczególnie niebezpieczna stała się uliczka w pobliżu więzienia, między Dzielną i Pawią, tzw. Więzienna. Na górze na wieży strażniczej stoi strażnik, prawdopodobnie volksdeutsch, który spogląda na przechodzących Żydów, i kiedy mu się podoba, woła: &amp;lt;Halt, komm Her!&amp;gt;. Na dole stoi polski policjant. Na rozkaz Niemca zatrzymuje Żyda i prowadzi go na podwórze Pawiaka. Żydzi omijają ostatnio uliczkę Więzienną.” (s. 36)
ONI, II D (23.05.1942)
„Nie ma dnia, aby nie słyszano o zamordowaniu aresztowanego Żyda bądź o zawleczeniu kogoś na Pawiak itp. Dziś rano przyszła do nas kobieta trudniąca się praniem i sprzątaniem. Powiedziała nam, że wczoraj wieczorem na Pawiej przy fatalnej uliczce tuż przy więzieniu (ulica Więzienna) zabili Żyda, kupca mąką o nazwisku Gurwicz. Niemiecki oficer gestapo nagle wyszedł z Więziennej na Pawią, na której ruch jest bardzo ożywiony, ponieważ Żydzi omijają Więzienną i Pawią. Wszyscy przechodnie żydowscy rzucili się do bram, aby zniknąć z oczu aniołowi śmierci.” (s. 68)
JA, III A
„Wieczorem na Smoczej, Pawiej, Miłej, Zamenhofa itd. Wróciłem do domu o godzinie pół do dziewiątej wieczorem. Byłem pewien, że ich złapano. O dziewiątej przyszli do domu. W czasie trwania blokady siedzieli w internacie przy Miłej 67. Co Luba opowiedziała o zachowaniu dzieci (150) i nauczycielek podczas blokady? Wszystkie z zawiniątkami w rękach. Wszystkie były gotowe w drogę. Na śmierć.” (s. 187)
JA, III A (25.08.1942)
„Niem[cy] wraz z Ukraińcami przeprowadzili dziś łapankę w bloku Gminy, tj. na Zamenhofa, Pawiej, Gęsiej i Lubeckiego. Drżę o Orę, o matkę i wszystkich krewnych, których zostawiłem przy Pawiej 14.” (s. 206-207)
„Wczorajszy dzień był jednym z najokropniejszych dni okresu &amp;lt;akcji&amp;gt;. N[iemcy] i Ukraińcy (ich pomocnicy) maltretowali ostatnich Żydów, którzy jeszcze zostali w blokach i szopach. Wczoraj znów zabrali wielu ludzi z Gminy, zwłaszcza – jak mi powiedziano – młodych, wszystkich gońców i innych. Wzięli również ludzi z bloków przy Pawiej i Zamenhofa, między innymi 15 lekarzy z Pawiej 14. wielu spośród złapanych wpakowali od razu do wagonów i tam zamknęli; nie można ich było już uratować. Zabrali też robotników z niektórych szopów (Schmidta).” (s. 208)
JA/ONI, III A
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
ONI/JA, IV A (24.09.1942)
„Wczoraj zaczęła się sprawa wyprowadzki z domów na Pawiej, Gęsiej, Zamenhofa i Lubeckiego. Nikt nie wydał rozkazu, że trzeba się wyprowadzić z tych ulic, nikt nie wyznaczył ostatecznego terminu opuszczenia tych ulic, a jednak od wczoraj odbywa się tu ruch – gorączkowa przeprowadzka. W zamian za 36 domów, jakie liczył poprzedni blok, przydzielono teraz połowę, a przy tym domy są kiepskie i w złym stanie.” (s. 226-227)
ONI/JA, III C
„Ciężka, niebezpieczna sytuacja zredukowanych urzędników Gminy. Wśród nich moi szwagrowie Mosze i Jakub. Nie mają numerków Gminy. I są narażeni na wszystko: nie otrzymają mieszkań, muszą już się wyprowadzić z Pawiej i w ogóle nie mają &amp;lt;prawa&amp;gt; żyć. Co to będzie? Co to będzie?” (s. 242)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, III

„W czasie akcji Pawia stała się od razu bliska i sympatyczna. Bliska, bo była dwa kroki od Dzielnej, na której wówczas mieszkaliśmy z Emą, rozpoczynająca się od Zamenhofa, tej częstej drogi na Umschlag i z powrotem. Sympatyczna: bo od 2 do 20 numeru stanowiła blok lekarski, w którym tylu naszych przyjaciół i znajomych mieszkało.” (s. 187)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.
Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Były pogłoski, że na ul. Pawiej, gdzie koncentrował się do akcji przesiedleńczej handel walutą, istniała tajna mennica, w której wyrabiano złote dolary. Ile prawdy jest w tym twierdzeniu, nie mogłem ustalić.” (s. 42)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III
„ Powiedziano mi, że personel szpitala skoszarowany jest na Pawiej (...) ” (s. 93)
„Po paru dniach mnie tam odprowadzono. I już znów byliśmy wszyscy razem w jakimś mieszkaniu na Pawiej, była dr Margolisowa, Hela Keilson, Marek, ja, jeszcze dużo osób.” (s. 93)
JA/ONI, III A
„A w ogóle to było tak, że jak rano obudziłam się na Pawiej, w „domu”, bo to był wtedy nasz „dom”, to powiedziano nam, że wszyscy Żydzi z getta mają się zebrać w czworobok ulic – Miła, Zamenhofa, Gęsia, Smocza – i my też mamy iść. Wtedy dr Margolisowa i ja powiedziałyśmy, że idziemy do szpitala. I ktoś jeszcze poszedł, kilka osób, już nie pamiętam kto. Tylko wiem, że szliśmy pustymi ulicami i nawet nie wiem, czy Marek [Marek Edelmen – dop. AKR] był wtedy z nami. Wiem, że potem byliśmy razem, ale wtedy nie wiem. Tylko pamiętam, że szliśmy w tych białych fartuchach i chyba do nas nie strzelali, a może strzelali? Nie wiem.” (s. 95-96)
JA/ONI, III
„I co rano grupowo w białych fartuchach prowadzono nas do szpitala, na Stawki, na Umschlag, potem z powrotem na Pawią. (s. 94)
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

– Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

– Czy to z powodu zmniejszenia getta?

– Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

– Szopy tam powstały, tak?

– Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

– „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

– Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

– I potem mieszkała pani na Gęsiej?

– Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

– Kiedy?

– 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

– Personel szpitala?

– Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

– Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

– Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (Tak naprawdę..., s. 155-156)
Helena Szereszewska
ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„W końcu września 1942 roku Niemcy wydali rozporządzenie o ponownym zwężeniu getta. Dużo ulic odpadło. Odpadły również ulice Lubeckiego, Pawia i Dzika aż po ulicę Gęsią i nieparzysta strona ulicy Gęsiej. I znów przydzielono urzędnikom Gminy inne bloki domów do zamieszkania.” (s. 143)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Jedziemy kiedyś na Pawiej, ludzi tam w ogóle nie ma. Nagle widzimy, [że] ukraińcy prowadzą partję, a jeden krzyczy, żebyśmy do nich dojechali. Ja prowadzę wtedy rikszę, widzę, że ten zdejmuje karabin, mówię, Wilku, schyl głowę, wiejemy, i w jednej sekundzie skręcamy do bocznej ulicy i zostawiamy rikszę. Skaczemy do bramy i od razu jesteśmy na piętrze, wyglądamy ukradkiem przez firankę, nikt nie leci za nami, czekamy kilka minut, przechodzimy do innego okna, skąd okna schodzą na inną ulicę, widzimy, że wszystko jest OK. Wychodzimy ostrożnie, wsiadamy na rikszę i jedziemy w pośpiechu do małego ghetta.” (s. 108)
ADRESY:
- Pawia 2-20,   - Pawia 6,   - Pawia 14,   - Pawia 49,   - Pawia 64,   - Pawia 69,   - Pawia 88,   - róg ulic Pawia/Smocza,   - Pawia (numery parzyste od Zamenhofa do Lubeckiego),    - Dzielna 24/26 (Pawiak),
OBSZARY:
- Obszar: tzw. Getto Szczątkowe: Zamenhofa/Pawia/Lubeckiego,
TRASY:
- Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Pawia 14,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Zamenhofa - Pawia 14,   - Trasa: Miła - Pawia - Gęsia 30 (szop OBW),   - Trasa: Pawia - Chmielna (Hotel "Royal")- Długa 29 (Hotel "Polski"),   - Trasa: Pawia - Pawiak,   - Trasa: Pawia - Umschlagplatz,
- Trasa: Pawiak - Pawia 11A,</document>
<document nplp_id="5120" title="WALICÓW" slug="walicow-walicowo">
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Polowanie na Żyda idzie całą parą i dzień dzisiejszy obfitował w ofiary różnej kategorii. Wyciągnięci w nocy z łóżek reżyser Szaro z teściem i szwagrem, zastrzeleni &amp;lt;wedle listy&amp;gt;, zastrzeleni na ulicy w dzień szmuglerzy i nie-szmuglerzy. Jacyś cywile strzelili w tłum na placyku targowym na Ceglanej czy na skwerku. Są zabici na miejscu, są śmiertelnie ranni, na Krochmalnej i Walicowie wybuchła dzisiaj przed wieczorem śmiertelna panika, przechodzenie wzdłuż ogrodzeń kolczastych w &amp;lt;małym getcie&amp;gt; stało się rzeczą o każdej porze dnia w najwyższym stopniu ryzykowną.” (s. 178-179)

Abraham Lewin
ONI, II D/III A (10.06.1942)
„Przy Świętojerskiej 30 przejeżdżający żandarmi zastrzelili z broni maszynowej dwóch Żydów. Na Waliców miało zostać zabitych pięciu Żydów. Ogółem wczorajszy wtorkowy dzień był bogaty w ofiary żydowskie.” (s. 115)
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra . Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 23 października [1940], znów podawano przez megafon, że wyłączono z getta Waliców i Ceglaną. Równocześnie okazało się, że wiadomości o przedłużeniu terminu z 31 października na 15 listopada są fałszywe. Ludzie potracili głowy, bo nie wiedzą, gdzie się przeprowadzić. Żadna ulica nie jest pewna, bo wszędzie jest coś, co może narazić te ulicę na niebezpieczeństwo.” (s. 147)

Bogdan Wojdowski
F, I
„Tak mówili, owak mówili. Co wieczór inaczej mówili, a kiedy przyszedł wuj Jehuda, podrapał się w głowę i powiedział: - Murują na Walicowie - trzeba się było przenosić”.
s. 46 „Mordchaj Sukiennik po raz ostami wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Cieplej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. ,,Verboren!" - krzyczały tablice. „Durchgang verboten!" - groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN.
- Podawaj, Maniuś, podawaj, podawaj!
W ciszy nie przebudzonego miasta krzyk ten zrywał go na nogi. Ukradkiem podchodził do okna. Pierwsze tramwaje jechały ulicami wyłaniając się z mgły, jak majaki innego, niepojętego świata, a ich wysoki wizg ginął na zakręcie, gdzieś w głuchej pustce Hal. Biły, biły dzwony u Św. Karola. Widział po tamtej stronie twarze, bielały niewyraźnie, wynurzały się z nocy, która pierzchła.
Z oczami zwróconymi na mur w budowie, ojciec zanosił poranne modlitwy”. (s. 45-46)

F, I
„Zimą pierwszego roku wojny otwarto na dalekich torach dworca towarowego wagony pełne odartych z odzieży ciał, martwych i żywych tulących się do siebie, zesztywnialych na mrozie jak kamienie. Przytomnieli dopiero za murem, na ulicach przeludnionego miasta-i na ulicach marli, w ruinach, w sieniach kamienic, na strychach, w piwnicach, dokąd wtargnęli.
Wielki tłum przepłynął tymi ulicami, a w gruzach na Walicowie pozostał Fajwel Szafran, Nahum i Szulim, Estera. Stanąwszy na obcym bruku Nahum podał Szulimowi ciężar i ucałował ogonki cyces, a może strzępy łachmanów, które opadały z niego. Pejsy na skroniach, kosmyki lepkich i brudnych włosów zarastały uszy Szulima. Bezradnie krążyli tego dnia po ośnieżonej Krochmalnej, pokorni i cisi, nie mając odwagi wyciągnąć ręki po jałmużnę, mijani przez przechodniów, dla których tak oto stali się żebrakami. Wkrótce rozeszła się w zaułku wieść, że nocą uciekli z płonącego domu modlitwy unosząc życie i zwój Tory. Odszukawszy krewnych za drutami w bliskim miasteczku, przetrwali czas jakiś na garnuszku gminy, a potem uciekali dalej zostawiając za sobą zgliszcza, aż dostali się do małej powiatowej mieściny, skąd Niemcy wysyłali ludność getta transportem do Warszawy”. (s. 129)

F, I/II 
„W ruinach na Walicowie dniem i nocą koczował tłum żebraków i wśród nich znależli miejsce przesiedleni. Klecili paleniska z cegieł, pod osłoną wyburzonych nor rozkładali barłogi. Po wodę szli do kamienicy i zimne noce przesypiali na klatkach schodowych; z czasem zajmować zaczęli mieszkania opuszczone przez zmarłych na tyfus, zamorzonych głodem. Przygarniał ich reb Icchak w nielegalnej bóżniczce na Ciepłej, gdzie rozkładali się pokotem w ciasnocie i rejwachu na deskach Bimy i pod wielką Arką, roniąc wszy na zbutwiałe ze starości makaty. Reb Icchok robił starania w Judenracie o kartki żywnościowe dla przesiedlonych i zawartość skarbon przeznaczał na ich posiłki z kuchni gminnej; a pewien piekarz z Grzybowskiej, po tamtej stronie muru, wysyłał swe dzieci parę razy w tygodniu z chlebem na Ciepią, aby stary rabin mógł dokonać rozdziału. Wielu wolało swoje legowiska w ruinach od ciasnoty malej bóżnicy i wracali na Waliców, gromadząc skąd się da graty i starzyznę, materace, skorupy”. (s. 130)

F, II 
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne". (s. 56-57)

F, II 
„- Dawid, wróć. Opaska!
Rozłoży! szeroko ręce i białe płócienko frunęło z okna i upadło na stragan. W niedużych pryzmach leżał tam opał, połupane szczapki drzewa, odrobina węgla, garść koksu, a na boku, osłonięte brezentem przed wilgocią, okruchy szarosinego karbidu, którym oświetlano domy. Głos Buby-przekupki, strzegącej, by ogień nie wygasł na Krochmalnej i na Walicowie, miarowo basował urywanym lamentom żebraków.
-Do drzewa, do koksu I Do karbidu, tylko u mnie. Do drzewa, do koksu.
Ujrzał wszystko razem, opaskę, swoje wyciągnięte ręce, przekupkę za straganem, rzucającą się ku niemu z krzykiem. Biegnąc za ojcem, który niknął na zakręcie, uśmiechał się pobłażliwie. ,,Do karbidu ...Ludzie, brońcie mnie! Złodziej, złodziej" No, tego tylko brakowało”. (s. 59)

F, II 
„Uciekali przed nim w popłochu na dwór i staczali się bezładnie po urwisku zburzonej oficyny prosto w szalejące słońce tych letnich dni, w skwar południa, w sam środek krzyku, wołania głodnego tłumu. Zdjąwszy twarde drewniaki krążyli potem długo w ruinach, gdzie koczowały rodziny przesiedleńców z blaszankami uwiązanymi na pasku, okryte strzępami koców, dźwigające na sobie resztki dobytku, z którym się nie rozstawały. Stąd wiodło przejście na zamkniętą murem, maleńką uliczkę pełną hałaśliwych żebraków. Rozbudzona ciekawość kazała patrzeć, wstyd zabraniał im odwracać oczy. Zgrzani snuli się na Walicowie wśród leżących bezsilnie na bruku ciał okrytych zawszonymi gałganami [...]. Obnażone szkielety potrząsały puszkami; z krzykiem podstawiając nogi idącym. Gniły w słońcu, a do lepkich ran zlatywały się sine muchy. Ludzie tutaj obracali się w padlinę za życia”. (s. 94)

F, II 
„A Niemcy obiecali Waliców spalić. Spalić Pańską, Krochmalną, Ciepią, Prostą, bo tutaj właśnie szerzy się zaraza! Najgorsza zaraza i głód w tych zaułkach małego getta! Kto zesłał głód? Tyfus, wszy? Nawet prof Bauma oblazły i nie może się ich pozbyć staruszek. A że wszy roznoszą choroby, prof Baum złapie tyfus, jak tylu innych przed nim, i wyjdzie na to, że Niemcy mają rację, kiedy każą rozlepiać na mieście afisze z ostrzeżeniem ŻYDZI WSZY TYFUS”. (s. 96)

F, II 
„Padł strzał, krzyknął człowiek. Znienacka zaterkotała seriab z automatycznej broni i kulki gwizdały w ruinach wzniecając kłębki kurzu. Kapłani padli na twarz. Mur zamykający wylot Walicowa zasłonił przed oczami tłumu biegnących żandarmów, a oni z wrzaskiem i tupotem gonili kogoś długo. Powstało zamieszanie; najpierw uciekli kupcy ociężałym truchtem, godnie wyrzucając przed siebie nogi, za nimi tragarze przepadli w głębi ruin. Eliasz ukrył się za wozem trupów. Tłum w ogonku zawrzał, zakołysał się trwożnie, lecz nie poruszył sprzed kuchni gminnej. Pogoń oddaliła się w kierunku Hal i placu Żelaznej Bramy”. (s. 120-121)

F, II 
„Puszki kołysały się, mijały leżących pod ścianami charłaków i tłum zawracał spod kuchni gminnej, ścigany ich krzykiem.
-Nie ma, nie ma dla nas Jerozolimy!
Puszki kołysały się niepewnie w rękach i kleiste pomyje wyciekały za brzegi parząc palce. Dawid, Elijahu i Zyga zmęczeni wracali póżnym popołudniem ostrożnie niosąc przed sobą naczynia, z których chlustało na bruk. Za nimi został Waliców pełen zgiełku zawodzących, skomlących żebraków”. (s. 122)

F, II 
„Parszywa, chuda szkapa wlokła z wysiłkiem wóz sztywnych szkieletów, a Eliasz szedł obok trzymając luźne wodze. Droga z Walicowa na Okopy była długa, usiana trupami.
- Gdzie masz oczy, pętaku? Ustąp, ustąp! Nie widzisz?” (s. 123)

F, II 
„Tego roku banda Barucha Oksa terroryzowała Waliców i Krochmalną z pieśnią na ustach. W biały dzień rzucali się ze strasznym spokojem na stragany, bici rozpraszali się w milczeniu i wracali znów; grasowali wzdłuż muru staczając z przemytnikami dzikie bójki o towar. Rosły im kły i pazury, a ręce same wyciągały się na widok chleba. Długi Icchok, ten podbiegał do przechodnia na ulicy, wyrywał mu bochenek spod ramienia i w oczach napadniętego, krztusząc się i stękając pod uderzeniami, siniejąc z pośpiechu połykał czarny kartkowy chleb.
Dawid idąc z blaszanką do kuchni gminnej albo z kartkami do sklepiku myślał z lękiem o długich, czarnych paznokciach, suchych ramionach, o zaropiałych oczach w twarzy ziemisteji martwej, ściągniętej grymasem głodu”. (s. 128-129)

F, II 
„Waliców buchał zgiełkiem, wrzaskliwym lamentem. Cmentarny wóz jeździł tamtędy codziennie i ogołocone ze zwłok chodniki zapełniali wciąż nowi charłacy. Bezwstydnie podciągali szmaty i pragnąc poruszyć serca przechodniów, zmusić je do litości, pokazywali kikuty przeżarte ropniami od kostek do bioder”. (s. 135)

F, II 
„Dawno już Elijahu opowiadał im, co widział w gruzach na Walicowie. Zyga i Dawid zachłannie słuchali. Jak Małka się kładzie. Jak zadziera śmiało liliowy spód. Jak głaszcze piersi i bierze pieniądze. Jak odpina jedną podwiązkę i ściąga powoli jedwabną pończochę. Duszno, strach, szum w uszach. Opowieści te kończyły się zawsze tak samo i każdy wiedział jak, tylko Zyga udawał obłudnie, że nie wie. Elijahu szeroko i rozwlekle opowiadał, a potem szli w ruiny hałasując dla dodania sobie odwagi. Księżyc znad Hal srebrzył ich pobladłe twarze, rozległe rumowisko pełne cieni, aż tutaj biły okrzyki wart na placu Żelaznej Bramy, ostro biły im serca o żebra, kiedy podkradali się chyłkiem, cicho i ostrożnie stąpając po gruzie do miejsca, z którego ujrzeć mogli wyraźnie czające się postacie.
W ruinach na Walicowie wałęsały się głodne prostytutki.
O zmroku słychać było w załomach głośne oddechy. Tych, którzy sztywnieli w ramionach kobiet, i kobiet, które sztywniały z głodu. Jakby dyszało jedno wielkie, powalone na kolana zwierzę, które kona szamocząc się i nie mogąc sobie znaleźć miejsca. O zmroku na Walicowie cichły skomlenia żebraków, natrętne zawodzenia kantorów, modlitwy. O zmroku nad gruzami unosiły się szepty konających. Wybuchały ostatnie, dzikie bójki. Z ciał opadały łachmany. Szkielety stygły w chłodzie nocy i zamierał oddech. Puste źrenice obrócone w niebo gasły wraz ze światłem uchodzącego dnia i nie było ręki, która zamyka powieki.
-Oooo… Ooch!
Unosiły się nad tym miejscem ciężkie, urywane westchnienia i przekleństwa objętych w uścisku żebraków i kurew. Wisząca w pustce rynna z klekotem uderzała o zlew na nagiej ścianie. Poszarpany, zgnieciony dach wisiał jednym skrzydłem nad urwiskiem. Chichot wiatru, jękliwy dźwięk blachy, wściekłe głosy dolatywały z ciemnych, zgrzytliwych, kalekich ruin.
Elijahu, Dawid i Zyga z wysokości pierwszego piętra, przechyleni nad krawędzią rumowiska, patrzyli szeroko rozwartymi oczami na leżących tam w dole. Wietrzno było i zimno. Roześmiany nieszczerze Dawid zatykał sobie usta. Zyga z udanym rozochoceniem rąbnął Elijahu w kark. Wydawało się, że zaraz pęknie ze śmiechu. Marzły im ręce.
Na placu Żelaznej Bramy wartownik oddal strzał. Tramwaje iskrzyły z sykiem, śląc w ruiny zielone światło i chmarę bezładnych cieni.
-Aa…
Na cegły rzucona biała laska i zniszczony filcowy kapelusz. Obok dłoń dziewczyny błądząca po kamieniach. Nagły krzyk rozległ się w ciemności i trwał, jak wzniesione ostrze przeszywające niebo.
-Yyyy!
Długo, wolno zamierało monotonne skomlenie niepodobne do głosu człowieka, choć było jeszcze głosem człowieka.
-Chodźmy-powiedział Elijahu.-Już, wystarczy.
Z lękiem i ciekawością, z odrobiną wstydu, który ciekawości nie przemógł-uczepieni kruchych ruin-pozostali. Hałaśliwie dzwoniły zatrzymane przed wachą tramwaje. Iskry trzaskały raz po raz, jarzyły się całymi pękami. W zmierzchającym świetle dziewczyna leżała cicha i cienie ruin obsuwały się po jej ciele, pochłaniały nikłe uda, wklęsły brzuch, podciągniętą aż na oczy sukienkę, a obok siedział nieruchomo żebrak w podartym filcowym kapeluszu zasłoniwszy rękami twarz. Kiedy wstał, wówczas ujrzeli, jak dziewczyna łagodnie dotyka go palcami.
-Daj, otrzepię kurz. Nie możesz tak iść. Ja to co innego.
Podniósł białą laskę i odszedł. Uniosła się niezdarnie na łokciach i kolanach. Klęcząc ze zwieszoną nisko głową uderzyła pięścią bezsilnie o kamień.
Gdzieś blisko ulicą niosło się wołanie Małki.
-Co ja robię, zwariowałam, za darmo sprzedaję!
Pociemniało-siny księżyc drżąc w zamglonym powietrzu wzbił się lekko znad Hal i sunął na plac Grzybowski, a po drugiej stronie granicznego muru, w wąwozie Krochmalnej, wietrzyste niebo tliło się jeszcze zimnym ogniem zachodu. Słońce dopalało się za masywem nowego browaru”. (s. 248-249)

F, II 
„Nagła, zagmatwana bójka poderwała Waliców i Małka krzyczała cienko, judząc, przysiadając na jezdni z uciechy. Zadarła liliowy spód i przebierała nogami w jakimś pokracznym, wściekłym tańcu. Dobry początek nocy! Paru oberwańców stało obojęmie; otoczyło ukradkiem dwóch szamoczących się charłaków, tragarza Kiepełe i Nahuma Szafrana wysiedleńca. Trzeci leżał koło nich. Ona lekko przysunęła się bokiem. Wycie wzbierało w gardle bez słów. Dawid zobaczył wszystkie zęby na wierzchu, mały ruch ręki podającej nisko nóż zza podwiązki i roziskrzone, szybkie spojrzenie spod opuszczonych powiek. Płaskonosy Nahum i Kiepełe szurali niedołężnie podeszwami, doskakiwali i odskakiwali od siebie”. (s. 251)

F, II C/D
„Powrotny tyfus dopiero zwalił ją z nóg i po raz drugi dostała się do szpitala, skierowana przez dr Obuchowskiego na Czyste. W dwa tygodnie później wróciła odkarmiona, ostrzyżona, z głową okrytą kawałkiem płótna i dalej krążyła ulicami, wracając ciągle w to samo miejsce. Potyfusowy szkielet okrywał się obrzękiem od szyi do nóg. Żyła do wiosny jeszcze. Naprzykrzała się i biegła za przechodzącymi, a oni uciekali przed nią w panice. Unikali głodnej poczwary jak śmierci. Ściskając szmaciany tobołek niewyraźnie sepleniła:
-Jak się masz, trupie, która wybiła na twoim zegarze?
Widziano raz, jak szła z chlebem i ten chleb wydarł jej Długi lcchok, zanim zdążyła uciec. Wielkimi kawałami połykał rozszarpany bochenek. Biła go niedołężnie i kiedy schylony zaczął zbierać okruchy z ziemi, zwaliła się na niego całym ciężarem puchnącego ciała, szarpiąc zdechlaka tak długo, aż znieruchomiał pod nią-obżarty, ociężały. Porwała w spódnicę resztki i pobiegła przed siebie. Nazajutrz na Walicowie znów rozległo się wołanie:
-Małka, Małka, zadrzyj kieckę.
Długi Icchok wołał wychylony ze swej nory w ruinach. Dopadła go tam i zaczęła tłuc. Zrujnowała schron, a gruz i próchno z walącej się kuczki leciały jej za kołnierz. Chodził parę dni cichy, markotny pod ścianami, ale mijając ją w przejściu wznosił jak dawniej swój zaczepny okrzyk. Rzucała się na niego i za każdym razem dusiła spuchniętym cielskiem do ziemi. Mijała zima, a Długi Icchok położył się z blaszanką u zbiegu Żelaznej i stamtąd już nie powsral. Sztywniejąc tak cztery dni i trzy noce leżał. Wieczorem trzeciego dnia, przy księżycu, zawołał słabym głosem do przechodzącej:
-Małka, zadrzyj kieckę.
-O!
Zadarła.
W głuchej złości podciągnęła na plecy spódnicę i pochyliła się stękając, ciężka, spuchnięta, a księżyc zabarwił żywym światłem wypięty bezwstydnie goły zadek, jak wielką żółtą dynię”. (s. 254-255)

F, II 
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

F, III A
„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudnienia-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią, do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą, do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)

F, III A
„Patrol Krwaworączki wracał do zwykłych zajęć. Czarni, rozciągnięci niedbale za swoim szefem, przystawali, oglądali ciekawie zepchniętych pod ściany Żydów, jak z obawą przyciskają do piersi dokumenty. Znów ustawiono ich szeregami i powstało zamieszanie, ponieważ kilkunastu młodych mężczyzn, których konwojenci uważnie wybrali spośród innych chętnych i wyznaczyli do sprzątania zwłok, jakiś przechodzący tędy oficer puścił wolno. Ot tak, bez powodu.|
Przepadli w ruinach przechodniego domu, który łączył Krochmalną z ruderami na Walicowie". (s. 339)

F, III A
„Mordarski powiedział swoje ostatnie słowo. Poszedł i więcej do kryjówki nie wrócił. A ludzie ze strychów na Ceglanej długo potem jeszcze opowiadali więźniom od Toebbensa, jak to było. Przez Waliców na Ceglaną skradał się szarym świtem. Pod osłoną rumowiska straganów, aby nie wypatrzyli go wartownicy z Prostej, przepełznął placyk i wydostał się na ulicę Żelazną kolo przełazu. Tam stal i czekał, w widocznym miejscu. Rozpiął futro. Kiedy czarny wyszedł z ukrycia w zrujnowanej bramie, kupiec zdjął futro i rzucił mu pod nogi. Trafiony został z bliska. Mówili, że ten czarny zbaraniał, kiedy po drugim strzale kupiec stał mocno na nogach i zdążył jeszcze wyciągnąć spod koszuli woreczek kosztowności. Niemiec znów strzelił, Mordarski kosztowności upuścił, ale sam nie upadł. Wyjął w ostatniej chwili garść dolarów i cisnął czarnemu w twarz. Niemiec stał wśród polatujących pieniędzy i strzelał raz za razem spiesząc się, by Mordarski przestał wreszcie te pieniądze rozrzucać na wiatr, a on dalej rzucał tymi pieniędzmi w Niemca.
-Cham nie poznał się na cybetach.
Tak mówili ci, którzy koniec Mordarskiego oglądali ze strychów na Ceglanej.
-Eh, futro Mordarskiego! Wierzch z angielskiego sukna na cybetach i szalowy kołnierz z wydry.
Więźniowie z warsztatów na Prostej mówili inaczej; prawie to samo, ale trochę inaczej. A widzieli dobrze. Według nich Mordarski przekupił czarnego, ale przechytrzył. Zdjął futro, złoty zegarek z ręki. Czarny wciąż targował się z nim, chciał więcej. Mordarski odmawiał, pewno bał się zdradzić, że ma ukryte dolary. Kiedy czarny ubił z kupcem interes, odprowadził go pod murek, w tej zrujnowanej bramie oddał pierwszy strzał i zranił Mordarskiego w rękę. Ranny darł zębami ubranie, żeby wypruć zaszytą forsę, a w tym czasie czarny oddał dwa strzały. Zanim Mordarski skonał, sztywniejącą ręką rozrzucił koło siebie paczkę banknotów, które frunęły przez placyk aż pod warsztaty na Prostej; wtedy esesman oparł karabin o murek przy martwym i rzucił się w pogoń za dolarami, a był już najwyższy czas, bo paru wartowników opuściło posterunki przy drutach i potem-pokazując rękami po kolei ruinę bramy, usypisko sczerniałych straganów, wyburzoną posesję, dokąd sięgał ich rewir, i wartownię u wejścia do Toebbensa-długo o coś tam się z nim kłócili”. (s. 368-369)

F, III A/B
„Pewnego dnia wpełznął do kryjówki wuj Gedali, z nim drugi więzień i długo wołali ukrytych rzucając w ciemność wersety hebrajskie, jak hasła, zanim rozproszeni w piwnicach wyszli do nich z ociąganiem. Kto się mógł spodziewać? W rękach mieli ciężkie cęgi, a reszta w sąsiedztwie uwalniała z zasieków Waliców pod strażą, rozkuwała kozły żelazne na ziom. Majster, który ze swymi ludźmi wracał na noc do fabryki Toebbensa i Schultza, podjął się przemycić parę łebków; ktoś szukał Kalmana Drabika i konwojent był tego dnia z góry opłacony. Naum i Elijahu poszli w tej grupie na Leszno. Dawid ukryty w tłumie więźniów człapał z wujem Gedalim do warsztatów na Prostą”. (s. 371)

F, IV
„Ostatni raz zobaczył dom jesienią. Kiedy w zupełnej ciszy pędzili ich przez wymarłą, spustoszoną dzielnicę, nigdy nie byli pewni, czy do roboty, czy prosto na plac przeładunkowy. Tego dnia kolumna zatrzymała się na Walicowie; mieli usuwać kozły żelazne zagradzające wylot uliczki i dźwigać je w gruzy, ciąć drut kolczasty nawinięty kłębami na szyny, a majster zabrawszy z sobą dwóch więźniów i strażnika udał się za mur. Ruiny chwiały się nad głową w powietrzu pełnym słońca i żółtego kurzu. Dawid patrzył w znajome okno wyciągając szyję, czekając. Stąd, z tego miejsca widzieli po południu patrol, który uważnie obchodził sienie w okolicy. Niemcy skradali się mocno uginając kolana, z wysuniętą do przodu bronią. Jeden kopnął drzwi do szopy, a drugi z gałganem i z bańką nafty stanął nie opodal. Ze środka dochodziło kichanie, długo bobrował, wreszcie znalazł wejście do piwnic pod pryczą Mordchaja i stosem uprzęży i musiał chyba całą wiązkę granatów cisnąć w głąb rujnując i zasypując dokładnie wylot. Zakurzyły się ruiny, zakołysały. Spod nóg miękko osuwało się usypisko. Ale szopa stała i wtedy zbliżył się drugi żandarm i oblał naftą gałgan; jeszcze obejrzał się, jak płonie stara buda, suche i spróchniałe dechy, zwietrzała i podarta papa, którą okryty był - wierzch. Cisnął bańkę z resztą nafty w otwarte drzwi, otrzepał kurz z munduru, postał chwilę i zawołał:
-Fertig". (s. 372-373)

ADRESY:
- Waliców 14,  - róg ulic Ceglana/Waliców,  - róg ulic Krochmalna/Waliców,  - róg ulic Prosta/Waliców,  - róg ulic Waliców/Chłodna,
TRASY:
– Trasa: Chłodna 10 – Żelazna – Grzybowska – Waliców – Prosta – Twarda – Sienna,   - Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa)</document>
<document nplp_id="5133" title="Upamiętnienia Henryka Sienkiewicza (mapa zbiorowa)" slug="5133"></document>
<document nplp_id="5190" title="Podróż Sienkiewicza po&amp;nbsp;Ameryce (mapa)" slug="podroz-sienkiewicza-po-ameryce"></document>
<document nplp_id="5192" title="Podróż Henryka Sienkiewicza po&amp;nbsp;Afryce (mapa)" slug="podroz-henryka-sienkiewicza-po-afryce-mapa"></document>
<document nplp_id="5475" title="BASIA TEMKIN-BERMANOWA (1907 &amp;#8211; 30.04.1952)" slug="basia-temkin-bermanowa">Przejdź do mapy miejsc Basi Temkin-Bermanowej po stronie aryjskiej
Przyszła na świat w średniozamożnej rodzinie żydowskiej. Absolwentka Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie (nauki społeczne i polityczne) oraz UW (pedagogika). Przed II wojną światową pracowała jako bibliotekarka. W okresie międzywojennym działaczka żydowskich organizacji Haszomer Hacair (Młody Strażnik) oraz Poalej Syjon-Lewicy. Od 1930 związana, a od 1936 żona Adolfa Bermana (1906-1978).
W czasie wojny przebywała wraz z mężem w warszawskim getcie, oboje byli jednymi z głównych organizatorów podziemia żydowskiego. Uciekła z getta na początku września 1942 i zamieszkała po aryjskiej stronie Warszawy, ale nie zerwała kontaktu z dzielnicą północną, m. in. pracując jako łączniczka Żydowskiego Komitetu Narodowego. W 1944 roku zaczęła prowadzić dziennik, w którym spisywała bieżące wydarzenia, przeplatając je wspomnieniami z przeszłości.
Wraz z mężem przeżyła Zagładę. Po wojnie zaczęli aktywną pracę w Centralnym Komitecie Żydów Polskich w Lublinie. W 1950 roku Bermanowie wraz z synem Emanuelem (ur. 1946) wyjechali do Izraela. Niedługo potem Basia Temkin, która ciężko przychodziła aklimatyzacja w nowym miejscu, zapadła na chorobę Parkinsona. Zmarła rok później (1952) w wyniku powikłań po przebytym zapaleniu płuc. Miała 45 lat.
„Bermanowa pracowała nad Dziennikiem z podziemia, wtedy niemającym jeszcze tytułu, przez ponad dziewięć miesięcy. Nie pisała codziennie. Po pióro i zwykły szkolny zeszyt w kratkę sięgnęła po raz pierwszy piątego stycznia [właśc. maja – B.K.], po raz czterdziesty pierwszy, a zarazem ostatni – czternastego stycznia następnego roku. Zapis z tego dnia, sporządzony już w dziesiątym z kolei zeszycie, diarysta zakończyła – wcale niedefinitywnie pożegnalnymi – słowami: «Nie mogę pisać, świeca dogasa». Kontynuacji jednak już nie było, trzy dni później kres jej pracy położyła «ofensywa bolszewicka»”
[A. Grupińska, P. Szapiro, Wstęp, w: Dziennik z podziemia…, s. 6]
Cechą charakterystyczną Dziennika jest utajnianie przez autorkę nazw własnych i imion. Wiele z nich pojawia się dopiero w dodanych później przez nią przypisach lub zostało zrekonstruowane przez opracowujących edycję krytyczną. Ponadto akcja dzienników koncentruje się na żydowskiej samopomocy w Warszawie, głównie w latach 1943-1944, poza gettem – które autorka opuściła wraz mężem 5 września 1942 roku – jedynie niekiedy przywołując wcześniejsze wydarzenia z dzielnicy północnej. Tak uzasadnia to autorka: „Uważam, że o ile pierwsze nasze wspomnienia o akcji i naszym przedostaniu się tu nie mają wielkiej wartości ze względu na szereg innych opisów z tego okresu, to opis życia naszego i pracy po tej stronie byłby bardzo ciekawy, gdyż braliśmy udział w wielu sprawach, o których nikt poza nami pisać nie może.” (s. 56)
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Trzeciego Maja 5 (poza gettem),  - Ciepła,  - Chłodna,  - Chłodna/Żelazna (wacha),  - Domeyki 20,  - Dzielna 4,  - Dzielna 67 („internat „Centosu”),  - skrzyżowanie Filtrowa/Sędziowska,   - róg ulic Furmańska/Karowa (poza gettem),  - Gęsia,   - Gliniana,  - Igańska (poza gettem),  - Igańska 7 (poza gettem),  - Karmelicka,  - Karmelicka 5,  - róg ulic Karmelicka/Nowolipie,  - Krasińskiego 21,  - Leszno,  - Leszno 2,
- Leszno 7,  - Leszno 36,  - Leszno 56,  - Lipowa (poza gettem),  - Lubeckiego 4,   - Lubeckiego 6,  - Most Poniatowskiego (poza gettem),
- Nowiniarska 10 lub 12,   - róg ulic Nowiniarska/Franciszkańska,  - Przeskok,  - Słupecka (poza gettem),  - Suwalska,  - Szustra (poza gettem),   - Zamenhofa,   - Zamenhofa 56,  - róg ulic Złota/Żelazna (poza gettem),  - Żurawia (poza gettem).


&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Leszno 2 - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Nalewki - Bracka - Marszałkowska - Ogród Saski,    - Ogród Saski - Senatorska - Bielańska - Pasaż Simmonsa (Nalewki 2/Długa 50),   - Trasa: Okopowa - Kercelak,  - Trasa: Sienna/Żelazna (brama getta) - Żurawia (biblioteka).</document>
<document nplp_id="5479" title="KAROL ROTGEBER (1887 —&amp;nbsp;?)" slug="karol-rotgeber-1887">Karol Rotgeber urodził się w Warszawie w 1887 r. W 1915 r. wyjechał z Warszawy do Piotrogrodu. Nie mogąc wrócić do zajętego przez Niemców rodzinnego miasta przeniósł się do Moskwy, gdzie pracował przy produkcji onuc dla wojska. Wyjechał na Daleki Wschód w poszukiwaniu bawełny. Przemierzył Syberię, Mandżurię, Japonię. Nawiązał kontakt z firmami japońskimi, organizował punkty tranzytowe w Irkucku i Chabarowsku. Wybuch rewolucji lutowej, a potem pucz bolszewicki pokrzyżowały mu plany handlowe. Dotarła do niego wiadomość o ciężkiej chorobie ojca, który został w Warszawie. W 1919 roku udało się mu wydostać z Rosji i przez Chiny, Koreę, Japonię, Hawaje trafił do San Francisco. Na trasie jego dalszej wędrówki była Kalifornia, Teksas, kanion Kolorado, Meksyk, Chicago, Nowy Jork. Stamtąd popłynął do Anglii. Przez Ostendę i Berlin dotarł w końcu do Warszawy. Wkrótce po jego przyjeździe ojciec zmarł. Przed wojną Rotgeber pracował jako kupiec. W 1926 r. poślubił dentystkę Gołdę z domu Szwizgold. Zamieszkali w kamienicy na Franciszkańskiej 20 (przy skrzyżowaniu z Bonifraterską). Część tej nieruchomości należała do rodziny Szwizgoldów. Gołda Rotgeber prowadziła tam gabinet stomatologiczny. W 1929 roku urodził im się syn Paweł.
Rotgeberowie pozostali w swoim mieszkaniu na Franciszkańskiej 20 aż do wielkiej akcji likwidacyjnej (22 lipca — 21 września 1942). Po różnych perypetiach udało im się zatrudnić w szopie szczotkarzy na Świętojerskiej 34, gdzie oboje pracowali w tamtejszym ambulatorium. Rotgeber opisuje blokady i redukcje w szopie, swoją dramatyczną walkę o uzyskanie kolejnych stempli na legitymacjach, wpisów na listy wyłączonych z wysiedlenia, pieczątek i numerków życia dla siebie i żony oraz o zabezpieczenie syna. Podczas wielkiej selekcji w szopie szczotkarz 18 sierpnia 1942 roku Paweł, 13-letni syn Rotgebera, został zabrany na Umschlagplatz i wywieziony do Treblinki. Ojciec bezskutecznie próbował go ratować. Rotgeberowie przeżyli kocioł na Miłej (6 — 12 września) i dotrwali do końca wysiedlenia. Akcja styczniowa (18 — 21 stycznia 1943) zastała ich w szopie szczotkarzy. Udało się im uniknąć wysiedlenia. Karol Rotgeber 15 lutego 1943 roku w okolicy ogrodu Krasińskich przedostał się przez mur na stronę aryjską. Wraz z żoną, która wyszła z getta parę dni wcześniej, znalazł schronienie na Pradze. Tam zaczął spisywać pamiętnik. Rozpoczął 2 kwietnia, skończył 12 czerwca 1943 r. Kilkakrotnie zaznacza w tekście, że spogląda zza Wisły na płonące podczas powstania getto.
Rotgeberowie przeżyli wojnę. Karol przekazał swój pamiętnik w 1945 r. do Żydowskiej Komisji Historycznej w Warszawie. Oboje zarejestrowali się w lipcu 1946 r. w Centralnym Komitecie Żydów Polskich — Wydział Ewidencji i Statystyki. Mieszkali wówczas przy ul. Brzeskiej 20, m. 5. Karol przeżył na aryjskich papierach jako Janusz Koterba, Gołda jako Maria Jasińska. Tuż po wojnie Gołda Rotgeber pracowała jako dentystka w warszawskim oddziale Towarzystwa Ochrony Zdrowia przy Towarowej 44 na Pradze. Najprawdopodobniej wkrótce oboje wyemigrowali do Wenezueli.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Bonifraterska 12 (szpital św. Jana Bożego), - zbieg ulic Bonifraterska/Świętojerska, -Franciszkańska 20, - Franciszkańska 21, - skrzyżowanie Franciszkańska/Nalewki, - Franciszkańska (prawa strona od Bonifraterskiej do Gęsiej), - Gęsia, - Gęsia 22/24 (wiezienie), - Gęsia (prawa strona od Zamenhofa), - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski), - Okopowa,  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha), - Miła 43 (Szop „Ahage”), - Miła (od Nalewek do Lubeckiego), - skrzyżowanie Miła/Nalewki, - Nalewki 27, - Niska (lewa strona od Zamenhofa do Smoczej), - Niska 20, - Ostrowska, - rejon Ostrowska/Wołyńska, - Plac Krasińskich/Miodowa (poza gettem), – Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne), - Świętojerska 28, - Świętojerska 30, - Świętojerska 32, - Świętojerska 34 (Wałowa 6) (szop szczotkarzy), - Świętojerska 36, - Świętojerska 38, - Umschlagplatz, - Wołyńska.
</document>
<document nplp_id="5483" title="FRANCISZKAŃSKA 20" slug="franciszkanska-20">Karol Rotgeber
[Adres zamieszkania Karola Rotgebera od 1926 do 1943)
JA, I
„Mieszkałem na ulicy Franciszkańskiej Nr. 20. W tym i sąsiednich domach, o dużej objętości, rozlokowały się wojska obozem. Kuchnie polowe. Zaczęły się naloty na miasto. (…) Naokoło domu, w którym zamieszkałem, paliły się z wszystkich stron domy, tak że opuściłem moje mieszkanie, ale i tam, dokąd się udałem, powtórzyło się to samo. Opuściłem i te niegościnne progi. Idąc ulicami widziałem ludzi biegających z dobytkiem na plecach wśród gorejących domów. Nikt nie wiedział dokąd." (s. 8-9)
JA, I
„Społeczeństwo poszło do góry nogami. Co było wysoko, upadło nisko, co zaś nisko — bardzo, bardzo wysoko. Mieszkając na Franciszkańskiej Nr. 20, która to ulica była centrem, składem wszelkich skór, obserwowałem nierzadko, jak te auta władz [okupacyjnych] nagle przyjeżdżały, nierzadko zamykając z obydwu stron wyloty ulicy i ładowali, ładowali całe pociągi mienia żydowskiego (…).” (s. 17)
JA, II
„(…) nocy pewnej usłyszałem ciche nawoływanie pod moim adresem. (…) Któż to odważył się w nocy wyjść na ulicę i jeszcze w dodatku nawoływać. Przecież to jawna śmierć! Przechodzący patrol niechybnie go zastrzeli. Wyszedłem na balkon. W mroku ulicy nie dojrzałem nikogo. Za to on [młody jeszybotnik, student wyższej szkoły talmudycznej, z którym Rotgeber utrzymywał kontakt od przedwojny] mnie dojrzał. (…) Jeszybot spłonął, on śpi na ulicy w ruinach rozwalonego domu. Oberwany, głodny jest.” (s. 54)
JA, III A
„Stałem wówczas na balkonie mego mieszkania i widziałem, jak załadowują ten oto żywy towar, który załamując ręce lamentował wniebogłosy, czując swoją zgubę. Stałem, patrzyłem ze ściągniętymi brwiami, z błyskawicami w oczach, a myśli kiełkowały na przemian. Już dochodziły słuchy o jakimś gazowaniu chorych i kalek, ale nie dawano temu wiary. (…) Dreszcz grozy przejmował mnie, ale stałem. Patrzałem, patrzałem do końca. Ból straszny przejmował mnie, serce chore ściskało, a ja skierowawszy oczy na niebo szukałem aniołów, którzy by pod opiekę swą wzięli tych nieszczęsnych mych braci.” (s. 99)
JA
„(…) część tej nieruchomości Franciszkańska 20 należała po rodzicach do mej małżonki (…)." (s. 114)
JA, V
„Nieruchomość nasza Franciszkańska 20 padła też pastwą pożaru, choć mury się trzymają (…)” {s. 196}
JA, III A
„(…) zapisałem się jeszcze poprzednio do pewnego szopu „Carlheinz Müller i Cº”, filia którego mieściła się w mym podwórzu pod kierunkiem Sz. Makowskiego. (…) Składy towarowe tego szopu mieściły się w naszym najrozleglejszym domu na całej ulicy Franciszkańskiej”. (s. 113-114)
[Szop Karl Heinz Müller (galanteria metalowa) mieścił się przy ul. Mylnej 11; do szopu przyłączona została pracownia Ostrzegi z Mylnej 9, zlikwidowany 25 VIII 1942 — przyp. J.L.]
JA, III A
„Naraz zarekwirowano cały nasz dom dla szopu szczotkarskiego jako tymczasowe locum, opróżniając prawą stronę ulicy Świętojerskiej (od ulicy Wałowej do Bonifraterskiej) jako stałe miejsce dla szopu.” (s. 115)
[Szop Heeresunterkunftsverwaltung mieścił się przy ul. Świętojerskiej 34 i obejmował obszar ograniczony ulicami: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska. W pierwszej połowie 1942 r. zatrudniał ok. 4000 robotników. Miał dział szczotkarski, szewski, metalowy (kuchnie, rury, kotły, wentylatory, piece) — przyp. J.L.]
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)
</document>
<document nplp_id="5485" title="ŚWIĘTOJERSKA 34 (WAŁOWA 6) (szop szczotkarzy)" slug="swietojerska-34">
Karol Rotgeber
JA, III A
„W moim mieszkaniu [Franciszkańska 20] ukonstytuował się jakby tymczasowy zarząd ambulatorium [szopu szczotkarzy], który miał mieścić się później na ulicy Świętojerskiej nr 34. Przeszedł tydzień zaledwie i otrzymaliśmy rozkaz przeniesienia się na zupełnie już zwolniony odcinek Świętojerskiej. Uprzednio władze wywiozły z tego odcinka wszystkie cenne meble i rzeczy po wysiedlonych, dopiero później mogliśmy uskutecznić przeprowadzkę.” (s. 118)
&amp;nbsp;
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)
&amp;nbsp;
JA, III A
„Zaczęto urządzać ambulatorium szopu przy ulicy Świętojerskiej nr 34 w bramie na I-szym piętrze. Przewiozłem do ambulatorium cenny gabinet dentystyczny mej żony i wszystkie utensylia oraz aptekę prywatną naszą, gdyż lekarstw tych i środków naówczas już w prywatnej sprzedaży nie było.” (s. 121)
&amp;nbsp;
JA, III A  (18 sierpnia 1942 - selekcja w szopie szczotkarzy)
„Tymczasem kazano i ambulatorium zejść na podwórze. Było to pod 34 na ulicy Świętojerskiej, gdzie mieściła się również część warsztatów stolarskich.” (s. 127)
JA, III C
„Nazajutrz zajechały samochody i cały cenny inwentarz ambulatorium, wraz z Rentgenem i gabinetem dentystycznym został załadowany i wywieziony. Przepadł i nasz gabinet dentystyczny, wywieziony swego czasu do ambulatorium, wraz z bardzo cennymi utensyliami i apteką. Władze wtedy nakazały opróżnić obszerny lokal na Świętojerskiej 34 i przenieść się do 3 pokojów na ul. Świętojerskiej nr 28 w bramie na drugim piętrze, dawniejszy lokal „Briusu”." (s. 157)
[Żydowskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze „Brijus” (Zdrowie) prowadziło w Otwocku sanatorium. W getcie natomiast działała Poradnia Przeciwgruźlicza „Brijus” na ul. Świętojerskiej 28.]
&amp;nbsp;
JA, IV B
„Nagle około 20 stycznia 1943 szop nasz szczotkarski [Świętojerska 34] został otoczony żandarmerią na czele z licznymi oficerami SS. Służba „Werkschutz” (służba porządkowa szopu) pozamykała wszystkie bramy, nawołując do zejścia na podwórze do „selekcji”. (…) Byłem wtedy poza obrębem warsztatu. Słysząc nawoływania, a nie mogąc dostać się do żony, która pracowała w ambulatorium na Świętojerskiej 28, gdyż ulica była już pełna żandarmów, a brama zamknięta, zrozumiałem, że gdy zastaną mnie poza obrębem warsztatu, niechybnie mnie zatrzymają. Mając wszelkie dokumenty w porządku, pragnąłem się dostać do warsztatu. Była jedyna droga poprzez otwór na strychu. Więc prędko pobiegłem na 4 piętro, aby tamtędy przemknąć się.” (s. 176)
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, IV B (marzec 1943)
„Na terenie shopu szczotkarzy [Świętojerska 34] pada zastrzelonych kilku ludzi. Wśród nich Rosenberg, mąż tancerki Mannówny, o której fama głosi, że jest na służbie alei Szucha.” (s. 146)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III B
„Dziś mija trzeci tydzień od dnia rozpoczęcia straszliwej rzezi. Z szopu Toebbensa zabrali nocą wiele pracujących kobiet. Wygląda na to, że jest tendencja niszczenia kobiet i dzieci. Wczoraj u Toebbensa zmarli 3 Żydzi podczas pracy.” (s. 190)
ONI, III A (19.08.1942)
„Dwudziesty dziewiąty dzień krwawej akcji. Wczoraj wieczór zakończył się rzezią i potężnym ciosem w szop szczotkarzy przy Franciszkańskiej i Świętojerskiej. Zabrali ok. 1600 ludzi. Osiem osób zabili."
ONI, III C
„Pogłoski o wiadomościach kobiet wywiezionych z Białej Podl[askiej] i Białegostoku. Dziś już o godzinie ósmej przystąpili do blokady Miłej, Gęsiej, Zamenhofa itd. &amp;lt;Dusza nasza zmęczyła się śmiercią&amp;gt;. Jak długo jeszcze, jak długo? Wczoraj przywieziono wiele trupów na cmentarz, są to ofiary blokady szopów Toebbensa. Dziś wzięto również ludzi z szopów. Jest już blisko godzina siódma, a na Gęsiej, wokół naszej firmy, blokada wciąż jeszcze trwa.” (s. 194)
JA/ONI, III A (04.09.1942)
„Oprócz blokady naszego szopu wczoraj zabrano z szopu AHG 400 ludzi i likwidują szop w ogóle. Taki sam los czeka również i nasz szop. Wczoraj zabrano od nas 100 ludzi z szopu i 70 ludzi z bloku, dziś znowu zupełnie niespodziewanie przyszli ci sami zbrodniarze co wczoraj i znów przeprowadzili surową blokadę; zabrali z szopu 100 ludzi, wśród nich bliskich mi: Asza, Gut[kow]skiego, Zilber[ber]Ga, Mazura i innych. [Oprawcy] byli dziś przed południem również u szczotkarzy i wyprowadzili 250 osób. Jeśli się uwzględni dużą liczbę robotników, nie jest to wiele.” (s. 216)
&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, V
„Szop szczotkarzy mieszczący się w bloku Świętojerska-Wałowa tj. jedyny w martwym pasie, rozpoczął akcję samoobrony. Padły granaty i strzały rewolwerowe. Rozpoczęło się regularne oblężenie. Równocześnie z domów przy ul. Zamenhofa posypały się strzały na wkraczających Niemców przez wylot Gęsia-Zamenhofa. Tymczasem Niemcy z artylerii strzelają zapalającymi pociskami do górnych pięter każdego kolejnego domu przy ul. Franciszkańskiej i Nalewki.” (s. 242)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, III A (4.09.1942)
„Dzisiejszy dzień też mijał niespokojnie. Już rano zaczęła się blokada w dużym szopie szczotkarskim [Świętojerska 34], który, jak wiadomo, zapewnił sobie kontyngent dwóch tysięcy robotników. Blokada trwała długie godziny i, jak przekazano, zabrano stamtąd kilka tysięcy ludzi. Potem blokowano okoliczne szopy i domy pracowników, z których wyciągano robotników.
Wczoraj w szopie stolarskim przy Gęsiej 30 znów była blokada i zabrano około setki ludzi. Potem Niemcy weszli do bloku mieszkalnego robotników szopu przy Miłej i zabrali wiele kobiet i dzieci, razem około stu sześćdziesięciu osób. Jak wiadomo przedwczoraj [2.09.1942] wzięto stamtąd stu siedemdziesięciu pięciu Żydów i… dwie pary spośród najlepszych koni. W całym getcie odebrano sporo koni i około pięćdziesięciu wozów i platform.” (Pisma, s. 293)
ONI, IV A (20.10.1942)
„Z rana ktoś puścił plotkę o tym, że wypędzenie już się zaczęło i biorą już robotników z szopu szczotkarzy [Świętojerska 34]. Wiadomość ta wywołała w OBW [Gęsia 30] przerażenie. Zaraz porozumiano się telefonicznie ze szczotkarzami i się okazało, że informacja ta jest tylko produktem zszarpanych i napiętych nerwów.” (Pisma, s. 309)
ONI, IV A (29.12.1942)
„Na Wołyńskiej Żydzi rozbierają drewniane domy, żeby mieć czym grzać w piecach. Nie boją się tego, że Niemiec oskarży ich o sabotaż. Chcą żyć i zabierają drewniane okiennice z opuszczonych domów, sklepów. Gdzie był jakiś płotek, już go nie ma. Pani Kadysiewicz, druga ofiara strzelaniny, do której doszło w zeszłym tygodniu w szopie szczotkarzy [Świętojerska 34], umarła w szpitalu.
Mówi się, że w szopie szczotkarskim [Świętojerska 34] ma zostać utworzony zakład galanterii skórzanej, u Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] natomiast warsztat naprawy starych ubrań.” (Pisma, s. 342)
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
JA, III A
„Pielęgniarka naszego synka usilnie starała się również zabezpieczyć przed wysiedleniem. Miała znajomego, który był zatrudniony u Heimana, w przedsiębiorstwie wywożenia śmieci z getta. Według obwieszczenia był więc bezpieczny. Prosiliśmy, by się ożenił z wychowawczynią. Tu jednak wyłoniła się trudność. Okazało się, że on i jego brat, również zatrudniony u Heimana, mając dwie siostry niezabezpieczone, postanowili ożenić się nimi fikcyjnie. Kwestia została rozwiązana w ten sposób, że młodszy brat za kilka tysięcy złotych ożenił się nazajutrz z jakąś panną, a za te pieniądze kupił 2 miejsc dla sióstr w szopie Toebbensa. Następnego dnia o godz. 6.00 rano wychowawczyni ze starszym z braci udała się do rabina. Mój mąż był ich jedynym świadkiem.” (s. 25)
&amp;nbsp;

Marek Edelman
JA/ONI, IV A
„Ponieważ getto jest podzielone na wiele bloków, prawie zupełnie nie kontaktujących się ze sobą, z konieczności Ż.O.B. musi podzielić swoją pracę na poszczególne tereny. My obserwujemy kierownictwo terenu szczotkarzy (Grylak), W. C. Toebbensa (Paw), Prosta (Kersz). Udaje nam się utworzyć kilka grup bojowych. Element – to przeważnie młodzi skifiści, albo działacze Skifu. Tak więc w getcie centralnym dwie „piątki” prowadzą B. Pelc i Goldsztajn, na terenie szczotkarzy – Jurek Błones i Janek Bilak, u Schulza – A. Fajner i N. Chmielnicki, u Roehricha – W. Rozowski.” (s. 44-45)
ONI/JA, IV B
„W całej Warszawie krążą legendy o setkach zabitych Niemców. O wielkiej sile Ż.O.B. Cała Polska podziemna jest dla nas pełna uznania. W końcu stycznia otrzymujemy od dowództwa A. K. 50 dużych pistoletów i 50 granatów. Następuje wówczas reorganizacja Ż.O.B. Wszystkie grupy bojowe zostają podzielone na cztery tereny. My kierujemy terenem szczotkarzy (komendantem jest Marek), gdzie posiadamy m. in. naszą grupę bojową pod dowództwem Jurka Błonesa. Grupy bojowe mieszkają bezpośrednio w pobliżu swoich punktów operacyjnych.” (s. 48)
ONI, IV B
„Gdy na początku marca Niemcy znów wzywają do wyjazdu shop szczotkarzy, z trzech i pół tysiąca ludzi nie zgłasza się nikt. Ż.O.B. przeprowadza bezkompromisowo wszystkie swoje plany. Transport maszyn szczotkarskich, załadowanych do wagonów na Umschlagplatzu, zostaje spalony w drodze przy pomocy specjalnie w tym celu spreparowanych butelek zapalających z opóźnionym zapalnikiem.” (s. 50)
ONI, IV B
„W okresie poprzedzającym bezpośrednio ostatnią akcję eksterminacyjną Bund posiada cztery skoszarowane grupy bojowe: 1. na terenie szczotkarzy pod dowództwem Jurka Błonesa, 2. na terenie fabryk Schulza pod dowództwem W. Rozowskiego, 3. na terenie getta centralnego dwie grupy pod dowództwem L. Gruzalca i Dawida Hochberga. Grupy składaja się wyłącznie ze skifistów i działaczy Skifu.” (s. 52)
JA/ONI, V
„Na jednym ze strychów jesteśmy nagle osaczeni. Tuż obok na tym samym strychu są Niemcy. Niesposób przedostać się na schody. W ciemnych zakamarkach nie widzimy się nawzajem. Nie widzimy, że Sewek Duński i Junghajzer przeczołgują się z dołu na strych po schodach, że zachodzą Niemców od tyłu i rzucają granat. Nie zauważywszy nawet, jak to się dzieje, że Michał Klepfisz wyskakuje wprost na walący z za komina niemiecki automat. Widzimy tylko, że droga jest wolna. Kiedy po kilku godzinach, (gdy Niemcy zostali już wyparci) znajdujemy jego ciało, jest podziurawione, jak sito dwiema seriami z automatu.
Teren szczotkarzy jest nie do opanowania.” (s. 56)
JA/ONI, V
„Trzech oficerów zbliża się z opuszczonymi automatami, z białymi kokardami w klapach. Są parlamentariuszami. Chcą prowadzić pertraktacje z Komendą terenu. Proponują 15-to minutowe zawieszenie broni w celu wycofania rannych i zabitych. Gotowi są przyrzec wszystkim mieszkańcom spokojne przeniesienie się do obozów pracy w Poniatowie i Trawnikach wraz z całym dobytkiem. Odpowiedzią są strzały.” (s. 56-57)
ONI/JA, V
„Na czwartym piętrze w małym okienku stoi stary wojak Diament. Ma długi karabin pamiętający wojnę rosyjsko-japońską. […] Diament jest niewzruszony: mierzy w brzuch, a trafia w pierś. Każdy strzał – to jeden Niemiec. Na drugim piętrze stoi w oknie Dwora. Zawzięcie strzela. Niemcy zauważyli ją. „Schau, Hans, eine Frau schiesst”. Starają się strzelić. Ale jakoś kule ją mijają. Zato ona dopiekła im widać dobrze, bo wycofują się dziwnie szybko. Na pierwszym piętrze na klatce schodowej (pozycja Nr. 1) stoi Szlamek Szuster z Kazikiem. Wyrzucają jeden granat za drugim. Po chwili braknie już granatów, a na podwórzu miota się jeszcze dwóch Niemców. Szlamek łapie butelkę zapalającą i tak dokładnie trafia w hełm Niemca, że ten staje w płomieniach i ginie w dzikich męczarniach. Postawa bojowców jest tak zdecydowana, że Niemcy zmuszeni są w końcu zrezygnować ze zgnębienia ich orężem i znajdują nowy, niezawodny, zda się sposób. Podpalają teren szczotkarzy od zewnątrz ze wszystkich stron. W jednej chwili płomień obejmuje cały blok, czarny dym dusi w gardłach, wgryza się w oczy. Bojowcy nie mają zamiaru ginąć w płomieniach. Stawiamy wszystko na jedną kartę i postanawiamy za wszelką cenę przedostać się do getta centralnego.” (s. 57)
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, V (20 kwietnia 1943)

„Z zaświata wyrywa mnie szum motoru, nadlatuje samolot. Chowamy się, by znowu się ukazać, gdy nas minie. Nagle rozlega się detonacja, ziemia aż zadrżała, szyby lecą, patrzymy pytająco na Szymona, objaśnia nam, że to w szczotkarni wiwatują na przyjęcie Niemcom. Mówi nam, że to jest elektryczna mina, która była podłożona przy bramie [od ul. Wałowej], zapewnia nas, że za chwilę jeszcze jedną usłyszymy. Na potwierdzenie jego słów rozlega się donośna detonacja. Ściskamy się serdecznie, to będzie nasz piękny triumf, a po nim zaznamy spokoju na tamtym świecie.” (s. 289-290)

ONI, V

„Słyszymy czyjeś kroki, po chwili wchodzi pięć osób z owiniętymi w szmaty butami, to jest w celu stłumienia kroków. Czterech młodych mężczyzn i jedna kobieta, to był powód naszego alarmu. Gdy stają w schronie, chowają broń i idą z nami do ostatniego pokoju, stają z nami w kącie ostatniego pokoju.
Zaczynają nam opowiadać, co się stało na ich odcinku. Zaczynają się bardzo interesujące opowiadania. Byli na odcinku, skąd mogli zaobserwować, co się dzieje przy szczotkarni. Niemcy nacierali na bramę [od ul. Wałowej], która była dobrze zatarasowana. Gdy wszyscy oparli się o nią, nastąpił pierwszy wybuch, który pociągnął za sobą kilkunastu niemców. Kilku rannych starało się odwlec z tego miejsca, ale obrońcy położyli kres ich żywotu. Gdy brama z niemcami wyleciała, by opaść w proszku, droga była teraz wolna, ruszają teraz inni niemcy wraz z ukraińcami. Gdy uszli już spory kawał, wybuchła druga mina, też pociągnęła kilku niemców, ranni i żywi uchodzą z pola.
Nasi chłopcy musieli teraz uciekać, mieli naszykowany otwór w murze dzielącym szczotkarnię od ghetta. Niemcy – już trochę przestraszeni – idą pojedynczo i ostrożnie. Gdy inni uchodzą, kilku strzela celnie do Niemców. Na dany znak cofają się ze swych stanowisk i uchodzą za pierwszymi. Niemcy nacierają trochę śmielej, nie słysząc strzałów. Gdy ostatni przedzierają się przez otwór, nadlatują pierwsi niemcy. Nasi chłopcy oddają kilka strzałów, które powodują, że niemcy trochę się cofają. Już ostatni przechodzi przez otwór, mógł śmiało uniknąć śmierci, ale on staje w otworze i razi celnymi strzałami niemców, by jego towarzysze uszli cało, poświęcił swoje młode życie, by ocalić towarzyszy – nazwisko tego bohatera raz zapomniałem [chodzi o Michała Klepfisza]. Raził ogniem w ciągu kilkunastu minut, położył trupem kilku niemców, aż padł rażony kulą. Leżąc w na ziemi we krwi, nie ustawał strzelać, gdy druga kula zamknęła mu oczy, a jego bohaterska dusza uleciała w zaświaty. Niemcy z dzikim okrzykiem rzucili się w jego kierunku, bagnetami bili go, chcieli jego ciało roznieść, następnie dopiero zaczęli lecieć dalej, byli dzicy teraz, wściekłość ich ogarnęła, bo było ciężkie do zrozumienia dla nich, że Żydzi, ten ich znienawidzony naród, odważyli się unieść rękę na nich, na „herrenvolk”!!! Lecąc w zapomnieniu, otrzymali gorące przyjęcie od towarzyszy tego, który dla nich zginął, pomścili pięknie swego towarzysza.” (s. 294-295)</document>
<document nplp_id="5486" title="ŚWIĘTOJERSKA 28" slug="swietojerska-28">
&amp;nbsp;
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Nierzadko widziano potem [po wysiedleniu][ na bazarach warszawskich jak sprzedawano „tałesy” i „kitle” (rodzaj białego habitu, wkładanego przez pobożnych Żydów po większej części w Sądny Dzień), żydowskie jakieś „szmaty” wychwalając głośno. W obrębie naszego szopu nierzadko podnosiłem taki oto tałes wyrzucony wraz z innymi utensyliami przez okno na podwórze i zanosiłem go do mieszkającego [mieszczącego się?] na ul. Świętojerskiej 28 nieczynnego jeszcze domu modlitwy”. {s.136}
&amp;nbsp;
JA, III A
„Sam się wraz z Małżonką i synkiem umieściłem w mieszkaniu kierownika ambulatorium dr Leona Kadyszewicza mieszczącym się z frontu na ulicy Świętojerskiej nr 28 na 1-szym piętrze w ostatnim pokoju, tuż przy szczytowej ścianie wychodzącej na ulicę Bonifraterską.” (s. 121-122)
&amp;nbsp;
JA, IV B
„Nagle około 20 stycznia 1943 szop nasz szczotkarski [Świętojerska 34] został otoczony żandarmerią na czele z licznymi oficerami SS. Służba „Werkschutz” (służba porządkowa szopu) pozamykała wszystkie bramy, nawołując do zejścia na podwórze do „selekcji”. (…) Byłem wtedy poza obrębem warsztatu. Słysząc nawoływania, a nie mogąc dostać się do żony, która pracowała w ambulatorium na Świętojerskiej 28, gdyż ulica była już pełna żandarmów, a brama zamknięta, zrozumiałem, że gdy zastaną mnie poza obrębem warsztatu, niechybnie mnie zatrzymają. Mając wszelkie dokumenty w porządku, pragnąłem się dostać do warsztatu. Była jedyna droga poprzez otwór na strychu. Więc prędko pobiegłem na 4 piętro, aby tamtędy przemknąć się.” (s. 176)
&amp;nbsp;
JA, III C
„Nazajutrz zajechały samochody i cały cenny inwentarz ambulatorium, wraz z Rentgenem i gabinetem dentystycznym został załadowany i wywieziony. Przepadł i nasz gabinet dentystyczny, wywieziony swego czasu do ambulatorium, wraz z bardzo cennymi utensyliami i apteką. Władze wtedy nakazały opróżnić obszerny lokal na Świętojerskiej 34 i przenieść się do 3 pokojów na ul. Świętojerskiej nr 28 w bramie na drugim piętrze, dawniejszy lokal „Briusu." (s. 157)
[Żydowskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze „Brijus” (Zdrowie) prowadziło w Otwocku sanatorium. W getcie natomiast działała Poradnia Przeciwgruźlicza „Brijus” na ul. Świętojerskiej 28.]
&amp;nbsp;
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI/JA, II D   (09.06.1942)
„[…] mówi się, że dzisiaj w nocy i nad ranem padło 17 żydowskich ofiar. Co do kilku udało mi się ustalić, kim były i jak się nazywały. Przy Pańskiej 10/12 mieszkał były dyrektor firmy ubezpieczeniowej &amp;lt;Europa&amp;gt; Goldman i jego zięć, reżyser filmowy Henryk Szaro (Szapiro). Mówią, że obaj przed sześcioma tygodniami wrócili z Wilna. Zamordowani zostali również bracia Leman, byli właściciele kina &amp;lt;Apollo&amp;gt; przy Marszałkowskiej 6. Również oni wrócili ponoć z Wilna. Następnie zastrzelili kobietę, Opatowską, na Ogrodowej 7, żydowskiego tragarza związanego ze szmuglem na Świętojerskiej 28 i jeszcze wielu innych Żydów z kręgów szmuglerskich. Dzień w dzień i noc w noc leje się strumieniami krew żydowska w getcie. Kiedy wreszcie nadejdzie tego koniec? Kiedy?” (s. 111)
&amp;nbsp;
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, IV A (25.12.1942)
„Wczoraj wieczorem [24.12.1942] w szopie szczotkarzy przy Świętojerskiej 28 [34?] „dobry” werkschutz Brenner zastrzelił Żyda Bibersztajna [przyp. błąd edytorów, powinno być tak jak dalej –Bichersztajna] i panią Kadysiewicz. Bichersztajn padł zaraz martwy, panią Kadysiewicz ciężko ranną zaniesiono do szpitala. Do mordu tego doszło około pół do dziesiątej wieczorem. Kilkoro Żydów urządziło sobie zabawę z okazji świąt. Jedli i pili wódkę. Bichersztajnowi, który najwidoczniej miał jeszcze trochę pieniędzy (ostatnio hojną ręką wspierał rozmaite cele społeczne), zaszumiało w głowie od trunków i wyszedł z panią Kadysiewicz ochłodzić się na podwórko. Nim jednak postąpił parę kroków, wierny werkschutz Brenner, którego rozgniewała chucpa Żydów mających czelność pojawić się na zewnątrz po dozwolonym czasie, położył kres jego życiu.” (Pisma, s. 338)

Emanuel Ringelblum
ONI, V

„Fantazja ludowa widziała też żydowską Joannę d’Arc. Na Świętojerskiej nr 28, w siedzibie szopu szczotkarskiego, który odznaczył się w walkach kwietniowych, widziano piękną osiemnastoletnią dziewczynę w bieli, która niezwykle celnie strzelała z karabinu maszynowego do Niemców, gdy jej nie imały się żadne kule – widocznie nosiła jakiś pancerz – twierdziła fama ludowa. Przez szereg tygodni rozlegała się w getcie nieustanna strzelanina, łuny pożarów znaczyły ślady postępującej roboty niemieckiej. Niemcy usiłowali wszystkimi środkami oddzielić walczące i broczące we krwi getto od ludności aryjskiej, by nie przedostały się żadne wiadomości z pola bitwy i by nikt żywy nie wydostał się z getta. W tym celu zabroniono Aryjczykom poruszać się po ulicach graniczących z gettem, a więc po Lesznie, Bonifraterskiej, Świętojerskiej itd. Zniesiono ruch tramwajowy na tych ulicach, kierując go na okrężne ulice.” (s. 89)</document>
<document nplp_id="5487" title="ŚWIĘTOJERSKA 32" slug="swietojerska-32">
Karol Rotgeber
ONI, III A [18 sierpnia 1942 - selekcja w szopie szczotkarzy]
 „Tymczasem w głównych warsztatach na Świętojerskiej nr 32 odbywała się selekcja.” (s. 128)
&amp;nbsp;
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)


Abraham Lewin
JA, II D (04.06.1942)
„Przed moje okno przyjechali o 7 rano dwaj żandarmi, zrobili dziką awanturę, ostrzegali, że jeżeli do 12 dziura w murze nie zostanie zamurowana, to rozstrzelają 30 Żydów, po 10 z każdego najbliższego domu. O tej samej godzinie przy Świętojerskiej 32 ciężko zraniono kulą Żyda, zupełnie niewinnego mieszkańca tego domu, który akurat wychodził z bramy.” (s.101-102)

Emanuel Ringelblum
JA, IV B

„Na kilka dni przed akcją zwiedziłem skoszarowany punkt bojowy OB [Organizacji Bojowej]. Był to dwupokojowy lokal z kuchnią przy ul. Świętojerskiej nr 32, o trzy piętra niżej znajdowała się „wacha” niemieckiego Werkschutzu. W lokalu przebywało dniem i nocą 10 ludzi, zdecydowanych na wszystko. Broń była na miejscu. Bojowcom nie wolno było opuszczać lokalu, pożywienie otrzymywali na miejscu. Wejście do lokalu prowadziło przez strychy sąsiednich domów, do drzwi pukano w umówiony sposób. Trzy bojowczynie obecne w mieszkaniu przygotowały posiłki i wykonywały rozmaite niebezpieczne misje i zlecenia OB. Dyscyplina i porządek były wzorowe.” (s. 85)

</document>
<document nplp_id="5488" title="ŚWIĘTOJERSKA 30" slug="swietojerska-30">
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)

Abraham Lewin
ONI/JA, II D  (14.05.1942)
„Dzisiaj opowiedziano mi o obrzydliwym i strasznym morderstwie, do którego doszło w getcie przed kilkoma tygodniami. […] przy ulicy Świętojerskiej pod numerem 30 mieszkał drobny kupiec futrzarski o nazwisku Weiser. Futrem handlowano cały czas. Nie szło mu źle. W okresie kiedy odbierano Żydom wszystkie futra, zaczęła się u niego bieda.
Pewnego dnia przyszedł do niego 25-letni Wolisz, syn handlarza futrem z tej samej ulicy spod numeru 38 i zaproponował Weinerowi, by kupił trochę towaru (futer), który leży gdzieś schowany na strychu. Jego żona odradzała mu branie ze sobą ostatnich pieniędzy, które jeszcze zarobił, około 1000 złotych. Weiser posłuchał żony i nie zabrał ze sobą pieniędzy. Obaj, Wolisz i Weiser, wyszli razem, a Weiser nie wrócił już więcej do domu. […] Tymczasem lokator ze Świętojerskiej 38, który mieszka na trzecim piętrze, zauważył jak sufit nasiąka i przecieka czerwoną cieczą. Zjawisko to przyciągnęło uwagę i podejrzenia lokatorów mieszkania. Pobiegli na strych i zauważyli zamordowanego i rozebranego prawie do naga Weinera.
Dochodzenie wkrótce wykazało, że to Wolisz zwabił tam Weinera i zamordował go. Nie znalazłszy przy nim żadnych pieniędzy, ściągnął z niego ubranie i sprzedał je.” (s. 41-42)
ONI, II D (10.06.1942)
„Przy Świętojerskiej 30 przejeżdżający żandarmi zastrzelili z broni maszynowej dwóch Żydów. Na Waliców miało zostać zabitych pięciu Żydów. Ogółem wczorajszy wtorkowy dzień był bogaty w ofiary żydowskie.” (s. 115)
ONI, III A
„Mieszkańcom wielu kamienic rozkazano, aby się sami stawili. Właściciel domu przy Świętojerskiej 30. Nacia poszła sama. Zdarzały się ataki histerii. Złapali 11 000 ludzi. Stu zakładników. Jeden spuścił się po sznurze, spadł i ciężko się zranił. Zastrzelili Zakhajma. Okropne pogłoski o najbliższej nocy. Czyżby pogrom?” (s. 171)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- Zabrali ją [Stefania Blady-Szwajer – matka Aliny] 29. […]

- Z domu ją zabrali?

- Z domu z domu. Ja byłam w szpitalu wtedy. […]

- A jak się pani dowiedziała?

- Po prostu, przyszłam do domu i już nikogo nie było” (Tak naprawdę..., s. 140)

JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- To była blokada ulicy?

- Ulicy, ulicy! I została kartka – &amp;gt;&amp;gt;Miód zapłacony, bony wycięte. Nie popełniaj żadnych głuptas. Całuję Was.&amp;lt;&amp;lt;” (Tak naprawdę..., s. 140)

JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

- Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

- Czy to z powodu zmniejszenia getta?

- Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

- Szopy tam powstały, tak?

- Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

- „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

- Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

- I potem mieszkała pani na Gęsiej?

- Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

- Kiedy?

- 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

- Personel szpitala?

- Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

- Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

- Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (Tak naprawdę..., s. 155-156)

JA/ONI, I (1 IX 1939)

„1 września nad ranem obudziły mnie grzmoty. Burza? Usiłowałam odwrócić się na drugi bok. Ale już usłyszałam buczenie syreny, a po chwili głos spikera w radio: - Dziś o godzinie piątej rano… - Mama weszła do mego pokoju. Była blada, płakała – wojna…”

JA/ONI, I (4-28 IX 1939)
„Wróciłam do domu. Na podwórku spotkałam sąsiadkę – pielęgniarkę. I ona była „bez przydziału”. Porozumiałyśmy się szybko. W kącie prowizorycznego schronu, urządzonego w piwnicy naszej kamienicy przy ulicy Świętojerskiej 30, urządziłyśmy „punkt opatrunkowy”. Muszę przyznać, że przy „zarejestrowaniu” go w najbliższym ośrodku – na ulicy Freta – nikt nie robił trudności i otrzymałyśmy trochę środków opatrunkowych, sterylizator i zestaw najniezbędniejszych narzędzi, jak skalpel, pesety, nawet igły, nici i „bocianki” do zdejmowania szwów. W tym punkcie praktycznie przesiedziałam całe trzy tygodnie oblężenia Warszawy, wyskakując od czasu do czasu na górę do mieszkania, żeby się przebrać czy coś zjeść.” (s.18-19)
ONI, I
„Mama przez pierwszy tydzień chodziła do szkoły na Długą. Potem zajęcia przerwano, bo dziewczęta nie mogły chodzić po ulicach – więc przyszła do mnie do schronu do pomocy.” (s. 19)
JA, I
„W tym schronie przeszłam „chrzest” wojennych warunków pracy. Tam, w kącie przy drzwiach, przyjmowałam poród – na szczęście dziecko urodziło się samo. Tam też na moich rękach zmarł piętnastoletni chłopak – syn sąsiada, trafiony odłamkiem w czasie straszliwego bombardowania dzielnicy żydowskiej w Jom Kipur – 13 września 1939 r. Stamtąd wybiegałyśmy do odkopywania rannych spod zburzonych domów i wyciągałyśmy czasem zwłoki, a czasem poranionych, zszokowanych ludzi. Nasz dom ocalał. Pocisk wyrwał kawał muru i okno w naszym mieszkaniu, ale nikogo tam nie było.” (s. 19-20)
JA, I
„Jak dowlokłam się na ulicę Świętojerską, nie pamiętam. Ale na podwórku spojrzałam w okna mieszkania i zobaczyłam przerażoną twarz Mamy, która na mój widok złapała się za głowę. – Po coś wróciła? – to było powitanie.” (s. 27)
JA/ONI, I
„Stefan wrócił kilka dni po mnie, przeszedłszy nieco gładziej tę samą drogę. Nie miało już sensu utrzymywać w tajemnicy naszego małżeństwa przed jego rodzicami. Wojna zmieniła ich stosunek do przedwczesnego związku dwojga studentów. Zamieszkaliśmy więc razem w naszym domu i zanim zdecydowaliśmy, co dalej, rozchorowałam się. Zaczęło się od „niewinnego" bólu zęba. Okazało się, że ropień okołozębowy. Obniżenie odporności po kilku miesiącach głodowania zrobiło swoje i rozłożyłam się z ciężkim zakażeniem, z dwukrotnym cięciem ropnia itp., itd. Trwało do końca lutego 1940 r.
Wstałam z łóżka w najcięższym okresie tej pierwszej zimy. W domu zimno. W pokoju stołowym „koza" z rurą wypuszczoną przez okno; siedzieliśmy przy niej, grzejąc ręce i „front".” (s. 28)
JA/ONI, II B
„Dwa tygodnie tyfusu przeleżałam w domu, i to do południa sama. Domownicy wychodzili do pracy.
Po południu przychodzili koledzy ze szpitala i kłuli mnie zastrzykami – glukoza dożylnie, jakieś nasercowe, dawali mi pić, bo pragnienie to było jedyne, co mi dokuczało – i znowu leżałam we mgle 40° gorączki. A po czternastu dniach przyszedł kryzys. Temperatura spadła nagle, a ja wstałam, ubrałam się i wyszłam z domu na ulicę. Nie, nie upadłam, nie umarłam. Na wózku kupiłam 10 dkg wiśni, wróciłam do domu, położyłam je na talerzyk i położyłam się z powrotem do łóżka. Kiedy po południu przyszła Hela [Keilson – dop. AKR], zapytała, skąd te wiśnie.
- Kupiłam.
- Jak to?
- No, kupiłam na dole.
Przerażeni ustanowili dyżury – była to malutka, króciutka psychoza durowa, która minęła po trzech dniach.” (s. 59)
JA/ONI, V 
„Ktoś mnie zapytał: - Jaka była reakcja tych ludzi na placu Krasińskich? – I jeszcze: - Co tam było widać? - Ja przecież nie wiem. Miałam oczy suche, ale ślepe. Widziałam, jak płonął mój dom [Świętojerska 30 – dop. AKR] – zaraz za murem, ale nie było to pierwszego dnia.
JA/ONI, II B (13 lipca 1941)
„13 lipca stwierdziłam, że czuję się niewyraźnie i mam 38,8°C. Była niedziela.
Miałam dyżur jako jedyna na oddziale duru plamistego. Wyszłam z domu i poszłam do Maryli Folmanowej, koleżanki z tego oddziału. Byłyśmy tam wtedy we trójkę na 150 dzieci i uprzedziłam ją, że może nie wytrzymam do końca dyżuru.
Zrobiłam obchód i zaczęłam wypełniać karty wypisowe i przeniesienia z tzw. Verdacht na „Sicher" – był to codzienny raport dla władz niemieckich, który z samego rana Marek [Marek Edelman – dop. AKR] z przepustką zawoził do Stadts Arzta Schrempfa. Pamiętam, że z 30 kart zrobiłam 28 i skończyłam, więcej nie mogłam. Poszłam do dr Naczelnej [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] do gabinetu i powiedziałam jej, że mam tyfus i idę do domu. Patrzyła na mnie przerażona tymi swoimi czarnymi oczami.
- Idź - powiedziała.
Pojechałam do domu rikszą.” (s. 58-59)
JA/ONI, III A
„Jak mnie wyrzucili z domu, bo tam się wprowadzili szczotkarze, to zabrałam pościel i zapakowałam w nią płyty i rosenthalowską porcelanę! To wszystko złożyłam w takim pokoiku na Lesznie, który się wystarał jakoś Stefan. Jak tam przyszłam po trzech dniach, to wszystko było potłuczone i pomieszane razem, porcelana, płyty i cała podłoga była tym zasłana na grubość kilku centymetrów, a na wierzchu była jeszcze wysypana kumaryna z resztek towarów Stefana. Ale mnie było już zupełnie wszystko jedno.” (s. 89)
JA/ONI, IV A
„Pamiętasz? Sprzedawaliśmy na chleb u szczotkarzy na Świętojerskiej cukier i kiełbasę, którą przyniósł dr Skonieczny, gdy jeszcze miał przepustkę.
Tylko że my nie umieliśmy sprzedawać, więc staliśmy na podwórku i czekaliśmy, co dalej. Było to moje podwórko i ja tam znalazłam fotografie.” (s. 108)
</document>
<document nplp_id="5489" title="ŚWIĘTOJERSKA 38" slug="swietojerska-38">
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)

Abraham Lewin
JA/ONI, II D (14.05.1942)
„Dzisiaj opowiedziano mi o obrzydliwym i strasznym morderstwie, do którego doszło w getcie przed kilkoma tygodniami. […] przy ulicy Świętojerskiej pod numerem 30 mieszkał drobny kupiec futrzarski o nazwisku Weiser. Futrem handlowano cały czas. Nie szło mu źle. W okresie kiedy odbierano Żydom wszystkie futra, zaczęła się u niego bieda.
Pewnego dnia przyszedł do niego 25-letni Wolisz, syn handlarza futrem z tej samej ulicy spod numeru 38 i zaproponował Weinerowi, by kupił trochę towaru (futer), który leży gdzieś schowany na strychu. Jego żona odradzała mu branie ze sobą ostatnich pieniędzy, które jeszcze zarobił, około 1000 złotych. Weiser posłuchał żony i nie zabrał ze sobą pieniędzy. Obaj, Wolisz i Weiser, wyszli razem, a Weiser nie wrócił już więcej do domu. […] Tymczasem lokator ze Świętojerskiej 38, który mieszka na trzecim piętrze, zauważył jak sufit nasiąka i przecieka czerwoną cieczą. Zjawisko to przyciągnęło uwagę i podejrzenia lokatorów mieszkania. Pobiegli na strych i zauważyli zamordowanego i rozebranego prawie do naga Weinera.
Dochodzenie wkrótce wykazało, że to Wolisz zwabił tam Weinera i zamordował go. Nie znalazłszy przy nim żadnych pieniędzy, ściągnął z niego ubranie i sprzedał je.” (s. 41-42)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="5490" title="ŚWIĘTOJERSKA 36" slug="swietojerska-36">
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)

</document>
<document nplp_id="5491" title="FRANCISZKAŃSKA 21" slug="franciszkanska-21">Karol Rotgeber
ONI, III A
„Wszystkie szopy otrzymywały specjalne odcinki ulic dla swego urządzenia się (…). I zaczęła się przeprowadzka. Brano ze sobą najistotniejsze, potrzebne tylko rzeczy. Teraz zaczęły się starania o przydział… lokum, o mieszkaniu nie było mowy. Ukonstytuowała się komisja kwaterunkowa tego szopu. Najpierw oczywiście otrzymali przydział wszyscy „swoi”, ale i reszta po różnych perypetiach jakoś się rozmieściła. Ciasno, ale jakoś tam było. Przydzielony blok domów obejmował Świętojerską nr 28 i nr 30, jako domy dla prywatnych mieszkań robotników i nr 32 i nr 34 jako specjalnie wyznaczone na warsztaty szczotkarskie. Franciszkańska nr 20 i nr 21, jak i Świętojerska 36 i 38 służyły jako warsztaty i mieszkania „Metalowców” wchodzących w skład ogólnego werku. (…) Ponieważ w wyznaczonym na warsztaty szczotkarskie olbrzymim domu ul. Świętojerskiej nr 32 (Wałowa 6) mieszkania były pozostawione z różnymi meblami i rzeczami, a czas montażu szopu był bardzo krótki, więc wprost przez okna wychodzące na podwórze wyrzucano owe mienie żydowskie, aby jak najprędzej zwolnić pod montaż lokale. (…) Niebawem zaczęto ogradzać nasz odcinek murem naokoło Świętojerskiej i Wałowej aż do rogu ulicy Franciszkańskiej nr 21. Mur był stawiany na środku jezdni, tak że po drugiej stronie ulicy była już część aryjska.” (s. 120-121)
&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="5492" title="MIŁA 43 (Szop „Ahage”)" slug="mila-43-szop-ahage">[Miła 43 - Szop „AHAGE”, branża papiernicza, właściciel Zimmermann - mieścił się na ul. Miłej 43. W pierwszej połowie 1942 r. zatrudniał ok. 1000 osób. Likwidacja szopu nastąpiła 3.IX.1942.]


Abraham Lewin
JA/ONI, III A (04.09.1942)
„Oprócz blokady naszego szopu wczoraj zabrano z szopu AHG 400 ludzi i likwidują szop w ogóle. Taki sam los czeka również i nasz szop. Wczoraj zabrano od nas 100 ludzi z szopu i 70 ludzi z bloku, dziś znowu zupełnie niespodziewanie przyszli ci sami zbrodniarze co wczoraj i znów przeprowadzili surową blokadę; zabrali z szopu 100 ludzi, wśród nich bliskich mi: Asza, Gut[kow]skiego, Zilber[ber]Ga, Mazura i innych. [Oprawcy] byli dziś przed południem również u szczotkarzy i wyprowadzili 250 osób. Jeśli się uwzględni dużą liczbę robotników, nie jest to wiele.” (s. 216)

Karol Rotgeber
ONI, III B
„Był jeden szop A-Ha-Ge mieszczący się na Miłej [43], liczba którego dochodziła do 2.500 osób. Działy były różne: zabawkarski, papierniczy, metalowy i galanteryjny. Należał ten szop oficjalnie do niemieckiej firmy Zimerman i Co [Bed?] in. (…) Przy selekcjach na miejscu, gdyż ulica Miła naówczas wchodziła w obręb „Umschlagu”, działy się straszne sceny”. (s.154-155)

Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Są shopy, skupiające tysiące pracowników, które przez cały czas wysiedlenia nie przestają się organizować i reorganizować, gdzie cynizm kierowników „Żydowskich” i aryjskich przekracza wszelkie dopuszczalne granice, prym wiedzie papierniczy shop „Ahage” [Ahage-Zimmermann przy ul. Miłej 43], który w ogóle nie zaczyna swej produkcji, oraz konfekcyjny shop Os[c]hmann-Leszczyński [ul. Nowolipie 18].” (s. 83)

 
Perec Opoczyński
ONI, III A (3.09.1942)
„Dzisiejszy dzień [3 września 1942] znów był ciężki i przypominał trudne dni „akcji”. Jego przebieg był gorączkowy. Jak mówią, rano przygotowano pięćdziesiąt wagonów, a zatem musiano złapać tysiące Żydów, by je zapełnić. Blokady trwały cały dzień. Z firmy AHAGE [szop papierniczy – ul. Miła 43] zabrano około sześciuset robotników i ją jeszcze zlikwidowano. Charakterystyczne, że przed południem firma otrzymała informację, że jej kontyngent opiewał na tysiąc pracowników. Zaraz poradzono jej wydać numery tym, którzy powinni zostać jako potrzebni do pracy, ale nieco później i tam urządzono blokadę. Wszystkich robotników po prostu ustawiono w kolejce i zaczęto brać kogo popadnie, aż wzięto sześciuset. Co będzie z pozostałymi nietrudno sobie wyobrazić. Blokadę urządzono też w stolarni Ostdeutsche Bautischlerei [Werkstätte] przy Gęsiej 30, z której zabrano około siedemdziesięciu pracowników, w tym wielu fachowców. Brali głównie, kierując się wyglądem. Ten, kto wydawał się im niezdrowy, był zabierany. Potem zaprowadzili ich do baraków dla robotników przy Miłej. Stamtąd poszło jeszcze sześćdziesięcioro. Tym razem jednak mniej kobiet i dzieci. Robiono to w ten sam sposób, co zwykle: rzut oka na twarz – ten będzie żył, a ten pójdzie na śmierć. I tak oto wzięto tego dnia około dwieście osób. Blokady trwały do dziewiątej wieczór, szczególnie na Zamenhofa i w okolicach. Ten transport odszedł wieczorem, i tylko nieliczni mogli się z niego uratować – tacy, którzy mieli dużo pieniędzy, złota albo kosztowności chętnie przyjmowanych przez Ukraińców.” (Pisma, s. 291)
ONI, III C (19.09.1942)
„Dziś rano przekazano, że nie ma już SS-manów. Władzę nad gettem przejmuje cywilny zarząd. Jednak w południe nastąpiła blokada w szopie trykotarskim AHAGE [ul. Miła 43]. Wzięto tam wielu ludzi. Mówi się, że miało być tak, ponieważ AHAGE nie była potwierdzona w Berlinie. Firma istniała tylko dzięki łasce i w imieniu miejscowej SS. Jakkolwiek było, nastrój w szopach jest z tego powodu przygnębiający.” (Pisma, s. 298)

Leokadia Schmidt
JA, III B
„Na Miłej personel Schultza miał wyznaczony dom nr 43, gdzie zastaliśmy już przepełnienie. Na podwórkach, w mieszkaniach, na klatkach schodowych – wszędzie ludzie. Była tam również część pracowników Dużego Schultza. Na balkonie na pierwszym piętrze zobaczyliśmy naszego sąsiada z Nowolipek, gdzie mieszkaliśmy przed likwidacją getta. Na początku wojny uciekł do Rosji. Nie mogąc dostosować się do tamtejszych warunków, wrócił… Ucieszył się i zaraz przybiegł się przywitać. Zaprowadził nas do jednego z mieszkań i wynalazł kąt, gdzie ułożyliśmy tobołki i mogliśmy trochę odpocząć i, co najważniejsze, zdjąć zimowe palta i swetry.” (s. 95)
</document>
<document nplp_id="5494" title="BONIFRATERSKA 12  (Szpital św.&amp;nbsp;Jana Bożego)" slug="bonifraterska-12-szpital-sw-jana-bozego">Karol Rotgeber
JA, I
„(…) chwyciwszy za dyszel wózka i zostawiwszy małżonkę i syna mego bez opieki, ruszyliśmy do pobliskiego szpitala na Bonifraterskiej. Okropny to był widok: wózek pośród pustej, gorejącej ulicy. Co sekunda przyszywał powietrze syk lecącego granatu lub pocisku, wśród padających odłamków żelaza. Dotarłem wreszcie, ale niestety drzwi zastałem zamknięte, a na usilne stukanie odpowiedziano mi, że tu przyjmują tylko wojskowych.” (s. 11)
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI , I (1-4 IX 1939)

„Tego samego dnia [1 IX 1939] o godzinie ósmej rano spotkaliśmy się z kolegami w szpitalu oo. Bonifratrów (klinika psychiatryczna), żeby odrobić ćwiczenia z psychiatrii. Profesor Mazurkiewicz był obecny. Z naszej grupy – 25 osób – brakowało połowy chłopców. Byli zmobilizowani. Profesor spokojnie prowadził ćwiczenia, kilkakrotnie przerywane alarmem lotniczym. […] Pomimo grozy, która nastała dookoła, mimo szkła, zaściełającego ulice, mimo pierwszych ruin i pierwszych rannych – ćwiczenia trwały do 4 września. Na zakończenie tego dnia profesor powiedział: - Od jutra szpital przechodzi pod zarząd wojska. Zwalniam państwa i uważam ćwiczenia za zaliczone. Zostawcie indeksy do podpisu i - do zobaczenia po wojnie.” (s. 17-18)
</document>
<document nplp_id="5495" title="Róg ulic MIŁA/NALEWKI" slug="skrzyzowanie-mila-nalewki">Karol Rotgeber
JA, I
„Na mocy układów wojska niemieckie wkroczyły do Warszawy. Byłem wtedy na ulicy Miłej, dokąd poszedłem coś niecoś kupić żywności do domu. Tam też zawsze było centrum sprzedaży produktów. Daremne wysiłki, nic kompletnie, nic za żadne pieniądze. Stałem wtedy na rogu Miłej i Nalewek, gdy nadjechały auta zaopatrzone w karabiny maszynowe z wojskami niemieckimi. Długi ich szereg w porządku karnie przejeżdżał przez ulicę. Tłumy spokojnych mieszkańców przyglądały się temu. Żadnych nieprzyjaznych uczuć nie widać było na twarzach gawiedzi, a oni szli butni, pewni siebie, w milczeniu.” (s. 14)
</document>
<document nplp_id="5496" title="PLAC KRASIŃSKICH / MIODOWA (poza gettem)" slug="plac-krasinskich-miodowa-poza-gettem">
Karol Rotgeber
JA, IV B
[Rotgeber wychodzi z getta]
„Drugi przemytnik przeto wyprowadził mnie na Plac Krasińskich i wskazując drogę powiedział: „Idź pan równo” i poszedł sobie. Miałem ze sobą małą walizeczkę, ale bardzo ciężką — narzędzia mojej żony. Poszedłem, przyspieszywszy kroku, gdyż droga była daleka. Byłem już na środku ulicy Miodowej, gdy obok mnie wyrósł przystojny młodzieniec. Dokąd to pan podąża — zapytał. Zrozumiałem, że jestem nakryty.” (s. 189)
 
</document>
<document nplp_id="5498" title="SPOKOJNA 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne &amp;#8211; łaźnia)" slug="spokojna-nr-15">
Karol Rotgeber
ONI, I
„Władze sanitarne niemieckie, mając nadzór nad ludnością, wydały zarządzenie szczepień przeciwtyfusowych, a jednocześnie zmuszono całe domy, bloki, dzielnice do odwszenia i przymusowych kąpieli. (…) Mieszkańcy domu lub kilku domów pod eskortą policyjną musieli iść w srogi mróz razem na ul. Spokojną, gdzie mieściło się największe kąpielisko i dezynfekcja.” (s. 19)


Janusz Korczak 
JA, II D
„Już Śliska 9 jako tako (na razie do połowy września). – Ale śmiertelnie źle z Dzielną 39.
Na Śliskiej dzieci dwieście, na Dzielnej pięćset. Liczba z każdym dniem wzrasta, bo jest to dom podrzutków, a więc jedyny internat, gdzie przyjmuje się dzieci żywe i konające bez papierów i bez protekcji loco i franko.
Wygląd ich jest taki, że gdy idą na Spokojną do kąpieli, junacy częstują je chlebem na granicy między Warszawą i dzielnicą.” [Nowe, s. 93]


Perec Opoczyński

ONI, I
„Potem policjant przy bramie staje się jeszcze surowszy i bardziej bezwzględny. Stróż, który czekał na taką okazję od dawna, pomaga mu, teraz jest pośrednikiem i osobno dostaje w łapę od tych, co chcą się wykupić. W grę wchodzi prawdziwa gotówka, nie złote, ale piątki i dziesiątki, które potem, kiedy te masy sąsiadów z kobietami i dziećmi zostaną odprowadzone do łaźni na Spokojną [15], albo – jak powszechnie się ją nazywa – do rzeźni, starczą na dużą flachę wódki i kiełbasę.” (Dom numer 21, s. 358)
ONI, I
„Na Spokojnej [15 –jedna z czterech łaźni miejskich] sąsiedzi z Wołyńskiej 21 zastają długie kolejki Żydów przyprowadzonych do łaźni z innych domów. Mimo że z części z nich nie wywieziono ani jednego chorego, na domach wiszą tablice z żółtymi napisami po niemiecku i po polsku: „dur plamisty”.” (Dom numer 21, s. 359)
ONI, I
„Z daleka w świetle latarni widać było podejrzane postaci. Polskie męty, ryzykując złamanie obowiązującego w czasie wojny zakazu wychodzenia nocami, zasadzały się na Żydów wracających z łaźni [Spokojna 15] i zrywały z nich chusty, palta, albo opróżniały im kieszenie.
Z łaźni wielu wróciło na wpół chorych, wyziębionych, a w mieszkaniach nie było pościeli, trzeba było czekać długie dnie, a nawet tygodnie, nim przywieźli ją z parówki. Naprawdę nie było na czym spać. Kiedy paczki z bielizną już wróciły, okazywało się, że brakuje w nich wielu rzeczy, ale ludzie i tak się cieszyli się, [bo] udało im się ujść z życiem.” (Dom numer 21, s. 361)
ONI, I
„Godziny płyną. Cała partia jest już ogolona. Sala się nie ogrzewa.
Betonowa podłoga ziębi stopy. Od czasu do czasu łaziebny otwiera na oścież okno i wpadają przez nie chłodne powietrze i śnieg, pojawia się gęsta para. Przez okno łaziebny odbiera ubrania przyniesione z maszyny dezynfekującej.” (Księga parówki, s. 372)
ONI, I
„W końcu policjanci ustawiają się wokół zastępów, wybierają jeszcze spośród tych, którzy idą do łaźni, kilku zakładników, grożą im rozstrzelaniem i czynią odpowiedzialnymi – jeśli ktoś w drodze do łaźni ucieknie, to. I marsz na Spokojną.
Dokąd to? Do której łaźni? Nikt nie wie, policja milczy. Oj, Boziuniu kochany, oby nie na Spokojną [15], bo czy to jest łaźnia? To rzeźnia! Tylko nie to! Ludzie wychodzą stamtąd nie do rozpoznania, jak ogolone owce, i można tam dostać febry, i to jakiej febry!
Taka rozmowa przygnębia. Młode dziewczyny, chłopcy, chwaccy Żydzi i Żydówki strzelają oczyma na lewo i na prawo, korzystają z chwili, w której słabnie czujność policjanta, i znikają za rogiem. Starsi wzdychają i idą w napięciu. I nagle – skręt w Niską. Oj, lament, już wiadomo, idą na Spokojną [15]. Przechodnie, którzy mijają tę partię, informują, jak długo trzeba się będzie męczyć. Jest dziesiąta rano, a wedle ich zapewnień wyjdzie się z łaźni jutro około czwartej po południu.” (Księga parówki, s. 368-9)
ONI, I
„W ciągu zimowych miesięcy roku czterdziestego komitet domowy bez przerwy miał do czynienia z parówkami. W krótkim czasie było ich trzy lub cztery. Jedna szczególnie straszna, która zrujnowała sąsiadów. Inna podkopała ich zdrowie. Na przykład, pani Wigdorowicz poszła na Spokojną prosić, żeby jej wydano rzeczy, które zabrano do parowania i od sześciu tygodni nie oddawano. Dostała od policjanta cios pałą w głowę. Postradała zmysły i długo chorowała. Żeby ją ratować, jej mąż bieliźniarz prawie wszystko wyprzedał z domu i stał się nędzarzem.” (Historia komitetu domowego, s. 385)


Adam Czerniaków
ONI, II B

Dokument wklejony przez Czerniakowa do notatnika, opisujący sytuację na ul. Krochmalnej:

„Sprawozdanie dot. przedsięwzięć kąpielowych i dezynfekcyjnych na ul. Krochmalnej w dniach 28 i 29 sierpnia 1941.

28 VIII 41 o godz. 4.00 funkcjonariusze Służby Porządkowej przekazali polecenie, aby wszyscy mieszkańcy ul. Krochmalnej przygotowali się do kąpieli. Cała Krochmalna od Ciepłej do Rynkowej miała być poddana dezynfekcji, a jej mieszkańcy kąpieli. Mieszkańcy tej ulicy, nie znający zarządzenia o dezynfekcji, byli początkowo przekonani, że ma nastąpić ich wysiedlenie. Z każdego domu wyprowadzano wszystkich mieszkańców, a także dozorców, zgromadzono na dawnym placu Wielopole i stąd grupami zaprowadzono do łaźni, przeważnie do łaźni przy ul. Spokojnej. Oddzielono mężczyzn od kobiet, chorych i kaleki wieziono na wózkach ręcznych i rykszach. Znaczną liczbę zakaźnie chorych odwieziono do szpitala. Wykąpane grupy powróciły o 19.30 i ok. godz. 21 wpuszczono je na Krochmalną i zgromadzono na podwórzach, w sieniach i bramach budynków. 800 osób, których nie zdołano wykąpać 10 cią̨gu dnia, zgromadzono w straszliwych warunkach na placu Wielopole, bez jedzenia i ciepłej odzieży. O godz. 8 wieczorem ludzie ci otrzymali po raz pierwszy posiłek z Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Miano dostarczyć jeszcze 800 porcji, jeżeli znajdą się̨ kotły. Dostarczono również 125 kg chleba. Z domów położonych w pobliżu zebrano talerze i łyżki. Kierujący akcją Oberleutnant żandarmerii zezwolił ludzi przeprowadzić na noc na bazar Janasza, ażeby wydać im zupę i chleb i przetrzymać w zamkniętym terenie. Wskutek złej pogody nie wydano zupy, natomiast dostarczono jeszcze 125 kg chleba, tak że na osobę wypadło 1/4 kg chleba. Na skutek deszczu i braku ciepłego posiłku noc była bardzo ciężka. Martwego 5-letniego chłopca wyjęto z rąk matki, 20-letnią dziewczynę znaleziono martwą pod halą. Kobiety z dziećmi na ręku chodziły całą noc, ponieważ nie można było położyć się na asfalcie. Żandarmi zezwolili opróżnić 10 budek i umieścić tam kobiety z niemowlętami i dziećmi do 2 lat. O godz. 4 rano na rozkaz Oberleutnanta rozpoczęto wydawać zupę. Wskutek niewystarczającej liczby talerzy, brano zupę dosłownie w czapki, chustki, poły płaszczy i marynarek, a nawet w dłonie, ponieważ ludzie przegłodowali 14 godzin. O godz. 6 rano rozdzielono następne porcje zupy, która znajdowała się̨ całą noc pod dozorem żandarmów przy murze przed domem przy ul. Rynkowej 11. Dostarczono tam 50 talerzy, w których wydawano zupę wyłącznie dzieciom. Aby umożliwić jedzenie posiłku dzieciom sprowadzono 10 funkcjonariuszy Polskiej Policji, która rozproszyła tłum usiłujących wyrwać dzieciom jedzenie z rąk. O godz. 6.30 ponownie poprowadzono ludzi grupami z placu Wielopole do łaźni. Z domu przy ul. Rynkowej 3 dostarczono wężem gumowym wodę do picia oraz 30 butelek. Ciała niezidentyfikowanych zmarłych odwieziono. O godz. 8 rano rozpoczęto przygotowanie do wydawania zupy dla zablokowanej ulicy. Wydawanie trwało do godz. 1. Wydano 3000 talonów. Liczba ta była niewystarczająca, ponieważ zablokowana ulica liczy 15- 18 tys., przeważnie biednych ludzi.

Dla przeprowadzenia tak ważnych przedsięwzięć, których wykonanie może być w każdej chwili  nakazem, należy stworzyć specjalną grupę urzędników w celu zapewnienia łączności pomiędzy poszczególnymi wykonawcami technicznymi i organizacjami opieki społecznej. Kierownictwo Wydziału I A [(podpis].” (s.211-212)

</document>
<document nplp_id="5499" title="GĘSIA 22/24 (Areszt Centralny dla dzielnicy żydowskiej, tzw. Gęsiówka)" slug="gesia-22">[caption id="attachment_9386" align="alignleft" width="1024"] Areszt centralny dzielnicy żydowskiej, tzw. Gęsiówka - ul. Gęsia 22/24. Przydział chleba (11.03.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;











Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego , Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocna służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

Karol Rotgeber
ONI, II 
„Więzienie żydowskie na ulicy Gęsiej przepełnione było różnymi osobami za różne przekroczenia, jako to: nie noszenie opaski, przejście nielegalne przez mury, za handel etc.” (s. 82)

Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, II D
„Dyrektorem więzienia w dzielnicy był doktor praw Lidenfeld, sędzia sądów polskich. Człowiek dobry i szlachetny. I on opowiedział mi, co następuje:
Pierwsi skazani za przekroczenie granic getta – szklarz z ulicy Siennej, który przeszedł przez druty na stronę aryjską tej ulicy, by kupić o dwa złote tańszy bochenek chleba. Druga – żebraczka. Ośmieliła się żebrać po tamtej stronie. Trzecia – młoda matka kilkumiesięcznego dziecka. Poszła po trochę mleka, wolała ryzykować życie swoje niż dziecka.” (s. 370)
II D
„W tych moich wędrówkach po dnie nędzy chodziłem i do więzienia przy ulicy Gęsiej. Jako przewodniczący Rady Zdrowia miałem prawo wnikania wszędzie. Zresztą w więzieniu był i dur plamisty, i czerwonka. Więzienie, przeznaczone przed wojną na dwieście, trzysta osób, mieści obecnie tysiąc dwieście.” (s. 372)

Abraham Lewin
ONI, II D (01.07.42)
„[…] wczoraj gestapo rozkazało Wydziałowi Cmentarnemu przy Gminie, aby przygotował wspólny grób dla 200 zmarłych. Wiadomość ta wstrząsnęła wszystkimi w getcie. Dla kogo zostanie przygotowany ten masowy grób? Kobieta, która jest dobrze poinformowana, powiedziała mi, że grób jest przygotowywany dla 230 aresztowanych, których przed kilkoma dniami z żydowskiego więzienia przy Gęsiej na rozstrzelanie. Między tymi nieszczęśnikami miał się znajdować 80-letni staruszek.” (s. 142-143)
ONI, II D (09.04.1942)
„Po odsiedzeniu 7 i pół miesiąca w więzieniach przy Daniłowiczowskiej i Gęsiej została zwolniona w tych dniach panna Hanka Tauber, córka dr. Majera Taubera. Ubiegłej jesieni zatrzymano ją przed bramą getta w momencie, gdy usiłowała się doń wkraść. Przez całe lato pracowała w polu przy zwykłych robotach ziemnych w Hrubieszowskiem, pod Lublinem. Wraz ze swym przyjacielem Rubinsztajnem przybyli oni do Warszawy jako aryjczycy, z aryjskimi dokumentami w kieszeni. Przy wyskakiwaniu z aryjskiego tramwaju, który w owym czasie przecinał jeszcze getto aresztowano oboje.” (s. 31)
ONI, II D (09.04.1942)
„Młodzieniec Rubinsztajn nie czekał na proces, który zakończyłby się dla niego – jako głównego winowajcy – o wiele gorzej. Niedawno uciekł. Bał się, że wyślą go do obozu koncentracyjnego. [Niemcy] czynią tak ostatnio stale z żydowskimi więźniami z Gęsiej. O świcie przeskoczył przy użyciu drabiny mur więzienny i znikł. Gestapo za karę aresztowało jego rodzinę, a więc ojca, matkę, siostrę i brata. Wszyscy siedzą więzieniu przy Gęsiej.” (s. 31)
ONI, II D (17.05.42)
„Wczoraj ogłoszono zarządzenie, które zabrania nie-Niemcom przeprowadzania się do Warszawy. Restrykcja ta dotyczy co prawda Polaków, gdyż Żydom i tak przecież nie wolno w ogóle się poruszać swobodnie. Są bowiem zamknięci w gettach, a przekroczenie murów getta bez specjalnego zezwolenia jest karane śmiercią. (Tylko w żydowskim więzieniu przy Gęsiej zastrzelili za takie przewinienia 25 Żydów: mężczyzn i kobiety).” (s. 50)
ONI, II D (31.05.1942)
„Dziewięćset młodych żydowskich istnień prawie już przepadło, zginęło. Wśród nich znajduje się podobno 150 aresztantów z żydowskiego więzienia przy Gęsiej. Od kilku ludzi słyszałem, iż wywieziono również z więzienia 120 dzieci płci męskiej w wieku 12-14 lat. Gdzie i w jakim celu? Na pracę czy na zagładę?” (s. 90-91)
ONI, IV A
„Umschlag w Warszawie naprawdę został zlikwidowany. Wszystkich aresztowanych zwolniono. Co więcej, wypuszczono na wolność wszystkich żydowskich więźniów ze wszystkich warszawskich więzień: z ulicy Mokotowskiej, z Pawiaka, ze specjalnego więzienia przy Gęsiej (60 Żydów i 100 Cyganów). Umschlag przeszedł pod władzę &amp;lt;Weterfassung&amp;gt;, gdzie są obecnie zatrudnieni byli aresztanci.” (s. 258-259)
ONI, IV A
„Ostatnio zatrzymują Żydów poza murami getta. Niemcy obchodzą się z tymi Żydami inaczej niż przed &amp;lt;wysiedleniem&amp;gt;. Wówczas odsyłali ich do żydowskiego więzienia, stawiali przed specjalnymi sądami – Sondergericht – i zasądzali karę śmierci. Niekiedy zabijali takich Żydów w więzieniu przy Gęsiej 24. pewnego razu nazwiska męczenników ogłoszono w obwieszczeniach ulicznych. Ci, których zatrzymują ostatnio, zostają odesłani do getta i przekazani Radzie Żydowskiej, mają ich zatrudnić w &amp;lt;Werterfassung&amp;gt; [UL. NISKA –B.S.].” (s. 273)

Henryk Bryskier
ONI, II/ III
„Jedno skrzydło b.[yłego] więzieia wojskowego przy ul. Gęsiej 24 było początkowo – zimą 1941 r. – wykorzystane na punkt przesiedleńców. Wilgoć, ciżba i brud oraz opalanie wyasfaltowanych cel wilgotnym chrustem, uzbieranym na przyległych placach lub cmentarzu w prowizorycznie ustawionych kuchenkach, napełniały każde pomieszczenie wyziewami i parą, uniemożliwiającą rozeznanie rysów twarzy. Wszyscy przesiedleńcy w tym punkcie wyglądali zatem jak upiory na barłogach. Punkt ten mógł być traktowany jako przejściowy azyl i po niedługim czasie został zlikwidowany. Po likwidacji i powstaniu Urzędu Komisarza dla dzielnicy żydowskiej jako też zapowiedzi zniesienia Urzędu Walki z Lichwą i Paskarstwem, a tym samym istniejącego przy nim aresztu, przystąpiła Rada Żydowska do organizacji Aresztu Centralnego, obierając sobie na ten cel wyżej opisane skrzydło po przesiedleńcach. Dużym kosztem wyremontowany budynek został poświęcony nowemu przybytkowi rozpaczy i westchnień. Areszt ten był przeznaczony dla więźniów odsiadujących karę więzienia z mocy wyroków niemieckich za przebywanie poza gettem lub temu podobne wykroczenia, za które w momencie ujawnienia przestępstwa, względnie ferowania wyroku, nie istniała jeszcze kara przez zastrzelenie. Zamiast żywić tych więźniów i zajmować miejsca, mogące służyć dla osób innej narodowości, a właściwie innej ‘rasy’, przesyłano skazanych Żydów do Aresztu Centralnego na wyżywienie gminy. Następnie areszt ten miał jeszcze charakter prewencyjny dla osób przetrzymanych z różnych powodów, którym wyroki nie groziły, bo przecież żydowskiego sądu nie było, a czas przebywania w zamknięciu był zależny od rozmaitych zewnętrznych wpływów. Osadzono np. opornych a zamożnych płatników, którzy ociągali się w uiszczeniu świadczeń, nakładanych przez organy gminne. Niewygody i głód oraz fakt pozbawienia wolności łamały upór płatnika, a rodzina załatwiwszy formalności, zabierała nieboraka w opłakanym stanie do domu. Zdarzył się nawet wypadek, że zatwardziały płatnik, a może niesprawiedliwie opodatkowany, zakończył życie w areszcie na udar serca (Tomkiewicz) […]. Z Aresztu Centralnego korzystali również Niemcy, którzy jak do hotelu – sprowadził zatrzymane osoby, pozostawiając je do swojej dyspozycji. Sądząc z zawieszonego szyldu u wrót aresztu, mającego napis ‘Areszt Centralny – przewodniczący RŻ [Rady Żydowskiej]’ należy wywnioskować, że wszelkie dyspozycje związane z AC [Aresztem Centralnym] musiały mieć aprobatę przewodniczącego RŻ.” (s. 163-165)


Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„[…] zastrzelono Awroma Pasa, kontrolera z firmy omnibusów „Kohn i Heller”. Miał 42 lata. Zastrzelono go w jego mieszkaniu przy ul. Nowolipki 67. Na podwórzu więzienia gettowego zabito Żyda Zaka i innego o nazwisku Tenenbojm. W poprzednim tygodniu zabito ponoć żydowskiego tramwajarza.” (Pisma, s. 271)
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Dziś wieczorem polska policja przywiozła z tamtej strony ciężarówkę pełną żydowskich dzieci. Znajdują się w gettowym więzieniu. Groźba kary śmierci nie powstrzymuje przed przechodzenie na tamtą stronę ani dzieci, ani dorosłych. Głód jest silniejszy od wszystkiego.” (Pisma, s. 286)
ONI, IV A (13.11.1942)
„Prócz straży postawionej przy murze na rogu Gęsiej i Zamenhofa, widać też jeszcze kilka innych na Gęsiej, na przykład przy więzieniu na rogu Lubeckiego, gdzie teraz znajduje się obóz zbiorczy Werterfassung oraz zwykłe patrole żandarmerii, policji żydowskiej i polskiej. Ta silna ochrona budzi podejrzenia i wywołuje strach. Nie na próżno stoją ci żandarmi. Nie ma tona celu niczego innego, jak tylko uprzykrzenie i tak mizernego naszego życia. Dziś Niemcy złapali siedmiu ludzi z OBW, którzy w czternastu wracali z warsztatu [Gęsia 30] na Smoczą. Jak się okazało, z placówki uciekło wielu robotników i Niemcy postanowili złapać zamiast nich innych. OBW niezwłocznie podjęło działania, by ich uwolnić. […] Dziś pocieszające wieści dla warszawskiego getta, w którym sytuacja się stabilizuje. Nowo przybyli żandarmi są przyjaznymi, starszymi ludźmi i nie mają tak zbójeckich oblicz. To daje nadzieję, że nie będą dla getta okrutni, da Bóg!” (Pisma, s. 318-9)
ONI, IV A (21.11.1942)
„Wiadomo, że wczoraj [20.11.1942] z więzienia przy Gęsiej róg Lubeckiego zwolniono 60 żydowskich aresztantów i około stu Cyganów. Widzi się w tym zły znak, gdyż wraz ze zwolnieniem Żydów z Umschlagu może to być znak gotowości do nowego wysiedlenia.” (Pisma, s. 322)
ONI, IV A (3.12.1942)
„Ubiegłej nocy [2.12.1942] około dziesięciu Cyganów, którzy siedzieli w gettowym więzieniu przy Gęsiej, związało swych strażników (żydowskich policjantów) i uciekło. Kilku z nich ponoć złapano.” (Pisma, s. 328)
ONI, IV A (7.12.1942)
„7 grudnia na Wołyńskiej 21 doszło do mordu. 16-letni Mojsze Nadel zadławił na śmierć swoją dziewięcioletnią siostrzyczkę Perele. Oboje, morderca i zamordowana, byli pełnymi sierotami. Ojciec, Awrom Ben-Cijen Nadel, zmarł rok wcześniej, a matka Lea kilka miesięcy wcześniej. Padli oni ofiarą epidemii tyfusu plamistego. […] Najpierw osadzono go w więzieniu gettowym na Gęsiej, a potem przeniesiono do więzienia po tamtej stronie. O jego losie nie wiadomo nic pewnego.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 455-6)

Leokadia Schmidt
ONI, III C
„W tym czasie ukazały się nowe plakaty z ogłoszeniami, że wszyscy pozostali Żydzi nie zatrudnieni w szopach mogą się osiedlić w tworzącym się getcie, które obejmuje nieparzystą stronę Nalewek od Miłej do Gęsiej, Gęsią do Smoczej i w dół Smoczą do Stawek, Stawkami do Zamenhofa, Zamenhofa do Gęsiej. Do pilnowania i przestrzegania porządku zostało tam przydzielonych 500 policjantów. Gminę przeniesiono na ulicę Zamenhofa [19] do gmachu dawnej poczty, a później więzienia w getcie.” (s. 136)

Marek Edelman
ONI, II D
„Tymczasem terror w getcie wzrasta. Izolacja od świata zewnętrznego staje się coraz ściślejsza. Aresztowania za przejście na „aryjską stronę” mnożą się z dnia na dzień, aż w końcu zostają wprowadzone „sądy specjalne”. Dnia 12 lutego 1941 roku wykonany zostaje wyrok śmierci na 17 skazanych za bezprawne przejście na „aryjską stronę”. Egzekucja odbywa się w areszcie żydowskim na Gęsiej. O 4-ej nad ranem przeraźliwe krzyki obwieściły mieszkańcom pobliskich ulic, że teraz „sprawiedliwości staje się zadość”. Że 17-tu nędzarzy (w tym czworo nieletnich i trzy kobiety), przekradających się na „stronę aryjską” po kawałek chleba lub drobny zarobek, zostaje ukaranych. Krzyk dochodzi ze wszystkich cel więziennych. To krzyczą przyszli skazańcy, osadzeni za te same przewinienia. A jest ich 700.” (s. 21)
ONI, II D
„W połowie maja 1942 roku wykonana zostaje egzekucja 110 więźniów z t. zw. Aresztu Centralnego („Gęsiówka”), zatrzymanych za bezprawne przejście na „aryjską stronę”. Jeden z naszych towarzyszy (Grylak) przypadkowo miał możność przyglądania się, gdy skazańców wyprowadzano z aresztu do specjalnych samochodów. Prawie wszyscy szli zupełnie biernie, gdy nagle jedna kobieta zdobyła się na odruch protestu i na stopniach samochodu krzyknęła Niemcom: „Ja zginę, ale was czeka gorsza śmierć!” I znów specjalne ogłoszenia podpisane przez dr. Auerswalda donoszą gettu, że 110 przestępców zostało „przykładnie” ukaranych.” (s. 26-27)


Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem żydowski areszt na Gęsiej. Lepiej urządzony niż Pawiak. Wreszcie u Auerswalda i Rodiga. Pierwszy oświadczył, że areszt po niemiecku nie powinien się nazywać „Gefängnis” ale „Arrestanstalt”. Drugi interweniował w sprawie owsa, nie dostarczonego dla kuchen przez młyn Janickiego. Następnie przeczytał denuncjację o Zakładzie Zaopatrywania i przytoczył, że „Gazeta Żydowska” też źle o Zakładzie Zaopatrywania pisze.” (s. 197)
„Rano Gmina. O 8.30 przyjechał Kamlah. Judtową prosiłem, aby nam nie towarzyszyła. Obejrzeliśmy komendę policji, komisariat i areszt żydowski. Wszędzie porządek i czystość. Więźniowie skarżą się na brak chleba. Otrzymują dziennie 130 gr zamiast 400, jak w innych więzieniach. Należy utworzyć patronat. Zundelewicz miał to opracować. Niestety trwa to już kilka tygodni.” (s. 204)
ONI, II B
„W areszcie żydowskim polecono osadzić niejakiego Gałązkę, znanego od dawna kombinatora. Skarży się, że czyści klozety. Dawniej kombinował w „Europie” i „Kompensacie”. Ostatnio w znanym w ghetcie środowisku.” (s. 225)
JA, II B
„Rano Gmina. O 7.30 na terytorium więzienia wykonano egzekucję. Obecni byli: prokurator, Schoen, Szeryński, Przymusiński, 32 policjantów polskich. Komenderował Karczmarek [?]. Asystował Szeryński. Auerswald nadjechał po egzekucji. Lichtenbaum przygotował drewnianą ścianę. Rabin niedołężny.” (s. 229)
ONI, II B
„Jutro ma być rozstrzelanych 17 osób w żydowskim areszcie za przebywanie poza ghettem. Rozstrzelanie odbędzie się w 3 turnusach.” (s. 233)
„Rozstrzelano dziś w 2 turnusach 15 osób (z 17 wczoraj podanych jedna zmarła, jedna chora).” (s. 233)
JA/ONI, II B
„Odbył się wieczorek u aresztantów w żyd[owskim] więzieniu. Doręczono mi jeden z kupletów. [Szerzą się pogłoski, że są sprawdzane pokwitowania odbioru] takim, co futer nie oddawali.” (s. 238)
JA, II C
„W areszcie żyd[owskim] na żądanie komisarza urzędowała dziś komisja lekarska (7-miu specjalistów) i zbadała aresztowanych, stojących do dyspozycji Sondergerichtu za nielegalne przekroczenie ghetta. Grupę tę obliczają na 443 mężczyzn (razem z 120 chł[opcami]). Na nieletnich obojga płci przypada 213 osób (w tym 121 chłopców), co do których wnioski o uwolnienie wystawione przez areszt na 213 blankietach zebrał Auerswald celem przedstawienia wniosków prokuraturze. Kierownictwo przedstawiło do zbadania 250 dorosłych. Komisja uznała za zdolne do pracy 54 osoby. Polecono (część z nich) wyleczyć ze świerzbu do 23 bm. W tym dniu mają być zabrani. Należy ich wyekwipować.” (s. 242)
JA, II D
„Dziś w areszcie konfrontacja p.o. kierownika Wydziału Kwaterunkowego Fogla z Albeckiem, który twierdzi, że był jego wspólnikiem. Wezwano również Perkowiczównę i Kinowicza. Ostatni wymieniony się nie zgłosił z powodu choroby.” (s. 253)
ONI, II D
„Dnia 19 bm. na rozkaz komisarza zostało zabranych z aresztu żydowskiego 59 osób (więźniów) i przetransportowanych na Dworzec Zachodni pod eskortą policji niemieckiej, jak sądzić należy skierowani zostali do Treblinki. Każdemu dano 1⁄2 kg chleba na drogę. Komisarz chciał mieć robotników budowlanych.” (s. 255)
JA, II D
„O g. 3.30 zwolniłem z więzienia żydowskiego 151 więźniów. Między nimi 5 umarło, 7 jest w szpitalu. Trzydziestu kilku umieściłem w przytułku, reszta poszła do domu. Przemawiałem do więźniów. Wielkie wzruszenie ogarnęło wszystkich. Na ulicy tłum ludzi oczekiwał więźniów.” (s. 259)
ONI, II D
„W areszcie żydowskim umiera dziennie 2 więźniów. Trupy ze względów formalnych leżą 8 dni i dłużej. 10 III 42 było w areszcie 22 zmarłych, a w ogóle więźniów 1283. Pojemność dwóch budynków aresztu wynosi 350 osób.” (s. 261)
„Wczoraj o 9.35 do aresztu zjawili się 2 podoficerowie Sonderdienstu z junakami i policjantami Schutzpolizei i zabrali 16 osób do dyspozycji Polizeiführera i SS. Doprowadzenie aresztantów trwało 5 -7 minut. Nie zdążyli zebrać rzeczy. Cała akcja trwała 15 minut. Podobno wysłani o 10 rano do Treblinki z Dworca Wschodniego.” (s. 262)
JA, II D
„Rano Gmina. O godzinie 11-ej zwolniłem 260 więźniów z aresztu po odpowiednim przemówieniu do nich.” (s. 264)
ONI, II D
„Dziś do więzienia żydowskiego przyjeżdża 3 księży (spowiedź aresztantów)” (s. 265)
„Do żydowskiego więzienia przekazano 10 Cyganów i Cyganek z „królem” Kwiekiem na czele. Cyganie nie chcą jeść w więzieniu żydowskim.” (s. 268)
„Do więzienia żydowskiego znowu przywieziono Cyganów. Jutro ma być dostarczona większa partia. Jutro ma nadejść transport niemieckich Żydów.”    (s. 269)
JA, II D
„Zwiedziłem dziś areszt. Młodzi aresztanci uprawiają gimnastykę i śpiew. Wszedłem do celi Cyganów. Rozmawiałem.” (s. 269)
„Do Gminy zjawiła się propaganda niemiecka, która udała się do aresztu i na Tłomackie do uchodźców i filmowała.” (s. 271)
ONI, II D
„Kierownik Wydziału Gospodarczego First został wezwany do Kriminalpolizei i osadzony w więzieniu żydowskim.” (s. 275)
„O 12-ej zwolniono po przesłuchaniu Firsta. Michalskiego, zaaresztowanego w związku z Szeryńskim, wypuszczono z więzienia.” (s. 275)
„A[uerswald] był dzisiaj kilka godzin w areszcie żydowskim.” (s. 284)
JA/ONI, II D
„Do aresztu wtłoczono znowu Cyganów. Ilość więźniów przekroczyła 1800. Ludzie mdleją, codziennie mają miejsce wypadki śmierci z powodu przeludnienia więzienia. Omówiłem tę sprawę z dr. Grasslerem, który poradził rozmówić się z Auerswaldem. Niestety go nie było.” (s. 289)
„Wypuściłem dziś na zarządzenie władz 190 Cyganów z więzienia, przy czym poleciłem im w[edług] nakazu władz nosić białe opaski z czerwoną literą Z. Zgłosili się wszyscy do rewiru Służby [Porządkowej], prosząc o opaskę, bo nie mają dokąd się udać, z ludzkich względów muszę się nimi zaopiekować, przede wszystkim kobietami i dziećmi.” (s. 290)
ONI, II D
„Na ulicy wywołał awanturę znany obłudnik Orzech (obywatel honduraski). Skończyło się na rękoczynach, przyszła Służba Porządkowa, osadziła go w areszcie na Gęsiej.” (s. 291)
ONI, II D
„Rano Gmina. Zwiedziłem ogródki w budowie na rogu Franciszkańskiej i Nalewek i na Nowolipkach, ogród w więzieniu. Z więzienia ponad 80 osób ma wyjechać jutro o 4 nad ranem do obozu. Umieszczono ich w drewnianym budynku na terytorium aresztu. Kiedy mnie dostrzegli, rozległy się szlochy i krzyki, które mi towarzyszyły do bramy. Ponadto kilkuset innych więźniów ma pójść do obozu.” (s. 292)
„Z rana A[uerswald] był przy odprawie więźniów. Wyszło ponad 80 skazanych i 150 do obozu.” (s. 292)
„Po południu [Auserwald] był w areszcie z Gałubą.” (s. 294)
„W trzech transzach między 4 a 6 rano wywieziono z aresztu 110 osób.” (s. 295)
„Brandt był w areszcie i polecił sobie pokazać Judtową. Mam wrażenie, że ciekawości gwoli.” (s. 298)
JA, II D
„Rano Gmina. O 9.30 otwarcie ogródka dla dzieci szkolnych na rogu Franciszkańskiej i Nalewek. Tłumy ludzi. Na ulicy, na dachach, na kominach, na balkonach. Orkiestra, chóry, balet. Przemawiałem do dzieci. Na ulicy dzieci zrobiły mi owację. O 12-ej otwarcie warsztatów w więzieniu. Przemawiałem. Rok istnienia żydowskiego aresztu.” (s. 299)
„Omówiłem dziś z komisarzem sprawę dzieci w areszcie. Polecił napisać sobie list w sprawie zwolnienia, z tym, że dzieci umieści się w domach poprawczych i zagwarantuje, że nie uciekną. Zaproponowałem powierzenie wychowawstwa Patronatowi nad więźniami. Komisarz zażądał osoby odpowiedzialnej za pilnowanie dzieci. Ma to być ktoś ze Służby Porządkowej.” (s. 302)

Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Kilkakrotnie rozstrzeliwano szmuglerów w Areszcie Centralnym na ul. Gęsiej, raz była to dosłownie hekatomba (100 osób rozstrzelano w najbliższej okolicy Warszawy) [chodzi o egzekucję więźniów z getta w Babicach 2 lipca 1942 r.].” (s. 45)

„Co się tyczy wykonywania wyroków śmierci na Żydach przez policję granatową, to znany nam jest konkretny wypadek zimą 1941/[19]42 roku. Dwadzieścia kilka osób, prawie wyłącznie kobiety i 10-letnie dziecko, oskarżonych o nielegalne przekroczenie granic getta warszawskiego, zostało przez Polską Policję rozstrzelanych na podwórzu Aresztu Centralnego na ulicy Gęsiej [egzekucja 17.11.1941].” (s. 69)

ONI, II/III

„Niemcy z pomocą granatowej policji i rodzimych antysemitów energicznie zwalczali roje dzieci żydowskich po aryjskiej stronie. Codziennie zwożono je masami do aresztu żydowskiego ul. Gęsiej. W „Gęsiówce” kierownik więzienia Rudniański [Izaak], zastrzelony potem przez Niemców, starał się zapewnić tym dzieciom warunki ludzkiego bytowania, uczył je ogrodnictwa i zaprawiał je do pracy produktywnej. Gdy przyszła akcja przesiedleńcza w lipcu 1942 roku, „Gęsiówka” pierwsza padła ofiarą bandytów SS-owskich, którzy wysłali dzieci do Treblinki. Gdy codzienne łapanki dzieci niewiele pomogły, a liczba dzieci szmuglujących rosła z dnia na dzień, zastosowano wówczas ostre środki represyjne. Topiono je w stawie czerniakowskim – tak przynajmniej głosiła fama.” (s. 77)

ONI, II A - II B 

„Karę śmierci przez rozstrzelanie na podwórzu Aresztu Centralnego na ul. Gęsiej stosowano już w kilka miesięcy po utworzeniu getta. W marcu 1941 roku Komisarz na Dzielnicę Żydowską Auerswald wykonał przy pomocy granatowej policji wyrok śmierci na kilkudziesięciu osobach, przeważnie kobietach, w tym [na] 10-letnim dziecku, przyłapanych po aryjskiej stronie na szmuglu i osadzonych w Areszcie Centralnym na ul. Gęsiej. Wrażenie tego wyroku było wstrząsające. Za szukanie chleba po „tamtej” stronie – śmierć, to nawet na hitlerowską sprawiedliwość było wtedy za dużo.” (s. 80)

ONI, II A – IV

„W pierwszych miesiącach po utworzeniu getta osadzono przyłapanych po aryjskiej stronie w Areszcie Centralnym przy ul. Gęsiej. W pierwszych dniach akcji lipcowej w roku 1942 oczyszczono areszt na ul. Gęsiej z więźniów, kierując ich do Treblinki. Odtąd było zasadą, że Żyd przyłapany w czasie akcji przesiedleńczej po aryjskiej stronie szedł na Umschlagplatz i stąd do Treblinki.” (s. 80)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIC

27.II.42’: "Romek pracuje przy budowie nowego więzienia przy Gęsiej – tak oto dzielnicy żydowskiej przybywa jeszcze jeden budynek użyteczności publicznej. Zastanawiam się, jakich przestępców będzie się w nim umieszczać. Może żebraków porywających paczki na ulicy, by zaspokoić głód, albo przymierających głodem, jęczących nieszczęśników, którzy leżą pod ścianami, a może tych, którzy w poszukiwaniu pracy zapuszczają się poza granice getta? Niemcy karzą śmiercią ludzi wychodzących poza getto i niedawno rozstrzelali kilka osób za tę zbrodnię. Jednak nikogo to nie obchodzi – lepiej zginąć od kuli niż z głodu" (s. 228).

ONI, IID

3.VI.42’: "W więzieniu przy Gęsiej właśnie dokonano egzekucji stu dziesięciu osób, wśród nich dziesięciu policjantów. Niemcy zrobili to, żeby zastraszyć szmuglerów. Tylko nieliczni z rozstrzelanych byli szmuglerami. Innych aresztowano za przechodzenie na stronę aryjską, za niepłacenie podatków albo za żebranie na ulicy. Wszystkie starania mające na celu ich ocalenie, ułaskawienie, spełzły na niczym. Hitlerowcy rozwiesili olbrzymie, czerwone plakaty z nazwiskami swoich najnowszych ofiar. […] Zmuszono ich jednak do obecności przy egzekucji, przy której był również szef policji żydowskiej Szeryński, kilku kapitanów tej policji oraz wyżsi rangą urzędnicy Gminy na czele z prezesem Czerniakowem. Jeden z naocznych świadków opowiedział mi, że kilku polskich policjantów płakało, a część z nich podczas egzekucji odwracała oczy. Jeden z urzędników Gminy zemdlał. Policjanci żydowscy byli wstrząśnięci do głębi" (s. 255).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II/III/IV /V/VI

„Później Felek Loth zapisał się piękną kartą. Prawie całą wojnę siedział na Pawiaku. Nie wszyscy nasi ludzie, którzy wpadali w łapankach, zginęli na Gęsiówce. I to była zasługa Felka. Niemcy robili złapanych Żydom Schawanzparade, a Felek – więzień-lekarz, nigdy Żyda nie rozpoznał. Spotkałam go potem w powstaniu.” (Tak naprawdę..., s. 144)
[...]
ONI, III–VI
„Złapany Żyd, zwłaszcza mężczyzna, był prawie bez szans. Fałszywe dokumenty, którymi się posługiwał, były zwykle łatwe do sprawdzenia. A poza tym przed wysłaniem do Niemiec odbywały się „badania lekarskie”. Byli na Pawiaku i na Gęsiej lekarzo-więźniowie, którzy świadomie „nie rozpoznawali” Żydów. Ale byli i tacy, którzy sumiennie wskazywali wszystkich obrzezanych – i ci szli od razu „na rozwałkę” – pod mur.” (s. 260)


Helena Szereszewska
ONI, III A

„A oto więzienie na Gęsiej. W tym czasie znajdowała się tam żona adwokata Ruffa. Przysłano ją do więzienia z „aryjskiej” strony. Jana Ruffa wysłano do Oświęcimia, gdzie wkrótce zmarł na czerwonkę. Ruffowa, która nie przyznawała się do swego pochodzenia, wysłana została do Ravensbriick, skąd po wojnie wróciła do kraju.
W więzieniu tym znajdowało się wtedy wielu Cyganów. Pewnej nocy uciekło ich stu. Cyganów wysiedlano wówczas tak samo jak Żydów.” (s. 117)

</document>
<document nplp_id="5500" title="NALEWKI 27" slug="nalewki-nr-27">
Karol Rotgeber
JA, III A
„Brat mój Józef, zamieszkały przy ulicy Nalewki 27, nawiasem mówiąc, chory od dłuższego czasu, przychodził do mnie codziennie, przesiadując długie, długie godziny. Tu u mnie raźniej mu jakoś było, tu u mnie czuł się lepiej niż u siebie.” (s. 105)
</document>
<document nplp_id="5503" title="NISKA 20" slug="niska-20">

&amp;nbsp;
Karol Rotgeber
ONI, II
[syn Karola Rotgebera - Paweł] „[p]rzechodził oddzielnie kursy agronomiczne przy Gminie Żydowskiej. Miał własne działki ziemi na Niskiej pod nr 20, które sam obrabiał, a warzywa gotowe, własny plon do domu przynosił.” (s. 123-124)
</document>
<document nplp_id="5504" title="FRANCISZKAŃSKA [prawa strona od&amp;nbsp;Bonifraterskiej do&amp;nbsp;Gęsiej]" slug="franciszkanska-prawa-strona-od-bonifraterskiej-do-gesiej">Karol Rotgeber
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego).” (s. 135)
</document>
<document nplp_id="5505" title="OSTROWSKA" slug="ostrowska">
Karol Rotgeber
JA, III B
„Urządził on [wróg - Niemcy] z tej [Ostrowskiej] i pobliskich ulic niby to „Umschlag”, okrążywszy te ulice kordonem SS-owców. Nie było rady, trzeba było wyszykować plecaki na wszelki wypadek i ruszyliśmy z rana zdaje się 6 września 1942 r. na ową sławetną Ostrowską ulicę na selekcję.” (s. 138)
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego)”. (s. 135)
JA, III B
„Wszyscy tego ranka (…) musieli się piątkami ustawić na terenie Ostrowskiej — Wołyńskiej. Ustawiały się grupami poszczególne warsztaty, poszczególnych właścicieli, wchodzących w skład szopu [szczotkarzy], wszystko to piątkami. Ambulatorium też się ustawiło." (s. 148)

ONI, III B

„Służba porządkowa gwizdała, nawołując do zejścia. Kto nie schodził natychmiast — otrzymywał kulę. Blokowali Niemcy domy te tak długo i tyle razy, że żywa dusza prawie nie została. Za to trupów legło co niemiara — tysiące kobiet, dzieci i mężczyzn. Brać pogrzebowa miała plon obfity. Nie było kamienia na Ostrowskiej, Wołyńskiej, nie było schodów w poszczególnych domach, aby nie nasiąkła krwią niewinnych dzieci naszych. Tak to skończyła się druga selekcja. Tylko pojedynczym osobom udało się cudem wytrwać i wrócić do szopu, reszta albo legła albo została wywieziona.” (s. 153)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)

„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)

Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)


Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)

„Dziś po Wołyńskiej rozeszła się plotka, że Niemcy chcą osadzić w getcie Cyganów wypędzonych z Reichu. Z tego też powodu Żydzi mieliby opuścić Wołyńską i Ostrowską. Tymczasem część Cyganów osiedlono przy Szczęśliwej.” (Pisma, s. 289)

ONI, IV A (22.09.1942)

„Dziś wyrzucono nagle z mieszkań przy Ostrowskiej dwustu żydowskich policjantów z żonami i dziećmi. Szli z opuszczonymi głowami, przybici. Trzeba powiedzieć, że Żydzi nie tylko nie bardzo im współczuli, ale i wprost nie mogli oprzeć się uczuciu nienawiści i mściwej satysfakcji z powodu losu, jaki spotkał tych, którzy tak wiernie służyli oprawcom i mieli na swoim sumieniu wiele istnień.” (Pisma, s. 299)

ONI, IV A (25.12.1942)

„Znów się mówi, że Ostrowska oraz część Miłej od numeru 54 do 68 mają być wyłączone z getta. Tak chcą nam okroić teren, aby już w ogóle nie było miejsca.

W biały dzień po Miłej zupełnie swobodnie przechadzają się żydowskie prostytutki (jeśli tylko nie są to godziny pracy). W ostatnich tygodniach znów mamy przyjemne pogody – raz mgliste ciepłe, a raz jesienne słoneczne dni. Po zimnym listopadzie i jego obfitych śniegach grudzień okazał się niespodzianką. Może słońce w końcu zaświeci i dla nas?” (Pisma, s. 339)
ONI, II
„Kiedy skaczą ceny, ożywia się Koźla. Towary wydziera się sobie z rąk. Jak obcęgami, żelazne łapy żydowskich tragarzy-zabijaków chwytają natychmiast każdy spuszczony z gojskich okien worek. Łowią towary dla bogatych handlarek z bazaru. Nikt nie może z nimi konkurować. Pośrodku uliczki, jak w świąteczny dzień przed synagogą, stoją setki Żydów. Żydzi syci, napojeni. Robi się interesy i dyskutuje na tematy polityczne. Bruk jest grubo zarzucony ustnikami i niedopałkami mocnych papierosów, i to teraz, kiedy papieros kosztuje sześćdziesiąt groszy, to znaczy dziesięć, dwanaście razy więcej niż przed wojną. W tłumie kręcą się handlarze z zawieszonymi na piersi skrzyneczkami pełnymi ciastek, wykrzykują: „No, koniec, kto ryzykuje!”. Ciągnie się numerki z torebki i albo się przegrywa, albo się wygrywa ciastko. Kilku młodych szmuglerów otoczyło sprzedawcę i żrą słodycze z tak obrzydliwą uciechą, że aż po prostu przykro patrzeć na ich tłuste gęby. Uliczni śpiewacy i grajkowie zachodzą tu z nadzieją na zarobek w krainie sytości, ale kto tutaj ma dla nich zrozumienie? Skrzypce rzępolą, śpiewak śpiewa: „Ja nie chcę oddać bonu, chcę jeszcze trochę pożyć”. Jednak nie robi to żadnego wrażenia. Ta uliczka porusza się, unosi, kołysze tylko wtedy, gdy niesie się szept: jeszcze ćwierć… pół złotego… dwa. Mąka żytnia dwadzieścia cztery i pół… to najpiękniejsza muzyka na Koźlej. Kogo obchodzi martwy, a raczej wydający właśnie z siebie ostatnie tchnienie, który ułożył się nie gdzie indziej, jak tylko przed sklepem Jopka i urządził sobie tę ostatnią drogę u stóp szmuglerów? Na Ostrowskiej, Wołyńskiej czy nawet na Franciszkańskiej i Nalewkach umarli leżą na ulicach jak u siebie w domu. Żydzi wstają rano, wychodzą na ulicę i wiedzą, że znajdą trupy: jednego, drugiego, piątego, dziesiątego. To te same śmiertelne ofiary głodu, spuchnięci zmarli, którzy głodowali przez całą wojnę – głodowali, aż się doczekali tej upragnionej [a zarazem] znienawidzonej śmierci. Ale leżeć tu na uliczce Koźlej? Jak zadeptana mucha, pluskwa – kogo to obejdzie? Szmuglerzy stoją w błyszczących butach, w dobrych burkach; zimne wrześniowe słońce złoci ich dobrze odkarmione twarze, pogryzają karmelki i ciastka, które sprzedawca słodyczy im podstawia, i nawet nie słyszą szumu przelatującej śmiertelnej kuli.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 414)
„[…] wszystkie rozdzierające sceny były niczym wobec strasznych obrazów opuszczenia i biedy, które listonosz musiał oglądać, wędrując od domu do domu w dolinie rozpaczy na Krochmalnej, Ostrowskiej, Smoczej, Niskiej.
Na tych ulicach drzwi mieszkań były zamknięte do późna w dzień, ludzie leżeli do drugiej, trzeciej w łóżkach. Inni przeważnie w ogóle nie wstawali, nie mając po co. Zimą w mieszkaniach większych rodzin można było zobaczyć dziesięcioro, dwanaścioro ludzi, często młodych mężczyzn albo kobiet, leżących w łóżkach, z bladymi twarzami i gorejącymi oczami, przełykających ślinę. Matki leżały w łóżkach razem z dwojgiem, trojgiem dzieci, pod czerwonymi wsypami, nie mając kilku groszy na kawałek mydła, aby uprać powłoki. Straszny nieporządek w mieszkaniach potwierdzał prawdziwość starego powiedzenia: „jaki nastrój, taki wystrój”; widać było, że w głowach tych ludzi nie ma nic więcej poza jedną jedyną obłąkańczą myślą: skąd wziąć kawałek chleba? Matki nie były już gospodyniami, ojcowie – gospodarzami. Drzwi się nie domykały, piece potłuczone, stoły i krzesła nie myte, podłogi nie szorowane. Po co to robić? Kogo to obchodzi?…
Od ciągłego leżenia w łóżkach ludzie osłabli, wielu nie mogło już zrobić kroku, inni byli spuchnięci do pępka i jeszcze wyżej. U części oczy ledwo wyzierały spod spuchniętych fałdów wokół oczodołów. Nadawało im to wygląd ponurych Mongołów, głodnych Eskimosów.” (Żydowski listonosz,s. 426)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIIC

20.IX.42’: "Policja żydowska zajmuje obecnie cały kwartał przy Ostrowskiej i Wołyńskiej. Wszystkim policjantom żydowskim i ich rodzinom rozkazano opuścić dawne mieszkania w różnych kwartałach getta i zająć opróżnione, splądrowane kwatery po wysiedlonych. Najwyraźniej Niemcy chcą zgromadzić policję żydowską w jednym miejscu. Chodzą słuchy, że jej liczebność zostanie wkrótce bardzo zmniejszona. Od kilku dni nie otrzymaliśmy żadnych wieści od wuja Abiego, choć teraz mieszka całkiem blisko nas; z Pawiaka na Wołyńską jest zaledwie kilka kroków. Edzia już nie pracuje w dawnym domu dziecka. Zastanawiam się, co się z nimi stało" (s. 300).

ONI, IVA

22.IX.42’: "Wczoraj przypadał Dzień Pojednania i Niemcy, jak to mają w zwyczaju, wybrali to święto na zablokowanie ulic: Ostrowskiej i Wołyńskiej. Spośród 2500 policjantów do dalszej służby wybrali 380, a przeszło 2000 deportowano wraz z rodzinami. Uznaliśmy za znamienne, że tego dnia Warszawa została zbombardowana przez radzieckie samoloty, liczniejsze niż kiedykolwiek przedtem" (s. 301).
Halina Birenbaum
JA/ONI, III B

„Tłum nie mieścił się na Miłej, zalegał kilka sąsiednich ulic: Niską, Ostrowską, Wołyńską. Hitlerowcy okrążyli przecznice, tworząc tak zwany kocioł.” (s. 56)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Gdy się obudziliśmy, a schron został otwarty, nadeszli chłopcy z partii i powiedzieli, że dziś będzie partja prowadzona do kanału. Mamy iść i oznajmić tym ludziom, partję będą prowadzili inni ze Srulem na czele. Z naszego schronu też mieli pójść do kanału, między innymi też Stella Grossman. Przeprowadziliśmy rozkaz bez przeszkód. Partja czekała na rozkaz, by ruszyć. Wilek chciał też pójść z nimi, z początku nie pozwolili mu na to, ale po ostrej wymianie słów pozwolili mu na to. Wilkowi zależało na tym, by odprowadzić Stellę, gdyż oni ze sobą sympatyzowali. Partja ruszyła ostrożnie w kierunku Ostrowskiej, tam mieli wejść do kanału. Ja w międzyczasie byłem z kolegami na podwórzu, po prostu nie mieliśmy lepszych czynności.
W pewnym momencie słyszymy ostrą strzelaninę, która potęguje się z każdą minutą. Zimno mi się zrobiło, zrozumiałem, że coś niedobrego stało się z partją, że jakieś niebezpieczeństwo grozi im. Cóż można teraz zrobić? Jest nas trójka, Szymon jest w piwnicy. Mówię do nich, byśmy ruszyli w tamtym kierunku, bo może będziemy mogli w czymś pomóc. Dostajemy się na gruzy przy ulicy Niskiej i tu widzimy, jak strzały lecą niby iskry w powietrzu. Widać jasne błyski, które migocą w ciemności. Nietrudno było się przekonać, że tu musi być dużo Niemców. Z rewolweru można tylko strzelać pojedynczymi strzałami, a tu rozlegają się serje, wypuszczone z dziesiątek karabinów maszynowych. Pomoc nasza była tu zbyteczna, tu musiała być zasadzka, z takiej zasadzki nikt ujść nie może. Serce mnie ściska się z bólu, tu chyba straciłem brata.” (s. 385)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska/Wołyńska,</document>
<document nplp_id="5506" title="MIŁA (od&amp;nbsp;Nalewek do&amp;nbsp;Lubeckiego)" slug="mila-od-nalewek-do-lubeckiego">Karol Rotgeber
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego)." (s. 135)  

</document>
<document nplp_id="5507" title="NISKA (lewa strona od&amp;nbsp;Zamenhofa do&amp;nbsp;Smoczej)" slug="niska-lewa-strona-od-zamenhofa-do-smoczej">
Karol Rotgeber
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego).” (s. 135)
</document>
<document nplp_id="5510" title="Róg ulic LESZNO/ ŻELAZNA (wacha)" slug="leszno-zelazna-wacha">


















Karol Rotgeber
ONI, II
„Jeden z żandarmów, który zazwyczaj stał u wylotu ulicy Leszno - Żelazna, przezwiskiem Frankenstein, nie mógł, jak się sam wyrażał, spożyć niczego, aby uprzednio choć dziesięciu Żydów nie zgładzi. Toteż z przyczyną i bez przyczyny strzelał do przechodzących, kładąc trupem na miejscu. Inni żandarmi mu w tym sekundowali. Utarło się, że ów Frankenstein nie może strawić żadnego jedzenia, aby nie napić się krwi żydowskiej. Gdy nie miał pod ręką jakiegoś Żyda, celował, kładąc trupem, dodaną mu do asysty żydowską służbę porządkową”. (s. 84)


Rachela Auerbach
ONI, II C

„Dla charakterystyki tej grupy zjawisk trzeba jeszcze także koniecznie wspomnieć o - &amp;lt;Frankensteinie&amp;gt;. Mianem tym ochrzcili pewnego żandarma policjanci żydowscy , a w ślad za nimi przyjęli je wszyscy interesanci wylotów, szmuglerzy żydowscy i polscy , sami nawet koledzy niemieccy. Powierzchownością i postawą gość ten w niczym nie przypomina filmowego potwora […]. Jest to podobno człeczyna raczej niepozorny, niewysoki, o szczupłych plecach, wąskiej twarzy i długim nosie przy nieco tylko dziwniejszych, małych, niespokojnie biegających oczach. Ma on malutką słabość. Lubi strzelać do tłumu. Za każdym razem gdy ma służbę na wylocie Żelazna-Leszno – a zdarza się to prawie co trzeci dzień – są ofiary w zabitych albo ciężko rannych.” (s. 157)

&amp;nbsp;

JA, II C

„Jest to scenka widziana w przejściu koło &amp;lt;wachy&amp;gt; Leszno – Żelazna. Niedziela po południu. Coraz to mnożą się wypadki mordu, strzelania do przechodniów, do szmuglerów i nie-szmuglerów. Nie mija dzień i nie mija już teraz noc bez przelanej krwi bezbronnej. Postać żandarma niemieckiego na wylocie coraz większą otoczona grozą. Coraz straszniejszy staje się ten &amp;lt;buziebo&amp;gt; w hełmie i zielonkawym mundurze. I stoi taki wielkolud, stoi wielki i straszny, a u jego stóp, ledwo kolan mu sięgając i unosząc do jego twarzy zadarte dwie główki, para całkiem malutkich dzieci żydowskich . Może pięcio-, może najwyżej sześcioletnich. [Coś] mu tam tłumaczą, zapewne warszawską żydowszczyzną, z której on wyławia [zapewne] znajome niektóre dźwięki swojej mowy macierzystej. O coś go widać proszą, trzymając się za ręce i zadarłszy, a on próbuje widocznie zrozumieć, co mu tam u kolan szczebioczą. […] Stoją naprzeciw siebie, wielki buziebo i para malutkich dzieci żydowskich.” (s. 172-173)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II
„Przy wylocie zawsze ruch. Stoją posterunki policyjne – niemiecki, polski, żydowski. Żandarmi niemieccy, wszyscy przeciętnie brutalni – wśród nich jeden wysuwa się na czoło. Z twarzy przypomina bohatera popularnego filmu Frankenstein. Gdzie główną rolę upiora, człowieka-zjawy, grał Karloff. Buziaczek tego żandarma zjednuje mu przezwisko Frankenstein. Frankenstein cierpi na niedomagania trawienne, mówi, iż nie czuje się dobrze, jeśli „sobie” od czasu do czasu nie zabije Żyda czy Żydówki. Kuracja mu służy, lekarstwo stosuje regularnie, przynajmniej raz na tydzień…” (s. 40-41)
ONI, III A
„[…] cały ruch ludności – do 9 i od 17. Rankiem największy ruch na Lesznie, przy Żelaznej, to główny wylot z ghetta. Od 5 rano, kiedy wolno już chodzić, gromadzi się tu kilka tysięcy ludzi; to placów karze, tędy wychodzą i przychodzą. […] Ale dziś placówki zabierają jeszcze inny szmugiel, żywy szmugiel. Z każdą grupą, codziennie na stronę aryjską wybierają się mieszkańcy ghetta. Jedni – do krewnych, przyjaciół, na przygotowane już z góry siedziby; inni na niepewne losy, do jakiejś kilkudniowej „meliny”. Aby wyjść, aby wydostać się z tej matni. Wielu wpada w łapy hien, żerujących na tym pobojowisku, już wietrzących świeży łup, wielu, znacznie więcej – żyje. Jak długo? Nie wiadomo. Miesiąc, dwa, pięć, w lochu, w piwnicy, na strychu, ale uszli z życiem.”
Przy wylocie rano kręci się wielu ludzi. Widać też kobiety z małymi dziećmi, widać koło nich porządkowych. To eksport dzieci. Czeka po drugiej stronie przyjaciółka, sąsiadka, służąca dawna; umówili się telefonicznie czy porozumieli „grypsem”, teraz chodzi o to, żeby bagaż przerzucić na drugą stronę. Czeka się momentu właściwego. O, teraz jedna placówka wchodzi do getta, druga wychodzi, na wylocie gwar, zamieszanie, jedzie jakiś wóz – teraz. Porządkowy chwyta dziecko pod płaszcz, wybiega kilka kroków za wylot, niby krzyczy na kogoś, niby pilnuje porządku, niby woła kogoś – tymczasem z tamtej strony podsuwa się oczekujący, chwyta dziecko i uchodzi. Numer się udał; żandarmi i SS-man – obsada wylotu – nie zauważyli. Widział polski policjant; ale on nie powie. Czasem numer się nie udaje; to trudno.” (s. 88-89)
ONI, III C / IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (20.05.1942)
„Na Lesznie, przy Żelaznej, stoją dwaj 10-12-letni chłopcy, dość schludnie ubrani, i wpatrują się w okno wystawowe sklepu. Stoją zwróceni twarzami do wystawy i spokojnie sobie rozmawiają. Nadchodzą dwaj żandarmi, obaj podnoszą prawe nogi i z całej siły dają dzieciom kopniaka w pośladki. Należy pamiętać, że buty z cholewami teutońskich żołnierzy są mocno podkute.” (s. 57)
ONI, II D
„Po dłuższej przerwie Niemcy zaczęli dziś znowu łapać na roboty na Lesznie róg Żelaznej.” (s. 138)
ONI, II D (03.07.1942)
„Wczoraj, w środku białego dnia, również ulicami warszawskiego getta polała się żydowska i polska krew. W bramie na Lesznie róg Żelaznej słynny morderca Frankenstein zastrzelił żydowskiego młodego woźnego i chrześcijanina. Możliwe, że chodziło o przekazanie paczki z jednej strony na drugą. O godzinie 4 po południu doszło przy Orlej 4 do mordu na chrześcijaninie. Podjechała mała limuzyna, wysiadło z niej trzech ludzi: umundurowany Niemiec, drugi w cywilu i jeszcze jeden w wieku 40 lat, bardzo elegancko ubrany, w białych rękawiczkach, palił papierosa. Weszli do bramy i na górę po schodach. Oficer kazał człowiekowi usiąść na oknie, a potem strzelił do niego i zabił go na miejscu.” (s. 146-147)

Henryk Bryskier
ONI, II
„Otóż dla przykładu przytoczę wyloty na rogu Żelaznej i Leszna oraz na rogu Żelaznej i Grzybowskiej. Przytaczam obydwa wyloty, ponieważ stali tam Niemcy stale jako wartownicy i mieli bez przerwy okazję do zatrzymywania obok mijających Żydów. Zatrzymany przechodzień, niezależnie od wieku, musiał odbywać ćwiczenia pod postacią 25 dobrze wykonanych przysiadów z rękoma wzniesionymi do góry, trzymając trzy cegły, ułożone jedna na drugiej, lub musiał wykonywać tzw. żabki wojskowe (żabie skoki). Gdy Żyd odziany w długi chałat przykucnął i rękoma dotknął ziemi=, przyjmując ćwiczebną pozycję, można było łatwo się domyśleć, że zaplącze się w poły chałatu i wywoła spodziewany efekt u Niemców, domagających się tym skwapliwiej dokładnego wykonania rozkazu. W rezultacie wychodzono z opresji z pobitą twarzą, sińcami na ciele lub nadwyrężonym sercem. Po pewnym czasie wydano zakaz ‘czapkowania’, ale Niemcy przyjeżdżający z prowincji o tym zakazie nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć, a ten, który miał nieszczęście spotkać takiego wrażliwego sadystę, ten oczywista więcej z tego zarządzenia nie korzystał…” (s. 97-98)


Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Wszelki kontakt ze stroną aryjską został przerwany. Wylot wachy na Lesznie i rogu Żelaznej, akuratnie koło naszej fabryki, został zamknięty. Na teren fabryczny nikt, nawet najbardziej uprzywilejowany, nie został wpuszczony. Do 10.00 rano wszyscy mieszkańcy skoszarowanych domów mieli opuścić je i udać się na Miłą. Mówiono, że jest ogólne wysiedlenie.” (s. 93)
JA/ONI, III B
„Na rogu Leszna i Żelaznej, tuż obok wachy, na dany znak wszyscy się zatrzymują. Pada rozkaz: wszyscy mają oddać klucze z numerem mieszkania. Schultz daje je kilku żandarmom z wachy, by przejrzeli każde mieszkanie. Werskschutze pomagają. Na ulicy Schultz zażądał od swojej policji, by złożyła uroczystą przysięgę, że nie dopuszczą, by na terenie fabryki oraz skoszarowanych domów przebywał ktokolwiek bez numerka. Nasi domownicy postanawiają nie oddawać kluczy, bo w mieszkaniu pozostała moja siostra. Niech rozwalą drzwi. Wszyscy tymczasem, siedząc, czekają na ulicy. Długo trwał przegląd. Po pewnym czasie zaczęli wynosić ciała zabitych, między innymi trupa mężczyzny w doskonałych butach z cholewami. Werkschutz ściągnął mu buty i zamierzał ukryć je pod marynarką, ale czujny Schultz to zauważył. Odebrał buty, wymierzył policjantowi potężny policzek, po czym zerwał czapkę, co równało się z wyrzuceniem z werkschutzu.” (s. 103)
JA, IV A
„Następnego dnia rano miałam się przyłączyć do wychodzących z getta do pracy. Wszystko miało być załatwione z grupowym. Dziecko kazał mi wziąć na rękę i spokojnie przejść przez wachę na rogu Leszna i Żelaznej, tuż koło naszej fabryki.” (s. 141-142)
JA, IV A
„Po bezsennej nocy wstaliśmy bardzo wcześnie i zaczęłam się przygotowywać. Gdyby mi się udało przejść przez wachę [na rogu Żelaznej i Leszna], miałam przesiedzieć z dzieckiem do wieczora na klatce schodowej filii na Ogrodowej. Janina miała pomóc mi w ciągu dnia, odgrzewając u dozorcy jedzenie dla dziecka.” (s. 143)


Henryk Makower
JA, II A
„Na wiosnę 1941 r., w pierwszym roku istnienia warszawskiego getta, przyszła smutna wiadomość: Żydów z warszawskiego powiatu, mieszkających na zachód od Wisły, wysiedla się przymusowo do getta warszawskiego. […] Widywałem często te karawany wkraczające przez wachę, na rogu Żelaznej i Leszna, do swego nowego miejsca zamieszkania.” (s. 26)
JA/ONI, II A
„Róg Żelaznej i Leszna. Jest to miejsce, przez które odbywał się cały ruch między północą a południem getta. Już od początku istnienia dzielnicy żydowskiej tu było najwięcej bicia i znęcania się. Kiedy w listopadzie i grudniu 1940 miałem jeszcze przepustkę na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;, chodziłem do dużego domu narożnego na Lesznie 84, gdzie mieściło się kiedyś &amp;lt;Collegium&amp;gt;. […] Było to bardzo blisko naszego nowego mieszkania na Żelaznej 78.” (s. 183)
JA, III
„Strona nieparzysta Leszna wyłączona została z getta. Tylko drobny ruch wewnętrzny &amp;lt;toebbensowców&amp;gt; został po stronie parzystej. Znikły tłumy ludzi przewalających się z Leszna na Żelazną do małego getta i z Żelaznej na Leszno – do dużego. Już dawno przestały omijać róg tramwaje opatrzone niebieska opaską. Żelazna-Leszno-Karmelicka-Dzielna-Zamenhofa-Gęsia-Nalewki-Muranowska-Zamenhofa-Gęsia-Smocza-Nowolipie-Żelazna-Leszno. Przestały w pędzie przejeżdżać riksze. Zniknęły budy omnibusów Kohna i Hellera.” (s. 186)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A
„Grupa robotników żydowskich wraz ze swym szefem musiała się gimnastykować na rogu Leszna i Żelaznej.” (s. 168)
„Dziś na rogu Leszna i Żelaznej kazali mężczyznom i kobietom tańczyć, przygrywała orkiestra, która tamtędy przechodziła. Poza tym dużo gimnastyki.” (s. 180)
„Skrzyżowaniem Leszna i Żelaznej szedł elegant w meloniku, nie zdjął kapelusza, pobili go, zrzucili melonik, ale nie ukłonił się tamtym.” (s. 187)
„Zabawa w zabieranie chleba Żydom na rogu Leszna i Żelaznej i rozdzielanie go pomiędzy chrześcijan trwa nadal.” (s. 187)

Mary Berg
JA, II B

10.IX.41’: "To był upalny dzień. Wyszliśmy około czwartej po południu. Ulicami spiesznie szli ludzie z niezwykłym wyrazem obawy na twarzach. Na każdym kroku wyczuwało się napięcie. Kiedy dotarliśmy do przejścia na rogu Leszna i Żelaznej, zauważyliśmy, że cała dzielnica jest zupełnie wyludniona. Poprosiłam Harry’ego, żeby odprowadził mnie z powrotem do domu, lecz za późno: w tym samym momencie dostrzegliśmy w przejściu niemieckiego strażnika celującego do nas z karabinu. Wszystko we mnie zamarło, poczułam, że wybiła moja ostatnia godzina. Nogi zaczęły uginać się pode mną. Chłopcy chwycili mnie pod ramiona i śmiało zaczęliśmy przechodzić przez ulicę. Między łopatkami czułam pieczenie, jak gdyby ugodziła mnie kula. Rozpalona ulica skamieniała w ciszy. Znienacka rozległ się suchy trzask i wzdłuż środkowej części ulicy przeleciał pocisk; na szczęście minęliśmy już najniebezpieczniejszy odcinek. […] Kiedy podeszliśmy do przejścia na rogu Leszna i Żelaznej, zobaczyliśmy tam esesmana z kijem, którym bił po głowach wszystkich przechodniów. Wszyscy piesi musieli przebiec pod razami, gdyż nie było innej drogi z Leszna do „małego getta”. Zdołaliśmy jakoś ukryć się w tłumie przepychającym się przez przejście i szczęśliwie uniknąć ciosów. Wszyscy mijający bramę mężczyźni musieli zdjąć nakrycia głowy, by oddać honory Niemcom. Gdy to uczynili, esesman dalej bił ich po odsłoniętych głowach i wiele osób przeszło na drugą stronę z twarzami zalanymi krwią" (s. 167-169).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II B
„Nie pamiętam, jak przebiegały starania o uzyskanie budynku, ale tyle wiem, że gdzieś we wrześniu – październiku 1941 r. dowiedzieliśmy się, że część personelu przejdzie do gmachu szkoły na rogu Leszna i Żelaznej. Był to smutny, trzypiętrowy budynek tuż koło „wachy" – bramy w murach getta. Po drugiej stronie Żelaznej, połączone z gettem mostem, znajdowały się budynki Arbeitsamtu (Urzędu Zatrudnienia) i kwarantanny dla tych, którzy zetknęli się z durem plamistym.
W nowym szpitalu znajdowały się trzy oddziały.
Na pierwszym piętrze oddział zakaźny, którego ordynatorem był dr Makower, na drugim piętrze oddział wewnętrzny dr Heleny Keilson, zaś na trzecim piętrze oddział niemowlęcy pod kierownictwem prof. Hanny Hirszfeldowej.” (s. 68)
JA/ONI, II B/II C
„Wobec tego, że dla szpitala na Lesznie nie było dość etatów, a Heli Keilson i mnie zależało na tym, aby się nie rozstawać, Naczelna formalnie zatrudniła mnie na etacie dezynsektora. Oznaczało to, że do moich obowiązków, poza normalnymi zajęciami na oddziale, należą dwukrotne w ciągu dnia oględziny personelu przychodzącego i wychodzącego z pracy. Ci, u których stwierdzono wszy odzieżowe lub głowowe, musieli przejść przez kamerę dezynsekcyjną. Praca ta, jakkolwiek przykra, dla mnie była bezpieczna, byłam po tyfusie plamistym, a na widok wszy byłam całkowicie zobojętniała. Były po prostu częścią rzeczywistości. Uważałam tylko, aby nie przenieść ich gdziekolwiek, ale ubrana byłam tak szczelnie, od stóp do głów, w kalosze, kombinezon, rękawice i czepek, że nie zdarzyło mi się nic przez cały czas pracy. Przed wejściem na oddział kąpałam się i przebierałam „na czystej stronie" w normalny strój szpitalny. Cóż, byłam jedną z najbardziej uprzywilejowanych osób w getcie! Codziennie dwukrotna kąpiel pod prysznicem.” (s. 69-70)
JA/ONI, II B
„Nie pamiętam daty, ale to było pod jesień 1941 r. Weszliśmy do budynku i zobaczyliśmy to miejsce, które miało być szpitalem. To były wielkie sale, zapewne dawne klasy szkolne, jakoś tak zbudowane wokół hallu, identycznie na każdym piętrze.
A w hallu stał długi stół z szufladami i tam pisaliśmy historie chorób. I nawet nie pamiętam, na którym piętrze była dyżurka lekarska, chyba na parterze. Wiem, że tam stała kozetka, na której się spało, jeżeli dyżur był taki, że można było spać. I jeszcze w takich oddzielonych kawałkach hallu były dyżurki (?), boksy (?) pielęgniarek. Na parterze była taka wielka sala czy wielki hali i tam potem był ten „punkt chirurgiczny", gdzie znoszono dzieci postrzelone przez Niemców „na wasze". A do izby przyjęć i do kuchni, i do komory dezynsekcyjnej wchodziło się jakoś od ogrodu, który wcale nie był ogrodem, tylko zwykłym podwórkiem i to chyba były sutereny. To wszystko jest już bardzo odległe i zamazane, tylko sale szpitalne, do których weszliśmy tego październikowego dnia 1941 r., będę pamiętała zawsze, bo ani przedtem, ani potem nie widziałam nic takiego, chociaż było powstanie warszawskie i widziałam zdjęcia z rewirów obozowych.
Te rewiry były jeszcze gorsze, tylko że to byli dorośli, a ja dorosłymi nigdy nie przejmowałam się tak jak dziećmi, chociaż dopiero teraz, gdy już jestem stara i chora, to wiem, że to jest zupełnie to samo.
Więc tam, w tych wielkich salach, na drewnianych pryczach, na papierowych materacach, bez pościeli, leżały dzieci przykryte takimi samymi papierowymi materacami. A w kątach sali stały wiadra blaszane, bo nie było ani basenów, ani nocników, a te dzieci miały „durchfall" - krwawą biegunkę głodową i nie mogły iść do ubikacji. Więc rano, jak się wchodziło, to te wiadra się przelewały i było pełno na podłodze, i był taki straszny zapach krwi i ropy, i kału. A na pryczach leżały szkielety dzieci albo ogromne, obrzęknięte bryły. I tylko oczy żyły.” (s. 70-72)
JA/ONI, II
„Wtedy Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] postanowiła stworzyć „matronat". Nie patronat, nie komitet opiekuńczy, tylko właśnie matronat, czyli apelować do matek.
Kazała mi mówić do zebranych – byli to wszyscy ci, którym w getcie jeszcze się dobrze powodziło (pamiętam, że był Geppner [Abraham Gepner – dop. AKR] i przedstawiciel Jointu – Guzik [Dawid Guzik – dop. AKR], i jeszcze kilku innych). Nie bardzo wiedziałam, jak mam mówić do tych nielicznych jeszcze sytych i ubranych. I postanowiłam, że trzeba im unaocznić prawdę. Potem to się potoczyło samo.
Więc im powiedziałam o tym dziecku, które się rozebrało w mróz do naga na ulicy, żeby je wziąć do szpitala, bo do nas dzieci przychodzą już po to ostatnie, co możemy im ofiarować - po łaskę cichej śmierci. I opowiedziałam im o małej Ryfce, która chciała się bawić i tańczyć, a potem jeszcze o tym, że na tych pryczach umiera może mały Rubinsztajn albo Heine. I że ten szpital to jest Golgota, na której pod krzyżem upada mały Chrystus getta – po trzykroć niewinne, po tysiąckroć umęczone dziecko żydowskie. […] I zaprowadziliśmy ich na salę, chyba tylko jedną, ale to wystarczyło.” (s. 73-74)
JA/ONI, II D
„I wtedy wpadliśmy na pomysł, taki trochę z grand-Guignola, że przecież tym dzieciom odartym ze wszystkiego musimy spróbować przywrócić trochę uśmiechu.
Przyszła Marysia Natanblut-Hellerowa, synowa Naczelnej, która nie miała nic do roboty, bo była po AWF, i we dwie zaczęłyśmy próbować po południu „prowadzić świetlicę". No tak, z początku w ogóle nie wiedziałyśmy, jak się do tego zabrać. Z maluchami to było łatwiejsze. Jak się je zbierało w jednej sali albo w hallu, to chętnie słuchały bajek, nawet tych o krasnoludkach, albo bawiły się w... dom. A w tym domu była mama i tata, i był stół, i świece się paliły, bo to był piątek i był na stole chleb i „stynki". To były ich własne bajki o tym, że był chleb i stynki, i nigdy nie słyszałam, żeby wymyśliły coś o bułce czy szabasowej rybie – karpiu. A kiedyś gotowały zupę dla dzieci i w tej zupie były „prawdziwe" kartofle.
A ze starszymi dziećmi to w ogóle nie wiedziałyśmy, jak zacząć, bo przecież one były starsze od nas i mądrzejsze o cały wiek udręki i śmierć najbliższych. Więc na początku powiedziałyśmy im, żeby nam trochę pomogły bawić się z małymi, te, co chcą, oczywiście. I przyszło dwoje czy troje, a reszta z nas się śmiała, chociaż myśmy tego nie widziały. Ale któregoś dnia, a raczej którejś nocy, na dyżurze, siedziałam przy małej lampce w hallu i wypełniałam historie choroby, i wtedy usłyszałam rozmowę:
- One się bawią z dziećmi, myślą, że to...
- Że co?
- No, że to jest zwyczajne życie i że to są prawdziwe dzieci.
- Bo one chyba są jeszcze głupie.
- A może one nigdy nie były głodne?
- A może one mają stracha i wolą być z nami niż same?
- Wiecie co? Ja bym nawet chciała, żeby można było się bawić i jeszcze chodzić zwyczajnie po pokoju i śpiewać, ja lubiłam śpiewać.
- Zaśpiewaj, Fajgełe.
- Co wy, po nocy?
- A jutro?
- Może.
- To opowiedzmy sobie coś.
- Więc, jak moja siostra umarła i mama wyniosła ją, to już nie miała sił, żeby coś użebrać, i leżała tak i trochę płakała, ale ja też nie miałam sił wyjść, więc mama też umarła i ja strasznie chciałam żyć, i się modliłam jak tata przedtem, zanim go za bili, to mówił: „Szma Israel", i ja też zaczęłam tak mówić i przyjechali po trupy. I zobaczyli, że ja jestem żywa, i przywieźli mnie tutaj i ja będę żyła.
- To może my też będziemy mówić „Szma Israel"?
Więcej nie słyszałam, bo spadła mi teczka z kartami i dzieci ucichły.
Więc następnego dnia, jak starsze dzieci przyszły patrzeć, jak się te małe bawią w dom, powiedziałam nagle: - Fajgełe, zaśpiewaj mi coś. - Dlaczego ja? – Bo ty tak wyglądasz, jakbyś umiała śpiewać. I Fajgełe zaśpiewała kołysankę. A potem zaczęłyśmy rozmawiać. I jakoś tak wyszło, że rozmawiałyśmy jak równe z równymi. Że my wszyscy boimy się tak samo i my też nie bardzo mamy co jeść, ale że jeżeli chcemy przeżyć, to musimy się starać żyć jak ludzie, musimy pozostać ludźmi, bo oni chcą z nas zrobić zwierzęta. Opowiedziałam im, jak na Śliskiej uczyliśmy się angielskiego, a potem wreszcie już tak jakoś, że one są młode i powinny przeżyć, i nie wolno im zapomnieć, że kiedyś umiały się śmiać.” (s. 75-80)
JA/ONI, II D (III-5 IV 1942)
„ I wreszcie postanowiliśmy wspólnie, że urządzimy koncert na Święta Wielkanocne.
Urządziliśmy koncert. Marysia napisała jakąś bajkę do inscenizacji, nie pamiętam już jaką, a ja z nimi zainscenizowałam piosenkę „Oifdem pripeczok". I to Fajgełe była rabinem i śpiewała, i kazała dzieciom „robić to, co ona", i pokazywała im kroki tańca. A maluchy, przebrane za chłopaczków z chederu, tańczyły taniec chasydzki. I jeszcze były jakieś ciasteczka z marchwi czy brukwi i sztucznego miodu.
Dzieci się bawiły i śmiały, a ja już wiedziałam, że śliczna Fajgełe z głosikiem jak skowronek ma dodatniego Pirąueta, więc to już była sprawa tygodni. Ale śmiałam się tak „wesoło", że łzy mi ciekły, i dzieci wołały: „Pani się popłakała ze śmiechu”.
To była ta ostatnia Wielkanoc 1942 roku.” (s. 80)
JA/ONI, II D (5 IV 1942)
„Tego samego dnia jeszcze miałam dyżur w bramie na informacjach. Tam siadywałam wieczorami i takie różne panie doktorowe przyjmowały „paczki”, a ja miałam przed sobą informacje z oddziałów i mówiłam rodzinom o chorych, jak się czują i czy żyją. Bo na oddział tych ludzi obdartych i zawszonych nie można było wpuścić.
No i właśnie tego dnia przyszła sześcioletnia Ryfka, która miała jeszcze w domu ojca, a w szpitalu starszego brata i trzyletnią siostrę. A matki już nie miała. Ta trzyletnia siostra zmarła. - Ryfka - pamiętam, powiedziałam – tę paczuszkę dla siostrzyczki zabierz, bo ona już nie żyje. A Ryfka podniosła na mnie te swoje czarne oczy, takie bez dna, i powiedziała:
- Bo jak CZŁOWIEK musi uprać i sprzątnąć, i ugotować, to nie starcza mu czasu i ja nie dopilnowałam dziecka. – I ten „człowiek", okutany w łachmany, odwrócił się i odszedł starczym, człapiącym krokiem.
Poszłam na parter po swoje ubranie. Zobaczyłam, że w hallu są ludzie i białe fartuchy. To znaczyło, że znów są ranni, bo na „wasze” stoi „Frankenstein". To był taki żandarm, który się bawił strzelaniem do dzieci jak do wróbli. […]
Tego dnia był taki mały chłopak, może ośmio-, może dziesięcioletni, i miał postrzał wątroby i nic mu nie można było pomóc, a ja jakoś tak przypadkiem stanęłam przy nim. Wtedy akurat otworzył oczy i spojrzał na mnie, i wyciągnął rączkę, w której ściskał 50 groszy. Powiedział: „Daj mamie” – i umarł.
Więc taki był ten mój wielkanocny wieczór na Lesznie.” (s. 80-84)
JA/ONI, II D
„Tylko jeszcze pamiętam sprzed akcji, jak Renia Frydman, która była ze mną z jednej szkoły i pracowała jako pomoc pielęgniarska, zachorowała na tyfus plamisty i leżała na pierwszym piętrze u dr. Makowera. Ciężko chorowała i przez parę dni nie mogła oddać moczu. Aż raz jej się przyśniło, że Hela Keilson jako anioł „zrobiła za nią siusiu".
Wtedy obudziła się i oddała mocz.” (s. 84-85)
JA/ONI, II D
„Ten cały okres to jest tak jakby jedna noc albo jakiś ogromny cień, który wszystko ogarnął - niczego nie potrafię sobie przypomnieć po kolei. To są tylko obrazy, które się na siebie nakładają, i wiem, że tak było, ale co i kiedy? I tak jak w narkotycznym śnie myśmy dalej prowadzili historie chorób, chociaż już nie było żadnego porządku, bo został do nas przeniesiony szpital ze Śliskiej i znów byliśmy wszyscy razem, tylko dzieci nie było tak dużo, bo część zabrali rodzice, oczywiście tylko te, które miały rodziców.” (s. 85)
JA/ONI, III A (30 VII 1942)
„Ale nie było już szpitala na Śliskiej i nie było małego getta. A Tosia Goliborska już była poza gettem. I nie wiem, jak to się stało, że przyszła do nas tego rana, kiedy poprzedniego wieczora zabrali moją Mamę i ja całą noc szukałam pomocy, a o piątej rano poszedł na Umschlag dr Makower, który był lekarzem policyjnym, i powiedział, że wszyscy z wieczora poszli prosto do wagonów. Ja poszłam normalnie do pracy i była Tosia, a potem stanęłyśmy w oknie, a właściwie przy framudze, bo do okien strzelali, i patrzyłyśmy, jak ich prowadzą.
Więc przeszła dr Efros z tym swoim nowo narodzonym synkiem na ręku i dr Lichtenbaumowa z ustami otwartymi jak do krzyku. I szli, i szli, z wózkami dziecięcymi i jakimiś dziwnymi rzeczami, jakieś kapelusze i płaszcze, i garnki czy miski, i wciąż szli...
A potem nagle Renia Frydman złapała mnie za rękę i krzyknęła: - Moi rodzice! I Broneczka! - a ja powiedziałam jej: - Nie krzycz, bo żandarm spojrzał w naszą stronę...
I wciąż szli, szli i był taki upalny dzień, 30 lipca, i była taka cisza w powietrzu, bo nie było wiatru i powietrze stało.
Z Leszna, tam po drugiej stronie, wyjechała rollwaga, na koźle siedział młody mężczyzna w niebieskiej koszuli, zapalił papierosa i takim luźnym, szerokim gestem odrzucił zapałkę.
W domu na Żelaznej, tam po drugiej stronie, na balkon wyszła kobieta w kwiecistym szlafroku i podlewała kwiatki w skrzynkach. I chyba widziała ten pochód, ale dalej podlewała kwiatki.
A po tej stronie szli i szli, i nie było końca.
I tam byli starcy z siwymi brodami i małe dzieci, i kobiety w letnich sukienkach i płaszczach, i kobiety w jesionkach, i toboły, to wszystko na tę daleką drogę.
Tę rollwagę w słońcu i kobietę na balkonie czasem widuję we śnie.” (s. 85-89)
JA/ONI, III A
„A potem dalej przychodziliśmy do szpitala, często nocowaliśmy w szpitalu, bo ciągle łapali na kolejnych ulicach.” (s. 89)
JA/ONI, III A (6 VIII 1942)
„A potem jeszcze raz staliśmy tak we framudze okiennej i patrzyliśmy, jak Żelazną w stronę Nowolipek idzie Korczak ze swoimi dziećmi. Podobno to było 6 sierpnia, ale ja tego nie pamiętam, bo myśmy dni nie liczyli.” (s. 89-90)
JA/ONI, III A
„Potem już prawie nic nie pamiętam. Bo przyszli Niemcy i wywieźli dzieci na Umschlag. Przenieśli szpital. A Naczelnej powiedzieli, że ma przeprowadzić redukcję personelu. A ja wiedziałam, że tam z Nią jest Arik, i pomyślałam, że mnie ta redukcja nie dotyczy, a jednocześnie pomyślałam, że mnie przecież jest zupełnie wszystko jedno, jak dzieci zabrali. Tylko myślałam o tym, że trzeba, żeby wszystko było w porządku, więc usiadłam w hallu i kończyłam dokumentację, żeby ci, co pójdą na Stawki, wiedzieli, co i jak. A potem poszłam do dyżurki i przebrałam się w nocną koszulę. Tę samą różową koszulę, którą zabrałam z obrabowanego pokoju na Lesznie. I położyłam się do łóżka, bo przecież wiedziałam, że już nikt tam dyżurować nie będzie. W apteczce była tylko jedna fiolka luminalu. To było mało. Ale na stole stała butelka wódki, a właściwie trochę wódki na dnie. Pół szklanki. Nalałam tę wódkę do szklanki. Pomyślałam, że to razem powinno wystarczyć. Połknęłam luminal – 10 tabletek, tyle było w tej fiolce – i duszkiem wypiłam wódkę. Było mi dobrze. Trochę mdliło, ale nie bardzo. Już chciało mi się spać. Potem przyszła Hela Keilson, a ja jeszcze nie spałam i ona zapytała: „Coś ty zrobiła?", bo zobaczyła tę pustą fiolkę. Odpowiedziałam, że wszystkie historie chorób doprowadziłam do końca i odłożyłam na miejsce, i wtedy ona zaczęła krzyczeć, już było więcej ludzi w tej dyżurce, wzięli mnie mocno za rękę i wyprostowali, żeby można było wkłuć się do żyły, a ja krzyczałam: „Zostawcie mnie w spokoju, bo przecież wszystko się skończyło – już nie trzeba". I potem poczułam ukłucie, usłyszałam jakiś dzwonek i koniec, więcej nic nie pamiętam. Dopiero potem się dowiedziałam, że Hela Keilson wzięła do strzykawki dwa razy tyle kardizolu co glukozy, bo w zdenerwowaniu pomyliła ampułki i to był wstrząs kardiazolowy. Więc już więcej nic nie pamiętam ze szpitala na Lesznie.
Dopiero po trzydziestu siedmiu latach jak czytałam, co Marek [Edelman – dop. AKR] powiedział, dowiedziałam się, że to on mnie wyniósł w tej różowej koszuli.” (s. 90-91)
JA, IV B (25 I 1943)
”I poszłam. Z placówką.
25 stycznia 1943. Rano.
[…] Przeszłam przez „wachę" – bramę w murze – niekontrolowana w tłumie „placówkarzy”, którzy szli do pracy w fabryce po aryjskiej stronie. Nie pamiętam dokładnie, która to była brama, ale chyba ta na rogu Leszna i Żelaznej. Tak, chyba tam, bo znalazłam się od razu w tłumie kłębiącym się na skrzyżowaniu ulic. […] Po prostu wmieszałam się w tłum. To musiało być na Żelaznej, bo bardzo szybko znalazłam się na Złotej. Tam mieszkała pani Maria Zarębianka, córka starej piastunki mojej matki, bardzo z Mamą zaprzyjaźniona. Do niej poszłam tego pierwszego dnia.” (s. 132-134)

Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

[29.07.1942] „Środa - 29 lipca. Już tydzień minął, odkąd piekło się nad nami rozpętało. (…) Jedzenia się nie dostarcza do getta, tylko koło wylotu na Lesznie kwitnie jeszcze szmugiel. Ludzie tam stoją z resztkami swego mienia, z ostatnią poszwą i ręcznikiem, z czymkolwiek się da. Z aryjskiej strony wchodzą ryzykanci, kupują to za grosze i przynoszą trochę żywności, za którą wyznaczają horrendalne ceny. Kilo masła dochodzi do trzystu-pięciuset złotych, chleb do sześćdziesięciu - stu złotych za kilogram. Któż to powiedział, że tylko Żydzi mają monopol na paskarstwo?” (s. 55)

[09.08.1942] „Chłopcy chodzą do wylotu na Leszno i kupują od wracających z placówek po aryjskiej stronie chleb, kartofle i masło - ostatnio na czterysta złotych kilogram. Chleb osiemdziesiąt-sto złotych, kartofle do dwustu złotych metr. Narażają się przy tym bardzo, ale my i pół domu na razie nie głodujemy!” (s. 67)

[10.08.1942] „Spotkali przypadkowo towarzyszkę Abego z kibucu, która przewozi do Częstochowy, Piotrkowa i okolicy swoich towarzyszy i towarzyszki. Sama wygląda niezupełnie na Aryjkę, ale ma polski dowód i odwagę. Właśnie dziś wyszła wylotem na Lesznie z piątką dziewcząt.” (s. 69)

[11.08.1942] „W domu pod 24. panuje zamęt i podniecenie. Teraz lada chwila opróżnią ten dom jak i inne. Nie ma już ,,ochroniciela", a reszta policji w nim jest za mała. Mamy dziś wyjść wylotem z Leszna. Palę moje listy. Gotuję na tym ogniu strawę. Przebiegam jeszcze raz oczami listy Nachmana. Jak piękną w nich jest dusza jego i jak piękna jego miłość - na wpół dziecinna i nieśmiała w początkach, w ostatnich listach świadoma i pełna męskości. (…)
Pakuję trochę bielizny osobistej i pościelowej dla siebie i plecaki dla chłopców. Kilka zmian i trochę rzeczy włożymy na siebie, bo nie jest dobrze zwracać na siebie uwagę dużymi tobołami. Serce mam dziwnie ściśnięte i ucisk w dołku. Nie wiem, czy jest to strach przed tą drogą? Do ojca już nie pójdę się pożegnać. Czuję, że jeśli tam jeszcze się wybiorę, osłabnę w mym postanowieniu, a jeśli znów się dam przekonać, to będę na drogę jeszcze bardziej duchowo i psychicznie słaba. A trzeba będzie wiele hartu na tej drodze. Pieniądze w złocie rozdzielamy na trzy części i chłopcy wkładają do kawałków mydła po trzydzieści sztuk pięcio- i dziesięciorublówek. Żegnamy się z kuzynkami chłopców i idziemy na Leszno.” (s. 71-72)

[11.08.1942] „Dobrnęliśmy wreszcie szczęśliwie do Leszna, ale nie można już będzie dzisiaj wyjść. Stoi wacha, która się nie daje przekupić. Inne wachy wypuszczają. Dzieje się to w ten sposób, że żydowski policjant, trzymający wachę razem z żandarmami niemieckimi, ma już swoich żandarmów, z którymi jest umówiony. Pieniądze za przejście dziewięćset złotych od osoby - daje się żydowskiemu policjantowi, on bierze przepustki, dochodzi z ich właścicielami do wachy, pokazuje. Tamci się pytają: - Złoto przy sobie masz? - Nie. - Pieniędzy więcej niż sto złotych masz? - Nie. - Los! Jest się po drugiej stronie.

Teraz musimy na razie wracać do domu. Piniek umówił się z policjantem na jutro rano.” (s. 72)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Wacha na Lesznie przy Żelaznej była najlepsza [do szmuglu], bo przejeżdżało tędy dużo aut wojskowych, którzy nie chcąc objechać getto, jechali na przełaj przez Leszno. Jeszcze jedną dobrą stroną było to, że samochód lub też auto, jadąc prosto na wachę, mogło zawsze zmienić kierunek, nawet w ostatniej chwili, bo tuż przy wasze mógł wjechać na Żelazną w przypadku niebezpieczeństwa.” (s. 64)

JA, III A

„Wracamy kiedyś z pracy i przy wylocie na Leszno [róg] Żelaznej zostajemy zatrzymani. Widać, jak tysiące ludzi klęczy z rękoma założonymi – chcą zrobić selekcję i zabrać kilkaset ofiar. Z naszej partii wyjmują kilku chłopców, ale nasz grupowy przyrzeka, że zostaną ocaleni… Czekamy tak może godzinę, ciągle nadchodzą nowe placówki; biedni, też wpadają w ogień, zajmują miejsca wskazane przez niemców. Ludzie siedzą, jak okiem sięgnąć może człowiek, dalekowidz – tylko na samym środku ludzie tworzą coś w rodzaju alei, by niemcy triumfalnie mogli się obracać, chodzą napuszeni, dumni ze swego dzieła, władzy i zdobyczy.” (s. 113-114)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, IV B

„Na Lesznie spotkałam się z przewodnikiem, który obiecał mnie przeprowadzić. Nadszedł moment pożegnania, który nas zawsze utkwił w mojej pamięci. Rzuciłam się ojcu na szyję, płacząc. Płakał i on. W owej chwili pojęliśmy smutną prawdę: Nie zobaczymy się już nigdy więcej… „Trzymaj się!” – to były jego ostatnie słowa jakie usłyszałam. […]

Wokoło panowały ciemności, które rozświetlało tylko ognisko płonące obok wachy. W jego blasku widać było żandarmów biegnących wzdłuż szeregów z nahajkami. Była to placówka złożona z dwustu mężczyzn. Ja byłam jedyną kobietą. W razie indagacji miałam powiedzieć żandarmowi, że pracuję w kuchni. Mężczyźni wzięli mnie do środka, aby mi zaoszczędzić ciosów nahajki. Nastąpiła rewizja. Żandarm zabrał mi 3 zł, przygotowane uprzednio na ten cel. Obejrzał przy okazji fotografie, jakie miałam przy sobie.

Ojciec stał wciąż z daleka, wpatrując się w szereg. Prawdopodobnie nie mógł już mnie dojrzeć. Spoglądałam na ulicę, którą miałam iść. Co mnie tam czekało, męka, śmierć?

Rozległ się sygnał. Szereg ruszyła i ja weszłam na nową drogę. A w dali coraz to bardziej malała sylwetka ojca, aż wreszcie zatarła się w ciemnościach na zawsze, wśród krzyku i nawoływania grupowych i przekleństw niemieckich.” (s. 125-126)

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, III A

(Sierpień 1942)

„Kratownice mostu rozstępują się, jestem na drugim brzegu Wisły. Jedne przystanek, drugi… A może ten tramwaj będzie jechał przez Chłodną? Pod mostem łączącym obie części Dzielnicy? Nawet jeśli tak, to nie uda mi się tamtędy przedostać do środka! Zupełnie nie przemyślałem tego wszystkiego, skupiłem się tylko na tramwaju i moście! Czy trafię do domu na rogu Leszna i Żelaznej? A jeśli trafię – czy uda mi się wejść tamtędy do Dzielnicy?
Tramwaj skręca na placu Zamkowym, kolejny przystanek. Dzwonek, ruszamy. Nagle widzę niebieską chustkę pani z koszykiem i decyduję się w ułamku sekundy. Zeskakuję ze zderzaka, tramwaj już jedzie. Tracę równowagę, upadam na bruk i ocieram sobie boleśnie dłoń o kamienie.” [s. 222]

„Pani przekłada koszyk do drugiej ręki, znowu rozgląda się z niepokojem. Jest bardzo zdenerwowana.

– Z której strony? – pyta cicho.

– Co z której strony?

– Z której strony chcesz wejść?

– Od Leszna i Żelaznej – mówię szybko.

– To bardzo daleko. Nie wytłumaczę ci tutaj! Chodź! – Pani odwraca się, podchodzi do najbliższej bramy.” [s. 223]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F, III A

„Kalman przyniósł nową wiadomość. Widziano ojca w warsztatach 'Transawii. Chodzi z grupą za mur, na placówkę. Najpierw mówiono, że poszedł z transportem w pierwszych dniach sierpnia, potem mówiono nawet, że ktoś go widział pod wachą na Lesznie zastrzelonego, a potem te dwa grypsy i Kalman przyniósł nową wieść. Nie wiadomo było, komu wierzyć”. (s. 358)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5511" title="róg ulic FRANCISZKAŃSKA &amp;#8211; NALEWKI" slug="skrzyzowanie-franciszkanska-nalewki">Karol Rotgeber
ONI, II D
„[chodzi o Żydów niemieckich, deportowanych do getta w kwietniu 1942] Trzeba było ich i utrzymać, i dać im zatrudnienie. Toteż dała im Gmina robotę. Urządzali oni ogródki dla dzieci, na miejscu zburzonych domów. Jeden taki ogródek był urządzony na rogu ulicy Franciszkańskiej i Nalewek.” (87)






Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)




Adam Czerniaków
JA, II D


„Rano Gmina. Zwiedziłem ogródki w budowie na rogu Franciszkańskiej i Nalewek i na Nowolipkach, ogród w więzieniu. Z więzienia ponad 80 osób ma wyjechać jutro o 4 nad ranem do obozu. Umieszczono ich w drewnianym budynku na terytorium aresztu. Kiedy mnie dostrzegli, rozległy się szlochy i krzyki, które mi towarzyszyły do bramy. Ponadto kilkuset innych więźniów ma pójść do obozu.” (s. 292)
„Rano Gmina. Potem w Domu Dziecka na Wolności. W nocy ktoś przerzucił worek ze szmuglem. Nocny dozorca z Domu zbiegł, gdy się zjawiła policja. Policja zanotowała nazwisko kierowniczki Polmanowej. Zarządziłem powiększenie murów, odgradzających ogród Domu Dziecka od sąsiednich domów, i zabicie drzwi, prowadzących przez podwórze na inną ulicę. Obejrzałem nowe ogródki w budowie na Nowolipkach i na rogu Franciszkańskiej i Nalewek.” (s. 295)
„Rano Gmina. O 9.30 otwarcie ogródka dla dzieci szkolnych na rogu Franciszkańskiej i Nalewek. Tłumy ludzi. Na ulicy, na dachach, na kominach, na balkonach. Orkiestra, chóry, balet. Przemawiałem do dzieci. Na ulicy dzieci zrobiły mi owację. O 12-ej otwarcie warsztatów w więzieniu. Przemawiałem. Rok istnienia żydowskiego aresztu.” (s. 299)




Ita Dimant
ONI, IID

[12.07.1942] „2 lipca [Tak naprawę “Ogródek ten otwarto 12 lipca 1942 r.] na rogu Nalewek i Franciszkańskiej otwarcie ogródka dla dzieci szkół gminnych (od roku istniały). Trawniki, trochę drzewek zaflancowanych, ławki, huśtawka dla dzieci, kwiaty. W otwarciu biorą udział przedstawiciele gminy, nauczycielstwo - każdy ze swoją klasą, przedstawiciele placówek społecznych, policja itd. Muzyka i śpiew. Na motocyklu przyjeżdża dwóch Niemców. Przystanęli i patrzą - spojrzeli na siebie, zaśmiali się szyderczo - oni już wiedzieli.” (s. 44)









</document>
<document nplp_id="5513" title="GĘSIA (prawa strona od&amp;nbsp;Zamenhofa)" slug="gesia-prawa-strona-od-zamenhofa">Karol Rotgeber
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego).” (s. 135)

</document>
<document nplp_id="5514" title="WOŁYŃSKA" slug="wolynska">Karol Rotgeber
ONI, III A
„Tymczasem władze unormowały jakoś getto, dając możność osiedlenia się po prawej stronie Franciszkańskiej (od Bonifraterskiej do Gęsiej), prawą stronę Gęsiej do Zamenhofa, zburzoną Wołyńską, Ostrowską i lewą stronę Niskiej (od Zamenhofa do Smoczej), Miłą (od Nalewek do Lubeckiego).” (s. 135)
JA, III B
„Wszyscy tego ranka (…) musieli się piątkami ustawić na terenie Ostrowskiej — Wołyńskiej. Ustawiały się grupami poszczególne warsztaty, poszczególnych właścicieli, wchodzących w skład szopu [szczotkarzy], wszystko to piątkami. Ambulatorium też się ustawiło." (s. 148)

ONI, III B

„Służba porządkowa gwizdała, nawołując do zejścia. Kto nie schodził natychmiast — otrzymywał kulę. Blokowali Niemcy domy te tak długo i tyle razy, że żywa dusza prawie nie została. Za to trupów legło co niemiara — tysiące kobiet, dzieci i mężczyzn. Brać pogrzebowa miała plon obfity. Nie było kamienia na Ostrowskiej, Wołyńskiej, nie było schodów w poszczególnych domach, aby nie nasiąkła krwią niewinnych dzieci naszych. Tak to skończyła się druga selekcja. Tylko pojedynczym osobom udało się cudem wytrwać i wrócić do szopu, reszta albo legła albo została wywieziona.” (s. 153)

&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III B
„Odrapany pokoiczek na Wołyńskiej, które to już z rzędu nasze mieszkanie? Tym razem może to już ostatnia nasza przystań życiowa. Ulica ma wygląd mrowiska, jesteśmy w klatce, z której prawie nikt nie wyjdzie. Bez przerwy trwa kanonada. Jurek idzie do matki, długo nie przychodzi. Czuje się taka samotna w tym mrowisku ludzkim, taka bezbronna. Każdy zajęty sobą, każdy myśli o sobie w godzinę śmierci.” (s. 47)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)
ONI, IV A
„W międzyczasie nastąpiła na szeroką skalę zakrojona ‘akcja styczniowa’. Mróz mocno dawał się we znaki, a chycle [sic!] Brandta pustoszyły teren. System akcji był podobny dla poprzednich, ale w akcji brały udział większe oddziały SS-owców. Funkcjonariusze Żydowskiego Pogotowia Ratunkowego przy ul. Wołyńskiej [nie udało mi się ustalić dokładnego adresu] zostali tym razem całkowicie pozbawieni żon i dzieci. Pozostali wyłącznie mężczyźni.” (s. 233)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
JA/ ONI, IV A (03.11.1942)
„Przedwczoraj byłem niezmiernie zaskoczony, przy Miłej 50-52 widziałem otwarty od strony ulicy zakład fryzjerski, w którym siedzieli Żydzi i golono im brody. Odnosi się wrażenie, iż Niemcy chcą stworzyć w getcie iluzję życia i ruchu. Do czego jest im to potrzebne? Wie tylko diabeł. A może naprawdę ma przybyć jakaś komisja z zagranicy? Opowiadają, że przy Wołyńskiej powstanie wkrótce kabaret. Wczoraj opowiadano u nas, że nie ma już Treblinki, w której wymordowano setki tysięcy Żydów. Znajduje się tam podobno obecnie ogromny obóz pracy. A może i ta wiadomość jest prawdziwa?” (s. 241)
JA/ ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Dziś po Wołyńskiej rozeszła się plotka, że Niemcy chcą osadzić w getcie Cyganów wypędzonych z Reichu. Z tego też powodu Żydzi mieliby opuścić Wołyńską i Ostrowską. Tymczasem część Cyganów osiedlono przy Szczęśliwej.” (Pisma, s. 289)
ONI, III B (5-12.09.1942)
„W piątek [4.09.1942, prawdopodobnie chodziło o sobotę 5.09.1942] około drugiej w nocy do domów na Wołyńskiej weszli nagle żydowscy policjanci i nakazali mieszkańcom natychmiastowe ich opuszczenie, ponieważ mieli się tam sami sprowadzić. Twierdzili przy tym, że mieszkańcy muszą się wynieść do dziewiątej rano.
Rano [06.09.1942?] okazało się, że muszą się wynieść robotnicy szopów z prawie całego małego i dużego getta. Wyprowadzka miała się zakończyć do dziesiątej rano pod karą śmierci. Wszyscy Żydzi mieli się zebrać w rejonie Miłej-Lubeckiego-Niskiej. Zaraz zaczął się chaos. Wedle zarządzenia obwieszczonego na plakacie planowano poprowadzić nową granicę na rogu Smoczej i Gęsiej [jak podaje w przypisie autorka oprac.: „Był to obszar niezamieszkały, nazywany „dzikim”, zamknięty od północy nowym murem biegnącym osią ul. Gęsiej od Smoczej, a od południa nowym murem zbudowanym na osi ul. Leszno, skręcającym w ul. Karmelicką i łączącym się ze starym murem na rogu Nowolipia przy szpitalu ewangelickim”]. Miała też nastąpić nowa rejestracja, a zdolni do pracy musieli zostać w szopach.
Około południa w wyznaczonym punkcie zbornym zebrały się dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci i rejestracja rzeczywiście się zaczęła, trwała kilka dni. Tłok i napór były nie do opisania. Niemcy zaprowadzili „porządek”, kładąc trupem dziesiątki ludzi. Rejestracji towarzyszyły straszliwe blokady. Najgorzej wyglądało to w szopie stolarskim przy Gęsiej 30. Robotnicy stali na ulicy godzinami. Potem przyszli SS-mani i wybierali nie fachowców, nie młodych czy starych, ale kazali się osobno ustawić kobietom, z których wzięli prawie wszystkie. Potem straszliwie bili mężczyzn kijami, kolbami i motykami po głowach i gdzie popadło. W końcu nie pozostawili nawet połowy z ustalonej liczby. Wrażenie, jakie wywołała ta rejestracja, było okropne. W jej konsekwencji na ulicach siedziały opuszczone roczne, dwuletnie dzieci wołające „mamo”, którym przechodnie przyglądali się, płacząc. Niemcy zrobili to zapewne specjalnie. Mogli zabrać dzieci, ale tego nie zrobili. Przeciwnie: niech Żydzi patrzą i cierpią.” (Pisma, s. 296)
ONI, III C (18.09.1942)
„Znów zmniejszono getto. Pozostają tylko fragmenty Zamenhofa, Pawiej, Lubeckiego. Mówi się, że nawet Wołyńska ma być odłączona. Tę trochę Żydów z szopów ścisną na kilku uliczkach. Do tej pory odcięto 80 procent terenu getta. Na wszystkich tych ulicach panuje śmiertelna cisza.” (s. 298)
ONI, IV A (29.12.1942)
„Na Wołyńskiej Żydzi rozbierają drewniane domy, żeby mieć czym grzać w piecach. Nie boją się tego, że Niemiec oskarży ich o sabotaż. Chcą żyć i zabierają drewniane okiennice z opuszczonych domów, sklepów. Gdzie był jakiś płotek, już go nie ma. Pani Kadysiewicz, druga ofiara strzelaniny, do której doszło w zeszłym tygodniu w szopie szczotkarzy [Świętojerska 34], umarła w szpitalu.
Mówi się, że w szopie szczotkarskim [Świętojerska 34] ma zostać utworzony zakład galanterii skórzanej, u Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] natomiast warsztat naprawy starych ubrań.” (Pisma, s. 342)
ONI, I

„Cała Miła jest zapełniona chłopskimi wózkami. Zabłądziły też na Lubeckiego, Wołyńską, są w całej dzielnicy, szczególnie te z węglem.

Przed sklepami Wedla na Marszałkowskiej, a także na Bielańskiej stoją długie kolejki, stoją, niby tak sobie, bo każdy ma się na baczności. Przystaje przechodzień i pyta, za czym ta kolejka, odpowiada się mu, że samemu się nie wie, ot, tak się stoi. Ale przecież wiadomo, że za dwa złote dostaje się u Wedla tabliczkę przedwojennej czekolady z torebką cukierków.” (Dom numer 21, s. 347)

„Są już spece, do których przychodzą „zaufani” goje spod granicy, i są żydowscy przewoźnicy, co jadą przyczepami, omnibusami i różnymi rodzajami wozów.

Od rana do wieczora widzi się je na Wołyńskiej, Lubeckiego, Niskiej, Zamenhofa, a gdzie ich nie ma?

Oto przez uliczkę przejeżdża chłopski wóz. Na koźle siedzą razem Żyd z blond bródką i goj, a na jedynym siedzisku – worku z sianem – dwaj chłopcy sześcio-, siedmioletni, zakutani w szale. Patrzą smutnymi czarnymi oczkami, w których widać ślady wielu ciężkich przejść […]” (Dom numer 21, s. 353)

„Chłopcy z Wołyńskiej chodzą tam i z powrotem. Wracają stamtąd po kilku tygodniach, aby następnym razem, już jako doświadczeni przewodnicy, zdobyć przy przeprawie parę groszy.

Zabierają ze sobą bardzo drogie tam, a tu tanie jak barszcz zegarki, no i garnitury i buty, które po „tamtej stronie” są na wagę złota.” (Dom numer 21, s. 354)

„Kobiety wracają do mieszkań i próbują zrobić to, co Perele – wynieść do sąsiadów i krewnych, co tylko się da. Bieganina, krzątanina, bo nie wiadomo przecież, kiedy przyjdą oprawcy – może teraz, a może jutro. Nim się jednak obejrzą, na podwórzu [Wołyńska 21] już słychać te gniewne, złowrogie krzyki polskich policjantów zaganiających do łaźni.

Oj, niedobrze. Ludzie biegną do okien i spoglądają na podwórko – brama już zamknięta, nie ma dokąd uciec, gdzie się schować, mają ich w garści.” (Dom numer 21, s. 358)
„Dlaczego ten obrotny przewodniczący nie zwrócił się w czasie bombardowań o pomoc do Jointu, jak zrobiło to wiele domów w mieście?
Trudno zrozumieć, chyba że przyjmiemy, że nie miał śmiałości dobijać się do przywódcy Jointu, że była to dla niego zbyt ciężka próba. Jakkolwiek było, nasz dom, jak i pozostałe domy na Wołyńskiej, nie korzystał w owym czasie z pomocy Jointu. Dlatego też nie stworzono żadnych kuchni ludowych w schronach, choć niedaleko stąd, w schronie przy Kupieckiej 18, taka kuchnia była.” (Historia komitetu domowego, s. 380)
ONI, II

„Kiedy skaczą ceny, ożywia się Koźla. Towary wydziera się sobie z rąk. Jak obcęgami, żelazne łapy żydowskich tragarzy-zabijaków chwytają natychmiast każdy spuszczony z gojskich okien worek. Łowią towary dla bogatych handlarek z bazaru. Nikt nie może z nimi konkurować. Pośrodku uliczki, jak w świąteczny dzień przed synagogą, stoją setki Żydów. Żydzi syci, napojeni. Robi się interesy i dyskutuje na tematy polityczne. Bruk jest grubo zarzucony ustnikami i niedopałkami mocnych papierosów, i to teraz, kiedy papieros kosztuje sześćdziesiąt groszy, to znaczy dziesięć, dwanaście razy więcej niż przed wojną. W tłumie kręcą się handlarze z zawieszonymi na piersi skrzyneczkami pełnymi ciastek, wykrzykują: „No, koniec, kto ryzykuje!”. Ciągnie się numerki z torebki i albo się przegrywa, albo się wygrywa ciastko. Kilku młodych szmuglerów otoczyło sprzedawcę i żrą słodycze z tak obrzydliwą uciechą, że aż po prostu przykro patrzeć na ich tłuste gęby. Uliczni śpiewacy i grajkowie zachodzą tu z nadzieją na zarobek w krainie sytości, ale kto tutaj ma dla nich zrozumienie? Skrzypce rzępolą, śpiewak śpiewa: „Ja nie chcę oddać bonu, chcę jeszcze trochę pożyć”. Jednak nie robi to żadnego wrażenia. Ta uliczka porusza się, unosi, kołysze tylko wtedy, gdy niesie się szept: jeszcze ćwierć… pół złotego… dwa. Mąka żytnia dwadzieścia cztery i pół… to najpiękniejsza muzyka na Koźlej. Kogo obchodzi martwy, a raczej wydający właśnie z siebie ostatnie tchnienie, który ułożył się nie gdzie indziej, jak tylko przed sklepem Jopka i urządził sobie tę ostatnią drogę u stóp szmuglerów? Na Ostrowskiej, Wołyńskiej czy nawet na Franciszkańskiej i Nalewkach umarli leżą na ulicach jak u siebie w domu. Żydzi wstają rano, wychodzą na ulicę i wiedzą, że znajdą trupy: jednego, drugiego, piątego, dziesiątego. To te same śmiertelne ofiary głodu, spuchnięci zmarli, którzy głodowali przez całą wojnę – głodowali, aż się doczekali tej upragnionej [a zarazem] znienawidzonej śmierci. Ale leżeć tu na uliczce Koźlej? Jak zadeptana mucha, pluskwa – kogo to obejdzie? Szmuglerzy stoją w błyszczących butach, w dobrych burkach; zimne wrześniowe słońce złoci ich dobrze odkarmione twarze, pogryzają karmelki i ciastka, które sprzedawca słodyczy im podstawia, i nawet nie słyszą szumu przelatującej śmiertelnej kuli.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 414)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, III C

20.IX.42’: „Policja żydowska zajmuje obecnie cały kwartał przy Ostrowskiej i Wołyńskiej. Wszystkim policjantom żydowskim i ich rodzinom rozkazano opuścić dawne mieszkania w różnych kwartałach getta i zająć opróżnione, splądrowane kwatery po wysiedlonych. Najwyraźniej Niemcy chcą zgromadzić policję żydowską w jednym miejscu. Chodzą słuchy, że jej liczebność zostanie wkrótce bardzo zmniejszona. Od kilku dni nie otrzymaliśmy żadnych wieści od wuja Abiego, choć teraz mieszka całkiem blisko nas; z Pawiaka na Wołyńską jest zaledwie kilka kroków. Edzia już nie pracuje w dawnym domu dziecka. Zastanawiam się, co się z nimi stało” (s. 300).

ONI, IV A

22.IX.42’: „Wczoraj przypadał Dzień Pojednania i Niemcy, jak to mają w zwyczaju, wybrali to święto na zablokowanie ulic: Ostrowskiej i Wołyńskiej. Spośród 2500 policjantów do dalszej służby wybrali 380, a przeszło 2000 deportowano wraz z rodzinami. Uznaliśmy za znamienne, że tego dnia Warszawa została zbombardowana przez radzieckie samoloty, liczniejsze niż kiedykolwiek przedtem” (s. 301).

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, III B

„W niedzielę 6 września [1942] nad ranem obudziła mnie krzątanina naszych współlokatorów, którzy jak szaleni biegali po pokojach pakując swoje manatki. Okazało się, że w nocy na murach bloku policyjnego rozklejono nowe zarządzenie. Wszyscy mieszkańcy bloku mieli opuścić domy przed godziną dziesiątą rano i chwilowo udać się bardziej na północ, na ulicę Wołyńską.” (s. 98)

„Z rana ułyszeliśmy, że rejestracja odbędzie się w południe na pobliski placu. Rozeszły się słuchy, że poprzedniego dnia z tego samego miejsca wysłano tysiące ludzi wprost na Umschlagplatz. (...) Mama wpadła do mieszkania pierwsza. Płacząc i śmiejąc się na przemian, powtarzała w kółko, że już przenigdy nie rozstanie się z nami. Z jej szyi zwisał na sznurku duży, pomarańczowy prostokąt kartonu, na którym widniał czarny, czterocyfrowy numer i pieczątka. Wszyscy powracający z rejestracji nosili na piersiach takie wywieszki. Oznaczało to, że mają prawo powrócić z Wołyńskiej do bloków. Mimo to mnóstwo ludzi było w stanie szoku lub desperacji. W czasie rejestracji wybrano i zapędzono na Umschlagplatz setki osób posiadających dotychczasowe karty rejestracyjne. Dzieci i starców zabierano z reguły. Policjanci żydowscy przestali być nietykalni.” (s. 101-102)

JA, III B

„Ulica Wołyńska, której nigdy przedtem nie widziałam, należała do najnędzniejszych, najbardziej zaniedbanych i brudnych ulic warszawskiego getta. Ludzi, którzy mieszkali kiedyś w przerażających ruderach dawno już wywieziono. Drzwi wszystkich mieszkań pootwierane, ukazując przyprawiający o mdłości brud i spustoszenie. Nowo przybyli zapędzeni do mieszkań przez żydowskich policjantów na służbie, siadali na podłodze jeden tuż przy drugim (…) Od policjanta, który usadowił własną rodzinę obok nas, usłyszałyśmy, że że nasz pobyt na Wołyńskiej może potrwać kilka godzin, bądź kilka dni. Nikt nie wiedział na pewno, po co nas sprowadzono. Nagle przypomniałyśmy sobie, że nie mamy nic do jedzenia. Byla dziewiąta pozostała nam jedna godzina. Mimo ostrego sprzeciwu Mamy, postanowiłam wrócić na Nowolipki, żeby zabrać ziemniaki. Obok nas siedzieli nasi współlokatorzy z mieszkania na Nowolipkach, doktor Koenig z żoną i dwoma synami. Starszy z tych chłopców, trzynastoletni Adam, który był wyjątkowo sprytny, zaoferował się pójść ze mną, doprowadzając swoją matkę do istnego ataku histerii. Wyśliznęliśmy się jakoś z zatłoczonego mieszkania i z wielkim trudem zaczęliśmy przedzierać się pod prąd, bo tłum walił wciąż jeszcze na północ. Gdy dotarliśmy do rogu Nowolipek, ujrzeliśmy Ukraińców i Łotyszy obstawiających właśnie tę ulicę. Cofnęliśmy się przerażeni i wiedzeni instynktem wpadliśmy do najbliższej bramy. Dom był wymarły, wszyscy mieszkańcy już go opuścili. Chciałam natychmiast wracać na Wołyńską, ale Adam chwycił mnie za rękę i pociągnął na schody. Frontowe drzwi mieszkań, zgodnie z rozkazem, były otwarte. Wtargnęliśmy do pierwszego z brzegu mieszkania. Nim zdążyłam zrozumieć, co robię w cudzym domu, Adam zaczął myszkować po pokojach w poszukiwaniu żywności. Wkrótce trafił na na sześć puszek z sardynkami ukrytych w szafie. Dwie z nich wsunął do mojej kieszeni, resztę wziął dla siebie i niezwłocznie ruszyliśmy w drogę powrotną. Wylądowaliśmy na Wołyńskiej punktualnie o dziesiątej.” (s. 99 – 100)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI,  III B

„Tłum nie mieścił się na Miłej, zalegał kilka sąsiednich ulic: Niską, Ostrowską, Wołyńską. Hitlerowcy okrążyli przecznice, tworząc tak zwany kocioł.” (s. 56)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;


ADRESY:
- Wołyńska 2,  - Wołyńska 3,  - Wołyńska 7,  - Wołyńska 21,  - Zamenhofa/Wołyńska,  - róg ulic Smocza/Wołyńska,
OBSZARY:
- Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska/Wołyńska,
TRASY:
- Trasa: Dzielna - Wołyńska,  - Trasa: Wołyńska - Niska - Spokojna,   - Trasa: Wołyńska 3 - Gęsia 25,   - Trasa: Wołyńska 21 - róg ulic Lubeckiego/Gęsia,
</document>
<document nplp_id="5517" title="LUBECKIEGO 4" slug="lubeckiego-4">Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A
„Po przerwie wielu ta zaczynam znowu pisać. Poprzednie prace, około dziesięciu grubych brulionów, pisane prawie dwadzieścia lat, zaginęły w czasie wielkiej zawieruchy. Zostawiłam je wraz z wszystkimi naszymi książkami i rękopisami na balkonie domu przy ul. L[ubeckiego], gdzie pozostały w worku po naszej ucieczce [z getta].” (s. 19)
JA, III A
„Nie zapomnę jednego z naszych ostatnich wspólnych dni. Biuro Centosu [Leszno 2] musiało się również likwidować, my otrzymaliśmy przydzielone [przez gminę] mieszkanie na Lubeckiego, a im jeszcze nie przydzielono nic, rzeczy musieli zwalić na podwórzu Karmelicka 5. Ostatnie graty z magazynu odzieżowego, jakieś kołderki i paletka leżały na podłodze, a na nich – skurczona w ataku [kamicy nerkowej –B.K.] moja siostra […] Rozstałyśmy się, to było dwudziestego sierpnia [1942]. W nocy był nalot [sowiecki]. Nocowała na podwórzu, szyby i cegły sypały się dookoła jej głowy, miała trzeci tego dnia straszny atak i jakoś to przetrzymała.” (s. 93)
JA, III A (04.09.1942)
„Lubeckiego 4, blok pracowników Centosu, ostatnie nasze mieszkanie w getcie.” (s. 219)
JA, III A (29.09.1944)
„(...) dokładnie przed dwoma laty, wychodząc [z getta] na drugą stronę, zostawiłam podobną zawartość [mocz –B.K.] w puszce od konserw na balkonie Lub[eckiego] 4. Potem przez parę dni dręczyła mnie myśl, że nie zdążyłam tego wyrzucić i że ktoś znajdzie w mieszkaniu taki nieporządek. Takie głupstwa czasem dręczą człowieka na równi z najpoważniejszymi sprawami.” (s. 97)

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Z naszego balkonu widziałam inny balkon. W jednej linii z naszym – w domu pod numerem czwartym. Był tam posterunek polskiej policji. Mieszkali widocznie z rodzinami, bo na balkonie siedziały kobiety. Stara siwa kobieta siedziała długo, a ja patrzyłam na jej siwą głowę.” (s. 108)

JA/ONI, III A (7 września 1942)

„Późnym wieczorem był nalot rosyjski czy angielski. Leżeliśmy już w łóżkach, zmęczeni przejściami. Godzina była dziesiąta. Huk pękających bomb i oślepiająca jasność rakiet ucieszyły Żydów. To przecież odpowiedź! Oni o nas myślą! Rozbiją Umschlag. To za nas! Żaden Żyd w getcie nie zszedł do schronu podczas tego bombardowania. Śmierć od bomby nie była straszna. Moje córki i Ryszard przez cały czas stali w drzwiach balkonowych.
Bomba trafiła w dom przy ulicy Gęsiej i oderwała kawał muru.
Druga uderzyła w dach domu przy Lubeckiego 4.” (s. 135-136)
</document>
<document nplp_id="5518" title="LUBECKIEGO 6" slug="lubeckiego-6">Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A (04.09.1942)
„(...) było to czwartego września [1942], [mąż Mani] przyszedł – mimo że było bardzo niespokojnie – i przyniósł «okazyjnie» kupione pół kilo masło za sto czterdzieści złotych. Ja, idiotka, jeszcze się rzucałam, że nie chcę wydać tyle pieniędzy i że po co mi tyle masła. Biedak był strapiony, proponował, że może sąsiedzi rozkupią, ale ponieważ nie było amatorów, wzięłam tylko piętnaście deka. Potem zeszłam na chwilę do Gitermana pod szóstkę. Liczyłam, że go zastanę i prędko wrócę, ale przez godzinę nie można było przejść z bramy do bramy.
Podczas mej nieobecności, ponieważ zbliżała się godzina policyjna, biedak – bez pożegnania i bez produktów – zabrał resztę nieszczęsnego masła i pognał do domu.” (s. 94)

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„W połowie sierpnia 1942 roku – kiedy „małe getto" zostało zlikwidowane, a Rada Żydowska przeniosła się z Grzybowskiej 26 na Zamenhofa 19 – przydzielono mojemu mężowi, inżynierowi Stanisławowi Szereszewskiemu, wówczas kierownikowi Działu Finansowo-Budżetowego przy Radzie Żydowskiej, mieszkanie przy ulicy Lubeckiego 6.” (s. 101)

„Trup dziewczyny z roztrzaskaną czaszką leżał w bramie domu. „Zamknij oczy!” – zamknęłam oczy, ale przecież zapamiętałam kształt kobiety w szarej sukni i rozrzucone ręce. Przekroczyliśmy przez tę dziewczynę i weszliśmy na schody.
Ociągając się, szłam po stopniach schodów. Czy to nie zły omen ta zabita dziewczyna? Dlaczego ją zabito? „Pewnie chciała się ratować i skoczyła z kolumny do bramy. Nie myśl już o tym”
Drzwi naszego mieszkania na pierwszym piętrze nie miały filungów. Były wybite kolbami. Zamiast filungów – kilka skrzyżowanych desek, przez które można było wsunąć rękę i przekręcić klucz. Stanęliśmy w niepewności przed tymi drzwiami.
Mogliśmy zająć mieszkanie na parterze, które miało mocne, normalne drzwi. Ale było brudne i ubogie. W dużym pokoju stał stół pełen skrawków skórzanych. Mała maszynka do przebijania dziurek przybita była do stołu. Mieszkał tam z pewnością rzemieślnik, który wyrabiał paski, torebki i tornistry.
Jakaś kobieta kręciła się po mieszkaniu. ,,W kuchni jest skrytka – powiedziała do mnie po cichu – schowanko, gdzie można się ukryć przed Niemcami. Niech pani zajmie to mieszkanie”.
Weszłam do kuchni. W alkowie rzeczywiście zobaczyłam skrytkę. Była częścią łazienki, znajdującej się za kuchnią. Część tę odcięto i wejście do niej było przez alkowę.
Mimo to zamieszkaliśmy na pierwszym piętrze. Trzypokojowe mieszkanie z wodą, gazem i elektrycznością.
Mieliśmy kilka własnych łóżek i materaców. Jeden pokój zajęłam dla siebie i męża; w drugim na materacu na podłodze spały razem Irena i Nina. Trzeci mały pokoik nie był jeszcze uporządkowany. Pokoik ten był od podwórza. Leżała tam na podłodze góra bielizny, męskich ubrań, sukien i palt.
Zamiatając pokoje, znaleźliśmy w kącie książki meldunkowe. Dawny właściciel mieszkania był z pewnością rządcą albo administratorem. W pokoju, w którym spały córki, stały dwa olbrzymie staroświeckie kredensy, sięgające sufitu. Wysoko na półce w jednym z nich leżały obok siebie dwa aksamitne woreczki z tałesami.
Ze znajdywanych przedmiotów odtwarzaliśmy sobie życie i ludzi, którzy mieszkali przed nami i zostali wywiezieni na stracenie.
W kuchni pod oknem leżał medalik z wizerunkiem Matki Boskiej.
A więc mieli służącą-Aryjkę.
W spiżarce cała kolekcja brązowych, kamiennych garnków – z pewnością kwasili ogórki, kapustę, barszcz. I smażyli powidła.
W jednej z szuflad olbrzymich kredensów leżały zastrzyki, lekarstwa i flakoniki tanich perfum – a więc córka ich pracowała w składzie aptecznym. Na półeczce stały rzędem książki szkolne i zeszyty – chyba mieli chłopca w wieku szkolnym. Znaleźliśmy pudło narzędzi ślusarskich aż do wytrychów włącznie, płaską drewnianą skrzyneczkę z bańkami, dolarówkę i kawałeczek materiału –resztkę, ścinek z ubrania. Materiał ten trafem losu przeszedł razem z nami na stronę „aryjską" i w dwa lata później w Sulejówku uszyłam z niego spodenki dla wnuka.” (s. 100-103)

„Nazajutrz przyszła krewna byłych właścicieli mieszkania po rzeczy. Tęga, zażywna kobieta z okrągłą twarzą. Nazywała się Jankielewiczowa. Przyprowadziła ze sobą mężczyznę i zabrali maszynę do szycia. W kuchni obok alkowy stal wysoki kosz z brudną bielizną, zabrali go tak, jak stał.
W ferworze zaczęła zabierać miski, garnki, talerze, czajnik i patelnie. Mężczyzna stał w przedpokoju z otwartym workiem, a ona z kubłem i szczotką do szorowania podłogi szła ku niemu.
Wtedy mąż mój powiedział: stop.
„Stop!" – powiedział i podniósł rękę do góry dłonią obróconą ku przodowi. – ,,Pani Jankielewicz, tak się nie godzi. Zostawiliśmy na Walicowie pod szóstym nie mniej zasobne gospodarstwo. W czym będziemy gotować, czym sprzątać, jeżeli pani zabierze wszystko?"
Stałam przy zlewie i szorowałam popiołem przypalony rondel. Bez słowa odłożyła kubeł i szczotkę i wyszła z kuchni.” (s. 103)

„Wieczorem, kiedyśmy siedzieli przy stole kuchennym i jedli kolację, mąż mój powiedział: ,,Matka znów się martwi".
Irena odezwała się: ,,Dlaczego nasza matka zawsze taka gorzka?"
A Nina: ,,Mamy gorzką matkę. I jeszcze taki ma zwyczaj, że martwi się na zapas".
Rzekłam: ,,Jest nas siedem osób. Idzie zima, a mamy tylko dwa ciepłe palta. Zginęły w przeprowadzkach palta: ojca, Ryszarda, Niny, Marysi i dziecka".
Wtedy mąż wstał od stołu. Wszedł do pokoiku, gdzie wciąż jeszcze piętrzyły się na podłodze rzeczy Jankielewiczowej, i przyniósł wierzch od futra. Szarozielonkawy, w przerabianą czarną nitkę.
,,Odłóżcie ten wierzch – powiedział - będzie dla kogoś z nas palto. Leży tam jeszcze chyba dwanaście palt. To prawo wojny".
Jankielewiczowa z mężczyzną przychodzili do nas kilka razy, aż zabrali wszystko. Nie powiedzieliśmy jej ani słowa o wierzchu od futra. Powiesiliśmy go do szafy.” (s. 103)

„Jak wszyscy inni, i my wyrzuciliśmy przez okna na podwórze niepotrzebne nam rzeczy. Góra tych mebli, poduszek i materaców sięgała pierwszego piętra.
Z małego pokoiku wyrzuciliśmy dwa składane łóżka, dwa stare materace, kozetkę i kilka oleodruków w szerokich ramach. Woleliśmy wyrzucić podejrzane łóżka, niż spać na nich. Zamietliśmy pokój. Przy ścianie stał niski biały kredens kuchenny z szybkami; przy drugiej ścianie – lakierowana na biało skrzynia. Zostawiliśmy kredens i skrzynię. Na podłodze rozłożyliśmy siatkę i matę z łóżka Marysi, która była z synkiem po stronie „aryjskiej” ; a kiedy przychodzili do nas moi szwagrowie – Witold albo Edward – spali na tej macie.
W mieszkaniu były pluskwy i niezliczona ilość pcheł. Prześcieradła nasze, poszewki i nocne koszule popstrzone były przez pchły. Każdego wieczoru przeciągaliśmy sznur od okna do drzwi i wieszaliśmy na nim wypraną bieliznę.
W pokojach frontowych brakowało szyb w oknach. Nie było też zaciemnienia. Ponieważ Niemcy strzelali do okien, jak tylko zauważyli szczelinę światła, nie oświetlaliśmy tych pokoi. Kładliśmy się spać w ciemnościach.
Życie nasze koncentrowało się w malutkiej kuchni z oknem wychodzącym na podwórze. Zawiesiliśmy okno czerwonym cienkim kilimem w beżowe kwiaty. Nie zdejmowaliśmy nigdy tej zasłony. Odchylaliśmy ją tylko na dzień. Gotowaliśmy, jadaliśmy, praliśmy i przyjmowaliśmy gości w tej kuchni.
Stół nieduży, podłużny stał przy ścianie tuż obok drzwi. Nad stołem półka. Dwie patelnie, tarka, durszlak i klucze wisiały na niej. Ręka gospodarnej kobiety – której już nie było – pieczołowicie powiesiła u dołu półki te klucze. I tak trwały. Było ich dwanaście, różnej wielkości. Może były od strychu, może od spiżarni, od piwnicy, od drzwi kuchennych, od kłódek, od walizek... Niepotrzebne były nam te klucze, a jednak nie wyrzuciliśmy ich przez okno. Zostały z nami.
W tej kuchni, na tych stołkach siedzieli nasi krewni – doktor Meir Mayzner z żoną. Opowiadała nam spokojnie i beznamiętnie o dwóch swoich siostrach, które zginęły wraz z mężami. Ani jednej łzy nie wylała opowiadając nam o tym. Wyjęła z kieszeni palta kawałek masła, zawiniętego w papier, i jadła go łyżeczką.
„Kupiłam je od dozorcy na Gęsiej ulicy – wiecie, tego, który ma żonę podobną do Aryjki”.
Potem on nam opowiedział, że zginął jego brat, lekarz, który pracował w warsztatach jako robotnik, natomiast uratował się i przyszedł niemalże pieszo z Otwocka jego ojciec – dziewięćdziesięcioletni starzec. I właśnie dla ojca zabrał jeden z aksamitnych woreczków z tałesem i tefilim, które znaleźliśmy w kredensie.” (s. 104)

„Edward Drabienko mieszkał teraz na trzecim piętrze w naszym domu. Przed pierwszym nalotem mieszkał na rogu Lubeckiego i Gęsiej. Ale kiedy bomba trafiła w dom i sufit nad jego głową zarysował się szeroką szczeliną – przeprowadził się pod numer szósty. Brat jego, Stefan, pracował w szopie na Lesznie. Odwiedzał często Edwarda i obaj przychodzili do naszych córek. Siedzieli w kuchni za stołem. Częstowaliśmy ich herbatą i kaszą.
[…]
Stefan zostawił u nas kufry i walizy swoich rodziców – skrzynię z zapasami żywności, a nawet dwa złożone łóżka i materace. Mieliśmy także u siebie worek z żywnością mojego szwagra, Witolda, i dwa ogromne kosze drugiego szwagra, Edwarda.” (s. 105-106)

„Pewnego razu przyszła do nas Irka.
Posadziłam ją na stołku przy kuchennym stole, sama usiadłam na drugim i patrzyłam na nią. Miała piętnaście lat. Wysoka, ciemna, bardzo ładna. Miała na sobie czerwony sweterek mojej siostry, która zginęła w „małym getcie”.
,,Co się stało z moją matką? Pracowała w pralni na Niskiej. Nie słyszała pani o mojej matce?”
Nie mogłam oderwać oczu od tego sweterka mojej siostry. Droga z szopu Tobbensa do Lubeckiego była długa i niebezpieczna. Z „małego getta” do „dużego" nie wolno było przechodzić nikomu. Tylko policjantom, a i to nie zawsze. Ileż zasadzek kryło się po drodze! Ile razy wpadać musiała do bram domów, nim przyszła do nas tak daleko.
Zjadła talerz zupy. Położyła się na łóżku i zasnęła natychmiast. Po godzinie wstała i zaczęła wybierać się do domu. Chciałam, żeby u nas przenocowała. Nie mogła. Miała ciotkę na Pawiej, musiała jeszcze wstąpić do niej.” (s. 106)

„Niekiedy o zmroku przychodził do nas Witold Szereszewski i zostawał na noc. I on również wraz z żoną przypisany był do pralni parowej przy Niskiej. […] Przychodził także Edward, młodszy brat mego męża, i zostawał na noc. Wszyscy chorowali w tym czasie na ostre zapalenie jelit.” (s. 106)

„W naszej sypialni mieliśmy mały balkonik. Kilka drążków po bokach i u góry tworzyło pergolę czy altankę. Dzikie wino, powój i groszek pięły się po drążkach. Stały doniczki z roślinami.
Z pewnością ten balkonik był radością i wytchnieniem rodziny, której już nie było. Ojciec rodziny sam – własnoręcznie – umocował drążki po bokach i przerzucił druty dla pnących się roślin. Pracował obcążkami, młotkami, gwoździami, które były w znalezionej przez nas skrzyneczce. Syn, chłopiec nieduży, pomagał ojcu przy robocie.
Pnie dzikiego wina w skrzynkach były grube i pokręcone. A więc altanka zbudowana została na długo przed wojną. Służąca-Aryjka, której medalik z Matką Boską znaleźliśmy pierwszego dnia na podłodze w kuchni, nieraz podlewała tę winorośl w skrzynkach. Córka, pracująca w składzie aptecznym – w wiosenne i jesienne wieczory patrząc w rozgwieżdżone niebo – marzyła oparta o mur balustrady. Przecież znaleźliśmy i listy miłosne tej dziewczyny. Równo ułożone, leżały w kwadratowym, zakopiańskim pudełku z wyrżniętym na wierzchu kwiatkiem.
Pracowita, gospodarna matka, której klucze wisiały u dołu półki nad stołem kuchennym, tutaj przychodziła westchnąć.
W soboty i w dnie świąteczne przychodzącym gościom pokazywano z dumą ten poetyczny zakątek. Chłopiec przynosił krzesła; panna herbatę. Goście siedzieli długo, grzejąc się w słońcu i spoglądając na balkony przeciwległej strony ulicy.
Lubiłam siedzieć na tym balkoniku. Przede mną były puste bloki nieparzystej strony ulicy Lubeckiego i palące się we dnie i w nocy światło elektryczne w piwnicy domu numer siedem.” (s. 107-108)

„Z naszego balkonu widać było część ulicy Gęsiej i przechodzące po niej na Umschlag kolumny. Po przejściu kolumny walały się na ulicy poduszki, paczki, plecaki. Zmęczeni ludzie rzucali ciężary. Starsi albo chorzy siadali na chodnikach. Wtedy Niemcy strzelali do nich. Za każdą kolumną jechał karawan bractwa pogrzebowego. Najbardziej znany był karawan Pinkierta. Zbierał tych, których Niemcy zabijali.
Niekiedy karawan zatrzymywał się pod naszym balkonem. Przed bramą. Ten karawaniarz mieszkał w naszym domu. Cmentarnicy nosili czapki z czarnymi otokami i białymi wypustkami. Żony ich i kobiety, które jechały obok nich na karawanach, nosiły takie same czapki.
[…]
Mąż mój mówił nieraz: ,,Nie siedź na balkonie. Przejdzie Niemiec i strzeli do ciebie”. I dodawał: ,,Widzisz przecież, nikogo na balkonach ani w oknach nie widać”.
Kiedy widziałam zbliżających się Niemców, uciekałam z balkonu. Siadałam w pokoju na łóżku i czekałam, aż przejdą. Słyszałam ich kroki i oddzielne słowa ich rozmowy.” (s. 108-109)

„Przy ścianie – wielka szafa. Dwa kosze Edwarda ustawione były jeden na drugim tuż przy balkonie. I stały dwa nasze łóżka, a między łóżkami owalny stolik. Jedno łóżko przy oknie; drugie bliżej szafy. Przykryte były firankami z greckiego tiulu. Własność rodziny, która mieszkała przed nami i którą wywieziono na zagładę. Każda firanka była innego koloru: na moim łóżku – biała; na drugim – kremowa.
W szafie leżał owinięty w gazety rozsypany plik papierów. Była to kronika naszej rodziny; spadła z wózka przy przeprowadzce i karty rozsypały się i zabrudziły. Na samym wierzchu – rozdział o mojej babce i fotografia starej kobiety w koralach z bursztynu, w sukni z bufami i staroświeckim stroiku na głowie.
Naprzeciw szafy, między oknem a balkonem, wisiała powiększona fotografia w dębowej ramie. Stara Żydówka w peruce, w kolczykach, w sukni z bufami spiętej u szyi broszką. Na głowie miała staroświecki stroik z aksamitnych wstążeczek i koronki – taki sam, jaki nosiła moja babka.
Obok szafy drzwi. Prowadziły do korytarzyka, a stamtąd do kuchni. Drugie drzwi – tuż przy koszach – prowadziły do pokoju, gdzie stały obok siebie olbrzymie kredensy.
Zdarzało się, że leżąc w łóżku przypominałam sobie, że zapomniałam czegoś na stole w tamtym pokoju. Wstawałam z łóżka i szłam ostrożnie, żeby nie nastąpić na córki, które spały na podłodze. I gdy tak szłam w ciemnościach – w koszuli, z wyciągniętymi przed siebie rękoma –promień z gwiazd czy z księżyca załamywał się w mosiężnej klamce bądź w szkle lub w metalowej ozdobie kredensu i cicho drżał w nikłej poświacie. Czy nie musnął wtedy czyjś cień moich włosów lub czubków palców?
[…]
W każdych drzwiach wisiała mezuza. Cztery sobotnie lichtarze – dwa większe i dwa mniejsze – których nie zabrała Jankielewiczowa, stały wysoko za galeryjką kredensów. A więc byli pobożni. Tutaj tedy – w tych ścianach – uciekali myślą do Boga. Chorowali, wracali z pogrzebów, radowali się i martwili.
Oto klamka, której tyle razy dotykali, kontakt, który przekręcali, próg, przez który przechodzili, i okno, przez które wyglądali dnia każdego.
Boże! Kiedyż uwolnimy się od cieni tych ludzi?
W ich meblach, w ich rzeczach, w ich oparach – nie wiedząc o tym trwamy i żyjemy ich życiem.
Na łóżku, na którym leżę, martwiła się ich matka. I wzdychała, i spać nie mogła do późnej nocy. Aż ojciec zbudzony podnosił głowę i mówił: ,,Di ślufst niś, tajereńkie...”
I oto ja na tym samym miejscu spać nie mogę i wzdycham, a mąż mój tak samo jak tamten podnosi głowę zbudzony i mówi: ,,Ty nie śpisz, kochanie...”.” (s. 109-110)

„Naszym sąsiadem od strony kuchni był Izaak Giterman[przypis]Izzak Giterman – (ur. w 1889 w Hornostopolu – zg. 18 stycznia 1943 w Warszawie). Kształcił się w Kijowie. Podczas I wojny światowej współtworzył w Kijowie Żydowski Komitet Pomocy Ofiarom Wojny (JEKOPO). W 1921 przeniósł się do Warszawy. W 1926 r. został dyrektorem Jointu w Polsce. 1938 r organizował pomoc dla Żydów, obywateli polskich, wysiedlonych z Niemiec do Zbąszynia. W getcie działał społecznie wspierając różne organizacje. Działał w ŻSS-KK (Żydowska Samopomoc Społeczna – Komisja Koordynacyjna) i JIKOR (Żydowska Organizacja Kulturalna), był członkiem KK ŻKN (Komisja Koordynacyjna Żydowskiego Komitetu Narodowego) i Bundu, a od października 1942 roku – członkiem komitetu finansowego ŻOB, której ze środków organizacji społecznych przekazał pieniądze na zakup broni. Wchodził w skład zarządu grupy Oneg Szabad. Zginął w getcie podczas akcji styczniowej.[/przypis], dyrektor Jointu. Zajmował małe mieszkanko z żoną i synem. Nie wychodzili nigdy.
Naprzeciw – od strony frontowej – trzypokojowe mieszkanie zajmował inżynier Henryk Gliksberg[przypis]Henryk Gliksberg – inżynier, radca Gminy Żydowskiej, kierownik Związku Aptek.[/przypis] z żoną i dwoma synami: Tadeuszem i Stefanem.
[...]
A więc Gliksbergowie byli naszymi sąsiadami. Numer ich mieszkania był trzeci, podczas kiedy nasze mieszkanie było pod numerem drugim. Przywieźli ze sobą swoje piękne meble: antyczne stoliki, sekretarzyki, bufet, krzesła, fotele, dywany i obrazy.
Kiedy siedziałam pewnego razu u nich w niskim klubowym fotelu, stary zegar na nóżkach z cyferblatem za szkłem wybił najpierw cztery kwadranse, potem godzinę trzecią, wreszcie zagrał kuranta.
,,To cacko jest cudem!” – zawołałam zachwycona.
„To zegar mego dziadka” – powiedziała pani Stefania. Położyła rękę pieszczotliwie na zegarze.
Potem zadzwoniła. Weszła Ada – silna czarna dziewczyna, która pomagała pani Stefanii przy gospodarstwie. Była w białym fartuszku, niosła na tacy dwie filiżanki herbaty.
Pani Stefania na ulicy Lubeckiego była w dalszym ciągu panią domu i prowadziła gospodarstwo jak przedtem. Zasuwane portiery zaciemniały okna. Kazała Adzie umyć podłogi, okna i drzwi i nastawiła się na długi pobyt.
Ponieważ mieli własne meble, wyrzucili przez okno dużo niepotrzebnych rzeczy, a kredens wystawili na klatkę schodową. Zajęli dwa pokoje. Trzeci oddali doktorowi Steinsapirowi i jego żonie. […]
Na drugim piętrze mieszkał doktor Wielikowski z żoną i córką. Zarówno jak Gliksberg i mąż mój, i on był radcą przy Gminie Żydowskiej.
Córka nie odchodziła na krok od matki. Starsza córka Wielikowskich była w Brazylii. ,,O! gdybyśmy mogli do niej pojechać!" – mówiła nieraz Wielikowska.
Po ostatecznym zlikwidowaniu getta warszawskiego wywieziono je do Poniatowej, skąd udało im się uciec. Obecnie są w Brazylii.
Na parterze mieszkał kasjer Gminy – Melamud. W mieszkaniu, które miało skrytkę w kuchni i w którym przedtem była fabryczka wyrobów skórzanych. Wprowadzając się, Melamudowa wyrzuciła przede wszystkim przez okno góry różnokolorowych ścinków skórzanych, leżących na stole, potem wyrzuciła przyśrubowaną do stołu żelazną maszynkę do przebijania dziurek. Wreszcie po kilku dniach wyrzucili stół i przynieśli inny z jakiegoś mieszkania.
Melamudowie tak samo jak my przebywali przeważnie w kuchni o zasłoniętym szczelnie oknie. Skrytka, która tam się znajdowała, dodawała im pewności i spokoju. Toteż otwierali raz po raz drzwiczki do niej i oglądali ją z ciekawością. Siedzieli wieczorami oboje przy kuchennym stole, tęskniąc za swymi synami, którzy byli we Francji. Mieszkała u nich w pierwszych dniach szwagierka z kilkuletnim dzieckiem. Była wdową, a może mąż jej był w Rosji. Nie mogła się legitymować kartą pracy, bo nie pracowała ani nikt jej nie krył. Zginęła wraz z dzieckiem przy pierwszej selekcji.
Na podwórzu na parterze mieścił się Związek Aptek, którego kierownikiem był Henryk Gliksberg. Zięć nasz, Ryszard, tam pracował. A na piętrze – nad Związkiem Aptek – zajęli wspólnie mieszkanie Finkielszteinowie, rodzice Ryszarda, i Noz z rodziną. Noz, tak samo jak Ryszard, pracował w Związku Aptek.” (s. 110-112)

„Dwa mieszkania od podwórza zajęli Popower z żoną i Wojdysławski – chudy, wysokiego wzrostu urzędnik, który stracił żonę w pierwszych dniach wysiedleń. Obaj pracowali w Dziale Finansowym.
Wojdysławski znalazł w przydzielonym mu mieszkaniu pełną szafę ubrań po wysiedlonych lokatorach i prawie codziennie wkładał inny garnitur.
[…]
Na podwórzu, po stronie prawej, mieszkali Kowalscy z córką i synkiem. Szesnastoletnia córka, urocza, o kręconych włosach, miała rysy Mulatki. Jasnowłosy, kędzierzawy Oleś miał lat siedem czy osiem. Był jedynym małym dzieckiem na naszym podwórzu. Może było ich więcej, ale chowano te dzieci. Widywałam Olesia na piramidach mebli obok doniczki z wyschłą palmą i portretu mężczyzny z wąsami. Portret ten był w szerokiej ramie z aksamitu i stał przekrzywiony, oparty o zardzewiałą umywalnię.
Zwyczajem małych chłopców szukał skarbów. W podłużnej skrzyneczce leżały pędzle i farby; jeżeli miał chęć, mógł je wziąć. Jeżeli miał chęć, mógł włożyć na głowę kapelusz-melonik albo zawinąć się w tałes, albo włożyć na nogi męskie kalosze i wyobrażać sobie, że nosi siedmiomilowe buty. Leżała tam w poniewierce niezliczona ilość różnego obuwia i poduszek z tapczanów; te poduszki, haftowane w motyle, pierroty i róże, pierwsze wylatywały przez okna.
Od rana do nocy słychać było huk spadających przedmiotów i trzask rozbitego szkła. Leżały na podwórzu lampy, albumy z fotografiami, konie na biegunach, stare walizy, kosze, drewniane słupki od doniczek, na których Oleś siadał, jeżeli upadły w ten sposób, że można było na nich usiąść.
Od rana do nocy słyszałam głos: ,,Nora! Nora!" albo: ,,Norka! Norka!" – i głos Nory z mieszkania: ,,Olesiu!" Tak nawoływało się tych dwoje.
Spotykałam także Olesia w bramie, gdzie garażował często karawan cmentarnika. Oglądał szprychy kół i próbował wytrzymałości dyszla. Spotykałam go nawet na ulicy przed bramą. A chodzenie po ulicy było już nieostrożnością.
Kowalski był urzędnikiem Gminy. Kowalska z kimś jeszcze do pomocy przynosiła codziennie z kuchni na Lubeckiego 4 dwa wiadra zupy dla naszego domu. Wołała na podwórzu: ,,Zupa! Zupa!"
Schodzono z garnkami. Nalewała chochlą zupę do garnków i rozdzielała czarny chleb.
Pewnego razu, kiedy Kowalska z wiadrami stała na podwórzu, przyszedł żołnierz niemiecki. Pod pachą niósł dwa bochenki chleba.
„Czy są dzieci na tym podwórzu? – zapytał po niemiecku – czy są tutaj dzieci?"
W tych czasach było bardzo mało chleba. A jednak Kowalska odpowiedziała:
„Nie mamy żadnych dzieci na podwórzu. O nie, nie mamy tutaj żadnych dzieci".
Z biciem serca wróciła do mieszkania.” (s. 113-114)

„Przed likwidacją „małego getta” szkoła pielęgniarek mieściła się w gmachu Ubezpieczalni na rogu Pańskiej i Mariańskiej. Tutaj, na Gęsiej – w czasie wysiedleń – nie było już ani regularnej pracy, ani wykładów. Irena spędzała dnie w szkole, ale nocowała w domu [czyli przy Lubeckiego 6]” (s. 116)

,,Do zupy! Do zupy! – wołała Kowalska na podwórzu. - Nora! Nora! Wyjdź z garnuszkiem po zupę!” Schodziły na podwórze: Finkielszteinowa, Nozowa, Popowerowa, Gitermanowa, Melamudowa, nawet dozorczyni brała zupę, chociaż powodziło jej się dobrze. Mąż jej, jak wszyscy inni dozorcy, handlował szmuglowanymi art kułami żywności.
Tylko cmentarnik nie brał zupy. Gotował rybę i mięso. Miał masło, ser i jaja. Pogardzał zupą Kowalskiej. Cmentarnicy w karawanach prowadzili wielki szmugiel.” (s. 118-119)

„O zmierzchu usłyszeliśmy turkot od strony Gęsiej. Kilka ryksz zatrzymało się przed domem. Szybkie kroki na schodach – po chwili zastukano do drzwi.
Weszło trzech żydowskich policjantów, prezes Lichtenbaum, syn jego Mieczysław, First i jeszcze dwaj, których nie znałam.
Nie zdjęli kapeluszy, nie przywitali się z mężem ani ze mną i córkami, nie przeprosili, przeszli jak wicher przez mieszkanie, zajrzeli do łazienki i ubikacji, sprawdzili drzwi kuchenne i wyszli na schody frontowe.
Usłyszeliśmy ich kroki na górnych piętrach. Otwieranie i zamykanie drzwi. Odgłosy rozmowy... Po piętnastu minutach ryksze odjechały.
Zdziwieni i oszołomieni, zastukaliśmy do Gliksbergów.
,,Czy u was byli?”
„Byli i u nas. Byli u Melamuda, u Wielikowskiego i na trzecim piętrze. Zlustrowali cały dom. Lejkin czekał na dole w rykszy. Czy nie rozumie pan, o co chodzi? Mieszkają jeszcze na Żelaznej, ale muszą się przenieść bliżej Gminy, pewnie nas wyrzucą z mieszkań".
„Czy pan wie o tym, że prezes nie zdjął nawet kapelusza? Nie przywitał się ani nie przeprosił”.
,,Chamy!" - powiedział Gliksberg.
Milczeliśmy. Wstydziliśmy się samych siebie. Poniewierka i upodlenie były tak wielkie w tej chwili, że nie mogły nasze serca pomieścić ich ogromu.
Nie wyrzucono nas z mieszkań. Ci, co mieszkali na Żelaznej, otrzymali poufne zawiadomienie, że nie warto się przeprowadzać; że przeprowadzą się od razu dalej – przeskoczą przez tę przeprowadzkę. Że za dni kilkanaście getto znów będzie zwężone, że od razu przejdą do bloków wyznaczonych – na ostatni etap.” (s. 118-119)

„Późnym wieczorem w kuchni córki prały ojcu koszule. Postawiły na stołku białą wanienkę do zmywania naczyń; znalazły małą tarę i tarły na niej koszule. A potem namydlone –podług systemu Edwarda i Stefana Drabienków – zostawiały w misce przez noc. Koszule w niebieskie paski, w ceglane i w szarą kratkę.
Ojciec siedział jak zwykle na swoim miejscu, między stołem a kredensem. Czerwony kilim w oknie był spuszczony. Na maszynce gazowej gotowała się woda na herbatę.
[…]
Była godzina dziewiąta. Po dziewiątej. Usłyszeliśmy nagle krzyk rozpaczy od strony ulicy Gęsiej. I odgłosy razów, Kogoś bito. Kogoś straszliwie bito. Wieczorami po godzinie dziewiątej zabronione było chodzić po ulicach. Nasłuchiwaliśmy...
Po tym strzał. Po tym cisza. I już nikt nie krzyczał.” (s. 120)

MY/ONI, III A (7 września 1942)

„Już róg ulicy Lubeckiego. Już mijamy aptekę. Brama numer sześć. Na pierwszym piętrze stajemy przed drzwiami. Są szeroko otwarte. Podobno zrobiła to polska policja spod numeru czwartego. Okradli nie tylko nas, ale także Drabienków i moich szwagrów – Witolda i Edwarda, którzy zostawili u nas rzeczy.” (s. 135)

„Późnym wieczorem był nalot rosyjski czy angielski. Leżeliśmy już w łóżkach, zmęczeni przejściami. Godzina była dziesiąta. Huk pękających bomb i oślepiająca jasność rakiet ucieszyły Żydów. To przecież odpowiedź! Oni o nas myślą! Rozbiją Umschlag. To za nas! Żaden Żyd w getcie nie zszedł do schronu podczas tego bombardowania. Śmierć od bomby nie była straszna. Moje córki i Ryszard przez cały czas stali w drzwiach balkonowych.
Bomba trafiła w dom przy ulicy Gęsiej i oderwała kawał muru.
Druga uderzyła w dach domu przy Lubeckiego 4. Pęd powietrza wyrzucił mnie z łóżka na podłogę. Poleciały szyby i moje łóżko, które stało blisko okna, pokryło się szkłem. Czy to nie było dziwne?” (s. 135-136)

JA/ONI, III A (wrzesień 1942)

„Pewnego razu, kiedy byłam sama w mieszkaniu, ogarnął mnie wielki niepokój. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno – nie było nikogo. Podwórko maleńkie, przecięte murem. Piętrzące się, przewrócone meble, materace, kosze, obrazy... Wąziutka ścieżka prowadziła między tymi zwałami pogardzanych rzeczy od bramy aż do drzwi na lewo, gdzie mieścił się Związek Aptek i gdzie na pierwszym piętrze mieszkali rodzice Ryszarda.
Nie było nikogo. Nie było słychać żadnych odgłosów. Otworzyłam drzwi kuchenne. Wychodziły na korytarz-balkon. W kącie stały dwie doniczki i wysokie, okrągłe pudło z cynkowej blachy na śmiecie. Okno kuchni Gitermanów wychodziło na ten balkon. Okno było zamknięte. Za szybą nie było widać nikogo. Wybiegłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi. Wielki kredens, który stał na klatce schodowej, błysnął kryształową szybą. I tutaj była cisza. Wszystko było ciche.
Czy Irena wróci szczęśliwie z Urzędu Pracy? Czy Nina wróci do domu? Czy zobaczę je jeszcze?
Rzuciłam się teraz na balkon od ulicy i zobaczyłam na balkonie mieszkania numer dwa Stefanię Gliksberg, opartą o balustradę, z twarzą zwróconą ku Gęsiej. Stała tak chwilę naprężona i za słuchana. Kiedy mnie spostrzegła, powiedziała:
„Umieram z trwogi. Stefanek jest na Umschlagu. Dano nam znać i mąż tam poszedł”.
Stałyśmy tak obie. Każda na swoim balkonie. Była godzina siódma. W promieniach zachodzącego słońca złociły się włosy Gliksbergowej. Ręka jej, leżąca na parapecie, drżała.
Nagle zobaczyłyśmy Stefanka na zakręcie ulicy, przy oknie wystawowym apteki. Szedł z ojcem. Był wesoły i szczęśliwy. Włosy miał rudawe jak matka. I jej piwne oczy. Weszli do bramy. Za nimi krok w krok jechał karawan. I też zatrzymał się przed bramą. Koń spuścił łeb ku ziemi, a karawaniarz zeskoczył z kozła i zaczął wyjmować spod siedzenia paczki i zawiniątka. Mieszkał w naszym domu. Piękny, wysoki, barczysty mężczyzna. Nazywał się Michelson. Przywiózł szmugiel.
Niedługo potem wróciły do domu Irena i Nina. Najpierw jedna, potem druga. Na piersiach miały przypięte żółte numerki.
„Dlaczego tak późno wracacie? – zawołałam – dlaczego tak późno?”
„Czy wiecie - powiedziała Irena – że nie sposób nosić przypiętych numerów? Zrywają je na ulicach. Wyskakują z bram i zrywają numery. Było już kilka wypadków. Trzeba je nosić w torebce”.
„Ale dlaczego wróciłaś tak późno z Urzędu Pracy? Czy wstąpiłaś do kogoś po drodze?”
„Jeżeli tak – powiedziała Nina – to ja już odpinam swój numerek”.
Odpięła numer, położyła go do szufladki, pokręciła się po pokoju i wyszła. Wybiegłam za nią na schody.
,,Dokąd teraz idziesz?”
„Nigdzie. Tylko na podwórze. Chcę zobaczyć, gdzie mieszkają rodzice Rysia. Może do nich pójdę”.
Wyszła na podwórze. Uniosła głowę i zaczęła rozglądać się po oknach. Szukała i myślała: gdzie też oni mieszkają? Gdy tak stała i rozglądała się z podniesioną głową, wszedł żołnierz niemiecki na podwórze. Wszedł przez bramę i stanął przed nią. ,,Co ty tu robisz na tym podwórzu?” – zapytał.
,,Ja tutaj mieszkam” – odpowiedziała Nina.
,,A dlaczego nie masz numeru? Natychmiast chodź ze mną”.
,,Numer zostawiłam w domu. Jestem córką radcy Gminy Żydowskiej”.
Nie obchodził go żaden radca.
,,Ty pójdziesz ze mną. Ty nie masz numeru. Ty się tutaj przybłąkałaś. Daj no torebkę!”
Przeszukał jej torebkę. Miała w niej bransoletkę. Wziął i schował do kieszeni. Zauważył, że nosiła zegarek na ręku. Zabrał jej zegarek. Popatrzył na nią długą chwilę. Odwrócił się i odszedł.
Nina wróciła do domu i nic nie powiedziała. Położyła się do łóżka i dostała nagle czterdzieści stopni gorączki. Nie mówiła nic. Dopiero kiedy ojciec przyszedł, opowiedziała mu o wszystkim.
,,Poprosimy doktora Steinsapira” – powiedział. Zapukał do sąsiadów i wrócił natychmiast.
„To szok nerwowy – orzekł doktor Steinsapir – nie niepokójcie się. To przejdzie”.
Rzeczywiście na drugi dzień gorączki już nie było. I życie potoczyło się dalej.” (s. 136-138)
</document>
<document nplp_id="5519" title="ŻURAWIA (poza gettem)" slug="zurawia-poza-gettem">Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A (5-6.09.1942)
„Pojechaliśmy tramwajem P na Ż[urawią]. Wyp[ożyczalnia] była nieczynna. Zofia wpuściła nas tam, rozlokowała, a potem zamknęła na kłódkę i zostaliśmy sami. Noc przespaliśmy na ławkach i mimo całej beznadziejności i braku dalszych perspektyw była to pierwsza od sześciu tygodni noc przespana spokojnie.” (s. 23)


Adam Czerniaków
ONI, I

„Na rogu Żurawiej bito i wybijano szyby. Baba bijąca Żydów grasuje znów na ulicach.” [25.III.1940] (s. 77)

„Złapany do robót przez żołnierza z Żydem na platformie na ul. Żórawiej. [sic!]” [27.IV.1940] (s. 85)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Żurawiej bili lekarza podczas dokonywania przez niego operacji." (s. 54)
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Krochmalna - Żurawia,  - Trasa: róg ulic Sienna/Żelazna (wacha) - Żurawia (biblioteka),  - Trasa: Żurawia - Belwederska,

</document>
<document nplp_id="5521" title="SŁUPECKA (poza gettem)" slug="slupecka">
Basia Temkin-Bermanowa
[Pierwsze mieszkanie Autorki po stronie aryjskiej, pod koniec 1942 –przyp. aut.; s. 290]
JA, III C - IV A
„Drugie było wynajęte za dużą, jak na nasze ówczesne możliwości, forsę. Kosztowało siedemset złotych miesięcznie […] Mieszkaliśmy Tm trzy miesiące, ale pieniądze nam się skończyły.” (s. 25)
„Pierwsze nieśmiałe telefony do g[etta] po naszym wyjściu, mające stwierdzić, czy jeszcze ktoś pozostał, były wykonywane przez A[dolfa]. Z początku były raczej ożywczymi przeżyciami. Wracał z nich za każdym razem – były to w ogóle pierwsze wyprawy na miasto, jeszcze przed zameldowaniem na Słupeckiej – jak z jakichś podróży odkrywczych.” (s. 51)
</document>
<document nplp_id="5522" title="DOMEYKI 20 (poza gettem)" slug="domeyki">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, IV A - IV B
„Po wielu poszukiwaniach i perypetiach dostaliśmy wreszcie pokój u woźnego miejskiego [Kazimierz Proszowski] na Grochowie [ul. Domeyki 20 – B.K.]." (s. 258).
</document>
<document nplp_id="5523" title="SZUSTRA (po&amp;nbsp;wojnie ul.&amp;nbsp;J. DĄBROWSKIEGO)  (poza gettem)" slug="szustra-po-wojnie-ul-j-dabrowskiego">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, IV B - V
„Czwarte mieszkanie (Mokotów) było najparszywsze. (...) a był to straszny czas trzeciej akcji i walk w getcie, kiedy nerwy były napięte do ostatnich granic, a pracy było coraz więcej. Po akcji odnajdywali się cudem ludzie, skoczkowie, którzy uratowali się z wagonu. Trzeba było biegać, robić masowo papiery, starać się o pomieszczenia. Człowiek był na wpół przytomny.” (s. 26)
</document>
<document nplp_id="5524" title="IGAŃSKA 7" slug="iganska-7">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, V - VI A (do 04.01.1944)
„W ciągu tego tygodnia, gdy zdawało się, że już zginiemy napatoczyło się cudem mieszkanie, znów na Grochowie, [załatwione] przez „Karolinę” [Irena Solska] u jej krewnej [Helena Wojciechowska].” [Dr Helena Wojciechowska, ul. Igańska 7 –przyp. aut., s. 259]
„ (...) mieszkaliśmy już siedem miesięcy, aż przyszedł krach. Czwartego stycznia [1944] […] Około szóstej po południu, po spotkaniu z Janką [Janina Lakutowicz] w cukierni, [Adolf] spieszył do tramwaju, aby jeszcze pojechać do Tedora [Pajewski] w sprawie Lasockich. Na rogu Alej Jerozolimskich podeszło trzech drabów z rewolwerami i z okrzykiem: «pan jest dr [Berman]», obmacali go, a potem szturchając, zawlekli do komisariatu […] byłam pewna, że w nocy przyjdzie G[estapo] i zabiorą nas. Postanowiliśmy więc powiedzieć gospodyni, kobiecie odważnej i porządnej, ale małostkowej w drobnych sprawach, że sprawa jest poważna, że kolega przyszedł uprzedzić nas o możliwej wizycie i że musimy wiać.” (s. 26-27)
</document>
<document nplp_id="5525" title="SUWALSKA" slug="suwalska">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, VI A
„Szóste tymczasowe mieszkanie [ul. Suwalska] było u «pięcioraczków» [Pola Elster, Henryk Wasser z żoną Blumą Wasser, Hersz Berliński i Elka Erlich], gdzie spędziliśmy trzy tygodnie. Z początku nigdzie nie chciałam być, tylko u nich, gdzie są «cukierki» [Broń – przyp. aut.; s. 263], najbardziej się bowiem bałam wpaść bezbronna w «ich» [Niemców] ręce. Ale po krótkim czasie nie mogliśmy wytrzymać w atmosferze «Krysi» [kryjówki –BK]. Wychodzić za wielką łaską mogliśmy dwa razy tygodniowo. Praca kulała. Zaczęliśmy się zachowywać nienormalnie. Ja jeździłam na miasto, ale traciłam pewność siebie.” (s. 28)
</document>
<document nplp_id="5526" title="KRASIŃSKIEGO 21" slug="krasinskiego-21">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, VI A   (6 maja 1944)
„Jest to siódme nasze mieszkanie [Krasińskiego 21].” (s. 22)
JA,  VI A   (6 maja 1944)
„Postanowiliśmy wyjść znowu na ciężkie, «nielegalne» do kwadratu życie, na «otwartym» mieszkaniu. Napatoczyło się to właśnie [Krasińskiego 21]. Z wyglądu nieapetyczne, okazało się miłe. Gospodyni, zacna i bardzo kulturalna kobieta [Waleria Gajdamowicz], krewna Stefanii [Sempołowskiej], zmarła nagle i wraz z naszą częstochowską sąsiadką [Maria Konarkowska] jesteśmy na własnym gospodarstwie. Czy długo?” (s. 28)
</document>
<document nplp_id="5527" title="ALEJA TRZECIEGO MAJA 5 (poza gettem)" slug="aleja-trzeciego-maja-5-poza-gettem">




Basia Temkin-Bermanowa
ONI, VI C (styczeń 1945)
„Ostatnie wieczór spędziliśmy z dziewczętami i Tadkiem [Borzykowski], który bardzo zyskuje przy bliższym poznaniu. Pochodzi on z Radomska, był jesz[iwe] boch[er], potem wstąpił do Poalej Syjon. Prowadził w tym mieście bibliotekę, nadal ogromnie jest przywiązany do książek i wierzy, że uratował cały swój liczący do dziesięciu tysięcy księgozbiór, gdyż ukrył go na strychu w kątku, o którym nikt z lokatorów nie wie. Dom, w którym mieściła się biblioteka, znajduje się w Alejach Trzeciego Maja nr 5. Planowaliśmy sobie, że jeśli dożyjemy, razem wydobędziemy te książki, które staną się zaczątkiem nowej, ogromnej biblioteki ż[ydowskiej], bo wszystkie inne chyba poginęły.” (s. 200)


TRASY:
- Trasa: Most Poniatowskiego - Aleja 3 Maja - Aleje Jerozolimskie</document>
<document nplp_id="5529" title="Róg ulic CHŁODNA &amp;#8211; ŻELAZNA (wacha)" slug="chlodna">




&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (15.08.1941)
„A[dolf] zdecydował się podwieźć nas na Pragę, bojąc się dla nas jakichś szykan. Jedziemy nareszcie. Przybywamy na „rogatkę” przy Chłodnej i Żelaznej. Żandarm sprawdza przepustki, wszystko w porządku, przepuszcza, a tu jakiś policaj granatowy zaczyna mu coś łamanym językiem na nas wygadywać, że za dużo osób czy coś w tym rodzaju. Nie dają jechać. Zbliża się tymczasem na rowerze żandarm kontrolny. Ale jednak wszystko jest w porządku. W międzyczasie, oczywista, denerwujemy się. Żandarm mówi: – Aber warum schrecken Sie! Wreszcie macha ręką: Jazda!” (s. 32)
ONI, III
„Ocalał on [Bencjon Fiks, mały brat Julii – dop. B.K.] w cudowny sposób dzięki temu, że – zabrany wraz ze starszą siostrą pielęgniarką ze szpitala – uciekł w ostatniej chwili z szeregu, poleciał na wachę przy Chłodnej, wypatrzył moment, gdy żandarm zagapił się na jadący wóz, i smyrgnął na drugą stronę. Mały berbeć trafił jakoś do babci [Zofia Kalotowa – siostra znajomej dozorczyni jego rodziców, mieszkająca na Kruczej –B.K.], obiecał jej, że będzie płacić, gdy zarobi handlem, i dobra kobieta przyjęła go.” (s. 179-180)

Władysław Szpilman
JA, II A
„Każdego ranka wychodziłem z domu zazwyczaj od razu po śniadaniu. Do codziennego rytuału zaliczał się długi spacer na ulice. Miłą, do ciemnej, ponurej dziury, w której mieszkał Jehuda Zyskind wraz ze swoją rodziną. Wyjście z domu - coś pozornie bardzo zwykłego - w warunkach getta, a szczególnie w czasach ulicznych łapanek, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. Wpierw należało odwiedzić niektórych sąsiadów, wysłuchać ich skarg i narzekań, a przy okazji dowiedzieć się, jaka sytuacja panuje dziś w mieście: co z łapankami, czy słyszeli coś o obławach i co dzieje się przy strażnicy na Chłodnej. Dopiero potem można było odważyć się wyjść z domu, lecz i na ulicy trzeba było być czujnym: co krok zatrzymywaliśmy nadchodzących z przeciwka przechodniów, by uzyskać kolejne informacje o panującej sytuacji. I tylko tak zabezpieczony marsz dawał jakąś gwarancję, że uniknie się łapanki.” (s. 50-51)
ONI/JA, II A
„Getto dzieliło się na małe i duże. Małe getto, zawarte pomiędzy ulicami Wielką, Sienną, Żelazną i Chłodną, miało po ostatnim zmniejszeniu tylko jedno połączenie z dużym: przy zbiegu Chłodnej i Żelaznej. Duże getto obejmowało całą północną część Warszawy z mnóstwem małych, cuchnących uliczek i zaułków, które roiły się od biedoty żydowskiej, gnieżdżącej się w nędzy, brudzie i ciasnocie. W małym getcie panowała również ciasnota, nie wykraczała ona jednak poza granice zdrowego rozsądku. W pokoju mieszkały trzy, co najwyżej cztery osoby, a ulicami, przy odrobinie uwagi, można było przejść bez ocierania się o innych ludzi. A nawet jeśliby się to zdarzyło, to nie wynikało z tego żadne niebezpieczeństwo; w małym getcie żyły w przeważającej części inteligencja oraz zamożne mieszczaństwo, stosunkowo mało zawszone, nie roznoszące insektów, które niechybnie łapało się w dużym getcie. Koszmar rozpoczynał się, gdy pozostawiało się za sobą ulice. Chłodną, ale by ją przekroczyć, trzeba było mieć sporo szczęścia i wyczucie sytuacji.” (s. 51)
ONI/JA, II B
„Ulica Chłodna należała w całości do „aryjskiej” części miasta. Panował na niej ożywiony ruch samochodów, tramwajów i pieszych. Przepuszczanie ludności żydowskiej ulicą Żelazną, z getta małego do dużego lub w kierunku odwrotnym, wymagało zatrzymywania ruchu na Chłodnej. Było to niewygodne dla Niemców i dlatego na przejście zezwalano Żydom jak najrzadziej. Gdy szedłem Żelazną, już z daleka widziałem tłum ludzi na rogu Chłodnej. Spieszący się w interesach przestępowali nerwowo z nogi na nogę w oczekiwaniu na litość żandarma, w którego gestii leżała decyzja, czy tłum na Żelaznej był już wystarczająco gęsty, by otworzyć przejście. Gdy taki moment nadchodził, wartownicy rozstępowali się i zniecierpliwiona masa ludzi napierała z obu stron, obijając się, przewracając i nawzajem depcząc, by jak najszybciej oddalić się od niebezpiecznego sąsiedztwa Niemców i rozpierzchnąć w uliczkach obu części getta. Potem ponownie zamykał się szpaler wartowników i rozpoczynało się nerwowe, pełne niepokoju i strachu wyczekiwanie.” (s. 50-51)

Stanisław Gombiński
ONI, II D
„Ale trzeba coś zrobić, by ułatwić Żydom ich egzystencję w getcie. Więc zjawia się most na Chłodnej. Wzdłuż ścieków ciągną się obustronnie mury. Domy i chodniki – żydowskie, jezdnia – aryjska. Na skrzyżowaniu z Żelazną – ruchoma brama żelazna, kołowrotki. Co kilka minut zamyka się ruch aryjski wzdłuż Chłodnej, puszcza się ruch żydowski, przecinający Chłodną, biegnący wzdłuż Żelaznej. Opodal wyrasta most drewniany, utrudniający stały ruch pieszych z jednej strony Chłodnej na drugą. Na wysokość drugiego piętra wiodą schody, po czem kładka nad jezdnią „aryjską” prowadzi na drugą stronę ulicy. Tysiące nóg w spiesznym pochodzie depczą go co dzień, co godzina. Tysiące głów zwieszonych na chwilę podnosi się, przelotnym muśnięciem oka pozdrawia panoramę Chłodnej i Wolskiej, Hale i Ogród Saski, drapacz chmur na pl. Napoleona, basztę Cedergrenu na Zielnej [chodzi o tzw. budynek PAST-y przy Zielnej 37], krzyże kościołów i linię dalekiej Wisły. Rzucają okiem i z westchnieniem opada głowa. To most ghetta – Ponte dei Sospiri, Most Westchnień.” (s. 54-55)


Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, II B/II C
„Mała dziewczynka próbuje przecisnąć się przez wachę, żołnierz woła ją do siebie i zdejmuje powoli karabin. Dziecko obejmuje jego but, błagając o litość. Żołnierz uśmiecha się i mówi: &amp;lt;Nie umrzesz, odechce ci się tylko szmuglu&amp;gt;. I strzela w obie nóżki. Małe nożyny dziecka strzaskane. Trzeba je amputować Rzeczywiście, nie będzie się więcej zajmowała szmuglem. Albo inna scena: żołnierz każe dziecku iść przed siebie i celuje. Dziecko zawraca, klęka i prosi o darowanie mu życia. Żołnierz znów każe iść i strzałem w plecy zabija małe dziecko. Albo też poprzez drut kolczasty Żyd kupił gazetę od chłopca z dzielnicy aryjskiej. Kupowanie w tej dzielnicy jest Żydom wzbronione. To przestępstwo zasługuje na karę śmierci. Pada strzał i już po Żydzie. W tej chwili przybiega mały piesek. Niemcy lubią zwierzęta. Zabójca schyla się i głaszcze pieska. Działo się to na ulicy Chłodnej w Warszawie, w dwudziestym wieku po narodzeniu Chrystusa.” (s. 305)


Henryk Makower
JA, II-III
„Róg Żelaznej i Chłodnej. W pierwotnych granicach getta Chłodna do Elektoralnej była w dzielnicy &amp;lt;aryjskiej&amp;gt;, do Wroniej zaś – w żydowskiej. Żelazna stanowiła cienkie pasemko, łączące małe getto z dużym. Tłumy ludzi przelewały się przez nią stale.[…] Ruch w kierunku południowo-północnym był więc olbrzymi, natomiast zupełnie cicho w kierunku wschodnio-zachodnim. Przez ten kawałek Chłodnej znajdujący się w getcie oprócz tramwajów mogły przejeżdżać wozy i riksze, ale przechodzić wolno było tylko ludziom mającym przepustki.” (s. 173)

Adam Czerniaków
ONI, II D
„Wieczorem (II-gi dzień przedłużonej godziny policyjnej) zatrzymano ryksze i nie przepuszczono ich pod mostem na rogu Chłodnej i Żelaznej.” (s. 301)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Na rogu Chłodnej i Żelaznej ćwiczenia gimnastyczne z kamieniami lub cegłami dla tych, którzy spóźnili się zbytnio ze zdjęciem czapki. Starszym Żydom również każą robić przysiady. Rozrzucają skrawki papieru i każą zebrać je z błota, a schylających się kopią. Na polskich ulicach każą Żydom położyć się na ziemi i przechodzą przez ludzi.” (t. 29: s. 167)

„Scenka: na rogu Chłodnej i Żelaznej żydowska rodzina żegna się z polską. Całują się, machają do siebie, przypominają: ‘Przyjdź w przyszłym tygodniu’.” (t. 29: s. 167)

„Piekło przy zbiegu Chłodnej i Żelaznej trwa w dalszym ciągu. Każą całym grupom naraz bardzo szybko przejść, pędzą jak psy. Wyciągają ludzi nawet z dorożek.” (t. 29: s. 169)

„Aby ominąć skrzyżowanie Żelaznej i Chłodnej, schodzi się daleko w głąb Chłodnej i stamtąd przez Chłodną 29 wychodzi się na Krochmalną. Dowiedzieli się o tym i zamurowali przejście przez to podwórze.” (t. 29: s. 170)

„’Dardanelami’ nazywają Żydzi przejście przez Chłodną-Żelazną.” (t. 29: s. 176)

„Tydzień temu w upalne dni na Żelaznej-Chłodnej policjant kazał mężczyźnie uklęknąć i go obsikał.” (t. 29: s. 177)

„Dziś, 10 grudnia [1940] z rana, na Chłodnej-Żelaznej zabierano ludziom worki z chlebem, tłuszczem itp. na skutek donosu policjanta polskiego, który twierdził, że jest to szmugiel. Później przyszli żydowscy policjanci i oświadczyli, że Żydzi ci szli ulicami żydowskimi. Ostatecznie rozdani ten chleb biedakom.” (t. 29: s. 181)

„Obok ‘Dardaneli’ przeszło całe żydowskie towarzystwo. Wszyscy zdjęli czapki z wyjątkiem dziesięcioletniego chłopca. Był z tego bardzo dumny.” (t. 29: s. 184)

„Przy granicy Chłodnej i Żelaznej Niemiec powiedział policjantowi żydowskiemu: ‘Du weisst, unser Kamerad ist schon ganz kaputt’. Żyd boi się odezwać i wzrusza ramionami, Niemiec widzi to i mówi: ‘Rozumiesz chyba, że mam na myśli Włochów, oni nigdy nie byli dobrymi żołnierzami’. Po kilku minutach znowu się odzywa: ‘Gdybym był Żydem, popełniłbym samobójstwo. Nie ścierpiałbym takiego poniżenia, na jakie wystawieni są Żydzi’. Policjant nie mógł już dłużej milczeć i odparł: ‘Żydzi są starym narodem i wiele już znieśli’. Niemiec powiedział: ‘Du hast Recht’. Rozmowa ta wcale jednak nie przeszkadzała Niemcowi zatrzymywać Żydów, którym kazał wykonywać ćwiczenia gimnastyczne z cegłami w rękach.” (t. 29: s. 190)

JA, II

„Raz widziałem na rogu Żelaznej i Chłodnej może 6-letniego chłopaka, któremu żandarm zabrał szmuglowany towar. Chłopak zanosił się od płaczu i pomimo razów, które spadały na jego młode barki, wracał wciąż do budki wartowniczej, gdzie spoczywał jego skarb, zakupiony może za ostatnie grosze. Gawiedź aryjska, zebrano po drugiej stronie wylotu, obserwowała z zadowoleniem walkę żandarma z chłopakiem żydowskim. Śmiech łobuzerii ulicznej dodawał żandarmowi otuchy do coraz energiczniejszego odpędzania chłopaka. Mając wszystkich przeciwko sobie: żandarma, policję mundurową, tłum aryjski, nawet Żydowską Służbę Porządkową, chłopak nie rezygnował jednak i wciąż ponawiał swe wysiłki odzyskania zabranego towaru. Przez dłuższą chwilę obserwowałem tę nierówną walkę i widziałem w tym energię i hart woli masy żydowskiej, która z uporem i wytrwałością staje w obronie swych praw, nawet wtedy, kiedy wie, że zbytnia natarczywość może jej przynieść kulkę w głowę.” (t. 29a: s. 75)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, II A

25.XII.40’: "Droga z „małego” do „dużego getta” zaczyna się na rogu Chłodnej i Żelaznej. Jedynie jezdnia odgrodzona po obu stronach murami od reszty ulicy Chłodnej jest uważana za część getta. W połowie ulicy znajduje się wyjście na Żelazną. Jest ono szczególnie uważnie pilnowane przez niemieckiego żandarma z bronią maszynową oraz dwóch policjantów: żydowskiego i polskiego" (s. 95-96)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (marzec 1942)

„Cmentarz żydowski położony był po drugiej stronie getta i można było dostać się do niego jedynym tramwajem, jaki kursował. Pierwszy przystanek znajdował się na rogu Chłodnej i Żelaznej. Dzięki specjalnej mentalności okupanta obydwa chodniki ulicy Chłodnej należały do getta, a jezdnia – do Warszawy aryjskiej. Żeby przejść przez ulicę, trzeba było więc najpierw wspiąć się na most, a później zejść z piętra na dół. Niedaleko stamtąd, na rogu Żelaznej, czekał jednowagonowy tramwaj, noszący tarczę Dawida, zamiast numeru.” (s. 14)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Szłam właśnie do fabryki „Marcel”, do mojego ojca, gdy na rogu Chłodnej i Żelaznej spotkałam radcę Poznańskiego.” (s. 58)
Bogdan Wojdowski
II, F
„Tam, przed wachą, był cyrk pod golym niebem, czynny cały dzień. Arena otwarta pośrodku miasta, gdzie schwytani przechodnie odbywali kary, zgodnie z fantazją zmieniających się wart. Starcy w czarnych chałatach raczkowali po śniegu i błocie, a wypięte zadki obdzielał kopniakami ochoczy, młody strażnik. Z anielsko cierpliwym uśmiechem na twarzy, trzymając w pogotowiu broń, obchodził uważnie szeregi, bił, uczył porządku i poprawiał błędy. Pokracznymi, żabimi susami uciekali przed nim, sapiąc. Padali w błoto i zastygali z rozrzuconymi nogami. Inni na rozkaz zawodzili psalmy i słowa modlitwy niosły się ulicą. Składali trzęsące się palce i wyciągali w górę, wznosząc oczy ku niebu, mrużąc je lękliwie, kiedy ręka żandarma targała kosmyk brody. Wzbudzało to uznanie i wybuchy szalonego śmiechu zatrzymujących się na ten widok patroli.
Krwaworączka stal z boku i wskazu jąc młodego strażnika wołał do nich raźno:
- Kraft durch Freude!
- Jawohl.
Jarmułki leżały w biocie. Żydzi leżeli w błocie, a jakiś chłopak nakłoniony energicznie przez strażnika usiłował bez skutku stanąć na rękach. Padał, obrywał po twarzy za niedołęstwo i znów fikał nogami w powietrzu. A tymczasem starcy czołgali się po mokrych kamieniach wzdłuż rynsztoka, zrzuciwszy na komendę okrycia i buty; w obawie przed kopniakiem potulnie zanurzać musieli brody w śniegu, kiedy strażnik pochylał się nad nimi i ostrzegawczo potrząsał bronią. Krwaworączka dał nowy rozkaz i wszyscy zerwali się z miejsca.
Westchnienia uciekały w powietrze białymi smugami. Sine, stulone dłonie błądziły niespokojnie. Drżały, przyciśnięte do piersi. Przemoczone kosmyki włosów zakrywały twarze, a oni, rozciągnięci w bezładnym szeregu, zastygli w oczekiwaniu na komendę, połączeni wspólnym dygotem. Niegłośny szept przelatywał między nimi, kiedy powtarzali słowa modlitwy
[...]
Ojciec ogarnął długim spojrzeniem mur, wachę róg Żelaznej i Chłodnej, którą należało starannie omijać w takie dni,, ogarnął spojrzeniem cyrk żandarmski i schwytanych Żydów, którzy wiedząc, że nikt nie pospieszy im z pomocą, z rezygnacją wili się na bruku, usiłując zachować należytą odległość od butów strażnika; ogarnął spojrzeniem tablice ostrzegawcze, których przybyło ostatnio na tym odcinku, i wylepione wzdłuż muru bliźniacze afisze, afisze strzegące niemo bezpieczeństwa obywateli GG-JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN, już po tamtej stronie; ogarnął spojrzeniem opustoszały teraz most, chybotliwe rusztowanie z desek ociekające błotem, którędy nie odważył się nikt przejść w takie godziny-a potem przyciągnął Dawida krótkim ruchem ręki położonej na ramieniu, na szyi, i to zimne dotknięcie kazało mu wstrzymać oddech”. (s. 62-63)

II, F
„W zgiełku pojazdów otwiera się szeroko brama ustawiona w poprzek ulicy, żeliwna kratownica pochlapana minią, aby nie zżarła jej rdza. OD-mani na komendę, biegiem wprawiają w ruch i uchylają ciężkie wrota. Kiedy kratownica zamyka Żelazną, po tej stronie ruch ustaje i ulicą Chłodną sunie tramwaj, zwalniając biegu pod drewnianym mostem, a kiedy kratownica zamyka Chłodną, po tamtej stronie ruch ustaje i ulicą Żelazną pędzą wózki, riksze pchane przez tragarzy i spieszeni pasażerowie. Takie jest prawo, że kulisi mają biec razem z pasażerami obok roweru na tym odcinku. Można się zgubić w tłumie hałaśliwie pertraktujących przez ulicę szmuglerów, którzy dają sobie znaki za plecami wart; można się zgubić w krzyku gorliwych policjantów, w komendach żandarmów czujnie wypatrujących ofiar, którzy przepuszczają i wstrzymują jednym skinieniem przechodniów z przepustkami, rewidują kolumny maszerujących tędy do pracy pod konwojem. Tutaj, u wylotu strzeżonej ulicy, każdy krok może być twoim ostatnim krokiem, Żydzie.
Żydów pilnują żółci, żółtych pilnują granatowi, granatowych pilnują żandarmi, żandarmów pilnuje SS, SS pilnuje Gestapo, a na samej górze pilnuje wszystkich Heinrich Himmler i sarn składa raport Führerowi, że nikomu dzisiaj nie uda się uciec zza muru. Żaden żydowski chłopak nie przebiegnie z workiem na tamtą stronę, mein Führer, wykluczone! Wächter, Krwaworączka, który trzyma teraz straż na skrzyżowaniu Żelaznej i Chłodnej, strzela bez uprzedzenia. Tamten, który stoi na posterunku przed południem, strzela w powietrze. Strzelanie w niebo to zajęcie zdrajców. Niemcy dawno zrobiliby porządek, gdyby nie marnowano naboi… A kiedy mróz? A kiedy mróz, mein Führer, niemiecki żołnierz strzela w rękawiczkach, według rozkazu. Ah so, selbstverstendlich. Wobec tego zmienić porządek wart. Odtąd ten strażnik będzie stal przed południem, a tamten po południu. Rozkaz, ale jak ich poznać, kiedy twarze w tych żelaznych garnkach wyglądają zawsze tak samo. Tak strzelają, strzelają cały dzień bez wytchnienia i ręka ich nie zaboli?” (s. 155)

II, F
„Sczerniały Chaim biegł z zamkniętymi oczami, prosto na wachę, nie zdjąwszy nawet opaski z ramienia. Łopotały podarte gałgany, kiedy posuwał się ten cień. Stopy omotane strzępami koca cicho stąpały po błocie, cicho i miękko, a czarna mordka sunęła w kierunku Wächtera, który w popłochu cofał się przed zmorą w łachmanach. Po pierwszym strzale zatrzymał się Chaim pośrodku jezdni i otworzył oczy. Stał, nie uciekał i tylko wyciągał szyję, patrząc tępym i upartym spojrzeniem na Niemca. Po drugim strzale zaczął przebierać palcami w powietrzu. Słaniał się z uniesioną głową, uchylonymi ustami, niemo, bez krzyku, jakby pragnął tylko zaczerpnąć tchu. Krwaworączka cofał się i strzelał, raz za razem. A potem zmienił magazynek”. (s. 156)

II, F
„Grudniowe niebo nad miastem wisiało ciężko jak dym. Stał bezradnie do zmierzchu przed strzeżonym wylotem ulicy i trawił swój strach, niecierpliwość, gorzką zgryzotę. Jeszcze raz Wächter wygarnął w tłum gromadzących się uparcie Żydów. Wszyscy w popłochu uciekli do najbliższej bramy, więc i Dawid pobiegł za innymi, aby skryć się, a trafiony tragarz z Solnej szedł obok i oddalał się wolno, stękając jak źle zaszlachtowany wół, chwiejąc się na miękkich nogach. Buty zostawiały za nim na chodniku mokry ślad. Odwrócił się i z daleka wyciągnął ku Niemcom wielkie, mokre, czerwone ręce. Wołał:
- Aron Jajeczny, Solna dwanaście! Żydzi, zawołajcie moją…”. (s. 158)

II, F
„Przed nim, w zapadającym zmierzchu, rozciągało się strzeżone miasto i bezładny zgiełk sączył się do uszu. Krzyk żebraków płoszył konie i omnibus utknął w rozległym tłumie, który wlókł się ulicą Żelazną i dalej, jak wezbrana fala wstępował na drewniany most, a długa kolumna kulisów przy bezczynnych rikszach z ociąganiem rozpraszała się w mroku przyległych zaułków. W głębi na ulicy Chłodnej, obwiedziony z dwóch stron murami żydowskiej dzielnicy, wznosił się na skwerze białymasyw kościoła Św. Karola; w grzmiącej muzyce organów, w chórze gniewnej modlitwy, która runęła z nagła w noc, rozjarzyły się płomyki świec-na krótko i zgasły, kiedy zamknięto drzwi. Strzeżony wylot ulicy tonął w sinym świetle latarni i te ochronne barwy przypominały, że ciemniejące niebo ponad miastem przeszyte jest we wszystkich kierunkach torami, po których maszyny jeszcze nie nadciągnęły; uwięzione w sieci smug szybkich i zwinnych reflektorów, które jeszcze nie zabłysły; wydrążone świetlistymi snopami ekrazytowych pocisków, które niemo spoczywały w komorach broni przeciwlotniczej. Była noc i cisza pod niebem, ale syreny, w każdej chwili garowe odezwać się rykiem tysiąca tub, zainstalowane w swoich gniazdach pod dachami, czekały tylko na znak. Burzliwa muzyka organów, niejasne słowa gromadnej modlitwy obudziły niepokój całego dnia, rozgoryczenie, któremu teraz poddał się już biernie i z ulgą. Wezbrany smutek, tęsknota, ale za czym-nie wiedział, obmyły mocnym strumieniem jego bezsilną niecierpliwość. Stał w miejscu zaciskając pięści aż do bólu i sam wybaczył sobie strach, swą hańbę. Już późno, trzeba wracać. Niechętnie myślał o tym, że przyjdzie tutaj jutro. Zimny wiatr owiał wychudzone ciało, przejął do kości, pokierował jego krokami, kiedy po całym dniu beznadziejnego czuwania przed wachą wracał do kamienicy. Wspomnienie domu, gdzie syczy nad stołem zielony płomyk karbidu i barwi trupim światłem twarze bliskich, przepełniło go niewysłowionym ciepłem, otuchą i zawstydzone serce tchórza zabiło z radości”. (s. 159)

II, F
„Nazajutrz, równo z upływem godziny policyjnej, znów zgromadził się przed wachą tłum. Żydzi mówili szeptem.
-Ten tragarz z Solnej, co wczoraj oberwał w czapę, już stąd zabrany?
-Zabrany, zabrany. Była jego stara i wachman w drodze wyjątku pozwolił zabrać jeszcze ciepłego z ulicy.
-Ciepłego? Jakiś litościwy wachman, ma serce. Przeważnie zabraniają. Zastrzelony, to niech leży.
-To niech leży zimny trup na postrach. Kto urodził się Żydem, ma umierać Żydem.
-Tak, tak, święta prawda... A jak go zabrała? Ta mizerna, licha kobiecina?
-O wa, wózkiem.
-Wózkiem?
-Wózkiem podjechała, wózkiem go zabrała.
-Nigdy w to nie uwierzę. Jak mogła sama jedna poradzić? Jajeczny chłop jak dąb.
-O wa, z synem była, syn poradził. Jeździ rikszą pomieście, nie wiesz czasem?
-To Jajeczny ma syna? Aron ma syna? Nie wiedziałem". (s. 160)

II, F
„Ranna mgła snuła się nisko nad ulicą, zamotała druty, ociężale sunęła ponad murem. Wlokła się jak natrętny żebrak przez wachę. Było szaro i pusto, ociągający się dzień wstawał w mdłym świetle gazowych lamp. Zamiatacz uliczny kaszląc cicho podtoczył swój ciężar w ich stronę i jakiś Żyd wyjął z blaszanego pudła na śmiecie paczkę owiniętą papierem i natychmiast się oddalił. Żandarm udał, że nie widzi, z upodobaniem przyglądał się rozniecaniu ognia. Z pogrzebaczem i szczypcami zbliżył się zamiatacz do posterunku, rozgarnął śmiało tlejące węgle, potrząsnął oburącz koszem i koks począł dymić potrzaskując głośno. Strażnik zatarł ręce, przyjaźnie poklepał zamiatacza po ramieniu [...].
Stojąc w tlumie wyrostków Dawid gorzko rozpamiętuje poniżenie darowanego życia. Wciska się głębiej w bezładną zbieraninę matczynych chustek, szalików i sweterków, przydługich ojcowskich kapot, lecących z nóg kamaszy, które rozjeżdżają się na oblodzonych flizach chodnika. Kaszkiety opadają nisko na nos, ciepłe oddechy unoszą się w powietrzu, oczy błyszczą dziwną otuchą czy gorączką, a spodnie wloką po ziemi. Będą sterczeć razem, zbici w jedno stado, z woreczkami na chleb i kartofle, oczekiwać cierpliwie tej chwili, kiedy Wächter wspaniałomyślnie machnie ręką i zezwoli wybiec im za mur, rozproszyć się po okolicznych sklepikach. Będą czekać, przytupywać obcasami na mrozie, zabijać dla rozgrzewki ręce”. (s. 160-161)

II, F
„Żandarm pokrzykiwał ochoczo i bez gniewu, granatowy szarpał gorliwie każdego Żyda, który się zbliżał bez przepustki wyciągniętej wysoko w górę, żółty machał pod nosem pałką. A jemu pot ściekał ze strachu po rękach, żebrach i w napięciu nogi drżały bez ustanku, nie mógł tego powstrzymać. Odchodził, biegł do ruin dla rozgrzewki, wracał z powrotem, by wcisnąć się pomiędzy innych. Ale co się tam znów dzieje? Tłum wyrostków z pochylonymi nisko głowami posuwa się bez słowa do przodu, zwiera ciasno ramię przy ramieniu, przyspiesza, zagarnia wszystkich na swej drodze i jednym wielkim nierozerwanym kłębem przetacza w milczeniu obok wart, które trochę za późno podnoszą wrzaik: ,,Halt! Halt! Zurück!" i Dawid z ulgą czując, jak porywa go i bez przeszkód niesie zwarta ciżba, widzi w biegu wykrzywione twarze granatowych i żółtych, mijanych bezkarnie w zamęcie i zgiełku, którzy niedołężnie uwijają się dokoła tłumu, krążą przykuci do posterunku, szarpiąc łachy na przebiegających, ciskając bezsilnie palkami, widzi przez mgnienie żandarma, który w popłochu uskoczył na krawężnik przed nadbiegającymi, a potem próbuje nerwowo złożyć się do strzału, ale to trwa, zamek stawia opór, odrzucona rękawica leci wreszcie na ziemię i-już był po tamtej stronie, kiedy padł pierwszy strzał. Banda rozproszyła się w okamgnieniu, a on nie oglądając się pobiegł przed siebie wśród ludzi nieoznakowanych i pierwszą jego myślą było zdziwienie, że nie dostrzega na ramionach białych opasek”. (s. 162-163)

III A, F
„Huczał zewsząd klaksony, kiedy nabite ludźmi ciężarówki skręcały za róg i pędem mijały wachę na Chłodnej. Żółty biegiem otwierał przejazd, rozpłaszczony puszczał ciężarówki obok siebie, wciągając brzuch, a wozy zwalniały i kurzyły smugą spalin”. (s. 303)

III A, F
„Budy stały na ulicy i zaganiano do nich starych, niedołężnych, dzieciarnię, a ci, co szli bez oporu, ustawieni w kolumnie czekali cierpliwie na otwarcie przejazdu, zapełniając zbitym tłumem cały ten odcinek od wylotu Krochmalnej do Chłodnej”. (s. 311)

III A, F
„-Draka, panowie! Krwaworączka prowadzi chałaciarzy z Ciepłej. Zaraz będzie uroczyste nabożeństwo.
-Który ich nakrył?
-Wściekły Pies! Urządzili sobie chałaciarze kryjówkę w bóżnicy u Icka. Dwa dni i dwie noce modlili się do upadłego.
- Oho, postój tu za mnie. Niech ja sobie raz w życiu popatrzę.
Pędzili ich Żelazną wzdłuż muru do wachy. Grupkami gromadzili się policjanci na trasie, wyciągali szyje, a jakiś żandarm stał z papierosem na balkonie i stamtąd oglądał procesję. Na przedzie reb Icchok, twarz podawszy do przodu, jakby nadsłuchiwał czegoś z trudem, szedł nie odrywając stóp od ziemi, cały w czerni. Miał na sobie sobotni chałat i miękkie kamasze. Szurał kamaszami, pociągał za sobą nogami. Usta poruszały się lekko i coś bezustannie szeptały. Słychać było śmiechy. Niemiec wyszedł z bramy, w dwóch palcach trzymając daleko od siebie, z obrzydzeniem, wielki tałes. Krzyknął i rzucił ten tałes starcowi w twarz. Reb Icchok chwycił szatę i szedł dalej, a szata wlokła się po ziemi. Później inny cisnął modlitewnik, który uderzył go w plecy i upadł.
-Halt!
Zatrzymali się i Krwaworączka szedł między nimi aż do miejsca, gdzie stanął reb Icchok; rozkazał mu podnieść modlitewnik i skinieniem nakłaniał do modlitwy. Krwaworączka miał szeroki uśmiech na ociekającej potem twarzy. Padła głośna komenda i reb Icchok ruszył przed siebie. Prawą dłonią przyciskał do serca Pismo, lewą zebrał obfite fałdy tałesu.
Za nim ciasno tłoczyli się starcy. Ich spojrzenia omijały rozkrzyczanych, roześmianych konwojentów. Pomykali chłopcy z rozwianymi pejsami, spiesząc za starymi. Trzech wyrostków szło podtrzymując się wzajemnie, głowa przy głowie w maleńkich czarnych jarmułkach. Ciągnęło rzemieślnicze bractwo z zaułków Wroniej, Pańskiej, Łuckiej i Śliskiej. Żydzi gromadzący się co sobota w bóżniczce reb Icchoka-garbarze, kuśnierze, cholewkarze, łaciarze, handlarze starzyzną, druciarze, blacharze, tragarze, furmani-spędzili ostatnie dni na modlitwie za ścianą zatrzaśniętej na głucho kryjówki, w żółtym blasku świec, a wypędzeni stamtąd tłumnie na ulice mrużyli oczy w słońcu lipcowego dnia, skupieni w trwożne stado, ogłuszeni krzykiem, hałaśliwym śmiechem żandarmów i policji zgromadzonej wzdłuż muru. Wyrwani z modlitwy, wygłodzeni postem, słaniali się na nogach. Już posterunki koło wachy z daleka wymachiwały karabinami, a starcy szli w zupełnym milczeniu. Szli jak duchy. Tłumek na Krochmalnej, otoczony konwojem, sięgał aż do skrzyżowania, ale ulica Żelazna, wąska, przedzielona murem w połowie, była tego popołudnia oczyszczona strzałami
Padła komenda:
-Do modlitwy!
Reb lcchok milczał. W szeregach wszczął się szmer, szepty. Popatrywali na siebie, na kapłana. A on szedł dalej nie zwalniając kroku, z modlitewnikiem sztywno wyciągniętym przed sobą. Poprawił tałes na ramionach, podciągnął wyżej, pochylił się do przodu, zgarbił i można było przypuszczać, że modli się w marszu [...].
Reb Icchak w milczeniu uniósł rękę do gardła.
Frunęły czapki, kapelusze z głów. Umundurowani młodzieńcy reperowali broń, a stado czarnych jarmułek wzbiło się w powietrze. Jakiś Żyd upadł razem z czapką na ziemię; widocznie za mocno wcisnął ją sobie na uszy. Niemcy znów zarepetowali karabiny, cisza uczyniła się zupełna, a Żydzi stali z obnażonymi głowami, stłoczeni, bladzi.
Reb Icchak zaczął:
-Szema Isroel…
Prawą ręką przyciskał Pismo do piersi, lewą zbierał fałdy długiej szaty. Głosem donośnym i drżącym
wolał:
-Szema Isroel Adonai elohajni !
Starcy powtórzyli za nim:
-Szema…
Ochrypłe, rwące się głosy bezradnie obijały się o mur. Trwożnie rozciągnięte słowa modlitwy ginęły wśród posapywań [...].
Nie wiadomo, kto oddał ten pierwszy strzał. Mówiono, że strażnik z wachy. Reb Icchak leżał pod murem, tałes obok, na tkaninie wystąpiła plama krwi. Krwaworączka obejrzał się i zawołał:
-Cała zabawa na nic!
Niemiec z wachy odkrzyknął raźno:
-Ej, ty tam! Skończ się bawić, zacznij pracować!
I to było sygnałem do ogólnej strzelaniny. Żandarmi nerwowo repetując karabiny gnali uciekających prosto na wachę, wydając gardłowe i dzikie, zduszone okrzyki.
Na tym niedużym odcinku, pomiędzy wylotem Krochmalnej i wylotem Chłodnej, tego popołudnia położyli trupem kilkudziesięciu ludzi.
Kiedy umilkły już strzały, spomiędzy leżących wygrzebał się starowina z drucianymi okularami na nosie i podreptał w głąb Krochmalnej nie zatrzymany przez nikogo. Tłum ustępował przed nim, a on przygiął się jeszcze niżej, połę chałata zarzucił na głowę i ukrył twarz. Żandarm odął usta, powoli odwrócił ku niemu karabin, przystawił lufę do chałata i oddał strzał. Jeden, a potem drugi. Spod chałata rozległo się stęknięcie i skurczony starzec upadł.
-Sprzątnąć!
Policja powtarzała rozkazy Niemców.
-- Sprzątnąć Żelazną aż do wachy. Trupy na podwórze.
Wybuch granatu targnął powietrzem; to odmykano ostatnie zatrzaśnięte bramy”. (s. 335-339)

III A, F
„Na skwerku biwakowały zluzowane patrole żandarmerii. Odpoczywając, z manierkami w rękach rozpinali mundury. Jakiś podoficer stanął wyniośle na stopniach przed kościołem i długo wodził polową lornetą wzdłuż okien wymarłych kamienic; obok wznosił się ogromny stos portfeli, skórzanych teczek, a ciśnięte dokumenty walały się rozproszone na trawie. Wstrzymane, puste tramwaje cofały się spod zatrzaśniętej wachy i dzwoniły-dając pierwszeństwo kolumnom maszerującym na Stawki. Po kamiennych stopniach szedł rozchełstany żandarm i stając przed podoficerem podawał mu manierkę”. (s. 343)

[caption id="attachment_9379" align="alignleft" width="1024"] Ul. Chłodna przy skrzyżowaniu z Żelazną. Punkt sprawdzania przepustek dla wchodzących do getta (Fot. Niemiec, 1940) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption][caption id="attachment_9380" align="alignleft" width="1024"] Ul. Chłodna, skrzyżowanie z Żelazną. Sprawdzanie dokumentów Żydom wysyłanym do przymusowych prac w mieście (Fot. Niemiec, 1940). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5534" title="CIEPŁA" slug="ciepla">

&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
ONI, III
„(...) były to akurat czasy, kiedy codziennie dziesiątki osób oddawano w ręce Gestapo, a setki były najohydniej szantażowane. Co tu wiele gadać, jeżeli A[dolf] w ciągu tego czasu miał trzy przygody (nie licząc wsypy, która była spowodowana denuncjacją).
Pierwszy raz w okolicach Ciepłej, gdy szedł na placówkę spotkać się z przedstawicielami ŻKN-u w getcie. Wykręcił się wówczas sianem, skrzyczał zaczepiającego łobuza i ten, zwiedziony jego twarzą, po dokładnym przyjrzeniu się, oraz spokojem, odczepił się wreszcie. Łudziliśmy się wtedy, że winna była okolica małego getta, gdzie szantażyści specjalnie nastawieni byli na to, że kręci się mnóstwo Żydów.” (s. 58)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, II D/III (02.06.1942)
„Orgie filmowe nie ustają. W niedzielę po południu Niemcy filmowali sceny na bazarze przy Ciepłej. W mojej obecności skojarzyli parę dwóch Żydów; jeden z nich niósł paczkę starych gazet na ramieniu, drugi był staruszkiem o siwej bródce. Mieli oni trzymać się razem i powoli wychodzić z bazaru. Obydwaj drżeli i byli śmiertelnie przestraszeni.” (s. 95)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (18.05.1942)
„18 maja o piątej po południu niesławny Frankenstein [chodzi najprawdopodobniej o policjanta Otto Helmera (1908-?), pełnił on służbę zazwyczaj przy wasze Leszno-Żelazna] zabił na Ciepłej żydowskiego policjanta Blutsznita i trzech żydowskich szmuglerów. Wedle żydowskich policjantów Żydzi często giną z jego zbrodniczych rąk.” (Pisma, s. 275)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Z kamienicy na Ciepłej esesmani zabierali meble, naprzeciwko śpiewał i grał zespół żydowski. Kazali zagrać walca i tańczyć pośrodku ulicy. Kazali żydowskim przechodniom, elegancko ubranym, dawać po 5 zł, ubogim – po 10 groszy i więcej. Złapano kilka kobiet, zaprowadzono je do piwnicy, kazano im skubać pierze, po pracy rozebrano je do naga i wymierzono po trzydzieści razów.” (s. 145)
„Dziś, 28 października [1940], pojawiła się nowa wiadomość: część Ciepłej, gdzie znajdują się koszary policji, zostaje wyłączona z getta. Zrozumiałe, że przyczynia się to do wzrostu niepokojów.” (s. 152)
„Na Solnej, Ciepłej wielki ruch, nie sposób przejść.” (s. 160)
„Na Ciepłej porządni policjanci. Gdy ściemnia się, przepuszczają Żydów bez opasek.” (s. 164)

Mietek Pachter
JA, III A

„Praca idzie nadal w tych samych ramach, jesteśmy znowu na Twardej, część nas pracuje na Ciepłej. Pozostałe gąsiory zostały przez nas samych wylane i zniszczone, nie chcieliśmy narazić się na ponowne niebezpieczeństwo i nieprzyjemności. Ale znowu zaczyna się nowa era, otóż codziennie przyjeżdża auto z Okęcia-lotniska po cegły.” (s. 124)

JA/ONI, IV A

„My pracujemy wciąż na Twardej, a kilku chłopców poszło na Ciepłą, bo mieli tam dokończyć część muru. Praca idzie dość spokojnie, gdy nagle wpada zadyszany chłopak, opowiada, że mur opadł na głowę Urenowi – chłopcu, który tam pracował. W jednej chwili znaleźliśmy się tam i zastaliśmy na wpół przysypanego chłopca. Już nie żył, jego brat leciał zrozpaczony i rzucił się na ziemię w szalonym bólu, nie można go było uspokoić, brat jego został wyciągnięty spod gruzów na wpół zmasakrowany.” (s. 171)
Bogdan Wojdowski
F, I
„Mordchaj Sukiennik po raz ostami wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Cieplej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. ,,Verboren!" - krzyczały tablice. „Durchgang verboten!" - groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN.
- Podawaj, Maniuś, podawaj, podawaj!
W ciszy nie przebudzonego miasta krzyk ten zrywał go na nogi. Ukradkiem podchodził do okna. Pierwsze tramwaje jechały ulicami wyłaniając się z mgły, jak majaki innego, niepojętego świata, a ich wysoki wizg ginął na zakręcie, gdzieś w głuchej pustce Hal. Biły, biły dzwony u Św. Karola. Widział po tamtej stronie twarze, bielały niewyraźnie, wynurzały się z nocy, która pierzchła.
Z oczami zwróconymi na mur w budowie, ojciec zanosił poranne modlitwy”. (s. 46)

F, I/II
„W ruinach na Walicowie dniem i nocą koczował tłum żebraków i wśród nich znależli miejsce przesiedleni. Klecili paleniska z cegieł, pod osłoną wyburzonych nor rozkładali barłogi. Po wodę szli do kamienicy i zimne noce przesypiali na klatkach schodowych; z czasem zajmować zaczęli mieszkania opuszczone przez zmarłych na tyfus, zamorzonych głodem. Przygarniał ich reb Icchak w nielegalnej bóżniczce na Ciepłej, gdzie rozkładali się pokotem w ciasnocie i rejwachu na deskach Bimy i pod wielką Arką, roniąc wszy na zbutwiałe ze starości makaty. Reb Icchok robił starania w Judenracie o kartki żywnościowe dla przesiedlonych i zawartość skarbon przeznaczał na ich posiłki z kuchni gminnej; a pewien piekarz z Grzybowskiej, po tamtej stronie muru, wysyłał swe dzieci parę razy w tygodniu z chlebem na Ciepłą, aby stary rabin mógł dokonać rozdziału. Wielu wolało swoje legowiska w ruinach od ciasnoty malej bóżnicy i wracali na Waliców, gromadząc skąd się da graty i starzyznę, materace, skorupy”. (s. 130)

F, II
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne”. (s. 56-57)

F, II
„A Niemcy obiecali Waliców spalić. Spalić Pańską, Krochmalną, Ciepią, Prostą, bo tutaj właśnie szerzy się zaraza! Najgorsza zaraza i głód w tych zaułkach małego getta! Kto zesłał głód? Tyfus, wszy? Nawet prof Bauma oblazły i nie może się ich pozbyć staruszek. A że wszy roznoszą choroby, prof Baum złapie tyfus, jak tylu innych przed nim, i wyjdzie na to, że Niemcy mają rację, kiedy każą rozlepiać na mieście afisze z ostrzeżeniem ŻYDZI WSZY TYFUS”. (s. 96)

F, II
„Dawid wracając z tamtej strony zbliżał się do domu i z daleka już wypatrywał okna zaklejonego na krzyż dwoma paskami papieru. W nie opalanej ruderze Natan Lerch drżąc i kostniejąc zarzucał na ramiona gruby łachman; z okna na pierwszym piętrze, gdzie za szybą bielała jego wymęczona, spalona gorączką twarz, widać było zaułek aż po skrzyżowanie Ciepłej, przekupki wrzeszczące wniebogłosy za stoikami, mrowie żebraków krążących niedołężnie koło wachy, którędy wracali szmuglerzy z towarem. Słońce zachodziło za brudną chmurą i w szarówce pełgało drżące światło pośród ciemnych niewyraźnych postaci, mętnych cieni rozpływających się w godzinie zmierzchu. Ulica konała w dzikim ruchu; bezładny szum i zgiełk, lament, tupotanie drewniaków na kamieniach, okrzyki rzucane donośnie z jednej strony muru na drugą. OD-man z pałką wychodził przed kuchnię gminną, ocierał usta i coś tam wołał, a tłum odpowiadał mu wściekłym chóralnym wrzaskiem, tłukąc miarowo blaszankami, dzwoniąc łyżkami. Gołębie w popłochu zrywały się w powietrze i nisko, bezkarnie krążyły nad wachą. Tłum czerniał w słabym, sinym świetle zapalonych raptem latarni i miasto połykała noc”. (s. 228)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

F, III A
„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudniema-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią, do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą, do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)

F, III A
„Patrol esesmanów rozsypany w tyralierę zbliżał się uważnie do następnej przecznicy i okrążał w ruchu czoło pochodu wynurzające się z ulicy Ciepłej”. (s. 321)

F, III A
„-Draka, panowie! Krwaworączka prowadzi chałaciarzy z Ciepłej. Zaraz będzie uroczyste nabożeństwo.
-Który ich nakrył?
-Wściekły Pies! Urządzili sobie chałaciarze kryjówkę w bóżnicy u Icka. Dwa dni i dwie noce modlili się do upadłego.
- Oho, postój tu za mnie. Niech ja sobie raz w życiu popatrzę.
Pędzili ich Żelazną wzdłuż muru do wachy. Grupkami gromadzili się policjanci na trasie, wyciągali szyje, a jakiś żandarm stał z papierosem na balkonie i stamtąd oglądał procesję. Na przedzie reb Icchok, twarz podawszy do przodu, jakby nadsłuchiwał czegoś z trudem, szedł nie odrywając stóp od ziemi, cały w czerni. Miał na sobie sobotni chałat i miękkie kamasze. Szurał kamaszami, pociągał za sobą nogami. Usta poruszały się lekko i coś bezustannie szeptały. Słychać było śmiechy. Niemiec wyszedł z bramy, w dwóch palcach trzymając daleko od siebie, z obrzydzeniem, wielki tałes. Krzyknął i rzucił ten tałes starcowi w twarz. Reb Icchok chwycił szatę i szedł dalej, a szata wlokła się po ziemi. Później inny cisnął modlitewnik, który uderzył go w plecy i upadł.
-Halt!
Zatrzymali się i Krwaworączka szedł między nimi aż do miejsca, gdzie stanął reb Icchok; rozkazał mu podnieść modlitewnik i skinieniem nakłaniał do modlitwy. Krwaworączka miał szeroki uśmiech na ociekającej potem twarzy. Padła głośna komenda i reb Icchok ruszył przed siebie. Prawą dłonią przyciskał do serca Pismo, lewą zebrał obfite fałdy tałesu.
Za nim ciasno tłoczyli się starcy. Ich spojrzenia omijały rozkrzyczanych, roześmianych konwojentów. Pomykali chłopcy z rozwianymi pejsami, spiesząc za starymi. Trzech wyrostków szło podtrzymując się wzajemnie, głowa przy głowie w maleńkich czarnych jarmułkach. Ciągnęło rzemieślnicze bractwo z zaułków Wroniej, Pańskiej, Łuckiej i Śliskiej. Żydzi gromadzący się co sobota w bóżniczce reb Icchoka-garbarze, kuśnierze, cholewkarze, łaciarze, handlarze starzyzną, druciarze, blacharze, tragarze, furmani-spędzili ostatnie dni na modlitwie za ścianą zatrzaśniętej na głucho kryjówki, w żółtym blasku świec, a wypędzeni stamtąd tłumnie na ulice mrużyli oczy w słońcu lipcowego dnia, skupieni w trwożne stado, ogłuszeni krzykiem, hałaśliwym śmiechem żandarmów i policji zgromadzonej wzdłuż muru. Wyrwani z modlitwy, wygłodzeni postem, słaniali się na nogach. Już posterunki koło wachy z daleka wymachiwały karabinami, a starcy szli w zupełnym milczeniu. Szli jak duchy. Tłumek na Krochmalnej, otoczony konwojem, sięgał aż do skrzyżowania, ale ulica Żelazna, wąska, przedzielona murem w połowie, była tego popołudnia oczyszczona strzałami
Padła komenda:
-Do modlitwy!
Reb lcchok milczał. W szeregach wszczął się szmer, szepty. Popatrywali na siebie, na kapłana. A on szedł dalej nie zwalniając kroku, z modlitewnikiem sztywno wyciągniętym przed sobą. Poprawił tałes na ramionach, podciągnął wyżej, pochylił się do przodu, zgarbił i można było przypuszczać, że modli się w marszu [...].
Reb Icchak w milczeniu uniósł rękę do gardła.
Frunęły czapki, kapelusze z głów. Umundurowani młodzieńcy reperowali broń, a stado czarnych jarmułek wzbiło się w powietrze. Jakiś Żyd upadł razem z czapką na ziemię; widocznie za mocno wcisnął ją sobie na uszy. Niemcy znów zarepetowali karabiny, cisza uczyniła się zupełna, a Żydzi stali z obnażonymi głowami, stłoczeni, bladzi.
Reb Icchak zaczął:
-Szema Isroel…
Prawą ręką przyciskał Pismo do piersi, lewą zbierał fałdy długiej szaty. Głosem donośnym i drżącym
wolał:
-Szema Isroel Adonai elohajni !
Starcy powtórzyli za nim:
-Szema…
Ochrypłe, rwące się głosy bezradnie obijały się o mur. Trwożnie rozciągnięte słowa modlitwy ginęły wśród posapywań [...].
Nie wiadomo, kto oddał ten pierwszy strzał. Mówiono, że strażnik z wachy. Reb Icchak leżał pod murem, tałes obok, na tkaninie wystąpiła plama krwi. Krwaworączka obejrzał się i zawołał:
-Cała zabawa na nic!
Niemiec z wachy odkrzyknął raźno:
-Ej, ty tam! Skończ się bawić, zacznij pracować!
I to było sygnałem do ogólnej strzelaniny. Żandarmi nerwowo repetując karabiny gnali uciekających prosto na wachę, wydając gardłowe i dzikie, zduszone okrzyki.
Na tym niedużym odcinku, pomiędzy wylotem Krochmalnej i wylotem Chłodnej, tego popołudnia położyli trupem kilkudziesięciu ludzi.
Kiedy umilkły już strzały, spomiędzy leżących wygrzebał się starowina z drucianymi okularami na nosie i podreptał w głąb Krochmalnej nie zatrzymany przez nikogo. Tłum ustępował przed nim, a on przygiął się jeszcze niżej, połę chałata zarzucił na głowę i ukrył twarz. Żandarm odął usta, powoli odwrócił ku niemu karabin, przystawił lufę do chałata i oddał strzał. Jeden, a potem drugi. Spod chałata rozległo się stęknięcie i skurczony starzec upadł.
-Sprzątnąć!
Policja powtarzała rozkazy Niemców.
-- Sprzątnąć Żelazną aż do wachy. Trupy na podwórze.
Wybuch granatu targnął powietrzem; to odmykano ostatnie zatrzaśnięte bramy”. (s. 335-339)

F, III/IV
„Tam mówiono, że kryjówka na Krochmalnej ciągle jeszcze służy innym; ktoś widział na starych śmieciach skrzypka Nataniela, ktoś widział, jak kręci się w ruinach Uri, który wrócił zza muru, stara Zełda… Podobno, ze strychów na Ciepłej i Ceglanej przeniosło się do lochu parę rodzin, i był wśród nich u Toebbensa człowiek, który zaklinał się na wszystkie świętości, że Felek Piorun zdążył przed Niemcami opróżnić schowek ze skór i zabrać przy okazji jakichś Żydów. Trzy dni miał wozić furą Żeleźniaka towar pod osłoną starych mebli i popsutych zegarów, brudnych pierzyn, tłumoków z odzieżą.
No, ale wacha też musiała chyba coś z tego mieć”. (s. 372)
ADRESY:
- Ciepła 20,  - róg ulic Ciepła/Grzybowska,   - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),   - róg Ciepła/Hale Mirowskie,
OBSZARY:
- Obszar: Solna/Ciepła,    - Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna,
TRASY:
- Trasa: Komitetowa - Ciepła
</document>
<document nplp_id="5535" title="DZIELNA 4" slug="dzielna-4">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, II D/III  (początek wysiedlenia: lipiec 1942)
„Wracając do [Lejba] Szura, dniem największego jego triumfu był dzień, gdy po roku bezowocnych starań udało mu się uzyskać przez gminę pozwolenie na odpieczętowanie i zabranie książek z biblioteki «Życia» (Dzielna 4). Odbyła się niby-licytacja, on – za pieniądze otrzymane od Gitermana – książki kupił i z wielkimi kłopotami natychmiast zawiózł do domu [Leszno 56 – dop. B.K.]. Niestety nie zdążył się nimi nacieszyć. Wkrótce rozpoczęło się wysiedlenie. Biegał i pytał, co ma zrobić z książkami, nikt mu nie odpowiadał, więc się powiesił.” (s. 202)
</document>
<document nplp_id="5536" title="DZIELNA 67 (internat „Centosu”)" slug="dzielna-67-internat-centosu">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, III
„Wkrótce wywalono ich [siostrę autorki z córką i mężem –B.K.] z mieszkania, gdyż ta część Leszna wypadła. W oczekiwaniu na przydział kwatery w blokach Toebbensa wałęsali się, nocując to w internacie [Centosu] Dzielna 67, gdzie Mania w ostatnim czasie bezpłatnie praktykowała jako pomocnica pielęgniarki i kilkakrotnie cudem uniknęła wysyłki [do Treblinki], to w biurze Centosu, gdzie i my rezydowaliśmy po stracie mieszkania.” (s. 93)

Janusz Korczak
ONI, II D
„Jeszcze tylko mała łyżeczka gorzkiego lekarstwa: beczki mają być dostarczone do internatu Dzielna 67, a przy ich otwarciu mają być obecni czujni kontrolerzy, aby zawartość częściowo nie wyparowała.” [Nowe, s. 82]

</document>
<document nplp_id="5544" title="Róg ulic FILTROWA/SĘDZIOWSKA (poza gettem)" slug="filtrowa-sedziowska-poza-gettem">
Basia Temkin-Bermanowa
ONI, VI
„Józio [Zysman-Ziemian] wygląd miał nieszczególny, ot taki sobie przeciętny częstochowski [żydowski] chłopiec, tyle tylko, że blondyn. Za to odwagi i tupetu miał za dziesięciu i to go ratowało. Przy tym był bardzo miły i koleżeński, dający się lubić, poza tym biedak, marnie ubrany: obszarpane spodnie, wytarta kurtka i buty o drewnianych podeszwach. W takim stroju kręcił się spokojnie po ulicach, gdzie dawniej mieszkał, i nikt – nawet najgorszy drań – nie miał serca, żeby go zdradzić, a lepsi ludzie pozwalali mu spać po piwnicach, pomagali przetrwać i znaleźć wreszcie pracę. Miał taką opiekunkę, „babcię” ze sklepiku z warzywami na rogu Filtrowej i Sędziowskiej, która troszczyła się o niego jak matka [Ewa Brzóska]. Tam na początku [ukrywania] przesiadywał, gdy nie miał się gdzie podziać, a i potem, gdy rzucił pracę w fabryce. Później w ogóle tam „urzędował”, przyjmował swoich licznych interesantów, przechowywał u niej pod warzywem stosy cudzych dokumentów, a nawet broszur i odezw. Wszystkie jego randki, a miał je często, odbywały się w pobliżu tego sklepiku. Można było też zostawić tam dla niego listy, polecenia i paczki. Tam zjadał swoje skromne posiłki i w ogóle to jego pied à Terre (wobec tego, że mieszkał poza Warszawą, w Wiśniewie) umożliwiało mu pracę opiekuńczą.” (s. 120)
</document>
<document nplp_id="5545" title="Róg ulic FURMAŃSKA/KAROWA (poza gettem)" slug="furmanska-karowa-poza-gettem">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A (05.09.1942, pierwsze chwile po ucieczce)
„Po trzech „szmalcach:, zdenerwowani i na wpół przytomni, wylądowaliśmy w knajpie na rogu Furmańskiej i Karowej. Ciągle jestem w asyście ostatniego szmalcownika, w którym wyczułam raczej łobuza niż zimnego drania. Dzwonię do Dory [Akerman], która miała wystarać się o mieszkanie, ale po prostu nie zastałam jej. Miałam wrażenie, że ziemia rozstępuje się przed nami. Spławiłam szmalcownika, bo bałam się dzwonić w jego obecności do osób, których nazwiska trzeba było wymienić. Pożegnał się uprzejmie, zapłacił za mnie telefon (tak!) i wyniósł się. Gdy zobaczyłam, że wraz ze swoim kolegą oddala się, idąc tzw. ślimakiem [na Karowej – BK] w górę, zadzwoniłam do Zofii [Rodziewicz] do jej biura. Na szczęście była przy telefonie i obiecała zaraz stawić się w knajpie.
Trzy kwadranse oczekiwania trwały jak wieki. W międzyczasie, odzwyczajeni od normalnych głosów ulicy, przysłuchiwaliśmy się przez otwarte okno, jak ludzie normalnie żyją. Było to dziwne i jakby egzotyczne. Ze zdumieniem usłyszeliśmy śpiew staruszki żebraczki. Jak to? Starcy chodzą po ulicy! I wolno żebrać! Wydawało się to szczytem wolności. I jeszcze dzieci się śmieją, dzieci, których na ulicy nie widzieliśmy już sześć tygodni, chyba te pędzone na Umschlagplatz. Na wózkach sprzedają pomidory, przekupnie wołają. Ludzie rozmawiają o wczorajszym nalocie. Też pasjonujący temat sobie znaleźli! Nie czuje się wcale, że o pół kilometra stąd ginie dziś tylu ludzi.” (s. 22-23)
</document>
<document nplp_id="5546" title="GLINIANA" slug="gliniana">Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (wiosna/lato 1941)
„(...) wynaleźliśmy taką uliczkę, gdzie nie było prawie ludzi. Była to zdaje się ulica Gliniana, mała boczna uliczka, bez domów mieszkalnych, gdzie stały jakieś zrujnowane budowle fabryczne, na jezdni rosła trawka, chodnik był z kostek, między którymi zieleniła się trawka. Uliczka była mała i prowadziła do muru przy Okopowej. Chodziliśmy tam w sobotę „na spacer”, chciałam wielokrotnie usiąść na trawie, ale bałam się, bo nie było tam zbyt czysto.” (s. 31)
</document>
<document nplp_id="5548" title="HALE MIROWSKIE &amp;#8211; MARSZAŁKOWSKA &amp;#8211; ALEJE JEROZOLIMSKIE &amp;#8211; MOST PONIATOWSKIEGO [TRASA]" slug="hale-mirowskie-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (15.08.1941)
„Koło Hal [Mirowskich] jakiś ciemny typ poznaje nas (Józefa i Mirka [Gitler] mają nosy dość charakterystyczne) i zaczyna się czepiać, że ukrywamy opaski. Zbliża się już policjant i gotowa cała heca. Jednak tłumaczenie, kim jesteśmy, wystarcza i ruszamy dalej. Opasek już nie zakrywamy. Jedziemy szybko Marszałkowską, ruch duży, przechodnie dają jakoś spokój czy też nie dostrzegają, kto jedzie środkiem jezdni. Wjeżdżamy przez Aleje [Jerozolimskie] na most Poniatowskiego. Ruch mniejszy. Jakaś babina zaczyna się drzeć jak opętana: – Żydy do wody! Żydy do wody! Wisła tak cudna, a tak gorzko na duszy.” (s. 32)</document>
<document nplp_id="5549" title="IGAŃSKA (poza gettem)" slug="iganska-poza-gettem">
Basia Temkin-Bermanowa
ONI, V (styczeń 1943)
„Drugi raz [kiedy Adolf Berman był szantażowany –dop. B.K.] było to na Grochowie [ul. Igańska], gdy ja byłam zaczadzona, a on bardzo tym zdenerwowany szybko szedł do apteki. Przyczepił się wówczas i łaził za nim jakiś typ, który dopiero po kilkakrotnym zajrzeniu mu w oczy odczepił się.” (s. 58)


ADRESY:
- Igańska 7,</document>
<document nplp_id="5550" title="KARMELICKA 5" slug="karmelicka-5">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, III A
„Nie zapomnę jednego z naszych ostatnich wspólnych dni. Biuro Centosu [Leszno 2] musiało się również likwidować, my otrzymaliśmy przydzielone [przez gminę] mieszkanie na Lubeckiego, a im jeszcze nie przydzielono nic, rzeczy musieli zwalić na podwórzu Karmelicka 5. Ostatnie graty z magazynu odzieżowego, jakieś kołderki i paletka leżały na podłodze, a na nich – skurczona w ataku [kamicy nerkowej –B.K.] moja siostra […] Rozstałyśmy się, to było dwudziestego sierpnia [1942]. W nocy był nalot [sowiecki]. Nocowała na podwórzu, szyby i cegły sypały się dookoła jej głowy, miała trzeci tego dnia straszny atak i jakoś to przetrzymała.” (s. 93)
</document>
<document nplp_id="5552" title="LESZNO 2 [biuro „Centosu&amp;#8221;]" slug="leszno-2-biuro-centosu">
&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (15.08.1941)
„Sam wyjazd był pełen emocji. Samiuteńkiego rana wstaliśmy, żeby na Chłodnej czekać, aż wóz, należący do jakiegoś polskiego przedsiębiorstwa transportowego, wjedzie do g[etta]. Gdy po długim oczekiwaniu przybył, wróciliśmy do domu, gdyż wóz musiał najpierw zajechać pod magazyn żywnościowy, gdzie go załadowano i wydano przepustki. Potem popędziliśmy do Centosu [Leszno 2 –dop. BK], gdzie czekał już napełniony wóz. Było wcześnie, piękny dzień [15 sierpnia 41].
Na Lesznie jeszcze dość pusto i ani jednego trupa, co uważałam za pomyślny znak. Przed bramą Leszna 2 stała cała ekipa magazynowa z Józią [Judyta Ringelblum] i Glizerem na czele błogosławiła nas na tę trudną wyprawę.
A[dolf] zdecydował się podwieźć nas na Pragę, bojąc się dla nas jakichś szykan. Jedziemy nareszcie. Przybywamy na „rogatkę” przy Chłodnej i Żelaznej. Żandarm sprawdza przepustki, wszystko w porządku, przepuszcza, a tu jakiś policaj granatowy zaczyna mu coś łamanym językiem na nas wygadywać, że za dużo osób czy coś w tym rodzaju. Nie dają jechać. Zbliża się tymczasem na rowerze żandarm kontrolny. Ale jednak wszystko jest w porządku. W międzyczasie, oczywista, denerwujemy się. Żandarm mówi: – Aber warum schrecken Sie! Wreszcie macha ręką: Jazda!” (s. 32)
JA, II B (około 29.08.1941)
„Furman jedzie podrzucić dzieci pod Centos, boję się, że mnie wyrzucą z Centosu za ten prezent, więc rozłączamy się. Gramolę się z wozu, wsiadam w rikszę, bo mam paczki, i po chwili jestem na Lesznie. Czuję się jak po powrocie do ojczyzny i wiem, że się stąd tak prędko nie ruszę. Dość przygód!” (s. 40)
JA, III A (koniec sierpnia 1942)
„Rozstaliśmy się [w getcie] z nim Józiem [Zysman-Ziemian] w końcu sierpnia [1942], gdy on wiedząc, że wszystko się wali, i nie mając już pracy w Centosie, która by go chwilowo nawet chroniła [od wywiezienia do Treblinki], pożegnał się z nami. Pamiętam, że było to w lokalu Leszno 2, już po wyniesieniu się stamtąd biuro [Centosu], a my przyszliśmy ostatni raz spojrzeć na stare kąty. Zastaliśmy tam tylko ogołocone ze wszystkiego pokoje, przelewającą się ubikację, rzeczy jakiegoś szopu i gońca Abramka z Józiem. Powiedział wtedy, że gdy będzie wychodził [nazajutrz] z placówką, na której ostatnio pracował, już do g[etta] nie wróci i spróbuje się czasowo ukryć u dawnych sąsiadów na Szóstego Sierpnia.” (s. 122)
ONI, III A
„Nie zapomnę jednego z naszych ostatnich wspólnych dni. Biuro Centosu [Leszno 2] musiało się również likwidować, my otrzymaliśmy przydzielone [przez gminę] mieszkanie na Lubeckiego, a im jeszcze nie przydzielono nic, rzeczy musieli zwalić na podwórzu Karmelicka 5. Ostatnie graty z magazynu odzieżowego, jakieś kołderki i paletka leżały na podłodze, a na nich – skurczona w ataku [kamicy nerkowej –B.K.] moja siostra […] Rozstałyśmy się, to było dwudziestego sierpnia [1942]. W nocy był nalot [sowiecki]. Nocowała na podwórzu, szyby i cegły sypały się dookoła jej głowy, miała trzeci tego dnia straszny atak i jakoś to przetrzymała.
Nazajutrz przydzielono im lokal na ulicy Leszno 36 razem z [Sakiem] działaczem Poalej Syjon-Prawicy. To, że stało się to stosunkowo prędko i bez solidnej łapówki, zawdzięczam Kacowi. Przypuszczałam, że mieszkanie razem z kulturalnymi ludźmi będzie dla niej dobrodziejstwem. Jak się jednak okazało, pierwszym posunięciem pani S[akowej] było niedopuszczenie jej do ubikacji i zlewu. Powód był prosty: aby się tam dostać, trzeba było przechodzić przez ich apartament.” (s. 93)</document>
<document nplp_id="5553" title="LESZNO 36" slug="leszno-36">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, III A
„Nie zapomnę jednego z naszych ostatnich wspólnych dni. Biuro Centosu [Leszno 2] musiało się również likwidować, my otrzymaliśmy przydzielone [przez gminę] mieszkanie na Lubeckiego, a im jeszcze nie przydzielono nic, rzeczy musieli zwalić na podwórzu Karmelicka 5. Ostatnie graty z magazynu odzieżowego, jakieś kołderki i paletka leżały na podłodze, a na nich – skurczona w ataku [kamicy nerkowej –B.K.] moja siostra […] Rozstałyśmy się, to było dwudziestego sierpnia [1942]. W nocy był nalot [sowiecki]. Nocowała na podwórzu, szyby i cegły sypały się dookoła jej głowy, miała trzeci tego dnia straszny atak i jakoś to przetrzymała.
Nazajutrz przydzielono im lokal na ulicy Leszno 36 razem z [Sakiem] działaczem Poalej Syjon-Prawicy. To, że stało się to stosunkowo prędko i bez solidnej łapówki, zawdzięczam Kacowi. Przypuszczałam, że mieszkanie razem z kulturalnymi ludźmi będzie dla niej dobrodziejstwem. Jak się jednak okazało, pierwszym posunięciem pani S[akowej] było niedopuszczenie jej do ubikacji i zlewu. Powód był prosty: aby się tam dostać, trzeba było przechodzić przez ich apartament.” (s. 93)

Abraham Lewin
ONI, II D (18.05.1942)
„Dziś żydowska Warszawa znowu opłakuje zamordowanych. Na rogu Waliców i Chłodnej zastrzelili rano siedmiu Żydów. Wśród zastrzelonych znajdują się ponoć dwaj żydowscy policjanci. Również żydowska kobieta, handlarka cukierkami z Leszna 36 znajduje się wśród zabitych. Dziś o 6 rano wyszła ze swoją skrzynką ze słodyczami i już o wpół do siódmej przyniesiono do domu jej martwe ciało.” (s. 53)

Adam Czerniaków
ONI, I

„15. Wortman Antoni Paweł     Leszno 36” [19 VII 1940] (s. 106)

</document>
<document nplp_id="5554" title="LESZNO 7" slug="leszno-7">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, II A
[O starszej siostrze Mani Temkin-Majer i jej mężu:]
„Zaczęło się wyrzucanie Żydów z śródmieścia Łodzi i pewnej nocy zastukała do naszych drzwi Mania z mężem i dzieckiem. Trochę nierozsądnie i przedwcześnie porzucili wszystko i przyjechali do Warszawy. Przez parę tygodni mieszkali u nas, nie przejawiając żadnej inicjatywy w kierunku urządzenia się. Razem było bardzo ciężko, różnica poziomów zbyt wielka. Wreszcie jakoś ich urządziłam w pustym pokoju Irki [Krenicka] na Lesznie 7. Mąż Mani sprzedał garnitur, kupił za to jakąś maszynkę do wyrobu pończoch i zaczęli się powoli usamodzielniać. Bieda tam jednak była straszna. Miesiącami trwał «martwy sezon», brak było zupełnie zarobków i w rezultacie, czego im się nie dało – tego i nie mieli. Czasem zimą [1940/1941], gdy po paru dniach przerwy przychodziłam do nich, zastawałam całą trójkę w łóżku, pokój, w którym zamarzła woda, a oni od dwóch dni nic nie jedli.” (s. 92)
ONI, III
„Okres zgryzot sumienia datuje się u mnie od czasu «akcji» [lipiec-wrzesień 1942]. Gdy się to piekło rozpoczęło, zdawało mi się, że to Mania [Temkin-Bajer] może być spokojna, bo wkrótce przedtem mąż jej zaczął pracować jako pończosznik-fachowiec u Toebbensa, a to w tym czasie chroniło doskonale. Przez jedną blokadę przeszła szczęśliwie, pokazując zaświadczenie z fabryki. Wkrótce wywalono ich z mieszkania, gdyż ta część Leszna wypadła.” (s. 93)


Ita Dimant
JA/ONI, IIB

[09.1941] „Zostałam narazie bez pomocy, ale miałam za to swobodę ruchów. Wzięłam sobie do pomocy naszą kuzynkę z Leszna Felę Feigenbaum (mieszkała z rodzicami i siostrą oraz dwoma braćmi od kilku lat w Warszawie [przy Leszno 7]. Przedtem w Wołominie. Jednego syna mieli w Palestynie). Miła i sympatyczna dziewczynka siedemnastoletnia. Dobrze mi się z nią pracowało.” (s. 26)

[11-12.1940] „Rozszalał się znów tyfus plamisty. Prawie w każdym domu leżał chory. Już do szpitala nie brano - nie było miejsc. Brat Feli - [Leon Feigenbaum] także zachorował. Nie mogli sobie pozwolić na opłacenie doktora i pielęgniarki. Sarenka więc była doktorem, a ja po pracy codziennie biegłam z Franciszkańskiej na Leszno 7, by zrobić zastrzyk i na dziewiątą być z powrotem w domu. Miałam na to przeważnie tylko godzinę, a czasem mniej.” (s. 29)
</document>
<document nplp_id="5555" title="LESZNO 56" slug="leszno-56">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, II
„(...)przypomniał mi się kochany [Lejb] Szur, który głodując przez cały czas wojny, nie ustawał w gromadzeniu i ratowaniu książek ż[ydowskich]. W swoim mieszkaniu na Lesznie 56, w jednym pokoju, który miał do dyspozycji, bo drugi odnajmował sublokatorom, i w którym spał razem ze swoim przyjacielem Mechlisem, nagromadził kilkanaście tysięcy tomów, z których część pochodziła z resztek rozgrabionych bibliotek Grossera i „Życia”. Książki te były systematycznie palone w piecu przez lokatora, restauratora w Poznaniu, który objął sklep. Trzeba było, żebym ja, aby to autodafe ustało – poprzez interwencję u Weicherta – sprowadziła administratora, a ten dopiero zrobił restauratorowi awanturę, że niszczy książki, na których on zabezpiecza sobie dług komorniany bibliotek. Potem udało się resztę książek z piwnicy wywieźć i Szur i je zabrał do siebie.” (s. 200-201)
ONI, II (zima 1941/42)
„ (...) stary i schorowany, na wpół zagłodzony Mechlis zaczął zimą 1942 roku sporządzać katalog kartkowy biblioteki. Zaczął od poezji ż[ydowskich], których mieli prawie komplet. Nie znając przecież zupełnie prawideł bibliotecznego katalogowania, wiedziony tylko pietyzmem i miłością książek, sporządził go jednak [według] wszelkich prawideł bibliograficznych. Karta katalogowa była odbiciem karty tytułowej, aż do układu graficznego włącznie. Katalog ten, po niewielkich uzupełnieniach, mógł być podstawą do bibliografii poezji ż[ydowskiej] we wszystkich krajach i czasach, bo znajdowały się tam książki z całego świata i z najróżniejszych okresów.
Na wzór jego zaczęłam zbierać materiały do bibliografii ż[ydowskiej] literatury dziecięcej, którą – jeśli dożyję – kiedyś zrobię!
Obaj [Szur i Mechlis] siedzieli przy tych książkach cały dzień w swych wytartych paltach, w nieopalanym pokoju [Leszno 56 -B.K.], pieścili je i ciągle przestawiali i ustawiali. Łóżka swoje wysunęli na korytarz, żeby było więcej miejsca. Mechlis więcej przesiadywał w domu i przyjmował czytelników, Szur latał po różnych przedpokojach, żeby wypętać parę groszy nie dla siebie – na książki. Zasiłki realne, jakieś paczki miodu czy marmolady, to ja załatwiałam dla niego – on na to nie miał czasu.” (s. 202)

Marek Edelman
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Miesiąc temu przyszli do reb Mendla [Menachem Mendel Kirszenbaum] na Lesznie, zapytali, gdzie ma pieniądze. Szukali i znaleźli.” (t. 29: s. 100)
ONI, II

„[Gitla Lichtensztajn] Żona znanego działacza bundowskiego z Łodzi [Israela Lichtensteina]. Nauczycielka w szkołach CISzO, była kierowniczką kuchni dla dzieci przy ul. Leszno 56. Prowadziła interesujący dziennik o przeżyciach dzieci.” (t.29a: s. 243)
</document>
<document nplp_id="5556" title="LIPOWA (poza gettem)" slug="lipowa-poza-gettem">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A (05.09.1942)
„(...) kazała nam iść ze sobą. Ja szłam przy niej, a A[dolf] za nami. Przeszliśmy bardzo blisko, bo tyko do wyp[ożyczalni] [Wypożyczalnia – jedna z filii Biblioteki Publicznej przy ulicy Lipowej – przyp. autorki; s. 257]. Tam przyjęły nas nadzwyczaj serdecznie dwie koleżanki. Odpoczęliśmy trochę i ochłonęli. Potem Zofia znów nas wyprowadziła na świat.” (s. 23)
</document>
<document nplp_id="5557" title="MARSZAŁKOWSKA (poza gettem)" slug="marszalkowska-poza-gettem">


&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, IV B

„Teściowa wita mnie z wielką wylewnością. Zaraz po wyjściu z dworca warszawskiego zatrzymali je ‘łapacze’ w bramie na Marszałkowskiej. Ściągnęli z nich obrączki i zegarek. Dzień spędziły u jakiejś znajomej, ale już na drugi dzień ktoś miał do nich przyjechać.” (s. 86-86)

Władysław Szpilman
JA/ONI,  I/ II
„W drugiej połowie listopada, bez podania jakichkolwiek powodów, Niemcy rozpoczęli ogradzanie drutem kolczastym północnej strony ulicy Marszałkowskiej. Natomiast w końcu miesiąca ukazało się obwieszczenie, w które z początku nikt nie mógł uwierzyć. Przekraczało ono nasze najczarniejsze nawet oczekiwania: między 1 a 5 grudnia wszyscy Żydzi mieli zaopatrzyć się w białe opaski z naszytą biało-niebieską gwiazdą Dawida. Mieliśmy więc być napiętnowani i publicznie wyróżniać się z tłumu jako „przeznaczeni do odstrzału”. Przekreślano tym samym kilkaset lat postępu ludzkiego humanizmu, który zastąpiono metodami ciemnego średniowiecza." (s. 40)
JA, I
„Czekałem do godziny ósmej i gdy tylko się ściemniło, postanowiłem wyjść do miasta. Warszawa zmieniła się nie do poznania. Jak było to możliwe, że mogła przeobrazić swe oblicze tak diametralnie w ciągu kilku zaledwie godzin? Wszystkie sklepy były zamknięte, zamarł ruch tramwajowy i tylko auta, załadowane po brzegi, mknęły z nadmierną prędkością ulicami, wszystkie w jednym kierunku, w kierunku mostu Poniatowskiego. Marszałkowską maszerował oddział żołnierzy. Szli butnie, śpiewając, a mimo to dało się wśród nich zauważyć nigdy dotychczas niewidzianą postawę: czapki mieli założone nieporządnie, każdy z nich niósł karabin, jak było mu wygodnie, maszerowali nierówno, a twarze ich zdradzały, że szli do boju każdy na własną rękę i że już dawno nie byli częścią precyzyjnej i perfekcyjnej maszynerii, jaką miała stanowić dobrze zorganizowana armia.” (s. 16)
„Po zmierzchu wychyliłem się z okna. Jasna od ognia ulica była pusta i rozbrzmiewało w niej od czasu do czasu echo eksplozji. Z lewej strony płonęła Marszałkowska, za mną Królewska i plac Grzybowski, na wprost zaś ulica Sienna. Ciężkie krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż -jak opowiadano - były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała, jedno z szeroko rozpostartymi ramionami, drugie zaś ułożone jak do snu. Przed bramą wejściową do naszego domu leżał trup kobiety z oderwaną głową i ramieniem. Obok niej przewrócone wiadro. Niosła wodę ze studni. Ciemną, długą strugą ślad jej krwi ciągnął się do rynsztoka i dalej do okratowanego ścieku." (s. 25)
„27 września, w środę, Warszawa skapitulowała. Potrzebowałem jeszcze dwóch dni, by odważyć się na wyjście do miasta. Do domu powróciłem zdruzgotany: wydawało mi się, że Warszawa przestała istnieć. Nowy Świat zwęził się do rozmiaru wąskiej ścieżki, przebiegającej pomiędzy zwałami gruzów. Na każdym rogu trzeba było omijać barykady utworzone z przewróconych tramwajów i powyrywanych płyt chodnikowych. Na ulicach piętrzyły się zwłoki w stanie rozkładu. Niedożywiona w czasie oblężenia ludność rzucała się zachłannie na leżącą wszędzie końską padlinę. Ruiny wielu domów jeszcze się tliły. Szedłem właśnie Alejami Jerozolimskimi, gdy od strony Wisły nadjechał motocykl. Jechało na nim dwóch żołnierzy w stalowych hełmach na głowie, ubranych w zielone, obce mi mundury. Mieli wielkie, tępo ciosane twarze i oczy koloru wody. Zatrzymali się przy krawężniku i przywołali przechodzącego w pobliżu chłopca. Podszedł do nich. - Marschallstrafie! Marschallstrasse! Głębokimi, szorstkimi głosami powtarzali ciągle to samo słowo. Chłopak stał oniemiały z rozdziawionymi ustami, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Żołnierze stracili cierpliwość. Jeden z nich zaklął pod nosem, po czym machnął z pogardą ręką, dodał gazu i odjechali. To byli pierwsi Niemcy." (s. 26)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI II D (10.05.1942)
„Opowiadają, że usunięto wszystkich polaków z parzystej strony Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Przywieziono podobno do Warszawy wiele kobiet z Niemiec, zwłaszcza brzemiennych.” (s. 34)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II A
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Na Marszałkowskiej i Poznańskiej bito dziś Żydów. W dzień i wieczorem.” [27.I.1940] (s. 64)

„Pochód robotników Gminy (tysiące ludzi) z łopatami przez Marszałkowską.” [16.II.1940] (s. 67)
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)
„Podpisano plan dzielnicy żydowskiej (rozszerzonej). Tylko Żydzi mogą się meldować po stronie Marszałkowskiej z numerami nieparzystymi do dworca. Dokument zabraniający rekwizycji maszyn w szkole. 1000 Żydów tygodniowo do obozu pracy.” [20 VIII 1940] (s. 114)
„W Gminie wiadomość, że rozszerzono dzielnicę niemiecką w Warszawie. Blok ten ograniczony jest lewą stroną Marszałkowskiej (od Królewskiej) do Wisły. W bloku tym mieszka około 20000 Żydów. Poza tym wyrzuca się Żydów i z innego bloku.” [19 VIII 1940] (s. 114)
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono... cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wczoraj (dwudziestego ósmego stycznia [1940]) hulały polskie bandy. Wyciągano ludzi  dorożek i bito ich nahajkami lub ‘na byka’. Bito na Lesznie, Elektoralnej, Orlej, Królewskiej, Marszałkowskiej i w innych miejscach.” (s. 61)
„Dziś, trzydziestego [stycznia 1940], przeżyliśmy trudny dzień. W Ogrodzie Saskim banda polskich chuliganów w wieku od czternastu do piętnastu lat spostrzegła mnie z opaską. Ledwo żyw zdołałem przed nimi uciec. Droga była pusta. Nie było prawie ludzi. Obłąkana chrześcijanka (ponoć jest Rosjanką) wciąż jeszcze grasuje na ulicy Marszałkowskiej. Biega na czele bandy młodzików. Napada znienacka i bije bardzo mocno. Wczoraj było kilku ciężko rannych na skutek tych chuligańskich napaści. Jednemu zabrano palto, mnie chcieli zabrać kapelusz, dzięki moim szybkim nogom (koledzy nazywali mnie Kusocińskim) udało mi się uciec.” (s. 61)
„Wariatka z Marszałkowskiej nadal grasuje, bije rękawiczką, w której umieściła kamień. Przed wojną brała czynny udział w ekscesach antysemickich. Nieprawdziwa historia, że Żydzi zabili w Grodnie jej brata; nigdy nie miała brata.” (s. 67)
„Na Marszałkowskiej na ziemi leżały dolary, zegarki itp. Zagrabili złote zegarki, zapisali wszystkie adresy.” (s. 70)
„W nocy ul. Marszałkowska na wpół pusta. Z rana ulice żydowskie przypominają żydowskie miasteczko, oddziały z Gminy Żydowskiej idą do pracy. Twarze wygłodzone, zarabiają po 3,5 zł dziennie.” (s. 77)
„Plac Żelaznej Bramy i plac Bankowy były w ogóle ośrodkami chuliganerii, stąd bandy urządzały bezustannie wypady na wszystkie ulice. Na Granicznej wdarli się nawet do prywatnych mieszkań i rabowali. Chuligani wyzywali polską policję od ‘żydowskich pachołków”. Równocześnie, przed dwoma dniami, dokładnie kontrolowano [żydowskie] opaski i wylegitymowano wiele osób na Marszałkowskiej. Wśród rabusiów byli uczniowie, dobrze ubrani chrześcijanie.” (s. 90)
„Trzynasty maja [1940]. Słyszałem, że na placu Teatralnym, Marszałkowskiej i innych ulicach tamci kazali Żydom tańczyć. Przygodnych Polaków, którzy się śmieli, wciągnięto do bójki.” (s. 112)
„Wielkie zaniepokojenie w ostatnich dniach (20 sierpnia [1940]) z powodu decyzji o utworzeniu żydowskiej części miasta. Ludność żydowska dopatruje się w tym getta. Wyrzucają wszystkich z kamienic na Koszykowej, Hożej i Marszałkowskiej. Nie pozwalają zabrać dobytku domowego, hossa na mieszkania. 150 za izbę.” (s. 115)
„Oficer zatrzymał Żyda na Marszałkowskiej, kazał czyścić sobie buty i fotografował go przy tym. Najnowsza moda.” (s. 116)
„Dziś zatrzymano na Marszałkowskiej tramwaj żydowski, kazano ludziom wysiąść, odwrócono tabliczkę na białą stronę, wyrzucono na bruk wywieszkę: ‘Tylko dla Żydów’, i pojechali wojskowi.” (s. 141)
„Dziś, 24 października [1940], włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w jedną stronę, raz w drugą, i nikt nie wie, kiedy to wszystko się skończy. Miał miejsce taki oto wypadek: ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W międzyczasie dowiedział się, że Żelazna i sąsiadujące ulice nie należą do getta, znalazł się na ulicy, tymczasem zabrano mu rzeczy. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i je otrzymują.” (s. 149)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, I

10.I.40: "Wszyscy Żydzi na ogół unikają pokazywania się na ulicach z powodu częstych napaści polskich chuliganów bijących i rabujących żydowskich przechodniów. Ofiarą zaczepek tych łotrów padają również niektórzy Polacy, którym los odmówił szczęścia posiadania nordyckich rysów twarzy. Jakaś Polka w średnim wieku, owinięta długim, czarnym szalem, z laską w ręku, od wielu dni sieje postrach na Marszałkowskiej. Nie pozwala ani jednemu Żydowi przejść obok, nie uderzywszy go, a specjalizuje się w napaściach na kobiety i dzieci. Niemcy przyglądają się temu ze śmiechem. Dotychczas żaden Polak nie zaprotestował. Przeciwnie, kiedy jakiemuś Żydowi zdarzy się przechodzić przez dzielnicę zamieszkaną przez gojów, mieszkańcy wskazują go Niemcom ze słowami: „O, Jude!” (s. 67-68)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Na ulicy Marszałkowskiej spotkałam dr. W. Był to lekarz z naszego szpitala. Oboje z żoną mieli bezbłędny wygląd, mówili najczystszą polszczyzną, więc bez większych trudności znaleźli mieszkanie, w którym byli nawet razem z pięcioletnim synkiem. Nie potrzebowali na razie pomocy materialnej, więc przed tym przypadkowym spotkaniem nie miałam z nimi kontaktu.
Święte prawo konspiracji nakazywało przypadkowo spotkanych znajomych mijać bez uśmiechu i bez jakichkolwiek oznak rozpoznania. Więc bardzo się zdziwiłam, kiedy ten opanowany, spokojny człowiek niemal rzucił się na mnie.
- Co za szczęście, co za szczęście! – powtarzał bezładnie.
Udało mi się jakoś stłumić te nadmierne oznaki wzruszenia.
Zaproponowałam wejście do cukierni na kawę. I tu dowiedziałam się, że znaleźli się w tragicznej sytuacji.” (s. 235-236)
&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, I

„W żywność zaopatrywała nas głównie Siostra Franciszka [pielęgniarka, asystowała A. Fryszmanowi, podpisała volkslistę] (...) Pewnego razu poprosiła mnie, żebym poszła z nią po zakupy. Weszłyśmy do dużego sklepu spożywczego na Marszałkowskiej, gdzie Mama często kupowała przed wojną. Zaskoczył mnie fakt, że sklep zaopatrzony był nie o wiele gorzej niż wtedy, choć teraz było w nim znacznie mniej klientów (...) Dopiero gdy wychodziliśmy ze sklepu zauważyłam wywieszkę na drzwiach: Nür fur Deutsche.” (s. 42)

JA/ONI, I

„Wlekłyśmy się Marszałkowską z naszym ciężarem, gdy nagle rozległo się Heili Heilo. I oto znów maszerowali ze śpiewem dzieli, potężni zdobywcy.” (s. 42)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Marszałkowska 6 (kino "Apollo" braci Lemanów),   - Marszałkowska 63 (sklep Wedla),   - Marszałkowska 77,   - Marszałkowska 109 (sklep Wedla),   - Marszałkowska 134/Świętokrzyska 37 (centrala Pocztowej Kasy Oszczędności),    - róg ulic Królewska/Marszałkowska,   - róg ulic Marszałkowska/Sienkiewicza,   - róg ulic Marszałkowska/Wspólna,   - róg ulic Marszałkowska/Złota,
TRASY:
– Trasa: Aleja Szucha 25 – Marszałkowska – Plac Zbawiciela – Koszykowa – Nowogrodzka – Żelazna – Łucka – Leszno – Orla,   – Trasa: Chłodna – Leszno 2 (Centos) – róg Chłodna/Żelazna (wacha) – Chłodna – Hale Mirowskie – Marszałkowska – Aleje Jerozolimskie – Most Poniatowskiego,   – Trasa: Hale Mirowskie – Marszałkowska – Aleje Jerozolimskie – Most Poniatowskiego,   – Trasa: Marszałkowska – Aleje Jerozolimskie – Praga (przebieg hipotetyczny),   - Trasa: róg ulic Marszałkowska/Złota - Wspólna 58,   - Trasa: Nalewki - Bracka - Marszałkowska - Ogród Saski,  - Trasa: Wspólna 58 - Marszałkowska - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),</document>
<document nplp_id="5559" title="MOST PONIATOWSKIEGO (poza gettem)" slug="most-poniatowskiego-poza-gettem">

&amp;nbsp;

Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B  (ok. 29.08.1941)
„Stoimy pod mostem Poniatowskiego, ruch coraz większy, dzieci zaczynają płakać. Utulam je, każę spać, wreszcie domyślam się, że są głodne, i wtykam w pyszczki coś tam z moich zapasów. Gdy woźnica wraca, jest już siódma. Musimy prędko jechać, bo im później, tym trudniej u wachy.” (s. 39)


Władysław Szpilman
JA, I
„Czekałem do godziny ósmej i gdy tylko się ściemniło, postanowiłem wyjść do miasta. Warszawa zmieniła się nie do poznania. Jak było to możliwe, że mogła przeobrazić swe oblicze tak diametralnie w ciągu kilku zaledwie godzin? Wszystkie sklepy były zamknięte, zamarł ruch tramwajowy i tylko auta, załadowane po brzegi, mknęły z nadmierną prędkością ulicami, wszystkie w jednym kierunku, w kierunku mostu Poniatowskiego. Marszałkowską maszerował oddział żołnierzy. Szli butnie, śpiewając, a mimo to dało się wśród nich zauważyć nigdy dotychczas niewidzianą postawę: czapki mieli założone nieporządnie, każdy z nich niósł karabin, jak było mu wygodnie, maszerowali nierówno, a twarze ich zdradzały, że szli do boju każdy na własną rękę i że już dawno nie byli częścią precyzyjnej i perfekcyjnej maszynerii, jaką miała stanowić dobrze zorganizowana armia”. (s. 16)
&amp;nbsp;

TRASY:
- Trasa: Chłodna - Leszno 2 (Centos) - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Chocimska 24 - Most Poniatowskiego - Obrońców 27,  - Trasa: Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Most Poniatowskiego - Aleja 3 Maja - Aleje Jerozolimskie
</document>
<document nplp_id="5561" title="OGRÓD SASKI &amp;#8211; SENATORSKA &amp;#8211; BIELAŃSKA &amp;#8211; NALEWKI 2/ DŁUGA 50 (pasaż Simonsa) [TRASA]" slug="nalewki-dluga-pasaz-simonsa">Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B  (ok. 29.08.1941)
„(...) ruszamy dalej [z Ogrodu Saskiego – B.K.], Po drodze widzimy całe bandy dzieci z g[etta], które wykradły się na żebry i szmugiel. Przejeżdżamy Senatorską i Bielańską. W pobliżu pasażu Simonsa [Długa/Nalewki –dop. B.K.] mija nas dr Wielikowski, który idzie do Niemców po rozkazy, potem idzie Klin i jeszcze ktoś. Już po ósmej i po zmianie wachy. Podjeżdżamy, woźnica wyjmuje «przepustkę», właściwie bezprawnie wydaną przez Judenrat Falenicy, szykuje w kieszeni sto złotych i podchodzi do Niemca. Zamiast odpowiedzi otrzymuje kopniaka. Gdy usiłuje coś jeszcze mówić, doskakują żydowscy policjanci i każą nam prędko zawracać, bo może być nieszczęście. Jest «zła» wacha. Zawracamy i wjeżdżamy w uliczkę przy straży. Tam musimy czekać na następną «zmianę warty», może wacha będzie lepsza […] Wreszcie po godzinie przychodzi sztafeta z «tamtej strony», że można jechać. Ładujemy dzieci, które trochę już podkarmiłam, i hajda w drogę.” (s. 39)
</document>
<document nplp_id="5563" title="Róg ulic NOWINIARSKA/FRANCISZKAŃSKA" slug="nowiniarska-franciszkanska">Basia Temkin-Bermanowa
JA/ONI, II
„(...) nawiązałam kontakt z ekswydawcą [Szmuelem] Goldfarbem, biednym, wychudzonym, rudawym człowieczkiem w wytartej kapelusinie, który był wielkim miłośnikiem książek i znał się na nich nie najgorzej. Z początku miał sklepik ze starymi książkami na rogu Franciszkańskiej i Nowiniarskiej, gdzie jednocześnie zajmował się sprzedażą gorącej herbaty żebrakom i haperom. Znalazłam w tej «księgarni» rarytasy, ale szczerze mówiąc, bałam się tam dłużej stać, bo «klienci» – przeważnie tak zwane dzieci ulicy – jakkolwiek naprawdę niektórzy bardzo ciekawi i morowi, byli bardzo zawszeni, a panował wówczas okropny tyfus plamisty.” (s. 201)
</document>
<document nplp_id="5564" title="NOWINIARSKA 10 lub 12" slug="nowiniarska-10-lub-12">
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II
„Potem, kiedy granice getta zostały przesunięte, Szur odnalazł mi księgarza na Nowiniarskiej, zdaje się w bramie domu nr 10 czy 12. Przychodziłam tam co sobotę, obładowana teczką i siatką na zakupy. Goldfarb witał mnie porozumiewawczym uśmiechem i miał już zawsze naszykowaną paczkę książek odpowiednich dla dzieci. Książki były bajecznie tanie, jedyna rzecz, która w czasie wojny potaniała. Małe książeczki dla dzieci kupowało się po dwadzieścia, pięćdziesiąt groszy. Za dziesięć do piętnastu złotych robiłam nadzwyczajny zakup.” (s. 201)
</document>
<document nplp_id="5566" title="OGRÓD SASKI (poza gettem)" slug="ogrod-saski-poza-gettem">
Ludwik Hirszfeld
JA, II A
„Około ósmej wieczorem godzina policyjna, powoli ucisza się wszystko. Wychodzimy czasami trochę wcześniej na plac Grzybowski lub Rynkowy. Jedyne miejsce, gdzie widać trochę nieba i przestrzeni. Widzę z daleka drzewa Ogrodu Saskiego; bawiłem się tam jako dziecko. A teraz jestem jednym z tego tłumu nieszczęśliwych.” (s. 307)

Adam Czerniaków
ONI, II D
„Zarządzeniem policyjnym z d. 1 maja zabroniono Polakom wstępu do Ogrodu Saskiego.” (s. 274)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, trzydziestego [stycznia 1940], przeżyliśmy trudny dzień. W Ogrodzie Saskim banda polskich chuliganów w wieku od czternastu do piętnastu lat spostrzegła mnie z opaską. Ledwo żyw zdołałem przed nimi uciec. Droga była pusta. Nie było prawie ludzi. Obłąkana chrześcijanka (ponoć jest Rosjanką) wciąż jeszcze grasuje na ulicy Marszałkowskiej. Biega na czele bandy młodzików. Napada znienacka i bije bardzo mocno. Wczoraj było kilku ciężko rannych na skutek tych chuligańskich napaści. Jednemu zabrano palto, mnie chcieli zabrać kapelusz, dzięki moim szybkim nogom (koledzy nazywali mnie Kusocińskim) udało mi się uciec.” (s. 61)

Janina Bauman
JA, I

„Nasze zapasy żywności były już wyczerpane, więc ktoś musiał wyjść z domu i poszukać czegoś do jedzenia. Jadzia odnalazła dwa koszyki - jeden dla siebie; drugi dla mnie - i ruszyłyśmy w drogę. To co ujrzałyśmy wydało nam się umarłym miastem - zburzonym i wypalonym do fundamentów. Liczne budynki wciąż jeszcze płonęły, płyty chodników były rozbite, głębokie leje po bomach widniały tu i tam. (...) W drodze powrotnej zaryzykowałyśmy spacer przez Ogród Saski, gdzie zwykłam bawić się w dzieciństwie. Teraz panowała tam zupełna pustka i cisza. Nie było widać śladów zniszczenia.” (s. 40-41)
Marcin Szczygielski
F, I (przed wojną)

„Prawdę mówiąc, rzadko zdarzało mi się bawić z innymi dziećmi. KIEDYŚ, gdy zacząłem mieszkać z Dziadziem, zajmowała się mną jedna panienka, miała na imię Marianna. Zabierała mnie czasem do Ogrodu Saskiego, pamiętam to jak przez mgłę. Tam było dużo dzieci, biegaliśmy po trawnikach, chowaliśmy się przed sobą w krzakach. To było bardzo dawno – tak jak innych wspomnień z tamtych czasów i tych nie jestem pewny.” [s. 58]

TRASY:
- Trasa: Getto - Ogród Saski,   - Trasa: Nalewki - Bracka - Marszałkowska - Ogród Saski,  – Trasa: Ogród Saski – Senatorska – Bielańska – Nalewki 2/ Długa 50 (pasaż Simonsa),  - Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Ogród Saski,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5567" title="OKOPOWA &amp;#8211; KERCELAK [TRASA]" slug="okopowa">
Basia Temkin-Bermanowa
ONI, III (lipiec-wrzesień 1942)
„Julcia [Estera Fiks] w czasie akcji [lipiec-wrzesień 1942] wyszła z getta, żeby coś przewieźć na prowincję na rozkaz organizacji (była szomerat). Przy wyjściu gdzieś na Okopowej doszedł do niej jeden z byłych pracowników ojca i spytał, co u nich słychać. Udała, że go nie poznaje, obawiając się szantażu. Jakoż po chwili doczepiło się do nich czterech mężczyzn i jakaś megiera. Zaczęli ją straszyć, że wezwą Niemców, gdyż jest ona Ż[ydówką]. Kategorycznie zaprzeczyła i szła dalej przy akompaniamencie wyzwisk i krzyków. Żandarma jednak nie wzywali, bo ciągle liczyli na okup. Dopiero, gdy doszli do Kercelaka i zobaczyli, że dziewczynka nie ma zamiaru dać forsy, zaczęli ją zatrzymywać i robić dookoła zbiegowisko, a megiera na cały głos zaryczała: – Ty Malaro parszywa!
(Tego synonimu użyła Julcia, opowiadając mi swą przygodę, ze względu na mogących słyszeć lokatorów sąsiedniego pokoju. A więc [mamy] nowy termin, obok od dawna znanych: najczęściej używany częstochowianin, krakowianin, Beduin, francuz, Duńczyk, cyklista, wreszcie kot – określenie ludowe, popularne u meciarzy i szmalcowników, oznaczające głównie ukrywających się).
Biedna Julcia – czując, że jest naprawdę źle – zebrała całą swą energię i wybuchnęła krzykiem: – Samaś malara przeklęta, taka i owaka! Zbiegowisko przez chwilę przysłuchiwało się kłótni, wreszcie widząc, że przeciwniczki są godne siebie, pomyślało, że widocznie kumoszki się poprztykały, i wszyscy się rozeszli. Asysta szła jeszcze trochę za Julcią, ale znudzona brakiem rezultatu, myśląc, że ją wprowadzono w błąd, gdyż trudno było uwierzyć, żeby taki dzieciak nie dał się zastraszyć, odczepili się wreszcie. Julcia wyjechała wówczas na prowincję” (s. 178)
</document>
<document nplp_id="5568" title="PRZESKOK" slug="przeskok">

&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (wiosna/lato 1941)
„W tym czasie lub potem zbudowano na ulicy Przeskok most, którym przechodziło się do jakiegoś domu. Z mostu, gdzie zresztą nie wolno było się zatrzymywać, widać było drogę na Żoliborz. Kiedy mogłam, chodziłam tam, łaziłam wielokrotnie tam i z powrotem po schodach, aby bodaj spojrzeć w tamtą stronę.” (s. 30-31)</document>
<document nplp_id="5570" title="Róg ulic SIENNA/ŻELAZNA (wacha) &amp;#8211; ŻURAWIA (Biblioteka) [TRASA]" slug="sienna-zelazna">
&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, III A  (o5.09.1942)
„Wreszcie rano 5 września, w przeddzień wielkiej selekcji, zorientowawszy się, że zbliża się chwila, gdy wyjście stanie się zupełnie niemożliwe, zdecydowaliśmy się w biały dzień przejść przez bramę getta przy rogu Siennej i Żelaznej, przekupiwszy za pośrednictwem żydowskiego policjanta podwójną, niemiecką i polską, wachę. Po trzech kolejnych szantażach, oszołomieni i na wpół przytomni, znaleźliśmy się wreszcie w jednej z wypożyczalni Biblioteki Publicznej, przy ul. Żurawiej.” (B. Temkin-Bermanowa, Pierwsza Irena…, s. 289).</document>
<document nplp_id="5571" title="ZAMENHOFA 56" slug="zamenhofa-56">

&amp;nbsp;

Basia Temkin-Bermanowa
ONI, IV B
„W czasie tej rozmowy [telefonicznej –B.K.] podeszła do telefonu Genia [Sylkes], której Bronsztajn i Rawicki dali znać, że dzwonię codziennie do Ż[ydowskiego] K[komitetu] S[połecznego] [chodzi o biuro Centosu, od września 1942 przy ul. Zamenhofa 56 – B.K.]. Kazałam jej wziąć od Naci adres «tłumaczki» [J. Bucholtz-Bukolska], dzięki któremu odnalazła mnie po wyskoczeniu z wagonu.
A potem zadzwoniła i już nikt się nie odezwał. Po próbach połączenia z różnymi numerami nareszcie ktoś podszedł i powiedział, że już nikogo prosić nie można…” (s. 51)
ONI, IV A
„Dzwoniliśmy po całych dniach i wreszcie wieczorem w biurze JHK [gł. Zarząd Centosu –B.K.] na Zam[enhofa] 56 odezwał się pierwszy znajomy głos, zdaje się Alfreda B[orensteina]. Okazało się, że o zmierzchu Niemcy przerwali akcję (do rana) i ludzie wyleźli z dziur i schronów. Nikt z rozmawiających nie wierzył, że to przeżyje. A myśmy nic nie mogli pomóc.” (s. 52)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, IV A

„19 stycznia 1943 r. SS wraz z Ukraińcami otoczyło kamienicę przy Zamenhofa 56, w której mieszkali pracownicy ŻSS. Wycieńczonemu, na wpół żywemu [Adolfowi Różańskiemu] kazali SS-mani zejść na podwórko i tam go zastrzelili.” (s. 192)

ONI, IV B (styczeń 1943)

„Podczas wojny [Michał Brandstaetter] pracował w ŻSS, gdzie zajmował ważne stanowisko w wydziale kadr. Brandstaetter w czasie wojny pisał pamiętnik o swoim wielkim ojcu [pisarzu Mordechaju Dawidzie]. Przed drugą akcją likwidacyjną, w styczniu 1943 r., zachorował na tyfus. Chory, półprzytomny został zmuszony przez bandytów z SS do opuszczenia mieszkania i zejścia na podwórze przy Zamenhofa 56, gdzie mieszkał, tam też został zastrzelony.” (s. 241)
&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="5572" title="Róg ulic ZŁOTA/ŻELAZNA (poza gettem)" slug="zlota-zelazna-poza-gettem">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, VI
„Najgorszy był trzeci raz, zupełnie już niespodziewany, bo już w samym końcu czerwca czy lipca tego lata [1944], przy zbiegu Złotej i Żelaznej. Ten szantażysta był bardziej przenikliwy. Zabrał [Adolfowi Bermanowi – dop. B.K.] zegarek i siedem tysięcy złotych i chciał, czy też może tylko udawał, że chce koniecznie oddać w ręce Niemców. Skończyło się dobrze, ale aż do powstania [warszawskiego] żyliśmy przytłoczeni tym koszmarem.” (s. 58)
</document>
<document nplp_id="5757" title="II. Między zamknięciem getta a&amp;nbsp;Akcją Likwidacyjną (16.11.1940 —&amp;nbsp;22.07.1942)" slug="miedzy-zamknieciem-getta-a-akcja-likwidacyjna-16-11-1940-22-07-1942">II.A. Od listopada 1940 do maja 1941 roku
Granice getta stały się granicami życia i śmierci. Biegły wzdłuż linii kamienic, rozdzielały sąsiadujące ze sobą posesje, odcinały chodniki od ulic, przegradzały ulice na pół. Rozbijały dotychczasową, oswojoną już, topografię miasta. Mur tworzył nowy, obcy i wrogi porządek przestrzeni. Miała ona teraz charakter opresyjny i traumatyczny. Świat za murami był tuż, na wyciągnięcie ręki. Ale z fizyczną bliskością obu światów drastycznie kontrastowała dzieląca je przepaść. Pokonanie odległości kilku kroków między jedną a drugą stroną ulicy przedzieloną murem było zabronione pod karą śmierci. Odczuwanie przestrzeni musiało więc ulec przewartościowaniu.
W styczniu 1941 ludność getta liczyła ok. 400 tys. mieszkańców. Emblematycznym obrazem getta był tłok i zgiełk na ulicach, oraz leżące na chodnikach czy w bramach zwłoki, nieraz przykryte papierem czy gazetami. Wobec tak ogromnego przeludnienia getta jednym z ważniejszych zadań Służby Porządkowej było kierowanie pieszym ruchem ulicznym. Do najbardziej newralgicznych pod tym względem punktów w getcie należała ulica Karmelicka oraz skrzyżowanie Chłodnej i Żelaznej.
Otoczona murami dzielnica zamknięta stała się swoistym mikroświatem, wewnętrznie zróżnicowanym i rozwarstwionym społecznie. Ulice getta miały swoją hierarchię. Ringelblum jeszcze w grudniu 1940 r. wskazywał na trzy rejony: „Arystokraci – Leszno, Elektoralna, Chłodna; mechesi – Sienna; parchy – reszta”. Hersz Wasser w tym samym czasie zanotował w swoim dzienniku identyczne rozróżnienie: „1. Wielka, Sienna – „mechesi”; 2. Leszno, Solna – elita i prominenci i 3. Zamenhofa, Muranowska – parchy”. Stanisław Gombiński odtwarzał – metodą porównań do Warszawy „aryjskiej” – swoistą hierarchię gettowych ulic: „Ulice getta znają swe hierarchie: Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czysto. Grzybowska – to Pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie zezwala na porównanie. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. Tu słońce cofa się przerażone. Widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar”.
W listopadzie 1940 roku uruchomiono trzy linie tramwajowe przeznaczone tylko dla Żydów. Tarcze z numerami: „15”, „28” i „29” pomalowane były na żółto. W lutym 1941 trzy specjalne linie żydowskie zlikwidowano i na ich miejsce ruszył tramwaj zaopatrzony w tarczę z niebiesko-białą gwiazdą Dawida. Była to nowa linia, stworzona wyłącznie na potrzeby getta. Kursował początkowo od placu Muranowskiego, przez Muranowską, Zamenhofa, Dzielną, Karmelicką Leszno, Żelazną do skrzyżowania z Chłodną.
Żydzi na różne sposoby próbowali przetrwać. Różnorodne sposoby przetrwania to właśnie dzieje żydowskiego oporu, przybierającego wielorakie formy. W świecie, którym praktycznie wszystko jest zabronione, w którym Żydowi zabroniono żyć, już sama decyzja, by przetrwać – jest aktem oporu. W sferze materialnej było to zdobywanie jedzenia i środków do życia, a więc szmugiel, handel uliczny, ale także wytwórczość, usługi, przemysł gettowy. W sferze duchowej – konspiracyjne życie religijne, edukacja, działalność polityczna, ale także rozrywka i kultura: koncerty, recitale, spektakle teatralne.
Działalność samopomocowa w getcie koncentrowała się wokół trzech wielkich wyzwań: głodu, napływu uchodźców oraz tragicznego losu dzieci. Pomoc żywnościową w getcie niesiono przede wszystkim poprzez sieć różnego rodzaju kuchni społecznych oraz organizując dożywianie w ramach akcji pomocy sąsiedzkiej prowadzonej przez Komitety Domowe. Do zamkniętego już getta wciąż napływali Żydzi wysiedlani z gett prowincjonalnych, a wiosną 1942 roku także z III Rzeszy. Wobec katastrofalnej sytuacji mieszkaniowej, problem ulokowania dziesiątków tysięcy ludzi napływających za mury był nie do rozwiązania. Na potrzeby przesiedleńców adaptowano najróżniejsze pomieszczenia zwane punktami dla uchodźców, których mieszkańcy masowo wywierali. Najtragiczniejszy był los dzieci. W getcie było ok. 30 sierocińców i internatów, w tym Domu Sierot Janusza Korczaka, przeniesiony z macierzystej siedziby na Krochmalnej za mury, najpierw na Chłodną 33, potem na Sienną 16. Pomimo nadludzkich wysiłków rzesz wychowawców, świetliczanek, działaczy społecznych – dzieci ginęły.
W listopadzie 1940 roku powstał konspiracyjny ośrodek archiwalno-dokumentacyjny, działający pod kierunkiem Emanuela Ringelbluma. Przyjął on nazwę „Oneg Szabat” – „Radość Soboty”. Zbiór liczy blisko 30 tysięcy kart różnego typu dokumentów, świadectw, relacji, druków i zdjęć, gromadzonych, opracowywanych i chronionych z narażeniem życia. Kolekcja archiwalna, tworzona według ścisłych zasad metodologicznych przez zespół fachowców-dokumentalistów oraz przez ludzi nauki, literatury, kultury, społeczników, nie ma sobie równych w Europie. W żadnym bowiem skupisku żydowskim egzystującym pod niemieckim terrorem nie podjęto inicjatywy na tak wielką skalę. Archiwum ukryto w piwnicach kamienicy przy ul. Nowolipki 68. Pierwszą część umieszczono w dziesięciu metalowych pudłach i zakopano 3 sierpnia 1942, część drugą w dwóch bańkach na mleko złożono w tej samej kryjówce pod koniec lutego 1943 roku. Obie części wydobyto po wojnie spod zwału gruzów: pierwszą – 18 września 1946 roku, drugą – 1 grudnia 1950 roku.
Na rozkaz władz niemieckich Judenrat utworzył Żydowską Służbę Porządkową (SP), zwaną powszechnie policją żydowską. Do czasu zamknięcia getta zwerbowano około 1700 funkcjonariuszy. Komendantem był Józef Andrzej Szeryński (Szynkman) przed wojną pułkownik Policji Polskiej. Do obowiązków policji żydowskiej należało przede wszystkim patrolowanie granic getta oraz pilnowanie porządku na ulicach. Przychylny początkowo stosunek do SP zmienił się, kiedy wiosną 1941 roku policjanci wzięli udział w brutalnych łapankach mieszkańców getta, uchylających się od przymusowych wyjazdów do obozów pracy.
Wydział Umsiedlung sprawował cywilny nadzór nad gettem do połowy marca 1941 roku, kiedy to został rozwiązany, zaś kontrolę nad Żydami Warszawy przejął nowo utworzony urząd komisarza żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej. Stanowisko to 15 maja 1941 objął Heinz Auerswald.
&amp;nbsp;
II.B. Od maja do grudnia 1941 roku
Od kwietnia 1941 roku do przełomu 1941/42 szerzyła się w getcie fala epidemii tyfusu, związana z katastrofalnymi warunkami bytowymi oraz ze wzmożonym napływem uchodźców do getta. Przeludnione punkty dla uchodźców czy rejony najstraszniejszej gettowej nędzy, tłok na ulicach, brak środków czystości — to wszystko przyczyniało się do rozwoju wszawicy. Liczba zachorowań zaczęła gwałtownie rosnąć od kwietnia 1941 r. W sierpniu zmarło ok. 5600 osób, w tym blisko 3500 zgonów to potwierdzone przypadki tyfusu. Epidemia osiągnęła punkt kulminacyjny. „Obok głodu tyfus stał się najdonioślejszym zagadnieniem zaprzątającym uwagę całego społeczeństwa żydowskiego – zapisywał wówczas Ringelblum. – Obecnie jest to najbardziej paląca sprawa. Krzywa [epidemii] tyfusu wciąż idzie w górę. I tak na przykład teraz, w połowie sierpnia [1941 r.] , jest 6 000 – 7 000 chorujących na tyfus w mieszkaniach i około 900 w szpitalach”. W tym czasie prezes Judenratu powołuje Radę Zdrowia, mającą wypracować koncepcję zwalczania epidemii i koordynować działania. Na jej czele staje prof. Ludwik Hirszfeld. Na przełomie 1941 i 1942 r. fala epidemii zaczęła stopniowo opadać.
Latem 1941 roku liczba Żydów zamkniętych w getcie sięgała do 460 tys. Jest to okres największego zagęszczenia. Między majem a wrześniem 1941 roku przypada szczyt działalności kuchni ludowych, które wydają ok. 120 tys. „zup” dziennie.
Z początkiem lipca 1941 roku wyruszyły na ulice getta omnibusy, należące do koncesjonowanego przez Niemców „Towarzystwa Komunikacji Omnibusowej” Kona i Hellera. „Na wysokiej silnej platformie, ustawiono nadwozie z oknami, pomalowane na kolor żółty i niebieski, od tyłu ze schodkami i poręczami i wewnątrz ustawionymi po bokach ławkami. Konduktor, ubrany w opaskę ciemno-fioletową oraz maciejówkę na głowie z fioletowym otokiem, sprzedawał bilety, a zamiast motorniczego – parę koni stępa idących – poganiał biczyskiem – woźnica” – pisał Henryk Bryskier. Pierwsza linia omnibusowa obsługiwała początkowo tylko południową część getta, od skrzyżowania Śliska – Wielka do skrzyżowania Ogrodowa – Żelazna. Od lutego 1942 funkcjonowały już dwie linie – jedna w dużym, druga w małym getcie.
W sierpniu 1941 roku komisarz Auerswald poinformował Czerniakowa o projekcie zmiany granic getta, polegającym na odcięciu od niego części południowej między Chłodną a Sienną, czyli tzw. „małego getta”. Nowe granice miały teraz przebiegać wzdłuż ulic, a nie jak dotąd między posesjami. Druga połowa września stała pod znakiem paniki spowodowanej niebezpieczeństwem likwidacji „małego getta” oraz walki Judenratu o jego zachowanie. Wreszcie w październiku zapadła decyzje o poważnych zmianach granic getta: odpadają m.in. tereny na zachód od Żelaznej i na wschód od Bonifraterskiej, oraz południowa strona Siennej, przyłączone zostają m.in. domy na Chłodnej i Wolność. Na skutek planowanych zmian granic ulice Bonifraterska, Okopowa i Chłodna mają być w całości „aryjskie”, a Chłodna stać się ma ulicą tranzytową, rozdzielającą getto na dwie części: południową, czyli „małe getto” oraz północną, czyli „duże getto”. Ostateczny termin przesiedleń i wymiany ludności wyznaczono na grudzień 1941 roku.
15 października 1941 roku generalny gubernator Frank wydał rozporządzenie zabraniające Żydom pod groźbą kary śmierci opuszczania wyznaczonych im dzielnic mieszkaniowych. 10 listopada tego roku ukazało się rozporządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera o karze śmierci za samowolne opuszczenie getta, śmiercią karane miały być osoby udzielające Żydom pomocy. W ślad za tym w Areszcie Centralnym przy ul. Gęsiej (więzienie dla Żydów na terenie dzielnicy zamkniętej) 17 listopada rozstrzelano 6 Żydówek i 2 Żydów za przekroczenie granic getta, a 15 grudnia rozstrzelano tam 15 Żydów za to samo „przestępstwo”.
Jesienią 1941 roku do getta warszawskiego zaczęły napływać pierwsze zwiastuny Zagłady. Uciekinierzy z Litwy i kurierzy żydowskich organizacji młodzieżowych przynosili wieści o pogromach i masowych egzekucjach na wschodnich terenach Polski, przede wszystkim w podwileńskich Ponarach. 7 grudnia zaczął działać ośrodek zagłady w Chełmie nad Nerem. Na początku grudnia wojska niemieckie zostały zatrzymane pod Moskwą, a Armia Czerwona rozpoczęła kontrofensywę. Niemcy nie byli przygotowani do ostrej rosyjskiej zimy. Komisarz getta Auerswald wydał zarządzenie nakazujące Żydom oddanie wszystkich futer oraz płaszczy, okryć i kołnierzy futrzanych do 28 grudnia. Opieszałym grozi kara śmierci.
&amp;nbsp;
II.C. Styczeń – Luty 1942
W początkach marca rozpoczęła się budowa ośrodka zagłady w Sobiborze. 17 marca zaczął funkcjonować ośrodek zagłady w Bełżcu, a połowie kwietnia ośrodek zagłady w Sobiborze.
W nocy z 17 na 18 kwietnia Niemcy przeprowadzili pierwszą zbiorową akcją terroru na terenie warszawskiego getta. Tej nocy zamordowano, według przygotowanych list imiennych, 52 osoby. Jeśli którejś z ofiar nie było w domu — mordowano kogoś innego, przypadkowego. Ten zbiorowy mord wstrząsnął dzielnicą zamkniętą. Nazywany był często „krwawym piątkiem” lub „nocą św. Bartłomieja” (rzeź hugenotów w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572). Odczytywano go jako zwiastun zbliżającej się Zagłady. Od tragicznych wydarzeń nocy z 17 na 18 kwietnia w getcie narastał terror. Zaostrzono kary za łamanie rozporządzeń okupanta. 1 lipca 1942 roku. rozstrzelano w podwarszawskich Babicach 110 osób (w tym 10 policjantów żydowskich), aresztowanych za rozmaite przewinienia (szmugiel, przebywanie po stronie aryjskiej itp.).
&amp;nbsp;
II.D. Od marca do 22 lipca 1942 roku
Skrzyżowanie Chłodna – Żelazna, łączące małe i duże getto, stale było oblegane przez tłumy przechodniów. Tworzyły się zatory i korki, długo oczekiwano na możliwość przejścia przez jezdnię, a przechodnie narażeni byli na szykany i bicie. Układ komunikacyjny był tam wyjątkowo skomplikowany. Chłodną, a po korekcie granic jesienią 1941 również częścią Żelaznej, toczył się ruch aryjski. Raz jedną, raz drugą ulicę przegradzały ruchome żelazne wrota, wstrzymując bądź przepuszczając ludzi i samochody. W grudniu 1941 r. ruszyła budowa drewnianego mostu dla pieszych nad ulicą Chłodną przy skrzyżowaniu z Żelazną. Była to największa konstrukcja inżynieryjna w getcie. Most sięgał drugiego pietra, usytuowany była na wysokości środkowej części fasady narożnej kamienicy Chłodna 26 po północnej stronie ulicy oraz na styku kamienic Chłodna 21 i 23 po południowej stronie. Został udostępniony do użytku mieszkańcom getta 26 stycznia i funkcjonował aż do czasu likwidacji małego getta, tj. do połowy sierpnia 1942 roku.
W lutym dotarł do getta warszawskiego Szlama Ber Winer, uciekinier z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof), i złożył dla Archiwum Ringelbluma obszerną relację o funkcjonowaniu tego pierwszego ośrodka eksterminacji Żydów działającego na masową skalę.
&amp;nbsp;
MIEJSCA (etap II - ogólnie):
- Aleja Szucha 23,  - Aleja Szucha 25 (Gestapo),  – Bielańska,  - Bonifraterska,  - Chłodna, – Chłodna 33,  – Chłodna – kładka, – róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  – Chmielna,  – Ciepła 20,  – róg ulic Ciepła/Grzybowska,  – Dworzec Główny,  – Dzielna 1 (teatr „Eldorado”),   – Dzielna 24/26 (Pawiak),   - Dzielna 61 (dom dziecka „Dobra Wola” „Centosu”),  – Dzika 1-3-5,   – Dzika 1-19,   – Dzika 1-29,   – Dzika 3,    – Dzika 15,   – Dzika 17   – Dzika 19,  - Elektoralna,   - Franciszkańska,  – Franciszkańska 20,   – Franciszkańska/Koźla (targ), – Freta (poza gettem),   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),   – Gęsia 30 (szop stolarski OBW),   – Gęsia – plac,  - Grzybowska,  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),  – Karmelicka, – Karmelicka 22,  – róg ulic Karmelicka/Nowolipie,   - Koźla,  – Koźla 7 (meta),  – Krochmalna 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej),  – Krochmalna 42, – Krochmalna 92,  – Królewska 23 (Urząd Transferu),  – Leszno,  - Leszno 2,  – Leszno 2 (kawiarnia „Sztuka”),  – Leszno 2 (biuro „Centosu”),   - Leszno 5,  – Leszno 5/Rymarska,  – Leszno 12 (Zakład Zaopatrywania),  – Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją),  – Leszno 14,  – Leszno 16 (kościół Augsbursko-Ewangelicki),   – Leszno 32 (kościół Narodzenia NMP),  – Leszno 35 (kino „Femina”),  – Leszno 40,   – Leszno 43,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),   - Leszno 56,  – Leszno 58,  – Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  – Leszno 76 (szop Schultza),  – Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),   – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Marszałkowska,  – Miła 28,   – Miła 56,   - Muranowska,  - Mylna,  – Mylna 18,  - Nalewki, – Nalewki 23,  – Nalewki 28-38 (szop Brauera),   - Nalewki 33,  - Niska,  – Niska 20,   – Niska 20/Stawki 21,   - "Nowa Wołówka" - targ (Gęsia/róg Lubeckiego),  - Nowiniarska 10 lub 12,   – róg ulic Nowiniarska/Franciszkańska,   - Nowolipie,  – Nowolipie 18 (hotel „Britania” dancing „Casanova”),  – Nowolipie 28, – Nowolipie 42 (Szop Schultza),  – Nowolipie 72 (teatr „Nowy Azazel”),  - Nowolipki 29,  - Nowolipki 48/50 (kościół św. Augustyna), - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  - Nowolipki 68,   - Ogrodowa,   – Ogrodowa 17,   – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  - Orla,  – Orla 6,   - Ostrowska,  – Pawiak (Dzielna 24/26),  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych)  - Plac Krasińskich,  - Plac Parysowski,  - Plac Trzech Krzyży (poza gettem),  - Przejazd, – Przejazd 5,  – Przejazd 9,  - Rymarska,  - Senatorska,  – Sienna,  – Sienna 16,   – Sienna 16/Śliska 9, – róg ulic Sienna/Wielka,  - Smocza,  - Solna,  - Spokojna, - Staw Czerniakowski,   - Stawki,  – Stawki 4 (Umschlagplatz),  – Stawki 9,  – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),  – Śliska 64 (internat „Centosu”),  - Świder (poza Warszawą),  – róg ulic Świętojerska 32/34 /Franciszkańska (szop szczotkarzy),  – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  – Tłomackie,  – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 5,  – Tłomackie 13,  – Wałowa,  – Wierzbowa 1 (Pałac Bruhla),   – „Wołówka” (targ, Plac Broni),  - Wołyńska,  - Zamenhofa,  – Zamenhofa 9,  –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  – róg ulic Zamenhofa/Muranowska, – Zimna,  – Złota 74 (Wydział Zdrowia),  - Żelazna,  – Żelazna 105 (szop Curta Rohricha), – róg Żelazna/Grzybowska (wacha),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,   - Obszar:  Małe Getto,  – Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna,  – Obszar: czworobok: Rymarska – Elektoralna – Orla – Leszno

&amp;nbsp;
TRASY:
– Trasa: Elektoralna – Solna – Leszno – Żelazna – Krochmalna – Waliców – Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),  – Trasa: Leszno – Karmelicka – Pawiak,   – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,  - Trasa: Wolność - Nowolipie,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5758" title="III. Wielka Akcja Likwidacyjna (22.07 —&amp;nbsp;21.09.1942)" slug="wielka-akcja-likwidacyjna-22-07-21-09-1942">III.A. Od początku Wielkiej Akcji Likwidacyjnej do początku Kotła na Miłej (22.07.1942-6.09.1942)
22 lipca 1942 Niemcy rozpoczęli akcję wywożenia Żydów z warszawskiego getta do komór gazowych Treblinki. 23 lipca prezes Judenratu Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Tego dnia zaczął funkcjonować ośrodek zagłady w Treblince. Według rozlepionego na murach obwieszczenia było to „przesiedlenie na Wschód”, z którego zwolnieni mieli być m.in. Żydzi zatrudnieni w warsztatach działających w getcie (tzw. szopach), produkujących na potrzeby Wehrmachtu. Praca w szopie pozwalała mieć (złudną) nadzieję na ratunek. Ci, którzy mieli taką możliwość, starali się przedostać na stronę aryjską. Ratunkiem przed wywiezieniem, często skutecznym, była dobra kryjówka. Udawały się też niektórym ucieczki z samego Umschlagplatzu, dzięki ogromnym łapówkom. Kiedy pociąg ruszał z bocznicy kolejowej, pozostawała już tylko jedna droga – skok z wagonu. Wielu śmiałków ginęło od kul strażników, wielu pod kołami, inni leżeli ranni przy torach, czekając na śmierć. Ale byli tacy, których ucieczka z wagonu jadącego do Treblinki kończyła się powodzeniem. Radykalnie zmienił się wygląd getta. Hałaśliwe i zatłoczone dotychczas ulice, pełne przechodniów, handlarzy, żebraków, umierających z głodu, stały się martwe i puste. Sunęły nimi kolumny Żydów gnanych na Umschlagplatz. Jedyne, co po nich zostawało, to porzucone na ulicach rzeczy: tobołki, węzełki, walizki, sprzęty domowego użytku. Zmieniła się całkowicie atmosfera w getcie. Skończyła się codzienna krzątanina uwięzionych za murami, zabiegających o przetrwanie. Skończyła się pozorna stabilizacja – masowe wywózki wzbudzały grozę, lęk przed nieznanym i – u niektórych – przeczucie Zagłady.
28 lipca organizacje młodzieżowe zawiązały Żydowską Organizację Bojową – zalążek przyszłej ŻOB. Około 10 sierpnia do getta warszawskiego dotarł Dawid Nowodworski — pierwszy uciekinier z Treblinki.W połowie sierpnia nastąpiła likwidacja „małego getta” (na południe od ul. Chłodnej), a siedziba Judenratu przeniesiona została z ul. Grzybowskiej 26 na Zamenhofa 19.
Czarną kartę podczas akcji wysiedleńczej zapisała policja żydowska, stając się bezpośrednim wykonawcą niemieckich rozkazów i biorąc — szczególnie w pierwszym okresie — czynny udział w wyłapywaniu, tropieniu i selekcji mieszkańców getta, doprowadzaniu ich na Umschlagplatz i ładowaniu do wagonów.
III.B. "Kocioł na Miłej" (6-12.09.1942)
„Kocioł na Miłej” (albo „kocioł na Niskiej” lub „kocioł”) - tak określano gigantyczną selekcję wszystkich pozostałych przy życiu mieszkańców getta, która odbyła się między 6 a 12 września 1942 roku. 6 września nad ranem Judenrat na polecenie Niemców rozplakatował obwieszczenie, że do godziny 10 rano, „wszyscy bez wyjątku żydzi” mają bezzwłocznie „zgromadzić się celem rejestracji” na obszarze ograniczonym ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Szczęśliwą i Placem Parysowskim. Opuszczone mieszkania maja pozostać otwarte. „Kto nie zastosuje się do tego zarządzenia – głosiło obwieszczenie – zostanie rozstrzelany”. W centrum powiększonego w ten sposób do gigantycznych rozmiarów Umschlagplatzu znalazła się ulica Miła. Ze wszystkich zakątków getta tłum sunął ku wyznaczonemu miejscu. Panował tam nieopisany tłok. Nie starczało mieszkań, pomieszczeń sklepowych, podwórek, żeby wszystkich pomieścić.
Pracujących, którym pozwolono jeszcze żyć, oddzielono od niepracujących, który mieli być „wysiedleni”. Przedsiębiorstwom w getcie wyznaczono ścisły limity zatrudnienia. Wszystkim zaliczonym do pracujących przydzielono „numerki na życie”. Pozwolono rozdzielić 32 tysiące numerków. Pięć razy mniej niż znajdujących się za murami Żydów. Ci, którym rozkazano przydzielić numerki, decydowali o tym, kto ma żyć i kto ma umrzeć. Szczęśliwcy, którzy dostali numerki, mogli zostać i pracować, reszta (ok. 50 tysięcy) została wywieziona do Treblinki.
 III.C. Ostatni etap Wielkiej Akcji Likwidacyjnej (12.09.1942-21.09.1942)
„Kocioł na Miłej” był ostatnim akordem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej. Pejzaż getta radykalnie się zmienił. Ludzie stłoczeni w szopach i przydzielonych domach wciąż oczekiwali kolejnych blokad i wywózek. Ulice ziały pustką. Nieznana kobieta pracująca w szopie OBW zanotowała w swojej relacji przechowanej w Archiwum Ringelbluma niezwykły obraz tego czasu. Kobieta opisuje tłumy ludzi ciągnące ulicą Smoczą w czasie „kotła” i tę samą — pustą już — ulice parę dni później. Wzdłuż krawężnika ulicy Smoczej ustawione są krzesła. „Opustoszałe do dziś ulice roją się od ludzi. (…) Smoczą, Nowolipkami, Zamenhofa cisną formalne zastępy ludzi. Widok przerażający. Na mnie najokropniejsze wrażenie robiły toboły, tłumoki, bety, graty. Ludzie są jeszcze tak pełni wiary, że może jednak. A na Smoczej nowy zgoła widok. Po obu stronach ulicy kierują ruchem i pilnują — żyd[owscy] policjanci wygodnie rozparci na krzesłach. Krzesła te przez długie tygodnie jak niemi świadkowie znaczyły drogę warszawskich Żydów na tzw. duży Umschlag.”
Poniedziałek 21 września 1942 roku — święto Jom Kippur. — był ostatnim dniem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej. Niemcy załatwili się wtedy z policją żydowską. Zredukowano jej szeregi z 2400 do 380 osób. Zablokowano domy przy Ostrowskiej i Wołyńskiej, w których skoszarowani byli policjanci z rodzinami, wywleczono ich na ulicę i pognano na Umschlagplatz. W tym dniu w szopie OBW zjawił się uciekinier z Treblinki Jakub Krzepicki. Jego obszerną relację dla Archiwum Ringelbluma spisze później Rachela Auerbach.
Wielka Akcja Likwidacyjna była punktem kulminacyjnym w dotychczasowej historii getta warszawskiego. Okres eksterminacji pośredniej (głód, epidemie, straszliwe warunki bytowe) przeszedł w fazę eksterminacji bezpośredniej. Po zakończeniu Wielkiej Akcji Likwidacyjnej getto warszawskie opustoszało. Wywieziono i zabito ok. 300 tys. Żydów (ok. 80% mieszkańców getta).
&amp;nbsp;
MIEJSCA (etap III - ogólnie):
- Aleja Szucha 23,   - Aleja Szucha 25 (Gestapo),  – Bielańska,  – Chłodna 33,  – róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  – Chocimska 24 (Państwowy Zakład Higieny – poza-gettem),  - Ciepła,  – Ciepła 20,  – róg ulic Ciepła/Grzybowska,  - Długa 27,  – Dworzec Główny,  – Dzielna 2,   – Dzielna 4,   - Dzielna 17,  – Dzielna 25,  - Dzielna 67,  - Elektoralna,   – Elektoralna 6,  – Franciszkańska (numery parzyste do Bonifraterskiej),   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka), – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),   - Grzybowska,  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar), – Karmelicka,  – Karmelicka 1,  – Karmelicka 6,  – Karmelicka 29 (szkoła CISzO), – Krochmalna 92,  – Leszno,  – Leszno 1,   - Leszno 2,  – Leszno 2 (biuro „Centosu”),  – Leszno 5,   – Leszno 7,   – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),  – Leszno 58,  – Leszno 76 (szop Schultza),  – Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),  – Leszno (między Żelazną a Nowolipiem),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Lubeckiego,  - Mylna,  - Mylna 11,  – Mylna 18,  - Nalewki, – Nalewki 9, - Nalewki 10,  – Nalewki 28-38 (szop Brauera),  - Nowolipie,  – Nowolipie 10-12,  – Nowolipie 40 (szop Schultza),   – Nowolipie 58,  – Nowolipie (odcinek m. Zamenhofa a Karmelicką),  - Nowolipki 22,  - Nowolipki 29,   - Okęcie (poza Warszawą),  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  – Pawia 2-20,  – Pawia 14,  – Pawia (numery parzyste od Zamenhofa do Lubeckiego),   - Plac Muranowski,  – Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. „Duży Toebbens),  - Przejazd,  – Przejazd 9,  – Przejazd 11,  - Rymarska,   – Sienna,  – Sienna 16,   – Sienna 16/Śliska 9, - Smocza,   - Sosnowa,  - Staw Czerniakowski, – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),  – Tłomackie,  – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 5,  - Umschlagplatz,  – Zamenhofa 13,  –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  – Złota (poza gettem),  - Żelazna,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),  – Żelazna 103 (sztab SS),   – Żelazna 105 (szop Curta Rohricha),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,  - Obszar:  Małe Getto,

&amp;nbsp;
TRASY:
– Trasa: Elektoralna 12 (apteka) – Umschlagplatz,  – Trasa: Karmelicka 6 – Ogrodowa – Kurza,  – Trasa: Leszno – Karmelicka – Pawiak,  – Trasa: Okopowa – Kercelak,  – Trasa: Prosta 14 (szop Toebbensa) – Zamenhofa – Umschlagplatz,   - Trasa: Wolność - Nowolipie,  - Trasa: Wołyńska 3 - Gęsia 25,  – Trasa: Zamenhofa – Umschlagplatz, – Trasa: Zamenhofa 32 – Nowolipki – Karmelicka – Leszno 80,  - Trasa: Żelazna - Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Gęsia - Nalewki - Muranowska - Gęsia - Smocza - Nowolipie,  – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”):  Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5834" title="NOEMI SZAC-WAJNKRANC (22.09.1919 &amp;#8211; 28.01.1945)" slug="noemi-szac-wajnkranc">Przejdź do mapy miejsc Noemi Szac - Wajkranc po stronie aryjskiej

O Noemi Szac-Wajnkranc wiadomo stosunkowo niewiele. Urodziła się 22 września 1919 w zamożnej, postępowej rodzinie żydowskiej osiadłej w Warszawie. Jej ojciec był inżynierem i właścicielem fabryki. Niedługo przed wojną wyszła za mąż za Jurka (pod takim imieniem występuje we wspomnieniach) Wajnkranca, walczącego w wojsku podczas kampanii wrześniowej. W czasie pobytu w getcie pracowała jako urzędniczka wydziału aprowizacyjnego gminy żydowskiej. W czasie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej udało jej się wydostać z getta. Ukrywała się po stronie aryjskiej, także poza Warszawą m.in. w Sławku k. Wołomina. Jak wynika z zapisków brała udział w walkach w trakcie powstania w getcie, w którym zginęli jej rodzice. Ona jak i jej mąż przeżyli, potem ukrywali się w Warszawie (m.in. na Sadybie). W 1943 jej mąż zostaje złapany podczas ulicznej łapanki i umieszczony na Pawiaku. Stamtąd trafia do Majdanka, gdzie ginie jeszcze tego samego roku pomimo wielu prób uratowania go przez żonę. Noemi do stycznia 1945 pracuje jako służąca w majątku ziemskim pod Łodzią. Ginie 28 stycznia 1945 roku od przypadkowej kuli, gdy wkracza z Armią Czerwoną do wyzwolonej Łodzi. Zostaje pochowana w prawosławnej części cmentarza przy ul. Ogrodowej w Łodzi.
Swoje wspomnienia opisywała na przypadkowych skrawkach papieru. Po jej śmierci podpułkownik Armii Czerwonej zabrał rękopis Noemi do Moskwy i doręczył Żydowskiemu Komitetowi Antyfaszystowskiemu, przywieziony następnie do Polski przez Efroima Kaganowskiego. Pierwsze wydanie miało miejsce już w 1947 i zostało poprzedzone jego przedmową, w której pisze: „Dziennik Noemi jest nie tylko straszliwym dokumentem zagłady żydostwa polskiego przez Niemców, Noemi należy również do rzędu tych wyjątkowych świadków, którzy – sami skazani – ani na chwilę nie przymykają oczu i nie opuszczają rąk. Opisując własne swe przeżycia, kreśli ona zarazem dzieje zagłady wszystkich dokoła niej. Obserwujemy ją stale w roli mężnego i czujnego świadka, stojącego na wyżynie moralnej, z której roztacza się szerokie pole widzenia […]. Tysiące wyszukanych, sadystycznych mąk, wymyślonych przez wroga już na samym początku getta, narastanie okrucieństwa, dręczenie dziesiątków tysięcy pozostałych w ciągu jednego dnia bez dachu nad głową, skurcz głodu wwiercający się we wnętrzności ograbionych mas żydowskich – wszystko to mogła przesłonić późniejsza totalna zagłada, gdyby nie czujne oko takich świadków jak Noemi Szac”. Wspomnienia zostały przetłumaczone między innymi na język włoski i niemiecki („Im Feuer vergangen” Berlin, 1958). W Polsce, poza wydaniem z 1947 roku, ukazały się dwa wznowienia: w 1988 i 1990 roku.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Szucha 25 [w czasie okupacji: ul. Policyjna - siedziba Gestapo i aresztu śledczego],  - Aleje Ujazdowskie [poza gettem], - Biała,
- Chmielna [poza gettem], - Długa 29 ("Hotel Polski"), - Gęsia, róg Lubeckiego, - Graniczna,  - Grzybowska, - Koźla, - Okrężna 55 [poza gettem],  - Leszno, - Leszno 53/55 (Gmach Sądów Grodzkich), - Pawia, - Marszałkowska, - Natolińska [poza gettem], - Pawiak (Dzielna 24/26), - Przebieg, - Sadyba Czerniakowska [poza gettem], - Sławek, koło Wołomina, - Umschlagplatz,  - Wołyńska,  - Wspólna,   - Złota,  - Żelazna, - Żoliborz (poza gettem).
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Plac Trzech Krzyży, -  Trasa: Grzybowska - Złota, - Trasa: Lubeckiego - Pawiak - Karmelicka - Nowolipki,
- Trasa: Klonowa - Krakowskie Przedmieście 1 - Aleja Szucha 23 - Aleje Ujazdowskie 7/9,  - Trasa: Warszawa - Sławek (koło Wołomina),- Trasa: Wspólna - Grzybowska 26/28, - Trasa: Zamenhofa - Gęsia - Umschlagplatz.</document>
<document nplp_id="5837" title="I. Od&amp;nbsp;wybuchu wojny do&amp;nbsp;zamknięcia getta (1 września 1939 —&amp;nbsp;16 listopada 1940)" slug="od-wybuchu-wojny-do-zamkniecia-getta-1-09-1939-16-11-1940">Z chwilą wybuchu wojny rozpoczął się najtragiczniejszy okres w dziejach warszawskiej społeczności żydowskiej. Mało kto zdawał sobie wówczas sprawę, że będzie to trwający blisko czterdzieści miesięcy ostatni akt, po którym pozostanie tylko popiół i gruz. Żydzi byli wyjęci spod prawa, bici i poniewierany, pędzeni do robót w mieście czy wywożeni do obozów pracy, okradani i pozbawieni środków do życia, wreszcie – stłoczeni za murami i tam dziesiątkowani głodem i chorobami. Te wszystkie działania można określić fazą eksterminacji pośredniej. Po niej następuje eksterminacja bezpośrednia: Wielka Akcja Likwidacyjna, czyli wywiezienie do obozu zagłady w Treblince ok. 300 tysięcy mieszkańców getta, a potem heroiczny epilog powstania.
W październiku 1939 roku w Warszawie było ok. 360 tys. Żydów. Do chwili zamknięcia getta do miasta przybyło ok. 90 tys. uchodźców żydowskich z ziem wcielonych do III Rzeszy. Władzę nad gettem sprawowali Niemcy — panowie życia i śmierci Żydów Warszawy. Bezpośrednie zarządzanie masą stłoczonych za murami ludzi okupant oddał samym Żydom.
Niemcy rozwiązali gminy żydowskie, a na ich miejsce powołali Judenraty (Rady Żydowskie) lub Aeltestenraty (Rady Starszych), mające reprezentować społeczność żydowską wobec władz okupacyjnych, a będące de facto wykonawcami poleceń okupanta. Już 4 października 1939 r. Niemcy zatwierdzili Czerniakowa na stanowisku przewodniczącego warszawskiego Judenratu, a 13 października zaakceptowali przedstawioną przez niego listę 24 radców. Strukturę Judenratu, niezmiernie rozbudowaną, skomplikowaną i zmieniającą się w czasie, tworzyły liczne wydziały, komisje, referaty i agendy obejmujące niemal wszystkie aspekty życia społecznego, ekonomicznego, religijnego.
W styczniu 1940 r. ukonstytuowała się instytucja o nazwie Żydowska Samopomoc Społeczna - Komisja Koordynacyjna (ŻSS-KK), która stała się stopniowo ośrodkiem rozgałęzionej federacji autonomicznych komórek i ogniw, jednocząc zarówno tradycyjne i działające już przed wojną stowarzyszenia opiekuńcze, jak i ogniwa nowe. W kwietniu 1940 przy ŻSS-KK powstała Sekcja Pracy Społecznej, której przewodniczył Emanuel Ringelblum. Podlegały jej Komitety Domowe, które stały się później podstawowym ogniwem działalności opiekuńczej w getcie. Przy ŻSS-KK działał również Zespół Przedstawicieli Stronnictw Politycznych - nieformalna instytucja skupiająca reprezentantów różnych środowisk i stanowiąca najszerszą platformę polityczną w getcie warszawskim. W październiku 1940 niezależne środowiska społeczne zostały pozbawione dotychczasowej roli koordynatora akcji samopomocowych i podporządkowane koncesjonowanej przez Niemców Żydowskiej Samopomocy Społecznej (ŻSS) z siedzibą w Krakowie i jej warszawskiej agendzie Żydowskiemu Komitetowi Opiekuńczemu Miejskiemu (ŻKOM). W marcu 1942 wszystkie stowarzyszenia opiekuńcze wcielono do ŻKOM, a 29 lipca 1942 cała koncesjonowana przez Niemców Żydowska Samopomoc Społeczna została rozwiązana.
Już w pierwszej połowie listopada 1939 roku Niemcy próbowali utworzyć w Warszawie getto. W styczniu 1940 do Warszawy przyjechał Waldemar Schön, którego gubernator dystryktu warszawskiego Fischer mianował pełnomocnikiem do spraw przesiedleń w dystrykcie warszawskim. 23 stycznia utworzony został w urzędzie szefa dystryktu wydział Umsiedlung pod kierunkiem Schöna. Tam skupiły się prace nad organizacją getta warszawskiego. W lutym 1940 Schön planował utworzenie getta na Pradze, jednak już w marcu wszystkie przygotowania zostały wstrzymane w związku z koncepcją założenia żydowskiego rezerwatu na Lubelszczyźnie, dokąd mieli być przetransportowani Żydzi z Generalnego Gubernatorstwa. Wtedy też powstał w Warszawie obszar, wokół którego ustawiono dwujęzyczne tablice ostrzegawcze: „Seuchensperrgebiet. Nur Durchfahrt Gestatte. Obszar zagrożony Tyfusem. Dozwolony tylko przejazd”. Judenrat otrzymał polecenie postawienia na własny koszt muru wokół tego terytorium. Budowę zakończono w czerwcu 1940 roku. Tymczasem w początkach kwietnia 1940 Niemcy wznowili prace nad planowaniem getta w Warszawie. Pojawiła się nowa koncepcja dwóch gett na peryferiach miasta: jednego - obejmującego na zachodzie teren Woli i Koła, drugiego - zajmującego na wschodzie teren Grochowa.
W lipcu 1940 roku wydane zostało zarządzenie Stadthauptmanna Warszawy Leista dotyczące dzielnicy żydowskiej. Żydzi mieszkający w dzielnicy niemieckiej mieli się natychmiast wyprowadzić, żydowskim lokatorom w dzielnicy polskiej pozwolono chwilowo pozostać na miejscu, natomiast przesiedleńcy żydowscy przyjeżdżający do Warszawy mogli zamieszkać jedynie w obszarze "Seuchensperrgebietu". Zrezygnowano więc z tworzenia gett peryferyjnych i postanowiono założyć getto na „obszarze zagrożonym tyfusem”. Od 18 lipca obowiązywał zakaz wstępu dla Żydów do parków publicznych, korzystania z ławek, chodzenia po wyznaczonych ulicach. Rozpoczęła się fala przesiedleń, Żydzi byli brutalnie wyrzucani z mieszkań, na ulicach pojawiły się riksze i wozy z dobytkiem. Trwała akcja przesiedlania Żydów na teren przyszłego getta, którego projektowane granice wciąż ulegały zmianom.
2 października 1940 roku gubernator dystryktu warszawskiego Fischer podpisał oficjalne zarządzenie (w wigilię żydowskiego Nowego Roku) o utworzeniu getta w Warszawie. Zarządzenie ogłoszono 12 października (w święto Jom Kipur) przez megafony uliczne. „Nowy Kurier Warszawski” i „Gazeta Żydowska” opublikowały mapy granic getta, które nie pokrywały się ze sobą. Wciąż wprowadzano zmiany, co powodowało falę powtórnych przeprowadzek.
Wreszcie 16 listopada 1940 roku getto warszawskie zostało zamknięte. Przy 22 bramach prowadzących do getta straż pełnili policjanci żydowscy (Żydowska Służba Porządkowa) razem z polskimi policjantami „granatowymi” i niemieckimi żandarmami. Nazistowska propaganda podawała trzy podstawowe przyczyny utworzenia getta. Streszcza je w swoim referacie ze stycznia 1941 roku Schön. Po pierwsze – sanitarno-epidemiologiczna: „Trzeba (…) ochronić niemiecką armię i naród niemiecki przed Żydem, odpornym nosicielem zarazków epidemii”. Po drugie – moralno-polityczna: „Żydowska myśl i żydowski czyn dotychczas panowały nad ludnością wschodniego terytorium. Już teraz dają się zauważyć błogosławione skutki wyeliminowania żydowskiego wpływu”. Po trzecie – gospodarcza: ochrona niemieckiej gospodarki wojennej może się „dokonać drogą likwidacji pokątnego handlu i paskarskich spekulacji”.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja na Skarpie (poza gettem),  - Annopol (poza Warszawą),  - Aleja Szucha,   - Aleja Szucha 23,   - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),
- Aleje Jerozolimskie,  - Aleje Jerozolimskie 45 (dawniej 39),   - Aleje Ujazdowskie (poza gettem),  - Aleje Ujazdowskie 29 (ambasada USA),
- Bagno,  - Barbary,  - Barska 28/30,   - Biała,  - Bielańska,  - Bielańska 13 (sklep Wedla),   - Boduena 5,  - Bonifraterska,  - Bonifraterska 12 (szpital św. Jana Bożego), - Bracka 25,  - Ceglana,  - Ceglana 11,   - Ceglana 17,  - Chłodna,  - Chłodna 22,  - Chłodna 34,  - Chłodna - kładka,   - Chmielna,  - Chmielna 49/19,  - Ciepła,  - róg ulic Ciepła/Grzybowska (bazar),  - Czerniaków (poza gettem),  - Daniłowiczowska,  – Daniłowiczowska 3,   - Długa,  - Długa 16,  - Długa 19,  - Długa 24,  - Długa 27,   - Długa 38/40 (Arbeitsamt),  - Dworska 17 (szpital starozakonnych na Czystem),   - Dworzec Główny,   - Dworzec Wschodni,  - Dworzec Zachodni,  - Dynasy (poza gettem), - Dzielna,   – Dzielna 7 (synagoga Morija),  – Dzielna 15,  – Dzielna 24/26 (Pawiak),  – Dzielna 31,  – Dzielna 31, 33,   – Dzielna 35/37,  - Elektoralna,  – Elektoralna 1-3,  – Elektoralna 5,  – Elektoralna 11,  – Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha – oddział szpitala na Czystem – dezynfekcja/apteka),  – Elektoralna 32,  – Falenica (poza Warszawą),  – Falenty (poza Warszawą),  - Franciszkańska,  – Franciszkańska 6,   – Franciszkańska 15,  – Franciszkańska 20,  – Franciszkańska 30,  – Franciszkańska/Koźla (targ),  – Franciszkańska/Wałowa,  – Freta (poza gettem),  – Gęsia 7,   – Gęsia 10,   – Gęsia 43 (Biuro Zarządu Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce),   – Górczewska 9,  – Górnośląska,  - Graniczna,  – Graniczna [12,10],  - Grochów (poza gettem),  - Grzybowska, – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Kibuc Grochów (m. Grochowską a Ostrobramską),  - Grójec (poza Warszawą),   - Grzybowska,  – Grzybowska 22,    – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Grzybowska 27,   – Grzybowska 30,  – Grzybowska [48,46,12,16],   - Grzybowska 68,  - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar), - Hipoteczna 3,   - Hoża (poza gettem),   - Jagiellońska 28,  - Jasna (poza gettem),  – Jasna 11,  - róg ulic Jasna/Boduena,  - Jazdów 2 (Szpital Ujazdowski),  - Jezuicka 1-3/ rynek Starego Miasta,   - Józefów (poza Warszawą),  – Karmelicka, – Karmelicka/Nowolipie, – Karmelicka 10/Mylna, – Karmelicka 29 (szkoła CISzO),  - Karolkowa (poza gettem),  - Kawęczyńska (poza gettem),  - Kazimierza Karasia 2 [Teatr Polski] (poza gettem),   – Koło (poza gettem),  - Koszykowa, – Koszykowa 81,  - Krakowskie Przedmieście 21-23,  - Krakowskie Przedmieście 26/28 (Uniwersytet Warszawski),  - Kredytowa  (poza gettem),  - Krochmalna 20-25,  – Krochmalna 92,  – Krochmalna/Plac Grzybowski, - Królewska,  – Królewska 43,  – róg ulic Królewska/Marszałkowska,  - Książęca (poza gettem),  – Kurza 18 (Kupiecka 18),  - Legionowo (poza Warszawą),   – Leszno,  – Leszno 2,  - Leszno 4,6,8,  – Leszno 5,  – Leszno 6,  – Leszno 13,  – Leszno 15 (sierociniec żydowski),  – Leszno 18,   – Leszno 18-20-22-24,  – Leszno 35 (kino „Femina”),   – Leszno 36,   - Leszno 40,  - Leszno 52,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),  – Leszno 56,  – Leszno 72,   – Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),  – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),   – Leszno 123,   – Lubeckiego,  – Lubeckiego 3, m. 6,  – Lubeckiego 12,  - Lwowska 1,  - Lwowska 1-3-5, - Lwowska 9,  – Łucka,  - Mackiewicza 3, m. 6,  - Marszałkowska, – Marszałkowska 63 (sklep Wedla),    – Marszałkowska 109 (sklep Wedla),– Marszałkowska 134/Świętokrzyska 37 [Gmach Centrali Pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie],  – róg ulic Marszałkowska/Wspólna,  – róg ulic Marszałkowska/Złota,  - Mazowiecka,  – Mazowiecka 12,  - Mączna,  - Miła,  – róg ulic Miła/Nalewki,   – Miła 45, m. 13,  - Miodowa,   - Międzylesie (poza Warszawą),  - Młynarska 2 (poza gettem),  - Moniuszki 10 (Instytut Rozrachunkowy Zagranicznego Handlu),  - Most Poniatowskiego (poza gettem),  - Muranowska,  – Muranowska 6,   – Muranowska 16,    - Mylna,   – Mylna 18,  - Nalewki,  - Nalewki 3,  – Nalewki 9,  – Nalewki 20,   – Nalewki 23,  - Nalewki 31 (Astoria),  – Nalewki 32, – Nalewki – targ,  – róg ulic Nalewki/Gęsia,  – róg ulic Nalewki/Nowolipki (Kramy Nalewkowskie),  - Niecała (poza gettem),  - Niska, – Niska/Zamenhofa,  - Nowolipie,  – Nowolipie 7 (lokal C.K. Bundu i siedziba „Folkscajtung),  – Nowolipie 18,   – róg ulic Nowolipie/Przejazd (granica getta),  - Nowolipki 18,   - Nowolipki 23,   - Nowolipki 68, - Nowy Świat (poza gettem),  - Nowy Świat 15,  - Nowy Świat 35,  - Nowy Świat 69,  - Oboźna,  - Ogrodowa,  – Ogrodowa 5,  – Ogrodowa 7,  - Ogród Krasińskich,  - Ogród Saski (poza gettem),  - Okęcie (poza Warszawą),  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  - Opaczewska 2a,   - Orla,  – Orla 13,  - Otwock, Kochanowskiego 10/16 (zakład dla umysłowo ch0rych "Zofiówka"),  – Otwock, Reymonta 55 (sanatorium towarzystwa „Brijus”),  - Otwock, Świderska 50,  - Pańska,  - Park Ujazdowski (poza gettem),  – Pawia 69,  – Pawiak (Dzielna 24/26),  - Piaseczno (poza Warszawą), - Plac Bankowy,   - Plac Grzybowski,  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych),  - Plac Krasińskich,  – Plac Krasińskich/Świętojerska,  - Plac Muranowski,  - Plac Napoleona ("Prudential"), - Plac Napoleona 8,  - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  - Plac Teatralny,  - Plac Trzech Krzyży (poza gettem),  - Plac Unii Lubelskiej,  - Plac Zamkowy 4 (Zamek Królewski),  - Plac Za Żelazną Bramą,  – Plac Za Żelazną Bramą 8,   – Podchorążych 20 (dawna szkoła Talmud Tora),  - Powązki,  - Powiśle,  - Poznańska,  – Poznańska 15,  – róg ulic Poznańska/Żulińskiego,  - Praga (poza gettem),  – róg ulic Prosta/Waliców,  - Przebieg,  - Przechodnia,  – Przejazd 5,   - Ptasia,  - Radzymińska (poza gettem),  - Rakowiecka (poza gettem),  - Rembertów (poza Warszawą),  - Rozbrat,  - Rybaki,  - Rybna,  - Rymarska,  – Rynek Wolski(poza gettem),  - Rynkowa, – Rynkowa 5,  - Saska Kępa (poza gettem),  – Senatorska 14 (Pałac Blanka),  – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy),  - Sienkiewicza, – Sienkiewicza 4,  – Sienna,   – Sienna 16,  – Sienna 41,  – Sienna 69, – róg ulic Sienna/Sosnowa,  - Skórzana,  – Smocza 10,   – Smocza 43, - Solec (poza gettem),  - Solna, – Solna/Hale Mirowskie,   – Sosnowa 8, – Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne – łaźnia),  - Stawki,  - Szeroka (Praga),  - Szopena 13,  - Szymanów (poza Warszawą),  – Śliska, – Śliska 52,  – Śliska 60,  – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),  - św. Wincentego 15 (cmentarz żydowski na Pradze),  – Świętojańska 8 (katedra św. Jana),  - Świętojerska,  – Świętojerska 11,    – Świętojerska 11a,    – Świętojerska 13,  - Świętokrzyska, – Świętokrzyska 25,  - Tłomackie, – Tłomackie 2,   – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 4,  - Tłomackie 5, – Tłomackie 13,  - Towarowa,  – Twarda 4,   – Twarda 6,  – Twarda 6/ Grzybowska13 (Synagoga Nożyków),   - Waliców,  – Waliców 14,  – Warecka 9,  – Wawer,  – Wawer (między Spiżową a Błękitną) (poza gettem),  - Wiejska (poza gettem), - Wiejska (Sejm),  – Wiejska 4/6/8,  – Wiejska: Ogrody Sejmowe,  - Wielka, – Wielopole,  – Wierzbowa 1 (Pałac Bruhla),  - Wilcza, – Włochy (poza Warszawą),  - Wola (poza gettem),  – Wola: okolice Lasku na Kole,  - Wolska,  – Wolska 18,  – „Wołówka” (targ, Plac Broni),  - Wołyńska,  - Wołyńska 7,  - Wołyńska 21,  - Wronia,  - Wspólna, – Wspólna 5,  – Wspólna 58 (mieszkanie Adama Czerniakowa), - Zamek Królewski,  - Zamenhofa,
– Zamenhofa 9,  – Zamenhofa 19 (przed sierpniem 1942),  – róg ulic Zamenhofa/Miła,  - Zielna,  – Zielna 25 (siedziba Polskiego Radia),  – Zielna 31,  – Zielna 35, – Złota (poza gettem), – Złota 74 (Wydział Zdrowia), - Żabia,  – Żabia 8,  – Żabia 9 (Łódzki Bank Depozytowy),
- Żelazna,  – Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii), – Żelazna 101,  – Żelazna 103 (sztab SS),   - Żoliborska, - Żoliborz (poza gettem),  - Żurawia (poza gettem),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,  - Obszar: "Kercelak" (targ w granicach ulic: Chłodna - Towarowa - Okopowa - Leszno),  - Obszar:  Małe Getto,  – Obszar: Nowolipie/Mylna/Przejazd 5,  - Obszar: Stare Miasto,  - Obszar: Warszawa - Otwock [linia otwocka],  - Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska,

TRASY:
- Trasa: Bagatela 12 - Aleje Ujazdowskie - Długa,  - Trasa: Chłodna 2 - Chłodna 8,  - Trasa: Chłodna 2 - Ogrodowa 33,  - Trasa: Chocimska 24 - Most Poniatowskiego - Obrońców 27,  - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (Gestapo), – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),   – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Wspólna 58,  – Trasa: Grzybowska 26/28 – Zielna 25 – Wspólna 58,  – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Żelazna 103 (siedziba SS), - Trasa: Jazdów 2 - Chocimska 24 - Jazdów 2,  – Trasa: Królewska – Krakowskie Przedmieście,   – Trasa: Leszno – Grzybowska, – Trasa: Leszno 18 – Tłomackie 5,  – Trasa: róg ulic Marszałkowska/Złota – Wspólna 58,  - Trasa: Most Poniatowskiego - Aleja  3 Maja - Aleje Jerozolimskie,  – Trasa: Pańska – Śliska 52, - Trasa (tramwajowa): Plac Teatralny - Trakt Królewski - Aleje Ujazdowskie - Plac Unii Lubelskiej - Rakowiecka,  – Trasa: Wilcza – Wspólna 58,  – Trasa: Wołyńska – Niska – Spokojna, - Trasa: Wspólna 58 - Aleje Jerozolimskie,  – Trasa: Wspólna 58 – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Trasa: Wspólna 58 – Marszałkowska – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Trasa: Wspólna 58 – Wilcza,  – Trasa: Zielna 31 – Koźla,  – Trasa: Żelazna 103 – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo), - Trasa: Żelazna 103 - Wspólna 58 - Twarda - Aleje Jerozolimskie - Wspólna 58,
– Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),
</document>
<document nplp_id="5839" title="III.C. Ostatni etap Wielkiej Akcji Likwidacyjnej (12.09.1942-21.09.1942)" slug="ostatni-etap-wielkiej-akcji-likwidacyjnej-12-09-1943-21-09-1943">„Kocioł na Miłej” był ostatnim akordem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej. Pejzaż getta radykalnie się zmienił. Ludzie stłoczeni w szopach i przydzielonych domach wciąż oczekiwali kolejnych blokad i wywózek. Ulice ziały pustką. Nieznana kobieta pracująca w szopie OBW zanotowała w swojej relacji przechowanej w Archiwum Ringelbluma niezwykły obraz tego czasu. Kobieta opisuje tłumy ludzi ciągnące ulicą Smoczą w czasie „kotła” i tę samą — pustą już — ulice parę dni później. Wzdłuż krawężnika ulicy Smoczej ustawione są krzesła. „Opustoszałe do dziś ulice roją się od ludzi. (…) Smoczą, Nowolipkami, Zamenhofa cisną formalne zastępy ludzi. Widok przerażający. Na mnie najokropniejsze wrażenie robiły toboły, tłumoki, bety, graty. Ludzie są jeszcze tak pełni wiary, że może jednak. A na Smoczej nowy zgoła widok. Po obu stronach ulicy kierują ruchem i pilnują — żyd[owscy] policjanci wygodnie rozparci na krzesłach. Krzesła te przez długie tygodnie jak niemi świadkowie znaczyły drogę warszawskich Żydów na tzw. duży Umschlag.”
Poniedziałek 21 września 1942 roku — święto Jom Kippur. — był ostatnim dniem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej. Niemcy załatwili się wtedy z policją żydowską. Zredukowano jej szeregi z 2400 do 380 osób. Zablokowano domy przy Ostrowskiej i Wołyńskiej, w których skoszarowani byli policjanci z rodzinami, wywleczono ich na ulicę i pognano na Umschlagplatz. W tym dniu w szopie OBW zjawił się uciekinier z Treblinki Jakub Krzepicki. Jego obszerną relację dla Archiwum Ringelbluma spisze później Rachela Auerbach.
Wielka Akcja Likwidacyjna była punktem kulminacyjnym w dotychczasowej historii getta warszawskiego. Okres eksterminacji pośredniej (głód, epidemie, straszliwe warunki bytowe) przeszedł w fazę eksterminacji bezpośredniej. Po zakończeniu Wielkiej Akcji Likwidacyjnej getto warszawskie opustoszało. Wywieziono i zabito ok. 300 tys. Żydów (ok. 80% mieszkańców getta).
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Akademicka 3,   - Biała,   - Bonifraterska,  - Dzielna,  – Dzika 3,  - Dzielna 17,  – Dzielna 24/26 (Pawiak),  – Dzika (wacha),  - Elektoralna,
- Franciszkańska,   – Gęsia 6/8/10,   – Gęsia 15,   – Gęsia 17,   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),  – Gęsia 30 (szop stolarski OBW),  – Gęsia 67,   – róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha),  – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),  - Grochów (poza gettem),  - Hale Mirowskie,  – Karmelicka,  – róg ulic Karmelicka/Nowolipie,  - Kurza (dawniej Kupiecka/Majzelsa),   – Leszno,  – Leszno 76 (szop Schultza),   – Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),  – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Leszno (mieszkania pracowników Toebbensa),   - Miła,  – Miła 43 (szop „Ahage”),  – Miła 68,  – Mochnackiego 17 (poza gettem),  - Muranowska,  – Muranowska 20,   – Muranowska 44,  - Mylna,  – Mylna 2,  - Nalewki,  – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Niska,  - Nowolipie,  – Nowolipie 42 (Szop Schultza),  – Nowolipie 67,  – róg ulic Nowolipie/Smocza,  – Nowolipie (odcinek m. Karmelicką a Smoczą),  - Nowolipki 17 (restauracja "Riwiera" Szulca),  - Nowolipki 25,  - Nowolipki 30,  - Nowy Świat (poza gettem),  - Obrońców 27 (poza gettem),  - Ogrodowa,  - Ogrodowa 5,  – Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza),  - Orla,  - Ostrowska, – Pawiak (Dzielna 24/26),  - Plac Muranowski,   - Plac Parysowski,  - Pokorna,  – Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. „Duży Toebbens),  - Smocza,  - Solna,  – Stawki 4 (Umschlagplatz),  – Stawki 6/8 (szpital),   - Szczęśliwa,  – Świętojerska 28,  – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  – Tłomackie/Leszno (brama getta),  - Umschlagplatz,  - Wołyńska,  - Wspólna,  - Zamenhofa,  –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  – Zamenhofa (między Gęsią a Kurzą),   - Zielna,  - Żelazna, – Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii),  - Żoliborz (poza gettem),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
– Obszar: „Getto Szczątkowe” (Gęsia/Pawia/Lubeckiego/Zamenhofa),  – Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,
– Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/ Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),

&amp;nbsp;
TRASA:
– Trasa: Dzika – Miła – Gęsia – Szczęśliwa – Plac Parysowski,  -  Trasa: Gęsia 25 – Gęsia (wacha) – Nowolipie – Leszno,  – Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) – Umschlagplatz,   – Trasa: Leszno 76 – Leszno 78,  – Trasa: Leszno 76 (szop Schultza) – Nowolipie 67,   – Trasa: Leszno 76 – Umschlagplatz,  - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła/Muranowska,  – Trasa: Plac Grzybowski 3/5 (plebania) – Dzika (Wacha) – Powązki,  – Trasa: Miła 43 (szop AHG) – Umschlagplatz,   - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26,</document>
<document nplp_id="5840" title="IV.A. Między końcem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej a&amp;nbsp;Akcją Styczniową (od&amp;nbsp;21.09.1942 do&amp;nbsp;18-22.01.1943)" slug="miedzy-koncem-wielkiej-akcji-likwidacyjnej-a-akcja-styczniowa-21-09-1943-18-22-01-1943">Po wysiedleniu zaczął się okres tzw. getta szczątkowego, radykalnie zmniejszonego o część na południe od Leszna (z wyjątkiem obszaru szopu Toebbensa na ul. Prostej). Składało się ono z wydzielonych enklaw, w których mieszkali skoszarowani pracownicy oficjalnie działających szopów, zamienionych w swoiste obozy pracy. Pomiędzy nimi były tzw. tereny dzikie, na których nie wolno było przebywać. Szacuje się, że za murami pozostało ogółem ok. 60 tys. Żydów, w tym ok. 35 tys. „legalnych”, czyli zarejestrowanych w szopach. Ci, którym udało się uciec z getta, ukrywali się po aryjskiej stronie Warszawy. Różnie szacuje się ich liczbę. Według Emanuela Ringelbluma mogło ich być od 10 do 15 tys., współczesny historyk Gunnar Paulsson podnosi tę liczbę nawet aż do 27 tys.
Faktyczną władzą za murami przejęło podziemie polityczne. Konspiracja w getcie składała się z trzech struktur: 1. Żydowski Komitet Narodowy (ŻKN), w skład którego wchodziła większość sił politycznego podziemia, poza Bundem; 2. Komisja Koordynacyjna, będąca platformą współpracy ŻKN i Bundu; 3. Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), w której reprezentowane były wszystkie ugrupowania, należące do ŻKN-u oraz Bund. ŻOB, zawiązany w formie zalążkowej przez organizacje młodzieżowe w pierwszych dniach Wielkiej Akcji Likwidacyjnej, został rozszerzony w październiku 1942. W jego skład weszli członkowie Haszomer Hacair, Droru, Akiby, Gordonii, Bundu, Poalej-Syjon Lewicy, Poalej-Syjon Prawicy, Hanoar Hacyjoni i PPR. Poza ŻOB istniała w getcie druga organizacja bojowa, po styczniu 1943 r. używająca nazwy Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW). Reprezentowała zdecydowanie odmienną niż ŻOB orientację polityczną, wywodziła się mianowicie z radykalnej prawicowej partii żydowskiej (rewizjoniści) i związanej z nią młodzieżowej organizacji Betar.
Dla ocalałych po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej – a byli to przeważnie ludzie młodzi i samotni, którzy stracili rodziny i bliskich – stało się oczywiste, że przesiedlenie oznacza śmierć i że przerwa w wysiedlaniu jest tylko tymczasowa. Świadomość tych faktów miała zasadniczy wpływ na dalsze losy getta. Rozpoczęła się masowa budowa bunkrów i schronów. Organizacje zbrojne przygotowywały się do walki, zdobywając fundusze na zakup broni, nawiązując kontakty z polskim podziemiem. Niemcy wrócili do getta 18 stycznia 1943 roku. Planowali przeprowadzić kolejne wywózki na wzór tych z lata 1942 roku. Okazało się to jednak niewykonalne. Nikt nie stawiał się już na wezwania, jedynie nieliczni zdecydowali się zejść na podwórza domów i pokazać swoje dokumenty. Mieszkańcy getta — spodziewając się, że akcja ta oznacza ostateczną likwidację — ukrywali się i stosowali bierny opór. W ciągu czterech dni akcji wywieziono nie więcej niż 5 tys. osób. Akcja styczniowa była dla konspiracji gettowej całkowitym zaskoczeniem, jednak w kilku punktach getta wybuchła spontanicznie krótkotrwała wymiana ognia. Po raz pierwszy na ulicach rozległy się strzały żydowskich bojowców. Od ich kul padli pierwsi Niemcy. Wywołało to wprost euforyczne nastroje wśród Żydów. Władysław Szlengel pisał wówczas w wierszu „Kontratak”: „Z Niskiej i z Miłej, z Muranowa / Wykwita płomień z naszych luf. / To wiosna nasza! To kontratak! / To wino walki uderza do głów!”.


MIEJSCA:
- Akademicka 3,  - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Aleje Ujazdowskie (poza gettem), - Aleje Ujazdowskie 23 (siedziba szefa SS i policji),  - Belwederska 27,   - Bonifraterska,  – Chłodna,  - Domeyki 20 (poza gettem),  - Dworzec Główny (poza gettem),  - róg ulic Dzielna/Więzienna,  - Dzielna,  – Dzielna 24/26 (Pawiak),  – Dzielna 39,  – Dzika (wacha),   - Franciszkańska,  – Franciszkańska 22,  – Gęsia 6/8 (szpital),  – Gęsia 6/8/10,   – Gęsia 10,   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),  – Gęsia 30 (szop stolarski OBW),   – Gęsia (m. Lubeckiego a Smoczą),  – róg ulic Gęsia/Lubeckiego,  – róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha),  – róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),  – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),  - Grochów (poza gettem),  - Hale Mirowskie,  - Kacza,  – Karmelicka,  - Kurza (dawniej Kupiecka/Majzelsa),  – Kurza 18 (Kupiecka 18),  – Leszno,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),   – Leszno 72,  – Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  – Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Libelta,  – Lubeckiego,   - Miła,  – Miła 13,  – Miła 26,  – Miła 34, – Miła 50-52,   – Miła 51,   – Miła 54,  – Miła 54-68,  – Miła 55/61,  – Miła 56,  – Miła 59,  – Miła 61, – Miła 64,  – Miła 68, – Miła 69,   – róg ulic Miła/Lubeckiego,  – „wąska” Miła (od Placu Muranowskiego do rogu Zamenhofa),  - Muranowska,  – Muranowska 24,  – Muranowska 42,  – Muranowska 44,  - Nalewki,  – Nalewki 28-38 (szop Brauera), – Nalewki 35,  – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Narbutta 8,  - Niska,  – Niska 35,  – Niska 61 (szop Weiglego – garbarnia),  – Niska, koło Zamenhofa 58,  - Nowa Wieś, k. Wołomina (poza Warszawą),  - Nowolipie, – Nowolipie 18 (szop Oschmanna),  – Nowolipie 52,  – Nowolipie 54 (szop stolarski Schillinga),  – Nowolipie 80 (szop Roehricha),  - Nowolipki 10,  - Nowolipki 49/51a (szop Hoffmana - szwalnia),  – Nowolipki 50 (szop stolarski Schillinga),  - Nowolipki 57,  - Nowolipki 59 (szop Hallmana),   - Nowy Świat (poza gettem),  - Ogrodowa,  – Ogrodowa 49,  – Okopowa 43/47 (stadion „Skry”),  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  - Ostrowska,  – Pawiak (Dzielna 24/26),  – róg ulic Pawia/Smocza,  - Plac Muranowski,  - Plac Za Żelazną Bramą,  - Pokorna,  - Prosta,  – Rakowiecka 4 (koszary SS),  – Rakowiecka 37 (Areszt Śledczy Warszawa Mokotów),  – Sienna,  – Sienna 6/8 (szpital),  – róg ulic Sienna/Wielka,  - Sławek k. Wołomina, - Słupecka (poza gettem),  - Smocza,  -  róg ulic Smocza/Dzielna,  – róg ulic Smocza/Pawia,   – Stawki 4 (Umschlagplatz),  – Stawki 6/8 (szpital),    - Szczęśliwa,  – Świętojerska 28,   – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  - róg ulic Świętojerska/Bonifraterska,  – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),   - Umschlagplatz,   - Wołomin (poza Warszawą),  - Wołomin: Górki Mironowe,  - Wołyńska,  - Wołyńska 21,  - Wspólna,  – Zagościniec (poza Warszawą), - Zamenhofa, –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  – Zamenhofa 40,  – Zamenhofa 56,  – Zamenhofa (między Gęsią a Kurzą),  – róg ulic Zamenhofa/Miła,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),  – Żelazna 103 (sztab SS),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,  – Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki,  - Obszar:  Małe Getto,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (Wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,  – Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) – Smocza, – Trasa: Gęsia 81 -Umschlagplatz,   – Trasa: Kurza – Muranowska 44,  – Trasa: Miła – Gęsia 30 (szop OBW) – Miła,  – Trasa: Miła – Pawia – Gęsia 30 (szop OBW),   – Trasa: róg ulic Miła/Zamenhofa – róg ulic Miła/Lubeckiego,  - Trasa: Narbutta 8 - Gęsia,  - Trasa: Narbutta 8 - Polna - Chałubińskiego - Żelazna - róg Żelazna/Twarda (wacha),  - Trasa: Nowa Wieś - Sławek, k. Wołomina,  – Trasa: Nowolipie 67 – Nowolipie 59 – Nowolipki 57 – Leszno 78,  – Trasa: Sławek (k. Wołomina) – Warszawa,  – Trasa: szopy getta warszawskiego – Lublin, Konzentrazionslager,  – Trasa: Świętojerska 28 – Świętojerska 30,  - Trasa: Warszawa - Wołomin - Nowa Wieś,  – Trasa: Warszawa – Sławek (k. Wołomina),  – Trasa: Zamenhofa – Umschlagplatz, 

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5842" title="WSPÓLNA" slug="wspolna">Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III/IV
„Wieczorem idziemy na Wspólną. Znów jestem w domu, który opuściłam dwa lata temu. Wtedy myślałam, że niedługo doń wrócimy, zajedziemy z wielkim triumfem, a tymczasem idę oglądając się za siebie, idę ukradkiem, wtuliwszy głowę w ramiona, po schodach, po których biegałam głośno tupiąc obcasami. Idę jak przestępca.” (s. 59)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zamknięto szereg ulic, osadzono w więzieniu Polaków ze Wspólnej, Hożej i z innych ulic.” (s. 91)
„W ostatnich dniach panuje przygnębiający nastój. W Warszawie codziennie przybywa tych, którzy wyprowadzili się [?] na południe od Wspólnej i innych ulic.” (s. 91)
„Dziś rozpoczęło się również wysiedlanie Polaków z niektórych ulic na południu: z Poznańskiej, Wspólnej. Żydom, jeśli dają trochę gotówki, pozostawiają nieco więcej czasu i pozwalają wszystko zabrać. Niepokój ludności żydowskiej jest nieopisany. Nikt nie jest pewny, czy nazajutrz będzie spał w swoim łóżku. W południowej części stolicy ludzie siedzą cały dzień w domu: czekają na moment, aż przyjdą i wypędzą ich. Proceder zabierania mebli, rzeczy jest taki: z rana zamyka się bramę i nikogo nie wypuszcza.” (s. 137)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
ONI, IV B
„Hela Keilson była jeszcze chyba trochę załamana i bała się poruszać, tylko wiem, że chodziła do swoich rodziców, którym znalazłyśmy mieszkanie gdzieś na Wspólnej? Prostej?” (s. 142)

ADRESY:
- Wspólna 5,   - Wspólna 58 (mieszkanie Adama Czerniakowa),  - róg ulic Marszałkowska/Wspólna,
TRASY:
- Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Wspólna 58,    - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Zielna 25 - Wspólna 58,          - Trasa: róg ulic Marszałkowska/Złota - Wspólna 58,   - Trasa: Wilcza - Wspólna 58,   - Trasa: Wspólna 58 - Aleje Jerozolimskie,  - Trasa: Wspólna 58 - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Trasa: Wspólna 58 - Marszałkowska - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Trasa: Wspólna 58 - Wilcza,  - Trasa: Żelazna 103 - Wspólna 58 - Twarda - Aleje Jerozolimskie - Wspólna 58,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5844" title="GRANICZNA" slug="graniczna"> Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, I

„Na nowym mieszkaniu wita nas słońce. Wyjrzało zza chmur i przegląda się w oknach. Pokój zalany słońcem nie może być brzydki, ani smutny. Słoneczko! Jak to ładnie z twojej strony, że nie przejęłoś się hitlerowskimi zasadami i dla wszystkich jednakowo świecisz. Pan pułkownik z siostrą, właściciel mieszkania, z którym dokonaliśmy transakcji zamiennej, oczekuje nas. Podpisujemy umowę o zamianie lokum na czas wojny, o zamianie mebli, które oni nam zostawiają, a my im. Pan pułkownik narzeka, że w naszym kąpielowym nie ma gdzie postawić swej marmurowej umywalni […]. Jeszcze węgiel w piwnicy. Zamieniamy nasze 2 tony na 2 tony pułkownika […]. Przychodzi mój papa – wieczny optymista. Zaczyna wszystkim po kolei zachwycać się, aby nas pocieszyć, ale czyni to tak nieudolnie i naiwnie, że mam ochotę płakać: - Lepsze mieszkanie niż na Wspólnej, bo mniejsze, taniej będzie je opalać; mniej mebli, to lepiej, przestrzeń nie absorbująca – nowocześnie; łatwiej zresztą sprzątać. Stare graty zostawili? Graty mają swój staroświecki urok, może to antyki, zresztą jeżeli nie antyki, to można sobie wyobrazić, że to bezcenne sprzęty […]. Tego samego dnia wprowadza się do trzeciego pokoju rodzina, a na drzwiach piszę: dzwonić raz Szenberg, dwa Wajnkranc, trzy Ahezojcen.” (s. 10)

JA, IIA
„Pierwsze tygodnie getta to jeszcze zupełny chaos. Przede wszystkim co dzień prawie Graniczną ulicę to włączają, to wyłączają z getta, gmina uparcie walczy, targuje się o każdą piędź ziemi, o każdy dom, a Niemcy jakby dla kawału, jakby się drażnili, to dają, to znów odbierają. Dochodzi do tego, że ludzie w ciągu kilku dni po kilka razy zmieniają mieszkanie, zostawiając w każdym coś ze swego dobytku. My, mieszkając początkowo na Granicznej ulicy, jesteśmy również na to narażeni. Siedzimy jak na wulkanie; trudniej znaleźć pomieszczenie niż igłę w nocy.” (s. 12)

&amp;nbsp;
 Henryk Makower


JA, II A
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
&amp;nbsp;



Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Nieszczęśliwe wypadki z powodu burzenia […] na Rynkowej, na Granicznej.” (s. 57)

„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)

„Plac Żelaznej Bramy i plac Bankowy były w ogóle ośrodkami chuliganerii, stąd bandy urządzały bezustannie wypady na wszystkie ulice. Na Granicznej wdarli się nawet do prywatnych mieszkań i rabowali. Chuligani wyzywali polską policję od ‘żydowskich pachołków”. Równocześnie, przed dwoma dniami, dokładnie kontrolowano [żydowskie] opaski i wylegitymowano wiele osób na Marszałkowskiej. Wśród rabusiów byli uczniowie, dobrze ubrani chrześcijanie.” (s. 90)

„Domy na Granicznej zostały z tej strony zamurowane i otwarto wyjście na Skórzaną, ale w ten sposób uratowano te kamienice dla getta.” (s. 148)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, I

„W dzień później [29.09.1939] po raz pierwszy zobaczyłam Niemców. Maszerowali ulicą Graniczną pod naszymi oknami, wysocy, dobrze odżywieni, schludni, w swoich zielonych mundurach. Śpiewali głośno znienawidzone Heili Heilo, ohydną pieśń zwycięzców, którą kiedyś słyszałam w Gdańsku. Ten widok i melodia zapisały się w mojej pamięci jako początek niemieckiej okupacji.” (s. 41)

„Władze okupacyjne ogłosiły właśnie, że obywatelom polskim zabrania się posiadania odbiorników radiowych i że wobec powyższego zobowiązani się dostarczyć swoje aparaty do dzielnicowych komend policji w określonym terminie. Niektórzy obywatele posłuchali natychmiast i widziałam, jak człapali przez ulice [Graniczną] ciągnąc ze sobą swoje odbiorniki, jakby to były psy na smyczy.” (s. 48)

JA, I

„W końcu września [1940] wyjaśniono nam, że będziemy musieli opuścić nasz dom i przenieść się do północnej części miasta, gdzie od długich lat mieszkała większość Żydów warszawskich. Ulica Graniczna miała pozostać po aryjskiej stronie.” (s. 50)



ADRESY:
- Graniczna [12,10]

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="5845" title="II.A. Od&amp;nbsp;listopada 1940 do&amp;nbsp;maja 1941 roku" slug="16-11-1940-wiosna-1941">Granice getta stały się granicami życia i śmierci. Biegły wzdłuż linii kamienic, rozdzielały sąsiadujące ze sobą posesje, odcinały chodniki od ulic, przegradzały ulice na pół. Rozbijały dotychczasową, oswojoną już, topografię miasta. Mur tworzył nowy, obcy i wrogi porządek przestrzeni. Miała ona teraz charakter opresyjny i traumatyczny. Świat za murami był tuż, na wyciągnięcie ręki. Ale z fizyczną bliskością obu światów drastycznie kontrastowała dzieląca je przepaść. Pokonanie odległości kilku kroków między jedną a drugą stroną ulicy przedzieloną murem było zabronione pod karą śmierci. Odczuwanie przestrzeni musiało więc ulec przewartościowaniu.
W styczniu 1941 ludność getta liczyła ok. 400 tys. mieszkańców. Emblematycznym obrazem getta był tłok i zgiełk na ulicach, oraz leżące na chodnikach czy w bramach zwłoki, nieraz przykryte papierem czy gazetami. Wobec tak ogromnego przeludnienia getta jednym z ważniejszych zadań Służby Porządkowej było kierowanie pieszym ruchem ulicznym. Do najbardziej newralgicznych pod tym względem punktów w getcie należała ulica Karmelicka oraz skrzyżowanie Chłodnej i Żelaznej.
Otoczona murami dzielnica zamknięta stała się swoistym mikroświatem, wewnętrznie zróżnicowanym i rozwarstwionym społecznie. Ulice getta miały swoją hierarchię. Ringelblum jeszcze w grudniu 1940 r. wskazywał na trzy rejony: „Arystokraci - Leszno, Elektoralna, Chłodna; mechesi - Sienna; parchy - reszta”. Hersz Wasser w tym samym czasie zanotował w swoim dzienniku identyczne rozróżnienie: „1. Wielka, Sienna - „mechesi”; 2. Leszno, Solna – elita i prominenci i 3. Zamenhofa, Muranowska - parchy”. Stanisław Gombiński odtwarzał - metodą porównań do Warszawy „aryjskiej” - swoistą hierarchię gettowych ulic: „Ulice getta znają swe hierarchie: Sienna - to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czysto. Grzybowska - to Pl. Teatralny, centrala władz, Leszno - to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie zezwala na porównanie. Wołyńska i Stawki - to Wołyńska i Stawki. Tu słońce cofa się przerażone. Widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar”.
W listopadzie 1940 roku uruchomiono trzy linie tramwajowe przeznaczone tylko dla Żydów. Tarcze z numerami: "15", "28" i "29" pomalowane były na żółto. W lutym 1941 trzy specjalne linie żydowskie zlikwidowano i na ich miejsce ruszył tramwaj zaopatrzony w tarczę z niebiesko-białą gwiazdą Dawida. Była to nowa linia, stworzona wyłącznie na potrzeby getta. Kursował początkowo od placu Muranowskiego, przez Muranowską, Zamenhofa, Dzielną, Karmelicką Leszno, Żelazną do skrzyżowania z Chłodną.
Żydzi na różne sposoby próbowali przetrwać. Różnorodne sposoby przetrwania to właśnie dzieje żydowskiego oporu, przybierającego wielorakie formy. W świecie, którym praktycznie wszystko jest zabronione, w którym Żydowi zabroniono żyć, już sama decyzja, by przetrwać – jest aktem oporu. W sferze materialnej było to zdobywanie jedzenia i środków do życia, a więc szmugiel, handel uliczny, ale także wytwórczość, usługi, przemysł gettowy. W sferze duchowej – konspiracyjne życie religijne, edukacja, działalność polityczna, ale także rozrywka i kultura: koncerty, recitale, spektakle teatralne.
Działalność samopomocowa w getcie koncentrowała się wokół trzech wielkich wyzwań: głodu, napływu uchodźców oraz tragicznego losu dzieci. Pomoc żywnościową w getcie niesiono przede wszystkim poprzez sieć różnego rodzaju kuchni społecznych oraz organizując dożywianie w ramach akcji pomocy sąsiedzkiej prowadzonej przez Komitety Domowe. Do zamkniętego już getta wciąż napływali Żydzi wysiedlani z gett prowincjonalnych, a wiosną 1942 roku także z III Rzeszy. Wobec katastrofalnej sytuacji mieszkaniowej, problem ulokowania dziesiątków tysięcy ludzi napływających za mury był nie do rozwiązania. Na potrzeby przesiedleńców adaptowano najróżniejsze pomieszczenia zwane punktami dla uchodźców, których mieszkańcy masowo wywierali. Najtragiczniejszy był los dzieci. W getcie było ok. 30 sierocińców i internatów, w tym Domu Sierot Janusza Korczaka, przeniesiony z macierzystej siedziby na Krochmalnej za mury, najpierw na Chłodną 33, potem na Sienną 16. Pomimo nadludzkich wysiłków rzesz wychowawców, świetliczanek, działaczy społecznych – dzieci ginęły.
W listopadzie 1940 roku powstał konspiracyjny ośrodek archiwalno-dokumentacyjny, działający pod kierunkiem Emanuela Ringelbluma. Przyjął on nazwę „Oneg Szabat” – „Radość Soboty”. Zbiór liczy blisko 30 tysięcy kart różnego typu dokumentów, świadectw, relacji, druków i zdjęć, gromadzonych, opracowywanych i chronionych z narażeniem życia. Kolekcja archiwalna, tworzona według ścisłych zasad metodologicznych przez zespół fachowców-dokumentalistów oraz przez ludzi nauki, literatury, kultury, społeczników, nie ma sobie równych w Europie. W żadnym bowiem skupisku żydowskim egzystującym pod niemieckim terrorem nie podjęto inicjatywy na tak wielką skalę. Archiwum ukryto w piwnicach kamienicy przy ul. Nowolipki 68. Pierwszą część umieszczono w dziesięciu metalowych pudłach i zakopano 3 sierpnia 1942, część drugą w dwóch bańkach na mleko złożono w tej samej kryjówce pod koniec lutego 1943 roku. Obie części wydobyto po wojnie spod zwału gruzów: pierwszą – 18 września 1946 roku, drugą – 1 grudnia 1950 roku.
Na rozkaz władz niemieckich Judenrat utworzył Żydowską Służbę Porządkową (SP), zwaną powszechnie policją żydowską. Do czasu zamknięcia getta zwerbowano około 1700 funkcjonariuszy. Komendantem był Józef Andrzej Szeryński (Szynkman) przed wojną pułkownik Policji Polskiej. Do obowiązków policji żydowskiej należało przede wszystkim patrolowanie granic getta oraz pilnowanie porządku na ulicach. Przychylny początkowo stosunek do SP zmienił się, kiedy wiosną 1941 roku policjanci wzięli udział w brutalnych łapankach mieszkańców getta, uchylających się od przymusowych wyjazdów do obozów pracy.
Wydział Umsiedlung sprawował cywilny nadzór nad gettem do połowy marca 1941 roku, kiedy to został rozwiązany, zaś kontrolę nad Żydami Warszawy przejął nowo utworzony urząd komisarza żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej. Stanowisko to 15 maja 1941 objął Heinz Auerswald.
&amp;nbsp;

MIEJSCA:
- Bagno,   - Bagno 2,   - Biała,   – Chłodna,  - Chłodna 15,  - Chłodna 25 (Nordwache), - Chłodna 33,  - róg ulic Ciepła/Grzybowska,
- Ciepła/Hale Mirowskie,  - Długa 38/40 (Arbeitsamt),  - Dworska 17 (szpital starozakonnych na Czystem),  – Dzielna 1 (teatr „Eldorado”),
– Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha – oddział szpitala na Czystem – dezynfekcja/apteka),  – Elektoralna 28,  - róg ulic Elektoralna/Chłodna,  – Gęsia 4,  – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),  – Gęsia 27,   – Gęsia 42,   - Graniczna,  - Grochów (poza gettem),  - Grzybowska, - Grzybowska 11, – Grzybowska 23 (zakład pogrzebowy Wittenberga),   – Grzybowska 24 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona),  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   – Grzybowska 48,  - Hale Mirowskie,  – Karmelicka, - Kawęczyńska (poza gettem),  - Koźla,  – Krochmalna 59, – Królewska 23 (Urząd Transferu),  – Leszno,   – Leszno 7,  – Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją),  – Leszno 32 (kościół Narodzenia NMP),  – Leszno 40,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),  - Leszno 70 - 78,  – Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Marszałkowska, - Miła, – Miła 59,  – Mirowska,  - Mokotowska 14,  - Muranowska,  – Muranowska 6,  - Nalewki,  - Nowolipie,  - Nowy Świat (poza gettem),  - Obrońców 27 (poza gettem),  – Ogrodowa 5,  – Ogrodowa 15,   – Ogrodowa 17,   - Ogród Saski (poza gettem),  - Okopowa, – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  - Pańska,  - Piaseczno (poza Warszawą),  - Plac Grzybowski,  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych),  - Plac Teatralny,  - Powązki,  - Praga (poza gettem),  - Prosta, – Prosta 12, - róg ulic Przebieg/Bonifraterska, - Senatorska,  – Senatorska 29 (dawna galeria Luxenburga),  – Sienna, – Sienna 16,  – Sienna 41,  – róg ulic Sienna/Sosnowa, – róg ulic Sienna/Żelazna, – Smocza 22,  - Solna, – Śliska, – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów), – Śliska 52,  – Świętojerska 28-32-34,  – Tłomackie 3,   – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna), – Tłomackie 4,   - róg ulic Tłomackie/Bielańska,  - Tłomackie/Bielańska, – Tłomackie/Leszno (brama getta),  – Twarda, – Twarda 6, – Twarda 15,  - Umschlagplatz,  - Widok 25,  - Wielka,  – Wierzbowa 1 (Pałac Bruhla), - Wołyńska 21,  - Zamenhofa,  - Zielna,  – Zimna,  – Złota (poza gettem),  - Żelazna,  – Żelazna 68,  – Żelazna 78,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),  - Żoliborz (poza gettem),
&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Leszno/Elektoralna/Chłodna,   - Obszar: Leszno/Wronia, - Obszar:  Małe Getto,  – Obszar: Sienna/Sosnowa,   – Obszar: Sienna/Złota,  - Obszar: Solna/Ciepła,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Chodna 29 - Krochmalna,  - Trasa: Elektoralna - Chłodna - Hale Mirowskie, – Trasa: Leszno 1 – Karmelicka – Gęsia (wacha) – Okopowa – Okopowa 49/51 cmentarz żydowski,   – Trasa: Ogrodowa 5 – Żelazna 68 – Ogrodowa 5,   – Trasa: Piaseczno – Getto,  – Trasa: Śliska 52 – Miła,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5851" title="LESZNO 53/55 (Ogrodowa 14) (gmach Sądów Grodzkich)" slug="leszno-53-55">Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, II
„Po krótkim czasie nowy zakaz: aryjczykom nie wolno przebywać na terenie getta. Ceny poszły jeszcze bardziej w górę, a ludzie potracili całkowicie prawie kontakt z aryjską dzielnicą. Tylko nieliczni mieli przepustki i przez nich czasem, za duże pieniądze, można było coś załatwić. Poza tym istniały murki, przez które można było kilka słów zamienić. Można było również spotkać się w sądzie, który, choć strzeżony z jednej i drugiej strony, aryjskiej i żydowskiej, stał się miejscem spotkań aryjczyków z Żydami. Naturalnie, trzeba było upozorować te spotkania tak, aby wyglądały jak rozmowy stron w jakimś procesie. Później jednak wpuszczano do sądu wyłącznie za okazaniem wezwania sądowego lub kwitu na wpłacenie podatku skarbowego, ponieważ w tym gmachu mieścił się również Urząd Skarbowy.” (s. 15)

[caption id="attachment_9370" align="alignleft" width="1350"] ul. LESZNO 53/55. Gmach Sądów. - Na kamiennych schodach drobni sprzedawcy (Fot. W. Georg, 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
LESZNO 53/55 / BIAŁA
ONI, II
„Na większą skalę odbywa się […] wymiana myśli i słów w jednym, z urzędu obu stronom dostępnym miejscu – w gmachu Sądów Grodzkich [Leszno 53-55]. Aryjski od ul. Białej, żydowski od Leszna, łączył wewnątrz przez parę godzin wszystkich, których uczucia, obowiązki, interesy do wzajemnego widywania pchały. Ani częste „razzi” tam dokonywane, prowadzące do konfiskaty kwot pieniężnych i przedmiotów wartościowych, jakie znajdowano przy partnerach Bi-rasowych rozmów, ani wymuszenia przez niektórych woźnych czy jakichś policjantów uprawiane nie zdołały osłabić frekwencji, wpłynąć na ustawanie kontaktów. Tam przychodzili ci, których serca domagały się widoku najbliższych, ci, których interesy – (niech pani łaskawie sprzeda jutro mój tapczan, w przyszłym tygodniu kredens) – tego wymagały, ci, którzy łaknęli rozmowy z przyjacielem, ze znajomym. I o dziwo! Gmach Sądów to wszystko wytrzymał, wytrzymał tysiące godzin rozmów, przecież zakazanych, przecież niezgodnych z Nowym Duchem, przecież zarażających miazmatami żydowskimi – wytrzymał to wszystko i nie runął! Co prawda gmach Sądów Grodzkich jest bardzo solidnym i mocnym budynkiem, to dlatego, to pewnie dlatego…” (s. 42-43)


Abraham Lewin
ONI, II D (26.05.1942)
„Dziś rano zamknięto wyjście z gmachu sądu na Lesznie, w którym znajdują się urzędy podatkowe getta. Przeprowadzono rewizję osobistą wszystkich Żydów zgromadzonych w hallu. Zabrano im wszystkie posiadane pieniądze i wydano pokwitowania. Pokwitowania są tylko listkiem figowym maskującym po prostu zwykłą grabież.” (s. 180)

 
Henryk Bryskier
ONI, II/ III
„Kontaktowanie się z ludnością polską było również kontynuowane na terenie gmachu sądów przy ul. Leszno 55 – Ogrodowa 14. Gmach ten mieścił w sobie sądy polskie i urzędy skarbowe oraz część była zajęta na szpital dla niemieckich żołnierzy. Od strony Ogrodowej po obydwu stronach wejścia były ustawione mury poprzez chodnik i jezdnię Ogrodowej i dalej wzdłuż ul. Białej do Chłodnej. W ten sposób jezdnia ul. Białej była wyłączona z getta i prowadziła do gmachu interesantów aryjczyków, a z ul. Leszno wchodzili Żydzi. Korytarze gmachu były miejscem spotkań. Lecz i ten wybieg został ukrócony. Ustawiono posterunki policji żandarmerii przy wejściu i, kto nie posiadał terminowego wezwania do sądu lub urzędu skarbowego, tego nie wpuszczano do wnętrza. Sprawdzanie dowodów powodowało długie ogonki przed wejściem i spóźnianie na rozprawy, gdy ktoś faktycznie był wezwany na termin. Zainteresowani bez wezwań, musieli się zaopatrywać w inne papiery: 5-10 złotowe bilety Banku Emisyjnego, które miały jednakowy skutek.” (s. 130-131)

Leokadia Schmidt
JA, III A
„Dowiedziałam się, że jednak z moich trzech sióstr od razu drugiego dnia likwidacji przeszła przez gmach sądów, mieszczący się przy ulicy Leszno, na stronę aryjską. Miała metrykę chrztu swej zmarłej koleżanki katoliczki.” (s. 25)
ONI, V
„Starszy Michalski był naocznym świadkiem jednej z takich egzekucji, w tym okresie przyjął bowiem reparacje dachu w sądach przy Lesznie i widział wszystko z góry. Kilka salw położyło kres życiu kilkudziesięciu Żydów. Po egzekucji grupa żołdaków rzuciła się na zwłoki w poszukiwaniu pieniędzy, złota i kosztowności. Zabierali nawet co lepsze ubrania i buty z cholewami. Potem wrzucili ciała na samochód ciężarowy i pojechali.” (s. 226)


Henryk Makower
JA, II A

„W tym czasie prof. Hirszfeld mieszkał jeszcze w swojej willi na Saskiej Kępie. Miał bowiem specjalne pozwolenie podpisane przez naczelnego lekarza dystryktu. Widziałem się z nim kilkakrotnie, gdyż przez Sądy przychodził do getta. Odwiedzał przede wszystkim swoją długoletnią asystentkę i najwierniejszą współpracowniczkę, Różę Amzel. Ja zaś często bywałem gościem państwa Amzelów, którzy mieszkali na ul. Grzybowskiej przy rogu Ciepłej.” (s. 23)
JA, III
„Zaraz któregoś z pierwszych dni przeżyliśmy nalot radziecki na Warszawę. Było jasno jak w dzień, bomby padały gęsto i były bardzo liczne. Tej nocy zostały zniszczone Sądy na Lesznie, szpital wojskowy ewakuowano, dom na Dzielnej 2 tuż przy naszym mieszkaniu spalił się prawie doszczętnie. Umschlag jednak nie został trafiony.” (s. 103)
JA, IV
„Piękny gmach Sądów warszawskich, wybudowany tuż przed wojną, wychodził swoim okazałym frontem na Leszno, tył jego był od strony Ogrodowej, naprzeciw Białej. […] Kiedy zostało utworzone getto, Sądy stały się jedynym miejscem będącym połączeniem strony &amp;lt;aryjskiej&amp;gt; i żydowskiej. Żydzi mieli wejście od Leszna, Polacy od Ogrodowej, do której dochodziło się jezdnią ulicy Białej. Chodniki wraz z domami żydowskimi oddzielone były parkanem drewnianym, dochodzącym do Chłodnej, wówczas już w stu procentach &amp;lt;aryjskiej&amp;gt;.” (s. 189)

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Z rana delegaci Gminy byli u Haniki. Oświadczył, że z ghetta wyłączają Kercelak i sądy na Lesznie. Śto-Jerska jest w dyskusji.” [12 X 1940] (s. 127)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Białej stawiają szeroki parkan, aby zrobić dostęp do Sądów. W ten sposób Ogrodowa zostanie oddzielona.” (s. 166)
ONI, II A
„Szmugiel odbywa się w dalszym ciągu. Mówią, że baza znajduje się w gmachu Sądów na Lesznie. Wejście dla Polaków jest z jednej strony, a dla Żydów z drugiej strony. Transakcje te są realizowane przez oficerów niemieckich. Ostatnio przywieziono dużą partię pszenicy, którą przemiele się w młynach w getcie.” (s. 187)
„W Sądzie na Lesznie przejście kosztuje 5 zł. Polacy przed wejściem do getta nakładają opaski. W samym sądzie Żydzi spotykają się z Polakami i załatwiają tam swe sprawy.” (s. 189)

Mary Berg
JA, II A

20.II.41’: "Dzisiaj wybrałam się z wizytą do Loli Rubin, szkolnej koleżanki z Łodzi. Ogromnie ją podziwiam za odwagę. Ta siedemnastoletnia dziewczyna utrzymuje siebie oraz dziesięcioletniego brata. Ich rodzice pozostali w getcie łódzkim. Lola Rubin zdołała skądś zdobyć podrobiony akt urodzenia na chrześcijańskie nazwisko i za pomocą tego czarodziejskiego kawałka papieru zarabia na życie. Często wyprawia się na stronę aryjską, kupuje rozmaite, niedostępne obecnie w getcie drobiazgi i z godziwym zyskiem sprzedaje je znajomym. Linię demarkacyjną przekracza zazwyczaj w gmachu sądów przy Lesznie, gdzie odbywają się rozprawy sądowe z udziałem zarówno Żydów, jak i gojów. Jedna strona budynku wychodzi na Ogrodową i Białą, ulice znajdujące się tuż przy stronie aryjskiej. Tam miesza się w tłumie przychodzących do sądu Polaków" (s. 104)

ONI, IV A

22.IX.42’: "W dzisiejszym „Nowym Kurierze Warszawskim” wydrukowano zaledwie parę linijek tekstu o nocnym nalocie. Według gazety nie zostały trafione żadne obiekty wojskowe. Dowiedzieliśmy się jednak, że w rzeczywistości wiele instalacji wojskowych uległo doszczętnemu zniszczeniu. W getcie trafione zostały: budynek sądów przy Lesznie i szpital, sporo domów wokół Pawiaka legło w gruzach, ale większość bomb spadła na lotniska wokół Warszawy i na Dworzec Główny" (s. 303).

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, II B

„Wielki gmach sądów na Lesznie służył obu stronom i w związku z tym miał dwa wyjścia: jedno dla Aryjczyków od strony aryjskiej, drugie dla Żydów od strony getta. Wnętrze gmachu było oczywiście pilnie strzeżone, żeby uniemożliwić wszelki kontakt między przybyszami z dwóch różnych światów. Jednak przy odrobinie sprytu i szczęścia udawało się czasem przekupić strażnika i doprowadzić do spotkania. Mama i Ciocia Mania [Marianna Bułat] kilkukrotnie spotykały się w gmachu sądów. Ponadto szwagier Cioci Mani, który pracował w elektrowni miejskiej [Wybrzeże Kościuszkowskie, Elektryczna] i miał przepustkę do getta, wpadał do nas czasem z listem, pieniędzmi, czy też rzeczami, których pilnie potrzebowałyśmy.” [s. 70]

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„W tym czasie można było jeszcze przedostać się przez Sądy z ulicy Leszno na Ogrodową, która w tej części była stroną „aryjską”. I ci, którzy mieli kontakty z Polakami, przechodzili tą drogą.” (s. 88)

„Przechodząc Ciepłą, spotkaliśmy panią Lewkowicz z córką, koleżanką gimnazjalną Niny. Niosły plecaki na ramionach. ,,Wychodzimy na stronę „aryjską” - powiedziały. ,,Którędy”?, ,Przez Sądy”.” (s. 88)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (17 lipca 1942)

„W czasie lekcji u mojej polonistki na Ogrodowej usłyszałam nagle strzały. Z początku myślałam, że to obława na szmuglerów, wzdłuż muru na Białej. Zbiegłam ze schodów i stanęłam w bramie czekając, aż ustaną strzały. Niedługo potem nadbiegł ojciec i, trzymając się murów, ruszyliśmy pędem do fabryki „Marcel”, położonej bardzo blisko stamtąd. Okazało się wkrótce, że strzały pochodzą z budynku sądu, największego skarbu, jakim mogliśmy się pochlupić. Rzeczywiście gmach ten posiadał dwa wejścia: od Leszna – w getcie i od Białej – po stronie aryjskiej. Stanowił jedyne miejsce, gdzie można było spotkać Aryjczyków i sprzedać rzeczy wartościowe. Wiele spotkań handlowych i przyjacielskich odbywało się tam od czasu zamknięcia getta.” (s. 52)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Latem 1942 roku Rosjanie zaczęli bombardować obiekty wojskowe w Warszawie i okolicy. [...] Pewnej nocy, w czasie takiego nalotu, bomba trafiła w Sądy Grodzkie, gdzie kwaterowali teraz Niemcy.” (s. 48)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, III A

„Dzięki przyjaźni z Olkiem, który miał stałą przepustkę na „aryjską” stronę, dysponowaliśmy z matką dwoma kompletami „aryjskich” dokumentów. Mieliśmy się też gdzie podziać tuż po wyjściu. I wraz z rodziną Oszerowskich wydostaliśmy się pewnego dnia przez Sądy”. (s. 87)

„Była ta środa, 29 lipca 1942 roku – ósmy dzień pierwszej akcji likwidacyjnej warszawskiego getta. Rankiem zjawił się Olek, uśmiechnięty jak zwykle i przekazał nam wiadomość, że mamy z matką stawić się w Sądach na Lesznie o godzinie jedenastej u sędziego Kupścia”. (s. 87-88)

„Sądy obsługiwały zarówno Polaków, jak i Żydów. Do części polskiej wchodziło się od strony Ogrodowej, do żydowskiej od strony Leszna. Przebywanie tam wcale nie było bezpieczne, a przejście niełatwe. Uzbrojeni żandarmi kontrolowali najdokładniej, kto wychodził na Ogrodową, poza tym kręciło się mnóstwo szpicli”. (s. 90-91)

„Tego dnia ruch był niewielki, ale większy niż przypuszczałem. […] Ledwo pojawiliśmy się w holu, przyczepił się do nas jakiś podejrzany typ, bełkoczący coś na temat naszej bezprawnej obecności w Sądach. Było to o tyle zastanawiające, że mieliśmy na rękach opaski i nic nie zdradzało celu naszej wizyty. Powodowany impulsem wręczyłem mu 20 złotych gestem, jakim daje się jałmużnę żebrakowi. Szantażysta odczepił się bez słowa. Gdybyśmy wdali się z nim w pertraktacje, cały plan ucieczki mógłby spełznąć na niczym, co uprzytomniłem sobie znacznie później.

Do jedenastej brakowało jeszcze pół godziny. Dalsze przebywanie w holu nie miało sensu – trzeba było trafić do sędziego Kupścia. Okazało się to bardzo proste, a w jego gabinecie czekał już Olek z matką i bratem. […] W gabinecie sędziego pozbyliśmy się opasek i wszystkiego, co mogło świadczyć o naszym pobycie w getcie”. (s. 91)

„[…] wyszliśmy na korytarz w określonym ordynku – nasza piątka w środku, reszta grupy otaczając nas ze wszystkich stron. Ot, prawnicy opuszczający gmach po rozprawie, z teczkami w ręku… […] Stary Łuczyński przyjął rolę reżysera. – „Rozluźnić się! – komenderował. – Śmiać się, będę opowiadał kawały!” No i zaczął opowiadać – o panience, która myślała, że zostawiła dolną część garderoby u swego lekarza, a w istocie zostawiła ją u dentysty.

Eksplozja śmiechu nastąpiła na chwilę przed przekroczeniem wejściowych drzwi, prowadzących na Ogrodową. Wciąż jeszcze rozchichotany, ujrzałem nagle gęby niemieckich żandarmów, patrzących obojętnie na dobrze znane postacie sądowników Nasza piątka nie wzbudziła niczyjego zainteresowania”. (s. 92)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5852" title="GRZYBOWSKA" slug="grzybowska-2">

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_9391" align="alignleft" width="1024"] Ul. Grzybowska. Zasieki i tablica w j. niemieckim: "Obszar zagrożony tyfusem" (Fot. NN, 1940) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, II A

„Widzieliście chyba na Białej i na Grzybowskiej tłum dzieci w wieku od lat 5 do 13, wybiegających na znak przez dziury w murach? Dzieci te biegły na aryjski rynek, by wrócić po kilkunastu minutach z torbą kartofli, albo bochenkiem chleba. To jedyni żywiciele całych rodzin. Przeleci taki malec przez murek kilka razy dziennie, sprzeda swój szmugiel i za zarobione pieniądze kupi chleba do domu. Więc my będziemy tych bezczelnych malców, którzy boją się naszych razów, zabijać, zobaczycie. Widzieliśmy jak celnie strzelali do nich niemieccy i litewscy junacy, jak chodniki czerwieniły się od krwi i jak drgały ramionka dziecinne: Mamo! Mamo! Za co?” (s. 19)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra. Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Nasza znajoma, Polka, która mieszkała przy ulicy Grzybowskiej, tuż obok muru [tj. poza gettem] , opowiadała, że na własne oczy widziała, jak Niemcy wrzucali dzieci do kanałów. Często również chwytali dziecko za nóżki i uderzali główką o mur z całej siły, tak że mózg wypływał. Policjanci wyznaczeni do uprzątania domów opowiadali, że przy otwieraniu szaf wypadały z nich trupy. Ludzie popełniali masowo samobójstwa, świadomi, że i tak śmierci nie unikną.” (s. 92)
ONI, VI A
„Zygmunt i Leon wyszli razem z pracowni i udali się do knajpy przy ulicy Grzybowskiej [poza gettem], która słynęła z dobrego bimbru. Okazało się, że będąc już dobrze podchmieleni, zapuścili się w awanturę, do której przyłączył się na dodatek żołnierz niemiecki, również pijany. Potem, porozumiewając się na migi, gdyż ani Zygmunt, ani Leon nie znali niemieckiego, weszli jeszcze do innej knajpy i tam znów wypili kilka kolejek, które do reszty pozbawiły ich przytomności. Wychodząc, zaczepili jakiegoś chłopaka, który przerażony zaczął uciekać do domu, a oni za nim. Matka – widząc Niemca i dwóch cywilów, których wzięła za volksdeutschów – prosiła, by zostawili syna w spokoju. W końcu zaproponowała 500 złotych na odstępnego. Na to Zygmunt krzyknął:
- Jakie 500? 1500!
Niemiec zaczął strzelać na wiwat w powietrze. Sąsiedzi, słysząc awanturę, zatelefonowali na żandarmerię. Rozbroiwszy żołnierza, żandarmi zabrali całą trójkę. Po 24 godzinach przekazano Zygmunta i Leona do urzędu śledczego władzom polskim.” (s. 266)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI, III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska – dk] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Wieczorami na Grzybowskiej etc. wyrostki biją i biorą okupy.” [26.II.1940] (s. 70)
ONI/JA, I
„Cukierenka na Grzybowskiej. Wstęp Żydom wzbroniony.” [10.III.1940] (s. 73)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wielki strach przed epidemiami. Szereg ulic, jak Śliska, Rybna i inne, oddzielono drutem kolczastym. Widziałem dziś na Grzybowskiej dom, do którego nie wolno ani wejść, ani wyjść. Zamknięto dwa szpitale chorób zakaźnych, z których lekarzom i siostrom nie wolno wychodzić. Gmina Żydowska przeprowadziła zbiórkę bielizny i poduszek dla szpitali. Również ze szpitala na Czystem nie wolno wychodzić. Były wypadki, że [Niemcy?] zostawiali paczki, gdy się dowiedzieli, że w mieszkaniu był (jakoby) tyfus.” (t. 29: s. 43)
„Dziś, 31 października [1940], znów nowina: oficjalnie przedłużono utworzenie getta do 15 listopada. Jednocześnie dodano ulice: Leszno, Wronią, Żelazną, Grzybowską.” (t. 29: s. 43)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Naoczny świadek ekscesów na ul. Franciszkańskiej w lutym 1940 roku opowiada: „Szedł tłum z 200-300 osób, uzbrojonych w drągi, kije i łomy żelazne, na przodzie szli młodzi lotnicy z rewolwerami w ręku. Pochód zamykali Aryjczycy, starsi wiekiem, kierujący ekscesami, którzy bezustannie porozumiewali się z Niemcami i wydawali bandzie opryszków dyspozycje. Tłum wybijał po drodze szyby w oknach. W bramach stały grupy Żydów uzbrojonych w drągi i kije, przygotowanych do obrony. Na rogu ul. Franciszkańskiej i ul. Wałowej tłum chuliganów natknął się na kilkudziesięciu robotników żydowskich uzbrojonych w drągi żelazne, którymi odbijali lód. Doszło do walki, w czasie której padli: 1 chuligan i 2 Żydów”. Na ul. Grzybowskiej odbył się w tym samym czasie pogrom, w którym brali udział lotnicy niemieccy, strzelający bezustannie na wiwat. Banda żołnierzy niemieckich szła za pochodem chuliganerii, ciesząc się z ich wyczynów. Chuligani bezcześcili imię Polski, wznosząc okrzyki: „Niech żyje wolna Polska bez Żydów”. Padło wówczas sporo ofiar żydowskich. I tu Żydzi stali w bramach gotowi do obrony. Na podkreślenie zasługuje męska postawa ludności żydowskiej, która nie dała się sterroryzować bandom antysemickim i przygotowała się należycie do obrony.” (t. 29a: s. 34)

„Opowiadano mi jako o fakcie autentycznym o grupie 60 Żydów, którzy przez ruiny jakiegoś domu przy ul. Grzybowskiej przekradali się na aryjską stronę przez druty kolczaste, kalecząc sobie ręce. Lokatorzy tego domu widzieli tę tragiczną scenę, ale na szczęście nikt nie wydał zbiegów z getta.” (t. 29a: s. 90-91)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B

31.VI.41’: "Sceny z części getta przy Grzybowskiej nie są wcale mniej smutne. Co kilka kroków rozstawiono rozpalone żelazne lub ceglane piece. Stoją na nich duże garnki wrzątku. Obok na stolikach i ławkach leżą cienkie kromki chleba. Za czterdzieści groszy można tu dostać szklankę gorącej wody z sacharyną i kromkę chleba. Wokół wśród niewiarygodnej wrzawy krąży ogromny tłum ludzi. Jest tu kobieta sprzedająca galaretę z końskich kości po dziesięć groszy za porcję, następnie uliczny sprzedawca słodyczy, nieco dalej inna kobieta handluje kotletami z małych rybek zwanych w getcie śmierdziuchami. Taki rybny kotlet kosztuje trzydzieści groszy, a z kromką chleba – pięćdziesiąt. Również i one znajdują wielu nabywców. Grzybowską zawsze wypełnia tłum żebraków, tu bowiem znajduje się największa publiczna jadłodajnia utrzymywana przez Gminę. Ta ulica stanowi również straszliwą wylęgarnię tyfusu. W każdym domu jest po kilku chorych" (s. 161-162).

22.XI.41’: "Wózki zakładu pogrzebowego Pinkierta są ciągle zajęte. Kiedy żebrak dostrzega na zmarłym jakąś przydatną do użytku sztukę garderoby, zdejmuje ją i przykrywa nagie zwłoki starą gazetą, którą przyciska paroma cegłami lub kamieniami, żeby nie zwiał jej wiatr. Na Komitetowej i Grzybowskiej w tym roku widać mniej żebraków niż w zeszłym – po prostu wymarli" (s. 201).

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„Gdy przechodziłam przez Grzybowską, ostrzeżono mnie, że wkrótce nastąpi blokada ulicy.” (s.60)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Jedziemy rikszą, nagle zaskoczyła nas blokada na Grzybowskiej. Ludzie uciekają, strzelanina, my śmiało jedziemy. Nagle wyskakuje dwóch ludzi i błaga nas, byśmy ich ratowali, każemy im wsiąść i wziąć liny wraz z kilofem do rąk, jeszcze trochę wysmarować twarze i śmiało walimy prosto na Niemców. Przy wylocie ulicy oni nas zatrzymują, czekamy, dochodzi jakiś Letnant, pokazujemy przepustkę i tabliczkę na rikszy. Ten przygląda się bacznie dwóm umorusanym robotnikom naszym i otwiera usta z grymasem: „Ab!”. Dziękujemy uprzejmie i odjeżdżamy. Twarze naszych pasażerów promienieją, pytam się ich dokąd, podają mi adres, w ciągu kilku minut jesteśmy na miejscu.” (s. 108)

JA, IV A

„Kiedyś, gdy jeszcze nie jeździliśmy przez wachy, zdarzył nam się wypadek, że koło nawaliło w czasie jazdy, i to na Grzybowskiej, niemiec szedł z tyłu i zobaczył wielce zdziwiony, że drzewo się zsypuje i leci za nim masło, ser, gęsi, kury itp. Kępiński zaciągnął go do bramy, by mu powiedzieć kilka dowcipów, a my puściliśmy patrolki, by sprowadzić inny wózek „ratunkowy”. Wszystko zostało przeładowane i już bez żadnych przygód dostaliśmy się do domu.” (s. 157)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Grzybowska 1,   - Grzybowska 6,    - Grzybowska 11 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona),   - Grzybowska 13 (Twarda 6) (Synagoga Nożyków),    - Grzybowska 21,   - Grzybowska 22,    - Grzybowska 23 (zakład pogrzebowy Wittenberga),   - Grzybowska 24 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona),    - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),    - Grzybowska 27,   - Grzybowska 30,   - Grzybowska 32,
- Grzybowska 38,   - Grzybowska 40,  - Grzybowska 48,   - Grzybowska [48,46,12,16],   - Grzybowska 68,   - róg Żelazna/Grzybowska (wacha),    - róg ulic Ciepła/Grzybowska,    - róg ulic Grzybowska/Gnojna,    - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),   - róg ulic Ciepła/Grzybowska,  - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),
TRASY:
- Trasa: Biała Podlaska - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),    - Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26./28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),    - Trasa: Grzybowska - Złota,    - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Trasa: Grzybowska 26/28 - cmentarz żydowski (Okopowa/Gęsia),  - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Wspólna 58,   - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Zielna 25 - Wspólna 58,    - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Żelazna 103 (siedziba SS), - Trasa: Leszno - Grzybowska,    - Trasa: Wspólna 58 - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Trasa: Wspólna 58 - Marszałkowska - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Trasa: Żelazna 103 - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),
– Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5853" title="GRZYBOWSKA – ZŁOTA" slug="grzybowska-zlota-trasa">
&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, IV B
„W końcu pakują się. Lepsze rzeczy kładą na siebie, gorsze zostawiają u znajomych. Ostatnią mizerną biżuterię zaszywają w ubranie. Daleki krewny, pracownik na ‘placówce wychodzącej’, umożliwia im wyjście. Kosztuje to dość dużo pieniędzy. Idą na nocną zmianę, aby trudniej było rozpoznać ich stare, zmęczone twarze. Placówka mieści się na Grzybowskiej. Uprzedzają ich, że całymi dniami stoją ‘łapacze’, czyhając na wychodzące stamtąd na aryjską stronę ofiary, szantażując i odbierając im ostatnie grosze. Nad ranem dwoje starych zmęczonych ludzi, chyłkiem, w obawie, by nie spotkać policji lub żandarmów, przymykało się, kryjąc się co chwila w niszach bram. Ktoś idzie. Jakieś głosy! Przylepieni do brany, czekają. Dwaj mężczyźni przechodzą, nie dostrzegając ich. Znów suną dalej. W końcu są już daleko od placówki. Czekają jeszcze w jakimś zakręcie aż nieco się rozjaśni i idą do Gerty [na Złotą – P. Rams].” (s. 83)</document>
<document nplp_id="5855" title="KOŹLA" slug="kozla">




















Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, II A

„Ulica Koźla, mała cicha graniczna uliczka, stare domy, nic podejrzanego na pozór. Tymczasem na dany znak, zwyczajne rynny kierują się sprytnie poza mur i leje się przez nie mleko, leci kasza, mąka i cukier. Stop. Ktoś idzie! Rynny momentalnie cofają się, zamierają niewinne, nieruchomieją. Jesteśmy zwykłymi rynnami. A tu znowu za dotknięciem guzika, mur rozstępuje się i przepuszcza krowę. Tutaj odbywa się największy handel mięsem. Wszystko jest ruchome, okna podnoszą się i opadają, murki zanikają, dachy otwierają się, jak pokrycie pudełka. Cud! Tak, zdejmijcie ludzie czapki przed tym cudem, cudem pomysłowości, pracy i odwagi Koźlej ulicy, która setki razy broczyła krwią. Gdyby pochować tych wszystkich, którzy na niej zginęli przy szmuglu, nie byłoby chyba miejsca na groby. Na Koźlej, na Białej, na Siennej powinny stanąć pomniki z napisami: „Wszystkim cichym a nieustraszonym, bezimiennym bohaterom przemytu – chwała.”

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Wreszcie szmugiel szedł bezpośrednio z domów przylegających ścianami do nieruchomości graniczących z gettem. Słynna była ul. Koźla, przylegająca do getta. Jakie techniczne urządzenia tutaj zainstalowano, o tym nikomu przed tym się nie śniło. Dla przykłady przytoczę tylko pomysłowe zainstalowanie rynny dachu do ziemi, w której zamiast wody deszczowej spływało mleko do podstawianych baniek. Ruchomą żelazną kratę okienną, osadzoną w futrynie w tak zamaskowany sposób, że trudno było poznać, że jest ruchomą. Transporty przemytu podawane na stronie polskiej były przez to okno łatwo wydawane do getta. W niektórych domach przekopano tunele, przez które odbywał się handel.” (s. 49)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II
„Mur getta odciął Franciszkańską tuż przy Koźlej. Z daleka tego nie widać. Jak to jest, wyjaśnia się zupełnie, kiedy się staje u wlotu uliczki, bo jest ona wąska i mała z dziwnymi staromodnymi [nieczyt.] i wiekowymi budynkami, podwóreczkami, zakamuflowanymi wejściami i chwiejącymi się schodami. Tylko tu i ówdzie między starodawnymi domkami strzela w górę pięciopiętrowa wąska budowla z mnóstwem okien. Znak, że wcześniej były tu mieszkanka dla robotników, rzemieślników i ulicznych handlarzy.
Te pojedyncze wysokie domy, wciśnięte między starodawne budyneczki, niszczą symetrię uliczki i wywołują wrażenie chaosu, bezładu. [nieczyt.] było zaniedbane i pozostawione [bez] kontroli także przed wojną, kiedy ówczesna władza miała [nieczyt.] machnęła ręką [nieczyt.].
Wózki z zieleniną i owocami oraz kramy z jedzeniem otaczają tu ciasno każdy dom. Spożywcze kramy są małe. Na ławeczce czy stoliku kładzie Żydówka kilka dwu-, trzykilogramowych torebek z mąką: kukurydzianą, razówką i „bonową” (to mąka, którą piekarze otrzymują od władzy okupacyjnej, żeby piec kontyngentowy chleb), lub kaszą: jagłami i pęczakiem. Innych produktów, jak fasoli, mąki pszennej albo suszonych owoców, zazwyczaj na stołach nie widać, to się kupuje w sklepach. Ceny są tu, rozumie się, trochę niższe niż na innych ulicach – w końcu to uliczka Koźla! Jednak dla większości warszawskich Żydów, których getto zostawiło z pustymi rękoma, odbierając im źródło utrzymania, a oferując [w zamian] tylko jedno – wyprzedawanie po trochu ubrań i sprzętów domowych na Wołówce, jest tu wystarczająco drogo.
Budki, stragany i wózki zatarasowały ulicę. Każdą budkę oblegają nie tyle klienci, ile ci, którzy chcą coś kupić i nie mają za co. Ruch jest duży, ale nabywane ilości znikome.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 409)
„Targ na rogu uliczki Koźlej, napór kupujących zieleninę oraz riksze zatarasowały drogę kurierom i innym klientom Koźlej, na każdym kroku padają przekleństwa tłumu.
Kurier, który słyszy te przekleństwa, spieszy się. Poci się i sapie, i chce czym prędzej pozbyć się paczek, bo kręci się tu agent i napędza mu stracha.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 410)
„Cud się stał u Żydów.
Kilka domów na Koźlej oznaczonych parzystymi numerami zamieszkiwali chrześcijanie. Wejścia i bramy od strony Koźlej zamurowano. Chrześcijanie wchodzili do budynków od drugiej strony, od ulicy Freta, która się znajdowała poza gettem. Okna niektórych tylko mieszkań wychodziły na Koźlą. Było to błogosławieństwo nie tylko dla owych kilkorga gojów zajmujących te lokale, ale i dla Żydów, i to nie tylko z uliczki Koźlej – tamtejszych szmuglerów, ale i dla Żydów z całej Warszawy. Bo o ile szmugiel jest w swej istocie rzeczą niegodziwą, pętlą zaciągniętą na gardle spuchniętego i obrzmiałego konsumenta, o tyle w strasznych warunkach więzienia, w którym warszawskich Żydów zamknęły mury getta, jest on jedynym ratunkiem dla pozostających przy życiu i kto wie, czy nie trzeba będzie kiedyś postawić szmuglerowi pomnika za jego narażanie się, bo, spoglądając na to z perspektywy, uratował w ten sposób dużą część warszawskich Żydów od śmierci głodowej.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 411)
„Okna chrześcijańskich mieszkań były zakratowane. Na pierwszy rzut oka niby po to, by oddzielić gojskie mieszkania od żydowskiej ulicy. Jednak w istocie te kraty doskonale nadawały się do prowadzenia szmuglu. Od środka, tuż przy kratach, wstawiał goj rodzaj drewnianej rynny, jakie się widzi we młynach. Rynna szła [nieczyt.] do kraty, i kiedy goj sypał do środka worek zboża, wpadało ono prosto do worka, który trzymał żydowski szmugler z uliczki Koźlej. Raz dwa, worek był pełny i Meir Bomke, wysoki i pleczysty jak tur tragarz, zarzucał sobie worek na plecy, jakby to było piórko, i znikał z nim, niosąc go tam, gdzie trzeba.
W ten sam sposób przerzucało się kaszę, proso, drobny cukier kryształowy [nieczyt.] i inne produkty. Tylko mąkę szmuglowało się w papierowych torbach i, rozumie się, nie przez okno na parterze, ale przez okna wyższych pięter. Chrześcijański szmugler spuszczał na ulicę sznurek, szmugler żydowski przywiązywał do niego papierowe torby, goj wciągał sznurek i napełniał torby mąką, a potem je spuszczał. Zaraz chwytali i uprzątali je szmuglerzy. Aby nie poprzecinać sobie rąk, goj zakładał parę grubych watowanych rękawiczek, przez które przesuwał się sznurek.
Kiedy nadchodził czas spuszczania towaru, okna parteru były oblężone. Szmuglerów otaczały ich żony, synowie i córki, tragarze, przechodnie czy po prostu klienci [nieczyt.] rozmawiać z chrześcijanami [nieczyt.]. Ale kupować u nich towar mogli tylko ci, którym szmuglerzy przyznali do tego prawo.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 411)
„Napór, ciągnięcie, rwanie i towar jest już upchnięty w półuśpionych, ciemnych sklepach średniowiecznego [nieczyt.] na uliczce Koźlej. Kobiety z szerokimi plecami, czerwonymi policzkami, spracowanymi dłońmi, [nieczyt.] głosami [nieczyt.] mrugają nerwowo oczami, cały czas rzucają spojrzenia w kierunku wylotu uliczki, w stronę Franciszkańskiej, sprawdzając, czy ktoś nie idzie, nie jedzie i nagle powietrze przecina ochrypły, ostrzegawczy krzyk:
„Pejsach!” – okrzyk daje się słyszeć ze wszystkich stron i zamykają się, zatrzaskują drzwi. Część szmuglerów zostaje w środku, inni wychodzą pilnować na zewnątrz, stoją podparci przed sklepem, niby tak sobie, jakby nie mając nic do roboty. Goje na górze szybko wciągają sznurki, i na uliczce Koźlej robi się cicho, powietrze staje się bardziej [nieczyt.], napięte oczekiwanie [nieczyt.] szmuglerski młyn się zatrzymał.
Bo jest pejsach. Przyszedł jakiś goj z teczką. Nie wiadomo, kto to jest, ale być może to tajny agent i dlatego się czeka. I kiedy w tym niecierpliwym czekaniu goj ośmiela się znów spuścić sznurek, krzycząc do stojących na dole Żydów: „Nie ma już pejsacha ” – z pogardliwą miną doświadczonych posyła mu się na górę ostrzeżenie: „Czekaj, pejsach jeszcze się kręci”.
O siódmej – gdzie indziej o wiele wcześniej – dostarczają goje na Koźlą mleko. W mieszkaniach na parterze przystawiają do okien wielkie blaszane bańki o określonej pojemności. Przez kraty wypuszczają grubą rurę aparatu zaopatrzonego w szklaną miarkę – jedno przekręcenie kurka – i leje się biały strumień tłustego mleka, które roznosząc wokół zapach obory, szybko napełnia [podstawiane pojemniki]. W jeszcze szybszym tempie mleko trafia spod okna do sklepów, gdzie żydowskie mleczarki i żydowscy mleczarze czekają już ze swoimi kankami, żeby je roznieść po mieszkaniach.”  (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 411-412)
„Kiedy skaczą ceny, ożywia się Koźla. Towary wydziera się sobie z rąk. Jak obcęgami, żelazne łapy żydowskich tragarzy-zabijaków chwytają natychmiast każdy spuszczony z gojskich okien worek. Łowią towary dla bogatych handlarek z bazaru. Nikt nie może z nimi konkurować. Pośrodku uliczki, jak w świąteczny dzień przed synagogą, stoją setki Żydów. Żydzi syci, napojeni. Robi się interesy i dyskutuje na tematy polityczne. Bruk jest grubo zarzucony ustnikami i niedopałkami mocnych papierosów, i to teraz, kiedy papieros kosztuje sześćdziesiąt groszy, to znaczy dziesięć, dwanaście razy więcej niż przed wojną. W tłumie kręcą się handlarze z zawieszonymi na piersi skrzyneczkami pełnymi ciastek, wykrzykują: „No, koniec, kto ryzykuje!”. Ciągnie się numerki z torebki i albo się przegrywa, albo się wygrywa ciastko. Kilku młodych szmuglerów otoczyło sprzedawcę i żrą słodycze z tak obrzydliwą uciechą, że aż po prostu przykro patrzeć na ich tłuste gęby. Uliczni śpiewacy i grajkowie zachodzą tu z nadzieją na zarobek w krainie sytości, ale kto tutaj ma dla nich zrozumienie? Skrzypce rzępolą, śpiewak śpiewa: „Ja nie chcę oddać bonu, chcę jeszcze trochę pożyć”. Jednak nie robi to żadnego wrażenia. Ta uliczka porusza się, unosi, kołysze tylko wtedy, gdy niesie się szept: jeszcze ćwierć… pół złotego… dwa. Mąka żytnia dwadzieścia cztery i pół… to najpiękniejsza muzyka na Koźlej. Kogo obchodzi martwy, a raczej wydający właśnie z siebie ostatnie tchnienie, który ułożył się nie gdzie indziej, jak tylko przed sklepem Jopka i urządził sobie tę ostatnią drogę u stóp szmuglerów? Na Ostrowskiej, Wołyńskiej czy nawet na Franciszkańskiej i Nalewkach umarli leżą na ulicach jak u siebie w domu. Żydzi wstają rano, wychodzą na ulicę i wiedzą, że znajdą trupy: jednego, drugiego, piątego, dziesiątego. To te same śmiertelne ofiary głodu, spuchnięci zmarli, którzy głodowali przez całą wojnę – głodowali, aż się doczekali tej upragnionej [a zarazem] znienawidzonej śmierci. Ale leżeć tu na uliczce Koźlej? Jak zadeptana mucha, pluskwa – kogo to obejdzie? Szmuglerzy stoją w błyszczących butach, w dobrych burkach; zimne wrześniowe słońce złoci ich dobrze odkarmione twarze, pogryzają karmelki i ciastka, które sprzedawca słodyczy im podstawia, i nawet nie słyszą szumu przelatującej śmiertelnej kuli.”  (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 414)
„Około dwunastej w południe cichnie na Koźlej. Wszystkie przeszmuglowane zapasy są już bezpieczne, tragarze siedzą na schodkach sklepów. Szmuglerzy polegują na stołach w pustych sklepach i Koźla odpoczywa, przygotowuje się do popołudniowego szmuglu, który zaczyna się około czwartej, piątej po południu. Nie można przewidzieć, czy po południu będzie się płacić tyle, ile rano; to okaże się przy spuszczaniu towaru z okien. Kuraż pierwszego szmuglera, który znosi swoje wory mąki, nastrój tragarzy i ludzi z mety pozwala uliczce rozpoznać, czy zmienił się kurs. I oto jak nagły wiatr przeczesujący zboże w letni dzień [sunie] uliczką szmer: wy-że-j!… Nie tylko wózkarze, tragarze, kurierzy, mleczarze i ludzie mety żyją z Koźlej, częściowo żyją z niej tysiące sklepów spożywczych, które, rozumie się, podnoszą ceny. Wreszcie z Koźlej i dzięki Koźlej żyją dziesiątki tysięcy Żydów, którzy nawet mając pieniądze, pomarliby z głodu, gdyby Koźla nie służyła im jako spichlerz. Czas pokaże. W piwnicach, dziurach, na strychach Koźlej leży [nieczyt.] jak Mesjasz u bram Rzymu, los warszawskich Żydów w tej najstraszliwszej ze wszystkich wojen. Ten, kto dożyje, kto przeżyje epidemie grasujące w getcie z powodu straszliwej ciasnoty, brudu, z powodu wyprzedawania ostatniej koszuli za pół bochenka chleba, ten, komu starczy sił, będzie mógł opowiedzieć tę straszną historię pokolenia w dobie, w której ludzkie życie zostało zredukowane do egzystencji psa porzuconego w zrujnowanym mieście. […] [historia] Żydów, którzy nie ulękli się żelaznych rycerzy okupanta i zapewnili miastu chleb, musi zostać opowiedziana – byli to Żydzi z ulicy Koźlej.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 416)

Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)
ADRESY:
- Koźla 7 (meta)


TRASY:
- Trasa: Zielna 31 - Koźla,

[caption id="attachment_9392" align="alignleft" width="1024"] Ul. Koźla. Widok w kierunku Franciszkańskiej (Fot. W. Georg, 1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5857" title="ZAMENHOFA &amp;#8211; GĘSIA &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="zamenhofa-gesia-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III A
„Prowadzą nas przez Zamenhofa do Gęsiej. Ze wszystkich domów przybywają ludzie, na Gęsiej dołączają do nas wszystkich złapanych, oglądam się, ależ to pochód złożony z kilku tysięcy ludzi” (s. 31)
„Maszerujemy, ach, żeby tak oprzeć się, nie iść – zbuntować się. Jest nas dużo, ale czym bić się, jak oprzeć się im? Oni mają broń, oni są silni, a my słabi, głodni, wymęczeni strasznymi przejściami. Jak bronić się? Rzucić się na nich z pięściami – pewna śmierć, a tam, tam może będzie segregacja, może jeszcze tym razem zwolnią? Wchodzimy na Umschlag-Platz. Jest to plac, z którego odchodzą pociągi w zaświaty, pierwszy i jedyny taki plac na całym świecie.” (s. 33).</document>
<document nplp_id="5859" title="III.A.  Od&amp;nbsp;początku Wielkiej Akcji Likwidacyjnej do&amp;nbsp;początku Kotła na&amp;nbsp;Miłej (22.07.1942-6.09.1942)" slug="od-poczatku-wielkiej-akcji-likwidacyjnej-do-poczatku-kotla-na-milej-22-07-1942-6-09-1942"> 22 lipca 1942 Niemcy rozpoczęli akcję wywożenia Żydów z warszawskiego getta do komór gazowych Treblinki. 23 lipca prezes Judenratu Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Tego dnia zaczął funkcjonować ośrodek zagłady w Treblince. Według rozlepionego na murach obwieszczenia było to „przesiedlenie na Wschód”, z którego zwolnieni mieli być m.in. Żydzi zatrudnieni w warsztatach działających w getcie (tzw. szopach), produkujących na potrzeby Wehrmachtu. Praca w szopie pozwalała mieć (złudną) nadzieję na ratunek. Ci, którzy mieli taką możliwość, starali się przedostać na stronę aryjską. Ratunkiem przed wywiezieniem, często skutecznym, była dobra kryjówka. Udawały się też niektórym ucieczki z samego Umschlagplatzu, dzięki ogromnym łapówkom. Kiedy pociąg ruszał z bocznicy kolejowej, pozostawała już tylko jedna droga – skok z wagonu. Wielu śmiałków ginęło od kul strażników, wielu pod kołami, inni leżeli ranni przy torach, czekając na śmierć. Ale byli tacy, których ucieczka z wagonu jadącego do Treblinki kończyła się powodzeniem. Radykalnie zmienił się wygląd getta. Hałaśliwe i zatłoczone dotychczas ulice, pełne przechodniów, handlarzy, żebraków, umierających z głodu, stały się martwe i puste. Sunęły nimi kolumny Żydów gnanych na Umschlagplatz. Jedyne, co po nich zostawało, to porzucone na ulicach rzeczy: tobołki, węzełki, walizki, sprzęty domowego użytku. Zmieniła się całkowicie atmosfera w getcie. Skończyła się codzienna krzątanina uwięzionych za murami, zabiegających o przetrwanie. Skończyła się pozorna stabilizacja – masowe wywózki wzbudzały grozę, lęk przed nieznanym i – u niektórych – przeczucie Zagłady.
28 lipca organizacje młodzieżowe zawiązały Żydowską Organizację Bojową – zalążek przyszłej ŻOB. Około 10 sierpnia do getta warszawskiego dotarł Dawid Nowodworski — pierwszy uciekinier z Treblinki.W połowie sierpnia nastąpiła likwidacja „małego getta” (na południe od ul. Chłodnej), a siedziba Judenratu przeniesiona została z ul. Grzybowskiej 26 na Zamenhofa 19.
Czarną kartę podczas akcji wysiedleńczej zapisała policja żydowska, stając się bezpośrednim wykonawcą niemieckich rozkazów i biorąc — szczególnie w pierwszym okresie — czynny udział w wyłapywaniu, tropieniu i selekcji mieszkańców getta, doprowadzaniu ich na Umschlagplatz i ładowaniu do wagonów.
&amp;nbsp;

MIEJSCA:
- Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),  - Biała,  - Ceglana,  - Chłodna,  - Chłodna 15,  - Chłodna 26 (mieszkanie Abe Gutnajera),  - Chłodna 33,  - Chłodna - kładka,  - Ciepła,  – Dworzec Warszawa Gdańska (Umschlagplatz),  - Dzielna,  – Dzielna 7 (synagoga Morija),  – Dzielna 13,   - Dzielna 17,   - Dzielna 24, – Dzielna 24/26 (Pawiak),  – Dzielna 27-31,   – Dzielna 39,  - Dzika,  – Dzika 1-3-5,  – Dzika 3,  - Elektoralna,  – Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha – oddział szpitala na Czystem – dezynfekcja/apteka),  – Falenica (poza Warszawą),   – Franciszkańska 20,  – Franciszkańska 21,  – Franciszkańska 24,  – Franciszkańska 30-32,  – Franciszkańska (prawa strona od Bonifraterskiej d Gęsiej),   - róg ulic Furmańska/Karowa (poza gettem),  – Gęsia 6,   – Gęsia 25,   – Gęsia 30 (szop stolarski OBW),  – Gęsia 35a,   – Gęsia (prawa strona od Zamenhofa),  – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha), – Górczewska (poza gettem),  - Grzybowska,  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Karmelicka,  – Karmelicka 5,  – Karmelicka 6,  – róg ulic Karmelicka/Nowolipie,  - Komitetowa, – Krochmalna 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej),  – Leszno,  – Leszno 1,   – Leszno 36,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),  – Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  – Leszno 76 (szop Schultza),  – Leszno 78 (szop trykotarski Schultza), – Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),  – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),  – Leszno (między Solną a Żelazną),   – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Lipowa (poza gettem),  – Lubeckiego,  – Lubeckiego 4,  – Lubeckiego 6, - Mariańska (Marjańska),  - Marszałkowska 77,  - Miedzeszyn (poza Warszawą),  - Miła, – Miła (od Nalewek do Lubeckiego),  – Miła 34, – Miła 43 (szop „Ahage”),  – Miła 67,  – róg ulic Miła/Lubeckiego,  – Mirowska,  - Muranowska,  – Muranowska 44,  – Muranowska 40-44,  - Mylna,  - Mylna 11,  – Mylna 18,  - Nalewki, – Nalewki 9,  – Nalewki 13,  – Nalewki 27,   – Nalewki 28-38 (szop Brauera),  – Nalewki 33/35/37,  – Nalewki 40,  – Nalewki 42,  - Niska, – Niska 3,  – Niska (lewa strona od Zamenhofa do Smoczej), - Nowolipie,  – Nowolipie 1,  – Nowolipie 14,  – Nowolipie 18 (szop Oschmanna), – Nowolipie 20,   – Nowolipie 20-22,  – Nowolipie 25,  – Nowolipie 42 (Szop Schultza), – Nowolipie 44,  – Nowolipie 44 (szop Schultza, tzw. Duży Schultz),  – Nowolipie 44-46,  – Nowolipie 67,  – Nowolipie (odcinek m. Karmelicką a Smoczą),  - Nowolipki 10, - Nowolipki 20,  - Nowolipki 23,  - Nowolipki 25,  - Nowolipki 29,  - Nowolipki 30,  - Nowolipki 45,  - Nowolipki 52,  - Nowolipki 57,  - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  – Nowolipki 63,  - Nowolipki 68,  - Nowolipki 68a, - Nowy Świat (poza gettem),  - Ogrodowa,  – Ogrodowa 17,  –  Ogrodowa 27,   – Ogrodowa 27-29,  – Ogrodowa 29,  – Ogrodowa 31,  – Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza), - Okopowa, – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),   - Orla,  - Ostrowska, - Pańska,  – Pawia 6,   – Pawia 14,  – Pawiak (Dzielna 24/26), - Piaseczno (poza Warszawą),  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych)  - Plac Muranowski,  - Plac Napoleona 8,   - Plac Za Żelazną Bramą,  - Prosta,  – Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. „Duży Toebbens),  – Sienna,  – Sienna 24, – Sienna (część płd. do zbiegu ulic Chłodna/Żelazna), - Słupecka (poza gettem),   - Smocza,  -  róg ulic Smocza/Dzielna,  – róg ulic Smocza/Wołyńska, - Sochaczewska 10,  - Solna, – Solna 6,   - Stawki,  – Stawki 4 (Umschlagplatz),  – Stawki 4/6 (rampa – Umschlagplatz),  – Stawki 6/8 (szpital),   – Szczęśliwa 3, – Śliska,  – Śliska 28, – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Bersohnów i Baumanów), – Śliska 52,   – Świętojerska 26/28 (szop Toebbensa),  – Świętojerska 28, – Świętojerska 30,  – Świętojerska 32,  – róg ulic Świętojerska 32/34 /Franciszkańska (szop szczotkarzy),  – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  – Świętojerska 36, – Świętojerska 38,  – Tłomackie 5,  – Tłomackie 6,  – Twarda, – Twarda 4, – Twarda 23,  - Umschlagplatz,  - Waliców,  - Wolność 12-14,  - Wołyńska 3,  - Zamenhofa,  –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),   – róg ulic Zamenhofa/Nowolipie, - Żelazna,  – Żelazna 68,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),   – Żelazna 101,  – Żelazna 103 (sztab SS),   - Żurawia (poza gettem),
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
OBSZARY:
– Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhof/Nowolipki/Karmelicka,   - Obszar - kocioł: Gęsia/Zamenhofa/Smocza/Plac Parysowski, - Obszar:  Małe Getto,  - Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa/Solna/Orla),

&amp;nbsp;
TRASY:
– Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) – Pawia 14,   – Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) – Zamenhofa – Pawia 14,  – Trasa: Karmelicka – Nowolipki – Zamenhofa – Stawki – Umschlagplatz, – Trasa: Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa – Umschlagplatz,  – Leszno 76 – Żelazna 84 [Trasa],  – Trasa: Leszno 78  – Karmelicka – Zamenhofa – Umschlagplatz,  – Trasa: Leszno 78 – Leszno 76,  – Trasa: Leszno 78 – Leszno 76 – Nowolipie 67,  – Trasa: Małe Getto – Plac Grzybowski 3/5 – Żelazna – Nowolipie – Umschlagplatz,  – Trasa: Nalewki – Gęsia – Umschlagplatz,  – Trasa: Nalewki 33/35/37 – Umschlagplatz,   – Trasa: Nowolipie 18 (szop Oschmanna) – Umschlagplatz,  – Trasa: Nowolipki 57 – Leszno 76,  - Trasa: Nowolipki 57 - Sochaczewska 10,  – Trasa: Ogrodowa 17 (Główna Komenda) – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny),   – Trasa: Ogrodowa 27,29 – Leszno 76,  - Trasa: Otwock - Umschlagplatz,  – Trasa: Pawia – Umschlagplatz,  – Trasa: Plac Za Żelazną Bramą – Mirowska, - Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Ogród Saski,  – Trasa: róg ulic Sienna/Żelazna (wacha) – Żurawia (biblioteka), – Trasa: Sochaczewska 10 – Ogrodowa 27,29,  – Trasa: Umschlagplatz – Zamenhofa – Leszno 76,   – Trasa: Zamenhofa 19 – Gęsia, – Trasa: Zamenhofa – Gęsia – Umschlagplatz,    – Trasa: Zamenhofa – Umschlagplatz,   – Trasa: Zamenhofa – Muranowska,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5861" title="UMSCHLAGPLATZ" slug="umschlagplatz">
&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III A

„Stoimy w szeregach. Dzieci, chorych i starców przeważnie od razu zabijają. Niemcy są humanitarni, dla starych mają wyrozumienie, po co ich męczyć podróżą. Z okna jednego z domów, wychodzących na Umschlag, żołnierze wyrzucają ludzi, jakąś kobietę z dzieckiem na ręku, a teraz młodego mężczyznę […]. Deszcz zaczyna padać, brr, zimno, zachoruję – jak to człowiekowi zdaje się, że zawsze będzie żyć. Jeżeli nawet przeziębię się, to już nie będę chorować. Jest późno – czemu tak stoimy? Szmer, ostatnie grupy poszły do wagonów, załadowane pociągi odeszły. Oddychamy z ulgą. Noc życia, a jutro rano przyjdą drugie pociągi, puste – po nowy towar.” (s. 33)

„Nagle, co to? Warkot aeroplanów, jasność rakiety samolotowej, huk bom! Nalot! Rosyjskie samoloty bombardują Warszawę, pierwszy u nas nalot sowiecki. Ach, żeby bomba trafiła w ten przeklęty Umschlag. Niemcy bohatersko powłazili w dziury, ale na straży postawili Litwinów, którzy strzelają bez przerwy z obawy, by ktoś nie uciekł.” (s. 34 ).

JA, III B

„Umschalg-Platz. Ustawiają nas opodal innego szopu. Przede wszystkim następuje szopowska segregacja. Właściciel Hofmann i jego pomocnicy rozdają nam numerki, wyłączają starych, dzieci i słabych oraz tych, do których mają specjalną awersję. Pieniądze grają niemałą rolę, nie pomagają tylko dzieciom i starcom. Kiedy już stajemy do drugiej kontroli, na horyzoncie zjawia się pijany w sztok SS-man. Na głowie ma przekręconą maleńką czapeczkę, do której filuternie przypiął sobie niebieski pomponik. Chwieje się na nogach. Stanęliśmy po 5 osób w szeregu. Jurka ustawili za mną. SS-man stanął przed pierwszym rzędem, chwieje się na nogach i wpatruje się w kandydatów na śmierć. Zmącone oczy śmieją się, to znów rzucają gromy. Patrzy tak, jakby chciał zgadnąć, co o nim myślimy. Spoglądają na ciebie wylęknione, zbolałe oczy tysięcy, oczy straszne, zrozpaczone, jakaż w tobie siła, szatanie, że nie ulękniesz się tych oczu? SS-man stanął bliziutko rzędu i placem macha ludziom przed oczyma. Młoda dziewczyna drgnęła, pchnął ją i uderzył pałką. Jeszcze będzie się nami bawił. Po takiej zabawie w trzecim rzędzie czuję się kompletnie załamana, a do mnie jeszcze rzędów piętnaście. Chcę wyć, ryczeć, uciec. Pilnujący nas Litwini patrzą na to, jak na ciekawe przedstawienie. Wreszcie sąd nade mną. Nie mogę patrzeć. Czuję uderzenie w piersi, otwieram oczy, teraz razy spadają na mnie tak szybko, na twarz, ręce, ramiona, że nie mogę nawet krzyczeć. Czemu zamknęłam oczy – wrzeszczy SS-man. Rozumiem teraz, że śmierć nie jest jednakowa, rozumiem, że ludzie wolą się sami otruć, albo marzą o rozstrzelaniu.
- Zamknęłaś oczy, teraz ja ci je zamknę na zawsze!
- Nie trać przytomności – szepcze nade mną czyjś głos – nie trać…
Krew zalewa mi oczy, w ustach czuję słony smak. Nic nadzwyczajnego. Jedna z wielu katowanych, nie pierwsza i nie ostatnia. Nie podobało mu się, że zamknęłam oczy, u kogoś innego nie spodoba mu się nos, usta, nogi. Wszystko jedno, byle mieć przyjemność z katowania, byle widzieć krew żywą, czerwoną, widzieć jak ciało drga w męce, jak twarz kurczy się z bólu, jak bezbronne ręce zasłaniają twarz. W końcu odepchnięto mnie na bok. Ty razem jestem w grupie skazanych. Nie mogę ustać na nogach. Wszystko jedno co będzie, muszę się położyć, ale już moi towarzysze niedoli stanęli tak blisko mnie, abym nie mogła upaść.
- Stój – słyszę ich szepty – jeżeli się położysz, momentalnie cię zastrzelą. Stój!
Stoję i stojąc mdleję. To tracę przytomność, to znów odzyskuję, duszę się krwią, to mi się przypomina bordo sukienka, którą miałam kilka lat temu i którą mi gwałtem wpychają do gardła. Potem wydaje mi się, że jestem nad morzem, że kąpię się, fala zalewa mnie, nagle robi mi się przyjemnie, ciepło, lekko. „Nie padaj” – szepce mi ktoś do ucha i głos ten przeszywa mnie całą. Boli mnie, jakby mu nóż wbito w głowę. Ach, co ci ludzie chcą ode mnie, co za różnica, kiedy mnie zabiją, jeżeli ma być tak przyjemnie i lekko, to lepiej teraz. A rodzice i Jurek? Czuję taką straszną, niewypowiedzianą tęsknotę za nimi. Jeszcze raz, choć jedyny raz zobaczyć ich. Nie wiem jak długo staliśmy tak, wiem tylko, że ciemno było i krew zakrzepła na mnie, a wiatr chłodził mi czoło.” (s. 50)

„Tegoż wieczoru wychodzę jako Maria Shass z Umschlagu, a w dwa dni później wszystkich lekarzy i cały personel lekarski wywożą ze szpitala. Znów spotykamy się z małą grupką znajomych, dziwnym trafem pozostałych z naszego szopu. Jurek organizuje nas […]. Stoimy na ulicy. Jest nas kilkanaście osób. Zmęczeni siadamy na schodkach jakiegoś dawniejszego sklepu, kilku siada na własnych plecakach.
- Jadę.
- Jureczku, może ci się coś stać, przecież to bardzo niebezpieczne.
- Muszę ciebie ocalić!
Wyjmuje swój dokument, świadczący, że pracuje w szopie w dziale aprowizacji i ma prawo wyjeżdżać na plac Przeładunkowy. Wszelkie dokumenty nie mają właściwie żadnego znaczenia, są zależne od widzimisię legitymującego Niemca.” (s. 52)

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_9371" align="alignleft" width="1024"] Umschlagplatz. Służba Porządkowa w getcie warszawskim O.D. (Fot. Foto Forbert, 1940-1942). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]

&amp;nbsp;
Karol Rotgeber
ONI, III
„Przerwę trochę, aby opisać, co się działo na Umschlagpatzu, mieszczącym się naówczas, zdaje się, na Stawkach (róg Dzikiej). Tysiącami sprowadzano kobiety, dzieci, starców i mężczyzn. Wagony towarowe stały w pogotowiu. Rozdzielano matki od dzieci, mężów od żon i ładowano do wagonów, mieszczących zazwyczaj maximum 40 osób po 150-200 osób, tak jak śledzie dosłownie. (…) Gdy nie było wagonów pod ręką, musieli wysiedleńcy wyczekiwać czy to na placu, czy to w budynkach będących na tym placu. A propos budynków. Były tam czteropiętrowe budynki, do których zaganiano nieszczęśliwych. Sceny tam się działy istnie dantejskie. W pustych, brudnych salach mieścili się wszyscy, stojąc lub leżąc na brudnych podłogach. Kanalizacja była nieczynna i za potrzebą nie można było nigdzie pójść. Więc dzieci, starcy, kobiety, mężowie siłą rzeczy załatwiali swe konieczne potrzeby na miejscu. Nie było komu sprzątnąć, gdyż jedna partia szła za drugą. W kale, dosłownie po kolana, przebywali ci ludzie, w nieznośnym smrodzie, w atmosferze miliardów bakterii, bez jedzenia bez picia, bez snu, czasem po kilka dni, nim swej kolejki się doczekali.” (102-103)
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, III A
„Nieoczekiwanie przyszedł nam z pomocą Goldfeder. Miał możliwość umieszczenia pewnej liczby ludzi na miejscu zbiórki przy Umschlagplatzu, gdzie sortowano meble i rzeczy z mieszkań wywiezionych już Żydów. Ulokował mnie tam razem z ojcem i Henrykiem, a nam udało się później ściągnąć siostry z matką, która nie pracowała razem z nami, lecz zajmowała się naszym nowym gospodarstwem domowym w budynku, gdzie zostaliśmy zakwaterowani. Gospodarowanie to było dość skromne: każde z nas otrzymywało codziennie pół bochenka chleba oraz ćwierć litra zupy i chodziło tylko o to, by umiejętnie regulować dawki jedzenia, żeby oszukać głód, jak tylko się dawało najlepiej." (s. 90)
„Plac przeładunkowy znajdował się na skraju getta. Otoczony siecią brudnych ulic, uliczek i zaułków, przed wojną skrywał, mimo swojego obskurnego wyglądu, wielkie skarby. Bocznym torem sprowadzano tu z całego świata transporty towarów, o które targowali się kupcy żydowscy i w które później, z magazynów na Nalewkach i w Pasażu Simona, zaopatrywano warszawskie sklepy. Plac miał kształt olbrzymiego kręgu, częściowo ograniczonego przez domy, a częściowo ogrodzonego płotem. Wychodziło nań kilka bocznych uliczek łączących go w dogodny sposób z miastem. Wyloty ulic były zamknięte, a jego powierzchnia mogła teraz pomieścić do ośmiu tysięcy ludzi.” (s. 93)
„Gdy powróciłem do moich bliskich, nie byli już sami. Do matki przysiadła się nasza dobra znajoma, przy ojcu zaś stanął jej mąż, niegdyś właściciel dużego sklepu. Razem z nimi stał jeszcze jeden ze wspólnych znajomych, dentysta, który praktykował blisko naszego domu - na Śliskiej. Kupiec był generalnie dobrej myśli, natomiast dentysta widział wszystko w czarnych kolorach. Był nerwowy i rozgoryczony. - To hańba, która okryje nas wszystkich! - prawie krzyczał. - Dajemy się prowadzić na śmierć jak stado owiec! Gdybyśmy rzucili się w pół miliona ludzi na Niemców, rozbilibyśmy getto. Albo przynajmniej zginęlibyśmy tak, żeby nie stać się wstydliwą plamą w historii świata. Ojciec przysłuchiwał się. Po części nieśmiało, po części z dobrodusznym uśmiechem wzruszył lekko ramionami i zauważył: - A skąd pan wie, że wyślą nas wszystkich na śmierć? Dentysta klasnął w dłonie. - Oczywiście, że tego nie wiem! Skąd miałbym to wiedzieć? Oni mieliby nam to zdradzić? Ale z dziewięćdziesięcioprocentową pewnością można powiedzieć, że chcą nas wszystkich wykończyć." (s. 96)
„Ruszyliśmy do przodu. Na co mamy czekać? Im szybciej znajdziemy się w wagonach, tym lepiej. Parę kroków przed nimi ustawił się szpaler policjantów, tak że powstał szeroki korytarz dla tłumu, którego jedyne ujście tworzyły otwarte drzwi wychlorowanych wagonów. Nim zdążyliśmy przysunąć się w pobliże pociągu, bliżej położone wagony były już pełne; ludzie stali w nich stłoczeni jeden przy drugim. SS-mani upychali ich jeszcze kolbami karabinów, mimo że z wnętrza słychać było krzyki pozbawionych powietrza ludzi. W samej rzeczy: fetor chloru utrudniał oddychanie już w sporej odległości od wagonów, cóż więc musiało rozgrywać się w środku, gdzie podłogę pokrywała gruba jego warstwa? Mieliśmy już za sobą chyba z połowę wagonów, gdy nagle usłyszałem czyjeś wołanie: - Popatrz! Popatrz! Szpilman! Jakaś ręka schwyciła mnie za kołnierz i zostałem wyrzucony poza kordon policji. Kto ośmielał się tak ze mną obchodzić? Nie chciałem oddzielać się od moich. Chciałem być razem z nimi! Przed sobą widziałem teraz tylko zwarty rząd pleców policjantów. Rzuciłem się na nich, lecz nie ustępowali. Widziałem ponad ich głowami, jak matka z Reginą, podtrzymywane przez Halinę i Henryka, wsiadały do wagonu, podczas gdy ojciec rozglądał się za mną. - Tatusiu! - krzyknąłem. Zobaczył mnie, zrobił kilka kroków w moim kierunku, jednak w tym samym momencie zawahał się i przystanął. Był blady, jego wargi drżały nerwowo. Starał się uśmiechnąć, jakby bezradnie i z bólem, uniósł rękę i pomachał mi na pożegnanie, jakbym powracał do życia, a on żegnał mnie już z drugiej strony. Potem odwrócił się i poszedł w kierunku wagonów. Znów rzuciłem się z całych sił na policjantów. - Tatusiu! Henryk! Halina!... Krzyczałem jak opętany, ogarnięty strachem, że właśnie teraz, w najważniejszym momencie, nie dostanę się do nich i że już na zawsze pozostaniemy rozdzieleni. Jeden z policjantów obrócił się i popatrzył na mnie rozzłoszczony: - Co pan wyprawia? Lepiej niech się pan ratuje! Ratuje? Przed czym? W sekundę zrozumiałem, co czekało poupychanych w wagony ludzi. Włosy stanęły mi dęba. Spojrzałem za siebie: plac był opustoszały, a za kolejowymi torami i rampami znajdowały się ujścia ulic. Zacząłem uciekać w tym kierunku, kierowany nieopanowanym, wręcz zwierzęcym strachem. Udało mi się wmieszać w kolumnę opuszczających w tym momencie plac robotników Gminy i razem z nimi przekroczyłem bramę." (s. 100-101)
JA, III A
„Szedłem po prostu przed siebie. Było mi obojętne, dokąd. Za mną pozostały Umschlagplatz i wagony, które wywoziły moich. […] Do tego domu, w którym była skoszarowana nasza rodzina, nie wolno mi było w żadnym przypadku wracać. SS-mańska straż zamordowałaby mnie na miejscu lub też odesłała z powrotem na Umschlagplatz jako kogoś, kogo przez przeoczenie wyłączono z transportu wysiedleńczego. […] Ulica była jak wymieciona, bramy na głucho zaryglowane albo otwarte na oścież w tych domach, z których odtransportowano już wszystkich mieszkańców. Z przeciwka nadchodził żydowski policjant. Nie przejmowałem się nim i nie zwróciłbym na niego najmniejszej nawet uwagi, gdyby nie to, że zatrzymał się i zawołał: - Władek! […] Teraz go rozpoznałem. Był to mój kuzyn, niezbyt chętnie widziany przez rodzinę. […] Gdy został policjantem, jego zła opinia jeszcze się utrwaliła. [...] pójdziesz ze mną do nas. Podniesie cię to trochę na duchu. Zgodziłem się i tę pierwszą samotną noc spędziłem u nich. Wcześnie rano poszedłem do syna przewodniczącego Gminy, Mieczysława Lichtenbauma, którego znałem z czasów, gdy występowałem jeszcze w kawiarniach getta. Zaproponował mi, bym grał w kasynie niemieckiego „Vernichtungskommando”, gdzie panowie z gestapo i SS, zmęczeni całodziennym mordowaniem Żydów, oddawali się wieczornym rozrywkom. Byli przy tym obsługiwani przez tych, których wcześniej czy później również mieli zamordować. Oczywiście nie chciałem przyjąć takiej propozycji, chociaż Lichtenbaum nie mógł zrozumieć, dlaczego nie przypadła mi ona do gustu i poczuł się dotknięty moją odmową. Bez dalszych dyskusji polecił wpisać mnie do grupy robotników, którzy rozbierali mury tej części getta, którą przyłączono do „aryjskiej” części miasta. Następnego dnia opuściłem po raz pierwszy od dwóch lat dzielnicę żydowską. Był piękny, gorący dzień, gdzieś około 20 sierpnia.” (s. 102-104)
JA/ONI, IV A/IV B
„Tego wieczoru nie wróciliśmy do getta. Zostaliśmy na jakiś czas skoszarowani na Narbutta. Dopiero później mieliśmy się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło w getcie: ludzie bronili się, jak umieli, przed wywiezieniem na śmierć. Chowali się w przygotowanych wcześniej kryjówkach, a kobiety polewały klatki schodowe wodą, która zamarzając, utrudniała Niemcom wdarcie się do wyżej położonych mieszkań. Niektóre z domów wprost zabarykadowano, a mieszkańcy wdali się w strzelaninę z SS, zdecydowani zginąć w walce z bronią w ręku, zamiast dać się wykończyć w komorze gazowej. Chorych z żydowskiego szpitala zabrano w bieliźnie, załadowano do lodowatych wagonów i wywieziono do Treblinki. Jednakże dzięki temu pierwszemu aktowi zbrojnego oporu stawianego przez Żydów, Niemcy zdołali odtransportować w ciągu pięciu dni zaledwie pięć tysięcy osób, zamiast zaplanowanych dziesięciu tysięcy. Piątego dnia wieczorem „Zig-zag” zawiadomił nas, że akcja „czyszczenia getta z pasożytniczych elementów” została zakończona i możemy wreszcie powrócić do domu. Nasze serca waliły jak młotem. Ulice getta ukazywały wstrząsający widok. Chodniki były zasypane odłamkami powybijanych szyb. Rynsztoki pełne były pierza z porozrywanych poduszek. Wszędzie pióra. Każdy podmuch wiatru unosił chmury piór i rozdmuchiwał je wokoło, jakby padał śnieg, tylko w odwrotnym kierunku - od ziemi ku niebu. Co rusz zwłoki pomordowanych. Wokoło panowała tak głęboka cisza, że odgłos naszych kroków odbijał się długim echem od ścian domów, jakbyśmy przecinali wąwóz w górach. Pokój był splądrowany i nie zastaliśmy w nim nikogo. Wszystko było tak, jak pozostawili to wywiezieni rodzice Próżańskiego. Prycze były po ich ostatniej tu nocy nie zasłane, a na wygaszonym piecyku stał garnuszek z kawą, której nie było im już dane wypić. Na stole leżały, tak jak je pozostawiłem, pióro i zegarek.” (s. 122-123)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Na Umschlagu – straż, krzyki, Niemcy. Ludzie powoli wchodzą w głąb placu, za druty, powoli, jeden za drugim, wchodzą do pustych izb budynku szkolnego [szkół powszechnych nr 112, 120 i 122 pod adresem Stawki 4/6] lub pozostają pod gołym niebem. Nie ma wody, nie ma łyżki strawy. {Jakaś namiastka pomocy, jakieś pożywienie dla wysłanych zjawia się dopiero później, po kilkunastu dniach; z początku jest chleb i marmolada – tylko dla ochotników.} Ludzie są sami, czasem ze swoimi najbliższymi. Czekają. Nie zawsze odjazd następuje natychmiast, najczęściej upływa kilkanaście godzin, czasem doba, czasem dwie. Nie było pociągów.
Przez ten czas czekają. Na co? Czasem na pomoc z zewnątrz, może przyślą jakiegoś porządkowego, może obmyślą ratunek ci, co pozostali. Wielu tak myśli, często słusznie. Ale większość, olbrzymia większość nie ma na co ani na kogo czekać.
A na Umschlagu, przed drutami, na terenie ludzi wolnych – ruch. Zajeżdża riksza {za rikszą}, przyjeżdżają funkcjonariusze Służby Porządkowej, urzędnicy różnych wydziałów Gminy. Nie wszyscy mogą przyjechać, nieusprawiedliwiona funkcjami urzędowymi obecność na Umschlagi może się źle skończyć, a sprzed drutów można się dostać za druty. Przyjeżdżają ci, którzy mają preteksty, funkcjonariusze SP – „służbowo”, urzędnicy Wydziału Zdrowia, ponieważ na Umschlagu mają służbę ich urzędnicy – „kolumniarze”, dozorują czystości, przynoszą wodę i chleb, przenoszą chorych, zwłoki, urzędnicy Zakładu Zaopatrywania w sprawie zaopatrzenia w żywność, urzędnicy Wydziału Szpitalnictwa – do tamtejszego szpitala. Zajeżdża karetka pogotowia, bielą się fartuchy lekarzy i pielęgniarek.
Przyjeżdżają [ci], co mają pretekst. Cel tego ruchu jest jednak jeden, jeszcze kogoś wyciągnąć zza drutów, uwolnić, przemycić z powrotem. Różne są drogi, różne metody, za pieniądze i nie za pieniądze, w fartuchach lekarskich wśród odchodzącej do ghetta zmiany, w opasce i w czapce żydowskiego policjanta, czasem w mundurze, szynelu, czapce i pasie polskiego policjanta, czasem przez dziurę w murze wprost na aryjską stronę, czasem do ghetta z powrotem, czasem w jakimś wozie, w wózku cmentarnym. […]
Nagle krzyki. „Na dziedziniec”. To znak, że pociąg podstawiony. Wychodzą z budynku, z zakamarków, z zewnętrznego dziedzińca. Już stoją w wielkiej gromadzie, z tobołami, z paczkami, z pustymi rękoma. Stoją spokojnie, nie słychać jęków ni płaczu. Jeszcze strażnicy sprawdzają, czy nie ukrył się ktoś, jeszcze obchodzą wszystkie pomieszczenia. Czasem wypędzą ukrywającego się, czasem słychać tylko głuchy strzał. Gromada już uszykowana, ruszają. Tym razem – niedaleka droga do bramy, wiodącej na właściwy plac – kilkadziesiąt zaledwie kroków, później jeszcze ze dwieście kroków do bocznicy kolejowej. I tu jest spokój. Czasem na tym ostatnim odcinku jeszcze jedna, dodatkowa selekcja i znów zwalniają trochę ludzi, czasem tu właśnie odbywa się pierwsza selekcja, jeżeli wszystkich zatrzymanych na ulicy od razu popędzono na Umschlag, czasem też zatrzymanych, bez żadnej selekcji, wprost pędzą do wagonów. Rozmaicie bywa. Oto już pociąg stoi, 25-30 wagonów towarowych, zamkniętych, z zasuwanymi drzwiami, stoją przy nich porządkowi – to ekipa ładowaczy, stoją Niemcy. Zaczyna się ładowanie, odbywa się spokojnie, bez jęków, bez płaczów. Liczy się dokładnie, oddzielnie każdą głowę. Liczenie jest podwójne: liczy Niemiec sobie i kierownik ładowaczy, podobwodowy Brzeziński [Mojżesz] – sobie. Tu chodzi o cyfry sprawozdawcze, o dane liczbowe, o statystykę! To ważne, arcyważne, pójdzie raport do Lublina, Krakowa, Berlina.
Oto wagon załadowany, dawna zasada, pięknie na każdym wagonie wymalowana „8 koni lub 40 ludzi” ustąpiła miejsce nowej: najnowsze odkrycia naukowe pozwalają w jednym wagonie 80-100 ludzi umieścić. Że będzie ciasno, że w sierpniowe, upalne dni w zamkniętym zewsząd wagonie grozi śmierć ze ścisku i braku powietrza? Że ci ludzie poduszą się? Przecież droga niedaleka, przecież podróż niedługa. To tylko przemijające niewygody letniej podróży. I pociąg z wolna rusza.” (s. 85-88)
ONI, III A   (22.07.1942)
„Długie korowody ludzkie zmierzają na północ, gdzie w pobliżu wylotu „Dzika” znajduje się Umschlagplatz.
Umschlagplatz – jest to plac przeładunkowy, bocznica kolejowa od niedalekiego Dworca Gdańskiego; rampa, magazyny, położenie u krańców ghetta, wszystko to spowodowało, że plac stanowił odpowiednie i jedyne miejsce przeładunków, towarów do [dzielnicy] i z dzielnicy idących. Węgiel, drzewo [sic], drewno, żywność, towary podlegające przeróbce tam przechodziły, tam odstawiało getto swą produkcję, tam odbywał się cały oficjalny ruch towarowy. Od ul. Stawki przylegają doń jakaś szopa drewniana, jedna i druga, dalej dwa duże, nowoczesne budynki, wykończone w 1938 czy 39 roku, miały w nich mieścić się szkoły powszechne, do uruchomienia ich nie doszło. W 1940 roku, po zamknięciu ghetta, w większym i lepiej urządzonym budynku umieszczono oddziały zakaźne Szpitala Żydowskiego „Czyste” [Stawki 6/8], gdzie znajdują się wciąż, drugi budynek szkolny stoi pusty. Przed budynkami szkolnymi i szopami szeroki chodnik, kawałek jezdni jeszcze wolny – i mur, biegnący wzdłuż ul. Stawki aż do przekrzyżowania z ul. Dziką. Tu mur skręca pod kątem prostym i ciągnie aż do wylotu „Dzika”. Plac, biegnący między szopami i budynkami a murem, jest przedzielony na dwoje małym płotem z drutu kolczastego; ten plac, obie szopy drewniane, pusty budynek szkolny i mały dziedziniec za tym budynkiem ogrodzony znów murem od właściwego „Umschlag[u]” zostają oddane na cele wysiedlenia.” (s. 75-76)
ONI, III A
„Afisze. Wciąż afisze. Wciąż namawia się do ochotniczego zgłaszania się na Umschlag. Jest i premia, trzy kilogramy chleba i jeden kilogram marmolady dla każdego ochotnika. Podpisany Kierownik Służby Porządkowej. I idą, parę tysięcy ludzi zgłasza się. Wśród nich Rubinstein ze swoim upiornie wesołym „Ale glajch”. Przynajmniej mogą zabrać ze sobą to i owo, nie iść w jednej koszuli. A jedzenie nie jest do pogardzenia! W getcie głód, zupełny głód. Idą i otrzymują na Umschlagu chleb i marmoladę…” (s. 82)
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)
ONI, III B
„O ile Umschlag przez cały okres Wysiedlenia jest podobny do piekła, w owe sześć dni, przez okres czworoboku [kotła na Miłej], przypomina ostatnie, najniższe kręgi Hadesu. Tysiące mężczyzn, kobiet, dzieci, płacz, gwar, hałas, krzyki, modły. 9 i 10 września – środa i czwartek – to Nowy Rok. Kilkunastu Ukraińców, wiecznie pijanych, trzyma straż, rabują, zrywają z ludzi, zabierają im, co mają. Wciąż rozlegają się strzały, trupy leżą na dziedzińcu zewnętrznym i z tyłu gmachu.” (s. 114)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
ONI, IV A
„Warszawskie getto. Wysiedlenia są widocznym ośrodkiem zainteresowania, toteż różni turyści przejeżdżają przez Leszno, Karmelicką i Zamenhofa, zwiedzają Umschlagplatz…” (s. 133)
ONI, IV A (18 stycznia, akcja „styczniowa”)
„Jest dzień 18 stycznia, poniedziałek, getto budzi się przerażone, straszne słowo obiega wszystkie domy, pobladłymi usty powtarzane: „AKCJA” […]
Na Umschlag też idzie cały personel Zakładu Zaopatrywania z Kierownictwem i Dyrekcją na czele. Wśród nich członkowie Rady, już żadne dygnitarstwo nie chroni. Dopiero Brandt zwalnia z Umschlagu Prezesa Zakładu, Gepnera, radców: Sztolcmana, Graf[f]a i innych. Ale wielu radców ginie: ginie Jaszuński, największym szacunkiem się cieszący, ginie dr Milejkowski, Szef Wydziałów Szpitalnictwa i Zdrowia, ginie Rozensztat, kierownik Komisji Prawnej, znany adwokat warszawski, ginie dr Glü[c]ksberg, ginie Hurwicz, który mógł się ocalić sam, lecz nie chciał pozostawić rodziny, giną inni. Niektórzy są na miejscu, za to ich żony i dzieci zabrano. Chorzy w szpitalu zlikwidowani na łóżkach lub wypędzeni na Umschlag. Nikt nic nie wie, ale wydaje się, że odbywa się likwidacja, jeśli nie całej reszty – bo dotychczas, jak telefon informuje, shopów nie ruszono – to w każdym razie ghetta.” (s. 138 i 140)
ONI, IV B
„Drugie zarządzenie: dalsze ograniczenie ghetta. Granica południowa, biegnąca obecnie wzdłuż Gęsiej i Franciszkańskiej, ma być przesunięta na ul. Muranowską. Już tylko najbliższe ulice, tylko kilkadziesiąt domów przylegających do Umschlagu ma stanowić getto. Termin przeprowadzek: 23 stycznia. […] Zarządzenie o zmianie granic w ogóle nie wchodzi w życie, zostaje odwołane. Ghetto pozostaje w dotychczasowych granicach.” (s. 144-145)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, III
„Plac przeładunkowy był rodzajem czyśćca, drogą do piekła. Wyglądał on w sposób następujący: z miasta zganiano dziennie, częściowo na wozach, przeważnie na piechotę, siedem do dziesięciu tysięcy ludzi. Plac był otoczony kordonem; kto się dostawał za kordon, przestawał być człowiekiem.
[…] Czasem na placu Niemcy dokonywali segregowania. Ludzie, którzy posiadali dokumenty pracy w szopach, kierowani byli na prawo, pozostali byli ładowani do wagonów. Nieszczęśliwcy ci musieli przechodzić przed rzędem uzbrojonych Niemców, którzy bili ich niemiłosiernie pałkami lub biczami, i bez powodu strzelali prawie ustawicznie. Obok tego placu słychać było bez przerwy odgłosy strzałów karabinowych i karabinów maszynowych. Obok wagonów leżą trupy porządkowych, nie dość sprawnie spełniających rolę katów.” (s. 420)
JA, III A
„Wszystkie wyloty getta, z wyjątkiem jednego, zostały zamurowane. Żydzi znaleźli się w pułapce. Jazda tramwajem była związana z niebezpieczeństwem, ponieważ żołnierze zatrzymywali tramwaje, część pasażerów zabijali, a resztę bez sprawdzania dokumentów wywozili na plac przeładunkowy na Stawki. W tym okresie o sprawdzaniu dokumentów nie było mowy. Wszyscy bez wyjątku schwytani odstawiani byli na plac przeładunkowy lub bezpośrednio do wagonów. Ulica zaczynała przypominać dom obłąkanych.” (s. 416)
&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, III B
„W pierwszej dekadzie września 1942 roku, wszyscy bez wyjątku otrzymali rozkaz opuszczenia swoich miejsc pracy i domów i udania się z mały ręcznym bagażem na pl. Parysowski i przyległe doń ulice aż do Miłej, który to obszar leżał w bliskim sąsiedztwie placu przeładunkowego tzw. Umschlagplatzu. Każdemu spotkanemu na terenie getta – prócz punktu zborczego – groziło zastrzelenie na miejscu. Przeszukiwanie domów w celu wyłapywania ukrytych jeszcze ludzi miało być prowadzone przy pomocy wytresowanych psów.” (s. 202-203)
ONI, III
[Fragment opowieści zbiega z Treblinki przytaczany przez Bryskiera]: „Gnany przybyłem na Umschlagplatz. Byłem w pierwszych piątkach wielkiego pochodu, którego końca nie mogłem dojrzeć. Skierowano nas wprost do podstawionego na bocznicy towarowego pociągu. Porządek utrzymywali Niemcy i Służba Porządkowa. Czoło pochodu dotarło do pierwszych wagonów przy parowozie; po drodze naliczyłem ponad 60 wagonów. Każdy wagon miał na oścież rozsunięte drzwi, a wewnątrz podłogi były białe. Początkowo przypuszczałem, że wagony te są po mące, kredzie lub podobnym transporcie. Wreszcie pogodziłem się z myślą, że Niemcy ze względów sanitarnych polecili polać podłogi mlekiem wapiennym. W szybki tempie ładowano nas po 20 piątej tj. po 100 osób do wagonu. Dopiero z bliska przekonałem się, że biel na podłogach stanowiła gruba warstwa ok. 10 cm rozsypanego chlorku, czy też innego żrącego środka. W wagonach było do tego stopnia ciasno, że nie można było się obrócić. Jaką pozycję kto zająć, w takiej musiał pozostać przez całą podróż.” (s. 216)
ONI, V
„Następnego dnia odbywało się zgromadzenie wszystkich wypłoszonych, którzy znów z rękoma podniesionymi zbierają się wzdłuż muru i zostają odprowadzeni na Umschlag.” (s. 244)
JA/ONI, V
„U zbiegu ulic Dzikiej i Stawek przy pl. przeładunkowym zatrzymaliśmy się. Dołączono do nas następne grupy. Słyszę strzał. Pada zabity człowiek pod bramą domu nr 3 przy ul. Dzikiej. Wypadek nie zrobił już na mnie wrażenia. Przepełniony pociąg towarowy ruszył z miejsca, a nagromadzony transport przed placem skierowano do gmachu miejskiego Stawki 6.” (s. 249)
ONI, V
„Prostokąt pl. przeładunkowego, otoczony był z dwóch stron murem od ul. Dzikiej i Stawek, trzeci bok stanowiły magazyny z rampą, a czwarty wylot bocznicy kolejowej. Całość była strzeżona przez Niemców i Ukraińców. Czoło kolumny ruszyło z miejsca i zostało skierowane na plac przeładunkowy w szeregach 10-osobowych wzdłuż toru, na którym stał pociąg.” (s. 257)
JA, V
„Pochód okrążając teren placu, dotarł do pierwszych wagonów przy lokomotywie, od której znalazłem się w odległości ok. 200 metrów. Rozpoczęło się załadowywanie odliczonymi szeregami po sto osób do wagonu. Brak stopni utrudniła dostawanie się do wagonów, a z rampy nie korzystano. Młodzi i zwinniejsi podawali ręce kobietom, dzieciom i starszym, wciągając do wagonów. Przynaglanie tworzyło zatory i zamiast dostawania się do wagonów, przyciskano się wzajemnie do żelazem okutych krawędzi otworów. Ten stan rzeczy powodował ingerencję Niemców, smagających pejczami na oślep każdego, kto nie zdążył dostać się do wagonu. Dostałem się do wagonu, znajdującego się mniej więcej w środku pociągu. Zająłem miejsce pod okratowanym okienkiem, zapewniając sobie w ten sposób dopływ świeżego powietrza oraz ewentualne przygotowanie do wyskoczenia z wagonu w czasie biegu pociągu. Zanim pociąg ruszył, zaobserwowałem jak kilkakrotnie odprowadzano pod ścianę pojedynczych ludzi i tam w chodzie od tyłu przeszywano ich serią kul z automatycznego pistoletu. Przyczyną było na ogół nie dość sprawne włażenie do wagonów lub zachowanie nieodpowiadające subiektywnemu widzimisię żołdaka. Drzwi wagonów zostały pozamykane i grubym drutem zabezpieczone. Odczuto wielką dusznotę. Kobiety mdlały w pozycji na wpół stojącej nie można było usunąć się na podłogę wagonu, taki był ścisk sprasowanych ciał. Wreszcie pociąg ruszył.” (s. 257-258)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A (25.07.1942)
„Warunki Umschlagplatzu: umierają w izbach. Nie można ani wejść, ani wyjść. Wywieziono już do wczoraj 25 000 ludzi, a łącznie z deportowanymi dziś – 30 000. z każdym dniem wzmaga się nasza tragedia. Wielu idzie dobrowolnie. To zapewne głód ich do tego zmusza. Znów obwieszczenie: wywozi się na wschód nieproduktywne elementy. Wśród deportowanych jest dużo trupów. Niemieccy Żydzi wyjeżdżają zadowoleni. Uważają, że udają się w długą podróż.” (s. 173)
ONI, III A
„Lola Kapelusz, żona łódzkiego adwokata, poszła dobrowolnie dwukrotnie ze swoją córeczką na Umschlagplatz; głód je do tego zmusił, od dwóch dni nic nie jadły. Nie przyjęto, gdyż liczba dobrowolnie zgłaszających się jest i tak bardzo duża.” (s. 174)
ONI, III A (29.07.1942)
„Ósmy dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wóz na Karmelickiej – wrzucają do niego ludzi. Na podwórzu domu przy Nowolipkach 29 znajdują się jeszcze meble lokatorów, których wyrzucono z mieszkań. Żyd mieszka pod gołym niebem. Kon informuje: dziewczyna, która wróciła z &amp;lt;placówki&amp;gt;, opowiedziała o zabiciu dwóch 10-letnich młodzieńców; zastrzelono ich. Jeden z nich dogorywał przez całą godzinę. Zastrzelili ich bez żadnego powodu. Igła, córka p. Z. Z., udaje się ze swą matką [na Umschlagplatz]. Miejsce egzekucji: Piaseczno Pustelnik, Bełżec.” (s. 176-177)
ONI, III A (16.08.1942)
„Dziś jest dwudziesty szósty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która toczy się nadal. Jej groza i rozjuszone bestialstwo są bez precedensu w dziejach ludzkości. Nie dorównuje im nawet legenda o faraonie i jego rozkazie, żeby topiono w rzece każdego noworodka. Ludzie, którzy wrócili z Umschlagplazu, opowiedzieli, że zwolnili złapane wczoraj w szopach kobiety, jeżeli złożyły w ofierze swoje dzieci. Niestety, wiele kobiet uratowało się w ten sposób: oddały swe dzieci w wieku od trzech do dwunastu, czternastu lat.” (s. 195)
ONI, III A
„W tym czasie (godzina czwarta po południu) nie ma – jak opowiadają – w ogóle Niemców na Umschlagplazu. Są tam tylko Żydzi, przeprowadzają straszną, krwawą akcję. Dziś krążyły pogłoski, jakoby ogłoszono rozkaz, żeby wszystkie żony i dzieci urzędników stawiły się obowiązkowo na Umschlagplazu.” (s. 196)
JA/ONI, III A
„Niepracującym Żydom nie wolno pokazywać się na południe od Leszna; przyłapani tam zostaną rozstrzelani. Rodziny pracujących nie znajdują się pod ochroną. W ogóle wszyscy niezatrudnieni i nawet rodziny zatrudnionych winni dobrowolnie stawić się na Umschlagplazu: w przeciwnym razie odbierze im się karty chlebowe i wypędzi siłą. Wygląda na to, że N[iemcy] bawią się z nami w kotka i myszkę. Pracujący osłaniali swoje rodziny, teraz zaś wypędzają rodziny (zabijają je) i chcą pozostawić czasowo pracujących niewolników. Straszne! Gotowią się do dokonania naszej totalnej zagłady.” (s. 198)
ONI, III A (29.08.2942)
„Wczoraj w godzinach wieczornych robotnicy, tzw. placówkarze wracali z różnych n[iemieckich] miejsc pracy. Napadli na nich wtedy esesmani. Strzelali. Złapali wielu z nich i zaprowadzili na Umschlag. Kogo złapali? Istnieją różne wersje. Jedni mówią, że złapali bardzo młodych i staruszków powyżej 50. Inni mówią, że łapali wszystkich, jak leci. Na Umschlag była straszna panika. Strzelali bardzo gęsto. Dwaj lekarze z Pawiej 14, którzy pracowali na placówce poza gettem, nie wrócili do domu nocować. Należy przypuszczać, że ich złapali. Różnie różni ludzie określają łączną liczbę zabitych podczas &amp;lt;akcji&amp;gt; do dnia dzisiejszego.” (s. 211-212)
ONI, III A

„Przed trzema tygodniami Mosze Lewite lub Lewita (Twarda 4) poszedł szukać swej żony na Umschlagu, złapali go i wywieźli do Kosowa. Dwa dni temu wrócił stamtąd, Niemcy zwolnili go jako stolarza. Opowiada, że w Kosowie, z którego wygnano wszystkich miejscowych Żydów, jest pełno uchodźców. Ci, co maja pieniądze, kupują żywność u chłopów i rozdają ją tym, którzy pozostali bez grosza.” (s. 213-214)
ONI, III A (02.09.1942)
„Żydowskim policjantom wydano rozkaz – jak opowiadają – aby każdy z nich dostarczył po &amp;lt;dwa łebki&amp;gt;. Na Pawiej 6 stały kobiety w kolejce po warzywa, żydowscy policjanci napadli i zabrali niektóre z nich. Niem[cy] przeprowadzili blokady kilku &amp;lt;szopów&amp;gt;, wieczorem prowadzili grupy schwytanych. Mówiono, że to ludzie z &amp;lt;placówek&amp;gt;. Wracali z pracy i złapano ich. Wczoraj było na Umschlagu 1400 ludzi, tak przekazał Ri[ngelblu]m, który mieszka przy Dzikiej 3.” (s. 215)
JA, III B (11.09.1942)
„O trzeciej godzinie w nocy zapukał żydowski policjant i powiedział straszną nowinę o skoncentrowaniu wszystkich Żydów w obrębie Gęsiej, Miłej, Ostrowskiej dla przeprowadzenia nowej rejestracji. Należy zabrać ze sobą jedzenie na dwa dni i naczynie na wodę. W niedzielę rano wszystkich warszawskich Żydów ogarnęła panika. Wszyscy myśleliśmy, że trzeba się już pożegnać z życiem. Żegnamy się ze łzami w oczach z rodziną: z matką, Frumą, Nacią, Jakubem i z dziećmi. Straszny i specyficzny obraz Miłej, Wołyńskiej, czworoboku przekształconego w Umschlagplatz. Mnóstwo Żydów z paczkami na plecach ciągnących przez ulice getta. Wszyscy są na ulicach. Cała niedziela minęła na takim wyczekiwaniu.” (s. 218)
ONI, III B
„Wieczorem zaczęła się kontrola szopów i niektóre grupy wracają do swoich fabryk i bloków. W poniedziałek trwa jeszcze powrót do bloków. Kontrola przynosi nowe ofiary. Dzieci odsyłają na Umschlagplatz, starców i kobiety – również. Prawda, wszystko zależy od szczęścia. Przy niektórych grupach kontrola nie jest tak surowa, a inne znów grupy ponoszą ogromne straty. Ofiary są na ulicach.” (s. 218)
„Rozniosła się pogłoska, że warszawskie SS zamknęło naszą firmę. Nastroje ludzi oscylują między nadzieją a rozpaczą. A tymczasem przeprowadzają blokady na pobliskich ulicach i na Miłej. Z domu nr 61 zabierają kilkadziesiąt osób, też z Werkschutz: Rozenowicza ojca i syna, Rybę z rodziną. Wydarzyło się to w poniedziałek. Nasza rozpacz i cierpienia setek ludzi, zamkniętych w wąskiej uliczce, dosięgają ostatecznych granic.
[…] Rozpacz wielokrotnie się wzmogła. Czekaliśmy końca, który musi nastąpić: zabiorą nas na Umschlag.” (s. 219)
JA/ONI, III C
„Wczoraj nagle przeprowadzono wielką blokadę przy Miłej w firmie AHG, zabrano wielu ludzi. Mówi się o 600. Umschlag – jak powiadają – znów jest czynny. Wczoraj otrzymano rozkaz, żeby jeden lekarz i dwie siostry sanitariuszki stawili się do pracy na Umschlagu. Jeśli nie wydarzy się cud, wszyscy zginiemy.” (s. 224)
ONI, III C (21.09.1942)
„Były blokady przy Miłej, w gmachu, w którym znajduje się Urząd Pracy, i gdzie indziej. Prowadzono już liczna grupę, przeważnie kobiet. Są to – jak utrzymują – kobiety z szopu Toebbensa w małym getcie. Oszukano je, zapytano je, która chce przejść z małego do dużego getta, gdyż warunki życia w małym getcie są bardzo ciężkie. Zgłosiło się 300 kobiet, które od razu odprowadzono na Umschlag. W każdym razie należy stwierdzić, że &amp;lt;akcja&amp;gt; toczy się nadal i dziś mija sześćdziesiąty drugi dzień jej trwania.” (s. 225)
ONI/JA, IV A
„Dziś policjant dał znać, że na Umschlagu znajduje się 829 Żydów. Nie wywożą ich do Treblinki, ale też nie zwalniają. W ogóle trudno kogokolwiek stamtąd wydostać, gdyż złapanych przekazuje się tam za podpisem i według list z imieniem i nazwiskiem. Zwolnienie Żyda kosztuje bardzo dużo pieniędzy.” (s. 232)
ONI, IV A (31.10.1942)
„Wczoraj działacz społeczny Gi[terma]n zawiadomił, że z Umschlagu zwalniają dzieci w wieku do 14 lat. Te, które mają dokąd pójść, odsyłają do krewnych, a te, które nie maja nikogo, za pośrednictwem Gminy oddają do zakładów wychowawczych &amp;lt;Centosu&amp;gt;. Dorosłych dzielą na zdolnych i niezdolnych do pracy.” (s. 238)
ONI/JA, IV A (01.11.1942)
„Żydzi odetchnęli dziś nieco swobodniej. Na ulicach pełno spacerujących. Nieliczni, którzy pozostali żywi, opuścili swe ciasne mieszkania i wyszli na powietrze. Miła i Zamenhofa zaludniły się resztkami Żydów. Prawda, smutni, złamani, wychudli, ale ośmielili się pokazać na ulicy. Rzecz niespotykana od tygodni, miesięcy, od wzmożenia się &amp;lt;akcji&amp;gt;. Co wpłynęło na samopoczucie Żydów? Przede wszystkim zwolnienie dzieci z Umschlagu.” (s. 239)
ONI, IV A (10.11.1942)
„Mówią, że przywieziono do Warszawy nowych żandarmów i że zaczął się ruch na Umschlagplazu: przygotowują nowe pomieszczenia.” (s. 247-248)
ONI, IV A (19.11.1942)
„Wczoraj zwolniono z Umschlagu około 150 kobiet i dzieci. Rozniosły się pogłoski, że zwolniono wszystkich zatrzymanych. Okazało się jednak, że na razie zwolniono tylko 150 kobiet i dzieci, a do soboty mają zwolnić wszystkich zatrzymanych. Dowiedziałem się o tym z wiarygodnego źródła. Znaczy to, że jesteśmy w przededniu likwidacji Umschlagu w Warszawie.” (s. 256)
ONI, IV A
„Umschlag w Warszawie naprawdę został zlikwidowany. Wszystkich aresztowanych zwolniono. Co więcej, wypuszczono na wolność wszystkich żydowskich więźniów ze wszystkich warszawskich więzień: z ulicy Mokotowskiej, z Pawiaka, ze specjalnego więzienia przy Gęsiej (60 Żydów i 100 Cyganów). Umschlag przeszedł pod władzę &amp;lt;Weterfassung&amp;gt;, gdzie są obecnie zatrudnieni byli aresztanci.” (s. 258-259)
„Wczoraj wieczorem, około piątej godziny, zastrzelono przy Gęsiej 10 zastępcę komendanta policji żydowskiej, adwokata Lejkina. Jego adiutant Czapliński został ranny w nogę. Nic nie wiadomo dokładnie o tym morderstwie. Domyślają się, że jest to odwet wobec tych Żydów, którzy splamili ręce krwią swych braci, wysyłając setki tysięcy Żydów na Umschlag i do Treblinki.” (s. 237-238)
ONI, IV A (09.01.1943)
„Przedwczoraj wywieszono na murze obwieszczenia, że nie wolno wyjść ani wejść ze starego getta do nowego i z nowego do starego bez specjalnego zezwolenia od &amp;lt;Sonderkommando&amp;gt; przy Żelaznej 103. rozkaz ten, pod którym podpisała się Rada Gminy, wywołał wielką panikę.
[…] Ze słów Brandta wynikałoby, że z budynków Umschlagplatzu chcą zrobić więzienie lub obóz dla Żydów codziennie aresztowanych w &amp;lt;aryjskiej&amp;gt; Warszawie bądź na ulicach starego getta. Żydów tych sprowadzają na Żelazną 103, ale tam jest bardzo ciasno, więc chcą przygotować dla nich coś większego. Wywołuje to niepokój i drżenie serca każdego Żyda.” (s. 282)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, III C (16.09.1942)
„Dziś była blokada w resorcie stolarskim [Gęsia 30]. Zabrano osiemdziesięciu ludzi. Niemcy przeszukali przy tym wszystkie kryjówki i znaleźli w nich około trzydzieściorga mężczyzn i kobiet, których najpierw pobili batogami, a potem odstawili w jakieś odosobnione miejsce i grozili im rozstrzelaniem. Koniec końców odprowadzono ich na Umschlagplatz. Kilkorgu z nich udało się stamtąd wydostać.
Schwytani na roboty do Smoleńska zostali wysłani na Umschlagplatz, choć ten został zlikwidowany. Żydowska policja znów łapie dziś młodych Żydów na ulicach. Niemcy muszą mieć kilka tysięcy Żydów do Smoleńska. Ale Warszawa po zagładzie ma już ich niewielu. Tamci wyłażą więc ze skóry i biorą rzemieślników z szopów.” (Pisma, s. 297)
ONI, IV A (10.10.1942)
„Żydzi znajdujący się na Umschlagplatzu zostaną teraz posłani do niemieckich placówek. Każdego dnia dołącza tam trochę ludzi, ale ich nie wysyłają. Zapewnia się, że wypędzenie albo, jak nazywają to Niemcy w swój przebiegły niemiecki sposób, Umsiedlung zostało faktycznie zatrzymane do pierwszego stycznia. Żydzi, którzy znajdują się na Umschlagplatzu handlują na całego – przynoszą z placówek chleb, kiełbasę, kartofle, a nawet… serowe ciastka” (Pisma, s. 305)
ONI / JA, IV A (25.10.1942)
„Kobiety schwytane na cmentarzu nadal siedzą na Umschlagplatzu, a stolarzom nie udało się ich uwolnić. Żydowscy policjanci żądają sześć tysięcy od łebka, a do tego trzeba im dostarczyć na miejsce uwolnionego kogoś innego. Kiedy stoi się w kręgu poszkodowanych stolarzy i przysłuchuje się, z jaką swobodą mówią o możliwości złapania innych kobiet i dostarczenia ich, by uwolnić własne żony, okropnie smutno robi się na sercu, że prości ludzie mogą zniżyć się do takiego poziomu podłości i zdziczenia.” (Pisma, s. 311)
ONI, IV A (31.10.1942)
„Z Umschlagplatzu (Transferstelle) zwolniono wreszcie dzieci do czternastego roku życia. Kobiety i mężczyźni od czternastego do czterdziestego roku życia, którzy zostali uznani za „nadających się”, zostali posłani do pracy na placówki. Werterfassung (grupa sprzątająca „opuszczone” żydowskie mieszkania) ma utworzyć pralnie i zatrudnić kobiety.
Co się stanie z nienadającymi się, nie wiadomo. Mówi się nawet, że pozostawi się ich przy życiu i zwolni z Umschlagu. Dzieci, które nie mają domu, ma wziąć gmina.” (Pisma, s. 313)
ONI, IV A (31.10.1942)
„Wczoraj rzeczywiście uwolniono z Umschlagplatzu pierwszą partię dzieci. Widzi się dobry znak w tym, że pozwoli się resztce Żydów warszawskich zachować życie. Wielce jednak obawiają się ci, którzy nie ufają polityce SS: nie można mieć do nich żadnego zaufania. Tego wroga zaślepia nienawiść i nie wie lewica, co czyni prawica.” (Pisma, s. 313)
ONI, IV A (10.11.1942)
„Na Umschlagplatzu siedzi nadal wiele kobiet i mężczyzn. Uwolnienie się stamtąd kosztuje około trzech tysięcy pięciuset złotych (tydzień dwa tygodnie temu, jak wiadomo, kosztowało to sześć tysięcy złotych od łebka). Mężczyźni pracowali w Werterfassung (opróżniali żydowskie mieszkania). Kobiet jednak do tego się nie dopuszczało.
U Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] nie daje się więcej niż ósemkę chleba na głowę (robotnika) i zupy. Nic to jednak, bo szewcy i krawcy u Schultza zarabiają prywatnie, cichcem pracując w szopie. Oficjalnie praca trwa tam od siódmej rano do szóstej wieczór i reżim jest bardzo surowy.” (Pisma, s. 316)
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (Pisma, s. 317)
ONI, IV A (179.11.1942)
„Liczba kobiet, które wczoraj zwolniono z Umschlagplatzu, ma wynosić 150. Jak się mówi, do soboty mają być zwolnione wszystkie pozostałe kobiety oraz mężczyźni, którzy się tam znajdują.” (Pisma, s. 321)
ONI, III A
„Poczta żydowska w Warszawie, a zwłaszcza jej najważniejszy dział – wydział paczek, który przez cały okres swojego istnienia cierpiał prześladowania i szykany ze strony Niemców, wraz z początkiem wysiedlenia znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. W magazynach znajdowało się wówczas ponad 6000 paczek, w większości z zagranicy, które trzeba było doręczyć adresatom. Ponadto na Poczcie Głównej w Warszawie [plac Napoleona 8] czekało na posortowanie kilka tysięcy paczek, które należało przekazać Poczcie Żydowskiej za pośrednictwem aryjskiego Biura Wymiany Pocztowej (Austauschstelle). Znajdowało się ono w sąsiedztwie poczty przy ul. Zamenhofa 19. Przesyłki (pieniądze i paczki) przekazywano codziennie, a każda partia obejmowała kilkadziesiąt tysięcy złotych i 1500-2000 paczek (jak wiadomo, wydział listów aż do likwidacji małego getta znajdował się w wydzielonym budynku przy ul. Krochmalnej). Do doręczania paczek i pieniędzy zatrudniano ponad osiemdziesięciu pracowników, w większości młodych, mężczyzn i kobiety. Ponieważ liczba paczek trafiających do getta rosła z każdym dniem, dyrekcja, chcąc nieco ulżyć tragicznej sytuacji żydowskich mieszkańców Warszawy, dokładała starań, aby napływające przesyłki były doręczane możliwie najszybciej.
W związku z tym również dnia 22 lipca wszyscy doręczyciele paczek i pieniędzy wyruszyli do pracy, chociaż w mieście panowało już wielkie napięcie i krążyły różne pogłoski.
Wprawdzie wszyscy, jak wspomniano, wyszli do pracy jak zwykle, ale efekty tej pracy nie były już zwyczajne. Z ponad tysiąca paczek, bo tyle zazwyczaj doręczano dziennie, tym razem doręczono jedynie 650. Podobnie było z przekazami pieniężnymi, ponieważ jeszcze tego dnia eksmitowano mieszkańców i zlikwidowano punkty dla uchodźców, więc nie można już było do nich wejść. Ponadto wielu adresatów przesyłek, którzy nie zaliczali się do uchodźców, opuściło swoje domy. Przebywali w szopach albo gdzieś się ukrywali.
Następnego dnia, tj. 23 lipca, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Procent doręczonych przesyłek spadł o połowę, kilku doręczycieli schwytano i wywieziono na Umschlagplatz wraz z paczkami.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 450)
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Umschlagplatz znajdował się na Stawkach, gdzie Niemcy przywozili surowce dla fabryk i szopów produkujących dla nich, a gotowe wyroby zabierali pociągami towarowymi. Również cała aprowizacja getta przychodziła na Umschlagplatz. Obecnie Niemcy używali go przy wysiedlaniu na… wschód. Zamiast towarów ładowano Żydów i transportowano do komór gazowych. Oczywiście w tym okresie jeszcze nie mieliśmy pojęcia, co Herrenvolk robi z tymi ludźmi.” (s. 26)
JA, III A
„Zbliżaliśmy się do Umschlagplatzu. Słońce zaszło i zaczęło się już ściemniać. Jeszcze szereg uderzeń, głośnych krzyków i wyzwisk po niemiecku i ukraińsku. Wepchnięto nas całą gromadą do wnętrza jakiegoś budynku. Panowały tam nieprzeniknione ciemności. Na początku nie mogliśmy się w niczym zorientować. Czułam, że nogi ugrzęzły mi w czymś lepkim i śliskim. Ogarnęła nas zewsząd paskudna woń kału i wydzielin ludzkich, jakbyśmy się znaleźli w jednym wielkim ustępie […]. Wyjaśniła, że znajdujemy się w gmachu dawnego archiwum na Stawkach [Archiwum Dawnych Ksiąg Ludności, Stawki 6/8], który podczas wojny zamieniony został na szpital dla zakaźnie chorych. Obecnie część budynku, ta właśnie, gdzie jesteśmy, przeznaczona jest na tymczasowe przetrzymywanie ludzi do wysyłki. W drugim budynku mieści się szpital dziecięcy.” (s. 63-64)
ONI, III A
„Nikt nie wierzył, że istnieje i może mieć miejsce tak potwornym barbarzyński sposób niszczenia tylu milionów ludzi. Krematorium i inne szatańskie wymysły nawet nie przeszły przez myśl niczyją. Gdy na Umschlagplatzu, gdzie tego dnia było kilka tysięcy Żydów, czekaliśmy na pociągi, które miały nas zawieźć do Treblinki, młode i ładne dziewczyny malowały sobie policzki, aby wyglądać zdrowo i świeżo. Chciały dostać się do lepszej pracy. Wszyscy wierzyli, że jadą do obozu, gdzie według stanu zdrowotnego będzie się segregować ludzi do pracy.” (s. 67)
JA, III A
„Wyszliśmy na podwórze, by rozejrzeć się i poszukać znajomych. Był to raczej duży plac. Z jednej strony zamykał go gruby, wysoki mur, z drugiej kilkupiętrowy budynek, w którym się znajdowaliśmy, a dalej budynek szpitalny. Na końcu, za tymi gmachami, widać było wielką bramę z napisem: ‘Przejście pod karą śmierci wzbronione’, a za nią tory kolejowe. Stąd o 6.00 wieczorem pociągi towarowe zabierały swój ładunek – po 200 osób w wagonie. Ze zgrozą patrzyliśmy na to miejsce.” (s. 69)
ONI, III A
„Była godzina 9.00 rano. Na placu panował wielki ruch. Raz po raz drzwi z trzaskiem się otwierały i ukazywali się obładowani paczkami i plecakami policjanci, wywołując głośno nazwiska osób, dla których były przeznaczone. Paczki te, zawierające niezbędne osobiste rzeczy, zostały wysłane za odpowiednią opłatą przez rodziny lub znajomych dla osób znienacka złapanych i umieszczonych na Umschlagplatzu. Przesyłek takich było całe mnóstwo. Później zajechał karawan i zabrano trupa staruszki oraz kilka innych osób zmarłych w nocy. Następnie zjawili się jacyś ludzie z miotłami i łopatami , którzy mieli uprzątnąć cały budynek.” (s. 71)
JA/ONI, III A
„Z naszego budynku do bramy szpitalnej [Najprawdopodobniej chodzi o Stawki 21] trzeba było przejść chodnikiem kilkadziesiąt metrów tak, aby siedzący na środku jezdni Szmerling tego nie zauważył. Należało przemknąć samemu, żeby w razie wpadki miało to pozory samodzielnej, bez niczyjej pomocy próby. Policjant, którego udział w takim przedsięwzięciu zostałby ujawniony, musiałby oddać czapkę – a to oznaczało transport i śmierć. Poczekaliśmy, aż ktoś zajął się Szmerlinga rozmową i, w imię Boże, ja pierwsza, z bijącym sercem i skroniami mocno pulsującymi, ruszyłam skulona i na palcach pod murem. Stanęłam szczęśliwie u celu, a kilka sekund później i mąż. Przy bramie prowadzącej do szpitala stało kilku policjantów, pilnując wejścia. Tu Froger nakazał nas wpuścić, umieścił nas w pokoju na parterze i polecił czekać cierpliwie na siebie. W pokoju było już kilka osób, które dostały się tu w ten sam sposób co i my. Opowiadano, że przed dwoma dniami podczas ładowania do wagonów Niemcy wpadli tu i zastrzelili na miejscu kilkadziesiąt ukrywających się osób. Znów dreszcz nas przeszedł. Zamiast odprężenia – dalszy ciąg niebezpieczeństwa. Postanowiliśmy rozejrzeć się, może znajdziemy chociaż prowizoryczną kryjówkę. Prócz naszego pokoju były tam jeszcze trzy inne. Wszystkie zupełnie puste. Okratowane okna wychodziły na ulicę. Gdyby ktoś stanął na zewnątrz na stołu i zajrzał do środka, wszyscy bylibyśmy nakryci, bowiem nie było żadnego sprzętu, za którym można by się było schować. Na korytarz nie pozwalano wyjść, gdyż obawiano się, że przez wielkie oszklone drzwi Niemcy mogą zajrzeć, jak to czynili często, i wtargnąć do środka. W ustępie już zamknęli się ludzie przybyli przed nami. Nie pozostawało nic innego, jak zdać się na łaskę losu. Ułożyliśmy się więc na podłodze pod oknem, przy kaloryferze. Niektóre kobiety za wysoką opłatą pożyczały od służby szpitalnej zapasowe fartuchy i czepki. Ubierały się w nie i, zaopatrzone w ścierki i naczynia z wodą, sprzątały. W krótkim czasie zaroiło się od sprzątaczek. My nie próbowaliśmy już żadnych innych środków.” (s. 76)
JA, III A
„Na zegarze była godzina 7.30 wieczór. Wyjrzeliśmy oknem na podwórze, gdzie niedawno było piekło. Straszny widok przedstawił się naszym oczom. Dziesiątki trupów leżało na Umschlagplatzu. Całe podwórze zawalone było dosłownie plecakami, tobołkami i garnkami, których ludzie tak pieczołowicie strzegli, nie chcąc nikomu ich udzielić.” (s. 77)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, III B/III C
„Było mi danym widzieć dużo takich korowodów. Przedostatni – kiedy szedłem ze swoją rodziną [na Umschlagplatz, dk)], z mamusią, Lonią, Lalunią, Józiem, Niuta i Dimą. Ostatni – ostatniego dnia &amp;lt;wielkiego wysiedlenia&amp;gt;, kiedy był likwidowany szpital i personel na Żelaznej 103 wraz z resztą wychwytywanych z kotła ludzi.” (s. 67)
JA, III
„Dziadek z córką powędrowali dalej, ale nie mieli dokąd iść, bo dzieci już nie było. Poszli więc pod Gminę, na placyk przy ul. Zamenhofa, i tam tę parę nędzarzy ujrzała pani Zofia Jaszuńska. Skończył się pierwszy akt tragedii, wkrótce byli już umyci, najedzeni, u swoich. Ale niedługo! Po kilku dniach dziadek znalazł się znów na Umschlagu.” (s. 94)
„Zaraz któregoś z pierwszych dni przeżyliśmy nalot radziecki na Warszawę. Było jasno jak w dzień, bomby padały gęsto i były bardzo liczne. Tej nocy zostały zniszczone Sądy na Lesznie, szpital wojskowy ewakuowano, dom na Dzielnej 2 tuż przy naszym mieszkaniu spalił się prawie doszczętnie. Umschlag jednak nie został trafiony.” (s. 103)
&amp;nbsp;

Marek Edelman
ONI, III A
„A Niemcy, nie przebierając w środkach, stosują nowy chwyt propagandowy. Przyrzekają i dają każdemu ochotniczo zgłaszającemu się do wyjazdu 3 kg chleba i 1 kg marmolady. To wystarcza. Dalej już propaganda i głód robią swoje. Pierwsza daje do ręki niezbity argument przeciwko wszelkim „bajkom” o komorach gazowych („pocóżby dawali chleb, gdyby chcieli mordować”), głód – jeszcze mocniejszy, przesłania wszystko obrazem trzech bronzowych, wypieczonych bochenków. Ich smak już prawie wyczuwalny, bo przecież oddziela cię od nich tylko krótka droga z domu na „Umschlagplatz”, z którego odchodzą wagony, sprawia, że oczy przestają widzieć, co czeka na końcu drogi, ich zapach, znany, dobry, odurza, mąci myśl, która przestaje rozumieć to, co na pozór tak oczywiste. Zdarzają się dni, kiedy setki ludzi odchodzą z „Umschlagu” i po kilka dni czekają na kolejkę na wyjazd.” (s. 32-33)
JA/ONI, III A
„Ludzie poruszający się poza obrębem blokady rozpaczliwie szukają swych bliskich wśród idących wolno jezdnią, obstawionych Ukraińcami i policją żydowską czworobocznych grup. Za nimi, jedne przy drugich, zmobilizowane „riksze” wiozą starców i dzieci.
Bo droga na Umschlag jest daleka. Plac „przesiedleńczy” – miejsce, z którego odchodzą wagony, mieści się na samym skraju getta, na ulicy Stawki. Otaczające go wysokie mury, pilnie strzezone przez żandarmów, przerywaja się w jednym tylko wąskim miejscu. Tym wejściem właśnie wprowadza się grupy bezradnych, bezsilnych ludzi. Wszyscy mają w reku jakieś papiery, karty pracy, legitymacje. Stojacy przy wejściu żandarm rzuca na nie okiem. „Rechts” – to znaczy życie. „Links” – to znaczy śmierć.” (s. 34-35)
„Fala ludzka napływa, rośnie, zalewa cały plac, trzy duże, trzypiętrowe budynki poszkolne. Ludzi jest więcej, niż wymaga tego czterodniowy nawet kontyngent, ludzie są na „zapas”. Po 4-5 dni czekają na załadowanie do wagonów. Ludzie wypełniają każdą wolna przestrzeń, cisną się do gmachów, biwakują w pustych salach, korytarzach, na schodach. Brudne, lepkie błoto zalewa podłogi. Wody w kranach nie ma, ubikacje są zatkane. Co krok noga grzęźnie w kale. Zapach potu i moczu dławi w gardle. Noce są zimne, w oknach nie ma szyb. Niektórzy mają na sobie tylko koszule nocne, szlafroki.
Drugiego dnia głód gryzie żołądek bolesnymi skurczami, zeschnięte, popękane wargi męczą się bez kropli wody. Dawno już skończyły się czasy trzech bochenków chleba.” (s. 35)
„Możliwości wyjścia z Umschlagu istnieją, ale są kroplą w morzu wobec tysiącznego tłumu oczekującego ratunku. Niemcy sami stworzyli te możliwości, przenosząc do jednego z budynków szpitalik dziecięcy z „małego getta” i tworząc w swej złośliwości wobec skazanych na śmierć, małe ambulatorium dla nagłych wypadków. Co dzień rano i wieczorem zmieniają się drużyny pracowników w białych fartuchach, z dowodami pracy w ręku. Wystarczy więc ubrać kogoś w biały fartuch, a łatwo już wyprowadzić go z ekipą pielęgniarek i lekarzy. Pielęgniarki biorą dzieci na ręce podając je za swoje. Gorzej jest ze starcami. […] W karetkach pogotowia lub trumnach przemyca się więc żywych, zdrowych ludzi poza obręb Umschlagu. Niemcy zaczęli jednak sprawdzać karetki i stan zdrowia „chorych”. Wobec tego, żeby dowód był namacalny, w małym pokoiku za ambulatorium, bez znieczulenia, na żywo, łamie się nogi owym wybranym starcom i staruszkom, którzy dzięki tej lub innej prośbie, czy protekcji przeznaczeni zostają na chwilowe odroczenie śmierci.' (s. 36-37)
„[…] „pomaga” też ludziom na własną rękę policja żydowska, biorąc „od głowy” za wyprowadzenie bajońskie sumy w pieniądzach, złocie, kosztownościach. Ci, których uratowano, a było ich przecież stosunkowo tak mało, wracają tu najczęściej poraz drugi i trzeci, by wreszcie zginąć w nieubłaganej głębi wagonów.
Tym niemniej ludzie ratuja się rozpaczliwie, czepiają się fartuchów przechodzących pielęgniarek, żebrząc o biały fartuch, dobijają się do drzwi szpitala, strzeżonych przez żydowskiego policjanta.
Jakiś ojciec błaga o wypuszczenie choć dziecka. Lekarz naczelny szpitala Bersonów i Baumanów, dr. Anna Braude-Heller, zabiera mu je z rąk i siłą, mimo oporu wartownika, wpycha do szpitala.
Bladą, nieprzytomną Helenę Szefner, przyprowadzoną z ostatniej blokady wciągaja tu również nasi towarzysze, by przy pierwszej okazji za legitymacją lekarską wypchnąć ją poza mury Umschlagu.” (s. 37-38)
„Najważniejszą i najtrudniejszą rzeczą jest przetrwać na Umschlagu moment ładowania. Transporty odchodzą rano i wieczorem – dwa razy dziennie odbywa się ładowanie. Nieprzerwany łańcuch Ukraińców otacza plac i zagarnia tysiączny tłum. padają strzały. Każdy jest celny. […] Coraz bliżej i bliżej gnają te strzały ku przygotowanym, bydlęcym wagonom. Mało! Jak oszalałe bestie pędzą Ukraińcy spowrotem przez pusty plac do gmachów. I tu zaczyna się dzika gonitwa. Nieprzytomny tłum pędzi na górne piętra, ciśnie się do drzwi szpitala, kryje się w ciemne dziury na strychu, byle wyżej i dalej od pogoni, może uda się przetrwać ten jeszcze transport, uratować jeszcze jeden dzień życia.” (s. 38)
„Dnia 13 sierpnia 1942 zostaje z fabryki W.C. Toebbensa zabrana Sonia Nowogródzka. Dziwnie się to jakoś złożyło. Dwa dni przed tym Sonia, wyglądając przez okno na powracających z pracy, mówi: „Moje miejsce jest nie tutaj. Zobaczcie, kto zostaje w getcie – to przecież kołtuństwo. Cały proletariat idzie czwórkami na Umschlag. Ja muszę z nimi pójść. Gdy ja z nimi będę, to nawet w ostatnich chwilach w wagonach i dalej będą czuć się ludźmi. Pozostaje nas mała garstka. Robimy, co można, ale można bardzo mało. Chcemy za wszelką cenę ratować jeszcze to, co się da. Umieszczamy ludzi na niemieckich, jak się wówczas zdawało, najlepszych placówkach pracy. Powoli tracimy kontakt prawie z wszystkimi. Pozostaje tylko jedna większa grupa towarzyszy (20-25 osób) u „szczotkarzy” na Franciszkańskiej.” (s. 39-40)
JA/ONI, III B
„To, co się dzieje na Umschlagu teraz, gdy ratunku już nie ma żadnego i znikąd, nie daje się ująć w najmocniejsze ludzkie słowa. Sprowadzeni już wcześniej chorzy, dorośli i dzieci ze szpitalika, leżą opuszczeni w zimnych salach. Robią pod siebie i pozostają już tak w cuchnącej mazi moczu i kału. Pielęgniarki wyszukują w tym tłumie swoich ojców i matki i z dzikim jakimś błyskiem w oczach wstrzykują im dobrą, śmierć dającą morfiną. Czyjaś litościwa, lekarska ręka wlewa po kolei w rozpalone buzie obcych, chorych dzieci wodę z rozpuszczonym cjankiem. Należy jej się cześć – oddaje swój cjanek. Bo cjanek – to teraz skarb najdroższy, nieodkupiony. Cjanek oznacza cichą śmierć, ratuje przed wagonami.” (s. 42)
ONI, IV A
„Jedna z naszych grup bojowych, która jeszcze nie została zaopatrzona w broń, zostaje złapana przez Niemców i razem z całą placówką odprowadzona na Umschlag. Przed wejściem do wagonów B. Pelc wygłasza krótkie przemówienie. Słów jest nie wiele. Ale słowa są mocne, słowa są takie, że z przeszło 60 osób nikt nie wchodzi do wagonu. Wszystkich 60 Van Oeppen (szef Treblinki) rozstrzeliwa własnoręcznie na miejscu. Ta grupa pokazuje Żydom, że wszędzie i zawsze, w każdych warunkach można i należy przeciwstawiać się Niemcom.” (s. 47)
ONI, IV B
„Gdy na początku marca Niemcy znów wzywaja do wyjazdu shop szczotkarzy, z trzech i pół tysiąca ludzi nie zgłasza się nikt. Ż. O. B. przeprowadza bezkompromisowo wszystkie swoje plany. Transport maszyn szczotkarskich, załadowanych do wagonów na Umschlagplatzu, zostaje spalony w drodze przy pomocy specjalnie w tym celu spreparowanych butelek zapalających z opóźnionym zapalnikiem.” (s. 50)
JA/ONI, IV B
„Niemcy widocznie dochodzą do wniosku, że dobrowolnie Żydzi z warszawskiego getta nie wyjadą. Zaczynają się znów łapanki. Niemieccy „werkschutze” osadzają na Wachstubie kilkudziesięciu Żydów, zatrzymanych na ulicach getta za drobne przewinienia. Mają oni nazajutrz być odtransportowani do obozu w Poniatowie. Komenda Ż.O.B. jest jednak innego zdania. O godzinie 5-ej min. 30 przed wieczorem uzbrojona grupa Ż.O.B. dostaje się na Wachstubę, terroryzuje pełniących służbę policjantów i zwalnia wszystkich zatrzymanych. Dzieje się to pod drzwiami warty niemieckiej, która boi się interweniować. Wobec tego Niemcy próbują innego sposobu. Zatrzymanych ładują na samochody i wywożą odrazu na Umschlag. Ale Ż.O.B. działa jeszcze szybciej. Na terenach między poszczególnymi blokami (tzw. międzygetto) zostają ustawione grupy bojowe, które odbijają zatrzymanych.” (s. 52)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem Umschlagplatz. Ogromny obszar, potężne zakłady, liczny personel” (s. 197)
JA, II C
„Wczoraj zakończono zbiórkę futer. Samochodami SS zwieziono na Umschlagplatz celem przesortowania. Był Jesuiter i Auerswald. Za każdym autem jechał na motocyklu konwój z karabinem. Boimy się kradzieży. Futra spakowano do worków papierowych.” (s. 239)
„Dziś rano na Umschlagplatzu wybuchł pożar w komorze dezynfekcyjnej futer (nie zebranych u Żydów), prawdopodobnie od pieca wadliwie obsłużonego. Było wiele podejrzeń i emocji.” (s. 241)
JA, II D
Z rana o 10-ej wyruszyli do Treblinki niemieccy Żydzi, umieszczeni przez nas w kwarantannie na Leszno 109- 111 w wieku od 17 do 35 lat. (s. 264)
JA/ONI, II D
„Rano Gmina. Dziś przyjechał z Czech transport 1000 ludzi. O 6 rano nastąpiło wyładowanie. Zebrano ich w synagodze. Przemawiałem do nich.” (s. 269)
JA, II D
„O 3 po południu czekałem na Umschlagplatzu na transport 1000 Żydów z Niemiec. O 5-tej dzwoni komisarz, że przyjadą o 6-ej. Potem zakomunikowano, że skierowano transport na Łódź.” (s. 269)

Emanuel Ringelblum
ONI, III B
„Pani I. [Basia Temkin-Bermanowa] to bardzo ciekawy typ Żydówki „na powierzchni”. Z zawodu bibliotekarka, dołożyła nadludzkich starań, by utworzyć w getcie bibliotekę publiczną dla dzieci. Swoje osiągnęła pomimo piętrzących się na każdym kroku przeszkód. Była czynna w towarzystwie, które opiekowało się dziećmi w „Centosie”. Gdy wybuchła akcja przesiedleńcza, znalazła się kilkakrotnie na Umschlagplatzu i cudem uniknęła wyjazdu na „Wschód”, jak w terminologii niemieckiej nazywano Treblinkę. Na dzień przed „kotłem” na ul. Niskiej, jak nazywano skoncentrowanie całej ludności Warszawy w czworoboku: Gęsia-Niska-Smocza-Zamenhofa, pani I., jakby tchnięta jakimś wieszczym przeczuciem, przeszłą ze swym mężem [Adolfem Bermanem] na aryjską stronę.” (s. 56)

ONI, II A – IV

„W pierwszych miesiącach po utworzeniu getta osadzono przyłapanych po aryjskiej stronie w Areszcie Centralnym przy ul. Gęsiej. W pierwszych dniach akcji lipcowej w roku 1942 oczyszczono areszt na ul. Gęsiej z więźniów, kierując ich do Treblinki. Odtąd było zasadą, że Żyd przyłapany w czasie akcji przesiedleńczej po aryjskiej stronie szedł na Umschlagplatz i stąd do Treblinki.” (s. 80)

JA, III (Akcja Likwidacyjna)

„Na własne oczy widziałem, jak kilku „słabeuszów” z Żydowskiej Służby Porządkowej, bez asysty Ukraińców i SS-owców, prowadziło na „Umschlag” grupę tragarzy, rosłych jak dęby, o szerokich barach, o mięśniach ze stali. Gdyby ludziom tym przeszło przez myśl, że idą na śmierć, wystarczyłoby, żeby jeden z nich ruszył palcem, a „bractwo” ze Służby Porządkowej ulotniłoby się jak kamfora.” (s. 82-83)

ONI, III A

„Było to w pierwszych dwóch tygodniach trwania akcji przesiedleńczej. „Akcja” była jeszcze w rękach żydowskiego „Ordnungsdienstu”, który codziennie dostarczał molochowi SS-owskiemu wymaganą liczbę ofiar. 5 sierpnia zdarzyło się, że żydowska policja nie mogła dostarczyć wymaganego kontyngentu. Puste wagony do Treblinki żądały żeru, czekały. Dlatego wieczorem SS-mani i Ukraińcy ruszyli na Nowolipie, które miało być opróżnione na mieszkania dla firmy Schultza [szop przy ul. Nowolipie 44]. Odcięli ulicę, zablokowali ją ze wszystkich stron i zabrali wszystkich mieszkańców zablokowanych domów na Umschlagplatz. Stamtąd przewieźli ich wagonami do Treblinki. Za dnia, kiedy akcję przeprowadziła policja żydowska pod nadzorem Niemców, można było z Umschlagplatzu uwolnić niektóre osoby. Wieczorem, kiedy SS samo odgrywało swoją diabelską grę, żadne interwencje nie wchodziły w rachubę. Nie honorowano żadnych dokumentów, nawet na nie patrzono. Wszyscy zostali załadowani do wagonów śmierci bezpośrednio skierowanych do Treblinki. Tego sławetnego piątku tow. Sagan był w odwiedzinach u przyjaciół. Tam dowiedział się, że ul. Nowolipie, przy której mieszkał, została zablokowana przez SS. Tow. Sagan zdawał sobie sprawę, czym to grozi, ale chciał podzielić los swojej rodziny, los swojej żony i dwojga dzieci. Udał się na Nowolipie, skąd został zabrany do Treblinki. Tow. Sagan mieszkał we wspólnym mieszkaniu ze znanym pisarzem Szyją Perle i dziennikarzem Bencjonem Chilinowiczem. Perle postanowił zejść na ulicę, mimo że SS ostrzegało, że każdego Żyda zastanego w domu zastrzelą na miejscu. Perle uważał, że lepsza jest śmierć w domu aniżeli w Treblince. Również tow. Sagan postanowił pozostać w swoim mieszkaniu na 5 piętrze. Kiedy jednak dotarło domu, jego rodzina już stała w szeregu kierowanym na Umschlagplatz. Tow. Sagan stanął więc w szeregu idącym na śmierć. Perle ocalał. [Funkcjonariuszom] SS nie chciało się wejść na piąte piętro.” (s. 148-149)

JA, IV A (styczeń 1943)

„Wydarzyło się to w styczniu 1943 r. z towarzyszem z Ha-Szomeru Zandmanem w szopie Hallmana przy Nowolipkach [55-83], gdzie mieszkałem po pierwszym wysiedleniu. Organizacja Bojowa przeprowadziła w tym czasie wiele aktów terrorystycznych przeciwko ludziom, którzy zawinili wobec społeczności żydowskiej w Warszawie. Za karę oblewano witriolem. U Hallmana oblano byłego policjanta. Wykonawcy wyroku szczęśliwie uszli w porę, ale Zandman, który miał coś wspólnego z tym wyrokiem, został zatrzymany przez Werkschutz i oblany witriolem. Werkschutz powiadomił niemiecką dyrekcję [szopu] o zaaresztowaniu tow. Zandmana. Tow. Mordechaj, dowiedziawszy się o tym wszystkim, udał się tegoż dnia do szopu Hallmanna i razem z kierownictwem Organizacji Bojowej oraz ze mną opracował plan oswobodzenia tow. Zandmana. O godzinie czwartej nad ranem do lokalu Werkschutzu weszło pięciu uzbrojonych bojowców z maskami na twarzach, uwolnili tow. Zandmana i przy okazji zabrali wszystkie dokumenty i odznaki Werkschutzu. Odbyło się na kilka godzin przed rozpoczęciem akcji styczniowej. Tow. Zandmana wzięto po raz drugi na Umschlagplatz, skąd towarzysze z ruchu oswobodzili go.” ( s. 166-167)

JA, III A

„Po raz ostatni widziałem dr. Lipowskiego podczas pierwszej akcji wysiedleńczej w Warszawie. ŻSS zajmowała wtedy dom przy Dzikiej 3, naprzeciwko Umschlagplatzu, gdzie urzędnicy rozdawali deportowanym, z przydziałów Gminy, chleb i marmoladę. Chciałem za wszelką cenę dotrzeć do Umschlagplatzu, żeby na miejscu osobiście interweniować w sprawie kilku osób, które zostały zabrane na Umschlagplatz. Nałożyłem białą opaskę z napisem „Umsiedlungsaktion” i wraz z grupą pracowników ŻSS, obładowanym chlebem, wszedłem na Umschlagplatz. Na dużym placu, ogrodzonym drutem kolczastym, ujrzałem ogromny tłum, który całą siłą parł do wyjścia. W pobliżu drutów zobaczyłem siedzącego na ziemi słabego dr. Lipowskiego oraz jego jedyną córkę. Zwróciłem się do komendanta Umschlagplatzu, żydowskiego oficera policji Szmerlinga (Niemcy nazywali go żydowskim katem, Żydzi zaś, z uwagi na podobieństwo do włoskiego marszałka, „Balbo”). Interweniowałem wtedy u niego w sprawie trzech osób: w sprawie dr. Lipowskiego, znanej pianistki Hanny Diksztajn i znanej malarki Reginy Mundlak. Szmerling obiecał mi uwolnić te osoby i umówił się ze mną, abym przyszedł do niego za 3 godziny. Gdy przyszedłem po paru godzinach po raz drugi, sytuacja była zgoła inna. Szmerling, kat warszawskich Żydów, miał jeden ze swoich napadów szału, nie chciał już nic słyszeć o żadnych artystach i naukowcach. Gdy zacząłem energicznie żądać, wyjął pejcz i zaczął mi grozić, że zaraz i ja pojadę do Treblinki. Koniec był taki, że dr Lipowski pojechał do Treblinki.” (s. 189-190)

ONI, III

„Młoda, zaledwie 20-letnia, utalentowana pieśniarka, córka znanego dyrygenta chóru synagogi na Tłomackiem [Dawida Ajzensztadta], została odkryta podczas wojny. Swoimi pieśniami, śpiewanymi po polsku, hebrajsku i żydowsku, oczarowała po prostu całą Warszawę. Była główną atrakcją wielkich wydarzeń literacko-artystycznych. Młoda, piękna, czarnowłosa Marysia była najpopularniejszą osobą w Warszawie. Jej program składał się z utworów najznakomitszych poetów żydowskich, polskich i hebrajskich. W sierpniu [1942 r.] Niemcy zaciągnęli ją na Umschlagplatz, gdzie dzięki ratującemu wartościowych ludzi Rembie została uratowana z wagonu śmierci, do którego zagnali ją razem z jej rodzicami. „Przemyt” ten zauważył SS-man i biciem zapędził rodzinę Ajzensztadtów z powrotem do wagonu. Wkrótce po tym Remba ponownie wysłał swych ludzi, żeby uratowali Marysię i jej rodziców. Marysia była jednak zbyt wstrząśnięta po wcześniejszych razach, aby jeszcze raz spróbować szczęścia. Zastrzelono ją na Umschalgplatzu, gdy stawiała opór SS.” (s. 225)

ONI, I-III

„[Aron Koniński] Miał lat około czterdziestu, przed wojną działał w Towarzystwie JEAS. Z ramienia tej instytucji kierował Domem Emigrantów przy ul. Mylnej 18, zbudowanym dzięki staraniom znanego warszawskiego działacza Abrahama Podliszewskiego. Koniński był dobrym organizatorem i dzięki jego gospodarności Dom Emigrantów stał się wzorem porządku, a długi hipoteczne Domu stale malały. W związku z tym, że fala emigracyjna w ostatnich latach przedwojennych znacznie się zmniejszyła, budynek przy ul. Mylnej 18 przeznaczono dla celów turystycznych. Liczne wycieczki z różnych stron kraju znajdowały tam schronienie i spotykały się zawsze z serdecznym przyjęciem. […] Centos od pierwszych nalotów bombowych na Warszawę szukał lokali w celu urządzenia w nich internatów dla nowych ofiar wojny, dla tysięcy bezdomnych dzieci, pozbawionych opieki. Także przy Mylnej 18 został utworzony internat. Koniński miał odpowiednie przygotowanie pedagogiczne. Przez długie lata był kierownikiem bursy dla młodzieży. Nowy dziecięcy internat Centosu był jednym z najlepszych, panowały tam porządek, czystość i dyscyplina. Dzieci czuły się przy Mylnej jak u siebie w domu. […] Kiedy wybuchła akcja wysiedleńcza Żydów Warszawy, Koniński doskonale wiedział, dokąd wywożą wysiedlonych i co ich tam czeka. Wiedział też, że pierwszymi ofiarami akcji byli we wszystkich miastach mieszkańcy internatów i mimo to pozostał w zakładzie aż do ostatniej chwili, kiedy to mordercy z SS zabrali wraz z dziećmi cały personel umysłowy i fizyczny z Mylnej 18 na Umschlagplatz, a stąd do Treblinki.” (s. 240)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III
„I codziennie wychodziłam po odjeździe wagonów na opustoszały plac i zbierałam dzieci, które matki porzucały. Może chciały je ratować przed śmiercią, a może tylko siebie? […] A wtedy w ogóle nie czułam nic, jak wychodziłam na podwórko i pokazywałam temu Ukraińcowi wódkę i piłam pierwsza, a on resztę i wtedy zbierałam te dzieci, i odnosiłam do szpitala na oddział.
Kiedyś on rozmawiał ze mną, a w oknie szpitala ukazała się dziewczyna. Podniósł karabin, zastrzelił ją i dalej coś do mnie mówił. A ja wzięłam dziecko i powiedziałam mu do widzenia i poszłam, tylko nie wiedziałam, jak je trzymać, żeby – jak on do mnie strzeli – nie trafił dziecka.” (s. 94)
ONI, III A (30 VII 1942)
„[…] a o piątej rano poszedł na Umschlag dr Makower, który był lekarzem policyjnym, i powiedział, że wszyscy z wieczora poszli prosto do wagonów.” (s. 85)
JA/ONI, III
„Potem wysyłało się te „uratowane” dzieci karetką do getta, bo karetka jeździła do końca. Nie wiem, kto je zabierał. Niektóre wracały na Umschlag.” (s. 94)

Ita Dimant
JA, III A

„Proszę Pińka, żeby mnie zastąpił i pilnował sprawy, a sama znów lecę na Umschlagplatz, przesłać im trochę jedzenia. Dziś nie wywożą, więc do jutra jest czas ich wydostać.” (s. 54)

JA/ONI, III A

„Już we wczesnych godzinach rannych blokady pierwszych domów. Akcję przeprowadza żydowska policja. Z ulic wyłapują wszystkich żebraków i takich, co na nich wyglądają, i gonią na Umschlagplatz.” (s. 45)

„Zdobyliśmy maszynę u teściów brata Kuby. Brat ten jest po aryjskiej stronie. Żona jego, także pielęgniarka, pracuje na Umschlagplatzu. Znajdują się tam już tysiące ludzi i wyznaczono kilku sanitariuszy i pielęgniarek do udzielania pomocy mdlejącym, rannym lub chorym i zanoszenie ich do wagonów. Reszta do tych wagonów, wiozących na śmierć, idzie sama. Ale że oni idą naprzeciw śmierci, nikt jeszcze nie wie.” (s. 47)

„Idę na Umschlagplatz. Olbrzymi budynek cztero- czy pięciopiętrowy, wypełniony po brzegi ludźmi, a plac okalający ten budynek i ogrodzony wysokim płotem - także wypełniony ludźmi. Na ulicy naokoło tego placu od strony ul. Zamenhoffa i Niskiej tysiące ludzi, których bliscy znajdują się wewnątrz. Płaczą, wołają coś do stojących w oknach, tamci coś odkrzykują. Trzeba krzyczeć do rozdarcia krtani, by być usłyszanym. Policjant wyższej ,,rangi" [Szumacher, przed wojną adwokat] - który mieszka tam, gdzie mój ojciec, a który ze mną tu przyszedł spróbować, czy się da coś zrobić - dowiedział się na razie tyle, że jeszcze są. Trzeba czekać do jutra. Na razie nic nie mogłam zrobić. Wiedzieli już, że jestem na ulicy, i przyszli wszyscy do okna. Siostra [Menucha] coś do mnie krzyczy, rozumiem tylko - ojciec - ratować... On sam stoi w milczeniu i patrzy, patrzy... A mała Fela wyciąga rączki - ciociu, ciociu - zabierz mnie stąd. Posyłam im chleb i trochę cukru, i co mogłam naprędce - popędziwszy znów do domu i wracając co tchu - spakować. Daję za tę przysługę policjantowi pięćdziesiąt zł... Krzyczę do nich... że na pewno ich wydobędę, żeby się trzymali razem i pilnowali ojca i by wciąż ktoś stał przy oknie…” (s. 49)

„Na Umschlagplatzu czekają na mnie, ale ja nie mogę się ruszyć, dopóki nie będę wiedziała, co z ojcem i matką - z moim najdroższym wujkiem i ciotką. Sklepu nie ruszyli.” (s. 50)

„Ze zdławionym gardłem wracam na Nowolipki. Przed bramą 24 stoją Piniek i Abe. Byli już pod 44. dowiedzieć się, co u nas słychać, i nas nie zastali. Czekają, aż któreś z nas nadejdzie. Tak się złożyło, że w domu ich mieszka przypadkowo kierownik policji żydowskiej przeprowadzający akcję wysiedleńczą. Ich dom więc nie jest blokowany i lokatorzy, dopóki siedzą w domu, są zapewnieni na razie. Szczęśliwie się złożyło, że chłopcy są właśnie tam meldowani. Kierownik ten ma cały sztab policjantów i każdy z nich na własną rękę wydobywa z powrotem z Umschlagplatzu ludzi - za grube pieniądze oczywiście. Bez pieniędzy pomagają tylko protekcje.” (s. 50)

„Codziennie o czwartej po południu wywożono partię sześciu tysięcy ludzi. Ale na Umschlagplatzu znajdowało się dwa razy tyle. Wywieszono plakaty meldujące, że stawiający się ochotniczo dostaną dodatkowo kilo powideł i trzy kilo chleba i nie zostaną rozdzieleni z rodziną. Tysiące ludzi oblegało więc Umschlagplatz z paczkami, kuframi i tobołami, by jak najprędzej się dostać do środka. A pozostali z braku miejsca - już nawet stać nie było wewnątrz gdzie na ulicy przeklinali i złorzeczyli z tego powodu i czekali z dziećmi i rodziną na swoją kolej. Przecież tak byli pewni, że jadą na wschód, gdzie będą żyć dalej. Już byli tacy, co słyszeli, że wywiezieni zajechali do Brześcia, że znaleźli tam kwaterę i że ich tam przyjęła gmina żydowska itd. A ludzie z okien wrzeszczeli do swych bliskich na ulicy: “Nie płaczcie, napiszemy zaraz, jak przybędziemy na miejsce". Jakaś staruszka krzyczała do stojącego obok mnie chłopca, płaczącego rozpaczliwie. Gdy wrócił ze swej placówki do domu, zastał puste mieszkanie, a rodziców i rodzeństwo odnalazł tu: ,,Synu, nie zamartwiaj się, jesteśmy tu wszyscy razem, zobaczysz, niedługo wrócimy i będziemy tańczyć na twym weselu...". A on się jeszcze kurczowo do niej uśmiechnął, a łzy mu nieprzerwanie płynęły po twarzy.” (s. 50)

„Stoją przy oknie wychudzeni i bladzi - jakim cudem brat suchotnik się jeszcze trzyma na nogach, nie wiem. Piszę im przez policjanta kilka słów, by się starali - gdy będą szeregować partię do wagonów - zostać.” (s. 50-51)

„Wieczorem wracam znów z Umschlagplatzu, ledwo powłócząc nogami. Jeszcze tam pozostali. Policjant, mieszkający w domu mego ojca, zaprowadził ich na ubocze, gdy wyprowadzano ludzi do wagonów.” (s. 52)

„Znów stoję kilka godzin na Umschlagu, uwieszona ręką płotu, i mu krzyczę do moich stojących w oknie ostatniego piętra. Ledwo się trzymają na nogach. Najlepiej się trzyma dwudziestoletnia siostra. Jestem już cała zachrypnięta od krzyku. Muszę przekrzyczeć setki ludzi, tak samo jak ja krzyczących. Z jakiegoś okna ktoś woła moje imię. Siostra jednego z kolegów moich i Nachmana, Genia Sznajdleder. On sam jest gdzieś w okolicach Moskwy. Krzyczy do mnie, że zgłosili się sami, ona i rodzice, gdyż już nie mieli od kilku dni co jeść. „Może tam dostaniemy pracę i będziemy mieli co jeść”. Jej narzeczony został tego samego dnia złapany i przypadkiem spotkali się na Umschlagu... Nagle ludzie zaczynają uciekać. Słychać strzelaninę. W naszą stronę zbliża się dwóch żandarmów z karabinami. Ludzie uciekają jeden przez drugiego, przewracając się, podnosząc i znów padając. Uciekam wraz z innymi. Trzeba przeskoczyć przez siatkowe ogrodzenie, by się dostać na Niską. Nie mogę. Nogi mam jak z ołowiu i ześlizgują się z drucianej siatki. Gdy już myślałam, że nadeszła moja ostatnia chwila - żandarmi zawrócili.” (s. 54)

„Pobiegłam jeszcze raz na Umschlag. Jeszcze ich zobaczyłam. Jeszcze im posłałam przez policjanta bochenek chleba, trochę ciasta dla małej, a gdy wracałam, w uszach bez przerwy brzmiał mi głos małej Feli: „Ciociu, ratuj nas....” (s. 55)

„Gdy przyjechali do szpitala, nie chciano jej przyjąć. Kuba więc zostawił Sarenkę na rykszy koło szpitala i pobiegł do mieszkania ordynatora, który znał Sarenkę, by on załatwił tę sprawę. (…) W tym samym czasie Sarenka została zabrana spod szpitala i pognana na Umschlag.” (s. 60)

„(…) (chorych w łóżkach w czasie akcji z Ukraińcami i żandarmerią - zabijają na miejscu; na Umschlagu dają im po bochenku chleba, odstawiają na stronę, a potem ich pędzą na cmentarz żydowski i rozstrzeliwują prosto do dołów. Na cmentarzu tym zakopują ich inni Żydzi, którzy mają tam możność kupić żywność od szmuglerów z aryjskiej strony).” (s. 60)

„Idę pod 44. zobaczyć, co jest. I Kuba, i Sarenka są w domu. „Co się stało? Nie przyjęli cię?” ,,Wracam z Umschlagu - mówi do mnie Sarenka - Kuba także tam był!”. … Co gdzie?” (s. 60)

„Kubę wraz z masą złapanych ludzi popędzono (już nie brano więcej na wozy) na Umschlag - wcale nie sprawdzając ausweisów. Na Umschlagu obejrzeli jego ausweis i puścili go z powrotem. W tym samym czasie Sarenka została zabrana spod szpitala i pognana na Umschlag. W ostatniej chwili, gdy już ją miano wepchnąć do wagonu, nadszedł doktor z pielęgniarką, z rannym policjantem żydowskim na noszach został przy strzelaninie przypadkowo ranny i karetka miała go zabrać do szpitala. W momencie, gdy przechodzili koło wagonu, Sarenka zrzuciła palto, zostając w stroju pielęgniarki, rzuciła torbę skórzaną z całą jej zawartością i chwyciła za nosze, pomagając je nieść do karetki i sama umieściwszy się w niej wraz z chorym. W ten sposób znalazła się z powrotem w szpitalu, do którego ją przed godziną nie chciano przyjąć. Stamtąd przyszła do domu, gdzie się spotkała z Kubą.” (s. 60-61)

„Posłał na Umschlag - od aryjskiej strony - polskiego kolegę z fabryki, by zobaczył, do którego wagonu poszła. Dwóch innych pojechało. Ich fabryka wyrabiała jakieś części do torów kolejowych i kilku robotników jeździło po niektórych liniach, uczepieni tych wagonów, aż do Białej Podlaskiej. Dalej już nie mogli i wrócili. Ma przy sobie dziewięćset złotych. Słyszał, że na miejscu, gdzie te wagony zajeżdżają, wybiera się silnych i młodych ludzi do obozu pracy. Starych, chorych i dzieci się zabija. Ale Sarenka jest młoda, zdrowa, więc na pewno pójdzie do pracy, może potem będzie się można dowiedzieć, gdzie przebywa…” (s. 64)

„Żegnamy się z kuzynkami chłopców i idziemy na Leszno. Jest już wieczór. Co sto metrów prawie stoi żydowski policjant i legitymuje. Każdy z nich dostał rozkaz jakąś liczbę ludzi dostawić na Umschlag dziennie i teraz nawet za większą sumę trudno się wykupić, gdyż za niedostarczenie oznaczonej liczby ludzi im samym grozi wysiedlenie. Kobiecie w ogóle już się jest trudno pokazać na ulicy. Dobrnęliśmy wreszcie szczęśliwie do Leszna, ale nie można już będzie dzisiaj wyjść. Stoi wacha, która się nie daje przekupić. Inne wachy wypuszczają.” (s. 72)

„Widziałam dziś w tym domu w mundurze policjanta - i to wyższej rangi - byłego szwagra mojej przyjaciółki Helki (ją samą widziałam ostatni raz w pierwszych dniach akcji wysiedleńczej, gdy przyszła do tego domu z drugim swoim mężem - pierwszy dla którego uciekła z domu, poległ pod Modlinem w 1939 r. - by się starać o wydobycie swych rodziców z Umschlagu. Jak zginęła, kiedy i gdzie - nie wiem), który był wielkim przyjacielem mego ojca. Proszę, by go zawołano, i oczywiście zostaję wpuszczona.” (s. 72-73)

ONI, III A

„Z „małego” getta (Twarda, Pańska, Krochmalna itd.) mają wszyscy się przeprowadzić do „dużego” i po upływie dwóch dni już ani jednej osobie nie wolno się tam znajdować. Wszystko więc powychodziło z piwnic, ze strychów i różnych dziur. Ci, którzy się czuli pewni jako robotnicy, załadowali na wózki ręczne swój dobytek i wszyscy ciągną do „dużego” getta. Wówczas nagle się blokuje ulicę z obydwóch stron i, bez zadania sobie trudu, pędzi się ten cały tłum bijąc nahajkami, strzelając w powietrze dla postrachu, a czasem w kogoś potykającego się i niemogącego nadążyć na Umschlagplatz.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

„Jednocześnie z ukazaniem się afiszów rozpoczęła się akcja wysiedleńcza przy udziale policji żydowskiej. Na pierwszy ogień poszły ośrodki skupienia ludności z prowincji, samych nędzarzy. Ładowano ich przemocą na wozy i więziono na Umschlag” (s. 57)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„W bramie mojego domu zastałam następujący afisz: „Wszyscy niezatrudnieni mieszkańcy tego domu mają się stawić jutro, o szóstej rano, na Umschlagplatzu. Dostaną chleb z marmoladą. Ochotnicy dostaną podwójną porcję.” (s. 60)

JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Codziennie tysiące ludzi pędzono na Umschlag, gdzie podstawiono szybko wagony. Zdarzało się jednak, że na wagony trzeba było czekać cały dzień lub nawet kilka dni. Wtedy istniała szansa ratunku. Młodych i zdrowych brano podano na tzw. Dulak (szpital mieszczący się na Dzikiej w obrębie Umschlagu), skąd miano ich rozsyłać na placówki rzekomo do Smoleńska. Wiadomość ta pozostawała jednak niesprawdzona.” (s. 69)

ONI, III A (między 12 a 15 sierpnia 1942) [T5]

„Podczas blokady [na ulicy Pańskiej – przyp. AKR] padła ofiarą cała rodzina Kaperów, sąsiadów z czwartego piętra. Przewozili oni rzeczy na wózku, gdy zaskoczyła ich blokada. Kaper ofiarował Ukraińcom pieniądze. W odpowiedzi na to żołdak zastrzelił jego żonę i syna. Kaper z córką zostali wywiezieni na Umschlag.” (s. 76-77)

JA/ONI, III A

„Pewnego dnia zaskoczyłam jej wiadomość o zabraniu Stefy. Widziano ją na Umschlagu. Przesłała nawet pozdrowienia dla mnie przez znajomego, który stamtąd wrócił.” (s. 78)

JA/ONI, III A (9 sierpnia 1942 lub po)

„Przy z wejściu na teren Umschlagu zabiegł nam drogę żydowski rykszarz.
- Zostawcie mi wasze bony – zawołał – wam i tak już nie będą potrzebne!
Stanęliśmy czwórkami wzdłuż długiego muru. Tłum posuwał się dalej. Przy furtce kontrolowano ausweisy. Jedynie ojciec miał papiery w porządku. Ja posiadałam legitymację tymczasową – po prostu świstek. Ciotka i kuzynostwo dokumentów nie posiadali w ogóle.
Ojciec objął dowództwo. Przepuszczał wszystkich i manewrował tak, żeby ustawicznie się cofać. Podziwiałam jego zimną krew i raczej niezwykłą energię. Stryjenka straciła zupełnie głowę. Alek powtarzał w kółko: „Chodźmy już na Umschlag!”

Mała Lilka wpatrywała się z rozszerzonymi oczami w to niezwykłą scenę. Fale ludzi napływały bezustannie. Widocznie blokada trwała. Spostrzegłam kilka znajomych twarzy. Ojciec zaczął zaczepiać teraz żydowskich policjantów, proponując im pieniądze za uwolnienie. Nikt nie chciał się zgodzić. Ojciec pieniędzy nie posiadał, ale stryjenka miała przy sobie pięć tysięcy złotych, które postanowiła poświęcić na ratunek. Nagle przebiegł obok nas policjant, Dudek Gryfenberg, kolega moich wujków. Nieraz za życie z dziadka przyjeżdżał on do Otwocka na obiady. Teraz krzyczał głośno: – „Felix”! Kto jest z firmy „Felix”, niech wystąpi!

Pane Gryfenberg – błagał ojciec – Niech pan nas ratuje, my mamy pieniądze! – Ten spojrzał na nas ukosa i poszedł dalej, nie rzekłwszy ani słowa. Nie było czasu zastanawiać się nad jego postępowaniem. Wreszcie ojciec znalazł jakiegoś policjanta, typowego „grajka”, czyli łapownika. Ten obiecał „obrobić” sprawę z żandarmem. Trzeba było kontynuować politykę cofania się. Nie było to łatwe ze względu na ścisłą kontrolę. W pewnym momencie jakiś policjant zaobserwował widocznie taktykę ojca, gdyż podbiegł do niego i z całej siły trzasnął go gumową pałką po głowie. – Ja wam pokażę cofanie się! – wrzasnął. Zaraz po nim nadszedł młody, śliczny junak słowacki i odezwał się po polsku:

– Tutaj nic pieniędzmi nie wskuracie! U mnie można zrobić więcej dobrym słowem!

To powiedziawszy odszedł. […]

Nagle zauważyłam, że „grajek” daje nam jakieś znaki. To mnie otrzeźwiło. Ruszyliśmy pędem w tamtą stronę. „Grajek” podszedł do nas i rzekł poufny tonem: – No, z żandarmem – już załatwione! Proszę iść teraz do wachy! – Gdy zbliżaliśmy się do posterunku żandarmerii, wyłoniło się nowe niebezpieczeństwo. Naprzeciw nas ukazali się Ukraińcy, prowadząc nową grupę. Zastąpili nam drogę, pytając: – Dokąd idziecie, Żydzi?

Wszystkim zabiły serca. W tym momencie wtrącił się żandarm przekupiony przez „grajka”:

– Jakie macie papiery – zapytał – Schultza? No, to możecie sobie iść.” (s. 78-80)

ONI, III A (14 sierpnia 1942)

„O zmierzchu drzwi się otworzyły i wszedł Heniek. – A, to wy żyjecie! – zawołał – bardzo się cieszę! Byłem akurat na służbie i widziałam je obydwie [Natalię Birnbaum i jej matka – przyp. AKR] – rzekł. – Były zupełnie oszalały z trwogi. Opowiadały, że ukryły się na przygórku, skądś ściągnął je Ukrainiec, zabrał im biżuterię i popędził do szeregów. Nie było żadnych możliwości ratunku. Na Umschlagu cały transport został błyskawicznie załadowany.” (s. 85)

JA/ONI, III A (6 września 1942)

„Nagle spostrzegliśmy, że grupę ludzi (ok. 2 tysięcy osób), która szła tuż za nami, odstawiono na bok. Jak się okazało, był to oddział krawiecki mieszczący się w dawnej kawiarni „Lourse’a” na Lesznie. Ponieważ kontyngent Schultza wynosił 8 tysięcy, osób a było nas prawie 10 tysięcy, więc grupę końcową „odcięto po prostu” i posłano na Umschlag.” (s.97)

JA/ONI, III B

„Pewnego dnia ojciec utrzymał karteczkę, na której widniały dwa słowa: „Ratujcie, giniemy!” Ojciec, zrozpaczony, zaniósł kartkę do dra Hepnera, który wybierał się właśnie na Miłą, aby przywieźć pozostałą tam żonę i dzieci. W tym celu uzyskał samochód Schulza z eskortą żołnierzy niemieckich oraz wszelkie możliwe przepustki. Ojciec błagał go, by przywiózł także brata i bratową; on jednak był tak zaobserwowany swoimi sprawami, że prawie go nie słuchał. Odjechał. Po kilku godzinach nadeszła wieść: „Doktor Hepner zginął wraz z żoną i dziećmi!”

Było to tak: udało mu się odnaleźć rodzinę, którą ulokował w tym samochodzie. Koło wachy dopadli jednak do samochodu gestapowcy, zastrzelili żonę Hepnera i dzieci, a jego samego zawieźli na Umschlag.” (s. 99-100)

ONI, III C

„Kierownictwo Toebbensa na Ceglanej ogłosiło, że robotnicy mający krewny w Dużym Getcie będą mogli się do nich przenieść. To samo powiedziano robotnikom Toebbensa na Lesznie. Jedną i drugą grupę zaprowadzono na Umchlag.” (s. 100)

ONI, III

„Starsi Traumanowie i kuzynostwo Flancreichowie ukryli się i zostali uratowani na samym… Umschlagu, dzięki ich bratu i synowi Adamowi, który był policjantem.” (s. 104)

ONI, IV A (listopad 1942)

„Hanka [Trauman – przyp. AKR] i rodzice pracowali na samym Umschlagu, który stał się znowu spokojnym i niewinnym miejscem, gdzie segregowano, odkażano i skąd wysyłano towary, przeznaczone na front wschodni.” (s. 110)

ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Podobno u Toebbensa ograniczono się do zebrania kilku osób, ale za to u Schulza nastąpił istny pogrom, w wyniku którego pognano na Umchlag aż 800 osób.”

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„W przejściu na Nowolipie spotkałam koleżankę od maszyny.

– Ach, jak to dobrze, żeś ty się schowała! – zawołała. – Zabrano pół kuśnierni! Ja sama wracam w tej chwili z Umchlagu!” (s. 121)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Niespodziewanie przeprowadzono selekcję. Prowadził ją dwudziestoletni esesmann. Jak i inni hitlerowcy kierował się wyłącznie kaprysem. Wybierał sam kwiat młodzieży, pozostawiając starych, chorych i kaleki. W jednej czwórce maszerował karzełek Borosek wraz z olbrzymem atletycznej budowy, Erlichem. Esesman przepuścił Boroska, olbrzyma zakwalifikował na Umschlag, skąd później uciekł. […]

Zabrano samą Krancową oraz żonę T. z dzieckiem. Ukryły się w magazynie, na półkach z futrem.

Zresztą później obydwie z Umschlagu wyciągnięto. Tym razem uciekło stamtąd wiele osób, które powróciły ukryte w karawanach.” (s. 121-122)

ONI, IV A (20/21 stycznia 1943)

„Przez długi czas łudzono się, że kilka wagonów stojących jeszcze na Umschlagu zostanie zwolnionych. Niestety, nieszczęśliwcy, którzy w nocy rozbili jeden z nich, zostali wystrzelani. Innych wysłano do Treblinki.” (s. 122)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III

„Kiedy rozpoczęły się wysiedlenia, zabrano na Umschlag wszystkie wychrzczone Żydówki ze szwalni przy kościele Wszystkich Świętych. I wszystkich chrzczonych Żydów mieszkających na plebanii. Nie wiem, jaki był los księdza Pudra – czy zdołał się uratować, czy zginął razem z nimi.” (s. 88)

ONI, III A (1-6 sierpnia 1942)

„Opowiadano później, że inżynier Weissblatt - stary człowiek, siedemdziesięcioletni, ubrany w swój najlepszy garnitur (ciekawe, że to właśnie podkreślano) – poszedł na Umschlag z całym personelem [szkoły pielęgniarskiej]. Na Umschlagu popełnił samobójstwo.” (s. 101-102)

ONI, III A (6 sierpnia 1942)

„Kiedy znów przyszliśmy do Gminy, powiedziano nam, że dnia poprzedniego była blokada na Chłodnej i rodzina adwokata Bamnberga została zabrana na Umschlag.” (s. 100)

„Na Umschlagu Ignacy Baumberg został wyreklamowany i mógł się uratować, ale nie chciał rozłączać się z żoną i poszedł z nią z własnej woli.” (s. 100)

JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Żydowscy policjanci zrywali z nich [uczennic szkoły pielęgniarskiej] czepki i fartuchy. Ratowali tym sposobem inne kobiety, biorąc za to pieniądze, ale osłabiali szanse pielęgniarek, które bez uniformów stawały się zwykłymi dziewczętami i narażone były na wywiezienie.” (s. 123)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Gotowano czterysta pięćdziesiąt obiadów. Wszystkie obiady szły na Umschlag. Każdego dnia przyjeżdżał wóz i zabierał zupę w zamkniętych bańkach. Niemcy żądali, ażeby zupy były smaczne i gęste.
Zastanawialiśmy się nieraz: kto jadał te zupy? Jakiś personel był przecież na Umschlagu. Pracowali robotnicy – przy naprawie wodociągów, pieców czy światła. Może to dla nich?” (s. 139)

JA/ONI, IV A

„Pewnego wieczoru przyszedł do nas siostrzeniec Bermanowej, byłej naszej sąsiadki z ulicy Waliców. Mąż mój spotkał go przed Gminą i prosił, żeby nas odwiedził.
„Wiecie, kogo spotkałem? – powiedział w domu – nie zgadniecie. Adka Grinberga z ulicy Waliców. Prosiłem go, żeby do nas przyszedł, ale chyba nie przyjdzie”.
A jednak przyszedł. Był przystojnym chłopcem. Blondyn. Wysokiego wzrostu.
Dawniej miał matkę i dwie siostry: Lolę i Irkę. Obie były pielęgniarkami. Kiedy mieszkaliśmy przy ulicy Waliców, jedna z nich – ta młodsza - pielęgnowała Ryszarda, który chorował w tym czasie na czerwonkę.
Matka ich nie była przy zdrowych zmysłach. Ciągle ginęła i trzeba ją było szukać po mieście. Albo wsiadała do rykszy i kazała się wozić w kółko po ulicach.
Kiedy w pierwszych dniach wysiedlenia zabrano Irkę z matką na Umschlag, Irka jako pielęgniarka mogła się uratować. W tym czasie jeszcze nie wywożono pielęgniarek. Pracowały nawet na Umschlagu i niosły pomóc lekarską rzeszom, które miano wywieźć. Ale pewnego dnia zabrano całą ich ekipę razem z innymi do wagonów i od tego czasu Umschlag obchodził się bez pielęgniarek.
Kiedy tak stała z matką na Umschlagu, podszedł do niej żydowski policjant i powiedział:
„Pani jako pielęgniarka może się uratować. A matka niech posiedzi do wieczora w piwnicy, to i ona się uratuje”.
Irka zajrzała do piwnicy i zauważyła, że była brudna i zanieczyszczona. Charakter miała ta dziewczyna gwałtowny. Wybuchała i piekliła się o nic. Zatrzęsła się cała.
„Nie! Moja matka nie będzie siedziała na gównie! Ani jednej chwili! Niech raczej zginie! ” — I poszła z nią razem do wagonów.” (s. 190-191)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Obszerny plac. Pośrodku nowoczesny budynek z tarasami. W tym budynku przed wojną była szkoła. W getcie przed wysiedleniami mieścił się tam szpital z oddziałami dla nerwowo chorych, chorób wewnętrznych i zakaźnych. […]
Potem szpital zwinięto. Za budynkiem szkolnym Niemcy zbudowali bocznicę kolejową, którą dołączyli do głównego toru. Na tę bocznicę podczas wysiedleń podstawiano wagony i wywożono ludność żydowską. Teraz plac był pusty. Ale przecież w wyobraźni widziałam ciągle na nim tysiące ludzi.” (s. 153)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Przyszedł zdun. Był wysokiego wzrostu i miał niezwykle piękne i szlachetne rysy twarzy. Pracował stale na Umschlagu.
„To jest zdun? – dziwiła się pani Stefania. - To przebrany dyplomata, to książę! Ciekawa jestem, jaką ma żonę”.
„Mam żonę – powiedział zdun – i miałem matkę i trzech synków. – Milczał przez chwilę, potem mówił dalej: -Pewnego dnia, kiedy przerabiałem piec na Umschlagu, wyjrzałem przez okno i zobaczyłem wśród tłumu moją matkę z najmłodszym dzieckiem na ręku. Trzyletni mój synek stał obok niej. Tak jak stałem, z wiadrem gliny, zleciałem do nich po schodach. „Co się stało?” – zawołałem. „Twoja żona dała mi dziecko do potrzymania – odrzekła moja matka – a sama wyszła coś kupić i wzięła ze sobą najstarszego. Tymczasem była blokada i zabrali mnie z dziećmi”. Stracone jedno dziecko – powiedziałem – dwojga nie uratuję. Wyrzuciłem z wiadra glinę. Ująłem starszego chłopczyka pod ramionka. Wsadziłem go do wiadra. Dziecko skuliło się. Podniosłem z ziemi brudny łach, przykryłem nim wiadro i wyniosłem z Umschlagu. Niemcy myśleli, że wynoszę glinę. Od tego czasu nie mogę wybaczyć mojej żonie, że dała dziecko matce do potrzymania, matce, która była stara i przez to najbardziej narażona i niepewna życia.” (s. 156)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Najpierw zobaczyłam Zylberbergową, kierowniczkę kuchni na naszym podwórzu. I wszystkie jej pracownice. Były wśród nich nauczycielka Kalksteinówna, córka Jaszuńskiego i kobieta, która uciekła z Rembertowa. Trzymały się pod rękę, żeby się nie zgubić.
Uśmiechały się do mnie i kiwały głowami.
Tala, dwunastoletnia córeczka Nozów, rzuciła się matce w objęcia.
[…]
Obok stoi jej brat. Ma lat szesnaście. Należy do placówki Brandenburg. Nosi nawet plecak i torbę płócienną, w której trzyma chleb. Jest gotów do wyjścia ze swoją grupą na stronę „aryjską”.
„Idź — mówią do niego obcy ludzie. — Panie Nez! Mówią i pokazują rękoma — tam przy parkanie stoją placówkarze! On może się uratować! Stoi tam placówka Brandenburg!”
Otumaniony chłopiec stoi i nie wie: czy iść pod parkan do towarzyszy, czy zostać przy ojcu, matce i siostrze.
[…]
„Idź — namawiają go — ratuj się. Ty masz możliwość ratunku”.” (s. 208)

„Podnoszę oczy i widzę same znajome twarze. Co to? Czyśmy się tutaj zebrali, żeby pojechał wspólnie na wycieczki? Cały personel apteki z rogu Dzikiej i Muranowskiej. Cały personel sklepu rozdzielczego z Muranowskiej 44 z kierownikiem na czele — starszym panem wysokiego wzrostu, podobnym do Hiszpana. Za nimi — cały personel sklepu rozdzielczego z naszego bloku. Trzymają się razem, żeby się nie zgubić — blisko Rozenowej-kierowniczki.
W pewnej chwili jej córeczka, przerażona tłumem, tuli się do niej z płaczem. Patrzę na nią i myślę: czy to ma znaczenie, że dziewczynka jest tylko w cienkim sweterku w ten mroźny dzień? Czy jej przeziębienie ma jakieś znaczenie?
I słyszę, jak matka mówi do niej:
„Nie płacz” — mówi. To są właśnie jej słowa: „Nie płacz — mówi — skoro tatuś umarł, to i my możemy”.
Wszyscy stoją spokojnie na tym wielkim placu i nikt nie płacze prócz tej jednej dziewczynki. I jeszcze jednej, półtorarocznej, którą ojciec, rzemieślnik, kołysze na rękach i pociesza:
„Sia, sia, krojnełe, met bałd gajn a hajm”.
„Stoi tu Hilary Eckerman” — mówi Nina.
Był synem radcy Eckermana, rabina. Stała przy nim żona i tuliła w ramionach nowo narodzone dziecko.” (s. 208-209)

„Czy nie widział pan Stanisława Szereszewskiego, mojego męża?” — pytam Hilarego.
„Widziałem go! Powinien być tutaj. Niech pani poczeka, ja go poszukam” — odpowiada mi.
Idzie i szuka. A ja czekam. W sześciotysięcznym tłumie. Czy to możliwe, że go znajdzie? Woła w tłum: Szereszewski!! Ludzie z tłumu wołają dalej: Szereszewski!! Potem Hilary Eckerman zawraca.
„Nie — mówi — nie znalazłem, ale widziałem go przedtem. Jest tutaj”.
„Mówią, że go widzieli po tamtej stronie. Pójdziemy go poszukać” — powiada Ryszard.
Idziemy na tamtą stronę. Potem Ryszard zawraca, a ja idę dalej. I gdy tak idziemy z Niną wśród tych tysięcy ludzi, Ukrainiec strzela w powietrze i wymachując naganem wciska tłum w kąt blisko parkanu. Teraz mamy innych ludzi obok siebie. Stoi przy mnie kasjer Gminy, Melamud, ze swoją żoną. Melamudowa ma na głowie chusteczkę — pstry gałganek. Co chwila ześlizguje jej się z głowy na szyję. Melamudowa jest tak ściśnięta w tłumie, że nie może jej wciągnąć na głowę. Ale on jeszcze ma jedną rękę wolną. Troskliwie naciąga jej na głowę chusteczkę.
A oto radca Zundelewicz z żoną, córką i synem. Trzymają się wszyscy razem, ciasno, pod rękę.
Widzę radcę Rozensztadta z żoną i córką. Obok córki jej mąż. Poślubiła go dopiero przed dwoma dniami. Ażeby się nie zgubić — bo tego przecież boją się najbardziej — trzymają pod rękę jeden drugiego. […]
A obok radca Hurwicz, jego żona, córka Irena i młodszy Popower, jej mąż. Stoją ciasno obok siebie. Jest teraz taka ciasnota, że słychać głosy:
„Dusimy się! Hejże, rozwalmy plot! Zginie kilkaset ludzi, ale przecież wielu się ocali!”” (s. 209-210)

„Nad nami niebo. Pod nami ubity śnieg. Za nami stoją w koszulach, owinięci w kołdry, chorzy na tyfus plamisty, zabrani ze szpitala prosto z łóżek. Oczy ich są mętne. Twarze purpurowe z gorączki. Słyszę ich ciężki oddech. Stoją zwarci. Nie mogą upaść. I nagle czuję, że jeden z nich położył zmęczoną głowę na moją szyję...
„Tam stoi mąż pani — mówi do mnie radca Hurwicz. — Panie Stanisławie!! — woła z całych sił. Uderzyło i zadziwiło mnie wtedy, że wołał na niego po imieniu. — Tutaj jest żona pana i córka!!”
Podniosłam się na czubki palców i wydawało mi się, że go spostrzegłam w tym morzu głów gdzieś bardzo daleko. Ale jak przejść do niego w tym tłumie?
Wtedy zobaczyłam niezwykły widok: Cyganie szli na Umschlag. Przechodzili obok nas. Najpierw mężczyźni, potem kobiety. Stare i młode z dziećmi na rękach. I dziewczęta. Nosiły pstre spódnice, przy twarzy warkocze, i idąc kołysały biodrami. W chodzie tych kobiet był niewysłowiony wdzięk. Mogło się zdawać, że idą w takt muzyki. Na tle nieba i nas odbijały ostro swoją egzotyką. Szły spokojne i ciche, bez słowa.
Wtem tłum drgnął i zakołysał się. Wśród krzyków Ukraińców i strzelaniny popędzono nas na inne podwórze. Idąc tak z Niną za innymi, spostrzegam w pewnej chwili mego męża niedaleko nas. Ta jedna znajoma twarz — tak bliska — nagle zasłoniła sobą cały Umschlag. Przez jeden moment nie widziałam nic dokoła prócz tej jednej twarzy. Zawołałam na niego po imieniu. Przedzieramy się przez te fale ludzi. Chcemy tylko być razem, nic więcej. Tylko tak samo jak tamci, którzy stoją zwarci, rodzinami.” (s. 210-211)

„„O! — wołam i chwytam go za ramię — czy widziałeś Irenę?”
W tej chwili Ukrainiec uderzył mnie naganem po głowie. Ale już nie puszczam ręki męża i razem wchodzimy przez otwartą na oścież żelazną bramę na drugie podwórze. Teraz za nami są drzwi do nowoczesnego budynku, w którym przed wysiedleniami był szpital żydowski, a przed wojną szkoła rzemieślnicza. Przed nami jest parkan. W parkanie — wąska furtka, a przy furtce stoi polski policjant. Tutaj nas przygnano. Tutaj przystajemy. I gdy tak stoimy, widzę nagle, że mąż mój się zachwiał.
„Upadłem — mówi — i deptano po mnie. Myślałem, że mnie zadepczą. A może przypadkiem masz kawałek chleba przy sobie?”
„Tatusiu, ja mam chleb” — mówi Nina i wyjmuje z torebki chleb.
„I mnie kawałek” — prosi obcy mężczyzna.
I znów widzę dokoła siebie wiele znajomych twarzy. Rozmawiają ze sobą, uśmiechają się. Witają się, podnoszą czapki. Widzę Leona Fejgina, którego znam od dziecka. Stoi z Eliasberżanką i córką adwokata Gamarnikowa. Kłania się i uśmiecha się do mnie. Ale cera jego twarzy, mimo spokoju, jest zielonkawa, tak samo jak twarz Zundelewiczowej.
Widzę lekarkę, panią Syrkis-Binsteinową, i doktora Milejkowskiego, kierownika Wydziału Zdrowia. I słyszę na tym podwórcu, jak spokojnym głosem tym idącym na śmierć opowiada ostatni komunikat wojenny. A oni stoją i chłoną jego słowa.” (s. 212)

„Ryszard stoi teraz blisko nas. Wskazuje na policjanta przy furtce:
„Już tam jeden poszedł z nim pomówić w imieniu Związku Aptek”. Nagle robi się ruch. Wbiega między tłum żydowski policjant i woła
„Są tutaj dwie Aryjki! Gdzie te Aryjki? Wystąpić!! Wystąpić!!” Dwie kobiety wychodzą z tłumu i idą za policjantem.
„Myślicie, że to naprawdę Aryjki?” — mówi Ryszard z uśmiechem. I znów z krzykiem, strzelając w powietrze i wymachując pejczami, wyganiają nas i z tego podwórza. I gdy tak idziemy truchtem, jeden za drugim, widzę, że od frontu zaczynają już ustawiać kolumny do wymarszu do wagonów. Stało tam wiele osób. Na samym przodzie Gliksbergowie, Finkielszteinowie, doktor Steinsapir, cały Związek Aptek. Idziemy do nich. Koło żelaznej kraty parkanu stoi Faders, niemiecki komisarz Działu Budowy.
„Widzę Fadersa” — mówi mój mąż.
„Idź — mówię do niego — idź i poproś go, może nas zwolni”.
„Jestem z żoną i córką — zwraca się do niego mój mąż — prosimy o zwolnienie”.
„Pana zwolnię — mówi Faders — ale nie żonę i córkę”.
„Jeżeli tak — odpowiada — ja sam nie mogę”. I wraca do nas. Idziemy mu naprzeciw.
„Co powiedział?” — pytamy.
„Że mnie może zwolnić, ale was nie może”.
„Więc idź — mówię do niego — jeszcze jest Marysia z dzieckiem. Będziesz im potrzebny”.
„Tatusiu, idź — mówi Nina — może Ireny nie ma tutaj”.
„Poproś go raz jeszcze” — zwracam się do męża.
Zawraca więc i prosi po raz drugi. Obok parkanu, przy którym stoi Faders, jest budka-stróżówka. Wąskie drzwi tej budki stoją otworem. Nie wiadomo, co wzrusza Fadersa. Jaki impuls nim włada, nikt nie wie. Odwraca się świadomie. Ręce ma założone z tyłu. Robi znak dłonią w kierunku budki. Mąż mój chwyta nas obie za ręce i popycha przed siebie.
Faders przyszedł na Umschlag, aby wyreklamować zabranych pracowników z Działu Budowy, na których mu najwięcej zależało. Tego dnia, z pięciu czy sześciu tysięcy, dwadzieścia siedem osób zostało wyreklamowanych przez Brandta i przez Fadersa. Między nimi:
kasjer Melamud — żona została na Umschlagu;
radca Graf — żona została na Umschlagu;
Tyller — żona i synek zostali na Umschlagu;
Wermund — żona i córeczka zostały na Umschlagu.
Wyreklamowana została również architekt Eleonora Hopfenstand i Leon Tenenbaum z żoną i bratem. Ogółem dwadzieścia siedem osób.
Ze Związku Aptek uratował się tylko jeden urzędnik, ten właśnie, który przy furtce pertraktował z polskim policjantem.
Uratował się lekarz-dentysta Stanisław Fiszhaut z żoną, córką profesora Bafabana.
Adwokat Goldfarb jako policjant nie podlegać wtedy jeszcze wysiedleniu. Ale zabrano mu żonę i syna. Poszedł z nimi dobrowolnie.
Dawid Weintraub, główny buchalter Działu Finansowego, stał z żoną i dzieckiem obok obcego człowieka. Człowiek ten zwierzył mu się, że ma przy sobie sto pięćdziesiąt dolarów w złocie. Stała też razem z nimi urzędniczka Kopelewiczowa. Weintraub wziął pieniądze i przekupił niemieckiego żandarma. Uratowali się wtedy wszyscy pięcioro.” (s. 213)

„Uratowała się również urzędniczka Działu Finansowego, Rajzmanowa. Na Umschlagu przy parkanach leżało dużo trupów. Kiedy była blisko parkanu, miała tyle przytomności umysłu, że usłyszawszy wystrzał upadła obok trupa i udawała martwą. Co pewien czas nadjeżdżał karawan i zbierał trupy. Cmentarnik ujął ją za nogi, drugi za ramiona, rozhuśtali ją i rzucili na wóz. I tak wyjechała z Umschlagu.” (s. 213)

„Zostawiliśmy tam tak wiele bliskich osób — Irenę, Ryszarda, Witolda, Celinę, rodziny Gliksbergów, Finkielszteinów.” (s. 213)

Halina Birenbaum
ONI, III A

„Te hitlerowskie polowania, zwane akcjami, rozpoczynały się o ósmej rano i trwały aż do wieczora. Na Umschlagplatz zajeżdżały co dzień bydlęce wagony; „zwolennicy Nowego Ładu” wywozili nimi Żydów do zagazowania. Najpierw wywieźli tych, którzy stawiali się dobrowolnie spragnieni chleba i marmolady; po nich — żebraków leżących na ulicach, opuchłych z głodu uchodźców i bezdomne, osierocone dzieci. […]

Ci najbiedniejsi byli pierwszymi ofiarami tzw. wysiedlenia. Pozostałym nie kazano długo czekać: dzień w dzień po 10000 — 15000 ludzi wyjeżdżało na spotkanie ze śmiercią. Według ilości podstawionych na Umschlag wagonów orientowaliśmy się, czy w danym dniu przebieg akcji będzie cięższy, czy lżejszy.” (s. 23)

„Na ulicach ludzie musieli ustawiać się czwórkami w długie, olbrzymie kolumny i pod eskortą uzbrojonej żandarmerii szli (bito ich, a często zabijano po drodze) na Umschlagplatz do wagonów.

Wieczorami powracał spokój i wtedy wyłaziły z ukrycia niedobitki. Zaczynali szukać krewnych i przyjaciół, opłakiwali utratę rodzin. Niektórzy, pragnąc podzielić los swoich bliskich lub może w nadziei, że im pomogą uciec, sami zgłaszali się na Umschlag…” (s. 24)

JA/ONI, III A

„Mój starszy brat Marek pracował w szpitalu, który na razie był jeszcze czynny, a Chilka wzięto na Umschlag do uprzątania trupów.” (s. 24)

„Chilek miał wówczas dziewiętnaście lat. Był codziennym mimowolnym świadkiem rzezi koło wagonów na Umschlagu. Widział, jak maltretują i zabijają jego kolegów, naszych znajomych.” (s. 25)

„Wprowadzili nas na Umschlag. Na ten przeklęty po stokroć Umschlag, nasiąkły krwią i łzami, wypełniony gwizdem lokomotyw pociągów, które wywoziły stąd setki tysięcy Żydów do ostatniej końcowej stacji ich życia. Wielki plac w pobliżu budynku, w którym przed wojną była szkoła, zalegał tłum zrozpaczony i zdenerwowany do największego stopnia. W większości byli to pracownicy szopów i placówek po stronie aryjskiej — posiadacze Ausweisów, mający tak jeszcze niedawno „prawo życia…”. Gdy dzisiaj — jak zwykle o tej porze — wracali z pracy pod eskortą esesmanów do domów, z których już przedtem wywleczono ich bliskich po odebraniu im całego mienia, urządzono na nich zasadzkę.

Wysoki mur i żywy szlaban tworzony przez policjantów oraz nie tak licznych, ale po zęby uzbrojonych hitlerowców, odgradzały nas od getta i jego kryjówek. Pozostali tam: mój starszy brat i ciotka z córką, które nie chciały dziś wyjść razem z nami na ulicę.

Czekaliśmy w napięciu, co będzie dalej, rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia. Ojciec tulił nas do siebie, całował matkę, brata, mnie. Trzymał nas kurczowo za ręce, nie pozwalał ruszyć się od siebie na krok, zwłaszcza matce, która kręciła się nieustannie, usiłując wyrwać nas z tego tłumu, przeszwarcować jakoś do wnętrza szkolnego budynku, gdzie mieściły się ambulans i posterunek policji żydowskiej. Chciała schować nas tam, nie dopuścić, by zapędzili nas do wagonów. [...]

Wagonów o tej porze nigdy nie podstawiano. Przypuszczaliśmy więc, że całą noc trzeba będzie czekać na Umschlagplatzu, póki rankiem nie nadejdzie pociąg. Dawało to pewne możliwości ucieczki, powrotu do getta, na strych…

W pewnej chwili zobaczyliśmy, że hitlerowcy ustawiają pośrodku placu, naprzeciw nas, karabin maszynowy, wycelowany w olbrzymie, stłoczone ciasno zbiorowisko ludzkie, które przyjęło to szmerem grozy. Ale choć wszyscy zdawali sobie sprawę, na co się zanosi, nikt nie odważył się krzyknąć lub wybuchnąć głośnym płaczem. Zapanowała znów niespokojna, naładowana elektrycznością cisza. Objęliśmy się: mama, ojciec, Chilek i ja; patrzyliśmy na siebie, jak się patrzy po raz ostatni… żeby zabrać z sobą obraz drogich twarzy, zanim się odejdzie w zupełną ciemność. Wszystko inne, wszystko, czym żyliśmy i o co walczyliśmy dotychczas, przestało być ważne.

Ojciec był półprzytomny, mama — po dawnemu spokojna. Uśmiechnęła się nawet do mnie.

— Nie bój się — szeptała mi do ucha — każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, umiera się tylko jeden raz… A my umrzemy wszyscy razem, nie bój się, to nie będzie takie straszne…” (s. 34-36)

JA, III A

„Nagle rozległ się gwizd lokomotywy.

Nadeszły wagony. Karabin maszynowy stał się już niepotrzebny. Widocznie zmieniono plan. Nie będziemy rozstrzeliwani na miejscu, przyjechał po nas pociąg z Treblinki.

Żydowscy policjanci zaczęli okładać ludzi pałkami i z wściekłą pasją pędzić ich w stronę wagonów.

Mama chwyciła mnie za rękę i zaczęła cofać się w kierunku przeciwnym. Ciągnęła za sobą Chilka, ojca i mnie, opędzając się od policjantów, obojętnie przyjmując ciosy pałek. Byle jak najdalej od wagonów! Zamierzała ukryć się na razie w jakimś zakątku na Umschlagplatzu, a potem przekraść się z powrotem do getta. Ojciec i brat woleli iść z innymi do pociągu, bali się uciekać, myśleli przy tym, że koło wagonu Niemcy sprawdzą Ausweis tatusia i zwolnią nas oficjalnie. Jeśli zaś nie zwolnią, mówił Chilek, błagając matkę, aby go posłuchała — to przynajmniej pojedziemy razem tym pociągiem. Podzielimy los wszystkich obecnych tu Żydów. „Nie chcę patrzeć, jak was zastrzelą!” — wołał z rozpaczą, wyrywając się matce. Przekonywał ją ze łzami w oczach, że ci bandyci po odejściu transportu przeszukają na Umschlagplatzu wszystkie kryjówki, które już znają na pamięć. Sam Chilek przecież wynosił z nich trupy zastrzelonych…

Na próżno jednak nalegał. Mama wiedziała swoje: trzeba walczyć do ostatka, nie dać się wepchnąć do wagonów! „Tam jeszcze zdążymy — mówiła stanowczo — tam zawsze zdążymy…”

I z uporem przedzierała się poprzez tłum, ciągnąc nas energicznie w stronę szkoły. Mnie i brata trzymała za ręce, ojciec, rad nierad, przepychał się za nami. W którymś z tych strasznych momentów na jego trochę już pochylone plecy spadla lawina ciosów. Policjanci żydowscy okrążyli go i bijąc, pognali do pociągu. Ojciec próbował bronić się, prosić. Osłaniał się rękami przed pałkami, robił uniki, ale bezsilny był wobec brutalnej przemocy; pochylił się jeszcze bardziej, skurczył się i wreszcie posłusznie poszedł do wagonów. Spodziewał się na pewno, że tam sprawdzą jego dokumenty i wypuszczą go na przekór policjantom, którzy o niczym nawet słyszeć nie chcieli…

Ale tam, przy wagonach, nikt już nie sprawdzał papierów, nikogo one nie interesowały, podobnie jak nikogo nie obchodziło, że tych wszystkich nieszczęśników posyłano na stracenie.

Po raz ostatni widziałam ojca, jak zgarbiony, bezradny szedł pod pałkami policjantów w kierunku wagonów… Miał wówczas czterdzieści siedem lat.

A nam, mnie i matce, udało się wyrwać z pędzonego tłumu. Najpierw schowałyśmy się w klozecie, w gmachu policji na Umschlagu. Potem uciekałyśmy przed policjantami, wciąż zmieniając miejsce, umykałyśmy z rąk jednych, wpadając w ręce drugich — i tak aż do momentu odejścia pociągu…

Wreszcie umilkło wszystko, zgęstniał mrok.

Plac opustoszał. W ciemnościach rysowały się porzucone rzeczy: wózki dziecinne, poduszki, odzież, pojedyncze buty… Byliśmy sami na tym wielkim, głuchym, strasznym cmentarzysku.” (s. 36-38)

JA, III A

„Chilek i ja nie mogliśmy wytrzymać tej grobowej ciszy, nagłego osamotnienia i niepewności. Robiliśmy wymówki matce, że odciągnęła nas od wagonów. Przecież wiedzieliśmy, że nie ma tu kryjówki, która byłaby nie znana hitlerowcom! A my na domiar złego staliśmy pośrodku placu, byliśmy doskonałym celem dla hitlerowskich karabinów… Chilek płakał ze zgrozy. On sam mógł się ratować jako pracownik Umschlagu. Najwyżej kazaliby mu uprzątnąć stąd nasze trupy! Ale brat nie chciał żyć po naszej śmierci.

Było już za późno na przekonywanie matki: pociąg odjechał. Następny podstawią dopiero jutro rano. Czy uda nam się tego ranka doczekać? Wszystko wskazywało na to, że stanie się z nami rzecz najgorsza, której tak bał się Chilek.

Matka jednak i teraz ani słowem nie zdradziła lęku i wahania. Nie żałowała, że uniknęliśmy wywiezienia. Wprost przeciwnie. Była zadowolona, że uciekliśmy od policjantów, że nie wepchnięto nas do wagonów. Rozglądała się uważnie, puszczając mimo uszu nasze wymówki. Była mądra i odważna. Uspokajała mnie i brata, tłumacząc łagodnie i dobrotliwie: wagony to śmierć (po raz pierwszy użyła słowa śmierć, dawniej zawsze mówiła mi, że pociągiem z Umschlagu wywożą ludzi do pracy), dlaczego więc nie spróbować przedtem ucieczki, na spotkanie ze śmiercią jeszcze zdążymy, nie trzeba żałować, że nie odjechaliśmy tym transportem! Musimy walczyć, a nie trząść się ze strachu, musimy robić wszystko, co tylko możliwe, aby nie wyjechać w następnych transportach.

Przemawiała tak spokojnie, jakbyśmy siedzieli w zaciszu naszego domu. Potem poprawiła sweterek narzucony na plecy i wziąwszy mnie mocno za rękę, ruszyła w stronę szkoły. Zamierzała wyjednać u policjantów zgodę na ukrycie się gdzieś w gmachu. Myślała, że w nocy któryś z nich wyprowadzi nas z Umschlagu za obiecane pieniądze lub biżuterię… Akurat jednak nie mieliśmy przy sobie ani grosza…

Rzucana i odbijana jak piłka przez policjantów żydowskich, strzegących wejścia do szkoły, matka odwoływała się na próżno do ich sumienia, błagała o trochę litości. Nie chcieli nas obie wpuścić do ambulansu. Nie chcieli nawet słuchać molestowań Chilka, którego wielu z nich znało z pracy na Umschlagu…

A przecież mogli nas ukryć i nad ranem wyprowadzić do getta przed rozpoczęciem się jutrzejszej akcji, przed nadejściem pociągu po nowy transport ludzi. Mogli to zrobić i robili co dzień, ale za wielkie sumy pieniędzy. Mieli nawet ustaloną taksę za wyprowadzenie ludzi z Umschlagu po przekupieniu hitlerowskich żandarmów — 10 000 złotych „od główki”, jak się sami wyrażali… A mama, w dziecinnym sweterku zarzuconym na plecy, nie wyglądała na kogoś, kto dysponuje taką kwotą na wykup. Obecność Chilka obowiązywała ich poniekąd do okazania pewnej pobłażliwości, a to im się wcale nie uśmiechało. Dlatego odmawiali nam pomocy, odpędzając matkę brutalnie jak natrętnego psa.

W końcu udało nam się mimo wszystko przekupić jednego z nich. Za zegarek Chilka zgodził się on wpuścić mnie i matkę do budynku. Miałyśmy się schować na podwórku w otworze kanalizacyjnym. Podczas tej transakcji zdarzył nam się drobny incydent, niemniej charakterystyczny dla podłości policjantów. Kiedy Chilek oddawał zegarek, zauważył to inny, stojący obok policjant i natychmiast wtrącił się, mówiąc: „Cóż to, od znajomego, od pracownika Umschlagu bierzesz okup za uratowanie jego matki i siostry? Wstydu nie masz!”. A tamten pomyślał chwilę i niechętnie zwrócił Chilkowi zegarek.

Szliśmy już w stronę kryjówki, gdy dopędził nas ów „dobroczyńca”, który tak apelował do uczciwości swego kolegi i… zażądał zegarka. Dla siebie!

Przemęczyłam się z matką kilka godzin w ciasnym otworze kanalizacyjnym, omdlewając i drętwiejąc w bardzo niewygodnej pozycji. Od świata odgradzała nas szczelnie zamknięta żelazna klapa. Groziło nam dosłownie uduszenie. A Chilek drżał przez ten czas ze strachu, że nas znajdą hitlerowcy i zastrzelą! Z tego właśnie kanału nieraz już uprzątał trupy.

Na szczęście okazało się później, że tego wieczora nie starczyło wagonów dla wszystkich złapanych i część ich czekała do rana w jednej z izb w siedzibie policji na Umschlagu, toteż Chilek, gdy dowiedział się o tym, zdjął żelazną klapę, którą przedtem sam starannie założył. Jeżeli byli tu jeszcze ludzie, to i my mogłyśmy wyjść na powierzchnię i przyłączyć się do nich bez obawy, że nas Niemcy zastrzelą. Rozstrzeliwali tylko pojedyncze osoby, którym udawało się jakimś cudem odłączyć od transportu.

Przez tę całą, niezmiernie długą noc prawie nie zmrużyłam oka. A mama znów zaczęła biegać od policjanta do policjanta, pertraktować z nimi, błagać ich, żeby zechcieli wyprowadzić nas z Umschlagu, zanim nadejdzie pociąg z Treblinki!

I wreszcie udało się jej za obietnicę okupu (obrączka, dwa kilogramy ryżu i garnitur Chilka) namówić jakiegoś policjanta. Nie wierzyłam wprost temu szczęściu: policjanci przyłączyli matkę i mnie do kilkuosobowej grupy, którą ustawili przy bramie Umschlagu. Miałyśmy wrócić do getta! (s. 36-40)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Tego samego wieczora, kiedy hitlerowcy zawlekli nas na Umschlagplatz, przypadkowo pochwycono także wujka, kierownika szopu Toebbensa, skąd tak brutalnie w czasie szalejącej akcji wyrzucono kobiety i dzieci. Wuj posiadał „żelazne” papiery, gwarantujące bezpieczeństwo jemu i jego rodzinie, ale zginąłby jak mój ojciec, gdyby nie Chilek, który wyciągnął go w ostatniej chwili z wagonu i schował w pobliżu nas, w budynku policyjnym. (Z wujem sprawa była znacznie łatwiejsza, miał czym zapłacić policjantom!)

Owej nocy po wyjściu z kanału, kiedy mama starała się o wydostanie z Umschlagu, wujek wzruszony pomocą Chilka i naszym wspólnym losem przyrzekał, że da lub pożyczy nam część potrzebnych na okup pieniędzy.

Wkrótce jednak zauważyliśmy, że… znikł, wcale się o nas nie troszcząc. Namówił jednego z policjantów i ten zaprowadził go do getta.” (s.41-42)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Polowanie na Żydów przybrało tego dnia formy i rozmiary gigantyczne. Ilość złapanych nieszczęśników rosła z godziny na godzinę, ale wagonów podstawiano tak dużo, że wciąż jeszcze nie wszystkie były zapełnione.” (s. 50)

„Okazało się, że ciotkę i sąsiadkę zabrano na Umschlag. Halina została sierotą, a ojciec dwojga małych dzieci wrócił wieczorem z placówki i poszedł z nimi na Umschlag, aby połączyć się tam z żoną…” (s. 54)

ONI, III B

„Marek pracował tego dnia w ambulansie na Umschlagu razem z częścią personelu szpitalnego.” (s. 57)

„W warszawskim getcie zostało teraz kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Wrócili oni do szopów i domów na Nowolipiu i Lesznie, zamienionych w prawdziwe obozy pracy. Reszta Żydów, to jest około 100 tysięcy osób — w tym także wszystkich pracowników szopu mojej matki, łącznie z kierownikiem i jego rodziną, oraz większość tych, którzy posiadali zielone numerki gwarantujące życie — załadowano do wagonów i wywieziono…” (s. 60)

„Kiedy hitlerowcy wyganiali ludzi z kotła do wagonów na Umschlagu, Marek1 przez okno ambulansu w gmachu policji widział, jak ich prowadzili. Poznał pracowników z szopu matki i zrozumiał, że cały szop wysłano na Umschlag. Był przekonany, że lada chwila zobaczy, jak będą wlekli do wagonów matkę, Halinkę i mnie. Przeżywał piekło.” (s. 63)

JA, V

„Kiedy nas zawlekli na Umschlag, zapadał zmierzch. […] Pociąg miał nadjechać dopiero rano. Na noc stłoczyli nas hitlerowcy w gmachu byłej szkoły na Umschlagu — znałam już ten budynek z czasów pierwszych łapanek w getcie — po kilkadziesiąt osób w każdym pokoju (pokoje były nieduże). Siedzieliśmy na podłodze skuleni w niesamowitej ciasnocie, dosłownie jeden na drugim. Raz po raz wpadali do pokoju hitlerowcy, obrzucali nas wyzwiskami, bili, deptali buciorami po głowach leżących, żądali złota, biżuterii i pieniędzy. A gdy odpowiadało im tylko głuche milczenie (bo przecież większość nie miała już nic prócz odzieży), wyciągali na chybił trafił pojedyncze osoby, katowali je do nieprzytomności lub zabijali wystrzałem z pistoletu na oczach pozostałych. […]Pamiętam, że nagle wtargnął do pokoju jakiś esesman, trzymając w rękach puste butelki. Mocno walił o podłogę podkutymi żelazem obcasami swoich błyszczących butów z cholewami. Uzbrojony był, jak oni wszyscy, i podobnie jak jego koledzy zażądał od nas pieniędzy i biżuterii. Nikt nie zareagował. Ludzie tylko stłoczyli się jeszcze bardziej, przywarli do podłogi i ścian. Wtedy esesman zapowiedział, że będzie w nas ciskać butelkami; w kogo trafi, ten musi wstać, a jeśli nie posłucha, nie odda pieniędzy, to gorzko tego pożałuje… Podniósł rękę, zamierzył się butelką.

Matka zakryła sobie twarz dłońmi i pochyliła się, żeby mnie zasłonić. Zamknęłam oczy, ścisnęłam pięści; bałam się poruszyć lub bodaj odwrócić głowę, aby nie ściągnąć na siebie wzroku esesmana. W straszliwym napięciu czekałam, co się stanie. W kogo trafi butelka…?

W pokoju było zupełnie cicho. Jakby w tym tłumie nikt już nie oddychał. Potem rozległ się brzęk tłuczonego szkła, potem odgłos czyichś niepewnych kroków i rytmicznych, jak bicie zegara, uderzeń pejcza.

Nie otwierałam oczu, nie chciałam widzieć, kim jest ta nowa ofiara. Nie chciałam nic słyszeć, wetknęłam palce w uszy. Przytuliłam się do pochylonej nade mną matki. Wtem poczułam, że jej ciało drży pod wpływem spazmatycznego łkania. Nie od razu pojęłam, dlaczego matka, która zawsze potrafiła panować nad sobą, nagle się załamała. Odetkałam uszy; w pokoju panowała martwa cisza… Tylko pejcz uderzał, a katowany człowiek nie jęczał nawet i nie błagał o litość. Otworzyłam oczy i podniosłam głowę, aby zobaczyć, dlaczego matka płacze tak rozpaczliwie, choć bezgłośnie. I zobaczyłam Chilka. Butelka trafiła w niego. Nie miał pieniędzy, nie miał nic, co mogłoby go ocalić. Esesman znęcał się nad nim z zimną pasją. Walił cały czas w głowę. Zbił mu okulary, rozkrwawił twarz. Chilek stał pod ciosami, jakby ich wcale nie czuł. Nie wydał najmniejszego jęku. I tak wytrwał do końca bestialskiej egzekucji, gdy wreszcie esesman zmęczył się albo znudził, bo wątpię, czy zaimponowały temu bandycie spokój i wytrzymałość Chilka… Darował jednak życie memu bratu. Chilek przeczołgał się do nas prawie na czworakach, z poranioną twarzą, oślepiony, bez okularów, z bolącą głową. Po wyjściu esesmana nie wypowiedział ani słowa, skulił się na podłodze obok mamy i Heli, ocierając chusteczką krew płynącą z ran.

Przed świtem znów wpadło do naszego pokoju dwóch esesmanów. Jednym był kat Chilka. Rozejrzał się po leżących, dostrzegł Chilka i wywołał go znów na środek pokoju. Zdrętwieliśmy ze zgrozy. Byliśmy pewni, że tym razem wykończy go… Ale bandyta chciał tylko pochwalić się swoim „dziełem” przed kolegą. Może obaj dziwili się, że Żyd nie jęknął podczas trwania egzekucji. […]

Najgorsze teraz, że stracił okulary. Bez szkieł prawie nic nie widział” (s. 81-84)

„Rankiem zajechały po nas bydlęce wagony, takie, jakimi zwykle wywozili hitlerowcy Żydów z Umschlagplatzu. Niczym stado dzikich, rozjuszonych bestii wpadli do budynku szkoły, bijąc ludzi pejczami, kolbami karabinów, strzelając w oszalały z przerażenia tłum. To był ich zwykły sposób zaganiania ludzi do wagonów. Wśród paniki zamętu niektórzy krzyczeli, płakali w głos, wzywając Boga na pomoc, inni modlili się żarliwie, jeszcze inni nawoływali się, szukając zagubionych dzieci. Popychano się i tłoczono w pokojach, korytarzach i na schodach, każdy chciał czym prędzej wydostać się z budynku, spod kul i pejczów esesmańskich. Droga do wagonów usłana była trupami. Trzeba było deptać po ciałach ludzi martwych lub umierających. Dotarliśmy wreszcie do wagonów, usiłując nie zgubić się w tym olbrzymim kotłującym się tłumie. Trzymaliśmy się mocno za ręce, starając się jednocześnie wymijać esesmanów, których jakiś mimowolny, niefortunny ruch mógł sprowokować do strzału. Fakt, że cała nasza rodzina dostała się do tego samego wagonu, uważaliśmy za niezwykłe szczęście!

Wagon przepełniony był po brzegi. Można tu było tylko stać. Esesmani mieli kłopot z domknięciem drzwi. Myślałam, że część osób wyprowadzą do innych wagonów, przekonałam się jednak, że znali na to lepsze sposoby: zaczęli walić kolbami karabinów w najbliżej stojących i strzelać — wszyscy cofnęli się natychmiast w głąb wagonu, koło drzwi zrobiło się luźniej. Wówczas esesmani wepchnęli jeszcze kilku ludzi i kiedy już nie sposób było nawet szpilki wetknąć, zatrzasnęli drzwi i zaplombowali wagon. Ludzie darli się wniebogłosy, depcząc sobie po nogach i przeklinając.” (s. 84-85)

1 Marek Balin


&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, III A

„Coś wyraźnie uległo zmianie w systemie wywózki. Widocznie jej dotychczasowe tempo uznano za zbyt powolne, choć karzeł Lejkin szalał, żeby dostarczyć olbrzymowi Szmerlingowi jak najwięcej ludzkiej masy do wagonów towarowych na Umschlagplatzu. Do akcji wprowadzono teraz oddziały niemieckie oraz Ukraińców i szaulisów. Rozpętało się piekło, blokowano całe ulice, wyciągano z domów i wtłaczano na platformy tysiące nieszczęsnych ludzi, resztę zaś gnano wśród strzelaniny na plac przeładunkowy. Policja żydowska zyskała potężne wsparcie, ale i tego było jeszcze mało Niemcom i gorliwemu wykonawcy ich rozkazów, Markowi Lichtenbaumowi, który stanął na czele Judenratu po samobójczej śmierci Czerniakowa”. (s. 88)

ONI, III A

„Marysia Ajzensztadt […] – żal mi jej bardzo. Ta dziewczyna, córka kantora i dyrygenta gettowych zespołów muzycznych, miała najcudowniejszy głos, jaki można sobie wyobrazić. Była przy tym ładna i pełna wdzięku. Nie chciała rozstać się z ojcem na Umschlagplatzu. A mogła się uratować, bo wszyscy w getcie ją znali i gotowi byli pomóc”. (s. 60)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III C

„Jesteśmy na Umschlagu, ładujemy cegły na wagony, już wszystko gotowe, znowu odjeżdżamy z mordobiciem.” (s. 138)

ONI, III C

„Policjanci już teraz byli trochę poprawniejsi. Dlaczego? Bo zobaczyli, że oni nie są czymś lepszym. Ich rodziny wywieźli w ciągu jednego dnia, nie mogli nawet się zobaczyć z nimi. Teraz widzą swoje błędy, ale już nie naprawią teraz krzywd wyrządzonych ludziom, którzy są ich braćmi. Mają teraz zasłużoną karę, tragicznie tylko, że przez zbrodnicze łapy niemieckie. Jeszcze nie koniec na tym, im kazali się zebrać na Umschlagu i robili tam selekcję, zredukowali ich do minimalnej ilości, bo teraz już są nie bardzo potrzebni.” (s. 140)

ONI, IV A

„Okazuje się, że na Umschlagu było do tej chwili kilkaset ludzi, byli tam w strasznych warunkach i dziś zostali wypuszczeni. Wyglądają jak trupy na urlopie, straszny to widok.” (s. 151)

JA/ONI, IV A (Akcja Styczniowa)

„Widzę w jednej ze ścian małe otwory, to są gniazda dla gołębi. Dochodzę – może tam coś zobaczę. Widzę bardzo mało: to jest Ostrowska, tam nasi chłopcy stoją w szeregu, niemcy stoją naokoło. Widzę Kępińskiego, Golda, Boksera i wielu innych, oni wszyscy nie są w ogóle zmartwieni, wiedzą, że nasi SSmani ich wyciągną z Umschlagplatzu, ufają w to święcie. Obecnie stoją i czekają jeszcze, bo Niemcy plądrują w domu, szukają jeszcze ludzi, których i tak na miejscu zastrzelą, jeśli nawet ich znajdą. Może i my będziemy między nimi, też trudno, raz się umiera! Partja rusza, koledzy nasi idą wojskowym krokiem, są pełni nadziei, któż wie, czy to nie jest wasz ostatni marsz? Giną mi z oczu za zakrętem sąsiedniej ulicy, idą na Umschlagplatz, nie domyślają się nawet, dokąd idą i po co…” (s. 187-188)
ONI, IV A
„[Relacja kolegi Poznańskiego] Waszych rodziców widziałem na Umschlagplatzu, rozmawiałem z nimi. Byli bardzo przybici, ale gdy mnie ujrzeli, zapytali się natychmiast o was. Powiedziałem im, że wyście ocaleli, ich oblicza się wypogodziły jasnym błogim uśmiechem, drżącymi ustami przemówiła mamusia: «Może Bóg pozwoli, że nasze nazwisko przetrwa ten najstraszniejszy w dziejach świata kataklizm…» […] Ja wiedziałem, że wejście do wagonu oznaczało śmierć, postanowiłem samemu sobie przedłużyć życie, jeśli Bóg tego nie uczyni, może zawarł sojusz z niemcami…? Unikałem od tej chwili wagony, różnymi sposobami udawało mi się ominąć ich czujność, chodziłem po trupach, które są usiane dużymi stosami. Starców od razu na miejscu rozstrzeliwują, czynią to na oczach ludzi, synów, córek; lecą i wyrywają matkom niemowlęta z rąk i w oczach matki rozrywają je na części lub rozbijają główki. […] Wszyscy ludzie, którzy mnie otaczali, byli jedynie manekinami, już ich niemcy zniszczyli, bo zabili ich wiarę w życie i ocalenie, oni teraz byli do niczego [nie]zdolni, czekali jedynie na swoją kolej. Dostałem się na ostatnie piętro i tak udało mi się po kilku dniach uciec, przełożywszy deskę do komina sąsiedniego domu, który był oddalony jakieś trzy metry.” (s. 217-218)
ONI, IV B


„Obecnie ładują czterdzieści wagonów pierza, to ma być przeznaczone do Szwajcarii. Mój kolega pracuje na Umschlagplatzu i opowiada mi, że kilku chłopców zaryzykowało, pozwalając się załadować do wagonów. Zabrali ze sobą jak najwięcej żywności i wodę, cóż mają do stracenia, a może im się uda. My wszyscy życzyliśmy im powodzenia, czy im się udało, Bóg wie.” (s. 234)

JA, IV B

„Codziennie, gdy wstawaliśmy [w mieszkaniu przy Szczęśliwej 9], pierwszą naszą rzeczą było dojść do okna. Stąd można było obserwować cały Umschlagplatz. Kilka razy tygodniowo widać było łańcuchy wagonów, które czekały na towar: ludzi lub też ich dobytki, które zawozili do Niemiec” (s. 230)

„Dziś znowu do pracy nie wyszłem, jestem w mieszkaniu, kuzynki są przy pracy. Spoglądam przez okno na Umschlagplatz, znowu stoją wagony, to czekają na transport do Trawnik. Już stoją kilka dni, nie mogą uzupełnić go, bo ludzie nie stawiają się, chowają się. Czynią różne wysiłki, by nagromadzić oznaczoną ilość ludzi, ale bez specjalnych sukcesów.” (s. 259)

JA, V (11 maja 1943)

„Wyglądam przez okno [na Umschlagplatzu], tu widzę, jak getto wygląda. Najbliższym odcinkiem jest ulica Niska. Odcinek ten zamieszkiwali ludzie pracujący w Werterfasung. Obecnie jest wszystko spalone. Widać, jak niemcy prowadzą teraz blokadę na gruzach. Są ustawieni w duże koło. Kilku z nich podkradło się blisko pewnego występu i rzucili granatami. Wybuch nastąpił straszny. Po chwili znaleźli już wejście do jakiegoś schronu, zaczęli krzyczeć, by wyszli stamtąd ludzie, ale się nikt nie odezwał. Po chwili rzucili drugi granat do środka. Gdy siła wybuchu minęła, weszli do głębi schronu [z] karabinami gotowymi do strzału. Ale po kilkunastu minutach wrócili i szybko zwołali wszystkich. Ruszyli w stronę Miłej. Widocznie ich ofiary uciekły za pomocą podziemnych kanałów. Tak mi zniknęli z oczu. Zapanowała cisza.” (s. 417)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Dworzec Warszawa Gdańska (Umschlagplatz),   – Stawki 4 (Umschlagplatz),   – Stawki 4/6 (rampa – Umschlagplatz),    – Stawki 6,
– Stawki 6/8 (szpital),   – Stawki 9,
TRASY:
- Trasa: Elektoralna 12 (apteka) - Umschlagplatz,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Umschlagplatz,   - Trasa: Gęsia 81 -Umschlagplatz,   – Trasa: Karmelicka – Nowolipki – Zamenhofa – Stawki – Umschlagplatz,   – Trasa: Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa – Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 76 - Umschlagplatz,    - Trasa: Leszno 78  - Karmelicka - Zamenhofa - Umschlagplatz,  – Trasa: Małe Getto /Plac Grzybowski 3/5 – Żelazna – Nowolipie – Umschlagplatz,  - Trasa: Miła 34 (szop AHG) - Umschlagplatz,   - Trasa: Nalewki - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa: Nalewki 33/35/37 - Umschlagplatz,   - Trasa: Nowolipie 18 (szop Oschmanna) - Umschlagplatz,   - Trasa: Otwock - Umschlagplatz,   - Trasa: Pawia - Umschlagplatz,   - Trasa: Prosta 14 (szop Toebbensa) - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa: Tłomackie - Nalewki - Umschlagplatz,  - Trasa: Umschlagplatz - Leszno 109/111,   - Trasa: Umschlagplatz - Tłomackie 3/5,   - Trasa: Umschlagplatz - Zamenhofa - Leszno 76,    - Trasa: Zamenhofa - Gęsia - Umschlagplatz,    - Trasa: Zamenhofa - Umschlagplatz, 

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5862" title="III.B.  &amp;#8222;Kocioł na&amp;nbsp;Miłej&amp;#8221; (6-12.09.1942)" slug="kociol-na-milej-6-12-09-1942">„Kocioł na Miłej” (albo „kocioł na Niskiej” lub „kocioł”) tak określano gigantyczną selekcję wszystkich pozostałych przy życiu mieszkańców getta, która odbyła się między 6 a 12 września 1942 roku. 6 września nad ranem Judenrat na polecenie Niemców rozplakatował obwieszczenie, że do godziny 10 rano, „wszyscy bez wyjątku żydzi” mają bezzwłocznie „zgromadzić się celem rejestracji” na obszarze ograniczonym ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Szczęśliwą i Placem Parysowskim. Opuszczone mieszkania maja pozostać otwarte. „Kto nie zastosuje się do tego zarządzenia – głosiło obwieszczenie – zostanie rozstrzelany”. W centrum powiększonego w ten sposób do gigantycznych rozmiarów Umschlagplatzu znalazła się ulica Miła. Ze wszystkich zakątków getta tłum sunął ku wyznaczonemu miejscu. Panował tam nieopisany tłok. Nie starczało mieszkań, pomieszczeń sklepowych, podwórek, żeby wszystkich pomieścić.
Pracujących, którym pozwolono jeszcze żyć, oddzielono od niepracujących, który mieli być „wysiedleni”. Przedsiębiorstwom w getcie wyznaczono ścisły limity zatrudnienia. Wszystkim zaliczonym do pracujących przydzielono „numerki na życie”. Pozwolono rozdzielić 32 tysiące numerków. Pięć razy mniej niż znajdujących się za murami Żydów. Ci, którym rozkazano przydzielić numerki, decydowali o tym, kto ma żyć i kto ma umrzeć. Szczęśliwcy, którzy dostali numerki, mogli zostać i pracować, reszta (ok. 50 tysięcy) została wywieziona do Treblinki.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Biała,  - róg ulic Bonifraterska/Franciszkańska,  - Chocimska 24 (Państwowy Zakład Higieny - poza-gettem),   – Gęsia 30 (szop stolarski OBW),  – Gęsia (m. Zamenhofa a Lubeckiego),   – róg ulic Gęsia/Lubeckiego,  – róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),  – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),   – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska), – Karmelicka 6,  - Kurza (dawniej Kupiecka/Majzelsa),  – Leszno,   – Leszno (mieszkania pracowników Toebbensa),  – Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  – Leszno 76 (szop Schultza),  – Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Lubeckiego,  - Miła,  – Miła (od Zamenhofa do Lubeckiego – szopy Tobbensa),  – Miła (od Zamenhofa do Placu Muranowskiego),  – Miła 34,   – Miła 36-42,  – Miła 43 (szop „Ahage”),  – Miła 61,  – róg ulic Miła/Lubeckiego,   - Nalewki,  – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Niska,  - Nowolipki 17 (restauracja "Riwiera" Szulca), – Ogrodowa 5,  - Okopowa,  - Ostrowska,  - Smocza, - Stawki,  – Stawki 6/8 (szpital),   - Świętojerska,   – róg ulic Świętojerska/Bonifraterska,  – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  - Umschlagplatz,   - Wołyńska,  - Zamenhofa, – Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),   - Zamenhofa/Wołyńska,  – Żelazna 99,  – Żelazna 101,  – Żelazna 103 (sztab SS),

OBSZARY:
- Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska/Wołyńska,  – Obszar: kocioł na Miłej: Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,  – Obszar: kocioł na Miłej: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,  – Obszar - kocioł: Miła/Lubeckiego/Niska,  – Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/ Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),  – Obszar: Plac Parysowski – Miła,

&amp;nbsp;
TRASY:
– Trasa: Dzielna – Wołyńska,  – Trasa: Dzika – Gęsia – Miła – Szczęśliwa – Plac Parysowski,  – Trasa: Leszno 76 – Leszno – Karmelicka –  Zamenhofa – Miła 43,  – Trasa: Leszno 78 – Karmelicka – Zamenhofa – Umschlagplatz,  – Trasa: Lubeckiego – Pawiak – Karmelicka – Nowolipki,  – Trasa: Miła – róg ulic Miła/Lubeckiego (wacha) – Miła – róg ulic Miła/Smocza (wacha),  – Trasa: Miła 34 – Niska 20,
– Trasa: Miła 43 – Niska,  – Trasa: Niska 20 – Miła 34,  – Trasa: Niska 20 – Miła 40, – Trasa: Nowolipie 30 – Nowolipie/Smocza – róg ulic Żelazna/Nowolipie – róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) – Leszno 76-78 – Leszno 74 – Nowolipie 67,  – Trasa: Nowolipie 44 (szop Schultza) – Miła – Zamenhofa,  – Trasa: Nowolipki 23 – Nowolipie 30,   – Trasa: Nowolipki 57 – Leszno 76, – Trasa: Zamenhofa 19 – Gęsia,</document>
<document nplp_id="5863" title="Róg ulic GĘSIA/LUBECKIEGO" slug="gesia-rog-lubeckiego">



















[caption id="attachment_9388" align="alignleft" width="1350"] Ul. Gęsia, przy ul. Lubeckiego. Widok w kierunku płd. Grupa na ulicy słucha radia - "szczekaczki" niemieckiej. (11.03.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III B

„Przed bramą na Gęsiej przy Lubeckiego stoją sami Litwini. Tam to kierujemy się. Stajemy w pewnej odległości. Jurek podchodzi sam. Litwini w każdej chwili mogą go zastrzelić. Drżę.” (s. 53)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, IV A (26.11.1942)
„Wczorajszy dzień znów krwawo zapisał się w historii naszego małego skupiska żydowskiego w Warszawie. Na ulicach zginęło wielu ludzi. Ilu? W imieniu działacza społecznego Git[ermana] podano liczbę 26, ale nie jest to dokładna liczba. Całkiem możliwe, że padło więcej osób. Udając się rano do fabryki, natknęliśmy się przy zbiegu Gęsiej i Lubeckiego na nieboszczyka. Wracając z pracy o wpół do piątej, byliśmy świadkami jeszcze jednego morderstwa. Wchodząc w Miłą (przy zbiegu Zamenhofa), usłyszeliśmy gdzieś blisko słaby strzał. Kiedy zbliżyliśmy się do rogu Miłej i Lubeckiego, usłyszeliśmy rozdzierający płacz kobiety nad ciałem zabitego mężczyzny.” (s. 260-261)


Helena Szereszewska
ONI, III A (sierpień-wrzesień 1942)

„Na rogu Lubeckiego i Gęsiej Związek Aptek otworzył aptekę. W tej aptece pracował Seret, który przedtem był kierownikiem apteki w „małym getcie” – na rogu Prostej i Twardej. Pewnego dnia zabrano mu z domu żonę i dziesięcioletniego syna. Kiedy dowiedział się o tym, wybiegł z apteki na Umschlag i nie wrócił więcej.” (s. 117)

ONI, III A (po 21 września 1942)

„Związek Aptek przeniósł swoje składy do budynku Gminy i zwinął aptekę na rogu Lubeckiego i Gęsiej.” (s. 143)
</document>
<document nplp_id="5864" title="LUBECKIEGO-PAWIAK-KARMELICKA-NOWOLIPKI [TRASA]" slug="lubeckiego-pawiak-karmelicka-nowolipki-trasa">Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III B
„Idziemy przez zupełnie opustoszałe dzielnice. Lubeckiego, Pawiak. Dom rodziców. Przed bramą nie widać żadnych trupów. Boże, czemuż nie mogę do nich pobiec. Szybciej, szybciej. Przechodzimy obok Pawiaka, tam są Niemcy. Żeby sam tylko nie usłyszeli! Wydaje nam się, że stukamy obcasami. Kobiety zdejmują pantofle. Jakieś dziecko rozpłakało się, momentalnie zawiązuje mu się szal wokół ust. Dźwigam wypchany plecak, mój jedyny majątek. Nie mam sił i cała mokra od potu, czuję, że za chwilę upadnę. Boże, jak długo idziemy Karmelicką. Czyż z daleka nie widać żołnierzy? Serca przestają bić, zamieramy na chwilę. Nadchodzą Niemcy. Iść, stanąć? Czy o kilka minut drogi od szopu mają nas zabić? Po cóż więc były te wszystkie wysiłki? Niemcy idą wprost na nas. Dochodzimy do Nowolipek i biegiem do szopu. Z daleka nas spostrzegli nasi. Padamy za ogrodzeniem. Jeszcze raz ocaleni.” (s. 54)

</document>
<document nplp_id="5865" title="IV.B. Między Akcją Styczniową a&amp;nbsp;wybuchem powstania w&amp;nbsp;getcie (22.01.1943-19.04.1943)" slug="miedzy-akcja-styczniowa-a-wybuchem-powstania-w-getcie-22-01-1943-19-04-1943-2">Niemcy postanowili przenieść szopy produkujące dla Wehrmachtu z getta warszawskiego na Lubelszczyznę, do obozów w Poniatowej i Trawnikach. W lutym 1943 r. kilkuset Żydów rzeczywiście tam pojechało, ale nie było więcej chętnych do opuszczenia getta. Trupy niemieckich żołnierzy na ulicach przełamały psychologiczną barierę strachu przed okupantem. Żydzi przestali być postrzegani i czuć się jak bezbronne ofiary. Zmieniła się atmosfera w getcie, wzrósł autorytet podziemia. Jedynym ośrodkiem władzy w getcie była ŻOB, nazywana powszechnie „partią”. Także Rada Żydowska podporządkowała się ŻOB. Po akcji styczniowej Niemcy unikali wchodzenia do getta, szczególnie po zmroku, obawiając się niespodziewanych zasadzek i strzałów.
Organizacje militarne przygotowywały się do walki z wrogiem, natomiast ludność cywilna przygotowywała się do stawienia mu biernego oporu. Od jesieni 1942 roku powszechnie zaczęto budować bunkry. Nie były to już prowizoryczne skrytki, które ratowały ludzi w okresie akcji wysiedleńczej. Teraz budowano w piwnicach domów, pod piwnicami, oficynami lub podwórzami projektowane nieraz przez architektów kryjówki i podziemne bunkry, z dostępem do wody, elektryczności, a czasem i telefonu, z wentylacją oraz zapasami żywności — tak, by można w nich było spędzić miesiące. Bunkry odegrały ogromną rolę w powstaniu. Bez nich nie byłoby możliwe aż tak długie działania ŻOB.
&amp;nbsp;

MIEJSCA:
- Aleje Ujazdowskie (poza gettem),  - Chmielna,  - Długa (piwnice pod Arsenałem), - Domeyki 20 (poza gettem),  – Dzika/Gęsia,   – róg ulic Franciszkańska/Nalewki,  – Lubeckiego, – Plac Krasińskich/Miodowa,  - Marszałkowska, - Muranowska,  – Muranowska 7,  – Muranowska 40, – Muranowska 42,  - Nalewki, – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Natolińska (poza gettem),  – Nowolipie 42 (Szop Schultza),
- Nowolipki 49/51a (szop Hoffmana - szwalnia),  - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  – Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza),   - Okęcie (poza Warszawą),   - Okrężna 55 (poza gettem),  – Pańska 39,  - Plac Grzybowski,   – Plac Krasińskich/Miodowa,   - Plac Muranowski,  - Sadyba Czerniakowska (poza gettem),– Sienna 6/8 (szpital), - Smocza,   – Szustra (poza gettem),  – Świętojerska 28,  – Świętojerska 32,   – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  – Świętojerska (odcinek: Nalewki – Nowiniarska),  - Umschlagplatz,  – Zamenhofa 56,  – Złota (poza gettem),  - Żoliborz (poza gettem),

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Belwederska 27 - Bagatela - Plac Unii Lubelskiej,  - Trasa: Bonifraterska - Nalewki - Nowolipki-  Nowolipie - Nowolipie (szop Schultza) - Żelazna 103,  – Trasa: Grzybowska – Złota,  - Trasa: Narbutta 8 - Gęsia,  - Trasa: Narbutta 8 - Wiśniowa - Noakowskiego 10,
- Trasa: Nowakowskiego 10 - Plac Unii Lubelskiej - Puławska 83,</document>
<document nplp_id="5869" title="ŻELAZNA" slug="zelazna-poza-gettem">[caption id="attachment_9028" align="alignleft" width="1024"] Parkan z drutem kolczastym na ul. Żelaznej (po XI.1941 - 1942 r.) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III/IV

„Warszawa, śródmieście. Idę w szeregu. Dwa lata już tu nie byłam. Rozglądam się. Widzę spokojnych ludzi, tramwaje, auta, pojazdy, sklepy, handel, życie. Tylko mur nas dzieli, tylko kilkadziesiąt kroków, a tu życie, tam śmierć. Idziemy prosto Żelazną, podchodzimy do miejsca pracy. Przed bramą stoi kilku podejrzanych młodzieńców, którzy pilnie nam się przypatrują. To ‘szmalcownicy’ już stoją na warcie – informują mnie ‘placówkarze’. Przez cały dzień pilnują, aby ktoś z ‘placówkarzy’ nie wyszedł na miasto. Jeżeli odważy się, otaczają go momentalnie, aby od niego wydostać okup, a gdy zatrzymany przez nich nie ma dostatecznej sumy, prowadzą go na żandarmerię” (s. 55).

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, II D
„Ale trzeba coś zrobić, by ułatwić Żydom ich egzystencję w getcie. Więc zjawia się most na Chłodnej. Wzdłuż ścieków ciągną się obustronnie mury. Domy i chodniki – żydowskie, jezdnia – aryjska. Na skrzyżowaniu z Żelazną – ruchoma brama żelazna, kołowrotki. Co kilka minut zamyka się ruch aryjski wzdłuż Chłodnej, puszcza się ruch żydowski, przecinający Chłodną, biegnący wzdłuż Żelaznej. Opodal wyrasta most drewniany, utrudniający stały ruch pieszych z jednej strony Chłodnej na drugą. Na wysokość drugiego piętra wiodą schody, po czem kładka nad jezdnią „aryjską” prowadzi na drugą stronę ulicy. Tysiące nóg w spiesznym pochodzie depczą go co dzień, co godzina. Tysiące głów zwieszonych na chwilę podnosi się, przelotnym muśnięciem oka pozdrawia panoramę Chłodnej i Wolskiej, Hale i Ogród Saski, drapacz chmur na pl. Napoleona, basztę Cedergrenu na Zielnej [chodzi o tzw. budynek PAST-y przy Zielnej 37], krzyże kościołów i linię dalekiej Wisły. Rzucają okiem i z westchnieniem opada głowa. To most ghetta – Ponte dei Sospiri, Most Westchnień.” (s. 54-55)
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)


Ludwik Hirszfeld
JA, III C
„Do pracowni, przeniesionej wraz ze szpitalem na ulicę Żelazną do szpitala zakaźnego dla dzieci, nie urządzonej, nie funkcjonującej, przychodziłem nieregularnie. Cały mój wysiłek skierowany był na to, by ratować tego lub innego z ludzi bliskich, lub wystarać się o odpowiednie zaświadczenie dla pracowników.” (s. 421-422)


Henryk Bryskier
ONI, II
„Wydział Pracy mieścił się przy Arbeitsamcie – Leszno 84, tuż za murem, odgrodzony zasiekami kolczastymi dokąd prowadził ustawiony od chodnika most do okna pierwszego piętra, przez które wchodzono do wnętrza. Po obydwu stronach schodów były wykonane ściany z desek, a nad niemi ‘dach’ z gęstej siatki, przepuszczający światło. Opancerzenie to służyło do uniemożliwienia komunikowania się Żydom przechodzącym ponad chodnikiem, znajdującym się za murem, z przechodniami, zdążającymi nieparzystą stroną ul. Żelaznej.” (s. 83)
„Działalność swoją objawiał również Kościół starokatolicki przy ul. Żelaznej przyjmując na swe łono tych Żydów, którzy z początku wierzyli, że przez przyjęcie chrztu unikną prześladowań, nie przewidując wprowadzenia przez Niemców drakońskich metod. Władze niemieckie wkrótce zakazały udzielania chrztu św., co jednak w kościołach przez jakiś czas było kontynuowane, gdyż Chrystus wojny Żydom nie wypowiedział.” (s. 108)


Abraham Lewin
ONI, II D/III
„Urzędnik kahału Desen szedł do pracy. Po drodze na ulicy Żelaznej został napadnięty przez polskiego policjanta, który mocno pobił go gumową pałką. Policjant powiedział, że to zemsta za Polaka, który został zabity przez Żydów. Krzyczał przy tym, że to, co się robi Żydom, to jeszcze za mało i tym podobne rzeczy.” (s. 138)
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)


Henryk Makower
JA, II A
„Zresztą sprawa z wyłączeniem Żelaznej miała o wiele poważniejsze znaczenie niż to, że myśmy stracili tam mieszkanie. Była to bowiem jedyna arteria łącząca duże i małe getto, rozdzielone strzałką przy placu Żelaznej Bramy i placu Mirowskiego oraz Chłodną. Przez odebranie Żelaznej powstały więc dwa niepołączone ze sobą getta, co oczywiście stwarzało duże trudności administracyjne i inne. Po pewnym czasie Leist spostrzegł, że się zagalopował i przywrócił do getta kawałek Żelaznej, od Grzybowskiej do Leszna wraz z niewielkimi odcinkami Krochmalnej i Chłodnej. W ten sposób został stworzony przesmyk łączący duże i małe getto.” (s. 12)
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
JA, III A
„Po małym getcie przyszła kolej na opuszczenie bloków przy ul. Chłodnej, Białej, Ogrodowej i Żelaznej. W ten sposób straciliśmy mieszkanie.” (s. 71)
JA, II B
„Jednocześnie [getto – dk] zostało znacznie zmniejszone. Mnóstwo ludzi straciło mieszkania, trzeba się było ścieśniać. Nieparzysta połowa Żelaznej wraz z kawałkiem Chłodnej, Krochmalnej i Grzybowskiej wypadła z getta. Teraz dzielnica &amp;lt;aryjska&amp;gt; podeszła do getta w jego najcieńszym miejscu. Wobec tego otworzono ruch po &amp;lt;stronie aryjskiej&amp;gt; przez Żelazną. Granatowi policjanci wraz z SP regulowali ruch. […] Zostało to wykonane w bardzo krótkim czasie i już na jesieni 1941 r. stanął piękny, masywny most drewniany, wysokości 2 pięter, szeroki i wygodny, w samym sercu Warszawy. Dołem mogły się przedostawać tylko wozy, dorożki i riksze.” (s. 175)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Pogłoska, że Wronia, a nie Żelazna ma być granicą, że Sienna zagrożona.” [20 X 1940] (s. 129)
ONI, II B
„Buduje się mur na Żelaznej. Na Okopowej skończono. Walczę o uratowanie synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 226)

„Z Chłodnej Polacy się wyprowadzają. Na Żelaznej nie. Termin, zdaje się, przedłużono do 30 bm.” (s. 230)
JA, II B
„Buduje się mur na Żelaznej. Na Okopowej skończono. Walczę o uratowanie synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 226)
„Z Chłodnej Polacy się wyprowadzają. Na Żelaznej nie. Termin, zdaje się, przedłużono do 30 bm.” (s. 230)
JA, II C
„Rano Gmina. Obejrzałem z Szeryńskim komendę na Chłodnej. Na Chłodnej ustawiają 78 mury. Nie ma dojazdu do Elektoralnej. A na Żelaznej zator. Co jakiś czas policja przepuszcza chmary ludzi. Staram się o to, aby przebić mur od Elektoralnej na okres przeprowadzki, bo inaczej nie wjadą wozy z meblami.” (s. 232)
„Most na Żelaznej prawie ukończony.” (s. 242)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Napaści na Żydów zdarzają się na różnych ulicach: Chłodnej, Żelaznej. Napady połączone z rabunkami.” (s. 63)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)
„Ludność żydowska była bardziej wstrząśnięta sprawą ulicy Żelaznej (30 000 Żydów) niż utworzeniem getta, bo z tym już się oswoiła.” (s. 148)
„Dziś, 24 października [1940], włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w jedną stronę, raz w drugą, i nikt nie wie, kiedy to wszystko się skończy. Miał miejsce taki oto wypadek: ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W międzyczasie dowiedział się, że Żelazna i sąsiadujące ulice nie należą do getta, znalazł się na ulicy, tymczasem zabrano mu rzeczy. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i je otrzymują.” (s. 149)
„Gminie zarzuca się, że nic nie robi, że wcale nie jest poinformowana o tym, co się dzieje. O wyłączeniu Żelaznej Gmina dowiedziała się z megafonów.” (s. 150)
„Codziennie rozlepiają na nowo obwieszczenia Leista o granicach getta, które obejmuje Żelazną i inne ulice. Mówi się, że jest to odpowiedź na starania Galei, zmierzające do zmniejszenia getta. Leist oświadcza, że nie da się sterroryzować przez ludność polską.” (s. 150)
„Dziś, 26 października [1940], znów krążyły pogłoski, że część Żelaznej wraca do getta, aby było połączenie między obydwoma gettami.” (s. 151)
„Dziś, 31 października [1940], znów nowina: oficjalnie przedłużono utworzenie getta do 15 listopada. Jednocześnie dodano ulice: Leszno, Wronią, Żelazną, Grzybowską.” (s. 152)
ONI, II A
„Twarda i Leszno nie mają połączenia. Trzeba iść przez Żelazną.” (s. 166)
„’Batalion czołgów’ – nazywają ludzi, którzy muszą przejść czwórkami przez Żelazną.” (s. 170)
„Na wielu ulicach: Żelaznej, Karmelickiej mają zaprowadzić ruch jednokierunkowy. Jest to konieczne, bo inaczej nie da się przejść przez ulicę.” (s. 177)
„Karmelicką nazywają ‘Dardanelami’; Żelazną, Chłodną – ‘Gibraltarem’, a granicę – ‘Małkinią’.” (s. 185)

Mary Berg
JA/ONI; IIB

1.X.41’: „Hitlerowcy ściśle trzymają się kalendarza żydowskiego. Wczoraj przed zachodem słońca, w porze modlitw Kol Nidre otwierających rytuały święta Jom Kippur (Dnia Pojednania), rozwieszono wielkie białe plakaty ze smutnym obwieszczeniem: do 5 października osoby zamieszkałe po prawej stronie ulicy Siennej oraz przy pewnych odcinkach Gęsiej i Muranowskiej, a także mieszkańcy szeregu domów w pobliżu granic getta muszą opuścić mieszkania. […] Ojciec tego dnia nie opuszczał piwnicy, zanosząc modły do Boga, a w tym czasie matka szukała nowego mieszkania. Dotychczas niczego nie znalazła, lecz przyniosła nowe smutne wieści. Wygląda na to, że Niemcy zamierzają zlikwidować tak zwane małe getto i włączyć do dużego getta jedynie ulicę Chłodną i dalszy koniec Żelaznej. Pogłoskę tę potwierdził nakaz wydany chrześcijańskim mieszkańcom tych dwóch ulic, żeby wyprowadzić się do 15 października. Lokatorom domów przy Siennej obiecano mieszkania przy Chłodnej. Ma to jednak nastąpić później, a na razie musimy znaleźć jakiś dach nad głową. Jutro rano wszyscy, w tym i ja, wyruszą na poszukiwanie nowego lokum” (s. 181-183).

ONI, IIC

6.I.42’: „Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną” (s. 218-219).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, IV B
„Ale jak szłam z bronią, to się najmniej bałam, bo wiedziałam, że nie dam się żywcem wziąć. A czasem przed tym wypijałam gdzieś na klatce schodowej „szczeniaka” dla kurażu i tak szłam. Wesolutka. I taką właśnie wesołą zaczepił mnie patrol na Żelaznej i kazał sobie pokazać torbę. A tam pod ziemniakami były „pestki” – amunicja. A ja tę torbę szeroko i z uśmiechem otworzyłam, a żandarm powiedział – „los”. I poszłam.” (s. 145)

Irena Birnbaum
ONI, III A (sierpień 1942)

„Rodzice postanowili za wszelką cenę przedostać się na Pańską, by uratować trochę żywności. Wyprawa została uwieńczona sukcesem, choć nie bez przeszkód. Na Żelaznej, koło Smoczej, udało im się przysiąść na jakiś wóz. Tuż za nim zamknięto ulicę. Nastąpiła blokada.” (s. 76)
Marcin Szczygielski
F, II D

„Pani podchodzi do szafki obok okna, na której stoi kuchenka. Znam takie kuchenki, nazywają się Fenomen – na Żelaznej jest sklep, gdzie się je kupuje. Pani Brylant też taką miała – mówiła, że wystarczy tylko pół kilo węgla, a cały obiad da się ugotować. I nawet przy tym dymu nie ma.” [s. 78]
Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

II, F
„A za skrzyżowaniem biegali przechodnie roznosząc nową wieść. ,,Sztrajfa idzie!" Ostrzeżenie padło z okna na piętrze i zapanował popłoch. Tymczasem z ulicy Chłodnej wymaszerował patrol i szybko, zwinnie strącał czapki z głów Żydom mijanym wzdłuż Żelaznej, nakłaniając, by usuwali się z drogi, w porę schodzili na jezdnię i, zgodnie z rozporządzeniem władz, grzecznie kłaniali się Niemcom. Na wszystkich padł blady strach: stać czy uciekać? Zbili się w stado. Przechodząca kobieta posadziła dziecko w wykuszu i zaczęła krzyczeć. Jak nie otworzą jej okna, wybije szybę! Dziecko fikało nóżkami na wysokości parteru, uśmiechnięte.
Wynurzyly się dwa otwarte auta z ulicy Prostej, skręciły na hamulcach w Żelazną i teraz wolno mijały murarzy. W pierwszym siedzieli rozparci oficerowie w porozpinanych beztrosko płaszczach. Błyskały szkła, ordery, lakierowane rzemienie mundurów, srebro akselbantów leżało na ramionach jak spadły świeżo śnieg. Mówili donośnie, krótkimi skinieniami głów i ramion wskazywali mijane wyloty ulic getta, śmiechem kwitowali lękliwe ukłony czapkujących przechodniów
- Getto sehen und sterben!
- Nicht wahr?
Śmiech, okrzyki:
- Hoch! Hoch!
- Hoch, es lebe! Noch einmal!
- Hoch!
Rozwiewały się smużk i dymu spomiędzy ich palców, a oni odwracali się rozbawieni. W drugim wozie szofer z zawadiacko nasuniętą na ucho furażerką uderzał pięścią w klakson wołał:
- Der König, Mützen ab! Jüdisch König!
Za nim siedział martwo starzec w futrze zapiętym po samaą brodę, wsparty oburącz na lasce, i niemy, blady patrzył nieruchomo przed siebie, w głąb szarej ulicy. Wozy jechały wolno, coraz wolniej.
- Widzisz, Dawid. To Czerniakow, sarn prezes Czerniakow jedzie”. (s. 60-61)

II, F
,,W południe, o tym czasie, kiedy oni warowali pod kuchnią gminną na Walicowie, skonała najmniejsza pociecha stróża, Surełe. Najpierw w stróżówce był zupełny spokój, a potem naraz wyskoczył Chaskiel na dwór i zaczął wywijać siekierą, Szkoda, że tego nie widzieli. Jak lata pod podwórku i wywija siekierą w biały dzień. Lata i krzyczy. Niech schodzą, on zaraz zrobi porządek i nakarmi całą kamienicę. Z tasakiem, z nożem. Co kto ma. Niech idą. No i zaczęło się. Mordchaj Sukiennik pił z Żeleźniakiem na Grzybowie, a koń nad pustym żłobem cały dzień. A Chaskiel o tym dobrze wiedział. Poszedł i siekierą stworzenie! Po łbie, ale miał już słabą rękę. Po karku, po grzbiecie! A kobyła uwiązana na łańcuchu i tylko wierzgała, a stajnia we krwi. Koń ukląkł. Ludzie tymczasem stali naokoło, głowa przy głowie, i czekali. Patrzyli, co z tego wyniknie, a Chaskiel się zmęczył. Wtedy Kalman Drabik wrócił, ten rzeźnik z drugiego piętra. Nie prowadzi już uboju i masarnię dawno zamknął, ale zawsze to rzeźnik i do niego przychodzi co tydzień szmugler z rąbanką i z kiełbasami. Ludzie, co to ma być? Jatka czy mordownia niewinnych stworzeń? Rozpaprać robotę, zacząć i nie skończyć! Tak krzyczał, tak krzyczał. A Chaskiel-stróż powiedział, że bardzo cię przepraszam -że bardzo go przeprasza, tego Kalmana, ale tutaj bieda z nędzą i dyzenteria z tyfusem, bachory mrą jak muchy, a końca nie widać. Inni mogą to samo powiedzieć. Jak jest! Niech mówią. Mówili wszyscy to samo, konina, nie konina, trefna, nie trefna, coś do garnka trzeba włożyć. Mordchajowi? Mordchajowi zapłacą, złożą się razem i zapłacą za zmarnowanego konia. Za mięso. Ale Kalmanowi, który był rzeźnikiem cechowym, chodziło nie o to. Tylko że konia nie tak się szlachtuje.
Tylko tak i pokazał, a miał złotą rękę. Najpierw puknął kobyłę drewnianym miotem między uszy, a potem wziął długi ostry nóż, przejechał palcem po ostrzu i pociągnął tym ostrzem raz po gardle. A potem pociągnął jeszcze raz i sprawa załatwiona. Nikt nie wiedział nawet, kiedy. Tak się uwinął. Macie-i zanim mięso wystygło, ludzie je obskoczyli. Rozbierajcie-to powiedział jeszcze rzeźnik Kalman Drabik. Każdy z tym, co miał, z nożem, z tasakiem kuchennym, rzucili się na kobyłę i zaczęli rozbierać. Tak ją rozbierali może dziesięć minut, aż zostały na ziemi przednie nogi z kopytami, łeb z grzywą, czerwona wstążka, ogon i flaki, ale po flaki przybiegł Nahum Szafran, zgarnął na taczki i uginając, się pod ciężarem potoczył wszystko razem w ruiny, gdzie przesiedleńcy koczują. A kiedy Mordchaj Sukiennik wrócił w stajni leżała zakrwawiona skóra. Obijał pięściami głowę, latał po piętrach, łomotał wszędzie do drzwi i wolał, że tego nie przeżyje. Powiesi się, zaraz pójdzie się topić w Wiśle. Pobiegnie na wachę, stanie przed żandarmem z czapką w ręku, niech go żandarm z łaski swojej zastrzeli, bo on bez chabety już nie ma co robić: na tym świecie. Bez konia, bez wozu.
-Mnie? Ostatniego furmana na Krochmalnej? Mnie taka rzecz spotyka?
Jeszcze teraz wolał. W ciszy przytajonej głucho kamienicy słyszeli jego krzyk. Mordchaj przeżył swego konia; nie umarł ze zmartwienia, nie powiesił się po stracie, nie utopił w Wiśle. Porąbał furgon, orąbał dorożkę, a drzewem tym palił całą następną zimę. Ale przy koniach pozostał do końca, prawie do końca. Prowadził potem w dużym getcie niebiesko-żółty omnibus, konny tramwaj żydowski z gwiazdą Dawida wymalowaną z przodu i z tylu, jako miejski kuczer na pensji gminy. Przez Żelazną, Gęsią i Nalewki. ,,Mordchaj, Mordchaj, strzelnij z bata!" Stary furman znów stał na wysokości i ze swojego kozła górował nad tłumem; stamtąd wydawał zdychającym chabetom zachęty w dziwnym,z apomnianym, prastarym języku, a wewnątrz na twardych ławkach omnibusu trzęsła się gromada zawszonych pasażerów. ,,Mordchaj, Mordchaj, strzelnij z bata... ". (s. 124-126)

II, F

,,Przed nim, w zapadającym zmierzchu, rozciągało się strzeżone miasto i bezładny zgiełk sączył się do uszu. Krzyk żebraków płoszył konie i omnibus utknął w rozległym tłumie, który wlókł się ulicą Żelazną i dalej, jak wezbrana fala wstępował na drewniany most, a długa kolumna kulisów przy bezczynnych rikszach z ociąganiem rozpraszała się w mroku przyległych zaułków. W głębi na ulicy Chłodnej, obwiedziony z dwóch stron murami żydowskiej dzielnicy, wznosił się na skwerze biały masyw kościoła Św. Karola; w grzmiącej muzyce organów, w chórze gniewnej modlitwy, która runęła z nagła w noc, rozjarzyły się płomyki świec-na krótko i zgasły, kiedy zamknięto drzwi. Strzeżony wylot ulicy tonął w sinym świetle latarni i te ochronne barwy przypominały, że ciemniejące niebo ponad miastem przeszyte jest we wszystkich kierunkach torami, po których maszyny jeszcze nie nadciągnęły; uwięzione w sieci smug szybkich i zwinnych reflektorów, które jeszcze nie zabłysły; wydrążone świetlistymi snopami ekrazytowych pocisków, które niemo spoczywały w komorach broni przeciwlotniczej. Była noc i cisza pod niebem, ale syreny, w każdej chwili garowe odezwać się rykiem tysiąca tub, zainstalowane w swoich gniazdach pod dachami, czekały tylko na znak. Burzliwa muzyka organów, niejasne słowa gromadnej modlitwy obudziły niepokój całego dnia, rozgoryczenie, któremu teraz poddał się już biernie i z ulgą. Wezbrany smutek, tęsknota, ale za czym-nie wiedział, obmyły mocnym strumieniem jego bezsilną niecierpliwość. Stał w miejscu zaciskając pięści aż do bólu i sam wybaczył sobie strach, swą hańbę. Już późno, trzeba wracać. Niechętnie myślał o tym, że przyjdzie tutaj jutro. Zimny wiatr owiał wychudzone ciało, przejął do kości, pokierował jego krokami, kiedy po całym dniu beznadziejnego czuwania przed wachą wracał do kamienicy. Wspomnienie domu, gdzie syczy nad stołem zielony płomyk karbidu i barwi trupim światłem twarze bliskich, przepełniło go niewysłowionym ciepłem, otuchą i zawstydzone serce tchórza zabiło z radości”. (s. 159)

II C, II D, F
,,Powrotny tyfus dopiero zwalił ją z nóg i po raz drugi dostała się do szpitala, skierowana przez dr Obuchowskiego na Czyste. W dwa tygodnie później wróciła odkarmiona, ostrzyżona, z głową okrytą kawałkiem płótna i dalej krążyła ulicami, wracając ciągle w to samo miejsce. Potyfusowy szkielet okrywał się obrzękiem od szyi do nóg. Żyła do wiosny jeszcze. Naprzykrzała się i biegła za przechodzącymi, a oni uciekali przed nią w panice. Unikali głodnej poczwary jak śmierci. Ściskając szmaciany tobołek niewyraźnie sepleniła:
-Jak się masz, trupie, która wybiła na twoim zegarze?
Widziano raz, jak szła z chlebem i ten chleb wydarł jej Długi lcchok, zanim zdążyła uciec. Wielkimi kawałami połykał rozszarpany bochenek. Biła go niedołężnie i kiedy schylony zaczął zbierać okruchy z ziemi, zwaliła się na niego całym ciężarem puchnącego ciała, szarpiąc zdechlaka tak długo, aż znieruchomiał pod nią-obżarty, ociężały. Porwała w spódnicę resztki i pobiegła przed siebie. Nazajutrz na Walicowie znów rozległo się wołanie:
-Małka, Małka, zadrzyj kieckę.
Długi Icchok wołał wychylony ze swej nory w ruinach. Dopadła go tam i zaczęła tłuc. Zrujnowała schron, a gruz i próchno z walącej się kuczki leciały jej za kołnierz. Chodził parę dni cichy, markotny pod ścianami, ale mijając ją w przejściu wznosił jak dawniej swój zaczepny okrzyk. Rzucała się na niego i za każdym razem dusiła spuchniętym cielskiem do ziemi. Mijała zima, a Długi Icchok położył się z blaszanką u zbiegu Żelaznej i stamtąd już nie powsral. Sztywniejąc tak cztery dni i trzy noce leżał. Wieczorem trzeciego dnia, przy księżycu, zawołał słabym głosem do przechodzącej:
-Małka, zadrzyj kieckę.
-O!
Zadarła.
W głuchej złości podciągnęła na plecy spódnicę i pochyliła się stękając, ciężka, spuchnięta, a księżyc zabarwił żywym światłem wypięty bezwstydnie goły zadek, jak wielką żółtą dynię”. (s. 254-255)

II, F
,,Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"” (s. 259)

II, F
,,Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

III A, F
,,Tłum przewalał się od ściany do ściany i komendy Niemców ginęły w ogólnym zamęcie; najpierw zaczęli rozpraszać tłum, gromadzić koło siebie mniejsze grupy i formować z nich kolumny otaczane natychmiast strażą. Stojących z boku przygniatali do ścian i zatrzymywali, a tych, którzy znaleźli się na jezdni, pędzili naprzód. Wacha otwarła przejazd na oścież-tak, że ustawieni szeregami mogli się posuwać krok za krokiem. Kładli bagaże na jezdni, brali w ręce, szli kawałek; przy zbiegu Żelaznej zatrzymywano ich, bo tamtędy ciekł osobno inny potok ludzi, z którymi łączyli się razem. I trwało to tak długo, póki Żelazna nie opustoszała. Powoli żandarmi zaczynali nabierać wprawy i pewności siebie, a koło południa nadeszły posiłki i wśród ściągniętych w pośpiechumożna było dojrzeć barwy różnych broni, jednostki SS, Feldgendarmerie, Łotyszów, Ukraińców, Białorusinów i specjalny oddział wyszkolonych do tego celu Junaków. Policja strzegła bram dornów, aby nikt nie umknął, i rozciągnęła posterunki wzdłuż chodnika, a Łotysze opuścili swe stanowiska na piętrach i stanęli przed murem, po tej stronie Żelaznej. Odesłano ciężarówki, które nie nadążały z wywózką i powiększały chaos wstrzymując ludzi w marszu. Coś się tam zatkało i na skrzyżowaniu zatrzymano mały wóz polowy, i z wysokości tego wozu jakiś podoficer dawał z daleka znaki. W jednej ręce trzymał dużą białą chustkę, którą powiewał, w drugiej pistolet. W tym hałasie nie słychać było komend i kiedy rąbał z pistoletu w powietrze, strażnicy odwracali głowy, w miarę potrzeby pędząc tłum i zatrzymując. Nie puszczano ciągle z chodnika na jezdnię i cofano tych, którzy biegli na widok maszerujących środkiem rodzin. Policja szalała. Wyprowadzona z równowagi, pchała ludzi na ściany bijąc i kopiąc.
-Dalej jazda, cofnij się!
A ludzie przyparci do kamienic nie mieli gdzie ustąpić przed siebie kulejąc. Łotysze stali wzdłuż muru na Żelaznej luźniej, a kiedy rzednąca kolumna mijała skrzyżowanie, Dawid zobaczył znajomą twarz: prof Baum stal na środku ulicy i musiał go widzieć, bo usta prof Bauma otwierały się szeroko, zamykały, a dłoń nieznacznie uniesiona w górę wykonała trwożliwy gest pożegnania. Zwinięty koc przerzucony miał przez ramię i miskę blaszaną wiszącą u pasa. Kiedy popędzono ich i kolumna ruszyła, odwrócił się jeszcze i potrząsnął książką w płóciennej szarej oprawie.
-Dawid, pamiętaj o-ale o czym, nie miał usłyszeć. Kolumna pędzona za róg ruszyła z miejsca, na przedzie biegli już ciężko pod ciosami konwojentów i prof Baum zszedł przed siebie, kulejąc. Łotysze stali wzdłuż muru na Żelaznej z karabinami wymierzonymi w przebiegający tłum,który rozciągnął się na zakręcie, i wtedy prof Baum mignął mu poraz ostatni. Długie, siwe włosy rozwiane bezładnie otaczały jego głowę srebrną burzliwą chmurą. Jezdnia była pusta, pełna pogubionych rzeczy, zaśmiecona; żandarm wołał mężczyzn spod ściany i kazał im uprzątnąć bagaże tarasujące przejście. Zatrzymanych na chodniku dalej nie puszczano.
Patrol esesmanów rozsypany w tyralierę zbliżał się uważnie do następnej przecznicy i okrążał w ruchu czoło pochodu wynurzające się z ulicy Ciepłej”. (s. 320-322)

III A, F
,,-Draka, panowie! Krwaworączka prowadzi chałaciarzy z Ciepłej. Zaraz będzie uroczyste nabożeństwo.
-Który ich nakrył?
-Wściekły Pies! Urządzili sobie chałaciarze kryjówkę w bóżnicy u Icka. Dwa dni i dwie noce modlili się do upadłego.
- Oho, postój tu za mnie. Niech ja sobie raz w życiu popatrzę.
Pędzili ich Żelazną wzdłuż muru do wachy. Grupkami gromadzili się policjanci na trasie, wyciągali szyje, a jakiś żandarm stał z papierosem na balkonie i stamtąd oglądał procesję. Na przedzie reb Icchok, twarz podawszy do przodu, jakby nadsłuchiwał czegoś z trudem, szedł nie odrywając stóp od ziemi, cały w czerni. Miał na sobie sobotni chałat i miękkie kamasze. Szurał kamaszami, pociągał za sobą nogami. Usta poruszały się lekko i coś bezustannie szeptały. Słychać było śmiechy. Niemiec wyszedł z bramy, w dwóch palcach trzymając daleko od siebie, z obrzydzeniem, wielki tałes. Krzyknął i rzucił ten tałes starcowi w twarz. Reb Icchok chwycił szatę i szedł dalej, a szata wlokła się po ziemi. Później inny cisnął modlitewnik, który uderzył go w plecy i upadł.
-Halt!
Zatrzymali się i Krwaworączka szedł między nimi aż do miejsca, gdzie stanął reb Icchok; rozkazał mu podnieść modlitewnik i skinieniem nakłaniał do modlitwy. Krwaworączka miał szeroki uśmiech na ociekającej potem twarzy. Padła głośna komenda i reb Icchok ruszył przed siebie. Prawą dłonią przyciskał do serca Pismo, lewą zebrał obfite fałdy tałesu.
Za nim ciasno tłoczyli się starcy. Ich spojrzenia omijały rozkrzyczanych, roześmianych konwojentów. Pomykali chłopcy z rozwianymi pejsami, spiesząc za starymi. Trzech wyrostków szło podtrzymując się wzajemnie, głowa przy głowie w maleńkich czarnych jarmułkach. Ciągnęło rzemieślnicze bractwo z zaułków Wroniej, Pańskiej, Łuckiej i Śliskiej. Żydzi gromadzący się co sobota w bóżniczce reb Icchoka-garbarze, kuśnierze, cholewkarze, łaciarze, handlarze starzyzną, druciarze, blacharze, tragarze, furmani-spędzili ostatnie dni na modlitwie za ścianą zatrzaśniętej na głucho kryjówki, w żółtym blasku świec, a wypędzeni stamtąd tłumnie na ulice mrużyli oczy w słońcu lipcowego dnia, skupieni w trwożne stado, ogłuszeni krzykiem, hałaśliwym śmiechem żandarmów i policji zgromadzonej wzdłuż muru. Wyrwani z modlitwy, wygłodzeni postem, słaniali się na nogach. Już posterunki koło wachy z daleka wymachiwały karabinami, a starcy szli w zupełnym milczeniu. Szli jak duchy. Tłumek na Krochmalnej, otoczony konwojem, sięgał aż do skrzyżowania, ale ulica Żelazna, wąska, przedzielona murem w połowie, była tego popołudnia oczyszczona strzałami
Padła komenda:
-Do modlitwy!
Reb lcchok milczał. W szeregach wszczął się szmer, szepty. Popatrywali na siebie, na kapłana. A on szedł dalej nie zwalniając kroku, z modlitewnikiem sztywno wyciągniętym przed sobą. Poprawił tałes na ramionach, podciągnął wyżej, pochylił się do przodu, zgarbił i można było przypuszczać, że modli się w marszu [...].
Reb Icchak w milczeniu uniósł rękę do gardła.
Frunęły czapki, kapelusze z głów. Umundurowani młodzieńcy reperowali broń, a stado czarnych jarmułek wzbiło się w powietrze. Jakiś Żyd upadł razem z czapką na ziemię; widocznie za mocno wcisnął ją sobie na uszy. Niemcy znów zarepetowali karabiny, cisza uczyniła się zupełna, a Żydzi stali z obnażonymi głowami, stłoczeni, bladzi.
Reb Icchak zaczął:
-Szema Isroel…
Prawą ręką przyciskał Pismo do piersi, lewą zbierał fałdy długiej szaty. Głosem donośnym i drżącym
wolał:
-Szema Isroel Adonai elohajni !
Starcy powtórzyli za nim:
-Szema…
Ochrypłe, rwące się głosy bezradnie obijały się o mur. Trwożnie rozciągnięte słowa modlitwy ginęły wśród posapywań [...].
Nie wiadomo, kto oddał ten pierwszy strzał. Mówiono, że strażnik z wachy. Reb Icchak leżał pod murem, tałes obok, na tkaninie wystąpiła plama krwi. Krwaworączka obejrzał się i zawołał:
-Cała zabawa na nic!
Niemiec z wachy odkrzyknął raźno:
-Ej, ty tam! Skończ się bawić, zacznij pracować!
I to było sygnałem do ogólnej strzelaniny. Żandarmi nerwowo repetując karabiny gnali uciekających prosto na wachę, wydając gardłowe i dzikie, zduszone okrzyki.
Na tym niedużym odcinku, pomiędzy wylotem Krochmalnej i wylotem Chłodnej, tego popołudnia położyli trupem kilkudziesięciu ludzi.
Kiedy umilkły już strzały, spomiędzy leżących wygrzebał się starowina z drucianymi okularami na nosie i podreptał w głąb Krochmalnej nie zatrzymany przez nikogo. Tłum ustępował przed nim, a on przygiął się jeszcze niżej, połę chałata zarzucił na głowę i ukrył twarz. Żandarm odął usta, powoli odwrócił ku niemu karabin, przystawił lufę do chałata i oddał strzał. Jeden, a potem drugi. Spod chałata rozległo się stęknięcie i skurczony starzec upadł.
-Sprzątnąć!
Policja powtarzała rozkazy Niemców.
- Sprzątnąć Żelazną aż do wachy. Trupy na podwórze.
Wybuch granatu targnął powietrzem; to odmykano ostatnie zatrzaśnięte bramy”. (s. 335-339)

III A, F
,,Było już późno i ostatnie kolumny sformowane przed nocą czekały pod eskortą na komendę wymarszu. Raz po raz unosiły się nad dachami rakiety oświetlając z wysoka trasę na Stawki. Tłumy ciągnące z małych bocznych uliczek wypełniały Żelazną aż po Leszno; morze głów kołysało się i równy, stłumiony szum wzbierał zewsząd w ciemności”. (s. 347)

III A, F
,,Nocą usłyszeli biegnącego uliczką człowieka, który wyrwał się z kotła na Żelaznej. Kołował i zwlekał. Stanął, pobiegł z powrotem do bramy; z rozpędu runął na stos zwalonych pośrodku rupieci. Wstał, patrzył w puste okna i dyszał.
Szedł potem po wszystkich klatkach schodowych z wołaniem i wewnątrz spustoszonej kamienicy drżący w kryjówkach Żydzi słyszeli wyraźnie, słowo po słowie, jego straszny krzyk.
-Żydzi, słuchajcie mnie, Żydzi! Jestem z Lachwi, ulica Klonowa dwanaście... Nie dajcie się usypiać Niemcom, oni gotują wam śmierć. Nie idźcie potulnie na kaźń! Wszystko, co wam mówia to kłamstwo. Prawda jest inna i prawda jest straszna. Żydzi, ja wam mówię całą prawdę. Uciekłem z Lachwi, aby powiedzieć wam prawdę! Tam, na prowincji już się zaczęło. A teraz zabierają się do was. Gdzie Kobryń? Gdzie Stolpce? Gdzie Szerokie? Gdzie Kleck? Nie ma... nie ma żywej duszy, wszystkich uprowadzili na rzeź!
Wydzierał z siebie schrypłe, zziajane słowa i słowa te buchały jak krew.
-O, Żydzi, bracia moi, puste są wszystkie mieściny, gdzie bilo żydowskie serce. Nie ma nadziei, nie ma ocalenia. Ostatnia godzina wybiła. Chwytajcie za broń ... Za broń! Już pora, już czas. Lepiej ginąć z nożem w ręku, z siekierą, niż tam…
Szedł jak upiór, wrzeszczący upiór, po wszystkich piętrach i sieniach, póki nie nadbiegła straż.
- Bracia! Pędzą do rowów nago i strzelają w plecy. Zasypują doły, a krew płynie po polu. Jak rzadkie błoto. Krew występuje na tych mogiłach. Ziemia rusza się na tych mogiłach. Ranni duszą się jak bydlęta w tych mogiłach. Żydówki i Żydzięta zasypują żywcem... Oni mają taki dym. Oni mają taki ogień. Duszą i palą. Stawiają wielkie piece. Żydami palą w tych piecach. Pod niebo bije dym, wszędzie widać ten dym... Lo-jamisz ammud heonon jomam weammud haesz lojla lifnej haom. Żydzi, pamiętajcie!
Patrol żandarmerii i tłum granatowych biegł, a światła latarek kołysały się, myszkowały po ścianach, oknach i bruku. Klęli [...].
Stał przeszyty smugami świateł i krzyczał. Nie krył się, nie uciekał. Dopadli go wreszcie, zaciągnęli w kąt podwórza i wśród przekleństw zatłamsili pod śmietnikiem, bez jednego strzału; jeszcze długo płaski, zakrzepły we krwi, mały kłębek szmat leżał tam na betonie”. (s. 349-350)

III A, F
,,Gdzie jest prawda? Na ulicy Żelaznej. Naum poszedł nocą i wrócił późnym rankiem.
Dotarł daleko, do strychów u zbiegu Ciepłej i Ceglanej, gdzie spotkał samotnych łazików i parę ukrytych rodzin. Wszędzie to samo. Ruiny, trupy, a w splądrowanych ruderach gdzieniegdzie cienie żyjących. Uciekają spłoszeni każdym szmerem. Brakło mu słów, aby opowiedzieć, co widział. W każdym razie; to drugie przejście przez mur było zdemaskowane o czym ludzie z Ceglanej wiedzieli, ponieważ znajdowało się w ich sąsiedztwie i dlatego Kalman Drabik wrócił do miejsca, którędy miał iść Uri.
Trup Kalmana został wkrótce sprzątnięty z ulicy, kiedy Niemcy kazali więżniom z Prostej obejść mur; oznaczyli farbą wszystkie stare i ujawnione przełazy, aby krążące posterunki z daleka już widziały cel. Żelazną bez przerwy sunęły patrole, siejąc postrach wśród uciekinierów”. (s. 363)
ADRESY:
- Żelazna 68,   - Żelazna 78,   - Żelazna 84,    - Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),   - Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii),
- Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),    - Żelazna 99,   - Żelazna 101,    - Żelazna 103 (sztab SS),   - Żelazna 105 (szop Curta Rohricha),
- Żelazna, okolice Chłodnej,   - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - róg ulic Sienna/Żelazna,   - róg ulic Złota/Żelazna,  - róg ulic Żelazna/Grzybowska (wacha),    - róg ulic Żelazna/Nowolipie,
OBSZARY:
- Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska,
TRASY:
– Trasa: Aleja Szucha 25 – Marszałkowska – Plac Zbawiciela – Koszykowa – Nowogrodzka – Żelazna – Łucka – Leszno – Orla,     – Trasa: Bonifraterska – Nalewki – Nowolipki – Nowolipie – Nowolipie (szop Schultza) – Żelazna 103,    – Trasa: Chłodna – Leszno 2 (Centos) – róg Chłodna/Żelazna (wacha) – Chłodna – Hale Mirowskie – Marszałkowska – Aleje Jerozolimskie – Most Poniatowskiego,   - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Grzybowska 26/28,  - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna,  – Trasa: Elektoralna – Solna – Leszno – Żelazna – Krochmalna – Waliców – Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),
- Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,   - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Żelazna 103 (siedziba SS),   - Trasa: Małe Getto - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz,  - Trasa: Miła - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipki - Śliska 52,   - Trasa: Narbutta 8 - Polna - Chałubińskiego - Żelazna - Żelazna/Twarda (wacha),   - Trasa: Nowolipie 30 - Nowolipie - Smocza - róg ulic Żelazna/Nowolipie - róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) - Leszno 76/78 - Leszno 74 - Nowolipie 67,   - Trasa: Ogrodowa 5 - Żelazna 68 - Ogrodowa 5,   - Trasa:  Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak, – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,   - Trasa: róg ulic Sienna/Żelazna (wacha) - Żurawia (biblioteka),   - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26,    - Trasa: róg ulic Żelazna/Chłodna - Chłodna 20 (mieszkanie Czerniakowa),   - Trasa: Żelazna 76 - Żelazna 84,   -  Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Daniłowiczowska 7 (areszt centralny) - Senatorska 22 (bank dyskontowy) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Trasa: Żelazna 103 (sztab SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Trasa: Żelazna 103 - Wspólna 58 - Twarda - Aleje Jerozolimskie - Wspólna 58,   – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie - Żelazna - Leszno,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5871" title="IV. Między Wielką Akcją Likwidacyjną a&amp;nbsp;wybuchem powstania w&amp;nbsp;getcie (21.09.1942-19.04.1943)" slug="miedzy-wielka-akcja-likwidacyjna-a-wybuchem-powstania-w-getcie-21-09-1942-19-04-1943">IV.A. Między końcem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej a Akcją Styczniową (od 21.09.1942 do 18-22.01.1943)
Po wysiedleniu zaczął się okres tzw. getta szczątkowego, radykalnie zmniejszonego o część na południe od Leszna (z wyjątkiem obszaru szopu Toebbensa na ul. Prostej). Składało się ono z wydzielonych enklaw, w których mieszkali skoszarowani pracownicy oficjalnie działających szopów, zamienionych w swoiste obozy pracy. Pomiędzy nimi były tzw. tereny dzikie, na których nie wolno było przebywać. Szacuje się, że za murami pozostało ogółem ok. 60 tys. Żydów, w tym ok. 35 tys. „legalnych”, czyli zarejestrowanych w szopach. Ci, którym udało się uciec z getta, ukrywali się po aryjskiej stronie Warszawy. Różnie szacuje się ich liczbę. Według Emanuela Ringelbluma mogło ich być od 10 do 15 tys., współczesny historyk Gunnar Paulsson podnosi tę liczbę nawet aż do 27 tys.
Faktyczną władzą za murami przejęło podziemie polityczne. Konspiracja w getcie składała się z trzech struktur: 1. Żydowski Komitet Narodowy (ŻKN), w skład którego wchodziła większość sił politycznego podziemia, poza Bundem; 2. Komisja Koordynacyjna, będąca platformą współpracy ŻKN i Bundu; 3. Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), w której reprezentowane były wszystkie ugrupowania, należące do ŻKN-u oraz Bund. ŻOB, zawiązany w formie zalążkowej przez organizacje młodzieżowe w pierwszych dniach Wielkiej Akcji Likwidacyjnej, został rozszerzony w październiku 1942. W jego skład weszli członkowie Haszomer Hacair, Droru, Akiby, Gordonii, Bundu, Poalej-Syjon Lewicy, Poalej-Syjon Prawicy, Hanoar Hacyjoni i PPR. Poza ŻOB istniała w getcie druga organizacja bojowa, po styczniu 1943 r. używająca nazwy Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW). Reprezentowała zdecydowanie odmienną niż ŻOB orientację polityczną, wywodziła się mianowicie z radykalnej prawicowej partii żydowskiej (rewizjoniści) i związanej z nią młodzieżowej organizacji Betar.
Dla ocalałych po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej – a byli to przeważnie ludzie młodzi i samotni, którzy stracili rodziny i bliskich – stało się oczywiste, że przesiedlenie oznacza śmierć i że przerwa w wysiedlaniu jest tylko tymczasowa. Świadomość tych faktów miała zasadniczy wpływ na dalsze losy getta. Rozpoczęła się masowa budowa bunkrów i schronów. Organizacje zbrojne przygotowywały się do walki, zdobywając fundusze na zakup broni, nawiązując kontakty z polskim podziemiem. Niemcy wrócili do getta 18 stycznia 1943 roku. Planowali przeprowadzić kolejne wywózki na wzór tych z lata 1942 roku. Okazało się to jednak niewykonalne. Nikt nie stawiał się już na wezwania, jedynie nieliczni zdecydowali się zejść na podwórza domów i pokazać swoje dokumenty. Mieszkańcy getta — spodziewając się, że akcja ta oznacza ostateczną likwidację — ukrywali się i stosowali bierny opór. W ciągu czterech dni akcji wywieziono nie więcej niż 5 tys. osób. Akcja styczniowa była dla konspiracji gettowej całkowitym zaskoczeniem, jednak w kilku punktach getta wybuchła spontanicznie krótkotrwała wymiana ognia. Po raz pierwszy na ulicach rozległy się strzały żydowskich bojowców. Od ich kul padli pierwsi Niemcy. Wywołało to wprost euforyczne nastroje wśród Żydów. Władysław Szlengel pisał wówczas w wierszu „Kontratak”: „Z Niskiej i z Miłej, z Muranowa / Wykwita płomień z naszych luf. / To wiosna nasza! To kontratak! / To wino walki uderza do głów!”.
IV.B. Między Akcją Styczniową a wybuchem powstania w getcie (22.01.1943-19.04.1943)
Niemcy postanowili przenieść szopy produkujące dla Wehrmachtu z getta warszawskiego na Lubelszczyznę, do obozów w Poniatowej i Trawnikach. W lutym 1943 r. kilkuset Żydów rzeczywiście tam pojechało, ale nie było więcej chętnych do opuszczenia getta. Trupy niemieckich żołnierzy na ulicach przełamały psychologiczną barierę strachu przed okupantem. Żydzi przestali być postrzegani i czuć się jak bezbronne ofiary. Zmieniła się atmosfera w getcie, wzrósł autorytet podziemia. Jedynym ośrodkiem władzy w getcie była ŻOB, nazywana powszechnie „partią”. Także Rada Żydowska podporządkowała się ŻOB. Po akcji styczniowej Niemcy unikali wchodzenia do getta, szczególnie po zmroku, obawiając się niespodziewanych zasadzek i strzałów.
Organizacje militarne przygotowywały się do walki z wrogiem, natomiast ludność cywilna przygotowywała się do stawienia mu biernego oporu. Od jesieni 1942 roku powszechnie zaczęto budować bunkry. Nie były to już prowizoryczne skrytki, które ratowały ludzi w okresie akcji wysiedleńczej. Teraz budowano w piwnicach domów, pod piwnicami, oficynami lub podwórzami projektowane nieraz przez architektów kryjówki i podziemne bunkry, z dostępem do wody, elektryczności, a czasem i telefonu, z wentylacją oraz zapasami żywności — tak, by można w nich było spędzić miesiące. Bunkry odegrały ogromną rolę w powstaniu. Bez nich nie byłoby możliwe aż tak długie działania ŻOB.
&amp;nbsp;
MIEJSCA (etap IV - ogólnie):
- Dzielna 61 (dom dziecka „Dobra Wola” „Centosu”),  – Franciszkańska 30,   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),   - Kurza (dawniej Kupiecka/Majzelsa),  – Leszno 58,   – Leszno 76 (szop Schultza),  – Miła 56,  – Mochnackiego 17 (poza gettem),  – Muranowska 44,   - Mylna 11, – Nalewki 23,  – Nalewki 28-38 (szop Brauera),  – Nowolipie 58,  - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  - Nowolipki 68,
- Obrońców 27 (poza gettem),  - Ogrodowa,  – Pawia 2-20,  - Plac Krasińskich,  - Plac Parysowski,  - Plac Trzech Krzyży (poza gettem),  - Praga (poza gettem), – Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. „Duży Toebbens),  - Senatorska,  - Sławek k. Wołomina,  - Świder (poza Warszawą),
– Świętojerska 32/34,  - Umschlagplatz,   - Zamenhofa,  – Złota (poza gettem),  - Żelazna, – Żelazna 101,  – Żelazna 103 (sztab SS),
- Żoliborz (poza gettem),

TRASY:
- Trasa: Plac Grzybowski 3/5 (plebania) – Dzika (Wacha) – Powązki,</document>
<document nplp_id="5874" title="ZŁOTA (poza gettem)" slug="zlota-poza-gettem">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, III/IV

„W domu oczekuje nas nowa nieprzyjemność. Panny Jankowskie, takie jest nazwisko sublokatorek Gerty, wiedzą kim jestem. Ich ojciec był przed wojną woźnym u Jurka w fabryce. Przychodziły do ojca i stąd mnie znają. Jestem wstrząśnięta, więc tak trudno być niepoznaną. Jankowskie mimo to są uprzejme, ale stale dopytują się Gerty, czy długo zamierzam u niej pozostać. Nie mam rady. Na Złotej trzeba tak długo pozostać, aż nie załatwię wszystkiego.” (s. 59)

JA, IV B

„Nowe mieszkanie na Złotej składa się z czterech pokojów. Właścicielem jest wdowiec geometra i jego kochanka, młoda wiejska dziewczyna, Marysia Mierzycka, krewna Fiukowej. Stąd ta znajomość. Połowę mieszkania zajmuje pracownia protez, a nam użyczają przejściowy pokój stołowy. Ma to tę nieprzyjemną stronę, że stale jesteśmy na oku. Jurek twierdzi, że nie wolno nam siedzieć w domu, ponieważ może to wzbudzić podejrzenie, wobec tego całymi dniami wędrujemy bez celu, narażając się łapaczom ulicznym.” (s. 98 )

ONI, IV B

„Tu wykryto kryjówkę w podziemiu, to znów na Złotej, o kilka bram od nas zatrzymany przez policję Żyd wystrzelił. Jednego z policjantów zabił, reszta rzuciła się za nim. Zdążył wpaść do domu. Zamknięto bramę, przyjechała maszyna z żandarmerią, będzie rewizja. Jeśli go tam nie znajdą, bo może mu się uda przez dachy przejść, to mogą całą ulicę zablokować. Tak, wszystko możliwe, dla jednego Żyda warto przeszukać całą ulicę, warto kilkudziesięciu żandarmów posłać na robotę. Ciekaw tylko, że cena życia żydowskiego tak niska, właściwie bezwartościowa w mordowaniu, ma tak wielką wartość w tropieniu go. Tak się to składa.” (s. 101)

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, II A
„Zacieśniały się granice getta. Jego powierzchnię zmniejszano systematycznie, na podobieństwo zmian terytorialnych w Europie, gdzie Niemcy, zajmując poszczególne kraje, przesuwali granice dzielące ją na dwie części - wolną i okupowaną. Tak jakby Getto Warszawskie stanowiło kwestię nie mniej ważną niż Francja, a odcięcie Złotej czy też Zielnej od terenu getta było równie istotne dla poszerzenia niemieckiej przestrzeni życiowej, jak odłączenie Alzacji i Lotaryngii od Francji. Jednakże żadne z tych zdarzeń nie miało takiego znaczenia, jak przeświadczenie, które nas nieuchronnie ogarniało, zajmując centralną pozycję w naszej świadomości: byliśmy więźniami.” (s. 148)
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I
„Ze Złotej etc. wyrzucają Żydów z mieszkań.” [12 IX 1940] (s. 121)
JA/ONI, I
„Zarządziłem ankietę na Złotej. Okazało się, że - wbrew fałszywym danym o 1/10 Żydów - jest tam 50% Żydów.” [29 IX 1940] (s. 125)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Złotej znaleziono ukryte radiostacje, w związku z tym aresztowano wielu Polaków, a także Żydów.” (s. 89)
„Ostatnio krążą uporczywe pogłoski o getcie w Warszawie, o zamkniętym lub otwartym, z którego mają podobno zostać wyłączone ulice: Leszno, Elektoralna, Orla, Złota, Sienna i inne." (s. 91)
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (s. 128)
„Jedną z zagrożonych ulic jest Złota, gdzie niedawno, nawet w ostatnich dniach, przeniosło się wielu Żydów z południowych dzielnic. Kupili sobie tam za kilka tysięcy złotych mieszkania.” (s. 129)


Adina Blady-Szwajger
JA, IV B (25 I 1943)
”I poszłam. Z placówką.
25 stycznia 1943. Rano.
[…] Przeszłam przez „wachę" – bramę w murze – niekontrolowana w tłumie „placówkarzy”, którzy szli do pracy w fabryce po aryjskiej stronie. Nie pamiętam dokładnie, która to była brama, ale chyba ta na rogu Leszna i Żelaznej. Tak, chyba tam, bo znalazłam się od razu w tłumie kłębiącym się na skrzyżowaniu ulic. […] Po prostu wmieszałam się w tłum. To musiało być na Żelaznej, bo bardzo szybko znalazłam się na Złotej. Tam mieszkała pani Maria Zarębianka, córka starej piastunki mojej matki, bardzo z Mamą zaprzyjaźniona. Do niej poszłam tego pierwszego dnia.” (s. 132-134)

ADRESY:
- Złota 39,  - Złota 74 (Wydział Zdrowia),  - róg ulic Marszałkowska/Złota,   - róg ulic Złota/Żelazna,
OBSZAR:
- Obszar: Sienna/Złota,
TRASY:
- Trasa: Grzybowska - Złota,  - Trasa: róg ulic Marszałkowska/Złota - Wspólna 58,  - Trasa: Miłosna (pod Warszawą) -Złota 39,  - Trasa: Złota 39 - wieś Lipka (pod Warszawą),</document>
<document nplp_id="5876" title="ŻOLIBORZ" slug="zoliborz-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, IV B

„Umówiono się, że przyjdą wieczorem, ponieważ po ostatnim szantażu bały się wprost światła dziennego. Jakież było ich przerażenie, kiedy podchodząc do domu owej praczki zostały zatrzymane przez policję. Wylegitymowano je, oświetlono latarkami twarze. ‘Pójdziemy na komisariat’. Komisariat, śledztwo – to śmierć. Błagały, by je puszczono. W końcu policjanci dokonali dokładnej osobistej rewizji, nie cofając się przed zdjęciem trykotów, staników i pasków do pończoch (wszystko to odbywało się na jednym z pustych placów Żoliborza). Znaleźli zaszyte pieniądze, zrabowali je i odeszli.” (s. 86)

&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, III C /IV
„Na mnie i na córkę moją czekał przyjaciel mój, Stanisław Kiełbasiński, i jego brat Jan. Udałem się z początku do mieszkania pana Jana na Żoliborzu. Byłem tak osłabiony, że zwaliłem się jak kłoda i przeleżałem do południa. Następnie fryzjer ostrzygł mnie do skóry, by możliwie zmienić wygląd. Tego samego dnia zaprowadzono mnie do doktor Marii Wierzbowskiej [na Akademickiej 3]. Zaprowadzono, gdyż byłem półprzytomny. Wiedziałem, że byle zdrajca może mnie wydać Niemcom. […] Córka nasza, z gorączką do czterdziestu stopni, znalazła schronienie u naszych znajomych, zacnych państwa Voitów.
Trzy tygodnie spędziłem z żoną u pani Wierzbowskiej.” (s. 432)

Abraham Lewin
ONI, IV A
„Mówią, że tej nocy były aresztowania wśród Polaków. Opowiadają także, że dziś odbyła się &amp;lt;akcja&amp;gt; przeciwko Polakom: łapią na roboty. Akcja objęła różne dzielnice miasta: Żelazną bramę, Grochów, Żoliborz i w ogóle całe miasto. Ukrywają się oni – podobnie jak my – przed wrogiem.” (s. 288)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mówią, że wzniesie się mury także na Żoliborzu i Saskiej Kępie, tzw. umocnienia strategiczne, na wielu ulicach alarmy.” (s. 101)
„Dziś, 19 września [1940], było bardzo niespokojnie. Otoczyli cały Żoliborz i zabrali tysiące Polaków, Żydów zwalniali. To samo dzieło się na Radzymińskiej (Praga). Łapano także Żydów do robót. Mówią, że na Okęciu zabito Niemców, stąd te areszty. Brak jednak dokładnych wiadomości w tej sprawie.” (s. 124)
„Począwszy od jutra [najprawdopodobniej 28 września 1940] Żydom wolno będzie jeździć nielicznymi tramwajami. Na Żoliborz nie ma ani jednego tramwaju, którym Żydzi mogą jechać.” (s. 128)
„Wśród Polaków krąży pogłoska, że obecne getto jest tymczasowe, albowiem na Żoliborzu budują baraki.” (s. 164)
ONI, II A
„Dwaj Żydzi pozostali na Żoliborzu u swych polskich sąsiadów, którzy nie kazali im się wyprowadzić. Przychodzą z listami polecającymi Galei w sprawie otrzymania licencji monopolowych.” (s. 169)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Więc idziemy - Żoliborz – Powiśle –Praga.
Adresy - skąd brałyśmy te adresy? Ktoś mnie kiedyś o to zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Może karteczki w bramach - pokój do wynajęcia? O, nie. Raczej – najczęściej – poprzez jakoś rozgałęziające się kontakty z ludźmi „pewnymi”.” (s. 144)

Ita Dimant
JA, I
„Wybraliśmy się w pierwszych dniach ja, Fryda, Chaim i jeszcze kilka znajomych na Żoliborz, słysząc, że można kupić tam kartofle. (…) Gdyśmy po dziesięciu godzinach (wyszliśmy o piątej rano) wracali z workami na plecach - z trudnością zdobyliśmy trochę kartofli zebranych na polu wskazanym przez żandarma większej grupie szukających, dzięki temu, że nie poznali w nas Żydówek, i kupiliśmy warzywa - pogoniło za nami kilku wyrostków - byli już z nami chłopcy znów - wskazując nas Niemcowi i krzycząc Jude, Jude (skąd się tak prędko tego słowa niemieckiego nauczyli?). Niemiec nas zatrzymał i kazał zawrócić do gromadki stojących na szosie Polaków, gdzie nam zabrał cośmy mieli i porozdawał Polakom (wiem, że to była szumowina, za którą inni nie są odpowiedzialni, ale…). Ja stałam trochę na uboczu, czekając, aż przyjdzie kolej na mój worek - przepełniona nienawiścią, wściekłością (byłam też wściekle głodna, bośmy nie mieli co zabrać na drogę i zjedliśmy przez cały dzień tylko kilka marchewek) i… pogardą. Gdy Niemiec doszedł do mnie a ja mu w milczeniu pogardliwym otworzyłam worek - spojrzał na mnie i… zostawił mi wszystko. Sądził może, że nie należę do tej grupy wskazanych Żydów, że jestem Polką.” (s. 8-9)

Mietek Pachter
JA, II

„Jesteśmy na placówce TWL [obóz gospodarczy oddziałów Waffen SS – były placówki na Żoliborzu oraz Twardej 21, dalej autor pisze, że było to 2km od getta, a więc zapewne chodzi o Żoliborz] – „Towarzystwo Wykończenia Ludzi”. Praca była zależna od sezonu i dnia, była to największa bocznica, w której były wszelkie zapasy żywnościowe dla wojska. […] Pewnego dnia z naszej kolumny zostało wybranych 10 osób, ja między nimi […] jedziemy do Białobrzegów, by przywieźć materiał budowlany z tartaku. Jestem znów spokojny, przyglądam się wszystkiemu, co mijamy w drodze. Widzę dużo ludzi z ghetta idących z zasłoniętymi twarzami, ludzie ci, widząc, że w ghecie i tak długo nie pociągną, puścili się w drogę, nie ryzykowali niczym, bo cóż może być gorszego od śmierci głodowej. […] Jesteśmy w tartaku [w Białobrzegach], pracuje tam kilka ludzi, porozumieliśmy się z nimi. Pracę mają ciężką, ale do jedzenia mają dość, a to dziś jest najważniejsze. Przynieśli dla każdego z nas po białym bochenku chleba. Ładujemy deski na auto, jeden z chłopców przylatuje z wiadomością, że za tartakiem jest parnik, gdzie gotują kartofle dla świń – a ci [te] są obecnie na tym samym poziomie co my, jeśli nie wyższym. Chłopcy w lot postanowili, że wezmą dziesięć woreczków, które leżą w jednej z komórek, i naładują je kartoflami, które są przeznaczone dla świń. […] Przyjeżdżamy do Grójca, tu trzeba dolać wody do maszyny, bo chłodnica była strasznie gorąca, ja jednym skokiem znalazłem się w sklepie mleczarskim i kazałem sobie podać mleko, kilka rogalików i masła. […] Jesteśmy na miejscu, materiał wyładowują inni, my dostajemy obiad i idziemy do domu. Odległość od miejsca naszej pracy do ghetta liczyła przeszło 2 km i przez ten szmat drogi musiałem nosić mój dobry uczynek dla biednych [autor zakupił masło i chleb w Grójcu]. […] Jechałem tak cztery razy do Białobrzegów i przywoziłem, ile tylko można było, aż blokowy Krzewin zobaczył, że to może być dobry interes, więc biorąc forsę od ludzi, posyłał ich, mnie wykluczył.” (s. 44-46)

JA, III C

„Auto rusza, jedziemy do pracy na Twardą, Niemcy nas pilnują przez cały czas pracy, boją się, żebyśmy nie uciekli, czy co? I tak nie mamy dokąd uciekać, chyba że do nieba, ale tu jeszcze mamy czas. Kiedykolwiek tam przyjdziemy, to nas przyjmą bez wątpienia, więc nie mamy też powodu spieszyć się. Po całodziennej pracy biorą nas i autem zawożą do Żoliborza, tu dopiero dostajemy coś nie coś do jedzenia. Spać mamy w jednym garażu, pozwolili nam podłożyć trochę słomy.” (s. 130)

„Wiozą nas autem na Twardą i tam zostajemy pod opieką jednego SSmana, jest nim Glück, dość dobry chłop. Przypadkowo był to pierwszy z tej bandy, który okazał się ludzki trochę, tzn. że nie był na razie zły ani nie znęcał się, a to już uważane jest za unikat.
Mamy dziś zrzucić balkon na Twardej 10 w drugim podwórzu na lewej oficynie. Jak dotąd, to każdy prawie balkon pociągał za sobą ofiarę, trzeba teraz uważać, tym bardziej że był to balkon betonowy na czwartym piętrze.” (s. 132)

JA, IV A

„Jesteśmy znowu na Żoliborzu, znowu to spanie, które nas przejmuje dreszczem, już tak nas to wyczerpało, że nie jesteśmy w stanie chodzić na nogach. Kładziemy się na spoczynek z taką chęcią jak, powiedzmy, inni idą na Umschlagplatz. Cały tydzień jesteśmy na tym wygnaniu, słyszymy, że dziś wrócimy z powrotem na Ostrowską, czekamy z utęsknieniem na tą chwilę, może znajdziemy jakiś ślad o rodzicach, tak wyczekiwaliśmy tego jak zbawienia. Nareszcie kończymy pracę, biorą nas na auto, jedziemy do naszego bloku [Ostrowska 4], wszystko jest spokojnie, w ghecie nie widać żywej duszy, podobno akcja jest skończona; bardzo możliwe, bo nawet żywego człowieka nie widać.” (s. 138)

JA, IV B

„Wychodzę znowu do pracy, nie mogę wytrzymać w domu. Dowiaduję się, że samochód cegieł jedzie na Żoliborz, postanawiam z nim pojechać na Żoliborz. Zostaje wysłanych 10-ciu ludzi do wyładowania cegieł na wagony, chciałem zobaczyć, kto tam obecnie pracuje i jak wygląda. Ładujemy auto cegieł i jadę wraz z chłopcami. W ciągu kilkunastu minut jesteśmy już na drodze, którą szli chłopcy codziennie do pracy. Szli, by oddać wysiłek dla Niemców, nie spodziewali się, jaką nagrodę otrzymają.
Wjeżdżamy w bramę na Żoliborzu, mijamy garaże, tu widzę starych znajomych, jeszcze pracują w garażu, ich wysiłki jeszcze są potrzebne niemcom. Macham ręką na nich, oni poznali mnie, wiem, że przyjdą się dowiedzieć coś nowego ode mnie. Wyglądają dość dobrze, im jedzenia nie brakuje, będą mieli jeszcze trochę tłuszczu z nich niemcy. Oni są cudownymi fachowcami, robią ze starych gratów dobre auta, dlatego jeszcze żyją. Swym zdolnościom zawdzięczają obecne życie. Mijamy teraz rampę, tu chłopcy oddawali ostatni wysiłek przy skrzynkach „Apollinares” – woda mineralna dla żołnierzy z SS, by Żarce ich było strawne.” (s. 264)</document>
<document nplp_id="5877" title="SADYBA CZERNIAKOWSKA (poza gettem)" slug="sadyba-czerniakowska-poza-gettem">
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV B

„Sadyba Czerniakowska przybrała nową szatę. Opodal, w willach, bogaci spokojni ludzie wynosili swoje leżaki na werandę, cztery rasowe psy japońskie milionerki Rejtowej, ubrane w kolorowe wstążeczki, szczekały na przechodniów przylepiając mordy do parkanów. Co dzień, gdy zmęczona przyjeżdżałam z miasta, bawił mnie ten widok. Co tydzień płaciliśmy pani R. rachunki. Były kolosalne. Z przerażeniem stwierdziliśmy, że nasza kasa galopująco pustoszeje. Dzwoniłam do wuja, pytałam o rodziców. Niestety, żadnej dobrej wiadomości nie dostałam. Nie miałam już z czego posyłać im pieniędzy, a moje coraz bardziej alarmujące prośby i błagania o wydanie mi rzeczy albo pieniędzy za meble, pozostawały bez skutku.” (s. 95)
„Rano ktoś stuka do furtki. Może Jurek przyjechał – myślę. Wyskakuję z łóżka i biegnę do okna. Wzdłuż domu idzie kilku mężczyzn, jacyś urzędnicy czy znajomi. Zosia z teściową jeszcze śpią. Budzę je. Wtem drzwi bez pukania otwierają się i dwóch panów z teczkami wchodzi do pokoju.” (s. 96)
„Wieczorem wpada Stefan, cały dygoce. Zajechała maszyna z żandarmerią do R., z sąsiedniej willi. Teściową i Zosię chowamy do szafy. Panią J. z Adasiem na stryszek, przykrywamy ich płachtami. Żandarmi otaczają nasz blok. Jurka chowamy w skrzyni i przykrywamy książkami i papierami. Te wszystkie zaimprowizowane kryjówki mają wiele felerów i wprawniejszym okiem dostrzegłoby się schowanego. Dla mnie i dla Edy nie ma możliwej kryjówki. Kładę naprędce chłopkę Inki, pamiątkę po jakimś Zakopanem, na głowę chustkę i pracowicie zbieram się do zmywania talerzy. Może na służącą nie zwrócą uwagi. Eda odrabia lekcje, rozłożyła przed sobą książkę, zeszyt i pilnie przepisuje, wysuwając język z napięcia. Mała rączka drży i litery wychodzą niewyraźnie. Adaś ma kaszel. Inka z Rakowską są na tarasie, skąd co chwila przybiegają z wiadomościami. Wyprowadzają wszystkich z domów. Pierwszą R., córkę, trzy młode kobiety i trzech mężczyzn. Maszyny odjechały, ale może jeszcze wrócą. Nasi schowani wychodzą z kryjówek. Teściowa dostaje ataku sercowego. Waleriana nie pomaga. Na śmierć jest zawsze pora, na to może sobie każdy pozwolić, droga otwarta. Lepiej żyć źle, ale żyć, bo zawsze jest nadzieja przetrwania. Nie zawsze jednak jesteśmy tego zdania. Po kilku dniach wiadomości: u p. R. kryło się trzech Żydów. Rozstrzelano wszystkich wraz z gospodarzem, córką, stróżem i sąsiadem z pobliskiej willi, który tam przypadkiem zaszedł. Meble i rzeczy, które uprzednio zapieczętowano, następnego dnia po rozstrzelaniu właścicieli wywieziono.” (s. 100-101)
„Pewnego dnia znów jedziemy na Sadybę, na balustradzie powiewa ręcznik, droga otwarta. Pani J. z dziećmi na szczęście udało się wyprowadzić. Mieszka teraz niedaleko. Eryka wysłano pod Kraków. Matka i Zosia jakoś żyją. Tego dnia Rakowska i Inka są w dobrych humorach.
- Chodźmy nad wodę, porozmawiamy!
Ale obie, zapominając o ostrożności, wołają: tam nikt nie przyjdzie, już na pewno uspokoiło się! Siedzimy, gawędząc, godzinę.” (s. 102)
„W niedzielę rano jedziemy na Sadybę. Radzimy się z panią Z., Zosią i matką. Wszyscy decydują ‘in gremio’, że nie powinnam się spotkać z apaszem. Gdy wieczorem jedziemy do domu, dostajemy od pani R. ogromny, piękny bukiet jaśminu. Jak pięknie pachnie.” (s. 113)
„Pojechałam tego dnia na Sadybę, zastałam tam chorą Zosię. Rakowska zabrała ją od Pałki, by ją lekarz zbadał. Gdy tak patrzyłam na nią, półżywą, leżącą w łóżku w bólach, pomyślałam sobie, że ta moralnie i fizycznie zgnębiona istota, jakże niedawno była pełną życia ładną, silną, wesołą kobietą, dobrym lekarzem, miłym kompanem. Pomyślałam również, jak Jurek, teściowa i ja
już mało przypominamy nas samych z tamtych czasów. Wykańczamy się w tempie przyspieszonym. Wracając do domu, znów długo czekałam na tramwaj przy przesiadce.” (s. 114)

&amp;nbsp;

ONI, IV B

„Na Sadybie przy wale jest nasyp, a w nim jakby forteczka, a w niej w ziemi coś w rodzaju piwnicy. Tam mieszka pan Pałka z żoną Pałczyną i małym Pałką. Pan Pałka wygląda jak prawdziwy bandyta. Kiedyś w dzieciństwie miała książkę o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach. Pan Pałka zupełnie przypomina herszta, jego żona Pałczyna wygląda tak, jakby szmaty i brud całego świata na sobie zgromadziła. Była to kupa brudnych łachmanów, z których wychylała się jeszcze brudniejsza głowa Pałczyny i jej duże czarne ręce. Co do małego Pałki, to tylko można powiedzieć, że robił wrażenie półidioty, co przy bliższym poznaniu całkowicie się potwierdziło. Jaskinia Pałki wiecznie ciemna, cuchnąca stęchlizną, miała być wymarzonym schroniskiem dwóch tropionych kobiet. Pan Pałka nie miał określonego zawodu, właściwie za młodu był złodziejem. Obecnie, kiedy nadeszła starość stracił giętkość ruchów, bystrość umysłu i spostrzegawczość, stał się niezdolny do pracy. Cierpiał głód, biedę. Od czasu do czasu łapał ukradkiem kota lub psa o puszystej sierści, oprawiał go z futerka i robił ciepłe pantofle, które potem Pałkowa sprzedawała. Co z mięsem robił nie wiadomo, ale znając pana Pałkę można zaręczyć, że nie dał, aby mięso się zmarnowało. Oto familia in plena. Teściowa z Zosią miały mu płacić miesięcznie 500zł. Umówiono się, że z ziemi wychodzić nie będą, a jedzenie będzie przynosiła R., albo P. Któregoś dnia odwiedzam je. Z początku nic nie widzę z powodu ciemności, potem zaczynam odróżniać przedmioty, wreszcie twarze – obie wyglądają okropnie. Cieszą się moim przyjściem. Niestety, nie wolno ich często odwiedzać, bo może ktoś spostrzeże, że do Pałki dużo osób przychodzi i to wzbudzi podejrzenie. Życie ich u Pałków jest bardzo ciężkie. W dzień gnębią ich gospodarze. Pałkowej wszystko przeszkadza. Pałka dziwi się, że można jak on trzymać Żydów i dalej klepać biedę.” (s. 106-107)

&amp;nbsp;

JA, VI A

„Rok 1944 w małym pokoiku na Sadybie w mieszkaniu p. Szato. Moja teściowa i ja leżymy już w łóżku. Nakrywamy się cienkim kocykiem, pod którym marzniemy i nijak nie można rozgrzać zziębniętych kości. Pieniądze się kończą. Mieszkanie wymówione – żadnego wyjścia. Zostałyśmy już tylko my dwie. W sąsiednim pokoju zegar bije dwanaście razy. Słyszymy przez ścianę, jak rodzina Szato życzy sobie dobrego roku.” (s. 148)

ADRESY:
- Róg ulic Belwederska/Spacerowa - Sadyba Czerniakowska [Trasa]</document>
<document nplp_id="5878" title="VI.A. Między zdławieniem powstania w&amp;nbsp;getcie a&amp;nbsp;wybuchem powstania warszawskiego (12.05.1943 &amp;#8211; 1.08.1944)" slug="miedzy-zdlawieniem-powstania-w-getcie-a-wybuchem-powstania-warszawskiego-12-05-1943-1-08-1944">Po wysadzeniu 16 maja 1943 roku Wielkiej Synagogi na Tłomackiem generał SS Stroop zatytułował swój raport dla Reichsführera SS Heinricha Himmlera: „Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk – in Warschau mehr!” (Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!). Już po zdławieniu powstania w rozkazie z 11 czerwca 1943 roku Himmler kazał zniwelować teren byłego getta, nawieźć tam ziemi i utworzyć wielki park. Do wykonania tego zadania 19 lipca 1943 roku powstał specjalny obóz koncentracyjny. Od 31 sierpnia do 27 listopada 1943 roku w ruiny getta przybyły cztery transporty Żydów z Auschwitz, łącznie 3683 więźniów. Byli to wyłącznie Żydzi obcokrajowcy, pochodzący z Grecji, Francji, Niemiec, Austrii, Belgii i Holandii. Teren obozu o nazwie Konzentrationslager Warschau, nazywanego Gęsiówką, tak jak działające w getcie więzienie dla Żydów, rozciągał się wzdłuż ulicy Gęsiej od Zamenhofa do Okopowej. W kwietniu 1944 roku ten samodzielny obóz stał się podobozem Majdanka. Odtąd jego oficjalna nazwa brzmiała: Konzentrationslager Lublin. Arbeitslager Warschau. Niemieckie firmy budowlane zatrudniające też polskich robotników zajęły się budową pomieszczeń obozowych, robotami związanych z wyburzeniem pozostałych budynków getta, odzyskiwaniem materiałów użytkowych, przeszukiwaniem mieszkań, strychów, piwnic, skrytek i bunkrów w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów, towarów i kosztowności, wywózką części gruzu i zasypaniem jego resztą piwnic i kanałów, a następnie plantowania terenu. Prace zostały przerwane jeszcze przed wybuchem powstania warszawskiego. Park na „miejscu-po-getcie” nie powstał.
Dla tych, którzy przetrwali wysiedlenie i powstanie w getcie, rozpoczął się czas życia po ziemią, w gruzach. Pierwszy okres tego podziemnego życia trwał od wybuchu powstania w getcie do początków roku 1944. Szacuje się, że ruiny dzielnicy zamkniętej zamieszkiwało wówczas kilkanaście tysięcy Żydów. W wielu przypadkach były to uzbrojone grupy tzw. gruzowców, przeprowadzające wypady na Niemców bądź stawiające zbrojny opór formacjom przeszukującym getto. Sporadyczne walki toczyły się jeszcze w czerwcu i na początku lipca 1943 roku.
Obszaru byłego getta strzegł specjalny batalion Schutzpolizei, tropiący, wyłapujący i likwidujący ukrywających się „Żydów i bandytów”. Zaopatrzeni w aparaty podsłuchowe, odziani w buty o gumowych podeszwach dla tłumienia odgłosu kroków, uzbrojeni w gaz, którym zatruwali odkryte schowki, przetrząsali metr po metrze gruzowisko getta. Pomagali im w tym tzw. muserowie – czyli schwytani wcześniej Żydzi, skoszarowani na ul. Zamenhofa przy Wołyńskiej, którzy sterroryzowani groźbami i mamieni obietnicami ocalenia wydawali znajome bunkry. Zdekonspirowane schrony były gazowane, wysadzane w powietrze, zasypywane, ludzi zaś wyprowadzano na podwórko, ograbiano i rozstrzeliwano.
W ciągu dnia Żydzi pozostający w ruinach getta siedzieli w ukryciu. Wejścia były szczelnie zamknięte i zamaskowane gruzem, śmieciami, nawet zwłokami współtowarzyszy. Przeważnie pogrążeni w ciemności, dusząc się często z braku powietrza, musieli zachowywać absolutna ciszę, by nie zdradzić podejrzanym hałasem swojej obecności. Z zewnątrz dochodziły odgłosy krążących wokół Niemców. W takich warunkach toczyło się bunkrowe życie, a nawet rodziły się dzieci. Walka o byt nie pochłaniała jednak całego czasu. Pozostawały długie godziny bezczynności, oczekiwania i potwornego napięcia. Konieczność życia w grupie w sytuacji skrajnego zagrożenia, kiedy nieopatrzne czy nieodpowiedzialne zachowanie mogło przynieść zgubę wszystkim, wyzwalało uczucie solidarności, ale rodziło też ostre konflikty i kłótnie. Niektóre bunkry miały ścisły regulamin i rozkład zajęć. Zdobywanie, magazynowanie i przygotowywanie pożywienia, dzielenie racji żywnościowych, urządzanie, konserwacja i rozbudowa bunkra, różnego rodzaju służby i dyżury – to obowiązkowa praca na rzecz wspólnoty. Pozostały czas wypełniano rozmyślaniami, lekturą, pisaniem, rozmowami. Usiłowano nawet prowadzić jakąś namiastkę życia towarzyskiego.
Z kryjówki wychodziło się tylko po zapadnięciu ciemności. W nocy penetrowano gruzy w poszukiwaniu jedzenia, wody i innych niezbędnych do życia produktów, gotowano posiłki, naprawiano czy maskowano schrony. Pod osłoną nocy można było spotykać gruzowców z innych bunkrów, wymieniać informacje, podejmować wyprawy zwiadowcze, szukać kontaktu ze stroną aryjską.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Niepodległości,   - Aleja Niepodległości 227/253,   - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),  - Belwederska (poza gettem),  - Belwederska 27,  - Bonifraterska,   - Chłodna 39,  - Czerniakowska,  - Długa,  - Długa 29 (Hotel Polski),  – Dzielna 24/26 (Pawiak),  - Franciszkańska,  - Grójecka (poza gettem),  –  Grójecka 81 (bunkier „Krysia”),  - Grzybowska,  – Igańska 7,  – Karmelicka,   - Krasińskiego 21,  – Leszno,
– Leszno 54,  – Plac Krasińskich/Miodowa,  - Moniuszki 10 (kawiarnia "Adria"),  - Nabielaka (poza gettem),  - Nalewki,  - Niska,  - Nowolipie,  - Nowolipki 68,  - Plac Muranowski,  – Pawiak (Dzielna 24/26),   - Plac Politechniki (poza gettem),  - Rakowiecka (poza gettem), – Rakowiecka – SGGW,  - Sadyba Czerniakowska (poza gettem),  – Senatorska 6,  – róg ulic Senatorska/Miodowa,  - Sławek k. Wołomina,  - Smocza,  - Suwalska, – Zajączkowska (poza gettem), - Zamenhofa,  – Złota 39,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 (Gestapo) - Plac Trzech Krzyży,  - Trasa: Fałata 2 - Niepodległości 227/253,  - Trasa: Getto - Ogród Saski,  - Trasa: Klonowa - Krakowskie Przedmieście 1 - Aleja Szucha 23 - Aleje Ujazdowskie 7/9,  – Trasa: Krochmalna – Żurawia,  – Trasa: Miłosna (pod Warszawą) -Złota 39,  - Trasa: Pawia - Chmielna (Hotel Royal) - Długa 29 (Hotel Polski),  – Trasa: Puławska 83 – Narbutta 17 – Fałata 2 [Trasa],  – Trasa: Złota 39 – wieś Lipka (pod Warszawą),  - Trasa: Żurawia - Belwederska,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5879" title="16.11.1940 &amp;#8211; wiosna 1941 (Służba Porządkowa przeprowadza łapanki do&amp;nbsp;obozów pracy)" slug="16-11-1940-wiosna-1941-sluzba-porzadkowa-przeprowadza-lapanki-do-obozow-pracy"></document>
<document nplp_id="5880" title="II.B. Od&amp;nbsp;maja do&amp;nbsp;grudnia 1941 roku" slug="wiosna-1941-pozna-jesien-1941">Od kwietnia 1941 roku do przełomu 1941/42 szerzyła się w getcie fala epidemii tyfusu, związana z katastrofalnymi warunkami bytowymi oraz ze wzmożonym napływem uchodźców do getta. Przeludnione punkty dla uchodźców czy rejony najstraszniejszej gettowej nędzy, tłok na ulicach, brak środków czystości — to wszystko przyczyniało się do rozwoju wszawicy. Liczba zachorowań zaczęła gwałtownie rosnąć od kwietnia 1941 r. W sierpniu zmarło ok. 5600 osób, w tym blisko 3500 zgonów to potwierdzone przypadki tyfusu. Epidemia osiągnęła punkt kulminacyjny. „Obok głodu tyfus stał się najdonioślejszym zagadnieniem zaprzątającym uwagę całego społeczeństwa żydowskiego - zapisywał wówczas Ringelblum. - Obecnie jest to najbardziej paląca sprawa. Krzywa [epidemii] tyfusu wciąż idzie w górę. I tak na przykład teraz, w połowie sierpnia [1941 r.] , jest 6 000 - 7 000 chorujących na tyfus w mieszkaniach i około 900 w szpitalach”. W tym czasie prezes Judenratu powołuje Radę Zdrowia, mającą wypracować koncepcję zwalczania epidemii i koordynować działania. Na jej czele staje prof. Ludwik Hirszfeld. Na przełomie 1941 i 1942 r. fala epidemii zaczęła stopniowo opadać.
Latem 1941 roku liczba Żydów zamkniętych w getcie sięgała do 460 tys. Jest to okres największego zagęszczenia. Między majem a wrześniem 1941 roku przypada szczyt działalności kuchni ludowych, które wydają ok. 120 tys. „zup” dziennie.
Z początkiem lipca 1941 roku wyruszyły na ulice getta omnibusy, należące do koncesjonowanego przez Niemców "Towarzystwa Komunikacji Omnibusowej" Kona i Hellera. "Na wysokiej silnej platformie, ustawiono nadwozie z oknami, pomalowane na kolor żółty i niebieski, od tyłu ze schodkami i poręczami i wewnątrz ustawionymi po bokach ławkami. Konduktor, ubrany w opaskę ciemno-fioletową oraz maciejówkę na głowie z fioletowym otokiem, sprzedawał bilety, a zamiast motorniczego - parę koni stępa idących - poganiał biczyskiem - woźnica” - pisał Henryk Bryskier. Pierwsza linia omnibusowa obsługiwała początkowo tylko południową część getta, od skrzyżowania Śliska - Wielka do skrzyżowania Ogrodowa - Żelazna. Od lutego 1942 funkcjonowały już dwie linie - jedna w dużym, druga w małym getcie.
W sierpniu 1941 roku komisarz Auerswald poinformował Czerniakowa o projekcie zmiany granic getta, polegającym na odcięciu od niego części południowej między Chłodną a Sienną, czyli tzw. „małego getta”. Nowe granice miały teraz przebiegać wzdłuż ulic, a nie jak dotąd między posesjami. Druga połowa września stała pod znakiem paniki spowodowanej niebezpieczeństwem likwidacji "małego getta" oraz walki Judenratu o jego zachowanie. Wreszcie w październiku zapadła decyzje o poważnych zmianach granic getta: odpadają m.in. tereny na zachód od Żelaznej i na wschód od Bonifraterskiej, oraz południowa strona Siennej, przyłączone zostają m.in. domy na Chłodnej i Wolność. Na skutek planowanych zmian granic ulice Bonifraterska, Okopowa i Chłodna mają być w całości "aryjskie", a Chłodna stać się ma ulicą tranzytową, rozdzielającą getto na dwie części: południową, czyli "małe getto" oraz północną, czyli "duże getto". Ostateczny termin przesiedleń i wymiany ludności wyznaczono na grudzień 1941 roku.
15 października 1941 roku generalny gubernator Frank wydał rozporządzenie zabraniające Żydom pod groźbą kary śmierci opuszczania wyznaczonych im dzielnic mieszkaniowych. 10 listopada tego roku ukazało się rozporządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera o karze śmierci za samowolne opuszczenie getta, śmiercią karane miały być osoby udzielające Żydom pomocy. W ślad za tym w Areszcie Centralnym przy ul. Gęsiej (więzienie dla Żydów na terenie dzielnicy zamkniętej) 17 listopada rozstrzelano 6 Żydówek i 2 Żydów za przekroczenie granic getta, a 15 grudnia rozstrzelano tam 15 Żydów za to samo „przestępstwo”.
Jesienią 1941 roku do getta warszawskiego zaczęły napływać pierwsze zwiastuny Zagłady. Uciekinierzy z Litwy i kurierzy żydowskich organizacji młodzieżowych przynosili wieści o pogromach i masowych egzekucjach na wschodnich terenach Polski, przede wszystkim w podwileńskich Ponarach. 7 grudnia zaczął działać ośrodek zagłady w Chełmie nad Nerem. Na początku grudnia wojska niemieckie zostały zatrzymane pod Moskwą, a Armia Czerwona rozpoczęła kontrofensywę. Niemcy nie byli przygotowani do ostrej rosyjskiej zimy. Komisarz getta Auerswald wydał zarządzenie nakazujące Żydom oddanie wszystkich futer oraz płaszczy, okryć i kołnierzy futrzanych do 28 grudnia. Opieszałym grozi kara śmierci.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
 - Aleja Szucha 23,   - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Ceglana (szpital),  - Chłodna,  - Chłodna 10,  - Chłodna 16,  - Chłodna 20,  - Chłodna 33,  - Chłodna 78,  - Chłodna - kładka,  - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Chocimska 24 (Państwowy Zakład Higieny - poza-gettem),  - Długa 38/40 (Arbeitsamt),  - Dworzec Główny,   - Dworska 17 (szpital starozakonnych na Czystem),  – Dzielna 39, - róg ulic Dzielna/Karmelicka,  - Elektoralna,  – Elektoralna 4,  – Elektoralna 7,  – Elektoralna 11 (mieszkanie Adama Czerniakowa),  – Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha – oddział szpitala na Czystem – dezynfekcja/apteka),  – Elektoralna 26,  – Gliniana,   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),  - Grzybowska, – Grzybowska 24 (zakład pogrzebowy Pinkierta i Izaksona),   – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Grzybowska 27,  – Karmelicka,  – Karmelicka 15,  - Komitetowa,  – Krochmalna 14/16/18,  – Krochmalna 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej),  – Królewska 23 (Urząd Transferu),  – Leszno,  - Leszno 2,  – Leszno 3,  – Leszno 12 (Zakład Zaopatrywania),  – Leszno 13, – Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją), – Leszno 15 (kawiarnia „Pod Fontanną”),  – Leszno 16 (kościół Augsbursko-Ewangelicki),  – Leszno 32 (kościół Narodzenia NMP),  – Leszno 35 (kino „Femina”), – Leszno 42 (bazar),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha), – róg ulic Miła/Karmelicka (mieszkanie Jehudy Zyskinda),  - Most Poniatowskiego (poza gettem),  - Muranowska,  – Muranowska 6,  - Nalewki, – Nalewki 13,  - Nowolipie, – Nowolipie 7 (lokal C.K. Bundu i siedziba „Folkscajtung),  – Nowolipie 36 lub 38, – Nowolipie 72 (teatr „Nowy Azazel”),  - Nowolipki 10,  - Nowolipki 48/50 (kościół św. Augustyna),  - Nowolipki 52,  – Nowolipki 67,  - Ogród Krasińskich,  - Okęcie (poza Warszawą),  - Okopowa,  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  – Orla 6,  – Orla (numery parzyste)  – Otwock, Reymonta 55 (sanatorium towarzystwa „Brijus”),  - Plac Bankowy,  - Plac Grzybowski,  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych), - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  – Plac Trzech Krzyży 23,  - Plac Za Żelazną Bramą,  - Prosta,  – Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. „Duży Toebbens),  - Przeskok, – Rymarska 12 („Melody Place”),  – Rynkowa 3,  – Rynkowa 11,  – Sienna, – Sienna (numery nieparzyste),  – Sienna 16,  – Sienna 16/Śliska 9, – Sienna 41,  – Sienna 42, – Sienna 44, – róg ulic Sienna/Sosnowa,  – róg ulic Sienna/Żelazna,  - Smocza,  - Stanisławów (poza Warszawą),  – Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne – łaźnia),  - Stawki,  – Śliska, – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),  – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 5, – Tłomackie 11,   – Tłomackie 13,  – Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),  - Umschlagplatz,  - Wołyńska 21,  - Żelazna,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),

TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla,   - Trasa: Chłodna - Leszno 2 (Centos) - róg Chłodna/Żelazna (Wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,  – Trasa: Miła – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipki – Śliska 52,  - Trasa: Nalewki -Bracka - Marszałkowska - Ogród Saski,   - Trasa: Ogród Saski - Senatorska - Bielańska - Nalewki 2/ Długa 50 (pasaż Simonsa),   - Trasa: Pawiak (Dzielna 24/26) - Karmelicka - Aleja Szucha 25 (Gestapo),  – Trasa: Wołyńska 21 – róg ulic Lubeckiego/Gęsia</document>
<document nplp_id="5881" title="II.C. Styczeń &amp;#8211; Luty 1942" slug="styczen-1942">W początkach marca rozpoczęła się budowa ośrodka zagłady w Sobiborze. 17 marca zaczął funkcjonować ośrodek zagłady w Bełżcu, a połowie kwietnia ośrodek zagłady w Sobiborze.
W nocy z 17 na 18 kwietnia Niemcy przeprowadzili pierwszą zbiorową akcją terroru na terenie warszawskiego getta. Tej nocy zamordowano, według przygotowanych list imiennych, 52 osoby. Jeśli którejś z ofiar nie było w domu — mordowano kogoś innego, przypadkowego. Ten zbiorowy mord wstrząsnął dzielnicą zamkniętą. Nazywany był często „krwawym piątkiem” lub „nocą św. Bartłomieja” (rzeź hugenotów w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572). Odczytywano go jako zwiastun zbliżającej się Zagłady. Od tragicznych wydarzeń nocy z 17 na 18 kwietnia w getcie narastał terror. Zaostrzono kary za łamanie rozporządzeń okupanta. 1 lipca 1942 roku. rozstrzelano w podwarszawskich Babicach 110 osób (w tym 10 policjantów żydowskich), aresztowanych za rozmaite przewinienia (szmugiel, przebywanie po stronie aryjskiej itp.).
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Szucha 23,  - Ceglana,  – Chłodna,   - Chłodna 8,   - Chłodna 10,  - Chłodna 20,  - Chłodna - kładka,  - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Długa,   – Dzielna 39,  -  Dzielna 61 (dom dziecka „Dobra Wola” „Centosu”),   - róg ulic Dzielna/Karmelicka,  - Elektoralna,
– Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),   - Grzybowska,  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Książęca (poza gettem),
– Leszno,   – Leszno 1,   – Leszno 2 (kawiarnia „Sztuka”),  – Leszno 12 (Zakład Zaopatrywania),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Mylna,  Mylna 11,  – róg ulic Mylna/Nowolipie,  - Nalewki,  - Nowolipie,  – Nowolipie 36 lub 38,  - Nowolipki 17,   – Nowolipki 67,   – Ogrodowa 29,  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  – Orla (numery parzyste),  - Pańska, - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  - Przejazd, – Przejazd 7 (meta),  – Przejazd 9,  – Sienna 16/Śliska 9,  – Sienna 41,  - Smocza,  – Stawki 6/8 (szpital),   – Śliska,  – Tłomackie 5,  – Tłomackie 6,  – Twarda 6/ Grzybowska13 (Synagoga Nożyków),   - Waliców,  – Wolność 96,  - Żelazna,  – róg Żelazna/Grzybowska (wacha),

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla,  - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Grzybowska 26/28,   - Trasa: Długa - Mylna,  – Trasa: Pawia – Pawiak,  – Trasa: strona aryjska – wacha – Twarda – Plac Grzybowski 3/5 (plebania),</document>
<document nplp_id="5882" title="V. Powstanie w&amp;nbsp;getcie warszawskim (19.04.1943-12.05.1943)" slug="powstanie-w-getcie-warszawskim-19-04-1943-12-05-1943">Przywódcy powstania zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że jest ono skazane na klęskę militarną. Ale nie mogli czekać. Nie oni też wybrali datę. Zareagowali na wejście Niemców do getta. W tej walce był heroizm i rozpacz, męstwo i złość, pragnienie zemsty i protest przeciwko obojętności. Pogarda dla Niemców i pogarda dla śmierci. Niezgoda i bunt. Było w tej walce poczucie straszliwej samotność. Chodziło o poruszenie sumienia świata.
Broni mieli bardzo mało. Od Armii Krajowej uzyskali, jak na potrzeby szykującego się do walki getta, niewiele. Zdobywali więc ją wszelkimi możliwymi sposobami po stronie aryjskiej i szmuglowali do getta. Produkowali w podziemnych wytwórniach butelki zapalające, żarówki wypełnione kwasem siarkowym i granaty.
Starannie przygotowali się do walki. ŻOB planował ataki na Niemców z dachów i strychów, ze stanowisk przy oknach domów stojących na skrzyżowaniach głównych ulic: Nalewek i Gęsiej, Nalewek i Muranowskiej oraz Zamenhofa i Miłej. Bazę dla partyzantki miejskiej – walk ulicznych, wypadów i zasadzek – tworzyły podziemne bunkry. Getto było podzielone na trzy sektory, w każdym skoszarowano kilka grup, składających się z kilkunastu bojowców. Pierwszy – to getto centralne (9 oddziałów bojowych); dowódca — Izrael Kanał, drugi – teren szopów Többensa i Schultza (8 oddziałów bojowych); dowódca — początkowo Icchak Cukierman, a po jego wyjściu przed powstaniem na stronę aryjską zastąpiony przez Eliezera Gellera, trzeci – teren szopu szczotkarzy (Świętojerska 34, 5 oddziałów bojowych); dowódca — Marek Edelman. Główny sztab ŻOB, którym kierował Mordechaj Anielewicz, znajdował się w czasie powstania w bunkrze przy ul. Miłej 29, a następnie — w bunkrze na Miłej 18. Główne siły ŻZW znajdowały się na pl. Muranowskim, dowodzone przez Eliyahu Halberszteina, Natana Szultza, Meira Teiblooma, Józefa Goldshabera, Leona Rodala oraz Israela o nieznanym nazwisku. Mniejsze oddziały rozlokowano na terenie szopów szczotkarzy, Többensa i Schultza. Między stojącą w getcie kamienicą przy Muranowskiej 7 i położonym naprzeciwko niej, ale już po stronie aryjskiej, domem przy Muranowskiej 6 wykopano tunel, którym szmuglowano broń i którym część bojowców ŻZW ewakuowała się z getta.
Wkraczające go getta siły SS i policji liczyły początkowo około 850 ludzi. Później formacje niemieckie zostały przez gen. Stroopa znacznie wzmocnione. Do walki rzucono około 5000 ludzi, w tym: 3000 Waffen SS, SD i Policji; 22. i 23. batalion SS Ordnungspolizei (Orpo), saperzy Wehrmachtu, batalion ukraiński (tzw. Trawniki-Männer), litewskie i łotewskie oddziały pomocnicza, a także 367 polskich policjantów granatowych – do utworzenia kordonu wokół murów. Naprzeciw nich stanęli bojowcy ŻOB – ich liczbę szacuje się od minimum dwustu pięćdziesięciu do maksimum pięciuset oraz ŻZW – od stu pięćdziesięciu do dwustu sześćdziesięciu.
Powstanie miało dwie fazy. Pierwsza faza zaczęła się o świcie 19 kwietnia 1943 roku. Wkraczający do getta Niemcy zostali u zbiegu Nalewek i Gęsiej zaskoczeni silnym ogniem. Tu miało miejsce pierwsze starcie z ŻOB. Wycofujący się Niemcy zostawili na ulicy swoich zabitych i rannych. Do drugiego starcia doszło na skrzyżowaniu Zamenhofa i Miłej. Bojowcy obrzucili butelkami zapalającymi dwa niemieckie czołgi. I tym razem Niemcy wycofali się. Po południu tego samego dnia dowodzenie przejął generał SS Jürgen Stroop. Starcia rozgorzały na nowo. ŻOB bronił się u zbiegu Nalewek i Gęsiej, ŻZW na placu Muranowskim. Przez dwa następne dni bój toczył się na terenie szopu szczotkarzy, obejmującym kwartał ulic Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska, a także na pl. Muranowskim, Miłej, Franciszkańskiej, Sapieżyńskiej. Doszło też do zbrojnych potyczek w rejonie szopów Többensa i Schultza, w okolicach Leszna i Żelaznej oraz Smoczej. Ta faza walk ulicznych kończy się 24 kwietnia, kiedy Niemcy zaczynają systematycznie podpalać i burzyć getto. Bojowcy schodzą pod ziemię, do bunkrów, gdzie od samego początku gromadzi się ludność cywilna. Rozpoczyna się druga faza powstania – epizodyczne starcia zbrojne, wyszukiwanie i niszczenie bunkrów, wypalanie kolejnych połaci getta. 8 maja Niemcy odkrywają bunkier na Miłej 18. Bojowcy popełniają zbiorowe samobójstwo, jednak kilkorgu udaje się ukryć i wydostać niestrzeżonym wyjściem. Następnego dnia do getta dociera Symcha Ratajzer („Kazik”), który przy pomocy Polaków z GL zorganizował ewakuację bojowców, którym udało się przeżyć w płonącym getcie i do których zdołał dotrzeć. Wychodzą kanałami na stronę aryjską.
Polskie podziemie zbrojne przeprowadziło, jak szacują historycy, 11 bojowych akcji solidarnościowych. Największa i najważniejsza miała miejsce już 19 kwietnia wieczorem. Grupa żołnierzy AK, pod dowództwem kpt. Józefa Pszennego („Chwackiego”), podjęła próbę przebicia muru getta od strony ul. Bonifraterskiej. Siły niemieckie były jednak w tym rejonie większe niż się spodziewano. Minę, która miała rozerwać mur, zdetonowano daleko od celu. Nastąpiła chaotyczna wymiana ognia, w której zginęło dwóch żołnierzy AK, kilku zostało rannych. Zabito granatowego policjanta, a według niektórych relacji również kilku Niemców.
Dnia 16 maja o godz. 20.15 Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę na Tłomackiem. Był to symboliczny koniec powstania w getcie warszawskim. Dokonała się ostateczna zagłada ulic, domów i ludzi. Getto zostało obrócone w morze gruzów i zgliszczy, pod którymi tliło się jeszcze przez długi czas ukryte w bunkrach życie.
&amp;nbsp;

MIEJSCA:
- Belwederska 27,   - Bonifraterska,  - róg ulic Bonifraterska/Franciszkańska,  – Dzika 3,  - Franciszkańska,  – Franciszkańska 20,
- Franciszkańska 22,   – Franciszkańska 30,  – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha), - Igańska (poza gettem),  – Igańska 7,   - Królewska,
– Leszno,  – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),  – Leszno 56,  – Leszno 72,  – Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  – Leszno 76 (szop Schultza),  – róg ulic Leszno/Karmelicka,  – Miła 18,  – Trasa: Miła 37 – Miła 7,  - Muranowska,  - Nalewki,  – Nalewki 28-38 (szop Brauera), – Nalewki 32,  – róg ulic Nalewki/Gęsia,  - Niska,  – Nowolipie 64,  – Nowolipie 67,  – Nowolipie 72,  - Nowolipki 41,  – Ogrodowa 29,  – Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza), - Okopowa, - Plac Grzybowski,  - Plac Krasińskich, – Plac Krasińskich/Świętojerska,  - Plac Muranowski,  - Plac Teatralny,  - Plac Za Żelazną Bramą,  – róg ulic Prosta/Twarda,  - Przebieg,    – Stawki 6,  – Szustra (poza gettem),  - Świętojerska,  – Świętojerska 28,   – róg ulic Świętojerska 32/34 /Franciszkańska (szop szczotkarzy),  – Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  - Targówek (poza Warszawą),  - Umschlagplatz,  – Wałowa,  - Wronia,  - Zamenhofa, –  Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  – róg ulic Zamenhofa/Miła,
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
OBSZARY:
– Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),

&amp;nbsp;
TRASY:
– Trasa: Franciszkańska – Nalewki – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – róg ulic Prosta/Twarda,  - Trasa: Krochmalna - Belwederska 27,   - Trasa: Krochmalna - Chałubińskiego - Plac Unii Lubelskiej - Belwederska 27 ,   – Trasa: Miła 37 – Miła 7,    – Trasa: Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa,

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5883" title="VI. Między zdławieniem powstania w&amp;nbsp;getcie a&amp;nbsp;wyzwoleniem Warszawy (12.05.1943-17.01.1945)" slug="po-zdlawieniu-powstania-w-getcie-do-wyzwolenia-warszawy-12-05-1945-17-01-1945">VI.A. Między zdławieniem powstania w getcie a wybuchem powstania warszawskiego (12.05.1943 - 1.08.1944)
Po wysadzeniu 16 maja 1943 roku Wielkiej Synagogi na Tłomackiem generał SS Stroop zatytułował swój raport dla Reichsführera SS Heinricha Himmlera: „Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk – in Warschau mehr!” (Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!). Już po zdławieniu powstania w rozkazie z 11 czerwca 1943 roku Himmler kazał zniwelować teren byłego getta, nawieźć tam ziemi i utworzyć wielki park. Do wykonania tego zadania 19 lipca 1943 roku powstał specjalny obóz koncentracyjny. Od 31 sierpnia do 27 listopada 1943 roku w ruiny getta przybyły cztery transporty Żydów z Auschwitz, łącznie 3683 więźniów. Byli to wyłącznie Żydzi obcokrajowcy, pochodzący z Grecji, Francji, Niemiec, Austrii, Belgii i Holandii. Teren obozu o nazwie Konzentrationslager Warschau, nazywanego Gęsiówką, tak jak działające w getcie więzienie dla Żydów, rozciągał się wzdłuż ulicy Gęsiej od Zamenhofa do Okopowej. W kwietniu 1944 roku ten samodzielny obóz stał się podobozem Majdanka. Odtąd jego oficjalna nazwa brzmiała: Konzentrationslager Lublin. Arbeitslager Warschau. Niemieckie firmy budowlane zatrudniające też polskich robotników zajęły się budową pomieszczeń obozowych, robotami związanych z wyburzeniem pozostałych budynków getta, odzyskiwaniem materiałów użytkowych, przeszukiwaniem mieszkań, strychów, piwnic, skrytek i bunkrów w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów, towarów i kosztowności, wywózką części gruzu i zasypaniem jego resztą piwnic i kanałów, a następnie plantowania terenu. Prace zostały przerwane jeszcze przed wybuchem powstania warszawskiego. Park na „miejscu-po-getcie” nie powstał.
Dla tych, którzy przetrwali wysiedlenie i powstanie w getcie, rozpoczął się czas życia po ziemią, w gruzach. Pierwszy okres tego podziemnego życia trwał od wybuchu powstania w getcie do początków roku 1944. Szacuje się, że ruiny dzielnicy zamkniętej zamieszkiwało wówczas kilkanaście tysięcy Żydów. W wielu przypadkach były to uzbrojone grupy tzw. gruzowców, przeprowadzające wypady na Niemców bądź stawiające zbrojny opór formacjom przeszukującym getto. Sporadyczne walki toczyły się jeszcze w czerwcu i na początku lipca 1943 roku.
Obszaru byłego getta strzegł specjalny batalion Schutzpolizei, tropiący, wyłapujący i likwidujący ukrywających się „Żydów i bandytów”. Zaopatrzeni w aparaty podsłuchowe, odziani w buty o gumowych podeszwach dla tłumienia odgłosu kroków, uzbrojeni w gaz, którym zatruwali odkryte schowki, przetrząsali metr po metrze gruzowisko getta. Pomagali im w tym tzw. muserowie – czyli schwytani wcześniej Żydzi, skoszarowani na ul. Zamenhofa przy Wołyńskiej, którzy sterroryzowani groźbami i mamieni obietnicami ocalenia wydawali znajome bunkry. Zdekonspirowane schrony były gazowane, wysadzane w powietrze, zasypywane, ludzi zaś wyprowadzano na podwórko, ograbiano i rozstrzeliwano.
W ciągu dnia Żydzi pozostający w ruinach getta siedzieli w ukryciu. Wejścia były szczelnie zamknięte i zamaskowane gruzem, śmieciami, nawet zwłokami współtowarzyszy. Przeważnie pogrążeni w ciemności, dusząc się często z braku powietrza, musieli zachowywać absolutna ciszę, by nie zdradzić podejrzanym hałasem swojej obecności. Z zewnątrz dochodziły odgłosy krążących wokół Niemców. W takich warunkach toczyło się bunkrowe życie, a nawet rodziły się dzieci. Walka o byt nie pochłaniała jednak całego czasu. Pozostawały długie godziny bezczynności, oczekiwania i potwornego napięcia. Konieczność życia w grupie w sytuacji skrajnego zagrożenia, kiedy nieopatrzne czy nieodpowiedzialne zachowanie mogło przynieść zgubę wszystkim, wyzwalało uczucie solidarności, ale rodziło też ostre konflikty i kłótnie. Niektóre bunkry miały ścisły regulamin i rozkład zajęć. Zdobywanie, magazynowanie i przygotowywanie pożywienia, dzielenie racji żywnościowych, urządzanie, konserwacja i rozbudowa bunkra, różnego rodzaju służby i dyżury – to obowiązkowa praca na rzecz wspólnoty. Pozostały czas wypełniano rozmyślaniami, lekturą, pisaniem, rozmowami. Usiłowano nawet prowadzić jakąś namiastkę życia towarzyskiego.
Z kryjówki wychodziło się tylko po zapadnięciu ciemności. W nocy penetrowano gruzy w poszukiwaniu jedzenia, wody i innych niezbędnych do życia produktów, gotowano posiłki, naprawiano czy maskowano schrony. Pod osłoną nocy można było spotykać gruzowców z innych bunkrów, wymieniać informacje, podejmować wyprawy zwiadowcze, szukać kontaktu ze stroną aryjską.
VI.B. Powstanie warszawskie (1.08.1944 - 2.10.1944)
Już pierwszego dnia powstania warszawskiego oddział por. Sosabowskiego („Sasinek”) z Kedywu Okręgu Warszawskiego opanował wielkie magazyny żywności i mundurów niemieckich przy ulicy Stawki 4 (Umschalgplatz). Magazyny były świetnie zaopatrzone, między innymi w panterki, w które umundurowało się zgrupowanie „Radosław”. Oddziały „Radosława” broniły przedpola Starego Miasta, utrzymując się w rejonie Powązek. W środę 9 sierpnia teren szkoły i magazynów na Stawkach przechodził z rąk do rąk. Niemcy siedzieli umocnieni w budynkach szkolnych, w kompleksie dawnego Umschlagplatzu. Udało się ich wyprzeć z budynku szkoły. Jednak Stawek nie udało się utrzymać. W niedzielę 13 sierpnia Niemcy przypuścili potężne natarcie na północne i zachodnie linie obrony Starówki. Po kilku godzinach ciężkiej walki oddziały AK straciły ostatecznie Stawki. Pierścień wojsk niemieckich zamknął się wokół Starego Miasta.
5 sierpnia żołnierze z batalionu „Zośka” przeprowadzili od strony ul. Okopowej zwycięski atak na obóz KL Warschau (Gęsiówka). Po parogodzinnej walce powstańcy zdobyli Gęsiówkę i uwolnili 348 żydowskich więźniów różnych narodowości. Decydującą rolę w zwycięstwie odegrał szturm z użyciem dwóch zdobycznych czołgów niemieckich typu „Pantera”, dowodzonych przez por. Wacława Micutę („Wacław”). Wyswobodzeni Żydzi chcieli przyłączyć się do powstania. Części udało się wziąć czynny udział w walkach w różnych formacjach powstańczych na Starym Mieście. Większość znalazła zatrudnienie w służbach pomocniczych. Nie powiodła się próba sformowania osobnego batalionu żydowskiego.
VI.C. Między upadkiem powstania warszawskiego a wyzwoleniem Warszawy (2.10.1944 - 17.01.1945)
Drugi okres życia w gruzach — już nie tylko na obszarach byłego getta, lecz całej Warszawy — trwał od upadku powstania warszawskiego aż do wyzwolenia. W ruinach stolicy pozostało około kilkuset osób. Niektórzy wytrwali aż do 17 stycznia 1945 r. Przylgnęła do nich nazwa „Robinsonowie Warszawscy”. Byli wśród nich Żydzi. Dawid Fogelman, przebywający razem z trzema towarzyszami w zamaskowanych piwnicach zwalonego domu przy ul. Szczęśliwej 5 od połowy sierpnia 1944 do 18 stycznia 1945 r., pisał w swym pamiętniku bunkrowym: „Żyjemy tak jak Robinson Cruzoe, z tą różnicą, że on był wolny, mógł się swobodnie poruszać, a my musimy żyć w ukryciu”. Nieco inaczej różnicę między sobą a bohaterem powieści Daniela Defoe widział Władysław Szpilman, ukrywający się w pojedynkę od 15 sierpnia 1944 r. aż do wyzwolenia w rejonie Al. Niepodległości: „byłem tak samotny, jak chyba nie był żaden jeszcze człowiek na świecie. Bo jeżeli nawet Defoe chciał stworzyć typ idealny samotnego człowieka – Robinsona Cruzoe, to zostawił mu jednak nadzieję spotkania ludzi. (…) Ja od otaczających mnie teraz ludzi – jeżeli się zbliżali – musiałem uciekać, kryć się, pod grozą śmierci”.
*
Ruiny całej Warszawy stały się niemal natychmiast po 17 stycznia 1945 roku terytorium intensywnego szabru. Szczególnie ohydną formę przybierał szaber uprawiany przez poszukiwaczy żydowskiego złota w gruzach getta. Miejsce cierpienia, walki i zagłady warszawskich Żydów, kryjące pod spodem ciała spalonych, uduszonych dymem, zasypanych, zastrzelonych — stało się teraz celem wypraw rabusiów wyposażonych w wiadra, łopaty i sita, służące do przesiewania popiołów pomordowanych ludzi.
&amp;nbsp;

MIEJSCA (etap VI - ogólnie):
– skrzyżowanie Filtrowa/Sędziowska,   – róg ulic Złota/Żelazna,

&amp;nbsp;
OBSZARY:
&amp;nbsp;
TRASY:</document>
<document nplp_id="5884" title="VI.B. Powstanie warszawskie (1.08.1944 &amp;#8211; 2.10.1944)" slug="powstanie-warszawskie-1-08-1944-2-10-1944"> Już pierwszego dnia powstania warszawskiego oddział por. Sosabowskiego („Sasinek”) z Kedywu Okręgu Warszawskiego opanował wielkie magazyny żywności i mundurów niemieckich przy ulicy Stawki 4 (Umschalgplatz). Magazyny były świetnie zaopatrzone, między innymi w panterki, w które umundurowało się zgrupowanie „Radosław”. Oddziały „Radosława” broniły przedpola Starego Miasta, utrzymując się w rejonie Powązek. W środę 9 sierpnia teren szkoły i magazynów na Stawkach przechodził z rąk do rąk. Niemcy siedzieli umocnieni w budynkach szkolnych, w kompleksie dawnego Umschlagplatzu. Udało się ich wyprzeć z budynku szkoły. Jednak Stawek nie udało się utrzymać. W niedzielę 13 sierpnia Niemcy przypuścili potężne natarcie na północne i zachodnie linie obrony Starówki. Po kilku godzinach ciężkiej walki oddziały AK straciły ostatecznie Stawki. Pierścień wojsk niemieckich zamknął się wokół Starego Miasta.
5 sierpnia żołnierze z batalionu „Zośka” przeprowadzili od strony ul. Okopowej zwycięski atak na obóz KL Warschau (Gęsiówka). Po parogodzinnej walce powstańcy zdobyli Gęsiówkę i uwolnili 348 żydowskich więźniów różnych narodowości. Decydującą rolę w zwycięstwie odegrał szturm z użyciem dwóch zdobycznych czołgów niemieckich typu „Pantera”, dowodzonych przez por. Wacława Micutę („Wacław”). Wyswobodzeni Żydzi chcieli przyłączyć się do powstania. Części udało się wziąć czynny udział w walkach w różnych formacjach powstańczych na Starym Mieście. Większość znalazła zatrudnienie w służbach pomocniczych. Nie powiodła się próba sformowania osobnego batalionu żydowskiego.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- 6 Sierpnia,   - Aleja Niepodległości,   - Aleja Niepodległości 218,   - Aleja Niepodległości 227/253,  - róg ulic Belwederska/Grottgera,  - róg ulic Belwederska/Podchorążych,  - Czerniakowska 231 (szpital),  - Dworzec Zachodni,  – Leszno,  - Langiewicza,  - Plac Politechniki (poza gettem),  - Podchorążych (poza gettem),  - Pruszków - obóz (poza Warszawą),   - Sędziowska,  – Sędziowska 2,  - Spacerowa (poza gettem),
– Zajączkowska (poza gettem),

OBSZARY:
- Obszar: Kolonia Staszica (Filtrowa 30, Al. Niepodległości, Wawelska, Sędziowska, Nowowiejska i Krzywickiego), – Obszar: Plac Politechniki/Filtry (Koszykowa/Krzywickiego/Filtrowa/Raszyńska),
TRASY:
- Trasa: Aleja Niepodległości 218 - Aleja Niepodległości 227/253,  - Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Aleja Niepodległości 218,  - Trasa: Belwederska - Aleje Ujazdowskie - Aleja Szucha 25,  - Trasa: róg Belwederska/Spacerowa - Sadyba Czerniakowska,  - Trasa: Dworzec Zachodni - Pruszków,  – Trasa: Złota 39 – wieś Lipka (pod Warszawą),</document>
<document nplp_id="5885" title="VI.C. Między upadkiem powstania warszawskiego a&amp;nbsp;wyzwoleniem Warszawy (2.10.1944 &amp;#8211; 17.01.1945)" slug="miedzy-upadkiem-powstania-a-wyzwoleniem-warszawy-2-10-1944-17-01-1945">Drugi okres życia w gruzach — już nie tylko na obszarach byłego getta, lecz całej Warszawy — trwał od upadku powstania warszawskiego aż do wyzwolenia. W ruinach stolicy pozostało około kilkuset osób. Niektórzy wytrwali aż do 17 stycznia 1945 r. Przylgnęła do nich nazwa „Robinsonowie Warszawscy”. Byli wśród nich Żydzi. Dawid Fogelman, przebywający razem z trzema towarzyszami w zamaskowanych piwnicach zwalonego domu przy ul. Szczęśliwej 5 od połowy sierpnia 1944 do 18 stycznia 1945 r., pisał w swym pamiętniku bunkrowym: „Żyjemy tak jak Robinson Cruzoe, z tą różnicą, że on był wolny, mógł się swobodnie poruszać, a my musimy żyć w ukryciu”. Nieco inaczej różnicę między sobą a bohaterem powieści Daniela Defoe widział Władysław Szpilman, ukrywający się w pojedynkę od 15 sierpnia 1944 r. aż do wyzwolenia w rejonie Al. Niepodległości: „byłem tak samotny, jak chyba nie był żaden jeszcze człowiek na świecie. Bo jeżeli nawet Defoe chciał stworzyć typ idealny samotnego człowieka – Robinsona Cruzoe, to zostawił mu jednak nadzieję spotkania ludzi. (...) Ja od otaczających mnie teraz ludzi – jeżeli się zbliżali – musiałem uciekać, kryć się, pod grozą śmierci”.
*
Ruiny całej Warszawy stały się niemal natychmiast po 17 stycznia 1945 roku terytorium intensywnego szabru. Szczególnie ohydną formę przybierał szaber uprawiany przez poszukiwaczy żydowskiego złota w gruzach getta. Miejsce cierpienia, walki i zagłady warszawskich Żydów, kryjące pod spodem ciała spalonych, uduszonych dymem, zasypanych, zastrzelonych — stało się teraz celem wypraw rabusiów wyposażonych w wiadra, łopaty i sita, służące do przesiewania popiołów pomordowanych ludzi.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Trzeciego Maja 5 (poza gettem),  - Belwederska 27,  - Grodzisk Mazowiecki (poza Warszawą),  - Narbutta 8,  - Piaseczno (poza Warszawą),  - Żyrardów (poza Warszawą),

TRASY:
- Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Sędziowska - Kolonia Staszica,

- Trasa: Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Praga (przebieg hipotetyczny),

- Trasa: Grodzisk Mazowiecki - Milanówek,

- Trasa: Jankowo - Grodzisk Mazowiecki,

- Trasa: Jankowo - Nowe Miasto - Piaseczno - Warszawa,

– Trasa: Józefów – Piaseczno,

– Trasa: Piaseczno – Grójec,</document>
<document nplp_id="5886" title="NATOLIŃSKA (poza gettem)" slug="natolinska-poza-gettem">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV B

„Nazajutrz jedziemy w wesołym nastroju na Natolińską do Fiuków. Obmyśliłam już szczęśliwe plany jak to my, urządzeni na wsi, sprowadzimy rodziców. Tak, człowiekiem pracującym nikt się zbytnio nie interesuje. Jeżeli przyjedziemy na pracę, szybko zaaklimatyzujemy się. U Fiuków już czekają na nas. Oboje rodzice 19-letnia córka, wymalowana i ubrana z tanią elegancją, znałam ją jako małą dziewczynkę i po prostu trudno mi ją poznać, oraz dwóch chłopaków – trzynastoletni i ośmioletni. Przedstawiają naj jako krewnych, ale Janka – córka – wie kim jesteśmy. W pewnej chwili przychodzi przyszły zięć, narzeczony Janki. Jest to młody, dwudziestokilkuletni człowiek o twarzy wyjątkowo niesympatycznej i chytrych rozbieganych oczach, robi na nas wrażenie bardzo niekorzystne i z przerażeniem dowiadujemy się w trakcie rozmowy, że wie, kim jesteśmy. Zapewnia nas o swojej przyjaźni i czym więcej mówi o swojej życzliwości, tym bardziej boję się go i nie wierzę mu. Godzina odejścia zbliża się i Jurek z Fiukiem zabierają się w drogę. Ziutek, takie jest imię narzeczonego Janki, pragnie mnie odprowadzić do domu, ale ja ze względów ostrożnościowych pozwalam się tylko odprowadzić do tramwaju i jadę w odwrotnym kierunku, chcąc zatrzeć ślady za sobą. Ten człowiek nie podoba mi się.” (s. 96)

</document>
<document nplp_id="5889" title="OKRĘŻNA 55 (poza gettem)" slug="okrezna-55-poza-gettem">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV B

„Zza rogu nadjeżdża niemiecka maszyna. Wyskakuje z niej SS-man i pyta nas, gdzie tu ulica Okrężna 55 (adres R.). Jurek uważnie rozgląda się po numerach. Jaki on spokojny. W końcu wzrusza ramionami.
- Tu jest okrężna, ale jaki do, nie mam pojęcia, ja nie jestem stąd.
Odchodzimy, idę szybko.
- Nie leć – szepcze Jurek – spokój.
Inka jest blada jak śmierć. Maszyna jedzie dalej. Przy przystanku zatrzymujemy się.” (s. 102)

</document>
<document nplp_id="5890" title="ALEJE UJAZDOWSKIE (poza gettem)" slug="aleje-ujazdowskie-poza-gettem">
Noemi Szac-Wajnkranc
ONI, IV B

„Młody człowiek w okularach i nieskazitelnej świeżości szarym garniturze, to agent-szmalcownik. W chwili, gdy Jurek przechodził przez kontrolę, pokazując bilet, agent podszedł i poprosił go o dowód. Fiuk z małym, idący przed Jurkiem nie zauważyli zapewne, że go nie ma. Zaprowadził go w Aleje Ujazdowskie. Na zegarek i wieczne pióro, które Jurek mu ofiarował, nawet nie spojrzał. Dopiero gdy doszli do wrót urzędu, na usilne prośby Jurka zmiękł i przystąpił do targów. Jurek przy sobie pieniędzy nie miał. Wiedząc, że jestem u F., tam go sprowadził.” (s. 103).

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
IV A
„Któregoś dnia zostałem przywołany przez przewodniczącego grupy, który mnie powiadomił, że udało mu się ulokować mnie w grupie pracującej przy budowie koszar SS na dalekim Mokotowie. Miałem dzięki temu otrzymywać lepsze wyżywienie i miało mi tam być ogólnie lepiej. Prawda wyglądała zupełnie inaczej. Nasza nowa grupa musiała wstawać o dwie godziny wcześniej, żeby po przejściu przez całe miasto i pokonaniu dobrych kilkunastu kilometrów przybyć punktualnie do pracy. Gdy zmęczeni marszem przychodziliśmy na miejsce, kazano nam natychmiast zabierać się do pracy, która znacznie przewyższała moje siły. Musiałem nosić na górę cegły ułożone w stos na desce, którą trzymałem na plecach. W przerwach dźwigałem wiadra z wapnem i żelazne belki. Może udałoby mi się dać sobie z tym radę, gdyby nie nadzorcy z SS - przyszli mieszkańcy tych koszar, będący zdania, że pracujemy zbyt wolno. Rozkazali nam nosić stosy cegieł i żelazne belki biegiem, a gdy któregoś z nas ogarniała słabość i stawał, bili go nahajkami, w których skórę wplecione były ołowiane kulki. Nie wiem, jak bym przetrzymał ten pierwszy etap ciężkiej pracy fizycznej, gdybym nie wybłagał u tego samego szefa grupy, by przeniósł mnie do pracy przy budowie pałacyku Hauptfuhrera SS w Alejach Ujazdowskich. Było tam rzeczywiście znośniej i dawało się jakoś wytrzymać. Ta znośność polegała głównie na tym, że pracowaliśmy razem z niemieckimi mistrzami i polskimi fachowcami, budującymi tu po części pod przymusem, po części zaś na kontraktach.” (s. 111-112)
JA, IV A
„Najbardziej w tym wszystkim niepokoiła mnie perspektywa zimy, u której progu już się znajdowaliśmy. Nie miałem żadnego ubrania i - oczywiście - żadnych rękawiczek. Byłem zawsze dość wrażliwy na zimno, a gdybym odmroził sobie ręce, tak ciężko przy tym pracując fizycznie, mógłbym zapomnieć w przyszłości o zawodzie pianisty. Z rosnącą troską przypatrywałem się coraz bardziej żółknącym liściom drzew w Alejach Ujazdowskich, a podmuchy wiatru stawały się chłodniejsze każdego dnia. W tym czasie wymieniono nasze prowizoryczne „numerki na życie” na nieograniczone czasowo i jednocześnie przeniesiono mnie na nowe miejsce skoszarowania w getcie - przy ulicy Kaczej. Zmieniliśmy też miejsce zatrudnienia po „aryjskiej” stronie. Prace w pałacyku w Alejach kończyły się i nie wymagały już tak wielu robotników. Część z nas przeniesiono na Narbutta 8, gdzie przygotowywaliśmy mieszkania dla jakiejś formacji oficerów SS. Było coraz zimniej i coraz częściej drętwiały mi podczas pracy palce.” (s. 113-114)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, I
„W ślad za wprowadzonymi opaskami rozpoznawczymi i zakazem korzystania z dorożek i pierwszych wozów tramwajowych pokazały się w pewnych punktach miasta tablice zakazujące przechodzenia po tych ulicach Żydom.” (s. 40)
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, IV A
„Nazajutrz Henryk dostarczył 5 tys. złotych pod wskazany adres, gdzieś w Alejach Ujazdowskich. W kierowniku agentów rozpoznał dawnego prześladowcę i łapówkarza z getta, z którym w swoim czasie się zetknął.” (s. 190)

ADRESY:
- Aleje Ujazdowskie 23 (siedziba SS),   - Aleje Ujazdowskie 29 (ambasada USA), - róg ulic Koszykowa/Aleje Ujazdowskie,
TRASY:
- Trasa: Bagatela 12 - Aleje Ujazdowskie - Długa (Trasa),   - Trasa: Belwederska - Aleje Ujazdowskie - Aleja Szucha 25,  - Trasa: Klonowa - Krakowskie Przedmieście 1 - Aleja Szucha 25 - Aleje Ujazdowskie 7/9 (Trasa),   - Trasa: Plac Teatralny - Trakt Królewski - Aleje Ujazdowskie - Plac Unii Lubelskiej - Rakowiecka (trasa tramwajowa),</document>
<document nplp_id="5891" title="CHMIELNA (poza gettem)" slug="chmielna-poza-gettem">Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV B

„Jurek jest w fabryce, kręcę się w pokoiku na Chmielnej jak w klatce, do okna nie podchodzę, bo to niewskazane. Łóżko, stół, szafa. Jak tu nędznie, myślę. Przestawiam łóżko we wszystkich możliwych kierunkach, mokrą ściereczką wycieram stół, ale to wcale nie pomaga i w żaden sposób nie chce być przytulniej. Obtłuczone garnki i dwa popękane talerze również nie sprawiają korzystnego wrażenia. Z żalem myślę, że tych pogardzanych biednych naczyń też nie ma czym zapełnić. Madame Kosińska przychodzi na pogawędkę. Durzy mi głowę meldunkiem i opowiadaniami o jej młodości, jedno i drugie zupełnie nieistotne. Tak jak jej młodość nie wróci, tak i my nigdy się tu nie zameldujemy [...]. W domu Jurka nie ma. Odgrzewam zupę. Drzewo mokre jak na złość, nie chce się palić. Palec znów boli. Czy jeszcze długo można się tak męczyć. Przypomina mi się powiedzonko Jurka: Zło nie ma granic i nie ma takiej sytuacji, żeby nie mogło być gorzej.” (s. 114)

&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, I/II
„W ośrodkach zdrowia w dzielnicy aryjskiej jeszcze przed utworzeniem dzielnicy wisiały ogłoszenia: &amp;gt;&amp;gt;Żydówkom prostytucja jest wzbroniona&amp;lt;&amp;lt;. Prawodawstwo niemieckie w zasadzie zabrania domów publicznych. Władze wojskowe jednak wprowadziły je na terenach okupowanych. Na niektórych ulicach, jak na Chmielnej, widziało się długie kolejki żołnierzy przed domami publicznymi. Porządek musiał być. Policja polska musiała pilnować, jak prostytutki Polki oddawały się żołnierzom niemieckim. Zaszczyt ten ominął prostytutki żydowskie.” (s. 358)


Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„O godz. 2 pp. meldują o ekscesach przeciwko Żydom na Chmielnej i w okolicy Gminy. Zarządzono pogotowie. O 3 pp. pono uspokoiło się.” [31 V 1940] (s. 94)

ONI, I
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono... cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (s. 128)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Byli jeszcze dwaj chłopcy, którzy spędzili lato 43 r. w ziemiance w ogrodzie zrujnowanej willi na Mokotowie. […] Dwie malutkie figurki, czarne na białym śniegu, dwóch obdartusów i latarka. Kazałyśmy natychmiast ją zgasić i iść naprzód. Szłyśmy tak za nimi i patrzyłyśmy na te drobne sylwetki odcinające się od śniegu i idące przed siebie, w pustkę. Na każdym rogu stawali i czekali na dalsze wskazówki. A myśmy miały dusze na ramieniu. Ale udało się. Mieszkanie było chyba na Chmielnej. Na trzecim piętrze. Dotarliśmy bez powikłań. Dobra, serdeczna pani Jadwiga, której nazwiska, niestety, nie pamiętam, zaczęła od gorącej kąpieli i spalenia wszystkiego, co mieli na sobie.
To było mieszkanie za pieniądze, ale opiekunka okazała się serdecznym, uczciwym człowiekiem. Chłopcy przeżyli wojnę.” (s. 230-231)


ADRESY:
- Chmielna 49/19
TRASY:
- Trasa: Pawia - Chmielna (Hotel "Royal'") - Długa 29 (Hotel "Polski"),


&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="5893" title="PRZEBIEG" slug="przebieg">

Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, V

„Dwa miesiące walki z silnym wrogiem, z coraz to nowymi oddziałami. Byliśmy bez wody i bez światła, bo na je Niemcy odcięli, dostawa broni była bardzo niewystarczająca, wykryto jeden z przekopów dzielnicowych na Przebiegu. Była to wielka klęska, ale ani na chwilę nie ustawaliśmy w boju. Po świecie szło echo: getto warszawskie bije się już dwa miesiące, a Niemcy tracą tam bez skutku broń, tanki, ludzi, wstyd… i oto Niemcy postanawiają skończyć z nami inaczej, bo walka uczciwa, walka oko w oko, nawet taka walka ze słabszym jest jeszcze, jak dla nich, zbyt bohaterska. Po co walczyć, kiedy można nas spalić.” (s. 118)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, II D
„Zarząd Miejski nie chce zwolnić domu żebraków na ul. Przebieg. Grozi to usunięciem około 8000 Żydów z okolicy Muranowa.” (s. 271)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na ul. Przebieg dwa wojskowi zażądali od mego znajomego 50 zł okupu. Nie miał, zaprowadzili go kilka kilometrów za miasto i tam zabrali mu palto.” (s. 148)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (maj 1942)

„Poszliśmy następnie zobaczyć „niespodziankę”. Polegała ona na ogólnym widoku Warszawy z pustego, siódmego piętra pewnego domu przy ulicy Przebieg. Ochrzciłam od razu to miejsce – "Siódme Niebo" i nie mogłam powstrzymać łez, widząc tak blisko moją ukochaną Wisłę po raz pierwszy od dwudziestu miesięcy.

Cudowne to było uczucie – przebywać tak wysoko i tak daleko na pozór od świata zewnętrznego. ” (s. 33)

JA/ONI, II D (20 czerwca 1942)

„Owego dnia szliśmy odwiedzić, po raz ostatni, „Siódme Niebo”. W kilka dni potem ulica Przebieg miała zostać wyłączona z getta, wraz z wszystkimi przecznicami Placu Muranowskiego.” (s. 43)

JA/ONI, II D (20 czerwca 1942)

„Dom stał już prawie pustkami. W bramie jakiś człowiek zerwał ogłoszenia. Zanim zdążyliśmy się zorientować, o co chodzi, Kubuś zbliżył się do niego, aby mu pomóc. – Dlaczegoś to zrobił? –zapytałam, gdy znaleźliśmy się na siódmym piętrze.

– Dom jest prawie pusty – objaśnił Kubuś – i administrator mógłby się zainteresować, dokąd idziemy. Ponieważ jednak pomogłem mu, to już nie wypadało stawiać pytań. […]

Przed odejściem Kubuś napisał na ścianie: "Tu byli, dnia 20 czerwca 1942 roku, Irena Birnbaum i Bertie Siemiatycki.”” (s. 44)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Szli na Przebieg, z workiem, z drągiem i z łopatą do węgla.
Ernest trzymał oburącz drąg, Elijahu łopatę przerzucił przez ramię, Dawid zwinął worek. Tutaj było pusto, panowała cisza cmentarza i tylko z oddali docierał stłumiony szum handlowej dzielnicy. Maszerowali wśród opustoszałych ruder, cierpliwie wałęsali się wokół posępnych czynszowych kamienic ogarniętych zarazą i skazanych na kwarantannę, wymarłych już i cichych, gdzie odór karbolu bił aż na ulicę i w pustce szczury odprawiały nad zwłokami kadysz”. (s. 147)

F, II
„Zeszli potem po śliskich stopniach do piwnicy, brodząc ostrożnie w wysokiej warstwie rozsypanego pierza jak w zaspach kopnego śniegu. Obeszli suteryny i parter pełen porzuconych, sczerniałych zwłok, tkwiących nadal sztywno w fotelach, spoczywających na materacach i zastygłych pod ścianami nago i w kłębach zapotniałych, cuchnących szmat. Na palcach wyszli stamtąd, jak ścigani [...].
Nagły łomot blaszanek, które potoczyły się z usypiska śmieci, jęk potrąconej szyny-i odwrócili się wszyscy trzej.
W tumanie kurzu, który zawisł nad tym miejscem, w burzy zgiełków, co runęły na ich głowy i przetaczały się bez końca na dnie głębokiej studni podwórka, znajome widmo w łachmanach sunęło ku nim niedołężnie, kołysząc się i kulejąc, klaszcząc drewnianymi trepami na betonie, depcząc z trzaskiem nagromadzone skorupy, szeleszcząc wśród gazet i z donośnym brzękiem roztrącając porzucone butelki. Uciekali-z workiem, z drągiem, z łopatą do węgla. A tamten zmarniały z głodu, rozjuszony szkielet biegł za nimi długo bełkocząc, aż echo huczało w ruinach Przebiegu”. (s. 148)
ADRESY:
- Róg ulic Przebieg/Bonifraterska</document>
<document nplp_id="5894" title="KLONOWA &amp;#8211; KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 1 &amp;#8211; ALEJA SZUCHA 23 &amp;#8211; ALEJE UJAZDOWSKIE 7/9 [TRASA]" slug="klonowa-krakowskie-przedmiescie-1-aleja-szucha-23-aleje-ujazdowskie-7-9-trasa">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, VI A

„Idziemy w Aleje Ujazdowskie, zmęczone, zbolałe, siadamy na ławce. Rezultat dzisiejszego dnia: nie ma go ani w SS na Klonowej, ani na Krakowskim Przedmieściu, ani w Alei Szucha 23. Pozostaje jedno: wywieźli go z gestapo na Pawiak, albo… nie, nie, nie, nie zabili! Jeszcze nie zabili. Siedzimy akurat naprzeciw kryminalnej policji. Cztery dni temu, tu w te wrota wprowadzali go, badali w tym ładnym domku, który mógł być szkołą, albo szpitalem, a stał się kaźnią. Tu go męczyli, zanim powieźli go o kilka domów dalej, na gestapo, na nowe tortury, bardziej wyrafinowane. O czym myślał? Mój biedny, kochany chłopak.” (s. 123)

</document>
<document nplp_id="5895" title="ALEJA SZUCHA 25 (w&amp;nbsp;czasie okupacji UL.&amp;nbsp;POLICYJNA &amp;#8211; siedziba Gestapo i&amp;nbsp;aresztu śledczego)" slug="aleja-szucha-25">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA,  VIA

„Inki długo nie widać. Siadam na murku przy ogrodzeniu gestapo. Wiem, że to nierozsądne, powinnam odejść dalej, mogą mnie zapytać, co tu robię. Trzeba iść stąd, ale tak mi wszystko jedno. Jedno po drugim eleganckie auta niemieckie przejeżdżają obok mnie. Gestapowcy, SA, SS przechodzą, nie zwracając żadnej uwagi na moją skromną osobę. Ot, siedzi sobie jakaś tam dziewczyna w wytartym żakieciku, cóż to kogo obchodzi. Ale, żeby tak krzyknąć: słuchajcie, ja jestem Żydówką! Magiczne słowo. Popłoch. Auta stanęłyby. Od razy gestapowcy, SS, SA, SD, żandarmeria, słowem wszystkie znamienne formacje wojsk wielkiego wodza stanęłyby w szyku bojowym, chwyciwszy za broń. Natychmiast otworzono by przede mną zamknięte wrota i wpuszczono by mnie, nie legitymując wcale. Słuchajcie, słuchajcie, to Żydówka! Fantastycznie! Cóż to za śmiałość tak stać przed gestapo! Jej plugawe, przeklęte nogi ośmieliły się stąpać po świętej ziemi katorgi i męczeństw. Pojmać! Zabić! Zwierzyna, wspaniała zwierzyna, takiego udanego polowania w Alejach Szucha jeszcze nie było, cieszcie się, bawcie się, lubicie przecież takie zabawy. Nie, nie czas jeszcze, nie będzie zabawy, nic wam nie powiem, muszę przetrwać, muszę pomścić, pomścić naszą krew, łzy, strach, mękę…” (s. 124)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, II D  (połowa lipca 1942)
„Znów uspokojenie, inż. Czerniaków, Prezes Rady, został wezwany na aleję Szucha [25] i tam oficjalnie poinformowany, że jakieś szkodliwe elementy szerzą w ghetcie pogłoskę o mającym nastąpić wysiedleniu, plotka jest kłamliwa, wyssana z palca, pochodzi od przestępców, może spekulantów, którzy w ten sposób chcą swoje rybki w mętnej wodzie łowić.” (s. 69)
ONI, II
„Urzędowo getto podlegało w pewnym zakresie referatowi żydowskiemu Sicherheitspolizei. Tam musiał co tydzień co tydzień pojawiać się Czerniaków, składać sprawozdania i odbierać zlecenia; z czasem, zgodnie z ogólno niemiecką tendencją współwysuwania na pierwszy plan organów policyjnych, Czerniaków udawał się w al. Szucha na wizyty cotygodniowe wraz z Szeryńskim i oni we dwóch prowadzili politykę ghetta. Protektor Gancwajcha, mityczny doktor Kah, chciał podobno stworzyć sobie przeciwwagę i przeciw tamtejszym panom ghetta, i przeciw żydowskim władzom; by mieć swój aparat i swoich ludzi w getcie, powołał do życia, pod przewodnictwem Gancwajcha i Szternfelda, Urząd do Walki z Lichwą, odpowiednik odnośnych urzędów w Niemczech i w Warszawie, mających na celu niedopuszczenie do paskarstwa środkami żywności (tzw. Preisüberwachungstelle). Gancwajch został przewodniczącym urzędu, Szternfeld – komendantem. Urząd mieścił się w domu przy ul. Leszno 13, stąd popularnie znany był jako „Trzynastka”. Organizacyjnie Urząd do Walki z Lichwą przedstawiał tę osobliwość, że nie podlegał ani Prezesowi Rady, ani odnośnym komórkom administracji niemieckiej.” (s. 228-229)
ONI, II
„Już przed godz. 8 rano (latem wcześniej) auto Gminy przebiega getto. Z Elektoralnej przez Solną, Leszno, Żelazną, Krochmalną, Waliców i Grzybowską biegnie codzienna trasa: przechodnie wiedzą, to Czerniaków jedzie do Gminy. W małym budynku przy ul. Grzybowskiej 26/28 już od 7:30 jest ruch, choć urzędnicy przychodzą później. O 8 zaczyna Czerniaków swój dzień: o tej porze jest konferencja codzienna z oboma Ministrami Spraw Zagranicznych – z Firstem i Händlem, trwa ona niedługo, 20-30 minut. Dwa razy w tygodniu Prezes wyjeżdża do urzędów na tamtą stronę: do Transferstelle (później, od jesieni [19]41 roku, zamiast Transferstelle – do Komisarza) w środy i w al. Szucha w soboty. Prócz tych konferencji stałych częste są wyjazdy dorywcze, nieprzewidziane z góry. O ile nie wyjeżdża – po konferencji sprawom zagranicznym poświęconej zaczyna się codzienny kołowrotek.” (s. 243-244)


Abraham Lewin
JA/ONI, II D/III (16.05.1942)
„Ale wieczorem usłyszałem również coś dodającego otuchy. Znam żydowskiego elektrotechnika, który pracuje przez cały tydzień u Niemców, w sercu ośrodka plugastwa, przy alei Szucha 25. Ten Żyd słucha przez cały tydzień audycji radiowych z Londynu i Moskwy, nawet z Ameryki. Między innymi przekazał mi dzisiaj dwie wiadomości. Pierwsza: w czwartek w Londynie nadano audycję w języku polskim. Sednem tej wiadomości było to, że Hitler nie jest już jedynym dowódcą armii niemieckiej i że wojnę może wygrać tylko ten, kto ma po swojej stronie całą armię. Następnie spiker dodał, iż nie jest dla nikogo tajemnicą, że von Papen opowiada w Ankarze na lewo i prawo o zbliżającym się powstaniu IV Rzeszy. Czy są podstawy ku takiemu myśleniu? Druga wiadomość: żydowscy robotnicy przed pójściem do domu na pół soboty i niedzielę otrzymują bochenek chleba. Wczoraj dano im tylko pół bochenka, tłumacząc, że może go zabraknąć. Trzeba oszczędzać i robić zapasy na czasy, kiedy w ogóle nie będzie dostaw chleba. Zamiast chleba będą gotować zupy. To oznaka, że nie przelewa się u nich.” (s. 48-49)
ONI, II D/III (16.05.1942)
„Na wspomnianej placówce pracy, przy alei Szucha 25, zastrzelono wczoraj o wpół do drugiej po południu robotnika żydowskiego o nazwisku Winokur. […] Wspomniany Winokur otrzymał przepustkę o wpół do ósmej rano, gdyż powiedział, że musi być wcześniej w domu. Z nieznanych powodów nie poszedł jednak z grupą robotników i nie pojechał z nimi samochodem, który o godzinie 11 przed południem zawiózł część z nich do getta. Około pierwszej po południu udał się sam do domu. Nowym Światem nadjechał kierownik jego placówki roboczej i poznał go. Żyd również poznał swojego szefa i rzucił się do ucieczki. Ten ścigał go, dogonił, zabrał do samochodu i odwiózł na aleję Szucha 25.
Tam dwiema kulami położył go trupem na miejscu.” (s. 45)
ONI/JA, II D/III  (01.07.1942)
„Jeden człowiek opowiedział mi &amp;lt;pewną&amp;gt; wiadomość następującej treści: znaleziono podobno zamordowanego Niemca. Niemcy twierdzą, że zabili go Żydzi, i żądają dostarczenia 100 Żydów do rozstrzelania. Mają się o tym pojawić specjalne obwieszczenia. Ta sama osoba opowiedziała mi jeszcze, że odkryto podkop pod siedzibą gestapo przy alei Szucha. Niemcy utrzymują, że ma to być wspólny zamach Polaków i Żydów na archiwum gestapo. Jednym słowem: prowokacja na prowokacji.” (s. 143)


Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Idę do Meisingera i Kamlaha w sprawie „ghetta”. Przyjął mnie Brandt, któremu powiedziałemoswoich obiekcjach w sprawie murów. Następnie do Brauna adj[utanta] Leitsa -t o samo. Poruszyłem sprawę mac. Odpowiedział, że Wirtschafts Abtg. w „dystrykcie”. Zostawiłem notatkę i zapowiedziałem, że o 9 rano będę u niego. 2 razy byłem w komendanturze u majora Kamlah, lecz gonie zastałem. Siedzi na vis a vis pokoju Richtera,o którego linii mam pomówić. Pójdę w poniedziałek do niego.” [6 IV 1940] (s. 81)

„W programie Stadtpräsident i major Kamlah w komendanturze w sprawie linii Richtera. Rano u Brauna. Zarzuca, że chodzę do „dystryktu” w sprawie murów. Mace nie do nich należą. Major Kamlah w komendanturze wysłuchał mnie w sprawie murów i poruszy tę sprawę.” [8 IV 1940] (s. 82)

„Wezwany na 8.30 do SS. Poruszyłem sprawę Bieleńki. Brandt prosi o zawiadomienie go, kiedy mace nadejdą. Poruszyłem sprawę murów. Dałem materiał.” [9 IV 1940] (s. 82)

„SS -mury (interwencja u SS w Ordnungspolizei).” [15 IV 1940] (s. 83)

„Wezwany do Ordnungspolizei na jutro na 9-tą.” [18 IV 1940] (s. 84)
„Rano. Do Gminy Niemiec z robotnikiem o wypłatę lonu. Obruszył się na moją uwagę, że przychodzi podburzony. Sekcyjny – obecny przy tym – nadmienił, że jednak podburzono przeciwko Gminie. Potem Templowa z płaczem, krzykiem i wyrzutami, że nic nie zrobiłem dla jej męża i że o 6 rano dziś go wysłano. Celem uspokojenia jej pojechałem z nią do Gestapo i interweniowałem. Tam nic nie wiedzą o wysyłce. Zbadają. Wróciłem do Gminy.” [20 VI 1940] (s. 98)
JA, II B
„Rano Gmina. Potem w Gestapo. Przedstawiłem Mendemu plan odczytów Zweibauma etc. celem zalegalizowania ich. Dziś odbyło się pod protektoratem dra Milejkowskiego rytualne obrzezanie w jakiejś rodzinie dla lekarza etc. Gestapo. Potem demonstracja dorosłego człowieka.” (s. 140)
„Rano Gmina. Potem u Mendego w sprawie Lagerschutzu i wczorajszych wykroczeń na Lesznie5. U Brandta w sprawie ostatnich wypadków. Potem u Kratza w sprawie epidemii. Zameldowałem się do K., polecił przyjść w poniedziałek. Z obozów pracy wieści smutne. Żywność mała, stosunek niedobry. Wczoraj Lagschutz wziął do obozu 3 porządkowych, 2 z nich zwolniono, 1 poszedł.” (s. 140)
„Rano Gmina. Potem do Brandta.” (s.141)
„Doręczyłem memo w sprawie traktowania naszych robotników w obozach (9 nie żyje). Opowiedziałem, jak młody robotnik wrócił z Łąki bez butów i ubrania, które mu dano w Gminie! Potem miałem się zameldować z Szeryńskim do Ka[h]9 . Ale w korytarzu mnie zatrzymał Bonifer i wziął do siebie. Zapytał, czy wiem, co to jest Urząd Walki z Lichwą i czy utrzymuję z nimi kontakt. Odpowiedziałem, że zameldowali się u mnie, ale nie otrzymawszy rozkazu nie wszedłem w żaden stosunek. Zapytał, po co był w Warszawie Merin10 . Wczoraj rozplakatowano moją odezwę o sobocie. Pomimo deszczu zbierają się tłumnie dla odczytania odezwy.” (s.141)
„Gmina Rano. Potem u Auerswalda. Oświadczył, że gubernator odłożył intromisję na przyszły tydzienń. Potem u Kamlah. Doręczyłem memo o obozach i o położeniu uchodźców oraz dane o śmiertelności.” (s. 180)
„Rano Gmina. O 10-ej w Ordnungspolizei u Kommandeura Petscha i szefa jego sztabu Schaefera. Referowałem stan ludności i śmiertelność. Potem u Kamlah.” (s. 186)
„Rano u Mendego. Dał mi zestawienie zmarłych (grupa w Oświęcimiu i Buchenwaldzie).” (s. 207)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Co stracono w dziedzinie nauki żydowskiej w Warszawie? Archiwum na Jezuickiej [1-3], XIX w., 1832[?]-1863, walki wolnościowe, ruchy społeczne, historia gospodarcza, historia przemysłu. Archiwum Ministerstwa Wyznań i Oświecenia Publicznego, cenzura, szkolnictwo. Wszystkie obrazy Weinlesa, rękopisy Trunka. Rozsiane i rozrzucone.” (s. 10)
„Wytrwałość kobiet. [Kobiety jako] głowy rodzin. Mężczyźni nie wychodzą na zewnątrz. Kiedy […] ona nie ustępuje. Biegnie za nimi, krzyczy, lamentuje, ‘miłościwy panie’ […], nie boi się żadnych żołnierzy. Stoi w długich kolejkach […] część przyjmują do pracy. Znikła wystrojona dama, […] przesiadująca w ‘Ziemiańskiej’ [Mazowiecka 12]. Kobiety, największe […] siedzą w biurze i załatwiają interesantów. Znikły eleganckie kapelusze […] w okresie wojny – chustka. Gdy trzeba iść w Aleje [Szucha] na […], to idzie córka lub żona. W najgorszym razie stoi w holu i czeka […] kiedy trzeba przenieść paczki ze sklepu, kiedy trzeba przewieźć rzeczy […] idą mąż, brat, a po tamtej stronie – żona. Wiele […] prowadzi gospodarstwo, czeka w kolejkach po węgiel […] po polskiej stronie. Wszędzie kobieta, gdyż [mężczyzn] zabrano do różnych robót […] przez radio, a potem przez komendantów. Tysiące ludzi podczas oblężenia zabrano [?] do robót obronnych, kopania okopów. Zabrano tysiące ludzi i […] nie ma żadnej pracy dla wszystkich. Nie ma łopat. […] na początku był nawet projekt, [żeby] odrodzić rachityczny […] zaprosić do współpracy nie bacząc na […] nie traćcie odwagi [?].” (s. 43-44)
„U żydowskiego krawca zabrali garnitur, który dał mu do szycia chrześcijanin. Chrześcijanin grozi Aleją [Szucha], jeżeli [Żyd] nie zwróci mu [ubrania] w ciągu tygodnia.” (s. 50)
„Przypadek i samowola. Pani Bach [?] [w przypisie: może to być kryptonim żony Eliezera Lipe Blocha] udała się do Galei [Gestapo] w sprawie ausweisu. Za pierwszym razem bez wyjaśnienia kazali iść do domu. Za drugim powiedzieli, żeby przyszła za miesiąc, choć [wyrobienie ausweisu] trwa tylko kilka dni. Za trzecim razem [skrzyczeli ją, że] przecież kazali jej przyjść po miesiącu, to nachodzenie jest typowo żydowskie, ale tempo jest przecież niemieckie, powiedzieli kobiecie: ‘Los’! Przyszła czwarty raz, zastała innego [urzędnika] i otrzymała ausweis.” (s. 103)

Mary Berg
JA/ONI, IID

15.VI.42’: "Po wielu próbach matka całkiem przypadkowo znalazła drogę do gabinetu Nikolausa*. Kilka dni temu spotkała przyjaciela, który powiedział jej, że zna pewnego Żyda pracującego pod zwierzchnictwem Orfa, zastępcy Nikolausa. Nazywa się Z.; okazuje się, że znaliśmy się w Łodzi. Matka spotkała się z Z., który obiecał jej pomóc. Opowiedział, jak wpadł w szpony Gestapo. Aresztowano go przy próbie przekroczenia z podrobionym paszportem niemieckiej granicy i po długich, wyrafinowanych torturach zmuszono do współpracy z Gestapo. Obecnie pracuje jako tłumacz z polskiego na niemiecki w komendzie głównej przy alei Szucha. Pochodzi ze znanej łódzkiej rodziny i wydaje się, że mimo swojego położenia pozostał przyzwoitym człowiekiem. Robi dla nas wszystko, co w jego mocy. Zarejestrował nazwisko matki w Gestapo i obiecuje, że będzie nas informował na bieżąco o przebiegu wydarzeń" (s. 256-257).

JA; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Nasza rodzina internowanych na Pawiaku liczy obecnie sześćdziesiąt cztery osoby. Zjednoczeni wspólnym, nieznanym losem, staramy się jak najlepiej zorganizować nasze szare, nieszczęśliwe życie. Wybraliśmy swego przedstawiciela, pana S., który od czasu do czasu omawia nasze sprawy z komisarzem Nikolausem. Ten dżentelmen jest obywatelem Kostaryki. Znakomicie włada niemieckim i umie sobie radzić z komisarzem. Dwa razy w tygodniu możemy korzystać z więziennego telefonu, żeby porozumieć się z dowództwem Gestapo przy alei Szucha" (s. 286-287).

JA/ONI, IVA

17.XII.42’: "Dita W., jedna z przybyłych wczoraj osób, zeszłego wieczoru opowiadała nam o tym, co słyszała na temat obozu w Treblince. Podczas częstych wizyt w siedzibie Gestapo przy alei Szucha poznała pewnego Niemca, który był funkcjonariuszem w tym obozie zagłady. Nie zdając sobie sprawy, że rozmawia z Żydówką, opowiadał jej z wielkim zadowoleniem, jak morduje się tam deportowanych Żydów, i zapewniał, iż Niemcy ostatecznie „wykończą” ich wszystkich. Na Umschlagplatzu do każdego z bydlęcych wagonów ładuje się po sto pięćdziesiąt osób, a podłogi pokrywa się cienką warstwą wapna. Wagony nie mają okien ani innych otworów. Ludzie są ściśnięci, jak tylko się da, bez dostatecznego dostępu powietrza, bez jedzenia i wody. Wagony często zostawia się na stacji przy ulicy Stawki na dwa lub trzy dni. Uwięzieni muszą załatwiać swoje potrzeby naturalne w zamkniętych wagonach, w wyniku czego wapno się rozpuszcza, wypełniając wnętrze trującymi oparami. Tych, którzy przeżyli, po wyjściu na stacji w Treblince segreguje się według zawodów. Szewców, krawców itp. grupuje się osobno, żeby natchnąć ofiary wiarą w to, że dostaną zatrudnienie w warsztatach. Jedyny zaś cel polega na tym, żeby posłuszniej szli na śmierć. Kobiety oddziela się od mężczyzn (s. 332-333).

JA, IVA

17.I.43’: "Zaraz mamy wyjechać. Nasz bagaż jest już spakowany. Siedzimy w płaszczach, czekamy. Wczesnym rankiem przyszedł Obersturmführer Fleck, żeby nas zabrać do dowództwa Gestapo przy alei Szucha na pożegnanie z naszymi przyjaciółmi ze strony aryjskiej. Zezwolenie na pożegnanie się z naszymi przyjaciółmi gojami uzyskał nasz przedstawiciel, pan S., który musiał długo negocjować z komisarzem Nikolausem, zanim ten się zgodził. O dziesiątej rano wyjechaliśmy ciężarówkami z Pawiaka. Ulice getta były puste i martwe. W wielu domach w szeroko otwartych mimo chłodu oknach trzepotały na wietrze kotary. Wewnątrz było widać poprzewracane meble, porozbijane szyby w drzwiach kredensów, odzież i pościel leżące na podłogach. Rabusie i mordercy pozostawili swoje piętno. W wielu sklepach drzwi były uchylone, na ladach zalegały chaotycznie porozrzucane towary. Na niektórych ulicach porzucono meble i potłuczoną porcelanę. Przy wyjściu z getta na ulicy Nalewki ujrzałam żydowskiego policjanta dosypującego węgla do piecyka. Strażnik niemiecki grzał przy nim ręce. Po stronie aryjskiej widziało się niewielu ludzi. Tu i tam wyludnioną arterią przemykał pospiesznie jakiś przechodzień. Kiedy ci przechodnie dostrzegali naszą ciężarówkę – pełną ludzi eskortowanych przez hitlerowców – smutno potrząsali głowami. Na pewno myśleli, że urządzono łapankę, żeby wywieźć nas do obozów pracy w Niemczech" (s. 340-341).

17.I.42’: "W alei Szucha zobaczyliśmy panią Zofię K., zaprzyjaźnioną z nami gojkę, która tyle nam pomogła. Przyniosła nam paczkę zawierającą chleb, ciastka i cukierki. Żegnając się z nami, płakała. Hitlerowcy nie pozwolili nam zostać tam zbyt długo i po godzinie zabrali nas z powrotem na Pawiak. Zapowiedziano, żebyśmy przygotowali się do natychmiastowego wyjazdu. […] Czekając na wyjazd, widzimy transporty ludzi wysyłanych z Pawiaka do obozu w Oświęcimiu. Czy i nas hitlerowcy zamierzają tam wysłać?" (s. 341-342)

</document>
<document nplp_id="5896" title="ALEJA SZUCHA 25 &amp;#8211; PLAC TRZECH KRZYŻY [TRASA]" slug="aleja-szucha-25-plac-trzech-krzyzy-trasa">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, VI A

„Kierujemy się w stronę Placu Trzech Krzyży. Inka opowiada mi szczegółowo o swoich informacjach. Na Placu Trzech Krzyży z okazji przyjazdu Franka, odbywa się parada wojskowa, orkiestra gra. Jak nakręcone kukły maszerują żołnierze, odświętnie przyodziani, idą prosto, równo pod dźwięk zwycięskiego marsza. Ach, jak oni równo potrafią chodzić, jak są z tego dumni! Co znaczy dla nich dobroć, szlachetność, nic, to niepotrzebne! Co znaczy dla nich mądrość, serce, sprawiedliwość, to nieużyteczne! Ale prosto, równo stąpać w szeregu! Kto tak potrafi? Tylko my, Herrenvolk, rasa nad rasami. Patrzcie na nas i podziwiajcie! Patrzę na nich – mordercy!!! Widzę już was tak idących w pochodzie szkieletów, widzę wasze nienawistne kości, wasze trupie głowy pod hełmami i paradnymi czapkami, widzę wasz koniec, wy zbrodniarze nad zbrodniarzami!!! Maszerujcie pod waszym krzywym i zwariowanym godłem, spoglądajcie na portret waszego przeklętego wodza i śpiewajcie hymn na jego cześć, pozdrawiajcie go wy, skazani na zagładę przez własną nienawiść, nasza krzywdę.” (s. 124-125)

</document>
<document nplp_id="5897" title="DŁUGA 29 („Hotel Polski”)" slug="dluga-29-hotel-polski">Noemi Szac-Wajnkranc
JA, VI A

„Na ulicy Długiej mieści się biedny stary hotelik o szumnej nazwie „Hotel Polski”. Właściciele na pewno z utęsknieniem oczekiwali dawniej gości, przeważnie przyjezdnych kupców, czy komiwojażerów. Teraz oto rozeszła się jak echo wiadomość, że „Hotel Polski” na Długiej to przystań dla Żydów. Można dostać tam papiery i pojechać do jednego z państw Ameryki Południowej. Wiadomość szła krętą drogą z ust do ust, konspiracyjnie. Jednakże istniał kontakt między kryjącymi się Żydami. Napływali ludzie z całej Warszawy, z prowincji, zewsząd. Nie mieli oni gdzie mieszkać i rozumieli, że uratowani z getta zginą tu prędzej czy później. Nie wystarczy im pieniędzy na żywność i na wpadunki. Wieczny strach, wiecznie rozbiegane oczy, a może nie poznał? Zależność od każdego, który ma twoje życie w swym ręku. Począwszy od dziecka, wystarczy by zawołał: To Żyd! I już koniec. Nie pomogą żadne dokumenty. Czasem tylko gruba forsa, ale na jak długo starczyć mogą pieniądze. Zresztą, nie zawsze za pieniądze kupisz sobie życie, Żydzie! Zrozpaczeni ludzie, a właściwie tylko wpółludzie, z radością dowiadują się, że jest dla nich przystań – że skończy się wieczny strach, ciągłe poniżenie, wieczne przytyki, skończy się koszmarne życie „na niby”. Będzie można oficjalnie między swoimi. Jakież to szczęście! W hotelu na Długiej sprawą amerykańską zajmuje się gestapo. Ich przedstawiciele, którzy organizują wszystko i mają kontakt z Żydami, to trzej eleganccy ludzie, Skokowski, Kenig i stary szykowny pan Koniecpol, który każe tytułować się inżynierem. Zajeżdżają eleganckimi autami, uprzejmie rozmawiają z kandydatami na amerykańskich obywateli. Udzielają informacji. Niebo otworzyło swe wrota, Bóg zmiłował się nad nielicznymi, ocalonymi synami Izraela […]. W końcu hotel na Długiej stał się oazą, miejscem zboru wszystkich Żydów i jeszcze na ulicy Długiej byłeś ściganym zwierzęciem, któremu w każdej chwili groziła śmierć, to już za bramą hotelu byłeś człowiekiem. Nic dziwnego, że garnęli się tam ci wszyscy, którzy uciekli z getta, a chronili się po stronie aryskiej. Ale, żeby tam mieszkać, właściwie nie mieszkać, ale dostać kąt i pozwolenie zostania na noc, trzeba było dostać dokumenty, jako obywatel zagraniczny. Szły targi. Ludzie błagali wprost na klęczkach przedstawicieli gestapo, wystawali całymi dniami w kolejkach do tych bogów, aby się zapisać. Tak. To była jedyna ucieczka. To było wprost zbawienie. Znalazło się jednak kilku takich, którzy powątpiewali w tę całą organizację. Czy to czasem nie lipa? Jak to? Więc oficjalnie pozwalają Żydom, kryjącym się, którym grozi śmierć na każdym kroku, spacerować po hotelu? Gromadzić się na podwórzu? Czy to czasem nie pułapka? Ale większość twierdziła, że sprawa jest jasna jak słońce, nie szukajcie dziury w całym. Niemcy po prostu dla zagranicy chcą mieć taki obóz internowanych Żydów. Nie z miłosierdzia, po prostu na pokaz. „To nie jest możliwe, wszystko w porządku”, wołali ludzie, zgłaszając głosy powątpiewania, a wierzyli, bo chcieli w to wierzyć, bo był to ratunek, jedyny ratunek, brzytwa dla tonącego […]. O hotelu usłyszałam przypadkowo i kiedy Jurka zabrano, postanowiłam tam pójść. Jeżeli są tam jacyś ludzie, którzy mają kontakt z gestapo, może oni mogą dowiedzieć się, gdzie Jurek – może mogą mi coś poradzić. Spotkałam nieco znajomych. Wszyscy opowiadali o swoich strasznych przejściach. Nie współczuli mi. Każdy był zajęty sobą, każdy przeszedł tyle własnych nieszczęść, że już na obce był zupełnie nieczuły. Nic dziwnego. Spotykam tam kilka osób, którym mniej więcej w tym samym czasie co i mnie, zabrano kogoś z aryjskiej strony. Tak samo starali się tu coś załatwić. Informują mnie, że młodych, zdrowych mężczyzn nie zabija się od razu, ale wysyła do obozów pracy. Jeżeli Jurka zastawią jeszcze w Alei Szuch, albo na Pawiaku, będzie można go uratować. Na Pawiaku jest specjalna cela żydowska, gdzie trzymają ich aż do zebrania się większej partii, którą wysyłają pod konwojem do obozów. Po długich wyczekiwaniach dostaję się wreszcie do jednego z ‘królów’, który ma ‘chody’ na Pawiaku i przedstawiam mu swoją sprawę. Załatwia on w ten sposób zwolnienie, że zapisuje zatrzymanego na listę emigrujących, a potem już jako obcokrajowca przywoci do hotelu na Długą. Interwencja taka kosztuje od 20 do 30 tysięcy złotych. W całym majątku mam zaledwie dziesiątą część, ale o tym nie myślę, jakoś to będzie, musza mi pomóc. Wyduszę od Aliny za meble, od Fiutkowskiego, na taką sprawę muszą dać. Błagam i zaklinam go na wszystko. Zapisuje dane: proszę być tu jutro w południe, a dam pani odpowiedź. Czy możliwe, żeby go zwolnił, o Boże? […] Nazajutrz skoro świt, biegnę na Długą – czekam. Mija 12, 1, 2 i 3, zbliża się wieczór, a jego nie ma. Czy bywają takie dni, że w ogóle nie przyjeżdża? Zdarza się, że jest bardzo zajęty. Czekam i pocieszam się, że może właśnie coś dla mnie załatwi, może od razu z Jurkiem przyjedzie. W końcu przed wieczorem zajechała maszyna. Ludzie tłoczą się, każdy ze swoją sprawą. Wreszcie dopchnęłam się – Nie byłem na Pawiaku, nie miałem czasu.
- Proszę pana, a jeżeli go wywiozą, proszę pana, niech się pan pospieszy, przecież mogą go wywieźć.
Ale takich spraw jak moja jest dużo. Dla mnie ona jest najważniejsza, jedyna, ale dla niego zupełnie nieważna. Tak mijają dni. Pan K. zwleka z dnia na dzień, aż w końcu oświadcza mi, że dwa dni temu cała grupa wyjechała z Pawiaka do obozu, ale dokąd, nie wie” […]. Co dzień chodzę na Długą, czekając na odpowiedź. Zazdroszczę wszystkim, którzy są razem. Czuję się tak strasznie samotna i opuszczona, zdana w takim strasznym momencie na samą siebie […]. Ludzie coraz bardziej garną się do hotelu, pomieszczenia są tak zapchane, że po prostu walczy się o miejsce. Wydaje się, że ludzie tam chyba śpią na stojąco. Rumor, krzyk, latanie […]. W hotelu jest również moja szwagierka. Zostały obie z teściową z tam małymi środkami po ostatnim rabunku, że po prostu nie mają na przeżycie kilku miesięcy, całkowicie zdane na łaskę Fiutka, który tylko myśli , jakby się ich pozbyć. Poza tym obie mają semicki wygląd, nie mogą się poruszać po mieście. Powinny siedzieć w zakonspirowanym miejscu, ale skąd na to wziąć pieniądze?" (s. 126-130)

ONI, VI A

„W Warszawie nowe nieszczęście. W noc po moim wyjeździe, gestapo otoczyło hotel i wywiozło wszystkich na Pawiak, ale wywozili tak, jak ongiś w getcie, bez najmniejszego szacunku dla obcych obywateli, a w chwili, gdy w hotelu padły pierwsze trupy i ludzie zorientowali się w sytuacji, nie było już ratunku. Większą część rozstrzelano na Pawiaku część wywieziono do obozu męczeńskiego do Hanoweru, gdzie w cztery miesiące później w listopadzie zlikwidowano ich w tym samym czasie co i obozy żydowskie w Polsce.” (s. 131)

Leokadia Schmidt
JA, VI A
„Z końcem czerwca starszy Michalski przyszedł do nas z nowiną. W knajpie przy Rakowieckiej, na Mokotowie, natknął się na dwóch braci nazwiskiem Domb. Twierdzili, że nadarza się wspaniała okazja dla ukrywających się Żydów. Za opłatą (sumy nie wymienili) mogą wyjechać za granicę. Ochotnicy na wyjazd zbierają się w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej. Byliśmy już tak zmęczeni i wyczerpani strachem, przeprowadzkami i niepewnością, co nam przyniesie najbliższa godzina, że zdawało nam się, iż zabłysła dla nas iskierka nadziei.” (s. 246)
ONI, VI A
„Sprawa miała początek w pierwszej połowie lipca 1942 roku, tj. przed wysiedleniem. Niemcy wezwali wszystkich Żydów, obywateli obcych państw oraz posiadaczy tzw. paszportów nansenowskich (bezpaństwowi), do stawienia się w oznaczonym terminie w więzieniu przy ulicy Pawiej. Mieliśmy właśnie sąsiada z takim paszportem. Po likwidacji getta Niemcy przenieśli ich z Pawiaka do Hotelu Royal przy Chmielnej, a po jakimś czasie do Hotelu Polskiego na ulicę Długą 29.” (s. 246-247)
ONI, VI A
„Dnia 13 lipca 1943 roku o godz. 8.00 rano żandarmeria niemiecka okrążyła hotel, podwórze i ulicę. W godzinę później wjechały na podwórze Hotelu Polskiego samochody ciężarowe. W spokoju i bez pośpiechu ładowano wszystkich wraz z bagażami do ciężarówek. Załadowano wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci, a nawet i Polaków odwiedzających akurat znajomych Żydów. Tego samego dnia kilkuset Żydów z tego transportu rozstrzelano na Pawiaku, resztę wysłano w niewiadomym kierunku.” (s. 247-248)

Emanuel Ringelblum
ONI, VI A (lipiec 1943)

„W lipcu 1943 roku przeprowadzono ścisłą kontrolę w Hotelu Polskim przy ul. Długiej, gdzie przebywali Żydzi internowani jako cudzoziemscy obywatele. Z 400 osób tam się znajdujących rozstrzelano 340, niemogących się wykazać zagranicznymi papierami. Były to przeważnie osoby zamieszkałe po aryjskiej stronie, którym się „spaliły” mieszkania.” (s. 80)

Adina Blady-Szwajger
JA, VI A (11 VII 1943)
„Pamiętam tylko, że to był mały, brudny hotelik na ulicy Długiej, ale mnie się wtedy wydawał ogromny. W każdym razie podano mu numer pokoju gdzieś na piętrze. Tyle wiem. A mnie nawet nie legitymowano. Pełno było odprowadzających. Kiedy wyszliśmy z tej portierni do hallu, było tak jak we śnie albo w surrealistycznym filmie. Bo wszędzie byli Żydzi. Bez opasek. Poruszający się swobodnie.
To byli bogaci Żydzi. […]
Większość z nich zdążyła pójść do fryzjera i uczesać się. Nie pamiętam tylko, czy mogli wychodzić z hotelu, czy fryzjer był na miejscu.
Ale na pewno na miejscu była kawiarnia, gdzie można było wypić kawę. To była lura, ale wszyscy ją pili. Był to przedsmak wolności. Ludzie nagle przypomnieli sobie, że są ludźmi, więc rozmawiali. Zwyczajnie, głośno. Schodzili z góry na dół
i wracali z powrotem. Zajmowali się dziećmi i strofowali je, bo dzieci biegały i hałasowały. Widziałam dzieci, które się śmiały.
I zdawało mi się, że oczy mam coraz większe.
Widziałam nie tylko tę garstkę „uratowanych" (?) dzieci, ale także te, których już nie było. Te najbliższe mi. I nic nie rozumiałam. Do końca. Miałam jakieś przeczucia.” (s. 220-221)
JA/ONI, VI A (12/13 VII 1943)
„Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR] też tam była. Odjeżdżał ktoś z jej znajomych, więc przez te kilka dni przychodziłyśmy tam codziennie. W ostatni wieczór nie poszłyśmy do domu. Zostałyśmy na noc.
I znów nic prawie nie pamiętam. Wiem, że przesiedzieliśmy tę noc z 12 na 13 lipca na takiej kozetce, gdzieś w hallu na piętrze. Wiem tylko że Stefan [Stefan Szpigielman] powiedział: - Nie pożegnam się z tobą, żeby nie zapeszyć naszego spotkania po wojnie.
Rano pomachał mi tylko ręką i zszedł na dół. - Nie odprowadzaj mnie - powiedział. Ale jeszcze z dołu krzyknął: - Bądź zdrowa! – I wyszedł na podwórko.
A ja pobiegłam za nim. Marysia też. I zobaczyłyśmy, że nie przyjechały autobusy, tylko budy, i że żandarmi zgarniają ludzi, krzycząc: „Schnell, schnell!".
Ludzie jeszcze nie rozumieli i spieszyli się.
Przepychali przy wsiadaniu, żeby się dostać do auta. Niewiele brakowało, a zgarnęliby i nas wraz z innymi.” (s. 221-222)

Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A
„Żydzi z Ameryki Południowej przysłali dla swoich krewnych kilka tysięcy promes wizowych. Przeznaczone były dla konkretnych osób, które w ogromnej większości już nie żyły. Wtedy Gestapo wpadło na pomysł: przy pomocy prowokatorów rozpuszczono wiadomość, że w Hotelu Polskim w Warszawie, przy ulicy Długiej 29, można nabywać dokumenty za cenę bodaj stu tysięcy złotych od osoby. Zapewniało to – po krótkim pobycie w hotelu – legalny wyjazd do obozu w Vittel we Francji, skąd nastąpić miał dalszy transport do Ameryki. Oczywiście transakcje „firmowały” grube ryby z Gestapo. Dał się na to nabrać nawet długoletni przedstawiciel Jointu na Polskę, Guzik, cieszący się zaufaniem w środowiskach żydowskich. To zadecydowało o powodzeniu akcji, wysłał on bowiem do Vittel swoją żonę i dzieci. (s. 168)
„Nie szukałem kontaktu z ludźmi z Hotelu Polskiego. Po prostu się bałem – sprawa na milę cuchnęła mi prowokacją. Była w tym jakaś absurdalna potworność – gromadka ludzi żyjących nadzieją, a w rzeczywistości zwabionych w pułapkę i otoczonych sforą szpiegów”. (s. 169)
&amp;nbsp;


Mietek Pachter
ONI, IV B

„Lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że Niemcy oddali piękny hotel Polonia [właśc. Hotel Polski przy ul. Długiej 29, wcześniej Hotel Royal przy ul. Chmielnej] w centrum Warszawy. Zaczęto rozbierać te dzieje: gdyby niemcy mieli na myśli, czy muszą się bawić w kota i myszy? Chodzi im o pieniądze? Tego mają tak i tak, przecież w obozach śmierci nawet i złote zęby wyrywają, więc po co mają się bawić i zadawać sobie tyle trudu. Ale któż obliczy podstępy niemców? W hotelu tym siedzieli kilka tygodni, nic im nie brakowało, mogli wychodzić na miasto, obsługę mieli elegancką, przy usługiwaniu kłaniano im się do kolan. W ogóle stała się niebywała rzecz, każdy ruch w tym hotelu był nam znany, zaczęła się istna epidemia, już ludzie nie pytali się przy spotkaniach: „Co słychać?”, lecz „Czy jedziesz do Szwajcarii?”. Od razu znalazła się gęsta sieć dostawców tych paszportów i potrzebnych formalności. Ludzie z hotelu wyjechali prawdopodobnie do Szwajcarii, ale nikt dokładnie nie wiedział.” (s.232)</document>
<document nplp_id="5898" title="DZIELNA 24/26 (PAWIAK)" slug="pawiak">

&amp;nbsp;
Noemi Szac-Wajnkranc
JA/ONI, VIA

„Na Pawiaku jest specjalna cela żydowska, gdzie trzymają ich aż do zebrania się większej partii, którą wysyłają pod konwojem do obozów. Po długich wyczekiwaniach dostaję się wreszcie do jednego z ‘królów’, który ma ‘chody’ na Pawiaku i przedstawiam mu swoją sprawę.” (s. 128)

ONI, VIA

„W Warszawie nowe nieszczęście. W noc po moim wyjeździe, gestapo otoczyło hotel i wywiozło wszystkich na Pawiak, ale wywozili tak, jak ongiś w getcie, bez najmniejszego szacunku dla obcych obywateli, a w chwili, gdy w hotelu padły pierwsze trupy i ludzie zorientowali się w sytuacji, nie było już ratunku. Większą część rozstrzelano na Pawiaku część wywieziono do obozu męczeńskiego do Hanoweru, gdzie w cztery miesiące później w listopadzie zlikwidowano ich w tym samym czasie co i obozy żydowskie w Polsce.” (s. 131)

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Ciągłe dostarczanie aresztowanych do Pawiaka i egzekucje dokonywane na dziedzińcu, spowodowały zakaz chodzenia po ulicach przylegających do więzienia tj. odgrodzono Więzienną, Dzielną i Pawią, przy czym bramy do domów, zamieszkałych od ul. Dzielnej – zostały zamurowane, a okna szczelnie zasłonięte. Otwory wybite w szczytowych ścianach, przylegających od tyłu domów wychodzących na Nowolipki umożliwiły lokatorom wchodzenie i wychodzenie. Gdy ktokolwiek z ciekawych odważył się uszkodzić lub odsłonić zasłonę okienną, by zobaczyć co się dzieje na terenie więziennym, do tego natychmiast obostrzone posterunki strzelały. Gdy ktoś przez nieuwagę wszedł na zakazany odcinek ulicy – niewidocznie odgrodzonej, ten został wciągnięty za bramę więzienną i już więcej do domu swego nie wrócił.” (s. 96)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (10.05.1942)
„Szczególnie niebezpieczna stała się uliczka w pobliżu więzienia, między Dzielną i Pawią, tzw. Więzienna. Na górze na wieży strażniczej stoi strażnik, prawdopodobnie volksdeutsch, który spogląda na przechodzących Żydów, i kiedy mu się podoba, woła: &amp;lt;Halt, komm Her!&amp;gt;. Na dole stoi polski policjant. Na rozkaz Niemca zatrzymuje Żyda i prowadzi go na podwórze Pawiaka. Żydzi omijają ostatnio uliczkę Więzienną.” (s. 36)
ONI, II D (10.05.1942)
„Ostatnio mnożą się wypadki łapania Żydów z ulicy na Pawiak, gdzie wyprawiają z nimi straszliwe rzeczy.” (s. 36)
ONI, II D (19.05.1942)
„Znów opowiadają o zawlekaniu Żydów na Pawiak. Podano mi dwa tego rodzaju wypadki w ostatnich dniach. Zaciągnięto dwóch Żydów z brodami. Obcięto im je, zakrwawiono im przy tym twarze, pobito do krwi, porwano od nich odzież i wysmarowano im połowę twarzy smołą. W takim stanie ich wypuszczono.” (s. 54)
ONI, II D
„Kilka tygodni temu młodszy Wajngot otrzymuje zaproszenie, że ma się stawić tego i tego dnia o danej godzinie na Pawiaku. Cała rodzina bardzo się wystraszyła i przeżyła kilka bezsennych nocy. Ojciec jest chasydem i jego rebe mieszka w getcie. Poszedł po poradę do swojego rebe, czy syn ma się tam stawić. Rebe starannie zbadał zaproszenie i powiedział, że może się stawić. Swoją radę motywował tym, że na zaproszeniu, a nie na nakazie, było napisane &amp;lt;Pan&amp;gt;, a nie &amp;lt;Żyd&amp;gt;. Skoro tak, rozumował poprawnie rebe, nie ma się czego bać. O wyznaczonej godzinie, 10 rano, Wajngot stawił się na Pawiaku.” (s. 57-58)
ONI, II D (21.05.1942)
„Jest mi bardzo ciężko na duszy i niewymownie ciężko na sercu. Wciąż słychać o wyrzynaniu Żydów. I tak opowiadają, że ostatniej nocy zabili sześciu Żydów na Pawiaku. Wśród zamordowanych znajduje się jakoby współpracownik łódzkiego kahału Nadel. O masowej rzezi tomaszowskich Żydów opowiedział mi dzisiaj kolega K. w ubiegłym tygodniu wymordowano cały Judenrat z Tomaszowa Maz[owieckiego] wraz z rodzinami w liczbie 170 osób.” (s. 59)
ONI, II D (23.05.1942)
„Nie ma dnia, aby nie słyszano o zamordowaniu aresztowanego Żyda bądź o zawleczeniu kogoś na Pawiak itp. Dziś rano przyszła do nas kobieta trudniąca się praniem i sprzątaniem. Powiedziała nam, że wczoraj wieczorem na Pawiej przy fatalnej uliczce tuż przy więzieniu (ulica Więzienna) zabili Żyda, kupca mąką o nazwisku Gurwicz. Niemiecki oficer gestapo nagle wyszedł z Więziennej na Pawią, na której ruch jest bardzo ożywiony, ponieważ Żydzi omijają Więzienną i Pawią. Wszyscy przechodnie żydowscy rzucili się do bram, aby zniknąć z oczu aniołowi śmierci.” (s. 68)
ONI, II D (28.05.1942)
„Ostatniej niedzieli sprowadzili na Pawiak żydowskich muzyków i ochoczo się zabawiali. Zabawa trwała od 6 do 9 wieczór. Od tego czasu uspokoiło się na ulicach wokół Pawiaka. Żydzi przypuszczają, że grupa sadystów, która grasowała w pobliżu Pawiaka, opuściła Warszawę i żegnała się z nami przy akompaniamencie żydowskiej muzyki. Od owego czasu stało się przeto nieco spokojniej. Oby ziściło się to, czego życzymy im z całego serca.” (s. 84)
ONI/JA, II D (31.05.1942)
„Mam kuzyna w policji. Opowiedział mi o morderstwie popełnionym przez Niemców w ubiegły czwartek, 28 maja, o wpół do dziesiątej wieczór, przy Pawiej 64. Wracał owego wieczoru do domu o tej porze. Kiedy dochodził do bramy swego domu przy Pawiej 49, nadjechał samochód i zatrzymał się naprzeciwko, przy domu nr 64. Wysiedli z niego trzej Niemcy i stary siwy Żyd. Niemcy strzelili do niego trzy razy w głowę, zabijając go na miejscu. Spostrzegli z daleka mojego kuzyna, zawołali go i kazali mu dać znać, aby zabrano zwłoki. Auto przyjechało z Pawiaka. W kapeluszu zabitego znaleziono kartkę z napisem &amp;lt;Zwolniony z więzienia&amp;gt; .” (s. 94)
ONI, II D (01.07.1942)
„Na Nowolipkach 30, które służą również jako brama wejściowa do Dzielnej 25 (znajdująca się naprzeciwko Pawiaka, a tam się nie chodzi), została zastrzelona żydowska kobieta – stróż domu, która otworzyła bramę. Potem mordercy weszli do stróża domu przy Dzielnej 25 i zastrzelili jego żonę. Właściwie mówi się, przyszli tylko do stróża domu przy Dzielnej 25. Miał się on zajmować szmuglem. Przy okazji zastrzelili również stróża domu – kobietę – z Nowolipek 30. Nie chcieli oczywiście, aby pozostał jakiś świadek ich zbrodni. Następnie na Nowolipkach 36 zastrzelili żydowskiego tragarza i chrześcijankę, która z nim żyła.” (s. 141-142)
ONI, III A
„Wczoraj wieczorem wprowadzili do Pawiaka liczną grupę, kilkuset wygnanych Żydów. Dziś wyprowadzono z Pawiaka niektórych spośród nich, starców, młode kobiety z niemowlętami w poduszkach. Prowadzili ich żydowscy policjanci.” (s. 182)
ONI, III A (24.08.1942)
„Dzień mija niespodziewanie spokojnie. Czyżby nastąpił jakiś nowy przełom w biegu wydarzeń? Z Pawiaka wypuszczono dziś, jak podają, zagranicznych poddanych, których tu osadzono na 6 dni przed rozpoczęciem &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wypuszczono też radnych, których trzymano tu jako zakładników. Jeśli te wiadomości odpowiadaja prawdzie, to znaczy, że &amp;lt;akcja&amp;gt; ustała. Młodzieniec Samuel, przechodząc obok domu przy Żelaznej 101, widział jak banda pakowała swój łup do skrzyń i ładowała go na samochody. Należy się domyślać, że szykują się w drogę. Ale nawet zaprzestanie &amp;lt;akcji&amp;gt; nie może nam przywrócić spokoju ducha po tak strasznym wymordowaniu 2/3 żydowskiej ludności Warszawy. Już nigdy nie uwolnimy się od sierocej żałoby. Zwłaszcza ci spośród nas, którzy opłakują swych najbliższych.” (s. 205)
ONI, III C
„Josef Kapłan już nie żyje. W pierwszym dniu nowego roku, w ostatnią sobotę pochowano go na cmentarzu. Wydaje się, że zamordowano go na Pawiaku. Dwaj wspaniali młodzieńcy – Josef i Samuel – zapłacili najwyższą cenę za swe dążenia i ideały. Przypłacili to życiem.” (s. 222)
JA/ONI, IV A
„Akurat dziś dotarła do mnie przykra wiadomość o śmierci Izraela Zelcera, jednego z dowódców &amp;lt;Gordonii&amp;gt; w Polsce. Pochowano go razem z Jozefem Kapłanem z Pawiaka. Przypominam sobie, że spotkałem go, gdy szedłem w pierwszych dniach sierpnia przez Pawią do pracy w fabryce OBW, niósł parę długich butów pod pachą. Powiedział mi, że opuszcza Warszawę. Teraz dowiedziałem się, że doprawdy opuścił Warszawę, ale go złapano, osadzono na Pawiaku i uśmiercono – chyba w Sądny Dzień – razem z Kapłanem.
[…] Pochowano dwóch męczenników uśmierconych na Pawiaku. Jednego powieszono. […] Drugiego zastrzelono. Był policjantem.” (s. 242)
ONI, IV A
„Umschlag w Warszawie naprawdę został zlikwidowany. Wszystkich aresztowanych zwolniono. Co więcej, wypuszczono na wolność wszystkich żydowskich więźniów ze wszystkich warszawskich więzień: z ulicy Mokotowskiej, z Pawiaka, ze specjalnego więzienia przy Gęsiej (60 Żydów i 100 Cyganów). Umschlag przeszedł pod władzę &amp;lt;Weterfassung&amp;gt;, gdzie są obecnie zatrudnieni byli aresztanci.” (s. 258-259)
ONI, IV A (29.12.1942)
„Wczoraj dowiedziałem się, że mniej więcej przed miesiącem, w połowie listopada lub kilka dni później, zastrzelono 40 (czterdziestu) Żydów w warszawskim więzieniu, na Pawiaku.” (s. 276)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A 
„Sprawa miała początek w pierwszej połowie lipca 1942 roku, tj. przed wysiedleniem. Niemcy wezwali wszystkich Żydów, obywateli obcych państw oraz posiadaczy tzw. paszportów nansenowskich (bezpaństwowi), do stawienia się w oznaczonym terminie w więzieniu przy ulicy Pawiej. Mieliśmy właśnie sąsiada z takim paszportem. Po likwidacji getta Niemcy przenieśli ich z Pawiaka do Hotelu Royal przy Chmielnej, a po jakimś czasie do Hotelu Polskiego na ulicę Długą 29.” (s. 246-247)
„Dnia 13 lipca 1943 roku o godz. 8.00 rano żandarmeria niemiecka okrążyła hotel, podwórze i ulicę. W godzinę później wjechały na podwórze Hotelu Polskiego samochody ciężarowe. W spokoju i bez pośpiechu ładowano wszystkich wraz z bagażami do ciężarówek. Załadowano wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci, a nawet i Polaków odwiedzających akurat znajomych Żydów. Tego samego dnia kilkuset Żydów z tego transportu rozstrzelano na Pawiaku, resztę wysłano w niewiadomym kierunku.” (s. 247-248)
„W listopadzie Niemcy zaczęli stosować nowy rodzaj represji: egzekucje w odwet za zabitych przez organizacje podziemne Niemców. Podczas pierwszej egzekucji zginęło 20 osób, więźniów Pawiaka. Odbywały się one kilka razy na tydzień w rozmaitych punktach miasta. Trwało to przez kilka miesięcy. Obserwowaliśmy taką egzekucję z okna naszego strychu. Najpierw zajechało kilka samochodów z żandarmami, którzy obstawili całą ulicę. Przejście dla przechodniów zamknięto, wstrzymano ruch kołowy, zabroniono również wyglądać oknem. Cała ta procedura trwała około pół godziny. Potem nadjechał zamknięty samochód ze skazańcami, eskortowany z przodu i tyłu przez auta żandarmerii z karabinami wystawionymi po obu stronach do strzału. Skazańcy, jak podawała prasa podziemna, przed egzekucją dostawali zastrzyki wywołujące apatię. Usta mieli zakneblowane i zaklejone plastrami, tak samo i oczy. Mąż dokładnie widział jednego, który stał na brzegu platformy, Był to młody, może osiemnastoletni chłopak. Samochody przemknęły bardzo szybko. Kilka minut później usłyszeliśmy salwę. Znów przemknęły nam przed oczyma te same pojazdy, wiozące już tylko trupy. Na ulicy pozostały smugi krwi. Tam gdzie stali przedtem skazańcy, ściany spryskane były krwią, na murze widniały ślady pocisków. Kilka minut później tłum rzucił się na miejsce kaźni. W mgnieniu oka ustawiono ołtarzyk, który przystrojono kwiatami. Na murze wyryto krzyż. Kobiety maczały chusteczki we krwi męczenników; klękały na ulicy, odmawiając modlitwę za spokój duszy zmarłych.” (s. 254)
„Następnie rozstrzelali wszystkich więźniów na Pawiaku.” (s. 262) [chodzi o represje po zabiciu Kutschery]
&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI, II D
„20 lipca rozpoczynają się aresztowania. Zostają osadzeni na Pawiaku prawie wszyscy lekarze Szpitala „Czyste”, część zarządu Żydowskiej Samopomocy Społecznej, pewna ilość radnych gminy (m. in. J. Jaszuński). Rozumiemy, że getto jest w przededniu likwidacji.” (s. 28)


Adam Czerniaków
ONI, II D
„Oddział porządkowych miał się stawić o 21.30 przed Pawiakiem.” (s. 266)
„Auta wyjeżdżając z Pawiaka wylewają zupy, które się nosi do więzienia.” (s. 268)
„Szeryńskiego przeprowadził polski policjant przez ulice ghetta na Pawiak. Wymizerowany i obrośnięty.” (s. 274)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W ubiegły poniedziałek odebrano na Pawiaku prawo otrzymywania [paczek?] z domu. Powód: Żydówki porozumiewały się przez okna ze swoimi […], bardzo głośno krzyczały. Raz przejeżdżał Niemiec i rozkazał wstrzymać […] i raz w tygodniu. Przy zabieraniu zmarłego czuje się sympatię i […] ze słów. Ktoś skarży się, dlaczego zabrano jego 4-letniego synka z powodu noża.” (s. 43)
„Na Pawiaku siedzi 160 Żydów, w tym dwadzieścia kilka kobiet.” (s. 106)
„Inną sprawą są łapanki do robót (7, 8, 9 września [1940]) w Warszawie i wtrącania na noc na Pawiak. Tłumaczy się to tym, że w myśl ostatnio wydanego rozporządzenia nie wolno bezpłatnie zatrudniać Żydów przy robotach przymusowych. Ustawa nie mówi jednak, że nie wolno zatrudniać aresztowanych. 1200 krawców siedzi obecnie na Pawiaku, w dzień pracują. Są to sprawki Galei, SS i im podobnych, którzy nie stosują się do rozporządzenia generalnego gubernatora.” (s. 120)
„Słyszałem o kimś, kto siedział na Pawiaku. Przed udaniem się na śledztwo zakłada się kilka par bielizny, zebranych u towarzyszy z celi, żeby nie bolało. Inni zaś wkładają opaskę na przepuklinę, którą zostawił w celi jeden z więźniów. Osobie tej wybito dwa zęby”
„Kilka dni temu (przed 9 września [1940]) złapano urzędników Gminy Żydowskiej i kazano im pracować w dzień i w nocy. Osadzono na Pawiaku.” (s. 121)
„Złapanych w ostatnich dniach wysłano do Falent, folwarku SS, nocują na Pawiaku, dostają dobre jedzenie.” (s. 130)
„Ósmy maja [1940]. Straszny dzień. W godzinach popołudniowych na wszystkich ulicach łapano Polaków. Legitymowano Żydów, czy nie są chrześcijanami. Zatrzymywano tramwaje i zabierano wszystkich na Pawiak. Stamtąd, powiadają, do Prus. Dziesiątki samochodów pojechało na Dzielną. Wszystkich fryzjerów żydowskich zabrano do strzyżenia aresztowanych. Łapano nie tylko młodych, ale i dorosłych, powyżej 40 lat.” (s. 108)
„Mówią, że przebrani za funkcjonariuszy Galei wyprowadzili z [więzienia na na] Dzielnej 50 ludzi. Jest to jednak tylko pogłoska. W odwet wywieźli jakoby tysiące aresztowanych. Polecono podobno zaopatrzyć się na strychach w wodę, jak również piasek i apteczki domowe.” (s. 109)
„Dziewiąty maja [1940]. W czasie obław na Polaków (dziś znów miały miejsce na Nowym Świecie) zatrzymali 72 Żydów, posadzili ich [w więzieniu] na Dzielnej.” (s. 111)
„Nadal zabierają meble z getta, lecz gdy mijają Pawiak, zatrzymują się na 10-15 minut i zabierają wszystko.” (s. 183)
„Ostatnio między godz. 2-3 tamci biją Żydów. W drodze na Pawiak wysiadają z samochodu i biją pejczami przechodzących ludzi.” (s. 193)

Mary Berg
ONI; IID

14.IV.42’: "Dziś o szóstej rano Bola Rapoport wraz z matką i dwiema siostrami trafiła do więzienia na Pawiaku. Niemiecki samochód podjechał pod domy obywateli amerykańskich nadal przebywających w getcie i zabrał wszystkie kobiety. Tylko pan Rakow, obywatel amerykański, z powodu ciężkiej choroby został w domu razem z żoną i dwojgiem dzieci. Myślałam, że w każdej chwili wezmą także moją matkę, lecz jakoś po nią nie przyszli. To dość naturalne – jak mogli ją znaleźć, skoro wyprowadziła się z domu przy Siennej i nie podała nowego adresu? Musi zgłosić się na Gestapo; to mogłoby nas wszystkich ocalić, może wszyscy zostaniemy razem internowani?" (s. 234-235)

JA, IID

15.VII.42’: "Dzisiaj, wracając ze szkoły, spotkałam żonę dozorcy domu pod numerem 16. Podbiegła do mnie, ogromnie przejęta, i jednym tchem oznajmiła, że właśnie z komendy głównej przyszedł policjant z rozkazem z Gestapo – wszyscy obywatele obcych państw wczesnym rankiem 17 lipca mają się stawić w więzieniu na Pawiaku. Pobiegłam do domu. Matka, która właśnie jadła obiad, na tę wieść upuściła łyżkę; myślałam, że zemdleje. Zaraz jednak wstała od stołu i poszła zobaczyć się z Z., żeby się dowiedzieć, co znaczy ten nagły rozkaz. Wróciła bez żadnych konkretnych informacji. Wydaje się, że wszystko rozstrzygnie się jutro" (s. 261-262).

16.VII.42’: "Cały dzień spędziłam na kupowaniu różnych drobiazgów niezbędnych w podróży. Matce powiedziano, że na Pawiaku zostaniemy tylko przez trzy dni, następnie zaś odeślą nas do Ameryki w ramach wymiany. Przyjaciele w komplecie przyszli do mnie, żeby się pożegnać. Wszyscy mi zazdrościli i rozpaczali nad swoim losem" (s. 262).

19.VII.42’: "To dopiero trzeci dzień naszego internowania w więzieniu na Pawiaku, choć ledwie mogę uwierzyć, że nie przebywamy tu o wiele dłużej, gdyż tyle się wydarzyło w tak krótkim czasie. Przystosowaliśmy się już do nowych warunków i z ludźmi dzielącymi z nami pomieszczenie czujemy się niczym członkowie jednej rodziny. W pamięci nadal mam żywe wspomnienie ostatniej nocy na Chłodnej. Z napiętymi nerwami czyniliśmy końcowe przygotowania. Czułam się zupełnie zdezorientowana i musiałam kilka razy przepakowywać swoją walizkę. Wielokrotnie zadawałam sobie to samo pytanie: „Czy mam prawo się ratować i zostawić najbliższych przyjaciół ich gorzkiemu losowi?”. Każdemu z nas wolno było zabrać tylko jedną walizkę, więc musiałam starannie wybierać swoje rzeczy. Jednakże wzięłam ze sobą notatniki, zdjęcia, rysunki, a także opaskę na ramię. […] O siódmej rano przyszło dwóch policjantów żydowskich, żeby odprowadzić nas na Pawiak. Powiedzieli, że przyczyną strzelaniny był atak uzbrojonej grupy członków podziemia na warsztat szyjący mundury dla niemieckiego wojska. Zastanawiałam się, czy w ataku wziął udział Romek, wiedziałam bowiem, że ostatnio bardzo aktywnie działa w podziemnej organizacji, choć nigdy nie zdradził mi żadnych szczegółów" (s. 266-267).

19.VII.42’: "[…] poprowadzono nas skomplikowanym systemem korytarzy. W końcu grupa Amerykanów i Brytyjczyków dotarła pod eskortą do jednopiętrowego budynku zamieszkanego dawniej przez pracowników więzienia. Umieszczono nas w kilku pomieszczeniach, po dziesięć osób w pokoju, kobiety i mężczyzn oddzielnie. Pozostałych cudzoziemców z neutralnych, okupowanych oraz południowoamerykańskich krajów zamknięto w więziennych celach: mężczyzn w budynku centralnym, kobiety zaś w specjalnym skrzydle kobiecym, zwanym Serbią. Krążą plotki, że ci cudzoziemcy zostaną przetransportowani na stronę aryjską i zwolnieni. Nie pozwolono im zabrać żadnego bagażu. Pokój, w którym teraz mieszkam, znajduje się na piętrze, jego powierzchnia wynosi od trzech i pół do czterech metrów kwadratowych. Wzdłuż dwóch ścian rozmieszczono na podłodze wypchane słomą sienniki – po sześć po każdej stronie. Nie ma innego umeblowania. Mamy tu zostać zaledwie kilka dni. Przynajmniej tak nam oznajmiono, ale nikt w to nie wierzy. Wiem, że moja przyjaciółka Bola spędziła na Pawiaku całe dwa tygodnie, zanim zabrano ją do obozu w Liebenau" (s. 271-272).

20.VII.42’: "Dzisiaj wezwano nas na ponowną rejestrację, która odbyła się na małym dziedzińcu więziennym. Okazuje się, że większość z nas to obywatele rozmaitych republik południowoamerykańskich – tylko dwadzieścia jeden osób to obywatele Stanów Zjednoczonych. Pozostali, według ich liczebności, są obywatelami Paragwaju, Kostaryki, Nikaragui, Ekwadoru, Haiti, Boliwii i Meksyku. Widać zatem wyraźnie, że wielu Żydów można było uratować z getta za pomocą paszportów krajów południowoamerykańskich. Niemcy uznają ważność tych dokumentów, choć ich posiadacze nie władają ani hiszpańskim, ani portugalskim. Wydaje się, że Niemcy potrzebują materiału ludzkiego na wymianę za swoich rodaków internowanych w republikach amerykańskich. Jak poinformować świat, że można ocalić ludzkie istnienia za pomocą tych świstków papieru?" (s. 273)

20.VII.42’: „Służba informacyjna” na Pawiaku działa dobrze. Strażnicy bez trudności dają się przekupywać, odbierają i doręczają listy, a także przekazują nam szczegółowe informacje o wydarzeniach w getcie. Naprzeciw naszego budynku znajduje się pralnia więzienna, w której pracuje wiele więźniarek. Obok mieści się kuchnia, gdzie obiera się kartofle i myje buraki, brukiew oraz marchew. Mogę to wszystko obserwować z naszych okien, niektóre bowiem wychodzą na więzienny dziedziniec. Więźniarki, siedzące na niskich stołkach, trudzą się bez entuzjazmu. Są tam kobiety o zróżnicowanym wieku i wyglądzie. Niektóre mają inteligentne twarze, lecz wyglądają na przybite, a na ich ustach nie pojawia się nawet najlżejszy uśmiech" (s. 274).

20.VII.42’: "Z pozostałych okien wychodzących na ulicę Dzielną widzę przechadzających się tam i z powrotem policjantów na służbie. Nie ma tu przechodniów, ponieważ ulice Pawia i Dzielna, biegnące równolegle po obu stronach budynków więzienia, są zamknięte dla ruchu ulicznego. Niedaleko naszych okien widzimy czasem policjanta żydowskiego wychodzącego z posesji przy Dzielnej 27–31, gdzie mieści się dom dziecka doktora Janusza Korczaka. Przez okna tego domu mogę dojrzeć liczne małe łóżka. W chwilach ciszy dochodzą mnie urocze głosy mieszkających tam dzieci, zupełnie nieświadomych rozgrywających się wokół nich wydarzeń" (s. 275).

JA/ONI, IID

21.VII.42’: "Szerzy się coraz straszniejszy głód – żywność po prostu znikła. Chleb kosztuje obecnie dwadzieścia cztery złote za kilogram. My wszyscy na Pawiaku także żyjemy w takiej samej panice i również dosłownie przymieramy głodem. Nasze zapasy już się wyczerpały. Posiłki, jakie tu otrzymujemy, składają się z odrobiny wrzątku z kawałkiem ziemniaka lub buraka. Taką zupę wydają nam dwa razy dziennie, w porze obiadu i na kolację. Rano dostajemy kromkę czarnego chleba i wodę nazywaną „kawą”. Ale to nic w porównaniu z piekłem za bramami Pawiaka" (s. 277).

ONI; IIIA

22.VII.42’: „Dzisiaj policja żydowska zabrała z ulic wszystkich żebraków i opróżniła obozy dla uchodźców. Tych nieszczęśników zamknięto w wagonach towarowych bez wody czy żywności. Transporty wysyła się w kierunku Brześcia, lecz czy oni kiedykolwiek tam dotrą? Wątpliwe, by wszyscy ci przymierający głodem ludzie dojechali żywi do miejsca przeznaczenia – zginą w zamkniętych wagonach. W każdym wagonie stłoczono setki osób. Polski strażnik więzienny, który szeptem opowiedział nam o wszystkich szczegółach, miał łzy w oczach. Mieszka obok ulicy Stawki i był świadkiem straszliwych scen – ludzi zaganiano do wagonów pejczami, jak bydło. Dzisiaj otrzymaliśmy od wuja Abiego paczkę żywnościową, do której dołączył list. Na nasze szczęście wuj służy w policji, w przeciwnym razie nie wpuszczono by go na Dzielną. Krótka notka od niego wyraża rozpacz. Wuj nie godzi się z myślą, że jako policjant będzie musiał pomagać w deportacji, i myśli o zrezygnowaniu z pracy. Z drugiej strony jednak stanowisko chroni go przed wysiedleniem. Pyta nas, co o tym sądzimy” (s. 279).

24.VII.42’: "Dzisiaj na Pawiak przyprowadzono nową grupę zakładników spośród członków Rady Starszych. Szeryński znowu stoi na czele policji w getcie, choć w lutym został aresztowany przez Niemców. Mimo wzmocnionej straży znaczna liczba Żydów zdołała przedostać się na stronę aryjską. Mówi się, że uzbrojony oddział żydowskiego podziemia zlikwidował posterunek niemieckiej straży przy jednej z bram, umożliwiając w ten sposób ucieczkę dużej grupie Żydów" (s. 282).

ONI/JA; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Za bramami Pawiaka odczuwamy całą grozę wiszącą nad gettem poza murami więzienia. Przez kilka ostatnich nocy nie mogliśmy spać. Huk strzałów i krzyki rozpaczy doprowadzają nas do szaleństwa. Muszę zebrać wszystkie siły, żeby spisywać te notatki. Straciłam rachubę dni i nie znam dzisiejszej daty. Ale jakie to ma znaczenie? Tkwimy tu na wysepce otoczonej oceanem krwi. We krwi tonie całe getto. Dosłownie widzimy świeżo rozlaną ludzką krew, czujemy jej woń. Czy świat na zewnątrz coś o tym wie? Dlaczego nikt nie przychodzi nam z pomocą? Nie mogę dalej żyć; wyczerpałam już siły. Jak długo będą nas tu trzymać, żebyśmy oglądali to wszystko? Kilka dni temu grupę obywateli krajów neutralnych zabrano z Pawiaka. Najwyraźniej Niemcy nie zdołali wykorzystać ich na wymianę. Widziałam z mojego okna kilka ciężarówek wypełnionych ludźmi, starałam się odróżnić wśród nich znajome twarze. Po jakimś czasie przyszedł do nas zdyszany strażnik więzienny i powiedział, że właśnie zabrano Żydów obywateli neutralnych państw europejskich na Umschlagplatz; mają zostać deportowani. Wkrótce więc może przyjść kolej na nas" (s. 282-283).

JA; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Nasza rodzina internowanych na Pawiaku liczy obecnie sześćdziesiąt cztery osoby. Zjednoczeni wspólnym, nieznanym losem, staramy się jak najlepiej zorganizować nasze szare, nieszczęśliwe życie. Wybraliśmy swego przedstawiciela, pana S., który od czasu do czasu omawia nasze sprawy z komisarzem Nikolausem. Ten dżentelmen jest obywatelem Kostaryki. Znakomicie włada niemieckim i umie sobie radzić z komisarzem. Dwa razy w tygodniu możemy korzystać z więziennego telefonu, żeby porozumieć się z dowództwem Gestapo przy alei Szucha" (s. 286-287).

ONI, IIIC

20.IX.42’: „Dzisiaj było słychać mniej strzałów. Opór słabnie. Strumień głodujących, wyczerpanych ludzi wciąż płynie na Umschlagplatz. Dzisiaj inżynier Lichtenbaum i jego przyjaciel First, ważny urzędnik Gminy, przyjechali samochodem, żeby odwiedzić znajomych internowanych na Pawiaku. Otrzymali specjalne zezwolenie na wizytę u nas; dowiedzieliśmy się od nich wielu szczegółów dotyczących eksterminacji. Masowe pogromy w Warszawie zaczynają wygasać, a Niemcy rozpoczęli rzezie w małych miejscowościach wokół stolicy. Wczoraj ukończyli swoją „kampanię” w Otwocku, skąd nawet nikogo nie deportowano” (s. 296).

JA, IVA

22.IX.42’: "Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą" (s. 302-303).

1.X.42’: "Co noc następują radzieckie naloty. Wybuchy wstrząsają murami Pawiaka. Tak przywykliśmy do tych bombardowań, że niecierpliwie ich wyczekujemy: są jak pozdrowienia z wolnego świata. Samoloty przylatują co noc mniej więcej o tej samej porze, około jedenastej, a sygnał odwołania alarmu rozlega się dopiero o drugiej nad ranem. Najstraszniejsze są jednak ciągłe gwizdki i strzały esesmanów rozbrzmiewające przez całą noc – łapanki w getcie nadal trwają" (s. 306).

2.X.42’: "Dzisiaj widziałam przez okno moją przyjaciółkę Edzię. Najwyraźniej znowu pracuje w dawnym domu dziecka. W czasie godzinnej przerwy obiadowej, gdy policjant polski i strażnicy niemieccy patrolujący rejon Pawiaka skręcili w ulicę Więzienną, jej mąż Zelig rzucił mi list od Romka. Rozwijałam go drżącymi rękami. Były to pierwsze wieści, jakie otrzymałam od niego od czterech miesięcy" (s. 306-307)

4.X.42’: "Dzisiaj pod naszymi oknami nieoczekiwanie pojawił się wuj Abie. Od czasu deportacji policjantów żydowskich nie mieliśmy od niego wieści i myśleliśmy, że już go nie ma w getcie, toteż niezmiernie uradował nas jego widok. Wuj nie nosił już policyjnego munduru i wyglądał okropnie. Powiedział nam, że podczas blokady udało mu się uciec wraz z żoną Lucią do innej części getta. Pracuje teraz w fabryce znajdującej się poza nowymi granicami dzielnicy. Podwinął rękaw i pokazał nam duży, niebieski stempel na wychudzonym ramieniu. Tak więc należy do szczęśliwców – ostemplowanych niewolników" (s. 308).

5.X.42’: "Komisarz, który czasem nas odwiedza, poinformował nas dzisiaj, że dwudziestego trzeciego bieżącego miesiąca zostaniemy przewiezieni do obozu internowania dla Amerykanów w Niemczech. Mówił, że kobiety zostaną odesłane do Liebenau nad Jeziorem Bodeńskim, a mężczyźni do Laufen. Nie wiem, ile prawdy kryje się w tym oświadczeniu" (s. 311).

JA/ONI, IVA

12.X.42’: "Na Pawiak przywieziono ze strony aryjskiej wszystkie Amerykanki. Prawdopodobnie to zwiastuje rychłą wymianę. Rozlokowano je w „Serbii” razem z transportem Amerykanek ze Lwowa. Z braku miejsca część z nich umieszczono w więziennej kaplicy, a niektóre matki z dziećmi – w dwóch małych pokojach na parterze naszego budynku" (s. 314).

17.X.42’: "Najzabawniejsza ze wszystkich jest rodzina W. – matka, trzy córki: Noemi, Tusia i Dita (przebywająca tu z trzyletnią córeczką Krysią). Najmłodsza z nich jest Noemi, piękna blondynka o delikatnej urodzie. Szybko zaskarbiła sobie powszechną sympatię. Jej starsza siostra Tusia ma ogromne poczucie humoru. Noemi i Tusia w 1940 roku spędziły na Pawiaku trzy miesiące za nienoszenie opasek. Nasza strażniczka więzienna dobrze je zna, więc bez trudności dała się im przekupić. Strażnicy to nadal nasz główny środek łączności z gettem oraz stroną aryjską. Po służbie wracają bowiem do domów po stronie aryjskiej i muszą przejść przez getto. Zabierają naszą korespondencję i przynoszą nam listy od przyjaciół oraz krewnych. Noemi, urodzona aktorka, nadzwyczaj dobrze recytuje. Przez rok studiowała w Szkole Dramatycznej Zelwerowicza i grała w kilku sztukach wystawianych w getcie w teatrze Femina. Dzisiaj recytowała znakomity wiersz Tuwima Pif-paf. Kiedy skończyła, wszyscy mieliśmy łzy w oczach. Ten utwór brzmi tak aktualnie, jak gdyby został napisany dzisiaj. Noemi tak wyczerpał ten wysiłek, że po skończonej recytacji osunęła się na materac. Marysia podbiegła do niej i podała jej kawałek brukwi" (s. 317-318).

ONI, IVA

20.X.42’: "Komisarz policji żydowskiej Lejkin oraz pan First z działu budownictwa zarządu Gminy zostali zabici przez bojowników podziemia. Wielu więźniów Pawiaka wysyła się do obozu w Oświęcimiu, skąd nikt nie wraca. Obecnie wszyscy wiedzą, że to obóz zagłady, jak Treblinka, z jedyną różnicą – jego ofiarami są głównie Polacy" (s. 318).

15.XI.42’: "Dzisiaj żydowscy policjanci przyprowadzili na Pawiak kilka krów najwyraźniej zarekwirowanych Żydom. Prawdopodobnie to ostatnie krowy w getcie. Dowódcy SA i hitlerowscy urzędnicy na Pawiaku będą odtąd lepiej się odżywiać" (s. 323)

JA/ONI, IVA

1.XII.42’: "Dzisiaj pod nasze okno na Pawiaku przyszła Rutka z wujem Abiem i jego żoną. Rutka wcale nie wygląda źle, a jej twarz jak zwykle zdobi uśmiech. Podczas przerwy obiadowej wyszli z bramy stojącego naprzeciw więzienia domu, gdzie pracują, i poprosili niemieckiego strażnika o pozwolenie na rozmowę z internowanymi krewnymi. Niemiec, starszy mężczyzna, spełnił ich prośbę, a nawet pilnował, czy nie zbliża się patrol, żeby ich ostrzec. Byłyśmy bardzo szczęśliwe, widząc ich tak blisko i mogąc z nimi rozmawiać. Rutka powiedziała, że jej ojciec nadal pracuje jako główny nadzorca w fabryce Aschmanna. Niestety, nie mogła zostać z nami zbyt długo, bo musiała wracać do pracy, podobnie jak wuj Abie i jego żona. Później widziałam, jak wychodzą po pracy, maszerując w kolumnach. Rutka uśmiechnęła się do nas i zniknęła za rogiem zawianej śniegiem ulicy" (s. 325-326).

17.XII.42’: "Dita W., jedna z przybyłych wczoraj osób, zeszłego wieczoru opowiadała nam o tym, co słyszała na temat obozu w Treblince. Podczas częstych wizyt w siedzibie Gestapo przy alei Szucha poznała pewnego Niemca, który był funkcjonariuszem w tym obozie zagłady. Nie zdając sobie sprawy, że rozmawia z Żydówką, opowiadał jej z wielkim zadowoleniem, jak morduje się tam deportowanych Żydów, i zapewniał, iż Niemcy ostatecznie „wykończą” ich wszystkich. Na Umschlagplatzu do każdego z bydlęcych wagonów ładuje się po sto pięćdziesiąt osób, a podłogi pokrywa się cienką warstwą wapna. Wagony nie mają okien ani innych otworów. Ludzie są ściśnięci, jak tylko się da, bez dostatecznego dostępu powietrza, bez jedzenia i wody. Wagony często zostawia się na stacji przy ulicy Stawki na dwa lub trzy dni. Uwięzieni muszą załatwiać swoje potrzeby naturalne w zamkniętych wagonach, w wyniku czego wapno się rozpuszcza, wypełniając wnętrze trującymi oparami. Tych, którzy przeżyli, po wyjściu na stacji w Treblince segreguje się według zawodów. Szewców, krawców itp. grupuje się osobno, żeby natchnąć ofiary wiarą w to, że dostaną zatrudnienie w warsztatach. Jedyny zaś cel polega na tym, żeby posłuszniej szli na śmierć. Kobiety oddziela się od mężczyzn (s. 332-333).

JA, IVA

31.XII.42’: "Jednocześnie dostaliśmy dwa listy od ojca. Przebywa w obozie dla internowanych obywateli amerykańskich w Tittmoning, dwadzieścia kilometrów od Laufen, i ma się dobrze. Czerwony Krzyż zaopatruje internowanych w żywność, traktowani są uprzejmie. Mieszkają w starym zamku położonym w malowniczej wiejskiej okolicy. Ojciec pisze, że po tym wszystkim, co przeszedł w ciągu kilku ostatnich lat, ma wrażenie, iż trafił do raju" (s. 339).

17.I.43’: "Zaraz mamy wyjechać. Nasz bagaż jest już spakowany. Siedzimy w płaszczach, czekamy. Wczesnym rankiem przyszedł Obersturmführer Fleck, żeby nas zabrać do dowództwa Gestapo przy alei Szucha na pożegnanie z naszymi przyjaciółmi ze strony aryjskiej. Zezwolenie na pożegnanie się z naszymi przyjaciółmi gojami uzyskał nasz przedstawiciel, pan S., który musiał długo negocjować z komisarzem Nikolausem, zanim ten się zgodził. O dziesiątej rano wyjechaliśmy ciężarówkami z Pawiaka. Ulice getta były puste i martwe. W wielu domach w szeroko otwartych mimo chłodu oknach trzepotały na wietrze kotary. Wewnątrz było widać poprzewracane meble, porozbijane szyby w drzwiach kredensów, odzież i pościel leżące na podłogach. Rabusie i mordercy pozostawili swoje piętno. W wielu sklepach drzwi były uchylone, na ladach zalegały chaotycznie porozrzucane towary. Na niektórych ulicach porzucono meble i potłuczoną porcelanę. Przy wyjściu z getta na ulicy Nalewki ujrzałam żydowskiego policjanta dosypującego węgla do piecyka. Strażnik niemiecki grzał przy nim ręce. Po stronie aryjskiej widziało się niewielu ludzi. Tu i tam wyludnioną arterią przemykał pospiesznie jakiś przechodzień. Kiedy ci przechodnie dostrzegali naszą ciężarówkę – pełną ludzi eskortowanych przez hitlerowców – smutno potrząsali głowami. Na pewno myśleli, że urządzono łapankę, żeby wywieźć nas do obozów pracy w Niemczech" (s. 340-341).

17.I.42’: "W alei Szucha zobaczyliśmy panią Zofię K., zaprzyjaźnioną z nami gojkę, która tyle nam pomogła. Przyniosła nam paczkę zawierającą chleb, ciastka i cukierki. Żegnając się z nami, płakała. Hitlerowcy nie pozwolili nam zostać tam zbyt długo i po godzinie zabrali nas z powrotem na Pawiak. Zapowiedziano, żebyśmy przygotowali się do natychmiastowego wyjazdu. […] Czekając na wyjazd, widzimy transporty ludzi wysyłanych z Pawiaka do obozu w Oświęcimiu. Czy i nas hitlerowcy zamierzają tam wysłać?" (s. 341-342)

JA/ONI, IVA

18.I.43’: "Komisarz Nikolaus odczytał nazwiska internowanych w kolejności alfabetycznej. Uzbrojeni żołnierze odprowadzali wywołane osoby do samochodów policyjnych. O trzeciej zostawiliśmy za sobą bramy Pawiaka i po raz ostatni przejechaliśmy ulicami getta. Wszędzie panowała ciemność rozjaśniana jedynie płomieniami w piecykach obok posterunków straży. Kiedy jechaliśmy ulicą Leszno, poczułam, jak w gardle dławią mnie łzy. Ileż przelano tu krwi żydowskiej! Milczeliśmy, a jadący goje łączyli się z nami we współczuciu" (s. 344).

ONI, VIA

15.VI.43”: "Nowo przybyłych umieszczono w Hôtel Providence, który natychmiast odgrodzono płotem z drutu kolczastego, żeby nie dopuścić do kontaktów między nimi a osobami internowanymi wcześniej. Niemcy jednak najwyraźniej nie wzięli pod uwagę tego, że okna Hôtel Providence wychodzą na teren Nouvel Hôtel. Tamtego dnia oraz przez kilka następnych przez okna obu hoteli prowadzono rozmowy przerywane płaczem. Wśród nowych internowanych dojrzeliśmy wiele znajomych twarzy. Był tam na przykład pan K., który razem z nami przebywał na Pawiaku i z powodu choroby został zwolniony krótko przed naszym wyjazdem. To on przekazał nam większość szczegółów dotyczących tragicznych ostatnich dni getta warszawskiego. Dowiedzieliśmy się, że kampanię eksterminacji wznowiono w tym samym dniu, w którym wyjechaliśmy z Pawiaka do Vittel – 18 stycznia 1943 roku. Nawiasem mówiąc, Żydzi od dawna spodziewali się czegoś takiego. Opuściliśmy Pawiak o 2.00 nad ranem. Kilka godzin później silne oddziały SS, Litwinów, Ukraińców oraz specjalny pułk łotewski wkroczyły do getta i rozpoczęły pogrom. Ale te bestie, ku swemu zaskoczeniu, spotkały się ze zbrojnym oporem" (s. 360).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II/III/IV /V/VI

„Później Felek Loth zapisał się piękną kartą. Prawie całą wojnę siedział na Pawiaku. Nie wszyscy nasi ludzie, którzy wpadali w łapankach, zginęli na Gęsiówce. I to była zasługa Felka. Niemcy robili złapanych Żydom Schawanzparade, a Felek – więzień-lekarz, nigdy Żyda nie rozpoznał. Spotkałam go potem w powstaniu.” (Tak naprawdę..., s. 144)
[...]
JA/ONI, VI A
„Hela [Keilson – dop. AKR] była na Pawiaku” (s. 193)
ONI, III-VI
„Złapany Żyd, zwłaszcza mężczyzna, był prawie bez szans. Fałszywe dokumenty, którymi się posługiwał, były zwykle łatwe do sprawdzenia. A poza tym przed wysłaniem do Niemiec odbywały się „badania lekarskie". Byli na Pawiaku i na Gęsiej lekarzo-więźniowie, którzy świadomie „nie rozpoznawali” Żydów. Ale byli i tacy, którzy sumiennie wskazywali wszystkich obrzezanych – i ci szli od razu „na rozwałkę" – pod mur.” (s. 260)

Ita Dimant
ONI, IIIA
„Wtorek [11 sierpnia]. Kierownik policji Erlich [Josełe Kapota] został wraz z żoną i dziećmi rozstrzelany na Pawiaku - hańba jego pamięci. Stał się niewygodny lub zbyteczny dla tych, którym pomagał wytępić bestialsko swój własny naród i krótko się z nim załatwili. Zgarniał wspólnie z katami z gestapo miliony za wypuszczenie pojedynczych osób płacących za to setkami tysięcy - za różne kombinacje w szopach itp. Teraz wiedział za dużo i bali się, że za te miliony uda mu się ulotnić - gdyż on doskonale wiedział, dokąd ci wszyscy wysiedleni jadą - i pozbyli się go. Tylko czemuż miał tak lekką śmierć? Ani nie drżał całymi tygodniami przed nią, ani mu nie zabierano pojedynczo członków rodziny i drogich mu osób. Umarł przed nimi, nie jadąc godzinami ku tej śmierci jak setki tysięcy innych, którzy już potem wiedzieli, dokąd jadą.” (s. 71)

TRASY:
- Trasa: Dzielna 21 - Pawiak,   - Trasa: Karmelicka - Pawiak,   - Trasa: Leszno - Karmelicka - Pawiak,  - Trasa: Lubeckiego - Pawiak - Karmelicka - Nowolipki,   - Trasa: Ogrodowa 17 - Pawiak,   - Trasa: Pawia - Pawiak,   - Trasa: Pawiak - Dzielna 11A,   - Trasa: Pawiak - Dzielna 18,   - Trasa: Pawiak - Karmelicka - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Trasa: Smocza - Pawiak,   - Trasa: Solna 3 - Pawiak,   - Trasa: Więzienna - Pawiak,</document>
<document nplp_id="5900" title="SŁAWEK k. WOŁOMINA" slug="slawek-k-wolomina">
Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV

„Tak jak człowiek po ciężkiej chorobie, po wielkim bólu fizycznym, myśli tylko o tym, że żyje i że go nic nie boli, tak i ja przez pierwsze chwile przebyte na Sławku myślałam o tym, że jest mi dobrze, że jestem razem z Jurkiem, że mamy gdzie mieszkać, gdzie się kryć, że po prostu mamy szansę na przetrwanie. Ostatnie dni były tak pełne wrażeń, tak wypełnione niepokojem, niepewnością, a teraz można było odetchnąć.” (s. 61)

JA, IV A

„W piekle wojny, w burzy mąk zaistniał maleńki zakątek – Sławek, w którym zdawało się, że jest spokojnie jak w niebie. W pobliżu żadnych domostw, a kiedy spadł gęsty, puszysty śnieg i ziemia pokryła się białym kobiercem, wydawało się, że wszystkie brudy świata znikły. Biało, biało. Słońce iskrzyło się w śniegu jak w kryształach. Eryk z zaróżowioną buzią zjeżdżał z górki na saneczkach. Wróbelki świergotały wesoło. Stojąc na ganku można było myśleć, że cały świat zamyka się tu na Sławku, że dalej za lasem nic już więcej nie ma. Nikt do nas nie przychodzi ze wsi. Zaspy śniegu utrudniają poruszanie się. Tylko znajome dźwięki żurawia przy studni, rżenie konia, łoskot topora przy rąbaniu drzewa i radosne okrzyki Eryka […]. Sto razy dziennie dziękujemy Bogu za szczęście sławkowskie, sto razy dziennie odpukujemy w nie heblowane meble ‘od uroku’. Mały, drewniany domku na uboczu, niewinny z pozoru, możesz uratować życie czterem osobom.” (s. 62)

ONI, IV

„W okolicach Sławka, po pobliskich wioskach, włóczy się dwoje żydowskich dzieci z Jadowa. Rodziców, rodzeństwo, rodzinę zamordowano w getcie. Czternastoletniej dziewczynce wraz z ośmioletnim braciszkiem udało się skryć, a potem uciec do lasu. Łaziły biedactwa odziane w szmaty po lasach, po polach i łąkach, kołatały nieśmiało do drzwi chat, prosząc gospodarzy co łaska, omijały szosy i drogi. Szły, nie wiedząc, kiedy i od kogo spotka je śmierć. Tu poszczuto je psami, tam obito, ale przecież litościwa ręka podała im kromkę chleba, ugoszczono ciepłą zupą, pozwolono przeprać szmaty. Nikt jednak nie zgadzał się dzieciom użyczyć noclegi, wpuścić do domu – tego bano się. Nikt zresztą nie chce narazić się na śmierć przez cudze dzieci. Gdy ciepło było, jakoś spały w lesie, ale kiedy nastały mrozy, spadł śnieg, dzieci wprost zamierały z zimna. Chłód i głód zniszczył ich organizm. Puchły im ręce, nogi. Przychodziły i na Sławek. Za każdym razem dostawały tyle, aby się mogły najeść do syta i zabrać nieco ze sobą, na drogę. Chętnie bym ich przetrzymała nieco, żeby odpoczęły, ale boję się przeciągać strunę. Pewnego dnia pod wieczór dzieciaki przyszły na Sławek. W kuchni była jak raz rodzina Frani i szwagier Staśka. Ale była w Warszawie. Frania nagrzała im zupy, nakroiła grube pajdy chleba i nastawiła wodę do mycia. Dzieci usiadły w kącie, jak małe zagonione zwierzątka, łapczywie pożerały kaszę ze swych miseczek, nieufnie spoglądając dookoła.” (s. 68)
JA, VI A
„Po upływie tygodnia Ala w sobotę rano dostaje zawiadomienie, że odprawa tajnego wywiadu organizacji podziemnej tym razem odbędzie się u niej na Sławku. Uczestnicy mają przyjechać około godziny 12 w południe. Sławek jest tak szczęśliwie położony na uboczu, że jest wymarzonym miejscem na tajne zgromadzenia. Jurek i ja, jako nie należący do organizacji, mamy stać się niewidzialni, do czego już przywykliśmy. Najgorsza sprawa z Erykiem, który się kręci jak bąk po całym domu.” (s. 73)
„Eryk biegnie do matki. Podążam za nim i oto jesteśmy już przy nich. Gerta, teściowa, Zosia i trzech nieznajomych mężczyzn w butach z cholewami i w kurtkach.
- Mamo – woła dziecko, ale Gerta nie uśmiecha się.
Kobiety patrzą na nas z rozpaczą i zgrozą. Mężczyźni zatrzymują nas.
- To wasze dzieci?
Zdejmuje opadający szalik z głowy.
- Ach, to pani? – kłania się jeden z nich.
Poznaję w nim policjanta Jurkowskiego, który wraz z kolegą przyjechał na wywiady zaraz po naszym przybyciu na Sławek.
- Te panie zatrzymano, posądzone są o pochodzenie żydowskie, oświadczyły, że idą na Sławek. Więc pójdziemy razem.
Po drodze wypytuje mnie, jak długo Eryk jest na Sławku. Każą mu odpiąć spodenki. Idę obok nieprzytomna, na Sławku jest odprawa – zakonspirowane zebranie, na które przyjechało około 20 osób. Co robić? Jak ich uprzedzić, gdzie Jurek? Po prostu ciągnę nogi, staram się chodzić jak najwolniej, ale każdy krok niemiłosiernie i bezapelacyjnie zbliża nas do wesołego drewnianego domku, w którego ścianach za chwilę rozegra się tragedia” (s. 74).
„I tak skończyło się szczęście sławkowskie, mały domek nie będzie schronieniem dla bezdomnych, gnanych i prześladowanych ludzi, jego ściany nie będą już nad odgradzać od wrogów, złe oczy nas wytropiły […]. Na razie zostajemy na Sławku z tej prostej przyczyny, że nie mamy dokąd jechać. Cybulski przynosi z gminy coraz gorsze wiadomości, plotki rozchodzą się z niebywałą szybkością. Ale dostaje formalne ostrzeżenie z organizacji za przetrzymywanie Żydów. Siedzimy jak na minie, która w każdej chwili może wybuchnąć.” (s. 78)
JA, VI A
„Jesteśmy z Jurkiem na Sławku, godzina późna, ciemno. Nie zapalamy światła – jasność nas razi, lepszy mrok – taki, jaki mamy w duszach.
- Żyjemy – mówi Jurek tak, jakby nie mógł sobie tego uświadomić.
- Żyjemy – odpowiadam mu, a głos mój brzmi niedowierzająco.
- Ale nie wiadomo, czy będziemy żyć – odpowiada Jurek
- W każdym razie nie będziemy się już ani śmiać, ani płakać – odpowiadam – wszystko dobre i złe pozostawiliśmy za sobą.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Któregoś dnia Zielińska przyjechała z Warszawy pociągiem południowym bardzo wzburzona. Dowiedziała się, że w nocy policja szukała domu nr 53, czyli jej domu. Nie wiedziała tylko, dlaczego nie znaleźli go. Buła przecież bardzo popularna w Wołominie. Obie bardzo się wystraszyłyśmy, myśląc, że to jakaś wsypa…Właśnie w tym czasie Zielińska była u Będkowskich i nie zastała ich w domu. Weszła więc do sąsiadki, chcąc zapytać, kiedy wrócą. Ta zaś wyśpiewała od razu jej nazwisko i adres oraz wszystko o mnie. Gdy zaś moja opiekunka próbowała zaprzeczyć, pięcioletni chłopczyk Marysi, który był u sąsiadki, potwierdził:
- Ta pani trzyma u siebie Żydówkę!...” (s. 183)


TRASY:
- Trasa: Warszawa - Sławek (k. Wołomina),    - Trasa: Sławek (k. Wołomina) - Warszawa, - Trasa: Nowa Wieś - Sławek (k. Wołomina),</document>
<document nplp_id="5901" title="WARSZAWA &amp;#8211; SŁAWEK (k. Wołomina) [TRASA]" slug="warszawa-slawek-k-wolomina">

Noemi Szac-Wajnkranc
JA, IV A 
„Pewnego razu jadę z Warszawy na Sławek. Jestem ja zwykle zdenerwowana i cudem, w natłoczonym przeważnie przez szmuglerów wagonie, znajduję miejsce. Na szczęście przy okienku. Ma to tę zaletę, że mogę z zainteresowaniem oglądać niezbyt interesujący pejzaż, ale twarz moją, odwróconą do okna trudniej jest obserwować. W takiej pozycji czuję się bezpieczniejsza. Na Dworcu Wschodnim do wagonu wciska się zakonnica – szarytka, z małą, może dwuletnią, dziewczynką na ręku. Ktoś uprzejmy ustępuje jej miejsca i zakonnica zajmuje miejsce naprzeć mnie. Jestem bardzo zadowolona z mojego vis-à-vis. Ponieważ zawsze bezpieczniej jest mieć naprzeciw siebie zakonnicę, niż jakąś szmuglerkę albo wyrostka-cwaniaka, którzy się bezczelnie przyglądają i od spojrzeń których serce truchleje (a może poznał?).” (s. 66)

</document>
<document nplp_id="5925" title="NARBUTTA 8" slug="narbutta-8">
Władysław Szpilman
JA, IV A
„Najbardziej w tym wszystkim niepokoiła mnie perspektywa zimy, u której progu już się znajdowaliśmy. Nie miałem żadnego ubrania i - oczywiście - żadnych rękawiczek. Byłem zawsze dość wrażliwy na zimno, a gdybym odmroził sobie ręce, tak ciężko przy tym pracując fizycznie, mógłbym zapomnieć w przyszłości o zawodzie pianisty. Z rosnącą troską przypatrywałem się coraz bardziej żółknącym liściom drzew w Alejach Ujazdowskich, a podmuchy wiatru stawały się chłodniejsze każdego dnia. W tym czasie wymieniono nasze prowizoryczne „numerki na życie” na nieograniczone czasowo i jednocześnie przeniesiono mnie na nowe miejsce skoszarowania w getcie - przy ulicy Kaczej. Zmieniliśmy też miejsce zatrudnienia po „aryjskiej” stronie. Prace w pałacyku w Alejach kończyły się i nie wymagały już tak wielu robotników. Część z nas przeniesiono na Narbutta 8, gdzie przygotowywaliśmy mieszkania dla jakiejś formacji oficerów SS. Było coraz zimniej i coraz częściej drętwiały mi podczas pracy palce.” (s. 113-114)

ONI/JA, IV A
„Coraz więcej robotników z Alei Ujazdowskich przenoszono teraz do nas. Coraz też więcej SS-manów, którzy byli tam nadzorcami, przechodziło na plac budowy przy ulicy Narbutta. Pewnego poranka znalazł się tu postrach robotników, sadysta o nieznanym nam nazwisku, którego nazywaliśmy „Zig-zag”. Męczenie ludzi w pewien specyficzny sposób przynosiło mu rodzaj przeżycia erotycznego: rozkazywał swojej ofierze schylić się, chwytał jej głowę swoimi udami, zaciskał i pobladły z wściekłości, sycząc przy tym przez zaciśnięte zęby: „zig-zag, zig-zag!”, walił nahajką w siedzenie nieszczęsnego. Nigdy nie odpuszczał ofierze, zanim nie omdlała z bólu.” (s. 114-115)

JA, VI C
„Grywam niekiedy w budynku przy ulicy Narbutta 8 w Warszawie, gdzie w 1942 roku nosiłem cegły i wapno, gdzie pracowała brygada robotników z getta, których zastrzelono, gdy tylko skończyli przygotowywać mieszkania dla oficerów gestapo. Oficerowie ci niedługo jednak cieszyli się pięknymi mieszkaniami. Dziś w tym ocalałym domu mieści się szkoła. Grywam tam dla dzieci, które nic nie wiedzą o tym, ile cierpienia i śmiertelnego strachu zaznałem w tych słonecznych szkolnych salach.” (s. 179)
</document>
<document nplp_id="5927" title="WŁADYSŁAW SZPILMAN (1911-2000)" slug="szpilman-wladyslaw-1911-2000">Przejdź do mapy miejsc Władysława Szpilmana po stronie aryjskiej
Władysław Szpilman (pseudonimy: Al. Legro, Wiktor Karwiński) – wybitny polski pianista i kompozytor pochodzenia żydowskiego, urodził się w Sosnowcu (w domu przy ul. Targowej 18) w dniu 5 grudnia 1911 roku na terenie ówczesnego Imperium Rosyjskiego. Był pierworodnym synem Samuela i Estery (z d. Rappaport) Szpilmanów. Rodzice kompozytora byli wykształconymi i praktykującymi muzykami, ojciec pracował w orkiestrze Teatru Polskiego w Katowicach jako wiolinista, matka zaś była pianistką i pedagogiem. Dzięki lekcjom gry udzielanym mu przez matkę od najmłodszych lat, Szpilman wcześnie objawił wybitny talent i słuch muzyczny. W wieku czterech lat czytał już płynnie zapis nutowy, potrafił także grać z pamięci na fortepianie raz zasłyszane kompozycje.
Spośród trójki rodzeństwa Szpilmana tylko najmłodsza siostra Halina (ur. W 1917 r.) kontynuowała bezpośrednio muzyczne tradycje rodziny, kształcąc się na pianistkę. Brat Henryk (ur. 1915 r ), poeta i tłumacz, poliglota oraz twórca popularnych w międzywojniu tang, slowfoxów i szlagierów filmowych (np. do filmu „Wrzos” w reżyserii Juliusza Gardana, z pamiętnym duetem Jadwigi Smosarskiej i Eugeniusza Bodo, z muzyką Władysława Szpilmana), młodszy o cztery lata od Władysława, studiował filozofię; siostra Regina (ur. W 1913 r.), ukończyła zaś prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Nastoletni Szpilman rozpoczął naukę na szczeblu średnim-zawodowym w sosnowieckim gimnazjum (Szkoła Męska Handlowa, tzw. „gimnazjum Płockiego”). Po maturze, w 16 roku życia rozpoczął studia w Warszawie w Wyższej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina. Studiował tamże grę na fortepianie pod kierunkiem wybitnych pedagogów – Józefa Śmidowicza i Aleksandra Michałowskiego, uczniów Ferenca Liszta, teorię muzyki i kontrapunkt u kompozytora Michała Biernackiego (autora podręcznika Zasady muzyki, 1901 r.). Po uzyskaniu stypendium naukę na poziomie uniwersyteckim kontynuował w berlińskiej Akademii Sztuk (Akademie der Künste) u: Artura Schnabla i Leonida Kreutzera - fortepian, zaś w zakresie kompozycji, u Franza Schreckera. Po ukończeniu konserwatorium, w roku 1933 roku, wraca do Polski, pomimo doskonale zapowiadającej się kariery pianistycznej i sygnałów jego umiejętności kompozytorskich (na uwagę zasługuje zwłaszcza suita na fortepian jego autorstwa „Życie maszyn” oraz koncerty skrzypcowe). Decyzja Szpilmana o powrocie do kraju zbiegła się z dojściem nazistów do władzy w Niemczech i wzrostem nastrojów antysemickich na fali wzbierającej popularności narodowego socjalizmu.
Po powrocie 24-letni pianista znalazł zatrudnienie w Polskim Radio (w nowym studiu na ul. Zielnej 25 założonym w 1929 roku) jako etatowy pracownik, muzyk ilustrator i akompaniator, pianista-kameralista, a wkrótce również kompozytor. Z PR związany był, z uwzględnieniem przerwy wojennej, do lat 60. (i regularnie po 1945 roku – jako „element niepewny” - inwigilowany tamże przez służbę bezpieczeństwa). W radio i poza nim koncertował z najwybitniejszymi muzykami tego okresu, między innymi – od 1934 r. - z amerykańskim skrzypkiem o polskich korzeniach Bronisławem Gimplem (znajomość i wspólne działania artystyczne odnowili tuż po wojnie), tworząc z nim cieszący się dużym powodzeniem duet muzyczny; koncertował również z Henrykiem Szeryngiem i Romanem Totenbergiem (oraz z najmłodszą laureatką konkursu skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego za 1935 rok – Idą Haendel). W tym okresie również zaczął komponować utwory popularne w nurcie rozrywkowym i muzykę dla filmu, współpracował artystycznie z głośnymi naonczas tekściarzami i poetami m.in. Emanuelem Szlechterem, Bronisławem Brokiem, Henrykiem Szpilmanem, Jerzym Jurandotem, Władysławem Szlenglem (po wojnie zaś z: Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, Ludwikiem Starskim, Janem Brzechwą, Jerzym Wasowskim, Tadeuszem Kubiakiem, Arturem Międzyrzeckim i wieloma innymi).
Ostatni chopinowski recital Szpilmana, nadawany na żywo przez Polskie Radio został przerwany przez wybuch bomby, podczas interpretacji Nokturnu Cis-mol Fryderyka Chopina, która spadła 23 września 1939 roku na warszawską elektrownię na Powiślu (ul. Elektryczna 2a) oraz ze względu na nalot bombowy Luftwaffe tuż obok siedziby rozgłośni, ostatecznie zrywając sygnał dla Warszawy i całego kraju (od tego „momentu” koncertu Szpilmana rozpoczęła nadawanie po wojnie nowa, Raszyńska, radiostacja Polskiego Radio w roku 1949).
Zgodnie z zarządzeniem gubernatora dystryktu warszawskiego - Ludwiga Fischera - tyczącym ograniczenia pobytu ludności żydowskiej na terenie Generalnej Guberni, z dnia 2 października 1940 roku, Władysław Szpilman wraz z rodziną został zamknięty w granicach Getta Warszawskiego. Od przedwojnia do 1942 (tj. do zmniejszenia granic dzielnicy zamkniętej i Grossaktion Warschau) roku pianista i jego najbliżsi mieszkali w kamienicy na ul. Śliskiej 52 (później - w „małym getcie”), nieopodal ulic Marszałkowskiej i Zielnej (siedziba PR).
W tym okresie, wraz z bratem Henrykiem (wyprzedającym na ulicach swój księgozbiór), starał się o utrzymanie dla siebie i rodziny, grywając w znajdujących się na terenie getta szczątkowych lokalach rozrywkowo-estradowych (oraz w gettowym „Broadwayu” na Lesznie i Nowolipkach), m.in. w kawiarni „Nowoczesna”, a także na Siennej 16, w „Cafe Capri” na ul. Siennej 59 oraz – w najsłynniejszym z lokali tego typu – w „Sztuce” na ulicy Leszno 2, gdzie mieściła się kawiarnia i kabaret, miejsce spotkań elity artystycznej i intelektualnej (oraz – nieoficjalnie - gdzie odbywały się spotkania szmuglerów w interesach). Od Wielkiej Akcji Likwidacyjnej do ucieczki poza teren getta (tj. do 1943r.) roku pracował również jako robotnik budowlany m.in. przy ul. Narbutta 8 (koszarach SS; dawnej kamienicy Dembego):
„Grywam niekiedy w budynku przy ulicy Narbutta 8 w Warszawie, gdzie w 1942 roku nosiłem cegły i wapno, gdzie pracowała brygada robotników z getta, których zastrzelono, gdy tylko skończyli przygotowywać mieszkania dla oficerów gestapo. Oficerowie ci niedługo jednak cieszyli się pięknymi mieszkaniami. Dziś w tym ocalałym domu mieści się szkoła”. [W. Szpilman, Postscriptum, w: tegoż: Pianista. Warszawskie wspomnienia 1939-1945, Kraków 2001, s. 179.]
16 sierpnia 1942 roku, w czasie natężenia Akcji Likwidacyjnej, cała rodzina , według zapisów Szpilmana, znalazła się na Umschlagplatz oczekując na selekcję i transport do obozu koncentracyjnego w Treblince. Tuż przed załadunkiem do wagonów kolejowych Szpilmana rozpoznał i wydobył z tłumu jeden z policjantów żydowskich, ratując go od pewnej śmierci w komorze gazowej (rodzice pianisty i rodzeństwo zostali eksterminowani).
W drugiej połowie stycznia 1943 roku kompozytor przedostał się na stronę aryjską, gdzie, dzięki pomocy materialnej i wsparciu przyjaciół, współpracowników z radio, artystów i in. , ukrywał się aż do Powstania Warszawskiego (wśród ratujących go wymienić trzeba m.in.: Andrzeja i Janinę Boguckich, Czesława i Helenę Lewickich, Piotra Perkowskiego, Marka Gębczyńskiego, Eugenię Umińską, Witolda Lutosławskiego, Edmunda Rudnickiego, Irenę Sendlerową).
Pierwszym schronieniem Szpilmana, dzięki staraniom zaprzyjaźnionego aktorskiego małżeństwa Boguckich, była dawna pracownia rzeźbiarska Franciszka Strynkiewicza. Atelier na ostatnim, piątym piętrze budynku przy ul. Noakowskiego 10 należało do kompozytora Piotra Perkowskiego, Szpilman spędził tam pierwsze dwa tygodnie po ucieczce z getta, a następnie przeniósł się do mieszkania (w oficynie tejże kamienicy) inżyniera z Polskiego Radio Marka Gębczyńskiego. W kolejnym okresie, od 27 lutego do 12 sierpnia 1943 roku, mieszkał w kawalerce należącej do dyrygenta Czesława Lewickiego na ul. Puławskiej 83. Po denuncjacji przez sąsiadów, 12 sierpnia, przenosi się do mieszkania rodziny żony Lewickiego (Heleny) w Al. Niepodległości 227/253. Zanim jednak trafił do mieszkania Lewickiej, uciekając przed gestapo, znalazł tego samego dnia (12 sierpnia 1943 r.) schronienie w mieszkaniu inżyniera Bołdoka z PR i jego żony na ul. Narbutta 17 (udostępnili mu klucze do pustego mieszkania volksdeutscha piętro niżej). Kolejnym krótkim schronieniem było mieszkanie na ul. Fałata 2 (u Zbigniewa i Zofii Jaworskich).
W mieszkaniu udostępnionym mu przez Lewickich w Al. Niepodległości ukrywał się (z krótką przerwą) od 21 sierpnia 1943 roku do listopada roku następnego. W trakcie Powstania Warszawskiego (13 sierpnia 1944 roku) przedostaje się do opuszczonego budynku szpitala po drugiej stronie ulicy, w Al. Niepodległości 218 (zaszywając się w składzie złomu do 30 sierpnia), skąd ucieka na powrót do ruin budynku przy Al. Niepodległości 227/233, gdzie koczuje na trzecim piętrze do połowy listopada 1944 roku (do momentu okrążenia przez oddział gestapo). 16 listopada, wiedziony złą intuicją, zbiega stamtąd do opuszczonej, na wpół wypalonej willi w tzw. Kolonii Staszica na ulicy Sędziowskiej 2. Jego ostatni azyl odkrywa oficer niemiecki Wilhelm Hosenfeld, kapitan Wehrmahtu. Dzięki jego pomocy i zaopatrzeniu w żywność (jak również, za sprawą jego moralnego wsparcia) Szpilman przetrwa do 17 stycznia 1945 roku, do wkroczenia Armii Czerwonej na teren zniszczonej Warszawy.
Po II Wojnie Światowej, Władysław Szpilman, wraca do pracy w PR, zostaje wicedyrektorem działu muzycznego. Powraca także do twórczości kompozytorskiej, dyrygentury i koncertów fortepianowych (solo i z innymi artystami – ponad 2000 koncertów) w Polsce i na świecie m.in. w Londynie, USA, Kanadzie, Meksyku, Japonii, Indiach. Szerokie pole aktywności Szpilmana trudno doprawdy, i nie bez szkody dla całościowej panoramy, zredukować do postaci krótkiej syntetycznej noty. Jest autorem kompozycji symfonicznych, licznych utworów estradowych (ok. 500), muzyki ilustracyjnej do słuchowisk radiowych i przedstawień teatralnych oraz filmu. Komponuje na potrzeby Polskiej Kroniki Filmowej znany powszechnie, inicjalny sygnał muzyczny (1947r.). Po 1956 roku organizuje Związek Polskich Artystów i Kompozytorów, któremu przewodzi do 1961 roku jako prezes. Jest pomysłodawcą i współorganizatorem festiwali oraz konkursów muzycznych, m.in. Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie.
W 1963 roku zakłada Kwintet Warszawski, cieszący się uznaniem na świecie (w jego składzie, prócz Szpilmana, znaleźli się: Bronisław Gimpel, Tadeusz Wroński, Stefan Kamasa i Aleksander Ciechański, w późniejszym okresie m.in. Krzysztof Jakowicz, Igor Iwanow, Jan Tawroszewicz, Andrzej Orkisz, Krzysztof Podejka). Przez cały powojenny czas jest, co warte podkreślenia - również aktywnym kameralistą. Był wielokrotnie odznaczany nagrodami państwowymi (m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Odrodzenia Polski). Zmarł w Warszawie 6 lipca 2000 roku.
***
W dwa lata po śmierci kompozytora powstaje film w reżyserii Romana Polańskiego pod tytułem Pianista (2002 r.; nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes oraz trzema Oskarami) z tytułową rolą Adriena Brody’ego, który jest ekranizacją wspomnień z okupowanej Warszawy i doświadczeń z getta Władysława Szpilmana, wydanych pierwotnie w 1946 roku pod redakcją i w opracowaniu Jerzego Waldorffa pod tytułem Śmierć miasta; następnie w wersji poszerzonej o przedmowę syna artysty, Andrzeja Szpilmana oraz o posłowie poety i dysydenta niemieckiego Wolfa Biedermanna, z fragmentami pamiętnika Wilhelma Hosenfelda – pod tytułem Pianista. Warszawskie wspomnienia 1939-1945. Książka ta została przełożona dotychczas na 38 języków.

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Niepodległości, - Aleja Niepodległości 218, - Aleja Niepodległości 227/253,  - Aleja Szucha 23, - Aleje Ujazdowskie (poza gettem), - Aleje Ujazdowskie 23 (siedziba SS), - Chłodna, - Chłodna 26, - Chłodna (kładka), - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Elektoralna, - Elektoralna 5,  - Gęsia, - Grzybowska 26/28 (siedziba Gminy Żydowskiej), - Kacza, - Karmelicka, - Koszykowa (poza gettem), - Królewska, - Langiewicza, - Leszno 2 (kawiarnia "Sztuka"), - Leszno 15 (kawiarnia "Pod Fontanną"), - Leszno 35 (kino "Femina"), - Leszno 76 (szop Schultza), - Marszałkowska (poza gettem), - Mazowiecka,  - róg ulic Miła/Karmelicka, - Mirowska, - Most Poniatowskiego (poza gettem), - Mylna 11, - Nalewki, - Narbutta 8,   - Nowolipki, - Nowolipki 10, - Nowy Świat (poza gettem), - Pańska, - Plac Bankowy, - Plac Grzybowski, - Plac Politechniki (poza gettem), - Plac Za Żelazną Bramą,  - Rakowiecka (SGGW) (poza gettem), - Rakowiecka 4 (siedziba SS; poza gettem), - Sędziowska, - Sędziowska 2, - Sienna, - Sienna 6/8 (szpital), - róg ulic Sienna/Sosnowa, - róg ulic Sienna/Żelazna, - Śliska 52, - Smocza, - Świętojerska 26/28 (szop Toebbensa), - Wawer (między Spiżową a Błękitną) (poza gettem), - Umschlagplatz, - Wola (okolice lasku na Kole), - Zamenhofa, - Zamenhofa 19 (siedziba Gminy Żydowskiej), - Zielna, - Zielna 25 (siedziba Polskiego Radia), - Złota (poza gettem), - 6 Sierpnia (poza gettem).

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Getto [Obszar],   - Plac Politechniki/Filtry (Koszykowa/Krzywickiego/Filtrowa/Raszyńska) [Obszar],  - Kolonia Staszica [Obszar, poza gettem],

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Niepodległości 218 - Aleja Niepodległości 227/253, - Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Aleja Niepodległości 218, - Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Sędziowska - Kolonia Staszica, - Trasa: Dzielna 24/26 - Karmelicka - Aleja Szucha 25,  - Trasa: Fałata  2 - Aleja Niepodległości 227/253, - Trasa [przebieg hipotetyczny]: Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Praga,  - Trasa: Miła - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipki - Śliska 52,  - Trasa: Most Poniatowskiego - Aleja 3 Maja - Aleje Jerozolimskie,  - Trasa: Narbutta 8 - Gęsia,  - Trasa: Narbutta 8 - Wiśniowa - Noakowskiego 10,  - Trasa: Narbutta 8 - Polna - Chałubińskiego - Żelazna - Żelazna/Twarda (wacha), - Trasa: Noakowskiego 10 - Plac Unii Lubelskiej - Puławska 83,  - Trasa: Pańska - Śliska 52,  - Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Mirowska,  - Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Ogród Saski,  - Trasa: Puławska 83 - Narbutta 17 - Fałata 2,  - Trasa: Śliska 52 - Miła,  - Trasa: Zamenhofa 19 - Gęsia,</document>
<document nplp_id="5944" title="LESZNO 56" slug="leszno-56-2"></document>
<document nplp_id="5951" title="SĘDZIOWSKA" slug="sedziowska">
Władysław Szpilman
JA/ONI, VI B
„12 sierpnia znowu wybuchła na schodach panika. Przerażeni ludzie biegali nimi w górą i w dół. Z usłyszanych fragmentów rozmów wywnioskowałem, że dom został obstawiony przez Niemców i że należało go natychmiast opuścić, gdyż ma zostać zburzony przez artylerią. W pierwszym odruchu zacząłem się ubierać, jednak już po chwili uprzytomniłem sobie, że przecież nie mogą wyjść na ulicę, bo wpadnę w ręce SS i zostanę zastrzelony. Postanowiłem nie wychodzić. Z ulicy słychać było wystrzały i głos wołający gardłowym dyszkantem: - Wszyscy mają wyjść! Proszę natychmiast opuścić dom! Wyjrzałem na klatkę schodową: było pusto i cicho. Zszedłem na półpiętro i przez okno wychodzące na Sędziowską zobaczyłem stojący tam czołg z lufą wycelowaną w nasz dom, na wysokość mojego piętra. Po chwili ujrzałem płomień, lufa cofnęła się i usłyszałem huk walącego się w bezpośrednim pobliżu muru. Wokół czołgu biegali żołnierze z zakasanymi rękawami, trzymając w rękach blaszane bańki. Od parteru ku górze zaczęły się wzbijać, od zewnątrz wzdłuż ścian i wewnątrz klatką schodową, kłęby czarnego dymu. Kilku SS-manów wpadło do domu i szybko wbiegło schodami na górę. Zamknąłem się w pokoju, wysypałem na rękę flakon silnych tabletek nasennych, które zażywałem podczas ataków wątroby, i postawiłem obok buteleczkę z opium. Chciałem połknąć środki nasenne i popić opium, gdy tylko Niemcy zaczną dobijać się do moich drzwi. Po chwili, wiedziony trudnym do wytłumaczenia instynktem, zmieniłem jednak zamiar. Wymknąłem się z pokoju, podbiegłem do drabinki wiodącej na strych, wszedłem pod dach, odepchnąłem drabinkę i zatrzasnąłem za sobą klapę włazu." (s. 148-149)


ADRESY:
- Sędziowska 2,   - róg ulic Filtrowa/Sędziowska
TRASY:
- Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Sędziowska - Kolonia Staszica</document>
<document nplp_id="5952" title="SĘDZIOWSKA 2" slug="sedziowska-2">
Władysław Szpilman
JA, VI C
„Zszedłem na półpiętro i zacząłem rozglądać się po okolicy, widziałem przed sobą jak na dłoni setki wypalonych małych, willowych domków, tworzących dużą wymarłą dzielnicę. W ogródkach wielu z nich znajdowały się groby pomordowanych mieszkańców. Sędziowską szedł czwórkami oddział cywilnych robotników z łopatami i kilofami na ramionach. Nie było przy nich nikogo w mundurze. Wiedziony nagłym odruchem tęsknoty za ludzką mową, podekscytowany niedawną jeszcze ucieczką, postanowiłem porozmawiać za wszelką cenę z tymi ludźmi. Zbiegłem szybko po schodach na dół i wyszedłem na ulicę. Oddziałek odmaszerował tymczasem już kilkadziesiąt metrów dalej. Dogoniłem ich. - Jesteście Polakami? Zatrzymali się. Przyglądali mi się zdumieni. Dowodzący oddziałem odpowiedział: - Tak. Co tu robicie? - Mówiłem z trudem i wzruszeniem po czterech miesiącach zupełnego milczenia, jeśli nie liczyć kilku słów zamienionych z niemieckim żołnierzem, który wziął ode mnie okup w postaci spirytusu. Będziemy kopać umocnienia. A pan, co pan tu robi? Ukrywam się. Dowodzący spojrzał na mnie jakby z odcieniem współczucia. - Niech pan idzie z nami - powiedział - będzie pan pracował, dostanie pan zupy..." (s. 163)
JA, VI C
„Tknięty przeczuciem czy raczej wiedziony wyostrzonym przez lata ukrywania się instynktem samozachowawczym, nie skierowałem się w stronę domu, na którego strychu była moja nowa kryjówka. Poszedłem do najbliższej willi, tak jakbym to w jej piwnicy miał schronienie. Kiedy stałem na progu wypalonych drzwi, obejrzałem się jeszcze raz - oddziałek maszerował, lecz jego dowodzący oglądał się co chwilę, obserwując, dokąd idę. Dopiero gdy znikli mi z oczu, wróciłem na mój strych, a raczej na półpiętro domu i zacząłem obserwować okolicę. Nie upłynęło dziesięć minut, a już cywil z opaską wrócił w towarzystwie dwóch żandarmów." (s. 165)
JA, VI C
„Znów zaczęły mijać tygodnie beznadziejnej monotonii. Artyleria od strony Wisły odzywała się coraz rzadziej. Bywały takie dni, że panującej ciszy nie mącił nawet jeden jedyny huk eksplozji. Nie wiem, czybym wtedy się nie załamał i nie popełnił tyle razy planowanego już samobójstwa, gdyby nie gazety, w które owinięty był chleb od Niemca. Były świeże, czytałem je wielokrotnie, pokrzepiając się podanymi w nich wiadomościami o klęskach wojsk niemieckich, cofających się na wszystkich frontach coraz szybciej w głąb Rzeszy. Sztab w skrzydłach domu urzędował nie zmienionym trybem. Po schodach biegali żołnierze, często zaglądali na strych, wnosząc lub zabierając jakieś pakunki, ale mój schowek wybrany był bardzo dobrze; nigdy żadnemu z nich nie przyszło do głowy zaglądać na półpiętro. Przed domem, od strony alei Niepodległości chodzili bez przerwy wartownicy. W dzień i w nocy słyszałem ich przytupywanie na zimnie. Z mojej kryjówki wymykałem się jedynie w nocy, by przynieść wodę ze zniszczonych mieszkań, w których stały napełnione nią wanny. 12 grudnia widziałem oficera po raz ostatni. Przyniósł mi większy niż przedtem zapas chleba oraz pierzynę. Oświadczył, że opuszcza wraz ze swym oddziałem Warszawę, ale żebym nie tracił nadziei, bo już w najbliższych dniach powinno nastąpić natarcie Rosjan. Czy na Warszawę? - Tak. Jak więc przetrwam uliczne starcia? - spytałem zaniepokojony. Skoro i pan, i ja przetrwaliśmy przeszło pięć lat tego piekła, odparł - to widocznie jest nam pisane pozostać przy życiu. Trzeba w to wierzyć." (s. 170)
JA, VI C
„Gdy tylko się rozjaśniło, zacząłem gorączkowo przygotowywać się do wyjścia na ulicą. Wdziewałem już na siebie niemiecki płaszcz, który dostałem od oficera, abym miał w czym chodzić po wodą, gdy nagle znów zaczęły miarowo stukać po bruku przed domem kroki warty. A więc wojska polskie i sowieckie wycofały się?... Zupełnie załamany opadłem na legowisko. Leżałem tak, gdy poderwały mnie nowe odgłosy. Nie słyszane od miesięcy głosy kobiece i dziecięce, spokojnie rozmawiające, jakby nic się nie działo, jakby po prostu jakieś matki szły z dziećmi ulicą na spacer. Postanowiłem za wszelką cenę zorientować się w sytuacji. Trwanie w takiej niepewności stawało się nie do zniesienia. Zbiegłem szybko po schodach i przez główne drzwi opuszczonego domu wyjrzałem na aleję Niepodległości. Był szary, mglisty poranek. Niedaleko, po lewej stronie stał żołnierz w mundurze z tej odległości trudnym do rozpoznania. Z prawej strony nadchodziła jakaś kobieta z tobołkiem na plecach. Gdy podeszła bliżej, zebrałem się na odwagę i postanowiłem ją zaczepić. - Proszę pani, proszę pani! - próbowałem przywołać ją półgłosem. Spojrzała na mnie, wrzasnęła z całych sił: „Niemiec!”, i rzuciła się do ucieczki. Równocześnie zwrócił na mnie uwagę żołnierz i niewiele się namyślając, oddał w moim kierunku serię ze swojego karabinu maszynowego. Kule uderzyły o ścianę tuż obok mnie. Poczułem na twarzy odłamki rozpryskującego się tynku. Bez chwili wahania wbiegłem schodami na strych i ukryłem się. (s. 174)

</document>
<document nplp_id="5958" title="CHŁODNA" slug="chlodna-3">

Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (15.08.1941)
„Sam wyjazd był pełen emocji. Samiuteńkiego rana wstaliśmy, żeby na Chłodnej czekać, aż wóz, należący do jakiegoś polskiego przedsiębiorstwa transportowego, wjedzie do g[etta]. Gdy po długim oczekiwaniu przybył, wróciliśmy do domu, gdyż wóz musiał najpierw zajechać pod magazyn żywnościowy, gdzie go załadowano i wydano przepustki. Potem popędziliśmy do Centosu [Leszno 2 –dop. BK], gdzie czekał już napełniony wóz. Było wcześnie, piękny dzień [15 sierpnia 41].
Na Lesznie jeszcze dość pusto i ani jednego trupa, co uważałam za pomyślny znak. Przed bramą Leszna 2 stała cała ekipa magazynowa z Józią [Judyta Ringelblum] i Glizerem na czele błogosławiła nas na tę trudną wyprawę.
A[dolf] zdecydował się podwieźć nas na Pragę, bojąc się dla nas jakichś szykan. Jedziemy nareszcie. Przybywamy na „rogatkę” przy Chłodnej i Żelaznej. Żandarm sprawdza przepustki, wszystko w porządku, przepuszcza, a tu jakiś policaj granatowy zaczyna mu coś łamanym językiem na nas wygadywać, że za dużo osób czy coś w tym rodzaju. Nie dają jechać. Zbliża się tymczasem na rowerze żandarm kontrolny. Ale jednak wszystko jest w porządku. W międzyczasie, oczywista, denerwujemy się. Żandarm mówi: – Aber warum schrecken Się! Wreszcie macha ręką: Jazda!
Wyjeżdżamy na Chłodną. Jaka różnica! Bardziej pusto, luźniej, ulica skropiona, skwerek. Chmary chłopaków-łobuzów stoją za wachą. Nakrywam z lekka opaski i woźnica rusza kłusem. Koło Hal [Mirowskich] jakiś ciemny typ poznaje nas (Józefa i Mirka [Gitler] mają nosy dość charakterystyczne) i zaczyna się czepiać, że ukrywamy opaski. Zbliża się już policjant i gotowa cała heca. Jednak tłumaczenie, kim jesteśmy, wystarcza i ruszamy dalej. Opasek już nie zakrywamy. Jedziemy szybko Marszałkowską, ruch duży, przechodnie dają jakoś spokój czy też nie dostrzegają, kto jedzie środkiem jezdni. Wjeżdżamy przez Aleje [Jerozolimskie] na most Poniatowskiego. Ruch mniejszy. Jakaś babina zaczyna się drzeć jak opętana: – Żydy do wody! Żydy do wody! Wisła tak cudna, a tak gorzko na duszy.” (s. 32)
T, ONI, II B (ok. 29.08.1941)
„Rozdzielamy się, jeden wóz jedzie na Chłodną, mój furman decyduje się zaś na przejazd Nalewkami. Jedziemy Bracką, potem Marszałkowską i ulicą wiodącą przez Ogród Saski. Koń ledwie się rusza. Przy przyjeździe przez ogród nagle potyka się i pada.” (s. 39)
JA, III A  (5.09.1942)
„Prosiłam też, żeby wystarała się o jakieś nakrycie głowy, gdyż kapelusz, teczkę i palto zabrała mi łobuzeria na Chłodnej.” (s. 23)

Władysław Szpilman
ONI, II A/ II B
„Niemieccy wartownicy nudzili się na swoich posterunkach i próbowali, jak mogli, czymś się zająć. Jedną z ich najbardziej ulubionych rozrywek były tańce. Z pobliskich uliczek przyganiano muzykantów - ulicznych zespołów, wraz z rozprzestrzenianiem się nędzy, wciąż przybywało - następnie wybierano z grupy czekających ludzi co zabawniejszych i rozkazywano im tańczyć walca. Muzykantów ustawiano pod ścianą jednego z domów, na jezdni tworzono wolne miejsce i jeden z żołnierzy obejmował funkcję dyrygenta, bijąc członków orkiestry, gdy grała zbyt wolno. Pozostali pilnowali sumienności wykonania tańców. Przed oczami zastraszonego tłumu wirowały pary kalek, starców, grubasów czy też chuderlaków. Ludzie niscy lub dzieci tańczyli w parach z wyróżniającymi się wysokim wzrostem. Wokoło stali Niemcy, darli się ze śmiechu i pokrzykiwali: Szybciej! Ruszać się! Wszyscy tańczą! Gdy dobór par był wyjątkowo udany i śmieszny, tańce przedłużały się. Przejście otwierano, zamykano i znów otwierano, a pechowcy nadal podrygiwali w rytmie walca, sapiąc i płacząc ze zmęczenia, dobywając ostatnich sił, daremnie oczekując litości." (s. 52)
JA, II B
„Dopiero gdy mijałem szczęśliwie ulicę Chłodną, ukazywał mi się obraz getta takiego, jakie było naprawdę. Tu ludzie nie mieli majątków czy też ukrytych skarbów. Żyli z handlu. Im dalej człowiek zapuszczał się w gąszcz ciasnych uliczek, tym żywszy i bardziej nachalny był handel. Kobiety, z uczepionymi ich sukni dziećmi, zagradzały przechodniom drogę, usiłując sprzedać im ułożony na skrawku kartonu kawałek ciasta, stanowiący cały posiadany majątek, od którego sprzedaży zależało, czy ich dzieci wieczorem zjedzą ćwiartkę czarnego chleba. Obok zaś nie do poznania wygłodzeni starzy Żydzi próbowali ochrypłym krzykiem zwrócić uwagę ludzi na jakieś szmaty, z nadzieją, że uda im się je spieniężyć." (s. 52-53)

Stanisław Gombiński
ONI, II D
„Ale trzeba coś zrobić, by ułatwić Żydom ich egzystencję w getcie. Więc zjawia się most na Chłodnej. Wzdłuż ścieków ciągną się obustronnie mury. Domy i chodniki – żydowskie, jezdnia – aryjska. Na skrzyżowaniu z Żelazną – ruchoma brama żelazna, kołowrotki. Co kilka minut zamyka się ruch aryjski wzdłuż Chłodnej, puszcza się ruch żydowski, przecinający Chłodną, biegnący wzdłuż Żelaznej. Opodal wyrasta most drewniany, utrudniający stały ruch pieszych z jednej strony Chłodnej na drugą. Na wysokość drugiego piętra wiodą schody, po czem kładka nad jezdnią „aryjską” prowadzi na drugą stronę ulicy. Tysiące nóg w spiesznym pochodzie depczą go co dzień, co godzina. Tysiące głów zwieszonych na chwilę podnosi się, przelotnym muśnięciem oka pozdrawia panoramę Chłodnej i Wolskiej, Hale i Ogród Saski, drapacz chmur na pl. Napoleona, basztę Cedergrenu na Zielnej [chodzi o tzw. budynek PAST-y przy Zielnej 37], krzyże kościołów i linię dalekiej Wisły. Rzucają okiem i z westchnieniem opada głowa. To most ghetta – Ponte dei Sospiri, Most Westchnień.” (s. 54-55)
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)

Abraham Lewin
ONI, III A
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (1.12.1942)
„Przy Chłodnej postawiono już mur, który całkowicie oddziela getto od nowej strony aryjskiej. Podobno goje z Żoliborza są bardzo niespokojni. Boją się, czy ich nie przeniosą na żydowskie ulice, które oderwano od getta.” (Pisma, s. 327)

Henryk Makower
JA, III A
„Po małym getcie przyszła kolej na opuszczenie bloków przy ul. Chłodnej, Białej, Ogrodowej i Żelaznej. W ten sposób straciliśmy mieszkanie.” (s. 71)

Adam Czerniaków
JA, II B
„Na rogu Chłodnej wyciągnął nas z wachy, wyciągnął z auta i przeszukał auto i teki. Oświadczył, że Żydzi to... W teczce Cz[aplickiego] znalazł pałkę policyjną i zrobił kwestię.” (s. 215)
ONI, II B
„Auerswaldowi proponowano, aby na Chłodnej z 2 stron odrutowano ulice. Tym sposobem nie trzeba by było tracić bloku na zachodzie ghetta. A[uerswald] żąda na razie planu mostu na Chłodnej. Powiedziano mu, że są trudności techniczne, podziemna gęsta sieć. Polecił jeszcze raz opracować plan mostu na Chłodnej. A[uerswald] zwrócił się do firmy niemieckiej o urządzenie elektryczne, aby prąd przebiegał przez drut. Firma podała, że 14 miesięcy by trwało urządzenie instalacji i ponadto ogromne koszty.” (s. 220)
„Z Chłodnej Polacy się wyprowadzają. Na Żelaznej nie. Termin, zdaje się, przedłużono do 30 bm.” (s. 230)
JA, II B
„Rano Gmina. Obejrzałem z Szeryńskim komendę na Chłodnej. Na Chłodnej ustawiają 78 mury. Nie ma dojazdu do Elektoralnej. A na Żelaznej zator. Co jakiś czas policja przepuszcza chmary ludzi. Staram się o to, aby przebić mur od Elektoralnej na okres przeprowadzki, bo inaczej nie wjadą wozy z meblami.” (s. 232)
JA, II D
„Przed wieczorem widzę przez okno, że wożą kwiaty na bal z cmentarza na karawanie.” (s. 281)
„Po południu przemawiałem na otwarciu Izby Zatrzymań przy rejonie Sł[użby] Porządkowej na Chłodnej.” (s. 292)
„Poleciłem uprzątnąć gruzy na Chłodnej w środku „aryjskim” między murami. Chcę uniknąć wybijania szyb w domach żydowskich przez polskich wyrostków i nie tylko wyrostków.” (s. 293)
ONI, II D
„Po obiedzie ulicznicy polscy ciskają kamienie przez murki na Chłodną. Po uprzątnięciu przez nas cegieł i kamieni na środku ulicy Chłodnej nie mają wiele amunicji.” (s. 298)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Napaści na Żydów zdarzają się na różnych ulicach: Chłodnej, Żelaznej. Napady połączone z rabunkami.” (t. 29: s. 63)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Polak przyjaciel szedł z Żydem Chłodną, gdy ten musiał zdjąć kapelusz, tamten zagryzł wargi, aż się pokazały krople krwi na ustach.” (t. 29: s. 165)
ONI, II A

„Strażnicy getta warszawskiego to strażnicy łódzcy. Wyćwiczeni podczas wojny. Dziś było hasło: ‘Powoli, nie biegać jak wczoraj’. Kazali Żydowi klęknąć i obsikali go. Na Chłodnej bili kobiety.” (t. 29: s. 170)

„Jaki jest sens gimnastykowania się z cegłami na Chłodnej? Dają dwie cegły: jedną lżejszą, drugą cięższą. Przy skłonie nie sposób zachować równowagi.” (t. 29: s. 170)

„Kulawemu Blamzajdowi kazali na Chłodnej gimnastykować się, ściągnęli z dorożki, wsadzali do swego samochodu. Kazali mu stać, strzelali za nim, ulotnił się.” (t. 29: s. 171)

„Mówi się, że tej nocy na Chłodną przywieziono wielki transport cukru. Obaj policjanci dostali pięć tysięcy zł.” (t. 29: s. 173)

„Getto w Warszawie dzieli się na trzy części: arystokraci – Leszno, Elektoralna, Chłodna; mechesi – Sienna; parchy – reszta.” (t. 29: s. 185)

„Karmelicką nazywają ‘Dardanelami’; Żelazną, Chłodną – ‘Gibraltarem’, a granicę – ‘Małkinią’.” (t. 29: s. 185)

JA, II

„Skromna Roza [Symchowicz] krępowała się wielkiego pogrzebu, jakiśmy jej urządzili, i uciekła przed nami. A stało się to tak: zebraliśmy się w „małym getcie” przed jej domem i szliśmy razem z karawanem. „Małe getto” miało dwa rodzaje połączenia z „dużym gettem”. Ciąg pieszy odbywał się przez drewniany most nad ul. Chłodną [błąd Ringelbluma, Symchowicz zmarła w 1941 r., wtedy kładki jeszcze nie było], która była aryjską ulicą i oddzielała „małe getto” od dużego. Wozy zaś jechały stroną aryjską przez Chłodną. Umówiliśmy się z powożącym karawanem, żeby czekał na nas po drugiej stronie Chłodnej. Stało się jednak inaczej. Pojechał prosto na cmentarz, nie czekając na nas w umówionym miejscu. Pogrzeb Rozy był prawdopodobnie ostatnim pogrzebem, na którym przemawiano. Mała grupa przyjaciół przedostała się przez wachę przy cmentarzu, który znajdował się już po stronie aryjskiej.” (t. 29a: s. 233)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI, II B

1.X.41’: "Hitlerowcy ściśle trzymają się kalendarza żydowskiego. Wczoraj przed zachodem słońca, w porze modlitw Kol Nidre otwierających rytuały święta Jom Kippur (Dnia Pojednania), rozwieszono wielkie białe plakaty ze smutnym obwieszczeniem: do 5 października osoby zamieszkałe po prawej stronie ulicy Siennej oraz przy pewnych odcinkach Gęsiej i Muranowskiej, a także mieszkańcy szeregu domów w pobliżu granic getta muszą opuścić mieszkania. […] Ojciec tego dnia nie opuszczał piwnicy, zanosząc modły do Boga, a w tym czasie matka szukała nowego mieszkania. Dotychczas niczego nie znalazła, lecz przyniosła nowe smutne wieści. Wygląda na to, że Niemcy zamierzają zlikwidować tak zwane małe getto i włączyć do dużego getta jedynie ulicę Chłodną i dalszy koniec Żelaznej. Pogłoskę tę potwierdził nakaz wydany chrześcijańskim mieszkańcom tych dwóch ulic, żeby wyprowadzić się do 15 października. Lokatorom domów przy Siennej obiecano mieszkania przy Chłodnej. Ma to jednak nastąpić później, a na razie musimy znaleźć jakiś dach nad głową. Jutro rano wszyscy, w tym i ja, wyruszą na poszukiwanie nowego lokum" (s. 181-183).

17.XII.41’: "Dzisiaj otrzymaliśmy wiadomość z urzędu kwaterunkowego w sprawie posady dozorcy, którą ojciec ma objąć w domu przy Chłodnej 10. Musi się przenieść natychmiast, lecz my będziemy mogły wprowadzić się tam dopiero po odgrodzeniu ulicy murem. To samo polecenie rozesłano do wszystkich dozorców żydowskich przydzielonych do domów przy Chłodnej, która obecnie została włączona do getta. Muszą wysprzątać i uporządkować budynki zwolnione przez gojów, żeby przygotować je na przybycie przyszłych mieszkańców żydowskich. Romek, zatrudniony jako nadzorca przy budowie murów getta, pracuje teraz przy Chłodnej i często zabiera ze sobą prowiant dla mojego ojca" (s. 208).

ONI, II B

17.XII.41’: "Przy Chłodnej rośnie mur, a jednocześnie buduje się wiadukt łączący oba chodniki, ponieważ samą jezdnię przeznaczono na trasę komunikacyjną aryjskiej części miasta. Wszystkie materiały budowlane na ten cel musi dostarczyć Gmina Żydowska" (s. 209).

ONI, II C

6.I.42’: „Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną” (s. 218-219).

ONI, II C

16.I.42’: "Chłodną powszechnie uważa się za „arystokratyczną” ulicę getta, jak na początku Sienną. Dozorcą budynku przy Chłodnej 8 jest inżynier Płonskier, dawniej nasz sąsiad w domu przy Siennej. Przy naszej ulicy mieszka wielu medyków i prawie na wszystkich drzwiach wisi szyld lekarza lub dentysty. O szóstej rano dozorcy muszą odśnieżać chodniki, a komisarz Lejkin uczy byłych prawników i profesorów ich nowego fachu. Często sam chwyta szuflę albo miotłę i udziela lekcji bezradnym intelektualistom, których palce nie przywykły jeszcze do nowych narzędzi. Ojciec ciężko pracuje, a my mu pomagamy – myjemy schody i zamiatamy podwórze. W naszym domu mieszka niewielu lokatorów i dochód z tytułu otwierania bramy po godzinie policyjnej wynosi nie więcej niż kilka złotych za noc – to tylko część sumy zarabianej przy Siennej. Jednak ojciec ma inne źródło dochodu. Na wewnętrznym podwórzu stoi budynek piekarni Warszawianka. Co noc wóz dostarcza tam z tuzin worków przemyconej mąki, a ojciec za każde otwarcie bramy przed takim transportem otrzymuje pewną sumę pieniędzy, rano zaś jako dodatkowe wynagrodzenie dostaje dwa nieduże bochenki świeżego chleba" (s. 219-220).

ONI, II D

4.V.42’: "Jest wielu takich Żydów, którzy z ochotą poświęciliby życie za Polskę, a teraz działają w podziemiu. Żydzi często zaciskają zęby i milczą, rumieniąc się ze wstydu i upokorzenia, kiedy jakiś Polak – jak to się niekiedy zdarza – ciska do getta kamień z drugiej strony muru. Niedawno na Chłodnej przejeżdżający ciężarówkami Polacy wśród dzikich wrzasków triumfu rzucali kamieniami w wystawy sklepowe i okna prywatnych mieszkań. Niektórzy Żydzi wstydzą się przyznać, że Polska to ich ojczyzna, choć ją kochają, bo pamiętają, jak często polscy współobywatele mówili im: „Żydzie, wracaj do Palestyny”, albo jak na uniwersytecie studenci goje wyznaczali studentom żydowskim „getto ławkowe” i nierzadko napadali na nich bez innego niż wyznanie mojżeszowe powodu. To prawda, że wielu gojów w Warszawie zaraziło się hitlerowską propagandą" (s. 243).

JA, II D

16.VII.42’: "Romek przyszedł do mnie o ósmej (godzina policyjna rozpoczyna się o dziesiątej). Nie chciał uwierzyć, że niedługo mam wyjechać do Ameryki. Spoglądał na mnie dziwnie, jakby był pewien, że więcej się nie zobaczymy. Przeszliśmy się Chłodną. Dzisiaj śmiało zdjęłam opaskę z ramienia. Zostałam teraz bądź co bądź oficjalnie uznana za obywatelkę amerykańską. Romek ścisnął mnie za ramię; stale powtarzał: „Wiem, że nie wyjeżdżasz, to tylko żart, prawda? Nie zostawisz mnie samego, nie pojedziesz”. Mieszkańcy domów przy naszej ulicy przyglądali mi się ciekawie: „To ta dziewczyna, co jedzie do Ameryki”. Na tej ulicy wszyscy się znają. Co parę minut ktoś podchodził i prosił o zanotowanie adresu rodziny w Ameryce i przekazanie, żeby zrobili, co w ich mocy, dla nieszczęsnego krewnego" (s. 263-264).

19.VII.42’: "Wyszliśmy z domu ze łzami w oczach. Rodzice szli pierwsi, obok siebie mając obu policjantów i wuja Abiego. Za nimi podążałam ja i moja siostra Ann. Towarzyszyły nam: panna Sala, Bronka, Rutka i Wera, które przyszły o świcie, żeby spędzić z nami kilka ostatnich godzin. Grupy ludzi ze wszystkich sąsiednich domów przy Chłodnej wyszły na zewnątrz i smutnym wzrokiem odprowadzały nasz pochód. […] Zaprowadzono nas na dziedziniec komisariatu policji przy Ogrodowej, gdzie ujrzeliśmy około siedmiuset obywateli rozmaitych neutralnych krajów europejskich i amerykańskich. Komisarz policji szybko sprawdził nasze dokumenty. Następnie oddział policjantów ustawił się w dwuszereg, uformował wokół nas zamknięty krąg i wydał polecenie wymarszu" (s. 268).

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III.A (6 sierpnia 1942)

„Kiedy znów przyszliśmy do Gminy, powiedziano nam, że dnia poprzedniego była blokada na Chłodnej i rodzina adwokata Baumberga została zabrana na Umschlag. Siostra jego, Jadwiga Benklowa, popełniła samobójstwo; drugiej – Anieli, podobno udało się przejść na stronę „aryjską”.
Na Umschlagu Ignacy Baumberg został wyreklamowany i mógł się uratować, ale nie chciał rozłączać się z żoną i poszedł z nią z własnej woli.
„I Roman Kramsztyk został zastrzelony podczas tej samej blokady na Chłodnej. Biegł po schodach, panie inżynierze, chciał się ukryć w piwnicy. I natrafił na Niemca..."” (s. 100)
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A

„Stryjenka Sabina wpadła na pomysł, że należałoby wydać mnie „fikcyjnie” za mąż. Pomyślałam o moich kolegach. Wydał mi się odpowiedni – Marian, posiadający ausweis dozorcy domowego z ulicy Chłodnej.” (s. 73)
Antoni Marianowicz
JA/ONI, II

„Kontakty były utrudnione, życie towarzyskie toczyło się najczęściej na klatkach schodowych. Zwłaszcza starsi nie kręcili się po ulicach bez powodu. Mimo że godzina policyjna zaczynała się o ósmej wieczorem, większość Żydów już po szóstej nie wychodziła z domu. Rzadko więc widywałem zaprzyjaźnionego z nami Władysława Sterlinga, o którym piszę osobno. Kilka razy spotkaliśmy profesora Ludwika Hirszfelda, ale nie była to szczególnie bliska znajomość. […]

Naszym sąsiadem był niejaki pan Gruszka (może Śliwka) – z zawodu producent pantofli, z powołania – komentator polityczny. Posługiwał się fantastyczną polszczyzną. Kiedyś opowiadał nam o pożarze, który wybuchł w jego warsztacie: „Ściana była zupełnie rozpłomieniona, żonie nie zrobiło się dobrze, ja jeden pozostałem całkiem równo zważony!”. Co dzień stał przed bramą i wymieniał z przechodzącymi sąsiadami opinie na temat najnowszych wydarzeń. W moich uszach brzmi do dziś jego piskliwy, dramatyczny głos: „Ja panu mówię, że Rosja mobilizowuje przeciwko Anglu!” (z akcentem na „u”)”. (s. 82-83)

ONI, II, III A

„Chłodna uniknęła dotychczas akcji likwidacyjnej, jeśli nie liczyć krwawej jatki w mieszkaniu znanego antykwariusza, doktora Alberta Schulberga, w której zginęło wiele osób, między innymi przybyły na konsultację spoza getta znany chirurg, profesor Franciszek Raszeja. Stało się to w sąsiednim domu 21 lipca i dawało ledwie przedsmak tego, co miało rozpętać się nazajutrz. Ulica, stanowiąca reprezentacyjny odcinek getta, była całkowicie opustoszała, domy ze szczelnie zasłoniętymi oknami sprawiały wrażenie wymarłych. Po „aryjskiej” stronie grasowali szaulisi, strzelający do każdego ukazującego się w oknie Żyda”. (s. 89-90)
Marcin Szczygielski
F, II C

„Dziadzio mówi, że pokój na Mariańskiej był do niczego, ale ktoś w restauracji powiedział mu, że jest jeszcze miejsce w domu przy Chłodnej. Ucieszyłem się – z Chłodnej jest znacznie bliżej do biblioteki [Leszno 67] niż z Mariańskiej. Dziadzio poszedł więc oglądać ten nowy pokój, a ja skończyłem książkę, bo chociaż powinienem najpierw wziąć się za porządki, żadną miarą nie mogłem się powstrzymać od czytania.” (s. 37)

F, II C

„Wózek jest mało zwrotny i ciągnie się go z wielkim trudem. Chociaż rzeczy mamy niewiele, to jednak dużo ważą. Kiedy docieramy na Chłodną, jestem mokry jak mysz, a Dziadzio oddycha z trudem.
Dom, w którym będziemy teraz mieszkali, to bardzo ładny budynek, chociaż z jednej strony trochę się rozleciał – pewnie uszkodziła go bomba. Reszta trzyma się nieźle – kamieniczka ma dwa piętra i wysoki, spiczasty dach. Nad oknami są wykute z kamienia girlandy owoców i kwiatów, a nad najwyższym oknem klatki schodowej, we wnęce w trójkątnym zwieńczeniu muru, umieszczono rzeźbę przedstawiającą dziewczynę z dwoma dzbanami. KIEDYŚ ten dom musiał należeć do bogatych ludzi.” (s. 49)

F, II C

„Po kilku dniach znam już trochę nasz dom i najbliższą okolicę. Tu jest dużo większy ruch niż na Siennej. W podwórku kamieniczki obok jest piekarnia [może chodzi o Chłodną 10 i piekarnię "Warszawiankę" Ludwika Piętosa, wiele wskazuje na to, że bohater mieszkał przy Chłodnej 12], od bladego świtu słychać turkot kół na bruku i uderzenia końskich kopyt – jedne wozy przywożą mąkę, inne wywożą gotowe bułki i chleb do sklepów. Kilka domów dalej jest też wytwórnia mebli pani Anieli Laszko. Przez cały dzień słychać uderzenia młotków i odgłosy piłowania drewna, a od czasu do czasu rozlega się głośny syk, bo w warsztacie jest specjalna maszyna wyginająca drewno za pomocą pary. Czasami wyobrażam sobie, że to syczy wielki smok, którego pani Laszko trzyma na podwórku. Smoki były rodzajem dinozaurów – jestem tego prawie całkowicie pewny, ale zapytam jeszcze w bibliotece.
Na Chłodnej są też oczywiście różne sklepy, pracownie krawieckie, jest apteka. Przejeżdża tędy również dużo wozów, które robią sporo hałasu. Przywozi się nimi jedzenie i opał. Dodatkowo jeszcze kilka domów dalej jest punkt dla uchodźców z różnych rejonów Polski, którym Morlokowie kazali przeprowadzić się do Dzielnicy. Tam ciągle coś się dzieje i wybuchają awantury, więc Dziadzio zabronił mi chodzić w tamtą stronę ulicy.” (s. 53-54)

F, II C

(marzec 1942)

„W marcu na naszym podwórku zaczyna się ruch. Nie ma tu bruku, można więc sadzić rośliny. Pani Lampartowa mówiła, że nasz dom ma najładniejszy ogród na całej ulicy. Rosną tu nawet ziemniaki i pomidory, a z boku posadzono bez i krzaki agrestu! Cieszę się z tego bardzo – nasze okna wychodzą właśnie na podwórko, więc kiedy się wychylę, będę widział wszystkie te roślinki. Myślę, że to będzie bardzo przyjemne widzieć ogród z okna! Na dodatek, jako mieszkańcy domu, będziemy mogli dostawać trochę warzyw. Chodzę więc czasami pomagać i kopię ziemię szpadlem, żeby była miękka i żeby rośliny mogły łatwo zapuszczać w nią swoje korzonki. Pan Ochniak, który jest u nas dozorcą, pochwalił mnie i powiedział, że bardzo dobrze kopię. Powiedziałem Dziadziowi. Pan Ochniak pomaga mi też zrobić skrzynki na nasze okna – będzie w nich rosła cebula.
Któregoś dnia na naszą ulicę [Chłodną] przyjeżdża teatr kukiełkowy! Mnóstwo dzieci przychodzi oglądać przedstawienie. Teatr mieści się w drewnianej budzie na kołach, którą ciągnie brązowy, chudy koń. Z boku budy jest okienko, takie jak w stróżówce dozorcy, zakryte złotą zasłonką. Siedzimy na murku oddzielającym od ulicy pustą posesję po zburzonym domu. Przychodzą też dorośli, niektórzy przynoszą sobie krzesła. Kiedy już wszyscy siedzą, przed wóz wychodzi pani ubrana w śmieszny, czerwony kostium. Ma pomalowaną twarz i wysoki kapelusz. Prosi o ciszę, wita gości. Zasłonki się rozchylają. Przedstawienie nosi tytuł „Podróże Guliwera”.” (s. 55-56)

„– Musimy iść. – Prostuję się i coś strzyka mi w plecach. – Jestem na to wszystko już chyba za stary.
– Ty? – Lidka uśmiecha się do mnie, a wtedy jej zmarszczki znikają i widzę twarz dziewczynki, która ponad siedemdziesiąt la temu bawiła się ze mną na podwórku kamienicy przy ulicy Chłodnej. – Nigdy w życiu!” (s. 281)

F, III A

(Sierpień  1942)

„Kratownice mostu rozstępują się, jestem na drugim brzegu Wisły. Jedne przystanek, drugi… A może ten tramwaj będzie jechał przez Chłodną? Pod mostem łączącym obie części Dzielnicy? Nawet jeśli tak, to nie uda mi się tamtędy przedostać do środka! Zupełnie nie przemyślałem tego wszystkiego, skupiłem się tylko na tramwaju i moście! Czy trafię do domu na rogu Leszna i Żelaznej? A jeśli trafię – czy uda mi się wejść tamtędy do Dzielnicy?
Tramwaj skręca na placu Zamkowym, kolejny przystanek. Dzwonek, ruszamy. Nagle widzę niebieską chustkę pani z koszykiem i decyduję się w ułamku sekundy. Zeskakuję ze zderzaka, tramwaj już jedzie. Tracę równowagę, upadam na bruk i ocieram sobie boleśnie dłoń o kamienie.” (s. 222)

„– Przy jakiej ulicy on mieszka?
– Przy Siennej. To znaczy, przedtem mieszkaliśmy przy Siennej. Ale teraz przy Chłodnej.
– Sienna jest teraz po aryjskiej stronie, w domach o numerach nieparzystych mieszkają Polacy, wielu też już wprowadziło się do tych naprzeciwko, po stronie parzystej – mówi powoli pani. – Ale sporo domów na razie jeszcze stoi pustych. Chodzi tam wielu Niemców, ale łatwo się schować. Możesz spróbować wejść od Siennej, jeśli już naprawdę musisz. Ale to samobójstwo.
– A jak dojść do Siennej?
Pani zaczyna mi tłumaczyć. Słucham bardzo uważnie, tak uważnie, że aż mnie głowa zaczyna od tego boleć, ale wszystko zapamiętuję – co do słowa.
– Trafisz? – pyta pani.
Kiwam głową i szybko powtarzam sobie w myślach szczegóły trasy.” (s. 224-225)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Potem, nabrawszy odwagi, stanął pewnego dnia na drewnianym moście. Ujrzał omnibus konny, żółto-niebieskie pudło na kołach przypominające wóz cyrkowy, nowy środek lokomocji w tej części miasta; żebraka, który tam w dole, zawsze w tym samym miejscu, z lamentem rzucał się pod rikszę, gwałtem wyłudzając jałmużnę od rozpartego na siedzeniu pasażera. Patrząc z wysoka, cierpiał, a serce ściśnięte miał zdumieniem i goryczą. Stąd śledzić mógł swobodnie ruch aryjskich tramwajów sunących Chłodną i Wolską poza obrębem getta. Wszędzie w pobliżu posterunków krążyły szajki przemytników, tragarzy, kupców lub zwyczajnie zabiedzonych, wycieńczonych wyrostków, oczekujących, kiedy trafi się okazja, aby przebiec bezkarnie za mur i zakupić żywność albo sprzedać-krążącym za linią wart paskarzom -choćby koszulę ściągniętą z pleców, która tutaj nie przedstawiała dla nikogo wartości kromki chleba”. (s. 57)

F, II
„A za skrzyżowaniem biegali przechodnie roznosząc nową wieść. ,,Sztrajfa idzie!" Ostrzeżenie padło z okna na piętrze i zapanował popłoch. Tymczasem z ulicy Chłodnej wymaszerował patrol i szybko, zwinnie strącał czapki z głów Żydom mijanym wzdłuż Żelaznej, nakłaniając, by usuwali się z drogi, w porę schodzili na jezdnię i, zgodnie z rozporządzeniem władz, grzecznie kłaniali się Niemcom. Na wszystkich padł blady strach: stać czy uciekać? Zbili się w stado. Przechodząca kobieta posadziła dziecko w wykuszu i zaczęła krzyczeć. Jak nie otworzą jej okna, wybije szybę! Dziecko fikało nóżkami na wysokości parteru, uśmiechnięte.
Wynurzyly się dwa otwarte auta z ulicy Prostej, skręciły na hamulcach w Żelazną i teraz wolno mijały murarzy. W pierwszym siedzieli rozparci oficerowie w porozpinanych beztrosko płaszczach. Błyskały szkła, ordery, lakierowane rzemienie mundurów, srebro akselbantów leżało na ramionach jak spadły świeżo śnieg. Mówili donośnie, krótkimi skinieniami głów i ramion wskazywali mijane wyloty ulic getta, śmiechem kwitowali lękliwe ukłony czapkujących przechodniów
- Getto sehen und sterben!
- Nicht wahr?
Śmiech, okrzyki:
- Hoch! Hoch!
- Hoch, es lebe! Noch einmal!
- Hoch!
Rozwiewały się smużk i dymu spomiędzy ich palców, a oni odwracali się rozbawieni. W drugim wozie szofer z zawadiacko nasuniętą na ucho furażerką uderzał pięścią w klakson wołał:
- Der König, Mützen ab! Jüdisch König!
Za nim siedział martwo starzec w futrze zapiętym po samaą brodę, wsparty oburącz na lasce, i niemy, blady patrzył nieruchomo przed siebie, w głąb szarej ulicy. Wozy jechały wolno, coraz wolniej.
- Widzisz, Dawid. To Czerniakow, sarn prezes Czerniakow jedzie". (s. 60-61)

F, III A
„Budy stały na ulicy i zaganiano do nich starych, niedołężnych, dzieciarnię, a ci, co szli bez oporu, ustawieni w kolumnie czekali cierpliwie na otwarcie przejazdu, zapełniając zbitym tłumem cały ten odcinek od wylotu Krochmalnej do Chłodnej”. (s. 311)

F, III A
„W tym czasie wrócił Mordarski bez jednego buta. W bucie miał trochę pieniędzy, więc musiał go zdjąć na Chłodnej. Widział, jak stróża zabrali, sam dał w łapę granatowemu i uciekł [...]”. (s. 314)

[caption id="attachment_9378" align="alignleft" width="1019"] Ul. Chłodna przy Wroniej. Widok w kierunku Żelaznej (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]
ADRESY:
- Chłodna 6,   - Chłodna 8, - Chłodna 10, - Chłodna 15,   - Chłodna 16, - Chłodna 20,    - Chłodna 22,    - Chłodna 25,   - Chłodna 26 (mieszkanie Abe Gutnajera),  - Chłodna 33,   - Chłodna 34,   - Chłodna 39,   - Chłodna 78,    - Chłodna - kładka,   - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - róg ulic Elektoralna/Chłodna,  - róg ulic Waliców/Chłodna,  - Żelazna, okolice Chłodnej,
OBSZARY:
- Obszar: Leszno/Elektoralna/Chłodna,   - Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa, Solna, Orla),
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Chłodna 29 - Krochmalna,   - Trasa: Chłodna 2 - Chłodna 8,   - Trasa: Chłodna - Leszno 2 ("Centos") - róg ulic Chłodna/Żelazna (Wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Chłodna 2 - Ogrodowa 33, - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Grzybowska 26/28, - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna, - Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,    - Trasa: Elektoralna - Chłodna - Hale Mirowskie,  - Trasa: Krochmalna - Chłodna - Chłodna 17,  Trasa: róg ulic Żelazna/Chłodna - Chłodna 20 (mieszkanie Czerniakowa),   - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26</document>
<document nplp_id="5960" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI" slug="aleja-niepodleglosci">

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, VI B
„Następnego dnia rano obstawiono szpalerami wojska obie strony alei Niepodległości. Środkiem kordonu pędzono ludzi z tobołkami na plecach, z dziećmi na rękach. Co jakiś czas SS-mani i Ukraińcy wyciągali z kordonu mężczyzn i bez powodu zabijali ich na oczach pozostałych, tak jak to robili przedtem w getcie, gdy jeszcze istniało. Czyli powstanie zakończyło się klęską?... Nie! Nadal, każdego dnia, przecinały powietrze ciężkie pociski, wydające odgłos przypominający dźwięk nadlatującego trzmiela, potem słyszało się w pobliżu coś w rodzaju nakręcania starych zegarów i już po chwili dochodziły z centrum miasta odgłosy szybko po sobie następujących silnych wybuchów.” (s. 155)
JA/ONI, VI B
„5 października, pośród szpaleru utworzonego przez niemieckich żołnierzy, zaczęły opuszczać miasto oddziały powstańców ubranych w mundury bądź też tylko z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Dziwnie kontrastowały z nadzorującymi wymarsz oddziałami Niemców, doskonale umundurowanych, dobrze odżywionych i pewnych siebie. Naśmiewali się oni z powstańców, filmowali ich i fotografowali. Powstańcy szli wychudzeni, brudni i obszarpani, z trudem utrzymując się na nogach. Na Niemców nie zwracali uwagi, jakby w ogóle ich nie było, jakby sami wyznaczyli sobie trasę przemarszu aleją Niepodległości. Zajęci byli tylko sobą, pilnowaniem, by iść w porządku, by podtrzymywać tych, którzy nie mogli iść o własnych siłach, i nawet jeśli wyglądali oni w porównaniu ze swoimi zwycięzcami bardzo nędznie, to nie po ich stronie wyczuwało się klęskę.” (s. 165)
JA/ONI, VI A/ VI B
„Ewakuacja Warszawy przez Niemców, którą także mogłem obserwować z mojego okna, oraz paniczna ucieczka obładowanych po brzegi ciężarówek i prywatnych samochodów w kierunku zachodnim, ustały w ostatnich dniach prawie zupełnie. Także dudnienie rosyjskich dział, tak już wyraźnie słyszalne nocą przed kilku dniami, oddaliło się teraz od miasta i było coraz słabsze. Zbliżyłem się do okna: na ulicy panował spokój i normalny, może trochę mniej niż zwykle ożywiony ruch przechodniów, ale w tej części alei Niepodległości nie był on nigdy zbyt intensywny. Od strony Politechniki nadjechał tramwaj i zatrzymał się na przystanku. Był prawie pusty. Wysiadło parą osób: jakieś kobiety i starszy mężczyzna o lasce. Rozeszli się w różne strony. Po chwili wysiadło jeszcze trzech młodych ludzi, niosących w rękach podłużne przedmioty zawinięte w gazety. Przystanęli przed pierwszym wagonem. Jeden z nich spojrzał na zegarek, potem rozejrzał się wokoło, nagle przyklęknął na jezdni, przyłożył paczkę do ramienia i rozległa się seria szybko po sobie następujących wystrzałów. Papier u końca paczki zaczął się tlić, ukazując lufę karabinu maszynowego. Jednocześnie pozostali dwaj nerwowo rozpakowywali swoją broń.” (s. 143-144)
&amp;nbsp;

ADRESY:
- Aleja Niepodległości 218,  - Aleja Niepodległości 227/253

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Niepodległości 218 - Aleja Niepodległości 227/253, - Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Aleja Niepodległości 218,  - Trasa: Aleja Niepodległości 227/253 - Sędziowska - Kolonia Staszica,  - Trasa: Fałata 2 - Aleja Niepodległości 227/253
</document>
<document nplp_id="5962" title="ZIELNA" slug="zielna">
Władysław Szpilman
JA, I
„Gdy w końcu listopada słoneczne dni wyjątkowo długiej w tym roku jesieni stawały się rzadkością i coraz częściej padał zimny, ulewny deszcz, po raz pierwszy otarliśmy się wraz z ojcem i Henrykiem o śmierć. Pewnego wieczora zasiedzieliśmy się w trójką u jednego ze znajomych i gdy spojrzałem na zegarek, stwierdziłem z przerażeniem, że za chwilą zaczyna się godzina policyjna. Trzeba było natychmiast wychodzić. Nie mieliśmy wprawdzie szans, by zdążyć na czas do domu, ale przecież chwila spóźnienia nie mogła być aż tak wielkim grzechem. Postanowiliśmy więc, że spróbujemy. Założyliśmy płaszcze, pożegnaliśmy się pośpiesznie i wybiegliśmy na ulicę. Było ciemno i prawie pusto. Deszcz smagał nas po twarzach, podmuchy porywistego wiatru szarpały szyldami, a cała okolica wypełniona była metalicznym klekotem. Z podniesionymi kołnierzami staraliśmy się iść wzdłuż ścian domów tak szybko i cicho, jak tylko było to możliwe. Byliśmy już na ulicy Zielnej i wydawało się, że szczęśliwie dotarliśmy do domu, gdy nagle zza rogu wynurzył się patrol żandarmerii. Nie starczyło czasu, by się wycofać lub ukryć. Stanęliśmy w oślepiającym świetle latarek, a jeden z żandarmów zbliżył się do nas, żeby przyjrzeć się dokładniej naszym twarzom." (s. 37)
JA/ONI, II A
„Zacieśniały się granice getta. Jego powierzchnię zmniejszano systematycznie, na podobieństwo zmian terytorialnych w Europie, gdzie Niemcy, zajmując poszczególne kraje, przesuwali granice dzielące ją na dwie części - wolną i okupowaną. Tak jakby Getto Warszawskie stanowiło kwestię nie mniej ważną niż Francja, a odcięcie Złotej czy też Zielnej od terenu getta było równie istotne dla poszerzenia niemieckiej przestrzeni życiowej, jak odłączenie Alzacji i Lotaryngii od Francji. Jednakże żadne z tych zdarzeń nie miało takiego znaczenia, jak przeświadczenie, które nas nieuchronnie ogarniało, zajmując centralną pozycję w naszej świadomości: byliśmy więźniami.” (s. 148)

Abraham Lewin
ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)


Henryk Makower
JA, II A

„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Wczoraj mnie złapano na roboty na Zielnej. Młodzi Żydzi, jak gęsi z klatki, w samochodzie do roboty. Ausweisy pomogły, do roboty mnie nie wzięto.” [9.XII.1939] (s. 53)
JA/ONI, I
„Rano Gestapo w sprawie robotników do pracy z Batalionu tudzież zaaresztowanych wczoraj na pl. Unii. Nie są oni wg M[endego] zaaresztowani, tylko pociągnięci do pracy przymusowej. Siedzą na Zielnej, bo nie ma innego pomieszczenia. Rzecz będzie trwała 2 miesiące. B. zaproponowałem, że będę z Opieki utrzymywał rodziny rzemieślników pracujących w SS.” [5 IX 1940] (s. 119)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Spółka na Zielnej: łapią przy pomocy Polaków i tamtych. Wykupne wynosi 4 zł i więcej.” (s. 81)


Janina Bauman
JA, przed I

„Słoneczna plama na sosnowych deskach podłogi wczesnym rankiem; jękliwy zgrzyt tramwaju skręcającego na Plac Teatralny; równoramienny stukot kopyt końskich późną nocą-to najodleglejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Senatorskiej pod numerem piątym. Później, gdy Ojciec stał się na tyle sławny w Warszawie, by otworzyć przychodnię i gdy urodziła się moja siostra Zosia, przeprowadziliśmy się na Sienną i zamieszkaliśmy w domu pod numerem 5. W miejscu, gdzie niegdyś stał olbrzymi z trzema bramami wychodzącymi na Sienną, Wielką, Zieloną, wznosi się dziś Pałac Kultury i Nauki.” (s. 7)


ADRESY:
- Zielna 25 (siedziba Polskiego Radia),   - Zielna 31,  - Zielna 35.
TRASY:
- Trasa: Grzybowska 26/28 - Zielna 25 - Wspólna 58,  - Trasa: Zielna 31 - Koźla,</document>
<document nplp_id="5963" title="ZIELNA 25 (siedziba Polskiego Radia)" slug="zielna-25">
Władysław Szpilman
JA, I
„W tym czasie mieszkałem wraz z rodzicami i rodzeństwem przy ulicy Śliskiej i pracowałem jako pianista w Polskim Radio. Tego sierpniowego dnia wróciłem do domu późno i zmęczony położyłem się od razu spać. Nasze mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze, co miało swoje zalety: kurz oraz uliczne zapachy opadały na dół, podczas gdy z góry, z nieba, wdzierały się od strony Wisły przez otwarte okna podmuchy orzeźwiającego powietrza. Ze snu wyrwały mnie odgłosy detonacji. Świtało. Spojrzałem na zegarek: koło szóstej. Wybuchy nie były zbyt silne i wydawały się dochodzić z daleka, w każdym razie spoza granic miasta”. (s. 8-9)
JA, I
„Dwa dni później zaprzestałem tej pracy. Dowiedziałem się, że Radio wznawia właśnie działalność pod kierunkiem nowego dyrektora - Edmunda Rudnickiego, byłego szefa redakcji muzycznej. Nie uciekł on jak inni. Zbierał rozproszonych pracowników, by uruchomić radiostacją. Doszedłem do wniosku, że przydam się tam bardziej niż przy kopaniu rowów. Tak też było: grałem dużo, zarówno jako solista, jak i akompaniator. Warunki życia w mieście zaczęły się pogarszać wyraźnie, by nie powiedzieć: odwrotnie proporcjonalnie do wzrastającej odwagi ludności cywilnej.” (s. 20)
JA, I
„Tego dnia miałem grać Chopina. Była to, jak się później okazało, ostatnia audycja żywej muzyki na antenie Polskiego Radia. Bomby spadały co chwile, w bezpośredniej bliskości studia, okoliczne zaś domy stały w ogniu. W takim huku nie słyszałem prawie dźwięku własnego fortepianu. Po koncercie musiałem czekać dwie godziny, nim ogień artyleryjski ustał na tyle, bym mógł udać się do domu. Rodzice, siostry i brat obawiali się już, że mogło mi się coś przydarzyć i przywitali mnie, jakbym powrócił z zaświatów. Tylko nasza pomoc domowa była zdania, że cały ten niepokój był niepotrzebny. Wyjaśniała: „Przecież miał przy sobie dokumenty i odnieśliby go do domu...” (s. 24)
JA, I
„Dwa dni później zaprzestałem tej pracy. Dowiedziałem się, że Radio wznawia właśnie działalność pod kierunkiem nowego dyrektora - Edmunda Rudnickiego, byłego szefa redakcji muzycznej. Nie uciekł on jak inni. Zbierał rozproszonych pracowników, by uruchomić radiostacją. Doszedłem do wniosku, że przydam się tam bardziej niż przy kopaniu rowów. Tak też było: grałem dużo, zarówno jako solista, jak i akompaniator. Warunki życia w mieście zaczęły się pogarszać wyraźnie, by nie powiedzieć: odwrotnie proporcjonalnie do wzrastającej odwagi ludności cywilnej.” (s. 25)
</document>
<document nplp_id="5966" title="SIENNA" slug="sienna">
Władysław Szpilman
JA, I
„Po zmierzchu wychyliłem się z okna. Jasna od ognia ulica była pusta i rozbrzmiewało w niej od czasu do czasu echo eksplozji. Z lewej strony płonęła Marszałkowska, za mną Królewska i plac Grzybowski, na wprost zaś ulica Sienna. Ciężkie krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż -jak opowiadano - były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała, jedno z szeroko rozpostartymi ramionami, drugie zaś ułożone jak do snu. Przed bramą wejściową do naszego domu leżał trup kobiety z oderwaną głową i ramieniem. Obok niej przewrócone wiadro. Niosła wodę ze studni. Ciemną, długą strugą ślad jej krwi ciągnął się do rynsztoka i dalej do okratowanego ścieku.” (s. 25)
„Niewielu żyło wtedy dostatnio. Gdy wracałem wieczorem do domu, codziennie widywałem siedzącą we wnęce jednego z domów przy Siennej kobietę, śpiewającą smutne rosyjskie pieśni. Zawsze zaczynała żebrać dopiero po zmierzchu, jakby obawiała się, że ktoś mógłby ją rozpoznać. Miała na sobie szary kostium, którego elegancki wygląd świadczył o tym, że jego właścicielka przeżywała kiedyś lepsze czasy. Jej ładna twarz w szarym świetle zapadającego zmierzchu sprawiała wrażenie martwej, a oczy utkwione były ciągle w jeden punkt, gdzieś ponad głowami przechodniów. Śpiewała przyjemnym, niskim głosem, przygrywając sobie melodyjnie na akordeonie. W całej jej postawie i w tym, jak opierała się o ścianę, dawało się rozpoznać kobietę z wyższych sfer, którą tylko wojna mogła zmusić do zarabiania w ten sposób na swoje utrzymanie. Ale nie szło jej źle. W ozdobionym jasnokolorowymi wstążkami tamburynie, który z pewnością uważała za symbol stanu żebraczego i który stawiała u swych stóp, tak by nikt nie wątpił, że oczekuje wsparcia, znajdowało się zawsze sporo monet, a czasem nawet banknoty pięćdziesięciozłotowe.” (s. 34-35)
JA/ONI, II A
„(…) nasza ulica leżała w jego [GETTA- B.S.] obrębie i nie musieliśmy poszukiwać nowego mieszkania. Żydzi mieszkający poza jego granicami znajdowali się w o wiele trudniejszym położeniu. Musieli płacić wygórowane ceny jako odstępne, by znaleźć jeszcze przed końcem października nowy dach nad głową. Co szczęśliwsi z nich zajmowali wolne pokoje na Siennej, która miała awansować do rangi Champs-Elysees getta, albo też w bezpośrednim jej pobliżu. Pozostali skazani byli na brudne spelunki w zamieszkiwanych od najdawniejszych czasów przez żydowską biedotą w okolicach ulic Gęsiej, Smoczej i Zamenhofa.” (s. 45)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12 –B.K.], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5 – B.K.], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, II D/ III (27.05.1942)
„Przesiaduję często na balkonie przy ulicy Siennej, skąd dobrze widać skrzyżowanie Marszałkowskiej i Sienkiewicza. Zadziwiające, że widzi się tylko nielicznych przechodniów na ulicy. Bardzo rzadko przejeżdża dorożka lub tramwaj. Jest tak cicho, jak ongiś o 4 nad ranem. Nie, jeszcze ciszej. Nawet w głęboką noc nie ustawał przecież ruch kołowy samochodów i dorożek. A co dopiero w dzień i wieczorem? Przez długie minuty trzeba było przecież wyczekiwać, aby móc przejść przez poprzeczną ulicę przecinającą Marszałkowską. Była ona w końcu najsilniej pulsującą arterią Warszawy. Tyle życia, ruchu i bogactwa! A teraz stała się cmentarzyskiem.” (s. 81)
ONI, III A
„Z małego getta uprowadzili bardzo wielu ludzi, ich liczbę określa się na 15 000. Jednym strzałem została zabita babka, stała przy oknie wychodzącym na Sienną.” (s. 182)
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III
„Zamierzano wyłączyć z getta część ulicy Siennej i Sosnową, by mury przesunąć dalej. Zainteresowani mieszkańcy, którzy już przedtem nieraz się przenosili, niewiele mieli do stracenia, gdyż już byli sublokatorami, ale starzy lokatorzy widząc sytuację swoich sublokatorów, nie chcieli dzielić ich losu, woleli czynić starania, oddalające termin wyprowadzki. Przesunięcie terminu na kilka tygodni kosztowało kilka kilo złota. Wreszcie i te ulice wyłączono.” (s. 129)


Henryk Makower
JA, II A
„Wtedy, w końcu 1940 r., byliśmy jeszcze bardzo egoistyczni, nie wiedzieliśmy, co nas czeka. […] Lonia wynajęła ładny pokój na Ogrodowej 5 u jakiegoś mecenasa. Było im tam bardzo ciasno we trójkę. […] Kaminerom udało się kupić obszerne 2-pokojowe mieszkanie z wygodami w nowym domu na Siennej. Z większymi czy z mniejszymi trudnościami rodzina i wszyscy moi znajomi znaleźli jakieś mieszkania.” (s. 10)
JA, II/IV
„Sienna. Ulica ludzi bogatych, ładna, czysta i spokojna. Wielkie fale ruchu gettowego tu już nie dochodziły. […] Na zniszczonym przez bomby rogu Wielkiej zimą można było jeździć nawet na sankach.” (s. 177)
JA, II
„W wielu kawiarniach odbywały się występy solowe, poświęcone częściowo muzyce lekkiej, ale również i poważnej: koncerty kameralne w Sali ŻSS na Tłomackiej, na Siennej. […] Jakiś stary, siwy pan grał na skrzypcach na Solnej lub Orlej. […] Na Elektoralnej słyszałem na podwórzu kilkakrotnie skrzypka, który grał pierwszorzędnie, mówiono, że był kiedyś członkiem orkiestry Filharmonii Warszawskiej.” (s. 199)


Adam Czerniaków
ONI, I
„Pogłoska, że Wronia, a nie Żelazna ma być granicą, że Sienna zagrożona.” [20 X 1940] (s. 129)
JA, II B

„Byłem na otwarciu wystawy graficznej przy ulicy Siennej. Przeznaczyłem po zł 50 kilkudziesięciu celującym uczniom i uczennicom.” (s. 212)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przyszli na Sienną, otworzyli dla 3 Polaków niezamieszkany lokal żydowski i rozdali rzeczy starym służącym z kamienicy. Galeje [?] rabowali [?] u Żydów buty [?] i rozdawali Polakom [?].” (s. 29)
„Ostatnio krążą uporczywe pogłoski o getcie w Warszawie, o zamkniętym lub otwartym, z którego mają podobno zostać wyłączone ulice: Leszno, Elektoralna, Orla, Złota, Sienna i inne." (s. 91)
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (s. 128)
„Ulicę Sienną nazywa się Neofiten-Straße, bo mieszka tam wielu wychrzczonych Żydów, podobnie na Elektoralnej, zwłaszcza w domu pod nr. 11, gdzie wisi mnóstwo wizerunków Chrystusa i podobne rzeczy.” (s. 165)
ONI, II A
„Aleją ‘Szmendryków’ nazywają ulicę Sienną. Niektóre rodziny musiały się rozdzielić, chrześcijanie poszli na tamtą stronę, Żydzi pozostali w getcie. Polacy winni obecnie przedstawić dokumenty o aryjskim pochodzeniu do czwartego pokolenia.” (s. 177)
„Na Siennej umarł chrzczony Żyd, wywieziono go na cmentarz na Powązkach.” (s. 182)
„Chanukę obchodzono wszędzie nader żarliwie. Na dziedzińcach zaszczyt zapalenia pierwszej świeczki rezerwowano dla najbardziej poważanych lokatorów danej kamienicy. We wszystkich oknach płonęły świeczki chanukowe, nawet na Siennej.” (s. 195)

Mary Berg
ONI, II A

5.II.41’: "Wśród mieszkających przy Siennej szerzy się panika wywołana przez plotkę, że ulica zostanie odcięta od getta rzekomo z powodu masowego szmuglu w tamtym rejonie. Ale to na pewno nie jest prawdziwy powód, bo szmugiel kwitnie na wszystkich ulicach granicznych, a po odcięciu jednej z nich po prostu przeniesie się na następną. Sami Niemcy rozsiewają pogłoski, że żydowscy mieszkańcy Siennej pozostaną na miejscu, o ile zapłacą kontrybucję. Rzeczywistym powodem tej groźby jest to, że Niemcy chcą wymusić od ludności getta dużą sumę pieniędzy" (s. 99)

15.II.41’: "Ulice getta są zamykane jedna po drugiej. Obecnie tę pracę wykonują wyłącznie Polacy. Niemcy nie ufają już żydowskim murarzom, którzy rozmyślnie pozostawiają w wielu miejscach luźno wmurowane cegły, żeby umożliwić nocne szmuglowanie żywności albo ucieczki tymi otworami na drugą stronę. Mury wznoszą się coraz wyżej i wyżej i nie ma już obluzowanych cegieł. Na samej górze jest gruba warstwa gliny, usiana odłamkami szkła, które mają kaleczyć dłonie próbujących uciekać ludzi. Mimo to Żydzi nadal znajdują drogi. Kanały nie zostały odcięte i tamtędy docierają małe torebki mąki, cukru, produktów zbożowych i innych artykułów. Pod osłoną nocy do dostarczania żywności wykorzystuje się też otwory w bramach. Wystarczy wyjąć jedną cegłę. Przygotowuje się specjalne torby pasujące do tych otworów. […] Od getta odcinane są tymczasem większe i nowocześniejsze kamienice. Wiele ulic dzieli się na dwie części: jedna strona należy do getta, a druga do strony aryjskiej. Środkiem ulicy biegnie drut kolczasty lub mur. Drżymy, żeby ten sam los nie spotkał Siennej, gdzie mieszkamy, bo przy niej stoją najpiękniejsze domy w całej dzielnicy" (s. 101-102)

ONI,  II B

20.V.41’: "Getto ma jeszcze jedną twarz – nowe kawiarnie i drogie sklepy spożywcze, w których można dostać wszystko. Na Siennej i Lesznie widuje się kobiety w eleganckich płaszczach i sukniach od najlepszych krawców. Getto ma nawet własne style mody. Większość pań ubiera się w długie marynarki bez kołnierzy i klap, tak zwane żakiety francuskie, i szerokie spódnice. Kapelusze są przeważnie małe, okrągłe i niezwykle wysokie. Bardzo modne są również wysokie obcasy. Za najbardziej stylowe kolory uważa się szarość i ciemną czerwień. Przy ładnej pogodzie widuje się suknie z francuskiego jedwabiu z wielkimi, kwiecistymi wzorami. Modnie wystrojone tłumy spotykają się w kawiarni Sztuka przy Lesznie, najpopularniejszym lokalu w getcie. Śmietanka towarzyska zasiada tam przy elegancko nakrytych stołach, zasłuchana w dźwięki muzyki wspaniałej orkiestry. Tak jak przed wojną plotkuje się tam i dyskutuje o najnowszej modzie. Można usłyszeć odnoszącą olbrzymie sukcesy piosenkarkę Wierę Gran. Przy Lesznie jest wiele innych kawiarni. Władysław Szpilman gra Pod Fontanną" (s. 118-119).

JA/ONI,  II B

5.VI.41’: "W getcie pojawił się nowy środek transportu. Tego ranka przez okna naszej szkoły przy Siennej ujrzałam przejeżdżający pierwszy tramwaj konny. Jeden z naszych starszych nauczycieli żartobliwie zauważył, że chyba młodnieje – wracają bowiem dni jego dzieciństwa, kiedy Warszawa miała wyłącznie tramwaje konne. Ja nie urodziłam się w tamtych czasach, więc te wehikuły kojarzą mi się wyłącznie z epoką napoleońską. Omnibusy z 1941 roku nazywane są kohnhellerkami, od nazwisk dwóch wspólników, Kohna i Hellera, którzy założyli firmę omnibusową. Wagon wykonany z drewna, z oknami, wygląda jak zwyczajny tramwaj, lecz górną część ma pomalowaną na żółto, a dolną na niebiesko, pośrodku zaś znajduje się biała gwiazda Dawida z napisem TKO (skrót nazwy Towarzystwo Komunikacji Omnibusowej). Pojazd toczy się na wysokich kołach i sprawia wrażenie gigantycznej, żółto-niebieskiej opaski na ramię. Kierowca i konduktor noszą specjalne, ciemne mundury. Bilet kosztuje dwadzieścia groszy. Często w połowie kursu kierowca zatrzymuje omnibus dla „uzupełnienia paliwa”, to znaczy napojenia dwóch wychudzonych, ociekających potem klaczy, które ledwie radzą sobie z ciężarem przepełnionego wagonu. Omnibusy są przedsiębiorstwem prywatnym, mającym poza Kohnem i Hellerem wielu mniejszych udziałowców, ale mówi się, że głównymi partnerami są panowie z Gestapo, którzy wydali zezwolenie na to przedsięwzięcie" (s. 121-122).

JA/ONI, II B

31.VII.41’: "Przy Siennej mieszka kilka popularnych osobistości. Jedną z ulubionych jest pani Bela Gelbard, wysoka, pulchna, elegancka kobieta o gładkich, czarnych włosach, lekko przyprószonych siwizną. Chodzi powoli, starając się dostosować swój krok do drobnych kroczków czarnego pieska. Codziennie o tej samej porze wychodzi z nim na spacer, czasami otoczona przez uczniów naszej szkoły, którymi szczególnie się interesuje jako patronka sztuk pięknych. Prowadzi z nimi ożywione dyskusje i w towarzystwie młodzieży czuje się młodsza, choć dobiega już pięćdziesiątki" (s. 158).

JA, II B

20.IX.41’: "Jutro wieczorem przypada Rosz Haszana, żydowski Nowy Rok. Obawiamy się, że Niemcy szykują na ten święty dzień jakąś okropność, bo w każde żydowskie święto robią coś szczególnie potwornego. Wydali już specjalne ostrzeżenie, by Żydzi nie zbierali się na modlitwę, w przeciwnym razie zostaną rozstrzelani. Tymczasem stale mówi się o planie oddzielenia od getta ulicy Siennej. Niemcy domagają się trzech kilogramów złota w charakterze okupu za tę ulicę. Mieszkańcy domów przy Siennej zbierają kosztowności. Wszyscy oddają ostatnie pierścionki i kolczyki, by uchronić się przed tą klęską" (s. 169-170).

JA/ONI, II B

1.X.41’: "Hitlerowcy ściśle trzymają się kalendarza żydowskiego. Wczoraj przed zachodem słońca, w porze modlitw Kol Nidre otwierających rytuały święta Jom Kippur (Dnia Pojednania), rozwieszono wielkie białe plakaty ze smutnym obwieszczeniem: do 5 października osoby zamieszkałe po prawej stronie ulicy Siennej oraz przy pewnych odcinkach Gęsiej i Muranowskiej, a także mieszkańcy szeregu domów w pobliżu granic getta muszą opuścić mieszkania. […] Ojciec tego dnia nie opuszczał piwnicy, zanosząc modły do Boga, a w tym czasie matka szukała nowego mieszkania. Dotychczas niczego nie znalazła, lecz przyniosła nowe smutne wieści. Wygląda na to, że Niemcy zamierzają zlikwidować tak zwane małe getto i włączyć do dużego getta jedynie ulicę Chłodną i dalszy koniec Żelaznej. Pogłoskę tę potwierdził nakaz wydany chrześcijańskim mieszkańcom tych dwóch ulic, żeby wyprowadzić się do 15 października. Lokatorom domów przy Siennej obiecano mieszkania przy Chłodnej. Ma to jednak nastąpić później, a na razie musimy znaleźć jakiś dach nad głową. Jutro rano wszyscy, w tym i ja, wyruszą na poszukiwanie nowego lokum" (s. 181-183).

ONI, II B

10.X.41’: "To naprawdę niepoważne – świętować urodziny wśród bezmiaru nieszczęścia i niedoli wokół nas. Wuj Percy poważnie zachorował na tyfus. Jest w niemal beznadziejnym stanie i matka spędza przy nim całe dnie. Kilku mieszkańców domów przy Siennej zmarło na tyfus po przeprowadzeniu się do nowego lokum; tylko z naszego domu umarło sześć osób, w tym inżynier Sapoczyński i żona prawnika Zalszupina. Tyfus szerzy się w przerażającym tempie. Wczoraj znalazłam na sobie wesz. Jeśli była zarażona, w ciągu dwóch tygodni pojawią się u mnie pierwsze objawy choroby" (s. 187-188).

JA, II D

14.VII.42’: "Po szkole zaszłam do mojej dentystki. Siedząc u niej na fotelu, słuchałam gruchających gołębi. Ten odgłos docierał ze strony aryjskiej, ponieważ okna wychodzą na nieparzystą stronę Siennej. Moja kuzynka Felicja, stojąca przy mnie z instrumentami w rękach, odezwała się: „Wiesz, Mary, nie lubię gruchania gołębi. Według mnie to zawsze zły omen”. Nie wiem dlaczego, ale także w moich uszach ten dźwięk zwiastuje coś nieprzyjemnego, wrogiego" (s. 261).
Marcin Szczygielski
F, II C (luty 1942)

„My z Dziadziem mieszkamy w najmniejszym pokoju, którego okna wychodzą na Sienną. Mamy alko, na którym stoją skrzynki, a w nich wiosną, latem i jesienią rośnie cebula i rzodkiewki – ja je podlewam i bardzo o nie dbam. Gdy jest ładna pogoda, często siedzę sobie na balkonie, na krzesełku (nawet zimą, gdy nie ma dużego mrozu), i czytam książki z biblioteki albo patrzę na to, co się dzieje na ulicy.
Na Siennej jest spokojniej niż na innych ulicach w Dzielnicy, ale i tak zawsze jest co oglądać. Z naszego balkonu widać skrzyżowanie Siennej z Sosnową. W narożnym domu jest Café Hirschfeld – to najbardziej luksusowa kawiarnia w całej Dzielnicy i wszystko w niej jest bardzo drogie, nawet zwyczajna kawa zbożowa. Przyjeżdża tu mnóstwo eleganckich państwa na rikszach, szczególnie po południu. Dziadzio kilka miesięcy temu pracował w tej kawiarni i odpowiedział mi, jak tam jest, a parę razy udało mu się nawet zabrać dla mnie ciastka. Były to najpyszniejsze ciastka, jakie w życiu jadłem.
Zaraz obok kawiarni jest kiosk z tytoniem, prowadzony przez pana Brylanta. Czasami, gdy pani Brylant ma do niego jakąś pilną sprawę, przychodzi na nasz balkon i woła męża. Ona ma chore nogi, ale gardło ma całkowicie zdrowe – potrafi tak krzyknąć, że słychać ją aż na Pańskiej, a to przecież dwie ulice stąd.
Z balkonu widać też sklep spożywczy [może Sienna 43a? lub 33 – to najbliżej rogu z Sosnową, B.K.], w którym robimy zakupy, oraz pracownię krawiecką pana Mordki z bardzo pięknym i bardzo niezwykłym manekinem na wystawie. Jego niezwykłość polega na tym, że jest koloru zielonkawego – ma zielonkawą skórę, szmaragdowe, malowane oczy i ciemnozielone włosy poprószone srebrną farbą. Tylko usta ma czerwone jak żywy człowiek. Pan Mordka przebiera tego manekina dwa razy w miesiącu, szyje mu specjalne piękne suknie i cała ulica chodzi je potem oglądać. U pana Mordki ubierają się najbogatsze, eleganckie panie, które przyjeżdżają do kawiarni na rogu Sosnowej i Siennej, bo stroje szyte przez pana Mordkę są bardzo kosztowne.
Dalej, za pracownią krawiecką, trochę po skosie od nas, jest jeszcze zburzony dom. Prawie nic z niego nie zostało, tylko wielka sterta gruzu – w tę kamienicę uderzyłą bomba i ja to pamiętam. No i z grubsza to wszystko, bo następnych domów już nie widać zbyt dobrze z balkonu” [s. 21-23]

„Po obiedzie idę umyć naczynia, a Dziadzio zakłada płaszcz i wychodzi wcześniej niż zwykle. W kawiarni ma grać dopiero od szóstej, ale przedtem chce jeszcze obejrzeć jakiś pokój przy Mariańskiej, który podobno jest do wynajęcia. Niebawem musimy się wyprowadzić z Siennej – okazało się, że ta ulica już nie będzie należała do Dzielnicy. Trzeba więc znaleźć nowe mieszkanie, a o to jest bardzo trudno. Jedno, co dobre w tym wszystkim, to to, że nie mamy dużo rzeczy, więc przeprowadzka będzie łatwa. Pan Duchowiczny – ten, który ma laboratorium chemiczne przy Śliskiej [właśc. Pańska 39] – obiecał, że pożyczy nam wózek, żebyśmy mogli przewieźć nim nasze walizki, poduszki i trochę mebli” [s. 33]

F,  II D

„Zasypiam znowu i jestem w Dzielnicy, w naszym starym pokoju przy Siennej. Stoję na środku podłogi, a wszystko dookoła jest ogromne. Stół wysoki jak stodoła – patrzę na niego z dołu. Dlaczego jestem taki mały? Wołam Dziadzia, ale mój głos przypomina pisk myszy i sam ledwo go słyszę, choć staram się krzyczeć z całej siły…
Nagle znowu jestem w piwnicy pod stajniami przy wybiegu dla zebr. Jest bardzo jasno, jakby ktoś zapalił żarówkę. Leżę przez chwilę bez ruchu, wreszcie wstaję.” [s. 129-130]

F, II

„To najbardziej pocieszne zwierzę, jakie w życiu widziałem, choć właściwie nie widziałem ich zbyt wielu. Widziałem pieska pani Beli Gelbart, która mieszkała przy Siennej. Codziennie wychodziła z nim na spacery, zawsze była bardzo elegancka. Widziałem kilka kotów – zwyczajnych, burych, które mieszkały w piwnicach, ale też jednego rasowego. Był biały, gruby, leniwy i miał niebieskie oczy. Przyniosła go siostra pana Boca – tego, który mieszkał w pokoju w naszym mieszkaniu przy Siennej. Ta siostra nie mówiła po polsku, ale pokazała mi w korytarzu kota i pozwoliła go pogłaskać. Był miękki i mruczał. Widziałem też gołębie, wrony, gawrony i sroki. I wróble! No i oczywiście szczury i myszy. I konie! No, właściwie, jeśli się nad tym zastanowić, to w sumie widziałem bardzo dużo różnych zwierząt. Ale żadne nie było takie zabawne jak szop.” [s. 195-196]

F, III A

(Sierpień 1942)

„– Przy jakiej ulicy on mieszka?
– Przy Siennej. To znaczy, przedtem mieszkaliśmy przy Siennej. Ale teraz przy Chłodnej.
– Sienna jest teraz po aryjskiej stronie, w domach o numerach nieparzystych mieszkają Polacy, wielu też już wprowadziło się do tych naprzeciwko, po stronie parzystej – mówi powoli pani. – Ale sporo domów na razie jeszcze stoi pustych. Chodzi tam wielu Niemców, ale łatwo się schować. Możesz spróbować wejść od Siennej, jeśli już naprawdę musisz. Ale to samobójstwo.
– A jak dojść do Siennej?
Pani zaczyna mi tłumaczyć. Słucham bardzo uważnie, tak uważnie, że aż mnie głowa zaczyna od tego boleć, ale wszystko zapamiętuję – co do słowa.
– Trafisz? – pyta pani.
Kiwam głową i szybko powtarzam sobie w myślach szczegóły trasy.” [s. 224-225]
Bogdan Wojdowski 
I, F
„- Zapomniałeś, gdzie mieszkasz, Szmuelu. Sienna ulica to zamożna ulica, zamożna - powiedział wuj Jehuda”.
s. 44 „I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. s. 31

II, F
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

ADRESY:
- Sienna 6/8 (szpital),   - Sienna 16,   - Sienna 16/Śliska 9,   - Sienna 24,   - Sienna 41,  - Sienna 42,   - Sienna 44,   - Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),   - Sienna 69,   - róg ulic Sienna/Sosnowa,   - róg ulic Sienna/Wielka,   - róg ulic Sienna/Żelazna,   - Sienna (część płd. do zbiegu ulic Chłodna/Żelazna),   - Sienna (numery nieparzyste),    - Sienna/Złota,   - Sienna/Sosnowa,

OBSZARY:
- Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna,

TRASY:
- róg ulic Sienna/Żelazna (wacha) - Żurawia (Biblioteka Publiczna),  - Trasa: Chłodna 10 - ul. Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna,</document>
<document nplp_id="5970" title="II.D.  Od&amp;nbsp;marca do&amp;nbsp;22 lipca 1942 roku" slug="styczen-1941-poczatek-akcji-likwidacyjnej-22-07-1942">Skrzyżowanie Chłodna - Żelazna, łączące małe i duże getto, stale było oblegane przez tłumy przechodniów. Tworzyły się zatory i korki, długo oczekiwano na możliwość przejścia przez jezdnię, a przechodnie narażeni byli na szykany i bicie. Układ komunikacyjny był tam wyjątkowo skomplikowany. Chłodną, a po korekcie granic jesienią 1941 również częścią Żelaznej, toczył się ruch aryjski. Raz jedną, raz drugą ulicę przegradzały ruchome żelazne wrota, wstrzymując bądź przepuszczając ludzi i samochody. W grudniu 1941 r. ruszyła budowa drewnianego mostu dla pieszych nad ulicą Chłodną przy skrzyżowaniu z Żelazną. Była to największa konstrukcja inżynieryjna w getcie. Most sięgał drugiego pietra, usytuowany była na wysokości środkowej części fasady narożnej kamienicy Chłodna 26 po północnej stronie ulicy oraz na styku kamienic Chłodna 21 i 23 po południowej stronie. Został udostępniony do użytku mieszkańcom getta 26 stycznia i funkcjonował aż do czasu likwidacji małego getta, tj. do połowy sierpnia 1942 roku.
W lutym dotarł do getta warszawskiego Szlama Ber Winer, uciekinier z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof), i złożył dla Archiwum Ringelbluma obszerną relację o funkcjonowaniu tego pierwszego ośrodka eksterminacji Żydów działającego na masową skalę.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Szucha 23,   - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),   - Aleje Jerozolimskie,   - róg ulic Koszykowa/Aleje Ujazdowskie (poza gettem),
- Bagno,  - Ceglana,  - Ceglana (mykwa),  - Ceglana 7,   - róg ulic Ceglana/Waliców,  - Chłodna,  - Chłodna 6,  - Chłodna 10,  - Chłodna 16,  - Chłodna 20,  - Chłodna 26 (mieszkanie Abe Gutnajera),   - Chłodna - kładka,  - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Chocimska 24 (Państwowy Zakład Higieny - poza-gettem),  - Ciepła,  - róg ulic Ciepła/Grzybowska,  - róg ulic Ciepła/Grzybowska (bazar),  – Daniłowiczowska 3,  – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny Warszawy, tzw. centralniak),  - Długa, - Dworska 17 (szpital starozakonnych na Czystem),  – Dworzec Warszawa Gdańska (Umschlagplatz),   - Dworzec Wileński, Praga,  - Dworzec Wschodni,   – Dzielna 1 (teatr „Eldorado”),  - Dzielna 4,   - Dzielna 17,  – Dzielna 24/26 (Pawiak),  - Dzielna 25,  – Dzielna 27-31,  – Dzielna 38,  - Dzielna 39,   – Dzielna 67 (internat „Centosu”),   – Elektoralna 5 (mieszkanie Romana Kramsztyka),   – Elektoralna 6,   – Elektoralna 24,  - Franciszkańska,  – róg ulic Franciszkańska/Nalewki,   – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny, tzw. Gęsiówka),   – Gęsia 80,   – róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha), - Grzybowska 1,  – Grzybowska 6,  - Grzybowska 21,  – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   – Grzybowska 32,  – Grzybowska 38,   – Grzybowska 40, – róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar),   – róg ulic Grzybowska/Gnojna,  - Hale Mirowskie,  – Karmelicka,  – Karmelicka 1, – Karmelicka 6,  – róg ulic Karmelicka/Nowolipie,   – róg ulic Karmelicka/Nowolipki, – Krochmalna 18, m. 20,   – Krochmalna 92,   – Krochmalna (przy Ciepłej), – róg ulic Krochmalna/Nowolipie,  – róg ulic Krochmalna/Waliców, - Królewska, - Kurza (dawniej Kupiecka/Majzelsa),  – Leszno,
– Leszno 1,   – Leszno 2 (kawiarnia „Sztuka”),  – Leszno 12 (Zakład Zaopatrywania),  – Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją),
– Leszno 14,  – Leszno 15 (kawiarnia „Pod Fontanną”),  – Leszno 25,   – Leszno 35 (kino „Femina”),  – Leszno 36,   – Leszno 40,  – Leszno 42 (bazar),  – Leszno 52,   – Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie), – Leszno 84/ Żelazna 95 (Batalion Pracy),  – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),  – róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  – Libelta, – Lubeckiego, – Lubeckiego 5,  - Marszałkowska,  - Marszałkowska 6 (kino Lemanów),  – róg ulic Marszałkowska/Sienkiewicza,  – Miła 8,   – Muranowska (przy Bonifraterskiej),  - róg ulic Muranowska/Bonifraterska,  - Mylna,   - Mylna 11,  - Nalewki,  – Nalewki 9,  - Nalewki 10, – Nalewki 17/ Zamenhofa 14,  - Nalewki 31 (Astoria),  – Nalewki 32,  – róg ulic Nalewki/Gęsia,  – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  – Niska 78,   - Nowolipie,  – Nowolipie 1,  – Nowolipie 22,  – Nowolipie 30,  – Nowolipie 34,  – Nowolipie 36 lub 38,   – Nowolipie 50,   – Nowolipie 72 (teatr „Nowy Azazel”),   – Nowolipie/Przejazd (granica getta),   – Nowolipie (odcinek m. Zamenhofa a Karmelicką),  - Nowolipki 17,  - Nowolipki 30,  - Nowolipki 36,  – Nowolipki 54,   – Nowolipki 67,  – róg ulic Nowolipki/Smocza,  - Obrońców 27 (poza gettem),  - Ogrodowa,  – Ogrodowa 5,  – Ogrodowa 7,  – Ogrodowa 15,  - Ogród Saski (poza gettem),  - Okęcie (poza Warszawą),  – Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),  - Orla,  – Orla 2,   – Orla 4,  – Orla 6,  - Ostrowska,  – Otwock, Reymonta 55 (sanatorium towarzystwa „Brijus”),  - Pańska,  – Pańska 10/12,   - róg ulic Pańska/Bagno,  – Pawia 49,   – Pawia 64,  – Pawia 88, – Pawiak (Dzielna 24/26),  - Plac Grzybowski,  – Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych),  - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  - Pokorna,  - Przebieg,  - róg ulic Przebieg/Bonifraterska,  - Przejazd,  – Przejazd 7 (meta),  – Przejazd 9,  – Przejazd 11,  – Przejazd 15 (obecnie Nowolipie 2) [Pałac Mostowskich],  – Senatorska 14 (Pałac Blanka),  – Sienna,   – Sienna 16/Śliska 9,  - Sierakowska,  - Smocza,  – Smocza 7,  – Smocza 18, – Smocza 57, m. 57,  – róg ulic Solna/Leszno,  – Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne – łaźnia),   - Stawki,  – Stawki 6/8 (szpital),   - Szczęśliwa, – Śliska, – Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Behrsonów i Baumanów),  – Świętojerska 28,  – Świętojerska 30,  – Świętojerska 32,  – Świętojerska 38,  – Tłomackie,   – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Głowna Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 6,   – Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),   – Tłomackie/Leszno (brama getta),  – Twarda 7,  – Twarda 22,  - Umschlagplatz,   - Waliców, - róg ulic Waliców/Chłodna,  – róg ulic Wielka/Pańska,  - Więzienna,  - Wolność 12-14,  – Wolność 96,  – „Wołówka” (targ, Plac Broni),  - Wołyńska,  - Wołyńska 2,   - Wołyńska 21,  - Zamenhofa,  – Zamenhofa 13,  - Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  - Żelazna,  – Żelazna 84,  – Żelazna 86/88 / Leszno 80/82 (szpital),  - Żelazna, okolice Chłodnej,  – róg ulic Żelazna/Nowolipie,

&amp;nbsp;

OBSZARY:
- Obszar:  Małe Getto,  - Obszar: "Kercelak" (targ w granicach ulic: Chłodna - Towarowa - Okopowa - Leszno),

&amp;nbsp;
TRASY:
– Biała Podlaska – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) [Trasa],  - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna,   - Trasa: Dzielna 24/26 (Pawiak) – Dzielna 18,  - Trasa: Dzielna 21 - Pawiak (Dzielna 24/26),   - Trasa: Dzika - Gęsia 22/24 (więzienie) ,   – Trasa: Gęsia – Nalewki,   – Trasa: Karmelicka – Pawiak,  - Trasa: Komitetowa - Ciepła,  - Trasa: Krochmalna - Chłodna - Chłodna 17,  – Trasa: Leszno – Karmelicka,  – Trasa: róg ulic Nalewki/Świętojerska (Wacha) – Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),  - Trasa: Nowy Świat - Aleja Szucha 25,  – Trasa: Nowolipki (przy Smoczej) – Karmelicka, – Trasa: Nowolipki 1 – Kurza, – Trasa:  Ogrodowa 15 – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Dzielna – Pawiak,  – Trasa: Ogrodowa 17 (Główna Komenda) – Gęsia 22/24 (Areszt Centralny),  – Trasa: Ogrodowa 17 – Pawiak,  – Trasa: Pawiak – Pawia 11A,  – Trasa: Pawiak – Dzielna 18,  - Trasa: Smocza - Dzielna 38 (mykwa),  – Trasa: Smocza – Pawiak,  – Trasa: Solna 3 – Pawiak,  – Trasa: Świętojerska – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny Warszawy) – Gęsia 22/24 (więzienie „Gęsiówka”),   – Trasa: Tłomackie – Karmelicka,  – Trasa: Tłomackie – Nalewki – Umschlagplatz,  – Trasa: Umschlagplatz – Leszno 109/111,   – Trasa: Umschlagplatz – Tłomackie 3/5,  - Trasa: Więzienna - Pawiak,  – Trasa: Zamenhofa – Umschlagplatz,  - Trasa: róg Żelazna/Chłodna - Chłodna 20,</document>
<document nplp_id="5972" title="LESZNO 35 (kino &amp;#8222;Femina&amp;#8221;)" slug="leszno-35-kino-femina">



















[caption id="attachment_9384" align="alignleft" width="1350"] Ul. Leszno. Widok w kierunku wsch., ul. Solnej. Strona płd. Widać fragm. neonu Feminy (Leszno 35). Karawan jedzie w kierunku Żelaznej (Fot. W. Georg, 1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
ONI, II D
„Ludzie interesowali się poza tym czymś innym: codziennym zajęciem Niemców stało się teraz filmowanie. Dlaczego? Wbiegali do restauracji, rozkazywali kelnerom zastawiać stoły najlepszym jedzeniem i trunkami, ludziom w lokalu kazali uśmiechać się, jeść i pić, a widowisko to utrwalali na taśmie. Filmowali w kinie „Femina” na Lesznie wystawiane tam operetki i raz w tygodniu odbywające się również tam koncerty symfoniczne pod batutą Mariana Neuteicha. Przewodniczącemu Gminy Żydowskiej polecili wydanie wystawnego przyjęcia i zaproszenie na nie wszystkich ważniejszych osobistości getta, po czym i to przyjęcie sfilmowano. Pewnego dnia spędzono grupę mężczyzn i kobiet do łaźni, kazano im rozebrać się do naga i myć we wspólnym pomieszczeniu, a i tę dziwną scenę dokładnie filmowano. Dopiero znacznie później dowiedziałem się, że filmy te przeznaczone były dla Niemców w Rzeszy oraz dla zagranicy. Miały one zadać kłam niepokojącym plotkom, w razie gdyby w przeddzień likwidacji getta jakiekolwiek wiadomości przeciekły na zewnątrz. Miały one świadczyć o tym, że Żydzi dobrze się mieli w Warszawie, że są pozbawieni moralności i niegodni szacunku, skoro mężczyźni i kobiety kąpią się wspólnie, bezwstydnie obnażając się jedni na oczach drugich.” (s. 77)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II
„Koncerty przeniosły się do nowego przybytku, do olbrzymiej sali byłego kina &amp;lt;Femina&amp;gt;, na Lesznie przy Solnej.” (s. 198)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B

„O 12.30 ledwo zdążyłem na akademię Miesiąca Dziecka. Zebranie było bardzo liczne w kinie „Femina”. Przemawiali po moim zagajeniu, Berman, Niunia, Neustadt, Przedborski, Giterman etc. Zadeklarowałem zł 100 000 na pomoc dla dziecka. Największe powodzenie, sądząc z oklasków, miała Niunia.” (s. 216)
JA, II D
„Dziś Dzień Dziecka Żydowskiego (Lag Beomer). Byłem w „Feminie” na przedstawieniu dzieci szkół Rady.” (s. 273)
„Byłem na koncercie kwartetu i śpiewaków w „Feminie”. Od dłuższego czasu nawołuję do wystawienia opery. W grę mogą wejść: Żydówka, Carmen lub Opowieści Hofmana.” (s. 286)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zwołano mieszkańców Leszna 35 i wygłoszono do nich przemówienie, żeby się dobrze odnosili do sekcyjnych, w przeciwnym razie zostaną straceni.” (s. 157)

Mary Berg
ONI, IIB

20.IV.41’: „Życie artystyczne w getcie kwitnie. Przy ulicy Nowolipie pod kierunkiem Diany Blumenfeld, żony Jonasa Turkowa, działa mały teatr Azazel, wystawiający sztuki w jidysz. Przy Nowolipkach, ulicy biegnącej równolegle do Nowolipia, w Teatrze Kameralnym odbywają się spektakle po polsku. Przez cztery ostatnie tygodnie wystawiano tam popularną komedię czeskiego dramaturga Poláčka Doktor Berghof przyjmuje od drugiej do czwartej po południu. Do czołowych aktorów tego teatru należą Michał Znicz, Aleksander Borowicz i Władysław Gliczyński. Wielkie sukcesy odnosi teatr Femina przy Lesznie. Można tam zobaczyć Aleksandra Minowicza, Helenę Ostrowską, Franciszkę Mann (laureatkę pierwszej nagrody w międzynarodowym turnieju tanecznym), Kinelskiego, Pruszycką oraz jej balet, Noemi Wentland i wiele innych sław, o których żydowskim pochodzeniu przed wojną nikt nie wiedział. Femina ma zróżnicowany repertuar złożony z rewii i operetek. Niedawno wystawiano tam Barona Kimmla oraz rewię, w której poczesne miejsce przypadło skeczom i piosenkom o Judenracie. Padły w niej gorzkie uwagi satyryczne wymierzone w „rząd” getta oraz jego „ministrów”” (s. 112-113).

JA, IIB

5.VI.41’: "Staram się tłumić takie myśli, lecz Romek wciąż na nowo powtarza: „Czuję, że nie dożyję końca wojny”. Na próżno staram się go pocieszyć. Na moje słowa otuchy uśmiecha się gorzko, wskazuje na wpół martwych bezdomnych na ulicach i odpowiada: „Za parę tygodni ujrzysz mnie wśród nich”. Próbuję odwieść go od takich rozważań, ale w głębi serca wiem, że ma rację. Od czasu do czasu bywamy w teatrze. W ostatnią niedzielę poszliśmy na popołudniowy koncert Marysi Eisenstadt w Feminie. Marysia ma dziewiętnaście lat, brązowe włosy, jest średniego wzrostu i przeciętnej urody, lecz wyróżnia ją niezwykły głos i dlatego nosi przydomek „Słowik Getta”. Jest córką byłego chórmistrza synagogi przy ulicy Tłomackie, który obecnie dyryguje orkiestrą symfoniczną getta. Chociaż zaczęła występować publicznie dopiero kilka tygodni temu, osiągnęła już olbrzymią popularność. Podczas jej pierwszego koncertu, na którym byliśmy z Romkiem, ogromna sala Feminy była całkowicie wypełniona. […] Po koncercie została obdarowana trzema lub czterema bukietami wspaniałych kwiatów, prawdopodobnie przeszmuglowanych ze strony aryjskiej, ponieważ w kwiaciarniach przy Lesznie nie sposób dostać róż ani lilii" (s. 125-126).

29.X.41’: "Dzisiaj wybrałam się z Romkiem do teatru Femina na premierę sztuki. To komedia muzyczna o obecnym życiu w getcie, zatytułowana Miłość szuka mieszkania. Występuje w niej młoda para starająca się o jakieś lokum. Po długich poszukiwaniach i rozlicznych podróżach kohnhellerkami udaje im się znaleźć pokoik w domu chytrej gospodyni, która podzieliła duże pomieszczenie na dwie części, by wynająć je dwóm parom. Znajduje też drugą parę lokatorów do drugiej części pokoju i wtedy robi się zabawnie" (s. 190).

ONI, IID

5.VII.42’: "Nie wiem, skąd się wzięła potworna wieść, że warszawskim Żydom pozostało zaledwie czterdzieści dni życia. Wszyscy powtarzają tę plotkę. Bez wątpienia szerzą ją sami Niemcy, żeby wzniecić panikę. Wielu Żydów rejestruje się w tak zwanych szopach mieszczących się głównie przy Lesznie. To zakłady, w których przede wszystkim szyje się niemieckie mundury wojskowe. Chodzą słuchy, że ludzie zatrudnieni w takich miejscach unikną deportacji. Słyszy się także pogłoski o rychłej likwidacji krakowskiego getta, choć na razie nie znajdują one oficjalnego potwierdzenia. Po stronie aryjskiej pozostało wielu Żydów, którzy zataili swoje pochodzenie. Po zadenuncjowaniu transportuje się ich do getta i rozstrzeliwuje zaraz po wyjściu z ciężarówek, które ich przywiozły. Mimo tego wszystkiego w Feminie jak zwykle odbywają się koncerty orkiestry policji żydowskiej. Cieszą się niezmierną popularnością. W jej skład wchodzi przeszło tuzin najlepszych muzyków getta" (s. 259-260).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIA

[11.1940] „Ale teatr [Nowy Teatr Kameralny] był zawsze przepełniony, tak samo drugi, znajdujący się na Lesznie [Femina], w którym grano przeważnie komedie (ironie) i operetki. Istniały poza tym teatry żydowskie. I we wszystkich było zawsze pełno.” (s. 21)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, IIB/IIC

„Na Lesznie, w odległości paru budynków od domu, w którym obecnie mieszkałam [Leszno 15] , przedwojenne kino Femina [Leszno 35] służyło tej zimy jako filharmonia. Tylu świetnym muzykom przydarzyło się żydowskie pochodzenie, że w getcie powstała orkiestra symfoniczna wysokiej klasy. Dyrygentem był Szymon Pulman.” (s. 71)
</document>
<document nplp_id="5974" title="LESZNO 2 (kawiarnia „Sztuka”)" slug="leszno-2-kawiarnia-sztuka">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, II C
„Po czterech miesiącach przeniosłem się do innej kawiarni - „Sztuka” - znajdującej się przy ulicy Leszno. Był to największy lokal getta i miał różnorakie ambicje. W sali „Sztuki” odbywały się koncerty i tam też śpiewała Maria Eisenstadt, która z pewnością stałaby się bardzo sławna i znana milionom ludzi, gdyby nie została zamordowana przez Niemców. Tam występowałem w duecie z Andrzejem Goldfederem i tam też odniosłem niezwykły sukces z moją parafrazą walca z Casanovy Ludomira Różyckiego do tekstu Władysława Szlengla, poety występującego tam każdego dnia wspólnie z Leonidem Fokczańskim, piosenkarzem Andrzejem Włastem, znanym satyrykiem „mecenasem Wacusiem” i z Polą Braunówną w „Żywym dzienniczku” - zabawnej kronice getta, pełnej ostrych i zakamuflowanych aluzji pod adresem Niemców. Obok sali koncertowej znajdował się bar, w którym ludzie mniej spragnieni sztuki, a zainteresowani przede wszystkim jedzeniem i piciem, mogli dostać wyborne trunki bądź też przesmacznie przyrządzone cotelettes de volaille czy też boeufs a la Strogonoff. Zarówno w sali koncertowej, jak też i w barze wszystkie miejsca były prawie zawsze zajęte. Dobrze wtedy zarabiałem i mogłem, nawet jeśli z trudnościami, zaspokoić potrzeby naszej sześcioosobowej rodziny. W przerwach pomiędzy występami spotykałem tu wielu znajomych, z którymi mogłem porozmawiać i może nawet mogłoby mi się w „Sztuce” podobać, gdyby nie dręczące mnie przez całe popołudnie myśli o wieczornym powrocie do domu.” (s. 116)
JA,  II D
„W niedzielą, 19 lipca występowałem jeszcze w ogródku jednej z kawiarń przy Nowolipkach, nie przeczuwając nawet, że może to być mój ostatni koncert w getcie. Ogródek wypełniony był po brzegi, lecz panował raczej smutny nastrój. Po występie zajrzałem do „Sztuki”. Była późna pora i nikogo już w lokalu nie było. Tylko pracownicy kręcili się to tu, to tam, by dokończyć swych codziennych obowiązków. Przysiadłem się na chwilę do szefa baru. Był zdruzgotany i wydawał polecenia bez przekonania, raczej dla zachowania pozorów. - Czy przygotowujecie już pomieszczenie na nasz sobotni koncert? - zagadnąłem go. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię, a na jego twarzy odmalowało się ironiczne współczucie dla mojej niewiedzy o decyzjach, które już dawno przypieczętowały nagły zwrot w losach getta. Sądzi pan naprawdę, że w sobotę będziemy jeszcze przy życiu? - spytał z naciskiem, pochylając się w moim kierunku nad stołem. Jestem tego pewny! - odpowiedziałem. I jakby moja odpowiedź otwierała przed nim nowe perspektywy ratunku i jego los miał zależeć ode mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział płomiennie: - Jeśli będziemy jeszcze żyć, może pan tu w sobotę na mój rachunek zjeść kolację, jaką pan tylko będzie chciał, i... - tu zawahał się przez chwilę, lecz zdecydował się najwidoczniej pójść na całość i kontynuował -... i może pan zamawiać na mój rachunek najlepsze trunki, jakie są w piwnicy „Sztuki”, i też tyle, ile pan tylko będzie chciał! Według pogłosek akcja wysiedlenia miała się rozpocząć w nocy z niedzieli na poniedziałek.” (s. 82)

Henryk Bryskier
ONI, II
„[kościół] Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)

Janina Bauman
JA/ONI, II D

„Pewnego razu Roman zaprosił mnie do kabaretu. Kabaret ten powstał na Lesznie ubiegłej zimy i nazywał się Sztuka. Przez wiele miesięcy marzyłam, żeby tam pójść.” (s. 84)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„Na Lesznie pod numerem 12 – vis a cis Leszna 13, gdzie mieściła się tzw. Trzynastka, czyli Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją – agentura Gestapo w getcie. W pobliżu, pod numerem 2, była kawiarnia «Sztuka»”. (s. 59)

JA/ONI, II

„Marysia Ajzensztadt nie przesyła – żal mi jej bardzo. Ta dziewczyna, córka kantora i dyrygenta gettowych zespołów muzycznych, miała najcudowniejszy głos, jaki można sobie wyobrazić. Była przy tym ładna i pełna wdzięku. Nie chciała rozstać się z ojcem na Umschlagplatzu. A mogła się uratować, bo wszyscy w getcie ją znali i gotowi byli pomóc. Występowała wszędzie, gdzie się dało, głownie w „Sztuce”. Miałem jej nawet wtedy za złe, że tak roztrwania swój talent. Dziś jednak żałuję każdej imprezy, w której brała udział, a mnie nie było dane jej słuchać”. (s. 60)

„Siedzibą kabaretu był położony tuż obok nas (Leszno 2) niewielki lokal najelegantszej w getcie kawiarni „Sztuka”. Kawiarnia ta miała duże powodzenie dzięki występom Wiery Gran („List, pierwszy miłosny list”). Ślicznej Wierze akompaniował doskonały duet fortepianowy: Władysław Szpilman i Adolf Goldfeder, a jej największym szlagierem była dokonana przez Szpilmana 15-minutowa przeróbka Casanovy Różyckiego, zatytułowana Jej pierwszy bal (słowa Szlengla). W programie satyrycznym, który był rodzajem mówionej gazetki (journal parlé), występowali: Władysław Szlengel, Wacław Teitelbaum (Mecenas Wacuś), Leonid Fokszański, Józef Lipski, Pola Braunówna oraz podobno (nie pamiętam go w tej roli) Andrzej Włast, niegdyś potężny dyrektor „Morskiego Oka” i autor setek grafomańskich piosenek. Szlengel, Teitelbaum i Lipski prezentowali satyryczne aktualia, Braunówna wykonywała swoje gorzkie piosenki („Powiedz, droga mamo, co to znaczy słowo „Żyd”? Czy to jakaś hańba, jakiś wstyd”?), zaś jedyny poetycki punkt programu przedstawił Leonid Fokszański. […] Ciekawe, że mimo niebezpiecznego sąsiedztwa muru „Sztuka” miała powodzenia aż do końca swego istnienia”. (s. 76-77)

JA/ONI, III

„Ciekawe, że mimo niebezpiecznego sąsiedztwa muru „Sztuka” miała powodzenia aż do końca swego istnienia. Kiedy w lipcu 1942 roku wybuchła złowróżbna wieść o „przesiedleniu”, my w Zakładzie Zaopatrywania przygotowywaliśmy drugą edycję naszej szopki, w „Sztuce” zaś szedł właśnie czwarty program kabaretu. W czasie akcji likwidacyjnych zginęli wszyscy niemal uczestnicy obu imprez. W wyjątkowo dramatycznych okolicznościach poniósł śmierć dwudziestoośmioletni Fokszański, podobny los spotkał później Szlengla, po którym pozostały wstrząsające wiersze opublikowane po wojnie pt. Co czytałem umarłym. Zginęli: Braunówna, Lipski, Włast, Teitelbaum i Goldfeder, zginęła też (czego nie potrafię przeboleć) wspaniała Marysia Ajzensztadt, która przez pewien czas występowała w „Sztuce”. Ocaleli: Wiera Gran, Władysław Szpilman, Jeśli idzie o naszą skromną i nieporównywalną z kabaretem w „Sztuce” imprezę, to jedynym ocalonym jestem ja”. (s. 77)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5976" title="LESZNO 15 (kawiarnia &amp;#8222;Pod&amp;nbsp;Fontanną&amp;#8221;)" slug="leszno-15-kawiarnia-pod-fontanna">Władysław Szpilman
JA, II D
„18 czerwca, w sobotę, mieliśmy z Goldfederem w kawiarni „Pod Fontanną” przy ulicy Leszno wziąć udział w koncercie na rzecz znanego pianisty Leona Boruńskiego, laureata Konkursu Chopinowskiego, który chory na gruźlicę i bez środków do życia przebywał w getcie otwockim. Ogródek kawiarniany był przepełniony. Zebrało się blisko czterysta osób elity i pseudoelity towarzyskiej. Poprzedniej „imprezy masowej” nikt już tu nie wspominał, a jeśli wśród ludzi panowało poruszenie, to tylko z całkiem prozaicznego powodu: eleganckie damy z plutokracji i wytworni parweniusze byli niezwykle ciekawi, czy pani L. przywita się dziś z panią K. Obydwie panie angażowały się w działalność dobroczynną.” (s. 78)


Mary Berg
ONI,  IIB

20.V.41’: „Getto ma jeszcze jedną twarz – nowe kawiarnie i drogie sklepy spożywcze, w których można dostać wszystko. Na Siennej i Lesznie widuje się kobiety w eleganckich płaszczach i sukniach od najlepszych krawców. Getto ma nawet własne style mody. Większość pań ubiera się w długie marynarki bez kołnierzy i klap, tak zwane żakiety francuskie, i szerokie spódnice. Kapelusze są przeważnie małe, okrągłe i niezwykle wysokie. Bardzo modne są również wysokie obcasy. Za najbardziej stylowe kolory uważa się szarość i ciemną czerwień. Przy ładnej pogodzie widuje się suknie z francuskiego jedwabiu z wielkimi, kwiecistymi wzorami. Modnie wystrojone tłumy spotykają się w kawiarni Sztuka przy Lesznie, najpopularniejszym lokalu w getcie. Śmietanka towarzyska zasiada tam przy elegancko nakrytych stołach, zasłuchana w dźwięki muzyki wspaniałej orkiestry. Tak jak przed wojną plotkuje się tam i dyskutuje o najnowszej modzie. Można usłyszeć odnoszącą olbrzymie sukcesy piosenkarkę Wierę Gran. Przy Lesznie jest wiele innych kawiarni. Władysław Szpilman gra Pod Fontanną” (s. 118-119).
</document>
<document nplp_id="5980" title="NOWOLIPKI 10" slug="nowolipki-10-kawiarnianowoczesna">
Władysław Szpilman
Kawiarnia „Nowoczesna” (Nowolipki 10)
JA, II B
„Moja kariera wojennego pianisty rozpoczęła się w kawiarni „Nowoczesna”, która znajdowała się przy ulicy Nowolipki, w samym środku Getta Warszawskiego. Już przed końcem 1940 roku, kiedy zamykano jego bramy, sprzedaliśmy wszystko, co tylko dało się sprzedać, nawet nasz najcenniejszy sprzęt domowy, fortepian. Życie zmusiło mnie do przezwyciężenia apatii i szukania możliwości zarabiania na chleb. Miałem przy tym dużo szczęścia. Praca pozostawiała mi mniej czasu na rozmyślania, a świadomość, że od moich zarobków zależała egzystencja całej rodziny, pomogła uporać się z wcześniejszym stanem załamania. Mój dzień pracy zaczynał się po południu. Aby dostać się do kawiarni, szedłem krętymi uliczkami przez centrum getta, gdy zaś po drodze chciałem przyjrzeć się fascynującej pracy przemytników, szedłem bezpośrednio przy jego granicy - wzdłuż murów.” (s. 60)
ONI/JA, II B
„Przerzucane przez mur worki i paczki zawierały w większości dary Polaków dla najbiedniejszych Żydów. Główne zaś zaopatrzenie getta opierało się na przemycie znajdującym się pod kontrolą takich potentatów jak Kohn i Heller. Przebiegał on gładko, bez komplikacji i w całkowicie bezpieczny sposób. Przekupieni wartownicy tracili po prostu o określonej godzinie wzrok, a wtedy tuż przed ich nosem i pod ich milczącym nadzorem przejeżdżały przez bramę getta całe kolumny wozów wypełnione żywnością, drogimi trunkami, luksusowymi smakołykami, tytoniem prosto z Grecji czy też francuskimi ubraniami i kosmetykami. Wystawą tego towaru mogłem podziwiać codziennie w „Nowoczesnej”. Tam przychodzili ci bogaci, obwieszeni złotem, błyszczący od brylantów, i tam też jaskrawo uszminkowane „damy” przy zastawionych łakociami stołach, w rytm strzelających korków od szampana proponowały swe usługi spekulantom wojennym. Tam też straciłem dwa złudzenia: jedno - o powszechnie panującej solidarności, i drugie - o muzykalności Żydów.” (s. 62)
JA, II B
„W „Nowoczesnej” nikt nie poświęcał mojej muzyce najmniejszej nawet uwagi. Im głośniej grałem, tym głośniej rozmawiano i każdego dnia odbywały się pomiędzy mną a publicznością zawody, kto kogo zdoła zagłuszyć. Pewnego razu zdarzyło się wręcz, że jeden z gości poprosił mnie przez kelnera, bym na krótko przerwał grę, gdyż nie pozwalała mu sprawdzić czystości dźwięku odkupionych właśnie od kogoś z sąsiedniego stolika złotych dwudziestodolarówek. Chciał uderzyć monetami o marmurową płytę, unieść je do ucha i wsłuchiwać się w ich dźwięk, dźwięk jedynej muzyki, która zdawała się go interesować. Nie wytrzymałem zbyt długo w tym miejscu. Na szczęście zdobyłem pracę w lokalu zupełnie innego rodzaju, przy ulicy Siennej, gdzie żydowska inteligencja przychodziła, by słuchać mojej gry. Tam zdołałem umocnić swoją pozycję cenionego artysty, a także poznałem ludzi, z którymi później miałem spędzić wiele miłych chwil, jak i przeżyć wiele przerażających.” (s. 63)


Stanisław Gombiński
ONI, IV A (22.01.1943)
„Ostatniego dnia [akcji styczniowej], w piątek, Żydzi przeżywają jeszcze jedną sensację: płk. Szeryński, organizator i kierownik Służby Porządkowej, w godzinach rannych tego dnie, we własnym mieszkaniu [ul. Nowolipki 10], odebrał sobie życie.” (s. 143)


Abraham Lewin
ONI, III A (06.08.1942)
„Wysiedlenie mieszkańców z kamienic przy Nowolipkach 10, 23, 25. naigrywanie się i szydzenie z Żydów. Wypędzają z mieszkań, Żydzi przychodzą ratować swój dobytek, a wówczas nadchodzą esesmani i ich zabierają.” (s. 183)


Henryk Makower
JA, III C

„Przypominam sobie teraz, tak jak przypomniałem sobie wtedy, ten dzień sierpniowy, kiedy szedłem Nowolipkami, obok &amp;lt;Białego Domu&amp;gt; [Nowolipki 10], gdzie mieszkał Szeryński i cała generalicja SP i nagle powstało we mnie ogromne pragnienie zabicia tego człowieka.” (s. 151)

&amp;nbsp;

JA, III A

„Nowolipki 10 to był dom, w którym mieszkała generalicja SP. Tu mieszkał Szeryński, Czaplińscy i inni. Tu Szeryński w czasie kolacji, wezwany przez jakiegoś porządkowego do korytarza, dostał postrzał w twarz, po którym ledwo się nie przejechał.” (s. 194)

</document>
<document nplp_id="5981" title="PLAC ZA&amp;nbsp;ŻELAZNĄ BRAMĄ" slug="plac-za-zelazna-brama">
Władysław Szpilman
JA, III A
„Innego dnia dojrzał mnie, przechodząc przez plac, koncertmistrz Filharmonii Warszawskiej - Jan Dworakowski. Był szczerze poruszony, gdy mnie zobaczył. Ucałował mnie i zaczął wypytywać o los moich najbliższych. Gdy mu powiedziałem, że zostali wywiezieni z Warszawy, spojrzał na mnie - jak mi się wydawało - pełnymi współczucia oczami i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. W ostatniej chwili jednak się powstrzymał. Co pan o tym sądzi? Panie Władysławie! - Ciepło ogarnął mnie ramieniem. - Może lepiej, żeby znał pan prawdą... żeby pan na siebie uważał - zawahał się przez chwilę, uścisnął moją rękę i dalej mówił cicho, prawie szeptem - pan już ich nigdy nie zobaczy.” (s. 106)
JA/ONI, III A
„Szliśmy w grupie, czwórkami, pod dowództwem żydowskich majstrów, strzeżeni przez dwóch SS-manów. Zatrzymaliśmy się na placu Żelaznej Bramy. A więc istniało gdzieś jeszcze takie życie! Przed zamkniętą halą targową, przerobioną zapewne przez Niemców na jakieś magazyny, stali drobni handlarze z koszami pełnymi towaru. Ostre światło słoneczne ożywiało kolory owoców i warzyw, połyskiwało na łuskach wyłożonych ryb i błyszczało na lśniących wieczkach puszek z konserwami. Wokół handlarzy kręciły się kobiety, targowały, chodziły od kosza do kosza, robiły zakupy i odchodziły w kierunku centrum miasta. Handlujący złotem i walutami pokrzykiwali monotonnie: - Złoto, kupią złoto. Dolary, rubelki... Po jakimś czasie w jednej z przecznic zatrąbił samochód i w polu widzenia pojawiła się szarozielona sylwetka ciężarówki policyjnej. Handlarze wpadli w panikę, spakowali pośpiesznie swój towar i rzucili się do ucieczki.” (s. 104)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, IV A
„Mówią, że tej nocy były aresztowania wśród Polaków. Opowiadają także, że dziś odbyła się &amp;lt;akcja&amp;gt; przeciwko Polakom: łapią na roboty. Akcja objęła różne dzielnice miasta: Żelazną bramę, Grochów, Żoliborz i w ogóle całe miasto. Ukrywają się oni – podobnie jak my – przed wrogiem.” (s. 288)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, II B
„Za Żelazną Bramą polscy chłopcy pod przewodem innego chłopca wyłapują chłopców żydowskich z rabarbarem.” (s. 198)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I

„W polskich ‘Wiadomościach Polskich’, gazecie endeckiej z 27 marca był artykuł redakcyjny o warszawskim pogromie. Polski chłopiec zabrał coś Żydowi przy Żelaznej Bramie i z tego powodu wybuchły zajścia.” (t. 29, s. 83)

„W ‘Polska Żyje!’ artykuł redakcyjny na temat” Nie idźmy śladami tamtych! Przyczyną pogromu w Warszawie było to, że na placu Żelaznej Bramy został zabity polski chłopak za złapanie jabłka u Żyda. Po tym zaczął się pogrom. Tamci to wszystko zorganizowali. ‘My wiemy, co Żydzi wyprawiali po tamtej stronie, u bolszewików. Zapamiętamy to sobie, ale ukarzemy winnych, nie ogół. Nowa Polska uwolni się także od wewnętrznych okupantów’.” (t. 29, s. 84)

„Dziś, 26 marca [1940], na Lesznie, placu Żelaznej Bramy grabili młodzi chuligani, w wieku ośmiu-dziewięciu lat.” (t. 29, s. 86)

„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29, s. 87)

„Plac Żelaznej Bramy i plac Bankowy były w ogóle ośrodkami chuliganerii, stąd bandy urządzały bezustannie wypady na wszystkie ulice. Na Granicznej wdarli się nawet do prywatnych mieszkań i rabowali. Chuligani wyzywali polską policję od ‘żydowskich pachołków”. Równocześnie, przed dwoma dniami, dokładnie kontrolowano [żydowskie] opaski i wylegitymowano wiele osób na Marszałkowskiej. Wśród rabusiów byli uczniowie, dobrze ubrani chrześcijanie.” (t. 29, s. 90)

ONI, V

„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a, s. 90)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Plac Za Żelazną Bramą 8,
TRASY:
- Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Ogród Saski,  - Trasa: Plac Za Żelazną Bramą - Mirowska

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="5982" title="PLAC ZA&amp;nbsp;ŻELAZNĄ BRAMĄ" slug="plac-za-zelazna-brama-ogrod-saski">

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
III A, JA
„Od strony Ogrodu Saskiego zbliżała się do naszej grupy młoda para. Oboje byli doskonale ubrani. Młoda kobieta wyglądała wspaniale. Nie mogłem od niej oderwać oczu. Jej uszminkowane usta śmiały się, kołysała lekko biodrami, a słońce złociście połyskiwało na jej blond włosach, stwarzając złudzenie błyszczącej wokół głowy aureoli. Gdy przechodzili koło nas, kobieta zwolniła kroku i wykrzyknęła: - Popatrz, popatrz! Mężczyzna nie zrozumiał. Spojrzał na nią pytająco. Wskazała na nas palcem: Żydzi! Zdziwił się. No i co? - wzruszył ramionami. - Czy to pierwsi, których widzisz? Kobieta zaśmiała się z zażenowaniem, przytuliła do swego partnera i poszli dalej w kierunku targu. Po południu udało mi się pożyczyć od jednego z kolegów pięćdziesiąt złotych. Kupiłem kartofle i chleb, którego kawałek od razu zjadłem. Resztę chleba oraz kartofle zabrałem ze sobą do getta.” (s. 105)
III A, JA/ONI
„Szliśmy w grupie, czwórkami, pod dowództwem żydowskich majstrów, strzeżeni przez dwóch SS-manów. Zatrzymaliśmy się na placu Żelaznej Bramy. A więc istniało gdzieś jeszcze takie życie! Przed zamkniętą halą targową, przerobioną zapewne przez Niemców na jakieś magazyny, stali drobni handlarze z koszami pełnymi towaru. Ostre światło słoneczne ożywiało kolory owoców i warzyw, połyskiwało na łuskach wyłożonych ryb i błyszczało na lśniących wieczkach puszek z konserwami. Wokół handlarzy kręciły się kobiety, targowały, chodziły od kosza do kosza, robiły zakupy i odchodziły w kierunku centrum miasta. Handlujący złotem i walutami pokrzykiwali monotonnie: - Złoto, kupią złoto. Dolary, rubelki... Po jakimś czasie w jednej z przecznic zatrąbił samochód i w polu widzenia pojawiła się szarozielona sylwetka ciężarówki policyjnej. Handlarze wpadli w panikę, spakowali pośpiesznie swój towar i rzucili się do ucieczki.” (s. 104)

Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

II, F
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne”. (s. 56-57)

II, F
„Padł strzał, krzyknął człowiek. Znienacka zaterkotała seriab z automatycznej broni i kulki gwizdały w ruinach wzniecając kłębki kurzu. Kapłani padli na twarz. Mur zamykający wylot Walicowa zasłonił przed oczami tłumu biegnących żandarmów, a oni z wrzaskiem i tupotem gonili kogoś długo. Powstało zamieszanie; najpierw uciekli kupcy ociężałym truchtem, godnie wyrzucając przed siebie nogi, za nimi tragarze przepadli w głębi ruin. Eliasz ukrył się za wozem trupów. Tłum w ogonku zawrzał, zakołysał się trwożnie, lecz nie poruszył sprzed kuchni gminnej. Pogoń oddaliła się w kierunku Hal i placu Żelaznej Bramy”. (s. s. 120-121)

II, F
„Długi Icchak we dnie kradł, żebrał, wałęsał się z Baruchem Oksem i czatował na szmuglerów z placu Żelaznej Bramy, a nocą wpełzał do swej nory w sąsiedztwie Szafranów, jamy niedołężnie wyrytej w usypisku. Otoczył ją pryzmą ułożonych luźno cegieł, okrył drzwiami starej szafy, arkuszem falistej blachy i szczeliny pozatykał strzępami smołówki skradzionej u dekarzy. Wszystko to zgromadzi! przed świętem szałasów, kiedy-jak co roku -ulice i domy zazieleniły się raptem mizernymi namiotami, jakie nieporadnie i śpiesznie klecili Żydzi w ten czas. Z braku gałęzi schrony świąteczne na podwórkach, balkonach i w sieniach stroili zielonymi gałganami, derkami, kwiecistymi obrusami, czym kto jeszcze miał. Zwiędłe łachmany długo potem polatywały w górze, jak wielkie nietoperze”. (s. 138)

II, F
„Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd do domu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśniętymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątłe deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozległe czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim”. (s. 148-149)

II B/C, F
„Wiało przez wytłuczoną szybę, z czarnego nieba runęła gwiazda. Ciemności połykały krótki dzień, ledwo minęło południe. Zima, zima, kiedy wreszcie skończy się ta zima? Dawid chuchał w dłoń i rozcierał zziębnięte, sztywniejące palce. Ciężkie sople zwisały z rynien i wzdłuż dachu, jak ścięte lodem brody szkieletów poniewierających się na podwórkach. Słupek rtęci spadał ciągle w dól, stopień za stopniem. A tutaj z każdym oddechem ulatywało życie. Przed oknami pustoszejącej kamienicy rosło zwalisko śmieci, sprzętów, ksiąg, a śnieg zasypywał łachmany na ulicy, ślady przemarszu żebraków. Otwartymi drzwiami, oknami wywiewało papierzyska na schody, ze schodów na podwórze i dalej-hajda, przed siebie pomykał miastem uśmiechnięty Lejbuś na kolanach Fajgi, z chorągiewką w rączce, aż do placu Żelaznej Bramy, gdzie świąteczna fotografia przymarzła w biocie. Na chorągiewce zatknięte jabłuszko, w jabłuszko wetknięta kolorowa świeczka… Spuchnięte języki sterczały spomiędzy wyszczerzonych zębów jak kamienie, a twarze martwych siniały.
Porzucone zegary leżały na śniegu wskazując czas, który minął. Podarte modlitewniki sypały wersety, nieme klątwy błądzące bez celu, zżółkłe, zgrzybiałe kartki zrywające się bezładnie do lotu we wszystkie cztery strony świata. Rozbebeszone pierzyny, którymi owijali się wychodząc na ulice, prószyły pierzem w mroźnym powietrzu i mary Żydów, jak oskubane anioły, sunęły przez miasto”. (s. 181)

II, F
„Dawno już Elijahu opowiadał im, co widział w gruzach na Walicowie. Zyga i Dawid zachłannie słuchali. Jak Małka się kładzie. Jak zadziera śmiało liliowy spód. Jak głaszcze piersi i bierze pieniądze. Jak odpina jedną podwiązkę i ściąga powoli jedwabną pończochę. Duszno, strach, szum w uszach. Opowieści te kończyły się zawsze tak samo i każdy wiedział jak, tylko Zyga udawał obłudnie, że nie wie. Elijahu szeroko i rozwlekle opowiadał, a potem szli w ruiny hałasując dla dodania sobie odwagi. Księżyc znad Hal srebrzył ich pobladłe twarze, rozległe rumowisko pełne cieni, aż tutaj biły okrzyki wart na placu Żelaznej Bramy, ostro biły im serca o żebra, kiedy podkradali się chyłkiem, cicho i ostrożnie stąpając po gruzie do miejsca, z którego ujrzeć mogli wyraźnie czające się postacie.
W ruinach na Walicowie wałęsały się głodne prostytutki.
O zmroku słychać było w załomach głośne oddechy. Tych, którzy sztywnieli w ramionach kobiet, i kobiet, które sztywniały z głodu. Jakby dyszało jedno wielkie, powalone na kolana zwierzę, które kona szamocząc się i nie mogąc sobie znaleźć miejsca. O zmroku na Walicowie cichły skomlenia żebraków, natrętne zawodzenia kantorów, modlitwy. O zmroku nad gruzami unosiły się szepty konających. Wybuchały ostatnie, dzikie bójki. Z ciał opadały łachmany. Szkielety stygły w chłodzie nocy i zamierał oddech. Puste źrenice obrócone w niebo gasły wraz ze światłem uchodzącego dnia i nie było ręki, która zamyka powieki.
-Oooo… Ooch!
Unosiły się nad tym miejscem ciężkie, urywane westchnienia i przekleństwa objętych w uścisku żebraków i kurew. Wisząca w pustce rynna z klekotem uderzała o zlew na nagiej ścianie. Poszarpany, zgnieciony dach wisiał jednym skrzydłem nad urwiskiem. Chichot wiatru, jękliwy dźwięk blachy, wściekłe głosy dolatywały z ciemnych, zgrzytliwych, kalekich ruin.
Elijahu, Dawid i Zyga z wysokości pierwszego piętra, przechyleni nad krawędzią rumowiska, patrzyli szeroko rozwartymi oczami na leżących tam w dole. Wietrzno było i zimno. Roześmiany nieszczerze Dawid zatykał sobie usta. Zyga z udanym rozochoceniem rąbnął Elijahu w kark. Wydawało się, że zaraz pęknie ze śmiechu. Marzły im ręce.
Na placu Żelaznej Bramy wartownik oddal strzał. Tramwaje iskrzyły z sykiem, śląc w ruiny zielone światło i chmarę bezładnych cieni.
-Aa…
Na cegły rzucona biała laska i zniszczony filcowy kapelusz. Obok dłoń dziewczyny błądząca po kamieniach. Nagły krzyk rozległ się w ciemności i trwał, jak wzniesione ostrze przeszywające niebo.
-Yyyy!
Długo, wolno zamierało monotonne skomlenie niepodobne do głosu człowieka, choć było jeszcze głosem człowieka.
-Chodźmy-powiedział Elijahu.-Już, wystarczy.
Z lękiem i ciekawością, z odrobiną wstydu, który ciekawości nie przemógł-uczepieni kruchych ruin-pozostali. Hałaśliwie dzwoniły zatrzymane przed wachą tramwaje. Iskry trzaskały raz po raz, jarzyły się całymi pękami. W zmierzchającym świetle dziewczyna leżała cicha i cienie ruin obsuwały się po jej ciele, pochłaniały nikłe uda, wklęsły brzuch, podciągniętą aż na oczy sukienkę, a obok siedział nieruchomo żebrak w podartym filcowym kapeluszu zasłoniwszy rękami twarz. Kiedy wstał, wówczas ujrzeli, jak dziewczyna łagodnie dotyka go palcami.
-Daj, otrzepię kurz. Nie możesz tak iść. Ja to co innego.
Podniósł białą laskę i odszedł. Uniosła się niezdarnie na łokciach i kolanach. Klęcząc ze zwieszoną nisko głową uderzyła pięścią bezsilnie o kamień.
Gdzieś blisko ulicą niosło się wołanie Małki.
-Co ja robię, zwariowałam, za darmo sprzedaję!
Pociemniało-siny księżyc drżąc w zamglonym powietrzu wzbił się lekko znad Hal i sunął na plac Grzybowski, a po drugiej stronie granicznego muru, w wąwozie Krochmalnej, wietrzyste niebo tliło się jeszcze zimnym ogniem zachodu. Słońce dopalało się za masywem nowego browaru”. (s. 248-249)

II, F
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

II, F
„Odleciały motyle, przepadły w mroku nieczynnego kina “Excelsior”, na tyłach fabryki Brauera. Została brama w gruzach i za plecami mur starej zrujnowanej kotłowni, a pod murem mały trupek Ernesta, którego z dawien dawna nazywali Albinosem. Staremu Bierce długi czas potem nie chcieli miejsca pokazać, gdzie ciało leży; dopiero Mundek Buchacz przyniósł mu podartą, zakrwawioną koszulę i ukradkiem rzucił pod drzwi. Mordchaj Sukiennik oczyścił cholewy butów i poszedł do Bierki, który leżał po tyfusie. Posiedział przy chorym w milczeniu, a potem powiedział tak:
-Idąc po śladach można dotrzeć do zasypanej studni. Tylko że nie wiadomo, kto w niej stada poi i kto ukaże zasłoniętą twarz. Człowieku, nic ci więcej powiedzieć nie mogę. Et!
Bierka patrzył przed siebie pustym, obojęmym spojrzeniem charłaka, który niechętnie przeżył śmierć bliskich. Zanim wyzdrowiał i trafił na pusty placyk, ciało już pochowano. Na Krochmalnej podniósł się szum, gwałt. Święta ziemia nosi jeszcze na sobie te wyrodne szczenięta. Elijahu i Dawid zostali ze swą dziecinną dolą, z resztą złomu zawiniętego w gałgan i w jakiś czas póżniej znalazł się kupiec za Żelazną Bramą, skwapliwy i lojalny, który ich wybawił z kłopotu. Elijahu podzielił mues, sześć twardych zatrzymał sobie, dziesięć motyli podrzucił ojcu Ernesta. Wtedy w kamienicy podniósł się znów krzyk. O wa, złoty interes. A kobiety, które chodziły do roboty w warsztatach Brauera, pytlowały jak najęte na prawo i lewo, że Elijahu i Dawid łomem zatłukli małego Bierkę, a ciało wrzucili do dołu z niegaszonym wapnem, żeby wszelki ślad po nim zaginął. Kto zamordował Ernesta? Kto zamordował Albinosa? Niech zapytają Fajnera, to im powie. Ale nikt o nic nie pytał Fajnera; i tak właśnie zakończył się złoty interes, za który im wszyscy nadmuchali pająków do ucha”. (s. 301)

III A, F
„Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód”. (s. 303-304)</document>
<document nplp_id="5985" title="MIROWSKA" slug="mirowska">



Władysław Szpilman
JA/ONI, III A

„Szliśmy w grupie, czwórkami, pod dowództwem żydowskich majstrów, strzeżeni przez dwóch SS-manów. Zatrzymaliśmy się na placu Żelaznej Bramy. A więc istniało gdzieś jeszcze takie życie! Przed zamkniętą halą targową, przerobioną zapewne przez Niemców na jakieś magazyny, stali drobni handlarze z koszami pełnymi towaru. Ostre światło słoneczne ożywiało kolory owoców i warzyw, połyskiwało na łuskach wyłożonych ryb i błyszczało na lśniących wieczkach puszek z konserwami. Wokół handlarzy kręciły się kobiety, targowały, chodziły od kosza do kosza, robiły zakupy i odchodziły w kierunku centrum miasta. Handlujący złotem i walutami pokrzykiwali monotonnie: – Złoto, kupią złoto. Dolary, rubelki… Po jakimś czasie w jednej z przecznic zatrąbił samochód i w polu widzenia pojawiła się szarozielona sylwetka ciężarówki policyjnej. Handlarze wpadli w panikę, spakowali pośpiesznie swój towar i rzucili się do ucieczki.” (s. 104)




&amp;nbsp;




Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Z powodu fabryki na Krochmalnej [Browar Haberbuscha i Schielego] trzeba było podzielić ulicę na dwie części i otoczyć ją długim parkanem, zabierając przy tym dużo sklepów na Mirowskiej.”







</document>
<document nplp_id="5988" title="SMOCZA" slug="smocza-2">
Rachela Auerbach
JA/ONI, II-III

„Nieraz słyszałam ludzi dziwiących się cierpliwości głodujących mas. Witryny sklepów spożywczych przy takiej ulicy Karmelickiej pełne są wszak jedzenia. Są tam wystawione tłuste, wielkie ciasta z podejrzanymi nadzieniami, stosy chleba i chałek, nie brak delikatesów, owoców, często zdaje się zupełnie jak przed wojną. Na bazarowych straganach i przed bramami na Nowolipiu czy na Smoczej leżą wyłożone dziwaczne, odrażające produkty żywnościowe nowego typu, na które pożądliwie patrzą oczy dziesiątek tysięcy głodnych ludzi, a mimo to nikt nie wybija szyb w sklepach i zaledwie kilka razy zdarzyło się, że tłum rzucił się w wigilię jakiegoś święta rabować stragany.” (Brulion monografii kuchni ludowej, czas działania kuchni, od maja 1941 (?) do końca lipca 1942, s. 225-226)

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, II A
„(…) nasza ulica leżała w jego [GETTA- B.S.] obrębie i nie musieliśmy poszukiwać nowego mieszkania. Żydzi mieszkający poza jego granicami znajdowali się w o wiele trudniejszym położeniu. Musieli płacić wygórowane ceny jako odstępne, by znaleźć jeszcze przed końcem października nowy dach nad głową. Co szczęśliwsi z nich zajmowali wolne pokoje na Siennej, która miała awansować do rangi Champs-Elysees getta, albo też w bezpośrednim jej pobliżu. Pozostali skazani byli na brudne spelunki w zamieszkiwanych od najdawniejszych czasów przez żydowską biedotą w okolicach ulic Gęsiej, Smoczej i Zamenhofa.” (s. 45)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Janusz Korczak
JA, II B/ II C/ II D
„Ma lat piętnaście, może czternaście, może szesnaście. (…) Wiele takich chłopców i dziewcząt chodzi ulicą, pięknych i jasnych, i czystych nawet w brudnych łachmanach. (…) I proszę was: niedawno, w dzień bardzo mroźny, na ulicy Smoczej zobaczyłem go, a powiedzieć mogę, że po raz pierwszy. Znacie ulicę Smoczą. Taka była jak zawsze. Tylu ludzi – tłoczą się – śpieszą się – kłócą się i targują – wykrzykują, co ma kto na sprzedaż: ten kartofle, ten papierosy, ten garderobę, ten cukierki. A piękny chłopiec cicho, bardzo cicho, najciszej – leżał na śniegu, leżał na białym, leżał na czystym białym śniegu. Obok niego stała matka i powtarzała raz po raz: „Ludzie, ratujcie”. To była z pewnością jego matka. (…) A ludzie przechodzili, nikt go nie ratował – nie robili nic złego, bo ratunek nie był mu już potrzebny. Leży cichy i taki pogodny, tak jasny na białym śniegu. (…) Niegłodny już, nie jest mu zimno, tylko jedna ręka trzyma kieszeń palta; a druga ręka biała, nie sina, nie granatowa, nie odmrożona, biała i gładka. – Drugą rękę cicho i łagodnie trzyma chłopiec na śniegu. Na jego twarzy spokój doskonały. O pięć kroków dalej stoi grupa ludzi – prześcieradło sprzeda[ją] i kupują. Przed bramą ktoś woła: – Cukierki, cukierki. I płynie wspólnie głos obojga. Jego: – Cukierki, cukierki i matki chłopca: – Ludzie, ratujcie.” [Pam., s. 230-231]
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
ONI, III B (12.09.1942)
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (01.07.1942)
„Na Karmelicką 1 przyprowadzono dwóch ładnie ubranych mężczyzn mężczyzn i zastrzelono ich. Na Karmelicką 6 przyprowadzono kobietę i zastrzelono ją. Na ulicy Smoczej również kilku zastrzelonych. Wydaje się, że większość ofiar pochodzi z kręgów tragarzy, którzy zajmowali się nie do końca czystymi interesami.” (s. 142)
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
ONI, III A (27.07.1942)
„Złapali Gutgolda. Lazara wyciągnęli z tramwaju. Trzy ofiary na Smoczej. Jak zabili na jego oczach silnego młodzieńca? Usiłował zbiec, zranili go w rękę, prosił oficera, zamordowali go, pakując mu dwie kule w głowę.” (s. 175)
JA/ONI, II D (27.05.1942)
„Przez Smoczą przejeżdżał dziś o 4 po południu niemiecki wóz z marchwią. Żydowski chłopiec podbiegł i chwycił marchewkę. Niemiec, który szedł za wozem, wyciągnął rewolwer i z całkowitym spokojem strzelił do chłopca. Równie spokojnie włożył potem z powrotem rewolwer do kieszeni.” (s. 180)
JA, III A
„Wieczorem na Smoczej, Pawiej, Miłej, Zamenhofa itd. Wróciłem do domu o godzinie pół do dziewiątej wieczorem. Byłem pewien, że ich złapano. O dziewiątej przyszli do domu. W czasie trwania blokady siedzieli w internacie przy Miłej 67. Co Luba opowiedziała o zachowaniu dzieci (150) i nauczycielek podczas blokady? Wszystkie z zawiniątkami w rękach. Wszystkie były gotowe w drogę. Na śmierć.” (s. 187)
JA/ONI, III A
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
ONI, IV A (16.10.1942)
„Nie zaszło u nas nic nowego, ale w tym spokoju jest coś niesamowitego, co dławi i dusi. Lękamy się jeszcze wciąż losu, jaki nam przygotowuje najbliższa przyszłość, tj. po 20 października. Niektórzy uspokajają wzburzone umysły i powiadają: &amp;lt;Jest rzeczą jasną, że obecne resztki skupiska żydowskiego w Warszawie pozostaną, nie ma więc powodu do zmartwienia&amp;gt;. Są jednak i tacy, którzy nie przestają zamartwiać się i troszczyć o jutro. Jeśli pierwsi wskazują, że przecież otaczają nas nowymi murami wzdłuż Smoczej i Gęsiej, to drudzy- pesymiści odpowiadają: &amp;lt;Byliśmy okrążeni murami jeszcze przed wielką &amp;lt;&amp;lt;akcją&amp;gt;&amp;gt; i co z tego wyszło?&amp;gt;.” (s. 232)
ONI, IV A
„Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia zabito kilku Żydów na Lesznie i Smoczej, gdyż &amp;lt;włóczyli się&amp;gt; sami na ulicy. Szli z getta odwiedzić swych krewnych zamkniętych w szopach Schulza i Toebbensa.” (s. 275)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D
„13 bm. Niemcy połapali na Smoczej młodych chłopców i dziewczyny, zapędzili ich do łaźni przy Dzielnej 38, tam zmusili ich, żeby rozebrali się do naga i ich razem fotografowali.” (Pisma, s. 272)
ONI, II D (maj 1942)
„Wczoraj wieczorem na ul. Smoczej został zastrzelony żydowski chłopak. Stało się tak, ponieważ szedł ulicą po dziewiątej wieczór (koło pół do dziesiątej).” (Pisma, s. 276)
ONI, IV A (28.09.1942)
„W stolarni „Ostdeutsche” [ul. Gęsia 30] SS-mani z Werterfassung kontrolowali dziś rzeczy, które Żydzi tam schowali i zmagazynowali. Znów mówi się o nowym murze, który ma oddzielić Smoczą od getta. Mur miałby stanąć pośrodku ulicy. Jedna jej strona pozostałaby [w getcie], żeby można było dojść do Miłej.” (Pisma, s. 301)
ONI, IV A (19.10.1942)
„Budowa muru na Smoczej zatrzymała się na kilka dni. Dziś znów przystąpiono do jego wznoszenia. Bierze się to za dobry znak, że getto przetrwa i że nie grozi mu już wysiedlenie. W ogóle nastrój jest dziś lepszy. W OBW [Gęsia 30] mówi się o możliwości przetrwania do 31 grudnia. Ci znowu, którzy są zagrożeni redukcją, mogą się wykupić za tysiąc złotych. Tak się mówi. Rano robotnicy OBW byli tak przygnębieni, że nikomu nie chciało się pracować. Bo po co, jeśli jutro rano przyjdą po nas i zabiorą na rzeź. Po południu znowu pojawiła się nowa możliwość, że pożyjemy do Nowego Roku, i znów odetchnęliśmy. Wieczorem jednak ktoś przyniósł wieść, że wypędzenie będzie wznowione i że będą wysyłać po ćwierć tysiąca Żydów dziennie i znów wszystkich ogarnęło przerażenie. Tak dziesięć razy na dzień ciągnie się nas jak na akedę [nawiązanie biblijne dot. ofiarowania Izaaka przez Abrahama], co godzina zmieniają się nastroje, a niepokój wyjada nam mózgi.” (Pisma, s. 309)
ONI, IV A (4.12.1942)
„Wczoraj wieczorem [3.12.1942] zastrzelono dwóch Żydów na Smoczej. SS-mani obrabowywali dziś z palt robotników idących w zwartych grupach do pracy w szopach. Ma się rozumieć, zabierali tylko dobre palta, prawie nowe, zadowalali się też porządną marynarką, a nawet solidnymi zimowymi czapkami. W sumie mieli zabrać około 70 palt.” (Pisma, s. 328)
ONI, IV A (12.12.1942)
„Wczoraj [11.12.1942] zatrzymano w getcie podejrzanego młodego człowieka, którego zaprowadzono do SS-manów. Po drodze na Smoczej wyciągnął z kieszeni dwa brauningi i zaczął strzelać na oślep. W powstałej panice udało mu się uciec.
Kim była ta postać, Żydem czy gojem, tego jeszcze nie udało się ustalić. Potem żandarmi czatowali w prawie każdej bramie na Smoczej róg Gęsiej, ale go nie złapali.
Wedle innej wersji zatrzymano go nie w gminie, ale w wydziale zdrowia na Kurzej (Kupiecka), gdzie się kręcił i zwracał uwagę swym dziwnym zachowaniem. Jeszcze inna wersja głosi, że osoba ta weszła do mieszkania na Nalewkach i prosiła, by ją przenocować. Pozwolono mu. W pewnym momencie, kiedy wyszedł z izby, domownicy zobaczyli leżącego na stole brauninga. Wyrzucili go na podwórze. Kiedy nieznajomy wrócił i dowiedział się, co się stało z jego bronią, chciał wyjść, ale mieszkańcy izby już zawiadomili żydowską policję i stało się to, co się stało. Przypuszcza się, że nieznajomy chciał przeprowadzić zamach na któregoś z członków gminy.” (Pisma, s. 332)
ONI, IV A (26.12.1942)
„Wczoraj [25.12.1942] w dzień w różnych miejscach getta, przede wszystkim na Lesznie i Smoczej, zabito około 6 Żydów, którzy szli ulicą, nie mając zezwolenia.” (Pisma, s. 339)
ONI, I
„Tu na Smoczej opłaca się uparte trzymanie domu w zamknięciu przez dwa, raz nawet przez trzy, a potem przez cztery tygodnie. Jakby nie dość tego wszystkiego, za miesiąc ów doktor znów może zechcieć zamknąć ten sam dom na Smoczej, Lubeckiego, Stawkach czy Krochmalnej. Mieszkańcy tych ulic to ludzie ubodzy, pogrążeni w rozpaczy, nie mają się komu poskarżyć. […] Nie zamyka się tylko pojedynczych domów, zamyka się pół, całą ulicę – po dwadzieścia, trzydzieści domów naraz. Na obu jej końcach stawia się płot, przy płocie policję, która rano wypuszcza za sowitą opłatą pracujących i handlujących.
Sąsiedzi w domu wzdychają i pojękują. Dzieci oblegają wyjście i czują się jak ptaszki w klatce. Ilekroć brama się otwiera, wykrada się przez nią kilkoro dzieci. Policjant przeklina, złorzeczy, krzyczy, ale wobec młodych jest bezsilny.” (Księga parówki, s. 375)
ONI, II

„[…] wszystkie rozdzierające sceny były niczym wobec strasznych obrazów opuszczenia i biedy, które listonosz musiał oglądać, wędrując od domu do domu w dolinie rozpaczy na Krochmalnej, Ostrowskiej, Smoczej, Niskiej.
Na tych ulicach drzwi mieszkań były zamknięte do późna w dzień, ludzie leżeli do drugiej, trzeciej w łóżkach. Inni przeważnie w ogóle nie wstawali, nie mając po co. Zimą w mieszkaniach większych rodzin można było zobaczyć dziesięcioro, dwanaścioro ludzi, często młodych mężczyzn albo kobiet, leżących w łóżkach, z bladymi twarzami i gorejącymi oczami, przełykających ślinę. Matki leżały w łóżkach razem z dwojgiem, trojgiem dzieci, pod czerwonymi wsypami, nie mając kilku groszy na kawałek mydła, aby uprać powłoki. Straszny nieporządek w mieszkaniach potwierdzał prawdziwość starego powiedzenia: „jaki nastrój, taki wystrój”; widać było, że w głowach tych ludzi nie ma nic więcej poza jedną jedyną obłąkańczą myślą: skąd wziąć kawałek chleba? Matki nie były już gospodyniami, ojcowie – gospodarzami. Drzwi się nie domykały, piece potłuczone, stoły i krzesła nie myte, podłogi nie szorowane. Po co to robić? Kogo to obchodzi?…
Od ciągłego leżenia w łóżkach ludzie osłabli, wielu nie mogło już zrobić kroku, inni byli spuchnięci do pępka i jeszcze wyżej. U części oczy ledwo wyzierały spod spuchniętych fałdów wokół oczodołów. Nadawało im to wygląd ponurych Mongołów, głodnych Eskimosów.” (Żydowski listonosz, s. 426)
ONI, II B (po rozpoczęciu wojny Niemiec z ZSRR)
„Na Smoczą przybyli pierwsi powracający, chłopcy jak dęby, nie mieszkając popędzili z powrotem do Warszawy. Inni żydowscy rodzice siedzą i czekają, aby i ich dzieci wpadły na ten sam pomysł. A na poczcie popłoch. Listów jest z dnia na dzień coraz mniej, tysiące listów, które zostały w ostatnich dniach wysłane do Rosji, wracają z niemieckim dopiskiem Postsperre [„blokada pocztowa”]. Rozumie się, że jeszcze parę dni i korespondencja z Rosji się w ogóle skończy, a z nią większa część dochodów poczty.” (Żydowski listonosz, s. 428-9)
ONI, II
„Duża liczba dzieci, które przychodzą do tych instytucji [pomocowych], ma objawy suchot, część – innych chorób, a w niektórych przypadkach nawet szkorbutu – tej strasznej głodowej choroby, o której wiedzieli tylko ci skazani na dożywotnie więzienie aresztanci Szlisselburga w carskiej Rosji.
Szkorbut – szkorbut! Ale czy ta straszna scena ze Smoczej, w której chłopiec dwunastoletni siedzi na krześle postawionym na trotuarze, siedzi wpół leżąc, bo siedzieć prosto nie może, ponieważ szeroko rozpięta koszula pokazuje, że jest spuchnięty aż ponad pępek, a z rozdartego kroku wystaje spuchnięte jądro. – czy ten bolesny obraz lepszy jest od szkorbutu? Czy obraz dziewczyny na Nowolipiu, która siedzi i zbiera z siebie wszy, i wkłada je sobie z ponurym, tępym, idiotycznym spokojem do ust – jest mniej straszny od szkorbutu? I, w końcu, czy te bose, obdarte, pozostawione sobie samym dzieci na Wołówce w deszczowe, śnieżne, wietrzne listopadowe dni, które leżą jedno na plecach drugiego, aby się w ten sposób ogrzać, i żebrzą przy tym, jąkając się z przenikliwego, wstrząsającego ciałem zimna – lepsze są od szkorbutu?” (Dzieci na bruku, s. 432)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Smocza przypominała pobojowisko. Tu, gdzie kilka tygodni temu tętniło życie, dziś panuje martwa cisza. Chodniki i jezdnie zawalone garnkami, rondlami, pościelą, pierzem i najrozmaitszymi przedmiotami. Wśród tego leżą trupy. Martwą ciszę zakłóca turkot wozu Ostatniej Posługi. Jadąc w kierunku cmentarza, zatrzymuje się po drodze, by uprzątnąć ciała. Policja wynosi z domów samobójców i zastrzelonych przez Niemców. Okazuje się, że we wszystkich domach należących do szopów odbywały się w ciągu niedzieli gruntowne blokady. Przeszukano dokładnie piwnice i strychy oraz każde mieszkanie.” (s. 102)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Zwiedziłem warsztaty wytwórcze na Smoczej (zabawkarstwo, galwanizerstwo, tkactwo, montaż maszyn do liczenia).” (s. 274)

Mary Berg
ONI, IIIC

20.IX.42': "W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września" (s. 298-290).

ONI, VIA

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III A (sierpień 1942)

„Rodzice postanowili za wszelką cenę przedostać się na Pańską, by uratować trochę żywności. Wyprawa została uwieńczona sukcesem, choć nie bez przeszkód. Na Żelaznej, koło Smoczej, udało im się przysiąść na jakiś wóz. Tuż za nim zamknięto ulicę. Nastąpiła blokada.” (s. 76)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Gdy znikamy za rogiem, wyskakuje jeden człowiek i błaga nas, byśmy go zawieźli [przejętą rikszą] do małego ghetta, zapłaci nam, ile będziemy tylko chcieli, bo tam czeka jego żona i dziecko, myślą na pewno, że on już przepadł. Każemy mu wsiąść. Jedziemy Smoczą. Ulice puste, niegdyś były pełne ludzi, dziś wyglądają jak po tajfunie. Po drodze zostajemy trzy razy zatrzymani przez Niemców. My tylko pokazaliśmy nasze legitymacje, a naszemu gościowi każemy grzebać w kieszeni – udaje się świetnie, jesteśmy na miejscu. Człowiek ten rozpływa się w podziękowaniach. Wyjmuje kilkaset złotych i chce nam dać, dziękujemy mu i nie chcemy wziąć. Ten zaczyna nas błagać, byśmy weszli do jego mieszkania, bo on chce nas wynagrodzić, bo inaczej będzie miał wyrzut sumienia. Wciąga brata do bramy i za chwilę ukazuje się Wilek z dużym gąsiorem wiśniaku. Skarb nieoceniony, będziemy mieli czem pokrzepić naszych kochanych rodziców.” (s. 104)

ONI, IV A

„Nasz znajomy „dziadek” na Smoczej znikł, nie widzieliśmy go już teraz, a byłby dostał teraz od nas nawet masło i inne dobre rzeczy, ale któż wie, czy jeszcze żyje.” (s. 153)

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
I, F

„-Swego czasu słyszałem, że na Smoczej urodziło się pewnym ludziom dziecko, które ledwo przyszło na świat, zapowiedziało, że najdalej na nowy rok, w dzień Rosz Haszana, wszyscy Żydzi zostaną ocaleni. A potem umarło”. s. 26

II, F
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Smocza 7,   - Smocza 10,   - Smocza 18,   - Smocza 22,   - Smocza 43,   - Smocza 57, m. 57,   - róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),   - róg ulic Nowolipie/Smocza,   - róg ulic Nowolipki/Smocza,   - róg ulic Smocza/Dzielna,   - róg ulic Smocza/Pawia,   - róg ulic Smocza/Wołyńska,
OBSZARY:
– Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),   – Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki,   – Obszar: Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,   – Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,  – Obszar: KOCIOŁ na MIŁEJ: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,   - Obszar: kocioł - Gęsia/Zamenhofa/Smocza/Plac Parysowski,
TRASY:
- Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Smocza,   – Trasa: Franciszkańska – Nalewki – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – róg ulic Prosta/Twarda,    – Trasa: Miła – róg ulic Miła/Lubeckiego (wacha) – Miła – róg ulic Miła/Smocza (wacha),    - Trasa: Nowolipie 30 – Nowolipie/Smocza – róg ulic Żelazna/Nowolipie – róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) – Leszno 76-78 – Leszno 74 – Nowolipie 67,  - Trasa: Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak,   – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,   - Trasa: Smocza - Pawiak (Dzielna 24/26),   - Trasa: Smocza - Dzielna 38 (mykwa),  – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska - Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,
</document>
<document nplp_id="5993" title="SIENNA 6/8 (SZPITAL)" slug="sienna-6-8-szpital">
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV A/ IV B
„Tego wieczoru nie wróciliśmy do getta. Zostaliśmy na jakiś czas skoszarowani na Narbutta. Dopiero później mieliśmy się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło w getcie: ludzie bronili się, jak umieli, przed wywiezieniem na śmierć. Chowali się w przygotowanych wcześniej kryjówkach, a kobiety polewały klatki schodowe wodą, która zamarzając, utrudniała Niemcom wdarcie się do wyżej położonych mieszkań. Niektóre z domów wprost zabarykadowano, a mieszkańcy wdali się w strzelaninę z SS, zdecydowani zginąć w walce z bronią w ręku, zamiast dać się wykończyć w komorze gazowej. Chorych z żydowskiego szpitala zabrano w bieliźnie, załadowano do lodowatych wagonów i wywieziono do Treblinki. Jednakże dzięki temu pierwszemu aktowi zbrojnego oporu stawianego przez Żydów, Niemcy zdołali odtransportować w ciągu pięciu dni zaledwie pięć tysięcy osób, zamiast zaplanowanych dziesięciu tysięcy. Piątego dnia wieczorem „Zig-zag” zawiadomił nas, że akcja „czyszczenia getta z pasożytniczych elementów” została zakończona i możemy wreszcie powrócić do domu. Nasze serca waliły jak młotem. Ulice getta ukazywały wstrząsający widok. Chodniki były zasypane odłamkami powybijanych szyb. Rynsztoki pełne były pierza z porozrywanych poduszek. Wszędzie pióra. Każdy podmuch wiatru unosił chmury piór i rozdmuchiwał je wokoło, jakby padał śnieg, tylko w odwrotnym kierunku - od ziemi ku niebu. Co rusz zwłoki pomordowanych. Wokoło panowała tak głęboka cisza, że odgłos naszych kroków odbijał się długim echem od ścian domów, jakbyśmy przecinali wąwóz w górach. Pokój był splądrowany i nie zastaliśmy w nim nikogo. Wszystko było tak, jak pozostawili to wywiezieni rodzice Próżańskiego. Prycze były po ich ostatniej tu nocy nie zasłane, a na wygaszonym piecyku stał garnuszek z kawą, której nie było im już dane wypić. Na stole leżały, tak jak je pozostawiłem, pióro i zegarek.” (s. 122-123)
</document>
<document nplp_id="6011" title="KOSZYKOWA" slug="koszykowa">
Władysław Szpilman
JA/ONI, I
„Wracaliśmy na Śliską, nie mając nadziei, że zastaniemy nasze mieszkanie nienaruszone. Jednak poza paroma szybami niczego w nim nie brakowało. Drzwi były zamknięte na klucz, tak jak je pozostawiliśmy, wychodząc, a w środku wszystkie drobiazgi leżały na swoim miejscu. Także inne domy w okolicy pozostały nieuszkodzone. Gdy zaczęliśmy po paru dniach wychodzić na ulicą, by dowiedzieć się czegoś o naszych przyjaciołach, okazało się, że miasto - mimo dużych zniszczeń - funkcjonowało. Straty okazały się w rzeczywistości o wiele niższe, niż się tego spodziewano bezpośrednio po nalotach. Z początku mówiono o stu tysiącach zabitych i wszyscy byli głęboko wstrząśnięci tą liczbą, stanowiącą przecież dziesięć procent całej ludności Warszawy. Później okazało się, że liczba ofiar wyniosła około dwudziestu tysięcy. Wśród nich znajdowali się nasi przyjaciele, których jeszcze przed paru dniami widzieliśmy wśród żywych, dziś zaś leżeli przysypani gruzami, porozrywani przez bomby. Dwóch kolegów mojej siostry Reginy zginęło, zasypanych przez walący się dom na Koszykowej. Gdy się później przechodziło koło tego miejsca, trzeba było zasłaniać nos chusteczką. Przez zasypane okna piwnic i przez szczeliny w murach wydobywał się fetor osiemdziesięciu rozkładających się ciał, zatruwając powietrze w całej okolicy. Na Mazowieckiej jeden z moich kolegów został rozerwany przez pocisk artyleryjski. Tylko dzięki temu, że odnaleziono jego głowę, można było stwierdzić, że rozszarpane resztki należały do człowieka, który był niegdyś zdolnym skrzypkiem. Były to przerażające nowiny. Nic nie mogło jednak zakłócić naszej wstydliwie ukrywanej w podświadomości, prawie zwierzęcej radości, że żyjemy i nic nam już nie grozi.” (s. 28-29)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)
ONI, I
„Śmierć ojca śpiewaczki Szereszewskiej na Koszykowej przy opuszczeniu domu.” [19 VIII 1940] (s. 114)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W naszym mieście osiedliło się wieli chrześcijan. W pewnym domy na Koszykowej sami mężczyźni.” (s. 73)
„Wielkie zaniepokojenie w ostatnich dniach (20 sierpnia [1940]) z powodu decyzji o utworzeniu żydowskiej części miasta. Ludność żydowska dopatruje się w tym getta. Wyrzucają wszystkich z kamienic na Koszykowej, Hożej i Marszałkowskiej. Nie pozwalają zabrać dobytku domowego, hossa na mieszkania. 150 za izbę.” (s. 115)

ADRESY:
- Koszykowa 26/28 (Biblioteka Publiczna),    - Koszykowa 81,  - róg ulic Koszykowa/Aleje Ujazdowskie,
OBSZARY:
- Obszar: Plac Politechniki/Filtry (Koszykowa/Krzywickiego/Filtrowa/Raszyńska),
TRASY:
– Trasa: Aleja Szucha 25 – Marszałkowska – Plac Zbawiciela – Koszykowa – Nowogrodzka – Żelazna – Łucka – Leszno – Orla,</document>
<document nplp_id="6013" title="ELEKTORALNA 5 (mieszkanie Romana Kramsztyka)" slug="elektoralna-5-mieszkanie-romana-kramsztyka">Władysław Szpilman
JA, II D
„Wiosną, gdy zacieśniła się moja przyjaźń z Romanem Kramsztykiem, szedłem często po pracy, zamiast do domu, do jego mieszkania na Elektoralną, gdzie spotykaliśmy się, by rozmawiać do późnej nocy. Właściciel mieszkania zaliczał się do szczęśliwców. Miał swoje maleńkie królestwo: pokoik ze skośnym sufitem na ostatnim piętrze jednej z czynszowych kamienic. Tam zgromadził wszystkie swoje skarby, które udało mu się uchronić przed niemieckimi rabunkami: szeroką kanapę pokrytą kilimem, dwa drogocenne stare fotele, przepiękną małą renesansową komodę, perski dywan, jakąś starą broń, kilka obrazów i wiele zbieranych przez lata w różnych częściach Europy drobiazgów, z których każdy był maleńkim dziełem sztuki i rozkoszą dla oka. Dobrze przesiadywało się w tym pokoiku, popijając kawę i wesoło sobie gawędząc przy żółtawym, przyciemnionym świetle lampy, ozdobionej kloszem zrobionym kiedyś przez pana Kramsztyka. Zanim zapadł zmierzch, wychodziliśmy na chwilę na balkon, by pooddychać świeżym powietrzem, które tu, wysoko, było czystsze niż w wąwozach zakurzonych i dusznych ulic. Zbliżała się godzina policyjna, ludzie zamykali się w domach, wiszące nisko na niebie wiosenne słońce okrywało różowym blaskiem ocynkowane blachy dachów, chmary białych gołębi zataczały kręgi na błękicie nieba, a ze znajdującego się w pobliżu Ogrodu Saskiego napływał ponad murami, aż tu, do nas, do dzielnicy wyklętych, zapach bzu. Nadchodziła pora wariatów i dzieci. Pan Roman spoglądał wraz ze mną wzdłuż ulicy Elektoralnej, wypatrując „damy w pióropuszu”, jak nazywaliśmy naszą pomyloną. Wyglądała niebywale. Policzki malowała jaskrawym różem, a centymetrowej grubości brwi przeciągała jedną długą linią przebiegającą od skroni do skroni. Na czarną, podartą sukienkę zarzucała starą zasłonę z zielonego aksamitu z frędzlami, a z jej słomkowego kapelusza sterczało prosto w górę wielkie, fioletowe strusie pióro, które delikatnie kołysało się w takt jej pospiesznych i niepewnych kroków. Po drodze zatrzymywała co chwilę przechodzących, pytając ich uprzejmie i z uśmiechem o zamordowanego przez Niemców na jej oczach męża: Przepraszam... Nie spotkał pan przypadkiem Izaaka Szermana? Wysokiego, eleganckiego mężczyzny z siwą bródką...” (s. 67-69)
</document>
<document nplp_id="6015" title="LANGIEWICZA" slug="langiewicza">
Władysław Szpilman
JA, VI B
„Postanowiłem nadal ograniczyć się do nasłuchiwania przez drzwi rozmów prowadzonych na klatce schodowej. Wiadomości nie nastrajały optymistycznie: w Śródmieściu nadal walczono, posiłki spoza miasta nie nadciągały, a na terenie naszej dzielnicy nasilał się niemiecki terror. W jednym z domów na Langiewicza Ukraińcy spalili mieszkańców żywcem, w innym wszystkich zastrzelili, zaś w pobliżu zamordowano znanego aktora Mariusza Maszyńskiego.” (s. 146-147)
</document>
<document nplp_id="6020" title="KRÓLEWSKA" slug="krolewska">Władysław Szpilman
JA, I
„Po zmierzchu wychyliłem się z okna. Jasna od ognia ulica była pusta i rozbrzmiewało w niej od czasu do czasu echo eksplozji. Z lewej strony płonęła Marszałkowska, za mną Królewska i plac Grzybowski, na wprost zaś ulica Sienna. Ciężkie krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż -jak opowiadano - były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała, jedno z szeroko rozpostartymi ramionami, drugie zaś ułożone jak do snu. Przed bramą wejściową do naszego domu leżał trup kobiety z oderwaną głową i ramieniem. Obok niej przewrócone wiadro. Niosła wodę ze studni. Ciemną, długą strugą ślad jej krwi ciągnął się do rynsztoka i dalej do okratowanego ścieku.” (s. 25)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, II D (31.05.1942)
„Dozorca domu przy Mylnej 11 opowiedział szczegóły o strasznym morderstwie dokonanym przez Niemców na rodzinie Wilner w ubiegły piątek nocą. Stary, chory Wilner leżał w łóżku. Liczył sobie 69 lat. Rozebrali go do naga, posadzili na krześle i wyrzucili go z drugiego piętra na podwórze, potem strzelali za nim i w ten sposób go wykończyli. Syna zastrzelili w pokoju, zięcia wyprowadzili na podwórko i tam go zastrzelili nieopodal bramy. […] Opowiadają, że Wilnerowie przekazali sklep przy Królewskiej jakiemuś volksdeutschowi, który płacił im określone kwoty. Ostatnio przestał płacić. Ze względu na to, że Wilnerowie domagali się od niego pieniędzy, miał się jakoby na nich zemścić, nasyłając Niemców.” (s. 94)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Auto o 4 pp. zatrzymano ze mną na Królewskiej, szofer musiał pójść po księgę kontrolną jazd.” [1 VIII 1940] (s. 108)
„W Gminie wiadomość, że rozszerzono dzielnicę niemiecką w Warszawie. Blok ten ograniczony jest lewą stroną Marszałkowskiej (od Królewskiej) do Wisły. W bloku tym mieszka około 20000 Żydów. Poza tym wyrzuca się Żydów i z innego bloku.” [19 VIII 1940] (s. 114)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wczoraj (dwudziestego ósmego stycznia [1940]) hulały polskie bandy. Wyciągano ludzi  dorożek i bito ich nahajkami lub ‘na byka’. Bito na Lesznie, Elektoralnej, Orlej, Królewskiej, Marszałkowskiej i w innych miejscach.” (t. 29: s. 61)
ONI, V
„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a: s. 90)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Kiedyś znowu byłem na Królewskiej, tu widziałem scenę, jak znęcali się nad jednym nabożnym Żydem schwytanym na ulicy. Kazali mu schylić się i ustawili mu skrzynkę wapna na plecach, którą by ledwie cztery osoby mogły unieść. Następnie ścinali mu brodę ku uciesze całego zgromadzenia. Nie było jednego, który by przynajmniej się nie śmiał, wszyscy byli zadowoleni, że gnębią bezbronnego…” (s. 32-33)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Królewska 23 (Urząd Transferu), - Królewska 43,   - róg ulic Królewska/Marszałkowska,
TRASY:
- Trasa: Królewska - Krakowskie Przedmieście,
</document>
<document nplp_id="6027" title="ŚLISKA" slug="sliska-52">
Stanisław Gombiński
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;

Janusz Korczak
JA, II B/ II C/ II D

„Musieli widzieć tę trumnę wszyscy, którzy szli do rodzi[n] lewym chodnikiem naszej ulicy Śliskiej. Dziecko – małe dziecko – może trzyletnie. Widziałem tylko małe jego stopy, małe paluszki nóg. Leżało pod murkiem zawinięte w papier. Także na śniegu. Nie zauważyłem, nie pamiętam, czy papier był szary, czy czarny. Wiem tylko, że ten papier szary czy czarny bardzo starannie, bardzo troskliwie, bardzo czule, bardzo dokładnie i równo – od dołu, z boków i z góry – przewiązany był sznurkiem. Tylko te palce małej stopy. Ktoś, zanim wyniósł i ułożył na śniegu – starannie przewiązał mały tłumoczek, tę dziecinną paczuszkę. Rozumie się, że matka. (…) Chcecie wiedzieć zapewne, dlaczego piszę o tym małym dziecku, gdy tyle innych zmarłych dorosłych, kobiet i mężczyzn, młodszych i starszych – widziałem w bramach i koło muru na wielu różnych ulicach dzielnicy, gdzie ludzie żywi noszą na prawym ramieniu opaskę z niebieską tarczą Dawida. Otóż matka tę swoją paczkę, tę posyłkę długo posyła i równo, starannie, troskliwie, pracowicie – przewiązywała sznurkiem. (…) Obawiała się matka, że przechodzień może pomyśleć, że ktoś coś ciemnego rzucił czy położył i zapomniał czy zgubił, czy zostawił w skłopotanym pośpiechu na chwilę, by wracając, znów wziąć pod pachę i zanieść, dokąd należy. Mogło zdarzyć się to. Ludziom trudno teraz myśleć rozumnie – i śpieszą się, bo kuchnia krótko wydaje zupę do pewnej godziny, a w urzędach długo czekać trzeba. Mogło stać się tak właśnie, jak mógł pomyśleć przechodzień. Zresztą i on – on też mógł w pośpiechu nie pomyśleć, tylko przechodząc, przechodzień tak tylko bezmyślnie, nie myśląc, żeby upewnić się, że w papierze nic, co ma jakąś wartość i może się przydać – ażeby nie schylać się niepotrzebnie – mógł ten papier kopnąć, czy twardy, czy może jest coś do zabrania. Tego matka nie chciała – dlatego tę bosą stopę, żeby ludzie widzieli, że nie ma bucików ani pończoszek, że nie ma co zabrać. Dlatego tak zrobiła ze swoim zmarłym dzieckiem, ze swoim maleństwem. Bo przykro, gdy ktoś kopnie to, co ty kochasz.” [Pam., s. 231-233]

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Kon twierdzi, że jutro o 8 wieczorem ma się rozpocząć wysiedlenie 3000 Żydów z małego ghetta (Śliska?) i sam z rodziną zwiał do Otwocka. Inni zrobili to samo.” (s. 302)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wielki strach przed epidemiami. Szereg ulic, jak Śliska, Rybna i inne, oddzielono drutem kolczastym. Widziałem dziś na Grzybowskiej dom, do którego nie wolno ani wejść, ani wyjść. Zamknięto dwa szpitale chorób zakaźnych, z których lekarzom i siostrom nie wolno wychodzić. Gmina Żydowska przeprowadziła zbiórkę bielizny i poduszek dla szpitali. Również ze szpitala na Czystem nie wolno wychodzić. Były wypadki, że [Niemcy?] zostawiali paczki, gdy się dowiedzieli, że w mieszkaniu był (jakoby) tyfus.” (s. 43)
„Na Śliskiej oblano wodą żydowskie meble, żeby się zniszczyły. W nocy nalano tam wody do łóżek.” (s. 127)
ONI, II A
„Rozpoczął się szmugiel z zewnątrz, usunięto za to żydowskich lokatorów z domu na Śliskiej.” (s. 172)

Marcin Szczygielski
F, II C 

„Po obiedzie idę umyć naczynia, a Dziadzio zakłada płaszcz i wychodzi wcześniej niż zwykle. W kawiarni ma grać dopiero od szóstej, ale przedtem chce jeszcze obejrzeć jakiś pokój przy Mariańskiej, który podobno jest do wynajęcia. Niebawem musimy się wyprowadzić z Siennej – okazało się, że ta ulica już nie będzie należała do Dzielnicy. Trzeba więc znaleźć nowe mieszkanie, a o to jest bardzo trudno. Jedno, co dobre w tym wszystkim, to to, że nie mamy dużo rzeczy, więc przeprowadzka będzie łatwa. Pan Duchowiczny – ten, który ma laboratorium chemiczne przy Śliskiej [właśc. Pańska 39] – obiecał, że pożyczy nam wózek, żebyśmy mogli przewieźć nim nasze walizki, poduszki i trochę mebli” [s. 33]
ADRESY:
- Śliska 16/Śliska 9,   - Śliska 28,   - Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Bersohnów i Baumanów),  - Śliska 52,  - Śliska 60,   - Śliska 64 (internat "Centosu"),

OBSZARY:
- Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska,

TRASY:
- Trasa: Pańska - Śliska 52,   - Trasa: Śliska 52 - Miła,  - Trasa: Miła - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipki - Śliska 52,</document>
<document nplp_id="6032" title="ŚLISKA 52" slug="sliska-52-2">
Władysław Szpilman
JA, I
„W tym czasie mieszkałem wraz z rodzicami i rodzeństwem przy ulicy Śliskiej i pracowałem jako pianista w Polskim Radio. Tego sierpniowego dnia wróciłem do domu późno i zmęczony położyłem się od razu spać. Nasze mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze, co miało swoje zalety: kurz oraz uliczne zapachy opadały na dół, podczas gdy z góry, z nieba, wdzierały się od strony Wisły przez otwarte okna podmuchy orzeźwiającego powietrza. Ze snu wyrwały mnie odgłosy detonacji. Świtało. Spojrzałem na zegarek: koło szóstej. Wybuchy nie były zbyt silne i wydawały się dochodzić z daleka, w każdym razie spoza granic miasta”. (s. 8-9)
JA/ONI, I
„Głównodowodzący generał zaapelował do społeczeństwa o wzięcie udziału w akcji kopania wokół miasta rowów obronnych, które miały utrudnić atak niemieckich czołgów. Wszyscy zgłaszali się do tej pracy. U nas w domu pozostawała tylko matka, by pilnować mieszkania i przygotowywać obiad. Kopaliśmy na peryferiach miasta, wzdłuż jednego z pagórków na Woli. Za nami rozciągała się ładna dzielnica willowa, przed nami zaś miejski zagajnik. Praca ta sprawiałaby mi nawet przyjemność, gdyby i tu nie prześladowały nas bomby. Nie spadały wprawdzie zbyt blisko, ale czułem się nieswojo, słysząc ich gwizd i mając świadomość, że któraś z nich mogłaby w nas trafić. Obok mnie pracował pierwszego dnia stary Żyd w kaftanie i jarmułce. Kopał w biblijnym zapamiętaniu, rzucał się na szpadel jak na śmiertelnego wroga; z pianą na ustach, szarą ze zmęczenia, pokrytą potem twarzą, wstrząsany drgawkami przykurczonych mięśni, zgrzytający zębami - splot czarnego kaftana z brodą. Przerastająca jego siły, zawzięcie wykonywana praca nie przynosiła żadnych widocznych rezultatów. Łopata zagłębiała się ledwie czubkiem w twardą ziemię, a wydłubane tym sposobem grudki zsuwały się na powrót do rowu, zanim udawało mu się je przerzucić poza jego brzeg. Co chwilę opierał się o krawędź okopu i kaszlał, charcząc”. (s. 20)
JA/ONI, II A
„(…) nasza ulica leżała w jego [GETTA- B.S.] obrębie i nie musieliśmy poszukiwać nowego mieszkania. Żydzi mieszkający poza jego granicami znajdowali się w o wiele trudniejszym położeniu. Musieli płacić wygórowane ceny jako odstępne, by znaleźć jeszcze przed końcem października nowy dach nad głową. Co szczęśliwsi z nich zajmowali wolne pokoje na Siennej, która miała awansować do rangi Champs-Elysees getta, albo też w bezpośrednim jej pobliżu. Pozostali skazani byli na brudne spelunki w zamieszkiwanych od najdawniejszych czasów przez żydowską biedotą w okolicach ulic Gęsiej, Smoczej i Zamenhofa.” (s. 45)
JA, III A
„2 sierpnia rano zarządzono, by pozostali w małym getcie Żydzi opuścili je do godziny szóstej wieczorem. Udało mi się dostać wolne i za pomocą ręcznego wózka, co wymagało sporego wysiłku, przewiozłem z naszego mieszkania na Śliskiej do koszar trochę bielizny osobistej, pościeli, moje kompozycje, zbiór krytyk z koncertów i recenzji z dorobku kompozytorskiego, a także skrzypce ojca. Był to nasz cały dobytek.” (s. 91)
JA, III A
„Szedłem po prostu przed siebie. Było mi obojętne, dokąd. Za mną pozostały Umschlagplatz i wagony, które wywoziły moich. […] Do tego domu, w którym była skoszarowana nasza rodzina, nie wolno mi było w żadnym przypadku wracać. SS-mańska straż zamordowałaby mnie na miejscu lub też odesłała z powrotem na Umschlagplatz jako kogoś, kogo przez przeoczenie wyłączono z transportu wysiedleńczego. […] Ulica była jak wymieciona, bramy na głucho zaryglowane albo otwarte na oścież w tych domach, z których odtransportowano już wszystkich mieszkańców. Z przeciwka nadchodził żydowski policjant. Nie przejmowałem się nim i nie zwróciłbym na niego najmniejszej nawet uwagi, gdyby nie to, że zatrzymał się i zawołał: - Władek! […] Teraz go rozpoznałem. Był to mój kuzyn, niezbyt chętnie widziany przez rodzinę. […] Gdy został policjantem, jego zła opinia jeszcze się utrwaliła. [...] pójdziesz ze mną do nas. Podniesie cię to trochę na duchu. Zgodziłem się i tę pierwszą samotną noc spędziłem u nich. Wcześnie rano poszedłem do syna przewodniczącego Gminy, Mieczysława Lichtenbauma, którego znałem z czasów, gdy występowałem jeszcze w kawiarniach getta. Zaproponował mi, bym grał w kasynie niemieckiego „Vernichtungskommando”, gdzie panowie z gestapo i SS, zmęczeni całodziennym mordowaniem Żydów, oddawali się wieczornym rozrywkom. Byli przy tym obsługiwani przez tych, których wcześniej czy później również mieli zamordować. Oczywiście nie chciałem przyjąć takiej propozycji, chociaż Lichtenbaum nie mógł zrozumieć, dlaczego nie przypadła mi ona do gustu i poczuł się dotknięty moją odmową. Bez dalszych dyskusji polecił wpisać mnie do grupy robotników, którzy rozbierali mury tej części getta, którą przyłączono do „aryjskiej” części miasta. Następnego dnia opuściłem po raz pierwszy od dwóch lat dzielnicę żydowską. Był piękny, gorący dzień, gdzieś około 20 sierpnia.” (s. 102-104)
JA/ONI, I
„Wracaliśmy na Śliską, nie mając nadziei, że zastaniemy nasze mieszkanie nienaruszone. Jednak poza paroma szybami niczego w nim nie brakowało. Drzwi były zamknięte na klucz, tak jak je pozostawiliśmy, wychodząc, a w środku wszystkie drobiazgi leżały na swoim miejscu. Także inne domy w okolicy pozostały nieuszkodzone. Gdy zaczęliśmy po paru dniach wychodzić na ulicą, by dowiedzieć się czegoś o naszych przyjaciołach, okazało się, że miasto - mimo dużych zniszczeń - funkcjonowało. Straty okazały się w rzeczywistości o wiele niższe, niż się tego spodziewano bezpośrednio po nalotach. Z początku mówiono o stu tysiącach zabitych i wszyscy byli głęboko wstrząśnięci tą liczbą, stanowiącą przecież dziesięć procent całej ludności Warszawy. Później okazało się, że liczba ofiar wyniosła około dwudziestu tysięcy. Wśród nich znajdowali się nasi przyjaciele, których jeszcze przed paru dniami widzieliśmy wśród żywych, dziś zaś leżeli przysypani gruzami, porozrywani przez bomby. Dwóch kolegów mojej siostry Reginy zginęło, zasypanych przez walący się dom na Koszykowej. Gdy się później przechodziło koło tego miejsca, trzeba było zasłaniać nos chusteczką. Przez zasypane okna piwnic i przez szczeliny w murach wydobywał się fetor osiemdziesięciu rozkładających się ciał, zatruwając powietrze w całej okolicy. Na Mazowieckiej jeden z moich kolegów został rozerwany przez pocisk artyleryjski. Tylko dzięki temu, że odnaleziono jego głowę, można było stwierdzić, że rozszarpane resztki należały do człowieka, który był niegdyś zdolnym skrzypkiem. Były to przerażające nowiny. Nic nie mogło jednak zakłócić naszej wstydliwie ukrywanej w podświadomości, prawie zwierzęcej radości, że żyjemy i nic nam już nie grozi.” (s. 28-29)
</document>
<document nplp_id="6034" title="PLAC GRZYBOWSKI" slug="plac-grzybowski">
[caption id="attachment_9413" align="alignleft" width="1024"] Plac Grzybowski. Widok w kierunku płd. na dom przy Pl. Grzybowskim 7 i Twardej 1. Z prawej domy na pl. Grzybowskim 14 i 16 (Fot. NN, 1940-1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, I
„Po zmierzchu wychyliłem się z okna. Jasna od ognia ulica była pusta i rozbrzmiewało w niej od czasu do czasu echo eksplozji. Z lewej strony płonęła Marszałkowska, za mną Królewska i plac Grzybowski, na wprost zaś ulica Sienna. Ciężkie krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż -jak opowiadano - były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała, jedno z szeroko rozpostartymi ramionami, drugie zaś ułożone jak do snu. Przed bramą wejściową do naszego domu leżał trup kobiety z oderwaną głową i ramieniem. Obok niej przewrócone wiadro. Niosła wodę ze studni. Ciemną, długą strugą ślad jej krwi ciągnął się do rynsztoka i dalej do okratowanego ścieku.” (s. 25)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, II A
„Około ósmej wieczorem godzina policyjna, powoli ucisza się wszystko. Wychodzimy czasami trochę wcześniej na plac Grzybowski lub Rynkowy. Jedyne miejsce, gdzie widać trochę nieba i przestrzeni. Widzę z daleka drzewa Ogrodu Saskiego; bawiłem się tam jako dziecko. A teraz jestem jednym z tego tłumu nieszczęśliwych.” (s. 307)
„Z placu Grzybowskiego widać z daleka ruiny domów i kościół Wszystkich Świętych. I nad nim piękne niebo, którego nie potrafili zamurować. Chodzimy z podniesionymi głowami, by widzieć jak najwięcej nieba, jak najmniej świata.” (s. 307)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„Przechodnie na placu Grzybowskim byli dziś świadkami dziwnego zdarzenia, które niczym reflektor oświetla tragiczne gettowe dni. Na trotuarze leżał ośmioletni chłopiec. Na usta wystąpiła mu piana. Wszyscy myśleli, że dziecko kona. Wzbudził litość przechodniów, którzy umierające dziecko nakryli płachtą papieru pakowego wedle [wyraz nieczyt.]. Nagle pojawił się inny Żyd i zobaczywszy, że dziecko jeszcze oddycha, bez namysłu wszedł do garkuchni i wrócił z kubkiem herbaty i ciastem. I tu widzom dane było ujrzeć nieoczekiwany cud: jak tylko napojono dziecko kilkoma łykami herbaty, otworzyło ono oczy i ujrzawszy ciasto, raptem się podniosło i zaczęło je łapczywie jeść… To zaś tak poruszyło zgromadzonych, że po kolei zaczęli mu znosić ciastka i ciasta. Wśród nic był wyższy urzędnik „JEAS” [Jewish Emigration Aid Society – Żydowskie Centralne Towarzystwo Emigracyjne „JEAS” w Polsce] Jochanan Morgensztern, który bardzo przeżył to zajście.” (Pisma, s. 270)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA/ONI, IV B
„Starszy Michalski i Zygmunt dostali robotę blacharską na dachu kościoła na placu Grzybowskim. W swoim czasie plac znajdował się w obrębie małego getta, a po jego likwidacji znalazł się na powrót po stronie aryjskiej. Kościół, przez dwa lata istnienia małego getta zamknięty, został teraz oddany z powrotem do użytku wiernych. Sprowadziła się do swych dawnych mieszkań służba kościelna. Obok oficyny przeznaczonej wyłącznie dla księży mieścił się w tym samym podwórzu drugi budynek, w którym było kilka wolnych mieszkań. Jedno – pokój z kuchnią na facjacie – wziął dla siebie ksiądz Święcki z myślą, by oddać je nam jako chwilowe pomieszczenie. Miało ono jeden poważny defekt: wodę trzeba było nosić z podwórza. Ksiądz zwrócił się oficjalnie do Michalskiego, powierzając mu remont mieszkania, w którym w rzeczywistości mieliśmy się ukrywać zamknięci na kłódkę, a Zygmunt pod pretekstem remontu miał nam donosić żywność i wodę. Poczciwy Zygmunt zajął się gorliwie urządzaniem lokum. Ze wszystkich sprzętów pozostałych w opustoszałych mieszkaniach z tej klatki schodowej oraz ze strychu wybrał najlepsze. Znalazło się więc stare łóżko żelazne z siennikiem, szafa, stół, krzesła, i nawet naczynia kuchenne. Zygmunt wstawił nam też piecyk do gotowania, gdyż kuchnia dymiła. Przez dwa dni pracował gorliwie nad oczyszczeniem mieszkania z pierza, śmieci i innych brudów, których pełno zostało po poprzednich nieszczęsnych lokatorach. Z warsztaty Michalskiego przeniósł naszą pościel i rzeczy osobiste. Kupił nam też węgiel, narąbał drzewa na rozpałkę i naniósł wody. Na drzwiach zamkniętych na świeżo kupioną kłódkę napisano ‘Remont’. Sień na dole również zamknięto na kłódkę, gdyż nikt jeszcze tu nie mieszkał i lokale stały pustkami.” (s. 218-219)
&amp;nbsp;

Henryk Makower
„Grzybów. Chodziło się po placu Grzybowskim […] spokojnie. Już stosunkowo wcześnie został on otoczony długim murem, wijącym się od Granicznej do Bagna (i dalej), oddzielony od dzielnicy &amp;lt;aryjskiej&amp;gt;, stanowił cichy i stosunkowo czysty zakątek małego getta.” (s. 180)

„Kiedy raz wieczorem wychodziłem od prof. Hirszfelda, czarno było na Grzybowie i ponuro. Nagle ukazał się wśród chmur kawałek księżyca i cały plac, zwężający się w ulicę Twardą, przyjął jakiś fantastyczny, bajkowy wygląd.” (s. 181)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Wczoraj na Grzybowie była masakra. Tamci pijani okładali i katowali dziesiątki żydowskich przechodniów. Szacuje się, że było 100 rannych, jednego chłopca zabili.” (t. 29: s. 181)

 ONI, V

„Dwóch kupców z placu Grzybowskiego: Jeden żałuje, że przez pożary w getcie przyszła Polska dużo utraciła, dużo majątku państwowego poszło z dymem. Na to odpowiada drugi: «Nie żałuj pan, getto to była śmierdząca dzielnica i dobrze się stało, że jej już nie mamy. Odbudujemy tę dzielnicę o wiele piękniejszą, czystszą, ale bez Żydów».” (t. 29a: s. 91)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Nasza praca przeszła na pl. Grzybowski, dom ten był budowany w stylu fortecy, budowa czy budowla była strasznie masywna, rozbiórka zaczęła się w okropnych warunkach. Wchodziliśmy na linach, w ogóle można było podziwiać wszystkie wymarłe planety, nim się dostało na górę. Trwało dość długo, nim uformowaliśmy pracę, bo trzeba było rynny wciągać na piąte i wyższe piętra.” (s. 84)

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

II, F
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco-zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne”. (s. 56-57)

II, F
„Dawno już Elijahu opowiadał im, co widział w gruzach na Walicowie. Zyga i Dawid zachłannie słuchali. Jak Małka się kładzie. Jak zadziera śmiało liliowy spód. Jak głaszcze piersi i bierze pieniądze. Jak odpina jedną podwiązkę i ściąga powoli jedwabną pończochę. Duszno, strach, szum w uszach. Opowieści te kończyły się zawsze tak samo i każdy wiedział jak, tylko Zyga udawał obłudnie, że nie wie. Elijahu szeroko i rozwlekle opowiadał, a potem szli w ruiny hałasując dla dodania sobie odwagi. Księżyc znad Hal srebrzył ich pobladłe twarze, rozległe rumowisko pełne cieni, aż tutaj biły okrzyki wart na placu Żelaznej Bramy, ostro biły im serca o żebra, kiedy podkradali się chyłkiem, cicho i ostrożnie stąpając po gruzie do miejsca, z którego ujrzeć mogli wyraźnie czające się postacie.
W ruinach na Walicowie wałęsały się głodne prostytutki.
O zmroku słychać było w załomach głośne oddechy. Tych, którzy sztywnieli w ramionach kobiet, i kobiet, które sztywniały z głodu. Jakby dyszało jedno wielkie, powalone na kolana zwierzę, które kona szamocząc się i nie mogąc sobie znaleźć miejsca. O zmroku na Walicowie cichły skomlenia żebraków, natrętne zawodzenia kantorów, modlitwy. O zmroku nad gruzami unosiły się szepty konających. Wybuchały ostatnie, dzikie bójki. Z ciał opadały łachmany. Szkielety stygły w chłodzie nocy i zamierał oddech. Puste źrenice obrócone w niebo gasły wraz ze światłem uchodzącego dnia i nie było ręki, która zamyka powieki.
-Oooo… Ooch!
Unosiły się nad tym miejscem ciężkie, urywane westchnienia i przekleństwa objętych w uścisku żebraków i kurew. Wisząca w pustce rynna z klekotem uderzała o zlew na nagiej ścianie. Poszarpany, zgnieciony dach wisiał jednym skrzydłem nad urwiskiem. Chichot wiatru, jękliwy dźwięk blachy, wściekłe głosy dolatywały z ciemnych, zgrzytliwych, kalekich ruin.
Elijahu, Dawid i Zyga z wysokości pierwszego piętra, przechyleni nad krawędzią rumowiska, patrzyli szeroko rozwartymi oczami na leżących tam w dole. Wietrzno było i zimno. Roześmiany nieszczerze Dawid zatykał sobie usta. Zyga z udanym rozochoceniem rąbnął Elijahu w kark. Wydawało się, że zaraz pęknie ze śmiechu. Marzły im ręce.
Na placu Żelaznej Bramy wartownik oddal strzał. Tramwaje iskrzyły z sykiem, śląc w ruiny zielone światło i chmarę bezładnych cieni.
-Aa…
Na cegły rzucona biała laska i zniszczony filcowy kapelusz. Obok dłoń dziewczyny błądząca po kamieniach. Nagły krzyk rozległ się w ciemności i trwał, jak wzniesione ostrze przeszywające niebo.
-Yyyy!
Długo, wolno zamierało monotonne skomlenie niepodobne do głosu człowieka, choć było jeszcze głosem człowieka.
-Chodźmy-powiedział Elijahu.-Już, wystarczy.
Z lękiem i ciekawością, z odrobiną wstydu, który ciekawości nie przemógł-uczepieni kruchych ruin-pozostali. Hałaśliwie dzwoniły zatrzymane przed wachą tramwaje. Iskry trzaskały raz po raz, jarzyły się całymi pękami. W zmierzchającym świetle dziewczyna leżała cicha i cienie ruin obsuwały się po jej ciele, pochłaniały nikłe uda, wklęsły brzuch, podciągniętą aż na oczy sukienkę, a obok siedział nieruchomo żebrak w podartym filcowym kapeluszu zasłoniwszy rękami twarz. Kiedy wstał, wówczas ujrzeli, jak dziewczyna łagodnie dotyka go palcami.
-Daj, otrzepię kurz. Nie możesz tak iść. Ja to co innego.
Podniósł białą laskę i odszedł. Uniosła się niezdarnie na łokciach i kolanach. Klęcząc ze zwieszoną nisko głową uderzyła pięścią bezsilnie o kamień.
Gdzieś blisko ulicą niosło się wołanie Małki.
-Co ja robię, zwariowałam, za darmo sprzedaję!
Pociemniało-siny księżyc drżąc w zamglonym powietrzu wzbił się lekko znad Hal i sunął na plac Grzybowski, a po drugiej stronie granicznego muru, w wąwozie Krochmalnej, wietrzyste niebo tliło się jeszcze zimnym ogniem zachodu. Słońce dopalało się za masywem nowego browaru”. (s. 248-249)

III A, F
„Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód”. (s. 303-304)
ADRESY:
- Krochmalna/Plac Grzybowski,  - Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych)
TRASY:
- Plac Grzybowski 3/5 (plebania) - Dzika (wacha) - Powązki,   - Trasa: Plac Grzybowski 3/5 - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz,

- Trasa: strona aryjska - wacha - Twarda - Plac Grzybowski 3/5 (plebania),</document>
<document nplp_id="6037" title="GRZYBOWSKA 26/28 (Gmina Żydowska)" slug="grzybowska-26-28">



















[caption id="attachment_9390" align="alignleft" width="1024"] Ul. Grzybowska 26. Budynek Gminy Żydowskiej (Fot. Foto-Forbert, 1937) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
ONI, III A
„Już po południu wisiały w mieście plakaty, które obwieszczały rozpoczęcie przesiedlania na wschód wszystkich niezdolnych do pracy Żydów. Każdemu wolno było zabrać dwadzieścia kilogramów bagażu, zapas jedzenia na dwa dni i biżuterię. Zdolni do pracy mieli być skoszarowani na miejscu i wysyłani do pracy w miejscowych fabrykach niemieckich. Nie podlegali temu tylko pracownicy żydowskich organizacji społecznych oraz Gminy. Pierwszy raz obwieszczenie nie nosiło podpisu przewodniczącego Gminy - inżynier Czerniaków popełnił samobójstwo przez połknięcie cyjanku potasu. Tak więc rozpoczęło się najgorsze - wysiedlenie półmilionowej dzielnicy miasta, pozorny absurd, w który nikt nie mógł uwierzyć." (s. 85-86).
ONI/JA, II D
„(…) według najnowszych informacji akcja miała się rozpocząć tej nocy od wysiedlenia małego getta - tym razem z całą pewnością. Przez most, który Niemcy zbudowali nad ulicą Chłodną, by zabrać nam ostatnią możliwość kontaktu z „dzielnicą aryjską”, rozpoczęły wędrówkę z małego do dużego getta podekscytowane tłumy ludzi z tobołkami, olbrzymimi kuframi oraz z dziećmi na rękach, starając się zdążyć uciec z zagrożonej dzielnicy jeszcze przed nastaniem godziny policyjnej. Pozostaliśmy, zgodnie z naszym fatalistycznym nastawieniem, na miejscu. Późnym wieczorem sąsiedzi dostali wiadomość z komisariatu polskiej policji, że zarządzono alarm. Więc jednak szykowało się coś niedobrego. Nie zmrużyłem oka do czwartej nad ranem, czuwałem przy otwartym oknie, ale i ta noc minęła spokojnie. We wtorek poszedłem z Goldfederem do Gminy. Ciągle nie traciliśmy jeszcze nadziei, że wszystko jakoś się ułoży. Chcieliśmy stamtąd uzyskać oficjalną informację o dotyczących getta zamiarach Niemców na najbliższe dni. Byliśmy już blisko budynku, gdy minął nas samochód z otwartym dachem, w którym siedział otoczony żandarmami, blady i z gołą głową, szef wydziału zdrowia w Gminie, pułkownik Kon. Jednocześnie, jak dowiedzieliśmy się chwilę później, zaaresztowano wielu innych urzędników Gminy. Rozpoczęły się ostre uliczne łapanki.” (s. 83-84)

Stanisław Gombiński
ONI, II D  (lipiec 1942)
„Dzień za dniem coraz cięższy, coraz duszniejszy, ciężar wielki wisi w powietrzu, wyczuwa się burzę, która nadchodzi. Widzi się w getcie więcej aut niemieckich niż dawniej. Głównie na ulicy Grzybow[ski]ej [26/28], do [Gminy] i z Gminy. Posterunki zewnętrzne wciąż stoją nieruchomo, Policja Polska jest już wycofana, na jej miejsce stanęła jakaś nieznana formacja [w] nieznanych, egzotycznych, czarnych mundurach, podobno są to Litwini, używani w różnych stronach do funkcji policyjno-programowych wobec Żydów i innych grup.” (s. 70)
ONI, III A (22.07.1942)
„Nazajutrz, 22, plenarne posiedzenie Rady Żydowskiej, zwołanej z polecenia władz […] Historyczne posiedzenie, dokładny jego przebieg nie jest ludności znany, czy był jakiś głos protestu? Czy przebieg jego ograniczył się tylko do wysłuchania dyktatu? Czy żądano zgody Rady? Co działo się przez te kilkadziesiąt minut, gdy na głównej Sali, na pierwszym piętrze domu przy ulicy Grzybowskiej n[umer] 26/28 zebrała się naczelna reprezentacja Żydów Warszawy – Rada Żydowska w Warszawie, kilkunastu Żydów lekarzy, adwokatów, inżynierów, kupców, rabinów ludzi pochylonych wiekiem i troskami, ludzi o zoranych, pomiętych twarzach, zgarbionych plecach, a z drugiej strony stanęła grupa oficerów, młodzi, pyszni, i z nienawiścią i pogardą patrzeli na reprezentantów „narodu – pijawki”, z ironią [i] zadowoleniem uśmiechali się, asystując przy ogłoszeniu wyroku śmierci, niejeden z nich zapisał w swym dzienniku wrażenia tego dnia, barwnie opisał mową Goethego i Hei[Ne]go wielkie i wzniosłe uczucia, jakie w duszy wzbudził piękny akt sprawiedliwości dziejów.” (s. 70, 72)
&amp;nbsp;

JA, I (październik 1940)
„[…] jeszcze mam w pamięci ten nieopisany zamęt i chaos, jaki podówczas w korytarzach i pokojach domu przy ul. Grzybowskiej [26/28] panował. Uprzednio bywałem tam dość rzadko, by załatwić sprawy tzw. pracy przymusowej (tz. uzyskać zwolnienie lub odroczenie) oraz zasięgnąć języka; zawsze panował tam nieład, spowodowany – być może – gwałtownym tempem wciąż wzrastających zadań, obecnie jednak, wobec zbliżających się terminów zamknięcie ghetta, ludzie biegali po korytarzach jak szaleni […] udałem się tam, do Sekretariatu Policji mieszczącego się w lewej oficynie Gminy, w lokalu dawnej Szkoły Rzemiosł.” (s. 153-154)
JA, I
„Biuro S[łużby] P[orządkowej] mieściło się początkowo w lewym skrzydle oficyny domu Gminy na Grzybowskiej [26/28], na parterze, w siedzibie Szkoły Rzemiosł. Obejmowało ono dwa pokoje: pierwszy służył za kancelarię, w której kilku funkcjonariuszy jeszcze z dawnej Straży Porządkowej zajętych było załatwianiem interesów i segregowaniem stert podań, które wypełniały [każdy] kąt. (Już ta sprawa stanowiła przedmiot nadużyć. W owym czasie wobec olbrzymiej ilości złożonych podań dalsze ich przyjmowanie było zakazane, jednak wobec braku kontroli wciąż jeszcze odbywało się przyjmowanie podań na lewo, przez siedzących w kancelarii urzędników „załatwione”). Drugi pokój stanowił biuro Komendy, tam „wpadał” na parę chwil Kupczykier czy Händel, tam urzędował Szeryński z kilkoma najbliższymi współpracownikami, tam urzędowali również przedstawiciele Komisji Radców, którzy przed objęciem urzędowania przez Szeryńskiego przyjmowali podania od interesantów.” (s. 161-162)


Henryk Bryskier
ONI, II
„Gmach Rady Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26, dawniej Gminą Starozakonnych zwany, nie mógł pomieścić wszystkich biur, ciągle powstających wydziałów, musiano zatem organizować różne wydziały poza głównym gmachem prezydialnym.” (s. 83)
ONI, II/III
„Podobna metoda wywierania presji istniała już przed powstaniem AC [Aresztu Centralnego], wówczas RŻ [Rada Żydowska] przetrzymywała delikwenta w szopie gospodarczej z różnymi rupieciami na podwórzu budynku RŻ przy ulicy Grzybowskiej 26. Szopa obstawiona funkcjonariuszami SP [Służby Porządkowej] dawała gwarancję, że osadzony nie umknie.” (s. 164)

Abraham Lewin
ONI, II D  (01.07.1942)
„[…] wczoraj gestapo rozkazało Wydziałowi Cmentarnemu przy Gminie, aby przygotował wspólny grób dla 200 zmarłych. Wiadomość ta wstrząsnęła wszystkimi w getcie. Dla kogo zostanie przygotowany ten masowy grób? Kobieta, która jest dobrze poinformowana, powiedziała mi, że grób jest przygotowywany dla 230 aresztowanych, których przed kilkoma dniami z żydowskiego więzienia przy Gęsiej na rozstrzelanie. Między tymi nieszczęśnikami miał się znajdować 80-letni staruszek.” (s. 142-143)
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
ONI, III A
„Czerniaków zmarł wczoraj w Gminie o wpół do dziewiątej. Przyczyna – podczas uroczystości, która się odbyła na Grzybowskiej, powiedział on &amp;lt;Szlag mnie i tak trafi, proszę pani&amp;gt;.” (s. 171)
ONI, III A
„Nalewki przedstawiają straszny obraz. Wczoraj zastrzelili na ulicy kobietę, która wybiegła z podwórka i uciekała. Z szopu Toebbensa (Gęsia 6) zabrali robotników, wywieźli ich z Warszawy. Łapali również urzędników Gminy, schwytanych wywieźli. Opróżniono wszystkie sale. Ukrywających się i odmawiających wyjścia zastrzelili. Z drugiego wydziału ŻSS zabrali wszystkich pracowników szopu będącego w stadium organizacji. Przy zbiegu Karmelickiej i Nowolipia siekierami odrąbali kłódki i zamki i otworzyli sklepy. Do południa dostarczyli 4 000 ludzi, w tym 800 ochotników. Łączna liczba wysiedlonych do wczoraj wieczór przewyższała 60 000.” (s. 179)
ONI, III A (31.07.1942)
„Z Ogrodowej 27-29 zabrali Ok. 2000 ludzi. Zabrali również wiele dzieci z sierocińca. Dziś złapali wielu urzędników Gminy (również nauczycieli) i ŻSS.” (s. 180)
ONI, III B
„Gminę przeniesiono [z Grzybowskiej 26 – B.S.] na Zamenhofa 19, do gmachu poczty. Zredukowała ona liczbę urzędników o 50 procent. Jest już ponad 150 000 ofiar. Dziś mija trzeci tydzień od dnia rozpoczęcia straszliwej rzezi. Z szopu Toebbensa zabrali nocą wiele pracujących kobiet. Wygląda na to, że jest tendencja niszczenia kobiet i dzieci. Wczoraj u Toebbensa zmarli 3 Żydzi podczas pracy.” (s. 190)
ONI, III A
„Getto będzie zajmować 1/3 albo ¼ obecnego terytorium, jeśli nie ukażą się nowe zarządzenia tego typu. Opróżniają ulice, które już przedtem oddano niemieckim firmom. Ogrodzono je już parkanami, np. Mylną, Nowolipie, Dzielną itd. Nienasycone wraże łapy znów po nas sięgają. Wczoraj zabrali setki urzędników z Gminy, ŻS[S], JHK. Stał Brandt, komendant gestapo, i własnoręcznie bił zatrzymywanych. Bili Jakuba, Frumę i Uriego.” (s. 196-197)

Ludwik Hirszfeld
JA, II D
„Personel mój [szpital u zbiegu ul. Leszno 84 i Żelaznej 95 – podkreśl. B.S.] formalnie głodował. Tekla Epsteinówna zemdlała kiedyś z głodu w pracowni. Ażeby im pomóc, produkowałem szczepionkę przeciwczerwonkową, dochód przeznaczyłem na dożywianie chorych i pensje dodatkowe dla asystentów, ale i to nie wystarczało; musiałem znaleźć inne sposoby, by im pomów. Otóż profesor Weigel ze Lwowa i Państwowy Zakład Higieny przysłali na moje imię większą ilość szczepionki przeciwko durowi plamistemu. Szczepionki te w wolnym handlu kosztowały około tysiąca złotych. Przysłaną mi szczepionkę przekazałem Radzie Zdrowia [Centralna Rada Zdrowia przy Wydziale Zdrowia Judenratu – Grzybowska 26/28], z tym, że szczepieni będą opłacać pewną niewielką kwotę. Utworzył się z tego pewien niewielki fundusz do rozporządzenia Rady Zdrowia.” (s. 326-327)
JA/ONI, I/II
„Prosimy, by pozostawić dezynsekcję Żydom. Nie dlatego, iżby byli mniej przekupni, ale, że ludność mniej się ich boi. (…) Doktor Hagen zgadza się i obiecuje wycofać kolumny polskie. Tego samego dnia przybywa do Wydziału Zdrowia [Centralna Rada Zdrowia przy Wydziale Zdrowia Judenratu – Grzybowska 26/28] lekarz z Wydziału Zdrowia w Warszawie, udający w potrzebie volksdeutscha, i komunikuje głośno, że nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować… z tego źródła zarobku. I rzeczywiście – telefon z pałacu Brühla, że kolumny aryjskie mają jeszcze przez pewien czas pozostać. Pan Hagen na tej nędzy sam nie zarabiał. Ale rządzili inni.” (s. 339)


Noemi Szac-Wajnkranc
JA, I
„Po mieście ciągną bez końca wozy naładowane rzeczami, meblami! Ludzie taszczą walizki, paczki. Jesteśmy już za murami, przejeżdżamy koło gminy [Grzybowska 26/28], obleganej przez tłumy.” (s. 9-10)

&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, III 
„Poszliśmy więc razem do urzędu stanu cywilnego, czy jak on się tam nazywał, na ul. Grzybowską 26.” (s. 89)
ONI, II/III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska – dk] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)
ONI, II/III
„Dość ładny, czerwony gmach na Grzybowskiej 26. Ulica ciasna, brudnawa i nieprzyjemna. Tu mieści się ośrodek samorządu żydowskiego Warszawy, o którym jeszcze w 1941 Niemcy mówili, że teraz Żydzi rządzą się sami, czego nigdy nie mieli możliwości robić za czasów polskich.” (s. 200)


Marek Edelman
ONI, II A
„Od pierwszego dnia istnienia getta Rada Żydowska („Judenrat”) oficjalnie sprawuje rządy. Dla u trzymania należytego „porządku” powołana zostaje umundurowana żydowska służba porządkowa. Odtąd szmuglujące przez druty dzieciaki muszą wystrzegać się jeszcze jednej władzy, a ludność getta ma już trzech „cerberów” – Niemca, policjanta polskiego i policjanta żydowskiego. Instytucje mające gettu nadać charakter jakiegoś normalnego życia, faktycznie są źródłami daleko idącej korupcji i demoralizacji. Niemcom udaje się powołać do Rady Żydowskiej najbardziej znanych obywateli. Jedynym członkiem Rady Żydowskiej, który posiada odwagę cywilną wycofania się z tej instytucji, mimo grożącej za to kary śmierci, jest towarzysz Artur (Szmul Zygielbojm).” (s. 13-14)
ONI, III A
„Dnia 22 lipca 1942 roku o godzinie 10-ej rano zajeżdżają przed dom Rady Żydowskiej niemieckie samochody. Umsiedlungsstab. Krótkie posiedzenie i przedstawiciele Judenratu wiedzą już, czego chcą Niemcy. Sprawa jest prosta. Wszyscy „nieproduktywni” Żydzi zostaną przesiedleni na wschód. Po wyjściu Niemców, drugie wewnętrzne tajne posiedzenie. Żaden z radnych nie zastanawia się nad tym, czy zarządzenie to ma wykonać Rada Żydowska, żaden z radnych nie znajduje odpowiedzi na rzuconą przez obecnego na posiedzeniu sekretarza Rady Żydowskiej uwagę: „Panowie, nim przejdziecie do technicznego wykonania zarządzenia, zastanówcie się, czy wogóle należy je wykonać”. Nad tym, czy wykonać zarządzenie, nie ma dyskusji. Omawia się stronę techniczną, układa się plan pracy.” (s. 28-29)
ONI, III A
„Nazajutrz wielkie białe plakaty, podpisane przez Judenrat (podyktowane przez Oberscharfuehrera Hoefle), obwieszczaja ludności żydowskiej, że wszyscy, z wyjątkiem pracujących u Niemca (dokładnie wyliczone placówki), oraz pracowników Rady Żydowskiej i Ż. S. S., muszą opuścić Warszawę. Wysiedlenie będzie przeprowadzała policja żydowska w porozumieniu z Umsiedlugsstabem. W ten sposób Niemcy doprowadzili do tego, że Rada Żydowska sama wydała wyrok śmierci na przeszło 300.000 mieszkańców getta. Pierwszego dnia akcji zostaje wywiezionych przeszło 2.000 więźniów z Aresztu Centralnego i kilka tysięcy złapanych na ulicy żebraków i nędzarzy.” (s. 29)
ONI/JA, III A
„Drugiego dnia akcji popełnia samobójstwo prezes Rady Żydowskiej, inż. Adam Czerniaków. Wiedział on dokładnie, że rzekome przesiedlanie na wschód – to śmierć setek tysięcy ludzi w komorach gazowych i nie chciał być za to odpowiedzialny. Nie mając możności przeciwstawienia się temu, co się stało, - wolał odejść. Uważaliśmy wówczas, że tak postąpić nie było mu wolno, że obowiązkiem jego, jako jedynej autorytatywnej osoby w getcie, było zawiadomić całą ludność żydowską o faktycznym stanie rzeczy i rozwiązać wszystkie instytucje, a w szczególności policję żydowską, która oficjalnie podlegała Radzie Żydowskiej i przez nią została stworzona.
Tego samego dnia ukazuje się pierwszy numer naszego wydawnictwa „Ojf der Wach”, (Na Straży), który przestrzega ludność przed dobrowolnym zgłaszaniem się do wyjazdu i nawołuje do stawiania oporu. „W wielkiej naszej bezsilności – pisze towarzysz Orzech w artykule wstępnym – nie dajcie się złapać, - brońcie się rękami i nogami”. Numer ten, wydany w potrójnym nakładzie, czwartego i piątego dnia akcji kolportowany jest przez Zośkę Goldblat, Marynkę Segalewicz i Cłuwę Kryształ – Niesenbaum.” (s. 31)


Ul. Grzybowska 26. Prezydium uroczystości zakończenia roku szkolnego w Szkole Rzemieślniczo-Przemysłowej (Fot. NN, 1937) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Poszedłem do Gminy.” [10.IX.1939] (s. 34)

JA/ONI, I

„Urzędowałem w Gminie na Grzybowskiej 26. Pod nr 27 wybuch, 3 osoby zabite. Rannych opatrywano w Gminie.” [11.IX.1939] (s. 34)

„Zebranie Komitetu: Gepner, Hartglas, Czerniaków, Lichtenbaum, Koerner, Hartglas [sic!], prof. Weiss. Ukonstytuowano się” [12.IX.1939] (s. 35)

„Wieczorem telefon, że władze wojskowe rekwirują pomieszczenia Muzeum im. M. Bersohna, kancelarię Gimnazjum Mechanicznego i Rabinat. Jutro będę interweniował.” [12 .IX.1939] (s. 35)

ONI, I

„Muzeum będzie miało strażnika. Zorganizowano ponownie urzędowanie Gminy. Zalegalizowano Żyd[owski] Kom[itet] Obywatelski m.st. Warszawy i zlokalizowano go w gmachu Gminy.” [13.IX.1939] (s. 35)

„Idea o zwrócenie się do Żydów całego świata o pomoc charytatywną. Komitet Obywatelski uchwalił.” [14.IX.1939] (s. 35)

JA, I

„Byłem w Gminie. Potem na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego.” [14.IX.1939] (s.35)

„Zostałem nominowany przez prez[ydenta] Starzyńskiego prezesem Gminy Wyzn[aniowej] Żydowskiej w Warszawie. Historyczna rola w oblężonym mieście. Postaram się jej podołać.” [23.IX.1939] (s. 37)

„Rano w Gminie.” [30.IX.1939] (s. 38)

„Podział funkcji w Gminie.” [1.X.1939] (s. 38)

JA/ONI, I

„Na dziedzińcu Gminy Grzybowska 26/28 pochowano padłe konie. Posiedzenie Żyd[owskiego] Komitetu Obywatelskiego. Oddanie do druku odezwy. Posiedzenie Rady Gminy.” [2.X.1939] (s. 38)

JA, I

„Gmina posiedzenie. (…)Muzeum Bersohna w porządku.” [3.X.1939] (s.38)

JA/ONI, I
„W sali ustawiono 24 krzesła i spisano inwentarz. Sala bez okien, sufit z dziurą od szrapnela.” [8 X 1939] (s. 39)
„Przed Gminą syn profesora Dicksteina zawiadomił mnie, że ojciec zmarł, prosi o pogrzeb. Niestety po wejściu do Gminy zostałem zatrzymany i na razie nic zrobić nie mogę.” (s. 39)

„Posiedzenie Altestenratu [Rady Starszych]. Wybór członków listy 24 i wnioski. Odwiedził Gminę pan Starczewski [Jan Starczewski, kierownik Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej Zarządu Miejskiego] z Zarządu miasta, prosząc o taksy cmentarne dla władz niemieckich. [10. X.1939] (s. 40)

„Do Gminy zjawił się Batz w towarzystwie kolegi. Zapowiedział otwarcie niektórych wydziałów .Ostemplowano w międzyczasie wszystko na nowo.” [13.X.1939] (s. 40)

„Zabawa przed Gminą –brody.” [15.X.1939] (s. 42)

JA, I

„Rano w Gminie 10-ta odprawa urzędników. Od 12 do 2 pp. rewizja SS. W międzyczasie posiedzenie Aera. Potem przemówienie Batza do 24-ch.” [15.X.1939] (s. 42)

„Od 12 Gmina do 4 pp.” [19.X.1939] (s. 43)

„11-ta Gmina. 2 razy byli z SS w sprawie uboju rytualnego. O 3 pp. Batz w Gminie, a ja u niego w SS.” [20.X.1939] (s. 43)

„Od rana Gmina. Przygotowanie spisu. Wyznaczenie 26 komisarzy.” [22.X.1939] (s. 43)

„7½ Gmina. Zebranie Rady z udziałem SS. Przygotowanie spisowe.” [23.X.1939] (s. 44)

„Biuro, potem Gmina.” [24.X.1939] (s. 44)

„Rano biuro. Oddanie radia. Od 11 pp. Gmina. Interesanci - pocieszenia, skargi.” [25.X.1939] (s. 44)

„Gmina - Sprawdzenie komisarzy.” [25.X.1939] (s. 44)

„Od 12 Gmina.” [26.X.1939] (s. 44)

„Do 6 pp. w Gminie (spis etc.)” [28.X.1939] (s. 44)

„Rano -Gmina.” [29.X.1939] (s. 44)

„Wczoraj delegacja z sierocińca, któremu miasto odmówiło zapomogi (500000 zł rocznie, 500 sierot) pod pretekstem, że Gmina winna utrzymywać tę instytucję.” [2.XI.1939] (s. 44)

JA/ONI, I

„Gmina. Trudności z wypłatą. Miał być niem[iecki] urzędnik dewizowy o 9.30, nie przybył. Żołnierz z SS przybył z żądaniem zwołania Rady na 3 pp.” [4.XI.1939] (s. 45)

„Pod oknami Gminy tłumy.” [5.XI.1939] (s. 45)

JA, I

„W Gminie o 4 pp. posiedzenie instruktorskie. Uświadomienie wysiedleńców.” [6.XI.1939] (s. 46)

„Rano Gmina. Tłum wdarł się do gabinetu. Wyrzuty z powodu zakładników.” [7.XI.1939] (s. 46)

JA/ONI, I

„Na podwórzu Gminy wysiedleni z Sierpca.” [10.XI.1939] (s. 46)

„Rano Gmina do 3 pp. Płacz przed Gminą - zastrzeleni na moście jacyś Żydzi w aucie.” [11 .XI.1939] (s. 46)

„Rano Gmina. Wysiedleni z innych miasteczek.” [12.XI.1939] (s. 46)

„7 rano Gmina. Wypłaty Batalionowi Pracy. Przygotowanie do rozmowy z Batzem w sprawie przesiedlenia etc.” [14.XI.1939] (s. 47)
„7 rano delegacja kobiet z Nalewek 9. 8 rano posiedzenie Rady w Gminie. Mój wniosek - listy domowe doręczone gospodarzom wzgl. administratorom. Zbiórka w Gminie. Wieczorem okazała się możliwość wniesienia 100000 zł do SS. Jutro ma być reszta. W międzyczasie o g. 12 otrzymałem wezwanie stawienia się w SS o g. 3 - 6 rabinów, 6 poważnych osób ze społeczeństwa, 5 radców. Wobec tego udałem się do Batza i zaniechano tego.” [24 XI 1939] (s. 49)
„Gmina –pogłoski o Nalewkach.” [29.XI.1939] (s. 50)

„Posiedzenie Rady. W końcu posiedzenia przyniesiono gazetę „Nowy Kurier Warszawski” z obwieszczeniem o opaskach żydowskich, znaczeniem sklepów żydowskich, tudzież o rozstrzelaniu 53 z Nalewek 9. Opaski obowiązują od jutra.” [30.XI.1939] (s. 50)

„Jak się dowiaduję w Gminie rodziny 53-ch szukały kozła ofiarnego. Któż mógł się do tego nadawać lepiej ode mnie? Woźna mi mówi, że jedna nazywała mnie mordercą. Inni rozpuszczali pogłoski, że kontrybucja została wpłacona za późno. Inni znów, że wiedziałem o skazaniu i to ukrywałem. Charakterystycznym jest, że podczas gdy sam jeden zostałem w gabinecie w Gminie, a obok nieszczęśliwi rozpaczali w przyległym pokoju, jeden z moich kolegów przysłał mi w sukurs urzędnika, „aby mnie bronił”. Sam się ulotnił. Rano godzina 8-ma przyniesiono mi opaski z herbem Dawida. Otrzymałem w ten sposób nowe odznaczenie winnych warunkach niż w swoim czasie komandorię węgierską. Poleciłem w Gminie zamówić stempel do odbijania herbu.” [1.XII.1939] (s. 51)

„Nalewki. Znów odwiedziny rodzin i jakichś 2 nowych osób, podających się za rodziny. Gmina do 2 pp.” [1.XII.1939] (s.51)

„Wczoraj zawezwałem do Gminy nowych kandydatów do Rady. Wstępują Szpinak ,Zabłudowski , dr Glücksberg.” [2.XII.1939] (s. 51)

JA, I

„Na gmachach Gminy rozkleiłem plakaty o obowiązku noszenia [opasek]. Szpinak aresztowany, nie mam więc członka Rady. Bieżące sprawy w Gminie.” [3.XII.1939] (s. 52)

„9-ta Gmina.” [5.XII.1939] (s. 52)

JA/ONI, I

„Gmina - wypadek z robotnikiem.” [7.XII.1939] (s. 52)

„Potem Gmina. Praktyczne zajęcia żywota świętych. Żądają, abym dostarczył chleba dla wysiedlonych z Nasielska i Serocka .Nie wolno tego.” [8.XII.1939] (s. 53)

JA, I

„O 1 pp. Rada - wybór komisji.” [19.XII.1939] (s. 55)

JA/ONI, I

„Godzina 12 - Gmina. Polecenie zamknięcia bożnic dla modłów. Pogłoski o Pradze (ghetto).” [20.XII.1939] (s. 56)

„Rano Gmina. Sprawa Rotstadta etc.” [23.XII.1939] (s. 56)

„Gmina zamknięta na d. 24, 25-go. Dyżury czynne. Także Wydział Pogrzebowy i kasa. Otrzymałem 25000 zł a conto 250000 zł, trzyma się je w kasie Gminy nie bez obawy.” [24 .XII.1939] (s. 56)

JA, I

„W Gminie święto. Rano byłem do 1 pp” [25.XII.1939] (s. 56)

„Rano Gmina.” [28.XII.1939] (s. 57)

„Rano Gmina.” [29.XII.1939] (s. 57)

JA/ONI, I

„W Gminie pogrzeby: 1) robotnik wypadł z okna (?) w Zamku, 2) Gamarnikow, 3) ojciec nieszczęśliwej ofiary nalewkowskiej, znaleziony wśród gruzów szpitala Św.Ducha. Powiedziała, że to prawdziwe „szczęście”, że poznała ojca. Nowa definicja szczęścia.” [31. XII.1939] (s. 57)

„Delegacja uciekinierów z Kalisza.” [1 I 1940] (s. 58)

„Potem Gmina. Brak pieniędzy, Schrempf grozi aresztowaniem, o ile komory dezynfekcyjne nie będą na 7-go zamiast na 12-go.” [3.I.1940] (s. 58)

JA, I

„Rano Gmina.” [4.I.1940] (s. 58)

JA/ONI, I

„Rano do Gminy. Po drodze dwóch Polaków i 1 Polka uprzedziła mnie o łapaniu na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej] do robót. W biurze brak kompletu urzędników z tego powodu. ” [6.I.1940] (s. 59)

JA, I

„Rano Gmina. Przestudiowanie referatu o emigracji.” [7.I.1940] (s. 59)
„Z rana u Laschtoviczki. Rozmowa ogólniejsza. Nastąpiło uporządkowanie stosunków i będzie się wiedziało, co wolno, a czego nie wolno. Potem Gmina. Po drodze zatrzymał mnie żołnierz zbierający „50 zł na wykup Żydówki, która nie miała opaski”. [10 I 1940] (s. 59)
JA/ONI, I

„W Gminie zastałem kartkę wachmistrza, który przyszedł z żołnierzem, aby Gmina wykupiła 10 Żydów i Żydówek po 100 zł, bo nie mieli opasek. Skierowałem radcę Rosenthala do Gestapo o interwencję. Mają załatwić.” [10.I.1940] (s. 59)

„Gmina - żądanie 2000 zł po 100 zł od osoby za nienoszenie opasek przez 20 Żydów, inaczej Rosenthal cz[łonek] Rady zostanie aresztowany.” [12.I.1940] (s. 60)

„Potem z ciężkim sercem Gmina - posiedzenie Komisji Koordynacyjnej. Rozporządzenie o przymusowej pracy.” [13.I.1940] (s. 60)

JA, I

„Rano Gmina. Wezwany do SS w sprawie zaaresztowania niejakiego dra Szalmana urzędnika z JDC. Poza tym sprawy bieżące.” [14.I.1940] (s. 60)

JA/ONI, I

„Rano SS. Zwolnienie dra Szalmana z JDC. „Nachrichten blatt” [czasopismo gminy] nie dozwolony. Interwencje w sprawie plądrowania i napadów na ulicy. Przymus pracy jeszcze nie wyraźny. Potem Gmina.” [15.I.1940] (s. 60)

„Rano Gmina. Przyszedł list z Zurichu w sprawie pomocy odzieżowej i medykamentów (Hilfsaktion fur notleidende Juden in Polen, Zürich) [akcja dla potrzebujących pomocy Żydów w Polsce, Zurich], List „Generalogouvernement für die besetzten Polnischen Gebiete” zd. 15I1940. Abteilung Volkswohlfart, w którym zabrania się (w odpowiedzi na sprawozdanie, że 7000 uchodźców bez różnicy wiary i narodowości znalazło schronienie w Żyd[owskiej] Opiece Społecznej) zajmowania się aryjczykami.” [16.I.1940] (s. 61)

JA, I

„Z rana Gmina.” [16.I.1940] (s. 61)

„Rano Gmina. Rodziny aresztowanych. Posiedzenie Rady.” [19.I.1940] (s. 61)

„Jutro codzienna orka w Gminie. Na skutek interwencji mojej zezwolono mi wnieść podanie o zwolnienie z licznego grona aresztowanych lekarzy ze szpitala na Czystem.” [20.I.1940] (s. 61)

„W Gminie nie mogę kupić węgla do szpitali i żywności etc. Jedynie Urząd Skarbowy przyjmuje wpłaty.” [20.I.1940] (s. 62)

JA/ONI, I

„Rano Gmina. List do władz w sprawie aresztowanych. Złapany na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej do roboty. Wyperswadowałem, że nie należy łapać, bo Gmina dostarczy ludzi. Po przybyciu do Gminy skierowałem 20 ludzi. Posiedzenie Komisji Emigracyjnej w sprawie Feldschuha etc.” [21.I.1940] (s. 62)

„Potem Gmina - codzienna udręka. Aresztowań masa. Jutro mam pójść do SS z lekarzem, który pracuje w Wydziale Szpitalnictwa i rabinem. Obwieściliśmy, że szukamy 2000 robotników do uprzątania śniegu. Wezwałem do stawienia się tych, którzy nie wpłacili podatku robotniczego. Pieniędzy gminnych nie możemy zmienić, bo 100 i 500 zł zmieniają, albo w ogonku z trudem to robią. A tymczasem pieniędzy nie mogę wypłacać personelowi, robotnikom i dostawcom. Cud, że w głowie się nie mąci.” [23.I.1940] (s. 62)

ONI, I

„Do Gminy zjawił się niemiecki komisarz VII Komisariatu i poprosił o zapłacenie za 8 „opaskowiczów” po 100 zł, bo umrą z głodu. Resztę, tj. 17, wypuścił, bo się wystarali o 100 zł.” [27.I.1940] (s. 63)

JA/ONI, I

„Rano (codziennie proszek od bólu głowy) do Gminy. O g. 2 pp. gromada łobuziaków, która od kilku dni bije Żydów, defilowała przed Gminą, wybijając szyby naprzeciwko.” [28.I.1940] (s. 64)

„Do Gminy przyszedł żołnierz z 2 Żydami -jeden bez opaski. Zażądał 200 zł kary, inaczej Żyd -więzienie etc. Odmówiłem. Zaproponował urzędnikom, aby po10zł się złożyli, celem pomocy bratu.” [28.I.1940] (s. 64)

ONI, I

„W Gminie dziś pobici etc. urzędnicy z okazji 2 Żydów bez opasek.” [28 I 1940] (s. 64)

JA/ONI, I

„9 rano -Gmina. Ścisk niebywały w Gminie (rejestracja, brygady pracy etc.).” [2.II.1940] (s. 65)

JA, I

„Rano 9-ta -Gmina. Około 12-ej przyszedł policjant z pl. Krasińskich z karabinem i zaaresztował mnie.” [3 II 1940] (s. 65)

„Rano Gmina.” [4.II.1940] (s. 65)

„W Gminie (nie pali się prawie wcale) nie dają mi spokoju.” [6.II.1940] (s. 66)

JA/ONI, I

„Rano Gmina. Żydom zabroniono jazdy koleją. Dwaj zażądali na podstawie dokumentu 20 Żydów celem przewiezienia koni do Siedlec. Gmina ma zapłacić przewóz i dać jedzenie ludziom. Dano 20 ludzi. Nasilenie tyfusu plamistego rośnie. Grozi nam nowa kwarantanna.” [9.II.1940] (s. 66)

JA, I

„Rano Gmina. Odwiedził mnie jakiś „Dolmetscher” tłumacz prosząc o wsparcie dla Żyda, którego popieram. Żyda wsparłem.” [11.II.1940] (s. 67)

„Rano Gmina.” [14.II.1940] (s. 67)

JA/ONI, I

„Rano Gmina. Obmann z Sosnowca.” [15.II.1940] (s. 67)

JA, I

„Rano 7 - Gmina.” [16.II.1940] (s. 67)

„Rano Gmina. Zawieja i mróz.” [18.II.1940] (s. 68)

JA/ONI, I

„Rano Gmina. Dziś otrzymuję list od Stadtpräsidenta, aby w „Entlausungsanstalt” porozumieć się leutnantem „Hesse” w sprawie jeńców żydowskich. Skierowałem dra Weicherta, Rosenthalaiurzędnika, do tej instytucji. Naturalnie, że Rosenthalowi „było zimno” i poszedł sobie. Po obiedzie otrzymuję list od Dengla „Durch einen militärischen Transport sind 79 jüdische Kriegsgefangene in Warschau angekommen. Dieselbe, werden Ihnen hiermitergeben. Sie haben übersie Listezu führen und sie im Rahmen der bestehenden Gesetze zum Arbeitseinsatz zu bringen. Ebensohaben sie bei meiner Abteilung V die Anmeldungen einzuliefern. Sie haften in jeder Richtung fürdie Entlassenen. Stadtpräs. Dengel. [Transportem wojskowym przywieziono do Warszawy 79 żydowskich jeńców wojennych.Zostają oni panu przekazani. Należy prowadzić wykaz imienny iskierować do pracy wramach obowiązujących przepisów. Meldunki należy przesyłać do mojego, V Wydziału. Ponosi pan odpowiedzialność za zwolnionych pod każdym wzglądem. Prezydent miasta Dengel].Wieczorem zakomunikowano mi, że przyprowadzono do Gminy (urzędnik Goldfeil) 78 jeńców i rozpuszczono ich do domów. Jutro mają się zameldować w Gminie i w urzędzie” [19.II.1940] (s. 68)

„Rano Gmina. Nowa wiadomość o 45 jeńcach.” [20.II.1940] (s. 68)

„W Gminie okazało się, że Sztolcmanowi i Rozenstadtowi oświadczono w Zarządzie Miasta, że bezapelacyjnie do 29 II 40 rejestracja 35000 osób musi być przeprowadzona (na maszynie) i każdy winien się zgłosić osobiście. 10 lekarzy będzie badało chorych. Odwiedziny dra Kubickiegoi dra Sikorskiego... w Gminie.” [22.II.1940] (s. 69)

JA, I

„Rano Gmina. Przygotowanie rejestracji.” [23.II.1940] (s. 69)

„Rano Gmina. Korekta odezwy do rejestracji. 80-ciu wydałem świadectwa na wyjazd.” [24 II 1940] (s. 69)

„Rano Gmina. -3° zimna. Ślizgawica. Praca.” [25.II.1940] (s. 70)

JA/ONI, I

„Rano Gmina. Lustracje robót rejestracyjnych przez dyr. Delingowskiego. Pogłoski o ghetcie na Pradze. Matki i dzieci aresztowanych w Gminie. Poszukiwania kandydata na prezesa Związku Rzemieślników.” [28 II 1940] (s. 70)

„Rano 9-ta Gmina. Honorowy aryjczyk Or. (?). Emigracja codzienna. Rejestracja do 28 włącznie ±23000 młodzieży od 16 do 25 roku życia.” [1.III.1940] (s. 71)

ONI, I

„Przed Gminą łowy.” [2.III.1940] (s. 71)

„W Gminie między jednymi a drugimi drzwiami oszklonymi przy wejściu ulokował się handlarz z cukierkami. Woźny w hollu - pogawędka, nie widzi tego. Dzikość w Gminie nie do zniesienia (wygląd papierów, biurek, wychodzących listów etc.). Do Gminy przybyło dziś za wiele robotników. Nie chcieli pójść do domu.” (s. 71)

„Czerniecki z Wydziału Kwaterunkowego w sprawie rekwizycji mebli przez miasto, aby Gmina to przejęła. Z Ubezpieczalni przyszedł ktoś, aby Gmina zapłaciła dwieście kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nowe uderzenie.” [6.III.1940] (s. 72)

JA, I

„Rano Gmina.” (s. 72)
JA/ONI, I
„W Ubezpieczalni powiedziano (Schayer), że jeśli dziś o 12-ej nie wpłacimy 32000 złotych, to „kierownictwo” za to odpowie. Czekam w tej chwili w przedpokoju u Laschtoviczki, aby mi pomógł. Niestety, godzina 10½ a jego nie ma. Tak się zjada serce. Gmina była winna ponad 500000 zł, zredukowano jej w swoim czasie więcej niż połowę. Dlaczego nie płacili choćby ratami? Przyczynek do ich gospodarki. Og. 12.30 nastąpił sekwestr w Gminie i kasy. W międzyczasie zjawił się adw. Goldfeil, którego skierowałem do Schayera z polecenia Laschtoviczki, aby w porozumieniu z Jurkiem i Weryho rozłożył na raty. O 3 pp. wrócił G[oldfeil], Na razie 5000 zł., w ciągu tygodnia mamy przedstawić plan.” [7 III 1940] (s. 72)
„Rano Gmina. Opracowanie statutu związku rzemieślniczego. Kłopoty finansowe Gminy. Dług 100000 zł. Papiery wartościowe spadają. Bank Dysk[ontowy] na zlecenie Laschtoviczki daje nam z tytułu sprzedanych papierów 50000 zł. Na jeden ząb, bo jutro wypłata Batalionowi, co samo wynosi zł 40000 za tydzień. Ponadto szpital, który wciąż pożera ogromne sumy, jeńcy etc. Jeńców należy odtransportować do miejsc zamieszkania na koszt Gminy.” [9.III.1940] (s. 72-73)

„Wciągu dnia wezwano, aby Gmina dostarczyła do 15 b.m. niesłychaną ilość mebli, pościeli, w tym 15 fortepianów, piesków do obuwia etc.” [11.III.1940] (s. 73)

JA, I

„Rano Gmina.” [12.III.1940] (s. 73)

JA/ONI, I

„Zawiadomiono mnie z Gminy, że uniformowani funkcjonariusze i cywilni weszli do Muzeum Gminy około 4 pp.” [12.III.1940] (s. 73)

„Rodziny robotników, którzy poszli na Okęcie, płaczą w Gminie. Dzieci nie ma. Wczoraj zginął pono Unteroffizier z Okęcia, który nas odwiedził w Gminie. Przyjechał Mende i zaaresztował Hasensprunga. U[nter] O[ffizier] się jednak znalazł na ulicy. Muzeum zarekwirowano wczoraj.” [13.III.1940] (s. 74)

„Mende w Gminie: Batalion (biuro) ma pracować 9 godzin. Jutro o 6 rano zbiórka na Twardej 6. Zebranie Komitetu Meblowego w Gminie.” [14.III.1940] (s. 74)

„W Gminie rodziny w sprawie Okęcia, płacz i gwałty. Przybył Czerniewski z tym, że Becher porozumiał się z Maurerem i właśnie gminie grozi,o ile rekwizycji mebli nie przeprowadzi.” [15 III 1940] (s. 75)

„W poniedziałek konferencja w sprawie finansów Gminy. Nie mam w Gminie grosza nawet na pensje.” [15 III 1940] (s. 76)

„Rano Gmina. Dziś pierwszy dzień dostawy mebli. Dobrowolnie oddano jedno pianino i setki różnych mebli, łóżek etc.. Pomimo to daleko do całości. W kasie pustki. Pensja jeszcze nie wypłacona.” [19 III 1940] (s. 76)

„0°C. Wielki Piątek. Rano do Gminy. W kasie pustki. Biuro o 12-ej. Wyszedłem o 2½.” [22 III 1940] (s. 76)

„+2°C. Urzędowanie wstrzymane z powodu święta. W gminie o 8½. Robotnicy nasi idą ulicami do pracy. Nie ma pieniędzy dla urzędników. SS odmówiło zezwolenia na pożyczkę z funduszów emigracyjnych 100000 zł.” [23 III 1940] (s. 76)

„Rano 9-ta Gmina. Posiedzenie w sprawie Krakowa. W kasie pustki. Jestem winien Batalionowi Pracy 90000 zł, urzędnikom szpitala 25000, funkcjonariuszom rejestracji 50000. Na ulicach pogromy.” [25 III 1940] (s. 76)

ONI, I

„Do Gminy przyszli inżynierowie tramwajów w sprawie ew[entualnego] uszkodzenia sieci.” [2 IV 1940] (s. 80)

JA/ONI, I

„Wczoraj przed autem w podwórzu Gminy ręce robotników o pieniądze. W kasie ani grosza.” [3 IV 1940] (s. 81)

„W Gminie przyniesiono odpis listu do urzędników, aby opuszczali „ghetto”. Urząd Kwaterunkowy zapytuje, czy Gminie wiadomo coś o tym, bo przychodzą reflektanci na mieszkania.” [5 IV 1940] (s. 81)

„Rano w Gminie był leutnant z Rohstoffstelle [referat surowców] i wpłacił za 3 dni pracy robotników 4000 zł. Ponadto daje 1500 zielonych opasek dla pracujących dla nich funkcjonariuszy i robotników z odpowiednimi &amp;lt;&amp;lt;Ausweisami&amp;gt;&amp;gt;.” [6 IV 1940] (s. 81)

„Rano Gmina. -3°C. Posiedzenie w sprawie mac. Rada uchwala w odpowiedzi burmistrzowi, że religia zabrania spożywania chleba i prosi burmistrza, aby się zwrócił do władz niemieckich o przydział mąki na mace.” [7 IV 1940] (s. 82)

„Posiedzenie w Gminie (mace). Realizują moją ideę: administratorzy żydowskich domów zaprowadzą porządek w domach.” [8 IV 1940] (s. 82)

„W Gminie żołnierz z Żydem, aby mu wypłacili za robotę. Zawiadomienie od leutn[anta] Franke, że o ile jutro w 15 punktach nie rozpocznie się robót, to mnie zaaresztują. Lichtenbaum uruchamia w kilku punktach budowę. Wzywam na jutro administratorów, aby uprzątnęli domy. Lekarze szpitalni z naczelnym w delegacji -sprawa administratora szpitala etc.” [8 IV 1940] (s. 82)
„Rano Gmina bieżące sprawy." [10 IV 1940] (s. 82)
„Rano Gmina. Stoimy przed bankructwem, dłużni robotnikom 120000 zł, pracownikom pensję.” [16 IV 1940] (s. 84)

„Gminę odwiedził kpt. Baltazar z Rohstoffów [surowców]i zapowiedział lepsze traktowanie robotników, badał sprawę benzyny w ustach jednego z robotników. Jego zwierzchnik Rittmeister Schu ma w części za robotę płacić robotnikom. O 3 pp. zjawił się do Gminy Brandt z SS z 2-ma pomocnikami celem obejrzenia medykamentów, nadesłanych ze Szwajcarii. Przedtem z SS przyszedł Avril45, pytając o ekscesy etc. i żądając sprawozdania z działalności Gminy. Brandt zażądał po obejrzeniu specyfikacji medykamentów.” [16 IV 1940] (s. 84)

„Do Gminy zjawił się Leutn[ant] Teicher w sprawie niezapłacenia 80 robotnikom. Po obiedzie Rinde: Mende zarządza, aby 69 robotnikom (materace Królewska) wypłacić lony. Powtórnie zjawia się [?], że Brandt będzie w Gminie, gdzie obejrzy mace.” [17 IV 1940] (s. 84)

„Rano 9-ta Brandt i Mende w Gminie, prosiłemozezwolenie na dostarczenie świątecznego jedzenia do więzienia. Zezwolono.” [18 IV 1940] (s. 84)

„Do Gminy przyszedł Dienstman i zrobił awanturę, że się robotnikom nie płaci.” [19 IV 1940] (s. 84)

„Rano do Gminy. Biedacy oblegają Gminę. (Zasiłki na święta).” [21 IV 1940] (s. 85)

„Rano z Gminy zabrano do roboty 3 woźnych i jednego porządkowego.” [22 IV 1940] (s. 85)

„Gmina dziś zamknięta z wyjątkiem Batalionu. Jadę do Gminy. Ciekaw jestem, czy dziś robotnicy przyjdą z opaskami.” [22 IV 1940] (s. 85)

„W Gminie niejaki Lesselbaum zjawił się w towarzystwie niemieckiego] urzędnika, który zażądał 10 zł dziennie dla L[esselbauma] za pracę. Zainterpelowany Mende przywołał go do telefonu i pono miał powiedzieć, że to jest wymuszanie. Urzędnik z kolei przyszedł do mnie i to powtórzył. Powiedziałem mu, że „Druck”[nacisk] był. Potem M[ende] zadzwonił, polecając, aby o tego rodzaju interwencjach zawszę zawiadamiać. M[ende] polecił zaangażować do Batalionu Rinde, dotychczasowego gońca.” [25 IV 1940] (s. 85)

„Gmina. Dziś niemieckie święto urzędowe. W Gminie bieżące sprawy. Byli 2 Niemcy z tym, żeby Gmina wydała polecenie kupcom „abonowania”„Verordnungsblattu” [Dziennika zarządzeń].” [1 V 1940] (s. 86)

„Rano Gmina. Mende kieruje 5 Żydów za karę na miesiąc do Batalionu Pracy. Delingowski zażądał do 13 bm. nowego uzupełnienia 5000 kartzkartoteki robót przymusowych (dochody poszczególnych osób).” [7 V 1940] (s. 87)

„Rano Gmina. Wpływy małe.” [9 V 1940] (s. 88)

„Rano Gmina. O 6 rano byli lotnicy z robotnikami (pieniądze, lon).” [11 V 1940] (s. 88)

„Rano Gmina. JDC nie ma grosza, depeszuje o pieniądze do USA. Prosi Gminę, aby też depeszowała. Zmniejszone wpływy w Gminie. Wielkie kłopoty z robotnikami wobec braku lonu dla nich. Dziś i jutro chrześcijańskie święta - Gmina, jak zwykle, czynna.” [12 V 1940] (s. 89)

„Do Gminy. O 11-ej przyszli uzbrojeni, zmuszając do wypłaty zł 1700. O 12-ej zjawił się major Kaczor z dwoma policjantami w sprawie zarekwirowania maszyn ze szkoły rzemieślniczej. Oświadczyłem, że większość należy do JDC. Zarekwirowali 3 tokarki, i wiertarkę i 1 szlifierkę. Robotnicy sprowadzają i terroryzują w sprawie wypłat. Mam wrażenie, że macza w tym ręce Hasensprung i Halber, a potem opowiadają gdzie indziej o nieporządkach. Zundelewicz i Rozen zawiedli zupełnie -mali i nieudolni ludzie.” [14 V 1940] (s. 89)

„W Gminie ogonek w sprawie zaaresztowanych ostatnio na ulicach. Tragiczna sytuacja z robotnikami. Pensji dla urzędników nie ma.” [16 V 1940] (s. 89)

„W Gminie machlojka w Batalionie. Od Żyda, który na Bat[alion] dał za maj 100 zł, zażądano 400 zł ponadto. W sklepie był u niego nasz grupowy i żołnierz. Mocno podejrzany jest urzędnik. Sprawa w toku.” [18 V 1940] (s. 90)

„W Gminie wiadomość, że wczoraj wezwani na Szopena Goldfeil i Halber. Pierwszy 20 batów 75, drugi 10 batów. Bił nasz robotnik. Jutro wniosę skargę.” [19 V 1940] (s. 90)

„Na dziedzińcu Gminy wykopano konie pokryte wapnem. Wyglądały jak duże śledzie przed smażeniem!” [20 V 1940] (s. 91)

„Delingowski zjawił się do Gminy w sprawie archiwum i zapowiedział, że jutro będzie Kulski w tejże sprawie w Gminie.” [21 V 1940] (s. 91)

„Na 8 do Gminy. O 8.30 był burmistrz Kulski z Delingowskim w sprawie archiwum.” [24 V 1940] (s. 91)

„Do Gminy zjawił się Brandt z kolegą i zażądał danych o Gminie, JDC i JSS ±300000 zł Funduszu Emigracyjnego nie wolno zużyć. Potem przybyli z SS Avril z towarzyszem celem otwarcia Muzeum. Klucze nie pasowały, zapowiedzieli przybycie na 9 rano jutro, przeniosą resztę Muzeum do jednego pomieszczenia i zamkną, resztę pomieszczeń zwolnią. Zapytali, czy ludzie mówią, że o 6 pp. nie będzie wolno chodzić po ulicy. Zapytałem, czy to prawda, odpowiedzieli, że nie. Powiedzieli, że Calais zostało wzięte onegdaj.” [27 V 1940] (s. 93)

„W Gminie delegacja - zaaresztowano wszystkich mężczyzn od 18 do 50 lat z ulicy Gęsiej 7 i 10. Gestapo miało otworzyć pomieszczenie Muzeum, lecz nie otworzyło." [28 V 1940] (s. 93)

„W Gminie zebranie administratorów i właścicieli domów. Jak zwykle przemawiałem do nich, nawołując do wydawania obiadów przez zamożniejszych, czystości w domach, uregulowania spraw robotniczych etc.” [4 VI 1940] (s. 95)

„Rano dr Kuhn, docent z Tübingen. Rozmowa z prof. Bałabanem na tematy archiwalne i biblijne. Obejrzał Archiwum. Muzeum otwarto - zbiorów ani gablotek nie ma.” [6 VI 1940] (s. 95)

„Rano Gmina. Mende z docentem Kuhn otworzyli skrzynię gdańską. Same akty bez znaczenia.” [7 VI 1940] (s. 95)

„Rano Gmina. Zjawił się niejaki Lesselbaum, zamieszkały w „Postbauleitung”, i zapytał dlaczego go zwolniono. Nadmienił, że z ramienia władzy siedzi w Gminie. Wkrótce zadzwonił &amp;lt;&amp;lt;Chef Ehrwulf&amp;gt;&amp;gt; u Postbauleitung, że ma pracować i otrzymać gażę. Dał termin do poniedziałku rano. Lesselbaum kieruje współpracowników do domów &amp;lt;&amp;lt;bogatych&amp;gt;&amp;gt; Żydów i wymusza datki na rzecz Batalionu.” [8 VI 1940] (s. 95)

„Rano do Gminy. Rozmowa z sekcyjnym Batalionu.” [9 VI 1940] (s. 96)

„Zebranie w Gminie w sprawie pożyczki u różnych obywateli. Wpływy dziś mierne: 7000 zł.” [17 VI 1940] (s. 97)

„W Gminie o 11-ej dwóch policjantów niemieckich z niejakim Popiołkiem, sekcyjnym w Uniwersytecieopieniądze dla robotników, Raab grozi, że zrobi obóz koncentracyjny] z 20000 Żydów, jeżeli za mało będzie przychodziło Żydów.” [18 VI 1940] (s. 97)
„Rano. Do Gminy Niemiec z robotnikiem o wypłatę lonu. Obruszył się na moją uwagę, że przychodzi podburzony. Sekcyjny - obecny przy tym - nadmienił, że jednak podburzono przeciwko Gminie. Potem Templowa z płaczem, krzykiem i wyrzutami, że nic nie zrobiłem dla jej męża i że o 6 rano dziś go wysłano. Celem uspokojenia jej pojechałem z nią do Gestapo i interweniowałem. Tam nic nie wiedzą o wysyłce. Zbadają. Wróciłem do Gminy.” [20 VI 1940] (s. 98)
„W Gminie 8-miu po kolei interwencjonistów w sprawie Batalionu.” [22 VI 1940] (s. 99)

„Rano Gmina. Kłopoty finansowe. Nominacje do 7 członków prezydium JSS w Krakowie. Z Warszawy czterech: Zabłudowski, Weichert, adw[okat] Wielikowski, Jaszuński. Zebranie daniny. Wpływy mierne. Robotnik-Żyd zjawił się niby towimieniu M[endego], wylegitymowany -inne nazwisko i adres.” [23 VI 1940] (s. 99)

„Do Gminy zgłosili się pierwsi pobici za nieoddawanie honorów.” [1 VII 1940] (s. 101)

„Zgłaszają się Żydzi, których biją za to, że się kłaniają.” [1 VII 1940] (s. 102)

„Poleciłem wywiesić w Gminie plakat o ukłonach Żydów i Żydówek.” [1 VII 1940] (s. 102)

„Wpływy do Gminy lepsze. Dziś otrzymałem z Banku pierwsze 30000 zł.” [2 VII 1940] (s. 102)

„W Gminie odwiedził mnie Heilmann.” [4 VII 1940] (s. 102)

„Do Gminy zjawili się administratorzy, że zabiorą domy żydowskie i ich się pozbawi posad.” [6 VII 1940] (s. 102)

„Gmina, awantury na tle żądań szpitala (znowu grożą strajkiem głodowym), sierocińce z Wolskiej etc. Rzemiosło (organizacja) nie zajmuje się sprawą dostawy rzemieślników, np. krawcy patrzą spokojnie, jak się Gmina boryka, opłacając 70 krawców po 10 zł dziennie.” [8 VII 1940] (s. 103)

„Do Gminy Avril z towarzyszem, zażądał preliminarza, grafikonu pracy.” [10 VII 1940] (s. 104)

„Gmina. Sprawa zwolnienia biednych z opłat za karty chlebowe. Wpływy bardzo słabe. Wysłano 10 przedstawicieli na miasto do opornych płatników, aby wpłacili daninę. Do Gminy nadszedł list z Generalgouvernement (Abt[eilung] Treuhandstelle),wktórego myśl zarząd domem Gminy przy Grzybowskiej 26 przejmuje ktoś (podpis niewyraźny). Zabrania pobierania komornego, zapowiadając, po zbadaniu sytuacji, ile będzie wypłacać właścicielom. Reszta ma być wpłacona na Sparrkonto. Analogiczne listy otrzymali inni właściciele domów. Jutro w tej sprawie idę do Leista.” [11 VII 1940] (s. 104)

„Do Gminy w Warszawie zjawił się polski adwokat, komisaryczny nadzorca.” [13 VII 1940] (s. 104)

„Do Gminy. Konferencja w sprawie zwolnienia od dopłaty na kartki chlebowe.” [13 VII 1940] (s. 104)

„Po obiedzie goście - klienci do Gminy.” [15 VII 1940] (s. 104)

„Przed Gminą ogony zwalniających się od dodatku do kart chlebowych. Zwolniono ponad 40000 osób. O 1 pp. musiało się zamknąć Gminę. Wpływ do dnia wczorajszego 100000 zł za 50000 kart, czyli bardzo mało. Dziś frekwencja większa. Termin przedłuży się o 2 dni.” [16 VII 1940] (s. 105)

„Sprawa domów odłożona do 15 sierpnia. Pogłoska, że część żyd[owskich] domów będzie administrowana przez KKO, część przez sędziów, a część przez jakąś trzecią jednostkę. Jutro mam w sprawie domów odwiedzić Leista. Również w sprawie drukarni, litografii etc. Dziś przybyli dwaj oficerowie z Arbeitsamtu, omówili kwestię pracy przymusowej, obejrzeli biura.” [16 VII 1940] (s. 105)

„W Gminie rodziny zaaresztowanych w styczniu, szturm do drzwi. Przyjąłem delegację 4 osób - obiecałem do wtorku dać informację. Konferencja z Weichertem i resztą delegacji do Krakowa. Do wczoraj włącznie na karty chlebowe wpłacono zł 420000. Dziś i jutro wydają jeszcze karty.” [16 VII 1940] (s. 105)

„Konferencja z Weichertem i resztą delegacji do Krakowa. Do wczoraj włącznie na karty chlebowe wpłacono zł 420000. Dziś i jutro wydają jeszcze karty.” [18 VII 1940] (s. 105)

JA, I
„Rano powrót do Gminy z Otwocka.” [21 VII 1940] (s. 107)
JA/ONI, I
„Dziś przyniósł do Gminy Langier prospekt Gazety Żydowskiej”.W zestawieniu styczniowym Bojko Azriel figuruje pod literą A i pod literą B. Raz -według informacji -żyje, raz nie. Wobec tego prosiliśmy o ponowne sprawdzenie listy. Jedna z żon nie wierzy w śmierć, bo jej jasnowidz powiedział, że mąż żyje. W nr 171 „Warschauer Ztg”ukazało się sprawozdanie z odczytu docenta dra Seraphima o Żydach. Pisze on, że „konstruktive Lösung erforderlich”. „Man muss sich dabei die wesentliche Erkenntnis vor Augen halten, dass die Restriktion des Judentums allein nicht genügt. Anstelle der Einschränkung des Einflüsses und anstelle der Isolierung des Judentums muss vielmehr eine konstruktive Lösung treten, die die oben bezeichneten Massnahmen wirkungsvoll ergäntz”. [22 VII 1940] (s. 107-108)
„W Gminie delegacja kobiet styczniowych. Wyszedł dziś I-szy numer „Gazety Żydowskiej”. Nie wiem, dlaczego przypomniała mi się z dzieciństwa szkoła złodziejów na Ptasiej.” [23 VII 1940] (s. 108)
„Gmina zablokowana przez tłum o kartki chlebowe. Wydaliśmy dziś darmo kartki.” [25 VII 1940] (s. 108)
„W Gminie normalnie.” [27 VII 1940] (s. 108)
„Gmina. O 1.30 zebranie administratorów. Co najmniej 600 osób. Po naszych przemowach zjawił się Paemeler, inspektor Arbeitsamtu, i przemówił, że robotników zgłasza się za mało i że zastosuje sankcje, o ile to dalej tak trwać będzie.” [30 VII 1940] (s. 109)
„Na schodach Gminy uchodźcy z Krakowa.” [2 VIII 1940] (s. 109)
„Po obiedzie zebranie w Gminie w sprawie sierocińca na Wolskiej. Przemawiałem i żona.” [7 VIII 1940] (s. 110)
„O 2 więc w Gminie. Zjawił się Paemeler i wygłosił przemówienie o obozie pracy, mówiąc, że ma syna i córkę w takim obozie. Jest około 500 ochotników. W środę wyjazd. Otrzymałem listę styczniowców. Teraz trzeba zawiadomić rodziny. 158 osób nie żyje na 260.” [12 VIII 1940] (s. 113)
„O 3 pp. przybył do Gminy Supinger. Poruszyłem z nim sprawy domów, kursów fachowych, kin, parków etc. Powiedział, że szukają parku dla Żydów. Ogród Krasińskich nie wchodzi w grę.” [13 VIII 1940] (s. 113)
„Heilmann odwiedził mnie w Gminie i omówił uzupełnienie statutu podatkowego. Z 300000 będę musiał zł 100000 dać na JSS.” [13 VIII 1940] (s. 113)
„7.30 dwie żony w sprawie ich mężów. Pono wysłani. Nie otrzymaliśmy jeszcze zezwolenia na listowne zawiadomienie rodzin. Heilmann odwiedził mnie w Gminie i omówił uzupełnienie statutu podatkowego. Z 300000 będę musiał zł 100000 dać na JSS. Zbiórka na robotników daje już rezultaty. Scena z Różańską.” [13 VIII 1940] (s. 113)
„Do Gminy zjawił się jakiś funkcjonariusz i pobił za niewypłacenie lonów Goldfeila i Aronsona.” [15 VIII 1940] (s. 113)
„Do Gminy. Na mieście rekwizycje urządzenia domowego na podstawie zarządzeń Gubernatorstwa, podpisanych przez dra Hartmanna. Dziś otrzymano zezwolenie na zawiadomienie rodzin styczniowców o losie najbliższych. Rozesłano 10 par porządkowych do tych,których krewni nie żyją. Ponadto zawiadomiono tych, których krewni żyją. Wszystko ustnie. Dziś o 9 wieczór wyjeżdża I-sza partia do obozu pracy. Z Paemelerem i naszym radcą Zabłudowskim. Nie wiadomo, czy w Verteilungsstelle30nie będą rozproszeni. Daliśmy im papierosy, koszule, buty etc. Niewiele tego, niestety, było.” [16 VIII 1940] (s. 113-114)
„Rano powrót do Gminy. Wczoraj i dziś 80% rodzin, które zawiadomiono, z interpelacjami do Gminy, między innymi Zamenhofowa i Mincowa. Od władz zezwolenie na prowadzenie kursów fachowych.” [18 VIII 1940] (s. 114)
„Rano Gmina. Zbiórka - pewna obywatelka ofiarowała na robotników do obozu biusthalter. Do Gminy niejaki „Abramek”... - z żołnierzem, Abramek wyrzucony z Batalionu przyniósł list Hauptmanna, że jest niezbędnie potrzebny. Nie zgodziłem się i skierowałem z wyjaśnieniem Signera38. Wyjechał Zabłudowski do Lublina w sprawie obozu. Po południu depesza z Lublina od inspektora (Arbeitsamtu), aby przysłać dla 500 robotników kubki, koce etc. Konferencja szkolnictwa zawodowego. Uruchamiamy na razie kursy na 300 uczniów. Podobno dozorcy, służące etc. w domach na krańcach dzielnicy obramowanej murami złożyli memo do władz o wyrugowanie Żydów z domów. W Izbie Przemysłowo-Handlowej niejaki Glinicki zgłosił wniosek o wyrugowanie Żydów z handlu ulicznego z tym, żeby to podać władzom.” (s. 114)
„Zjawili się do Gminy dwaj przedstawiciele obozu pracy (inspektor Holzheimer) opowiadając, że nasi robotnicy są w Józefowie pod Lublinem, że mają gdzie spać i kantynę. Zażądał od nas, w myśl swej depeszy, ekwipunku dla 500 robotników. Powiedział, że niepotrzebnie daliśmy pieniądze Judenratowi w Lublinie, który ze wszystkich stron domaga się pieniędzy. Powiedział, że robotnicy otrzymują 1,50, 2 i 2,50 zależnie od wydajności -roboty melioracyjne39. Zaprosił kilku członków Rady do obejrzenia obozu. W sprawie ekwipunku ma się odbyć posiedzenie z Paemelerem o 3 pp. Dostawa 700 ludzi do wyjazdu na dzień dzisiejszy udaje się.” [18 VIII 1940] (s. 114)
„W Gminie wiadomość, że rozszerzono dzielnicę niemiecką w Warszawie. Blok ten ograniczony jest lewą stroną Marszałkowskiej (od Królewskiej) do Wisły. W bloku tym mieszka około 20000 Żydów. Poza tym wyrzuca się Żydów i z innego bloku.” [19 VIII 1940] (s. 114)
„Gmina. Pocztówka robotnika z Lublina do rodziców, pełna zwątpienia. Telefon Rady z Lublina, że robotnicy z Warszawy przybyli nie mają co jeść. Obiecałem za 3 dni zapłacić 3000 zł za jadło. Arbeitsamt powiadomiony i skutku nie osiągnie. Kieruję Zabłudowskiego do Lublina.” [21 VIII 1940] (s. 115)
„Rano do Gminy. Zapytał mnie ktoś, na czym polega moja prezesura. Odpowiedziałem, że to jest amortyzacja brzucha.” [24 VIII 1940] (s. 116)
„Wiadomość, że do obozów pójdzie 20000 Żydów z Warszawy. Odbyłem po obiedzie konferencję z komisją Batalionu. Zarządziłem permanentne urzędowanie komisji. Signer z Arbeitsamtu dowiedział się, że opornych oddadzą do SS. Zbiórka na jutro 700 osób idzie źle. Jutro z rana roześlemy porządkowych do domów.” [26 VIII 1940] (s. 117)
„Rano Gmina. Robotników do obozu niewiele. Z rana około 300, a trzeba 700. Rozsyła się do domu nakazy. Lekarzy nie można namówić do wyjazdu. Stawiło się 519, w tym 470 z Warszawy. Kilkunastu z ulicy. Jeden się zjawił, aby zastąpić brata-wzięto obu. Na piątek mamy uzupełnić 180.” [27 VIII 1940] (s. 117)
„Rano Gmina. Wysiedlenie Żydów z mieszkań trwa z zabieraniem wszystkiego. Dziś wywieźli Mosina. Glazer musi oddać nawet pachnidła. Poobiedzie konferencja w sprawie montażu JHK. Z Tomaszowa Lub[elskiego] telefon o Bełżcu. Trudności z wyżywieniem etc.” [27 VIII 1940] (s. 117)
„Rano do Gminy. Opowiadano mi o niejakim Rapaporcie, biologu, który się roześmiał przed samą śmiercią. W Gminie płacz matek. Zarządziłem, aby zbiórka zaczęła się jutro. Około 70 osób idzie za miasto zbierać. 500 koców i 500 koszul daję z kwarantann. Zakupię miski, kubki i łyżki. Zasady: 1) żonatych nie brać, 2) rabini, inteligencja, zawodowo czynni ze świad[ectwem] przemysłowym], świadectwem pracy i książeczką ubezpieczalni, chalucy w Grochowie, 3) wykupy, 4) komisja przyjmowania podań o odroczenie, 5) komisja ustalająca wykup.” [1 IX 1940 ] (s. 119)
„Rano Gmina.” [2 IX 1940 ] (s. 118)
„Rano Gmina. Na Kawęczyńską prawie nikt się nie stawił. Paemeler odroczył do piątku 1000 robotników. Byłem na Szopena u ... Oberscharführera (Schlosshauptmann). Pragnie wyrzucić Signera. Uspokoiłem. Poza tym żąda, aby 14 rob[otników] płatnych, 200 rob[otników], 50 kobiet i 35 rob[otników] wykwalifikowanych] pracowało bez zapłaty z jego strony. Poza tym różne inne żądania.” [3 IX 1940] (s. 118)
„Rano Gmina. Awantury dorożkarzy, którym odebrano koncesje .W tej sprawie wniosłem podanie -niecierpliwią się.” [4 IX 1940] (s. 119)
„W Gminie odwiedził mnie w towarzystwie SS-owca i kierownika Ernährungsamtu [Urząd Wyżywienia] z Łodzi Rumkowski. Twierdził, że ma ministerstwa i że budżet jego wynosi Mk 1500000. Na zapytanie, dlaczego listy nie dochodzą do niego, odrzekł, że wkrótce sprawa będzie uregulowana.” [5 IX 1940] (s. 119)
„Na konferencji L[eist] przedstawił mnie jakiemuś wyższemu urzędnikowi z dystryktu. Zażądał, aby robotnicy z Batalionu nie szli przez aleje i plac. Potem urzędnik zaproponował, abym zorganizował 3000 porządkowych. L[eist]oświadczył, że cała policja polska ma 3000,awięc wystarczy dla nas 1000. Dodał, że mamy otrzymać „Selbständige Autonomie”. Urzędnik zapytał, dlaczego siedzimy na Grzybowskiej, czy nie lepiej by było na Elektoralnej, wzgl[ędnie] na Lesznie. Jak rozumieć należy, chodzi o otwarte ghetto w Sperrgebiecie.” [20 IX 1940] (s. 122)
„Schubert dzwoni, że jutro dygnitarze zwiedzą Gminę, szpital, Wolską etc.” [2 X 1940] (s. 125)
„Rano Gmina. Nowy Rok żydowski! O g. 3 pp. nadjechał Schubert. W ½ godziny po nim przyjechał Staatssekräter Bühler w otoczeniu (Schoena, Schuberta etc.).” [3 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [4 X 1940] (s. 126)
„Rano przed Gminą demonstracje kobiet, matek obozowców. Porządkowi zatrzymali moje auto na rogu Grzybowskiej.” [5 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [6 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [7 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [8 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [9 X 1940] (s. 126)
„Rano Gmina.” [10 X 1940] (s. 127)
„Rano Gmina.” [11 X 1940] (s. 127)
„Dziś Sądny Dzień. W Gminie tylko dyżury.” [12 X 1940] (s. 127)
„Rano Gmina.” [20 X 1940] (s. 129)
„Rano Gmina.” [6 XI 1940 ] (s. 132)
„Rano Gmina.” [7 XI 1940 ] (s. 132)
„Cały dzień w Gminie.” [10 XI 1940 ] (s. 132)
„Rano Gmina.” [18 XI 1940 ] (s. 134)
„Rano Gmina.” [4 XII 1940] (s. 137)
„Rano Gmina.” [5 XII 1940] (s. 137)
„Rano Gmina.” [6 XII 1940] (s. 138)
„Rano Gmina.” [7 XII 1940] (s. 138)
„Rano Gmina.” [9 XII 1940] (s. 138)
„Rano Gmina.” [11 XII 1940] (s. 138)
„Gmina.” [12 XII 1940] (s. 138)
„Gmina.” [13 XII 1940] (s. 138)
„Rano Gmina. Zwiedziłem warsztaty i skład na Prostej, Tłomackie 13.” (s. 141)
JA/ONI, II B
„Gmina. Smutne wiadomości z obozów. Haendel z Fuerstenbergiem wrócili z Garwolina, dokąd pojechali z Hentschke i zwolnili wziętego do obozu porządkowego Pasensteina [?]. Zjawił się w Gminie chłopiec ochotnik, który poszedł do Garwolina. Zabrano mu buty i odzież etc.” (s. 141)
„Rano do Gminy. Mende i wycieczkowicze z Wehrmachtu. Poinformowałem o Gminie. Potem Zabłudowski wyjechał z nimi na objazd.” (s. 141)
„Rano Służba Porządkowa z Szeryńskim. Mende omówił sprawę zebrań, o których trzeba go zawiadamiać. Przyjął raporty o stosunku Lagerschutzu do robotników w obozach. Kratz przyjął mnie Szeryńskim. Zażądał danych o urodzeniach i śmiertelności dzieci.” (s. 142)
JA, II B
„Rano Gmina. Potem Urząd Skarbowy.” (s. 165)
„Rano Gmina” (s. 171)

„Rano Gmina. Mende oświadczył, że Palfinger jest ze mnie i z Rady niezadowolony. Powinien mieć 30 mln zł na artykuły dla dzielnicy żydowskiej. Wezwie mnie i członków Rady na konferencję. Dr Nossig prosił mnie o pomoc materialną. Poza tym ględził o mnie w związku z niedawnymi przejściami.” (s. 172)
„Rano Gmina. Potem w Gestapo. Przedstawiłem Mendemu plan odczytów Zweibauma etc. celem zalegalizowania ich. Dziś odbyło się pod protektoratem dra Milejkowskiego rytualne obrzezanie w jakiejś rodzinie dla lekarza etc. Gestapo. Potem demonstracja dorosłego człowieka.” (s. 172)
„Rano Gmina. O 3 pp. pogrzeb Berensona. Podobno, jak powiadają, nazywał mnie w „ostatnich” czasach „świętym”.” (s. 172)
„Rano Gmina. Potem do Brandta.” (s. 174)
„Rano Gmina. Potem u Mendego w sprawie Lagerschutzu i wczorajszych wykroczeń na Lesznie. U Brandta w sprawie ostatnich wypadków. Potem u Kratza w sprawie epidemii. Zameldowałem się do K., polecił przyjść w poniedziałek. Z obozów pracy wieści smutne. Żywność mała, stosunek niedobry. Wczoraj Lagerschutz wziął do obozu 3 porządkowych, 2 z nich zwolniono, 1 poszedł.” (s. 174)
„Rano Gmina. Nossig opowiedział mi, że matka – Żydówka opuściła dwoje dzieci na ulicy i zaprzeczyła tłumowi, że to jej dzieci, choć krzyczały: mamo! W telefonicznej kabinie skradziono puszkę na cele dobroczynne z groszakami. O 8-mej rano zjawili się filmowcy z Aussendienstu i zrobili zdjęcie w warsztatach przy Gminie. Po obiedzie idę z Zabłudowskim do teatru.” (s. 175)

„Rano Gmina. Zjawili się filmowcy. Przywieziono 5 trupów z obozu. „Zofiówka” nadesłała 10-ro dzieci do Gminy. (…) Zjawili się rabini z Michelsonem na czele i podziękowali za sobotę. Nawoływałem ich do tego, aby stworzyli rabinat i radziłem, aby wybrali naczelnego rabina i wzięli się do odbudowy bóżnic.” (s. 175)
„Byłem u Mohnsa [zastępca SA-Standartenführer’a Waldemara Schona], lecz nie zastałem. Jutro święto u władz (1 Maja).” (s. 175)
„Rano Gmina. Potem zawiozłem do Gestapo memo o obozach (91 wypadków śmierci).” (s. 176)
„Rano Gmina. Byłem u Kamlaha.” (s. 177)
„Rano Gmina. Potem w warsztatach na Prostej. Rozmowa z przedsiębiorcą Toebbensem i dr. Lautzem. Toebbens rządzi warsztatami, zaprowadził dyscyplinę. Obaj pragną, aby Rada Żydowska dbała o robotników (żywność, węgiel, buty, kąpiele etc.), bo lon wypłacony nie pokrywa potrzeb robotników. Potem u Bischofa. Mowa o racjach żywnościowych, telefonach dla Rady, kuchniach. Radził pójść do Wieganda. Potem u Mikuleckiego.” (s. 178)
„Rano Gmina. Mohns zawiadomił, że gubernator mnie nominował na burmistrza dzielnicy żydowskiej.” (s. 180)
„Gmina Rano. Potem u Auerswalda. Oświadczył, że gubernator odłożył intromisję na przyszły tydzienń. Potem u Kamlah. Doręczyłem memo o obozach i o położeniu uchodźców oraz dane o śmiertelności.” (s. 180)
„Dzień pełen wrażeń. Rano do Gestapo. Oświadczyłem Müllerowi, że od 1 do 15 maja zmarło ponad 1700 Żydów i Żydówek. Wytłumaczyłem, że to na skutek małych kontyngentów żywnościowych (13 groszy przeciętnie dziennie dla Żyda - 35 groszy dla Polaka). Prosiłem o extra kontyngenty dla policji i urzędników. Müller obiecał, że zadzwoni do Ernährungsamtu. Potem do Brandta i do Kratza. Pierwszy pytał, czy Kon i Heller należą do 13-ki. Drugiemu powiedzieliśmy o „działalności” 13-ki. Był ze mną Szeryński. Wróciwszy do Gminy zostałem wezwany do gubernatora Fischera. Niestety auto było w drodze. Spóźniłem się i nie dotarłem. Na schodach spotkałem Müllera i jego pomocników, Leista. Z boku zauważyłem oddzielnie Schoena. Leist zapytał, ile mamy kuchen. Müller zauważył, że był u gubernatora. Auerswald zaprowadził mnie do siebie i oświadczył, że w środę mam się zameldować u gubernatora. Dodał, że należy zorganizować wspólne kuchnie, bo tego wymaga „der Zug der Zeit”. Po obiedzie zjawił się do mnie dr Wielikowski i oświadczył, że był u Auerswalda który jest zadowolony, że A[uersawalda] zaprosiłem do Rady.” (s. 183)
„Rano Gmina. Odbyło się uroczyste otwarcie kuchni. Jest to I kuchnia polowa, która będzie rozwoziła kawę, chleb etc. Przemawialiśmy ja i Niunia. Potem zwiedziliśmy Komendę Główną Policji Żydowskiej. Miała ona ogródek, ale kilka dni temu zabrano prawem kaduka ogród i oddzielono go 4- metrowym murem, choć posesja była w ghetcie.” (s. 186)
„Rano Gmina. O 10-ej w Ordnungspolizei u Kommandeura Petscha i szefa jego sztabu Schaefera. Referowałem stan ludności i śmiertelność. Potem u Kamlah.” (s. 186)
„Rano Gmina. Przygotowanie zestawienia kuchen. O 3 pp. u Auerswalda. Przedstawiłem plan odezwy dożywienia ludności i dane z ankiety o kuchniach. A[uerswald] oświadczył, że 13-ka zostaje podporządkowana Radzie. Gancwajcha należy przyjąć do Gminy. Na zapytanie, czy mam go przyjąć do Rady, odpowiedział, że nie jest konieczne. Może zostać (ewentualnie) „referentem prawnym”. Gancwajch nadesłał dziś list z prośbą o przyjęcie go.” (s. 187)
„Rano Gmina. O 9.30 w synagodze na Tłomackiem. Wyniosłem Torę i dwa razy przeszedłem z nią synagogę. Na zakończenie dnia świątecznego w synagodze (Zielone Świątki) zasłabł kantor (paraliż). Musiano go odwieźć do szpitala. Po synagodze zwiedziłem aprowizację. Omawiano dalszą taktykę w Transferze.” (s. 188)
„Rano Gmina. O 9-ej u Palfingera. Poruszyłem sprawę kuchen - mąkę żytnią należy może wymienić na pszenną, bo z zupy wychodzi klajster. Atmosfera w Transferze. Bischof jako kierownik. Zapytałem A[uerswalda], czy ma już personel, bo na liczne listy nie ma odpowiedzi. Zwiedziłem 4 kuchnie. Zupy z żytniej mąki, o ile dodać włoszczyzny i tłuszczu, nie są takie złe, jak mi opowiadano. W kasie Gminy z rana miałem 90 groszy.” (s. 190)
„Rano Gestapo. Kratz złamał rękę. Na Ceglanej uroczystość ofiarowania karetki szpitalowi. Potem zebranie w Gminie Patronatu nad orkiestrą. Niunia przewodniczyła.” (s. 190)
„Rano Gmina. O 4.30 u Auerswalda. Obiecał ogród Krasińskich i rozszerzenie ghetta. W sprawie Überwachungsstelle oświadczył, że Szeryński podporządkowuje wszystkich jako zwykłych porządkowych - Gancwajcha, o ile będzie brykał, zawezwie do siebie. Chce dać 3 przepustki zwalniające od noszenia opaski. Zgodził się na zamianę mąki żytniej na inne artykuły.” (s. 190)
„Rano Gmina. O 5.30 u Auerswalda. Oświadczył, ze Gancwajch ma być u mnie „Beaftragte” pełnomocnik i przejść przez wszystkie wydziały. Zlustrowałem szereg młynów, celem zbadania sprawy przemielenia owsa.” (s. 191)
„Rano Gmina. Zebranie Radców, delegatów do władz celem uzgodnienia tematów.” (s. 191)
„Rano Gmina. O 3 pp. u Auerswalda. Obiecał w ciągu 3 miesięcy dostarczać do kuchni po
500 ton cukru i 10 000 kg mięsa. Ponadto da tłuszcz (olej rzepakowy). Przedstawiłem Milejkowskiego. Z owsem problemat mielenia w ghetcie.” (s. 191)
„Rano Gmina. O 4-ej u Auerswalda.” (s. 191)
„Rano Gmina. Potem u Kommandeura Gestapo. Wezwał Brandta i zapytał o 13-kę. Polecił wezwać Gancwajcha, Sternfelda i Lewina. Dzwonił Bischof. Polecił wezwać Radę Gospodarczą na posiedzenie nie do Rady, ale w Zakładzie Zaopatrzenia. Ja mam być gościem. Lichtenbaum senior i First podali się do dymisji.” (s. 193)
„Rano Gmina. O 9-ej u Auerswalda. Wesz nie na naszych listach. Przedłożyłem plan komercjalizacji Wytwórczości i Zakładu Zaopatrzenia. Równocześnie Orlean niepotrzebnie doręczył to Bischofowi, który ma niezrozumiałe dla mnie zastrzeżenia. Prosiłem o przynaglenie sprawy pożyczki i ogrodu Krasińskich.” (s. 193)
„Rano Gmina. O 11.30 u Auerswalda. Gancwajch ma zostać inspektorem w Radzie. Byłem u Bischofa z tym, że na posiedzeniu Rady Gospodarczej nie będę.” (s. 193)
„Rano Gmina. W ZSS strajk. Obiady są zagrożone. Wczoraj wydano ponad 103 000 porcji. O 9.30 u Auerswalda. Oświadczył, że na razie nie mam Gancwajchowi dać żadnej odpowiedzi. G[ancwajch] zjawił się do Gminy o 11-ej.” (s. 194)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Dla służby kontyngenty aryjskie, ale z ogólnego przydziału.” (s. 195)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Wczoraj Szeryński zmusił kupców, aby otworzyli sklepy i piekarzy - piekarnie. Pasek, z rana bardzo silny, pękł. Gubernator zażądał sprawozdania z wydawania obiadów. Sam jem codziennie zupę w Gminie.” (s. 195)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda w sprawie przydziałów dla pracowników Gminy, JSS i Służby Porządkowej. Sprawy te i wszystkie inne nie ruszają się naprzód.” (s. 195)
„Rano Gmina. O 3-ej u dra Rodiga, Lehbanda i Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Uchwalono, aby ZZ był podporządkowany nadal Radzie Żydowskiej. Auerswald żąda ustąpienia dra Milejkowskiego. Uspokoiłem, że przyciągnę całe społeczeństwo do walki z epidemią.” (s. 195)
JA/ONI, II B
„Rano Gmina. Glücksberg kupił mi pudełko proszków od bólu głowy. Jakiś chłopiec wyrwał mu na ulicy i zaczął zjadać proszki.” (s. 196)
JA, II B
„Rano Gestapo. Potem Auerswald. Dał mi budżet miejski do opracowania naszego budżetu. Doręczyłem mu statut Zakładu Zaopatrywania.” (s. 196)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Polecił zarejestrować cudzoziemców-Żydów w ghetcie. Odwiedzić Fribolina (burmistrza z Karlsruhe) w sprawie budżetu ghetta. Odwiedziłem. (s. 196)
„Rano Gmina. Potem u Kulskiego z Rozenstadtem, Ivánką i wiceburmistrzem. Konferencja w sprawie budżetu Rady. Opracowujemy budżet Rady. Ilość obiadów przekroczyła 118 000. Robotników w warsztatach jest niewiele (około 2100). Padają dalej trupy.” (s. 196)
„Rano Gmina” (s. 196)
„Rano Gmina. Potem Kratz i Mende z Szeryńskim.” (s. 197)
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem żydowski areszt na Gęsiej. Lepiej urządzony niż Pawiak. Wreszcie u Auerswalda i Rodiga. Pierwszy oświadczył, że areszt po niemiecku nie powinien się nazywać „Gefängnis” ale „Arrestanstalt”. Drugi interweniował w sprawie owsa, nie dostarczonego dla kuchen przez młyn Janickiego. Następnie przeczytał denuncjację o Zakładzie Zaopatrywania i przytoczył, że „Gazeta Żydowska” też źle o Zakładzie Zaopatrywania pisze.” (s. 197)
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem Umschlagplatz. Ogromny obszar, potężne zakłady, liczny personel” (s. 197)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda, Schlossera i Grasslera biezące sprawy. Fogla pobito dziś, gdy szedł z listami do komisarza na podwórzu. (s. 198)
„Rano Gmina. O 10-ej z Rozenem u Auerswalda. Oświadczył, że kilkudziesięciu robotników uciekło z obozu w Dębicy. Jeżeli uciekają poza granice GG, to o to mniejsza, ale jeżeli „się szwendają” po GG, to wyciągnie się z tego konsekwencje. Żydzi zdaniem A[uerswalda] winni dać dowód dobrej woli i zgłaszać się do pracy. Inaczej ghetto otoczy się drutem kolczastym. Jest go dosyć, bo w Rosji wiele go zdobyto. Pierścień się zacieśni coraz więcej i naprawdę ogół pomału wymrze.” (s. 198)
„Rano Gmina. Jak zwykle posiedzenie Rady etc. Dziś 28-ma rocznica naszego ślubu, bez Jasia.” (s. 198)

„Rano Gmina. Dzień normalnej pracy. Od kilku dni strzelają do spacerowiczów po 9 wieczorem. Dziś w dzień to samo.” (s. 199)

„Rano Gmina. Od kilku dni szalone upały.” (s. 199)
„Rano Gmina. O 10.30 z Rozenem u Auerswalda. Zapowiedział zmianę granic ghetta. Skieruje list o stosunki ludnościowe w poszczególnych blokach. Nie radzi bać się, że właśnie te bloki odpadną. Zapowiedział budowę baraków dla rozszerzenia ghetta.” (s. 199)
„Rano Gmina. 2 razy byłem u Auerswalda. Nie mógł mnie przyjąć. Byłem z jego polecenia u Steyerta. Zażądał statystyki ludnościowej: 1) Sienna-Pańska, 2) Pańska-Grzybowska, 3) Grzybowska- Chłodna. Chodzi o wydzielenie z ghetta tego tzw. małego ghetta. (s. 199)
„Rano Gmina. Normalna praca. Byłem u Podwińskiego w sprawie budżetu.” (s. 199)
„Rano Gestapo. Potem Gmina.” (s. 199)
„Rano Gmina. Przyjechał Kamlah z adiutantem dr Meyerem. Zwiedził szkołę rzemiosł i kuchnię. Potem poszli do Dorisa celem fotografowania się. Ogród Krasińskich nie do wzięcia, bo tam spacerują ranni żołnierze.” (s. 200)

JA/ONI, II B

„Rano Gmina. Zjawiła się delegacja około 30 osób ze szpitala. Zarządziłem, aby do mnie weszło 3-ch delegatów. Zamiast wejść zaczęli wyprawiać brewerie w przyległej sali. Służba musiała ich usunąć. Potem przyjąłem trójkę i wyjaśniłem, że staram się o pożyczkę celem zwiększenia wypłat urzędnikom. Wyszli uspokojeni. Wkrótce otrzymałem ze szpitala list Milejkowskiego, że go tam zatrzymano i że go nie wypuszczą, dokąd się zaległości nie zapłaci. Zjawił się Stein, Braude-Hellerowa etc. celem zmuszenia mnie, abym wypłacił zaległości, nie wiadomo,! z jakich funduszów. Odpowiedziałem, że pod terrorem tego nie zrobię. Do szpitala wyjechali Fliederbaum, Horensztejn, Remba i First i jakoś uspokoili zebranie. Jutro jednak trzeba będzie zapłacić ponad 100 000 zł.” (s. 200)

JA, II B

„Rano Gmina. Dziś niedziela. Czuję się źle. Wczoraj uroczyste otwarcie kuchni dla dzieci obozowiczów.” (s. 200)
„Rano Mende. Wyjeżdża na urlop. Potem Kratz. Wreszcie Auerswald. Również wyjeżdza na urlop do Ciechocinka (Hermansbad). Wczoraj wezwałem autorkę listu do Auerswalda, która pisze, że jest prawdziwym BDM (Blond Deutsches Maedchen) [niemiecka blond dziewczyna], że w Gminie posady można dostać za łapówkę etc. Poleciłem oddać sprawę prokuratorowi.” (s. 200)
„Rano Dr Grassler. Doręczył mi statut Zakładu Zaopatrywania. Gancwajch oświadczył Komisji Rady, że dr Kah polecił wstrzymać rozwiązanie jego urzędu.” (s. 201)
„W Gminie otrzymałem pismo od komisarza w sprawie Gancwajcha. Czy zakończyła się część jego kariery. Tempi di huerra tempi di cerriera (Czas wojny – czas kariery).” (s. 201)

„Rano Gmina. Grassler podał, że Magistrat a conto dotacji da 1 000 000 zł Gminie. Teraz się zaczną skomplikowane manipulacje z Transferstelle. Dr Kah oświadczył w sprawie Leszna 13 Grasslerowi, że rozpuszcza się Leszno, tylko sprawę inwentarza należy wstrzymać aż do powrotu komisarza. Byłem w sprawie instruktorki dla kuchen w związku z wysuniętymi przeze mnie dezyderatami na Radzie: 1) ulepszenie gatunku obiadów, 2) weryfikacja korzystających z zup, aby zupy otrzymywali najbiedniejsi.” (s. 202)

„Rano Gmina. Sprawa dotacji 1 000 000 zł (Bischof omówił ze mną technikę. Możemy otrzymywać odnośne sumy z konta bankowego. Honorarium Transferu zł 20 000).” (s. 202)

„Rano Gmina. Od 10-ej do 2.30 bezpłodne posiedzenie Rady. Głównym tematem sprawa zaangażowania do Gminy wychrztów, między innymi adwokata Ettingera. Po burzliwej wymianie zdań skończyło się na niczym.” (s. 203)
„Rano Gmina. O 3-ej u Auerswalda. Racje żywnościowe dla Żydów nie będą podwyższone w najbliższym miesiącu. Z obiadami mamy trudności, bo młynki w ghetcie nie są wydajne.” (s. 203)
„Rano Gmina. O 11-ej u Auerswalda. Robi wyrzuty moim współpracownikom z powodu zmniejszenia ilości obiadów. Doręczył list w tej sprawie, tudzież w sprawie telefonów w ghetcie.” (s. 203)
„Rano Gmina. Odwiedziłem Wydział Zdrowia i składnicę środków dezynfekcyjnych. Chcę puścić trochę reklam na miasto celem zwalczania tyfusu etc. Wczoraj 70 wypadków tyfusu.” (s. 203)
„Rano Gmina. Podejrzenie, że otrę̨by są sprzedawane na paszę poza Zakładem Zaopatrywania. Wydajność młynów: jeden 4 t, II-gi 1 tonę. A trzeba dziennie 5 ton. O 3.30 byłem u Auerswalda. Wspomniałem o rekwizycjach, które ostatnio znów mają miejsce, o warunkach pracy w Drewnicy naszych robotników, o ogrodzie Krasińskich, o projekcie rozebrania domów, o koncesjach na tytoń i spirytus.” (s. 204)

„Gmina.” (s. 204)
„Rano Gmina. O 8.30 przyjechał Kamlah. Judtową prosiłem, aby nam nie towarzyszyła. Obejrzeliśmy komendę policji, komisariat i areszt żydowski. Wszędzie porządek i czystość. Więźniowie skarżą się na brak chleba. Otrzymują dziennie 130 gr zamiast 400, jak w innych więzieniach. Należy utworzyć patronat. Zundelewicz miał to opracować. Niestety trwa to już kilka tygodni.” (s. 204)
„Rano Gmina. Potem konferencja z komisarzem i inspektorem Altmanem w sprawie budżetu.” (s. 204)
„Gmina. Otrzymałem od Auerswalda następujący list w sprawie 13-ki: 4 August 1941 G. G. 102 Distrikt Warschau.” (s. 204)

„Rano Gmina.” (s. 205)

„Rano Auerswald, potem Altman w sprawie budżetu.” (s. 205)

„Normalne zajęcia w Gminie.” (s. 205)

„Rano u Mendego i Lewetzowa z Szeryńskim 13-ka sfabrykowała nowy zastęp swoich 106 porządkowych. Lewetzow stoi na stanowisku, że należy uznać tylko 228, a nową setkę wyrugował. Ponadto zbędni są „oficerowie” z różnych adwokatów minorum gentium.” (s. 205)

„Rano Gmina. Normalny tok zajęć.” (s. 205)
„Rano Gmina. Potem Auerswald. Zapowiada bardzo mało telefonów. Biuro budowlane przygotowało kosztorys rozbiórki domów (w myśl zarządzenia komisarza w ghetcie poza Chłodną na północ). Pierwsze zdanie zaczyna się „I dlatego należy...” Dlaczego „dlatego” pozostanie tajemnicą murarzy rozmawiających ze mną. Jedna ze znajomych powiada dziś na widok drugiej: „Co za potwór!”. Późny wieczór. Mają przynieść z Gminy przepisany projekt budżetu, który jutro mam doręczyć komisarzowi.” (s. 205)
„Rano Gmina. Potem praca w domu, jak zwykle.” (s. 205)
„Rano z Szeryńskim u Kratza i Mendego. Potem Gmina.” (s. 205)
„Rano Gmina. Mieliśmy być przyjęci przez Hahna z Szeryńskim. Z Nowego Dworu od kilku dni uchodźcy (do 400).” (s. 205)
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem kilka punktów dla uchodźców. W jednym (żydowskim) odkryłem trupa dziecka. Sprowadzona matka robiła wrażenie obłąkanej. Wreszcie zwiedziłem szkołę rzemiosł na Stawkach. Prąd ożywczego powietrza po koszmarze na punktach.” (s. 205)
„Rano Gmina. O 2-ej u Auerswalda. Doręczyłem list w sprawie epidemii. Proponuję zwołanie konferencji z dr. Hagenem, naszymi lekarzami i dr. Hirszfeldem. Doręczyłem memo Hirszfelda o decentralizacji walki z epidemią.” (s. 205-206)
„Rano Gmina. Zebranie kupców branży spożywczej w sprawie zapasów na zimę, namiastek etc. Jeden z Polaków powiada, że nastąpiła zmiana kursu wobec Żydów. Pozwolono wyrabiać ranne pantofle (przydział odpadków skór).” (s. 206)

„Rano Gmina. Od szeregu dni poszukują J[asia].” (s. 207)

„Rano u Mendego. Dał mi zestawienie zmarłych (grupa w Oświęcimiu i Buchenwaldzie).” (s. 207)

„Rano Gmina. Normalny tok.” (s. 207)
„Rano Gmina. Doręczyłem Auerswaldowi krytykę projektu umów z gazownią i elektrownią. Oświadczył, że aktualne jest oderwanie od ghetta południowej jego części. Radził, abym się rozejrzał za lokalem dla Gminy. Zwrócił uwagę, aby nie budować bazaru na rogu Gęsiej i Lubeckiego, bo tam chce wystawić baraki dla rozrzedzenia ludności. W sprawie południa zwróciłem uwagę na tyfus i rujnowanie egzystencji. Powiedział, że z wyższym oficerem SS objechał dziś ghetto. Doszedł do wniosku, ze ghetto nieszczelnie zamknięte.” (s. 207)
„Rano Gmina. Potem w elektrowni. Uznali moją formułę, według zaproponowanej przez władze, projektu umowy z gazownią i elektrownią za słuszną, dopłacimy do tego interesu. Byłem u Auerswalda, też jest tego zdania. Również Bischof, który radzi odmówić. A gdyby trzeba było, obiecał pomóc. Auerswald dziś nie był w biurze - chory.” (s. 207-208)
„Rano Gmina. Normalny tok zajęć. Byłem z Auerswaldem w gazowni u dyr. Zoepela. U niego Tüche (?) oświadczył, że tylko Żydzi kradną gaz.” (s. 208)
„Rano Gmina. Potem z Szeryńskim u Lewetzowa. Powiedział, że pogłoski, które niepokoją od dłuższego czasu ghetto o wysiedleniu części Żydów z Warszawy, nie pochodzą od Niemców. Zapytał, co myślę o pewnej osobie, powiedziałem, że to Gancwajch, o ile by mu dano władzę.” (s. 208)
„Rano Gmina.” (s. 208)
„Rano Gmina. Posiedzenie Rady z udziałem Gitermana (sprawa podkomitetu finansowego Komisji Przesiedleńczej – chodzi o to, że komisja pono zbyt rygorystycznie stosuje metody do opornych płatników). Poza tym uchwalono pożyczkę od konsumentów (obciążenie chleba i cukru) na zapasy zimowe.” (s. 208)

„Rano Gmina. Otrzymałem, jak zwykle w sobotę, nazwiska zmarłych. Napinam zawsze nerwy, zanim otrzymuję listę. Mogę spotkać nazwiska nieoczekiwane.” (s. 212)
„Rano Gmina. Potem z Gepnerem i Sztolcmanem u Auerswalda. Zaaprobował pożyczkę na zapasy zimowe. Gepner prosił o uwzględnienie dzieci w nowych extra kontyngentach. Po wyjściu zawróciła nas z ulicy „wacha”, ze się nie ukłoniliśmy.” (s. 212)
„Rano Gmina. Odwiedziny Przymusińskiego. Na poczcie powiedziano, że znów będą mogły przychodzić paczki. Okazało się później, że Bischof zwiedził wystawę graficzną i szkołę na Stawkach.” (s. 213)

„Nareszcie dziś nadeszło pismo z zezwoleniem na otwarcie szkół powszechnych. Natychmiast zwołałem komisję i odbyłem z nią posiedzenie. Otrzymałem rozkaz od komisarza zaaresztowania niejakiego Siroty z tzw. „Pogotowia Ratunkowego”. Jutro pragnąłem od południa mieć urlop. Niestety, muszę zostać, bo z komisarzem mam zwiedzić wystawy.” (s. 213)

„Rano Gmina. Wiadomość o śmierci 51 robotników w obozie. Posiedzenie Komisji Szkolnej. Wybór Komisji Programowej i Finansowej.” (s. 213)

„Rano Gmina. Zjawił się urzędnik od Hagena Starke ze Skonecznym. Oświadczył, że Ganc ma mieć 200 porządkowych, z którymi będzie zwalczał epidemię. Mam opłacać porządkowych po 6 zł dziennie.” (s. 213)

„Rano Gmina.” (s. 213)
„Rano Gmina. Potem u komisarza. Nie mogę otrzymać odpowiedzi na szereg listów. Między innymi prosiłem o zalegalizowanie Miesiąca Dziecka.” (s. 213)
„Rano Gmina. Po obiedzie u Auerswalda. Otrzymujemy znowu 1 000 000 zł, 250 000 na zwalczanie epidemii pod znakiem zapytania. (s. 214)
„Rano Gmina. Jaszuński wraz z technikiem budowlanym opracowuje memo dla Auerswalda w sprawie granic ghetta celem obrony dzielnicy południowej do Chłodnej. Proponuje się most przez Żelazną Bramę, przez Chłodną wzgl[ędnie] szlaban na rogu Żelaznej i Chłodnej i mury wzdłuż Chłodnej po obu stronach. Poza tym na Okopowej z mostem przez Okopową na cmentarz. Ostatnie należy jeszcze zmienić, bo zmarłych nie będzie można przenosić przez most. (s. 214)

„Rano Gmina. Przykrości z Wytwórczością (krajanie w warsztatach). Pogłoski o małym ghetcie. Ludzie siedzą na walizkach. Magistrat (Wydział Kwaterunkowy) otrzymał polecenie wysiedlenia do 10 października Polaków z zachodniej części przylegającej do ghetta (Wolność etc.). Jest tam miejsce na 30 000 mieszkańców. Południe ghetta 95 000. Poza tym ma być wydzielona z ghetta część około Bonifraterskiej.” (s. 215)

„W Gminie znów odwiedził mnie Gancwajch i oświadczył, ze ktoś gdzieś zwalcza ghetto. Z rana wrócił Auerswald, który był w Krakowie. Pierwsze pytanie, czy się robi mury. Lichtenbaum odpowiedział, że nie, bo nie było takiego zarządzenia. Tymczasem za kulisami toczą się narady. Niektórzy przeciwni są murom. Są oznaki odprężenia. Rozdałem dziś ogromne sumy na różne cele Rady i Opieki. Magistrat (Urząd Kwaterunkowy) zwrócił się do administracji domów na zacód od ghetta, aby mieszkańcy szukali dla siebie mieszkań do 10 października.” (s. 216)
„Rano Gmina. Potem do Stabenowa. Doręczyłem żądane memo, opracowane przez Służbę Porządkową łącznie z Zundelewiczem i Szereszewskim. Oświadczyli, że „Rettungshilfe” należy rozwiązać bo jest zbędne. Mendemu doręczyłem odpis pisma.” (s. 216)
„Rano Gmina.” (s. 217)
„Nowy Rok - Rano wróciłem do Warszawy. Gmina. Urzędowałem.” (s. 217)
„Rano Gmina i u Auerswalda. Potem do „Brijusu”. Nowy Rok.” (s. 217)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Oznajmił, że Sienną po nieparzystej stronie wyłącza się z ghetta. Jeszcze w tym tygodniu. Co do reszty ghetta, to sprawa jeszcze nie wyjaśniona. Załatwiać się ją będzie strefami. Meble przewiezie się na zarekwirowanych rykszach. Musimy dbać o to, aby ludność nie zabierała drzwi i okien. Zostaną udzielone pożyczki (?) czy też zapomogi (?) na transport. Kto do 5 IX 41 przewiezie swoje rzeczy, temu się pozwoli przewieźć wszystko.” (s. 217)
„Rano Gmina. Nadeszły dwa listy od Aeurswalda. W jednym polecenie, aby Żydzi – zamieszkali po nieparzystej stronie Siennej łącznie z Żydami z Twardej, Sosnowej i Wielkiej na południe od Siennej – przenieśli się do 5 X 41 na północ ghetta poza ulicę Chłodną. Drugi list dotyczy statystyki małego ghetta. Przesłałem okólniki do Komitetów Domowych w powyższej sprawie i ostrzeżenie, aby nie paskowano mieszkaniami. Na mieście panika. Techn[iczno]-Bud[owlany] Wydział opracował plan rozwiązania ghetta w inny sposób, tak, aby 15 000 Żydów zamieniło mieszkania z 15 000 chrześcijan. Poza tym mosty i bramy.” (s. 218)

„Rano Gmina. Zebranie komisji kwaterunkowej. Policja żąda domu na Dzikiej.” (s. 218)

„Rano Gmina. Posiedzenie Rady w sprawie przesiedlenia. Opracowano plan podziału na sekcje. Zjawili się społecznicy, aby ich dopuścić do pracy, czemu zadość uczyniono. Haendel i Lichtenbaum dowiedzieli się od Probsta, że Jesuiterowi podoba się plan, opracowany przez Biuro Techniczne, według którego tylko 15 000 Żydów miałoby się przesiedlić.” (s. 218)

„Rano w Gminie. Doręczony plan przedstawił Probst Auerswaldowi. Poza tym przygotowano makietę ulicy Żelaznej – Chłodnej, którą doręczono A[uerswaldowi].” (s. 218)
„Rano Gmina. O 3 pp. u Auerswalda. W sprawie ghetta zakomunikował, że jutro odbędzie się konferencja u gubernatora. Na zapytanie, czy ostatnio przedstawiony plan podoba mu się, odrzekł, że owszem. Dodał, że wszystkie trudności związane z usunięciem ludności z zachodu graniczącego z ghettem są pokonane. Tym niemniej chce być w zgodzie ze swoim sumieniem. Chodzi wszak o południe ghetta. Zakończyłem rozmowę słowami „Wir verlassen uns auf Ihre Weisheit” [polegamy na pańskiej mądrości]. Polecił jutro rano na południe od Twardej skonfiskować towary od handlujących na ulicy. Powiedziałem, że jutro sobota. Na to odrzekł, ze rabini go za to pochwalą.” (s. 218)
„Rano Gmina. Po obiedzie do Otwocka.” (s. 218)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Południe ghetta uratowane. Natomiast mają Żydzi opuścić wiele domów na zachód od Żelaznej. Na środku Żelaznej będzie mur. Również opuszczą ulice na wschód od Bonifraterskiej (18 000 ludzi). Poza tym traci się synagogę, nieparzyste domy Elektoralnej. W plan wchodzą mosty. Zwróciłem uwagę A[uerswaldowi], że przesiedli się na oko około 60 000 Żydów. Odrzekł, że 50 000. Dodał, że mogę zostać na Elektoralnej. Odpowiedziałem, że tego nie zrobię. Zabronił mi opowiadania o planie.” (s. 219)
„Rano Gmina. Święto Sukkoth. O 4.30 wezwano mnie znów do Gminy. Przyjechał Auerswald z kilkoma gośćmi z prezydentem swym na czele. Musiałem referować o ghetcie. Wskazałem na śmiertelność i tyfus. W mieście wielkie zaniepokojenie z powodu nowych redukcji ghetta. Obliczyłem, że to, co majaą nam zabrać, mieści 43 530 mieszkańców. To co otrzymujemy - 8100.” (s. 219)
„Rano Gmina. Dziś odbyło się pierwsze posiedzenie Miesiąca Dziecka pod moim przewodnictwem. Ustalono zasady. Zaoponowałem przeciwko pesymistycznemu poglądowi, aby zebrać tylko 500 000 zł, bo 3/5 tego daje Rada i Z[akład] Z[aopatrywania], a nawet nalepki (w 2/5 reszty) będzie „polecała” naklejać policja. Gdzież więc społeczeństwo? Na zebraniu dopuścił się znów wybryku dr Schiper . Ponieważ przeciwstawił zebranym „wychowawców”, zapytałem, gdzie są wychowawcy? Czy należy ich szukać między tymi, co uciekli lub tymi, co zdążyli wyjechać (sam miał paszport w kieszeni)? Odpowiedział, że tamci poniosą karę. On sam jest usprawiedliwiony.” (s. 219)

„Rano Gmina.” (s. 220)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Zapytałem, czy można coś - wobec dużej ilości Żydów do wysiedlenia – zrobić. Odpowiedział, że nie. Rozmawiałem z Probstem i zapowiedziałem złożenie planów, co do wykrojonych części ghetta. Przed wejściem do A[uerswalda] wacha mi zabrała stałą przepustkę na wejście do pałacu Brühla.” (s. 220)
„Rano Gmina. W nocy spadł wielki śnieg. Może to wstrzyma ustawianie murów.” (s. 221)
„Rano Gmina. Potem u Lewetzowa i Brandta złożyłem memoriały w sprawie granic ghetta i kuchen ludowych. Potem u Auerswalda. Nie ma czasu, bo szykuje referat, sprawozdanie dla władz na 15-go. Haendel przedstawił mi przedsiębiorcę aryjskiego, który ma wykonać mury. O 3 p.p. w Gminie zebranie w sprawie Wytwórczości. Uchwalono wzmocnić zarząd nowymi osobami. Stary zarząd zawiódł.” (s. 221)
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem szpitale. Trupy w korytarzach, po trzech chorych na jednym łóżku. Po kolei obejrzałem wszystkie sale tyfusowe, chorych na czerwonkę, chirurgię etc. W jednej z sal udzieliłem pomocy porządkowemu Katzowi Jakubowi, któremu szmuglerzy rozbili głowę. Po wyjściu ze szpitala zatrzymali mnie pracownicy z pretensjami (w części uzasadnionymi) do Rady o pobory, węgiel etc. Z trudem auto, cofnąwszy się w tył, ruszyło.” (s. 221)
„Rano Gmina. [...] W biurze rozpocząłem sezon zimowy. Zima w tym roku zaczęła się wcześnie. Wczoraj w gabinecie skostniałem. W rezultacie wróciłem do domu chory, z bólem wątroby na noc. Dziś przestawiłem biurko dalej od okna i poleciłem napalić w piecu.” (s. 221)
„Rano Gmina. W pałacu Brühla „Regierungssitzung mit Dr Frank in Warschau” według poniższego.” (s. 221)
„ Rano Gmina. O 3.30 u Auerswalda. Racje chleba (1050 g) to jeszcze problemat. Natomiast wprowadzi się Nutzarbeiten [prace uzytkowe] dla mężczyzn i kobiet. Na zjeździe wczorajszym i onegdajszym utrzymana linia wobec Żydów. Zaangażowałem nareszcie dyrektora finansowego dla Rady Żydowskiej.” (s. 222)
„Rano Gmina. O 3-ej pogrzeb Kaminera. Przemawiałem, Potem na oratorium do synagogi.” (s. 222)
„Rano Gmina. Potem objazd punktów, w których robotnicy mieli rozbierać domy i kopacć doły. Przyszła garstka. Zarobki 6 zł 40 gr plus
„Rano Gmina. Otrzymałem od Auerswalda list w sprawie dalszego przesiedlenia. Do 26 bm. mają opuścić mieszkania ci, co mieszkają 1) na zachód od części Żelaznej i na zachód od niej na Ogrodowej, Chłodnej, Krochmalnej; 2) na północy Krochmalnej między Walicowem i Ciepłą. […] Dr Lautz i Toebbens odwiedzili mnie, żądając przydziału produktów dla robotników. Poszli potem do Gepnera, który przyrzekł różne produkty dla kuchen.” (s. 223)
„Rano Gmina. Lautz znów domaga się „cukru” dla warsztatów. Byłem u Auerswalda. Uzyskałem prolongatę przeprowadzki części bloku na wschód od Żelaznej, zamiast do 26-go na 30 bm. Oświadczył, że był zmuszony dać krótki termin, bo mieszkańcy aryjscy, którzy mają być wysiedleni, nie mogą wejść do mieszkań na Siennej, bo są dla nich za duże. Oświadczył ponadto, że aryjczycy mają opuścić swe siedziby do 15 listopada. Reszta Żydów (a więc i Elektoralna) do 30 listopada.” (s. 223)
„Rano Gmina.” (s. 223)

„Rano Gmina. Nieprzyjemności nie z własnej winy. Zagęszczenie mieszkań idzie z trudem. Na ulicach małe wózki, ciągnione przez ludzi z ruchomościami. Wobec niewpuszczania Żydów do Alei Szucha, nie wiem, czy mam jutro udać się z Szeryńskim. Mende zawezwał.” (s. 223)

„Rano Gmina. Mende zezwolił na udzielenie miesięcznych zapomóg rodzinie Morgensterna. Jedna ze szczepionek dostała się według Miss Ghetto do niewłaściwych rąk.” (s. 224)

„Rano Gmina. Normalne kłopoty.” (s. 224)

„Rano Gmina. Zjawił się Probst, Raeder, Münsterman i Oberleutnant z Schutzpolizei celem zarekwirowania 200 wozów do przewiezienia cegły na mury. Na rozkaz dałem 70 policjantów z O[rdnungs] D[ienst] [Służba Porządkowa].” (s. 224)

„Rano Gmina. Normalne kłopoty. Bez grosza w kasie. Codzienne monitowanie o pieniądze nie osiąga skutku.”(s. 224)

„Rano Gmina. Nadjechał Auerswald z Probstem etc. w sprawie przewozu cegieł. Uważa, ze to mogą robić rykszarze. Stanęło na tym, z e polecił Szeryńskiemu, aby zarekwirować wózki ręczne i lory dla zwózki cegieł. Inaczej, jak twierdzi, nie potrzebuje zarządu żydowskiego dzielnicy.”(s. 224/225)

„Rano Gmina. Zaaresztowano 17 furmanów, bo w nocy ich S[łużba] P[orządkowa] nie zastała (łapówki?). Zaczęły się rozmowy. Chcą już dać pewną ilość platform.” (s. 225)

„Rano Gmina. […] Na ulicy gęsty śnieg i zimno. Nie wiadomo, czy mury będzie można długo stawiać. Wachy dziś wzmocniono. Stoi po kilku policjantów niemieckich i lotników.” (s. 225)

„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Wezwał celem zakomunikowania, że robotnicy („stachanowcy”) przy rozbiórkach otrzymają premie chlebowe. Naturalnie, że z Zakładu Zaopatrywania.” (s. 226)

„Rano Gmina. Bez pieniędzy. Długi wobec współpracowników rosną.” (s. 226)

„Rano Gmina. Wydałem odezwę zabraniającą wynajmowania mieszkań na nowo przyłączonych ulicach bez zezwolenia Biura Kwaterunkowego.” (s. 226)
„Rano Gmina. O 12-ej pogrzeb Feigenbaumowej. Niunia przemawiała.” (s. 226)
„Rano Gmina. Dowiedziałem się o uchwale, że przekraczający granicę ghetta Żydzi będą rozstrzeliwani w żydowskim areszcie przez polskich policjantów.” (s. 227)
JA/ONI, II B
„Rano Gmina. Z opuszczonych mieszkań kradną drzwi, okna, płyty kuchenne etc. Byłem u Fribolina. Przyrzekł 1 000 000 zł zaliczki. Zwróciłem uwagę na to, że wystąpiliśmy o 7 mln udziału miasta w naszych wydatkach zamiast 4,5 mln przyznanych przez miasto. Zapytał, dlaczego się nie zwracam do komisarza ze swoimi potrzebami. Byłem u Kulskiego w sprawie „Skry” na cmentarz. Przyjąłem delegację pracowników szpitali. Obiecałem im 200 000 zł.” (s. 227)
„Rano Gmina. Nadeszła nieoficjalna wiadomość, że pojutrze zostaną rozstrzelani w areszcie żydowskim ci, co przekroczyli ghetto. Między nimi są kobiety. Nie wiadomo, kto wykona egzekucję: Polska Policja, czy Żydowska Służba Porządkowa. Haendel został na dziś wezwany do Krakowa jako świadek sprawy.” (s. 227)

JA, II B

„Rano Gmina. Pisma o egzekucji nie otrzymaliśmy. Nowa transza aresztowanych. Zimno – 6 stopni, wobec czego przy murach nie pracują. Część ghetta ma mury, część drut kolczasty. Niunia oglądała mieszkanie. Nalot na Warszawę.” (s. 228)

„Rano Gmina. Dzwoniłem do Auerswalda, prosząc o zezwolenie na telegram do rodziny – w sprawie skazańców zatrzymanych w żydowskim areszcie – do Franka. Powiedział, że i tak decyzja zalezy od F[ranka]. Do Gminy zjawił się Zachariasz z listem od Stabenowa w sprawie mieszkania.” (s. 228)

„Rano Gmina. Konferencja z Gepnerem i Z[akładem] Z[aopatrywania] w sprawie pieniędzy dla Rady. Oświadczyłem, że nadal nie potrafię prowadzić agend Rady bez wydatnego udziału instytucji gospodarczych: Z[akładu] Zaopatrywania], aptek itp. O 12-ej akademia w związku z zakończeniem akcji Miesiąca Dziecka. Przemawiałem, również Niunia. Zebrano ponad 1 000 000 zł. Datki dobrowolne około 80 000 zł. Uwypukliłem to w swoim przemówieniu.” (s. 228)

„Rano Gmina. Pogłoski o zagrożeniu południa ghetta. Kilka dni temu wniosłem podanie o uratowanie ulicy Elektoralnej, synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 229)
„Rano Gmina. Auto ślizga się po bruku. Odwilż. Przewróciłem autem rykszę, nieomal nie wpadłem pod tramwaj. Ociepliło się. Znów budują mury. Byłem u Auerswalda. Poruszyłem sprawy bieżące czysto rzeczowo. Pracownicy szpitala, choć pożyczyłem dla nich wczoraj zł 100 000, grożą dziś strajkiem.” (s. 229)
„Rano Gmina. Po obiedzie u Kamlah z Szeryńskim w sprawie ostatnich wypadków z prośbą o interwencję . Sz[eryński] przytoczył wpływ jednego z komendantów wojskowych na jego życie. K[amlah] odpowiedział, że od czasu istnienia władz cywilnych nie może mieć wpływu na wypadki. Obiecał jednak uczynić, co może.” (s. 229)
„Rano Gmina. O 7.30 na terytorium więzienia wykonano egzekucję. Obecni byli: prokurator, Schoen, Szeryński, Przymusiński, 32 policjantów polskich. Komenderował Karczmarek [?]. Asystował Szeryński. Auerswald nadjechał po egzekucji. Lichtenbaum przygotował drewnianą ścianę. Rabin niedołęzny.” (s. 229)
„Rano Gmina. Ciągłe skargi, że nie ma w czym chować trupy. Kładzie się je nago do ziemi. Nawet papieru, który by ewentualnie mógł zastąpić płótno, nie ma. Zwiedziłem dziś szkołę chemiczną. Wygląda na śmietnik. Znowu niespodzianka. Wyłącza się z ghetta część Dzikiej etc. nad Placem Parysowskim. Niedawno do domów na Dzikiej (temu miesiąc) przesiedlili się wysiedleni z Siennej.” (s. 229)
„Rano na dziedzińcu Gminy apel na cześć poległych porządkowych. Przemawiał Szeryński, ja i komendant Policji Polskiej Reszczyński . Na zakończenie oświadczyłem, że przeznaczam z okazji uroczystości zł 100 000 na służbę.” (s. 230)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem do Stabenowa, który oświadczył, że może SD przejmie zarząd dzielnicy żydowskiej. (s. 230)
„Rano Gmina. O 4-ej u Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Omawialiśmy sprawę podziału żywności według kategorii.” (s. 230)
„Rano Gmina. Bieżące sprawy.” (s. 231)
„Rano Gmina. Opracowano po raz czwarty budżet ghetta. Wieczorem przygotowałem referat o położeniu w ghetcie. Tyfus szaleje. Naokoło umierają znajomi - wszystko inteligencja.” (s. 231)
„Rano Gmina. O 12-ej otworzyłem kursy dla farmaceutów O 1-ej przemawiałem na akademii &amp;gt;pomocy zimowej&amp;lt;”. (s. 232)
„Rano Gmina. O 1-ej zjawił się komisarz z żoną celem obejrzenia mebli, dostarczonych przez firmę Messing. Szykuję się na jutro do przeprowadzki.” (s. 232)
„Rano Gmina.” (s. 232)
„Rano Gmina. O 11-ej u komisarza. Określił terminy przeprowadzek na 15 i 21-go. Zwróciłem jemu i Rodeckowi uwagę na bilans płatniczy ghetta: 1 800 000 zł legalnego przywozu, 30 - 40 razy tyle szmugiel. Czym te 80 mln zł miesięcznie pokrywa ghetto? Był zdumiony tymi liczbami. A mury szmugiel mają zahamować. Umarł radca Berman.” (s. 232)
„Rano Gmina. Obejrzałem z Szeryńskim komendę na Chłodnej. Na Chłodnej ustawiają 78 mury. Nie ma dojazdu do Elektoralnej. A na Żelaznej zator. Co jakiś czas policja przepuszcza chmary ludzi. Staram się o to, aby przebić mur od Elektoralnej na okres przeprowadzki, bo inaczej nie wjadą wozy z meblami.” (s. 232)
„Rano Gmina. Potem u Ivánki w sprawie dotacji z miasta. Uradziliśmy, że w poniedziałek zwrócimy się do Kunzego o pieniądze. Omówiłem z Auerswaldem i Rodeckem budżet. Komisarz zażądał dla firmy Münsterman 400 kg chleba dla jego aryjskich robotników (zdaje się, że premia, czy też na święta). (s. 233)
„Rano gmina” (s. 233)
„Rano Gmina. Doręczono dziś po raz 5-ty uzupełnienie do budżetu Rady asesorowi Rodeckowi.” (s. 233)
„Rano Gmina. O 12.30 akademia na część szkolnictwa gminnego. Przemawiałem i Niunia, tudzież przedstawiciele dawnych organizacji szkolnych.” (s. 233)
„Rano Gmina. Tendencje do wydalenia z Warszawy 120 000 Żydów. Zakład Zaopatrywania zgłosił wniosek o podwyższenie cen chleba, bo kalkulacja nie wytrzymuje próby życia. Zwołałem Radę, która większością głosów uchwaliła podwyżkę.” (s. 233)
„Rano u Auerswalda. Pragnę wyjechać do Otwocka z Niunią na dzień - dwa. Zwróciłem mu uwagę, że w ghetcie pogłoski krążą o jakichś 8 punktach dla Żydów. Zapytał jakie? Odrzekłem, że oprócz jednego - zakazu małżeństw - nie interesowałem się innymi. Odniosłem wrażenie, że może się jednak coś szykuje. Nadmieniłem, że może jest pora, aby zmieniono stosunek do Żydów. Przypomniałem słowa Bismarcka.” (s. 233)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Brandta i wyżej o piętro (zastępca Kratza). Mówiłem o niemożliwości utrzymania bilansu płatniczego ghetta.” (s. 233)
„W Gminie etc. zbiórka. Do 12.30 zbiórka dała ponad 1100 sztuk futer i kawałków. O 1.30 zjawił się Auerswald i Jesuiter. Auerswald podpisał list o elektryczności dla gmachu Gminy, bo trudno jest pracować. Powiedział, że rekwizycja dotyczy nie tylko Żydów gubernatorstwa, ale i „cudzoziemców” Żydów. Wyjątek stanowią tylko Żydzi neutralni, obywatele np. Szwecji, Szwajcarii.” (s. 236)
„Ogromne ogonki przed 7 punktami odbioru futer. Do 12 w południe wydano 8870 pokwitowań.” (s. 236)
„Rano Gmina. Zjawił się Auerswald i Jesuiter ze srogą wymówką, że do 9 rano dziś nie złożono raportu o zbiórce. Tłumaczono, że jest niemożliwością zliczenie ogromnych stert, które by zapełniły ze 6 dużych wagonów.” (s. 236)
„Z rana o 8-ej wyjechałem do Warszawy. W Gminie na dużej sali i na Grzybowskiej 27 zbiórka futer. O 1-ej zjawił się Auerswald. Poprosiłem o zwolnienie od obowiązku rekwizycji Służbę Porządkową i lekarzy. Obiecał jutro dać odpowiedź. Dalej jestem chory.” (s. 236)
„Ogromny ogonek futrzany przed Gminą i Grzybowską 27. Był Auerswald w Gminie. Skład w głównej sali ogromny. Praca w Gminie stanęła. Wszyscy zbierają futra.” (s. 236)
„Wczoraj przy przewożeniu futer z Grzybowskiej 27 na 26/28 „przyjaciele” wyrzucali paczki.” (s. 238)
„Gmina. Dzwoniłem do Auerswalda proponując zwiezienie futer na Umschlagplatz celem wysortowania przed odbiorem, boję się kradzieży.” (s. 238)
JA, II C
„Rano Gmina. Znoszą futra dalej. Po obiedzie liczni życzliwi z życzeniami Nowego Roku.” (s. 238)
„Rano Gmina. Wczoraj nadeszły pisma komisarza w sprawie podziału kontyngentowego chleba według uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych grup ludności. Poza tym żąda, aby wprowadzono cło na chleb, cukier etc. W ten sposób 1 kg chleba będzie kosztował około 90 groszy. Auerswald zezwolił na zdjęcia wierzchów i podszewek futer. Przeznaczymy to dla Opieki Społecznej.” (s. 238)
„Rano Gmina. Temperatura się podniosła. Znowu będzie się wznosiło mury.” (s. 239)
„Rano Gmina.” (s. 239)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Zaproponowałem, aby się zwrócił do władzy wyższej i poprosił o zwolnienie skazańców (w więzieniu żydowskim). Ma to być odszkodowanie za dostarczone futra. Podkreśliłem, że prosiłem o dodatkowy kontyngent żywności w tym samym celu. Wolę jednak raczej zrezygnować z żywności, jeżeli wchodzi w grę uratowanie tylu ludzi.” (s. 239)
„Rano Gmina. Powiększyłem ilość talonów zwalniających z kart chlebowych o 10 000. Razem jest teraz 150 000. Omówiłem z reprezentacją Komitetów Domowych sprawę aresztowania przez S[łużbę] Porządkową przewodniczących K[omitetów] D [omowych] za niezałatwienie poleceń, celem przyjścia z opieką biednej ludności. Ponownie wzywam S[łużbę] P[orządkową], aby bez mego zezwolenia nie aresztowano przewodniczących.” (s. 239)
„Po południu zjawili się w moim gabinecie 3 funkcjonariusze Schutzpolizei z leutnantem Ghettowache z załadowanymi karabinami maszynowymi, zapytując, czy ja dzwoniłem do nich o rzekomym napadzie Polaków na Żydów w ghetcie. Oświadczyłem, że nic o tym nie wiem.” (s. 240)
„Rano Gmina.” (s. 240)
„Na 9 rano wezwałem Radę i rabinów. Utworzyłem komitet zbiórki i 2 podkomisje: finansową i zakupu kożuchów.” (s. 240)
„Rano Gmina. Po obiedzie u Auerswalda. Wezwał mnie w sprawie budżetu. Rodeck, jego referent finansowy, „wdraża” się do opracowania budżetu.” (s. 240) 
„Rano Gmina. Potem na otwarciu sierocińca „Dobra Wola” Dzielna 61. Przemawiałem” (s. 240)
„Rano Gmina. Posiedzenie w sprawie budżetu JKK (obiady). Potem akademia na rzecz opłat szpitalnych. Przemawiałem. Powrót do Gminy.” (s. 240)
„Rano Gmina. Zwiedziłem warsztat kuśnierski na Gęsiej (kożuchy na uratowanie życia tylu ludzi!). W nędznym pokoiku mróz. Robotnicy pracowali całą noc. Niestety wyrobiono tylko 120 sztuk. W robocie jest 300.” (s. 241)
„Rano Gmina. Potem u komisarza. Prosiłem, aby amnestią objął też inne kategorie więźniów poza skazańcami lub kandydatami na skazańców, z wyjątkiem kryminalistów. A[uerswald] polecił mi zrobić zestawienie więźniów na jutro, co poleciłem aresztowi. Prosiłem A[uerswalda] o nadkontyngent żywności dla ludu. W Gminie wędrówka ludów i targi w związku ze zbiórką na kożuchy celem zwolnienia skazańców. Niektórzy członkowie rodzin uwięzionych nie chcą dać ani grosza, spekulują na to, że Gmina wykupi. Inni twierdzą, że dali macherom odnośne sumy i to wielkie. Wczoraj zjawiło się do Gminy na 700 wezwanych 170. Poleciłem resztę sprowadzić pod przymusem.” (s. 241)
„Rano Gmina. Potem Z[akład] Z[aopatrywania] w sprawie tłuszczu i cukru dla dzieci w szkołach (2700 dzieci). (s. 242)
„Rano Gmina. W Gminie czynny warsztat (15 kuśnierzy) wyrabiający kożuchy w związku z ew[entualnym] zwolnieniem więźniów żyd[owskiego] więzienia.” (s. 242)
„Rano Gmina. Jest już ponad 500 kożuchów. Wobec słabych wpływów postanowiłem zamożniejszych Żydów zapraszać do siebie do gabinetu celem zachęcenia do większej ofiarności.” (s. 242)
„Rano Gmina. Zbiórka nie zakończona (na kożuchy). Brak 500 000 zł. Komitety Domowe, prowadzone przez niedołężnych ludzi, zupełnie zawiodły. Wezwałem ich przedstawicielstwo na dziś do mnie.” (s. 242)
„Rano Gmina.” (s. 242)
„Rano Gmina. Odwiedziłem Auerswalda i zapytałem, czy nie ma nowych zarządzeń z Berlina. Odrzekł, że był w B[erlinie] w sprawach prywatnych. (…) O 2 pp. przyjąłem szereg Żydów, którzy nie dali nic albo niewiele na akcję zwolnienia. 2-ch kłamców, którzy udawali biednych, poleciłem osadzić w areszcie. Arogancko się zachował niejaki Obrembski, fabrykant obuwia. W dodatku nie dał nic. (s. 243)
„Rano Gmina.” (s. 243)
„Rano Gmina. Akcja zbiórki kożuchów dobiega końca, o ile chodzi o wykonanie. Od społeczeństwa dotychczas otrzymałem zł 600 000. Drugie tyle pożyczyłem. Z rana był Auerswald w Gminie z SS-owcami, którzy pytali o ghetto.” (s. 243)
„Rano Gmina” (s. 243)
„Rano Gmina. -18°C. Zjawił się Löbig z Gestapo w sprawie Żydówki amerykańskiej Fanny Rapaport Leszno 51/8, aby jej zwrócić zabrane z egzekucji rzeczy na rzecz szpitalnictwa, bo jest cudzoziemką.” (s. 243)
„Byli u mnie artyści żydowscy, grający w polskim języku, prosili o pomoc. Poleciłem skomunikować się z żydowskimi artystami i opracować wspólny memoriał.” (s. 245)
„Rano Gmina. Przykre wiadomości z „Zofiówki”… (…) Otrzymuję od synagogi Moriah prośbę o zapomogę dla personelu i na remont. Żydzi nawet 3 synagogę, na którą otrzymaliśmy zezwolenie, nie umieją utrzymać. Podobno na remont dachu w jednej z synagog zapomogę dał nie-Żyd.” (s. 246)
„Rano Gmina. -8°C. Potem u Grasslera i Auerswalda. A[uerswald] musi się rozmówić z gubernatorem co do kłopotów. Na razie nie podaje, dokąd je przekazać. Poza tym, jak zwykle, nie ma czasu na liczne sprawy.” (s. 246)
„Rano Gmina. Koncepcja Auerswalda, aby oddać gmachy policji na Ciepłej zamiast Przejazdu 5.” (s. 247)
„Rano Gmina. -9°C. Wczoraj zebrała się Rada Gospodarcza. Wyrażono niezadowolenie z powodu kursu, który chcę zaprowadzić, a mianowicie ściąganie od bogatych środków na utrzymanie nędzy. Pendant do tego była delegacja dzisiejsza u mnie z oświadczeniem, że dwadzieścia kilka procent podopiecznych na punktach umarło z głodu.” (s. 247)
„Rano Gmina. Po obiedzie komisja bada 1500 kożuchów (Probst etc.). (s. 249)
„Rano Gmina. Komisja zbada kożuchy jutro z rana. Artysta Śliwniak wykonał na moje zamówienie witraże na okna w gabinecie prezesa. Sceny biblijne. Wypadły bardzo pięknie. (…) Obok mego gabinetu w dalszym ciągu targi z ludnością w sprawie wpłat na kożuchy.” (s. 249)
„Rano Gmina. Niedziela. O 1 pp. posiedzenie w sprawie zakończenia Miesiąca Dziecka. Po obiedzie akademia ku czci zmarłego poety Brauna. Niunia przemawiała. (s. 250)
„Rano Gmina. Posiedzenie z Z[akładem] Zaopatrywania] i urzędnikami Rady w sprawie ich wyżywienia (sytuacja bardzo ciężka).” (s. 250)
„Rano Gmina. Artysta Śliwniak wykończył witraże na oknach mego gabinetu. Staluję witraże do sali aktowej Gminy. Śliwniak i Reingewirc złożyli projekt uruchomienia warsztatu ceramicznego.” (s. 250)
„Rano Gmina. Dziś ma być komisja kwalifikująca kożuchy. (…) Mamy w dzień światło elektryczne, ale co kilka dni gaśnie.” (s. 251)
„Rano Gmina. -13°. U komisarza personel nie w humorze. Byłem u Ivánki. Fribolin nie załatwił pozytywnie dalszych przekazów dla Rady.” (s. 251)
„Rano Gmina. -8°C. Ładny dzień. Słońce cudownie reflektuje przez witraże w moim gabinecie.” (s. 251)
„Rano Gmina.“ (s. 251)
„Rano Gmina. -5°C. Zwiedziłem Instytut Chemiczno-Bakteriologiczny przy Radzie i ofiarowałem 5000 zł na zakup aparatów.” (s. 251)
„Rano Gmina. -3°C. Z Szeryńskim u Brandta. Zaaresztowany Hepry [?] obciąża Bogu ducha winnego Goldstata i Glücksberga.” (s. 253)
„Rano Gmina -3°C. Komisarz zabronił udzielania pomocy Żydom więźniom na Pawiaku, Daniłowiczowskiej, o co zabiegaliśmy.” (s. 253)
„Rano Gmina. -3°C. O 2 pp. zebranie Rady w sprawie wypieku mac na święta.” (s. 253)
JA, II D
„Rano Gmina. -10°C. Dr Grassler oświadcza na zapytanie, że do czwartku rozładuje więzienie. Porozumiał się z Staatsanwaltem, który przedstawi listę więźniów.” (s. 254)
„Rano Gmina” (s. 254)
„Rano Gmina” (s. 254)
„Rano Gmina. -4°C. Byłem u Auerswalda. Wczoraj był w areszcie. W wyniku tego skierowano ponad 50 osób do obozu, przypuszczalnie do Treblinki.” (s. 254)
„Rano gmina” (s. 255)
„Rano gmina” (s. 256)
„Rano Gmina. 0°C. O 12-ej do szpitala na Stawkach. Prof. Hirszfeld wygłosił odczyt o krwi i rasach. Następnie dr Stein zademonstrował sekcję 30-letniej kobiety, zmarłej z wycieńczenia - matki 5-ga dzieci (ponadto 5 poronień).” (s. 256)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda w sprawie więźniów. Otrzymałem nareszcie zestawienie, które muszę uzupełnić numerami etc. A potem będą zwolnieni. A[uerswald] powiedział, że nie podjąłby się tej pracy, gdyby wiedział, że jest tak skomplikowana. Powiedziałem, aby się najwięcej liczył z Bogiem. (s. 256)
„Rano Gmina. Potem Auerswaldowi doręczyłem zestawienie 150 więźniów do uwolnienia.” (s. 257)
„Rano Gmina. Potem u Brandta i Stabenowa w sprawie niejakiego Żurawina, który otrzymał list podpisany przez Stabenowa i Müllera, aby mu dać koncesję na fotosy do „Kennkart” (…) Z kolei udałem się do Auerswalda, który przepisał list Stabenowa i obiecał współdziałanie. Poruszyłem u niego sprawę Żydówki, która poleciła sobie dać 20 000 kg cukru na podstawie listu Probsta. Zainterpelowany Probst oświadcza, że list jego do mnie był grzecznościowy i że nie obstaje przy tym, aby wstrętnej kombinatorce dać cukier (na pasek). Auerswald to potwierdza. Auerswald znów zamierza robić przesunięcia w ghetcie. Kilka tysięcy Żydów straci dach nad głową. Robimy zestawienia statystyczne celem ich obrony. O więźniach wyraża się enigmatycznie. Nie wiem, kiedy ich zwolni. Otrzymałem od komisarza „Aufenthaltsbeschränkungen im jüdischen Wohnbezirk in Warschau” [ograniczenia pobytu w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej w Warszawie].” (s. 257)
„Rano Gmina. Mende oświadczył mnie i Szeryńskiemu, że wyjeżdza do Niemiec na przeszkolenie. Wróci za 8 tygodni. Brandt twierdzi, że do Warszawy na urząd nie wróci.” (s. 257)
„Rano Gmina. Bieżące sprawy. Idea, aby właściciele nieruchomości wobec stanu technicznego domów podjęli kontrolę nad domami.” (s. 257)
„Rano Gmina. Komisarz nadesłał list, aby od 10 - 20% urzędników zwolnić. Jakaś Żydówka przyniosła list od Probsta, aby jej dawano 20 ton miesięcznie cukru. Grozi, że jeśli się nie załatwi, to przyjdzie „Leutnant” i zrobi porządek. Dzwoniłem do Auerswalda, który poleciał przekazać sprawę do Z[akładu] Z [aopatrywaniaj, Żydówki polecił nie tykać.” (s. 257)
„Rano Gmina. Dziś Purym. List do Auerswalda, że do 20 III mamy opróżnić synagogę i okoliczne domy. Klucz od synagogi Służbie Porządkowej.” (s. 257)
„Rano Gmina. Sprawy bieżące. Komisarz polecił wypłacić Abtg. Ehrnährung und 40 Landwirtschaft, Unterabtg, Wasserwirtschaft 60 000 zł za Lagerschutz w obozie” (s. 258)
„Rano Gmina. Wczoraj sprowadzono wieczorem do mnie lekarza, który mi zrobił 2 zastrzyki (atak sercowy?) po ciężkich przejściach osobistych. Odbyła się konferencja w Gminie w sprawie scentralizowania opieki społecznej. Przy mnie ma pozostać Centralna Komisja. Będą jej podporządkowane KOM, Opieka przy Radzie i Z[akład] Zaopatrywania] - Komisji będą przedkładane wnioski. Będzie ona wyznaczała sumy na opiekę.” (s. 258)
„Rano Gmina. Inauguracyjne zebranie Komisji Religijnej z rabinatem. Przemawiałem o duchu i potrzebie religii. Odpowiadał rabin Kanał i przewodniczący komisji p. Frydman.” (s. 258)
„Rano Gmina. Zażądano wczoraj wieczorem, aby 5 pisarzy wyjechało do obozu do Treblinki dziś o 9 rano. (…) O 3 pp. zawiadomił mnie Auerswald, że 151 więźniów się zwalnia. Poleca mi do 11 III 42 ich zwolnić. Odrzekłem na to, że pragnę zająć się nimi, szczególnie młodymi. Zwołałem do siebie na posiedzenie Szeryńskiego, Lindenfelda, Firsta, Wielikowskiego i żonę moją celem naradzenia się nad tą sprawą.” (s. 258)
„Rano Gmina. Potem u Ivánki i Kulskiego w sprawie pieniędzy z kasy miejskiej. Omówiono powołanie Komisji Rozrachunkowej między Radą a miastem.” (s. 258)
„Rano Gmina. -9°C. Byłem w „Brijusie” w Otwocku. Wieczorem wróciłem do Warszawy.” (s. 259)
„Rano gmina. Artyści przynieśli witraże do sali Gminy.” (s. 259)
„Rano gmina” (s. 259)
„Rano Gmina. Malarze wykończyli witraże dla głównej sali Gminy.” (s. 260)
„9°C. Rano Gmina. Obstalunki od Krügera. Przed obiadem zwiedziłem z Auerswaldem różne domy, badając stan zaśmiecenia. O 2 delegacja społeczników (…) W trakcie posiedzenia zjawił się Jesuiter (SS) z generałem Gestapo z Berlina (?) i towarzyszami, którym polecił złożyć relację o Radzie.” (s. 260)
„Rano Gmina. O 13.30 otwarcie Techniki Żydowskiej. Przemawiałem dwukrotnie. Poza tym przemawiali Jaszuński i Buchweitz.” (s. 260)
„Rano Gmina. (…) Z wielkim trudem wgramoliłem się na 4-te piętro w pałacu Brühla. Auserwaldowi oświadczyłem, że Żydzi nie nadają się do robót ziemnych. Należy ich zatrudnić w warsztatach. W sprawie opieki społecznej, mocno zanarchizowanej, A[uerswald] oświadcza, że należy nad wszystkimi opiekami utworzyć Komitet Dyspozycyjny. Odpowiedziałem, że odnośne prace są w toku. Odwiedziłem Probsta i zaproponowałem, że Szeryński udzieli wyjaśnień. P[robst] przyjął Sz[eryńskiego] zwrotami pełnymi ironii. Podał, że mający być zaaresztowani przesiadują, jak mu donoszą, u Loursa i że sam ich schwyta, zanim się Sz[eryński] weźmie do tego. Po obiedzie dzwonił do mnie Probst, że 2000 Żydów z dystryktu przesiedli się do Warszawy 1-4 kwietnia. Należy się do tego przygotować.” (s. 260)
„Rano Gmina. O 10-ej u Auerswalda. Wyrzuty z powodu niezapłacenia Tworkom 9 jakiejś zaległości. U Auerswalda byłem z Grossmanową (wstrętne babsko).” (s. 261)
„Rano Gmina. Sprawy bieżące. Ma nadejść transport 500 przesiedleńców, nie wiadomo skąd.” (s. 261)
„Rano Gmina. Sprawy bieżące. W nocy alarmy lotnicze.” (s. 262)
„Rano Gmina. Jutro Wielkanoc. Wiadomości z Lublina.” (s. 262)
„Rano Gmina. Przykrości i Z[akładem] Zaopatrywania] (ich własna opieka społeczna).” (s. 262)
„Rano Gmina. Zjawił się Gepner z tow. Omówiliśmy pomoc świąteczną. Gmina z Z[akładu] Z[aopatrywania] otrzymuje 100 000 zł na zapomogi etc., 50 000 dla przesiedleńców. Urzędnicy z postawionych mi przez komisarza do dyspozycji środków żywnościowych otrzymują paczki. Z mąki mają im wypiec mace.” (s. 262)
„Rano z Szeryńskim u Brandta.” (s. 262)
„Rano Gmina. Potem z Lindenfeldem u Auerswalda. Obiecał na jutro zwolnienie 260 więźniów. Doręczyliśmy mu zestawienie więźniów, nie objętych dotychczas amnestią. Obiecał po zbadaniu, czy jego jurysdykcji to podlega, wrócić do tej sprawy. Zezwolił na modły w więzieniu. Prosiłem o zwrot 200 000 zł z jego listy dyspozycyjnej (pożyczka od nas). Na razie nie załatwił.” (s. 262)
„Rano Gmina. O 12-ej u Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Poruszył stosunki gospodarcze w dzielnicy. Zaproponowałem, aby urządzić agenturę w dzielnicy aryjskiej, w której żydowscy rzemieślnicy mieliby kontakt z odbiorcami polskimi. A[uerswald] zaproponował kramy nalewkowskie na to.” (s. 263)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Byli u niego szwajcarscy oficerowie. Referowano im o ghetcie. Byłem u wysiedlonych z Niemiec w szpitalu Leszno 109.” (s. 263)
„Rano Gmina. Bieżące sprawy. Znany nicpoń Rosner przyjechał podobno na kilka dni do Warszawy. Jest Obmannem w Równem.” (s. 263)
„Byłem od rana w Gminie (nieczynnej - II dzień świąt Paschy). Czy czasem nie zwali się znów na łeb chmara przesiedleńców.” (s. 263)
„Rano Gmina. Auerswald zarządził, aby około 160 młodych niemieckich Żydów, znajdujących się w kwarantannie, wyjechało do Treblinki.” (s. 264)
„Rano Gmina. Święto wielkanocne żydowskie. U Auerswalda znowu prośba o zwolnienie aresztowanych z więzienia. (…) Byłem na Lesznie na kwarantannie dla uchodźców z Berlina i Frankfurtu, Hannoweru, Gelsenkirchen etc. Rozdawałem cukierki dzieciom. Przemówiłem do młodzieży. Znalazłem u nich odzew. Po obiedzie przyjechało kilku SS-owców i zażądało od Żydów berlińskich i frankfurckich wydania złotych przedmiotów. Niewiele tego było.” (s. 264)
„Rano Gmina. O godzinie 11-ej zwolniłem 260 więźniów z aresztu po odpowiednim przemówieniu do nich.” (s. 264)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u Auerswalda w sprawie orkiestry.” (s. 264)
„Rano gmina. Sprawy bieżące.” (s. 265)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Prosiłem o niewyłączanie z dzielnicy Bonifraterskiej 29 i 41. Natomiast należy to oddać niemieckim Żydom.” (s. 265)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u komisarza. Prosiłem, by się wystarał o pałac Staszica20 dla miasta, a my wtedy otrzymamy pałac Mostowskich.” (s. 265)
„Urządziłem publiczne posiedzenie Rady. Zjawiło się oprócz 24 radców z 200 osób z różnych sfer społeczeństwa.” (s. 266)
„Rano Gmina.” (s. 266)
„Rano Gmina. Potem pojechałem do Gestapo, aby się dowiedzieć szczegółów z nocy 18 na 19. Nie zastałem nikogo. Udałem się do Auerswalda, który oświadczył, że noc ta nie miała nic wspólnego z zabójstwem członka Sonderdienstu, który prawdopodobnie poległ od kuli „polskiego” szmuglera. Źle by było, dodał A[uerswald], gdyby to zrobił Żyd. 1000 Żydów by za to zapłaciło.” (s. 267)
„Rano Gmina. Zjawił się Gepner, Sztolcman, Graf, Kobryner. W sprawie ostatnich wydarzeń oświadczają, że tajne pisemka mogą wyrządzić wielkie szkody ludności żydowskie.” (s. 267)
„Rano Gmina. Zginął niejaki Śliwniak, chłopiec 19[?]-letni i poza tym 2 kobiety z zamożniejszej podobno sfery.” (s. 269)
„Rano Gmina. Idea zwrócenia się do berlińskich Żydów w sprawie pomocy dla przesiedlonych do Warszawy.” (s. 269)
„Rano Gmina. O 1-ej posiedzenie w Centosie. Temat - zakończenie Miesiąca Dziecka. Sprawozdanie Komisji Rewizyjnej (inż. Szereszewski) odrzucono jako wyjątkowo głupie i polecono ponownie sprawozdanie to opracować.” (s. 269)
„Rano Gmina.” (s. 269)
„Rano Gmina. Bieżące prace.” (s. 269)
„Rano Gmina. Zjawił się Heandel, który oświadczył, że do Auerswalda przybył Brandt z 8-ma ni to wojskowi, ni to gestapowcami. Widziałem przez okno w Gminie gości tych w aucie. Jak widać, zwiedzali ghetto. Po obiedzie podobno znów byli w pałacu Brühla.” (s. 271)
„Rano Gmina. O 10-ej zjawili się filmiarze z propagandy. Zrobili zdjęcia w moim gabinecie. Zainscenizowano wejście do mnie interesantów i rabinów etc. Potem zdjęto wszystkie obrazy i tablice. Na moim biurku ustawiono 9-ramienny świecznik, w którym wszystkie świece były zapalone.” (s. 271-272)
„Zjawił się Haendel, który był u B[randta] o 3-ej, jak twierdzi,w towarzystwie Kona i oświadczył, że Nadel to sugestia Kona. Wyraził gotowość przez Kona wpływać, aby kandydatura Nadla została wycofana. Kategorycznie się temu sprzeciwiłem. Odniosłem wrażenie, że intryguje, tym bardziej że psioczył na Nadla, opowiadając, że dzieli się jakąś pulą z porządkowymi i że jest w przyjaźni z Konem. Dodał, że chcą utrącić również adiutanta Czaplińskiego. Jutro rano udaję się z Nadlem do B[randta].” (s. 273)
„Rano Gmina. Wciąż chłody.” (s. 274)
„Rano Gmina. Miałem być u komisarza. Ponieważ rodził mu się syn, odwołał konferencję.” (s. 274)
„Rano Gmina.” (s. 274)
„Rano w Gminie. Obejrzałem roboty na placyku na vis a vis Gminy, na którym planuje się ogród dla dzieci. Pracuje tam 30 niemieckich Żydów, niedawno wysiedlonych z Niemiec, między innymi: nauczyciel, fabrykant, handlujący bydłem etc.” (s. 275)
„Rano Gmina.” (s. 275)
„Rano Gmina. Zjawił się Avril z filmowcami i zażądał zdjęcia w mykwie na Dzielnej. Do tego potrzeba 20 mężczyzn ortodoksów z pejsami i 20 kobiet z lepszej sfery.” (s. 275)
„Rano Gmina. Ogródek dziecięcy naprzeciwko Gminy na Grzybowskiej się buduje. Projektuję szereg takich ogródków w różnych dzielnicach ghetta. Pragnąłbym, aby w ogródku na Grzybowskiej raz na tydzień grała muzyka.” (s. 277)
„Rano Gmina” (s. 277)
„Rano Gmina. Sprawy bieżące.” (s. 278)
„W Gminie odwiedził mnie Auerswald z jakimś dygnitarzem niemieckim z Mińska, któremu musiałem zreferować strukturę dzielnicy. Zapytał, jak się Polska mogła odważyć na wystąpienie przeciwko potędze niemieckiej.” (s. 279)
„Rano Gmina.” (s. 279)
„Rano Gmina. O 10-ej próbny alarm lotniczy. Doszliśmy wszyscy do archiwum. Auerswald polecił do grupy 400, która ma pójść do obozu, dobrać ew[entualnie] niemieckich i czeskich Żydów.” (s. 279)
„Zjawił się do Gminy Avril i ostro monitował Firsta na tle rzekomych niedociągnięć przy filmowaniu.” (s. 280)
„Zjawił się do mnie porządkowy z oświadczeniem, że Avril wzywa mnie na jutro, abym grał rolę gospodarza na balu. Odrzekłem, że na 8 i 1⁄2 muszę z kierownikiem Służby, Lejkinem, być u Brandta. Na to odpowiedział, że postara się o zwolnienie mnie u Brandta, abym pozował do filmu.” (s. 280)
„Rano Gmina.” (s. 281)
„Rano Gmina. O 12-ej koncert orkiestry Służby Porządkowej. Dyrygował Kataszek i śpiewano żydowskie utwory. Sala pełna. Wykonanie bardzo dobre.” (s. 281)
„Rano Gmina. Chrześcijańskie Zielone Świątki. Władze nieczynne.” (s. 281)
„Rano Gmina. O 11-ej u Auerswalda z Lejkinem. Omówił sprawę 500 porządkowych, którym należy płacić po 10 zł dziennie. Będą oni stali przy murach i będą odpowiedzialni (życiem) za ewentualne] dziury w murach.” (s. 283)
„Rano Gmina.” (s. 283)
„Dziś mi złożył wizytę pożegnalną dyr. Meyer z Zarządu Miejskiego. Proszę o pozostawienie koszyków na śmieci i wózków, bo z d. 1 czerwca przejmujemy oczyszczanie dzielnicy. Szef Meyera, Schulten, jutro w tej sprawie poweźmie decyzję.” (s. 284)
„Rano Gmina. Kilka posiedzeń. O 12-ej zebranie wykładowców na wyższych kursach, w których uczestniczyłem.” (s. 285)
„Godzina 7 pp. konferencja w sprawie skoncentrowania czystości dzielnicy w jednym ręku. Godzina 8- ma konferencja w sprawie „Domu Dziecka” (s. 285)
„Rano Gmina. Filmiarze polecili dostawić kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn w połowie z lepszej sfery i filmowali ich w wielkiej sali Gminy.” (s. 285)
„Od 9-ej do 1 1⁄2 byłem u Auerswalda. Prosiłem o przedłużenie godziny policyjnej. Omówiłem sprawę czystości dzielnicy. Obejrzałem place na rogu Gęsiej i Nalewek i na Nowolipkach przeznaczone na ogródki dla dzieci.” (s. 285)
„Rano Gmina. Sprawy biezące. Otrzymujemy od „Finanzinspektora” zł 300 000 z sumy ±420 000, które się nam należą. Resztę zatrzymał komisarz na swoim funduszu dyspozycyjnym.” (s. 286)
„Rano Gmina. O 1-szej przyjechał Auerswald, Grassler i Probst. Obejrzeli 2 bryczki (wolanty) nabyte przez Radę. Do mnie nie wstąpili.” (s. 286)
„Rano Gmina. O 9.30 otwarcie ogródka na Grzybowskiej 21. Grała orkiestra pod kierunkiem Kataszka, śpiewały chóry, dzieci szkół. Rady wykonały tańce i ćwiczenia. Ogródek został przekazany dzieciom przez dzieci. 2 delegatów i jedna delegatka obwieściły to w języku polskim, żydowskim i hebrajskim. Przemawiałem 2 razy. Uroczystość wywarła wielkie wrażenie na zebranych. Balsam na rany! Uśmiech ulicy! o 1-ej urządziłem obiad dla robotników wysiedlonych z Niemiec. Po moim powitaniu przemawiał dr Wielikowski. Odpowiadali nam 2 przedstawiciele. Obiad: zupa, mięso - zł 8 - obstalowaliśmy w polskiej jadłodajni. Ponadto wszyscy otrzymali po pudełku papierosów i paczuszkę cukierków. Obecnym dzieciom dałem czekoladę.” (s. 286)
„Rano Gmina” (s. 287)
„Posiedzenie w Gminie w sprawie obiadów, które w znacznej mierze należy zlikwidować z powodu braku środków. Jutro udam się do Auerswalda i poproszę o zwiększenie przydziału na Opiekę z 15% na 20%. Może w ten sposób zaradzi się potrzebie. A[uerswald] był w gminie o 31⁄2 i przejechał się na próbę na 3-ch obstalowanych bryczkach. Do mnie nie wstąpił.” (s. 288)
„Rano Gmina. Przed moim wyjazdem na podwórzu Chłodna 20 junacy z pejczami dozorowali Żydów (między innymi złapanego na ulicy Mitelberga - kupca), którym polecono wyjmować skóry z potajemnej garbarni (?) w piwnicy i ładowano na wielki wóz. O 1-ej nadjechał do Gminy Auerswald z jakimiś gośćmi, którym na jego polecenie opowiadałem co nieco o ghetcie. Zameldował się do mnie „podobwodowy” Józef Ehrlich, któremu przyjęcia odmówiłem.” (s. 288)
„Rano Gmina. Konferencja z Kontrolą i Służbą Porządkową w sprawie weryfikacji. Postanowiłem stu kilkudziesięciu funkcjonariuszy usunąć.” (s. 289)
„Rano Gmina. O 2-ej zjawił się Auerswald z 18 dziennikarzami, którym musiałem opowiedzieć o zarządzie dzielnicy. Dziś nad ranem zmarł sekretarz generalny Rady inż. Michał Król (konsekwencje tyfusu).” (s. 290)
„Rano Gmina.” (s. 290)
„Rano Gmina. O 12-ej koncert na rzecz Patronatu nad więźniami. Żona przemawiała w imieniu Patronatu.” (s. 291)
„Odwiedzili mnie dziś kierownicy fabryki (E. Gerlacha i Pulsta), oświadczając, że muszą mieć 800 robotników (tokarzy etc.). Chcą ich wyszkolić, z tym, że my pokryjemy połowę kosztów (50 000 zł miesięcznie). Na uwagę, że trudność w zdobyciu kandydatów polega na małym lonie, z którego żyć nie mogą, odrzekł dyrektor fabryki, że pracował u Żydów i że firma „Horowitz” umiała płacić około 2 mk za kostium, który chałupniczka wykonywała w ciągu 4 dni.” (s. 291)
„Rano Gmina. Był Auerswald z jakimś przyjezdnym dygnitarzem i towarzyszami tegoż. Musiałem referować sprawy dzielnicy. O 12.30 u Ivánki. Zarząd Miejski uznał bezsporny dług w stosunku do Rady (reszta sporna) i został za to zmonitowany. Wypłata ponad 1 milion zł uzależniona od dra Fribolina.” (s. 291)
„Rano Gmina. Zwiedziłem ogródki w budowie na rogu Franciszkańskiej i Nalewek i na Nowolipkach, ogród w więzieniu. Z więzienia ponad 80 osób ma wyjechać jutro o 4 nad ranem do obozu. Umieszczono ich w drewnianym budynku na terytorium aresztu. Kiedy mnie dostrzegli, rozległy się szlochy i krzyki, które mi towarzyszyły do bramy. Ponadto kilkuset innych więźniów ma pójść do obozu.” (s. 292)
„Rano Gmina.” (s. 292)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. O 11-ej przybył do Gminy z jakimiś wizytatorami, którym - jak zwykle - musiałem referować o dzielnicy.” (s. 292)
„Rano Gmina. O 12-ej II publiczne posiedzenie Rady. Zjawił się Brandt celem obejrzenia sali, w której odbyło się posiedzenie i przyjęcie. Sala wypełniona po brzegi . Referował inż. Sztolcman o Z[akładzie] Zaopatrywania], adw. Altberg w imieniu Rady Gospodarczej o położeniu gospodarczym w dzielnicy, r[adca] Rosen o działalności Wydziału Pracy, obozach. Nawoływał do pracy produkcyjnej. Na zakończenie powiedziałem kilka słów o Gepnerze z powodu jego 70-lecia urodzin i odsłoniłem jego fotografię w reprezentacyjnej sali Rady. Gepner uprzedził moje przemówienie mową, w której dziękował za stosunek do niego i złożył życzenia zebranym.” (s. 293)
„Rano Gmina” (s. 293)
„Rano Gmina” (s. 295)
„Do Gminy zjawił się komisarz SD Nicolaus w sprawie trojga dzieci, które mają być dostawione do Pawiaka na dziś na 4-tą z walizeczkami i prowiantem na 5 dni. Ma się odbyć wymiana. Rodzice ich są podobno już za granicą.” (s. 295)
„Rano Gmina. Potem w Domu Dziecka na Wolności. W nocy ktoś przerzucił worek ze szmuglem. Nocny dozorca z Domu zbiegł, gdy się zjawiła policja. Policja zanotowała nazwisko kierowniczki Polmanowej. Zarządziłem powiększenie murów, odgradzających ogród Domu Dziecka od sąsiednich domów, i zabicie drzwi, prowadzących przez podwórze na inną ulicę. Obejrzałem nowe ogródki w budowie na Nowolipkach i na rogu Franciszkańskiej i Nalewek.” (s. 295)
„Rano Gmina.” (s. 296)
„Rano Gmina. Zjawiła się delegacja Służby Porządkowej (w obecności Niuni) i doręczyła zł 32 900 wpływ z koncertu na rzecz Patronatu nad więźniami. Omówiłem z Gepnerem i Sztolcmanem sprawę Rady Opieki Społecznej. G[epner] proponuje permanentne ciało, które by miało swój walor również po wojnie. Wyraziłem pogląd, że należy wytworzyć trzon z 7 - 9 osób, około którego zgrupuje się kilkunastu doradców.” (s. 296)
„Rano Gmina. W ogródku grała muzyka S[łużby] Porządkowej]. Popis 600 uczniów i uczennic szkół powszechnych. Z aktorów wziąłem do siebie na trybunę małą dziewczynkę, ucharakteryzowaną na Chaplina (wielkie brawa). Religianci są przeciwni urządzania zabaw z muzyką i śpiewem w ciągu bieżących 3 tygodni (żałoba).” (s. 297)
„Wieczorem około 11-ej dostarczono mi przed Gminę około 700 ludzi (wiele kobiet i dzieci) z Rawy etc. Mieszkańcy Grzybowskiej nam pomogli herbatą etc. Dano przesiedleńcom 100 chlebów.” (s. 298)
„Rano Gmina. Przesłałem komisarzowi dane prawne, które winny być podstawą jego obwieszczenia o godzinie policyjnej. Już teraz tylko od niego zależy podpisanie i wykoncypowanie kilku wierszy. Trägheitsmoment [wypadek inercji]. Zaprosiłem do siebie Gepnera, Sztolcmana, Jaszuńskiego, Altberga i zaproponowałem przestawienie eksportu na artykuły niezbędnie potrzebne. Opowiedziałem o ostatnich rozmowach, wzgl[ędnie] prądach, nurtujących czynniki miarodajne. Podałem, że będą usiłować wejść w kontakt z czynnikami najmiarodajniejszymi w kwestii żydowskiej.” (s. 298)
„Rano Gmina. Zwiedziłem wytwórnię ceramiczną artystów w towarzystwie Heymana etc., którzy mieli fabrykę ceramiczną we Włocławku. Proponuję wyrób misek, kubków etc. Na razie bez skutku. Zwiedziłem ogródki na Nalewkach i Nowolipkach. Na niedzielę będą gotowe. O 2 pp. otworzyłem kurs przeszkoleniowy dla nauczycieli w sali Gminy. Przemawiali oprócz mnie Wolfowa i Brandszteter . Sala była pełna.” (s. 298)
„Rano Gmina. O 9.30 otwarcie ogródka dla dzieci szkolnych na rogu Franciszkańskiej i Nalewek. Tłumy ludzi. Na ulicy, na dachach, na kominach, na balkonach. Orkiestra, chóry, balet. Przemawiałem do dzieci. Na ulicy dzieci zrobiły mi owację. O 12-ej otwarcie warsztatów w więzieniu. Przemawiałem. Rok istnienia żydowskiego aresztu.” (s. 299)
„Rano Gmina. […] Wczoraj zgłosił się Kon i oświadczył, że w Z[akładzie] Zaopatrywania] są nieporządki. Wezwałem do siebie Gepnera, z którym ustaliłem, że należy wysłuchać Kona.” (s. 299)
„Z rana Gmina. Potem u komisarza. Chcę zaprowadzić hodowlę królików. A[uerswald] oświadczył, że nie otrzymamy owsa. W sprawie ewangelików, grzebanych na cmentarzu żydowskim, polecił odłożyć ją do powrotu Grasslera. W sprawie dzieci w areszcie zgodził się, aby je na razie umieścić w internatach aż do przygotowania zamkniętego domu poprawczego. Zwróciłem się z prośbą o zwolnienie skazańców i przyszłych skazańców w taki sam sposób, jak to już raz miało miejsce. Odmówił. Zaproponowałem wtedy obóz pracy na miejscu w więzieniu. Zgodził się z tym, aby Toebbens, Schultze wzgl[ędnie] szczotkarze urządzili warsztaty.” (s. 299-300)
„Wezwałem na posiedzenie Gepnera, Rechthanda, Wielikowskiego, Lejkina, Lichtenbauma i Lindenfelda. Ostatniemu poleciłem zrobić zestawienie więźniów. Lichtenbaumowi poleciłem przygotować kosztorys budowy pawilonu na terenie więzienia, wzgl[ędnie] adaptacji budynku Gminy na Ceglanej (mykwa), Rechthandowi rozmowę ze szczotkarzami etc.” (s. 300)
„Do Gminy zjawił się Nicolaus i polecił w piątek rano sprowadzić Żydów cudzoziemców do Pawiaka (ponad 80), skąd mają być skierowani za granicę. Omawiano sprawę dostawy. W zamian - oświadczył - mają być zwolnieni więźniowie.” (s. 300)
„Rano Gmina. Potem u komisarza. Polecił rozmawiać ze Szmiedtem. Na zapytanie, kto to jest S[chmiedt], odpowiedział, że nie może mi tego powiedzieć. Naradziłem się z Gepnerem, Sztolcmanem, Rechthandem etc. w sprawie jutrzejszej rozmowy z S[chmiedtem].” (s. 301)
„Rano Gmina.” (s. 301)
„O 11-ej byli dwaj Niemcy, którzy proponują interes kompensacyjny + zwolnienie części więźniów i ew[entualne] zezwolenie na wolny zakup mąki żytniej za dostawę butów etc.” (s.301)
„Rano Gmina. Na mieście niesłychana panika. Kon, Heller, Ehrlich rozsiewają paniczne pogłoski. Robi to wrażenie jakiejś sztucznej propagandy. Bodajby tak było.” (s. 301)
„Rano 7.30 w Gestapo. Zapytałem Mende, ile prawdy w pogłoskach. Odrzekł, że nic nie słyszał o tym. Z kolei zwróciłem się do Brandta, odpowiedział, że jemu nic nie wiadomo o tym. Na zapytanie, czy to jednak może mieć miejsce, odrzekł, że on nic nie wie. Wyszedłem od niego niepewny. Zwróciłem się do jego szefa komisarza Boehma. Ten odrzekł, że to nie jego dział, że Hohenmann mógłby coś na tle pogłosek ewentualnie zakomunikować. Nadmieniłem,żewedług rozsiewanych wieści dziś o 191⁄2 ma się zacząć wysiedlenie. Odpowiedział, na to, że chyba by coś wiedział, gdyby to miało mieć miejsce. Nie mając innego wyjścia udałem się do zastępcy kierownika wydziału III, Scherera. Wyraził zdziwienie co do pogłoski i oświadczył, że również nic o tym nie wie. W końcu zapytałem, czy mogę oświadczyć ludności, że nie ma powodu do obaw. Odpowiedział, że mogę, że to wszystko, co mówią, jest Quatsch i Unsinn [bzdura i nonsens]. Poleciłem Lejkinowi, aby przez rejony zawiadomił o tym ludność. Pojechałem do Auerswalda. Oświadczył, że opowiedział o wszystkim SS-Polizeiführerowi. First w międzyczasie był u Jesuitera i Schleterera, którzy się oburzyli z powodu rozsiewanych pogłosek i zapowiedzieli dochodzenie w tej sprawie. Wróciłem do Gminy. Zastałem dra Schmiedta. Finalizuje się kompensata buty etc. za zboże (1 250 000).” (s. 302)
„Rano Gmina. Przed 12-tą zjawili się funkcjonariusze SP i polecili zatrzymać radców, obecnych w gmachu, w moim gabinecie. Poza tym zażądali listy reszty radców. Wkrótce radcowie w moim pokoju zostali grupami zaaresztowani. Równocześnie zaaresztowano Zarząd Z[akładu] Zaopatrywania] z Gepnerem na czele. Chciałem wyjść razem z zaaresztowanymi. Oświadczono mi, abym został w biurze. W międzyczasie dojechali i inni do mego mieszkania, szukając mojej żony. Oświadczono im, że jest na Wolności w Domu Dziecka. Pojechali i wrócili do mieszkania z nakazem, aby żona o 3-ej była w domu. Część radców została dziś zwolniona. […] Siedziałem w Gminie do 6-ej, sprowadziwszy żonę do Gminy. Wieczorem spokojnie. W nocy wypadki śmiertelne.” (s. 304)
JA, III A
„Rano o 7.30 w Gminie. Granice małego ghetta obstawione specjalną formacją poza normalną. O godzinie 10-ej zjawili się Sturmbahnführer Hoefle z towarzyszami. Telefony wyłączyliśmy. Dzieci usunięto z przeciwległego ogródka. Oświadczono nam, że z pewnymi wyjątkami mają Żydzi, bez różnicy płci i wieku, być wysiedleni na wschód. Dziś do godziny 4 pp. ma być dostarczonych 6000 ludzi. I tak będzie (najmniej) codziennie.” (s. 304)
„O g. 5.30 nadjechał jeden z funkcjonariuszy Forwort (?) i zażądał, aby zastępcą Lejkina był Józef Ehrlich. Nosi już 3 gwiazdki.” (s. 306)
„Rano Gmina. Zjawił się Worthoff z grupy przesiedleńców, z którym omówiłem szereg spraw. Zwolnił uczniów szkół rzemieślniczych z przesiedlenia. Mężowie kobiet pracujących również. Co do sierot polecił rozmówić się z Hoefle. W sprawie rzemieślników polecił się również rozmówić. Na zapytanie, ile dni w tygodniu będzie akcja czynna, odpowiedziano, że 7 dni w tygodniu. Na mieście wielkie parcie do tworzenia szop . Maszyna do szycia może uratować życie. Godzina 3-cia. Na razie jest 4000 do wyjazdu. Do 4-ej, według rozkazu, ma być 9000. Na pocztę zjawili się jacyś funkcjonariusze i polecili przychodzące listy i paczki kierować na Pawiak.” (s. 306)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabrano i wywieziono Muzeum Bersohna. Była tam tzw. Biblioteka Bałamutna i inne rękopisy [Jakuba] Franka pisane cynobrem (czerwonym atramentem). Mówiono, że jest to krew, którą Frank pisał w więzieniu?" (s. 80)
„Słyszałem, że do Gminy Żydowskiej przyszli dwaj Żydzi i pokazali brązowe i niebieskie siniaki na ciele, pobito ich w czasie pracy na Dynasach.” (s. 113(
„W Gminie Żydowskiej mówi się o opodatkowaniu kartek na chleb kwotą 2 zł. Dotknie to przede wszystkim najuboższych, którzy nie będą w stanie wykupić kartek. Zmniejszono ostatnio racje chleba dla Żydów o połowę, z 500 do 250 gramów, podczas gdy chrześcijanie otrzymują 750 gramów. Żydzi nie otrzymują cukru, a chrześcijanie tak.” (s. 113)
„Do Gminy Żydowskiej nieraz przychodzili Niemcy i domagali się pieniędzy dla robotników żydowskich. Nie pomogła wywieszka na drzwiach, że wszystko musi przejść prze Leista.” (s. 158)
„W Gminie widziałem ślady krwi adwokata Popowera, który wydał skazujący wyrok na Sachsenhausa za zarekwirowanie żydowskiego mieszkania. Sachsenhaus wygłosił wobec tamtych przemówienie o konieczności zaprowadzenia porządku w Gminie.” (s. 159)
„Dziś przyszło do Gminy Żydowskiej pismo, że Żydzi winni się wyprowadzić do 15 listopada. Tym samym położono kres wszystkim pogłoskom o odłożeniu i odroczeniu getta.” (s. 159)
ONI, II A
„Ludzie z Gminy Żydowskiej przy każdej sposobności straszą Kawęczyńską [punkt zborny dla Żydów skąd wysyłano do obozów pracy], obozem pracy itd. Używają takiego języka: ‘W zębach przyniesiesz pieniądze’. Chojracy, cwaniacy w oficerkach przejęli władzę w Gminie. Posady za łapówkę: stróż 300 zł, poczta 500 zł, za każdą posadę trzeba zapłacić. Kogoś urządzono na posadzie za 600 zł w ciągu jednego dnia. Banda macherów i kombinatorów panoszy się w Gminie Żydowskiej bez żadnej kontroli. Niektórzy kierownicy wydziałów są porządni, ale nie mają społecznego podejścia.” (s. 180)
„Wczoraj w Gminie wybuchła wielka awantura, dzielono między swoich posady administratorów. [Meszulam] Kaminer przydzielił swoim córkom największe kamienice, przy Świętojerskiej 28, 32, 34 itp.” (s. 187)

Mary Berg
ONI, IIA

25.XII.40’: „W getcie jest jeszcze jedna grupa umundurowanych funkcjonariuszy żydowskich – pracownicy pogotowia ratunkowego, z niebieskimi otokami na czapkach i niebieskimi opaskami na rękawach. Kolejną tworzą ubrani na czarno pracownicy pogrzebowi, zatrudniani przez prywatne przedsiębiorstwa, wśród których największą popularnością cieszy się zakład Pinkierta mający swą siedzibę obok budynku zarządu Gminy Żydowskiej przy ulicy Grzybowskiej oraz firma Wittenberga mieszcząca się bezpośrednio po drugiej stronie jezdni. Nawet przeniesienie się na tamten świat w tych dniach bywa niełatwe. Pogrzeby są przerażająco drogie, a miejsca na przepełnionym cmentarzu żydowskim – na wagę złota.” (s. 94-95)

JA, IIA

17.II.41’: "Zarząd Gminy Żydowskiej kończy przygotowania do uruchomienia kursu rysunku technicznego, architektury i grafiki użytkowej. Zgłosiłam się. […] Zajęcia z metalurgii i zbliżonych przedmiotów będą się odbywać w budynku zarządu Gminy przy Grzybowskiej 26, a kurs rysunku technicznego przy Siennej 16, niedaleko naszego domu. W drodze do szkoły nie będę narażona na niebezpieczeństwo dalekiego marszu ulicami. Kurs potrwa sześć miesięcy, a czesne wyniesie dwadzieścia pięć złotych miesięcznie. Jest też pewna liczba stypendiów dla biednych, lecz utalentowanych uczniów" (s. 102-103).

ONI/JA, IIB

20.IV.41’: "To prawda, że Czerniaków często udaje się samochodem na spotkanie z gubernatorem Frankiem, lecz za każdym razem wraca załamany. Dźwiga ciężkie brzemię odpowiedzialności za wszystko, co się dzieje w getcie. Na przykład, kiedy tylko Niemcy odkryją, że ktoś kolportuje nielegalne gazetki, biorą zakładników spośród członków zarządu Gminy, który celowo rozbudowali i w którym zatrudnione są teraz najwybitniejsze osoby. Ci ludzie okazują niezwykłą dumę i odwagę, za które często płacą życiem. To wszystko z pewnością nie stanowi odpowiedniego tematu na satyrę. Prezes Czerniaków mieszka przy Elektoralnej 26. Często zachodzę do tego domu, bo mieszka tam moja przyjaciółka, lecz nigdy nie spotkałam prezesa na schodach ani na ulicy. Rzadko wychodzi, bo całkowicie pochłaniają go trudne obowiązki. Niełatwo dostać się do niego; trzeba minąć wiele sekretarek i recepcjonistek za okratowanymi okienkami i przedostać się przez rozmaite gabinety. Osoba prywatna często musi czekać na przyjęcie przez prezesa nawet trzy tygodnie. W tym czasie upragniona rozmowa często traci swoje znaczenie i niedoszły petent zwalnia miejsce w kolejce" (s. 114).

ONI, IIB

5.VI.41’: "Ogrodzenia z drutu kolczastego stopniowo ustępują miejsca murom z czerwonej cegły. W miejscach, gdzie dzielnicę żydowską oddzielają od strony aryjskiej jedynie zasieki z drutu kolczastego, znajdują się znaki z napisem „Seuchensperrgebiet – Nur Durchfahr Gestattet”. Ma on ostrzegać niemieckich żołnierzy przed wkraczaniem do strefy zakazanej, która ponoć jest siedliskiem chorób zakaźnych. Budulec do wznoszenia muru musi dostarczyć sama Gmina Żydowska" (s. 122).

JA/ONI; IIB

31.VI.41’: „Dom numer 42, naprzeciw naszego, spłonął podczas oblężenia. Tego ranka przed ruinami usiadła kobieta w średnim wieku. Jej bose stopy, które wyciągnęła przed siebie, pokrywały ropiejące rany, twarz miała opuchniętą od szkorbutu, a nozdrza nienaturalnie rozszerzone, jakby się dusiła. Próbowała dźwignąć swoje ciężkie ciało i wstać, lecz nie dała rady. Spieszący się ludzie mijali ją, nawet nie spoglądając. Tak czy inaczej, nie mogli jej pomóc. Z leżącego za nią tobołka kobieta wyciągnęła kawałek chleba, próbowała go ugryźć, wbiła weń zęby, lecz jej głowa opadła ciężko na chodnik. Nieco później uniosła się, odgryzła kęs chleba i zaczęła go żuć. Ale jej żołądek nie przyjmował pokarmu i kobieta zwróciła połknięty chleb. Wtedy ponownie spróbowała wstać za pomocą laski i w końcu się jej udało. Przeszła kilka kroków, zaczęła się chwiać, uparcie wspierając się na lasce, aż nagle zaczęła bić głową o ścianę i krzyczeć: „Ludzie, zlitujcie się nade mną, zabijcie mnie!”. […] Takie sceny rzadko mają miejsce przy Siennej, lecz w pobliżu Grzybowskiej ulice są pełne przymierających głodem ludzi zgłaszających się do zarządu Gminy po pomoc. Pełno tam prawie nagich dzieci, których rodzice zmarli i które przesiadują w łachmanach na ulicach. Są straszliwie wychudzone, ich kości przezierają przez żółtawą, podobną do pergaminu skórę. To pierwszy etap szkorbutu; w ostatnim stadium te same drobne ciała są rozdęte, pokryte ropiejącymi ranami. Niektóre dzieci rzucają się i jęczą, jak gdyby postradały zmysły. Nie wyglądają już na istoty ludzkie i bardziej przypominają małpki niż dzieci. Nie żebrzą o chleb, lecz o śmierć. Gdzie jesteście, zagraniczni korespondenci?” (s. 158-159)

ONI, IIB

23.IX.41’: "Niestety, nasze przedświąteczne obawy okazały się uzasadnione. Jeszcze wczoraj, w przeddzień Rosz Haszana, Niemcy wezwali reprezentantów naszej Gminy z inżynierem Czerniakowem na czele i z miejsca zażądali wytypowania pięciu tysięcy mężczyzn do obozów pracy. Gmina nie chciała usłuchać tego rozkazu. Wówczas Niemcy wdarli się do getta i urządzili istny pogrom".

ONI; IIIA

24.VII.42’: "Prezes Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Stało się to zeszłego wieczoru, 23 lipca. Nie mógł znieść tego strasznego brzemienia. Według docierających do nas plotek, podjął ten tragiczny krok, gdy Niemcy zażądali zwiększenia kontyngentu wysiedlanych. Nie widział innego wyjścia poza odejściem z tego straszliwego świata. Jego najbliżsi współpracownicy, którzy widzieli go krótko przed śmiercią, twierdzą, że do ostatniej chwili okazywał wielką odwagę i energię" (s. 281).

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 12 stycznia 1941 r.
„Czytałem dziś list z Warszawy od Hanki Justmann do Ziut. Pisze ona, że w Warszawie jest getto zamknięte, ale ludzie niektórzy nie wiedzą jeszcze, że jest wojna, mają swoje przedwojenne interesy, zarabiają i bawią się, jedzą, piją jak dawniej. Jest w Warszawie bardzo drogie wszystko, ale ludzie kupują. Otworzyło się bardzo dużo kawiarni i cukierni, w których jest pełno ludzi. Komitety domowe urządzają zabawy taneczne, których dochód przeznaczony jest dla biednych lokatorów. 1 stycznia nadeszło do Gminy Żydowskiej w Warszawie [Grzybowska 26] tyle próśb o pozwolenie na urządzenie sylwestra, że Gmina musiała odmawiać". (s. 31)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

„Środa, 22 lipca - prezes gminy żydowskiej Czerniaków popełnił samobójstwo. Nie chciał podpisać odezwy do ludności wczoraj wywieszonej. On wiedział, co to znaczy. Poprosił o kilka minut zwłoki, poszedł do swego mieszkania i otruł się cyjankiem. Więc znalazł się jednak wśród nich człowiek, tylko dlaczego nie rozkrzyczał przedtem tego, co wiedział? Nie sądźmy - może naprawdę nie mógł.” (s. 45)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IID

„Gdy w maju [1942] poszłam do Gminy, żeby poprosić o ponowne skierowanie w Toporolu, nie zrobiłam tego wyłącznie z chęci niesienia pomocy głodującym (…) Przydzielono nas od razu do grupy zatrudnionej na cmentarzu. Cmentarz żydowski był teraz odcięty od getta i nawet uczestnicy pogrzebów musieli posiadać przepustki, żeby przekroczyć jego bramę. Otrzymałyśmy takie przepustki z Gminy Żydowskiej i tego samego rana udałyśmy się na do pracy. Droga na cmentarz była długa i prowadziła przez najgorszą, najbardziej przerażającą część getta, której dotąd nie znałam.” (s. 77)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III

„Gmina miała swoją siedzibę przy ulicy Grzybowskiej 26 w starej kamienicy, pamiętającej czasy jej pierwszych prezesów. Ostatni prezes Mayzel, z początkiem wojny wyjechał za Bug i zmarł tam w jednym z miast pogranicznych. Żona jego zmarła w getcie jesienią 1942 roku na tyfus plamisty. Budynek Gminy był tak obszerny, że przed wojną mieścił w swych murach szkołę zawodową. Z wybuchem wojny szkołę zamknięto. Starszych uczniów wzięto do Wojska Polskiego, część przeszła do Rosji, reszta została w getcie.” (s. 89)

ONI, III A (lipiec 1942)
„Sień, korytarz, pokoje, w których pracowali urzędnicy Gminy, wszystko było ciemne i ponure. Popękane, dawno nie malowane ściany; pełne niedopałków od papierosów, nie myte podłogi; brudne szyby; popstrzone przez muchy i zakurzone portrety byłych prezesów i ofiarodawców.
W tych niepewnych czasach nikogo to specjalnie nie raziło. Każdy dzień mógł być ostatni, więc któż by się nad tym zastanawiał? I kogo obchodził wygląd estetyczny czy nawet warunki sanitarne? Było to drobnostką w porównaniu do stokroć ważniejszych problemów.
Po sieni i szerokim korytarzu krążył tłum interesantów i urzędników o zmęczonych twarzach, o oczach podkrążonych przez brak snu i niepokój. Surowy wyraz tych twarzy kłócił się z oblaną lipcowym słońcem ulicą i obojętnym błękitem nieba, rozpiętym między domami. Niejeden już wtedy stracił ojca lub brata; niejednemu tyfus zabrał ukochane dziecko, ale nie mówili o tym i nikt ich nie pytał.” (s. 88)

JA/ONI, III A (lipiec 1942)
„Kiedy chodzimy tym gwarnym, szerokim korytarzem, nie wiemy jeszcze, że Rozensztadtowi, bratu radcy, zabrano żonę na Umschlag. Już nie wróciła. Wiadomość ta wywołała poruszenie i dezorientację. Bo dotychczas wierzono, że urzędnicy i ich rodziny chronieni są przed wysiedleniem.
„Niech pani spojrzy, to ten przy oknie za biurkiem. Ten z pochyloną głową.” Dziwne było, że siedział tak spokojnie, że nie rozpaczał, nie krzyczał, nie przeklinał. Usiedliśmy w pokoju, gdzie pracowało kilkanaście maszynistek. Jedna z nich, nazwiskiem Hirszberg, pochodziła z Łodzi. Mąż jej, lekarz wojskowy, był w niewoli u Rosjan gdzieś pod Kozielskiem. Każdego dnia zabierała ze sobą do Gminy siedmioletniego synka. Miał rude włosy, tak samo jak ona. Jedynym jej marzeniem było to, żeby go wysłać na stronę „aryjską”. Miała tam przyjaciół. I właśnie dziś o siódmej rano poszedł z placówką. Dlatego płakała, pisząc na maszynie.” (s. 89)

MY/ONI, III A (lipiec 1942)
„Przed nami długi stół, przykryty zielonym suknem, a przy stole kilku radców. A my przy małym stoliku obok drzwi wejściowych. Kiedy tak siedzimy i spoglądamy na popękane ściany, na wysokie okna o sześciu szybach i lufcikach, wchodzi Wika, córka inżyniera Baumberga, kolegi mego męża. Czy to ta sama Wika, którą znałam jako dwuletnie dziecko? Tak, to ta sama. Ale teraz ma lat osiemnaście. Jest wysokiego wzrostu i silnej budowy. Włosy ma jasne jak żyto i jest niepodobna do Żydówki. Z czym tutaj przyszła?
Słyszę, jak mówi, że ojciec zmarł przed rokiem, a matkę i brata zabrali Niemcy. Ona zdążyła się ukryć, więc została przy życiu. ,,Ale dziś wychodzę na stronę «aryjską» i proszę o trochę pieniędzy.”
Patrzę na nią i myślę: jakże jest zaniedbana. Krzywa i pognieciona spódnica; włosy w nieładzie. Gdzie spała tej nocy? W jakiej kryjówce?
Słyszę, że mówi: ,,Chcę pojechać na wieś w Ciechanowskie. Będę tam pracowała na roli”.
Dają jej pięćset złotych. ,,Proszę pani, oto pięćset złotych.” Życzą jej, żeby jechała z Bogiem i żeby przetrwała wojnę. […]
Teraz wchodzi kobieta w średnim wieku, ubrana biednie, a za nią siedemnastoletnia córka. To żona rabina Eckermana, zakładnika u Niemców. ,,Wyjeżdżam z dziećmi do Mińska Mazowieckiego – mówi –tam jest jeszcze cicho. Potrzeba mi pieniędzy.
,,A jak się pani dostanie do Mińska?” –pytają.
„Przyjedzie po nas fura. Umówiłam się z chłopem. Chłop po nas przyjedzie.”
[...]
Dają jej pieniądze. Jutro o świcie będzie się tłukła na wozie, nie główną szosą, a bocznymi drogami, i może zajadą szczęśliwie do miasteczka.
„Pani Eckerman - mówią - pani rabinowo. Niech pani jedzie w zdrowiu. Z Bogiem i w zdrowiu” - mówią. […]
Jeszcze rabinowa nie wyszła z pokoju, jeszcze obciąga żakiet i domyka torebkę, a już wchodzi urzędnik, którego nie znamy. A może jest to przygodny człowiek z ulicy?
[…]
I nagle wchodzi Bronisława. Szwagierka moja, Bronisława Szereszewska, żona Edwarda. Wydaje nam się dziwne, że tak nagle przychodzi do Gminy, trzymając dwoje dzieci za ręce: chłopca lat dziesięciu i siedmioletnią dziewczynkę.
[…] Noc tę przespaliśmy na podłodze Gminy. Na paltach. My na paltach na podłodze, a córki nasze na stole pokrytym zielonym suknem. Strzelanina za murami trwała przez całą noc. Strzelano bezustannie we dnie i w nocy. A jeden mur był całkiem blisko, bo za Ceglaną w pewnym miejscu była strona „aryjska”. (s. 88-89)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
GRZYBOWSKA 26/28 (SIEDZIBA GMINY a zarazem Szkoła rzemieślnicza im. dr Ludwika Natansona przy Żydowskiej Gminie Wyznaniowej)

JA, II B

„Rok wcześniej [1941 – przyp. AKR] zaczęłam uczęszczać na bezpłatne Kursy Graficzne, których siedzibą, wraz z kreślarstwem, była Szkoła Rzemieślnicza przy ulicy Grzybowskiej.” (s. 13)

JA/ONI, II B

„Muszę teraz powiedzieć kilka słów na temat naszych Kursów Graficznych, prawdziwej Akademii Sztuk Pięknych. […] Na jesieni 1941 roku istniały dwa kursy: wyższy i niższy, tj. nasz. Oprócz tego muszę wspomnieć także „freblówkę” – grupę dzieci przyjętych ze względu na ich zdolności. Nasz profesor1, prawdziwy przedstawiciel „cyganerii”, sądząc z zaniedbanego wyglądu i sumiastych wąsów, kręcił się między rajzbretami i stojakami, krytykując, poprawiając, a czasem pocieszając uczniów.” (s. 15)

JA/ONI, II B – II C

„Harmonia panowała u nas aż do zimy 1941-42, kiedy to pokazały się na kursach nowe twarze. W pierwszym rzędzie dziwna para: Wolnam i Wajsman (W i W). […] Wajsman znalazł miejsce do pracy obok mnie […]” (s. 15)

JA/ONI, II D (zimna 1941/1942)

„Tymczasem zima miała się ku końcowi, chociaż wciąż jeszcze drżeliśmy z zimna. Niektóre ławki drewniane zostały poświęcone, aby ogrzać nasz ogromny salon.” (s. 16)

JA/ONI, II D (wiosna 1942)

„Po lekcjach pozostano jeszcze, by słuchać muzyki. Pianino Szkoły Rzemieślniczej było jednym z kilku zaledwie pozostawionych w getcie. Wszystkie inne zostały już dawno zrabowane przez Niemców. Wraz z najnowszym kursem (trzeci z kolei) „nabyliśmy” autentycznego pianistę, Ryśka Zegrze. Zostawialiśmy więc chętnie po lekcjach, by słuchać utworów Liszta i Szopena.” (s. 19)

JA/ONI, II D (wiosna 1942)

„Skorzystałam z tego, że wszyscy zatopieni byli w muzyce, słuchając naszego pianisty w nabożnym skupieniu. Wymknęłam się więc na kreślarstwo, by zwrócić maszynę Kubusiowi2. Poprosił, żebym została, póki nie zakończy pilnej pracy kreślarskiej.” (s. 20)

JA/ONI, II D (10 V 1942)

„Wchodząc, zauważyłam dziwnie uroczyste miny. Najwidoczniej szykowano jakiś spisek. Rzeczywiście, na tablicy widniał napis: „Dziś są urodziny panny Birnbaum”. Naturalnie, był to pomysł Kadysza. Oświadczyłam że nie przyjmuje powinszowań „post factum”, ale w końcu zaczęłam się śmiać i żartować razem z nimi. Spotkałam się z Kubusiem3 na przerwie śniadaniowej i wymknęliśmy się do pustej klasy, niedaleko kreślarstwa, aby spędzić tam kilka wolnych minut. Od tej pory miało stać się to zwyczajem.” (s. 25-26)

JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Czerwiec rozpoczął się nadzwyczajnymi wydarzeniami. Niemcy, przeważnie oficerowie lotnictwa, nawiedzili masowo getto, kręcąc sceny filmowe, których celem było najprawdopodobniej ośmieszenie nas. Na przykład filmowali „zebranie” Rady Żydowskiej, w której członkami byli rzekomo chasydzi w czarnych chałatach, „złowieni” na ulicy.” (s. 35)

JA/ONI, II D (21 czerwca 1942)

„Następnego dnia w Gminie rozpoczął się niezwykły ruch. Kontynuowano rejestrację na wyjazd do Palestyny. Uczniowie kreślarstwa zarobili przy tym trochę pieniędzy, uprawiając tak zwany „szmalec"” który polegał na wpuszczaniu kandydatów na wyjazd bocznymi drzwiami, za pewną opłatą. Było to możliwe do zrealizowania, ponieważ kurs kreślarski znajdował się na tym samym piętrze co Gmina, aczkolwiek po przeciwnej stronie budynku.” (s. 44-45)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Okazało się, że ojciec, będąc w gminie, potknął się i spadł z okutych żelazem schodów.” (s. 45)

JA/ONI, II D (22 lipca 1942)

“Stałam przy oknie i patrzyłam na podwórze, gdy pojawić się tam znajomy pracownik Gminy. Zapytałam go o nowiny.

- Dopiero co uciekłam tylnymi drzwiami – rzekł. - Auto gestapowskie zatrzymało się przed bramą i hitlerowcy udali się do biura prezesa.” (s. 56)

JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Lecz jeżeli chodzi o mnie, to czerwiec rozpoczął się… bzami. Istniało tylko jedno nędzne drzewo bzowe na dziedzińcu Szkoły Rzemieślniczej i zakwitło ono bardzo późno owego roku. Kubuś4 wspinał się codziennie na wierzchołek i rzucał mu kilka gałązek. W ten sposób w ciągu szeregu dni, szłam do domu przykryta kwieciem. Aż pewnego razu „wyczyn” Kubusia skończył się incydentem. w momencie gdy znajdował się na wierzchołku drzewa, wyłonił się nie wiadomo skąd policjant i zagroził nam aresztem w razie powtórnego przyłapania w „na gorącym uczynku”.” (s. 36-37)

JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Jak przedtem, spotykałam się z Kubusiem w pustej klasie, by zjeść wspólne śniadanie. Przez długi czas moi towarzyszy z grafiki „łamali sobie głowy”, zastanawiając się, gdzie ja znikam w czasie przerwy i starając się, zresztą bezskutecznie, szpiegować nas. Niestety, drzwi naszej pustej klasy były częściowo oszklone, tak że z chwilą, gdy dwóch ciekawych wyrostków ze szkoły Rzemieślniczej odkryło nasz „zakątek” i zaczęło zaglądać przez dziurkę od klucza, musieliśmy zachowywać się spokojnie.” (s. 37-38)

„Ogromny budynek Szkoły Rzemieślniczej mieścił w części frontowej Radę Żydowską. Od czasu do czasu na naszym wspólnym podwórku odbywał się oficjalną uroczystości. Pewnego dnia byliśmy świadkami defilady policji żydowskiej przed zwierzchnikami polskimi i niemieckimi. Komendantem służby porządkowej był w owym czasie dawny wysoki oficer policji polskiej, Szeryński, a jego zastępcą – mecenas Fejkin.” (s. 40)

„Pewnego dnia w połowie czerwca, odwiedził grafikę sam pan prezes rady żydowskiej, inż. Adam Czerniakow, w otoczeniu świty, policji i dygnitarzy. Nie cieszył się on zbyt wielką popularnością, jako narzucony nam dawny kolega uniwersytecki gubernatora Franka. „Rzucił okiem” na kurs, po czym podszedł do pianina i zaczął grać. Następnie poprosił prof. Greiffenberga5 o pokazanie mu najlepszych prac. Tymczasem Kadysz kreślił po kryjomu jego karykaturę. Kilkoma pociągnięciami ołówka uwiecznił łysą głowę pana prezesa i fałdy tłuszczu na karku. Prezes pożegnał się, nie omieszkawszy zapewnić nas o swoim zachwycie nad postępami „kochanej młodzieży”.” (s. 40)

„Tymczasem praca na grafice wrzała. Najpierw projektowano transparenty dla wszystkich kursów zawodowych na mającą odbyć się defilady. Następnie prof. Greiffenberg6 otrzymał zamówienie od gminy. Miano zbudować Ogródek Jordanowski na gruzach zbombardowanego domu, naprzeciwko naszego budynku. Tylko najbardziej utalentowani spośród nazw zostali wybrani do malowania fresków na tematy dziecinne na ścianach domów, graniczących z przyszłą freblówką. Ja zostałam pominięta i czułam się raczej przygnębiona.” (s. 42)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Pod koniec czerwca mieliśmy zabawne wydarzenie na grafice. Na najmłodszy kurs uczęszczał pewien dokuczliwy „rudzielec”, nazwiskiem Lament. Dał się w końcu wszystkim tak bez znaki że nasi chłopcy postanowili „nauczyć go rozumu”. Pewnego dnia, podczas przerwy śniadaniowej, zapędzili go podstępnie do komórki za estradą. Na drzwiach umieścili następujący „nekrolog”:

Tu spoczywa

b.p.

LAMENT

Spokój duszy jego

Amen

Duch „nieszczęsnego nieboszczyka” zachowywał się na razie cicho. Jednakże, zaledwie usiedliśmy do pracy, powrócił najwidoczniej „z zaświatów” i zaczął tłuc się po swoim więzieniu, „lamentując”. Profesorowie Hillf i Greiffenberg7 spojrzeli po sobie ze zdumieniem, po czym pospieszyli mu z odsieczą. Uwolniony „upiór” z rozczochraną, rudą czupryną pobiegł szybko do radcy na skargę. Posłano go z powrotem do pracy.” (s. 47)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Radca Poznański cieszył się u nas dużą popularnością. Pewnego razu odwiedził grafikę w czasie wykładu z historii sztuki. Usiadł z daleka, oglądając przeźrocza razem z nami. Na nieszczęście w tej samej chwili Kubuś doszedł do wniosku, że już czas na śniadanie, i zaczął gwizdać na schodach nasz sygnał. Tu i ówdzie rozległy się śmiechy. Nie mogłam wyjść z klasy w czasie wykładu i postanowiłam „wytrwać na stanowisku”. Kubuś gwizdał jeszcze kilka minut, po czym odszedł zniechęcony. Radca udawał, że nie wie o niczym.” (s. 47)

„Rozstaliśmy się [z Jakubem Siemiatyckim – przyp. AKR] przed bramą kursów. Patrzyłam za nim długo, dopóki nie zniknął w perspektywie ulicy. Może to były przeczucie.”

JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

„Ujrzałam nagle w tłumie jednego z kolegów Kubusia. Powiedział mi, że widział go rano na kreślarstwie. Gdy ukazał się auto Gestapo, schronili się wszyscy na strychu.” (s. 56)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Na kursach zastałam tylko kilka osób. Panowało ogólne przygnębienie. Profesor Greiffenberg, wpatrzony w ziemi, powtarzał:

- To jest koniec! Nie ma dla nas nadziei!

Nagle otworzyły się drzwi i wszedł radca. Ogarnął wzrokiem apatyczną grupę i rzekł: - Trzeba się wziąć do roboty. Ustawcie teraz martwą naturę! – Po jego wyjściu profesor Hillf roześmiał się gorzko: - Stary chyba zwariował! Myśli, że martwa natura nas zbawi…” (s. 58)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II A

„Pomoc biednym z punktów polegała na tym, że dwa razy tygodniowo miano z każdego mieszkania podać garnek zupy, która miała być ugotowana według wskazówek komitetu [domowego], a następnie zlewano do wspólnego kotła. Kilka razy i ja byłem między tymi, którzy nosili kotły do punktów, nasz blok nosił do punktu mieszczącego się na Grzybowskiej [26/28?] – [w] dawniejszej szkole. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy weszliśmy z kotłem. Łóżek nie było, na ziemi leżały sienniki, każdy człowiek miał tylko taką przestrzeń, ile potrzebował, by uleżeć na jednym boku. Ci nieszczęśnicy na widok nas rzucili się w ogonku, dzieci stały z garnkami i czekały na trochę zupy. Spytałem się małej dziewczynki, czy bardzo głodna jest – tak – odpowiedziała ze smutkiem w oczach – jeszcze dziś niczego nie jedliśmy. Była 7-ma wieczór, ludzie ci mieli zaspokoić tą zupą głód całego dnia.” (s. 40)

JA, II C

„Jesteśmy na Grzybowskiej, ja z Wilkiem przechodzimy koło gminy [Grzybowska 26/28]. Nagle widzimy, że na placu gminnym jest dużo ludzi, wchodzimy więc, by się dowiedzieć, co się stało. Okazało się, że wróciło kilkadziesiąt chłopców z Konina – Końska Wola [Końskowoli]. Ludzie wynędzniali do ostateczności, straszny widok. Opowiadają, że mieli straszne warunki życia, że Niemcy bili ich strasznie, tyle a tyle powiesili, zamordowali, zastrzelili, głodni byli, obdarci, brudni i zawszeni. Dziwnie smutny to był widok, nie rozumiałem dotąd, że można doprowadzić ludzi do takiego stanu. Kupiłem trochę chleba i rozdzieliłem. Boże, jakie oczy zwierzęce ci ludzie mieli, gdy jedli… Cóż mogłem więcej zrobić, poszedłem dalej, nimi miał się zająć dział gminny dla obozowiczów.” (s. 76-77)

_____________________________________________________________________________________________


1Greifenberg (Grajfenberg, Greiffenberg) Dawid (Daniel, Dionizy) – malarz urodzony w 1908 r. w Warszawie, zginął w 1942 r. w Treblince. Studiował w warszawskiej ASP (1927-1932) u Mieczysława Kotarbińskiego. Był członkiem grupy artystycznej „Blok”. W getcie warszawskim pracował jako inspektor w szkole artystycznej, funkcjonującej oficjalnie jako szkoła zawodowa pn. Kurs Grafiki Użytkowej i Rysunku Maszynowo-Technicznego.



2Jakub Bernard „Kuba”, „Bertie” Siemiatycki – urodzony w 1907 r. – zginął prawdopodobnie w lipcu 1942 w Treblince. W getcie warszawskimuczęszczał na kursy graficzne w Szkole rzemieślniczej im. dr Ludwika Natansona przy Żydowskiej Gminie Wyznaniowej. Był sympatią Ireny Birnbaum. 24 lipca 1942 roku, w czasie rozpoczęcia tzw. „Wielkiej Akcji” deportacyjnej został wywieziony z getta wraz z siostrą i matką. Wspomnienia Ireny Birnbaum sugerują, że został zabrany na Umschlagplatz, skąd trafiał do obozu zagłady w Treblince. Jego dalszy los pozostaje nieznany, ale wszystko wskazuje na to, że zginął w czasie Zagłady.



3 Jakub Bernard „Kuba”, „Bertie” Siemiatycki – urodzony w 1907 r. – zginął prawdopodobnie w lipcu 1942 w Treblince. W getcie warszawskimuczęszczał na kursy graficzne w Szkole rzemieślniczej im. dr Ludwika Natansona przy Żydowskiej Gminie Wyznaniowej. Był sympatią Ireny Birnbaum. 24 lipca 1942 roku, w czasie rozpoczęcia tzw. „Wielkiej Akcji” deportacyjnej został wywieziony z getta wraz z siostrą i matką. Wspomnienia Ireny Birnbaum sugerują, że został zabrany na Umschlagplatz, skąd trafiał do obozu zagłady w Treblince. Jego dalszy los pozostaje nieznany, ale wszystko wskazuje na to, że zginął w czasie Zagłady.



4Jakub Bernard „Kuba”, „Bertie” Siemiatycki – urodzony w 1907 r. – zginął prawdopodobnie w lipcu 1942 w Treblince. W getcie warszawskimuczęszczał na kursy graficzne w Szkole rzemieślniczej im. dr Ludwika Natansona przy Żydowskiej Gminie Wyznaniowej. Był sympatią Ireny Birnbaum. 24 lipca 1942 roku, w czasie rozpoczęcia tzw. „Wielkiej Akcji” deportacyjnej został wywieziony z getta wraz z siostrą i matką. Wspomnienia Ireny Birnbaum sugerują, że został zabrany na Umschlagplatz, skąd trafiał do obozu zagłady w Treblince. Jego dalszy los pozostaje nieznany, ale wszystko wskazuje na to, że zginął w czasie Zagłady.




5Greifenberg (Grajfenberg, Greiffenberg) Dawid (Daniel, Dionizy) – malarz urodzony w 1908 r. w Warszawie, zginął w 1942 r. w Treblince. Studiował w warszawskiej ASP (1927-1932) u Mieczysława Kotarbińskiego. Był członkiem grupy artystycznej „Blok”. W getcie warszawskim pracował jako inspektor w szkole artystycznej, funkcjonującej oficjalnie jako szkoła zawodowa pn. Kurs Grafiki Użytkowej i Rysunku Maszynowo-Technicznego.




6Greifenberg (Grajfenberg, Greiffenberg) Dawid (Daniel, Dionizy) – malarz urodzony w 1908 r. w Warszawie, zginął w 1942 r. w Treblince. Studiował w warszawskiej ASP (1927-1932) u Mieczysława Kotarbińskiego. Był członkiem grupy artystycznej „Blok”. W getcie warszawskim pracował jako inspektor w szkole artystycznej, funkcjonującej oficjalnie jako szkoła zawodowa pn. Kurs Grafiki Użytkowej i Rysunku Maszynowo-Technicznego.




7Greifenberg (Grajfenberg, Greiffenberg) Dawid (Daniel, Dionizy) – malarz urodzony w 1908 r. w Warszawie, zginął w 1942 r. w Treblince. Studiował w warszawskiej ASP (1927-1932) u Mieczysława Kotarbińskiego. Był członkiem grupy artystycznej „Blok”. W getcie warszawskim pracował jako inspektor w szkole artystycznej, funkcjonującej oficjalnie jako szkoła zawodowa pn. Kurs Grafiki Użytkowej i Rysunku Maszynowo-Technicznego.

</document>
<document nplp_id="6043" title="NARBUTTA 8 &amp;#8211; GĘSIA [TRASA]" slug="narbutta-8-gesia-trasa">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV A/IV B
„Tego wieczoru nie wróciliśmy do getta. Zostaliśmy na jakiś czas skoszarowani na Narbutta. Dopiero później mieliśmy się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło w getcie: ludzie bronili się, jak umieli, przed wywiezieniem na śmierć. Chowali się w przygotowanych wcześniej kryjówkach, a kobiety polewały klatki schodowe wodą, która zamarzając, utrudniała Niemcom wdarcie się do wyżej położonych mieszkań. Niektóre z domów wprost zabarykadowano, a mieszkańcy wdali się w strzelaninę z SS, zdecydowani zginąć w walce z bronią w ręku, zamiast dać się wykończyć w komorze gazowej. Chorych z żydowskiego szpitala zabrano w bieliźnie, załadowano do lodowatych wagonów i wywieziono do Treblinki. Jednakże dzięki temu pierwszemu aktowi zbrojnego oporu stawianego przez Żydów, Niemcy zdołali odtransportować w ciągu pięciu dni zaledwie pięć tysięcy osób, zamiast zaplanowanych dziesięciu tysięcy. Piątego dnia wieczorem „Zig-zag” zawiadomił nas, że akcja „czyszczenia getta z pasożytniczych elementów” została zakończona i możemy wreszcie powrócić do domu. Nasze serca waliły jak młotem. Ulice getta ukazywały wstrząsający widok. Chodniki były zasypane odłamkami powybijanych szyb. Rynsztoki pełne były pierza z porozrywanych poduszek. Wszędzie pióra. Każdy podmuch wiatru unosił chmury piór i rozdmuchiwał je wokoło, jakby padał śnieg, tylko w odwrotnym kierunku - od ziemi ku niebu. Co rusz zwłoki pomordowanych. Wokoło panowała tak głęboka cisza, że odgłos naszych kroków odbijał się długim echem od ścian domów, jakbyśmy przecinali wąwóz w górach. Pokój był splądrowany i nie zastaliśmy w nim nikogo. Wszystko było tak, jak pozostawili to wywiezieni rodzice Próżańskiego. Prycze były po ich ostatniej tu nocy nie zasłane, a na wygaszonym piecyku stał garnuszek z kawą, której nie było im już dane wypić. Na stole leżały, tak jak je pozostawiłem, pióro i zegarek.” (s. 122-123)</document>
<document nplp_id="6047" title="LESZNO 76 (Szop Schultza)" slug="leszno-76-szop-schultza">Władysław Szpilman
ONI, III A
„Ten straszny dla nas okres był czasem wspaniałych interesów dla Niemców. Niemieckie firmy wyrastały w getcie jak grzyby po deszczu i każda z nich gotowa była wystawić zaświadczenie o pracy, oczywiście za odpowiednią sumę, sięgającą tysięcy. Lecz wysokość tych sum nikogo nie odstraszała. Przed firmami stały kolejki, które przed biurami naprawdę ważnych i wielkich fabryk, jak „Toebbens” czy „Schultz”, urastały do ogromnych rozmiarów. Ci, którzy szczęśliwie zdobyli zaświadczenia pracy, przyczepiali sobie do ubrań małe kartoniki z nazwą organizacji, w której mieli ponoć pracować. Wierzyli, że to ochroni ich przed wysiedleniem.” (s. 87)


Leokadia Schmidt
JA, III A
„W tym czasie rozpoczęto już przydzielać mieszkania. Ulica Ogrodowa 27 i 29 miała już komplet mieszkańców z fabryki naszego Schultza. Ponieważ nie wszyscy pracownicy znaleźli ta zakwaterowanie, zaczęto opróżniać dom przyległy do fabryki przy ulicy Leszno 76. Tam po wielkich staraniach i protekcji Jadzi otrzymaliśmy przydział na mieszkanie dwuizbowe. Niestety nie można go było jeszcze zająć, gdy poprzedni lokatorzy nie otrzymali przydziału w swoim szopie.” (s. 38)
ONI, III A
„W naszym skoszarowanym domu ludzie wyszukiwali sobie indywidualne i zbiorowe kryjówki. Jedna ze zbiorowych kryjówek mieściła się na strychach domów Leszna 76 i 74 oraz w sąsiednim, przy ulicy Nowolipie 67. Za pomocą wybitych otworów w murach można było przejść z jednego strychu na drugi. Do tej kryjówki wchodziło się po drabinie z naszej klatki schodowej. Przeważnie kryły się w niej kobiety z dziećmi oraz starcy niezdolni do pracy.” (s. 44)
JA, III A
„Drugiego dnia na terenie fabrycznym na Lesznie zapanowała od wczesnego ranka trwoga. Okazało się, że Batalion Niszczycielski grasuje w szopie Toebbensa, Leszno 72, zaledwie trzy bramy od nas. Z biciem serca oczekiwaliśmy w każdej chwili blokady.” (s. 48)
ONI, III A
„Landau oddał całe urządzenie swej fabryki, która mieściła się przy Ogrodowej 51 po stronie aryjskiej, dokąd co dzień rano naszych robotników grupkami prowadzono do pracy. On tez był głównym kierownikiem tych grup. Korzystał z indywidualnej przepustki i mógł swobodnie przemieszczać się po stronie aryjskiej. Miał nawet własne mieszkanie fabryczne na Ogrodowej 51. Równocześnie rozporządzał dwupokojowym mieszkaniem z kuchnią tylko dla siebie, żony i córki w skoszarowanym domu na Lesznie pod numerem 76. W późniejszym okresie mogłam niejednokrotnie obserwować go, gdyż mieszkał vis-á-vis nas. Był zawsze uprzedzony na czas przez swych protektorów o mających się odbyć blokadach. Wtedy wraz z żoną i córką zostawał na kilka dni po stronie aryjskiej. Tak wyglądała potęga złotego cielca.” (s. 50)
JA, III A
„Dostałam się bez trudności na teren fabryki, gdyż w bramie czekał już na mnie mąż. Za sprowadzenie mnie z dzieckiem zapłacił policjantowi 50 zł. Rozejrzałam się po podwórzu. Wszędzie gęsto. W bramach, na obu podwórzach, na klatkach schodowych pełno ludzi. Zdziwiona zapytałam męża, po co tyle ludzi i dlaczego kazał mię sprowadzić. Wtedy dowiedziałam się, że K. G. Schultz oznajmił, iż w domach skoszarowanych na Nalewkach [33, 35, 37] i Lesznie 76 mają się dziś odbyć blokady niemieckie. Ponieważ on pragnie ochronić rodziny i dzieci swoich pracowników, przeto wskazane jest, aby wszyscy skupili się na terenie fabrycznym. Wtedy będzie mógł wystąpić ze skuteczną obroną. Wysłał również specjalną eskortę żydowskiej policji, aby żony i dzieci pracowników zamieszkałych na Nalewkach zostały bezpiecznie przeprowadzone na Leszno, do fabryki. Mąż pokazał mi grupę, która właśnie przed chwilą przybyła. Rozejrzałam się bacznie dookoła i zobaczyłam w samym środku podwórza po raz pierwszy Schultza. Był olbrzymiego wzrostu. Górował i wyróżniał się wśród tłumu. Człowiek o okrutnej twarzy i zimnych jasnoniebieskich oczach. Wyczytałam w nich tyle okrucieństwa i nienawiści do otaczających, że w jednej chwili, jak w jasnowidzeniu, przejrzałam i zrozumiałam wszystko.
- To jest zasadzka! Zwykła pułapka! On was oszukał, a wy, głupcy, uwierzyliście mu. Teraz jesteśmy w jego mocy. Musimy wydostać się stąd za wszelką cenę – powiedziałam do męża.” (s. 58-59)
JA/ONI, III A
„W życiu naszego szopu znów zaszły zmiany. Ponieważ personel fabryczny składał się obecnie tylko z 800 Żydów, Schultz uznał, że powinniśmy wszyscy pomieścić się w domu na Lesznie 76, a skoszarowane domy na Nalewkach [33, 35, 37] trzeba zlikwidować. Pracownicy, którzy dotychczas tam mieszkali, mają zgłosić się po przydział nowych kwater. Policja wewnętrzna, utrzymują porządek w tych trzech domach, otrzymała także rozkaz opuszczenia ich i przeniesienia się do nas na Leszno. Nieliczna garstka pozostałych na Nalewkach zaczęło gorączkowo pakować swe, i tak już biedne, manatki, by czym prędzej dostać się pod opiekuńcze skrzydła Schultza. W ciągu dnia wszystkie trzy podwórka naszego domu zostały zawalone różnego rodzaju meblami, stosami pościeli, naczyń kuchennych itd. Bardzo wiele osób rozstawiło łóżka i tapczany na podwórzu z zamiarem spędzenia tu nocy. Gdy patrzyliśmy na to z okien naszego mieszkania, doznawaliśmy wrażenia czegoś nierealnego. W głowie nie mogło się to wszystko pomieścić. Ludzie, którzy do niedawna mieli swoje mieszkania, w ciągu zaledwie kilku tygodni tyle razy przenosili się z miejsca na miejsce, by w końcu zamieszkać na podwórzu, wśród śmieci i cuchnących odpadków nie wywożonych już od tygodni.” (s. 90-91)
JA, III B
„O 9.00 rano zgromadziliśmy się wszyscy na podwórku. Dopiero teraz mogłam ocenić, ilu ludzi jeszcze zdołało się ukryć. Zasadniczo mało być tylko 800 osób, a znalazło się więcej niż 1500 – w tym wiele kobiet i dzieci. Były to, jak zaobserwowałam, dzieci, które już umiały chodzić. Nasze było najmłodsze. Wszyscy byli obładowani. Na plecach mieli plecaki lub worki. W obu rękach toboły i walizki. Zanim jeszcze ruszyliśmy, twarze już były spocone i bielizna przylepiona do ciała. Co będzie dalej? Widocznie i słońce uwzięło się na nas. Pamiętam, że uwagę moją przykuły buty na nogach szwagierki Jadzi. Nowiuteńkie lakierki, mocno wydłużone, na bardzo wysokim obcasie, jakby wybierała się na zabawę. Wyglądały groteskowo na tym tle…” (s. 94)
ONI, III B
„W ciągu tych sześciu dni K. G. Schultz kazał postawić mur dookoła naszych dwóch domów, Leszno 76 i 78. Nikt obcy nie mógł wchodzić, pracownicy zaś byli uwięzieni w domach i nie wolno było wydalać się poza ich obręb pod karą wyrzucenia z pracy, co równało się śmierci. Brama domu nr 76 była zamknięta i nieczynna. Oba domy łączył przebity wielki otwór. Nie było sposobu, aby się przekraść do wnętrza.” (s. 121)
ONI, III C
„W bramie wywieszono tymczasem kolejne ogłoszenie: Ponieważ do kompletu 800 osób, na które firma otrzymała przydział, brak jeszcze kilkunastu, prosi się o podanie na listę dzieci, które przebywają na terenie fabrycznym nielegalnie. Otrzymają one numerki i będą miały prawo przebywać na terenie szopu. Znalazło się jeszcze wielu naiwnych, którzy uwierzyli w to i zgłosili swoje dzieci. Niestety zapłacili za swą łatwowierność.” (s. 130)

Emanuel Ringelblum
ONI, II/III

„«Ciuchy» będą podstawą utrzymania setek polskich rodzin robotniczych, które pracowały w rozmaitych „szopach” na terenie getta (Brauer – Nalewki 28-38, Curt Röhrich – Żelazna 105, „K.G. Schultz” – Leszno 76, itd.). Ci to robotnicy polscy przychodzili rano do getta, a wieczorem po zakupieniu „ciuchów” wracali na aryjską stronę. Rewizja osobista na „wachach” była łagodniejsza w stosunku do osób, które nie nosiły opasek. W godzinach rannych przed rozpoczęciem pracy można było widzieć na ul. Leszno, na ul. Żelaznej, na podwórzach nalewkowskich, gdzie mieścił się „szop” Barauera (nr 28-38), tłumy Polaków i Żydów handlujących „ciuchami”,” (s. 41)

JA, V

„Walczyły poszczególne grup w getcie, w szopie szczotkarskim, na ul. Świętojerskiej, na terenach szopu Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami.” (s. 88)

ONI, IV

„Po pierwszej akcji eksterminacyjnej [Ajzyk] Samberg ukrył się w szopie Schultza, gdzie występował na wieczorach rozrywkowych szopowego „high lifeu”. Zginął w obozie pracy SS w Poniatowej podczas generalnej likwidacji obozu 7 listopada 1943 r.” (s. 219)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

[10.08.1942] „Z szopu Schultza wzięło dzisiaj moc pracujących przy warsztatach robotników, a z bloku domów, gdzie były skoszarowane ich rodziny - wszystkie kobiety i dzieci wywieziono.” (s. 68)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B

„Wzięliśmy trochę towaru i udaliśmy się rankiem do Schultza [Leszno 76], tu już stała partja. Ale w chwili gdy my doszliśmy, grupowy wyskoczył z głośnym krzykiem, że i tak nie mamy co robić, bo nie będzie przyjmował jakichś nowych „łazików”, sam nie pamiętam, co on jeszcze wykrzykiwał. Odeszliśmy więc na bok, ale Poznański nie mógł wytrzymać, doszedł i powiedział, że SSman kazał nam przyjść. To jeszcze bardziej oburzyło grupowego, bo my odważyliśmy się osobiście rozmawiać z niemcem. Jak to, Niemiec jest jego, a my zdobywamy się na takie świństwo! Ten odszedł i czekaliśmy dalej na zjawienie się Glücka. Grupowy znowu doszedł i kazał nam odejść, bo gdy Niemiec przyjdzie, to dostaniemy od niego bicie. Ta potyczka przeciągnęła się do nadejścia Glücka, ten widząc taki bałagan, kazał wszystkim się ustawić, my nie czekaliśmy długo, lecz od razu wstąpiliśmy w szeregi. Grupowy liczył i dochodzi do słusznego wniosku, że jest więcej ludzi, wodzi przez chwilę oczyma i dopada z furią do nas, krzycząc, że do nas już sił nie ma.
Glück dochodzi wolno i mówi, że my musimy pójść, bo my jesteśmy jedynymi, którzy ocaleli z jego starej „kolony” [kolumny]. Tak więc dostaliśmy się na Twardą, obecnie pracowało kilkunastu Polaków na naszym miejscu. Tak jest, chociaż wynosi im o wiele drożej, jednak pozwolili wysłać swoich niewolników, którzy pracowali w pocie czoła za trochę strawy wystarczającej na śniadanie dla człowieka pracy, ¾ dnia trzeba było głodować.” (s. 242)</document>
<document nplp_id="6048" title="NOWY ŚWIAT (poza gettem)" slug="nowy-swiat-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, I
„27 września, w środę, Warszawa skapitulowała. Potrzebowałem jeszcze dwóch dni, by odważyć się na wyjście do miasta. Do domu powróciłem zdruzgotany: wydawało mi się, że Warszawa przestała istnieć. Nowy Świat zwęził się do rozmiaru wąskiej ścieżki, przebiegającej pomiędzy zwałami gruzów. Na każdym rogu trzeba było omijać barykady utworzone z przewróconych tramwajów i powyrywanych płyt chodnikowych. Na ulicach piętrzyły się zwłoki w stanie rozkładu. Niedożywiona w czasie oblężenia ludność rzucała się zachłannie na leżącą wszędzie końską padlinę. Ruiny wielu domów jeszcze się tliły.” (s. 26)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
ONI/JA, III A
„Na Nowym Świecie chrześcijanka uklękła na trotuarze i modliła się do Boga, aby skierował swój miecz przeciwko oprawcom. Uczyniła to na widok zamordowania przez żandarma dziecka żydowskiego. Posiedzenie członków &amp;lt;Oneg Szabat&amp;gt;. Jego tragiczny przebieg. [Omawiają kwestię własności i przeniesienia Archiwum do Ameryki, do JIWO, jeżeli wszyscy zginiemy].” (s. 178)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, III C/IV A
„W warszawskich halach targowych ukrywano i żywiono dzieci żydowskie, dozorcy ukrywali je nieraz na strychach domów. Niebezpieczeństwo groziło dzieciom, jeśli zostały zauważone przez jakąś volksdeutschkę. Te były nieubłagane. Idzie Nowym Światem patrol, składający się z polskiego policjanta i uzbrojonego Niemca. Spotykają dziecko żydowskie. Prosi, by darowano mu życie. I policjant polski prosi. Nic nie pomaga, dziecko zostaje zabite na miejscu.
Idzie przez Grochów tłum już nie oberwańców, lecz widm w łachmanach lub nago. Dookoła grupy psy gończe. Idą na śmierć.” (s. 469)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Przewiduje się wyrzucenie Żydów z wybrzeża - Nowy Świat, Górnośląska, Mączna etc.” [9 VIII 1940] (s. 111)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziewiąty maja [1940]. W czasie obław na Polaków (dziś znów miały miejsce na Nowym Świecie) zatrzymali 72 Żydów, posadzili ich [w więzieniu] na Dzielnej.” (s. 111)
„Słyszałem, że mury (linie Franka) budują też na Nowym Świecie. Mają one służyć za obronę w razie zamieszek ulicznych.” (s. 112)
„Dziś, w szabat 12 października [1940], był straszny dzień. Zapowiedziano przez megafon podział miasta na 3 części: niemiecką, która obejmuje Śródmieście, wraz z Nowym Światem, część polską i żydowską. Do końca października wszyscy oprócz Niemców muszą się przeprowadzić bez mebli. Zrujnowano by w ten sposób tysiące chrześcijańskich sklepów i przedsiębiorstw.” (s. 144)
ONI, II A
„Krążą fałszywe pogłoski, że na Nowym Świecie odbyły się w ubiegłym tygodniu demonstracje z antyżydowskimi transparentami z żądaniem usunięcia Żydów z Warszawy.” (s. 192)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Nowy Świat 15,  - Nowy Świat 35,   - Nowy Świat 69,
TRASY:
- Trasa: Nowy Świat - Aleja Szucha 25</document>
<document nplp_id="6052" title="CHŁODNA 26 (mieszkanie Abe Gutnajera)" slug="chlodna-26-mieszkanie-abe-gutnajera">Władysław Szpilman
ONI, II D
„Tego samego dnia doszło po południu do incydentu, który wstrząsnął całą Warszawą po obu stronach muru: znany polski chirurg, znakomitość w swojej dziedzinie, doktor Raszeja, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, został poproszony do getta w celu przeprowadzenia ciężkiej operacji. Jak zwykle w takich przypadkach otrzymał przy wejściu od komendantury niemieckiej policji przepustkę, ale gdy był już na miejscu i przystępował do zabiegu, do mieszkania wtargnęli SS-mani, zastrzelili leżącego w narkozie na stole operacyjnym pacjenta, następnie chirurga i w końcu wszystkich przebywających w domu lokatorów.” (s. 84)

Stanisław Gombiński
ONI, II D (21.07.1942)
„21 znów wstrząs, auta podjechały pod dwa domy na parzystej stronie Chłodnej, niedaleko Żelaznej. SS-manni wtargnęli do kilku mieszkań, zabili bez słowa, bez pytania, bez powodu pierwszych lepszych kilkunastu mężczyzn. Tragicznym zbiegiem okoliczności wśród zabitych znajduje się wybitny lekarz dr Raszeja, b[yły] profesor Uniwersytetu Poznańskiego, Aryjczyk, który przybył do ghetta na konsylium najzupełniej legalnie, zaopatrzony w formalną przepustkę [dr Raszeja zginął na Chłodnej 26].” (s. 70)

Ludwik Hirszfeld
ONI, III A
„Od 20 lipca morderstwa zaczęły się mnożyć. 21 lipca dokonano ich tyle, że na przykład przy ulicy Chłodnej 26, wedle słów mieszkańców, powietrze pachniało rzeźnią. Klatka schodowa była zalana krwią ludzką. Wówczas zginął świętej pamięci profesor Raszeja. Był wezwany do chorego, posiadał legalną przepustkę. Obecni byli: jego asystent, doktor Kazimierz Polak, pielęgniarka i krewni. Do mieszkania wdarli się panowie esesmani i pomordowali wszystkich.” (s. 409-410)
</document>
<document nplp_id="6053" title="CHŁODNA &amp;#8211; kładka" slug="chlodna-kladka">

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, II D
„(…) według najnowszych informacji akcja miała się rozpocząć tej nocy od wysiedlenia małego getta - tym razem z całą pewnością. Przez most, który Niemcy zbudowali nad ulicą Chłodną, by zabrać nam ostatnią możliwość kontaktu z „dzielnicą aryjską”, rozpoczęły wędrówkę z małego do dużego getta podekscytowane tłumy ludzi z tobołkami, olbrzymimi kuframi oraz z dziećmi na rękach, starając się zdążyć uciec z zagrożonej dzielnicy jeszcze przed nastaniem godziny policyjnej. Pozostaliśmy, zgodnie z naszym fatalistycznym nastawieniem, na miejscu. Późnym wieczorem sąsiedzi dostali wiadomość z komisariatu polskiej policji, że zarządzono alarm. Więc jednak szykowało się coś niedobrego. Nie zmrużyłem oka do czwartej nad ranem, czuwałem przy otwartym oknie, ale i ta noc minęła spokojnie. We wtorek poszedłem z Goldfederem do Gminy. Ciągle nie traciliśmy jeszcze nadziei, że wszystko jakoś się ułoży. Chcieliśmy stamtąd uzyskać oficjalną informację o dotyczących getta zamiarach Niemców na najbliższe dni. Byliśmy już blisko budynku, gdy minął nas samochód z otwartym dachem, w którym siedział otoczony żandarmami, blady i z gołą głową, szef wydziału zdrowia w Gminie, pułkownik Kon. Jednocześnie, jak dowiedzieliśmy się chwilę później, zaaresztowano wielu innych urzędników Gminy. Rozpoczęły się ostre uliczne łapanki. (s. 83-84)
JA, III A
„W środę, 22 lipca, poszedłem do miasta około dziesiątej rano. Nastrój panujący na ulicy nie był tak pełen napięcia jak poprzedniego wieczoru. Krążyła bowiem uspokajająca plotka, że zaaresztowani urzędnicy Gminy zostali znowu wypuszczeni na wolność. Tymczasem Niemcy nie mieli jednak zamiaru nas wysiedlać, gdyż w takich przypadkach, jak słyszeliśmy z prowincji, gdzie dawno już wysiedlono o wiele mniejsze skupiska Żydów, zaczynano zawsze od rozwiązywania Gmin. Była jedenasta, gdy byłem przy moście nad Chłodną. Pogrążony w myślach zbliżyłem się tam, nie zauważywszy, że ludzie na moście zatrzymywali się, pokazywali sobie coś palcami i wzburzeni szybko się rozchodzili. Miałem właśnie wejść na schody drewnianego łuku, gdy złapał mnie za ramię jeden z dawno niewidzianych znajomych. Co pan tu robi? - był bardzo poruszony i gdy mówił, jego dolna warga drżała na kształt zajęczego pyszczka. - Niech pan wraca natychmiast do domu! Co się dzieje? Za godzinę zacznie się akcja. Nie może być! - Nie może? - zachichotał nerwowo, z goryczą. Odwrócił mnie ku poręczy i wskazał ręką wzdłuż Chłodnej. - Niech pan sam spojrzy! Chłodną maszerował oddział żołnierzy w żółtych, nieznanych mi mundurach, prowadzony przez niemieckiego podoficera. Co parę kroków oddział przystawał i jeden z żołnierzy ustawiał się przy otaczającym nas murze. - Ukraińcy... Jesteśmy otoczeni! - Słowo to wyszlochał raczej, niż je wymówił, i zbiegł bez pożegnania po schodach.” (s. 84-85)


Henryk Makower
ONI, II
„Szczególnym zarobkiem dla rikszarzy stał się później skonstruowany &amp;lt;most&amp;gt; przez Chłodną.” (s. 38)
JA, II B
„Jednocześnie [getto – dk] zostało znacznie zmniejszone. Mnóstwo ludzi straciło mieszkania, trzeba się było ścieśniać. Nieparzysta połowa Żelaznej wraz z kawałkiem Chłodnej, Krochmalnej i Grzybowskiej wypadła z getta. Teraz dzielnica &amp;lt;aryjska&amp;gt; podeszła do getta w jego najcieńszym miejscu. Wobec tego otworzono ruch po &amp;lt;stronie aryjskiej&amp;gt; przez Żelazną. Granatowi policjanci wraz z SP regulowali ruch. […] Zostało to wykonane w bardzo krótkim czasie i już na jesieni 1941r. stanął piękny, masywny most drewniany, wysokości 2 pięter, szeroki i wygodny, w samym sercu Warszawy. Dołem mogły się przedostawać tylko wozy, dorożki i riksze.” (s. 175)

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Mamy postawić most drewniany na Chłodnej.” [22 XI 1940] (s. 135)
JA, II C
„Od kilku dni mrozy, tym dotkliwsze, że nie ma ludność futer. Niunia nosi palto Jasia. Wszystko zaziębione. Na Chłodnej budują drewniany most dla pieszych z ghetta.” (s. 240)
„O 8.30 rano zatrzymał mnie na ulicy Probst przy moście drewnianym na Chłodnej-Żelaznej (obecnie Eisgrubenstrasse i Eisenstrasse) i polecił puszczać publiczność na most. Prosiłem, by wprowadzono cła dla publiczności (Auerswald projektuje opłaty).” (s. 243)

Mary Berg
ONI, II B

17.XII.41’: „Przy Chłodnej rośnie mur, a jednocześnie buduje się wiadukt łączący oba chodniki, ponieważ samą jezdnię przeznaczono na trasę komunikacyjną aryjskiej części miasta. Wszystkie materiały budowlane na ten cel musi dostarczyć Gmina Żydowska” (s. 209).

JA, II B

26.XII.41’: "Otrzymałyśmy zezwolenie na przeprowadzkę na Chłodną; dzisiaj poszłam, żeby zobaczyć nasz nowy dom. To stary, jednopiętrowy budynek, niegdyś rezydencja polskiego magnata z XVII wieku. Wijące się, kręte schody, gotyckie wieżyczki i płaskorzeźby na frontonie przywodzą na myśl średniowieczny zamek. Wygląda bardzo romantycznie. Na dziedzińcu stoi mniejszy, dobudowany później, w którym mieści się piekarnia Warszawianka, obecnie przejęta przez żydowskich piekarzy. Przy narożniku budynku wzniesiono mur. Tak więc zamieszkamy przy samej granicy getta. Czerwone cegły sięgają coraz wyżej, rośnie też wiadukt na rogu Chłodnej i Żelaznej. Jesteśmy ze wszystkich stron otoczeni murami, zamknięci".

ONI, II C

6.I.42’: „Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną” (s. 218-219).
Irena Birnbaum
JA/ONI (wiosna 1942), II D

„Rajszyna Kubusia przysparzała nam wiele kłopotu na ulicy czy na moście, przeszkadzając przechodniom. Ponieważ nie znali terminu technicznego „rajszyna”, reagowali w ten sposób:
- Panie, zabierz pan te pałkę! – mówił jeden.
- Zabierz pan to drewno – krzyczał drugi.” (s. 22)

ONI, III A

„Wiele osób zdawało swój los na przypadek. Stawały one mianowicie na moście i obserwowały, dokąd udają się żandarmi. Jeżeli auta ciężarowe jechały na połów do Dużego Getta, wtedy wszyscy śpieszyli do Getta Małego. I odwrotnie. Te taktyki udawały się do chwili blokady mostu.” (s. 66-67)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, II

„Ghetto zostało rozdzielone na dwie części: małe i duże ghetto, miejsce[m] rozdziału był róg Żelaznej i Chłodnej, w tym celu został stworzony most, który umożliwił przejście z jednej strony ghetta na drugą stronę. Pojazdy wszelkiego rodzaju były przepuszczane na dany znak przez policjanta kierującego ruch[em], przestrzeń tej drogi oddzielały dwie bramy, które się zamykały, dając drogę albo Żydom, lub nie-Żydom. Bramy zamykały się szczelnie, gdyż ten odcinek był wymierzonym kwadratem. Most, jak również i brama ta były zawsze w największym ruchu. Mury obecnie przelatywały na środku dróg, mury były około 2,5 metra wysokości, a na górze były na cemencie usypane rozbite szkła.” (s. 77)
Marcin Szczygielski
JA, II

„Tuż przede mną śmiga błyszczący, czerwony pojazd. Pęd powietrza targa moje włosy. Co to jest? Samochód? Taki malutki? Widziałem przecież samochody. Z mostu nad Chłodną czasami było je widać, gdy sunęły dołem. Oczywiście wojskowe, ale czasami też trafiały się zwyczajne. Były najczęściej czarne i ogromne… Rozglądam się i widzę, że wszędzie dookoła jest mnóstwo samochodów i to w najróżniejszych kolorach!” (s. 150)
Bogdan Wojdowski
F,  II
„Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd do domu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśniętymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątłe deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozległe czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim”. (s. 148-149)

F,  II
„Przed nim, w zapadającym zmierzchu, rozciągało się strzeżone miasto i bezładny zgiełk sączył się do uszu. Krzyk żebraków płoszył konie i omnibus utknął w rozległym tłumie, który wlókł się ulicą Żelazną i dalej, jak wezbrana fala wstępował na drewniany most, a długa kolumna kulisów przy bezczynnych rikszach z ociąganiem rozpraszała się w mroku przyległych zaułków. W głębi na ulicy Chłodnej, obwiedziony z dwóch stron murami żydowskiej dzielnicy, wznosił się na skwerze białymasyw kościoła Św. Karola; w grzmiącej muzyce organów, w chórze gniewnej modlitwy, która runęła z nagła w noc, rozjarzyły się płomyki świec-na krótko i zgasły, kiedy zamknięto drzwi. Strzeżony wylot ulicy tonął w sinym świetle latarni i te ochronne barwy przypominały, że ciemniejące niebo ponad miastem przeszyte jest we wszystkich kierunkach torami, po których maszyny jeszcze nie nadciągnęły; uwięzione w sieci smug szybkich i zwinnych reflektorów, które jeszcze nie zabłysły; wydrążone świetlistymi snopami ekrazytowych pocisków, które niemo spoczywały w komorach broni przeciwlotniczej. Była noc i cisza pod niebem, ale syreny, w każdej chwili garowe odezwać się rykiem tysiąca tub, zainstalowane w swoich gniazdach pod dachami, czekały tylko na znak. Burzliwa muzyka organów, niejasne słowa gromadnej modlitwy obudziły niepokój całego dnia, rozgoryczenie, któremu teraz poddał się już biernie i z ulgą. Wezbrany smutek, tęsknota, ale za czym-nie wiedział, obmyły mocnym strumieniem jego bezsilną niecierpliwość. Stał w miejscu zaciskając pięści aż do bólu i sam wybaczył sobie strach, swą hańbę. Już późno, trzeba wracać. Niechętnie myślał o tym, że przyjdzie tutaj jutro. Zimny wiatr owiał wychudzone ciało, przejął do kości, pokierował jego krokami, kiedy po całym dniu beznadziejnego czuwania przed wachą wracał do kamienicy. Wspomnienie domu, gdzie syczy nad stołem zielony płomyk karbidu i barwi trupim światłem twarze bliskich, przepełniło go niewysłowionym ciepłem, otuchą i zawstydzone serce tchórza zabiło z radości”. (s. 159)

F, III A
„Za oknem widać było zrujnowany most na Chłodnej, który runął, i suche, sczerniałe drzewo na skwerze przed kościołem Św. Karola. Niemcy kazali podciąć drewniane żebro przęsła w pierwszych dniach akcji, a belki były zwęglone i nosiły ślady pożaru. Ostatni wóz meblowy jeszcze stamtąd nie odjechał, a pod mostem leżały już ciała rozstrzelanych tragarzy”. (s. 342)

[caption id="attachment_9377" align="alignleft" width="1024"] Most nad ul. Chłodną, łączący małe (z prawej) i duże (z lewej) getto. Widok w kierunku wsch. od ul. Wroniej. (Fot. NN, II-IX.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]
</document>
<document nplp_id="6055" title="KARMELICKA" slug="karmelicka-3">Basia Temkin-Bermanowa
JA, II
„Drugim z kolei dostawcą [książek –B.K.] był chłopczyk, który stał blisko rogu Karmelickiej. Miał on w piwnicy tegoż domu skład książek, znalazłam tam większość kompletów Kinder Frajnd i wiele innych książek dla dzieci. Był on dal mnie dobrym informatorem, bo sam lubił ogromnie czytać, i jeżeli mówił, że jakaś książka jest dobra, to już na pewno dzieciom się podobała.” (s. 201)
&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
JA, II B

„W śnie tym jest reminiscencja moich codziennych spacerów z […] Manówną odprowadzającą mnie zazwyczaj do Tłomackiego 5 i spotkanie z byłym kierownikiem kuchni samowystarczalnej na Zamenhofa. Niespodziewanie serdecznie się mną ucieszył po dłuższym niewidzeniu, odprowadził mnie pod ramię do rogu Karmelickiej…” (s. 82-83)

&amp;nbsp;

Brulion monografii kuchni ludowej bez dat w tekście - czas działania kuchni, od maja 1941(?) do końca lipca 1942.

JA, II–III

„Nieraz słyszałam ludzi dziwiących się cierpliwości głodujących mas. Witryny sklepów spożywczych przy takiej ulicy Karmelickiej pełne są wszak jedzenia. Są tam wystawione tłuste, wielkie ciasta z podejrzanymi nadzieniami, stosy chleba i chałek, nie brak delikatesów, owoców, często zdaje się zupełnie jak przed wojną. Na bazarowych straganach i przed bramami na Nowolipiu czy na Smoczej leżą wyłożone dziwaczne, odrażające produkty żywnościowe nowego typu, na które pożądliwie patrzą oczy dziesiątek tysięcy głodnych ludzi, a mimo to nikt nie wybija szyb w sklepach i zaledwie kilka razy zdarzyło się, że tłum rzucił się w wigilię jakiegoś święta rabować stragany.” (s. 225-226)

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
ONI/JA, II B
„Do wnętrza getta można było dostać się tylko ulicą Karmelicką - jedyną ulicą, która tam prowadziła. Nieocieranie się o przechodniów było tu niemożliwe. Gęsta masa ludzka nie szła, lecz parła i przeciskała się do przodu, tworząc zawirowania wokół kramarskich straganów oraz zatoki spokoju w bramach domów, z których wionęło zimnym, stęchłym fetorem nie wietrzonej pościeli, zjełczałych tłuszczów i gnijących odpadków. Z każdego, byle jakiego powodu tłum wpadał w paniką i poruszał się to w jedną, to w drugą stroną, dusząc się, ściskając, krzycząc i przeklinając, na czym świat stoi. Ulica Karmelicka należała do wyjątkowo niebezpiecznych. Codziennie jeździły nią więzienne auta. Przewoziły one, niewidocznych za małymi mlecznymi szybkami okratowanych okienek, więźniów z Pawiaka do centrali gestapo w alei Szucha i wiozły w drodze powrotnej to, co z nich pozostało po przesłuchaniach: krwawe strzępy z połamanymi kośćmi, odbitymi nerkami i powyrywanymi paznokciami. Konwojenci nie dopuszczali nikogo w pobliże tych pojazdów, mimo że były one opancerzone. Gdy skręcały w Karmelicką, tak zatłoczoną, że nawet przy największym wysiłku ludzie nie mogli ukryć się w bramach domów, gestapowcy wychylali się z aut i bili na oślep tłum pałkami. Nie byłoby to nawet groźne, gdyby były to normalne pałki gumowe; do tych jednakże, których używali gestapowcy, przyczepione były gwoździe i żyletki.” (s. 54-55)
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III A
„[…] przez cały czas odbywa się wyławianie ludzi. Koledzy maskują swoimi plecami, zasłaniają horyzont Niemcom. Jest chwila! Skok do bramy, gotowe. Jeszcze w czasie selekcji, w pochodzie, w zwężeniach ulic, na skrętach Karmelickiej czy Dzielnej. Wielu ratują, ale to są jednostki. Ratują krewnych, przyjaciół, sąsiadów, ratują dla sportu, ratują dla pieniędzy. Ale olbrzymia większość pozostaje, idą – wreszcie wkraczają na Umschlag.” (s. 85)
ONI, IV A
„Warszawskie getto. Wysiedlenia są widocznym ośrodkiem zainteresowania, toteż różni turyści przejeżdżają przez Leszno, Karmelicką i Zamenhofa, zwiedzają Umschlagplatz…” (s. 133)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
JA, II
„Pod względem konkurencji w biciu […] była ul. Karmelicka na całej długości, a najwięcej na odcinku od ul. Nowolipia do Leszna. Regularnie codziennie między godziną 13-14 kilku lub kilkunastu przechodniów miało rozbite głowy od uderzenia maczugą […]. Po parzystej stronie ul. Leszna na odcinku od Przejazdu do Żelaznej są trzy przecznice, z których pierwsza i trzecia były zamknięte murem, otwartą więc tylko pozostała ul. Karmelicka, która stanowiła jedynie arterię prowadzącą od wszystkich ulic za nią położonych, do ulic znajdujących się od Leszna w kierunku ‘małego getta’, które było połączone z ‘dużym gettem’ mostem drewnianym, specjalnie wzniesionym do wysokości dwu pięter, ponad przewodami elektrycznymi tramwajów miejskich. Most był ustawiony od jednego rogu do drugiego ponad jezdnią ulicy Chłodnej przy zbiegu ul. Chłodnej i Żelaznej. Cały ruch kołowy i pieszy skierowany na jedno przejście ul. Karmelicką, wytwarzał okropny natłok, tak, że przesuwanie się całej fali ludzkiej, musiało być dość powolne mimo, że ruch był uregulowany w ten sposób, że po parzystej stronie udawano się w kierunku z Leszna do Dzielnej, natomiast po nieparzystej w kierunku odwrotnym z Dzielnej do Leszna. Środek jezdni był zwykle zatarasowany rykszami i wozami. Na całej długości Karmelickiej były gęsto rozstawione posterunki Służby Porządkowej, baczące, by cyrkulacja ruchu pieszego i kołowego odbywała się jak najsprawniej i by w razie nadjeżdżającego pojazdu niemieckiego zrobić wolny przejazd. W tych okolicznościach przejeżdżał codziennie ciężarowy samochód SS ulicą Karmelicką do Pawiaka i odwrotnie. Pod plandeką auta siedziało dwóch SS-owców, wypatrujących od tyłu jeden na jedną, drugi na drugą stronę chodników, którym nie udało się przez nieuwagę w porę umknąć do bram lub do jakiegoś sklepu. Umknięcie z chodników było dość trudne do wykonania, gdyż samochód szybko pędził Karmelicką, siejąc popłoch, a wszyscy uciekając, stworzyli ciżbę, stanowiącą w różnych punktach doskonały cel do bicia. Kiedy samochód-widmo minął, zawsze można było znaleźć na jezdni kilka połamanych ryksz, zapchniętych na chodniki i kilka osób z rozbitymi głowami, odwożonych natychmiast do szpitala przy ul. Leszno 1.” (s. 98-99)
ONI, III A 
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych. Stanęli do łapanek, tworząc po ulicach szpalery, względnie tyralierki, zagarniając wszystkich przechodniów do sieci, i odprowadzając ich na ‘Umschlagplatz’. Wzmógł się terror, gestapowcy i SS-owcy na samochodach i rikszami strzelali po ulicach, zabito m.in. przechodzącego ul. Karmelicką – dra Steinka, pracującego członka zarządu Patronatu Opieki nad Dziećmi w internacie Mylna 18.” (s. 187)
ONI, III A 
„Po opróżnieniu wielu domów i wywiezieniu wielu tysięcy mieszkańców Niemcy zarządzili zmniejszenie getta, nakazując opuszczenie obszaru tzw. małego getta […]. Ci, którzy opuścili teren, pozostawili resztki swojego dobytku w opuszczonych mieszkaniach, warsztatach i ukrytych składach, nie mając technicznych możliwości do jego ratowania, ewentualnie spieniężenia na aryjskiej stronie. Ulica Leszno stała się linią demarkacyjną. Cały opróżniony teren łącznie ze stroną nieparzystą ul. Leszno był wolny od Żydów, a Polakom przez pewien czas wstęp był wzbroniony. Po parzystej stronie ul. Leszno, jako przyległej do getta, znajdowały się niektóre szopy, zatrudniające Żydów i do tych należały bloki domów przy ul. Karmelickiej, Nowolipie itd. W blokach tych zamieszkiwali wyłącznie robotnicy danych fabryk.” (s. 189-190)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, II D/III (10.07.1942)
„Na ulicy Zamenhofa naprzeciwko poczty stanął biedny Żyd [ubytek tekstu] grał na skrzypeczkach i zbierał kilka złotych na kawałek chleba. W środę o w pół do dziewiątej wieczorem przyjechał samochód, który rzuca trach na Żydów samym swoim pojawieniem się. Jeżdżący nim już niejednego Żyda zamordowali na swojej drodze. Na Karmelickiej tamtego wieczora strzelili i zranili jedną kobietę. Kiedy przyjechali na ulicę Zamenhofa, w jednej sekundzie zrobiło się pusto: Żydzi rozbiegli się po różnych dziurach. Samochód przejechał, zawrócił. Żyd, który został tam ze swoimi skrzypeczkami, zawadzał im na drodze. W jednej chwili skrzypeczki zostały połamane na 4 części. Dopiero wtedy bandyci pojechali dalej. Wokół Żyda z połamanymi skrzypeczkami ustawił się krąg. [Skrzypek] stał i płakał. &amp;lt;Z czego będę żył?&amp;gt; skarżył się. Łamiąc mu skrzypeczki, złamali również życie jego i jego rodziny.” (s. 161)
JA/ONI,  III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
ONI, III A (29.07.1942)
„Ósmy dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wóz na Karmelickiej – wrzucają do niego ludzi. Na podwórzu domu przy Nowolipkach 29 znajdują się jeszcze meble lokatorów, których wyrzucono z mieszkań. Żyd mieszka pod gołym niebem. Kon informuje: dziewczyna, która wróciła z &amp;lt;placówki&amp;gt;, opowiedziała o zabiciu dwóch 10-letnich młodzieńców; zastrzelono ich. Jeden z nich dogorywał przez całą godzinę. Zastrzelili ich bez żadnego powodu. Igła, córka p. Z. Z., udaje się ze swą matką [na Umschlagplatz]. Miejsce egzekucji: Piaseczno Pustelnik, Bełżec.” (s. 176-177)
JA, III C
„Przenoszę moje rzeczy do Naci na Pawią 14. Pierwsza blokada na Nowolipiu, Karmelickiej. Znowu są ofiary, bardzo dużo wygnanych. Obliczają na 15 000. Powiadają, że wysiedlenie obejmuje głównie kobiety i dzieci.” (s. 193)
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt

ONI, VI A
„Tymczasem Maniek przysłał matce wiadomość przez chłopaka, który został wypuszczony z Pawiaka po odrobieniu 60 dni przy rozbiórce spalonych domów w getcie. Maniek doniósł, że pracuje na ulicy Karmelickiej, prosił o paczkę z żywnością oraz żeby starali się o zwolnienie go. Michalscy udali się do punktu kontaktowego na rogu Karmelickiej i Leszna, który mieścił się w sklepie spożywczym. Tu skomunikowali się bezpośrednio z kierownikiem grupy, w której pracował uwięziony Maniek. Z nim pertraktowali w sprawie zwolnienia syna. Tym razem powiodło się. Wpłacili następne 5 tys. zł i po kilku dniach Maniek został zwolniony.” (s. 255)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II/III
„Karmelicka. Wąska uliczka, lekkim łukiem łącząca Dzielną i Leszno, główna arteria między północą a południem dużego getta do czasu &amp;lt;reformy&amp;gt; Auerswaldowskiej, dzięki której otwarto kawałek Żelaznej do Wolności i Nowolipia, jedyne połączenie Stawek, Niskiej, Muranowskiej, Miłej, Gęsiej, Zamenhofa, Nalewek, Smoczej, Dzielnej, Nowolipek i Nowolipia z resztą dzielnicy” (s. 171)
JA, III A

„Było to w czasie akcji, nie pamiętam dokładnie kiedy, chyba w sierpniu. W tym czasie Karmelicka stała się ulicą pustą i martwą. […] Usłyszeliśmy strzały i w tej samej chwili zobaczyliśmy z Emą rikszę pędzącą w kierunku Leszna. Siedział w niej młody, elegancki SS-owiec, trzymał w ręku rewolwer i bawiąc się nim celował w okna i ludzi.” (s. 171)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Napaści antysemickie są przez kogoś organizowane. Biorą w nich udział młodzi, dziewiętnastoletni chuligani. Ludzie boją się im odpowiedzieć, chociaż gdzieniegdzie dostają oni należytą odpowiedź (na Karmelickiej). Jeden z tamtych kierował bandą, która tłukła wczoraj na lewo i prawo.” (t. 29: s. 62)
„’Ciemne życie’ – powiedział do mnie Żyd na ulicy Karmelickiej, bo dotychczas nie ma oświetlenia. Na ulicach żydowskich jest w ogóle bardzo ciemno. Wchodzi się do mieszkań przez kuchenne drzwi, jest to symbol ostatnich czasów.” (t. 29: s. 63)
„Mówią, że w czasie rabunku na Karmelickiej sami chrześcijanie pokazywali policji tych, którzy grabili.” (t. 29: s. 84)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„W dzielnicy żydowskiej Karmelicką jechały samochody z żołnierzami. Strzelali w powietrze” (t. 29: s. 106)
„Zamurowanie odcinka Przejazd-Nowolipie stworzyło niemożliwą sytuację na Karmelickiej. Jest tam strasznie ciasno, ogromny ruch.” (t. 29: s. 113)
„Słyszałem o wypadku, który miał miejsce kilka tygodni temu na Karmelickiej. Z przejeżdżającego samochodu wyskoczył ktoś z tamtych, chwycił Żyda za włosy i wciągnął do wozu, 3 ludzi okrutnie go biło i w końcu wyrzuciło na ulicę. Jedyną pomocą w takim momencie jest ogólny krzyk wszystkich przechodniów.” (t. 29: s. 126)
„Na Karmelickiej tłok nie do opisania, po obu stronach chodnika, jak również jezdnią przepływa zbita fala ludzi. Niesłychanie trudno przejechać tamtędy i trwa to bardzo długo.” (s. 164-165)
ONI, II A
„Dziś, 26 listopada [1940], policja żydowska zrobiła porządek na Karmelickiej, ustanawiając ruch jednokierunkowy.” (t. 29: s. 172)
„Jak przejęli służbę. Regulują ruch na ulicach. Zaprowadzili porządek na Karmelickiej. Żydowscy policjanci siedzą na komisariatach, chociaż na razie dyżuruje tam jeszcze polska policja.” (t. 29: s. 173)
„Na wielu ulicach: Żelaznej, Karmelickiej mają zaprowadzić ruch jednokierunkowy. Jest to konieczne, bo inaczej nie da się przejść przez ulicę.” (t. 29: s. 177)
„Karmelicką nazywają ‘Dardanelami’; Żelazną, Chłodną – ‘Gibraltarem’, a granicę – ‘Małkinią’.” (t. 29: s. 185)
„Dziś znów bito na Karmelickiej. Zjawia się samochód esesmanów. Niemcy, którzy znajdują się w tylnej części samochodu mają w rękach […] podkłada ogień do bramy […] bije ich po tym […] dziś […].” (t. 29: s. 190)
„Dziś znów pokazał się samochód na Karmelickiej, wyskoczyli Niemcy i straszliwie bili wszystkich Żydów. Bito mężczyzn, kobiety i dzieci. Chodnikiem przechodziła kobieta z dzieckiem, dziecko dostało tak silnego kopniaka, że padło na środek jezdni. Charakterystyczne, że ludzie płakali i dostawali spazmów na sam widok tego, co się dzieje.” (t. 29: s. 190)
ONI, II

„Warszawskie getto to smutna karta w historii żydowskiej. Nigdy asymilacja nie osiągnęła takich rozmiarów jak obecnie. Nigdy na Karmelickiej nie słyszano tyle polskiego jak dziś. W Warszawie nigdy nie było teatru dla Żydów w języku polskim, jak to obecnie dzieje się w getcie. Korupcja kwitnie w szerokim wymiarze. Demoralizacja nigdy nie obejmowała tak szerokich kręgów jak teraz.” (t. 29a: s. 214: parafraza wypowiedzi Arona Einhorna)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B

10.IX.41’:” Grupa teatralna ŁZA często odbywa spotkania u nas w domu. Wydaje mi się, że zespół nie przetrwa zbyt długo. Wszędzie przeważa nastrój okropnej depresji. Matka Edzi Piaskowskiej choruje na tyfus. Mieszkają przy Karmelickiej, gdzie epidemia sroży się szczególnie mocno. Edzia musiała wyprowadzić się z domu i teraz mieszka u nas. Ojciec Miszy także jest bardzo chory” (s. 164-165).

ONI, VI A

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, II B

„Część mebli Frydy i naszych poszło do Sarenki, część do rodziny ciotki na Karmelicką.” (s. 29)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III A

„Na ulicy Karmelickiej podczas blokady dwaj policjanci chcieli zabrać kobietę z dzieckiem. Ponieważ kobieta stawiała opór, jeden rzekł do drugiego: „Zabieramy dziecko, a wtedy ona pójdzie sama!” (s. 70)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA/ONI, IV B

„Wracamy po „pracy”, niektórzy śpiewają, ci chcą trochę się rozerwać, chcą zapomnieć, nie mogą znieść niechybnego przeznaczenia. Mijamy Karmelicką, tu było dawniej najruchliwiej – ludzie szli nawet jezdnią, fala ludzka płynęła szybko. Dziś żywego człowieka nie widać, już wszystko spoczywa gdzieś w niebie – jak twierdzą nabożni.
Obecnie włączyli nieparzystą stronę Leszna i odcinek Karmelickiej do aryjskiej strony. Tu ludzie sobie zrobili pierwszorzędne schrony, nagromadzili żywności, wodę mieli na miejscu, urządzili tak, by można było w takiej norze przetrzymać pół roku lub więcej, a przez ten czas musi coś nastąpić. Niestety, nie mieli szczęścia, bo oto ktoś usłyszał szelest i od razu dano znać niemcom, wszyscy zostali rozstrzelani, tak zginęło tysiące innych. Na Twardej wykryto schron, w którym było kilkadziesiąt ludzi, spotkała ich ta sama „kara” co poprzednich. Inny schron na Twardej sam skapitulował, już nie mogli dłużej wytrzymać, siedzieli 8 miesięcy, wyszli ślepi, kazali się zaprowadzić na posterunek, chociaż wiedzieli, co ich czeka, jednak woleli śmierć, bo nie byli w stanie przetrwać dłużej w takich warunkach. Te wszystkie schrony zostały przyszykowane wtedy, gdy włączona [została] do drugiej strony. Któż zaprzeczy w pomysłowość ludzką, chęć do życia jest duża. Gdy widzi się zagładę przed sobą, szuka się wszędzie i wszelkimi sposobami drogę ratunku. Na żydowskim cmentarzu zostały wykryte schrony, w których siedzieli ludzie, urządzili tam się nieźle, i to dość pomysłowo, komu by wpadło na myśl, że w grobowcach czy też między grobami znajdują się i żywi ludzie, którzy przecież żadnego przestępstwa nie dokonali, są Żydami, chcą żyć, to są ich zbrodnie, za które giną!!! Wykrycie tych schronów było prawdziwą tragedią, bo ci ludzie wpadli na najbardziej pomysłową drogę ratunku. Jednak pech chciał, że też zginęli. Wytropili ich za pomocą psów gończych, możliwe też, [że] jakiś wyrzutek społeczeństwa rękę przyłożył, tego nie mogę ręczyć.” (s. 245-246)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Karmelicka 1,   - Karmelicka 5,   - Karmelicka 6,   - Karmelicka 10/Mylna,   - Karmelicka 15,   - Karmelicka 22,   - Karmelicka 29 (szkoła CISzO),   - Karmelicka/Nowolipie,   - róg ulic Dzielna/Nowolipie,   - róg ulic Leszno/Karmelicka,  - róg ulic Karmelicka/Nowolipie,   - róg ulic Karmelicka/Nowolipki,  - róg ulic Miła/Karmelicka (mieszkanie Jehudy Zyskinda),
OBSZARY:
- Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhofa/Nowolipki/Karmelicka
TRASY:
- Trasa: Karmelicka 6 - Ogrodowa - Kurza,  - Trasa: Karmelicka - Pawiak (Dzielna 24/26),   - Trasa: Karmelicka - Nowolipki - Zamenhofa - Stawki - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno - Karmelicka,   - Trasa: Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Umschlagplatz, - Trasa: Leszno - Karmelicka - Gęsia (wacha) - Okopowa - cmentarz żydowski,   - Trasa: Leszno - Karmelicka - Pawiak (Dzielna 24/26),  - Trasa: Leszno 78 - Karmelicka - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 76 - Leszno - Karmelicka - Zamenhofa - Miła 43, - Trasa: Lubeckiego - Pawiak - Karmelicka - Nowolipki,    - Trasa: Miła - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipki - Śliska 52,   - Trasa: Nowolipki (przy Smoczej) - Karmelicka, - Trasa: Pawiak (Dzielna 24/26) - Karmelicka - Aleja Szucha 25,   - Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa - Dzielna - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Gęsia - Nalewki - Plac Muranowski,   - Trasa: Tłomackie - Karmelicka, - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26,  - Trasa: Żelazna - Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa  - Gęsia - Nalewki - Muranowska - Gęsia - Smocza - Nowolipie

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6056" title="MIŁA" slug="mila">
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III A (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący&amp;gt; dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)
JA, III A
„Wieczorem na Smoczej, Pawiej, Miłej, Zamenhofa itd. Wróciłem do domu o godzinie pół do dziewiątej wieczorem. Byłem pewien, że ich złapano. O dziewiątej przyszli do domu. W czasie trwania blokady siedzieli w internacie przy Miłej 67. Co Luba opowiedziała o zachowaniu dzieci (150) i nauczycielek podczas blokady? Wszystkie z zawiniątkami w rękach. Wszystkie były gotowe w drogę. Na śmierć.” (s. 187)
ONI, III C
„Pogłoski o wiadomościach kobiet wywiezionych z Białej Podl[askiej] i Białegostoku. Dziś już o godzinie ósmej przystąpili do blokady Miłej, Gęsiej, Zamenhofa itd. &amp;lt;Dusza nasza zmęczyła się śmiercią&amp;gt;. Jak długo jeszcze, jak długo? Wczoraj przywieziono wiele trupów na cmentarz, są to ofiary blokady szopów Toebbensa. Dziś wzięto również ludzi z szopów. Jest już blisko godzina siódma, a na Gęsiej, wokół naszej firmy, blokada wciąż jeszcze trwa.” (s. 194)
JA, III A (18.08.1942)
„Dziś udałem się z jeszcze trzema kolegami do mieszkań, które nasza firma przejmuje przy Miłej. Chcieliśmy zabrać stamtąd książki. Ujrzeliśmy coś wstrząsającego: wszystkie drzwi wyłamane, cały dobytek zniszczony, mienie wala się na podwórkach. Nawet rosyjscy specjaliści od pogromów nie zdołaliby dokonać większego i straszniejszego pogromu od tego, który był dziełem żydowskich policjantów. Tak było wszędzie i obraz tego poruszył nas do głębi. Zniszczenie i zagłada największej gminy żydowskiej w Europie.” (s. 198)
JA, III A (27.08.1942)
„Dziś spodziewamy się przybycia morderców do naszego szopu, wszyscy są zdenerwowani, czekają w napięciu i z trwogą. O drugiej po południu odbyła się kontrola w naszym szopie, przeszła spokojnie. Dwaj z SD siedziało w gabinecie dyrektora, pili i jedli. Przejrzeli listę pracowników, nie kontrolując dokumentów ani osobiście pracowników. Równocześnie odbyła się blokada naszego bloku przy Miłej. Zabrali stamtąd 39 osób, przeważnie kobiety i dzieci. […] Odbyła się także blokada innych ulic. Toniemy, woda dosięga już ust.” (s. 209)
JA/ONI, III A
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
ONI, III B
„Rozniosła się pogłoska, że warszawskie SS zamknęło naszą firmę. Nastroje ludzi oscylują między nadzieją a rozpaczą. A tymczasem przeprowadzają blokady na pobliskich ulicach i na Miłej. Z domu nr 61 zabierają kilkadziesiąt osób, też z Werkschutz: Rozenowicza ojca i syna, Rybę z rodziną. Wydarzyło się to w poniedziałek. Nasza rozpacz i cierpienia setek ludzi, zamkniętych w wąskiej uliczce, dosięgają ostatecznych granic.
[…] Rozpacz wielokrotnie się wzmogła. Czekaliśmy końca, który musi nastąpić: zabiorą nas na Umschlag.” (s. 219)
JA, IV A (27.09.1942)
„Po raz pierwszy odwiedziłem Nacię w domu przy Muranowskiej 44, mieszkaliśmy tam, kiedy miałem 7 lat. Straszny obraz ulic Miłej, Zamenhofa. Wracając, spędziłem wieczór u Waserów. Był tam Rabinowicz, krewny Rabinowicza, który uciekł z Tr[eblinki]. Godzinami opowiadał o horrorze Tr[eblinki]. Główne spostrzeżenie: doszło do tego, że Żydzi bardziej się boją Niemca niż śmierci.” (s. 228)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/JA, IV A (01.11.1942)
„Żydzi odetchnęli dziś nieco swobodniej. Na ulicach pełno spacerujących. Nieliczni, którzy pozostali żywi, opuścili swe ciasne mieszkania i wyszli na powietrze. Miła i Zamenhofa zaludniły się resztkami Żydów. Prawda, smutni, złamani, wychudli, ale ośmielili się pokazać na ulicy. Rzecz niespotykana od tygodni, miesięcy, od wzmożenia się &amp;lt;akcji&amp;gt;. Co wpłynęło na samopoczucie Żydów? Przede wszystkim zwolnienie dzieci z Umschlagu.” (s. 239)

Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Pewien znajomy policjant oznajmił: - W tym momencie odbywa się blokada ulic Miłej i Zamenhofa, przy udziale żandarmerii niemieckiej. Nie honorują żadnych dokumentów!”(s. 59)

JA/ONI, III B (6 września 1942)

„Stanęliśmy wreszcie w szeregach na Miłej. Domy okoliczne zajęte były przez robotników firmy „Oxaco” i przez żydowskich robotników słynnej fabryki broni Ursus. Na jednym z balkonów zauważyłam Marka z rodzicami i kuzyna Józka Traumana z synem Jerzykiem. Zawołam i głośno, aż w końcu zauważyli mnie. Marek wykrzykiwał coś, czego nie mogłam zrozumieć. Domyślam się że życzy mi szczęścia. Tymczasem na ulicy powstało zamieszanie. Kilka kobiet zbliżyło się do Neumana, błagając o zielone numerki. Ten zamachnął się szpicrutą i obalił jedną z nich na ziemię. Wzdłuż ulicy leżały trupy. […]

Szeregi posuwały się z wolna. Już przy pierwszej selekcji groziło mi wielkie niebezpieczeństwo. Mój numerek oprawiony był skórę, tak że nie widać było strony odwrotnej. Ponieważ pojawiło się wiele numerków sfałszowanych, więc esesmam sprawdzający je zawahał się przez sekundę, która wydawała się wiekiem, a następnie posłał mnie – na prawo. Na lewo – droga prowadziła na Umchlag. Tę scenę obserwowali moi krewni z balkonu.” (s. 96)

JA/ONI, III B

„Znosiliśmy wciąż jeszcze konsekwencje owej straszliwej „ostatecznej” selekcji na ulicy Miłej. Okazało się, że wiele dzieci zostało pozostawionych tam przez rodziców, którzy nie mieli możliwości przeprowadzenia ich podczas selekcji. W następstwie prawie wszystkie zginęły z głodu i wycieńczenia. Stryj i stryjenka Birnbaumowie byli na Miłej również i pozostali tam przez pewien czas w ukryciu. […]

Pewnego dnia ojciec utrzymał karteczkę, na której widniały dwa słowa: „Ratujcie, giniemy!” Ojciec, zrozpaczony, zaniósł kartkę do dra Hepnera, który wybierał się właśnie na Miłą, aby przywieźć pozostałą tam żonę i dzieci. W tym celu uzyskał samochód Schulza z eskortą żołnierzy niemieckich oraz wszelkie możliwe przepustki. Ojciec błagał go, by przywiózł także brata i bratową; on jednak był tak zaobserwowany swoimi sprawami, że prawie go nie słuchał. Odjechał. Po kilku godzinach nadeszła wieść: „Doktor Hepner zginął wraz z żoną i dziećmi!”

Było to tak: udało mu się odnaleźć rodzinę, którą ulokował w tym samochodzie. Koło wachy dopadli jednak do samochodu gestapowcy, zastrzelili żonę Hepnera i dzieci, a jego samego zawieźli na Umschlag.” (s. 99-100)

JA/ONI, III B

„Wszedłszy do pokoju, ujrzałam stryjka, stryjenka oraz jedną z pracownic firmy „Marcel”, która przebywała razem z nimi. Po radosnym powitaniu stryjek rozpoczął opowiadanie: Spędzili cztery dni, ukryci w małym pokoiku za szafą. Żywili się wyłącznie surowymi burakami, które tam znaleźli.

Po drugiej stronie szafy usadowiło się całe Umsiedlung Kommando, złożony z Ukraińców i esesmanów. Odbywały się tu orgie przy dźwiękach sprowadzonego patefonu. Ludzie za szafą uważali się już za zgubionych. Jeden odgłos mógł ich zdradzić. A jednak – wytrwali.” (s. 100)

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, I
„Cała Miła jest zapełniona chłopskimi wózkami. Zabłądziły też na Lubeckiego, Wołyńską, są w całej dzielnicy, szczególnie te z węglem.” (Dom numer 21, s. 347)
ONI, III A (4.09.1942)
„Dzisiejszy dzień też mijał niespokojnie. Już rano zaczęła się blokada w dużym szopie szczotkarskim [Świętojerska 34], który, jak wiadomo, zapewnił sobie kontyngent dwóch tysięcy robotników. Blokada trwała długie godziny i, jak przekazano, zabrano stamtąd kilka tysięcy ludzi. Potem blokowano okoliczne szopy i domy pracowników, z których wyciągano robotników.
Wczoraj w szopie stolarskim przy Gęsiej 30 znów była blokada i zabrano około setki ludzi. Potem Niemcy weszli do bloku mieszkalnego robotników szopu przy Miłej i zabrali wiele kobiet i dzieci, razem około stu sześćdziesięciu osób. Jak wiadomo przedwczoraj [2.09.1942] wzięto stamtąd stu siedemdziesięciu pięciu Żydów i… dwie pary spośród najlepszych koni. W całym getcie odebrano sporo koni i około pięćdziesięciu wozów i platform.” (Pisma, s. 293)
ONI, III B (12.09.1942)
„W czasie dzisiejszej blokady w domach robotników stolarni przy Miłej, Niemcy rzucili na podwórku granaty, by wystraszyć ukrywających się. Jednak żadnego z nich, nawet dziecka, nie udało im się złapać. W stolarni na Gęsiej [30] zaczęła się nowa rejestracja. To nie zapowiada niczego dobrego i pachnie dalszą redukcją.” (Pisma, s. 294)
ONI, III B (9 i 11.09.1942)
„Rozeszła się plotka, że jutro ma być obława w baraku stolarni przy Miłej i że będą użyte trujące gazy.
Po tamtej stronie rozwieszono plakaty informujące, że za kontakty z Żydami grozi kara śmierci.
Dziś jest wigilia Rosz ha-Szana. Straszliwe sceny wypędzenia rozegrały się w szopie stolarskim przy Gęsiej 30, dziewiątego września. W czasie niemieckiej kontroli wzięto setki młodych i starszych, głównie pięknych i wykształconych kobiet, i odesłano je na rzeź. SS-mani bili przy tym ofiary nahajkami, kijami i biczami, krzycząc: „Przez was już od trzech lat nie mamy życia”. To straszne wydarzenie zatrwożyło nie tylko robotników szopu.
Wtedy powiedziano, że to już koniec, że wystarczy, że wysyłka się kończy, ale blokady nadal trwają.
Dziś miały być na Lubeckiego, na Żelaznej 108 (w domu sąsiadującym z SS-manami [przy Żelaznej 103 była komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle]) trwają łapanki.” (Pisma, s. 294-295)
ONI, IV A (28.09.1942)
„W stolarni „Ostdeutsche” [ul. Gęsia 30] SS-mani z Werterfassung kontrolowali dziś rzeczy, które Żydzi tam schowali i zmagazynowali. Znów mówi się o nowym murze, który ma oddzielić Smoczą od getta. Mur miałby stanąć pośrodku ulicy. Jedna jej strona pozostałaby [w getcie], żeby można było dojść do Miłej.” (Pisma, s. 301)
ONI, IV A (29.09.1942)
„Dziś rano żydowscy policjanci znów łapali kobiety na ulicach. Po Miłej kręcił się wysoki Niemiec z batogiem w ręku, przeszukiwał puste piwnice i ruiny, wypatrując ukrytych Żydów. Nie jest całkiem pewne, czy tylko o to mu chodziło.” (Pisma, s. 302)
ONI, IV A (4.10.1942)
„Dziś w Simchat Tora żydowska policja zrobiła obławę na robotników z placówek, którzy szli kupować rzeczy na Miłej. Zrozpaczone kobiety krzyczały wniebogłosy, kiedy je łapano. Losy szopu stolarskiego przy Gęsiej 30 znów się ważą.” (Pisma, s. 303)
ONI, IV A (25.11.1942)
„Wieczorem SS-man napotkał dwóch Żydów (szwagrów) przy Miłej. Jeden z nich niósł na ręku dwie kurtki. SS-man zapytał mężczyzn, gdzie pracują. Jeden odpowiedział – u Toebbensa, a drugi – przy Werterfassung. Temu od To[e]Bensa SS-man kazał natychmiast iść, a tego z kurtkami zapytał, gdzie to pracował przy Werterfassung. Żyd nie wiedział, co odpowiedzieć, wtedy SS-man kazał mu podejść i wpakował mu kulkę w głowę.” (Pisma, s. 324-5)
ONI, IV A (26.11.1942)
„Jak się mówi, liczba ofiar wczorajszego dnia waha się między 21 a 26 osobami. Dziś też zamordowano pięć osób. Przy Franciszkańskiej 22 zastrzelono trzech braci Sucheckich (z Pragi) niegdyś zamożnych kupców. Kolejnego Żyda zastrzelono na Miłej, a następnego na Smoczej róg Dzielnej. Rano SS-mani weszli do bloków stolarzy na szerszej Miłej [odcinek od rogu Lubeckiego do Smoczej] (OBW) i szukali u rikszarzy szmuglowanego towaru. Jak się mówi, stało się tak wskutek donosu.” (Pisma, s. 325)
ONI, IV A (27.11.1942)
„Wczoraj wieczorem (26.11.1942) robotnik OBW (nauczyciel) przechodził Miłą wraz ze swym synem. Robotnik wyjął z torby syna kilka złotych, aby kupić gilzy. Zobaczył to przechodzący tam przypadkiem SS-man. Zaraz ten zrewidował kieszenie ojca i syna i zrabował im osiemset złotych. Poszkodowany robotnik wrócił do domu szczęśliwy, że udało mu się ocalić życie własne i życie swego syna.” (Pisma, s. 325)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Wszelki kontakt ze stroną aryjską został przerwany. Wylot wachy na Lesznie i rogu Żelaznej, akuratnie koło naszej fabryki, został zamknięty. Na teren fabryczny nikt, nawet najbardziej uprzywilejowany, nie został wpuszczony. Do 10.00 rano wszyscy mieszkańcy skoszarowanych domów mieli opuścić je i udać się na Miłą. Mówiono, że jest ogólne wysiedlenie.” (s. 93)
„Mówiono, że na Miłej mamy otrzymać przydział na nowe mieszkanie. Wszystkie osoby, które by pozostały, będą bez skrupułów zastrzelone.” (s. 94)
„Tego dnia nie ustawała strzelanina. Dozorczyni opowiadała potem, że Niemcy zabrali dzieci błąkające się bez opieki po Miłej – a było ich bardzo wiele. Zaprowadzili je do jednego z domów i wszystkie zastrzelili. Przez cały dzień jeździły bez przerwy wozy Ostatniej Posługi, zabierając cała dzieci.” (s. 108)
JA, III B
„Na Miłej Niemcy, Ukraińcy i Łotysze szaleli do zmroku. Urządzili kolejne blokady, przetrząsali wszystkie zakamarki od piwnic do strychów. Wszystkich, którzy usiłowali się ukryć, zabijano na miejscu. Resztę, partiami po kilka tysięcy osób, wysyłano na Stawki, wprost do wagonów.” (s. 108)
JA, III C
„Cała moja rodzina, ciocia (wujek zmarł w 1941 roku na tyfus plamisty) i kuzyni, niewiele ucierpiała. Byli w tym szczęśliwym położeniu, że mieli kryjówkę w jednym z oddziałów szopu Toebbensa, powiązanym też z Dużym Schultzem, w pralni wojskowych. Jej kierownikiem i zarazem właścicielem był ich znajomy jeszcze sprzed wojny, z tej samej branży garbarskiej. Założyli pralnię za własne pieniądze. Mieściła się ona przy ulicy Nowolipki 30, tj. vis-á-vis skoszarowanego domu, w którym mieszkała moja rodzina. Gdy odbywały się blokady u Dużego Schultza, kuzyni zawsze byli uprzedzeni. Udawali się wtedy z rodziną do kryjówki w pralni. W ten sposób uniknęli piekła ulicy Miłej.” (s. 122)
JA, III B
„Po kilku minutach wpadł szwagier kuzynów, bardzo podniecony, z wiadomością, ze Niemcy i ich pomocnicy – Ukraińcy i Łotysze, powrócili na stanowiska. Miła znów jest okrążona i odbywa się tam masakra. Zaczęli od skoszarowanych domów ‘Ursusa’, skąd dopiero wróciłam. Ponieważ było za mało ludzi do wysyłki, wymordowano wszystkich na miejscu, jak się później okazało. Już więcej nigdy nie spotkałam nikogo z Miłej i Niskiej. Chciałam bardzo kiedyś podziękować doktorowi Braunowi za dobroć i szlachetność, ale teraz wiedziałam, że na tym świecie już się nie spotkamy…” (s. 122-123)


Henryk Makower
JA, II A
„Jako lekarz gminny bywałem tam często wzywany. Jednak zasadniczo opiekę zdrowotna nad punktami dla uchodźców miał dr Trachtenberg z TOZ-u, stary lekarz łódzki, dobry mój znajomy […] Jego punkt, gdzieś na Miłej, to była po prostu umieralnia.” (s. 26)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś znów bito na Miłej, Nalewkach.” (s. 47)
„Przez ulicę Miłą nie sposób przejść, na głównych [?] ulicach ustał [handel], na polskich odbywa się nadal, mimo że zakazano handlu ulicznego.” (s. 57)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, VI A

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

– Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

– Czy to z powodu zmniejszenia getta?

– Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

– Szopy tam powstały, tak?

– Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

– „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

– Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

– I potem mieszkała pani na Gęsiej?

– Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

– Kiedy?

– 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

– Personel szpitala?

– Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

– Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

– Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (s. 155-156)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III B

Na razie kazano nam zgromadzić się na ulicy Miłej, gdzie miała się odbyć ta zapowiedziana „końcowa” selekcja. Poszliśmy razem z innymi. U wylotu Miłej stała grupa uzbrojonych Niemców z esesmanem Hantke na czele, znanym ze swego okrucieństwa; potrafił on na przykład chodzić po getcie z wycelowanym w ludzi karabinem, strzelał do każdego, kogo spotkał wieczorem po akcjach w godzinach dozwolonych dla Żydów.

W stronę uzbrojonej grupy posuwała się czwórkami olbrzymia, wielotysięczna kolumna mężczyzn, kobiet i dzieci. Esesmani skinieniem pejczy kierowali jednych na prawo — ci mieli zostać w getcie i pracować w szopach, drugich na lewo — ci mieli jechać do Treblinki. Los ludzi starszych, chorych i dzieci był przesądzony. Niektórzy szczypali swoje blade zapadłe policzki, malowali je, poprawiali na sobie wygniecioną na strychach i w piwnicach odzież, robili wszystko, aby ukryć przed komisją ślady po przebytych prześladowaniach, po nieprzespanych nocach, po ciągłych wędrówkach od kryjówki do kryjówki, po dniach głodu i wyczerpania. Wyjść cało z selekcji i wrócić do niewolniczej pracy u Schultza lub u Toebbensa! Zwłaszcza że Niemcy przyrzekali, iż po tej selekcji nie będą już urządzać żadnych akcji — na tym zakończy się wysiedlanie. Wiadomo jednak było, że w getcie zostawią tylko bardzo niewielką ilość Żydów pracujących… […]

Szłam w kolumnie obok matki i Halinki. Mama zgubiła gdzieś zielony numerek z szopu Schultza. Całą noc przed selekcją szukałyśmy go w mieszkaniu. Na próżno.

Posuwaliśmy się w tłumie bezbronnych, czekających na wyrok komisji esesmańskiej. [...]

Matka jak zwykle pocieszała mnie i Halinę: jesteśmy przecież młode, ładne, zdrowe. Długie, grube warkocze upięła mi w koronę na głowie, wyglądałam tak znacznie poważniej, nikt by nie uwierzył, że mam tylko trzynaście lat. Ciągle poprawiała moją wymiętoszoną sukienkę, patrzyła na mnie uważnie, pytała raz po raz sąsiadów w tłumie, ile można dać mi lat? Chciała, żebym wyglądała co najmniej na siedemnaście.” (s. 56-57)

„Życie każdego z nas wisiało co prawda na włosku, ale matce wydawało się, że mnie jednej grozi największe niebezpieczeństwo. Robiła niesłychany wysiłek, aby je ode mnie odsunąć, a zarazem nie dać po sobie poznać, że drży o wynik selekcji. Gdyby mnie zabrali, poszłaby ze mną na Umschlagplatz bez wahania.

Zresztą powiedziała mi o tym, a ja próbowałam z kolei przekonać ją, że nie powinna iść ze mną, jeśli mnie nie przepuszczą, jeśli mnie wyznaczą na „lewo”. Zajrzała mi wtedy w oczy i spytała z uśmiechem, ale tonem poważnym: „I tobie się zdaje, że faktycznie mogłabym ciebie samą zostawić?”. Wiedziałam z całą pewnością, że nigdy by tego nie zrobiła! Nic jej jednak nie odpowiedziałam, bo byłam wzruszona i gardło miałam ściśnięte.

Wolno posuwaliśmy się naprzód, ku wylotowi, gdzie stali esesmani. Mijały godziny. Wśród niepewności zaczęły rodzić się złudzenia: a nuż zdarzy się jakiś cud, nastąpi niespodziewanie koniec selekcji, wysiedlania i tych wszystkich męczarni? Tłum obiegały jednak różne wieści, i to coraz straszniejsze, o nowych tragediach, ofiarach i zbrodniach, których dokonywali hitlerowcy z cynizmem i zimną krwią podczas selekcji na ulicach i koło wagonów przed ostateczną rozprawą, jaką dla nas przygotowano w Treblince.

W pewnym momencie, niezbyt już daleko od komisji esesmańskiej, zobaczyłyśmy pana Melcera. Był to nasz dobry znajomy. Przypadkowe spotkanie z nim odmieniło nagle decyzję mojej matki. Pan Melcer zapytał wprost, czy wszyscy mamy numerki lub jakieś Ausweise. Gdy dowiedział się, że nie mamy żadnych papierów, zawołał: „Więc dokąd, w takim razie, pani idzie, w dodatku z dziećmi?! Toż to pewna śmierć!”.

Mama drgnęła, jakby obudziła się nagle ze snu omraczającego zmysły. Bez słowa spojrzała na pana Melcera, potem na nas; z wyrazu jej twarzy odgadłam, że walczy z jakimś wewnętrznym oporem, że zastanawia się nad czymś głęboko. Widocznie pojęła nagle całą grozę naszej sytuacji. Szorstkie i gwałtowne słowa pana Melcera uświadomiły jej, jak bardzo jest naiwna, pielęgnując ryzykowną i niebezpieczną iluzję, że selekcja wypadnie dla nas korzystnie…

Już po chwili mama odzyskała dawną energię. Przestała szczypać nam i sobie policzki, aby na nich wywołać rumieńce, przestała rozpytywać ludzi, czy nasz wygląd daje szanse na wydostanie się z kotła. Zaczęła rozglądać się za kryjówką, zdecydowana uciec przed selekcją, przed esesmanami i śmiercią!” (s. 57-58)

„Za dnia prześladowały nas odgłosy z zewnątrz: kroki, krzyki, strzały; w nocy, gdy następowały cisza i zbawienna dla nas ciemność, straszyły nas upiory, majaki, zwidy. […] Po ulicach bezustannie krążyły patrole niemieckie…” (s. 61)

„Na ulicy nie ustawały wrzaski hitlerowców, strzelanina, krzyki ludzi wyciąganych z najrozmaitszych kryjówek i schronów. Ustawiano ich w szeregach na jezdni i prowadzono na Umschlag do wagonów.” (s. 62)

JA/ONI, IV A

„Getto zmniejszyło się niepomiernie. Nieliczni uratowani z wielkich akcji, obław i selekcji pracowali całymi dniami i nocami (na dwie zmiany) w szopach i na placówkach. Robotnicy Toebbensa mieli prawo mieszkać tylko na Lesznie, robotnicy Schultza — na Nowolipiu, placówkarze — na Miłej i Nalewkach. Każdą z tych ulic obstawiały warty — esesmani i żydowscy policjanci lub porządkowi, zwani Werkschutzami. Robotnicy szli do pracy i wracali zawsze w grupach pod eskortą żydowskiej policji bądź Werkschutzów.” (s. 65)

JA, IV B (kwiecień 1943)

„Zbliżała się Wielkanoc 1943 roku. Hela porzuciła swój szop i przenieśliśmy się na Miłą, bliżej kryjówki [zlokalizowanej przy Miłej 3 – przyp. AKR].” (s. 74)

„Na krótko przed Wielkanocą przeszliśmy do „małego getta” (jak nazywano Miłą, Nalewki i kawałek Muranowskiej) do pustego mieszkania — pustych mieszkań było tu pod dostatkiem — na parter, aby szybciej dostać się stąd do bunkra w razie blokady.” (s. 74)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B

„Nazajutrz też nie wychodzę do pracy, z mym dostawcą miałem się spotkać dopiero za kilka dni. Dzień jest pogodny. Nagle przylatują kuzynki z pracy i mówią, że na Miłej zabito niemca, chyba zaraz przyjdzie odwet. Pytam się kilkakrotnie, czy to jest pewne, bo może znowu pochodzi z J.P.P [„jakiś pan powiedział”], ale widać, że panika opanowała gheto. […] Ja z Wilkiem schodzimy na dół, tu spotykamy Szymona, jest strasznie zdenerwowany. My stajemy przy nim, czekając na wyjaśnienia lub też rozkazy. Po kilku minutach mówi nam, że stała się niewesoła rzecz, jakiś nieodpowiedzialny człowiek zastrzelił na Miłej niemca, teraz będą niepotrzebne ofiary, to do niczego dobrego doprowadzić nie może. […] Weszliśmy we troje na dach i stąd mogliśmy obserwować całą okolicę. Zobaczyliśmy auta z niemcami, kierują się na Miłą, po kilkudziesięciu minutach słyszymy strzały. Wiemy, że ludzie giną teraz, my w ogóle nie możemy nic robić, nasze rewolwery spoczywają w skrytkach. Akcja odwetowa trwała długo. Gdy widzieliśmy odjeżdżających niemców, szybko udaliśmy się na miejsce kaźni. Tu było wszystko do góry nogami przewrócone. Drzwi wyrąbane, okna wyłamane, meble wyrzucone, bielizna na ulicach. Idziemy dalej, tu widzimy gromadę ludzi, wóz też stoi. Podchodzimy bliżej, tu widzimy, jak ładują martwych ludzi. Zaglądamy do sklepu, tu leżą ludzie ułożeni równo niby deski. Słyszymy opowiadanie jakiegoś jegomościa, który przez skrytkę obserwował tę straszną scenę. Wpadli od podwórza, skąd wyprowadzili kilka osób. Tu przy sklepie kazali jednemu chłopcu wejść do sklepu i zastrzelili go, jego matka (poznał ją po krzykach) musiała ułożyć równo swego syna i położyć się przy nim. Została zastrzelona w chwili, gdy ułożyła się na ziemi obok syna.” (s. 260-261)

JA, V (19 kwietnia 1943)

„Pada tak długo oczekiwany rozkaz, to na Miłej zaczął się piekielny ogień, jeszcze echo nie odbiło się o nasze uszy, a nasze przyjęcie otworzyło jeszcze piekielniejszy ogień. Butelki, granaty lecą, karabiny brzęczą, ja oprócz tych strasznych sylwetek na dole nic nie widzę, oddaję strzały jeden za drugim, staram się dobrze celować, chociaż jest to zbyt trudne, gdyż nasi prześladowcy stali się zbyt ruchliwi. Niektórzy z nich lecą niby żywe pochodnie, to nasze cudowne butelki ich mianowały „gwiazdami przewodnimi”.
Na dole roi się jak w ulu, oni nie mają gdzie uciekać, bo obstawione są obydwie strony ulic, mogą uciekać tylko w tył lub w przód, a tu praży ogień. Bramy są zamknięte, tu są też nasi ludzie. Na razie walimy do nich na „całego”, ci bohaterzy padają, lecą, wstają, by znowu upaść, lecą, trzymając głowy zakryte rękoma, rękoma osłaniają swe zbrodnicze głowy!!! Szał nas opanował, zmieniam już po raz któryś mój magazyn[ek], płonę, strzelam, jestem teraz w niebiosach, jakież to piękne.” (s. 286)

ONI, V

„Po kilku dniach Srul udał się ze swoją narzeczoną gdzieś na Miłą czy gdzieś. Chcieliśmy go odprowadzić, ale on nie pozwolił. Powiedział, że im mniej ludzi, tym lżej się przedostać. Tak więc rozłączyliśmy się z naszym równiakiem. Chociaż miał egzotyczne wyrażenia i określenia, jednak był bardzo lubiany przez nas.” (s. 395)

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II D

„Dziadzio zdejmuje mi czapkę z głowy, odgarnia moje włosy, które przylepiły siędo spoconego czoła. Potem przeczesuje palcami swoje i puka do wysokich, solidnych drzwi na drugim piętrze kamienicy przy Miłej. Ten dom jest ciemny, klatka schodowa wąska. Drewniane schody są wydeptane, skrzypią i jęczą głośno przy każdym kroku. Ściany, pomalowane kiedyś niebieską, olejną farbą, mają tysiące rys, a tynk odpadł w wielu miejscach, odsłaniając czerwone cegły. Nie podoba mi się tu.” (s. 75)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Miła 8,    - Miła 13,   - Miła 18,     - Miła 26,   - Miła 28,   - Miła 34,   - Miła 36-42,   - Miła 43 (szop "Ahage"),   - Miła 45, m. 13,  - Miła 50-52,   - Miła 51,   - Miła 54,   - Miła 54-68,  - Miła 55/61,   - Miła 56,   - Miła 59,   - Miła 61,   - Miła 64,   - Miła 67,   - Miła 68,   - Miła 69,   - róg ulic Miła/Karmelicka (mieszkanie Jehudy Zyskinda),  - róg ulic Miła/Lubeckiego,    - róg ulic Miła/Nalewki,   - róg ulic Zamenhofa/Miła,   - Miła (od Nalewek do Lubeckiego),   - Miła (od Zamenhofa do Placu Muranowskiego),   - Miła (od Zamenhofa do Lubeckiego - szopy Tobbensa),
- "wąska" Miła (od Placu Muranowskiego do rogu Zamenhofa),
OBSZARY:
– Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska/Wołyńska,   – Obszar: kocioł: Miła/Lubeckiego/Niska,    – Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,    – Obszar: Plac Parysowski/Miła,
TRASY:
– Trasa: Dzika – Miła – Gęsia – Szczęśliwa – Plac Parysowski,   – Trasa: Leszno 76 – Leszno – Karmelicka – Zamenhofa – Miła 43,  - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła/Muranowska,    - Trasa: Miła - Gęsia 30 (szop OBW) - Miła,     – Trasa: Miła – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipki – Śliska 52, -    Trasa: Miła 34 - Niska 20,   - Trasa: Miła - Pawia - Gęsia 30 (szop OBW),
- Trasa: Miła 43 (szop AHG) - Umschlagplatz,
- Trasa: Miła 37 - Miła 7,   - Miła 43 - Niska,   – Trasa: Miła – róg ulic Miła/Lubeckiego (wacha) – Miła – róg ulic Miła/Smocza (wacha),
– Trasa: róg ulic Miła/Zamenhofa – róg ulic Miła/Lubeckiego,    - Trasa: Niska 20 - Miła 34,
- Trasa: Niska 20 - Miła 40,   - Trasa: Nowolipie 44 (szop Schultza) - Miła - Zamenhofa,    - Trasa: Śliska 52 - Miła,</document>
<document nplp_id="6066" title="ŚLISKA 52 &amp;#8211; MIŁA [TRASA]" slug="sliska-52-mila-trasa">

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, II A
„Każdego ranka wychodziłem z domu zazwyczaj od razu po śniadaniu. Do codziennego rytuału zaliczał się długi spacer na ulice. Miłą, do ciemnej, ponurej dziury, w której mieszkał Jehuda Zyskind wraz ze swoją rodziną. Wyjście z domu - coś pozornie bardzo zwykłego - w warunkach getta, a szczególnie w czasach ulicznych łapanek, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. Wpierw należało odwiedzić niektórych sąsiadów, wysłuchać ich skarg i narzekań, a przy okazji dowiedzieć się, jaka sytuacja panuje dziś w mieście: co z łapankami, czy słyszeli coś o obławach i co dzieje się przy strażnicy na Chłodnej. Dopiero potem można było odważyć się wyjść z domu, lecz i na ulicy trzeba było być czujnym: co krok zatrzymywaliśmy nadchodzących z przeciwka przechodniów, by uzyskać kolejne informacje o panującej sytuacji. I tylko tak zabezpieczony marsz dawał jakąś gwarancję, że uniknie się łapanki.” (s. 50-51)</document>
<document nplp_id="6067" title="ŚWIĘTOJERSKA 26/28 (szop Toebbensa)" slug="swietojerska-26-28-szop-toebensa">
Władysław Szpilman
ONI, III A
Ten straszny dla nas okres był czasem wspaniałych interesów dla Niemców. Niemieckie firmy wyrastały w getcie jak grzyby po deszczu i każda z nich gotowa była wystawić zaświadczenie o pracy, oczywiście za odpowiednią sumę, sięgającą tysięcy. Lecz wysokość tych sum nikogo nie odstraszała. Przed firmami stały kolejki, które przed biurami naprawdę ważnych i wielkich fabryk, jak „Toebbens” czy „Schultz”, urastały do ogromnych rozmiarów. Ci, którzy szczęśliwie zdobyli zaświadczenia pracy, przyczepiali sobie do ubrań małe kartoniki z nazwą organizacji, w której mieli ponoć pracować. Wierzyli, że to ochroni ich przed wysiedleniem.” (s. 87)
</document>
<document nplp_id="6068" title="RAKOWIECKA 4 (koszary SS) (poza gettem)" slug="rakowiecka-4-koszary-ss">
Władysław Szpilman
JA, IV A
„Któregoś dnia zostałem przywołany przez przewodniczącego grupy, który mnie powiadomił, że udało mu się ulokować mnie w grupie pracującej przy budowie koszar SS na dalekim Mokotowie. Miałem dzięki temu otrzymywać lepsze wyżywienie i miało mi tam być ogólnie lepiej. Prawda wyglądała zupełnie inaczej. Nasza nowa grupa musiała wstawać o dwie godziny wcześniej, żeby po przejściu przez całe miasto i pokonaniu dobrych kilkunastu kilometrów przybyć punktualnie do pracy. Gdy zmęczeni marszem przychodziliśmy na miejsce, kazano nam natychmiast zabierać się do pracy, która znacznie przewyższała moje siły. Musiałem nosić na górę cegły ułożone w stos na desce, którą trzymałem na plecach. W przerwach dźwigałem wiadra z wapnem i żelazne belki. Może udałoby mi się dać sobie z tym radę, gdyby nie nadzorcy z SS - przyszli mieszkańcy tych koszar, będący zdania, że pracujemy zbyt wolno. Rozkazali nam nosić stosy cegieł i żelazne belki biegiem, a gdy któregoś z nas ogarniała słabość i stawał, bili go nahajkami, w których skórę wplecione były ołowiane kulki. Nie wiem, jak bym przetrzymał ten pierwszy etap ciężkiej pracy fizycznej, gdybym nie wybłagał u tego samego szefa grupy, by przeniósł mnie do pracy przy budowie pałacyku Hauptfuhrera SS w Alejach Ujazdowskich. Było tam rzeczywiście znośniej i dawało się jakoś wytrzymać. Ta znośność polegała głównie na tym, że pracowaliśmy razem z niemieckimi mistrzami i polskimi fachowcami, budującymi tu po części pod przymusem, po części zaś na kontraktach.” (s. 111-112)
</document>
<document nplp_id="6069" title="KACZA" slug="kacza">Władysław Szpilman
JA, IV A
„Najbardziej w tym wszystkim niepokoiła mnie perspektywa zimy, u której progu już się znajdowaliśmy. Nie miałem żadnego ubrania i - oczywiście - żadnych rękawiczek. Byłem zawsze dość wrażliwy na zimno, a gdybym odmroził sobie ręce, tak ciężko przy tym pracując fizycznie, mógłbym zapomnieć w przyszłości o zawodzie pianisty. Z rosnącą troską przypatrywałem się coraz bardziej żółknącym liściom drzew w Alejach Ujazdowskich, a podmuchy wiatru stawały się chłodniejsze każdego dnia. W tym czasie wymieniono nasze prowizoryczne „numerki na życie” na nieograniczone czasowo i jednocześnie przeniesiono mnie na nowe miejsce skoszarowania w getcie - przy ulicy Kaczej. Zmieniliśmy też miejsce zatrudnienia po „aryjskiej” stronie. Prace w pałacyku w Alejach kończyły się i nie wymagały już tak wielu robotników. Część z nas przeniesiono na Narbutta 8, gdzie przygotowywaliśmy mieszkania dla jakiejś formacji oficerów SS. Było coraz zimniej i coraz częściej drętwiały mi podczas pracy palce.” (s. 113-114)
</document>
<document nplp_id="6071" title="PLAC BANKOWY" slug="plac-bankowy">
Władysław Szpilman
JA, II B
„Szedłem przez plac Bankowy, parę kroków przede mną szła jakaś biedna kobieta, niosąc w lewej ręce zawinięty w gazety garnek. Pomiędzy mną i kobietą wlókł się stary łachmaniarz, (s. 56-57) przygarbionymi ramionami, trzęsący się z zimna, powłóczący po błocie dziurawymi butami, z których wystawały szarofioletowe stopy. Znienacka starzec rzucił się przed siebie, schwycił za garnek i usiłował go kobiecie wyrwać. Być może nie miał dość siły czy też kobieta trzymała garnek zbyt mocno - w każdym razie nie udało mu się zawładnąć naczyniem, które upadło na chodnik i gęsta parująca zupa wylała się na brudną ulicę. Wszyscy troje staliśmy jak skamieniali. Kobiecie odjęło ze zgrozy mowę, łapacz wpatrywał się w garnek, potem w kobietę, a z jego piersi wyrwało się westchnienie, które zabrzmiało jak jęk. Nagle rzucił się w błoto i zaczął chłeptać zupę bezpośrednio z chodnika, chroniąc ją z obu stron rękami, tak by nie uronić ani kropli, nieczuły na reakcję kopiącej go w głowę, krzyczącej i wyrywającej sobie z rozpaczy włosy kobiety.” (s. 59)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Plac Żelaznej Bramy i plac Bankowy były w ogóle ośrodkami chuliganerii, stąd bandy urządzały bezustannie wypady na wszystkie ulice. Na Granicznej wdarli się nawet do prywatnych mieszkań i rabowali. Chuligani wyzywali polską policję od ‘żydowskich pachołków”. Równocześnie, przed dwoma dniami, dokładnie kontrolowano [żydowskie] opaski i wylegitymowano wiele osób na Marszałkowskiej. Wśród rabusiów byli uczniowie, dobrze ubrani chrześcijanie.” (t. 29: s. 90)
JA, I (luty 1940)
„Byłem świadkiem pogromów na szeregu ulic, zdejmowałem opaskę i szedłem za pogromującym tłumem i raz tylko widziałem starszą kobietę, która zatrzymała na placu Bankowym pogromszczyków i czyniła im wyrzuty, że szkalują dobre imię Polski, że idą Niemcom na rękę. Szyderczy śmiech łobuzów był jedyną odpowiedzią na te szlachetne słowa Polki.” (t. 29a: s. 34-35)

</document>
<document nplp_id="6072" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 218" slug="aleja-niepodleglosci-218">
Władysław Szpilman
JA, VI B
„15 sierpnia, jak obliczyłem za pomocą kieszonkowego kalendarzyka, który miałem przy sobie i w którym starannie wykreślałem dzień po dniu, poczułem głód tak dotkliwy, że postanowiłem za wszelką ceną znaleźć jakąś żywność. Bezskutecznie. Wdrapałem się na parapet jednego z zabitych deskami okien i zacząłem przez szczelinę, obserwować ulice. Nad leżącymi na jezdni trupami unosiły się chmary much. W pobliżu, na rogu Filtrowej, znajdowała się, willa, której mieszkańcy wiedli dziwnie normalny tryb życia. Siedzieli na tarasie, popijając herbatę. Od ulicy 6 Sierpnia nadchodził ukraiński oddział żołnierzy SS. Zbierał trupy, układał je w stosy i po oblaniu benzyną - podpalał. W pewnej chwili usłyszałem dochodzący z korytarza dźwięk zbliżających się kroków. Zeskoczyłem z parapetu i skryłem się za jakąś skrzynią. Do separatki, w której się znajdowałem, wszedł SS-man. Rozejrzał się i wyszedł. Wybiegłem na korytarz, dopadłem schodów, wbiegłem nimi na górę i schroniłem się w mojej rupieciarni.” (s. 153-154)
</document>
<document nplp_id="6073" title="ALEJE UJAZDOWSKIE 23 (siedziba szefa SS i&amp;nbsp;policji dystryktu warszawskiego F. Kutschery)" slug="aleje-ujazdowskie-23-siedziba-szefa-ss-i-policji-dystryktu-warszawskiego-f-kutschery">
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV A
„O szóstej rano obudziły nas odgłosy głośnych rozmów i pośpiesznych kroków na korytarzu. Grupa „uprzywilejowanych” robotników, mających pomagać przy przebudowie pałacu dla szefa warszawskiego SS w Alejach Ujazdowskich, wychodziła do pracy. Ich uprzywilejowanie polegało na tym, że przed wyjściem otrzymywali miską pożywnej, mięsnej zupy, która syciła na kilka godzin. Wyruszaliśmy w drogą krótko po nich, o prawie pustych żołądkach, po zjedzeniu wodzianki, która była tak pozbawiona zawartości, jak mało istotna była nasza praca. Mieliśmy sprzątać śmieci na dziedzińcu budynku Gminy.” (s. 110)
ONI/JA, IV A
„Coraz więcej robotników z Alei Ujazdowskich przenoszono teraz do nas. Coraz też więcej SS-manów, którzy byli tam nadzorcami, przechodziło na plac budowy przy ulicy Narbutta. Pewnego poranka znalazł się tu postrach robotników, sadysta o nieznanym nam nazwisku, którego nazywaliśmy „Zig-zag”. Męczenie ludzi w pewien specyficzny sposób przynosiło mu rodzaj przeżycia erotycznego: rozkazywał swojej ofierze schylić się, chwytał jej głowę swoimi udami, zaciskał i pobladły z wściekłości, sycząc przy tym przez zaciśnięte zęby: „zig-zag, zig-zag!”, walił nahajką w siedzenie nieszczęsnego. Nigdy nie odpuszczał ofierze, zanim nie omdlała z bólu.” (s. 145)
</document>
<document nplp_id="6075" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 227/253" slug="aleja-niepodleglosci-227-253">
Władysław Szpilman
JA/ONI, VI A
„29 lipca wpadła pani Lewicka: powstanie w Warszawie powinno wybuchnąć lada chwila! Nasze organizacje skupują w pośpiechu broń od wycofujących się i zdemoralizowanych Niemców. Zakup pewnej liczby karabinów maszynowych zlecono mojemu niezapomnianemu gospodarzowi z ulicy Fałata, Zbigniewowi Jaworskiemu. Niestety trafił na gorszych od Niemców - na Ukraińców. Pod pretekstem wydania mu zakupionej przez niego broni zaprowadzili go na dziedziniec Akademii Rolniczej i tam go zastrzelili. 1 sierpnia pani Helena przyszła około czwartej po południu, by sprowadzić mnie do piwnicy. Powstanie ma wybuchnąć za godzinę! Kierowany nieomylnym instynktem, który mnie wielokrotnie już ratował, zdecydowałem, że zostanę na górze.” (s. 142)
JA, VI B
„12 sierpnia znowu wybuchła na schodach panika. Przerażeni ludzie biegali nimi w górą i w dół. Z usłyszanych fragmentów rozmów wywnioskowałem, że dom został obstawiony przez Niemców i że należało go natychmiast opuścić, gdyż ma zostać zburzony przez artylerią. W pierwszym odruchu zacząłem się ubierać, jednak już po chwili uprzytomniłem sobie, że przecież nie mogą wyjść na ulicę, bo wpadnę w ręce SS i zostanę zastrzelony. Postanowiłem nie wychodzić. Z ulicy słychać było wystrzały i głos wołający gardłowym dyszkantem: - Wszyscy mają wyjść! Proszę natychmiast opuścić dom! Wyjrzałem na klatkę schodową: było pusto i cicho. Zszedłem na półpiętro i przez okno wychodzące na Sędziowską zobaczyłem stojący tam czołg z lufą wycelowaną w nasz dom, na wysokość mojego piętra. Po chwili ujrzałem płomień, lufa cofnęła się i usłyszałem huk walącego się w bezpośrednim pobliżu muru. Wokół czołgu biegali żołnierze z zakasanymi rękawami, trzymając w rękach blaszane bańki. Od parteru ku górze zaczęły się wzbijać, od zewnątrz wzdłuż ścian i wewnątrz klatką schodową, kłęby czarnego dymu. Kilku SS-manów wpadło do domu i szybko wbiegło schodami na górę. Zamknąłem się w pokoju, wysypałem na rękę flakon silnych tabletek nasennych, które zażywałem podczas ataków wątroby, i postawiłem obok buteleczkę z opium. Chciałem połknąć środki nasenne i popić opium, gdy tylko Niemcy zaczną dobijać się do moich drzwi. Po chwili, wiedziony trudnym do wytłumaczenia instynktem, zmieniłem jednak zamiar. Wymknąłem się z pokoju, podbiegłem do drabinki wiodącej na strych, wszedłem pod dach, odepchnąłem drabinkę i zatrzasnąłem za sobą klapę włazu.” (s. 148-149)
</document>
<document nplp_id="6078" title="RAKOWIECKA (SGGW)" slug="rakowiecka-sggw">
Władysław Szpilman
JA/ONI, VI A
„29 lipca wpadła pani Lewicka: powstanie w Warszawie powinno wybuchnąć lada chwila! Nasze organizacje skupują w pośpiechu broń od wycofujących się i zdemoralizowanych Niemców. Zakup pewnej liczby karabinów maszynowych zlecono mojemu niezapomnianemu gospodarzowi z ulicy Fałata, Zbigniewowi Jaworskiemu. Niestety trafił na gorszych od Niemców - na Ukraińców. Pod pretekstem wydania mu zakupionej przez niego broni zaprowadzili go na dziedziniec Akademii Rolniczej i tam go zastrzelili. 1 sierpnia pani Helena przyszła około czwartej po południu, by sprowadzić mnie do piwnicy. Powstanie ma wybuchnąć za godzinę! Kierowany nieomylnym instynktem, który mnie wielokrotnie już ratował, zdecydowałem, że zostanę na górze.” (s. 142)
</document>
<document nplp_id="6081" title="NALEWKI" slug="nalewki-2">
&amp;nbsp;

Rachela Auerbach
ONI, II C

„Pokaźny odsetek wśród zamordowanych zajmują ofiary Frankensteina. Niewątpliwy zboczeniec lub chory umysłowo, groźne straszydło to za każdą służba swoją (jedna runda trwa 48 godzin, po czym 48 godzin zainteresowani pocieszają się, że go nie ma, ale on i poza godzinami służby z własnej pilności urządza sobie krwawe &amp;lt;streify&amp;gt; w coraz to innej okolicy) kładzie trupem po kilka osób. Wczoraj zastrzelił na Nalewkach robotnika wracającego z placówki, następnego dnia na Lesznie kobietę wracającą z getta na polską stronę. […] Dziś, w sobotę, zastrzelił na Lesznie robotnika wracającego do getta z tłumokiem dozwolonych warzyw. […] Przed paru dniami pozazdrościł laurów Frankensteinowi inny żandarm, który zastrzelił na Lesznie prowadzącego partię robotników sekcyjnego Rybę podobno za to, że wstawiał się o rekwirowanie robotnikom warzyw i &amp;lt;przeszkadzał&amp;gt; w ten sposób żandarmowi w urzędowaniu.” (s. 202)
Władysław Szpilman
ONI/JA, III A
„Plac przeładunkowy znajdował się na skraju getta. Otoczony siecią brudnych ulic, uliczek i zaułków, przed wojną skrywał, mimo swojego obskurnego wyglądu, wielkie skarby. Bocznym torem sprowadzano tu z całego świata transporty towarów, o które targowali się kupcy żydowscy i w które później, z magazynów na Nalewkach i w Pasażu Simona, zaopatrywano warszawskie sklepy. Plac miał kształt olbrzymiego kręgu, częściowo ograniczonego przez domy, a częściowo ogrodzonego płotem. Wychodziło nań kilka bocznych uliczek łączących go w dogodny sposób z miastem. Wyloty ulic były zamknięte, a jego powierzchnia mogła teraz pomieścić do ośmiu tysięcy ludzi.” (s. 93)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
ONI, IV B /V (19.04.1943 - wybuch powstania)
„W sobotę, 17 kwietnia, getto obstawiono posterunkami, w niedzielę w nocy oddziały policji niemieckiej wkraczają do ghetta od Nalewek, lecz powitane ogniem, wycofują się. W poniedziałek rozpoczyna się oblężenie. Nowe ultimatum: bezwzględne zdanie się na łaskę i niełaskę. Ultimatum odrzucone, nie ma zgody. Nie pójdą Żydzi do wagonów. Walka – oto odpowiedź.
Znaczna część robotników shopowych ustępuje, nie widzi wyjścia, nie ma rady. Nie mają broni, czy mają walczyć gołymi rękoma? Idą na Umschlag, jadą do Trawnik i Poniatowa, gdzie egzystencja ich nie przeciąga się ponad półrocze. Reszta podejmuje walkę i prowadzi ją tak długo, póki żyje jeszcze ostatni obrońca i tkwi w kieszeni ostatni nabój.” (s. 149-150)
ONI, II
„Odcięcie domu całego, wyłączanie wszystkich mieszkańców z codziennego życia nazywało się blokadą sanitarną. Myliłby się, kto by przypuszczał, że blokada trwała 1-2 dni. Były w dzielnicy domy – miasteczka, na Nalewkach, na Gęsiej, Zamenhofa, w których mieszkało tysiąc, i dwa tysiące mieszkańców: czy to z powodu ich liczby, czy z całkiem innych powodów blokady przeciągały się niemiłosiernie.” (s. 202)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
ONI, V
„Szop szczotkarzy mieszczący się w bloku Świętojerska-Wałowa tj. jedyny w martwym pasie, rozpoczął akcję samoobrony. Padły granaty i strzały rewolwerowe. Rozpoczęło się regularne oblężenie. Równocześnie z domów przy ul. Zamenhofa posypały się strzały na wkraczających Niemców przez wylot Gęsia-Zamenhofa. Tymczasem Niemcy z artylerii strzelają zapalającymi pociskami do górnych pięter każdego kolejnego domu przy ul. Franciszkańskiej i Nalewki.” (s. 242)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A
„Nalewki przedstawiają straszny obraz. Wczoraj zastrzelili na ulicy kobietę, która wybiegła z podwórka i uciekała. Z szopu Toebbensa (Gęsia 6) zabrali robotników, wywieźli ich z Warszawy. Łapali również urzędników Gminy, schwytanych wywieźli. Opróżniono wszystkie sale. Ukrywających się i odmawiających wyjścia zastrzelili. Z drugiego wydziału ŻSS zabrali wszystkich pracowników szopu będącego w stadium organizacji. Przy zbiegu Karmelickiej i Nowolipia siekierami odrąbali kłódki i zamki i otworzyli sklepy. Do południa dostarczyli 4 000 ludzi, w tym 800 ochotników. Łączna liczba wysiedlonych do wczoraj wieczór przewyższała 60 000.” (s. 179)
ONI, II D/III (04.06.1942)
„Nalewkami, obok bramy getta, przechodził Żyd. Żandarm wezwał go do siebie. Żyd stanął na baczność. Żandarm kazał mu wyciągnąć prawą rękę, wyjął bagnet i przeciął nim opaskę syjońską, gdyż jakoby była brudna. Ile zdrowia i życia stracił Żyd podczas tej teatralnej sceny?” (s. 102)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (15.05.1942)
„Niemcy kierujący niesławnym autem, które każdego dnia jeździ Gęsią i Nalewkami, odnotowali dziś, 15 maja, ważny sukces. Jak wiadomo, często zjeżdżają na trotuar, dziś jednak najechali na rikszarza. Wymierzyli mu taki cios w plecy, że wyskoczył z rikszy i uciekł, ledwo ratując życie. Widząc, że pojazd jest nowy, Niemcy zabrali go do auta i odjechali.” (Pisma, s. 273)
ONI, II D (maj 1942)
„Na Nalewkach i innych żydowskich ulicach łapano dzisiaj młode żydowskie kobiety i dziewczęta. Kazano im sprzątać izby.” (Pisma, s. 277)
ONI, IV A (24.11.1942)
„Wczoraj [23.11.1942], kiedy Ukraińcy i żandarmi łapali na ulicach ludzi do pracy, zabili na Nalewkach dwóch handlarzy (nie mogą się obyć bez rozlewu krwi i mordów). Wiadomo, że nie poprzestali na łapaniu na ulicach, ale bezrobotnych szukali też w izbach, rabując przy tym, co się da.” (Pisma, s. 324)
ONI, IV A (12.12.1942)
„Wczoraj [11.12.1942] zatrzymano w getcie podejrzanego młodego człowieka, którego zaprowadzono do SS-manów. Po drodze na Smoczej wyciągnął z kieszeni dwa brauningi i zaczął strzelać na oślep. W powstałej panice udało mu się uciec.
Kim była ta postać, Żydem czy gojem, tego jeszcze nie udało się ustalić. Potem żandarmi czatowali w prawie każdej bramie na Smoczej róg Gęsiej, ale go nie złapali.
Wedle innej wersji zatrzymano go nie w gminie, ale w wydziale zdrowia na Kurzej (Kupiecka), gdzie się kręcił i zwracał uwagę swym dziwnym zachowaniem. Jeszcze inna wersja głosi, że osoba ta weszła do mieszkania na Nalewkach i prosiła, by ją przenocować. Pozwolono mu. W pewnym momencie, kiedy wyszedł z izby, domownicy zobaczyli leżącego na stole brauninga. Wyrzucili go na podwórze. Kiedy nieznajomy wrócił i dowiedział się, co się stało z jego bronią, chciał wyjść, ale mieszkańcy izby już zawiadomili żydowską policję i stało się to, co się stało. Przypuszcza się, że nieznajomy chciał przeprowadzić zamach na któregoś z członków gminy.” (Pisma, s. 332)
ONI, II
„Kiedy skaczą ceny, ożywia się Koźla. Towary wydziera się sobie z rąk. Jak obcęgami, żelazne łapy żydowskich tragarzy-zabijaków chwytają natychmiast każdy spuszczony z gojskich okien worek. Łowią towary dla bogatych handlarek z bazaru. Nikt nie może z nimi konkurować. Pośrodku uliczki, jak w świąteczny dzień przed synagogą, stoją setki Żydów. Żydzi syci, napojeni. Robi się interesy i dyskutuje na tematy polityczne. Bruk jest grubo zarzucony ustnikami i niedopałkami mocnych papierosów, i to teraz, kiedy papieros kosztuje sześćdziesiąt groszy, to znaczy dziesięć, dwanaście razy więcej niż przed wojną. W tłumie kręcą się handlarze z zawieszonymi na piersi skrzyneczkami pełnymi ciastek, wykrzykują: „No, koniec, kto ryzykuje!”. Ciągnie się numerki z torebki i albo się przegrywa, albo się wygrywa ciastko. Kilku młodych szmuglerów otoczyło sprzedawcę i żrą słodycze z tak obrzydliwą uciechą, że aż po prostu przykro patrzeć na ich tłuste gęby. Uliczni śpiewacy i grajkowie zachodzą tu z nadzieją na zarobek w krainie sytości, ale kto tutaj ma dla nich zrozumienie? Skrzypce rzępolą, śpiewak śpiewa: „Ja nie chcę oddać bonu, chcę jeszcze trochę pożyć”. Jednak nie robi to żadnego wrażenia. Ta uliczka porusza się, unosi, kołysze tylko wtedy, gdy niesie się szept: jeszcze ćwierć… pół złotego… dwa. Mąka żytnia dwadzieścia cztery i pół… to najpiękniejsza muzyka na Koźlej. Kogo obchodzi martwy, a raczej wydający właśnie z siebie ostatnie tchnienie, który ułożył się nie gdzie indziej, jak tylko przed sklepem Jopka i urządził sobie tę ostatnią drogę u stóp szmuglerów? Na Ostrowskiej, Wołyńskiej czy nawet na Franciszkańskiej i Nalewkach umarli leżą na ulicach jak u siebie w domu. Żydzi wstają rano, wychodzą na ulicę i wiedzą, że znajdą trupy: jednego, drugiego, piątego, dziesiątego. To te same śmiertelne ofiary głodu, spuchnięci zmarli, którzy głodowali przez całą wojnę – głodowali, aż się doczekali tej upragnionej [a zarazem] znienawidzonej śmierci. Ale leżeć tu na uliczce Koźlej? Jak zadeptana mucha, pluskwa – kogo to obejdzie? Szmuglerzy stoją w błyszczących butach, w dobrych burkach; zimne wrześniowe słońce złoci ich dobrze odkarmione twarze, pogryzają karmelki i ciastka, które sprzedawca słodyczy im podstawia, i nawet nie słyszą szumu przelatującej śmiertelnej kuli.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 414)
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)


Adam Czerniaków
ONI/JA, I
„Do biura przybył Rinde (Bote) z podbitym na Nalewkach okiem i Wasserman z rozbitym nosem przez tłum uliczny na pl. Teatralnym, kiedy stoczył walkę w obronie katowanego przez tenże tłum Żyda.” [4.I.1940] (s. 58)
JA, II D
„Rano Gmina. Zwiedziłem wytwórnię ceramiczną artystów w towarzystwie Heymana etc., którzy mieli fabrykę ceramiczną we Włocławku. Proponuję wyrób misek, kubków etc. Na razie bez skutku. Zwiedziłem ogródki na Nalewkach i Nowolipkach. Na niedzielę będą gotowe. O 2 pp. otworzyłem kurs przeszkoleniowy dla nauczycieli w sali Gminy. Przemawiali oprócz mnie Wolfowa i Brandszteter . Sala była pełna.” (s. 298)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś znów bito na Miłej, Nalewkach.” (t. 29: s. 47)
„Wśród pięćdziesięciu trzech [zakładników] z Nalewek było dwóch z Poznania i także dwóch z ‘Astorii’.” (t. 29: s. 51)
„Nalewki są obecnie Hollywoodem, bo gdzie nie spojrzysz, wszędzie gwiazdy.” (t. 29: s. 72)

„Jeśli na początku do mieszkań Żydów na Nalewkach wdzierali się żołnierze Wermachtu, to teraz często robią to młodzi lotnicy w wieku 17-18 lat. Były wypadki, że wchodzili do zamkniętych domów.” (t. 29: s. 83)

„Na Nalewkach odbywa się obecnie handel uliczny letnimi artykułami.” (t. 29: s. 101)

„Dziś dwudziestego siódmego maja [1940], słyszałem następującą historię: na Świętojerskiej 11 mieli wznieść mur, dali łapówkę, więc przesunęli na Świętojerską 13, dali łapówkę, więc przesunęli dalej. To samo dzieje się w innych rejonach, jak np. na Nalewkach, Nowolipkach, gdzie dotychczas nie ma murów, bo dano w łapę.” (t. 29: s. 114)

„Na Nalewkach daje się znać o łapankach przeprowadzanych przez lotników: ‘Alarm lotniczy dla miasta Warszawy, alarm trwa, nadchodzi, przeszedł’. Nader interesująca jest wzajemna pomoc: mówi się wszystkim ludziom na ulicy, że łapią tam i tam. Chrześcijanie np. uprzedzają, że biją za niekłanianie się i każą zdejmować czapki.” (t. 29: s. 140)

„Słyszałem dziś, że większość tragarzy na Nalewkach to donosiciele, chodzą w ślad za kupcami niosącymi paczki i denuncjują ich. Ci, którzy nie szpiclują, zdychają z głodu.” (t. 29: s. 143)

„Sklepy żydowskie sprawiają bardzo smutne wrażenie. Co krok widzi się tylko sklepy spożywcze, dużą ilość cukierni, tu i tam zegarmistrz, rzadko, bardzo rzadko widać większą wystawę. Wybite szyby zastąpiono przeważnie deskami, pośród których ukrywają się, jakby wstydliwie, kwadraty szkła, [stanowiąc] swojego rodzaju wystawę. Nalewki i Gęsia, które słynęły zawsze z wielkich składów z towarami, są dziś jedną wielką ruiną.” (t. 29: s. 155)

„Do sklepu żydowskiego na Nalewkach przyszło czterech tamtych z Niemcem [oficerem?], który był porządnym człowiekiem. Pozostali napakowali sobie do spodni bielizny oraz innych towarów i wyszli wypchani jak niedźwiedzie.” (t. 29: s. 160)

ONI, II A

„Dziś, 26 listopada [1940], w ostatnim dniu, kiedy getto jest otwarte, przyszło wielu Polaków, żeby zakupić towary na Nalewkach i innych ulicach. Wieczorem widziano przy tramwajach mnóstwo Polaków z paczkami i walizkami.” (t. 29: s. 171)

ONI, IV B

„[Fejga Herclich-Blit] Kierowniczka szkoły Borochowa przy Nowolipkach 68, była oddana sprawie biednego dziecko żydowskiego. Dzięki jej energii i poświęceniu szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z najlepszych, opieka nad dzieckiem osiągnęła tam najwyższy poziom. Zginęła podczas ostatniej akcji w kwietniu. Usiłowała przemknąć się z szopu Brauera przy Nalewkach poprzez kanały do swoich dwóch córeczek umieszczonych u polskiej rodziny robotniczej na aryjskiej stronie. SS znało jednak sekrety kanałów i wpuściło gaz do kanału. Tow. Herzlicht [taką wersję zapisu stosuje Ringelblum] zginęła wskutek uduszenia.” (t. 29a: s. 238)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, I

10.X.39: "Wróciliśmy na swoją ulicę. Na bruku leżały trupy koni, z których ludzie wycinali kawałki mięsa. Niektóre z koni jeszcze drgały, lecz wygłodzeni biedacy nie zwracali na to uwagi; kroili ciała wciąż żywych zwierząt. Nasze ostatnie lokum, mieszkanie przy ulicy Nalewki, zastaliśmy nienaruszone, z wyjątkiem powybijanych szyb. Jednak nie było tam nic do jedzenia. Dozorca zaprosił nas na obiad, na który podano kaczkę z ryżem. Później się dowiedziałam, że złapana przez dozorcę „kaczka” była ostatnim łabędziem pływającym w stawie Ogrodu Krasińskich. Mimo że woda w stawie była skażona przez rozkładające się ludzkie zwłoki, ów dziwny posiłek nam nie zaszkodził. […] Tamtego popołudnia zamieszkała przy Siennej kuzynka zaprosiła nas do swego przestronnego mieszkania, w którym zgromadziła duży zapas żywności. Znowu więc czekała nas przeprowadzka. Droga była koszmarna. Na wszystkich placach kopano zbiorowe groby. Warszawa wyglądała jak ogromny cmentarz" (s. 58-59).

ONI; II B

29.VI.41’: „Pozostawianie chorych pod drzwiami szpitali stało się codzienną praktyką. Matki, nie mogąc znieść widoku cierpień swoich pozbawionych pomocy medycznej dzieci, mają nadzieję, że tym sposobem zdołają umieścić je w szpitalu. Szczególnie ostro epidemia szerzy się w rejonie Gęsiej, Nalewek, Nowolipek i Nowolipia. W „małym getcie” sytuacja przedstawia się trochę lepiej, mieszkają tu bowiem stosunkowo zamożni ludzie, których stać na prywatne leczenie. Niedawno ze Lwowa, zdobytego miesiąc temu przez Niemców, sprowadzono surowicę przeciwtyfusową. Ewakuujący się z miasta Rosjanie pozostawili duży zapas surowicy w fiolkach. Obecnie ten cenny lek jest przemycany do Warszawy. Stać nań jednak wyłącznie bogaczy – cena surowicy sięga nawet kilku tysięcy złotych za fiolkę” (s. 154-155).

ONI, IV A

22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).

JA/ONI, V

15.VI.43’: „Pod koniec maja przybyła tu grupa kobiet i dzieci z Liebenau. Niemal podskoczyłam z radości, gdy znienacka wpadłam na Bolę. Nie mogłyśmy uwierzyć, że naprawdę jesteśmy razem; to przypominało historię rodem z Baśni z tysiąca i jednej nocy. Przez kilka pierwszych dni byłyśmy absolutnie nierozłączne. Opowiedziałam jej o naszych przyjaciołach z getta oraz wydarzeniach po kwietniu 1942 roku, kiedy ją internowano, z kolei ona opisała mi swoje życie w Liebenau. Bola przyjechała do naszego obozu jednocześnie z kuzynką Rosy W. – Erną W., kolejną dziewczyną w naszym wieku. Cieszyłyśmy się jak dzieci i na chwilę całkowicie zapomniałyśmy o otaczającej nas okropnej rzeczywistości. Nagle w całym obozie zaczęły się szerzyć wieści, że getto warszawskie zostało podpalone i wszyscy pozostali mieszkańcy – czterdzieści tysięcy Żydów – spłonęli żywcem. Źródłem tej relacji był list z Warszawy, otrzymany przez jedną z internowanych zakonnic amerykańskich. Autor listu pisał, że płoną domy przy ulicy Nalewki, ale w oczywisty sposób miał na myśli całe getto” (s. 359).

ONI, VI A

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, III A

„Na Nalewkach już po blokadzie. Lecę pod 23. Mieszkanie opustoszałe… Wszyscy zabrani… Pozostali mieszkańcy domu w strasznym zdenerwowaniu. Kiedy poznali, gdy tak stałam oparta o drzwi pustego mieszkania, że jestem kimś z rodziny, gdy im powiedziałam, że jestem córką - członkowie komitetu poradzili mi, bym poszła się starać ich wydobyć, że wiele ludzi wraca, gdy się ich reklamuje jako robotników szopu Schultza i Tobbensa, lub za kilka tysięcy złotych wyprowadzi ich policjant tylnym wyjściem.
Te pieniądze da komitet domowy. Byli bardzo przejęci zabraniem ojca. Przecież był ich rabinem.” (s. 49)

„Przychodzimy na Kupiecką - auta nie ma. Na rogu Zamenhoffa żandarm z karabinem. Musimy się schować do bramy. Kuba już był poszedł dalej, Sarenka przekrada się do bramy, gdzie on stoi. Ja mam iść z powrotem bramą na Nalewki pomóc rodzicom szykować się do drogi i sobie coś zapakować. Gdy dochodziłam już do bramy, wpadli na podwórko uciekający ludzie - na Nalewkach taksówka z żandarmerią. Stanęli z karabinami na obydwóch rogach i mają przeprowadzić akcję w całym bloku domów łączących się z Kupiecką. Znajomy doktor także wszedł na to podwórko. Stoimy razem na jakiejś klatce schodowej. Mój ausweis w tej chwili nic niewart - gdy mnie złapią, popędzą na Umschlag. Ktoś stojący w bramie biegnie w naszą stronę, wołając, że się zbliżają do tego domu. "Niech pani skacze do tej piwnicy" - mówi do mnie doktor. Lekarzy jeszcze nie brano… “Powiem pani, kiedy można będzie wyjść". Zsuwam się przez jakiś wąski otwór do na wpół zawalonej piwnicy - skądś słychać jakieś szepty. Obmacuję po ciemku ściany i znajduję drzwi - szept milknie. Boję się przestraszyć kogoś ukrywającego się i wracam do otworu zastępującego okienko. Nie wiem, jak długo siedzę, ale gdy mi się zdaje, że już wieki całe, słyszę głos doktora. Wysuwam ręce przez otwór, opierając się nogą o gładki mur, i doktor pomaga mi się wyczołgać.” (s. 56)

ONI, III A

„Jedna strona Nalewek ma się wyprowadzić i tak w kółko. Coraz ciaśniej zaciska się śmiertelny krag... Prawdopodobnie już kilkaset tysięcy z ludności getta wywieziono. Nikt z pozostałych nie wie, co i jak będzie dalej.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III A

„Każde takie przyjście połączone było z wielkim niebezpieczeństwem. Były to czasy masowych wysiedleń. Niebezpiecznie było chodzić po ulicach. Wychodzono o zmroku, a i to zawodziło. Krewni moi Mayznerowie, o godzinie ósmej, kiedy się ściemniło, wyszli z grupą pracowników ze swego szopu przy ulicy Nalewki. Akurat przechodziła duża kolumna ludzi na Umschlag, na wywiezienie. I Niemcy dołączyli ich do tej kolumny, chociaż wszyscy mieli karty pracy.” (s. 107)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Na Nalewkach jest Bank Żydowski. Oficjalny bank. Wiadomo mi jest, że Szymon Szpilfogel miał tam zdeponowane dwadzieścia tysięcy złotych. Szymon i jego rodzina zginęli. Tobie potrzebne są pieniądze. Napisz rewers tej treści: «Upoważniam mego bratanka, Marka Szpilfogla, do podjęcia dwudziestu tysięcy złotych», podaj datę wsteczną i podrób podpis Szymona. Inaczej pieniądze będą stracone. Ty jesteś najbliższym krewnym, spróbuj, może się uda. W tych straszliwych czasach nie można nawet nazwać tego przestępstwem, chociaż ma wszystkie pozory przestępstwa”. (s. 177)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, IV A

„Getto zmniejszyło się niepomiernie. Nieliczni uratowani z wielkich akcji, obław i selekcji pracowali całymi dniami i nocami (na dwie zmiany) w szopach i na placówkach. Robotnicy Toebbensa mieli prawo mieszkać tylko na Lesznie, robotnicy Schultza — na Nowolipiu, placówkarze — na Miłej i Nalewkach. Każdą z tych ulic obstawiały warty — esesmani i żydowscy policjanci lub porządkowi, zwani Werkschutzami. Robotnicy szli do pracy i wracali zawsze w grupach pod eskortą żydowskiej policji bądź Werkschutzów.” (s. 65)
Bogdan Wojdowski
F, I
„A tam, w domu, ciągle to samo:
- Murują Nalewki, murują Dziką!” (s. 45)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Nalewki 3,  - Nalewki 9,   - Nalewki 10,   - Nalewki 13,   - Nalewki 17/Zamenhofa 14,   - Nalewki 20,   - Nalewki 23,   - Nalewki 27,   - Nalewki 28-38 (szop Brauera),  - Nalewki 31 (Astoria),  - Nalewki 32,   - Nalewki 33,   - Nalewki 33/35/37,   - Nalewki 35,   - Nalewki 40,  - Nalewki 42, - Nalewki - targ,   - róg ulic Franciszkańska /Nalewki,   - róg ulic Miła/Nalewki,   - róg ulic Nalewki/Gęsia,   - róg ulic Nalewki/Nowolipki (Kramy Nalewkowskie),  - róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),
OBSZARY:
– Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki, – Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,
TRASY:
– Trasa: Bonifraterska – Nalewki – Nowolipki – Nowolipie – Nowolipie (szop Schultza) – Żelazna 103,  – Trasa: Franciszkańska – Nalewki – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Gęsia - Nalewki,   - Trasa: Nalewki - Bracka - Marszałkowska - Ogród Saski,   - Trasa: Nalewki - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa: Nalewki 33/35/37 - Umschlagplatz,   - Trasa: róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha) - Tłomackie 7 (synagoga),   – Trasa: Ogród Saski – Senatorska – Bielańska – Nalewki 2/Długa 50 (pasaż Simonsa),   – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,    - Trasa: Tłomackie - Nalewki - Umschlagplatz,   – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,</document>
<document nplp_id="6085" title="BRACKA – MARSZAŁKOWSKA – OGRÓD SASKI – NALEWKI [TRASA]" slug="nalewki-bracka-marszalkowska-ogrod-saski">
&amp;nbsp;
Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B   (ok. 29.08.1941)
„Rozdzielamy się, jeden wóz jedzie na Chłodną, mój furman decyduje się zaś na przejazd Nalewkami. Jedziemy Bracką, potem Marszałkowską i ulicą wiodącą przez Ogród Saski. Koń ledwie się rusza. Przy przyjeździe przez ogród nagle potyka się i pada.” (s. 39)</document>
<document nplp_id="6154" title="PAWIAK (DZIELNA 24/26) &amp;#8211; KARMELICKA &amp;#8211; ALEJA SZUCHA 25 [TRASA]" slug="dzielna-24-26-karmelicka-aleja-szucha-25-trasa">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
ONI/JA, II B
„Do wnętrza getta można było dostać się tylko ulicą Karmelicką - jedyną ulicą, która tam prowadziła. Nieocieranie się o przechodniów było tu niemożliwe. Gęsta masa ludzka nie szła, lecz parła i przeciskała się do przodu, tworząc zawirowania wokół kramarskich straganów oraz zatoki spokoju w bramach domów, z których wionęło zimnym, stęchłym fetorem nie wietrzonej pościeli, zjełczałych tłuszczów i gnijących odpadków. Z każdego, byle jakiego powodu tłum wpadał w paniką i poruszał się to w jedną, to w drugą stroną, dusząc się, ściskając, krzycząc i przeklinając, na czym świat stoi. Ulica Karmelicka należała do wyjątkowo niebezpiecznych. Codziennie jeździły nią więzienne auta. Przewoziły one, niewidocznych za małymi mlecznymi szybkami okratowanych okienek, więźniów z Pawiaka do centrali gestapo w alei Szucha i wiozły w drodze powrotnej to, co z nich pozostało po przesłuchaniach: krwawe strzępy z połamanymi kośćmi, odbitymi nerkami i powyrywanymi paznokciami. Konwojenci nie dopuszczali nikogo w pobliże tych pojazdów, mimo że były one opancerzone. Gdy skręcały w Karmelicką, tak zatłoczoną, że nawet przy największym wysiłku ludzie nie mogli ukryć się w bramach domów, gestapowcy wychylali się z aut i bili na oślep tłum pałkami. Nie byłoby to nawet groźne, gdyby były to normalne pałki gumowe; do tych jednakże, których używali gestapowcy, przyczepione były gwoździe i żyletki.” (s. 54-55)</document>
<document nplp_id="6156" title="Róg ulic MIŁA / KARMELICKA (mieszkanie Jehudy Zyskinda)" slug="skrzyzowanie-dzielna-karmelicka-mieszkanie-jehudy-zyskinda">

&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, II B
„Na Miłej, w pobliżu skrzyżowania z Karmelicką, mieszkał Jehuda Zyskind. Był on stróżem, a gdy nadarzała się okazja - tragarzem, furmanem, handlarzem; szmuglował też towary przez mury getta. Zarabiał, gdzie się dało, by wyżywić swoim sprytem i siłami rodzinę, której wielkości nie mogłem nawet ocenić, tak była liczna. Poza swoimi zwykłymi zajęciami Zyskind był człowiekiem pełnym ideałów. Działał w organizacji, przemycał tajne ulotki do getta i próbował rozwijać na jego terenie działalność konspiracyjną, mimo że przychodziło mu to z dużym trudem. Traktował mnie z pewnym lekceważeniem, tak jak należało jego zdaniem traktować artystów - ludzi nie nadających się do pracy w podziemiu. Mimo wszystko lubił mnie, pozwalał, bym codziennie do niego zaglądał i czytał wprost z prasy drukarskiej najświeższe wiadomości, zdobywane potajemnie drogą radiową.” (s. 55)
JA, II B
„Od Jehudy Zyskinda z Miłej wychodziłem zawsze pokrzepiony. Dopiero w domu, gdy leżąc już w łóżku powtórnie analizowałem w myślach polityczne wiadomości, dochodziłem do wniosku, że wywody Zyskinda były nonsensowne. Jednakże następnego ranka znów szedłem do niego, dawałem sobie wmówić, że popełniam błąd, i znów opuszczałem go z zastrzykiem optymizmu, który utrzymywał się aż do wieczora i pozwalał mi przeżyć. Zyskind wpadł dopiero zimą 1942 roku. Złapano go na gorącym uczynku: na stole leżały sterty ulotek, a Jehuda z żoną i dziećmi byli zajęci ich sortowaniem. Wszystkich rozstrzelano na miejscu, nie oszczędzając nawet ich małego synka - trzyletniego Symchy.” (s. 55-56)</document>
<document nplp_id="6163" title="NOAKOWSKIEGO 10 &amp;#8211; PL.&amp;nbsp;UNII LUBELSKIEJ &amp;#8211; PUŁAWSKA 83 [TRASA]" slug="noakowskiego-10-pl-unii-lubelskiej-pulawska-83-trasa">
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV B
„Do Gębczyńskiego zadzwonił jeden z jego zwykle dobrze poinformowanych przyjaciół, że następnego dnia należy się spodziewać łapanek w całym mieście. Wszyscy byliśmy strasznie zaniepokojeni. Ale, jak to się często w tamtych czasach zdarzało, był to fałszywy alarm. Następnego dnia przyszedł nasz dawny kolega z Radia, który później stał się moim bliskim przyjacielem - dyrygent Czesław Lewicki. Zgodził się, bym mieszkał w jego kawalerce, którą dysponował, a której nie używał, przy ulicy Puławskiej 83. Była godzina siódma wieczorem, sobota, 27 lutego, gdy opuściliśmy mieszkanie państwa Gębczyńskich. Na szczęście panowała zupełna ciemność. Na placu Unii złapaliśmy rikszę, dostaliśmy się bez przeszkód na Puławską i udało nam się wbiec, nie spotykając nikogo na klatce schodowej, na czwarte piętro.” (s. 127)
</document>
<document nplp_id="6165" title="MIŁA – KARMELICKA &amp;#8211; LESZNO – ŻELAZNA – NOWOLIPKI &amp;#8211; ŚLISKA 52 [TRASA]" slug="mila-karmelicka-leszno-zelazna-nowolipki-sliska-52-trasa">Władysław Szpilman
JA, II B
„Do domu wracałem tą samą drogą: Karmelicką, Lesznem i Żelazną. Po drodze zaglądałem na chwilkę do znajomych, by przekazać im nowości zasłyszane u Zyskinda. Następnie szedłem na Nowolipki, by pomóc Henrykowi w dźwiganiu kosza z książkami. Henryk miał niełatwe życie. Sam sobie je ułożył i nawet nie próbował nic w nim zmienić, gdyż był zdania, że żyć inaczej byłoby niegodnie. Znajomi, którzy cenili jego humanistyczne zdolności, doradzali mu wstąpienie do żydowskiej policji. Tam lokowała się dla bezpieczeństwa większość młodych ludzi pochodzących z kół inteligencji. Ponadto można było tam przy odrobinie sprytu dobrze zarabiać. Jednak Henryk odrzucał takie rady. Był nawet oburzony i odczuwał je jako obrazę. Ze zwykłą sobie surową przyzwoitością odpowiadał, że nie zamierza współpracować z bandytami. Znajomi czuli się dotknięci, a Henryk zaczął chodzić każdego ranka z koszem pełnym książek na Nowolipki. Handlował nimi - latem w pocie czoła, zimą zaś marznąc podczas mrozów - nic poddając się, niezłomnie obstając przy swoim; gdy jemu jako intelektualiście nie było dane mieć innego kontaktu z książkami, to przynajmniej niech pozostanie taki, ale niżej nie wolno było mu się stoczyć.”
</document>
<document nplp_id="6167" title="MOST PONIATOWSKIEGO &amp;#8211; ALEJA 3 MAJA &amp;#8211; ALEJE JEROZOLIMSKIE [TRASA]" slug="most-poniatowskiego-aleja-3-maja-aleje-jerozolimskie-trasa">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, I
„27 września, w środę, Warszawa skapitulowała. Potrzebowałem jeszcze dwóch dni, by odważyć się na wyjście do miasta. Do domu powróciłem zdruzgotany: wydawało mi się, że Warszawa przestała istnieć. Nowy Świat zwęził się do rozmiaru wąskiej ścieżki, przebiegającej pomiędzy zwałami gruzów. Na każdym rogu trzeba było omijać barykady utworzone z przewróconych tramwajów i powyrywanych płyt chodnikowych. Na ulicach piętrzyły się zwłoki w stanie rozkładu. Niedożywiona w czasie oblężenia ludność rzucała się zachłannie na leżącą wszędzie końską padlinę. Ruiny wielu domów jeszcze się tliły. Szedłem właśnie Alejami Jerozolimskimi, gdy od strony Wisły nadjechał motocykl. Jechało na nim dwóch żołnierzy w stalowych hełmach na głowie, ubranych w zielone, obce mi mundury. Mieli wielkie, tępo ciosane twarze i oczy koloru wody. Zatrzymali się przy krawężniku i przywołali przechodzącego w pobliżu chłopca. Podszedł do nich. - Marschallstrasse! Marschallstrasse! Głębokimi, szorstkimi głosami powtarzali ciągle to samo słowo. Chłopak stał oniemiały z rozdziawionymi ustami, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Żołnierze stracili cierpliwość. Jeden z nich zaklął pod nosem, po czym machnął z pogardą ręką, dodał gazu i odjechali. To byli pierwsi Niemcy.” (s. 26)</document>
<document nplp_id="6168" title="STANISŁAW GOMBIŃSKI (pseud. Jan Mawult) (1907-1983)" slug="stanislaw-gombinski">Przejdź do mapy miejsc Stanisława Gombińskiego po stronie aryjskiej
Urodził się 15 października 1907 roku we Włocławku. Pochodził z rodziny kupieckiej. Zdobył gruntowne wykształcenie. Ukończył studia prawnicze, rozpoczęte na Uniwersytecie Warszawskim, a ukończone na Uniwersytecie w Montpellier, gdzie uzyskał również licencjat w Wyższej Szkole Nauk Handlowych. W 1930 roku otrzymał tytuł doktora praw na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 1938 zdał egzamin adwokacki w Warszawie. Na skutek zamknięcia list adwokatów w tym samym roku podjął pracę referenta w Towarzystwie Osiedli Robotniczych. We wrześniu 1939 walczył jako ochotnik pod Garwolinem, został ranny, później pracował dorywczo. W getcie zamieszkał przy ulicy Elektoralnej 32 i od pierwszych dni listopada 1940 r. podjął pracę biurową w nowo utworzonej policji żydowskiej (XVII Wydział Rady Żydowskiej), pełniąc kierowniczą funkcję w Sekretariacie Służby Porządkowej. W czasie drugiej akcji likwidacyjnej w styczniu 1943 roku zrezygnował ze służby w policji, pracował jako robotnik na placówce na Pradze, a od lutego 1943 r. ukrywał się po „aryjskiej stronie”. Po upadku powstania warszawskiego przebywał w obozach w Ożarowie i Pruszkowie, później w Lublinie. Po wojnie pracował jako radca prawny i adwokat w Warszawie. Pozytywnie przeszedł dwa postępowania rehabilitacyjne, dotyczące jego pracy w żydowskiej policji – przed Sądem Społecznym przy Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej (CKŻP) oraz adwokacką Komisją Weryfikacyjną. Od 1949 roku mieszkał wraz z rodziną w Paryżu, nadal pracując czynnie jako prawnik. Zmarł w 1983 roku. Żonaty ze Stanisławą z Solnickich – wdową po Ludwiku Hirszbergu, z którym w czasie wojny ukrywał się Gombiński – adoptował też jej dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa – Krystynę i Ryszarda.
Wspomnienia Gombińskiego datowane są na „19 kwietnia 1944”, w pierwszą rocznicę [powstania] (s. 152). Spisał je zatem po czternastu miesiącach ukrywania się po „stronie aryjskiej”, jeszcze przed powstaniem warszawskim. Rękopis przechowywała m.in. Basia Temkin-Bermanowa, utraciła go jednak sierpniu 1944 r. Druga kopia trafiła po wojnie, we wrześniu 1945 roku, do CKŻP i opatrzona została pseudonimem Jan Mawult. Planowano wydanie wspomnień w 1946 roku, ostatecznie ukazały się jedynie we fragmentach w Biuletynie ŻIH (1967, nr 62) oraz w Pamiętnikach z getta warszawskiego. Fragmentach i regestach (opr. M. Grynberg, Warszawa 1993). Pełna edycja Wspomnień ukazała się w „Bibliotece Świadectw Zagłady” w opracowaniu Marty Janczewskiej (Warszawa 2010). Tekst składa się z dwóch, uzupełniających się części – chronologicznej historii getta pt. Ale glajch. Ulice getta oraz charakterystyki instytucji i urzędników w getcie pt. Czyściec. Władze ghetta.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),  - Bonifraterska,  - Chłodna,  - Chłodna 26, - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Ciepła,  - Dzielna,
- Dzielna 7 (synagoga Morija),  - Dzielna 39,  - Dzika,  - Dzika 1/3/5,  - Dzika (wacha),  - Elektoralna,  - Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha/oddział szpitala na Czystem - dezynfekcja/apteka),  - Franciszkańska,  - Gęsia,  - Gęsia 6/8/10,  - Gęsia 10,- Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),  - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),  - róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha),  - Górczewska (poza gettem),  - Grzybowska,  - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Karmelicka,  - Komitetowa,  - Krochmalna 42,  - Kurza (dawniej Kupiecka, Majzelsa),  - Leszno, - Leszno 12,  - Leszno 13,   - Leszno 14, -  Leszno 16 (kościół Ewangelicko-Augsburski),   - Leszno 53/55 (Gmach Sądów Grodzkich),  - Leszno 78 (szop trykotarski Schultza), - Leszno 84/Żelazna 95 (Batalion Pracy/Szpital),  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Lubeckiego, - Mariańska,  - Miła,  - Miła 43 (szop "Ahage"),  - Miła (od Zamenhofa do Lubeckiego - szopy Toebbensa),   - Miła (od Zamenhofa do Placu Muranowskiego), - Muranowska,  - Muranowska 42,  - Nalewki, - róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Niska,  - Niska (koło Zamenhofa 58), - Nowolipie 18 (Hotel "Britania", Dancing "Casanova"),  - Nowolipie 18 (szop konfekcyjny Oschmanna),  - Nowolipki,  - Nowolipki 10, - Nowolipki 48/50 (kościół św. Augustyna),  - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  - Ogrodowa,  - Ogrodowa 17,  - Orla,  -  Orla (numery parzyste),
- Ostrowska,  - Pańska,  - Pawia,   - Plac Grzybowski,  - Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych),  - Plac Muranowski,
- Pokorna,  - Prosta,  - Prosta 12,  - Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. Duży Toebbens),  - Sienna,  - Sienna (część płd. do zbiegu ulic Chłodna/Żelazna),  - Smocza,  - Solna,  - Śliska,  - Świętojerska 34 (Wałowa 6) (szop szczotkarzy),  - róg ulic Świętojerska/Bonifraterska,
- Stawki,  - Stawki 6/8 (szpital),  - Tłomackie 5,  - Tłomackie 6,  - Tłomackie 7,  - Twarda,  - Twarda 6 (synagoga Nożyków),  - Umschlagplatz,
- Umschlagplatz (rampa Stawki 4/6),  - Wołyńska,  - Zamenhofa,  - Zamenhofa 19 (siedziba Gminy Żydowskiej),  - Zamenhofa (między Gęsią a Kurzą),  - Zamenhofa/Wołyńska,  - Żelazna,  - Żelazna 99,  - Żelazna 101,  - Żelazna 103 (komenda SS – tzw. SD Befehlstelle).
&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Małe Getto, - Obszar - kocioł Miła: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla,
- Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26/28, - Trasa: Leszno 53-55 (gmach Sądów Grodzkich) – ul. Okopowa 49/51, - Trasa: Zamenhofa - Umschlagplatz,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6171" title="ELEKTORALNA 12 (ruiny kościoła św.&amp;nbsp;Ducha/oddział szpitala na&amp;nbsp;Czystem &amp;#8211; dezynfekcja/apteka)" slug="elektoralna-12">Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
ONI, II B
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)

Henryk Makower
ONI, III A
„Kryły się te uczennice pielęgniarskie przez dłuższy czas w ruinach szpitala św. Ducha przy ul. Elektoralnej.” (s. 84)
 

Adam Czerniaków

JA, I
„Ktoś znalazł szczątki ojca w szpitalu Św. Ducha - nazywa to szczęściem.” [30 XII 1939] (s. 57)
ONI, I
„W Gminie pogrzeby: 1) robotnik wypadł z okna (?) w Zamku, 2) Gamarnikow, 3) ojciec nieszczęśliwej ofiary nalewkowskiej, znaleziony wśród gruzów szpitala Św. Ducha. Powiedziała, że to prawdziwe „szczęście”, że poznała ojca. Nowa definicja szczęścia.” [31 XII 1939] (s. 57)
JA, II B

„Dziesiątki lokatorów schodzi na spacer po Stawki. Ogrodów nie ma. Niemowlęta wozi się do „ogródka” po szpitalu Ś-go Ducha. Siedzą tam wśród ruin po zbombardowanym szpitalu.” (s. 203)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, II A 
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łóżkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)

Janina Bauman
JA/ONI, IIB

„Inne dziewczęta z naszego kompletu podjęły nasze dręczące pytanie, co mogłybyśmy zrobić, by pomóc głodującym. (…) Organizacja do której w końcu trafiły nazywała się Towarzystwo Popierania Rolnictwa, w skrócie Toporol. Była ufundowana przez Gminę Żydowską i opierała się na pracy ochotniczej. Celem Towarzystwa było wykorzystanie każdego nie zabudowanego skrawka ziemi w getcie dla uprawy warzyw. Plony miały być przeznaczone dla głodujących. Nie mogłyśmy liczyć na żadne wynagrodzenie, choćby w postaci warzyw, ani też na Ausweisy, czyli zaświadczenia, że jesteśmy zatrudnione. Jedyną korzyścią jaką nam obiecano, miało być przeszkolenie rolnicze. Rok „szkolny” zbliżał się właśnie ku końcowi, więc rozpoczęłyśmy pracę niemal natychmiast. Skierowano nas na teren przedwojennego szpitala Świętego Ducha [Elektoralna 12], który został zburzony w czasie oblężenia. Ruiny szpitala mieściły się na tyłach Leszna, bardzo blisko domu, w którym teraz mieszkałam. Teren, na którym stał niegdyś szpital, był dość obszerny. Obecnie pokrywała go gruba warstwa gruzu. Pierwszym więc naszym zadaniem było odgruzowywanie” (s. 65-66)
</document>
<document nplp_id="6175" title="PROSTA 12" slug="prosta-12">
Stanisław Gombiński
ONI, II A (koniec listopada 1940)
„Lokal na ul. Grzybowskiej, dwa małe pokoiki dawnej Szkoły Rzemiosł, od pierwszej chwili za mały, okazał się niemożliwy do dalszego używania z powodu rozmiarów, również oddzielenie z konieczności Rezerwy od KSP [Kierownictwa Służby Porządkowej] nie było pożądane. Zaczęły się więc poszukiwania nowego lokalu, wybór padł na pusty gmach Szkoły Zgromadzenia Kupców przy ul. Prostej [12], dokąd KSP o Rezerwa przeniosły się w końcu listopada [1940]. Na ul. Prostej w dalszym ciągu trwała praca organizacyjna: formowanie plutonów i kompanii, wcielanie kandydatów, przygotowanie służb do przejścia na rejony. Zaczęło się projektować przyszły podział ghetta na 6 rejonów, wyznaczać granice dzielnic dla przyszłych dzielnicowych. Jednocześnie odbywały się już normalne służby na wylotach i wewnątrz dzielnicy.” (s. 184)
JA, II A
„W drugiej połowie listopada [1940] KSP wraz z Rezerwą, jak już wspomniałem, zajęło budynek Szkoły Zgromadzenia Kupców [przy ul. Prostej 12]. Bombardowanie wrześniowe oraz nieużywanie budynku od wybuchu wojny sprawiły, że był on w dość marnym stanie, ponadto ogrzewanie olbrzymich pomieszczeń szkolnych i szerokich korytarzy było nie do pomyślenia. Służba Porządkowa zajęła więc 8-10 pomieszczeń parterowych, tam jakoś się urządziło pokoje, wstawiło piecyki i dalej się „urzędowało”. […] Pokoje urządzało się „psim swędem”, Gmina nie miała przecież ani tylu mebli i wszystkich potrzebnych przedmiotów, ani tym bardziej środków na kupno, mimo to nie brakło biurek, foteli, krzeseł, przyborów, nawet dywanów i zasłon okiennych. Dwie były przyczyny tej niezwykłej, bezpieniężnej łatwości: pierwsza – to obawa rekwizycji. Codziennie wpadali Niemcy do różnych mieszkań żydowskich i zabierali, co chcieli, pozornie chodziło tu o urządzanie biur i mieszkań niemieckich, przeważnie była to jednak zwykła grabież, toteż właściciele lepszych, ładniejszych mebli woleli wstawić je do pomieszczeń urzędowych w nadziei, że w ten sposób zdołają je ocalić. Drugi powód – to chęć zaskarbienia sobie względów u „potentatów” SP w związku z zabiegami o umieszczenie kogoś z najbliższych w jej szeregach lub po prostu przezorne myśli o przyszłości, przewidujące, że dobrze mieć oparcie w policji: tak zwane zabiegi o protekcję. […] z czasem w ten sposób zdołano skompletować dość porządne urządzenie kilkunastu pokojów biurowych, maszyny do pisania, półki, biurka itd., aż do powielacza dla odbijania „Rozkazu KSP” włącznie.” (s. 204-205)
</document>
<document nplp_id="6176" title="PROSTA" slug="prosta">
Stanisław Gombiński
ONI, III A (koniec sierpnia 1942)
„Już minął czwarty i piąty tydzień, już kończy się sierpień. Ghetto zmniejsza się, już wypadła cała południowa część od Siennej do zbiegu Chłodnej i Żelaznej, tak zwane „małe ghetto”; sterczą puste, bezludne domy, ciągną się puste, wymarłe ulice, zasłane to poduszką, to garnkiem, to jakimiś sztukami bielizny, przedmiotami w ostatniej chwili ze zmęczonej dłoni wypuszczonymi. Puste sterczą setki budynków; wśród nich, jak wyspa – kolonia domów shopu Többensa na Prostej, a w niej kilka tysięcy pracowników. Reszty ludzi już nie ma; powędrowali do dużego ghetta, do innych shopów lub dalej, znacznie dalej…” (s. 99)
ONI, II A (koniec listopada 1940)
„Lokal na ul. Grzybowskiej, dwa małe pokoiki dawnej Szkoły Rzemiosł, od pierwszej chwili za mały, okazał się niemożliwy do dalszego używania z powodu rozmiarów, również oddzielenie z konieczności Rezerwy od KSP [Kierownictwa Służby Porządkowej] nie było pożądane. Zaczęły się więc poszukiwania nowego lokalu, wybór padł na pusty gmach Szkoły Zgromadzenia Kupców przy ul. Prostej [12], dokąd KSP o Rezerwa przeniosły się w końcu listopada [1940]. Na ul. Prostej w dalszym ciągu trwała praca organizacyjna: formowanie plutonów i kompanii, wcielanie kandydatów, przygotowanie służb do przejścia na rejony. Zaczęło się projektować przyszły podział ghetta na 6 rejonów, wyznaczać granice dzielnic dla przyszłych dzielnicowych. Jednocześnie odbywały się już normalne służby na wylotach i wewnątrz dzielnicy.” (s. 184)


Abraham Lewin
ONI, II D (10.06.1942)
„Na Smoczej &amp;lt;junacy&amp;gt; zastrzelili dwóch chłopców przyglądających się rekwizycji składu kartofli i warzyw w podwórzu pod numerem 7; na rogu Wielkiej i Pańskiej żandarm zastrzelił Żyda; na Pańskiej zostali zamordowani dwaj Żydzi, na Prostej – jeden. Większa ilość Żydów miała zginąć na dziedzińcu &amp;lt;zajazdu&amp;gt; przy Grzybowskiej 32.” (s. 115)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, IV A
„Ponieważ getto jest podzielone na wiele bloków, prawie zupełnie nie kontaktujących się ze sobą, z konieczności Ż.O.B. musi podzielić swoją pracę na poszczególne tereny. My obserwujemy kierownictwo terenu szczotkarzy (Grylak), W. C. Toebbensa (Paw), Prosta (Kersz). Udaje nam się utworzyć kilka grup bojowych. Element – to przeważnie młodzi skifiści, albo działacze Skifu. Tak więc w getcie centralnym dwie „piątki” prowadzą B. Pelc i Goldsztajn, na terenie szczotkarzy – Jurek Błones i Janek Bilak, u Schulza – A. Fajner i N. Chmielnicki, u Roehricha – W. Rozowski.” (s. 44-45)


Adam Czerniaków
JA, II B

„Otrzymaliśmy kąpielisko na 1000 osób dziennie na Prostej.” (s. 196)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
ONI, IV B
„Hela Keilson była jeszcze chyba trochę załamana i bała się poruszać, tylko wiem, że chodziła do swoich rodziców, którym znalazłyśmy mieszkanie gdzieś na Wspólnej? Prostej?” (s. 142)


Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A

„Jako gościa honorowego zaprosiłyśmy prezesową Lichtenbaumową. (…) Znałam ją od dawna. Przed wojną przez dwadzieścia lat byłyśmy sąsiadkami z tego samego domu – przy Poznańskiej 3. Gdy przeprowadziliśmy się na ulicę Narbutta, przeprowadziła się i ona i zamieszkała na tej samej ulicy pod numerem dwudziestym szóstym. W getcie, na ulicy Waliców, widywałam ją co dzień, bo mieszkała tuż obok, na Prostej.” (s. 188)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Prosta 12,   - Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. "Duży Toebbens),   - róg ulic Prosta/Waliców,   - róg ulic Prosta/Twarda,
TRASY:
- Trasa: Chłodna 10- ul. Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna,  - Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Prosta 14 (szop Toebbensa) - Zamenhofa - Umschlagplatz

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6178" title="LESZNO 13 (Siedziba Urzędu do&amp;nbsp;Walki z&amp;nbsp;Lichwą i&amp;nbsp;Spekulacją)" slug="leszno-13">Stanisław Gombiński
ONI, II
„Urzędowo getto podlegało w pewnym zakresie referatowi żydowskiemu Sicherheitspolizei. Tam musiał co tydzień co tydzień pojawiać się Czerniaków, składać sprawozdania i odbierać zlecenia; z czasem, zgodnie z ogólno niemiecką tendencją współwysuwania na pierwszy plan organów policyjnych, Czerniaków udawał się w al. Szucha na wizyty cotygodniowe wraz z Szeryńskim i oni we dwóch prowadzili politykę ghetta. Protektor Gancwajcha, mityczny doktor Kah, chciał podobno stworzyć sobie przeciwwagę i przeciw tamtejszym panom ghetta, i przeciw żydowskim władzom; by mieć swój aparat i swoich ludzi w getcie, powołał do życia, pod przewodnictwem Gancwajcha i Szternfelda, Urząd do Walki z Lichwą, odpowiednik odnośnych urzędów w Niemczech i w Warszawie, mających na celu niedopuszczenie do paskarstwa środkami żywności (tzw. Preisüberwachungstelle). Gancwajch został przewodniczącym urzędu, Szternfeld – komendantem. Urząd mieścił się w domu przy ul. Leszno 13, stąd popularnie znany był jako „Trzynastka”. Organizacyjnie Urząd do Walki z Lichwą przedstawiał tę osobliwość, że nie podlegał ani Prezesowi Rady, ani odnośnym komórkom administracji niemieckiej.” (s. 228-229)

Henryk Bryskier
ONI, II
„W tych warunkach powstał nowy niezależny od RŻ [Rady Żydowskiej] urząd, który był jej utrapieniem, ale koncesjonowany przez władze niemieckie i mimo intryg nie można go było tak szybko zlikwidować jakby się zdawać mogło. Osoby organizatorów – początkowo nieznane, młodzi i ruchliwi uchodźcy, od razu wzbudziły nieufność społeczeństwa ku sobie, jak zresztą każdy obywatel, który by z łaski Niemców korzystał z wyjątkowego przywileju, jemu udzielonego, co zawsze kryłoby w sobie uzasadnione podejrzenie wysługiwania się lub otrzymania wynagrodzenia za aspołeczne, zdradzieckie usługi. Urzędem tym był ‘Urząd Walki z Lichwą i Paskarstwem w Dzielnicy Żydowskiej” i mieści się przy ul. Leszno 13, stąd ‘trzynastką’ nazywany.” (s. 60)
ONI, II
„Najpierw rozwiązano ’13-tkę’ – która dzieliła się istocie na trzy niezależne urzędy pod jedną egidą – Komisaryczny Zarząd Nieruchomościami (który wywłaszczył Żydów z posiadanych nieruchomości przejmując ich prawa jako właścicieli), Urząd do Walki z Lichwą i Paskarstwem (eo ipse ważny społecznie, bo mając za zadanie walkę z korupcją i oszustwem) – oraz znienawidzona przez społeczeństwo tzw. ‘Zielona Policja’ (ta ostatni została w lwiej swojej części wcielona do tzw. Służby Porządkowej – tzn. policji działającej z ramienia RŻ [Rady Żydowskiej]). Wszystkie te urzędy mieściły si w jednym domu przy ul. Leszno nr. 13 – (stąd ’13-tką’ nazywane) oraz jednoczyła je osoba red. Gancwajcha i stąd ich wspólna nazwa. Społeczeństwo przypisywało im bez rozróżnienia – tylko złe rzeczy.” s. 172)

Perec Opoczyński
ONI, II D (23/24.05.1942)
„W nocy z 23 na 24 bm. Zastrzelono czterech żydowskich „gestapowców”, którzy byli związani z „Lesznem 13”. Jeden z zabitych nazywał się Szymanowicz, drugi Mandel, trzeci Lewin, a nazwisko czwartego pozostaje dotąd nieznane.” (Pisma, s. 279)


Leokadia Schmidt

ONI, II
„Gancwajch i Sternfeld na przykład byli twórcami słynnej Trzynastki, która mieściła się na Lesznie pod nr. 13 i stąd jej nazwa. Faktycznie była to, pod płaszczykiem walki z lichwą w dzielnicy żydowskiej, ekspozytura gestapo z Alei Szucha. Była postrachem; szantaż i donosicielstwo, - od tego się zaczynała ich działalność. Ci z Trzynastki mieli biura handlowe, dostarczające Niemcom różne towary z getta. Żyli w taki luksusie, że po stronie aryjskiej było z tego powodu bardzo popularne powiedzenie: „Chcesz się bawić, idź do getta.” (s. 15)


Henryk Makower
ONI, II
„Była też powołana przez Czerniakowa na rozkaz Niemców Służba Porządkowa i jej konkurencja - &amp;lt;trzynastka&amp;gt;.O tej ostatniej jeszcze kilka słów. Powstała ona niedługo po zamknięciu getta pod kierunkiem dwóch niebieskich ptaszków, kierownika Gancwajcha i jego adiutanta – Szternfelda. Nazywała się ta instytucja &amp;lt;Urząd do walki z lichwą i spekulacją&amp;gt;, mieściła się na Lesznie pod numerem 13.[…] W pewnym związku z nią pozostawali pracownicy firmy &amp;lt;Kohn i Heller&amp;gt;, która mieściła się na Lesznie 14.” (s. 36-37)
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, II B
„Kilka dni temu Gancwajch urządził zebranie (herbatkę). Trzymał całą noc zaproszonych. Był tam Korczak, naturalnie Rozenberg Stanisław, Glocer etc. Jeden z zebranych przyszedł się tłumaczyć, dlaczego tam poszedł. Gancwajch psioczył na Gminę, łgał, że uruchomi warsztaty, no i „kulturę”.” (s. 177)
JA, II B
„Wczoraj u Gancwajcha „herbata”. Był tam Fuerstenberg i Haendel. Dziś Haendel jest „chory”. Widać po „herbacie”. Gancwajch znów zaatakował Gminę. Pijany niejaki Gałązka oświadczył, że Gmina nic nie robi. Zbawić żydostwo mogą Gancwajch, Sternfeld i Kon.” (s. 179)
ONI, II B
„Jeden z wezwanych przez Gancwajcha obywateli odczepił się od niego w ten sposób, że przesłał mu świadectwo lekarskie, że ma nerwicę serca i ze nie może pracować społecznie.” (s. 180)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A
„Leszno 13 utworzyło Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, podległy Galejom [Gestapo].” (s. 177)
„Gmina chciała pobrać od administratorów po kilkaset złotych, ale Leszno 13 (Urząd do Wali z Lichwą) nie zgodził się i zakazało. Sprzeciwili się oni również, żeby 25% administratorów stanowili adwokaci żydowscy (uważając to za uprzywilejowanie zawodu). Biuro przy Lesznie 13 zajmie się zakładaniem składów towarowych. Biuro otrzymało zarząd domami żydowskimi na Lesznie. Tworzy ono także jakąś komisję sanitarną.” (s. 180)
„Na Leszno 13 pracuje bardzo dużo łodzian. Przy werbowaniu ludzi wygadywano tam na Gminę Żydowską Pokazano mi spis adwokatów i lekarzy zatrudnionych w tej instytucji.” (s. 182)
„W Urzędzie do Walki z Lichwą i Spekulacją powiedziano 100 zatrudnionym tam osobom, żeby tolerowały szmugiel tylko w przypadku magazynów, które powstały dla celów paskarskich. Zabierze się 25% dla kuchen ludowych, 25% będzie dla Urzędu, a 50% będzie dla kupca. Będą kontrolować ceny w sklepach itp.” (s. 183)
„Wśród współpracowników Leszna 13 [„Trzynastki”] są również porządni ludzie. Przypominam sobie, że nie tak dawno wysyłano donosy na Adama Czerniakowa. Szubrawcy mówili: ‘My już wydostaniemy pieniądze od bogatych Żydów, wy będziecie mieli, my będziemy mieli’. Podobnych sposobów imają się ludzie z Leszna 13, których popiera SS. Chcą oni stać się drugą Gminą i pragną troszczyć się o ogół nie zapominając o sobie. Jest tam wiele typów spod ciemnej gwiazdy”.
„Parszawiak [Jehuda Warszawiak] pracuje w [‘Trzynastce’] na Leszno 13.” (s. 189)
„Leszno 13 [‘Trzynastka’] nadal czyni starania, żeby przyciągnąć szanowanych ludzi z różnych ugrupowań. Wysyłają specjalnie [swoich przedstawicieli], żeby werbowali. Nie udaje się jednak. Opowiadają, że ten, kto przyjmuje posadę, nie może się jej zrzec.” (s. 190)
„Leszno 13 [‘Trzynastka’] przechwala się, że pracuje u nich znany profesor chemii. Zajmują się likwidacją mienia Żydów po tamtej stronie: 1/3 bierze biuro, 1/3 tamci i 1/3 właściciel.” (s. 193)
„Abraham Gancwajch z Łodzi, który kieruje Lesznem 13 [‘Trzynastką’], wygłosił w ‘Melody Palace’ [Rymarska 12] przemowę o Chanuce, w której mówił o konieczności wytrwania i dostosowania się. Jest on krewnym [Mójżesza] Merina i oświadcza, że pragnie pójść w jego ślady i uczynić wiele dobrego dla Żydów.” (s. 193)

Mary Berg
ONI, II A

25.XII.40’: "Dzisiaj w getcie pojawiła się nowa grupa umundurowanych funkcjonariuszy żydowskich. Należą do specjalnego Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją, którego zadaniem jest regulowanie cen różnych towarów. Przez pewien czas jego działania były tajne, lecz obecnie są jawne. Funkcjonariusze noszą takie same czapki jak policjanci żydowscy, lecz z zielonym otokiem; zamiast żółtych policyjnych opasek mają na rękawach lawendowe z napisem „Walka ze Spekulacją”. O ile nastawienie ludności żydowskiej do policjantów było serdeczne, o tyle nowych funkcjonariuszy traktuje się z widoczną rezerwą z powodu podejrzeń, że są narzędziem w rękach Gestapo. Urząd popularnie nazywany jest „Trzynastką”, bo jego siedziba znajduje się przy ulicy Leszno pod numerem 13. Jej szefem jest komisarz Szternfeld, a jego najważniejszymi współpracownikami – Gancwajch, Roland Szpunt i łódzki prawnik Szajer".

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„- Gdzie mieścił się Zakład Zaopatrywania?

- Na Lesznie pod numerem 12 – vis a cis Leszna 13, gdzie mieściła się tzw. Trzynastka, czyli Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją – agentura Gestapo w getcie. W pobliżu, pod numerem 2, była kawiarnia «Sztuka»”. (s. 59)</document>
<document nplp_id="6180" title="LESZNO 16 (kościół Ewangelicko-Augsburski)" slug="leszno-16">Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12 –B.K.], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5 – B.K.], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)

Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, II

„Pamiętam […] symboliczny dla mnie obrazek – przetaczający się Lesznem; oszalały z trwogi tłum widm, zagłodzonych, skazanych na zagładę ludzi. I nad nimi, na balkonie budynku Zboru Ewangelicko-Reformowanego, który wcinał się jako enklawa w mur getta, choć położony był poza jego granicami, postać księdza Skierskiego. Wpatrywał się w tłum z nieopisanym przerażeniem i współczuciem. Chciałem dać mu jakiś znak, że go widzę, że jestem. Było to beznadziejne – z góry mógł dostrzec tylko czarne ludzkie mrowie”. (s. 86)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6183" title="DZIKA 1-3-5" slug="dzika-1-3-5">



Stanisław Gombiński
ONI, II
„Słońce wędruje dalej – trafia do miasteczka uchodźców przy ul. Dzikiej 1-3-5. Staje. To już nie ludzie. W ich istotach nie ma już nic ludzkiego. Ożywiają się tylko, gdy im z rana kawałek chleba dają, w dzień talerz płynu, zupą zwanego. Chleb, chleb! Tu już nie ma higieny, nie ma pracy, nie ma chęci do pracy. Obojętnie patrzą na pomoc – jedyną pomoc może przynieść śmierć! Nikt nie nosi na sobie odzieży, z grzbietów zwisają łachmany. Waga mężczyzn nie przekracza 45 kg, kobiety 30 kg. Tu się tyfusu nie leczy, nie ma separacji, nie ma kwarantanny, nie ma kąpielisk. Tyfus przeszli – lub przechodzą – wszyscy. Obojętność na wszystko, zanik uczuć. Kał zalewa korytarze i pokoje, przecieka z pięter na dół, tworzy lepką, grząską masę. Zimą zwisają na zewnątrz okien stalaktyty ekskrementów. Ludzie niczego nie chcą, do niczego nie dążą, o nic nie walczą. To – dno.
Są ludzie, którzy walczą o nich, dla nich. Chcą im pomóc, ich wydźwignąć. Walka okropna, najcięższa, walka najdosłowniejsza – coraz ktoś pada od ukąszenia wszy. Daremne ich wysiłki – nic nie mogą zrobić, ciężar zbyt wielki. Miasteczko uchodźców – kilka tysięcy głów – wymiera. Pozostałe niedobitki giną w Wysiedleniu.” (s. 52-53)
ONI, III A  (22.07.1942)
„Miasteczko uchodźców [Dzika 1-3-5] to rezerwat nędzy w najczystszym, absolutnym pojęciu, tym ludziom jest obojętne, co się z nimi stanie, są już na dnie, gorzej żyć nie mogą, kiedy im każą ruszać, ruszają od razu, wychodzą, czynią nawet jakieś wysiłki, by kilkaset kroków przejść w jakimś ordynku, stawiają nogi, jakby chodzili ochotnie, jakby maszerowali…” (s. 74)
</document>
<document nplp_id="6185" title="DZIKA" slug="dzika">

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A  (22.07.1942)
„Długie korowody ludzkie zmierzają na północ, gdzie w pobliżu wylotu „Dzika” znajduje się Umschlagplatz.”

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A

„Po tygodniu, idąc do Gminy, spotkałam prezesową na ulicy Dzikiej i wdałam się z nią w rozmowę. Przyznała mi się, że pokój pani Stefanii zrobił na niej duże wrażenie.
Jak można w tych czasach –  oburzała się – jak można?
U mnie specjalnie stoją wszędzie kosze w pokojach. Nie zawieszam też umyślnie firanek. Ja się dziwię – powtórzyła kilkakrotnie - ja nie przestaję się dziwić”. (s 190)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, I
„A tam, w domu, ciągle to samo:
- Murują Nalewki, murują Dziką!” (s. 45)
ADRESY:
- Dzika 1-3-5,   - Dzika 1-19,   - Dzika 1-29,   - Dzika 3,    - Dzika 15,   - Dzika 17   - Dzika 19,   - Dzika (wacha),   - Dzika/Gęsia,
TRASY:
- Trasa: Dzika - Gęsia 22/24 (więzienie - "Gęsiówka"),   - Trasa: Dzika - Miła - Gęsia - Szczęśliwa - Plac Parysowski,   - Trasa: Plac Grzybowski 3/5 (plebania) - Dzika (Wacha) - Powązki,
&amp;nbsp;

[caption id="attachment_9383" align="alignleft" width="1021"] ul. Dzika (Zamenhofa) w kierunku południowym na wysokości Dzielnej. W głębi dom na Nowolipkach (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6188" title="STAWKI 6/8 (SZPITAL)" slug="stawki-8-szpital">[caption id="attachment_18340" align="alignnone" width="900"] ul. Stawki 6/8. Oczekujący na deportację do obozu zagłady w Treblince (Fot. NN, VII-IX.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]

&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego, Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocną służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński

ONI, III B (11-12.09.1942)
„Nadchodzi piątek, sobota [11-12.09.1942], posterunki trwają. W sobotę rano – czyszczenie szpitala, szpital na Stawkach [8], przylegający do Umschlagu, znajduje się w zasięgu władzy tamtejszej, tak spowodowała topografia miejsca. Początkowo, przed Wysiedleniem, tam mieściły się oddziały zakaźne, od Wysiedlenia, od chwili wyłączenia Leszna, w tym budynku mieszczą się wszystkie oddziały: wewnętrzny, chirurgiczny, dziecinny. Przez cały czas szpital korzysta ze względnej swobody, korzysta się z jego pomieszczeń, by tam pod pozorem choroby chwilowo umieszczać [ukrywanych], ze zmieniających się grup lekarzy, pielęgniarek, personelu – by w białych fartuchach szmuglować na wolność ludzi z Umschlagu. Imprezy to trudne i niebezpieczne, wciąż odbywają się kontrole, obawia się następstw kierownictwo szpitala, obawia się wpadunku [sic] grupa lekarzy, wychodzących na zmianę do ghetta, ale przecież „te numery odchodzą”.
Od początku czworoboku, od niedzieli, obsada szpitala trwa na swych posterunkach bez zmiany, uwięziona. Czekają, co będzie. W sobotę rano [12.09.1942] wpadają do szpitala SS-owcy, każą ładować chorych na nosze i nieść ich do wagonów. Z jakim pośpiechem wykonuje się ten rozkaz, jak uwijają się ordynatorzy, lekarze, lekarki, pielęgniarki, personel kuchenny i administracyjny. Kłusem biegną z noszami, nosze nie są zbyt ciężkie, chorzy są odpowiednio przygotowani do dalszej kuracji. Szpital oczyszcza się w ciągu 2-3 godzin, pozostają w nim lekarze, pielęgniarki, personel i puste, ciepłe jeszcze łóżka. Z kolei groźba wisi nad tą grupą kilkudziesięciu osób, nie przyniesiono im numerków przy rozdawaniu ich w Gminie. Tkwią na straconym posterunku. Ratuje ich przytomność umysłu Szmerlinga, zanim ktoś z opiekunów się zorientował, widząc i wiedząc, co się święci, formuje z całej tej gromady oddział i na własną odpowiedzialność, sam ryzykując, każe wyprowadzić go do ghetta, poza posterunki strażnicze, do bloku mieszkalnego pracowników Wydziału Zdrowia. Są ocaleni. Zaskoczył Niemców, każdy myślał, że Szmerling działa z czyjegoś rozkazu.” (s. 116-117)

Janusz Korczak
ONI, II D
„Władze kazały opróżnić szpital na Stawkach. A pani naczelna ma przyjąć na Żelazną ciężko chorych ze Stawek.” [Pam., s. 123]

Ludwik Hirszfeld
JA, III A
„Piszę podanie o pozwolenie na kurs dokształcający ze względu na epidemię. Doktor Milejowski uzyskuje pozwolenie od Hagena. Nie jest to zezwolenie ostateczne, ale nie prosimy o dalsze, władzom nie należy zanadto leźć w oczy. Opracowuję program, zwołuję ordynatorów szpitala, przyciągam niektórych kolegów z miasta i organizuję czwarty i piąty rok studiów. Następnie udaję się do prezesa Czerniakowa i oświadczam, że wykłady dojdą do skutku, ale byłoby słuszniejsze, gdyby one były wyrazem wysiłku społecznego, a nie wykładowców. Prezes Czerniaków to rozumie i zatwierdza preliminarz budżetowy. Pieniądze, wbrew tradycjom gminy, były wypłacane regularnie; na naukę i nauczanie Żydzi nie szczędzili.
Akcję tę wiążę z organizacją mojej pracowni w szpitalu. Gdy przybyłem, otrzymałem z początku kącik przy oknie, a później jeden maleńki pokoik. Tymczasem zlikwidowano kwarantannę i szpital otrzymał nowy gmach na Stawkach. Otrzymałem na pracownię pięć pokoi, przy pracowni urządziliśmy salę wykładową. Tworzymy też pracownię badania głodu pod kierownictwem doktorów Fliederbauma i Apfelbauma.” (s. 321 - 322)
ONI, III A
„Odbyło się szereg konferencji w celu ustalenia procedury dostarczania ofiar. Gminie nie powiedziano, ilu ludzi ma podlegać wysiedleniu, targowano się tylko o kontyngenty dzienne. Jednocześnie zarządzono gwałtowną ewakuację szpitala zakaźnego na Stawkach, gdzie miała być stworzona stacja przeładunkowa. Na ewakuację szpitala z tysiącem pięciuset chorymi dano początkowo jeden dzień, przedłużono następnie o jeszcze jeden. Na konferencjach z gminą ustalono, jakie kategorie ludności nie będą podlegały przesiedleniu: pracownicy gminy, Wydziału Zaopatrywania, Służby Porządkowej i Izby Lekarskiej. W tym okresie łudzono się, że i rodzice pracowników wymienionych kategorii będą obronieni.” (s. 413)
JA, III A/III B
„Szpital na Stawkach, obecnie miejsce przeładunkowe, w którym umieszczano ludzi schwytanych na ulicy, przedstawiał obraz, wobec którego niczym jest piekło dantejskie. Dostęp zamykał kordon Służby Porządkowej. Przed gmachem tłumy zrozpaczonych ludzi wywołujących nazwiska swych bliskich, w oknach zrozpaczone i oszalałe ze strachu tłumy porwanych.” (s. 416)


Perec Opoczyński
ONI, III C (13.09.1942)
„Dziś, drugiego dnia Rosz ha-Szana, wysłano chorych ze szpitala [Stawki 6/8], przede wszystkim dzieci (Uważa się to za znak, że „akcja” się kończy). Tak miało też być w Krakowie i w Lublinie.” (s. 295)

Henryk Makower
JA/ONI, III A
„Po kilku dniach zwaliło się nowe nieszczęście na szpital, otóż Michalsen wydał zarządzenie, aby szpital &amp;lt;Czyste&amp;gt; na Stawkach przeniósł się w ciągu 24 godzin. Część jego poszła na Leszno 1, na chirurgię, reszta do nas. Prawie w tym samym czasie przeniosła się do nas centrala, tj. szpital dziecięcy Bersonów i Bermanów z ulicy Śliskiej.” (s. 64)

Marek Edelman
ONI/JA, III A
„Możliwości wyjścia z Umschlagu istnieją, ale są kroplą w morzu wobec tysiącznego tłumu oczekującego ratunku. Niemcy sami stworzyli te możliwości, przenosząc do jednego z budynków szpitalik dziecięcy z „małego getta” i tworząc w swej złośliwości wobec skazanych na śmierć, małe ambulatorium dla nagłych wypadków. Co dzień rano i wieczorem zmieniają się drużyny pracowników w białych fartuchach, z dowodami pracy w ręku. Wystarczy więc ubrać kogoś w biały fartuch, a łatwo już wyprowadzić go z ekipą pielęgniarek i lekarzy. Pielęgniarki biorą dzieci na ręce podając je za swoje. Gorzej jest ze starcami. […] W karetkach pogotowia lub trumnach przemyca się więc żywych, zdrowych ludzi poza obręb Umschlagu. Niemcy zaczęli jednak sprawdzać karetki i stan zdrowia „chorych”. Wobec tego, żeby dowód był namacalny, w małym pokoiku za ambulatorium, bez znieczulenia, na żywo, łamie się nogi owym wybranym starcom i staruszkom, którzy dzięki tej lub innej prośbie, czy protekcji przeznaczeni zostają na chwilowe odroczenie śmierci.' (s. 36-37)
ONI/JA, III A
„[…] „pomaga” też ludziom na własną rękę policja żydowska, biorąc „od głowy” za wyprowadzenie bajońskie sumy w pieniądzach, złocie, kosztownościach. Ci, których uratowano, a było ich przecież stosunkowo tak mało, wracają tu najczęściej poraz drugi i trzeci, by wreszcie zginąć w nieubłaganej głębi wagonów.
Tym niemniej ludzie ratuja się rozpaczliwie, czepiają się fartuchów przechodzących pielęgniarek, żebrząc o biały fartuch, dobijają się do drzwi szpitala, strzeżonych przez żydowskiego policjanta.
Jakiś ojciec błaga o wypuszczenie choć dziecka. Lekarz naczelny szpitala Bersonów i Baumanów, dr. Anna Braude-Heller, zabiera mu je z rąk i siłą, mimo oporu wartownika, wpycha do szpitala.
Bladą, nieprzytomną Helenę Szefner, przyprowadzoną z ostatniej blokady wciągaja tu również nasi towarzysze, by przy pierwszej okazji za legitymacją lekarską wypchnąć ją poza mury Umschlagu.” (s. 37-38)
ONI/JA, III A
„Najważniejszą i najtrudniejszą rzeczą jest przetrwać na Umschlagu moment ładowania. Transporty odchodzą rano i wieczorem – dwa razy dziennie odbywa się ładowanie. Nieprzerwany łańcuch Ukraińców otacza plac i zagarnia tysiączny tłum. padają strzały. Każdy jest celny. […] Coraz bliżej i bliżej gnają te strzały ku przygotowanym, bydlęcym wagonom. Mało! Jak oszalałe bestie pędzą Ukraińcy spowrotem przez pusty plac do gmachów. I tu zaczyna się dzika gonitwa. Nieprzytomny tłum pędzi na górne piętra, ciśnie się do drzwi szpitala, kryje się w ciemne dziury na strychu, byle wyżej i dalej od pogoni, może uda się przetrwać ten jeszcze transport, uratować jeszcze jeden dzień życia.” (s. 38)
ONI/JA, III B
„To, co się dzieje na Umschlagu teraz, gdy ratunku już nie ma żadnego i znikąd, nie daje się ująć w najmocniejsze ludzkie słowa. Sprowadzeni już wcześniej chorzy, dorośli i dzieci ze szpitalika, leżą opuszczeni w zimnych salach. Robią pod siebie i pozostają już tak w cuchnącej mazi moczu i kału. Pielęgniarki wyszukują w tym tłumie swoich ojców i matki i z dzikim jakimś błyskiem w oczach wstrzykują im dobrą, śmierć dającą morfiną. Czyjaś litościwa, lekarska ręka wlewa po kolei w rozpalone buzie obcych, chorych dzieci wodę z rozpuszczonym cjankiem. Należy jej się cześć – oddaje swój cjanek. Bo cjanek – to teraz skarb najdroższy, nieodkupiony. Cjanek oznacza cichą śmierć, ratuje przed wagonami.” (s. 42)

Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano Gmina. 0°C. O 12-ej do szpitala na Stawkach. Prof. Hirszfeld wygłosił odczyt o krwi i rasach. Następnie dr Stein zademonstrował sekcję 30-letniej kobiety, zmarłej z wycieńczenia - matki 5-ga dzieci (ponadto 5 poronień).” (s. 256)

Mary Berg
ONI, IVA

22.IX.42’: "W dzisiejszym „Nowym Kurierze Warszawskim” wydrukowano zaledwie parę linijek tekstu o nocnym nalocie. Według gazety nie zostały trafione żadne obiekty wojskowe. Dowiedzieliśmy się jednak, że w rzeczywistości wiele instalacji wojskowych uległo doszczętnemu zniszczeniu. W getcie trafione zostały: budynek sądów przy Lesznie i szpital, sporo domów wokół Pawiaka legło w gruzach, ale większość bomb spadła na lotniska wokół Warszawy i na Dworzec Główny" (s. 303).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

- Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

- Czy to z powodu zmniejszenia getta?

- Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

- Szopy tam powstały, tak?

- Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

- „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

- Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

- I potem mieszkała pani na Gęsiej?

- Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

- Kiedy?

- 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

- Personel szpitala?

- Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

- Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

- Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (Tak naprawdę..., s. 155-156)

JA/ONI, III A

„- Jak długo była pani w szpitalu na Stawkach?

- Kilka dni krócej niż wszyscy. Nie było mnie już z nimi, kiedy personel został przeniesiony na Pawią i oni dochodzili do szpitala na Stawki. To Marek wyniósł mnie ze szpitala i zostawił w jakimś mieszkaniu na Nowolipkach. […] Szpitale wyrzucili chyba 11 sierpnia, ja doszłam do nich czternastego czy piętnastego. I potem już do końca, do 4 września byliśmy razem. Czyli na Stawkach byłam od połowy sierpnia do końca, do kotła na Miłej. Trzy tygodnie.” (Tak naprawdę..., s. 156-157)

JA/ONI, III A/ III B

„- Do kotła na Miłej poszliście już z numerkami. Ja o tym piszę – kiedy kazano nam pójść do kotła, my poszliśmy do szpitala. I tam się okazało, że szpital dostał ileś numerków i Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] musi je rozdzielić po prostu…. Wtedy wszystkie szpitale były już na Umschlagu, wszystkich chorych tam przywieźli, personel był razem z chorymi… I myśmy wyszli z tego szpitala do kotła już z numerkami. Ci, którzy mieli numerki – wyszli, a reszta pojechała…

- Ile osób pojechało?

- Kazali zostawić pięćdziesięciu lekarzy. Inni poszli prosto do kotła, nie wiem ilu…

- Tych pięćdziesięciu lekarzy to lekarze ze wszystkich szpitali, bez numerków?

- Tak, na Umschlag…

- Czy wszyscy lekarze, pielęgniarki, którzy poszli do kotła, mieli numerki?

- Nie. Większość miała, ale byli też między nami „dzicy”. A w ogóle z kotła wychodziło się, albo nie, niezależnie od numerków. Oni po prostu odliczali i pewnym momencie powiedzieli – koniec… I dużo ludzi z numerkami pojechało.” (Tak naprawdę..., s. 157)

JA/ONI, III B

„- Czy ktoś ze szpitala z numerkiem został?

- O tak, dużo ludzi zostało. Wie pani, potem różnie było. Niektórzy w jakieś sposób się stamtąd wydostawali,. Myśmy potem swoje numerki sanitarką wysyłali do szpitala.

- Do którego szpitala?

- Na Umschlag, bo szpital wywieźli dopiero po kilku dniach.” (Tak naprawdę..., s. 159)

JA/ONI, II D/III B

„-Ilu ludzi pracowało w szpitalu na Stawkach?

„- Około dwustu osób.” (Tak naprawdę..., s. 159)

JA, III

„- Czy pani pamięta dokładnie Umschlagplatz? […] Czy umiałaby pani tamto miejsce narysować?

- Z wyjątkiem jednej rzeczy. Wiem, którędy wychodziłam ze szpitala na Umschlag. Wiem, jak te dwie części tego budynku wyglądały. Jedno skrzydło to był szpital i ambulatorium, a drugie skrzydło to była ta poczekalnia, że tak powiem – tam zbierali się ludzie, którzy czekali na transport.” (Tak naprawdę..., s. 159)

[...]
JA/ONI, III A
„Potem już prawie nic nie pamiętam. Bo przyszli Niemcy i wywieźli dzieci na Umschlag. Przenieśli szpital.” (s. 90)
JA/ONI, III
„I co rano grupowo w białych fartuchach prowadzono nas do szpitala, na Stawki, na Umschlag, potem z powrotem na Pawią. (s. 94)
„Potem wysyłało się te „uratowane” dzieci karetką do getta, bo karetka jeździła do końca. Nie wiem, kto je zabierał. Niektóre wracały na Umschlag.” (s. 94)
JA/ONI, III A
„Nie wiem, który to był dzień. Ale tak mi się wydaje, że to był 4 września… może nie, może dzień czy dwa wcześniej. W każdym razie to był ten dzień, kiedy do szpitala na Stawkach, tam gdzie dzieci już były od paru tygodni, przywieźli wszystkich chorych ze wszystkich szpitali w getcie.” (s. 95)
„A w ogóle to było tak, że jak rano obudziłam się na Pawiej, w „domu”, bo to był wtedy nasz „dom”, to powiedziano nam, że wszyscy Żydzi z getta mają się zebrać w czworobok ulic – Miła, Zamenhofa, Gęsia, Smocza – i my też mamy iść. Wtedy dr Margolisowa i ja powiedziałyśmy, że idziemy do szpitala. I ktoś jeszcze poszedł, kilka osób, już nie pamiętam kto. Tylko wiem, że szliśmy pustymi ulicami i nawet nie wiem, czy Marek [Marek Edelmen – dop. AKR] był wtedy z nami. Wiem, że potem byliśmy razem, ale wtedy nie wiem. Tylko pamiętam, że szliśmy w tych białych fartuchach i chyba do nas nie strzelali, a może strzelali? Nie wiem.” (s. 95-96)
JA/ONI, III A
„Tylko pamiętam te drzwi szpitala i te schody, na których leżeli ludzie, i ten straszliwy smród ropy i kału i że ktoś mnie ciągle łapał za fartuch i krzyczał „siostra, siostra”. To było całkiem inaczej niż w powstańczych szpitalach potem, chociaż i tam było strasznie. A tu wiem, że szłam coraz wyżej i tylko się starałam, żeby nie deptać po ludziach, a tam leżały trupy i żywi razem. Aż doszłam na to nasze trzecie piętro i tylko salka niemowląt była, a dziecinnych sal nie było, bo wszędzie leżeli ludzie chorzy i ranni, i umierający. A jak tak chodziłam, to zaczęły się znajdować dzieci, wychodziły z kątów i zbierały się koło mnie - jak ptaki lub szczeniaki, i tak szliśmy coraz dalej i było ich coraz więcej, aż doszliśmy na jakąś salę i tam usiedliśmy. I wtedy taka Marysia, która miała gruźlicę węzłów chłonnych, to się wtedy nazywało skrofuły, powiedziała do mnie: - My już wszystko wiemy, pani doktor, my już wiemy, że nie mamy ani mamusi, ani tatusia, i że my też nie przeżyjemy. Ale czy pani doktor będzie z nami do końca?
- Tak, Marysiu, zostanę z wami na pewno – powiedziałam. I to było tylko pół prawdy, bo przecież ja wyszłam, tylko że one już wtedy spały i nie powinny się były obudzić.” (s. 96-97)
JA/ONI, III A
„Na dole leżała Hela Keilson z obandażowaną nogą, a w drugim łóżku leżała kierowniczka kuchni cała w bandażach. Obie były oparzone, bo kierowniczka kuchni któregoś z poprzednich dni chciała się pochwalić, że ugotowała dla dzieci zupę z brukwi z marchewką i Hela tam zeszła, a kierowniczka tak się cieszyła, że jest zupa, że nie spojrzała za siebie i usiadła w wielki kocioł zupy, który stał już na podłodze. To, co prysnęło, oparzyło Heli Keilson nogę tak, że nie mogła przez kilka dni chodzić.
Więc ja tam siedziałam z nimi, bo Niemcy i Szaulisi wpadli do szpitala i szukali „obcych”, a one nie leżały na sali chorych, tylko na dole w takim pokoiku obok dyżurki. Więc jak Szaulisi wpadli do pokoju, ja odwijałam opatrunek kierowniczce kuchni – oni poszli dalej – uznali, że wszystko w porządku. A tam, w sąsiednim pokoju, leżała Zosia Frakter, też młoda lekarka, otruła się. Dowiedziała się, że jej matkę zabrali. I tylko tyle pamiętam, że gdy z tego pokoju oparzonych szłam z powrotem na oddział, to ktoś niósł trupa Zosi na rękach.” (s. 97-98)
JA/ONI, III A
„A potem wróciłam na oddział do tego pokoju, gdzie siedziały dzieci, i była tam dr Margolisowa, i była u siebie w gabinecie Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR].
I wiem, że byłyśmy u Naczelnej, która mówiła o tym, że nie chce dzielić numerków życia. Pamiętam, że jej powiedziałam: - Jak pani doktor tego nie zrobi, to od nas nikt nie przeżyje, bo zrobi to dyrektor szpitala dla dorosłych. I ludzie wszyscy mówili, że Ona musi to zrobić. Było to podłe, bo przecież nikt z nas nie chciał by wyrokować o tym, kto ma żyć, a kto nie, a jednak żądaliśmy tego od Niej. […] Więc wróciłam z tego gabinetu Naczelnej do dzieci i siedziałam, bo już nic innego nie miałam do roboty, tylko siedzieć i rozmawiać z dziećmi, i opowiadać, jak to było kiedyś. Trochę nam ta rozmowa szła, a trochę nie, więc siedzieliśmy w milczeniu, tych piętnaścioro dzieci i ja jedna.
Wtedy przyszła po mnie siostra Mira, nie pamiętam jej nazwiska, chociaż jej twarz mam ciągle w oczach jak żywą, i poprosiła mnie, żeby z nią zejść na dół na chwilę.
Gdy wyszłyśmy z tej sali, powiedziała do mnie i ja to jeszcze ciągle słyszę:
- Pani doktor, pani zrobi zastrzyk mojej matce, bo ja nie mogę. Ja panią błagam. Ja nie chcę, żeby ją zastrzelili na łóżku, ona nie chodzi. Więc zapytałam, co jest w strzykawce, a ona mi powiedziała, że morfina. I wtedy nagle zrozumiałam, co mogę zrobić z dziećmi, żeby dotrzymać słowa. Chociaż jeszcze nie wiedziałam, że mam numerek, ale wiedziałam, że nas rozdzielą i że nie uda mi się pomagać im w tej ostatecznej chwili. Spytałam ją, czy ma dużo morfiny. Powiedziała, że mi da.
Wiedziała, po co.
I poszłyśmy na pierwsze piętro, gdzie leżały rodziny personelu. Tam przedtem leżał mój teść, ale Mietek go zabrał, a przecież jemu też bym pomogła. Więc ta siwa pani uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła rękę. A siostra zrobiła zacisk. I wtedy wstrzyknęłam jej do żyły morfinę.
I potem zobaczyłam jeszcze parę osób, które już nie mogły się ruszać o własnych siłach.
Wtedy zapytałam Mirę, co mamy zrobić.
Ona odpowiedziała: - Chyba im pomóc. Więc pomogłyśmy także i im. A pod oknem leżała kobieta z obrzękami, z niedomogą krążenia i patrzyła cały czas z błaganiem w oczach. Ona była ostatnia, której zrobiłyśmy zastrzyk.[…]
Wtedy poszłam na górę. Była tam dr Margolisowa. Powiedziałam jej, co chcę zrobić. Wzięłyśmy łyżeczkę i poszłyśmy do pokoju niemowląt. I tak jak przez te dwa lata prawdziwej pracy w szpitalu pochylałam się nad łóżeczkami, tak samo teraz wlewałam w te malutkie buzie ostatnie lekarstwo. Była ze mną tylko doktor Margolisowa. A z dołu dochodził krzyk, gdyż tam byli już Szaulisi i Niemcy i zbierali chorych z sal do wagonów.
Potem poszłyśmy do dzieci starszych i powiedziałam im, że to jest lekarstwo, żeby nic nie bolało. One mi uwierzyły i wypiły z kieliszka tyle, ile należało. Potem kazałam im się rozebrać, położyć i przespać. Posłuchały się i położyły. Po kilkunastu minutach, nie pamiętam, po ilu, gdy po raz drugi weszłam do pokoju, to spały. A potem już nic nie wiem, co było dalej. Wiem tylko, że miałam przypięty numerek i że poszłam do oparzonych z tymi numerkami. Hela Keilson wstała, a ta kierowniczka otruła się luminalem. Myśmy ją tak zostawiły.
A potem w hallu na dole w szpitalu przed drzwiami pchali się do wyjścia ludzie. Tam spotkałam swoją nauczycielkę ze szkoły, dr Stefanię Złotowską. Zapytała mnie gorzko: - Masz numerek? A ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć, było mi wstyd. Potem była ta kotłowanina przy drzwiach. Nie wiem, jak zabrałam 1/2 l spirytusu, wiem tylko, że w tej kotłowaninie i w tym przepychaniu się nie puściłam Heli [Helena Keilson – dop. AKR] i Stasi.” (s. 98-102)


Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Trzeba zadzwonić do szpitala” — zwracam się do męża.
„O siódmej zadzwonię” — odpowiada.
Odwleka tę chwilę. Niech iskierka nadziei tli się jeszcze. O siódmej dzwoni.
„Czy jest w szpitalu pielęgniarka Irena Szereszewska?” — pyta. I czeka. Ale wie przeież, że powiedzą: nie ma.
„Jest! — mówią — jest w szpitalu!” (s. 213)

„Po jakimś czasie przychodzi Irena.
„Co z tobą było? — pytamy — nie byłaś na Umschlagu?”
„To był traf. Uratowałam się dzięki przypadkowi” — odpowiada nam.
O godzinie siódmej rano zajechały przed szpital platformy. Weszło dwóch Niemców: Obersturmführer von Bloescher i jeszcze jeden.
„Wysiedlenie” — powiedzieli i kazali wynosić chorych na wozy.
Pracowała na chirurgii. Lekarze i pielęgniarki pospiesznie wytruli beznadziejnie chorych, wstrzykując im duże dawki morfiny. Było kilku chorych, którzy nie chcieli jechać. „Niech nas tutaj na łóżkach zastrzelą” — mówili. Przyszli ci dwaj i widząc, że leżą na łóżkach, zastrzelili ich.
Kiedy Irena schodziła ze schodów, zabiegł jej drogę jeden z nich. Wymachiwał rewolwerem: „Hast du Angst, Judin? Hast du Angst?” Był to ten sam, który 5 września, podczas wielkiej selekcji w Gminie, stał na uboczu i patrzał. „Ist das ein Jammer!” — mówił wtedy.
Wiele osób z personelu ukryło się w piwnicach. Nawet niektórzy chorzy na tyfus plamisty wyskoczyli z łóżek i schowali się w ubikacjach i komórkach. Z szesnastu położnic uratowała się jedna.
Kiedy chorzy pojechali, zwołano personel na selekcji. Ustawili się na podwórzu. Oddzielnie lekarze. Oddzielnie pielęgniarki, pracownicy fizyczni i urzędnicy szpitalni. Obaj Niemcy byli pijani. Von Bloescher zauważył Irenę pierwszy. „Komm, komm” — powiedział i skinął na nią palcem. Tym sposobem pierwsza przeszła przez selekcję.
Dalej przeszli szczęśliwie: kierownik szpitala, doktor Józef Sztein z żoną, doktor Wortman, doktor Hellerowa, doktor Brandwein i kasjer Amzel, a zginął doktor Gelbfisz. Z pielęgniarek pozostały jeszcze dwie: Zenderman i Rochmen. Zabrane zostały między innymi: przełożona Fried i pielęgniarki: Prużańska, Katz, Swierdziołł, Michelburg i Niemcówna. Zabrano również pielęgniarkę Jakobson, ale uciekła z szeregów. Zostawiono dwa wozy dla personelu. I personel pojechał.
„Potem, kiedy był wieczór — opowiada Irena — w pustej sali grzałam się przy żelaznym piecyku. Przyszedł doktor Wdowiński. Rad był, że się uratowałam. Zawołano mnie do telefonu. To byłeś ty, tatusiu, chciałam z tobą pomówić, ale odłożyłeś słuchawkę”. (s. 214-215)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6189" title="STAWKI" slug="stawki-2">
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
JA/ONI, II
„Zima – to mróz, jesień i wiosna – to błoto, lato – to kurz i smród. Ale i ulice ghetta mają swe kasty i stopnie. Sienna – to Aleje Ujazdowskie, kilka drzew dodaje uroku, ładne domy, czystość. Grzybowska – to pl. Teatralny, centrala władz, Leszno – to Marszałkowska z jej ruchem, handlem i gwarem. Reszta ulic nie potrzebuje i nie zezwala na porównania. Wołyńska i Stawki – to Wołyńska i Stawki. To tylko tyle, to aż tyle. Tu słońce cofa się przerażone, jego promienie nie pocieszają, nie dają otuchy, wyobrażają tylko straszną zgrozę. Kiedy ono się zjawia, widzi ludzi jak widma, widzi dzieci podobne do mar.” (s. 51-52)
ONI, III A  (22.07.1942)
„Długie korowody ludzkie zmierzają na północ, gdzie w pobliżu wylotu „Dzika” znajduje się Umschlagplatz.
Umschlagplatz – jest to plac przeładunkowy, bocznica kolejowa od niedalekiego Dworca Gdańskiego; rampa, magazyny, położenie u krańców ghetta, wszystko to spowodowało, że plac stanowił odpowiednie i jedyne miejsce przeładunków, towarów do [dzielnicy] i z dzielnicy idących. Węgiel, drzewo [sic], drewno, żywność, towary podlegające przeróbce tam przechodziły, tam odstawiało getto swą produkcję, tam odbywał się cały oficjalny ruch towarowy. Od ul. Stawki przylegają doń jakaś szopa drewniana, jedna i druga, dalej dwa duże, nowoczesne budynki, wykończone w 1938 czy 39 roku, miały w nich mieścić się szkoły powszechne, do uruchomienia ich nie doszło. W 1940 roku, po zamknięciu ghetta, w większym i lepiej urządzonym budynku umieszczono oddziały zakaźne Szpitala Żydowskiego „Czyste” [Stawki 6/8], gdzie znajdują się wciąż, drugi budynek szkolny stoi pusty. Przed budynkami szkolnymi i szopami szeroki chodnik, kawałek jezdni jeszcze wolny – i mur, biegnący wzdłuż ul. Stawki aż do przekrzyżowania z ul. Dziką. Tu mur skręca pod kątem prostym i ciągnie aż do wylotu „Dzika”. Plac, biegnący między szopami i budynkami a murem, jest przedzielony na dwoje małym płotem z drutu kolczastego; ten plac, obie szopy drewniane, pusty budynek szkolny i mały dziedziniec za tym budynkiem ogrodzony znów murem od właściwego „Umschlag[u]” zostają oddane na cele wysiedlenia.” (s. 75-76)
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Handlarze i przechodnie na Wołówce [targowisko w rejonie ulic Pokornej i Stawek] ujrzeli dziś wzruszającą do łez scenę dowodzącą żydowsko-polskiej przyjaźni.
Na chodniku przy Lubeckiego stała pobladła Żydówka, którą obejmowała i bez przerwy całowała jakaś chrześcijanka. Ta ostatnia, nie przestając tulić Żydówki, wołała: „Zandowa, Zandowa… żyjesz? Nie zastrzelili cię? Co widzą moje oczy? To ty, Zandowa!...” Kiedy chrześcijanka doszła już do siebie, powiedziała Żydówce, że tam u nich wszyscy mówili, że Zandowa zastrzelona… Już ją opłakali, i często wspominali, i zastanawiali się, gdzie też się podziały jej dzieci.
Wreszcie i Żydówka zaczęła opowiadać, jak udało jej się uniknąć śmierci. Po tym, jak ją złapali po tamtej stronie, trafiła do aresztu w gettowym więzieniu, a było to wtedy, gdy zatrzymanych rozstrzeliwali całymi grupami za murem. Po krótkim czasie dostała wyrok śmierci. Otrzymała go na piśmie. A kto miał taki papier, wiedział, co go czeka. Z biegiem dni coraz bardziej wrastała w nią śmierć. Zandowa spodziewała się, że już niebawem ją rozstrzelają. Właśnie wtedy przeprowadzono konfiskatę żydowskich futer, po której 700 więźniom darowano życie. I tak pani Zand ze Stawek (jej mąż jest w niewoli) po trzech miesiącach więzienia i codziennym gotowaniu się na śmierć została uwolniona. Chrześcijanka z tej ogromnej radości, że znów zobaczyła swoją sąsiadkę, z którą przez lata żyła w wielkiej komitywie, nie chciała już ani handlować, ani niczego kupować. Rzekła tylko, że musi czym prędzej wracać do domu, żeby powiedzieć mężowi, dzieciom i wszystkim dawnym sąsiadom ze Stawek, że Zandowa żyje…” (s. 281)
ONI, II D (czerwiec 1942)
„W czasie poniedziałkowej strzelaniny na Stawkach [nieczyt.] zginął stróż Mojsze [nieczyt.], który właśnie zamiatał ulicę. Przy murze strzelano do szmuglerów i zabłąkane kule trafiły w [nieczyt.] stróża oraz w jeszcze innego Żyda, który tamtędy przechodził, wracając z ustępu.” (s. 282)
ONI, I
„[Po wrześniu 1939] Życie powróciło do prymitywnej formy sprzed tysięcy lat. Ludzie zatracili opory, wstyd i porzucili cywilizacyjne nawyki. Z ulic niósł się straszny smród. Północna część miasta, gęsto zaludniona przez żydowską biedotę, ulice: Stawki, Niska, Lubeckiego i inne, były tak zniszczone, że po trzy, cztery bloki mieszkalne naraz stały tam z oberwanymi schodami i wypalonymi wnętrzami. Z domów zostały tylko szkielety, jak ogromne straszydła. Ludność z okolic, przechodnie, którzy jakby umyślnie tam błądzili, uczynili z ruin ustęp. Wokół powstało śmietnisko, na które wyrzucano cały brud i wszystkie odpadki z zapuszczonych izb.” (Księga parówki, s. 363)
„Tu na Smoczej opłaca się uparte trzymanie domu w zamknięciu przez dwa, raz nawet przez trzy, a potem przez cztery tygodnie. Jakby nie dość tego wszystkiego, za miesiąc ów doktor znów może zechcieć zamknąć ten sam dom na Smoczej, Lubeckiego, Stawkach czy Krochmalnej. Mieszkańcy tych ulic to ludzie ubodzy, pogrążeni w rozpaczy, nie mają się komu poskarżyć. […] Nie zamyka się tylko pojedynczych domów, zamyka się pół, całą ulicę – po dwadzieścia, trzydzieści domów naraz. Na obu jej końcach stawia się płot, przy płocie policję, która rano wypuszcza za sowitą opłatą pracujących i handlujących.
Sąsiedzi w domu wzdychają i pojękują. Dzieci oblegają wyjście i czują się jak ptaszki w klatce. Ilekroć brama się otwiera, wykrada się przez nią kilkoro dzieci. Policjant przeklina, złorzeczy, krzyczy, ale wobec młodych jest bezsilny.” (Księga parówki, s. 375)
ONI, II
„Co im pozostało? Podrzucić dzieci czy je porzucić? Kazać pójść żebrać? Próbowały wszystkiego. Przecież wiele z takich sierot po prostu umarło z głodu. Wtedy przypomniało się o nich CENTOS-owi i zaczął je zbierać w określonych miejscach, często razem z dziećmi uchodźców, tymi zahartowanymi Żydziętami, które przeszły gehennę, wędrując z rodzicami zimą, w wielkie mrozy, z miasteczek, z których ich wyrzucono, do Warszawy. Do tych zaprawionych w biedzie dzieci miano, naturalnie, inny stosunek niż do tutejszych, warszawskich, już choćby dlatego, że znajdowały się w „punktach”, w tych słynnych punktach dla uchodźców w wielkich domach na Dzikiej (od numeru 1 do 19), Niskiej, Stawkach i innych, które są największymi siedliskami zakaźnych chorób.
Dzieci uchodźców w punktach trzeba było tylko zebrać w osobnych pokojach, i tak miały swój „dom”, w którym, tak jak dorośli, dostawali trochę chudej zupy z kawałkiem czarnego chleba, z czarną kawą słodzoną sacharyną.
Do tych właśnie dzieci uchodźców dołączono teraz dzieci ojców wysłanych na roboty przymusowe. Ale tej łaski nie mogły dostąpić wszystkie żony „obozowiczów”. I kiedy idziecie ulicą i widzicie młode kobiety z zapłakanymi oczami, stojące i żebrzące z dziećmi na ręku, proszące tak serdecznie, wzruszająco, to wiedzcie, że to są kobiety, których mężowie już od długich miesięcy są w obozach pracy przymusowej i jeśli dożyją one tego szczęścia, by zobaczyć swoich mężów, będą musiały wcześniej przygotować maści i bandaże do owijania ich spuchniętych od pracy po kolana w wodzie i błocie, pełnych pęcherzy nóg. Ale to się jeszcze nie stało, stoją więc i żebrzą na ulicach w imieniu swoich dzieci.” (Dzieci na bruku, s. 435)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI/JA, III B
„Dnia 6 września 1942 r. wszyscy pozostali przy życiu mieszkańcy getta zostają wezwani do stawienia się w obrębie ulic: Gęsiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Stawki. Tu ma się odbyć ostateczna rejestracja. Ze wszystkich stron ciągną czwórkami masy ludzi. […] W małym czworoboku ulic skupia się cała ludność getta: robotnicy fabryk, urzędnicy Rady Żydowskiej, służba zdrowia, pracownicy szpitali (chorzy odsyłani są bezpośrednio na Umschlag). Każdej firmie niemieckiej oraz Radzie Żydowskiej Niemcy przyznają określoną liczbę pracowników, którzy mogą pozostać. Tym wybrańcom rozdawane są numerki. Numerki oznaczają życie.” (s. 41)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B
„Byłem na Stawkach. Obejrzałem dom dla uchodźców, obecnie pusty. Mieszkańcy (aryjczycy) rozebrali piece, kuchnie. Nie ma kanalizacji. A mieliśmy tu przeprowadzić do 66 pomieszczeń naszych uchodźców z Elektoralnej i gmachu Chinuchu, aby tamte lokale zająć na szkoły. Na tejże ulicy biedny kamasznik z żoną (starcy) mają pracownię w małym sklepiku. Przez ten sklepik przechodzi ludność na Niską. Nawet trupy się tędy przenosi. (s. 214)

Mary Berg
ONI; IIIA

22.VII.42’: "Dzisiaj policja żydowska zabrała z ulic wszystkich żebraków i opróżniła obozy dla uchodźców. Tych nieszczęśników zamknięto w wagonach towarowych bez wody czy żywności. Transporty wysyła się w kierunku Brześcia, lecz czy oni kiedykolwiek tam dotrą? Wątpliwe, by wszyscy ci przymierający głodem ludzie dojechali żywi do miejsca przeznaczenia – zginą w zamkniętych wagonach. W każdym wagonie stłoczono setki osób. Polski strażnik więzienny, który szeptem opowiedział nam o wszystkich szczegółach, miał łzy w oczach. Mieszka obok ulicy Stawki i był świadkiem straszliwych scen – ludzi zaganiano do wagonów pejczami, jak bydło. Dzisiaj otrzymaliśmy od wuja Abiego paczkę żywnościową, do której dołączył list. Na nasze szczęście wuj służy w policji, w przeciwnym razie nie wpuszczono by go na Dzielną. Krótka notka od niego wyraża rozpacz. Wuj nie godzi się z myślą, że jako policjant będzie musiał pomagać w deportacji, i myśli o zrezygnowaniu z pracy. Z drugiej strony jednak stanowisko chroni go przed wysiedleniem. Pyta nas, co o tym sądzimy" (s. 279).

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II B (październik-grudzień 1941)

„[…] ogłosili znowu zmianę granic, ale tym razem nic nie dołączyli, ale odłączyli, oczywiście my jesteśmy na wokandzie. Cóż robić, tym razem było nam trochę lżej, bo już byliśmy przyzwyczajeni do tego. Wynajęliśmy pokój na Stawkach, ale myśmy już mieli szatańskie szczęście do mieszkań, był to mały pokoik i dużo wilgoci, a lokatorzy byli tacy kochani, że wolałbym w ogóle nie wychodzić z mieszkania, by te zakazane twarze nie widzieć, ale nie było innej rady. Cokolwiek zostawiliśmy w mieszkaniu, było dzielone na części, tamta była kleptomanką i w ogóle taka nieznośna, że w ciągu krótkiego czasu mieliśmy ją już po uszy” (s. 74)

JA, III A

„Rodzice przenoszą swoją siedzibę na Stawki, bo ich szop [OXACO] miał być tam urządzony. Urządzają się jakoś, my pomagamy im, przewozimy z naszego mieszkania ocalałe rzeczy i pościel, bielizna prawie pozostała w całości.” (s. 109)

JA, IV A

„Rodzice mieszkają znowu na Stawkach. Idziemy przez niezabudowany plac, by się jak najprędzej dostać do miejsca upragnionego. Jesteśmy na podwórzu. Wlatujemy szybko na schody, drzwi się same otwierają i staje w niej mamusia. Jednym skokiem jesteśmy przy niej, ściskamy się – wszystko w drzwiach, zapominamy, że można wejść do mieszkania. Nareszcie znajdujemy się w pokoju, siadamy wszyscy za stołem i jesteśmy znowu razem.” (s. 144-145)

ONI, IV A

„Szop, w którym rodzice są – OXACO – przeprowadza się na Szczęśliwą. Rodzice nie wiedzą, co mają uczynić, czy przeprowadzić się tam, czy też tu zostać. Robimy wspólną naradę, jakie teraz posunięcie mamy zrobić? To jest problem [do] dyskusji, wiemy, że nastąpi teraz znowu wysiedlenie, kiedy, nie wiadomo, ale jest to pewne, trzeba się zastanowić, czy przeprowadzać się do OXACO, czy też tu pozostać na miejscu [tj. na Stawkach]. Trudne pytania, a decyzja musi zapaść. Możliwości są takie, że niemcy będą chcieli zaskoczyć szop, by jak najwięcej ludzi stąd wydostać, a tymczasem tu będzie można się gdzieś skryć. Skryć… to niezła myśl, trzeba zbudować coś takiego, by można było się schronić w czasie niebezpieczeństwa. Postanawiamy, by tu zostać, a sprawą schronu trzeba się zająć, to jest niezła myśl, bierzemy się do tej pracy. Nad tym pracują ojciec, Sewek i wujek B[Benjamin]. Zrobili bardzo dobry plan, zamurowali część strychu i zrobili kombinacyjne wejście, było nadzwyczaj pomysłowo urządzone, i po kilku tygodniach robota była gotowa.” (s. 161-162)

ONI, IV B

„Spotykamy znajomych, którzy nam mówią, że z całego szopu zabrali rodziców moich i jeszcze jednego, bo mieszkali na „dziko”. Któż mógł wiedzieć, co nastąpi? Pech chciał, że na Stawkach była garbarnia Wajgla i Niemcom zależało na tej garbarni, bo oni robili kolosalne interesy i mieli dużo walut zagranicznych, to pociągnęło niemców i dlatego moi rodzice wpadli tak nieszczęśliwie.” (s. 222)

Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Nagle i całkiem niespodziewanie wjechało w ulicę kilka riksz — te wózki rowerowe były rozpowszechnionym środkiem lokomocji od momentu powstania getta. W rikszach tłoczyli się hitlerowcy, Ukraińcy i Litwini — „specjaliści” od polowania na Żydów… Struchleliśmy. Obława objęła naszą ulicę, Stawki i parę ulic sąsiednich.” (s.33)

„Wróciliśmy na strych, na Stawki. Odnalazłyśmy ciotkę, Halinę i Marka. Nie było końca uściskom podczas radosnego spotkania, jakbyśmy się nie widzieli od lat, jakbyśmy wróciły z tamtego świata.” (s. 41)

JA, III A (sierpień 1942)

„Wróciliśmy więc z Umschlagu na nasz śmierdzący strych, osierocone, niepewne jutra. Matka jeszcze bardziej zaczęła garnąć się do swojej siostry, jedynej, która jej pozostała z tak licznej rodziny…” (s. 42)

JA, III A (sierpień 1942)

„Drogę ze Stawek na Leszno odbywaliśmy wieczorem; wymarłe ulice, przed kilkoma tygodniami pełne ruchu i zgiełku, robiły wrażenie niesamowite. Zdawało się, że nawet kamienie domów, jezdni i chodników przesiąkły atmosferą hitlerowskich zbrodni.

Przemykaliśmy się pod murami. […] Wycieńczeni ciągłym przebywaniem na dusznym strychu, zataczaliśmy się na nogach jak po ciężkiej chorobie.” (s. 43)

JA/ONI, III A

„Po pewnym czasie porzuciliśmy mieszkanie na Nalewkach i nad ranem przedarliśmy się wraz z ciotką i Haliną na Stawki, do szopu, w którym pracował mój ojciec.

Była to fabryka butów wojskowych. Należała do Niemca Toebbensa.” (s. 26-27)

„O świcie z nieopisanym uczuciem strachu biegliśmy ulicami prowadzącymi z Nalewek na Stawki. Getto było puste, jakby wymarłe, najmniejszy szelest brałam za odgłos kroków hitlerowców czyhających wszędzie na naszą zgubę… Grozy dopełniał widok trotuarów i jezdni, w wielu miejscach poplamionych krwią przelaną w trakcie wczorajszej akcji. Jakże wymowne i straszne ślady!

Dotarliśmy jednak do celu bez żadnych przygód. […]

W szopie, gdzie także znajdowała się reszta rodziny matki, odetchnęliśmy z ulgą." (s. 27)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„W kamienicy na Stawkach nieduża karteczka pokryta ręcznym pismem i przyklejona do gołego muru u bramy, a później jeszcze inne dostrzeżone przez nich u wejść do oficyn ostrzegały włóczęgów i przechodniów, że na teren objęty kwarantanną wstęp jest policyjnie zabroniony. Weszli z bramy na czwarte piętro, aż pod sam strych. W powietrzu unosił się dokuczliwy odór lizolu, ekskrementów i długo nie mogli oswoić się z półmrokiem, potykając się na zasianej tynkiem, odartei z desek podłodze, aż na koniec, kiedy napływać zaczęły do ich oczu smugi trupiego światła, które z trudem przepuszczały do nory małe okna skryte za grubą zasłoną pajęczyn i kurzu, ujrzeli przed sobą spasionego, siwego szczura. Zamarł na ich widok pośrodku stołu, obok pustej, pogryzionej puszki po kawie, z ogonem w fałdach podartego obrusa, i wykonał ociężały, niezgrabny ruch, jak gdyby miał się na nich rzucić, a potem zsunął się ściągając obrus na ziemię i z krótkim piskiem poszorował wzdłuż ściany. Wtedy dopiero usłyszeli szelest i piski w półmroku, wyraźny ruch, skoki, szmer śmieci, gałganów i drobnych sprzętów, które na swej drodze szczury potrącały”. (s. 273)

F, II
„Wieczorem wuj Gedali bez worka wrócił z Okopów. Matka przed niskim taboretem mówiła:
- Chawa, Chawcia, zjedz odrobinkę zupy!
A na to ona:
-W żadnym wypadku, nie mogę. Ty sobie od ust odbierasz, kochanie.
Jadła szybko. Piła rzadką zupę prosto z miski, a potem rozejrzawszy się, czy nikt nie widzi, chyłkiem wycierała puste naczynie i ssała zwilżony palec, przymknąwszy oczy. Skurczona siedziała na tym taborecie koło kuchni z niepewnym uśmiechem na twarzy.
Przez parę dni zachowywała spokój; markotnie snuła się po mieszkaniu, z namysłem stawała w oknie, cicha, obojętna. A potem zaczęła uciekać i dwa razy przyprowadził ją ojciec z odległej dzielnicy. Kiedy po raz pierwszy zaczęła się przygotowywać do ucieczki, nie rozumieli jeszcze, co to oznacza, i nie protestowali. Długo pakowała swoją paczuszkę, zawijała w papier walizkę bez wieka, rozwijała. Wieczorem odnalazł ją ojciec na Stawkach. Po raz drugi uciekła, kiedy nikogo w domu akurat nie było, i zanim ją odnaleźli, minęły dwa dni. Zabiedzoną, zszarzałą, drzemiącą ze znużenia we wnęce bramy ujrzał wuj Gedali na Miłej. Kręciła głową, że nie chce wrócić, ale oporu nie stawiała. Razem z ojcem posadzili ją w rikszy, przywieźli na Krochmalną, położyli pod kocem na sienniku, a matka parzyła rumianek i poiła ją tym rumiankiem ze smutkiem zaglądając w jej mętne, granatowe oczy. Kiedy nabrała sil, uciekła jeszcze raz, widocznie w pośpiechu, bo węzełka swego nie zabrała.
Dwa tygodnie później Uri poznał paletko na Solnej. Mówił, że w pobliżu walała się ruda peruka. Ale kiedy poszli na Solną, już nie znaleźli nikogo-ulica była pusta, a Eliasz napotkany przy wozie zaklinał się długo, że ani rudej peruki, ani czarnego palta nie widział tego tygodnia na oczy”. (s. 275-276)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
ADRESY:
- Stawki 4 (Umschlagplatz),   - Stawki 4/6 (rampa - Umschlagplatz),    - Stawki 6,   - Stawki 6/8 (szpital),   - Stawki 9,   - Niska 20/Stawki 21,
OBSZARY:
– Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),   – Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki,    – Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,    – Obszar: KOCIOŁ na MIŁEJ: Smocza/Gęsia/Zamenhofa/Stawki,

TRASY:
– Trasa: Karmelicka – Nowolipki – Zamenhofa – Stawki – Umschlagplatz,

[caption id="attachment_9416" align="alignleft" width="1016"] Ul. Stawki w kierunku Umschlagplatzu (Fot H. Jost, 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]</document>
<document nplp_id="6190" title="NOWOLIPKI 48/50 (kościół św.&amp;nbsp;Augustyna)" slug="nowolipki-48-50">
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12 –B.K.], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5 – B.K.], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)

Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)

Henryk Makower
ONI, II
„Grano tam (teatr w kościele na Nowolipkach – dk) wiele różnych sztuk, reżyserował Andrzej Marek. Teatr miał duże powodzenie. W bliskim sąsiedztwie były również inne teatry, na Dzielnej operetka i farsa z Cukier na czele, na Nowolipiu – dramat.” (s. 191)
</document>
<document nplp_id="6194" title="PLAC GRZYBOWSKI 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych)" slug="plac-grzybowski-3-5">
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12 –B.K.], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5 – B.K.], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI
„Była to ostatnia chwila. Już następnego dnia siepacze przyszli na plebanię i wywieźli wszystkich. Z wyjątkiem kilku, którzy się pozbawili życia sami.” (s. 431)

&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, II A
„Z placu Grzybowskiego widać z daleka ruiny domów i kościół Wszystkich Świętych. I nad nim piękne niebo, którego nie potrafili zamurować. Chodzimy z podniesionymi głowami, by widzieć jak najwięcej nieba, jak najmniej świata.” (s. 307)
&amp;nbsp;
Janusz Korczak
ONI, II D
„Do Wielebnego Księdza Plebana przy Parafii Wszystkich Świętych.

Uprzejmie prosimy Sz. Ks. Plebana o łaskawe udzielenie nam pozwolenia na kilkakrotne odwiedzenie ogrodu przy kościele w soboty w godzinach rannych, możliwie wczesnych (6.30 – 10).

Tęsknimy za trochę powietrza i zieleni. Duszno u nas i ciasno. Chcemy zapoznać się i zaprzyjaźnić z przyrodą. Nie będziemy niszczyć zasiewów. Gorąco prosimy o nieodmówienie naszej prośbie. Zygmuś, Semi, Abrasza, Hanka, Aronek” [Pam., s. 65]

&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI, III A

„Pierwsza wielka akcja niemiecko-ukraińska odbyła się w małym getcie. Obrobiony został m.in. plac Grzybowski. Poszli wszyscy mieszkańcy plebanii (księża otrzymali rozkaz opuszczenia getta w pierwszym dniu wysiedlenia) oraz cały Caritas mimo zaświadczeń, które miały im zapewnić bezpieczeństwo.” (s. 71)

JA, III A
„Bywałem dość częstym gościem na plebanii (kościoła na placu Grzybowskim – dk), odkąd w lecie 1941 wprowadził się tam prof. Ludwik Hirszfeld z rodziną. Dużo dobrego słyszałem o księdzu Godlewskim, jednym z dwóch kapłanów gettowych. […] Jednego z pierwszych dni akcji Niemcy &amp;lt;załatwili&amp;gt; plebanię. Wzięto wszystkich mieszkańców, którzy nie zdążyli jeszcze lub nie mogli uciec na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Z okien szpitala na Lesznie widziałem tę wielką masę ludzi idących z małego getta przez Żelazną i Nowolipie na Umschlagplatz.” (s. 180)
JA, III A
„Kiedy raz wieczorem wychodziłem od prof. Hirszfelda, czarno było na Grzybowie i ponuro. Nagle ukazał się wśród chmur kawałek księżyca i cały plac, zwężający się w ulicę Twardą, przyjął jakiś fantastyczny, bajkowy wygląd.” (s. 181)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Słyszałem, że Niemcy wtargnęli do Kościoła na Grzybowie [Kościół Wszystkich Świętych]. Ksiądz uspokajał, ale mimo to wybuchła duża panika, to samo przydarzyło się przed kilku dniami w kościele na placu Trzech Krzyży, z którego wyłapywano na roboty.” (t. 29: s. 112)
„Po co postawiono kościół [Kościół Wszystkich Świętych] na Grzybowie? Dla wychrztów.” (t. 29: s. 166)
ONI, II A
„Mówią, że na Grzybowie odbyło się w miejscowym kościele [zapewne kościół Wszystkich Świętych] nabożeństwo dla wychrzczonych Żydów. Oczekiwano od księdza kazania, że chrzczeni Żydzi będą mogli opuścić getto, co jednak nie nastąpiło.” (t. 29: s. 177)
„Słyszałem, że w ubiegłym tygodniu w kościele na Grzybowie ksiądz wygłosił kazanie do chrzczonych Żydów w opaskach. Powiedział, że bierze ich pod swoją ochronę, zorganizuje dla nich kuchnię, postara się ich przenieść na tamtą stronę.” (t. 29: s. 182)
ONI, II
„W kościele Wszystkich Świętych na Grzybowie [pl. Grzybowski 3/5] i w kościele N.P. Marii na Lesznie [32] odbywały się nabożeństwa katolickie z udziałem neofickiej służby kościelnej i neofickiego chóru. W kościołach tych można było zaobserwować ludzi naprawdę wierzących. Dewotki leżały plackiem na ziemi i żarliwie się modliły. Zmarłych wywożono karawanem kościelnym na cmentarz katolicki lub ewangelicki, rodzinie wolno było towarzyszyć konduktowi tylko do bram getta. Katolickie stowarzyszenie „Caritas” opiekowało się żywo neofitami, uruchamiając dla nich kuchnie i dbając o przydział produktów z Zakładu Zaopatrywania przy Radzie Żydowskiej. Zarówno prezes Judenratu inż. Adam Czerniaków, jak [i] przewodniczący Zakładu Zaopatrywania Abram Gepner faworyzowali neofitów, dając im duże przydziały żywności, dopuszczając ich do zajmowania wysokich stanowisk w instytucjach gminnych itd. Kierownictwo Judenratu przeholowało w tej opiece nad neofitami, stwarzając dla nich szereg przywilejów. Doszło do tego, że do przyjęcia do niektórych wydziałów żydowskiej Gminy trzeba było przedstawić świadectwo chrztu.” (t. 29a: s. 103)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III

„Kiedy rozpoczęły się wysiedlenia, zabrano na Umschlag wszystkie wychrzczone Żydówki ze szwalni przy kościele Wszystkich Świętych. I wszystkich chrzczonych Żydów mieszkających na plebanii. Nie wiem, jaki był los księdza Pudra – czy zdołał się uratować, czy zginął razem z nimi.” (s. 88)

</document>
<document nplp_id="6195" title="LESZNO 53-55 (gmach Sądów Grodzkich) – ul.&amp;nbsp;OKOPOWA 49/51" slug="leszno-53-55-gmach-sadow-grodzkich-ul-okopowa-49-51-trasa">
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, II
„Do obrazu dzielnicy przybywa nowy element – trupy. Na ulicach wszędzie się je znajduje. Są miejsca ulubione, jak cokół gmachu Sądów Grodzkich [Leszno 53-55]. Umierają tuzinami – tubylcy i uchodźcy, dzieci i starcy, mężczyźni i kobiety. Tyfus – głównym dostawcą. Nie brak i innych. Gruźlica dzielnie tyfusowi dotrzymuje kroku, głód ze swej strony dopędza […] Wozy pogrzebowe wiozą ich na cmentarz, do magazynu zbiorczego (nazwa ogólnej przechowalni trupów) [szopa na cmentarzu przy ul. Okopowa 49/51– B.K.], skąd blisko do dołów zbiorowych.” (s. 49-50)</document>
<document nplp_id="6198" title="ŻELAZNA 103 (komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle)" slug="zelazna-103-sztab-ss-poza-gettem">
Stanisław Gombiński
ONI, III B
„To Żydzi z Żelaznej 103. Tam rezydował sztab SS-owców, którzy tą akcją kierowali, oddział lubelski, z majorem na czele. Oni stali nad warszawską Sonderkommando. Zajęli cały dom dla siebie, na biura i pokoje mieszkalne. Prócz nich – kilkunastu z Sonderdienstu i Ukraińców. Całość zatrudniała 40-50 Żydów i Żydówek, w najrozmaitszym charakterze. Do gotowania żywności, do prania, do sprzątania pokojów, fryzjerów, pucybutów, szoferów i mechaników automobilowych. Ta grupa Żydów, wraz z rodzinami licząca sto kilkadziesiąt głów, zajmowała dwa przyległe domy: Żelazna 101 i Żelazna 99. Tam mieszkali. Nazywało się, że to są ci najpewniejsi, najlepiej zadekowani. Okazało się inaczej; w dzień wyjazdu, w dzień likwidacji kwatery, dobry gospodarz robi przecież generalne porządki w swym gospodarstwie: zabiera przedmioty potrzebne, na śmietnik wyrzuca graty i rupiecie. Tak też i tutaj: dziś, w sobotę [12.09.1942], oddział lubelski opuszcza Warszawę. Przed tym trzeba zrobić porządek z tymi ludźmi, którzy przez 7-8 tygodni pracowali koło nich, spełniając tysięczne usługi.” (s. 118)
ONI, IV A (listopad)
„Wciąż żyje się w niepewności: kiedy znów? Wciąż zapytania do tych, którzy pracują na Żelaznej 103 lub tam z racji swych funkcji bywają: czy nic nie wyczuwają, czy nic nie przewidują? Dość często przyjeżdżają na Żelazną niektórzy SS-owcy z grupy lubelskiej, którzy tam podczas Wysiedlenia rezydowali, każdy taki przyjazd wywołuje panikę.
I oto pewnego dnia listopadowego – wstrząs: ulicą Zamenhofa znów idzie w kierunku Umschlagu korowód ludzki, znów ożywa przeklęty, tak znany, na zawsze zdawałoby się zapomniany widok. […] Okazuje się, że jeden SS-man z grupy lubelskiej potrzebował pewnej ilości krawców i krawcowych do swego shopu w Lublinie, pewien właściciel shopu w Warszawie „wspaniałomyślnie” zaofiarował mu ten kontyngent z własnych warsztatów.” (s. 135-136)
ONI, III C/ IV A
„Absolutną władzę nad gettem ma obecnie SS, rządy w terenie, na miejscu wykonuje Sonderkommando, które mieści się w lokalach uprzednio zajmowanych przez sztab lubelski na Żelaznej 103. Na czele ich stoją Untersturmführer SS Brandt i jego zastępca Oberscharführer Mende, prócz nich kilku SS-manów. Kilkunastu Sonderdienstowców i Ukraińców stanowią przyboczną straż. Sonderkommando zatrudnia dziesięcioro Żydów i Żydówek. Dwaj oficerowie Sł[użby] Porz[Sądkowej] – Marceli Czapliński i Mojżesz Meisler – pełnią funkcje biurowe: pierwszy z nich jest nazywany „oficerem łącznikowym”, do nie należy kontakt z instytucjami żydowskimi, drugi jest kierownikiem miejscowego „podręcznego” aresztu. Reszta – to maszynistka, kucharki, pokojowe, grafik i pucybut.”
ONI, III A (22.07.1942)
„Tegoż dnia Sonderkommando der Sicherheitspolizei, coś w rodzaju grupy specjalnej – złożonej z kilkunastu oficerów, podoficerów i szeregowych SS, instaluje się w domu Kierownictwa Służby Porządkowej przy ulicy Ogrodowej 17, druga grupa SS, stojąca ponad Sonderkommando, z majorem na czele – sztab lubelski instaluje się w innym budynku, przy ulicy Żelaznej 103.” (s. 73)


Ludwik Hirszfeld
ONI, III 
„Przy ulicy Żelaznej 103 jest wesoło. Mieszkają tam panowie esesmani, którzy kierują akcją. Zagrabionej żywności w bród, muzyka i śpiew. Kraft durch Freude. Nie czują, że zabijają ludzi. Zdaje im się, że uwalniają świat od wszy.” (s. 421)


Abraham Lewin
ONI, IV A (09.01.1943)
„Przedwczoraj wywieszono na murze obwieszczenia, że nie wolno wyjść ani wejść ze starego getta do nowego i z nowego do starego bez specjalnego zezwolenia od &amp;lt;Sonderkommando&amp;gt; przy Żelaznej 103. rozkaz ten, pod którym podpisała się Rada Gminy, wywołał wielką panikę.
[…] Ze słów Brandta wynikałoby, że z budynków Umschlagplatzu chcą zrobić więzienie lub obóz dla Żydów codziennie aresztowanych w &amp;lt;aryjskiej&amp;gt; Warszawie bądź na ulicach starego getta. Żydów tych sprowadzają na Żelazną 103, ale tam jest bardzo ciasno, więc chcą przygotować dla nich coś większego. Wywołuje to niepokój i drżenie serca każdego Żyda.” (s. 282)

Perec Opoczyński
ONI, III B (9 i 11.09.1942)
„Rozeszła się plotka, że jutro ma być obława w baraku stolarni przy Miłej i że będą użyte trujące gazy.
Po tamtej stronie rozwieszono plakaty informujące, że za kontakty z Żydami grozi kara śmierci.
Dziś jest wigilia Rosz ha-Szana. Straszliwe sceny wypędzenia rozegrały się w szopie stolarskim przy Gęsiej 30, dziewiątego września. W czasie niemieckiej kontroli wzięto setki młodych i starszych, głównie pięknych i wykształconych kobiet, i odesłano je na rzeź. SS-mani bili przy tym ofiary nahajkami, kijami i biczami, krzycząc: „Przez was już od trzech lat nie mamy życia”. To straszne wydarzenie zatrwożyło nie tylko robotników szopu.
Wtedy powiedziano, że to już koniec, że wystarczy, że wysyłka się kończy, ale blokady nadal trwają.
Dziś miały być na Lubeckiego, na Żelaznej 108 (w domu sąsiadującym z SS-manami) trwają łapanki.” (Pisma, s. 294-5)
ONI, IV A (20.11.1942)
„Dziś z szopów i warsztatów getta zwołano, a potem zgromadzono na Żelaznej 103 (dowództwo SS) połowę członków Werschutzu i policji. Ma się rozumieć, że stało się to przyczyną wielkiego niepokoju. Fakt ten tłumaczono sobie jako początek kolejnej „akcji”. Kilka godzin później okazało się, że zwołano ich do pracy przy Werterfassung.” (Pisma, s. 322)

Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Mniej więcej po sześciu dniach łapanek na ulicach odbyła się pierwsza blokada z asystą Niemców na ulicy Muranowskiej nr 44. Brali w niej udział Łotysze, Ukraińcy i Litwini. Byli to ludzie-bestie. Niemcy specjalnie ich szkolili w tak zwanych ausrotungsbatalionie. Właściwie była to zbieranina najgorszych wyrzutków o zbrodniczych instynktach, zwyrodnialców, którzy lubowali się widokiem krwi, szczególnie żydowskiej. Sprowadzono ich zaraz na początku wysiedlenia i umieszczono przy Żelaznej 103, którego mieszkańcy otrzymali nakaz opuszczenia mieszkań w ciągu 15 minut.” (s. 29)
„Na razie jednak Batalion [Niszczycielski] wciąż jeszcze miał siedzibę przy Żelaznej 103. Co dzień trwożnie spoglądało się rano na ich wymarsz: dokąd, w jakim kierunku się udadzą.” (s. 47)
ONI, III A/ III B
„Jedno było wiadome: policja otrzymała rozkaz opuszczenia zajmowanych dotychczas domów na Dzielnej i przeprowadzenia się natychmiast na Wołyńską. Rozkaz ten wydano tej nocy na… bankiecie Batalionu Niszczycielskiego w domu przy Żelaznej 103, dokąd został wezwany ‘kapitan’ adwokat Lejkin. Zastępował obecnie Szeryńskiego, rannego w zamachu urządzonym na niego.” (s. 93)

Henryk Makower
JA, III B/III C
„Było mi danym widzieć dużo takich korowodów. Przedostatni – kiedy szedłem ze swoją rodziną [na Umschlagplatz, dk)], z mamusią, Lonią, Lalunią, Józiem, Niuta i Dimą. Ostatni – ostatniego dnia &amp;lt;wielkiego wysiedlenia&amp;gt;, kiedy był likwidowany szpital i personel na Żelaznej 103 wraz z resztą wychwytywanych z kotła ludzi.” (s. 67)
ONI, III A
„Wysiedlenie przeprowadzała ekipa lubelska – kilkunastu SS-owców, których nazwano również &amp;lt;Mordkommando&amp;gt;… […] Przejęli oni całkowita władzę w getcie. Wydaje się, że urzędowali do samego końca, tj. do połowy września, w komendzie SP na ul Ogrodowej 17, w dawnym gmachu przytułku katolickiego.”[Przypis redaktorki, Ruty Sakowskiej: „Autor mylnie zapamiętał. Siedzibą ekipy eksterminacyjnej Sonderabteilung der Sipo-Umsiedlung był budynek przy ul. Żelaznej 103, tzw. Befehlstelle.”] (s. 59)

Adam Czerniaków
JA, I

„Rano od 8.30 do 12 w SS. Czekałem na klucze.” [8.X.1939] (s. 39)

„W SS nie zastałem nikogo.” [12.X.1939] (s. 40)

„Byłem w SS -zapowiedziana wizyta.” [13.X.1939] (s. 40)

JA/ONI, I

„W korytarzu SS spotkałem nieznanego mi Kom[isarza] S[traży] Obywatelskiej] Regulskiego z towarzyszami, którzy mi zabrali opaskę i legitymację S[traży] O[bywatelskiej].W tej sprawie zwrócę się do Starzyńskiego.” [14.X.1939] (s. 42)

JA, I

„O 3 pp. Batz w Gminie, a ja u niego w SS. Zapowiedział represje, o ile się nie zjawię. O 5 pp. w SS omawiałem statystykę, finanse, szkolnictwo i Batalion Pracy. Definitywnie załatwiam Batalion Pracy. Mam o 7 rano dostarczyć 500 ludzi dla Magistratu. Odezwę o statystyce etc. wyda SS.” [20.X.1939] (s. 43)

„7 rano Gmina. Tłum 2000 bezrobotnych do pracy. O 8.30 zjawiło się SS. Wzięto kilkudziesięciu do SS etc. Potem 120. Magistrat się nie zjawił. Obstalowano na niedzielę etc. po kilkadziesiąt. Na wtorek znów 500 dla SS. Mają dać jeść i pieniądze.” [21.X.1939] (s. 43)

„O 3-ej SS do 6 pp. Konferencja z Batzem.” [Dr Bernhard Baatz kpt SS, funkcjonariusz Einsatzgruppe IV]” [21.X.1939] (s. 43)

„o 3.30 do SS B[atza].” [24.X.1939] (s. 44)

„Po obiedzie SS.” [29.X.1939] (s. 44)

„Po obiedzie u Batza.” [5 XI 1939] (s. 45)

„U Batza z rana.” [6.XI.1939] (s. 46)

ONI, I

„Czerniewski [Płk Marian Czerniewski, były przedwojenny dyrektor miejskiego Wydziału Wojskowego, był w tym czasie kierownikiem miejskiego Wydziału Kwaterunkowego] z Magistratu był u Batza. Ustalił listę ulic.” [6.XI.1939] (s. 46)

JA, I

„Po obiedzie u Bischofa [Helmut Bischof SS-Sturmführer, major SS, zastępca Baatza] memo o szkolnictwie, opiece społecznej, Wydziale Składek. Jutro pojedzie ktoś z SS i otworzy wydziały. Prosiłem o zaaresztowanie mnie i Rady w zamian za 24 zakładników. Obiecano jutro wypuścić rano wszystkich.” [8-9.XI.1939] (s. 46)

JA/ONI, I

„3 pp. SS zamówienie 300 robotników.” [11.XI&amp;gt;1939] (s. 46)

JA, I

„Byłem w SS. Sprawa wysiedlenia nie jest aktualna. Mnożą się sprawy Deutschvölkischer z Żydami -oskarżenia, że Żydzi są winni i nie płacą. Dano mi wezwanie dla Żydów, aby się zgłosili do SS. Gmina musi pośredniczyć w dostarczeniu im wezwań. Jutro 8.30 mam być w SS, rozmowa z Batzem o uruchomieniu Gminy.” [14.XI.1939] (s. 47)

„Wieczorem wezwany do SS.” [17.XI.1939] (s. 47)

„Rano 8-a SS w sprawie kontrybucji, albowiem podniosłem, że są trudności bankowe. Dano mi termin do poniedziałku 21 XI 39 na kontrybucję.” [18.XI.1939] (s. 48)

„Rano 8.30 w SS w sprawie upłynnienia kontrybucji.” [22.XI.1939] (s. 48)

„Po obiedzie SS.” [22.XI.1939] (s. 49)
„7 rano delegacja kobiet z Nalewek 9. 8 rano posiedzenie Rady w Gminie. Mój wniosek - listy domowe doręczone gospodarzom wzgl. administratorom. Zbiórka w Gminie. Wieczorem okazała się możliwość wniesienia 100000 zł do SS. Jutro ma być reszta. W międzyczasie o g. 12 otrzymałem wezwanie stawienia się w SS o g. 3 - 6 rabinów, 6 poważnych osób ze społeczeństwa, 5 radców. Wobec tego udałem się do Batza i zaniechano tego.” [24 XI 1939] (s. 49)
„O 3-ej poszedłem do SS celem odebrania zwłok przez rodziny. Niestety, nikogo z miarodajnych osób nie zastałem. Mam być jutro.” [28.XI.1939] (s. 50)

„Rano SS.” [30.XI.1939] (s. 50)

„Rano SS w sprawie opasek. Noc nieprzespana -proszki od bólu głowy. Wieczorem wezwano mnie na jutro 2 XII 39 do SS (inny wydział).” [1.XII.1939] (s. 51)

„Przyjął mnie Batz. Odmówił wydania ciał. Polecił zrobić listę Żydów, chcących wyemigrować do Ukrainy. Będą, jego zdaniem, mogli wywieźć po 5000 zł. Pokazałem mu wezwanie do pokoju 45 (Fischer). Wziął wezwanie i polecił nie chodzić.” [1.XII.1939] (s. 51)

„3-cia SS w sprawie P.” [Piątkowskiego] [4.XII.1939] (s. 52)

„Po obiedzie SS. Starania o zwolnienie Gamarnikowa.” [Jakub Gamarnikow, adwokat, zastępca członka Rady Starszych, aresztowany wraz z innymi 4 XI, wkrótce zwolniony i ponownie aresztowany, zmarł w więzieniu 30 XII 1939 r.] [6.XII.1939] (s. 52)

„Rano SS. Przedstawiłem sprawę robotnika.” [9.XII.1939] (s. 53)

„Rano SS. Odczytano mi, że Polacy i Żydzi, przesiedleni do General Gouv[emement] z Reichu, będą rozstrzelani, o ile wrócą do dawnych siedzib. W sprawie zmarłego robotnika winna Gmina się zwrócić o wydanie ciała rodzinie.” [13.XII.1939] (s. 54)

„Rano SS.” [15.XII.1939] (s. 55)

„O 2½ w SS. Nie pozwalają w szeregu bóżnic na modły. Władza nie SS, ale różni...” [19.XII.1939] (s. 55)

„Rano 8-ma SS w sprawie zwolnienia Rotstadta etc.” [22.XII.1939] (s. 56)

„Rano Gestapo w sprawie zwolnienia więźniów z Czystego.” [27.XII.1939] (s. 57)

JA/ONI, I

„8-ma w SS w różnych sprawach. (…)W SS powiedziano mi, że kto wyjechał do Rosji, temu nie wolno wracać.” [8.I.1940] (s. 59)

JA, I

„Rano SS.” [12.I.1940] (s. 60)

„Rano SS. Zwolnienie dra Szalmana z JDC. „Nachrichten blatt” [czasopismo gminy] nie dozwolony. Interwencje w sprawie plądrowania i napadów na ulicy. Przymus pracy jeszcze nie wyraźny. Potem Gmina.” [15.I.1940] (s. 60)

„Z rana Gmina. Potem wezwany do SS i zatrzymany godzina 12.30 do 6 pp. jako zakładnik aż do zaaresztowania 100 innych. Sprawa jakiegoś komplotu [Konspiracji -?]. Podobno Żyd brał w nim udział сквоз строй [poza szeregiem -?]. ” [16.I.1940] (s. 61)

„Wieczorem wezwany do SS w sprawie interwencji o aresztowanych lekarzy etc. Oświadczono, że 100 rozstrzelano. Zapowiedziano dalsze rozstrzelania.” [22.I.1940] (s. 62)

„Rano SS w sprawie zwolnienia dra Wortmana. Załatwiono. Również towarzyszyłem rabinowi Alterowi do SS. Wyszedł obronną ręką.” [24.I.1940] (s. 63)

Po wpłaceniu powiedziano mi, że jeżeli nowy wypadek nastąpi, kara będzie surowsza.” [27.I. 1940] (s. 63)

„Muszę pójść jutro o 8 rano do SS, aby nam pozwolili rozplakatować. Naturalnie, jak zwykle, otrzymujemy polecenie w ostatniej chwili, z tym że „jutro” ma być plakat.” [28.I.1940] (s. 64)

„Rano na 8-mą do SS. (…) SS -8 rano. W sprawie Rabinerów, w której wniosłem skargę, polecono, aby przyszły kobiety i opowiedziały co się stało. Zaaprobowano teksty plakatów o rejestracji do robót. Przypomniałem brak „Ausweisów” dla radców nowych. Opowiedziałem o biciu Żydów.” [28.I.1940] (s. 64)

„Jutro rano do SS i do Ordnungspolizei w sprawie ulicy.” [31.I.1940] (s. 64)

„Rano Ordnungspolizei memo (Regiment IV -Obertsleutnant Daume) w sprawie ekscesów przeciw Żydom. Przed tym Gestapo w sprawie rejestracji do pracy.” [1.II.1940] (s. 64)

„Rano SS w sprawie zapłaty 6600 zł Ordnungspolizei. Nie uzyskałem nic. Omówiono sprawę ew[entualnego] podporządkowania Gminy Stadtpräsidentowi. Zwrócono mi uwagę, że memo o emigracji jest teoretyczne i nie daje widoków realnych. Zażądano od Gminy, aby dostarczyła dane o wyjeździe członków Rady.” [5.II.1940] (s. 65)

„Rano SS. Oświadczono, że ukrócą działalność wariatki na ulicach. Przedstawiłem sprawę rejestracji do pracy. Kwestia Żydów ochrzczonych. Prosiłem o kontyngent adwokatów żydowskich.” [8.II.1940] (s. 66)

„Rano SS.” [13.II.1940] (s. 67)

„3 pp. sprawa paszportów w SS.” [15.II.1940] (s. 67)

„Rano SS w sprawie rejestracji. Odradzono interwencji u władz wyższych, w sprawie terminu. Oświadczono, że wpływy od emigrantów winny być wpłacone na specjalne konto Gminy bez prawa zużytkowania tej sumy przez Gminę, chyba za zezwoleniem SS.” [22.II. 1940] (s. 69)

„Wezwanie do SS w sprawie zebrań (podatek szpitalny, rzemiosło).” [1.III.1940] (s. 71)

„Rano SS - sprawy emigracji.” [2.III.1940] (s. 71)

„Rano SS. Prośba o pożyczkę z fund [uszu] emigracyjnego. Halberowi pożyczkę dam, a nie mieszkanie. Mende mówi, że plajta oczekuje Gminę.” [6.III.1940] (s. 72)

JA/ONI, I

„Na 3½ wezwany do SS. Meblami nie chcą się zająć. Natomiast sroga wymówka, że na Okęciu dziś robotnicy nie poszli z obawy. Jeżeli tak dalej pójdzie, 100 będzie skazanych.” [12 .III.1940] (s. 73)
JA, III A
„Polecono opróżnić dom Żelazna 103 na potrzeby funkcjonariuszy niemieckich, którzy przeprowadzają wysiedlenie. Meble zatrzymano.” (s. 304)

Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Odtąd [od lipca 1942] jedyną władzą sprawującą rządy nad Żydami było SS i Gestapo, zjednoczone w tzw. Befehlstelle przy ul. Żelaznej nr 103. Odtąd życie każdego Żyda złapanego przy aryjskiej stronie zależało od dyspozycji Befehlstelle z osławionym hersztem Brandem na czele. Wyroki śmierci wydawane przez Befehlstelle wykonywano zazwyczaj na podwórzu domu przy ul. Żelaznej nr 101. Wyroki wykonywano modo theutonico, skazańcom, obrabowanym ze wszystkiego, kazano się położyć na ziemi i wystrzałem z rewolweru w tył głowy kładziono kres ich męczarniom.” (s. 81)

</document>
<document nplp_id="6199" title="OGRODOWA 17" slug="ogrodowa-17">[caption id="attachment_9410" align="alignleft" width="1024"] Ul. Ogrodowa 17. Dziedziniec przed Komendą Służby Porządkowej. (Fot. Archiwum Ringelbluma, do 1942). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;





Stanisław Gombiński


ONI, III A (22.07.1942)
„Tegoż dnia Sonderkommando der Sicherheitspolizei, coś w rodzaju grupy specjalnej – złożonej z kilkunastu oficerów, podoficerów i szeregowych SS, instaluje się w domu Kierownictwa Służby Porządkowej przy ulicy Ogrodowej 17, druga grupa SS, stojąca ponad Sonderkommando, z majorem na czele – sztab lubelski instaluje się w innym budynku, przy ulicy Żelaznej 103.” (s. 73)
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)


Henryk Makower
ONI, III A
„Wysiedlenie przeprowadzała ekipa lubelska – kilkunastu SS-owców, których nazwano również &amp;lt;Mordkommando&amp;gt;… […] Przejęli oni całkowita władzę w getcie. Wydaje się, że urzędowali do samego końca, tj. do połowy września, w komendzie SP na ul Ogrodowej 17, w dawnym gmachu przytułku katolickiego.” (s. 59)
[Przypis redaktorki, Ruty Sakowskiej: „Autor mylnie zapamiętał. Siedzibą ekipy eksterminacyjnej Sonderabteilung der Sipo-Umsiedlung był budynek przy ul. Żelaznej 103, tzw. Befehlstelle.”] 
OGRODOWA 17 (siedziba Żydowskiej Służby Porządkowej – Judischer Ordnungdienst)
Marek Edelman
ONI, II A
„Od pierwszego dnia istnienia getta Rada Żydowska („Judenrat”) oficjalnie sprawuje rządy. Dla utrzymania należytego „porządku” powołana zostaje umundurowana żydowska służba porządkowa. Odtąd szmuglujące przez druty dzieciaki muszą wystrzegać się jeszcze jednej władzy, a ludność getta ma już trzech „cerberów” – Niemca, policjanta polskiego i policjanta żydowskiego. Instytucje mające gettu nadać charakter jakiegoś normalnego życia, faktycznie są źródłami daleko idącej korupcji i demoralizacji. Niemcom udaje się powołać do Rady Żydowskiej najbardziej znanych obywateli. Jedynym członkiem Rady Żydowskiej, który posiada odwagę cywilną wycofania się z tej instytucji, mimo grożącej za to kary śmierci, jest towarzysz Artur (Szmul Zygielbojm).” (s. 13-14)


Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (25 lipca 1942)

„Zbiórki policji odbywało się w komendzie na Ogrodowej. Tylko wtajemniczeni wiedzieli o której godzinie ma odbyć się zbiórka.” (s. 66)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6200" title="OGRODOWA" slug="ogrodowa">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Pieczątki, pieczątki… Jakie dowody, jakie dokumenty są respektowane? Podobno arbeitskarta, opłacona i aktualna, już nie wystarcza, ale jeżeli na arbeitskarcie ma się pieczątkę Sicherheitspolizei – to już są żelazne papiery, to dowód, że warsztat i pracownik są zatwierdzeni. Ich pieczątka to glejt, to pewność. Gdzie ją wydają? Gdzie się ją otrzymuje?!! Na Ogrodowej, w KSP [Kierownictwie Służby Porządkowej], ale nie tak po prostu, każdemu posiadaczowi karty pracy. Najpierw shop, warsztat, firma, placówka musi uzyskać zaświadczenie w Arbeitsamcie, później zaświadczenie przedsiębiorstwa i kontyngentu pracowników na Ogrodowej, później dopiero każdy kierownik przedsiębiorstwa może zgłosić się ze wszystkimi kartami pracy, należycie opłaconymi, ostemplowanymi i podpisanymi – i każda karta otrzyma wymarzoną pieczątkę. Więc trzeba to wszystko zrobić – bo trzeba mieć papiery, papiery za wszelką cenę!” (s. 82-83)
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)

Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, III C/IV
„Wyjście w przebraniu robotników z grupą niewolników, którzy pracowali poza murami. Nie możemy wyjść jednego dnia wszyscy troje, a córka nie chce iść pierwsza, boi się, że się uratuje, a my zginiemy. Ja znów nie chcę pozostawiać córki. Więc żona idzie pierwsza; wychodzi o siódmej rano w przebraniu robotnicy. Zbiórka przy ulicy Ogrodowej. Formuje się grupa i wyruszają. Widzę z daleka żonę w szarym tłumie. Niemiec liczy niewolników, gdy przechodzą przez wachę. Nie podoba mu się kobieta w grupie poprzedzającej. Bez ceremonii strzela do niej i zabija.” (s. 430-431)


Abraham Lewin
ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)
ONI, IV A (27.11.1942)
„Robotnicy naszego szopu dziś w drodze do pracy przy sądzie przy Ogrodowej widzieli na rogu Pawiej i Smoczej dwóch zabitych Żydów. Trzej bracia Sucheccy zginęli widocznie na skutek donosu. Istotnie handlowali mięsem. Mordercy zabrali im uprzednio dużą sumę pieniędzy – jak powiadają 30 000 złotych – i dopiero następnie ich zastrzelili.” (s. 261)
JA, IV A
„Moja córka, która pracuje w &amp;lt;Werterfassung&amp;gt;, opowiedziała mi o następującym wydarzeniu. Kilka tygodni temu sześcioro polskich dzieci – trzech chłopców i trzy dziewczynki – przekradło się do byłego getta, na Leszno – Ogrodową. Dziewiętnastoletni niemiecki żołnierz pilnujący żydowskich robotników strzelił do polskich dzieci i wszystkie zranił, wszystkie tego samego dnia umarły.” (s. 286)


Henryk Makower
JA, II
„W szpitalach, w domach dla podrzutków ilość mleka dla każdego oseska była tragicznie mała, gdyż kilka litrów mleka dziennie przypadało na kilkadziesiąt małych pacjentów w szpitalu oraz kilka litrów na kilkaset osesków w domu dla podrzutków na Ogrodowej.” (s. 33)
JA, III A
„Po małym getcie przyszła kolej na opuszczenie bloków przy ul. Chłodnej, Białej, Ogrodowej i Żelaznej. W ten sposób straciliśmy mieszkanie.” (s. 71)
„Przeprowadzki były ogromna plagą okresu wysiedlenia!
Kiedy miałem teraz już całą rodzinę na Ogrodowej, udało mi się również po długich trudach, dzięki protekcjom i łapówkom, umieścić moją szóstkę w szopie.” (s. 73)


Adam Czerniaków
JA, II D
„Wieczorem Służba [Porządkowa] zatrzymywała przechodniów i kierowała wszystkim nie przez Żelazną, ale przez Ogrodową i most, aby nie dać powodu do interwencji Burchardowi na rogu Żelaznej i Chłodnej.” (s. 295)


Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 27 września [1940], krążyła pogłoska o zmniejszeniu getta, mianowicie o Złotą, Sienną, Chmielną, jak również o Leszno, Elektoralną, Ogrodową. Na Złotej Polacy zwrócili się do władz, wskazując, że Żydzi stanowią tam mniejszość.” (s. 128)
„Na Białej stawiają szeroki parkan, aby zrobić dostęp do Sądów. W ten sposób Ogrodowa zostanie oddzielona.” (s. 166)


Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (17 lipca 1942)

„W czasie lekcji u mojej polonistki na Ogrodowej usłyszałam nagle strzały. Z początku myślałam, że to obława na szmuglerów, wzdłuż muru na Białej. Zbiegłam ze schodów i stanęłam w bramie czekając, aż ustaną strzały. Niedługo potem nadbiegł ojciec i, trzymając się murów, ruszyliśmy pędem do fabryki „Marcel”, położonej bardzo blisko stamtąd. Okazało się wkrótce, że strzały pochodzą z budynku sądu” (s. 52)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Wchodzimy w odcinek ulicy Ogrodowej, nagle ulica ta zostaje zamknięta. Od razu zaczyna się piekło wysiedlenia, ukraińcy i łotysze – piszę małą literą przez szacunek dla tych opryszków – uwijają się jak upiory, ci czują się w swoim żywiole, ubrani na czarno, posępne twarze, prawdziwy zespół diabelski! Byli godnymi kompanami SSmanów. My stajemy, nie mamy po co uciekać, przecież mamy dobre dowody. Nagle widzimy, jak jeden ukrainiec podchodzi do jednego „rikszarza” (ci, co jechali rikszami, nie podlegali wysiedleniom, by niemcy mogli jechać nimi, dokąd chcieli. Natomiast riksze towarowe były im mało potrzebne, więc zależało od szczęścia, mogli ich [rikszarzy] czasami zabrać lub nie). Otóż widzimy, jak ukrainiec podchodzi i mówi z nim coś, następnie widzimy, jak każe mu zejść. Widzimy, jak rikszarz trochę się waha, ten wpada w złość i zaczyna go bić. Chłopak leży na ziemi i ciągle jeszcze jest bity, na koniec słyszymy huk wystrzału i chłopak jest już wolny od cierpień tego świata, [od] nienawiści ludzkiej. Ukrainiec odchodzi, wyciera chusteczką diabelską twarz, która promienieje, zadowolony jest z siebie, zabawił się trochę.” (s. 103)

&amp;nbsp;

ADRESY:
- Ogrodowa 5,   - Ogrodowa 7,  - Leszno 53/55/Ogrodowa 14 (Sądy Grodzkie),   - Ogrodowa 15,   - Ogrodowa 17,   -  Ogrodowa 27,   - Ogrodowa 27-29,   - Ogrodowa 29,   - Ogrodowa 31,   - Ogrodowa 49,    - Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza),
OBSZARY:
- Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa, Solna, Orla)
TRASY:
- Trasa: Chłodna 2 - Ogrodowa 33,  - Trasa: Karmelicka 6 - Ogrodowa - Kurza,   - Trasa: Ogrodowa 5 - Żelazna 68 - Ogrodowa 5,  - Trasa: Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak,  - Trasa: Ogrodowa 17 (Główna Komenda) - Gęsia 22/24 (Areszt Centralny), - Trasa: Ogrodowa 17 (Główna Komenda) - Pawiak,  - Trasa: Ogrodowa 27,29 - Leszno 76,   - Trasa: Sochaczewska 10 - Ogrodowa 27,29,</document>
<document nplp_id="6201" title="ORLA" slug="orla">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, II D
„Czuło się zbliżającą burzę, nie można jednak było ustalić, przeciwko komu akcja jest skierowana, gdyż mordowano ludzi należących do najrozmaitszych ugrupowań i warstw społecznych. Co dzień prawie sprowadzano ze strony aryjskiej mężczyzn i kobiety, Polaków i Żydów, których zazwyczaj zabijano w bramach przy ulicy Orlej lub w ruinach. I to w biały dzień.” (s. 409)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Mimo wielkiej dyskrecji, wiadomym i znanym jest fakt, że np. już po zamknięciu getta, ale jeszcze przed definitywnym przeniesieniem wszystkich aryjczyków i ich przedsiębiorstw, były wysyłane za pośrednictwem niemieckiego adwokata przez pewne zasobniejsze firmy z ul. Leszno i Elektoralnej, przy poparciu czynników kościelnych z ul. Leszna, memoriały do władz niemieckim w sprawie wydzielenia z getta czworoboku: Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno. Niezależnie od wyłożonych kosztów, akcja z niewiadomych przyczyn spaliła na panewce.” (s. 148)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II

„W wielu kawiarniach odbywały się występy solowe, poświęcone częściowo muzyce lekkiej, ale również i poważnej: koncerty kameralne w Sali ŻSS na Tłomackiej, na Siennej. […] Jakiś stary, siwy pan grał na skrzypcach na Solnej lub Orlej. […] Na Elektoralnej słyszałem na podwórzu kilkakrotnie skrzypka, który grał pierwszorzędnie, mówiono, że był kiedyś członkiem orkiestry Filharmonii Warszawskiej.” (s. 199)

&amp;nbsp;
Marek Edelman 
ONI, II D
„Na ulicę Orlą dzień w dzień zajeżdża mały Opel, z którego Niemcy wyrzucają związanego człowieka i rozstrzeliwują go natychmiast w pierwszej z brzegu bramie. To złapany po „aryjskiej stronie” bez dokumentów – Żyd.” (s. 26)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ludzie wynoszą się z wyższych pięter. ‘Drużyna odkażająca’ zajmuje się zbieraniem trupów. Jak wozi się zwłoki na ręcznych wózkach ze zwisającymi rękami i nogami. Po 200 trupów w jednym domu. Rozdzierające lamenty i krzyki zasypanych w schronach, np. na Orlej.” (s. 3)
„Wczoraj (dwudziestego ósmego stycznia [1940]) hulały polskie bandy. Wyciągano ludzi z dorożek i bito ich nahajkami lub ‘na byka’. Bito na Lesznie, Elektoralnej, Orlej, Królewskiej, Marszałkowskiej i w innych miejscach.” (s. 63)
„Ostatnio krążą uporczywe pogłoski o getcie w Warszawie, o zamkniętym lub otwartym, z którego mają podobno zostać wyłączone ulice: Leszno, Elektoralna, Orla, Złota, Sienna i inne." (s. 91)
„Dziś zabrano rzeczy żydowskiemu krawcowi na Orlej. Asystował przy tym Żyd, który zrywał z palt kołnierze futrzane i chował je w zanadrze.” (s. 160)


ADRESY:
- Orla 2,   - Orla 4,  - Orla 6,  - Orla 13,  - Orla (numery parzyste)
OBSZARY:
- Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa/Solna/Orla),   - Obszar: czworobok Rymarska/Elektoralna/Orla/Leszno,
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla</document>
<document nplp_id="6202" title="SOLNA" slug="solna">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Już i duże getto kurczy się; wypadła już Chłodna, Żelazna do Leszna, Ogrodowa, Elektoralna, Orla, Solna i Leszno nieparzyste. „Czy jeszcze nie koniec? Więc to wszystko kłamstwo; likwidują więc wszystko i wszystkich, nie pozostawiając nic? Ani shopy, ani Wehrmacht, ani «ocalenie całości kosztem części» – wszystko to kłamstwo, kłamstwo i tylko kłamstwo?!!” – „Nie! To już kres, to na pewno już kres”. „Granicą będzie Leszno, mur będzie biegł środkiem jezdni; nieparzysta strona – aryjska, parzysta – do ghetta. Już postanowiono, już uzgodniono; na Ogrodowej już jest zatwierdzony nowy plan ghetta!”
Ghetto cofa się coraz bardziej do północy; jego granica południowa coraz bardziej zbliża się ku Umschlagowi. Ma się wrażenie, że to jest systematyczny proces, który będzie szedł coraz dalej, coraz dalej – aż obie granice: południowa i północna zleją się, spotkają się na Umschlagu. I wtedy będzie kres, materialny – nie idealny! Koniec ghetta warszawskiego, koniec egzystencji i koniec agonii. Raz wreszcie zakończy się ponury koszmar.” (s. 100-101)

Abraham Lewin
 ONI, III C
„Z rana zarząd Gminy wywiesił nowy rozkaz. Wszyscy Żydzi, którzy mieszkają przy Białej, Elektoralnej, Zielnej, Orlej, Solnej, Lesznie (po nieparzystej stronie), Ogrodowej, Chłodnej, winni opuścić swe mieszkanie do jutra 15 VIII. Wczoraj i dziś było bardzo dużo zabitych, są to ofiary blokad.” (s. 193)


Henryk Makower
JA, II
„W wielu kawiarniach odbywały się występy solowe, poświęcone częściowo muzyce lekkiej, ale również i poważnej: koncerty kameralne w Sali ŻSS na Tłomackiej, na Siennej. […] Jakiś stary, siwy pan grał na skrzypcach na Solnej lub Orlej. […] Na Elektoralnej słyszałem na podwórzu kilkakrotnie skrzypka, który grał pierwszorzędnie, mówiono, że był kiedyś członkiem orkiestry Filharmonii Warszawskiej.” (s. 199)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przyzwyczajono się już do łapanek na roboty. W tych dniach w jednym miejscu na Solnej ładowano meble na wóz, a nieopodal stały grupki Żydów; grzali się na słońcu i wcale się nie bali. W ostatnich dniach na wszystkich ulicach masowe łapanki do robót. Wchodzą nawet do mieszkań.” (s. 96)
„Na Solnej, Ciepłej wielki ruch, nie sposób przejść.” (s. 160)
ONI, II A
„14 grudnia krążyły pogłoski o podjęciu usilnych starań celem uzyskania dla Żydów zezwolenia na wychodzenie z getta na kilka godzin. Na Tłomackiem wacha wypuściła grupy kobiet i dzieci, aby kupiły chleb. Pozwolili wyjść grupami do 30 osób. Na Solnej wacha zezwoliła kupić chleb za pośrednictwem chłopców chrześcijańskich, ustalając przy tym opłatę 20 gr za przyniesienie chleba. Przywozi się całe wagony z mąką.” (s. 185)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A

„Wiecie przecież, że ulica Solna jest teraz stroną «aryjską». Do domów pożydowskich, które długi czas stały pustką, zaczynają po trochu wprowadzać się Polacy. Opowiadano mi, że wykryto tam niezwykły bunkier. Przez drzwiczki od pieca schodziło się w dół. Ale nie schodził żaden człowiek dorosły – dorośli byli w bunkrze – przez drzwiczki od pieca wchodziła i wychodziła mała dziewczynka i przynosiła żywność. Bunkier wykryła polska rodzina, która wprowadziła się do mieszkania”. (s. 204)

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F

– Aby tylko wyjść! Ja mam dobrą metę: bunkier… Jak stąd na Solną? Aby na Solną! Tam są nasi. (s. 96)



&amp;nbsp;
ADRESY:
- Solna 6,  - róg ulic Solna/Leszno,   - Solna/Hale Mirowskie,
OBSZARY:
- Obszar: Solna/Ciepła,  - Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem [Ogrodowa - Solna - Orla],
TRASY:
- Trasa: Solna 3 - Pawiak,  - Trasa: Elektoralna - Solna - Leszno - Żelazna - Krochmalna - Waliców - Grzybowska 26/28 (standardowa droga prezesa Czerniakowa),</document>
<document nplp_id="6206" title="NOWOLIPKI 59 (szop stolarski Hallmana)" slug="nowolipki-59-szop-hallmana">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Jak o dziwolągu mówią o shopie, gdzie nie trzeba się wykupywać i okupywać, gdzie fachowiec każdy – a wielu niefachowców – znajduje zajęcie i numerek, to stolarski shop Hallmana [przy Nowolipki 59], we wszystkich innych trzeba płacić.” (s. 83)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, III A (3.09.1942)
„Jak się podaje, szop Hallmanna będzie zlikwidowany lada dzień. Co się stanie z pozostałymi szopami, z nami wszystkimi – nie wiadomo. Nastrój jest bardzo przygnębiający. Śmierć czai się na każdym kroku.” (s. 292)
ONI, IV A (17.10.1942)
„Dziś wreszcie ma być wiadomo, jaki jest rezultat wysiłków w sprawie potwierdzenia istnienia szopów. Tymczasem mówi się, że sytuacja getta jest w ogóle bardzo niepewna i chwiejna. Są jednak tacy optymiści, którzy zapewniają, że do pierwszego stycznia sytuacja getta będzie stabilna i nie nastąpi już żadne wypędzenie. Dziś koło wieczora okazało się w końcu, że szopy Toebbensa [duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74] i Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] oraz szop Hallmanna [Nowolipki 59] zostały potwierdzone, jednakże [szop] Schillinga [stolarski – ul. Nowolipie 54 i Nowolipki 50], który po ostatnich redukcjach miał nie więcej niż stu robotników, został całkowicie zlikwidowany. OBW [Gęsia 30] znajduje się więc w wielkim niebezpieczeństwie. W najlepszym razie szopowi stolarskiemu grozi wielka redukcja. Z pięciuset „zabezpieczonych” w szopie ma zostać ledwo stu. Tak szepczą „ważni” – kierownicy. Jak mówią, ostateczne zamknięcie ma nastąpić dopiero za rok. Tymczasem pomieszanie wśród ludzi z szopów jest wielkie. Tracą głowę. Mówi się, że Krüger robi inspekcję w getcie i wszystkim cierpnie skóra.” (s. 308)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Stanęliśmy przed nowym problemem. Obok naszego domu znajdował się szop stolarski Niemca Hallmana. Wyrabiał on meble dla Niemców. Każdy szop koszarował swych pracowników w domach w pobliżu miejsca pracy. W tym celu Niemcy blokowali budynki, a mieszkańców wysyłali na Umschlagplatz. Hallman wezwał męża jako prezesa komitet domowego z kilkoma innymi z sąsiednich domów. Oświadczył, że kwestię mieszkań dla ludzi zatrudnionych u niego pragnąłby załatwić polubownie, a nie siłą jak w innych szopach. Prosił o zwolnienie na razie po 20 mieszkań w każdym domu. W miarę dalszego zapotrzebowania zawiadomi komitety domowe. Zwołano naprędce posiedzenie naszego komitetu i uchwalono, że małe rodziny mają ustąpić swe mieszkania i przenieść się do wyznaczonych mieszkań sąsiadów posiadających 2-3 pokoje. W ten sposób w ciągu dnia zwolniono żądaną ilość lokali. W innych domach postępowano w ten sam sposób.” (s. 31)
ONI, IV A
„Opowiadała Jula, że w szopie Hallmana na Nowolipkach odbył się pewnego razu wieczór rozrywkowy, urządzony przez pracowników. Uczestniczył w nim światowej sławy kantor Gerszon Sirota. Przed wojną był kantorem w synagodze przy ulicy Tłomackiej. Przed samym wybuchem wojny powrócił ze Stanów Zjednoczonych. Po rozpoczęciu likwidacji getta dostał się do Hallmana. Otóż tego wieczoru proszono go, by coś zaśpiewał. W odpowiedzi usłyszeli Kadysz, modlitwę za umarłych.” (s. 150)
&amp;nbsp;

Marek Edelman
ONI, IV B
„Gdy w końcu lutego 1943 r. Niemcy wzywają do wyjazdu shop stolarski Hallmana, z przeszło 1000 robotników zgłasza się 25. w nocy dwie grupy bojowe śmiałym wypadem podpalają magazyny shopu (w akcji bierze udział tow. Fryszdorf). Szkody wyrządzone Niemcom wynoszą przeszło 1.000.000 złotych. Cała dobrze obmyślona akcja niemiecka spala na panewce. Nazajutrz Niemcy wydają komunikat o rzekomych skoczkach spadochronowych, którzy dokonali akcji dywersyjnej.” (s. 49)
ONI, IV A
„Ż.O.B. zyskuje sobie pierwszą popularność. W dalszym ciągu przeprowadza jeszcze kilka akcji terrorystycznych na majstrach żydowskich, dających się najbardziej robotnikom we znaki. W jednej z takich akcji karnych na terenie Hallmana (Shop stolarski) niemieccy Werkschutze łapią i osadzają w miejscowym areszcie trzech bojowców. W nocy grupa z terenu Roehricha pod dowództwem towarzysza G. Fryszdorfa rozbraja wartę niemiecką i uwalnia naszych więźniów.” (s. 45)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
JA, II

„W niektórych szopach tworzy się dla całego bloku komitety pomocy, które pracowały z wielkim rozmachem. Jako przykład należy wymienić komitety pomocy z bloku szopu Hallmana (szop stolarski na Nowolipkach [59]), w którym autor tych słów wespół z dyr. Blochem zebrał w krótkim czasie w drodze opodatkowania sumę 50 tys. złotych. Dyr. Giterman podchwytuje ten pomysł i przenosi go do innych szopów.” (161-162)

JA, II-IV

„Dzięki poświęceniu jego [Natana Smolara] oraz towarzyszki Herzlicht[s] szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z czołowych kuchni dziecięcych w Warszawie, w której liczba uratowanych dzieci rosła z dnia na dzień. Podczas pierwszej akcji eksterminacyjnej Smolar poszedł do szopu braci Landau w OBW (Ostdeutsche Bauwerkstätte) [Gęsia 30], który był znany z koncentracji aktywu społecznego. Tow. Smolar wyuczył się stolarstwa i chodził na placówkę tej firmy na aryjską stronę, żeby zarobić na życie. Podczas drugiej akcji likwidacyjnej, w styczniu 1943 r., SS-mani otoczyli dom przy Miłej 56, w którym mieszkał tow. Smolar. Ukrył się on w mieszkaniu. Jakiś żydowski „Odrnungsman” odkrył jego kryjówkę i zaprowadził go do Niemców. Podczas schodzenia po schodach tow. Smolar uciekł i schował się w jakimś opuszczonym mieszkaniu. SS-mani i żydowski policjant szukali go, ale udało mu się zamaskować. W międzyczasi urządziliśmy w szopie Hallmanna przy Nowolipkach kryjówkę dla tow. Smolara. Grupa towarzyszy partyjnych, z tow. Lichtensztajnem na czele, zbudowała „bunkier” w piwnicy byłej szkoły im. Borchowa przy Nowolipkach 68. Wiedzieliśmy, że zbliża się ostatnia godzina dla ludności żydowskiej w Warszawie. Chcieliśmy za wszelką cenę uratować tak wartościowego człowieka jak tow. Smolar. Podjęto pewne kroki. Było już jednak za późno. Po raz ostatni spotkałem się z towarzyszami Smolarem i Lichtensztajnem w szopie Brauera na Nalewkach [28/30] w niedzielę 17 kwietnia 1943 r. W nocy wybuchła ostatnia akcja. O szarym świcie pożegnaliśmy się. Towarzysze Smolar i Lichtensztajn postanowili przekraść się do szopu Hallmanna. Co się z nimi po drodze stało – nikt nie wie. Zapewne nie dotarli do Nowolipek 68, gdyż co krok stały posterunki żandarmerii, SS i Ukraińców. Zostali prawdopodobnie zabici po drodze, jak tysiące innych Żydów warszawskich.” (s. 237-238)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Do prania przyszła Hańcia z Muranowskiej 38. W przeddzień prania w przedpokoju kuchennym Stefania Gliksberg policzyła bieliznę. […]
Do prania zdjęła bluzkę. Szyja jej i ręce były białe jak śnieg; oczy i włosy – czarne.
„Gdyby pani wiedziała, jaką ja mam piękną córkę! Ma osiemnaście lat. Pracuje w szopie Hallmanna".
Była szczęśliwa, że udało jej się umieścić córkę w tym szopie. Ciągle o tym mówiła.” (s. 167)

ONI, IV A

„Irka Goldstein, rodem z Kutna, była robotnicą w szopie Hallmanna. Szop ten wyrabiał zabawki. Była tam zapisana razem z rodzicami.
„Maluję zabawki”— powiedziała.” (s. 200)

</document>
<document nplp_id="6208" title="ŻELAZNA 99" slug="zelazna-99">Stanisław Gombiński

ONI, III B
„To Żydzi z Żelaznej 103. Tam rezydował sztab SS-owców, którzy tą akcją kierowali, oddział lubelski, z majorem na czele. Oni stali nad warszawską Sonderkommando. Zajęli cały dom dla siebie, na biura i pokoje mieszkalne. Prócz nich – kilkunastu z Sonderdienstu i Ukraińców. Całość zatrudniała 40-50 Żydów i Żydówek, w najrozmaitszym charakterze. Do gotowania żywności, do prania, do sprzątania pokojów, fryzjerów, pucybutów, szoferów i mechaników automobilowych. Ta grupa Żydów, wraz z rodzinami licząca sto kilkadziesiąt głów, zajmowała dwa przyległe domy: Żelazna 101 i Żelazna 99. Tam mieszkali. Nazywało się, że to są ci najpewniejsi, najlepiej zadekowani. Okazało się inaczej; w dzień wyjazdu, w dzień likwidacji kwatery, dobry gospodarz robi przecież generalne porządki w swym gospodarstwie: zabiera przedmioty potrzebne, na śmietnik wyrzuca graty i rupiecie. Tak też i tutaj: dziś, w sobotę [12.09.1942], oddział lubelski opuszcza Warszawę. Przed tym trzeba zrobić porządek z tymi ludźmi, którzy przez 7-8 tygodni pracowali koło nich, spełniając tysięczne usługi.” (s. 118)
</document>
<document nplp_id="6211" title="ŻELAZNA 101" slug="zelazna-101">Stanisław Gombiński 
ONI, III B
„To Żydzi z Żelaznej 103. Tam rezydował sztab SS-owców, którzy tą akcją kierowali, oddział lubelski, z majorem na czele. Oni stali nad warszawską Sonderkommando. Zajęli cały dom dla siebie, na biura i pokoje mieszkalne. Prócz nich – kilkunastu z Sonderdienstu i Ukraińców. Całość zatrudniała 40-50 Żydów i Żydówek, w najrozmaitszym charakterze. Do gotowania żywności, do prania, do sprzątania pokojów, fryzjerów, pucybutów, szoferów i mechaników automobilowych. Ta grupa Żydów, wraz z rodzinami licząca sto kilkadziesiąt głów, zajmowała dwa przyległe domy: Żelazna 101 i Żelazna 99. Tam mieszkali. Nazywało się, że to są ci najpewniejsi, najlepiej zadekowani. Okazało się inaczej; w dzień wyjazdu, w dzień likwidacji kwatery, dobry gospodarz robi przecież generalne porządki w swym gospodarstwie: zabiera przedmioty potrzebne, na śmietnik wyrzuca graty i rupiecie. Tak też i tutaj: dziś, w sobotę [12.09.1942], oddział lubelski opuszcza Warszawę. Przed tym trzeba zrobić porządek z tymi ludźmi, którzy przez 7-8 tygodni pracowali koło nich, spełniając tysięczne usługi.” (s. 118)

Abraham Lewin
ONI, III A (24.08.1942)
„Dzień mija niespodziewanie spokojnie. Czyżby nastąpił jakiś nowy przełom w biegu wydarzeń? Z Pawiaka wypuszczono dziś, jak podają, zagranicznych poddanych, których tu osadzono na 6 dni przed rozpoczęciem &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wypuszczono też radnych, których trzymano tu jako zakładników. Jeśli te wiadomości odpowiadaja prawdzie, to znaczy, że &amp;lt;akcja&amp;gt; ustała. Młodzieniec Samuel, przechodząc obok domu przy Żelaznej 101, widział jak banda pakowała swój łup do skrzyń i ładowała go na samochody. Należy się domyślać, że szykują się w drogę. Ale nawet zaprzestanie &amp;lt;akcji&amp;gt; nie może nam przywrócić spokoju ducha po tak strasznym wymordowaniu 2/3 żydowskiej ludności Warszawy. Już nigdy nie uwolnimy się od sierocej żałoby. Zwłaszcza ci spośród nas, którzy opłakują swych najbliższych.” (s. 205)

Adam Czerniaków
ONI, I

„14. Wasserman Pinkus     Żelazna 101” [19 VII 1940] (s. 106)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Odtąd [od lipca 1942] jedyną władzą sprawującą rządy nad Żydami było SS i Gestapo, zjednoczone w tzw. Befehlstelle przy ul. Żelaznej nr 103. Odtąd życie każdego Żyda złapanego przy aryjskiej stronie zależało od dyspozycji Befehlstelle z osławionym hersztem Brandem na czele. Wyroki śmierci wydawane przez Befehlstelle wykonywano zazwyczaj na podwórzu domu przy ul. Żelaznej nr 101. Wyroki wykonywano modo theutonico, skazańcom, obrabowanym ze wszystkiego, kazano się położyć na ziemi i wystrzałem z rewolweru w tył głowy kładziono kres ich męczarniom.” (s. 81)

JA, I (23.04.1940 – pierwszy dzień Pesach)

„Noc pierwszego dnia Pesach 1940 r. spędziliśmy w gronie kilku przyjaciół w mieszkaniu tow. Sagana przy ul. Żelaznej numer 101 (dom ten zyskał sobie później złą sławę w Warszawie; mieścił się tam od lipca 1942 r. Sztab Wysiedlenia, odbywały się tam masowe egzekucje Żydów ujętych po stronie aryjskiej). Wśród gości znalazł się również dyr. Giterman, który właśnie wrócił z niewoli niemieckiej. Giterman opowiadał dokładnie o swoich przeżyciach w niemieckiej niewoli. Przytoczył interesujące szczegóły o współżyciu Żydów i Polaków w obozie. Najzacieklejsi antysemici stali się w obozie najlepszymi przyjaciółmi swoich żydowskich towarzyszy niedoli, otwarcie mówili, że wcześniej bliżej nie znali Żydów i dlatego wierzyli we wszystko, co im nagadano, co pisała antysemicka prasa.” (s. 162-163)

</document>
<document nplp_id="6212" title="PAŃSKA" slug="panska-3">

Rachela Auerbach

ONI, II C

„Nowy wyczyn Frankensteina. Dziś w południe zastrzelił na ul. Pańskiej policjanta żydowskiego. &amp;lt;Ichr Kollege hat heute bei mir Pech gehabt&amp;gt; [Pana kolega miał u mnie dzisiaj pecha – przypis w tekście] zakomunikował on o tym w &amp;lt;gemütlichej&amp;gt; pogawędce pełniącemu dnia tego służbę na innym wylocie policjantowi żydowskiemu.” (s. 168-169)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A (sierpień 1942)
„Akcja trwa nieprzerwanie, rozwija się, już posuwa się ku centrum. Udział Niemców coraz znaczniejszy. Oto blokady wielkich odcinków Leszna, Nalewek, Gęsiej, Śliskiej, Pańskiej. To już nie są zaułki nędzy. Wszyscy przechodnie, wszyscy mieszkańcy objętych blokadą domów wypędzeni na jezdnię, kilka tysięcy ludzi, uszeregowanych w czwórki czy szóstki. Tu odbywa się selekcja. Podchodzi szereg do SS-owca, jeden rzut oka na dokumenty, na twarz i dotknięcie pejczą [sic], na lewo – to wolność, na prawo – to Umschlag.” (s. 84)
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (10.06.1942)
„Na Smoczej &amp;lt;junacy&amp;gt; zastrzelili dwóch chłopców przyglądających się rekwizycji składu kartofli i warzyw w podwórzu pod numerem 7; na rogu Wielkiej i Pańskiej żandarm zastrzelił Żyda; na Pańskiej zostali zamordowani dwaj Żydzi, na Prostej – jeden. Większa ilość Żydów miała zginąć na dziedzińcu &amp;lt;zajazdu&amp;gt; przy Grzybowskiej 32.” (s. 115)
&amp;nbsp;

Władysław Szpilman
JA/ONI, I
„W domu, do którego się wprowadziliśmy, mieszkała na czwartym piętrze pewna niewiasta - nauczycielka muzyki. Miała pecha: nazywała się Hoffer i była nieustraszona. Jej odwagę należałoby raczej uznać za przejaw dziwactwa. Nie było takiego nalotu, który mógłby ją zmusić, by zeszła do schronu i zrezygnowała z codziennych przedpołudniowych, trwających dwie godziny ćwiczeń na fortepianie. Z właściwym sobie uporem karmiła trzy razy dziennie ptaki, które trzymała na balkonie w klatkach. Tego typu tryb życia w oblężonej Warszawie wydawał się czymś dziwnym. Służące z całego domu, które zbierały się każdego dnia na polityczne konferencje u dozorcy, uznały to za zbyt podejrzane. Po długich debatach doszły do wniosku, że nauczycielka o tak bezwzględnie obco brzmiącym nazwisku jest Niemką, która sygnalizuje wrogiemu lotnictwu swą grą na fortepianie, będącą z pewnością tajemniczym szyfrem, gdzie należy zrzucać bomby. I zanim zdążyliśmy się zorientować, te rozwścieczone baby wtargnęły do mieszkania dziwaczki, sprowadziły ją na dół i uwięziły wraz z ptakami stanowiącymi dowód jej szpiegostwa w jednej z piwnic. Chcąc nie chcąc, uratowały jej tym sposobem życie: kilka godzin później jej mieszkanie zostało doszczętnie zniszczone przez jeden ze spadających pocisków." (s. 23)
JA, I
„Tego dnia miałem grać Chopina. Była to, jak się później okazało, ostatnia audycja żywej muzyki na antenie Polskiego Radia. Bomby spadały co chwile, w bezpośredniej bliskości studia, okoliczne zaś domy stały w ogniu. W takim huku nie słyszałem prawie dźwięku własnego fortepianu. Po koncercie musiałem czekać dwie godziny, nim ogień artyleryjski ustał na tyle, bym mógł udać się do domu. Rodzice, siostry i brat obawiali się już, że mogło mi się coś przydarzyć i przywitali mnie, jakbym powrócił z zaświatów. Tylko nasza pomoc domowa była zdania, że cały ten niepokój był niepotrzebny. Wyjaśniała: „Przecież miał przy sobie dokumenty i odnieśliby go do domu…” (s. 24)
„Po zmierzchu wychyliłem się z okna. Jasna od ognia ulica była pusta i rozbrzmiewało w niej od czasu do czasu echo eksplozji. Z lewej strony płonęła Marszałkowska, za mną Królewska i plac Grzybowski, na wprost zaś ulica Sienna. Ciężkie krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż -jak opowiadano - były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała, jedno z szeroko rozpostartymi ramionami, drugie zaś ułożone jak do snu. Przed bramą wejściową do naszego domu leżał trup kobiety z oderwaną głową i ramieniem. Obok niej przewrócone wiadro. Niosła wodę ze studni. Ciemną, długą strugą ślad jej krwi ciągnął się do rynsztoka i dalej do okratowanego ścieku.” (s. 25)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Trupy na ulicach. Na Pańskiej trup przykryty papierem. Zwłoki leżą na ulicach po kilka dni.” (s. 8)
„Na ulicy Pańskiej – mówią – urodziło się dziecko, które od razu zaczęło mówić. Zapowiedziało, że w Rosz ha-Szan nastąpi wybawienie Żydów, i natychmiast umarło.” (s. 91)
ONI, II A
„Niedawno słyszałem o jakimś chłopczyku z Pańskiej, który przepowiadał wyzwolenie. Przypomina to historię z XVII w. (w czwartym tomie dzieł Cinberga) o chłopcu z Gródka Jagiellońskiego, która poruszyła cały żydowski świat. Podobne warunki wywołują podobne sytuacje.” (s. 188)

Mary Berg
JA, II A

25.XII.40’: "Nasza grupa teatralna otrzymała kilka zaproszeń, by wystąpić w kawiarniach. Dysponujemy też własną salą i zamierzamy regularnie występować po południu dwa lub trzy razy w tygodniu. Wynajęliśmy szkołę tańca Weismana przy ulicy Pańskiej, choć przed wojną cieszyła się podejrzaną reputacją jako miejsce spotkań warszawskiego półświatka. Mieszkańcy dzielnicy nazywali niegdyś tę salę „starą speluną”. Ale teraz mamy własną publiczność, która nie dba o jej złą reputację i przychodzi na nasze występy bez względu na to, gdzie się odbywają. Co więcej, nie ma lepszej sali na całym obszarze tak zwanego małego getta, pomiędzy ulicami Sienną i Leszno" (s.95)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (koniec września – październik 1942)

„Ada, która pomagała pani Stefanii w gospodarstwie, mówiła, że jej wszystko jedno. (…) Była „dziką”. Pod karą śmierci nie wolno było dawać noclegu „dzikim”.
Mieszkała przedtem z rodzicami przy ulicy Pańskiej w „małym getcie”. (s. 155)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A
„A jeden wyjazd się nie odbył i to było szczęście. Miałam jechać do Lwowa z jedną Polką, podobno pewną. Nie znałam jej, to nie był mój kontakt. Miałyśmy po 2000 dolarów i po 100 000 złotych. Ja dostałam te pieniądze na Pańskiej, bo tam wtedy mieszkała cała komenda ŻOB.” (s. 201)
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV A

„Obecnie Pańska jest już „drugą stroną”, my namawiamy naszego niemca, by poszedł z nami kupić chleb, bo nie mamy co jeść. Był on, jak już zaznaczyłem, unikatem, no i tego samego dnia poszliśmy i każdemu kupiliśmy po dwa chleby, na pierwszy raz i to wystarczy.” (s. 152)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Pańska 10/12,   - Pańska 39,   - róg ulic Pańska/Bagno

TRASY:
- Trasa: Pańska - Śliska 52

OBSZARY:
- Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska</document>
<document nplp_id="6216" title="DZIELNA" slug="dzielna-2">
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III A
„[…] przez cały czas odbywa się wyławianie ludzi. Koledzy maskują swoimi plecami, zasłaniają horyzont Niemcom. Jest chwila! Skok do bramy, gotowe. Jeszcze w czasie selekcji, w pochodzie, w zwężeniach ulic, na skrętach Karmelickiej czy Dzielnej. Wielu ratują, ale to są jednostki. Ratują krewnych, przyjaciół, sąsiadów, ratują dla sportu, ratują dla pieniędzy. Ale olbrzymia większość pozostaje, idą – wreszcie wkraczają na Umschlag.” (s. 85)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A
„Getto będzie zajmować 1/3 albo ¼ obecnego terytorium, jeśli nie ukażą się nowe zarządzenia tego typu. Opróżniają ulice, które już przedtem oddano niemieckim firmom. Ogrodzono je już parkanami, np. Mylną, Nowolipie, Dzielną itd. Nienasycone wraże łapy znów po nas sięgają. Wczoraj zabrali setki urzędników z Gminy, ŻS[S], JHK. Stał Brandt, komendant gestapo, i własnoręcznie bił zatrzymywanych. Bili Jakuba, Frumę i Uriego.” (s. 196-197)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Gdy pojechali na ul. Dzielną (Amerykański Czerwony Krzyż), Niemiec chciał, żeby powiedzieli, iż punkty te są punktami przejściowymi [dla uchodźców], ale kiedy Amerykanin zapytał pierwszego Żyda, ten odpowiedział, że wygnano go z jego miasta i teraz tuła się. W ten sposób [Amerykanie dowiedzieli się, że to nie są] punkty przejściowe.” (s. 84)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, III A

22.VII.42’: „Dzisiaj policja żydowska zabrała z ulic wszystkich żebraków i opróżniła obozy dla uchodźców. Tych nieszczęśników zamknięto w wagonach towarowych bez wody czy żywności. Transporty wysyła się w kierunku Brześcia, lecz czy oni kiedykolwiek tam dotrą? Wątpliwe, by wszyscy ci przymierający głodem ludzie dojechali żywi do miejsca przeznaczenia – zginą w zamkniętych wagonach. W każdym wagonie stłoczono setki osób. Polski strażnik więzienny, który szeptem opowiedział nam o wszystkich szczegółach, miał łzy w oczach. Mieszka obok ulicy Stawki i był świadkiem straszliwych scen – ludzi zaganiano do wagonów pejczami, jak bydło. Dzisiaj otrzymaliśmy od wuja Abiego paczkę żywnościową, do której dołączył list. Na nasze szczęście wuj służy w policji, w przeciwnym razie nie wpuszczono by go na Dzielną. Krótka notka od niego wyraża rozpacz. Wuj nie godzi się z myślą, że jako policjant będzie musiał pomagać w deportacji, i myśli o zrezygnowaniu z pracy. Z drugiej strony jednak stanowisko chroni go przed wysiedleniem. Pyta nas, co o tym sądzimy” (s. 279).

JA/ONI, III A

22.VII.42’: "Z naszego okna widzę, że coś niezwykłego dzieje się w domu dziecka Korczaka. Co pewien czas ktoś wchodzi i po kilku minutach wychodzi, prowadząc dziecko. Muszą to być rodzice lub krewni dzieci, którzy w tej tragicznej chwili chcą mieć przy sobie pociechy. Dzieci wyglądają na czyste, ubrane są biednie, lecz schludnie. Kiedy wychylam się przez okno, widzę róg Smoczej. Panuje okropne zamieszanie; ludzie biegają tam i z powrotem jak opętani. Niektórzy dźwigają tobołki, inni załamują ręce. Ulica Dzielna musiała zostać otwarta dla ruchu ulicznego, bo nagle pojawiło się tam wielu przechodniów, a do tej pory była pusta. Często widuję tam całe rodziny: rodziców z dziećmi, matki z niemowlętami na rękach, podążające za nimi starsze dzieci. To muszą być Żydzi dobrowolnie zgłaszający się do wysiedlenia – ci, którzy nie mają innego wyjścia, żadnej możliwości ukrycia się" (s. 280).

JA, III A

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Wczoraj ujrzałam oddział Ukraińców i „szaulisów” (Litwinów) uzbrojonych po zęby, w hełmach na głowach, którzy biegli Dzielną. Panowała cisza, gdy znienacka posłyszałam tupot butów. Żołnierze biegli z bagnetami na broni, jak do ataku na froncie. Ci na końcu oddziału mieli w rękach małe siekiery, jakich się używa do rozbijania drzwi zabarykadowanych mieszkań. Te bestie często wykorzystują je także przeciwko ludziom. Najgorsi ze wszystkich są właśnie Litwini" (s. 286).

JA/ONI, III A

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Ulica Dzielna już nie jest pusta. Stale maszerują nią prowadzone przez nadzorców duże grupy robotników zmierzających do różnych obozów pracy. Dom dziecka Korczaka przekształcono w magazyn rozmaitych towarów i mebli. Znosi się tu także obuwie i odzież – najwyraźniej mienie pozostałe po wymordowanych. Niemcy systematycznie opróżniają mieszkania, z których wyciągnęli Żydów. Wielu ludzi zatrudnili do sortowania łupów. Wczoraj widzieliśmy, jak kilkadziesiąt kobiet sprząta pomieszczenia domu dziecka. Na drugim piętrze, od frontu, w jednym ze środkowych pokoi, zorganizowały gabinet dla Niemca nadzorującego sortowanie. Widziałam, jak wstawiają tam meble; na biurku ustawiły wazon z kwiatami" (s. 291).

ONI, III C

19.IX.42’: "Nadal trwa strzelanina, codziennie giną setki ludzi. Getto jest przesiąknięte krwią. Ludzie bez przerwy maszerują Dzielną w kierunku Umschlagplatzu przy ulicy Stawki. Żadne stanowisko czy zajęcie nie zapewnia już pełnej ochrony. Ostatnio deportuje się nawet rodziny zatrudnionych, głównie kobiety i dzieci. Kilka tygodni temu hitlerowcy zaczęli robić obławy na żony i dzieci mężczyzn zatrudnionych u Toebbensa i Schultza. Niepracujący są bezwzględnie wyciągani z domów. Rodzice obecnie zabierają swoje dzieci do pracy albo chowają je w jakiejś kryjówce" (s. 295).

ONI, IV A

22.IX.42’: „Gdy zapadł zmrok, dojrzeliśmy pożary w kilku miejscach miasta, następnie znienacka podniósł się ryk fabrycznych syren zwiastujący zbliżający się nalot. Wkrótce dotarł huk dział przeciwlotniczych i wybuchów bomb. Od dawna nie słyszeliśmy tak silnych detonacji. Gęsty mrok nad miastem rozdarły rozbłyski rakiet. W powietrzu wybuchały setki bomb. Matka, Ann i ja przytuliłyśmy się do siebie i drżałyśmy wraz z całym budynkiem więzienia. Wydało się nam, że lotnicy biorą więzienie na cel, wyraźnie słyszałyśmy bomby spadające na przyległe ulice: Nowolipie, Nowolipki, Nalewki, Gęsią. Jedna z bomb spadła na więzienny dziedziniec, niedaleko od naszego budynku – eksplozja wstrząsnęła murami tak silnie, iż przez chwilę myślałyśmy, że runą” (s. 302-303).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Po paru dniach znalazłyśmy z Helą [Hela Kleison – dop. AKR] mieszkanie, pokoik sublokatorski na Dzielnej, blisko getta, i tam byłyśmy zameldowane, oczywiście na „lipnych” dokumentach, które dostałyśmy od razu.” (s. 141)
JA/ONI, IV B/V (18/19 IV 1943)
„ I potem już była noc z 18 na 19 kwietnia. Spałyśmy z Helą Keilson w naszym pokoiku na Dzielnej, a rano usłyszałyśmy strzały.
Rano usłyszałyśmy strzały. Z daleka. To nie było w „naszym” domu, ani na naszej ulicy. Ubrałam się, zeszłam na dół i dowiedziałam się, że to w getcie.” (s. 150-151)
JA, V (19 IV1943)
„Ludzie mówili: „Zaczęło się".
Więc poszłam na górę i powiedziałam to Heli [Helena Keilson – dop. AKR], a ona tak jakby zapadła się w sobie. Miała szarą twarz. Ale ja jej nie pocieszałam.
- Wychodzę - powiedziałam.
A ona powiedziała „Idź” – i nic więcej.
Ubrałam się starannie. Włożyłam tę najlepszą garsonkę, uczesałam się, upudrowałam, umalowałam usta. Jeszcze przed wyjściem popatrzyłam w lustro. Wszystko w porządku. Zwykła twarz.
U ulicznej kwiaciarki kupiłam pęk kaczeńców. Taki duży. Trzymałam te kwiaty w obu rękach i mogłam w nich zanurzyć twarz. Że to radość wiosna. Wielki Tydzień. Poniedziałek.
I poszłam. Na plac Krasińskich. Najbliżej domu. Same mnie nogi poniosły tam, pod mur.” (s. 151)

Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Korzystając z chwilowego spokoju, udałam się z ojcem do Marka na Nowolipki. […] Zajęty był właśnie przewożeniem rzeczy swego wujka, Józka Traumana z Dzielnej.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II D

„[…] rodzice nie spali już w domu, a my sami też staraliśmy się spać, gdzie się dało. Nie można było przewidzieć, co ci mordercy mają za plany. Spaliśmy na Dzielnej u wujka w piekarni. Kiedyś wstajemy bardzo wcześnie i stajemy w bramie, ale na warkot auta wstrzymaliśmy się z wyjściem. Oto nadjechało auto, zatrzymuje się tuż za naszą bramą, wysiada człowiek ubrany czarno, widać, że wraca niby z jakiegoś balu, wysiada i idzie pospiesznie. Z auta wychyla się demon w ubraniu SS i wyciąga rewolwer, celuje i słychać wystrzał. W następnej chwili auto znika, a człowiek leży w jeziorze krwi, dogorywa. Wylatuję z bramy i pochylam się nad konającym człowiekiem. Z jego piersi wyrywa się charkot, M-o-r-d-e-r-c-y!!! Już tego człowieka nikt nie uratuje, już on się wydostał z rąk Niemców. Narodowości nie można było orzec z wyglądu, ale pewne jest, że został przywieziony z aryjskiej strony. Był to jeden z tysiąca wypadków, codziennie było takich scen kilka.” (s. 92)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Dzielna 1 (teatr "Eldorado"),   - Dzielna 2, - Dzielna 4,   - Dzielna 7 (synagoga Morija),   - Dzielna 13,   - Dzielna 15,   - Dzielna 17,   - Dzielna 24/26 (Pawiak),  - Dzielna 24,   - Dzielna 25,   - Dzielna 27-31,   - Dzielna 31,   - Dzielna 31, 33,   - Dzielna 35/37,   - Dzielna 38,   - Dzielna 39,   - Dzielna 61 (dom dziecka "Dobra Wola" "Centosu"),   - Dzielna 67 (internat "Centosu"),    - róg ulic Dzielna/Karmelicka,  - róg ulic Dzielna/Więzienna, - róg ulic Smocza/Dzielna, - Dzielna 24, - Dzielna 27-31,
OBSZARY:
- Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhof/Nowolipki/Karmelicka,
TRASY:
- Trasa: Dzielna - Wołyńska,   - Trasa: Dzielna 21 - Pawiak,  - Trasa: Dzielna 24/26 - Karmelicka Al. Szucha 25,  - Trasa: Dzielna 24/26 (Pawiak) - Dzielna 18,  - Trasa: Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa:  Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak,  – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,     - Trasa: Smocza - Dzielna 38 (mykwa),   – Trasa (omnibusów - "kohnhellerek"): Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie - Żelazna - Leszno,
</document>
<document nplp_id="6217" title="DZIELNA 39" slug="dzielna-39">Stanisław Gombiński
ONI, III A   (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)

Ludwik Hirszfeld
ONI, III A
„Korczak nie uchylał się od żadnej pracy. Był tam dom dla podrzutków przy ulicy Dzielnej. Było to piekło na ziemi. Pomieszczenie dla kilkuset mieściło kilka tysięcy dzieci. Przy wejściu uderzał zapach kału i moczu. Niemowlęta leżały zanieczyszczone, pieluch nie było, zimą mocz zamarzał i na tym lodzie leżały zamrożone trupki.” (s. 376)

Janusz Korczak
JA, II D
„Domagają się ode mnie życzliwi, bym napisał testament. Czynię to obecnie w swym curriculum vitae, składając ofertę na posadę wychowawcy w internacie dla sierot Dzielna 39.” [Pam. s. 149]
JA, II D
„Zdecydowałem zamknąć się w obozie koncentracyjnym dla sierot okrzyczanego na całą dzielnicę Sierocińca Dzielna 39 (jeśli wierzyć alarmom, umiera tam parę dziesiątków dzieci dziennie). – Karkołomne przedsięwzięcie, ale trzeba sprobować zaradzić temu.” [Nowe, s. 59]
JA, II D
„Wysłałem pięć jednobrzmiących listów do pana prezesa Czerniakowa, do pana dr. Wielikowskiego, do prezesowej Mayzlowej, radnego Glücksberga i kierownika Wydziału Opieki Lustberga. Treść listu:
Zapytujemy:
1. Czy Pan wie, że dzieci w Sierocińcu Dzielna 39 przebywają w nieogrzewanym lokalu?
2. Czy Pan wie, że dzieci w Sierocińcu Dzielna 39 nie mają obuwia ani zimowej odzieży?
3. Czy Pan wie, że dzieci w Sierocińcu Dzielna 39 otrzymują zupę obiadową w różnych porach dnia – w 200-gramowych kubkach?
(…)
Niezależnie od tego do naczelnika Hendla, pułkownika Szeryńskiego i lekarza-pułkownika Kona zamierzyłem wysłać następujące żądanie:
„Należy niezwłocznie wszcząć i błyskawicznie przeprowadzić śledztwo w sprawie masowego morderstwa dzieci w internacie Dzielna 39. – Wystarczy paru dni, aby zamrozić na śmierć głodne dzieci – to właśnie dzieje się rzekomo w tej szatańskiej spelunce”.
(…)
Zanotowałem z przemówienia dr. Mayznera następujące zdania:
1. Internat znajduje się na dnie przepaści.
2. Już zaczynają umierać dzieci szkolne. – Dzieci są u kresu możliwości.
3. Siedemnaście osób personelu chorych na tyfus.
4. Nie należy nikogo oskarżać w myśl rosyjskiego przysłowia: „Leżaszczewo nie bijut”.
5. Należy rozładować internat – rozesłać żywe jeszcze dzieci do innych zakładów, a Dzielną 39 zamknąć.
Propozycja ta została odrzucona jednogłośnie. – Dzielną 39 należy utrzymać – pomóc – zreorganizować – usunąć niedołężnych i nieuczciwych pracowników.
(…)
Rzecz o chłopcu nazwiskiem Zuzel:
1. Spotkałem się z nim jako pacjent[em?] szpitala na Dworskiej przed dwoma laty, potem po przeprowadzce widziałem go na Lesznie. – Chłopiec dziesięcioletni, faworyt całego personelu i chorych – wesoły, przedsiębiorczy, energiczny – zdrowy i silny – typ Gavroche’a z Misérables.
2. Spotkałem go na ulicy, już jako wychowańca internatu na Dzielnej: ospałym krokiem wlókł się w stronę Smoczej. Z trudem poznałem tego dziś już starca.
3. Podczas lustracji zakładu postać jego była bolesnym dokumentem, jak szybko odbywa się tu zagłada starszych, zdrowych i uprzednio dobrze odżywianych dzieci w wieku szkolnym.
(…)
List do żony piekarza:
„Dobra i miła Pani. Czy słyszała Pani o nieszczęsnym sierocińcu na ulicy Dzielnej 39? – W styczniu zmarło dziewięćdziesięcioro sześcioro dzieci.
Dziś Śliska, dawniej Chłodna, jeszcze dawniej Krochmalna ma 200 kilo sucharków z tych, które Szanowna Pani ofiarowała. – Ileż one dobrego przyniosły, gdy nie bywało chleba.
Pozwolę sobie odwiedzić Panią, by poprosić o radę (próba chleba) – by poprosić o ofiarę dla dzieci z niedomaganiami przewodu pokarmowego”. [Pam., s. 160-174]
JA, II D
„Może tak lepiej będzie zacząć:
Jak i dlaczego się tu wziąłem i po co?
W akcji gorących westchnień i serdecznych ubolewań nad losem dzieci, takoż zjadliwych oskarżeń personelu Dzielnej, brała udział też „Pomoc dla Sierot”.
W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Zejdźcie ze swego Olimpu na ten padół płaczu i czyńcie”. – Żądanie słuszne. – Uważałem za obowiązek w braku innych chętnych wziąć na własne barki ten ciężar ponad siły.
Oto dlaczego jestem tu, a nie w bursie na Gęsiej, nie w szlachtuzie pana Henryka Kahana na Stawkach.
Zobowiązanie na miesiąc. – Na ten czas wziąłem urlop z własnego zakładu uchodzącego niesłusznie za raj, oazę, wyspę szczęśliwości, właśnie ów błogosławiony Olimp, z którego zestąpiłem ze znacznym opóźnieniem.
Może słuszniej tak zacząć:
Sądziłem, że personel Dzielnej – część bohaterzy i męczennicy, część kryminaliści. – Spotkałem sutenerów historii i białe niewolnice. – Na szczęście dla jednych i dla drugich – nieprzytomni, półprzytomni – zaczadzeni – lunatycy: nie rozumują, nie wiedzą, nie widzą.” [Pam., s. 183-184]
JA, II D
„Luty – Dzielna 39. – Skróty.
Kiedy dziesiąta osoba napastuje mnie o decyzję w sprawie cukierków i pierniczków – wpadam w szał. – Nie ma zagadnień prócz pierniczków.” [Pam., s. 88]
JA, II D
„A teraz na Dzielnej widziałem inne dziecko: nie wiem, czy to był [chłopiec, czy dz]iewczynka. I tak samo nie pamiętam twarzy ani nie znam imienia; tyle wiem tylko, że to był przedszkolak.
A stało się w sypialni na Dzielnej. – Akurat przechodziłem – było już trochę ciemno. – Zatrzymałem się przy łóżku, na którym leżało dziecko. – Myślałem, że chore i o nim zapomnieli. Bo często zdarzało się tak.
Nachyliłem się i widzę, że dziecko nie żyje.
I w tej właśnie chwili wchodzi mały przedszkolak i kładzie na poduszce zmarłego chleb z marmoladą.
– Po co mu to dajesz?
– Bo to jego porcja.
– Ale on już nie żyje.
– Ja wiem, że nie żyje.
– A skąd wiesz?
– No... przedtem miał otwarte oczy, a z nosa i ust puszczał takie bańki. Widzi pan, to mokre na poduszce to jego ślina. – Bo potem zamknął oczy i już nie oddychał.
– Więc po co położyłeś chleb?
– Bo to jego porcja – powiedział mały niecierpliwie, że zadaję niepotrzebne pytania, że ja, duży doktór, nie rozumiem takiej zrozumiałej rzeczy: „To jego porcja i żywy czy umarły ma prawo do swego chleba z marmoladą”. [Pam., s. 199-200]
JA, II D
„Istnieje obawa, że rozejdzie się pogłoska o reformach na Dzielnej 39 – pod okiem „bogatego wuja z Ameryki” – i bezradne i występne rodziny szturmować będą masowo o przyjęcie dzieci.” [Pam., s. 190]
JA, II D
„Sprawozdanie z drugiej dekady (Dzielna 39).” [Pam., s. 192]
JA, II D
“Kończy się mój miesiąc na Dzielnej. – Zgłaszam kandydaturę na ordynatora oddziału konających dzieci. (Bywali tybetańscy lekarze chorób nieuleczalnych).” [Pam., s. 203]
JA, II D
„Wśród wielu niedoborów jako pracownik posiadam, niestety, przerost krytycyzmu w stosunku do swojej osoby i poczynań. – O ile w Domu Sierot wiem mniej więcej, kim jestem, co robię, w jakiej roli i celu drepcę, o tyle na Dzielnej wikłam się i błądzę.” [Pam., s. 176]
JA, II D
„Piszę do Przyjaciół z ulicy Dzielnej…
(…) Może przyszły seder spędzimy razem? Bardzo tego pragnę.
Może za rok będziemy blisko mieszkali? Byłoby to wygodne. – Bo teraz z Dzielnej na Sienną jest bardzo daleko.” [Pam., s. 220, 222]
JA, II D
„Czekam cierpliwie, co będzie. Bóg nagrodził mnie czy pokarał dwoma internatami: Dom Sierot (tylko dwieście dzieci), Główny Dom Schronienia (tylko pięćset pięćdziesięcioro dzieci).” [Nowe, s. 82]
JA, II D
„Już Śliska 9 jako tako (na razie do połowy września). – Ale śmiertelnie źle z Dzielną 39.
Na Śliskiej dzieci dwieście, na Dzielnej pięćset. Liczba z każdym dniem wzrasta, bo jest to dom podrzutków, a więc jedyny internat, gdzie przyjmuje się dzieci żywe i konające bez papierów i bez protekcji loco i franko.
Wygląd ich jest taki, że gdy idą na Spokojną do kąpieli, junacy częstują je chlebem na granicy między Warszawą i dzielnicą.” [Nowe, s. 93]
JA, II B/ II C/ II D
„Niech Felunia po raz ostatni zastanowi się, czy chce być u nas i chodzić do szkoły – czy też woli wrócić tam, skąd przyszła.
Może właśnie tam na Dzielnej 39 są takie porządki, że dobrzy umierają, a Feluniom jest właśnie dobrze. – Kłamie, ale lizuch, kradnie, ale tylko dzieciom. – Personelowi ani nie kradnie, ani nie odszczekuje, więc może personel tam nie będzie wtrącał się do Feluni.” [Nowe, s. 188]
JA, II D
„Ciężki miałem dzień.
Konferencja z dwoma panami, magami opieki społecznej. – Potem dwa wywiady – jeden ten właśnie z awanturą. – Potem posiedzenie Zarządu.
Jutro – Dzielna 39.” [Pam., s. 25]
JA, II D
„Kolega czy dwaj koledzy z Dzielnej, nie bez udziału koleżanki nie z Dzielnej, zadenuncjowali mnie przed Radą czy Izbą Zdrowia, że ukrywam tyfusy. – Zaniedbanie każdego przypadku pociąga za sobą karę śmierci.
Więc co jest?
Byłem w Urzędzie Zdrowia, jakoś załagodziło się i ustaliło na przyszłość. – Napisałem dwa listy do dwóch urzędów. Do jednego urzędu, że obiecują i nie dotrzymują obietnicy. Do drugiego urzędu wystosowałem zapytanie, co zamierzają zrobić ze mną i moją placówką nową na Dzielnej.” [Pam., s. 72]
JA, II D
„Plan dzisiejszej niedzieli.
Rano na Dzielną 39. – Po drodze do Kona.” [Pam., s. 82]
JA, II D
„Zrozumiałem wczoraj podczas obliczania głosów personelu z Dzielnej istotę ich solidarności.
Nienawidzą się wzajemnie, ale żaden nie pozwoli ruszyć drugiego.” [Pam., s. 112]
JA, II D
„Idę teraz na Dzielną.” [Pam., s. 116]
JA, II D
„Na Dzielną na razie tona węgla – do Rózi Abramowicz. Pyta się ktoś, czy tam bezpieczny węgiel.
Odpowiedzią uśmiech.” [Pam., s. 138]
JA, II D
„Spodziewam się spotkać kilka takich Łaj – bohaterek w rzeźni dzieci (i domu przedpogrzebowym) na Dzielnej 39.
Szpital pokazał mi, jak godnie, dojrzale i rozumnie umie umierać dziecko.” [Pam., s. 151]

Emanuel Ringelblum
ONI, II

„[Korczak] Budził i wzywał całą ludność do okazywania pomocy głodującym dzieciom; tam, gdzie groziło szczególnie wielkie niebezpieczeństwo, interweniował osobiści. Tak było z zakładem dziecięcym przy Dzielnej 39 – w tamtejszym zakładzie położniczym ginęły jak muchy. Wstrząsnęło to Warszawą. Dr Korczak przejął kierownictwo zakładu i położył kres panującym tam porządkom.” (s. 230)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, IID

20.VII.42’: „Z pozostałych okien wychodzących na ulicę Dzielną widzę przechadzających się tam i z powrotem policjantów na służbie. Nie ma tu przechodniów, ponieważ ulice Pawia i Dzielna, biegnące równolegle po obu stronach budynków więzienia, są zamknięte dla ruchu ulicznego. Niedaleko naszych okien widzimy czasem policjanta żydowskiego wychodzącego z posesji przy Dzielnej 27–31, gdzie mieści się dom dziecka doktora Janusza Korczaka. Przez okna tego domu mogę dojrzeć liczne małe łóżka. W chwilach ciszy dochodzą mnie urocze głosy mieszkających tam dzieci, zupełnie nieświadomych rozgrywających się wokół nich wydarzeń” (s. 275).

JA/ONI, IIIA

22.VII.42’: "Z naszego okna widzę, że coś niezwykłego dzieje się w domu dziecka Korczaka. Co pewien czas ktoś wchodzi i po kilku minutach wychodzi, prowadząc dziecko. Muszą to być rodzice lub krewni dzieci, którzy w tej tragicznej chwili chcą mieć przy sobie pociechy. Dzieci wyglądają na czyste, ubrane są biednie, lecz schludnie. Kiedy wychylam się przez okno, widzę róg Smoczej. Panuje okropne zamieszanie; ludzie biegają tam i z powrotem jak opętani. Niektórzy dźwigają tobołki, inni załamują ręce. Ulica Dzielna musiała zostać otwarta dla ruchu ulicznego, bo nagle pojawiło się tam wielu przechodniów, a do tej pory była pusta. Często widuję tam całe rodziny: rodziców z dziećmi, matki z niemowlętami na rękach, podążające za nimi starsze dzieci. To muszą być Żydzi dobrowolnie zgłaszający się do wysiedlenia – ci, którzy nie mają innego wyjścia, żadnej możliwości ukrycia się" (s. 280).

ONI, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Dom dziecka doktora Janusza Korczaka stoi teraz pusty. Kilka dni temu wszyscy staliśmy przy oknie i patrzyliśmy, jak Niemcy otaczają budynki. Rzędy dzieci trzymających się za rączki zaczęły wychodzić z bramy. Były wśród nich maluchy w wieku dwóch czy trzech lat, a najstarsze miały zapewne po trzynaście. Każde dziecko niosło mały pakunek. Wszystkie miały na sobie białe fartuszki. Szły parami, spokojne, nawet uśmiechnięte. W najmniejszym stopniu nie przeczuwały, jaki los je spotka. Pochód zamykał doktor Korczak, który pilnował, żeby dzieci nie wchodziły na chodnik. Co pewien czas z ojcowską troską gładził któreś po głowie lub ramieniu i wyrównywał ich szeregi. Był ubrany w buty z cholewami, w które wetknął nogawki spodni, płaszcz z alpaki i granatową czapkę „maciejówkę”. Szedł pewnym krokiem, towarzyszył mu w białym kitlu jeden z lekarzy domu dziecka. Ta smutna procesja zniknęła na rogu Dzielnej i Smoczej. Szli w kierunku Gęsiej, w stronę cmentarza. Na cmentarzu wszystkie dzieci zostały zastrzelone. Nasi informatorzy donieśli nam, że doktor Korczak musiał patrzeć na egzekucję, a potem sam został rozstrzelany" (s. 284).

JA/ONI, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Ulica Dzielna już nie jest pusta. Stale maszerują nią prowadzone przez nadzorców duże grupy robotników zmierzających do różnych obozów pracy. Dom dziecka Korczaka przekształcono w magazyn rozmaitych towarów i mebli. Znosi się tu także obuwie i odzież – najwyraźniej mienie pozostałe po wymordowanych. Niemcy systematycznie opróżniają mieszkania, z których wyciągnęli Żydów. Wielu ludzi zatrudnili do sortowania łupów. Wczoraj widzieliśmy, jak kilkadziesiąt kobiet sprząta pomieszczenia domu dziecka. Na drugim piętrze, od frontu, w jednym ze środkowych pokoi, zorganizowały gabinet dla Niemca nadzorującego sortowanie. Widziałam, jak wstawiają tam meble; na biurku ustawiły wazon z kwiatami" (s. 291).

JA, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Wpadłam niemal w histerię, gdy wśród kobiet myjących okna i podłogi nagle rozpoznałam Edzię, a po chwili zobaczyłam rozmawiającego z nią Zeliga Zylberberga*. Oni też mnie dostrzegli i gdy niemiecki nadzorca opuścił pokój, zaczęliśmy rozmawiać. Powiedzieli mi, że od dwóch tygodni są małżeństwem, a na ślub przyszło wielu przyjaciół. Ceremonia odbyła się w tym samym czasie, gdy hitlerowcy zablokowali Niską, ich ulicę. „Mieliśmy trudności ze sprowadzeniem rabina”, krzyknęła do mnie Edzia. Zelig pracuje jako nadzorca, co chroni oboje przed deportacją" (s. 292).

JA/ONI, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Wśród robotników zatrudnionych po drugiej stronie ulicy rozpoznałam innych znajomych. Brat Edzi Piaskowskiej nadzoruje dużą grupę pracujących na terenie domu dziecka. Zelig zaś jest nadzorcą w budynku przylegającym do naszego, przy Dzielnej 24. Na parterze przy Dzielnej 27–31 trwa sortowanie artykułów aptekarskich. Widzimy pracowników układających buteleczki, słoiczki, pudełka i różne szklane flakony – wszystko zrabowane z aptek w getcie. W oknie na parterze dojrzałam jednego z moich dawnych nauczycieli ze szkoły rysunku. Często zerka na mnie w górę i uśmiecha się gorzko. O czym myśli? Jego uczennica tkwi za kratami, on zaś trudzi się pod hitlerowskim batem" (s. 294).

ONI, IVA

5.X.42’: "Codziennie tuziny wozów dostarczają meble i inne przedmioty do magazynów na zrabowane mienie żydowskie, utworzonych w domach przy Dzielnej, naprzeciw więzienia. Niektórzy internowani rozpoznali na tych furmankach własne umeblowanie. Okropnie jest także wtedy, gdy często jako woźniców da się rozpoznać bliskich znajomych – lekarza, inżyniera, kiedyś zamożnego kupca albo prawnika. Hitlerowcy do najcięższych prac fizycznych wybierają intelektualistów" (s. 311-312).

JA/ONI, IVA

1.XII.42’: "Niemiec kierujący sortowaniem mienia w domu naprzeciw więzienia dręczy swoich robotników. Czasem widzę, jak rozkazuje komuś wystąpić z szeregu i paść na ziemię dwadzieścia razy. Ofiara musi upaść twarzą w śnieg lub błoto. Żeby podtrzymać przerażenie robotnika, Niemiec mierzy doń z rewolweru. Ów hitlerowiec przetrzymuje w chłodzie na ulicy ludzi zmęczonych pracą, spieszących się do domów, rozkazując im maszerować tam i z powrotem i zatrzymując ich co pewien czas, żeby przeliczyć. Robotnicy zatrudnieni w budynkach stojących obok więzienia i naprzeciw znają wszystkich internowanych. Kiedy nadzorcy na chwilę się oddalą, pracownicy zamieniają z nami kilka słów. Pytają, kiedy wyjedziemy do Ameryki i opowiemy światu o tym, co tu się dzieje. My zaś patrzymy na to bezradnie, nie mogąc nic dla nich zrobić" (s. 326).
</document>
<document nplp_id="6218" title="LESZNO 14" slug="leszno-14">Stanisław Gombiński
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)


Henryk Makower
ONI, II
„Była też powołana przez Czerniakowa na rozkaz Niemców Służba Porządkowa i jej konkurencja - &amp;lt;trzynastka&amp;gt;.O tej ostatniej jeszcze kilka słów. Powstała ona niedługo po zamknięciu getta pod kierunkiem dwóch niebieskich ptaszków, kierownika Gancwajcha i jego adiutanta – Szternfelda. Nazywała się ta instytucja &amp;lt;Urząd do walki z lichwą i spekulacją&amp;gt;, mieściła się na Lesznie pod numerem 13.[…] W pewnym związku z nią pozostawali pracownicy firmy &amp;lt;Kohn i Heller&amp;gt;, która mieściła się na Lesznie 14.” (s. 36-37)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Cichy i spokojny [Izrael] Sztern nie miał pojęcia, w jaki sposób zdobyć jakieś wsparcie i paczki żywnościowe dla siebie. Chodził cichy jak gołąbek i głodował. Mieszkał w punkcie dla uchodźców przeznaczonym dla inteligencji przy ul. Leszno 14 i razem z innymi uchodźcami cierpiał głód. ŻSS i przyjaciele dowiedzieli się, że Sztern chodzi spuchnięty z głodu. Zdobyli dla niego prywatne mieszkanie, przenieśli tam poetę, postarali się o lepsze wyżywienie, i na pół omdlałego po prostu uratowali od śmierci.” (s. 203)

</document>
<document nplp_id="6219" title="LESZNO 12 (zakład zaopatrywania)" slug="leszno-12">Stanisław Gombiński
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)


Adam Czerniaków
JA, II B

„Byłem na Lesznie w aprowizacji w sprawie cukru dla przemysłu etc. Zachodzi potrzeba reorganizacji Komisji Finansowo-Budżetowej. Należy powołać dyrektora finansowego Gminy. Źle jest, że wobec małej ilości sprawnych radców, niektórzy mają 2-3 dziedziny pracy kolidujące ze sobą.” (s. 180)
„Rano Gmina. O 9.30 w synagodze na Tłomackiem. Wyniosłem Torę i dwa razy przeszedłem z nią synagogę. Na zakończenie dnia świątecznego w synagodze (Zielone Świątki) zasłabł kantor (paraliż). Musiano go odwieźć do szpitala. Po synagodze zwiedziłem aprowizację. Omawiano dalszą taktykę w Transferze.” (s. 188)
JA, II C
„Potem na „szopce” Zakładu Zaopatrywania.” (s. 234)
„Widziałem dr Rathje w Zakładzie Zaopatrywania. W rozmowie nadmieniłem, że wykonano mury bez wniknięcia w bilans płatniczy dzielnicy. Odpowiedział, że ktoś ponosi za to odpowiedzialność.” (s. 238)
„Rano Gmina. Potem Z[akład] Z[aopatrywania] w sprawie tłuszczu i cukru dla dzieci w szkołach (2700 dzieci). (s. 242)
JA, II D
„O 2 pp. byłem w Z[akładzie] Z[aopatrywania]. Omówiłem sprawę mąki z rekwizycji I przeznaczyłem jeden z transportów dla urzędników Rady. 3 transportery poszły na kuchnie ludowe.” (s. 256)


&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„ - Gdzie mieścił się Zakład Zaopatrywania?

Na Lesznie pod numerem 12 – vis a cis Leszna 13, gdzie mieściła się tzw. Trzynastka, czyli Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją – agentura Gestapo w getcie. W pobliżu, pod numerem 2, była kawiarnia «Sztuka»”. (s. 59)

„Pracowałem wówczas w Zakładzie Zaopatrywania. Nie muszę dodawać, że było to straszliwie nudne zajęcie. Toteż dla urozmaicenia postanowiłem wspólnie z dwoma zatrudnionymi na kierowniczych stanowiskach prawnikami: Kazimierzem Herszaftem i Tadeuszem Tesznerem, napisać szopkę Zakładu Zaopatrywania. […] Jej premiera odbyła się 17 stycznia 1942 roku w lokalu przy ulicy Leszno 12. Obecny był wyłącznie zarząd i personel Zakładu Zaopatrywania. Szopka zawierała satyrę na stosunki „zakładowe” i częściowo „ogólnodzielnicowe”. Oczywiście nie potrafię dzisiaj zrekonstruować tekstów, które odbiliśmy później na odwrocie przeterminowanych kart aprowizacyjnych. Jako drukarnia posłużył nam stary hektograf, na którym odbijano wewnętrzne okólniki ZZ.

Żarty i powiedzonka z szopki weszły niejako do codziennego życia biurowego, stały się naszą wspólną własnością. Niektóre, co celniejsze, przeniknęły na zewnątrz.

Drugie przedstawienie szopki odbyło się w tym samym lokalu. Dochód przeznaczony był na cel dobroczynny. Mimo dość wysokiej ceny biletów, publiczność dopisała, spektakl odniósł sukces”. (s. 73-75)

JA/ONI, III

„Ciekawe, że mimo niebezpiecznego sąsiedztwa muru „Sztuka” miała powodzenia aż do końca swego istnienia. Kiedy w lipcu 1942 roku wybuchła złowróżbna wieść o „przesiedleniu”, my w Zakładzie Zaopatrywania przygotowywaliśmy drugą edycję naszej szopki, w „Sztuce” zaś szedł właśnie czwarty program kabaretu. W czasie akcji likwidacyjnych zginęli wszyscy niemal uczestnicy obu imprez. W wyjątkowo dramatycznych okolicznościach poniósł śmierć dwudziestoośmioletni Fokszański, podobny los spotkał później Szlengla, po którym pozostały wstrząsające wiersze opublikowane po wojnie pt. Co czytałem umarłym. Zginęli: Braunówna, Lipski, Włast, Teitelbaum i Goldfeder, zginęła też (czego nie potrafię przeboleć) wspaniała Marysia Ajzensztadt, która przez pewien czas występowała w „Sztuce”. Ocaleli: Wiera Gran, Władysław Szpilman, Jeśli idzie o naszą skromną i nieporównywalną z kabaretem w „Sztuce” imprezę, to jedynym ocalonym jestem ja”. (s. 77)

JA, III

„Akcja likwidacyjna getta rozpoczęła się 22 lipca 1942 roku. Na 29 zaplanowana była nasza ucieczka. Na dwa lub trzy dni przedtem otrzymaliśmy zarządzenie dyrektora ZZ, aby pracownicy na równi z pracownikami Gminy pomagali policji przy wywózkach. Dla mnie była to sytuacja ostateczna. Wiedziałem, że tego mi zrobić nie wolno. Dyrektor Drybiński, którego miałem za sympatycznego człowieka, oświadczył, że kto odmówi, automatycznie traci pracę. […] Zamiast stawić się karnie w miejscu zbiórki, pobiegłem do pobliskiego zakładu fotograficznego, którego właściciela ubłagałem, ażeby zrobił mi zdjęcie. Zrobił je trzęsącymi się rękami i obiecał odbitki na wieczór w zamian za chleb. […]

Kiedy spałem na podłodze w Zakładzie Zaopatrywania, obudził mnie znajomy głos. Należał do przyjaciela mego ojca, radnego K. Był on w getcie ważną figurą, prezesem Banku Spółdzielczego i członkiem zarządu ZZ. I ten wielki K. Mówi do mnie: „Kaziu, słyszałem, że wychodzicie z matką z getta. Na pamięć twego ojca cię proszę, pomóż mi się też stąd wydostać, znajdź jakąs kryjówkę po „aryjskiej” stronie”. Ja, rzucony na fale potopu osiemnastolatek, miałem pomagać takiemu potentatowi! To spotkanie utwierdziło mnie jeszcze w przekonaniu, że muszę wyjść z getta, nie tak, to inaczej, nie za dzień, to za dwa. Gettowe przywileje nie miały już znaczenia. Ulicę Leszno pozostawiałem definitywnie za sobą”. (s. 85-86)

JA/ONI, III A

„Cztery poprzednie noce spędziliśmy wśród tłumu pracowników i ich rodzin w Zakładzie Zaopatrywania. Było tu brudno i obrzydliwie, ale na pewno bezpieczniej niż w domu. Nad ranem – leżąc pokotem na podłodze – wsłuchiwaliśmy się z biciem serca w dochodzące z wylotu Leszna strzały i warkot przejeżdżających ciężarówek. Ich zatrzymanie się przed numerem dwunastym mogło oznaczać śmierć”. (s. 87-88).

JA/ONI, II,

„A ja poznałem ją w getcie, w naszym dziale Zakładu Zaopatrywania, który to dział mieścił się w dwóch pokojach wynajętych na biuro od wdowy po krawcu, pani S. Ta przystojna kobieta miała prześliczną córkę, właśnie Zosię, która co dzień rano paliła nam w piecu”. (s. 196)

</document>
<document nplp_id="6221" title="TWARDA" slug="twarda">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI,  II A
„Twarda i Leszno nie mają połączenia. Trzeba iść przez Żelazną.” (s. 166)
„Jakiś starszy Żyd przechodził Twardą obok policjantów i nie zdjął czapki mimo uprzedzenia go przez żydowskich policjantów. Męczyli go dłuższy czas. Po godzinie znów postąpił tak samo: ‘Mam ich gdzieś’.” (s. 168)

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B

„Wkrótce potem wyszli [Władysław Sterling z żoną] na stronę „aryjską”. Wyjechali przekupionym niemieckim samochodem ciężarowym. Wyjechała wtedy grupa Żydów. Samochód odstawił ich na ulicę Twardą , która była już stroną „aryjską”. Stamtąd rozeszli się w różne strony.” (s. 230-231)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Pracujemy nadal na Twardej, co kilka dni wypada mi mieć nocny dyżur, mam pilnować dyżurkę naszą wraz z produktami i obierać kartofle. Dwie osoby mają zawsze dyżur, jest to bardzo męczące zajęcie. Trzeba obierać kartofle, co mi przynajmniej nie sprawiało zbyt wielkiej przyjemności. Będąc dyżurnym, miałem możność przekonania się, że wszyscy bez wyjątku kradną.” (s. 80)

JA, III A

„Praca idzie nadal w tych samych ramach, jesteśmy znowu na Twardej, część nas pracuje na Ciepłej. Pozostałe gąsiory zostały przez nas samych wylane i zniszczone, nie chcieliśmy narazić się na ponowne niebezpieczeństwo i nieprzyjemności. Ale znowu zaczyna się nowa era, otóż codziennie przyjeżdża auto z Okęcia-lotniska po cegły.” (s. 124)

JA, III C

„Auto rusza, jedziemy do pracy na Twardą, Niemcy nas pilnują przez cały czas pracy, boją się, żebyśmy nie uciekli, czy co? I tak nie mamy dokąd uciekać, chyba że do nieba, ale tu jeszcze mamy czas. Kiedykolwiek tam przyjdziemy, to nas przyjmą bez wątpienia, więc nie mamy też powodu spieszyć się. Po całodziennej pracy biorą nas i autem zawożą do Żoliborza, tu dopiero dostajemy coś nie coś do jedzenia. Spać mamy w jednym garażu, pozwolili nam podłożyć trochę słomy.” (s. 130)

JA, IV A

„Okazało się, że i bez reklamy dobrze szło, ledwo mogliśmy nadążyć ze sprowadzaniem mebli. Tak więc pomagaliśmy biednym komisarzom w ich ciężkiej pracy. Od tej chwili Twarda już jest drugą stroną, ludzie sobie urządzają mieszkania, sklepy, przedsiębiorstwa, robi się ruch, my mamy teraz najlepsze okazje do zarobków.” (s. 156)

JA/ONI, IV A

„My pracujemy wciąż na Twardej, a kilku chłopców poszło na Ciepłą, bo mieli tam dokończyć część muru. Praca idzie dość spokojnie, gdy nagle wpada zadyszany chłopak, opowiada, że mur opadł na głowę Urenowi – chłopcu, który tam pracował. W jednej chwili znaleźliśmy się tam i zastaliśmy na wpół przysypanego chłopca. Już nie żył, jego brat leciał zrozpaczony i rzucił się na ziemię w szalonym bólu, nie można go było uspokoić, brat jego został wyciągnięty spod gruzów na wpół zmasakrowany.” (s. 171)

JA, IV B

„Wzięliśmy trochę towaru i udaliśmy się rankiem do Schultza [Leszno 76], tu już stała partja. Ale w chwili gdy my doszliśmy, grupowy wyskoczył z głośnym krzykiem, że i tak nie mamy co robić, bo nie będzie przyjmował jakichś nowych „łazików”, sam nie pamiętam, co on jeszcze wykrzykiwał. Odeszliśmy więc na bok, ale Poznański nie mógł wytrzymać, doszedł i powiedział, że SSman kazał nam przyjść. To jeszcze bardziej oburzyło grupowego, bo my odważyliśmy się osobiście rozmawiać z niemcem. Jak to, Niemiec jest jego, a my zdobywamy się na takie świństwo! Ten odszedł i czekaliśmy dalej na zjawienie się Glücka. Grupowy znowu doszedł i kazał nam odejść, bo gdy Niemiec przyjdzie, to dostaniemy od niego bicie. Ta potyczka przeciągnęła się do nadejścia Glücka, ten widząc taki bałagan, kazał wszystkim się ustawić, my nie czekaliśmy długo, lecz od razu wstąpiliśmy w szeregi. Grupowy liczył i dochodzi do słusznego wniosku, że jest więcej ludzi, wodzi przez chwilę oczyma i dopada z furią do nas, krzycząc, że do nas już sił nie ma.
Glück dochodzi wolno i mówi, że my musimy pójść, bo my jesteśmy jedynymi, którzy ocaleli z jego starej „kolony” [kolumny]. Tak więc dostaliśmy się na Twardą, obecnie pracowało kilkunastu Polaków na naszym miejscu. Tak jest, chociaż wynosi im o wiele drożej, jednak pozwolili wysłać swoich niewolników, którzy pracowali w pocie czoła za trochę strawy wystarczającej na śniadanie dla człowieka pracy, ¾ dnia trzeba było głodować.” (s. 242)

„Obecnie Wilek już nie wychodzi na Twardą, siedzi w domu i czyta książki. Podziwiam go i zazdraszczam mu, że potrafi się do tego zmusić, ja wolę być w biegu. Wychodzę więc kilka razy tygodniowo na Twardą, gdzie już mam obecnie dużo znajomych. Towar mój sprzedaję jednemu, nie chcę tyle mieć zawracania głowy ze sprzedażą.” (s. 249)

„Jestem znowu na Twardej, tu się czuję jak u siebie w domu. Spotkałem jednego jegomościa, który stale przychodził do Artura Golda, przynosił mu paczki. Prosił nas, byśmy szanowali Golda, był to jeden z licznych jego wielbicieli, więc i tym razem jego radość była nieopisana, gdy mnie zobaczył. Chciał się dowiedzieć, co się stało z Arturem. Gdy mu oznajmiłem, że został wywieziony do Tryblinek, był zrozpaczony. On jeszcze nie wiedział w jakim celu, ale gdy mu powiedziałem smutną prawdę, widziałem jego szczere ubolewanie z tego powodu. Spytał się o skrzypce jego, po fali rozpaczy. Powiedziałem mu, że ja posiadam, ten proponował mi duże sumy pieniężne, bylebym tu skrzypce dał. Spytałem się, dlaczego mam mu je dać, powiedział mi, że on marzy, by je mieć i mają olbrzymią wartość. Powiedziałem mu, że ja ich nie potrzebuję, ale trzymam je, bo może jednak będę mu mógł kiedyś oddać. Gdybym zrobił interes, to nie zaznałbym nigdy spokoju.” (s. 276)

JA/ONI, IV B

„Wracamy po „pracy”, niektórzy śpiewają, ci chcą trochę się rozerwać, chcą zapomnieć, nie mogą znieść niechybnego przeznaczenia. Mijamy Karmelicką, tu było dawniej najruchliwiej – ludzie szli nawet jezdnią, fala ludzka płynęła szybko. Dziś żywego człowieka nie widać, już wszystko spoczywa gdzieś w niebie – jak twierdzą nabożni.
Obecnie włączyli nieparzystą stronę Leszna i odcinek Karmelickiej do aryjskiej strony. Tu ludzie sobie zrobili pierwszorzędne schrony, nagromadzili żywności, wodę mieli na miejscu, urządzili tak, by można było w takiej norze przetrzymać pół roku lub więcej, a przez ten czas musi coś nastąpić. Niestety, nie mieli szczęścia, bo oto ktoś usłyszał szelest i od razu dano znać niemcom, wszyscy zostali rozstrzelani, tak zginęło tysiące innych. Na Twardej wykryto schron, w którym było kilkadziesiąt ludzi, spotkała ich ta sama „kara” co poprzednich. Inny schron na Twardej sam skapitulował, już nie mogli dłużej wytrzymać, siedzieli 8 miesięcy, wyszli ślepi, kazali się zaprowadzić na posterunek, chociaż wiedzieli, co ich czeka, jednak woleli śmierć, bo nie byli w stanie przetrwać dłużej w takich warunkach. Te wszystkie schrony zostały przyszykowane wtedy, gdy włączona [została] do drugiej strony. Któż zaprzeczy w pomysłowość ludzką, chęć do życia jest duża. Gdy widzi się zagładę przed sobą, szuka się wszędzie i wszelkimi sposobami drogę ratunku. Na żydowskim cmentarzu zostały wykryte schrony, w których siedzieli ludzie, urządzili tam się nieźle, i to dość pomysłowo, komu by wpadło na myśl, że w grobowcach czy też między grobami znajdują się i żywi ludzie, którzy przecież żadnego przestępstwa nie dokonali, są Żydami, chcą żyć, to są ich zbrodnie, za które giną!!! Wykrycie tych schronów było prawdziwą tragedią, bo ci ludzie wpadli na najbardziej pomysłową drogę ratunku. Jednak pech chciał, że też zginęli. Wytropili ich za pomocą psów gończych, możliwe też, [że] jakiś wyrzutek społeczeństwa rękę przyłożył, tego nie mogę ręczyć.” (s. 245-246)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Twarda 4, - Twarda 6, - Twarda 6/ Grzybowska13 (Synagoga Nożyków),  - Twarda 7,  - Twarda 15,   - Twarda 22,  - Twarda 23, - róg ulic Prosta/Twarda,
OBSZARY:
- Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna
TRASY:
- Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Walicó - Prosta - Twarda - Sienna,  - Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Narbutta 8 - Twarda - Chałubińskiego - Żelazna - Żelazna/Twarda (wacha),   -  Trasa: Żelazna 103 - Twarda - Wspólna 58 - Aleje Jerozolimskie - Wspólna 58,
- Trasa: strona aryjska - wacha - Twarda - Plac Grzybowski 3/2 (plebania)</document>
<document nplp_id="6223" title="KOMITETOWA" slug="komitetowa">Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIB

31.VI.41’: "Ulica Komitetowa w pobliżu Grzybowskiej to żywy cmentarz dzieci trawionych szkorbutem. Mieszkańcy tej ulicy żyją w długich, piwnicznych norach, do których nie dociera ani jeden promień słońca. Przez brudne szyby małych okienek widać wychudzone twarze i rozczochrane głowy. To starzy ludzie, którzy nawet nie mają siły podnieść się z pryczy. Wpatrują się zamierającymi oczami w tysiące butów idących ulicą przechodniów. Czasami przez jedno z okienek wysunie się koścista ręka, żebrząc o kawałek chleba" (s. 161).

22.XI.41’: "Wózki zakładu pogrzebowego Pinkierta są ciągle zajęte. Kiedy żebrak dostrzega na zmarłym jakąś przydatną do użytku sztukę garderoby, zdejmuje ją i przykrywa nagie zwłoki starą gazetą, którą przyciska paroma cegłami lub kamieniami, żeby nie zwiał jej wiatr. Na Komitetowej i Grzybowskiej w tym roku widać mniej żebraków niż w zeszłym – po prostu wymarli" (s. 201).
TRASY:
- Trasa: Komitetowa - Ciepła,
</document>
<document nplp_id="6224" title="MARIAŃSKA (MARJAŃSKA)" slug="marjanska">Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jeszcze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)

Ita Dimant
JA/ONI, I

„(…) Sarenka po spaleniu się jej mieszkania na Mariańskiej zamieszkała u teściów na Nowolipkach 44.” (s. 12)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B

„Wchodzimy do sklepu na Marjańskiej, tu dawniej kupowaliśmy dużo towaru, sklepikarz nas od razu nie poznał, ale podczas rozmowy poznał nas i przywitał się z nami hałaśliwie. Pierwszym pytaniem jego było, gdzie jest nasza stara paczka, powiedzieliśmy mu, że oni pracują obecnie na Pradze, bo oddział nasz został przeniesiony, a my we troje jesteśmy zredukowani. Dlaczego nie powiedzieliśmy mu prawdy? Jest to prosty i niezawodny system: jeśli nam dobrze życzy, to po licho mamy go martwić? Jeśli zaś miałby się cieszyć naszym nieszczęściem, to dlaczego mamy mu dać powody ku temu?” (s. 243)

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II C
„Po obiedzie idę umyć naczynia, a Dziadzio zakłada płaszcz i wychodzi wcześniej niż zwykle. W kawiarni ma grać dopiero od szóstej, ale przedtem chce jeszcze obejrzeć jakiś pokój przy Mariańskiej, który podobno jest do wynajęcia. Niebawem musimy się wyprowadzić z Siennej – okazało się, że ta ulica już nie będzie należała do Dzielnicy. Trzeba więc znaleźć nowe mieszkanie, a o to jest bardzo trudno. Jedno, co dobre w tym wszystkim, to to, że nie mamy dużo rzeczy, więc przeprowadzka będzie łatwa. Pan Duchowiczny – ten, który ma laboratorium chemiczne przy Śliskiej [właśc. Pańska 39] – obiecał, że pożyczy nam wózek, żebyśmy mogli przewieźć nim nasze walizki, poduszki i trochę mebli” (s. 33)

F, II C
„Dziadzio mówi, że pokój na Mariańskiej był do niczego, ale ktoś w restauracji powiedział mu, że jest jeszcze miejsce w domu przy Chłodnej. Ucieszyłem się – z Chłodnej jest znacznie bliżej do biblioteki [Leszno 67] niż z Mariańskiej. Dziadzio poszedł więc oglądać ten nowy pokój, a ja skończyłem książkę, bo chociaż powinienem najpierw wziąć się za porządki, żadną miarą nie mogłem się powstrzymać od czytania.” (s. 37)
</document>
<document nplp_id="6227" title="MURANOWSKA 42" slug="muranowska-42">Stanisław Gombiński
ONI, IV A (29.10.1942 i 29.11.1942)
„Tego dnia [29.10.1942], o zmroku wieczornym, pada na ul. Gęsiej z niewiadomej ręki Kierownik Służby Porządkowej z okresu Wysiedlenia, Jakub Lejkin, idący z nim oficer SP Stanisław Czapliński wychodzi lekko rany. Lejkin był symbolem znienawidzonej powszechnie roli, jaką odegrała Służba Porządkowa podczas Wysiedlenia, on sam ładował ludzi na wozy, wysyłał ich na Umschlag, osobiście dopilnowywał ich wysyłki, był na Umschlagu prawie stale, brutalnie gonił ludzi, znęcał się nad nimi, nareszcie kara, nareszcie pierwszy, widomy znak. Musi im być wymierzona sprawiedliwość.
Dokładnie w miesiąc później, dnia 29 listopada, pada First, Kierownik Wydziału Gospodarczego Rady, zastrzelony na ul. Muranowskiej [obok swego domu przy Muranowskiej 42].
First był znany przez cały czas ghetta, przez czas Wysiedlenia i później jako bezwzględny wykonawca wszystkich poleceń Niemców, jako najbliżej ich stojący, jako najwierniejszy ich sługa. W Radzie Żydowskiej – choć nie był Radcą – miał zawsze dużo, może najwięcej do powiedzenia. Stawiano mu wiele i różnych zarzutów: zbyt bliski kontakt z Nimi, brutalność, bezwzględność, dbałość o własną kieszeń ponad wszystko. I jego sprawiedliwość spotkała, nareszcie.” (s. 132)

Perec Opoczyński

ONI, IV A (30.11.1942)
„Dziś wieczorem zastrzelono zmierzającego do swego mieszkania przy Muranowskiej 24 członka Judenratu Firsta. Zabito go [przy Muranowskiej 42], strzelając dwukrotnie w tył głowy. Tymczasem nie wiadomo, kto to zrobił, ale jest pewne, że uczyniła to ta sama ręka, która wykonała wyrok śmierci na Szeryńskim i Lejkinie. Była to zatem żydowska ręka. Jaki cel mają te polityczne mordy w sytuacji uwięzienia w getcie, doprawdy trudno zrozumieć. Zamiast zbierać siły, by organizować rozbite, rozczłonkowane żydowskie życie i stworzyć społeczną siłą, która wznieciłaby tak konieczne powstanie, ludzie wmawiają sobie, że takie mordy obudzą i uświadomią ludzi. Prawdą jest jednak, że zabity był wiernym sługą Niemców. Kierując Wydziałem Gospodarczym w gminie, był jednocześnie agentem. Pogrzeb odbył się rano, z wielką paradą.
Jak się dowiadujemy, na Muranowskiej w jego mieszkaniu zastrzelono lekarza Kagana. Żandarmi przeszukiwali tam izby, żeby doprowadzić ludzi do pracy przy Werterfassung. Zastając lekarza w domu w godzinach pracy, nie pozwolili mu wypowiedzieć nawet słowa we własnej obronie i zastrzelili go na miejscu.” (Pisma, s. 327)

Abraham Lewin
ONI, IV A (30.11.1942)
„Wczoraj wieczorem dokonano w getcie morderstwa politycznego. Dwoma strzałami zabito na Muranowskiej Izraela Firsta, kierownika wydziału ekonomicznego Gminy, był on zaufanym &amp;lt;królestwa&amp;gt; i jednym z nielicznych Żydów protegowanych przez Niemców.” (s. 262)


Marek Edelman
ONI, IV B 
„Zostają wykonane wyroki śmierci, wydane przez Komendę na prawie wszystkich gestapowców żydowskich. Ci, których nie dosięgła sprawiedliwość z naszych rąk, zbiegli ukradkiem na „aryjską stronę”. Do getta nikt z nich nie odważył się przyjść. Gdy raz czterech gestapowców zjawia się przypadkiem na pół godziny w getcie – trzech z nich zostaje zabitych, a jeden ciężko ranny. Ginie także znany gestapowiec dr. Alfred Nosig, przy którym znaleziono legitymację Gestapo z 1933 roku.” (s. 51)
[Alfred Nossig został zabity 22.II.1943 r. w mieszkaniu przy Muranowskiej 42]

Helena Szereszewska
ONI/IV A (tuż po 21 września 1942)
„Urzędnikom Gminy wyznaczone zostały bloki przy ulicy Muranowskiej 38, 40 i 42.” (s. 143)

„Gliksbergowie zajęli dla siebie i synów dwa pokoje z widokiem na Stawki i Umschlag: pokój o trzech oknach, dawny salon Alterów, o bogatej sztukaterii na suficie, i pokój obok, dawną ich sypialnię.
Trzeci – wąski pokój w równej linii z tamtymi – zajął doktor Steinsapir, który tak samo jak na Lubeckiego, i tutaj zamieszkał razem z Gliksbergami. (s. 153)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Dom pod numerem trzydziestym ośmym, czterdziestym, czterdziestym drugim. I znów do bramy, a potem na schody. Od frontu i w oficynie znajdowały się mieszkania trzy- i czteropokojowe, ale wszystkie były już zajęte. Chodziliśmy z piętra na piętro. Wszędzie leżały szuflady z komód i z szaf, wszędzie wyrzucona na podłogę bielizna. I nie posłane łóżka.
Deptaliśmy po talerzach, lichtarzach, albumach do fotografii, lampkach chanukowych. Panował niesłychany nieład. Jak gdyby tędy przebiegła rozjuszona bestia.
W bramie stał dozorca domu. […]
„Panie radco – powiedział – w poprzecznej oficynie na drugim piętrze są wolne dwa pięciopokojowe mieszkania. A na pierwszym – jest wolne duże sześciopokojowe po wysiedlonym Alterze, właścicielu tej kamienicy. Ta weranda, którą pan widzi, należy do mieszkania. Ta weranda jest kuczką, sufit można przesuwać".
Wszyscy zwróciliśmy oczy na werandę, która wyglądała jak jaskółcze gniazdo.
,,Zobaczymy” – powiedział Gliksberg i już szliśmy przez podwórze, a potem wchłonęła nas brama oficyny poprzecznej. Na betonowej podłodze leżała rozwalona, czarna rozpruta kasa.
Dozorca, który szedł za nami, odezwał się:
,,To kasa Alterów, tych z pierwszego piętra. Wyrzucono ją z mieszkania i tutaj leży”.
Gdy wchodziliśmy na schody, uchyliły się drzwi w głębi. Przez wąską szparę widać było głowę starej kobiety. Patrzyła na nas z ciekawością.
Dozorca odezwał się raz jeszcze:
„Ta stara kobieta została sama jedna. To jej mieszkanie. Straciła wszystkich. Ukryła się w szafie, której nie otworzono. Małe mieszkanie – jedna stancja. Okno wychodzi na Niską”.
Kobieta cicho zamknęła drzwi. Ciekawość jej była nasycona.
Na drugim piętrze przeszliśmy szybko przez dwa obszerne pięciopokojowe mieszkania, prawie puste. Oddzielne sztuki mebli – krzesło czy serwantka – stały jeszcze przy ścianach.
„Zajmuję oba te mieszkania dla Związku Aptek” – powiedział Henryk Gliksberg.
Spojrzeliśmy wszyscy na niego. Wypowiedział te słowa głosem wnikliwym i solennym. Z pewnością w taki sam sposób mówili przed wiekami poszukiwacze przygód, gdy docierali na swych brygantynach do wysp, na których noga ludzka wcześniej nie postała.
,,Zajmuję te wyspy dla królowej Anglii”.
W końcu zeszliśmy o piętro niżej. Na podłogach poniewierały się gałgany, sprzęty kuchenne, stare obuwie. Z szafki wysypywały się wielkie księgi hebrajskie. Kroki nasze dudniły w opuszczonych pokojach i odbijały się od ścian, na których gdzieniegdzie wisiały jeszcze obrazy.
I znów odezwał się dozorca:
,,Panowie, to jest właśnie mieszkanie po wysiedlonym Alterze. Zamieszkajcie w nim razem. Dwie rodziny”.
W pokojach piecyki kaflowe z rurami i fajerkami. A więc w każdym pokoju mieszkała rodzina. Może siostra z dziećmi, może szwagierka lub teściowie. W pokoju jadalnym – biały zgrabny piecyk, podobny do piecyka, który kupiliśmy na początku wojny, gdyśmy mieszkali jeszcze przy ulicy Narbutta.
Numer mieszkania dwadzieścia osiem.
Każdy z nas miał w pamięci dzień 4 sierpnia, kiedy nocą Niemcy okrążyli domy na Muranowskiej: numer trzydziesty ósmy, czterdziesty i czterdziesty drugi – i zabrali wszystkich mieszkańców z łóżek na Umschlag, prócz tych, którzy nie zatracili się i zdążyli się ukryć.
Obejmujemy więc po raz drugi mieszkanie po wysiedlonych i jeżeli dozorca przestanie mówić, dzieci zamilkną, a my na chwilę wstrzy mamy oddech, może usłyszymy westchnienia.
Bo jeżeli dokądś powracają cienie ludzi, porwanych przemocą i zgładzonych – to wyrwani z tego gniazda powracają tutaj.” (s. 147-149)

„Tak samo jak na ulicy Lubeckiego, i w tym mieszkaniu w każdych drzwiach wisiała mezuza. Na białym staromodnym kredensie kuchennym przykryta kurzem i patyną błyszczała lampka chanukowa. Wysypujące się z szafki księgi hebrajskie; oszklona weranda z kunsztownie rozsuwającym się dachem i zwój pergaminu w tekturowej pochwie, który moja córka znalazła w kącie szafy – wszystko świadczyło, że mieszkali tutaj ludzie pobożni.
Tutaj tedy – w tych ścianach – uciekali myślą do Boga. Martwili się, radowali, chorowali i powracali z pogrzebów. Za tym stołem odprawiali seder. Ci, którzy siedzieli po stronie pieca, mieli przed sobą czarny olbrzymi kredens, podobny do kilku skutych ze sobą trumien. Ci – po stronie przeciwnej – spoglądali na piec, wysoki aż do sufitu, z barokowym kopsztykiem.
W tym przewróconym moździerzu, o który się potknęłam, zapalali świecę w Sądny Dzień i w rocznicę śmierci krewnych. Żona Altera, przymykając oczy, kołysała się nad świecami. Staruszka matka dreptała po pokojach, póki nie położyła się na stałe do łóżka, zwalona starością. Z pewnością nosiła na głowie staroświecki stroik z koronek i wstążek i długie kolczyki z czerwonych korali. I kiedy tak dreptała, z tej pustej teraz i zimnej kuchni dochodził ją ciepły zapach pieczonych chał...
Na oszklonej werandzie – duża drewniana skrzynia, przymknięta wiekiem. Wyrwana kłódka leży obok. W skrzyni pełno książek. Prawnicze i z dziedziny chemii. Kilka słowników. I dwie duże gabinetowe fotografie: przystojny młody człowiek i śliczna młoda kobieta.
„To córka Altera – odezwał się dozorca – mówiono mi, że miał córkę i zięcia”.
A więc jego córka. A oto zięć. Studiowała chemię i wyszła za mąż za prawnika; albo odwrotnie – była na prawie, a on na chemii.
W wąskim pokoiku, z którego drzwi prowadziły na werandę, stała przy ścianie serwantka z szarego jesionu i stół ze szklanym blatem. Resztki jej mebli wyprawowych. To był jej pokój. Jej i jej męża. Tutaj snuli plany na przyszłość. Na ten sufit spoglądali, budząc się co rano; tę oto lampę gasili każdego wieczoru.
Spojrzałam w stronę Stefanii Gliksberg. Oczy nasze spotkały się.
I wyczytałam w jej źrenicach tę samą, nurtującą mnie myśl.” (148-150)

„Przyszły dwie „dzikie” kobiety do mycia podłóg, okien i drzwi. Dwie siostry. Już niemłode. Byłe właścicielki pensjonatu w Otwocku. Uratowane poza selekcją, nie miały prawa do mieszkania. I rzeczywiście nie miały mieszkania. Nocowały gdzie bądź. W nie zajętym pokoju opuszczonego domu albo zwyczajnie w piwnicy na kupie gałganów.” (s. 150)

„Między oknem a piecem stał tapczan, na którym sypiał Ryszard. Przy kredensie – śmieszna różowa kanapka. Była okrągła. Oparcie miała niezwykle wysokie. Nazywaliśmy ją „rogatą” kanapką. Podobne kanapki widywało się na dworcach prowincjonalnych. Była tak niesamowita, że Stefanek zaraz pierwszego wieczoru zaczął szukać w niej skarbów. Przewrócił ją do góry nogami, obejrzał wszystkie jej zakamarki, czy nie kryje się coś w jej poręczach. Nie znalazł nic. Postawił ją z powrotem, siadł na niej i zamyślił się.
Ale już był ogarnięty gorączką poszukiwań. Po chwili wstał, schylił się i już był pod stołem. Ze wszystkich stron opukał blat, wsunął rękę pod skrzyżowanie desek i wyciągnął okrągłe łubiane pudełeczko. Był bardzo blady, kiedy je otwierał. Było puste.
Teraz już i Tadzio, zarażony gorączką, zaczął opukiwać ściany – pokój za pokojem. Podczas tego Stefanek, z wypiekami na twarzy, wybiegł z łyżką na balkon. Balkon obramowany był zielonymi drewnianymi skrzyniami na kwiaty. We wszystkich skrzyniach tkwiły wyschłe badyle roślin, których nikt nie podlewał. Przekopał łyżką wszystkie skrzynie. Nie znalazł nic i wrócił do pokoju. Przysunął stół do pieca, postawił na nim stołek kuchenny, na stołek-krzesło. Wskoczył na nie i zrzucił na podłogę wszystko, co było na piecu. Podniósł się obłok kurzu. Na piecu „dzikie" kobiety nie sprzątały wcale.
Z pieca spadł mały sztych oprawiony w ramkę, przedstawiający kramarza lub domokrążcę. Spadł jeszcze duży album z rysunkami bielizny dziecięcej. Na okładce wykaligrafowany był napis: kurs bieliźniarski.
Wszyscy z ciekawością obejrzeli rysunki. Nawet pani Stefania przyszła je obejrzeć. I Ada z kuchni prosto od stolnicy, na której gniotła ciasto na kluski.
„Dziś zrobiłem odkrycie: stół ze szklanym blatem jest dolną częścią nowoczesnego bufetu. Szklane półki od szarej serwantki znalazłem pod szafą w naszym pokoju. A na szafie górną część jakiegoś biurka” – powiedział Tadzio.
,,No i co zrobiłeś z tymi znaleziskami?”
„Domyślam się czegoś. Rozebrali na części i umyślnie rozrzucili swoje meble, ażeby je ratować przed Niemcami. Słyszałem o takim, który siekierą porąbał boki pięknych szaf. Szafy miały zniszczone boki, więc Niemcy ich nie wzięli”.
„Teraz zabieram się do przedpokoju kuchennego” – oświadczył wszystkim Stefanek.
Wysoko pod sufitem była tam spiżarenka. Przyciągnął z kuchni stół, postawił na nim krzesło i otworzył szafkę. Były tam trzy półki, zawalone rupieciami. Na najwyższej znalazł kilka dużych porcelanowych półmisków, staromodny klosz na owoce i wielki mosiężny talerz, inkrustowany kolorowymi kamieniami, podobny do tarczy wojownika z czasów średniowiecznych.
„To robota Becalelu! To talerz z Jerozolimy!” – zawołała pani Stefania.
„Alter był w Palestynie i przywiózł ten talerz. Albo córka i zięć z podróży poślubnej przywieźli ojcu ten piękny prezent. Ukryli go przed Niemcami wśród rupieci” – ktoś powiedział.
Z rąk do rąk podawany talerz postawiony został w końcu na skrzyni od węgla, przykrytej serwetą. Stała ta skrzynia w pokoju jadalnym w głębokiej futrynie drzwi. Na skrzyni postawiliśmy jeszcze powiększoną w owalu fotografię matki mego męża – Michaliny Szereszewskiej, która zmarła w „małym getcie” w 1941 roku, przeżywszy lat osiemdziesiąt jeden. Na fotografii miała lat piętnaście. Po obu stronach dziecinnej twarzy opadały włosy, ułożone w loki. Oczy duże i błyszczące. Uśmiechnięte usta. Suknia u szyi spięta broszką w kształcie gwiazdy.
Tak stała pośrodku. Z prawej strony – talerz z Becalelu; z lewej lampka chanukowa Alterów. Po bokach postawiliśmy dwa wysokie lichtarze z cienkiego srebra, znalezione na podwórzu. Przynieśliśmy je z tą myślą, że mogą się przydać, kiedy światła nie będzie.” (151-153)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Czwarty pokój w amfiladzie – obszerny, z oknem i balkonem – zajęły Irena i Nina. Wzdragając się wchodziłam do tego pokoju. Widać było z niego Umschlag jak na dłoni.
[…]
Z tego samego powodu nie lubiłam wchodzić do pokoju Gliksbergów, chociaż podobny był do starego sztychu. Antyczne meble z jasnego drewna: sekretarzyk, stolik do roboty, szafa-bufet, miękkie fotele. Obrazy, perskie dywany, jedwabne portiery. Dwa łóżka i dwie szafy dorobione były z jesionu pod kolor antyków. Szafy stały ukośnie w dwóch rogach pokoju. Za szafami trzymali zapasy żywności. Ukrywali je tam przed Niemcami.
Pokoik nasz był wąski i maleńki, podobny do kajuty okrętowej, obity ciemnopąsową tapetą. Kiedy weszliśmy tam po raz pierwszy, stało w nim oparte o ścianę lustro w szerokiej ramie z zielonego aksamitu. Wynieśliśmy je na półpiętro. Ktoś wbił hak w róg między dwie ściany i powiesił je. Wisiało więc. Kiedy wychodziliśmy z domu, mogliśmy sprawdzić w lustrze, czy nie zapomnieliśmy na rękawie białej opaski z niebieską gwiazdą.
Przykryłam łóżka dwoma kolorowymi obrusami. Firanki, którymi dawniej były przykryte, pocięłam na kawałki. Uszyłam z nich zasłonki i zawiesiłam w oknach oszklonej werandy. Pośrodku werandy postawiłam stolik i dwa krzesła.
Kochałam nasz pokoik. Dlatego właśnie, że był tak mały. Czułam się w nim bezpiecznie. Niekiedy wydawało mi się, że jestem w kajucie okrętowej i że płynę przez morza.
Dla zaciemnienia powiesiliśmy w drzwiach werandy czerwony kilim, który zabraliśmy ze sobą z poprzedniego mieszkania. Każdego dnia o zmierzchu wchodziłam na krzesło i wieszałam kilim na hakach. Okno kuchenne zawieszone było również kilimem. Pięknym, kaukaskim – z kufra pani Stefanii. Okno kuchenne było duże, weneckie, o kwadratowych szybach. Przysparzało nam wiele zmartwień. Było pojedyncze i obawialiśmy się, że zimą będzie zimno. Nosiliśmy się nawet z zamiarem, ażeby obstalować ramę okienną i oszklić ją. Ale kosztowałoby to dużo pieniędzy.
Do połowy października słońce jeszcze mocno grzało. Siadałyśmy w wolnych chwilach z panią Stefanią na werandzie i szyłyśmy. Rozmawiałyśmy. Śmiałyśmy się nawet. Odgrodzone zasłonkami w oknach od całego świata, syciłyśmy się rzadkimi chwilami spokoju i ciszy. (s. 153-154)

„W kuchni każda z nas miała swoje gospodarstwo. Nawet kredens przedzielony był na dwie połowy. W przedpokoju kuchennym była umywalnia. Wisiało nad nią lustro, a obok apteczka. Do tej apteczki pewnego dnia Irena położyła dwie tubki weronalu. W tych czasach wiele osób w getcie stale nosiło przy sobie truciznę.
,,Kładę dwie tubki weronalu – powiedziała – pamiętajcie o tym”.
„Stały tam jeszcze dwie niewielkie skrzynie, w których trzymaliśmy brudną bieliznę.
Pewnego dnia, kiedy pani Stefania liczyła na podłodze rozrzuconą bieliznę, powiedziała do mnie:
,,Pokażę pani coś. Niech pani spojrzy, co tam jest”.
W skrzyni między bielizną coś błyszczało. Schyliła się i podniosła do góry starodawnej roboty koronę od Tory. Potem wyjęła rodały w purpurowej koszulce, zahaftowanej złotem. Wreszcie cyzelowaną, srebrną zakładkę do przytrzymywania stronic przy czytaniu Tory.
„To są skarby naszej rodziny – powiedziała. - Chowam je tutaj przed Niemcami. Wierzę, że przyniosą nam szczęście”.” (s. 155)

„Zamknęła skrzynię i weszła do łazienki. Stał tam okrągły piecyk gazowy, ale był zepsuty. W długim szeregu naszych trosk była też troska o łazienkę. Czym ogrzejemy ją zimą?
„Wystaramy się o żelazny piecyk – powiedzieliśmy – zwykły piecyk-cyganek. Będziemy ogrzewać torfem”.
,,Ale skąd weźmiemy piecyk? Wszystkie już pozabierane”.
„Brat mój, Witold, jest magazynierem Działu Budowy – odezwał się mój mąż – poprosimy go o piecyk. Ale najpierw sprowadzimy zduna, żeby wylepił piece i sprawdził, czy kanały są w porządku”.
Przyszedł zdun. Był wysokiego wzrostu i miał niezwykle pięknej szlachetne rysy twarzy. Pracował stale na Umschlagu”. (s. 155-156)

„Przez kilka następnych dni pani Stefania gotowała codziennie zupę z kluskami z surowych kartofli. Potem jednak wróciła znów do marchwi z kuglem nadziewanym marmoladą, którą gotowaliśmy najczęściej. Było to ulubione danie – zarówno nasze, jak i Gliksbergów.
Jadamy wspólnie. Przy dużym, czworokątnym stole. Obrusa nie kładziemy, jadamy na ceracie. Oni na jednej połowie, my na drugiej. Ryszard stołuje się u swoich rodziców.
Ada[przypis]Służąca Gliksbergów.[/przypis] wnosi dużą wazę dymiącej zupy i stawia ją na piecyku, na tym samym piecyku, który zginął, a potem się odnalazł. Piecyk ten służy pani Stefanii przy posiłkach jako pomocniczy mebel.
Siadamy. U góry stołu – pani Stefania. Z jednej strony jej mąż, Henryk Gliksberg, z drugiej doktor Steinsapir. Za doktorem – Tadzio; za panem Gliksbergiem – Stefanek.
Doktor Steinsapir[przypis]Ariel Zelig Steinsapir, lat 62, przed wojną mieszkał na Elektoralnej 31, a w getcie na Muranowskiej 42/3, diagnostyk, specjalista od duru brzusz-nego; jego żona zginęła w pierwszej akcji, a jego wywieziono w styczniu 1943.[/przypis] stołuje się u Gliksbergów. Znany diagnostyk i specjalista od tyfusu brzusznego, w pożyciu codziennym jest małomównym i nieprzyjemnym człowiekiem. Przychodzi zawsze do stołu z metalową puszką, w której jest cukier.” (s. 158)

„Każdego dnia, kiedy mój mąż wracał z pracy, stukał do drzwi najpierw dwa razy, a potem szybko trzy razy. Wtedy wiedzieliśmy, że to ojciec. Był to umówiony znak naszej rodziny. Rodzina Gliksbergów stukała inaczej.” (s. 160)

„,,Czy jest już piąta?” – zapytał Stefanek.
Trzy razy na tydzień o tej godzinie zbierał się komplet Stefanka. Klasa szósta.
Nora Kowalska też należała do kompletu. Mieszkała z rodzicami na Niskiej 61. Adaś, syn adwokata Himmelfarba, przychodził razem z nią. Pani Stefania zaaferowana krążyła wśród nich.
„Usiądźcie i uspokójcie się! Zaraz przyjdzie nauczyciel i będzie lekcja””. (s. 163)

„Do prania przyszła Hańcia z Muranowskiej 38. W przeddzień prania w przedpokoju kuchennym Stefania Gliksberg policzyła bieliznę. Bieliznę trzymała w małej drewnianej skrzyni. Kiedy już wszystko wyrzuciła na podłogę, zawołała:
,,Niech pani spojrzy, co tam jest na dnie w tej skrzyni!”
Wiedziałam, co tam jest. Już raz mi pokazywała. Ale chciałam zobaczyć raz jeszcze. Świeciło się srebrem i złotem. Ostrożnie wyjęła i podniosła do góry koronę, tak, koronę od Tory. Stary srebrny kielich z hebrajskim napisem i srebrną rzeźbioną zakładkę do czytania Biblii. Miała kształt wysuniętego palca i służyła do przytrzymywania stronic.
[…]
Hańcia prała w kuchni przez trzy dni. Potem rozwiesiła sznury na wszystkich balkonach i w kuchni, wysoko pod sufitem. Sufit w kuchni zawieszony był sznurami we wszystkich kierunkach. Ażeby dosięgnąć najwyżej zawieszonego sznura, Hańcia weszła na stół, potem na krzesło, a na krześle postawiła jeszcze stołek.
Nikt nie wieszał w tych czasach bielizny na strychu. Strychy przestały służyć do tego celu. Połączone ze sobą dziurami – strychy stały się szlakiem. Stały się traktem, bitym gościńcem, po którym ciągnęli Żydzi, ażeby nie być widzianymi przez Niemców.
Potem nie braliśmy już więcej Hańci do prania.” (s. 167-168)

„Wchodzę do bramy numer czterdzieści dwa. Przechodzę przez długie podwórze. Wszystkie okna zaciemnione. Wchodzę do bramy w oficynie. Na betonowej podłodze leży rozwalona kasa Alterów. Idę na piętro i pukam do drzwi umówionym sposobem: najpierw dwa razy, a potem szybko trzy razy. I myślę: kto ich będzie opłakiwać? Ani jednej z trzech córek Adama Szpilfolga nie było już wtedy przy życiu. W stołowym pokoju pali się świeca w wysokim lichtarzu. Zepsuło się światło elektryczne. Cienie siedzących przy stole poruszają się na ścianach. Bolesław Szereszewski, brat stryjeczny mego męża; Stanisław Tempel, nasz krewny, i jego ojciec. Siedzą dokoła stołu.
Płomień kołysze się i małe przezroczyste łezki spływają po świecy. Izaak Tempel ma lat siedemdziesiąt trzy. Włosy jego i brwi są żółte.
Pomalował siwe włosy, bo nie wolno mu być starym.” (s. 175)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Ponieważ był już listopad, a mąż mój wciąż jeszcze nosił letnie palto, kupił w końcu od aplikanta Lewkowicza palto jego ojca, którego wywieźli Niemcy. Zapłaciliśmy za nie pięćset złotych.
Stary Lewkowicz był mężczyzną olbrzymiego wzrostu i palto było o wiele za duże. Przychodził więc codziennie do nas policjant Nagel, który był krawcem z zawodu, i przerabiał palto w domu. Miałam maszynę do szycia. Szył na tej maszynie, a ponieważ materiał był gruby, zgiął i zepsuł igłę.
„Zepsuł mi pan igłę – powiedziałam zmartwiona – skąd ja wezmę drugą?”
,,Popytam się wszędzie. Znajdę gdzieś igłę”.
[…]
Nie mieliśmy jeszcze zimowego palta dla córki, która była po stronie ,,aryjskiej”. Skąd je wziąć?
,,Na czwartym piętrze mieszka kobieta, która ma palto do sprzedania” – powiedziała Ada.
„Na czwartym piętrze? Schody kuchenne? Kobieta, która ma męża i pasierba?” – zapytałam.
Tak. To ona. Poszłam do niej. Otworzył mi pasierb, chłopiec siedemnastoletni. Palto nie było odpowiednie. Miało krój francuski i było z cienkiej gabardyny. Kiedy opowiedziałam o tym Nagłowi, zapytał:
„A może pani albo córki mają jakiś płaszcz jesienny? Może znajdzie się watolina, to podbiję”.
,,Mam płaszcz angielski. A watolina jest w zimowym szlafroku”. Tak więc Nagel przerobił ten płaszcz.” (s. 164)

„Każdego wieczoru, przed pójściem spać, Ryszard przychodził do naszego pokoju i siadał na staromodnym pudle od kapeluszy, które stało obok drzwi.” (s. 165)

JA/ONI, IV A (jesień – zima 1942)

„Doktor Steinsapir był lekarzem blokowym. Miał dozór sanitarny nad kilkoma domami, czyli – jak w tym czasie mówiono – blokami. Bloki te były przy ulicy Muranowskiej. Każdego rana chodził do Wydziału Zdrowia na ulicę Kurzą 10.
Od godziny piątej do siódmej wieczorem przyjmował pacjentów u siebie w mieszkaniu. A jednak zdarzyło się pewnego razu, że o godzinie szóstej rano zapukano do drzwi wejściowych.
,,Do kogo?”
„Do doktora Steinsapira” – odpowiedzał jeden z dwóch nie znanych nam mężczyzn.
Wyszedł do nich w szlafroku w ciemnoczerwone i brązowe pasy. Otworzył drzwi, ale nie wpuścił ich do środka. Stał po jednej stronie, a oni stali po drugiej. Spoglądał na nich nieufnie z ręką na klamce, gotów w każdej chwili zatrzasnąć drzwi. Prosili go na wizytę do szopu Schultza. Do chorego na tyfus plamisty.
„Mamy przepustkę dla pana doktora na teren szopu. Mamy wóz z koniem. Odwieziemy i przywieziemy z powrotem”.
,,Nie mogę – powiedział – wybaczcie, ale nie mogę”.
,,Ale mamy podpisaną przepustkę! I stempel jest prawdziwy! Z ptaszkiem!”
„Wierzę wam. Ale boję się, ot co. Już taki jestem. Nie potrafię się przezwyciężyć”.
Obiecywali mu złote góry. Nie pojechał. Bał się śmiertelnie Niemców. Miał na tym punkcie uraz, od czasu kiedy przez miesiąc był zakładnikiem. Było to w lipcu, na początku akcji wysiedleńczej.
Odwiedzała go od czasu do czasu koleżanka córki z mężem. Byli to jedyni jego przyjaciele. Przychodzili ubrani jak placówkarze – oboje w spodniach narciarskich, swetrach i bluzach. Pracowali w szopie przy ulicy Stawki, naprzeciw szopu „Transavia”. Szop ich nosił nazwę: Serejski, Słucki i Wiśniewski. On był z zawodu prawnikiem. Ona – lekarką.
Doktor Steinsapir nie uśmiechał się nigdy. I nigdy do nikogo – oprócz rodziny Gliksbergów –nie odezwał się słowem.
Kiedy doszła go wiadomość, że z Nowego Miasta wywieziono jego córkę i zięcia, pani Stefania bojąc się, że z rozpaczy popełni samobójstwo, długo w nocy nie spała.
O godzinie drugiej w nocy, słysząc jej kroki w przedpokoju, otworzyłam po cichu drzwi.
,,No i co?” – zapytałam szeptem.
,,Siedzi wciąż przy stole – odpowiedziała. - Nie u siebie, a w jadalnym pokoju. Podparł ręką głowę i tak siedzi zamyślony. Kiedy go pytam, nie odpowiada. Czy nie zrobi sobie co złego?”
W niedługi czas potem dano mu znać ze strony „aryjskiej”, że dziecko żyje. Pewna kobieta, służąca aptekarza, przewiozła je w walizce do Warszawy.” (s. 168-169)

ONI, IV A (jesień 1942)

„Kiedy przestała pomagać przy gospodarstwie, pani Stefania wystarała się o inną pomoc.
Na parterze, na naszej klatce schodowej, mieszkała stara, samotna kobieta. Straciła wszystkie dzieci, pozostała sama. Przygarnęła piętnastoletnią dziewczynkę z Legionowa. Nazywała ją Blumcia.”
[…]
Z Blumci pani Stefania nie miała dużej pociechy. Po niej były dwie dziewczynki z bursy: Hania i Rachelka. A pod sam koniec dopiero Sabinka, która mieszkała stale w piwnicy, bo czuła się tam najbezpieczniej.” (s. 170-171)

ONI, IV A (29 listopada 1942)

„W niedługi czas po śmierci Lejkina zastrzelono Firsta. O siódmej godzinie wieczorem, przed bramą naszego bloku. Szedł z żoną i szwagierką — on pośrodku, a one po bokach i strzelono do niego od tylu. Tak samo jak z Lejkinem, i z Firstem zakończyła porachunki Żydowska Organizacja Bojowa.” (s. 197)

JA/ONI, IV A (listopad – grudzień 1942)

„Trzypiętrowy dom przy Muranowskiej 42 był tak zbudowany, że miał od frontu mieszkania czteropokojowe; w oficynie poprzecznej pięcio- i sześciopokojowe, a w oficynach bocznych dwu i trzypokojowe.
Najbardziej poszukiwano małych mieszkań. W większych musiały bowiem mieszkać wspólnie dwie rodziny.
Mieszkania w oficynach bocznych zajęli radcowie: inżynier Sztolcman, adwokat Grodzieński, adwokat Rozensztadt, profesor Bałaban i Jaszuński, kierownik poczty.
Od frontu mieszkali: drugi Jaszuński, adwokat Zundelewicz i Zygmunt Hurwicz. W oficynie poprzecznej prócz nas i Gliksbergów mieszkali na trzecim piętrze radcowie Kupczykier i Wolfowicz. Radca Rozental z matką i córką mieszkał naprzeciw nas.
W innych mieszkaniach rozmieścili się urzędnicy: Kornfeld, który miał żonę pielęgniarkę; pani Politzer, która wciąż jeszcze miała podsiniaczone oko od uderzenia gumowym pejczem; Mucha, inżynier Lewin, a na parterze – Fogel i lekarz-dentysta Fiszhaut.
Pod nami na parterze w dwóch mieszkaniach – dwie rodziny cmentarników. Na drugim piętrze - cmentarnik Pozner.
Od frontu mieszkał doktor Kirszblum, nasz sąsiad z ulicy Waliców (żona jego przeszła już na stronę „aryjską”), i profesor Nossig z Gestapo z dwiema sekretarkami. Jedna z nich była Aryjką; nazwisko drugiej było Epsztein.
Profesor Nossig miał lat około osiemdziesięciu. Nosił ciemne okulary i chodził po ulicach pod rękę z aryjską sekretarką – wysoką blondyną. Dla nikogo nie było tajemnicą, że pracował dla Gestapo; nawet na drzwiach jego mieszkania był o tym napis.” (s. 181-182)

JA/ONI, IV A

„Wszyscy ci ludzie – poczynając od radcy, a skończywszy na dozorcy – przede wszystkim wyrzucali przez okna niepotrzebne im rzeczy. Góra tych rzeczy na naszym podwórzu rosła coraz wyżej. Poduszki, łóżka, materace, ławki, stołki, lampy. Niekiedy z balkonu zrzucano szafy, które rozbijały się z trzaskiem. Jeżeli trudno było jakiś mebel wynieść z domu, zrzucano go po prostu z okna albo z balkonu. Można też było przynieść sobie z podwórza każdą rzecz, na którą się miało ochotę.
Ada przyniosła leżak, na którym długi czas spała. Pani Stefania Gliksberg – kilka dużych półmisków, które leżały tam w poniewierce. Znalazłam wśród rupieci mosiężny lichtarzyk i aksamitny album z fotografiami. Same stare, pożółkłe fotografie osób, których nigdy nie znałam. Mimo to przyniosłam ten album do domu, cieszyłam sią nim i długo oglądałam.
Kiedy Hurwiczowie wprowadzali się do mieszkania, wyrzucali tak wiele rzeczy z okien, że adwokat Grodzieński nie mógł wcale przejść przez podwórze z obawy o swoją głowę. Widziałam przez okno, jak kilkakrotnie wychodził z sieni i cofał się z powrotem. W końcu podniósł ręce do góry i wołał, żeby zaprzestali. Hurwiczowie wysunęli głowy z okien, nie rozumiejąc, o co chodzi.
Po pewnym czasie dozorca podpalił ten stos niepotrzebnych nikomu rzeczy. Paliły się przez kilka dni. Dym kłębił się nisko i wciskał się przez okna i drzwi do mieszkań. Potem spadł deszcz i przygasił płomień.” (s. 182)

„Wkrótce na naszym podwórzu, na parterze od frontu, wyremontowano lokal i otworzono sklep rozdzielczy. Otrzymaliśmy kartki żywnościowe i kupowaliśmy w sklepie miód sztuczny, marmoladę i chleb. Można też było kupić kwaszoną kapustę i po zniżonych cenach – latarki, igły, nici, mydełka do czyszczenia zębów, a nawet kubki i szklanki.” (s. 182-183)

„Pewnego razu, kiedy w sklepie rozdzielczym czekałam na swoją kolej, zobaczyłam stojącą obok mnie Renię Lichtenbaum, która tak rozpaczliwie płakała w Gminie podczas wielkiej selekcji, bo matka jej musiała zginąć.
,,Czy pani wciąż jeszcze pracuje na poczcie?” – zapytałam ją.
,,Tak. Wciąż jestem na poczcie. Ale wyszłam za mąż”.
Była ubrana jak placówkarka. Bluza i spodnie narciarskie. Wzięła swój garnek ze sztucznym miodem i wyszła ze sklepu.” (s. 183-184)

„Kiedy miód został zważony, wyciął nożyczkami numerek z kartki żywnościowej. Wzięłam garnek i wyszłam na podwórze, stawiając kroki powoli i ostrożnie. Spadł śnieg i była ślizgawica. Spojrzałam na oświetlone okno małego, parterowego mieszkania, gdzie miała być kuchnia dla naszego bloku.
W połowie listopada kuchnia została otwarta. Mieściła się w mieszkaniu składającym się z dwóch pokoi: w jednym był magazyn, a w drugim dokoła stołów czyszczono jarzyny, obierano kartofle i gnieciono kluski. I była mała kuchenka, gdzie wmurowano kocioł.
Teraz były już kartofle w getcie. Wydział Zaopatrywania sprowadził je ze strony „aryjskiej”. Na naszym podwórzu wyznaczona została obszerna przewiewna piwnica na składnicę kartofli dla kuchni.
Kierowniczką była Zylberbergowa, ta sama, która w Dziale Finansowym gotowała dla wszystkich herbatę. Szczupła, blada, nosiła wysokie, sznurowane trzewiki. Rodzina jej zginęła w Hrubieszowie.
Kuchnia gotowała trzysta pięćdziesiąt zup. Dla naszego podwórza i dla dwóch sąsiednich domów. Palono pod kuchnią drewnem. Specjalnie wyznaczeni przez Gminę ludzie przywozili i rąbali drzewo. Dostawali za to gorącą zupę.” (s. 184)

„W kuchni pracowała także Blumcia z Legionowa, która mieszkała u samotnej kobiety na parterze pod naszymi schodami. Kobieta miała powyżej sześćdziesięciu lat. Straciła dzieci i została sama.
Do mycia baniek i szorowania podłóg kuchnia wynajęła tę samotną kobietę. Miała więc zajęcie – a co najważniejsze – na dnie baniek zostawała zupa, która należała do niej.
Zdarzyło się pewnego dnia, że myjąc podłogę poślizgnęła się, upadła i złamała nogę. Z początku leżała w domu, potem zabrano ją do szpitala na Gęsią 6 i Blumcia została u niej sama.
Jedyne okno tego mieszkania wychodziło na ulicę Niską. Blumcia patrzyła w okno i myślała o siostrze, którą odnalazła. Siostra miała siedemnaście lat. Blumcia całym sercem pragnęła być razem z siostrą – teraz, kiedy zostały tylko dwie na świecie – ale siostra mieszkała z mężczyzną, który nosił wysokie buty. A kto w getcie nosił wysokie buty? Przede wszystkim gestapowcy. Żydowscy gestapowcy. Czy ten, który mieszkał na trzecim piętrze od frontu i miał żonę o blond włosach tak pięknie ubraną, wypielęgnowaną, umalowaną, nie nosił wysokich butów? Handlował żywnością, miał dużo pieniędzy i wszyscy mówili, że jest gestapowcem.
Elektryczności w mieszkaniu nie było, na świecę Blumcia nie miała pieniędzy; siedziała więc w ciemnościach i głowiła się – czy iść do siostry, mimo że mieszka z mężczyzną o wysokich butach, czy zostać tutaj w tym zimnym i ciemnym pokoju?
Córka moja Irena pielęgnowała tę kobietę ze złamaną nogą, pracownicę naszej kuchni. Kobieta pisała do Blumci ołówkiem listy na skrawkach papieru i przesyłała je przez Irenę.
„Pilnuj mego mieszkania – pisała w tych listach – zaklinam Ciebie na Twoją zmarłą matkę, pilnuj moich rzeczy i przyślij mi białą bluzkę i koszulę”. (s. 185-186)

„Kiedy obiad [gotowany w kuchni dla bloku Muranowska 42] był gotów, schodzili wszyscy z garnkami i odbierali zupy.
Radczynie, które mieszkały na podwórzu, miały dozór nad kuchnią. Każdego dnia przychodziły po dwie – każdego dnia inne – i pomagały przy pracy.
Przychodziła Bałabanowa. Wkładała fartuszek i obierała kartofle razem z innymi. Przychodziła Hurwiczowa, zawsze w dużym berecie na głowie. Blada Zundelewiczowa i majestatyczna Rozensztadtowa. Tylko pani Stefania nie przychodziła nigdy.
Potem zamieszkała w kuchni Ada-placówkarka. Wystarała się o łóżko i rozkładała je na noc w magazynie. Urzędnik Kornfeld, który był opiekunem naszej kuchni, mówił:
,,Nie podoba mi się to spanie w kuchni. To nie jest higieniczne”.
„Ale przez to pilnuję magazynu, który jest na parterze i narażony jest na kradzież” – odpowiadała Ada.” (s. 187)

„Podczas kiedy kuchnia Związku Śmieciarzy korzystała z tego szmuglu, nasza kuchnia była instytucją skromną, prowadzoną bez rozmachu. Raz jeden ugotowano zupę z flaków. I raz – kartoflankę z baraniną. Zupy te były ewenementem i żyły długo w naszych wspomnieniach.
Pewnego wieczoru w grudniu przyszły do nas radczynie na posiedzenie. Miałyśmy się naradzić, czy kuchnia ma gotować jeszcze jedno danie. Za niską opłatą obiad mógłby być obfitszy.
Jako gościa honorowego zaprosiłyśmy prezesową Lichtenbaumową.
Przyszła do nas po sąsiedzku. Znała wszystkie bolączki i niedomogi naszej kuchni. Na otwarciu chciałyśmy, ażeby prezesowa była jej dyrektorką, ale nie udało się tego przeprowadzić. Wpadała do nas, kiedy miała chwilkę czasu. Uważaliśmy to za honor.
(…) Zrobiła nam ten zaszczyt i przyszła na posiedzenie – nie wiem, czy przez bramę, czy przez dziurę w murze. Posiedzenie odbyło się nie w pokoju jadalnym, jak zwykle bywało, a w pięknej sypialni pani Stefanii Gliksberg.
(…) Na posiedzeniu prezesowa i radczynie zachowały się bez zarzutu. Nie dały po sobie poznać, jak bardzo były zafrapowane luksusem pokoju pani Stefanii. Były spokojne. A nawet obojętne.
Krzesła ustawione były półkolem. Porozmawiano, podebatowano i posiedzenie się skończyło.
W przedpokoju stał policjant, przydzielony specjalnie do eskorty prezesowej. Nigdy nie chodziła po ulicach bez policjanta. I może dlatego, że pani w kapeluszu mówiła o literaturze, prezesowa zapytała:
„A może macie państwo jakieś książki do czytania dla mojego męża?”
Pani Stefania otworzyła drzwi do jadalnego pokoju i zawołała:
,,Dzieci, macie jakieś książki do czytania dla pana prezesa? Poszukajcie!”
Stefanek skoczył i przyniósł. Miał u siebie spory zapas różnych książek, które znajdował w opuszczonych mieszkaniach albo otrzymywał od brata, który chodził z placówką Werterfassung.” (s. 188-189)

„Każdego rana od frontu przychodziła Cukierowa i sprzedawała nam koninę. Albo ser, albo kawałek słoniny. Od strony kuchni przychodziły dwie kobiety: jedna młoda, druga starsza i sprzedawały nam to samo.
Coraz częściej na schodach kuchennych widziało się owinięte w chustki zmęczona kobiety. Siedziały na stopniach i żuły chleb. Albo spały oparte jedna o drugą. Pochodziły z obcych stron, mówiły po żydowsku innym akcentem. Były rodem z małych miasteczek, w których Niemcy likwidowali getta. Uratowane cudem, przychodziły do warszawskiego getta, bo jeszcze istniało.” (s. 198)

„Może dlatego przychodziło do nas tak wiele osób, bo w naszym mieszkaniu pulsowało życie — była młodzież, która śmiała się i żartowała, i Stefania Gliksberg, dokoła której był spokój, pewność i sytość. Dlatego każdego wieczoru przychodził radca Kupczykier. Nie miał on u siebie tej atmosfery; przychodził do nas pić nadzieję, jak wino z dzbana.” (s. 199)

ONI, IV A

„Kierowniczką sklepu rozdzielczego dla naszego bloku była żona radcy Rozena, którego we wrześniu zastrzelili Ukraińcy, podczas kiedy jechał rykszą. Otrzymała mieszkanie przy sklepie. Miała dwie matki-staruszki przy sobie - swoją i męża. I dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Dziewczynka nosiła okulary. Miała jedenaście lat, a chłopczyk osiem. Widziałam te dzieci na śmieciach podwórza, bawiące się z dziećmi cmentarników, którzy mieszkali na naszej klatce schodowej.” (s. 183)

„Przez dziurę w murze spod numeru czterdziestego przychodziła córeczka Firsta. Miała sześć lat. Przychodziła do Fredzi, córeczki Reli Warszawskiej – krewnej radcy Kupczykiera, u którego Rela mieszkała. Rzadziej pokazywali się na podwórzu dwunastoletni Julek Stiickgold, który także mieszkał z matką u radcy Kupczykiera, i dwunastoletnia Tala, córka Noza ze Związku Aptek. Tala nawet pracowała już w aptece jako fasowaczka i miała kartę pracy.
Bawili się także z tymi dziećmi pięcioletni synek dozorcy i sześcioletni synek urzędnika Muchy, który przynosił nam węgiel z piwnicy. Mieliśmy dwie piwnice: jedną na węgiel, który otrzymaliśmy z przydziału, drugą na kartofle. Okna obu piwnic wychodziły na ulicę Niską. Ze swojej wiszącej werandy, zza białych zasłonek, śledziłam dzieci.
Pokrzykiwały i nawoływały się. Obrażały się i przepraszały. Biegały, śmiały się i płakały.” (s. 183)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Nie było jeszcze siódmej godziny. A już usłyszeliśmy czyjeś kroki w przedpokoju.
Mąż mój otworzył drzwi.
„Czy coś się stało?” — zapytał.
Jednocześnie usłyszeliśmy głos Ryszarda, jak pytał z łóżka w jadalnym pokoju:
„Proszę ojca, stało się coś?”
Ireny nie było w domu. Miała nocną służbę w szpitalu. Nina w koszuli uchyliła drzwi:
„Tatusiu, co się stało?”
„Dwóch niemieckich żołnierzy stoi przed bramą” — Henryk Gliksberg odpowiedział spokojnym głosem.
„Pójdę, zobaczę, dlaczego stoją” — powiedział mój mąż. Ubrał się. Włożył palto i czapkę. Spieszył się bardzo. Wyszedł i nie wracał. Wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam radcę Grodzieńskiego. Trzymał żonę pod rękę i szedł przez podwórze do bramy. Szli z pewnością do Gminy. Zatrzymali się i zapytali o coś żołnierza. Żołnierz podniósł rękę i mówił do nich. Potem poszli dalej, ale nie na prawo w stronę Gminy, tylko na lewo. Po chwili zobaczyłam Zygmunta Hurwicza z żoną i ich córkę Irenę z mężem. Tak samo chcieli iść do Gminy, a żołnierze kierowali ich na lewo. Pojedynczy ludzie przechodzili przez podwórze z jednej sieni do drugiej.” (s. 204-205)

„Pani Stefania weszła do swojej sypialni i szeroko otworzyła drzwi balkonowe. Przed nią był Umschlag, a na nim tłum wielotysięczny.
„Gdyby można było spuścić się z tego balkonu na ulicę Niską, moglibyśmy się uratować. Nie ma tam w tej chwili Niemców” powiedziała.
Dlaczego nie pomyślała, że okno mieszkania kobiety, która złamała nogę, wychodziło właśnie na Niską. Parterowe mieszkanie. Można nawet było skoczyć przez okno. Nikt z nas nie pamiętał o tym.
[…]
Dlaczego nie zeszliśmy do piwnic kuchennymi schodami? Wprawdzie były zamknięte. Właściwie były zamarznięte. Od tygodnia wcale nie używaliśmy tych drzwi. Wszyscy — domownicy i kupcowe, które do nas przychodziły — szli frontem.
Ale był w kuchni topór do rąbania drewna. Można było wyrąbać otwór w drzwiach. Albo kilku mężczyzn wspólnymi siłami mogło wyjąć drzwi z zawiasów. Albo ostatecznie wyjść drzwiami frontowymi, przejść przez podwórze i zejść do piwnic. W piwnicy od kartofli stały wielkie kosze i skrzynie Alterów — można było się ukryć.
Zamiast tego siadłyśmy obie na kanapce, ubrane w palta i gotowe do wyjścia, a dzieci nasze w duchowej niemocy słaniały się po mieszkaniu.
[…]
Kiedy wróciłam do pokoju, włożyłam do torebki Niny kilka kawałków chleba.
Przyszedł Ryszard i jego rodzice. Matka Ryszarda — tak samo jak pani Stefania w dużym berecie na głowie. Wszyscy usiedli i czekali. Ojciec Ryszarda był niespokojny i wzdychał. „Uspokój się — mówiła do niego żona — siedź spokojnie i czekaj”.
„A może schowamy się do łazienki?” — zaproponował Ryszard.
Tadzio uśmiechnął się na te słowa. Poprzedniego dnia widział mocne bunkry, jakże mógł go nie rozśmieszyć tak naiwny projekt.
Przez otwarte drzwi frontowe wszedł żydowski policjant i żydowski gestapowiec, który mieszkał od frontu. Widząc nas tak razem siedzących zapytali:
„Czy nie mieliście się państwo gdzie schować?”
I już za ich plecami zobaczyliśmy niemieckiego żołnierza w kasku. W ręku trzymał karabin. Stanął spokojnie przy tamtych dwóch i nie mówił nic.
[…]
Spokojni, bierni i otumanieni zeszliśmy sami. Doktor Steinsapir. Henryk Gliksberg i jego żona. Ich synowie. Ryszard i jego rodzice. Nina i ja.” (s. 205-207)

„Przed bramą — Niemcy. I platforma, zaprzężona w konie. Żona radcy Rozena, dwoje jej dzieci i dwie matki: jej matka i matka jej męża — stały obok. Obie staruszki były bez chustek na głowach i bez szalików. Tak tylko narzucone miały na ramiona niezapięte palta. Dzień był słoneczny, ale mroźny. Stałam przy nich blisko i widziałam, jak pulsowały ich gołe szyje, a wiatr rozwiewał ich włosy.
Na platformie młoda dziewczyna w histerycznym ataku walczyła z policjantem. Chciała uciec, a on ją trzymał siłą.
Ryszard pomógł mi wejść na wóz. Była też z nami Nozowa i wysoka blondyna w lokach — żony urzędników Związku Aptek.” (s. 207)

JA/ONI, IV A (19 stycznia 1943)

„Kto się uratował z naszego domu?” — pytam Kupczykiera.
„Rozental z córką. Ukryli się w schowku za drzwiami. I Wolfowiczowie, którzy mieli u siebie zamaskowany pokój”.
„Kto jeszcze?”
„Inżynier Lewin, Kornfeld, Mucha, wszyscy w piwnicach. Rodzina cmentarników z parteru, czy pani uwierzy? W kuchni za kredensem mieli zamaskowane wejście do piwnicy, która była zamurowana od korytarza. Prawdziwy bunkier”.
„Kto jeszcze?”
„Jeszcze rodziny rabinów Spiry i Sztokhammera spod numeru czterdziestego, schowane w piwnicy”. (s. 220)

JA/ONI, IV B, (22-23) stycznia 1943

”W milczeniu wchodzimy do mieszkania. Jest tak cicho; wydaje się nam, że słyszymy bicie naszych serc. Jeszcze nie mamy odwagi wejść do pokoi. Przez nabożeństwo czy przez lęk. Jakaś siła powstrzymuje nas na progu. Idziemy najpierw do kuchni. Panuje w niej ziąb i opuszczenie. Kartofle w garnku, obrane z wieczora, zamarzły. Tak samo zamarzła woda w wiadrze. Szyby, pokryte lodem i szronem, zaledwie przepuszczają światło. Widzimy, że deski w drzwiach kuchennych są wyrąbane. I obcy topór leży przy drzwiach.
„To obcy topór — mówimy — ktoś go zostawił. Z pewnością Ukrainiec”.
Potem wchodzimy do pokoi Gliksbergów. Mamy wrażenie, że wicher przez nie przeleciał! Spoglądamy dokoła i widzimy, dwie szafy i szuflady stoją otworem — wypróżnione do reszty z ubrań i bielizny. Kołdry z łóżek zabrane. Na nie posłanych, pogniecionych łóżkach, noszących jeszcze odbicie tych, którzy na nich spali, leżą nocne koszule, nietknięte, tak jak je położono.
[…]
Potem wracamy do jadalnego pokoju i patrzymy na tapczan, na którym spał Ryszard. Kołdra — liliowa, puchowa kołdra jego matki — zabrana. I leży na prześcieradle niebieska piżama, w której sypiał.
[...]
To samo jest w pokoju doktora Steinsapira. Otwarta szafa, wysunięte puste szuflady, rozrzucone rzeczy, zabrana kołdra, obnażone łóżko, a na prześcieradle nocna koszula...
Gdy tak chodzimy z pokoju do pokoju, widzimy, że tylko rzeczy Gliksbergów, doktora Steinsapira i kołdra, i budzik Ryszarda zostały skradzione. Natomiast nasza sypialnia, w której zaścieliłam łóżka przed wyjściem z domu, jest nie ruszona. Tak samo pokój córek, w którym Nina rano zaścieliła łóżko, wygląda, jak gdyby nikt tam nie wchodził.” (s. 224-225)

„Potem przychodzi Blumcia. Tak, Blumcia przychodzi i stoi blada w przedpokoju. Wydaje się, że całą swoją postacią przeprasza: ja żyję jeszcze, a oni, Gliksbergowie, zginęli. Tak pięknie ubrani, tak pięknie mieszkający, tacy pańscy w każdym calu. Nie może wymówić słowa ze wzruszenia. Wsuwa głowę do ich pokoju. Wzdycha: „O, Boże!”.
„Gdzie się kryłaś?” — pytamy.
„Nie wychodziłam z mieszkania odpowiada. — Zamknęłam drzwi i wyjęłam klamkę. Skoro nie było klamki, nie weszli.” (s. 226)

„Bolesław [Szereszewski] przynosi ze sobą puchową kołdrę i ogromny flakon wody kolońskiej. Znalazł te rzeczy w opuszczonym mieszkaniu i przywłaszczył je sobie bez skrupułów. Jeżeli nie on, zabierze kto inny. Tak rozumował.
„Woda kolońska dla was — mówi do Ireny i Niny — a kołdrę przechowajcie mi do czasu, aż ją zabiorę. — Pokazuje wypchany plecak. Potem przynosi z sieni jeszcze jeden. — A to są moje dwie poduszki” — dodaje.
„Połóż jedno i drugie do pokoju Gliksbergów — mówimy — niech tam leżą”.
Kiedy wkrótce potem przyszła żona byłego dyrektora Jointu, Gitermanowa, z synem i przynieśli kilka waliz, odkładamy i te walizy do pokoju Gliksbergów.
„Przenosimy się do szopu — mówią — przechowajcie nam przez kilka dni te rzeczy”.
Tym sposobem pokój Gliksbergów staje się składnicą, w której magazynujemy cudze dobro.
Jak tylko Bolesław Szereszewski opuszcza nasze mieszkanie — może po kwadransie — przychodzi człowiek, którego nigdy nie widzieliśmy. Mówi, że wiadomo mu jest, iż puchowa kołdra i poduszki, które są jego własnością, znajdują się u nas. I prosi o ich zwrot.
„Kryłem się — mówi — podczas tych kilku dni nie w moim domu, a gdzie indziej. W tym czasie obrabowano mieszkanie, bo myślano, że już nie wrócę. Wróciłem jednak”.
Bez jednego słowa, natychmiast, oddajemy mu rzeczy. Pytamy nawet, czy woda kolońska też jest jego własnością. Odpowiada, że nie. Woda zostaje u nas.” (s. 229)

„Przez cały wieczór różni ludzie przesuwają się przez nasze mieszkania. Jedni wychodzą, a już przychodzą drudzy. Ci, którzy mieszkają w naszym domu, przychodzą po dwa, a nawet po trzy razy.” (s. 230)

JA/ONI, IV B (styczeń 1943)

„Do mieszkania po wywiezionym radcy Grodzieńskim wprowadza się Lejkinowa. Na naszym podwórzu otwierają bramę na oścież i wjeżdża platforma z meblami.
„Kto się wprowadza‘!” – pytam przez lufcik Kornfelda.
„Lejkinowa — odpowiada — Lejkinowa”.” (s. 235)

„Po Sterlingach — placówkarka Ada zajmuje pokój doktora Steinsapira. Tego dnia, kiedy wstawiła tam swoje rzeczy, o godzinie szóstej wieczorem słyszę stukanie do drzwi i wchodzi mąż przyjaciółki córki doktora. Ten z szopu „Serejski, Słucki i Wiśniewski”.
„Czy doktor zginął?” — pyta.
„Tak — odpowiadam — zginął”.
Stoi niezdecydowany. Widać po nim, że chce coś powiedzieć. Oczy jego błyszczą jak w gorączce.
„Czy doktor nosił narciarkę?”
„Tak — mówię — nosił narciarkę”.
„A gdzie jego poduszki?”
„Poduszki? — mówię. Byłam zdziwiona, że pyta o poduszki. — Zabrała je Sterlingowa na górę”.
Milczy chwilę, potem mówi:
„W narciarce doktor miał zaszytych osiem tysięcy złotych, a w poduszce piętnaście”.
„A więc proszę, niech pan idzie do Sterlingowej. Zabrała poduszki dziś rano”.
„Czy na pewno nosił narciarkę — pyta — a może nosił inną czapkę?”
„Nie — mówię — na pewno narciarkę”.
I dziwię się. On i jego żona byli jedynymi przyjaciółmi doktora Steinsapira. Nikt inny do niego nie przychodził. Dlaczego nie pyta, jak zginął? Dlaczego nic o nim nie mówi?
Stoi obok skrzyni, przykrytej serwetą. Przy świetle świecy cień jego wielką plamą drży na ścianie. Oczy ma połyskliwe. Oczy jego pałają. Mówi do mnie tak:
„Żadnych innych przyjaciół doktor nie miał. Nie miał przed nami tajemnic. Czy nikt nie ruszał tapczana? Powiedział nam, że ma w nim skrytkę. Że gdyby stało się z nim nieszczęście. Pokażę pani tę skrytkę. Będzie to moim dowodem”.
Biorę świecę i idę przed nim w ciemność pokoju doktora Steinsapira. Podnoszę świecę do góry. Otwiera tapczan. Odsuwa w kącie deseczkę i wyjmuje ze schowka rulon złotych dolarów.
„Biorę” — mówi i patrzy na mnie.
Dlaczego pytam — czy mam prawo nie pozwolić?
„Panie — mówię —jest dziecko po jego córce. Z pewnością pan wie o tym. Teraz pan będzie chciał przejść z żoną na stronę «aryjską». Niech mi pan zostawi zobowiązanie, że użyje pan tych pieniędzy na odszukanie i wychowanie dziecka ”.
Pisze mi rewers, w którym pod słowem honoru zobowiązuje się odszukać i wychować dziecko. Wieczorem, kiedy pokazuję kartkę mojemu mężowi i Kupczykierowi, śmieją się ze mnie.
Nazajutrz przychodzi z żoną. Ten sam przychodzi. Została jeszcze w pokoju doktora po grabieży ciepła bonżurka z ciemnego sukna.
„Biorę tę bonżurkę — mówi żona — sprawiłam ją sama doktorowi. Nawet byłam z nim u krawca. Czy nie zostało nic więcej?”
„Dosiało palto po żonie — odpowiadam — wisiało na ścianie na gwoździu. Zabrała je doktorowa Sterling. I półbuty zostały, wzięła je moja kuzynka Erna, która pracuje w parowej. Piżamę w paski zabrał; Piotruś Held”.
„Bonżurkę biorę ja” — powtarza. I patrzy na mnie, co ja na to powiem.
Potem poszli i nie widziałam ich więcej.” (s. 235-236)

„Pewnego wieczoru przychodzą do nas ludzie z naszego domu. Jednych znam, drugich nie. Kornfelda, Lewina i Muchę znam. Innych widzę po raz pierwszy. Dwóch Wolfowiczów. Kupczykier i Rozental. Tych znam. Mówią, że zbierają pieniądze na budowę bunkra. […]
Robimy bunkier na parterze w mieszkaniu drugiego cmentarnika, który zginął z rodziną. Wyjęliśmy już z pokoju kwadrat posadzki. Teraz trzeba zamurować piwnicę od korytarza.
Mąż mój wpłaca swoją część.
Nazajutrz przywożą kupę cegieł, cement i wapno. Ustawiają cegły pod oknem na podwórzu, potem zabierają je do piwnic.
Widzę obce kobiety, które pomagają przy noszeniu. Myślę z troską: żydowski gestapowiec mieszka na trzecim piętrze od frontu, ale dwa okna ma od podwórza. Profesor Nossig także mieszka od frontu. ale i on ma okna od podwórza. Sekretarkę jego, panią Epstein-blondynę, widzieliśmy nieraz siedzącą przy oknie. A kupa cegieł leży na widoku obok mieszkania cmentarnika.” (s. 236-237)

„Następnego wieczoru przychodzą i mówią:
„Budujemy bunkier. Odcięliśmy trzy piwnice. Drabina już przystawiona. Ławki mamy. Przeciągnęliśmy światło. Jeżeli prąd będzie, to i u nas się zapali. Żeby było cieplej — są tu jakieś dywany?”
„Są dywany po wysiedlonych Gliksbergach” – mówimy.
I prowadzimy ich do pustego pokoju. Kiedy przechodzi przez pokój, widzę, że zszarzał, cały pokrył się kurzem, jak mosiądz patyną. Pośrodku stoi jeszcze kufer. Przy balkonie leżą dwa perskie dywany. Jeden z nich jest jasny, koloru mlecznej kawy.
„Zabieramy oba dywany” stwierdzają. Biorą je na plecy i wynoszą.
„Ja nie znam tych ludzi — mówię. — Pojawili się ludzie, których nie znam wcale. Pierwszy raz ich widzę. To jacyś beznumerkowi”.
„Nie — odpowiada Kupczykier — to są właśnie inżynierowie od bunkrów”. (s. 237)

„Częstujemy tych, którzy do nas przychodzą wszystkim, co mamy. Otwieramy najlepsze słoiki. Otwieramy nawet dwie puszki mleka skondensowanego, które chroniliśmy dotychczas tak pieczołowicie. Już nie wierzymy, że synek naszej córki będzie w getcie. Zapasy już nam są niepotrzebne.” (s. 238)

„Nazajutrz rano wołamy urzędnika Muchę i mówię do niego:
„Panie Mucha, oto dwie walizy. W jednej są listy mojej córki. W większej — nasze paszporty, tytuły własności, dyplom mego męża, świadectwa ukończenia szkół, fotografie, papiery rodzinne, pamiętniki... Niech pan weźmie szpadel zakopie w piwnicy obie walizy. Córki z panem pójdą”.
Podnoszę wieko i wsuwam kartkę papieru z napisem: „Ktokolwiek znajdzie te papiery, niech odda komuś z rodziny Szpilfoglów albo Szereszewskich za nagrody”. Potem zamykam wieko ostrożnie, jak się zamyka trumnę po kimś, kogo się bardzo kochało.
Córki idą z Muchą do piwnicy. Mucha wykopuje dół, kładzie do dołu walizy i wyrównuje ziemię.” (s. 239)

„Tej samej nocy jest alarm. Wstajemy i ubieramy się w jednej chwili. Puka do nas Kupczykier i razem schodzimy do bunkra w mieszkaniu cmentarnika.
W dużym pustym pokoju, w którym nikt nie mieszka, leżą rozrzucone na podłodze poduszki i pierzyny. I stoją worki z garderobą. W kącie wyjęto w podłodze kwadrat posadzki. Tą dziurą schodzą w dół do piwnicy.
Stoimy przy dziurze.
„A co potem?” — pytamy jednego, który kieruje schodzącymi i dba o porządek.
„Ostatni schodzący — odpowiada — stojąc na drabinie, ujmuje kwadrat posadzki i przytrzymuje na nim pierzyny. Opuszcza kwadrat i pierzyna maskuje wejście”.
Schodzę i ja do bunkra po drabinie. Za mną schodzi z wielkim plecakiem młody Rozensztadt, bratanek radcy. Pozostał sam po stracie rodziców, siostry i szwagra. Schodzi niezgrabnie. Przeszkadza mu plecak. Na dole porządkowy wskazuje mu miejsce.
Za nim schodzą dwie osiemdziesięcioletnie staruszki. Ostrożnie — jedna za drugą. Po omacku stawiają nogi na szczeblach drabiny. Schodzą długi czas. Ale wszyscy czekają cierpliwie. Nikt na nie nie woła, żeby się spieszyły. Ratują swoje życie. Jest ogromne zrozumienie dla wartości życia. Każdy ma prawo je ratować.
W bunkrze należy mówić szeptem. Są trzy pomieszczenia. W każdym dokoła stoją ławki, na których siedzą dorośli i dzieci. Widzę dwóch małych chłopców — siedzą spokojnie na ławkach. Staruszkom wskazują miejsca. Siadają karnie, bez słowa, kurczą się i zasypiają.” (s. 240)

„Wchodzę do piwnicy, gdzie leży na ziemi jasny perski dywan Gliksbergów. Na ławce widzę radcę Rozentala z córką, a obok nich — profesora Nossiga, żydowskiego gestapowca. Przerażony alarmem, zszedł i on do bunkra. Siedzi spokojnie jak wszyscy inni. Nikt na niego nie zwraca uwagi. Myślę z troską: czy nie zdradzi Niemcom naszego bunkra?
Idę i do trzeciego pomieszczenia. Tak samo dokoła stoją ławki i siedzą na nich mężczyźni i kobiety, których w większości nie znam. Z pewnością jest między nimi urzędniczka z matką, które przyszły do nas do mieszkania Górnego w gmachu Rady Żydowskiej. W bunkrze tym są ludzie głównie z tej samej klatki schodowej. Żeby mogli się szybciej ukryć.” (s. 240-241)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
(mieszkanie Alfreda Nossiga)

ON, IV B

„Dopiero później, z odezwy ŻOB dowiedziałem się, że zastrzelony dnia 22 lutego 1943 roku gestapowiec Nosik (!) dostarczał Niemcom informacji o „bunkrach” żydowskich na strychach i w piwnicach. Z początku myślałem, że chodzi o dwie zupełnie różne osoby. Okazało się jednak, że wyrok wykonano w mieszkaniu Nossiga przy Muranowskiej 42. Nie było wątpliwości…”. (s. 65)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6229" title="DZIELNA 7 (synagoga Morija)" slug="dzielna-7">Stanisław Gombiński
ONI, III A (02.09.1942)
„W pierwszych dniach września, nocą – alarm. Alarm lotniczy. To alianci przybywają nam z pomocą! Spadają bomby na Warszawę, płonie zapalony bombą dom w getcie przy ul. Dzielnej 7 [synagoga Morija] – ale nazajutrz wstaje dzień jak wszystkie poprzednie, z Sonderkommando, ze sprzymierzeńcami, z akcją. Nie ma zmiany, nie ma końca, nie ma ratunku.” (s. 110-111)

Abraham Lewin
JA/ONI, III A 
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przede wszystkim […] tysiąc złotych […] dzieci, które […] po drugie dają […] (Dzielna 7) prowadzą […] kuchnię […] obiady dla zubożałych. Po większej […] w Tarnowie, gdzie utrzymują 3-4 […] dużo na polu charytatywnym. Mają […] któremu zawdzięczają całą swoją karierę […] daje mnóstwo pieniędzy na żydowskie cele. Między innymi […] Jom Kipur ofiarował 5000 zł dla [synagogi na] Tłomackiem […] wspomniani mają też fantazje bogaczy. Kiedy oni […] [w?] Warszawie wynajmują na popołudnie prywatną […] [dla?] siebie i wspólników za kilkaset złotych.” (s. 37)
</document>
<document nplp_id="6230" title="TŁOMACKIE 5" slug="tlomackie-5">
Rachela Auerbach
JA, II B

„W śnie tym jest reminiscencja moich codziennych spacerów z […] Manówną odprowadzającą mnie zazwyczaj do Tłomackiego 5 i spotkanie z byłym kierownikiem kuchni samowystarczalnej na Zamenhofa. Niespodziewanie serdecznie się mną ucieszył po dłuższym niewidzeniu, odprowadził mnie pod ramię do rogu Karmelickiej…” (s. 82-83)

ONI, II C

„Diese Juden da, sollst du mir gut behandeln [Tych Żydów tutaj traktuj mi dobrze – przypis w tekście] – rzekł podobno przed paru dniami jakiś komisarz do żandarma na wylocie Leszno – Tłomackie , przez który przechodzą Żydzi niemieccy stłoczeni w liczbie około 2000 w gmachu Instytutu Judaistycznego i oficynach otaczających synagogę.” (s. 150)

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)

Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
ONI, II/III
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (...) Do opróżnionego gmachu b. Biblioteki Judaistycznej sprowadzono większy transport Żydów z Niemiec i Czech. Z wyglądu, odzienia i eleganckich waliz, opatrzonych nalepkami z rozmaitych hoteli zagranicznych, można było wywnioskować, że był to zamożny element żydostwa niemieckiego lub czeskiego, który zajmował do krytycznego momentu pewne stanowiska w rodzinnych miastach. Każdy był zaopatrzony w dużą żółtą gwiazdę z napisem ‘Jude’, przyszytą na zewnętrznej części garderoby na wysokości lewej piersi. Cały ten transport był przekonany, że został ulokowany poza gettem, jako uprzywilejowanych i będzie zatrudniony na lepszych stanowiskach z łaski niemieckiej. Niektórzy szybko faktycznie znaleźli zatrudnienie dzięki znajomości języka niemieckiego. Nie wolno im jednak było wydalać się poza budynek na stronę polską, mogli natomiast grupami wchodzić do getta, gdzie zresztą otrzymywali z kuchni ludowej ŻTOS wyżywienie.” (s. 177)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, III A
„Na Nowym Świecie chrześcijanka uklękła na trotuarze i modliła się do Boga, aby skierował swój miecz przeciwko oprawcom. Uczyniła to na widok zamordowania przez żandarma dziecka żydowskiego. Posiedzenie członków &amp;lt;Oneg Szabat&amp;gt;. Jego tragiczny przebieg. [Omawiają kwestię własności i przeniesienia Archiwum do Ameryki, do JIWO, jeżeli wszyscy zginiemy].” (s. 178)
ONI, III A (31.07.1942)
„Z Ogrodowej 27-29 zabrali Ok. 2000 ludzi. Zabrali również wiele dzieci z sierocińca. Dziś złapali wielu urzędników Gminy (również nauczycieli) i ŻSS [Żydowska Samopomoc Społeczna - Tłomackie 5].” (s. 180)
ONI, III A
„Getto będzie zajmować 1/3 albo ¼ obecnego terytorium, jeśli nie ukażą się nowe zarządzenia tego typu. Opróżniają ulice, które już przedtem oddano niemieckim firmom. Ogrodzono je już parkanami, np. Mylną, Nowolipie, Dzielną itd. Nienasycone wraże łapy znów po nas sięgają. Wczoraj zabrali setki urzędników z Gminy, ŻS[S], JHK. Stał Brandt, komendant gestapo, i własnoręcznie bił zatrzymywanych. Bili Jakuba, Frumę i Uriego.” (s. 196-197)

Perec Opoczyński
ONI, III A
„Co się tyczy listów i pieniędzy, [Brandt] wydał dyrekcji poczty polecenie, aby przesyłki przeznaczone dla osób wysiedlonych przekazywano na jego adres. W przypadku paczek kazał sobie natychmiast wydać wszystkie, nie czyniąc tu żadnego rozróżnienia.
Na pewno obrabowano mieszkańców punktów dla uchodźców przy ul. Ogrodowej 27, Leszno 109 i Tłomackie 5. Potem przyszła kolej na paczki znajdujące się w Biurze Wymiany Pocztowej, a następnie wszystkie pozostałe, leżące w składnicach pocztowych. Łącznie zabrano 5341 paczek będących już w dyspozycji Poczty Żydowskiej, nie licząc tych, które zabrano bezpośrednio z Biura Wymiany Pocztowej nim trafiły na Pocztę Żydowską. Liczbę tych ostatnich należy szacować na co najmniej 4–5 tysięcy, licząc średnio 700 paczek dziennie w okresie od 22 do 31 lipca.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 451)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś Wolska posłała swe dzieci gołe i bose na Tłomackie 5. Miała to być demonstracja przeciwko Gminie, ale przepędzono je stamtąd, więc zawrócili wóz.” (t. 29: s. 147)
JA, II A
„Byłem dzisiaj na koncercie słowa żydowskiego w Głównej Bibliotece Judaistycznej; występowali żydowscy aktorzy, którzy po raz pierwszy śpiewali po żydowsku. Cały program był w języku żydowskim. Może jest to początkiem [ruchu]: ‘Frontem do języka żydowskiego’.” (t. 29: s. 186)
JA, II C (zima 1941/42)

„Tow. Mordechaja, skromnego, cichego, tylko raz jeden widziałem w charakterze komendanta Ha-Szomeru. Było to zimą 1941/[194]2 r. Tow. Mordechaj pragnął jeden raz zebrać wszystkich towarzyszy razem i umocnić w nich świadomość kolektywu i zademonstrować siłę, jaką reprezentuje ruch szomrowy. Mimo związanego z tym niebezpieczeństwa oddałem drugie piętro gmachu Instytutu Judaistycznego przy Tłomackiem 5, gdzie mieścił się Sektor Społeczny (któremu podlegały komitety domowe), Ha-Szomerowi na ich wieczór. Wieczór zalegalizowano jako imprezę literacko-artystyczną. Z lokalu usunięto biurka, krzesła ustawiono w rzędy i zrobiono zupełnie przyzwoitą scenę. Na sali zebrało się około 500 szomrów i szomerek, te ostatnie w białych bluzkach. Program literacko-artystyczny został wykonany przez towarzyszy i towarzyszki z Ha-Szomeru. Wieczór stał na bardzo wysokim poziomie. Po części artystycznej odbyła się prezentacja całego gniazda. Równocześnie odbywała się uroczystość przechodzenia szorów z jednej grupy do drugiej, co związane było ze ślubowaniem na wierność ruchowi. Podczas prezentacji była obecna towarzyszka z polskiego ruchu skautowego.” (t. 29a: s. 168-169)

JA, II

„JIKOR urządziła wielką uroczystość z okazji 55-lecia urodzin [Szmuela] Lehmana. W dużej sali Instytutu Judaistycznego, przy Tłomackiem 5, gdzie język żydowski był przed wojną zabroniony, zebrało się około 500 przyjaciół i wielbicieli [jubilata], aby oddać hołd wielkiemu idealiście. Słowo wstępne wygłosił dyr. I[cchak] Giterman. Tow. Szyja Braude opowiedział szczegółowo o twórczości Lehmana. Cytował przy tym wiele jego materiałów folklorystycznych. Potem przemawiał Lindner Menachem. Autor niniejszych słów podkreślił kulturalno-historyczne znaczenie twórczości Lehmana.” (t. 29a: s.198)

</document>
<document nplp_id="6232" title="TŁOMACKIE 6" slug="tlomackie-6">
Stanisław Gombiński
ONI, II C/II D (wiosna 1942)
„Minęła druga zima, nadchodzi druga wiosna. Znów wstrząs zeszłoroczny. Znów łapanka na obozy pracy. Ludzie bardziej wynędzniali, słabi. Znajomość obozów coraz większa, obrona przed schwytaniem, krycie się intensywniejsze. I intensywniejsze, bezwzględniejsze żądania – kontyngenty dzienne muszą być zwiększone, muszą być dostarczone. Połów bezwzględny, ostry, brutalny. Schwytani złorzeczą, rwą na sobie odzież, zawodzą, płaczą. Przez kilka dni przetrzymywani są w ruinach spalonego budynku na Tłomackiem – dawny dom Rundsteina [najprawdopodobniej chodzi o Tłomackie 6 – dom adwokata Szymona Rundsteina]. Nie ma okien ni drzwi, wody ni ubikacji. Nagie, spalone mury i ludzie spędzeni jak bydło. Straż przy nich pełni Sonderschutz [straż specjalna], przyjeżdża kilkakrotnie na dzień niemiecki kierownik żydowskiego Urzędu Pracy, Regierungsinspektor iegler, patrzy na tych ludzi, na warunki, w jakich się znajdują – i raz wypowiada prorocze słowa: „Niedługo ogół Żydów będzie im zazdrościł ze wszech sił.” (s. 62-63)
ONI, III A
„Ghetto zaczyna się kurczyć: już likwidują jego kraniec południowy. Oto blokada: opróżniają za jednym zamachem Sienną, Śliską, Pańską, Komitetową, Marjańską, Twardą, Ciepłą. Robią to błyskawicznie. Oto rusza już olbrzymi pochód na Umschlag; takiej masy ludzi jesze nie widziano w jednej grupie. Na czele idzie siwowłosy starzec, prof. Majer Bałaban, długoletni profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego, członek dziesiątków towarzystw naukowych, autor szeregu prac, historyk światowy, idzie sam jeden, trzyma ręce złożone jak do modlitwy. W pochodzie liczni lekarze, adwokaci, literaci, artyści; ginie rdzeń żydostwa. Oto w innym pochodzie idzie na Umschlag z żoną, córką i wnuczkiem adw. Szymon Rundstein. Sława palestry warszawskiej, znany ze swych prac szeroko w świecie naukowym. Ghetto warszawskie to jego rodzinne strony; wielki dom na Tłomackiem [6], naprzeciw Wielkiej Synagogi [Tłomackie 7] – dziś sterczą tylko spalone ruiny i tego domu, i Wielkiej Synagogi [wysadzona 16.05.1943] – to jego dom rodzinny; tam wzrastał, tam żył.” (s. 94-95)
</document>
<document nplp_id="6233" title="TŁOMACKIE 7 (Wielka Synagoga)" slug="tlomackie-7">
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
JA/ONI, II B (wiosna - lato 1941)
„Przy ulicach, przy których rwie strumień ludzki, nie ma ich [miejsc zielonych – B.K.] prawie wcale. Wzrok przechodnia nie ma przy czym się zatrzymać, nieliczne drzewa wraz z przyległym kawałkiem darni – na Lesznie przy kościele ewangelickim [Leszno 16], przy kościele na Nowolipkach [nr 48/50], na Siennej – pozdrawia jak drogich a rzadko widywanych przyjaciół, pieści je spojrzeniem, wita z uśmiechem. Jakiś ogródek ma znaczenie oazy. Nie ogródki to zresztą, a nędzna ich imitacja – w ruinach spalonego szpitala św. Ducha [ul. Elektoralna 12 –B.K.], na tyłach kościoła Wszystkich Świętych [pl. Grzybowski 3/5 – B.K.], przy Wielkiej Synagodze na Tłomacki[e]m [7] – ocaliło się kilka drzew i nieco zieleni dokoła nich. To wiele.” (s. 43)
„Na gołej przestrzeni tworzy się nowy ogródek – trochę trawy i piasku – dzieci będą mogły w tym kącie parę godzin dziennie przebyć. Gdy będą chciały dowiedzieć się, co to jest drzewo żywe, poprowadzi ich „pani” do tych szczęśliwych dzieci, które na Elektoralnej i na pl. Grzybowskim do „prawdziwego” ogródka wstęp mają.” (s. 44)

Adam Czerniaków
JA, II B

„Potem zlustrowałem wnętrze synagogi. Ołtarz wywrócony. Kapitele i części architraw[ów] zniszczone. Jedna kolumna obnażona. Dach przebity. Poleciłem zwołać komitet celem zbiórki funduszów na remont i uruchomienie synagogi. Otrzymałem paczkę - kiełbasa, trochę mąki, cukru, kaszy, cukierków. Ubożuchna, droga paczka.” (s. 174)
„Rano Gmina. O 9.30 w synagodze na Tłomackiem. Wyniosłem Torę i dwa razy przeszedłem z nią synagogę. Na zakończenie dnia świątecznego w synagodze (Zielone Świątki) zasłabł kantor (paraliż). Musiano go odwieźć do szpitala. Po synagodze zwiedziłem aprowizację. Omawiano dalszą taktykę w Transferze.” (s. 188)
„Rano Gmina. Święto Sukkoth. O 4.30 wezwano mnie znów do Gminy. Przyjechał Auerswald z kilkoma gośćmi z prezydentem swym na czele. Musiałem referować o ghetcie. Wskazałem na śmiertelność i tyfus. W mieście wielkie zaniepokojenie z powodu nowych redukcji ghetta. Obliczyłem, że to, co mają nam zabrać, mieści 43 530 mieszkańców. To co otrzymujemy - 8100.” (s. 219)
„Rano Gmina. O 3-ej pogrzeb Kaminera. Przemawiałem, Potem na oratorium do synagogi.” (s. 222)
„Buduje się mur na Żelaznej. Na Okopowej, skończono. Walczę o uratowanie synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 226)
JA, II D
„Synagogi uratować się nie dało.” (s. 260)
„Rano Gmina. Dziś przyjechał z Czech transport 1000 ludzi. O 6 rano nastąpiło wyładowanie. Zebrano ich w synagodze. Przemawiałem do nich.” (s. 269)
„Do Gminy zjawiła się propaganda niemiecka, która udała się do aresztu i na Tłomackie do uchodźców i filmowała.” (s. 271)
„Na Tłumackie przyjechał komisarz i Probst. Skierowano 30 Żydów do Treblinki.” (s. 281)
„Z synagogi i Biblioteki Judaistycznej mają wyjść uchodźcy z Niemiec i Protektoratu.” (s. 292)
„Dzwoni Glassówna od komisarza, aby dziś opróżnić synagogę z uchodźców. Gmach będzie postawiony do dyspozycji SS. Skierowałem Firsta do pałacu Brühla w tej sprawie. Dzień się zaczyna niedobrze. Na szczęście okazało się, że synagoga ma być dla cudzoziemców Żydów. Dziś muszę opróżnić ją, celem ulokowania emigrantów do Ameryki etc.” (s. 301)
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6235" title="ZAMENHOFA &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="zamenhofa-umschlagplatz-trasa">
Stanisław Gombiński
ONI, IV A (listopad)
„Wciąż żyje się w niepewności: kiedy znów? Wciąż zapytania do tych, którzy pracują na Żelaznej 103 lub tam z racji swych funkcji bywają: czy nic nie wyczuwają, czy nic nie przewidują? Dość często przyjeżdżają na Żelazną niektórzy SS-owcy z grupy lubelskiej, którzy tam podczas Wysiedlenia rezydowali, każdy taki przyjazd wywołuje panikę.
I oto pewnego dnia listopadowego – wstrząs: ulicą Zamenhofa znów idzie w kierunku Umschlagu korowód ludzki, znów ożywa przeklęty, tak znany, na zawsze zdawałoby się zapomniany widok. […] Okazuje się, że jeden SS-man z grupy lubelskiej potrzebował pewnej ilości krawców i krawcowych do swego shopu w Lublinie, pewien właściciel shopu w Warszawie „wspaniałomyślnie” zaofiarował mu ten kontyngent z własnych warsztatów.” (s. 135-136)


 Abraham Lewin
ONI, II D
„Opowiadają, powołując się na żydowskiego policjanta, że na Zamenhofa widziano grupę Żydów, w tym również kobiety i dzieci, prowadzoną w kierunku Umschlagu.” (s. 248)

Henryk Makower
JA, III
„W czasie akcji Pawia stała się od razu bliska i sympatyczna. Bliska, bo była dwa kroki od Dzielnej, na której wówczas mieszkaliśmy z Emą, rozpoczynająca się od Zamenhofa, tej częstej drogi na Umschlag i z powrotem. Sympatyczna: bo od 2 do 20 numeru stanowiła blok lekarski, w którym tylu naszych przyjaciół i znajomych mieszkało.” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="6236" title="LESZNO 78 (Szop trykotarski firmy Karl Georg Schultz, dawniej fabryka Bro-Ro [Braun i&amp;nbsp;Rowiński])" slug="leszno-78">



















[caption id="attachment_9417" align="alignleft" width="1337"] Ul. Leszno 78 (strona płn). Po ulicy jadą ryksze i konhelerki (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, IV A (19.01.1943)
„Drugiego dnia iskra elektryzuje getto: pierwsze wypadki oporu. W getcie, na ul. Niskiej w pobliżu Zamenhofa [prawdopodobnie 58] trzech żandarmów weszło do opuszczonego domu, zobaczyli na podwórzu młodą, siedemnastoletnią dziewczynę i dwóch mężczyzn. Kazali im wyjść na ulicę, wtedy dziewczyna rzuciła granat. Żandarmi odpowiedzieli ogniem z rozpylaczy i natychmiast wycofali się, jeden z nich ranny. Dziewczyna i jeden mężczyzna zostali zabici, drugi mężczyzna, ranny, zdołał zbiec. W kilka minut później dom został otoczony, bomba zapalająca w jednej chwili zamieniła cały narożnik w stos płomieni.
Drugi wypadek oporu miał miejsce na Lesznie [78]: gdy żandarmi weszli do shopu trykotarskiego firmy Karl Georg Schultz (dawniej Braun i Rowiński), zostali powitani jednym czy dwoma pociskami, jedni mówią – gazowymi, drudzy dymnymi.”


Leokadia Schmidt
JA, III A
„Tegoż dnia, stojąc na balkonie naszego mieszkania, zakłopotana i zmartwiona, zauważyłam w oknie obok naszego sąsiada Rosenberga. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że jego żona pracuje od 15 lat w fabryce Bro-Ro (Braun i Rowiński) przy ul. Leszno 78, która obecnie produkuje, jak mi kiedyś wspomniała, dla wojska niemieckiego. Zapytałam więc, nie wierząc w rezultat, czy mógłby coś załatwić u nich dla mego męża. On zaś odpowiedział, że owszem, nawet dziś może przynieść za tysiąc złotych legitymację stwierdzającą przyjęcie do pracy męża i zaświadczenie dla mnie i dziecka. Ogarnęła mnie tak wielka niecierpliwość, że nie czekając na męża, napisałam na kartce wszelkie personalia i dała 2 fotografie męża prosząc o pośpiech. Po godzinie Rosenberg wróci z podaniem, które należało złożyć do biura dyrekcji z prośbą o przyjęcie. W tym samym czasie nadszedł mąż. Okazało się, że prosił o załatwienie pracy u tzw. Dużego Schultza na Nowolipiu [44]. Był to duży szop na terenie garbarni Blunka. Mieściły się tam fabryki pracujące dla Niemców. Bez namysłu radziła odwołać to miejsce. Tego samego dnia złożyliśmy podanie do formy Karol George Schultz, który obecnie objął fabrykę Bro-Ro. Nie ma on nic wspólnego z Dużym Schultzem.” (s. 24)
JA, III A

„Dostałam się bez trudności na teren fabryki, gdyż w bramie czekał już na mnie mąż. Za sprowadzenie mnie z dzieckiem zapłacił policjantowi 50 zł. Rozejrzałam się po podwórzu. Wszędzie gęsto. W bramach, na obu podwórzach, na klatkach schodowych pełno ludzi. Zdziwiona zapytałam męża, po co tyle ludzi i dlaczego kazał mię sprowadzić. Wtedy dowiedziałam się, że K.[arl] G.[eorg] Schultz oznajmił, iż w domach skoszarowanych na Nalewkach [33, 35, 37] i Lesznie 76 mają się dziś odbyć blokady niemieckie. Ponieważ on pragnie ochronić rodziny i dzieci swoich pracowników, przeto wskazane jest, aby wszyscy skupili się na terenie fabrycznym. Wtedy będzie mógł wystąpić ze skuteczną obroną. Wysłał również specjalną eskortę żydowskiej policji, aby żony i dzieci pracowników zamieszkałych na Nalewkach zostały bezpiecznie przeprowadzone na Leszno, do fabryki. Mąż pokazał mi grupę, która właśnie przed chwilą przybyła. Rozejrzałam się bacznie dookoła i zobaczyłam w samym środku podwórza po raz pierwszy Schultza. Był olbrzymiego wzrostu. Górował i wyróżniał się wśród tłumu. Człowiek o okrutnej twarzy i zimnych jasnoniebieskich oczach. Wyczytałam w nich tyle okrucieństwa i nienawiści do otaczających, że w jednej chwili, jak w jasnowidzeniu, przejrzałam i zrozumiałam wszystko.
- To jest zasadzka! Zwykła pułapka! On was oszukał, a wy, głupcy, uwierzyliście mu. Teraz jesteśmy w jego mocy. Musimy wydostać się stąd za wszelką cenę – powiedziałam do męża.” (s. 58-59)
ONI, III B
„W ciągu tych sześciu dni K. G. Schultz kazał postawić mur dookoła naszych dwóch domów, Leszno 76 i 78. Nikt obcy nie mógł wchodzić, pracownicy zaś byli uwięzieni w domach i nie wolno było wydalać się poza ich obręb pod karą wyrzucenia z pracy, co równało się śmierci. Brama domu nr 76 była zamknięta i nieczynna. Oba domy łączył przebity wielki otwór. Nie było sposobu, aby się przekraść do wnętrza.” (s. 121)
JA, III C
„Siostra Jadzi tymczasem, zaprowadziwszy matkę do ciotki, udała się pod bramę fabryki, na Leszno 78, by opowiedzieć o naszym cudownym ocaleniu mężowi i Jadzi. Przyniosła mi od męża 500 zł i list oraz moją fotografię. Mąż pisał, że na razie nie ma mowy o dostaniu się do domu. Mam się starać o pracę u Dużego Schultza, zatrudniano tam bowiem tysiące robotników i nie było takich ograniczeń jak u nas.” (s. 123)

Henryk Makower
JA, III
„Doc. Zweibaum […] miał więcej szczęścia. On także wpadł podczas łapanki niemieckiej na Lesznie. Stał już w długim szeregu. Wśród obecnych funkcjonariuszy znalazł się jeden z naszych słuchaczy. […] Po niedługim czasie spędzonym w szopie &amp;lt;małego Schultza&amp;gt; na Lesznie 78 docent, którego rodzina już wpierw przeniosła się na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;, szczęśliwie przedostał się do swoich.” (s. 98)
Bogdan Wojdowski
III A/B, F
„Pewnego dnia wpełznął do kryjówki wuj Gedali, z nim drugi więzień i długo wołali ukrytych rzucając w ciemność wersety hebrajskie, jak hasła, zanim rozproszeni w piwnicach wyszli do nich z ociąganiem. Kto się mógł spodziewać? W rękach mieli ciężkie cęgi, a reszta w sąsiedztwie uwalniała z zasieków Waliców pod strażą, rozkuwała kozły żelazne na ziom. Majster, który ze swymi ludźmi wracał na noc do fabryki Toebbensa i Schultza, podjął się przemycić parę łebków; ktoś szukał Kalmana Drabika i konwojent był tego dnia z góry opłacony. Naum i Elijahu poszli w tej grupie na Leszno. Dawid ukryty w tłumie więźniów człapał z wujem Gedalim do warsztatów na Prostą”. (s. 371)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6238" title="GÓRCZEWSKA" slug="gorczewska">
Stanisław Gombiński
ONI, III A (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)


ADRESY:
- Górczewska 9,</document>
<document nplp_id="6239" title="LUBECKIEGO" slug="lubeckiego">

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_9418" align="alignleft" width="1024"] Ul. Lubeckiego widok w kierunku Pawiej od Gęsiej. Ruch uliczny w ghetcie przed wysiedleniem (Fot. Archiwum Ringelbluma, 11.03.1942) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A  (lipiec 1942 - pierwsze dni akcji)
„Pierwsze dni przebiegają trwożnie. Już oczyszczone wielkie skupiska, już zniknęły największe punkty uchodźców polskich, niemieckich, czeskich. Już wywieziono mieszkańców Domu Starców z Nowolipek – dawny Dom z Górczewskiej [istniejący do 1940 r. Dom Starców przy ul. Górczewskiej 9, dziś Wawelberga 10] – już nie ma Głównego Domu Schronienia dla Dzieci [ul. Dzielna 39], gdzie kilkaset sierot się znajdowało. Wywieziono starców, wywieziono dzieci. Wysiedlenie zaczyna działać systematycznie, w porządku ulic, nie sięgnęło jeszcze do centrum, operuje na peryferiach. Porządkowi grasują na Stawkach, Miłej, Lubeckiego, Ostrowskiej, Wołyńskiej, to daleko od Leszna, Żelaznej, Grzybow[ski]ej.” (s. 77-78)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D/III (30.06.1942)
„Dziś rano znowu zebrano na ulicach warszawskiego getta ciała 8 zabitych. Kilka trupów leżało na ulicy Lubeckiego. Przyprowadzono tu ofiary i tu zastrzelono. Kim oni są – tego nie wiem. Według jednej wersji, mieli to być agenci gestapo. Jeden z zastrzelonych nazywał się Miler i miał herbaciarnię przy Zamenhofa 41.” (s. 139)
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)
JA/ONI, III A
„Słyszałem, że zabrali ludzi z Gminy, z wydziału aprowizacji oraz z innych wydziałów. Poinstruowano wszystkie szopy, jaką maksymalną liczbę robotników mają prawo zatrudniać. Szopowi L[andau]a wyznaczono 900. Nam nie przyznano tak mało, ale inne szopy czują się pokrzywdzone; grożą przerwaniem pracy i zwrotem surowców, gdyż z tak małą liczbą robotników nie są w stanie wykonać produkcji. Wczoraj odbyło się w Urzędzie Pracy posiedzenie z udziałem fabrykantów i SS. Z rana widziałem na Lubeckiego obwieszczenie w języku polskim (pisane na maszynie) następującej treści: &amp;lt;Komendant policji, oficerowie i szeregowi policjanci zostali postawieni w stan oskarżenia i w związku z tym dokonano zamachu na Jakowa Szerzyńskiego. Tego rodzaju dalsze represje będą nadal stosowane z całą bezwzględnością&amp;gt;.” (s. 207)
JA, III A (25.08.1942)
„Niem[cy] wraz z Ukraińcami przeprowadzili dziś łapankę w bloku Gminy, tj. na Zamenhofa, Pawiej, Gęsiej i Lubeckiego. Drżę o Orę, o matkę i wszystkich krewnych, których zostawiłem przy Pawiej 14.” (s. 206-207)
JA/ONI, III A
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
ONI/JA, IV A (24.09.1942)
„Wczoraj zaczęła się sprawa wyprowadzki z domów na Pawiej, Gęsiej, Zamenhofa i Lubeckiego. Nikt nie wydał rozkazu, że trzeba się wyprowadzić z tych ulic, nikt nie wyznaczył ostatecznego terminu opuszczenia tych ulic, a jednak od wczoraj odbywa się tu ruch – gorączkowa przeprowadzka. W zamian za 36 domów, jakie liczył poprzedni blok, przydzielono teraz połowę, a przy tym domy są kiepskie i w złym stanie.” (s. 226-227)

&amp;nbsp;

























Perec  Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Handlarze i przechodnie na Wołówce ujrzeli dziś wzruszającą do łez scenę dowodzącą żydowsko-polskiej przyjaźni.
Na chodniku przy Lubeckiego stała pobladła Żydówka, którą obejmowała i bez przerwy całowała jakaś chrześcijanka. Ta ostatnia, nie przestając tulić Żydówki, wołała: „Zandowa, Zandowa… żyjesz? Nie zastrzelili cię? Co widzą moje oczy? To ty, Zandowa!...” Kiedy chrześcijanka doszła już do siebie, powiedziała Żydówce, że tam u nich wszyscy mówili, że Zandowa zastrzelona… Już ją opłakali, i często wspominali, i zastanawiali się, gdzie też się podziały jej dzieci.
Wreszcie i Żydówka zaczęła opowiadać, jak udało jej się uniknąć śmierci. Po tym, jak ją złapali po tamtej stronie, trafiła do aresztu w gettowym więzieniu, a było to wtedy, gdy zatrzymanych rozstrzeliwali całymi grupami za murem. Po krótkim czasie dostała wyrok śmierci. Otrzymała go na piśmie. A kto miał taki papier, wiedział, co go czeka. Z biegiem dni coraz bardziej wrastała w nią śmierć. Zandowa spodziewała się, że już niebawem ją rozstrzelają. Właśnie wtedy przeprowadzono konfiskatę żydowskich futer, po której 700 więźniom darowano życie. I tak pani Zand ze Stawek (jej mąż jest w niewoli) po trzech miesiącach więzienia i codziennym gotowaniu się na śmierć została uwolniona. Chrześcijanka z tej ogromnej radości, że znów zobaczyła swoją sąsiadkę, z którą przez lata żyła w wielkiej komitywie, nie chciała już ani handlować, ani niczego kupować. Rzekła tylko, że musi czym prędzej wracać do domu, żeby powiedzieć mężowi, dzieciom i wszystkim dawnym sąsiadom ze Stawek, że Zandowa żyje…” (Pisma, s. 281)
ONI, III B (9 i 11.09.1942)
„Rozeszła się plotka, że jutro ma być obława w baraku stolarni przy Miłej i że będą użyte trujące gazy.
Po tamtej stronie rozwieszono plakaty informujące, że za kontakty z Żydami grozi kara śmierci.
Dziś jest wigilia Rosz ha-Szana. Straszliwe sceny wypędzenia rozegrały się w szopie stolarskim przy Gęsiej 30, dziewiątego września. W czasie niemieckiej kontroli wzięto setki młodych i starszych, głównie pięknych i wykształconych kobiet, i odesłano je na rzeź. SS-mani bili przy tym ofiary nahajkami, kijami i biczami, krzycząc: „Przez was już od trzech lat nie mamy życia”. To straszne wydarzenie zatrwożyło nie tylko robotników szopu.
Wtedy powiedziano, że to już koniec, że wystarczy, że wysyłka się kończy, ale blokady nadal trwają.
Dziś miały być na Lubeckiego, na Żelaznej 108 (w domu sąsiadującym z SS-manami [przy Żelaznej 103 była komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle]) trwają łapanki.” (Pisma, s. 294-5)
ONI, I
„Cała Miła jest zapełniona chłopskimi wózkami. Zabłądziły też na Lubeckiego, Wołyńską, są w całej dzielnicy, szczególnie te z węglem.” (Dom numer 21, s. 347)
„Są już spece, do których przychodzą „zaufani” goje spod granicy, i są żydowscy przewoźnicy, co jadą przyczepami, omnibusami i różnymi rodzajami wozów.
Od rana do wieczora widzi się je na Wołyńskiej, Lubeckiego, Niskiej, Zamenhofa, a gdzie ich nie ma?
Oto przez uliczkę przejeżdża chłopski wóz. Na koźle siedzą razem Żyd z blond bródką i goj, a na jedynym siedzisku – worku z sianem – dwaj chłopcy sześcio-, siedmioletni, zakutani w szale. Patrzą smutnymi czarnymi oczkami, w których widać ślady wielu ciężkich przejść […]” (Dom numer 21, s. 353)
„[Po wrześniu 1939] Życie powróciło do prymitywnej formy sprzed tysięcy lat. Ludzie zatracili opory, wstyd i porzucili cywilizacyjne nawyki. Z ulic niósł się straszny smród. Północna część miasta, gęsto zaludniona przez żydowską biedotę, ulice: Stawki, Niska, Lubeckiego i inne, były tak zniszczone, że po trzy, cztery bloki mieszkalne naraz stały tam z oberwanymi schodami i wypalonymi wnętrzami. Z domów zostały tylko szkielety, jak ogromne straszydła. Ludność z okolic, przechodnie, którzy jakby umyślnie tam błądzili, uczynili z ruin ustęp. Wokół powstało śmietnisko, na które wyrzucano cały brud i wszystkie odpadki z zapuszczonych izb.” (Księga parówki, s. 363)
„Tu na Smoczej opłaca się uparte trzymanie domu w zamknięciu przez dwa, raz nawet przez trzy, a potem przez cztery tygodnie. Jakby nie dość tego wszystkiego, za miesiąc ów doktor znów może zechcieć zamknąć ten sam dom na Smoczej, Lubeckiego, Stawkach czy Krochmalnej. Mieszkańcy tych ulic to ludzie ubodzy, pogrążeni w rozpaczy, nie mają się komu poskarżyć. […] Nie zamyka się tylko pojedynczych domów, zamyka się pół, całą ulicę – po dwadzieścia, trzydzieści domów naraz. Na obu jej końcach stawia się płot, przy płocie policję, która rano wypuszcza za sowitą opłatą pracujących i handlujących.
Sąsiedzi w domu wzdychają i pojękują. Dzieci oblegają wyjście i czują się jak ptaszki w klatce. Ilekroć brama się otwiera, wykrada się przez nią kilkoro dzieci. Policjant przeklina, złorzeczy, krzyczy, ale wobec młodych jest bezsilny.” (Księga parówki, s. 375)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI/JA, III B
„Dnia 6 września 1942 r. wszyscy pozostali przy życiu mieszkańcy getta zostają wezwani do stawienia się w obrębie ulic: Gęsiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Stawki. Tu ma się odbyć ostateczna rejestracja. Ze wszystkich stron ciągną czwórkami masy ludzi. […] W małym czworoboku ulic skupia się cała ludność getta: robotnicy fabryk, urzędnicy Rady Żydowskiej, służba zdrowia, pracownicy szpitali (chorzy odsyłani są bezpośrednio na Umschlag). Każdej firmie niemieckiej oraz Radzie Żydowskiej Niemcy przyznają określoną liczbę pracowników, którzy mogą pozostać. Tym wybrańcom rozdawane są numerki. Numerki oznaczają życie.” (s. 41)

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Ulica Lubeckiego łączyła Pawią i Gęsią. Z domów po obu stronach tej ulicy wysiedlono wszystkich mieszkańców. Teraz, po likwidacji „małego getta", bloki domów po parzystej stronie ponownie oddane zostały do zamieszkania. Domy zaś po nieparzystej stronie ziały pustką. Czy pustką?
W piwnicy domu pod numerem siódmym paliło się światło elektryczne. Miało się wrażenie, że nieostrożni ludzie tam mieszkają, i miało się chęć zawołać na nich, żeby światło zgasili. Paliło się to światło we dnie i w nocy przez cały czas naszego pobytu.
Ta pustka i cisza były tylko pozorem. Jeszcze wielu ludzi kryło się po piwnicach, strychach i antresolach pustych mieszkań. Widziałam nieraz, jak sąsiadka moja oglądając się szybko wchodziła do bramy pustego domu. Zanosiła jedzenie krewnym, którzy kryli się po piwnicach.” (s. 101)

„W każdym mieszkaniu na ulicy Lubeckiego, a także i na innych ulicach „dużego getta"; była woda, gaz i elektryczność.” (s. 114)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„W końcu września 1942 roku Niemcy wydali rozporządzenie o ponownym zwężeniu getta. Dużo ulic odpadło. Odpadły również ulice Lubeckiego, Pawia i Dzika aż po ulicę Gęsią i nieparzysta strona ulicy Gęsiej. I znów przydzielono urzędnikom Gminy inne bloki domów do zamieszkania.” (s. 143)

JA/ONI, IV A

„W czasie, kiedy mieszkaliśmy w „małym getcie” przy ulicy Waliców, przychodziła do nas kobieta w zielonym palcie i sprzedawała nam koninę. Stukała od frontu, bo od kuchni przychodziły inne kobiety z koniną. Podczas wysiedlenia straciła męża, trzyletnie dziecko i rodzinę. Została sama.
Po zlikwidowaniu „małego getta”, gdyśmy mieszkali przy ulicy Lubeckiego, chodziłam przez pewien czas każdego dnia do Rady Żydowskiej — do Działu Finansowego, którego kierownikiem był mój mąż. Niekiedy wyglądałam przez okno na ulicę.
„ Wiesz? — powiedziałam raz — widziałam znów kobiety w zielonym palcie”.
Potem przeprowadziliśmy się na Muranowską. W listopadzie mignęła mi pewnego dnia o zmroku na ulicy Miłej. O zmroku powracały placówki — na Miłej i na Kurzej panował ruch i zgiełk. Wieczorem podczas kolacji odezwałam się:
„Widziałam znów kobiety w zielonym palcie. Na Miłej w tłumie”. Potem nie widziałam jej więcej i nie myślałam o niej wcale.” (s. 193)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Lubeckiego 3, m. 6,   - Lubeckiego 4,   - Lubeckiego 5,  - Lubeckiego 6,   - Lubeckiego 12,  - róg ulic Gęsia/Lubeckiego, - róg ulic Miła/Lubeckiego

OBSZARY:
- Obszar: kocioł: Miła/Lubeckiego/Niska,   - Obszar: Zamenhofa/Pawia/Lubeckiego  (tzw. getto szczątkowe)

TRASY:
- Trasa: Lubeckiego - Pawiak - Karmelicka - Nowolipki, - Trasa: Miła - róg ulic Miła/Lubeckiego (wacha) - Miła - róg ulic Miła/Smocza (wacha),   - Trasa: róg ulic Miła/Zamenhofa - róg ulic Miła/Lubeckiego,    - Trasa: Wołyńska 21 - róg ulic Lubeckiego/Gęsia</document>
<document nplp_id="6240" title="KROCHMALNA 42" slug="krochmalna-42">Stanisław Gombiński
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)

</document>
<document nplp_id="6241" title="OGRODOWA 17 &amp;#8211; PAWIAK [TRASA]" slug="ogrodowa-17-pawiak-trasa">
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, II D (18.07.1942)
„18 lipca nowe polecenie, wszyscy zarejestrowani już obcokrajowcy – są to przeważnie obywatele państw południowoamerykańskich – mają za dwa dni, to jest 20 lipca, stawić się o godz. 9 rano na dziedzińcu domu Kierownictwa Służby Porządkowej, przy ul. Ogrodowej 17. Każdy może mieć ze sobą jedną walizkę z rzeczami. Opuszczą getto. Stawiają się wszyscy, jest około dwustu osób. Mają nadzieję, że wyjadą do jakiegoś kraju neutralnego, do Szwajcarii, Hiszpanii. Ruszają z Ogrodowej i jadą na Pawiak. Tam pozostają blisko pół roku, po czym zostają wywiezieni w nieznanym kierunku.” (s. 69-70)</document>
<document nplp_id="6244" title="ZAMENHOFA/WOŁYŃSKA" slug="zamenhofa-wolynska">
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III B
„W wielkim budynku przy ul. Zamenhofa i nieparzystej Wołyńskiej (od Zamenhofa do Lubeckiego) – nieopisany ścisk i zamęt. Tu są pracownicy Rady Żydowskiej i funkcjonariusze Służby Porządkowej. Nie ma już pracowników instytucji społecznych, wielu wywieziono, część w shopach, nieliczni, ci szczęśliwi, mający środki i znajomości – „po drugiej stronie”, również pracowników Rady wielu już brak, i ich losy podobnie przebiegały. Najwięcej pozostało funkcjonariuszy Służby [Porządkowej], pewna ilość z nich zginęła, część przeszła do shopów – głównie jako wewnętrzna policja shopu, tzw. werk – i blokschutz, ale gros pozostało, oni wraz z najbliższymi to byli ci uprzywilejowani, nietykalni. Ale dziś wszyscy wiedzą, że muszą być skreślenia, że liczba globalna będzie znacznie zredukowana.” (s. 113)</document>
<document nplp_id="6245" title="LESZNO 84/ ŻELAZNA 95 (Wydział Pracy/Batalion Pracy; Szpital)" slug="leszno-84-zelazna-95-batalion-pracy">
[komentarz: Na rogu ulic: Leszno 84 i Żelaznej 95 ulokowano Wydział Pracy i Wydział Statystyczny Rady Żydowskiej. Przed wojną znajdowało się tam Liceum i Gimnazjum Towarzystwa Szkoły Średniej „Collegium”. Na skrzyżowaniu ulic Żelaznej i Leszno znajdowała się jedna z bram getta, z tego powodu we wrześniu 1941 r. gmach połączono mostem z dzielnicą zamkniętą. Była to od 1942 roku ostatnia lokalizacja, do akcji likwidacyjnej, Szpitala Dziecięcego im. Bersohnów i Baumanów prowadzonego przez dr Annę Braude-Hellerową. Obecnie mieści się tam Urząd Dzielnicy Wola. - B. Starnawski]


Abraham Lewin
ONI, II D (31.05.1942)
„Z uwagi na łapanki do obozów pracy przed budynkiem &amp;lt;Kolegium&amp;gt; na rogu Żelaznej i Leszna, w którym mieści się Urząd Pracy getta, utworzyła się bardzo duża kolejka. Wszyscy doprowadzają do porządku swe dokumenty. Wczoraj, w niedzielę powstał ścisk w kolejce. Żandarm dwukrotnie wystrzelił. Jeden Żyd został zabity, drugi ranny.” (s. 94-95)


Stanisław Gombiński
ONI, II
„W wielkim wirze ludzi, spraw, interesów i zabiegów, w niezmożonej mnogości tysięcy drobnych strumyków, z trudem i zaciekłością torujących sobie drogę, kilka wielkich wytworzyło się ośrodków, dokoła nich wiły się małe strumyki, do nich zmierzały, o nie się wspierały. Oddzielne dwory ze swymi dygnitarzami i dworakami, koteriami i walkami, nagrodami i korzyściami. Prym wiodły tu resorty handlu, przemysłu i aprowizacji, w domach Leszno 12 i 14 mieścił się Zakład Zaopatrywania, Wydział Węglowy i Wydział Handlowo-Przemysłowy oraz „przedsiębiorstwo handlowe” pod firmą Kohn i Heller, przedsiębiorstwo o niezwykłych zainteresowaniach i możliwościach, od importu ryb zaczynając, na imporcie ludzi kończąc. Innymi, mniejszymi kapliczkami były: Batalion Pracy na skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej [Leszno 84/ Żelazna 95], w gmachu dawnej szkoły „Collegium” się mieszczący, Kierownictwo Służby Porządkowej na Krochmalnej [42], później na Ogrodowej [17], oraz instytucje społeczne Żytos, Joint i JHK na Tłomackiem [5]. Strumyki wpadały do wielkich łożysk, wiły się tysiącami prostych lub krętych swych ścieżek, bystro dążyły naprzód, wielkie rzeki i małe strumyki, razem lub z oddzielna zmierzając, płynęły do centralnego węzła, do punktu, w którym ogniskowały się sprawy i ludzie, problemy i interesy, myśli i intrygi, poglądy i koterie, płynęły na ul. Grzybowską [26/28] do jednopiętrowego domku z czerwonej cegły, wpadały na pierwsze piętro, dążyły do podłużnego gabinetu, w końcu korytarza położonego i docierały, oń się rozpryskując, jego oblewając, jego zagarniając swym prądem – do człowieka, siedzącego za biurkiem.” (s. 261)


Henryk Bryskier

ONI, II
„Wydział Pracy mieścił się przy Arbeitsamcie – Leszno 84, tuż za murem, odgrodzony zasiekami kolczastymi dokąd prowadził ustawiony od chodnika most do okna pierwszego piętra, przez które wchodzono do wnętrza. Po obydwu stronach schodów były wykonane ściany z desek, a nad niemi ‘dach’ z gęstej siatki, przepuszczający światło. Opancerzenie to służyło do uniemożliwienia komunikowania się Żydom przechodzącym ponad chodnikiem, znajdującym się za murem, z przechodniami, zdążającymi nieparzystą stroną ul. Żelaznej.” (s. 83)


Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, II D/ III A
„Tymczasem docent Zweibaum uzyskał zezwolenie na zorganizowanie kursu dla personelu sanitarnego. W rzeczywistości było to zakonspirowane nauczanie w zakresie pierwszych lat medycznych. Prelegentów akademickich było kilku: profesor Centnerszwer i profesor Lachs wykładali chemię, docent Zweibaum histologię, a ja – bakteriologię. Stwarzamy coś w rodzaju senatu i dokooptowujemy kilku innych wykładowców do współpracy. Kursy te były płatne i samowystarczalne. Prezes Czerniaków bardzo je popierał, dzięki czemu uzyskaliśmy lokal. Docent Zweibaum okazał się bardzo dobrym organizatorem. Dzielnie pomagała mu jego żona. Uzyskaliśmy wreszcie lokal przy Wydziale Pracy, przy zbiegu ulicy Żelaznej i Leszna, tuż nad wachą.” (s. 317)
JA, II D/ III A
„Personel mój [szpital u zbiegu ul. Leszno 84 i Żelaznej 95 – B.S.] formalnie głodował. Tekla Epsteinówna zemdlała kiedyś z głodu w pracowni. Ażeby im pomóc, produkowałem szczepionkę przeciwczerwonkową, dochód przeznaczyłem na dożywianie chorych i pensje dodatkowe dla asystentów, ale i to nie wystarczało; musiałem znaleźć inne sposoby, by im pomów. Otóż profesor Weigel ze Lwowa i Państwowy Zakład Higieny przysłali na moje imię większą ilość szczepionki przeciwko durowi plamistemu. Szczepionki te w wolnym handlu kosztowały około tysiąca złotych. Przysłaną mi szczepionkę przekazałem Radzie Zdrowia, z tym, że szczepieni będą opłacać pewną niewielką kwotę. Utworzył się z tego pewien niewielki fundusz do rozporządzenia Rady Zdrowia.” (s. 326-327)


Henryk Makower
JA/ONI,  II A
„Róg Żelaznej i Leszna. Jest to miejsce, przez które odbywał się cały ruch między północą a południem getta. Już od początku istnienia dzielnicy żydowskiej tu było najwięcej bicia i znęcania się. Kiedy w listopadzie i grudniu 1940 miałem jeszcze przepustkę na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;, chodziłem do dużego domu narożnego na Lesznie 84, gdzie mieściło się kiedyś &amp;lt;Collegium&amp;gt;. […] Było to bardzo blisko naszego nowego mieszkania na Żelaznej 78.” (s. 183)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Wydziale Pracy Gminy Żydowskiej w Warszawskiej prowodyrami są byli asymilatorzy i im podobni.” (s. 13)

Adina Blady-Szwajger
ONI, II B
„Po drugiej stronie Żelaznej, połączone z gettem mostem, znajdowały się budynki Arbeitsamtu (Urzędu Zatrudnienia) i kwarantanny dla tych, którzy zetknęli się z durem plamistym.” (s. 68)
</document>
<document nplp_id="6246" title="ELEKTORALNA – SOLNA – LESZNO &amp;#8211; ŻELAZNA – KROCHMALNA – WALICÓW – GRZYBOWSKA 26/28 [TRASA &amp;#8211; standardowa droga prezesa Czerniakowa]" slug="elektoralna-solna-leszno-zelazna-krochmalna-walicow-grzybowska-26-28-trasa-standardowa-droga-prezesa-czerniakowa">Stanisław Gombiński
ONI, II
„Już przed godz. 8 rano (latem wcześniej) auto Gminy przebiega getto. Z Elektoralnej przez Solną, Leszno, Żelazną, Krochmalną, Waliców i Grzybowską biegnie codzienna trasa: przechodnie wiedzą, to Czerniaków jedzie do Gminy. W małym budynku przy ul. Grzybowskiej 26/28 już od 7:30 jest ruch, choć urzędnicy przychodzą później. O 8 zaczyna Czerniaków swój dzień: o tej porze jest konferencja codzienna z oboma Ministrami Spraw Zagranicznych – z Firstem i Händlem, trwa ona niedługo, 20-30 minut. Dwa razy w tygodniu Prezes wyjeżdża do urzędów na tamtą stronę: do Transferstelle (później, od jesieni [19]41 roku, zamiast Transferstelle – do Komisarza) w środy i w al. Szucha w soboty. Prócz tych konferencji stałych częste są wyjazdy dorywcze, nieprzewidziane z góry. O ile nie wyjeżdża – po konferencji sprawom zagranicznym poświęconej zaczyna się codzienny kołowrotek.” (s. 243-244)
</document>
<document nplp_id="6247" title="NISKA, koło ZAMENHOFA 58" slug="niska-kolo-zamenhofa-58">
Stanisław Gombiński
ONI, IV A (19.01.1943)
„Drugiego dnia iskra elektryzuje getto: pierwsze wypadki oporu. W getcie, na ul. Niskiej w pobliżu Zamenhofa [prawdopodobnie 58] trzech żandarmów weszło do opuszczonego domu, zobaczyli na podwórzu młodą, siedemnastoletnią dziewczynę i dwóch mężczyzn. Kazali im wyjść na ulicę, wtedy dziewczyna rzuciła granat. Żandarmi odpowiedzieli ogniem z rozpylaczy i natychmiast wycofali się, jeden z nich ranny. Dziewczyna i jeden mężczyzna zostali zabici, drugi mężczyzna, ranny, zdołał zbiec. W kilka minut później dom został otoczony, bomba zapalająca w jednej chwili zamieniła cały narożnik w stos płomieni.
Drugi wypadek oporu miał miejsce na Lesznie [78]: gdy żandarmi weszli do shopu trykotarskiego firmy Karl Georg Schultz (dawniej Braun i Rowiński), zostali powitani jednym czy dwoma pociskami, jedni mówią – gazowymi, drudzy dymnymi.”
</document>
<document nplp_id="6250" title="GĘSIA/OKOPOWA (cmentarz żydowski)" slug="okopowa-49-51-cmentarz-zydowski">






Rachela Auerbach
ONI, II B

„Kto wyśpiewa El mole rachmim tym kupom grzebanym dzień po dniu na Gęsiej w Warszawie anno domini 1941?” (s. 89)

Karol Rotgeber
ONI, III A
„Okoliczni mieszkańcy Gęsiej i Okopowej, gdzie mieścił się cmentarz żydowski, słyszeli po nocach strzały karabinowe i turkot karabinów maszynowych. Bo wróg na cmentarzu żydowskim wykańczał owych ludzi. Brać pogrzebowa miała za zadanie do rana nie zostawiać po nich śladu. Nie chcieli Niemcy zanadto obarczać parowozy ciężarem tych ludzi i wykańczali ich na miejscu.” (s. 107)

Stanisław Gombiński
ONI, III A (sierpień 1942)
„Podstawowym dostawcą żywności jest placówkarz, przynoszący je ze swej placówki, cmentarnik, przywożący w karawanie szmugiel z cmentarza. Cmentarz Żydowski, przez bezpośrednie sąsiedztwo z cmentarzem na Powązkach, staje się centralą zakupu i sprzedaży. Trzeci importer – to porządkowy; żandarm na wylocie w przystępie dobrego humoru pozwala mu wybiec kilkadziesiąt metrów za wylot i tam zrobić zakupy. Głównym i jedynym szmuglerem en gros, hurtownikiem – są shopy.” (s. 107-108)

Ludwik Hirszfeld
JA, II B/II C
„Zwiedziłem i cmentarz. Z początku był on w dzielnicy, później okazał się za ciasny i część jego znalazła się poza murami. Niesamowity był to widok. Między pomnikami gonitwa uzbrojonych żołnierzy za szmuglującymi przekupkami. Czasem taka przekupka aryjka nakładała opaskę i przyłączała się do konduktu pogrzebowego, by w czasie ceremonii pogrzebowych szybko wsunąć wspólnikowi żydowskiemu kawałek słoniny. (…) Później na cmentarz, będący już po stronie aryjskiej, chodzono za przepustkami. W końcu przestało się chodzić na pogrzeby nawet bliskich. Zbyt łatwe było przejście od strony żywego do stanu nieboszczyka.” (s. 374)

Henryk Bryskier
ONI, II
„Wzrastająca śmiertelność spowodowała powstanie wielu zakładów pogrzebowych. Przed wojną dużą wrzawę uczyniło powstanie konkurencyjnego zakładu pogrzebowego przy jedynym wówczas istniejącym. Obecnie jako signum temporis, powstawały zakłady, jak grzyby po deszczu, a czarne czapki z białymi wypustkami dawały chwilową ochronę łapaczom nieboszczyków przez łapaczami żywych. Karawany samochodowe zmienione na karawany ciągnione przez wychudłe o widocznych przez skórę żebrach szkapy, zostały z kolei skonkurowane przez karawany – ryksze, pedałowane przez dwóch ryksiarzy. Mnóstwo różnych, tego rodzaju czarnych, smutek siejących wehikułów, stanowiły nie tylko zwiastuny śmierci, dla wtajemniczonych były one również zwiastunami życia. Zakrawa to na paradoks, a jednak tak było w istocie. Cmentarz żydowski przy ul. Okopowej, znajdujący się przed gettem nie został przeniesiony.” (s. 55-56)

Abraham Lewin
ONI, II D (02.07.1942)
„Ciężko oddychać i wytrzymać w tej ciężkiej atmosferze. Wygląda na to, że Niemcy przystąpili do akcji wyniszczania warszawskiego getta. Zaczęli przeprowadzać masowe mordy. &amp;lt;Wszyscy&amp;gt; opowiadają dzisiaj, że Niemcy rozstrzelali wczoraj 110 Żydów: 100 aresztantów z żydowskiego więzienia i 10 policjantów, którzy zostali aresztowani w ubiegłym tygodniu. Według innego źródła, liczba zabitych ma wynosić 120 osób, a policjantów 10. spośród nich sześciu miało być tymi, których zażądali Niemcy, a czterech aresztowano przypadkowo, ponieważ ci, których zażądano nie stawili się. Dalej opowiadano, że zabitych zawieziono na cmentarz przy Gęsiej i tam pochowano w przygotowanym grobie.” (s. 144)

Perec Opoczyński
ONI, IV A (24.09.1942)
„W szopie stolarskim Ostdeutsche Bautischlerei [Werke, skrót OBW - ul. Gęsia 30] miano rejestrować żony robotników, które do tej pory nie posiadały dokumentów koniecznych do rejestracji. Wszyscy cieszyli się wraz z kobietami – wreszcie sytuacja firmy się stablizuje. Jednak kiedy poszły się zarejestrować, komisarz szopu zebrał je i odprowadził na Umschlagplatz. Ten zdradziecki postępek zrobił na wszystkich okropne wrażenie. Rozczarowanie jest ogromne.
Razem z kobietami zabrano też kilku mężczyzn. Prócz tego komisarz złapał grupę kobiet spośród pracujących na cmentarzu dla innych firm (roboty Toporolu). Zebrano je na podwórzu fabryki OBW [ul. Gęsia 30], a stamtąd odprowadzono na Umschlag. Jest to przerażający precedens: jutro mogą to zrobić z naszymi kobietami inne szopy. Komisarz z jednego szopu może być chaperem w innym. Już nie Niemcy to robią, tylko policja z szopów, szopowi werkschutze pod dyskretnym dowództwem zarządu szopu. Dokąd to doprowadzi? Nigdy nie będzie końca wypędzeniom? Czy rzeczywiście wszystkich zgładzą?” (Pisma, s. 300)
ONI, IV A (3.10.1942)
„Dziś Niemcy zaczęli strzelać na cmentarzu, by wystraszyć chodzących tam kupować produkty żywnościowe. Zazwyczaj są to idący do pracy do „Toporolu” oraz bezdomne dzieci, których rodzice zostali poprowadzeni na rzeź. Przekradają się na cmentarz, handlują tam, szmuglują, dobrze wyglądają i jedzą, jedzą. Część z nich nawet śpi na cmentarzu, moszcząc sobie leża w pustych karawanach…” (Pisma, s. 303)
ONI, IV A (22.10.1942)
„Dziś SS znienacka urządziło blokadę cmentarza i zabrało około dwudziestu kobiet, w większości żony stolarzy z szopu przy Gęsiej 30, które chodziły do pracy w „Toporolu” i przy tej okazji sprzedawały rzeczy gojom przekradającym się przez mur cmentarny. Prócz nich zabrano też kilku mężczyzn, kilkoro dzieci (handlarzy, którzy żyją na cmentarzu) i około czterdzieściorga gojów, których, jak się powiada, posłano do obozu pracy w Treblince (do kopania grobów dla zabitych Żydów). Ta niespodziewana blokada znów przejęła wszystkich grozą. […] W szopie stolarskim OBW bez zmian. Żadnego zapewnienia na papierze, że istnienie szopu zostanie przedłużone, kierownikom nie udało się go zdobyć. Innym kierownikom szopów też się nie udało. Jedyne, co wiadomo, to to, że dyrektor Brandt otrzymał od SS ustne zapewnienie, że szop będzie istniał dalej.” (Pisma, s. 310)
ONI/JA, IV A (25.10.1942)
„Kobiety schwytane na cmentarzu nadal siedzą na Umschlagplatzu, a stolarzom nie udało się ich uwolnić. Żydowscy policjanci żądają sześć tysięcy od łebka, a do tego trzeba im dostarczyć na miejsce uwolnionego kogoś innego. Kiedy stoi się w kręgu poszkodowanych stolarzy i przysłuchuje się, z jaką swobodą mówią o możliwości złapania innych kobiet i dostarczenia ich, by uwolnić własne żony, okropnie smutno robi się na sercu, że prości ludzie mogą zniżyć się do takiego poziomu podłości i zdziczenia.” (Pisma, s. 311)
ONI, IV A (3.11.1942)
„Wczoraj po południu Brandt zatrzymał koło cmentarza wóz z towarem wartym dziesiątki tysięcy złotych, które miały być ponoć przeszmuglowany przez gojów na teren getta. Gojów i towar zabrano.” (Pisma, s. 314)
ONI, IV A (12.11.1942)
„Od dzisiaj przy nowym murze getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa stoi straż, patrole są też ciągle przy bramie cmentarza. Ta nowa, podwójna straż, jak się wydaje, nie wróży nic dobrego.” (Pisma, s. 318)
ONI, IV A (17.11.1942)
„Dziś na cmentarz przyszedł duży oddział żandarmerii i zabrał zarówno robotnikom „Toporolu”, jak i gojom, którzy tam kupowali, towar, odzież i prowiant o wartości stu tysięcy złotych. Prócz tego wzięli też gotówkę. Dwóch gojów poprowadzili na pobliski plac „Skry” [Okopowa 43/47] i tam ich rozstrzelali. Rozstrzelali też chrześcijańską szesnastoletnią dziewczynę, która przed rewizją zakopała kilka tysięcy złotych. Pieniądze te wykopała potem jej żydowska przyjaciółka. […] Na Gęsiej, między Lubeckiego a Smoczą, raniono dziś ciężko Żyda strzałem z broni. Żandarm miał do niego strzelić, gdyż Żyd szedł sam, a nie w grupie. Pogotowie zabrało go późnym wieczorem.” (Pisma, s. 321)
ONI, IV A (18.12.1942)
„Dziś rano rozstrzelano czterech bezdomnych chłopców, którzy żyli z handlu na cmentarzu przy Gęsiej. Handel ów, jak wiadomo, został ostatnio zlikwidowany. Zabroniono „Toporolowi” posyłać tam ludzi do pracy przy grobach, ale dzieci wykradały się na różne sposoby i sprzedawały gojom rzeczy. Wczoraj Niemcy złapali czworo z nich, kiedy wynosiły rzeczy ze zburzonych żydowskich izb, znajdujących się teraz poza gettem. Aresztowano je i dziś rano rozstrzelano.” (Pisma, s. 334)

Henryk Makower
JA, II/III

„Wolność. Ulica Wolność, a raczej jej połowa przedzielona murem, prowadzi na cmentarz żydowski. Jedyna wolność, jaką jeszcze mają Żydzi w getcie, to wolność śmierci. Zresztą dla Niemców nawet sama nazwa tej ulicy jest zbyt rewolucyjna, zmienili ja więc na Zegarmistrzowską – Uhrmacherstrasse. Spokojnie tu było i cichutko, trochę zieleni i powiew z &amp;lt;aryjskiej strony&amp;gt;. Zupełnie jak na spacer chodziłem Wolnością do braterstwa na Nowolipie.” (s. 172)
Marek Edelman
JA/ONI, II A 
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łózkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)
ONI/JA, IV A
„W końcu grudnia 1942 r. otrzymujemy pierwszy transport broni od Dowództwa Armii Krajowej. Jest on bardzo mały. Zawiera zaledwie 10 pistoletów, ale pozwala nam wreszcie przygotować się do pierwszego większego wystąpienia. Planujemy je na 22 stycznia – ma to być akcja odwetowa na policji żydowskiej.
Ale już 18 stycznia 1943 r. getto zostaje zamknięte i zaczyna się druga akcja likwidacyjna. Tym razem nie udaje się jednak Niemcom bezkarnie przeprowadzić swoich planów. Cztery zabarykadowane grupy bojowe stawiają pierwszy zbrojny opór w getcie.” (s. 46)
[Broń pochodziła z magazynów III Obwodu AK Wola, który złożony był z IV rejonów; IV REJON „POWĄZKI” włączono w 1942 r do OBWODU AK ŻOLIBORZ – hipotetycznie, ten pierwszy transport broni mógł zatem być szmuglowany tradycyjnie, przez cmentarz.]

Adam Czerniaków
ONI, I

„Na cmentarzu żyd[owskim] 130 trupów od bomb zapalających wd. 13-go.” [14.IX.1939] (s. 35)

„Na cmentarzu chowają zmarłych na tyfus i czerwonkę.” [2.XI.1939] (s. 44)

„Wczoraj na pogrzebie 3 robotników naszych zabitych przy wyładowaniu amunicji (granat wybuchł) było kilku wojskowych niemieckich. Zarzut, że Gmina pochowała ich przy płocie.” [21.XII.1939] (s. 56)

JA/ONI, I

„9 rano pogrzeb Wawrzeckiego. Mróz straszny 15°.” [30.XII.1939] (s. 57)

„Rano Gmina. Potem cmentarz na Okopowej. Ochrona Samopomocy Społecznej żąda muru = 64000 zł przez niemieckie władze. Na cmentarzu ani jednego drzewa, wyrwane z korzeniami. Pomniki potrzaskane. Parkan razem ze słupami dębowymi rozkradziony. Obok na Powązkach drzewa nie ruszone.” [28 IV 1940] (s. 86)

„Zwiedziłem cmentarz na Okopowej i na Pradze.” [30 VI 1940] (s. 101)

ONI, I
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono… cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)
JA, II B
„Rano Gmina. O 3 pp. pogrzeb Berensona. Podobno, jak powiadają, nazywał mnie w „ostatnich” czasach „świętym”.” (s. 172)
„Rano Gmina. O 3-ej pogrzeb Kaminera. Przemawiałem, Potem na oratorium do synagogi.” (s. 222)
„Rano Gmina. O 12-ej pogrzeb Feigenbaumowej. Niunia przemawiała.” (s. 226)
„O 1.30 pogrzeb działaczki oświatowej, Oderfeldowej. Przemawiałem. Tyfus zmalał, ale jest bardzo jadowity. Oderfeldowa zmarła na tyfus, nasz urzędnik Bryl, jeden z licznych zresztą, też wczoraj zmarł na tyfus.” (s. 230)
ONI, II B
„W Siedlcach grzebanie zmarłych powierzono aryjskiej firmie. W W[arsza]wie trudno dostać się na cmentarz.” (s. 231)
JA, II B
„Rano Gmina. O 11-ej u komisarza. Określił terminy przeprowadzek na 15 i 21-go. Zwróciłem jemu i Rodeckowi uwagę na bilans płatniczy ghetta: 1 800 000 zł legalnego przywozu, 30 - 40 razy tyle szmugiel. Czym te 80 mln zł miesięcznie pokrywa ghetto? Był zdumiony tymi liczbami. A mury szmugiel mają zahamować. Umarł radca Berman.” (s. 232)
„O 12-ej pogrzeb obwodowego adw. Maksymiliana Schoenbacha. Przemawiałem. Napisałem przemówienie pośmiertne.” (s. 255)
ONI, II D
„Po obiedzie o godzinie 4-ej pp. odbył się pogrzeb Czerwińskiego. Pogrzeb sfilmowano. Cmentarz zwiedził gubernator prowincjonalny, któremu First udzielał wyjaśnień.” (s. 279)
JA, II D
„O 12-ej na cmentarzu przemawiałem na pogrzebie Króla. Oprócz mnie przemawiał prof. Bałaban i p. Fliederbaum w imieniu urzędników.” (s. 290)
ONI, II D
„Cmentarz otrzymał dziś dyspozycję z komendy Schutzpolizei, aby wstrzymać pracę przy dużym grobie. Natomiast należy skierować ludzi z łopatami na 1-szą jutro do Schutzpolizei.” (s. 294)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Śmiertelność wśród Żydów w Warszawie jest straszna. Umiera dziennie 50-70 ludzi. Przed wojną umierało dziennie około 10 osób. Opłata wyznaczona [za grób] wynosi 500 zł w Warszawie i 100 zł na Pradze.” (t. 29: s. 42)
„Cmentarz żydowski sprawia przygnębiające wrażenie. Wszystkie drzewa, a były tu piękne topole, kasztany i inne, zostały wycięte. Zrabowano wszystkie ławki, jak również część płyt marmurowych. Teraz widać cały cmentarz jak na dłoni, ale przypomina on łysinę na głowie. Odnosi się wrażenie, jak gdyby był nagi i biedny.” (t. 29: s. 88)
„Śmiertelność wśród Żydów jest obecnie trzy razy większa niż przed wojną w analogicznych miesiącach ubiegłego roku. Ustalono minimalną opłatę za pochówek, 500 zł, na Pradze podobno 100 zł, dla ubogich bezpłatnie.” (t. 29: s. 88)
„Kilka dni temu (w przeddzień Rosz ha-Szana) łapano do robót ludzi z cmentarza żydowskiego.” (t. 29: s. 139)
ONI, II A
„Szmugiel odbywa się nadal, zwłaszcza na cmentarzu żydowskim. Dzieci także przebiegają przez granicę i zakupują produkty po tamtej stronie. Widziano, jak w biały dzień zajechał na ulice wóz z cukrem, oczywiście za łapówkę. Na cmentarz żydowski przemycono również krowę. Wiele się mówi o transferze między tamtą stroną a gettem.” (t. 29: s. 174)
„Szmugiel odbywa się dziś nadal (29 listopada [1940]), w szczególności na cmentarzu żydowskim, gdzie pozwolono żydowskim kobietom przejść na drugą stronę i zakupić tam po trzy chleby. Przeprowadzono nawet krowy przez mur. Przywozi się także towary całymi wózkami. Drożyzna się wzmaga. Cukier kosztuje 13-14 zł, chleb nieco potaniał, 4 zł za kilo, bo przemyca się bez miary.” (t. 29: s. 176)
JA, II

„Skromna Roza [Symchowicz] krępowała się wielkiego pogrzebu, jakiśmy jej urządzili, i uciekła przed nami. A stało się to tak: zebraliśmy się w „małym getcie” przed jej domem i szliśmy razem z karawanem. „Małe getto” miało dwa rodzaje połączenia z „dużym gettem”. Ciąg pieszy odbywał się przez drewniany most nad ul. Chłodną [błąd Ringelbluma, Symchowicz zmarła w 1941 r., wtedy kładki jeszcze nie było], która była aryjską ulicą i oddzielała „małe getto” od dużego. Wozy zaś jechały stroną aryjską przez Chłodną. Umówiliśmy się z powożącym karawanem, żeby czekał na nas po drugiej stronie Chłodnej. Stało się jednak inaczej. Pojechał prosto na cmentarz, nie czekając na nas w umówionym miejscu. Pogrzeb Rozy był prawdopodobnie ostatnim pogrzebem, na którym przemawiano. Mała grupa przyjaciół przedostała się przez wachę przy cmentarzu, który znajdował się już po stronie aryjskiej.” (t. 29a: s. 233)
Mary Berg
JA, II B

29.X.41’: "Ceremonie pogrzebowe komendanta Bekermana miały bardzo uroczystą oprawę. W drodze na miejsce ostatniego spoczynku towarzyszyli mu wszyscy urzędnicy Gminy, policja żydowska w pełnym składzie oraz tysiące cywilów. Spotkałam również Edzię z jej przyjacielem Zeligiem Silbermanem, jednym z najlepiej prosperujących szmuglerów z Siennej przed oddzieleniem tej ulicy od getta. Na tej działalności zbił majątek i chce się ożenić z Edzią, lecz jej rodzice sprzeciwiają się temu związkowi, ponieważ ona jest od niego dużo młodsza" (s. 191).
Adina Blady-Szwajger
ONI, III
„Ostatnie zebranie naukowe zespołu opracowującego chorobę głodową odbyło się w sierpniu 1942 r. – już w czasie akcji. Dr Milejkowski zawiadomił zebranych, że jest to już ostatnia sesja, i wtajemniczył ich w miejsce, gdzie praca w odpisach będzie ukryta. M.in. na cmentarzu. Tydzień po tym zebraniu prawie nikt z biorących w nim udział nie żył.” (s. 64)

Ita Dimant
JA/ONI, III A

„(…) (chorych w łóżkach w czasie akcji z Ukraińcami i żandarmerią - zabijają na miejscu; na Umschlagu dają im po bochenku chleba, odstawiają na stronę, a potem ich pędzą na cmentarz żydowski i rozstrzeliwują prosto do dołów. Na cmentarzu tym zakopują ich inni Żydzi, którzy mają tam możność kupić żywność od szmuglerów z aryjskiej strony).” (s. 60)
Janina Bauman
JA, II D

„Gdy w maju [1942] poszłam do Gminy, żeby poprosić o ponowne skierowanie w Toporolu, nie zrobiłam tego wyłącznie z chęci niesienia pomocy głodującym (...) Przydzielono nas od razu do grupy zatrudnionej na cmentarzu. Cmentarz żydowski był teraz odcięty od getta i nawet uczestnicy pogrzebów musieli posiadać przepustki, żeby przekroczyć jego bramę. Otrzymałyśmy takie przepustki z Gminy Żydowskiej i tego samego rana udałyśmy się na do pracy. Droga na cmentarz była długa i prowadziła przez najgorszą, najbardziej przerażającą część getta, której dotąd nie znałam.” (s. 77)

JA/ONI, II D

„Jadzia prawiła mi kazanie o niebezpieczeństwach, na jakie jestem narażona pracując na cmentarzu. Niezpieczeństwo nr 1: „Frankensztajn” na bramie - bardzo lubi widzieć paru martwych Żydów prócz tego w trumnie, którego właśnie idą pochować. Niebezpieczeństwo nr 2: na cmentarzu odchodzi podobno jakiś tajemniczy handelek, Żydzi handlują z nie-Żydami, polska i żydowska policja ściga ich, żeby wycisnąć łapówki, a Niemcy polują na nich wszystkich z rewolwerami.” (s. 78 )
Helena Szereszewska
ONI, IV A (po 29 października 1942)

„Po zamachu na Lejkina dziecko jej ciężko zachorowało. Poszła na cmentarz [żona J. Lejkina] na grób męża. Cmentarnik widział z daleka, jak leżała na grobie. Ramiona jej drgały od płaczu. Ale mimo to dziecko umarło.” (s. 235)
Ludwik Hering
II, F

„Getto od cmentarza dzieliła linia tramwajowa ulicy Okopowej. Kilkadziesiąt razy roztwierano żelazne kraty bram, które łączyły się ze sobą skrzydłami, tworząc korytarz. Tym korytarzem ciągnęły karawany, wózki ręczne i głębokie wozy zbiorowe.” (s. 41)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
ONI, II

„Wybuchła epidemia tyfusu, towarzyszył jej nie dający się opisać głód. Śmiertelność była tak wielka, że nie nadążano z uprzątaniem zwłok i wywożeniem ich do wspólnych dołów na cmentarzu.” (s. 15)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„Odwiedzałem ich regularnie w getcie. Zaprzyjaźniłem się z sympatią Mariana, śliczną Lilką Lipes. Nikt z nich nie przeżył wojny. Nie wiem nawet, czy w dżungli porozbijanych i zarosłych trawą kamieni na cmentarzy żydowskim ocalał grób Mariana. Tak więc nic nie pozostało po tym niezwykłym chłopcu, który zginął w siedemnastym roku życia”. (s. 27)

JA/ONI, II

„Moim gospodarzem na Chłodnej 16 był niejaki Herman Czerwiński, dziennikarz, podobno przedwojenny dwójkarz. Chorował na serce i umarł – byłem przy jego śmierci. Po paru dniach odbył się pogrzeb na cmentarzu żydowskim, który mieścił się za murami getta, był oddzielna enklawą. Poszliśmy wszyscy na pogrzeb przez solidarność z wdową, bardzo miłą niewiastą. Spokój, cisza, ceremonia przebiegała kulturalnie, bo Czerwińscy byli ludźmi na poziomie. Nagle rozległy się krzyki, przed cmentarz zajechało mnóstwo samochodów z wysokimi oficerami, łącznie chyba z pełnomocnikiem szefa dystryktu warszawskiego, Leistem, komisarzem getta warszawskiego, Auerswaldem, i innymi. Wśród nich filmowcy z kamerami, którzy mieli za zadanie nakręcenie typowego żydowskiego pogrzebu. Zaczęli reżyserować zachowanie wdowy i żałobników. Wdowa musiała wyć, goście padać na ziemię, kobiety płakać, rozdrapywać twarze, wyrywać włosy z głowy. Padałem i biegałem razem ze wszystkimi, Wiele dałbym za to, żeby zobaczyć się na filmie w tej jedynej, jak dotychczas, roli”. (s. 81-82)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA/ONI, IV B

„Wracamy po „pracy”, niektórzy śpiewają, ci chcą trochę się rozerwać, chcą zapomnieć, nie mogą znieść niechybnego przeznaczenia. Mijamy Karmelicką, tu było dawniej najruchliwiej – ludzie szli nawet jezdnią, fala ludzka płynęła szybko. Dziś żywego człowieka nie widać, już wszystko spoczywa gdzieś w niebie – jak twierdzą nabożni.
Obecnie włączyli nieparzystą stronę Leszna i odcinek Karmelickiej do aryjskiej strony. Tu ludzie sobie zrobili pierwszorzędne schrony, nagromadzili żywności, wodę mieli na miejscu, urządzili tak, by można było w takiej norze przetrzymać pół roku lub więcej, a przez ten czas musi coś nastąpić. Niestety, nie mieli szczęścia, bo oto ktoś usłyszał szelest i od razu dano znać niemcom, wszyscy zostali rozstrzelani, tak zginęło tysiące innych. Na Twardej wykryto schron, w którym było kilkadziesiąt ludzi, spotkała ich ta sama „kara” co poprzednich. Inny schron na Twardej sam skapitulował, już nie mogli dłużej wytrzymać, siedzieli 8 miesięcy, wyszli ślepi, kazali się zaprowadzić na posterunek, chociaż wiedzieli, co ich czeka, jednak woleli śmierć, bo nie byli w stanie przetrwać dłużej w takich warunkach. Te wszystkie schrony zostały przyszykowane wtedy, gdy włączona [została] do drugiej strony. Któż zaprzeczy w pomysłowość ludzką, chęć do życia jest duża. Gdy widzi się zagładę przed sobą, szuka się wszędzie i wszelkimi sposobami drogę ratunku. Na żydowskim cmentarzu zostały wykryte schrony, w których siedzieli ludzie, urządzili tam się nieźle, i to dość pomysłowo, komu by wpadło na myśl, że w grobowcach czy też między grobami znajdują się i żywi ludzie, którzy przecież żadnego przestępstwa nie dokonali, są Żydami, chcą żyć, to są ich zbrodnie, za które giną!!! Wykrycie tych schronów było prawdziwą tragedią, bo ci ludzie wpadli na najbardziej pomysłową drogę ratunku. Jednak pech chciał, że też zginęli. Wytropili ich za pomocą psów gończych, możliwe też, [że] jakiś wyrzutek społeczeństwa rękę przyłożył, tego nie mogę ręczyć.” (s. 245-246)
Bogdan Wojdowski
F, II
„Parszywa, chuda szkapa wlokła z wysiłkiem wóz sztywnych szkieletów, a Eliasz szedł obok trzymając luźne wodze. Droga z Walicowa na Okopy [Wojdowski ma tu na myśli Cmentarz Żydowski] była długa, usiana trupami.
- Gdzie masz oczy, pętaku? Ustąp, ustąp! Nie widzisz?” (s. 123)

F, II
„Wieczorem wuj Gedali bez worka wrócił z Okopów. Matka przed niskim taboretem mówiła:
- Chawa, Chawcia, zjedz odrobinkę zupy!
A na to ona:
-W żadnym wypadku, nie mogę. Ty sobie od ust odbierasz, kochanie.
Jadła szybko. Piła rzadką zupę prosto z miski, a potem rozejrzawszy się, czy nikt nie widzi, chyłkiem wycierała puste naczynie i ssała zwilżony palec, przymknąwszy oczy. Skurczona siedziała na tym taborecie koło kuchni z niepewnym uśmiechem na twarzy.
Przez parę dni zachowywała spokój; markotnie snuła się po mieszkaniu, z namysłem stawała w oknie, cicha, obojętna. A potem zaczęła uciekać i dwa razy przyprowadził ją ojciec z odległej dzielnicy. Kiedy po raz pierwszy zaczęła się przygotowywać do ucieczki, nie rozumieli jeszcze, co to oznacza, i nie protestowali. Długo pakowała swoją paczuszkę, zawijała w papier walizkę bez wieka, rozwijała. Wieczorem odnalazł ją ojciec na Stawkach. Po raz drugi uciekła, kiedy nikogo w domu akurat nie było, i zanim ją odnaleźli, minęły dwa dni. Zabiedzoną, zszarzałą, drzemiącą ze znużenia we wnęce bramy ujrzał wuj Gedali na Miłej. Kręciła głową, że nie chce wrócić, ale oporu nie stawiała. Razem z ojcem posadzili ją w rikszy, przywieźli na Krochmalną, położyli pod kocem na sienniku, a matka parzyła rumianek i poiła ją tym rumiankiem ze smutkiem zaglądając w jej mętne, granatowe oczy. Kiedy nabrała sil, uciekła jeszcze raz, widocznie w pośpiechu, bo węzełka swego nie zabrała.
Dwa tygodnie później Uri poznał paletko na Solnej. Mówił, że w pobliżu walała się ruda peruka. Ale kiedy poszli na Solną, już nie znaleźli nikogo-ulica była pusta, a Eliasz napotkany przy wozie zaklinał się długo, że ani rudej peruki, ani czarnego palta nie widział tego tygodnia na oczy”. (s. 275-276)

F, II D
„Sztywne z trwogi woły i rude cielaki fruwały przez mur. Jagnięta pobekując potulnie fruwały przez mur. Wieprze przelatywały mur. Krowy fruwały na granatowym niebie letniego zmierzchu, bezradnie przebierając racicami wśród obłoków, ruchliwymi ogonami smagając żółty jak cytryna księżyc, który przelatywał im nisko koło wymion. Porykiwały zwierzęta, skrzypiał żuraw pod ich ciężarem, ochoczo pokrzykiwał człowiek po tamtej stronie: ,,Bujaj się, Fela!" Zblatowany żandarm ukradkiem śledził ten proceder; śmiał się na posterunku i wspaniałomyślnie odwracał. W rozbawieniu wołał granatowego. Policjant już biegł. Jedną ręką podtrzymując kołyszącą się kaburę pistoletu, drugą trzymając czapkę kursował żwawo tam i z powrotem. ,,Ludzie, piorunem ma to iść!" Komenderował szmuglerami, kiedy rude cielę zawisło wysoko nad ulicą, pobekując donośnie i łajniąc ze strachu pod jego nogi. ,,Taa jest, panie władzo, taa jest, o żeż ty! Bujaj się, Fela." Rozległ się głos ukrytego za muremi przekleństwo. Wkoło gromadzili się przechodnie i nie wiadomo czemu mówili, że żuraw się zaciął na amen.
Stali o zmierzchu na Okopach, tam gdzie za dnia z lamentem grzebano zmarłych, a gdzie nocą, o świcie i wieczorem szmuglerzy uprawiali przemyt mięsa. Patrzyli na zwierzęta, które wisiały na niebie wśród obłoków ponad dachami, cudowną mocą transportowane do Żydów za mur, gdzie rzeźnicy wlekli je na pośpieszny i zakazany ubój. Widzieli, jak skrępowane bydło w uchwytach z lin unoszono długim żurawiem pod niebo, a potem przerzucano w powietrzu ponad murem cmentarza. Ernest stał z otwartymi ustami, zadzierając głowę, i wstrząśnięty kołysał się w miejscu, jak gdyby ujrzał nad sobą stado gołębi w szybkim locie [...].
Jasne i czyste powietrze stało nad cmentarzem w ten pogodny letni zmierzch. Mur, kamienice za nim, groby pobłękitniały. Pobłękitniały sześcioramienne gwiazdy na ramionach, płyty cmentarnych nagrobków okryte pismem sprzed tysiącleci; gasnące słońce ostatnim błyskiem musnęło ciała rzeźnych zwierząt unoszących się wysoko, jakby w cichym przymierzu z ludźmi czyniącymi ten cud i z ludźmi, którzy weń wierzyli. Przez jedną chwilę jagnię trwało nieporuszone na niebie. To było mgnienie. ,,Prędko!" Podawano sobie okrzyk z ust do ust, ulica pustoszała, godzina przemytu dobiegała końca. Skryła się moc, która kruszy kamień i przenosi mury”. (s. 276-277)

F, II
„Zaczęło się to jesienią zeszłego roku, kiedy Elijahu zabrał ich ze sobą po brukiew do znajomego badylarza. Na drewnianym Kole przy ulicy Księcia Janusza była pętla tramwaju 22 i tam przesiedli się do wagonu linii podmiejskiej 22B. Minęli lotnisko wojskowe i nie dojeżdżając do końca wysiedli przed drewnianą kaplicą w Boernerowie i poszli na przełaj w las. Elijahu położył się i czochrał plecy o mech dusząc własne wszy. Tarzał się dziko, klepał z uciechy pnie drzew. Rozgarniał igliwie i połykał znalezione grzyby. Hu-huu! Hukał i słuchał swego głosu z otwartymi ustami. Śmiejąc się zdejmował drewniak, odwijał onuczkę, moczył brudną stopę w błotnistym rowie. Mrużył oczy, wyciągał szyję do słońca, wyrywał źdźbła traw i rozgryzał słodkie łodyżki. Dawid i Ernest rozglądali się trwożnie; z ulgą biegli w las na pustą i cichą polankę pełną suchego, gorącego siana. Liście z szelestem niegłośnym padały w mech, a Elijahu rozwalony siedział pod drzewem, palił papierosa i opowiadał niestworzone rzeczy; namawiał ich do tego interesu. Potem jeszcze kilka razy urządzili wyprawę w tamte strony, ale zmienili trasę: w majątku Kapucy kupowali kartofle, a kiedyś dotarli pod Ołtarzew na folwark oo. Palotynów. Minął październik, listopad, spadły pierwsze śniegi. Do trepów trzeba było wpychać grube gałgany. Śniegi stajały i onuczki przemiękły w błocie, potem znów chwycił mróz i mokre onuce zamarzły i były sztywne do lutego, do dużej odwilży, a Ernest nie mógł się doczekać dnia, kiedy pójdą z Elim na Okopy. Chciał wszystko wiedzieć, co i jak. Elijahu nabrał wody w usta i trzymał pół roku. Do końca nie chciał za dużo powiedzieć. Powiedział, że nie może powiedzieć. Powiedział, że nie nadszedł jeszcze czas, a kiedy nadejdzie, też nie powiedział”. (s. 278)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

F, III A
„Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóżnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód”. (s. 303-304)

[caption id="attachment_9381" align="alignleft" width="1024"] Cmentarz, ul. Okopowa. Kondukt z ciałem na marach idzie Gęsią. Z prawej widoczna pompa stojąca obok Domu Przedpogrzebowego (Fot. H. Jost, 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]</document>
<document nplp_id="6251" title="Róg ulic ŚWIĘTOJERSKA/BONIFRATERSKA" slug="zbieg-ulic-swietojerska-bonifraterska">Stanisław Gombiński
ONI, IV A (listopad)
„Istnieje przedsiębiorstwo szmuglerskie na terenie szczotkarskiego shopu; w rannych i wieczornych godzinach stają wspólnicy na ul. Ś[wię]tojerskiej, w pobliżu skrzyżowania z Bonifraterską, z obu stron muru i na dany znak odbywa się przerzucanie paczek. Krąży po aryjskiej stronie patrol, ale – albo żandarmi są urobieni, albo – trzeba wyczekiwać odpowiedniego momentu. W nieco bardziej skomplikowany sposób odbywa się wysyłka dziecka. Oto trzeba wysyłać małą, trzyletnią dziewczynkę: jak to robią? W listopadzie mrok wcześnie zapada, o 18 jest już ciemno. Z obu stron muru stoją już ludzie, przygotowani, stoi też maleńka podróżniczka, możliwie ciepło odziana. Jest ona naszpikowana przestrogami i pouczeniami, ale i bez tego wie, że musi być cichutko, bo jak się odezwie, to ją oni zabiorą. A mała podróżniczka pamięta, co się działo, pamięta, jak się niedawno jeszcze musiała kryć, pamięta, jak kiedyś jej mamusia wyszła z mieszkania, jej kazał po cichutku siedzieć w komórce i więcej nie wróciła. Więc mała podróżniczka wie, że trzeba być cicho…
Na dany znak – lekki świst – jeden z Żydów wdrapuje się na mur, na górze odrzucone jest szkło i butelki, jakimi wszystkie mury są od góry pokryte. Wyciąga się na płask, rozgląda się: w przeciwległym, pustym budynku na piętrze w oknie znajduje się jego wspólnik, drugi stoi w bramie tego budynku. Z tamtej strony cisza i ciemność, to znak, że jeszcze nie można, że ulica nie jest czysta. Po chwili słychać ciężkie stąpanie żołnierskie: nadchodzi patrol, Żyd na murze rozpłaszczył się tak, że zlewa się całkowicie z murem. Przeszli. Wspólnik w oknie naprzeciwko daje znak latarką, to znaczy, że już. Dziecko jest obwiązane sznurem, koniec sznura trzyma Żyd na murze w ręku. Przyciszonym szeptem woła on swych towarzyszy, stojących pod murem: „Dawać”. Jeden staje drugiemu na plecach, trzeci podaje dziecko, ten z góry ciągnie za sznur, dziewczynka jest już na murze. Aryjczyk, stojący w bramie, podbiega. Znów szept: „Puszczaj”. Z wolna żywy pakunek zsuwa się na stronę zewnętrzną, już sznur odwiązany, już obaj wspólnicy z tamtej strony z maleńką towarzyszką na ręku jednego z nich szybko odchodzą w kierunku dzielnic zaludnionych.” (s. 136-137)


Karol Rotgeber
JA, III B
„Przybywszy na miejsce zostaliśmy zatrzymani na ul. Bonifraterskiej na tym placyku, co przylega do ul. Świętojerskiej. Tu każdy musiał okazać ostemplowaną legitymację i otrzymać dodatkowy czerwony stempel i dopiero go wpuszczano [do szopu]." (s. 150)
</document>
<document nplp_id="6252" title="UMSCHLAGPLATZ (rampa Stawki 4/6)" slug="umschlagplatz-rampa-stawki-4-6">
Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Na Umschlagu – straż, krzyki, Niemcy. Ludzie powoli wchodzą w głąb placu, za druty, powoli, jeden za drugim, wchodzą do pustych izb budynku szkolnego [szkół powszechnych nr 112, 120 i 122 pod adresem Stawki 4/6] lub pozostają pod gołym niebem. Nie ma wody, nie ma łyżki strawy. (Jakaś namiastka pomocy, jakieś pożywienie dla wysłanych zjawia się dopiero później, po kilkunastu dniach; z początku jest chleb i marmolada – tylko dla ochotników.) Ludzie są sami, czasem ze swoimi najbliższymi. Czekają. Nie zawsze odjazd następuje natychmiast, najczęściej upływa kilkanaście godzin, czasem doba, czasem dwie. Nie było pociągów.
Przez ten czas czekają. Na co? Czasem na pomoc z zewnątrz, może przyślą jakiegoś porządkowego, może obmyślą ratunek ci, co pozostali. Wielu tak myśli, często słusznie. Ale większość, olbrzymia większość nie ma na co ani na kogo czekać.” (s. 85-88)


Marek Edelman
ONI/JA, III A
„Ludzie poruszający się poza obrębem blokady rozpaczliwie szukają swych bliskich wśród idących wolno jezdnią, obstawionych Ukraińcami i policją żydowską czworobocznych grup. Za nimi, jedne przy drugich, zmobilizowane „riksze” wiozą starców i dzieci.
Bo droga na Umschlag jest daleka. Plac „przesiedleńczy” – miejsce, z którego odchodzą wagony, mieści się na samym skraju getta, na ulicy Stawki. Otaczające go wysokie mury, pilnie strzezone przez żandarmów, przerywaja się w jednym tylko wąskim miejscu. Tym wejściem właśnie wprowadza się grupy bezradnych, bezsilnych ludzi. Wszyscy mają w reku jakieś papiery, karty pracy, legitymacje. Stojacy przy wejściu żandarm rzuca na nie okiem. „Rechts” – to znaczy życie. „Links” – to znaczy śmierć.” (s. 34-35)
ONI/JA, III A
„Fala ludzka napływa, rośnie, zalewa cały plac, trzy duże, trzypiętrowe budynki poszkolne. Ludzi jest więcej, niż wymaga tego czterodniowy nawet kontyngent, ludzie są na „zapas”. Po 4-5 dni czekają na załadowanie do wagonów. Ludzie wypełniają każdą wolna przestrzeń, cisną się do gmachów, biwakują w pustych salach, korytarzach, na schodach. Brudne, lepkie błoto zalewa podłogi. Wody w kranach nie ma, ubikacje są zatkane. Co krok noga grzęźnie w kale. Zapach potu i moczu dławi w gardle. Noce są zimne, w oknach nie ma szyb. Niektórzy mają na sobie tylko koszule nocne, szlafroki.
Drugiego dnia głód gryzie żołądek bolesnymi skurczami, zeschnięte, popękane wargi męczą się bez kropli wody. Dawno już skończyły się czasy trzech bochenków chleba.” (s. 35)


Mietek Pachter
JA, V (9 maja 1943)

„Olbrzymi obszar, będący kiedyś największą bocznicą [kolejową] dla zaspokojenia potrzeb Warszawy, obecnie został zamieniony na poczekalnię… rzeźni.
Trzypiętrowy budynek, otynkowany na biało, dawniej ludzie użytkowali jako biuro [chodzi o gmach trzech szkół powszechnych nr 112, 120 i 122 przy ul. Stawki 4/6]. Dziś pokoje są brudne, ubikacje są nieczynne. Ale potrzeby ludzkie trzeba jakoś załatwić, więc w tym celu są dwa pokoje, w których się załatwia ludzkie potrzeby po nieludzku. Wydzieliny z tych pokoi rozchodzą się po całym budynku. W pokojach siedzą ludzie stłoczeni, często nie można nawet usiąść. Gdy część siedzi, druga część stać musi, stać w takiej ciasnocie, że śledzie w beczce mają już wygodniej. Tu, w tym nadziemskim świecie, trzymają wartę diabły. Są ubrani na czarno: ich twarze ponure, typki spod ciemnej gwiazdy. To są ukraińcy, oni sprzedali duszę bratniemu diabłu. Rzadko, rzadko kiedy mogą się dopasować ludzie do siebie w ten sposób. Pokazali nam od razu swoją przychylność: jeszcze nim minęliśmy bramę, już dzielili na prawo i lewo kolbami lub też żelaznymi prętami. Zabrali nam wszystko, co mogli – to wszystko uczynili od razu w bramie. Nim dostałem się na klatkę schodową, już miałem uderzeń kilka czystego zysku. Pomyślałem sobie, że tu rozpocznie się wędrówka w nieznane. To ma być początek, jest właściwie dość hojny, wyobrażam sobie, jak będzie wyglądała całość.
Po schodach trzeba lecieć szybko, ludzie padają, inni bojąc się bicia, lecą po tych, co leżą teraz na ziemi. Podnoszę kilka osób i docieram na górę, czyli na pierwsze piętro. Oglądam się z Wilkiem, ale mocny cios w bok przyprawia mnie w niezadowolenie. Odwracam się, by zobaczyć, od kogo inkasuję, ale szybko muszę uciekać, bo już drugi taki kułak szykuje się w moją skromną osobę. Uświadamiam sobie, że tu trzeba być bardzo szybkim w unikaniu tych gorących przyjęć. Bo dużo takich znieść nie można. Spostrzegam Wilka i kieruję się w kierunku, dokąd on zmierza. Zostajemy wepchnięci w mały pokoik. Nasi gospodarze chcą, byśmy mieli wesoło, przez co pakują tylu ludzi do tego pokoju, że trzeba stać z wyciągniętą szyją, by można było upolować dla swych zbolałych płuc trochę świeżego powietrza.
Zdobywamy kącik w jednym bardzo małym pokoiczku i tu skupiamy się razem. Jesteśmy całą grupką z naszego schronu, między innymi Stella i jej rodzice” (s. 413-414).

JA, V (12? maja 1943)

„Nadchodzi wreszcie nasza kolej. Stella idzie pierwsza, za nią Wilek, Dziunia, ja i rodzice Stelli. Idziemy szybkim krokiem, co kilka kroków inkasując mocne razy. Szpaler się kończy, nastaje nowa era. Tu stoi oficer SS i liczy pałeczką ludzi, a właściwie figury. Odlicza po 50 ludzi, których otaczają SSmani i prowadzą do wagonów. Wagony są ustawione na trzech liniach kolejowych. Słyszę, jak oficer liczy przede mną, zimno mi się robi, on liczy już 40 i kilka. Oby mnie nie rozdzielił z bratem i Dziunią. Ta myśl płonie w mym sercu, słyszę 48, 49 i 50 – tu pałka zatrzymuje się za mną, ja jestem ostatnim. Wzdycham z ulgą, jesteśmy razem. Przypominam sobie, że za mną szli rodzice Stelli. Zostali odprowadzeni na bok, biedna Stella. Ona to już zobaczyła, ale jest odważną dziewczyną, ona niczego się nie boi, jest przygotowana na wszystko. Ona idzie dalej z podniesioną głową do góry, niech niemcy widzą, że my się niczego już nie boimy. Otacza nas kilku SSmanów i mając karabiny maszynowe skierowane do naszej grupki, każą nam iść naprzód.
Wchodzimy na rampę, dawniej tu panował ruch, przywożono mięso, krowy itd. … dziś wywożą ludzi na mięso!!! Zostajemy doprowadzeni do jednego z otwartych wagonów, po drodze minęliśmy około osiem wagonów zamkniętych, już naładowanych. Przy wagonie stajemy i stwierdzamy, że wagon jest już zapełniony, ale niemcy są bardzo pomysłowi i ekonomiczni. Oto wskakuje dwóch SSmanów i biją niemiłosiernie ludzi, którzy chcąc uniknąć uderzeń, tłoczą się. Tymczasem jeden SSman nagania nas do wagonów, a reszta niemców stoi z gotowymi do strzału rewolwerami i pilnują nas. Tak zostajemy załadowani, w takiej ciasnocie, że nie można marzyć o wygodnej stojącej pozycji. Jeszcze jest kilka ludzi w drzwiach, gdy już zamykają się drzwi. Wilek tym razem pobił rekord w inkasowaniu bicia. Na koniec nasza trumna została zamknięta i zabezpieczona żelaznymi zamkami. Tak nas zakonserwowali niby beczkę śledzi.” (s. 437-438)</document>
<document nplp_id="6254" title="PROSTA 14 (Szop Többensa, tzw. Duży Többens)" slug="prosta-szop-tobbensa">
Stanisław Gombiński
ONI, III A (koniec sierpnia 1942)
„Już minął czwarty i piąty tydzień, już kończy się sierpień. Ghetto zmniejsza się, już wypadła cała południowa część od Siennej do zbiegu Chłodnej i Żelaznej, tak zwane „małe ghetto”; sterczą puste, bezludne domy, ciągną się puste, wymarłe ulice, zasłane to poduszką, to garnkiem, to jakimiś sztukami bielizny, przedmiotami w ostatniej chwili ze zmęczonej dłoni wypuszczonymi. Puste sterczą setki budynków; wśród nich, jak wyspa – kolonia domów shopu Többensa na Prostej, a w niej kilka tysięcy pracowników. Reszty ludzi już nie ma; powędrowali do dużego ghetta, do innych shopów lub dalej, znacznie dalej…” (s. 99)

Leokadia Schmidt
ONI,  III A
„Na ulicach małego getta odbywały się niesłychane łapanki. W ciągu dnia prowadzono stamtąd długie kolumny na Umschlagplatz. Żałosny widok przedstawiał ten orszak z tobołkami, walizkami i płaczącymi dziećmi. Mówiono, że ma być zupełnie zlikwidowane. Pozostanie jedynie przy ulicy Prostej centrala szopu Toebbensa i kilka domów sąsiednich dla pomieszczenia skoszarowanych pracowników. Wobec takich pogłosek ludzie stamtąd zaczęli się gwałtownie przeprowadzać do dużego getta.” (s. 30-31)



Perec Opoczyński
ONI, III B (8.09.1942)
„Dziś znów była wielka blokada u Toebbensa [dwa obiekty – „duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74], od którego miano zabrać tysiąc dwieście osób. U Toebbensa ma się dziś odbyć konferencja na temat losu szopów. Ze strony Ostdeutsche Bautischlerei ma wziąć udział berliński dyrektor Brandt.” (s. 294)
ONI, IV A (17.10.1942)
„Dziś wreszcie ma być wiadomo, jaki jest rezultat wysiłków w sprawie potwierdzenia istnienia szopów. Tymczasem mówi się, że sytuacja getta jest w ogóle bardzo niepewna i chwiejna. Są jednak tacy optymiści, którzy zapewniają, że do pierwszego stycznia sytuacja getta będzie stabilna i nie nastąpi już żadne wypędzenie. Dziś koło wieczora okazało się w końcu, że szopy Toebbensa [duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74] i Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] oraz szop Hallmana [Nowolipki 59] zostały potwierdzone, jednakże [szop] Schillinga [stolarski – ul. Nowolipie 54 i Nowolipki 50], który po ostatnich redukcjach miał nie więcej niż stu robotników, został całkowicie zlikwidowany. OBW [Gęsia 30] znajduje się więc w wielkim niebezpieczeństwie. W najlepszym razie szopowi stolarskiemu grozi wielka redukcja. Z pięciuset „zabezpieczonych” w szopie ma zostać ledwo stu. Tak szepczą „ważni” – kierownicy. Jak mówią, ostateczne zamknięcie ma nastąpić dopiero za rok. Tymczasem pomieszanie wśród ludzi z szopów jest wielkie. Tracą głowę. Mówi się, że Krüger robi inspekcję w getcie i wszystkim cierpnie skóra.” (s. 308)
ONI, IV A (7.11.1942)
„Wokół szopów Schultza i Toebbensa [tj. Nowolipie, Ogrodowa i Leszno oraz Prosta 14 i Leszno 74] postawiono mur, to znaczy dla każdego robotnika tworzy się więzienie w więzieniu. Wieść ta błyskawicznie obiegła getto i przejęła wszystkich grozą: chcą nas zagłodzić na śmierć.” (s. 315)
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (s. 317)
ONI, IV A (12.11.1942)
„Jak się okazuje, dzieci, które przedwczoraj zostały zabrane wraz z mami od Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74], nie zostały odesłane, ale wzięto je do właśnie utworzonej przy gminie instytucji dla dzieci.
Chociaż nie było dziś już blokad, to u Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] zabrano siedmiu mężczyzn. Było to po oficjalnej rewizji i najpewniej tych siedmiu zostało zadenuncjowanych, bo popełnili jakieś przestępstwo. Jak niektórzy twierdzą, mogli to być goje, którzy mieszkali incognito w getcie.
Od dzisiaj przy nowym murze getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa stoi straż, patrole są też ciągle przy bramie cmentarza. Ta nowa, podwójna straż, jak się wydaje, nie wróży nic dobrego.” (s. 318)


Henryk Makower
JA (Noemi Makower), III C
„[…] bloki mieszkaniowe, oprócz szop Toebbensa na Lesznie i na Prostej, szop Schultza na Nowolipiu oraz Hoffmanna i Schüllera na Nowolipkach, przeniesiono na północ od Gęsiej, tam też zbudowano mur odgradzający getto gminne od reszty terenu. Cała konstrukcja terenowa była tak niedorzeczna, że nie mogła się ostać żadnej analizie logicznej i wyraźnie wskazywała na &amp;lt;tymczasowość&amp;gt;. […] Na wylocie od strony Dzikiej stała poprzednio wacha i pilnowała przejścia na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Teraz ustawiono nowy wylot i nową wachę u zbiegu Gęsiej i Zamenhofa. Za tym murem nie było nic, bezludna pustynia, a wreszcie wyspa, gdzie mieściły się szopy przy ul. Nowolipki, Nowolipie i Leszno, później znowu duża bezludna pustynia i na ulicy Prostej – szopa Toebbensa.” (s. 139)


Marek Edelman
JA/ONI, IV A
„Ponieważ getto jest podzielone na wiele bloków, prawie zupełnie nie kontaktujących się ze sobą, z konieczności Ż.O.B. musi podzielić swoją pracę na poszczególne tereny. My obserwujemy kierownictwo terenu szczotkarzy (Grylak), W.C. Toebbensa (Paw), Prosta (Kersz). Udaje nam się utworzyć kilka grup bojowych. Element – to przeważnie młodzi skifiści, albo działacze Skifu. Tak więc w getcie centralnym dwie „piątki” prowadzą B. Pelc i Goldsztajn, na terenie szczotkarzy – Jurek Błones i Janek Bilak, u Schulza – A. Fajner i N. Chmielnicki, u Roehricha – W. Rozowski.” (s. 44-45)


Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Zwiedziłem warsztaty i skład na Prostej, Tłomackie 13.” (s. 141)
„Rano Gmina. Potem w warsztatach na Prostej. Rozmowa z przedsiębiorcą Toebbensem i dr. Lautzem. Toebbens rządzi warsztatami, zaprowadził dyscyplinę. Obaj pragną, aby Rada Żydowska dbała o robotników (żywność, węgiel, buty, kąpiele etc.), bo lon wypłacony nie pokrywa potrzeb robotników. Potem u Bischofa. Mowa o racjach żywnościowych, telefonach dla Rady, kuchniach. Radził pójść do Wieganda.” (s. 178)
„Zwiedziłem na Prostej warsztaty wytwórcze. Sytuacja kiepska. Z 29 000 robotników pracuje zaledwie 1500. Odbyło się zebranie Rady Gospodarczej w sprawie Wytwórczości etc. Ceny towarów spadają.” (s. 197)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, III-IV

„Znany wypadek z pracownicą Toebbensa z ul. Prostej, która wyskoczywszy z wagonu do Treblinki, została po drodze poszczuta psami przez dróżnika, na którego wezwanie nie zatrzymała się. Pies dróżnika podarł na niej suknię, a jednak zdołała zbiec i dotrzeć do getta w jednym bucie i postrzępionej sukni. Złapana ponownie i posłana do Treblinki, po raz wtóry uciekła z wagonu. Tym razem natknęła się na uczciwych ludzi, którzy dopomogli jej dotrzeć do Warszawy.” (s. 100)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III A

„Olga Liwszyc przypisana była do szopu przy ulicy Niskiej. Szop ten był pralnią parową. Dwie jej córki – Danusia i Irka – pracowały w szopie Tobbensa w „małym getcie” i mieszkały przy ulicy Waliców 6, w mieszkaniu, w którym przedtem mieszkała moja siostra.” (s. 106)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„U Wyszewiańskich na ulicy Waliców odnalazły się dwa palta zimowe: Ryszarda i Niny. Dom Waliców 6 znajdował się w „małym getcie”. Mieszkali w nim pracownicy szopu Tobbensa. I właśnie państwo Wyszewiańscy, rodzice męża naszej siostrzenicy, byli pracownikami tego szopu.
Szop Tobbensa był teraz wyspą w zlikwidowanym „małym getcie”, które obecnie stało się stroną „aryjską”. Przysłali nam palta przez synów, którzy byli policjantami i otrzymywali od czasu do czasu przepustki.” (s. 163)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„W pracy naszej nie zachodzą żadne zmiany, pracujemy na Ciepłej 10, ludzi w małym ghecie nie widać, tylko szop Toebbensa zajmuje kilkanaście bloków.” (s. 118)</document>
<document nplp_id="6255" title="JANUSZ KORCZAK (HENRYK GOLDSZMIT) (22.07.1878 lub 1879 &amp;#8211; 7.08.1942)" slug="janusz-korczak-henryk-goldszmit-22-07-1878-lub-1879-7-08-1942">Henryk Goldszmit / Janusz Korczak — lekarz, pedagog, pisarz, publicysta i działacz społeczny. Urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 r. w Warszawie. Zginął prawdopodobnie 7 sierpnia 1942 r. w Treblince.
W 1886 roku rozpoczął naukę w szkole Augusta Szmurły na ul. Freta, a od 1891 uczęszczał do ośmioklasowego Rządowego Gimnazjum Męskiego przy ul. Brukowej róg Namiestnikowskiej. Jako uczeń udzielał korepetycji, by pomóc w utrzymaniu rodziny. W roku 1896 opublikował w tygodniku satyrycznym "Kolce" humoreskę "Węzeł gordyjski", która była jego debiutem pisarskim i zapoczątkowała twórczość publicystyczną. W 1898 zdał maturę i rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Cesarskiego Uniwersytetu w Warszawie. W okresie studiów powstała jego pierwsza powieść "Dzieci ulicy", opublikowana w 1901 r. W latach 1900-1915 był aktywnym członkiem Towarzystwa Kolonii Letnich. W końcowej fazie studiów rozpoczął pracę na koloniach: w 1904 i 1907 roku był zatrudniony jako wychowawca dzieci żydowskich w ośrodku wakacyjnym "Michałówka", ponadto pracował też, rok później, jako wychowawca podczas kolonii dla chłopców chrześcijańskich w "Wilhelmówce". Doświadczenia te stały się podstawą późniejszej pracy pedagogicznej oraz zaowocowały dwiema książkami: "Mośki, Joski, Srule" (1910) oraz "Józki, Jaśki i Franki" (wydana w 1911). W marcu 1905 r. otrzymał dyplom lekarza i podjął pracę w żydowskim Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów przy ulicy Śliskiej 51 w Warszawie. Tam, jako tzw. lekarz miejscowy, zobowiązany był do całodobowej opieki nad chorymi oraz udzielania porad w ambulatorium przyszpitalnym (bez różnicy wyznania) oraz świadczył wizyty domowe. Trzy miesiące po uzyskaniu dyplomu lekarskiego w 1905 roku wojna rosyjsko-japońska rzuciła Korczaka aż do Mandżurii. Dla pogłębienia wiedzy medycznej pojechał na rok do Berlina (1907/1908) i na pół roku do Paryża (1910). Tam brał udział w wykładach z pediatrii i pedagogiki. Przy okazji oglądał szpitale dziecięce i zakłady zajmujące się terapią i edukacją najmłodszych. W 1910 lub 1911 r. przebywał miesiąc w Londynie, odwiedzając tamtejsze szkoły i domy opieki. Towarzystwo „Pomoc dla Sierot”, powstałe w 1908 roku w Warszawie, zakupiło 12 maja 1910 parcelę przy ulicy Krochmalnej 92 (po 1970 ul. Jaktorowska). Miejsce wybrano ze względu na znakomite położenie: z dala od zatłoczonego centrum, na zachodnich obrzeżach miasta, dużo zieleni, świeże powietrze. Kamień węgielny pod budowę położono 14 czerwca 1911 roku. Dom, niewykończony całkowicie, został oddany z opóźnieniem 7 października 1912 roku. Zamieszkało w nim osiemdziesięcioro ośmioro dzieci. Dyrektorem Domu Sierot został Janusz Korczak, jego zastępczynią była Stefania Wilczyńska. Oboje pełnili swe funkcje bez wynagrodzenia. Korczak w 1914 r. został powołany do wojska, początkowo jako ordynator polowego szpitala dywizyjnego na Ukrainie, następnie został lekarzem pediatrą w przytułku dla dzieci ukraińskich pod Kijowem. W Kijowie poznał Marię (Marynę) Falską, z którą później współpracował. Od listopada 1919 r. Korczak blisko związany był z otwartym wówczas zakładem Nasz Dom kierowanym przez Falską (od 1921 prowadzonym przez Towarzystwo "Nasz Dom"). W 1926 r. zainicjował wydawanie eksperymentalnego tygodnika dzieci i młodzieży „Mały Przegląd” — jako dodatku do dziennika "Nasz Przegląd". Było to pismo praktycznie całkowicie tworzone "przez dzieci i dla dzieci". Korczak był jego redaktorem do 1930 r., później przekazał tę funkcję Igorowi Newerlemu. Korczak dwukrotnie odwiedził Palestynę, w roku 1934 i 1936 r. Od końca 1934 r. związany był także z Polskim Radiem. Pod pseudonimem "Stary Doktór" wygłaszał oryginalne w formie i treści pogadanki dla dzieci. Po wybuchu wojny Dom Sierot dotrwał w swojej macierzystej siedzibie do czasu zamknięcia getta. Jesienią 1940 r. został przesiedlony do getta na ulicę Chłodną 33, do budynku Gimnazjum Kupieckiego im. Marii i Józefa Roeslerów, zaś Korczak trafił na pewien czas do aresztu za nienoszenie nakazanej Żydom opaski z gwiazdą Dawida. W październiku 1941 r. Dom Sierot został zmuszony po raz kolejny do przeprowadzki, tym razem na ul. Sienną 16 / Śliską 9, do części pomieszczeń w budynku Towarzystwa Pracowników Handlowych. Na początku 1942 r. Korczak podjął się także oficjalnie opieki nad znajdującą się w tragicznej sytuacji placówką dla sierot — Głównym Domem Schronienia przy ul. Dzielnej 39, zaś od maja tego roku zaczął pisać „Pamiętnik”. Dom Sierot na Siennej 16 / Śliskiej 9 został zlikwidowany najprawdopodobniej 6 sierpnia 1942 roku. Korczak wraz ze Stefanią Wilczyńską i wszystkimi pracownikami towarzyszyli dzieciom na Umschlagplatz i odjechali z nimi do Treblinki.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Chłodna 33, - Dzielna 39, - Dzielna 67 (internat „Centosu”), - Grzybowska (Grzybów) 1, - Krochmalna 92, - Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych), - Sienna 16/Śliska 9, - Smocza, - Smocza 57, m. 57, - róg ulic Solna/Leszno, - Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne), - Stawki 6/8 (szpital), - Śliska, - Twarda 7, - Waliców 14, - Żelazna 86/88/Leszno 80/82.
</document>
<document nplp_id="6259" title="GRZYBOWSKA 1" slug="grzybowska-grzybow-1">Janusz Korczak
JA, II D
„Poszedłem wczoraj po ofiarę na Grzybów nr 1. Ostatni dom przed murem. Wczoraj zabili tu policjanta żydowskiego – podobno dawał znaki przemytnikom.” [Pam., s. 78]

</document>
<document nplp_id="6261" title="ŻELAZNA 86/88 / LESZNO 80/82 &amp;#8211; SZPITAL" slug="zelazna-86-88-leszno-80-82">























Janusz Korczak
ONI, II D
„Władze kazały opróżnić szpital na Stawkach. A pani naczelna ma przyjąć na Żelazną ciężko chorych ze Stawek.” [Pam., s. 123]

Henryk Makower
JA/ONI, III A
„Po kilku dniach zwaliło się nowe nieszczęście na szpital, otóż Michalsen wydał zarządzenie, aby szpital &amp;lt;Czyste&amp;gt; na Stawkach przeniósł się w ciągu 24 godzin. Część jego poszła na Leszno 1, na chirurgię, reszta do nas. Prawie w tym samym czasie przeniosła się do nas centrala, tj. szpital dziecięcy Bersonów i Bermanów z ulicy Śliskiej.” (s. 64)
JA, III
„Taką akcję &amp;lt;dodatkową&amp;gt; przeżyliśmy. Była to akcja typowo uliczna, do domów nie wchodzono. Widziałem taka akcję w dużym getcie, na Nowolipiu. We wcześniejszym okresie oczyszczano tam teren dla szop. Gdy po obiedzie wstąpiłem do szpitala (był wtedy jeszcze na Lesznie) zastałem dr Braude-Hellerową w wielkiej rozpaczy. Jej szwagier, dr Aftegut, właśnie znajdował się w centrali Schultza na Nowolipiu 40, gdzie odbywała się akcja.” (s. 99)
JA, III/IV
„Na Siennej znajdował się również szpital dziecięcy Bersonów i Baumanów, gdzie co dwa tygodnie odbywały się posiedzenia naukowe. […] Do września 1942, kiedy objąłem ordynaturę w filii szpitala Bersonów i Baumanów na Lesznie 80, przewodniczyłem na tych posiedzeniach.”. (s. 177)
 
Marek Edelman
JA/ONI, II A 
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łózkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)

Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem szpitale. Trupy w korytarzach, po trzech chorych na jednym łóżku. Po kolei obejrzałem wszystkie sale tyfusowe, chorych na czerwonkę, chirurgię etc. W jednej z sal udzieliłem pomocy porządkowemu Katzowi Jakubowi, któremu szmuglerzy rozbili głowę. Po wyjściu ze szpitala zatrzymali mnie pracownicy z pretensjami (w części uzasadnionymi) do Rady o pobory, węgiel etc. Z trudem auto, cofnąwszy się w tył, ruszyło.” (s. 221)

Mary Berg
JA/ONI; II B

29.VII.41’: „Szaleje epidemia tyfusu. Wczoraj liczba zgonów na tę chorobę przekroczyła dwieście. Zrozpaczeni lekarze po prostu rozkładają ręce. Nie ma lekarstw, a szpitale są przepełnione. Stale dostawia się nowe łóżka w salach i na korytarzach, lecz to nie rozwiązuje problemu i liczba ofiar codziennie rośnie. W szpitalu na rogu Leszna i Rymarskiej w oknie ambulatorium wywieszono napis „Brak wolnych miejsc”. Szpital Dziecięcy Bersohnów przy Siennej jest zapełniony dziećmi w różnym wieku – wszystkie chorują na tyfus. Szpital na rogu Leszna i Żelaznej zamknął drzwi – nie ma już miejsca nawet dla jednego pacjenta. Kilka dni temu na Lesznie widziałam ojca niosącego na rękach podrośniętego już chłopca. I ojciec, i syn byli ubrani w łachmany. Twarz chorego dziecka płonęła od gorączki, chłopiec majaczył. Mężczyzna doszedł na róg Leszna i Żelaznej, przystanął niezdecydowanie przed bramą szpitala. Stał tam przez chwilę, najwyraźniej zastanawiając się, co robić. Wreszcie nieszczęsny ułożył chorego synka na schodach prowadzących do szpitalnego ambulatorium i cofnął się o kilka kroków. Wyczerpany chłopiec miotał się w konwulsjach, głośno jęcząc. Nagle zjawiła się pielęgniarka w białym fartuchu i zaczęła besztać rozżalonego ojca stojącego ze spuszczoną głową i zanoszącego się gorzkim płaczem. Po chwili dostrzegłam, że chory chłopiec przestał wykonywać ruchy, jak gdyby usnął. Miał otwarte oczy, na twarzy zastygł mu wyraz błogiego zadowolenia” (s. 153-154).

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- Zabrali ją [Stefania Blady-Szwajer – matka Aliny] 29. […]

- Z domu ją zabrali?

- Z domu z domu. Ja byłam w szpitalu wtedy.” (Tak naprawdę..., s. 140)

JA/ONI, II

„-Czy znała pani Korczaka?

- Oczywiście. Jeszcze jako dziecko chodziłam do niego z matką. No i w getcie. Chodziłam do sierocińca. Dzieci Korczaka leżały u nas w szpitalu.” (Tak naprawdę..., s. 153)

JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

- Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

- Czy to z powodu zmniejszenia getta?

- Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

- Szopy tam powstały, tak?

- Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

- „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

- Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

- I potem mieszkała pani na Gęsiej?

- Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

- Kiedy?

- 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

- Personel szpitala?

- Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

- Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

- Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (Tak naprawdę..., s. 155-156)

JA/ONI, III A [6 VIII 1942]

„- Pani widziała Korczaka idącego z dziećmi do transportu.

-Tak, widziałam ten pochód. Przechodzili pod naszymi oknami.

-Stała pani wtedy w oknie?

- Tak, tak… Widzieliśmy, jak szedł Korczak. I było w tym coś bardzo dużego. Oni po prostu szli z dziećmi.

- Może pani dokładnie odtworzyć tamtą chwilę?

- Myśmy stali przy oknie na pierwszym piętrze. Staliśmy bokiem przy prawej framudze. Patrzyliśmy, jak idą środkiem ulicy. Nie ruszaliśmy się – Niemcy zaczęliby strzelać.

- Szli środkiem ulicy równoległej do okna?

- Tak. Myśmy widzieli, jak nadchodzą.

- Z kim pani stała przy oknie.

- Dużo nas stało. Dobrze pamiętam, że stała ze mną Zosia Skrzeszewska [Renia Fryman] – ona zobaczyła swoich rodziców i siostrę wtedy…

- Jak dzieci szły?

- Czwórkami – na pewno: tak Niemcy ustawiali. A może szóstkami? Korczak szedł z przodu, chyba wśród dzieci. Potem kilka czwórek i szła Stefa Wilczyńska. I szły jeszcze te dziewczyny: Esterka Winogron i Natka. Małe dzieci szły na przodzie, potem starsze, Esterka szła chyba na końcu. Tak, że dzieci nie były zostawione z tyłu.

-To znaczy, że było co najmniej czterech opiekunów.

-Tak. Co najmniej. Ja pamiętam te osoby, które znałam: Esterka – moja szkolna koleżanka, Stefa, Natka…

- Natka była młoda?

- Młoda? Nie, w moim wieku była – dwadzieścia parę lat miała.

- No więc była młoda!

- Nie, młoda wtedy była szesnastoletnia dziewczyna.

- Ile dzieci szło z Korczakiem?

- Czterdzieści? Pięćdziesiąt?

- Taka duża klasa?

- Taka duża klasa… Nie wiem, nie wiem…

- Widziała pani tylko ten moment, kiedy Korczak z dziećmi przechodził pod oknami?

- Tak. Widzi pani, to było tak. Szpital był na rogu Leszna i Żelaznej. Okno, przy którym staliśmy, wychodziło na Żelazną. Dzieci szły Żelazną w stronę Nowolipek. Tak, że widzieliśmy je na tym małym odcinku. I koniec. Myśmy nie mogli się nawet ruszyć przy tym oknie. A oni po prostu defilowali pod nami. A za dziećmi szli inni… Dzieci nie były opuszczone, nie były przerażone, zagubione, rozumie pani? To ważne.” (Tak naprawdę..., s. 154-155)

[...]
JA/ONI, II B
„Nie pamiętam, jak przebiegały starania o uzyskanie budynku, ale tyle wiem, że gdzieś we wrześniu – październiku 1941 r. dowiedzieliśmy się, że część personelu przejdzie do gmachu szkoły na rogu Leszna i Żelaznej. Był to smutny, trzypiętrowy budynek tuż koło „wachy" – bramy w murach getta. Po drugiej stronie Żelaznej, połączone z gettem mostem, znajdowały się budynki Arbeitsamtu (Urzędu Zatrudnienia) i kwarantanny dla tych, którzy zetknęli się z durem plamistym.
W nowym szpitalu znajdowały się trzy oddziały.
Na pierwszym piętrze oddział zakaźny, którego ordynatorem był dr Makower, na drugim piętrze oddział wewnętrzny dr Heleny Keilson, zaś na trzecim piętrze oddział niemowlęcy pod kierownictwem prof. Hanny Hirszfeldowej.” (s. 68)
JA/ONI, II D (wiosna 1942)
„Wczesną wiosną 1942 r. w salach stanęły prawdziwe łóżka z prawdziwymi materacami i na tych łóżkach była biała pościel i prawdziwe koce. Były nawet baseny i nocniki, i kubki, i miseczki. Więc cieszyliśmy się. Naprawdę. Pewnie nie zdawaliśmy sobie sprawy ze straszliwej ironii tych białych łóżeczek dla dzieci, które już za parę miesięcy...
A tymczasem pomimo białych łóżek i trochę większych przydziałów żywności z Jointu narastała bezsilność medycyny. Bo zaczęła się gruźlica, wszechwładna i panująca. I to było tak, że jak dziecko stawało na nogach po zejściu obrzęków głodowych i nawet zaczynało rozmawiać, wykonywało się odczyn Pirqueta. A ten odczyn – wypadał dodatnio. I chociaż nie było żadnych innych objawów gruźlicy, już było wiadomo, że to nie potrwa dłużej niż 6-8 tygodni. Więc już nie odsyłaliśmy tych dzieci na Śliską, na oddział gruźliczy, bo nie było po co. Tylko z początku jeszcze kładliśmy na innych salach. Dla czystego sumienia. A potem nawet to nie miało sensu.” (s. 74-75)
JA/ONI, II D (5 IV 1942)
„Poszłam na parter po swoje ubranie. Zobaczyłam, że w hallu są ludzie i białe fartuchy. To znaczyło, że znów są ranni, bo na „wasze" stoi „Frankenstein”. To był taki żandarm, który się bawił strzelaniem do dzieci jak do wróbli. Bo jak te dzieci wracały z żebrów przez dziurę w murze do getta, to wsuwały się do dziury jedno za drugim. A on czekał, aż ustawi się kilkoro, 4-5 „sztuk", i wtedy strzelał i tym jednym strzałem załatwiał wszystkie. A jeżeli takie dziecko jeszcze jęczało, to przynosiliśmy je do nas do szpitala i przychodził dr Wilk, a czasem można było jeszcze odwieźć je na Śliską na chirurgię, czasem jednak już nie było po co.” (s. 83-84)
JA/ONI, III A
„Potem już prawie nic nie pamiętam. Bo przyszli Niemcy i wywieźli dzieci na Umschlag. Przenieśli szpital.” (s. 90)


Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Gdy przyjechali do szpitala, nie chciano jej przyjąć. Kuba więc zostawił Sarenkę na rykszy koło szpitala i pobiegł do mieszkania ordynatora, który znał Sarenkę, by on załatwił tę sprawę. (…) W tym samym czasie Sarenka została zabrana spod szpitala i pognana na Umschlag.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="6262" title="Róg ulic SOLNA/LESZNO" slug="rog-solna-leszno">Janusz Korczak
JA, II D
„Na rogu Solnej i Leszna widzę grupę, składającą się z wzburzonego rykszarza, rozjuszonej przeondulowanej platynowej blondynki, policjanta jakby zdziwionego, zawiedzionego. – O parę kroków dalej przygląda się scenie z niesmakiem wytworna niewiasta. Czeka, jak sprawa się skończy.” [Pam., s. 70]

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

[02.08.1942] „Kuba więc zostawił Sarenkę na rykszy koło szpitala i pobiegł do mieszkania ordynatora, który znał Sarenkę, by on załatwił tę sprawę. Gdy był na rogu Leszna i Solnej, zamknięto nagle ulicę i rozpoczęto akcję. Kubę wraz z masą złapanych ludzi popędzono (już nie brano więcej na wozy) na Umschlag - wcale nie sprawdzając ausweisów.” (s. 60)
Bogdan Wojdowski
II, F

„Ulicą Leszno ciągnął omnibus. Mordchaj Sukiennik, wyrzuciwszy daleko przed siebie lewe ramię, sztywno napięte cugle owinąwszy sobie na pięści, statecznie powoził parą miejskich wałachów; i z wysokości górując nad ulicą, nad tłumem hałaśliwych żebraków, wydawał okrzyki, zaklęcia, żarliwe zachęty szkieletom koni o pokaleczonej skórze i zmierzwionej sierści. Wspięli się wysoko na kozioł i przysunęli do niego blisko. Nie mieli na przewóz. Gwar, śmiech, chlipanie sennego dziecka, rozmowy wewnątrz omnibusu nie ustawały [...]. Parskały okaleczone konie, Mordchaj dobrodusznie i smutno pokrzykiwał. Trzęsie się ramię skrępowane rzemieniami wodzy, trzęsły się koła pojazdu na kocich łbach, trzęsły się niedołężnie głowy mijanych żebraków, trzęsły się szkielety pasażerów na twardych ławkach. Nad Ernestem polatywały muchy, a w jego zaciśniętej dłoni tkwił kamień. Oddalali się stamtąd, oddalali w niespiesznym ruchu pociągowych chabet, słuchając okrzyków Mordchaja, który bez zbytniego oburzenia, z politowaniem i wzgardą wolał: “Szmondaki!” Przystanek, zatrzymał zaprzęg, ruszył i dalej wołał: ,,Szmondaki z was!" A Elijahu dotykał ukradkiem zwiniętego gałgana za koszulą [...]. Przystanek, przepełniony omnibus zatrzymał się róg Leszna i Solnej, pasażerowie gromadnie wysiadali, łby znużonych koni opadły ku ziemi, na odparzonych bliznach, na skrwawionej sierści skupiły się muchy. Zaprzęg ruszył dalej, parskając [...]. A Mordechaj tylko spojrzał na nich i już swoje wiedział; splunął za orczyki pomiędzy kopyta na bruk, a kiedy omnibus kołysząc się i trzęsąc-chór narzekań wewnątrz pudła nie ustawał-skręcił w Żelazną, Mordchaj, patrząc prosto przed siebie w ciemny wylot ulicy nad zataczającym się zaprzęgiem, między jednym a drugim szarpnięciem wodz powiedział:
- Szmondaki z was-i chlasnął zad lewego.-Co teraz, szczeniakeria?-Chlasnął zad prawego, ale z uczuciem. - Co teraz? Ani rybka, ani pipka. Szmondaki!” (s. 297- 299)</document>
<document nplp_id="6263" title="WALICÓW 14" slug="walicow-14">
Janusz Korczak
JA, I
„Na zakończenie dodam, że był to drugi zatarg mój z meliną wytwornego domu Waliców 14 – bo w czasie oblężenia Warszawy w łajdacki sposób odmówiono mi pomocy, by konającego, z rozpłataną piersią żołnierza przenieść do bramy, by nie konał jak pies w rynsztoku”.
A oto komentarze.
Właścicielkami lokalu, skąd zostałem wyrzucony okrzykami: „Won, stary draniu, złam ręce i nogi” – są „przyjaciółki” nie mniej, nie więcej, tylko Stefanii Sempołowskiej.
Pragnę obszerniej na ten temat wypowiedzieć się, ile że sprawa ma ogólniejsze znaczenie.
Sempołowska była orędowniczką fanatyczną Żydów przeciw oszczerstwom i słusznym zarzutom, czynionym nam przez równie fanatycznych wrogów.
Trzy Żydówki z Walicowa – to te typy, które drogą gładkich słówek, ba – nawet chrztu, wciskały się przemocą, bezwstydnie do polskiego towarzystwa, do domów i rodzin, by tam reprezentować Żydów.” [Pam., 20]
</document>
<document nplp_id="6266" title="CHŁODNA 33" slug="chlodna-33">Janusz Korczak
JA, II A, II B

„List do żony piekarza:

„Dobra i miła Pani. Czy słyszała Pani o nieszczęsnym sierocińcu na ulicy Dzielnej 39? – W styczniu zmarło dziewięćdziesięcioro sześcioro dzieci.

Dziś Śliska, dawniej Chłodna, jeszcze dawniej Krochmalna ma 200 kilo sucharków z tych, które Szanowna Pani ofiarowała. – Ileż one dobrego przyniosły, gdy nie bywało chleba.

Pozwolę sobie odwiedzić Panią, by poprosić o radę (próba chleba) – by poprosić o ofiarę dla dzieci z niedomaganiami przewodu pokarmowego”. [Pam., s. 174]

&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Zakład sierot dra Korczaka został z ulicy Siennej przeniesiony na ul. Chłodną 33 do gmachu szkolnego, niedługo się jednak tam utrzymał, bowiem i ten odcinek Chłodnej i nieparzystą stronę Żelaznej również wyłączono. Wzorowo prowadzony sierociniec i warsztaty mimo stałej walki o każdy grosz, znów musiały szukać nowego schronienia.” (s. 129)
ONI, III A
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych […]. Opróżniono z mieszkańców szereg domów przy ul. Leszno (od Solnej do Żelaznej), Nowolipie, Mylnej, sierociniec dra Korczaka (po raz drugi).” (s. 187)


Abraham Lewin
ONI, III A (07.08.1942)
„Siedemnasty dzień rzezi. Wczorajszy dzień był wstrząsający, pochłonął bardzo wiele ofiar. Z małego getta zabrali bardzo wielu ludzi. Określa się szacunkowo liczbę ofiar na 15 000. uprowadzili dzieci z sierocińca dr. Korczaka, z doktorem na czele. Dwieście sierot. Wieczorem wypędzili mieszkańców z czworoboku ograniczonego ulicami: Dzielna, Zamenhofa, Nowolipki, Karmelicka. Nie sposób wyrazić słowami rozgrywających się tu tragedii.” (s. 185)


Emanuel Ringelblum
ONI, II-III

„Korczak przejął kierownictwo sierocińca przy Krochmalnej 92, co przysporzyło mu sławy wielkiego przyjaciela dzieci, znakomitego wychowawcy, pedagoga namaszczonego przez Boga, który głęboko, bardzo głęboko przeniknął do duszy dziecka. […] Z początku internat znajdował się przy Krochmalnej 92. W toku ustalania granic getta musiał się przenieść na Chłodną 33. Przeprowadzka do nowego miejsca kosztowała wiele trudu i wysiłku. Ale i tam nie znaleziono ostatecznego schronienia. Również część Chłodnej znalazła się potem poza gettem, internat musiał się więc znowu przeprowadzić pod nowy adres – na Sienną 16, do dawnego lokalu Związku Polskich Pracowników Handlowych. Stąd zakład przeniósł się tam, skąd nie było powrotu – do Treblinki.” (s. 229)
</document>
<document nplp_id="6269" title="SMOCZA 57/m. 57" slug="smocza-57-m-57">
Janusz Korczak
JA, II D
„Sprawdzam podanie o przyjęcie chłopca półsieroty. – Smocza 57, mieszkanie 57. – Dwie uczciwe na wymarciu rodziny.
– Nie wiem, czy on teraz zechce pójść do przytułku. Dobre dziecko. Dopóki matka też nie umrze, będzie mu żal odejść. Chłopca nie ma: wyszedł „starać się”.
Matka w półleżącej pozycji na tapczanie.
– Ja nie mogę umrzeć, dopóki go nie umieszczę. Takie dobre dziecko: w dzień mówi, żebym nie spała, to w nocy spać będę. A w nocy pyta się: „Po co jęczysz, co ci z tego przyjdzie? Lepiej śpij”.” [Pam., s. 69]
</document>
<document nplp_id="6270" title="SIENNA 16 / ŚLISKA 9" slug="sienna-16-sliska-9">
Janusz Korczak
JA, II B/ II C / II D
„List do żony piekarza:
„Dobra i miła Pani. Czy słyszała Pani o nieszczęsnym sierocińcu na ulicy Dzielnej 39? – W styczniu zmarło dziewięćdziesięcioro sześcioro dzieci.
Dziś Śliska, dawniej Chłodna, jeszcze dawniej Krochmalna ma 200 kilo sucharków z tych, które Szanowna Pani ofiarowała. – Ileż one dobrego przyniosły, gdy nie bywało chleba.
Pozwolę sobie odwiedzić Panią, by poprosić o radę (próba chleba) – by poprosić o ofiarę dla dzieci z niedomaganiami przewodu pokarmowego”. [Pam., s. 174]
„Wśród wielu niedoborów jako pracownik posiadam, niestety, przerost krytycyzmu w stosunku do swojej osoby i poczynań. – O ile w Domu Sierot wiem mniej więcej, kim jestem, co robię, w jakiej roli i celu drepcę, o tyle na Dzielnej wikłam się i błądzę.” [Pam., s. 176]
„Może za rok będziemy blisko mieszkali? Byłoby to wygodne. – Bo teraz z Dzielnej na Sienną jest bardzo daleko.” [Pam., s. 220, 222]
„Czekam cierpliwie, co będzie. Bóg nagrodził mnie czy pokarał dwoma internatami: Dom Sierot (tylko dwieście dzieci), Główny Dom Schronienia (tylko pięćset pięćdziesięcioro dzieci).” [Nowe, s. 82]
„Już Śliska 9 jako tako (na razie do połowy września). – Ale śmiertelnie źle z Dzielną 39. Na Śliskiej dzieci dwieście, na Dzielnej pięćset. Liczba z każdym dniem wzrasta, bo jest to dom podrzutków, a więc jedyny internat, gdzie przyjmuje się dzieci żywe i konające bez papierów i bez protekcji loco i franko.
Wygląd ich jest taki, że gdy idą na Spokojną do kąpieli, junacy częstują je chlebem na granicy między Warszawą i dzielnicą.” [Nowe, s. 93]
JA, II D
„Dom Sierot jest teraz Domem Starców. – Mam teraz w izolacji siedmiu lokatorów, z tego troje nowych. – Wiek pacjentów od siedmiu lat do Azryla lat sześćdziesięciu, który postękuje, siedząc na łóżku ze zwieszonymi nogami, oparty o poręcz krzesła.” [Pam., s. 111]
„Byłem w internacie na Śliskiej, opowiedziałem dziewczynkom bajkę o Kocie w Butach.
Byłem w internacie na Twardej, opowiedziałem chłopcom bajkę o Waligórze.
Bardzo byli zadowoleni. I ja rad byłem, że mogłem dać coś także nie swoim, nie tylko własnym swoim dzieciom.
Przyjemnie dawać, nie odbierając nikomu, nie krzywdząc nikogo.
I przyszło mi na myśl, że nasi średni i starsi, że nasze Kółko Pożytecznych Rozrywek albo koło zuchów mogą wprowadzić obowiązek uprzyjemniania czasu dzieciom z innych internatów – może na początek tylko z internatów na Śliskiej i na Twardej, gdzie mniej jest dzieci, więc mniej personelu, więc personel zajęty jest bardzo, więc mało mają bajek i innych rozrywek.” [Nowe, s. 176]
„Dom Sierot, Śliska 9 (dawniej Krochmalna 92), uprzejmie prosi WWPP [Emanuela i Judyty Ringelblumów] na uroczystość sederową w środę dnia 1 kwietnia o godz. 5.30 po południu.” [Tom xv DZIEŁ Janusza Korczaka: Pisma czasu wojny (1939-1942) — w opracowaniu]
„[Zaproszenie dla Icchaka Cukiermana, Cywii Lubetkin i „p. Sary”]
Żydowska Samopomoc Społeczna
Komitet Opiekuńczy Miejski, Warszawa
Wydział Opieki nad Dzieckiem
„Pomoc dla Sierot”
ul. Krochmalna 92
obecnie – Śliska 9
Nie jesteśmy skłonni obiecywać, nie mając pewności.
Pewni jesteśmy, że godzina pięknej bajki myśliciela i poety da wzruszenie – „najwyższego szczebla” drabiny uczuć.
Przeto prosimy na sobotę dn. 18 lipca 1942 r. godz. 4.30 pp.” [Tom xv DZIEŁ Janusza Korczaka: Pisma czasu wojny (1939-1942) — w opracowaniu]
„O sobie: bóle głowy już nie tylko wieczorem, ale rano.
Sobotę spędzam na ulicy Śliskiej – przeszkadza dzień ten w planowej pracy.” [Pam., s. 192]
„Zasnąłem. – Śpię – śpię. Z początku nic mi się nie śniło. Czułem tylko, że jadę czy frunę, czy pływam, czy biegnę – że nie jestem ani w łóżku, ani w domu na Śliskiej, ani w Warszawie, ani w Gocławku. Jestem na wsi, ale w dalekim, nieznanym kraju, gdzie nigdy nie byłem.” [Pam., s. 251]
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Zakład sierot dra Korczaka został z ulicy Siennej przeniesiony na ul. Chłodną 33 do gmachu szkolnego, niedługo się jednak tam utrzymał, bowiem i ten odcinek Chłodnej i nieparzystą stronę Żelaznej również wyłączono. Wzorowo prowadzony sierociniec i warsztaty mimo stałej walki o każdy grosz, znów musiały szukać nowego schronienia.” (s. 129)
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II

„-Czy znała pani Korczaka?

- Oczywiście. Jeszcze jako dziecko chodziłam do niego z matką. No i w getcie. Chodziłam do sierocińca. Dzieci Korczaka leżały u nas w szpitalu.” (s. 153)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (lipiec-sierpień 1942)

„Jeszcze rabinowa nie wyszła z pokoju [siedziby Gminy przy Grzybowskiej 26], jeszcze obciąga żakiet i domyka torebkę, a już wchodzi urzędnik, którego nie znamy. A może jest to przygodny człowiek z ulicy? Czerwony na twarzy i głośno oddycha, widać, że biegł szybko. Z nikim się nie wita, pewnie powie coś ważnego.
„Co robić? – woła – co robić z magazynem bielizny po sierocińcu doktora Korczaka? Komu przekazać te sterty koszulek, fartuszków, ręczników, co z tym zrobić, powiedzcie!”
„Widziałam!” – odzywa się Irena. Irena się odzywa. Zawsze taka małomówna, ale widocznie poruszyły ją słowa tego człowieka.
„Widziałam – mówi – jak szedł ulicą doktor Korczak i jego sieroty. Żydowscy policjanci targali go za ubranie. Nie chodź pan - mówili – pan się może uratować!”
„Na Śliskiej– mówi tamten – pozostał magazyn bielizny po tych straconych dzieciach. Sierociniec pusty. Ale góra bielizny została w magazynie!”.
Słowa tego obcego człowieka wywierają na wszystkich niezwykłe wrażenie. Właśnie dlatego, że została bielizna tych dzieci – niemy świadek ich istnienia.” (s. 88-89)
</document>
<document nplp_id="6273" title="KROCHMALNA 92" slug="krochmalna-92">Janusz Korczak
ONI, I
„List do żony piekarza:
„Dobra i miła Pani. Czy słyszała Pani o nieszczęsnym sierocińcu na ulicy Dzielnej 39? – W styczniu zmarło dziewięćdziesięcioro sześcioro dzieci.
Dziś Śliska, dawniej Chłodna, jeszcze dawniej Krochmalna ma 200 kilo sucharków z tych, które Szanowna Pani ofiarowała. – Ileż one dobrego przyniosły, gdy nie bywało chleba.
Pozwolę sobie odwiedzić Panią, by poprosić o radę (próba chleba) – by poprosić o ofiarę dla dzieci z niedomaganiami przewodu pokarmowego”. [Pam., s. 174]
JA, II D
„Dom Sierot, Śliska 9 (dawniej Krochmalna 92), uprzejmie prosi WWPP [Emanuela i Judyty Ringelblumów] na uroczystość sederową w środę dnia 1 kwietnia o godz. 5.30 po południu.” [Tom xv DZIEŁ Janusza Korczaka: Pisma czasu wojny (1939-1942) — w opracowaniu]


Marek Edelman
KROCHMALNA 92 (TEATR SKIF-U)
ONI, II
„[…] Skif, który n a początku działał tylko w małym zakresie, starając się zatrudniać i pomagać finansowo swym przedwojennym członkom, obecnie organizuje na dużą skalę pracę wśród dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. W każdym domu istnieje t.zw. „kącik”, gdzie dzieci przebywają kilka godzin dziennie. Organizowane są świetlice. Koło dramatyczne, którym kieruje Pola Lifszyc, dwa razy w tygodniu urządza przedstawienie. W ciągu sezonu (1941 r.) oglądało je 12 tysięcy dzieci (*0 razy wystawiono m.in. „Lalki” i „Szpajchler”).” (s. 19)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie zostały zniszczone najpiękniejsze internaty: Korczaka na Krochmalnej. Dom Starców." (t. 19: s. 149)
ONI, II-III

„Korczak przejął kierownictwo sierocińca przy Krochmalnej 92, co przysporzyło mu sławy wielkiego przyjaciela dzieci, znakomitego wychowawcy, pedagoga namaszczonego przez Boga, który głęboko, bardzo głęboko przeniknął do duszy dziecka. […] Z początku internat znajdował się przy Krochmalnej 92. W toku ustalania granic getta musiał się przenieść na Chłodną 33. Przeprowadzka do nowego miejsca kosztowała wiele trudu i wysiłku. Ale i tam nie znaleziono ostatecznego schronienia. Również część Chłodnej znalazła się potem poza gettem, internat musiał się więc znowu przeprowadzić pod nowy adres – na Sienną 16, do dawnego lokalu Związku Polskich Pracowników Handlowych. Stąd zakład przeniósł się tam, skąd nie było powrotu – do Treblinki.” (t. 29a: s. 229)
</document>
<document nplp_id="6274" title="TWARDA 7" slug="twarda-7">
Janusz Korczak
JA, II D
„Byłem w internacie na Śliskiej, opowiedziałem dziewczynkom bajkę o Kocie w Butach.

Byłem w internacie na Twardej, opowiedziałem chłopcom bajkę o Waligórze.

Bardzo byli zadowoleni. I ja rad byłem, że mogłem dać coś także nie swoim, nie tylko własnym swoim dzieciom.

Przyjemnie dawać, nie odbierając nikomu, nie krzywdząc nikogo.

I przyszło mi na myśl, że nasi średni i starsi, że nasze Kółko Pożytecznych Rozrywek albo koło zuchów mogą wprowadzić obowiązek uprzyjemniania czasu dzieciom z innych internatów – może na początek tylko z internatów na Śliskiej i na Twardej, gdzie mniej jest dzieci, więc mniej personelu, więc personel zajęty jest bardzo, więc mało mają bajek i innych rozrywek.” [Nowe, s. 176]

</document>
<document nplp_id="6287" title="ABRAHAM LEWIN (1893-1943)" slug="abraham-lewin-1893-1943">Przejdź do mapy miejsc związanych z Abrahamem Lewinem po stronie aryjskiej
Abraham Lewin przyszedł na świat w Warszawie w 1893 roku, w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej. Od wczesnej młodości był reprezentantem judaizmu postępowego, uznawał historyczne dziedzictwo kultury żydowskiej, aczkolwiek sam, od międzywojnia, jako aktywny działacz społeczno-polityczny, związany z ruchem liberalnego syjonizmu, czy też - jak powiadał o nim Emanuel Ringelblum - „syjonizmu ogólnego”, nie wykazywał większego zaangażowania w kwestiach religijnych. Edukowany był jednakowoż, paradoksalnie, w dość tradycyjny sposób. W dzieciństwie odbierał nauki w hebrajskojęzycznym chederze, po bar micwie zaś kontynuował proces edukacyjny, we wciąż dość elitarnej, jesziwie (kuźni rabinów), studiując talmudyczne komentarze do Tory i prawo religijne w języku jidysz i hebrajskim. Tuż po śmierci ojca, na początku lat 10., jako niespełna dwudziestoletni mężczyzna, został głową familii Lewinów sprawując opiekę nad owdowiałą matką i trzema siostrami – Frumą,, Nacią i Gutą. Utrzymanie dla siebie i rodziny znalazł w szkole kierowanej przez Stefanię Szwajgier.
„Żydówka” (Jehudyjah), gdzie pracował od przełomu lat 20. jako nauczyciel hebrajskiego i przedmiotów judaistycznych, była szkołą niekoedukacyjną, kształcącą młode dziewczęta pochodzenia żydowskiego w duchu syjonistycznym, acz - za sprawą modernistycznego światopoglądu Szwajgier – na owe czasy społecznie postępową (jej córka Adina Blady-Szwajgier była lekarką-pediatrą wyspecjalizowaną w leczeniu gruźlicy i tyfusu oraz – w okresie Endlösung - badaczką choroby głodowej; pracowała w szpitalu dziecięcym im. Bershonów i Baumanów na ul. Siennej, a następnie po przenosinach w roku 1941 i 1942, kolejno – na Lesznie i Stawkach; była także – łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej, a następnie więźniarką w obozie nr 2 w Treblince). Swoje niewątpliwe powołanie i talent do pracy pedagogicznej, co potwierdzają zachowane świadectwa uczennic szkoły [zob. na ten temat: S. D. Kassow, Kto napisze naszą historię? Ostatni rozdział zagłady warszawskiego getta. Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, tłum. G. Waluga, O. Zienkiewicz, Warszawa 2009], kontynuował tamże, od wybuchu II wojny światowej do zamknięcia na terenie getta warszawskiego, na tajnych kompletach.
W „Żydówce” Lewin nawiązał również, pod wieloma względami owocną w przyszłości, znajomość z Emanuelem Ringelblumem (uczniem wybitnego historyka-mediewisty, twórcy podwalin nowoczesnej polskiej historiografii – Marcelego Handelsmana), późniejszym założycielem (w 1940 roku) grupy naukowo-badawczej dokumentującej dziedzictwo judaistyczne oraz losy ludności żydowskiej - „Oneg Szabat” [z hebrajskiego: Radość Szabatu/ Radość Soboty], a także inicjatorem Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego (jego praca organizacyjno-naukowa była fundamentem powojennego Żydowskiego Instytutu Historycznego, znajdującego swą siedzibę od 1947 roku w dawnej Głównej Bibliotece Judaistycznej przy ulicy Tłomackie 5 [obecnie pod numerem 3/5]; od 2009 roku jego imienia).
O wyjątkowości grupy „Oneg Szabat” i jej nieocenionym wkładzie w dokumentację Zagłady zapisano już wiele stronic, lecz warto wspomnieć jeszcze o jednym fakcie, a mianowicie, jej rzeczywistej egalitarności ustanawiającej ponadreligijną i mimo podziałów politycznych specyficzną, by tak rzec, „ekumeniczną” jakość prac zespołu badaczy-historyków, dokumentalistów i kopistów, o czym świadczy i.a. niniejsza notatka sporządzona osobiście przez Ringelbluma: „Oneg Szabat nie jest zrzeszeniem naukowców rywalizujących ze sobą i wzajemnie się zwalczających, lecz jednolitą korporacją, bratnim związkiem, w którym wszyscy nawzajem sobie pomagają i dążą do tego samego celu. Przez długie miesiące siedzieli przy jednym stole: pobożny rabin Huberband obok lewicowego poalesyjonisty - Hersza Wassera, i ogólnego syjonisty - Abrahama Lewina”.
We wspomnianej wcześniej Jehudyjah, Lewin, poznaje również córkę rabina (Judy Lejba Hotnera) Lubę Hotner, nauczycielkę języka hebrajskiego – swoją przyszłą żonę, z którą w 1928 roku doczekali się córki Ory. Luba, 12 sierpnia 1942 roku została zatrzymana podczas blokady ulicznej i doprowadzona na Umschlagplatz (o czym na str. 191 Dziennika, znajdujemy następujący, bolesny zapis Lewina: ”Zgasło moje słońce, w mym świecie zapanował mrok. Podczas blokady przy Gęsiej 30 zabrali moją Lubę”) i – prawdopodobnie – odesłana jednym z transportów kolejowych do obozu koncentracyjnego w Treblince.
Abraham Lewin, w okresie przedwojennym, mimo licznych zobowiązań i aktywności, pomiędzy pracą pedagogiczną w prywatnej szkole przy ul. Długiej 55 w Warszawie (gimnazjum „Żydówka” syjonistycznego Towarzystwa Opiekuńczego), działalnością w organizacjach syjonistycznych i opieką, którą sprawował nad najbliższą rodziną, nie porzucił także innych zatrudnień intelektualnych. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami historycznymi, napisał i ogłosił drukiem w 1934 roku w języku jidysz Kantonistów (Kantonistn: vegn der Yidisher rekrutshine in Rusland in di tsaytn fun Tsar Nikolay dem ershtn 1827-1856). Książka ta jest wyczerpującą monografią procederu tzw. rekrutcziny, czyli anektowania do armii carskiej doby Mikołaja I przymusowych poborowych (w genetycznym sensie historia tego zjawiska sięga wieku XVIII i dekretu Piotra Wielkiego, kończy się wraz z przegraną wojną krymską oraz dekretem Aleksandra II, reformującym od 1856 roku służbę i szkolenia wojskowe w Rosji). Autor koncentruje się weń na wątku wymuszonego „zaciągu” młodych chłopców o pochodzeniu żydowskim (dodać tu wypada, iż, faktycznie ten tryb wcielenia do wojska był szerszy, obejmował zwykle ubogich i osieroconych młodych mężczyzn z różnych kantonów/guberni, także dzieci żołnierzy) do armii i na procesie wieloletniej „edukacji” wojskowej, będącej częścią ogólnej polityki, skupiającej się na przymusowej rusyfikacji i asymilacji (służba w wojsku carskim trwała zwykle 25 lat), czyniącej w zamyśle z rekruta w wieku adolescencyjnym typ – rzeklibyśmy transhistorycznie – zewnątrzsterownego i zdemoralizowanego „janczara” (przyuczanego m.in. do kradzieży i przemocy), na modłę bliskowschodnią. Opracowanie niniejsze, wartościowe dzieło także dla współczesnej historiografii, Lewin oparł na źródłach archiwalnych i przekazach (w tym również, dostępnych podówczas jeszcze historiach oralnych), w pewnym sensie, avant la lettre, zapowiadając współczesne badanie świadectw.
W okresie zamknięcia w getcie warszawskim, Lewin, prawdopodobnie włączony przez Ringelbluma, zaczął pracę w „Alejnhilf”- Żydowskiej Samopomocy Społecznej (organizacja ta powstała w wyniku przekształcenia Centralnego Komitetu Pomocy, a następnie Komitetu Koordynacyjnego; zajmowała się pomocą socjalną dla najuboższych), w późniejszym okresie był pracownikiem tzw. szopu OBW, manufaktury stolarskiej Ostdeutsche Bautichlerei Werkstette, która znajdowała się przy ul. Gęsiej 30. Od stycznia 1942 roku został członkiem podziemnej organizacji „Oneg Szabat”, instytutu naukowo-dokumentacyjnego zajmującego się historią żydowską, rejestracją życia w getcie warszawskim oraz dokumentacją procesu Zagłady (siedzibami grupy były: prywatne mieszkanie Ringelbluma na ul. Leszno 18 i Centralna Biblioteka Judaistyczna na ul. Tłomackie 5, która była również siedzibą Żydowskiej Samopomocy Społecznej - ŻSS). Autorka edytorsko-historycznego opracowania diariusza Lewina, Katarzyna Person, notuje następującą uwagę:
„W księdze kasowej &amp;lt;&amp;lt;Oneg Szabat&amp;gt;&amp;gt; poświadczającej wypłacanie autorom dokumentów honorariów jego nazwisko pojawia się po raz pierwszy w styczniu 1942 r. […] Z zachowanych dokumentów wynika, że Lewin szczególnie zasłużył się jako kopista dokumentów włączanych do Archiwum. Opatrywał je pseudonimem &amp;lt;&amp;lt;Nowolipie&amp;gt;&amp;gt; - od nazwy ulicy, przy której mieszkał w getcie [ul. Nowolipie 1 – B.S.]. Do Archiwum przekazywał też spisane wywiady z docierającymi do getta uchodźcami. Niektóre z nich, np. otwierająca dziennik informacja o masakrze Żydów w Wąwolnicy [okolice Puław – B.S.], znajdują się w biuletynie „Oneg Szabat” – publikacji mającej dostarczać prasie konspiracyjnej regularnych informacji o Zagładzie. Najważniejszym dokumentem, który Lewin przekazał do zbiorów Archiwum, był jednak bez wątpienia jego dziennik”. [K. Person, fragment wstępu, s. 12]
Dziennik Abrahama Lewina, będący jednym z fundamentalnych źródeł dokumentujących funkcjonowanie ludności żydowskiej w warszawskiej dzielnicy zamkniętej, powstawał od marca 1942 do połowy stycznia 1943 roku (według, niepotwierdzonego materialnie w postaci zachowanych rękopisów, zapisu Ringelbluma – Lewin prowadził swoje prace od połowy 1941 roku). Datowane dziennie zapisy, których klarowny styl i szczegółowość w aspekcie personalnym, lokalizacyjnym i chronologicznym, notujące imiona i nazwiska zamordowanych (a także zatrzymanych przez gestapo, torturowanych i więzionych m.in. na Gęsiówce lub wywożonych do obozów śmierci i na roboty), adresy i miejsca poszczególnych zdarzeń (a także te, tyczące „dnia powszedniego” w getcie: miejsc handlu i szmuglu, jadłodajni, zachowań policji żydowskiej, działań Judenratu, treści obwieszczeń, nadziei na ratunek i przekazów z prowincji m.in. na temat losów innych gett na terenie Generalnego Gubernatorstwa, rozkładu „wach” etc.) oraz - rzec można - dokładny harmonogram planowego ludobójstwa – są nie dającym się przecenić dokumentem i zarazem bezpośrednim świadectwem historycznym („raptularzem śmierci”) dla badań nad Holokaustem (jego wagę historyczną dla „przyszłej” rekonstrukcji dziejów żydowskiego Szoah podkreślał również E. Ringelblum) i zbrodniami nazistowskimi w okresie II wojny światowej. Współcześnie zaś, także materiałem do badań nad kategorią genocydu i terracydu oraz perspektyw metodologicznych zainicjowanych przez forensic studies (zespołu narzędzi teoretycznych i empirycznych, używanych do analiz procesów zbrodni i śmierci oraz interpretacji rozmaitego typu nekrotekstów, pomocnych, a już to w sądowym procesie poszlakowym, a już to w badaniu struktur dyskursywnych towarzyszących śmierci, czego dobitnym przykładem jest m.in. następujący ślad z dziennika Lewina: „W Treblince Niemcy zabijają parą”, świadczący o próbach dedukcyjnego rozpoznania przez ofiarę, na podstawie przekazów uciekinierów z obozów, mechanizmu opresji i metod masowego uśmiercania więźniów). Rękopis Dziennika, napisany w języku jidysz i hebrajskim, został ukryty wraz z innymi dokumentami i przekazami Archiwum na ul. Nowolipki 68 tuż przed końcem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej (Grossaktion Warschau, „akcja Reinhardt”) oraz powstaniem w gettcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia w 1943 roku. Dokładna data śmierci Abrahama Lewina i jej okoliczności nie są znane, lecz ostatnie zapisy dziennika z 15 i 16 stycznia 1943 roku uprawomocniają hipotezę, że autor Dziennika zginął w drugiej połowie stycznia 1943 r. , możliwe, że dnia następnego po ostatniej nocie, czyli 17 stycznia tegoż roku, kiedy rozpoczęła się tzw. akcja styczniowa (vide: Wielka Akcja Likwidacyjna).
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleje Jerozolimskie, – Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo), - Bagno, - Biała (poza gettem),  - róg ulic Ceglana/Waliców, – Chłodna, - Chłodna 6, - Chłodna 15, - Chłodna 33,  – Ciepła, - Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny Warszawy), - Długa, - Dworzec Wileński (Praga, poza gettem), - Dzielna,  – Dzielna 7 (synagoga Morija), - Dzielna 13,  - Dzielna 17, - Dzielna 25, - Dzielna 38,  - Dzika 3, - Elektoralna,
- Elektoralna 6, - Elektoralna 24, – Franciszkańska,-  Gęsia, - Gęsia 6, - Gęsia 10, - Gęsia 22/24 (wiezienie), - Gęsia 30 (szop stolarski OBW), - Gęsia 35A, – Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski), - róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha), - róg ulic Gęsia/Lubeckiego, - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha), - Gęsia (między Zamenhofa a Lubeckiego),  - Grochów (poza gettem), – Grzybowska, - Grzybowska 6,
– Grzybowska 26/28 (siedziba Gminy Żydowskiej), - Grzybowska 32, - Grzybowska 38, - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar), - róg ulic Grzybowska/Gnojna, - Hala Mirowska, – Karmelicka, - Karmelicka 6, - róg ulic Karmelicka/Nowolipie,  - róg ulic Koszykowa/Aleje Ujazdowskie (poza gettem), - Krochmalna, - róg ulic Krochmalna/Nowolipie, - róg ulic Krochmalna/Waliców, - Królewska, - Kurza (Kupiecka),  – Leszno, - Leszno 1, - Leszno 14, - Leszno 29, - Leszno 36, - Leszno 42 (bazar),  – Leszno 53/55 (Gmach Sądów Grodzkich),
– Leszno 84/Żelazna 95 (Batalion Pracy/Szpital),  - Leszno 109 (łaźnia/obóz przejściowy),  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Libelta,
- Lubeckiego, – Marszałkowska (poza gettem),  - Marszałkowska 6 (kino "Apollo"), - róg ulic Marszałkowska - Sienkiewicza, - Miła, - Miła 8,
- Miła 50-52, - Miła 51, - Miła 54, - Miła 56, - Miła 59, - Miła 61, - Miła 64, - Miła 67, - Miła 68, - Muranowska, - Muranowska 40-44,
- Muranowska 44, - Mylna, - Mylna 2, - Mylna 11, - Mylna 18, - Nalewki, - Nalewki 9, - Nalewki 10,  - Nalewki 13, - Nalewki 17/Zamenhofa 14,  - Nalewki 28-38 (szop Brauera), - Nalewki 32, – róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha), – Niska,  - Niska 3, - Niska 78, - Nowolipie, - Nowolipie 1, - Nowolipie 10-12, - Nowolipie 14, - Nowolipie 18 (szop konfekcyjny Oschmanna),   - Nowolipie 20-22, - Nowolipie 22,
- Nowolipie 25, - Nowolipie 30, - Nowolipie 44-46, - Nowolipie 50, - Nowolipie 52, - Nowolipie (między Karmelicką a Smoczą), - Nowolipie (między Zamenhofa a Karmelicką), - róg ulic Nowolipie/Przejazd (granica getta), – Nowolipki,  - Nowolipki 10, - Nowolipki 17 (restauracja "Riviera" Szulca), - Nowolipki 23, - Nowolipki 29, - Nowolipki 30, - Nowolipki 36, - Nowolipki 45, - Nowolipki 54, - Nowolipki 68A,
- róg ulic Nowolipki/Smocza, -  Nowy Świat (poza gettem), - Ogrodowa, - Ogrodowa 7, - Ogrodowa 27,  - Ogrodowa 27-29, - Ogrodowa 29,
- Ogrodowa 31, - Orla, - Orla 2, - Orla 4, - Orla 6, - Ostrowska, - Otwock (poza Warszawą), – Pańska,  - Pańska 10-12, - róg ulic Pańska/Bagno, - Pawia, - Pawia 6, - Pawia 14, - Pawia 49, - Pawia 64, - Pawia 88,  - róg ulic Pawia/Smocza, - Pawiak (Dzielna 24/26),  – Plac Grzybowski, – Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych), - Plac Za Żelazną Bramą, - Praga (poza gettem), - Prosta,
- róg ulic Przebieg/Bonifraterska, - Przejazd, - Przejazd 9, - Przejazd 11, - Przejazd ("meta"), - Rakowiecka 37 (Areszt Śledczy Warszawa-Mokotów), – Sienna, - Sienna 24, – Smocza, - Smocza 7, - Smocza 18, - róg ulic Smocza/Wołyńska, - Solna, - Solna 6, - Szczęśliwa,
- Szczęśliwa 3, - Śliska 28, – Świętojerska 26/28 (szop Toebbensa), - Świętojerska 28,  - Świętojerska 30, - Świętojerska 32, - Świętojerska 34 (Wałowa 6) (szop szczotkarzy), - Świętojerska 38,   - Tłomackie, - Tłomackie 5, - Tłomackie/Leszno (brama getta), - Twarda 4, - Twarda 22,
- Twarda 23,  – Umschlagplatz, - Umschlagplatz/dworzec Warszawa Gdańska, - Waliców, - róg ulic Waliców/Chłodna, - róg ulic Wielka/Pańska,  - Więzienna, - Wolność 12-14, - Wołyńska, – Zamenhofa, - Zamenhofa 13, – Zamenhofa 19 (siedziba Gminy Żydowskiej),
– Zielna, - Żelazna, - Żelazna 101, – Żelazna 103 (komenda SS – tzw. SD Befehlstelle), - róg ulic Żelazna/Nowolipie, - Żelazna (okolice Chłodnej),  - Żoliborz (poza gettem).
&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: ulice między Chłodną a Lesznem (Ogrodowa/Solna/Orla),   - Obszar: czworobok Dzielna/Zamenhofa/Nowolipki/Karmelicka,
- Obszar: "Getto Szczątkowe" (Gęsia/Pawia/Lubeckiego/Zamenhofa),   - Obszar: Gęsia/Miła/Ostrowska,  - Obszar: Kercelak (targ),
– Obszar: Małe Getto,
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Biała Podlaska - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Trasa: Bagatela 12 - Aleje Ujazdowskie - Długa,   - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Umschlagplatz,  - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Pawia 14,  - Trasa: Gęsia 30 (szop OBW) - Zamenhofa - Pawia 14,  - Trasa: Gęsia 81 - Umschlagplatz,  - Trasa: Karmelicka - Pawiak (Dzielna 24/26),  - Trasa: Komitetowa - Ciepła,  - Trasa: Kurza - Muranowska 44,  - Trasa: Leszno - Karmelicka,  - Trasa: Miła - Gęsia 30 (szop OBW) - Miła,  - Trasa: Miła - Pawia - Gęsia 30 (szop OBW),  - Trasa: Miła 43 (szop AHG) - Umschlagplatz,  - Trasa: róg ulic Miła/Zamenhofa - róg ulic Miła/Lubeckiego,  - Trasa: róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha) - Tłomackie 7 (synagoga),   - Trasa: Nowolipie 18 - Umschlagplatz,  - Trasa: Nowolipki 1 - Kurza (Kupiecka),  - Trasa: Nowy Świat - Aleja Szucha 25,
- Trasa: Pawia - Umschlagplatz,  - Trasa: Pawiak (Dzielna 24/26) - Dzielna 18,  - Trasa: Pawiak (Dzielna 24/26) - Pawia 11A,  - Trasa: Świętojerska 28 - Świętojerska 30,  - Trasa: Świętojerska - Daniłowiczowska - Gęsia 22/24,  - Trasa: Tłomackie - Karmelicka,  - Trasa: Tłomackie - Nalewki - Umschlagplatz,  - Trasa: Zamenhofa - Muranowska,  - Trasa: róg ulic Zamenhofa/Nowolipie,   - Trasa: Zamenhofa - Umschlagplatz,  - Trasa: róg ulic Żelazna/Chłodna - Chłodna 20,
</document>
<document nplp_id="6289" title="LUDWIK HIRSZFELD (1884-1954)" slug="ludwik-hirszfeld-1884-1954">Przejdź do mapy miejsc Ludwika Hirszfelda po stronie aryjskiej
Ludwik Hirszfeld urodził się 5 sierpnia 1884 roku w Warszawie w zasymilowanej rodzinie polskich kupców pochodzenia żydowskiego Stanisława i Żanety (z d. Ginsburg) Hirszfeldów. Pod datą 13 sierpnia tego samego roku jego narodziny odnotowano w dokumentach gminy żydowskiej. Zmarł we Wrocławiu w 1954r.
Był wybitnym uczonym i pedagogiem, międzynarodowym specjalistą w zakresie nauk medycznych: bakteriologii, serologii, transfuzjologii (wraz z żoną Hanną Hirszfeldową z d. Kasman, profesorem pediatrii, inicjuje nowy kierunek badawczy: seroantropologię), jednym z twórców polskiej szkoły badań immunologicznych oraz – w okresie II wojny światowej – pionierskich badań nad chorobą głodową. Popularyzator wiedzy medycznej, współzałożyciel i wydawca pism: „Warszawskiego Czasopisma Lekarskiego”, „Medycyny Doświadczalnej i Społecznej”. Laureat doktoratu honoris causa na uniwersytetach w Pradze i Zurychu. Autor około 400 publikacji, nominowany w 1950 roku do Nagrody Nobla.
Studia medyczne podjął w Würtzburgu, a następnie w Berlinie. W okresie berlińskim, na jeden semestr roku 1903, zarzuca medycynę na rzecz studiów filozoficznych. Historii filozofii (a także etyki, logiki i estetyki) uczy się z wykładów – ówcześnie Privatdozenta – Georga Simmla. W 1904 wraca do studiów medycznych. W wieku 22 lat broni z najwyższą lokatą - eximia cum laude - doktorat na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie na temat aglutynacji (1907r.), pisany pod kierunkiem Ulricha Friedemana. Osiem lat później, w wieku 30 lat uzyskuje habilitację na podstawie badań nad relacją odporności i krzepliwości krwi (po powrocie do Polski habilituje się powtórnie w 1926 roku na UW).
Po obronie dysertacji doktorskiej przenosi się do Heidelbergu, zostaje asystentem na oddziale parazytologii w Zakładzie Badania Raka. Tam poznaje profesora Emila von Dungerna, z którym prowadzi przełomowe badania nad wyodrębnieniem grup krwi (0, A, B i AB – w 1928 roku oznaczenie to zostało przyjęte powszechnie na świecie) oraz – zgodnie z prawami Mendla – ich dziedziczeniem. Badania te ogłasza w Serologii konstytucyjnej szesnaście lat później, w której wyodrębnia czynnik Rh i przyczyny konfliktu serologicznego.
Podczas I wojny światowej wyjeżdża do Serbii. Od 1914 roku angażuje się intensywnie w walkę z epidemią tyfusu plamistego; wyodrębnia pałeczkę Salmonella hirschfeldi duru rzekomego typu C (badanie nad tyfusem kontynuuje wiele lat później w getcie warszawskim).
Po powrocie do Polski w 1918 roku współorganizuje Państwowy Zakład Higieny w Warszawie, którym kieruje na stanowisku dyrektora począwszy od 1922 do 1939 roku, tj. do czasu wydalenia go przez nazistów na teren getta. W tym samym czasie pozbawiony zostaje także domu, który wybudował z żoną na Saskiej Kępie w 1938 r. na ulicy Obrońców 27. W okresie okupacji organizuje (m.in. wraz z żoną) zaplecze transfuzji dla rannych. Początkowo porusza się po Warszawie na tzw. przepustce sanitarnej. Po zamknięciu na terenie getta warszawskiego organizuje kursy lekarskie i – zgodnie z tradycją rodzinną „polskiej walki podziemnej”[s.7] – prowadzi półjawnie, za zgodą Adama Czerniakowa, prace dydaktyczno-szkoleniowe w zakresie epidemiologii oraz badań klinicznych; konspiracyjnie dokształca młodych lekarzy, których studia przerwała wojna. Wcześniejsze znajomości w świecie medycznym i naukowym oraz międzynarodowy autorytet umożliwiają Hirszfeldowi zdobycie (i szmugiel na teren zamknięty) szczepionki lwowskiego profesora Weigla zwalczającej tyfus plamisty oraz zahamowanie epidemii. Sam opracowuje tamże szczepionkę na dyzenterię (czerwonkę), chroniąc personel medyczny przed wyniszczeniem (organizuje także pomoc finansową i dożywianie dla potrzebujących). W trakcie Akcji Likwidacyjnej ucieka wraz z żoną i córką Marią (która umiera w 1943 roku, prawdopodobnie, na ostre zapalenie płuc w wieku niespełna 23 lat) na stronę aryjską, gdzie ukrywany jest przez znajomych, głównie poza Warszawą. W 1943 roku rozpoczyna prace nad Historią jednego życia, która staje się zarówno jego biografią intelektualną, połączoną z historią rodzinną (o wysokich walorach literackich, łącząc pewne aspekty Entwicklugsroman i Erziehungsroman), jak i – wedle głównego zamierzenia autora – zapisem antropologicznego, kulturowego i materialnego niszczenia przez nazistów Warszawy i eksterminacji rasowej w getcie.
W okresie tużpowojennym Hirszfeld przenosi się do Wrocławia, gdzie tworzy od podstaw Wydział Lekarski (rok wcześniej, w 1944, współtworzy po przyjeździe do Lublina UMCS i kieruje tam katedrą mikrobiologiczną). W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych eryguje Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej, pierwszy PAN-owski instytut medyczny. Jest członkiem rzeczywistym PAN (zasiada w prezydium), a także kilkakrotnie odznaczonym nagrodami państwowymi członkiem wielu towarzystw i gremiów naukowych, a w tym m.in. Rady Naukowej przy Ministerstwie Zdrowia, Komitetu Nauk Medycznych.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Akademicka 3,   - Chłodna 26,   - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),   - Chmielna (poza gettem),   - Chocimska 24 (PZH) (poza gettem),         - róg ulic Ciepła/Grzybowska,   - Dzielna 39,   - Dzielna 61 (dom dziecka "Dobra Wola" Centosu),   - Dzika/Gęsia,   - róg ulic Franciszkańska/Nalewki,  - Gęsia, - Gęsia 22/24 (więzienie), - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski), - Grochów (poza gettem),  - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Krochmalna,   - Leszno,   - Leszno 53/55 (gmach Sadów Grodzkich),   - Leszno 84/Żelazna 95 (Wydział Pracy; Szpital),   - Lubeckiego, - Mochnackiego 17 (poza gettem),   - Nalewki,   - róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),  - Nowolipie 42 (szop Schultza),  - Nowolipki 49/51a (szop Hoffmana - szwalnia),  - Nowy Świat (poza gettem),  - Obrońców 27 (poza gettem),  - Ogrodowa,  - Ogród Saski (poza gettem),  - Orla,  - Plac Grzybowski,   - Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych),   - Plac Muranowski,
- strona aryjska - wacha - Twarda - Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych),   - Smocza,   - Stawki 6/8 (szpital),
- Twarda,   - Umschlagplatz,   - Wierzbowa 1 (pałac Bruhla) (poza gettem),  - Złota 39,  - Złota 74 (Wydział Zdrowia, poza gettem),
- Żelazna,   - Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii),  - Żelazna 103 (komenda SS - tzw. SD Befehlstelle).
TRASY:
- Trasa: Chocimska 24 - Most Poniatowskiego - Obrońców 27,    - Trasa: Getto - Ogród Saski,   - Trasa: Jazdów 2 - Chocimska 24 - Jazdów 2,  - Trasa: Miłosna (pod Warszawą) - Złota 39,  - Trasa: Plac Grzybowski - Dzika (wacha) - Powązki,   - Trasa: Plac Grzybowski 3/5 - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz,   - Trasa: Złota 39 - wieś Lipka,</document>
<document nplp_id="6291" title="OBROŃCÓW 27 (poza gettem)" slug="obroncow-27-poza-gettem">
Ludwik Hirszfeld

JA, II D
„Rano 26 lutego 1941 roku przybyła policja z rozkazem odstawienia nas do dzielnicy. Pokazałem im papier podpisany przez władze niemieckie. Byli to policjanci z Saskiej Kępy, znali nas od wielu lat, żona leczyła ich dzieci. Zachowywali się z idealną delikatnością. Starszy przodownik, całując moją żonę po rękach, mówił, że wolałby chwytać bandytów, niż robić nam taką przykrość. Uspokoiłem go, że przecież mam prawo pozostania. Wziął papier, by go pokazać władzom. Przez dwa dni pozostawaliśmy w areszcie domowym, po czym przyszła wiadomość, że władze policyjne nie uznają kompetencji władz sanitarnych i że należy nas odstawić.” (s. 293)
JA, III C/IV

„[…] byłem bezsilny. Ludzie, którzy mi pomagali, ryzykowali głową. Moje mieszkanie na Kępie było pod obserwacją, mieszkający tam bliscy mi ludzie musieli stamtąd uciekać.” (s. 434)

&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II A
„W tym czasie prof. Hirszfeld mieszkał jeszcze w swojej willi na Saskiej Kępie. Miał bowiem specjalne pozwolenie podpisane przez naczelnego lekarza dystryktu. Widziałem się z nim kilkakrotnie, gdyż przez Sądy przychodził do getta. Odwiedzał przede wszystkim swoją długoletnią asystentkę i najwierniejszą współpracowniczkę, Różę Amzel. Ja zaś często bywałem gościem państwa Amzelów, którzy mieszkali na ul. Grzybowskiej przy rogu Ciepłej.” (s. 23)
</document>
<document nplp_id="6293" title="ZŁOTA 39" slug="zlota-39">
Ludwik Hirszfeld
JA, VI A (marzec-kwiecień 1944)
„W marcu 1944 roku skończył się stosunkowo spokojny pobyt w Miłośnie. Zaczęto w okolicy mówić, że pani [Laura – B.S.] Kenigowa przechowuje Żydów, a takie pogłoski na ogół oznaczały możliwość aresztowania. Należało wyjechać. Wyjazd do innej wsi byłby podejrzany, zdecydowaliśmy więc się ukryć w Warszawie i rozpocząć życie w areszcie domowym. Pokój wraz z utrzymaniem znaleźliśmy przy ulicy Złotej 39, tym razem za duże pieniądze, tak jak musieli płacić ukrywający się Żydzi.” (s. 492)
</document>
<document nplp_id="6294" title="ŻELAZNA 90/ NOWOLIPIE 71 (szpital św.&amp;nbsp;Zofii)" slug="zelazna-90-nowolipie-71-szpital-sw-zofii">Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, III C

„Nie można było wszystkich uchronić przed okrutnym losem. Ale było w szpitalu kilkanaście osób, matek kolegów. W imię koleżeństwa postanowiono nie dać ich zamordować. Ostatnia przysługa dla kolegów – niech matki ich nie umierają, patrząc na siepaczy, niech zasną spokojnie. Gdy przyszedł rozkaz, by następnego dnia dostarczyć ludzki kontyngent ze szpitala, piętnaście matek lekarzy, staruszek, uśpiono zastrzykiem morfiny. Miały lekką i spokojną śmierć. Pochowano je na skwerku we wspólnej mogile. N i e c h   ś m i e r ć   t a   o b c i ą ż y   s u m i e n i e  l e k a r z y n i e m i e c k i c h.” (s. 422)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Jutro mają przyjechać Amerykanie i zwiedzić szpital na Czystem.” [23.V.1940] (s. 91)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIA

„W końcu lutego 1941 r. wysiedlona została wieś mego ojca [Jeziorna]. On sam zdołał jeszcze przedtem w taksówce bogatego gospodarza - który za grube pieniądze ją wynajął - uciec do Warszawy i w tej sposób uniknął kwarantanny w byłym Szpitalu św. Zofii na roku Żelaznej i Nowolipia. Wszyscy wysiedleńcy, zanim zostali wpuszczeni do getta, przechodzili parówkę i kwarantannę (żeby broń Boże, nie przynieśli ze sobą zarazków… koń by się uśmiał).” (s. 23-24)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIB/IIC

„Tejże zimy dowiedziałam się, że w wielkim gmachu na Żelaznej, tuż za bramą getta, odbywają się wykłady z zakresu medycyny. Budynek należał do aryjskiej strony, ale kurs odbywał się pod patronatem Gminy Żydowskiej i był przeznaczony dla żydowskich studentów. (...) Hanka i ja pobiegłyśmy tam zaraz i udało nam się prześlizgnąć przez niebezpieczną bramę [Nowolipki] z tłumem studentów, którzy okazywali wartownikom specjalne przepustki. Gdy dostałyśmy się do wnętrza gmachu, wszystko potem było już proste. Weszłyśmy do dużej sali wykładowej i natychmiast znalazłyśmy się w świecie genetyki. Wykładał ją profesor Ludwik Hirszfeld.” (s. 73)

</document>
<document nplp_id="6296" title="PLAC GRZYBOWSKI 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych) &amp;#8211; DZIKA (wacha) – POWĄZKI [TRASA]" slug="plac-grzybowski-3-2-plebania-dzika-wacha-powazki-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, III C/IV
„Wracam do domu. Córka źle się czuje: gorączka czterdzieści stopni. A mamy następnego dnia wyruszyć. Następnego dnia jednak wyjście okazuje się niemożliwe, odkładamy je na drugi dzień. Córka ledwie się trzyma na nogach. Jesteśmy oboje w ubraniach robotniczych. Tłumy ludzi przy wasze. Znów ta sama gra życia i śmierci. Idę przed córką, jeśli strzelą, może ją ochronię. Przechodzimy przez wachę dziarskim krokiem robotników udających się do pracy. Kilkaset metrów dalej grupa się rozchodzi i jesteśmy… na wolności. Czekają na nas przyjaciele. Przechodzę obok cmentarza na Powązkach i wchodzę na pola. Przestrzeń. Przestrzeń… Nigdy nie wiedziałem, że przestrzeń może być tak piękna. I zapach pól, i zieleń.” (s. 431)</document>
<document nplp_id="6299" title="strona aryjska &amp;#8211; wacha – TWARDA – PLAC GRZYBOWSKI 3/5 (plebania) [TRASA]" slug="strona-aryjska-wacha-twarda-plac-grzybowski-3-2-plebania-trasa">
&amp;nbsp;

Ludwik Hirszfeld

JA, II C
„Wracam do dzielnicy w niedzielę wieczorem. Przed strażą muszę w jakiejś bramie dyskretnie nałożyć opaskę. Odnoszę wrażenie, że nakładam obrożę. Żołnierz niemiecki sprawdza moje dokumenty. Muszę stać z odkrytą głową i myślę wówczas, że mam siwe włosy. Przeglądają mi teczkę. W teczce mam czasami trochę cukierków od przyjaciół dla córki. Wchodzę do tej otchłani i od razu owiewa mnie zgiełk, zaduch i swoisty odór nędzarzy. Wracam ciemną ulicą Twardą, placem Grzybowskim, pogrążam się w atmosferze ciszy klasztornej naszej plebanii i wchodzę do pokoju, gdzie oczekuje mnie żona i córka. Im nie wolno przechodzić na tamtą stronę. Skazane są na ten obóz odpoczynku i wytchnienia.” (s. 389)</document>
<document nplp_id="6307" title="MIŁOSNA (pod&amp;nbsp;Warszawą) &amp;#8211; ZŁOTA 39 [TRASA]" slug="milosna-pod-warszawa-zlota-39-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, VI A (marzec-kwiecień 1944)
„W marcu 1944 roku skończył się stosunkowo spokojny pobyt w Miłośnie. Zaczęto w okolicy mówić, że pani [Laura – B.S.] Kenigowa przechowuje Żydów, a takie pogłoski na ogół oznaczały możliwość aresztowania. Należało wyjechać. Wyjazd do innej wsi byłby podejrzany, zdecydowaliśmy więc się ukryć w Warszawie i rozpocząć życie w areszcie domowym. Pokój wraz z utrzymaniem znaleźliśmy przy ulicy Złotej 39, tym razem za duże pieniądze, tak jak musieli płacić ukrywający się Żydzi.” (s. 492)</document>
<document nplp_id="6310" title="DZIKA/ GĘSIA" slug="dzika-gesia">
&amp;nbsp;

Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)</document>
<document nplp_id="6311" title="ZŁOTA 39 &amp;#8211; wieś LIPKA (pod&amp;nbsp;Warszawą)  [TRASA]" slug="zlota-39-wies-lipka-pod-warszawa-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, VI A/VI B
„Wrażenia te, bezruch aresztu domowego nadwyrężyły moje zdrowie. Nie pomagał mi jedyny ruch, na jaki sobie pozwalałem – kilkugodzinne froterowanie całego mieszkania, ani bieganie naokoło stołu. Utraciłem sprężystość, czułem, że mi dusza i ciało wiotczeją. Nie wiem, czym by się skończył ten pobyt w Warszawie, gdyby ludzie życzliwi nie zaprosili nas na wieś i nie umożliwili znalezienia tam mieszkania.
Trzydzieści kilka kilometrów od Warszawy znajduje się miejscowość Klembów koło Tłuszcza, otoczona pięknymi lasami. Niedaleko niej jest wieś Lipka, gdzie zamieszkałem z żoną u gospodarza Stanisława Kaflika. Z początku jako urzędnik dezynfektor, który dojeżdża na wieś w niedzielę, później, gdy się ludzie przyzwyczaili do nas, zakomunikowałem, że dostałem urlop i zostaliśmy na stałe.” (s. 500-501)</document>
<document nplp_id="6314" title="HENRYK BRYSKIER (1899-1945)" slug="henryk-bryskier-1899-1945">Przejdź do mapy miejsc Henryka Bryskiera po stronie aryjskiej
Henryk Bryskier (ur. 3 lipca 1899, zm. 18 października 1945) inżynier mechanik, działacz społeczny. W czasie pierwszej wojny światowej walczył w Legionach. W okresie międzywojennym działał społecznie w dziedzinie opieki społecznej oraz turystyki. Czasie wojny organizował m.in. punkty dla uchodźców. W okresie istnienia getta pełnił funkcję wiceprezesa Żydowskiego Towarzystwa Opieki Społecznej, a także piastował funkcję przewodniczącego Komitetu Domowego przy ul. Leszno 15. W czasie powstania w getcie ginie jego żona, on sam zaś (cudem ocalony) zostaje wywieziony do obozu na Majdanku. Po kilku miesiącach zbiegł z niego i do końca wojny ukrywał się w Warszawie najpierw na ul. Czerniakowskiej (tu pisał swój Pamiętnik), potem zaś na Pradze. Doczekuje wkroczenia wojsk sowieckich we wrześniu 1944. Krótko pracuje w lubelskim PKWN, po powrocie do Warszawy zostaje dyrektorem Departamentu Chemii w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Umiera 19 października 1945 na skutek choroby, której nabawił się w czasie wojny.
Pamiętnik, ukryty w cynowej puszce po karbidzie, został odnaleziony po wojnie, a w 1947 roku córka Bryskiera przekazuje go do archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zapiski prowadzone są z pamięci, co powoduje kilka nieścisłości historycznych oraz determinuje sposób ich prowadzenia. Jak pisze Jacek Leociak: „Pamiętnik Henryka Bryskiera, nazywany przezeń &amp;gt;&amp;gt;pomnikiem ze słów i papieru&amp;lt;&amp;lt; wzniesionym zamordowanej żonie – to gest hołdu wobec cierpienia najbliższych i wola upamiętnienia ich losów jako przykładu losów zbiorowości”.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleje Ujazdowskie (poza gettem),  - Chłodna 33,   - róg ulic Ciepła/Grzybowska,   - Dzika 1-29,   - Dzika 3,  - Dzika 15,  - Dzika 17,  - Dzika 19,
– Elektoralna, - Franciszkańska, - Franciszkańska 24,-  Franciszkańska 30/32, – Gęsia,  - Gęsia 6,  – Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),
– Gęsia 22/24 (więzienie),   – róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),   - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   – Karmelicka,  – Koźla,
- Krochmalna,  - Królewska 23, – Leszno,  – Leszno 2,   - Leszno 2 (kawiarnia "Sztuka"),  - Leszno 5/Rymarska,   – Leszno 13,   - Leszno 16 (kościół Ewangelicko-Augsburski),  - Leszno 32 (kościół Narodzenia NMP),   - Leszno 43,  - Leszno 53/55 (gmach Sądów Grodzkich),
- Leszno 58,   - Leszno 84/Żelazna 95 (Batalion Pracy/Szpital),  – Leszno 109 (Durchgangslager – obóz przejściowy),  - Leszno (między Solną a Żelazną),   - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Muranowska 40-44,   - Muranowska 44,  – Mylna,   – Nalewki,   - Nalewki 28-38 (szop Brauera),   - Nalewki 32,   - Nalewki 40,   - Nalewki 42,   - róg ulic Nalewki/Świętojerska,   - Niska 20/Stawki 21,   – Nowolipie,  – Nowolipki, - Nowolipki 29,   - Nowolipki 48/50 (kościół św. Augustyna),   - Oboźna,  - Ogrody Sejmowa - Wiejska (poza gettem),   - Orla,   - Pawiak (Dzielna 24/26),   – Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych),   - Plac Krasińskich/Świętojerska,          - Plac Muranowski,  - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),   - Przejazd 5,   - Przejazd 9,   – Rymarska,  - Sienna,   – Sienna 16/Śliska 9,  - Sosnowa,   - Spokojna,               - Stawki 4 (Umschlagplatz), - Stawki 6, - Stawki 9, - róg ulic Świętojerska/Franciszkańska, - Świętojerska 34 (Wałowa 6) (szop szczotkarzy),   – Targówek (poza gettem),   – Tłomackie,   - Tłomackie 4,   – Tłomackie 5,  – Umschlagplatz,   – Wołyńska,   – Zamenhofa,   - róg ulic Zamenhofa/Miła,   - Zimna,  – Żelazna,  - Żelazna/Grzybowska (wacha).

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Małe Getto,  - Obszar: Rymarska - Elektoralna - Orla - Leszno,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Dzika - Gęsia - Miła - Szczęśliwa - Plac Parysowski,  - Trasa: Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa,   - Trasa: Karmelicka - Nowolipki - Zamenhofa - Stawki - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno-Karmelicka-Pawiak,</document>
<document nplp_id="6318" title="LESZNO 109 (Łaźnia/ Durchgangslager &amp;#8211; obóz przejściowy)" slug="leszno-109">
























Henryk Bryskier
ONI, II
„Czynne początkowo kąpieliska znajdywały się poza gettem przy ul. Spokojnej i Leszno 109. Pierwsze transporty przesiedleńców pod eskortą niemiecką udawały się do kąpieliska, gdzie personel techniczny dokonywał na tych biedakach formalnego rabunku. Tłomoki odbierano do dezynsekcji, a ludzi kierowano do łaźni, zaś w międzyczasie rozwiązywano, względnie rozpruwano bagaże i co było lepszego – wykradano. Znaki rozpoznawcze usuwano, wytwarzając w ten sposób sztuczny chaos. Wyszukiwanie bagażu nie mającego znaków rozpoznawczych wzgl.[ędnie] tłumoku skurczonego do połowy wskutek ubytku zawartości, zajęłoby zbyt dużo czasu i spowodowałoby lament okradzionych, co mogłoby w rezultacie wywołać niepożądaną i niemiłą interwencję. Aby tej ewentualności zapobiec, wypędzano wykąpanych przesiedleńców z oświadczeniem, że tłumoki wszyscy rozpoznawać będą w getcie, w magazynach, specjalnie na ten cel przygotowanych.” (s. 67)
JA/ONI, II
„Z mego polecenia centrala wydelegowała z III-ciej Dzielnicy ŻSS [Żydowskiej Samopomocy Społecznej] mnie kilku młodych społeczników do których się sam dołączyłem w celu zorganizowania potrzebnej pomocy na punkcie przesiedleńców w gmachu b. szkoły powszechnej przy ul. Niskiej 20-Stawki 21. Ten nowoczesny gmach, zawierający kąpielisko i wiele dużych sal, stanowił duży budynek, mogący pomieścić kilka tysięcy osób, toteż władze przydzieliły go dla potrzeb akcji przesiedleńczej, przeznaczając go na Punkt Etapowy, drugim takim punktem był gmach przy ul. Leszno 109.” (s. 68)

 
Abraham Lewin
ONI, III C
„Liczba ofiar sięga już 190 000. obejmuje ona tylko wywiezionych, nie licząc zabitych i skierowanych do &amp;lt;Dulagu&amp;gt; przy Lesznie 109. wszelka zbrodnia znana w historii, nawet podpalenie Rzymu przez Nerona, blednie w porównaniu z naszą rzeczywistością.” (s. 193)

Perec Opoczyński
ONI, III A
„Co się tyczy listów i pieniędzy, [Brandt] wydał dyrekcji poczty polecenie, aby przesyłki przeznaczone dla osób wysiedlonych przekazywano na jego adres. W przypadku paczek kazał sobie natychmiast wydać wszystkie, nie czyniąc tu żadnego rozróżnienia.
Na pewno obrabowano mieszkańców punktów dla uchodźców przy ul. Ogrodowej 27, Leszno 109 i Tłomackie 5. Potem przyszła kolej na paczki znajdujące się w Biurze Wymiany Pocztowej, a następnie wszystkie pozostałe, leżące w składnicach pocztowych. Łącznie zabrano 5341 paczek będących już w dyspozycji Poczty Żydowskiej, nie licząc tych, które zabrano bezpośrednio z Biura Wymiany Pocztowej nim trafiły na Pocztę Żydowską. Liczbę tych ostatnich należy szacować na co najmniej 4–5 tysięcy, licząc średnio 700 paczek dziennie w okresie od 22 do 31 lipca.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 451)

Adam Czerniaków
JA, I

„Gmina. 3 osoby z kwarantanny na Lesznie uciekły, koce ukradły.” [16-17.XII.1939] (s. 55)

„Na Lesznie w kwarantannie - jak widzę - są wszy, bo wypadek tyfusu plamistego.” [17.V.1940] (s. 90)
ONI, II D
„Ogółem około 400 osób zostało umieszczonych w kwarantannie Leszno 109, a to z tego powodu, iż tramwaje ich wyrzuciły w ghetcie, a wachy nie przepuściły.” (s. 261)
JA, II D
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Byli u niego szwajcarscy oficerowie. Referowano im o ghetcie. Byłem u wysiedlonych z Niemiec w szpitalu Leszno 109.” (s. 263)
„Dzwonił komisarz, że o 11.30 w nocy nadejdzie transport 1000- 2000 Żydów z Berlina, których winniśmy przyjąć. Do 12-ej w nocy nie wiedzieliśmy, na jaki dworzec i o której przyjadą. A[uerswald] podał o 12-ej, że za pół godziny przyjadą. Ma ich być tysiąc. Przeznaczyłem na punkt etapowy szpital Leszno 109 poza ghettem. Nad ranem dostarczono około 1000 wysiedlonych z Hannoweru, Gelsenkirchen etc. Umieszczono ich w szpitalu na Leszno 109. O 10 rano byłem świadkiem rozdania pożywienia. Wysiedleni przywieźli tylko małe pakunki. W wieku ponad 68 lat pozwolono im zostać w Niemczech. Element starczy, wiele kobiet, małe dzieci.” (s. 263)
„Rano Gmina. Świto wielkanocne żydowskie. U Auerswalda znowu prośba o zwolnienie aresztowanych z więzienia. (…) Byłem na Lesznie na kwarantannie dla uchodźców z Berlina i Frankfurtu, Hannoweru, Gelsenkirchen etc. Rozdawałem cukierki dzieciom. Przemówiłem do młodzieży. Znalazłem u nich odzew. Po obiedzie przyjechało kilku SS-owców i zażądało od Żydów berlińskich i frankfurckich wydania złotych przedmiotów. Niewiele tego było.” (s. 264)
ONI, II D
„O 5 pp. dzwoni Komenda S[łużby] Po[rządkowej], że ma przybyć 600 Żydów z Radzymina. Była to musztarda po obiedzie, bo nadeszli wcześniej i zostali umieszczeni na Leszno 109.” (s. 283)
„Wysiedlenie 1700 niem[ieckich] Żydów z Leszna 109 odbyło się w porządku. Zajęto na to kilkadziesiąt lokali.” (s. 301)
„Wieczorem ktoś z firmy Toebbens zajął gwałtem lokal Opieki na Ogrodowej dla Żydów niem[ieckich] z Leszna 109, pracujących u Toebbensa. Wielikowskiemu poleciłem dzwonić do komisarza.” (s. 301)
</document>
<document nplp_id="6319" title="DZIKA 17" slug="dzika-17">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Dla przykładu można przytoczyć nowo wybudowany 4-ro piętrowy dom przy ul. Dzikiej, całkowicie zamieszkiwany, aczkolwiek niezupełnie wykończony. Po opuszczeniu go przez lokatorów nie było ani jednego pomieszczenia nadającego się do usadowienia dozorcy, wszędzie same gruzy. Dewastacja była tak wielka, że można było się spodziewać rozbiórki cegły, gdyby brak opieki trwał trochę dłużej. Nasuwa się pytanie, gdzie były władze bezpieczeństwa? Po opuszczeniu domu przez lokatorów i dozorcę, policja polska uważała, że odcinek został z polskiej dzielnicy wyłączony i tym samym spod jej pieczy wyeliminowany, natomiast Żydowska Służba Porządkowa nie miała jeszcze na dany odcinek dostępu ani nakazu, bo mury wzdłuż chodnika jeszcze nie były ustawione, wytworzył się więc stan bezkrólewia. Ten przejściowy okres przysporzył kolosalnych strat, gdyż trzeba było natychmiast przystąpić do niezbędnych remontów, by móc zakwaterować przesiedleńców do odbycia kontynuacji. Tam, gdzie dozorca pozamykał parterowe okiennice i bramę i sam pozostał. Jako jedyny opiekun majątku nieruchomego, by w ostatniej chwili osobiście przekazać klucze właściwym czynnikom, tam stan był zupełnie zadowalający. Były to jednak rzadkie wypadki.” (s. 72)</document>
<document nplp_id="6320" title="DZIKA 15" slug="dzika-15">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Dzika 15 – składy i budynek biurowy. Po długich wahaniach ze składów o cementowanych podłogach i wilgocią z ekstraktów garbarskich przesiąkniętych ścianach – zrezygnowano, natomiast mały lokal biurowy obsadzono mieszkańcami przeniesionego do Warszawy z Broszkowa domu starców w liczbie 80 osób.” (s. 73-74)</document>
<document nplp_id="6322" title="DZIKA 19" slug="dzika-19">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, II
„Maleńka posesja – Dzika 19 przystosowana dla rodziny właściciela i personelu, została tak zaludniona, że mieszkańcy jeden obok drugiego siedzieli na podłodze ‘w kucki’, opierając podbródek na kolanach. O przejściu mowy nie było. Gdy ktoś chciał się wydostać, to deptał po innych. Zaduch doprowadzał do torsji, mimo otwartych okien.” (s. 73)

[caption id="attachment_9003" align="alignleft" width="918"] ul. Dzika 19. Mieszkańcy getta (Fot. W. Georg) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]</document>
<document nplp_id="6323" title="DZIKA 3" slug="dzika-3">Henryk Bryskier
ONI, II
„Dom przy Dzikiej 3, mający normalną pojemność ok. 400 osób, został przeładowany liczbą ponad 2000 osób.” (s. 73)
JA, V
„Słyszę strzał. Pada zabity człowiek pod bramą domu nr 3 przy ul. Dzikiej. Wypadek nie zrobił już na mnie wrażenia.” (s. 249)

Abraham Lewin
JA/ONI, III C (15.09.1942)
„Zgładzono ponad 300 000 Żydów w ciągu siedmiu i pół tygodnia. Dziś żydowska część Warszawy przypomina cmentarzysko. W ostatnim dniu akcji – w sobotę – zginęło jeszcze ponad 20 ludzi z domu przy Dzikiej 3, który był jedynym domem nieobjętym żadną blokadą.” (s. 221)


Emanuel Ringelblum
JA, III A

„Po raz ostatni widziałem dr. Lipowskiego podczas pierwszej akcji wysiedleńczej w Warszawie. ŻSS zajmowała wtedy dom przy Dzikiej 3, naprzeciwko Umschlagplatzu, gdzie urzędnicy rozdawali deportowanym, z przydziałów Gminy, chleb i marmoladę. Chciałem za wszelką cenę dotrzeć do Umschlagplatzu, żeby na miejscu osobiście interweniować w sprawie kilku osób, które zostały zabrane na Umschlagplatz. Nałożyłem białą opaskę z napisem „Umsiedlungsaktion” i wraz z grupą pracowników ŻSS, obładowanym chlebem, wszedłem na Umschlagplatz. Na dużym placu, ogrodzonym drutem kolczastym, ujrzałem ogromny tłum, który całą siłą parł do wyjścia. W pobliżu drutów zobaczyłem siedzącego na ziemi słabego dr. Lipowskiego oraz jego jedyną córkę. Zwróciłem się do komendanta Umschlagplatzu, żydowskiego oficera policji Szmerlinga (Niemcy nazywali go żydowskim katem, Żydzi zaś, z uwagi na podobieństwo do włoskiego marszałka, „Balbo”). Interweniowałem wtedy u niego w sprawie trzech osób: w sprawie dr. Lipowskiego, znanej pianistki Hanny Diksztajn i znanej malarki Reginy Mundlak. Szmerling obiecał mi uwolnić te osoby i umówił się ze mną, abym przyszedł do niego za 3 godziny. Gdy przyszedłem po paru godzinach po raz drugi, sytuacja była zgoła inna. Szmerling, kat warszawskich Żydów, miał jeden ze swoich napadów szału, nie chciał już nic słyszeć o żadnych artystach i naukowcach. Gdy zacząłem energicznie żądać, wyjął pejcz i zaczął mi grozić, że zaraz i ja pojadę do Treblinki. Koniec był taki, że dr Lipowski pojechał do Treblinki.” (s. 189-190)
</document>
<document nplp_id="6324" title="DZIKA 1-29" slug="dzika-1-29">Henryk Bryskier
ONI, II
„Coraz bardziej zwiększające się fale przesiedleńców z prowincji i szeroko zakreślony plan, znany czynnikom niemieckim, zmusiły władze do wyłączenia z dzielnicy polskiej odcinka ul. Dzikiej 1-29 t.j. od rogu ul. Niskiej oraz ul. Stawki – od Pokornej do Dzikiej – dwustronnie, wyłączając na ulicy Dzikiej całą jezdnię jako aryjską. Odcinki tych ulic miały stanowić tzw. „dzielnicę kwarantannową”, do której oprócz przesiedleńców nikt nie miałby prawa wstępu, oczywiście za wyjątkiem czynnika, powołanego do wykonywania pieczy i zarządzeń władz. Była to więc dzielnica leżąca dawnym wylotem do dzielnicy polskiej, a nowo ustawioną bramą wylotową dokąd przeniesiono posterunek graniczny.” (s. 71)
</document>
<document nplp_id="6325" title="GĘSIA – DZIKA – SZCZĘŚLIWA – PLAC PARYSOWSKI – MIŁA [TRASA]" slug="dzika-gesia-mila-szczesliwa-plac-parysowski-trasa">
&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ludzie objuczeni tłumoczkami zawierającymi cały dobytek wyruszyli w zwartych zespołach swoich szopów niosąc na przedzie transparenty z nazwami poszczególnych firm. Pochód posuwał się wolno ulicami Dziką, Gęsią, w kierunku Miłej, Szczęśliwej i placu Parysowskiego. Ciżba na ulicach była tak ogromna, że nie można było utrzymać najmniejszego nawet porządku. Nikt nie regulował ruchu ulicznego, a fala ludzi parła naprzód. Jeśli ktoś, z jakiegoś powodu, zatrzyma się choć na chwilę, ten nie był już w stanie przecisnąć się do swoich, z którymi był początkowo w jednym szeregu”. (s. 203)</document>
<document nplp_id="6328" title="LESZNO 58" slug="leszno-58">Henryk Bryskier
ONI, II
„Po zlikwidowaniu oddziału PCK bezrobotni kierownicy postanowili w miejsce Pogotowia Ratunkowego (przy ul. Leszno) mającego ulec likwidacji, zorganizować ‘Żydowskie Pogotowie Ratunkowe’, które by wypełniało skumulowany program poprzedniego PCK i Pogotowia Ratunkowego, które w getcie pomocy nie udzielało.” (s. 122)
ONI, II/III/IV
„Przedwojenne polskie Pogotowie Ratunkowe, zanim opuściło obszar getta i pozostawiło swoją własność, nieruchomość przy ul. Leszno 58 do dyspozycji RŻ [Rady Żydowskiej], zajmowało się wyłącznie imprezami dochodowymi, które polegały na tym, że karetki pogotowia za sowitą opłatą podejmowały się wywożenia z getta chorych lub symulantów do uzdrowiska w Otwocku, gdzie oprócz getta, było jeszcze dobre powietrze i nadzieja spokojniejszego bytowania. Po opuszczeniu getta Wydział Zdrowia usadowił się w gmachu b Pogotowia Ratunkowego, gdzie również zorganizowano pod auspicjami IKH [Idishe Krankheit Hilfe] ‘Żydowską Pomoc Lekarską’ zwaną ‘Niebieskim Pogotowiem’, co pochodziło od niebieskich czapek funkcjonariuszy. Czynność tego pogotowia przejawiała się przede wszystkim w przewożeniu chorych do szpitala na odpowiednio do tego celu zbudowanej rykszy z noszami, pedałowanej przez dwóch sanitariuszy. Podczas akcji wysiedleńczej intensywnie zajmowali się zwożeniem rannych z ulic i podwórek do szpitala, względnie udzielali pomocy na miejscu. Po likwidacji małego getta pozostali na swoim miejscu i zostali objęci przez ‘szop’ Toebbensa, w którym nadal spełniali lokalnie służbę sanitarną.” (s. 124-125)
</document>
<document nplp_id="6329" title="LESZNO 43" slug="leszno-43">Henryk Bryskier
ONI, II
„[p. Górko] został kilkoma strzałami rewolwerowymi zgładzony w mieszkaniu swoich rodziców przy ul. Leszno 43 z ręki umundurowanych gestapowców, którzy dokładnie byli poinformowani o godzinie jego pobytu, gdy przypadkowo w południe znalazł się w domu. Śmierć jego stanowiła początek dalszej serii kapturowych mordów, dokonywanych prze SS i gestapo.” (s. 122)</document>
<document nplp_id="6332" title="KARMELICKA – NOWOLIPKI – ZAMENHOFA – STAWKI &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="karmelicka-nowolipki-zamenhofa-stawki-umschlagplatz-trasa">Henryk Bryskier
ONI, III A
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych […]. Dziesiątki tysięcy ludzi do późnego wieczora gnano niekończącym się pochodem przez Karmelicką, Nowolipki, Zamenhofa na Stawki. Tam stały towarowe wagony na bocznicy kolejowej Placu Przeładunkowego, do których ładowano 100-120 osób.” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="6334" title="ZAMENHOFA 19 (siedziba gminy żydowskiej od&amp;nbsp;sierpnia 1942)" slug="zamenhofa-19">ZAMENHOFA 19 - siedziba gminy przeniesiona w sierpniu 1942 r. z Grzybowskiej 26

[caption id="attachment_9373" align="alignleft" width="1350"] Ul. Zamenhofa 19 (przed koszarami). Tłum ludzi na ulicy getta (Fot. W. Georg, lato 1941). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Nie mniej moralnym zadośćuczynieniem był pokaz gimnastyczny kilkuset biednych dzieci z półkolonii, będący pod opieką Żydowskiego Pogotowia Ratunkowego, które na olbrzymim podwórku w czworoboku b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19 prezentowały się starszemu pokoleniu.” (s. 147)
II/III
„Z biegiem czasu żydowską pocztę przeniesiono do większego pomieszczenia w gmachu b. wojskowego więzienia przy Zamenhofa 19, gdzie o wiele wygodniej załatwiało się interesantów. Na miejscu siedzieli w charakterze pisarzy, wypełniających rozmaite druki pocztowe lub adresy, żydowscy adwokaci – jak wiadomo – pozbawieni praktyki, ale łaskawie – przy nie byle jakiej protekcji – dopuszczeni do zajęcia stolika na korytarzu obok woźnego. Za swoje czynności pobierali ile kto z łaski dawał: 5 lub 10 groszy albo w ogóle ograniczano się do słowa ‘dziękuję’. Słowa te pod koniec dnia nie dawały się zamienić nawet na najdrobniejszą monetę zdawkową, to też zarobek dzienny dochodzący przeciętnie do 5 złotych, nie wystarczał na zakupienie ½ kg chleba.” (s. 155)
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)
ONI, V
„Członkowie Rady Żydowskiej zostają rozstrzelani na terenie gmachu gminy przy ul. Zamenhofa 19.” (s. 244)

Stanisław Gombiński
ONI, III C / IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)

Abraham Lewin
ONI, IV A
„Wczoraj sprowadzili do getta (do Rady Żydowskiej przy Zamenhofa 19) członków &amp;lt;He-Chaluc&amp;gt;, którzy jako grupa rolników byli na farmie pod Warszawą – na Czerniakowie. Jest ich około 150.” (s. 268)
ONI, II D/ III (12.05.1942)
„Innego Żyda hitlerowscy mordercy zastrzelili na Zamenhofa 19, przy żydowskiej poczcie. Słyszałem, że jest to podobno były żydowski robotnik tramwajowy, Bac. I on podobno również siedział na Pawiaku. Dziś o 10 rano na własne oczy widziałem wielką plamę krwi na trotuarze przy poczcie.” (s. 38)
ONI, II D/ III (13.05.1942)
„Według dziś uzyskanych dodatkowych wiadomości, wczoraj rano znaleziono nie dwóch, ale czterech zastrzelonych Żydów, a mianowicie: na Zamenhofa 19 przy poczcie, na Nowolipkach 54 i 68a oraz na Pawiej 64. Żydowski robotnik tramwajowy nazywał się podobno Bas. Nie wiem, kim są pozostali męczennicy.” (s. 38)
JA/ONI, II D/ III (16.05.1942)
„Mój dzisiejszy ciężki nastrój został zapoczątkowany przez smutną wieść, przekazaną mi przez rabina H[uberbanda], o pięciu zabitych przywiezionych w środku nocy przez policję żydowską na Zamenhofa 19, gdzie leżeli do 5 rano. Później mówiono już o 9 i 11 ofiarach. Kim są zamordowani i gdzie zostali zabici – chwilowo nie wiadomo.” (s. 47)
JA/ONI, II D/ III (29.05.1942)
„8 wieczór. Dopiero co wydarzyło się coś niezwykłego. Na Lesznie, naprzeciwko gmachu Sądów, łapano żydowskich młodzieńców do obozów pracy. Wsadzono ich wszystkich do tramwaju i usiłowano zawieźć na Zamenhofa 19, gdzie urządzono punkt zbiorczy dla obozowiczów. Kiedy tramwaj znalazł się na Karmelickiej, aresztowani młodzieńcy rozbili tramwaj i wszyscy uciekli. Do domu, w którym mieszkam, wrócili dwaj młodzi ludzie.” (s. 87)
ONI, III B
„Gminę przeniesiono [z Grzybowskiej 26 – B.S.] na Zamenhofa 19, do gmachu poczty. Zredukowała ona liczbę urzędników o 50 procent. Jest już ponad 150 000 ofiar. Dziś mija trzeci tydzień od dnia rozpoczęcia straszliwej rzezi. Z szopu Toebbensa zabrali nocą wiele pracujących kobiet. Wygląda na to, że jest tendencja niszczenia kobiet i dzieci. Wczoraj u Toebbensa zmarli 3 Żydzi podczas pracy.” (s. 190)

Perec Opoczyński
ONI, IV A (23.11.1942)
„Około ośmiuset Żydów miało się dziś stawić w gminie do pracy przy Werterfassung (od gminy zażądano dostarczenia tysiąca par rąk). Z tego też powodu kręcili się dziś po getcie żandarmi i Ukraińcy i łapali do pracy tych, którzy nie mogli okazać papierów potwierdzających to, że są zatrudnieni (to oznacza niebezpieczeństwo sankcji). Złapanych poprowadzono do gminy, na Zamenhofa 19  (do budynku króla Augusta [budynek Koszar Artylerii Konnej], poczta getta), skąd odesłano ich do pracy przy Werterfassung. Ta łapanka nie przypominała niegdysiejszych strasznych akcji.” (Pisma, s. 323-4)
ONI, III A
„Poczta żydowska w Warszawie, a zwłaszcza jej najważniejszy dział – wydział paczek, który przez cały okres swojego istnienia cierpiał prześladowania i szykany ze strony Niemców, wraz z początkiem wysiedlenia znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. W magazynach znajdowało się wówczas ponad 6000 paczek, w większości z zagranicy, które trzeba było doręczyć adresatom. Ponadto na Poczcie Głównej w Warszawie [plac Napoleona 8] czekało na posortowanie kilka tysięcy paczek, które należało przekazać Poczcie Żydowskiej za pośrednictwem aryjskiego Biura Wymiany Pocztowej (Austauschstelle). Znajdowało się ono w sąsiedztwie poczty przy ul. Zamenhofa 19. Przesyłki (pieniądze i paczki) przekazywano codziennie, a każda partia obejmowała kilkadziesiąt tysięcy złotych i 1500-2000 paczek (jak wiadomo, wydział listów aż do likwidacji małego getta znajdował się w wydzielonym budynku przy ul. Krochmalnej). Do doręczania paczek i pieniędzy zatrudniano ponad osiemdziesięciu pracowników, w większości młodych, mężczyzn i kobiety. Ponieważ liczba paczek trafiających do getta rosła z każdym dniem, dyrekcja, chcąc nieco ulżyć tragicznej sytuacji żydowskich mieszkańców Warszawy, dokładała starań, aby napływające przesyłki były doręczane możliwie najszybciej.
W związku z tym również dnia 22 lipca wszyscy doręczyciele paczek i pieniędzy wyruszyli do pracy, chociaż w mieście panowało już wielkie napięcie i krążyły różne pogłoski.
Wprawdzie wszyscy, jak wspomniano, wyszli do pracy jak zwykle, ale efekty tej pracy nie były już zwyczajne. Z ponad tysiąca paczek, bo tyle zazwyczaj doręczano dziennie, tym razem doręczono jedynie 650. Podobnie było z przekazami pieniężnymi, ponieważ jeszcze tego dnia eksmitowano mieszkańców i zlikwidowano punkty dla uchodźców, więc nie można już było do nich wejść. Ponadto wielu adresatów przesyłek, którzy nie zaliczali się do uchodźców, opuściło swoje domy. Przebywali w szopach albo gdzieś się ukrywali.
Następnego dnia, tj. 23 lipca, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Procent doręczonych przesyłek spadł o połowę, kilku doręczycieli schwytano i wywieziono na Umschlagplatz wraz z paczkami.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 450)
ONI, III A
„Dnia 18 sierpnia, kiedy z podwórza gminy, po blokadzie instytucji gminnych przy ul. Zamenhofa 19, wyprowadzono mnóstwo ludzi, w większości pracowników gminy i członków ich rodzin, czapka z pomarańczowym otokiem była znakiem wyróżniającym listonoszy wśród różnorodnego tłumu pędzonego przez SS-manów i Ukraińców na Umschlagplatz. Policji żydowskiej czapki te także niezbyt się spodobały. Szczególną nienawiścią do ich właścicieli wyróżnił się jedynowładca Umschlagplatzu pan Szmerling.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 452)


Władysław Szpilman
JA/ONI, IV A
„O szóstej rano obudziły nas odgłosy głośnych rozmów i pośpiesznych kroków na korytarzu. Grupa „uprzywilejowanych” robotników, mających pomagać przy przebudowie pałacu dla szefa warszawskiego SS w Alejach Ujazdowskich, wychodziła do pracy. Ich uprzywilejowanie polegało na tym, że przed wyjściem otrzymywali miską pożywnej, mięsnej zupy, która syciła na kilka godzin. Wyruszaliśmy w drogą krótko po nich, o prawie pustych żołądkach, po zjedzeniu wodzianki, która była tak pozbawiona zawartości, jak mało istotna była nasza praca. Mieliśmy sprzątać śmieci na dziedzińcu budynku Gminy.” (s. 110)

Leokadia Schmidt
ONI, III C
„W tym czasie ukazały się nowe plakaty z ogłoszeniami, że wszyscy pozostali Żydzi nie zatrudnieni w szopach mogą się osiedlić w tworzącym się getcie, które obejmuje nieparzystą stronę Nalewek od Miłej do Gęsiej, Gęsią do Smoczej i w dół Smoczą do Stawek, Stawkami do Zamenhofa, Zamenhofa do Gęsiej. Do pilnowania i przestrzegania porządku zostało tam przydzielonych 500 policjantów. Gminę przeniesiono na ulicę Zamenhofa [19] do gmachu dawnej poczty, a później więzienia w getcie.” (s. 136)


Henryk Makower
JA, III
„Dziadek z córką powędrowali dalej, ale nie mieli dokąd iść, bo dzieci już nie było. Poszli więc pod Gminę, na placyk przy ul. Zamenhofa, i tam tę parę nędzarzy ujrzała pani Zofia Jaszuńska. Skończył się pierwszy akt tragedii, wkrótce byli już umyci, najedzeni, u swoich. Ale niedługo! Po kilku dniach dziadek znalazł się znów na Umschlagu.” (s. 94)
ONI, II/III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)
ONI, IV
„Później gmach Gminy stał się cichy i spokojny. Praktycznie biorąc szopy wyszły spod jej wpływu. Na terenie między Gęsią, Franciszkańską, Smoczą, Stawkami i Nalewkami mieszkało razem z dziećmi najwyżej 20 tysięcy ludzi.”

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Nazajutrz rano wśród ścisku i tłoku znów potoczył się nasz wózek z pościelą. Żelazną, Lesznem i Karmelicką aż na Zamenhofa, przed nową siedzibę Rady Żydowskiej. I w szerokiej sieni tego gmachu usiedliśmy na naszych workach w oczekiwaniu mieszkania.
Panował tu ruch gorączkowy. Przez otwarte na rozcież drzwi wiele osób przychodziło z ulicy. Jedni kręcili się przez chwilę, zaglądali do przyległych pokoi i znów wychodzili. Inni siadali przy nas i cierpliwie na kogoś czy na coś czekali. Siedzieliśmy tak godzinami, a obok nas rodzina adwokata Zundelewicza: żona, córka i dwunastoletni syn. Oczy nam się kleiły ze zmęczenia. Byliśmy podobni do bandy wędrowców, odpoczywających po długiej, pieszej podróży.” (s. 101)

JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Na rogu ulicy Gęsiej i Zamenhofa pod numerem dziewiętnastym stał dawny pałac magnacki. Za czasów rosyjskich było tam więzienie. W getcie – poczta żydowska. Teraz Gmina. Tutaj zasiadała Rada Żydowska.
Głęboka brama – za bramą podwórze. Za podwórzem, otoczone oficynami i dawnymi stajniami, inne podwórza. Dalej znów oficyny, wypalone podczas działań wojennych, ale mocno jeszcze stojące, ziejące pustymi oknami. Podwórza zarosły trawą i chwastem. Dalej – nie zabudowane place, śmietniki i rumowiska.
Na lewo od bramy brudne drewniane schody prowadziły na piętra. Na drugim piętrze pokoje były niskie, mansardowe. Z jednej strony klatki schodowej – mieszkanie sekretarza Rady, adwokata Warmana; po drugiej stronie – biuro Wydziału Finansowo-Budżetowego. Urzędnicy pracowali w dwóch pokojach, z których jeden był ogromny, z oknami na przestrzał. W małym pokoiku, gdzie pracował mój mąż, stały prócz jego biurka jeszcze biurka Popowera i Wojdysławskiego.
Za tym pokoikiem był jeszcze jeden, który miano odnowić. Tymczasem mieszkała tam dwuletnia córeczka głównego buchaltera, Dawida Weintrauba.
Była także kuchnia, gdzie palono pod blachą papierem i książkami. Każdego dnia przychodziłam do gmachu Rady i siadałam przy biurku męża. Każdy z radców miał przy biurku żonę i dzieci, jeżeli nie pracowały.
Radca Rozental miał przy sobie swoją śliczną osiemnastoletnią jedynaczkę. Wyglądała jak wycięta z angielskiego sztychu. Żona jego i służąca-Aryjka zostały zabrane na Umschlag, kiedy szły ulicą.
Przy radcy Jaszuńskim siedziała żona i młodziutka synowa. Przy radcy Zundelewiczu – żona, córka i syn. Przy radcy Wielikowskim – żona i córka.
Urzędnik czy radca krył swoją rodzinę. Ale tylko wtedy, kiedy ją miał przy sobie. Natomiast na ulicy albo z mieszkania mogli ją zabrać w każdej chwili.
Sąsiadka moja, Popowerowa – stale siedziała przy biurku swego męża. Na innych piętrach tak samo żony stale siedziały przy biurkach mężów. Było nawet dużo małżeństw fikcyjnych – urzędników żeniono ze zredukowanymi urzędniczkami.” (s. 121-122)

„Od czasu do czasu przyjeżdżał Brandt, szef w Gestapo do spraw żydowskich. Chodził z piętra na piętro, z pokoju do pokoju, w ręku trzymał gumowy pejcz, wyglądał jak zły brytan.
„Kto jest ta kobieta?” – pytał.
„To moja żona”.
„Kto jest ta dziewczyna?”
„To moja córka”.
Spoglądał nieufnie.
„A więc to jest żona?” – „Tak”. – „A ta dziewczyna to córka?” -
„Tak”.
Mówił półgłosem: „Dobrze, dobrze”, jak gdyby chciał powiedzieć: do czasu, do czasu...
Gdy tak siedziałam przy biurku męża, a sąsiadka moja z ulicy Lubeckiego, Popowerowa, przy drugim biurku – Popower, który lubił żarty i kalambury, mówił wskazując na żonę:
„Oto jest najdroższa książka w mojej bibliotece”. Zawsze znalazł się taki, kto pytał: dlaczego?
„Bo moja żona jest z domu Książka” - odpowiadał wtedy Popower.
A więc przy jednym i przy drugim biurku siedziały jeszcze żony; tylko przy biurku Wojdysławskiego nie siedział nikt. Stracił żonę w pierwszych dniach wysiedlenia i żył samotnie.
Pewnego razu przyszła do niego siostrzenica. Była ubrana jak placówkarka: w swetrze i w spodniach narciarskich. Blondynka. Wysokiego wzrostu, o regularnych rysach twarzy. Podczas blokady domu, w którym mieszkała, ukryła się na strychu. W pewnej chwili wpadł na strych Ukrainiec. Przyjrzał jej się i powiedział:
„Ty jesteś młoda i ładna dziewuszka. Ciebie na Umschlag szkoda”. Tak więc pozostała przy życiu. Jej chory mąż leżał w szpitalu na Lesznie - nie miała przez niego spokoju. Siedziała przy biurku zatroskana, podparłszy głowę ręką i długo szeptała z Wojdysławskim. Wyjął z szuflady biurka bułkę, kawałek kiełbasy i masło w papierku. Scyzorykiem pokroił kiełbasę na cienkie plasterki i tak jedli oboje.” (s. 123-124)

„Kierowniczką kuchni przy Radzie Żydowskiej była żona radcy Sztolcmana. Wszyscy urzędnicy dostawali zupę.
Od czasu do czasu Sztolcmanowa przychodziła do kuchni naszego wydziału. Za nią przynoszono w płaskiej skrzyni puszki mleka skondensowanego. Dwadzieścia-trzydzieści puszek. Otwierano puszki, wlewano zawartość do kotła, dolewano wody i obdzielano wszystkich mlekiem.
W szufladzie biurka mego męża był kubek, talerzyk, nóż i łyżeczka. Trochę cukru w blaszanym pudełku. Trochę herbaty. Kawałek chleba. Ryż w torebce...
Kiedy chorował, gotowałam w tej kuchni ryż albo kaszę i przynosiłam mu w rondelku. Rondelki stały na wszystkich fajerkach. Zawsze coś gotowano. Pod oknem była długa ława. Na ławie i na stołkach od rana do zmroku siedziały znużone kobiety i dzieci – rodziny urzędników.
Zlew był w tej kuchni. Skrzynia książek i papierów, którymi palono pod blachą, i kredens pomalowany na niebiesko.
Za kuchnią – ciemny korytarzyk. I zaraz łazienka z ubikacją, zamykana na haczyk. W łazience i w korytarzu na podłodze często stała woda. Ubikacja psuła się.
Kiedyś podczas kontroli w Gminie rodzina jednego z urzędników schowała się w tej łazience. Przypuszczali, że Niemcy nie zechcą przejść przez ciemny, brudny i zalany wodą korytarz. I rzeczywiście nie omylili się.
W tej kuchni przy niebieskim kredensie stał raz szczupły urzędnik w okularach. Obie ręce położył na blat kredensu, odrzucił głowę i płakał na głos. Zabrano mu z domu żonę i synka, podczas kiedy był w pracy. Sąsiad wpadł na chwilę, żeby powiedzieć mu o tym. Potem skulony i już cichy wrócił do swego biurka. Usiadł na krześle, zamoczył pióro w kałamarzu i pisał dalej.
Po tej kuchni kręciła się młoda blada kobieta w wysokich, sznurowanych brązowych trzewikach. Nazywała się Zylberbergowa. Rodzinę miała w Hrubieszowie. Pilnowała herbaty Wojdysławskiego, pilnowała garnuszków Katza, Reizmanowej, Kopelewiczowej, Herzberżanki i Hirszbergowej. Uważała na Ariankę, córeczkę Weintrauba, jeżeli jasnowłosa, niezaradna jego żona wychodziła na chwilę. Weintraub, niskiego wzrostu, jasnowłosy jak żona, w zniszczonym poplamionym ubraniu – przemęczony i niewyspany – krążył po biurze. Zawsze miał pióro za uchem. W ręku asygnatę albo rondelek z kaszką, albo nosił Ariankę, przyciskając jej główkę do nie golonej twarzy. Dziewczynka była prześliczna. Jasna i świetlista. Miała niedobry zgryz, tak samo jak ojciec - wysoko podwiniętą górną wargę – ale nie raziło to jeszcze u niej. Weintraubowa chodziła za mężem.
„Dadek – prosiła – nakarm ją. Od ciebie będzie jadła. Dziecko dzisiaj mizerne. A potem ją połóż do wózka, może potrafisz ją uśpić”.
Reizmanowa z drugiego końca pokoju dziwiła się:
„Weintraub! Dlaczego ty dziecka nie oddajesz na «aryjską» stronę? Czy ty naprawdę nie znasz nikogo, kto by chciał wziąć dziecko?”
„Znam – powiedział - jednego dozorcę na Złotej ulicy. Ale chce wziąć dziecko na zawsze. Nie odda nam nigdy. Stawia taki warunek”. (s. 123-125)

JA/ONI, III A (5 września 1942)

„Kiedy przechodziłam przez podwórze, zobaczyłam z daleka szwagra mego, Witolda, i jego żonę, Celinę. Siedzieli na trawie w cieniu murów. Celina otrzymała numer jako pomocnica Witolda w magazynie Działu Budowy.
„Czy jest tu gdzie kuchnia? – zapytali – czy można dostać zupę?” Poszliśmy razem. Kuchnia była przepełniona. Ale w końcu dostaliśmy trochę zupy w cynowych miseczkach.
Przy jednym ze stołów – niskich, długich, jakie używano w ochronkach – siedziała Renia Lichtenbaum, krewna prezesa, i płakała. Matka jej z plecakiem stała obok niej.
„Nie mogę się dostać do niego – mówiła przerywanym głosem – nie mogę nic zrobić. Ach, gdyby jakiś urzędnik albo policjant chciał fikcyjnie ożenić się z moją matką. Ale nie mogę tego przeprowadzić”.
Stałam i ja bezradna. Zresztą fikcyjne małżeństwa nie miały już znaczenia. Matka mojego zięcia też nie otrzymała numeru. Ojciec dostał numer z Wydziału Aprowizacji.
O zmroku zajechał na podwórze wielki wóz ciężarowy, zaprzężony w konie-perszerony. Na wozie były rodziny cmentarników. Kobiety krzyczały wniebogłosy, oszalałe z rozpaczy. Tłum usuwał się w trwodze przed kopytami przerażonych zwierząt.
Wieczorem przyszli do nas Witold i Celina. Rozłożyliśmy palta na podłodze, podłożyliśmy pod głowy tobołki i pokładliśmy się jeden obok drugiego. Co chwila ktoś wstawał, bo było twardo i niewygodnie. W powietrzu unosił się kurz i panował zaduch.
Moje córki położyły się na stole Wojdysławskiego. Popower z żoną – na swoim stole. Doktor Kirszenblum z żoną przesiedzieli całą noc na krzesłach, oparci o siebie.” (s. 132)

JA/ONI, III A (7 września 1942)

„Tego samego dnia w Gminie zwołano wszystkich, którzy otrzymali numery, na daleki dziedziniec posesji. Wszystkie oficyny na tym dziedzińcu były wypalone. W ich ruinach ukryło się dużo osób, które nie otrzymały numerów.
Kazano ustawić się szóstkami. Każdy miał na piersi po lewej stronie przypięty żółty numer. Wydziały ustawiały się oddzielnymi kolumnami. Mieczysław Lichtenbaum w butach i z pejczem w ręku na modłę niemiecką – First tak samo – chodzili między kolumnami: zwoływali, ustawiali, krzyczeli.
Żona sekretarza Rady Żydowskiej, adwokata Warmana, umarła w getcie na gruźlicę. Pozostawiła córeczkę – wówczas półtoraroczną. Trzymał ją na ręku. Dziecko drobne i mizerne, ubrane w niebieski paltocik i niebieski kapturek, miało przypięty do paltocika żółty numerek.
Warman był mężczyzną olbrzymiego wzrostu i trzymał ten drobiazg, tę kruszynę, pieczołowicie, jak najczulsza matka.
Ale oto przechodzi kolumna pracowników Działu Budowy. Równo i dzielnie, szóstkami jak żołnierze, kierując się ku wyjściu. Witold i Celina są w tej kolumnie. Tam, na pierwszym podwórzu, stoją Niemcy i będą liczyć szóstki. Nie więcej niż trzy tysiące. A więc pięćset szóstek.
Przechodzi kolumna urzędników Wydziału Aprowizacji. Są w tej kolumnie ojciec i matka Ryszarda, mojego zięcia. Przez ramię, na którym powinien być przypięty numer, matka Ryszarda przerzuciła palto. Idzie obok swego męża w szóstce jak każdy inny.
Kolumna kroczy szybko i dzielnie – Niemcy liczą – i tak przechodzi nie zauważona.
A teraz pierwsza kolumna urzędników Gminy. Idzie Dawid Weintraub i jego jasnowłosa żona. Ona trzyma walizkę, on ma plecak na ramionach. Niemcy nie powinni wiedzieć, że w plecaku jest Arianka – dziecko bez numeru. Chora Arianka, która leży bez czucia, bo dostała silną dawkę proszku nasennego.
Idzie radca Kupczykier, chory na tyfus plamisty. Wygląda jak widmo. Wyrwany z łóżka w gorączce, podtrzymywany z jednej strony przez żonę, z drugiej przez siostrę, zatacza z kolumną wielkie półkole, kierując się ku wyjściu. Oczy jego błyszczą, twarz żółta, oddycha głośno ustami, kroczy jak pajac na drewnianych nogach. Jeżeli nie upadnie, musi być do końca dzielnym piechurem. Niemcy nie powinni wiedzieć, że jest chory na tyfus plamisty.
A teraz nasza kolumna. Mąż mój, Nina i ja. Irena w uniformie pielęgniarki – w różowej sukni w prążki, w długim, białym fartuchu z bawetem, w czepku i granatowej pelerynce – poszła razem ze szkołą. Stoimy obok radcy Zundelewicza, jego żony, córki i dwunastoletniego synka. O kilka szeregów przed nami stoi radca Hurwicz w czarnej czapce cmentarnika. Trzyma pod rękę żonę i córkę Irenę, w której się kocha młody Popower. Hurwiczowa nosi na głowie duży elegancki kapelusz – jedyna w kapeluszu na tym podwórcu.
Obok nich radca Rozental ze swoją śliczną córką. Jest teraz dla niej ojcem i matką. Żona – lekarka zginęła razem ze służącą-Aryjką, która z własnej woli poszła z nimi do getta.
„Równo!” – woła Mieczysław Lichtenbaum.
„Ustawiać się!” – krzyczy First i staje się purpurowy z wysiłku. Są wielcy, są ważni; wszyscy boją się ich w równej mierze co Niemców.
Od wejścia biegnie chłopiec. Wysokiego wzrostu i bardzo szczupły. Biegnie bez tchu. To urzędnik Działu Finansowego. Ma lat osiemnaście. Niedawno stracił rodziców.
Na piersi przypięty ma żółty numer – 3001.
„Pozwolili jeszcze na sto numerów!!! - woła - razem trzy tysiące i sto!!!”
„Marsz!!!” – krzyczy First.
Kolumna kołysze się. Idziemy. Równo, jak żołnierze – energicznie i szybko. Mijamy drugie podwórze, już wstępujemy na pierwsze. Dwóch Niemców liczy szóstki. Trzeci – przystojny, elegancki, w rękawiczkach – stoi z boku. Wygląda na to, że jest tylko widzem. Że tak sobie przyszedł, żeby popatrzyć. Ma jasne włosy i nie wiemy, co myśli.
Później okazało się, że Niemcy wcale nie pozwolili na wydanie jeszcze stu numerów. Z początku nie spostrzegli się, potem zatrzymali ostatnich stu i nie wypuścili więcej. Byli to urzędnicy z Wydziału Aprowizacji.” (s. 133-135)

JA/ONI, III A

„Przypomniały mi się czasy wysiedleń, kiedy w Radzie Żydowskiej wyglądałam przez okno na ulicę.
Sierocińce szły na Umschlag. Długie sznury dzieci. Trzymały się za rączki. W fartuszkach i białych kołnierzykach. Wszystkie nosiły trzewiki na drewnianych podeszwach i klekot tych podeszew drżał długo w powietrzu, nim przycichł zupełnie.” (s. 196-197)

JA/ONI, III A (po 21 września 1942)

„Związek Aptek przeniósł swoje składy do budynku Gminy i zwinął aptekę na rogu Lubeckiego i Gęsiej.” (s. 143)

ONI, IV A

„Pewnego ranka gruchnęła nowina, że zrobiono napad na kasę Rady Żydowskiej. Kasjer Gminy, Melamud, mieszkał z żoną przy ulicy Kurzej. O drugiej w nocy zastukano do niego. Bał się otworzyć. Melamudowa wstała z łóżka.
„Otwórzcie!” — wołano po żydowsku.
Otworzyła w końcu. Weszło ich sześciu, a każdy miał w ręku rewolwer. Melamud powiedział do nich z łóżka:
„Żydzi. co robicie! Czyście zwariowali? Nie dosyć, że Niemcy...” Nie dali mu dokończyć. Przystawili mu lufy rewolwerów do głowy.
„Gdzie klucze od kasy? — A kiedy im podał, powiedzieli jeszcze:
- Hejże, Melamud, ubieraj się i chodź z nami”.
Poszedł więc, ulegając przemocy. Własnoręcznie otworzył im kasę. Wyjęli z niej sto tysięcy złotych.
„Powiedz prezesowi — powiedzieli na odchodnym — że Żydowska Organizacja Bojowa wzięła pieniądze z kasy na kupno karabinów maszynowych”.” (s. 201)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„W Gminie jest pusto. Nie widać nikogo. Od czasu do czas przechodzi policjant i długo słychać odgłos jego kroków.
[…]
Dopiero późnym wieczorem zaroi się w Gminie od setek osób. Wieczorem nie ma wysiedleń. Wielu spomiędzy tych, którym udało się uratować, pozostaje w piwnicach i schronach przez kilka dni; wielu, korzystając z względnego spokoju, przychodzi późnym wieczorem do Gminy.” (s. 214-216)

„A więc na noc rozmieszczają się wszyscy, jak mogą. Idziemy razem z adwokatem Himmelfarbem i jego rodziną szukać jakiegoś pomieszczenia. Gdy tak chodzimy po różnych biurach w bocznych skrzydłach gmachu, w jednym pokoju na sienniku na podłodze widzimy chorego chłopczyka, może dziesięcioletniego. Obok siedzi jego ojciec, urzędnik. Jest w pokoju antyczna kanapa, a w sąsiednim druga, i już chcemy zostać i rozlokować się, kiedy nagle urzędnik odzywa się:
„Idźcie lepiej gdzie indziej” — mówi.
„Na co chory jest chłopczyk‘!” — pytamy.
„Na tyfus plamisty” — odpowiada.
„A gdzie pan był dzisiaj rano?” — pytamy dalej.
„Siedziałem tutaj przez cały czas. Nie przyszli do nas”.
A ja myślę i dziwię się: dlaczego chłopczyk leży na sienniku na podłodze, skoro jest kanapa? Ale już nie pytam o to.
Wychodząc stamtąd spotykamy policjanta, który nas szuka. Ma dla nas klucz od mieszkania Górnego, magazyniera Gminy. Górny został zabrany przez Niemców z żoną i córeczką, ale chodziły słuchy, że nie zginął. Podobno go wyreklamowano i jest gdzieś ukryty.
Idziemy więc do mieszkania Górnego. I gdy tak chodzimy z jednego piętra na drugie, różnymi klatkami schodowymi, wychodzi nagle z piwnicy i staje przed nami aplikant Lewkowicz, który tam się krył. Ten sam Lewkowicz, od którego mąż mój kupił palto po wysiedlonym ojcu. Ma wygniecione i brudne ubranie. Jest nie ogolony. Włosy ma potargane.
„Straciłem żonę” — mówi. Wzdycha. I wraca z powrotem do piwnicy.
Mieszkanie Górnego składa się z dwóch umeblowanych pokoi i kuchni. Nowoczesna szafa-garderoba i dwa tapczany, przy drzwiach stolik z maszynką elektryczną. W kuchni w kredensie cały asortyment garnków i porcelany.
Adaś znalazł dwa składane łóżka. Zsuwa je razem i kładą się na nich wszyscy troje. Kładziemy się i my. Irena i Nina na jednym tapczanie. Ja z mężem na drugim. Nikt z nas się nie rozbiera. Leżymy w ubraniach. Mąż mój zdjął tylko marynarkę, żeby jej nie pognieść. Opieram głowę o jego plecy i słucham, jak oddycha. On żyje — myślę — serce jego bije. Nie zatrzymało się jeszcze.” (s. 218)

JA/ONI, IV A (19 stycznia 1943)

„Nazajutrz rano znów schodzę do pokoju, gdzie siedzi rodzina prezesa. Nina idzie do biura sekretarza Warmana. Składają tam listę osób, które widziało się na Umschlagu. Myślą, że może uda im się jeszcze kogoś stamtąd uratować. Nina podaje nazwiska wszystkich tych, których widzieliśmy. Ale prócz Górnego nikt stamtąd nie wrócił.” (s. 219)

„Ponieważ Kupczykier był radcą, Himmelfarb z rodziną przechodzą gdzie indziej, a Kupczykierowie mają dzielić z nami mieszkanie Górnego. W nie opalonym mieszkaniu jest tego wieczoru zimno jak na ulicy. Szron pokrywa szyby okien. Jakiś policjant przynosi nam kubełek koksu i mąż mój z pomocą Julka rozpala piec. Skupiamy się wszyscy koło ognia. Grzejemy się, a potem rozpalamy także ogień w kuchni pod blachą. Trzask koksu i blask płomieni odprężają nasze nerwy. Wyciągamy zziębnięte ręce nad ogniem i gdy tak stoimy, wydaje się, że błogosławimy życiodajne ciepło.
„Ugotujmy kolację!” — mówi żona Kupczykiera. Biega po kuchni, a z nią razem siostra i szwagierka. Znajdują w koszyku kartofle i marchew. Z domu zabrały blaszankę smalcu. Stawiają garnek pod kran. Przestawiają kubeł od śmieci na inne miejsce. Szukają cebuli. Szukają soli. Trzaskają garnkami, powracają do normalnego życia.
Myszkując po kątach, znajdują w ciemnej łazience na oknie zapeklowany ozór koński. Ale nie ruszają cudzej własności. Później Górny dziwił się, że zastał ozór na tym samym miejscu. Gotują tylko kartoflankę, kraszoną smalcem i cebulą, a kiedy jest gotowa, obdzielają wszystkich.
Potem rozkładają łóżka i kładą się na nie razem z Julkiem. Kupczykier kładzie się w drugim pokoju na dwóch fotelach. Kiedy chce zgasić światło, wchodzi do mieszkania urzędniczka, której nie znamy. Przyprowadziła ze sobą matkę. Mówi, że mieszka w naszym domu i uratowały się w piwnicy. Stara kobieta — wysokiego wzrostu, chuda i koścista — siada na krześle i płacze.
[…] I one w końcu kładą się na fotelach w gabinecie Górnego. A my znów na tapczanach.” (s. 220-221)

„Na drugi dzień z samego rana idziemy do biura Wydziału Finansowego. Jesteśmy w wąskim, podłużnym pokoju, w którym kiedyś mieszkała chora córeczka buchaltera Weintrauba. Pokój ten w ostatnich tygodniach wyremontowano. Stoi tutaj biurko mojego męża. To jest jego gabinet. Okno wychodzi na podwórze i widać przez nie długi parterowy budynek, pomalowany na żółto.
W tym pokoju przy biurku siadamy. Przychodzi do nas urzędniczka Rajzmanowa. […]
Rajzmanowa otwiera szafkę, gdzie leżą teczki z aktami, i wyjmuje z niej stos listów, które nadeszly do getta przez Czerwony Krzyż.
„Nie macie co robić, moje panie, to sobie poczytajcie...”— mówi do nas.
Listy są ze wszystkich części świata. Z Chin, z Meksyku, z Kanady, a nawet z Australii i Afryki. Dzieci pytają o rodziców, bracia o siostry, mężowie o żony. Zginęli już dawno ci, o których pytano. Są też listy z Palestyny. Znajduję wśród nich list od mego brata, który pyta o matkę, i list od Abrama Epsteina, kolegi naszej Marysi, o którym myśleliśmy, że już nie żyje.
Tak tedy przeglądamy te listy, które są wołaniem z daleka. Są jak gdyby apelem.
Wracając z powrotem, przechodzimy przez pokój, w którym są okna na przestrzał — od ulicy i od podwórza. I widzimy, że drzwi, które prowadzą do kuchni, zastawione są wielką szafą. Nie ma śladu drzwi. Szafa stoi otworem.
Nagle u dołu odchyla się dykta, ukazuje się czworokątny otwór, a z otworu wysuwa się jak wąż Kopelewiczowa, urzędniczka Działu Finansowego, kobieta olbrzymiego wzrostu.
„Jak pani nie wstyd tak się czołgać po podłodze? — zażartował mój mąż – co pani tam robiła?”
„Zamaskowaliśmy kuchnię — odpowiada. — I mieszkam tam z Weintraubem, jego żoną i dzieckiem”.
„Ale kuchnia ma jeszcze drzwi do korytarzyka” — odzywa się ktoś.
„Korytarzyk zalaliśmy wodą. Zrobiliśmy potop”. (s. 221-222)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Na drugi dzień z samego rana idziemy do biura Wydziału Finansowego. Jesteśmy w wąskim, podłużnym pokoju, w którym kiedyś mieszkała chora córeczka buchaltera Weintrauba. Pokój ten w ostatnich tygodniach wyremontowano. Stoi tutaj biurko mojego męża. To jest jego gabinet. Okno wychodzi na podwórze i widać przez nie długi parterowy budynek, pomalowany na żółto.
W tym pokoju przy biurku siadamy. Przychodzi do nas urzędniczka Rajzmanowa. […]
Rajzmanowa otwiera szafkę, gdzie leżą teczki z aktami, i wyjmuje z niej stos listów, które nadeszły do getta przez Czerwony Krzyż.
„Nie macie co robić, moje panie, to sobie poczytajcie...”— mówi do nas.
Listy są ze wszystkich części świata. Z Chin, z Meksyku, z Kanady, a nawet z Australii i Afryki. Dzieci pytają o rodziców, bracia o siostry, mężowie o żony. Zginęli już dawno ci, o których pytano. Są też listy z Palestyny. Znajduję wśród nich list od mego brata, który pyta o matkę, i list od Abrama Epsteina, kolegi naszej Marysi, o którym myśleliśmy, że już nie żyje.
Tak tedy przeglądamy te listy, które są wołaniem z daleka. Są jak gdyby apelem.
Wracając z powrotem, przechodzimy przez pokój, w którym są okna na przestrzał — od ulicy i od podwórza. I widzimy, że drzwi, które prowadzą do kuchni, zastawione są wielką szafą. Nie ma śladu drzwi. Szafa stoi otworem.
Nagle u dołu odchyla się dykta, ukazuje się czworokątny otwór, a z otworu wysuwa się jak wąż Kopelewiczowa, urzędniczka Działu Finansowego, kobieta olbrzymiego wzrostu.
„Jak pani nie wstyd tak się czołgać po podłodze? — zażartował mój mąż – co pani tam robiła?”
„Zamaskowaliśmy kuchnię — odpowiada. — I mieszkam tam z Weintraubem, jego żoną i dzieckiem”.
„Ale kuchnia ma jeszcze drzwi do korytarzyka” — odzywa się ktoś.
„Korytarzyk zalaliśmy wodą. Zrobiliśmy potop.” (s. 221-222)

JA/ONI, IV A (20-22 stycznia 1943)

„Jeszcze drugiego i trzeciego dnia słyszeliśmy z Gminy silną strzelaninę. Po trzech dniach uspokoiło się wszystko.” (s. 223)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, V

„Jest moja kolej, teraz on musi odpocząć, mówi, że niemcy są teraz chyba na obiedzie, bo w ogóle ich nie widać. Widział, jak z okolicznych ulic prowadzą ludzi w kierunku poczty naszej na Zamenhofa. Stanąłem na punkcie obserwacyjnym, a kolega się położył.” (s. 304)

„Nasi koledzy z innych odcinków powiedzieli nam, że w podwórzu na poczcie niemcy zabijają i palą nieszczęśników, którzy wpadają w ich ręce. Tak jest, pętla nasza naokoło szyj zacisnęła się, już niedługo nie będzie można nawet powietrza złapać.” (s. 306)

JA, V

„Przyszli dziś mocno znękani czymś. Siadają w zwaliskach i po chwili dowiadujemy się, co jest przyczyną ich smutku. Dziś dużo ludzi zostało wykrytych i wyprowadzonych na podwórze pocztowe, a tam zostali straceni. […] W podwórzu na Zamenhofa dzieje się coś, co przewyższa wyobraźnię ludzką. Podania o piekle są lichą zabawką w porównaniu z tą zbrodnią. Zapada głębokie milczenie, którego nie śmie nikt przerwać, jest zbyt tragicznie. Milczenie to trwa kilka minut, następnie przerywa je jeden z drugiej partii. Pyta się, czy byśmy nie chcieli udać się do sąsiedniego domu, przy podwórzu pocztowym, mamy tam zaobserwować dokładnie, jak to wygląda […] Na podwórzu płonie stos, to ciała ludzkie płoną. Widać słabo, ale coś niecoś można spostrzec. Nie chcemy jeszcze się zabrać do dokładnego obserwowania, jeszcze dużo, dużo zobaczymy do wieczora, jeśli w ogóle nastąpi wieczór dla nas […] Na razie jeszcze nic ciekawego nie można zobaczyć. Kilku niemców stoi lub chodzi po podwórzu, czynią przygotowania, by przyjąć swoje ofiary, które niebawem będą przyprowadzone. Niestety, niedługo musieliśmy czekać na widowisko piekielne, oto wprowadzają partję ludzi.
Jest ich około 150-ciu, oblicza tych nieszczęśników są sine, oni wiedzą, co ich tu czeka. Może dokładnie nie wiedzą, że muszą tu zginąć, ale wiedzą, że rzadko kto wychodzi z rąk niemieckich żywy. […] Ludzie zostają ustawieni przy bocznym murze i tu odbywa się rewizja. Niemcy gromadzą złoto, dewizy, zegarki, obrączki ślubne itp. skarby. Przy rewizji towarzyszą ciężkie uderzenia, ci ludzie bez sumienia, te bezduszne kukły, prześcigają jeden drugiego w sadyzmie. Każdy stara się mocniej bić, każdy wprawia swój zbrodniczy mózg w poszukiwanie jakichś nowych orgii sadystycznych, on stara się olśnić swoich kompanów swą pomysłowością. Tak, przyznaję im, że są w swej dziedzinie najbardziej pomysłowi.
Oto dochodzi niemiec do kobiety z dzieckiem. Wydziera jej z rąk brutalnie dziecko, które woła z całych sił: „Mamusiu, zabierz mnie z powrotem, ja chcę do ciebie, on chce mnie bić, mamusiu, ratuj…”. Dziecko krzyczy coraz głośniej, matka wyrywa się z partii i leci, by odebrać dziecko. Dopada do niej kilku niemców i trzymają ją mocno, ona rzuca się z całych sił, krzycząc niby w obłędzie. Oczy jej gonią za dzieckiem. Jest osaczona przez niemców, nie może na krok zbliżyć się do swej duszy, bo dziecko jest jej duszą i ciałem. Widząc, że nie wyrwie się z rąk niemieckich, krzyczy do nich: „Mordercy, oddajcie mi moje dziecko, oby ziemia się zapadła pod wami, zabijcie mnie, cóż chcecie od mego dziecka! Oby wasz cały naród został tak przeklęty i zniszczony, jak wy to uczyniliście z nami, zabijcie, nie róbcie nic memu dziecku!!!”. Głos tej nieszczęśliwej kobiety milknie, obecnie wydostaje się jedynie nieprzytomny charkot. Niemiec noszący dziecko zbliża się do muru, łapie dziecko za nóżkę i w oczach nieszczęśliwej matki zakręca młynkiem małe ciałko dziecka i uderza całą mocą o mur. Głowa dziecka pryska, mur zostaje zalany krwią, która rozpryskła się w kole średnicy jednego metra. Niemiec odrzuca ciałko dziecka, które pada na ziemię prawie bez główki, wiszą jedynie szczątki. Rozlega się okropny krzyk, to matka rzuciła się raptownie do przodu, porywa ze sobą niemców, oni nie są w stanie jej utrzymać. Ona dąży do swego dziecka lub może do mordercy, który ją unieszczęśliwił.
Rozlega się donośny płacz, to wszystkie kobiety w partii płaczą, one nie mogą znieść tego widoku. Mężczyźni stoją z pochylonymi głowami, łzy ciekną im po sczerniałych twarzach. Kobieta wyrywa się i bije pięściami niemców, krzycząc: „A wy, mordercy, ja was tu wszystkich zabiję, tak oto będziecie rozdarci jak moje dziecko!!”. Wybucha histerycznym śmiechem i leci do niemca, który jej zmiażdżył szczęście. Niemiec wyciąga rewolwer. Pada strzał, kobieta zachwiała się, ale leci dalej, zostawiając za sobą pasmo krwi. Drugi strzał kładzie ją na miejscu. Jeszcze wyciąga pięść ku górze i grozi… Tak skonała. Niemcy uśmiechają się z sadyzmem, dochodzą do grupy ludzi, śmieją im się władczo w oczy.
Rewizja zostaje ukończona, niemcy ustawiają się półkolem. Wybierają kilku mężczyzn, których odprowadzają na bok. Na dany znak rozlega się szczekanie ręcznych karabinów maszynowych, ludzie padają niby trawa podcięta kosą. Słychać krzyki: „Szema Israel”, „Gott, du schweigst noch alles…”. Milkną karabiny i głosy ludzkie, słychać jedynie charkot ludzi, to są ostatnie ich drgania przedśmiertelne. Niemcy stają, czekając, czy jeszcze ktoś się podniesie. Zapalają papierosy, mówiąc do siebie z uśmiechem. Co raz inny wybucha głośnym zwierzęcym śmiechem.
Kieruję wzrok na stos ludzi. Leżą jeden na drugim, krew płynie wartkim strumieniem po małej pochyłości, widać, jak niektórzy jeszcze ruszają palcami lub głowa drgnie im. Nagle coś się poruszyło na tym stosie straconych. To dziecko chce się wydostać spod ciała matki swojej. Z ledwością wydostaje się, łapie martwą głowę matki, obsypuje ją całusami, krzycząc: „Mamusiu, dlaczego leżysz, wstań, pójdziemy do domciu, wstań, tu plosi cię twój synek”.
Niemcy już go zauważyli, jeden już chciał go zastrzelić, ale inni chcą zobaczyć, co ono zrobi. Dziecko może mieć około pięciu lat, może sześć, jest wychudzone. Teraz jeszcze ciągle ciągnie głowę matki, zanosząc się płaczem. Widać, że nie rozumie, co się stało. Niemcy mają dość tej zabawy, bo oto jeden podnosi karabin do ramienia, pada strzał i dziecko już leży martwe. Na niewinnej twarzyczce dziecka widać ślad kuli, z rany płynie strumyczek krwi.
Niemcy zaganiają tych kilku mężczyzn, by nosili ciała na stos, przez cały czas biją ich. Ludzie stoją, nie chcą iść. Oni popychają ich, biją kolbami, aż muszą ulec takiej przemocy. Ciągną teraz ciała swych bliskich, może nawet żony lub dzieci. Na każdy gest oporu Niemcy reagują kolbą. Ludzie ci w ciągu kilku minut byli tak zmasakrowani, że w ogóle nie byli podobni do ludzi. Krzyczą do Niemców: „Mordercy, cóż jeszcze chcecie od nas, to jeszcze wam mało?...”. Te bezduszne roboty, stworzone jedynie do zbrodni, krzyczą: „Loss, loss, aber Scheller!”, potwierdzając swe słowa mocnymi uderzeniami. Ci nieszczęśni ludzie są już teraz nieprzytomni. Ulegają biciom i torturom, ciągną teraz ciała, rzucają je na stos, oni teraz już automatycznie spełniają tą czynność. Gwałtowne uderzenia Niemców zabrały im przytomność.
Jeden z tych nieszczęśników odwrócił się, by rzucić się na niemca, ale został odparowany uderzeniem karabinu. Oni nie chcą ich zabić, chcą, żeby spełnili swą czynność, zabić mają ich czas, przecież to im nie minie. Teraz znowu jeden rzucił się na ziemię, krzycząc: „Mörder es schiesst mich, was wollt ihr mehr?”. Ale oni teraz nie chcą tego uczynić, bo jeszcze im jest potrzebny ostatni wysiłek tych straceńców.
Robota jest ukończona, niemcy każą im oliwą polać ciała tych ludzi, i tą czynność wykonują automatycznie. Nie wiedzą,  co czynią, co się z nimi dzieje. Teraz z kolei niemcy każą podpalić stos. Ludzie raptem odwracają się i całą siłą rzucają się na niemców. Lecz niemcy są przygotowani, cofają się o kilka kroków i serją z karabinów kładą tych nieszczęsnych na miejscu. Dla nich śmierć była wyzwoleniem.
Niemcy podpalają stos i kilku ubiera rękawice, biorąc za ręce i nogi, rzucają ich na stos. Ogień obejmuje cały stos, teraz czuć palącą się odzież, po chwili dołącza się zapach smażonego mięsa. Zapach oliwy i mięsa łączy się w jeden wstrętny odór, który może spowodować omdlenie, w dodatku gdy wie się, co tu płonie. Cofam teraz głowę z punktu obserwacyjnego, to samo czynią wszyscy. Spoglądamy bez słowa na siebie, oczy nasze rzucają błyskawice. Wiemy, co one oznaczają, one każą nam pomścić niewinną krew.” (s. 327-333)</document>
<document nplp_id="6336" title="GĘSIA 6" slug="gesia-6">Henryk Bryskier
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)
Abraham Lewin
ONI, III A
„Nalewki przedstawiają straszny obraz. Wczoraj zastrzelili na ulicy kobietę, która wybiegła z podwórka i uciekała. Z szopu Toebbensa (Gęsia 6) zabrali robotników, wywieźli ich z Warszawy. Łapali również urzędników Gminy, schwytanych wywieźli. Opróżniono wszystkie sale. Ukrywających się i odmawiających wyjścia zastrzelili. Z drugiego wydziału ŻSS zabrali wszystkich pracowników szopu będącego w stadium organizacji. Przy zbiegu Karmelickiej i Nowolipia siekierami odrąbali kłódki i zamki i otworzyli sklepy. Do południa dostarczyli 4 000 ludzi, w tym 800 ochotników. Łączna liczba wysiedlonych do wczoraj wieczór przewyższała 60 000.” (s. 179)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

- Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

- Czy to z powodu zmniejszenia getta?

- Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

- Szopy tam powstały, tak?

- Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

- „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

- Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

- I potem mieszkała pani na Gęsiej?

- Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

- Kiedy?

- 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

- Personel szpitala?

- Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

- Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

- Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi” (Tak naprawdę..., s. 155-156).

JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- To była blokada ulicy?

- Ulicy, ulicy! I została kartka – „Miód zapłacony, bony wycięte. Nie popełniaj żadnych głuptas. Całuję Was.”” (Tak naprawdę..., s. 140)

JA/ONI, III B

„Wiem, że jak wreszcie wyszliśmy z tego [kotła na Miłej – dop. AKR], to byliśmy strasznie głodni i w tym mieszkaniu na Gęsiej szukaliśmy po kątach jakiegoś jedzenia.” (Tak naprawdę..., s. 158)

JA/ONI, IV 

„- […] sztab ŻOB-u spotykał się u nas w domu na Gęsiej. Był Marek [Marek Edelman – dop. AKR], był Welwł Rozowski, przychodził Abram Blum.”  (Tak naprawdę..., s. 158)

&amp;nbsp;

[...]
JA/ONI, IV B
„Dr Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] nie wyszła z getta. W ostatnim liście, który otrzymaliśmy od Niej w marcu 1943 r. – trzy miesiące po moim wyjściu z getta – pisała: „Nie martwcie się o mnie - mam inne plany" i została na gruzach szpitala na Gęsiej - ostatniego schronienia chorych dzieci.” (s. 66)
JA/ONI, III B/III C
„To już było po akcji. Wyprowadzono nas z kotła i zaprowadzono na Gęsią 6. Do kamienicy czynszowej. Tam miał być szpital dla tych 40 000-50 000 jeszcze żywych. Trzy pokoiki na pierwszym piętrze to był oddział dziecięcy. Akurat tyle, ile trzeba dla tych paruset dzieci, które jeszcze nie zginęły. Jedna oficyna to były mieszkania dla personelu. Na trzecim piętrze było nasze mieszkanie.
Trzy pokoiki z kuchnią. Dużo nas tam było w tych trzech pokojach. Chyba 10-12 osób. Wieczorem stawiało się na gazie garnek z „fałszywym czulentem”: trochę kaszy, ziemniaków, jeżeli były, i czasem 3 dkg słoniny. I jeszcze sól. Rano, o piątej czy szóstej, każdy nalewał sobie talerz gorącej zupy i szliśmy do szpitala.” (s. 105-106)
JA/ONI, III B/III C
„A na oddziale była Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] i była Hela Keilson, i nie wiem, kto jeszcze.  Niewiele pamiętam z tego oddziału. Chociaż przychodziłam tam rano do pracy. Po południu lub nocą pracowałam jako salowa, bo przecież salowych nie było, a tylu etatów lekarskich nie potrzebowaliśmy. A Ala [Alina Margolis – dop. AKR] była już dyplomowaną pielęgniarką, więc czasem mówiła do mnie, że trzeba pozmywać lub wytrzeć podłogę.” (s. 107)
JA/ONI, IV A
„Nie było już przecież oddziału chirurgii dziecięcej, więc dr Wilk prowadził „małą chirurgię" dla całego szpitala.
[…]
Z tego okresu pamiętam najlepiej uczennice szkoły pielęgniarskiej, nadal w tym ostatnim domu przedpogrzebowym trzymane żelazną ręką Luby Blum-Bielickiej, dyrektorki szkoły. Obchodząc o szóstej rano sale chorych durowych, pytała w swój charakterystyczny sposób, zaciągając z wileńska:
- Czy pani była dzisiaj myta?
Pewnego ranka uczennica, spiesząc się, żeby zdążyć wszystko przed kontrolą dyrektorki szkoły, natarła spirytusem plecy zmarłych, wystawionych w nocy na korytarz.
A my wciąż chodziliśmy po salach i udawaliśmy przed umierającymi, że jest jakaś nadzieja.
Taki był to szpital.” (s. 111-112)
JA/ONI, IV A (18 I 1943)
„Obudziliśmy się tego styczniowego ranka i usłyszeliśmy niemieckie krzyki. Któryś z chłopców zbiegł na dół. Wrócił i powiedział, że akcja.
No, to trzeba było się ubrać i czekać, co dalej.
Nagle ktoś zastukał do drzwi i wszedł taki gestapowiec jak z obrazka, bo między nimi byli piękni chłopcy, tylko oczy mieli z kawałka lodu. Popatrzył po wszystkich i podszedł do mnie.
- Kim jesteś?
- Lekarzem – miałam już na sobie fartuch i słuchawkę na szyi.
- Boisz się śmierci?
- Nie – i to była prawda. Bo nic nie czułam.
A on wyciągnął pistolet, przystawił mi do czoła, i powiedział coś, że on wcale nie chce, ale „Befehl ist Befehl”.
A ja wciąż się nie bałam, tylko wszyscy się zlękli, bo to nie było wcale przyjemne – taki trup z rozwaloną głową, i w ogóle.
A on po chwili podrzucił pistolet na dłoni, uśmiechnął się, że to niby żart się udał, i wrzasnął, żeby mężczyźni szli na dół „pomagać chorym”, więc chłopcy wyskoczyli z mieszkania, ale oczywiście schowali się gdzieś w bramie? W schowku?
Gdy odszedł, powstała propozycja, żeby się schować. Na drugim piętrze był schowek, który pewno zrobił sobie jakiś kupiec na towar. Była to taka wąska przestrzeń, która prowadziła w przeciwną stronę niż pokoje i od której drzwi były zastawione szafą.
Nie miałam najmniejszego zamiaru tam pójść, ale okazało się, że rodzice Heli [Helena Keilson – dop. AKR] nie chcą pójść bez niej, a ona nie chce beze mnie. Więc Marek [Marek Edelman – dop. AKR] powiedział do mnie: - Musisz iść, bo w domu jest broń i nie chcemy starych w razie strzelaniny.
W tym „schronie” było około 30 osób i świeczka, którą zapalono, po godzinie zgasła, bo już nie było tlenu. A ja, zanim usiadłam, to wypatrzyłam na półce taki ciężki, chyba dwukilogramowy odważnik. I usiadłam na piecyku koło tej półki.
A potem tośmy słyszeli, jak rozwalają jedne drzwi po drugich i kiedy weszli do tego naszego mieszkania, usłyszałam taki trzask, jakby odsuwa-li szafę. Więc wtedy pierwszy raz poczułam, że mi jest strasznie zimno, zwłaszcza w nogi. I to właśnie był strach. Ale złapałam ten odważnik w rękę i nie pamiętam już, czy się jeszcze bałam. A potem usłyszeliśmy, jak mówią, że „Ist Nichts da”, i odeszli. I nikt się nie ruszał jeszcze długo. Dopiero później okazało się, że jak oni otworzyli tę szafę, to tak szarpnęli, że tylna ściana wypadła i zasłoniła drzwi od schowka.
Potem jeszcze usłyszeliśmy trzy strzały, a u nas w domu zostały trzy osoby. Więc wtedy to już wiedziałam, że się boję, i trzęsłam się tak, jakbym miała dreszcze. Gdy się wszystko skończyło, Naczelna patrzyła na mnie, życząc sobie, żebym poszła zobaczyć, czy można już wyjść. Nie mogłam, bo wciąż się trzęsłam. I dopiero, jak po nas przyszedł ktoś, że już koniec, zabrałam Fecie i poszłam przez ich mieszkanie i przez jakieś gruzy do naszego. Ale u nas wszystko było w porządku. Tylko chorych już nie było.” (s. 112-115)
JA, IV B (25 I 1943)
”I poszłam. Z placówką.
25 stycznia 1943. Rano.
[…] Przeszłam przez „wachę" – bramę w murze – niekontrolowana w tłumie „placówkarzy”, którzy szli do pracy w fabryce po aryjskiej stronie. Nie pamiętam dokładnie, która to była brama, ale chyba ta na rogu Leszna i Żelaznej. Tak, chyba tam, bo znalazłam się od razu w tłumie kłębiącym się na skrzyżowaniu ulic. […] Po prostu wmieszałam się w tłum. To musiało być na Żelaznej, bo bardzo szybko znalazłam się na Złotej. Tam mieszkała pani Maria Zarębianka, córka starej piastunki mojej matki, bardzo z Mamą zaprzyjaźniona. Do niej poszłam tego pierwszego dnia.” (s. 132-134)
JA/ONI, III B/III C
„Pracownicy szpitala mieszkali w jednej oficynie czynszowej kamienicy przy ul. Gęsiej 6, gdzie mieścił się szpital. W naszym mieszkaniu na trzecim piętrze w trzech pokoikach z kuchnią mieszkało nas jedenaście osób. Najbliżsi przyjaciele ze szpitala, parę osób z rodziny. Dr Margolisowa z Alą [Alina Margolis – dop. AKR] , dr Hela Keilson z rodzicami, Marek [Marek Edelman – dop. AKR], ja.
Oprócz nas Stasia-Ryfka [[Rywka Rozensztajn – dop. AKR] ze swoim chłopcem, Welwłem Rozowskim i jeszcze przygarnięty przez nas braciszek mojej koleżanki ze studiów, która wraz z rodzicami zginęła w czasie akcji – Alik Zarchi. […] Nie czuliśmy ciasnoty. Każdy miał swoje legowisko, a w kuchni można było zagrzać wodę i umyć się, więc żyliśmy „luksusowo". […] I przychodzili do nas do mieszkania ludzie – Abrasza Blum i inni. Czasem zostawali na noc.
Wtedy rozmawiało się, czytało.” (s. 253-255)

Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Mój „mąż” przyniósł dziś dobry ausweiss z szopu. Mogę się z nim swobodnie poruszać, ale dla Ukraińców nie ma to znaczenia. Gdy oni robią blokadę, nie patrzą na nic. Gdyśmy właśnie siedzieli i oglądali ten dokument, wszedł policjant z Mińska Mazowieckiego. Przyjechał ciężarówką i chce zabrać wujka, ciotkę i mnie. Nie wiem, co mam robić? Chcę być z nimi, ale tak mi ciężko odejść od Sarenki i zostawić ją w tym piekle. Toczy się we mnie walka. Widzę po Sarence, że i ona niechętnie myśli o moim wyjeździe. Ma Kubę i bardzo, bardzo go kocha, ale gdybym ja odjechała, nie miałaby już nikogo łączącego ją z domem. W końcu zdecydowałam się jednak jechać z wujkiem. Może będzie potrzebował mojej opieki? Choć wiedziałam, że kuzynostwo także go kocha jak ojca, że materialnie mu u nich niczego brakować nie będzie. Ale może się będzie czuł tak bardzo osamotniony bez choćby jednego z wszystkich jego dzieci? Tak, chcę z nim jechać (los chciał inaczej).” (s. 55-56)

„Sobota [8 sierpnia]. Ból mnie nie zabił. Zranił tylko. A rana ta już nigdy się nie zagoi - dopóki nie znajdę Sarenki (nie znajdę Sarenki. Tak wówczas myślałam). Idziemy wszyscy troje do szopu chłopców na Gęsią. Nie chcą mnie tu zostawić, bo tu robią także akcję, a ja nie pracuję. Drugie świadectwo ślubu i ausweis, że jestem żoną Pińka, pracującego w szopie - nie przydaje się już na nic. Zabierają żony i dzieci bez wyjątku. Na razie przeprowadza w tym domu akcję tylko żydowska policja. Żandarmeria na razie ma ,„mrugnięcie” z gestapo, by tego domu nie ruszać. W szopie pełno żon i dzieci pracujących robotników. Ale już i w szopie robią akcję i wyciągają znajdujące się tam kobiety bez świadectw. Szop mieści się w piwnicy i zajmuje kilka dużych lokali i kilka bocznych mniejszych. Jeden z tych mniejszych robotnicy opróżnili z obuwia i tam siedzą matki z dziećmi. Na podwórku zawsze ktoś stoi na straży. Gdy jest akcja, reszta kobiet także kryje się w tej izdebce, mężczyźni z zewnątrz w mgnieniu oka zasypują drzwi obuwiem. Dziś i ja się wewnątrz znalazłam. Jest tak ciasno, że niektóre po prostu wiszą w powietrzu. Każda matka trzyma kurczowo swe dziecko i drży, by nie zapłakało i nas nie zdradziło. Powietrze jest tak gęste, że, zda się, można je ścisnąć w garści. Puls mi łomocze w skroniach i mam wrażenie, że czaszka mi pęknie na dwoje lada chwila. Nareszcie odrzucają z zewnątrz buty i mogę wyjść z tej tłoczni. Oświadczam chłopcom, że drugi raz pod żadnym pozorem tam nie wejdę. Opowiadają mi, że żandarmeria zabrała kilkudziesięciu robotników wprost z warsztatu, a ci, co byli ukryci - zostali. Więc co za różnica, czy się pracuje, czy nie? Ten dzień w szopie okropnie mnie zmęczył. Już więcej tam nie pójdę. (s. 66-67)”

ONI, IIIA

„Piniek i Abe chcą pójść do szewskiego szopu na Gęsiej, mogą to uzyskać za pięć tysięcy złotych.” (s. 53)

„Niedziela, 2 sierpnia. Chłopcy kupili sobie miejsce w szewskim szopie na Gęsiej za pięć tysięcy złotych.” (s. 60)

„Piniek poszedł załatwić ten szop dla mnie. Abe poszedł na Nalewki 23, gdzie jego towarzysze partyjni (gordoniści) mają swój kibuc.” (s. 68)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6337" title="FRANCISZKAŃSKA 24" slug="franciszkanska-24">Henryk Bryskier
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6339" title="Róg ulic GĘSIA/ZAMENHOFA (wacha)" slug="gesia-zamenhofa-obszar">
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
ONI, III B
„Wychodząc z getta, należało zatem przejść przez dwie wachy tj. na rogu Zamenhofa i Gęsiej oraz na rogu ul. Nalewki i Świętojerskiej. Przechodząc przez wachę należało okazać legitymację, przepustkę, uprawaniającą do przechodzenia i poddać się osobistej ścisłej rewizji.” (s. 208)
ONI, V
„Szop szczotkarzy mieszczący się w bloku Świętojerska-Wałowa tj. jedyny w martwym pasie, rozpoczął akcję samoobrony. Padły granaty i strzały rewolwerowe. Rozpoczęło się regularne oblężenie. Równocześnie z domów przy ul. Zamenhofa posypały się strzały na wkraczających Niemców przez wylot Gęsia-Zamenhofa. Tymczasem Niemcy z artylerii strzelają zapalającymi pociskami do górnych pięter każdego kolejnego domu przy ul. Franciszkańskiej i Nalewki.” (s. 242)


Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, IV A
„Wiemy już, że dziś odbyła się &amp;lt;akcja&amp;gt; u Schulza. Opowiadają, że schwytano tam &amp;lt;obcych&amp;gt;, tj. takich, którzy nie są robotnikami szopu. Złapali 7, 8 ludzi. Przy nowej bramie getta, na rogu Gęsiej i Zamenhofa, stoi od dzisiaj straż złożona z żandarmów. Od dziś jesteśmy więc dosłownie zamknięci w małej ciasnej klatce.” (s. 251)

Perec Opoczyński
ONI, IV A (12.11.1942)
„Od dzisiaj przy nowym murze getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa stoi straż, patrole są też ciągle przy bramie cmentarza. Ta nowa, podwójna straż, jak się wydaje, nie wróży nic dobrego.” (Pisma, s. 318)
ONI, IV A (13.11.1942)
„Prócz straży postawionej przy murze na rogu Gęsiej i Zamenhofa, widać też jeszcze kilka innych na Gęsiej, na przykład przy więzieniu na rogu Lubeckiego, gdzie teraz znajduje się obóz zbiorczy Werterfassung oraz zwykłe patrole żandarmerii, policji żydowskiej i polskiej. Ta silna ochrona budzi podejrzenia i wywołuje strach. Nie na próżno stoją ci żandarmi. Nie ma to na celu niczego innego, jak tylko uprzykrzenie i tak mizernego naszego życia. Dziś Niemcy złapali siedmiu ludzi z OBW, którzy w czternastu wracali z warsztatu [Gęsia 30] na Smoczą. Jak się okazało, z placówki uciekło wielu robotników i Niemcy postanowili złapać zamiast nich innych. OBW niezwłocznie podjęło działania, by ich uwolnić. […] Dziś pocieszające wieści dla warszawskiego getta, w którym sytuacja się stabilizuje. Nowo przybyli żandarmi są przyjaznymi, starszymi ludźmi i nie mają tak zbójeckich oblicz. To daje nadzieję, że nie będą dla getta okrutni, da Bóg!” (Pisma, s. 318-9)

 
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Gdy rozpoczęło się wysiedlenie, mieliśmy gotówką wszystkiego 100 zł. Jak już wspomniałam, klientka nasza sprzed wojny, Józefa Hebda, której sklep mieścił się przy Marszałkowskiej 77, była z nami w kontakcie handlowym przez cały okres od chwili zamknięcia getta, to jest od jesieni 1940 r. Z jej ramienia przychodził do nas Henryk Michalski pracujący na poczcie przy rogu ulic dr. Zamenhofa i Gęsiej. Dzięki temu miał przepustkę umożliwiającą wstęp do getta. Odwiedzał nas niemal codziennie, odbierał całą produkcję i dostarczał do Hebdowej. Gdy Polakom zabroniono wstępu do getta, a poczta na Zamenhofa została zlikwidowana i przebudowana na więzienie dla Żydów, Michalski szmuglował towar przez mury otaczające getto.” (s. 34-35)
JA/ONI, III B
„O godz. 10.00 rano na rogu Gęsiej i Zamenhofa jakby spod ziemi wyrosła drewniana brama, strzeżona przez Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tak samo było na rogu Gęsiej i Smoczej oraz ulicy Lubeckiego i Miłej. A zatem byliśmy okrążeni i zamknięci ze wszystkich stron. O wydostaniu się nie było już mowy. Po raz drugi byliśmy więc na ‘Umschlagplatzu’, tylko większym i obszerniejszym niż poprzednio. I tam, i tu dla mnie wyjście z sytuacji było jednakowe: śmierć.” (s. 96)


Henryk Makower
JA (Noemi Makower), III C
„[…] bloki mieszkaniowe, oprócz szop Toebbensa na Lesznie i na Prostej, szop Schultza na Nowolipiu oraz Hoffmanna i Schüllera na Nowolipkach, przeniesiono na północ od Gęsiej, tam też zbudowano mur odgradzający getto gminne od reszty terenu. Cała konstrukcja terenowa była tak niedorzeczna, że nie mogła się ostać żadnej analizie logicznej i wyraźnie wskazywała na &amp;lt;tymczasowość&amp;gt;. […] Na wylocie od strony Dzikiej stała poprzednio wacha i pilnowała przejścia na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Teraz ustawiono nowy wylot i nową wachę u zbiegu Gęsiej i Zamenhofa. Za tym murem nie było nic, bezludna pustynia, a wreszcie wyspa, gdzie mieściły się szopy przy ul. Nowolipki, Nowolipie i Leszno, później znowu duża bezludna pustynia i na ulicy Prostej – szopa Toebbensa.” (Noemi Makower, s. 139)
ONI, II/III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, V
„Dnia 19 kwietnia 1943 roku o godz. 2-ej w nocy nadchodzą pierwsze meldunki od naszych wysuniętych czujek, że niemiecka żandarmeria i polska policja granatowa obstawiają w odstępach 25 metrowych zewnętrzne mury getta. Natychmiast zaalarmowano wszystkie grupy bojowe, które o godzi. 2 min. 15, to znaczy 15 minut później, zajęły swoje stanowiska bojowe. Zaalarmowana przez nas cała ludność cywilna udaje się natychmiast do przygotowanych schronów i schowków w piwnicach i na strychach. Getto jest wymarłe – nigdzie żywej duszy, czuwa tylko Ż.O.B.
O godzinie 4-ej nad ranem Niemcy w małych grupach po trzech, czterech, pięciu (by nie wzbudzić czujności Ż.O.B. i ludności) zaczynają wkraczać na tereny międzygetta. Tam się dopiero formują, ustawiają w plutony i kompanie. O godzinie 7-ej rano wkraczają na teren getta wojska zmotoryzowane, czołgi i samochody pancerne. Na zewnątrz Niemcy ustawiają artylerię. SS-mani są już teraz gotowi do ataku.” (s. 52-53)
[Oddziały niemieckie wkraczają od południa Nalewkami i skrzyżowaniem ulic Gęsiej i Zamenhofa; ŻOB formuje punkty obrony u zbiegu Nalewek i Gęsiej, Zamenhofa i Gęsiej oraz w okolicach Placu Muranowskiego – B.S.]

Janina Bauman
JA, IIIC

„W końcu września blok policyjny przeniósł się z Nowolipek na Zamenhoffa (Zamenhofa od nr 30 do 40). Z okna mojego nowego pomieszczenia widziałam teraz pamiętny dziedziniec Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19], a po jego lewej stronie pilnie strzeżoną bramę skurczonego getta.” (s. 107)

JA/ONI, IVA

„29 października zza rogu ulicy [Zamenhofa i Gęsiej] doszły nas wystrzały i wkrótce dowiedzieliśmy się, że na Gęsiej zastrzelono Jakuba Lejkina, szefa żydowskiej policji.” (s. 110)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6341" title="KRÓLEWSKA 23 (Siedziba Urzędu Transferu)" slug="krolewska-23-urzadtransferu">
Henryk Bryskier

ONI, II
„Regulatorem potrzeb i stosunków między dzielnicami był niemiecki Urząd Transferu (Transferstelle), mający swoją siedzibę, wyposażoną na rachunek RŻ [Rady Żydowskiej] przy ul. Królewskiej 23. Wnioski kierowane do władz niemieckich musiały być składane za pośrednictwem RŻ do Urzędu Transferu, którego opinia była równoznaczna z decyzją. Nic nie można było do getta sprowadzić, ani stąd wywieźć względnie otrzymać przepustkę bez tegoż Urzędu. Zakupy potrzebne warsztatom lub przemysłowi żydowskiemu jeszcze w getcie istniejącym, można było uskuteczniać po polskiej stronie jedynie za pośrednictwem Zakładu Zaopatrywania, który załatwiał potrzebne formalności transferowe, pobierając dla siebie prowizje, jak również opłaty manipulacyjne na rzecz Transferstelle.” (s. 53)


Adam Czerników
JA, II B
„Palfinger mnie wezwał, oświadczył, że wszystko zrobi dla polepszenia stanu aprowizacji. Potem zapytał, co robił dr Gater i Meder z Krakowa u nas.” (s. 176)
„Rano Gmina. Potem w warsztatach na Prostej. Rozmowa z przedsiębiorcą Toebbensem i dr. Lautzem. Toebbens rządzi warsztatami, zaprowadził dyscyplinę. Obaj pragną, aby Rada Żydowska dbała o robotników (żywność, węgiel, buty, kąpiele etc.), bo lon wypłacony nie pokrywa potrzeb robotników. Potem u Bischofa. Mowa o racjach żywnościowych, telefonach dla Rady, kuchniach. Radził pójść do Wieganda.” (s. 178)
„Byłem u Palfingera. Chciał koniecznie przeforsować swój plan podziału mąki. Po burzliwej wymianie zdań zadzwonił do Auerswalda, który zarządził, aby jego plan utrzymać. A to mu przedtem zakomunikowałem. Wszedł Bischof. Poruszyłem sprawę zakupu ew[entualnie] za zezwoleniem E.u.L. kartofli etc. na wolnym rynku. Na razie się zgodził, aby się rozmówić z E[rnährungs] und L[andwirtschaftsamt]. Po chwili zapytał Palfingera, a ten oświadczył, że to będzie „obrazą dla urzędu”. Pragnąłem tym sposobem ukrócić szmugiel i obniżyć ceny. Bischof się wycofał. Tak samo zapytał Palfingera o to, czy moja propozycja, aby radcowie według listy komunikowali się z Transferem (z którą to koncepcją się przedtem zgodził). Palfinger przeciwstawił się temu również. Steyert nosi się z zamiarem odcięcia małego ghetta aż do Chłodnej. Wydrukowano panegiryk na moją cześć. W „Gazecie Żydowskiej”.” (s. 188-190)
„Rano Gmina. O 9-ej u Palfingera. Poruszyłem sprawę kuchen - mąkę żytnią należy może wymienić na pszenną, bo z zupy wychodzi klajster. Atmosfera w Transferze. Bischof jako kierownik. Zapytałem A[uerswalda], czy ma już personel, bo na liczne listy nie ma odpowiedzi. Zwiedziłem 4 kuchnie. Zupy z żytniej mąki, o ile dodać włoszczyzny i tłuszczu, nie są takie złe, jak mi opowiadano. W kasie Gminy z rana miałem 90 groszy.” (s. 190)
 
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Gmina urządza na Królewskiej Transferstelle. 3 razy zrywano tapety, bo się nie podobały. Dotychczas kosztowało to już ponad 100 000 zł.” (s. 185)

„Dla Transferstelle trzeba było kupić drogie perskie dywany. Gminie kazano urządzić w Warszawie większą ilość kantyn. Transferstelle kosztowało sto tysięcy zł.” (s. 195)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIB

29.X.41’: "O luksusowym życiu państwa Kohnów i Hellerów krążą niesamowite historie. Codziennie wydaje się u nich przyjęcia, podczas gdy pod ich drzwiami ludzie umierają z głodu. Oprócz tramwajów konnych obaj dżentelmeni mają też inne źródła dochodu. Odgrywają mianowicie ważną rolę w tak zwanym Transferstelle. Ta utrzymywana przez Niemców instytucja bierze udział w wymianie rozmaitych towarów pomiędzy gettem a częścią aryjską Warszawy. Wszystko, co legalnie wwozi się do getta, podlega kontroli tego urzędu, który pobiera od każdej transakcji sowitą prowizję. Kohn i Heller mają w Transferstelle wielkie wpływy i często dają się przekupywać przedsiębiorcom po obu stronach muru. Działają zatem jako pośrednicy pomiędzy Niemcami a właścicielami rozmaitych partii produktów żywnościowych oraz towarów przemysłowych transportowanych z getta do części aryjskiej i odwrotnie. Przymierająca głodem ludność getta musi płacić jeszcze wyższe ceny za chleb i ziemniaki, żeby napełnić kieszenie panów Kohna i Hellera" (s. 195-196).
</document>
<document nplp_id="6345" title="LESZNO 5/ RYMARSKA" slug="leszno-5-rymarska">
Henryk Bryskier
ONI, II
„W zburzonym domu dawnej poczty przy ul. Leszno 5, przylegającym od tyłu do gmachu b. Ministerstwa Skarbu, znajdującego się przy ul. Rymarskiej poza gettem usunięto trochę gruzu od wewnątrz i przez okienko w suterynie pokazywały się wciąż twarze szmuglerów z towarem. Otwór ten z rozkazu władz był stale zamurowywany i codziennie przez niewidzialne ręce otwierany mimo, że było to w b.[ardzo] bliskim sąsiedztwie z wachą przy ul. Rymarskiej i ustawionym posterunkiem SP [Służby Porządkowej] tuż przy otworze. Nie mogąc podołać w stałym zamykaniu otworu Wydz.[iał] Tech.[niczny] Bud.[owlany] RŻ [Rady Żydowskiej] wybudował w danym miejscu przybudówkę na cemencie, a Niemcy od wewnątrz wysadzili część murów i zasypali ganki.” (s. 49-50)

</document>
<document nplp_id="6350" title="TŁOMACKIE 4" slug="tlomackie-4">
Henryk Bryskier
ONI, I
„Rada Żydowska uruchomiła przy ul. Tłomackiej 4 Biuro Pośrednictwa Mieszkaniowego (red. Czerwiński). Tam zgłaszano oferty i zapotrzebowania na wolne pokoje. Przyległy taras letni narożnej kawiarenki, wykonany z pomalowanych na kolor zielony listewek drewnianych, po których pięło się dzikie wino, był upstrzony mnóstwem kartek przypinanych przez poszukujących i chcących wynająć pokoje. Taras ten stanowił właściwe pośrednictwo lokalowe. To biuro bezpłatnego pośrednictwa mieszkaniowego stanowiło zalążek przyszłego Biura Kwaterunkowego.” (s. 46-47)

Marek Edelman
JA/ONI, II A 
[TŁOMACKIE 4 – Oddział wcześniejszego szpitala na Czystem - Ginekologia i położnictwo + Okulistyka]:
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łóżkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)

Adam Czerniaków
JA, I
„Przeniosłem kwaterunek na Tłomackie 4.” [13 X 1940] (s. 127)
</document>
<document nplp_id="6353" title="FRANCISZKAŃSKA 30-32" slug="franciszkanska-30-32">


&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)</document>
<document nplp_id="6356" title="PRZEJAZD 9" slug="przejazd-9">
Rachela Auerbach
JA, II C

„Krew na bruku. Przejazd, godzina 2, wpół do 3. Widziane na własne oczy. Młody, dwudziestoletni może chłopak, Polak, przeprawiał się właśnie przez mur, nieco na lewo od ruiny spalonego domu. Celny wystrzał patrolującego żandarma w tył głowy. Chłopiec zwalił się na stronę żydowską. Momentalna śmierć. Mała konsternacja. […] Trup poleżał trochę, brocząc krwią kamienie na chodniku, potem wniesiono go do bramy, a jeszcze za jaki kwadrans przyjechała z tamtej strony karetka i zabrała go. Na chodniku pozostała podłużna, ciemna strużka świeżej krwi. Ze spieszących do znajdujących się przy Przejeździe 9 biur interesantów jedni strużkę te omijali, obchodzili ją wkoło, cześć i współczucie wyrażającym łukiem. Inni przygnębieni, odrętwiali szli prosto, deptali podeszwami butów ciemnorudą plamę krwi na kamiennej płycie.” (s. 170-171)
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)

Abraham Lewin
ONI, II D/III (07.06.1942)
„Dziś o pierwszej po południu przy murze na ulicy Przejazd 9 został zastrzelony 18-letni polski młodzieniec. Przełaził on właśnie przez mur na żydowską stronę, aby coś przeszmuglować. Nadszedł żandarm, zauważył go i błyskawicznie wystrzelił. Młodzieniec upadł martwy po żydowskiej stronie muru. O godzinie trzeciej widziałem go tam jeszcze leżącego. Leje się polska i żydowska krew, miesza się, krzyczy do nieba i domaga się zemsty!” (s. 110)
JA/ONI, II D/III (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)
</document>
<document nplp_id="6359" title="PRZEJAZD 5" slug="przejazd-5">
Henryk Bryskier
ONI, II
„[kościół] Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)

Mary Berg
JA, I

11.IX.40: "Nasze pierwsze przedstawienie odbyło się na początku bieżącego miesiąca w siedzibie Jointu przy ulicy Przejazd 5. Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania, a spektakl przyniósł znaczne wpływy. Natychmiast poproszono nas o kolejne występy; wszystkie okazały się bardzo udane. Nasza łódzka grupa czuje się dumna z wystawienia w Warszawie tak przebojowego spektaklu. Niektórzy z nas cieszą się wśród żydowskiej społeczności sporą sławą" (s. 83)

</document>
<document nplp_id="6361" title="NOWOLIPKI 29" slug="nowolipki-29">
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Zmniejszywszy getto o ten stosunkowo niewielki odcinek [Elektoralna, Rymarska, Tłomackie], wstrząśnięto ŻTOS’em (Żydowskim Towarzystwem Opieki Społecznej], które straciło gmach b. Biblioteki Judaistycznej i przyległe budynki, gdzie mieściły się biura, względnie maszyny pod synagogą. Ażeby zapobiec ewentualnej przerwie w urzędowaniu, przystąpiono do szybkiego uruchamiania agend ŻTOS częściowo w lokalu poszkolnym na IV piętrze przy ul. Nowolipki nr 29 i częściowo przy ul. Przejazd nr 9, dokąd dojście prowadziło poprzez gruzy ul. Mylnej. Ścieśnione biura nie sprzyjały normalnej pracy, a jak wielką była ich kompresja, można sobie wyobrazić, zważywszy, że już poprzednie obszerne i liczne pomieszczenia były niedostateczne, a rozszerzyć się nie było można, bowiem nie było wolnych lokali. Cóż więc mogło dać jedno piętro b. szkoły prywatnej? Trudne warunki pracy, zmniejszenie getta, powstanie nowych kadr podopiecznych etc. Wybitnie wpłynęły na obniżenie jakości pracy społecznej, co było początkiem likwidacji ŻTOS’u.” (s. 176-177)

Abraham Lewin
ONI, III A (29.07.1942)
„Ósmy dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wóz na Karmelickiej – wrzucają do niego ludzi. Na podwórzu domu przy Nowolipkach 29 znajdują się jeszcze meble lokatorów, których wyrzucono z mieszkań. Żyd mieszka pod gołym niebem. Kon informuje: dziewczyna, która wróciła z &amp;lt;placówki&amp;gt;, opowiedziała o zabiciu dwóch 10-letnich młodzieńców; zastrzelono ich. Jeden z nich dogorywał przez całą godzinę. Zastrzelili ich bez żadnego powodu. Igła, córka p. Z. Z., udaje się ze swą matką [na Umschlagplatz]. Miejsce egzekucji: Piaseczno Pustelnik, Bełżec.” (s. 176-177)
</document>
<document nplp_id="6367" title="NALEWKI 40" slug="nalewki-40">
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Translokata instytucji i mieszkańców wymagała przydzielenia domów, toteż szopom uszczuplono ich stan posiadania, a m.in. fabryka, w której pracowałem zmuszona była ustąpić domy przy pl. Muranowskim, Nalewki 40 i 42 oraz domu położone przy ul. Franciszkańskiej, zatrzymując dla siebie bloki na Nalewkach od 28-38 włącznie.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6368" title="NALEWKI 42" slug="nalewki-42">
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Translokata instytucji i mieszkańców wymagała przydzielenia domów, toteż szopom uszczuplono ich stan posiadania, a m.in. fabryka, w której pracowałem zmuszona była ustąpić domy przy pl. Muranowskim, Nalewki 40 i 42 oraz domu położone przy ul. Franciszkańskiej, zatrzymując dla siebie bloki na Nalewkach od 28-38 włącznie.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6371" title="PLAC MURANOWSKI" slug="plac-muranowski">
Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)
ONI, III A

„Translokata instytucji i mieszkańców wymagała przydzielenia domów, toteż szopom uszczuplono ich stan posiadania, a m.in. fabryka, w której pracowałem zmuszona była ustąpić domy przy pl. Muranowskim, Nalewki 40 i 42 oraz domu położone przy ul. Franciszkańskiej, zatrzymując dla siebie bloki na Nalewkach od 28-38 włącznie.” (s. 190)

ONI, V

„Ciężkie karabiny maszynowe na samochodach, czołgi i rozbicie sztabu akcji przy stołach z planami na skwerku pl. Muranowskiego uzupełniały dekoracje smutnej ale prawdziwej niemieckiej reżyserii. Tym razem funkcjonariusze Służby Porządkowej udziału w akcji już nie brali, bo sami również zostali zlikwidowani.” (s. 240)

„Niemcy strzelają z wściekłości. Rzucają granaty o głowicach chemicznych do piwnic i wykrywanych schronów, gdy nie mogą swądem i dymem palących się domów wykurzyć z nich ludzi. Tych wydymionych z rękoma podniesionymi do góry, koncentrują twarzą zwróconą do muru, na skwerku pl. Muranowskiego przed stołem sztabu akcji. Salwy karabinów maszynowych dokonują swego dzieła. Furgony zakładów pogrzebowych i karetka pogotowia rekordowo uprzątają trupy.” (s. 244)

Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

Ludwik Hirszfeld

ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, V
„Najsilniejsze walki toczyły się na Bonifraterskiej, gdzie mieściły się szopy szczotkarskie. Na placu Muranowskim Żydzi wywiesili polski sztandar z napisem ‘Walczymy za Naszą i Waszą Wolność’ i śpiewali Boże coś Polskę.” (s. 225)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, V
„Dnia 19 kwietnia 1943 roku o godz. 2-ej w nocy nadchodzą pierwsze meldunki od naszych wysuniętych czujek, że niemiecka żandarmeria i polska policja granatowa obstawiają w odstępach 25 metrowych zewnętrzne mury getta. Natychmiast zaalarmowano wszystkie grupy bojowe, które o godzi. 2 min. 15, to znaczy 15 minut później, zajęły swoje stanowiska bojowe. Zaalarmowana przez nas cała ludność cywilna udaje się natychmiast do przygotowanych schronów i schowków w piwnicach i na strychach. Getto jest wymarłe – nigdzie żywej duszy, czuwa tylko Ż.O.B.
O godzinie 4-ej nad ranem Niemcy w małych grupach po trzech, czterech, pięciu (by nie wzbudzić czujności Ż.O.B. i ludności) zaczynają wkraczać na tereny międzygetta. Tam się dopiero formują, ustawiają w plutony i kompanie. O godzinie 7-ej rano wkraczają na teren getta wojska zmotoryzowane, czołgi i samochody pancerne. Na zewnątrz Niemcy ustawiaja artylerię. SS-mani są już teraz gotowi do ataku.” (s. 52-53)
[Oddziały niemieckie wkraczają od południa Nalewkami i skrzyżowaniem ulic Gęsiej i Zamenhofa; ŻOB formuje punkty obrony u zbiegu Nalewek i Gęsiej, Zamenhofa i Gęsiej oraz w okolicach Placu Muranowskiego – B.S.]
„W tym samym czasie trwają zacięte boje na placu Muranowskim. Niemcy atakują tu ze wszystkich stron. Osaczeni bojowcy bronią się zawzięcie, w nadludzkich zmaganiach odpierają natarcia. Zostają zdobyte dwa kaemy i wiele innej broni. Zostaje spalony czołg niemiecki. Jest to już drugi tego dnia.” (s. 55)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„21 października [1940] przyjaciel widział, jak na Placu Muranowskim stało około 20 Żydów z podniesionymi rękami. Tamci zbrodniarze chcieli ich zapewne ograbić.” (t. 29: s. 148)
JA, I (wrzesień 1939)
„Olbrzymie samochody NSV [niemiecka organizacja opieki społecznej] rozdawały wówczas na placach publicznych zgłodniałej ludności warszawskiej bezpłatnie chleb oraz zupy z produktów zarekwirowanych w Polsce. W pierwszych dniach nie wyłączano z tej akcji charytatywnej i Żydów, ale czyniono to raczej dla filmów, które nakręcano w nowo zdobytej stolicy. Na placu Muranowskim byłem świadkiem, jak Żydów, obdarowanych chlebem i zupą z uwagi na film, tuż po sfotografowaniu żołnierze niemieccy bili niemiłosiernie i rozpędzali ustawioną przez nich samych kolejkę. Antysemicki motłoch wyłapywał zgłodniałych Żydów, ustawiających się w kolejkach przed wozami NSV, wskazując, kto jest „Jude” (jedyne słowo niemieckie, które łobuzeria od razu znała).” (t, 29a: s. 29)

ONI, V
„Na placu Muranowskim rozsiadł się sztab armii z mapami getta, rozłożonymi na stołach, a kurierzy na motocyklach i rowerach latali tam i z powrotem z dyspozycjami dla poszczególnych oddziałów wojskowych rozlokowanych po domach i placach getta. Lęk przed bojowcami był tak wielki, że żandarmi i SS operujący w getcie obawiali się wchodzić do mieszkań żydowskich i wysyłali na zwiady funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej.” (t. 29a: s. 87)

„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a: s. 90)

Mary Berg
ONI, VI A

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).



Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Owego dnia szliśmy odwiedzić, po raz ostatni, „Siódme Niebo”. W kilka dni potem ulica Przebieg miała zostać wyłączona z getta, wraz z wszystkimi przecznicami Placu Muranowskiego.” (s. 43)

JA/ONI, IV A (20 grudnia 1942)

„Tydzień później odwiedziłam Hankę [Trauman – przyp. AKR] po raz drugi. Było to 20 grudnia. Poszłyśmy przejść się po Bonifraterskiej. Koło Placu Muranowskiego wzniesiono teraz wysoki mur. Naprzeciwko nas, po drugiej stronie wcześnie znajdowało się moje „Siódme Niebo”, ale ja nie mogłam go dosięgnąć.” (s. 116)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA, V

„Wyprowadzono nas na plac Muranowski. Pełno tu było żołnierzy. Wokoło ruiny i zgliszcza. Wśród gromady esesmanów, którzy wyciągali nas z bunkra, stał z bezczelnie założonymi na piersiach rękoma ten zdrajca, który nas zadenuncjował, ratując własne życie. Poznaliśmy go natychmiast. [...]

Dołączono nas do tłumu ludzi wywleczonych z innych bunkrów. Otaczały nas karabiny maszynowe. Po jezdniach krążyły auta pancerne, czołgi — zupełnie jak na froncie.

Potem kazano wszystkim zdjąć wierzchnie okrycia na środku ulicy, podejść do muru i odwrócić się plecami, z rękami podniesionymi do góry. Esesmani żądali od nas biżuterii i pieniędzy, grozili, że nas natychmiast rozstrzelają. Wrzeszczeli, przeprowadzali rewizję, opierających się, starców, chorych i małe dzieci rozstrzeliwali na miejscu. Kto odezwał się, zapłakał lub zrobił jakiś niepotrzebny ruch, ten padał trafiony kulą na zakrwawiony bruk.” (s. 80-81)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;



TRASY:
- Trasa: Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa,  - Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa - Dzielna - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Gęsia - Nalewki - Plac Muranowski

</document>
<document nplp_id="6374" title="MURANOWSKA 40-44" slug="muranowska-40-44">
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Rada Żydowska ulokowała swoje biura w gmachu b. więzienia wojskowego przy ul. Zamenhofa 19; Zakład Zaopatrzenia zainstalował się przy ul. Franciszkańskiej 30 i 32, a wszystkie oddziały szpitala zostały rozmieszczone w domu nr 6 przy ul. Gęsiej, zaś przedsiębiorstwo wywozu śmieci przy ul. Franciszkańskiej 24 i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe – przy ul. Wołyńskiej. Radcowie i urzędnicy gminy, którzy poprzednio zamieszkiwali bloki przy ul. Chłodnej, przenieśli się na ul. Muranowska 40-44.” (s. 190)
Abraham Lewin

ONI, III A (23.07.1942)
„Jedno nieszczęście po drugim, tragedia za tragedią. Ludzi z małego getta wyrzucono na ulicę. Uri przyszedł o wpół do ósmej. Z domów przy Muranowskiej 42-44 wypędzono już mieszkańców w nocy.” (s. 170)
</document>
<document nplp_id="6381" title="Róg ulic CIEPŁA/GRZYBOWSKA" slug="rog-cieplej-i-grzybowskiej">


Henryk Bryskier

ONI, II/III
„Uruchomiono Wydział Pocztowy RŻ [Rady Żydowskiej] przy Ciepłej róg Grzybowskiej, gdzie przyjmowano pocztę do ekspedycji na Główny Urząd Pocztowy, skąd dopiero trafiała na normalną drogę. Nawet list od jednego mieszkańca getta adresowany do drugiego nie był bezpośrednio doręczany przez żydowską pocztę, lecz był przez tę ostatnią wysyłany m.in. na Główny Urząd Pocztowy, a stąd następowała reekspedycja i po kilkudniowej wędrówce, za pobraniem opłaty doręczeniowej – zwykle z ‘napiwkiem’ – żydowski listonosz dostarczał adresatowi.” (s. 154)


Henryk Makower
JA, II A
„W tym czasie prof. Hirszfeld mieszkał jeszcze w swojej willi na Saskiej Kępie. Miał bowiem specjalne pozwolenie podpisane przez naczelnego lekarza dystryktu. Widziałem się z nim kilkakrotnie, gdyż przez Sądy przychodził do getta. Odwiedzał przede wszystkim swoją długoletnią asystentkę i najwierniejszą współpracowniczkę, Różę Amzel. Ja zaś często bywałem gościem państwa Amzelów, którzy mieszkali na ul. Grzybowskiej przy rogu Ciepłej.” (s. 23)
ONI, II/III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)

Ludwik Hirszfeld
JA, II A
„Początkowo mieszkaliśmy u znajomych przy ulicy Grzybowskiej. Okna naszego pokoju wychodziły na placyk na rogu Ciepłej. Z rana koło szóstej budziły nas samochody ciężarowe, zabierające niewolników do pracy na stronę aryjską.” (s. 306) [prawdopodobnie chodzi o Grzybowską 31 lub 32].


Adam Czerniaków
JA, II D
„Poruszyłem sprawę kompleksu gmachów dla Służby Porządkowej etc. na Ciepłej róg Grzybowskiej.” (s. 249)

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A
„Zabraliśmy ze sobą Irenę i poszliśmy w stronę ulicy Grzybowskiej, kierując się ku Gminie. Przechodząc Ciepłą, spotkaliśmy panią Lewkowicz z córką, koleżanką gimnazjalną Niny. Niosły plecaki na ramionach. ,,Wychodzimy na stronę „aryjską” – powiedziały. ,,Którędy?” „Przez Sądy”.” (s. 88)
„ Ach, ta ulica Ciepła! Wiązała Twardą i Grzybowską i była jedną z najważniejszych arterii, jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków. Wielu krewnych, przyjaciół i znajomych spotykało się właśnie na tej ulicy – idących pieszo albo jadących rykszą. Bo ludność w getcie mało przebywała w domu, przeważnie chodzono po ulicach. Jak mrówki, jak niespokojne mrówki. I każdy miał wrażenie, że getto podobne jest do mrowiska. I otóż na tej Ciepłej ulicy spotykamy nagle Olgę. Jak to możliwe? Olgę? Przed wielu laty była wychowawczynią naszej Niny. Niemiecka Żydówka z Wrocławia. Nie widzieliśmy tej Olgi kilkanaście lat i już zapomnieliśmy o jej istnieniu. To ona nas poznała!
,,Pana, panie inżynierze, poznałabym nawet po stu latach”.
,,Co pani robi w warszawskim getcie?”
,,Jestem kierowniczką szopu”. Tak powiedziała. Zdziwiliśmy się. Kierowniczką szopu – jak to jest możliwe? Ale nie wnikaliśmy w to, przyjęliśmy tę wiadomość jako coś całkiem naturalnego.
,,A gdzie pani mieszka?”
„Tutaj, na Ciepłej. Jestem z córką.” (s. 88)
„Pewnego dnia – stojąc obok straganów przy Ciepłej – w ten sam sposób śledziłam idącą w tłumie Różę Mayzner, moją siostrę stryjeczną. Szła wąskim chodnikiem obok ruin domu, zamyślona. Nie podeszłam do niej. Nie zawołałam jej po imieniu. Stałam z daleka i patrzałam na jej „prawdziwą” twarz – całkiem odmienną od tej zwykłej i codziennej – zamkniętą w sobie i surową.
W pewnej chwili przejechała dorożka. A w dorożce rodzice młodego Hartzylbera. Rodzice w dorożce, a na koźle u nóg dorożkarza nieduża walizka z rzeczami.
Dokąd jadą Hartzylberowie o tak wczesnej porze? – pomyślałam zdumiona. I chociaż ich znałam, i niejeden raz byłam u nich w domu, nie zawołałam na nich, nie zatrzymałam dorożki.” (s. 88)
„Tutaj jest mój szop!”- powiedziała [Olga – przedwojenna wychowawczyni Niny – córki Szereszewskiej – przyp. AKR], wskazując na bramę. Za bramą było brukowane podwórze, a dalej szereg murowanych budynków. W rogu podwórza, niedaleko bramy, leżała góra stalowych niemieckich hełmów. Patrzyliśmy na te hełmy jak urzeczeni.” (s. 89)
</document>
<document nplp_id="6384" title="LESZNO &amp;#8211; KARMELICKA &amp;#8211; PAWIAK [TRASA]" slug="leszno-karmelicka-pawiak-trasa">Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Przelot ten [na jezdni ul. Leszno do Rymarskiej] najczęściej był wykorzystywany przez auta SS i gestapo, wiozące swoje ofiary najbliższą drogą z Daniłowiczowskiej, Pałacu Blanka, Pałacu Brühla, z Krakowskiego Przedmieścia i innych urzędów inkwizycyjnych przez ul. Leszno do Karmelickiej na Pawiak, względnie tędy dostarczano autami Żydów, schwytanych za murem i w najbliższej bramie wykańczano kulą rewolwerową.” (s. 176)
</document>
<document nplp_id="6387" title="MURANOWSKA 44" slug="muranowska-44">Henryk Bryskier
JA/ONI, III C
„Zorganizowano potajemny internat przy ulicy Muranowskiej 44. Na terenie szopu Brauera zainicjowałem, wespół z jeszcze jednym wypróbowanym społecznikiem p. F, zbiórki wszystkich dodatkowych przydziałów kartofli przeznaczonych dla załogi szopu i za zgodą dyrekcji przekazywaliśmy dla internatu. Zwołana przeze mnie konferencja byłych społeczników, znajdujących się w szopie miała na celu opodatkowanie zamożniejszych ‘szopowców’ na rzecz wspomnianych sierot. W toku dyskusji przerwano nam posiedzenie, zabraniając wszelkich akcji charytatywnych na terenie szopu.” (s. 213-214)

Abraham Lewin
JA, IV A (27.09.1942)
„Po raz pierwszy odwiedziłem Nacię w domu przy Muranowskiej 44, mieszkaliśmy tam, kiedy miałem 7 lat. Straszny obraz ulic Miłej, Zamenhofa. Wracając, spędziłem wieczór u Waserów. Był tam Rabinowicz, krewny Rabinowicza, który uciekł z Tr[eblinki]. Godzinami opowiadał o horrorze Tr[eblinki]. Główne spostrzeżenie: doszło do tego, że Żydzi bardziej się boją Niemca niż śmierci.” (s. 228)

Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Mniej więcej po sześciu dniach łapanek na ulicach odbyła się pierwsza blokada z asystą Niemców na ulicy Muranowskiej nr 44. Brali w niej udział Łotysze, Ukraińcy i Litwini. Byli to ludzie-bestie. Niemcy specjalnie ich szkolili w tak zwanych ausrotungsbatalionie. Właściwie była to zbieranina najgorszych wyrzutków o zbrodniczych instynktach, zwyrodnialców, którzy lubowali się widokiem krwi, szczególnie żydowskiej. Sprowadzono ich zaraz na początku wysiedlenia i umieszczono przy Żelaznej 103, którego mieszkańcy otrzymali nakaz opuszczenia mieszkań w ciągu 15 minut. Podczas blokady Muranowskiej, która odbyła się w godzinach podwieczornych, tj. po powrocie ludzi z pracy, nie honorowano żadnych zaświadczeń. Wszyscy mieszkańcy tego domu zabrani zostało na Umschlagplatz. Między nimi byli nawet ci, którzy już od roku pracowali w szopach. Moja kuzynka, która tam mieszkała, ratowała się ucieczką, skacząc z 3-letrnim synkiem z okna pierwszego piętra. Okna jej mieszkania wychodziły na posesję przy ulicy Niskiej. Nie mając innego wyjścia, zawołała przechodniów, którzy schwytali dziecko, a następnie sama wyskoczyła. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego Niemcy nie honorują żadnych zaświadczeń. Przecież sami wydali rozporządzenie, że kto będzie pracował dla nich, nie będzie wysiedlony z getta.” (s. 29)


Marek Edelman
ONI/JA, IV A
„Ż.O.B. otrzymuje swój chrzest bojowy w pierwszej większej walce ulicznej na zbiegu Miłej i Zamenhofa. Tracimy tam kwiat naszej organizacji. Cudem tylko i dzięki swej bohaterskiej postawie uratował się komendant Ż.O.B. Mordchaj Anilewicz. Okazuje się, że walka uliczna jest dla nas zbyt kosztowna – nie jesteśmy do niej przygotowani. Nie mamy odpowiedniej broni. Przechodzimy do walki partyzanckiej. Dochodzi do 4-ch większych starć w domach – Zamenhofa 40, Muranowska 44, Miła 34, Franciszkańska 22. na terenie shopu Schulza bojowcy organizują zamach na SS-owców, biorących udział w akcji. Bierze w nim czynny udział tow. A. Fajner.” (s. 46-47)

Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Młody Cejtlin był dozorcą domu przy ul. Muranowskiej 44, gdzie mieszkali urzędnicy Gminy. W styczniu 1943 r. młody Cejtlin wraz z matką, byłą urzędniczką ŻSS, oraz małym braciszkiem, zostali zabrani do Treblinki.” (s. 203)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

,,One już przyszły – woła pani Stefania – one już są”.
Wchodzę do kuchni. Dwie kobiety stoją przy drzwiach. Jedna z nich nosi na głowie ciasną czapeczkę-pilotkę; druga – starsza od tamtej – stoi z gołą głową. Ta młodsza pracowała przed wojną jako ekspedientka w składzie porcelany przy ulicy Mirowskiej, w firmie „Warszawiak i S-ka”. Straciła matkę; męża i siedmioletniego synka. Niemcy zabrali ich, kiedy nie było jej w domu. Straciła jeszcze kogoś, ale nie przyznawała się do tego.
,,Straciłam matkę, męża i synka” – mówiła i patrzyła przed siebie, zacinając usta.
Ta druga stała ponura i nie mówiła nic. Tylko raz, kiedy przyszła sama, powiedziała:
„I córeczkę dziesięciomiesięczną. Ale nie przechodzi jej to przez usta, nie może w żaden sposób mówić o tym”.
Teraz mieszkały razem. Zaznajomiły się pewnego dnia w ciasnej komorze, kryjąc się przed Niemcami. Chociaż były „dzikie”, prawem kaduka zajęły suterenę na Muranowskiej 44. Można było kupić u nich, prócz mięsa końskiego, masło albo ser.” (s. 157)

„Otwieramy drzwi. ,,Dzieci – mówi od progu mój mąż – deszcz pada. Zostawcie mój parasol otwarty, niech się wysuszy”.
Ma już parasol. Był to parasol Neusztadta, który pracował w Joint i ożeniony był z artystką, Klarą Segałowicz. Ponieważ oboje mieli obce obywatelstwo, wzięto ich w czasie wysiedleń na Pawiak i słuch o nich zaginął.
Siostra Neusztadta mieszkała na Muranowskiej 44. Kiedy dowiedziała się, że potrzebny jest nam parasol, przyniosła parasol swego brata. Nie chciała nawet z początku przyjąć pieniędzy.
„Obiecuję pani solennie – powiedział mój mąż – jeżeli brat pani odnajdzie się, oddam mu parasol z powrotem”. (s. 160)

JA/ONI, IV A

„Drugi sklep rozdzielczy powstał w bloku numer czterdzieści cztery. Leżały tam na podłodze góry cebuli, kapusty, kartofli i buraków. I stały beczki z kwaszonymi ogórkami. Chodziłam tam z panią Stefanią po zakupy.” (s. 183)

ONI, IV A

„W tym samym domu od ulicy został otwarty skład opałowy, którym zarządzał Jakub Finkielsztein, ojciec Ryszarda.” (s. 183)

„Także na Muranowskiej 44 otwarto kuchnię, której kierowniczką miała zostać synowa profesora Bałabana.” (s. 187)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Podnoszę oczy i widzę same znajome twarze. Co to? Czyśmy się tutaj [na Umschlagplatzu] zebrali, żeby pojechał wspólnie na wycieczki? Cały personel apteki z rogu Dzikiej i Muranowskiej. Cały personel sklepu rozdzielczego z Muranowskiej 44 z kierownikiem na czele — starszym panem wysokiego wzrostu, podobnym do Hiszpana. Za nimi — cały personel sklepu rozdzielczego z naszego bloku. Trzymają się razem, żeby się nie zgubić — blisko Rozenowej-kierowniczki.” (s. 208)

JA/ONI, IV B (styczeń 1943)

„Idę do bloku numer czterdzieści cztery. W rogu podwórza schodzę po schodkach do piwnicy. Korytarz pełen kałuż. Nogi moje grzęzną w mokrym i zgniłym pierzu jak w bagnie. Czy brzydzę się tym błotem, tym gnojem? To są przecież szańce obronne Sabinki, dziewczyny, która ma dziewiętnaście lat!
„Czy jest Sabinka?” — pytam matki, która wciąż jeszcze leży w łóżku.
„Nie ma jej w tej chwili — odpowiada. — A kiedy nie ma jej przez chwilę, umieram z niepokoju. Nie, ona nie przyjdzie do pani. Chcę, żeby siedziała w piwnicy”.
Przy wschodniej ścianie stoi Żyd w tałesie. Wskazują na niego i pytam szeptem: — „Zawsze tak samo?”
„Zawsze tak samo”.
Następnie wstępuję do kobiety, która ma sklepik spożywczy na tym samym podwórzu. Chodziłam do niej nieraz z panią Stefanią i kupowałam kawałek masła albo sera. Jest sklepikarka. I są jej dwie córki i syn.
„Jesteście wszyscy? — zapytuję — gdzie byliście schowani?”
„W skrzyni od mąki — odpowiada. Milczy przez chwilę, potem mówi jeszcze: — Jesteśmy wszyscy, dzięki Bogu. Zginął mi tylko mały chłopiec dwunastoletni”. (s. 233)

„Natknęłam się, idąc tutaj, na stuletnią staruszkę. Nie, chyba ma przeszło sto lat. Gdzie się uchowała taka staruszka?” — pytam sklepikarkę.
„Ta staruszka — wyjaśnia mi kobieta — leżała przez trzy dni w pokoju, zawalonym pierzem. Kiedy ją znaleziono, ściskała w garści sól. Ssała tę sól i tym się żywiła”. (s. 234)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6389" title="PLAC MURANOWSKI – MURANOWSKA &amp;#8211; ZAMENHOFA [TRASA]" slug="plac-muranowski-muranowska-zamenhofa-trasa">
Henryk Bryskier
JA/ONI, V
„Pod murem, na pl. Muranowskim stała masa ludzi, odwróconych twarzą do ściany z rękoma wzniesionymi do góry. Niby motyw do odmalowania współczesnej ‘ściany płaczu’. Przypuszczałem, że nas również ustawią pod ścianą do masowego mordu. Odetchnąłem lżej, gdy wprowadzono nas na ul. Muranowską. Chodząc środkiem jezdni, kroczyło się jakby pod sklepieniem utworzonym z języków ognia. Żar i pył tak silnie biły w oczy, że wywoływały natychmiastowe zapalenie. Odzież i obuwie stały się szare, tyle pyłu zostało naniesionego na krótkim odcinku drogi. Na ul. Zamenhofa widać było ludzi na dachach palących się domów, skaczących z jednego dachu na drugi. Uciekano przed językiem płomieni, by wpaść w objęcia innych płomieni ze wszech stron czyhających, które pochłaniały wszystko i wszystkich. Wydawało się, że na drodze naszego pochodu jest wyświetlany film apokaliptyczny […]. U zbiegu ulic Dzikiej i Stawek przy pl. Przeładunkowym zatrzymaliśmy się. Dołączono do nas następne grupy.” (s. 248-249)
</document>
<document nplp_id="6391" title="PLAC KRASIŃSKICH/ŚWIĘTOJERSKA" slug="plac-krasinskich">
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, I
„W ślad za wprowadzonymi opaskami rozpoznawczymi i zakazem korzystania z dorożek i pierwszych wozów tramwajowych pokazały się w pewnych punktach miasta tablice zakazujące przechodzenia po tych ulicach Żydom.” (s. 40)


Marek Edelman
ONI/JA, V
„O godz. 2-ej popoł. nie ma już na terenie getta ani jednego Niemca. Jest to pierwsze kompletne zwycięstwo Ż.O.B. nad Niemcami. Reszta dnia przechodzi w „zupełnym spokoju” t. zn. trwa tylko obstrzał artyleryjski (artyleria ustawiona jest na placu Krasińskich) i od czasu do czasu bombardowanie z powietrza.” (s. 55)
ONI/JA, V
„Olbrzymie pożary zamykają często całe ulice. Morze płomieni zalewa domy, podwórza. Z trzaskiem palą się drewniane stropy, sypią się mury. Powietrza nie ma. Jest tylko czarny, gryzący dym i ciężki, parzący żar. Żar bije od rozpalonych murów, od rozgrzanych do czerwoności nie palących się schodów.
To, czego nie mogli zrobić Niemcy, robi teraz wszechmocny ogień. Tysiące ludzi ginie w płomieniach. Swąd palących się ciał dusi oddech. Na balkonach domów, na framugach okiennych, na nieopalonych kamiennych schodach leżą zwęglone trupy. Ogień wypędza ludzi ze schronów, każe im uciekać z oddawna przygotowanych, bezpiecznych skrytek strychów i piwnic. Tysiące wałęsają się po podwórzach, w każdej sekundzie narażając się na złapanie, uwięzienie lub bezpośrednią śmierć z rąk niemieckich. Śmiertelnie zmęczeni, zasypiają w bramach, na stojąco, leżąco, siedząco i tak we śnie trafia ich celna niemiecka kula. Nikt nie spostrzega nawet, że śpiący w bramie na ziemi starzec nie potrafi się już obudzić, że karmiąca niemowlę matka już od trzech dni jest zimnym trupem, a dziecko płacze daremnie w tych trupich ramionach i ssie daremnie trupią, martwą pierś. Setki ludzi kończą życie, skacząc z 3-go czy 4-go piętra. Matki w ten sposób ratują dzieci przed spaleniem żywcem. Ludność polska widzi to z ulicy Ś-to Jerskiej i placu Krasińskich.” (s. 58-59)</document>
<document nplp_id="6395" title="SPOKOJNA" slug="spokojna">
Henryk Bryskier
ONI, II
„Czynne początkowo kąpieliska znajdywały się poza gettem przy ul. Spokojnej i Leszno 109. Pierwsze transporty przesiedleńców pod eskortą niemiecką udawały się do kąpieliska, gdzie personel techniczny dokonywał na tych biedakach formalnego rabunku. Tłomoki odbierano do dezynsekcji, a ludzi kierowano do łaźni, zaś w międzyczasie rozwiązywano, względnie rozpruwano bagaże i co było lepszego – wykradano. Znaki rozpoznawcze usuwano, wytwarzając w ten sposób sztuczny chaos. Wyszukiwanie bagażu nie mającego znaków rozpoznawczych wzgl.[ędnie] tłumoku skurczonego do połowy wskutek ubytku zawartości, zajęłoby zbyt dużo czasu i spowodowałoby lament okradzionych, co mogłoby w rezultacie wywołać niepożądaną i niemiłą interwencję. Aby tej ewentualności zapobiec, wypędzano wykąpanych przesiedleńców z oświadczeniem, że tłumoki wszyscy rozpoznawać będą w getcie, w magazynach, specjalnie na ten cel przygotowanych.” (s. 67)


ADRESY:
- Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne - łaźnia)
TRASY:
- Trasa: Wołyńska - Niska - Spokojna</document>
<document nplp_id="6397" title="NISKA 20/ STAWKI 21" slug="niska-20-stawki-21">
Henryk Bryskier
JA/ONI, II
„Z mego polecenia centrala wydelegowała z III-ciej Dzielnicy ŻSS [Żydowskiej Samopomocy Społecznej] mnie kilku młodych społeczników do których się sam dołączyłem w celu zorganizowania potrzebnej pomocy na punkcie przesiedleńców w gmachu b. szkoły powszechnej przy ul. Niskiej 20-Stawki 21. Ten nowoczesny gmach, zawierający kąpielisko i wiele dużych sal, stanowił duży budynek, mogący pomieścić kilka tysięcy osób, toteż władze przydzieliły go dla potrzeb akcji przesiedleńczej, przeznaczając go na Punkt Etapowy, drugim takim punktem był gmach przy ul. Leszno 109.” (s. 68)
</document>
<document nplp_id="6402" title="Róg ulic ŻELAZNA/GRZYBOWSKA (wacha)" slug="zelazna-grzybowska-wacha">
























Henryk Bryskier
ONI, II
„Otóż dla przykładu przytoczę wyloty na rogu Żelaznej i Leszna oraz na rogu Żelaznej i Grzybowskiej. Przytaczam obydwa wyloty, ponieważ stali tam Niemcy stale jako wartownicy i mieli bez przerwy okazję do zatrzymywania obok mijających Żydów. Zatrzymany przechodzień, niezależnie od wieku, musiał odbywać ćwiczenia pod postacią 25 dobrze wykonanych przysiadów z rękoma wzniesionymi do góry, trzymając trzy cegły, ułożone jedna na drugiej, lub musiał wykonywać tzw. żabki wojskowe (żabie skoki). Gdy Żyd odziany w długi chałat przykucnął i rękoma dotknął ziemi, przyjmując ćwiczebną pozycję, można było łatwo się domyśleć, że zaplącze się w poły chałatu i wywoła spodziewany efekt u Niemców, domagających się tym skwapliwiej dokładnego wykonania rozkazu. W rezultacie wychodzono z opresji z pobitą twarzą, sińcami na ciele lub nadwyrężonym sercem. Po pewnym czasie wydano zakaz ‘czapkowania’, ale Niemcy przyjeżdżający z prowincji o tym zakazie nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć, a ten, który miał nieszczęście spotkać takiego wrażliwego sadystę, ten oczywista więcej z tego zarządzenia nie korzystał…” (s. 97-98)


Adam Czerniaków
JA, II C
„Policja rozebrała płot drewniany na rogu Grzybowskiej i Żelaznej na podpałkę. Obecnie rozbiera pale na ten sam cel.” (s. 243)
</document>
<document nplp_id="6403" title="Róg ulic ŚWIĘTOJERSKA 32/34/ FRANCISZKAŃSKA (szop szczotkarzy)" slug="rog-swietojerska-franciszkanska">
&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, V
„Szczotkarze na narożnym domu, róg Świętojerskiej i Franciszkańskiej, wywieszają olbrzymi transparent biało-czerwony nawołując Polaków do udzielenia pomocy. Pozostają bez echa.” (s. 244)


Marek Edelman
ONI/JA, III A
„Dnia 13 sierpnia 1942 zostaje z fabryki W.C. Toebbensa zabrana Sonia Nowogródzka. Dziwnie się to jakoś złożyło. Dwa dni przed tym Sonia, wyglądając przez okno na powracających z pracy, mówi: „Moje miejsce jest nie tutaj. Zobaczcie, kto zostaje w getcie – to przecież kołtuństwo. Cały proletariat idzie czwórkami na Umschlag. Ja muszę z nimi pójść. Gdy ja z nimi będę, to nawet w ostatnich chwilach w wagonach i dalej będą czuć się ludźmi. Pozostaje nas mała garstka. Robimy, co można, ale można bardzo mało. Chcemy za wszelką cenę ratować jeszcze to, co się da. Umieszczamy ludzi na niemieckich, jak się wówczas zdawało, najlepszych placówkach pracy. Powoli tracimy kontakt prawie z wszystkimi. Pozostaje tylko jedna większa grupa towarzyszy (20-25 osób) u „szczotkarzy” na Franciszkańskiej.” (s. 39-40)

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień- zima 1942)

„Każdego wieczoru przychodził do Niny młody, dwudziestoletni chłopiec. Nazywał się Olek Nimcewicz. Był werkszucem w szopie szczotkarzy przy ulicy Bonifraterskiej. Szop szczotkarzy był największym warsztatem w getcie i zatrudniał największą liczbę robotników.” (s. 162)

„Gdy tak siedziały i rozmawiały, przeszedł przez pokój Olek Nimcewicz. Nina odprowadziła go do drzwi i wróciła z powrotem.
„Wy nie wiecie o tym — powiedziała — powiem wam coś, co was zadziwi... (ze wzruszenia nie wiedziała, jak zacząć) — Olek jest żonaty z własną siostrą!”
O takim wypadku jeszcze nie słyszeliśmy.
„Nim został werkszucem, był policjantem. I wtedy właśnie wziął z nią ślub u rabina. Krył ją jako swoją żonę. Mieszkają w szopie szczotkarzy na Świętokrzyskiej.” (s. 201)</document>
<document nplp_id="6404" title="Róg ulic ZAMENHOFA/MIŁA" slug="zamenhofa-mila">Henryk Bryskier
ONI, V
„Na Zamenhofa niedaleko Miłej po wystrzeleniu ostatniego naboju z karabinu maszynowego, obsługująca go niewiasta dobywa rewolweru i ostatnią kulą przecina swój bohaterski żywot.” (s. 243)


Marek Edelman
JA, ONI, IV A
„Ż.O.B. otrzymuje swój chrzest bojowy w pierwszej większej walce ulicznej na zbiegu Miłej i Zamenhofa. Tracimy tam kwiat naszej organizacji. Cudem tylko i dzięki swej bohaterskiej postawie uratował się komendant Ż. O. B. Mordchaj Anilewicz. Okazuje się, że walka uliczna jest dla nas zbyt kosztowna – nie jesteśmy do niej przygotowani. Nie mamy odpowiedniej broni. Przechodzimy do walki partyzanckiej. Dochodzi do 4-ch większych starć w domach – Zamenhofa 40, Muranowska 44, Miła 34, Franciszkańska 22. na terenie shopu Schulza bojowcy organizują zamach na SS-owców, biorących udział w akcji. Bierze w nim czynny udział tow. A. Fajner.” (s. 46-47)
JA/ONI, V
„Gdy Niemcy rozłożyli się u zbiegu Miłej i Zamenhofa obozem, zabarykadowane w czterech rogach ulicy grupy bojowe otworzyły, jak to się mówi w terminologii wojskowej, koncentryczny ogień. Wybuchły pociski z nieznanej broni (to granaty naszej własnej produkcji), serie z pistoletu automatycznego pruły powietrze (trzeba oszczędzać na amunicji), gdzieś dalej szczękały karabiny. Tak to się rozpoczęło.
Niemcy próbują uciekać, ale droga jest zamknięta. Na ulicy pełno trupów niemieckich. Ocaleli jeszcze szukają osłony w pobliskich sklepach i bramach. Ale schronienie okazuje się niedostateczne. „Bohaterscy” SS-mani wprowadzają więc do akcji czołgi, pod osłoną których niedobitki 2-ch kompanii mają rozpocząć „zwycięski” odwrót. Ale i te nie mają zbyt wielkiego szczęścia. Pierwszy czołg spłonął od wybuchu naszej butelki zapalającej, pozostałe nie zbliżają się do naszych pozycji. Los Niemców zamkniętych w „kotle” Miła – Zamenhofa jest przesądzony. Ani jeden nie wyszedł stąd żywy. Walczyły tu grupy bojowe Gruzalca (z Bundu), Merdka (z Szomru), Hochberga (z Bundu), Berka (z Droru), Pawła (z P.P.R.).” (s. 53-54)\

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W tych dniach na Zamenhofa róg Miłej wstrząsający wprost widok. Stłoczona grupa Żydów, dziewczyny i dzieci, handlują, targują. Brudne, umorusane, wygłodzone twarze. Taka ogromna masa ludzi na ulicach, że nie sposób przejść. Handluje się głównie chlebem, ale też zapałkami, papierosami. Tego obrazu nie można zapomnieć.” (s. 98)
&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (wiosna 1942)

„(…) mieszkał [Jakub Siemiatycki[2] –przyp. AKR] na przeciwległym końcu Getta, na rogu Miłej i Zamenhofa.” (s.22)

JA/ONI, II D (maj 1942)

„Weszliśmy do jego mieszkania, było odłożyć teczki, i Kubuś[3] przedstawił mnie swojej siostrzyczce. Stwierdziłam raczej z ulgą, że jego rodziców nie ma w domu.” (s. 33)

JA/ONI, II D (19 lipca 1942)

„Otworzyła mi i drzwi przystojna, lekko siwiejąca brunetka. Oczywiście to była jego matka.
W stołowym zebrało się sporo gości. Gdy weszłam, wszyscy zerwali się aby mi powitać. Zauważyłam wśród nich wielu kolegów Kubusia[4]. Solenizant wyglądał wspaniale w niebieskiej koszuli granatowych spodniach. Kolory te pięknie harmonizowały z jego włosami. Mimo tego wśród tylu osób wydawał mi się dziwnie obcy. Wręczyłam mu wieczne pióro – trzecie z kolei, jakie dostał na urodziny. Usiadłam z boku onieśmielona Kubuś zauważywszy to rzek, nie zwracając uwagi na obecność matki:

- Mogę chyba wymagać, abyś w dniu moich urodzin siedziała przy mnie! – Po czym posadził mnie na honorowym miejscu. Lody zostały przełamane. Spędzaliśmy popołudnie w radosnym nastroju. W pewnym momencie otworzyły się drzwi i ukazał się w nich niski, tęgi, kabłąkowaty jegomość.

Przywitał się ze wszystkimi i do mnie nawet się uśmiechnął. Wycofał się potem, zostawiając nas samych. Zabawa trwała w najlepsze i nie spostrzegliśmy nawet kiedy wybiła godzina ósma”. (s. 53-54)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Pewien znajomy policjant oznajmił: - W tym momencie odbywa się blokada ulic Miłej i Zamenhofa, przy udziale żandarmerii niemieckiej. Nie honorują żadnych dokumentów!
Hala i ja spojrzałyśmy na siebie, uderzone jedną myślą: Kubuś[5], Kadysz i ich rodziny znajdują się w niebezpieczeństwie. Ten dom, na Miłej, posiadał drugie wejście od strony Zamenhofa. Może mogli uciec?” (s. 59)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Rozmawialiśmy przez parę minut, po czym on powiedział że mieszka na Zamenhofa. Zapytałam o numer. To był dom Kubusia[6]. Serce zaczęło mi być tak mocno, że zlękłam się że wszyscy to usłyszą.

- Zna pan Siemiatyckich? – zapytałam.

- Owszem, znam.

- Co u nich słychać? – pytałam w nadziei, że usłyszę: „ Dziękuję wszystko w porządku”.

Usłyszałam za to: - Siemiatycki został, ale zabrano jego żonę i dzieci.” (s. 60-61)

JA/ONI, III B (6 września 1942)

„Przeszłam jeszcze trzy selekcji. W ostatniej, na rogu Miłej i Zamenhofa, brał udział także Klimanek, odziany w typowy, hitlerowski, szary, skórzany płaszcz. Gdy wreszcie przeszliśmy to wszystko, ustawiono nas po drugiej stronie Zamenhofa. Wtedy spojrzałam przypadkowo w górę i zadrżałam. Dziwna ironia losu – znajdowałam się pod balkonem… Kubusia[7]. Zaledwie siedem tygodni temu stał na tym balkonie roześmiany i szczęśliwy. Teraz nie widać było śladu życia. Pozostały jedynie połamane kwiaty, zwieszające się na pogiętych łodygach z balkonu i okien. […]

Do tej pory trzymałam się dobrze, ale teraz moje nerwy nie wytrzymały i zaczęłam płakać. Ogarnęła mnie znów przejściowa schizofrenia. […] Moi towarzysze z szeregów, nie mając pojęcia dlaczego nagle się załamałam, starali się nią uspokoić. Niektórzy straszyli mnie, że mogę przyciągnąć jeszcze kręcącego się w pobliżu esesmana. Ktoś podał mi buteleczkę mleka, trzymaną w plecaku. W końcu uspokoiłam się. Nagle spostrzegliśmy, że grupę ludzi (ok. 2 tysięcy osób), która szła to za nami odstawiona na bok. Jak się okazało, był to oddział krawiecki mieszczący się w dawnej kawiarni „Lourse’a” na Lesznie. Ponieważ kontyngent Schultza wynosił 8 tysięcy, osób a było nas prawie 10 tysięcy, więc grupę końcową „odcięto po prostu” i posłano na Umschlag.” (s.96-97)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6407" title="TARGÓWEK (poza gettem)" slug="targowek-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier

ONI/JA, V
„Na wysokości Targówka auta Többensa przywiozły chleb. Był to pierwszy posiłek w ciągu 48 godzin. Korzystając z postoju, kolejarze polscy za zezwoleniem eskorty pociągu, przynosili w imbrykach wodę i podawali w butelkach łapczywie wysuwanym przez okienka rękom pobierając za pół litra wody… 100 złotych. Zanim pociąg ruszył, każdy ‘miłosierny’ kolejarz był w posiadaniu kilkuset tysięcy złotych. Stojąc przy oknie załatwiałem podawanie pieniędzy i odbieranie wody. Po około trzygodzinnym postoju ruszyliśmy w nieznane”. (s. 258)</document>
<document nplp_id="6408" title="ZIMNA" slug="zimna">
Henryk Bryskier
JA/ONI, II
„Już następnego dnia zwrócono się do mnie, jako do przewodniczącego Komisji Lokalowej w akcji przesiedleńczej, abym przydzielił będący w mojej rekwizycji lokal na Spółdzielnię Inwalidzką przy ul. Zimnej [nie byłem w stanie ustalić dokładnego adresu], bowiem lokal zaproponowany przez Biuro Kwaterunkowe jest nieodpowiedni. W razie uzyskania rzekomego lokalu, Spółdzielnia będzie finansowana przez hurtowników warzyw, co pozwala nawet na pokrycie pewnych kosztów związanych z opłatami pomieszczenia.” (s. 121)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Opowiadają, że w murze na Zimnej zauważono nad ranem wielki otwór, przez który szmuglowano produkty.” (s. 177)

</document>
<document nplp_id="6412" title="OBOŹNA" slug="obozna">
Henryk Bryskier
JA, I
„Do sprzątania gruzów, jezdni, jako też wynoszenia muzealnych eksponatów, bibliotek i dzieł sztuki względnie do wynoszenia mebli i urządzeń z mieszkań żydowskich, chwytano na ulicach przechodniów Żydów. Po całodziennej pracy, bez pożywienia, wracano do domów w podartym odzieniu, z podsiniaczonymi oczyma i urazami na całym ciele. Kto miał nieszczęście dostać się do robót w ogrodzie sejmowym lub parku samochodowym przy ul. Oboźnej, ten odczuł na własnym ciele niemieckie wychowawcze metody pracy.” (s. 21-22)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ostatnio skończył się spektakl w Sejmie, jak również na Oboźnej. Mówi się także, że mniej łapią do robót. Trudno ocenić, czy jest to przemiana psychologiczna, rzekomy rezultat rozmów w Krakowie, czy też jest to prawda.” (s. 93)
</document>
<document nplp_id="6414" title="PLAC PIŁSUDZKIEGO (HITLERPLATZ)" slug="plac-pilsudzkiego-hitlerplatz">
Henryk Bryskier
ONI, I
„W ślad za wprowadzonymi opaskami rozpoznawczymi i zakazem korzystania z dorożek i pierwszych wozów tramwajowych pokazały się w pewnych punktach miasta tablice zakazujące przechodzenia po tych ulicach Żydom.” (s. 40)


Adam Czerniaków

ONI, I
„Dziś przemianowanie placu Saskiego.” [1 IX 1940] (s. 118)
[Chodzi o przemianowanie placu na plac Adolfa Hitlera i zakaz wstępu Żydom na jego teren.]
JA, II B
„O 4 pp. u Mohnsa. Powiedział, ze ghetto ma otrzymać budżet 24 000 000 zł. Należy stworzyć bank spółdzielczy oszczędnościowy (nie emisyjny). Emisyjny będzie miał oddział. Rekwizycje są wzbronione. O faktach należy jemu meldować. Na moją prośbę zgodził się dać do obozów kampinoskich (Szymanów etc.) własną naszą milicję (notabene wczoraj nastąpiła intromisja milicji do Dąbrowicy). Lagerschutz odszedł. Robotnicy uszczęśliwieni. Mohns oświadcza, że z domów mamy mieć 10% od dochodu etc. Gubernator zrzeka się pono dochodów z domów żydowskich na rzecz Rady. W sprawie rekwizycji zwróci się Amtschef do Wehrmachtu. Otrzymujemy własną gazetę. Na temat naszych urzędników, chodzących do Transferu, oświadczył, że wkrótce się to skończy.” (s. 176)
„Byłem u Auerswalda. Oświadczył, że rozmawia jako człowiek prywatny. Czy mamy dość spółdzielców? W podwórzu Brühla z auta krzyknęli mi „zdejm czapkę”.” (s. 178)
„Byłem u Auerswalda. Powiedział, że w czwartek nastąpi intromisja jego i Bischofa dyr. Transferstelle. Podobno i ja mam być zaproszony. Zażądał planu organizacji urzędników Rady, którzy mi podlegać będą. Mam otrzymać uprawnienia burmistrza. Powiedział, że stosunek jego do Rady będzie obiektywny i rzeczowy bez animozji. Na podwórzu w pałacu „Brühla” znów mi kazali zdjąć kapelusz.” (s. 179)
„Gmina Rano. Potem u Auerswalda. Oświadczył, że gubernator odłożył intromisję na przyszły tydzień. Potem u Kamlah. Doręczyłem memo o obozach i o położeniu uchodźców oraz dane o śmiertelności.” (s. 180)
„Dzień pełen wrażeń. Rano do Gestapo. Oświadczyłem Müllerowi, że od 1 do 15 maja zmarło ponad 1700 Żydów i Żydówek. Wytłumaczyłem, że to na skutek małych kontyngentów żywnościowych (13 groszy przeciętnie dziennie dla Żyda - 35 groszy dla Polaka). Prosiłem o extra kontyngenty dla policji i urzędników. Müller obiecał, że zadzwoni do Ernährungsamtu. Potem do Brandta i do Kratza. Pierwszy pytał, czy Kon i Heller należą do 13-ki. Drugiemu powiedzieliśmy o „działalności” 13-ki. Był ze mną Szeryński. Wróciwszy do Gminy zostałem wezwany do gubernatora Fischera. Niestety auto było w drodze. Spóźniłem się i nie dotarłem. Na schodach spotkałem Müllera i jego pomocników, Leista. Z boku zauważyłem oddzielnie Schoena. Leist zapytał, ile mamy kuchen. Müller zauważył, że był u gubernatora. Auerswald zaprowadził mnie do siebie i oświadczył, że w środę mam się zameldować u gubernatora. Dodał, że należy zorganizować wspólne kuchnie, bo tego wymaga „der Zug der Zeit”. Po obiedzie zjawił się do mnie dr Wielikowski i oświadczył, że był u Auerswalda który jest zadowolony, że A[uersawalda] zaprosiłem do Rady.” (s. 183)
„O 9.30 byłem u Auerswalda razem z Wielikowskim. Zostaliśmy przyjęci przez gubernatora Fischera. Na wstępie powiedział, że nie jest jego celem wygłodzenie Żydów. Racje może będą zwiększone, praca względnie obstalunki dla robotników nadejdą. Zwrócił uwagę, że złe wrażenie robią trupy na ulicach. Rzeczywiście trupy leżą (twarz przykryta gazetą i cegłą). Należy - rzekł - trupy szybko uprzątać. Powiedział, że może extra kontyngenty będą dla policji i urzędników. Gubernator jest to względnie młody człowiek, po cywilnemu, w butach z ostrogami. Zachowanie było grzeczne. Na zakończenie powiedział, oczekuje wykonania inaczej... Na zapytanie, czy zanim będzie można otrzymać pożyczkę, odpowiedział tak.” (s. 184)
„O 2 pp. byłem ze Sztolcmanem i Wielikowskim u Auerswalda. Z Ernährungsamtu był Schneider, z Transferu Legband.” (s. 185)
„Od 2 do 5 byłem u Auerswalda. Rozmowa intymniejsza. Dziś odbyło się zebranie, poświęcone sprawom szkolnictwa zawodowego. Prosiłem Auerswalda o zwolnienie z obozów chorych po zbadaniu przez żydowskich lekarzy, zwiększenie akordowej pracy i dożywienie przed ewentualną wysyłką do obozu. Auerswald proponuje, aby kierownicy 6 czy 7 departamentów otrzymywali gażę. Ja również. Odpowiedziałem, że dokąd urzędnicy nie otrzymali gaży, nie mogę ja lub radni gaży pobierać.” (s. 186)
„O 3 pp. byłem u Auerswalda w bieżących sprawach.” (s. 186)
„Byłem u Auerswalda z Wielikowskim. Wielikowski referował sprawę kuchni i został zwymyślany na skutek nieściśle podanych cyfr. Po wyjściu Wielikowskiego zreferowałem sprawę odezwy. W. nie zaaprobował mojej odezwy, bo może podrażnić posiadających. Zaproponowałem na redaktora pisma Bałabana. Poprosiłem o zezwolenie na powrót do domu.” (s. 186)
„Potem u Bischofa i Palfingera. Okazuje się, że nie otrzymamy 500 t owsa, ale 250 t owsa i 125 t mąki. Czy to nie robota naszych  Żydów chodzących do Transferu? Bischof mówi o pożyczce w związku z proponowanym przez Transfer wyzbyciem się przez nas Grochowa. Poruszyłem z nim sprawę oczyszczania atmosfery. Polecił rozmówić się ze Steyertem na temat telefonów i auta. Na korytarz wybiegł Steyert (po rozmowie z Schoenem) i krzyknął do Lichtenbauma, Haendla i Fuerstenberga: „co wy Żydzi tu robicie”. Na to oficerowie niemieckiej policji, którzy rozmawiali z Żydami, odrzekli „Wir sind keine Juden”. Steyert w dalszym ciągu beształ grożąc, że on sam „do Żydów przyjdzie”. W tej chwili wsunął głowę we drzwi Sternfeld, „wynosić się“ wrzasnął, St[eyert]- nie na schody, ale na ulicę”. A potem do mnie. Pan chce ze mną rozmawiać. Nie dziś, ale jutro. Należało dawno sprawę auta załatwić. Poszedłem do Auerswalda. Nie zastałem. Rozmówiłem się z jego sekretarką. Mówi po rusku, jest z Rygi. Jest to żona Auerswalda. (s. 187)
„Rano Gmina. Przygotowanie zestawienia kuchen. O 3 pp. u Auerswalda. Przedstawiłem plan odezwy dożywienia ludności i dane z ankiety o kuchniach. A[uerswald] oświadczył, że 13-ka zostaje podporządkowana Radzie. Gancwajcha należy przyjąć do Gminy. Na zapytanie, czy mam go przyjąć do Rady, odpowiedział, że nie jest konieczne. Może zostać (ewentualnie) „referentem prawnym”. Gancwajch nadesłał dziś list z prośbą o przyjęcie go.” (s. 187)
„Rano Gestapo. Memo o stanie gospodarczym dzielnicy, o drożyźnie. Potem Transferstelle, Palfinger, Steyert i ich sekretarka nieobecni w biurze. Byłem u Bischofa. Pożyczka za górami. Wytłumaczyłem, że nie mamy na opłacenie przedsiębiorców, roboty stają. Potem byłem z Wielikowskim u Auerswalda. Przedstawiliśmy kontrolę w kuchniach. Przedstawiłem Szeryńskiego. Auerswald zastanawiał się nad „moim tytułem”. Doszedł do przekonania, że na blankietach winienem umieszczać „Verwaltung des Jüdischen Wohnbesitzes”. Wyłoniła się idea stworzenia rabinatu i naczelnego rabina. Scharakteryzowałem Steyerta i Palfingera. Powiedziałem, że oczekuję „charakteru” w Transferze.” (s. 188)
„Rano Gmina. O 4.30 u Auerswalda. Obiecał ogród Krasińskich i rozszerzenie ghetta.
W sprawie Überwachungsstelle oświadczył, że Szeryński podporządkowuje wszystkich jako zwykłych porządkowych - Gancwajcha, o ile będzie brykał, zawezwie do siebie. Chce dać 3 przepustki zwalniające od noszenia opaski. Zgodził się na zamianę mąki żytniej na inne artykuły.” (s.190)
„Byłem u Auerswalda.” (s. 190) 
„Byłem u Bischofa. Oświadcza, że będzie ogłoszona amnestia dewizowa, poleca zorganizować bank spółdzielczy, poleca napisać, że Haendlowi i Fuerstenbergowi należy odebrać przepustki i że nie powinni się pokazywać w Transferze.” (s. 191)
„Rano Gmina. O 3 pp. u Auerswalda. Obiecał w ciągu 3 miesięcy dostarczać do kuchni po 500 ton cukru i 10 000 kg mięsa. Ponadto da tłuszcz (olej rzepakowy). Przedstawiłem Milejkowskiego. Z owsem problemat mielenia w ghetcie.” (s. 191)
„Rano Gmina. O 4-ej u Auerswalda.” (s. 191)
„Rano Gmina. O 9-ej u Auerswalda. Wesz nie na naszych listach. Przedłożyłem plan komercjalizacji Wytwórczości i Zakładu Zaopatrzenia. Równocześnie Orlean niepotrzebnie doręczył to Bischofowi, który ma niezrozumiałe dla mnie zastrzeżenia. Prosiłem o przynaglenie sprawy pożyczki i ogrodu Krasińskich.” (s. 193)
„Rano Gmina. O 11.30 u Auerswalda. Gancwajch ma zostać inspektorem w Radzie. Byłem u Bischofa z tym, że na posiedzeniu Rady Gospodarczej nie będę.” (s. 193)
„O 3 pp. u Auerswalda. Oświadczył, że 13-ka ostatecznie zlikwidowana, ma przejść pod komendę Szeryńskiego. Gancwajch, o ile w Służbie Porządkowej będzie Wydział Kryminalny, będzie nim kierował.” (s. 194)
„Rano Gmina. W ZSS strajk. Obiady są zagrożone. Wczoraj wydano ponad 103 000 porcji. O 9.30 u Auerswalda. Oświadczył, że na razie nie mam Gancwajchowi dać żadnej odpowiedzi. G[ancwajch] zjawił się do Gminy o 11-ej.” (s. 194)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Dla służby kontyngenty aryjskie, ale z ogólnego przydziału.” (s. 195)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Wczoraj Szeryński zmusił kupców, aby otworzyli sklepy
i piekarzy - piekarnie. Pasek, z rana bardzo silny, pękł. Gubernator zażądał sprawozdania z wydawania obiadów. Sam jem codziennie zupę w Gminie.” (s.195)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda w sprawie przydziałów dla pracowników Gminy, JSS i Służby Porządkowej. Sprawy te i wszystkie inne nie ruszają się naprzód.” (s. 195)
„Rano Gmina. O 3-ej u dra Rodiga, Lehbanda i Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Uchwalono, aby ZZ był podporządkowany nadal Radzie Żydowskiej. Auerswald żąda ustąpienia dra Milejkowskiego . Uspokoiłem, że przyciągnę całe społeczeństwo do walki z epidemią.” (s. 195)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Polecił zarejestrować cudzoziemców-Żydów w ghetcie. Odwiedzić Fribolina (burmistrza z Karlsruhe) w sprawie budżetu ghetta. Odwiedziłem. (s. 196)
„Rano Gestapo. Potem Auerswald. Dał mi budżet miejski do opracowania naszego budżetu. Doręczyłem mu statut Zakładu Zaopatrywania.” (s. 196)
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem żydowski areszt na Gęsiej. Lepiej urządzony niż Pawiak. Wreszcie u Auerswalda i Rodiga. Pierwszy oświadczył, że areszt po niemiecku nie powinien się nazywać „Gefängnis” ale „Arrestanstalt”. Drugi interweniował w sprawie owsa, nie dostarczonego dla kuchen przez młyn Janickiego. Następnie przeczytał denuncjację o Zakładzie Zaopatrywania i przytoczył, że „Gazeta Żydowska” też źle o Zakładzie Zaopatrywania pisze.” (s. 197)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda, Schlossera i Grasslera bieżące sprawy. Fogla pobito dziś, gdy szedł z listami do komisarza na podwórzu. (s. 198)
„Byłem u Auerswalda. Nie miał wiele czasu. Prosiłem o list w sprawie 13-ki etc.,” (s. 198)
„Rano Gmina. O 10-ej z Rozenem u Auerswalda. Oświadczył, że kilkudziesięciu robotników uciekło z obozu w Dębicy. Jeżeli uciekają poza granice GG, to o to mniejsza, ale jeżeli „się szwendają” po GG, to wyciągnie się z tego konsekwencje. Żydzi zdaniem A[uerswalda] winni dać dowód dobrej woli i zgłaszać się do pracy. Inaczej ghetto otoczy się drutem kolczastym. Jest go dosyć, bo w Rosji wiele go zdobyto. Pierścień się zacieśni coraz więcej i naprawdę ogół pomału wymrze.” (s. 198)
„Rano Gmina. O 10.30 z Rozenem u Auerswalda. Zapowiedział zmianę granic ghetta. Skieruje list o stosunki ludnościowe w poszczególnych blokach. Nie radzi bać się, że właśnie te bloki odpadną. Zapowiedział budowę baraków dla rozszerzenia ghetta.” (s. 199)
„Rano Gmina. 2 razy byłem u Auerswalda. Nie mógł mnie przyjąć. Byłem z jego polecenia u Steyerta. Zażądał statystyki ludnościowej: 1) Sienna-Pańska, 2) Pańska-Grzybowska, 3) Grzybowska- Chłodna. Chodzi o wydzielenie z ghetta tego tzw. małego ghetta. (s. 199)
„Rano u Auerswalda. Ogród Krasińskich będzie nareszcie otwarty dla Żydów. Ze Steyertem należy omówić sprawę techniczną (mury - 50 000 zł ich koszt). Opracowaliśmy budżet ghetta. Jutro go doręczę Auerswaldowi.” (s. 199-200)
„Rano u Auerswalda. Zapowiedział list o 13-ce etc.” (s. 200)
„Rano Mende. Wyjeżdza na urlop. Potem Kratz. Wreszcie Auerswald. Również wyjeżdza na urlop do Ciechocinka (Hermansbad). Wczoraj wezwałem autorkę listu do Auerswalda, która pisze, że jest prawdziwym BDM (Blond Deutsches Maedchen) [niemiecka blond dziewczyna], że w Gminie posady można dostać za łapówkę etc. Poleciłem oddać sprawę prokuratorowi.” (s. 200)
„Rano u Grasslera. Rozmówił się z Kah, który mu polecił w sprawie Gancwajcha przyjść jutro.” (s. 202)
„Rano Gmina. O 3-ej u Auerswalda. Racje żywnościowe dla Żydów nie będą podwyższone w najbliższym miesiącu. Z obiadami mamy trudności, bo młynki w ghetcie nie są wydajne.” (s. 203)
„Rano Gmina. O 11-ej u Auerswalda. Robi wyrzuty moim współpracownikom z powodu zmniejszenia ilości obiadów. Doręczył list w tej sprawie, tudzież w sprawie telefonów w ghetcie.” (s. 203)
„Rano Auerswald. Zapowiada zbieranie gruzu i burzenie domów przez pracowników przymusowych li tylko za 3 zupy. Wczoraj z pożyczki 1 miliona zł dałem urzędnikom etc. 355 000 zł.” (s. 205)
„Rano Gmina. Potem Auerswald. Zapowiada bardzo mało telefonów. Biuro budowlane przygotowało kosztorys rozbiórki domów (w myśl zarządzenia komisarza w ghetcie poza Chłodną na północ). Pierwsze zdanie zaczyna się „I dlatego należy...” Dlaczego „dlatego” pozostanie tajemnicą murarzy rozmawiających ze mną. Jedna ze znajomych powiada dziś na widok drugiej: „Co za potwór!”. Późny wieczór. Mają przynieść z Gminy przepisany projekt budżetu, który jutro mam doręczyć komisarzowi.” (s. 205)
„Rano Gmina. O 2-ej u Auerswalda. Doręczyłem list w sprawie epidemii. Proponuję zwołanie konferencji z dr. Hagenem, naszymi lekarzami i dr. Hirszfeldem. Doręczyłem memo Hirszfelda o decentralizacji walki z epidemią.” (s.205-206)
„Rano Gmina. Doręczyłem Auerswaldowi krytykę projektu umów z gazownią i elektrownią. Oświadczył, że aktualne jest oderwanie od ghetta południowej jego części. Radził, abym się rozejrzał za lokalem dla Gminy. Zwrócił uwagę, aby nie budować bazaru na rogu Gęsiej i Lubeckiego, bo tam chce wystawić baraki dla rozrzedzenia ludności. W sprawie południa zwróciłem uwagę na tyfus i rujnowanie egzystencji. Powiedział, że z wyższym oficerem SS objechał dziś ghetto. Doszedł do wniosku, że ghetto nieszczelnie zamknięte.” (s. 207)
„Po obiedzie u Auerswalda. Doręczył mi projekt umów z gazownią i elektrownią. Mamy być odpowiedzialni za ryczałt nowy i za przeszłość.” (s. 207)
„Rano Gmina. Potem w elektrowni. Uznali moją formułę, według zaproponowanej przez władze, projektu umowy z gazownią i elektrownią za słuszną, dopłacimy do tego interesu. Byłem u Auerswalda, też jest tego zdania. Również Bischof, który radzi odmówić. A gdyby trzeba było, obiecał pomóc. Auerswald dziś nie był w biurze - chory.” (s. 207-208)
„Potem u Auerswalda (4-ta p.p.). Oświadczył, że pogłoski o wysiedleniu obejmują nie tylko Żydów, ale i Polaków.” (s. 208)
„Rano u Auerswalda w sprawie rekwizycji na poczcie. Prosiłem, aby zarekwirowaną żywność przeznaczyć na kuchnie ludowe. Monitowałem o szkoły, ubezpieczenie etc. Komisarz nadal pragnie odciąć od ghetta południe od Siennej do Chłodnej. Mury mają biec środkiem ulicy, „wachy” zmniejszone, szmugiel ludzi i rzeczy ma ustać. Zdaniem jego, kilka tysięcy Żydów ucieka z Warszawy miesięcznie i roznosi tyfus. Zapowiedziałem wniesienie memoriału w tej sprawie. Wszelkie ustne argumenty trafiały na razie w próżnię.” (s. 212)
„Rano Gmina. Potem z Gepnerem i Sztolcmanem u Auerswalda. Zaaprobował pożyczkę na zapasy zimowe. Gepner prosił o uwzględnienie dzieci w nowych extra kontyngentach. Po wyjściu zawróciła nas z ulicy „wacha”, że się nie ukłoniliśmy.” (s. 212)
„Doręczyłem A[uerswaldowi] meldunki o 51 w obozie, o nadużyciach kolumn dezynsekcyjnych . Otrzymałem zezwolenie na Miesiąc Dziecka na pożyczkę 3 mln zł dla Zakładu Zaopatrywania.”
(s. 213)
„Po południu Auerswald zażądał, aby służba przeprowadziła do 15-go o 15 ankietę, ilu mieszkańców poniżej 14 i powyżej 14 lat mieszka w południowej części ghetta niżej linii. Chodzi o plus-minus 100 dzieci. Nie zdaję sobie sprawy, czy chodzi o wysiedlenie, czy przesiedlenie. Na zapytanie Auerswald nie udzielił konkretnej odpowiedzi.” (s. 214)
„Rano Gmina. Po obiedzie u Auerswalda. Otrzymujemy znowu 1 000 000 zł, 250 000 na zwalczanie epidemii pod znakiem zapytania. (s. 214)
„Potem u dra Fribolina w sprawie nowego miliona. Wreszcie u dyr. Ivánki w tej samej sprawie. Potem u Auerswalda.” (s. 214)
„O 5-ej byłem u A[uerswalda]. Zapytał, w jaki sposób mają być oddane klucze mieszkańców nieparzystej strony Siennej. Ustalono, że administratorzy mają je doręczyć komisariatom. Polecił zbadać ilość pokoi mieszkańców w poszczególnych domach, fabryk etc. tudzież mieszkańców. Wyjeżdża na kilka dni do Berlina. Zapytałem Probsta, gdzie ulokować mieszkańców. Odpowiedział, że liczy na nasze organizatorskie zdolności.” (s. 217)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Oznajmił, że Sienną po nieparzystej stronie wyłącza się z ghetta. Jeszcze w tym tygodniu. Co do reszty ghetta, to sprawa jeszcze nie wyjaśniona. Załatwiać się ją będzie strefami. Meble przewiezie się na zarekwirowanych rykszach. Musimy dbać o to, aby ludność nie zabierała drzwi i okien. Zostaną udzielone pożyczki (?) czy też zapomogi (?) na transport. Kto do 5 IX 41 przewiezie swoje rzeczy, temu się pozwoli przewieźć wszystko.” (s. 217)
„Rano Gmina i u Auerswalda. Potem do „Brijusu”. Nowy Rok.” (s. 217)
„Rano Gmina. O 3 pp. u Auerswalda. W sprawie ghetta zakomunikował, że jutro odbędzie się konferencja u gubernatora. Na zapytanie, czy ostatnio przedstawiony plan podoba mu się, odrzekł, że owszem. Dodał, że wszystkie trudności związane z usunięciem ludności z zachodu graniczącego z ghettem są pokonane. Tym niemniej chce być w zgodzie ze swoim sumieniem. Chodzi wszak o południe ghetta. Zakończyłem rozmowę słowami „Wir verlassen uns auf Ihre Weisheit” [polegamy na pańskiej mądrości]. Polecił jutro rano na południe od Twardej skonfiskować towary od handlujących na ulicy. Powiedziałem, że jutro sobota. Na to odrzekł, że rabini go za to pochwalą.” (s.218)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Południe ghetta uratowane. Natomiast mają Żydzi opuścić wiele domów na zachód od Żelaznej. Na środku Żelaznej będzie mur. Również opuszczą ulice na wschód od Bonifraterskiej (18 000 ludzi). Poza tym traci się synagogę32, nieparzyste domy Elektoralnej. W plan wchodzą mosty. Zwróciłem uwagę A[uerswaldowi], że przesiedli się na oko około 60 000 Żydów. Odrzekł, że 50 000. Dodał, że mogę zostać na Elektoralnej. Odpowiedziałem, że tego nie zrobię. Zabronił mi opowiadania o planie.” (s. 219)
„O 10-ej rano posiedzenie u gubernatora w sprawie małego ghetta. Dochodzą wieści, że małe ghetto uratowane. Wczoraj Bischof powiedział, że Warszawa to chwilowy azyl dla Żydów.” (s. 219)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Zapytałem, czy można coś - wobec dużej ilości Żydów do wysiedlenia - zrobić. Odpowiedział, że nie. Rozmawiałem z Probstem i zapowiedziałem złożenie planów, co do wykrojonych części ghetta. Przed wejściem do A[uerswalda] wacha mi zabrała stałą przepustkę na wejście do pałacu Brühla.” (s. 220)
„Rano Gmina. Potem u Lewetzowa i Brandta złożyłem memoriały w sprawie granic ghetta
i kuchen ludowych. Potem u Auerswalda. Nie ma czasu, bo szykuje referat, sprawozdanie dla władz na 15-go. Haendel przedstawił mi przedsiębiorcę aryjskiego, który ma wykonać mury. O 3 p.p. w Gminie zebranie w sprawie Wytwórczości. Uchwalono wzmocnić zarząd nowymi osobami. Stary zarząd zawiódł.” (s. 221)
„Rano Gmina. W pałacu Brühla „Regierungssitzung mit Dr Frank in Warschau” według poniższego.” (s. 221)
„Rano Gmina. O 3.30 u Auerswalda. Racje chleba (1050 g) to jeszcze problemat. Natomiast wprowadzi się Nutzarbeiten [prace użytkowe] dla mężczyzn i kobiet. Na zjeździe wczorajszym i onegdajszym utrzymana linia wobec Żydów. Zaangażowałem nareszcie dyrektora finansowego dla Rady Żydowskiej.” (s. 222)
„Rano Gmina. Lautz znów domaga się „cukru” dla warsztatów. Byłem u Auerswalda. Uzyskałem prolongatę przeprowadzki części bloku na wschód od Żelaznej, zamiast do 26-go na 30 bm. Oświadczył, że był zmuszony dać krótki termin, bo mieszkańcy aryjscy, którzy mają być wysiedleni, nie mogą wejść do mieszkań na Siennej, bo są dla nich za duże. Oświadczył ponadto, że aryjczycy mają opuścić swe siedziby do 15 listopada. Reszta Żydów (a więc i Elektoralna) do 30 listopada.” (s. 223)
„Rano u Mendego z Szeryńskim. Otrzymaliśmy zawiadomienie o śmierci dra Morgensterna. Potem u Auerswalda z Wielikowskim, Gitermanem, Wyszewiańskim Szereszewskim, Rotenbergiem. Omówiono sprawę JHK (kuchen, pomoc dla dzieci etc.).” (s. 223-224)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Auerswalda. Doręczył mi treść swego plakatu o przesiedleniu aryjczyków do 20 XI 41. Na zapytanie, czy już podać termin przesiedlenia Żydów, odrzekłem, że raczej należałoby czekać. Oświadczył, że młodego Lichtenbauma wsadzi do więzienia za nieróbstwo. Stanęło ostatecznie na tym, że go zastąpi na robotach budowlanych inż. Pozaryk. Chodzi o to, że choć cegieł wydobywa się z ruin dość, to furmanek jest mało. Aryjskie furmanki, które A[uerswald] miał sam załatwić, nie zjawiły się. Żydowscy woźnice nie uważają tego za interes dla siebie. A[uerswald] stoi na stanowisku, że za zupę może robotnik cały dzień wydobywać cegłę. Nadmieniłem, że może ma żonę i dzieci. Na to - odrzekł - że może dostać 2 zupy. A jak ma reperować buty? Ja sam, choć mogłem, kupiłem sobie tylko 1 parę butów ostatnio. Pozwoliłem sobie powiedzieć, że on sam, niedawno żonaty, nie rozumie, co to znaczy mieć rodzinę. Dodałem, że choć w jego nomenklaturze jestem „Spiessbürger” [mieszczuchem], to mam przekonanie, że za pracę należy człowiekowi płacić. Poruszyłem po raz nie wiem który, że Służba Porządkowa nie otrzymuje lonu. Dodałem, że ostatecznie funkcjonariuszowi S[łużby] P[orządkowej] mogę powiedzieć, że dr Fribolin nie daje pieniędzy. On to zrozumie, ale koń, któremu się nie daje paszy, tego nie zrozumie.” (s. 225)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Wezwał celem zakomunikowania, że robotnicy („stachanowcy”) przy rozbiórkach otrzymają premie chlebowe. Naturalnie, że z Zakładu Zaopatrywania.” (s. 226)
„Rano Gmina. Auto ślizga się po bruku. Odwilż. Przewróciłem autem rykszę, nieomal nie wpadłem pod tramwaj. Ociepliło się. Znów budują mury. Byłem u Auerswalda. Poruszyłem sprawy bieżące czysto rzeczowo. Pracownicy szpitala, choć pożyczyłem dla nich wczoraj zł 100 000, grożą dziś strajkiem.” (s. 229)
„Rano Gmina. O 4-ej u Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Omawialiśmy sprawę podziału żywności według kategorii.” (s.230)
„Rano u komisarza. Przyjął mnie z asesorem Rodeckem.” (s. 231)
„Rano Gmina. O 11-ej u komisarza. Określił terminy przeprowadzek na 15 i 21-go. Zwróciłem jemu i Rodeckowi uwagę na bilans płatniczy ghetta: 1 800 000 zł legalnego przywozu, 30 - 40 razy tyle szmugiel. Czym te 80 mln zł mięsiecznie pokrywa ghetto? Był zdumiony tymi liczbami. A mury szmugiel mają zahamować. Umarł radca Berman.” (s. 232)
„Rano Gmina. Potem u Ivánki w sprawie dotacji z miasta. Uradziliśmy, że w poniedziałek zwrócimy się do Kunzego o pieniądze. Omówiłem z Auerswaldem i Rodeckem budżet. Komisarz zażądał dla firmy Münsterman 400 kg chleba dla jego aryjskich robotników (zdaje się, że premia, czy też na święta). (s. 233)
„W sprawach budżetowych wezwano do Rodecka w pałacu Brühla Wiesenberga i Popowera na 3 pp. Na wasze zatrzymano Wiesenberga, bo nosił 2 marynarki (w zamian za zabrane futro). Ledwo go zwolniono. Do pałacu się nie dostał.” (s. 236)
JA, II C

„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Zaproponowałem, aby się zwrócił do władzy wyższej i poprosił o zwolnienie skazańców (w więzieniu żydowskim). Ma to być odszkodowanie za dostarczone futra. Podkreśliłem, że prosiłem o dodatkowy kontyngent żywności w tym samym celu. Wolę jednak raczej zrezygnować z żywności, jeżeli wchodzi w grę uratowanie tylu ludzi.” (s. 239)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Ivánki. Fribolin przeciwstawia się nowym subwencjom dla Rady. Sądzi, że należy je skompensować należnościami od Żydów za wodę, gaz, elektryczność. W czasie rozmowy z Ivánką wezwał mnie Auerswald. Oświadczył, że gubernator skłonny jest w myśl mojej propozycji zwolnić skazańców i tych, co mają być skazani, o ile dostarczymy 1500 kożuchów w ciągu tygodnia. Puściłem wszystko w ruch, aby zadaniu temu sprostać. Jest -obecnie 40 skazańców, a na ogół w więzieniu siedzi około 800 osób. (s.240)
„Po. obiedzie u niego z Szeryńskim i Wielikowskim w sprawie budżetu JKK. Powiedziałem Rodeckowi o ich obecności i obciążeniu ludności (o cenie chleba) w związku z murami. A[uerswald] oświadczył, że z 500 000 zł (cło na artykuły żywnościowe) weźmie 250 000 zł na mury. Tym sposobem nie mamy tyle na obiady, ile potrzebujemy.” (s.240)
„Rano Gmina. Po obiedzie u Auerswalda. Wezwał mnie w sprawie budżetu. Rodeck, jego referent finansowy, „wdraża” się do opracowania budżetu.” (s. 240)
„Rano w pałacu Brühla. A[uerswalda] nie zastałem.” (s. 240)
„Rano Gmina. Potem u komisarza. Prosiłem, aby amnestią objął też inne kategorie więźniów poza skazańcami lub kandydatami na skazańców, z wyjątkiem kryminalistów. A[uerswald] polecił mi zrobić zestawienie więźniów na jutro, co poleciłem aresztowi. Prosiłem A[uerswalda] o nadkontyngent żywności dla ludu. W Gminie wędrówka ludów i targi w związku ze zbiórką na kożuchy celem zwolnienia skazańców. Niektórzy członkowie rodzin uwięzionych nie chcą dać ani grosza, spekulują na to, że Gmina wykupi. Inni twierdzą, że dali macherom odnośne sumy i to wielkie. Wczoraj zjawiło się do Gminy na 700 wezwanych 170. Poleciłem resztę sprowadzić pod przymusem.” (s. 241)
„Rano Gmina. -8°C. Potem u Grasslera i Auerswalda. A[uerswald] musi się rozmówić z gubernatorem co do kłopotów. Na razie nie podaje, dokąd je przekazać. Poza tym, jak zwykle, nie ma czasu na liczne sprawy.” (s. 246)
JA, II D

„U komisarza poruszyłem sprawę więźniów. Wydał polecenie wypisania personaliów na indywidualnych kartach dla wszystkich więźniów, co uskuteczniono. Zaproponowałem, aby szmuglerzy zostali ukarani specjalną opłatą i również wypuszczeni. Wyraził zgodę na wykonanie zestawienia szmuglerów i sum, które ew[entualnie] wpłacą za karę.” (s. 251)
„Rano Gmina. -4°C. Byłem u Auerswalda. Wczoraj był w areszcie. W wyniku tego skierowano ponad 50 osób do obozu, przypuszczalnie do Treblinki.” (s. 254)
„U komisarza. Obiecał, że sam się weźmie do opracowania zwolnień więźniów, bo formalności poza nim są już załatwione.” (s. 256)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda w sprawie więźniów. Otrzymałem nareszcie zestawienie, które muszę uzupełnić numerami etc. A potem będą zwolnieni. A[uerswald] powiedział, że nie podjąłby się tej pracy, gdyby wiedział, że jest tak skomplikowana. Powiedziałem, aby się najwięcej liczył z Bogiem. (s. 256)
„Rano Gmina. Potem Auerswaldowi doręczyłem zestawienie 150 więźniów do uwolnienia.” (s. 257)
„Rano Gmina. Potem u Brandta i Stabenowa w sprawie niejakiego Żurawina, który otrzymał list podpisany przez Stabenowa i Müllera, aby mu dać koncesję na fotosy do „Kennkart” (…) Z kolei udałem się do Auerswalda, który przepisał list Stabenowa i obiecał współdziałanie.
Poruszyłem u niego sprawę Żydówki, która poleciła sobie dać 20 000 kg cukru na podstawie listu Probsta. Zainterpelowany Probst oświadcza, że list jego do mnie był grzecznościowy i że nie obstaje przy tym, aby wstrętnej kombinatorce dać cukier (na pasek). Auerswald to potwierdza. Auerswald znów zamierza robić przesunięcia w ghetcie. Kilka tysięcy Żydów straci dach nad głową. Robimy zestawienia statystyczne celem ich obrony. O więźniach wyraża się enigmatycznie. Nie wiem, kiedy ich zwolni. Otrzymałem od komisarza „Aufenthaltsbeschränkungen im jüdischen Wohnbezirk in Warschau” [ograniczenia pobytu w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej w Warszawie].” (s. 257)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Rakarze Hepry i Luboszyński złożyli oferty, że mają coś do zeznania. Byłem u Auerswalda. Odmawia podpisania zarządzenia, aby zwolnieni bogatsi Żydzi płacili na rzecz tych, co pójdą do obozów. Na uwagę, że tak się robi już 2 lata, replikuje, że przez 5 lat się b̨ędzie inaczej robiło.” (s. 258)
„Rano Gmina. (…) Z wielkim trudem wgramoliłem się na 4-te piętro w pałacu Brühla. Auserwaldowi oświadczyłem, że Żydzi nie nadają się do robót ziemnych. Należy ich zatrudnić w warsztatach. W sprawie opieki społecznej, mocno zanarchizowanej, A[uerswald] oświadcza, że należy nad wszystkimi opiekami utworzyć Komitet Dyspozycyjny. Odpowiedziałem, że odnośne prace są w toku. Odwiedziłem Probsta i zaproponowałem, że Szeryński udzieli wyjaśnień. P[robst] przyjął Sz[eryńskiego] zwrotami pełnymi ironii. Podał, że mający być zaaresztowani przesiadują, jak mu donoszą, u Loursa i że sam ich schwyta, zanim się Sz[eryński] weźmie do tego. Po obiedzie dzwonił do mnie Probst, że 2000 Żydów z dystryktu przesiedli się do Warszawy 1-4 kwietnia. Należy się do tego przygotować.” (s. 260)
„Rano Gmina. O 10-ej u Auerswalda. Wyrzuty z powodu niezapłacenia Tworkom 9 jakiejś zaległości. U Auerswalda byłem z Grossmanową (wstrętne babsko).” (s. 261)
„Rano Gmina. Potem z Lindenfeldem u Auerswalda. Obiecał na jutro zwolnienie 260 więźniów. Doręczyliśmy mu zestawienie więźniów, nie objętych dotychczas amnestią. Obiecał po zbadaniu, czy jego jurysdykcji to podlega, wrócić do tej sprawy. Zezwolił na modły w więzieniu. Prosiłem o zwrot 200 000 zł z jego listy dyspozycyjnej (pożyczka od nas). Na razie nie załatwił.” (s. 262)
„Rano Gmina. O 12-ej u Auerswalda z Gepnerem i Sztolcmanem. Poruszył stosunki gospodarcze w dzielnicy. Zaproponowałem, aby urządzić agenturę w dzielnicy aryjskiej, w której żydowscy rzemieślnicy mieliby kontakt z odbiorcami polskimi. A[uerswald] zaproponował kramy nalewkowskie na to.” (s. 263)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Byli u niego szwajcarscy oficerowie. Referowano im o ghetcie. Byłem u wysiedlonych z Niemiec w szpitalu Leszno 109.” (s. 263)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u Auerswalda w sprawie orkiestry.” (s. 264)
„Rano Gmina. Święto wielkanocne żydowskie. U Auerswalda znowu prośba o zwolnienie aresztowanych z więzienia. (…) Byłem na Lesznie na kwarantannie dla uchodźców z Berlina i Frankfurtu, Hannoweru, Gelsenkirchen etc. Rozdawałem cukierki dzieciom. Przemówiłem do młodzieży. Znalazłem u nich odzew. Po obiedzie przyjechało kilku SS-owców i zażądało od Żydów berlińskich i frankfurckich wydania złotych przedmiotów. Niewiele tego było.” (s. 264)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u komisarza. Prosiłem, by się wystarał o pałac Staszica20 dla miasta, a my wtedy otrzymamy pałac Mostowskich.” (s. 265)
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. Prosiłem o niewyłączanie z dzielnicy Bonifraterskiej 29 i 41. Natomiast należy to oddać niemieckim Żydom.” (s. 265)
„Byłem u Auerswalda w sprawie uchodźców z Niemiec. Prosiłem o dom na synagogę dla nowego transportu na 20-go (±1000 osób). Dał mi listę 78 osób z ostatniego transportu celem skierowania ich do Treblinki.” (s. 267)
„Rano Gmina. Potem pojechałem do Gestapo, aby się dowiedzieć szczegółów z nocy 18 na 19. Nie zastałem nikogo. Udałem się do Auerswalda, który oświadczył, że noc ta nie miała nic wspólnego z zabójstwem członka Sonderdienstu, który prawdopodobnie poległ od kuli „polskiego” szmuglera. Źle by było, dodał A[uerswald], gdyby to zrobił Żyd. 1000 Żydów by za to zapłaciło.” (s. 267)
„Byłem u Auerswalda. Zwrócił mi uwagę że urzędnicy Rady za blisko jego osoby przy rozmowie stoją, co - jego zdaniem - czyni złe wrażenie na otoczeniu.” (s. 268)
„Byłem u Auerswalda. Uwolnił mnie, na skutek perswazji, od żebraków aryjczyków, którzy mieli być przekazani do ghetta.” (s. 269)
„Rano przed 8-mą telefon od komisarza, abym o 8-ej był w pałacu Brühla. Nawiązując do wczorajszej paniki mogłem żywić obawę, że naleźy oczekiwać czegoś złego. Okazało się, że przyjechali funkcjonariusze propagandy. Komisarz zażądał, abym wygłosił wobec nich exposé o dzielnicy, co uczyniłem. Mają filmować różne działy Rady i dzielnicę.” (s. 271)
„Auerswalda nie zastałem w biurze, ma zapalenie okostnej.” (s. 273)
„O 3.30 do komisarza. W sprawie Szeryńskiego obiecał rozmówić się z Kommandeurem. Przedstawiłem mu Lejkina.” (s. 274)
„O 11-ej u komisarza. Prosiłem, aby zadzwonił do Ogórka z zapytaniem w sprawie Firsta. Dzwonił, ale nie zastał.” (s. 275)
„Rano u Auerswalda. Przedstawiłem mu wczorajsze sprawy. W końcu mimochodem nadmieniłem o orkiestrze Służby Porządkowej, prosząc o zezwolenie na grę na powietrzu. Chodzi mi o grę dla dzieci w planowanych ogródkach.” (s. 278)
„Rano u Boehma w sprawie Szeryńskiego. Obiecał pomówić z Komandeurem. Potem u Auerswalda. Drobiazgi w rodzaju opasek dla Służby Porządkowej. Czy nosić na prawej, czy na lewej ręce? 2 opaski czy jedną? Natomiast finanse - nic. Zażądał od Rozena 400 fachowców do jakiegoś obozu (słuchy, że do Mińska). Zapowiedź, że dalsze obozy są przewidziane. Chciano robotników wysłać z rodzinami. W końcu zrezygnowano z tego.” (s. 279)
„Przed 8-mą zadzwonił dr Grassler, polecając mi zjawić się na 8-mą do pałacu Brühla w „nagłej sprawie”. Zjawiłem się. Polecono mi posiedzieć dłużej i nie wychodzić na ulicę. Przed 8-mą zadzwonił dr Grassler, polecając mi zjawić się na 8-mą do pałacu Brühla w „nagłej sprawie”. Zjawiłem się. Polecono mi posiedzieć dłużej i nie wychodzić na ulicę. Auerswald, z którym się wkrótce skomunikowałem, rozmówił się z Brandtem telefonicznie. B[randt] podzielił jego pogląd w stosunku do propozycji wczorajszej. Zgłosiłem się z Lejkinem do Brandta. Oświadczył, że Avrila zrozumiał w ten sposób, jakobym miał być wezwany na „bal” celem omówienia „spraw technicznych”. Rozmówi się w sprawie propozycji z Avrilem.” (s. 280)
„Rano u Auerswalda. Zarządził (plakat), aby nie nosić żadnych opasek poza gwiazdą Syjonu. Tylko Służba Porządkowa ma prawo nosić 2 opaski, w tym jedną służbową.” (s. 281)
„Rano Gmina. O 11-ej u Auerswalda z Lejkinem. Omówił sprawę 500 porządkowych, którym należy płacić po 10 zł dziennie. Będą oni stali przy murach i będą odpowiedzialni (życiem) za ewentualne] dziury w murach.” (s. 283)
„Od 9-ej do 1 1⁄2 byłem u Auerswalda. Prosiłem o przedłużenie godziny policyjnej. Omówiłem sprawę czystości dzielnicy. Obejrzałem place na rogu Gęsiej i Nalewek i na Nowolipkach przeznaczone na ogródki dla dzieci.” (s. 285)
„Rano z Lejkinem u Mende. Potem Lejkin został sam z M[ende]. Ja u Brandta w sprawie Szeryńskiego. Postanowiłem polecić zaaresztować Służbie słynną szantażystkę Judt oszukała różnych, pobierając tysiące złotych za rzekome zwolnienia). Byłem u Auerswalda w sprawie akademii religijnej. Uzależnił to od SD i Gestapo. A Brandt uzależnił to od jego zezwolenia. Byłem u Nikolausa w sprawie wyjazdów. Oświadczył, że Żydzi cudzoziemcy mogą wyjeżdżać na wymianę, o ile mają dowody zagranicznego obywatelstwa w porządku. Ewentualnie mogą sobie uzupełnić brakujące dowody w poselstwie szwajcarskim w Berlinie. Poselstwo reprezentuje republiki amerykańskie. W Warszawie miała miejsce konferencja gubernatorów w sprawach gen. gubernatorstwa.” (s. 285)
„Byłem u Auerswalda. Wniosłem podanie o przedłużenie godziny policyjnej do 10-ej (22), podanie Z[akładu] Z[aopatrywania] o zakupie żywności na wolnym rynku. Prosiłem o zwolnienie młodocianych z więzienia, albowiem jest ono przepełnione (1670 więźniów a miejsc jest 500). Ostatnio nadszedł transport 60 Cyganów z Łowicza, którzy demoralizują więzienie.” (s. 287)
„O 4 pp. byłem u Auerswalda. Omówiłem sprawę redukcji przydziału chlebowego dla niektórych uprzywilejowanych grup ludności, celem udzielenia pomocy dzieciom ulicy. Ma to być jednomiesięczna redukcja. Potem ma w planie dobrowolne zrzeczenie się kartkowego chleba na rzecz najuboższych. Poruszyłem kwestię przedłużenia godziny policyjnej. Wreszcie omówiłem sprawę „meksykańskich stosunków”. A[uerswald] oświadczył, że oczekuje stanowiska Gestapo w tej sprawie.” (s. 289-290).
„Rano u Brandta z Lejkinem. Sprawa Szeryńskiego stoi źle. U Brandta był niejaki Nass, „zbieracz” metali. Chodzi podobno po fabrykach i kwalifikuje dobre maszyny jako szmelc. Zmienia jednak łatwo zdanie. Byłem u Auerswalda w sprawie chleba dla dzieci ulicy, Arbeitsdienstu - robót publicznych etc.” (s. 290)
„Rano o 8-ej ze Sztolcmanem u Auerswalda. Omawialiśmy sprawę podziału chleba. Załatwienie sprawy dzieci ulicznych odłożono do środy. A[uerswald] nie umie się jeszcze ustosunkować do projektu redukcji chleba dla grupy uprzywilejowanych, aby uzyskanym zapasem obdzielić dzieci uliczne. Omawiano sprawę eksportu i zatrudnienia. Wysunąłem 3 tezy: premii eksportowej, kompensaty towarowej i obrotu uszlachetniającego. A[uerswald] polecił mi czekać w domu po 5 pp., bo ma mi coś do zakomunikowania.” (s. 291)
JA/ONI, II D
„Rano Gmina. Potem u Auerswalda. O 11-ej przybył do Gminy z jakimiś wizytatorami, którym - jak zwykle - musiałem referować o dzielnicy.” (s.292)
JA, II D
„U Auerswalda o 8 rano ze Sztolcmanem i Wielikowskim. Omawialiśmy sprawę podziału mąki. Oświadczyłem, że dla Opieki Społecznej nie wystarcza 15% kontyngentu. A więc braki uzupełni to, co nam zwrócą z rekwizycji. Na to A[uerswald]: Żydzi przedstawiają zawsze nierealne projekty. Zwróciłem mu uwagę na to, że jeśli wyjrzy przez okno, ujrzy całą ulicę zbudowaną na podstawie „nierealnych” żydowskich projektów.
Przedtem odbyła się konferencja z A[uerswaldem], drem Grasslerem i majorem Przymusińskim. Zapytany, czy otrzymując dziennie 20 dzieci, aresztowanych przez Policję Polską, będę mógł je umieścić w domu poprawczym, odrzekłem, że to, celem uratowania ich od więzienia etc., uczynić muszę.
A[uerswaldj zamówił mnie na 4.45 celem doręczenia mi plakatu do wydrukowania. Kiedy się zjawiłem, doręczył mi plakat, że 100 Żydów i 10 porządkowych zostanie rozstrzelanych za przeciwstawienie się gwałtem zarządzeniom niemieckich policjantów. Przed wieczorem dzwoniłem do niego, że - pomijając resztę - 10 porządkowych nie ponosi żadnej winy. Kilku z nich wzięto z ulicy. Skierowałem do A[uerswalda] Firsta i Lejkina, którzy o 10.30 wrócili do mnie i nadmienili, że A[uerswald] zaprasza mnie na jutro na 8 rano w sprawie egzekucji.” (s. 294)
„Rano o 8-ej z Lejkinem u Auerswalda. Wniosłem podanie o zwolnienie 10 funkcjonariuszy Służby Porządkowej (kary śmierci). A[uerswald] oświadczył, że podanie wniesie do policji niemieckiej. Podałem, że 3 z nich zatrzymano na ulicy jako zakładników za 3 innych, których wezwano, a którzy się ulotnili. Poza tym są na liście tacy, którzy ze szmuglem nie mieli nic wspólnego. A[uerswald] polecił wstrzymać druk swego plakatu o rozstrzelaniu 100 więźniów i 10 funkcjonariuszy, zapowiadając zmianę jego treści.” (s. 294)
„Byłem u komisarza. W sprawie godziny policyjnej odrzekł, że musi powołać się na prawne podstawy. (Po obiedzie, choć nie proszony, posłałem mu te podstawy).” (s. 297)
„Z rana Gmina. Potem u komisarza. Chcę zaprowadzić hodowlę królików. A[uerswald] oświadczył, że nie otrzymamy owsa. W sprawie ewangelików, grzebanych na cmentarzu żydowskim88, polecił odłożyć ją do powrotu Grasslera. W sprawie dzieci w areszcie zgodził się, aby je na razie umieścić w internatach aż do przygotowania zamkniętego domu poprawczego. Zwróciłem się z prośbą o zwolnienie skazańców i przyszłych skazańców w taki sam sposób, jak to już raz miało miejsce. Odmówił. Zaproponowałem wtedy obóz pracy na miejscu w więzieniu. Zgodził się z tym, aby Toebbens, Schultze wzgl[ędnie] szczotkarze urządzili warsztaty.” (s. 299-300)
„Rano Gmina. Potem u komisarza. Polecił rozmawiać ze Szmiedtem. Na zapytanie, kto to jest S[chmiedt], odpowiedział, że nie może mi tego powiedzieć. Naradziłem się z Gepnerem, Sztolcmanem, Rechthandem etc. w sprawie jutrzejszej rozmowy z S[chmiedtem].” (s. 301)
„Rano 7.30 w Gestapo. Zapytałem Mende, ile prawdy w pogłoskach. Odrzekł, że nic nie słyszał o tym. Z kolei zwróciłem się do Brandta, odpowiedział, że jemu nic nie wiadomo o tym. Na zapytanie, czy to jednak może mieć miejsce, odrzekł, że on nic nie wie. Wyszedłem od niego niepewny. Zwróciłem się do jego szefa komisarza Boehma. Ten odrzekł, że to nie jego dział, że Hohenmann mógłby coś na tle pogłosek ewentualnie zakomunikować. Nadmieniłem, że według rozsiewanych wieści dziś o 191⁄2 ma się zacząć wysiedlenie. Odpowiedział, na to, że chyba by coś wiedział, gdyby to miało mieć miejsce. Nie mając innego wyjścia udałem się do zastępcy kierownika wydziału III, Scherera. Wyraził zdziwienie co do pogłoski i oświadczył, że również nic o tym nie wie. W końcu zapytałem, czy mogę oświadczyć ludności, że nie ma powodu do obaw. Odpowiedział, że mogę, że to wszystko, co mówią, jest Quatsch i Unsinn [bzdura i nonsens].
Poleciłem Lejkinowi, aby przez rejony zawiadomił o tym ludność. Pojechałem do Auerswalda. Oświadczył, że opowiedział o wszystkim SS-Polizeiführerowi. First w międzyczasie był u Jesuitera i Schleterera, którzy się oburzyli z powodu rozsiewanych pogłosek i zapowiedzieli dochodzenie w tej sprawie. Wróciłem do Gminy. Zastałem dra Schmiedta. Finalizuje się kompensata buty etc. za zboże (1 250 000).” (s. 302)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przedwczoraj zabrali pomnik Nieznanego Żołnierza [edytorka pisze, iż jest to informacja nieprawdziwa]. Nikt nie składa już kwiatów pod pomnikiem Mickiewicza.” (s. 107)
„Od tygodnia nie wolno chodzić po placu Saskim – obecnie zmieniono jego nazwę na Adolf Hitler Platz.” (s. 130)
</document>
<document nplp_id="6415" title="NALEWKI 32" slug="nalewki-32-2">
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, V

„Byłem świadkiem jak ciszę na podwórzu domu przy ul. Nalewki 32 przerwało kwilenie małego dziecka, pozostawionego bez opieki w mieszkaniu na 3 piętrze. Głos dobywał się z otwartego lufcika okna. Rusin z Galicji Wschodniej – 20-letni młodzieniec stojący na posterunku nasłuchiwał, ale pilnując przejścia z jednego podwórza do drugiego, nie ruszał się z miejsca. Kwilenie dziecka nie ustawało. Byłem mocno zdenerwowany nieostrożnością rodziców dziecka, którzy nie zamknęli lufcika, przecież winni byli zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa. A może nie zostali wpuszczeni z niemowlęciem do schronu i dlatego zdecydowali się zostawić dzieciaka na łasce losu? Nie zdążyłem zanalizować wszystkich ewentualności pozostawionego dziecka, gdy nagle zjawił się komendant oddziału SS, stacjonującego w szopie, młody Scharführer, pochodzący z Łodzi i doskonale władający językiem polskim, któremu ukraiński wachmistrz zameldował, że na jego posterunku nie zaszło nić godnego uwagi prócz płaczu dziecka. Po kilka chwil trwającym nasłuchiwaniu, podoficer, niewiele myśląc wszedł do odnośnej klatki schodowej. Czekałem pełen napięcia, czy nie sprowadzi na dół całej rodziny, a może na miejscu rozprawi się ze wszystkimi, mając przy sobie automatyczny pistolet. Ukrainiec zdradzał zainteresowanie na swój sposób. Nagle okno na trzecim piętrze zostało na oścież otwarte, a prze nie wyrzucone zawiniątko z dzieckiem.” (s. 241)
Abraham Lewin
JA/ONI, II D/III (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)

Emanuel Ringelblum
JA, V

„Walczyły poszczególne grup w getcie, w szopie szczotkarskim, na ul. Świętojerskiej, na terenach szopu Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami.” (s. 88)</document>
<document nplp_id="6418" title="NALEWKI 10" slug="nalewki-10">
Abraham Lewin
ONI, II D/III (05.07.1942)
„W ostatni piątek, w porze obiadowej, Niemcy przywieźli z &amp;lt;aryjskiej strony&amp;gt; pewnego dobrze zbudowanego i ładnie ubranego mężczyznę w średnim wieku, zaprowadzili go na Nalewki 10 i strzelili do niego 5 razy. Mężczyzna nie zmarł od razu. Męczył się jeszcze przez godzinę w cierpieniach agonii. Okazało się, że zamordowany był Żydem, który prawdopodobnie mieszkał po &amp;lt;aryjskiej stronie&amp;gt;.” (s. 149)
</document>
<document nplp_id="6421" title="Róg ulic NALEWKI/ ŚWIĘTOJERSKA (wacha)" slug="rog-nalewki-swietojerska-wacha">
Abraham Lewin
JA, II D (29.05.1942)
„Wczoraj, przechodząc w pobliżu bramy getta na rogu Nalewek i Świętojerskiej, byłem świadkiem maltretowania młodego Żyda przez żandarma za noszenie brudnej opaski.” (s. 85-86)
JA, II D  (10.07.1942)
„Gdy przechodziłem wczoraj przez bramę getta na Nalewkach róg Świetojerskiej, byłem świadkiem sceny, która kosztowała mnie wiele zdrowia. Dokładnie przy bramie po &amp;lt;drugiej&amp;gt;, &amp;lt;aryjskiej stronie&amp;gt; stał długi szereg żydowskich chłopców i dziewcząt w róznym wieku i różnego wzrostu, bardzo młodych i starszych, niskich i wysokich. Wszyscy ubogo ubrani. Wszyscy z twarzami wychudzonymi i wymęczonymi od ciężkiej pracy fizycznej. Była to grupa żydowskich robotników i robotnic, która po całymm dniu pracy na &amp;lt;placówce&amp;gt; wracała do domu, do getta. Każdy z nich miał ze sobą woreczek z kartoflami albo innymi produktami żywnościowymi, które kupili po drugiej stronie po niższych cenach. Przy bramie stało 4 żandarmów, jeden z nich był wyższej rangi. Każda z żydowskich dziewcząt i każdy z chłopców podchodził do żandarmów, zgodnie z kolejnością, i otwierał przed nimi woreczek albo paczuszkę, którą miał ze sobą. Potem następował wyrok: winny czy niewinny, albo do małej stróżówki, co oznaczało konfiskatę całego worka, albo uwolnienie do getta.” (s. 162)
&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, III B
„Wychodząc z getta, należało zatem przejść przez dwie wachy tj. na rogu Zamenhofa i Gęsiej oraz na rogu ul. Nalewki i Świętojerskiej. Przechodząc przez wachę należało okazać legitymację, przepustkę, uprawaniającą do przechodzenia i poddać się osobistej ścisłej rewizji.” (s. 208)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B (18.04.1943)
„Oczekiwane wypadki nastąpiły 18 kwietnia. Getto miało być zlikwidowane na urodziny führera. Dowódca wyznaczył początek akcji na godzinę wpół do pierwszej. W nocy granatowa policja obstawiła getto, a batalion policji niemieckiej wkroczył na Nalewki. Niespodziewanie padły z domów strzały z broni maszynowej, batalion w popłochu się wycofał. Rano, 19 kwietnia, na murach getta rozklejano odezwy wzywające Żydów do zbrojnego oporu. Pojawiły się napisy: &amp;gt;&amp;gt;Zginąć z honorem&amp;lt;&amp;lt;.
Pierwsze natarcie na getto było słabe. W godzinach popołudniowych rozpoczęła się akcja na Smoczej, Gęsiej i Lubeckiego. Niemcy usiłowali przełamać opór Żydów metodą zastraszenia, zwłaszcza, że walka była beznadziejna, a wynik z góry przesądzony. Próba zastraszenia nie udała się. Obrońcy zbudowali bunkry koło bloków domów: plac Muranowski, Franciszkańska-Nalewki, Dzika-Gęsia. Natarcia bronią pancerną nie dały Niemcom spodziewanych wyników. Czołgi wprowadzone przez bramę Nalewkowską obrzucono granatami i butelkami z benzyną. Następnego dnia Niemcy wystosowali do Żydów ultimatum. Zostało ono zlekceważone, walka zawrzała na nowo.” (s. 482-483)

Marcin Szczygielski
F, II D (kwiecień 1942)

„– Wszystko jest uzgodnione. Wachę przy bramie od Świętojerskiej ma Lutek, przepuści was. Ale on kończy o szóstej rano.
– Nie będziemy ryzykować. – Kręci głową Stella. – Jeśli ktoś nas zauważy w nocy, od razu się połapią. Zobaczcie, jak ten chłopak wygląda, a do tego takie włosy… Pójdziemy w dzień, w dzień będziemy mieli szansę – nikt nie uwierzy, że chłopak ucieka z getta z takimi włosami, bo to tak absurdalne, że aż niemożliwe. Najciemniej jest pod latarnią. Najprościej byłoby przejść przez sądy, ale nie w tej sytuacji. Nie wymkniemy się niepostrzeżenie, każdy na niego zwróci uwagę.
– Może mu chustkę zawiązać? – proponuje Sonia. – Albo jakąś większą czapkę dać…
– Jest inna droga.
– Jaka? – pyta Dziadzio niespokojnie.
– Przejdziemy przez dom Arbeitsamtu [Leszno 84], za małą kładką na wysokości pierwszego piętra. Tam jest niestrzeżona brama. To znaczy nie ma Niemców ani policji. Stróż pilnuje, ale można się z nim dogadać.” [s. 85-86]

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6425" title="NALEWKI 9" slug="nalewki-9">

Abraham Lewin
JA/ONI, II D/III (16.05.1942)
„Zaczęło się od zamordowania w połowie listopada 1939 r. 53 niewinnych Żydów z Nalewek 9. Od razu po tym nastąpiła historia Kotta, kiedy znowu złapali i zabili około 300 Żydów, przeważnie przedstawicieli inteligencji zawodowej: lekarzy, adwokatów, nauczycieli itp. A od tego czasu stale, nieprzerwanie [łapano]. Wieczne łapanki na ulicach na robotę, bezustanne rewizje i grabieże, wieczne upokorzenia i poniżenia.” (s. 47-48)
ONI, III A
„Opowiadają, że w domu przy Szczęśliwej 3 zastali położnicę z trzydniowym niemowlęciem. Zamordowali matkę wraz z dzieckiem. Fakt. Znów wypędzają ludzi z kamienicy przy Nowolipkach 45 i z innych domów. […]Na Nalewkach 9 zabili chorą kobietę.” (s. 183-184)



Marek Edelman
ONI, I
„Nie przestrzeganie przepisów grozi jednym wymiarem kary – śmiercią, przestrzeganie ich nie chroni przed tysiącem coraz bardziej fantastycznych szykan, coraz większych prześladowań, coraz częstszych aktów terroru, coraz ostrzejszych zarządzeń. Ukoronowaniem ich jest niepisane prawo zbiorowej odpowiedzialności. Tak więc w pierwszych dniach listopada 1939 r. rozstrzelanych zostaje 50 mężczyzn z domu na Nalewki 9 za rzekome pobicie przez jednego z mieszkańców policjanta polskiego. Ten pierwszy wypadek zbiorowego morderstwa pogłębia jeszcze nastroje paniczne wśród Żydów. Strach przed Niemcem wzrasta do nieopisanych granic.” (s. 6)


Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Delegacja mieszkańców Nalewki 9 w sprawie aresztowania wszystkich mężczyzn z tego domu. Wieczorem interweniowałem w Gestapo. Należy interweniować u policji polskiej wg oświadczenia komisarza.” [21.XI.1939] (s. 48)

„Matki z Nalewek 9.” [22.XI.1939] (s. 49)

„Delegacja matek (płacz i krzyk).” [23.XI.1939] (s. 49)

„7 rano delegacja kobiet z Nalewek 9.” [24.XI.1939] (s. 49)

„7-ma delegacja z Nalewek 9.” [25.XI.1939] (s. 49)

„Interwencja w sprawie zatrzymanych Nalewki 9. Polecono mi zwrócić się na Daniłowiczowską do Kluge wzgl. Binia.” [25.XI.1939] (s. 49)

„Rano skandal matek z Nalewek 9.” [26.XI.1939] (s. 49)

„Rano interwencja w urzędzie śledczym w sprawie Nalewek 9. Polecono przyjść jutro o 9 rano.” [27.XI.1939] (s. 49)

„Dr Kluge oświadczył, że 53 mieszkańców Nalewek 9 rozstrzelano. Bliższych informacji o miejscu pochowania odmówił (godzina 9 rano). O 11-ej rodziny w Gminie. Radni namawiają, żeby na jutro odłożyć zawiadomienie rodzin. Nie zgodziłem się na to. Wezwałem ich w obecności jednego radnego (reszta skwapliwie skorzystała z propozycji wyjścia z pokoju). Scena trudna do opisania. Potem na wyrywkę coraz to inna ofiara. Potem złorzeczenia w moim kierunku. O 1½wyszedłem z Gminy. Ofiary czepiały się dorożki. Cóż im mogłem pomóc.” [28.XI.1939] (s. 49)

„Gmina –pogłoski o Nalewkach.” [29.XI.1939] (s. 50)

„Posiedzenie Rady. W końcu posiedzenia przyniesiono gazetę „Nowy Kurier Warszawski” z obwieszczeniem o opaskach żydowskich, znaczeniem sklepów żydowskich, tudzież o rozstrzelaniu 53 z Nalewek 9. Opaski obowiązują od jutra.” [30.XI.1939] (s. 50)

JA, I

„O 3-ej poszedłem do SS celem odebrania zwłok przez rodziny. Niestety, nikogo z miarodajnych osób nie zastałem. Mam być jutro.” [28.XI.1939] (s. 50)

„Nalewki. Znów odwiedziny rodzin i jakichś 2 nowych osób, podających się za rodziny. Gmina do 2 pp.” [1.XII.1939] (s.51)



JA/ONI, I

„1°C. Rano godzina 7-ma. Rodziny z Nalewek 9 z płaczem do mieszkania. Wydano im ciała zmarłych. Proszą o grób oddzielny na cmentarzu.” [11 IV 1940] (s. 82)


&amp;nbsp;


Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Żydzi warszawscy na napaści chuliganów chrześcijańskich odpowiadają na żydowskich ulicach ciosami, mimo, że przykład na Nalewkach 9 wskazuje, iż dotknięcie chrześcijanina może pociągnąć za sobą groźne następstwa.” (s. 64)
„Dziś, trzynastego marca [1940], wydano Gminie Żydowskiej zwłoki ludzi z domu przy Nalewkach 9, zostali pogrzebani na Bielanach. Rodziny mają rozpoznać zwłoki.” (s. 96)


</document>
<document nplp_id="6427" title="SZCZĘŚLIWA 3" slug="szczesliwa-3">
Abraham Lewin
ONI, III A
„Opowiadają, że w domu przy Szczęśliwej 3 zastali położnicę z trzydniowym niemowlęciem. Zamordowali matkę wraz z dzieckiem. Fakt. Znów wypędzają ludzi z kamienicy przy Nowolipkach 45 i z innych domów. […]Na Nalewkach 9 zabili chorą kobietę.” (s. 183-184)
</document>
<document nplp_id="6428" title="ELEKTORALNA 6" slug="elektoralna-6">Abraham Lewin
ONI/JA, II D/III
„Dziś opowiedziano mi o trzech ofiarach zamordowanych w środku białego dnia, w blasku letniego słońca. Znany już u nas Frankenstein (daremnie Żydzi pocieszali się, że został wysłany na front) dziś około godziny 1 po południu zastrzelił na rogu ulic Gęsiej i Okopowej 23-letniego Żyda, który prowadził rykszę. Zapytał go, co tam robi. Młody człowiek odpowiedział, że przyjechał po pasażera i zaraz odjeżdża. Morderca wyciągnął swój rewolwer i dwoma strzałami położył trupem zdrowego i pięknego człowieka. Dziś został również zamordowany stróż domu przy Elektoralnej 6 oraz jego znajomy, który akurat u niego przebywał. Widmo krwi nie znika z getta ani na jeden dzień.” (s. 137)
</document>
<document nplp_id="6432" title="FRANCISZKAŃSKA" slug="franciszkanska-2">
[caption id="attachment_9385" align="alignleft" width="1024"] Ul. Franciszkańska przy ul. Nowiniarskiej. Widok w kierunku wschodnim (Fot. NN) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

ONI, IV B

„Drugie zarządzenie: dalsze ograniczenie ghetta. Granica południowa, biegnąca obecnie wzdłuż Gęsiej i Franciszkańskiej, ma być przesunięta na ul. Muranowską. Już tylko najbliższe ulice, tylko kilkadziesiąt domów przylegających do Umschlagu ma stanowić getto. Termin przeprowadzek: 23 stycznia. […] Zarządzenie o zmianie granic w ogóle nie wchodzi w życie, zostaje odwołane. Ghetto pozostaje w dotychczasowych granicach.” (s. 144-145)

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Translokata instytucji i mieszkańców wymagała przydzielenia domów, toteż szopom uszczuplono ich stan posiadania, a m.in. fabryka, w której pracowałem zmuszona była ustąpić domy przy pl. Muranowskim, Nalewki 40 i 42 oraz domu położone przy ul. Franciszkańskiej, zatrzymując dla siebie bloki na Nalewkach od 28-38 włącznie.” (s. 190)
ONI, V
„Szop szczotkarzy mieszczący się w bloku Świętojerska-Wałowa tj. jedyny w martwym pasie, rozpoczął akcję samoobrony. Padły granaty i strzały rewolwerowe. Rozpoczęło się regularne oblężenie. Równocześnie z domów przy ul. Zamenhofa posypały się strzały na wkraczających Niemców przez wylot Gęsia-Zamenhofa. Tymczasem Niemcy z artylerii strzelają zapalającymi pociskami do górnych pięter każdego kolejnego domu przy ul. Franciszkańskiej i Nalewki.” (s. 242)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/JA, IV A (05.10.1942)
„Przewodniczący Gminy opublikował rozkaz, że w godzinach pracy w ogóle nie wolno chodzić na południe od Gęsiej i Franciszkańskiej oraz po małym getcie. Złapani na tych ulicach bez specjalnego zezwolenia zostaną wywiezieni z Warszawy, co oznacza śmierć.” (s. 229-230)
JA, IV A (26.11.1942)
„Również dzisiaj, w czwartek, opowiedziano o 3 zabitych na Franciszkańskiej. Trzej bracia, którzy sprzedają mięso w jakimś sklepie. […] Trzej bracia, których dzisiaj zabito za sprzedaż mięsa, nosili nazwisko Suchecki. Zajmowali się szmuglem.” (s. 260-261)


Perec Opoczyński
ONI, IV A (13.10.1942)
„Warsztatowi stolarskiemu OBW [Gęsia 30] znów grozi redukcja. Szczególnie zagrożona jest grupa „Oneg Szabat”. Zostać mają tylko ci, którzy mogą zarządowi dać pidjen w wysokości od pięciu do dziesięciu tysięcy złotych. Dyrekcja nie robi tajemnicy z tego, że przede wszystkim będą chronić swoich krewnych albo tych Żydów, którzy będą dawać pieniądze.” (Pisma, s. 307)
ONI, IV A (13.10.1942)
„Mówi się, że główny szef SS znów przyjechał do Warszawy na dzień, dwa. Dziś znów zastrzelono chłopca na Franciszkańskiej. W getcie niespokojnie. Plotkom o wypędzeniu Polaków z Lublina towarzyszą doniesienia o niepokojach, które tam wybuchły. Żydzi mówią o wyniszczeniu Polaków, które miałoby być podobne do wytracenia Żydów w Treblince. Goje, którzy pozostaną, będą musieli mieszkać w getcie i w osobnych budynkach. Pierwszą próbą miało być to, co zrobiono z pracownikami tramwajów.” (Pisma, s. 307)
ONI, II
„Kiedy skaczą ceny, ożywia się Koźla. Towary wydziera się sobie z rąk. Jak obcęgami, żelazne łapy żydowskich tragarzy-zabijaków chwytają natychmiast każdy spuszczony z gojskich okien worek. Łowią towary dla bogatych handlarek z bazaru. Nikt nie może z nimi konkurować. Pośrodku uliczki, jak w świąteczny dzień przed synagogą, stoją setki Żydów. Żydzi syci, napojeni. Robi się interesy i dyskutuje na tematy polityczne. Bruk jest grubo zarzucony ustnikami i niedopałkami mocnych papierosów, i to teraz, kiedy papieros kosztuje sześćdziesiąt groszy, to znaczy dziesięć, dwanaście razy więcej niż przed wojną. W tłumie kręcą się handlarze z zawieszonymi na piersi skrzyneczkami pełnymi ciastek, wykrzykują: „No, koniec, kto ryzykuje!”. Ciągnie się numerki z torebki i albo się przegrywa, albo się wygrywa ciastko. Kilku młodych szmuglerów otoczyło sprzedawcę i żrą słodycze z tak obrzydliwą uciechą, że aż po prostu przykro patrzeć na ich tłuste gęby. Uliczni śpiewacy i grajkowie zachodzą tu z nadzieją na zarobek w krainie sytości, ale kto tutaj ma dla nich zrozumienie? Skrzypce rzępolą, śpiewak śpiewa: „Ja nie chcę oddać bonu, chcę jeszcze trochę pożyć”. Jednak nie robi to żadnego wrażenia. Ta uliczka porusza się, unosi, kołysze tylko wtedy, gdy niesie się szept: jeszcze ćwierć… pół złotego… dwa. Mąka żytnia dwadzieścia cztery i pół… to najpiękniejsza muzyka na Koźlej. Kogo obchodzi martwy, a raczej wydający właśnie z siebie ostatnie tchnienie, który ułożył się nie gdzie indziej, jak tylko przed sklepem Jopka i urządził sobie tę ostatnią drogę u stóp szmuglerów? Na Ostrowskiej, Wołyńskiej czy nawet na Franciszkańskiej i Nalewkach umarli leżą na ulicach jak u siebie w domu. Żydzi wstają rano, wychodzą na ulicę i wiedzą, że znajdą trupy: jednego, drugiego, piątego, dziesiątego. To te same śmiertelne ofiary głodu, spuchnięci zmarli, którzy głodowali przez całą wojnę – głodowali, aż się doczekali tej upragnionej [a zarazem] znienawidzonej śmierci. Ale leżeć tu na uliczce Koźlej? Jak zadeptana mucha, pluskwa – kogo to obejdzie? Szmuglerzy stoją w błyszczących butach, w dobrych burkach; zimne wrześniowe słońce złoci ich dobrze odkarmione twarze, pogryzają karmelki i ciastka, które sprzedawca słodyczy im podstawia, i nawet nie słyszą szumu przelatującej śmiertelnej kuli.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 414)
„Ot, dopiero co wczoraj w nocy była tu prawdziwa heca, kiedy po ubiciu przez wszystkie strony dobrego interesu niespodziewanie przyszli Niemcy – inni, nieprzekupieni Niemcy – i dali do wiwatu. Zabrali jedzenia za dziesiątki tysięcy złotych i trzeba było jeszcze dodatkowych wielkich pieniędzy, żeby się skończyło jedynie na stratach finansowych. W panice tylko trzech ludzi z mety [dom na granicy getta, ten przy Koźlej 7 był jedną z głównych met getta] spadło z dachu i zostało na miejscu zabitych. Cóż, taki jest los tych, co żyją z mety. Obieg pieniądza na mecie jest bardzo dobrze zorganizowany. Niezwykle przypomina pośrednictwo finansowe, którym nieustannie cyrkulujący, nastawiony na zysk kapitał posługiwał się w każdej epoce i okoliczności, by zapewnić sobie profity. Są żydowscy i gojscy ludzie mety. Goje przemycają towary dla chrześcijańskich szmuglerów na aryjską stronę, a Żydzi dla żydowskich szmuglerów na żydowską stronę. Ludzie mety prowadzą przy tym rachunki, ile ton produktów zostało przeszmuglowanych, i z każdego kilograma trafia do nich pewien procent141. Ludzie mety mają swoich zaufanych, którzy pilnują sprzedaży i kupna i uważają, żeby mecie nie stała się krzywda. Dola ludzi mety jest ciężka. Stanie na dachach jest zawsze związane z narażaniem życia. Ale czego nie zrobi Żyd dla chleba. Koźla daje zarobić tysiącom Żydów. Z Koźlej żyją ci, którzy ciągną stamtąd na swoich wózkach zieleninę i owoce. Żyją z niej też tragarze. Po kilku stoi przy każdym dużym sklepie szmuglerskim. Łapią spuszczane worki z mąką, zbożem i innymi dobrami i przenoszą je w umówione miejsca. Tak zarabiają. Dodatkowo wprowadzili zasadę, że pobierają pieniądze za każdy worek towaru wyniesionego z Koźlej. Przy Franciszkańskiej stoi Zelik Łapa, niska, solidna postać w założonej na bakier czapce z błyszczącym daszkiem, i czatuje na wychodzących z pakunkami: Stop! – syczy – nie wstydźcie się, ojczulku, dajcie pięćdziesiątaka za paczkę.
– Ja, pięćdziesiątaka? – Żyd udaje głupiego.
– Tak, pięćdziesiątaka, i to szybko.
Daje, wszystko dobrze, ale jak nie – przyłoży Łapa łapą, aż tamtemu pokażą się gwiazdki. W obliczu takiego argumentu milknie i płaci. Płacze i płaci.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 415-416)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI, II
„Raz Marynkę [Segalewicz – B.S.] z transportem 40 sztuk „Biuletynu” zatrzymuje na Ulicy „granatowy” policjant. Było to pod murem na Franciszkańskiej. Chciała tę sprawę załatwić jak każda szmuglerka – zaproponowała 500 złotych. Zbyt duża suma zdradziła ją. Policja chciała koniecznie obejrzeć towar. I tu nastąpił dopiero krach. Zamiast pończoch ze spódnicy posypały się białe kartki. Sprawa stała się poważna. Marynka czuła się już na Gestapo. Aż nagle szczęśliwy zbieg okoliczności – na ulicy jakaś awantura, bójka. Pod murem rzecz niedopuszczalna. Policjanci tracą głowę, nie wiedzą, co wpierw robić. Na chwilę odwracają się. To dla Marynki wystarcza. Rzuca policjantom przyrzeczone 500 złotych, zbiera szybko rozsypane gazetki i w nogi… Zamiesznie na ulicy wywołał celowo Mały Kostek (S. Kostrzyński), obserwując z daleka tę scenę.” (s. 20-21)


[Działania 5 grup bojowych Ż.O.B. w kwartale ulic: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska]
JA/ONI, V
„Następnego dnia do godz. 2-ej po południu – cisza. Dopiero teraz Niemcy podchodzą znów zwartym oddziałem pod bramę szczotkarzy. Nie wiedzą, że w tym samym momencie obserwator bierze do ręki wtyczkę od kontaktu elektrycznego. Werkschutz niemiecki podchodzi do bramy, chce ją otworzyć. Dokładnie w tej samej chwili wtyczka zostaje włączona. Pod nogami SS-owców rozgrywa się czekająca na nich oddawna mina. Przeszło 100 SS-manów ginie od wybuchu – reszta wycofuje się odprowadzona strzałami naszych bojowców. Dopiero po 2-ch godzinach Niemcy powtórnie próbują szczęścia. Teraz już inaczej, ostrożnie, gęsiego, w szyku bojowym starają się przedostać na teren szczotkarzy. Ale tu poraz drugi doznają odpowiedniego przyjęcia przez czekającą na nich grupę bojową. Z 30 Niemców, którzy dostali się na teren, wydostaje się z powrotem zaledwie kilku. Reszta ginie od wybuchu granatów i butelek zapalających. I znów wycofują się Niemcy z getta. I znów bojowcy święcą swoje drugie kompletne zwycięstwo.” (s. 55-56)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Sam zwiedziłem lokal Nalewki 31. W niby to kawiarni zastałem kilkudziesięciu młodych ludzi, grających w domino i karty. Lokal ten przeznaczę na dzieci z aresztu (dom poprawczy). Zwiedziłem przy okazji ogród na rogu Franciszkańskiej (pełno dzieci).” (s. 301)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Naoczny świadek ekscesów na ul. Franciszkańskiej w lutym 1940 roku opowiada: „Szedł tłum z 200-300 osób, uzbrojonych w drągi, kije i łomy żelazne, na przodzie szli młodzi lotnicy z rewolwerami w ręku. Pochód zamykali Aryjczycy, starsi wiekiem, kierujący ekscesami, którzy bezustannie porozumiewali się z Niemcami i wydawali bandzie opryszków dyspozycje. Tłum wybijał po drodze szyby w oknach. W bramach stały grupy Żydów uzbrojonych w drągi i kije, przygotowanych do obrony. Na rogu ul. Franciszkańskiej i ul. Wałowej tłum chuliganów natknął się na kilkudziesięciu robotników żydowskich uzbrojonych w drągi żelazne, którymi odbijali lód. Doszło do walki, w czasie której padli: 1 chuligan i 2 Żydów”. Na ul. Grzybowskiej odbył się w tym samym czasie pogrom, w którym brali udział lotnicy niemieccy, strzelający bezustannie na wiwat. Banda żołnierzy niemieckich szła za pochodem chuliganerii, ciesząc się z ich wyczynów. Chuligani bezcześcili imię Polski, wznosząc okrzyki: „Niech żyje wolna Polska bez Żydów”. Padło wówczas sporo ofiar żydowskich. I tu Żydzi stali w bramach gotowi do obrony. Na podkreślenie zasługuje męska postawa ludności żydowskiej, która nie dała się sterroryzować bandom antysemickim i przygotowała się należycie do obrony.” (t. 29a: s. 34)
„Na Franciszkańskiej jest wiele odizolowanych domów.” (t: 29: s. 51)
„Opowiadają, że zabity na Franciszkańskiej chrześcijanin został zabity przez motorniczego, który zeskoczył z tramwaju i bił go korbą.” (t. 29: s. 82)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (t. 29: s. 87)
„Dziś, 29 marca [1940], było spokojnie, tylko nieliczne, odosobnione napaści na Żydów. W szpitalu żydowskim dokonano 16 trepanacji czaszki. Na Franciszkańskiej aresztowano wielu Żydów, bo jakiś chrześcijanin został zabity w czasie wzajemnej bójki. Zabrano mężczyzn, kobiety i dzieci, później zwolniono.” (t. 29: s. 88)
„Na Franciszkańskiej chuligani ciskali kamienie aż a trzecie piętro w podwórzu.” (t. 29: s. 89)
„Mówią, że za wszystkie rewizje, przeprowadzone w żydowskich sklepach na Franciszkańskiej i innych ulicach, odpowiadają tragarze żydowscy, którzy parają się donosicielstwem. Idą za ludźmi niosącymi paczki i domagają się okupu.” (t. 29: s. 92)

Mary Berg
ONI, VIA

15.VI.43’: „W nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień święta Paschy, który Żydzi obchodzą na pamiątkę wyzwolenia, zbrojne oddziały SS, Ukraińców, Łotyszy i Litwinów otoczyły obszar „dużego getta”, ograniczony ulicami: Leszno, Nowolipie, Bonifraterska i Smocza. O świcie 19 kwietnia niemieccy żołnierze z pancernymi wozami bojowymi wkroczyli do getta ulicą Zamenhofa i zaczęli ostrzeliwać domy. Zabarykadowani Żydzi odpowiedzieli ogniem i granatami. Po kilku godzinach hitlerowcy wycofali się z dzielnicy. Ze wszystkich okien i dachów, zza każdego zburzonego muru Niemców witał grad pocisków z pistoletów maszynowych. Sygnał do walki dała grupa młodzieży, która obrzuciła nadjeżdżające czołgi niemieckie granatami ręcznymi. Po obiedzie hitlerowcy powrócili z artylerią polową i rozpoczęli ostrzał Nowolipia, Bonifraterskiej i Franciszkańskiej. Następnie rozpoczęła się zażarta walka” (s. 363).

15.VI.43’: "Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy" (s. 364).

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)
„Na Franciszkańskiej nie było żadnych mieszkań. Ponieważ Wydział Aprowizacji pozostał, urzędnicy pozajmowali już dawniej co lepsze mieszkania. Wchodziliśmy do bram domów – istnych ruder. Potykaliśmy się o cegły, o kamienie, o kupy sypkiego żwiru. Dokoła wywalone drzwi, potłuczone okna, wypalone futryny.
Mieszkań zresztą nie oglądaliśmy wcale. Wchodziliśmy tylko do bram i cofaliśmy się z powrotem. Śmierdziało w bramach opuszczeniem, stęchlizną i ekskrementami.” (s. 144)

JA/ONI, IV A
„A jednak mówiono powszechnie w getcie, że najlepiej zaprowiantowaną i najlepiej prowadzoną kuchnię ma Związek Śmieciarzy przy ulicy Franciszkańskiej.
Jeżeli cmentarnicy należeli do kasty uprzywilejowanej, to śmieciarze byli najbogatsi.” (s. 188)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Franciszkańska 6,   - Franciszkańska 15,  - Franciszkańska 21,   - Franciszkańska 20,   - Franciszkańska 22,   - Franciszkańska 24,
- Franciszkańska 30,  - Franciszkańska 30-32, - Franciszkańska/Koźla (targ),
- Franciszkańska/Wałowa,  - Franciszkańska (prawa strona od Bonifraterskiej d Gęsiej),   - Franciszkańska (numery parzyste do Bonifraterskiej),   - róg ulic Bonifraterska/Franciszkańska,  - róg ulic Franciszkańska/Nalewki,   - róg ulic Nowiniarska/Franciszkańska,   - róg ulic Świętojerska 32/34 /Franciszkańska (szop szczotkarzy),

OBSZARY:
- Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki,  - Obszar: getto centralne: Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza,

TRASY:
- Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,

</document>
<document nplp_id="6434" title="GROCHÓW (poza gettem)" slug="grochow-poza-gettem">
Abraham Lewin
ONI, IV A
„Mówią, że tej nocy były aresztowania wśród Polaków. Opowiadają także, że dziś odbyła się &amp;lt;akcja&amp;gt; przeciwko Polakom: łapią na roboty. Akcja objęła różne dzielnice miasta: Żelazną bramę, Grochów, Żoliborz i w ogóle całe miasto. Ukrywają się oni – podobnie jak my – przed wrogiem.” (s. 288)
nbsp;
Ludwik Hirszfeld
ONI, III C/IV A
„W warszawskich halach targowych ukrywano i żywiono dzieci żydowskie, dozorcy ukrywali je nieraz na strychach domów. Niebezpieczeństwo groziło dzieciom, jeśli zostały zauważone przez jakąś volksdeutschkę. Te były nieubłagane. Idzie Nowym Światem patrol, składający się z polskiego policjanta i uzbrojonego Niemca. Spotykają dziecko żydowskie. Prosi, by darowano mu życie. I policjant polski prosi. Nic nie pomaga, dziecko zostaje zabite na miejscu.
Idzie przez Grochów tłum już nie oberwańców, lecz widm w łachmanach lub nago. Dookoła grupy psy gończe. Idą na śmierć.” (s. 469)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ostatnio rozszalała się drożyzna. Kilogram masła kosztuje 45 zł. Tłumaczy się to tym, że na Grochowie i innych przedmieściach zabierają wszystkie produkty.” (s. 110)
„17 września [1940] rozpowszechniła się plotka o 16 punktach przeciwko Żydom: ograniczenia w tramwajach, ograniczenia praktyki lekarzy, getto (warszawscy Żydzi na Powązkach i Kole, prascy na Grochowie), poruszania się po mieście do 6, w niedzielę w ogóle nie, ograniczenie handlu hurtowego, wielkiego przemysłu itp.” (s. 123)
ONI, II A
„Pewien Niemiec widział przejeżdżając przez Grochów Żydów pracujących na Grochowie i przyszedł do Gminy z pretensją: „A to co znowu, Żydzi ważą się coś posiadać?” (s. 194)


ADRESY:
- Kibuc Grochów (m. Grochowską a Ostrobramską)</document>
<document nplp_id="6439" title="ORLA 2" slug="orla-2">
Abraham Lewin
II D (12.05.1942)
„Zabrali owej nocy z domu kierownika kuchni ludowej przy ulicy Orlej 2, Szklara. Nie znaleziono wówczas jego zwłok wśród zabitych na ulicach. Nie wiedziano, gdzie się Szklar znajduje. Przypuszczano, że siedzi na Pawiaku. Tej nocy wyprowadzono go na ulicę i zastrzelono na Nowolipkach 54. rano odnaleziono jego zwłoki.” (s. 38)
</document>
<document nplp_id="6440" title="ORLA 4" slug="orla-4">
Abraham Lewin
ONI, II D (03.07.1942)
„Wczoraj, w środku białego dnia, również ulicami warszawskiego getta polała się żydowska i polska krew. W bramie na Lesznie róg Żelaznej słynny morderca Frankenstein zastrzelił żydowskiego młodego woźnego i chrześcijanina. Możliwe, że chodziło o przekazanie paczki z jednej strony na drugą. O godzinie 4 po południu doszło przy Orlej 4 do mordu na chrześcijaninie. Podjechała mała limuzyna, wysiadło z niej trzech ludzi: umundurowany Niemiec, drugi w cywilu i jeszcze jeden w wieku 40 lat, bardzo elegancko ubrany, w białych rękawiczkach, palił papierosa. Weszli do bramy i na górę po schodach. Oficer kazał człowiekowi usiąść na oknie, a potem strzelił do niego i zabił go na miejscu.” (s. 146-147)
</document>
<document nplp_id="6441" title="ORLA 6" slug="orla-6">
Abraham Lewin
JA/ONI, II D  (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)
ONI, II D (10.07.1942)
„Wczoraj przy ulicy Orlej 6 znów doszło do mordu na chrześcijaninie, którego przyprowadzono z drugiej strony. Dokładnie tydzień temu, w czwartek 2 lipca, również doszło do takiego zdarzenia, które zanotowałem. Ciężko zrozumieć, co powoduje tymi wesołymi mordercami, mordercami z zawodu, że przyprowadzają tu do getta chrześcijan i mordują ich na gettowym bruku. Po co oni to robią?” (s. 160)

Emanuel Ringelblum
ONI, II

„ŻSS założyła dla artystów specjalną kuchnię, która po najrozmaitszych perypetiach trafiła na Orlą 6. Kuchnia ta stała się ośrodkiem ożywionej pracy kulturalnej. Tu odbywały się często występy chórów Skasa, Fajwiszyna i Gladsztejna, wieczory literackie, zebrania dyskusyjne itp. Lokal ten służył także plastykom jako klub, w którym zbierali się i gawędzili z kolegami.” (s. 244)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI,  IIB

20.V.41’: "Miejsca zajmowane dawniej przez zburzone bombami domy wykorzystuje się do różnych celów, zwiększając przestrzeń życiową getta. Pod tym względem olbrzymią energię wykazuje niedawno założone Towarzystwo Toporol Stawia ono sobie za cel propagowanie ogrodnictwa wśród ludności. Wszystkie wolne działki zostały zarekwirowane przez Gminę i przekazane Toporolowi. Setki młodych chłopaków i dziewcząt uprawiają ziemię na miejscu zburzonych budynków, zarówno od podwórzy, jak i od strony ulic" (s. 119).

</document>
<document nplp_id="6443" title="BAGNO" slug="bagno">

Abraham Lewin
ONI/JA, II D (28.05.1942)
„Dziś rano znów zastrzelono – w związku ze szmuglem - kilku Żydów na ulicy Bagno. Wśród zabitych znajduje się żydowski policjant. Słyszałem kilka relacji dotyczących liczby zastrzelonych. Pierwsza podawała dwóch, druga – trzech, a trzecia – pięciu.” (s. 85)
ONI, II D
„Godzina wpół do ósmej wieczorem. Przed chwilą wrócił do domu mój sąsiad R. i opowiedział, że na rogu Pańskiej i Bagna żandarm strzelał z góry (stał na murze) i zabił dwóch Żydów: chłopca i starszego człowieka. Wszystko jest związane ze szmuglem. W tym tygodniu też zabito Żydów na Bagnie. &amp;lt;Życiem za chleb płacimy&amp;gt;. Każda kromka chleba, którą kupujemy na wolnym rynku jest przesiąknięta krwią żydowską.” (s. 97-98)
ONI, II D (04.06.1942)
„Na fatalnej ulicy Bagno o tej samej godzinie żandarmi zastrzelili 4 Żydów, a 15 aresztowali. Bogate żniwo jak na jeden poranek.” (s. 102)


Henryk Makower
JA, II A
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
JA, II A
„Bagno – Wielka. Zniszczona mocno przez bombardowanie, dość grząska ulica, jednak nie odpowiadała w pełni swojej nazwie. Ani Bagno nie było specjalnie bagniste czy wstrętne, ani Wielka nie jest duża ulicą. Tu już stosunkowo wcześnie, jeszcze w ogólnym zarządzeniu Auerswalda, odcięto część nieparzystą. Długi, wielki mur przez sam środek jezdni, tuż przy szynach tramwajowych, szedł daleko, aż do Granicznej. […] Wstąpiłem kiedyś do małej cukierni na rogu Prostej, aby coś zjeść i napić się herbaty.” (s. 179)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dwudziestego trzeciego lutego [1940]. Mówią, że przy ulicy Bagno zabito Żyda, bo przyszedł na pół godziny do swojego sklepu, który mu uprzednio zabrano.” (s. 72)
ONI, II A
„Dziś znów zagrożone było Leszno 70-78. Mówią, że szkoła Konarskiego nie chce się wyprowadzić. Również na Bagnie zagrożone są niektóre kamienice.” (s. 172)

Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

II, F
„Małka to zwykle imię. Ale w starym języku oznacza królową. Ostatnia w tłumie nędzarek nazywać się może Małka i nie wiedzieć, że nosi królewskie imię, a byle ulicznik woła za każdą obdartą Żydówką: ,,Małka!" Felek Piorun na niepewnych nogach zatrzymywał się na ulicy, zdejmował czapkę, zamiatał nią przed sobą i wołał: ,,Królowo, dla ciebie wszystko." Małka wsiadała do dorożki, on podawał jej ogień, zaciągała się petem, który cały wieczór tkwił nie dopalony między palcami, i drynda ruszała na Bagno. Jechali pić wódkę i śpiewać do rana piosenki”. (s. 136)

II, F
„Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"” (s. 259)
Marcin Szczygielski
F, II C

„W poniedziałek przeprowadzamy się do nowego pokoju przy Chłodnej. Ciągniemy z Dziadziem wózek środkiem ulic. Wszystko się na nim zmieściło, bo nie musieliśmy zabierać ani szafy, ani stołu, ani tapczanu. W nowym pokoju podobno są mele, a nawet dwa łóżka, więc teraz będę spał sam. Kiedyś już spałem sam, to było bardzo dawno temu, gdy całe mieszkanie przy Siennej należało tylko do Dziadzia, ale ledwo to pamiętam.
Zabraliśmy dwie walizki z ubraniami dziadka i jedną z moimi. Pościel, krzesło, garnki i talerze. Obraz znad tapczanu, na którym jest moja babcia, żona Dziadzia, której nigdy nie poznałem, bo umarła wiele lat temu. Zabraliśmy też pęknięty globus, na którym uczę się geografii, kapę z łóżka, książki z nutami, zasłony i jeszcze jakieś inne rzeczy. I oczywiście skrzypce Dziadzia. Wózek jest wyładowany z czubkiem. Mnóstwo ludzi się akurat wyprowadza z Siennej, nie jesteśmy wcale jedyni. Niektórzy mają dużo więcej rzeczy niż my, a inni znacznie mniej. Najbardziej mi szkoda balkonu i pani Brylant. W nowym pokoju podobno nie ma balkonu, a pani Brylant z mężem, synami i szwagierką przeprowadzają się na ulicę Bagno. Nie wiem, gdzie to jest, pewnie daleko – nieprędko się zobaczymy.” (s. 47-48)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Bagno 2, - róg ulic Pańska/Bagno,</document>
<document nplp_id="6449" title="Róg ulic KARMELICKA/NOWOLIPIE" slug="rog-karmelicka-nowolipie">Basia Temkin-Bermanowa
ONI, II (lipiec-wrzesień 1942)
„Julcia (Estera Fiks) […] Opowiadała mi historię swoją i braciszka [Bencjon Fiks, „Boluś”].
Ich ojciec był malarzem pokojowym, któremu przed wojną nieźle się powodziło, zatrudniał nawet czterech pomocników. Mieszkali na rogu Nowolipia i Smoczej. Była u nich kupa dzieci, w czasie wojny przymierali głodem. Ojciec nie mógł zarabiać, wobec czego dzieci zaczęły przechodzić na «drugą stronę» ze szmuglem. Mieli jakąś znajomą Ar[yjkę], siostrę – zdaje się – ich dozorczyni, również dozorczynię gdzieś na Kruczej, u której za dwa złote można było przenocować. Ta babcia [Zofia Kalotowa] była dla nich oparciem, w swoich wędrówkach zawsze o nią zahaczali. Również mały Bolek był kiedyś u niej, zdaje się z bratem” (s. 178)

Abraham Lewin
JA/ONI, II D (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)
ONI, II D (13.06.1942)
„W ubiegłą środę o godzinie 12 w południe Niemcy przywieźli na Karmelicką róg Nowolipia, koło zburzonego budynku, dwóch polskich robotników tramwajowych i tam ich zastrzelili. Żydowscy policjanci otrzymali rozkaz pochowania ich na żydowskim cmentarzu. Więcej szczegółów na temat […] nie było mi dane otrzymać.” (s. 121)
JA/ONI, II D (19.05.1942)
„Dziś o godzinie 9.15 rano moja żona, gdy szła do pracy, została zatrzymana na rogu Nowolipia i Karmelickiej do celów filmowych. Pewien Niemiec powiedział: &amp;lt;Siehe, diese ist ganz recht angezogen, ohne scmuck&amp;gt;. Pół godziny trzymali ją przed obiektywami aparatów filmowych. Nie była, rzecz oczywista, jedyna. Zatrzymali do tegoż celu więcej kobiet różnego wieku i pochodzenia.” (s. 156)
ONI, III A
„Nalewki przedstawiają straszny obraz. Wczoraj zastrzelili na ulicy kobietę, która wybiegła z podwórka i uciekała. Z szopu Toebbensa (Gęsia 6) zabrali robotników, wywieźli ich z Warszawy. Łapali również urzędników Gminy, schwytanych wywieźli. Opróżniono wszystkie sale. Ukrywających się i odmawiających wyjścia zastrzelili. Z drugiego wydziału ŻSS zabrali wszystkich pracowników szopu będącego w stadium organizacji. Przy zbiegu Karmelickiej i Nowolipia siekierami odrąbali kłódki i zamki i otworzyli sklepy. Do południa dostarczyli 4 000 ludzi, w tym 800 ochotników. Łączna liczba wysiedlonych do wczoraj wieczór przewyższała 60 000.” (s. 179)


Leokadia Schmidt
ONI, III A
„W miarę upływu czasu rozwydrzenie policji żydowskiej wzrastało, zuchwalstwo i bestialstwo ich dochodziło do najwyższych granic. Mąż był świadkiem, jak schwytano na ulicy Nowolipie, niedaleko Karmelickiej, kobietę, która trzymała w ręku małą buteleczkę z mlekiem na pewno z wielkim trudem zdobytą w tych warunkach. Dwóch policjantów napadło na nią i siłą zaczęło popychać na wóz. Kobieta rozpaczliwie się opierała, przyciskając buteleczkę. Błagała, by ją zwolnili. Mówiła, że w domu ma maleńkie dziecko, głodne, dla niego zdobyła trochę mleka. Prosiła, żeby jej przynajmniej pozwolili zabrać dziecko z sobą. Jeden z policjantów wyrwał jej siłą buteleczkę i cisną o ziemię. Wyjąc wprost, rzuciła się na te resztki. Wtedy ci dwa łotrzy, chwyciwszy ją za włosy, zawlekli na wóz. Takie zachowanie policji było na porządku dziennym. Niemcy wiedzieli, jak dzielić ludność żydowską i szczuć jednego na drugiego, by osiągnąć swój cel.” (s. 28-29)
JA, III C
„Siostra zajmowała frontowe mieszkanie. Przez szparę w firance wyglądałam często na ulicę, zaciekawiona, jak wygląda życie w tak wielkim szopie zatrudniającym jeszcze teraz, po wszystkich blokadach, 8000 ludzi. Od 5.00 rano, tj. od godziny, od której można było chodzić po mieście, do godz. 7.00 ulica zaludniała się spieszącymi dokądś. Na tym ciasnym odcinku od Smoczej do Karmelickiej ruch był taki sam jak przed wysiedleniem, z tą jedynie różnicą, że wszystkie sklepy były pozamykane. Gdzieniegdzie widać było sprzedawców chleba, kartofli i włoszczyzny. Zaopatrywali w żywność tych, którzy mieli za co ją kupić. Były tu jeszcze sklepy rozdzielcze, czynne tylko wtedy, gdy wydawano na kartki skąpe racje chleba i innych mniej ważnych produktów. Prywatnie po domach można było kupić masło, wędliny i różne artykuły spożywcze po bardzo wygórowanych cenach, sprzedawane już z trzeciej bądź czwartej ręki. Prowiant ten pochodził z filii lub placówek szopów po stronie aryjskiej. O 7.00 ulica pustoszała. Do tej godziny nocna zmiana wracała do domów, dzienna zaś znajdowała się już przy pracy. Na ulicach panowała zupełna cisza. Przed bramą szopu stali na straży werkschutze. Od czasu do czasu zajeżdżały auta ciężarowe, na które ładowano gotowy towar. Przywożono również surowce oraz stare wojskowe mundury do czyszczenia i przeróbki. Ludzie pracujący przy transporcie bardzo się wzbogacili. Pod stosem towarów szmuglowano żywność ze strony aryjskiej i sprzedawano, oczywiście po bardzo wysokich cenach. W ten sposób przemycano też ludzi na stronę aryjską, naturalnie tych, którzy mieli się gdzie ukryć. Trzeba przyznać, że szoferzy ryzykowali bardzo. Bramy skoszarowanych domów były normalnie otwarte od 5.00 rano do 9.00 wieczór. Werkschutze nie pilnowali ich jak u nas. Jedynie wylot Karmelickiej i Nowolipia, róg Smoczej, zamknięte drewnianymi bramami, były strzeżone. W obrębie tych ulic mieszkańcy mogli poruszać się swobodnie.” (s. 125)


Irena Birnbaum
JA/ONI, IV A

„Na zakończenie otrzymaliśmy niespodziankę w postaci posterunków w żandarmerii po obu stronach Nowolipia, od Karmelickiej i Smoczej.” (s. 109)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6450" title="KARMELICKA 6" slug="karmelicka-6">Abraham Lewin
ONI, II D (01.07.1942)
„Na Karmelicką 1 przyprowadzono dwóch ładnie ubranych mężczyzn mężczyzn i zastrzelono ich. Na Karmelicką 6 przyprowadzono kobietę i zastrzelono ją. Na ulicy Smoczej również kilku zastrzelonych. Wydaje się, że większość ofiar pochodzi z kręgów tragarzy, którzy zajmowali się nie do końca czystymi interesami.” (s. 142)

Henryk Makower
JA/ONI, III
„W szopach na zarządzenie władz niemieckich przeprowadzono redukcję, zrobiono to znienacka. Tego dnia, wobec niepewnych pogłosek, mamusia, Niuta i Józio zostali w domu na Karmelickiej, natomiast Lonia z Dimą i Lalusia poszli &amp;lt;do roboty&amp;gt; na Ogrodową. No i stamtąd właśnie wyprowadzono wszelkich pracowników szopy na Kurzą, gdzie był teren bloków Leszczyńskiego.” (s. 101)
&amp;nbsp;

JA, III A
„Później codzienne spacery z Emą do szpitala na Leszno 1. Koniec sierpnia. Karmelicka coraz bardziej pusta i opuszczona. Wówczas moja rodzina mieszkała kątem u przyjaciół pod numerem 6. Przechodząc tam gwizdałem zwykle jakąś melodię węgierską Liszta i za chwilę w oknie IV piętra ukazywała się głowa jednego z członków mojej rodziny. W tym czasie wyprowadziliśmy się z Emą z wielkiego domu na rogu Nowolipek i Karmelickiej, skąd nas wyrzuciła &amp;lt;trzynastka&amp;gt;, obecnie występująca pod płaszczykiem &amp;lt;Czerwonego pogotowia&amp;gt;. Z Dzielnej częste spacery na Nowolipie do &amp;lt;Brytanii&amp;gt; w sprawach szopowych mojej rodziny, na Ogrodową do szopy, gdzie moi &amp;lt;pracowali&amp;gt;, stale i ciągle przez Karmelicką.” (s. 172)
JA, III A - III B

„Wrzesień. Przestałem gwizdać przed Karmelicką 6, czasem wstępowałem tam do znajomych. Teraz zaczęły się systematyczne wizyty na Lesznie, u przyjaciela, który ciężko chorował na tyfus.” (s. 172)


</document>
<document nplp_id="6452" title="KARMELICKA 1" slug="karmelicka-1">Abraham Lewin
ONI, II D/III (01.07.1942)
„Na Karmelicką 1 przyprowadzono dwóch ładnie ubranych mężczyzn mężczyzn i zastrzelono ich. Na Karmelicką 6 przyprowadzono kobietę i zastrzelono ją. Na ulicy Smoczej również kilku zastrzelonych. Wydaje się, że większość ofiar pochodzi z kręgów tragarzy, którzy zajmowali się nie do końca czystymi interesami.” (s. 142)
</document>
<document nplp_id="6454" title="GĘSIA 30 („Szop stolarski” OBW &amp;#8211; Ostdeutsche Bautichlerei Werkstette)" slug="gesia-30-szop-stolarski-obw-ostdeutsche-bautichlerei-werkstette">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)
ONI, III C
„Pogłoski o wiadomościach kobiet wywiezionych z Białej Podl[askiej] i Białegostoku. Dziś już o godzinie ósmej przystąpili do blokady Miłej, Gęsiej, Zamenhofa itd. &amp;lt;Dusza nasza zmęczyła się śmiercią&amp;gt;. Jak długo jeszcze, jak długo? Wczoraj przywieziono wiele trupów na cmentarz, są to ofiary blokady szopów Toebbensa. Dziś wzięto również ludzi z szopów. Jest już blisko godzina siódma, a na Gęsiej, wokół naszej firmy, blokada wciąż jeszcze trwa.” (s. 194)
JA/ONI, III A
„Słyszałem, że zabrali ludzi z Gminy, z wydziału aprowizacji oraz z innych wydziałów. Poinstruowano wszystkie szopy, jaką maksymalną liczbę robotników mają prawo zatrudniać. Szopowi L[andau]a wyznaczono 900. Nam nie przyznano tak mało, ale inne szopy czują się pokrzywdzone; grożą przerwaniem pracy i zwrotem surowców, gdyż z tak małą liczbą robotników nie są w stanie wykonać produkcji. Wczoraj odbyło się w Urzędzie Pracy posiedzenie z udziałem fabrykantów i SS. Z rana widziałem na Lubeckiego obwieszczenie w języku polskim (pisane na maszynie) następującej treści: &amp;lt;Komendant policji, oficerowie i szeregowi policjanci zostali postawieni w stan oskarżenia i w związku z tym dokonano zamachu na Jakowa Szerzyńskiego. Tego rodzaju dalsze represje będą nadal stosowane z całą bezwzględnością&amp;gt;.” (s. 207)
JA, III A (27.08.1942)
„Dziś spodziewamy się przybycia morderców do naszego szopu, wszyscy są zdenerwowani, czekają w napięciu i z trwogą. O drugiej po południu odbyła się kontrola w naszym szopie, przeszła spokojnie. Dwaj z SD siedziało w gabinecie dyrektora, pili i jedli. Przejrzeli listę pracowników, nie kontrolując dokumentów ani osobiście pracowników. Równocześnie odbyła się blokada naszego bloku przy Miłej. Zabrali stamtąd 39 osób, przeważnie kobiety i dzieci. […] Odbyła się także blokada innych ulic. Toniemy, woda dosięga już ust.” (s. 209)
JA/ONI, III A (04.09.1942)
„Oprócz blokady naszego szopu wczoraj zabrano z szopu AHG 400 ludzi i likwidują szop w ogóle. Taki sam los czeka również i nasz szop. Wczoraj zabrano od nas 100 ludzi z szopu i 70 ludzi z bloku, dziś znowu zupełnie niespodziewanie przyszli ci sami zbrodniarze co wczoraj i znów przeprowadzili surową blokadę; zabrali z szopu 100 ludzi, wśród nich bliskich mi: Asza, Gut[kow]skiego, Zilber[ber]Ga, Mazura i innych. [Oprawcy] byli dziś przed południem również u szczotkarzy i wyprowadzili 250 osób. Jeśli się uwzględni dużą liczbę robotników, nie jest to wiele.” (s. 216)
JA/ONI, III B
„Zaprowadzili nas na Gęsią 30 i tam zaczęło się polowanie, które trwa po dziś dzień. Wczoraj i dziś robią blokady naszych bloków. Zabrano ludzi, cała rodzina Świeca zginęła. Sam się oddał, kiedy stwierdził, że zabrano mu żonę i dwoje dzieci. Z początku szedł z nami do Gęsiej, potem wrócił się, oddał się i wywieziono go. Żywię wielką sympatię i podziw dla takiego prostego człowieka.” (s. 220)
ONI/JA, III C (16.09.1942)
„Dziś znowu odbyła się formalna blokada. Cały oddział esesmanów napadł na szop i znowu uprowadził 50 mężczyzn i kilkadziesiąt kobiet. Dopisało mi szczęście wczoraj i dziś, zostałem żywy. Ale jak długo można tak cierpieć? Spośród dziś złapanych wrócili bogacze. Wieczorem złapano w szopie 9 Żydów i wysłano ich na Umschlagplatz zamiast 9 Żydów, których z rana schwytano i wypuszczono. Trudno w to wszystko uwierzyć.” (s. 223)
JA/ONI, III C (20.09.1942)
„Mijają tak ciężkie i straszne dni, że nie sposób wprost wytrzymać. W naszym szopie (Gęsia 30) OBW nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Ludzie trochę pracują, są zmęczeni i głodni. Nieliczni, którzy maja dużo pieniędzy lub zagrabione rzeczy, robią ciemne interesy, jedzą i piją. Reszta się męczy. Moje położenie jest bardzo ciężkie. Nie mam pieniędzy. Nie sposób wprost opisać ogólnej sytuacji.” (s. 224)
JA/ONI, III C
„Do naszego szopu wrócił Żyd, którego wzięto przed trzema tygodniami, pracował jako grabarz w ciągu 9 lub 11 dni w Treblince, uciekł stamtąd w wagonie, którym wywożono odzież męczenników. Opowiada okropne i wstrząsające historie. W każdym razie znów mamy żywego świadka ostatecznego losu wywiezionych. Według jego słów, w Treblince uśmierca się nie tylko Żydów z Warszawy i Guberni, ale z całej Europy, tj. z Francji, Belgii, Holandii i innych krajów. Takiej powszechnej tragedii nie zanotował jeszcze nasz naród na przestrzeni swych dziejów.” (s. 225-226)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/JA, IV A (14.10.1942)
„Pozwolono na funkcjonowanie wszystkich szopów warszawskich tylko do 20. tego miesiąca. Za 6 dni będzie po dwudziestym, a my nie wiemy, jaki będzie los garstki pozostałych. Szczególnie zatroskani i zatrwożeni są pracownicy naszego szopu (OBW), gdyż dalsze jego istnienie jest mniej pewne niż innych szopów. Od kiedy zrobiłem ostatni wpis – 5 października – nie przestajemy się martwić o nasz los.” (s. 231-232)
JA/ONI, IV A
„Sytuacja w naszym szopie jeszcze się nie wyjaśniła. Z godziny na godzinę zmieniają się krążące pogłoski. Jedni utrzymują, że zezwolenie już jest, a jeśli nawet zawiadomienie o tym nie nadeszło jeszcze na piśmie, to jednak jest to pewne, jakby już było w szufladzie. Na poparcie swoich słów przytaczają wpłynięcie zamówienia na wykonanie 1500 skrzyń.” (s. 232-233)
JA/ONI, IV A (20.10.1942)
„Znów mieliśmy w szopie kilka ciężkich dni, dno nieszczęść i strachu. Przed kilkoma dniami przedstawiciel zarządu nie(mieckiej) firmy Kacparek przekazał nam smutną wiadomość, iż esesmani redukują liczbę pracowników w OBW do 140 ludzi. Było jasne, że przede wszystkim pozostaną stolarze i członkowie rodziny Landau z bliskimi. Następnie mówiono o staraniach zwiększenia liczby pracowników do 250. mówiono również o likwidacji szopu. Pracownicy przeżywali ciężkie chwile. Ludzie chodzili jak cienie.” (s. 234)
JA/ONI, IV A
„Wczoraj o wpół do trzeciej do naszej fabryki przyszło 5, 6 niemieckich oficerów z wojska i SS. Pracownicy byli bardzo zaniepokojeni z tego powodu. […] Dyrekcja fabryki uważa, że oficerowie ci przyszli obejrzeć maszyny, które stoją nieczynne i nie są fabryce potrzebne; chcą te maszyny zabrać. […]Wszyscy pracownicy szopu Hoffmanna rozbiegli się, szop został pusty, można odnieść wrażenie, że został już zlikwidowany. Jest to zły znak. Opowiadają, że sam Hoffmann (Niemiec) poradził żydowskiej dyrekcji, aby się ukryła do soboty. Jeżeli zamkną również i ten szop, a uważano go przecież za jeden z najpewniejszych i najbezpieczniejszych, to jaki może być los innych szopów?” (s. 250)
JA/ONI, IV A
„W naszym OBW znów się mówi o redukcji albo nowych zwolnieniach. Jest za dużo ludzi. Niemieccy właściciele, którzy przejęli majątek od braci Landau, domagają się wysłania 150 ludzi. Nie potrzeba im 500, wystarczy im nawet 100.” (s. 262)
JA, IV A (06.12.1942)
„W ostatnich dniach zlikwidowali rozmaite obozy pracy w różnych miejscowościach wokół Warszawy, a ludzi stamtąd przewieziono do Warszawy. Wyglądają strasznie i przerażająco. […] Codziennie, udając się do fabryki przy Gęsiej 30, spotykam tych ludzi i na ich widok przewracają się we mnie wnętrzności. Nie sposób przejść obojętnie. Dziwimy się i stawiamy sobie pytanie, dlaczego zlikwidowali obozy pracy i po co sprowadzili tu tych ludzi, w jakim celu ta koncentracja w getcie? I to z początkiem zimy? Sam szatan nie mógłby wymyślić nic gorszego przeciwko nam.” (s. 265)


Perec Opoczyński
ONI, III A (3.09.1942)
„Dzisiejszy dzień [3 września 1942] znów był ciężki i przypominał trudne dni „akcji”. Jego przebieg był gorączkowy. Jak mówią, rano przygotowano pięćdziesiąt wagonów, a zatem musiano złapać tysiące Żydów, by je zapełnić. Blokady trwały cały dzień. Z firmy AHAGE [szop papierniczy – ul. Miła 43] zabrano około sześciuset robotników i ją jeszcze zlikwidowano. Charakterystyczne, że przed południem firma otrzymała informację, że jej kontyngent opiewał na tysiąc pracowników. Zaraz poradzono jej wydać numery tym, którzy powinni zostać jako potrzebni do pracy, ale nieco później i tam urządzono blokadę. Wszystkich robotników po prostu ustawiono w kolejce i zaczęto brać kogo popadnie, aż wzięto sześciuset. Co będzie z pozostałymi nietrudno sobie wyobrazić. Blokadę urządzono też w stolarni Ostdeutsche Bautischlerei [Werkstätte] przy Gęsiej 30, z której zabrano około siedemdziesięciu pracowników, w tym wielu fachowców. Brali głównie, kierując się wyglądem. Ten, kto wydawał się im niezdrowy, był zabierany. Potem zaprowadzili ich do baraków dla robotników przy Miłej. Stamtąd poszło jeszcze sześćdziesięcioro. Tym razem jednak mniej kobiet i dzieci. Robiono to w ten sam sposób, co zwykle: rzut oka na twarz – ten będzie żył, a ten pójdzie na śmierć. I tak oto wzięto tego dnia około dwieście osób. Blokady trwały do dziewiątej wieczór, szczególnie na Zamenhofa i w okolicach. Ten transport odszedł wieczorem, i tylko nieliczni mogli się z niego uratować – tacy, którzy mieli dużo pieniędzy, złota albo kosztowności chętnie przyjmowanych przez Ukraińców.” (Pisma, s. 291)
ONI, III A (4.09.1942)
„Dzisiejszy dzień też mijał niespokojnie. Już rano zaczęła się blokada w dużym szopie szczotkarskim [Świętojerska 34], który, jak wiadomo, zapewnił sobie kontyngent dwóch tysięcy robotników. Blokada trwała długie godziny i, jak przekazano, zabrano stamtąd kilka tysięcy ludzi. Potem blokowano okoliczne szopy i domy pracowników, z których wyciągano robotników.
Wczoraj w szopie stolarskim przy Gęsiej 30 znów była blokada i zabrano około setki ludzi. Potem Niemcy weszli do bloku mieszkalnego robotników szopu przy Miłej i zabrali wiele kobiet i dzieci, razem około stu sześćdziesięciu osób. Jak wiadomo przedwczoraj [2.09.1942] wzięto stamtąd stu siedemdziesięciu pięciu Żydów i… dwie pary spośród najlepszych koni. W całym getcie odebrano sporo koni i około pięćdziesięciu wozów i platform.” (Pisma, s. 293)
ONI, III A (4.09.1942)
„W czasie dzisiejszej blokady w resorcie stolarskim Gęsia 30 zabrano zasłużonego historyka Eliasza Gutkowskiego, który w czasie wojny zrobił bardzo dużo, by zapisać historię naszej tragedii. Nazajutrz dzięki jego nieustraszoności udało się go uwolnić.” (Pisma, s. 293)
ONI, III B (12.09.1942)
„W czasie dzisiejszej blokady w domach robotników stolarni przy Miłej, Niemcy rzucili na podwórku granaty, by wystraszyć ukrywających się. Jednak żadnego z nich, nawet dziecka, nie udało im się złapać. W stolarni na Gęsiej [30] zaczęła się nowa rejestracja. To nie zapowiada niczego dobrego i pachnie dalszą redukcją.” (Pisma, s. 294)
ONI, III B (9 i 11.09.1942)
„Rozeszła się plotka, że jutro ma być obława w baraku stolarni przy Miłej i że będą użyte trujące gazy.
Po tamtej stronie rozwieszono plakaty informujące, że za kontakty z Żydami grozi kara śmierci.
Dziś jest wigilia Rosz ha-Szana. Straszliwe sceny wypędzenia rozegrały się w szopie stolarskim przy Gęsiej 30, dziewiątego września. W czasie niemieckiej kontroli wzięto setki młodych i starszych, głównie pięknych i wykształconych kobiet, i odesłano je na rzeź. SS-mani bili przy tym ofiary nahajkami, kijami i biczami, krzycząc: „Przez was już od trzech lat nie mamy życia”. To straszne wydarzenie zatrwożyło nie tylko robotników szopu.
Wtedy powiedziano, że to już koniec, że wystarczy, że wysyłka się kończy, ale blokady nadal trwają.
Dziś miały być na Lubeckiego, na Żelaznej 108 (w domu sąsiadującym z SS-manami [przy Żelaznej 103 była komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle]) trwają łapanki.” (Pisma, s. 294-5)
ONI, III C (13.09.1942)
„Dziś, drugiego dnia Rosz ha-Szana, wysłano chorych ze szpitala [Stawki 6/8], przede wszystkim dzieci (Uważa się to za znak, że „akcja” się kończy). Tak miało też być w Krakowie i w Lublinie.
Kiedy dziś zabrano żonę i dzieci Mojszego Szwajcera (szop stolarski Gęsia 30), Szwajcer nie mogąc tego znieść, sam się później stawił. Trzydziestokilkuletni, osły jak dąb i silny jak byk. Miał dobrą posadę i dobrze żył. Tego samego dnia, kiedy go zabrano, przyczynił się do śmierci żydowskiej kobiety. Było tak powiedziano Szwajcerowi, że stróżka z domu numer 67 [Gęsia] ukradła chleb sąsiadowi. Szwajcer niewiele myśląc, zaprowadził tę kobietę do strażników niemieckich, którzy stali nieopodal na rogu Smoczej. Niemcy bez słowa postawili ją pod murem i zastrzelili czterema kulami. Z powodu wyrzutów sumienia (najpewniej towarzysze uświadomili mu, co zrobił) miał sam pójść na Umschlagplatz i prosić, aby go wysłano razem z rodziną. Czy rzeczywiście wysłano go do Treblinki? Kto to wie?” (Pisma, s. 295)
ONI, III B (5-12.09.1942, kocioł)
„W piątek [4.09.1942, prawdopodobnie chodzi o sobotę 5.09.1942] około drugiej w nocy do domów na Wołyńskiej weszli nagle żydowscy policjanci i nakazali mieszkańcom natychmiastowe ich opuszczenie, ponieważ mieli się tam sami sprowadzić. Twierdzili przy tym, że mieszkańcy muszą się wynieść do dziewiątej rano.
Rano [06.09.1942?] okazało się, że muszą się wynieść robotnicy szopów z prawie całego małego i dużego getta. Wyprowadzka miała się zakończyć do dziesiątej rano pod karą śmierci. Wszyscy Żydzi mieli się zebrać w rejonie Miłej-Lubeckiego-Niskiej. Zaraz zaczął się chaos. Wedle zarządzenia obwieszczonego na plakacie planowano poprowadzić nową granicę na rogu Smoczej i Gęsiej [jak podaje w przypisie autorka oprac.: „Był to obszar niezamieszkały, nazywany „dzikim”, zamknięty od północy nowym murem biegnącym osią ul. Gęsiej od Smoczej, a od południa nowym murem zbudowanym na osi ul. Leszno, skręcającym w ul. Karmelicką i łączącym się ze starym murem na rogu Nowolipia przy szpitalu ewangelickim”]. Miała też nastąpić nowa rejestracja, a zdolni do pracy musieli zostać w szopach.
Około południa w wyznaczonym punkcie zbornym zebrały się dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci i rejestracja rzeczywiście się zaczęła, trwała kilka dni. Tłok i napór były nie do opisania. Niemcy zaprowadzili „porządek”, kładąc trupem dziesiątki ludzi. Rejestracji towarzyszyły straszliwe blokady. Najgorzej wyglądało to w szopie stolarskim przy Gęsiej 30. Robotnicy stali na ulicy godzinami. Potem przyszli SS-mani i wybierali nie fachowców, nie młodych czy starych, ale kazali się osobno ustawić kobietom, z których wzięli prawie wszystkie. Potem straszliwie bili mężczyzn kijami, kolbami i motykami po głowach i gdzie popadło. W końcu nie pozostawili nawet połowy z ustalonej liczby. Wrażenie, jakie wywołała ta rejestracja, było okropne. W jej konsekwencji na ulicach siedziały opuszczone roczne, dwuletnie dzieci wołające „mamo”, którym przechodnie przyglądali się, płacząc. Niemcy zrobili to zapewne specjalnie. Mogli zabrać dzieci, ale tego nie zrobili. Przeciwnie: niech Żydzi patrzą i cierpią.” (Pisma, s. 296)
ONI, III C
„Dziś [15.09.1942] z nagła pojawili się SS-mani w szopie stolarskim przy Gęsiej [30] i zabrali około pięćdziesięciu robotników. Blumenfeld (autor książki „[Księga] wszystkich przykazań”, i innych) chciał wyciągnąć z kieszeni kartę meldunkową i pokazać, że pracuje w szopie, ale nim to uczynił, dostał kulkę w głowę i zginął na miejscu. Z Krakowa telefonowali dziś krewni, że tam już wiedzą, że w Warszawie prowadzona jest „akcja”. Mówi się, że zaczęły się już wysiedlenia w Częstochowie. Dziś też na trzecią po południu wyznaczono w gminie konferencję na temat aprowizacji z udziałem kierownika szopów, co jest znakiem zatrzymania wywózek. Jednocześnie na ulicach wielkie łapanki. Mówi się, że Niemcy potrzebują czterech tysięcy młodych Żydów do wysłania na roboty do Smoleńska. Wybierają tylko młodych, a ponieważ na ulicach pokazują się nieliczni, Niemcy wchodzą do szopów i zabierają nawet najlepszych rzemieślników.” (Pisma, s. 296-7)
ONI, III C (16.09.1942)
„Dziś była blokada w resorcie stolarskim [Gęsia 30]. Zabrano osiemdziesięciu ludzi. Niemcy przeszukali przy tym wszystkie kryjówki i znaleźli w nich około trzydzieściorga mężczyzn i kobiet, których najpierw pobili batogami, a potem odstawili w jakieś odosobnione miejsce i grozili im rozstrzelaniem. Koniec końców odprowadzono ich na Umschlagplatz. Kilkorgu z nich udało się stamtąd wydostać.
Schwytani na roboty do Smoleńska zostali wysłani na Umschlagplatz, choć ten został zlikwidowany. Żydowska policja znów łapie dziś młodych Żydów na ulicach. Niemcy muszą mieć kilka tysięcy Żydów do Smoleńska. Ale Warszawa po zagładzie ma już ich niewielu. Tamci wyłażą więc ze skóry i biorą rzemieślników z szopów.” (Pisma, s. 297)
ONI, IV A (24.09.1942)
„W szopie stolarskim Ostdeutsche Bautischlerei [Werke, skrót OBW - ul. Gęsia 30] miano rejestrować żony robotników, które do tej pory nie posiadały dokumentów koniecznych do rejestracji. Wszyscy cieszyli się wraz z kobietami – wreszcie sytuacja firmy się stablizuje. Jednak kiedy poszły się zarejestrować, komisarz szopu zebrał je i odprowadził na Umschlagplatz. Ten zdradziecki postępek zrobił na wszystkich okropne wrażenie. Rozczarowanie jest ogromne.
Razem z kobietami zabrano też kilku mężczyzn. Prócz tego komisarz złapał grupę kobiet spośród pracujących na cmentarzu dla innych firm (roboty Toporolu). Zebrano je na podwórzu fabryki OBW [ul. Gęsia 30], a stamtąd odprowadzono na Umschlag. Jest to przerażający precedens: jutro mogą to zrobić z naszymi kobietami inne szopy. Komisarz z jednego szopu może być chaperem w innym. Już nie Niemcy to robią, tylko policja z szopów, szopowi werkschutze pod dyskretnym dowództwem zarządu szopu. Dokąd to doprowadzi? Nigdy nie będzie końca wypędzeniom? Czy rzeczywiście wszystkich zgładzą?” (Pisma, s. 300)
ONI, IV A (26.09.1942)
„Dziś po dwudniowej przerwie w szopie OBW [ul. Gęsia 30] wydano dzienną porcję chleba. Obiad składał się, tak jak przez ostatnie tygodnie, z kapusty, brukwi, ale z okazji święta [pierwszy dzień Sukot] szefowie szopów zrobili wyjątek i dali ludziom kawałek mięsa.” (Pisma, s. 300)
ONI, IV A (28.09.1942)
„W stolarni „Ostdeutsche” [ul. Gęsia 30] SS-mani z Werterfassung kontrolowali dziś rzeczy, które Żydzi tam schowali i zmagazynowali. Znów mówi się o nowym murze, który ma oddzielić Smoczą od getta. Mur miałby stanąć pośrodku ulicy. Jedna jej strona pozostałaby [w getcie], żeby można było dojść do Miłej.” (Pisma, s. 301)
ONI, IV A (4.10.1942)
„Dziś w Simchat Tora żydowska policja zrobiła obławę na robotników z placówek, którzy szli kupować rzeczy na Miłej. Zrozpaczone kobiety krzyczały wniebogłosy, kiedy je łapano. Losy szopu stolarskiego przy Gęsiej 30 znów się ważą.” (Pisma, s. 303)
ONI, IV A (8.10.1942)
„W szopie OBW jest niespokojnie. Komisarza Hensla nie ma już od tygodnia, ponieważ SS przyłapało go na szmuglowaniu z getta wagonu towaru. Zaraz też odebrali mu pozwolenie na wchodzenie do getta. Jego zastępca Kasperek wyjechał do Berlina.
Wczoraj wizytowali szop dwaj oficerowie SS i, jak to zwykle w czasie takich odwiedzin, pracowników zdjął śmiertelny strach.” (Pisma, s. 304)
ONI, IV A (13.10.1942)
„Warsztatowi stolarskiemu OBW [Gęsia 30] znów grozi redukcja. Szczególnie zagrożona jest grupa „Oneg Szabat”. Zostać mają tylko ci, którzy mogą zarządowi dać pidjen w wysokości od pięciu do dziesięciu tysięcy złotych. Dyrekcja nie robi tajemnicy z tego, że przede wszystkim będą chronić swoich krewnych albo tych Żydów, którzy będą dawać pieniądze.” (Pisma, s. 307)
ONI, IV A (17.10.1942)
„Dziś wreszcie ma być wiadomo, jaki jest rezultat wysiłków w sprawie potwierdzenia istnienia szopów. Tymczasem mówi się, że sytuacja getta jest w ogóle bardzo niepewna i chwiejna. Są jednak tacy optymiści, którzy zapewniają, że do pierwszego stycznia sytuacja getta będzie stabilna i nie nastąpi już żadne wypędzenie. Dziś koło wieczora okazało się w końcu, że szopy Toebbensa [duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74] i Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] oraz szop Hallmana [Nowolipki 59] zostały potwierdzone, jednakże [szop] Schillinga [stolarski – ul. Nowolipie 54 i Nowolipki 50], który po ostatnich redukcjach miał nie więcej niż stu robotników, został całkowicie zlikwidowany. OBW [Gęsia 30] znajduje się więc w wielkim niebezpieczeństwie. W najlepszym razie szopowi stolarskiemu grozi wielka redukcja. Z pięciuset „zabezpieczonych” w szopie ma zostać ledwo stu. Tak szepczą „ważni” – kierownicy. Jak mówią, ostateczne zamknięcie ma nastąpić dopiero za rok. Tymczasem pomieszanie wśród ludzi z szopów jest wielkie. Tracą głowę. Mówi się, że Krüger robi inspekcję w getcie i wszystkim cierpnie skóra.” (Pisma, s. 308)
ONI, IV A (19.10.1942)
„Budowa muru na Smoczej zatrzymała się na kilka dni. Dziś znów przystąpiono do jego wznoszenia. Bierze się to za dobry znak, że getto przetrwa i że nie grozi mu już wysiedlenie. W ogóle nastrój jest dziś lepszy. W OBW [Gęsia 30] mówi się o możliwości przetrwania do 31 grudnia. Ci znowu, którzy są zagrożeni redukcją, mogą się wykupić za tysiąc złotych. Tak się mówi. Rano robotnicy OBW byli tak przygnębieni, że nikomu nie chciało się pracować. Bo po co, jeśli jutro rano przyjdą po nas i zabiorą na rzeź. Po południu znowu pojawiła się nowa możliwość, że pożyjemy do Nowego Roku, i znów odetchnęliśmy. Wieczorem jednak ktoś przyniósł wieść, że wypędzenie będzie wznowione i że będą wysyłać po ćwierć tysiąca Żydów dziennie i znów wszystkich ogarnęło przerażenie. Tak dziesięć razy na dzień ciągnie się nas jak na akedę [nawiązanie biblijne dot. ofiarowania Izaaka przez Abrahama], co godzina zmieniają się nastroje, a niepokój wyjada nam mózgi.” (Pisma, s. 309)
ONI, IV A (20.10.1942)
„Z rana ktoś puścił plotkę o tym, że wypędzenie już się zaczęło i biorą już robotników z szopu szczotkarzy [Świętojerska 34]. Wiadomość ta wywołała w OBW [Gęsia 30] przerażenie. Zaraz porozumiano się telefonicznie ze szczotkarzami i się okazało, że informacja ta jest tylko produktem zszarpanych i napiętych nerwów.” (Pisma, s. 309)
ONI, IV A (22.10.1942)
„Dziś SS znienacka urządziło blokadę cmentarza i zabrało około dwudziestu kobiet, w większości żony stolarzy z szopu przy Gęsiej 30, które chodziły do pracy w „Toporolu” i przy tej okazji sprzedawały rzeczy gojom przekradającym się przez mur cmentarny. Prócz nich zabrano też kilku mężczyzn, kilkoro dzieci (handlarzy, którzy żyją na cmentarzu) i około czterdzieściorga gojów, których, jak się powiada, posłano do obozu pracy w Treblince (do kopania grobów dla zabitych Żydów). Ta niespodziewana blokada znów przejęła wszystkich grozą. […] W szopie stolarskim OBW bez zmian. Żadnego zapewnienia na papierze, że istnienie szopu zostanie przedłużone, kierownikom nie udało się go zdobyć. Innym kierownikom szopów też się nie udało. Jedyne, co wiadomo, to to, że dyrektor Brandt otrzymał od SS ustne zapewnienie, że szop będzie istniał dalej.” (Pisma, s. 310)
ONI / JA, IV A (25.10.1942)
„Kobiety schwytane na cmentarzu nadal siedzą na Umschlagplatzu, a stolarzom nie udało się ich uwolnić. Żydowscy policjanci żądają sześć tysięcy od łebka, a do tego trzeba im dostarczyć na miejsce uwolnionego kogoś innego. Kiedy stoi się w kręgu poszkodowanych stolarzy i przysłuchuje się, z jaką swobodą mówią o możliwości złapania innych kobiet i dostarczenia ich, by uwolnić własne żony, okropnie smutno robi się na sercu, że prości ludzie mogą zniżyć się do takiego poziomu podłości i zdziczenia.” (Pisma, s. 311)
ONI, IV A (28.10.1942)
„W szopie stolarskim OBW [Gęsia 30] wprowadzono opłatę w wysokości pięciu złotych dziennie. Tymczasem podlega mu tylko stu pięćdziesięciu robotników. Reszta, niebędąca w stanie płacić, jest zwolniona.” (Pisma, s. 312)
ONI, IV A (11.11.1942)
„Do OBW [Gęsia 30] przyszło po południu kilku oficerów SS. Jak tylko ludzie zobaczyli ich wchodzących na podwórze, w warsztatach powstała wielka panika. Robotnicy łapali palta i uciekali tylnym wyjściem. Potem się okazało, że przyszli zabrać nieużywane maszyny.
Jeśli chodzi o wczorajszą blokadę u Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a], to dowiadujemy się następujących szczegółów: SS weszło tam, chcąc zabrać do Lublina sześciuset krawców. Z tysiąca robotników szopów zastało na miejscu tylko… czterdziestu dwóch. To ich straszliwie rozsierdziło i postanowili na własną rękę, bez porozumienia z pałacem Brühla [siedziba gubernatora Fischera], przeprowadzić akcję odwetową i dlatego zabrali też kobiety i dzieci. Wedle innego przekazu zabrano stamtąd ludzi po prostu dlatego, że bardzo spadła tam wydajność pracy.
Z tekstylnego szopu Roericha [Nowolipie 72 lub 80] przy Smoczej [?] zabrano dziś około sześćdziesięciu ludzi. Wiadomo, że w czasie wczorajszej blokady u Oschmanna [Nowolipie 18] dowódca SS Witosek powiedział do robotników, że powinni się ochotniczo zgłosić do pracy w Lublinie, ponieważ tu umrą z głodu, a tam będą dobrze jeść, a poza tym do grudnia w Warszawie nie będzie ani jednego Żyda.” (Pisma, s. 318)
ONI, IV A ( 24.12.1942)
„Z powodu święta w szopach wydano trochę produktów: w OBW [Gęsia 30] dostawało się na głowę (na numer): 2 jaja, 15 deko margaryny, pół kilograma mąki, pół kilograma marmolady, ćwierć kilo namiastki kawy, 10 deko makaronu oraz obietnicę przydziału pół kilograma mięsa po świętach. Gdzie indziej miano wydać mniej więcej to samo.
Choć rozdano trochę produktów i ludzie nie muszą głodować, to jednak większość cieszy się, że przerwa w pracy nie potrwa długo. Kto nie pracuje, ten nie dostaje przecież ani chleba (teraz tylko 17-18 deko dziennie), ani zupy.” (Pisma, s. 337)
ONI, IV A (05.01.1943)
„Teraz nie szmugluje się mąki, ale żyto i pszenicę, a Żydzi mają elektryczne młynki, które doskonale mielą (jeden z takich nielegalnych młynków znajduje się na tyłach OBW [Gęsia 30], w budynkach fabrycznych, a kolejny pracuje właśnie przy Miłej 56 w domu robotników tego szopu).
To samo jest z mięsem. Na Wąskiej Miłej [od pl. Muranowskiego do rogu ul. Zamenhofa] jest kilka rzeźni ukrytych w piwnicach. Zabija się tam nie tylko konie, które nie trudno wprowadzić, ale również krowy i cielęta. Szlachtuje się też rozmaity drób – indyki i tłuste gęsi, które kosztują nawet po 500 złotych. Każdy taki posiłek należy oczywiście popić wódką. Piją ją nie tylko mężczyźni, ale i kobiety.” (Pisma, s. 345)

Emanuel Ringelblum
JA, II-IV

„Dzięki poświęceniu jego [Natana Smolara] oraz towarzyszki Herzlicht[s] szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z czołowych kuchni dziecięcych w Warszawie, w której liczba uratowanych dzieci rosła z dnia na dzień. Podczas pierwszej akcji eksterminacyjnej Smolar poszedł do szopu braci Landau w OBW (Ostdeutsche Bauwerkstätte) [Gęsia 30], który był znany z koncentracji aktywu społecznego. Tow. Smolar wyuczył się stolarstwa i chodził na placówkę tej firmy na aryjską stronę, żeby zarobić na życie. Podczas drugiej akcji likwidacyjnej, w styczniu 1943 r., SS-mani otoczyli dom przy Miłej 56, w którym mieszkał tow. Smolar. Ukrył się on w mieszkaniu. Jakiś żydowski „Odrnungsman” odkrył jego kryjówkę i zaprowadził go do Niemców. Podczas schodzenia po schodach tow. Smolar uciekł i schował się w jakimś opuszczonym mieszkaniu. SS-mani i żydowski policjant szukali go, ale udało mu się zamaskować. W międzyczasi urządziliśmy w szopie Hallmanna przy Nowolipkach kryjówkę dla tow. Smolara. Grupa towarzyszy partyjnych, z tow. Lichtensztajnem na czele, zbudowała „bunkier” w piwnicy byłej szkoły im. Borchowa przy Nowolipkach 68. Wiedzieliśmy, że zbliża się ostatnia godzina dla ludności żydowskiej w Warszawie. Chcieliśmy za wszelką cenę uratować tak wartościowego człowieka jak tow. Smolar. Podjęto pewne kroki. Było już jednak za późno. Po raz ostatni spotkałem się z towarzyszami Smolarem i Lichtensztajnem w szopie Brauera na Nalewkach [28/30] w niedzielę 17 kwietnia 1943 r. W nocy wybuchła ostatnia akcja. O szarym świcie pożegnaliśmy się. Towarzysze Smolar i Lichtensztajn postanowili przekraść się do szopu Hallmanna. Co się z nimi po drodze stało – nikt nie wie. Zapewne nie dotarli do Nowolipek 68, gdyż co krok stały posterunki żandarmerii, SS i Ukraińców. Zostali prawdopodobnie zabici po drodze, jak tysiące innych Żydów warszawskich.” (s. 237-238)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Bo po naszym zwolnieniu z Umschlagu nie wróciliśmy od razu do domu. Czas jakiś przesiedzieliśmy na deskach tartaku Landaua.” (s. 86)
</document>
<document nplp_id="6457" title="GĘSIA 10" slug="gesia-10">Abraham Lewin
ONI, IV A
„Wczoraj wieczorem, około piątej godziny, zastrzelono przy Gęsiej 10 zastępcę komendanta policji żydowskiej, adwokata Lejkina. Jego adiutant Czapliński został ranny w nogę. Nic nie wiadomo dokładnie o tym morderstwie. Domyślają się, że jest to odwet wobec tych Żydów, którzy splamili ręce krwią swych braci, wysyłając setki tysięcy Żydów na Umschlag i do Treblinki.” (s. 237-238)


Stanisław Gombiński
ONI, IV A (29.10.1942 i 29.11.1942)
„Tego dnia [29.10.1942], o zmroku wieczornym, pada na ul. Gęsiej z niewiadomej ręki Kierownik Służby Porządkowej z okresu Wysiedlenia, Jakub Lejkin, idący z nim oficer SP Stanisław Czapliński wychodzi lekko rany. „Lejkin był symbolem znienawidzonej powszechnie roli, jaką odegrała Służba Porządkowa podczas Wysiedlenia, on sam ładował ludzi na wozy, wysyłał ich na Umschlag, osobiście dopilnowywał ich wysyłki, był na Umschlagu prawie stale, brutalnie gonił ludzi, znęcał się nad nimi, nareszcie kara, nareszcie pierwszy, widomy znak. Musi im być wymierzona sprawiedliwość”.
Dokładnie w miesiąc później, dnia 29 listopada, pada First, Kierownik Wydziału Gospodarczego Rady, zastrzelony na ul. Muranowskiej [obok swego domu przy Muranowskiej 42].
First był znany przez cały czas ghetta, przez czas Wysiedlenia i później jako bezwzględny wykonawca wszystkich poleceń Niemców, jako najbliżej ich stojący, jako najwierniejszy ich sługa. W Radzie Żydowskiej – choć nie był Radcą – miał zawsze dużo, może najwięcej do powiedzenia. Stawiano mu wiele i różnych zarzutów: zbyt bliski kontakt z Nimi, brutalność, bezwzględność, dbałość o własną kieszeń ponad wszystko. I jego sprawiedliwość spotkała, nareszcie.” (s. 132)


Marek Edelman
ONI, IV A
„Należy pamiętać, że jest to rok 1942 i że ruch oporu w społeczeństwie polskim jest jeszcze w powijakach, że o partyzantce krążą tylko legendy, że pierwsze zbrojne wystąpienie polskie ma miejsce dopiero w marcu 1943 roku. Nie należy więc dziwić się, że nasze starania o broń na terenie Delegatury Rządu i innych organizacji napotykają na duże trudności i przeważnie nie dają wyników. Ale udaje nam się otrzymać od Gwardii Ludowej kilka rewolwerów. Zostają wtedy wykonane w odstępie jednego miesiąca dwa zamachy: 29-go października na Lejkina (Komendanta policji żydowskiej) i 29 listopada na J. Firsta (przedstawiciela Rady Żydowskiej do Umsiedlungsstabu).” (s. 45)
 
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„W Gminie delegacja - zaaresztowano wszystkich mężczyzn od 18 do 50 lat z ulicy Gęsiej 7 i 10. Gestapo miało otworzyć pomieszczenie Muzeum, lecz nie otworzyło.” [28 V 1940] (s. 93)

JA/ONI, I

„Do Gestapo zawiozłem kontrybucję 4000 zł od mieszkańców Gęsiej 7 i 10 dla pobitego Volksdeutscha.” [29 V 1940] (s. 93)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IVA

„29 października zza rogu ulicy [Zamenhofa i Gęsiej] doszły nas wystrzały i wkrótce dowiedzieliśmy się, że na Gęsiej zastrzelono Jakuba Lejkina, szefa żydowskiej policji.” (s. 110)
</document>
<document nplp_id="6460" title="PRZEJAZD 11" slug="przejazd-11">
Abraham Lewin
JA/ONI, II D/III (30.05.1942)
„Dziś rano przyjechała żandarmeria z junakami na Przejazd i zatrzymała czterech Żydów szmuglerów, stojących na rozwalonym murze przy Przejazd 11 i patrzących na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Opowiadają, że sam Auerswald był obecny przy ich aresztowaniu i że na jego rozkaz wysłano ich wraz z Żydami zatrzymanymi podczas łapanki do obozu pracy. Matka jednego z nich rozpaczliwie płakała pod moim oknem.” (s. 89)

Rachela Auerbach
„Paczka zjeżdża w dół, przechodzi przez szereg rąk od muru do ruiny Przejazd 11, osiąga właściwego odbiorcę i za minutę stanowi już przedmiot dalszego handlu w jakiejś [melinie] na Nowolipiu lub Mylnej, albo też odjeżdża […] na jednym z wózków czekających na placyku opodal, gdzie znajduje się lotny co prawda, ale coraz o powracający posterunek tragarzy niczym przed jakim dworcem lub placem targowym. Gdy wracałam, zwróciła właśnie moją uwagę dziwna cisza i pustka po żydowskiej stronie muru. U wylotu Mylnej i Nowolipia pustki. Ja nie widziałam nikogo, ale oni widzieli. […] parceli u rogu Nowolipia stało 2 Niemców […] powyżej. Niemcy[?] […] z posterunku[?]" (s. 185-187)

</document>
<document nplp_id="6463" title="DZIELNA 38" slug="dzielna-38">Abraham Lewin
ONI, II D (13.05.1942)
„Niemcy złapali wczoraj – przy pomocy żydowskiej policji – na ulicy, a zwłaszcza wśród mieszkańców domu przy Dzielnej 38, dziewczęta żydowskie, młodsze i starsze kobiety oraz mężczyzn z brodami i bez bród. Przed dom przy Dzielnej 38 zajechały dwa duże samochody z Niemcami: lotnikami, esesmanami i żołnierzami innych formacji. Przyjechało również małe auto z oficerami. Przede wszystkim sfotografowali młode dziewczęta. Należy zaznaczyć, że złapano młode dziewczyny i kobiety szczególnie przyzwoicie i bogato ubrane. Następnie zapędzili wszystkich – żydowskie kobiety i mężczyzn – do zakładu kąpielowego, znajdującego się w podwórzu wspomnianego domu. W zakładzie kąpielowym znów fotografowali kobiety. Po tym zmusili wszystkich obecnych Żydów – kobiety i mężczyzn – do rozebrania się do naga, na podobieństwo Adama i Ewy. Oficerowie niemieccy zestawili pary spośród żydowskich przedstawicieli obu płci. Przydzielali przy tym młodej dziewczynie starego Żyda i odwrotnie – młodzieńcowi – starą kobietę. Zmuszali ich następnie do odbycia stosunku płciowego. Niniejsza scena, tzn. akt seksualny (należy przyjąć, że był jedynie pozorowany), została sfilmowana specjalnymi aparatami, które w tym celu przywieziono i zmontowano. Aparaty te miały być obsługiwane przez Polaków.” (s. 39)
ONI, II D (15.05.1942)
„Niemcy tworzą film o żydowskiej tematyce bez wątpienia dla celów propagandy antysemickiej. W tym celu zaaranżowali barbarzyńskie i perwersyjne sceny w łaźni przy ulicy Dzielnej 38.
W ubiegły czwartek 7 maja na oddziale położniczym przy Lesznie nr [1] filmowali obrzezanie. Dwa tygodnie temu przyszli na oddział i pytali o nowo urodzonego chłopczyka. […] Kazali przygotować obrzezanie ze wszystkimi szczegółami, ściśle według prawa, tzn. według ich wyobrażenia, że mohel i Żydzi z minjanu powinni być wszyscy brodaci i powinna być przygotowana uczta z rybami i mięsem. Przyszli wyznaczonego dnia, w czwartek, i w zgodzie z wymogami prawa odbyła się cała ceremonia, z mohelem i wszystkimi szczegółami, jak również posiłek. Wszystko zostało uwiecznione na taśmie filmowej. Ma to być dowód na nasze barbarzyństwo i obskurantyzm.” (s. 43)


Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„Popularny warszawski szojchet Mejlech Czerniakower został wieczorem złapany na Dzielnej 21, zabrany na Pawiak, a dziś rano wyrzucono go stamtąd martwego. Był znany w mieście ze swych powiedzonek i swej jowialności. Prócz niego skatowano dziś w mykwie przy Dzielnej 38 dwóch Żydów. Zbrodniarze kazali im się tak długo zanurzać w zimnej wodzie, aż [nieszczęśnicy] się potopili.” (Pisma, s. 276-277)


Adam Czerniaków
ONI, II D
„Wczoraj odbyło się filmowanie w mykwie. Dostarczone kobiety należało wymienić. Jedna nie zgodziła się rozebrać.” (s. 277)
</document>
<document nplp_id="6464" title="DZIELNA 17" slug="dzielna-17">Abraham Lewin
ONI, II D/ III (16.05.1942)

„Żyd z Dzielnej 17, malarz pokojowy, który został zamordowany przed kilkoma dniami, gdy udawał się o 5 rano do pracy (wiadomość zanotowałem przed paroma dniami), nazywał się Dziedzic.” (s. 50)

&amp;nbsp;
JA/ONI, II D/ III (21.05.1942)
„O 10 w nocy Niemcy zadzwonili do domu przy Dzielnej 17. wprowadzili [do niego] starszego, biednego Żyda i kazali [mieszkańcom] dać mu jeść, gdyż spotkali go o późnej porze, kiedy nie wolno już być na ulicy, a on oświadczył im, że nie ma gdzie przenocować i przez cały dzień nic nie jadł. […] Po godzinie Niemcy znów zadzwonili. Zapytali, czy wykonano ich rozkaz i nasycono głodującego. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi zabrali Żyda i … zastrzelili go na miejscu. Gdybym nie słyszał o tym z ust mojej siostry, mieszkającej w tym domu przy Dzielnej 17, nie dałbym wiary, że takie podłe zdziczenie jest możliwe.” (s. 59-60)
JA/ONI, II D/ III (22.05.1942)
„Gwoli prawdy chcę dokładnie ustalić szczegóły mordu dokonanego w środę w nocy przy Dzielnej 17. zamordowany był 30-letnim żebrakiem. Niemiecki patrol spotkał go na ulicy o wpół do dziesiątej. Jeden żandarm chciał go zastrzelić, drugi powstrzymał go od tego. Wprowadzili go do wspomnianej bramy i kazali dać jeść oraz udzielić noclegu. Jedzenie dostał od razu. Z miejscem na nocleg było gorzej. W bramie znajduje się mały &amp;lt;dom publiczny&amp;gt;. W jednej izbie mieszkają cztery &amp;lt;pensjonarki&amp;gt;, Żandarmi weszli do „domu” i nakazali, żeby żebrak tam spał. Żandarmi odeszli. Wszczęła się kłótnia dziewczyn i ich patrona z żebrakiem. Nie chcieli, by spał u nich, gdyż jest brudny. Zaproponowali mu pieniądze. Żebrak uparł się: on chce właśnie spać u nich, bo tak nakazali Niemcy. Gdy próbowali siłą wypchnąć go z izby, zaczął wołać &amp;lt;policja&amp;gt;. Przyszedł inny patrol. Dziewczyny oświadczyły, że brzydzą się spać z brudnym żebrakiem. Niemcy kazali Żydowi pójść ze sobą, zaprowadzili go pod kościół naprzeciwko Pawiaka i zastrzelili.” (s. 64-65)
ONI/JA, III A
„Złapali rabina z Dzielnej 17 i zastrzelili go najprawdopodobniej. Łapią na ulicach dzieci. Dobytek wysiedlonych grabią sąsiedzi bądź nowi lokatorzy – &amp;lt;szosowcy&amp;gt;. Ze stołówki urzędniczej przy Nowolipkach 30 zabrali 50 osób spośród konsumentów i 10 spośród personelu. Strzelali i zabijali ukrywających się. Przez cały dzień siedziałem w domu (Nowolipki 25). Nie poszedłem jeść i ocalałem.” (s. 181-182)
JA, III A (02.07.1942)
„Nocowałem u mej siostry przy Dzielnej 17. dwunasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która stale przybiera na sile. Od wczoraj rodzice policjantów podlegają już również wysiedleniu. Tej nocy zabili i zranili wiele osób.” (s. 182)
JA, III C (15.08.1942)
„Dziś jest dwudziesty piąty dzień rozlewu krwi, dokonywanego przez morderców. Nocowałem przy Dzielnej 17. Strzelanina zaczęła się o wpół do dziesiątej wieczorem. Na ulicy – ofiary. Przez całą noc bezustanny ruch do i z Pawiaka. Gutkowski posyła swe jedyne dziecko (trzy i pół roku) na cmentarz; stamtąd mają je wyprowadzić na Czerniaków.” (s. 194)
</document>
<document nplp_id="6468" title="MYLNA 11" slug="mylna-11">
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego, Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocną służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D/ III (30.05.1942)
„W domu przy Mylnej 11 zostało zabitych czterech mężczyzn z jednego mieszkania: stary Żyd Wilner, jego syn i zięć Różycki oraz jego sublokator. Stary Wilner był częściowo sparaliżowany. Ze strachu stracił mowę i nie mógł się poruszać. Niemcy posadzili go na krześle i zrzucili go z drugiego piętra. Staruszek poniósł śmierć na miejscu.” (s. 88)
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy
Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra. Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)

Władysław Szpilman
JA/ONI, II D
„Naprzeciwko nas mieszkała rodzina kupiecka, którą dobrze znaliśmy z widzenia. Gdy i tam rozbłysło światło i SS-mani w hełmach, z gotowymi do strzału karabinami maszynowymi wtargnęli do pokoju, mieszkańcy siedzieli, tak jak i my jeszcze przed chwilą, przy stole, nie poruszając się z przerażenia. Dowodzący oddziałem podoficer odebrał to jako osobistą obrazę. Aż odebrało mu mowę z oburzenia. Stał oniemiały, ogarniając spojrzeniem siedzących przy stole i dopiero po upływie chwili wrzasnął rozzłoszczony: - Wstawać! Podnieśli się tak szybko, jak tylko mogli, z wyjątkiem ojca rodziny, staruszka ze sparaliżowanymi nogami. Podoficer kipiał z wściekłości. Zbliżył się do stołu, oparł oń obiema rękami, wbił sztywne spojrzenie w sparaliżowanego i ponownie wrzasnął: - Wstawać! Stary człowiek wsparł się mocno na poręczach, podejmując rozpaczliwe wysiłki, lecz bez skutku. Nim zdążyliśmy zorientować się w sytuacji, Niemcy rzucili się na niego, poderwali go z fotelem w górę, wynieśli na balkon i zrzucili z trzeciego piętra na ulicę. Matka krzyknęła, zasłaniając sobie oczy. Ojciec odbiegł od okna daleko w głąb pokoju. Halina pośpieszyła ku niemu, a Regina objęła matkę ramieniem i powiedziała rozkazującym tonem całkiem głośno i bardzo wyraźnie: - Spokój! Nie mogliśmy z Henrykiem oderwać się od okna. Widzieliśmy starca, gdy wisiał jeszcze przez sekundą w fotelu nad ulicą, a później, gdy z niego wypadł, usłyszeliśmy osobno uderzenie fotela o bruk i odgłos chlaśnięcia ludzkiego ciała o płyty chodnikowe. Staliśmy w bezruchu, niezdolni do cofnięcia się czy też do odwrócenia wzroku od tego, co tam się działo. Jednocześnie SS-mani wyprowadzali już parą tuzinów mężczyzn na ulicę.” (s. 75-76)

Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Drugim takim szlachetnym typem spośród polskich kierowników szopów jest Ryszard G. [Gerard Brunon Gadejski], współwłaściciel szopu trykotarskiego, występującego na zewnątrz pod firmą Niemca Müllera. Ów Ryszard przyjął do szopu bezinteresownie dużo osób spośród malarzy i plastyków żydowskich. Gdy wyłoniły się trudności aprowizacyjne na terenie szopu, którego teren mieszkalny był jakby wysepką żydowską wśród otaczających go „dzikich” lub aryjskich domów, pan Ryszard codziennie przywoził środki żywnościowe, które rozdzielał bezpłatnie wśród biednych i po cenach umiarkowanych wśród pozostałych członków szopu.” (s. 115)

ONI, III

„Kiedy zaczęła się akcja likwidacyjna w Warszawie, [Maks] Wiskind zapisał się do szopu grafików żydowskich, który działał pod nazwą Müller [ul. Mylna 11]. W sierpniu 1942 r. przyszło SS z Ukraińcami i zabrali cały szop Müllera. Zabrano wtedy większość grafików żydowskich, wraz z nimi utalentowanego reżysera Wiskinda.” (s. 220)

</document>
<document nplp_id="6469" title="ZAMENHOFA 13" slug="zamenhofa-13">Abraham Lewin
JA/ONI, II D/ III (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)


Emanuel Ringelblum
ONI, II D (pesach 1942 [1-9 kwiecień])

„Podczas świąt Pesach 1942 r. w kuchni syjonistycznej przy Zamenhofa 13 odbył się seder, na którym Schiper wygłosił płomienne przemówienie o potrzebie podjęcia obrony w razie próby przesiedlenia [Żydów] z Warszawy. Doszły nas wtedy pierwsze wiadomości o bohaterskiej obronie żydowskiej ludności w miasteczku Nowogródku, gdzie Niemcy ponieśli dość duże straty. Schiper wezwał żydowską młodzież do naśladowania przykładów z dziejów Żydów: Machabeuszy, bojowców 1905 r. itp. Zegar wybija za pięć dwunastą. Żydowska młodzież w Warszawie powinna się przygotować, żeby stanąć w obronie godności Żydów.” (s. 178)
</document>
<document nplp_id="6471" title="MURANOWSKA" slug="muranowska">

&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

ONI, IV B

„Drugie zarządzenie: dalsze ograniczenie ghetta. Granica południowa, biegnąca obecnie wzdłuż Gęsiej i Franciszkańskiej, ma być przesunięta na ul. Muranowską. Już tylko najbliższe ulice, tylko kilkadziesiąt domów przylegających do Umschlagu ma stanowić getto. Termin przeprowadzek: 23 stycznia. […] Zarządzenie o zmianie granic w ogóle nie wchodzi w życie, zostaje odwołane. Ghetto pozostaje w dotychczasowych granicach.” (s. 144-145)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, IV A
„W ostatnich dniach znów mordowali na ulicach getta. Wczoraj mówili o kilku ofiarach. Jeden potwierdzony wypadek na Muranowskiej. Krewny piekarza Goldberga (z Miłej 64) szedł o godzinie pierwszej po południu oddać szewcowi swoje buty do naprawy. Przejechało auto. Kierowca zatrzymał Żyda i zapytał go, dlaczego nie pracuje. Zapytany odpowiedział, że jest chory. Niemiec okrutnie go stłukł. Żyd upadł i kierowca chciał już wrócić do swego auta. W ostatniej chwili rozmyślił się, wyciągnął pistolet i zabił Żyda.” (s. 283)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI, II

„Cała zamożniejsza część mieszkańców domu wydała westchnienie ulgi, gdy ta jedyna obecnie (rodzina?) nędzarzy przeniosła się do jakiejś komórki na Muranowskiej.” (s. 35)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, I
„Uruchomione w czasie oblężenia jadłodajnie i kuchnie społeczne funkcjonują nadal. Pomoc materialną otrzymują wszyscy prawie członkowie partii i Związków Zawodowych. Abrasza Blum organizuje tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy nowe Centralne Kierownictwo Partii (A. Blum, L. Klog, S. Nowogródzka, B. Goldstein, a następnie A. Sznajdmil – Berek oraz M. Orzech).” (s. 7-8)
[Kuchnie subwencjonowane organizacji politycznych: Poalej Syjon lewica - Zamenhofa 9; Bund – Muranowska – brak dokładnego adresu; Ha-Szomere Ha-Cair – Nowolipki 23; Związek Rzemieślników – Orla 13 i Świętojerska 11a - (B.S.)]
JA/ONI, III A
„Przed wieczorem odbywa się zebranie piątki naszych instruktorów, na którym postanawiamy, że wobec braku broni i możliwości oporu, musimy nasza działalność częściowo nastawić również na ratowanie przed wysiedleniem jak największej ilości ludzi. Wydaje nam się, że umożliwią nam to kontakty, posiadane przez niektóre organizacje społeczne w policji żydowskiej, w której rękach znajduje się techniczna strona wysiedlenia. Nim jednak zebranie zostało zakończone i praca podzielona, nadchodzi wiadomość, że sami Niemcy i Ukraińcy obstawili blok Muranowska – Niska, że sami przeprowadzają akcję i że zabrali stamtąd przeszło 2.000 ludzi, brakujących do kontyngentu dziennego, który w pierwszym okresie akcji wynosił 6.000 osób. Zostali zabrani wszyscy, nawet ci, którzy posiadali legitymacje niemieckich warsztatów pracy (z naszych towarzyszy zginął wówczas L. Rozensztajn).” ( s. 29-30)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W pewnej kamienicy na Muranowskiej było 15 wypadków tyfusu, nie zamyka się domu, bo lekarz dostaje w łapę 800 zł miesięcznie.” (s. 114)
ONI, II A
 „W piątek w nocy aresztowano Żydów na Pradze i wywieziono ich samochodami na Muranowską i inne ulice; nocują na klatkach schodowych i na podwórzach. Nie zabrali ze sobą nic oprócz bagażu podręcznego. W szabat widziałem, jak prowadzono z Pragi grupy Żydów. Urządzono dla nich tymczasowe pomieszczenia w szkołach, salach tanecznych itd.” (s. 167)

JA, V
„Walczyły poszczególne grup w getcie, w szopie szczotkarskim, na ul. Świętojerskiej, na terenach szopu Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami.” (s. 88)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI, II B

1.X.41’: "Hitlerowcy ściśle trzymają się kalendarza żydowskiego. Wczoraj przed zachodem słońca, w porze modlitw Kol Nidre otwierających rytuały święta Jom Kippur (Dnia Pojednania), rozwieszono wielkie białe plakaty ze smutnym obwieszczeniem: do 5 października osoby zamieszkałe po prawej stronie ulicy Siennej oraz przy pewnych odcinkach Gęsiej i Muranowskiej, a także mieszkańcy szeregu domów w pobliżu granic getta muszą opuścić mieszkania. […] Ojciec tego dnia nie opuszczał piwnicy, zanosząc modły do Boga, a w tym czasie matka szukała nowego mieszkania. Dotychczas niczego nie znalazła, lecz przyniosła nowe smutne wieści. Wygląda na to, że Niemcy zamierzają zlikwidować tak zwane małe getto i włączyć do dużego getta jedynie ulicę Chłodną i dalszy koniec Żelaznej. Pogłoskę tę potwierdził nakaz wydany chrześcijańskim mieszkańcom tych dwóch ulic, żeby wyprowadzić się do 15 października. Lokatorom domów przy Siennej obiecano mieszkania przy Chłodnej. Ma to jednak nastąpić później, a na razie musimy znaleźć jakiś dach nad głową. Jutro rano wszyscy, w tym i ja, wyruszą na poszukiwanie nowego lokum" (s. 181-183).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, II B

„Małą Felę wzięła na razie do siebie siostra moja, Fryda, mieszkająca u teścia - piekarza na Muranowskiej.” (s. 30-31)

ONI, II D

„U siostry z Muranowskiej [Frydy] taka sama bieda. Było ich razem do wyżywienia około dwudziestu gąb. Znaczyło to kilka tysięcy złotych miesięcznie na uciszenie tych wszystkich żołądków. Oszczędności się skończyły - nie było dalej czym rządzić. Synek siostry - pięć lat - wychudzony i blady. Ona sama okropnie wyglądała. Choć zacofana i cały świat nas dzielił, ale mówiono zawsze na nią, że “nie posiada żółci”. Rzeczywiście była bardzo dobra i uczynna, a teraz już ostatnia z trzech sióstr starszych ode mnie.” (s. 43)

ONI, III A

„Na ulicy [Muranowska], gdzie mieszka siostra, prawie bez przerwy akcja i nie mogę się do niej dostać.” (s. 61)

„Siostra z Muranowskiej z mężem [Fryda i Szlomo Kogutowie] i dzieckiem i całą rodziną pojechali już tą samą drogą, co moja Sarenka…” (s. 68)

JA/ONI, III A

„Na Muranowskiej wszyscy są kandydatami do wywiezienia. Nikt z nich nie pracuje, ani staruszkowie, rodzice szwagra, ani on sam, ani siostra, a reszta to dzieci do lat osiemnastu, wnuki pozostałe po dwóch zmarłych córkach, jednej żyjącej i mały synek mej siostry. „Ciociu, wiesz, musisz się ukryć, bo policja łapie, a mamusia płacze" - mówi do mnie, gdy go biorę na chwilę na kolana. Ale muszę lecieć dalej.” (s. 48)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Na Muranowskiej ulicy – jak i na innych – było wiele domów opuszczonych o mieszkaniach zawalonych rupieciami i pierzem, wyprutym z pierzyn i poduszek. Gdzieś w małej klitce za obłokiem pierza mieszkał „dziki” z rodziną albo sam. Nie palił ognia, wychodził nocą. Im brudniejsze i bardziej zawalone wejście – tym pewniej, że nie przyjdą Niemcy. Wiele osób mieszkało stale w piwnicach i czuło się tam najbezpieczniej.” (s. 150)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„Więc było bardzo dużo spraw do załatwienia, tylko codziennie szłyśmy na chwilę na tę Muranowską, żeby popatrzeć. I raz wydawało nam się, że widzimy na dachu płonącego domu czerwony sweter...” (s. 160)
JA/ONI, IV B
„A doktor Anna Margolisowa pracowała wtedy jako niańka do dziecka gdzieś na Muranowskiej, więc myśmy tam często chodziły, bo tam z okna klatki schodowej było widać getto i szukałyśmy znajomych sylwetek, ale nie można było nikogo poznać.” (s. 146)
„Chodziłyśmy z Marysią [Bronka Feinmesser] na Muranowską i patrzyłyśmy z klatki schodowej. Do bólu oczu. Ale nic nie było widać; tylko w oczach miałyśmy szarość dymu i w ustach gorycz swędu, który stał nad Warszawą.” (s. 155)
&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III C

„Hanka [Trauman – przyp. AKR] z rodzicami przeszła przez selekcję i mieszkała teraz na Muranowskiej.” (s. 104)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Traumanowie mieszkali na Muranowskiej, w dość przyzwoitym apartamencie. Ponieważ ojciec Hanki pracował ciągle przy transportach, zdołali uratować nie tylko rzeczy, ale i meble. Gościowi musiało się siłą rzeczy wydawać, że nic złego nie zaszło, a ten cały straszny w kataklizm jest tylko złudzeniem. Było tu bowiem i ładnie, i czysto, i miło. Na kredensie stały, jak dawniej, kryształy. Słowem – prawdziwe ognisko domowe.

Jak dawniej zbierały się tu pary i grupy młodzieży.[…]

Spotkałam u Hanki jak dawniej, jej przyjaciół – Ninę G. i Ryśka O., który mieszkał poza gettem i bywał tam jako „aryjczyk”. Matka Hanki wzięła mnie na stronę i powiedziała, że nie ma do Ryśka ani odrobiny zaufania i wolałaby go nie przyjmować.” (s. 110)

JA/ONI, IV A (20 grudnia 1942)

„Tydzień później odwiedziłam Hankę po raz drugi. Było to 20 grudnia. […]Po południu przyszła do mieszkania Hanki Lola” (s. 116)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
&amp;nbsp;

JA/ONI, II

„Ulica Muranowska została w obrębie getta i ta „szczęśliwa” okoliczność zaoszczędziła nam cierpień, których doznały tysiące ludzi zamieszkałych poza obszarem wytyczonym dla Żydów.” (s. 13)

JA/ONI, II /VI

„Całą ulicę podpalono, a później zburzono doszczętnie — nasi znajomi, sąsiedzi i wszyscy moi rówieśnicy zostali wymordowani.” (s.22)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Muranowska 6,   - Muranowska 7,   - Muranowska 16,   - Muranowska 20,   - Muranowska 24,   - Muranowska 40,   - Muranowska 42,
- Muranowska 44,   - Muranowska 40-44,   - róg ulic Muranowska/Bonifraterska,   - Muranowska (przy Bonifraterskiej),   - róg ulic Zamenhofa/Muranowska,
OBSZARY:
– Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),
TRASY:
- Trasa: Kurza - Muranowska 44,    - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła/Muranowska,   - Trasa: Plac Muranowski - Muranowska - Zamenhofa,    – Trasa (tramwajowa): Plac Muranowski – Muranowska – Zamenhofa – Dzielna – Karmelicka – Leszno – Żelazna – Nowolipie – Smocza – Gęsia – Nalewki – Plac Muranowski,      – Trasa: Smocza – Dzielna 38 (mykwa),   – Trasa (omnibusów – „kohnhellerek”):  Żelazna – Leszno – Karmelicka – Dzielna – Zamenhofa  – Gęsia – Nalewki – Muranowska – Gęsia – Smocza – Nowolipie – Żelazna – Leszno,   - Trasa: Zamenhofa - Muranowska,</document>
<document nplp_id="6476" title="MYLNA 18" slug="mylna-18">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mylna 18. Cała prawda w wąskim korytarzu” [w przypisie: „Pod adresem Mylna 18 mieścił się Dom Emigranta im. Abrahama Podliszewskiego, prowadzony przez HIAS. We wrześniu 1939 r. został on zbombardowany.”] (t. 29: s. 7)
ONI, I-III

„[Aron Koniński] Miał lat około czterdziestu, przed wojną działał w Towarzystwie JEAS. Z ramienia tej instytucji kierował Domem Emigrantów przy ul. Mylnej 18, zbudowanym dzięki staraniom znanego warszawskiego działacza Abrahama Podliszewskiego. Koniński był dobrym organizatorem i dzięki jego gospodarności Dom Emigrantów stał się wzorem porządku, a długi hipoteczne Domu stale malały. W związku z tym, że fala emigracyjna w ostatnich latach przedwojennych znacznie się zmniejszyła, budynek przy ul. Mylnej 18 przeznaczono dla celów turystycznych. Liczne wycieczki z różnych stron kraju znajdowały tam schronienie i spotykały się zawsze z serdecznym przyjęciem. […] Centos od pierwszych nalotów bombowych na Warszawę szukał lokali w celu urządzenia w nich internatów dla nowych ofiar wojny, dla tysięcy bezdomnych dzieci, pozbawionych opieki. Także przy Mylnej 18 został utworzony internat. Koniński miał odpowiednie przygotowanie pedagogiczne. Przez długie lata był kierownikiem bursy dla młodzieży. Nowy dziecięcy internat Centosu był jednym z najlepszych, panowały tam porządek, czystość i dyscyplina. Dzieci czuły się przy Mylnej jak u siebie w domu. […] Kiedy wybuchła akcja wysiedleńcza Żydów Warszawy, Koniński doskonale wiedział, dokąd wywożą wysiedlonych i co ich tam czeka. Wiedział też, że pierwszymi ofiarami akcji byli we wszystkich miastach mieszkańcy internatów i mimo to pozostał w zakładzie aż do ostatniej chwili, kiedy to mordercy z SS zabrali wraz z dziećmi cały personel umysłowy i fizyczny z Mylnej 18 na Umschlagplatz, a stąd do Treblinki.” (t. 29a: s. 240)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Inteligencja żydowska nie miała jednak gotówki i nie mogła zapłacić za przyjęcie do lepszych szopów, [takich] jak Többensa, Schultza itp. Plastycy wyszukali więc sobie mniej pewny szop firmy Müller przy Mylnej 18 i tam się usadowili. Kiedy zabrakło już tzw. dzikich, tj. ludzi niezarejestrowanych w szopach, zaczęli wlec na Umschlagplatz ludzi z szopów mających słabszą protekcję w Befehlstelle, która kierowała akcją zagłady Żydów. Pierwszymi ofiarami były słabsze szopy. W sierpniu 1942 r. SS-mani razem z Ukraińcami zabrali wszystkich ludzi z szopów Müllera. Zginęli wtedy najwybitniejsi artyści plastycy.” (t. 29a: s. 245)

</document>
<document nplp_id="6478" title="SIENNA 24" slug="sienna-24">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A (11.08.1942)
„Wypędzili ludzi z wielu domów, cały dobytek został. Chrześcijańscy chuligani przystąpili już do grabieży. Sienna 24, Śliska 28. Z wyjątkiem rodziny Jakuba nie pozostał żaden lokator, nie ma nawet dozorcy.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6481" title="BAGATELA 12 &amp;#8211; ALEJE UJAZDOWSKIE &amp;#8211; DŁUGA [TRASA]" slug="bagatela-12-aleje-ujazdowskie-dluga">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, przed I (okres przedwojenny)
„Przypominam sobie pewien dzień wiosenny, również 18 maja, kilka lat przed wojną, który utrwalił się w mej pamięci. Miałem do załatwienia jakąś sprawę w kuratorium szkolnym przy Bagateli 12. Wybrałem się tam o 9 rano. O 10 sprawę miałem już załatwioną. Pojechałem z powrotem tramwajem do mej szkoły przy Długiej Alejami Ujazdowskimi. Olśniło mnie morze zieleni, oczarowały mnie wspaniałe aleje drzew i przedziwna jasność i spokój. I dlatego właśnie ów poranek tak głęboko wrył się w moją pamięć. Skądże wziąć dziś nieco zieleni, jakieś drzewko, pole, odrobinę świeżego powietrza i możliwość przespacerowania się bez strachu po bożym światku?” (s. 52)</document>
<document nplp_id="6483" title="MYLNA 2" slug="mylna-2">
Abraham Lewin
JA, III C (13.08.1942)
„Dziś po przyjściu Guci wiele płakałem. Wyrzucają mnie z mieszkania przy Mylnej 2, rozgrabili już chyba cały mój dobytek. Ci, co pozostają, łupią i grabią bez żadnych skrupułów. Życie wywróciło się do góry nogami, kompletna ruina pod wszystkimi względami. Nie znajdę już pocieszenia, jak długo żyć będę. Gdyby [Luba] umarła śmiercią naturalną, nie byłbym tak zrozpaczony i chory. Ale wpaść w łapy takich morderców?! Czy już ją zabili?” (s. 192)
JA, III C
„Ostatnia noc, którą spędziłem w mieszkaniu przy Mylnej 2; jest to moje mieszkanie z okresu wojny. Jak wyglądają ulice? Chodniki są ogrodzone, ludzie chodzą środkiem ulicy. Znajome ulice – Nowolipie (z obu stron Karmelickiej), Mylna i inne – są całkowicie zagrodzone przez płoty i mury, nie sposób tam wejść. Odnosi się wrażenie, że są to klatki. Wygnali z mieszkań całą żydowską ludność Warszawy.” (s. 192)
</document>
<document nplp_id="6493" title="DZIELNA 25" slug="dzielna-25">
Abraham Lewin
ONI, II D/III (01.07.1942)
„Na Nowolipkach 30, które służą również jako brama wejściowa do Dzielnej 25 (znajdująca się naprzeciwko Pawiaka, a tam się nie chodzi), została zastrzelona żydowska kobieta – stróż domu, która otworzyła bramę. Potem mordercy weszli do stróża domu przy Dzielnej 25 i zastrzelili jego żonę. Właściwie mówi się, przyszli tylko do stróża domu przy Dzielnej 25. Miał się on zajmować szmuglem. Przy okazji zastrzelili również stróża domu – kobietę – z Nowolipek 30. Nie chcieli oczywiście, aby pozostał jakiś świadek ich zbrodni. Następnie na Nowolipkach 36 zastrzelili żydowskiego tragarza i chrześcijankę, która z nim żyła.” (s. 141-142)
</document>
<document nplp_id="6495" title="ALEJE JEROZOLIMSKIE" slug="aleje-jerozolimskie">
Abraham Lewin
ONI, II D (10.05.1942)
„Opowiadają, że usunięto wszystkich polaków z parzystej strony Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Przywieziono podobno do Warszawy wiele kobiet z Niemiec, zwłaszcza brzemiennych.” (s. 34)

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Auto zatrzymano w Alejach Jerozolimskich. Nasłuchałem się od „jüdische Schweine”, „Wie lange werdet Ihr herumspazieren”[jak długo będziecie się włóczyć] „So etaws” itp.” [22 IX 1940] (s. 123)


ADRESY:
- Aleje Jerozolimskie 45 (dawniej 39),
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Leszno 2 (Centos) - róg Chłodna/Żelazna (wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,  - Trasa: Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Praga (przebieg hipotetyczny),  - Trasa: Most Poniatowskiego - Aleja 3 Maja - Aleje Jerozolimskie,  - Trasa: Wspólna 58 - Aleje Jerozolimskie,  - Trasa: Żelazna 103 - Wspólna 58 - Twarda - Aleje Jerozolimskie - Wspólna 58,</document>
<document nplp_id="6497" title="CHŁODNA 6" slug="chlodna-6">Abraham Lewin
ONI, II D (16.05.1942)
„O dalszych zajęciach filmowych w getcie opowiedziano mi, co następuje: na rogu Żelaznej i Chłodnej mieści się żydowska restauracja. Wczoraj o 9 rano Niemcy wyprowadzili stamtąd wszystkie kelnerki, młode dziewczyny, ustawili na ulicy i kazali im robić wesołe miny. Jednocześnie zebrali gromadkę żebrzących dzieci i kazali im przemaszerować przed wyelegantowanymi kelnerkami z wyciągniętymi rączkami, które jednak niczego nie otrzymały. Zostało to sfilmowane, aby pokazać, że Żydzi żyją w luksusie i nie dzielą się z głodującymi. Następnie zawieźli kelnerki do mieszkania prezesa Czerniakowa przy Chłodnej 20, posadzili je przy stole i kazali podać karafki z wodą, która miała imitować wódkę, oraz inne rodzaje dań. Kelnerki znów musiały być wesołe i hałaśliwe. Również i ta scena została sfilmowana. Potem Niemcy nakręcili jeszcze zdjęcia w prywatnych mieszkaniach żydowskich, w domach przy Chłodnej 6 i gdzie indziej. Filmowali tylko mieszkania ładne i umeblowane. Miało to pokazać &amp;lt;światu&amp;gt;, że Żydzi żyją sobie w getcie zgoła dobrze.” (s. 49)
</document>
<document nplp_id="6502" title="NOWOLIPIE 1" slug="nowolipie-1">
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (29.05.1942)
„8 wieczór. Dopiero co wydarzyło się coś niezwykłego. Na Lesznie, naprzeciwko gmachu Sądów, łapano żydowskich młodzieńców do obozów pracy. Wsadzono ich wszystkich do tramwaju i usiłowano zawieźć na Zamenhofa 19, gdzie urządzono punkt zbiorczy dla obozowiczów. Kiedy tramwaj znalazł się na Karmelickiej, aresztowani młodzieńcy rozbili tramwaj i wszyscy uciekli. Do domu, w którym mieszkam, wrócili dwaj młodzi ludzie.” (s. 87)
JA, II D (02.06.1942)
„W moim domu, nade mną, mieszka biedny fryzjer, który stracił swój zakład fryzjerski we wrześniowych dniach 1939 r. Od owego czasu trudni się po prostu swoim zawodem w mieszkaniu. Znajomi, jego dawni klienci, przychodzą się strzyc do niego do domu. Jest on niestety wielkim biedakiem i cierpi nędzę. Dziś przyszedł do niego urzędnik podatkowy i upomniał się o 60 zł tytułem podatku lokalowego. Fryzjer nie miał pieniędzy, aby mu zapłacić. Urzędnik zaczął przeto rewidować mieszkanie i wszystkich w nim obecnych. Znalazł się klient, który miał w kieszeni 2500 zł. Urzędnik zabrał to 2500 zł. Po wielu trudach, kłótniach, krzykach i błaganiach raczył wziąć tylko 200 złotych łapówki, a resztę zwrócił.” (s. 96)
JA/ONI, II D (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)
JA/ONI, III A
„Druga już z kolei blokada naszej kamienicy. Zabrali dwóch młodych Wafiszów. Na Nowolipiu, Smoczej odbywają się w południe polowania jak na dzikie zwierzęta w puszczy. Tak wstrząsających scen świat jeszcze nie widział. Wrzucaja ludzi na wóz jak psy, wyprowadzają starców i chorych na żydowski cmentarz i tam ich mordują. Szmuglerka, która mieszka w naszym domu, chciała się pozbyć swej starej chorej matki. Oddała więc matkę w łapy zbrodniarzy. Żydowskie policjantki. Na podwórzach kamienic przy Nowolipiu 44-46 znajduje się wielu ludzi i dużo maszyn do szycia.” (s. 176)
</document>
<document nplp_id="6505" title="PRAGA (poza gettem)" slug="praga-poza-gettem">
Abraham Lewin
ONI, IV A (07.01.1943)
„Dzisiaj słyszałem, że we Lwowie nastąpiła likwidacja całego osiedla żydowskiego i że miasto stało się &amp;lt;judenfrei&amp;gt;. Trudno nam stwierdzić, czy tak jest naprawdę, nie wiemy nawet, co się dzieje na sąsiedniej ulicy. Oto wczoraj rozpowszechniano pogłoskę, że wyganiają Polaków z Pragi i że ulokują ich na ulicach opróżnionych przez Żydów. Rozpowszechniano również słuchy, że na Dworcu Wschodnim w Warszawie stoją wagony z polskimi dziećmi i że wiele z nich (200) zmarło w drodze.” (s. 281)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Pogłoski o ghetcie na Pradze.” [28.II.1940] (s. 70)
„Na Pradze pobito w tramwaju Wassermana, urzędnika Gminy. Dziś przybiegli rabini przestraszeni zapowiadanym „pogromem”. Ponadto znów przybiegła Rubinsteinowa, błagając o pójście do SS.” [19 VIII 1940] (s. 114)
„Napisaliśmy memo w sprawie pozostawienia Żydów na Pradze etc.” [3 XI 1940] (s. 131)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Pogłoski o zmianie granicy [na ziemiach] pod panowaniem niemieckim. Na początku pogłoska o Pradze. Tysiące ludzi idą na tamtą stronę mostu.” (s. 35)
„Na Pradze zabito robotnika żydowskiego z Batalionu Pracy.” (s. 42)
„15 i 16 sierpnia [1940] ekscesy na Pradze, Polacy rabowali sklepy żydowskie. Przyczyna – bójka między rzeźnikiem żydowskim a chrześcijaninem. Tamci pomogli w tej robocie.” (s. 115)
„Na skutek strasznych wieści z obozów powołani nie zgłaszają się. Dlatego zdarzył się przypadek, że złapano na Pradze 63 Żydów, spośród których komisja lekarska uznała 13 za nadających się. Ponieważ w pierwszych dniach brano tylko kawalerów, odbyło się ostatnio wiele ślubów.” (s. 119)
„Dotkliwym ciosem dla ludności żydowskiej jest fakt, że na Pradze Żydzi nie mogą przebywać na ulicy po godzinie siódmej wieczorem.” (s. 144)
„Dzień dzisiejszy, niedziela 13 października [1940], sprawiał dziwne wrażenie. Stało się jasne, że 104 000 Żydów z południowej części Warszawy i z Pragi musi opuścić swe domy i przeprowadzić się do getta żydowskiego. Wszystkie przedmieścia zostały opróżnione z Żydów. 140 000 chrześcijan winno opuścić getto. Kwestia przedsiębiorstw chrześcijańskich w getcie żydowskim nie została jeszcze wyjaśniona. Dzisiaj przez cały dzień wożono meble. Gmina Żydowska była oblężona przez setki ludzi, którzy chcieli się dowiedzieć, jakie ulice obejmuje getto.” (s. 144-145)
„Przesiedlenie Żydów z przedmieść, jak również z ubogiej Pragi, oznacza dla nich całkowitą ruinę, nie będą mieli nawet pieniędzy na przeprowadzkę. Niektórzy mają wiele kłopotów ze służącymi chrześcijankami… Nie można im wymówić bez zgody Arbeitsamtu, więc robią one, co chcą. Były wypadki, że ubierały się w odzież swych gospodyń.” (s. 145)
„Niektórzy chrześcijańscy właściciele domów na Pradze nie pozwalają zabierać rzeczy z mieszkań bez uprzedniego zapłacenia komornego za październik. Inni nie dają w ogóle niczego wynieść.” (s. 145)
„Kiedy dowiedziano się przed kilku dniami, że Żelazna wraz ze wszystkimi pobliskimi ulicami: Łucką, Wronią i końcowym odcinkiem Śliskiej, Pańską i innymi zostają wyłączone z getta, zapanowała bezgraniczna rozpacz. Ludzie mówili: ‘Niech nas już lepiej wytrują gazami, zamiast tak męczyć”. Na tamte ulice przeprowadziło się z sąsiednich ulic, jak również z Pragi, przeszło 7000 Żydów. Były tam małe mieszkania, na które wymieniali swe mieszkania Żydzi prascy. Chrześcijanie, którzy przeprowadzili się z południowej części miasta do mieszkań żydowskich, zamienili mieszkania na większe, natomiast Żydzi odwrotnie – na mniejsze.” (s. 147)
„Na Pradze dowiedziałem się, że w styczniu Friedman wstawił się za rabinem, którego złapano do robót i bito. Zastrzelono go za to na miejscu.” (s. 148)
„Dziś, 27 października [1940], chodzili na Pradze policjanci polscy i komunikowali, że Żydzi, którzy po 31 października będą jeszcze na Pradze, zostaną rozstrzelani. Wywołało to w mieście wielką panikę.” (s. 152)
„Największa tragedia rozgrywa się na Pradze, gdzie jest około 20 000 Żydów zupełnie zrezygnowanych i przygotowanych na wszystko. Podobna sytuacja u Polaków, w szczególności w tych rejonach, które wyłączono ostatnio z getta. Panuje tam wielkie bezhołowie.” (s. 154)
„Słyszałem, że pewna część Żydów z przedmieścia praskiego przenosi się do sąsiednich miasteczek: Rembertowa i innych.” (s. 155)
ONI, II A
„W piątek w nocy aresztowano Żydów na Pradze i wywieziono ich samochodami na Muranowską i inne ulice; nocują na klatkach schodowych i na podwórzach. Nie zabrali ze sobą nic oprócz bagażu podręcznego. W szabat widziałem, jak prowadzono z Pragi grupy Żydów. Urządzono dla nich tymczasowe pomieszczenia w szkołach, salach tanecznych itd.” (s. 167)
„Uchodźcy z Pragi tak się przeprowadzali: załadowali wóz z gratami, potem siebie samych, a ludziom pozwolono pod […].” (s. 170)
„Na Pradze pozostało wiele zamkniętych warsztatów i przedsiębiorstw. Sądzono, że można będzie tam się dostać, a tymczasem nagle wygnano w czasie tworzenia getta.” (s. 175)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Więc idziemy - Żoliborz – Powiśle –Praga.
Adresy - skąd brałyśmy te adresy? Ktoś mnie kiedyś o to zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Może karteczki w bramach - pokój do wynajęcia? O, nie. Raczej – najczęściej – poprzez jakoś rozgałęziające się kontakty z ludźmi „pewnymi”.” (s. 144)
JA/ONI, IV B
„I jeszcze zawsze w „planie dnia" były jakieś spotkania gdzieś w kawiarni na Pradze czy Nowogrodzkiej, żeby odebrać od łączników następne fotografie, a czasem żeby oddać gotowe dokumenty.” (s. 145)

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A

„W kuchni pracowało od ośmiu do dwunastu kobiet. Była wśród nich (…) siedemnastoletnia dziewczyna z Krasnegostawu.
Dziewczyna ta przyprowadziła ze sobą troje rodzeństwa. Dwóch braciszków – sześcioletniego i czteroletniego – i siostrzyczkę półtoraroczną. Mieszkała z nimi dłuższy czas u pewnej kobiety na Pradze.
W końcu ktoś ją zadenuncjował. Nie przyznawała się, że jest Żydówką. Sześcioletniego chłopca bito, zdarto z niego spodnie – powiedziała, że tak się urodził. Chłopiec tak samo, bity i poniewierany wołał, że nie jest Żydem. W końcu wepchnięto ich do getta.” (s. 184-185)

ONI, IV B (styczeń-luty 1943)

„Syn adwokata Goldfarba wyskoczył z pociągu. Skręcił sobie nogę i zawlókł się na Pragę do znajomego lekarza. Odpoczął u niego kilka dni, a potem wrócił do getta. Jest w szopie Schultza. Od niego te wieści.” (s. 239)

&amp;nbsp;


ADRESY:
- cmentarz żydowski na Pradze,   - Dworzec Wileński,   - Szeroka (obecnie Kłopotowskiego),
TRASY:
- Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,   - Trasa (hipotetyczna): Marszałkowska -Aleje Jerozolimskie - Praga,</document>
<document nplp_id="6507" title="SMOCZA 18" slug="smocza-18">
Abraham Lewin
ONI, II D (06.06.1942)
„Ci, którzy mają środki pieniężne, wysyłają [je do] chrześcijan, aby ratowali oni resztki rodziny, które jeszcze pozostały przy życiu, albo zdają się na inne środki. Tak więc jeden Żyd ze Smoczej 18 wysłał swoją rodzinę do małego miasteczka w Lubelskiem, aby tam lżej przetrwali wojnę. Rodzina składała się z matki, córki i syna. Ojciec został w Warszawie. Syna wysłali mu do obozu pracy w Zamościu, na razie pozostał on przy życiu. Matkę z córką wysłano w &amp;lt;nieznanym kierunku&amp;gt;. Ojciec wysłał chrześcijanina, aby odszukał żonę i córkę. Na próżno: nie został po nich żaden ślad.” (s. 106-107)
</document>
<document nplp_id="6508" title="SMOCZA 7" slug="smocza-7">
Abraham Lewin
ONI, II D (10.06.1942)
„Na Smoczej &amp;lt;junacy&amp;gt; zastrzelili dwóch chłopców przyglądających się rekwizycji składu kartofli i warzyw w podwórzu pod numerem 7; na rogu Wielkiej i Pańskiej żandarm zastrzelił Żyda; na Pańskiej zostali zamordowani dwaj Żydzi, na Prostej – jeden. Większa ilość Żydów miała zginąć na dziedzińcu &amp;lt;zajazdu&amp;gt; przy Grzybowskiej 32.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="6509" title="TŁOMACKIE – KARMELICKA [TRASA]" slug="tlomackie-karmelicka-trasa">Abraham Lewin
JA, II D (09.04.1942)
„Dzisiaj około godziny 6 wieczorem widziałem na Lesznie samochód policyjny, który jechał z Tłomackiego w kierunku Karmelickiej. W samochodzie siedziało z przodu dwóch oficerów gestapo, a tyłu trzech, czterech Żydów z brodami, o bardzo bladych obliczach i wystraszonych, zgaszonych oczach.” (s. 32)


</document>
<document nplp_id="6510" title="ŚLISKA 28" slug="sliska-28">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A (11.08.1942)
„Wypędzili ludzi z wielu domów, cały dobytek został. Chrześcijańscy chuligani przystąpili już do grabieży. Sienna 24, Śliska 28. Z wyjątkiem rodziny Jakuba nie pozostał żaden lokator, nie ma nawet dozorcy.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6512" title="NOWY ŚWIAT &amp;#8211; ALEJA SZUCHA 25 [TRASA]" slug="nowy-swiat-aleja-szucha-25-trasa">
Abraham Lewin
ONI, II D (16.05.1942)
„Na wspomnianej placówce pracy, przy alei Szucha 25, zastrzelono wczoraj o wpół do drugiej po południu robotnika żydowskiego o nazwisku Winokur. […] Wspomniany Winokur otrzymał przepustkę o wpół do ósmej rano, gdyż powiedział, że musi być wcześniej w domu. Z nieznanych powodów nie poszedł jednak z grupą robotników i nie pojechał z nimi samochodem, który o godzinie 11 przed południem zawiózł część z nich do getta. Około pierwszej po południu udał się sam do domu. Nowym Światem nadjechał kierownik jego placówki roboczej i poznał go. Żyd również poznał swojego szefa i rzucił się do ucieczki. Ten ścigał go, dogonił, zabrał do samochodu i odwiózł na aleję Szucha 25.
Tam dwiema kulami położył go trupem na miejscu.” (s. 45)
</document>
<document nplp_id="6530" title="PAWIA 14" slug="pawia-14">
Abraham Lewin
JA, III
„Przenoszę moje rzeczy do Naci na Pawią 14. Pierwsza blokada na Nowolipiu, Karmelickiej. Znowu są ofiary, bardzo dużo wygnanych. Obliczają na 15 000. Powiadają, że wysiedlenie obejmuje głównie kobiety i dzieci.” (s. 193)
JA, III A (25.08.1942)
„Niem[cy] wraz z Ukraińcami przeprowadzili dziś łapankę w bloku Gminy, tj. na Zamenhofa, Pawiej, Gęsiej i Lubeckiego. Drżę o Orę, o matkę i wszystkich krewnych, których zostawiłem przy Pawiej 14.” (s. 206-207)
JA/ONI, III A (26.08.1942)
„Wczorajszy dzień był jednym z najokropniejszych dni okresu &amp;lt;akcji&amp;gt;. N[iemcy] i Ukraińcy (ich pomocnicy) maltretowali ostatnich Żydów, którzy jeszcze zostali w blokach i szopach. Wczoraj znów zabrali wielu ludzi z Gminy, zwłaszcza – jak mi powiedziano – młodych, wszystkich gońców i innych. Wzięli również ludzi z bloków przy Pawiej i Zamenhofa, między innymi 15 lekarzy z Pawiej 14. wielu spośród złapanych wpakowali od razu do wagonów i tam zamknęli; nie można ich było już uratować. Zabrali też robotników z niektórych szopów (Schmidta).” (s. 208)
ONI, III A (29.08.2942)
„Wczoraj w godzinach wieczornych robotnicy, tzw. placówkarze wracali z różnych n[iemieckich] miejsc pracy. Napadli na nich wtedy esesmani. Strzelali. Złapali wielu z nich i zaprowadzili na Umschlag. Kogo złapali? Istnieją różne wersje. Jedni mówią, że złapali bardzo młodych i staruszków powyżej 50. Inni mówią, że łapali wszystkich, jak leci. Na Umschlag była straszna panika. Strzelali bardzo gęsto. Dwaj lekarze z Pawiej 14, którzy pracowali na placówce poza gettem, nie wrócili do domu nocować. Należy przypuszczać, że ich złapali. Różnie różni ludzie określają łączną liczbę zabitych podczas &amp;lt;akcji&amp;gt; do dnia dzisiejszego.” (s. 211-212)
</document>
<document nplp_id="6532" title="PAWIA 88" slug="pawia-88">
Abraham Lewin
ONI, II D (14.05.1942)
„Opowiedziano mi jeszcze o jednym mordzie. Zamordowana została administratorka [domu] przy Pawiej 88, również z przyczyn rabunkowych. Szczegóły nie są mi znane.” (s. 42)
</document>
<document nplp_id="6533" title="PAWIA 6" slug="pawia-6">
Abraham Lewin
ONI, III A (02.09.1942)
„Żydowskim policjantom wydano rozkaz – jak opowiadają – aby każdy z nich dostarczył po &amp;lt;dwa łebki&amp;gt;. Na Pawiej 6 stały kobiety w kolejce po warzywa, żydowscy policjanci napadli i zabrali niektóre z nich. Niem[cy] przeprowadzili blokady kilku &amp;lt;szopów&amp;gt;, wieczorem prowadzili grupy schwytanych. Mówiono, że to ludzie z &amp;lt;placówek&amp;gt;. Wracali z pracy i złapano ich. Wczoraj było na Umschlagu 1400 ludzi, tak przekazał Ri[ngelblu]m, który mieszka przy Dzikiej 3.” (s. 215)
</document>
<document nplp_id="6535" title="PAWIA 49" slug="pawia-49">
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (31.05.1942)
„Mam kuzyna w policji. Opowiedział mi o morderstwie popełnionym przez Niemców w ubiegły czwartek, 28 maja, o wpół do dziesiątej wieczór, przy Pawiej 64. Wracał owego wieczoru do domu o tej porze. Kiedy dochodził do bramy swego domu przy Pawiej 49, nadjechał samochód i zatrzymał się naprzeciwko, przy domu nr 64. Wysiedli z niego trzej Niemcy i stary siwy Żyd. Niemcy strzelili do niego trzy razy w głowę, zabijając go na miejscu. Spostrzegli z daleka mojego kuzyna, zawołali go i kazali mu dać znać, aby zabrano zwłoki. Auto przyjechało z Pawiaka. W kapeluszu zabitego znaleziono kartkę z napisem &amp;lt;Zwolniony z więzienia&amp;gt; .” (s. 94)
</document>
<document nplp_id="6536" title="PAWIA 64" slug="pawia-64">
Abraham Lewin
ONI, II D (13.05.1942)
„Według dziś uzyskanych dodatkowych wiadomości, wczoraj rano znaleziono nie dwóch, ale czterech zastrzelonych Żydów, a mianowicie: na Zamenhofa 19 przy poczcie, na Nowolipkach 54 i 68a oraz na Pawiej 64. Żydowski robotnik tramwajowy nazywał się podobno Bas. Nie wiem, kim są pozostali męczennicy.” (s. 38)
ONI/JA, II D (31.05.1942)
„Mam kuzyna w policji. Opowiedział mi o morderstwie popełnionym przez Niemców w ubiegły czwartek, 28 maja, o wpół do dziesiątej wieczór, przy Pawiej 64. Wracał owego wieczoru do domu o tej porze. Kiedy dochodził do bramy swego domu przy Pawiej 49, nadjechał samochód i zatrzymał się naprzeciwko, przy domu nr 64. Wysiedli z niego trzej Niemcy i stary siwy Żyd. Niemcy strzelili do niego trzy razy w głowę, zabijając go na miejscu. Spostrzegli z daleka mojego kuzyna, zawołali go i kazali mu dać znać, aby zabrano zwłoki. Auto przyjechało z Pawiaka. W kapeluszu zabitego znaleziono kartkę z napisem &amp;lt;Zwolniony z więzienia&amp;gt; .” (s. 94)
</document>
<document nplp_id="6537" title="DZIELNA 13" slug="dzielna-13">Abraham Lewin
ONI, III A (05.08.1942)
„Przy Dzielnej 13 zabili panią Grun, a także jakąś dziewczynę. Wczoraj rozpoczęła się akcja w Radomiu.” (s. 183)
</document>
<document nplp_id="6538" title="Róg ulic PAWIA/SMOCZA" slug="rog-pawiej-i-smoczej">
Abraham Lewin
ONI, IV A (27.11.1942)
„Robotnicy naszego szopu dziś w drodze do pracy przy sądzie przy Ogrodowej widzieli na rogu Pawiej i Smoczej dwóch zabitych Żydów. Trzej bracia Sucheccy zginęli widocznie na skutek donosu. Istotnie handlowali mięsem. Mordercy zabrali im uprzednio dużą sumę pieniędzy – jak powiadają 30 000 złotych – i dopiero następnie ich zastrzelili.” (s. 261)
</document>
<document nplp_id="6539" title="SMOCZA – PAWIAK (DZIELNA 24/26) [TRASA]" slug="smocza-pawiak-dzielna-24-26-trasa">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (19.05.1942)
„Wczoraj na Smoczej znów schwytano dwóch Żydów i zawleczono na Pawiak. Jednego wypuszczono wieczorem. Drugiego dziś rano wywieziono martwego.” (s. 55)</document>
<document nplp_id="6540" title="PAWIAK (DZIELNA 24/26) &amp;#8211; DZIELNA 18 [TRASA]" slug="pawiak-dzielna-24-26-dzielna-18-trasa">
Abraham Lewin
ONI, II D (05.06.1942)
„Wczoraj w nocy znów na bruku getta padł Żyd, ofiara morderczych łap niemieckich. O wpół do pierwszej sprowadzono Żyda na Dzielną 18. prowadzili go prawdopodobnie z Pawiaka i tam go zastrzelili.” (s. 103)
</document>
<document nplp_id="6541" title="GĘSIA 30 (Szop OBW) &amp;#8211; PAWIA 14 [TRASA]" slug="gesia-30-szop-obw-pawia-14-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA, III A
„Przez cały dzień Ukraińcy i N[Niemcy] szaleją po blokach, gdyż tam właśnie skupiła się garstka pozostałych jeszcze przy życiu. Stamtąd też zabierają. Odnosi się wrażenie, że chcą nas całkowicie zgładzić. Moje położenie jest szczególnie ciężkie, jest bardzo niebezpiecznie przejść stąd z Gęsiej 30 na Pawią 14. a przecież nie mogę tam nie pójść i nie zobaczyć Ory. Zwłaszcza teraz, kiedy się tak niepokoję o nią i pozostałych krewnych. Na pewno pójdę, zaryzykuję.” (s. 207)</document>
<document nplp_id="6542" title="Róg ulic SMOCZA/ WOŁYŃSKA" slug="rog-smocza-wolynska">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A (30.08.1942)
„Wczoraj, w trzydziestym dziewiątym dniu krwawych wydarzeń, przeprowadzili &amp;lt;akcję&amp;gt; na terenie szopów. Z szopu Brauera (przy Nalewkach) zabrali kilkaset osób. Wzięli Czerskiego i Rakowskiego, ale potem ich zwolnili. Wieczorem, około godziny dziewiątej, gęsto strzelali na ulicach nowego getta. Było wielu zabitych. Na rogu Smoczej i Wołyńskiej natrafiono na 7 zabitych. Są to Żydzi, których spotkali na ulicy po zapadnięciu zmroku. Na Żyda czyha niebezpieczeństwo na ulicy i w dzień, gdy wokół jest wszędzie pusto, a cóż dopiero po zapadnięciu nocy.” (s. 213)</document>
<document nplp_id="6543" title="Róg ulic NOWOLIPIE/ PRZEJAZD (granica getta)" slug="rog-ulic-nowolipie-przejazd-granica-getta">
Abraham Lewin
JA, II D (18.05.1942)
„Mieszkam przy murze, który odgradza getto od Przejazdu. Wydłubano w murze dziurę, przez którą może z łatwością przeleźć człowiek i można przecisnąć worek ze stoma kilogramami ziemniaków, żyta i innych produktów. Od piątej, wpół do szóstej rano do dziewiątej wieczór odbywa się prawie bezustanny szmugiel”.
ONI, II D (28.05.1942)
„Dziurę w murze na Nowolipiu i Przejeździe zamurowywano już niezliczoną ilość razy. Każdorazowo przekupują polskich i gettowych policjantów po obu stronach muru i zanim wapno zdąży wyschnąć, usuwają cegły i szmugiel odbywa się nadal. Wczoraj, nie wiadomo który raz, znów zamurowano tę dziurę. Było to o godzinie 6-7 wieczorem. Przystąpiono od razu do rozbierania i usuwania cegieł. Policjant nie został widocznie &amp;lt;obrobiony&amp;gt; lub też nie przystał na propozycję szmuglerów. Kiedy więc ukazał się mały otwór wielkości cegły, wsunął tam szybko rewolwer i wystrzelił. Padł nie bogaty, syty szmugler, ale biedny chłopczyk, podręczny u przedsiębiorców-szmuglerów.” (s. 83)
ONI/JA, II D (07.07.1942)
„Szmugiel toczy się dalej, bez względu na wielu straconych i zabitych w ostatnich tygodniach. To prawda, że nie w takiej formie jak wcześniej. Dziura w murze na Nowolipiu róg Przejazdu została zamurowana, ale ludzie szmuglują ponad wysokim na ponad 2,5 metra murem. Wszyscy mamy przed sobą czarny ponury obraz, który dławi i dusi aż do rozpaczy i szaleństwa.” (s. 156)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie budują mury na linii Nalewki-Kramy Nalewkowskie – także Przejazd-Nowolipie. Dopatrują się w tym zalążka getta, które nagle stanie się faktem.” (s. 110)
„Zamurowanie odcinka Przejazd-Nowolipie stworzyło niemożliwą sytuację na Karmelickiej. Jest tam strasznie ciasno, ogromny ruch.” (s. 113)
</document>
<document nplp_id="6547" title="GRZYBOWSKA 6" slug="grzybowska-6">Abraham Lewin
ONI, II D (28.05.1942)
„Parę dni temu przy murze na rogu Grzybowskiej i Gnojnej punktualnie o godzinie 9.05 wieczorem zastrzelono Żyda. Opowiedział mi o tym pan A., mieszkaniec domu przy Grzybowskiej 6, który stał wówczas przy oknie wychodzącym na ulicę i był naocznym świadkiem wstrząsającej zbrodni.” (s. 85)
</document>
<document nplp_id="6549" title="GRZYBOWSKA 32" slug="grzybowska-32">Abraham Lewin
ONI, II D (10.06.1942)
„Na Smoczej &amp;lt;junacy&amp;gt; zastrzelili dwóch chłopców przyglądających się rekwizycji składu kartofli i warzyw w podwórzu pod numerem 7; na rogu Wielkiej i Pańskiej żandarm zastrzelił Żyda; na Pańskiej zostali zamordowani dwaj Żydzi, na Prostej – jeden. Większa ilość Żydów miała zginąć na dziedzińcu &amp;lt;zajazdu&amp;gt; przy Grzybowskiej 32.” (s. 115)



Mietek Pachter
JA, III A

„Brat mój [Sewek] nocował w mieszkaniu wujka na Grzybowskiej 32 i znowu okazało się, że tu odbyła się blokada, od razu rano. My pracowaliśmy obecnie na Ciepłej 10, poleciałem tam od razu z bratem i okazało się, że Sewek stoi w szeregu, dziadek też. Lecimy do blokowego Kępińskiego i prosimy go, by ratował braciszka, ten udaje się z księgą i pokazuje, że zatrzymali tu jednego robotnika i prosi o natychmiastowe wypuszczenie go, nazywa się Pachter. Mówił celowo po niemiecku, a był zupełnie podobnym do niemca, policjanci żydowscy i niemiec, który ich pilnował, przestraszyli się krzyku i przeprosiwszy za pomyłkę, wypuścili Sewka. Gdy tylko wyszedł z bramy, złapaliśmy go w objęcia, byliśmy znowu szczęśliwi. Ale chwilę po tym dowiedzieliśmy się, że partja została wyprowadzona, a dziadka nie udało się uwolnić. Biedny dziadziuś, cóż można było zrobić, idziesz teraz na śmierć, może nawet nie wiesz o tym, ale i nasz [los] jest przesądzony.” (s. 101)</document>
<document nplp_id="6551" title="Róg ulic GRZYBOWSKA/CIEPŁA (bazar)" slug="rog-ulic-grzybowska-ciepla-bazar">Abraham Lewin
ONI, II D (27.05.1942)
„Dziś rano zamknięto bazary w getcie: na Grzybowskiej róg Ciepłej i na Lesznie 42. Wszystkim handlarzom i kupcom zabrano znalezione u nich pieniądze, zarekwirowano również towary, a potem zażądano okupu. Mój sąsiad, mieszkający ze mną drzwi, był właśnie wczoraj w &amp;lt;Sądach&amp;gt;, kiedy dokonywano tam konfiskaty pieniędzy u Żydów. Niemieccy żandarmi wepchnęli wszystkich Żydów do wielkiego hallu, gdzie agenci przeprowadzali rewizję osobistą i zabierali wszystko, co tylko znaleźli: od pieniędzy począwszy, a skończywszy na wartościowych przedmiotach. Bito przy tym Żydów.” (s. 80-81)


Perec Opoczyński
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)
 </document>
<document nplp_id="6552" title="LESZNO 42 (bazar)" slug="leszno-42-bazar">Abraham Lewin
ONI, II D (27.05.1942)
„Dziś rano zamknięto bazary w getcie: na Grzybowskiej róg Ciepłej i na Lesznie 42. Wszystkim handlarzom i kupcom zabrano znalezione u nich pieniądze, zarekwirowano również towary, a potem zażądano okupu. Mój sąsiad, mieszkający ze mną drzwi, był właśnie wczoraj w &amp;lt;Sądach&amp;gt;, kiedy dokonywano tam konfiskaty pieniędzy u Żydów. Niemieccy żandarmi wepchnęli wszystkich Żydów do wielkiego hallu, gdzie agenci przeprowadzali rewizję osobistą i zabierali wszystko, co tylko znaleźli: od pieniędzy począwszy, a skończywszy na wartościowych przedmiotach. Bito przy tym Żydów.” (s. 80-81)

Mary Berg
ONI,  IIB

20.V.41’: "To moja druga wiosna w getcie. Na ulicach w wózkach z warzywami widać tylko ubłoconą rzepę i zeszłoroczną marchew. Obok nich stoją wózki pełne cuchnących ryb – drobnych rybek, które już się psują. Za pół kilo trzeba zapłacić złotówkę. Te ryby stanowią obecnie najważniejszy artykuł żywnościowy w getcie. Tylko to Niemcy pozwolili sprzedawać bez ograniczeń. Oczywiście można też kupić mięso, drób, a nawet prawdziwego karpia na szabat. Na bazarze przy Lesznie jest wszystko, czego dusza zapragnie – ale kurczaki kosztują po czterdzieści złotych za kilogram. Koszerne mięso i ryby są jeszcze droższe; na takie luksusy stać tylko ludzi dysponujących dużymi zasobami gotówki, a niewielu takich pozostało w getcie" (s. 117).
</document>
<document nplp_id="6553" title="NOWOLIPIE 22" slug="nowolipie-22">
Abraham Lewin
ONI, II D (07.06.1942)
„Ostatniej nocy znów z rąk niemieckich morderców w mundurach padły ofiary, żydowski mężczyzna i kobieta. Około godziny pierwszej w nocy na róg Krochmalnej i Nowolipia przyjechał samochód, z którego wysiadł Żyd lat około 35 i dwaj niemieccy oficerowie. Pozwolili Żydowi odejść kilka kroków do przodu, potem do niego strzelili. Żyd jeszcze żył, strzelili do niego jeszcze raz i jeszcze raz, aż był martwy. Następnie zadzwonili do drzwi domu przy Nowolipiu 22 i rozkazali stróżowi zabrać zwłoki do bramy. Rano zabrano ciało. Kim był ten człowiek – nie wiadomo. Według pewnych źródeł miał to ponoć być pewien Rozen z Elektoralnej 24. Na Nowolipie przyprowadzili żydowską kobietę i zabili ją. Przypuszcza się, że przyprowadzili ją tu ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; i zamordowali. Takie zdarzenie miało już miejsce kilka tygodni temu, kiedy to na ulicy Majzelsa zastrzelono dwie żydowskie kobiety, które znajdowały się poza murami getta.” (s. 108)
</document>
<document nplp_id="6554" title="NOWOLIPIE 52" slug="nowolipie-52">
Abraham Lewin
ONI, IV A (10.11.1942)
„Mówią, że przywieziono do Warszawy nowych żandarmów i że zaczął się ruch na Umschlagplazu: przygotowują nowe pomieszczenia.
[…] Coś nowego wydarzyło się w naszym małym światku: zmknięto, tj. zlikwidowano, połowę szopu Hoffmanna (pracowali tam krawcy, którzy szyli płaszcze zarówno dla wojska, jak i dla osób cywilnych). Wymówiono pracę około 500 ludziom. […] Wczoraj odbyła się rejestracja specjalistów, nie podano, w jakim celu. Dziś w nocy, o godzinie wpół do drugiej panika ogarnęła ludzi zatrudnionych tam, na Nowolipiu 52. o piątej godzinie rano zaczęli stamtąd uciekać. Wszyscy pracownicy rozbiegli się. Boją się, że ich złapią i wywiozą tam, skąd nie ma już powrotu, do Lublina czy Treblinki. Do ich bloku przyszło z rana wielu esesmanów. Co zamierzają tam robić – jeszcze nie wiadomo.” (s. 247-248)
</document>
<document nplp_id="6556" title="NOWOLIPIE 25" slug="nowolipie-25">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A (24.07.1942)
„Sceny, które się rozegrały w domu przy Nowolipiu 25. wielka łapanka uliczna. Wloką starców, staruszki, chłopców i dziewczęta. Łapią policjanci i urzędnicy Gminy. Ci ostatni mają białe opaski na przedramionach. Pomagają policjantom.” (s. 171)
</document>
<document nplp_id="6558" title="NOWOLIPIE 44-46" slug="nowolipie-44-46">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Druga już z kolei blokada naszej kamienicy. Zabrali dwóch młodych Wafiszów. Na Nowolipiu, Smoczej odbywają się w południe polowania jak na dzikie zwierzęta w puszczy. Tak wstrząsających scen świat jeszcze nie widział. Wrzucaja ludzi na wóz jak psy, wyprowadzają starców i chorych na żydowski cmentarz i tam ich mordują. Szmuglerka, która mieszka w naszym domu, chciała się pozbyć swej starej chorej matki. Oddała więc matkę w łapy zbrodniarzy. Żydowskie policjantki. Na podwórzach kamienic przy Nowolipiu 44-46 znajduje się wielu ludzi i dużo maszyn do szycia.” (s. 176)



Mietek Pachter
JA, III A

„w domu [u. Nowolipie] mieliśmy jeszcze trochę żywności i kilkanaście kuponów materiału na garnitury, ale ciężko było się tam dostać, bo ten odcinek ulicy zaliczono do szopy Schulza [szop Fritza Schulza, ul. Nowolipie 44/46]. Jednak ja z Wilkiem dostaliśmy się, okazało się, że mieszkanie nasze uległo już cenzurze szabrowników (ci, co starali się zaspokoić swą chciwość obcym mieniem lub też zbierali rzeczy zostawione przez wysiedlonych już ludzi). Weszliśmy do mieszkania, było otwarte. Wiedzieliśmy już, że zabrali nam wszystko. Największą stratą była żywność, bo tego nawet za grube pieniądze nie można było kupić.” (s. 102)</document>
<document nplp_id="6559" title="Róg ulic KROCHMALNA/ NOWOLIPIE" slug="rog-ulic-krochmalna-nowolipie">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (07.06.1942)
„Ostatniej nocy znów z rąk niemieckich morderców w mundurach padły ofiary, żydowski mężczyzna i kobieta. Około godziny pierwszej w nocy na róg Krochmalnej i Nowolipia przyjechał samochód, z którego wysiadł Żyd lat około 35 i dwaj niemieccy oficerowie. Pozwolili Żydowi odejść kilka kroków do przodu, potem do niego strzelili. Żyd jeszcze żył, strzelili do niego jeszcze raz i jeszcze raz, aż był martwy. Następnie zadzwonili do drzwi domu przy Nowolipiu 22 i rozkazali stróżowi zabrać zwłoki do bramy. Rano zabrano ciało. Kim był ten człowiek – nie wiadomo. Według pewnych źródeł miał to ponoć być pewien Rozen z Elektoralnej 24. Na Nowolipie przyprowadzili żydowską kobietę i zabili ją. Przypuszcza się, że przyprowadzili ją tu ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; i zamordowali. Takie zdarzenie miało już miejsce kilka tygodni temu, kiedy to na ulicy Majzelsa zastrzelono dwie żydowskie kobiety, które znajdowały się poza murami getta.” (s. 108)</document>
<document nplp_id="6560" title="ELEKTORALNA 24" slug="elektoralna-24">Abraham Lewin
ONI, II D (07.06.1942)
„Ostatniej nocy znów z rąk niemieckich morderców w mundurach padły ofiary, żydowski mężczyzna i kobieta. Około godziny pierwszej w nocy na róg Krochmalnej i Nowolipia przyjechał samochód, z którego wysiadł Żyd lat około 35 i dwaj niemieccy oficerowie. Pozwolili Żydowi odejść kilka kroków do przodu, potem do niego strzelili. Żyd jeszcze żył, strzelili do niego jeszcze raz i jeszcze raz, aż był martwy. Następnie zadzwonili do drzwi domu przy Nowolipiu 22 i rozkazali stróżowi zabrać zwłoki do bramy. Rano zabrano ciało. Kim był ten człowiek – nie wiadomo. Według pewnych źródeł miał to ponoć być pewien Rozen z Elektoralnej 24. Na Nowolipie przyprowadzili żydowską kobietę i zabili ją. Przypuszcza się, że przyprowadzili ją tu ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; i zamordowali. Takie zdarzenie miało już miejsce kilka tygodni temu, kiedy to na ulicy Majzelsa zastrzelono dwie żydowskie kobiety, które znajdowały się poza murami getta.” (s. 108)
</document>
<document nplp_id="6561" title="Róg ulic GĘSIA/ OKOPOWA (wacha)" slug="gesia-okopowa-wacha">Abraham Lewin
ONI, II D (15.05.1942)
„Wczoraj o ósmej wieczorem przy wejściu do getta na Gęsiej róg Okopowej (przy cmentarzu) został zastrzelony Żyd, ojciec szóstki dzieci. Zdarzyło się to w następujących okolicznościach: kilkoro żydowskich dzieci przechodziło ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; do getta. Żandarm odbierał im małe paczuszki z kartoflami, które dzieci chciały przeszmuglować. Kartofle leżały przy bramie, tzn. przy przejściu z jednej strony muru na drugą. Kiedy żandarm na chwilę się zagapił, Żyd złapał paczkę kartofli i zaczął uciekać. Żandarm zauważył go, strzelił za nim i zabił na miejscu. Na ulicy zrobiło się przygnębiająco. Nazwisko zabitego nie jest mi znane.” (s. 42-43)


ONI/JA, II D
„Dziś opowiedziano mi o trzech ofiarach zamordowanych w środku białego dnia, w blasku letniego słońca. Znany już u nas Frankenstein (daremnie Żydzi pocieszali się, że został wysłany na front) dziś około godziny 1 po południu zastrzelił na rogu ulic Gęsiej i Okopowej 23-letniego Żyda, który prowadził rykszę. Zapytał go, co tam robi. Młody człowiek odpowiedział, że przyjechał po pasażera i zaraz odjeżdża. Morderca wyciągnął swój rewolwer i dwoma strzałami położył trupem zdrowego i pięknego człowieka. Dziś został również zamordowany stróż domu przy Elektoralnej 6 oraz jego znajomy, który akurat u niego przebywał. Widmo krwi nie znika z getta ani na jeden dzień.” (s. 137)


Stanisław Gombiński
ONI, III C / IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)

Ludwik Hering
II, F

„Ja przechodzę przez taką dziurę pod murem – ale z powrotem to nie, bo tam się dużo policjantów kręci i muszę iść na wachę przy Gęsiej.” (s. 24-25)

III, F

„Wachy przy murze wzmocniono. Rozstawiono gęsto czarnych żołdaków w parcianych pasach – podobno Łotyszów.” (s. 27)
</document>
<document nplp_id="6562" title="NOWOLIPKI 30" slug="nowolipki-30">
Abraham Lewin
ONI, II D (01.07.1942)
„Na Nowolipkach 30, które służą również jako brama wejściowa do Dzielnej 25 (znajdująca się naprzeciwko Pawiaka, a tam się nie chodzi), została zastrzelona żydowska kobieta – stróż domu, która otworzyła bramę. Potem mordercy weszli do stróża domu przy Dzielnej 25 i zastrzelili jego żonę. Właściwie mówi się, przyszli tylko do stróża domu przy Dzielnej 25. Miał się on zajmować szmuglem. Przy okazji zastrzelili również stróża domu – kobietę – z Nowolipek 30. Nie chcieli oczywiście, aby pozostał jakiś świadek ich zbrodni. Następnie na Nowolipkach 36 zastrzelili żydowskiego tragarza i chrześcijankę, która z nim żyła.” (s. 141-142)
ONI, II D (03.07.1942)
„Potwierdziły się pogłoski, które krążyły po getcie. Jest to pierwszy raz, kiedy Niemcy przeprowadzili za jednym razem takie masowe morderstwo i donosili o tym w taki bezpośredni i ekstremalnie cyniczny sposób. Nie podają, kiedy i gdzie miały miejsce przypadki przeciwstawienia się siłą niemieckiej policji, […] takie nie nastąpiły, oprócz tego, że niektórzy Żydzi – tragarze próbowali przeciwstawić się niemieckim mordercom, kiedy ci przyszli ich zastrzelić. Tak opowiadano o tragarzach z Nowolipek 30 i 36.” (s. 146)
ONI/JA, III A
„Złapali rabina z Dzielnej 17 i zastrzelili go najprawdopodobniej. Łapią na ulicach dzieci. Dobytek wysiedlonych grabią sąsiedzi bądź nowi lokatorzy – &amp;lt;szosowcy&amp;gt;. Ze stołówki urzędniczej przy Nowolipkach 30 zabrali 50 osób spośród konsumentów i 10 spośród personelu. Strzelali i zabijali ukrywających się. Przez cały dzień siedziałem w domu (Nowolipki 25). Nie poszedłem jeść i ocalałem.” (s. 181-182)


Leokadia Schmidt
JA, III C
„Cała moja rodzina, ciocia (wujek zmarł w 1941 roku na tyfus plamisty) i kuzyni, niewiele ucierpiała. Byli w tym szczęśliwym położeniu, że mieli kryjówkę w jednym z oddziałów szopu Toebbensa, powiązanym też z Dużym Schultzem, w pralni wojskowych. Jej kierownikiem i zarazem właścicielem był ich znajomy jeszcze sprzed wojny, z tej samej branży garbarskiej. Założyli pralnię za własne pieniądze. Mieściła się ona przy ulicy Nowolipki 30, tj. vis-á-vis skoszarowanego domu, w którym mieszkała moja rodzina. Gdy odbywały się blokady u Dużego Schultza, kuzyni zawsze byli uprzedzeni. Udawali się wtedy z rodziną do kryjówki w pralni. W ten sposób uniknęli piekła ulicy Miłej.” (s. 122)
</document>
<document nplp_id="6565" title="NOWOLIPKI 45" slug="nowolipki-45">
Abraham Lewin
ONI, III A
„Opowiadają, że w domu przy Szczęśliwej 3 zastali położnicę z trzydniowym niemowlęciem. Zamordowali matkę wraz z dzieckiem. Fakt. Znów wypędzają ludzi z kamienicy przy Nowolipkach 45 i z innych domów. […]Na Nalewkach 9 zabili chorą kobietę.” (s. 183-184)
</document>
<document nplp_id="6567" title="NOWOLIPKI 36" slug="nowolipki-36">
Abraham Lewin
ONI, II D (01.07.1942)
„Na Nowolipkach 30, które służą również jako brama wejściowa do Dzielnej 25 (znajdująca się naprzeciwko Pawiaka, a tam się nie chodzi), została zastrzelona żydowska kobieta – stróż domu, która otworzyła bramę. Potem mordercy weszli do stróża domu przy Dzielnej 25 i zastrzelili jego żonę. Właściwie mówi się, przyszli tylko do stróża domu przy Dzielnej 25. Miał się on zajmować szmuglem. Przy okazji zastrzelili również stróża domu – kobietę – z Nowolipek 30. Nie chcieli oczywiście, aby pozostał jakiś świadek ich zbrodni. Następnie na Nowolipkach 36 zastrzelili żydowskiego tragarza i chrześcijankę, która z nim żyła.” (s. 141-142)
ONI, II D (03.07.1942)
„Potwierdziły się pogłoski, które krążyły po getcie. Jest to pierwszy raz, kiedy Niemcy przeprowadzili za jednym razem takie masowe morderstwo i donosili o tym w taki bezpośredni i ekstremalnie cyniczny sposób. Nie podają, kiedy i gdzie miały miejsce przypadki przeciwstawienia się siłą niemieckiej policji, […] takie nie nastąpiły, oprócz tego, że niektórzy Żydzi – tragarze próbowali przeciwstawić się niemieckim mordercom, kiedy ci przyszli ich zastrzelić. Tak opowiadano o tragarzach z Nowolipek 30 i 36.” (s. 146)
</document>
<document nplp_id="6569" title="KOMITETOWA &amp;#8211; CIEPŁA [TRASA]" slug="komitetowa-ciepla-trasa">Abraham Lewin
ONI/JA, II D (31.05.1942)
„Zasługuje na uwagę zachowanie się kobiet podczas &amp;lt;łapanek&amp;gt; i ocalenie przez nie młodego studenta żydowskiego, wartościowego człowieka, naszego kolegę F[igelmana]. Złapano go na ulicy Komitetowej, wpakowano do autobusu firmy Kohn-Heller i wieziono na punkt zbiorczy. Na Ciepłej kilku młodzieńców wyskoczyło przez małe okienko. Również F[igelman] wyskoczył i usiłował zbiec. Żydowski policjant puścił się za nim w pościg. Wbiegł do bramy. Kobiety, proste kobiety, zaczęły się szamotać z policjantem, który uderzył jedną z nich w twarz. Chwycił on mocno F[igelmana] i wyprowadził go z bramy. Na ulicy kobiety, których liczba w międzyczasie wzrosła, ponownie zaatakowały policjanta. Podczas gdy on wdał się w bijatykę z kobietami, F[igelman], korzystając ze sposobności, uciekł.” (s. 91)
</document>
<document nplp_id="6570" title="Róg ulic KROCHMALNA/WALICÓW" slug="rog-ulic-krochmalna-walicow">Abraham Lewin
ONI/JA, II D (05.07.1942)
„Ze znanym w Warszawie adwokatem Rotfeldem (pochodzi ze wschodniej Galicji) przed kilkoma dniami zdarzyła się następująca smutna historia: o wpół do dziewiątej wieczorem przechodził z Waliców na Krochmalną, to znaczy z tzw. małego getta do &amp;lt;dużego&amp;gt;. Na rogu Krochmalnej i Waliców zawołał go niemiecki oficer i grzmiąco zadał pytanie: &amp;lt;Dreckiger Jude, warum hast du mich nich begrüsst? Du wirst gleich niedergeknallt!&amp;gt;. Oficer rozkazał mu oddać wszystko, co miał przy sobie, i wsadzić głowę do dziury w drucianym ogrodzeniu, które rozdziela w tamtym miejscu getto od &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt;. Adwokat, człowiek w starszym wieku, nie próbował usprawiedliwiać się czy błagać o litość. Posłusznie wypełniał wszystkie rozkazy oficera. Trzymając głowę między drutami, czuł, jak oficer manipuluje rewolwerem przy jego szyi, jak drapie go […]. W tym momencie podszedł do oficera żydowski policjant i poprosił go, aby darował Żydowi życie, ponieważ on zna go jako bardzo przyzwoitego człowieka i jeżeli zachował się nie tak, jak należy, to dlatego, że [ubytek tekstu] i nie był w pełni świadomy. Oficer zwrócił się do drugiego umundurowanego Niemca, który stał obok niego, z pytaniem: &amp;lt;Hans, was soll ich mit dem Juden machen?&amp;gt; . Ten odpowiedział mu: &amp;lt;Lass ihn, aber mit einem Souvenir&amp;gt;. Pamiątka, jaką zrobił mu oficer swoim rewolwerem, była taka, że adwokat Rotfeld obudził się w gabinecie chirurga, dr. Rozenblata.” (s. 149-150)


Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Na rogu Walicowa i Krochmalnej odbywała się blokada z udziałem policji żydowskiej. Jeden z policjantów kazał nam wejść do bramy. Jasne było, że stąd pogadają wszystkich na Umschlag. Ojciec powiedział coś do policjanta. Ten spojrzał na nas i rzekł: – No niech pan sobie idzie panie Birnbaum! Był to podobno jakiś dawny klient ojca.” (s. 68)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6571" title="Róg ulic WALICÓW/CHŁODNA" slug="rog-ulic-walicow-chlodna">Abraham Lewin
ONI, II D (18.05.1942)
„Dziś żydowska Warszawa znowu opłakuje zamordowanych. Na rogu Waliców i Chłodnej zastrzelili rano siedmiu Żydów. Wśród zastrzelonych znajdują się ponoć dwaj żydowscy policjanci. Również żydowska kobieta, handlarka cukierkami z Leszna 36 znajduje się wśród zabitych. Dziś o 6 rano wyszła ze swoją skrzynką ze słodyczami i już o wpół do siódmej przyniesiono do domu jej martwe ciało.” (s. 53)
</document>
<document nplp_id="6574" title="KARMELICKA &amp;#8211; PAWIAK (DZIELNA 24/26) [TRASA]" slug="karmelicka-pawiak-dzielna-24-26-trasa">Abraham Lewin
JA, II D (03.07.1942)
„Dziś na ulicy Karmelickiej widziałem przejeżdżającą małą limuzynę. Na tylnym siedzeniu siedział oficer gestapo, a obok niego śmiertelnie blady młody człowiek, prawdopodobnie Polak, bez kapelusza na głowie. Patrzył wokół siebie błędnym wzrokiem (jechali na Pawiak). Być może zdał sobie właśnie sprawę, że po raz ostatni widzi ulice, ludzi, domy i niebo. Pojawiło się we mnie pytanie, dlaczego ten młody człowiek nie rzuci się na Niemca. Może jego desperacja doda mu sił i pokona go?” (s. 147)
</document>
<document nplp_id="6575" title="TWARDA 4" slug="twarda-4">
Abraham Lewin
ONI, III A
„Przed trzema tygodniami Mosze Lewite lub Lewita (Twarda 4) poszedł szukać swej żony na Umschlagu, złapali go i wywieźli do Kosowa. Dwa dni temu wrócił stamtąd, Niemcy zwolnili go jako stolarza. Opowiada, że w Kosowie, z którego wygnano wszystkich miejscowych Żydów, jest pełno uchodźców. Ci, co maja pieniądze, kupują żywność u chłopów i rozdają ją tym, którzy pozostali bez grosza.” (s. 213-214)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie, w bejt ha-midraszu na Twardej [4] rozebrali Żydów i kazali im w mróz biegać na dworze (s. 21)”.

Mary Berg
ONI, I

10.X.39: "20 września umilkło radio i przestały działać wodociągi. Zaczęliśmy się czuć jak na bezludnej wyspie. Nigdy nie zapomnę 23 września, Dnia Pojednania w 1939 roku. Niemcy celowo wybrali ten święty dla Żydów dzień na intensywne bombardowanie dzielnicy żydowskiej. […] Mimo niebezpieczeństwa ojciec wraz z kilkoma innymi mężczyznami mieszkającymi w naszym domu poszedł do pobliskiej synagogi. Po kilku minutach jeden z nich przybiegł z tałesem (szalem modlitewnym) zarzuconym na głowę i modlitewnikiem w dłoni, tak wstrząśnięty, że przez jakiś czas nie mógł wykrztusić słowa. Na synagogę spadła bomba, zabijając wielu wiernych" (s. 55-56).

</document>
<document nplp_id="6576" title="TWARDA 22" slug="twarda-22">
Abraham Lewin
ONI, II D (23.05.1942)
„Bachanalia filmowe trwają bez przerwy. Opowiedziano mi o scenie filmowej, którą [Niemcy] zaaranżowali w ostatni czwartek rano przy Twardej 22, przed sklepem z pieczywem. Spędzili tam tłum Żydów, a każdy trzymał w ręku banknot pięciusetzłotowy i napierał, aby otrzymać chleb, tylko biały chleb. Biedny, oberwany chłopiec żydowski usiłuje ukraść bochenek. Zatrzymuje go policjant żydowski i mocno bija. Zrozumiałe, że i ostatni szczegół był zgodny ze scenariuszem.” (s. 69)
</document>
<document nplp_id="6578" title="TWARDA 23" slug="twarda-23">
Abraham Lewin
ONI, III A (23.07.1942)
„Wszystko płacze. Żydzi płaczą. Wierzą w cud. Wysiedlanie trwa nadal. Blokada kamienic… Twarda 23. przejmujące obrazki. Kobieta estetycznie uczesana, piękna dwudziestoletnia dziewczyna lamentują i rwą włosy z głów. […] Na ulicy Zamenhofa Niemcy wyciągnęli z tramwaju Żyda i od razu go zastrzelili (ulica Muranowska).” (s. 170)
</document>
<document nplp_id="6582" title="NOWOLIPKI 23" slug="nowolipki-23">
Abraham Lewin
ONI, III A (06.08.1942)
„Wysiedlenie mieszkańców z kamienic przy Nowolipkach 10, 23, 25. naigrywanie się i szydzenie z Żydów. Wypędzają z mieszkań, Żydzi przychodzą ratować swój dobytek, a wówczas nadchodzą esesmani i ich zabierają.” (s. 183)

Marek Edelman
JA/ONI, I
„Uruchomione w czasie oblężenia jadłodajnie i kuchnie społeczne funkcjonują nadal. Pomoc materialną otrzymują wszyscy prawie członkowie partii i Związków Zawodowych. Abrasza Blum organizuje tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy nowe Centralne Kierownictwo Partii (A. Blum, L. Klog, S. Nowogródzka, B. Goldstein, a następnie A. Sznajdmil – Berek oraz M. Orzech).” (s. 7-8)
[Kuchnie subwencjonowane organizacji politycznych: Poalej Syjon lewica - Zamenhofa 9; Bund – Muranowska – brak dokładnego adresu; Ha-Szomere Ha-Cair – Nowolipki 23; Związek Rzemieślników – Orla 13 i Świętojerska 11a - (B.S.)]
</document>
<document nplp_id="6584" title="NOWOLIPKI 52" slug="nowolipki-52">
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra. Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)

Mary Berg
ONI, IIB

20.IV.41’: „Życie artystyczne w getcie kwitnie. Przy ulicy Nowolipie pod kierunkiem Diany Blumenfeld, żony Jonasa Turkowa, działa mały teatr Azazel, wystawiający sztuki w jidysz. Przy Nowolipkach, ulicy biegnącej równolegle do Nowolipia, w Teatrze Kameralnym odbywają się spektakle po polsku. Przez cztery ostatnie tygodnie wystawiano tam popularną komedię czeskiego dramaturga Poláčka Doktor Berghof przyjmuje od drugiej do czwartej po południu. Do czołowych aktorów tego teatru należą Michał Znicz, Aleksander Borowicz i Władysław Gliczyński. Wielkie sukcesy odnosi teatr Femina przy Lesznie. Można tam zobaczyć Aleksandra Minowicza, Helenę Ostrowską, Franciszkę Mann (laureatkę pierwszej nagrody w międzynarodowym turnieju tanecznym), Kinelskiego, Pruszycką oraz jej balet, Noemi Wentland i wiele innych sław, o których żydowskim pochodzeniu przed wojną nikt nie wiedział. Femina ma zróżnicowany repertuar złożony z rewii i operetek. Niedawno wystawiano tam Barona Kimmla oraz rewię, w której poczesne miejsce przypadło skeczom i piosenkom o Judenracie. Padły w niej gorzkie uwagi satyryczne wymierzone w „rząd” getta oraz jego „ministrów”” (s. 112-113).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIA

„Sławnego artystę Michała Znicza wtrącono także jako Żyda do getta. Odpowiedział otwarciem teatru kameralnego i wystawianiem w nich sztuk nie stojących na niższym poziomie od granych przed wojną lub obecnie poza gettem, i to w tak trudnych warunkach. Ale teatr był zawsze przepełniony, tak samo drugi, znajdujący się na Lesznie, w którym grano przeważnie komedie (ironie) i operetki.” (s. 20)

JA/ONI, IID

„W teatrze Znicza też często dawano przedstawienia dla dzieci. I tak życie kulturalne - na przekór i pomimo wszystko - w getcie po prostu kwitło.” (s. 39)

</document>
<document nplp_id="6585" title="NOWOLIPKI 25" slug="nowolipki-25">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A
„Złapali rabina z Dzielnej 17 i zastrzelili go najprawdopodobniej. Łapią na ulicach dzieci. Dobytek wysiedlonych grabią sąsiedzi bądź nowi lokatorzy – &amp;lt;szosowcy&amp;gt;. Ze stołówki urzędniczej przy Nowolipkach 30 zabrali 50 osób spośród konsumentów i 10 spośród personelu. Strzelali i zabijali ukrywających się. Przez cały dzień siedziałem w domu (Nowolipki 25). Nie poszedłem jeść i ocalałem.” (s. 181-182)
ONI, III A (06.08.1942)
„Wysiedlenie mieszkańców z kamienic przy Nowolipkach 10, 23, 25. naigrywanie się i szydzenie z Żydów. Wypędzają z mieszkań, Żydzi przychodzą ratować swój dobytek, a wówczas nadchodzą esesmani i ich zabierają.” (s. 183)
ONI, III C
„Nowa napaść na lokal JHK przy Nowolipkach 25. Zabrali stamtąd dr. Borensztajna z żoną; Elchanana Cajtlina z synem i innych. Dokonali tego żydowscy policjanci bez udziału N[iemców], innymi słowy: z własnej inicjatywy.” (s. 193)
</document>
<document nplp_id="6586" title="NOWOLIPKI 54" slug="nowolipki-54">
Abraham Lewin
ONI/JA, II D (12.05.1942)
„Zabrali owej nocy z domu kierownika kuchni ludowej przy ulicy Orlej 2, Szklara. Nie znaleziono wówczas jego zwłok wśród zabitych na ulicach. Nie wiedziano, gdzie się Szklar znajduje. Przypuszczano, że siedzi na Pawiaku. Tej nocy wyprowadzono go na ulicę i zastrzelono na Nowolipkach 54. rano odnaleziono jego zwłoki.” (s. 38)
ONI, II D (13.05.1942)
„Według dziś uzyskanych dodatkowych wiadomości, wczoraj rano znaleziono nie dwóch, ale czterech zastrzelonych Żydów, a mianowicie: na Zamenhofa 19 przy poczcie, na Nowolipkach 54 i 68a oraz na Pawiej 64. Żydowski robotnik tramwajowy nazywał się podobno Bas. Nie wiem, kim są pozostali męczennicy.” (s. 38)
</document>
<document nplp_id="6591" title="NOWOLIPKI 68A" slug="nowolipki-68a">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A (13.05.1942)
„Według dziś uzyskanych dodatkowych wiadomości, wczoraj rano znaleziono nie dwóch, ale czterech zastrzelonych Żydów, a mianowicie: na Zamenhofa 19 przy poczcie, na Nowolipkach 54 i 68a oraz na Pawiej 64. Żydowski robotnik tramwajowy nazywał się podobno Bas. Nie wiem, kim są pozostali męczennicy.” (s. 38)</document>
<document nplp_id="6593" title="Róg ulic NOWOLIPKI/ SMOCZA" slug="rog-ulic-nowolipki-smocza">
Abraham Lewin
ONI, II D (19.05.1942)
„Na rogu Nowolipek i Smoczej Niemcy dziś zaaranżowali oryginalną scenę filmową. Stała karetka pogrzebowa, najładniejsza, jaką Gmina posiada. Wokół niej stali wszyscy warszawscy kantorzy w liczbie dziesięciu, z Szermanem na czele. Niemcy zaaranżowali to dla celów filmowych, chcąc chyba pokazać, że Żydzi nie tylko żyją na wysokiej stopie, ale nawet umierają w przyzwoitych warunkach i mają też luksusowe pogrzeby.” (s. 55)
</document>
<document nplp_id="6594" title="Róg ulic CEGLANA/ WALICÓW" slug="rog-ulic-ceglana-walicow">Abraham Lewin

ONI, II D (12.06.1942)
„Wczoraj po godzinie 9 wieczorem na rogu Ceglanej i Waliców zostało w ten sam sposób zastrzelonych dwóch Żydów, tydzień wcześniej zabito tam siedmiu Żydów. Szmuglerzy urastają do roli bohaterów, których lud będzie opiewał w bohaterskich eposach.” (s. 118)
</document>
<document nplp_id="6596" title="SZCZĘŚLIWA" slug="szczesliwa">
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D  (05.06.1942)
„Na Szczęśliwej zastrzelono wczoraj Żyda, szmuglera. Nie dopełnia się jednak jeszcze miarka krwi żydowskiej.” (s. 103)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II D (12.06.1942)
„12 czerwca. Dziś w nocy znów zabito siedem osób. Sześć na Szczęśliwej niedaleko placu Parysowskiego, a jedną na Krochmalnej przy Ciepłej zastrzelił oprawca Frankenstein.” (Pisma, s. 282)
ONI,  II D (czerwiec 1942)
„Dziś po Wołyńskiej rozeszła się plotka, że Niemcy chcą osadzić w getcie Cyganów wypędzonych z Reichu. Z tego też powodu Żydzi mieliby opuścić Wołyńską i Ostrowską. Tymczasem część Cyganów osiedlono przy Szczęśliwej.” (Pisma, s. 289)
ONI, IV A (27.09.1942)
„Wczoraj zablokowano między innymi firmę „Dal” [szop firmy Dahl – ul. Szczęśliwa]. Ponieważ wielu robotników się ukryło, Niemcy zabrali prawie wszystkich członków dyrekcji wraz z resztką pozostałych robotników, którzy dostali rozkaz opuszczenia mieszkań w blokach szopowych do ósmej wieczór. Gdyby go nie wykonali, zostaliby rozstrzelani.” (s. 301)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIIC

20.IX.42′: „W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września” (s. 298-290).

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, IV A

„Szop, w którym rodzice są – OXACO – przeprowadza się na Szczęśliwą. Rodzice nie wiedzą, co mają uczynić, czy przeprowadzić się tam, czy też tu zostać. Robimy wspólną naradę, jakie teraz posunięcie mamy zrobić? To jest problem [do] dyskusji, wiemy, że nastąpi teraz znowu wysiedlenie, kiedy, nie wiadomo, ale jest to pewne, trzeba się zastanowić, czy przeprowadzać się do OXACO, czy też tu pozostać na miejscu [tj. na Stawkach]. Trudne pytania, a decyzja musi zapaść. Możliwości są takie, że niemcy będą chcieli zaskoczyć szop, by jak najwięcej ludzi stąd wydostać, a tymczasem tu będzie można się gdzieś skryć. Skryć… to niezła myśl, trzeba zbudować coś takiego, by można było się schronić w czasie niebezpieczeństwa. Postanawiamy, by tu zostać, a sprawą schronu trzeba się zająć, to jest niezła myśl, bierzemy się do tej pracy. Nad tym pracują ojciec, Sewek i wujek B[Benjamin]. Zrobili bardzo dobry plan, zamurowali część strychu i zrobili kombinacyjne wejście, było nadzwyczaj pomysłowo urządzone, i po kilku tygodniach robota była gotowa.” (s. 161-162)

JA, V (noc 18/19 kwietnia 1943)

„Leżę nadal [na dachu] i oczy moje błądzą po „drugiej stronie”, dziwna rzecz wpada mi do głowy. Ulica nasza nazywa się Szczęśliwa, te domy, które teraz widzę, też należą do tej ulicy, a jak kolosalna różnica jest między mieszkańcami strony parzystej i nieparzystej! Nam przeznaczenie przyniosło zagładę, tamci są wolnymi ludźmi. Jakież ciężkie są do przeniesienia takie kaprysy losu.” (s. 283-284)

„Trzeba było zawiadomić wszystkich z naszej ulicy, by byli przygotowani do opuszczenia ghetta, kto tylko chce i możność to uczynić. W naszym podwórzu nie była to ciężka sprawa do przeprowadzenia, ale w innych, większych numerach bram było to dość ciężką rzeczą, bo trzeba było ulicą dostać się tam, a naprzeciw naszej bramy [Szczęśliwa 9 było gniazdo karabinu maszynowego ustawione. Trzeba było bardzo ostrożnie przeskakiwać tą małą przestrzeń. Jedynym sposobem ułatwienia było to, żeby jak najszybciej dostać się z naszej bramy do parkanu, a w jego osłonie można się przedostać przez tą przestrzeń dzielącą nas od bram dalszych.
Stanęliśmy w bramie i w jednym momencie jeden wyskoczył i stanął przy murze – to był Wilek, za nim miał pójść Szymon, a następnie ja. Cała nasza grupa przedostała się przez tą przestrzeń, kilka pojedynczych strzałów padło tylko i znowu zapanował spokój. Dostaliśmy się szczęśliwie do domu num[er] 13 i tu zaczęliśmy od swoich czynności. Podczas gdy kilku chodziło, by wypełnić rozkaz, dwóch stało na straży, by nie pozwolić się zaskoczyć. Idziemy z klatki do klatki, rozmawiając z ludźmi, którzy z początku uciekali przed nami, nie wiedząc, kim jesteśmy, ale szybko się porozumiewamy i przechodzimy do innej klatki.” (s. 315-316)

„Na naszej ulicy [Szczęśliwej – B.K.] odbija się kilka strzałów głośnym echem. Podchodzę do drugiego otworu, by dokładniej sprawdzić, co się stało. Po chwili widzę kilku niemców, a obok nich na ziemi kilka postaci leży w swej własnej krwi. Niemcy rozmawiają ze sobą, śmiejąc się, dla nich jest to zabawa, może nawet przewyższają te „rozrywki” ponad inne. Przyglądam się postaciom na ziemi, nie znam ich, jest ich pięciu, jedna mniejsza postać, chłopczyk może dwunastoletni, rzuca się jeszcze. Niemiec jeden stawia nogę na jego głowie i przyciska ją do ziemi. Twarz mu promienieje, jest szczęśliwy, że może znęcać się nad kimś, niech będzie nawet i dziecko, byle wyładować swój sadyzm.” (s. 317)

JA, V (9 maja 1943)

„Idę dalej z rękoma do góry, tak nam kazali chodzić. Kobiety, dzieci, starcy, wszyscy tak chodzą. Na środku podwórza leży cały stos trupów, my musimy przejść po tych ciałach. Niemcy stoją na nich, jakby nigdy nic nie zaszło. Tak podpierany przez kolby niemieckie docieram do bramy [Szczęśliwa 9], a następnie zostaję skierowany pod mur parkanu, który dzielił ulicę Szczęśliwą na takie dwa krańcowe kontrasty. My jesteśmy na nieparzystej stronie.
Szukam oczyma Wilka, a gdy spostrzegam go, dochodzę wprost do niego. Stoję z rękoma do góry a twarzą do parkanu. Podziwiam to miejsce, na którym za chwilę spoczniemy: nie bardzo wygodne, bo kocie łby, ale niemcy nie dają nam dużego wyboru. Spojrzałem na lewo i prawo; tu stwierdzam z bólem serca, że stoją już ludzie z innych schronów. O kilka bram dalej stoją dwaj ludzie cywilni, to są ci, co pracowali przy otwarciu naszego schronu. Stoją, przyglądając się nam, to chyba ich dzieło, o przeklęci, byłbym was udusił jak śmierdzących tchórzów. Starszy jest w średnim wieku dojrzałego mężczyzny, a drugi wyrostek, mający około 15-16 lat. Nie mogę dłużej przyglądać się tym nędznym istotom, mam dla nich uczucie pełne pogardy. Z kolei oglądam się w tył, tu stoi około trzydziestu SSmanów z karabinami gotowymi do strzału.” (s. 404-405)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Szczęśliwa 3,
 TRASA:
- Trasa: Dzika - Gęsia - Miła - Szczęśliwa - Plac Parysowski</document>
<document nplp_id="6598" title="PAŃSKA 10-12" slug="panska-10-12">
Abraham Lewin
ONI, II D  (09.06.1942)
„[…] mówi się, że dzisiaj w nocy i nad ranem padło 17 żydowskich ofiar. Co do kilku udało mi się ustalić, kim były i jak się nazywały. Przy Pańskiej 10/12 mieszkał były dyrektor firmy ubezpieczeniowej &amp;lt;Europa&amp;gt; Goldman i jego zięć, reżyser filmowy Henryk Szaro (Szapiro). Mówią, że obaj przed sześcioma tygodniami wrócili z Wilna. Zamordowani zostali również bracia Leman, byli właściciele kina &amp;lt;Apollo&amp;gt; przy Marszałkowskiej 6. Również oni wrócili ponoć z Wilna. Następnie zastrzelili kobietę, Opatowską, na Ogrodowej 7, żydowskiego tragarza związanego ze szmuglem na Świętojerskiej 28 i jeszcze wielu innych Żydów z kręgów szmuglerskich. Dzień w dzień i noc w noc leje się strumieniami krew żydowska w getcie. Kiedy wreszcie nadejdzie tego koniec? Kiedy?” (s. 111)
</document>
<document nplp_id="6600" title="MARSZAŁKOWSKA 6 (kino „Apollo” braci Lemanów)" slug="marszalkowska-6-kino-apollo-braci-lemanow">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (09.06.1942)
„[…] mówi się, że dzisiaj w nocy i nad ranem padło 17 żydowskich ofiar. Co do kilku udało mi się ustalić, kim były i jak się nazywały. Przy Pańskiej 10/12 mieszkał były dyrektor firmy ubezpieczeniowej &amp;lt;Europa&amp;gt; Goldman i jego zięć, reżyser filmowy Henryk Szaro (Szapiro). Mówią, że obaj przed sześcioma tygodniami wrócili z Wilna. Zamordowani zostali również bracia Leman, byli właściciele kina &amp;lt;Apollo&amp;gt; przy Marszałkowskiej 6. Również oni wrócili ponoć z Wilna. Następnie zastrzelili kobietę, Opatowską, na Ogrodowej 7, żydowskiego tragarza związanego ze szmuglem na Świętojerskiej 28 i jeszcze wielu innych Żydów z kręgów szmuglerskich. Dzień w dzień i noc w noc leje się strumieniami krew żydowska w getcie. Kiedy wreszcie nadejdzie tego koniec? Kiedy?” (s. 111)</document>
<document nplp_id="6603" title="Róg ulic PAŃSKA/ BAGNO" slug="rog-ulic-panska-bagno">Abraham Lewin
ONI, II D
„Godzina wpół do ósmej wieczorem. Przed chwilą wrócił do domu mój sąsiad R. i opowiedział, że na rogu Pańskiej i Bagna żandarm strzelał z góry (stał na murze) i zabił dwóch Żydów: chłopca i starszego człowieka. Wszystko jest związane ze szmuglem. W tym tygodniu też zabito Żydów na Bagnie. &amp;lt;Życiem za chleb płacimy&amp;gt;. Każda kromka chleba, którą kupujemy na wolnym rynku jest przesiąknięta krwią żydowską.” (s. 97-98)
</document>
<document nplp_id="6605" title="Róg ulic WIELKA/PAŃSKA" slug="rog-ulic-wielka-panska">
Abraham Lewin
ONI, II D (10.06.1942)
„Na Smoczej &amp;lt;junacy&amp;gt; zastrzelili dwóch chłopców przyglądających się rekwizycji składu kartofli i warzyw w podwórzu pod numerem 7; na rogu Wielkiej i Pańskiej żandarm zastrzelił Żyda; na Pańskiej zostali zamordowani dwaj Żydzi, na Prostej – jeden. Większa ilość Żydów miała zginąć na dziedzińcu &amp;lt;zajazdu&amp;gt; przy Grzybowskiej 32.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="6607" title="MIŁA 50-52" slug="mila-50-52">Abraham Lewin
JA/ ONI, IV A (03.11.1942)
„Przedwczoraj byłem niezmiernie zaskoczony, przy Miłej 50-52 widziałem otwarty od strony ulicy zakład fryzjerski, w którym siedzieli Żydzi i golono im brody. Odnosi się wrażenie, iż Niemcy chcą stworzyć w getcie iluzję życia i ruchu. Do czego jest im to potrzebne? Wie tylko diabeł. A może naprawdę ma przybyć jakaś komisja z zagranicy? Opowiadają, że przy Wołyńskiej powstanie wkrótce kabaret. Wczoraj opowiadano u nas, że nie ma już Treblinki, w której wymordowano setki tysięcy Żydów. Znajduje się tam podobno obecnie ogromny obóz pracy. A może i ta wiadomość jest prawdziwa?” (s. 241)
</document>
<document nplp_id="6608" title="MIŁA 61" slug="mila-61">Abraham Lewin
ONI, III B
„Rozniosła się pogłoska, że warszawskie SS zamknęło naszą firmę. Nastroje ludzi oscylują między nadzieją a rozpaczą. A tymczasem przeprowadzają blokady na pobliskich ulicach i na Miłej. Z domu nr 61 zabierają kilkadziesiąt osób, też z Werkschutz: Rozenowicza ojca i syna, Rybę z rodziną. Wydarzyło się to w poniedziałek. Nasza rozpacz i cierpienia setek ludzi, zamkniętych w wąskiej uliczce, dosięgają ostatecznych granic.
[…] Rozpacz wielokrotnie się wzmogła. Czekaliśmy końca, który musi nastąpić: zabiorą nas na Umschlag.” (s. 219)
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)
</document>
<document nplp_id="6609" title="SOLNA 6" slug="solna-6">
Abraham Lewin
ONI, III A
„Przy Solnej 6 – 99 ofiar. W dniu dzisiejszym – 12 000 męczenników. Zamknięto pocztę. Kilo chleba – 50 złotych, ziemniaków – 20 złotych.” (s. 174)
</document>
<document nplp_id="6611" title="NISKA" slug="niska">
Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/ IV A
„Ostatnio zatrzymują Żydów poza murami getta. Niemcy obchodzą się z tymi Żydami inaczej niż przed &amp;lt;wysiedleniem&amp;gt;. Wówczas odsyłali ich do żydowskiego więzienia, stawiali przed specjalnymi sądami – Sondergericht – i zasądzali karę śmierci. Niekiedy zabijali takich Żydów w więzieniu przy Gęsiej 24. pewnego razu nazwiska męczenników ogłoszono w obwieszczeniach ulicznych. Ci, których zatrzymują ostatnio, zostają odesłani do getta i przekazani Radzie Żydowskiej, mają ich zatrudnić w &amp;lt;Werterfassung&amp;gt; [ul. Niska –B.S.].” (s. 273)
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.
Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, IV A (5.10.1942)
„Dziś zastrzelono wielu Żydów na Niskiej. Stojących pod domem zabito z przejeżdżającego samochodu SS. Niemcy chodzą i przeszukują wszystkie ruiny, szukając ukrywających się Żydów.” (Pisma)
ONI, I
„Są już spece, do których przychodzą „zaufani” goje spod granicy, i są żydowscy przewoźnicy, co jadą przyczepami, omnibusami i różnymi rodzajami wozów.
Od rana do wieczora widzi się je na Wołyńskiej, Lubeckiego, Niskiej, Zamenhofa, a gdzie ich nie ma?
Oto przez uliczkę przejeżdża chłopski wóz. Na koźle siedzą razem Żyd z blond bródką i goj, a na jedynym siedzisku – worku z sianem – dwaj chłopcy sześcio-, siedmioletni, zakutani w szale. Patrzą smutnymi czarnymi oczkami, w których widać ślady wielu ciężkich przejść […]” (Dom numer 21, s. 353)
„[Po wrześniu 1939] Życie powróciło do prymitywnej formy sprzed tysięcy lat. Ludzie zatracili opory, wstyd i porzucili cywilizacyjne nawyki. Z ulic niósł się straszny smród. Północna część miasta, gęsto zaludniona przez żydowską biedotę, ulice: Stawki, Niska, Lubeckiego i inne, były tak zniszczone, że po trzy, cztery bloki mieszkalne naraz stały tam z oberwanymi schodami i wypalonymi wnętrzami. Z domów zostały tylko szkielety, jak ogromne straszydła. Ludność z okolic, przechodnie, którzy jakby umyślnie tam błądzili, uczynili z ruin ustęp. Wokół powstało śmietnisko, na które wyrzucano cały brud i wszystkie odpadki z zapuszczonych izb.” (Księga parówki, s. 363)
ONI, II
„Co im pozostało? Podrzucić dzieci czy je porzucić? Kazać pójść żebrać? Próbowały wszystkiego. Przecież wiele z takich sierot po prostu umarło z głodu. Wtedy przypomniało się o nich CENTOS-owi i zaczął je zbierać w określonych miejscach, często razem z dziećmi uchodźców, tymi zahartowanymi Żydziętami, które przeszły gehennę, wędrując z rodzicami zimą, w wielkie mrozy, z miasteczek, z których ich wyrzucono, do Warszawy. Do tych zaprawionych w biedzie dzieci miano, naturalnie, inny stosunek niż do tutejszych, warszawskich, już choćby dlatego, że znajdowały się w „punktach”, w tych słynnych punktach dla uchodźców w wielkich domach na Dzikiej (od numeru 1 do 19), Niskiej, Stawkach i innych, które są największymi siedliskami zakaźnych chorób.
Dzieci uchodźców w punktach trzeba było tylko zebrać w osobnych pokojach, i tak miały swój „dom”, w którym, tak jak dorośli, dostawali trochę chudej zupy z kawałkiem czarnego chleba, z czarną kawą słodzoną sacharyną.
Do tych właśnie dzieci uchodźców dołączono teraz dzieci ojców wysłanych na roboty przymusowe. Ale tej łaski nie mogły dostąpić wszystkie żony „obozowiczów”. I kiedy idziecie ulicą i widzicie młode kobiety z zapłakanymi oczami, stojące i żebrzące z dziećmi na ręku, proszące tak serdecznie, wzruszająco, to wiedzcie, że to są kobiety, których mężowie już od długich miesięcy są w obozach pracy przymusowej i jeśli dożyją one tego szczęścia, by zobaczyć swoich mężów, będą musiały wcześniej przygotować maści i bandaże do owijania ich spuchniętych od pracy po kolana w wodzie i błocie, pełnych pęcherzy nóg. Ale to się jeszcze nie stało, stoją więc i żebrzą na ulicach w imieniu swoich dzieci.” (Dzieci na bruku, s. 435)
„[…] wszystkie rozdzierające sceny były niczym wobec strasznych obrazów opuszczenia i biedy, które listonosz musiał oglądać, wędrując od domu do domu w dolinie rozpaczy na Krochmalnej, Ostrowskiej, Smoczej, Niskiej.
Na tych ulicach drzwi mieszkań były zamknięte do późna w dzień, ludzie leżeli do drugiej, trzeciej w łóżkach. Inni przeważnie w ogóle nie wstawali, nie mając po co. Zimą w mieszkaniach większych rodzin można było zobaczyć dziesięcioro, dwanaścioro ludzi, często młodych mężczyzn albo kobiet, leżących w łóżkach, z bladymi twarzami i gorejącymi oczami, przełykających ślinę. Matki leżały w łóżkach razem z dwojgiem, trojgiem dzieci, pod czerwonymi wsypami, nie mając kilku groszy na kawałek mydła, aby uprać powłoki. Straszny nieporządek w mieszkaniach potwierdzał prawdziwość starego powiedzenia: „jaki nastrój, taki wystrój”; widać było, że w głowach tych ludzi nie ma nic więcej poza jedną jedyną obłąkańczą myślą: skąd wziąć kawałek chleba? Matki nie były już gospodyniami, ojcowie – gospodarzami. Drzwi się nie domykały, piece potłuczone, stoły i krzesła nie myte, podłogi nie szorowane. Po co to robić? Kogo to obchodzi?…
Od ciągłego leżenia w łóżkach ludzie osłabli, wielu nie mogło już zrobić kroku, inni byli spuchnięci do pępka i jeszcze wyżej. U części oczy ledwo wyzierały spod spuchniętych fałdów wokół oczodołów. Nadawało im to wygląd ponurych Mongołów, głodnych Eskimosów.” (Żydowski listonosz,s. 426)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Mniej więcej po sześciu dniach łapanek na ulicach odbyła się pierwsza blokada z asystą Niemców na ulicy Muranowskiej nr 44. Brali w niej udział Łotysze, Ukraińcy i Litwini. Byli to ludzie-bestie. Niemcy specjalnie ich szkolili w tak zwanych ausrotungsbatalionie. Właściwie była to zbieranina najgorszych wyrzutków o zbrodniczych instynktach, zwyrodnialców, którzy lubowali się widokiem krwi, szczególnie żydowskiej. Sprowadzono ich zaraz na początku wysiedlenia i umieszczono przy Żelaznej 103, którego mieszkańcy otrzymali nakaz opuszczenia mieszkań w ciągu 15 minut. Podczas blokady Muranowskiej, która odbyła się w godzinach podwieczornych, tj. po powrocie ludzi z pracy, nie honorowano żadnych zaświadczeń. Wszyscy mieszkańcy tego domu zabrani zostało na Umschlagplatz. Między nimi byli nawet ci, którzy już od roku pracowali w szopach. Moja kuzynka, która tam mieszkała, ratowała się ucieczką, skacząc z 3-letrnim synkiem z okna pierwszego piętra. Okna jej mieszkania wychodziły na posesję przy ulicy Niskiej. Nie mając innego wyjścia, zawołała przechodniów, którzy schwytali dziecko, a następnie sama wyskoczyła. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego Niemcy nie honorują żadnych zaświadczeń. Przecież sami wydali rozporządzenie, że kto będzie pracował dla nich, nie będzie wysiedlony z getta.” (s. 29)
ONI [meldunek z „Wiadomości Codziennych Zjednoczonych Organizacji K.O.P, O.W., Z.P.N, Miecz i Pług], V
„Ogólne wrażenie – Wjazd ze strony Nalewek do Gęsiej. Doznaje się wrażenia, że walka odbywa się z przeciwnikiem (Żydami) przewyższającym siłą, sprytem i odwagą. Na pierwszym planie rzucają się w oczy dwie armaty polowe, kaliber około 75 mm, skierowane w jedną i drugą stronę ulicy Gęsiej, 3 czołgi, dwa samochody ppancerne [przeciwpancerne], plotnicze [przeciwlotnicze], broń maszynowa i działka szybkostrzelne. Użycie sił niemieckich w stosunku do przeciwnika i obszaru dość duże. W okolicy ulicy Gęsiej ugrupowane było: 2 armaty polowe, 3 czołgi, 2 samochody pancerne, około 10-ciu uzbrojonych wozów terenowych z oficerami SS i żandarmerią, kilka armat ppancernych, kilka plotniczych, kilka granatników, około 10-15 ciężkich karabinów maszynowych, około plutonu żołnierzy niemieckich uzbrojonych w pistolety maszynowe i blisko 1 kompania żołnierzy ustawionych tylko w okolicy Gęsiej i Niskiej (nie licząc posterunków rozstawionych co 10-15 metrów).” (s. 223-224)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, III A
„Przed wieczorem odbywa się zebranie piątki naszych instruktorów, na którym postanawiamy, że wobec braku broni i możliwości oporu, musimy nasza działalność częściowo nastawić również na ratowanie przed wysiedleniem jak największej ilości ludzi. Wydaje nam się, że umożliwią nam to kontakty, posiadane przez niektóre organizacje społeczne w policji żydowskiej, w której rękach znajduje się techniczna strona wysiedlenia. Nim jednak zebranie zostało zakończone i praca podzielona, nadchodzi wiadomość, że sami Niemcy i Ukraińcy obstawili blok Muranowska – Niska, że sami przeprowadzają akcję i że zabrali stamtąd przeszło 2.000 ludzi, brakujących do kontyngentu dziennego, który w pierwszym okresie akcji wynosił 6.000 osób. Zostali zabrani wszyscy, nawet ci, którzy posiadali legitymacje niemieckich warsztatów pracy (z naszych towarzyszy zginął wówczas L. Rozensztajn).” ( s. 29-30)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Produkowano na potrzeby rynku aryjskiego to wszystko, co przed wojną. Tkalnie wyrabiały doskonałe tkaniny z wełny, kradzionej w fabrykach częstochowskich, w fabryce „Wola” w Warszawie i w innych miastach. Tałesy farbowano i przerabiano na szale, swetry itp. Rozwinął się wyrób apaszek damskich, swetrów, kurtek chłopskich itd. Wyrabiano je z „ciuchów” zakupowanych masowo na olbrzymim placu na ul. Gęsiej (tzw. Gęsiówka), gdzie odbywała się masowa wyprzedaż z dnia na dzień ubożejącej ludności żydowskiej. Dzień w dzień specjalni agenci rozmaitych firm wykupywali codziennie na „Gęsiówce” tysiące kilogramów starych prześcieradeł i w ogóle wszelkich „ciuchów”. „Gęsiówka” stała się centrum handlu „ciuchami” i z innych miast. Na ten rynek rzucili kupcy polscy duży transport starych rzeczy, nabytych w lubelskim Werterfassung (20 000 kg), z akcji likwidacyjnej gett w Lubelskim. Wszystkie te „ciuchy farbowano w specjalnie zainstalowanej farbiarni na Niskiej lub w mieszkaniach prywatnych, a następnie drukowano na nich rozmaite desenie.” (s. 38-39)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Wpadłam niemal w histerię, gdy wśród kobiet myjących okna i podłogi nagle rozpoznałam Edzię, a po chwili zobaczyłam rozmawiającego z nią Zeliga Zylberberga*. Oni też mnie dostrzegli i gdy niemiecki nadzorca opuścił pokój, zaczęliśmy rozmawiać. Powiedzieli mi, że od dwóch tygodni są małżeństwem, a na ślub przyszło wielu przyjaciół. Ceremonia odbyła się w tym samym czasie, gdy hitlerowcy zablokowali Niską, ich ulicę. „Mieliśmy trudności ze sprowadzeniem rabina”, krzyknęła do mnie Edzia. Zelig pracuje jako nadzorca, co chroni oboje przed deportacją" (s. 292).

ONI; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Romek żyje i ma się dobrze. Nadal pracuje jako nadzorca przy budowie muru getta. Mieszka na Niskiej w sąsiedztwie Zeliga i Edzi. Zelig obiecał, że wkrótce przyniesie mi list od niego. To niełatwe, ponieważ nikomu nie wolno poruszać się swobodnie po ulicach, a robotnicy zatrudnieni w danym kwartale muszą w nim również mieszkać. O 7.30 rano cała grupa wyrusza razem z punktu zbornego, a o 7.00 wieczorem powraca w to samo miejsce. Bardzo trudno spotkać się z kimś zamieszkałym w innym kwartale" (s. 293).

ONI, VIA

15.VI.43’: „Ulice dzielnicy żydowskiej zmieniły się w piekło. W powietrzu rozrywały się szrapnele, a pociski padały tak gęsto, że trafiały każdego, kto wysunął głowę przez okno. Podczas walki o getto Niemcy użyli większej siły ognia niż podczas oblężenia Warszawy. Nalewki, Nowolipie, Franciszkańska, Karmelicka, Smocza, Miła, Niska i Gęsia oraz plac Muranowski zostały całkowicie zniszczone. Przy tych ulicach nie pozostał ani jeden dom. Nawet nagie mury wypalonych budynków wysadzono później dynamitem. Przez szereg nocy pożar getta było widać z odległości wielu kilometrów wokół Warszawy” (s. 364).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

„Sarenka poszła na noc z Kubą do jego fabryki, a tam nie wpuszczają obcych. Starzy Wrocławscy także przesiadują w szopie Többensa na Niskiej. Do domu każdy przychodzi przeważnie o piątej rano, gdy jeszcze akcje nie są tak gwałtowne - by zrobić trochę ciepłej strawy.” (s. 62)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A

„Przed wojną Kosower miał domek murowany i sklepik spożywczy. Żonę, syna i trzy córki — śliczne dziewczyny, Żoną zastrzelili mu Niemcy. Gdzie córki, nie wiedział. Chodził teraz razem z synem na placówkę. Melnik był rodem z Legionowa. Tak samo jak Kosower, i on był placówkarzem. Obaj mieszkali na Niskiej.” (s. 199)

ONI, IV A, (jesień – zima 1942)

„Udało jej się wraz z matką przedostać na Muranowską 38 i ukryć w piwnicy, której okienko wychodziło na ulicę Niską. Zastały tam Żyda w tałesie i jego żonę, chorą na tyfus plamisty. Umierali z głodu wszyscy czworo. Nie mieli już nic do jedzenia. Wtedy Sabinka zdecydowała się zdekonspirować kryjówkę. Wskoczyła na skrzynię, otworzyła okienko i wysunęła rękę.
Na rogu ulicy Dzikiej i Niskiej był posterunek polskiej policji. Płot przedzielał ulicę Niską i stała tam budka, a przy budce dwóch policjantów.
Niska była terenem szopów i bloków, w których mieszkali placówkarze. Wolno im było wychodzić z tego terenu tylko grupami, nigdy w pojedynkę, chyba za specjalną przepustką. Do pilnowania szopów Niemcy posługiwali się polską policją, której ufali tak samo jak własnej. Jeden z policjantów zauważył wołającą rękę i domyślił się, że w piwnicy kryją się Żydzi. Poczekał na stosowny moment, ukrył pod płaszczem butelkę wody i bochenek chleba i – idąc bokiem koło muru - podał to tej ręce proszącej.
,,Karmił nas długi czas – opowiadała Sabinka – aż się uspokoiło”.
Przez cały czas naszego pobytu na Muranowskiej widzieliśmy z balkonu naszego mieszkania ten posterunek.
Możliwe, że nie byli to już ci sami policjanci. Ale zawsze, rozwieszając na sznurach bieliznę, patrzyłam na nich i myślałam: czy to ten właśnie podał chleb Sabince?
Przyszłam raz do piwnicy, gdzie mieszkała – przez korytarz, pełen cuchnących kałuż. Nie było jej. Tylko chora matka, leżąca w łóżku, odwróciła do mnie powoli głowę. Obok stało drugie łóżko, na którym leżała inna kobieta. I stał Żyd z długą brodą w pełnym rynsztunku modlitewnym.
,,To nie jest pora na modlitwę” – zdziwiłam się wskazując na niego.
„On nosi śmiertelną koszulę od rana do nocy. Nie widziałam go nigdy inaczej” – odpowiedziała matka Sabinki.” (s. 171-172)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III B

„Tłum nie mieścił się na Miłej, zalegał kilka sąsiednich ulic: Niską, Ostrowską, Wołyńską. Hitlerowcy okrążyli przecznice, tworząc tak zwany kocioł.” (s. 56)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV A (18.01.1943)

„Proponuję, byśmy wlecieli na dach [blok ul. Ostrowska 4], może tam będziemy mogli znaleźć jakąś drogę. Nie, i tu jej nie ma. Patrzymy w kierunku Niskiej – gdzie rodzice mieszkali – tam stoi ustawiona duża partja ludzi, stale słychać strzelaninę. Boże, cóż się dzieje z rodzicami.” (s. 179)

JA, V

„Posuwamy się bezszelestnie Niską ulicą, gdy nagle słyszymy kroki okutych butów. Przylegamy do ścian w oczekiwaniu – zaskoczymy ich. Jest ich czwórka, idą trochę pochyleni do przodu, trzymają broń w pogotowiu. Gdy wyrównali się z nami, na dany rozkaz kropnęliśmy do nich. Trzech od razu padło, daliśmy od razu drugą salwę i czwarty leżał teraz wyciągnięty. Wiedzieliśmy, że mogą jeszcze niektórzy żyć i czekają teraz na nas, byśmy wyszli z ukrycia. Daliśmy znowu salwę i udaliśmy się cicho na czworakach w ich kierunku. Gdy byliśmy już w niewielkiej odległości, zobaczyliśmy, że broń leży obok nich i jeden rzuca się w agonii. Wstajemy i doskakujemy do nich, zdzierając z nich broń, bagnety i granaty. Tego, który się jeszcze rusza, postanowiliśmy wykończyć. Bierzemy ich i rozbieramy do naga, przenosimy w gruzy i chowamy ich ciała do nory, zarzucając otwór kamieniami, mundury schowaliśmy gdzieś indziej. Tak więc udało nam się niespodziewanie – czterech morderców mniej na tym świecie. Broń zdobytą biorą nasi towarzysze, ta musi być przekazana do głównego sztabu, oni mają rozporządzać tym, samowoli nie ma, dyscyplina jest bardzo ważna.” (s. 297)

„W schronie były obierki [śmiecie] i obierki, które trzeba było wynieść ze schronu, gdyż już wydzielał się specyficzny zapach, który dodawał aromatu do duszności. Naładowano to w worki i kilku ludzi pod moją i Wilka eskortą ruszyło, by gdzieś ulokować ten niepotrzebny balast. Trzeba było to ulokować gdzieś dalej od wszelkich schronów, bo Niemcy mogą stwierdzić za pomocą tych śladów, że ludzie są schowani, i będą usilnie szukali. Wyszliśmy w kierunku ulicy Niskiej i tam wysypaliśmy je w gruzach.” (s. 353-354)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Niska 3,   - Niska 20,   - Niska 20/Stawki 21,   - Niska 35,   - Niska 61 (szop Weiglego - garbarnia),   - Niska 65 (szop bieliźniarski),
- Niska 78,   - Niska (lewa strona od Zamenhofa do Smoczej),    - Niska/Zamenhofa,   - Niska, koło Zamenhofa 58,
OBSZARY:
- Obszar: kocioł - Niska/Lubeckiego/Kocioł,   - Obszar: kocioł na Miłej: Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,

TRASY:
- Trasa: Miła 34 - Niska 20,   - Trasa: Miła 43 - Niska,   - Trasa: Niska 20 - Miła 34,   - Trasa: Niska 20 - Miła 40,   - Trasa: Wołyńska - Niska - Spokojna,</document>
<document nplp_id="6612" title="NISKA 78" slug="niska-78">
Abraham Lewin
ONI, II D (12.06.1942)
„Dziś o piątej rano na &amp;lt;mecie&amp;gt; przy Niskiej 78 zastrzelono sześciu Żydów. Mordu dokonali Niemcy przebrani w stare, podarte ubrania, z opaskami na ramionach i fajkami w ustach. Mówi się, że mordów tych dokonuje specjalny pluton nazywany &amp;lt;oddział egzekucyjny do pilnowania murów&amp;gt;.
Wczoraj po godzinie 9 wieczorem na rogu Ceglanej i Waliców zostało w ten sam sposób zastrzelonych dwóch Żydów, tydzień wcześniej zabito tam siedmiu Żydów. Szmuglerzy urastają do roli bohaterów, których lud będzie opiewał w bohaterskich eposach.” (s. 118)
</document>
<document nplp_id="6613" title="PAWIA &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="pawia-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A (23.08.1942)
„[…] &amp;lt;akcja&amp;gt; toczy się nadal. Żydowska policja z niesłychaną brutalnością łapała wczoraj głównie kobiety i dzieci. Opowiadano mi, że na Pawiej złapali oni dziesięcioletnią, dobrze odzianą dziewczynkę. Dziewczynka rzewnie płakała i prosiła: &amp;lt;Panie policjancie!&amp;gt;. ale jej prośby na nic się nie zdały, policjant pozostał głuchy na jej błagalne krzyki. Wsadzili ją na rykszę i odesłał na Umschlag.” (s. 201-202)</document>
<document nplp_id="6614" title="PAWIAK (DZIELNA 24/26) – PAWIA 11A [TRASA]" slug="pawiak-dzielna-24-26-pawia-11a-trasa">
Abraham Lewin
ONI, II D (20.05.1942)
„Znów zadrżało nam serce z powodu nowej zbrodni popełnionej przez Hunów XX wieku. Wczoraj o wpół do trzeciej po południu dwaj oficerowie wieźli autem z Pawiaka 17-letnią żydowską dziewczynę, doprowadzili ją do Pawiej 11a, wprowadzili do bramy, pozwolili jej odejść kilka kroków naprzód i zastrzelili z tyłu kilkoma kulami z rewolweru. Stwierdzono, że dziewczyna mieszkała po &amp;lt;aryjskiej stronie&amp;gt;. Wczoraj rano aresztowano ją w jej mieszkaniu. Zabrali tak, jak ją zastali – lekko odzianą, w rannych pantoflach i po odsiedzeniu przez nią kilku godzin na Pawiaku dokonali na niej od razu egzekucji.” (s. 56)
</document>
<document nplp_id="6616" title="LESZNO &amp;#8211; KARMELICKA [TRASA]" slug="leszno-karmelicka-trasa">Abraham Lewin
JA/ONI, II D  (29.05.1942)
„8 wieczór. Dopiero co wydarzyło się coś niezwykłego. Na Lesznie, naprzeciwko gmachu Sądów, łapano żydowskich młodzieńców do obozów pracy. Wsadzono ich wszystkich do tramwaju i usiłowano zawieźć na Zamenhofa 19, gdzie urządzono punkt zbiorczy dla obozowiczów. Kiedy tramwaj znalazł się na Karmelickiej, aresztowani młodzieńcy rozbili tramwaj i wszyscy uciekli. Do domu, w którym mieszkam, wrócili dwaj młodzi ludzie.” (s. 87)


Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)
</document>
<document nplp_id="6617" title="ŻELAZNA, okolice Chłodnej" slug="zelazna-okolice-chlodnej">
Abraham Lewin
ONI, II D (02.06.1942)
„Wczoraj na Żelaznej, niedaleko Chłodnej, łapali elegancko ubrane kobiety żydowskie i wsadzali je do samochodów. Krążyły pogłoski, że łapią kobiety na roboty. Łapano je raczej do celów filmowych.” (s. 95)

</document>
<document nplp_id="6618" title="Róg ulic NALEWKI/ŚWIĘTOJERSKA (wacha) &amp;#8211; TŁOMACKIE 7 (Synagoga) [TRASA]" slug="nalewki-brama-getta-tlomackie-7-synagoga-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (03.06.1942)
„W tych dniach miał miejsce dziwny wypadek. Przez bramę getta na Nalewkach chciał przejść Żyd z Niemiec, który mieszka w gmachu synagogi na Tłomackiem. Od kilku dni stoi tam agent, który rewiduje wszystkich i wszystko, co przechodzi lub przejeżdża przez tamtą bramę. Agent przeszukał również tekę niemieckiego Żyda, przy czym go obraził i popchnął. Żyd, a może był to ćwierć-Żyd, ewangelik, nie namyślał się długo i spoliczkował agenta. Żandarm nie interweniował. Żydzi przypuszczają, że dlatego, gdyż jest zły na agenta; przeszkadza mu w jego interesach, w szmuglu. Żydowska policja odprowadziła niemieckiego Żyda do żydowskiego rejonu.” (s. 100-101)</document>
<document nplp_id="6620" title="MIŁA 67" slug="mila-67">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA, III A
„Wieczorem na Smoczej, Pawiej, Miłej, Zamenhofa itd. Wróciłem do domu o godzinie pół do dziewiątej wieczorem. Byłem pewien, że ich złapano. O dziewiątej przyszli do domu. W czasie trwania blokady siedzieli w internacie przy Miłej 67. Co Luba opowiedziała o zachowaniu dzieci (150) i nauczycielek podczas blokady? Wszystkie z zawiniątkami w rękach. Wszystkie były gotowe w drogę. Na śmierć.” (s. 187)</document>
<document nplp_id="6622" title="MIŁA 51" slug="mila-51">
Abraham Lewin
ONI/ IV A (28.12.1942)
„Przed tygodniem popełniono w getcie morderstwo na tle rabunkowym. Zamordowano Żyda[…]. Przypuszczano, że ma pieniądze, wciągnięto go przy pomocy fortelu do jakiegoś domu (Miła 51), pod pretekstem sprzedania mu złota. U zamordowanego znaleziono wszystkiego 400 złotych. Według obecnej wartości pieniądza, jest to tak nikła suma, że zbrodniarzom na pewno nie opłaciło się przelewać niewinnej krwi. Żydowska policja aresztowała 5 ludzi, których posądzała o popełnienie morderstwa, przekazała ich Niemcom. Ci ostatni zabili wszystkich pięciu, nie przeprowadzając żadnego śledztwa.” (s. 237)


</document>
<document nplp_id="6623" title="MIŁA 8" slug="mila-8">Abraham Lewin
ONI, II D  (10.06.1942)
„Dziś o wpół do pierwszej przy Nowolipiu 7 (albo Miłej 8) został zastrzelony młody Żyd w wieku 30 lat o nazwisku Rozensztrauch. Był on właścicielem fabryczki metalu i nieźle mu szło. Z przyjaźni wynajął część swojego mieszkania w piwnicy na potrzeby młyna. Dwaj przechodzący żandarmi natrafili na ślad rozsypanych ziaren zboża, który prowadził do piwnicy. Zeszli na dół, wyprowadzili Żyda przez drzwi i bez dyskusji rozstrzelali, celując w plecy. Osierocił żonę i czteroletnie dziecko.” (s.112-113)
</document>
<document nplp_id="6624" title="MIŁA 59" slug="mila-59">Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II A
„Członkowie obróconej w perzynę w czasie bombardowania kooperatywy szewców „Mechaniczny but” przy Miłej 59, 25 stycznia dostarczyli Komisji plan utworzenia kooperatywy z kilku grup pracowniczych po dwadzieścia osób każda. Każda grupa miała przydzielone zadania i mogła wyrabiać od 30 do 40 par butów, w zależności od rodzaju produkcji. Planowano utworzyć do dziesięciu grup lub brygad, które dziennie produkowałyby od 300 do 400 par butów.” (Szopy, s. 440)
</document>
<document nplp_id="6626" title="MIŁA 68" slug="mila-68">Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)

Perec Opoczyński
ONI, III C
„Wczoraj wieczorem [13.09.1942] Niemcy zachodzili do mieszkań robotników szopu przy Miłej 68 i bezlitośnie bili ich lokatorów. Celem ich był rabunek.” (Pisma, s. 295)

</document>
<document nplp_id="6627" title="MIŁA 54" slug="mila-54">Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)

</document>
<document nplp_id="6628" title="MIŁA 56" slug="mila-56">

Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)

 Perec Opoczyński
ONI, IV A (05.01.1943)
„Teraz nie szmugluje się mąki, ale żyto i pszenicę, a Żydzi mają elektryczne młynki, które doskonale mielą (jeden z takich nielegalnych młynków znajduje się na tyłach OBW [Gęsia 30], w budynkach fabrycznych, a kolejny pracuje właśnie przy Miłej 56 w domu robotników tego szopu).
To samo jest z mięsem. Na Wąskiej Miłej [od pl. Muranowskiego do rogu ul. Zamenhofa] jest kilka rzeźni ukrytych w piwnicach. Zabija się tam nie tylko konie, które nie trudno wprowadzić, ale również krowy i cielęta. Szlachtuje się też rozmaity drób – indyki i tłuste gęsi, które kosztują nawet po 500 złotych. Każdy taki posiłek należy oczywiście popić wódką. Piją ją nie tylko mężczyźni, ale i kobiety.” (Pisma, s. 345)


Emanuel Ringelblum
JA, II–IV

„Dzięki poświęceniu jego [Natana Smolara] oraz towarzyszki Herzlicht[s] szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z czołowych kuchni dziecięcych w Warszawie, w której liczba uratowanych dzieci rosła z dnia na dzień. Podczas pierwszej akcji eksterminacyjnej Smolar poszedł do szopu braci Landau w OBW (Ostdeutsche Bauwerkstätte) [Gęsia 30], który był znany z koncentracji aktywu społecznego. Tow. Smolar wyuczył się stolarstwa i chodził na placówkę tej firmy na aryjską stronę, żeby zarobić na życie. Podczas drugiej akcji likwidacyjnej, w styczniu 1943 r., SS-mani otoczyli dom przy Miłej 56, w którym mieszkał tow. Smolar. Ukrył się on w mieszkaniu. Jakiś żydowski „Odrnungsman” odkrył jego kryjówkę i zaprowadził go do Niemców. Podczas schodzenia po schodach tow. Smolar uciekł i schował się w jakimś opuszczonym mieszkaniu. SS-mani i żydowski policjant szukali go, ale udało mu się zamaskować. W międzyczasi urządziliśmy w szopie Hallmanna przy Nowolipkach kryjówkę dla tow. Smolara. Grupa towarzyszy partyjnych, z tow. Lichtensztajnem na czele, zbudowała „bunkier” w piwnicy byłej szkoły im. Borchowa przy Nowolipkach 68. Wiedzieliśmy, że zbliża się ostatnia godzina dla ludności żydowskiej w Warszawie. Chcieliśmy za wszelką cenę uratować tak wartościowego człowieka jak tow. Smolar. Podjęto pewne kroki. Było już jednak za późno. Po raz ostatni spotkałem się z towarzyszami Smolarem i Lichtensztajnem w szopie Brauera na Nalewkach [28/30] w niedzielę 17 kwietnia 1943 r. W nocy wybuchła ostatnia akcja. O szarym świcie pożegnaliśmy się. Towarzysze Smolar i Lichtensztajn postanowili przekraść się do szopu Hallmanna. Co się z nimi po drodze stało – nikt nie wie. Zapewne nie dotarli do Nowolipek 68, gdyż co krok stały posterunki żandarmerii, SS i Ukraińców. Zostali prawdopodobnie zabici po drodze, jak tysiące innych Żydów warszawskich.” (s. 237-238)


</document>
<document nplp_id="6629" title="MIŁA 64" slug="mila-64">Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (04.11.1942)
„Garstka pozostałych Żydów jest poruszona. Stało się tu jakby nieco luźniej. Mówią stale o sklepach, kinie, teatrze, o tym, o tamtym, z czego wynika, iż w ciągu najbliższych miesięcy dadzą nam nieco odsapnąć. Opowiadają, iż będzie można zajmować mieszkania na wszystkich ulicach getta. Co prawda jest ich mało, ale każdy będzie się mógł urządzić tam, gdzie będzie chciał, a nie jak obecnie, kiedy każdy szop ma swoją kamienicę lub bloki domów, w których są skupieni wszyscy robotnicy danego szopu. My np. jesteśmy skoncentrowani przy Miłej w domach nr 54, 56, 64, 68, 61, 59. Znów będą upominać się o komorne. To wszystko sprawia wrażenie, jak gdyby Niemcy mieli zamiar ożywić malutkie getto.” (s. 241)

</document>
<document nplp_id="6633" title="MIŁA &amp;#8211; GĘSIA 30 (Szop OBW) &amp;#8211; MIŁA [TRASA]" slug="mila-gesia-30-szop-obw-mila-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (30.10.1942)
„Moje i moich kolegów życie toczy się między szopem i blokiem. O godzinie 7 rano udajemy się na Gęsią 30 i tam spędzamy dzień, każdy coś tam robi lub wykręca się od pracy, aby tylko przeszedł dzień. A o 5 wieczorem wracamy na ulicę Miłą do naszego bloku, spędzamy wieczór i noc, a nazajutrz znów wstajemy o 5 lub wpół do szóstej, i tak w kółko. Nie mamy dni świątecznych ani wolnych. Pracujemy zarówno w soboty, jak i w niedziele. Jest to tylko udogodnienie, że w sobotę kończymy pracę o czwartej po południu, a w niedzielę o drugiej po południu. Kiedy nastąpi kres naszych cierpień?” (s. 236)</document>
<document nplp_id="6634" title="Róg ulic MARSZAŁKOWSKA/SIENKIEWICZA" slug="skrzyzowanie-marszalkowska-sienkiewicza">
Abraham Lewin
JA, II D (27.05.1942)
„Przesiaduję często na balkonie przy ulicy Siennej, skąd dobrze widać skrzyżowanie Marszałkowskiej i Sienkiewicza. Zadziwiające, że widzi się tylko nielicznych przechodniów na ulicy. Bardzo rzadko przejeżdża dorożka lub tramwaj. Jest tak cicho, jak ongiś o 4 nad ranem. Nie, jeszcze ciszej. Nawet w głęboką noc nie ustawał przecież ruch kołowy samochodów i dorożek. A co dopiero w dzień i wieczorem? Przez długie minuty trzeba było przecież wyczekiwać, aby móc przejść przez poprzeczną ulicę przecinającą Marszałkowską. Była ona w końcu najsilniej pulsującą arterią Warszawy. Tyle życia, ruchu i bogactwa! A teraz stała się cmentarzyskiem.” (s. 81)
</document>
<document nplp_id="6637" title="LIBELTA" slug="libelta">Abraham Lewin

JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)

Perec Opoczyński
ONI, II D (17.06.1942)
„17 czerwca. Wczoraj o świcie Niemcy kazali zaprowadzić wózek ze zwłokami w wąską uliczkę Libelta (przy Smoczej) i zmusili grabarzy do robienia rzeczy, które nie mieszczą się w pojęciu ludzkim. Jak podają naoczni świadkowie, oszaleli sadyści zmusili grabarzy do zrzucenia zwłok na ziemię, ustawiania ich na głowie, a potem układania i wyginania ich. To bestialskie bezczeszczenie zwłok trwało prawie dwie godziny ku barbarzyńskiej uciesze i zabawie tych nieludzkich istot. Grabarze opowiadają, że zmuszono ich, by zabrali ciała z domu pogrzebowego i dostarczyli je na potrzeby tego podłego spektaklu na Libelta. Po tym bezwstydnym wyczynie grabarze odwieźli ciała na cmentarz.” (Pisma, s. 289)
</document>
<document nplp_id="6639" title="Róg ulic KOSZYKOWA/ ALEJE UJAZDOWSKIE (poza gettem)" slug="rog-ulic-koszykowa-aleje-ujazdowskie-poza-gettem">

&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (05.07.1942)
„W Warszawie wybuchła bomba w budynku przy Koszykowej róg Alei Ujazdowskich, który jest zajęty przez niemiecki urząd. Budynek miał ponoć zostać częściowo zburzony i miało zginąć kilku Niemców.” (s. 150-151)</document>
<document nplp_id="6641" title="NOWOLIPIE 1 – KURZA (dawniej Kupiecka i&amp;nbsp;Majzelsa) [TRASA]" slug="nowolipki-1-kurza-dawniej-kupiecka-i-majzelsa-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA/ONI, II D (26.03.1942)
„Wyszedłem dziś z domu o godzinie pierwszej po południu, by odwiedzić chorego mieszkającego przy ulicy, która dawniej nazywała się Kupiecką, potem Majzelsa, a obecnie w czasie okupacji niemieckiej – Kurzą. W owym mieszkaniu spotkałem dziewczynę lat 19-20, która przybyła dziś z miasteczka Wąwolnica w Lubelskiem. Dziewczyna przekazała mi wstrząsającą wiadomość o rzezi, jakiej dokonali tam Niemcy w ubiegłą niedzielę, 22 marca 1942 r.” (s. 25)</document>
<document nplp_id="6642" title="ŚWIĘTOJERSKA &amp;#8211; DANIŁOWICZOWSKA 7 &amp;#8211; GĘSIA 22/24" slug="swietojerska-danilowiczowska-7-gesia-22-trasa">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, II D (23.05.1942)
„Wczoraj odwiedziła mnie moja była uczennica Hanka T[Auber], która przesiedziała w więzieniu 7 i pół miesiąca za… nienoszenie na ramieniu żydowskiej opaski i za jeżdżenie pociągiem bez zezwolenia. Za to, że posługiwała się aryjskimi papierami i za nielegalne wejście do getta, nie została ukarana. […] Przyjechała do getta tramwajem nr 17 i chciała wysiąść razem ze swoim przyjacielem R[ubinsztajnem] na Świętojerskiej. Tu zostali zatrzymani przez przypadkowego żandarma. Dwa tygodnie trzymali ją na Daniłowiczowskiej razem z prostytutkami. Głodowała tam. Potem wysłano ją do żydowskiego więzienia przy Gęsiej, gdzie przesiedziała jeszcze 7 miesięcy.” (s. 69-70)</document>
<document nplp_id="6645" title="KURZA (dawniej Kupiecka/Majzelsa)" slug="kurza-dawniej-kupiecka-majzelsa">

Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, II D (07.06.1942)
„Ostatniej nocy znów z rąk niemieckich morderców w mundurach padły ofiary, żydowski mężczyzna i kobieta. Około godziny pierwszej w nocy na róg Krochmalnej i Nowolipia przyjechał samochód, z którego wysiadł Żyd lat około 35 i dwaj niemieccy oficerowie. Pozwolili Żydowi odejść kilka kroków do przodu, potem do niego strzelili. Żyd jeszcze żył, strzelili do niego jeszcze raz i jeszcze raz, aż był martwy. Następnie zadzwonili do drzwi domu przy Nowolipiu 22 i rozkazali stróżowi zabrać zwłoki do bramy. Rano zabrano ciało. Kim był ten człowiek – nie wiadomo. Według pewnych źródeł miał to ponoć być pewien Rozen z Elektoralnej 24. Na Nowolipie przyprowadzili żydowską kobietę i zabili ją. Przypuszcza się, że przyprowadzili ją tu ze &amp;lt;strony aryjskiej&amp;gt; i zamordowali. Takie zdarzenie miało już miejsce kilka tygodni temu, kiedy to na ulicy Majzelsa zastrzelono dwie żydowskie kobiety, które znajdowały się poza murami getta.” (s. 108)
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (12.12.1942)
„Wczoraj [11.12.1942] zatrzymano w getcie podejrzanego młodego człowieka, którego zaprowadzono do SS-manów. Po drodze na Smoczej wyciągnął z kieszeni dwa brauningi i zaczął strzelać na oślep. W powstałej panice udało mu się uciec.
Kim była ta postać, Żydem czy gojem, tego jeszcze nie udało się ustalić. Potem żandarmi czatowali w prawie każdej bramie na Smoczej róg Gęsiej, ale go nie złapali.
Wedle innej wersji zatrzymano go nie w gminie, ale w wydziale zdrowia na Kurzej (Kupiecka), gdzie się kręcił i zwracał uwagę swym dziwnym zachowaniem. Jeszcze inna wersja głosi, że osoba ta weszła do mieszkania na Nalewkach i prosiła, by ją przenocować. Pozwolono mu. W pewnym momencie, kiedy wyszedł z izby, domownicy zobaczyli leżącego na stole brauninga. Wyrzucili go na podwórze. Kiedy nieznajomy wrócił i dowiedział się, co się stało z jego bronią, chciał wyjść, ale mieszkańcy izby już zawiadomili żydowską policję i stało się to, co się stało. Przypuszcza się, że nieznajomy chciał przeprowadzić zamach na któregoś z członków gminy.” (s. 332)
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, III B/III C
„Blokada naszego bloku rozpoczęła się od strony Kurzej, została na interwencję Szeryńskiego przerwana. Od strony Leszna posuwa się blokada domów Leszczyńskiego, znaleziono tam niewielu i podobno wszystkich zastrzelono na miejscu.” (s. 146)

JA, IV
„Skończyła się wielka akcja. Nastąpiło któreś z rzędu przeniesienie ludności getta na północ od Gęsiej. Blok lekarski przeniesiono na Kurzą. Wówczas starczyło już tylko kilka domów, tylu przecież lekarzy wywieziono!” (s. 187)
&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)
„Kiedy odpadła Gęsia (mur ją przedzielił na dwie połowy), ulica Kurza stała się arterią o pierwszorzędnym znaczeniu. Wydział Budowy otrzymał tam swoje bloki.” (s. 143)

„Ulica Kurza wyglądała wówczas niesamowicie. Prawa jej strona zawalona była górami poduszek, pierzyn i materaców. Niektóre poduszki były poprute i pierze wychodziło na zewnątrz. Prawie wszystkie poduszki były bez poszew. Placówkarze i placówkarki – młodzi Żydzi i Żydówki, pracujący po stronie „aryjskiej" – nie mogąc przenosić całych poduszek, zdzierali z nich poszwy i sprzedawali Polakom. Wynosili głównie garderobę i bieliznę z opuszczonych mieszkań. Nazywało się to: wynosić ciuchy.
Z początku mieszkania po wysiedlonych Żydach na ulicy Kurzej zajęły robotnice jakiegoś szopu. Teraz, po zwężeniu getta, robotnice musiały wynieść się gdzie indziej, a ich mieszkania mieli zająć pracownicy Wydziału Budowy.” (s. 145)

ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)
„Wydział Zdrowia, którego kierownikiem był doktor Milejkowski, otrzymał także blok przy ulicy Kurzej.” (s. 143)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)
„Gdy tak szłam ulicą Kurzą, spotkałam doktora Ałapina, naszego sąsiada z ulicy Waliców.
„Moja żona – powiedział – przeszła z synkiem na stronę «aryjską», ale wróciła z powrotem”.
„Dlaczego? – zdziwiłam się. – Dlaczego wróciła, skoro już była po tamtej stronie?”
,,Bo nie miała gdzie zanocować...” (s. 143)

ONI, IV A
„W kuchni pracowało od ośmiu do dwunastu kobiet. (…) Pracowała także (…) siedemnastoletnia dziewczyna z Krasnegostawu.
Dziewczyna ta przyprowadziła ze sobą troje rodzeństwa. (…)
Oddała chłopców do sierocińca przy ulicy Dzikiej, siostrzyczkę – do innego schroniska, gdzie były tylko malutkie dzieci, a sama zamieszkała przy ulicy Kurzej.” (s. 184-185)

„Pewnego ranka gruchnęła nowina, że zrobiono napad na kasę Rady Żydowskiej. Kasjer Gminy, Melamud, mieszkał z żoną przy ulicy Kurzej. O drugiej w nocy zastukano do niego. Bał się otworzyć. Melamudowa wstała z łóżka.
„Otwórzcie!” — wołano po żydowsku.
Otworzyła w końcu. Weszło ich sześciu, a każdy miał w ręku rewolwer. Melamud powiedział do nich z łóżka:
„Żydzi, co robicie! Czyście zwariowali? Nie dosyć, że Niemcy...” Nie dali mu dokończyć. Przystawili mu lufy rewolwerów do głowy.
„Gdzie klucze od kasy? — A kiedy im podał, powiedzieli jeszcze:
- Hejże, Melamud, ubieraj się i chodź z nami”.
Poszedł więc, ulegając przemocy. Własnoręcznie otworzył im kasę. Wyjęli z niej sto tysięcy złotych.
„Powiedz prezesowi — powiedzieli na odchodnym — że Żydowska Organizacja Bojowa wzięła pieniądze z kasy na kupno karabinów maszynowych”.” (s. 201)

JA/ONI, IV A (19 stycznia 1943)
„Stara kobieta — wysokiego wzrostu, chuda i koścista — siada na krześle i płacze.
„Dlaczego płacze?” — pytam jej córki.
„Otrzymała wiadomość, że jej dwie siostrzenice otruły się w piwnicy przy ulicy Kurzej.” (s. 220-221)

ONI, IV A (18-20 stycznia 1943)
„W niektórych szopach podczas selekcji Żydzi bronili się i strzelali. Prędko jednak Niemcy stłumili te próby oporu. Zdarzyło się na Kurzej, że na wchodzących do piwnic Niemców rzucono granat.” (s. 223)
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Przychodzimy na Kupiecką – auta nie ma. Na rogu Zamenhoffa żandarm z karabinem. Musimy się schować do bramy. Kuba już był poszedł dalej, Sarenka przekrada się do bramy, gdzie on stoi. Ja mam iść z powrotem bramą na Nalewki pomóc rodzicom szykować się do drogi i sobie coś zapakować. Gdy dochodziłam już do bramy, wpadli na podwórko uciekający ludzie – na Nalewkach taksówka z żandarmerią. Stanęli z karabinami na obydwóch rogach i mają przeprowadzić akcję w całym bloku domów łączących się z Kupiecką. Znajomy doktor także wszedł na to podwórko. Stoimy razem na jakiejś klatce schodowej. Mój ausweis w tej chwili nic niewart – gdy mnie złapią, popędzą na Umschlag. Ktoś stojący w bramie biegnie w naszą stronę, wołając, że się zbliżają do tego domu. „Niech pani skacze do tej piwnicy” – mówi do mnie doktor. Lekarzy jeszcze nie brano… “Powiem pani, kiedy można będzie wyjść”. Zsuwam się przez jakiś wąski otwór do na wpół zawalonej piwnicy – skądś słychać jakieś szepty. Obmacuję po ciemku ściany i znajduję drzwi – szept milknie. Boję się przestraszyć kogoś ukrywającego się i wracam do otworu zastępującego okienko. Nie wiem, jak długo siedzę, ale gdy mi się zdaje, że już wieki całe, słyszę głos doktora. Wysuwam ręce przez otwór, opierając się nogą o gładki mur, i doktor pomaga mi się wyczołgać.” (s. 56)
ADRESY:
- Kurza 18 (Kupiecka 18)
TRASY:
- Trasa: Karmelicka 6 - Ogrodowa - Kurza,   - Trasa: Kurza - Muranowska 44,  - Trasa: Nowolipki 1 - Kurza

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6646" title="WOLNOŚĆ 12 &amp;#8211; 14" slug="wolnosc-12-14">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, III A (08.08.1942)
„Zabrali dzieci z naszych internatów: z ulicy Wolność 12-14 (Ok. 1200), z Mylnej 18 zabrali Konińskiego z żoną oraz dzieci z internatu. Chcą podciąć korzenie żydowskiej ludności Warszawy w ogóle. Dziś podano już, że Niemcy przystąpili do blokady Żelaznej i Siennej. Wypędzają ze wszystkich kamienic ludzi na Miłą. Przeżyliśmy dziś strasznie &amp;lt;gorący dzień. Gęsia 30. Przeraża nas otępienie ludzi. Górny stracił matkę i sprzedawał talony na obiad. Smolar stracił żonę i dziecko. Tintfolwer stracił żonę, jest zrozpaczony i zdruzgotany. Z miasta dochodzą okropne wiadomości. Na Lubeckiego – 64 ofiary, na Miłej – dużo ofiar.” (s. 187)

Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano Gmina. Potem w Domu Dziecka na Wolności. W nocy ktoś przerzucił worek ze szmuglem. Nocny dozorca z Domu zbiegł, gdy się zjawiła policja. Policja zanotowała nazwisko kierowniczki Polmanowej. Zarządziłem powiększenie murów, odgradzających ogród Domu Dziecka od sąsiednich domów, i zabicie drzwi, prowadzących przez podwórze na inną ulicę. Obejrzałem nowe ogródki w budowie na Nowolipkach i na rogu Franciszkańskiej i Nalewek.” (s. 295)
</document>
<document nplp_id="6648" title="ŚWIĘTOJERSKA 28 &amp;#8211; ŚWIĘTOJERSKA 30 [TRASA]" slug="swietojerska-28-swietojerska-30-trasa">
Abraham Lewin
ONI, IV A
„Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia zabito kilku Żydów na Lesznie i Smoczej, gdyż &amp;lt;włóczyli się&amp;gt; sami na ulicy. Szli z getta odwiedzić swych krewnych zamkniętych w szopach Schulza i Toebbensa. W szopie szczotkarskim w ubiegły czwartek o 11 wieczorem zabito zięcia Chołodenki – Bibersztajna. Jego żona została zraniona i znajduje się w szpitalu. Ich przewinienie polegało na tym, że przeszli w obrębie szopu z jednego domu do drugiego, z Świętojerskiej 28 do 30. odprowadzali jakąś kobietę. Jeden z niemieckich dozorców strzelił do nich.” (s. 275)
</document>
<document nplp_id="6650" title="HALE MIROWSKIE" slug="hala-mirowska">Abraham Lewin
II D, ONI (05.07.1942)
„Opowiadają, że w sobotę, wczoraj, wypędzono z Hali Mirowskiej wszystkich polskich kupców. Dano im tylko pół godziny. Dalej opowiadają, że wszyscy Polacy mają zostać wypędzeni z Żoliborza. Ciężko uwierzyć, że tak straszliwy terror ma jeszcze długo trwać.” (s. 151)
III C/ IV A, ONI
„W warszawskich halach targowych ukrywano i żywiono dzieci żydowskie, dozorcy ukrywali je nieraz na strychach domów. Niebezpieczeństwo groziło dzieciom, jeśli zostały zauważone przez jakąś volksdeutschkę. Te były nieubłagane. Idzie Nowym Światem patrol, składający się z polskiego policjanta i uzbrojonego Niemca. Spotykają dziecko żydowskie. Prosi, by darowano mu życie. I policjant polski prosi. Nic nie pomaga, dziecko zostaje zabite na miejscu.
Idzie przez Grochów tłum już nie oberwańców, lecz widm w łachmanach lub nago. Dookoła grupy psy gończe. Idą na śmierć.” (s. 469)

Emanuel Ringelblum
II A, ONI

„Oryginalny sposób szmuglowania mleka. Po obu stronach granicy, obok Hal Mirowskich, po stronie żydowskiej – żydowski wóz z próżnymi konewkami, po stronie aryjskiej – aryjski z pełnymi bańkami. Po pewnym czasie, gdy obaj strażnicy są zajęci, zamienia się konewki i oba wozu odjeżdżają.” (s. 187)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, I
„Mordchaj Sukiennik po raz ostami wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Cieplej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. ,,Verboren!" - krzyczały tablice. „Durchgang verboten!" - groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN.
- Podawaj, Maniuś, podawaj, podawaj!
W ciszy nie przebudzonego miasta krzyk ten zrywał go na nogi. Ukradkiem podchodził do okna. Pierwsze tramwaje jechały ulicami wyłaniając się z mgły, jak majaki innego, niepojętego świata, a ich wysoki wizg ginął na zakręcie, gdzieś w głuchej pustce Hal. Biły, biły dzwony u Św. Karola. Widział po tamtej stronie twarze, bielały niewyraźnie, wynurzały się z nocy, która pierzchła.
Z oczami zwróconymi na mur w budowie, ojciec zanosił poranne modlitwy”. (s. 46)

F, II
„Getto podziałało na Dawida przygniatająco -zgiełkiem, chaosem, bezładnym ruchem wśród krętych i ciasnych zaułków; krążył wokół placu Grzybowskiego, wzdłuż Cieplej, Ceglanej, Prostej i na Walicowie, unikając dróg kończących się nagle u strzeżonych wylotów ulic. Ale gdziekolwiek się obrócił, tam wyrastał przed nim mur. Hełmy strażników trzęsły się w szybkim biegu. Trącony w popłochu dzwon odzywał się o niespodziewanej porze i zdradza! uciekinierów. To na placu Grzybowskim, niedaleko wachy, wznosiła się po dawnemu kaplica dla przechrztów i tutaj, w głębi nawy i na chórze, kryli się szmuglerzy ścigani przez żandarmów. Niemcy strzelali na oślep, seriami, prosto w okienka dzwonnicy i stada dzikich gołębi unosiły się stamtąd w powietrze. Niebo było jasne, a biała chmura tkwiła w miejscu, nieporuszona, kiedy suchy trzepot skrzydeł już przebrzmiał w uszach. Idąc wąskim, ciasnym tunelem obmurowanej uliczki wydostał się na otwartą przestrzeń placu Żelaznej Bramy i ujrzał czuby starych drzew w Ogrodzie Saskim, jak widok z innego świata. Przystawał tu często, bez żadnego celu. Wracając do domu mijał wózki pchane przez szkielety, po dwa w zaprzęgu, z wyszczerzonymi zębami-w kierunku Hal, gdzie wsród poufałych targów z policją i Niemcami dokonywał się za okupem codzienny przeładunek towarów bławatnych i skór na furgony konne, które opuszczały o zmierzchu dzielnicę, a kupcy ukryci w bramach odprowadzali je z daleka uważnym spojrzeniem. Na kwadrans przed wybiciem godziny policyjnej miasto leżało martwe i ciemne". (s. 56-57)

F, II
„Kiedy ściemniło się, Mordchaj wyrzucać zaczął cegły z szopy i gruz wynosić dużym kubłem. Ukradkiem rył przełaz prosto do piwnic zburzonej oficyny, które zachowały się pod usypiskiem; Chaskiel-stróż przebijał dalej przejścia w ścianach piwnic sąsiedniej kamienicy i magazynów mydlarni. Mówiono, że dogrzebali się do lochów łączących ulicę Krochmalną ze składami w podziemiach Hal”. (s. 106)

F, II
„Padł strzał, krzyknął człowiek. Znienacka zaterkotała seria z automatycznej broni i kulki gwizdały w ruinach wzniecając kłębki kurzu. Kapłani padli na twarz. Mur zamykający wylot Walicowa zasłonił przed oczami tłumu biegnących żandarmów, a oni z wrzaskiem i tupotem gonili kogoś długo. Powstało zamieszanie; najpierw uciekli kupcy ociężałym truchtem, godnie wyrzucając przed siebie nogi, za nimi tragarze przepadli w głębi ruin. Eliasz ukrył się za wozem trupów. Tłum w ogonku zawrzał, zakołysał się trwożnie, lecz nie poruszył sprzed kuchni gminnej. Pogoń oddaliła się w kierunku Hal i placu Żelaznej Bramy”. (s. 120-121)

F, II
„Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd dodomu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśnięrymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątle deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozlegle czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim”. (s. 148-149)

F, II
„Dawno już Elijahu opowiadał im, co widział w gruzach na Walicowie. Zyga i Dawid zachłannie słuchali. Jak Małka się kładzie. Jak zadziera śmiało liliowy spód. Jak głaszcze piersi i bierze pieniądze. Jak odpina jedną podwiązkę i ściąga powoli jedwabną pończochę. Duszno, strach, szum w uszach. Opowieści te kończyły się zawsze tak samo i każdy wiedział jak, tylko Zyga udawał obłudnie, że nie wie. Elijahu szeroko i rozwlekle opowiadał, a potem szli w ruiny hałasując dla dodania sobie odwagi. Księżyc znad Hal srebrzył ich pobladłe twarze, rozległe rumowisko pełne cieni, aż tutaj biły okrzyki wart na placu Żelaznej Bramy, ostro biły im serca o żebra, kiedy podkradali się chyłkiem, cicho i ostrożnie stąpając po gruzie do miejsca, z którego ujrzeć mogli wyraźnie czające się postacie.
W ruinach na Walicowie wałęsały się głodne prostytutki.
O zmroku słychać było w załomach głośne oddechy. Tych, którzy sztywnieli w ramionach kobiet, i kobiet, które sztywniały z głodu. Jakby dyszało jedno wielkie, powalone na kolana zwierzę, które kona szamocząc się i nie mogąc sobie znaleźć miejsca. O zmroku na Walicowie cichły skomlenia żebraków, natrętne zawodzenia kantorów, modlitwy. O zmroku nad gruzami unosiły się szepty konających. Wybuchały ostatnie, dzikie bójki. Z ciał opadały łachmany. Szkielety stygły w chłodzie nocy i zamierał oddech. Puste źrenice obrócone w niebo gasły wraz ze światłem uchodzącego dnia i nie było ręki, która zamyka powieki.
-Oooo… Ooch!
Unosiły się nad tym miejscem ciężkie, urywane westchnienia i przekleństwa objętych w uścisku żebraków i kurew. Wisząca w pustce rynna z klekotem uderzała o zlew na nagiej ścianie. Poszarpany, zgnieciony dach wisiał jednym skrzydłem nad urwiskiem. Chichot wiatru, jękliwy dźwięk blachy, wściekłe głosy dolatywały z ciemnych, zgrzytliwych, kalekich ruin.
Elijahu, Dawid i Zyga z wysokości pierwszego piętra, przechyleni nad krawędzią rumowiska, patrzyli szeroko rozwartymi oczami na leżących tam w dole. Wietrzno było i zimno. Roześmiany nieszczerze Dawid zatykał sobie usta. Zyga z udanym rozochoceniem rąbnął Elijahu w kark. Wydawało się, że zaraz pęknie ze śmiechu. Marzły im ręce.
Na placu Żelaznej Bramy wartownik oddal strzał. Tramwaje iskrzyły z sykiem, śląc w ruiny zielone światło i chmarę bezładnych cieni.
-Aa…
Na cegły rzucona biała laska i zniszczony filcowy kapelusz. Obok dłoń dziewczyny błądząca po kamieniach. Nagły krzyk rozległ się w ciemności i trwał, jak wzniesione ostrze przeszywające niebo.
-Yyyy!
Długo, wolno zamierało monotonne skomlenie niepodobne do głosu człowieka, choć było jeszcze głosem człowieka.
-Chodźmy-powiedział Elijahu.-Już, wystarczy.
Z lękiem i ciekawością, z odrobiną wstydu, który ciekawości nie przemógł-uczepieni kruchych ruin-pozostali. Hałaśliwie dzwoniły zatrzymane przed wachą tramwaje. Iskry trzaskały raz po raz, jarzyły się całymi pękami. W zmierzchającym świetle dziewczyna leżała cicha i cienie ruin obsuwały się po jej ciele, pochłaniały nikłe uda, wklęsły brzuch, podciągniętą aż na oczy sukienkę, a obok siedział nieruchomo żebrak w podartym filcowym kapeluszu zasłoniwszy rękami twarz. Kiedy wstał, wówczas ujrzeli, jak dziewczyna łagodnie dotyka go palcami.
-Daj, otrzepię kurz. Nie możesz tak iść. Ja to co innego.
Podniósł białą laskę i odszedł. Uniosła się niezdarnie na łokciach i kolanach. Klęcząc ze zwieszoną nisko głową uderzyła pięścią bezsilnie o kamień.
Gdzieś blisko ulicą niosło się wołanie Małki.
-Co ja robię, zwariowałam, za darmo sprzedaję!
Pociemniało-siny księżyc drżąc w zamglonym powietrzu wzbił się lekko znad Hal i sunął na plac Grzybowski, a po drugiej stronie granicznego muru, w wąwozie Krochmalnej, wietrzyste niebo tliło się jeszcze zimnym ogniem zachodu. Słońce dopalało się za masywem nowego browaru”. (s. 248-249)

F, III A
„Ojciec przeczytał afisz, wziął narzędzia do worka i pobiegł uginając się pod ciężarem szukać pracy u „małego" Toebbensa, na Prostej, gdzie wujek Gedali był już od jakiegoś czasu zatrudniony. Matka wołała za nim przez okno; niech szybko wraca, bo lada godzina wygarną ludzi na plac. Jak się spóźni, to moż ich szukać, ale w Trawnikach! Szafa była odsunięta od ściany, na wszelki wypadek. Już przedtem ruszyli z miejsca stary mebel, kurz bił pod sufit, a matka stękając i kaszląc wchodziła do płytkiej niszy w ścianie, aby przekonać się zawczasu, czy miejsca starczy; kryjówka, gdzie mogła stać przez godzinę z twarzą obróconą bokiem i sztywno opuszczonymi ramionami, była gotowa. Czy jej nie widać? Głos za szafą rozlegał się głucho i obco. A ojciec przykładał skroń do ściany, patrzył w szparę i mówił, że nie widać. Na nosie i brwiach wisiała pajęczyna, którą zgarnął nie ogolonym policzkiem. Dawid tam nie wchodził; ktoś przecież będzie musiał przysunąć i odsunąć szafę od ściany. Nosił w kieszeni klucz do piwnicy, a piwnica ta łączyła się z innymi, które zasypane były gruzem pod rumowiskiem zburzonej oficyny. A jak Niemcy tam zajrzą? Mordchaj Sukiennik wyrył zapasowy tunel, którego wylot dobrze ukryty był w szopie, dalej zasypane lochy łączyły się z rozległym magazynem mydlarni w sąsiednim domu, a podobno dotrzeć można było tędy starym podziemnym przejściem aż do Hal. Tak mówi! Chaskiel-stróż, a on żył na Krochmalnej trzydzieści łat i znał tutaj wszystkie zakamarki jak własną kieszeń. Taki los, Żydzi pójdą za szczurami i chyłkiem przemykać się będą po piwnicach i norach, zejdą pod ziemię i ukryją się, by żyć. Kto im pozwoli żyć? Prędzej czy później zostaną wytępieni. Szczurom jest lepiej, bo nikt jeszcze nie ogłosił Rattenrein. Mówiąc to Chaskiel śmiał się okropnie, a łzy pokazywały się w jego bezrzęsych czerwonych oczach i ściekały po śmiejącej się, wykrzywionej twarzy. Strasznie było słuchać tego śmiechu, patrzeć w te oczy. Ojciec powiedział, żeby Dawid schował się w piwnicy i siedział cicho jak mysz, a po czystce wrócił szybko na górę i odsunął szafę, bo matka udusi się albo zemdleje. Uparła się i nie chciała schodzić na dól, ponieważ ktoś musi przecież pilnować mieszkania! Tę skrytkę za szafą wymyśliła dla siebie sama”, (s. 304-305)

F, III A
„Klucz, który Mordchaj rzucił w gruzy tego dnia, podniósł Elijahu i za nim schroniło się do szopy kilkunastu ludzi, którzy w zamęcie uciekli na drugie podwórze. Wracał ten i ów z ulicy, a Kalman Drabik stał ze szpadlem w ręku przy drzwiach i nie wpuszczał żółtych. Drapało w gardle od kurzu i suche źdźbła siana latały w powietrzu, kiedy bezładnie obszukiwali kąty. Przez szpary w deskach wciskały się prążki słońca i ciemność była pręgowana na czarno i żółto, a Żydzi, jak okryci jednym tałesem, siedzieli przytuleni do siebie. Jakaś kobieta, która uciekła z ulicy, wtykała smoczek dziecku. Ono ten smoczek wypluwało, a matka wtykała z powrotem. Słychać było kroki policji, nawoływania, strzały, a Kalman Drabik wyglądał przez szparę na podwórze [...]. W tym czasie wrócił Mordarski bez jednego buta. W bucie miał trochę pieniędzy, więc musiał go zdjąć na Chłodnej. Widział, jak stróża zabrali, sam dał w łapę granatowemu i uciekł, a teraz nowinę powtórzył Awrumowi. Awrum nie wierzył. Chaskiel wszystkie przejścia zna jak własną kieszeń, stąd do samych Hal.
Do Hal? Kalman Drabik już nie puścił z rąk Awruma, póki wszystkiego nie powiedział. Tak, jest ukryte przejście do Hal, stare, znane stróżowi sprzed wojny. Awrum narysował na kawałkupapieru całą drogę i z tym papierkiem i ze świeczką Kalman Drabik zniknął na podwórzu. Była już noc. Kazał im czekać, aż wróci. A Awrum pokręcił się, wrócił do stróżówki, zmienił brudną koszulę i zabrawszy coś do jedzenia poszedł do Rywy, która czekała z małą Rojzele na strychu bez kropli wody. Rano, kiedy wyjrzeli przez szparę między nieszczelnymi deskami szopy, cała trójka z ostatnim niedużym tobołkiem szła w kierunku bramy, Rywa, Awrum i Rojzele. Tymczasem Mordarski, ciągle w jednym bucie, kłócił się z Naumem. W którym miejscu? W którym miejscu furman kopal przełaz, o to mu chodziło. Przebudzili tych, co spali, i dopiero zaczęła się awantura. Kalman Drabik wrócił z lampą naftową, z blaszaną banieczką, z grubym wełnianym kocem. Wtedy Elijahu przełaz pokazał: trzeba było najpierw odsunąć wyrko Mordchaja Sukiennika i stos uprzęży. Niepozorne przejście wyryte było w gruzach zburzonej oficyny, aż do piwnic. Piwnice zachowały się i tam znaleźli dziury w murze prowadzące do sąsiedniego domu, dalej ciągnęły się obszerne składy mydlarni Lederów i stara Zełda postękuiąc rozstawiała niedopałki świec w załomach ścian. Wszędzie widzieli ślady przerwanej pracy, wiadra bez wody, materace butwiejące w wilgoci, puste bańki do nafty, porzucone narzędzia i wykute w połowie kanały wentylacyjne. W ten sposób znaleźli się w kryjówce o paru wyjściach; zburzona oficyna nie dawała dostępu do tych piwnic, a przełazy były nawet nieźle zamaskowane. Kalman Drabik patrzył dalej na swój papierek i opukiwał ścianę; nikt nie chciał z nim iść ciemnym lochem w podziemne ruiny starego browaru, pod zimnym i mokrym sklepieniem. Wrócili do szopy uspokojeni, a on pchał się dalej”. (s. 313-314)
ADRESY:
- Ciepła/Hale Mirowskie,    - Solna/Hale Mirowskie
TRASY:
- Trasa: Chłodna - Leszno 2 (Centos) - Chłodna/Żelazna (wacha) - Chłodna - Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego,   - Trasa: Elektoralna - Chłodna - Hale Mirowskie,   - Trasa: Hale Mirowskie - Marszałkowska - Aleje Jerozolimskie - Most Poniatowskiego

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6651" title="DWORZEC WILEŃSKI, PRAGA (poza gettem)" slug="dworzec-wilenski-praga-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D
„W ostatnią sobotę na Dworcu Wileńskim na Pradze zdarzył się smutny wypadek, który pociągnął za sobą kilka ofiar ludzkich. […] pomiędzy grupą żydowskich robotników, która tam pracowała, a ich nadzorcą – Polakiem (inni mówią, że był to volksdeutsch) wybuchła kłótnia. Polak ponoć bardzo obraził żydowskiego robotnika, który miał na to zareagować uderzeniem łopatą albo drągiem i zabić Polaka. Szybko wybuchła krwawa bijatyka między Polakami, których liczba bardzo wzrosła, a Żydami. W rezultacie tej bijatyki dwaj Żydzi zostali zabici, a blisko dwudziestu zostało rannych.” (s. 137)</document>
<document nplp_id="6653" title="Róg ulic ŻELAZNA/ CHŁODNA &amp;#8211; CHŁODNA 20 (mieszkanie Czerniakowa) [TRASA]" slug="rog-ulic-zelazna-chlodna-chlodna-20-mieszkanie-czerniakowa-trasa">Abraham Lewin
ONI, II D (16.05.1942)
„O dalszych zajęciach filmowych w getcie opowiedziano mi, co następuje: na rogu Żelaznej i Chłodnej mieści się żydowska restauracja. Wczoraj o 9 rano Niemcy wyprowadzili stamtąd wszystkie kelnerki, młode dziewczyny, ustawili na ulicy i kazali im robić wesołe miny. Jednocześnie zebrali gromadkę żebrzących dzieci i kazali im przemaszerować przed wyelegantowanymi kelnerkami z wyciągniętymi rączkami, które jednak niczego nie otrzymały. Zostało to sfilmowane, aby pokazać, że Żydzi żyją w luksusie i nie dzielą się z głodującymi. Następnie zawieźli kelnerki do mieszkania prezesa Czerniakowa przy Chłodnej 20, posadzili je przy stole i kazali podać karafki z wodą, która miała imitować wódkę, oraz inne rodzaje dań. Kelnerki znów musiały być wesołe i hałaśliwe. Również i ta scena została sfilmowana. Potem Niemcy nakręcili jeszcze zdjęcia w prywatnych mieszkaniach żydowskich, w domach przy Chłodnej 6 i gdzie indziej. Filmowali tylko mieszkania ładne i umeblowane. Miało to pokazać &amp;gt;światu&amp;lt;, że Żydzi żyją sobie w getcie zgoła dobrze.” (s. 49)
</document>
<document nplp_id="6660" title="NOWOLIPIE 30" slug="nowolipie-30">
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)


Halina Birenbaum
JA/ONI, IV A

„ Wkrótce po blokadzie na Miłej [Chilek – brat Haliny – przyp. AKR] odnalazł przypadkiem swoją sympatię, Helę, którą poznał w getcie. Hela miała dwadzieścia lat, była ładną dziewczyną, pochodziła z Bydgoszczy. Szczęśliwie przeszła selekcję i pracowała teraz w szopie kuśnierskim. Mieszkała z kuzynką na Nowolipiu, w domu nr 30. Rodziców jej, ludzi w średnim wieku, hitlerowcy wywieźli do Treblinki po selekcji na Miłej. Hela, zgnębiona tą stratą, tym bardziej ucieszyła się ze spotkania Chilka, którego bardzo kochała. Oboje postanowili nie rozstawać się i po paru dniach przenieśliśmy się wszyscy do niej na Nowolipie. Przeprowadzki, nie związane w owych czasach z transportem mebli, odbywały się w sposób niezwykle uproszczony. Wieczorem, kiedy robotnicy wracali z szopów, wchodziło się z koszyczkiem prowiantów do kamienicy, gdzie znajdował się strych z otworem w ścianie — i tak poprzez strychy wędrowało się na klatkę schodową upatrzonego domu. Tak też sprowadziliśmy się wtedy do Heli.” (s. 66)

JA, IV A

„Matka moja nie pracowała już w żadnym szopie. Jej szop krawiecki został rozwiązany, a do innego nie próbowała się nawet dostać. Chorowała na kamienie żółciowe, nie mogłaby w ogóle pracować, z trudem krzątała się po domu. Często zastawałam ją w łóżku, wijącą się z bólu. Halinka i ja wyręczałyśmy ją we wszystkim, a ona tylko dawała nam wskazówki z łóżka.” (s. 66)

JA/ONI, IV

„W blaszanym piecyku, służącym i do gotowania, i do ogrzewania pokoju, paliło się grube księgi poniewierające się na strychu. Z początku wrzucaliśmy do pieca porąbane kawałki różnych starych sprzętów, potem za przykładem sąsiadów — drzewo z poręczy i pierwszych schodów w sieni; kiedy zaś wyczerpało się źródło, przyszła kolej na książki. Nie było innej rady.

Żyliśmy tej ostatniej zimy w Warszawie jak w więzieniu, jak w obozie pracy, ale byliśmy razem i czuliśmy się bez porównania lepiej niż w kryjówkach na strychu podczas akcji. Wieczorami, gdy bracia przychodzili z „Ursusa”, siadywaliśmy wokół rozgrzanego do czerwoności piecyka, opowiadając sobie wzajem przeżyte, widziane lub zasłyszane od ludzi wydarzenia.” (s. 69)

JA, IV B

„Ileż takich zimnych, niespokojnych nocy pamiętam! Ostrzeżona przez nieznanych mi ludzi, matka szarpała nas, siłą niemal wyciągając z ciepłego łóżka. Spałam snem twardym. Nie mogłam unieść powiek, nie mogłam zrozumieć, czego ode mnie chcą, dlaczego zrywają ze mnie kołdrę w taki mróz?! Ale z mamą nie było wtedy żartów… musiałam posłusznie wstać i ubrać się błyskawicznie. Matka chwytała koszyk z żywnością i ostrożnie — przyświecając sobie świeczką, aby nie pośliznąć się na oblodzonych schodach, nie przewrócić się na obrąbanych pierwszych stopniach — wychodziliśmy wszyscy na wielkie, ciemne podwórze; kierowaliśmy się do sieni, z której wiodły schody do piwnicy, gdzie była zamaskowana komora, nasza kryjówka.

Podobnie jak my, skradali się tam nasi sąsiedzi, tłum cieni milczących i niespokojnych.

W komorze było ciasno i duszno. Blask świeczki nie rozpraszał ciemności, ale wystarczał, by ludzie nie wpadali na siebie, by mogli się rozpoznać. Siedzieliśmy zdenerwowani, półprzytomni, śpiący. Kładłam głowę na kolanach matki i drzemałam albo marzyłam o różnych drobnych rzeczach. Wyobrażałam sobie świat po wojnie, spotkanie z ojcem, z rówieśnikami z Muranowskiej, z krewnymi i przyjaciółmi, którzy na pewno są tylko zesłani gdzieś bardzo, bardzo daleko. W ten sposób nieraz uciekałam od naszej strasznej rzeczywistości… W ten sposób znosiłam udręki i niewygody, zabijałam czas wlokący się w nieskończoność.” (s. 71)

„Nocami nie mogłam zmrużyć oka i ani perswazje matki, ani jej zapewnienia, że Kapłan [Dawid Kapłan – uciekinier z Treblinki, który opowiedział rodzinie o obozie – przyp. AKR] przesadza lub częściowo zmyśla, nie mogły mnie uspokoić. [...] Bałam się teraz ciemności, głosów i kroków ludzkich, nawet własnego cienia. Daleki gwizd lokomotywy przeszywał mi serce jak ostrze noża, pozbawiał mnie tchu. Przeglądałam wciąż kąty, zakamarki i ściany naszego mieszkania, zastanawiając się rozpaczliwie, gdzie się wślizgnąć, kiedy zaskoczy nas wejście łapaczy.” (s. 72-73)

JA/ONI, IV B - V

„Z Nowolipia na Leszno można było przejść tylko w grupie za specjalną przepustką i pod eskortą żydowskiej policji. Ponieważ w dniu przeprowadzki na Miłą musieliśmy przyłączyć się do ludzi, których prowadzili policjanci znani z wyjątkowej nietolerancji i ściśle przestrzegający najdrobniejszych zarządzeń władz hitlerowskich, nie mogliśmy zabrać z sobą przygotowanych na długi pobyt w kryjówce zapasów żywności. Zostawiliśmy je na razie w mieszkaniu na Nowolipiu. Marek miał potem wrócić i przenieść je na Miłą. Przypadek chciał, że gdy wybuchło powstanie w getcie i rozpoczęła się krwawa, systematyczna likwidacja Żydów, Marek utknął na Nowolipiu — droga do nas była już odcięta. Tak to w momencie przełomowym, w pierwszą noc Wielkanocy, nasza rodzina została znów rozdzielona.” (s. 74-75)
</document>
<document nplp_id="6662" title="NOWOLIPIE 50" slug="nowolipie-50">
Abraham Lewin
ONI, II D  (30.05.1942)
„Opowiadają również, że zabili fryzjera na Nowolipiu 50 oraz policjanta, który pełnił służbę w szpitalu na Stawkach przed pół rokiem, kiedy zbiegli stamtąd dwaj Żydzi – oficerowie rezerwy Wojska Polskiego, Gomuliński i jeszcze jeden. Zabita miała zostać również pani Judt, która współpracowała z Niemcami i otrzymywała pozwolenia dla teatrów żydowskich. […] Fryzjer z Nowolipia 50 należał ponoć do Bundu. Jednym słowem, nie mamy klucza do tych strasznych morderstw i nikt z nas nie wie, co go może czekać.” (s. 188)
</document>
<document nplp_id="6664" title="NOWOLIPIE 10 &amp;#8211; 12" slug="nowolipie-10-12">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A (26.07.1942)
„&amp;lt;Akcja&amp;gt; trwa nadal. Kamienice przy Nowolipiu 10-12 znajdują się w okrążeniu. Krzyki i lamenty. Naprzeciwko mego okna kontrolują dokumenty i zatrzymują ludzi. Życie człowieka zależy od jakiegoś papierka. Można po prostu oszaleć. Wspaniałe, przepiękne niebo.” (s. 173)
</document>
<document nplp_id="6667" title="KURZA &amp;#8211; MURANOWSKA 44 [TRASA]" slug="kurza-muranowska-44-trasa">Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (11.01.1942)
„W piątek po południu na kilku ulicach getta był popłoch. Żydowscy policjanci straszyli ludzi, aby nie kręcili się na ulicach. Byłem wtedy, o godzinie wpół do piątej, akurat na ulicy Kurzej (ongiś Kupieckiej, potem rabina Majzelsa). Policjanci wołali: &amp;lt;Nie sprowadzajcie sami na siebie i na nas nieszczęścia&amp;gt;. Ludzie mówili, że Himmler był w Warszawie. Żydzi uciekali i ukrywali się po bramach. Po kilku chwilach poszedłem dalej na Muranowską (do mojej siostry i córki) i obok mnie przejechały trzy ładne automobile (limuzyny), być może, że przejeżdżał właśnie herszt zbrodniarzy, który własnymi oczyma chciał spojrzeć na owoce swej &amp;lt;roboty&amp;gt;, na zagładę największej gminy w Europie. Dokonane dzieło sprawiło mu zapewne zadowolenie.” (s. 283)
</document>
<document nplp_id="6668" title="GĘSIA 35A" slug="gesia-35a">Abraham Lewin
JA/ONI, III A 
„W domu przy Dzielnej 7 (&amp;lt;Morija&amp;gt;), w którym mieszkają policjanci, wybuchł pożar trwający całą noc. Również dom przy Gęsiej 35a został zniszczony. Zerwał się dach, a cała frontowa część domu wkrótce się zawali. Wypadło wiele szyb w domach na pobliskich ulicach – Lubeckiego i Pawiej. Na Wołyńskiej, Miłej i Smoczej też wybuchły pożary, kilka drewnianych domów się spaliło. Nalot ten mocno dotknął Żydów, a mimo to Żydzi są jednak zadowoleni. Oczekuje się wydarzeń, które zmienią nasz los. Dziś w pierwszym dniu siódmego tygodnia trwania krwawych wydarzeń już informują nas o blokadach na terenie szopów Schultza.” (s. 215)
</document>
<document nplp_id="6671" title="TŁOMACKIE – NALEWKI &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="tlomackie-nalewki-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (10.07.1942)
„W ten czwartek idę dziedzińcem między Nalewkami 17 i Zamenhofa 14. nagle powstaje zbiegowisko. Walenie do drzwi na Nalewkach. Strzelają. Co się dzieje? Okazuje się, że przeprowadzają przez Nalewki z Tłomackiego grupę złapanych Żydów, aby wysłać ich do obozu pracy. Ich krewni zaczęli się do nich pchać. Żandarm zaczął strzelać. Kto jest temu zatem winien?” (s. 164-165)</document>
<document nplp_id="6672" title="NALEWKI 17/ ZAMENHOFA 14" slug="nalewki-17-zamenhofa-14">
Abraham Lewin
ONI, II D (10.07.1942)
„W ten czwartek idę dziedzińcem między Nalewkami 17 i Zamenhofa 14. nagle powstaje zbiegowisko. Walenie do drzwi na Nalewkach. Strzelają. Co się dzieje? Okazuje się, że przeprowadzają przez Nalewki z Tłomackiego grupę złapanych Żydów, aby wysłać ich do obozu pracy. Ich krewni zaczęli się do nich pchać. Żandarm zaczął strzelać. Kto jest temu zatem winien?” (s. 164-165)
</document>
<document nplp_id="6674" title="LESZNO 29" slug="leszno-29">Abraham Lewin
JA/ONI, II D (09.06.1942)
„Bardzo znaczna liczba mieszkańców getta w ogóle nie je obiadów. Głoduje albo obywa się, czym tylko się da: kawałkiem chleba, marchewką albo brukwią. Potem następuje długi łańcuch różnych poziomów. Najniższa warstwa, która składa się z kilku tysięcy konsumentów (3400) korzysta z wydawanych w kuchniach ludowych tzw. zupek, które kosztują 90 groszy za talerz. Talerz takiej zupy nie jest naturalnie w stanie nasycić nawet na krótki czas. Następna warstwa to grupa 1000 Żydów, którzy jedzą w kuchniach ludowych przy Lesznie 29 i Nowolipie 30 (dla urzędników). Pełny talerz gęstej zupy kosztuje tam 1,25 zł. Następnie mamy kilka tzw. samoutrzymujących się kuchni. Są one przeznaczone dla działaczy i urzędników (Leszno 14, Orla 6, Zamenhofa 13, Nalewki 32, Przejazd 9), gdzie obiad kosztuje 2,25 złotego i składa się z zupy z warzywami albo 3,50 złotych z małym kawałkiem mięsa. Potem idą kuchnie prywatne i tu widzimy znowu długi szereg cen i wyboru dań. W prywatnej kuchni można dostać za 4 złote obiad, składający się z talerza zupy, małego kawałeczka mięsa i odrobiny warzyw. Potem ceny idą crescendo: 4,50, 5, 6,50, 10, 14 i 17 złotych. W restauracji Szulca na rogu Karmelickiej i Nowolipia obiad kosztuje 14-15,50 złotych i przedstawia się, jak mi opowiadano, całkiem imponująco: bardzo tłusta zupa, duża porcja mięsa z warzywami oraz kompot. Przypomina się przedwojenny obiad. […] W restauracji Mojszele przy Nowolipiu 1 porcja mięsa kosztuje 18 złotych. Jedzą tam przede wszystkim szmuglerzy. Tak to wygląda na froncie obiadowym w getcie.” (s. 112)


Adam Czerniaków
JA, II D
„Wydalony za kradzież i utrzymanie domu w stanie antysanitarnym dozorca domu Leszno 29, Izrael Płatek (zamieszkały dawniej w Niemczech) zwrócił się do komisarza A[uerswalda] z tym, że będąc Żydem Żydów nie znał, że mu się oczy otworzyły po przeczytaniu pewnego dzieła i że choć jest tylko dozorcą, może jednak wskazać sposób zarządzania nieruchomościami żydowskimi i skutecznej walki z Żydami, prowadzącej do ich całkowitego zniszczenia. Prosi o widzenie się z A[uerswaldem]. Przepustkę rzekomo otrzymał na 26 i 27 maja. Zapytany o to A[uerswald] oświadczył, że sprawa jest mu nieznana.” (s. 283)
</document>
<document nplp_id="6675" title="TŁOMACKIE/ LESZNO (brama getta)" slug="tlomackie-leszno-brama-getta">Abraham Lewin
ONI/JA, II D (10.07.1942)
„Z drugiej strony opowiedziano mi, że &amp;lt;zjednoczeni&amp;gt; szmuglerzy prowadzą przez bramę Tłomackie-Leszno wozy z towarem. Zdaje się, że koncentracja wielkiego kapitału dała im możliwość poszerzenia bazy dla ich transakcji handlowych i ustawienia się na solidnych podstawach. Żaden obcy, tzn. taki, który nie mieszka na tym terenie, nie ma prawa wstępu do stowarzyszenia ani dostępu do muru.” (s. 163)

Rachela Auerbach 
ONI, II C

„Diese Juden da, sollst du mir gut behandeln [Tych Żydów tutaj traktuj mi dobrze – przypis w tekście] – rzekł podobno przed paru dniami jakiś komisarz do żandarma na wylocie Leszno – Tłomackie , przez który przechodzą Żydzi niemieccy stłoczeni w liczbie około 2000 w gmachu Instytutu Judaistycznego i oficynach otaczających synagogę.” (s. 150)

&amp;nbsp;

JA, II C
„Przez pół godziny obserwowałam z okna na Przejeździe szmugiel. Widziałam robotę szmuglerską po obu stronach muru i kawał zdrowia wróciło mi od tego widoku. […] Sygnalizacja odgrywa w robocie dużą rolę. Wzdłuż całej ulicy Przejazd i Długiej rozstawiane są posterunki obserwacyjne i wystarczy by na zakręcie od strony Bielańskiej czy Leszna czy też Nowolipek pojawiło się patrolujące auto albo żeby żandarm stojący na wylocie Tłomackie – Leszno skierował wzrok w stronę Przejazdu a momentalnie, jak za dotknięciem guzika elektrycznego, zaalarmowane zostają wszystkie punkty. „Wariat, wariat” przechodzi krzyk od krańca do krańca ulicy, która w ciągu jednej sekundy zmienia kompletnie swój wygląd. Nadanie alarmu. Za chwilę żandarm się odwrócił z powrotem, w drugą stronę, czy też auto przejechało w kierunku Rymarskiej, nie skręcając wcale w Przejazd. Odwołanie alarmu. Lekkie pogwizdy, pstrykanie, znaczy się &amp;lt;przeszedł&amp;gt; i znowu robota wre w całej pełni. Szalenie szybkie tempo. Od strony Długiej pędzą ludzie z tłumokami. Kobiety, mężczyźni, głównie zaś młodzież. Niektórzy na rowerach, mając pakunek na siodełku, przed sobą lub na plecach, inni wiozą wózki rowerowe.” (s. 183-184)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„14 grudnia krążyły pogłoski o podjęciu usilnych starań celem uzyskania dla Żydów zezwolenia na wychodzenie z getta na kilka godzin. Na Tłomackiem wacha wypuściła grupy kobiet i dzieci, aby kupiły chleb. Pozwolili wyjść grupami do 30 osób. Na Solnej wacha zezwoliła kupić chleb za pośrednictwem chłopców chrześcijańskich, ustalając przy tym opłatę 20 gr za przyniesienie chleba. Przywozi się całe wagony z mąką.” (s. 185)

„Wczoraj do granicy gett na Tłomackiem zajechał samochód i wysiadło z niego kilku Niemców. Zaczęli okrutnie bić wszystkich Żydów, którzy tam byli. Bili strasznie i jeden człowiek został ranny. Chciano wezwać lekarza, ale okazało się, że w getcie nie ma Pogotowia Ratunkowego. Zaczęto szukać lekarza, ale i takiego nie znaleziono. Upłynęło dużo czasu zanim udzielono rannemu pierwszej pomocy.” (s. 190)
Bogdan Wojdowski
II, F
„Jemu to łatwo powiedzieć; skacze na tamtą stronę jak stary. Zna wszystkie wachy w okolicy, na Grzybowie, na placu Żelaznej Bramy, na Lesznie; pamięta Wächterów, granatowych, żółtych, kiedy się zmieniają i którzy. Poznaje z daleka te mordy, wszystkie. Kiedy są pijani, a kiedy trzeźwi. Wypróbował przełazy, pory dnia i pory nocy, pchał się już na mur górą i pełzał przez odrutowane ścieki, wypatrzył takie miejsca, o których nikomu nie chce pisnąć słowa. Zna meliny, gdzie skrycie przebite wyłomy w ścianie prowadzą prosto na tamtą stronę, z kamienicy do 'kamienicy, ze strychu na strych. Nie wszyscy mogą trafić pod te adresy, które są świętą tajemnicą szmuglera, a za ich zdradę grozi splunięcie w twarz i nóż w plecy, a po ich wykryciu grozi rozwałka wszystkim przyłapanym na miejscu. Zyga wie, co się koło niego dzieje, widzi wszystko swymi małymi, skośnymi oczkami. Dźwiga towar na handel, dopuszczony do spółki z bandą, którą Mordarski opłaca, i nie ma dnia, żeby nie wymknął się za mury. A Dawid, śmiechu warte, ma pobiec do sklepiku po chleb, parę kilo buraków i nie wie nawet, jak się do tego dzisiaj zabrać. Stracił głowę. Sprytu mu zawsze było brak, sprytu i odwagi”. (s. 157-158)

II, F
„Przed Wielkanocą zwariował z głodu człowiek i zaczął wołać, że jest Eliaszem prorokiem. Żyd z Leszna. Uparł się, został Eliaszem i mamy nowego proroka. A ilu od Wielkanocy zmarło na Lesznie z głodu? On żyje, podobno z jałmużny. Wszyscy wiedzą, a pogłoska krąży dalej. Zbliża się koniec świata, kiedy chodzi wśród żywych prorok Eliasz. Kogo ucieszyć ma pogłoska o końcu świata? Niemcy raz-dwa sfotografowali wariata z Leszna i puścili kawał do prasy. Nazajutrz wszyscy wyrywali sobie gazetę z rąk. Żydowski prorok na obczyźnie. Nieźle, co? Dali mu buty, więc na jednym obrazku jest w butach. Im Winter. A na drugim bez. Im Sommer. Żydowski prorok zimą i latem, tak wygląda. Za te buty... Nic darmo! Za te buty biegał i pokazywał miejsca, gdzie Żydzi nielegalnie się modlą. A czego więcej Niemiaszkom trzeba? Teraz, co złapią Żyda na modlitwie, polewają wodą i każą mu tańczyć na śniegu. A nie, to biją”. (s. 71)</document>
<document nplp_id="6678" title="NOWOLIPIE 20 &amp;#8211; 22" slug="nowolipie-20-22">
Abraham Lewin
ONI, III A (01.08.1942)
„Jedenasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która każdym dniem staje się co[raz] straszniejsza i okrutniejsza. Niemcy opróżniają kamienice i jedną stronę ulic. Z kamienicy przy Nowolipiu 20-22 i z innych domów wyprowadzili około 5000 ludzi. Powstała straszna panika. Wysiedlenie wszystkich mieszkańców domów przy Nowolipiu z odcinka między Karmelicką i Smoczą. Ludzie wynoszą toboły z pościelą – straszny widok. Nikt nie myśli o przeniesieniu mebli.” (s. 181)
</document>
<document nplp_id="6680" title="Róg ulic GRZYBOWSKA/ GNOJNA" slug="rog-ulic-grzybowska-gnojna">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (28.05.1942)

„Parę dni temu przy murze na rogu Grzybowskiej i Gnojnej punktualnie o godzinie 9.05 wieczorem zastrzelono Żyda. Opowiedział mi o tym pan A., mieszkaniec domu przy Grzybowskiej 6, który stał wówczas przy oknie wychodzącym na ulicę i był naocznym świadkiem wstrząsającej zbrodni.” (s. 85)</document>
<document nplp_id="6682" title="Róg ulic PRZEBIEG/ BONIFRATERSKA" slug="rog-ulic-przebieg-bonifraterska">Abraham Lewin
ONI, II D  (11.06.1942)
„Opowiedziano mi, że dziś o godzinie 4 po południu na rogu ulicy Przebieg i Bonifraterskiej zastrzeleni zostali dwaj Żydzi, a jeden został ranny. Mordercami byli ubrani po cywilnemu Niemcy. Zginęli Żydzi, którzy zajmowali się szmuglowaniem ludzi i towarów przez dziurę w moście stojącym na jednej z uliczek.” (s. 117)


Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Mówi się o wybudowaniu dwóch mostów (wiaduktów) miedzy Solną i Ciepłą oraz między Bonifraterską i ulicą Przebieg.” (s. 171)
</document>
<document nplp_id="6683" title="Róg ulic ZAMENHOFA/NOWOLIPIE" slug="rog-ulic-zamenhofa-nowolipie">
Abraham Lewin
ONI, III A (30.07.1942)
„Od wczorajszego popołudnia znów słychać bezustanną strzelaninę obok naszej kamienicy. Na rogu Zamenhofa i Nowolipia stoi żołnierz i szykanuje przechodniów.” (s. 179)
</document>
<document nplp_id="6685" title="Róg ulic ŻELAZNA/ NOWOLIPIE" slug="rog-ulic-zelazna-nowolipie">
Abraham Lewin
ONI, II D  (10.06.1942)
„Mieszkańcy Żelaznej róg Nowolipia w godzinach 11-1 w nocy usłyszeli gwałtowną strzelaninę, której towarzyszyły światła reflektorów. Przeprowadzono również poszukiwania z psami. Dokładna liczba ofiar nie jest mi znana. Podaje się różne cyfry: 18, 28, 46, a nawet ponad 60. Być może dokładną liczbę zna kancelaria cmentarza.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="6693" title="DANIŁOWICZOWSKA 7 (Areszt Centralny Warszawy, tzw. Centralniak)" slug="danilowiczowska-7-areszt-centralny-warszawy-tzw-centralniak">Abraham Lewin
ONI, II D (09.04.1942)
„Po odsiedzeniu 7 i pół miesiąca w więzieniach przy Daniłowiczowskiej i Gęsiej została zwolniona w tych dniach panna Hanka Tauber, córka dr. Majera Taubera. Ubiegłej jesieni zatrzymano ją przed bramą getta w momencie, gdy usiłowała się doń wkraść. Przez całe lato pracowała w polu przy zwykłych robotach ziemnych w Hrubieszowskiem, pod Lublinem. Wraz ze swym przyjacielem Rubinsztajnem przybyli oni do Warszawy jako aryjczycy, z aryjskimi dokumentami w kieszeni. Przy wyskakiwaniu z aryjskiego tramwaju, który w owym czasie przecinał jeszcze getto aresztowano oboje.” (s. 31)
</document>
<document nplp_id="6695" title="OGRODOWA 7" slug="ogrodowa-7">
Abraham Lewin
ONI, II D (09.06.1942)
„[…] mówi się, że dzisiaj w nocy i nad ranem padło 17 żydowskich ofiar. Co do kilku udało mi się ustalić, kim były i jak się nazywały. Przy Pańskiej 10/12 mieszkał były dyrektor firmy ubezpieczeniowej &amp;lt;Europa&amp;gt; Goldman i jego zięć, reżyser filmowy Henryk Szaro (Szapiro). Mówią, że obaj przed sześcioma tygodniami wrócili z Wilna. Zamordowani zostali również bracia Leman, byli właściciele kina &amp;lt;Apollo&amp;gt; przy Marszałkowskiej 6. Również oni wrócili ponoć z Wilna. Następnie zastrzelili kobietę, Opatowską, na Ogrodowej 7, żydowskiego tragarza związanego ze szmuglem na Świętojerskiej 28 i jeszcze wielu innych Żydów z kręgów szmuglerskich. Dzień w dzień i noc w noc leje się strumieniami krew żydowska w getcie. Kiedy wreszcie nadejdzie tego koniec? Kiedy?” (s. 111)

Emanuel Ringelblum
ONI, I (wrzesień 1939)
„Na podwórze domu przy Ogrodowej 7 przybywa we wrześniu 1939 roku oddział 20 żołnierzy z Poznańskiego z młodym podporucznikiem na czele. Dom jest czysto żydowski, a jednak już po kilku minutach panuje najlepsza harmonia między poznaniakami, których antysemityzm jest powszechnie znany, a żydowskimi lokatorami. Mieszkańcy domu podejmują żołnierzy gościnnie, raczą ich i częstują, czym tylko mogą. Przez długie godziny żołnierze opowiadają o swoich przeżyciach na froncie, lokatorzy opowiadają o bombardowaniu stolicy itd. Krótko mówiąc, zrealizował się sen Jezajasza: owieczki żyły w zgodzie z wilkiem [Iz 11,6].” (s. 22)"

</document>
<document nplp_id="6697" title="OGRODOWA 31" slug="ogrodowa-31">
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra . Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)


Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Podczas blokady niemieckiej w domach przy ulicy Ogrodowej 27,29,31 zabrano bez wyjątku wszystkich. Siostrzenica jednej z sąsiadek, której mąż był zatrudniony w „Ursusie” (fabryka produkująca dla Niemców) i akurat wtedy był w pracy, została zabrana z dwumiesięcznym dzieckiem. Była pewna, że gdy okaże zaświadczenie, że jest żoną pracownika „Ursusa”, zostanie zwolniona. Niestety nie została w ogóle wysłuchana. Nie pozwolono jej nawet wrócić po pieluszki dla dziecka.” (s. 30)
</document>
<document nplp_id="6698" title="OGRODOWA 29" slug="ogrodowa-29-2">
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra . Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)


Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Podczas blokady niemieckiej w domach przy ulicy Ogrodowej 27,29,31 zabrano bez wyjątku wszystkich. Siostrzenica jednej z sąsiadek, której mąż był zatrudniony w „Ursusie” (fabryka produkująca dla Niemców) i akurat wtedy był w pracy, została zabrana z dwumiesięcznym dzieckiem. Była pewna, że gdy okaże zaświadczenie, że jest żoną pracownika „Ursusa”, zostanie zwolniona. Niestety nie została w ogóle wysłuchana. Nie pozwolono jej nawet wrócić po pieluszki dla dziecka.” (s. 30)
JA, III A
„Poprzedniego dnia protektorka męża, Jadzia, poleciła mu bezzwłocznie udać się do fabryki Schultza z prośbą o skierowanie do działu krajalni i rozpocząć pracę. Zaczęto bowiem przydzielać pracownikom fory mieszkania opróżnione na skutek blokad niemieckich w domach przy ulicy Ogrodowej 27 i 29. Postanowiliśmy, że weźmiemy z Jadzią wspólne mieszkanie. Mąż zgłosił się do urzędnika fabryki po przydział pracy. Oczywiście wynagrodził go za to odpowiednio. W przeciwnym razie nie można było marzyć o uzyskaniu przydziału. Gdy Jadzia dowiedziała się, że mąż już pracuje, była niezmiernie zdziwiona i jednocześnie uradowana. Z nowo zapisanych do pracy bardzo nikły procent ją otrzymał. Nawet i pieniądze nie miały znaczenia. Dla nowo przyjętych pracowników miały powstać filie, gdyż w starej fabryce nie było już miejsca. Ponieważ oficjalnie miało być zatrudnionych tylko 800 osób, a przyjętych zostało 2500, mąż mój należał do szczęśliwych wybrańców losu.” (s. 32-33)
JA, III A
„W tym czasie rozpoczęto już przydzielać mieszkania. Ulica Ogrodowa 27 i 29 miała już komplet mieszkańców z fabryki naszego Schultza. Ponieważ nie wszyscy pracownicy znaleźli ta zakwaterowanie, zaczęto opróżniać dom przyległy do fabryki przy ulicy Leszno 76. Tam po wielkich staraniach i protekcji Jadzi otrzymaliśmy przydział na mieszkanie dwuizbowe. Niestety nie można go było jeszcze zająć, gdy poprzedni lokatorzy nie otrzymali przydziału w swoim szopie.” (s. 38)
ONI, III A
„Tymczasem na bramach skoszarowanych domów na Ogrodowej 27 i 29 ukazały się wywieszki z rozporządzeniem, że wszyscy mają się w ciągu trzech dni wyprowadzić do mieszkań w domach na Nalewkach 33, 35 i 37. Rozpoczęło się znów wystawanie godzinami po przydział. Potem gorączkowe pakowanie rzeczy, poszukiwanie wozów, ryksz czy innych środków transportu. Znów bezsenne noce, podczas których ładowano najpotrzebniejsze i niezbędne rzeczy, i oczekiwanie do świtu, by wyruszyć na nowe mieszkanie. I znów karawany wozów i wózków ręcznych, a za nimi ludzie o bladych, zmęczonych twarzach, zgasłych oczach, z opuszczonymi ramionami.” (s. 51)
ONI, III A
„W skoszarowanym domu przy ulicy Ogrodowej 29 tworzył się nowy oddział naszej fabryki, w którym mieli być zatrudnieni nowo przyjęci. Po przeprowadzce mieszkańców na Nalewki [33, 35 i 37] uprzątnięto gmach i zaczęto zwozić maszyny. Było ich tak wiele, że nasze fabryczne podwórze dosłownie było nimi zawalone. Mówiono, że ta część Ogrodowej, w której mieścić się będzie nowy oddział, na być wkrótce włączona do dzielnicy aryjskiej. Zaczęło się przyjmowanie nowych pracowników i pobieranie świeżych łapówek. Mąż starał się nadal usilnie, bym i ja została wpisana na listę pracowników nowo tworzącego się szopu. W najbliższych dniach miałam otrzymać legitymację.” (s. 52)
ONI, V
„Henryk, chcąc zasięgnąć jakichkolwiek wiadomości o Jadzi, udał się na Ogrodową 29 do dozorcy, który był Polakiem. Po Jadzi wszelki ślad zaginął. Dozorca opowiadał, że od chwili rozpoczęcia ostatecznej akcji w getcie działy się dantejskie sceny. Kilka razy dziennie odbywały się rewizje mieszkań, strychów i piwnic. Mało komu udało się ukryć.” (s. 225)

Adam Czerniaków
JA, II C
„Byłem na otwarciu sierocińca na Ogrodowej 29. W mowie podkreśliłem, że będę kontynuował ostrą działalność w stosunku do opornych bogaczy, którzy nie chcą nic łożyć na zwalczanie nędzy. W sierocińcu 50 dzieci z ulicy. Między nimi talenty.” (s. 246)
</document>
<document nplp_id="6699" title="OGRODOWA 27" slug="ogrodowa-27">
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Dziesiąty dzień rzezi, bez precedensu w naszych dziejach. Wczoraj złapali wielu urzędników. Kierowniczka szopu Toebbensa, Neufeldt, zatrzymała mnie na rogu Mylnej 11 i doprowadziła do oficera. Legitymacje ŻSS &amp;lt;nie przedstawiają już żadnej wartości&amp;gt;. […] Wyganiają starców z ich schroniska przy Nowolipkach 52. odstawionych na plac przeładunkowy dzielą na zdolnych do pracy, zdolnych do życia i nienadających się do transportu. Tych ostatnich zabijają na miejscu. Z kamienic przy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrali około 2000 ludzi. Zabrali również z Internatu przy Ogrodowej 27. […] W naszej kamienicy pewna kobieta na skutek głodu rzuciła się z trzeciego piętra . Z Waliców i Grzybowskiej zabrali około 3000 ludzi. Nie zwracali żadnej uwagi na dokumenty.” (s. 180)

Perec Opoczyński
ONI, III A
„Co się tyczy listów i pieniędzy, [Brandt] wydał dyrekcji poczty polecenie, aby przesyłki przeznaczone dla osób wysiedlonych przekazywano na jego adres. W przypadku paczek kazał sobie natychmiast wydać wszystkie, nie czyniąc tu żadnego rozróżnienia.
Na pewno obrabowano mieszkańców punktów dla uchodźców przy ul. Ogrodowej 27, Leszno 109 i Tłomackie 5. Potem przyszła kolej na paczki znajdujące się w Biurze Wymiany Pocztowej, a następnie wszystkie pozostałe, leżące w składnicach pocztowych. Łącznie zabrano 5341 paczek będących już w dyspozycji Poczty Żydowskiej, nie licząc tych, które zabrano bezpośrednio z Biura Wymiany Pocztowej nim trafiły na Pocztę Żydowską. Liczbę tych ostatnich należy szacować na co najmniej 4–5 tysięcy, licząc średnio 700 paczek dziennie w okresie od 22 do 31 lipca.” ( Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 451)


Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Podczas blokady niemieckiej w domach przy ulicy Ogrodowej 27, 29, 31 zabrano bez wyjątku wszystkich. Siostrzenica jednej z sąsiadek, której mąż był zatrudniony w „Ursusie” (fabryka produkująca dla Niemców) i akurat wtedy był w pracy, została zabrana z dwumiesięcznym dzieckiem. Była pewna, że gdy okaże zaświadczenie, że jest żoną pracownika „Ursusa”, zostanie zwolniona. Niestety nie została w ogóle wysłuchana. Nie pozwolono jej nawet wrócić po pieluszki dla dziecka.” (s. 30)
JA, III A
„Poprzedniego dnia protektorka męża, Jadzia, poleciła mu bezzwłocznie udać się do fabryki Schultza z prośbą o skierowanie do działu krajalni i rozpocząć pracę. Zaczęto bowiem przydzielać pracownikom fory mieszkania opróżnione na skutek blokad niemieckich w domach przy ulicy Ogrodowej 27 i 29. Postanowiliśmy, że weźmiemy z Jadzią wspólne mieszkanie. Mąż zgłosił się do urzędnika fabryki po przydział pracy. Oczywiście wynagrodził go za to odpowiednio. W przeciwnym razie nie można było marzyć o uzyskaniu przydziału. Gdy Jadzia dowiedziała się, że mąż już pracuje, była niezmiernie zdziwiona i jednocześnie uradowana. Z nowo zapisanych do pracy bardzo nikły procent ją otrzymał. Nawet i pieniądze nie miały znaczenia. Dla nowo przyjętych pracowników miały powstać filie, gdyż w starej fabryce nie było już miejsca. Ponieważ oficjalnie miało być zatrudnionych tylko 800 osób, a przyjętych zostało 2500, mąż mój należał do szczęśliwych wybrańców losu.” (s. 32-33)
JA, III A
„W tym czasie rozpoczęto już przydzielać mieszkania. Ulica Ogrodowa 27 i 29 miała już komplet mieszkańców z fabryki naszego Schultza. Ponieważ nie wszyscy pracownicy znaleźli ta zakwaterowanie, zaczęto opróżniać dom przyległy do fabryki przy ulicy Leszno 76. Tam po wielkich staraniach i protekcji Jadzi otrzymaliśmy przydział na mieszkanie dwuizbowe. Niestety nie można go było jeszcze zająć, gdy poprzedni lokatorzy nie otrzymali przydziału w swoim szopie.” (s. 38)
ONI, III A
„Tymczasem na bramach skoszarowanych domów na Ogrodowej 27 i 29 ukazały się wywieszki z rozporządzeniem, że wszyscy mają się w ciągu trzech dni wyprowadzić do mieszkań w domach na Nalewkach 33, 35 i 37. Rozpoczęło się znów wystawanie godzinami po przydział. Potem gorączkowe pakowanie rzeczy, poszukiwanie wozów, ryksz czy innych środków transportu. Znów bezsenne noce, podczas których ładowano najpotrzebniejsze i niezbędne rzeczy, i oczekiwanie do świtu, by wyruszyć na nowe mieszkanie. I znów karawany wozów i wózków ręcznych, a za nimi ludzie o bladych, zmęczonych twarzach, zgasłych oczach, z opuszczonymi ramionami.” (s. 51)
</document>
<document nplp_id="6702" title="BIAŁA PODLASKA &amp;#8211; GRZYBOWSKA 26/28 (Gmina Żydowska)" slug="biala-podlaska-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (10.07.1942)
„W środę wieczorem przyprowadzono do getta grupę Żydów z Białej Podlaskiej. Doprowadzono ich do budynku gminy przy Grzybowskiej 26 i zostawiono na ulicy. Żadnych szczegółów jeszcze nie znam. Słyszałem jedynie, że przez 3 dni trzymano ich w zaplombowanych wagonach. Podczas przekraczania bramy getta kazano im klęczeć przez pół godziny. Ile wynosi ich liczba - mówią różnie od 600 do 800 osób. Wszyscy byli głodni, spragnieni, zmęczeni, załamani. Żydzi, którzy mieszkają przy tamtej ulicy, zanieśli im chleb i wodę […] Uchodźcy spędzili na ulicy całą noc”. (s. 161)</document>
<document nplp_id="6704" title="ZAMENHOFA – MURANOWSKA [TRASA]" slug="zamenhofa-muranowska-trasa">
Abraham Lewin
ONI, III A (23.07.1942)
„Wszystko płacze. Żydzi płaczą. Wierzą w cud. Wysiedlanie trwa nadal. Blokada kamienic… […] Na ulicy Zamenhofa Niemcy wyciągnęli z tramwaju Żyda i od razu go zastrzelili (ulica Muranowska).” (s. 170)
</document>
<document nplp_id="6708" title="GĘSIA 81 – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="gesia-81-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (23.09.1942)
„[Z Gęsiej 81] kierownik usunął tych, którzy mu się nie podobali. Gdy doszedł do litery &amp;lt;t&amp;gt;, odesłał wszystkich na Umschlag. Posłano również na Umschlagplatz dużą liczbę policjantów wraz z żonami i dziećmi. Żydzi obserwujący tę scenę mieli satysfakcję. Jest to zapłata za ich wstrętne postępowanie z warszawskimi Żydami.” (s. 226)</document>
<document nplp_id="6709" title="GĘSIA 30 (SZOP OBW) &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="gesia-30-szop-obw-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI/JA, III C (16.09.1942)
„Dziś znowu odbyła się formalna blokada. Cały oddział esesmanów napadł na szop i znowu uprowadził 50 mężczyzn i kilkadziesiąt kobiet. Dopisało mi szczęście wczoraj i dziś, zostałem żywy. Ale jak długo można tak cierpieć? Spośród dziś złapanych wrócili bogacze. Wieczorem złapano w szopie 9 Żydów i wysłano ich na Umschlagplatz zamiast 9 Żydów, których z rana schwytano i wypuszczono. Trudno w to wszystko uwierzyć.” (s. 223)</document>
<document nplp_id="6713" title="TWARDA 6 (GRZYBOWSKA 13) (synagoga Nożyków)" slug="twarda-6-grzybowska-13-synagoga-nozykow">Stanisław Gombiński
ONI, I
„Szkolenie oddziałów odbywało się w „Rezerwie”. „Rezerwa – rodzaj kadry – mieściła się w lokalu Synagogi Nożyka przy ul. Twardej 6 (Grzybowska 13), duży dziedziniec pozwalał na ćwiczenia, wewnątrz budynku sporządzało się spisy i formowało plutony.” (s. 168)


Adam Czerniaków
JA/ONI, II C
„O 12-ej nabożeństwo żałobne za 7 zmarłych radców w synagodze Nożyka.” (s. 242)



</document>
<document nplp_id="6715" title="NOWOLIPIE 18 [Hotel Britania, Dancing Casanova]" slug="nowolipie-18-hotel-britania-dancing-casanova">
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, II
„Słońce wędruje dalej. Na ul. Nowolipie [18] znów staje zdumione. Oto wytworny dancing z orkiestrą jazzową. Służba, fordanserki, panowie w czerni i panie w strojach. W dancingu pije, w dancingu się bawi, w dancingu „szaleje” grupka ludzi – nie tylko Żydzi, są Polacy, są i Niemcy. To lokal żydowskich gestapowców – każdy z tych panów ma żelazne papiery, zaświadczenie, że jest zatrudniony przez warszawską komendę Sicherheitspolizei [niemiecka policja bezpieczeństwa – SIPO]. Nie jest bezrobotny, nie podlega brance na obóz pracy. Pracować winni pozostali. On jest nietykalny, on się bawi…” (s. 53)
ONI, II
„Hotel „Britania” na Nowolipiu, dancing (a jakże, był w getcie i dancing) „Casanova” w tymże hotelu były Stammlokalem [ulubionym lokalem] trzynastkowiczów, tam odbywały się libacje gromadzące kamratów nie tylko intra muros żyjących, ale również przybyłych z zewnątrz, tam – jedyne to chyba miejsce czasu obecnej wojny – w przykładnej, czułej zgodzie „mile przy kielichach gawędzili” koledzy po fachu ze wszystkich trzech narodowości.
Trzynastka, jak prawdziwy meteor, prędko zgasła: odpowiednie przesunięcia na górze, w al. Szucha, pociągnęły za sobą jej likwidację pod koniec lata 1941 roku.” (s. 231)</document>
<document nplp_id="6720" title="STAWKI 6" slug="stawki-6">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
JA/ONI, V
„Przepełniony pociąg towarowy ruszył z miejsca, a nagromadzony transport przed placem skierowano do gmachu miejskiego Stawki 6. W dużej pustej Sali pierwszego piętra ulokowano masę ludzi. Wszyscy na srogi rozkaz Ukraińca musieli natychmiast usiąść na podłodze. Nastąpiło zamieszanie, bo pierwsze szeregi przynaglone kolbą opuściły się na podłogę, a następne poprzez głowy i nogi pierwszych usiłowały zająć czym prędzej wolne skrawki podłogi, by uniknąć uderzenia. Jęki wydawane z bólu przez tratowane kobiety i dzieci tłumiono kolbą lub peitschą. Nareszcie sala się do tego stopnia wypełniła, że jedni siedzieli na nogach drugich.” (s. 249)
„Nad ranem zaczęła się wędrówka do klozetu. Studzienki w ubikacjach i miski klozetowe były zatkane, podłogi po kostki nóg były zalane uryną, fekalia wydostawały się na korytarze. Kobiety, dzieci i mężczyźni załatwiali się obok siebie, mimo wzajemnego skrępowania.” (s. 253)</document>
<document nplp_id="6723" title="STAWKI 4 (UMSCHLAGPLATZ)" slug="stawki-4-umschlagplatz">
Henryk Bryskier
ONI, II
„Po uzyskaniu przychylnej decyzji Urzędu Transferu, dostawca nie mógł wprost dostarczyć towaru swojemu żyd.[owskiemu] odbiorcy, lecz musiał towar zawieźć na tzw. Stację Przeładunkową Urzędu Transferu przy ul. Stawki 4. Tam składano towar do magazynu, mającego wylot na stronę żydowską. Niemiecki urzędnik sprawdzał formalność i zgodność dokumentów dostawy z odpisami Urzędu, a po przyjęciu z rąk polskich, personel żydowski wydawał towar na rampę po stronie żydowskiej […]. Podobna manipulacja odbywała się również przy ładunkach wagonowych, co było możliwe dzięki własnej bocznicy kolejowej. Transporty przemysłu żydowskiego przechodziły takie same koleje, lecz w kierunku odwrotnym. Niemiecki i polskie firmy pozostawione w granicach murów, pracujące dla potrzeb wojska, miały prawo sprowadzania i wywożenia towarów przy zachowaniu pewnych formalności bezpośrednio przez wyloty z ominięciem stacji przeładunkowej. Natomiast wszystkie formy pracujące dla wojska przy pomocy rąk żydowskich przy szyciu i naprawie mundurów, bielizny, chlebaków, plecaków itp. części ekwipunku wojskowego z miękkich materiałów, nie wykluczając futer, musiały swoje transporty kierować do dezynsekcji w specjalnie na ten cel wybudowanej odkażalni na Placu Przeładunkowym, skąd dalej transportowano na wyżej opisanej drodze.” (s. 54-55)
ONI, III A
„Poza tym, nie zawsze były podstawione pociągi, wówczas cała masa ludzka była zapędzana do gmachu miejskiego, przylegającego do placu przeładunkowego przy ul. Stawki 4, a funkcjonariusze Służby Porządkowej, gorliwie uwijający się przy wysyłce, przemycali szereg osób z powrotem do szopów, pobierając za tę ‘obywatelską’ czynność po kilka tysięcy złotych od ‘łebka’.” (s. 199)

Mary Berg
ONI; IIIA

22.VII.42’: "Zeszłego wieczoru niemieckie władze poinformowały Gminę Żydowską, że wszyscy mieszkańcy getta zostaną przewiezieni na wschód. Pozwolono zabrać tylko po dwadzieścia kilogramów bagażu na osobę; całe pozostałe mienie zostanie skonfiskowane. Każdy musi zabrać zaopatrzenie na trzy dni. Deportacja miała się zacząć dzisiaj o jedenastej rano. Z rozkazu są zwolnieni tylko Żydzi zatrudnieni w niemieckich fabrykach i warsztatach w getcie, a także pracownicy różnych instytucji. Obejmuje to policję żydowską, urzędników Gminy, członków służby sanitarnej, personel szpitali, przedsiębiorców pogrzebowych oraz wszystkich posiadaczy kart rejestracyjnych wydawanych przez urząd zatrudnienia, którym jeszcze nie wyznaczono miejsc pracy. Z deportacji są zwolnione także rodziny tych wybrańców. Policję żydowską obarczono smutnym zadaniem ochrony porządku podczas deportacji oraz zmuszania siłą tych, którzy odmówią poddania się rozkazom. Punkt zborny tej masowej migracji znajduje się na Umschlagplatzu przy ulicy Stawki. Niemcy żądają wysiedlania 3000 osób dziennie. W getcie panuje panika nie do opisania. Ludzie z tobołkami w rękach biegają z ulicy na ulicę, nie wiedząc, co robić. Wielu próbuje w ostatniej chwili zatrudnić się w niemieckich szopach Toebbensa i Schultza na terenie getta" (s. 278-279).

ONI/JA; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Za bramami Pawiaka odczuwamy całą grozę wiszącą nad gettem poza murami więzienia. Przez kilka ostatnich nocy nie mogliśmy spać. Huk strzałów i krzyki rozpaczy doprowadzają nas do szaleństwa. Muszę zebrać wszystkie siły, żeby spisywać te notatki. Straciłam rachubę dni i nie znam dzisiejszej daty. Ale jakie to ma znaczenie? Tkwimy tu na wysepce otoczonej oceanem krwi. We krwi tonie całe getto. Dosłownie widzimy świeżo rozlaną ludzką krew, czujemy jej woń. Czy świat na zewnątrz coś o tym wie? Dlaczego nikt nie przychodzi nam z pomocą? Nie mogę dalej żyć; wyczerpałam już siły. Jak długo będą nas tu trzymać, żebyśmy oglądali to wszystko? Kilka dni temu grupę obywateli krajów neutralnych zabrano z Pawiaka. Najwyraźniej Niemcy nie zdołali wykorzystać ich na wymianę. Widziałam z mojego okna kilka ciężarówek wypełnionych ludźmi, starałam się odróżnić wśród nich znajome twarze. Po jakimś czasie przyszedł do nas zdyszany strażnik więzienny i powiedział, że właśnie zabrano Żydów obywateli neutralnych państw europejskich na Umschlagplatz; mają zostać deportowani. Wkrótce więc może przyjść kolej na nas" (s. 282-283).

ONI; IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: "Niemcy zablokowali całe ulice getta. Ponieważ 10 000 ludzi dziennie – obecnie wymagana liczba – się nie zgłasza, używają siły. Codziennie okrążają inną ulicę, zamykając wszystkie wyjścia. Wkraczają do mieszkań i sprawdzają karty zatrudnienia. Tych, którzy nie mają niezbędnych dokumentów albo – w ocenie Niemców – nie nadają się do pracy, od razu zabierają. Próbujących stawiać opór rozstrzeliwują na miejscu. Właśnie teraz, kiedy piszę te słowa, od dwóch dni trwa taka blokada ulicy Nowolipie, zaledwie dwie przecznice od naszego więzienia. Ulica jest całkowicie zamknięta, mogą z niej korzystać jedynie policjanci żydowscy. Żony i dzieci mężczyzn zatrudnionych w niemieckich fabrykach oficjalnie są zwolnione z deportacji, lecz to zwolnienie obowiązuje tylko na papierze. W rzeczywistości wracający z pracy do domu mąż często stwierdza, że zabrano całą jego rodzinę. Zrozpaczony biegnie na ulicę Stawki, żeby odnaleźć krewnych, ale zamiast ich uratować, często sam zostaje wepchnięty do jednego z bydlęcych wagonów" (s. 283-284).

ONI, IIIC

19.IX.42’: „Nadal trwa strzelanina, codziennie giną setki ludzi. Getto jest przesiąknięte krwią. Ludzie bez przerwy maszerują Dzielną w kierunku Umschlagplatzu przy ulicy Stawki. Żadne stanowisko czy zajęcie nie zapewnia już pełnej ochrony. Ostatnio deportuje się nawet rodziny zatrudnionych, głównie kobiety i dzieci. Kilka tygodni temu hitlerowcy zaczęli robić obławy na żony i dzieci mężczyzn zatrudnionych u Toebbensa i Schultza. Niepracujący są bezwzględnie wyciągani z domów. Rodzice obecnie zabierają swoje dzieci do pracy albo chowają je w jakiejś kryjówce” (s. 295).

20.IX.42’: "Dzisiaj było słychać mniej strzałów. Opór słabnie. Strumień głodujących, wyczerpanych ludzi wciąż płynie na Umschlagplatz. Dzisiaj inżynier Lichtenbaum i jego przyjaciel First, ważny urzędnik Gminy, przyjechali samochodem, żeby odwiedzić znajomych internowanych na Pawiaku. Otrzymali specjalne zezwolenie na wizytę u nas; dowiedzieliśmy się od nich wielu szczegółów dotyczących eksterminacji. Masowe pogromy w Warszawie zaczynają wygasać, a Niemcy rozpoczęli rzezie w małych miejscowościach wokół stolicy. Wczoraj ukończyli swoją „kampanię” w Otwocku, skąd nawet nikogo nie deportowano" (s. 296).

20.IX.42’ : "W ostatnich dniach sierpnia sytuacja cokolwiek się poprawiła i niektórzy zaczęli optymistyczniej patrzeć w przyszłość. Była to jednak tylko cisza przed burzą. Niemcy 3 i 4 września rozpoczęli blokowanie warsztatów zorganizowanych przez Gminę. Esesmani w asyście Litwinów i Ukraińców wkraczali do zakładów i zabierali z każdego z nich po kilkadziesiąt osób, twierdząc, że potrzebują wykwalifikowanych robotników. Przeszło tysiąc pracowników poprowadzono na ulicę Stawki i wywieziono do obozu w Treblince. Obecnie powszechnie wiadomo, że większość deportowanych wysyła się do Treblinki, gdzie są zabijani za pomocą eksperymentalnych urządzeń konstruowanych przez Niemców do celów wojennych. Jednak nikt nie zna żadnych szczegółów" (s. 298)

JA/ONI, IVA

17.XII.42’: "Dita W., jedna z przybyłych wczoraj osób, zeszłego wieczoru opowiadała nam o tym, co słyszała na temat obozu w Treblince. Podczas częstych wizyt w siedzibie Gestapo przy alei Szucha poznała pewnego Niemca, który był funkcjonariuszem w tym obozie zagłady. Nie zdając sobie sprawy, że rozmawia z Żydówką, opowiadał jej z wielkim zadowoleniem, jak morduje się tam deportowanych Żydów, i zapewniał, iż Niemcy ostatecznie „wykończą” ich wszystkich. Na Umschlagplatzu do każdego z bydlęcych wagonów ładuje się po sto pięćdziesiąt osób, a podłogi pokrywa się cienką warstwą wapna. Wagony nie mają okien ani innych otworów. Ludzie są ściśnięci, jak tylko się da, bez dostatecznego dostępu powietrza, bez jedzenia i wody. Wagony często zostawia się na stacji przy ulicy Stawki na dwa lub trzy dni. Uwięzieni muszą załatwiać swoje potrzeby naturalne w zamkniętych wagonach, w wyniku czego wapno się rozpuszcza, wypełniając wnętrze trującymi oparami. Tych, którzy przeżyli, po wyjściu na stacji w Treblince segreguje się według zawodów. Szewców, krawców itp. grupuje się osobno, żeby natchnąć ofiary wiarą w to, że dostaną zatrudnienie w warsztatach. Jedyny zaś cel polega na tym, żeby posłuszniej szli na śmierć. Kobiety oddziela się od mężczyzn (s. 332-333).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ ONI, IIIA [29-30 VII 1942]

„- A Makower?

- To był zupełnie przyzwoity człowiek, choć nie najmądrzejszy – napisał przecież wyjątkowo głupią książkę. Jak lekarz może napisać książkę, nie pisząc w ogóle o szpitalu?! Ale on był naprawdę przyzwoity. A to, że był lekarzem policyjnym, niczego złego nie dowodzi. Poza tym, to był niezły lekarz. A ja osobiście mam powody, żeby być mu wdzięczną: wtedy, kiedy zabrali moją matkę na Umschlag, on były jedynym człowiekiem, który odważył się tam pójść. Poszedł o piątej rano. Tylko że było już za późno. Ci ludzie od razu poszli do wagonów.

- To było 30 lipca?

- Zabrali ją 29, a 30 rano Makower tam poszedł.” (s. 139-140)

JA/ONI, IIIA/IIIB

„- Do kotła na Miłej poszliście już z numerkami.

- Ja o tym piszę – kiedy kazano nam pójść do kotła, my poszliśmy do szpitala. I tam się okazało, że szpital dostał ileś numerków i Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] musi je rozdzielić po prostu…. Wtedy wszystkie szpitale były już na Umschlagu, wszystkich chorych tam przywieźli, personel był razem z chorymi… I myśmy wyszli z tego szpitala do kotła już z numerkami. Ci, którzy mieli numerki – wyszli, a reszta pojechała…

- Ile osób pojechało?

- Kazali zostawić pięćdziesięciu lekarzy. Inni poszli prosto do kotła, nie wiem ilu…

- Tych pięćdziesięciu lekarzy to lekarze ze wszystkich szpitali, bez numerków?

- Tak, na Umschlag…

- Czy wszyscy lekarze, pielęgniarki, którzy poszli do kotła, mieli numerki?

- Nie. Większość miała, ale byli też między nami „dzicy”. A w ogóle z kotła wychodziło się, albo nie, niezależnie od numerków. Oni po prostu odliczali i pewnym momencie powiedzieli – koniec… I dużo ludzi z numerkami pojechało.” (s. 157)

JA, III

„- Czy pani pamięta dokładnie Umschlagplatz? […] Czy umiałaby pani tamto miejsce narysować?

- Z wyjątkiem jednej rzeczy. Wiem, którędy wychodziłam ze szpitala na Umschlag. Wiem, jak te dwie części tego budynku wyglądały. Jedno skrzydło to był szpital i ambulatorium, a drugie skrzydło to była ta poczekalnia, że tak powiem – tam zbierali się ludzie, którzy czekali na transport.” (s. 159)
Bogdan Wojdowski
F, III A
„Getto było szczelnie zamknięte, wachy wzmocnione, wzdłuż muru krążyły patrole granatowej policji i czarnych z SS, a na zewnątrz muru z wysokości pierwszego i drugiego piętra czuwali Łotysze w zgniłozielonych mundurach z karabinami skierowanymi na ulicę, rozstawieni na balkonach, w otwartych oknach klatek schodowych i w sieniach. Budy pełne żandarmów zgrupowane stały na placu Żelaznej Bramy i na placu Grzybowskim, gotowe do akcji. Już Niemcy wbiegali na chybił-trafił do mieszkań i w pierwszym zamęcie wyciągali osłupiałych Żydów. To się zaczęło w środę dwudziestego drugiego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, kiedy w południe zawrócono nagle wozy cmentarne z powrotem na Okopy i przegnano grabarzy. Tego dnia żandarmeria łapała ostatnich żebraków, biegając za uciekającymi w gruzy, szukała punktów noclegowych dla uchodźców z prowincji i wygnała na Umschlagplatz aresztantów z więzienia na Gęsiej. Ci poszli na pierwszy ogień. A nazajutrz, we czwartek dwudziestego trzeciego rozeszła się wieść o tym, że prezes gminy Czerniakow popełnił samobójstwo po wizycie Gestapo, a potem strzeliła sobie w skroń z tego samego pistoletu jego młoda córka. To był ten czarny czwartek, kiedy panika ogarnęła ulice jak pożar, chociaż tego dnia nie wyciągano ludzi z mieszkań, tylko chorych ze szpitala na Czystern zwieziono budami pod rampę kolejową i w koszulach wysypano przy torze. Podobno transport miał odejść dopiero w piątek. Aresztanci, żebracy, uchodźcy z punktów noclegowych nie odjechali jeszcze wszyscy i ich pobyt na placu Parysowskim przed rampą opóźnił dalszą akcję o jeden dzień. W piątek załadowano siedem tysięcy, a w sobotę dziesięć tysięcy ludzi i wysłano pociągami na wschód”. (s. 303-304)

F, III A
„Trzeciego dnia akcji na ulicę wyszła szczeniakeria. Skrzyknięci zewsząd z zaułków, z ruin, z nor, wyszli karnym i gwarnym tłumem na miasto, szukając zuchwale konwoju; żandarmi zatrzymywali się na ten widok i śledzili ciągnący pochód wyrostków. Starsi dodawali otuchy młodszym, obejmowali, ściskali za ręce. Krwaworączka rozbawionym spojrzeniem odprowadzał ich z chodnika, pełen uznania potrząsał przyjaźnie karabinem, a oni ciągnęli na Umschlagplatz, bez konwoju i nie zatrzymywani po drodze przez nikogo, przekrzykując się hałaśliwie i śmiejąc, przepychając do przodu i karcąc nawzajem za opieszałość [...]. Szli przed siebie brzęcząc i tłukąc menażkami, dzwoniąc łyżkami o miski, wybijając takt na starych skorupach, które nieśli ze sobą w drogę. Tram tara ram tam; tara rara ram tam. Ze śmiechem ciągnęli na rampę kolejową na Stawki i okrzykom nie było końca. Jakaś kobieta rzuciła się między nich powtarzając bez ustanku jedno i to samo imię, ale odtrącona na bok dziesiątkami suchych rąk bezradnie stała obok mijających ją szeregów w zgiełku, krzyku, chaosie rozmów i nawoływań. Uniosła ramiona i rzuciła się jeszcze raz za nimi, a potem bezwolnie wróciła na chodnik między zatrzymanych. Żandarm uśmiechał się przyzwalająco, ze zrozumieniem kiwał głową, a szczeniakeria szła dalej w swoją stronę. Błyszczące dziko oczy, ostrzyżone gładko czaszki, szare, kanciaste i nieforemne, przesuwały się ulicą, a drewniane trepy trzaskały o bruk czyniąc niesamowity hałas, klekot, stuk i wydawało się, że chcą porwać za sobą stojących, a ci pod konwojem czekali cierpliwie na swą kolej i oddalający się szum setek małych drewniaków wzburzeniem, gniewem, bezsilności odzywał się w ich sercach.
Skąd tylu? Z daleka otworzyła się przed nimi brama na dany przez strażnika znak. Szli żywi, silni tym dzikim upojeniem, które ogarnia tłum. Szli, wiedząc dokąd idą”. (s. 306-307)

F, III A
„O północy wbiegła do kamienicy gromada obcych i rozproszyła się na schodach szukając schronienia. Uciekinierzy mówili, że puszczono ich z kolumny po drodze na Stawki; całą noc mieli zamiar pilnować ich konwojenci, ale machnęli ręką i odmaszerowali. Pada, plac przeładunkowy zapchany okropnie, dzisiaj transportów więcej nie będzie, a ostatni skład odjechał wieczorem. Wydawało się, że są zawiedzeni zwłoką w podróży. Tymczasem nie mogli się dostać do domów, bo patrole krążą ulicami i strzelają do przechodniów. Jutro stawią się na miejscu, pójdą sami na Stawki i odjadą. Tak czy owak, nie ma co tutaj robić; ewakuacja uratuje ich przynajmniej od śmierci głodowej, a może dostaną pracę. Pchali się do kranów i pili wodę. Po całym dniu włóczęgi byli spragnieni. Z dumą pokazywali bagaże, nic im nie odebrano. Bagaż można ze sobą zabrać, o ile waga jest przepisowa. Jedni mówili, że wolno brać jedenaście kilo, inni, że trzy. Byli tacy, co mówili, że dwadzieścia kilo. Niektórzy nie mieli z sobą nic. Po co?” (s. 309)

F, III A
„Budy stały na ulicy i zaganiano do nich starych, niedołężnych, dzieciarnię, a ci, co szli bez oporu, ustawieni w kolumnie czekali cierpliwie na otwarcie przejazdu, zapełniając zbitym tłumem cały ten odcinek od wylotu Krochmalnej do Chłodnej. Krwaworączka z Wściekłym Psem i paru żółtych OD-manów wbiegło na podwórze w poszukiwaniu uciekinierów; Hrabia Grandi był wśród nich. Najpierw obeszli wszystkie piętra i chcąc wypłoszyć ludzi z kryjówek, zaglądali w każdy kąt strzelając na oślep. Szyby brzęczały, trzaskały pod naporem podkutych butów zamknięte drzwi. Już wcześniej, przed południem zniosła Buba z pomocą Mordchaja wielki fotel po schodach, a teraz ten fotel stal na podwórzu i kuśnierz Papierny zapadł się w nim sztywno, mijany przez odchodzących. Broda trzęsła mu się bezustannym starczym drżeniem, siwy zarost okrywał wiotkie policzki zryte dwiema długimi bruzdami. Za nim Stała Buba na mocno rozstawionych nogach i jej czarne, grube brwi rzucały mroczny cień na wielkie oczy. Nad czołem sterczał wysoki fiok, szerokie nozdrza gwaltownie chwytały oddech. Obiema rękami trzymała fotel i dwóch hyclów musiało do krwi tłuc te ręce, zanim puściły oparcie. Czepiała się munduru jeszcze w bramie, krzycząc coś w twarz żandarmowi, spocona, w podartym swetrze. Juda Papierny ze swojego miejsca patrzył na to w milczeniu. Jak sąsiadów pędzono z kamienicy kopniakiem, jak sami potulnie szli i całymi rodzinami dołączali do kolumny. Żegnał ich lekkim skinieniem, bezustannym drżeniem głowy. Gdzieś za bramą, na ulicy rozległo się wołanie Buby i Papiernyy opuścił nisko czoło. Podwórze było już puste, ludzie przeszli. Ci, którzy nie stawili oporu, tłumnymi szeregami maszerowali na Stawki, inni w kryjówkach wstrzymywali oddech, policjanci myszkowali po piętrach i tłukli ostatnie szyby, a Krwaworączka pruł z automatu do mebli, z wrzaskiem otwierał szafy i strzałami wymiatał kurz spod łóżek, zachęcając ukrytych do wyjścia. Nikt jakoś nie wychodził i policja bez zapału grzebała wśród porzuconych rzeczy; ludzie w skrytkach słyszeli kroki, rumor, a w oknie Mordarskiego ukazał się Wściekły Pies i sapiąc przerzucał przez parapet ciężkie toboły, które z donośnym pacnięciem leciały na asfalt przed oknami stróżówki". (s. 311-312)

F, III A
„Niektórzy wracali. Widocznie można było jeszcze uciec. Ścigani zapadali w ruinach, chyłkiem przemykali się do domów, biegli strzeżonymi ulicami i dobijali się do zamkniętych na głucho bram. Mordarski dał policjantowi w łapę pięć świnek. Mecenas Szwarc wykupił się za trzy tysiące i litr spirytusu. Mówił, że z hyclami można się jeszcze dogadać. Włóczył się potem od kryjówki do następnej kryjówki z malcem, wyrostkiem i kuferkiem wiklinowym, aż zawędrował na Krochmalną. Nie zabrał z sobą nic, nie zdążył-zmartwiony, opowiadał wszystkim, co w mieszkaniu u niego stoi; nieśmiało prosił Mordarskiego o pomoc. Mordarski po zastanowieniu zgodził się pójść do Szwarca i przynieść mu resztę cennych rzeczy w obstawie żółtych OD-manów, których dopuścił do interesu. Szwarc nie żałował niczego; mówił z oburzeniem o kupcu Lewinie, że Lewin poszedł na Umschlagplatz ze skąpstwa, bo nie chciał grosza dać policji.
-Po prostu przyszli coś zarobić. A wiedzieli, do kogo. Lewin wściekł się i powiedział, że ma ich wszystkich gdzieś. Wszystkich, granatowych, żółtych, zielonych i czarnych! Idzie na Stawki, byle nie oglądać dłużej takich zakazanych mord. Mogli z niego wydusić siłą. Ale po co? Tylu chętnych pcha się z forsą, jeszcze całuje policję w mankiet [...]
I bez skargi poszedl kupiec Lewin na plac Parysowski pod rampę, razem z młodszą córką Anielcią i z Białą Ceśką. A po drodze i tak obrabowali go szaulisi ze wszystkiego; Uri był przy tym, widział, jak rewidowali Lewina na Stawkach”. (s. 315-316)

F, III A
„Frajerze, gdzie idziesz? Tam odbierają pieniądze i dają kopa w zadek, a potem pędzą prosto razem ze wszystkimi na Umschlagplatz. Już lepiej zostaw sobie złoto na kubek wody”. (s. 327)

F, III A
„Wrzask policjanta z ulicy przeleciał na wylot otwartą ruinę. Konwojenci chwytali w zaułkach uciekinierów i formowali ostatnie grupy do marszu na Stawki, a ojciec powtarzał cicho, jakby nikogo tutaj przy nim nie było”. (s. 341)

F, III A
„Na skwerku biwakowały zluzowane patrole żandarmerii. Odpoczywając, z manierkami w rękach rozpinali mundury. Jakiś podoficer stanął wyniośle na stopniach przed kościołem i długo wodził polową lornetą wzdłuż okien wymarłych kamienic; obok wznosił się ogromny stos portfeli, skórzanych teczek, a ciśnięte dokumenty walały się rozproszone na trawie. Wstrzymane, puste tramwaje cofały się spod zatrzaśniętej wachy i dzwoniły-dając pierwszeństwo kolumnom maszerującym na Stawki. Po kamiennych stopniach szedł rozchełstany żandarm i stając przed podoficerem podawał mu manierkę”. (s. 343)

F, III A
„- Gedali, ile transportów dziennie odchodzi?
-Nno, nie wiem... Jeden. Najwyżej dwa.
-A przed nocą zdążą ich wszystkich załadować? [...]
-Może przetrzymają ich na miejscu do jutra?
-Tory wszędzie zapchane wojskiem.-Wuj Gedali mówił w zamyśleniu gładząc Dawida po głowie.-'Transporty tkwią po parę dni na bocznicach. A rampa na Stawkach zatłoczona. Po odejściu każdego składu, drugie tyle zawraca na plac. I czeka, czeka ... Mordują ludzi w bałaganie. Mordują
ludzi i sami tracą głowy [...].
Ojciec butem odepchnął walizkę, jakiś gałgan wysunął mu się z rąk na stertę śmieci, a ruinami ciągnął wieczorny powiew i powietrze zawirowało, pełne siwego pyłu.
-Idę.
Wuj Jehuda rzucił się ku niemu:-Człowieku, opamiętaj się! Gdzie się obrócisz, wszędzie to samo. Znikąd pomocy. Wszystko się wali! Ulice, miasto całe jedzie na pewną śmierć. A ty chcesz iść na Stawki i wyciągnąć ją z transporru? Po co?
Norę przewiał chłód, zaległa ciemność.
-Po co?
-A ja ją wyciągnę, choćbym miał z pustymi rękami iść za nią prosto na Umschlagplatz.
Po chwili wuj Jehuda powiedział złym, głuchym szeptem:
-Jak nie uduszą cię wapnem w wagonie, to zadołują za drutami”. (s. 343-344)

F, III A
„Było już późno i ostatnie kolumny sformowane przed nocą czekały pod eskortą na komendę wymarszu. Raz po raz unosiły się nad dachami rakiety oświetlając z wysoka trasę na Stawki. Tłumy ciągnące z małych bocznych uliczek wypełniały Żelazną aż po Leszno; morze głów kołysało się i równy, stłumiony szum wzbierał zewsząd w ciemności”. (s. 347)

F, III A
„Tam, na dole, mieszkańcy małej dzielnicy opuszczali domy. W biały dzień, mrużąc oczy wypełzali z ciemnych kryjówek zniechęceni uciekinierzy i wlekli się grupkami przez miasto. Rewidowani, nieśmiało podnosili ręce w górę, odwracali twarze w bok. Dołączali karnie do kolumny. Za murem, wzdłuż granicy getta, na otwartych balkonach i w sieniach tkwili od świtu na posterunkach Łotysze, śledząc z wysoka trasę, wyloty ulic i tłum. Sennie kiwali się nad karabinami, znienacka oddawali strzały do idących na Umschlagplatz. Linii straży było parę; jedna, rozciągnięta kolo mijanych bram, nie dopuszczała do ucieczki w bok; druga otaczała ruchomą eskortą kolumnę. W szeregach kolumny krążyły patrole, rewidujące w pośpiechu kobiety i mężczyzn. A pomiędzy łańcuchem konwoju i posterunkami uwijali się na strzeżonych i pustych chodnikach żółci, granatowi, łącznicy biegnący z meldunkami od podoficerów na całej trasie przemarszu. Esesmani (i psy na smyczy) trzymali się w pewnej odległości. Pędzeni miastem ludzie mieli twarze łagodne i tępe, a kiedy posuwali się tak objuczeni na Stawki, żadna skarga nie padła z tłumu”. (s. 350-351)

F, III A
„Niemcy węszą, swoją drogą. Ale grypsy rzuca Nahum poza plecami strażników. Gedali trafił bez przeszkód do warsztatów i tam go przyjęli z powrotem. Stąd nie grozi im nic. Tak czy owak, nie będą tkwić w tej norze przez wieczność. Uri musi dostać się na tamtą stronę i nawiązać łączność z Felkiem Piorunem, a razem z nim pójdzie za mur Jehuda. Stamtąd będzie miał okazję wrócić z Transawią do dużego getta. Ulice w dużym getcie nie będą tak prędko judenrein, zanim to nastąpi, może upłynąć parę miesięcy, zima, a w tym czasie Jehuda zdoła przygotować dla nich grunt. Bo robota w warsztatach na Prostej urwie się prędzej czy póżniej i Gedali, gdyby przepadł w selekcji, też musi wiedzieć, że po drodze na Stawki ma dokąd uciekać”. (s. 359)

F, III A
„Szwarc? Ma dosyć. Idzie na Stawki. Ale obawia się, że ukatrupią go na pierwszym skrzyżowaniu. Jak iść nielegalnie na Umschlagplatz? Oto pytanie”. (s. 359)

F, III/IV
„Nie chciał jeść, nie mógł mówić. Otworzył usta i wdychał powietrze cichego wieczoru, a wraz z napływającym swobodnie do płuc tlenem czuł, jak wchłania w siebie już na zawsze obraz tego, co miał przed oczami: uliczkę pełną kocich łbów, oszpecony dom powiewający łachmanem sczerniałej firanki, latarnię skręconą i żałośnie przegiętą ku ziemi, jak omdlały pod ciężarem pnącz, ruinę wyniesioną wysoko swym bezkształtem w granatową pustkę-i z każdym oddechem widok ten był bardziej wyraźny i ostry, a ruch, ciągły ruch własnego ciała i kołysanie, ciągłe kołysanie pleców, ramion, głów idących przed nim, wprawiło go w stan jakiejś niezaznanej dotychczas lekkości i przepełniło mu serce rozrzewnieniem, zawstydzającym smutkiem, zachwytem. Kiedy minęli druty, człowiek zdjęty ze słupka już konał. Wyciągnięte ramiona niewiarygodnie daleko leżały za tułowiem, obok rozbita cegła i krew na papierze. Zepchnięty był w błoto i okryty podartym workiem po cemencie, a wartownik ocierając ręce o spodnie krzyknął w stronę kolumny, aby Werkmeister wyznaczył zaraz jednego, który go stąd sprzątnie, ale szybko! Tam, na ulicy Prostej, był właśnie „mały" Toebbens i tam przepracowali jeszcze parę miesięcy, oczekując komendy do wymarszu na Stawki. Każdy miał numerek, łatę z przodu i łatę z tyłu. Gwiazda na plecach i piersiach, maźnięta grubo olejną farbą, przeciekła przez ubranie, lgnęła do skóry i swędzące, zaognione plamy dokuczały długo. Myślał, że farba, nie wyschnie nigdy, wyschła, a znaki nadal piekły żywe ciało”. (s. 371-372)

F, IV
„Ostatni raz zobaczył dom jesienią. Kiedy w zupełnej ciszy pędzili ich przez wymarłą, spustoszoną dzielnicę, nigdy nie byli pewni, czy do roboty, czy prosto na plac przeładunkowy. Tego dnia kolumna zatrzymała się na Walicowie; mieli usuwać kozły żelazne zagradzające wylot uliczki i dźwigać je w gruzy, ciąć drut kolczasty nawinięty kłębami na szyny, a majster zabrawszy z sobą dwóch więźniów i strażnika udał się za mur. Ruiny chwiały się nad głową w powietrzu pełnym słońca i żółtego kurzu. Dawid patrzył w znajome okno wyciągając szyję, czekając. Stąd, z tego miejsca widzieli po południu patrol, który uważnie obchodził sienie w okolicy. Niemcy skradali się mocno uginając kolana, z wysuniętą do przodu bronią. Jeden kopnął drzwi do szopy, a drugi z gałganem i z bańką nafty stanął nie opodal. Ze środka dochodziło kichanie, długo bobrował, wreszcie znalazł wejście do piwnic pod pryczą Mordchaja i stosem uprzęży i musiał chyba całą wiązkę granatów cisnąć w głąb rujnując i zasypując dokładnie wylot. Zakurzyły się ruiny, zakołysały. Spod nóg miękko osuwało się usypisko. Ale szopa stała i wtedy zbliżył się drugi żandarm i oblał naftą gałgan; jeszcze obejrzał się, jak płonie stara buda, suche i spróchniałe dechy, zwietrzała i podarta papa, którą okryty był - wierzch. Cisnął bańkę z resztą nafty w otwarte drzwi, otrzepał kurz z munduru, postał chwilę i zawołał:
-Fertig". (s. 372-373)</document>
<document nplp_id="6724" title="STAWKI 9" slug="stawki-9">
Henryk Bryskier
ONI, II
„Śmiertelność na punktach przesiedleńców była zastraszająca, jak to wynika chociażby z przykładu Stawki 9. Brak kanalizacji na punkcie liczącym ponad 1200 osób, zmuszał mieszkańców do schodzenia ze wszystkich pięter od IV-ego piętra do dołu kloacznego. Dzieci bose i nagie, chorzy i starcy, których nie miał kto obsługiwać, jak również reszta wyniszczonych mieszkańców, załatwiali swoje potrzeby na klatkach schodowych lub po korytarzach, a w najlepszym wypadku, wyrzucano kał oknem na podwórze. Zanieczyszczone klatki schodowe, oblepione ściany i kupy kału ludzkiego na podwórzu, nie mogły wpłynąć dodatnio na ogólny stan sanitarny i higienę. Wywózka śmieci i kału była trudna do zrealizowania. Nie dość, że wywóz odbywał się na stronę aryjską, co było często wstrzymywane trudnościami w otrzymywaniu przepustek, ale również mur, ustawiony wzdłuż wąskiego chodnika, stwarzał przeszkodę, tworząc długi rękaw, uniemożliwiający wjazd i wyjazd beczkowozom i platformom ze śmieciami. Wskutek powyższego nagromadziły się takie zanieczyszczenia, że trudno je było usunąć. Zanieczyszczenia te potęgowały epidemię. Rozległość lokali po tylu kondygnacjach utrudniała jednemu kierownikowi wgląd do poszczególnych pomieszczeń w 140 lokalach i przypilnowania porządku przez teoretycznie przewidzianą codzienną inspekcję 1200 osób.” (s. 75-76)
</document>
<document nplp_id="6727" title="OGRODY SEJMOWE (WIEJSKA) (poza gettem)" slug="ogrody-sejmowe-wiejska-poza-gettem">
Henryk Bryskier
JA, I
„Do sprzątania gruzów, jezdni, jako też wynoszenia muzealnych eksponatów, bibliotek i dzieł sztuki względnie do wynoszenia mebli i urządzeń z mieszkań żydowskich, chwytano na ulicach przechodniów Żydów. Po całodziennej pracy, bez pożywienia, wracano do domów w podartym odzieniu, z podsiniaczonymi oczyma i urazami na całym ciele. Kto miał nieszczęście dostać się do robót w ogrodzie sejmowym lub parku samochodowym przy ul. Oboźnej, ten odczuł na własnym ciele niemieckie wychowawcze metody pracy.” (s. 21-22)
</document>
<document nplp_id="6733" title="SOSNOWA" slug="sosnowa">
Henryk Bryskier
ONI, III
„Zamierzano wyłączyć z getta część ulicy Siennej i Sosnową, by mury przesunąć dalej. Zainteresowani mieszkańcy, którzy już przedtem nieraz się przenosili, niewiele mieli do stracenia, gdyż już byli sublokatorami, ale starzy lokatorzy widząc sytuację swoich sublokatorów, nie chcieli dzielić ich losu, woleli czynić starania, oddalające termin wyprowadzki. Przesunięcie terminu na kilka tygodni kosztowało kilka kilo złota. Wreszcie i te ulice wyłączono.” (s. 129)

ADRESY:
- Sosnowa 8,    - róg ulic Sienna/Sosnowa,

OBSZARY:
- Obszar: Sienna/Sosnowa
</document>
<document nplp_id="6735" title="MAŁE GETTO [OBSZAR]" slug="male-getto-obszar">
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III A (koniec sierpnia 1942)
„Już minął czwarty i piąty tydzień, już kończy się sierpień. Ghetto zmniejsza się, już wypadła cała południowa część od Siennej do zbiegu Chłodnej i Żelaznej, tak zwane „małe ghetto”; sterczą puste, bezludne domy, ciągną się puste, wymarłe ulice, zasłane to poduszką, to garnkiem, to jakimiś sztukami bielizny, przedmiotami w ostatniej chwili ze zmęczonej dłoni wypuszczonymi. Puste sterczą setki budynków; wśród nich, jak wyspa – kolonia domów shopu Többensa na Prostej, a w niej kilka tysięcy pracowników. Reszty ludzi już nie ma; powędrowali do dużego ghetta, do innych shopów lub dalej, znacznie dalej…” (s. 99)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III A
„Po opróżnieniu wielu domów i wywiezieniu wielu tysięcy mieszkańców Niemcy zarządzili zmniejszenie getta, nakazując opuszczenie obszaru tzw. małego getta […]. Ci, którzy opuścili teren, pozostawili resztki swojego dobytku w opuszczonych mieszkaniach, warsztatach i ukrytych składach, nie mając technicznych możliwości do jego ratowania, ewentualnie spieniężenia na aryjskiej stronie. Ulica Leszno stała się linią demarkacyjną. Cały opróżniony teren łącznie ze stroną nieparzystą ul. Leszno był wolny od Żydów, a Polakom przez pewien czas wstęp był wzbroniony. Po parzystej stronie ul. Leszno, jako przyległej do getta, znajdowały się niektóre szopy, zatrudniające Żydów i do tych należały bloki domów przy ul. Karmelickiej, Nowolipie itd. W blokach tych zamieszkiwali wyłącznie robotnicy danych fabryk.” (s. 189-190)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI/JA, II A
„Getto dzieliło się na małe i duże. Małe getto, zawarte pomiędzy ulicami Wielką, Sienną, Żelazną i Chłodną, miało po ostatnim zmniejszeniu tylko jedno połączenie z dużym: przy zbiegu Chłodnej i Żelaznej. Duże getto obejmowało całą północną część Warszawy z mnóstwem małych, cuchnących uliczek i zaułków, które roiły się od biedoty żydowskiej, gnieżdżącej się w nędzy, brudzie i ciasnocie. W małym getcie panowała również ciasnota, nie wykraczała ona jednak poza granice zdrowego rozsądku. W pokoju mieszkały trzy, co najwyżej cztery osoby, a ulicami, przy odrobinie uwagi, można było przejść bez ocierania się o innych ludzi. A nawet jeśliby się to zdarzyło, to nie wynikało z tego żadne niebezpieczeństwo; w małym getcie żyły w przeważającej części inteligencja oraz zamożne mieszczaństwo, stosunkowo mało zawszone, nie roznoszące insektów, które niechybnie łapało się w dużym getcie. Koszmar rozpoczynał się, gdy pozostawiało się za sobą ulice. Chłodną, ale by ją przekroczyć, trzeba było mieć sporo szczęścia i wyczucie sytuacji.” (s. 51)
ONI, III A (23.07.1942)
„Jedno nieszczęście po drugim, tragedia za tragedią. Ludzi z małego getta wyrzucono na ulicę. Uri przyszedł o wpół do ósmej. Z domów przy Muranowskiej 42-44 wypędzono już mieszkańców w nocy.” (s. 170)
„Czternasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która znów toczy się pełną parą. Blokady rozpoczęły się dziś o godzinie dziesiątej. Niemcy do spółki z żydowską policją. Okrążyli małe getto oraz Gęsią i Zamenhofa. Opowiada się o strasznych rabunkach dokonywanych w toku wysiedlenia. Wysyłają mieszkańców i łupią ich cały dobytek. Włamują się również do sklepów i wynoszą wszystkie towary. Uczestniczą w tym żydowscy policjanci, sąsiedzi i Niemcy.” (s. 183)
ONI, III A (07.08.1942)
„Siedemnasty dzień rzezi. Wczorajszy dzień był wstrząsający, pochłonął bardzo wiele ofiar. Z małego getta zabrali bardzo wielu ludzi. Określa się szacunkowo liczbę ofiar na 15 000. uprowadzili dzieci z sierocińca dr. Korczaka, z doktorem na czele. Dwieście sierot. Wieczorem wypędzili mieszkańców z czworoboku ograniczonego ulicami: Dzielna, Zamenhofa, Nowolipki, Karmelicka. Nie sposób wyrazić słowami rozgrywających się tu tragedii.” (s. 185)
JA/ONI, IV A (01.10.1942)
„Zdziczały ulice małego getta ciągnącego się przez kilka ulic: Miłą, Zamenhofa, Franciszkańską, oraz kilka uliczek: Ostrowską, Libelta, Wołyńską, Niską itd. Nie wolno chodzić po ulicach. Nie widać żadnego Żyda. Każda fabryka jest zamkniętym więzieniem. Nie wolno przechodzić z fabryk Schulza na Nowolipiu do fabryk Toebbensa na Lesznie. Cały dzień jesteśmy zamknięci przy Gęsiej 30. Do i z pracy udajemy się grupami przed siódmą rano i o szóstej wieczorem.” (s. 228-229)
ONI/JA, IV A (05.10.1942)
„Przewodniczący Gminy opublikował rozkaz, że w godzinach pracy w ogóle nie wolno chodzić na południe od Gęsiej i Franciszkańskiej oraz po małym getcie. Złapani na tych ulicach bez specjalnego zezwolenia zostaną wywiezieni z Warszawy, co oznacza śmierć.” (s. 229-230)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.” (Pisma, s. 317)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA/ONI, I–II
„Teren getta odpowiadał terenowi dawnego Seuchensperrgeibet, odpadło tylko stare miasto i część ulic w tamtej okolicy, m.in. Nowiniarska, gdzie było nasze ambulatorium gminne, oprócz tego – plac Żelaznej Bramy, plac Mirowski i odcinek Chłodnej: od Białej do Żelaznej. Granicę południową stanowiła Złota, zachodnią wyloty ulic na Wronią (Wronia była wyłączona), od Złotej do Leszna, dalej kawałek, nie pamiętam dokładnie jaki, w każdym razie idący dalej ku północy do Okopowej. Od północy granicę stanowiła ulica Stawki, plac Parysowski, Dzika. Od wschodu, zdaje mi się, wyloty wychodzące na Bonifraterską, Zakroczymską, Nalewki, wylot Senatorskiej na plac Teatralny, potem wcięcie w postaci zwężającej się strzałki aż do rogu Chłodnej i Żelaznej, gdzie był wąski przesmyk, łączący dużą część północną, którą zaraz ochrzczono jako duże getto, z małym gettem – południowym. Małe getto miało granicę wschodnią – wyloty na Marszałkowską, a północną – wyloty na Chłodną, plac Mirowski i plac Żelaznej Bramy. Parzyste numery odcinka Chłodnej, między Żelazną a Wronią, należały do dużego, a nieparzyste do małego getta.” (s. 8-9)
JA, III
„Strona nieparzysta Leszna wyłączona została z getta. Tylko drobny ruch wewnętrzny &amp;lt;toebbensowców&amp;gt; został po stronie parzystej. Znikły tłumy ludzi przewalających się z Leszna na Żelazną do małego getta i z Żelaznej na Leszno – do dużego. Już dawno przestały omijać róg tramwaje opatrzone niebieska opaską. Żelazna-Leszno-Karmelicka-Dzielna-Zamenhofa-Gęsia-Nalewki-Muranowska-Zamenhofa-Gęsia-Smocza-Nowolipie-Żelazna-Leszno. Przestały w pędzie przejeżdżać riksze. Zniknęły budy omnibusów Kohna i Hellera.” (s. 186)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
[wysiedlenie małego getta, na południe od Chłodnej i Siennej]
JA/ONI, III A
„Pętla dookoła getta zaciska się coraz bardziej. W krótkim czasie zostaje oczyszczone i opróżnione z mieszkańców całe t. zw. Małe getto. W ciągu 10 dni wszyscy „ochotnicy”, internaty (dzieci Korczaka) i punkty uchodźców zostają zabrane i zaczynają się systematyczne „blokady” domów i ulic. Ludzie z plecakami uciekają z ulicy na ulicę, starając się ominąć przewidywany teren blokady. Zgodnie biorą w niej udział żandarmi, Ukraińcy i żydowska policja. Role są podzielone, składnie, porządnie: żandarmi otaczają ulicę, Ukraińcy przed nimi ciasnym łańcuchem oplatają domy, policja żydowska wchodzi na podwórza i zwołuje wszystkich mieszkańców, - „Wszyscy Żydzi schodzą na dół. 15 kg bagażu. Kto nie zejdzie, będzie rozstrzelany”… I jeszcze raz. Po kolei ze wszystkich klatek zbiegają ludzie. Nerwowo, w biegu narzucają na siebie, co się da. Niektórzy idą tak, jak stali, czasem prosto z łóżek, inni maja na sobie wszystko, co możliwe, plecaki, tłumoki, garnki. Idąc rzucają trwożne spojrzenia wokoło.” (s. 33-34)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Kon twierdzi, że jutro o 8 wieczorem ma się rozpocząć wysiedlenie 3000 Żydów z małego ghetta (Śliska?) i sam z rodziną zwiał do Otwocka. Inni zrobili to samo.” (s. 302)

Mary Berg
JA, II A

25.XII.40’: „Nasza grupa teatralna otrzymała kilka zaproszeń, by wystąpić w kawiarniach. Dysponujemy też własną salą i zamierzamy regularnie występować po południu dwa lub trzy razy w tygodniu. Wynajęliśmy szkołę tańca Weismana przy ulicy Pańskiej, choć przed wojną cieszyła się podejrzaną reputacją jako miejsce spotkań warszawskiego półświatka. Mieszkańcy dzielnicy nazywali niegdyś tę salę „starą speluną”. Ale teraz mamy własną publiczność, która nie dba o jej złą reputację i przychodzi na nasze występy bez względu na to, gdzie się odbywają. Co więcej, nie ma lepszej sali na całym obszarze tak zwanego małego getta, pomiędzy ulicami Sienną i Leszno” (s. 95)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
Oni, III A

09.08.1942: „Z "małego" getta (Twarda, Pańska, Krochmalna itd.) mają wszyscy się przeprowadzić do ,,dużego" i po upływie dwóch dni już ani jednej osobie nie wolno się tam znajdować. Wszystko więc powychodziło z piwnic, ze strychów i różnych dziur. Ci, którzy się czuli pewni jako robotnicy, załadowali na wózki ręczne swój dobytek i wszyscy ciągną do ,,dużego" getta. Wówczas nagle się blokuje ulicę z obydwóch stron i, bez zadania sobie trudu, pędzi się ten cały tłum bijąc nahajkami, strzelając w powietrze dla postrachu, a czasem w kogoś potykającego się i niemogącego nadążyć na Umschlagplatz.” (s. 67)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, I/II A

„Zosia, która miała obecnie jedenaście lat, przyłączyła się do grupy dzieci w swoim wieku. Wszystkie jej koleżanki mieszkały jednak w „małym getcie”, a więc daleko od Leszna. Zosia musiała więc odbywać codziennie długi marsz przez straszliwie zatłoczone ulice i przecinać bardzo ruchliwą arterię używaną głównie przez pojazdy niemieckie.” (s. 57)

JA/ONI, II A

„Do „małego getta” kursuje teraz Konhellerka, taki śmieszny tramwaj zaprzężony w dwa konie, zupełnie jak osiemnastowieczny dyliżans. Jego nazwa pochodzi od nazwisk właścicieli, Kona i Hellera. Są to Żydzi, ale podobno mają jakieś konszachty z Gestapo i porządni ludzie tym tramwajem nie jeżdżą. Szłyśmy więc w obie strony na piechotę.” (s. 60)

ONI, II C

„Babcia Wiera i stryj Julek [Julian Lewinson] mieszkali w “małym getcie”, za mostem. Julek zaciągnął się do żydowskiej służby porządkowej i nosi przepisową granatową czapkę oraz pałkę. Nam na Lesznie bardzo się to nie podobało.” [*Julian Lewinson był lekarzem w policji porządkowej]

JA, III A

„Czwartego dnia „akcji” [25.07.1942] postanowiłam nie czekać dłużej i wbrew zaklęciom i zakazom Mamy wyruszyłam do „małego getta”. Ulice były nienaturalnie ciche i zupełnie wyludnione. Szłam raźno, nie rozglądając się, szybko, szybko przez Leszno, póki nie zanurzyłam się w plątaninę wąskich uliczek prowadzących do domu Romana.” (s. 87)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
MY/ONI, IV A (jesień 1942)

„Tadzio Gliksberg pracuje teraz na placówce Werterfassung. Placówka zbiera i segreguje dla Niemców rzeczy z mieszkań po wysiedlonych Żydach. Tadzio idzie pieszo z grupą albo jedzie ciężarówką do ,,małego getta” i przynosi stamtąd wiele angielskich książek i czasopism. Ponieważ interesuje się specjalnie chemią, zbiera książki i czasopisma z tej dziedziny. Jeżeli znajduje powieści albo poezje, przynosi dla Niny.
Gmina wysyła wózki na ulice, na które zbiera się z pustych mieszkań książki żydowskie i hebrajskie. Specjalnie wyznaczeni urzędnicy segregują je i pieczołowicie układają na półkach.” (s. 157)

&amp;nbsp;

Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (12 sierpnia 1942)

„Parę dni później gruchnęła wieś, tym razem potwierdzona – o opuszczeniu Małego Getta. Mieszkańcy dostali termin dwunastogodzinny na wyprowadzenie się.” (s. 76)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Małe Getto - Plac Grzybowski 3/5 - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz</document>
<document nplp_id="6742" title="WIĘZIENNA" slug="wiezienna">
Abraham Lewin
ONI, II D (10.05.1942)
„Szczególnie niebezpieczna stała się uliczka w pobliżu więzienia, między Dzielną i Pawią, tzw. Więzienna. Na górze na wieży strażniczej stoi strażnik, prawdopodobnie volksdeutsch, który spogląda na przechodzących Żydów, i kiedy mu się podoba, woła: &amp;lt;Halt, komm Her!&amp;gt;. Na dole stoi polski policjant. Na rozkaz Niemca zatrzymuje Żyda i prowadzi go na podwórze Pawiaka. Żydzi omijają ostatnio uliczkę Więzienną.” (s. 36)
ONI, II D (23.05.1942)
„Nie ma dnia, aby nie słyszano o zamordowaniu aresztowanego Żyda bądź o zawleczeniu kogoś na Pawiak itp. Dziś rano przyszła do nas kobieta trudniąca się praniem i sprzątaniem. Powiedziała nam, że wczoraj wieczorem na Pawiej przy fatalnej uliczce tuż przy więzieniu (ulica Więzienna) zabili Żyda, kupca mąką o nazwisku Gurwicz. Niemiecki oficer gestapo nagle wyszedł z Więziennej na Pawią, na której ruch jest bardzo ożywiony, ponieważ Żydzi omijają Więzienną i Pawią. Wszyscy przechodnie żydowscy rzucili się do bram, aby zniknąć z oczu aniołowi śmierci.” (s. 68)

ADRESY:
- Pawiak (Dzielna 24/26), - róg ulic Dzielna/Więzienna,
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Więzienna - Pawiak (Dzielna 24/26)</document>
<document nplp_id="6749" title="ORLA (numery parzyste)" slug="orla-numery-parzyste">
Stanisław Gombiński
ONI, II B – II C (zima 1941)
„Minęła zima i lato, mija jesień, nadchodzi druga zima. Obojętny już wzrok przechodnia patrzy spokojnie. Już się przyzwyczaił. Spokojnie patrzy na zgrabne małe, szare auto – dobrze je zna. Za chwilę będzie głuchy strzał w jakiejś bramie na Orlej. Znów wyłowili kogoś po tamtej stronie. Dlaczego właśnie w bramie? Dlaczego tylko w parzystych domach ul. Orlej? Nikt nie wie. […] Krótki jest proces i krótkie wykonanie. Krótka też droga – z alei Szucha [25] na Orlą – zwinny, lekki kabriolecik Steyra biegnie kilka minut. Może los oszczędził delikwentom świadomości celu tej ostatniej drogi. Jeśli nie – myśli tłoczą się pod czaszką, biją w czoło. To Marszałkowska, to plac Zbawiciela, to Koszykowa. Dokąd, gdzie? To Nowogrodzka, to poczta. To Żelazna, to Łucka. Już w getcie? To Leszno! To Orla! Wysiąść? Tu? Dokąd? Po co? Dlaczego? Zaraz wyjaśnię, wytłumaczę, to chyba omyłka! Za co, za co? Za to, że się urodziłem? Za co?!! – i krótki strzał. Ulica zna to auto – jest codziennym gościem w getcie. Wit je obojętnie, patrzy na nie spokojnie.” (s. 58-59)
</document>
<document nplp_id="6751" title="SIENNA (część południowa, do&amp;nbsp;zbiegu ulic Chłodna/Żelazna)" slug="sienna-czesc-poludniowa-do-zbiegu-ulic-chlodna-zelazna">
Stanisław Gombiński
ONI, III A (koniec sierpnia 1942)
„Już minął czwarty i piąty tydzień, już kończy się sierpień. Ghetto zmniejsza się, już wypadła cała południowa część od Siennej do zbiegu Chłodnej i Żelaznej, tak zwane „małe ghetto”; sterczą puste, bezludne domy, ciągną się puste, wymarłe ulice, zasłane to poduszką, to garnkiem, to jakimiś sztukami bielizny, przedmiotami w ostatniej chwili ze zmęczonej dłoni wypuszczonymi. Puste sterczą setki budynków; wśród nich, jak wyspa – kolonia domów shopu Többensa na Prostej, a w niej kilka tysięcy pracowników. Reszty ludzi już nie ma; powędrowali do dużego ghetta, do innych shopów lub dalej, znacznie dalej…” (s. 99)
</document>
<document nplp_id="6756" title="NISKA 3" slug="niska-3">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
</document>
<document nplp_id="6758" title="NOWOLIPIE 14" slug="nowolipie-14">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)
</document>
<document nplp_id="6759" title="NALEWKI 13" slug="nalewki-13">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)

Mary Berg
ONI; IIB
4.IV.41’: "Rośnie w getcie liczba szkół i kursów zawodowych. Organizacja ORT otworzyła specjalny kurs dla dziewcząt, którym kieruje Roma Brandes, żona zbiegłego za granicę prawnika i przywódcy żydowskich socjalistów. Obejmuje on następujące specjalności: krawiectwo damskie, szycie ubranek dziecięcych, rękawicznictwo, kapelusznictwo, kaletnictwo i wyrób sztucznych kwiatów. Stowarzyszenie ORT uzyskało na ten cel dwa lokale: przy Lesznie 13 i Nalewkach 13" (s. 108-109)

</document>
<document nplp_id="6762" title="CHŁODNA 15" slug="chlodna-15">Abraham Lewin
JA/ONI, III A
„Sklep z materiałami piśmiennymi na rogu Nowego Światu…
Żona p. P-s, Cecylia została zastrzelona…
Nowolipie 14 – zmartwychpowstał… [słyszałem o tym od A.]
Świętojerska 28, poniedziałek, godzina piąta po południu.
Ósma wieczór, dozorca domu przy Nalewkach 13.
Wtorek, godzina piąta rano, Niska 3, Smocza…
Sklepikarz, który otworzył P. R-n bramę przed piątą.
Policjant Ajzensztajn.
Doktor Sztajn[kalk].
Aresztowania w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i w Gminie.
Chłodna 15 – ponad dziesięć.
Dzień sądu… skąd nadejdzie dla nas wybawienie?
Gotują się do śmierci. Jaki czeka nas los?
Karmelicka… łapali ludzi do samochodów.
Opowiadają, że rano padło 20 ofiar.
Szmul [Szmuel/Samuel Bresław – B.S.] – 15 lat. Rozena i jego wuja zastrzelono wczoraj przed godziną dziesiątą, przy wejściu do sklepu.” (s. 169)


Mary Berg
ONI, IIA

22.XII.40: „Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów” (s. 93).
</document>
<document nplp_id="6766" title="NOWOLIPIE (między Karmelicką a&amp;nbsp;Smoczą)" slug="nowolipie-odcinek-miedzy-karmelicka-a-smocza">
Abraham Lewin
JA/ONI, III A (01.08.1942)
„Jedenasty dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;, która każdym dniem staje się co[raz] straszniejsza i okrutniejsza. Niemcy opróżniają kamienice i jedną stronę ulic. Z kamienicy przy Nowolipiu 20-22 i z innych domów wyprowadzili około 5000 ludzi. Powstała straszna panika. Wysiedlenie wszystkich mieszkańców domów przy Nowolipiu z odcinka między Karmelicką i Smoczą. Ludzie wynoszą toboły z pościelą – straszny widok. Nikt nie myśli o przeniesieniu mebli.” (s. 181)


Leokadia Schmidt
JA, III A
„Tego samego wieczoru pielęgniarka naszego synka, mieszkająca przy ulicy Ceglanej, w tzw. małym getcie, zmuszona była przyjść do nas z powrotem. Była przerażona. Opowiadała, że Nowolipie od rogu Smoczej do Karmelickiej otoczone jest kordonem Niemców i policji żydowskiej. Jak się później dowiedziałam od mojej siostry, która mieszkała na tej ulicy, była to blokada na większą skalę, trwała od godz. 6.00 rano do 9.00 wieczór. Kazano wszystkim zejść na podwórko, kto pozostanie w mieszkaniu, zostanie z miejsca zastrzelony. Siostra należała do tych, którzy nie zlękli się i zostali w domu, dzięki czemu chwilowo ocalała. Z tej blokady zabrano kilka tysięcy osób. Widziałam, jak prowadzono ich Smoczą. Tej nocy wcale nie spaliśmy.” (s. 29-30)
JA, III C
„Siostra zajmowała frontowe mieszkanie. Przez szparę w firance wyglądałam często na ulicę, zaciekawiona, jak wygląda życie w tak wielkim szopie zatrudniającym jeszcze teraz, po wszystkich blokadach, 8000 ludzi. Od 5.00 rano, tj. od godziny, od której można było chodzić po mieście, do godz. 7.00 ulica zaludniała się spieszącymi dokądś. Na tym ciasnym odcinku od Smoczej do Karmelickiej ruch był taki sam jak przed wysiedleniem, z tą jedynie różnicą, że wszystkie sklepy były pozamykane. Gdzieniegdzie widać było sprzedawców chleba, kartofli i włoszczyzny. Zaopatrywali w żywność tych, którzy mieli za co ją kupić. Były tu jeszcze sklepy rozdzielcze, czynne tylko wtedy, gdy wydawano na kartki skąpe racje chleba i innych mniej ważnych produktów. Prywatnie po domach można było kupić masło, wędliny i różne artykuły spożywcze po bardzo wygórowanych cenach, sprzedawane już z trzeciej bądź czwartej ręki. Prowiant ten pochodził z filii lub placówek szopów po stronie aryjskiej. O 7.00 ulica pustoszała. Do tej godziny nocna zmiana wracała do domów, dzienna zaś znajdowała się już przy pracy. Na ulicach panowała zupełna cisza. Przed bramą szopu stali na straży werkschutze. Od czasu do czasu zajeżdżały auta ciężarowe, na które ładowano gotowy towar. Przywożono również surowce oraz stare wojskowe mundury do czyszczenia i przeróbki. Ludzie pracujący przy transporcie bardzo się wzbogacili. Pod stosem towarów szmuglowano żywność ze strony aryjskiej i sprzedawano, oczywiście po bardzo wysokich cenach. W ten sposób przemycano też ludzi na stronę aryjską, naturalnie tych, którzy mieli się gdzie ukryć. Trzeba przyznać, że szoferzy ryzykowali bardzo. Bramy skoszarowanych domów były normalnie otwarte od 5.00 rano do 9.00 wieczór. Werkschutze nie pilnowali ich jak u nas. Jedynie wylot Karmelickiej i Nowolipia, róg Smoczej, zamknięte drewnianymi bramami, były strzeżone. W obrębie tych ulic mieszkańcy mogli poruszać się swobodnie.” (s. 125)
</document>
<document nplp_id="6769" title="LESZNO 2" slug="leszno-2">Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)

Emanuel Ringelblum
ONI, I

„Zlikwidowano restaurację Gertnera. Kelnerzy musieli wynieść naczynia, wyposażenie i inne rzeczy.” (s. 64)

ONI, II

„Pozostali w stolicy członkowie Stowarzyszenia Aktorów w lokalu Stowarzyszenia przy ul. Leszno 2 urządzili stołówkę dla aktorów, która nieco ulżyła ciężkiej doli członków Stowarzyszenia.” (s. 217-218)

ONI, II-III

„[…] tysiące dzieci żydowskich wychowywały się na ulicy. Tymi właśnie dziećmi zainteresowały się komitety domowe i młodzież z poszczególnych domów wciągnęły do pracy wychowawczej. Świetlice dziecięce w wielu domach stały się ośrodkiem ogólnego zainteresowania. Właśnie pracą takich świetlic kierowała dr [Estera] Markin. Została zabrana do Treblinki podczas jednej z licznych selekcji, które przeprowadzano w lokalu centrali Centosu przy ul. Leszno 2.” (s. 239)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI,  IIB

20.V.41’: „Getto ma jeszcze jedną twarz – nowe kawiarnie i drogie sklepy spożywcze, w których można dostać wszystko. Na Siennej i Lesznie widuje się kobiety w eleganckich płaszczach i sukniach od najlepszych krawców. Getto ma nawet własne style mody. Większość pań ubiera się w długie marynarki bez kołnierzy i klap, tak zwane żakiety francuskie, i szerokie spódnice. Kapelusze są przeważnie małe, okrągłe i niezwykle wysokie. Bardzo modne są również wysokie obcasy. Za najbardziej stylowe kolory uważa się szarość i ciemną czerwień. Przy ładnej pogodzie widuje się suknie z francuskiego jedwabiu z wielkimi, kwiecistymi wzorami. Modnie wystrojone tłumy spotykają się w kawiarni Sztuka przy Lesznie, najpopularniejszym lokalu w getcie. Śmietanka towarzyska zasiada tam przy elegancko nakrytych stołach, zasłuchana w dźwięki muzyki wspaniałej orkiestry. Tak jak przed wojną plotkuje się tam i dyskutuje o najnowszej modzie. Można usłyszeć odnoszącą olbrzymie sukcesy piosenkarkę Wierę Gran. Przy Lesznie jest wiele innych kawiarni. Władysław Szpilman gra Pod Fontanną” (s. 118-119).

29.X.41’: "W kawiarni Sztuka przy Lesznie codziennie słyszy się kuplety i numery satyryczne, wymierzone w policję, służbę sanitarną, riksze, a nawet – w zawoalowanej formie – w Gestapo. Epidemia tyfusu była też przedmiotem żartów. To wprawdzie śmiech przez łzy, ale mimo wszystko śmiech. Tu, w getcie, to nasza jedyna broń – ludność drwi ze śmierci i z niemieckich zarządzeń. Humor jest jedyną rzeczą, której okupanci nie pojmują" (s. 194).
</document>
<document nplp_id="6772" title="LESZNO 32 (kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny i&amp;nbsp;klasztor karmelitów)" slug="leszno-32-kosciol-narodzenia-najswietszej-marii-panny">



















[caption id="attachment_9446" align="alignleft" width="1317"] Ul. Leszno 38 (strona płn). W głębi kościół NMP - Leszno 32 (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Henryk Bryskier
ONI, II
„Na obszarze getta pozostały cztery kościoły: Św. Augustyna przy ul. Nowolipki [48/50], Najświętszej Marii Panny oraz Augsbursko-Ewangelicki na Lesznie [16], a w ‘małym getcie’ kościół Wszystkich Świętych [32/34] na pl. Grzybowskim [3/5]. Z tych kościoły Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych były otwarte dla neofitów, kościół Św. Augustyna był zamknięty, a Ewangelicki został wyłączony w ten sposób, że od ul. Leszno wejścia były zamurowane i zrobiono nowe wejścia poprzez dom przy ul. Przejazd 5, który był odgrodzony murami po obu stronach bramy w poprzek chodników, łącząc się murami okalającymi. Przejście to umożliwiało komunikowanie się ze szpitalem Ewangelickim, kościołem Augustynów, oraz wyłączonym domem Leszno nr 2 należącym do kościoła.” (s. 107)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B
„Rewizytowałem księdza Popławskiego, który mnie odwiedził w swoim czasie w sprawie pomocy dla chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Powiedział, że czuje palec Boży w tym, ze go umieścił Bóg w ghetcie, że po skończeniu wojny wyjdzie z ghetta tak samo antysemitą jak do ghetta przybył, że Żydzi żebracy (dzieci) mają dużo zdolności aktorskich, tak samo są zdolni do udawania trupów na ulicach.” (s. 202)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś wybuchła wielka panika, a to w związku z tym, że ksiądz wygłosił kazanie w kościele i nakazał chrześcijanom z Leszna nie ruszać się z miejsc, aby w ten sposób zachować Leszno dla chrześcijan. Miał on podobno rozdawać także ulotki w tej sprawie. Zrozumiały jest niepokój, który ogarnął ludność żydowską, skoro od dnia dzisiejszego nie wiadomo, gdzie można się przeprowadzić.” (t. 29: s. 151-152)
ONI, II A
„W kościele na Lesznie księdzem jest neofita, Puder, znany z tego, że przed wojną pobito go (ONR). Obserwatorzy opowiadają, że do Kościoła przychodzi prosty tłum, tragarze itp. Cały szereg policjantów żydowskich pilnuje, żeby nikt nie ruszał.” (t. 29: s. 194)
ONI, II

„W kościele Wszystkich Świętych na Grzybowie [pl. Grzybowski 3/5] i w kościele N.P. Marii na Lesznie [32] odbywały się nabożeństwa katolickie z udziałem neofickiej służby kościelnej i neofickiego chóru. W kościołach tych można było zaobserwować ludzi naprawdę wierzących. Dewotki leżały plackiem na ziemi i żarliwie się modliły. Zmarłych wywożono karawanem kościelnym na cmentarz katolicki lub ewangelicki, rodzinie wolno było towarzyszyć konduktowi tylko do bram getta. Katolickie stowarzyszenie „Caritas” opiekowało się żywo neofitami, uruchamiając dla nich kuchnie i dbając o przydział produktów z Zakładu Zaopatrywania przy Radzie Żydowskiej. Zarówno prezes Judenratu inż. Adam Czerniaków, jak [i] przewodniczący Zakładu Zaopatrywania Abram Gepner faworyzowali neofitów, dając im duże przydziały żywności, dopuszczając ich do zajmowania wysokich stanowisk w instytucjach gminnych itd. Kierownictwo Judenratu przeholowało w tej opiece nad neofitami, stwarzając dla nich szereg przywilejów. Doszło do tego, że do przyjęcia do niektórych wydziałów żydowskiej Gminy trzeba było przedstawić świadectwo chrztu.” (t. 29a: s. 103)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B

11.XII..41’: "W obecnych granicach getta znajdują się trzy kościoły: na placu za Żelazną Bramą [najprawdopodobniej chodzi o kościół Wszystkich Świętych na pl. Grzybowskim], częściowo zburzony przez bomby, kolejny przy Lesznie w pobliżu Karmelickiej, trzeci zaś przy Żelaznej. Otwarty jest tylko ten przy Lesznie; regularnie odbywają się tam nabożeństwa odprawiane przez księży, którzy też są żydowskiego pochodzenia. Konwertyci mają swoje własne jadłodajnie, z których najważniejsza znajduje się obok na wpół zburzonego kościoła przy Żelaznej Bramie. Wydaje się, że Niemcy ich faworyzują, ponieważ posiłki są tam o wiele lepsze i tańsze niż w innych jadłodajniach getta. Ma to służyć jako przynęta w działalności misjonarskiej konwertytów" (s. 206-207).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, II D

[03/04.1942] „Przecież nikt nie wierzył w to, że jest to całkowite wyniszczenie Żydów, że nie ma tu “lepszych i gorszych”, zasługujących na śmierć lub nie. Wystarczy, że urodził się Żydem lub jego rodzice nimi byli. Bo i ci księża w opaskach, którzy się po getcie kręcili, idąc do kościoła na Lesznie, i ci byli skazani.” (s. 37)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Następnego dnia spotkałam się z Kubusiem1 na Lesznie, obok kościoła. (Mieliśmy w getcie dwa kościoły, ponieważ Niemcy zmusili do pozostania tam wszystkich katolików żydowskiego pochodzenia).” (s. 43)

1 Jakub Bernard „Kuba”, „Bertie” Siemiatycki – urodzony w 1907 r. – zginął prawdopodobnie w lipcu 1942 w Treblince. W getcie warszawskim uczęszczał na kursy graficzne w Szkole rzemieślniczej im. dr Ludwika Natansona przy Żydowskiej Gminie Wyznaniowej. Był sympatią Ireny Birnbaum. 24 lipca 1942 roku, w czasie rozpoczęcia tzw. „Wielkiej Akcji” deportacyjnej został wywieziony z getta wraz z siostrą i matką. Wspomnienia Ireny Birnbaum sugerują, że został zabrany na Umschlagplatz, skąd trafiał do obozu zagłady w Treblince. Jego dalszy los pozostaje nieznany, ale wszystko wskazuje na to, że zginął w czasie Zagłady.


</document>
<document nplp_id="6777" title="LESZNO (między Solną a&amp;nbsp;Żelazną)" slug="leszno-miedzy-solna-a-zelazna">Henryk Bryskier
ONI, III A
„Po śmieci inż. Czerniakowa rozpoczęły się łapanki zakrojone na szeroką skalę. Rada Żydowska w oparciu o swoje zarządzenie zmobilizowała swoich urzędników gminnych do pomocy Służby Porządkowej, dając im białe opaski z napisem ‘Akcja wysiedleńcza’ (Aussiedlungsdienst). Zażądano do pomocy ze szpitali 100 lekarzy. I, o hańbo! Ci wybrańcy uważali się za lepszych od innych […]. Opróżniono z mieszkańców szereg domów przy ul. Leszno (od Solnej do Żelaznej), Nowolipie, Mylnej, sierociniec dra Korczaka (po raz drugi).” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="6779" title="LESZNO 1" slug="leszno-1">Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego, Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocną służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (15.05.1942)
„Niemcy tworzą film o żydowskiej tematyce bez wątpienia dla celów propagandy antysemickiej. W tym celu zaaranżowali barbarzyńskie i perwersyjne sceny w łaźni przy ulicy Dzielnej 38.
W ubiegły czwartek 7 maja na oddziale położniczym przy Lesznie nr [1] filmowali obrzezanie. Dwa tygodnie temu przyszli na oddział i pytali o nowo urodzonego chłopczyka. […] Kazali przygotować obrzezanie ze wszystkimi szczegółami, ściśle według prawa, tzn. według ich wyobrażenia, że mohel i Żydzi z minjanu powinni być wszyscy brodaci i powinna być przygotowana uczta z rybami i mięsem. Przyszli wyznaczonego dnia, w czwartek, i w zgodzie z wymogami prawa odbyła się cała ceremonia, z mohelem i wszystkimi szczegółami, jak również posiłek. Wszystko zostało uwiecznione na taśmie filmowej. Ma to być dowód na nasze barbarzyństwo i obskurantyzm.” (s. 43)


Henryk Makower
JA, II-III
„Później codzienne spacery z Emą do szpitala na Leszno 1. Koniec sierpnia. Karmelicka coraz bardziej pusta i opuszczona. Wówczas moja rodzina mieszkała kątem u przyjaciół pod numerem 6. Przechodząc tam gwizdałem zwykle jakąś melodię węgierską Liszta i za chwilę w oknie IV piętra ukazywała się głowa jednego z członków mojej rodziny. W tym czasie wyprowadziliśmy się z Emą z wielkiego domu na rogu Nowolipek i Karmelickiej, skąd nas wyrzuciła &amp;lt;trzynastka&amp;gt;, obecnie występująca pod płaszczykiem &amp;lt;Czerwonego pogotowia&amp;gt;. Z Dzielnej częste spacery na Nowolipie do &amp;lt;Brytanii&amp;gt; w sprawach szopowych mojej rodziny, na Ogrodową do szopy, gdzie moi &amp;lt;pracowali&amp;gt;, stale i ciągle przez Karmelicką.” (s. 172)
JA/ONI, III A
„Po kilku dniach zwaliło się nowe nieszczęście na szpital, otóż Michalsen wydał zarządzenie, aby szpital &amp;lt;Czyste&amp;gt; na Stawkach przeniósł się w ciągu 24 godzin. Część jego poszła na Leszno 1, na chirurgię, reszta do nas. Prawie w tym samym czasie przeniosła się do nas centrala, tj. szpital dziecięcy Bersonów i Bermanów z ulicy Śliskiej.” (s. 64)


Marek Edelman
JA/ONI, II A 
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łóżkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Szpital żydowski musi się wyprowadzić w ciągu najbliższych miesięcy. Nie wolno im zabrać przedmiotów przymocowanych do ścian (oraz większości najdroższych aparatów). Skarbowcy natomiast zabierają ze szpitala na Lesznie [1] nawet krany, umywalki i wszystko, co można tylko odśrubować.” (s. 189)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI; IIB

29.VII.41’: "Szaleje epidemia tyfusu. Wczoraj liczba zgonów na tę chorobę przekroczyła dwieście. Zrozpaczeni lekarze po prostu rozkładają ręce. Nie ma lekarstw, a szpitale są przepełnione. Stale dostawia się nowe łóżka w salach i na korytarzach, lecz to nie rozwiązuje problemu i liczba ofiar codziennie rośnie. W szpitalu na rogu Leszna i Rymarskiej w oknie ambulatorium wywieszono napis „Brak wolnych miejsc”. Szpital Dziecięcy Bersohnów przy Siennej jest zapełniony dziećmi w różnym wieku – wszystkie chorują na tyfus. Szpital na rogu Leszna i Żelaznej zamknął drzwi – nie ma już miejsca nawet dla jednego pacjenta. Kilka dni temu na Lesznie widziałam ojca niosącego na rękach podrośniętego już chłopca. I ojciec, i syn byli ubrani w łachmany. Twarz chorego dziecka płonęła od gorączki, chłopiec majaczył. Mężczyzna doszedł na róg Leszna i Żelaznej, przystanął niezdecydowanie przed bramą szpitala. Stał tam przez chwilę, najwyraźniej zastanawiając się, co robić. Wreszcie nieszczęsny ułożył chorego synka na schodach prowadzących do szpitalnego ambulatorium i cofnął się o kilka kroków. Wyczerpany chłopiec miotał się w konwulsjach, głośno jęcząc. Nagle zjawiła się pielęgniarka w białym fartuchu i zaczęła besztać rozżalonego ojca stojącego ze spuszczoną głową i zanoszącego się gorzkim płaczem. Po chwili dostrzegłam, że chory chłopiec przestał wykonywać ruchy, jak gdyby usnął. Miał otwarte oczy, na twarzy zastygł mu wyraz błogiego zadowolenia" (s. 153-154).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IID

[06/07.1942] „Tymczasem któregoś dnia Abe dostał bólów w prawym boku i zanim zdążyliśmy się zorientować, co mu jest - już był ropny stan wyrostka robaczkowego. Zrobiono natychmiast operację i cudem jakimś udało się go uratować. Pierwszym jego słowem jeszcze pod działaniem narkozy było: “Ita?” (…)
Znowu dodatkowy obowiązek - codziennie gotować jedzenie dla chorego, a w przerwie obiadowej pędzić z Nalewek na Leszno do szpitala, by się z nim widzieć i zanieść jedzenie. Mógł także to Piniek zrobić, ale mnie się łatwiej było dostać do niego, bez przepustki od lekarza.” (s. 40-41)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, IIA

„Stefan, który obecnie pracował ochotniczo w szpitalu na Lesznie [Leszno 1] jako sanitariusz wrócił pewnego dnia z pracy z silnym bólem głowy i dużą gorączką. Myśleliśmy, że to grypa, ale po trzech dniach temperatura wzrosła do 41 stopni i ciało Stefana pokryło się czerwoną wysypką, zaczęliśmy podejrzewać tyfus plamisty.” (s. 58)</document>
<document nplp_id="6784" title="GĘSIA (między Zamenhofa a&amp;nbsp;Lubeckiego)" slug="gesia-miedzy-zamenhofa-a-lubeckiego">Abraham Lewin
ONI, III B
„Wieczorem dotarli do getta i polowali na ludzi. W ciągu pięciu minut wygnali wszystkich ludzi mieszkających przy Gęsiej między ulicami Zamenhofa i Lubeckiego. Nie zwracają uwagi na dokumenty.” (s. 190)
</document>
<document nplp_id="6788" title="ZAMENHOFA 19 &amp;#8211; GĘSIA [TRASA]" slug="zamenhofa-19-gesia-trasa">

Władysław Szpilman
ONI/JA, III A/III B
„Urzędnicy gminni mieli zebrać się w określonym dniu na dziedzińcu Gminy, reszta ludzi zaś w części getta pomiędzy ulicami Nowolipki i Gęsią. Dla bezpieczeństwa przed budynkiem Gminy ustawił się jeden z żydowskich policjantów, oficer Blaupapier, z pejczem w ręku. Bił własnoręcznie wszystkich, którzy próbowali wejść do środka. Pomiędzy ludzi przeznaczonych do pozostania w getcie rozdano numerki na odpowiednio ostemplowanych karteczkach. Gmina miała prawo zatrzymać pięć tysięcy osób spośród swoich pracowników. Pierwszego dnia nie dostałem numerka, mimo to przespałem w rezygnacji całą noc, podczas gdy moi współtowarzysze prawie wariowali z trwogi. Następnego dnia miałem numerek już od samego rana. Ustawiono nas czwórkami i tak sformowani czekaliśmy, aż niemiecka komisja kontrolna z Untersturmfuhrerem Brandtem zechce przyjechać, by przeliczyć, czy przypadkiem nie za wielu z nas uniknie śmierci. Czwórkami, równym krokiem, maszerowaliśmy otoczeni przez policję w kierunku bramy Gminy, by udać się na Gęsią, gdzie mieliśmy być zakwaterowani. Za nami pozostał tłum skazanych na śmierć, rzucających się to tu, to tam, krzyczących, płaczących i przeklinających nas za to, że jakimś cudem nam się udało, natomiast Litwini strzegący tej granicy pomiędzy życiem i śmiercią strzelali do nich, by ich w ten, wówczas normalny, sposób uspokoić.” (s. 108-109)</document>
<document nplp_id="6790" title="KERCELAK [OBSZAR] [TARG W&amp;nbsp;GRANICACH ULIC: CHŁODNA – TOWAROWA – OKOPOWA &amp;#8211; LESZNO] (poza gettem)" slug="kercelak-obszar-targ-w-granicach-ulic-chlodna-towarowa-okopowa-leszno">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, II D (13.05.1942)
„Poinformowano mnie, że wczoraj odbyła się wielka łapanka po &amp;lt;aryjskiej stronie&amp;gt;. Otoczyli Kercelak, zabrali towary i zatrzymali wszystkich mężczyzn i kobiety. Zwolnili tylko starców. Pozostałych odprowadzili od razu na stację. Wysłano ich prawdopodobnie do Niemiec na roboty.” (s. 40)
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (13.05.1942)
„Tego samego dnia [chodzi o 13 maja 1942] po tamtej stronie zorganizowano obławy. Niemcy i polska policja otoczyli Kercelak, gdzie schwytali wielu handlarzy i zawieźli ich do aresztu.” (Pisma, s. 272)
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Z rana delegaci Gminy byli u Haniki. Oświadczył, że z ghetta wyłączają Kercelak i sądy na Lesznie. Śto-Jerska jest w dyskusji.” [12 X 1940] (s. 127)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Z restauracji Gertnera [Cafe Gertner] wyciągnęli wszystkich do robót. Na ulicach nikogo nie ruszali. Otoczyli Kercelak i wszystkich wzięli do pracy. Tak samo w tramwajach.” (s. 108)
&amp;nbsp;

TRASY:
- Trasa: Okopowa - Kercelak</document>
<document nplp_id="6793" title="czworobok RYMARSKA – ELEKTORALNA – ORLA &amp;#8211; LESZNO [OBSZAR]" slug="czworobok-rymarska-elektoralna-orla-leszno-obszar">
Henryk Bryskier
ONI, II
„Mimo wielkiej dyskrecji, wiadomym i znanym jest fakt, że np. już po zamknięciu getta, ale jeszcze przed definitywnym przeniesieniem wszystkich aryjczyków i ich przedsiębiorstw, były wysyłane za pośrednictwem niemieckiego adwokata przez pewne zasobniejsze firmy z ul. Leszno i Elektoralnej, przy poparciu czynników kościelnych z ul. Leszna, memoriały do władz niemieckim w sprawie wydzielenia z getta czworoboku: Rymarska-Elektoralna-Orla-Leszno. Niezależnie od wyłożonych kosztów, akcja z niewiadomych przyczyn spaliła na panewce.” (s. 148)
</document>
<document nplp_id="6795" title="WAWER (pomiędzy ul.&amp;nbsp;Spiżową a&amp;nbsp;ul.&amp;nbsp;Błękitną) (poza gettem)" slug="wawer-pomiedzy-ul-spizowa-a-ul-blekitna-poza-gettem">
&amp;nbsp;

Władysław Szpilman
ONI, I
„Mimo że walką zbrojną przeciw nam Niemcy wygrali, pod względem politycznym zaczęli ponosić porażki. Zdecydowaną klęską ponieśli w grudniu 1939 roku, gdy rozstrzelano w Warszawie pierwszych stu niewinnych mężczyzn. W ciągu kilku godzin urosła wtedy pomiędzy Polakami i Niemcami ściana nienawiści, której nie dało się już nigdy pokonać, mimo wykazywanej często w późniejszych latach wojny dobrej woli ze strony okupanta.” (s. 30)


Adam Czerniaków
ONI, I

„Tragedia w Wawrze.” [28.XII.1939] (s. 57)</document>
<document nplp_id="6796" title="WOLA (okolice Lasku na&amp;nbsp;Kole)" slug="wola-okolice-lasku-na-kole">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, I
„Głównodowodzący generał zaapelował do społeczeństwa o wzięcie udziału w akcji kopania wokół miasta rowów obronnych, które miały utrudnić atak niemieckich czołgów. Wszyscy zgłaszali się do tej pracy. U nas w domu pozostawała tylko matka, by pilnować mieszkania i przygotowywać obiad. Kopaliśmy na peryferiach miasta, wzdłuż jednego z pagórków na Woli. Za nami rozciągała się ładna dzielnica willowa, przed nami zaś miejski zagajnik. Praca ta sprawiałaby mi nawet przyjemność, gdyby i tu nie prześladowały nas bomby. Nie spadały wprawdzie zbyt blisko, ale czułem się nieswojo, słysząc ich gwizd i mając świadomość, że któraś z nich mogłaby w nas trafić. Obok mnie pracował pierwszego dnia stary Żyd w kaftanie i jarmułce. Kopał w biblijnym zapamiętaniu, rzucał się na szpadel jak na śmiertelnego wroga; z pianą na ustach, szarą ze zmęczenia, pokrytą potem twarzą, wstrząsany drgawkami przykurczonych mięśni, zgrzytający zębami - splot czarnego kaftana z brodą. Przerastająca jego siły, zawzięcie wykonywana praca nie przynosiła żadnych widocznych rezultatów. Łopata zagłębiała się ledwie czubkiem w twardą ziemię, a wydłubane tym sposobem grudki zsuwały się na powrót do rowu, zanim udawało mu się je przerzucić poza jego brzeg. Co chwilę opierał się o krawędź okopu i kaszlał, charcząc.” (s. 20)</document>
<document nplp_id="6798" title="CHOCIMSKA 24 (Państwowy Zakład Higieny) (poza gettem)" slug="chocimska-24-panstwowy-zaklad-higieny-poza-gettem">
Ludwik Hirszfeld
JA, II D/ III
„Personel mój [szpital u zbiegu ul. Leszno 84 i Żelaznej 95 – B.S.] formalnie głodował. Tekla Epsteinówna zemdlała kiedyś z głodu w pracowni. Ażeby im pomóc, produkowałem szczepionkę przeciwczerwonkową, dochód przeznaczyłem na dożywianie chorych i pensje dodatkowe dla asystentów, ale i to nie wystarczało; musiałem znaleźć inne sposoby, by im pomów. Otóż profesor Weigel ze Lwowa i Państwowy Zakład Higieny przysłali na moje imię większą ilość szczepionki przeciwko durowi plamistemu. Szczepionki te w wolnym handlu kosztowały około tysiąca złotych. Przysłaną mi szczepionkę przekazałem Radzie Zdrowia [Grzybowska 24/26 - B.S.], z tym, że szczepieni będą opłacać pewną niewielką kwotę. Utworzył się z tego pewien niewielki fundusz do rozporządzenia Rady Zdrowia.” (s. 326-327)


Adam Czerniaków
JA, II B
„O 3 p.p. z prof. Hirschfeldem, dr Milejkowskim, dr Gancem, Kormanem, Lamprechtem, Auerswaldem i Grasslerem u prof. Kudicke. Omawiano problemat walki z epidemią i oświadczono, że tyfus wywołany jest przez zawszenie. Powiedziałem, że zebrani upraszczają sobie formułę myśląc, ze F=f(V) F - tyfus, V - Verlausung - zawszenie. Zdaniem moim, formuła jest bardziej skomplikowana: F zależne jest od gęstości zaludnienia i od racji żywnościowych. Warszawa to przeklęte miasto, w którym Żyd otrzymuje za 13 groszy żywności. Opowiedziałem, w jakich warunkach pracujemy. Idee nie mają rąk ani nóg, ale ludzie. Nie można wymagać od aparatu, aby był sprawny, skoro nie płaci się im za gaz. (s. 223)
</document>
<document nplp_id="6800" title="NARBUTTA 8 – POLNA – CHAŁUBIŃSKIEGO – ŻELAZNA &amp;#8211; ŻELAZNA/TWARDA (WACHA) [TRASA]" slug="narbutta-8-polna-chalubinskiego-zelazna-zelazna-twarda-wacha-trasa">
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV A
„31 grudnia 1942 roku niespodziewanie nadszedł duży transport węgla. Całość musieliśmy rozładować i przenieść do piwnic domu przy Narbutta jeszcze tego samego dnia. Była to ciężka praca i trwała nadspodziewanie długo. Zamiast wyruszyć w kierunku getta o szóstej wieczorem, wychodziliśmy w drogę, gdy była już noc. Szliśmy trójkami naszą codzienną trasą: Polną, przez Chałubińskiego i dalej wzdłuż ulicy Żelaznej do bramy getta. Byliśmy już na ulicy Chałubińskiego, gdy od czoła kolumny rozległy się dzikie wrzaski. Zwolniliśmy kroku. Chwilę później wiedzieliśmy, co się dzieje: natknęliśmy się zupełnie przypadkowo na dwóch zalanych SS-manów. Jednym z nich był „Zig-zag”. Rzucili się na nas i zaczęli tłuc nahajkami, z którymi nie rozstawali się nawet podczas pijackich eskapad. Robili swoje systematycznie, lejąc trójkę za trójką, zacząwszy od początku kolumny.” (s. 116-117)
</document>
<document nplp_id="6802" title="NARBUTTA 8 &amp;#8211; WIŚNIOWA &amp;#8211; NOAKOWSKIEGO 10  [TRASA]" slug="narbutta-8-wisniowa-noakowskiego-10-trasa">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA/ONI, IV B
„Tej soboty byłem już od rana śmiertelnie zdenerwowany. Czy wszystko się uda? Każdy nieostrożny krok mógł oznaczać natychmiastową śmierć. Po południu zjawił się rzeczywiście generał na inspekcję. Zaabsorbowani tym SS-mani nie zwracali na nas chwilowo uwagi. Około piątej kończyli pracę „aryjscy” robotnicy. Ubrałem się w płaszcz, po raz pierwszy od trzech lat zdjąłem opaskę z jasnoniebieską gwiazdą i przecisnąłem się wśród nich przez bramę. Przy rogu Wiśniowej stał Bogucki. Wszystko więc dotychczas szło gładko. Gdy mnie zauważył, ruszył szybko przed siebie. Szedłem parę kroków za nim, z wysoko postawionym kołnierzem, próbując nie stracić go z oczu w panujących ciemnościach. Ulice były opustoszałe, z rzadka tylko oświetlone latarniami, zgodnie z zarządzeniem obowiązującym od początku wojny. Musiałem jedynie uważać, by nie natrafić w promieniach światła rzucanych przez latarnie na jakiegoś Niemca, który mógłby dojrzeć moją twarz. Szliśmy szybkim krokiem, wybraliśmy najkrótszą drogę, a mimo to miałem wrażenie, że jest nieskończenie długa. Wreszcie osiągnęliśmy nasz cel - dom przy ulicy Noakowskiego 10, gdzie miałem się ukryć na piątym piętrze w malarskim atelier, znajdującym się wówczas w dyspozycji jednego z przywódców muzycznej konspiracji - kompozytora Piotra Perkowskiego. Przeskakując po trzy stopnie, wbiegliśmy na górę. W atelier czekała na nas zdenerwowana i martwiąca się Godlewska. Odetchnęła z ulgą, gdy nas ujrzała.” (s. 124-125)</document>
<document nplp_id="6804" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 227/253 &amp;#8211; SĘDZIOWSKA – KOLONIA STASZICA [TRASA]" slug="aleja-niepodleglosci-227-253-sedziowska-kolonia-staszica-trasa">

Władysław Szpilman
JA, VI C
„Była dziesiąta rano. Tego dnia SS-mani przyprowadzili do pomocy przy robotach na terenie szpitala grupą mężczyzn ubranych po cywilnemu. Leżałem rozpłaszczony na dachu, gdy nagle usłyszałem wystrzeloną w pobliżu serią z karabinu maszynowego, przypominającą świst lub świergot przelatującego nad głową stada wróbli. Pociski rozprysły się wokół mnie. Rozejrzałem się na dachu szpitala, po przeciwnej stronie ulicy stali dwaj Niemcy i strzelali do mnie. Zsunąłem się na strych i skulony podbiegłem do włazu. Za mną rozległy się okrzyki „Halt! Halt!”. Następne serie strzałów i dziesiątki kul przelatywały nad moją głową. Udało mi się szczęśliwie zeskoczyć na klatką schodową. Nie miałem chwili do namysłu: ostatnia moja kryjówka na terenie tego domu została wykryta. Musiałem natychmiast uciekać. Zbiegłem ze schodów, wypadłem na Sędziowską, przebiegłem przez ulicę i skryłem się w ruinach piętrowych domków, na kolonii Staszica. Moje położenie stawało się znowu beznadziejne, po raz nie wiadomo już który. Błąkałem się wśród całkowicie wypalonych domków, w których nie istniał najmniejszy nawet cień szansy na znalezienie wody lub jedzenia, nie mówiąc już o ukryciu się. Dopiero po upływie jakiegoś czasu zauważyłem stojący w oddali wysoki dom, położony pomiędzy aleją Niepodległości i Sędziowską. Było to chyba jedyne miejsce, w którym mogłem znaleźć schronienie. Ruszyłem w jego kierunku. Po bliższych oględzinach okazało się, że środkowa część tego domu była całkowicie wypalona, jednak jego skrzydła pozostały nietknięte. W mieszkaniach stały meble, w wannach były zapasy wody porobione jeszcze w czasie powstania, zaś w spiżarniach leżały gdzieniegdzie resztki nie rozkradzionej żywności. Starym zwyczajem ulokowałem się na strychu.” (s. 162)</document>
<document nplp_id="6806" title="PUŁAWSKA 83 &amp;#8211; NARBUTTA 17 &amp;#8211; FAŁATA 2 [TRASA]" slug="pulawska-83-narbutta-17-falata-2-trasa">
Władysław Szpilman
JA, VI A
„Na parterze przebiegłem koło dozorczyni, która na szczęście nic nie zrozumiała z krzyków dobiegających z góry. Dopadłem bramy i wydostałem się na ulicę. Udało mi się uniknąć śmierci, lecz czyhało na mnie inne niebezpieczeństwo: znajdowałem się na ulicy w samo południe, nieogolony, nie strzyżony od wielu miesięcy, w wygniecionym i brudnym ubraniu. Samo to wystarczało, by zwracać na siebie uwagę, nie mówiąc już o moich rysach twarzy. Skręciłem w najbliższą przecznicę i pobiegłem przed siebie. Dokąd mam iść? Jedynymi znajomymi w pobliżu byli mieszkający na Narbutta państwo Bołdokowie. Postanowiłem, że pójdę do nich. Byłem jednak tak zdenerwowany, że zgubiłem drogę wśród tak dobrze przecież mi znanych uliczek tej dzielnicy miasta. Błądziłem chyba z godzinę, nim udało mi się dotrzeć do celu. Długo się wahałem, zanim zadzwoniłem do drzwi, za którymi miałem nadzieję znaleźć schronienie. Wiedziałem, na co narażam tych ludzi swoją obecnością. Gdyby mnie u nich znaleziono, zostaliby rozstrzelani wraz ze mną. Nie miałem jednak wyboru. Gdy mi otworzono, od razu zaznaczyłem, że przyszedłem tylko na chwilę, by skorzystać z telefonu i dowiedzieć się, gdzie mógłbym znaleźć nowe schronienie. Telefonowanie nie przyniosło jednak spodziewanych rezultatów. Jedni z moich przyjaciół nie mogli mnie przyjąć, inni zaś nie mogli wyjść z domu, gdyż tego właśnie dnia nasza partyzantka dokonała udanego zamachu na jeden z największych banków w Warszawie i całe Śródmieście obstawione było przez policję. W tej sytuacji Bołdokowie postanowili, że będę spał w położonym o piętro niżej mieszkaniu, od którego mieli klucze. Dopiero następnego dnia przyszedł po mnie mój kolega z Radia - Zbigniew Jaworski, który postanowił przechować mnie przez kilka następnych dni u siebie.” (s. 138)
</document>
<document nplp_id="6808" title="FAŁATA 2 &amp;#8211; ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 227/253 [TRASA]" slug="falata-2-aleja-niepodleglosci-227-253-trasa">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, VI A
„21 sierpnia, po ostatniej nocy u państwa Jaworskich, podczas której w okolicy szalało gestapo, utrzymując nas całą noc w strachu, przeniosłem się do dużego bloku w alei Niepodległości. Miała to być moja ostatnia kryjówka przed Powstaniem Warszawskim i związanym z nim zburzeniem miasta. Obszerny pokój na czwartym piętrze miał wejście bezpośrednio z klatki schodowej. Były tam gaz i prąd, nie było zaś wody. Trzeba było wychodzić po nią na korytarz, gdzie obok wspólnej toalety znajdował się kran. Obok mnie mieszkali inteligentni ludzie, ludzie o wyższym poziomie niż sąsiedzi z ulicy Puławskiej [83 – B.S.], którzy kłócili się całymi dniami, tłukli w rozstrojony fortepian i później chcieli mnie wydać Niemcom. Tu sąsiadowałem z małżeństwem działaczy podziemia, którzy byli poszukiwani i z tego powodu nie sypiali w domu. Nie było to dla mnie zbyt bezpieczne, ale wolałem to niż sąsiedztwo lojalnych prymitywów, którzy ze strachu mogli mnie wydać. W sąsiednich domach mieszkali przeważnie Niemcy oraz mieściły się różne wojskowe urzędy. Naprzeciw moich okien stał niewykończony wielki budynek szpitalny, który wykorzystywano teraz na magazyny. Codziennie widywałem tam rosyjskich jeńców, wnoszących do niego lub wynoszących zeń różne ciężkie skrzynie. Tym razem przebywałem więc w sercu jednej z najbardziej niemieckich dzielnic Warszawy, w samej jaskini lwa. Może tak było lepiej i bezpieczniej.” (s. 139-140)</document>
<document nplp_id="6810" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 227/253 &amp;#8211; ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 218 [TRASA]" slug="aleja-niepodleglosci-227-253-aleja-niepodleglosci-218-trasa">
Władysław Szpilman
JA, VI B
„Wieczorem zauważyłem na ścianie płonącego budynku rysę. Gdy ściana upadnie, z pewnością mnie przygniecie. Postanowiłem jednak wytrwać w bezruchu, dopóki nie zapadnie zmierzch i nie odzyskam sił po wczorajszym zatruciu środkami nasennymi. Gdy się ściemniło, wróciłem na klatkę schodową, lecz nie odważyłem się pójść na górę. Wnętrza mieszkań płonęły nadal i w każdej chwili mogło zająć się piętro, na którym mieszkałem. Zdecydowałem się jednak na coś innego. Po drugiej stronie alei Niepodległości stał ogromny gmach niewykończonego szpitala, gdzie mieściły się niemieckie magazyny wojskowe. Postanowiłem spróbować dostać się do tego budynku. Wyszedłem drugim wyjściem na aleję Niepodległości. Mimo że był wieczór, nie było ciemno. Szeroka jezdnia zasłana była trupami, wśród których leżały nie uprzątnięte jeszcze zwłoki kobiety zastrzelonej drugiego dnia powstania. Całość była oświetlona czerwoną łuną pożarów. Położyłem się na brzuchu i zacząłem się czołgać w kierunku szpitala. Co pewien czas przechodzili obok mnie Niemcy, pojedynczo lub w grupach. Wówczas na chwilę zamierałem, udając, że jestem jeszcze jednymi zwłokami.” (s. 153)
</document>
<document nplp_id="6812" title="ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 218 &amp;#8211; ALEJA NIEPODLEGŁOŚCI 227/253 [TRASA]" slug="aleja-niepodleglosci-218-aleja-niepodleglosci-227-253-trasa">
Władysław Szpilman
JA, VI B
„19 sierpnia Niemcy przy akompaniamencie wrzasków i strzałów wyrzucili mieszkańców z willi na Filtrowej. Pozostałem sam w całej dzielnicy. Do gmachu, w którym się ukrywałem, coraz częściej przychodzili SS-mani. Jak długo mogłem jeszcze tak żyć? Tydzień, może dwa? Później pozostawało mi jedynie samobójstwo. Tym razem mógłbym chyba tylko podciąć sobie żyły starą żyletką. Żaden inny sposób popełnienia samobójstwa już mi nie pozostał. W którejś z separatek znalazłem trochę jęczmienia. Ugotowałem go w nocy, na ogniu rozpalonym w piecyku stojącym w warsztacie stolarskim, zdobywając w ten sposób pożywienie na następnych kilka dni. 30 sierpnia postanowiłem przenieść się znowu w ruiny mojego, całkowicie już - wydawałoby się - wypalonego domu. Zabrałem ze szpitala dzban z wodą i około pierwszej w nocy przedostałem się przez ulicę. Początkowo chciałem ukryć się w piwnicy, ale tam tlił się węgiel, umyślnie podpalany przez Niemców. Zająłem więc gruzy mieszkania na trzecim piętrze. W wannie było wystarczająco dużo wody i nawet jeśli była ona bardzo brudna, stanowiła dla mnie skarb. W niespalonej spiżarni znalazłem torebkę sucharów.” (s. 154-155)

</document>
<document nplp_id="6814" title="GETTO [OBSZAR]" slug="getto-obszar">
Władysław Szpilman
ONI/JA, I/II
„Wkrótce miały wstrząsnąć opinią publiczną następne dwa wydarzenia: pierwszym z nich był niemiecki atak lotniczy na Anglię, drugim zaś to, że nad prowadzącymi do getta ulicami pojawiły się tablice informujące o epidemii tyfusu i konieczności omijania dzielnicy. Krótko potem w jedynej wydawanej w Warszawie przez Niemców gazecie w języku polskim ukazał się urzędowy komentarz na ten temat: Żydzi są społecznymi szkodnikami, a także roznosicielami zarazy. Nie zamykano ich w getcie, nie powinno się nawet używać tego słowa. Niemcy byli przecież narodem wielkodusznym oraz pełnym kultury i nigdy nie zamknęliby nawet takich pasożytów, jakimi byli Żydzi, w gettach, które jako pozostałość średniowiecza nie znajdą miejsca w nowym, europejskim ładzie. Wręcz przeciwnie, planuje się stworzenie specjalnej dzielnicy, w której będą żyli wyłącznie Żydzi, w której będą mogli czuć się swobodnie, oddawać się swoim rytuałom i rozwijać własną kulturą. Tylko ze wzglądów higienicznych otoczono tę dzielnice, murem, by tyfus i inne „żydowskie” choroby nie przenosiły się na ludzi w pozostałej części Warszawy. Do komentarza dołączono plan miasta, na który naniesione były dokładne granice getta.” (s. 44)
JA/ONI, IV A/ IV B
„Tego wieczoru nie wróciliśmy do getta. Zostaliśmy na jakiś czas skoszarowani na Narbutta. Dopiero później mieliśmy się dowiedzieć, co się w tym czasie wydarzyło w getcie: ludzie bronili się, jak umieli, przed wywiezieniem na śmierć. Chowali się w przygotowanych wcześniej kryjówkach, a kobiety polewały klatki schodowe wodą, która zamarzając, utrudniała Niemcom wdarcie się do wyżej położonych mieszkań. Niektóre z domów wprost zabarykadowano, a mieszkańcy wdali się w strzelaninę z SS, zdecydowani zginąć w walce z bronią w ręku, zamiast dać się wykończyć w komorze gazowej. Chorych z żydowskiego szpitala zabrano w bieliźnie, załadowano do lodowatych wagonów i wywieziono do Treblinki. Jednakże dzięki temu pierwszemu aktowi zbrojnego oporu stawianego przez Żydów, Niemcy zdołali odtransportować w ciągu pięciu dni zaledwie pięć tysięcy osób,
zamiast zaplanowanych dziesięciu tysięcy. Piątego dnia wieczorem „Zig-zag” zawiadomił nas, że akcja „czyszczenia getta z pasożytniczych elementów” została zakończona i możemy wreszcie powrócić do domu. Nasze serca waliły jak młotem. Ulice getta ukazywały wstrząsający widok. Chodniki były zasypane odłamkami powybijanych szyb. Rynsztoki pełne były pierza z porozrywanych poduszek. Wszędzie pióra. Każdy podmuch wiatru unosił chmury piór i rozdmuchiwał je wokoło, jakby padał śnieg, tylko w odwrotnym kierunku - od ziemi ku niebu. Co rusz zwłoki pomordowanych. Wokoło panowała tak głęboka cisza, że odgłos naszych kroków odbijał się długim echem od ścian domów, jakbyśmy przecinali wąwóz w górach. Pokój był splądrowany i nie zastaliśmy w nim nikogo. Wszystko było tak, jak pozostawili to wywiezieni rodzice Próżańskiego. Prycze były po ich ostatniej tu nocy nie zasłane, a na wygaszonym piecyku stał garnuszek z kawą, której nie było im już dane wypić. Na stole leżały, tak jak je pozostawiłem, pióro i zegarek.” (s. 122-123)


Perec Opoczyński
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (s. 317)

Henryk Makower
JA/ONI, I–II
„Teren getta odpowiadał terenowi dawnego Seuchensperrgeibet, odpadło tylko stare miasto i część ulic w tamtej okolicy, m.in. Nowiniarska, gdzie było nasze ambulatorium gminne, oprócz tego – plac Żelaznej Bramy, plac Mirowski i odcinek Chłodnej: od Białej do Żelaznej. Granicę południową stanowiła Złota, zachodnią wyloty ulic na Wronią (Wronia była wyłączona), od Złotej do Leszna, dalej kawałek, nie pamiętam dokładnie jaki, w każdym razie idący dalej ku północy do Okopowej. Od północy granicę stanowiła ulica Stawki, plac Parysowski, Dzika. Od wschodu, zdaje mi się, wyloty wychodzące na Bonifraterską, Zakroczymską, Nalewki, wylot Senatorskiej na plac Teatralny, potem wcięcie w postaci zwężającej się strzałki aż do rogu Chłodnej i Żelaznej, gdzie był wąski przesmyk, łączący dużą część północną, którą zaraz ochrzczono jako duże getto, z małym gettem – południowym. Małe getto miało granicę wschodnią – wyloty na Marszałkowską, a północną – wyloty na Chłodną, plac Mirowski i plac Żelaznej Bramy. Parzyste numery odcinka Chłodnej, między Żelazną a Wronią, należały do dużego, a nieparzyste do małego getta.” (s. 8-9)
JA, III
„Strona nieparzysta Leszna wyłączona została z getta. Tylko drobny ruch wewnętrzny &amp;lt;toebbensowców&amp;gt; został po stronie parzystej. Znikły tłumy ludzi przewalających się z Leszna na Żelazną do małego getta i z Żelaznej na Leszno – do dużego. Już dawno przestały omijać róg tramwaje opatrzone niebieska opaską. Żelazna-Leszno-Karmelicka-Dzielna-Zamenhofa-Gęsia-Nalewki-Muranowska-Zamenhofa-Gęsia-Smocza-Nowolipie-Żelazna-Leszno. Przestały w pędzie przejeżdżać riksze. Zniknęły budy omnibusów Kohna i Hellera.” (s. 186)

Marek Edelman
ONI/JA, I
„W listopadzie 1940 roku Niemcy tworzą w Warszawie getto. Cała ludność żydowska, mieszkająca jeszcze poza „Seuchenspergebiet”, zostaje przesiedlona na te tereny. Polacy mieszkający w obrębie getta opuszczają swoje mieszkania. Dla małych fabryk, warsztatów i sklepów termin przeniesienia jest o dwa tygodnie dłuższy. Czyli do 1 grudnia. Ale już 15 listopada żadnemu Żydowi nie wolno opuścić dzielnicy żydowskiej. Niemcy natychmiast opieczętowują lokale pożydowskie i następnie wraz z całym inwentarzem oddają je bezpłatnie handlarzom i szmuglerom polskim.” (s. 9)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ogólnie wielki wpływ getta w tych czasach na Żydów-asymilatorów. Poczuli się Żydami i spróbowali się zbliżyć [do środowiska żydowskiego]. Bardzo boleśnie odczuli wszystkie ograniczenia i prześladowania; samobójstwa w tym środowisku.” (s. 47)
„Wczoraj, piątego stycznia [1940], wyszło zarządzenie o handlu ulicznym. Żydowski handel zostaje ograniczony do ulic getta, poczynając od Krakowskiego Przedmieścia, Karowej, Królewskiej, Siennej i in. Trzeba mieć zezwolenie na zajmowanie się handlem.” (s. 50)
„Znów mówi się o getcie w Warszawie. Ma ono objąć Pragę i kilka żydowskich komisariatów.” (s. 66)
„Dziś, drugiego marca [1940] [?] przystąpiono do wznoszenia murów wokół terenu zarazy. Wywarło to silne wrażenie. Dopatrują się w tym początku faktycznego getta.” (s. 82)
„Na ulicach jest całkiem spokojnie. Ludność żydowska, która w ubiegłym tygodniu całkowicie ukrywała się w mieszkaniach, wychodzi z domów; widać Żydów nawet w polskich dzielnicach.” (s. 82)
„Mówi się, że polskie wyrostki otrzymały od tamtych po 2 zł i więcej dziennie. Jakoby przywieziono ich w samochodach i wypuszczono w dzielnicy żydowskiej, ale informacje te są z niepewnego źródła.” (s. 83)
„Dziś chodziły słuchy, że ogrodzenia wokół obszaru getta zostaną zastąpione murami. W związku z tym znów poważnie się mówi o getcie w Warszawie, jak też o kilkuset żydowskich policjantach, których Gmina Żydowska ma podobno przyjąć. Ubiegano się o protekcję, żeby dostać się na to stanowisko.” (s. 88)
„Ulice sprawiają smutne wrażenie. Wszędzie zamiast szyb deski lub kawałki szkła. Opowiadają, że w czasie ograbiania żydowskich sklepów z kapeluszami na Żabiej okoliczni [kupcy] chrześcijańscy przyglądali się temu z zadowolenie. Pozostali sami.” (s. 89)
„Dziś, trzydziestego marca [1940], potwierdziła się wiadomość, że Gmina Żydowska otrzymała nakaz wybudowania murów tam, gdzie dotychczas były druty kolczaste odgradzające Seuchengebiet od innych terenów. Będzie także poczta żydowska, która będzie się znajdowała na granicy getta. Poczta ta będzie odbierała wszystko od niemieckiej poczty i będzie przekazywała z powrotem.” (s. 90)
„Lud powiada, że wybudowali mury w sześciu punktach miasta po to, żeby, jeśli stąd wyjdą, zamknąć w nich całą ludność.” (s. 98)

„Mury wokół Seuchengebiet w Warszawie nazywają przedłużeniem linii Zygfryda.” (s. 105)

„Ludzie nie rozumieją sensu murów, które pokrywają się z gettem. Zachodzi obawa, by tuż przed opuszczeniem miasta nie podpalili getta. Magistrat zaproponował za łapówkę przesunięcie murów na Rymarską w myśl życzeń kupców.” (s. 111)

„Coraz więcej wypadków usuwania Żydów z poszczególnych domów. Dają pół godziny na wyniesienie rzeczy. W pewnym mieszkaniu kazali w ciągu pół godziny przewlec pościel, zamiast pakować się. Częstokroć meble i pościel trzeba pozostawić. Ubija się przy tym interesy, albowiem przychodzą nawet do dzielnicy żydowskiej i każą się rzekomo wyprowadzić, ale za pieniądze pozwalają zostać w mieszkaniach. Ludzie siedzą tam spakowani. Wywołuje to bardzo zły nastój w mieście.” (s. 119-120)

„Okazuje się, że groźba getta, i to właśnie na przedmieściach, wisiała nad Warszawą, ale na razie odroczono [tę sprawę].” (s. 123)

„Istnieje projekt utworzenia getta w powiecie warszawskim, żeby skoncentrować Żydów w jednym miejscu.” (s. 127)

„Dziś 25 września [1940], krążyły uporczywe pogłoski o getcie i bardzo zaniepokoiło to żydowską ludność. W dalszym ciągu usuwa się Żydów z kamienic znajdujących się poza Seuchengebiet. Niekiedy dają zaledwie 15 minut na zabranie rzeczy.” (s. 127)

„Ciągła niepewność w związku z mieszkaniami, bezustanna groźba wypędzenia z mieszkań, budzi u niektórych życzenie: niech już będzie getto, do którego tamci nie będą mogli wejść.” (s. 129)

„W Seychengebiet mieszka 350 tysięcy Żydów i 150 tysięcy Polaków, poza murami 75 tysięcy Żydów. Gęstość zaludnienia w strefie zamkniętej jest 9 razy większa niż poza nią. Wyprzedaż dobytku stanowi główne źródło dochodu tysięcy, tysięcy Żydów.” (s. 138)

„Ukazało się rozporządzenie, że Żydom wolno chodzić w getcie od siódmej rano do dziewiątej wieczorem, a poza gettem od ósmej do siódmej, Polacy do jedenastej.” (s. 139)

„Kiedy była aktualna sprawa getta, chrześcijańscy rzemieślnicy z Seuchengebiet zwrócili się do władz, że na skutek przesiedlenia stracą dotychczasową żydowską klientelę, z którą są ściśle związani.” (s. 139)

„Dziś ukazało się rozporządzenie, że Żydom wolno znajdować się poza gettem od godziny ósmej rano do siódmej wieczorem, jak również w sprawie obowiązku ustępowania w zdecydowany sposób miejsca wojskowym przez zejście z chodnika.” (s. 142)

„Dziś, w szabat 12 października [1940], był straszny dzień. Zapowiedziano przez megafon podział miasta na 3 części: niemiecką, która obejmuje Śródmieście, wraz z Nowym Światem, część polską i żydowską. Do końca października wszyscy oprócz Niemców muszą się przeprowadzić bez mebli. Zrujnowano by w ten sposób tysiące chrześcijańskich sklepów i przedsiębiorstw.” (s. 144)

„W strefie żydowskiej mieszka 140 000 Polaków, poza obszarem żydowskim mieszka 60 000 Żydów.” (s. 144)

„Powoli tworzy się getto dla Żydów. Telegramy nadaje się za pośrednictwem Gminy Żydowskiej, to samo dotyczy przepustek kolejowych. Dziś, w święto Jom Kipur, Żydzi otrzymali nader gorzki ‘prezent’. Niektórzy uważają, że dla Polaków, którzy posiadają w getcie wiele przedsiębiorstw, jest on jeszcze gorszy.” (s. 144)

„Zachodzi obawa, że Polacy nie wyprowadzą się z dzielnicy żydowskiej. Wyprowadzka z dzielnicy polskiej połączona jest z dużymi trudnościami. Niektórzy chrześcijanie mówią, że się nie wyprowadzą. Zanim się wyprowadzą podpalą domy.” (s. 146)

„Sprawa getta niezmiernie komplikuje i utrudnia sytuację przedsiębiorstw żydowskich, które działają pod chrześcijańskimi nazwami. Dopóki firma znajdowała się w getcie, dopóty właściciel mógł ją kontrolować i pozostawał jej właścicielem. Z chwilą gdy firma się przenosi, żydowski właściciel traci właściwie cały swój majątek.” (s. 150)

„Codziennie rozlepiają na nowo obwieszczenia Leista o granicach getta, które obejmuje Żelazną i inne ulice. Mówi się, że jest to odpowiedź na starania Galei, zmierzające do zmniejszenia getta. Leist oświadcza, że nie da się sterroryzować przez ludność polską.” (s. 150)

„Getto nazywają w Warszawie ‘Miastem-Ogrodem Czerniaków’.” (s. 153)

„Ruch na ulicach żydowskich straszliwy. Pełno ludzi nie tylko na chodnikach, ale i na całej jezdni. Bardzo trudno się przedostać.” (s. 155)

„W dzielnicy żydowskiej znajduje się cały szereg nielegalnych fabryk artykułów konsumpcyjnych. Będą musiały zostać zamknięte w przypadku zamknięcia getta, bo nie można będzie uzyskać nielegalnych surowców.” (s. 156)

„Dziś, 6 listopada [1940] krążą pogłoski, że getto nie zostanie jeszcze utworzone.” (s. 157)

„Dozorcy wykorzystują sytuację powstałą w ostatnich dniach zakładania getta w Warszawie: są pośrednikami w sprawach mieszkaniowych, handlują produktami." (s. 158)

„Wzmożenie epidemii tyfusu jest rezultatem stłoczenia ludności żydowskiej.” (s. 158)

„Dziś, 8 listopada [1940], znów krążyły pogłoski, że utworzenie getta zostanie odroczone do kwietnia.” (s. 159)

„Wzmaga się przede wszystkim lęk przed zamkniętym gettem, zwłaszcza że dziś opowiadano, że kazano policji polskiej wynieść się z getta. Gromadzi się zapasy, kto i ile tylko może.” (s. 159)

„Wczoraj podawano podobno przez megafon, że nie wolno używać słowa: ‘getto żydowskie’, tylko: ‘żydowska dzielnica mieszkaniowa’, tak jak niemiecka i polska.” (s. 160)

„Getto daje się o wiele dotkliwiej we znaki niż w średniowieczu, bo byliśmy już tak wysoko, a teraz upadliśmy tak strasznie nisko. Apel w sprawie wykazywania dobrych stron getta: tendencja do zrównania np. podatku od jedwabiu, odzieży, pomoc wzajemna i ożywione życie społeczne.” (s. 160)

„Zachodzi obawa, że ponieważ powiodło im się z założeniem warszawskiego getta dokonają tego również i w innych miastach. Argumenty Żydów, że teren jest niewystarczająco duży, okazały się nieuzasadnione, podobnie jak i to, że Żydzi nie zdążą się przeprowadzić.” (s. 165)

„Mówią, że dzisiejszy megafon, o godzinie dziesiątej rano (15 listopada [1940]), oznajmił, że alarmy SOS, nadawane przez radio angielskie, szwajcarskie i moskiewskie o zamurowaniu w Warszawie pół miliona Żydów, są niesłuszne. Nie jest to getto, lecz zamknięta dzielnica mieszkaniowa, która, jak i przedtem, będzie zaopatrywana przez magistrat w artykuły żywnościowe.” (s. 165)

ONI, II A

„Szabatowy dzień, w którym utworzono getto (16 listopada [1940]), był straszny. Ulica nie wiedziała, że getto zostanie zamknięte, dlatego spadło ono na ludzi jak grom z jasnego nieba. Na wszystkich skrzyżowaniach ulic stały wachy niemieckich, polskich i żydowskich policjantów, które kontrolowały, kto ma prawo przejść.” (s. 166)

„Okazało się, że hale targowe są zamknięte dla kobiet żydowskich. Od razu zabrakło chleba i innych produktów. Od owego czasu szaleje prawdziwa orgia drożyzny. Przed sklepami spożywczymi stoją długie kolejki i ludzie wykupują wszystko. Wiele produktów nagle zniknęło ze sklepów.” (s. 166)

„Z powodu zamknięcia getta i gorączkowych zakupów na wszystkich ulicach żydowskich panował straszny ruch. Nie sposób wprost przejść przez ulicę. Przechodnie wypełniają bez reszty chodniki i jezdnie.” (s. 167)

„Powiadają, że getto będzie na wpół otwarte do 25 [listopada 1940].” (s. 168)

„Dziś, 20 listopada [1940], chodzą słuchy, że otworzą getto na 5 dni, a potem zostanie ono (po 25.) hermetycznie zamknięte.” (s. 169)

„Chwilowo nie wywozi się śmieci z getta, dlatego kazano komitetom domowym je spalić.” (s. 174)

„Słyszałem o odezwie PPS przeciwko gettu. W odezwie podkreślono, że ucierpieli nie tylko Żydzi, lecz również polscy ludzie pracy, którzy stracili swe warsztaty.” (s. 178)

„Na okna wychodzące do getta nakłada się siatki.” (s. 181)

„Getto w Warszawie dzieli się na trzy części: arystokraci – Leszno, Elektoralna, Chłodna; mechesi – Sienna; parchy – reszta.” (s. 185)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI, V

15.VI.43’: "Pod koniec maja przybyła tu grupa kobiet i dzieci z Liebenau. Niemal podskoczyłam z radości, gdy znienacka wpadłam na Bolę. Nie mogłyśmy uwierzyć, że naprawdę jesteśmy razem; to przypominało historię rodem z Baśni z tysiąca i jednej nocy. Przez kilka pierwszych dni byłyśmy absolutnie nierozłączne. Opowiedziałam jej o naszych przyjaciołach z getta oraz wydarzeniach po kwietniu 1942 roku, kiedy ją internowano, z kolei ona opisała mi swoje życie w Liebenau. Bola przyjechała do naszego obozu jednocześnie z kuzynką Rosy W. – Erną W., kolejną dziewczyną w naszym wieku. Cieszyłyśmy się jak dzieci i na chwilę całkowicie zapomniałyśmy o otaczającej nas okropnej rzeczywistości. Nagle w całym obozie zaczęły się szerzyć wieści, że getto warszawskie zostało podpalone i wszyscy pozostali mieszkańcy – czterdzieści tysięcy Żydów – spłonęli żywcem. Źródłem tej relacji był list z Warszawy, otrzymany przez jedną z internowanych zakonnic amerykańskich. Autor listu pisał, że płoną domy przy ulicy Nalewki, ale w oczywisty sposób miał na myśli całe getto" (s. 359).
Adina Blady-Szwajger
ONI, II
„Na ulicach getta było pełno „chaperów”. Obok żebraków, małych nędzarzy śpiewających piosenkę „Bo my jesteśmy młodzi", były te dzieci chyba najgłodniejsze, które wyrywały przechodniom paczuszki z jedzeniem lub odłamywały kawałek niesionego bochenka.” (s. 63)
JA/ONI, II
„Codziennie po pracy w szpitalu dzieliliśmy między siebie odwiedziny u konających z głodu pracowników. Nieśliśmy im jedyne, cośmy mieli – glukozę dożylną, która czasem na krótko wracała im siły.” (s. 57)
&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, II A

„Jesienią 1940 roku hitlerowcy utworzyli getto.

Na przestrzeni niewielu ulic skupili uciekinierów żydowskich z innych mniejszych miast i wszystkich Żydów warszawskich. Getto odgrodzili od tzw. dzielnic aryjskich wysokim murem, u wylotów muru postawili warty: żandarmów niemieckich oraz polską i żydowską policję.” (s. 12)

JA/ONI, II

„Ulice getta warszawskiego zaroiły się od żebraków w zawszonych, porwanych na strzępy, brudnych łachmanach. W sieniach, bramach domów i na chodnikach koczowały całe rodziny, opuchnięte z głodu; leżały zwłoki przykryte gazetami, zimą — śniegiem…” (s. 15)

JA/ONI, II

„Ze strachem i zdziwieniem przyglądałam się żebrakom, „chaperom”, trupom na ulicy, krążącym po getcie wozom ze skrzyniami, do których wrzucano po dziesięć lub więcej martwych ciał, tak że nie można było domknąć wieka…” (s. 15)

JA/ONI, II

W ciągu wielu miesięcy, po całych dniach i nocach, mimo godziny policyjnej rozlegały się na podwórkach, ulicach, pod naszymi oknami jęki i okrzyki: „A sztykełe brojt, a sztykełe brojt.” (s. 15)

ONI, II

„W getcie zorganizowano stołówki dla biednych, dla uchodźców, bezdomnych i osieroconych dzieci. Założono dziesiątki komitetów domowych oraz szpital.” (s. 18)

„W prywatnych domach organizowano nawet komplety, na które uczęszczała pewna liczba młodzieży.” (s. 18)

JA/ONI, II (22 lipca 1942)

„Pod koniec lipca 1942 roku rozlepiono na murach getta warszawskiego plakaty obwieszczające w językach polskim i niemieckim, że wszyscy Żydzi mają być przesiedleni na wschód i tam będą pracować.” (s. 20)

JA/ONI, II (22 lipca 1942)

„Zrozpaczeni ludzie czytali w osłupieniu plakaty; w grupkach na ulicach, koło domów, radzili się jedni drugich, co zrobić, gdzie i jak szukać pomocy. Ze sklepów i straganów znikła natychmiast żywność i głód zagroził całemu gettu!” (s. 21)

ONI, III A

„W ten sposób oczyścili ulice getta od rzucającej się w oczy nędzy, od brudu i szerzących się epidemii. Umilkły rozpaczliwe wołania o litość, o kawałek chleba…” (s. 23)

„Hitlerowcy, wziąwszy sobie do pomocy faszystów litewskich i ukraińskich, których w tym celu specjalnie tu sprowadzili, oraz żydowską i polską policję, okrążali ulice getta, wpadali na podwórka i do mieszkań, siłą wyciągając stamtąd ludzi. Żelaznymi łomami rozbijali drzwi, wdzierali się do najmniejszych zakątków i kryjówek na wszystkich piętrach. Tłukli kolbami karabinów, kobiety wlekli za włosy po schodach, rozrywali niemowlęta, strzelali do słabych lub chorych leżących w łóżkach.” (s. 23-24)

JA/ONI, III A

„Na ulicach ludzie musieli ustawiać się czwórkami w długie, olbrzymie kolumny i pod eskortą uzbrojonej żandarmerii szli (bito ich, a często zabijano po drodze) na Umschlagplatz do wagonów.

Wieczorami powracał spokój i wtedy wyłaziły z ukrycia niedobitki. Zaczynali szukać krewnych i przyjaciół, opłakiwali utratę rodzin. Niektórzy, pragnąc podzielić los swoich bliskich lub może w nadziei, że im pomogą uciec, sami zgłaszali się na Umschlag…” (s. 24)

JA, III A (sierpień 1942)

„Getto pustoszało z dnia na dzień. My zaś, unikając śmierci, chowaliśmy się na różnych strychach, w rozmaitych ciemnych norach, w miejscach, których nikt przedtem nie posądziłby, że mogą służyć za schron. Na ucieczce i wynajdywaniu wciąż nowych kryjówek polegało teraz całe nasze życie.” (s. 32)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Policjanci handlowali między sobą złapanymi ludźmi; ten, któremu udało się złapać więcej ofiar, sprzedawał swój „nadkontyngent” koledze mniej zaradnemu! Cena 10 000 złotych za „główkę”… Tyle, co za wyprowadzenie z Umschlagu! A po odstawieniu żywego towaru na miejsce policjanci wracali, żeby rabować opustoszałe mieszkania, co zresztą czynili zawsze, każdego wieczoru po ukończeniu akcji…” (s. 51-52)
Antoni Marianowicz
(mieszkanie rodziny Muszkatów)

JA, II

„Odwiedzałem ich regularnie w getcie. Zaprzyjaźniłem się z sympatią Mariana, śliczną Lilką Lipes. Nikt z nich nie przeżył wojny. Nie wiem nawet, czy w dżungli porozbijanych i zarosłych trawą kamieni na cmentarzy żydowskim ocalał grób Mariana. Tak więc nic nie pozostało po tym niezwykłym chłopcu, który zginął w siedemnastym roku życia”. (s. 27)
Bogdan Wojdowski
II, F
„Murowano mur, kiedy ojciec powiedział: - Dawid, jak długo nie byleś u dziadka, a? Nie jest dobrze. Pójdziemy tam na nowy rok. -Ale na nowy rok nie poszli, aż dopiero w Purim. Szli ulicami omijając poczerniałe w płomieniach, obnażone ruiny wiszące nad głowami, jak szkielety wymarłych dawno ogromnych zwierząt, które wróciły na rzeźnicki hak. Szli w tłumie zanoszących się krzykiem przekupniów, kobiet strzegących od świtu do zmierzchu swoich beczek ze śledziami i beczek z kapustą, wyrostków ze skrzydłami u pięt, ze skrzyneczkami zawieszonymi na szyi, co biegnąc wołali, wołając krążyli we wszystkich naraz kierunkach. ,,Papieroo, zapaal" Szli przed frontem nie kończącego się szpaleru żebraków, łkających o litość i zuchwale ciskających przechodniom przekleństwa, pełne polskich słów, słów iwrit, żargonu i miękkiej niemczyzny kresowych miasteczek. Mijali kantorów z prowincji zapędzonych do miasta, na bruk i tutaj na bruku wyśpiewujących swój głód i psalmy. Mijali surowych starców w rytualnej czerni łachmanów, rabinów przegnanych z małych mieścin i wsi, którzy zanosząc głośne modły pod otwartym niebem wyciągali nieśmiało dłonie po jałmużnę, a dłonie te, ruchliwe, zeschłe i wiotkie, zawisały, drżały w powietrzu, jak liście pchnięte podmuchem w przestrzeń. Jałmużna, modlitwa, przekleństwo, codzienna piosenka tych ulic”. (s. 23-24)

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,  - Trasa: Getto - Ogród Saski,
- Trasa: Piaseczno - Getto,  - Trasa: szopy getta warszawskiego - Lublin, Konzentrazionslager,</document>
<document nplp_id="6819" title="KOLONIA STASZICA (Filtrowa 30, Al.&amp;nbsp;Niepodległości, Wawelska, Sędziowska, 6 Sierpnia, Sucha] [OBSZAR]" slug="kolonia-staszica-filtrowa-30-al-niepodleglosci-wawelska-sedziowska-nowowiejska-i-krzywickiego-obszar">
&amp;nbsp;

Władysław Szpilman

JA, VI B
„Całe osiedle piętrowych domków kolonii Staszica, aż do Filtrów, stało w ogniu. Dobiegał trzask płonących krokwi, huk walących się stropów, ludzkie krzyki i odgłos strzałów. Czerwonobrązowa chmura dymu pokrywała niebo. Gdy wiatr na chwilę ją przerzedził, w oddali, na widnokręgu, wyraźnie widać było trzepoczącą biało-czerwoną chorągiew. Mijały dni. Pomoc ze Śródmieścia nie nadchodziła. Przyzwyczajony od lat do życia w ukryciu przed wszystkimi, z wyjątkiem grupy pomagających mi przyjaciół, nie umiałem przemóc się, by opuścić pokój, zdradzić przed współmieszkańcami, że tu jestem, i wieść wraz z nimi wspólne życie w naszej odciętej od świata kamienicy. Świadomość, że się tu ukrywam, nie poprawiłaby ich samopoczucia. Gdyby Niemcy odkryli, że w domu jest „nie-Aryjczyk”, potraktowaliby ich ze szczególną surowością. Poza tym nie mogłem swoją osobą ulżyć ich położeniu. Postanowiłem nadal ograniczyć się do nasłuchiwania przez drzwi rozmów prowadzonych na klatce schodowej. Wiadomości nie nastrajały optymistycznie: w Śródmieściu nadal walczono, posiłki spoza miasta nie nadciągały, a na terenie naszej dzielnicy nasilał się niemiecki terror. W jednym z domów na Langiewicza Ukraińcy spalili mieszkańców żywcem, w innym wszystkich zastrzelili, zaś w pobliżu zamordowano znanego aktora Mariusza Maszyńskiego.” (s. 146-147)</document>
<document nplp_id="6823" title="PEREC OPOCZYŃSKI (4.12.1892 &amp;#8211; 1943)" slug="perec-opoczynski">Przejdź do mapy miejsc Pereca Opoczyńskiego po stronie aryjskiej
Perec Opoczyński urodził się najprawdopodobniej (padają różne daty) 4 grudnia 1892 r. w podłódzkim Lutomiersku. Jego ojciec – Beniomen Lejzer, był chasydą, zwolennikiem cadyka z Ger (Góry Kalwarii). Po śmierci ojca Opoczyński uczył się w jesziwie w Łasku, później w Kosowie na Litwie, gdzie poznawał język polski, rosyjski oraz literaturę haskali. Po powrocie do Lutomierska został uznany za odstępcę, więc postanowił wyuczyć się rzemiosła. Terminował u kamasznika oraz w sklepie bawełnianym. Następnie wyjechał do Frankfurtu nad Menem, gdzie krótko uczył się w jesziwie, ale z powodu braku środków do życia musiał wrócić do Polski. Trafił do Kalisza i podjął pracę w fabryce wyrobów tekstylnych. Zamieszkał w komunie żydowskiej młodzieży z  chasydzkich domów, ale otwierającej się na świecką kulturę. W Kaliszu rozpoczął swoje próby literackie w języku jidysz. Po wybuchu pierwszej wojny Opoczyński trafił do armii carskiej. Ranny na froncie, trafił na cztery lata do obozu jenieckiego na Węgrzech. Po powrocie do Polski, w Kłodawie, poznał swoją żonę – Mindlę Rrzeszewską. Po ślubie zamieszkali w Łodzi. Próbował prowadzić warsztat szewski, wreszcie w 1926 roku otrzymał pracę w gazecie „Lodżer Tageblat”, w której co tydzień drukował swoje teksty. W 1933 r. ukazała się jego jedyna książka – Nawenad („Tułaczka”), oparta na motywach chasydzkich. Jego poezje zamieściło awangardowe pismo „Jung Jidysz”. Po śmierci dwojga dzieci, które zachorowały na polio, pisarz przeżył załamanie psychiczne. W takim stanie w 1935 roku przeniósł się do Warszawy (ul. Wołyńska 21), gdzie zaproponowano mu pracę w gazecie „Dos Wort”, organie partii Poalej Syjon Prawica, której Opoczyński był gorliwym członkiem. Mieszkając w stolicy cierpiał biedę, choć swoje reportaże i opowiadania zamieszczał też w „Folksblat” i „Ekspresie”, podpisując się pseudonimami Perec Opoczyner i Mojsze Mechujew. W Warszawie zastała go wojna. Nie przerwał pracy pisarskiej, najprawdopodobniej za namową kolegi Elijahu Gutkowskiego – redaktora Biuletynu Oneg Szabat, czyli konspiracyjnego Archiwum getta, powołanego do życia przez Emanuela Ringelbluma. Opoczyński ściśle współpracował z grupą, na jej zamówienie pisał reportaże i raporty. Korzystał też z jej wsparcia, np. otrzymywał leki, kiedy chorował na tyfus. Opoczyński w getcie pracował jako listonosz, a po Wielkiej Akcji w lipcu 1942 r. w szopie OBW (Ostdeutsche Bautischlerei-Werkstätte). Zginął prawdopodobnie schwytany w obławie w styczniu 1943 roku.
Opoczyński nie zdążył przed wojną wydać przygotowanych do druku przeżyć z okresu I wojny światowej i reportaży z życia warszawskich Żydów. Po II wojnie staraniem siostry Opoczyńskiego – Riny ukazał się w USA zbiór opowiadań, reportaży, miniatur i poezji pisarza. W Polsce pięć jego gettowych reportaży odnalezionych w zbiorach podziemnego Archiwum Ringelbluma wydał w 1954 roku Bernard Mark, niestety ze zmianami i skrótami. Zbiór reportaży Opoczyńskiego wydano również po hebrajsku (pt. Reshimot, 1970). Niektóre z nich przetłumaczono na język angielski i zamieszczono w antologiach. Spuściznę Opoczyńskiego przechowuje Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. W najnowszej, najkompletniejszej edycji jego pism (Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 31 Pisma Pereca Opoczyńskiego, oprac. M. Polit, Warszawa 2017) znalazł się m.in. prowadzony przez Opoczyńskiego w getcie od maja 1942 do stycznia 1943 roku niezwykle cenny dziennik.
ADRESY ZAMIESZKANIA AUTORA:
Od 1935 roku pisarz wraz z żoną i córką zamieszkał przy ul. Wołyńskiej 21 i mieszkała tam najprawdopodobniej do śmierci w styczniu (?) 1943 r.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Bielańska 13 (sklep Wedla), - Bonifraterska, - Chłodna, - Ciepła, - Ciepła 20, - Dzielna 38, - Dzika 1-19,  - Franciszkańska, - Franciszkańska/Koźla (targ), - Franciszkańska 22, - Freta (poza gettem), - Getto [Obszar], - Gęsia, - Gęsia (plac), - Gęsia 6/8 (szpital), - Gęsia 17, - Gęsia 22/24 (więzienie), - Gęsia 30 (szop stolarski OBW), - Gęsia 67, - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski), - róg ulic Gęsia/Smocza (wacha), - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha), - Gęsia (między Lubeckiego a Smoczą), - róg ulic Grzybowska/Ciepła (bazar), - Karmelicka 15, - róg ulic Karmelicka/Nowolipki, - Koźla, - Koźla 7 (meta), - Krochmalna,  - Krochmalna 32, - Krochmalna (przy Ciepłej), - Kurza (dawniej: Kupiecka, Majzelsa), - Kurza 18 (Kupiecka 18), - Leszno, - Leszno 13, - Leszno 25, - Leszno 74 (szop Toebbensa), - Leszno 109 (Durchgangslager - obóz przejściowy), - róg ulic Leszno/Karmelicka, - Libelta, - Lubeckiego, - Lubeckiego 5, - Lubeckiego 12,  - Marszałkowska 109 (Sklep Wedla) (poza gettem), - Marszałkowska 63 (sklep Wedla) (poza gettem), - Miła, - Miła 13, - Miła 26, - Miła 43 (szop „Ahage”), - Miła 55/61, - Miła 56, - Miła 54-68, - Miła 59, - Miła 68, - róg ulic Miła/Lubeckiego, - „wąska” Miła,  - Muranowska (przy Bonifraterskiej), - róg ulic Muranowska/ Bonifraterska, - Muranowska 6, - Muranowska 24, - Nalewki, - Nalewki (Targ), - Nalewki 35, - Niska, - Niska 35, - Niska 61 (szop Weiglego - garbarnia), - Niska 65 (szop bieliźniarski), - „Nowa Wołówka” - targ (Gęsia, róg Lubeckiego), - Nowolipie, - Nowolipie 18 (szop Oschmanna), - Nowolipie 54 (szop stolarski Schillinga), - Nowolipie 80 (szop Roehricha), - Nowolipki 49/51A (szop Hoffmana - szwalnia), - Nowolipki 50 (szop stolarski Schillinga), - Nowolipki 59 (szop stolarski Hallmana), - Nowolipki 67,  - Ogrodowa 27, - Ogród Krasińskich, - Okopowa 43/47 (stadion „Skry”), - Ostrowska, - Plac Grzybowski, - Plac Napoleona 8, - Pokorna, - Prosta 14 (szop Toebbensa), - Przejazd, - Rynek Wolski (poza gettem), - Sierakowska, - Smocza, - Smocza 10, - róg ulic Smocza/Dzielna,  - Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne), - Stawki, - Stawki 6/8, - Szczęśliwa, - Śliska 64 (internat „Centosu”), - Świętojerska 28, - Świętojerska 34 (Wałowa 6) (szop szczotkarzy), - Tłomackie 5, - Umschlagplatz,  - „Wołówka" (targ, Plac Broni), - Wołyńska, - Wołyńska 7, - Wołyńska 21,   - Zamenhofa, - Zamenhofa 19 (siedziba Rady Żydowskiej), - róg ulic Zamenhofa/Muranowska, - Żelazna 84, - Żelazna 103 (komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle),  - Żelazna 108.
&amp;nbsp;
OBSZARY:
– Obszar: „Getto Szczątkowe” (Gęsia/Pawia/Lubeckiego/Zamenhofa),   - Obszar: Małe Getto,  - Obszar - kocioł: Miła/Lubeckiego/Niska,
- Obszar: Kercelak (targ),
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Dzika - Gęsia 22/24 (więzienie),   - Trasa: Dzielna 21 - Pawiak,   - Trasa: Gęsia - Nalewki [Trasa],   - Trasa: Gęsia 30 - Smocza,
- Trasa: Nowolipki (przy smoczej) - Karmelicka,  - Trasa: Smocza - Dzielna 38 (mykwa) [Trasa], - Trasa:  Solna 3 - Pawiak,  - Trasa: Wołyńska 21 - Róg ulic Lubeckiego/Gęsia,   - Trasa: Wołyńska - Niska - Spokojna,  - Trasa: Więzienna - Pawiak,</document>
<document nplp_id="6826" title="GĘSIA 17" slug="gesia-17">Perec Opoczyński
ONI, III C (21.09.1942)
„Dnia 21 września [nieczyt.] po południu wymienieni wcześniej Niemcy przyszli z Firstem i grupą pracowników Stolarni dla administracji SS i policji, założonej przez Firsta i znajdującej się przy ul. Gęsiej 17, i zaczęli wynosić paczki. Nie zadając sobie nawet trudu, żeby je policzyć, zabrali wszystko, co było w składnicy, łącznie 3261 paczek. Na tym zakończyła się epopeja paczkowa.” (s. 453)
</document>
<document nplp_id="6828" title="PLAC NAPOLEONA 8" slug="plac-napoleona-8">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, III A
„Poczta żydowska w Warszawie, a zwłaszcza jej najważniejszy dział – wydział paczek, który przez cały okres swojego istnienia cierpiał prześladowania i szykany ze strony Niemców, wraz z początkiem wysiedlenia znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. W magazynach znajdowało się wówczas ponad 6000 paczek, w większości z zagranicy, które trzeba było doręczyć adresatom. Ponadto na Poczcie Głównej w Warszawie [plac Napoleona 8] czekało na posortowanie kilka tysięcy paczek, które należało przekazać Poczcie Żydowskiej za pośrednictwem aryjskiego Biura Wymiany Pocztowej (Austauschstelle). Znajdowało się ono w sąsiedztwie poczty przy ul. Zamenhofa 19. Przesyłki (pieniądze i paczki) przekazywano codziennie, a każda partia obejmowała kilkadziesiąt tysięcy złotych i 1500-2000 paczek (jak wiadomo, wydział listów aż do likwidacji małego getta znajdował się w wydzielonym budynku przy ul. Krochmalnej). Do doręczania paczek i pieniędzy zatrudniano ponad osiemdziesięciu pracowników, w większości młodych, mężczyzn i kobiety. Ponieważ liczba paczek trafiających do getta rosła z każdym dniem, dyrekcja, chcąc nieco ulżyć tragicznej sytuacji żydowskich mieszkańców Warszawy, dokładała starań, aby napływające przesyłki były doręczane możliwie najszybciej.
W związku z tym również dnia 22 lipca wszyscy doręczyciele paczek i pieniędzy wyruszyli do pracy, chociaż w mieście panowało już wielkie napięcie i krążyły różne pogłoski.
Wprawdzie wszyscy, jak wspomniano, wyszli do pracy jak zwykle, ale efekty tej pracy nie były już zwyczajne. Z ponad tysiąca paczek, bo tyle zazwyczaj doręczano dziennie, tym razem doręczono jedynie 650. Podobnie było z przekazami pieniężnymi, ponieważ jeszcze tego dnia eksmitowano mieszkańców i zlikwidowano punkty dla uchodźców, więc nie można już było do nich wejść. Ponadto wielu adresatów przesyłek, którzy nie zaliczali się do uchodźców, opuściło swoje domy. Przebywali w szopach albo gdzieś się ukrywali.
Następnego dnia, tj. 23 lipca, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Procent doręczonych przesyłek spadł o połowę, kilku doręczycieli schwytano i wywieziono na Umschlagplatz wraz z paczkami.” (s. 450)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Powiadają, że z gmachu Poczty Głównej zdjęto tablicę z napisem, że Żydom wstęp wzbroniony, te same napisy zdjęto także z budynków kin, do których Żydzi i tak nie chodzą ze strachu.” (s. 54)
„Żydom nie wolno iść na Pocztę Główną [?] […] iść na pocztę na Zamenhofa – trudna komunikacja – pociągi odjeżdżają […] opóźnienie, często wagony towarowe zamiast osobowych. Żydzi idą […] siedzi w mieszkaniu – zamknięcie całych dzielnic, widziano plakaty o […] nie bacząc na niebezpieczeństwo mnóstwo policjantów na żydowskich ulicach.” (s. 57)
„Chrześcijanom wolno wchodzić do gmachu Poczty Głównej bez żadnych ograniczeń, Żydom tylko po 10 i dlatego na zewnątrz jest duża kolejka, przeważnie kobiet.” (s. 139)</document>
<document nplp_id="6830" title="KROCHMALNA 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej)" slug="krochmalna-32">Perec Opoczyński
ONI, II
„Ludzie w mieście, rozumie się, nie widzieli różnicy między pocztą na Krochmalnej [32] (segregatura i ekspedycja listów) a pocztą na Ciepłej [20] (ekspedycja paczek), szczególnie kiedy część listonoszy, przypuszczalnie właśnie tych z „batalionu” [„ludzie dyrektora, z którymi pracował razem u Niemców w placówkach”; s. 422] , też nieźle sobie poczynała. Żydzi, którzy mieli krewnych w polskich miasteczkach, „włączonych” przez okupanta do niemieckiego Reichu, dostawali w listach złożone po pięć marek (prawnie obrót marką był w Generalnym Gubernatorstwie zabroniony). Tych pięć marek zwykło znikać z listów. Kto to robił? To pozostaje tajemnicą.” (Żydowski listonosz, s. 424)
ONI, III A
„Poczta żydowska w Warszawie, a zwłaszcza jej najważniejszy dział – wydział paczek, który przez cały okres swojego istnienia cierpiał prześladowania i szykany ze strony Niemców, wraz z początkiem wysiedlenia znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. W magazynach znajdowało się wówczas ponad 6000 paczek, w większości z zagranicy, które trzeba było doręczyć adresatom. Ponadto na Poczcie Głównej w Warszawie [plac Napoleona 8] czekało na posortowanie kilka tysięcy paczek, które należało przekazać Poczcie Żydowskiej za pośrednictwem aryjskiego Biura Wymiany Pocztowej (Austauschstelle). Znajdowało się ono w sąsiedztwie poczty przy ul. Zamenhofa 19. Przesyłki (pieniądze i paczki) przekazywano codziennie, a każda partia obejmowała kilkadziesiąt tysięcy złotych i 1500-2000 paczek (jak wiadomo, wydział listów aż do likwidacji małego getta znajdował się w wydzielonym budynku przy ul. Krochmalnej). Do doręczania paczek i pieniędzy zatrudniano ponad osiemdziesięciu pracowników, w większości młodych, mężczyzn i kobiety. Ponieważ liczba paczek trafiających do getta rosła z każdym dniem, dyrekcja, chcąc nieco ulżyć tragicznej sytuacji żydowskich mieszkańców Warszawy, dokładała starań, aby napływające przesyłki były doręczane możliwie najszybciej.
W związku z tym również dnia 22 lipca wszyscy doręczyciele paczek i pieniędzy wyruszyli do pracy, chociaż w mieście panowało już wielkie napięcie i krążyły różne pogłoski.
Wprawdzie wszyscy, jak wspomniano, wyszli do pracy jak zwykle, ale efekty tej pracy nie były już zwyczajne. Z ponad tysiąca paczek, bo tyle zazwyczaj doręczano dziennie, tym razem doręczono jedynie 650. Podobnie było z przekazami pieniężnymi, ponieważ jeszcze tego dnia eksmitowano mieszkańców i zlikwidowano punkty dla uchodźców, więc nie można już było do nich wejść. Ponadto wielu adresatów przesyłek, którzy nie zaliczali się do uchodźców, opuściło swoje domy. Przebywali w szopach albo gdzieś się ukrywali.
Następnego dnia, tj. 23 lipca, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Procent doręczonych przesyłek spadł o połowę, kilku doręczycieli schwytano i wywieziono na Umschlagplatz wraz z paczkami.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 450)


Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Odbyło się uroczyste otwarcie kuchni. Jest to I kuchnia polowa, która będzie rozwoziła kawę, chleb etc. Przemawialiśmy ja i Niunia. Potem zwiedziliśmy Komendę Główną Policji Żydowskiej. Miała ona ogródek, ale kilka dni temu zabrano prawem kaduka ogród i oddzielono go 4- metrowym murem, choć posesja była w ghetcie.” (s. 186)

„Byłem na obiedzie w Komendzie Służby Porządkowej. Zupa (1⁄2 l[itra]) z fasolą, odrobiną mięsa, zacierkami - dobra. Wydaje się ją z kuchni polowej.” (s. 194)
„Rano Gmina. O 8.30 przyjechał Kamlah. Judtową prosiłem, aby nam nie towarzyszyła. Obejrzeliśmy komendę policji, komisariat i areszt żydowski. Wszędzie porządek i czystość. Więźniowie skarżą się na brak chleba. Otrzymują dziennie 130 gr zamiast 400, jak w innych więzieniach. Należy utworzyć patronat. Zundelewicz miał to opracować. Niestety trwa to już kilka tygodni.” (s. 204)

</document>
<document nplp_id="6833" title="WOŁYŃSKA 21" slug="wolynska-21">
Perec Opoczyński
ONI, II D (14.05.1942)
„14 maja o 6 rano do domu przy Wołyńskiej 21 przyszło dwóch żandarmów z listą nazwisk, którą podali stróżowi, a ten po długim wertowaniu księgi adresowej domu, wskazał im numer mieszkania poszukiwanych. Trwało to jakieś 10 minut. W tym czasie cały dom się zbudził i ludzie, często tylko w bieliźnie, z walącymi sercami oczekiwali najgorszego. W końcu żandarmi sobie poszli. Okazało się, że szukali Krystyny Wiśniewskiej, z domu Łobaszewicz (znali oba nazwiska), która przed utworzeniem getta mieszkała w piwnicy domu. Jak mówi stróż, u Wiśniewskiej w piwnicy miały się odbywać jakieś tajemnicze spotkania.” (Pisma, s. 272)
&amp;nbsp;

ONI, I (przypuszczalnie przed zamknięciem getta)
„Co rusz z zalanych mieszkań wbiega inny lokator i uświadamia jej, że własnymi rękami niszczy swój dobytek, że przecież cały dom [Wołyńska 21] będzie zrujnowany, jeśli czym prędzej nie dopilnuje, żeby odbudowano piętro.” (Dom numer 21, s. 347)
ONI, I
„Do domu numer 21 przybyło czterdziestu sierpeckich Żydów i ulokowało się od frontu, w pustym sklepie. Właścicielka nie mówi im złego słowa, przeciwnie, rozmawia z komendantem [OPL, czyli ochotniczej jednostki obrony przeciwlotniczej. Z ochotniczych jednostek obrony wywodziły się komitety domowe], że trzeba im jakoś pomóc. Jest czwartek po południu i zrodził się plan, żeby zapewnić im czulent na szabas.” (Dom numer 21, s. 348)
ONI, I
„Potem policjant przy bramie staje się jeszcze surowszy i bardziej bezwzględny. Stróż, który czekał na taką okazję od dawna, pomaga mu, teraz jest pośrednikiem i osobno dostaje w łapę od tych, co chcą się wykupić. W grę wchodzi prawdziwa gotówka, nie złote, ale piątki i dziesiątki, które potem, kiedy te masy sąsiadów z kobietami i dziećmi zostaną odprowadzone do łaźni na Spokojną [15], albo – jak powszechnie się ją nazywa – do rzeźni, starczą na dużą flachę wódki i kiełbasę.” (Dom numer 21, s. 358)
ONI, I
„Na Spokojnej [15 –jedna z czterech łaźni miejskich] sąsiedzi z Wołyńskiej 21 zastają długie kolejki Żydów przyprowadzonych do łaźni z innych domów. Mimo że z części z nich nie wywieziono ani jednego chorego, na domach wiszą tablice z żółtymi napisami po niemiecku i po polsku: „dur plamisty”.” (Dom numer 21, s. 359)
ONI, I
„Z daleka w świetle latarni widać było podejrzane postaci. Polskie męty, ryzykując złamanie obowiązującego w czasie wojny zakazu wychodzenia nocami, zasadzały się na Żydów wracających z łaźni [Spokojna 15] i zrywały z nich chusty, palta, albo opróżniały im kieszenie.
Z łaźni wielu wróciło na wpół chorych, wyziębionych, a w mieszkaniach nie było pościeli, trzeba było czekać długie dnie, a nawet tygodnie, nim przywieźli ją z parówki. Naprawdę nie było na czym spać. Kiedy paczki z bielizną już wróciły, okazywało się, że brakuje w nich wielu rzeczy, ale ludzie i tak się cieszyli się, [bo] udało im się ujść z życiem.” (Dom numer 21, s. 361)
ONI, I
„W domu [Wołyńska 21] jest jeszcze trochę szczęściarzy. To nieliczni chrześcijańscy mieszkańcy. Oni, goje, nie idą do parówki. Do nich nie przychodzi żydowski doktor na kontrolę sanitarna. Nie czepiają się ich polscy policjanci, nie boją się szprycerów. Są nietykalni, to przecież goje!” (Księga parówki, s. 371)
ONI, I
„Ci, którzy nie byli w łaźni wczoraj i przedwczoraj, poszli tam dzień, dwa później. Nic nie pomogło. Policjanci [nie] byli przekupieni, więc trzeba było iść.
Przyjechał kocz szpitalny i sanitariusze wynieśli na rękach stare, siedemdziesięcioletnie, na wpół sparaliżowane kobiety, dychawicznych staruszków, kalekę oraz tutejszego wariata – nie pominięto nikogo. Wszystkich posłano do łaźni, pościel zabrano do parówki, izby oblano karbolem i lizolem. Ten zapach czuć w całym domu, ale brama jest ciągle zamknięta i z zewnątrz pilnuje jej policjant. Próbowano wykupić dom [Wołyńska 21], dać parę setek złotych, ale doktorek nie wstydził się zażądać dwunastu tysięcy. To wielka suma dla domu na Smoczej, który w dziewięćdziesięciu procentach zamieszkany jest przez biedotę. Tylu pieniędzy nie można było zebrać i dom jest ciągle zamknięty. Doktor potrzebuje go do swoich geszeftów, interes robi na nim policjant, szprycer, stróż i wszyscy ci, którzy żyją z nieszczęścia domu.” (Księga parówki, s. 375)
ONI, I
„Po trzech tygodniach odcięcia od świata szczęśliwie doczekano się otwarcia bramy [Wołyńskiej 21].
Wszyscy odetchnęli, wyszli na ulicę, ale milczący, z umęczeniem wyrysowanym na każdej twarzy. W takim milczeniu i zgnębieniu idą ludzie, których godność zdeptano, świadomi, że nie ma prawa, które ich chroni, że stoją poza nim. Mordercze parówki nie tylko zrujnowały im zdrowie, zebrały setki i tysiące śmiertelnych ofiar, spowodowały choroby i kalectwo – wszystko to, choć porażające, nie było tak straszliwe, jak potworna rozpacz, niemoc i zapaść, których doświadczyli.” (Księga parówki, s. 376)
ONI, I
„Komitet domowy na Wołyńskiej!…
Już w samej tej myśli jest coś zdumiewającego i poruszającego. Ci, którzy stworzą komitet domowy, przeżyją coś szczególnego, zachłyśnięci radością, że się tego doczekali, że tego dożyli, w głębokich pokładach żydowskiej pamięci żyje bowiem niesława pradawnej Wołyńskiej, uliczki alfonsów, dziwek i paserów. Komitet domowy na Wołyńskiej [21] oznaczał natychmiastowe wytarcie całej jej pośledniości, poniżenia, i dorównanie zacnym ulicom.
W domu numer 21, najpiękniejszym domu na całej ulicy, sąsiedzi czytają gazety i dowiadują się, że w czasie bombardowań utworzono w mieście komitety domowe. Tymczasem dom milczy, nie ma jeszcze śmiałości do tak nadzwyczajnej rzeczy. Ale komendant, człowiek o przeszłości działacza społecznego, podchwytuje tę myśl i wieczorem na podwórku tłumaczy sąsiadom z charakterystyczną dla siebie ruchliwością i gadatliwością, jaką to dobrą rzeczą może być taki komitet. Zostaje więc postanowione, że zwoła się zebranie w bóżnicy, żeby taki komitet wybrać.” (Historia komitetu domowego, s. 377-8)
ONI, I
„[…] w domu [Wołyńska 21] jest jeszcze kilku zacnych obywateli: piekarz Brodski, co ma piekarnię, Boże broń, nie na Wołyńskiej, ale na Bonifraterskiej, handlarz workami dostojny reb Aron, kiszkarz Kac, i jeszcze kilku rzemieślników, ludzi zasobnych, którym do szczęścia brakuje jedynie dwóch rzeczy – urzędów i miana dobroczyńców.” (Historia komitetu domowego, s. 378)
ONI, I
„Ów dom ma ledwo sto mieszkań, lecz nie znaczy to, że tyle samo lokatorów, bo na Wołyńskiej [21] prawie każdy lokator ma sublokatora, jeśli nie dwóch lub trzech. Zdarza się, że w jednym lokalu mieszka sześć, osiem, a nawet dziesięć rodzin. Dlaczego tak się dzieje? Niekoniecznie z powodu biedy, ale z przyzwyczajenia. Pierwszy zrobił to z nędzy, drugi – może też, ale następni czynili to, uznając za naturalne, że wynajem kąta w mieszkaniu zwraca komorne i pozwala jeszcze coś niecoś zaoszczędzić. Wedle zestawienia komendanta w ledwo stu izbach mieszkało do wybuchu wojny blisko siedemset osób: rzemieślników, robotników najemnych i handlarzy. Wśród rzemieślników było kilku reprezentantów dwóch najpopularniejszych fachów – szewcy i krawcy. Byli też piekarze: chlebowi, bułeczkowi, bajglowi i farfelkowi, a także ciastkarze, oraz kilku trykotażników, stębniarzy i bieliźniarzy. Prócz nich jeden rzeźnik, szklarz, blacharz, kuśnierz, kapelusznik, kiszkarz, skarpeciarz, laskarz, kaletnik, rękawicznik, stolarz, dorożkarz, wózkarz, kelner, kantor. No i byli też paserzy i złodzieje – jeśli można ich zajęcie nazwać profesją, oraz przedstawiciele może dwóch, trzech innych zawodów. Wśród robotników najemnych przeważali przedstawiciele wspomnianych typowo żydowskich zawodów, inni pracowali w fabrykach metali i tekstyliów albo w większych warsztatach. Większość handlarzy sprzedawała zieleninę i galanterię, kilku nabiał.” (Historia komitetu domowego, s. 378-379)
ONI, I
„Dlaczego ten obrotny przewodniczący nie zwrócił się w czasie bombardowań o pomoc do Jointu, jak zrobiło to wiele domów w mieście?
Trudno zrozumieć, chyba że przyjmiemy, że nie miał śmiałości dobijać się do przywódcy Jointu, że była to dla niego zbyt ciężka próba. Jakkolwiek było, nasz dom, jak i pozostałe domy na Wołyńskiej, nie korzystał w owym czasie z pomocy Jointu. Dlatego też nie stworzono żadnych kuchni ludowych w schronach, choć niedaleko stąd, w schronie przy Kupieckiej 18, taka kuchnia była.” (Historia komitetu domowego, s. 380)
ONI, I
„W tym czasie przybywa do domu [Wołyńska 21] grupa czterdzieściorga uchodźców z Sierpca. Osiadają w pusto stojącym sklepie od frontu i właścicielka nie mówi im złego słowa, przeciwnie, porozumiewa się z komendantem w sprawie pomocy dla nich. Jest czwartkowy wieczór i komendant biega, zbiera dla nich po kilka złotych i nazajutrz funduje im czulent, który kosztuje, jak mówi, sto złotych.” (Historia komitetu domowego, s. 381)
JA, I („stoimy na progu roku czterdziestego”; s. 382)
„Piszący te słowa został wówczas wydelegowany przez pewną organizację na posiedzenie komitetu domowego przy Wołyńskiej 21. Oświetlał tam kwestię włączenia się w sieć komitetów domowych pod przewodnictwem ŻTOS95.
Zebranie odbywa się w mieszkaniu piekarza Brodskiego. Wokół wielkiego stołu zgromadziło się około dwudziestu osób, choć faktycznie komitet nie liczy aż tylu członków. Stosuje się jednak zasadę „wedle uznania” – kto chce, może przyjść na zebranie. Komitetowi od tego nie ubędzie…” (Historia komitetu domowego, s. 382)
ONI, I
„W ciągu zimowych miesięcy roku czterdziestego komitet domowy bez przerwy miał do czynienia z parówkami. W krótkim czasie było ich trzy lub cztery. Jedna szczególnie straszna, która zrujnowała sąsiadów. Inna podkopała ich zdrowie. Na przykład, pani Wigdorowicz poszła na Spokojną prosić, żeby jej wydano rzeczy, które zabrano do parowania i od sześciu tygodni nie oddawano. Dostała od policjanta cios pałą w głowę. Postradała zmysły i długo chorowała. Żeby ją ratować, jej mąż bieliźniarz prawie wszystko wyprzedał z domu i stał się nędzarzem.” (Historia komitetu domowego, s. 385)
ONI, II A (zima 1940/41)
„Wielkie ożywienie jego prac nastąpiło dopiero zimą czterdziestego pierwszego roku. Na podstawie wskazówek centrali organizowano domowe przedstawienia i rozrywki, które cieszyły się wielkim powodzeniem, będąc przy tym nowością w domu przy Wołyńskiej 21.
Odbywały się wieczory taneczne, herbaciane, a nawet wieczór chanukowy z jednoaktówką i deklamacjami. Sąsiedzi chętnie chodzili na te spotkania, mogąc trochę zapomnieć o cierpieniach, które niósł dzień. Dla dzieci każdy taki wieczór był wielkim świętem.” (Historia komitetu domowego, s. 386)
ONI, II B
„Nadeszło lato czterdziestego pierwszego. Centrala komitetów domowych wpadła na szczęśliwy pomysł, by stworzyć w domach kąciki dziecięce. Biedne ulice przyjęły je z ogromnym entuzjazmem. Wkrótce i w domu pod numerem 21 pojawili się instruktorzy i utworzono świetlicę. Na zebranie do bóżnicy zwołano dzieci z rodzicami. Do kącika zapisano wszystkie dzieci z domu, nawet dwóch szajgeców stróża, którzy bardzo zadowoleni razem z żydowskimi dziećmi siedzieli w bóżnicy. Młodzież z domu, prawie wszyscy chłopcy i dziewczęta, którzy umieją utrzymać pióro w dłoni, zostają wychowawcami i nauczycielami. Każdego dnia z piosenką na ustach prowadzą ustawione parami dzieci na plac Lubeckiego róg Gęsiej, gdzie teraz jest Wołówka [targowisko]. Tam wtłacza się im do główek polskie piosenki – na wskroś polskie, może nawet żołnierskie… Gimnastykuje się je, bawi się z nimi. Dla dzieci, które przychodzą tu z dziesiątków domów, jest to naprawdę wielkie wydarzenie. Plac jest słoneczny, jest też trochę zieleni, z dwoma, trzema drzewami, które przetrwały i nie zostały ścięte na drewno, żeby nim palić w czasie pierwszej ciężkiej wojennej zimy. Kącik dziecięcy wnosi wiele życia na podwórko.” (Historia komitetu domowego, s. 386-7)
ONI, II B
„Komitet młodzieżowy organizuje kuchnię dla dzieci, to znaczy przynosi obiady z kuchni dziecięcej przy Karmelickiej 15 i rozdziela na podwórzu. Z kuchni korzysta około dziewięćdziesięciorga dzieci, ale nieufność wobec pracy społecznej tak daleko już postąpiła, że ludzie zaczynają intrygować przeciwko młodym. Mówi się, że żyją z tej kuchni. Rozdzielający, bracia i siostry Wigdorowicz, obrażają się i kończą swoją działalność, a ponieważ nie ma nikogo na ich miejsce, kuchnia upada po trzech miesiącach istnienia.” (Historia komitetu domowego, s. 387-8)
ONI, II B
„Desperacja na podwórzu i rozwścieczenie opozycji osiągnęły ten sam poziom. Sąsiedzi ciągle szturmują przewodniczącego i jego prawą rękę – czemuż nie zrobią czegoś, dlaczego pozwalają domowi zginąć z nędzy?! Komitet zdobywa się w końcu na śmiały krok i zbiera pieniądze. Wśród jego członków jest kilkoro, którzy dają po dwadzieścia, trzydzieści złotych, właściciel daje czterdzieści, jedni więcej, inni mniej, i zostaje utworzona kuchnia.
Kuchnię teoretycznie prowadzi komisja. Przy jej wybieraniu ostrożnie pominięto opozycję. Prawdziwym zarządcą kuchni jest wiceprzewodniczący. Obiady nie są złe. Z kuchni korzysta ponad sto osób. Wkrótce jednak opozycja zaczyna swoje, krzyczy, że wiceprzewodniczący żyje z kuchni, sprzeniewierza środki, inni mówią, że specjalnie gotuje tyle obiadów, o wiele więcej niż trzeba, żeby móc robić z ich nadwyżką, co mu się podoba. I tak oto kuchnia istnieje miesiąc i upada.” (Historia komitetu domowego, s. 388-9)
ONI, I

„Komitet domowy na Muranowskiej [6] – w sercu kupieckiej północy, tam, gdzie żyje tradycja cedaki, obyczaj wspierania ubogiego sąsiada, anonimowego niesienia pomocy – taki komitet nie potrzebuje wcale wielu działaczy, nie wymaga też z ich strony jakichś szczególnych starań. Tam od dawien dawna panuje taki zwyczaj. Przychodzi, uchowaj Boże, nieszczęście, wydarza się katastrofa, panoszy się zaraza i już znajdują się sąsiedzi, którzy opiekują się potrzebującymi.” (Tragedia komitetu domowego, s. 390)
ONI, II B
„Na miejsce zmarłego komendanta OPL powołano piekarza Jankiela Gwiazdę, syna swej ulicy. Jeśli chodzi o wynoszenie śmieci z podwórza, nie stosował żadnych sztuczek. Kazał iść pracować wszystkim z wyjątkiem tych, którzy dawali pieniądze. Raz nawet obchodził mieszkania z policjantem, zbierając pieniądze od tych, którzy nie chcą lub nie mogą ładować i wynosić śmieci. Miało to niby znaczyć, że pieniądze idą na komitet, ale sąsiedzi opowiadają, że zaraz po zbiórce poszedł z policjantem do szynku, gdzie wzięli po kielichu.” (Tragedia komitetu domowego, s. 390)
ONI, II B (połowa 1941)
„Ożywiona działalność komitetu przy Muranowskiej, jak i w ogóle komitetów w mieście, pobudziła sąsiadów, zachęciła ich do reagowania na każde wezwanie pomocy. Zorganizowano akcję zbiórki odzieży, która zakończyła się nie oczekiwanym przez nikogo powodzeniem. Było ono prawdziwym zaskoczeniem dla samego komitetu. Jeśli w domu przy Wołyńskiej 21 w czasie pierwszej zbiórki odzieży nie przekazano nawet jednej nadającej się do użytku sztuki – choć dom nie był zamieszkany przez samą tylko biedotę – to przy Muranowskiej 6 zebrano blisko trzydzieści męskich garniturów! W dobrym czy złym stanie – to nieważne. Liczy się fakt. A po dwu i pół roku wojny, przy dzisiejszych cenach garniturów, tamte są warte majątek.” (Tragedia komitetu domowego, s. 394)
ONI, IV A (7.12.1942)
„7 grudnia na Wołyńskiej 21 doszło do mordu. 16-letni Mojsze Nadel zadławił na śmierć swoją dziewięcioletnią siostrzyczkę Perele. Oboje, morderca i zamordowana, byli pełnymi sierotami. Ojciec, Awrom Ben-Cijen Nadel, zmarł rok wcześniej, a matka Lea kilka miesięcy wcześniej. Padli oni ofiarą epidemii tyfusu plamistego. […] Najpierw osadzono go w więzieniu gettowym na Gęsiej, a potem przeniesiono do więzienia po tamtej stronie. O jego losie nie wiadomo nic pewnego.” (Poczta żydowska w Warszawie a wysiedlenie, s. 455-456)
</document>
<document nplp_id="6835" title="LESZNO 74 (Szop Toebbensa, tzw. mały Toebbens)" slug="leszno-74">Perec Opoczyński
ONI, II
„Taka praca musi szybko powalić i rzeczywiście zbiera ofiary: od chwili, w której szop bieliźniarski zajął lokal przy Niskiej 65 do dzisiaj, kiedy znajduje się w wielkim budynku przy Lesznie 72 [błąd autora, właśc. 74, chodzi o tzw. małego Toebbensa], zmarło wycieńczonych głodem i pracą ponad siły siedemdziesiąt procent robotnic!” (Szopy, s. 444)
ONI, II
„Na szczęście nie we wszystkich żydowskich szopach płaci się robotnikom tak mało jak w bieliźniarskim.
Mówiliśmy już o szczególnym utrapieniu szopu bieliźniarskiego [Leszno 74] – o częstej zmianie produkcji, która przyczynia się do rozgoryczenia pracowników. Nie to jednak jest ich największą zgryzotą, bo tę stanowi brak pracy.” (Szopy, s. 445)
ONI, III B (8.09.1942)
„Dziś znów była wielka blokada u Toebbensa [dwa obiekty – „duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74], od którego miano zabrać tysiąc dwieście osób. U Toebbensa ma się dziś odbyć konferencja na temat losu szopów. Ze strony Ostdeutsche Bautischlerei ma wziąć udział berliński dyrektor Brandt.” (Pisma, s. 294)
ONI, IV A (17.10.1942)
„Dziś wreszcie ma być wiadomo, jaki jest rezultat wysiłków w sprawie potwierdzenia istnienia szopów. Tymczasem mówi się, że sytuacja getta jest w ogóle bardzo niepewna i chwiejna. Są jednak tacy optymiści, którzy zapewniają, że do pierwszego stycznia sytuacja getta będzie stabilna i nie nastąpi już żadne wypędzenie. Dziś koło wieczora okazało się w końcu, że szopy Toebbensa [duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74] i Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] oraz szop Hallmana [Nowolipki 59] zostały potwierdzone, jednakże [szop] Schillinga [stolarski – ul. Nowolipie 54 i Nowolipki 50], który po ostatnich redukcjach miał nie więcej niż stu robotników, został całkowicie zlikwidowany. OBW [Gęsia 30] znajduje się więc w wielkim niebezpieczeństwie. W najlepszym razie szopowi stolarskiemu grozi wielka redukcja. Z pięciuset „zabezpieczonych” w szopie ma zostać ledwo stu. Tak szepczą „ważni” – kierownicy. Jak mówią, ostateczne zamknięcie ma nastąpić dopiero za rok. Tymczasem pomieszanie wśród ludzi z szopów jest wielkie. Tracą głowę. Mówi się, że Krüger robi inspekcję w getcie i wszystkim cierpnie skóra.” (Pisma, s. 308)
ONI, IV A (7.11.1942)
„Wokół szopów Schultza i Toebbensa [tj. Nowolipie, Ogrodowa i Leszno oraz Prosta 14 i Leszno 74] postawiono mur, to znaczy dla każdego robotnika tworzy się więzienie w więzieniu. Wieść ta błyskawicznie obiegła getto i przejęła wszystkich grozą: chcą nas zagłodzić na śmierć.” (Pisma, s. 315)
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (Pisma, s. 317)
ONI, IV A (12.11.1942)
„Jak się okazuje, dzieci, które przedwczoraj zostały zabrane wraz z mami od Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74], nie zostały odesłane, ale wzięto je do właśnie utworzonej przy gminie instytucji dla dzieci.
Chociaż nie było dziś już blokad, to u Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] zabrano siedmiu mężczyzn. Było to po oficjalnej rewizji i najpewniej tych siedmiu zostało zadenuncjowanych, bo popełnili jakieś przestępstwo. Jak niektórzy twierdzą, mogli to być goje, którzy mieszkali incognito w getcie.
Od dzisiaj przy nowym murze getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa stoi straż, patrole są też ciągle przy bramie cmentarza. Ta nowa, podwójna straż, jak się wydaje, nie wróży nic dobrego.” (Pisma, s. 318)

Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Po kilku dniach względnego spokoju zostaliśmy zaskoczeni nową niespodzianką. Otóż obok naszego domu, w szopie Toebbensa [tzw. mały Toebens znajdował się na Lesznie 74], Leszno 72, odbyła się blokada niemiecka i zabrano ze skoszarowanego domu wszystkie kobiety i dzieci. I znów owładnęła nami trwoga. Jak to? Przecież obwieszczenia wyraźnie oznajmiały, że mąż, który pracuje w szopie, osłania żonę i dzieci do lat 14. Dlaczego teraz ich wywożą? Zaczęły krążyć wieści, że w skoszarowanych domach mogą mieszkać tylko ci, którzy pracują. A zatem nikt nikogo nie osłania. Jedynie pracujące małżeństwo może zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom.” (s. 42-43)
ONI, III A
„W naszym skoszarowanym domu ludzie wyszukiwali sobie indywidualne i zbiorowe kryjówki. Jedna ze zbiorowych kryjówek mieściła się na strychach domów Leszna 76 i 74 oraz w sąsiednim, przy ulicy Nowolipie 67. Za pomocą wybitych otworów w murach można było przejść z jednego strychu na drugi. Do tej kryjówki wchodziło się po drabinie z naszej klatki schodowej. Przeważnie kryły się w niej kobiety z dziećmi oraz starcy niezdolni do pracy.” (s. 44)
JA, III A
„Drugiego dnia na terenie fabrycznym na Lesznie zapanowała od wczesnego ranka trwoga. Okazało się, że Batalion Niszczycielski grasuje w szopie Toebbensa, Leszno 72, zaledwie trzy bramy od nas. Z biciem serca oczekiwaliśmy w każdej chwili blokady.” (s. 48)

Emanuel Ringelblum
JA, V

„Walczyły poszczególne grup w getcie, w szopie szczotkarskim, na ul. Świętojerskiej, na terenach szopu Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami.” (t. 29a: s. 88)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III

„Kierownictwo to Toebbensa na Ceglanej ogłosiło, że robotnicy mający krewny w Dużym Getcie będą mogli się do nich przenieść. To samo powiedziano robotnikom Toebbensa na Lesznie. Jedną i drugą grupę zaprowadzono na Umchlag.” (s. 100)

JA/ONI, IV A

„Tymczasem w fabryce przeżywano znów momenty napięcia. Żandarmeria pojawiła się na terenie, obstawiła oddziały Schultza i z jednego z nich zabrała robotników. Później zwolniono ich częściowo. To samo działo się u Toebbensa, na Lesznie. Tam żandarmi wyciągali ludzi z mieszkań, a na drzwiach opróżnionych lokali kreślili i znak krzyża. Prawdopodobnie cały ten transport poszedł na Lublin, gdyż Umchlag był już wtedy nieczynny.” (s. 108)

ONI, IV

„Stryjek Jakub i styjenka Sabina mieszkali znów na Lesznie. Pracowali oboje w fabryce chemicznej Toebbensa.” (s. 114)

JA/ONI, IV A (styczeń 1943)

„Dostałam adres Hali Parnes, która wraz z rodziną mieszkała u Toebbensa na Lesznie. Złożyłam jej wizytę i razem wspominałyśmy stare dobre czasy.” (s. 118)

ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Podobno u Toebbensa ograniczono się do zebrania kilku osób, ale za to u Schulza nastąpił istny pogrom, w wyniku którego pognano na Umchlag aż 800 osób.” (s. 121)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA, III A

„Po pewnym czasie porzuciliśmy mieszkanie na Nalewkach i nad ranem przedarliśmy się wraz z ciotką i Haliną na Stawki, do szopu, w którym pracował mój ojciec.

Była to fabryka butów wojskowych. Należała do Niemca Toebbensa, a przed wojną stanowiła własność krewnego mojej matki, który teraz pełnił tam funkcje kierownika.” (s. 26-27)

JA/ONI, III A

„Tatuś dostał się do Toebbensa dzięki protekcji tego krewniaka na początku akcji wysiedleńczej, kiedy ogłoszono, że tylko Żydzi zatrudnieni w produkcji dla Rzeszy będą mogli pozostać w getcie.

Szopy wydawały się rajem — „produktywnym” Żydom i ich rodzinom zapewniały życie.

Ale chociaż byliśmy zaopatrzeni w Ausweis, chroniący nas przed łapankami i wysiedleniem, szybko zorientowaliśmy się, że bezpieczniej jest ukryć się razem z tym Ausweisem… Ponieważ w początkowym okresie łapanek nie tykano szopów, postanowiliśmy tam się schronić, zwłaszcza że pozwolili nam na to Żydzi zarządzający tą fabryką.” (s. 27)

JA, III A

„W szopie, gdzie także znajdowała się reszta rodziny matki, odetchnęliśmy z ulgą. Wśród szumu maszyn i stukotu fabrycznych młotków, w otoczeniu bliskich — czuliśmy się pewniejsi. Szybki i potężny, bez względu na hitleryzm i akcje, rytm fabryki budził w nas zaufanie do życia. Poza tym nie musieliśmy już martwić się i niepokoić o dziadków i o najmłodszą siostrę matki, która była tu również z mężem i dwojgiem malutkich dzieci. Każda chwila w tym okresie była przecież tak naładowana grozą i przerażającymi niespodziankami, każdy krok w stronę domu krewnych tak ryzykowny.

W jakimś kącie warsztatu, najmniej rzucającym się w oczy, przeleżeliśmy cichutko przez kilka następnych dni i nocy, nie myjąc się, nie rozbierając ani nawet nie ściągając butów. Musieliśmy być przygotowani na każdą ewentualność. Ale żyliśmy chwilą bieżącą, starając się nie myśleć, co przyniesie najbliższa godzina. Należało przy tym podziwiać, jak cierpliwie i rozsądnie, po dorosłemu, zachowywały się małe dzieci, które męczyły się w szopie razem z nami.” (s 28)

JA/ONI, III A

„Jedynym pożywieniem u Toebbensa było trochę zupy z kaszy perłowej, którą raz dziennie w przerwach między akcjami gotowała mama w sąsiednim domu, w pustym mieszkaniu, z którego już wywieziono właścicieli. Nie odchodziłam od mamy ani na krok, odkąd zaczęło się wysiedlanie. Tylko przy niej, jak przy nikim innym z rodziny, czułam się bezpiecznie: w jej obecności nie bałam się niczego. Podczas gotowania zupy nie spuszczałam oczu z garnka; nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie dostanę parę łyżek gorącego płynu, bo mama zawsze mnie podkarmiała przed obdzieleniem zupą reszty rodziny… Jednocześnie nadsłuchiwałam pilnie, czy nic podejrzanego nie dzieje się na ulicy i na podwórzu.

[…] Nie wiem, skąd wówczas czerpała matka odwagę i ochotę do gotowania w tym obcym, wymarłym domu, w cudzej kuchni, która przypominała nam o nieszczęściu, jakie spotkało jej poprzednich gospodarzy.

Ta drobna schorowana kobieta, dręczona częstymi atakami kamieni żółciowych, posiadała żelazną wolę i zimną krew. Umiała opanować się i radzić sobie w każdej sytuacji, nigdy nie tracąc pogody ducha. Oglądając się raz po raz, aby nie natknąć się na Niemców, przenosiła garnek do szopu i tam, po kilka łyżek, sprawiedliwie i równo, wydzielała porcje jedzenia każdemu z członków naszej rodziny. Wszyscy byli jednakowo wygłodzeni! Oczywiście nikt nawet nie marzył o zaspokojeniu głodu, niemniej delektowano się tą perłówką i jej wspaniałym zapachem. Cudowny smak miała ta postna, niczym nie zaprawiona zupa! Tylko że znikała tak szybko…” (s.28-29)

„Niedługo jednak skończyła się nietykalność „produktywnych” Żydów w szopach i w warsztatach. Rozeszły się groźne wieści, że akcje wysiedleńcze przyjmują coraz większe rozmiary, że z różnych stron okupowanej przez Niemcy Europy sprowadzono do Warszawy liczne oddziały bandytów, że wyciągają także robotników z szopów i wloką na Umschlag ludzi z „najlepszymi” Ausweisami i przepustkami, za które płaciło się krocie.

Dyrektor szopu Toebbensa, dowiedziawszy się o tym, wyrzucił nas wszystkich, nie pracujących. Na prośby i błagania odpowiadał wrzaskiem, wypychając nas siłą na schody, za drzwi. Krzyczał, że nasza obecność zagraża życiu ludzi i bezpieczeństwu zatrudnionych w szopie ludzi! Zagraża nawet istnieniu samego szopu!Wuj mamy też nie chciał wstawić się za nami. Kiedy jego kolega i wspólnik wyrzucał z szopu „dzikich lokatorów”, milczał, jak gdyby nas wcale nie znał…

Naprzeciw zewnętrznych schodów, wiodących do szopu, stała warta graniczna getta; żandarmi niemieccy często strzelali w kierunku schodów i wysokiego ganku przed drzwiami fabryki. Niejeden człowiek stracił tu niewinnie życie. Gdy szamotaliśmy się z dyrektorem przy samych drzwiach, byliśmy wszyscy, a zwłaszcza moja matka, która walczyła z największą zaciekłością, narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo…

Ale dyrektor, choć dobrze o tym wiedział, pozostał nieubłagany. Nie wpuścił nas z powrotem do szopu.

Zostaliśmy więc na tych otwartych schodach, naprzeciw luf karabinowych, w pobliżu terenu, na którym szalała już akcja.” (s.30)
Bogdan Wojdowski
III A, F

„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudniema-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią, do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą [Wojdowski myli lokalizacje tzw. “małego” i “dużego” Többensa], do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)

III A/B, F
„Pewnego dnia wpełznął do kryjówki wuj Gedali, z nim drugi więzień i długo wołali ukrytych rzucając w ciemność wersety hebrajskie, jak hasła, zanim rozproszeni w piwnicach wyszli do nich z ociąganiem. Kto się mógł spodziewać? W rękach mieli ciężkie cęgi, a reszta w sąsiedztwie uwalniała z zasieków Waliców pod strażą, rozkuwała kozły żelazne na ziom. Majster, który ze swymi ludźmi wracał na noc do fabryki Toebbensa i Schultza, podjął się przemycić parę łebków; ktoś szukał Kalmana Drabika i konwojent był tego dnia z góry opłacony. Naum i Elijahu poszli w tej grupie na Leszno. Dawid ukryty w tłumie więźniów człapał z wujem Gedalim do warsztatów na Prostą”. (s. 371)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6840" title="NISKA 65 (szop bieliźniarski)" slug="niska-65-szop-bielizniarski">
Perec Opoczyński
ONI, II
„[Szop bieliźniarski] Zaczynamy opis właśnie od niego, ponieważ wedle naszej oceny jest on szopem wzorcowym, o czym zapewne przekona się też czytelnik. System pracy i jej warunki sprawiają, że zatrudnionych tu opłacanych niewolników czeka powolna i pewna śmierć.
Koncesję na ten szop swego czasu otrzymali panowie Safir, były przewodniczący związku warszawskich bieliźniarzy, i pan Blazer, łódzki majster. Na początku zajęli lokal przy Niskiej 65, w którym zatrudnili około setki bieliźniarzy. Safir był też pierwszym, który sam przekazał do szopu kilka maszyn najnowocześniejszego typu służących do wyrobu modnych koszul frakowych oraz jako dodatek – motor. Wszystko to było warte pięćdziesiąt tysięcy przedwojennych złotych. Praca, ma się rozumieć, był a podporządkowana liczbie zleceń. Zabrano się więc do dzieła.
Postanowiono też, że płaca będzie akordowa, a co za tym idzie, wydłuży się jej czas. Jedenaście, dwanaście, a czasem trzynaście i czternaście godzin na dobę, w zależności od ilości pracy i pilności jej terminów. Wysokości wynagrodzenia nie znano. Żydowscy majstrzy się jeszcze co do tego wahali, ale od początku rozumiano, że będzie mizerne. Jednak kiedy w szopie powstała kuchnia i każdemu robotnikowi przysługiwały dwie porcje zupy dziennie i pół kilograma chleba z marmoladą wraz z czarną kawą (rano ćwiartka chleba i wieczorem druga), nie trzeba było więcej, by przywiązać robotnika do szopu. Nędza Żyda robotnika w okupowanej Polsce była tak wielka, że kawałek chleba dziennie stawał się pięknym sennym marzeniem. Nie bacząc więc na nic, dążył on do tego, by go zdobyć.” (Szopy, s. 442-443)
ONI, II
„Taka praca musi szybko powalić i rzeczywiście zbiera ofiary: od chwili, w której szop bieliźniarski zajął lokal przy Niskiej 65 do dzisiaj, kiedy znajduje się w wielkim budynku przy Lesznie 72 [błąd autora, właśc. 74, chodzi o tzw. małego Toebbensa], zmarło wycieńczonych głodem i pracą ponad siły siedemdziesiąt procent robotnic!” (Szopy, s. 444)
</document>
<document nplp_id="6842" title="ŚLISKA 64" slug="sliska-64">


&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II
„Działa bardzo rozbudowany CENTOS. Ma setki pracowników, działaczy, macherów i zaopatrzeniowców, którzy – dobrze lub źle – dożywiają jednak blisko czterdzieści tysięcy żydowskich dzieci, w większości sierot, a także kolejne czterdzieści tysięcy, które CENTOS karmi częściowo lub całościowo, a kolejne tysiące wałęsają się po ulicach bez żadnej opieki. Gmina też utrzymuje instytucję – jeden jedyny internat przy Śliskiej 64 z ni mniej, ni więcej, tylko… sześćdziesięciorgiem dzieci!” (Dzieci na bruku, s. 431)</document>
<document nplp_id="6844" title="CIEPŁA 20" slug="ciepla-20">Perec Opoczyński
&amp;nbsp;

ONI, II
„Ludzie w mieście, rozumie się, nie widzieli różnicy między pocztą na Krochmalnej [32] (segregatura i ekspedycja listów) a pocztą na Ciepłej [20] (ekspedycja paczek), szczególnie kiedy część listonoszy, przypuszczalnie właśnie tych z „batalionu” [„ludzie dyrektora, z którymi pracował razem u Niemców w placówkach”; s. 422] , też nieźle sobie poczynała. Żydzi, którzy mieli krewnych w polskich miasteczkach, „włączonych” przez okupanta do niemieckiego Reichu, dostawali w listach złożone po pięć marek (prawnie obrót marką był w Generalnym Gubernatorstwie zabroniony). Tych pięć marek zwykło znikać z listów. Kto to robił? To pozostaje tajemnicą.” (Żydowski listonosz, s. 424)

&amp;nbsp;
Henryk Makower
ONI, III
„Coraz bardziej rosły agendy Gminy, które nie mieściły się już w starym gmachu. Sądownictwo i urząd stanu cywilnego przeniesiono naprzeciwko, pod numer [Grzybowska – dk] 29. Nowo powstała poczta mieściła się na rogu Zamenhofa i Gęsiej, w dawnym pałacyku Stanisława Augusta. Jej filia, paczkownia […] na rogu Grzybowskiej i Ciepłej.” (s. 200)
</document>
<document nplp_id="6847" title="FRANCISZKAŃSKA/ KOŹLA (targ)" slug="franciszkanska-przy-kozlej">Perec Opoczyński
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)
ONI, II
„Mur getta odciął Franciszkańską tuż przy Koźlej. Z daleka tego nie widać. Jak to jest, wyjaśnia się zupełnie, kiedy się staje u wlotu uliczki, bo jest ona wąska i mała z dziwnymi staromodnymi [nieczyt.] i wiekowymi budynkami, podwóreczkami, zakamuflowanymi wejściami i chwiejącymi się schodami. Tylko tu i ówdzie między starodawnymi domkami strzela w górę pięciopiętrowa wąska budowla z mnóstwem okien. Znak, że wcześniej były tu mieszkanka dla robotników, rzemieślników i ulicznych handlarzy.
Te pojedyncze wysokie domy, wciśnięte między starodawne budyneczki, niszczą symetrię uliczki i wywołują wrażenie chaosu, bezładu. [nieczyt.] było zaniedbane i pozostawione [bez] kontroli także przed wojną, kiedy ówczesna władza miała [nieczyt.] machnęła ręką [nieczyt.].
Wózki z zieleniną i owocami oraz kramy z jedzeniem otaczają tu ciasno każdy dom. Spożywcze kramy są małe. Na ławeczce czy stoliku kładzie Żydówka kilka dwu-, trzykilogramowych torebek z mąką: kukurydzianą, razówką i „bonową” (to mąka, którą piekarze otrzymują od władzy okupacyjnej, żeby piec kontyngentowy chleb), lub kaszą: jagłami i pęczakiem. Innych produktów, jak fasoli, mąki pszennej albo suszonych owoców, zazwyczaj na stołach nie widać, to się kupuje w sklepach. Ceny są tu, rozumie się, trochę niższe niż na innych ulicach – w końcu to uliczka Koźla! Jednak dla większości warszawskich Żydów, których getto zostawiło z pustymi rękoma, odbierając im źródło utrzymania, a oferując [w zamian] tylko jedno – wyprzedawanie po trochu ubrań i sprzętów domowych na Wołówce, jest tu wystarczająco drogo.
Budki, stragany i wózki zatarasowały ulicę. Każdą budkę oblegają nie tyle klienci, ile ci, którzy chcą coś kupić i nie mają za co. Ruch jest duży, ale nabywane ilości znikome.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 409)

</document>
<document nplp_id="6852" title="WOŁÓWKA &amp;#8211; targ (Plac Broni – między Stawkami, Pokorną i&amp;nbsp;Inflancką)" slug="wolowka-targ-plac-broni-miedzy-stawkami-pokorna-i-inflancka">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Handlarze i przechodnie na Wołówce ujrzeli dziś wzruszającą do łez scenę dowodzącą żydowsko-polskiej przyjaźni.
Na chodniku przy Lubeckiego stała pobladła Żydówka, którą obejmowała i bez przerwy całowała jakaś chrześcijanka. Ta ostatnia, nie przestając tulić Żydówki, wołała: „Zandowa, Zandowa… żyjesz? Nie zastrzelili cię? Co widzą moje oczy? To ty, Zandowa!...” Kiedy chrześcijanka doszła już do siebie, powiedziała Żydówce, że tam u nich wszyscy mówili, że Zandowa zastrzelona… Już ją opłakali, i często wspominali, i zastanawiali się, gdzie też się podziały jej dzieci.
Wreszcie i Żydówka zaczęła opowiadać, jak udało jej się uniknąć śmierci. Po tym, jak ją złapali po tamtej stronie, trafiła do aresztu w gettowym więzieniu, a było to wtedy, gdy zatrzymanych rozstrzeliwali całymi grupami za murem. Po krótkim czasie dostała wyrok śmierci. Otrzymała go na piśmie. A kto miał taki papier, wiedział, co go czeka. Z biegiem dni coraz bardziej wrastała w nią śmierć. Zandowa spodziewała się, że już niebawem ją rozstrzelają. Właśnie wtedy przeprowadzono konfiskatę żydowskich futer, po której 700 więźniom darowano życie. I tak pani Zand ze Stawek (jej mąż jest w niewoli) po trzech miesiącach więzienia i codziennym gotowaniu się na śmierć została uwolniona. Chrześcijanka z tej ogromnej radości, że znów zobaczyła swoją sąsiadkę, z którą przez lata żyła w wielkiej komitywie, nie chciała już ani handlować, ani niczego kupować. Rzekła tylko, że musi czym prędzej wracać do domu, żeby powiedzieć mężowi, dzieciom i wszystkim dawnym sąsiadom ze Stawek, że Zandowa żyje…” (Pisma, s. 281)
ONI, I
„Każdego dnia stoi [jeden z mieszkańców Wołyńskiej 21 – Perele] na Wołówce i sprzedaje kurtki. Klepie się więc po udach: Ha, jak się ma głowę na karku, to ma się wszystko! I mieszkanie będzie miała nowe, i belki na opał, a komornego płacić nie będzie.
Starszy syn piekarza Brodskiego dostał się na „tamtą stronę” autobusem. Na Nalewkach stoją autobusy, które wożą do samego Białegostoku za dwieście złotych. Ale gdzie na Nalewkach? Na którym podwórzu? Komendant wie, gdzie. Też chce posłać swojego najstarszego syna autobusem, ale przemyśliwa nad lepszym planem – sam go odwiezie do Małkini pociągiem.” (Dom numer 21, s. 350-351)
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)
ONI, II
„[Handel starzyzną] To był od zawsze przywilej Wołówki. Teraz w ów handel wymierzono straszliwy cios. [Jego skutki odczuły] tysiące Żydów: domokrążców, szacherów, szmaciarzy. Ich kapitał zawsze wynosił kilka złotych, ale zawsze udawało się im jakoś zarobić na kawałek chleba dla żony i dzieci.
Teraz nie było już czym handlować. Domokrążcy marli z głodu. Zarobić mogli tylko ci, którzy zdołali dostarczyć gojom dobry garnitur, palto, wysokogatunkową bawełnianą lub jedwabną bieliznę, jedwabne albo aksamitne ubrania, futra, dobre buty i tym podobne.
Nad domokrążcami, a właściwie nie tyle nad nimi, ile nad starzyzną, zlitowali się później Niemcy, tworząc wielkie magazyny starych szmat i zaopatrując domokrążców, niczym urzędników państwowych, w przepustki i zielone opaski na ramiona. Pozwalały im one na swobodne poruszanie się nawet poza gettem. W zamian domokrążcy dostarczali Niemcom surowce: wełnę, bawełnę i wszelkie inne materiały, które mogły służyć celom wojskowym.
Na tych domokrążców z zielonymi opaskami spoglądano z zazdrością. Wielu z nich dobrze zarabiało, o wielu szeptano też, że żyją syto nie tyle dzięki starym szmatom, ile dzięki cennym rzeczom, które mają Żydzi. I to tych właśnie rzeczy domokrążcy nie wstydzili się wskazywać Niemcom…
Jednak zanim domokrążca stał się panem, nie tylko handel starzyzną leżał odłogiem. Musiały minąć długie targowe tygodnie, by Żydzi wpadli na pomysł przenicowywania starzyzny. Bieliźniarze jęli kupowali stare koszule, poduszki, prześcieradła, cięli je i szyli z nich nowe rzeczy. Krawcy i szewcy robili to samo z ubraniami i obuwiem. I tak oto na Wołówce handlowano dwoma rodzajami towaru – szmatami, które kupowali Żydzi, by je przerobić, i nowymi rzeczami, które sprzedawano gojom.
Pojawił się jednakże nowy problem – odcięcie Wołówki.
Stara Wołówka, która znajdowała się na rogu Stawek i nowej niedokończonej stacji autobusowej, została oderwana od getta. Żadnego innego placu na handel starzyzną, handel tak niezwykle istotny dla biedoty w każdej epoce, nie wyznaczono.
Zaraz po odcięciu targowiska handlarze stawiali swoje kramiki niedaleko starej Wołówki, na rogu Zamenhofa i Niskiej, ale ich stamtąd wyrzucono. Znaleźli miejsce postoju na Niskiej róg Lubeckiego, ale ich przepędzono. Cofnęli się na Lubeckiego, do rogu Wołyńskiej i Gęsiej, to robiono na nich ciągle obławy. Przychodzili Niemcy i polscy policjanci z gumowymi pałkami i tłukli niemiłosiernie, nie bacząc, czy biją kobiety czy mężczyzn. Zatrzymywali, strzelali niby to w powietrze, ale nieraz kogoś pozbawili życia. Kiedy jednak Niemiec się zreflektował i zaczął zarabiać na żydowskim handlu, na rogu Gęsiej i Lubeckiego oficjalnie wyznaczono nową Wołówkę. [Teraz] można z niej było ciągnąć odpowiednie zyski.
Brutalne akty na Wołówce, częste obławy, aresztowania i szykany prawie że przepędziły gojów z żydowskich targowisk. Getto było zamknięte, goj mógł wejść do niego tylko z przepustką, która u macherów, rozumie się, kosztowała dużo. W dodatku musiał znaleźć [przekonujący] pretekst, pod którym przekraczał granicę getta. Wejść, by [po prostu] kupować, oczywiście nie mógł. Kiedy pojawiły się jeszcze prześladowania, razy i strzelanina, wchodzenie do getta [zupełnie] przestało mu się opłacać.” (Goje w getcie, s. 402-3)
ONI, II
„[…] uczyniono wobec gojów rozmaite ustępstwa, przede wszystkim jeśli chodzi właśnie o getto.
Strażnicy zaczęli patrzeć [na rozmaite rzeczy] przez palce i nie tak bacznie przyglądać się przepustkom do getta. Gojom łatwiej było do niego wchodzić, a Żydom z niego wychodzić. Wojna z Rosją nie tylko zawładnęła wszystkimi zmysłami Niemca, ale też podpowiedziała mu chytrze, że trzeba być ostrożnym, żyć w pokoju z ludnością, na wszelki wypadek zjednać ją sobie.
Goje [chętnie] na to przystali. Na Wołówce codziennie widziało się ich setki. Wynosili z targowiska wszelkie dobra. Produkcja nicowanych ubrań, obuwia i bielizny kwitła jak rzadko. Ze starych watowanych kołder krawcy wyjmowali watę i szyli z niej ciepłe kaftany, spodnie zimowe, albo używali jej jako podbicia do kurtek i zimowych palt. To samo działo się z innymi rzeczami.
Goje, szczególnie młodzież, przyjeżdżali tramwajami, które zwykle nie zatrzymywały się w getcie. Młodzi wyskakiwali z nich w biegu. Za dobrą łapówkę nie czepiał się ich ani policjant, który zawsze jechał w gojskim tramwaju przejeżdżającym przez getto, ani konduktor, ani też żaden Niemiec.
Ci szajgece nosili lakierki, porządne kożuszki, a na palcach rąk złote sygnety. Rumiani, gładko wygoleni i dobrze odżywieni – krew z mlekiem. Młode gojki tak samo. Wiele z nich wyglądało jak chłopki – na licu okrągłe jak wysmażony pączek, po wiejsku pleczyste i fest obute. Chodziły szybko, jak doświadczone handlarki, od jednego żydowskiego kramu do drugiego i za bezcen kupowały to, co było najlepsze i najpiękniejsze.
Wieczorem na rogu Zamenhofa i Muranowskiej można było oglądać taką osobliwą scenę: setki gojów i gojek stojące rzędami z workami wypchanymi welurowymi, jedwabnymi i aksamitnymi sukienkami, ubraniami, drogą bielizną, obuwiem, dywanami i kołdrami. Czekali na ostatnie tramwaje, rzucając na wszystkie strony podejrzliwe spojrzenia – czy nie idzie jakiś Niemiec, czy nie ściga ich oko jakiegoś agenta. Usłyszawszy ostrzeżenie: „idzie”, natychmiast rzucali się do bram, kryli się na schodach, w korytarzach, żeby po minucie, kiedy Żydzi dali im znak, że już, że droga jest wolna, wrócić. Żyd, powodowany szczególnym poczuciem sprawiedliwości człowieka prześladowanego, widząc gojów kryjących się przed okiem agenta, uznawał za swój obowiązek pomagać im i ta pomoc była doprawdy wzruszająca.” (Goje w getcie, s. 404)
ONI, II

„Kiedy polskiemu handlarzowi czy handlarce udało się kupić u Żyda na Wołówce trochę towaru, który trafiał w gust chłopa, ogarniał ich, leżący w naturze ludu, zabobonny strach – żeby się tylko udało, żeby Bóg ich nie pokarał. Zaczynali więc szukać okazji do zrobienia jakiegoś dobrego uczynku, chcieli odkupić swoje przewiny i grzechy. Takim dobrym uczynkiem na Wołówce mogło być tylko danie jedzenia żebrzącemu i głodnemu żydowskiemu dziecku, dostatecznie mądremu, jak mądre są wszystkie dzieci, by pojawić się w odpowiednim momencie, kiedy gojka wzdychała, by się jej poszczęściło, i wysunąć chudą jak patyczek rączkę […]” (Goje w getcie, s. 405)
ONI, II
„Duża liczba dzieci, które przychodzą do tych instytucji [pomocowych], ma objawy suchot, część – innych chorób, a w niektórych przypadkach nawet szkorbutu – tej strasznej głodowej choroby, o której wiedzieli tylko ci skazani na dożywotnie więzienie aresztanci Szlisselburga w carskiej Rosji.
Szkorbut – szkorbut! Ale czy ta straszna scena ze Smoczej, w której chłopiec dwunastoletni siedzi na krześle postawionym na trotuarze, siedzi wpół leżąc, bo siedzieć prosto nie może, ponieważ szeroko rozpięta koszula pokazuje, że jest spuchnięty aż ponad pępek, a z rozdartego kroku wystaje spuchnięte jądro. – czy ten bolesny obraz lepszy jest od szkorbutu? Czy obraz dziewczyny na Nowolipiu, która siedzi i zbiera z siebie wszy, i wkłada je sobie z ponurym, tępym, idiotycznym spokojem do ust – jest mniej straszny od szkorbutu? I, w końcu, czy te bose, obdarte, pozostawione sobie samym dzieci na Wołówce w deszczowe, śnieżne, wietrzne listopadowe dni, które leżą jedno na plecach drugiego, aby się w ten sposób ogrzać, i żebrzą przy tym, jąkając się z przenikliwego, wstrząsającego ciałem zimna – lepsze są od szkorbutu?” (Dzieci na bruku, s. 432)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Kwestia bezpieczeństwa na Wołówce [popularny bazar] została rozwiązana w bardzo prosty sposób: w miejscowej kawiarni siedzi umundurowany Niemiec. Otrzymuje on 100 zł dziennie i za to jest zobowiązany każdorazowo w razie próby rabunku udzielić pomocy.” (s. 144)

[caption id="attachment_9063" align="alignleft" width="1024"] Targowisko szewskie na Wołówce (Fot. Bojm-Forbert, "Nasz Przegląd Ilustrowany" nr 29/1933). [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]</document>
<document nplp_id="6854" title="Róg ulic ZAMENHOFA/ MURANOWSKA" slug="rog-ulic-zamenhofa-muranowska">Perec Opoczyński
ONI, II
„[…] uczyniono wobec gojów rozmaite ustępstwa, przede wszystkim jeśli chodzi właśnie o getto.
Strażnicy zaczęli patrzeć [na rozmaite rzeczy] przez palce i nie tak bacznie przyglądać się przepustkom do getta. Gojom łatwiej było do niego wchodzić, a Żydom z niego wychodzić. Wojna z Rosją nie tylko zawładnęła wszystkimi zmysłami Niemca, ale też podpowiedziała mu chytrze, że trzeba być ostrożnym, żyć w pokoju z ludnością, na wszelki wypadek zjednać ją sobie.
Goje [chętnie] na to przystali. Na Wołówce codziennie widziało się ich setki. Wynosili z targowiska wszelkie dobra. Produkcja nicowanych ubrań, obuwia i bielizny kwitła jak rzadko. Ze starych watowanych kołder krawcy wyjmowali watę i szyli z niej ciepłe kaftany, spodnie zimowe, albo używali jej jako podbicia do kurtek i zimowych palt. To samo działo się z innymi rzeczami.
Goje, szczególnie młodzież, przyjeżdżali tramwajami, które zwykle nie zatrzymywały się w getcie. Młodzi wyskakiwali z nich w biegu. Za dobrą łapówkę nie czepiał się ich ani policjant, który zawsze jechał w gojskim tramwaju przejeżdżającym przez getto, ani konduktor, ani też żaden Niemiec.
Ci szajgece nosili lakierki, porządne kożuszki, a na palcach rąk złote sygnety. Rumiani, gładko wygoleni i dobrze odżywieni – krew z mlekiem. Młode gojki tak samo. Wiele z nich wyglądało jak chłopki – na licu okrągłe jak wysmażony pączek, po wiejsku pleczyste i fest obute. Chodziły szybko, jak doświadczone handlarki, od jednego żydowskiego kramu do drugiego i za bezcen kupowały to, co było najlepsze i najpiękniejsze.
Wieczorem na rogu Zamenhofa i Muranowskiej można było oglądać taką osobliwą scenę: setki gojów i gojek stojące rzędami z workami wypchanymi welurowymi, jedwabnymi i aksamitnymi sukienkami, ubraniami, drogą bielizną, obuwiem, dywanami i kołdrami. Czekali na ostatnie tramwaje, rzucając na wszystkie strony podejrzliwe spojrzenia – czy nie idzie jakiś Niemiec, czy nie ściga ich oko jakiegoś agenta. Usłyszawszy ostrzeżenie: „idzie”, natychmiast rzucali się do bram, kryli się na schodach, w korytarzach, żeby po minucie, kiedy Żydzi dali im znak, że już, że droga jest wolna, wrócić. Żyd, powodowany szczególnym poczuciem sprawiedliwości człowieka prześladowanego, widząc gojów kryjących się przed okiem agenta, uznawał za swój obowiązek pomagać im i ta pomoc była doprawdy wzruszająca.” (Goje w getcie, s. 404)
</document>
<document nplp_id="6856" title="„NOWA” WOŁÓWKA – targ (GĘSIA, róg LUBECKIEGO)" slug="nowa-wolowka-targ-gesia-rog-lubeckiego">
&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II
„[Handel starzyzną] To był od zawsze przywilej Wołówki. Teraz w ów handel wymierzono straszliwy cios. [Jego skutki odczuły] tysiące Żydów: domokrążców, szacherów, szmaciarzy. Ich kapitał zawsze wynosił kilka złotych, ale zawsze udawało się im jakoś zarobić na kawałek chleba dla żony i dzieci.
Teraz nie było już czym handlować. Domokrążcy marli z głodu. Zarobić mogli tylko ci, którzy zdołali dostarczyć gojom dobry garnitur, palto, wysokogatunkową bawełnianą lub jedwabną bieliznę, jedwabne albo aksamitne ubrania, futra, dobre buty i tym podobne.
Nad domokrążcami, a właściwie nie tyle nad nimi, ile nad starzyzną, zlitowali się później Niemcy, tworząc wielkie magazyny starych szmat i zaopatrując domokrążców, niczym urzędników państwowych, w przepustki i zielone opaski na ramiona. Pozwalały im one na swobodne poruszanie się nawet poza gettem. W zamian domokrążcy dostarczali Niemcom surowce: wełnę, bawełnę i wszelkie inne materiały, które mogły służyć celom wojskowym.
Na tych domokrążców z zielonymi opaskami spoglądano z zazdrością. Wielu z nich dobrze zarabiało, o wielu szeptano też, że żyją syto nie tyle dzięki starym szmatom, ile dzięki cennym rzeczom, które mają Żydzi. I to tych właśnie rzeczy domokrążcy nie wstydzili się wskazywać Niemcom…
Jednak zanim domokrążca stał się panem, nie tylko handel starzyzną leżał odłogiem. Musiały minąć długie targowe tygodnie, by Żydzi wpadli na pomysł przenicowywania starzyzny. Bieliźniarze jęli kupowali stare koszule, poduszki, prześcieradła, cięli je i szyli z nich nowe rzeczy. Krawcy i szewcy robili to samo z ubraniami i obuwiem. I tak oto na Wołówce handlowano dwoma rodzajami towaru – szmatami, które kupowali Żydzi, by je przerobić, i nowymi rzeczami, które sprzedawano gojom.
Pojawił się jednakże nowy problem – odcięcie Wołówki.
Stara Wołówka, która znajdowała się na rogu Stawek i nowej niedokończonej stacji autobusowej, została oderwana od getta. Żadnego innego placu na handel starzyzną, handel tak niezwykle istotny dla biedoty w każdej epoce, nie wyznaczono.
Zaraz po odcięciu targowiska handlarze stawiali swoje kramiki niedaleko starej Wołówki, na rogu Zamenhofa i Niskiej, ale ich stamtąd wyrzucono. Znaleźli miejsce postoju na Niskiej róg Lubeckiego, ale ich przepędzono. Cofnęli się na Lubeckiego, do rogu Wołyńskiej i Gęsiej, to robiono na nich ciągle obławy. Przychodzili Niemcy i polscy policjanci z gumowymi pałkami i tłukli niemiłosiernie, nie bacząc, czy biją kobiety czy mężczyzn. Zatrzymywali, strzelali niby to w powietrze, ale nieraz kogoś pozbawili życia. Kiedy jednak Niemiec się zreflektował i zaczął zarabiać na żydowskim handlu, na rogu Gęsiej i Lubeckiego oficjalnie wyznaczono nową Wołówkę. [Teraz] można z niej było ciągnąć odpowiednie zyski.
Brutalne akty na Wołówce, częste obławy, aresztowania i szykany prawie że przepędziły gojów z żydowskich targowisk. Getto było zamknięte, goj mógł wejść do niego tylko z przepustką, która u macherów, rozumie się, kosztowała dużo. W dodatku musiał znaleźć [przekonujący] pretekst, pod którym przekraczał granicę getta. Wejść, by [po prostu] kupować, oczywiście nie mógł. Kiedy pojawiły się jeszcze prześladowania, razy i strzelanina, wchodzenie do getta [zupełnie] przestało mu się opłacać.” (Goje w getcie, s. 402-3)
ONI, II
„Kiedy na nowej Wołówce zaczęły powstawać budki i kramiki, Żydzi zainwestowali przede wszystkim w polowe garkuchnie i zaopatrywali handlarzy w smaczne ciepłe i zimne posiłki. Gojom opłacało się płacić Żydom więcej za żarcie, bo właściciele garkuchni wydzielali [w swoich budkach] kącik, w którym polscy handlarze mogli się przebrać – za kilka groszy opłaty włożyć na siebie dopiero co kupione dobrej jakości rzeczy.” (Goje w getcie, s. 404-5)</document>
<document nplp_id="6857" title="MURANOWSKA 6" slug="muranowska-6">Perec Opoczyński
ONI, I
„Komitet domowy na Muranowskiej [6] – w sercu kupieckiej północy, tam, gdzie żyje tradycja cedaki, obyczaj wspierania ubogiego sąsiada, anonimowego niesienia pomocy – taki komitet nie potrzebuje wcale wielu działaczy, nie wymaga też z ich strony jakichś szczególnych starań. Tam od dawien dawna panuje taki zwyczaj. Przychodzi, uchowaj Boże, nieszczęście, wydarza się katastrofa, panoszy się zaraza i już znajdują się sąsiedzi, którzy opiekują się potrzebującymi.” (Tragedia komitetu domowego, s. 390)
ONI, I
„Dom przy ulicy Muranowskiej 6 miał przed wojną około czterdziestu lokatorów i tyluż sublokatorów. Teraz liczba lokatorów i sublokatorów wynosi okrągłą setkę, co [wraz z ich rodzinami] daje blisko pięciuset mieszkańców. Mieszkali tu kupcy, właściciele fabryczek, handlarze i rzemieślnicy. Byli to solidni, dobrze zarabiający lokatorzy. Oczywistą rzeczą jest to, że dostatnio żyli kupiec z fabrykantem, ale tutaj i rzemieślnik zarabiał dość, by mieć chleba do syta. Rzemieślnicy, którzy pracowali dla sąsiadów z podwórza, tacy jak krawcy i szewcy, prowadzili zasobne domy, a i ci, którzy świadczyli swoje usługi szerszej klienteli, też nie mieli na co narzekać, bo punkt był dobry – Nalewki, Bonifraterska i Franciszkańska z jednej strony, a z drugiej Dworzec Gdański i Wołówka.
W czasie wojny niewiele się zmieniło. Ci, którzy byli fabrykantami, nimi pozostali. Nie porzucili swojej profesji kupcy. Pojawili się nawet nowi, tak zwani wojenni kupcy, parający się szmuglem i handlujący starzyzną albo cukierkami i papierosami. Kupcy i fabrykanci pomniejszyli może swój kapitał obrotowy, a po otworzeniu getta zawęzili także obszar swojej działalności, ale produkowali i handlowali dalej, dopasowując się do zmienionych warunków życia. Stosując przedwojenne kryteria, nie moglibyśmy ich uznać za zamożnych obywateli, na pewno nie za bogaczy, ale porównując ich z tymi, którzy wstają rano i z przerażeniem i zgryzotą przyglądają się resztkom swego dobytku, z tymi, co myślą, co by tu jeszcze sprzedać, żeby starczyło na bochenek czarnego chleba, trzeba mieszkańców domu przy Muranowskiej 6 zaliczyć do grupy posiadaczy. Wraz z nimi możemy się cieszyć, że nie pospadali ze społecznej drabiny.
W domu mieszka fabrykant proszku do pieczenia i zapachów do ciast Awrom Przepiórka. Działacz społeczny (z odłamu robotniczego), pisarz, człowiek przystępny i serdeczny108. W tym samym domu mieszka też zamożny działacz Agudy Awrom Josef Galanter. Kiedy wybuchła wojna, nie namyślano się długo, tylko poczęto zbierać pieniądze i rozdzielać je między potrzebujących. Ten, kto chciał, włączał się w tę pracę i to się nazywało „komitet”. Za zebrane pieniądze kupiono chleb i rozdano go, a kto potrzebował kilku złotych, to też je dostał. Myślano: dożyjmy tylko końca bombardowań, a tych kilku groszy na jałmużnę, daj Boże, nie zabraknie…
OPL w domu był tym, czym był. Miał swoje zadania i żadnych bezpośrednich związków z komitetem. Komendant OPL był tylko komendantem ochrony powietrznej, a nie, jak na przykład na Wołyńskiej 21, przewodniczącym komitetu domowego110. Ten bardzo ważny szczegół pozytywnie wpływał na pracę komitetu. OPL miał do czynienia z władzą, nosił się wysoko i komenderował. Komitet domowy pochodził z wolnych wyborów, był przedstawicielem wszystkich, zrodził go oddolny ruch. Czy ufa się OPL, czy nie, to nikogo nie obchodzi, to sprawa władz. To natomiast, czy ufa się komitetowi domowemu czy nie – to już sprawa wielkiej wagi.
Spieszymy donieść, że lokatorzy domu przy Muranowskiej 6 tak zwany komitet od pierwszej chwili darzyli wielkim zaufaniem.” (Tragedia komitetu domowego, s. 391-2)
ONI, I (początek 1940)
„Przy Muranowskiej 6 organizowano wówczas wieczorki z udziałem żydowskich aktorów, którzy deklamowali poezje, a nawet wystawiali jednoaktówki. Kiedy występy artystyczne przestały przyciągać publiczność, zaczęto urządzać wieczorki taneczne, i to prawie co tydzień, a każda taka potańcówka przynosiła od czterystu do pięciuset złotych zysku. Dysponując takimi sumami, można było nie tylko ulżyć w nagłej potrzebie wszystkim ubogim z domu, ale też myśleć o niesieniu im konstruktywnej pomocy.” (Tragedia komitetu domowego, s. 393)
ONI, II A (1940/41)
„W domach utworzono kuchnie ludowe. W wielu miejscach udało się to wyśmienicie, a tam, gdzie kuchnie jednak upadły, działo się to z przyczyn [od komisji] niezależnych. Tak niestety stało się w naszym domu przy Muranowskiej 6. Kuchnia powstała tu w połowie 1940 roku. Istniała przez rok. Korzystało z niej bardzo wiele osób. Dziennie wydawano do stu dwudziestu obiadów. Prowadzeniem kuchni, kupowaniem produktów na rynku i tym podobnymi rzeczami zajmowali się dwaj sąsiedzi. Obiady były nie tylko tanie, ale i smaczne. Cena obiadu wynosiła 70 groszy, ale część konsumentów płaciła tylko 30 groszy, a niektórzy, bardzo ubodzy lokatorzy otrzymywali obiady za darmo.” (Tragedia komitetu domowego, s. 393)
ONI, II B (połowa 1941)
„Ożywiona działalność komitetu przy Muranowskiej, jak i w ogóle komitetów w mieście, pobudziła sąsiadów, zachęciła ich do reagowania na każde wezwanie pomocy. Zorganizowano akcję zbiórki odzieży, która zakończyła się nie oczekiwanym przez nikogo powodzeniem. Było ono prawdziwym zaskoczeniem dla samego komitetu. Jeśli w domu przy Wołyńskiej 21 w czasie pierwszej zbiórki odzieży nie przekazano nawet jednej nadającej się do użytku sztuki – choć dom nie był zamieszkany przez samą tylko biedotę – to przy Muranowskiej 6 zebrano blisko trzydzieści męskich garniturów! W dobrym czy złym stanie – to nieważne. Liczy się fakt. A po dwu i pół roku wojny, przy dzisiejszych cenach garniturów, tamte są warte majątek.” (Tragedia komitetu domowego, s. 394)
ONI, II B
„[…] powstał kącik dziecięcy, prowadzony przez komisję młodzieżową. Dzieci każdego dnia trzeba wyprowadzić do ogródka (albo na plac pełniący funkcję ogrodu, ponieważ władza okupacyjna zadbała o to, by jedyny ogród dawnej żydowskiej dzielnicy, Ogród Krasińskich, został dla Żydów zamknięty; tak więc żaden skwer, żaden skrawek zieleni nie był dla nich dostępny) i dać po kawałku chleba do rączki, zadbać też, by miały co zjeść po powrocie do domu. Problem w tym, że w domu zbyt jaskrawo zarysowały się różnice społeczne. To przecież Muranów! Nie wypada zasobnym matkom posyłać dzieci, żeby bawiły się ze swoimi biednymi rówieśnikami. Te różnice stały się zaczynem rozpadu kącika, którego bogaci tak naprawdę nie chcieli, a rodziców ubogich dzieci, rzecz jasna, nie było stać na jego finansowanie” (Tragedia komitetu domowego, s. 394)
ONI, II B (lato 1941)
„Na początku lata 1941 roku okupacyjna władza zabrała, jak zwykle, kontyngent młodych ludzi na roboty przymusowe. Dom wysłał ośmiu łagierników. Otrzymali od komitetu po osiemdziesiąt lub po sto złotych, niektórzy dostali parę spodni lub sztukę bielizny. Jednakże w tym samym czasie wydarzyło się coś, co wstrząsnęło lokatorami i przyczyniło się do upadku komitetu, nie tylko tego przy Muranowskiej 6. Mamy tu na myśli tajny okólnik Czerniakowa, przewodniczącego Judenratu, głoszący, że komitety domowe mają się zajmować wyszukiwaniem i doprowadzaniem lokatorów na przymusowe roboty.
Chociaż nazajutrz okólnik został wycofany, bo dostrzeżono zapewne, że jest jakimś nieporozumieniem, zdołał narobić szkód. Właściwie w tym samym czasie aresztowano przewodniczącego komitetu za brak 200 złotych obowiązkowej wpłaty na policję gettową. Co prawda wkrótce go zwolniono, ale złe wrażenie pozostało. Żaden z sąsiadów nie chciał już słyszeć nie tylko o członkostwie, ale nawet o zebraniach komitetu.” (Tragedia komitetu domowego, s. 396)


Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień 1942)

„W stołowym pokoju pali się świeca w wysokim lichtarzu. Zepsuło się światło elektryczne. Cienie siedzących przy stole poruszają się na ścianach. Bolesław Szereszewski, brat stryjeczny mego męża; Stanisław Tempel, nasz krewny, i jego ojciec. Siedzą dokoła stołu.
Płomień kołysze się i małe przezroczyste łezki spływają po świecy. Izaak Tempel ma lat siedemdziesiąt trzy. Włosy jego i brwi są żółte.
Pomalował siwe włosy, bo nie wolno mu być starym.
Ponieważ getto stało się obozem pracy, człowiek stary stracił rację bytu. Niemcy, nie wiedząc, ile naprawdę ma lat, przyjęli go na placówkę Werterfassung. Stracił żonę na początku wysiedleń. Mieszkał sam na Muranowskiej pod szóstym, w bloku, gdzie mieszkali pracownicy tej placówki.” (s. 175)
</document>
<document nplp_id="6859" title="KARMELICKA 15" slug="karmelicka-15">Perec Opoczyński
ONI, II B
„Komitet młodzieżowy organizuje kuchnię dla dzieci, to znaczy przynosi obiady z kuchni dziecięcej przy Karmelickiej 15 i rozdziela na podwórzu. Z kuchni korzysta około dziewięćdziesięciorga dzieci, ale nieufność wobec pracy społecznej tak daleko już postąpiła, że ludzie zaczynają intrygować przeciwko młodym. Mówi się, że żyją z tej kuchni. Rozdzielający, bracia i siostry Wigdorowicz, obrażają się i kończą swoją działalność, a ponieważ nie ma nikogo na ich miejsce, kuchnia upada po trzech miesiącach istnienia.” (Historia komitetu domowego, s. 387-8)
</document>
<document nplp_id="6861" title="OGRÓD KRASIŃSKICH" slug="ogrod-krasinskich">
Perec Opoczyński
ONI, II B
„[…] powstał kącik dziecięcy, prowadzony przez komisję młodzieżową. Dzieci każdego dnia trzeba wyprowadzić do ogródka (albo na plac pełniący funkcję ogrodu, ponieważ władza okupacyjna zadbała o to, by jedyny ogród dawnej żydowskiej dzielnicy, Ogród Krasińskich, został dla Żydów zamknięty; tak więc żaden skwer, żaden skrawek zieleni nie był dla nich dostępny) i dać po kawałku chleba do rączki, zadbać też, by miały co zjeść po powrocie do domu. Problem w tym, że w domu zbyt jaskrawo zarysowały się różnice społeczne. To przecież Muranów! Nie wypada zasobnym matkom posyłać dzieci, żeby bawiły się ze swoimi biednymi rówieśnikami. Te różnice stały się zaczynem rozpadu kącika, którego bogaci tak naprawdę nie chcieli, a rodziców ubogich dzieci, rzecz jasna, nie było stać na jego finansowanie” (Tragedia komitetu domowego, s. 394)

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„O 3 pp. przybył do Gminy Supinger. Poruszyłem z nim sprawy domów, kursów fachowych, kin, parków etc. Powiedział, że szukają parku dla Żydów. Ogród Krasińskich nie wchodzi w grę.” [13 VIII 1940] (s. 113)

Mary Berg
JA, I

10.X.39: „Wróciliśmy na swoją ulicę. Na bruku leżały trupy koni, z których ludzie wycinali kawałki mięsa. Niektóre z koni jeszcze drgały, lecz wygłodzeni biedacy nie zwracali na to uwagi; kroili ciała wciąż żywych zwierząt. Nasze ostatnie lokum, mieszkanie przy ulicy Nalewki, zastaliśmy nienaruszone, z wyjątkiem powybijanych szyb. Jednak nie było tam nic do jedzenia. Dozorca zaprosił nas na obiad, na który podano kaczkę z ryżem. Później się dowiedziałam, że złapana przez dozorcę „kaczka” była ostatnim łabędziem pływającym w stawie Ogrodu Krasińskich. Mimo że woda w stawie była skażona przez rozkładające się ludzkie zwłoki, ów dziwny posiłek nam nie zaszkodził. […] Tamtego popołudnia zamieszkała przy Siennej kuzynka zaprosiła nas do swego przestronnego mieszkania, w którym zgromadziła duży zapas żywności. Znowu więc czekała nas przeprowadzka. Droga była koszmarna. Na wszystkich placach kopano zbiorowe groby. Warszawa wyglądała jak ogromny cmentarz” (s. 58-59).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II/III/IV

„Getto, z tym właśnie kłębiącym się tłumem, to nie była Warszawa. Bardzo tęskniło się do kawałka zieleni. Mury szły tak szybko, że nawet nie widzieliśmy Ogrodu Krasińskich” (s. 162-163).

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6863" title="WOŁYŃSKA 21 – róg ulic LUBECKIEGO /GĘSIA [TRASA]" slug="wolynska-21-rog-lubeckiego-gesia-trasa">Perec Opoczyński
ONI,  II B
„Nadeszło lato czterdziestego pierwszego. Centrala komitetów domowych wpadła na szczęśliwy pomysł, by stworzyć w domach kąciki dziecięce. Biedne ulice przyjęły je z ogromnym entuzjazmem. Wkrótce i w domu pod numerem 21 pojawili się instruktorzy i utworzono świetlicę. Na zebranie do bóżnicy zwołano dzieci z rodzicami. Do kącika zapisano wszystkie dzieci z domu, nawet dwóch szajgeców stróża, którzy bardzo zadowoleni razem z żydowskimi dziećmi siedzieli w bóżnicy. Młodzież z domu, prawie wszyscy chłopcy i dziewczęta, którzy umieją utrzymać pióro w dłoni, zostają wychowawcami i nauczycielami. Każdego dnia z piosenką na ustach prowadzą ustawione parami dzieci na plac Lubeckiego róg Gęsiej, gdzie teraz jest Wołówka [targowisko]. Tam wtłacza się im do główek polskie piosenki – na wskroś polskie, może nawet żołnierskie… Gimnastykuje się je, bawi się z nimi. Dla dzieci, które przychodzą tu z dziesiątków domów, jest to naprawdę wielkie wydarzenie. Plac jest słoneczny, jest też trochę zieleni, z dwoma, trzema drzewami, które przetrwały i nie zostały ścięte na drewno, żeby nim palić w czasie pierwszej ciężkiej wojennej zimy. Kącik dziecięcy wnosi wiele życia na podwórko.” (Historia komitetu domowego, s. 386-7)
</document>
<document nplp_id="6865" title="WOŁYŃSKA &amp;#8211; NISKA &amp;#8211; SPOKOJNA [TRASA]" slug="wolynska-niska-spokojna-trasa">
Perec Opoczyński
ONI, I
„W końcu policjanci ustawiają się wokół zastępów, wybierają jeszcze spośród tych, którzy idą do łaźni, kilku zakładników, grożą im rozstrzelaniem i czynią odpowiedzialnymi – jeśli ktoś w drodze do łaźni ucieknie, to. I marsz na Spokojną.
Dokąd to? Do której łaźni? Nikt nie wie, policja milczy. Oj, Boziuniu kochany, oby nie na Spokojną [15], bo czy to jest łaźnia? To rzeźnia! Tylko nie to! Ludzie wychodzą stamtąd nie do rozpoznania, jak ogolone owce, i można tam dostać febry, i to jakiej febry!
Taka rozmowa przygnębia. Młode dziewczyny, chłopcy, chwaccy Żydzi i Żydówki strzelają oczyma na lewo i na prawo, korzystają z chwili, w której słabnie czujność policjanta, i znikają za rogiem. Starsi wzdychają i idą w napięciu. I nagle – skręt w Niską. Oj, lament, już wiadomo, idą na Spokojną [15]. Przechodnie, którzy mijają tę partię, informują, jak długo trzeba się będzie męczyć. Jest dziesiąta rano, a wedle ich zapewnień wyjdzie się z łaźni jutro około czwartej po południu.” (Księga parówki, s. 368-9)
</document>
<document nplp_id="6867" title="DZIKA 1-19" slug="dzika-1-19">
Perec Opoczyński
ONI, II
„Co im pozostało? Podrzucić dzieci czy je porzucić? Kazać pójść żebrać? Próbowały wszystkiego. Przecież wiele z takich sierot po prostu umarło z głodu. Wtedy przypomniało się o nich CENTOS-owi i zaczął je zbierać w określonych miejscach, często razem z dziećmi uchodźców, tymi zahartowanymi Żydziętami, które przeszły gehennę, wędrując z rodzicami zimą, w wielkie mrozy, z miasteczek, z których ich wyrzucono, do Warszawy. Do tych zaprawionych w biedzie dzieci miano, naturalnie, inny stosunek niż do tutejszych, warszawskich, już choćby dlatego, że znajdowały się w „punktach”, w tych słynnych punktach dla uchodźców w wielkich domach na Dzikiej (od numeru 1 do 19), Niskiej, Stawkach i innych, które są największymi siedliskami zakaźnych chorób.
Dzieci uchodźców w punktach trzeba było tylko zebrać w osobnych pokojach, i tak miały swój „dom”, w którym, tak jak dorośli, dostawali trochę chudej zupy z kawałkiem czarnego chleba, z czarną kawą słodzoną sacharyną.
Do tych właśnie dzieci uchodźców dołączono teraz dzieci ojców wysłanych na roboty przymusowe. Ale tej łaski nie mogły dostąpić wszystkie żony „obozowiczów”. I kiedy idziecie ulicą i widzicie młode kobiety z zapłakanymi oczami, stojące i żebrzące z dziećmi na ręku, proszące tak serdecznie, wzruszająco, to wiedzcie, że to są kobiety, których mężowie już od długich miesięcy są w obozach pracy przymusowej i jeśli dożyją one tego szczęścia, by zobaczyć swoich mężów, będą musiały wcześniej przygotować maści i bandaże do owijania ich spuchniętych od pracy po kolana w wodzie i błocie, pełnych pęcherzy nóg. Ale to się jeszcze nie stało, stoją więc i żebrzą na ulicach w imieniu swoich dzieci.” (Dzieci na bruku, s. 435)
</document>
<document nplp_id="6869" title="FRETA (poza gettem)" slug="freta-poza-gettem">
Perec Opoczyński
ONI, II
„Cud się stał u Żydów.
Kilka domów na Koźlej oznaczonych parzystymi numerami zamieszkiwali chrześcijanie. Wejścia i bramy od strony Koźlej zamurowano. Chrześcijanie wchodzili do budynków od drugiej strony, od ulicy Freta, która się znajdowała poza gettem. Okna niektórych tylko mieszkań wychodziły na Koźlą. Było to błogosławieństwo nie tylko dla owych kilkorga gojów zajmujących te lokale, ale i dla Żydów, i to nie tylko z uliczki Koźlej – tamtejszych szmuglerów, ale i dla Żydów z całej Warszawy. Bo o ile szmugiel jest w swej istocie rzeczą niegodziwą, pętlą zaciągniętą na gardle spuchniętego i obrzmiałego konsumenta, o tyle w strasznych warunkach więzienia, w którym warszawskich Żydów zamknęły mury getta, jest on jedynym ratunkiem dla pozostających przy życiu i kto wie, czy nie trzeba będzie kiedyś postawić szmuglerowi pomnika za jego narażanie się, bo, spoglądając na to z perspektywy, uratował w ten sposób dużą część warszawskich Żydów od śmierci głodowej.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 411)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Opowiadano mi o jednym, który siedem razy przeprowadzał się z powodu zmieniania granic getta. Inny cztery razy: wysiedlony z Hożej, Freta, Grzybowskiej 68 i stamtąd po raz czwarty.” (s. 159)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I (4-28 IX 1939)

„Wróciłam do domu. Na podwórku spotkałam sąsiadkę – pielęgniarkę. I ona była „bez przydziału”. Porozumiałyśmy się szybko. W kącie prowizorycznego schronu, urządzonego w piwnicy naszej kamienicy przy ulicy Świętojerskiej 30, urządziłyśmy „punkt opatrunkowy”. Muszę przyznać, że przy „zarejestrowaniu” go w najbliższym ośrodku - na ulicy Freta – nikt nie robił trudności i otrzymałyśmy trochę środków opatrunkowych, sterylizator i zestaw najniezbędniejszych narzędzi, jak skalpel, pesety, nawet igły, nici i „bocianki” do zdejmowania szwów. W tym punkcie praktycznie przesiedziałam całe trzy tygodnie oblężenia Warszawy, wyskakując od czasu do czasu na górę do mieszkania, żeby się przebrać czy coś zjeść.” (s.18-19)
</document>
<document nplp_id="6875" title="BONIFRATERSKA" slug="bonifraterska">Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)
Perec Opoczyński

ONI, I
„Autobus od Bonifratrów jedzie prosto do Sokołowa, ale co z tego – po bilet trzeba stać w kolejce cały tydzień i zapłacić za niego podwójną cenę.” (Dom numer 21, s. 351)
ONI, I
„[…] w domu [Wołyńska 21] jest jeszcze kilku zacnych obywateli: piekarz Brodski, co ma piekarnię, Boże broń, nie na Wołyńskiej, ale na Bonifraterskiej, handlarz workami dostojny reb Aron, kiszkarz Kac, i jeszcze kilku rzemieślników, ludzi zasobnych, którym do szczęścia brakuje jedynie dwóch rzeczy – urzędów i miana dobroczyńców.” (Historia komitetu domowego, s. 378)
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, V
„Najsilniejsze walki toczyły się na Bonifraterskiej, gdzie mieściły się szopy szczotkarskie. Na placu Muranowskim Żydzi wywiesili polski sztandar z napisem ‘Walczymy za Naszą i Waszą Wolność’ i śpiewali Boże coś Polskę.” (s. 225)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
[Działania 5 grup bojowych Ż.O.B. w kwartale ulic: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska]
JA/ONI, V
„Następnego dnia do godz. 2-ej po południu – cisza. Dopiero teraz Niemcy podchodzą znów zwartym oddziałem pod bramę szczotkarzy. Nie wiedzą, że w tym samym momencie obserwator bierze do ręki wtyczkę od kontaktu elektrycznego. Werkschutz niemiecki podchodzi do bramy, chce ją otworzyć. Dokładnie w tej samej chwili wtyczka zostaje włączona. Pod nogami SS-owców rozgrywa się czekająca na nich oddawna mina. Przeszło 100 SS-manów ginie od wybuchu – reszta wycofuje się odprowadzona strzałami naszych bojowców. Dopiero po 2-ch godzinach Niemcy powtórnie próbują szczęścia. Teraz już inaczej, ostrożnie, gęsiego, w szyku bojowym starają się przedostać na teren szczotkarzy. Ale tu poraz drugi doznają odpowiedniego przyjęcia przez czekającą na nich grupę bojową. Z 30 Niemców, którzy dostali się na teren, wydostaje się z powrotem zaledwie kilku. Reszta ginie od wybuchu granatów i butelek zapalających. I znów wycofują się Niemcy z getta. I znów bojowcy święcą swoje drugie kompletne zwycięstwo.” (s. 55-56)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Pan Witold [być może Witold Benedyktowicz] nie mógł obojętnie przejść mimo tortur i katuszy Żydów. Razu pewnego, przechodząc ulicą Bonifraterską, ujrzał duże zbiegowisko. Okazało się, że żandarm złapał 15-letniego szmuglera żydowskiego po tej stronie muru i w zamiarze zastrzelenia go kazał mu się odwrócić do muru. W obronie życia Żyd szamotał się z żandarmem. Na ten moment nadszedł pan Witold, który stanął w obronie szmuglera, prosząc żandarma o litość nad nim. Rozwścieklony żandarm skierował lufę w jego stronę, ale w ostatniej chwili zapytał się go: „Bist du Jude?”. Otrzymawszy przeczącą odpowiedź, spuścił karabin, zabrał pana Witolda na „wachę”, gdzie po otrzymaniu odpowiedniego pater noster, dlaczego ujmuje się za Żydami, został po kilku godzinach aresztu zwolniony.” (s. 118)

ONI, V

„Fantazja ludowa widziała też żydowską Joannę d’Arc. Na Świętojerskiej nr 28, w siedzibie szopu szczotkarskiego, który odznaczył się w walkach kwietniowych, widziano piękną osiemnastoletnią dziewczynę w bieli, która niezwykle celnie strzelała z karabinu maszynowego do Niemców, gdy jej nie imały się żadne kule – widocznie nosiła jakiś pancerz – twierdziła fama ludowa. Przez szereg tygodni rozlegała się w getcie nieustanna strzelanina, łuny pożarów znaczyły ślady postępującej roboty niemieckiej. Niemcy usiłowali wszystkimi środkami oddzielić walczące i broczące we krwi getto od ludności aryjskiej, by nie przedostały się żadne wiadomości z pola bitwy i by nikt żywy nie wydostał się z getta. W tym celu zabroniono Aryjczykom poruszać się po ulicach graniczących z gettem, a więc po Lesznie, Bonifraterskiej, Świętojerskiej itd. Zniesiono ruch tramwajowy na tych ulicach, kierując go na okrężne ulice.” (s. 89)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, VI A

15.VI.43’: „W nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 roku, w przeddzień święta Paschy, który Żydzi obchodzą na pamiątkę wyzwolenia, zbrojne oddziały SS, Ukraińców, Łotyszy i Litwinów otoczyły obszar „dużego getta”, ograniczony ulicami: Leszno, Nowolipie, Bonifraterska i Smocza. O świcie 19 kwietnia niemieccy żołnierze z pancernymi wozami bojowymi wkroczyli do getta ulicą Zamenhofa i zaczęli ostrzeliwać domy. Zabarykadowani Żydzi odpowiedzieli ogniem i granatami. Po kilku godzinach hitlerowcy wycofali się z dzielnicy. Ze wszystkich okien i dachów, zza każdego zburzonego muru Niemców witał grad pocisków z pistoletów maszynowych. Sygnał do walki dała grupa młodzieży, która obrzuciła nadjeżdżające czołgi niemieckie granatami ręcznymi. Po obiedzie hitlerowcy powrócili z artylerią polową i rozpoczęli ostrzał Nowolipia, Bonifraterskiej i Franciszkańskiej. Następnie rozpoczęła się zażarta walka” (s. 363).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, I

[29 września 1939] „29 września Niemcy zajęli Warszawę. Z rodziny nikt nie zginał. Ale jakie nas czeka życie, wiedzieliśmy od pierwszego dnia (tego tylko nie wiedzieliśmy, że i jaka czeka nas śmierć). Weszli z muzyką (megafon radiowy na wozie) i pierwszego zaraz dnia na Bonifraterskiej i Placu Krasińskich rozdzielali chleb pchającym się wokół nich ludziom. Żydów w kolejce też nie brakło, choć było ich mało. Bardziej się tych rozdzielających chleb bali. Ale wielu z nich, gdy tylko zostali rozpoznani przez Polaka, obok stojącego, zostało wskazanych Niemcowi pilnującemu porządku i wyrzuconych z kolejki.” (s. 8)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, IV A (20 grudnia 1942)

„Tydzień później odwiedziłam Hankę po raz drugi. Było to 20 grudnia. Poszłyśmy przejść się po Bonifraterskiej. Koło Placu Muranowskiego wzniesiono teraz wysoki mur. Naprzeciwko nas, po drugiej stronie wcześnie znajdowało się moje „Siódme Niebo”, ale ja nie mogłam go dosięgnąć.” (s. 116)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Bonifraterska 12 (szpital św. Jana Bożego),   - róg ulic Bonifraterska/Franciszkańska,   - róg ulic Muranowska/Bonifraterska, - róg ulic Przebieg/Bonifraterska, - róg ulic Świętojerska/Bonifraterska,
OBSZARY:
- Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza),
TRASY:
- Trasa: Bonifraterska - Nalewki - Nowolipki - Nowolipie - Nowolipie (szop Schultza) - Żelazna 103,

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="6878" title="SMOCZA 10" slug="smocza-10">

Perec Opoczyński
ONI, I
„Po zewnętrznej stronie bramy wisi już żółty plakat z napisem po niemiecku i polsku: „Dur plamisty”. Wcześnie zbudzeni sąsiedzi z okolicznych domów i przechodnie, roznoszą już nowinę jak miasto długie i szerokie: „Na Smoczej 10 parówka, na Wołyńskiej 7 parówka, Lubeckiego 12 parówka. Ach, Żydkowie złoci, dziś w mieście rzeź! Pół Warszawy ma zamknięte bramy.” (Księga parówki, s. 367)
</document>
<document nplp_id="6879" title="WOŁYŃSKA 7" slug="wolynska-7">Perec Opoczyński
ONI, I
„Po zewnętrznej stronie bramy wisi już żółty plakat z napisem po niemiecku i polsku: „Dur plamisty”. Wcześnie zbudzeni sąsiedzi z okolicznych domów i przechodnie, roznoszą już nowinę jak miasto długie i szerokie: „Na Smoczej 10 parówka, na Wołyńskiej 7 parówka, Lubeckiego 12 parówka. Ach, Żydkowie złoci, dziś w mieście rzeź! Pół Warszawy ma zamknięte bramy.” (Księga parówki, s. 367)
</document>
<document nplp_id="6880" title="LUBECKIEGO 12" slug="lubeckiego-12">Perec Opoczyński
ONI, I
„Po zewnętrznej stronie bramy wisi już żółty plakat z napisem po niemiecku i polsku: „Dur plamisty”. Wcześnie zbudzeni sąsiedzi z okolicznych domów i przechodnie, roznoszą już nowinę jak miasto długie i szerokie: „Na Smoczej 10 parówka, na Wołyńskiej 7 parówka, Lubeckiego 12 parówka. Ach, Żydkowie złoci, dziś w mieście rzeź! Pół Warszawy ma zamknięte bramy.” (Księga parówki, s. 367)
</document>
<document nplp_id="6883" title="KOŹLA 7 (meta)" slug="kozla-7-meta">Perec Opoczyński
ONI, II
„Ot, dopiero co wczoraj w nocy była tu prawdziwa heca, kiedy po ubiciu przez wszystkie strony dobrego interesu niespodziewanie przyszli Niemcy – inni, nieprzekupieni Niemcy – i dali do wiwatu. Zabrali jedzenia za dziesiątki tysięcy złotych i trzeba było jeszcze dodatkowych wielkich pieniędzy, żeby się skończyło jedynie na stratach finansowych. W panice tylko trzech ludzi z mety [dom na granicy getta, ten przy Koźlej 7 był jedną z głównych met getta] spadło z dachu i zostało na miejscu zabitych. Cóż, taki jest los tych, co żyją z mety. Obieg pieniądza na mecie jest bardzo dobrze zorganizowany. Niezwykle przypomina pośrednictwo finansowe, którym nieustannie cyrkulujący, nastawiony na zysk kapitał posługiwał się w każdej epoce i okoliczności, by zapewnić sobie profity. Są żydowscy i gojscy ludzie mety. Goje przemycają towary dla chrześcijańskich szmuglerów na aryjską stronę, a Żydzi dla żydowskich szmuglerów na żydowską stronę. Ludzie mety prowadzą przy tym rachunki, ile ton produktów zostało przeszmuglowanych, i z każdego kilograma trafia do nich pewien procent141. Ludzie mety mają swoich zaufanych, którzy pilnują sprzedaży i kupna i uważają, żeby mecie nie stała się krzywda. Dola ludzi mety jest ciężka. Stanie na dachach jest zawsze związane z narażaniem życia. Ale czego nie zrobi Żyd dla chleba. Koźla daje zarobić tysiącom Żydów. Z Koźlej żyją ci, którzy ciągną stamtąd na swoich wózkach zieleninę i owoce. Żyją z niej też tragarze. Po kilku stoi przy każdym dużym sklepie szmuglerskim. Łapią spuszczane worki z mąką, zbożem i innymi dobrami i przenoszą je w umówione miejsca. Tak zarabiają. Dodatkowo wprowadzili zasadę, że pobierają pieniądze za każdy worek towaru wyniesionego z Koźlej. Przy Franciszkańskiej stoi Zelik Łapa, niska, solidna postać w założonej na bakier czapce z błyszczącym daszkiem, i czatuje na wychodzących z pakunkami: Stop! – syczy – nie wstydźcie się, ojczulku, dajcie pięćdziesiątaka za paczkę.
– Ja, pięćdziesiątaka? – Żyd udaje głupiego.
– Tak, pięćdziesiątaka, i to szybko.
Daje, wszystko dobrze, ale jak nie – przyłoży Łapa łapą, aż tamtemu pokażą się gwiazdki. W obliczu takiego argumentu milknie i płaci. Płacze i płaci.” (Szmugiel w getcie warszawskim, s. 415-6)
</document>
<document nplp_id="6888" title="NISKA 35" slug="niska-35">
Perec Opoczyński
ONI, IV A (2.11.1942)
„Na Niskiej 35 i w okolicy, być może na skutek żydowskiego donosu, SS przeprowadziło wczoraj wieczorem [1.11.1942] rewizję w wielu mieszkaniach. U dziesięciorga ludzi znaleziono nowy towar trykotarski: swetry i inne, które, ma się rozumieć, zostały skonfiskowane. Przekazano, że w swej mowie, która zostanie zapamiętana ze względu na jej klasyczną nienawiść, Brandt zapowiedział, że zezwala Żydom na tworzenie minjanów, ale nie synagog, które rzucałyby się w oczy. Mieliby się modlić jak marrani. Zezwala też, a nawet rozkazuje, utworzyć w getcie kino i teatr oraz kawiarnie i sklepy. Ta hojność nagle spływająca z rąk SS, wywołała w getcie przerażenie.” (s. 313)
</document>
<document nplp_id="6891" title="FRANCISZKAŃSKA 22" slug="franciszkanska-22">Perec Opoczyński
ONI, IV A (26.11.1942)
„Jak się mówi, liczba ofiar wczorajszego dnia waha się między 21 a 26 osobami. Dziś też zamordowano pięć osób. Przy Franciszkańskiej 22 zastrzelono trzech braci Sucheckich (z Pragi) niegdyś zamożnych kupców. Kolejnego Żyda zastrzelono na Miłej, a następnego na Smoczej róg Dzielnej. Rano SS-mani weszli do bloków stolarzy na szerszej Miłej [odcinek od rogu Lubeckiego do Smoczej] (OBW) i szukali u rikszarzy szmuglowanego towaru. Jak się mówi, stało się tak wskutek donosu.” (Pisma, s. 325)


Marek Edelman
ONI/JA, IV A
„Ż.O.B. otrzymuje swój chrzest bojowy w pierwszej większej walce ulicznej na zbiegu Miłej i Zamenhofa. Tracimy tam kwiat naszej organizacji. Cudem tylko i dzięki swej bohaterskiej postawie uratował się komendant Ż.O.B. Mordchaj Anilewicz. Okazuje się, że walka uliczna jest dla nas zbyt kosztowna – nie jesteśmy do niej przygotowani. Nie mamy odpowiedniej broni. Przechodzimy do walki partyzanckiej. Dochodzi do 4-ch większych starć w domach – Zamenhofa 40, Muranowska 44, Miła 34, Franciszkańska 22. na terenie shopu Schulza bojowcy organizują zamach na SS-owców, biorących udział w akcji. Bierze w nim czynny udział tow. A. Fajner.” (s. 46-47)
ONI, V
„Dnia 8-go maja zostaje przez oddziały Niemców i Ukraińców okrążona Komenda Główna Ż.O.B. Dwie godziny trwa zacięta walka. Gdy Niemcy widzą, że w boju nie uda się im zdobyć bunkru, wrzucają do wnętrza bombę gazową. Kto nie zginął od kuli niemieckiej, kto nie został zatruty gazem, ten popełnia samobójstwo. Jasnym jest, że stąd wyjścia nie ma, a nikomu nie wpada nawet na myśl oddawać się żywym w ręce niemieckie. Jurek Wilner wzywa wszystkich bojowców do zbiorowego samobójstwa. Lutek Rotblat zastrzelił matkę i siostrę, a następnie siebie. Ruth strzelała do siebie 7 razy.
W ten sposób ginie znów 80% pozostałych bojowców, a wśród nich komendant Ż.O.B. Mordchaj Anilewicz.
Ocalałe cudem resztki w nocy połączyły się z niedobitkami oddziałów szczotkarzy, które teraz znajdowały się na Franciszkańskiej 22. Tej nocy właśnie przychodzi dwóch naszych łączników (S. Ratajzer – „Kazik” i Franek) ze „strony aryjskiej”.” (s. 62-63)
</document>
<document nplp_id="6893" title="Róg ulic SMOCZA / DZIELNA" slug="rog-ulic-smocza-dzielna">Perec Opoczyński
ONI, IV A (26.11.1942)
„Jak się mówi, liczba ofiar wczorajszego dnia waha się między 21 a 26 osobami. Dziś też zamordowano pięć osób. Przy Franciszkańskiej 22 zastrzelono trzech braci Sucheckich (z Pragi) niegdyś zamożnych kupców. Kolejnego Żyda zastrzelono na Miłej, a następnego na Smoczej róg Dzielnej. Rano SS-mani weszli do bloków stolarzy na szerszej Miłej [odcinek od rogu Lubeckiego do Smoczej] (OBW) i szukali u rikszarzy szmuglowanego towaru. Jak się mówi, stało się tak wskutek donosu.” (Pisma, s. 325)


Mary Berg
JA/ONI; IIIA

22.VII.42’: "Z naszego okna widzę, że coś niezwykłego dzieje się w domu dziecka Korczaka. Co pewien czas ktoś wchodzi i po kilku minutach wychodzi, prowadząc dziecko. Muszą to być rodzice lub krewni dzieci, którzy w tej tragicznej chwili chcą mieć przy sobie pociechy. Dzieci wyglądają na czyste, ubrane są biednie, lecz schludnie. Kiedy wychylam się przez okno, widzę róg Smoczej. Panuje okropne zamieszanie; ludzie biegają tam i z powrotem jak opętani. Niektórzy dźwigają tobołki, inni załamują ręce. Ulica Dzielna musiała zostać otwarta dla ruchu ulicznego, bo nagle pojawiło się tam wielu przechodniów, a do tej pory była pusta. Często widuję tam całe rodziny: rodziców z dziećmi, matki z niemowlętami na rękach, podążające za nimi starsze dzieci. To muszą być Żydzi dobrowolnie zgłaszający się do wysiedlenia – ci, którzy nie mają innego wyjścia, żadnej możliwości ukrycia się" (s. 280).
</document>
<document nplp_id="6895" title="Róg ulic MIŁA/ LUBECKIEGO" slug="rog-ulic-mila-lubeckiego">Perec Opoczyński
ONI, IV A (9.10.1942)
„Rano żydowska policja rozpędziła handlarzy na rogu Miłej i Lubeckiego, strzelano też tam kilkakrotnie. SS miało stwierdzić w gminie, że „akcja” ostatecznie się zakończyła. Ale czy naprawdę?” (Pisma, s. 305)

 
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Pierwsza brama drewniana na rogu Lubeckiego i Miłej stała otworem. Nikogo przy niej nie było, żadnej wachy. Na ulicach ani żywej duszy. Biegłyśmy po jezdni, gdyż na chodnikach tarasowały drogę garnki, walizki i pościel. Poza obrębem wach spotykało się już pojedynczych przechodniów.” (s. 121)
JA/ONI, III B
„O godz. 10.00 rano na rogu Gęsiej i Zamenhofa jakby spod ziemi wyrosła drewniana brama, strzeżona przez Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tak samo było na rogu Gęsiej i Smoczej oraz ulicy Lubeckiego i Miłej. A zatem byliśmy okrążeni i zamknięci ze wszystkich stron. O wydostaniu się nie było już mowy. Po raz drugi byliśmy więc na ‘Umschlagplatzu’, tylko większym i obszerniejszym niż poprzednio. I tam, i tu dla mnie wyjście z sytuacji było jednakowe: śmierć.” (s. 96)
ONI, III B
„Pracownicy naszej fabryki ruszyli Miłą w kierunku ulicy Smoczej. Robotnicy zaś Dużego Schultza z Nowolipia [44] poszli Miłą do Zamenhofa, tj. w przeciwną stronę. Sprawdzanie trwało przez wiele godzin, gdyż mogło wrócić 8 tys. osób. Na rogu Miłej i Lubeckiego nasi spotkali pierwszą bramę drewnianą i pierwszą kontrolę. Była to kontrola werkschutzu naszej fabryki bez asysty Niemców. Przepuszczano tylko takie osoby, które miały numerki. Pozostali, choć mieli wszystkie stemple i podpisy w zupełnym porządku, musieli zawrócić […]. Na rogu Smoczej i Miłej była druga brama. Tym razem już kontrola Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tu nie sprawdzali numerków, tylko liczyli: 800 osób i ani jeden człowiek więcej.” (s. 100-101)
</document>
<document nplp_id="6897" title="ŻELAZNA 84" slug="zelazna-84">
Perec Opoczyński
ONI, II D (10/11 maja)
„W nocy z 10 na 11 bm. Aresztowano kupca Nesta z żoną i córką (Żelazna 84). Ponoć znaleziono u nich 40 worków mielonego cukru (kryształu).” (Pisma, s. 270)
</document>
<document nplp_id="6899" title="NOWOLIPKI 67" slug="nowolipki-67">
Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„[…] zastrzelono Awroma Pasa, kontrolera z firmy omnibusów „Kohn i Heller”. Miał 42 lata. Zastrzelono go w jego mieszkaniu przy ul. Nowolipki 67. ” (Pisma, s. 271)

Marek Edelman
JA/ONI, II B, II C, II D
„Wydajemy 6 pism: 1. „Der Werker” (tygodnik), 2. „Biuletyn” (miesięcznik), 3. „Cajtn-Fragn” – (organ teoretyczny), 4. „Za naszą i waszą Wolność”, 5. „Jungt Sztime” (miesięcznik, 6. „Nowa Młodzież” (miesięcznik)). Nakład pism waha się od 300 do 500 egzemplarzy.
Wydawanie prasy odbywa się w bardzo ciężkich warunkach. Na jednym starym powielaczu Skifu odbija się przez całą noc. Przeważnie nie ma światła elektrycznego. Praca przy lampach karbidowych jest szalenie męcząca. Około godziny 2-ej w nocy personel drukarni (a byli to nasi towarzysze Rozowski, Zyferman, Blumka Klog, Marek) zawsze tak narzeka na ból oczu, że dalsza praca staje się prawie niemożliwa. Nie wolno jednak tracić ani chwili. O siódmej nad ranem numer, niezależnie od liczby stron musi być gotów do kolportażu. Ludzie pracują naprawdę ponad siły. Takie bezsenne noce wypadają 2 – 3 razy w tygodniu. W dzień odespać nie można. Trzeba wszak zachować pozory, że się z drukarnią nie ma nic wspólnego. Kierownik drukarni – Marek jest jednocześnie kierownikiem kolportażu (kolporterki – Zosia Goldblat, Anka Wołkowicz, Stefa Moryc, Miriam Szyfman, Marynka Segalewicz, Cłuwa Kryształ-Nisenbaum, Chajka Bełchatowska, Halina Lipszyc).” (s. 19-20)
JA/ONI, II D
„W tym czasie następuje jedna z większych „wsyp”. Zostaje „zasypane” mieszkanie, w którym mieści się nasza drukarnia. Niemcom nie udaje się jednak nakryć nikogo, gdyż nasz wywiad wie o tym o 24 godziny wcześniej i zdąża w porę przenieść cały skład papieru, powielacz i maszyny w inne bezpieczne miejsce.” (s. 27)
[Wg „I była miłość w getcie” (Warszawa 2009, s. 84) nielegalna drukarnia mieściła się na Nowolipki 67. W innym miejscu wywiadów z Edelmanem pada adres Miła 67. Później drukarnia została przeniesiona do mieszkania tow. Zyfermana, profesjonalnego drukarza, na ul. Nowolipie 36 lub 38.]
</document>
<document nplp_id="6901" title="GĘSIA – NALEWKI [TRASA]" slug="gesia-nalewki-trasa">Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„W ostatnich dniach Niemcy często bili Żydów na ulicach, szczególnie na Lesz[nie]. Auto z Niemcami, które każdego dnia jedzie przez Gęsią na Nalewki, nie przerywa swej krwawej roboty: zjeżdża na trotuar i jego pasażerowie bezlitośnie biją przechodzących Żydów.” (Pisma, s. 271)
</document>
<document nplp_id="6903" title="LUBECKIEGO 5" slug="lubeckiego-5">Perec Opoczyński
ONI, II D (13.05.1942)
„13 bm. przy Lubeckiego 5 zaobserwowano zdumiewający obrazek: oto matka dostała spazmów, kiedy po powrocie do domu zobaczyła, że jej osiemnastoletni syn wyprzedał ostatnie rzeczy i pościel z mieszkania, kupił sobie za to chleb i sam go zjadł… Takich wydarzeń z dnia na dzień jest coraz więcej.” (Pisma, s. 272)</document>
<document nplp_id="6907" title="KROCHMALNA (przy CIEPŁEJ)" slug="krochmalna-przy-cieplej">Perec Opoczyński
ONI, II D (12.06.1942)
„12 czerwca. Dziś w nocy znów zabito siedem osób. Sześć na Szczęśliwej niedaleko placu Parysowskiego, a jedną na Krochmalnej przy Ciepłej zastrzelił oprawca Frankenstein.” (Pisma, s. 282)</document>
<document nplp_id="6908" title="LESZNO 25" slug="leszno-25">Perec Opoczyński
ONI, II D (11.06.1942)
„11 czerwca. W nocy z dziesiątego na jedenasty [fragm. nieczyt.] na Lesznie zastrzelono Żyda, który, jak się mówi, miał być przyprowadzony z tamtej strony. Inni twierdzą, że około jedenastej wieczorem zabrano go z domu przy Leszno 25.” (Pisma, s. 282)


Janina Bauman
JA, IIIA

„Po nieprzespanej nocy moja rodzina postanowiła, że wprowadzimy się przynajmniej chwilowo do kuzyna Mamy i Stefana [Leon Płockier], który mieszkał tuż obok na Lesznie [25]”</document>
<document nplp_id="6911" title="Róg ulic KARMELICKA / NOWOLIPKI" slug="rog-ulic-karmelicka-nowolipki">Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Dziś o świcie na rogu Karmelickiej i Nowolipek znaleziono ciała dwóch zastrzelonych pracowników tramwajów. Kto to zrobił i dlaczego – pytać nie trzeba. Zginęli z tej samej ręki i z tego samego powodu co sześćdziesięciu Żydów w tym tygodniu.” (Pisma, s. 282)
</document>
<document nplp_id="6913" title="ŻELAZNA 108" slug="zelazna-108">Perec Opoczyński
ONI, III B (9 i 11.09.1942)
„Rozeszła się plotka, że jutro ma być obława w baraku stolarni przy Miłej i że będą użyte trujące gazy.
Po tamtej stronie rozwieszono plakaty informujące, że za kontakty z Żydami grozi kara śmierci.
Dziś jest wigilia Rosz ha-Szana. Straszliwe sceny wypędzenia rozegrały się w szopie stolarskim przy Gęsiej 30, dziewiątego września. W czasie niemieckiej kontroli wzięto setki młodych i starszych, głównie pięknych i wykształconych kobiet, i odesłano je na rzeź. SS-mani bili przy tym ofiary nahajkami, kijami i biczami, krzycząc: „Przez was już od trzech lat nie mamy życia”. To straszne wydarzenie zatrwożyło nie tylko robotników szopu.
Wtedy powiedziano, że to już koniec, że wystarczy, że wysyłka się kończy, ale blokady nadal trwają.
Dziś miały być na Lubeckiego, na Żelaznej 108 (w domu sąsiadującym z SS-manami [przy Żelaznej 103 była komenda SS, tzw. SD-Befehlstelle]) trwają łapanki.” (Pisma, s. 294-5)</document>
<document nplp_id="6914" title="GĘSIA 67" slug="gesia-67">Perec Opoczyński
ONI, III C (13.09.1942)
„Kiedy dziś zabrano żonę i dzieci Mojszego Szwajcera (szop stolarski Gęsia 30), Szwajcer nie mogąc tego znieść, sam się później stawił. Trzydziestokilkuletni, rosły jak dąb i silny jak byk. Miał dobrą posadę i dobrze żył. Tego samego dnia, kiedy go zabrano, przyczynił się do śmierci żydowskiej kobiety. Było tak powiedziano Szwajcerowi, że stróżka z domu numer 67 [Gęsia] ukradła chleb sąsiadowi. Szwajcer niewiele myśląc, zaprowadził tę kobietę do strażników niemieckich, którzy stali nieopodal na rogu Smoczej. Niemcy bez słowa postawili ją pod murem i zastrzelili czterema kulami. Z powodu wyrzutów sumienia (najpewniej towarzysze uświadomili mu, co zrobił) miał sam pójść na Umschlagplatz i prosić, aby go wysłano razem z rodziną. Czy rzeczywiście wysłano go do Treblinki? Kto to wie?” (Pisma, s. 295)
</document>
<document nplp_id="6916" title="Róg ulic GĘSIA/ SMOCZA  (wacha)" slug="rog-ulic-gesia-smocza">
Perec Opoczyński
ONI, III C (13.09.1942)
„Kiedy dziś zabrano żonę i dzieci Mojszego Szwajcera (szop stolarski Gęsia 30), Szwajcer nie mogąc tego znieść, sam się później stawił. Trzydziestokilkuletni, rosły jak dąb i silny jak byk. Miał dobrą posadę i dobrze żył. Tego samego dnia, kiedy go zabrano, przyczynił się do śmierci żydowskiej kobiety. Było tak powiedziano Szwajcerowi, że stróżka z domu numer 67 [Gęsia] ukradła chleb sąsiadowi. Szwajcer niewiele myśląc, zaprowadził tę kobietę do strażników niemieckich, którzy stali nieopodal na rogu Smoczej. Niemcy bez słowa postawili ją pod murem i zastrzelili czterema kulami. Z powodu wyrzutów sumienia (najpewniej towarzysze uświadomili mu, co zrobił) miał sam pójść na Umschlagplatz i prosić, aby go wysłano razem z rodziną. Czy rzeczywiście wysłano go do Treblinki? Kto to wie?” (Pisma, s. 295)
ONI, III B (5-12.09.1942, kocioł)
„W piątek [4.09.1942, prawdopodobnie chodzi o sobotę 5.09.1942] około drugiej w nocy do domów na Wołyńskiej weszli nagle żydowscy policjanci i nakazali mieszkańcom natychmiastowe ich opuszczenie, ponieważ mieli się tam sami sprowadzić. Twierdzili przy tym, że mieszkańcy muszą się wynieść do dziewiątej rano.
Rano [06.09.1942?] okazało się, że muszą się wynieść robotnicy szopów z prawie całego małego i dużego getta. Wyprowadzka miała się zakończyć do dziesiątej rano pod karą śmierci. Wszyscy Żydzi mieli się zebrać w rejonie Miłej-Lubeckiego-Niskiej. Zaraz zaczął się chaos. Wedle zarządzenia obwieszczonego na plakacie planowano poprowadzić nową granicę na rogu Smoczej i Gęsiej [jak podaje w przypisie autorka oprac.: „Był to obszar niezamieszkały, nazywany „dzikim”, zamknięty od północy nowym murem biegnącym osią ul. Gęsiej od Smoczej, a od południa nowym murem zbudowanym na osi ul. Leszno, skręcającym w ul. Karmelicką i łączącym się ze starym murem na rogu Nowolipia przy szpitalu ewangelickim”]. Miała też nastąpić nowa rejestracja, a zdolni do pracy musieli zostać w szopach.
Około południa w wyznaczonym punkcie zbornym zebrały się dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci i rejestracja rzeczywiście się zaczęła, trwała kilka dni. Tłok i napór były nie do opisania. Niemcy zaprowadzili „porządek”, kładąc trupem dziesiątki ludzi. Rejestracji towarzyszyły straszliwe blokady. Najgorzej wyglądało to w szopie stolarskim przy Gęsiej 30. Robotnicy stali na ulicy godzinami. Potem przyszli SS-mani i wybierali nie fachowców, nie młodych czy starych, ale kazali się osobno ustawić kobietom, z których wzięli prawie wszystkie. Potem straszliwie bili mężczyzn kijami, kolbami i motykami po głowach i gdzie popadło. W końcu nie pozostawili nawet połowy z ustalonej liczby. Wrażenie, jakie wywołała ta rejestracja, było okropne. W jej konsekwencji na ulicach siedziały opuszczone roczne, dwuletnie dzieci wołające „mamo”, którym przechodnie przyglądali się, płacząc. Niemcy zrobili to zapewne specjalnie. Mogli zabrać dzieci, ale tego nie zrobili. Przeciwnie: niech Żydzi patrzą i cierpią.” (Pisma,, s. 296)
ONI, IV A (28.09.1942)
„Wczoraj [28.09.1942] zastrzelono dwóch Żydów na rogu Smoczej i Gęsiej, ponieważ za dnia szli osobno, nie w grupie.” (Pisma, s. 301)
ONI, IV A (12.12.1942)
„Wczoraj [11.12.1942] zatrzymano w getcie podejrzanego młodego człowieka, którego zaprowadzono do SS-manów. Po drodze na Smoczej wyciągnął z kieszeni dwa brauningi i zaczął strzelać na oślep. W powstałej panice udało mu się uciec.
Kim była ta postać, Żydem czy gojem, tego jeszcze nie udało się ustalić. Potem żandarmi czatowali w prawie każdej bramie na Smoczej róg Gęsiej, ale go nie złapali.
Wedle innej wersji zatrzymano go nie w gminie, ale w wydziale zdrowia na Kurzej (Kupiecka), gdzie się kręcił i zwracał uwagę swym dziwnym zachowaniem. Jeszcze inna wersja głosi, że osoba ta weszła do mieszkania na Nalewkach i prosiła, by ją przenocować. Pozwolono mu. W pewnym momencie, kiedy wyszedł z izby, domownicy zobaczyli leżącego na stole brauninga. Wyrzucili go na podwórze. Kiedy nieznajomy wrócił i dowiedział się, co się stało z jego bronią, chciał wyjść, ale mieszkańcy izby już zawiadomili żydowską policję i stało się to, co się stało. Przypuszcza się, że nieznajomy chciał przeprowadzić zamach na któregoś z członków gminy.” (Pisma, s. 332)

Rachela Auerbach
JA, II C

„Ale ten, którego wtedy widziałam na rogu ul. Smoczej i Gęsiej, nie był jeszcze obłupiony z łachmanów ani przez własnych krewnych, ani przez obcych. Leżał sam jak łachman, wdeptany w błoto roztopu wiosennego.” (s. 135)

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA/ONI, III B
„O godz. 10.00 rano na rogu Gęsiej i Zamenhofa jakby spod ziemi wyrosła drewniana brama, strzeżona przez Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tak samo było na rogu Gęsiej i Smoczej oraz ulicy Lubeckiego i Miłej. A zatem byliśmy okrążeni i zamknięci ze wszystkich stron. O wydostaniu się nie było już mowy. Po raz drugi byliśmy więc na ‘Umschlagplatzu’, tylko większym i obszerniejszym niż poprzednio. I tam, i tu dla mnie wyjście z sytuacji było jednakowe: śmierć.” (s. 96)
</document>
<document nplp_id="6918" title="GĘSIA 30 &amp;#8211; SMOCZA [TRASA]" slug="gesia-30-smocza-trasa">Perec Opoczyński
ONI, IV A (13.11.1942)
„Prócz straży postawionej przy murze na rogu Gęsiej i Zamenhofa, widać też jeszcze kilka innych na Gęsiej, na przykład przy więzieniu na rogu Lubeckiego, gdzie teraz znajduje się obóz zbiorczy Werterfassung oraz zwykłe patrole żandarmerii, policji żydowskiej i polskiej. Ta silna ochrona budzi podejrzenia i wywołuje strach. Nie na próżno stoją ci żandarmi. Nie ma to na celu niczego innego, jak tylko uprzykrzenie i tak mizernego naszego życia. Dziś Niemcy złapali siedmiu ludzi z OBW, którzy w czternastu wracali z warsztatu [Gęsia 30] na Smoczą. Jak się okazało, z placówki uciekło wielu robotników i Niemcy postanowili złapać zamiast nich innych. OBW niezwłocznie podjęło działania, by ich uwolnić. […] Dziś pocieszające wieści dla warszawskiego getta, w którym sytuacja się stabilizuje. Nowo przybyli żandarmi są przyjaznymi, starszymi ludźmi i nie mają tak zbójeckich oblicz. To daje nadzieję, że nie będą dla getta okrutni, da Bóg!” (Pisma, s. 318-9)
</document>
<document nplp_id="6920" title="NOWOLIPKI (przy SMOCZEJ) – KARMELICKA [TRASA]" slug="nowolipki-przy-smoczej-karmelicka-trasa">Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Przechodnie idący Nowolipkami przy Smoczej znów byli świadkami pościgu junaków na rowerach za dwoma Żydami, którzy prowadzili krowę. Złapanych wraz ze zwierzęciem junacy zawlekli Karmelicką do swej komendy.” (Pisma, s. 288)
</document>
<document nplp_id="6922" title="SOLNA 3 – PAWIAK [TRASA]" slug="solna-3-pawiak-trasa">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II D (16.06.1942)
„16 czerwca. Było jasne, że ludzie, którzy ginęli w ostatnich trzech tygodniach, to nie tylko szmuglerzy. Żydzi mieli być zabijani i jeśli brakło szmuglerów, to uśmiercano innych. Niestety bilans jest przerażający. Dziś o dziesiątej rano żandarmi zabrali z mieszkania przy Solnej 3 znanego dr. Sztajnberga i zaprowadzili go na Pawiak. Jego przewiną miało być to, że trzy miesiące temu wrócił ze Lwowa.” (Pisma, s. 287)</document>
<document nplp_id="6924" title="Róg ulic LESZNO / KARMELICKA" slug="rog-ulic-leszno-karmelicka">



















[caption id="attachment_9414" align="alignleft" width="1343"] Ul. Karmelicka, róg ul. Leszno. W głębi domy na ul. Leszno 15-21 (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]
Perec Opoczyński
ONI, II D  (czerwiec 1942)
„Wczoraj kilka minut po 9.00 wieczorem na Leszno róg Karmelickiej wjechało auto pełne Niemców, którzy zaczęli strzelać do spóźnionych przechodniów. Zranili czterech Żydów i jednego żydowskiego policjanta.” (Pisma, s. 287)

Emanuel Ringelblum
ONI, V

„Naoczny świadek opowiedział mi następującą historię. Czwartego dnia akcji przechodziła ulicą Leszno kolumna żydowskich pracowników, której udało się przekupić konwojenta-Niemca i otrzymać zezwolenie na opuszczenie kolumny i przejście na aryjską stronę. Kilkanaście osób chciało wykorzystać tę rzadką okazję uratowania się ze szponów śmierci i na rogu Karmelickiej i Leszna oddzielili się od pozostałej grupy, chcąc się przedostać na aryjską stronę. Natychmiast obskoczyły ich żerujące na nieszczęściu żydowskim bandy szmalcowników i zapędziły z powrotem do płonącego getta. Inny analogiczny fakt wydarzył się na ul. Świętojerskiej. Sześciu Żydów przedarło się kanałem na aryjską stronę. Zauważył to młody chłopak, który bawił się na hulajnodze. Wychowany w domu, że Żyd to potwór, którym się straszy niegrzeczne dzieci („Żyd cię weźmie do worka”), zwrócił na to uwagę stacjonowanej w pobliżu bandzie szmalcowników. Zbiegowie opłacili się sumą 5000 zł, to nie uratowało ich jednak z rąk drugiego szantażysty, który wydał Żydów w ręce władzy.” (s. 90-91)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„Skręcając z Leszna w Karmelicką, spostrzegłam z dala policję żydowską razem z hitlerowcami. Nie można było przedostać się przez ten kordon.” (s. 59)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6925" title="DZIKA – GĘSIA 22/24 (więzienie &amp;#8211; &amp;#8222;Gęsiówka&amp;#8221;) [TRASA]" slug="dzika-gesia-22-24-wiezienie-trasa">Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Dziś około siódmej rano polscy policjanci przyprowadzili zza muru przy Dzikiej do więzienia na Gęsiej około trzydzieściorga zakutych w kajdanki żydowskich dzieci. Po drodze dzieci gorzko płakały. Za nimi szły ich matki, które załamywały ręce z rozpaczy i zawodziły. Ten pogrzeb żywych jeszcze głodnych dzieci, które tam, po drugiej stronie użebrały sobie kawałek chleba czy kartofla, poruszył przechodniów bardziej niż odprowadzanie nieboszczyka.” (Pisma, s. 287-288)
</document>
<document nplp_id="6928" title="MURANOWSKA 24" slug="muranowska-24">Perec Opoczyński

ONI, IV A (30.11.1942)
„Dziś wieczorem zastrzelono zmierzającego do swego mieszkania przy Muranowskiej 24 członka Judenratu Firsta. Zabito go, strzelając dwukrotnie w tył głowy. Tymczasem nie wiadomo, kto to zrobił, ale jest pewne, że uczyniła to ta sama ręka, która wykonała wyrok śmierci na Szeryńskim i Lejkinie. Była to zatem żydowska ręka. Jaki cel mają te polityczne mordy w sytuacji uwięzienia w getcie, doprawdy trudno zrozumieć. Zamiast zbierać siły, by organizować rozbite, rozczłonkowane żydowskie życie i stworzyć społeczną siłą, która wznieciłaby tak konieczne powstanie, ludzie wmawiają sobie, że takie mordy obudzą i uświadomią ludzi. Prawdą jest jednak, że zabity był wiernym sługą Niemców. Kierując Wydziałem Gospodarczym w gminie, był jednocześnie agentem. Pogrzeb odbył się rano, z wielką paradą.
Jak się dowiadujemy, na Muranowskiej w jego mieszkaniu zastrzelono lekarza Kagana. Żandarmi przeszukiwali tam izby, żeby doprowadzić ludzi do pracy przy Werterfassung. Zastając lekarza w domu w godzinach pracy, nie pozwolili mu wypowiedzieć nawet słowa we własnej obronie i zastrzelili go na miejscu.” (Pisma, s. 327)
</document>
<document nplp_id="6931" title="GĘSIA (między LUBECKIEGO a&amp;nbsp;SMOCZĄ)" slug="gesia-miedzy-lubeckiego-a-smocza">Perec Opoczyński
ONI, IV A (17.11.1942)
„Dziś na cmentarz przyszedł duży oddział żandarmerii i zabrał zarówno robotnikom „Toporolu”, jak i gojom, którzy tam kupowali, towar, odzież i prowiant o wartości stu tysięcy złotych. Prócz tego wzięli też gotówkę. Dwóch gojów poprowadzili na pobliski plac „Skry” [Okopowa 43/47] i tam ich rozstrzelali. Rozstrzelali też chrześcijańską szesnastoletnią dziewczynę, która przed rewizją zakopała kilka tysięcy złotych. Pieniądze te wykopała potem jej żydowska przyjaciółka. […] Na Gęsiej, między Lubeckiego a Smoczą, raniono dziś ciężko Żyda strzałem z broni. Żandarm miał do niego strzelić, gdyż Żyd szedł sam, a nie w grupie. Pogotowie zabrało go późnym wieczorem.” (Pisma, s. 321)
</document>
<document nplp_id="6932" title="OKOPOWA 43/47 (stadion „Skry”)" slug="okopowa-43-47-stadion-skry">
Perec Opoczyński
ONI, IV A (17.11.1942)
„Dziś na cmentarz przyszedł duży oddział żandarmerii i zabrał zarówno robotnikom „Toporolu”, jak i gojom, którzy tam kupowali, towar, odzież i prowiant o wartości stu tysięcy złotych. Prócz tego wzięli też gotówkę. Dwóch gojów poprowadzili na pobliski plac „Skry” [Okopowa 43/47] i tam ich rozstrzelali. Rozstrzelali też chrześcijańską szesnastoletnią dziewczynę, która przed rewizją zakopała kilka tysięcy złotych. Pieniądze te wykopała potem jej żydowska przyjaciółka. […] Na Gęsiej, między Lubeckiego a Smoczą, raniono dziś ciężko Żyda strzałem z broni. Żandarm miał do niego strzelić, gdyż Żyd szedł sam, a nie w grupie. Pogotowie zabrało go późnym wieczorem.” (Pisma, s. 321)











Ludwik Hering
II, F

„Przyłączono do kirkutu przyległe boisko sportowe Skra i kopano na nim równolegle wielkie rowy. Dawny parkan drewniany zastąpiono szczelnym murem.” (s. 41)
</document>
<document nplp_id="6934" title="MIŁA 13" slug="mila-13"> Perec Opoczyński

ONI, IV A (28.12.1942)
„Na Miłej 13 wczoraj wieczorem lokatorzy urządzili zabawę dla dzieci, która przyniosła 1300 złotych dochodu. Sumę tę postanowiono przeznaczyć na chłopców, którzy wrócili z obozu pracy i byli wycieńczeni z głodu.
Charakterystyczne jest to, że ó dom zamieszkują pracownicy garbarni Weiglego (Fabryka Sztajna i Cytryna), prości ludzie, bez doświadczenia społecznikowskiego. Tymczasem prawdziwi działacze jakby wymarli i nic nie robią, by tchnąć w ludzi ducha inicjatywy.
Na ulicy Miłej (Wąska Miła) znów stanęły kramy z jedzeniem, jatki, są i golarze. W czwartek wieczorem ulica była zapchana. Ludzie kupowali mięso na szabat, zwoływali mijany. Powraca życie. Jednak czy na długo? Czas pokaże.” (Pisma, s. 342)
</document>
<document nplp_id="6936" title="MIŁA 55/61" slug="mila-55-61">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (15.12.1942)
„Wczoraj wieczorem w drodze powrotnej z szopu junak i żydowski agent weszli na Miłą 55/61, gdzie znajduje się (na drugim piętrze) nielegalny sklep spożywczy. Zabrali z niego cały towar i gotówkę. Oczywiste jest, że odbyło się to za sprawą donosu. Jak się twierdzi, donosicielką jest siostra sklepikarki wyrzucona ze spółki.” (Pisma, s. 333)</document>
<document nplp_id="6938" title="MIŁA 26" slug="mila-26">Perec Opoczyński
ONI, IV A (30.12.1942)
„Wczoraj wieczorem żandarmi i SS przyszli do budynku przy Miłej 26 zamieszkałego przez robotników Ursusa, żeby szukać tych, którzy od kilku dni nie pokazali się w pracy. Kilku z nich zaczęło uciekać i ich ostrzelano. Z tego też powodu na ulicy powstała panika. Rozniosła się wieść, że Niemcy łapią na roboty i strzelają. Przechodnie podążający z obu stron ulicy pytali, czy można nią przejść, czy też nie.” (Pisma, s. 343)

Halina Birenbaum
JA, III B

„Zatrzymaliśmy się właśnie koło domu nr 26 na Miłej; skoszarowano tu na razie robotników „Ursusa”. Całkiem nieoczekiwanie okazało się, że jest wśród nich Chilek, bo ani tego dnia, ani w ciągu następnych dni, podczas trwania selekcji, nie wyprowadzano stąd nikogo do pracy. Matka postanowiła natychmiast, że przeczekamy selekcję w bloku placówkarzy. Domu pilnowała specjalna straż porządkowa tej placówki. Chilek sprzeciwiał się temu w obawie, że nas za to zabiją. Mój brat zawsze wybierał prostą drogę, unikał jakichkolwiek kombinacji, uważał, że trzeba postępować zgodnie z nakazem i przepisem. Halina i ja opierałyśmy się także nowemu projektowi matki; byłyśmy złe na pana Melcera. Nie miałyśmy już ani ochoty, ani sił poniewierać się po strychach i piwnicach, w smrodzie, brudzie i niepewności. Wierzyłyśmy, sama nie wiem na jakiej podstawie, że przebrniemy szczęśliwie przez selekcję, a potem już będziemy mogły żyć spokojnie, legalnie, bez wiecznego nasłuchiwania i strachu.

Ale matka nie ustępowała. Nie mogąc nas przekonać logicznymi argumentami, uciekła się do podstępu: oznajmiła nam, że tylko wejdzie do bloku, żeby przygotować dla nas coś do zjedzenia, a później, gdy zjemy i odpoczniemy trochę, wrócimy z powrotem na ulicę… i zdążymy jeszcze na selekcję. Tylu ludzi stoi w kolejce przed nami, nie ma potrzeby tak się śpieszyć! Pod tym warunkiem Chilek wyprosił u porządkowego zezwolenia na wejście do bloku „Ursusa”. I tak oto weszliśmy do domu nr 26 przy ulicy Miłej. Przesiedziałyśmy w nim całe dwa tygodnie. Ten schron ocalił od śmierci nie tylko nas, ale i garstkę różnych ludzi bez Ausweisów i, podobnie jak my, szukających ratunku. Mama natychmiast zawarła z nimi znajomość, dowiedziała się o istnieniu dobrze zamaskowanego strychu i uzyskała od nich zgodę na skorzystanie z tej kryjówki. Żadne z nas nie mogło już oponować. Gdy Halina i ja poczułyśmy zapach ciepłego jedzenia, gdy ogarnęła nas cisza tego mieszkania przylegającego do bezpiecznej kryjówki, przestałyśmy namawiać matkę do powrotu na ulicę, skąd zresztą nadchodziły coraz gorsze wiadomości…

Do końca selekcji przesiedziałyśmy na dusznym, cuchnącym strychu.” (s. 58-60)

JA/ONI, III B

„Leżeliśmy przez całe dnie na podłodze strychu wraz z kilkudziesięcioma osobami, które przyszły tu wpierw niż my i zamaskowały wejście.

Strych był wysoko położony, wchodziło się do niego z małej, pustej izdebki na poddaszu przez otwór w ścianie, zasuwany starą, odrapaną szafą z lustrem. Prócz tej połamanej, pustej szafy i kupy pierza z poprutych poduszek nic tam nie można było znaleźć i chyba właśnie to fruwające pierze zniechęcało hitlerowców. Tak czy owak, podczas blokady żadnemu z nich nie przyszło do głowy odsunąć szafę.

Raz na kilka godzin dawała nam matka po dwie kluski skwaśniałe od gorąca, trochę herbaty lub kostkę cukru, tyle tylko, abyśmy nie mdlały z głodu. Kluski te i herbatę gotowała nocą w pustym mieszkaniu jakiegoś placówkarza, w tym samym domu, o kilka pięter niżej. W ciemnościach straszno było schodzić ze strychu do tego mieszkania! Skradaliśmy się cicho i ostrożnie jak złodzieje… Byle cień, byle szelest napawał nas przerażeniem.

Za dnia prześladowały nas odgłosy z zewnątrz: kroki, krzyki, strzały; w nocy, gdy następowały cisza i zbawienna dla nas ciemność, straszyły nas upiory, majaki, zwidy. W takiej atmosferze, lękając się własnego cienia, własnego oddechu, matka gotowała na gazowej kuchence kluski i herbatę. Po ulicach bezustannie krążyły patrole niemieckie… Halinka i ja kładłyśmy się na łóżko i drzemałyśmy. Później, nim jeszcze rozwidniło się na dworze, budziła nas mama, która czuwała całą noc. Posilałyśmy się odrobiną świeżych klusek i paroma łyżkami gorącej herbaty. Matka zabierała garnek z jedzeniem oraz termos z herbatą i prowadziła nas z powrotem na strych poprzez ciemne schody i pełną pierza izdebkę. Nie traciłyśmy wtedy czasu na ubieranie się, mycie i tym podobne zabiegi „toaletowe”. (s.60-61)

JA, III B

„A tymczasem na strychu coraz bardziej śmierdziało kałem, moczem i potem. Usypiano proszkami dzieci, duszono je nieraz pod wpływem rozpaczy i strachu. Któraś z kobiet urodziła dziecko; niemowlę wkrótce zmarło z braku pokarmu… W czasie bólów porodowych nieszczęsna kobieta nie wydała z siebie ani jednego jęku; każdy szmer czy szept, nawet najcichszy, wzbudzały niechęć i wrogość towarzyszy niedoli.” (s. 62)

JA/ONI, III B

„Pewnego wieczoru całkiem niespodziewanie zjawił się w mieszkaniu na dole Marek. Przyjechał na Miłą wozem, żeby zabrać stąd na cmentarz trupy. Spodziewał się, że zastanie w domu Chilka i od niego dowie się, co się z nami dzieje. […]

Jakże teraz był zdumiony i szczęśliwy! Zasypał nas pocałunkami, głośno płakał z radości!
Po raz pierwszy w życiu widziałam wtedy, jak płacze dorosły mężczyzna… Jak płacze mój najstarszy brat! To było jeszcze bardziej wstrząsające niż płacz mamy. Czułam zamęt w głowie od tych wrażeń i wzruszeń. Nie miałam wprost na to sił, ledwie trzymałam się na nogach, wycieńczona niedojadaniem i leżeniem bez ruchu na strychu w zatrutym dusznym powietrzu. Tylko matka starała się panować zarówno nad zgnębieniem, jak nad radością. Uśmiechała się blado, głaskała nas po głowach, dodawała nam otuchy i odwagi. Potem znów wróciłyśmy na strych, ale było nam lżej na duszy po spotkaniu z Markiem.” (s. 62-64)

JA/ONI, III B

„Po piętnastu dniach przerwano blokadę. Z ulicy Miłej usunięto posterunki i można było skontaktować się z mieszkańcami pozostałych ulic getta oraz bloków Schultza i Toebbensa. W pierwszej chwili uważaliśmy zniknięcie posterunków za czasowe albo za podstęp mający na celu wywabienie nas z kryjówek. Dlatego też ostro i ze złością napadliśmy na tych, którzy tę wiadomość przynieśli i radzili nam opuścić strych. Wiadomość jednak okazała się prawdziwa.” (s. 64)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B (Akcja Styczniowa)

„Gdy auto znikło mi z oczu, postanowiłem wysadzić głowę na dachu i obserwowałem okolicę przez dziesięć minut, miałem przecież wykonać powierzone mi zadanie. Widziałem z daleka, jak wyprowadzają ludzi z Ursus-fabryka broni i amunicji [pracownicy tej placówki mieszkali przy ul. Miłej 26] – wychodzą z tobołkami, idą więc na skoszarowanie, czyli wysiedlenie będzie się przeciągało dość długo.” (s. 213-214)</document>
<document nplp_id="6942" title="MIŁA 54 &amp;#8211; 68" slug="mila-54-68">Perec Opoczyński
ONI, IV A (25.12.1942)
„Znów się mówi, że Ostrowska oraz część Miłej od numeru 54 do 68 mają być wyłączone z getta. Tak chcą nam okroić teren, aby już w ogóle nie było miejsca.
W biały dzień po Miłej zupełnie swobodnie przechadzają się żydowskie prostytutki (jeśli tylko nie są to godziny pracy). W ostatnich tygodniach znów mamy przyjemne pogody – raz mgliste ciepłe, a raz jesienne słoneczne dni. Po zimnym listopadzie i jego obfitych śniegach grudzień okazał się niespodzianką. Może słońce w końcu zaświeci i dla nas?” (Pisma, s. 339)
</document>
<document nplp_id="6946" title="MURANOWSKA (przy Bonifraterskiej)" slug="muranowska-przy-bonifraterskiej">


&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Wczoraj po południu okazało się, że [nieczyt.] znów zamierzają odciąć kawałek getta. Już dziś rano zaczęto budować mur po parzystej stronie Muranowskiej przy Bonifraterskiej oraz po jednej stronie Pokornej. Znamienne, że wszystko to zostało zrobione nim wydano oficjalne i bezpośrednie zarządzenie o wypędzeniu. Część Żydów wmawia sobie, że nie będzie się wywozić, ale niestety los jest przypieczętowany.” (Pisma, s. 287)
</document>
<document nplp_id="6952" title="NALEWKI 35" slug="nalewki-35">
Perec Opoczyński
ONI, IV A (22.11.1942)
„Kiedy zaczęła się wywózka, z ulic powoli zaczęli znikać żebracy i proszący o wsparcie. Dziś widuje się na ulicach tylko pracujących w szopach i handlarzy (nielegalnych i tych zarejestrowanych – z numerami). Ostatnio na wielkim przechodnim podwórzu Nalewki 35 (dopiero co otwarte przejście na Kupiecką i Kurzą) stoją kobiety i proszą: „Miejcie litość, Żydzi, dajcie parę groszy”. Nie trzeba dodawać, że dopóki na ulicach były łapanki, nikt nie odważyłby się tak stanąć.” (Pisma, s. 323)
</document>
<document nplp_id="6955" title="„WĄSKA” MIŁA [od Placu Muranowskiego do&amp;nbsp;rogu Zamenhofa]" slug="waska-mila-od-placu-muranowskiego-do-rogu-zamenhofa">Perec Opoczyński
ONI, IV A (28.12.1942)
„Na Miłej 13 wczoraj wieczorem lokatorzy urządzili zabawę dla dzieci, która przyniosła 1300 złotych dochodu. Sumę tę postanowiono przeznaczyć na chłopców, którzy wrócili z obozu pracy i byli wycieńczeni z głodu.
Charakterystyczne jest to, że ów dom zamieszkują pracownicy garbarni Weiglego (Fabryka Sztajna i Cytryna), prości ludzie, bez doświadczenia społecznikowskiego. Tymczasem prawdziwi działacze jakby wymarli i nic nie robią, by tchnąć w ludzi ducha inicjatywy.
Na ulicy Miłej (Wąska Miła) znów stanęły kramy z jedzeniem, jatki, są i golarze. W czwartek wieczorem ulica była zapchana. Ludzie kupowali mięso na szabat, zwoływali mijany. Powraca życie. Jednak czy na długo? Czas pokaże.” (Pisma, s. 342)
ONI, IV A (05.01.1943)
„Teraz nie szmugluje się mąki, ale żyto i pszenicę, a Żydzi mają elektryczne młynki, które doskonale mielą (jeden z takich nielegalnych młynków znajduje się na tyłach OBW [Gęsia 30], w budynkach fabrycznych, a kolejny pracuje właśnie przy Miłej 56 w domu robotników tego szopu).
To samo jest z mięsem. Na Wąskiej Miłej jest kilka rzeźni ukrytych w piwnicach. Zabija się tam nie tylko konie, które nie trudno wprowadzić, ale również krowy i cielęta. Szlachtuje się też rozmaity drób – indyki i tłuste gęsi, które kosztują nawet po 500 złotych. Każdy taki posiłek należy oczywiście popić wódką. Piją ją nie tylko mężczyźni, ale i kobiety.” (Pisma, s. 345)
</document>
<document nplp_id="6957" title="SIERAKOWSKA" slug="sierakowska">
Perec Opoczyński
ONI, II D (15.06.1942)
„15 czerwca. Żydowska policja otrzymała wczoraj rozkaz pilnowania domów przy Muranowskiej róg Bonifraterskiej, Przejazd, Sierakowskiej i Pokornej. Ulice te zostaną wkrótce odcięte od getta.
Wieść ta wywołała w mieszkańcach strzeżonej okolicy wielką panikę. Już w pierwszych godzinach po pojawieniu się tych pogłosek ludzie biegali w popłochu, szukając dla siebie nowych mieszkań. Niestety nie ma już wielu izb do wyboru. Jesteśmy tu ściśnięci jak śledzie w beczce i ludzie, którzy przez całe życie mieszkali w pięknych pomieszczeniach, nie mając wyjścia, biorą pokój u kogoś. Szukają choć takiego lokum, które by miało osobne wejście, ale takich jest bardzo mało. Ceny poszybowały tak, że za pokój z kuchnią na czwartym piętrze daje się odstępne po trzy tysiące złotych, a za pojedynczy pokój czynsz wynosi minimum sto złotych. W wielkim strachu i rozpaczy najbiedniejsi oczekują oficjalnego rozkazu o przeprowadzce.” (Pisma, s. 285-286)


Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„W kilka dni potem ulica Przebieg miała zostać wyłączona z getta, wraz z wszystkimi przecznicami Placu Muranowskiego. Także moja babcia, zamieszkała na Sierakowskiej, miała się przeprowadzić.” (s. 43)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="6960" title="POKORNA" slug="pokorna">
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, II D (15.06.1942)
„15 czerwca. Żydowska policja otrzymała wczoraj rozkaz pilnowania domów przy Muranowskiej róg Bonifraterskiej, Przejazd, Sierakowskiej i Pokornej. Ulice te zostaną wkrótce odcięte od getta.
Wieść ta wywołała w mieszkańcach strzeżonej okolicy wielką panikę. Już w pierwszych godzinach po pojawieniu się tych pogłosek ludzie biegali w popłochu, szukając dla siebie nowych mieszkań. Niestety nie ma już wielu izb do wyboru. Jesteśmy tu ściśnięci jak śledzie w beczce i ludzie, którzy przez całe życie mieszkali w pięknych pomieszczeniach, nie mając wyjścia, biorą pokój u kogoś. Szukają choć takiego lokum, które by miało osobne wejście, ale takich jest bardzo mało. Ceny poszybowały tak, że za pokój z kuchnią na czwartym piętrze daje się odstępne po trzy tysiące złotych, a za pojedynczy pokój czynsz wynosi minimum sto złotych. W wielkim strachu i rozpaczy najbiedniejsi oczekują oficjalnego rozkazu o przeprowadzce.” (Pisma, s. 285-286)
ONI, II D (czerwiec 1942)
„Wczoraj po południu okazało się, że [nieczyt.] znów zamierzają odciąć kawałek getta. Już dziś rano zaczęto budować mur po parzystej stronie Muranowskiej przy Bonifraterskiej oraz po jednej stronie Pokornej. Znamienne, że wszystko to zostało zrobione nim wydano oficjalne i bezpośrednie zarządzenie o wypędzeniu. Część Żydów wmawia sobie, że nie będzie się wywozić, ale niestety los jest przypieczętowany.” (Pisma, s. 287)

ONI, II D (czerwiec 1942)

„Chociaż nie było jeszcze oficjalnego komunikatu, ludzie mieszkający na rogu Muranowskiej i Bonifraterskiej aż po Pokorną opuszczają swoje mieszkania i się przenoszą, boją się, że później nie znajdą dachu nad głową. Przez dwa ostatnie dni było widać wyładowane wózki ciągnięte po ulicach przez wycieńczone kobiety.” (Pisma, s. 290)
Bogdan Wojdowski
 F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)
OBSZARY:
- Obszar: Getto Centralne: Gęsia - Franciszkańska - Bonifraterska - Muranowska - Pokorna - Stawki - Smocza</document>
<document nplp_id="6972" title="RYNEK WOLSKI (poza gettem)" slug="rynek-wolski-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, I
„[…] zaraz po wybuchu wojny jęli goje szturmować żydowskie targi i bazary, takie jak Wołówka, Kercelak, rynek wolski, Nalewki, Franciszkańska, Grzybów. Nie ścigał ich teraz nienawistny wzrok ludzi z „Nara”, [nie tropiły ich oczy] endeckich studenciaków, którzy czatowali na [polskich klientów] z aparatami fotograficznymi, by [w ten sposób] ich odstraszać, wpisywać na czarne listy w gazetach. Handel wrócił. Dobrze się kupowało u wygłodniałego grosza Żyda. Wyprowadzano towary na polską stronę, a tam odbiorcami byli przede wszystkim chłopi. I tak oto jedni żyli z drugich, jak za dawnych, dobrych czasów.” (Goje w getcie, s. 399)</document>
<document nplp_id="6974" title="GĘSIA &amp;#8211; plac" slug="gesia-plac">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II
„Idea kącików domowych była bardzo dobra i zdrowa. Można było zamienić kąciki w prawdziwe domy dla dzieci. Tam mogły dostawać nie tylko łyżkę ciepłej strawy, ale też wszystko, co jest potrzebne dziecku. Młodzież z takich domów oddała się tej idei duszą i ciałem. Z początku ten dobry pomysł wywoływał prawdziwy entuzjazm, szczególnie na ubogich ulicach. Młode dziewczęta i młodzi chłopcy musztrowali dzieci i spacerowali z nimi na plac na Gęsiej (dziś Wołówka) i tam gimnastykowali się z nimi, śpiewali, grali i tańczyli. Starszym dzieciom opowiadano bajki, a nawet pomagano odrabiać lekcje (szkoły są przecież do dziś nieczynne).” (Dzieci na bruku, s. 433)

Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Produkowano na potrzeby rynku aryjskiego to wszystko, co przed wojną. Tkalnie wyrabiały doskonałe tkaniny z wełny, kradzionej w fabrykach częstochowskich, w fabryce „Wola” w Warszawie i w innych miastach. Tałesy farbowano i przerabiano na szale, swetry itp. Rozwinął się wyrób apaszek damskich, swetrów, kurtek chłopskich itd. Wyrabiano je z „ciuchów” zakupowanych masowo na olbrzymim placu na ul. Gęsiej (tzw. Gęsiówka), gdzie odbywała się masowa wyprzedaż z dnia na dzień ubożejącej ludności żydowskiej. Dzień w dzień specjalni agenci rozmaitych firm wykupywali codziennie na „Gęsiówce” tysiące kilogramów starych prześcieradeł i w ogóle wszelkich „ciuchów”. „Gęsiówka” stała się centrum handlu „ciuchami” i z innych miast. Na ten rynek rzucili kupcy polscy duży transport starych rzeczy, nabytych w lubelskim Werterfassung (20 000 kg), z akcji likwidacyjnej gett w Lubelskim. Wszystkie te „ciuchy farbowano w specjalnie zainstalowanej farbiarni na Niskiej lub w mieszkaniach prywatnych, a następnie drukowano na nich rozmaite desenie.” (s. 38-39)</document>
<document nplp_id="6976" title="MARSZAŁKOWSKA 109 (sklep Wedla)" slug="marszalkowska-109-sklep-wedla">


&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, I
„Przed sklepami Wedla na Marszałkowskiej, a także na Bielańskiej stoją długie kolejki, stoją, niby tak sobie, bo każdy ma się na baczności. Przystaje przechodzień i pyta, za czym ta kolejka, odpowiada się mu, że samemu się nie wie, ot, tak się stoi. Ale przecież wiadomo, że za dwa złote dostaje się u Wedla tabliczkę przedwojennej czekolady z torebką cukierków.” (Dom numer 21, s. 347)</document>
<document nplp_id="6977" title="MARSZAŁKOWSKA 63 (sklep Wedla)" slug="marszalkowska-63-sklep-wedla">
Perec Opoczyński
ONI, I
„Przed sklepami Wedla na Marszałkowskiej, a także na Bielańskiej stoją długie kolejki, stoją, niby tak sobie, bo każdy ma się na baczności. Przystaje przechodzień i pyta, za czym ta kolejka, odpowiada się mu, że samemu się nie wie, ot, tak się stoi. Ale przecież wiadomo, że za dwa złote dostaje się u Wedla tabliczkę przedwojennej czekolady z torebką cukierków.” (Dom numer 21, s. 347)
</document>
<document nplp_id="6979" title="BIELAŃSKA 13 (sklep Wedla)" slug="bielanska-13-sklep-wedla">Perec Opoczyński
ONI, I
„Przed sklepami Wedla na Marszałkowskiej, a także na Bielańskiej stoją długie kolejki, stoją, niby tak sobie, bo każdy ma się na baczności. Przystaje przechodzień i pyta, za czym ta kolejka, odpowiada się mu, że samemu się nie wie, ot, tak się stoi. Ale przecież wiadomo, że za dwa złote dostaje się u Wedla tabliczkę przedwojennej czekolady z torebką cukierków.” (Dom numer 21, s. 347)
</document>
<document nplp_id="6985" title="SMOCZA &amp;#8211; DZIELNA 38 (mykwa)  [TRASA]" slug="smocza-dzielna-38-mykwa-trasa">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II D

„13 bm. Niemcy połapali na Smoczej młodych chłopców i dziewczyny, zapędzili ich do łaźni przy Dzielnej 38, tam zmusili ich, żeby rozebrali się do naga i ich razem fotografowali.” (Pisma, s. 272)</document>
<document nplp_id="6986" title="WIĘZIENNA – PAWIAK [TRASA]" slug="wiezienna-pawiak-trasa">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„25 maja. Interesujące fakty dotyczące Żyda Siennickiego z ul. Kupieckiej. Kilka dni temu przechodził on z żoną Żelazną (?) przy skrzyżowaniu z Więzienną [błąd autora, te ulice się nie krzyżują, chodzi o róg Więziennej i Dzielnej lub Więziennej i Pawiej]. Siennicki to stary, siedemdziesięcioletni człowiek wspierający się na lasce. Na rogu Więziennej zatrzymał go niemiecki oficer, pytając, do czego służy mu ten kij. Siennicki odpowiedział, że musi chodzić o lasce ze względu na swoją starczą słabość. Oficer zabrał go na Pawiak, tam odebrał mu laskę i kazał się odwrócić do ściany, mówiąc, że zaraz go zastrzeli. Siennicki stał tak twarzą do ściany kilka minut. W tym czasie oficer rozmawiał z kolegami, śmiał się i kpił, a potem kazał starcowi wejść do jakiegoś pomieszczenia, gdzie dano mu kilka razów paskiem i puszczono wolno. Ów zabawny żart, który przypominał „niedźwiedzi taniec”, miał zapewne zaostrzyć apetyt Niemców przed kolacją.” (Pisma, s. 280)</document>
<document nplp_id="6992" title="Róg ulic MURANOWSKA/ BONIFRATERSKA" slug="rog-ulic-muranowska-bonifraterska">Perec Opoczyński
ONI, II D (15.06.1942)
„15 czerwca. Żydowska policja otrzymała wczoraj rozkaz pilnowania domów przy Muranowskiej róg Bonifraterskiej, Przejazd, Sierakowskiej i Pokornej. Ulice te zostaną wkrótce odcięte od getta.
Wieść ta wywołała w mieszkańcach strzeżonej okolicy wielką panikę. Już w pierwszych godzinach po pojawieniu się tych pogłosek ludzie biegali w popłochu, szukając dla siebie nowych mieszkań. Niestety nie ma już wielu izb do wyboru. Jesteśmy tu ściśnięci jak śledzie w beczce i ludzie, którzy przez całe życie mieszkali w pięknych pomieszczeniach, nie mając wyjścia, biorą pokój u kogoś. Szukają choć takiego lokum, które by miało osobne wejście, ale takich jest bardzo mało. Ceny poszybowały tak, że za pokój z kuchnią na czwartym piętrze daje się odstępne po trzy tysiące złotych, a za pojedynczy pokój czynsz wynosi minimum sto złotych. W wielkim strachu i rozpaczy najbiedniejsi oczekują oficjalnego rozkazu o przeprowadzce.” (Pisma, s. 285-286)
ONI, II D (czerwiec 1942)

„Chociaż nie było jeszcze oficjalnego komunikatu, ludzie mieszkający na rogu Muranowskiej i Bonifraterskiej aż po Pokorną opuszczają swoje mieszkania i się przenoszą, boją się, że później nie znajdą dachu nad głową. Przez dwa ostatnie dni było widać wyładowane wózki ciągnięte po ulicach przez wycieńczone kobiety.” (Pisma, s. 290)
</document>
<document nplp_id="6996" title="DZIELNA 21 – PAWIAK [TRASA]" slug="dzielna-21-pawiak-trasa">
&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, II D (maj 1942)
„Popularny warszawski szojchet Mejlech Czerniakower został wieczorem złapany na Dzielnej 21 [mykwa], (?) zabrany na Pawiak, a dziś rano wyrzucono go stamtąd martwego. Był znany w mieście ze swych powiedzonek i swej jowialności. Prócz niego skatowano dziś w mykwie przy Dzielnej 38 dwóch Żydów. Zbrodniarze kazali im się tak długo zanurzać w zimnej wodzie, aż [nieszczęśnicy] się potopili.” (Pisma, s. 276-277)</document>
<document nplp_id="7025" title="PRZEJAZD 7 (&amp;#8222;meta&amp;#8221;)" slug="przejazd-meta">

&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, II D (10.07.1942)
„W zakątku, gdzie mieszkam, zajmującym ważne miejsce na mapie szmuglerów, istnieje &amp;lt;trust&amp;gt; albo stowarzyszenie wspólników wszystkich szmuglerów, którzy do teraz prowadzili swoje interesy na mecie Mylna-Przejazd-Nowolipki. Ich liczba wynosi 21. do tej pory każdy szmugler miał swojego aryjczyka, który dostarczał mu towar. Dostawcy nie zawsze sumiennie wywiązywali się ze swoich zobowiązań. Czasem dostarczali niepełnowartościowy towar albo taki, któremu brakowało do ustalonej wagi. Każdy samodzielny szmugler był narażony na straty. Doprowadziło to do tego, że szmuglerzy zorganizowali się w stowarzyszenie z centralnymi organami zarządzania. Każdy włożył określony kapitał, został wybrany zarząd ze skarbnikiem.” (s. 162-163)

Rachela Auerbach
JA, II C

„Przechodziłam dziś popołudniu Przejazdem o tej samej porze co wczoraj. Potem patrzyłam przez to samo co wczoraj okno na ulicę po jednej i po drugiej stronie muru. Pustki, martwota, żadnego ruchu. – Co się stało? – pytałam wieczorem znającą się na rzeczy osobę. Czyżby to nareszcie skutek represji? A przecież mówicie wszyscy, że represje, strzelanina, ilość zabitych nie ma żadnego wpływu na ruch przy mecie. Że w pół godziny, ba, w dziesięć minut po zabiciu jednej, a w kilka chwil potem dwu osób na Przejeździe szmugiel szedł zupełnie jak przedtem, że po zastrzeleniu codziennie po kilka i kilkanaście osób na Krochmalnej i w innych punktach &amp;lt;robota&amp;gt; nie zatrzymała się ani na włos. Że nawet na ceny fakty te słaby mają wpływ a jedyną wytyczną są jedynie zjawiska ekonomiczne. A jednak widziałam sama. Zamarł ruch. – Głupia – odpalił znajomy – nie było ruchu, bo nie było towaru.” (s. 188-189)</document>
<document nplp_id="7027" title="MIŁA (od&amp;nbsp;Zamenhofa do&amp;nbsp;Lubeckiego &amp;#8211; Szopy Toebbensa)" slug="mila-od-zamenhofa-do-lubeckiego-szopy-tobbensa">Stanisław Gombiński
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
</document>
<document nplp_id="7029" title="MIŁA (od&amp;nbsp;Zamenhofa do&amp;nbsp;Placu Muranowskiego)" slug="mila-od-zamenhofa-do-pl-muranowskiego">Stanisław Gombiński
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna., ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prosto, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
</document>
<document nplp_id="7031" title="ZŁOTA 74  (Wydział Zdrowia w&amp;nbsp;Warszawie)" slug="zlota-74-wydzial-zdrowia-w-warszawie">
Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, I/II
„Prosimy, by pozostawić dezynsekcję Żydom. Nie dlatego, iżby byli mniej przekupni, ale, że ludność mniej się ich boi. (…) Doktor Hagen zgadza się i obiecuje wycofać kolumny polskie. Tego samego dnia przybywa do Wydziału Zdrowia [Centralna Rada Zdrowia przy Wydziale Zdrowia Judenratu – Grzybowska 26/28] lekarz z Wydziału Zdrowia w Warszawie, udający w potrzebie volksdeutscha, i komunikuje głośno, że nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować… z tego źródła zarobku. I rzeczywiście – telefon z pałacu Brühla, że kolumny aryjskie mają jeszcze przez pewien czas pozostać. Pan Hagen na tej nędzy sam nie zarabiał. Ale rządzili inni.” (s. 339)
</document>
<document nplp_id="7032" title="WIERZBOWA 1 (PAŁAC BRÜHLA)" slug="wierzbowa-1">
Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, I/II
„Prosimy, by pozostawić dezynsekcję Żydom. Nie dlatego, iżby byli mniej przekupni, ale, że ludność mniej się ich boi. (…) Doktor Hagen zgadza się i obiecuje wycofać kolumny polskie. Tego samego dnia przybywa do Wydziału Zdrowia [Centralna Rada Zdrowia przy Wydziale Zdrowia Judenratu – Grzybowska 26/28] lekarz z Wydziału Zdrowia w Warszawie, udający w potrzebie volksdeutscha, i komunikuje głośno, że nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować… z tego źródła zarobku. I rzeczywiście – telefon z pałacu Brühla, że kolumny aryjskie mają jeszcze przez pewien czas pozostać. Pan Hagen na tej nędzy sam nie zarabiał. Ale rządzili inni.” (s. 339)
 
Adam Czerniaków
JA, I

„Przed 10-tą pod pałacem Brühla.” [6.II.1940] (s. 66)

JA/ONI, I

„Mam pójść do Herzoga w pałacu Brühla. Czy ghetto jest rzeczywiście już aktualne? Konferencja u Herzoga bezpłodna.” [5.IV.1940] (s. 81)

„Rano pałac Brühla 3 okienka dla: 1) Reichsdeutsche, Volksdeutsche, 2) Polaków, 3) Żydów. Czekałem na Schubertawsprawie przepustek kolejowych przez Gminę. Nie doczekałem się, bo duża konferencja.” [28 VIII 1940] (s. 117)
„Pogłoski o ghetcie poza Warszawą odrutowanym.” [29 VIII 1940] (s. 117)
„(...) pałac Brühla, Schubert (Lustberg i niejaki Wandheiler obecni) zaproponował załatwiać przez Gminę przepustki na wyjazdy koleją. Przy tej okazji rozmowa na temat obozu pracy, domów żydowskich, administratorów Batalionu Pracy, finansów Gminy, JSS. Schubert oświadczył, że zaprosi na posiedzenie wspólnie z Kunze mnie z udziałem JSS (Weicherta). Otrzymałem przepustkę dla Fuerstenberga i Fausta, którzy jadą do Tomaszowa wzgl[ędnie] do Bełżca z Zabłudowskim. Wysyłam koce, koszule, miski, kubki, łyżki etc.” [2 IX 1940] (s. 118)
„Po obiedzie wezwano mnie do dra Kleina, Schuberta etc. w pałacu Brühla. Omówiono sprawę żydowską.” [20 IX 1940] (s. 123)
„Potem w pałacu Brühla. Obecni dr Klein, Auerswald, Krepel, Schubert. Zapytali, co się ze mną stało. Klein powiedział, że wśród Żydów są nicponie w rodzaju Sachsenhausa. Na to zapytałem, czy pamięta fizykę i wskazałem na III-cią zasadę Newtona108. Potem na temat uzdrowienia finansowego Gminy. Nie chce iść na obciążanie nieruchomości i kaucji, ale wkrótce mi poda, w jaki sposób zdobyć środki ze sprzedaży zapasów w ghetcie. Usiłowałem przekonać, że raczej należy w majestacie prawa brać podatki. Steyerowi dosłaliśmy projekt rekwizycji furmanek żydowskich na 14 i 15-go celem przewiezienia chudoby praskiej. Żąda na 15 bm. zbiórki milicjantów.” [13 XI 1940] (s. 133)

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Na Gminę Żydowską nałożono obowiązek urządzenia w pałacu Brühla kasyna dla urzędników. Będzie to kosztowało Gminę ćwierć miliona złotych.” (s. 185)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, I

28.IV.40: "Żydzi, którzy mają paszporty krajów neutralnych, nie muszą nosić opasek na rękawach ani wykonywać pracy niewolniczej. Nic dziwnego, że wielu stara się o takie dokumenty, lecz nie wszyscy mają środki na ich zakup lub odwagę, by ich używać. Dwóch moich przyjaciół nabyło dokumenty poświadczające, że są obywatelami pewnej republiki południowoamerykańskiej. Dzięki tym papierom mogą się swobodnie poruszać po mieście. Śmiało udali się więc do siedziby dowództwa Gestapo w Pałacu Brühla, żeby podstemplować dokumenty pieczątką ze swastyką, a niemieccy specjaliści nie zorientowali się, że są podrobione. Mogą nawet wyjeżdżać na wieś, by kupować żywność. Z takimi papierami mają co najmniej dziewięćdziesiąt procent szans na przeżycie, pozostali zaś najwyżej dziesięć procent" (s. 73-74)
</document>
<document nplp_id="7036" title="PAWIA – GĘSIA 30 (Szop OBW) [TRASA]" slug="mila-pawia-gesia-30-szop-obw-trasa">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
JA/ONI, IV A
„Akurat dziś dotarła do mnie przykra wiadomość o śmierci Izraela Zelcera, jednego z dowódców &amp;lt;Gordonii&amp;gt; w Polsce. Pochowano go razem z Jozefem Kapłanem z Pawiaka. Przypominam sobie, że spotkałem go, gdy szedłem w pierwszych dniach sierpnia przez Pawią do pracy w fabryce OBW, niósł parę długich butów pod pachą. Powiedział mi, że opuszcza Warszawę. Teraz dowiedziałem się, że doprawdy opuścił Warszawę, ale go złapano, osadzono na Pawiaku i uśmiercono – chyba w Sądny Dzień – razem z Kapłanem.
[…] Pochowano dwóch męczenników uśmierconych na Pawiaku. Jednego powieszono. […] Drugiego zastrzelono. Był policjantem.” (s. 242)</document>
<document nplp_id="7040" title="NOWOLIPKI 17 (restauracja „Riwiera” Szulca)" slug="nowolipki-17-restauracja-riwiera-szulca">
Abraham Lewin
ONI, II D (19.05.1942)
„Niemcy nadal kręcą filmy w getcie. Dzisiaj zaaranżowali w restauracji Szulca, na rogu Leszna i Nowolipek, następującą scenę. Wprowadzili zatrzymanych, typowych Żydów, dobrze ubranych, oraz kobiety, również przyzwoicie ubrane. Posadzili ich przy stolikach i kazali podać na rachunek kahału najdroższe dania i trunki: mięso, ryby, likier, białe pieczywo i inne smakołyki. Żydzi jedli, a Niemcy filmowali. W jakim celu to robią – łatwo się domyślić. Niechaj świat zobaczy, w jakim raju Żydzi żyją.” (s. 55)

Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wybrano [do propagandowego filmu niemieckiego – przyp. DK] kilka lepszych restauracji o suto zaopatrzonych bufetach , m.in. lokal niejakiego Szulca na Nowolipkach. Sprowadzono tam typy à la &amp;lt;bogaty bankier&amp;gt;, &amp;lt;gruby paskarz&amp;gt; (…) posadzono ich przy (…) suto zastawionych stołach i kazano im (na rachunek nieszczęsnego p. Szulca) jeść i pić, co się wlezie, a za szybami i w drzwiach ustawiono gromady głodomorów błagających o okruszynę chleba, wyciągających na darmo ręce i niczego nie otrzymujących.” (s. 143)

</document>
<document nplp_id="7041" title="Dworzec WARSZAWA GDAŃSKA (UMSCHLAGPLATZ)" slug="dworzec-gdanski-umschlagplatz">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, II D (13.06.1942)
„Od setek młodych ludzi, którzy przed dwoma tygodniami zostali złapani do obozów pracy i zaryglowani w zaplombowanych wagonach, nie ma żadnych wieści. Nic nie wiadomo o ich losie. Wiadomo jedynie, że zostali wysłani z Dworca Gdańskiego. Co dalej się z nimi stało, pozostaje na razie tajemnicą. Ich rodziny żyją w wielkim niepokoju i rozpaczy.” (s. 121)


Marek Edelman
ONI/JA, III A
„Dla ostatecznego i konkretnego sprawdzenia, co się dzieje z transportami ludzi odchodzącymi z getta, wysłany zostaje na „aryjską stronę” wślad za transportem Załmen Frydrych (Zygmunt). Podroż jego na „wschód” trwa bardzo krótko, gdyż zaledwie trzy dni. Odrazu po wyjściu z murów getta wszedł on w kontakt z kolejarzem dworca gdańskiego, pracującym na linii Warszawa – Małkinia i z nim odbył podróż wślad za transportem.
Dojechał do Sokołowa, gdzie, jak informowali miejscowi kolejarze, linia kolejowa rozdwaja się i jedna bocznica idzie w kierunku Treblinki. Jeździ tą linią codziennie jeden warszawski pociąg towarowy napełniony ludźmi i wraca pusty. Żadnego dowozu żywności nie ma. Dostęp do stacji Treblinka jest dla cywilów wzbroniony. Był to niezbity dowód, że ludzie zwożeni tam zostają straceni. Następnego dnia spotkał Zygmunt w Sokołowie na rynku dwóch nagich Żydów, uciekinierów z Treblinki. Ci już dokładnie opisali kaźń.” (s. 31-32)</document>
<document nplp_id="7046" title="DZIKA (wacha)" slug="dzika-wacha">
&amp;nbsp;

Stanisław Gombiński
ONI, III C / IV A
„Obecne getto ma jeden tylko bezpośredni wylot na aryjską stronę, jest to wylot „Dzika” – biegun północny. Druga brama, przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa, również obstawiona żandarmami, ale bez polskiej policji, stanowi granicę południową, nie prowadzi jednak na aryjską stronę, od tej granicy zaczyna się wielki pas ziemi niczyjej, no man’s landu, zajmujący dawne „duże” getto, wymarłe ulice, puste domy, rozwalone mieszkania, wyrwane drzwi, sprzęty porozrzucane po podwórzach i chodnikach, sklepy wyszczerzające rozbite futryny, drzwi i okna jak bezzębne szczęki – pejzaż gdzieniegdzie jest przerwany oparkanioną wyspą shopu.
Jeżeli dążący na stronę aryjską przekraczają bramę na Gęsiej, mogą kierować się do jednego z trzech wylotów, z tej strony położonych: Leszno – Żelazna, czyli wylot „Leszno”, Gęsia – Okopowa, czyli wylot „Okopy”, i Nalewki – Ś[wię]tojerska, czyli wylot „Leszno”. Ogółem więc są cztery wyloty na aryjską stronę, ponadto jeden wylot pośredni, wewnętrzny: Zamenhofa – Gęsia.
Od godz. 8 zaczyna się w getcie ruch placów karzy, największe nasilenie ruchu przypada w godzinach 6-8. Coraz jakaś grupa zmierza do bramy „Gęsia”, często grupa formuje się dopiero na placyku przed Gminą, przed domem [przy] Zamenhofa 19 [siedziba Rady]. Ruch, gwar, ubrani w najfantastyczniejsze okrycia, kobiety w chustkach na głowie, często w męskich spodniach, mężczyźni w czapkach – kapelusz wywołuje podejrzenia i uderzenia ze strony Niemców – wszyscy placów karze zwracają uwagę swą tuszą. Ale myliłby się, kto by przypuszczał, że otyłość ich jest naturalna. To jest otyłość sztuczna, handlowa: każdy i każda okręceni są pod bluzami i płaszczami przemyconą odzieżą lub bielizną, noszą na sobie fantastyczne ilości przedmiotów, przeznaczonych na sprzedaż.” (s. 122-123)


Mietek Pachter
JA, IV B

„Rano wstałem z nowym pragnieniem przygód, jednak dziś postanowiłem zrezygnować z pójścia do pracy. Chciałem trochę odpocząć, bo jednak mnie ostatnia przygoda trochę osłabiła. Wieczorem wychodzę z Wilkiem do wachy na Dzikiej. Chcemy zobaczyć wracające placówki, właśnie nadchodzą, podobno dziś jest straszna wacha.
Zaczynają rewidować każdego z osobna, nie można się przewałować (określenie placów karzy, które określa wypadek przedostania się bez rewizji przez wachę) niemcy biją każdego, każdy musi powiedzieć, co ma. Jeśli znajdują coś więcej – biją, aż ofiara pada, okropne! Co drugiego człowieka biorą do budki i tam rozbierają do naga. Widzimy, jak drzwi budki się otwierają i chłopak jeden, wypchnięty przez niemca, leci w naszym kierunku. Widzimy, jak niemiec wyciąga karabin, pada strzał i wraz z nim chłopak – leży niedaleko nas. Niemiec idzie dalej do swej czynności, dolatujemy i bierzemy chłopca delikatnie, odnosząc go do pobliskiego domu. Znalazł się od razu lekarz, który orzekł beznadziejny stan nieszczęśnika. Biedak charczał, słychać było urywane przekleństwa odnoszące się do niemców, co chwila powtarzał: „Mordercy, zapłacicie za wasze morderstwa!”. Lekarz tamuje upływ krwi i stwierdza, że minuty są jednak policzone. Wchodzimy do wachy, tu widzimy, że leży kilku innych, już martwych, chłopców.” (s. 257)
</document>
<document nplp_id="7052" title="LEOKADIA SCHMIDT   (1.09.1914 &amp;#8211; 1984)" slug="leokadia-schmidt-1-09-1914-1984">Przejdź do mapy miejsc Leokadii Schmidt po stronie aryjskiej
Leokadia z domu Knobelman Schmidt, urodziła się 1 września 1914 roku w Warszawie. Skończyła szkołę średnią z przygotowaniem do pracy w charakterze sekretarki. 20 marca 1937 roku wychodzi za mąż za Józefa Bergmana Schmidta (ur. W 1909 roku w Stanisławowie). Razem zakładają zakład specjalizujący się w wyrobie luksusowego obuwia dla kobiet, który prowadzą aż do Wielkiej Akcji Likwidacyjnej (w późniejszym czasie, w trakcie ukrywania się o stronie aryjskiej, produkcja obuwia stanie się źródłem pozyskiwania pieniędzy na jedzenie oraz łapówki dla szmalcowników). Kilka miesięcy przed likwidacją getta rodzi się im pierwsze dziecko – Kazimierz. Pomimo, że jej mąż pracuje w szopie Karla Georga Schultza, tylko cudem udaje się całej trójce uniknąć śmierci. Do 2 sierpnia 1942 roku, a więc do daty ucieczki Leokadii z getta pod nazwiskiem Piechocka, ukrywa się w niezliczonej ilości miejsc. Kilka dni później z getta wydostaje się również jej mąż (dziecko zostało przetransportowane na stronę aryjską kilka dni wcześniej). Aż do wyzwolenia Warszawy przez Armię Czerwoną Leokadia, jej mąż i dziecko korzystają z pomocy rodziny Michalskich. Pierwszym miejscem pobytu Leokadii po stronie aryjskiej jest Nowa Wieść pod Wołominem, jej mąż zaś od początku ukrywa się na ulicy Belwederskiej 27, które w późniejszym czasie (z niewielką przerwą), stanie się ich wspólnym miejscem ukrycia. Dziecko zostaje umieszczone w sierocińcu im. ks. Boudena. Na Belwederskiej ukrywają się do wybuchu Powstania Warszawskiego, w wyniku którego postanawiają się rozdzielić. Józef przyłącza się do powstańców, Leokadia zaś zostaje przewieziona w okolice Opoczna, do wsi Janków. Ponownie łączą się pod koniec 1944 roku w Grodzisku Mazowieckim. Kilka dni przed wyzwoleniem terenów przez Armię Czerwoną zostają zdenuncjowani i tylko cudem udaje im się dożyć wyzwolenia. 21 kwietnia 1945 rodzi się ich drugi syn – Marian. W listopadzie 1946 opuszczają Polskę. Najpierw przez rok mieszkają we Francji, potem 15 lat w Wenezueli a od 1962 roku w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie osiedlają się w Phoenix, gdzie w 1980 roku umiera Józef, cztery lata później zaś Leokadia [Bartoszewski w przedmowie podaje, że Leokadia zmarła w 1980, zaś Józef w 1975 roku]. Podczas wojny zginęły jej trzy z pięciu sióstr. „Jednej udało się przedostać na stronę aryjską, gdzie miała szerokie znajomości wśród Polaków, ale nigdy więcej o niej nie słyszałam. Ojca Niemcy przejechali samochodem ciężarowym na rogu Nalewek i Gęsiej w roku 1940. I tak straciłam moich najbliższych”.
Zapiski rozpoczynają się od dnia 22 lipca, pisane są jednak już po wydostaniu się na stronę aryjską. Pierwsza połowa poświęcona jest dokładnemu opisowi Akcji Likwidacyjnej aż do ucieczki na stronę aryjską. Druga połowa obejmuje okres do wyzwolenia Warszawy przez Armię Czerwoną i pisana jest na bieżąco podczas ukrywania się na Belwederskiej. Przed opuszczeniem kryjówki w wyniku wybuchu powstania notatki zostają zakopane i odzyskane na początku 1945. Po wyjeździe z Polski autorka nadal nad nimi pracuje, pewne części uzupełniając relacjami męża (głównie o okresie od wybuchu Powstania do końca 1944 roku).

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleje Ujazdowskie (poza gettem),   - Belwederska (poza gettem),   - Belwederska 27 (poza gettem),   - róg ulic Belwederska/Grottgera (poza gettem),   - róg ulic Belwederska/Podchorążych (poza gettem),   - Bonifraterska,  - Ceglana,   - Czerniakowska,   - Czerniakowska 231 (szpital) (poza gettem),   - Długa,   - Długa 29 (Hotel Polski),   - Dworzec Zachodni,  - Gęsia 22/24 (więzienie),   - róg ulic Gęsia/Smocza (wacha),   - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha), - Grójecka (poza gettem),  - Grzybowska,  - Karmelicka, - róg ulic Karmelicka/Nowolipie, - Krochmalna,  - Leszno,  - Leszno 13,  - Leszno 53/55 (gmach Sądów Grodzkich),  - Leszno 54,  - Leszno 74 (szop Toebbensa, tzw. Mały Toebbens),  - Leszno 76 (szop Schultza),   - Leszno 78 (szop trykotarski Schultza),  - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Marszałkowska 77,   - Miła,   - Miła 34,  - Miła 36-42, - róg ulic Miła/Lubeckiego,  - Moniuszki 10 (kawiarnia "Adria"),  - Muranowska 44,  - Mylna,  - Nabielaka (poza gettem),  - Nalewki 33/35/37, - róg ulic Nalewki/Gęsia,  - Niska,  - Nowolipie 44 (szop Schultza, tzw. Duży Schultz), - Nowolipie 67,   - Nowolipie (m. Karmelicką a Smoczą),   - Nowolipki 30,  - Nowolipki 57,   - Nowolipki 59 (szop Hallmana),  - Nowolipki 63,  - Ogrodowa 27,  - Ogrodowa 29,  - Ogrodowa 31,   - Ogrodowa 49   - Ogrodowa 51 (filia szopu Schultza),   - Okopowa,   - Pawiak (Dzielna 24/26),   - Plac Grzybowski,   - Plac Muranowski,   - Podchorążych (poza gettem),  - Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. Duży Toebbens),  - Rakowiecka (poza gettem),   - Senatorska 6,   - róg ulic Senatorska/Miodowa,   - Smocza,  - Sochaczewska 10,   - Spacerowa (poza gettem), - Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy), - Umschlagplatz,   - Wronia,   - Zajączkowska (poza gettem),  - Zamenhofa 19 (siedziba Rady Żydowskiej), - Żelazna 103 (komenda SS - SD Befehlstelle),
&amp;nbsp;
Poza Warszawą:
- Górki Mironowe (Wołomin),    - Grodzisk Mazowiecki (poza Warszawą),    - Nowa Wieś (k. Wołomina),  - Piaseczno (poza Warszawą),
- Pruszków (Obóz),  - Sławek (k. Wołomina),  - Wołomin (poza Warszawą),  - Zagościniec (poza Warszawą),   - Żyrardów (poza Warszawą).

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Nalewki/Miła/Gęsia/Smocza/Stawki/Zamenhofa,   - Obszar: Nowolipki (do Karmelickiej)/Nowolipie (od Smoczej do Karmelickiej),

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Belwederska - Aleje Ujazdowskie - Aleja Szucha 25,  - Trasa:Belwederska 27 - Bagatela - Plac Unii Lubelskiej,  - Trasa: róg ulic Belwederska/Spacerowa - Sadyba Czerniakowska,  - Trasa: Dworzec Zachodni - Pruszków,  - Trasa: Dzielna - Wołyńska,  - Trasa: Getto - Chłodna/Żelazna (wacha) - Nowy Zjazd - Most Kierbedzia - Praga - Dworzec Wschodni,  - Trasa: Grodzisk Mazowiecki - Milanówek,   - Trasa: Jankowo - Grodzisk Mazowiecki,   - Trasa: Jankowo - Nowe Miasto - Piaseczno - Warszawa,   - Józefów - Piaseczno,  - Trasa: Krochmalna - Belwederska 27,   - Trasa: Krochmalna - Żurawia,   - Trasa: Krochmalna - Chałubińskiego - Plac Unii Lubelskiej - Belwederska 27,    - Trasa: Leszno 76 - Leszno 78,   - Trasa: Leszno 76 - Żelazna 84,   - Trasa: Leszno 76 - Umschlagplatz,  - Trasa: Leszno 76 (szop Schultza) - Nowolipie 67,   - Trasa: Leszno 78 - Leszno 76 - Nowolipie 67,  - Trasa: Leszno 78 - Leszno 76,  - Trasa: Leszno 76 - Leszno - Karmelicka - Zamenhofa - Miła 43,  - Trasa: Leszno 78 - Karmelicka - Zamenhofa - Umschlagplatz,  - Trasa: Miła 34 - Niska 20,  - Trasa: Miła 43 - Niska,  - Trasa: Miła - róg ulic Miła/Lubeckiego - Miła - róg ulic Miła/Smocza,  - Trasa: Nalewki 33/35/37 - Umschlagplatz,  - Trasa: Nalewki - Gęsia - Umschlagplatz,  - Trasa: Niska 20 - Miła 34,  - Trasa: Niska 20 - Miła 40,   - Trasa: Nowa Wieś - Sławek (k. Wołomina),   - Trasa: Nowolipie 30  - Nowolipie - Smocza - róg ulic Żelazna/Nowolipie - róg ulic Żelazna/Leszno (wacha) - Leszno 76/78 - Leszno 74 - Nowolipie 67,  - Trasa: Nowolipki 23 - Nowolipie 30,   - Trasa: Nowolipki 57 - Sochaczewska 10,  - Trasa: Nowolipki 57 - Leszno 76,   - Trasa:Nowolipie 67 - Nowolipie 59 - Nowolipki 57 - Leszno 78,  - Trasa: Nowolipie 44 (szop Schultza) - Miła - Zamenhofa,  - Trasa:Ogrodowa 17 (główna komenda)  - Gęsia22/24 (więzienie),  - Trasa:Ogrodowa 27,29 - Leszno 76,  - Trasa: Pawia - Chmielna (Hotel Royal) - Długa 29 (Hotel Polski),  - Trasa: Piaseczno - Grójec,  - Trasa:Sławek (k. Wołomina) - Warszawa,   - Trasa:Sochaczewska 10 - Ogrodowa 27,29,   - Trasa:Umschlagplatz - Zamenhofa - Leszno 76,   - Trasa: Warszawa - Wołomin - Nowa Wieś,   - Trasa: Żurawia - Belwederska,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7061" title="LESZNO 76 &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="leszno-76-umschlagplatz-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III C
„Gdy dano mi znać, że prowadzą na Umschlagplatz pracowników naszej fabryki, pobiegłam czym prędzej do bramy, by ich zobaczyć. Nie potrafię opisać wrażenia, jakiego doznałam na widok Szoszkina popychającego wózek z maleństwem. Byłam zdruzgotana okrucieństwem i sadyzmem, jaki zbudził się w ludziach w tym okresie. To wszystko, co pod płaszczykiem kultury i dobrego wychowania drzemało dotychczas w człowieku, obecnie znalazło szerokie ujście.” (s. 133)
</document>
<document nplp_id="7065" title="NOWOLIPIE 67" slug="nowolipie-67">
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„W naszym skoszarowanym domu ludzie wyszukiwali sobie indywidualne i zbiorowe kryjówki. Jedna ze zbiorowych kryjówek mieściła się na strychach domów Leszna 76 i 74 oraz w sąsiednim, przy ulicy Nowolipie 67. Za pomocą wybitych otworów w murach można było przejść z jednego strychu na drugi. Do tej kryjówki wchodziło się po drabinie z naszej klatki schodowej. Przeważnie kryły się w niej kobiety z dziećmi oraz starcy niezdolni do pracy.” (s. 44)
JA, III C
„Po otrzymaniu blaszanych numerków wszyscy wrócili do pracy. Friedenstadt polecił zamurować na strychu wszystkie dziury prowadzące na Nowolipie, tak aby nikt nie mógł się dostać z powrotem na teren fabryczny. Dowiedziała się o tym od Zaltzmana i spadło to na mnie jak grom. Bałam się, że zanim mąż będzie mógł zabrać mię do domu, upłynni kilka dni. A w każdej chwili tu może nastąpić to samo co u nas […]. Dom na Nowolipiu 67, w którym się znalazłam, należał do szopu Toebbensa. Mieszkańcy sprowadzili się zaledwie przed trzema dniami z ulicy Gęsiej. Panował tu wielki nieporządek. Werkschutzu wcale nie było. Miałam wrażenie, że za chwilę odbędzie się blokada i wszystkich stąd zabiorą.” (s. 133)

Marek Edelman
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="7067" title="NOWOLIPIE 44 (Szop Schultza, tzw. Duży Schultz)" slug="nowolipie-44-szop-schultza-tzw-duzy-schultz">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Tegoż dnia, stojąc na balkonie naszego mieszkania, zakłopotana i zmartwiona, zauważyłam w oknie obok naszego sąsiada Rosenberga. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że jego żona pracuje od 15 lat w fabryce Bro-Ro (Braun i Rowiński) przy ul. Leszno 78, która obecnie produkuje, jak mi kiedyś wspomniała, dla wojska niemieckiego. Zapytałam więc, nie wierząc w rezultat, czy mógłby coś załatwić u nich dla mego męża. On zaś odpowiedział, że owszem, nawet dziś może przynieść za tysiąc złotych legitymację stwierdzającą przyjęcie do pracy męża i zaświadczenie dla mnie i dziecka. Ogarnęła mnie tak wielka niecierpliwość, że nie czekając na męża, napisałam na kartce wszelkie personalia i dała 2 fotografie męża prosząc o pośpiech. Po godzinie Rosenberg wróci z podaniem, które należało złożyć do biura dyrekcji z prośbą o przyjęcie. W tym samym czasie nadszedł mąż. Okazało się, że prosił o załatwienie pracy u tzw. Dużego Schultza na Nowolipiu [44]. Był to duży szop na terenie garbarni Blunka. Mieściły się tam fabryki pracujące dla Niemców. Bez namysłu radziła odwołać to miejsce. Tego samego dnia złożyliśmy podanie do formy Karol George Schultz, który obecnie objął fabrykę Bro-Ro. Nie ma on nic wspólnego z Dużym Schultzem.” (s. 24)
JA, III A
„Mąż mojej drugiej siostry dostał się do Dużego Schultza na Nowolipiu 44, a trzecia była również zabezpieczona. Syn jej męża z pierwszego małżeństwa był policjantem i podał ją jako swą matkę. W ciągu tych pierwszych kilku dni prawie wszyscy nasi znajomi zabezpieczyli się przed wysiedleniem. Tak nam się przynajmniej wydawało.” (s. 25)
&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (między 2 a 5 sierpnia 1942)

„Gdy nastąpiło zamieszanie, postanowiliśmy udać się na teren Schulza na Nowolipie i czekać tam na legitymacje. Laboratorium mieściło się na poddaszu. Tu urzędował doktor Hepner, współpracownik Schulza, gdańskiego kuśnierza. Na dole całe podłoże pokryte było siecią maszyn do szycia, wokół których cisnęli się ludzie. Ogłoszono bowiem, że kto wstawi do szopu maszynę do szycia, zostanie tam przyjęty. Przesiedziałam z ojcem przez cały dzień na dusznym i ciemnym poddaszu, nie załatwiwszy nic.” (s. 74)

JA/ONI, III A (między 2 a 5 sierpnia 1942)

„Rada rodzinna uchwaliła, że bezpieczniej będzie jednak przenieść się na teren Schultza. Późnym wieczorem przynieśliśmy walizki na poddasze koło laboratorium. Na tobołkach osiedli: stryjenka Sabina ze swoimi dziećmi, Lilką i Alkiem oraz ja z rodzicami (stryjek pozostał jeszcze na Lesznie). Całość przedstawiała straszliwy obraz nędzy i rozpaczy.” (s. 75)

JA/ONI, III A (5/6 sierpnia 1942)

„Noc z piątego na szóstego sierpnia była pierwszą spędzoną w nowych warunkach. Wokół na tobołach drzemała rodzina. Na poddaszu ponowną niemożliwy zaduch. Raz po raz ktoś podchodził do małego okienka w dachu, zaczerpnąć powietrza. Wszyscy chodzili zgarbieni, zgięci w pół.
O wyprostowaniu się mowy nie było. Chwilami ktoś nieuważny i roztargniony zapominał o wysokości poddasza i wyprostowywał się. Momentalnie otrzymywał zasłużoną karę w postaci guza lub siniaka. Nieopodal rozlokowała się rodzina złożona z małżeństwa, siostry żony, starej matki oraz dwojga dzieci. Przywieźli tu ze sobą całe gospodarstwo: kredens i stołki, łóżka, garnki i nocniki. Przez cały czas można było usłyszeć ich hałaśliwy nawoływania, gderania i kłótnie. Wszystko odbywało się w kolejnym porządku. Z początku rozmawiali, później kłócili się między sobą. Później chłopiec wbił młodszą siostrę.” (s. 75)

JA/ONI, III A (9 sierpnia lub później 1942 r.)

„Pobiegliśmy czym prędzej zobaczyć, co stało się z matką [Natalią Birnbaum – przyp. AKR]. Szczęśliwie przetrwała blokadę. Zaraz na początku zeszła na dół z babcią i Polą. Udało im się dostać na teren kuśnierski Schultza, gdzie przesiedziały do końca.” (s. 81)

JA/ONI, III A (14 sierpnia 1942)

„Złożyłam wszystko w mieszkaniu i zeszłam na ulicę. Było tu widać wielkie podniecenie i gorączkowy ruch. Przed bramą kuśnierni stało kilku Werkschutzów, pilnujących w porządku. Zebrała się już duża grupa ludzi. Przedarłam się ten dziedziniec fabryczny, stąd do laboratorium, gdzie przycupnęłam na poddaszu. Rozmyślałam o tym co dzieje się w domu. Nagle drgnęłam. Spostrzegłam obok mnie ojca. Krzyknęłam radośnie: - Tatusiu, jesteś tu?

Ojciec odpowiedział mi, co zaszło. Okazało się, że wyszedł tak jak ja z walizkami i złożył je w nowym mieszkaniu. Widząc rosnące tłum przed kuśniernią, zrozumiał że już nie zdąży powrócić po matkę i babcię. Ludzie tratowali się po prostu. Jeden chciał ubiec drugiego i przedostać się do środka. Werkschutze bili intruzów pałkami. Ojcu udało się jakimś cudem wedrzeć na dziedziniec. Później już łatwo mnie odszukał.” (s. 83-84)

JA/ONI, III A (14 sierpnia 1942)

„ Wreszcie po trzech godzinach blokada skończyła się. Wtedy dopiero nerwy odmówiły mi posłuszeństwa. Nie miałam dość odwagi, a wypatrzeć na straszną rzeczywistość. Zejście z sześciu pięter trwało chyba cały wiek. Na każdym piętrze zatrzymywałam się, zadając sobie pytanie: „Iść czy nie iść”? (s. 84)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Młody Frydman ulokował mnie w kuśnierni. Nie mogłam z początku zorientować się w chaosie, jaki tu panował. Przydzielono mnie na razie do grupy wykańczarek. Odnalazłam tu dawną koleżankę z gimnazjum, Edzie B., przystojną brunetkę o chorobliwych rumieńcach na twarzy. Pokazała mi, jak wykonuje się pracę wykańczarską. Wkrótce jednak nadeszli żołnierze niemieccy i oświadczyli, że nocna zmiana musi opuścić fabrykę. Okazało się że jestem na tej zmianie i musiałam się usunąć. Pobiegłam do Frydmana, pytając co mam robić. Widząc moją bezradność w nowym środowisku, zaopiekował się mną i posłał na trzecie piętro, do „szkoły maszynistek” majstrowej Kleinowej. Była to zupełnie nowa instytucja, utworzona w celu wykształcenia niefachowców. […]

Szyto tu bowiem kamizelki na futrze dla żołnierzy niemieckich marznących na froncie wschodnim. Na dolnych piętrach krojczowie krajali skóry. Krawcy zszywali kawałki, a maszyniści zespajali je w całość, która przechodziła do tak zwanych „paspulatorów”. Ci – wykańczali kamizelki, obszywając szwy i brzegi taśmą jedwabną. Gotowa prawie kamizelka była przesłana do wykańczarek, które przeszywały guziki i pętelki. Reszta należała do transportowców.” (s. 85-86)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Wraz z napływem nowego, niewykwalifikowanego elementu, skończył się tu wszelki porządek. Wpadłam więc prawdziwe „piekło”. O każdą wolną maszynę trzeba było staczać istne walki. To samo było z ciągle łamiącymi się igłami, taśmami, i nićmi.

Robotnicy fachowi zachowywali się z wyzywającą wyższością w stosunku do nowych. Gardzili nami i nienawidzili nas, ponieważ z powodu napływu intruzów przestano im płacić.” (s. 86)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Zwierzchnikami naszymi byli majstrowie – Żydzi z Niemiec. Wśród nich kobiety, jak pani Krancowa z Lipska, osoba elegancka i światowa. Nie umiała ani jednego słowa po polsku. Nie znała się też na kuśnierstwie. Na stanowisko wyniosła ją widocznie wysoka protekcja.

Majstrowa drugiej zmiany, Fraülein Dora, była małą, brzydką i chudą kobietką. Ta miała jednak z kuśnierstwem więcej wspólnego. Obydwie ubierały się wyzywająco, a stroje ich pochodziły z podarunków, jakimi obdarzały je kobiety, usiłujący dostać się do szopu. Dora była protegowaną dyr. Klimanka, Niemca i nadzorcy nad całą kuśniernią. Był to jegomość wysoki, w średnim wieku. Nie odzywał się do nikogo ani słowem. Uchodził za byłego esesmana, zboczeńca i sadystę. Sam jego widok wzbudzał panikę.

Inny Niemiec, krawiec z Lipska, zwany również „małym porucznikiem”, przybywał często na inspekcję. Manią jego było szukanie nitek w kamizelkach. Gdy zauważył w którejś z nich zwieszającą się nitkę, napadał na nieszczęsnego robotnika, krzycząc: „Du verfluchte Hund!” Mimo to jednak nie wiadomo dlaczego zyskał on opinie „porządnego” Niemca.

Inną kategorię stanowili „dyrektorzy” żydowscy. Królował wśród nich młody kupiec z Gdyni. Ten odznaczał się gwałtownym temperamentem i takim okrucieństwem, że mogliby mu ich pozazdrościć nawet hitlerowcy.

Panem i władcą fabryki był Schultz, typowy niski i przysadkowy Prusak, poruszający się z trudnością o kulach” (s. 86-87)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Pewnego dnia poszłam do kantyny po kawę. „Kawa” – była to wodnista lura, zabarwiona czymś ciemnym. Stojąc w kolejce spostrzegłam na balkonie drugiego piętra państwa Schultz.

Pani Schultzowa łudząco przypominała swojego męża. O piętro niżej pracowali żydowscy murarze. W pewnym momencie zauważyłam, że nasz „protektor” uśmiechnął się słodko, szepnął coś do żony, po czym znikł z balkonu. Po chwili wrócił, niosąc kubeł wody.

Jeszcze sekunda i strumień wody lunął na robotników, pracujących w pocie czoła. Pan i władca śmiał się. Zanosił się po prostu piskliwym chichotem, uradowany ze swojego genialnego pomysłu.

Uśmiechnęłam się również, ale jakże gorzko.” (s. 87-88)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Praca przy maszynie nie szła mi dobrze. Ustawicznie mechanizm psuł się, a igły łamały się jedna po drugiej. I o to znowu, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, zawędrowałam do wykańczarek. Tu wrzała praca akordowa. Przy stołach pracowały robotnice zawodowe razem z paniami z towarzystwa.

Oprócz centrali kuśnierskiej znajdowało się na terenie kilka oddziałów. W jednym z nich robiono kożuchy. Dyrektor Oddziału, Lehman, był rodowitym Niemcem. Krążyły pogłoski, jakoby był poprzednio esesmanem. Tym niemniej dla żony swej – Żydówki, wyrzekł się swego narodu, przywdział opaskę i poszedł z rodziną do getta.” (s. 89)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Otóż pewnego dnia, gdy cała sala pogrążona była w pracy, wpadł znienacka T. i obchodząc kolejno stoły, zaczął zdawać pytania: „Jak długo pani tu pracuje? Jaki jest pani zawód” itp.. Stwierdziwszy następnie, że w wykańczalni zbyt wiele jest pracownic, wybrał około dwudziestu, aby przenieść je do wydziału Lehmana. Los padł także i na mnie. Wśród wybranych robotnic wybuchła panika. Istniał bowiem mit, że jedynie centrala jest nietykalną i robotnicy jej nie ucierpią podczas żadnej blokady.

Porozumiałam się szybko z Frydmanem, który z kolei zaczął szukać protekcji u Krancowej. Tymczasem jednak musiałam udać się do oddziału, by szyć tam kożuchy.

Dopiero po kilku godzinach nadeszła kartka od Krancowej z prośbą o zwolnienie „fraülain Birnbaum”. Lehman przeczytał głośno kartkę i uśmiechnąwszy się do mnie, pozwolił mi odejść. Wróciłam pędem do centrali. Na pierwszym piętrze znajdowała się „sala jadalna”, czyli duża hala, zastawiona stołami. Tu robotnicy wszystkich działów przychodzili na obiad. Każdy z nich posiadał numer metalowy, tak zwaną „esmarkę”. Tu spotkałam się w południe z ojcem. Robotnicy przynosiły garnki, do których wlewano rzadką lurę z nielicznymi kartoflami. Czasami dawano też kartofle „w mundurkach”, kawałeczek mięsa lub jedno jajko (tygodniowo). Za trzy złote można było kupić także bochenek czarnego chleba. Żeby otrzymać obiad, trzeba było stać w kolejce godzinami, wśród hałasu i huku. W tych warunkach dziwnie raziły oczy eleganckie suknie z francuskiego jedwabiu, z noszenia których pewien odłam „robotnic” nie myślał rezygnować.” (s. 89-90)

JA/ONI, III A (3 września 1942)

„Rano, 3 września, zamknięto fabrykę i nie wypuszczono z niej nocnej zmiany. Powstała panika. Rozeszła się pogłoska, że kierownictwo będzie rozdawać tak zwane „numerki życia”, zapewne w związku z projektowaną redukcją.

Kilka godzin upłynęło na czekaniu. Wywołano po kolei wszystkich, którzy mieli otrzymać numerki. Nieotrzymanie numerka równało się zgubie. Toteż panowało w fabryce nieznośne napięcie. Los tych wszystkich ludzi leżał w rękach Klimanka. „Da czy nie da?” –myśleliśmy, wpatrując się w niezbadaną twarz dyrektora. Ten zaś wpadł nagle w furię. W grono kobiet, cisnących się do niego, wrócił z pasją ciężkim drewnianym stołkiem. Ludzie rozpierzchli się w oka mgnieniu. Po wielu godzinach zostałam wywołana i otrzymałam mój zielony „numerek życia” z rąk Krancowej. […]

Znajoma moja „ze szkoły maszynistek”, młodziutka dziewczyna z niewiadomych powodów nie dostała też numerka. Płakała teraz rozpaczliwie, błagając Klimanka o litość. Nie wskórała nic. Ludzie zaobserwowani nadchodzącą selekcją, przychodzili obojętnie wobec tragedii innych.” (s .90-91)

JA/ONI, III A (3 września 1942)

„Na ulicy rozległy się strzały – dobrze znane nam sygnał. Kazano nam zejść. Stał już tam szpaler esesmanów z pejczami w rękach. Każdy robotnik przyczepił sobie numerek, a w ręku trzymał ausweiss. Przez szpaler trzeba było przelecieć biegiem. Powolnych dosięgała szpicruta. Myślałam o moim ojcu, pozostałym w laboratorium. Obok mnie był tylko młody Frydman z żoną. Grupę, w której znajdowałam się, zapędzona daleko, aż do bramy terenu przy Karmelickiej.

Zapanował nagle jakiś dziwny, nienaturalny spokój. Z dala słychać było tylko krzyki. Od czasu do czasu przewijał się jakiś esesman z psem. Ludzie wycieńczeni i zdenerwowani nie mogli ustać już na nogach. Siadali na kamieniach trotuaru i jezdni. Wreszcie, po kilku godzinach, dano sygnał do odwrotu. Dopiero przed bramą kuśnierni Niemcy sprawdzali numerki i ausweisy. Spostrzegłam teraz grupę ludzi, odstawionych na Umschlag. I oni usiedli na jezdni ze spuszczonymi głowami – wynędzniali, wyklęci przez los…

Jeszcze kilka kontroli i znalazłam się na dziedzińcu kuśnierni. Pobiegłam do laboratorium. Ojciec rzucił mi się z płaczem na szyję. Nerwy odmówiły mu posłuszeństwa. Okazało się, że wraz z nimi pracownikami, niemającymi numerków, schowali się za szafą w laboratorium. Gdy nadeszli Niemcy, puścili jakieś gazy łzawiące, przeznaczony do dezynfekcji. Dziwnym trafem nieproszeni goście dali się wystraszyć.

Uradowana tak szczęśliwym zakończeniem, słuchałam rewelacyjnej wiadomości. Mianowicie esesmanie przyszli z listą imienną, na której były także nazwiska żydowskich dyrektorów, T. i M. Złapali obydwu. T. zrewidowano, znajdując przy nim jak zapewniały osoby miarodajne, około miliona złotych w dolarach oraz cenną biżuterię. Podobno oskarżono ich o nadużycia, ale nikt w kuśnierni nie przejmował się ich losem.” (s. 91-92)

JA/ONI, III A (4 września 1942)

„Wreszcie w południe drzwi sali otworzyły się i zjawił się w nich T. uśmiechnięty i niezwykle uprzejmy. Wszystkich którzy go znali zachowanie to zaskoczyło. Starano się wytłumaczyć je tym, że poznał swoje błędy i nawrócił się przez ten widząc że może go spotkać ten sam los, co jego robotników. Wybaczono mu szybko dawne grzechy, a niektórzy po usunęli się tak daleko, że winszowali mu szczęśliwego powrotu.” (s.92)

JA/ONI, III A (5 września 1942)

„W nocy obudziły mi jakieś krzyki lamenty. O 5 rano ojciec wyszedł na ulicę i dowiedział się następujących nowin: ogłoszono ogólne wysiedlenie, bez względu na to, czy ktoś był, czy nie był zatrudniony. „Teraz już po wszystkim – pomyślałam. – Wszystkie nasze wysiłki były daremne…”

Stwierdziwszy to przewróciłam się na drugi bok i... zasnęłam. Uważałam bowiem, że jest to ostatnia noc w moim życiu, a w najlepszym razie – ostatnia przespana na łóżku. Warto więc ją wykorzystać. O 6 rano rozpoczął się ruch. Przybiegli młodsi Frydmanowie, bladzi i wystraszeni. Zaczęto pakować plecaki. Ja z Frydmanową usmażyłyśmy racuchy na drogę. Zużytkowałyśmy do tego cały zapas słoniny, wychodząc z założenia, że i tak wypadłaby w ręce niemieckie. O ósmej wyszliśmy z domu objuczeni jak woły i pozostawiając, według wskazówek, mieszkanie otwarte. Taka jest już bowiem mentalność ludzi, że choćby nawet przypuszczali, że idą na śmierć, będą zawsze się starali zabrać ze sobą potrzebne i niepotrzebne rzeczy.[…]” (s. 93)

JA/ONI, III A (6 września 1942 r.)

„Przed samym wejściem na teren Schultza oczekiwali już nas ludzie. Spostrzegłam wśród nich ojca i rzuciłam mu się w objęcia. Po raz drugi udało nam się by twojego przejść przez selekcję.” (s. 98)

JA/ONI, III B

„Powróciłam do kuśnierni i młody Frydman znalazł mi nauczyciela, który przez kilka lekcji dokazał więcej niż „szkoła” majstrowej Kleinowej w ciągu kilku tygodni.” (s. 99)

ONI, III C

„Ojciec przeniósł się do kuśnierni. Zaczął pracować na zmianie Dory jako krojczy.” (s. 101)

JA/ONI, III C

„Schulz zwołał wiec robotników, na którym powiedziano, że maszyny wstawione do fabryki przed 22 lipca są własnością szefa, natomiast wszystkie wstawione po tej dacie – własnością SS.” (s. 101)

„Personel kuchni kradł tłuszcze, przeznaczone do okresy zup. W konsekwencji dawano nam ohydną lurę i ósemkę bochenka czarnego chleba z marmoladą z brukwi oraz kilka kartofli. Od czasu do czasu (jak już wspomniałam) kawałek mięsa i jedno jajko na tydzień.

Głównym kuchmistrzem był były… dyrygent orkiestry jazzowej, Czech – Paskusz.

Gdy zwracano m uwagę na marną jakąś zupy, wyrywał garnek i krzyczał: „Jeżeli ci się to nie podoba, to nie dostaniesz nic!” (s. 106)

JA/ONI, III C - IV

„Moja sytuacja w fabryce zaczęła poprawiać się znacznie od chwili, gdy zawarłam znajomość z kilkoma mechanikami, którzy przebiegali na moje skinienie, aby reperować wiecznie psującą się maszynę. miałam „honor” dzielić ją z „asem” kuśnierni, pociesznym karzełkiem, nazwiskiem Borosek, który pracował na zmianie Dory.

W owym czasie zwieziono na teren Schultza ogromną masę kartofli. Cywil niemiecki, Paul, łapał z ulicy mężczyzn do zakopywania kartofli z kopce. Pewnego dnia ogłoszono, że potrzebne są także kobiety do tej pracy. Zgłosiło się wiele ochotniczek, szczególnie młodych dziewcząt, a nawet – dzieci. Całą grupę wywieziono.” (s.107)

JA/ONI, III C - IV

„Pewnego dnia, gdy byłam pogrążona we śnie, ktoś zapukał do drzwi. To ojciec. Przybiegł z fabryki, mimo że nie wolno było poruszać się po terenie bez przepustki lub w godzinach pracy. Słyszał pogłoski o nowej blokadzie. Choć bardzo senna, musiałam się chcąc nie chcąc ubrać i pójść z ojcem do fabryki. Usiadłam w kącie, aby mnie nie widziano, obecność bowiem zmiany wolnej od pracy nie była tolerowana. Kilka razy Klimanek przeszedł przez salę. Bałam się go jak ognia.” (s. 107)

JA/ONI, IV A

„Tymczasem w fabryce przeżywano znów momenty napięcia. Żandarmeria pojawiła się na terenie, obstawiła oddziały Schultza i z jednego z nich zabrała robotników. Później zwolniono ich częściowo.” (s. 108)

„Zwróciłam uwagę na młodego chłopca o cygańskiej urodzie i wspaniałych, czarnych oczach. Bywał on często z wizytą u jednego z moich sąsiadów w naszym rzędzie maszyn i starał się wszystkimi sposobami nawiązać ze mną rozmowę.” (s. 109)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Wieczorem ojciec Hanki [Trauman – przyp. AKR] wydostał skądciś wóz z końmi i odwiózł osobiście wszystkich gości do domu. […] W drodze powrotnej spotkaliśmy grupy wracające z placówek na terytorium Schulza. Ludzie maszerowali w ciemnościach, oświetlając sobie drogę pochodniami. Śpiewali przy tym: „Marysiu, moja Marysiu” oraz „Aj, aj, aj.”” (s. 110-111)

„Herr T., zapomniawszy już o swoich przejściach na Umschlagu, ujął znów w rękę laseczkę trzcinową, tak jak jego zwierzchnicy brali do ręki szpicruty. Z tą „bronią” obchodził wszystkie sale. Tu sprawdzał listę obecności, gdzie indziej pędził do pracy lub zaczepiał kobiety. Na ogół cieszył się opinią człowieka niepoczytalnego.

Pewnego dnia, uderzywszy laską jakiegoś robotnika, nadział się na nóż, który tamten nosił w kieszeni. Wybuchł skandal. Robotnika wyrzucono z kuśnierni i matka jego przebiegła, błagając o litość. W końcu wybaczono mu. Wybrał następnie szantaż jako swoją ulubioną działalność. Zebrał mianowicie ausweisy, rzekomo do „ostemplowania”, i nie chciał zwrócić ich właścicielom, jeżeli nie zapłacą mu wyznaczonej stawki.” (s. 112)

ONI, III

„Wśród nich [Werkschutzów – czyli strażników pracy przymusowej – przyp. AKR] wyróżniał się okrucieństwem niejaki Singer, były bokser gdański. 14 sierpnia, podczas wielkiej blokady, pełnił on służbę przed kuśniernią i zastawił w ten sposób bramę, żeby nikt (oprócz tych, którzy dostali się do środka wcześniej) nie mógł się przecisnąć. Patrzył zupełnie obojętnie, jak ludzie traktowali się wzajemnie.” (s. 113)

JA/ONI, IV

„Jedyną zmianą w naszej rutynie były alarmy lotnicze. Ponieważ zdarzały się one jedynie w nocy – zmiana nocna nie musiała oddawać produkcji. Gaszono światła i młodzież koncentrowała się w jednym z punktów hali, gdzie śpiewano i recytowano.” (s. 113)

JA/ONI, IV

„W pewnej nocy Klimanek pojawił się w naszej hali: na tle lampy wyglądał jak upiór. Za nim sunął podoficer Wehrmachtu. Rozpoczęło się wywoływanie nazwisk. Co chwilę ktoś odchodził od maszyny, by stanąć w długim szeregu. Sala pustoszała, a napięcie wzrastało.

Skończył się apel, a rozpoczął – „atak o świcie”. W owym czasie szyto w kuśnierni rękawice zamiast kamizelek. Krajano jest wielkich „płatów” futra. Krojczy wydawali je maszynistom, co było w zasadzie niedopuszczalne, ponieważ materiał należało brać z magazynu. Każdy maszynista oprócz dziesięciu par rękawic wziętych z magazynu musiał użyć jeszcze jeden „płat” z malutkich kawałków. Niezwykle żmudna była to robota; szczególnie w nocy łatwo było przy niej zasnąć. Wobec tego zaczęto „nabierać” kierownictwo. Polegało to na tym, że brano od krojczyn wielkie pasy futra, które szybko się zeszywało na „płat”. Płaty zeszyte oddawało się do magazynu na nazwisko krojczego, przy czym maszyniści liczono go za dwie pary rękawic. W ten sposób te same „płaty” wędrowały tam i z powrotem po magazynie i salach, a produkcja w ogóle się nie zwiększała.

Owej nocy Klimanek, który najwidoczniej zdał sobie sprawę z sytuacji, urządził „obławę” na „sabotażystów”, jakimi staliśmy się. […]

Klimanek więc o 3 nad ranem kazał zejść wszystkim do magazynu i przynieść kawałeczki do szycia „płatów”. Nazwisko każdego maszynisty zostało zapisane w magazynie. Wszystkim kleiły się oczy, ale musieli szyć, czując na sobie stalowy wzrok Klimanka. o 6 rano, gdy wszystko było już gotowe, kazał nam szyć nowe „płaty”. Wtedy ja już nie wytrzymałam. Głowa opadła mi po prostu ze znużenia. Na szczęście jeden z moich sąsiadów, Adaś Majewski, ulitował się nade mną i dokończył „płat”. Wreszcie o 8 rano wypuszczono nas z kuśnierni. Tymczasem zgromadziła się przed kuśniernią zmiana dzienna, której nie chciano wpuścić. Zapanowała panika i przerażenie. Krążyły pogłoski o nowej blokadzie. Odetchnęli dopiero z ulgą, gdy opuściliśmy kuśniernię zdrowi i cali.” (s. 115-116)

JA/ONI, IV A (styczeń 1943)

„Kuśniernia stała się rajem, gdzie można było włączyć grzałkę do żarówki zagotować herbatę (oczywiście po kryjomu). Jedenastogodzinna praca przy maszynie rozgrzewała nogi.” (s. 118)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Podobno u Toebbensa ograniczono się do zebrania kilku osób, ale za to u Schulza nastąpił istny pogrom, w wyniku którego pognano na Umchlag aż 800 osób.” (s. 121)

„W przejściu na Nowolipie spotkałam koleżankę od maszyny.

– Ach, jak to dobrze, żeś ty się schowała! – zawołała. – Zabrano pół kuśnierni! Ja sama wracam w tej chwili z Umchlagu!” (s. 121)

„Niespodziewanie przeprowadzono selekcję. Prowadził ją dwudziestoletni esesmann. Jak i inni hitlerowcy kierował się wyłącznie kaprysem. Wybierał sam kwiat młodzieży, pozostawiając starych, chorych i kaleki. W jednej czwórce maszerował karzełek Borosek wraz z olbrzymem atletycznej budowy, Erlichem. Esesman przepuścił Boroska, olbrzyma zakwalifikował na Umschlag, skąd później uciekł. Ofiarą padły także wykańczarki. Zeszły one na selekcję ostatnie. Gdy szereg odwrócił się, znalazły się pierwsze „w ogniu.”

Klimanek stał z boku i palił nerwowo papierosy. Widząc, co się dzieje i obawiając się najwidoczniej spadku produkcji, zwrócił się do esesmana, pokazując mu swe papiery: „Ich bin Reicsdeutsch…” Tamten mu przerwał: „Das ist Dreck!”

Zabrano samą Krancową oraz żonę T. z dzieckiem. Ukryły się w magazynie, na półkach z futrem. Zresztą później obydwie z Umschlagu wyciągnięto. Tym razem uciekło stamtąd wiele osób, które powróciły ukryte w karawanach.” (s. 121-122)

JA/ONI, IV A (między 20 a 22 stycznia 1942)/IV.B

„Nastąpił teraz dziwny okres. Nikt nie chciał pracować, widząc, że praca ta nie jest już w stanie nikogo chronić. Produkcja raptowni spadła. Mówiono, że „pogrom” nastąpił wyłącznie z winy dyrekcji. W innych bowiem szopach zapłacono okup i uniknięto w ten sposób interwencji SS.

Zwołano wiec, na którym przemawiał Klimanek. Przyznał, że dyrekcja popełniła błąd. Na to wystąpił jeden z robotników i spytał doskonałą niemczyzną: „Jeżeli błąd został popełniony, czyż nie można go naprawić?” „Nie – odparł Klimanek – tego błędu naprawić się już nie da.” Wszyscy milczeli.” (s. 122)

JA/ONI, IV B

„Po tygodniu [od Akcji Styczniowej i selekcji pracowników szopu Schulza – przyp. AKR] Krancowa wygłosiła przemówienie dla uczczenia pamięci męczenników, po czym nastąpiła jednominutowa cisza.” (s. 122)

„Powoli sala przerzedzała się. Kto tylko miał jakiś możliwości, umykał na „stronę aryjską”, nie żegnając się z nikim.

Zwołano nowy wiec, na którym T. oświadczył wcześniej rozkładając ręce: "Niech każdy ratuje się, jak może ja wam nie będę przeszkadzał!” (s. 123)

„Tytelman obiecał zająć się przygotowaniem mojego wyjścia z getta z grupą udającą się do pracy na Dworzec Główny. Powierzyłam już wcześniej tajemnice kilku zaufanym osobom, które widocznie nie mogły jej utrzymać. Toteż gdy weszłam do hali, otoczyłam mnie cała grupa. Na próżno starałam się przekonać ich, że to tylko plotka. Elek pobiegł do mojego ojca i otrzymał tą samą odpowiedź. […] To był mój ostatni dzień w kuśnierni.” (s. 124)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7069" title="OGRODOWA 17 (Główna Komenda) &amp;#8211; GĘSIA 22/24 (Areszt Centralny) [TRASA]" slug="ogrodowa-17-glowna-komenda-gesia-22-24-areszt-centralny-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„W godzinach późniejszych dowiedzieliśmy się, że rano policja żydowska zostawał wezwana do Głównej Komendy [Ogrodowa 17] na odprawę, która trwała kilka godzin. Z odprawy wyruszyli od razu do punktów, tj. do schronisk dla Żydów wysiedlonych z małych miasteczek, i do więzienia żydowskiego mieszczącego się przy ulicy Gęsiej [22/24], dawnego urzędu pocztowego.” (s. 13)</document>
<document nplp_id="7071" title="NOWOLIPKI 57 &amp;#8211; SOCHACZEWSKA 10 [TRASA]" slug="nowolipki-57-sochaczewska-10-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Wyszliśmy z domu w godzinach przedwieczornych, tj. w porze ukończenia blokad. Rzuciliśmy ostatnie spojrzenie na mieszkanie. Na dole stała garstka naszych sąsiadów i znajomych. Pożegnaliśmy ich serdecznym uściskiem dłoni. Mieliśmy nadzieję, że wszystko się unormuje. Sąsiad policjant prowadził wózek z naszym dzieckiem. Ulice znów zapełniły się tłumem ludzi, gwarem i życiem. Przyglądaliśmy się zatroskanym twarzom przechodniów, wypatrując znajomych. Przybyliśmy szczęśliwie na Sochaczewską [10]. Była to mała boczna uliczka, mało zamieszkana. Przeważnie znajdowały się tam domy fabryczne.” (s. 34)
</document>
<document nplp_id="7073" title="LESZNO 76 &amp;#8211; ŻELAZNA 84 [TRASA]" slug="leszno-76-zelazna-84-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III A
„Tegoż dnia wieczorem krążyła wersja, że nazajutrz już na pewno i nas w domu i na terenie fabrycznym odbędzie się gruntowna blokada. Zaczęliśmy łamać sobie głowę, dokąd mam się udać na ten dzień z dzieckiem, tak żeby w ogóle opuścić ten teren. Nazajutrz przypada 21 sierpnia, a do 22 do godz. 5.00 rano siostra, która było chwilowo u nas, miała opuścić swoje mieszkanie przy ulicy Żelaznej 84. Rozumowaliśmy, że większość mieszkańców już się stamtąd wyprowadziła, ponieważ dom ten był skoszarowany. Była więc możliwość, że tego ostatniego dnia będziemy mieli spokój. Postanowiliśmy udać się tam rano. Nazajutrz dzień był słoneczny i pogodny, niebo błękitne. Jakże chciało się żyć! Wyszliśmy o 5.00 na ulicę. Mąż odprowadził nas. Leszno po drugiej stronie, nieparzystej, było ogrodzone drutem kolczastym. Tam nie wolno było już mieszkać. Bramy pozamykane. Wiało pustką z każdego kąta. Na ulicy przed wachą stały grupy placówkarzy. Ten i ów wymieniał nasze nazwisko. To znajomi, ale jakże zmienieni. Bladzi, wymizerowani. Zamieniliśmy kilka słów z każdym i udaliśmy się w swoją drogę.” (s. 53-54)
</document>
<document nplp_id="7075" title="LESZNO 78 – KARMELICKA – ZAMENHOFA &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="leszno-78-karmelicka-zamenhofa-umschlagplatz-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III A
„Na Karmelickiej ktoś z kolumny uciekł do bramy. Oprawcy rzucili się za nim. Nie udało się. Marszruta prowadziła z Leszna do Karmelickiej, następnie przez Zamenhofa na Stawki, gdzie mieścił się Umschlagplatz. Na Zamenhofa powtórzyła się ta sama scena. Ktoś usiłował wymknąć się z szeregu, niestety, także bez powodzenia. Niektórym na samym początku udało się wydostać z szeregów i ukryć w niezamieszkanych domach. Pośredniczyli w tym żydowscy policjanci. W ten sposób uratował się radca gminy Wolfowicz – spokrewniony z właścicielem fabryki Rowińskim – który przypadkowo znajdował się na terenie fabryki.” (s. 63)
</document>
<document nplp_id="7077" title="OKOPOWA" slug="okopowa-2">&amp;nbsp;


Karol Rotgeber
ONI, III A
„Okoliczni mieszkańcy Gęsiej i Okopowej, gdzie mieścił się cmentarz żydowski, słyszeli po nocach strzały karabinowe i turkot karabinów maszynowych. Bo wróg na cmentarzu żydowskim wykańczał owych ludzi. Brać pogrzebowa miała za zadanie do rana nie zostawiać po nich śladu. Nie chcieli Niemcy zanadto obarczać parowozy ciężarem tych ludzi i wykańczali ich na miejscu.” (s. 107)
&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, V
„Ponoć przy Okopowej odbyła się blokada w jednym z domów i działy się tam straszne sceny. Wszystkich mężczyzn zabrano. W rzeczywistości sprawa ta przedstawiała się zupełnie inaczej, jak się później dowiedzieliśmy. Otóż grupa Żydów, kryjąc się za węgłem domy znajdującego się w pobliżu getta, ale po stronie aryjskiej, z tyłu ostrzeliwała Niemców. Na początku Niemcy nie mogli się zorientować w sytuacji. Wreszcie otoczyli dom przy Okopowej i znaleźli Żydów z bronią w ręku, po czym zabrali Bogu ducha winnych wszystkich mężczyzn znajdujących się w budynku. To było źródłem plotek o blokadach, które Niemcy jeszcze podsycali.” (s. 227-228)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B

„Buduje się mur na Żelaznej. Na Okopowej skończono. Walczę o uratowanie synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 226)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Szmugiel, jak było do przewidzenia, pochłonął już pierwsze ofiary. Policjanci niemieccy zwabili Żydów na tamtą stronę Okopowej i tam ich zabili. Zastrzelono żydowskiego policjanta za to, że chciał dać łapówkę. Aresztowano sześciu policjantów żydowskich.” (s. 178)

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
F, II

„Zaczajone do świtu na umartwionej murem getta i cmentarza ulicy, korzystają z pierwszego ruchu rannych godzin, żeby zaplątać się wśród robotników i przemknąć do dalszych od getta dzielnic.” (s. 20)

„Byleby dalej od muru – stamtąd nawet gorliwy policjant ich nie zawróci. Po cóż miałby się darmo fatygować długim na Gęsią kursem i tracić cenny czas, tak bogaty w zyskowniejsze okazje – choćby takie jak dorosły Żyd?” (s. 20)

„Getto od cmentarza dzieliła linia tramwajowa ulicy Okopowej. Kilkadziesiąt razy roztwierano żelazne kraty bram, które łączyły się ze sobą skrzydłami, tworząc korytarz. Tym korytarzem ciągnęły karawany, wózki ręczne i głębokie wozy zbiorowe.” (s. 41)

F, V

„Huczały ulicą tramwaj przejeżdżające w ostatnim szybkim kursie, słychać było prędkie kroki rozchodzących się przed godziną policyjną ludzi. Za kwadrans niemożliwe będzie przepuścić kogokolwiek na martwą ulicę.” (s. 86)
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

[caption id="attachment_9400" align="alignleft" width="972"] Ul. Gęsia. W głębi mur cmentarza przy Okopowej (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]&amp;nbsp;
ADRESY:
- Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski), - Okopowa 43/47 (stadion "Skry"),  - róg ulic Gęsia/Okopowa (wacha),
TRASY:
- Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Okopowa 49/51 (cmentarz żydowski),   - Trasa: Leszno 1 - Karmelicka - Gęsia (wacha) - Okopowa - Okopowa 49/51 cmentarz żydowski,   - Trasa: Okopowa - Kercelak</document>
<document nplp_id="7079" title="UMSCHLAGPLATZ – ZAMENHOFA &amp;#8211; LESZNO 76 [TRASA]" slug="umschlagplatz-zamenhofa-leszno-76-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III A
„Godzina 8.30. Wreszcie Szmerling zakończył służbę. Przeczekaliśmy jeszcze dziesięć minut i ruszyliśmy ku ostatniej przeszkodzie – ku wasze. Froger kazał mi schować dziecko pod płaszczem impregnowanym, który miałam na sobie. Sam eskortował nas na rowerze. Kilkadziesiąt kroków w prawo i wylot – wyjście przez wachę, gdzie stoi żandarm niemiecki i polski policjant. Przyznam, że jeszcze w tej ostatniej chwili nie wierzyłam w możliwość wydostania się. Sądziła, że Niemiec wypuści nas i strzeli. Szłam jednak. Dotarliśmy do wylotu. W tym momencie Froger zwrócił się do Niemca
- Hans, zwei!
Faktycznie było nas troje: trzeci pod płaszczem. W tym momencie usłyszałam szeptem skierowane do mnie słowa po niemiecku:
- W lewo, kilka kroków trzymać się muru, potem w prawo, śmiało na chodnik.
To żandarm dawał mi wskazówki, podczas gdy maż dla pozoru pokazywał granatowemu policjantowi byle jakie papiery, na wypadek, gdyby ktoś niepożądany przechodził w tej chwili ulicą. Zastosowaliśmy się ściśle do polecenia żandarma. Kilkanaście kroków i oto jesteśmy na wolności. Froger poinformował nas, że musimy się pospieszyć, gdyż tego dnia godzina policyjna została cofnięta do godz. 9.00. Godzina 8.45, jeszcze tylko 15 minut wolno chodzić po ulicach. Jesteśmy na rogu Stawki i Zamenhofa. Musimy w ciągu 15 minut zdążyć do domu na Leszno, róg Żelaznej. Zawinęliśmy dziecko w płaszcz. Mąż dał mi swoją marynarkę i popędziliśmy. Niestety nie mogłam podołać temu biegowi. Mąż niosąc dziecko wołał:
- Nie wolno ci zostawać w tyle! Zbierz wszystkie siły… Pamiętaj, że to już koniec naszej walki!
Ale do końca – do zupełnego wyzwolenia – droga jeszcze była bardzo a bardzo długa…
Biegliśmy środkiem jezdni, gdyż chodnikami było niemożliwe: po kilka domów ogrodzonych było parkanami lub drutem kolczastym. Znajdowały się tu różne szopy. W ciągu pięciu minut przemknęliśmy przez całą Zamenhofa do rogu Nowolipek, gdzie Froger nas pożegnał, obiecując zjawić się po resztę pieniędzy. Biegliśmy dalej pustymi ulicami, nie zatrzymując się ani na moment. Dziecko zasnęło ze zmęczenia na rękach męża. Dookoła ciemność i pustka. Przez całą drogę napotkaliśmy tylko kilku policjantów powracających do domów. Godzina 9.00, jesteśmy na Lesznie, obok skoszarowanych domów szopu Toebbensa [Leszno 74]. Znów strach, żeby z pobliskiej wachy nie zauważyli i nie strzelali. Wreszcie kres naszej drogi – Leszno 76. Brama oczywiście zamknięta. Dzwonimy. Po chwili dozorca otworzył i wpuścił nas. Na podwórzu odetchnęliśmy głęboko. Byliśmy tacy spoceni, że koszule można było wyżąć. Wolnym krokiem wstępowaliśmy na schody. Drzwi otworzyła moja siostra. Uściskom i pocałunkom nie było końca. Domownicy zwątpili w nasz powrót z powodu późnej godziny. Opłakiwano nas jako zmarłych.” (s. 79-80)
</document>
<document nplp_id="7082" title="SOCHACZEWSKA 10" slug="sochaczewska-10">
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Fabryka Flantzmana była duża. Mieściła się w jego własnym dwupiętrowym budynku. Zostaliśmy umieszczeni na półpiętrze, w olbrzymiej sali o 13 oknach, obstawionej gęsto maszynami szmuklerskimi. Mieliśmy wodę, zlew i światło elektryczne. W przejściu między maszynami umieściliśmy łóżko polowe, które zabraliśmy ze sobą. Wózek z dzieckiem stał między maszyną a oknem. Okna były zakratowane. Dla bezpieczeństwa pozostawiliśmy je zamknięte. Otworzyliśmy jedynie oberluft, by dziecko miało trochę świeżego powietrza. Sala miała podwójne drzwi: drewniane i mocne żelazne. Postanowiliśmy wszyscy, a było nas 14 osób, że w razie niemieckiej blokady schowamy się za maszynami i nie zgłosimy się na wezwanie z podwórka, nawet pod groźbą śmierci. Liczyliśmy, że drzwi nie rozwalą. Gdyby zajrzeli oknem, nic nie zobaczą. Jeżeli będą strzelać, to położymy się płasko na podłodze. Oceniliśmy wszystkie dodatnie strony tej kryjówki i byliśmy z niej zadowoleni.” (s. 34)

</document>
<document nplp_id="7084" title="MARSZAŁKOWSKA 77" slug="marszalkowska-77">


&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Gdy rozpoczęło się wysiedlenie, mieliśmy gotówką wszystkiego 100 zł. Jak już wspomniałam, klientka nasza sprzed wojny, Józefa Hebda, której sklep mieścił się przy Marszałkowskiej 77, była z nami w kontakcie handlowym przez cały okres od chwili zamknięcia getta, to jest od jesieni 1940 r. Z jej ramienia przychodził do nas Henryk Michalski pracujący na poczcie przy rogu ulic dr. Zamenhofa i Gęsiej. Dzięki temu miał przepustkę umożliwiającą wstęp do getta. Odwiedzał nas niemal codziennie, odbierał całą produkcję i dostarczał do Hebdowej. Gdy Polakom zabroniono wstępu do getta, a poczta na Zamenhofa została zlikwidowana i przebudowana na więzienie dla Żydów, Michalski szmuglował towar przez mury otaczające getto.” (s. 34-35)</document>
<document nplp_id="7087" title="Róg ulic NALEWKI/GĘSIA" slug="rog-ulic-nalewki-gesia">
Leokadia Schmidt
JA, I
„Trzy moje siostry, a było nas pięć, zginęły. Jednej udało się przedostać na sronę aryjską, gdzie miała szerokie znajomości wśród Polaków, ale nigdy więcej o niej nie słyszałam. Ojca Niemcy przejechali samochodem ciężarowym na rogu Nalewek i Gęsiej w roku 1940. I tak straciłam moich najbliższych.” (s. 143)
 ONI [meldunek z „Wiadomości Codziennych Zjednoczonych Organizacji K.O.P, O.W., Z.P.N, Miecz i Pług], V
„Ogólne wrażenie – Wjazd ze strony Nalewek do Gęsiej. Doznaje się wrażenia, że walka odbywa się z przeciwnikiem (Żydami) przewyższającym siłą, sprytem i odwagą. Na pierwszym planie rzucają się w oczy dwie armaty polowe, kaliber około 75 mm, skierowane w jedną i drugą stronę ulicy Gęsiej, 3 czołgi, dwa samochody ppancerne [przeciwpancerne], plotnicze [przeciwlotnicze], broń maszynowa i działka szybkostrzelne. Użycie sił niemieckich w stosunku do przeciwnika i obszaru dość duże. W okolicy ulicy Gęsiej ugrupowane było: 2 armaty polowe, 3 czołgi, 2 samochody pancerne, około 10-ciu uzbrojonych wozów terenowych z oficerami SS i żandarmerią, kilka armat ppancernych, kilka plotniczych, kilka granatników, około 10-15 ciężkich karabinów maszynowych, około plutonu żołnierzy niemieckich uzbrojonych w pistolety maszynowe i blisko 1 kompania żołnierzy ustawionych tylko w okolicy Gęsiej i Niskiej (nie licząc posterunków rozstawionych co 10-15 metrów).” (s. 223-224)


Marek Edelman
JA/ONI, V
„Dnia 19 kwietnia 1943 roku o godz. 2-ej w nocy nadchodzą pierwsze meldunki od naszych wysuniętych czujek, że niemiecka żandarmeria i polska policja granatowa obstawiają w odstępach 25 metrowych zewnętrzne mury getta. Natychmiast zaalarmowano wszystkie grupy bojowe, które o godzi. 2 min. 15, to znaczy 15 minut później, zajęły swoje stanowiska bojowe. Zaalarmowana przez nas cała ludność cywilna udaje się natychmiast do przygotowanych schronów i schowków w piwnicach i na strychach. Getto jest wymarłe – nigdzie żywej duszy, czuwa tylko Ż.O.B.
O godzinie 4-ej nad ranem Niemcy w małych grupach po trzech, czterech, pięciu (by nie wzbudzić czujności Ż.O.B. i ludności) zaczynają wkraczać na tereny międzygetta. Tam się dopiero formują, ustawiają w plutony i kompanie. O godzinie 7-ej rano wkraczają na teren getta wojska zmotoryzowane, czołgi i samochody pancerne. Na zewnątrz Niemcy ustawiają artylerię. SS-mani są już teraz gotowi do ataku.” (s. 52-53)
[Oddziały niemieckie wkraczają od południa Nalewkami i skrzyżowaniem ulic Gęsiej i Zamenhofa; ŻOB formuje punkty obrony u zbiegu Nalewek i Gęsiej, Zamenhofa i Gęsiej oraz w okolicach Placu Muranowskiego – B.S.]
„Jednocześnie trwa drugi bój na zbiegu Nalewek i Gęsiej. Dwie grupy bojowe nie dopuszczają tu Niemców na teren getta. Walka trwa przeszło 7 godzin. Niemcy budują sobie barykady z przygodnie znalezionych materiałów, jednak pod gęstym obstrzałem bojowców muszą się kilkakrotnie wycofywać. Ulica tonie we krwi niemieckiej.. Co chwila niemieckie ambulanse odwożą swoich rannych do punktu zbornego na placyk przed gminą. Tam leżą oni pokotem na chodniku, czekając na kolejkę dostania się do szpitala. Na rogu Gęsiej znajduje się niemiecki punkt obserwacyjny dla lotnictwa, który sygnalizuje samolotom, krążącym bezustannie nad gettem, w którym miejscu znajdują się bojowcy i gdzie należy bombardować. Ale bojowców ani z ziemi ani z powietrza zgnębić nie można. Walka na rogu Gęsiej i Nalewek kończy się całkowitym wycofaniem Niemców.” (s. 54-55)

Adam Czerniaków
JA, II D
„Od 9-ej do 1 1⁄2 byłem u Auerswalda. Prosiłem o przedłużenie godziny policyjnej. Omówiłem sprawę czystości dzielnicy. Obejrzałem place na rogu Gęsiej i Nalewek i na Nowolipkach przeznaczone na ogródki dla dzieci.” (s. 285)
</document>
<document nplp_id="7089" title="OGRODOWA 49" slug="ogrodowa-49">
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Na Ogrodowej starałam się iść od strony muru. Na szczęście szliśmy chodnikiem, a nie jezdnią. Pod bramą nr 49 stało aż trzech agentów. Tak jak było umówione, policjant zatrzymał na chwilę grupę. Zrobił się sztuczny tłok. Korzystając z tego, wemknęłam się do bramy, a za mną Janina, która przez cały czas szła z tyłu i miała mnie na oku. Opaskę, którą nosiliśmy na prawej ręce od czasów wkroczenia Niemców na nasze terytoria, zdjęłam jeszcze przedtem. Po chwili znalazłyśmy się w mieszkaniu kuzynki.” (s. 146)
</document>
<document nplp_id="7090" title="DZIELNA &amp;#8211; WOŁYŃSKA [TRASA]" slug="dzielna-wolynska-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Jedno było wiadome: policja otrzymała rozkaz opuszczenia zajmowanych dotychczas domów na Dzielnej i przeprowadzenia się natychmiast na Wołyńską. Rozkaz ten wydano tej nocy na… bankiecie Batalionu Niszczycielskiego w domu przy Żelaznej 103, dokąd został wezwany ‘kapitan’ adwokat Lejkin. Zastępował obecnie Szeryńskiego, rannego w zamachu urządzonym na niego.” (s. 93)</document>
<document nplp_id="7092" title="SOCHACZEWSKA 10 &amp;#8211; OGRODOWA 27, 29  [TRASA]" slug="sochaczewska-10-ogrodowa-27-29-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Po sześciodniowym pobycie w kryjówce Flantzmanów spakowaliśmy manatki i w godzinach przedwieczornych pożegnaliśmy serdecznie naszych sąsiadów. Nie przypuszczaliśmy wtedy, że ich po raz ostatni widzimy. Załadowaliśmy rzeczy na rykszę i ruszyliśmy w drogę. Mąż szedł jezdnią obok rykszy, a ja chodnikiem, wioząc dziecko w wózeczku. Po pobycie w dusznej fabryce odetchnęłam na ulicy pełną piersią. Ruch szalony. Tumy szły w rozmaitych kierunkach. Chodniki i jezdnie były przepełnione. Skąd się tyle ludzi wzięło, kiedy zdawało się, że większa część została już wywieziona. Ruch i hałas oszołomiły mię. Przywykła od kilku dni do grobowej ciszy, do chodzenia na palcach i rozmów szeptem, nie mogłam w pierwszej chwili zdać sobie sprawy, że oto znów jestem wśród tłumu i mogę głośno rozmawiać. Najgorzej bałam się przejścia obok wachy, której niepodobna uniknąć, idąc na Ogrodową. Przechodząc Żelazną obok wachy na rogu Leszna, nie patrzyłam w kierunki znienawidzonych postaci niemieckich. Tacy mocni i pewni siebie! Panowie i władcy naszego życia. Ja, marny proch, którego szanse przeżycia były prawie żadne, zaniosłam gorącą prośbę do Boga, by pozwolił nam dożyć chwili, gdy te harde głowy ugną się. Zobaczyć ich klęskę, a potem można już spokojnie umrzeć...” (s. 38-39)
</document>
<document nplp_id="7095" title="OGRODOWA 27, 29 – LESZNO 76 [TRASA]" slug="ogrodowa-27-29-leszno-76-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III A
„Postanowiliśmy pójść drogą okrężną, przez dom przechodni na Ogrodowej, aby uniknąć wachy na rogu Żelaznej i Leszna. Nikt nas nie zatrzymywał i szczęśliwie dotarliśmy na Leszno.” (s. 40)</document>
<document nplp_id="7097" title="NALEWKI – GĘSIA &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="nalewki-gesia-umschlagplatz-trasa">Leokadia Schmidt
ONI, III A
„O bardzo wczesnej godzinie szli z Nalewek na Gęsią do krewnych, którzy mieli dobrą kryjówkę. Brat Jadzi, nieświadomy owego nieszczęsnego rozporządzenia, chciał przed pójściem do pracy odprowadzić żonę i dziecko w bezpieczne miejsce. Zaofiarowali 10 tys. zł łapówki (normalnie za 500 zł policjant zwalniał zatrzymaną osobę), ale cena nie miała teraz znaczenia, policjant cieszył się, że schwytał od razu trzy osoby. Odprowadzili ich bezzwłocznie na Umschlagplatz, z którego tego dnia mowy nie było o wydostaniu się.” (s. 52-53)
</document>
<document nplp_id="7102" title="WRONIA" slug="wronia">
Leokadia Schmidt
ONI, V
„Na Wroniej wyskoczył z piątego piętra Żyd, krawiec z zawodu. Polacy chętnie dawali mu pracę. Obecnie nikt nie chciał go nawet wpuścić do mieszkania. Granatowy policjant zawezwany przez przerażonych mieszkańców domu znalazł przy nim kartkę z nazwiskami osób, od których należały mu się pieniądze. Kartkę zniszczono, a ciało pochowano ukradkiem, nie zawiadamiając władz niemieckich.” (s. 228)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Pogłoska, że Wronia, a nie Żelazna ma być granicą, że Sienna zagrożona.” [20 X 1940] (s. 129)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 24 października [1940], włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w jedną stronę, raz w drugą, i nikt nie wie, kiedy to wszystko się skończy. Miał miejsce taki oto wypadek: ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W międzyczasie dowiedział się, że Żelazna i sąsiadujące ulice nie należą do getta, znalazł się na ulicy, tymczasem zabrano mu rzeczy. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i je otrzymują.” (s. 149)
„Dziś, 31 października [1940], znów nowina: oficjalnie przedłużono utworzenie getta do 15 listopada. Jednocześnie dodano ulice: Leszno, Wronią, Żelazną, Grzybowską.” (s. 152)

Bogdan Wojdowski
przed I, F
„Najpiękniejszy miesiąc w roku, kiedy kwitły bzy na placu Kazimierza. Wieczorami dziewczęta długo nawoływały się po bramach, figura Matki Boskiej w zaułku na Wroniej jarzyła się płomykami świec. Malowano ją na wiosnę; szaty na niebiesko, twarz i ręce na fioletowo, a chustę na biało. Stała boso, depcząc węża i księżyc. Wąż miał w pysku jabłko koloru krwi, a księżyc był poszczerbiony. W maju przetaczał się grzmot po niebie, o zmierzchu padały krótkie, szybkie deszcze. W maju Stankiewicz, sezonowy sprzedawca gołębi i właściciel wielkiej gruchającej ptaszarni na placu Kercelego, namiętnym, chrapliwym tenorem śpiewał: ,,Titina, ach, Titina." Grając na mandolinie przewracał oczami w stronę okien, kiedy otwierał usta, błyszczał w nich złoty ząb. Na Kercelaku wołany był Złotym Ząbkiem, a jego orkiestra uliczna składała się z prawdziwych artystów. Latem chodzili po podwórzach, zimą przesiadywali w pudle i pisano o nich w gazetach, kiedy i którego posadzono”. (s. 19)

II, F
„Powtarza się pytanie w ogonku przed sklepem. Kto pamięta smak chleba? Kto z nich pamiętać będzie smak chleba? Dawniej chodził na Wronią. Laban miał piec na Wroniej. Rankiem żar buchał ze świeżych bułek, a na ulicy woniało. W wielkich dzieżach rosło ciasto, które rozczyniała piekarzowa z córką. A córka Labana umączona, biała, z luną na policzkach: klienci na nią też patrzyli jak na rumianą, chrupiącą w zębach bułeczkę. Zapach kminu ulatywał z fartucha piekarza. Śmiał się: ,,Laban sprzedaje, Laban piecze, Laban w oczach klientów rozczynia chleb!" Dzisiaj nie ma takiego chleba. Na kartki sprzedają glinę, która lepi się do zębów i kruszy w ręku, bo nie tylko kasztany, ale i lupy kartoflane mieszają z ciastem. Trzeszczy w zębach piasek, czasem wypluć trzeba kawałek sznurka, a czasem nóż zazgrzyta na zardzewiałym gwoździu. Śmiecie.
Smak wierzchniej strony chleba, smak spodniej strony chleba wspomina osobno”. (s. 49)

II, F
„Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"” (s. 259)

III A, F
„-Draka, panowie! Krwaworączka prowadzi chałaciarzy z Ciepłej. Zaraz będzie uroczyste nabożeństwo.
-Który ich nakrył?
-Wściekły Pies! Urządzili sobie chałaciarze kryjówkę w bóżnicy u Icka. Dwa dni i dwie noce modlili się do upadłego.
- Oho, postój tu za mnie. Niech ja sobie raz w życiu popatrzę.
Pędzili ich Żelazną wzdłuż muru do wachy. Grupkami gromadzili się policjanci na trasie, wyciągali szyje, a jakiś żandarm stał z papierosem na balkonie i stamtąd oglądał procesję. Na przedzie reb Icchok, twarz podawszy do przodu, jakby nadsłuchiwał czegoś z trudem, szedł nie odrywając stóp od ziemi, cały w czerni. Miał na sobie sobotni chałat i miękkie kamasze. Szurał kamaszami, pociągał za sobą nogami. Usta poruszały się lekko i coś bezustannie szeptały. Słychać było śmiechy. Niemiec wyszedł z bramy, w dwóch palcach trzymając daleko od siebie, z obrzydzeniem, wielki tałes. Krzyknął i rzucił ten tałes starcowi w twarz. Reb Icchok chwycił szatę i szedł dalej, a szata wlokła się po ziemi. Później inny cisnął modlitewnik, który uderzył go w plecy i upadł.
-Halt!
Zatrzymali się i Krwaworączka szedł między nimi aż do miejsca, gdzie stanął reb Icchok; rozkazał mu podnieść modlitewnik i skinieniem nakłaniał do modlitwy. Krwaworączka miał szeroki uśmiech na ociekającej potem twarzy. Padła głośna komenda i reb Icchok ruszył przed siebie. Prawą dłonią przyciskał do serca Pismo, lewą zebrał obfite fałdy tałesu.
Za nim ciasno tłoczyli się starcy. Ich spojrzenia omijały rozkrzyczanych, roześmianych konwojentów. Pomykali chłopcy z rozwianymi pejsami, spiesząc za starymi. Trzech wyrostków szło podtrzymując się wzajemnie, głowa przy głowie w maleńkich czarnych jarmułkach. Ciągnęło rzemieślnicze bractwo z zaułków Wroniej, Pańskiej, Łuckiej i Śliskiej. Żydzi gromadzący się co sobota w bóżniczce reb Icchoka-garbarze, kuśnierze, cholewkarze, łaciarze, handlarze starzyzną, druciarze, blacharze, tragarze, furmani-spędzili ostatnie dni na modlitwie za ścianą zatrzaśniętej na głucho kryjówki, w żółtym blasku świec, a wypędzeni stamtąd tłumnie na ulice mrużyli oczy w słońcu lipcowego dnia, skupieni w trwożne stado, ogłuszeni krzykiem, hałaśliwym śmiechem żandarmów i policji zgromadzonej wzdłuż muru. Wyrwani z modlitwy, wygłodzeni postem, słaniali się na nogach. Już posterunki koło wachy z daleka wymachiwały karabinami, a starcy szli w zupełnym milczeniu. Szli jak duchy. Tłumek na Krochmalnej, otoczony konwojem, sięgał aż do skrzyżowania, ale ulica Żelazna, wąska, przedzielona murem w połowie, była tego popołudnia oczyszczona strzałami
Padła komenda:
-Do modlitwy!
Reb lcchok milczał. W szeregach wszczął się szmer, szepty. Popatrywali na siebie, na kapłana. A on szedł dalej nie zwalniając kroku, z modlitewnikiem sztywno wyciągniętym przed sobą. Poprawił tałes na ramionach, podciągnął wyżej, pochylił się do przodu, zgarbił i można było przypuszczać, że modli się w marszu [...].
Reb Icchak w milczeniu uniósł rękę do gardła.
Frunęły czapki, kapelusze z głów. Umundurowani młodzieńcy reperowali broń, a stado czarnych jarmułek wzbiło się w powietrze. Jakiś Żyd upadł razem z czapką na ziemię; widocznie za mocno wcisnął ją sobie na uszy. Niemcy znów zarepetowali karabiny, cisza uczyniła się zupełna, a Żydzi stali z obnażonymi głowami, stłoczeni, bladzi.
Reb Icchak zaczął:
-Szema Isroel…
Prawą ręką przyciskał Pismo do piersi, lewą zbierał fałdy długiej szaty. Głosem donośnym i drżącym
wolał:
-Szema Isroel Adonai elohajni !
Starcy powtórzyli za nim:
-Szema…
Ochrypłe, rwące się głosy bezradnie obijały się o mur. Trwożnie rozciągnięte słowa modlitwy ginęły wśród posapywań [...].
Nie wiadomo, kto oddał ten pierwszy strzał. Mówiono, że strażnik z wachy. Reb Icchak leżał pod murem, tałes obok, na tkaninie wystąpiła plama krwi. Krwaworączka obejrzał się i zawołał:
-Cała zabawa na nic!
Niemiec z wachy odkrzyknął raźno:
-Ej, ty tam! Skończ się bawić, zacznij pracować!
I to było sygnałem do ogólnej strzelaniny. Żandarmi nerwowo repetując karabiny gnali uciekających prosto na wachę, wydając gardłowe i dzikie, zduszone okrzyki.
Na tym niedużym odcinku, pomiędzy wylotem Krochmalnej i wylotem Chłodnej, tego popołudnia położyli trupem kilkudziesięciu ludzi.
Kiedy umilkły już strzały, spomiędzy leżących wygrzebał się starowina z drucianymi okularami na nosie i podreptał w głąb Krochmalnej nie zatrzymany przez nikogo. Tłum ustępował przed nim, a on przygiął się jeszcze niżej, połę chałata zarzucił na głowę i ukrył twarz. Żandarm odął usta, powoli odwrócił ku niemu karabin, przystawił lufę do chałata i oddał strzał. Jeden, a potem drugi. Spod chałata rozległo się stęknięcie i skurczony starzec upadł.
-Sprzątnąć!
Policja powtarzała rozkazy Niemców.
-Sprzątnąć Żelazną aż do wachy. Trupy na podwórze.
Wybuch granatu targnął powietrzem; to odmykano ostatnie zatrzaśnięte bramy”. (s. 335-339)
OBSZARY:
- Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska,   - Obszar: Leszno/Wronia,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7107" title="OGRODOWA 51 (Filia szopu Schultza)" slug="ogrodowa-51-filia-szopu-schultza">
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Landau oddał całe urządzenie swej fabryki, która mieściła się przy Ogrodowej 51 po stronie aryjskiej, dokąd co dzień rano naszych robotników grupkami prowadzono do pracy. On też był głównym kierownikiem tych grup. Korzystał z indywidualnej przepustki i mógł swobodnie przemieszczać się po stronie aryjskiej. Miał nawet własne mieszkanie fabryczne na Ogrodowej 51. Równocześnie rozporządzał dwupokojowym mieszkaniem z kuchnią tylko dla siebie, żony i córki w skoszarowanym domu na Lesznie pod numerem 76. W późniejszym okresie mogłam niejednokrotnie obserwować go, gdyż mieszkał vis-á-vis nas. Był zawsze uprzedzony na czas przez swych protektorów o mających się odbyć blokadach. Wtedy wraz z żoną i córką zostawał na kilka dni po stronie aryjskiej. Tak wyglądała potęga złotego cielca.” (s. 50)
JA, III C
„Zaczęliśmy stopniowo przesyłać surowce, jakie nam pozostały. Fabryka Schultza miała filię przy ulicy Ogrodowej 51. Prawie codziennie posyłano tam towary samochodem ciężarowym. Za odpowiednią opłatą szofer zgodził się przewieźć i nasze paczki. Po stronie aryjskiej wręczył je Janinie, a ta z kolei Michalskiemu. Za te manipulacje płaciło się nie tylko szoferowi, ale również i Janinie.” (s. 130)
ONI, III C
„Siostra została jeszcze przez 3 dni w starym mieszkaniu – mąż przez ten czas nie oddawał kluczy, tłumacząc, że zostawiliśmy tam różne rzeczy. W ciągu tych trzech dni starał się mimo oporów siostry, by przeszła na stronę aryjską. Dla osoby dorosłej nie przedstawiało to wówczas zbyt wielkich trudności. Codziennie rano dwie grupy udawały się pod eskortą policji oraz grupowego do pracy na stronę aryjską, do filii naszej fabryki przy ulicy Ogrodowej 51. W porozumieniu z grupowym, tj. po opłaceniu się, można było przyłączyć się do grupy i przejść na teren filii. Wieczorem po zapadnięciu mroku i po odejściu pracowników getta można było wyjść na ulicę i człowiek był wolny. Oczywiście bezpieczniej było, gdy się miało opiekuna Polaka.” (s. 137)
JA, III C
„Po bezsennej nocy wstaliśmy bardzo wcześnie i zaczęłam się przygotowywać. Gdyby mi się udało przejść przez wachę [na rogu Żelaznej i Leszna], miałam przesiedzieć z dzieckiem do wieczora na klatce schodowej filii na Ogrodowej. Janina miała pomóc mi w ciągu dnia, odgrzewając u dozorcy jedzenie dla dziecka.” (s. 143)
ONI, IV B
„W początkach kwietnia Henryk zaczął się komunikować z Jadzią, która dalej pracowała u Schultza. Jej mąż dostał się do filii na Ogrodowej po stronie aryjskiej. Naglony telefonicznie przez Jadzię, Henryk udał się do jej męża. Przesłali do nas list z prośbą, byśmy im pomogli urządzić się po stronie aryjskiej. Henryk postanowił umieścić ich w jednym ze zrujnowanych mieszkań na tym samym podwórku. W połowie kwietnia było już zupełnie uszykowane i wyremontowane.” (s. 221)
ONI, V
„W fabryce Schultza pozostało do ostatniej chwili około 600 osób. Gdy w nocy z 18 na 19 kwietnia rozeszła się wieść, że mury getta są obstawione, większa część ludzi uciekła do getta utworzonego dla niepracujących w szopach. Kilkadziesiąt osób, wszyscy faworyci Schultza, zbiegli kanałami do przygotowanej uprzednio kryjówki przy Ogrodowej. Nocna zmiana pracowników tej filii, nie spodziewając się niczego, została nazajutrz wczesnym rankiem zablokowana przez niemieckich żandarmów i zabrana do wysyłki. Kryjówka utrzymywała się przez szereg tygodni. Wreszcie ktoś ją wydał i prominenci szopu podzielili los ogółu.” (s. 225)
</document>
<document nplp_id="7115" title="MONIUSZKI 10 (kawiarnia „Adria”)" slug="moniuszki-10-kawiarnia-adria">

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Ślusarz Jan Kryst w kawiarni Adria przy ulicy Moniuszki, przeznaczonej wyłącznie dla Niemców, zabił nie podejrzewających niczego trzech agentów gestapo, na których miał wyrok w kieszeni. Oczywiście zginął, zastrzelony na miejscu.” (s. 250)
</document>
<document nplp_id="7116" title="Róg ulic SENATORSKA/MIODOWA" slug="rog-ulic-senatorska-miodowa">
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Równie brawurowy był napad na samochód niemiecki wiozący kilkadziesiąt milionów złotych z Banku Polskiego. Przy zbiegu Senatorskiej i Miodowej samochód musiał się zatrzymać, gdyż droga była zamknięta pod pretekstem reparacji jezdni, a stojąca w poprzek ryksza tarasowała całkowicie przejazd. Wszystko to było uprzednio starannie przygotowane. Szofer i eskortujący żandarm ponieśli śmierć, a pieniądze znalazły się we właściwych rękach i zostały użyte przeciwko samym Niemcom.” (s. 250)
</document>
<document nplp_id="7119" title="KROCHMALNA – CHAŁUBIŃSKIEGO &amp;#8211; PLAC UNII LUBELSKIEJ &amp;#8211; BELWEDERSKA 27 [TRASA]" slug="krochmalna-chalubinskiego-plac-unii-lubelskiej-belwederska-27-trasa">
Leokadia Schmidt
ONI, V
„Henryk, który wyszedł na ulicę, by ich odprowadzić, opowiadał później, że sam się przestraszył, gdy zobaczył męża przy dziennym świetle. Zygmunt, z natury dobroduszny i zawsze uśmiechnięty, był pogodny i spokojny. Oczy mu się śmiały, jakby spłatał komuś figla. Swoim zachowaniem dodał mi otuchy. Żwawo ujął dyszel wózka i wyjechał z bramy. Mąż popychał wózek. Pomknęli. Zygmunt – człowiek wysoki, o długich nogach – szedł tak szybko, że po prostu ciągnął wózek… wraz z mężem. Mąż, odwykły od chodzenia, ledwo nadążał, toteż wkrótce twarz jego pokryła się purpurą. Henryk szedł za nimi tylko do Alei Jerozolimskich, ale tak się zadyszał, że nie chcąc ich stracić z oczu, zmuszony był wsiąść do tramwaju. Dopiero na Chałubińskiego tramwaj zrównał się z wózkiem. Na placu Unii Lubelskiej nasza trójka znów się spotkała. Szczęśliwie bez przygód zajechali do warsztatu, w którym nocował starszy Michalski, by rano wcześnie go otworzyć.” (s. 231)
</document>
<document nplp_id="7121" title="BELWEDERSKA 27 – BAGATELA &amp;#8211; PLAC UNII LUBELSKIEJ [TRASA]" slug="belwederska-27-bagatela-plac-unii-lubelskiej-trasa">
Leokadia Schmidt
ONI, IV B
„Tymczasem Niemcy zjawili się u Michalskiego o oznaczonej godzinie. Mąż widział ich nawet z okna swego pomieszczenia. Leon czekał na ulicy, by po ich wyjściu z warsztatu udać się za nimi. Znów zaczęli indagować Michalskiego. Oświadczył kategorycznie, że od dnia, gdy agenci zabrali męża, więcej go nie widział, towar zaś jest jego własnością w zamian za wpłacone za męża 5 tys. zł. Na razie Niemcy dali za wygraną, bo musieli spieszyć do koszar na apel, ale zapowiedzieli wizytę na następny dzień, celem ‘szerszego omówienia sprawy’. Leon ruszył za nimi w pewnym oddaleniu. Niemcy często oglądali się, sprawdzając, czy ich nikt nie śledzi. Na ulicy Bagatela podszedł do nich cywil, który ich tu oczekiwał. Rzucał się w oczy, gdyż był kaleką. Prowadzili ożywioną rozmowę, której Leon nie mógł usłyszeć z powodu odległości. Na placu Unii Lubelskiej rozdzielili się, jeden gdzieś poszedł, drugi zaś z kaleką wsiadł do tramwaju „0”, przeznaczonego wyłącznie dla Niemców. Tu więc Leon stracił ślad.” (s. 199-200)
</document>
<document nplp_id="7123" title="ZAJĄCZKOWSKA (poza gettem)" slug="zajaczkowska-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Równolegle do naszego ogrodu, oddzielona domkiem kowala i ogrodem volksdeutscha, biegła ulica Zajączkowska. Przy tej ulicy, vis-á-vis okien naszego pokoju, znajdowała się drewniana szopa. Teraz stało tam kilku niemieckich żandarmów, paru innych chodziło po dachu drewniaka, krzycząc i strzelając. Przenieśliśmy się na strych, skąd mieliśmy lepszy punkt obserwacyjny. Żandarmi strzelali na oślep. Przechodnie skupili się grupkami i w milczeniu przyglądali się całej procedurze. Po godzinie wyprowadzili 4 Żydów (zdaje się, że było 2 mężczyzn i 2 kobiety) z rękami podniesionymi do góry. Jak się później dowiedzieliśmy, dozorca szopy ukrywał siedmiu Żydów. Z okazji świąt odbyła się u niego libacja. W pewnej chwili podpity dozorca rzucił się do bicia na kobietę, znaną w całej okolicy pod przydomkiem Ślepa. Wygrażając mu, udała się na pobliski posterunek policji na Willowej i podała adres ukrywających się Żydów. Troje zdołało uciec, w momencie gdy żandarmi nadeszli. Dozorca zbiegł, a donosicielkę zatrzymano przez noc na posterunku. Następnego dnia wypuścili ją. Żandarmeria dokonała nazajutrz rewizji w tym budynku. Ludzie mówili, że znaleźli pół kilograma złota. Taka już panowała legenda, że gdzie są Żydzi, tam jest złoto, brylanty i dolary.” (s. 244)
ONI, VI B 
„Z góry, od strony Spacerowej i Zajączkowskiej, dochodził odgłos strzałów karabinów maszynowych, które mieszały się z akompaniamentem dalekich detonacji armat radzieckich. Później od Zygmunta dowiedzieliśmy się, że właśnie w okolicy Spacerowej, na Mokotowie, Niemcy przygotowali jeszcze przed powstaniem bunkry, z których mieli doskonałe pole widzenia i obstrzału przez ogrody warzywne na Belwederską. Ludzie, którzy mieszkali w pobliżu i chcieli dostać się do swych domów, padli od pocisków niemieckich.” (s. 273)</document>
<document nplp_id="7125" title="KROCHMALNA &amp;#8211; BELWEDERSKA 27 [TRASA]" slug="krochmalna-belwederska-27-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, V
„Henryk postanowił przetransportować mnie w kufrze. Gdy leżałam w kufrze, próbując jakoś się ułożyć, znów rozległo się głośnym echem pukanie. Zamarliśmy. Po chwili mężczyźni postanowili otworzyć drzwi, ja miałam pozostać w kufrze. Okazało się, że był to inkasent z elektrowni, bardzo zdziwiony, że mu tak długo nie otwierają. Po jego wyjściu Zygmunt poszedł po rykszę towarową. Henryk zrobił w kufrze posłanie z koca i jaśka. Nakrył mnie paltem. Od biedy można było wytrzymać pół godziny, względnie godzinę. Henryk zamknął wieko i zabił gwoździami… […]. Dalszy ciąg naszej wyprawy znam z opowiadania Henryka i Zygmunta. Ryksza wjechała na podwórze tuż obok klatki schodowej. Każdy ujął za ucho kufra i uczułam, że mnie niosą i wreszcie ostrożnie stawiają na czymś. Dla zasłonięcia szpary w kufrze, przez którą widać było moje włosy, Zygmunt wcześniej wrzucił mi długi rulon papier, a teraz ułożył na kufrze szeroką deskę do krojenia materiałów i postawił na tym wszystkim krzesło. Ruszyliśmy. Na samym początku usłyszałam, że Zygmunt spiera się z rykszarzem, jaką trasą ma jechać. Zygmunt chciał bocznymi ulicami, rykszarz zaś uparł się, by pojechać inną drogą, i postawił na swoim. Zmuszeni byliśmy przejechać obok murów getta […]. Wreszcie poczułam, że wjeżdżamy na kocie łby. Zrozumiałam, że to już niedaleko. Faktycznie niedługo potem ryksza się zatrzymała i znów poczułam, że zdejmują kufer i niosą mnie. Wkrótce usłyszałam starszego Michalskiego, który otwierając wieko mówił:
- Nieboszczyk zmartwychwstał!...” (s. 232-233)</document>
<document nplp_id="7126" title="NABIELAKA (poza gettem)" slug="nabielaka">
Leokadia Schmidt

ONI, VI A
„W ciągu lata w pobliżu nas były jeszcze dwie takie sprawy. Jedna na ulicy Nabielaka, gdzie gospodyni domu miała u siebie przez półtora roku cztery kobiety. Mieszkanie składało się z pokoju z kuchnią. W pokoju była podobno doskonale urządzona kryjówka. Zrobiono sztuczną ścianę i wytapetowano tak samo jak pokój. Na tej ścianie stała szafa, przez którą wchodziło się do schowka. Kobiety mogły jeszcze długo się ukrywać, ale niestety pieniądze ich wyczerpały się i nie miały z czego żyć ani też płacić gospodyni. Wtedy ulotniła się z mieszkania na kilka dni i przez znajomego policjanta dała znać na żandarmerię. Oczywiście dom został natychmiast otoczony, a żandarmi od razu trafili do kryjówki i zabrali Żydówki. Po kilku dniach gospodyni wróciła do mieszkania, jakby nic się nie stało.” (s. 244-245)
</document>
<document nplp_id="7128" title="RAKOWIECKA (poza gettem)" slug="rakowiecka-poza-gettem">
Leokadia Schmidt
JA, VI A
„Z końcem czerwca starszy Michalski przyszedł do nas z nowiną. W knajpie przy Rakowieckiej, na Mokotowie, natknął się na dwóch braci nazwiskiem Domb. Twierdzili, że nadarza się wspaniała okazja dla ukrywających się Żydów. Za opłatą (sumy nie wymienili) mogą wyjechać za granicę. Ochotnicy na wyjazd zbierają się w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej. Byliśmy już tak zmęczeni i wyczerpani strachem, przeprowadzkami i niepewnością, co nam przyniesie najbliższa godzina, że zdawało nam się, iż zabłysła dla nas iskierka nadziei.” (s. 246)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Rosz ha-Szana wzięto do robót na Rakowieckiej wielu starszych siwych Żydów.” (s. 139)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Więc były sprawy sprzętu lekarskiego, opatrunków, które trzeba było wysyłać do lasu. To było proste. Z wyjątkiem tego jednego wypadku, kiedy dziewczyna w lesie zaszła w ciążę. To było gdzieś w styczniu 1944 r. Trzeba było pojechać na miejsce i zrobić zabieg. A przedtem jeszcze zdobyć zestaw narzędzi. Narzędzia zdobyłam, ale zabiegu nie mogłam się podjąć. Byłam przecież tylko początkującym pediatrą. Miałam w Warszawie kolegę ze studiów dwa lata starszego. Powiedział, że umie. Pojechał, wykonał zabieg. Okazało się po paru tygodniach, że ciąża rozwija się normalnie. Mąż tej dziewczyny zginął w walce, więc sprowadziło się ją do Warszawy. Ukryta w małym domku kolejarza? tramwajarza? gdzieś na Rakowieckiej dotrwała tam do powstania Urodziła zdrowego chłopca w prowizorycznej izbie porodowej w piwnicy na Hożej i z kilkudniowym niemowlęciem wyszła z Warszawy. Przeżyli.” (s. 239)


ADRESY:
- Rakowiecka 4 (koszary SS),   - Rakowiecka - SGGW,  - Rakowiecka 37 (Areszt Śledczy Warszawa Mokotów)
TRASY:
- Trasa (tramwajowa): Plac Teatralny - Trakt Królewski - Aleje Ujazdowskie - Plac Unii Lubelskiej - Rakowiecka</document>
<document nplp_id="7129" title="CZERNIAKOWSKA" slug="czerniakowska">
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Następny wypadek wydarzył się przy Czerniakowskiej. Właściciel nie wykończonego domu, Żyd, słysząc w roku 1940 o planach utworzenia zamkniętego getta, postanowił wybudować sobie kryjówkę. Zrobił więc w tym domu dla sienie mieszkanie i zajął je z rodziną, razem 7 osób. Żywność i sprawunki załatwiali dla nich dozorca i dozorczyni domu. Prócz nich nikt tam nie mieszkał. W ten sposób mogli przetrwać jeszcze długo, a kto wie, czy nie ocaleliby. Dozorczyni pokłóciła się jednak z mężem, posądzając go, że ma kochankę, i postanowiła wywrzeć na nim zemstę. Udała się więc na posterunek żandarmerii z donosem, że mąż przechowuje u siebie Żydów. Poszli wszyscy na śmierć – w tym pięcioletnie dziecko. Oczywiście dozorca również został zabity, dozorczyni zaś żyła sobie bezkarnie.” (s. 245)
JA, VI A
„Pod koniec sierpnia zaczęły się znowu blokady. Teraz nie tylko we dnie, ale i w nocy. Szukano broni, tajnych drukarni, i przy okazji – Żydów. Gdy wreszcie niedaleko nas, na Czerniakowskiej, odbyła się jednej nocy blokada (mówiono, że ktoś doniósł o nielegalnej rzeźni), postanowiliśmy przenieść się na noc na strych. Odtąd staliśmy się zależni od Zygmunta, który przed udaniem się na spoczynek zabierał po nas w rupieciarni drabinę i stawiał ją koncie obok innych. Rano Michalski przystawiał drabinę i mogliśmy zejść, by umyć się i zabrać jedzenie na cały dzień.” (s. 252)


ADRESY:
- Czerniakowska 231 (szpital)</document>
<document nplp_id="7139" title="PRUSZKÓW &amp;#8211; OBÓZ" slug="oboz-w-pruszkowie">

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, VI B 
„Pod osłoną nocy bezpiecznie mogłam rozejrzeć się po obozie. Był to Umschlagplatz w lepszym wydaniu. Podobnie jak i tam ludzie rozpalali ogień i na cegłach gotowali wodę w blaszankach. Niektórzy przezorniejsi zabrali ze sobą garnki. Brud i smród panował wszędzie. Jeszcze przedtem zdołałam zauważyć, że po ludziach łaziły wszy w wielkiej ilości. Nikt nie zwracał na to uwagi.” (s. 283)</document>
<document nplp_id="7141" title="LESZNO 78 &amp;#8211; LESZNO 76 &amp;#8211; NOWOLIPIE 67 [TRASA]" slug="leszno-78-leszno-76-nowolipie-67-trasa">Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Widziałam przez uchylone drzwi, jak Szwejd i Erlich z rodziną oraz jeszcze kilka osób, korzystając z nieuwagi policjanta, pobiegli po schodach w górę. Znacznie później dowiedzieliśmy się, że przez klapę dostali się na dach. Z dachu domu nr 78 na dach domu 76 i znów stamtąd na Nowolipie 67, skąd już zeszli na dół. W ten sposób uratowali się chwilowo.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="7142" title="LESZNO 78 &amp;#8211; LESZNO 76 [TRASA]" slug="leszno-78-leszno-76-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Z Leszna 78 przetransportowano wszystkich robotników na podwórze domu pod 76. Ten to ruch i tupot usłyszałam z mojej kryjówki. Gmach fabryczny został zamknięty. Bardzo szczegółowo zbadano wszystkie lokale, piwnice i strychy. Podczas tej blokady było bardzo wiele ofiar śmiertelnych. Pierwsza zginęła mała czteroletnia dziewczynka, która w chwili wkroczenia Niemców na podwórze, bawiła się spokojnie w ogródku. Ukrainiec strzelił do niej, kładąc ją trupem na miejscu. Pierwszy widok zatem, jaki ujrzeli wchodząc na podwórze, to było ciało nieszczęsnego dziecka.” (s. 88)</document>
<document nplp_id="7147" title="LESZNO 76 &amp;#8211; LESZNO 78 [TRASA]" slug="leszno-76-leszno-78-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III C
„Tymczasem mąż, spokojny o nasz los, zszedł na podwórze z Eichlem, któremu policjant zwrócił legitymację. Policja sprawdzała mieszkania, a wszystkim pracownikom kazano udać się przez dziurę wybitą w ścianie domu pod numerem 76 na teren fabryczny, czyli pod numer 78. Przez bramę prowadzącą na ulicę nie pozwolono przechodzić.” (s. 132)</document>
<document nplp_id="7148" title="NALEWKI 33/ 35/ 37" slug="nalewki-33-35-37">
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Tymczasem na bramach skoszarowanych domów na Ogrodowej 27 i 29 ukazały się wywieszki z rozporządzeniem, że wszyscy mają się w ciągu trzech dni wyprowadzić do mieszkań w domach na Nalewkach 33, 35 i 37. Rozpoczęło się znów wystawanie godzinami po przydział. Potem gorączkowe pakowanie rzeczy, poszukiwanie wozów, ryksz czy innych środków transportu. Znów bezsenne noce, podczas których ładowano najpotrzebniejsze i niezbędne rzeczy, i oczekiwanie do świtu, by wyruszyć na nowe mieszkanie. I znów karawany wozów i wózków ręcznych, a za nimi ludzie o bladych, zmęczonych twarzach, zgasłych oczach, z opuszczonymi ramionami.” (s. 51)
JA, III A
„Dostałam się bez trudności na teren fabryki, gdyż w bramie czekał już na mnie mąż. Za sprowadzenie mnie z dzieckiem zapłacił policjantowi 50 zł. Rozejrzałam się po podwórzu. Wszędzie gęsto. W bramach, na obu podwórzach, na klatkach schodowych pełno ludzi. Zdziwiona zapytałam męża, po co tyle ludzi i dlaczego kazał mię sprowadzić. Wtedy dowiedziałam się, że K. G. Schultz oznajmił, iż w domach skoszarowanych na Nalewkach [33, 35, 37] i Lesznie 76 mają się dziś odbyć blokady niemieckie. Ponieważ on pragnie ochronić rodziny i dzieci swoich pracowników, przeto wskazane jest, aby wszyscy skupili się na terenie fabrycznym. Wtedy będzie mógł wystąpić ze skuteczną obroną. Wysłał również specjalną eskortę żydowskiej policji, aby żony i dzieci pracowników zamieszkałych na Nalewkach zostały bezpiecznie przeprowadzone na Leszno, do fabryki. Mąż pokazał mi grupę, która właśnie przed chwilą przybyła. Rozejrzałam się bacznie dookoła i zobaczyłam w samym środku podwórza po raz pierwszy Schultza. Był olbrzymiego wzrostu. Górował i wyróżniał się wśród tłumu. Człowiek o okrutnej twarzy i zimnych jasnoniebieskich oczach. Wyczytałam w nich tyle okrucieństwa i nienawiści do otaczających, że w jednej chwili, jak w jasnowidzeniu, przejrzałam i zrozumiałam wszystko.
- To jest zasadzka! Zwykła pułapka! On was oszukał, a wy, głupcy, uwierzyliście mu. Teraz jesteśmy w jego mocy. Musimy wydostać się stąd za wszelką cenę – powiedziałam do męża.” (s. 58-59)
JA/ONI, III A
„W życiu naszego szopu znów zaszły zmiany. Ponieważ personel fabryczny składał się obecnie tylko z 800 Żydów, Schultz uznał, że powinniśmy wszyscy pomieścić się w domu na Lesznie 76, a skoszarowane domy na Nalewkach [33, 35, 37] trzeba zlikwidować. Pracownicy, którzy dotychczas tam mieszkali, mają zgłosić się po przydział nowych kwater. Policja wewnętrzna, utrzymują porządek w tych trzech domach, otrzymała także rozkaz opuszczenia ich i przeniesienia się do nas na Leszno. Nieliczna garstka pozostałych na Nalewkach zaczęło gorączkowo pakować swe, i tak już biedne, manatki, by czym prędzej dostać się pod opiekuńcze skrzydła Schultza. W ciągu dnia wszystkie trzy podwórka naszego domu zostały zawalone różnego rodzaju meblami, stosami pościeli, naczyń kuchennych itd. Bardzo wiele osób rozstawiło łóżka i tapczany na podwórzu z zamiarem spędzenia tu nocy. Gdy patrzyliśmy na to z okien naszego mieszkania, doznawaliśmy wrażenia czegoś nierealnego. W głowie nie mogło się to wszystko pomieścić. Ludzie, którzy do niedawna mieli swoje mieszkania, w ciągu zaledwie kilku tygodni tyle razy przenosili się z miejsca na miejsce, by w końcu zamieszkać na podwórzu, wśród śmieci i cuchnących odpadków nie wywożonych już od tygodni.” (s. 90-91)
JA, III A
„Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że równocześnie odbywały się tego dnia blokady w naszych skoszarowanych domach na Nalewkach 33, 35 i 37. Wszystkie rodziny pracowników zostały wysłane na Umschlagplatz.” (s. 89)
</document>
<document nplp_id="7150" title="NALEWKI 33/35/37 &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="nalewki-33-35-37-umschlagplatz-trasa">
Leokadia Schmidt
ONI, III A
„Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że równocześnie odbywały się tego dnia blokady w naszych skoszarowanych domach na Nalewkach 33, 35 i 37. Wszystkie rodziny pracowników zostały wysłane na Umschlagplatz.” (s. 89)
</document>
<document nplp_id="7152" title="PAWIAK – CHMIELNA 31 (Hotel „Royal”) – DŁUGA 29 (Hotel „Polski”) [TRASA]" slug="pawia-chmielna-hotel-royal-dluga-29-hotel-polski">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Sprawa miała początek w pierwszej połowie lipca 1942 roku, tj. przed wysiedleniem. Niemcy wezwali wszystkich Żydów, obywateli obcych państw oraz posiadaczy tzw. paszportów nansenowskich (bezpaństwowi), do stawienia się w oznaczonym terminie w więzieniu przy ulicy Pawiej. Mieliśmy właśnie sąsiada z takim paszportem. Po likwidacji getta Niemcy przenieśli ich z Pawiaka do Hotelu Royal przy Chmielnej, a po jakimś czasie do Hotelu Polskiego na ulicę Długą 29.” (s. 246-247)</document>
<document nplp_id="7153" title="SENATORSKA 6" slug="senatorska-6">
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„5 lutego nałożono na ludność polską kontrybucję w wysokości 100 milionów złotych. Niedługo potem stracono publicznie 30 osób na Senatorskiej 6, obok gruzów spalonego domu”. [chodzi o represje po zabiciu Kutschery] (s. 262)
</document>
<document nplp_id="7154" title="LESZNO 54" slug="leszno-54">Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Na Lesznie 54 Niemcy powiesili grupę osób na frontowych balkonach. Trupy wisiały przez dwa dni.” [chodzi o represje po zabiciu Kutschery] (s. 262)</document>
<document nplp_id="7157" title="PODCHORĄŻYCH (poza gettem)" slug="podchorazych-poza-gettem">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B 
„Nagle o 5.00 po południu padły pierwsze strzały. Na początku pojedyncze, później z karabinów maszynowych. Wyjrzeliśmy przez okno i zauważyliśmy kogoś z karabinem na rogu ulicy Podchorążych.” (s. 272-273)


&amp;nbsp;
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Podchorążych 20 (dawna szkoła Talmud Tora),

- róg ulic Belwederska/Podchorążych</document>
<document nplp_id="7158" title="GRÓJECKA (poza gettem)" slug="grojecka-poza-gettem">
Leokadia Schmidt
ONI, VI A 
„Przy Grójeckiej, w ogrodach warzywnych należących do volksdeutscha, pod cieplarnią był urządzony bunkier, w którym już od roku ukrywało się 37 Żydów. Jednego dnia zajechali gestapowcy i bez żadnych poszukiwań udali się wprost do cieplarni i zabrali wszystkich Żydów oraz volksdeutscha z żoną, których przedtem zbili do nieprzytomności.” (s. 265)
&amp;nbsp;
ADRESY:
-  Grójecka 81 (bunkier "Krysia")</document>
<document nplp_id="7159" title="Róg ulic BELWEDERSKA/ PODCHORĄŻYCH" slug="rog-ulic-belwederska-podchorazych">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B

„Było już dobrze po południu, gdy nagle na ulicy zrobił się ruch. Ukazali się Niemcy na rogu Belwederskiej i Podchorążych. Oficerowie rozstawiali żołnierzy wzdłuż ulicy co kilkadziesiąt kroków, a sami cofnęli się z powrotem na Podchorążych. Zaczęto wzywać mieszkańców, by natychmiast opuścili mieszkania. Opustoszałe domy Niemcy podpalali jeden po drugim.” (s. 274-275)

</document>
<document nplp_id="7160" title="Róg ulic BELWEDERSKA/ GROTTGERA" slug="rog-ulic-belwederska-grottgera">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B
„Pewnego ranka, gdy jak zwykle wyjrzeliśmy przez szpary w firance, zobaczyliśmy na rogu Belwederskiej i Grottgera barykadę z rozmaitych mebli, utworzoną widocznie w nocy. Czyżby za tą barykadą, tak blisko nas znajdowali się już powstańcy? Staliśmy przy oknie i pilnie obserwowaliśmy, ale żadnego ruchu nie było widać. Nagle barykada znikła pod zasłoną dymu i gęsta, nieprzenikniona mgła pokryła wszystko. Gdy mgła zaczęła rzednąć, naszym oczom przedstawił się straszny widok: barykada płonęła. Czerwone języki ognia szybko ogarniały meble i materace. Gęsty czarny dym unosił się w powietrzu. Trwało to kilka godzin. Wreszcie pozostały tylko zgliszcza.” (s. 274)
</document>
<document nplp_id="7161" title="BELWEDERSKA &amp;#8211; ALEJE UJAZDOWSKIE &amp;#8211; SZUCHA 25 [TRASA]" slug="belwederska-aleje-ujazdowskie-szucha-25-trasa">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B 
„Gdy oficerowie wrócili z Podchorążych, następnym grupom kazano iść w stronę Alei Ujazdowskich, a następnie na Szucha na gestapo.” (s. 276)
</document>
<document nplp_id="7164" title="ŻURAWIA – BELWEDERSKA 27 [TRASA]" slug="zurawia-belwederska-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„W Warszawie tymczasem przygotowywało się powstanie. Kiedy ono miało nastąpić, nie było wiadomo. Jak pisała prasa podziemna, termin miał ustalić generał Bór-Komorowski. My również zaczęliśmy się przygotowywać. Wszystkie surowce z pracowni na Żórawiej [sic!] sprowadzono do nas na Belwederską. Miały one wartość 350 tys. złotych. Był to owoc naszej i Henryka wspólnej pracy po stronie aryjskiej, tj. około dwóch lat.” (s. 271)</document>
<document nplp_id="7167" title="SŁAWEK (k. WOŁOMINA) &amp;#8211; WARSZAWA [TRASA]" slug="slawek-k-wolomina-warszawa-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Moje życie u Zielińskiej płynęło bardzo monotonnie. Ruch rozpoczynał się w domu o 3.00 nad ranem. Zielińska rozpalała ogień i przygotowywała dla siebie i córki śniadanie. Zupa kraszona łojem i kilka kromek czarnego chleba stanowiły ich całodzienne wyżywienie. Moja gospodyni prawie co dzień wyjeżdżała do Warszawy z Szymańską, sąsiadką z parteru. Szły do rzeźnika po mięso, które potem sprzedawały w Warszawie na czarnym runku […]. W Warszawie czekały na otwarcie bazaru. Zanim sprzedały mięso, była już późna godzina popołudniowa. Przy tym trzeba było prosić Boga, by żandarmi nie zabrali towaru w pociągu lub na samym bazarze, co zdarzało się nieomal codziennie. Czasami trzeba było płacić się granatowej policji lub agentom ubranym po cywilnemu […]. Najwcześniej pociąg powrotny był dopiero o 6.00 wieczór. Czasami przybywał do Wołomina na 7.00, czasem na 9.00 wieczór, a kilka razy nawet na godz. 12.00 w nocy. Zielińska przyjeżdżała zziębnięta, głodna i zdenerwowana. Zawsze przy tym opowiadała jakąś straszną historię, która wydarzyła się w drodze. Z biegiem czasu już tak przywykłam do tych tragicznych opowiadań, że brakowałoby mi czegoś, gdyby któregoś dnia nie opowiedziała nic.” (s. 177-178)
</document>
<document nplp_id="7168" title="GÓRKI MIRONOWE (WOŁOMIN)" slug="gorki-mironowe-wolomin">
Leokadia Schmidt
ONI, IV A
„Wieczorem w drugi dzień świat Zielińska, która była akurat u mnie, usłyszała na schodach człapiące kroki wielu nóg. Gdy zaintrygowana wyszła do sieni, zastała w niej kilka osób ze znanej jej dobrze rodziny żydowskiej z Wołomina. Okazało się, że ukrywają się w opuszczonym domu w Górkach Mironowych. Dom ten, rudera bez szyb i drzwi, był ich jedynym schronieniem. Żyli z tego, co dobrzy ludzie im dawali. Między nimi był stary ojciec, który już ledwo chodził. Zielińska i ja obdarzałyśmy ich, czym tylko mogłyśmy. Korzystając z panujących ciemności, starałam się im nie pokazywać, gdyż bałam się, by mnie nie poznali i niepotrzebnie nie wygadali się przed kimś. Po ich odejściu długo rozmyślałam o nich. Zdałam sobie sprawę, że w porównaniu z nimi znajduję się w złotych wprost warunkach i powinnam Bogu dziękować za to, co mam; wierzyć i zdać się na Jego opatrzność.” (s. 183)
</document>
<document nplp_id="7176" title="WOŁOMIN" slug="wolomin">
Leokadia Schmidt
JA/ONI, IV A 
„Nazajutrz po moim przyjeździe, a była to niedziela, od wczesnego ranka ludzie z naszej i okolicznych wsi mieli rozrywkę w swym monotonnym wiejskim życiu. Poprzedniego dnia wywieziono Żydów z getta wołomińskiego. Po ukończeniu dzieła zniszczenia getto opustoszało, a ludność rzuciła się na mieszkania, grabiąc i rabując wszystko, co popadło. Nie obeszło się, jak powiadała Zosia, bez bójek. Kto miał silniejsze pięści, zabierał co lepsze. Przez całą niedzielę ludzie znosili najrozmaitsze sprzęty, pościel i wiele innych rzeczy. Byłam zupełnie rozbita, serce mi się krajało, gdy słyszałam, co się działo niedaleko mnie. Kilka dni przed likwidacją policję granatową z Wołomina zawiadomiono o tym, co miało nastąpić. Jeden z nich, życzliwie usposobiony dla Żydów, ostrzegł ich w przeddzień. Nocą wielu uciekło do lasu. Nie było to tak trudne jak w Warszawie. Getto wołomińskie znajdowało się na skraju miasta. Otoczone było jedynie drutem kolczastym. Pilnował go tylko jeden żandarm. Później dowiedziałam się, że wiele osób schowało się w samym getcie, w piwnicach i nawet w kominach. Wszyscy, jak również i wielu uciekinierów, zostali schwytani przez żandarmów niemieckich i rozstrzelani na miejscu. Znanym już obyczajem niemieckim skazaniem sam kopał dół, po czym musiał rozebrać się do naga, położyć twarzą do ziemi i w tej pozycji strzelano do niego. Były wypadki, że niektórzy jeszcze żyli, mimo to Niemcy kazali ich zakopać. O wstrząsających scenach, które się tam rozgrywały, widzowie opowiadali z lękiem i grozą.” (s. 156-157)
ONI, IV A
„W Wołominie na torach kolejowych pracowało w czasie mojego pobytu u Zielińskiej kilkudziesięciu Żydów z warszawskiego getta. Przyjeżdżali co poniedziałek w specjalnym zaplombowanym wagonie towarowym. Przez cały tydzień mieszkali w wybudowanej na ten cel jednopiętrowej szopie, pilnowanej przez dozorcę Polaka. W sobotę wieczór odwożono ich z powrotem. Ich dozorca miał zagwarantowane pierwszeństwo skupowania od nich rzeczy przywiezionych na sprzedaż. Dopiero później mogli i inni kupować. Toteż w poniedziałki wszyscy mieszkańcy Wołomina szli do szopu do Żydów po rozmaite rzeczy […]. Pewnego dnia dozorca jak zwykle zamknął ich w szopie, klucz zabrał ze sobą i udał się do domu. Z nieustalonej przyczyny w nocy wybuchł w szopie pożar. W jednej chwili płomienie objęły drewniany budynek. Nie można było ugasić ognia od wewnątrz, gdyż nie było tam wody. Słoma, na której spali nieszczęśliwi, stanowiła podatny materiał dla płomieni. Ogień zaskoczył ich we śnie. Prawie wszyscy ponieśli śmierć w płomieniach. Nieliczni, którym udało się wyskoczyć oknem byli ranni i poparzeni. Szopa spłonęła doszczętnie. Nazajutrz rano przybyła miejscowa żandarmeria niemiecka i dobiła wszystkich rannych Żydów.” (s. 181-182)
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Górki Mironowe,   - Nowa Wieś (koło Wołomina)
TRASY:
- Trasa: Warszawa - Wołomin - Nowa Wieś,</document>
<document nplp_id="7178" title="NOWA WIEŚ (k. WOŁOMINA)" slug="nowa-wies-k-wolomina">
Leokadia Schmidt
JA, IV A 
„Do Nowej Wsi przybyłyśmy wieczorem. Nie miałam więc możliwości przyjrzeć się ani okolicy, ani też domowi, w którym się znalazłam. Mieszkanie mojej gospodyni składało się z pokoju z kuchnią i wydawało mi się w tej chwili wspaniałą przystanią.” (s. 156)
JA, IV A
„Cały nasz domek, składający się z kilku mieszkań, był zajęty. Na dole po jednej stronie mieszkała gospodyni – kaleka bez nóg. Nosiła aparat i dzięki temu poruszała się dosyć swobodnie. Po drugiej stronie zamieszkiwał brat Zosi z żoną i dzieckiem oraz jego teściowa i szwagier. Byli bardzo ciekawscy, największą ich namiętnością było plotkowanie. Z moją opiekunką żyli w wielkiej niezgodzie, a przyczyny nie znałam na razie. Na pierwszym piętrze znajdowały się trzy mieszkania. Jedno zajmowane przez nas., drugie przez wysiedloną z Poznania rodzinę, również bardzo ciekawską, trzecia lokatorka nie brała udziału w tym wszystkim, nie wtrącała się w niczyje sprawy i żyła wraz z synem samotnie. Aby ukryć się w takim środowisku, trzeba było być bohaterem słynnej powieści Niewidzialny człowiek. Na dodatek na terenie tego pięciomorgowego majątku stał jeszcze drugi domek, należący do starego kawalera-dziwaka, brata naszej gospodyni, który był w zażyłych stosunkach z Zosią. Lokatorką jego była Stasiowa – kwiat plotkarek, kobieta lekkich obyczajów. W takim środowisku znalazłam się nagle, i to w dodatku w takim okresie, kiedy nie mówiło się o niczym innym tylko o Żydach.” (s. 157-158)
</document>
<document nplp_id="7179" title="NOWOLIPKI 57" slug="nowolipki-57">
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Któregoś dnia na podwórzu naszego domu, zamieszkanego przez ponad 70 rodzin, po zamknięciu bramy lokatorzy jak zwykle komentowali wypadki dnia. W pewnej chwili dozorca oddał mężowi, który był wówczas prezesem naszego komitetu domowego, jakiś list, mówiąc, że to z gminy. Ponieważ już było za ciemno na przeczytanie listu, mąż poprosił członków komitetu do nas, aby wspólnie zapoznali się z jego treścią. Jak się okazało nie był to list z Gminy Żydowskiej, ale odezwa do ludności nie wiadomo przez kogo napisana. Wyjaśniała ona, że to nie jest wysiedlenie, że te wszystkie listy, które rodziny otrzymują, są nieprawdziwe, wysiedlenie jest faktycznym mordowaniem Żydów, idzie tu o zupełne zgładzenie całej żydowskiej ludności w Polsce. Dalej nieznany autor nawoływał do obrony i do stawienia oporu: „Nie dać się prowadzić jak barany na rzeź, jak ginąć, to z honorem”. Ludzie z komitety skwitowali to wzruszeniem ramion, ktoś dodał, że to prowokacja niemiecka.” (s. 26)
JA, III A
„Pierwszy raz byłam świadkiem blokady żydowskiej policji czwartego dnia wysiedlenia. Miało to miejsce dwie bramy dalej od naszego domu. Dzień był deszczowy. Polica otoczyła dom, zamykając bramę. Po kilkunastu minutach zajechało kilka wozów, które zaczęły się szybko zapełniać. Wychudłe szkielety ludzkie, ubrane w strzępy, z ubożuchnymi tobołkami, powsiadały na wozy zaprzężone w parę koni. Dzieci trzymały się kurczowo matczynych spódnic. Mężczyźni stali w ponurym milczeniu. Kobiety szlochały rozpaczliwie. Krewni i znajomi, ci szczęśliwi, którzy posiadali zaświadczenia pracy, szli za wozami, odprowadzając jeszcze kawałek swoich bliskich. Żegnano się z rozpaczliwą determinacją, jakby przeczuwając, że to ostatni raz. Stałam na balkonie, gdyż mieliśmy frontowe mieszkanie, na razie byłam jeszcze widzem […]. Nazajutrz rano odbyła się pierwsza blokada u nas. Zamknięto bramę. Każda klatka schodowa, a było ich siedem, obstawiona została grupą policjantów. Chodzili po mieszkaniach, polecając wszystkim lokatorom zejść na podwórze i pozostawić otwarte drzwi mieszkań. Męża podczas tej blokady nie było w domu. O siebie i dziecko była spokojna, gdyż posiadałam zaświadczenie. Natomiast niepokoiła mię inna sprawa: na parterze, w tej samej klatce schodowej, gdzie mieszkaliśmy, mieściła się nasza fabryczka. Ukrywali się w niej dwaj nasi pracownicy z żonami i dziećmi, bo nie mieli żadnych zaświadczeń. Mąż dlatego między innymi tak usilnie starał się o założenie własnego szopu, by móc ich zatrudnić i w ten sposób dać im ochronę i zabezpieczyć od wysiedlenia. Łączyły nas serdeczne stosunki. Pracowali od początku założenia fabryki przez męża, jeszcze za jego czasów kawalerskich. Reszta pracowników udała się do Rosji zaraz po wybuchu wojny. Ukrywaliśmy również kilku sąsiadów, którzy na razie jeszcze nie mieli zaświadczeń. Trzymaliśmy drzwi zamknięte na kłódkę, a okiennice pozamykane. W ten sposób miało się wrażenie, że nikogo tam nie ma. Inni ludzie z naszego domu chowali się po piwnicach lub gdzie mogli. Dom przy Nowolipkach 63 (my mieszkaliśmy pod nr 57) miał na podwórzu schron na wypadek nalotów. Zejście było jakby do kanału. Urządzono tam płatną kryjówkę. Opłatę pobierał dozorca domu. Gdy wszyscy byli już w schronie, zamykał wieko i zasypywał piaskiem. Wszyscy, którzy mieli zaświadczenia pracy, schodzili na podwórko, a po sprawdzeniu przez policję wracali do mieszkań. Ja nawet nie zeszłam. Wylegitymowałam się w domu. Ze względu na maleńkiego synka i na deszcz pozwolono mi pozostać. Z naszego domu nie zabrano nikogo. To zdarzało się tylko na początku.” (s. 27-28)
JA, III A
„Odbyła się u nas druga blokada policji żydowskiej. Mąż tym razem był obecny. Blokada przebiegała tak jak poprzednia, z tym jednak wyjątkiem, że strychy musiały być otwarte, właściciel zaś piwnicy lub sutereny musiał ją otworzyć w obecności dozorcy i policji. Zabrano wiele osób. Przede wszystkim tych ze strychów i piwnic oraz tych, którzy nie mieli żadnych zaświadczeń pracy. Policja honorowała jedynie zaświadczenia dużych, znanych, od dawna już istniejących szopów.” (s. 31)
JA, III A
„Nazajutrz o 5.00 rano mąż zabrał z naszego mieszkania na Nowolipkach 57 wszystkie rzeczy, oczywiście prócz mebli, gdyż nie byłoby ich gdzie pomieścić w skoszarowanym domu. Mój biedny, chory i zmęczony mąż pakował przez całą noc. Nazajutrz po przeprowadzce już nie mógł się podnieść z łóżka.” (s. 40)
ONI, IV A 
„Mąż postanowił udać się do naszego dawnego mieszkania i pracowni, by zabrać jeszcze trochę pozostawionego tam towaru. Ponieważ bez przepustki nie wolno było w ogóle chodzić po ulicy, a mąż jej nie miał, zmuszony był szukać innej drogi. O 5.00 po południu przedostał się przez otwór w strychu na Nowolipie 67. Tam przyłączył się do grupy powracającej z placówki i w ten sposób dotarł do rogu Smoczej i Nowolipek, tj. do parkanu otaczającego szop Hallmana. Szczęśliwie dostał się do zamkniętej bramy, piknie strzeżonej przez werkschutz, u tu powołał się na inżyniera Redera […]. Mąż zapakował tego dnia wszystko, co mogło dać po stronie aryjskiej jakąkolwiek korzyść. Paczki zaniósł do sklepu aprowizacyjnego w tym samym domu […]. Przy okazji mąż poszedł do naszego mieszkania. Na wstępie powitały go wyłamane drzwi. Prawdopodobnie stało się to podczas jednej z blokad. Mieszkanie było w strasznym stanie: zaniedbane i brudne, sprawiało odpychające wrażenie. Nie było w nim już nic z naszego przytulnego domu. Obcy ludzie… Wszystko obce, mim że meble były te same. Nie można było nawet wywołać wspomnień… […]. Rano o 5.00 mąż załadował wszystkie paczki na rykszę sklepikarza, który go podwiózł do nas na Leszno 78. Za okazaniem legitymacji werkschutz wpuścił go do środka. W ten sposób udało nam się uratować jeszcze trochę towaru, który po opuszczeniu getta dał nam możność stworzenia kapitału.” (s. 152-153)
</document>
<document nplp_id="7180" title="NOWOLIPKI 63" slug="nowolipki-63">
Leokadia Schmidt
JA, III A
„Pierwszy raz byłam świadkiem blokady żydowskiej policji czwartego dnia wysiedlenia. Miało to miejsce dwie bramy dalej od naszego domu. Dzień był deszczowy. Polica otoczyła dom, zamykając bramę. Po kilkunastu minutach zajechało kilka wozów, które zaczęły się szybko zapełniać. Wychudłe szkielety ludzkie, ubrane w strzępy, z ubożuchnymi tobołkami, powsiadały na wozy zaprzężone w parę koni. Dzieci trzymały się kurczowo matczynych spódnic. Mężczyźni stali w ponurym milczeniu. Kobiety szlochały rozpaczliwie. Krewni i znajomi, ci szczęśliwi, którzy posiadali zaświadczenia pracy, szli za wozami, odprowadzając jeszcze kawałek swoich bliskich. Żegnano się z rozpaczliwą determinacją, jakby przeczuwając, że to ostatni raz. Stałam na balkonie, gdyż mieliśmy frontowe mieszkanie, na razie byłam jeszcze widzem […]. Nazajutrz rano odbyła się pierwsza blokada u nas. Zamknięto bramę. Każda klatka schodowa, a było ich siedem, obstawiona została grupą policjantów. Chodzili po mieszkaniach, polecając wszystkim lokatorom zejść na podwórze i pozostawić otwarte drzwi mieszkań. Męża podczas tej blokady nie było w domu. O siebie i dziecko była spokojna, gdyż posiadałam zaświadczenie. Natomiast niepokoiła mię inna sprawa: na parterze, w tej samej klatce schodowej, gdzie mieszkaliśmy, mieściła się nasza fabryczka. Ukrywali się w niej dwaj nasi pracownicy z żonami i dziećmi, bo nie mieli żadnych zaświadczeń. Mąż dlatego między innymi tak usilnie starał się o założenie własnego szopu, by móc ich zatrudnić i w ten sposób dać im ochronę i zabezpieczyć od wysiedlenia. Łączyły nas serdeczne stosunki. Pracowali od początku założenia fabryki przez męża, jeszcze za jego czasów kawalerskich. Reszta pracowników udała się do Rosji zaraz po wybuchu wojny. Ukrywaliśmy również kilku sąsiadów, którzy na razie jeszcze nie mieli zaświadczeń. Trzymaliśmy drzwi zamknięte na kłódkę, a okiennice pozamykane. W ten sposób miało się wrażenie, że nikogo tam nie ma. Inni ludzie z naszego domu chowali się po piwnicach lub gdzie mogli. Dom przy Nowolipkach 63 (my mieszkaliśmy pod nr 57) miał na podwórzu schron na wypadek nalotów. Zejście było jakby do kanału. Urządzono tam płatną kryjówkę. Opłatę pobierał dozorca domu. Gdy wszyscy byli już w schronie, zamykał wieko i zasypywał piaskiem. Wszyscy, którzy mieli zaświadczenia pracy, schodzili na podwórko, a po sprawdzeniu przez policję wracali do mieszkań. Ja nawet nie zeszłam. Wylegitymowałam się w domu. Ze względu na maleńkiego synka i na deszcz pozwolono mi pozostać. Z naszego domu nie zabrano nikogo. To zdarzało się tylko na początku.” (s. 27-28)
</document>
<document nplp_id="7182" title="NOWOLIPIE 67 – NOWOLIPIE 59 &amp;#8211; NOWOLIPKI 57 &amp;#8211; LESZNO 78 [TRASA]" slug="nowolipie-67-nowolipie-59-nowolipki-57-leszno-78-trasa">Leokadia Schmidt
ONI, IV A
„Mąż postanowił udać się do naszego dawnego mieszkania i pracowni, by zabrać jeszcze trochę pozostawionego tam towaru. Ponieważ bez przepustki nie wolno było w ogóle chodzić po ulicy, a mąż jej nie miał, zmuszony był szukać innej drogi. O 5.00 po południu przedostał się przez otwór w strychu na Nowolipie 67. Tam przyłączył się do grupy powracającej z placówki i w ten sposób dotarł do rogu Smoczej i Nowolipek, tj. do parkanu otaczającego szop Hallmana [Nowolipie 59]. Szczęśliwie dostał się do zamkniętej bramy, piknie strzeżonej przez werkschutz, u tu powołał się na inżyniera Redera […]. Mąż zapakował tego dnia wszystko, co mogło dać po stronie aryjskiej jakąkolwiek korzyść. Paczki zaniósł do sklepu aprowizacyjnego w tym samym domu […]. Przy okazji mąż poszedł do naszego mieszkania. Na wstępie powitały go wyłamane drzwi. Prawdopodobnie stało się to podczas jednej z blokad. Mieszkanie było w strasznym stanie: zaniedbane i brudne, sprawiało odpychające wrażenie. Nie było w nim już nic z naszego przytulnego domu. Obcy ludzie… Wszystko obce, mimo że meble były te same. Nie można było nawet wywołać wspomnień… […]. Rano o 5.00 mąż załadował wszystkie paczki na rykszę sklepikarza, który go podwiózł do nas na Leszno 78. Za okazaniem legitymacji werkschutz wpuścił go do środka. W ten sposób udało nam się uratować jeszcze trochę towaru, który po opuszczeniu getta dał nam możność stworzenia kapitału.” (s. 152-153)
</document>
<document nplp_id="7187" title="NOWOLIPKI 23 &amp;#8211; NOWOLIPIE 30 [TRASA]" slug="nowolipki-23-nowolipie-30-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, III B 
„Jeden z kuzynów zaprowadził mię do mojej siostry, która wraz z mężem i 11-letnim synkiem również pracowała u Dużego Schultza. Dotarliśmy tam szczęśliwie, nie zatrzymani przez nikogo, gdyż między Nowolipkami 23 a Nowolipiem 30 przebito całą ścianę i dzięki temu nie trzeba było chodzić drogą okrężną.” (s. 123)
</document>
<document nplp_id="7188" title="MIŁA 43 &amp;#8211; NISKA [TRASA]" slug="mila-43-niska-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III B
„Wręczyłyśmy zapisany brystol Rosenscheinowi, to jest znajomemu Brauna, ukrywającemu się naprzeciwko z żoną i 9-letnim synkiem. Przeszedł tu z Niskiej po dachu, płacąc za to 12 dolarów w złocie. On i żona pracowali u Toebbensa i mieszkali również na Lesznie. Pokazał mi numerek na powrót do domu. Nie chcieli wracać bez dziecka i dlatego zdecydowali albo uratować się, albo zginąć razem. Na Niskiej mieli swoją ‘melinę’. Radził mi, póki jeszcze czas i spokój, przedostać się z dzieckiem przez stosunkowo mały otwór na strych, a potem po drabinie na Niską. Tam obiecał mi wszelką pomoc. Postanowiłam spróbować. Po przejściu kilku strychów dotarłam wreszcie przez wąski otwór, zasłonięty podczas blokady stojącym materacem, na maleńką górkę o pochyłym dachu. Trzeba było pełzać na kolanach, aby dostać się do otworu w podłodze, potem w dół po drabinie schodziło się na drugi strych należący już do domu na ulicy Niskiej.” (s. 113)
ONI, III B
„Dowiedzieliśmy się, że niewiele osób pozostało już na Miłej i że dziś odbędą się blokady we wszystkich skoszarowanych domach. O godzinie 8.00 rano erkschutz ogłosił, że spodziewana jest blokada i trzeba się skryć. Matka Jadzi zmieniał dziś kryjówkę, udając się z dozorczynią i kilkoma wybranymi lokatorkami na cały dzień do piwnicy, w której zamknął ich na kłódkę syn dozorczyni. Reszta mieszkańców poszła jak zwykle na strych. Braun po wczorajszym dniu czuł się gorzej i musiał pozostać w łóżku. Rosenschein przyszedł oddać nasze listy. Tłumaczył się, że wraca na Niską i nie będzie miał możliwości przekazania ich komuś. Pytał, czy chcę pozostać w mojej kryjówce, czy też ma mi pomów przejść przez Niską. Gdy powiedziałam, że zostaję, zasunął szafkę, zatkał otwory i szpary gałganami, których nie brakło w tej rupieciarni, by na pierwszy rzut oka nie było widać zamaskowanych drzwi.” (s. 116)
JA, III B
„…Braun radził mi udać się z dzieckiem na strych i stamtąd na Niską. Sam zaofiarował się, że będzie pilnował moich rzeczy. Usłuchałam rady życzliwego i bezinteresownego człowieka. Zabrałam tylko butelkę dla dziecka. Na górze pomogli mi przedostać się na stryszek. Tam obok drabiny prowadzącej na Niską stał stary człowiek o wstrętnej twarzy i złym spojrzeniu. Jak się później okazało, był to ojciec Heńka. Nie pozwalał mi wejść na drabinę, dopóki nie dam 25 zł. Po długich prośbach i obietnicy, że wieczorem zapłacę, nareszcie puścił mnie. Znalazłam się na korytarzu z całym szeregiem drzwi. Dostała się do jednego z mieszkań, brudnego i cuchnącego. Było tu tyle ludzi, że nie miało się po prostu czym oddychać. Po ścianach i po podłodze, w ogóle wszędzie łaziły nieprawdopodobnej wielkości karaluchy, francuzy i inne nie znane mi robactwo.” (s. 117)
</document>
<document nplp_id="7190" title="DWORZEC ZACHODNI" slug="dworzec-zachodni">

&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
JA, VI B 
„Słońce było już wysoko na niebie, a my ciągle byliśmy w drodze. Wreszcie, zmęczeni, głodni, brudni i spragnieni, doszliśmy do stacji kolejowej z napisem Dworzec Zachodni. Z powodu walk z Niemców z powstańcami musieliśmy okrążyć całą Warszawę, żeby tu dotrzeć.” (s. 281)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Opowiadają, że na Dworcu Zachodnim strzelano do chłopców, którzy mieli wyjechać tam, a chcieli dać drapaka.” (s. 70)
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Dworzec Zachodni - Pruszków</document>
<document nplp_id="7192" title="Róg ulic BELWEDERSKA/ SPACEROWA &amp;#8211; SADYBA CZERNIAKOWSKA [TRASA]" slug="rog-ulic-belwederska-spacerowa-sadyba-czeniakowska-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, VI B 
„Szliśmy ciągle wraz z innymi naprzód, nie wiedząc, dokąd się udać […]. W pewnej chwili doszliśmy do rozstajnych dróg: prosto – w kierunku Wilanowa, na lewo zaś na Sadybę Oficerską – Czerniaków - Miasto Ogród. Ktoś powiedział, że dzielnicę tę zajęli powstańcy zeszłej nocy. Wybraliśmy więc drogę na Sadybę. Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Trochę się ochłodziło. Na Sadybie Zygmunt spotkał znajomego, który zajmował w tej chwili stanowisko komendanta obrony przeciwlotniczej. Dzięki niemu przydzielono nam niedaleko szosy wilanowskiej opustoszałą willę do dyspozycji. Dom był piętrowy, otoczony warzywnym ogrodem, który nam oddał nieocenione usługi: mieliśmy świeżych warzyw pod dostatkiem.” (s. 276)
</document>
<document nplp_id="7195" title="KROCHMALNA – ŻURAWIA [TRASA]" slug="krochmalna-zurawia-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
ONI, VI A
„Henryk tymczasem, idąc za radą męża, znalazł dwa pokoje przy ulicy Żurawiej na pracownię. Pomimo drogiego czynszu mąż kazał je odnająć i natychmiast przewieźć rzeczy z Krochmalnej, i rozpocząć przede wszystkim pracę, która rozproszy wszystkie ponure myśli. Przeprowadzką zajął się oczywiście znowu Zygmunt.” (s. 261)</document>
<document nplp_id="7307" title="HENRYK MAKOWER (10.02.1904 &amp;#8211; 11.03.1964)" slug="henryk-makower-10-02-1904-11-03-1964">Henryk Makower urodził się 10 lutego 1904 r. w Kaliszu, w rodzinie pochodzącej z kresów. Studiował krótko biologię w Wilnie, następnie ukończył medycynę na UJ w Krakowie. Do wybuchu wojny pracował jako lekarz internista w szpitalach miejskich w Łodzi. Następnie przeniósł się do Warszawy. W getcie – wraz z żoną - przebywał od chwili jego utworzenia do ucieczki na „stronę aryjską”, w lutym 1943 roku.
W getcie był ordynatorem oddziału zakaźnego szpitala im. Berensonów i Baumanów. Nawiązał współpracę z Ludwikiem Hirszfeldem i wraz z im nauczał na tajnych kompletach dla lekarzy.
Po przejściu na „stronę aryjską” ukrywali się Makowerowie u przyjaciół w Miłosnej pod Warszawą.
W sierpniu 1944 Henryk Makower wstąpił jako ochotnik do WP w Lublinie i został, w stopniu kapitana, ordynatorem oddziału w szpitalu wojskowym. Następnie pracował w szpitalach w Otwocku i Oliwie do końca wojny.
W 1946, na zaproszenie Ludwika Hirszfelda, objął stanowisko adiunkta w Zakładzie Mikrobiologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Przebywał kilkakrotnie na stażach naukowych w USA i w Czechach. Owocem tych wyjazdów była założona przez niego pracownia wirusologiczna przy zakładzie Mikrobiologii Lekarskiej U. Wr. Stała się ona zaczątkiem Zakładu Wirusologii Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN.
W 1959 został powołany przez Światową Organizację Zdrowia na stanowisko eksperta do spraw wirusologii w Genewie. Pełnił tę funkcję półtora roku. Zmarł na serce 11 marca 1964 r. we Wrocławiu, pozostawiając żonę Noemi i czterech synów.
&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Bagno,   - Bagno 2,   - Biała (poza gettem),   - Chłodna, - Chłodna - kładka,  - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Ciepła 20,   - róg ulic Ciepła/Grzybowska,   - Dzielna 1,   - Dzielna 2,   - Elektoralna,   - Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha/oddział szpitala na Czystem - dezynfekcja/apteka),   - Elektoralna 28,  - Gęsia, - Gęsia 15, - Gęsia 25, - Gęsia 78 (szop trykotarki Schultza), - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),- róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),  - Graniczna,   - Grzybowska,   - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Karmelicka,
- Karmelicka 6,  - Krochmalna,  - Kurza (Kupiecka/Majzelsa),   - Leszno,   - Leszno 1,   - Leszno (mieszkania pracowników Toebbensa),
- Leszno 13,   - Leszno 14,  - Leszno 35 (kino Femina),  - Leszno 53/55 (gmach Sądów Grodzkich),  - Leszno 84/Żelazna 95 (Wydział Pracy),
- róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Marszałkowska (poza gettem),  - Miła,  - Muranowska,  - Muranowska 20, - Nowolipie,  - Nowolipie 40 (szop Schultza),  - Nowolipki 10,  - Nowolipki 20,  - Nowolipki 48/50,  - Obrońców 27,  - Ogrodowa,  - Ogrodowa 5,  - Ogrodowa 17,  - Orla,
- Pawia,  - Pawia 2-20, - Plac Grzybowski 3/5 (parafia kościoła Wszystkich Świętych),  - Prosta 14,  - Senatorska,  - Sienna,  - Sienna 16,
- Solna, - Stawki 6/8 (szpital), - Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Bersohnów i Baumanów),   - Tłomackie 3/5,  - Twarda 6,
- Umschlagplatz,   - Wielka,   - Wołyńska,  - Wołyńska 3,  - Zamenhofa, - Zamenhofa 19 (Gmina Żydowska),  - Zielna, - Żelazna, - Żelazna 68, - Żelazna 78, -  Żelazna 86/88 / Leszno 80/82, - Żelazna 103 (komenda SS, tzw. SD - Befehlstelle),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar:  Getto,  - Obszar - kocioł: Gęsia/ Zamenhofa/ Smocza/ Plac Parysowski,   - Obszar: Gęsia/Franciszkańska/Smocza/Stawki/Nalewki, - Obszar: Małe Getto,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Bonifraterska - Nalewki - Nowolipki - Nowolipie - Nowolipie (szop Schultza) - Żelazna 103,   - Trasa: Chłodna 2 - Chłodna 8,
- Trasa: Chłodna - Ogrodowa 33,    - Trasa: Elektoralna 12 (apteka) - Gęsia - Umschlagplatz,   - Trasa: Gęsia 25 - Gęsia (wacha) - Nowolipie - Leszno,   - Trasa: Karmelicka 6 - Ogrodowa 5 - Kurza,   - Trasa: Leszno 80 - Zamenhofa 19 - Miła - Muranowska,  - Trasa: Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Umschlagplatz,   - Trasa: Leszno 1  - Karmelicka - Gęsia (wacha) - Okopowa - cmentarz żydowski,
- Trasa: Ogrodowa 5 - Żelazna 68 - Ogrodowa 5,  - Trasa: Plac Grzybowski  3/5 - Żelazna - Nowolipie - Umschlagplatz,  - Trasa: Wolność - Nowolipie,   - Trasa: Wołyńska 3  - Gęsia 25,  - Trasa: Zamenhofa 32 - Nowolipki (m. Zamenhofa a Karmelicką) - Leszno,  - Trasa: Zamenhofa - Nowolipki  - Karmelicka - Leszno - Żelazna - Chłodna 26,  - Trasa (kohnhellerek): Żelazna - Leszno - Karmelicka - Dzielna - Zamenhofa - Gęsia - Nalewki - Muranowska - Gęsia - Smocza - Nowolipie,</document>
<document nplp_id="7312" title="BAGNO 2" slug="bagno-2">Henryk Makower
JA, II A
„Bagno 2, duży dom, na którego podwórku były niegdyś hale targowe, teraz jest schronisko dla wysiedleńców.” (s. 177)
</document>
<document nplp_id="7316" title="ŻELAZNA 68" slug="zelazna-68">Henryk Makower
JA, II A
„Zaczęliśmy więc chodzić od domu do domu, do obcych mieszkań, towarzyszyła mi Ema, co mi uprzyjemniało te przykrą wędrówkę. Podczas jednego z takich rajdów natknęliśmy się na Żelaznej 78 na duże 6-pokojowe mieszkanie piekarza Schmidkego. […] Piekarnie mieli prowadzić dalej w swoim domu, odpowiadała im więc bliskość naszego mieszkania , które mieściło się na Żelaznej 68. […] My jednak z Emą martwiliśmy się, gdyż ona z matką musiała się przenieść do innego mieszkania na Elektoralną 28, co wydłużało dość znacznie odległość między nami.” (s. 9)

ONI, III A
„Blokadę taka przeżyłem tylko raz, kiedy odbyła się ona w naszym domu na ul. Żelaznej 68. Było to w sierpniu, wówczas większość domów przeszła już blokadę i spodziewaliśmy się jej codziennie.” (s. 61)
</document>
<document nplp_id="7319" title="Róg ulic SIENNA/ŻELAZNA" slug="rog-ulic-sienna-zelazna">
Władysław Szpilman
JA, II A
„Bramy getta zamknięto 15 listopada. Tego wieczoru miałem coś do załatwienia w końcowym odcinku Siennej, przy zbiegu z ulicą Żelazną. Mimo że padał deszcz, jak na tę porę roku było niezwykle ciepło. Ciemne ulice roiły się od ludzi z białymi opaskami na ramieniu. Wszyscy, podenerwowani, biegali tam i z powrotem, jak zwierzęta zamknięte w klatce, do której nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić. Wzdłuż ścian domów, na stertach przemoczonych i wysmarowanych błotem pierzyn siedziały lamentujące kobiety z krzyczącymi z przerażenia dziećmi. Były to rodziny żydowskie, wtrącone do getta w ostatniej chwili, nie mające żadnej szansy na zdobycie najmniejszego nawet schronienia. W od dawna już przepełnionej dzielnicy, w której mogło zmieścić się sto tysięcy, musiało teraz żyć ponad pół miliona ludzi.” (s. 45)

Mary Berg
ONI,  IIB

12.VI.41’: "Większość strażników niemieckich […] z zimną krwią strzela do biegnących dzieci, następnie policjanci żydowscy muszą podnosić krwawiące ofiary niczym spadłe z nieba ranne ptaki i wrzucać je do przejeżdżających riksz. Gdy jednak dzieci wracają całe i zdrowe ze zdobyczą do swoich głodujących rodziców, w domu wybucha bezbrzeżna radość. Bogate w skrobię ziemniaki i razowy chleb smakują cudownie. Następnego ranka mali poszukiwacze ponownie próbują przekroczyć granicę getta na rogu Siennej i Żelaznej. Może będzie tam ten sam miły strażnik, który wcześniej już raz pozwolił im przejść" (s. 138).

</document>
<document nplp_id="7321" title="SIENNA 16" slug="sienna-16">

&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA/ONI, II

„Była jedna doprawdy dobra pianistka, Familier-Hipnerowa., ale zdaje mi się, że na koncertach symfonicznych nie występowała. Jeden raz ją słyszałem, na Siennej 16, w lokalu kuchni samopomocowej.” (s. 198)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II–III

„Korczak przejął kierownictwo sierocińca przy Krochmalnej 92, co przysporzyło mu sławy wielkiego przyjaciela dzieci, znakomitego wychowawcy, pedagoga namaszczonego przez Boga, który głęboko, bardzo głęboko przeniknął do duszy dziecka. […] Z początku internat znajdował się przy Krochmalnej 92. W toku ustalania granic getta musiał się przenieść na Chłodną 33. Przeprowadzka do nowego miejsca kosztowała wiele trudu i wysiłku. Ale i tam nie znaleziono ostatecznego schronienia. Również część Chłodnej znalazła się potem poza gettem, internat musiał się więc znowu przeprowadzić pod nowy adres – na Sienną 16, do dawnego lokalu Związku Polskich Pracowników Handlowych. Stąd zakład przeniósł się tam, skąd nie było powrotu – do Treblinki.” (s. 229)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, I

12.VII.40: "W zeszłym tygodniu w Warszawie zaczęły działać popularne, samofinansujące się jadłodajnie. Jedna z nich mieści się w pobliżu, przy Siennej 16. Posiłek w takiej kuchni składa się z kartoflanki lub kapuśniaku i małej porcji jarzyn. Dwa razy w tygodniu za złoty dwadzieścia można dostać skąpą porcję mięsa" (s. 77).

JA, IIA

17.II.41’: „Zarząd Gminy Żydowskiej kończy przygotowania do uruchomienia kursu rysunku technicznego, architektury i grafiki użytkowej. Zgłosiłam się. […] Zajęcia z metalurgii i zbliżonych przedmiotów będą się odbywać w budynku zarządu Gminy przy Grzybowskiej 26, a kurs rysunku technicznego przy Siennej 16, niedaleko naszego domu. W drodze do szkoły nie będę narażona na niebezpieczeństwo dalekiego marszu ulicami. Kurs potrwa sześć miesięcy, a czesne wyniesie dwadzieścia pięć złotych miesięcznie. Jest też pewna liczba stypendiów dla biednych, lecz utalentowanych uczniów” (s. 102-103).

JA, IIB

4.IV.41’: "Kółko młodzieżowe z naszej kamienicy przy Siennej 41 pomaga w Domu Dziecka doktora Janusza Korczaka. Codziennie dwóch naszych członków wyznacza się do zbiórek, a wszyscy – nawet ci, którzy sami potrzebują pomocy – chętnie dzielą się z małymi podopiecznymi doktora Korczaka. Nazwiska ofiarodawców oraz informacja o ich datkach umieszczane są na listach wywieszanych w bramach domów. Obecnie domy dziecka żyją niemal wyłącznie z takich zbiórek, gdyż różne organizacje społeczne muszą poświęcić się pomocy tysiącom bezdomnych uchodźców przybywających codziennie do getta" (s. 110)

ONI/JA,  IIB

9.IV.41’: "W domu przy Siennej 16, gdzie odbywają się zajęcia naszego kursu rysunku, otwarto nową kawiarnię, którą kieruje Tatiana Epstein. Jako kelnerki pracują tam damy z wyższych sfer. Występują w niej słynni artyści, między innymi wirtuoz Władysław Szpilman. Za kilka dni w kawiarni ma się odbyć konkurs młodych talentów. Nagrodą jest tygodniowy kontrakt na występy w kawiarni za godziwe honorarium. Wpisałam się na listę uczestników" (s. 111).

20.IV.41’: "Konkurs zorganizowany w kawiarni zakończył się olbrzymim sukcesem, a przez trzy dni jego trwania lokal pękał w szwach. Przyznawano nagrody za śpiew, taniec, recytację oraz grę na instrumentach. […] Rozdanie nagród przebiegło w atmosferze ogromnego podniecenia i entuzjazmu. W skład jury przyznającego nagrody wchodzili: Władysław Szpilman, znana śpiewaczka Helena Ostrowska, wydawca Stefan Pomper, żona architekta i popularna mecenaska sztuki Bela Gelbard oraz właścicielka kawiarni Tatiana Epstein" (s. 112).

5.VI.41’: "W getcie pojawił się nowy środek transportu. Tego ranka przez okna naszej szkoły przy Siennej ujrzałam przejeżdżający pierwszy tramwaj konny. Jeden z naszych starszych nauczycieli żartobliwie zauważył, że chyba młodnieje – wracają bowiem dni jego dzieciństwa, kiedy Warszawa miała wyłącznie tramwaje konne. Ja nie urodziłam się w tamtych czasach, więc te wehikuły kojarzą mi się wyłącznie z epoką napoleońską. Omnibusy z 1941 roku nazywane są kohnhellerkami, od nazwisk dwóch wspólników, Kohna i Hellera, którzy założyli firmę omnibusową. Wagon wykonany z drewna, z oknami, wygląda jak zwyczajny tramwaj, lecz górną część ma pomalowaną na żółto, a dolną na niebiesko, pośrodku zaś znajduje się biała gwiazda Dawida z napisem TKO (skrót nazwy Towarzystwo Komunikacji Omnibusowej). Pojazd toczy się na wysokich kołach i sprawia wrażenie gigantycznej, żółto-niebieskiej opaski na ramię. Kierowca i konduktor noszą specjalne, ciemne mundury. Bilet kosztuje dwadzieścia groszy. Często w połowie kursu kierowca zatrzymuje omnibus dla „uzupełnienia paliwa”, to znaczy napojenia dwóch wychudzonych, ociekających potem klaczy, które ledwie radzą sobie z ciężarem przepełnionego wagonu. Omnibusy są przedsiębiorstwem prywatnym, mającym poza Kohnem i Hellerem wielu mniejszych udziałowców, ale mówi się, że głównymi partnerami są panowie z Gestapo, którzy wydali zezwolenie na to przedsięwzięcie" (s. 121-122).

JA, IIB

28.IX.41’: "Dzisiaj miałam dyżur na wystawie prac wykonanych przez uczniów naszej szkoły. Największą popularnością cieszą się martwe natury. Widzowie sycą oczy tak realistycznie namalowanymi jabłkami, marchwią i innymi produktami żywnościowymi. Mniejsze powodzenie mają nasze rysunki przedstawiające żebraków. Dla nikogo nie są rewelacją. Wystawa ma jednak ogromne wzięcie, a liczbę odwiedzających ją osób można liczyć w setkach. […] Dalej znajduje się sekcja liternictwa. Wystawiono w niej rozmaite alfabety ze stylizowanymi literami, pochodzące z różnych okresów; na końcu umieszczono współczesne litery drukowane. […] Po wystawie liternictwa zaprezentowano plakaty z motywami przemysłowymi i folklorystycznymi, reklamujące przedsięwzięcia gospodarcze: teatry, fabryki, kawiarnie i sklepy. Wszystkie są wykonane z wielką precyzją, a mimo to pełne życia, o wyszukanym artystycznie doborze barw. […] Dalsza część poświęcona jest pejzażom i portretom. […] Nie mniejszym powodzeniem cieszą się także portrety. Mnie komplementowano za portret Inki Garfinkel. […] Specjalny kącik zarezerwowano dla projektów włókienniczych. Dzięki skrupulatnemu wykonaniu i naturalności barw prace te sprawiają wrażenie prawdziwych próbek materiałów. W ich tło wpleciono szkice strojów, co wywołuje interesujący efekt. W tej części wystawiono prace Inki Garfinkel. Śmiało i z łatwością naszkicowała wspaniałe modele sukien, a także różnych ciekawych akcesoriów. […] Wiele osób odwiedziło też salę poświęconą projektom architektonicznym. Dla przeciętnego widza to dość skomplikowane. Są tu plany nowoczesnych bloków mieszkalnych oraz szkice powojennych, otoczonych ogrodami domów jednorodzinnych o licznych oknach. Wyglądają niemal jak szklane domy, o których marzył wielki polski pisarz Stefan Żeromski. Goście wystawy spoglądają z dumą na projekty budownictwa dla żydowskiej ludności wolnej Polski, która położy kres istnieniu zatłoczonych kamienic przy Krochmalnej i Smoczej, gdzie znajdują się najmroczniejsze piwnice getta. Ale kiedy to się ziści i kto z nas tego dożyje?" (s. 178-180)

15.X.41’: "W naszej szkole otwarto dwie nowe klasy dla młodszych uczniów. Nasza obecna siedziba jest o wiele mniejsza niż stara, przy Siennej. Często nie słyszymy nauczycieli z powodu hałasu dobiegającego z przyległych pomieszczeń oddzielonych cienkimi ściankami działowymi. Z naszego kursu liczącego dawniej stu uczniów pozostało zaledwie około dwudziestu pięciu. Wiele osób nie mogło sobie pozwolić na opłacanie czesnego, ponadto mnóstwo ofiar pochłonął tyfus. Nie ma tu, jak przy Siennej, centralnego ogrzewania. Marzną nam ręce i nie sposób utrzymać ołówka. Siedzimy w płaszczach i wełnianych rękawicach" (s. 196-197).

JA/ONI; IIB

31.XII.41’: "Dzisiaj nasz zespół teatralny występuje w szkole tańca Weismana. Bilety rozprzedano już dwa dni temu. Wszystkie wpływy zostaną przekazane domowi dziecka Korczaka" (s. 214).</document>
<document nplp_id="7324" title="ŻELAZNA 78" slug="zelazna-78">[caption id="attachment_9375" align="alignleft" width="969"] Ul. Żelazna (widok w kierunku południowym). Na stronie wschodniej domy nr 78-72, od Ogrodowej do Chłodnej (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]

&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, II A
„Zaczęliśmy więc chodzić od domu do domu, do obcych mieszkań, towarzyszyła mi Ema, co mi uprzyjemniało te przykrą wędrówkę. Podczas jednego z takich rajdów natknęliśmy się na Żelaznej 78 na duże 6-pokojowe mieszkanie piekarza Schmidkego. […] Piekarnie mieli prowadzić dalej w swoim domu, odpowiadała im więc bliskość naszego mieszkania , które mieściło się na Żelaznej 68. […] My jednak z Emą martwiliśmy się, gdyż ona z matką musiała się przenieść do innego mieszkania na Elektoralną 28, co wydłużało dość znacznie odległość między nami.” (s. 9)
„Wśród ludzi znajdujących się na lodzie byli również państwo Jaszuńscy, a z nimi i my. Śliczne mieszkanie na Żelaznej, do którego jeszcze na szczęście nie wprowadziliśmy się, miało pozostać przy państwu Schmidke. Zaczęło się nowe bieganie i oglądanie tych &amp;lt;ogryzków&amp;gt;, które jeszcze nie zostały zajęte.” (s. 12)
JA/ONI, II A
„Róg Żelaznej i Leszna. Jest to miejsce, przez które odbywał się cały ruch między północą a południem getta. Już od początku istnienia dzielnicy żydowskiej tu było najwięcej bicia i znęcania się. Kiedy w listopadzie i grudniu 1940 miałem jeszcze przepustkę na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;, chodziłem do dużego domu narożnego na Lesznie 84, gdzie mieściło się kiedyś &amp;lt;Collegium&amp;gt;. […] Było to bardzo blisko naszego nowego mieszkania na Żelaznej 78.” (s. 183)
</document>
<document nplp_id="7327" title="OGRODOWA 5" slug="ogrodowa-5-szop-alterweina">
Henryk Makower
JA, II A

„Wtedy, w końcu 1940 r., byliśmy jeszcze bardzo egoistyczni, nie wiedzieliśmy, co nas czeka. […] Lonia wynajęła ładny pokój na Ogrodowej 5 u jakiegoś mecenasa. Było im tam bardzo ciasno we trójkę. […] Kaminerom udało się kupić obszerne 2-pokojowe mieszkanie z wygodami w nowym domu na Siennej. Z większymi czy z mniejszymi trudnościami rodzina i wszyscy moi znajomi znaleźli jakieś mieszkania.” (s. 10)
 
JA, III B/III C
„Na Ogrodowej 5 była już od dawna szopa prowadzona przez jakiegoś chama i brutala (zapomniałem jego nazwiska), który cieszył się uznaniem Auerswalda.” (s. 65)

„W okresie znacznie późniejszym, gdy moja rodzina &amp;lt;pracowała&amp;gt; w szopie Alterweina na Ogrodowej 5, przeżyłem kilka razy blokadę. Kiedy się dowiadywałem, że Niemcy są w pobliżu lub idą w kierunku Ogrodowej, rzucałem wszystko i biegłem do swoich.” (s. 101)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„10.Milner Salomea     Ogrodowa 5” [19 VII 1940] (s. 106)

</document>
<document nplp_id="7328" title="MURANOWSKA 20" slug="muranowska-20">Henryk Makower
JA, III C

„Wózek jechał powoli, gdyż droga była paskudna, na Muranowskiej kocie łby, a ciężar wielki. Spotykamy masę ludzi. Krzyczą, że to nie tu, żeby rzeczy zabrać na Muranowską 20 (narożny dom przeznaczony dla SP).” (s. 154)
 </document>
<document nplp_id="7333" title="CHŁODNA 2 &amp;#8211; CHŁODNA 8 [TRASA]" slug="chlodna-2-chlodna-8-trasa">Henryk Makower
JA, I

„Zaraz pierwszego dnia tej całej zawieruchy, tzn. 15 października, włożyłem przed wieczorem opaskę i poszedłem razem z Emą do Loni z Chłodnej 2 na Chłodną 8.” (s. 10)

</document>
<document nplp_id="7340" title="GĘSIA 15" slug="gesia-15">Henryk Makower
JA, III C

„Para idąca z piwnicy stała się tak widoczna, że postanowiłem nie umieszczać w niej Emy. Ktoś z moich pacjentów powiedział mi, że jest doskonała skrytka w szopie SS, u Fadersa na Gęsiej 15.” (s. 146)

</document>
<document nplp_id="7342" title="ELEKTORALNA 28" slug="elektoralna-28">




Henryk Makower
JA, II A
„Zaczęliśmy więc chodzić od domu do domu, do obcych mieszkań, towarzyszyła mi Ema, co mi uprzyjemniało te przykrą wędrówkę. Podczas jednego z takich rajdów natknęliśmy się na Żelaznej 78 na duże 6-pokojowe mieszkanie piekarza Schmidkego. […] Piekarnie mieli prowadzić dalej w swoim domu, odpowiadała im więc bliskość naszego mieszkania , które mieściło się na Żelaznej 68. […] My jednak z Emą martwiliśmy się, gdyż ona z matką musiała się przenieść do innego mieszkania na Elektoralną 28, co wydłużało dość znacznie odległość między nami.” (s. 9)

JA, II A

„Mamusia szybko przyzwyczaiła się do nowego mieszkania i otoczenia. Nauczyła się znajdować drogę do córki i synowej. Lalusia w dalszym ciągu jadała u nas obiady, drepcząc codziennie z Ogrodowej na Żelazną i z powrotem. […] Z Emą widywaliśmy się niemal codziennie. O 17 kończyłem przyjęcia pacjentów i jeżeli nie miałem wizyt na mieście, to albo szedłem na Elektoralną, albo Ema przychodziła do mnie.” (s. 24)
</document>
<document nplp_id="7344" title="ELEKTORALNA 12 (apteka) &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="elektoralna-12-apteka-gesia-umschlagplatz-trasa">
Henryk Makower
JA, III
„Któregoś dnia, w stosunkowo wczesnym okresie, znajdowałem się w aptece przy Elektoralnej w domu, w którym mieszkała Ema. Przyszła tam jakaś starsza pani do telefonu. Mąż jej wyszedł na krótko z domu, jednak nie wracał od dłuższego czasu, była zaniepokojona. Okazało się, że była to pani Lachsowa, męża jej zabrano podczas krótkiego przejścia przez Leszno. Zabrałem panią Lachsową do rikszy i pojechaliśmy na Umschlag. Przed Gęsią miałem ją wysadzić, bo dalej byli Ukraińcy i mogła się narazić na niebezpieczeństwo.” (s. 97)
 </document>
<document nplp_id="7349" title="TWARDA 6" slug="twarda-6">

Henryk Makower
JA, II A

„Na Twardej 6 zlokalizowano ambulatorium gminne, gdzie przyjmowałem pacjentów 3 razy w tygodniu.” (s. 23)
Adam Czerniaków
JA, I

„Jutro o 6 rano zbiórka na Twardej 6.” [14.III.1940] (s. 74)

JA/ONI, I

„Rano 5-ta na Twardą (lustracja wychodzących robotników). Zjawił się M[ende]wasyście. Robotnicy zaczęli się zbierać 6.30. Spóźnionych karano na miejscu doraźnie. Pejcz do naprawy.” [15 III 1940] (s. 75)

„Z rana SS zrobiło przegląd robotników do pracy. Lustracja wypadła według słów Mende lepiej, tj. mniej opóźnień.” [16 III 1940] (s. 75)
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Lekarze i członkowie personelu szpitala żydowskiego (ogółem 1000 osób) otrzymywali na początku 75 przepustek, teraz 200, pozostali muszą o siódmej rano przychodzić na Twardą 6 [do ambulatorium Gminy Żydowskiej] i stamtąd udają się w ordynku do szpitala na Czystem. W getcie zabrakło surowicy, bo wszystko wykupiły prywatne osoby.” (s. 180)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Z naszego mieszkania miało dwóch pójść do pracy, ojciec i Wilek (starszy brat), ja i młodszy braciszek Sewek jeszcze nie podlegaliśmy temu. Z początku ojciec jeszcze wynajmował zastępców, ale gdy się dowiedziałem, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, żeby mi pozwalał chodzić za niego do pracy, ja brałem to jako jedną z rozrywek. Zbiorowe punkty były na Twardej 6 i na Opaczewskiej. Pierwszym razem dostałem się na lotnisko Okęcie, tu szły długie kolumny, około 2-3 tys. ludzi szło codziennie do pracy. Na miejscu ustawiliśmy się i rozdzielano do prac. Ja byłem w extra-grupie młodocianych i mieliśmy dostać jakąś lżejszą pracę, którą jednak nie dostaliśmy. Największych wybrali do rwania traw i zbierania papierków, a nas dali do noszenia kamieni, po dwie osoby przy jednej tradze.” (s. 31)

JA, II A

„Udaliśmy się więc na poszukiwanie pracy. Zbiorowy punkt był na placu – nazwy zapomniałem [punkty zborne były na Twardej 6 i Grzybowskiej 26] – tu słyszymy, że potrzebni są ludzie, bo chcą powiększyć placówkę. Jest to okazja niebywała, a nawet za forsę, też trzeba było wiedzieć gdzie i co, a tych wiadomości myśmy nie mieli, trzeba więc szukać, tak też czyniliśmy. Mając taką okazję, byliśmy radzi, zgłosiliśmy się z zamiarem stwierdzenia, czy to nie będzie zbyt ciężka praca. Tak więc puściliśmy się – ja z Wilkiem (starszym bratem). Młodszy Sewek jeszcze nie podlegał temu, a ojciec krył się jako prezes komitetu [domowego]. Dostaliśmy się więc na Langiewicza, na Pradze, gdzie była wielka bocznica niemiecka, tu były największe magazyny prasowanego siana i słomy dla wojska. W tym dniu nadeszło 36 wagonów, które trzeba było wyładować i układać w 3 olbrzymie piramidy.” (s. 42)

JA, IV A

„Do naszej pracy wchodzimy przez Twardą 6. Wchodzimy z lewej oficyny na strych i tu zrobiliśmy mały otwór, który nam ułatwiał wejście na mur sąsiedni. Przez ten otwór ledwo mogliśmy przejść, trzeba teraz go powiększyć do tego stopnia, by było lżej przechodzić, a zarazem lżej… sprowadzać meble z tego właśnie podwórza do naszego. Robimy próbę [z] drobnymi meblami tylko z luxusowych. Czynimy to w ten sposób, że meble zostają przeniesione na strych, a następnie podawano je stojącemu na murze, który szedł wraz z bagażem pod pachą na takiej wysokości. Tego nie wszyscy ryzykowali, ja i Wilek tylko, my przecież jesteśmy asami, chodzimy na murze jak na ziemi. Meble zostały przeniesione na mur z pozostałą podłogą, bo był to dom nowoczesny, a betonowe podesty nie ulegają zapadnięciu. Tu robimy zbiór i następnie zostają przetransportowane do podwórza drugiego […]” (s. 155)

„Praca idzie dalej, pracujemy nadal na Twardej 6, odżywiamy się jak najlepiej, wiemy, że musimy nagromadzić siły do dalszych cierpień.” (s. 164)</document>
<document nplp_id="7351" title="WOLNOŚĆ &amp;#8211; NOWOLIPIE [TRASA]" slug="wolnosc-nowolipie">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, II/III
„Wolność. Ulica Wolność, a raczej jej połowa przedzielona murem, prowadzi na cmentarz żydowski. Jedyna wolność, jaką jeszcze mają Żydzi w getcie, to wolność śmierci. Zresztą dla Niemców nawet sama nazwa tej ulicy jest zbyt rewolucyjna, zmienili ja więc na Zegarmistrzowską – Uhrmacherstrasse. Spokojnie tu było i cichutko, trochę zieleni i powiew z &amp;lt;aryjskiej strony&amp;gt;. Zupełnie jak na spacer chodziłem Wolnością do braterstwa na Nowolipie.” (s. 172)
 </document>
<document nplp_id="7359" title="LESZNO 1 – KARMELICKA – GĘSIA (wacha) – OKOPOWA – CMENTARZ [TRASA]" slug="leszno-1-karmelicka-gesia-wacha-okopowa-cmentarz-trasa">
Henryk Makower
JA, II A
„Po raz pierwszy byłem w tym okresie na cmentarzu na pogrzebie pani Wiery, matki Emy. […] Przebyliśmy pieszo całą drogę ze szpitala na Lesznie 1, przez Karmelicką i Gęsią. Przy Okopowej karawan przejechał, grupa pieszych – krewnych, przyjaciół i znajomych – zatrzymała się przed wachą.” (s. 181)
 </document>
<document nplp_id="7361" title="LESZNO – KARMELICKA – DZIELNA – ZAMENHOFA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="leszno-karmelicka-dzielna-zamenhofa-umschlagplatz-trasa">
Henryk Makower
ONI, III A
„Wozy ze złapanymi ludźmi – zupełnie jak wozy z bydłem – szły jedne za drugimi przez Leszno, Karmelicką, Dzielną, Zamenhofa na Umschlag, drogą żydowskiej Golgoty.” (s. 62)
</document>
<document nplp_id="7363" title="CHŁODNA 2 – OGRODOWA 33 [TRASA]" slug="chlodna-ogrodowa-33-trasa">
&amp;nbsp;
Henryk Makower

JA, I

„15 października 1940 nadano przez głośniki rozporządzenie burmistrza – stadthauptmanna – Leista o utworzeniu dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Wszyscy Żydzi, pod grozą wielkich kar, mieli się przenieść do tej dzielnicy do dnia 15 listopada, wszyscy zaś aryjczycy – wyprowadzić stamtąd. Wolno zamieniać mieszkania. Zabierać meble i wszystkie rzeczy. Początek ulicy Chłodnej, gdzie mieszkała Emma, wypadał z getta. […] Zapakowaliśmy 2 walizy i worek z pościelą, a następnie przenieśliśmy te rzeczy na Ogrodową 33, do kuzyna, Michała Kaleckiego.” (s. 8)
 </document>
<document nplp_id="7369" title="PAWIA 2- 20" slug="pawia-2-20">[caption id="attachment_9412" align="alignleft" width="1024"] ul. Pawia 2-8 (strona płn. od Zamenhofa) (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie.][/caption]&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;




Henryk Makower
JA, III
„W czasie akcji Pawia stała się od razu bliska i sympatyczna. Bliska, bo była dwa kroki od Dzielnej, na której wówczas mieszkaliśmy z Emą, rozpoczynająca się od Zamenhofa, tej częstej drogi na Umschlag i z powrotem. Sympatyczna: bo od 2 do 20 numeru stanowiła blok lekarski, w którym tylu naszych przyjaciół i znajomych mieszkało.” (s. 187)
JA, IV
„Skończyła się wielka akcja. Nastąpiło któreś z rzędu przeniesienie ludności getta na północ od Gęsiej. Blok lekarski przeniesiono na Kurzą. Wówczas starczyło już tylko kilka domów, tylu przecież lekarzy wywieziono!” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="7370" title="NOWOLIPKI 20" slug="nowolipki-20">[caption id="attachment_9398" align="alignleft" width="1022"] Ul. Nowolipki 20, przy ul. Karmelickiej. Przed biurem pogrzebowym (Fot. H. Jost, 19.09.1941) [Fotografia pochodzi ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie].[/caption]

&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, III A

„W czasie akcji na początku sierpnia stałem się nagle mieszkańcem tej ulicy [Nowolipki]. […] Musiałem użyć wielu swoich największych protekcji, aż wreszcie otrzymałem mieszkanie na Nowolipkach 20, na rogu Karmelickiej.” (s. 192)</document>
<document nplp_id="7373" title="WIELKA" slug="wielka">
Henryk Makower
JA, II A
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
JA, II A
„Bagno – Wielka. Zniszczona mocno przez bombardowanie, dość grząska ulica, jednak nie odpowiadała w pełni swojej nazwie. Ani Bagno nie było specjalnie bagniste czy wstrętne, ani Wielka nie jest duża ulicą. Tu już stosunkowo wcześnie, jeszcze w ogólnym zarządzeniu Auerswalda, odcięto część nieparzystą. Długi, wielki mur przez sam środek jezdni, tuż przy szynach tramwajowych, szedł daleko, aż do Granicznej. […] Wstąpiłem kiedyś do małej cukierni na rogu Prostej, aby coś zjeść i napić się herbaty.” (s. 179)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zmiana lokalu [JOINTu]: z Jasnej [11] na Wielką, następnie na Leszno [13]" (t. 29: s. 6)
„Podczas obecnej wojny wciągnięto tow. Szyję [Braudę] do pracy w ZSS; i tu złożył dowody wyjątkowego samozaparcia i poświęcenia, jakie rzadko kiedy się spotyka. Przystąpił do pracy w czasie bombardowań. Kiedy inni chowali się po piwnicach, on przychodził codziennie do biura na Jasną, a później, gdy lokal został zniszczony, na Wielką. Dzień w dzień chodził do Polskiego Komitetu Pomocy, gdzie zabiegał o produkty dla przeszło 7 tys. uchodźców, którzy znajdowali się pod opieką Komisji Koordynacyjnej żydowskich instytucji charytatywnych.” (t. 29a: s. 226-227)
Janina Bauman
JA, przed I

“Słoneczna plama na sosnowych deskach podłogi wczesnym rankiem; jękliwy zgrzyt tramwaju skręcającego na Plac Teatralny; równoramienny stukot kopyt końskich późną nocą-to najodleglejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Senatorskiej pod numerem piątym. Później, gdy Ojciec stał się na tyle sławny w Warszawie, by otworzyć przychodnię i gdy urodziła się moja siostra Zosia, przeprowadziliśmy się na Sienną i zamieszkaliśmy w domu pod numerem 5. W miejscu, gdzie niegdyś stał olbrzymi z trzema bramami wychodzącymi na Sienną, Wielką, Zieloną, wznosi się dziś Pałac Kultury i Nauki.” (s. 7)
Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- róg ulic Sienna/Wielka,  - róg ulic Wielka/Pańska,
OBSZARY:
- Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna</document>
<document nplp_id="7375" title="SENATORSKA" slug="senatorska">
Henryk Makower
JA, II A
„Tymczasem interwencje u władz niemieckich – jak się tego należało spodziewać – nie ustawały i wreszcie odniosły skutek. Wyszło nowe zarządzenie Leista, które bardzo mocno okroiło getto. Odpadły przed wszystkim ul. Zielna i przecinające ja przecznice do Marszałkowskiej (przez co Wielka i Bagno stały się ulicami granicznymi), Graniczna, Senatorska oraz Żelazna i wszystkie ulice, które się znajdowały na zachód od niej.” (s. 12)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II–IV

„Na ulicy Senatorskiej operowała taka szajka, która ogłaszała w prasie wolne pokoje. Gdy na skutek ogłoszenia zgłaszała się jakaś rodzina żydowska, zjawiali się inni członkowie szajki, którzy groźbą denuncjacji zmuszali Żydów do ucieczki, naturalnie po wpłaceniu znacznej sumy i po pozostawieniu wszystkich rzeczy. Po ulotnieniu się Żydów dawano nowe ogłoszenie i tak bez końca.” (s. 66)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Senatorska 6,   - Senatorska 14 (Pałac Blanka),  - Senatorska 22 (Bank Dyskontowy),  - Senatorska 29 (dawna galeria Luxenburga),  - róg ulic Senatorska/Miodowa
TRASY:
- Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) - Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),</document>
<document nplp_id="7386" title="ŚLISKA 51/ SIENNA 60 (SZPITAL DZIECIĘCY BERSOHNÓW I&amp;nbsp;BAUMANÓW)" slug="sliska-51-sienna-60-szpital-dzieciecy-bersohnow-i-baumanow">
Henryk Makower
JA, II A

„Szpital ten [Bersonów i Baumanów] był niewielki, ale ślicznie urządzony i czyściutki, jego front wychodził na Sienną, a tył na Śliską.” (s. 23)
JA/ONI, III A
„Po kilku dniach zwaliło się nowe nieszczęście na szpital, otóż Michalsen wydał zarządzenie, aby szpital &amp;lt;Czyste&amp;gt; na Stawkach przeniósł się w ciągu 24 godzin. Część jego poszła na Leszno 1, na chirurgię, reszta do nas. Prawie w tym samym czasie przeniosła się do nas centrala, tj. szpital dziecięcy Bersonów i Bermanów z ulicy Śliskiej.” (s. 64)
JA, II/III

„Na Siennej znajdował się również szpital dziecięcy Bersonów i Baumanów, gdzie co dwa tygodnie odbywały się posiedzenia naukowe. […] Do września 1942, kiedy objąłem ordynaturę w filii szpitala Bersonów i Baumanów na Lesznie 80, przewodniczyłem na tych posiedzeniach.”. (s. 177)

&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, II A
„Coraz więcej bram domów i mieszkań upstrzonych jest żółtymi ostrzegawczymi kartkami „Fleckfieber!”. Szczególnie masowo chorują nędzarze na „punktach”. Szpitale, zamienione wyłącznie na zakaźne, są pełne. Na jeden oddział przyjmuje się dziennie 150 chorych, którzy leżą później po dwóch – trzech w łózkach i na podłodze. Nad umierającym stoi się ze zniecierpliwieniem, żeby prędzej zwolnił miejsce dla następnego. Lekarze nie mogą nadążyć, nie wystarczają. Ludzie mrą setkami. Cmentarz nie może pomieścić wszystkich. Grabarze nie nadążają grzebać.” (s. 13)
JA/ONI, II D
„Trudno jest dziś opowiadać, co się w owym czasie, poprzedzającym pierwszą akcję eksterminacyjną, działo w getcie. Sadyzm i bestialstwo Niemców są dziś znane na całym świecie. Wystarczy przytoczyć tylko kilka przykładów.
Troje dzieci siedziało rzędem przed szpitalem im. Bersonów i Baumanów. Przechodzący ulicą żandarm jednym nabojem zabił całą trójkę.” (s. 26)


Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„W szpitalu po obiedzie będzie delegat Hoovera.” [5 VI 1940] (s. 95)
JA, II B
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem szpitale. Trupy w korytarzach, po trzech chorych na jednym łóżku. Po kolei obejrzałem wszystkie sale tyfusowe, chorych na czerwonkę, chirurgię etc. W jednej z sal udzieliłem pomocy porządkowemu Katzowi Jakubowi, któremu szmuglerzy rozbili głowę Po wyjściu ze szpitala zatrzymali mnie pracownicy z pretensjami (w części uzasadnionymi) do Rady o pobory, węgiel etc. Z trudem auto, cofnąwszy się w tył, ruszyło.” (s. 221)
ONI, II B

4.IV.41’ „Dzieciom w ogóle poświęca się dużo uwagi. W wielu domach istnieją specjalne komitety pomagające w zaopatrywaniu biednych sierot. U nas w domu co piątek gotuje się garnek zupy specjalnie dla Szpitala Dziecięcego Mathiasa Bersohna przy Siennej. Są też inne organizacje pomagające dzieciom. Szczególną popularność zyskał tak zwany Komitet „Pełna Łyżka”, zbierający dwa razy w tygodniu po łyżce cukru lub po dwie łyżki mąki i kleiku od każdego lokatora danego domu. Zbiera się także pomidory, marchew, buraki, kapustę i inne artykuły żywnościowe” (s. 109).

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI; II B

4.IV.41’: "Dzieciom w ogóle poświęca się dużo uwagi. W wielu domach istnieją specjalne komitety pomagające w zaopatrywaniu biednych sierot. U nas w domu co piątek gotuje się garnek zupy specjalnie dla Szpitala Dziecięcego Mathiasa Bersohna przy Siennej. Są też inne organizacje pomagające dzieciom. Szczególną popularność zyskał tak zwany Komitet „Pełna Łyżka”, zbierający dwa razy w tygodniu po łyżce cukru lub po dwie łyżki mąki i kleiku od każdego lokatora danego domu. Zbiera się także pomidory, marchew, buraki, kapustę i inne artykuły żywnościowe" (s. 109).

29.VII.41’: „Szaleje epidemia tyfusu. Wczoraj liczba zgonów na tę chorobę przekroczyła dwieście. Zrozpaczeni lekarze po prostu rozkładają ręce. Nie ma lekarstw, a szpitale są przepełnione. Stale dostawia się nowe łóżka w salach i na korytarzach, lecz to nie rozwiązuje problemu i liczba ofiar codziennie rośnie. W szpitalu na rogu Leszna i Rymarskiej w oknie ambulatorium wywieszono napis „Brak wolnych miejsc”. Szpital Dziecięcy Bersohnów przy Siennej jest zapełniony dziećmi w różnym wieku – wszystkie chorują na tyfus. Szpital na rogu Leszna i Żelaznej zamknął drzwi – nie ma już miejsca nawet dla jednego pacjenta. Kilka dni temu na Lesznie widziałam ojca niosącego na rękach podrośniętego już chłopca. I ojciec, i syn byli ubrani w łachmany. Twarz chorego dziecka płonęła od gorączki, chłopiec majaczył. Mężczyzna doszedł na róg Leszna i Żelaznej, przystanął niezdecydowanie przed bramą szpitala. Stał tam przez chwilę, najwyraźniej zastanawiając się, co robić. Wreszcie nieszczęsny ułożył chorego synka na schodach prowadzących do szpitalnego ambulatorium i cofnął się o kilka kroków. Wyczerpany chłopiec miotał się w konwulsjach, głośno jęcząc. Nagle zjawiła się pielęgniarka w białym fartuchu i zaczęła besztać rozżalonego ojca stojącego ze spuszczoną głową i zanoszącego się gorzkim płaczem. Po chwili dostrzegłam, że chory chłopiec przestał wykonywać ruchy, jak gdyby usnął. Miał otwarte oczy, na twarzy zastygł mu wyraz błogiego zadowolenia” (s. 153-154).

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, I

„To było jeszcze przed zamknięciem getta. Ja przyszłam do pracy do szpitala w takiej bardzo ładnej, przedwojennej garsonce. To ważne, że z krepy, bo tego materiały nie należy moczyć. Podeszłam do okna, a tam, przed budynkiem, Marek [Marek Edelman – dop. AKR] podlewał trawnik. Jak mnie zobaczył w oknie, spokojnie skierował sikawkę w moją stronę. Wyskoczyłam przez okno, to był partner, i zaczęliśmy się bić na trawniku.” (Tak naprawdę..., s. 133)

JA/ONI, II

„-Czy pani spotkała kiedyś w getcie dzieci, które były dziecięce?

- Na początku, w szpitalu, przed wysiedleniem. Potem wszystkie były absolutnie dorosłe.” (Tak naprawdę..., s. 147)

&amp;nbsp;
[...]

JA/ONI, I
„Mietek szybko zatrudnił się w szpitalu „na Czystem" i zaczął namawiać mnie, abym postarała się o staż w tym samym szpitalu dla dorosłych. Ale ja marzyłam o pediatrii. Z pomocą przyszła dr Kleniecowa, nasz lekarz szkolny. Córka jej pracowała jako pielęgniarka przyuczona w szpitalu im. Bersonów i Baumanów. „Chcesz tam pracować?" - Bardzo chcę.” (s. 30)
JA/ONI, I (11 III 1940)
„11 marca 1940 r. zgłosiłam się do szpitala im. Bersonów i Baumanów w Warszawie przy ul. Siennej 60 do naczelnej lekarki dr Anny Braude-Hellerowej. […]
- Chce pani pracować u nas – dobrze. Przydzielam panią na oddział wewnętrzny do pomocy dr Keilson. Ale przedtem proszę zgłosić się do komisarza szpitala, dr. Skonecznego. To następny gabinet.
Grzecznie podziękowałam. W drzwiach zatrzymały mnie słowa wypowiedziane zupełnie innym tonem:
- A Arik i Marysia nie wrócili...
Odwróciłam się i powiedziałam, wychodząc:
- Wiem, że wrócą niedługo, pani Doktor.
To była prawda. Wrócili po dwóch tygodniach, Marysia w zaawansowanej ciąży.
W gabinecie doktora Skonecznego szczupły pan w średnim wieku spojrzał na mnie sponad szkieł i fatalnym akcentem zapytał:
- Panienka chce u nas pracofać? Jako praktykantka pielięgniarska? - No cóż?
Wyglądałam na 18 lat. Zaczerwieniona po uszy odpowiedziałam:
- Nie, panie dyrektorze. Jestem absolwentką medycyny i mam być stażystką na oddziale we wewnętrznym.
- To i topsze - proszę się zgłosić na oddział.
- Dziękuję.
Wyszłam z gabinetu, myśląc - ten Niemiec jest całkiem możliwy.”
[…]
Nie pamiętam, kto zaprowadził mnie na drugie piętro przez ten na zawsze zapamiętany hali ze schodami, które szły półokrągło w obie strony. […] Chyba był to Józio Ferszt – intendent. W każdym razie ubrano mnie w dwa fartuchy, jeden zapinany z przodu, na to drugi z tyłu, dano mi czepek i maskę – takie były wymagania – i weszłam na oddział. I wtedy, tego 11 marca 1940 r., to był normalny, prawdziwy oddział. Z salami przeszklonymi, żeby pielęgniarka mogła widzieć, co się dzieje, z białymi łóżeczkami przy białych ścianach i prawie normalnymi dziećmi ze zwykłymi chorobami. To przecież było jeszcze przed zamknięciem getta i te dzieci chorowały na zwykłe dziecięce choroby. Tylko może zagęszczenie było trochę większe, niż trzeba, i było trochę trudniej z jedzeniem. Ale przecież zapisywało się normalnie niemowlętom mieszanki - 1-2-3-4 (tak wtedy było) zakwaszone i „Dumbo”. I nawet wymagającym lepszego odżywiania dodatkowo jajka i kakao (!!!). Zwykły szpital, tylko chyba trochę lepszy od innych, jeszcze wtedy, bo to był szpital z wielką tradycją, z tradycją wielkich lekarzy polskich, dr. Gantza, Srebrnego, Simchowiczowej i wielu, wielu innych – szpital dla wszystkich dzieci bez różnicy wyznania – rzeczywiście Szpital Dzieci Warszawy.” (s. 33-41)
JA, I (11 III 1940)
„I w tym dniu poznałam Hele Keilson. […] Wtedy był pierwszy dzień naszej współpracy i pierwszy obchód. Ordynator Oddziału, dr Lichtenbaumowa, była nieobecna z powodu choroby. Tak po prostu, normalnie, Hela szła od łóżka do łóżka z Jurkiem Rotbalsamem, drugim asystentem i pielęgniarką oddziałową, której dyktowała zlecenia. Po raz pierwszy w życiu brałam udział w obchodzie już nie jako studentka, ale jako p.o. lekarza.
Dostałam do niesienia historie choroby. Wiedziałam już, że będę je prowadziła pod bacznym okiem Heli – wtedy dla mnie p. dr Keilson. Byłam szczęśliwa. Dumna, szczęśliwa i przepełniona entuzjazmem do tego, co otwierało się przede mną – leczenia dzieci.” (s. 41-42)
JA/ONI, I (wiosna 1940)
„Wiosną 1940 r. panowała epidemia meningo-kokowego zapalenia opon mózgowych. Leczyło się wtedy surowicą, podawaną dokanałowo. Dość szybko wyćwiczyłam się w pomocy przy nakłuciach. Należało do mnie szybkie napełnienie strzykawki surowicą (wbrew pozorom nie było to takie łatwe), aby podsunąć ją w tym momencie, w którym skończy się upuszczanie płynu, a następnie odebranie probówki z płynem i umieszczenie w statywie; trzymanie głowy dziecka ze sztywnością karku i wygięcie do tyłu wymagało dużo sił i robili to mężczyźni. I pewnego dnia trzymający (nie pamiętam kto) nie utrzymał dziecka przy gwałtownym odgięciu do przodu, i igła złamała się między wyrostkami kręgowymi.
- Dzwoń po chirurgów!!!
Telefon był na dole w hallu, a właściwie w laboratorium. Nie wiem, jak zbiegłam z drugiego piętra. Wiem, że przez ostatnią poręcz przeskoczyłam z wysokości pół piętra i wpadłam jak burza do laboratorium.
- Dzwonić na chirurgię, igła złamała się w kręgosłupie.
Bez „przepraszam”, bez „dzień dobry", bez przedstawienia się tej drobnej, pięknej pani w białym fartuchu, która, jak później mówiłam, „nie miała wypisane na czole, kim jest". Ale kierownik laboratorium, dr Tosia Goliborska-Gołąbowa, właścicielka laboratorium na Kredytowej, lekarz prezydenta, wielka dama, oburzyła się strasznie na „wychowanie dziewczyny", która wpadła jak szalona do jej królestwa.” (s. 42-43)
JA/ONI, I (wiosna 1940)/ II
„A tymczasem jest wiosna 1940 r. Jesteśmy jeszcze w tym cudownym szpitalu, w którym od dr Naczelnej [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] przez wszystkich lekarzy, pielęgniarki i całą administrację aż do najskromniejszej pomocy pielęgniarskiej czy salowej – dla wszystkich najważniejsze były dzieci. Najpierw te „normalnie" chore, których czasem nie udawało się uratować, bo medycyna wtedy mogła jeszcze mniej niż dzisiaj. A potem te obrzęknięte z głodu, rozdęte karykaturalnie ciałka, do których jak patyczki do nieudanego pajacyka przyczepione były chudziutkie rączki i nóżki. Te czasem udawało się uratować – glukoza z cebionem, odrobiną jaja w proszku, 1/2 dkg margaryny, resztką rozwodnionego mleka. Ale to też jeszcze nie nadeszło. Wiosna 40 roku pozwalała nawet na nadzieję. Nadzieję na przetrwanie – „bo przecież to się kiedyś musi skończyć" –i na życie takie, żeby potem nie trzeba się było wstydzić.” (s. 45)
JA/ONI, I
„Moje „wejście” w szpital, tzn. pod podszewkę tego wszystkiego, co miało się tam rozegrać, zaczęło się od zamknięcia szpitala przez władze pod pozorem rzekomego zakażenia wewnątrzszpitalnego durem plamistym. Cały personel wraz z chorymi zamknięty został w szpitalu, przed bramą którego stał granatowy policjant. Nie wolno było wejść ani wyjść. Nocowaliśmy pokotem w wielkiej sali bibliotecznej na parterze pod portretami fundatorów szpitala, Bersonów i Baumanów. Jadaliśmy w stołówce obiady składające się z talerza razowej zacierki na wodzie, kąpaliśmy się w łazience w hallu, tzw. łazience na katafalku (przed wojną to była izba przyjęć – wanna była wysoko). I staliśmy się jedną rodziną. Koszmarne posunięcie władz niemieckich – zamknięcie ludzi w kwarantannie, oddzielenie ich od rodzin i domów, narażenie na głód i niewygody – zaowocowało zespoleniem.” (s. 46)
JA/ONI, I
„Zamknięcie getta zbliżało się wielkimi krokami. Zmieniał się obraz ulicy i obraz szpitala. Do Warszawy zwożono Żydów z miast i miasteczek. Na ulicy coraz więcej wynędzniałych, obdartych, błagających o kawałek chleba. W szpitalu coraz więcej dzieci zaświerzbionych, zawszonych, zagrzybionych. Coraz częściej dzieci wycieńczone głodem, o dorosłych oczach i coraz więcej gruźlicy. Oddział gruźliczy – kilka pokoików na trzecim piętrze, w których leżały dzieci, dla których nie było już nadziei. Z gruźlicy w tym czasie dzieci nie zdrowiały. Ordynatorem tego oddziału była dr Margolisowa, równie jak Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] wierząca, że praca musi być taka jak zawsze, jak przed wojną, że ani na jotę nie wolno odstąpić od świętego schematu pracy lekarza. Rano zabiegi, pobieranie krwi, obchód, wpisywanie zleceń, potem wypełnianie historii chorób, prowadzenie ich na wzór kliniczny tak, aby dokumentacja mogła przetrwać lata. Ani na chwilę nie można było dopuścić myśli, że ta dokumentacja nikomu do niczego się nie przyda – tak jak nie wolno było dopuścić myśli, że można zaniedbać cokolwiek przy chorym dziecku.” (s. 51-52)
JA/ONI, I/II
„Dzień szpitalny zaczynał się codziennie od „raportu" – odprawy u dr Naczelnej [Anna Braude-Hellerowa], gdzie nie tylko omawiało się nowe lub trudne przypadki, ale trzeba było tłumaczyć się z każdego zgonu i udowodnić, że zrobiono wszystko, co możliwe, dla uratowania życia. A tych tłumaczeń było coraz więcej... Pierwszym takim „zbiorowym" zgonem była śmierć w ciągu paru zaledwie tygodni niemowląt przywiezionych z Domu Podrzutków. Zamorzone głodem niemowlęta zginęły z powodu „infekcji pośladkowej", która zabierała nam jedno po drugim. Nie pomagały żadne środki, odżywki ani opatrywanie strasznych zmian troficznych skóry. Wszystkie zginęły cichutko, prawie bez płaczu.
Potem zaczęły się zgony na oddziale gruźliczym. Dzieci leżały tam długo i nie wolno im było wychodzić do ogrodu, aby nie zarażały innych. Były to dziwne dzieci. Dojrzałe świadomością nieuniknionego, a jednocześnie jakby oddzielone niewidzialną ścianą od całej straszliwej codzienności getta. Dzieci, które czytały mądre książki i dyskutowały o „życiu", ale nie o tym wojennym.
Było wśród nich kilkoro z Domu Korczaka, wśród nich Ariel, piękny trzynastoletni Ariel, który grał na skrzypcach. Była też Zosia, starsza od niego o rok, i była ich miłość. Miłość dwojga dzieci, a może miłość dorosłych ludzi, których całe życie przeszło od dziecka do dojrzałości w ciągu tego wojennego roku na oddziale gruźliczym szpitala dziecięcego.
Przyjaźniłam się z tymi dziećmi. Co dzień po trzeciej przychodziłam do nich na oddział i rozmawialiśmy długo, czytaliśmy książki, a później, kiedy z powodu szkarlatyny przeleżałam sześć tygodni na oddziale zakaźnym, sąsiadującym z oddziałem gruźliczym, w ciągu ostatnich dwóch tygodni już „nie-zakaźna", pomogłam im w urządzeniu „artystycznego wieczoru". Wtedy to Ariel grał na skrzypcach, a malutka sześcioletnia Ryfka tańczyła taniec umierającego motyla. Była jak motylek śliczna, smukła i tak bardzo lubiła stroić się w barwne wstążki i korale, żeśmy ją nazwali „hotentotką". Tak radośnie śmiała się ubrana w bibułkowe spódniczki z masą barwnych papierków, ze skrzydełkami z drutu i opaską papierowych kwiatów.
I jak motylek w kilka tygodni potem usnęła na łóżeczku, żeby się więcej nie obudzić.
A potem, akurat w dzień moich urodzin, w pierwszy dzień wiosny 1941 r. umarł Ariel. Ciężko umierał, dusząc się krwią, bolesnym kaszlem. Dostał morfinę.” (s. 52-54)
JA/ONI, II A (21 III 1941)
„A potem, akurat w dzień moich urodzin, w pierwszy dzień wiosny 1941 r. umarł Ariel. Ciężko umierał, dusząc się krwią, bolesnym kaszlem. Dostał morfinę.
A ja, w ten dzień moich 24. urodzin, dostałam niezwykły w getcie prezent – trzy żywe żonkile. Ariel leżał w kostnicy szpitalnej, poszłam do niego i położyłam te trzy kwiaty. Nic więcej nie miałam do dania. Puste były moje ręce i słów nie było, które by pożegnały dziecko, które powinno było żyć.
Stchórzyłam tego dnia. Nie poszłam na oddział gruźliczy. Nie mogłam spojrzeć w oczy Zosi, która w swoim krótkim życiu przeżyła już miłość i śmierć. Nie mogłam spojrzeć na puste łóżko dziecka, które było mi bliskie jak własne. Kiedy tak szłam do bramy szpitala, świadoma swego tchórzostwa, usłyszałam wołanie. To dzieci z oddziału gruźliczego zobaczyły mnie przez okno.
Poszłam na górę i usłyszałam:
- Pani doktor, my wiemy, dlaczego pani do nas nie przyszła. Ale nie trzeba się bać. My nie rozpaczamy. A z nami będzie przecież tak samo.” (s. 54-55)
ONI, II
„W poszukiwaniu tej łaski cichej śmierci pewnego dnia bezdomny dzieciak w łachmanach rozebrał się do naga przed bramą szpitalną w zimny jesienny dzień i krzyczał głosem rannego psiaka, żeby go zabrać do szpitala, bo jest sam i głodny, i zmarznięty.” (s. 55)
JA/ONI, II
„Głodne dzieci – coraz więcej ich było na oddziale wewnętrznym, aż wreszcie zajęły wszystkie łóżka. Co dzień rano obchodziliśmy sale wciąż jeszcze białe, ale białością, która stała się bladością śmierci. Co rano patrzyliśmy na rozdęte, zniekształcone ciała, na twarze pozbawione wyrazu i z tym samym przerażeniem odczytywaliśmy wiek stworzeń bez wieku: 4-5-6, czasem 10-12 lat. Patrzyły na nas oczy bez dna, oczy tak strasznie poważne i smutne, jakby cały żal 2000 lat diaspory znalazł w nich wyraz. Na kołdrze bez ruchu leżały ręce – rączki dziecka o poogryzanych paznokciach, opalone lub blade, te same, które jeszcze kilka miesięcy temu matka całowała i tuliła z miłością. Wiecznie ruchliwe, radosne ręce dziecka, teraz bezsilne i uspokojone.
Nie, nieprawda, nikt nie poddawał się rozpaczy. Wśród salowych poruszających się z trudem na obrzękniętych nogach – przecież ich też nie oszczędzała choroba głodowa – wśród pielęgniarek pracujących bez oglądania się na rozkład po 10-12 godzin, poruszaliśmy się i my – lekarze, w których rękach znalazły się nie tylko nędzne leki wstrzykiwane dożylnie w obrzęknięte ręce, ale i równe, nędzne przydziały Jointu: 1/2 jajka w proszku, 1 dkg margaryny – skarby, których nie można było powierzyć konającym z głodu salowym nie dlatego, że nie były dostatecznie uczciwe, lecz dlatego, że nie można ich było narażać na męki pokusy.” (s. 55-56)
JA/ONI, II
„Po trzech tygodniach od zachorowania wróciłam do szpitala. Pierwszy tydzień leżałam na leżaku w ogrodzie szpitalnym, a potem po prostu wróciłam do pracy. Znów na oddział tyfusowy, na którym dzieci nie umierały. Tylko nie starczało dla nich łóżeczek i leżały po dwoje, czasem nawet po troje z plasterkami z numerkiem przylepionym do czoła. Gorączkowały i bez przerwy wołały pić. Nie, nie umierały na dur. Wypisywaliśmy je do domów śmiertelnie zmęczeni, bo codziennie przyjmowaliśmy po kilkanaścioro i tyleż trzeba było wypisać lub przesunąć z „podejrzenia" na „pewność", a dokumentacja oddziału durowego była przecież pod nadzorem Niemców. Wypisywaliśmy je, aby umierały z głodu w domu lub wracały z obrzękami po łaskę cichej śmierci. Tak wyglądał każdy dzień.” (s. 60)
JA/ONI, II
„Abramek Federman „chorował na dziwną chorobę". Tracił władzę w rękach i nogach, które ulegały przykurczom. Przychodził do niego neurolog, ale nie można było nic poradzić. Abram krzyczał. Krzyczał z bólu i bezsilności bezustannym wyciem, którego nie można było wytrzymać. Aż ktoś wpadł na pomysł, żeby w przykurczone palce włożyć ołówek i dać mu kartkę papieru. I Abramek ucichł. Nie tylko ucichł. Uśmiechnął się. A potem dostał jeszcze kredki. Rysował. Rysował z głowy, z pamięci – i to, co widział. I na tych obrazkach pewnego dnia zobaczyliśmy niemieckiego żandarma (?), który dawał dziecku... cukierki.
Rafałek Wichels. Trzylatek. Chyba z domu podrzutków, przywieziony jeszcze za „dobrych" czasów z powodu zapalenia płuc. Pyzaty, psotnik, śmiejący się prawdziwym śmiechem dziecka. Pieszczotliwie przytulał nam buzię do kolan i prosił: „Daj ciu-ciu". Bawił się wszystkim, co mu wpadło  w psotne rączki. Umarł na gruźlicę. „Zapalenie płuc" okazało się gruźlicą.
Aronek, którego nazwiska nie pamiętam, był synem rabina. Przyszedł do szpitala tak zawszony, że główka jego sprawiała wrażenie siwej. Dopiero z bliska widać było, że ta siwa czupryna rusza się. W „brudnym przyjęciu" ostrzyżony do gołej skóry przeżył głęboko utratę pejsów. Płakał i bał się ojca. Ale stary rabin, który przyszedł do szpitala, powiedział tylko: „Jak można było dopilnować dziecka, jeżeli pędzili nas cały tydzień, a teraz w tej jednej izbie jest nas 50 osób. Pan Bóg wybaczy ci, synku".
Aronek nie mówił po polsku. Z trudem porozumiewałam się z nim tymi swoimi nędznymi pojedynczymi zdaniami, których nauczyłam się od dzieci po to, żeby z nimi porozmawiać. Aronek, wdzięczny za każdy uśmiech, za każde słowo, usiłował nauczyć mnie piosenki, którą śpiewała mu kiedyś mama. Kiedyś wieczorem, kiedy siedziałam w dyżurce i wypełniałam historie chorób, usłyszałam rozmowę dzieci o nas i nie o nas.
- Przecież oni nic nie rozumieją. Po co im opowiadać.
- Oni nie wiedzą, co to jest, że się nie ma już nic do sprzedania i nic do jedzenia i że to tak boli.” (s. 61-62)
JA/ONI, II
„Wszystkim dzieciom przyjmowanym do szpitala trzeba było pobierać krew na odczyny Vidala, Weila-Felixa. Dotyczyło to nawet tych z góry skazanych z gruźliczym zapaleniem opon mózgowych, które wtedy było jeszcze chorobą nieuleczalną.
Nie było to łatwe zajęcie. W obrzękniętych lub wyniszczonych rączkach nie dawało się wyczuć żyły.
Nauczyłam się pobierać krew z żyły jarzmowej na szyjce. Dlatego też przez moje ręce przechodziły wszystkie dzieci nowo przyjęte do szpitala. I zapewne dlatego dostąpiłam zaszczytu pobierania krwi u dzieci zagłodzonych dla Tosi Goliborskiej, która należała do zespołu badającego chorobę głodową.” (s. 63-64)
JA/ONI, II
„Wewnątrz szpitala do ostatnich miesięcy odbywały się co dwa tygodnie zebrania naukowe, na których omawiano ciekawe (coraz mniej ich było) przypadki, dyskutowano nad metodami leczenia, a nawet wygłaszano krótkie referaty teoretyczne. Na każdym oddziale dwa razy tygodniowo odbywały się obchody z dr Naczelną. Normalne, przedwojenne obchody, z referowaniem wszystkich przypadków po kolei, z dyskusją przy łóżku chorego.
A był taki jeden dzień, kiedy przygotowani do obchodu czekaliśmy w sali. Drzwi otworzyły się, weszła dr Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR], a za nią z pistoletem wymierzonym w jej plecy Schrempf, za nim dwóch gestapowców. Szybko, bez słowa przeszli przez oddział. Myśmy stali. Ale tym razem na tym się skończyło.” (s. 64-65)
JA/ONI, II B
„Tego dnia umarła Felutka. Było to gdzieś jesienią 1941 r. Leżała już od pół roku na chirurgii, dorosła do trzech lat i była ulubienicą wszystkich. Mówiła: „Daj wańcuszek", „Tocham ciebie" – śliczna i radosna, jak ktoś z dawnego świata, cieszyła oczy i serce. Chorowała na ropniaka opłucnej. Ciągłe punkcje nie pomagały. Chirurg zdecydował się na zabieg operacyjny i dziecko zginęło na stole. Wyszłam z oddziału gruźliczego na trzecim piętrze i zamierzałam zejść na dół, kiedy ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął z całej siły na schody. To była dr Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR]. Grzmiącym głosem krzyczała: - To nie lekarz, to rzeźnik. On nie ma co robić w naszym szpitalu. Zabił dziecko – głos jej się załamał. Spojrzałam – łzy toczyły się po twarzy naszej dyrektorki. Nie wypuszczając mojej ręki, biegła tak na sam dół, aż na parterze puściła mnie i wpadła do pokoju siostry przełożonej. W tym piekle szalejącej śmierci Naczelna płakała nad tym jednym zgonem, którego można było uniknąć.” (s. 65-66)
JA/ONI, II A (jesień 1941)
„To już była jesień 1941 r. Zdawało się, że nie ma nic prócz bezradności. Na łóżeczkach nie tylko po dwoje, ale i po troje, czworo dzieci. Jeżeli zdarzało się, że dziecko zdrowiało, często nie było już komu odebrać go ze szpitala. Dzień pracy coraz dłuższy, coraz większe zmęczenie pielęgniarek, które, same słaniając się na nogach, przemywały odleżyny, układały obrzęknięte ciałka na boku, „podawały leki”. Coraz częściej brakowało jedzenia, nawet tych głodowych racji. I był taki dzień, kiedy na sali „starszych dzieci" wygłodniałe szkielety rzuciły się na kocioł z zupą, przewróciły go, odpychając pielęgniarkę, a potem zbierały rozlane pomyje z podłogi, chłeptały je, wydzierając sobie kawałki zgniłej brukwi. Nasz „tradycyjny" kieliszek spirytusu przestał być symbolem czasów, które minęły, stał się środkiem znieczulającym, który pozwalał znów przylepić na twarz grymas uśmiechu i tak chodzić między dzieci. A dzień szpitalny nie zmieniał się. Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] trwała niezłomnie przy swoim. - Odprawa - obchód - teczki z historiami choroby, które coraz częściej prawie zawsze kończyły się notatką – zmarł o godzinie...” (s. 67-68)
JA/ONI, II D (wiosna 1942)
„Wczesną wiosną 1942 r. w salach stanęły prawdziwe łóżka z prawdziwymi materacami i na tych łóżkach była biała pościel i prawdziwe koce. Były nawet baseny i nocniki, i kubki, i miseczki. Więc cieszyliśmy się. Naprawdę. Pewnie nie zdawaliśmy sobie sprawy ze straszliwej ironii tych białych łóżeczek dla dzieci, które już za parę miesięcy...
A tymczasem pomimo białych łóżek i trochę większych przydziałów żywności z Jointu narastała bezsilność medycyny. Bo zaczęła się gruźlica, wszechwładna i panująca. I to było tak, że jak dziecko stawało na nogach po zejściu obrzęków głodowych i nawet zaczynało rozmawiać, wykonywało się odczyn Pirqueta. A ten odczyn – wypadał dodatnio. I chociaż nie było żadnych innych objawów gruźlicy, już było wiadomo, że to nie potrwa dłużej niż 6-8 tygodni. Więc już nie odsyłaliśmy tych dzieci na Śliską, na oddział gruźliczy, bo nie było po co. Tylko z początku jeszcze kładliśmy na innych salach. Dla czystego sumienia. A potem nawet to nie miało sensu.” (s. 74-75)
JA/ONI, II D (5 IV 1942)
„Poszłam na parter po swoje ubranie. Zobaczyłam, że w hallu są ludzie i białe fartuchy. To znaczyło, że znów są ranni, bo na „wasze" stoi „Frankenstein”. To był taki żandarm, który się bawił strzelaniem do dzieci jak do wróbli. Bo jak te dzieci wracały z żebrów przez dziurę w murze do getta, to wsuwały się do dziury jedno za drugim. A on czekał, aż ustawi się kilkoro, 4-5 „sztuk", i wtedy strzelał i tym jednym strzałem załatwiał wszystkie. A jeżeli takie dziecko jeszcze jęczało, to przynosiliśmy je do nas do szpitala i przychodził dr Wilk, a czasem można było jeszcze odwieźć je na Śliską na chirurgię, czasem jednak już nie było po co.” (s. 83-84)
JA/ONI, III A (30 VII 1942)

„Ale nie było już szpitala na Śliskiej i nie było małego getta. A Tosia Goliborska już była poza gettem. I nie wiem, jak to się stało, że przyszła do nas tego rana, kiedy poprzedniego wieczora zabrali moją Mamę i ja całą noc szukałam pomocy, a o piątej rano poszedł na Umschlag dr Makower, który był lekarzem policyjnym, i powiedział, że wszyscy z wieczora poszli prosto do wagonów. Ja poszłam normalnie do pracy i była Tosia, a potem stanęłyśmy w oknie, a właściwie przy framudze, bo do okien strzelali, i patrzyłyśmy, jak ich prowadzą.

Więc przeszła dr Efros z tym swoim nowo narodzonym synkiem na ręku i dr Lichtenbaumowa z ustami otwartymi jak do krzyku. I szli, i szli, z wózkami dziecięcymi i jakimiś dziwnymi rzeczami, jakieś kapelusze i płaszcze, i garnki czy miski, i wciąż szli...

A potem nagle Renia Frydman złapała mnie za rękę i krzyknęła: - Moi rodzice! I Broneczka! - a ja powiedziałam jej: - Nie krzycz, bo żandarm spojrzał w naszą stronę...

I wciąż szli, szli i był taki upalny dzień, 30 lipca, i była taka cisza w powietrzu, bo nie było wiatru i powietrze stało.

Z Leszna, tam po drugiej stronie, wyjechała rollwaga, na koźle siedział młody mężczyzna w niebieskiej koszuli, zapalił papierosa i takim luźnym, szerokim gestem odrzucił zapałkę.

W domu na Żelaznej, tam po drugiej stronie, na balkon wyszła kobieta w kwiecistym szlafroku i podlewała kwiatki w skrzynkach. I chyba widziała ten pochód, ale dalej podlewała kwiatki.

A po tej stronie szli i szli, i nie było końca.

I tam byli starcy z siwymi brodami i małe dzieci, i kobiety w letnich sukienkach i płaszczach, i kobiety w jesionkach, i toboły, to wszystko na tę daleką drogę.

Tę rollwagę w słońcu i kobietę na balkonie czasem widuję we śnie.” (s. 85-89)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, I

„[24 sierpnia 1939] Na razie trzeba było jeszcze spełniać swe codzienne czynności. Chciałam ciągle być z Sarenką, ale ja musiałam iść do banku, a ona do szpitala. Dla niej było to poniekąd lepiej, umiała się przy obcych opanować.” (s. 5)

„Praca w szpitalu (na Śliskiej) dawała mi po raz pierwszy duże zadowolenie - choć było jej wiele. Miałam do czynienia nie z czymś martwym, ale z pulsującym życiem. Czułam, że jestem potrzebna, że zdanym na moją opiekę przynoszę ulgę; w miarę możliwości. A szczególnie dzieci (był to szpital dziecięcy) są tak wzruszająco bezradne i pragnące ciepła podczas choroby. Miałam czasem całe jedno piętro z setką chorych dzieci, wśród nich ciężko chore - z pomocą dwóch posługaczek lub siostry dyżurującej na innym oddziale - na nocnym dyżurze dwunastogodzinnym. W dzień było lepiej, gdyż przychodziło więcej praktykantek. (…) Po kilku tygodniach pracy przełożona wciągnęła mnie na listę płatnych praktykantek. (…) Wiem, że zostałabym niezłą pielęgniarką, gdyż praca ta naprawdę mi odpowiadała, ale - i przy tym z przyczyn niezależnych ode mnie - nie zostałam.” (s. 11)

„Epidemia tyfusu wciąż szalała, tym razem także tyfus plamisty. (Nie wiem, jakim cudem my z Sarenką żeśmy się nie zaraziły). Ja także musiałam szpital opuścić; by nie rozszerzać epidemii, szpital został „internowany” - to znaczy lekarze i pielęgniarki musieli zamieszkać w szpitalu i nie wychodzić, aż epidemia wygaśnie. Jak ja mogłam zamieszkać tam, gdy ciotka leżała z nogą w maszynie, a Sarenka musiała pracować?” (s. 13)

JA, I

„Poszłam z Sarenką do szpitala pracować. Większa część pielęgniarek wymaszerowała na wschód i brakowało okropnie rąk do pracy w szpitalach (nie wiem, jak w polskich).” (s. 10)

</document>
<document nplp_id="7388" title="DZIELNA 2" slug="dzielna-2-2">Henryk Makower
JA, III A
„Zaraz któregoś z pierwszych dni przeżyliśmy nalot radziecki na Warszawę. Było jasno jak w dzień, bomby padały gęsto i były bardzo liczne. Tej nocy zostały zniszczone Sądy na Lesznie, szpital wojskowy ewakuowano, dom na Dzielnej 2 tuż przy naszym mieszkaniu spalił się prawie doszczętnie. Umschlag jednak nie został trafiony.” (s. 103)
JA, III A
„Tymczasem mieszkanie na Gęsiej doszło już do stanu używalności i w sierpniu mamusia z Lonią i rodzina przenieśli się tam. Myśmy również wprowadzili się do nowego mieszkania. Natomiast Józio z Niutą na razie zostali w mieszkaniu u Muni, a później przenieśli się też na Gęsią. W dniu przeprowadzki spotkałem na Dzielnej całą naszą gromadkę.” (s. 103)
JA, III A
„W nocy, w sobotę z 5 na 6 września 1942 spaliśmy z Emą na Dzielnej. W czasie najmocniejszego snu około 2 rozległy się gwizdy na podwórzu. Czyżby jakaś nadzwyczajna zbiórka o tej porze? Po chwili nasz niepokój przybrał kształty konkretne. Marceli Czapliński głosem zmęczonym ale wyraźnym oznajmił, że z polecenia władz wszyscy mieszkańcy getta powinni się znaleźć do jutra do godziny 10.00 na przestrzeni ograniczonej ulicami Gęsią, Zamenhofa, Smoczą, placem Parysowskim. Należy ze sobą zabrać niezbędne rzeczy i jedzenie na 2 dni. Dla SP przydzielono tam dom przy ul. Wołyńskiej, po stronie nieparzystej.” (s. 118)
JA, III
„W czasie akcji Pawia stała się od razu bliska i sympatyczna. Bliska, bo była dwa kroki od Dzielnej, na której wówczas mieszkaliśmy z Emą, rozpoczynająca się od Zamenhofa, tej częstej drogi na Umschlag i z powrotem. Sympatyczna: bo od 2 do 20 numeru stanowiła blok lekarski, w którym tylu naszych przyjaciół i znajomych mieszkało.” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="7389" title="MAŁE GETTO [OBSZAR] &amp;#8211; ŻELAZNA – NOWOLIPIE – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="plac-grzybowski-3-5-zelazna-nowolipie-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, III A
„Bywałem dość częstym gościem na plebanii (kościoła na placu Grzybowskim – dk), odkąd w lecie 1941 wprowadził się tam prof. Ludwik Hirszfeld z rodziną. Dużo dobrego słyszałem o księdzu Godlewskim, jednym z dwóch kapłanów gettowych. […] Jednego z pierwszych dni akcji Niemcy &amp;lt;załatwili&amp;gt; plebanię. Wzięto wszystkich mieszkańców, którzy nie zdążyli jeszcze lub nie mogli uciec na &amp;lt;stronę aryjską&amp;gt;. Z okien szpitala na Lesznie widziałem tę wielką masę ludzi idących z małego getta przez Żelazną i Nowolipie na Umschlagplatz.” (s. 180)</document>
<document nplp_id="7393" title="KARMELICKA 6 &amp;#8211; OGRODOWA &amp;#8211; KURZA [TRASA]" slug="karmelicka-6-ogrodowa-5-kurza-trasa">
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA/ONI, III
„W szopach na zarządzenie władz niemieckich przeprowadzono redukcję, zrobiono to znienacka. Tego dnia, wobec niepewnych pogłosek, mamusia, Niuta i Józio zostali w domu na Karmelickiej, natomiast Lonia z Dimą i Lalusia poszli &amp;lt;do roboty&amp;gt; na Ogrodową. No i stamtąd właśnie wyprowadzono wszelkich pracowników szopy na Kurzą, gdzie był teren bloków Leszczyńskiego.” (s. 101)</document>
<document nplp_id="7398" title="NOWOLIPIE 40 (Szop Schultza)" slug="nowolipie-40-szop-schultza">
Henryk Makower
JA, III
„Taką akcję &amp;lt;dodatkową&amp;gt; przeżyliśmy. Była to akcja typowo uliczna, do domów nie wchodzono. Widziałem taka akcję w dużym getcie, na Nowolipiu. We wcześniejszym okresie oczyszczano tam teren dla szop. Gdy po obiedzie wstąpiłem do szpitala (był wtedy jeszcze na Lesznie) zastałem dr Braude-Hellerową w wielkiej rozpaczy. Jej szwagier, dr Aftegut, właśnie znajdował się w centrali Schultza na Nowolipiu 40, gdzie odbywała się akcja.” (s. 99)
</document>
<document nplp_id="7410" title="PLAC TEATRALNY" slug="plac-teatralny">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Do biura przybył Rinde (Bote) z podbitym na Nalewkach okiem i Wasserman z rozbitym nosem przez tłum uliczny na pl. Teatralnym, kiedy stoczył walkę w obronie katowanego przez tenże tłum Żyda.” [4.I.1940] (s. 58)
ONI, I
„Wiadomość z pl. Teatr[alnego] o nowej dzielnicy - tempo mniejsze. Interwencja w sprawie mebli, rzeczy w domach poza tą dzielnicą.” [20 VIII 1940] (s. 114)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Trzynasty maja [1940]. Słyszałem, że na placu Teatralnym, Marszałkowskiej i innych ulicach tamci kazali Żydom tańczyć. Przygodnych Polaków, którzy się śmieli, wciągnięto do bójki.” (t, 29: s. 112)
ONI, II A
„Na placu Teatralnym ćwiczono przez dłuższy czas grupę policjantów żydowskich. 50 policjantów wystąpiło dlatego z policji.” (t. 29: s. 169)
ONI, V
„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a: s. 90)
Janina Bauman
JA, przed I

“Słoneczna plama na sosnowych deskach podłogi wczesnym rankiem; jękliwy zgrzyt tramwaju skręcającego na Plac Teatralny; równoramienny stukot kopyt końskich późną nocą-to najodleglejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Senatorskiej pod numerem piątym. Później, gdy Ojciec stał się na tyle sławny w Warszawie, by otworzyć przychodnię i gdy urodziła się moja siostra Zosia, przeprowadziliśmy się na Sienną i zamieszkaliśmy w domu pod numerem 5. W miejscu, gdzie niegdyś stał olbrzymi z trzema bramami wychodzącymi na Sienną, Wielką, Zieloną, wznosi się dziś Pałac Kultury i Nauki.” (s. 7)

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa tramwajowa: Plac Teatralny - Trakt Królewski - Aleje Ujazdowskie - Plac Unii Lubelskiej - Rakowiecka</document>
<document nplp_id="7415" title="GĘSIA/ FRANCISZKAŃSKA/ SMOCZA/ STAWKI/ NALEWKI [OBSZAR]" slug="gesia-franciszkanska-smocza-stawki-nalewki-obszar">
Henryk Makower
ONI, IV
„Później gmach Gminy stał się cichy i spokojny. Praktycznie biorąc szopy wyszły spod jej wpływu. Na terenie między Gęsią, Franciszkańską, Smoczą, Stawkami i Nalewkami mieszkało razem z dziećmi najwyżej 20 tysięcy ludzi.”
</document>
<document nplp_id="7419" title="MAREK EDELMAN" slug="marek-edelman">Przejdź do mapy miejsc Marka Edelmana po stronie aryjskiej

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Bonifraterska,   - Długa (piwnice pod Arsenałem),   - Elektoralna 12 (ruiny kościoła św. Ducha/oddział szpitala na Czystem - dezynfekcja/apteka),   - Dworzec Warszawa Gdańska (Umschlagplatz),     - Franciszkańska,  - Franciszkańska 22, - Franciszkańska 30,
- Gęsia,   - Gęsia 10,   - Gęsia 22/24 (więzienie),   - Gęsia 80,  - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),   - róg ulic Gęsia/Zamenhofa (wacha),
- Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),   - Karmelicka 29 (szkoła Ciszo),   - Karmelicka/Nowolipie,  - Krochmalna 92,   - Krochmalna/Plac Grzybowski,   - Leszno 1,  - Leszno 56,   - Leszno 72,   - Lubeckiego,  - Miła 18,   - Miła 34,   - Muranowska,   - Muranowska 42,   - Muranowska 44,   - Nalewki 9,   - róg ulic Nalewki/Gęsia,   - Niska,  - Niska/Zamenhofa,  - Nowolipie 7 (lokal C.K. BUNDU, siedziba "Folkscajtung"),
- Nowolipie 34,  - Nowolipie 36 lub 38,   - Nowolipie 64,   - Nowolipie 67,   - Nowolipie 72,  - Nowolipie 80 (szop Roehricha),   - Nowolipki 23,   - Nowolipki 59 (szop Hallmana),   - Nowolipki 41,   - Nowolipki 67,   - Ogrodowa 17,   - Orla,   - Orla 13,  - Pawiak (Dzielna 24/26),
- Plac Krasińskich/Świętojerska,   - Plac Muranowski,   - Prosta,   - Prosta 14 (szop Toebbensa, tzw. Duży Toebbens),   - róg ulic Prosta/Twarda,   - Solna - Hale Mirowskie,   - Stawki,   - Stawki 6/8 (szpital),   - Śliska 51/Sienna 60 (szpital dziecięcy Bersohnów i Baumanów),   - Świętojerska,   - Świętojerska 11A,   - Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),   - róg ulic Świętojerska 32/34 / Franciszkańska (szop szczotkarzy),   - Tłomackie 3/5 (Alejnhilf/ŻSS/Główna Biblioteka Judaistyczna),   - Tłomackie 4,  - Umschlagplatz,
- Umschlagplatz (rampa Stawki 4/6),   - Wałowa,   - Wołyńska 2,   - Zamenhofa,   - Zamenhofa 9,   - Zamenhofa 40,   - róg ulic Zamenhofa/Miła,   - Żelazna 86/88 / Leszno 80/82,

&amp;nbsp;
Poza Warszawą:
- Falenica (poza Warszawą),  - Miedzeszyn (poza Warszawą),   - Otwock (poza Warszawą),
&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,   - Obszar: Getto Centralne (Gęsia/Franciszkańska/Bonifraterska/Muranowska/Pokorna/Stawki/Smocza,  - Obszar: Małe Getto,
&amp;nbsp;TRASY:
- Trasa: Franciszkańska - Nalewki - Gęsia - Smocza - Nowolipie - Żelazna - róg ulic Prosta/Twarda,   - Trasa: Miła 37 - Miła 7,   - Trasa: szopy getta warszawskiego – LUBLIN, Konzentrazions Lager.</document>
<document nplp_id="7425" title="FRANCISZKAŃSKA 30" slug="franciszkanska-30">Marek Edelman

ONI/JA, V
„Sytuacja bojowców staje się coraz cięższa. Brak im już nie tylko wody i żywności, ale i amunicji. Żadnego kontaktu ze „stroną aryjską” nie mamy, nie można więc przetransportować broni, którą już w czasie walk otrzymujemy po „stronie aryjskiej” od Armii Ludowej (20 karabinów, amunicja).
Niemcy starają się teraz aparatami podsłuchowymi i psami wykryć wszystkie schrony, w których znajdują się Żydzi. Tak 3-go Maja Niemcy wykrywają schron na Franciszkańskiej 30, gdzie znajduje się baza operacyjna naszych grup bojowych, które przebiły się z terenu szczotkarzy. Bojowcy staczają jedną z najpiękniejszych technicznie walk. Trwają one dwa dni i ginie w nich 50% naszych ludzi.” (s. 62)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W tych dniach w piwnicy przy Franciszkańskiej 30 wykryto w zamurowanej wnęce dużo skóry, która zepsuła się na skutek wilgoci.” (t. 29: s. 130)
ONI, IV

„Znany i zasłużony kierownik „Trupy Wileńskiej”. Podczas wojny pracował w ŻSS, w wydziale aprowizacji. [Mordechaj] Mazo był bardzo aktywny społecznie w JIKOR. Był jednym z filarów tego stowarzyszenia. Występował na wielkich akademiach o charakterze literacko-artystycznym. Mazo otwierał zwykle uroczystość, a na imprezach artystycznych był konferansjerem. Utworzenie biblioteki przez stowarzyszenie JIKOR było w dużej mierze jego zasługą. Zginął w bunkrze przy Franciszkańskiej 30 podczas akcji kwietniowej w 1943 r.” (t. 29a: s. 220-21)
</document>
<document nplp_id="7427" title="KARMELICKA 29 (SZKOŁA CISzO)" slug="karmelicka-29-szkola-ciszo">Marek Edelman
JA/ONI, I
„Trzeba było tym wszystkim bitym zgnębionym ludziom powiedzieć, trzeba im było pokazać, że przecież mimo wszystko i wbrew wszystkiemu jesteśmy jeszcze zdolni do tego, żeby podnieść głowę. Wtedy to, na dzień 1 Maja, ukazuje się wydany na starym powielaczu Skifu, znalezionym przypadkowo w szkole powszechnej na Karmelickiej 29 pierwszy numer „Biuletynu”, redagowany przez Komitet redakcyjny w składzie: Abrasza Blum, Adam Sznajdmil, Bernard. Numer poświęcony jest wypadkom wielkanocnym. Ale ogół pozostaje głuchy.” (s. 9)


Emanuel Ringelblum
ONI, III

„[Eugeniusz Braude] Świetny nauczyciel szkoły CISzO był podczas wojny kierownikiem kuchni dla dzieci przy Karmelickiej 29. Zginął w pierwszej akcji likwidacyjnej.” (s. 243)
</document>
<document nplp_id="7433" title="MIŁA 37 &amp;#8211; MIŁA 7 [TRASA]" slug="mila-37-mila-7-trasa">Marek Edelman
JA/ONI, V
„Wobec tak zmienionych warunków Ż.O.B. zmienia swoją taktykę. Stara się ochronić większe skupienia ukrytych w bunkrach ludzi przed nadejściem Niemców. Tak np. dwa oddziały Ż.O.B. (Hochberga i Berka) z zasypanego schronu przy ul. Miłej 37 przeprowadzają w jasny dzień kilkaset osób na Miłą 7. tę pozycję, gdzie ukrywa się kilka tysięcy osób udaje się utrzymać przeszło tydzień. Tymczasem palenie getta dobiega końca. Zupełnie już brak pomieszczeń, a co gorsze – wody. Wraz z ludnością cywilną schodzą do schronów bojowcy. Tam dalej bronić będą jeszcze tego, co się da uchronić.” (s. 61)
</document>
<document nplp_id="7434" title="MIŁA 18" slug="mila-18">Marek Edelman
ONI, V
„Dnia 8-go maja zostaje przez oddziały Niemców i Ukraińców okrążona Komenda Główna Ż.O.B. Dwie godziny trwa zacięta walka. Gdy Niemcy widzą, że w boju nie uda się im zdobyć bunkru, wrzucają do wnętrza bombę gazową. Kto nie zginął od kuli niemieckiej, kto nie został zatruty gazem, ten popełnia samobójstwo. Jasnym jest, że stąd wyjścia nie ma, a nikomu nie wpada nawet na myśl oddawać się żywym w ręce niemieckie. Jurek Wilner wzywa wszystkich bojowców do zbiorowego samobójstwa. Lutek Rotblat zastrzelił matkę i siostrę, a następnie siebie. Ruth strzelała do siebie 7 razy.
W ten sposób ginie znów 80% pozostałych bojowców, a wśród nich komendant Ż.O.B. Mordechaj Anielewicz.
Ocalałe cudem resztki w nocy połączyły się z niedobitkami oddziałów szczotkarzy, które teraz znajdowały się na Franciszkańskiej 22. Tej nocy właśnie przychodzi dwóch naszych łączników (S. Ratajzer – „Kazik” i Franek) ze „strony aryjskiej”.” (s. 62-63)


Adina Blady-Szwajger
ONI, V

„[…] Przypomina mi się to, co Marek [Marek Edelman – dop. AKR] powiedział o samobójstwie na Miłej. Przecież kilku się z tego bunkra uratowało.

- Nie zawsze jest szansa Czasem jej już nie ma… A kwestia bunkra? Im się wydawało, że nie ma już żadnego wyjścia.” (s. 153)
</document>
<document nplp_id="7437" title="Róg ulic PROSTA/TWARDA" slug="rog-ulic-prosta-twarda">
Marek Edelman
JA/ONI, V
„10-go maja o godzinie 10-ej rano przed właz na ulicy Prostej, róg Twardej zajeżdżają dwa ciężarowe samochody. W biały dzień, bez żadnej prawie obstawy (umówiona obstawa AK zawiodła i ulicę patrolują tylko trzej nasi łącznicy i jeden specjalnie delegowany do tej pracy przedstawiciel A.L. – tow. Krzaczek) – otwiera się klapa włazu i jeden po drugim, w oczach zdumionego tłumu wychodzą z czarnej jamy Żydzi z bronią w ręku (w owym czasie już sam widok Żyda jest sensacją). Nie wszyscy dążą się wydostać.” (s. 64)
</document>
<document nplp_id="7439" title="NOWOLIPIE 80 (Szop Roehricha)" slug="nowolipie-80-szop-roehricha">
Perec Opoczyński
ONI, IV A (11.11.1942)
„Do OBW [Gęsia 30] przyszło po południu kilku oficerów SS. Jak tylko ludzie zobaczyli ich wchodzących na podwórze, w warsztatach powstała wielka panika. Robotnicy łapali palta i uciekali tylnym wyjściem. Potem się okazało, że przyszli zabrać nieużywane maszyny.
Jeśli chodzi o wczorajszą blokadę u Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a], to dowiadujemy się następujących szczegółów: SS weszło tam, chcąc zabrać do Lublina sześciuset krawców. Z tysiąca robotników szopów zastało na miejscu tylko… czterdziestu dwóch. To ich straszliwie rozsierdziło i postanowili na własną rękę, bez porozumienia z pałacem Brühla [siedziba gubernatora Fischera], przeprowadzić akcję odwetową i dlatego zabrali też kobiety i dzieci. Wedle innego przekazu zabrano stamtąd ludzi po prostu dlatego, że bardzo spadła tam wydajność pracy.
Z tekstylnego szopu Roericha [Nowolipie 72 lub 80] przy Smoczej [?] zabrano dziś około sześćdziesięciu ludzi. Wiadomo, że w czasie wczorajszej blokady u Oschmanna [Nowolipie 18] dowódca SS Witosek powiedział do robotników, że powinni się ochotniczo zgłosić do pracy w Lublinie, ponieważ tu umrą z głodu, a tam będą dobrze jeść, a poza tym do grudnia w Warszawie nie będzie ani jednego Żyda.” (s. 318)

Marek Edelman
ONI, IV A
„Ż.O.B. zyskuje sobie pierwszą popularność. W dalszym ciągu przeprowadza jeszcze kilka akcji terrorystycznych na majstrach żydowskich, dających się najbardziej robotnikom we znaki. W jednej z takich akcji karnych na terenie Hallmana (Shop stolarski) niemieccy Werkschutze łapią i osadzają w miejscowym areszcie trzech bojowców. W nocy grupa z terenu Roehricha pod dowództwem towarzysza G. Fryszdorfa rozbraja wartę niemiecką i uwalnia naszych więźniów.” (s. 45)
JA/ONI, IV A
„Ponieważ getto jest podzielone na wiele bloków, prawie zupełnie nie kontaktujących się ze sobą, z konieczności Ż.O.B. musi podzielić swoją pracę na poszczególne tereny. My obserwujemy kierownictwo terenu szczotkarzy (Grylak), W.C. Toebbensa (Paw), Prosta (Kersz). Udaje nam się utworzyć kilka grup bojowych. Element – to przeważnie młodzi skifiści, albo działacze Skifu. Tak więc w getcie centralnym dwie „piątki” prowadzą B. Pelc i Goldsztajn, na terenie szczotkarzy – Jurek Błones i Janek Bilak, u Schulza – A. Fajner i N. Chmielnicki, u Roehricha – W. Rozowski.” (s. 44-45)
</document>
<document nplp_id="7440" title="NOWOLIPKI 41" slug="nowolipki-41">
Marek Edelman
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="7441" title="NOWOLIPIE 64" slug="nowolipie-64">
Marek Edelman
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="7443" title="NOWOLIPIE 72" slug="nowolipie-72">
Marek Edelman
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)
</document>
<document nplp_id="7445" title="LESZNO 72" slug="leszno-72">Marek Edelman
JA/ONI, IV A
„Ponieważ getto jest podzielone na wiele bloków, prawie zupełnie nie kontaktujących się ze sobą, z konieczności Ż.O.B. musi podzielić swoją pracę na poszczególne tereny. My obserwujemy kierownictwo terenu szczotkarzy (Grylak), W.C. Toebbensa (Paw), Prosta (Kersz). Udaje nam się utworzyć kilka grup bojowych. Element – to przeważnie młodzi skifiści, albo działacze Skifu. Tak więc w getcie centralnym dwie „piątki” prowadzą B. Pelc i Goldsztajn, na terenie szczotkarzy – Jurek Błones i Janek Bilak, u Schulza – A. Fajner i N. Chmielnicki, u Roehricha – W. Rozowski.” (s. 44-45)
ONI/JA, V
„Gdy 5-go dnia akcji mija termin dobrowolnego wyjazdu i Niemcy przystępują do „pacyfikacji” tych terenów – napotykają na zdecydowany opór. Niestety nie można tu wykorzystać przygotowanych min, gdyż w całym getcie nie ma już prądu. Następują ciężkie zmagania. Bojowcy zabarykadowani w domach, nie dopuszczają Niemców na teren. I tu walczy każdy dom. Szczególnie zacięte są walki w domach: Nowolipki 41, Nowolipie 64, Nowolipie 67, Leszno 72, Leszno 56.
Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-owców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę, nim rozrywa się – rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło.
Szlomo – zastępca komendanta terenu, ranny w rękę, osłania odwrót z domu Nowolipie 72. Nagle wszystko stracone, na wszystko za późno. Są osaczeni.. Szlomo szybko zdejmuje prześcieradło z łóżka i po nim spuszcza na podwórze wszystkich. Jego nie ma kto przytrzymać. Skacze więc szybko z pierwszego piętra.” (s. 60)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Jednym ze smutnych symptomów jest wzmagająca się wrogość [Żydów] do chrześcijan. Uważa się, że ponoszą oni winę za wszystkie restrykcje gospodarcze. Uogólnia się na przykład napaści pijanych wyrostków ze szkół rzemieślniczych (m.in. ze szkoły im. Konarskiego na Lesznie) i wyciąga z tego wnioski natury ogólnej, chociaż występują tu w dużej mierze oznaki aktywnego antysemityzmu.” (s. 92)
</document>
<document nplp_id="7450" title="GETTO &amp;#8211; OGRÓD SASKI [TRASA]" slug="getto-ogrod-saski-trasa">
&amp;nbsp;

Ludwik Hirszfeld
JA, VI A
„O zmierzchu żona wychodziła w towarzystwie Zosi i nigdy nie byłem pewny, czy w ogóle wróci. Ja wychodziłem tylko od czasu do czasu i błądziłem wówczas głównie po cmentarzysku getta, czasami zachodziłem pod Ogród Saski. Ale nieznośne były mi te spacery; czułem się jak trup chodzący między żywymi.” (s. 492-493)</document>
<document nplp_id="7452" title="FRANCISZKAŃSKA &amp;#8211; NALEWKI – GĘSIA – SMOCZA – NOWOLIPIE &amp;#8211; ŻELAZNA – róg ulic PROSTA/TWARDA [TRASA]" slug="franciszkanska-nalewki-gesia-smocza-nowolipie-zelazna-rog-ulic-prosta-twarda-trasa">
Marek Edelman
ONI/JA, V
„Ż.O.B. prawie nie istnieje, ale nawet i tych resztek, które ocalały, nie można było wyprowadzić z getta za jednym razem. Droga kanałami trwa całą noc. W kanałach napotykamy wciąż na zasieki, które porobili tu przewidujący Niemcy. Włazy pozasypywane są gruzem. W przejściach wiszą granaty, które przy dotknięciu natychmiast wybuchają. Co pewien czas Niemcy wpuszczają gaz trujący. W tych warunkach w kanale wysokim na 70 cm, gdzie nie można się wyprostować, a woda sięga ust, czekamy 48 godzin na wyjście.” (s. 63)
</document>
<document nplp_id="7454" title="NOWOLIPIE 7 (Lokal C.K. BUNDU i&amp;nbsp;siedziba „Folkscajtung”)" slug="nowolipie-7-lokal-c-k-bundu">
Marek Edelman
ONI/JA, I
„W najcięższych chwilach Bund ani na chwilę nie zawiesza swojej działalności. Zmuszony we wrześniu do wyjazdu Centralny Komitet Partii poleca prowadzenie pracy partyjnej, Abraszy Blumowi, (jedynemu, zdaje się, z działaczy, który wśród ogólnej ucieczki decyduje się dobrowolnie pozostać w Warszawie). Organizuje on wraz z Arturem Zygielbojmem, w porozumieniu z obrońcą Warszawy, prezydentem Starzyńskim, żydowskie oddziały, które biorą czynny udział w obronie Stolicy. Wyjechała cała redakcja „Folkscajtungu” (dziennik partyjny). Pomimo to 7-go września ukazuje się normalnie pismo i redagowane przez tow. tow. Abraszę Bluma, Kloga i Klina, wychodzi regularnie podczas całego oblężenia.” (s. 7)
ONI/JA, II B
„W tym czasie Bund, jak na warunki konspiracji, jest wielką organizacją. W uroczystościach w związku z 44-leciem Bundu w październiku 1941 roku wzięło udział w ciągu kilku godzin w wielu lokalach przeszło 2,000 osób.
[…] Praca odbywa się w rozproszeniu – małe grupy – „piątki” lub siódemki zbierają się w różnych mieszkaniach prywatnych i na zewnątrz nie widać wcale, jak ich jest wiele.” (s. 17-18)
</document>
<document nplp_id="7460" title="TŁOMACKIE 3/5 (ALEJNHILF/ ŻSS/ GŁÓWNA BIBLIOTEKA JUDAISTYCZNA)" slug="tlomackie-3-5-alejnhilf-zss-glowna-biblioteka-judaistyczna">

&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, II
„W 1941 roku powstaje Sektor Młodzieży przy Żydowskiej Samopomocy Społecznej, filarem jego jest Cukunft. Docieramy do najszerszych rzesz młodzieży. Prelegenci nasi prowadzą koła młodzieżowe, które w tym czasie tworzą się przy Komitetach domowych. Istnieje chór, który rozwija szeroką działalność (występuje w Bibliotece Judaistycznej). Cukunft organizuje młodzież szkolną. Powstaje S.O.M.S. (Socjalistyczna Organizacja Młodzieży Szkolnej), która po krótkim czasie obejmuje kilkaset uczniów.” (s. 18-19)
ONI/JA, IV A
„W początkach października 1942 r. odbywają się rozmowy między prezydium naszego C. K. a komendą chalucowej organizacji bojowej w sprawie stworzenia wspólnej organizacji. Sprawa ta, dość długo dyskutowana wśród naszych towarzyszy, została sfinalizowana na posiedzeniu warszawskiego aktywu partii dnia 15 października. Postanawiamy utworzyć wspólną organizację bojową w celu stawienia zbrojnego oporu Niemcom w wypadku powtórzenia się akcji eksterminacyjnej. […]
Około 20 października zostaje utworzona t. zw. Komisja Koordynacyjna (K. K.), do której wchodzą przedstawiciele wszystkich istniejących żydowskich partii politycznych, z naszego ramienia – Abrasza Blum i Berek. Na tym samym posiedzeniu zostaje wyłoniona komenda Żydowskiej Organizacji Bojowej (Ż. O. B.). komendantem zostaje Mordchaj Anilewicz („Szomer”). Z naszego ramienia do Komendy wchodzi Marek. Przedstawicielstwo Komisji Koordynacyjnej po „stronie aryjskiej” z naszego ramienia obejmuje dr. L. Fajner (Mikołaj). Zostaje wyłonione również prezydium K.K. i komisja propagandowa, gdzie nas reprezentuje Abrasza.” (s. 44)

Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)
&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, II
„W wielu kawiarniach odbywały się występy solowe, poświęcone częściowo muzyce lekkiej, ale również i poważnej: koncerty kameralne w Sali ŻSS na Tłomackiej, na Siennej. […] Jakiś stary, siwy pan grał na skrzypcach na Solnej lub Orlej. […] Na Elektoralnej słyszałem na podwórzu kilkakrotnie skrzypka, który grał pierwszorzędnie, mówiono, że był kiedyś członkiem orkiestry Filharmonii Warszawskiej.” (s. 199)

Adam Czerniaków
JA, II B

„Buduje się mur na Żelaznej. Na Okopowej skończono. Walczę o uratowanie synagogi i Biblioteki Judaistycznej.” (s. 226)

JA, II D
„Z synagogi i Biblioteki Judaistycznej mają wyjść uchodźcy z Niemiec i Protektoratu.” (s. 292)

Emanuel Ringelblum
ONI, I

„Padła bomba, ratowano dom, pełzano po dachu. Groby na podwórzach, np. Biblioteki Synagogalnej. Do niektórych schronów trudno się było dostać.” (s. 5)

„Nadal wywożą Bibliotekę Synagogalną.” (s. 17)

„Woźnice, którzy przewozili książki z synagogi, sprzedawali tanio księgi religijne. Księgi te umieszczono w suchej piwnicy.” (s. 23)

„Przede wszystkim […] tysiąc złotych […] dzieci, które […] po drugie dają […] (Dzielna 7) prowadzą […] kuchnię […] obiady dla zubożałych. Po większej […] w Tarnowie, gdzie utrzymują 3-4 […] dużo na polu charytatywnym. Mają […] któremu zawdzięczają całą swoją karierę […] daje mnóstwo pieniędzy na żydowskie cele. Między innymi […] Jom Kipur ofiarował 5000 zł dla [synagogi na] Tłomackiem […] wspomniani mają też fantazje bogaczy. Kiedy oni […] [w?] Warszawie wynajmują na popołudnie prywatną […] [dla?] siebie i wspólników za kilkaset złotych.” (s. 37)

„Przeprowadzili wielką rewizję w Wielkiej Synagodze – mówi dowcip – szukali tzw. laski Mojżesza, aby przejść suchą nogą przez morze” (s. 124)</document>
<document nplp_id="7464" title="MIŁA 34" slug="mila-34">























Marek Edelman
JA/ONI, IV A
„Ż.O.B. otrzymuje swój chrzest bojowy w pierwszej większej walce ulicznej na zbiegu Miłej i Zamenhofa. Tracimy tam kwiat naszej organizacji. Cudem tylko i dzięki swej bohaterskiej postawie uratował się komendant Ż.O.B. Mordchaj Anilewicz. Okazuje się, że walka uliczna jest dla nas zbyt kosztowna – nie jesteśmy do niej przygotowani. Nie mamy odpowiedniej broni. Przechodzimy do walki partyzanckiej. Dochodzi do 4-ch większych starć w domach – Zamenhofa 40, Muranowska 44, Miła 34, Franciszkańska 22. na terenie shopu Schulza bojowcy organizują zamach na SS-owców, biorących udział w akcji. Bierze w nim czynny udział tow. A. Fajner.” (s. 46-47)
</document>
<document nplp_id="7467" title="SPACEROWA (poza gettem)" slug="spacerowa">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B 
„Z góry, od strony Spacerowej i Zajączkowskiej, dochodził odgłos strzałów karabinów maszynowych, które mieszały się z akompaniamentem dalekich detonacji armat radzieckich. Później od Zygmunta dowiedzieliśmy się, że właśnie w okolicy Spacerowej, na Mokotowie, Niemcy przygotowali jeszcze przed powstaniem bunkry, z których mieli doskonałe pole widzenia i obstrzału przez ogrody warzywne na Belwederską. Ludzie, którzy mieszkali w pobliżu i chcieli dostać się do swych domów, padli od pocisków niemieckich.” (s. 273)

TRASY:
- Trasa: róg ulic Belwederska/Spacerowa - Sadyba Czerniakowska</document>
<document nplp_id="7473" title="ZAMENHOFA 40" slug="zamenhofa-40">Marek Edelman
ONI/JA, IV A
„Ż.O.B. otrzymuje swój chrzest bojowy w pierwszej większej walce ulicznej na zbiegu Miłej i Zamenhofa. Tracimy tam kwiat naszej organizacji. Cudem tylko i dzięki swej bohaterskiej postawie uratował się komendant Ż.O.B. Mordchaj Anilewicz. Okazuje się, że walka uliczna jest dla nas zbyt kosztowna – nie jesteśmy do niej przygotowani. Nie mamy odpowiedniej broni. Przechodzimy do walki partyzanckiej. Dochodzi do 4-ch większych starć w domach – Zamenhofa 40, Muranowska 44, Miła 34, Franciszkańska 22. na terenie shopu Schulza bojowcy organizują zamach na SS-owców, biorących udział w akcji. Bierze w nim czynny udział tow. A. Fajner.” (s. 46-47)
</document>
<document nplp_id="7476" title="ŚWIĘTOJERSKA" slug="swietojerska">
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)
&amp;nbsp;

Marek Edelman
[Działania 5 grup bojowych Ż.O.B. w kwartale ulic: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska]
JA/ONI, V
„Następnego dnia do godz. 2-ej po południu – cisza. Dopiero teraz Niemcy podchodzą znów zwartym oddziałem pod bramę szczotkarzy. Nie wiedzą, że w tym samym momencie obserwator bierze do ręki wtyczkę od kontaktu elektrycznego. Werkschutz niemiecki podchodzi do bramy, chce ją otworzyć. Dokładnie w tej samej chwili wtyczka zostaje włączona. Pod nogami SS-owców rozgrywa się czekająca na nich oddawna mina. Przeszło 100 SS-manów ginie od wybuchu – reszta wycofuje się odprowadzona strzałami naszych bojowców. Dopiero po 2-ch godzinach Niemcy powtórnie próbują szczęścia. Teraz już inaczej, ostrożnie, gęsiego, w szyku bojowym starają się przedostać na teren szczotkarzy. Ale tu poraz drugi doznają odpowiedniego przyjęcia przez czekającą na nich grupę bojową. Z 30 Niemców, którzy dostali się na teren, wydostaje się z powrotem zaledwie kilku. Reszta ginie od wybuchu granatów i butelek zapalających. I znów wycofują się Niemcy z getta. I znów bojowcy święcą swoje drugie kompletne zwycięstwo.” (s. 55-56)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Z rana delegaci Gminy byli u Haniki. Oświadczył, że z ghetta wyłączają Kercelak i sądy na Lesznie. Śto-Jerska jest w dyskusji.” [12 X 1940] (s. 127)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Uratowano dla getta ul. Świętojerską dzięki p. Cukiermanowi, który stał na posterunku i nie pozwalał nikomu ruszyć się z miejsca – przeciwnym razie sprawa byłaby przegrana. Zazwyczaj miarodajny był ostatni spis mieszkańców z ostatniego dnia.” (t. 29: s. 149)
JA, V

„Walczyły poszczególne grup w getcie, w szopie szczotkarskim, na ul. Świętojerskiej, na terenach szopu Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami.” (t. 29a: s. 88)

ONI, V

„Fantazja ludowa widziała też żydowską Joannę d’Arc. Na Świętojerskiej nr 28, w siedzibie szopu szczotkarskiego, który odznaczył się w walkach kwietniowych, widziano piękną osiemnastoletnią dziewczynę w bieli, która niezwykle celnie strzelała z karabinu maszynowego do Niemców, gdy jej nie imały się żadne kule – widocznie nosiła jakiś pancerz – twierdziła fama ludowa. Przez szereg tygodni rozlegała się w getcie nieustanna strzelanina, łuny pożarów znaczyły ślady postępującej roboty niemieckiej. Niemcy usiłowali wszystkimi środkami oddzielić walczące i broczące we krwi getto od ludności aryjskiej, by nie przedostały się żadne wiadomości z pola bitwy i by nikt żywy nie wydostał się z getta. W tym celu zabroniono Aryjczykom poruszać się po ulicach graniczących z gettem, a więc po Lesznie, Bonifraterskiej, Świętojerskiej itd. Zniesiono ruch tramwajowy na tych ulicach, kierując go na okrężne ulice.” (t. 29a: s. 89)

„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a: s. 90)

„Naoczny świadek opowiedział mi następującą historię. Czwartego dnia akcji przechodziła ulicą Leszno kolumna żydowskich pracowników, której udało się przekupić konwojenta-Niemca i otrzymać zezwolenie na opuszczenie kolumny i przejście na aryjską stronę. Kilkanaście osób chciało wykorzystać tę rzadką okazję uratowania się ze szponów śmierci i na rogu Karmelickiej i Leszna oddzielili się od pozostałej grupy, chcąc się przedostać na aryjską stronę. Natychmiast obskoczyły ich żerujące na nieszczęściu żydowskim bandy szmalcowników i zapędziły z powrotem do płonącego getta. Inny analogiczny fakt wydarzył się na ul. Świętojerskiej. Sześciu Żydów przedarło się kanałem na aryjską stronę. Zauważył to młody chłopak, który bawił się na hulajnodze. Wychowany w domu, że Żyd to potwór, którym się straszy niegrzeczne dzieci („Żyd cię weźmie do worka”), zwrócił na to uwagę stacjonowanej w pobliżu bandzie szmalcowników. Zbiegowie opłacili się sumą 5000 zł, to nie uratowało ich jednak z rąk drugiego szantażysty, który wydał Żydów w ręce władzy.” (t. 29a: s. 90-91)
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI,  III A [29-30 VII 1942]

„- To była blokada ulicy?

- Ulicy, ulicy! I została kartka – &amp;gt;&amp;gt;Miód zapłacony, bony wycięte. Nie popełniaj żadnych głuptas. Całuję Was.&amp;lt;&amp;lt;” (Tak naprawdę..., s. 140).
Halina Birenbaum
JA, I

„Uciekliśmy z płonącego domu, biorąc z sobą wszystko, co można było unieść w ręku; przedarliśmy się na Świętojerską, do kolegi brata. Tam schroniliśmy się w zatłoczonej piwnicy. Panował tu straszny zaduch, oddychało się z trudem, ale nie słyszało się przynajmniej tak wyraźnie huku bomb i warkotu samolotów, i już to wydawało mi się szczęściem…

Po trzech tygodniach nastała dziwna cisza.” (s. 10)
Bogdan Wojdowski
F,  I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, II
„Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”. (s. 279-280)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Plac Krasińskich/Świętojerska,    - Świętojerska 11,    - Świętojerska 11a,    - Świętojerska 13,
- Świętojerska 26/28 (szop Toebbensa),
- Świętojerska 28,   - Świętojerska 30,   - Świętojerska 32,   - Świętojerska 32/34,   - Świętojerska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),
- Świętojerska 36,   - Świętojerska 38,   - róg ulic Nalewki/Świętojerska (wacha),
- róg ulic Świętojerska/Bonifraterska,
- róg ulic Świętojerska 32/34/Franciszkańska (szop szczotkarzy),    - Świętojerska (odcinek: Nalewki - Nowiniarska),
OBSZARY:
- Obszar: Świętojerska 28-32-34,
TRASY:
- Trasa: Świętojerska - Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) - Gęsia 22/24,   - Trasa: Świętojerska 28 - Świętojerska 30,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7477" title="WAŁOWA" slug="walowa">
Marek Edelman
[Działania 5 grup bojowych Ż.O.B. w kwartale ulic: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska]
JA/ONI, V
„Następnego dnia do godz. 2-ej po południu – cisza. Dopiero teraz Niemcy podchodzą znów zwartym oddziałem pod bramę szczotkarzy. Nie wiedzą, że w tym samym momencie obserwator bierze do ręki wtyczkę od kontaktu elektrycznego. Werkschutz niemiecki podchodzi do bramy, chce ją otworzyć. Dokładnie w tej samej chwili wtyczka zostaje włączona. Pod nogami SS-owców rozgrywa się czekająca na nich oddawna mina. Przeszło 100 SS-manów ginie od wybuchu – reszta wycofuje się odprowadzona strzałami naszych bojowców. Dopiero po 2-ch godzinach Niemcy powtórnie próbują szczęścia. Teraz już inaczej, ostrożnie, gęsiego, w szyku bojowym starają się przedostać na teren szczotkarzy. Ale tu poraz drugi doznają odpowiedniego przyjęcia przez czekającą na nich grupę bojową. Z 30 Niemców, którzy dostali się na teren, wydostaje się z powrotem zaledwie kilku. Reszta ginie od wybuchu granatów i butelek zapalających. I znów wycofują się Niemcy z getta. I znów bojowcy święcą swoje drugie kompletne zwycięstwo.” (s. 55-56)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Pod pretekstem rewizji broni agenci szukali wszędzie i zabierali wszystko. Każda fabryka na terenie IV komisariatu płaciła co najmniej po tysiąc złotych miesięcznie, niektóre zakłady płaciły do 20 000 zł, nawet do 50 000 zł miesięcznie. Młyn na Nalewkach 33, acz zupełnie legalny, bo produkujący dla Judenratu, płacił 20 000 zł miesięcznie. Agenci chodzili od mieszkania do mieszkania, szukając ukrytych towarów. O ile towar był legalny, agenci twierdzili, że towar został skradziony itp. Gdy wyszło rozporządzenie o futrach, agenci szukali wszędzie futer. Giełda futrzana na Wałowej musiała im się opłacać po 1000 zł dziennie. Agenci polityczni byli szarańczą, objadającą wszystko w getcie. To wszystko się jednak opłacało. Siła robocza w getcie była bardzo tania, podatków nielegalne fabryki nie płaciły, opłacała się więc produkcja.” (s. 40)


ADRESY:
- Franciszkańska 34/Wałowa 6 (szop szczotkarzy),  - Franciszkańska/Wałowa,</document>
<document nplp_id="7480" title="SZOPY GETTA WARSZAWSKIEGO – LUBLIN, Konzentrazions Lager [TRASA]" slug="szopy-getta-warszawskiego-lublin-konzentrazions-lager-trasa">


&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI, IV A
„[…] w połowie listopada (w okresie „spokoju”) nastąpiła wywózka kilkuset Żydów z różnych shopów rzekomo do robót w Konzentrazions – Lager Lublin. Wtedy to właśnie tow. Rozowski wyłamał zakratowane okno wagonu towarowego, wyrzucił przez nie w biegu pociągu siedem dziewcząt (m.in. Gutę Błones, Chajkę Bełchatowską, Wiernik, M. Kojfman) i ostatni sam wyskoczył. Podobne czyny w czasie pierwszej akcji były jeszcze nie do pomyślenia. Jeśliby nawet w wagonie znalazł się śmiałek chcący uciekać, współtowarzysze nie pozwoliliby mu na to z obawy przed konsekwencjami dla pozostałych. Teraz Żydzi zaczynają wreszcie rozumieć, że wysiedlenie – to śmierć. Że nie ma dla nas innej rady, jak ginąć z honorem”. (s. 46)</document>
<document nplp_id="7484" title="DŁUGA (piwnice pod&amp;nbsp;Arsenałem)" slug="dluga-piwnice-pod-arsenalem">
Marek Edelman
ONI/JA, IV B
„W całej Warszawie krążą legendy o setkach zabitych Niemców. O wielkiej sile Ż.O.B. Cała Polska podziemna jest dla nas pełna uznania. W końcu stycznia otrzymujemy od dowództwa A.K. 50 dużych pistoletów i 50 granatów. Następuje wówczas reorganizacja Ż.O.B. Wszystkie grupy bojowe zostają podzielone na cztery tereny. My kierujemy terenem szczotkarzy (komendantem jest Marek), gdzie posiadamy m. in. naszą grupę bojową pod dowództwem Jurka Błonesa. Grupy bojowe mieszkają bezpośrednio w pobliżu swoich punktów operacyjnych.” (s. 48)
[Przekazanie broni w styczniu 1943 r. dzięki baonowi OW PPS im. J. Dąbrowskiego]
</document>
<document nplp_id="7485" title="NOWOLIPIE 34" slug="nowolipie-34">
Marek Edelman
JA/ONI, II D

„[…] następuje tragiczna, krwawa noc z 17-ego na 18-ego kwietnia 1942 roku. Niemieccy oficerowie wyciągają z domów przeszło 50 działaczy społecznych i rozstrzeliwują ich na ulicach getta. Z naszych towarzyszy padli wówczas – Goldberg z żoną (fryzjer) [Mojżesz i Ruchla Goldberg zginęli przy ul. Nowolipie 34 – B.S.], Naftali Kleruch z ojcem [Naftali i Józef Kleruch zginęli na Gęsiej 80 – B.S.], Sklar [Perec Szklarski zginął na wołyńskiej 2 – B.S.] i inni. Poszukiwani byli – Sonia Nowogródzka, Luzer Klog i Berenbaum. Nazajutrz całe getto przerażone, oszołomione, zdenerwowane, gubi się w domysłach, jaki był powód tych egzekucji. Większość uważa, że to stracono redaktorów gazetek nielegalnych, że ta cała akcja skierowana jest tylko przeciwko działaczom politycznym, że należy przestać działać, by niepotrzebnie nie zwiększać i tak dużej liczby ofiar. 19 kwietnia ukazuje się specjalny numer naszego tygodnika „Der Werker”, który wskazuje na to, że jest to jeszcze jedno ogniwo w akcji wyniszczenia Żydów, że Niemcy chcą wymordować aktywniejsze elementy żydowskie, by potem cała masa poszła biernie na śmierć, tak jak to miało miejsce w Lublinie i innych miastach. Pogląd nasz pozostaje jednak nadal zupełnie odosobniony, tylko niektóre młodzieżowe ugrupowania „Szomer” i „Hechaluc” są tego samego zdania.” (s. 24-25)

</document>
<document nplp_id="7486" title="WOŁYŃSKA 2" slug="wolynska-2">
Marek Edelman
JA/ONI, II D

„[…] następuje tragiczna, krwawa noc z 17-ego na 18-ego kwietnia 1942 roku. Niemieccy oficerowie wyciągają z domów przeszło 50 działaczy społecznych i rozstrzeliwują ich na ulicach getta. Z naszych towarzyszy padli wówczas – Goldberg z żoną (fryzjer) [Mojżesz i Ruchla Goldberg zginęli przy ul. Nowolipie 34 – B.S.], Naftali Kleruch z ojcem [Naftali i Józef Kleruch zginęli na Gęsiej 80 – B.S.], Sklar [Perec Szklarski zginął na wołyńskiej 2 – B.S.] i inni. Poszukiwani byli – Sonia Nowogródzka, Luzer Klog i Berenbaum. Nazajutrz całe getto przerażone, oszołomione, zdenerwowane, gubi się w domysłach, jaki był powód tych egzekucji. Większość uważa, że to stracono redaktorów gazetek nielegalnych, że ta cała akcja skierowana jest tylko przeciwko działaczom politycznym, że należy przestać działać, by niepotrzebnie nie zwiększać i tak dużej liczby ofiar. 19 kwietnia ukazuje się specjalny numer naszego tygodnika „Der Werker”, który wskazuje na to, że jest to jeszcze jedno ogniwo w akcji wyniszczenia Żydów, że Niemcy chcą wymordować aktywniejsze elementy żydowskie, by potem cała masa poszła biernie na śmierć, tak jak to miało miejsce w Lublinie i innych miastach. Pogląd nasz pozostaje jednak nadal zupełnie odosobniony, tylko niektóre młodzieżowe ugrupowania „Szomer” i „Hechaluc” są tego samego zdania.” (s. 24-25)

</document>
<document nplp_id="7487" title="GĘSIA 80" slug="gesia-80">Marek Edelman
JA/ONI, II D

„[…] następuje tragiczna, krwawa noc z 17-ego na 18-ego kwietnia 1942 roku. Niemieccy oficerowie wyciągają z domów przeszło 50 działaczy społecznych i rozstrzeliwują ich na ulicach getta. Z naszych towarzyszy padli wówczas – Goldberg z żoną (fryzjer) [Mojżesz i Ruchla Goldberg zginęli przy ul. Nowolipie 34 – B.S.], Naftali Kleruch z ojcem [Naftali i Józef Kleruch zginęli na Gęsiej 80 – B.S.], Sklar [Perec Szklarski zginął na wołyńskiej 2 – B.S.] i inni. Poszukiwani byli – Sonia Nowogródzka, Luzer Klog i Berenbaum. Nazajutrz całe getto przerażone, oszołomione, zdenerwowane, gubi się w domysłach, jaki był powód tych egzekucji. Większość uważa, że to stracono redaktorów gazetek nielegalnych, że ta cała akcja skierowana jest tylko przeciwko działaczom politycznym, że należy przestać działać, by niepotrzebnie nie zwiększać i tak dużej liczby ofiar. 19 kwietnia ukazuje się specjalny numer naszego tygodnika „Der Werker”, który wskazuje na to, że jest to jeszcze jedno ogniwo w akcji wyniszczenia Żydów, że Niemcy chcą wymordować aktywniejsze elementy żydowskie, by potem cała masa poszła biernie na śmierć, tak jak to miało miejsce w Lublinie i innych miastach. Pogląd nasz pozostaje jednak nadal zupełnie odosobniony, tylko niektóre młodzieżowe ugrupowania „Szomer” i „Hechaluc” są tego samego zdania.” (s. 24-25)</document>
<document nplp_id="7488" title="ZAMENHOFA 9" slug="zamenhofa-9">Marek Edelman
JA/ONI, I
„Uruchomione w czasie oblężenia jadłodajnie i kuchnie społeczne funkcjonują nadal. Pomoc materialną otrzymują wszyscy prawie członkowie partii i Związków Zawodowych. Abrasza Blum organizuje tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy nowe Centralne Kierownictwo Partii (A. Blum, L. Klog, S. Nowogródzka, B. Goldstein, a następnie A. Sznajdmil – Berek oraz M. Orzech).” (s. 7-8)
[Kuchnie subwencjonowane organizacji politycznych: Poalej Syjon lewica - Zamenhofa 9; Bund – Muranowska – brak dokładnego adresu; Ha-Szomere Ha-Cair – Nowolipki 23; Związek Rzemieślników – Orla 13 i Świętojerska 11a - (B.S.)]


Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Kuchnia ludowa zarządzana przez Poalej Syjon przy Zamenhofa 9 była pierwszą kuchnią przeznaczoną dla ubogich warszawiaków. W tej kuchni otrzymują towarzysze z Poaelej Syjon nie tylko strawę materialną. Otrzymują tu również strawę duchową. Kuchnia ludowa stała się ośrodkiem życia społecznego i towarzyskiego. Odbywają się tam od czasu do czasu imprezy o charakterze literackim i społecznym. Tam też skoncentrował się młodzieżowy ruch Poalej Syjon. Organizowane są tam dyskusje na rozmaite tematy polityczne i społeczne. W kuchni, albo raczej w stołówce, odbywają się uroczystości rocznicowe ku czci Bera Borochowa. Omawia się tam przebieg wojny, która według opinii uczestników, zakończy się niechybnie pełnym zwycięstwem Związku Radzieckiego, państwa robotników. Po zorganizowaniu kuchni przy Zamenhofa 9 Poalej Syjon przystępuje do założenia kuchni dla dorosłych i dzieci. Również inne partie robotnicze i burżuazyjne uruchomiły takie kuchnie, które stały się ośrodkami działalności społecznej.” (s. 137-138)
</document>
<document nplp_id="7489" title="ŚWIĘTOJERSKA 11A" slug="swietojerska-11a">
Marek Edelman
JA/ONI, I
„Uruchomione w czasie oblężenia jadłodajnie i kuchnie społeczne funkcjonują nadal. Pomoc materialną otrzymują wszyscy prawie członkowie partii i Związków Zawodowych. Abrasza Blum organizuje tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy nowe Centralne Kierownictwo Partii (A. Blum, L. Klog, S. Nowogródzka, B. Goldstein, a następnie A. Sznajdmil – Berek oraz M. Orzech).” (s. 7-8)
[Kuchnie subwencjonowane organizacji politycznych: Poalej Syjon lewica - Zamenhofa 9; Bund – Muranowska – brak dokładnego adresu; Ha-Szomere Ha-Cair – Nowolipki 23; Związek Rzemieślników – Orla 13 i Świętojerska 11a - (B.S.)]
</document>
<document nplp_id="7491" title="ORLA 13" slug="orla-13">
Marek Edelman
JA/ONI, I
„Uruchomione w czasie oblężenia jadłodajnie i kuchnie społeczne funkcjonują nadal. Pomoc materialną otrzymują wszyscy prawie członkowie partii i Związków Zawodowych. Abrasza Blum organizuje tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy nowe Centralne Kierownictwo Partii (A. Blum, L. Klog, S. Nowogródzka, B. Goldstein, a następnie A. Sznajdmil – Berek oraz M. Orzech).” (s. 7-8)
[Kuchnie subwencjonowane organizacji politycznych: Poalej Syjon lewica – Zamenhofa 9; Bund – Muranowska – brak dokładnego adresu; Ha-Szomere Ha-Cair – Nowolipki 23; Związek Rzemieślników – Orla 13 i Świętojerska 11a – (B.S.)]

Janina Bauman
JA, I

„Nawiązałyśmy kontakt z grupą nauczycieli z przedwojennego gimnazjum Spójnia i po paru dniach rozpoczęłyśmy naukę według trzeciej klasy gimnazjum [Orla 13, mieszkanie Stefani Arkin-Halberstat lub Mylna 11a, mieszkanie dr Dawidsona].” (s. 56)
</document>
<document nplp_id="7607" title="MAZOWIECKA" slug="mazowiecka">
Władysław Szpilman
JA/ONI, I
„Wracaliśmy na Śliską, nie mając nadziei, że zastaniemy nasze mieszkanie nienaruszone. Jednak poza paroma szybami niczego w nim nie brakowało. Drzwi były zamknięte na klucz, tak jak je pozostawiliśmy, wychodząc, a w środku wszystkie drobiazgi leżały na swoim miejscu. Także inne domy w okolicy pozostały nieuszkodzone. Gdy zaczęliśmy po paru dniach wychodzić na ulicą, by dowiedzieć się czegoś o naszych przyjaciołach, okazało się, że miasto - mimo dużych zniszczeń - funkcjonowało. Straty okazały się w rzeczywistości o wiele niższe, niż się tego spodziewano bezpośrednio po nalotach. Z początku mówiono o stu tysiącach zabitych i wszyscy byli głęboko wstrząśnięci tą liczbą, stanowiącą przecież dziesięć procent całej ludności Warszawy. Później okazało się, że liczba ofiar wyniosła około dwudziestu tysięcy. Wśród nich znajdowali się nasi przyjaciele, których jeszcze przed paru dniami widzieliśmy wśród żywych, dziś zaś leżeli przysypani gruzami, porozrywani przez bomby. Dwóch kolegów mojej siostry Reginy zginęło, zasypanych przez walący się dom na Koszykowej. Gdy się później przechodziło koło tego miejsca, trzeba było zasłaniać nos chusteczką. Przez zasypane okna piwnic i przez szczeliny w murach wydobywał się fetor osiemdziesięciu rozkładających się ciał, zatruwając powietrze w całej okolicy. Na Mazowieckiej jeden z moich kolegów został rozerwany przez pocisk artyleryjski. Tylko dzięki temu, że odnaleziono jego głowę, można było stwierdzić, że rozszarpane resztki należały do człowieka, który był niegdyś zdolnym skrzypkiem. Były to przerażające nowiny. Nic nie mogło jednak zakłócić naszej wstydliwie ukrywanej w podświadomości, prawie zwierzęcej radości, że żyjemy i nic nam już nie grozi.” (s. 28-29)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)

ADRESY:
- Mazowiecka 12,</document>
<document nplp_id="7647" title="Róg ulic DZIELNA/KARMELICKA" slug="rog-ulic-dzielna-karmelicka">

























Rachela Auerbach
ONI, II B

„Wyobrażam sobie taki cykl: szmugler, artyści, łapacz paczek, symulant, trudna poza, a wreszcie finish: ta podłużna, przykryta papierem kupka, którą widziałam onegdaj na rogu Dzielnej i Karmelickiej.” (s. 87)

&amp;nbsp;

ONI, II C

„Wracając przedwczoraj do domu, zastał na rogu Dzielnej i Karmelickiej małe zbiegowisko. Na schodach sklepiku leżał, wijąc się i lamentując w boleściach, Żyd z wiszącą na temblaku na biało obandażowaną ręką. Wracał właśnie z pogotowia zaopatrzony po złamaniu czy jakimś innym wypadku, a &amp;lt;łapacz&amp;gt; myślał w ciemności, że on niesie paczkę z żywnością i z całej siły chwycił go za białe zawiniątko, chcąc mu je wyrwać i uciec…” (s. 135)

</document>
<document nplp_id="7694" title="WOŁYŃSKA 3 &amp;#8211; GĘSIA 25 [TRASA]" slug="wolynska-3-gesia-25-trasa">Henryk Makower
JA, III
„Dostaliśmy się na Wołyńską. Weszliśmy do pierwszego wolnego domu – nr 3, gdzie na II piętrze znaleźliśmy puste mieszkanie.[…] Zostawiamy rzeczy, ja idę na Gęsią do rodziny.[…] Na Gęsiej [25] panował zupełny spokój, o zarządzeniu jeszcze nikt nie wiedział.” (s. 118)
</document>
<document nplp_id="7697" title="LESZNO (mieszkania pracowników Toebbensa)" slug="leszno-mieszkania-pracownikow-toebbensa">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, III B/III C
„Rozeszła się wiadomość, że Toebbens, szef jednej z największych szop, rozkazał swoim pracownikom, aby przenieśli się do specjalnie w tym celu zarekwirowanych domów na Lesznie.” (s. 65)</document>
<document nplp_id="7698" title="GĘSIA/LUBECKIEGO/PAWIA/ZAMENHOFA (tzw. GETTO SZCZĄTKOWE) [OBSZAR]" slug="zamenhofa-pawia-lubeckiego-tzw-getto-szczatkowe-obszar">Perec Opoczyński
ONI, III C (18.09.1942)
„Znów zmniejszono getto. Pozostają tylko fragmenty Zamenhofa, Pawiej, Lubeckiego. Mówi się, że nawet Wołyńska ma być odłączona. Tę trochę Żydów z szopów ścisną na kilku uliczkach. Do tej pory odcięto 80 procent terenu getta. Na wszystkich tych ulicach panuje śmiertelna cisza.” (s. 298)


Abraham Lewin
ONI/JA, III C (18.09.1942)
„Nawiedziły nas nowe nieszczęścia. Znów zmniejszają granice getta. Cały czworobok (Pawia – Lubeckiego – Gęsia - Zamenhofa) zostaje wydzielony z getta. Moje dwie siostry, które pozostały, tracą swe mieszkania. W ogóle nie mają one prawa żyć, gdyż nie otrzymały numerków od Gminy. Wszystkie moje rzeczy tam się znajdują.” (s. 223)


Halina Birenbaum
JA/ONI, IV A

„Akcje ustały rzeczywiście, jak to zapowiadano przed selekcją, ale tylko na pewien czas. W getcie panował przez kilka miesięcy względny spokój; zdarzały się pojedyncze łapanki do wagonów i chuligańskie wybryki esesmanów. Można jednak było odetchnąć po koszmarze selekcji i kotła na Miłej.” (s. 64)

„Getto zmniejszyło się niepomiernie. Nieliczni uratowani z wielkich akcji, obław i selekcji pracowali całymi dniami i nocami (na dwie zmiany) w szopach i na placówkach. Robotnicy Toebbensa mieli prawo mieszkać tylko na Lesznie, robotnicy Schultza — na Nowolipiu, placówkarze — na Miłej i Nalewkach. Każdą z tych ulic obstawiały warty — esesmani i żydowscy policjanci lub porządkowi, zwani Werkschutzami. Robotnicy szli do pracy i wracali zawsze w grupach pod eskortą żydowskiej policji bądź Werkschutzów. Gdy się chciało przejść bodaj z jednego bloku do drugiego, trzeba było mieć przepustkę. Nikomu prócz policji nie pozwolono w ciągu dnia znajdować się na ulicy. Groziło za to rozstrzelanie (w nocy chodzenie po ulicach było zabronione od początku okupacji). Tylko wieczorem i rano, w porze wyprowadzania robotników i powrotów z pracy, mogliśmy przez godzinę pozostawać na dworze. Wtedy właśnie odbierało się w sklepiku nędzny przydział produktów, którymi niemieccy przedsiębiorcy opłacali swych niewolników.” (s. 65)

JA/ONI, III B (1-6 września 1942)

„Jesienią 1942 roku hitlerowcy przerwali akcje. Toebbens i Schultz, dwaj najwięksi przedsiębiorcy niemieccy zatrudniający Żydów w getcie, dokonali przedtem ogromnych redukcji wśród robotników, skazując ich tym samym na śmierć. Tym, których Schultz raczył zatrzymać, wydano zielone numerki; tylko ci z zielonymi numerkami mieli odtąd prawo znajdować się w obrębie getta. Rozpoczęły się zaciekłe walki o ten glejt, o to prawo do życia.

[…] Po redukcjach, po wprowadzeniu Ausweisów i numerków, Niemcy ogłosili, że odbędzie się selekcja wszystkich pozostałych Żydów w getcie, a potem Żydzi wybrani, czyli „potrzebni”, będą mogli wrócić do domów i do pracy; w getcie zapanuje wówczas zupełny spokój, pod warunkiem, oczywiście, że jego mieszkańcy będą należycie wykonywać wszystkie zarządzenia i rozkazy…” (s. 54)</document>
<document nplp_id="7700" title="RAKOWIECKA 37 (Areszt śledczy Warszawa-Mokotów)" slug="rakowiecka-37-areszt-sledczy-warszawa-mokotow">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, IV A
„Umschlag w Warszawie naprawdę został zlikwidowany. Wszystkich aresztowanych zwolniono. Co więcej, wypuszczono na wolność wszystkich żydowskich więźniów ze wszystkich warszawskich więzień: z ulicy Mokotowskiej [chodzi zapewne o Areszt Śledczy na Rakowieckiej], z Pawiaka, ze specjalnego więzienia przy Gęsiej (60 Żydów i 100 Cyganów). Umschlag przeszedł pod władzę &amp;lt;Weterfassung&amp;gt;, gdzie są obecnie zatrudnieni byli aresztanci.” (s. 258-259)</document>
<document nplp_id="7703" title="BELWEDERSKA 27 (poza gettem)" slug="belwederska-27-poza-gettem">
Leokadia Schmidt
ONI, IV A
„Wieczorem (po stronie aryjskiej godzina policyjna zaczynała się o 10.00 wieczór) Michalski zaprowadził męża tam, gdzie odtąd miał być jego dom i schronienie. Był to stary odrapany budynek, raczej rudera, przy ulicy Belwederskiej 27. Mieścił się w nim zakład blacharski Antoniego Michalskiego, ojca Henryka. Budynek znajdował się w dzielnicy nowoczesnych domów wzniesionych niedawno przed wojną, które oczywiście zajmowali teraz Niemcy. Polakom wolno było tam mieszkać tylko w takich ruderach jak Michalskiego. Ponieważ od lat już ją wynajmował, pozwolono mu tu nadal pracować. Mąż przyglądał się ruchowi, życiu w tej niemieckiej dzielnicy. Serce ściskało mu się na widok dostatku i wygód. Z okien biła powódź świateł i dochodziły dźwięki muzyki radiowej, tak dawno już nie słyszanej przez męża. Jakiż to kontrast z nasza nędzą i tym, co się dzieje w getcie. Michalski z zachowaniem wszelkich ostrożności wprowadził męża tylnym wejściem od podwórka, po czym zamknął z zewnątrz drzwi na kłódkę. Mąż został sam w ciemnym, nie znanym lokalu. Światła nie można było zapalić, aby nie budzić podejrzenia, że ktoś znajduje się wewnątrz. Położył się więc na starej kozetce, z której sprężyny wyłaziły i która miała służyć mu jako łóżko, dziękując Bogu, że wydostał się z getta.” (s. 154)
ONI, IV A
„Warsztat blacharski Michalskiego, w którym mąż mieszkał i pracował od trzech miesięcy, wywarł na mnie przytłaczające wrażenie. W normalnym okresie taki budynek nadawałby się tylko do rozbiórki. Od frontu przechodziły tory kolejki wilanowskiej. Naprzeciwko stał kilkupiętrowy nowoczesny dom ZUS zajęty wyłącznie przez Niemców. Jedynie restauracja i handel win i wódek należał do Polaka, którego stałym klientem był stary Michalski. Z lewej strony od frontu rudera nasza łączyła się żelazną bramą z jednopiętrowym starym budynkiem zamieszkanym przez kilku lokatorów. Z prawej strony był ogród warzywny należący do Michalskich, a kilkadziesiąt kroków dalej stał domek zajmowany przez kowala i jednego volksdeutscha. Na podwórku od tyłu mieścił się jednorodzinny domek dozorcy. Obok zaś znajdowała się ubikacja dla wszystkich mieszkańców. Za tym budyneczkiem i ubikacją był również duży warzywny ogród ciągnący się aż do Rakowieckiej na Mokotowie. Budynek składał się z kilku pokojów. Od frontu mieścił się zakład blacharski, przylegającego do niego pokoju Michalski używał jako składu. W małym korytarzyku za tymi pokojami znajdowało się dwoje drzwi. Jedne prowadziły do dużego, zupełnie zrujnowanego pomieszczenia, z którego można było się dostać po drabinie na strych, podobnie jak z korytarza. Pokój ten w ogóle nie nadawał się do użytku. Nie miał podłogi, pełno tu było gruzu i gratów. Z sufitu pozostały tylko zgniłe belki i deski. Drzwiami na drugim końcu korytarza wchodziło się do kuchni, a potem do dużego pokoju o dwóch oknach wychodzących na ogród warzywny od strony volksdeutscha. Z tego punktu można było wyjść do małej sionki, a z niej do ogrodu. Kanalizacji w ogóle nie było w tym domu. Kuchnia miała wprawdzie zlew i wodę z kranu, ale woda spływała do rynsztoka na podwórzu. Cały budynek zaatakowany był przez grzyby. Zewsząd wiało chłodem i wilgocią.” (s. 191-192)
JA, V
„11 maja 1943 roku wróciliśmy więc do starej meliny na Belwederską. Dach miał pełno dziur i szpar, woda przeciekała ze wszystkich stron do wnętrza. Ze ścian i z sufitu opadał tynk. Jak wspomniałam, jeden pokój nie nadawał się w ogóle do użytku, gdyż sufit groził zawaleniem. W tym pokoju-rupieciarni trzymaliśmy trociny, którymi ogrzewaliśmy zimą mieszkanie, paląc je w specjalnym piecu. Jedyną przyjemnością był ogród warzywny Michalskich. Odgradzał on okna pokoju, w którym spaliśmy, od ewentualnych ciekawskich. Mieliśmy przez cały dzień prąd, ponieważ budynek znajdował się w dzielnicy niemieckiej. W dzielnicach zamieszkanych przez Polaków Niemcy dostarczali elektryczność tylko przez trzy godziny dziennie. Poza tym mieliśmy też nielegalnie gaz. Starszy Michalski zainstalował nam rodzaj piecyka gazowego, na którym można było gotować i opalać częściowo mieszkanie. W dzień oczywiście gazu nie używaliśmy, gdyż baliśmy się kontroli. Za to po zamknięciu warsztatu paliliśmy przez całą noc, chcąc choć trochę osuszyć zagrzybiony dom. Była woda i zlew, ale bez kanalizacji. Postanowiliśmy nigdy nie wychodzić, zwłaszcza że dozorca mieszkał akuratnie naprzeciwko naszej kuchni, skąd prowadziły drzwi na podwórze. Po zamknięciu warsztatu Michalski wychodził tym wyjściem i zamykał drzwi na kłódkę. Główny budynek, gdzie mieszkał Zygmunt z rodziną, zajmowało 20 rodzin, przeważnie robotniczych.” (s. 234-235)
JA, V
„Nazajutrz zerwaliśmy się skoro świt, gdyż Michalski o 7.00 otwierał warsztat. Henryk zaopatrzył nas poprzedniego dnia w mleko i chleb, zjedliśmy więc śniadanie i udaliśmy się po drabinie do naszej właściwej rezydencji, na strych. Zamknęliśmy za sobą klapę w suficie, a Michalski zabrał drabinę i ustawił w rupieciarni. Na dole nie było śladu, że są tu ‘niepożądani przybysze’. Rozejrzeliśmy się po naszym nowym lokum. Strych sprawiał wrażenie dość wesołe. Obszerny, bo zajmował całą długość budynku, miał po bokach po jednym normalnym oknie bez szyb, zaopatrzonym gęstą siatką metalową. Michalski kiedyś hodował tu kury i założył siatki, by nie uciekały. Obecnie bardzo się nam przydały, gdyż nic przez nie od ulicy nie było widać. Naradziliśmy się z mężem, jak urządzić się tu najwygodniej. Oglądając dokładnie strych, mąż zauważył otwór w kącie zasłonięty blachami i inną starzyzną. Jak się okazało, była to duża dziura do rupieciarni, gdzie odpadła część sufitu, gdyż w tym miejscu stale deszcz przeciekał. Mąż postanowił wykorzystać to. Zamurowaliśmy i zabieliliśmy wapnem pomieszanym z sadzą właściwe wejście z sionki na strych, tak jakby go tam nigdy nie było. Wchodziliśmy po drabinie przez ową dziurę. Miało to wiele dodatnich stron. Przede wszystkim ktoś nie znający rozkładu lokalu nie mógł się domyślić, że jest tu wejście na strych. Pokój był ponadto zupełnie ciemny, bo okna zabito deskami. Do tej rupieciarni, gdzie był jeszcze wykopany dół na kartofle, nikt z obcych nie wchodził. Zygmunt przyłączył maszynkę elektryczną do gotowania bezpośrednio do pionu, który przechodził przez strych. W te sposób mogłam gotować na strychu, korzystając w dodatku bezpłatnie z prądu.” (s. 235-236)
JA, V
„Po siedmiu koszmarnych tygodniach spędzonych w ‘gorbowcu’ na Krochmalnej, gdzie jedyną wonią były wyziewy z górnego ustępu i śmietnika, a jedynym widokiem szary, monotonny mur, zmiana [powrót na Belwederską 27] ta wydawała nam się rajem.” (s. 236)
JA, VI A
„Naprzeciwko znajdował się cały szereg nowoczesnych kilkupiętrowych domów zamieszkanych wyłącznie przez Niemców. Dom vis-á-vis miał dwa wejścia. Po lewej stronie mieszkały widocznie znaczniejsze osobistości. Jeden z lokatorów szczególnie rzucał się w oczy. Kilka razy dziennie przyjeżdżało po niego lub odwoziło go auto. Zwykle przejście z auta do mieszkania i odwrotnie odbywało się błyskawicznie. Asystowało mu dwóch agentów, a dwaj inni oczekiwali jego przyjazdu na ulicy i eskortowali go do mieszkania, w którym przesiadywali także podczas jego nieobecności.” (s. 240)
JA, VI A
„Podobny wypadek, lecz na mniejszą skalę, wydarzył się vis-á-vis naszego warsztatu [Belwederska 27] w fabryce wyrobów farmaceutycznych ‘Madaus’, której właścicielem był oczywiście Niemiec. Otóż pewnego dnia kilku mężczyzn sterroryzowało personel biurowy firmy i zabrało z kasy 40 tys. złotych. Wyszli spokojnie, przez nikogo nie zatrzymani, zmieszali się z tłumem ulicznym i znikli. Zgodnie z ich instrukcją dopiero po pół godzinie pracownicy zaalarmowali żandarmerię.” (s. 250)
JA, VI A
„Pod koniec sierpnia zaczęły się znowu blokady. Teraz nie tylko we dnie, ale i w nocy. Szukano broni, tajnych drukarni, i przy okazji – Żydów. Gdy wreszcie niedaleko nas, na Czerniakowskiej, odbyła się jednej nocy blokada (mówiono, że ktoś doniósł o nielegalnej rzeźni), postanowiliśmy przenieść się na noc na strych. Odtąd staliśmy się zależni od Zygmunta, który przed udaniem się na spoczynek zabierał po nas w rupieciarni drabinę i stawiał ją koncie obok innych. Rano Michalski przystawiał drabinę i mogliśmy zejść, by umyć się i zabrać jedzenie na cały dzień.” (s. 252)
JA, VI C
„Okazało się, że warsztat na Belwederskiej został zupełnie zniszczony. Towar, który Zygmunt tak starannie zakopał swojej komórce, spalił się doszczętnie. Jedynie, co znalazł w tym miejscu, to obcas moich butów narciarskich. Natomiast ocalały nasze zapiski, które mąż przezornie zakopał oddzielnie w rupieciarni.” (s. 327)
</document>
<document nplp_id="7706" title="BELWEDERSKA (poza gettem)" slug="belwederska-poza-gettem">
Leokadia Schmidt
JA, VI A
„Podobny wypadek, lecz na mniejszą skalę, wydarzył się vis-á-vis naszego warsztatu [Belwederska 27] w fabryce wyrobów farmaceutycznych ‘Madaus’, której właścicielem był oczywiście Niemiec. Otóż pewnego dnia kilku mężczyzn sterroryzowało personel biurowy firmy i zabrało z kasy 40 tys. złotych. Wyszli spokojnie, przez nikogo nie zatrzymani, zmieszali się z tłumem ulicznym i znikli. Zgodnie z ich instrukcją dopiero po pół godzinie pracownicy zaalarmowali żandarmerię.” (s. 250)
JA/ONI, VI A
„Byliśmy świadkami, jak ‘dobrodziej Polski’ [Hans Frans] przejeżdżał przez naszą ulicę. Na pół godziny przedtem na każdym rogu po obu stronach Belwederskiej zajęły miejsca grupy żandarmerii z karabinami ustawionymi do strzału. Ludziom zabroniono przechodzić przez jezdnię i zatrzymywać się na ulicach. Potem ukazało się kilka samochodów, pędzących w szalonym tempie. Na przodzie i z tyłu jechały auta, z których po obu stronach wyglądały lufy karabinów maszynowych, w środku zaś samochód Franka. Wszystko to trwało ułamek sekundy – jak na taśmie filmowej. Nie można było niczego rozróżnić prócz pędzących samochodów i wystających luf.” (s. 253)
ONI, VI A
„W listopadzie Niemcy zaczęli stosować nowy rodzaj represji: egzekucje w odwet za zabitych przez organizacje podziemne Niemców. Podczas pierwszej egzekucji zginęło 20 osób, więźniów Pawiaka. Odbywały się one kilka razy na tydzień w rozmaitych punktach miasta. Trwało to przez kilka miesięcy. Obserwowaliśmy taką egzekucję z okna naszego strychu. Najpierw zajechało kilka samochodów z żandarmami, którzy obstawili całą ulicę. Przejście dla przechodniów zamknięto, wstrzymano ruch kołowy, zabroniono również wyglądać oknem. Cała ta procedura trwała około pół godziny. Potem nadjechał zamknięty samochód ze skazańcami, eskortowany z przodu i tyłu przez auta żandarmerii z karabinami wystawionymi po obu stronach do strzału. Skazańcy, jak podawała prasa podziemna, przed egzekucją dostawali zastrzyki wywołujące apatię. Usta mieli zakneblowane i zaklejone plastrami, tak samo i oczy. Mąż dokładnie widział jednego, który stał na brzegu platformy, Był to młody, może osiemnastoletni chłopak. Samochody przemknęły bardzo szybko. Kilka minut później usłyszeliśmy salwę. Znów przemknęły nam przed oczyma te same pojazdy, wiozące już tylko trupy. Na ulicy pozostały smugi krwi. Tam gdzie stali przedtem skazańcy, ściany spryskane były krwią, na murze widniały ślady pocisków. Kilka minut później tłum rzucił się na miejsce kaźni. W mgnieniu oka ustawiono ołtarzyk, który przystrojono kwiatami. Na murze wyryto krzyż. Kobiety maczały chusteczki we krwi męczenników; klękały na ulicy, odmawiając modlitwę za spokój duszy zmarłych.” (s. 254)
ONI, VI A
„Nasza ulica [Belwederska] zaczęła się ożywiać w pierwszych dniach lipca [1944 roku]. Mieszkańcy domów z przeciwka zaczęli się gorączkowo pakować. Pierwsze były grube szyszki. Ze ścian zdejmowano zrabowane obrazy, wynoszono dywany, srebra itp. Godzinami obserwowaliśmy przez szpary w naszym strychu te pierwsze zwiastuny odwrotu Niemców. Mieszkania powoli opustoszały. Z okien nie biła już fala świateł ani też nie słychać było muzyki radiowej. Ulicami ciągnęły całe karawany chłopskich wozów, naładowane dobytkiem. Za wozami bydło. To volksdeutsche wracali do Heimatlandu.” (s. 271)
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Belwederska 27,  - róg ulic Belwederska/Grottgera, - róg ulic Belwederska/Podchorążych,
TRASY:
- Trasa: Belwederska - Aleje Ujazdowskie - Szucha 25,  - Trasa: Belwederska 27 - Bagatela - Plac Unii Lubelskiej,  - Trasa: róg ulic Belwederska/Spacerowa - Sadyba Czerniakowska, - Trasa: Krochmalna - Belwederska 27,  - Trasa: Krochmalna - Chałubińskiego - Plac Unii Lubelskiej - Belwederska 27,  - Trasa: Żurawia - Belwederska

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7708" title="WARSZAWA &amp;#8211; WOŁOMIN &amp;#8211; NOWA WIEŚ [TRASA]" slug="warszawa-wolomin-nowa-wies-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Od trzech lat nie jeździłam pociągiem, gdyż kilka tygodni po wkroczeniu Niemców wyszło zarządzenie, że Żydom nie wolno podróżować koleją. Nie wiedziałam też, że ilość pociągów dla ludności cywilnej została zredukowana do minimum i stąd takie przepełnienie. Ludzie stali aż na stopniach. Już sądziłam, że nie wsiądziemy, gdy nagle nadeszła Jula i wpakowała nas do niemieckiego wagonu. Jakiś starszy Niemiec ustąpił mi miejsca. Znów uśmiechnęłam się w duchu: żebyś ty wiedział, komu ustąpiłeś miejsca! Wreszcie pociąg tuszył. Było tak ciasno, ze każdy myślał tylko o dogodnej pozycji dla swoich nóg. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Na stacjach długie postoje. Podróż do Wołomina zamiast 30 minut trwała 75 minut. Ten sam Niemiec pomógł mi przedostać się przez ciżbę do wyjścia. Miałyśmy przed sobą spory kawałek drogi – około 2 km. Moje mieszkanie znajdowało się w Nowej Wsi za Wołominem. Po drodze dowiedziałam się, że dziś właśnie odbyła się tu likwidacja getta. W sercu mi zakłuło… Zmrok już zapadł, gdy przybyłam do mieszkania, które odtąd miało być schronieniem moim i dziecka.” (s. 149)
</document>
<document nplp_id="7709" title="DWORZEC ZACHODNI &amp;#8211; PRUSZKÓW [TRASA]" slug="dworzec-zachodni-pruszkow">
Leokadia Schmidt
JA, VI B 
„W pewnej chwili padł rozkaz: ‘Wszyscy do wagonów!’. Ludzie jak dzikie zwierzęta rzucili się naprzód. Zrobił się ścisk i tłok. Trzymałam kurczowo chłopców za ręce, a tłum uniósł nas. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, w jaki sposób znaleźliśmy się w bydlęcym wagonie. Był on tak zatłoczony, że wprost trudno było odetchnąć. Przez mój zmęczony umysł przebiegła jak błyskawica myśl: Czy wiozą nas do obozów koncentracyjnych jak moich współziomków z Umschlagplatzu? Na szczęście ta piekielna jazda nie trwała długo. Pociąg zatrzymał się w Pruszkowie. Znów ustawiono nas szeregami i kazano iść naprzód. Dotarliśmy do olbrzymiej hali otoczonej drutem kolczastym, która znajdowała się tuż koło stacji. W środku było już bardzo wielu ludzi. Rozejrzałam się. Musiały to być warsztaty kolejowe. Niemcy zamienili je na tymczasowy obóz.” (s. 281-282)
</document>
<document nplp_id="7711" title="NOWA WIEŚ &amp;#8211; SŁAWEK (k. WOŁOMINA) [TRASA]" slug="nowa-wies-slawek-k-wolomina-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Moja najstarsza siostra miała w osiedlu Sławek koło Wołomina znajomą gospodynię, Zielińską, posiadającą własny domek […]. Dziś postanowiłam udać się do niej. Nie miałam pewności, czy mieszka jeszcze w tych stronach. Po długim poszukiwaniu i błądzeniu odnalazłam wreszcie jej dom w odległości półtora kilometra od naszego. Niestety, nie zastałam nikogo. Sąsiadka poinformowała mię, że Zielińska wyjechała do Warszawy i nie wiadomo, kiedy wróci.” (s. 168)
</document>
<document nplp_id="7714" title="PIASECZNO &amp;#8211; GRÓJEC [TRASA]" slug="piaseczno-grojec-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Gdy zaczęło świtać, w drzwiach ukazał się klucznik w towarzystwie żandarma i kazał iść naprzód. Zaprowadził nas na stację kolejową, gdzie stał już wyłącznie dla nas przygotowany jeden wagon z lokomotywą. W wagonie nie było nikogo prócz nas i żandarma. Po chwili ruszyliśmy. W drodze wsiadł jeszcze jeden pasażer. Wyglądał na dużą szyszkę. Był gruby, opasły jak świnia i w czarnym mundurze. Udawał się na polowanie, gdyż pociąg w lesie zatrzymał się, a on wysiadł. Nie wiem, jak długo tak jeździliśmy, w każdym bądź razie było już zupełnie widno i słońce świeciło, gdy pociąg zatrzymał się i żandarm kazał nam wysiąść. Na stacji widniał napis: Grójec. Pod eskortą żandarma ruszyliśmy naprzód. Był piękny, słoneczny dzień zimowy. Popatrzyłam w niebo i długo nie mogłam oderwać wzroku. Pomyślałam, że to są ostatnie momenty naszego życia. Nie wątpiłam ani przez chwilę, że żandarm zawiezie nas w ustronne miejsce, zwyczajem niemieckim każe wykopać grób i puści na nas ogień z automatu. Stację zostawiliśmy już daleko za sobą. Wreszcie żandarm wprowadził nad do szarego budynku z napisem ‘Więzienie’. Brama zamknęła się za nami. Zaprowadzono nas na pierwsze piętro i zamknięto w celi. Było to mała klitka na pół ciemna. W jednym z kątów mieściła się drewniana nara, na niej siennik napełniony słomą, a w drugim mały stolik i dwa krzesła.” (s. 321-322)
JA, VI C
„W końcu o 8.00 rano nadeszli komendant granatowej policji i burmistrz. Otworzono drzwi n podwórze, a następnie bramę więzienną, która prowadziła na główną ulicę miasta. Przeszłam na drugą stronę ulicy, czekając na męża. Stanęłam oszołomiona, rozglądając się dookoła. Wszędzie ruiny i zgliszcza, rozbite armaty i czołgi niemieckie. Na jezdni leżały słupy elektryczne, trupy niemieckich żołnierzy i zabite konie. Sklepy zniszczone. Obraz pożogi i zniszczenia.” (s. 326)
</document>
<document nplp_id="7716" title="GRODZISK MAZOWIECKI (poza Warszawą)" slug="grodzisk-mazowiecki">
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Był już grudzień. Śnieg padał prawie codziennie. Węgla nie można było w Grodzisku dostać, paliliśmy w kuchni drzewem. Ponieważ było wilgotne, piec dymił okropnie. Wilgoć i zimno dawały nam się również we znaki. Mimo wszystko byliśmy szczęśliwi […]. W ciągu dwóch tygodniu odpoczęliśmy. Nabraliśmy siły do dalszej walki. Postanowiliśmy, że po powrocie Wandy i Romana przeniesiemy się do Milanówka – cztery kilometry od Grodziska.” (s. 314)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C

„11 października 1944 r. wyszliśmy z Warszawy. My dwie z Alą[Alina Margolis – dop. AKR] , Wik-Sławski [Władysław Świdowski – dop. AKR] – Władek z grupą powstańców i żony obu lekarzy, którzy zginęli na Starówce. Przyszliśmy do Milanówka, gdzie dr Skonieczny przenocował nas. Następnego dnia odłączyliśmy się we trójkę z Władkiem od całej grupy. Oni znaleźli schronienie we wsi Falenty. My myślałyśmy „przyszłościowo", to znaczy wierzyłyśmy w cud – w odnalezienie całej naszej grupy, która przeszła na Żoliborz. Po kilku dniach koczowania udało nam się znaleźć odpowiednie mieszkanie – w Grodzisku. Dwie izby na pierwszym piętrze domu, przylegające do strychu, na którym bez trudu udało się urządzić skrytkę. Na parterze tego domu kwaterowali Niemcy. Oddział żandarmerii polujący... na powstańców... Pomysł był Władka. Przypomniał sobie, że właśnie w Grodzisku mieszka jego kolega uniwersytecki – Ukrainiec. Przyzwoity chłopak i dobry kolega, do tego lubiący wypić. Za litr wódki wydał nam zaświadczenie, że jesteśmy Ukraińcami, którym udało się uwolnić z... powstańczego aresztu.” (s. 278-281)

„W mieszkaniu w Grodzisku było nas teraz dziesięć osób. Z tego trzy osoby „jawne” – reszta w ukryciu. Z żandarmami na dole my troje nawiązaliśmy przyjazne stosunki. Do tego stopnia, że... zaprosili nas na sylwestra. ...Pod latarnią najciemniej. Więc byli już Marek [Marek Edelman –dop. AKR] i Antek [Antek Cukierman – dop. AKR], byli - poza naszym mieszkaniem – gdzieś w Milanówku, Pruszkowie, Brwinowie inni jeszcze ludzie z Komisji Koordynacyjnej Żydów.” (I więcej nic nie pamiętam..., s. 283)

&amp;nbsp;



TRASY:
- Trasa: Jankowo - Grodzisk Mazowiecki,   - Trasa: Grodzisk Mazowiecki - Milanówek
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7718" title="JÓZEFÓW &amp;#8211; PIASECZNO [TRASA]" slug="jozefow-piaseczno-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Przybyliśmy do Józefowa o zmroku. Powiedziano nam, że aby kupić 50-kilogramowy worek cukru, już od 5.00 nad ranem trzeba stać w kolejce. Przenocowaliśmy wraz z innymi szmuglerami w jakimś domku i nazajutrz, a była jeszcze ciemna noc, stanęliśmy jako jedni z pierwszych przed cukrownią […]. O 6.00 otwarto wrota i bez żadnych trudności kupiliśmy worek cukru. Podzieliliśmy go na miejscu w ten sposób, że mąż miał 30 kg, ja zaś 20. Furmanki, które już oczekiwały pasażerów, zabrały nas wraz z bagażem do Milanówka. Na furmankę wsiadało zazwyczaj 7-8 osób. Czasami trafiały się twarze podobne do naszych, lecz udawaliśmy nawzajem, że się nie widzimy. Następnego dnia, rozglądać się bacznie na wszystkie strony, udaliśmy się na stację kolejki, która dochodziła tylko do Okęcia, skąd furmankami dojechaliśmy do Piaseczna. Na rynku sprzedawaliśmy cukier i zakupiliśmy masło, kiełbasę i chleb.” (s. 315)</document>
<document nplp_id="7720" title="PIASECZNO" slug="piaseczno">
Leokadia Schmidt
JA, VI C
„Jeździliśmy nadal po cukier. Sprzedaż szła gładko. Czasem na rynku w Piasecznie były obławy i łapanki do kopania rowów. Ukrywaliśmy się wraz z innymi szmuglerami w jednym mieszkaniu na rynku, w którym nocowaliśmy. Ciągłe podróże furmankami, dokuczliwe zimno, dźwiganie worków z cukrem na plechach podkopywały nasze zdrowie i siły, ale nie było innego wyjścia.” (s. 317)
JA, VI C 
„Do Piaseczna przybyliśmy po południu. Dzień był słoneczny i mroźny. Postanowiliśmy przenocować i wrócić do domu dopiero w sobotę. Zakupiliśmy najpierw na rynku masło, kiełbasę i chleb i zanieśliśmy do mieszkania, gdzie zazwyczaj zatrzymywaliśmy się na nocleg wraz z innymi. Potem poszliśmy z cukrem na rynek.” (s. 318)
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A (29.07.1942)
„Ósmy dzień &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wóz na Karmelickiej – wrzucają do niego ludzi. Na podwórzu domu przy Nowolipkach 29 znajdują się jeszcze meble lokatorów, których wyrzucono z mieszkań. Żyd mieszka pod gołym niebem. Kon informuje: dziewczyna, która wróciła z &amp;lt;placówki&amp;gt;, opowiedziała o zabiciu dwóch 10-letnich młodzieńców; zastrzelono ich. Jeden z nich dogorywał przez całą godzinę. Zastrzelili ich bez żadnego powodu. Igła, córka p. Z. Z., udaje się ze swą matką [na Umschlagplatz]. Miejsce egzekucji: Piaseczno Pustelnik, Bełżec.” (s. 176-177)
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Sprawa Piaseczna przedstawia się następująco: Gmina Żydowska przekupiła burmistrza, żeby oświadczył, iż nie sposób utworzyć tu getta. Potem łapali Żydów na ulicach, następnie zażądali 1000 Żydów do wywiezienia. Gmina Żydowska podała listę korzystających z miejscowej kuchni ludowej. I dlatego właśnie do Warszawy przybyli najbiedniejsi.” (s. 178)


TRASY:
- Trasa: Jankowo - Nowe Miasto - Piaseczno - Warszawa,  - Trasa: Józefów - Piaseczno, - Trasa: Piaseczno - Getto, - Trasa: Piaseczno - Grójec,

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7721" title="GRODZISK MAZOWIECKI &amp;#8211; MILANÓWEK [TRASA]" slug="grodzisk-mazowiecki-milanowek-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„… udaliśmy się pewnego dnia wczesnym rankiem pieszo, polnymi drogami, do Milanówka, gdzie rozglądaliśmy się za mieszkaniem. Na uboczu, w dużym, dobrze już zniszczonym drewnianym domu, zwanym ‘Zakopane’, zauważyliśmy małe ogłoszenie, że jest łóżko do wynajęcia. Gospodyni, młoda i wyniszczona kobieta, obrzuciła nas badawczym spojrzeniem i po dłuższej chwili zastanowienia zgodziła się odnająć nam to łóżko. Daliśmy jej zadatek i już w lepszym nastroju, polnymi drogami, jak zwykle unikając ludzi, wróciliśmy do Grodziska.” (s. 314-315)

</document>
<document nplp_id="7722" title="ŻYRARDÓW (poza Warszawą)" slug="zyrardow-poza-warszawa">Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Po wyzwoleniu dostaliśmy się do Żyrardowa, 40 km od Warszawy. Znaleźliśmy dach nad głową w domu moich dwóch kuzynów, którzy przeżyli wojnę w bunkrze specjalnie na ten cel zbudowany przez znajomego Polaka w Milanówku. Dom ich i garbarnia szczęśliwie ocalały z pożogi wojennej. Byli oni dla nas podporą w tym tak ciężkim okresie powojennym i dzielili się z nami każdym kęsem chleba.” (s. 327)
</document>
<document nplp_id="7724" title="JANKOWO &amp;#8211; NOWE MIASTO &amp;#8211; PIASECZNO -WARSZAWA [TRASA]" slug="jankowo-nowe-miasto-piaseczno-warszawa-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Jesień tego roku była piękna i słoneczna. 4 dni szliśmy do Nowego Miasta – 50 km od Jankowa. W mijanych wsiach dawano nam nocleg i jedzenie. Chłopi przyzwyczajeni byli do takich podróżnych. W Nowym Mieście czekaliśmy 3 godziny na nadejście pociągu do Piaseczna. Z trudem dostaliśmy się do zatłoczonego wagonu, choć za chwilę ja i Irka znalazłyśmy nawet miejsce koło okna na podłodze […]. Pociąg wlókł się. Po kilku postojach i fałszywych alarmach, że Niemcy będą zabierać towar szmuglerom, dotarliśmy wreszcie do Piaseczna. Byłam zmęczona, apatyczna i zrezygnowana […]. Następnego dnia zaczęliśmy się dowiadywać, jak można dotrzeć do Warszawy. Okazało się, że moje piękne rodzinne miasto nie istnieje. Niemcy zmienili je w zgliszcza i ruiny. Mówiono, że podczas powstania zginęło 250 tys. ludzi. Po upadku powstania wstęp do Warszawy zabroniony był pod karą śmierci.” (s. 292-293)
</document>
<document nplp_id="7726" title="JANKOWO &amp;#8211; GRODZISK MAZOWIECKI [TRASA]" slug="jankowo-grodzisk-mazowiecki-trasa">
Leokadia Schmidt
JA, VI C 
„Po załatwieniu tych wszystkich spraw ruszyłam w kierunku Grodziska na spotkanie z mężem. Droga z Jankowa do Grodziska była rzadko uczęszczana przez wysiedlonych z Warszawy. Po raz pierwszy sama tak długi i daleko szłam pieszo. Droga do następnej wsi, oddalonej o 8 km, prowadziła częściowo skrajem lasu, częściowo zaś na przełaj przez pola. Dzień był pochmurny i mżył drobny deszcz. Po dwugodzinnej wędrówce byłam skostniała i przemoczona zupełnie. Nie było żadnego domu, by zatrzymać się i odpocząć. Czasem wchodziłam głębiej w las, siadałam na mokrym mchu, a posępne myśli opadły mnie natychmiast […]. Gdy pod wieczór na pół żywa dowlokłam się wreszcie do maleńkiej wioski, gdzie jak się później dowiedziałam, nawet sołtysa nie było, zapukałam do pierwszej chaty z prośbą o przenocowanie w stodole lub stajni. Było mi wszystko gdzie, aby tylko znaleźć się pod dachem i nie moknąć. W izbie było ciepło, cała rodzina siedziała przy wieczerzy. Musiałam strasznie wyglądać, bo gospodyni bez słowa wpuściła mnie do środka. Kazała wejść do drugiej izby, nalała ciepłej wody do dużej miednicy. Dała mi również suchą odzież do przebrania. Następnie wskazała mi miejsce przy stole. Dostałam dużą miseczkę wrzącej zupy, kubek gorącego mleka i kawałek chleba […]. Tej nocy spałam na łóżku przykrytym ciepłą pierzyną i prosiłam Boga, by zaczęło świtać dopiero za miesiąc, tak mi było błogo i przyjemnie. Nazajutrz deszcz lał jak z cebra. Prosiłam gospodynię, aby mi pozwoliła pozostać, aż deszcz przestanie padać, na co się zgodziła. Trzeciego dnia wypogodziło się trochę i znalazł się chłop, który miał coś do załatwienia w odległej o 11 km wsi, i zabrał mnie ze sobą. Na drodze dowiedziałam się, że niedaleko idzie kolejka, która dojeżdża do Podkowy Leśnej, a stamtąd już niedaleko do Grodziska […]. Gdy wreszcie zmęczona i słaba znalazłam się w przepełnionej kolejce, odetchnęłam z ulgą […]. Było już popołudnie, gdy opuściłam Podkowę Leśną. Dzień był chłodny i deszczowy. Powlokłam się ociężale, trzęsąc się z zimna. Przemoczona do nitki, dostałam się jednak do Grodziska bez żadnych przeszkód. Udałam się przede wszystkim na rynek, wiedząc, że w każdym małym mieście można tam spotkać znajomych. Rynek w Grodzisku nie różnił się niczym od innych. Stały tam prowizoryczne stragany, gdzie sprzedawano przeważnie używaną odzież i żywność.” (s. 298-300)
</document>
<document nplp_id="7727" title="ZAGOŚCINIEC (poza Warszawą)" slug="zagosciniec-poza-warszawa">
Leokadia Schmidt
JA, IV A
„W Zagościńcu, 3 km od nas, ktoś zadenuncjował gajowego, że ukrywa u siebie Żydów. Żandarmeria zastrzeliła na miejscu Żydów, całą rodzinę gajowego i jego samego. Wieść o tym rozniosła się po całej okolicy, budząc strach i grozę w sercach mieszkańców i moim. Szczególnie przeraziła ludzi wieść o zbiorowej odpowiedzialności.” (s. 174)
</document>
<document nplp_id="7778" title="ADAM CZERNIAKÓW (30.11.1880 &amp;#8211; 23.07.1942)" slug="adam-czerniakow">Kliknij, by zobaczyć mapę miejsc związanych z Adamem Czerniakowem poza gettem

&amp;nbsp;

Urodził się 30 listopada 1880 w Warszawie, zmarł śmiercią samobójczą 23 lipca 1942 tamże.

Absolwent Politechniki Warszawskiej, gdzie w 1908 roku uzyskał dyplom inżyniera chemii, i Wydziału Przemysłowego Politechniki w Dreźnie (dyplom w 1912 roku). Uczęszczał także do Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie. W 1909 roku więziono go za działalność niepodległościową. 

Pracował jako pedagog w Szkole Rzemieślniczej im. dra Ludwika Natansona przy Warszawskiej Gminie Wyznaniowej. W latach 1919-1921 był kierownikiem wydziału w Ministerstwie Robót Publicznych, od 1912 do 1930 roku - Prezesem Związku Rzemieślników Żydów w Polsce. Członek komisarycznego Zarządu Gminy Żydowskiej w Warszawie i Stowarzyszenia Inżynierów-Żydów. W latach 1922- 1928 pełnił funkcję kierownika Komisji Odbudowy Zniszczeń Wojennych w miastach polskich. Od 1927 do 1934 roku był radnym miejskim, brał udział w pracach Komisji Rozwoju Miasta. W 1931 r. krótko pełnił funkcję Senatora Rzeczypospolitej. Przed wybuchem II wojny światowej pracował w Instytucie Rozrachunku Zagranicznego (Zahan). Aktywny jako pedagog, publicysta i działacz oświatowy, Czerniaków publikował m.in. na łamach „Handwerker un Industri-Cajtung” (1925-1927) i „Handwerker Cajtung” (1927-1938),a także „Naszego Życia”, „Miesięcznika Żydowskiego”, „Izraelity”, „Głosu Gminy Żydowskiej”. Autor prac o cukrownictwie, piekarnictwie, chemii przemysłowej i użytkowej, nagrodzonej w 1919 roku rozprawy Silniki wybuchowe, Zniszczenia wojenne w Polsce (1921), w 1938 opublikował Udział Żydów w odbudowie zniszczeń wojennych w Polsce. Był również kuratorem Muzeum Starożytności Żydowskich im. Mathiasa Bersohna przy Gminie Żydowskiej w Warszawie, pisał wiersze.

23 IX 1939 został przez Stefana Starzyńskiego mianowany prezesem Gminy Żydowskiej, na miejsce Maurycego Mayzela, który 6 września opuścił miasto. Od 4 X 1939 stał na czele powołanego przez Niemców Judenratu. Czerniaków czynnie organizował opiekę społeczną w getcie; wierzył w możliwość uratowania części mieszkańców getta i starał się negocjować z okupantem, aby minimalizować najbardziej drastyczne rozporządzenia, niekiedy jawnie wobec nich protestował.

Zdaniem niektórych historyków należał do Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW), działającego w ramach Organizacji Wojskowej (OW-KB) i utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji. Przeciwstawiał się jednak dążeniom do zbrojnego wystąpienia.


Drugiego dnia Wielkiej Akcji (23 VII 1942), kiedy hitlerowcy zwiększyli dzienny kontyngent ludzi do deportacji, około godziny 8 wieczorem wezwano go do Gminy, gdzie otrzymał rozkazy dotyczące wysiedlenia. Czerniaków odmówił podpisania do druku plakatu w tej sprawie i tego samego wieczora popełnił samobójstwo. W krótkim liście do żony napisał: „Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć”. Pozostawił też notatkę skierowaną do Zarządu Gminy: „Byli u mnie Worthoff i towarzysze [sztab przesiedlenia, MF] i zażądali przygotowania na jutro transportu dzieci. To dopełnia mój kielich goryczy, przecież nie mogę wydawać na śmierć bezbronne dzieci. Postanowiłem odejść. Nie traktujcie tego jako akt tchórzostwa względnie ucieczkę. Jestem bezsilny, serce mi pęka z żalu i litości, dłużej znieść tego nie mogę. Mój czyn wykaże wszystkim prawdę i może naprowadzi na właściwą drogę działania. Zdaje sobie sprawę, że zostawiam Wam ciężkie dziedzictwo.” 

Dziennik, prowadzony od 6 IX 1939 roku do 23 VII 1942 roku, ocalony przez żonę Czerniakowa, dr Felicję Czerniaków, która po śmierci męża opuściła getto dzięki pomocy przyjaciół, zaginął na długie lata. W 1964 r. odnaleziono go w Kanadzie, zakupił je Instytut Yad Vashem w Jerozolimie. Pisany był w podręcznych notatnikach o kieszonkowym formacie, często w pośpiechu, nieczytelnym pismem, pełnym przekreśleń i niejasnych skrótów. Osiem zachowanych notatników Czerniakowa obejmuje 1056 kartek. Piąty z dziewięciu notatników zaginął, zapewne podczas aresztowania Czerniakowa przez gestapo w kwietniu 1941 roku. Ostatni brulion, rozpoczęty przez autora 21 VII 1942 zawiera tylko 8 zapisanych kartek i jest zaliczany do Notatnika Dziewiątego. 

Pierwszy, naprędce opracowany tekst Dziennika publikowano w „Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego w Polsce” 1972, nr 3-4/83-84, s. 292 (red. M. Fuks przy współpracy Leo Hochberga). Na podstawie tego wydania wydano tekst w przekładzie angielskim, w opracowaniu Raula Hilberga, ze wstępem Józefa Kermisza (The Warsaw Diary of Adam Czerniaków, New York 1979). 

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
- Aleje Jerozolimskie,   - Aleje Jerozolimskie 45 (dawniej 39),   - Aleja Szucha 23,  - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo i aresztu śledczego),
- Barbary,  - Boduena 5,  - Ceglana, - Ceglana (mykwa),  - Ceglana (szpital),  - Ceglana 17,   - Chłodna,   - Chłodna 20,  - Chłodna 78,
- Chłodna - kładka,   - róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),   - Chmielna,   - Chmielna 49/19,   - Chocimska 24 (PZH),   - róg ulic Ciepła/Grzybowska,  - Daniłowiczowska,  – Daniłowiczowska 3,   - Długa 38/40 (Arbeitsamt),   - Dworska 17 (Szpital na Czystem),  - Dworzec Główny,   - Dworzec Wschodni,   - Dynasy,   - Dzielna 1 (Teatr "Eldorado"),   - Dzielna 24/26 ("Pawiak"),  - Dzielna 35/37,    - Dzielna 38,
- Dzielna 39,  - Dzielna 61 (dom dziecka "Dobra Wola" Centosu),  - Elektoralna,   – Elektoralna 11 (mieszkanie Adama Czerniakowa),
- Elektoralna (ruiny kościoła św. Ducha, oddział szpitala na Czystem - dezynfekcja),  - Franciszkańska,   - róg ulic Franciszkańska/Nalewki,
- Gęsia,   - Gęsia/Okopowa (cmentarz żydowski),   - Gęsia 7,   - Gęsia 10,   - Gęsia 22/24 (więzienie "Gęsiówka"),  - Gęsia 43 (Biuro Zarządu Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce),   - Górnośląska,  - Grzybowska,  - Grzybowska 20,   - Grzybowska 22,  - Grzybowska 24 (zakład pogrzebowy Pinkierta),   - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Grzybowska 27,  - Grzybowska 30,
- Jasna 11,   - róg ulic Jasna/Boduena,  - Jagiellońska 28 (Praga),   - Karolkowa,   - Kawęczyńska,   - Kibuc Grochów,  - Kredytowa,
- Koszykowa,  - Koszykowa 81,   - Krochmalna,   - Krochmalna 14/16/18,   - Krochmalna 18, m. 20,   - Krochmalna 32 (poczta, komenda Służby Porządkowej),   - Królewska,   - Królewska 23 (siedziba Urzędu Transferu),  - róg ulic Królewska/Marszałkowska, - Książęca,  - Leszno, - Leszno 12 (zakład zaopatrywania),    - Leszno 13 (Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją), - Leszno 15 (sierociniec żydowski),   - Leszno 29,
- Leszno 32 (kościół narodzenia NMP i klasztor karmelitów),   - Leszno 35 (kino "Femina"),   - Leszno 36,   - Leszno 53/55 (Ogrodowa 14) - gmach Sądów Grodzkich,  - Leszno 109 (łaźnia/obóz przejściowy),   - Lubeckiego 3, m. 6,  - Łazienki Królewski,   - Mackiewicza 3, m. 6,
- Marszałkowska,  – róg ulic Marszałkowska/Wspólna,   - róg ulic Marszałkowska/Złota,   - Mączna,   - Miła 45, m. 13,  - Młynarska 2 (poza gettem),   - Moniuszki 10 (ZAHAN - Instytut Rozrachunkowy Zagranicznego Handlu),   - Mylna,  - Nalewki,   - Nalewki 9,  - Nalewki 31 ("Astoria"),   - róg ulic Nalewki/Gęsia,  - Nowolipie 72 (teatr "Nowy Azazel"),   - Nowolipki,   - Nowy Świat,   - Ogrodowa,   - Ogrodowa 5,
- Ogrodowa 29,   - Ogród Krasińskich,   - Ogród Saski,   - Okopowa,   - Okrąg 3.b/7,  - Park Ujazdowski (poza gettem),   - Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych),  - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  - Plac Teatralny,  - Plac Trzech Krzyży 23,  - Plac Unii Lubelskiej,
- Plac Zamkowy 4 (Zamek Królewski),  - Plac Za Żelazną Bramą,  - Plac Za Żelazną Bramą 8,  - Podchorążych 20 (dawna szkoła Talmud Tora),  - Poznańska,  - Poznańska 15,  - róg ulic Poznańska/Żulińskiego,   - Praga,   - Prosta,   - Prosta 14 ("duży" szop Toebbensa), - Przebieg,  – Przejazd 15 (obecnie Nowolipie 2) – Pałac Mostowskich,  - Ptasia,  - Rozbrat,  - Rymarska 12 ("Melody Palace"), - Rynkowa 3, - Rynkowa 11,   - Senatorska 14 (Pałac Blanka),  - Senatorska 22 (bank dyskontowy),  - Sienkiewicza,  - Sienkiewicza 4,  - Sienna,  - Sienna (numery nieparzyste),   - Sienna 44,   - Sienna 69,   - Smocza,  - Sosnowa 8,  - Spokojna 15 (Miejskie Zakłady Sanitarne),   - Stawki,   - Stawki 6/8 (szpital), - Szeroka (obecnie Kłopotowskiego, Praga),  - Szopena 13,   - Śliska, - Śliska 51/Sienna 60 (szpital dzecięcy Bersohnów i Baumanów),  - św. Wincentego 15, Praga - cmentarz żydowski,  - Świętojańska 8 (katedra św. Jana),  - Świętojerska,  - Świętokrzyska,
- Świętokrzyska 25, – Tłomackie 3/5 (Alejnhilf, ŻSS, Gł. Biblioteka Judaistyczna),  – Tłomackie 4, – Tłomackie 7 (Wielka Synagoga),
- Tłomackie 11,  - Tłomackie 13,  - Twarda 6,  - Twarda 6 (Grzybowska 13) - synagoga Nożyków, - Wawer (m. Spiżową a Błękitną),
- Umschlagplatz,  - Wawer,  - Wiejska, - Wiejska 4/6/8,   - Wierzbowa 1 (Pałac Bruhla),   - Wolność 12-14,  - Wolska 18,  - Wronia,
- Wspólna,   – Wspólna 5,  – Wspólna 58 (mieszkanie Adama Czerniakowa),  - Zielna, - Zielna 35,  - Złota, - Żabia 9 (Łódzki Bank Dyskontowy),  - Żelazna,  - róg ulic Żelazna/Grzybowska (wacha),  - Żelazna 86/88 Leszno 80/82,  - Żelazna 90/Nowolipie 71 (szpital św. Zofii),  - Żelazna 101,  - Żelazna 103 (komenda SS),  - Żoliborska,  - Żurawia.

&amp;nbsp;
Poza Warszawą:
- Annopol, - Falenica, - Grójec, - Józefów,  - Stanisławów, - Okęcie, - Otwock, - Otwock, Kochanowskiego 10/16 ("Zofiówka"), - Otwock, Reymonta 55 ("Brijus"), - Piaseczno,

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Kercelak - targ (Chłodna/Towarowa/Okopowa/Leszno),  - Obszar: Małe Getto,  - Obszar: Stare Miasto,   - Obszar: Warszawa - Otwock (linia otwocka).
TRASY:
- Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Al. Szucha 25 (Gestapo),   - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Cmentarz Żydowski (Gęsia/Okopowa),  – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Wspólna 58,   – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Żelazna 103 (komenda SS),    – Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Zielna 25 – Wspólna 58,    – Trasa: róg ulic Marszałkowska/Złota – Wspólna 58,   - Trasa: Umschlagplatz - Leszno 109-111,  - Trasa: Umschlagplatz - Tłomackie 3/5,   – Trasa: Wilcza – Wspólna 58,   – Trasa: Wspólna 58 – Aleje Jerozolimskie,  – Trasa: Wspólna 58 – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Trasa: Wspólna 58 – Marszałkowska – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  – Trasa: Wspólna 58 – Wilcza,  - Trasa: Żelazna 103 (komenda SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),  - Trasa: Żelazna 103 (komenda SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (Gestapo),   – Trasa: Żelazna 103 – Wspólna 58 – Twarda – Aleje Jerozolimskie – Wspólna 58,  – Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),</document>
<document nplp_id="7780" title="DWORSKA 17 (SZPITAL STAROZAKONNYCH NA&amp;nbsp;CZYSTEM) (obecnie Kasprzaka 17)" slug="dworska-17-szpital-starozakonnych-na-czystem">
Adam Czerniaków
ONI/JA, I

„Nakaz dotyczący szpitala na Czystem, 5000 zł na drzewo, na dach, szkło, szklarze, blacharze, 500 łóżek, koców, poduszek, prześcieradeł etc.” [8-9.XI.1939] (s. 46)

JA, I

„W południe wezwanie przez p. Piątkowskiego do szpitala na Czystem w sprawie przejęcia szpitala.” [4.XII.1939] (s. 52)

„10-ta szpital. P[iątkowski] się nie zjawił.” [5.XII.1939] (s. 52)

JA/ONI, I

„Kradzież 1200 zł ofiarowanych szpitalowi na Czystem w szpitalu. Wezwanie Piątkowskiego, aby wypłacił nową sumę. Ciężki, bardzo ciężki dzień.” [7.XII.1939] (s. 52)

ONI, I

„Schrempf w szpitalu na Czystem. Rotstadt i 3 towarzysze.” [15.XII.1939] (s. 55) [Dr Julian Rotstadt, ordynator oddz. fizykoterapii oraz dyrektor szpitala na Czystem, po aresztowaniu dra Adama Zamenhofa wraz z innymi, został aresztowany w szpitalu na Czystem. Czerniaków kilkakrotnie interweniował w sprawie ich uwolnienia. - przyp. A.K.-R.]

JA, I

„Zużyłem dzień dzisiejszy na odwiedziny szpitala na Czystem, szpitali dla ozdrowieńców i podejrzanych na Żelaznej i Lesznie. Cudowne szkoły miejskie. W oddziale odwszania na Czystem musiałem zachować środki. Podejrzani o tyfus grają w loteryjkę. Ostrożności o ile to było możliwe. Potrzebny jestem jeszcze innym. Najmniej potrzebny jestem sobie.” [24.XII. 1939] (s. 56)

„Posiedzenie w sprawie budżetu szpitala na Czystem 150 -200000 zł miesięcznie oprócz remontów, inwestycji etc.” [30.XII.1939] (s. 57)

Wieczorem posiedzenie w domu w sprawie szpitala na Czystem. Mają do szpitala podobno dać komisarza.” [10.I.1940] (s. 59)

„Jutro codzienna orka w Gminie. Na skutek interwencji mojej zezwolono mi wnieść podanie o zwolnienie z licznego grona aresztowanych lekarzy ze szpitala na Czystem.” [20.I.1940] (s. 61)
ONI, I
„Szkoła zawodowa tańca w „Melody Palace”. Jedyna poza szkołą pielęgniarek w szpitalu.” [29 VII 1940] (s. 109)
„Zamach na szpital na Czystem.” [26 IX 1940] (s. 124)
„Wczoraj Orzechowski z towarzyszami zwiedził szpital na Czystem.” [30 IX 1940] (s. 125)
„Schubert dzwoni, że jutro dygnitarze zwiedzą Gminę, szpital, Wolską etc.” [2 X 1940] (s. 125)
„Szpital na Czystem ma pono być nam odebrany.” [19 XI 1940] (s. 134)
JA, II B
„Rano Gmina. Potem zwiedziłem szpitale. Trupy w korytarzach, po trzech chorych na jednym łóżku. Po kolei obejrzałem wszystkie sale tyfusowe, chorych na czerwonkę, chirurgię etc. W jednej z sal udzieliłem pomocy porządkowemu Katzowi Jakubowi, któremu szmuglerzy rozbili głowę. Po wyjściu ze szpitala zatrzymali mnie pracownicy z pretensjami (w części uzasadnionymi) do Rady o pobory, węgiel etc. Z trudem auto, cofnąwszy się w tył, ruszyło.” (s. 221)
ONI, II D
„Ze szpitala [na] Czyste [m] uciekło 2 więźniów pilnowanych przez Polską Policję. Między innymi Gomóliński (przepiłowanie krat).” (s. 261)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wielki strach przed epidemiami. Szereg ulic, jak Śliska, Rybna i inne, oddzielono drutem kolczastym. Widziałem dziś na Grzybowskiej dom, do którego nie wolno ani wejść, ani wyjść. Zamknięto dwa szpitale chorób zakaźnych, z których lekarzom i siostrom nie wolno wychodzić. Gmina Żydowska przeprowadziła zbiórkę bielizny i poduszek dla szpitali. Również ze szpitala na Czystem nie wolno wychodzić. Były wypadki, że [Niemcy?] zostawiali paczki, gdy się dowiedzieli, że w mieszkaniu był (jakoby) tyfus.” (s. 43)
„Tyfus plamisty szerzy się w zastraszający sposób. Bardzo duża śmiertelność w szpitalu umiera co trzeci chory. Umarł dr Beatus, lekarz w punktach dla uchodźców. W razie tyfusa zamyka się teraz dwie sąsiednie kamienice.” (s. 86)
„Dziś, 29 marca [1940], było spokojnie, tylko nieliczne, odosobnione napaści na Żydów. W szpitalu żydowskim dokonano 16 trepanacji czaszki. Na Franciszkańskiej aresztowano wielu Żydów, bo jakiś chrześcijanin został zabity w czasie wzajemnej bójki. Zabrano mężczyzn, kobiety i dzieci, później zwolniono.” (s. 88)
„Szpital Żydowski zostaje na razie poza gettem. Na początku żądali, żeby szpital zostawił drogie wyposażenie i przeniósł tylko swych chorych.” (s. 150)
„Sprawa Nowolipie-Mylna. Ludzie zaproponowali pastorowi [ks. Stefanowi Skierskiemu] przeprowadzenie korytarza przez teren żydowski przy ul. Przejazd 5. Zebrano kilka tysięcy złotych i w ten sposób uniemożliwiono zamianę ze szpitalem na Czystem.” (s. 156)
ONI, II A
„Lekarzy, którzy pojechali w niedzielę do szpitala na Czystem, wyciągnięto z tramwaju i przez godzinę ćwiczyli.” (s. 168)
„Lekarze ze szpitala żydowskiego, który znajduje się na razie poza gettem, nie mają jeszcze przepustek na tamtą stronę. Doktor (Jabłoński) dokonał trepanacji czaszki, lecz nazajutrz nie mógł wrócić, pacjent prawdopodobnie umarł.” (s. 177)
„Lekarze i członkowie personelu szpitala żydowskiego (ogółem 1000 osób) otrzymywali na początku 75 przepustek, teraz 200, pozostali muszą o siódmej rano przychodzić na Twardą 6 [do ambulatorium Gminy Żydowskiej] i stamtąd udają się w ordynku do szpitala na Czystem. W getcie zabrakło surowicy, bo wszystko wykupiły prywatne osoby.” (s. 180)
„Szpital żydowski zostanie ewakuowany do kwietnia. W Warszawie jest 750 lekarzy żydowskich.” (s. 181)
„Szpital żydowski przed opuszczeniem budynku musi przeprowadzić ogromny remont. Między innymi ma odbudować pralnię i piekarnię, które zostały zniszczone w czasie wojny. Będzie to dużo kosztowało (przeszło 100 000 zł).” (s. 183)
„Zabierają meble, stoły, naczynia itd. Mówią, że to dla szpitala na Czystem.” (s. 185)
„Szpital żydowski musi się wyprowadzić w ciągu najbliższych miesięcy. Nie wolno im zabrać przedmiotów przymocowanych do ścian (oraz większości najdroższych aparatów). Skarbowcy natomiast zabierają ze szpitala na Lesznie [1] nawet krany, umywalki i wszystko, co można tylko odśrubować.” (s. 189)

Adina Blady-Szwajger
ONI, I
„Mietek szybko zatrudnił się w szpitalu „na Czystem" i zaczął namawiać mnie, abym postarała się o staż w tym samym szpitalu dla dorosłych. Ale ja marzyłam o pediatrii.” (s. 30)
&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="7783" title="SENATORSKA 14 (PAŁAC BLANKA)" slug="senatorska-14-palac-blanka">
Adam Czerniaków
JA, I

„U prezydenta Starzyńskiego 1) odezwa do ludności żydowskiej, 2) opaski dla urzędników Gminy, 3) przydział żywności.” [2.X.1939] (s.38)

„W nocy wezwano mnie do Ratusza.” [10.X.1939] (s. 40)

„Sprawa cmentarzy - odwiedziny u Starzyńskiego.” [12.X.1939] (s. 40)

„Rano do Richtera. Przyjął nas Schrempf. Polecił wobec rozbieżności udać się do dra Dengla (Stadtpräsidenta), na co odpowiedziałem, że bez zgody SS nie mogę udać się do niego.” [29. XI.1939] (s. 50)

„O 6 pp. u Schrempfa w sprawie szpitali. Zastosowano kwarantanny w szpitalu dla lekarzy i personelu. Prezent woda za szyję. Wieczorem u Schrempfa. (…) Omówiono ze Schrempfem kwestię szpitalnictwa, zwolnienia z kwarantanny lekarzy etc. (Na Czystem).” [19.XII.1939] (s. 55-56)

„Wezwano mnie dziś do Stadtpräsidenta.” [5.I.1940] (s. 58)

„8-ma w SS w różnych sprawach. Potem w pałacu Blanka wezwany, dlaczego lepsze sfery nie noszą opasek. Zwróciłem uwagę na konsekwencje noszenia opasek na ulicach.” [7.I.1940] (s. 59)

„Mam zaproszenie do dra Ilga u Stadtpräsidenta na 10 rano w poniedziałek.” [10.II.1940] (s. 67)

„Rano dr lig u Stadprasidenta z dr Weichertem. &amp;lt;&amp;lt;Żydów nie chcemy mieć u siebie&amp;gt;&amp;gt;.” [12. II.1940] (s. 67)

„Rano do dra Ilga u Stadtpräsidentą.” [21.II.1940] (s. 69)

„U dra Ilga przedstawiłem sprawę nowej &amp;lt;&amp;lt;rejestracji&amp;gt;&amp;gt; nie wie nic o niej, prześladowania Żydów (polecił napisać memo). Delingowski poleca zrobić rejestrację 35000 ludzi (16 -25 lat) do 29 II 1940. Interwencja u Bechera10 (Stadtpräs.) bezowocna -nie przyjął delegacji.” [21.II. 1940] (s. 69)

„O 3 pp. do dra Weicherta przy Stadtpräsidencie z Lichtenbaumem i Sztolcmanem. Chodzi mu o dane co do sprzedawców obuwia i włókienników.” [8.III.1940] (s. 72)

„Byłem u Stadpräsidenta w sprawie mebli. Nikt nie chciał mnie przyjąć.” [12.III.1940] (s. 73)

JA/ONI, I

„O 10-ej posiedzenie Komitetu Pomocy w Magistracie.” [16 III 1940] (s. 75)
„Idę do Meisingera i Kamlaha w sprawie „ghetta”. Przyjął mnie Brandt, któremu powiedziałem  o swoich obiekcjach w sprawie murów. Następnie do Brauna adj[utanta] Leitsa -t o samo. Poruszyłem sprawę mac. Odpowiedział, że Wirtschafts Abtg. w „dystrykcie”. Zostawiłem notatkę i zapowiedziałem, że o 9 rano będę u niego. 2 razy byłem w komendanturze u majora Kamlah, lecz gonie zastałem. Siedzi na vis a vis pokoju Richtera,o którego linii mam pomówić. Pójdę w poniedziałek do niego.” [9 IV 1940] (s. 82)
„ Wezwał mnie Schrempf w sprawie desek, których brak w płocie na Krochmalnej. Właśnie ja musiałem się stawić (od 3 pp do 6 pp).” [17 V 1940] (s. 90)

„Udałem się do Magistratu. Niestety Kulski aresztowany wczoraj.” [4 VII 1940] (s. 102)
„Jutro idę do Leista w sprawie domów.” [21 VII 1940] (s. 107)
„Leist przyjmie mnie jutro o 9-ej.” [22 VII 1940] (s. 107)
„Idę do Leista na 9-tą. Przyjął mnie Braun. Sprawa domów musi być oparta o Kraków. Na ogół może być załatwiona w sposób zbliżony do naszego memo. Franczke pociąga się do odpowiedzialności. Drukarniom i litografom nic nie zrobi przerwa 8-dniowa. Decyzja o domach za dni 8. Możliwa znów pożyczka 300000 zł.” [23 VII 1940] (s. 108)
„Omawia się z dr Fraenklem w pałacu Blanka pełnomocnictwa dla Obmannawstosunku do Gminy.” [1 VIII 1940] (s. 108)
„Pobiegłem do Kulskiego. Zapytano go, czy 300000 złotych wpłacono do Banku. Wyszło rozporządzenie o tym, że Żydzi z południa mogą zmieniać mieszkanie na mieszkanie za murami.” [9 VIII 1940] (s. 111)
„Zanieśliśmy do Magistratu granice dzielnicy żydowskiej.” [21 VIII 1940] (s. 116)
JA, II B 
„Rano Gmina. Potem u Kulskiego z Rozenstadtem, Ivánką i wiceburmistrzem. Konferencja w sprawie budżetu Rady. Opracowujemy budżet Rady. Ilość obiadów przekroczyła 118 000. Robotników w warsztatach jest niewiele (około 2100). Padają dalej trupy.” (s. 196)
„Rano Gmina. Normalna praca. Byłem u Podwińskiego w sprawie budżetu.” (s. 199)
„Byłem u Kulskiego. Magistrat, memo do władz z negatywnym stanowiskiem co do nowych granic.” (s. 217)
„Rano Gmina. Z opuszczonych mieszkań kradną drzwi, okna, płyty kuchenne etc. Byłem u Fribolina. Przyrzekł 1 000 000 zł zaliczki. Zwróciłem uwagę na to, że wystąpiliśmy o 7 mln udziału miasta w naszych wydatkach zamiast 4,5 mln przyznanych przez miasto. Zapytał, dlaczego się nie zwracam do komisarza ze swoimi potrzebami. Byłem u Kulskiego w sprawie „Skry” na cmentarz. Przyjąłem delegację pracowników szpitali. Obiecałem im 200 000 zł.” (s. 227)
„Rano Gmina. Potem u Ivánki w sprawie dotacji z miasta. Uradziliśmy, że w poniedziałek zwrócimy się do Kunzego o pieniądze. Omówiłem z Auerswaldem i Rodeckem budżet. Komisarz zażądał dla firmy Münsterman 400 kg chleba dla jego aryjskich robotników (zdaje się, że premia, czy też na święta). (s. 233)
JA, II D
„Rano Gmina. -13°. U komisarza personel nie w humorze. Byłem u Ivánki. Fribolin nie załatwił pozytywnie dalszych przekazów dla Rady.” (s. 251)
„Rano Gmina. Potem u Ivánki i Kulskiego w sprawie pieniędzy z kasy miejskiej. Omówiono powołanie Komisji Rozrachunkowej między Radą a miastem.” (s. 258)
„Rano Gmina. Był Auerswald z jakimś przyjezdnym dygnitarzem i towarzyszami tegoż. Musiałem referować sprawy dzielnicy. O 12.30 u Ivánki. Zarząd Miejski uznał bezsporny dług w stosunku do Rady (reszta sporna) i został za to zmonitowany. Wypłata ponad 1 milion zł uzależniona od dra Fribolina.” (s. 291)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mnożą się stale wypadki bicia za niezdejmowanie czapki przed umundurowanymi Niemcami. Przy pałacu Blanka zatrzymują Żydów i każą im wykonywać kilkadziesiąt przysiadów. Innym znów kazali sto razy przeskoczyć przez kozła.” (s. 117)
</document>
<document nplp_id="7784" title="GRZYBOWSKA 27" slug="grzybowska-27">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Urzędowałem w Gminie na Grzybowskiej 26. Pod nr 27 wybuch, 3 osoby zabite. Rannych opatrywano w Gminie.” [11.IX.1939] (s. 34)
JA, II B
„Ogromny ogonek futrzany przed Gminą i Grzybowską 27. Był Auerswald w Gminie. Skład w głównej sali ogromny. Praca w Gminie stanęła. Wszyscy zbierają futra.” (s. 236)
„Z rana o 8-ej wyjechałem do Warszawy. W Gminie na dużej sali i na Grzybowskiej 27 zbiórka futer. O 1-ej zjawił się Auerswald. Poprosiłem o zwolnienie od obowiązku rekwizycji Służbę Porządkową i lekarzy. Obiecał jutro dać odpowiedź. Dalej jestem chory.” (s. 236)
„Wczoraj przy przewożeniu futer z Grzybowskiej 27 na 26/28 „przyjaciele” wyrzucali paczki.” (s. 238)
</document>
<document nplp_id="7786" title="WSPÓLNA 58 (mieszkanie Adama Czerniakowa)" slug="wspolna-58">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Nareszcie opuściła nasze mieszkanie horda tatarów cywilnych.” [11 IX 1939] (s. 35)
„Całą noc kanonada ciężkiej artylerii, głównie w okolicy, w której mieszkam. Łuna od pożaru oświetliła miasto.” [15 IX1939] (s. 36)
„W nocy stójka w bramie od 11 do 2.” [16 IX 1939] (s. 36)
„Całą noc straszna kanonada. Nad domem wybuchały granaty. Trafiły blisko nas na Poznańską na ambasadę sowiecką. Stałem do 5 rano w bramie. 40 bombowców waliło dziś.” [20 IX1939] (s. 36)
„Całą noc kanonada. J[aś] na służbie od 4 w nocy do 8 rano.” [22 IX 1939] (s. 36)
„Zamieszkała u nas Malwina Goldsoblowa.” [22 IX 1939] (s. 37)
„Na dom, w którym mieszkamy, padły 4 bomby zapalające i szrapnel. J[aś] je gasił piaskiem.
Potem bomby z bombowców. Następnie pożary ze wszystkich stron. Wszystkie szyby z okien wyleciały. Rodzina przeniosła się wieczorem na Wilczą. Ja zostaję na noc na Wspólnej.” [24 IX 1939] (s. 37)
JA, I
„Cała noc w schronie.” [25 IX 1939] (s.37)
„Z rana histeria w domu. Noc - schron.” [26 IX 1939] (s. 37)
„Śpimy w domu. Noc spokojna.” [27 IX 1939] (s. 37)
„Stójka w bramie 2-5 w nocy.” [28 IX 1939] (s.37)
„Do mieszkania setki ludzi.” [5 XI 1939] (s. 45)
„W domu samotność i ponuro.” [12 XI 1939] (s. 46)
JA/ONI, I
„W domu zastałem delegację ofiar.” [Chodzi o rodziny mężczyzn z Nalewek 9] [28 XI 1939] (s. 50)
„N[iunia] musiała wyjść z opaską. Ja się jeszcze nie mogłem zdobyć na to.” [1 XII 1939] (s. 51)
JA, I
„Noc nieprzespana - proszki od bólu głowy.” [1 XII 1939] (s. 51)
„Wieczorem praca w domu dla Gminy.” [1 XII 1939] (s. 51)
„W nocy gorączka.” [2 XII 1939] (s. 52)
„Po obiedzie w mieszkaniu trzej z Devisenschutzkommando, aby Gmina podała adresy bogatych Żydów celem zarekwirowania mebli, lamp, pościeli etc.” [12 XII 1939] (s. 54)
JA/ONI, I
„Na obiad przybył Korczak. Jedyny promień list od J[asia]. Służąca poszła na całą noc.” [25 XII 1939] (s. 56)
„W domu pokrzywdzona prosząc o interwencję. Niestety, nic nie mogę poradzić.” [25 XII 1939] (s. 56)
„Cała noc nieprzespana po śmierci Wawrzeckiego. Ciężkie myśli o nowych &amp;lt;&amp;lt;gzajrach&amp;gt;&amp;gt; w styczniu (emigracja) i o skargach poszkodowanych, na które nie ma sposobu. Czytam w nocy dużo i zazdroszczę wszystkim bohaterom powieści, że żyli w innych czasach. Zaraz pójdę do Gminy.  Na schodach, w mieszkaniach na I-ym piętrze, wiszą amulety w postaci kart wizytowych, naturalnie &amp;lt;&amp;lt;aryjskich&amp;gt;&amp;gt;.”        [26 XII 1939] (s. 56)
JA, I
„Po obiedzie w domu odwiedziny petentów pogrzebowych.” [30 XII 1939] (s. 57)
„Syt sławy do domu. Byli jacyś dwaj i zapowiedzieli rekwizycję mieszkania. Jak na Nowy Rok, to chyba dość.” [31 XII 1939] (s. 57)
JA/ONI, I
„Okazało się, że &amp;lt;&amp;lt;rekwirującym&amp;gt;&amp;gt; mieszkanie jest niejaki Alfred Paczkowski, Piusa 16 a, figurujący jako &amp;lt;&amp;lt;Szulc&amp;gt;&amp;gt;, Wspólna 62. Pono szofer rozwożący czy też wydzielający zupki. SS, któremu się poskarżyłem na rekwizycję mieszkania, obiecało interwencję. Na razie nie chcę wyciągać konsekwencji, które może należałoby w stosunku do &amp;lt;&amp;lt;rekwirujących&amp;gt;&amp;gt; wyciągnąć.” [2 I 1940] (s. 58)
JA, I
„Po obiedzie mam posiedzenie szpitalne w domu. (…) Wieczorem posiedzenie w domu w sprawie szpitala na Czystem. Mają do szpitala podobno dać komisarza.” [10 I 1940] (s. 59)
JA/ONI, I
„Śpiewaczka mieszka pode mną. Kochała kolegę z teatru. W czasie nalotu bomba wyrwała mu jelita. Własnymi rękami wepchnęła mu do wnętrza. Potem zawiozła do szpitala. W szpitalu zmarł. Pochowano go we wspólnym grobie. Wykopała go i pochowała sama w osobnym grobie.” [11 I 1940] (s. 60)
„Jak się okazuje w domu moim mieszka głośny antysemita O.66, który teraz prosi SS o zwolnienie go od noszenia opaski.” [16 I 1940] (s. 60)
JA, I
„W domu przyjęcie szpitalne. Z bólem głowy do łóżka.” [22 I 1940] (s. 62)
„Do domu wróciłem o 3 pp. Okazało się, że była rewizja (2 w uniformach). Przerzucono wszystkie rzeczy i zabrano 2 flaszki oliwy, teczkę skórzaną, czekoladę, herbatę etc. Wniosłem bezzwłocznie zażalenie do SS.” [28 I 1940] (s. 64)
„Wieczorem jak zwykle niepokój, czy nie wejdzie ktoś do mieszkania. Kładę się w nadziei, że noc będzie spokojna. Do domu tłumy w sprawie rejestracji.” [29 I 1940] (s. 64)
„Tłumy przychodzą o informację do domu.” [1 II 1940] (s. 64-65)
„Wracam do domu w niepewności, czy zastaną swoje rzeczy.” [2 II 1940] (s. 65)
„Wieczorem wróciłem do domu około 12-ej. Odmroziłem sobie palec u nogi, na pl. Krasińskich.  W nocy straszne bóle.” [3 II 1940] (s. 65)
„Kładę się spać jak zwykle w niepewności, czy w nocy nie będę musiał wstać.” [6 II 1940] (s. 66)
ONI, I
„Na vis a vis domu rekwizycje.” [7 II 1940] (s. 66)
JA, I
„Do domu bez szwanku.” [2 III 1940] (s. 71)
„Do domu bez szwanku.” [8 III 1940] (s. 72)
ONI/JA, I
„Po raz pierwszy od wejścia Niemców siedzę dziś w domu. Piszę memo dla Krakowa, do którego zostałem wezwany razem z radcami Jaszuńskim, Milejkowskim, Sztolcmanem tudzież dr Weichertemi Bornsteinem (JDC). Gmina dziś zresztą nieczynna." [24 III 1940] (s. 76)
„1°C. Rano godzina 7-ma. Rodziny z Nalewek 9 z płaczem do mieszkania. Wydano im ciała zmarłych. Proszą o grób oddzielny na cmentarzu." [11 IV 1940] (s. 82)
„+9°C. Całą noc bóle wątroby. Muszę wyjść o 8-mej, a przedtem klienci do mieszkania." [18 IV 1940] (s. 84)
„Po obiedzie awantura z delegacją kwarantann (pensje) w mieszkaniu." [21 IV 1940] (s. 85)
„W domu książka z czytelni strasznie brudna. Nie mogę czytać takich książek, brudne od częstego dotyku. Są to najnudniejsze i najbanalniejsze książki." [24 IV 1940] (s. 85)
„Powrót do domu. Trzask w kanapie. Już po raz drugi złamały się u niej nogi." [18 VI 1940] [20 VI 1940] (s. 97)
„Syt sławy wróciłem do domu o 4.30. Gorąco straszliwie. Od rana do obiadu tylko szklanka herbaty." [21 VI 1940] (s. 98)
„W domu po obiedzie męka. Żona przyjmuje w całym mieszkaniu interesantów Gminy.
Ja siedzę w dusznym pokoiku jak w więzieniu. Przy tym ciągłe pretensje Żydów. Na Gminę płacić nie chcą, interwencji się domagają w sprawach prywatnych, nieszczęść. A jeżeli interwencja się nie udaje albo się przedłuża, pretensje bez końca, tak jak gdyby to było zależne ode mnie. A często i awantury." [8 VII 1940] (s. 103)
„Sobota -pochmurno -+21°, potem +17°. Mam wyjechać o 12 pp. do Otwocka na odpoczynek do jutra rana. Nie udało się wyjechać, tkwię w domu." [13 VII 1940] (s. 104)
„Ogon w Gminie - zwolnienie od dopłat do kart chlebowych. Zajmowanie domów wstrzymano do środy. W środę mam być u Leista. Weichert. Po obiedzie konferencja celem doprowadzenia W[eicherta] do porządku. Skończyło się obrazą i opuszczeniem sali przez niego." [13 VII 1940] (s. 104)
„Grupa chrzczonych odwiedziła mnie w domu w sprawie nienadsyłania im do domów wezwań o daninę etc. (wstydzą się żon aryjek etc.).” [29 VII 1940] (s. 108-109)
</document>
<document nplp_id="7791" title="Róg ulic MARSZAŁKOWSKA/ZŁOTA" slug="rog-ulic-marszalkowska-zlota">
Adam Czerniaków
JA, I

„Podczas obiadu w &amp;lt;&amp;lt;A la fourchette&amp;gt;&amp;gt; szrapnele zaczęły wyrywać kawały muru w gmachu.”
[16.IX.1939] (s. 36)

</document>
<document nplp_id="7793" title="Róg ulic MARSZAŁKOWSKA/ZŁOTA – WSPÓLNA 58 [TRASA]" slug="rog-ulic-marszalkowska-zlota-wspolna-58-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, I

„Podczas obiadu w &amp;lt;&amp;lt;A la fourchette&amp;gt;&amp;gt; szrapnele zaczęły wyrywać kawały muru w gmachu.
Po krótkim schronie w budującym się podziemnym kinie, wędrówka do domu trwająca godzinę na przestrzeni od Złotej do Wspólnej.” [16.IX.1939] (s. 36)</document>
<document nplp_id="7795" title="WSPÓLNA 58 &amp;#8211; WILCZA [TRASA]" slug="wspolna-58-wilcza-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I

„Rodzina przeniosła się wieczorem na Wilczą.” [24.IX.1939] (s. 37)</document>
<document nplp_id="7797" title="WILCZA – WSPÓLNA 58 [TRASA]" slug="wilcza-wspolna-58-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Rodzina wróciła z Wilczej razem z gospodarzami.” [25.IX.1939] (s. 37)</document>
<document nplp_id="7799" title="WSPÓLNA 58 – MARSZAŁKOWSKA &amp;#8211; GRZYBOWSKA 26/28 [TRASA]" slug="wspolna-58-marszalkowska-grzybowska-26-28-trasa">

Adam Czerniaków
ONI/JA, I

„Rano Sz[oszkies] melduje, 7.30 na Marszałkowskiej, kiedy szedłem do Gminy, że część robotników zdezerterowała, część żebrze.” [3.XI.1939] (s. 45)</document>
<document nplp_id="7801" title="ŚWIĘTOJAŃSKA 8 (KATEDRA ŚW. JANA)" slug="swietojanska-8-katedra-sw-jana">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Uszkodzony Zamek i kościół św. Jana.” [17.IX.1939] (s.36)

</document>
<document nplp_id="7802" title="PLAC ZAMKOWY 4 (ZAMEK KRÓLEWSKI)" slug="plac-zamkowy-4-zamek-krolewski">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Uszkodzony Zamek i kościół św. Jana.” [17.IX.1939] (s.36)

</document>
<document nplp_id="7804" title="JAGIELLOŃSKA 28 (poza gettem)" slug="jagiellonska-28-poza-gettem">
Adam Czerniaków
ONI, I

„W nocy [11.IX.1939] rozbito sierociniec na Jagiellońskiej.” (s. 34)
„Tchórzostwo na Jagiellońskiej.” [18 II 1940] (s. 68)
JA/ONI, I

„Rano odwiedziny cmentarza praskiego, potem sierociniec na Jagiellońskiej. Dałem dzieciom czekoladę.” [2 V 1940] (s. 86)
ONI, I
„Dziś skierowano 30 osób na Śliską, kilkadziesiąt na Jagiellońską.” [8 VIII 1940] (s. 110)
„Od 3 dni leży w kotłowni na Jagiellońskiej nr 28 palacz, który się powiesił. Nie można go pochować, bo nie można wysłać ludzi z zakładu pogrzebowego z powodu braku przepustek. A w ogóle zabroniono grzebania zwłok na praskim cmentarzu.” [19 XI 1940 ] (s. 134)
</document>
<document nplp_id="7805" title="GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) – ALEJA SZUCHA 25 (Siedziba GESTAPO) [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-gmina-zydowska-aleja-szucha-25-siedziba-gestapo-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Zostałem odwieziony do Alei Szucha i tam zakomunikowano mi, abym dobrał 24 ludzi do Rady Gminy i stanął na jej czele.” [4.X.1939] (s. 38)</document>
<document nplp_id="7807" title="GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) – ŻELAZNA 103 (komenda SS) [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-gmina-zydowska-zelazna-103-komenda-ss-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI/JA, I

„7 rano delegacja kobiet z Nalewek 9. 8 rano posiedzenie Rady w Gminie. Mój wniosek -listy domowe doręczone gospodarzom wzgl. administratorom. Zbiórka w Gminie. Wieczorem okazała się możliwość wniesienia 100000 zł do SS. Jutro ma być reszta. W międzyczasie o g. 12 otrzymałem wezwanie stawienia się w SS o g. 3 - 6 rabinów, 6 poważnych osób ze społeczeństwa, 5 radców. Wobec tego udałem się do Batza i zaniechano tego.” [24.XI.1939] (s. 49)</document>
<document nplp_id="7808" title="ŻELAZNA 103 (komenda SS) &amp;#8211; GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) [TRASA]" slug="zelazna-103-komenda-ss-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, I

„Potem pojechał ze mną Wachtmeister celem otworzenia sali gminnej. Resztę zapieczętował. W sali ustawiono 24 krzesła i spisano inwentarz. Sala bez okien, sufit z dziurą od szrapnela.”
[8.X.1939] (s. 39)</document>
<document nplp_id="7809" title="GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) – WSPÓLNA 58 [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-gmina-zydowska-wspolna-58-trasa">

Adam Czerniaków
JA, I

„Wyszedłem z Gminy po 3 pp., wróciłem do domu bez szwanku.” [26.II.1940] (s. 70)</document>
<document nplp_id="7811" title="ALEJA SZUCHA 23" slug="aleja-szucha-23">
Adam Czerniaków
JA, I

„Polecono złożyć memo do „Polizeiregimentu IV” Aleja Szucha 23.” [28.I.1940] (s. 64)

JA/ONI, I

„Rano SS. Interwencja w sprawie Okęcia 30 (nie zakładnicy, ale Untersuchungsgefangene). Muszą siedzieć do ukończenia śledztwa. Mende wyjeżdża. Zastępuje go Brandt. Zażądał danych o śmiertelności tyfusowej w 1939 i 1940 (styczeń, luty) .W poniedziałek konferencja w sprawie finansów Gminy. Nie mam w Gminie grosza nawet na pensje.” [16 III 1940] (s. 75)

„Rano SS. Polecenie wypłat 150 rob[otnikom] z alei Szucha. Mende twierdzi, że Żydzi są samowystarczalni na podstawie grafikonu struktury i że mogą żyć sami dla siebie. 300000 zł nie chce się nam upłynnić69, bo może będą potrzebne na „Umsiedlung” [przesiedlenie] po zawarciu pokoju. Halbera należałoby wziąć do Rady. Zwróciłem uwagę, że członkowie Rady nie są płatni, a on jako urzędnik winien płacę otrzymywać.” [15 V 1940] (s. 89)
„Do Gestapo w sprawie styczniowej etc.” [10 VIII 1940] (s. 111)
„O 4 pp. do Gestapo w sprawie Typografa i Rubinsteina oraz listy styczniowej. Rozental, który był ze mną, został zwymyślany za monit przez M[endego].” [15 VIII 1940] (s. 113)
„O 3 pp. byłem w SS, gdzie oświadczono mi,że się zatelefonuje do Ordnungspolizei o wysłanie patroli na Pragę. O R[ubinsteinie] oświadczono, że żyje i nie wyjdzie teraz.” [19 VIII 1940] (s. 114)
„Rano Gestapo w sprawie robotników do pracy z Batalionu tudzież zaaresztowanych wczoraj na pl. Unii. Nie są oni wg M[endego] zaaresztowani, tylko pociągnięci do pracy przymusowej. Siedzą na Zielnej, bo nie ma innego pomieszczenia. Rzecz będzie trwała 2 miesiące. B. zaproponowałem, że będę z Opieki utrzymywał rodziny rzemieślników pracujących w SS.” [5 IX 1940] (s. 119)
&amp;nbsp;

JA, II B
„Rano Gmina. Potem w Gestapo. Przedstawiłem Mendemu plan odczytów Zweibauma etc. celem zalegalizowania ich. Dziś odbyło się pod protektoratem dra Milejkowskiego rytualne obrzezanie w jakiejś rodzinie dla lekarza etc. Gestapo. Potem demonstracja dorosłego człowieka.” (s. 172)
„Rano Gmina. O 3 pp. pogrzeb Berensona. Podobno, jak powiadają, nazywał mnie w „ostatnich” czasach „świętym”.” (s. 172)
„Rano Gmina. Potem u Mendego w sprawie Lagerschutzu i wczorajszych wykroczeń na Lesznie. U Brandta w sprawie ostatnich wypadków. Potem u Kratza w sprawie epidemii. Zameldowałem się do K., polecił przyjść w poniedziałek. Z obozów pracy wieści smutne. Żywność mała, stosunek niedobry. Wczoraj Lagerschutz wziął do obozu 3 porządkowych, 2 z nich zwolniono, 1 poszedł.” (s. 174)
„Rano Gmina. Potem do Brandta.” (s. 174)
„Doręczyłem memo w sprawie traktowania naszych robotników w obozach (9 nie żyje). Opowiedziałem, jak młody robotnik wrócił z Łąki bez butów i ubrania, które mu dano w Gminie! Potem miałem się zameldować z Szeryńskim do Ka[h]. Ale w korytarzu mnie zatrzymał Bonifer i wziął do siebie. Zapytał, czy wiem, co to jest Urząd Walki z Lichwą i czy utrzymuję z nimi kontakt. Odpowiedziałem, że zameldowali się u mnie, ale nie otrzymawszy rozkazu nie wszedłem w żaden stosunek. Zapytał, po co był w Warszawie Merin. Wczoraj rozplakatowano moją odezwę o sobocie. Pomimo deszczu zbierają się tłumnie dla odczytania odezwy.” (s. 174)
„Rano Gmina. Potem zawiozłem do Gestapo memo o obozach (91 wypadków śmierci).” (s. 176)
„Rano Gmina. Byłem u Kamlaha.” (s. 177)
„Z kolei Mendemu i Kratzowi doręczyłem grafikon śmiertelności Żydów w r. 1939, [19]40 i w pierwszych miesiącach 1941. Ponadto referat o katastrofalnym stanie na punktach dla uchodźców i o stanie gospodarczym dzielnicy. Potem przyjął mnie Kommandeur Müller. Powiedział, że w Falentach Żydzi pracują wzorowo, że dobrze wyglądają. Opowiedziałem o obozach. Powiedział, że był u gubernatora w tej sprawie. W obozach będzie żydowska milicja i może 1 Niemiec. Zażądał, aby wszystkie Berichty dostarczać jemu bezpośrednio lub adiutantowi.” (s. 178)
„Byli u mnie działacze żydowscy etc. Proszą, aby 30% kartek chlebowych zabrać bogatym i rozdać biednym etc.” (s. 178)
„Dziś rano u Mendego, Knolla, Brandta. Mendemu pokazałem straszne fotografie dzieci z azylów. Zatrzymał je. Knoll zapytał o jakieś 120 000 w związku z Fuerstenbergiem. Widać jakaś nowa denuncjacja. W rozmowie o Konie i Hellerze nadmieniłem, że nie można bez końca dawać koncesji jednej firmie . (W firmie tej głównym wodzirejem jest Gałązka, którego „poznałem” w Kompensacie). Brandt wprowadził mnie i Szeryńskiego do nowego szefa ich wydziału. Potem skierowano nas do Roellera czy Koellera. Jest to nowy referent do spraw obozowych. Był w jednym z obozów. Robi wrażenie chętnego do oczyszczenia atmosfery w obozach.” (s. 182)
„Dziś rano u Mendego, Knolla, Brandta. Mendemu pokazałem straszne fotografie dzieci z azylów.
Zatrzymał je. Knoll zapytał o jakieś 120 000 w związku z Fuerstenbergiem. Widać jakaś nowa denuncjacja. W rozmowie o Konie i Hellerze nadmieniłem, że nie można bez końca dawać koncesji jednej firmie . (W firmie tej głównym wodzirejem jest Gałązka, którego „poznałem” w Kompensacie). Brandt wprowadził mnie i Szeryńskiego do nowego szefa ich wydziału. Potem skierowano nas do Roellera czy Koellera. Jest to nowy referent do spraw obozowych. Był w jednym z obozów. Robi wrażenie chętnego do oczyszczenia atmosfery w obozach.” (s. 182)
„Dzień pełen wrażeń. Rano do Gestapo. Oświadczyłem Müllerowi, że od 1 do 15 maja zmarło ponad 1700 Żydów i Żydówek. Wytłumaczyłem, że to na skutek małych kontyngentów żywnościowych (13 groszy przeciętnie dziennie dla Żyda - 35 groszy dla Polaka). Prosiłem o extra kontyngenty dla policji i urzędników. Müller obiecał, że zadzwoni do Ernährungsamtu. Potem do Brandta i do Kratza. Pierwszy pytał, czy Kon i Heller należą do 13-ki. Drugiemu powiedzieliśmy o „działalności” 13-ki. Był ze mną Szeryński. Wróciwszy do Gminy zostałem wezwany do gubernatora Fischera. Niestety auto było w drodze. Spóźniłem się i nie dotarłem. Na schodach spotkałem Müllera i jego pomocników, Leista. Z boku zauważyłem oddzielnie Schoena. Leist zapytał, ile mamy kuchen. Müller zauważył, że był u gubernatora. Auerswald zaprowadził mnie do siebie i oświadczył, że w środę mam się zameldować u gubernatora. Dodał, że należy zorganizować wspólne kuchnie, bo tego wymaga „der Zug der Zeit”. Po obiedzie zjawił się do mnie dr Wielikowski i oświadczył, że był u Auerswalda który jest zadowolony, że A[uersawalda] zaprosiłem do Rady.” (s. 183)
„Rano Gestapo. Mende oświadczył, że więcej urn nie będą przesyłać w obozach pochowają (paląc w krematorium) na koszt państwa. (s. 186)
„Rano Gmina. O 10-ej w Ordnungspolizei u Kommandeura Petscha i szefa jego sztabu Schaefera. Referowałem stan ludności i śmiertelność. Potem u Kamlah.” (s. 186)
„Rano Gestapo. Memo o stanie gospodarczym dzielnicy, o drożyźnie. Potem Transferstelle, Palfinger, Steyert i ich sekretarka nieobecni w biurze. Byłem u Bischofa. Pożyczka za górami. Wytłumaczyłem, że nie mamy na opłacenie przedsiębiorców, roboty stają. Potem byłem z Wielikowskim u Auerswalda. Przedstawiliśmy kontrolę w kuchniach. Przedstawiłem Szeryńskiego. Auerswald zastanawiał się nad „moim tytułem”. Doszedł do przekonania, że na blankietach winienem umieszczać „Verwaltung des Jüdischen Wohnbesitzes”. Wyłoniła się idea stworzenia rabinatu i naczelnego rabina. Scharakteryzowałem Steyerta i Palfingera. Powiedziałem, że oczekuję „charakteru” w Transferze.” (s. 188)
„Rano Gestapo. Kratz złamał rękę. Na Ceglanej uroczystość ofiarowania karetki szpitalowi. Potem zebranie w Gminie Patronatu nad orkiestrą. Niunia przewodniczyła.” (s. 190)
„Byłem z Szeryńskim w Gestapo. Brandt wezwał Levetzowa na konferencję. L[evetzow] oświadczył, że nie jest protektorem Gancwajcha. Bratenschweis zrobił wymówkę Sztolcmanowi o kolor koszuli.” (s. 191)

„Rano Gestapo z Szeryńskim. Pragnąłem odwiedzić Kommandeura w sprawie dożywienia ludności. Rozen był dziś u Auerswalda. Przyniesiono listy w sprawie żydowskiej. Auerswaldowa zauważyła jakieś żyjątko. Przerażeni odesłali „wesz” do Lamprechta celem zbadania. A[uerswald] powiedział, że ode mnie nie będzie przyjmował listów. Listy nie były z Gminy, ale z Transferu.” (s. 191)
„Rano Gmina. Potem u Kommandeura Gestapo. Wezwał Brandta i zapytał o 13-kę. Polecił wezwać Gancwajcha, Sternfelda i Lewina. Dzwonił Bischof. Polecił wezwać Radę Gospodarczą na posiedzenie nie do Rady, ale w Zakładzie Zaopatrzenia. Ja mam być gościem. Lichtenbaum senior i First podali się do dymisji.” (s. 193)
„Rano Gmina. Niedziela. Zebranie radców w sprawach taktyki na okres najbliższy: walka z tyfusem, obiady, statuty zakładu zaopatrywania i wytwórczych warsztatów. O 1-ej pp. otwarcie kuchni dla urzędników centrali.” (s. 195)

„Rano. Mende w cywilu nie przyjmuje, odesłał do Knolla, który oświadczył, że weźmie się do Palfingera na tle rozrachunków z Gminą. Zażądano ode mnie niedawno rachunków na dostarczone towary. Aparat Leica podałem, że kosztował Gminę zł 600. Transferstelle określiło cenę na 200 zł. Knoll twierdzi, że w Berlinie Leica kosztuje 250 mk. Byłem z Szeryńskim u Kommandeura Müllera. Oświadczył, że pomoże Służbie Porządkowej otrzymać kontyngenty aryjskie, że już 2 tygodnie temu omówił tę sprawę z gubernatorem, że w ogóle sprawę wyżywienia przedstawił generał-gubernatorowi, że gubernator jest wdzięczny za interwencję, że ponieważ wojsko poruszyło się naprzód, a więc nie wykupuje artykułów żywnościowych, sytuacja się poprawi. Prosiłem o pomoc w otrzymaniu przydziałów dla robotników w warsztatach i dla urzędników Rady. Obiecał pomoc. Odczytał mi menu z Falent. Jest tak bogate, ze żartem zaproponowałem, ze zrzeknę się swego mandatu i pojadę na robotnika. Dodał, ze robotnicy są leniwi i zagroził im, ze ich zastąpi innymi.” (s. 197)
„Rano. Mende w cywilu nie przyjmuje, odesłał do Knolla, który oświadczył, że weźmie się do Palfingera na tle rozrachunków z Gminą. Zażądano ode mnie niedawno rachunków na dostarczone towary. Aparat Leica podałem, że kosztował Gminę zł 600. Transferstelle określiło cenę na 200 zł. Knoll twierdzi, że w Berlinie Leica kosztuje 250 mk. Byłem z Szeryńskim u Kommandeura Müllera. Oświadczył, że pomoże Służbie Porządkowej otrzymać kontyngenty aryjskie, że już 2 tygodnie temu omówił tę sprawę z gubernatorem, że w ogóle sprawę wyżywienia przedstawił generał-gubernatorowi, że gubernator jest wdzięczny za interwencję, że ponieważ wojsko poruszyło się naprzód, a więc nie wykupuje artykułów żywnościowych, sytuacja się poprawi. Prosiłem o pomoc w otrzymaniu przydziałów dla robotników w warsztatach i dla urzędników Rady. Obiecał pomoc. Odczytał mi menu z Falent. Jest tak bogate, ze żartem zaproponowałem, ze zrzeknę się swego mandatu i pojadę na robotnika. Dodał, ze robotnicy są leniwi i zagroził im, ze ich zastąpi innymi.” (s. 197)
„Rano Gmina. Potem Kratz i Mende z Szeryńskim.” (s. 197)
„Odwiedziliśmy Kamlah, prosząc o interwencję w sprawie zabranego policji ogrodu i w sprawie wyżywienia robotników, którzy chodzą na różne placówki. Ilość obiadów 4 VII 41 wynosi 117 481.” (s. 198)
„Zgłosiłem się do Kamlah, aby żywić. Na razie bez rezultatu.” (s. 199)
„Rano Gestapo. Potem Gmina.” (s. 199)
„Rano Mende. Wyjeżdza na urlop. Potem Kratz. Wreszcie Auerswald. Również wyjeżdza na urlop do Ciechocinka (Hermansbad). Wczoraj wezwałem autorkę listu do Auerswalda, która pisze, że jest prawdziwym BDM (Blond Deutsches Maedchen) [niemiecka blond dziewczyna], że w Gminie posady można dostać za łapówkę etc. Poleciłem oddać sprawę prokuratorowi.” (s. 200)
„ Rano Gestapo z Szeryńskim u Kratza, potem u Kramera, Müller dymisjonowany. Na jego miejsce nowy urzędnik z Berlina. Żona na koncercie Pulmana. Nossig nowe zamówienie.” (s. 203)
„W sobotę jak zwykle z Szeryńskim w Alei SZUCHA. Nikogo nie zastaliśmy. Kommandeur Müller został przeniesiony do Lublina. Na jego miejsce mianowany major dr Hahn (przedtem był attaché w Bułgarii).” (s. 204)
„Rano Gmina. Potem konferencja z komisarzem i inspektorem Altmanem w sprawie budżetu.” (s. 204)
„Rano Gmina. Potem Auerswald. Zapowiada bardzo mało telefonów. Biuro budowlane przygotowało kosztorys rozbiórki domów (w myśl zarządzenia komisarza w ghetcie poza Chłodną na północ). Pierwsze zdanie zaczyna się „I dlatego należy...” Dlaczego „dlatego” pozostanie tajemnicą murarzy rozmawiających ze mną. Jedna ze znajomych powiada dziś na widok drugiej: „Co za potwór!”. Późny wieczór. Mają przynieść z Gminy przepisany projekt budżetu, który jutro mam doręczyć komisarzowi.” (s. 205)
„Rano z Szeryńskim u Kratza i Mendego. Potem Gmina.” (s. 205)
„Rano u Mendego i Lewetzowa z Szeryńskim 13-ka sfabrykowała nowy zastęp swoich porządkowych . Lewetzow stoi na stanowisku, że należy uznać tylko 228, a nową setkę wyrugował. Ponadto zbędni są „oficerowie” z różnych adwokatów minorum gentium.” (s. 205)

„Rano z Szeryńskim u Mendego i Brandta.” (s. 213)

„Rano u Brandta. Scena z Eljaszem. Morgensterna nie można uratować. Prosiłem 16 o zwolnienie rabina Wajnberga . Ciekawa indywidualność i ciekawe nastawienie. Miał poglądy odmienne od wszystkich Żydów.” (s. 214)

„Rano Auerswald. Probst prosił Lichtenbauma i Haendla o rozumny plan mostów etc., ewentualnie bez wyłączenia południowej dzielnicy. Auerswald na moje zapytanie oświadczył, że plan skrócenia ghetta dalej jest aktualny. Prosiłem go o audiencję u gubernatora. Obiecał to uczynić. Pozwolił na wspólne nabożeństwo w areszcie żydowskim na święta Noworoczne i Sądny Dzień. Prosiłem o Sukkoth też. W końcu zrezygnowałem z nich, aby otrzymać pierwsze 3 dni.” (s. 216)
„Rano Gmina. Potem do Stabenowa. Doręczyłem żądane memo, opracowane przez Służbę Porządkową łącznie z Zundelewiczem i Szereszewskim. Oświadczyli, że „Rettungshilfe” należy rozwiązać bo jest zbędne. Mendemu doręczyłem odpis pisma.” (s. 216)
„Rano Mende, który wezwał mnie i Szeryńskiego, bo wyjeżdza. Potem u Lewetzowa i Stabenowa w sprawie ghetta. Powiedzieli, że Kah pójdzie do gubernatora w tej sprawie. Potem u Bischofa, który pisze do komisarza na podstawie memo Rady Gospodarczej. O 3 p.p. ma się odbyć wymiana zdań niemieckich czynników.” (s. 217)

„Rano u Brandta i Lewetzowa z Szeryńskim.” (s. 219)

„Rano z Szeryńskim u Lewetzowa, Kratza i Brandta. Przedstawiłem sprawą zmiany granic ghetta i aspekty z tym związane. Zażądali ode mnie memoriału na piśmie. Przygotowałem dziś memo. Doręczą w poniedziałek.” (s. 221)
„Rano Gmina. Potem u Lewetzowa i Brandta złożyłem memoriały w sprawie granic ghetta i kuchen ludowych. Potem u Auerswalda. Nie ma czasu, bo szykuje referat, sprawozdanie dla władz na 15-go. Haendel przedstawił mi przedsiębiorcę aryjskiego, który ma wykonać mury. O 3 p.p. w Gminie zebranie w sprawie Wytwórczości. Uchwalono wzmocnić zarząd nowymi osobami. Stary zarząd zawiódł.” (s. 221)
„Rano u Mende i Lewetzowa z Szeryńskim. Kratz twierdzi, że do przesiedlenia nie dojdzie. Lewetzow, ze Wiegand opiera się na zdaniu Alei SZUCHA. We wtorek da odpowiedź, czy będzie przesiedlenie.” (s. 222)
„Rano u Mendego z Szeryńskim. Otrzymaliśmy zawiadomienie o śmierci dra Morgensterna. Potem u Auerswalda z Wielikowskim, Gitermanem, Wyszewiańskim Szereszewskim, Rotenbergiem. Omówiono sprawę JHK (kuchen, pomoc dla dzieci etc.).” (s. 223-224)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Auerswalda. Doręczył mi treść swego plakatu o przesiedleniu aryjczyków do 20 XI 41. Na zapytanie, czy już podać termin przesiedlenia Żydów, odrzekłem, że raczej należałoby czekać. Oświadczył, że młodego Lichtenbauma wsadzi do więzienia za nieróbstwo. Stanęło ostatecznie na tym, że go zastąpi na robotach budowlanych inż. Pozaryk. Chodzi o to, że choć cegieł wydobywa się z ruin dość, to furmanek jest mało. Aryjskie furmanki, które A[uerswald] miał sam załatwić, nie zjawiły się. Żydowscy woźnice nie uważają tego za interes dla siebie. A[uerswald] stoi na stanowisku, że za zupę może robotnik cały dzień wydobywać cegłę. Nadmieniłem, że może ma żonę i dzieci. Na to - odrzekł - że może dostać 2 zupy. A jak ma reperować buty? Ja sam, choć mogłem, kupiłem sobie tylko 1 parę butów ostatnio. Pozwoliłem sobie powiedzieć, że on sam, niedawno żonaty, nie rozumie, co to znaczy mieć rodzinę. Dodałem, że choć w jego nomenklaturze jestem „Spiessbürger” [mieszczuchem], to mam przekonanie, że za pracę należy człowiekowi płacić. Poruszyłem po raz nie wiem który, że Służba Porządkowa nie otrzymuje lonu. Dodałem, że ostatecznie funkcjonariuszowi S[łużby] P[orządkowej] mogę powiedzieć, że dr Fribolin nie daje pieniędzy. On to zrozumie, ale koń, któremu się nie daje paszy, tego nie zrozumie.” (s. 225)
„Rano z Szeryńskim u Mende i Stabenowa. Doręczyłem mu memo o położeniu w ghetcie.” (s. 226)

„O 12-ej posiedzenie naczelnego komitetu opieki nad dzieckiem. Okazuje się, że będzie około 700 000 zł zbiórki. JDC do tego dodaje 250 000 zł, tzn. społeczeństwo dało od 60 do 85 000 zł. Uchwalono kontynuować dalej przymusowe daniny na rzecz dziecka przez Radę Żyd[owską] i Zakład Zaopatrywania.” (s. 226)

„Rano z Szeryńskim u Mende, a potem sam u Stabenowa. Stabenow oświadcza, że ma ideę, aby żydowską dzielnicą rządziło ciało, składające się z kilku ludzi. Rozmawiał z Ernährungsamtem w sprawie wyżywienia.” (s. 228) 
 „Rano Gmina. Po obiedzie u Kamlah z Szeryńskim w sprawie ostatnich wypadków z prośbą o interwencję . Sz[eryński] przytoczył wpływ jednego z komendantów wojskowych na jego życie. K[amlah] odpowiedział, że od czasu istnienia władz cywilnych nie może mieć wpływu na wypadki. Obiecał jednak uczynić, co może.” (s. 229)
„O 4.30 poszedłem do komisarza i odbyłem konferencję do 7 pp. Wspomniałem o jego historycznej roli i odpowiedzialności. O Hudsonie Law. O tragicznych nastrojach i o celowości zarządzeń. O przyczynach: małe racje żywnościowe i brak pracy. O braku pozytywnej pracy i pracy negatywnej. W końcu poprosiłem o audiencję u gubernatora.” (s. 229)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem do Stabenowa, który oświadczył, że może SD przejmie zarząd dzielnicy żydowskiej. (s. 230)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Lewetzowa. Wskazałem, że miesięcznie legalnie za 1 800.000 zł nadchodzi żywności do ghetta, za 70 - 80 000 000 nielegalnie. Pierwsza liczba dotyczy pośrednictwa Transferstelle i aryjskich dostawców, którzy znikomą odgrywają rolą w imporcie. W ghetcie można naliczyć 10 000 kapitalistów, ±250 000 ludzi żyje z pracy, a 150 000 jest zdane na opiekę społeczną.” (s. 232)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Brandta i wyżej o piętro (zastępca Kratza). Mówiłem o niemożliwości utrzymania bilansu płatniczego ghetta.” (s. 233)
„O 9-ej byłem z Szeryńskim u Mendego” (s. 239)
JA, II C
„Rano z Szeryńskim u Mende. Potem u Ivánki. Fribolin przeciwstawia się nowym subwencjom dla Rady. Sądzi, że należy je skompensować należnościami od Żydów za wodę, gaz, elektryczność. W czasie rozmowy z Ivánką wezwał mnie Auerswald. Oświadczył, że gubernator skłonny jest w myśl mojej propozycji zwolnić skazańców i tych, co mają być skazani, o ile dostarczymy 1500 kożuchów w ciągu tygodnia. Puściłem wszystko w ruch, aby zadaniu temu sprostać. Jest obecnie 40 skazańców, a na ogół w więzieniu siedzi około 800 osób.” (s. 240)
„Rano z Szeryńskim u Mende i Stabenowa. Zapytałem, czy prawdą jest, że Litwini (szaulisy) mają objąć wachę w ghetcie. Zaprzeczyli temu. To samo pytanie zadałem komisarzowi. Odrzekł, że „nic mu o tym nie wiadomo.” (s. 241)
„Rano z Szeryńskim u Mende. Mende wezwał Lindenfelda w sprawie zaaresztowanych Tine [?] i Andersa, którzy szantażowali różnych Żydów, rzekomo zwalniajśc z więzienia.” (s. 243)
„Rano Gmina. -8°C. Z Szeryńskim u Mende. Potem u Brandta. Dzwoniono do komisarza w sprawie kożuchów. Podobno w poniedziałek albo wtorek zabiorą je.” (s. 246)
JA, II D
„Rano z Szeryńskim u Mendego. Potem u Brandta. Dzwonił do komisarza, aby cofnął swoje zarządzenie w sprawie omnibusów, których marszruta ma się odbywać oddzielnie na południu i oddzielnie na północy ghetta . A[uerswald] nie wyraził zgody. Komisarz Boehm prosił mnie, abym pomówił na ten temat z A[uerswaldem]. A[uerswald] oświadczył, że nie pójdzie Konowi i Hellerowi na rękę z pewnych względów.” (s. 250)
„Rano Gmina. -3°C. Z Szeryńskim u Brandta. Zaaresztowany Hepry [?] obciąża Bogu ducha winnego Goldstata i Glücksberga.” (s. 253)
„Rano z Szeryńskim u Mende (Brandta i Stabenowa). Doręczono im ilustrację położenia w dzielnicy (wypadek ludożerstwa) (…) Doręczyłem u komisarza meldunek w sprawie ludożerstwa i powiedziałem Rodeckowi i Grasslerowi, co o tym myślę i jakie warunki prowadzą do takich zbrodni. (s. 255)
„Rano Gmina. Potem u Brandta i Stabenowa w sprawie niejakiego Żurawina, który otrzymał list podpisany przez Stabenowa i Müllera, aby mu dać koncesję na fotosy do „Kennkart” (…) Z kolei udałem się do Auerswalda, który przepisał list Stabenowa i obiecał współdziałanie. Poruszyłem u niego sprawę Żydówki, która poleciła sobie dać 20 000 kg cukru na podstawie listu Probsta. Zainterpelowany Probst oświadcza, że list jego do mnie był grzecznościowy i że nie obstaje przy tym, aby wstrętnej kombinatorce dać cukier (na pasek). Auerswald to potwierdza. Auerswald znów zamierza robić przesunięcia w ghetcie. Kilka tysięcy Żydów straci dach nad głową. Robimy zestawienia statystyczne celem ich obrony. O więźniach wyraża się enigmatycznie. Nie wiem, kiedy ich zwolni. Otrzymałem od komisarza „Aufenthaltsbeschränkungen im jüdischen Wohnbezirk in Warschau” [ograniczenia pobytu w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej w Warszawie].” (s. 257)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Rakarze Hepry i Luboszyński złożyli oferty, że mają coś do zeznania. Byłem u Auerswalda. Odmawia podpisania zarządzenia, aby zwolnieni bogatsi Żydzi płacili na rzecz tych, co pójdą do obozów. Na uwagę, że tak się robi już 2 lata, replikuje, że przez 5 lat się będzie inaczej robiło.” (s. 258)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Dziś o 19-ej ma przyjechać 642 wysiedlonych z Niemiec. Zarządziłem przygotowania. Jesteśmy bez lokali i bez grosza.” (s. 263)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u Auerswalda w sprawie orkiestry.” (s. 264)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Potem u komisarza. Prosiłem, by się wystarał o pałac Staszica20 dla miasta, a my wtedy otrzymamy pałac Mostowskich.” (s. 265)
„Brandt wezwał do siebie ze Służby Porządkowej na 12-tą Czaplińskiego i Lejkina. Polecił im wieczorem dostarczyć oddział kilkunastu porządkowych celem wizytacji naszych lokali.” (s. 266)
„Rano Gmina. Potem pojechałem do Gestapo, aby się dowiedzieć szczegółów z nocy 18 na 19. Nie zastałem nikogo. Udałem się do Auerswalda, który oświadczył, że noc ta nie miała nic wspólnego z zabójstwem członka Sonderdienstu, który prawdopodobnie poległ od kuli „polskiego” szmuglera. Źle by było, dodał A[uerswald], gdyby to zrobił Żyd. 1000 Żydów by za to zapłaciło.” (s. 267)
„Rano u Brandta. Oświadczył, ze powodem represji, zastosowanych w nocy, są tajne pisma ukazujące się w ghetcie i że zastosuje się surowsze środki, o ile dalej pisma będą wychodziły. Upoważnił do podania do wiadomości publicznej, ze akcja miała charakter doraźny i ze ludność może spokojnie powrócić do pracy.” (s. 268)
„Rano u Brandta z Szeryńskim. B[randt] oświadcza, że nakryto organizację w ghetcie. Na czele jej, według B[randta], stoją cudzoziemcy Żydzi” (s. 268)
„Rano z Szeryńskim do Brandta. Nikogo w całym wydziale nie było.” (s. 269)
„Rano z Szeryńskim u Brandta. Poruszyłem sprawę zamknięcia Wielkiej Synagogi. Mówił, że dalej jest niespokojnie w ghetcie. Odniosłem wrażenie, że znowu może będą zastosowane represje. Auerswald zażądał statystyki ludnościowej według ulic i domów do roboty. Probst zażądał 10 planów ghetta. Czy nie nastąpi jakieś zarządzenie?” (s. 269)
„Z rana o 8-ej udałem się w sprawie Szeryńskiego do B[randta]. Oświadczył, ze został uwięziony za futra, które oddał na przechowanie polskiemu oficerowi policji, który też został aresztowany. Przyczynił się do tego jakiś Żyd, który miał anse do polskiego komisarza.” (s. 271)
„Rano u Brandta. Lejkin został nominowany na p.o. kierownika S[łużby] P[orządkowej]. Na odprawie oficerów S[łużby] P[orządkowej] zakomunikowałem im o tym, zalecając spokój, karność i podporządkowanie rozkazom nowego kierownika. Brandt obiecał, że dziś pomówi z Kommandeurem w sprawie Szeryńskiego.” (s. 273)
„Rano u Brandta z Lejkinem. Zaproponowałem go na „Sachbearbeitera” [referenta]. B[randt] oświadczył mu, że jest za niski. W końcu zgodził się na niego. Prosiłem nadal o Szeryńskiego, aby go nie na Pawiaku osadzono, ale w żydowskim więzieniu.” (s. 273)
„Rano z Lejkinem u Brandta. Poruszyłem sprawę Szeryńskiego - B[randt] odrzekł, że jeszcze aktów w sprawie S[zeryńskiego] nie otrzymał. Kommandeur przyjmuje tylko referentów, a więc mnie nie przyjmie.” (s. 275)
„Rano u Brandta z Lejkinem. B[randt] oświadczył na moje zapytanie, że Kommandeur nie zgodził się na zwolnienie Szeryńskiego. Będzie on przeprowadzony do żydowskiego aresztu.” (s. 277)
„Rano u Brandta i Boehma w sprawie Szeryńskiego. Boehm obiecał pomówić z Kommandeurem. Brandt oświadcza, że akta sprawy są u Kommandeura, a może nawet pójdą wyżej.” (s. 278)
„Rano u Boehma w sprawie Szeryńskiego. Obiecał pomówić z Komandeurem. Potem u Auerswalda. Drobiazgi w rodzaju opasek dla Służby Porządkowej. Czy nosić na prawej, czy na lewej ręce? 2 opaski czy jedną? Natomiast finanse - nic. Zażądał od Rozena 400 fachowców do jakiegoś obozu (słuchy, że do Mińska). Zapowiedź, że dalsze obozy są przewidziane. Chciano robotników wysłać z rodzinami. W końcu zrezygnowano z tego.” (s. 279)
„Przed 8-mą zadzwonił dr Grassler, polecając mi zjawić się na 8-mą do pałacu Brühla w „nagłej sprawie”. Zjawiłem się. Polecono mi posiedzieć dłużej i nie wychodzić na ulicę. Auerswald, z którym się wkrótce skomunikowałem, rozmówił się z Brandtem telefonicznie. B[randt] podzielił jego pogląd w stosunku do propozycji wczorajszej. Zgłosiłem się z Lejkinem do Brandta. Oświadczył, że Avrila zrozumiał w ten sposób, jakobym miał być wezwany na „bal” celem omówienia „spraw technicznych”. Rozmówi się w sprawie propozycji z Avrilem.” (s. 280)
„Rano z Lejkinem u Brandta, który oświadczył, że o ile jakaś rodzina żydowska ukryje Gancwajcha, Sternfelda, Zachariasza i niejakiego Zelmana (nazwisko nieznane) poniesie konsekwencje.” (s. 281)
„Rano z Lejkinem u Brandta. Potem u Mendego, który znów zaczął urzędować na stałe. Poruszyłem po raz nie wiem który sprawę Szeryńskiego. B[randt] oświadczył, że ułatwi mu dostawę paczek. Sprawa zależy od Kommandeura. Z innej strony komunikują, że Kommandeur wyjeżdża na 2- tygodniowy urlop.” (s. 284)
„Rano z Lejkinem u Mende. Potem Lejkin został sam z M[ende]. Ja u Brandta w sprawie Szeryńskiego. Postanowiłem polecić zaaresztować Słuzbie słynną szantażystkę Judt oszukała różnych, pobierając tysiące złotych za rzekome zwolnienia). Byłem u Auerswalda w sprawie akademii religijnej. Uzależnił to od SD i Gestapo. A Brandt uzależnił to od jego zezwolenia. Byłem u Nikolausa w sprawie wyjazdów. Oświadczył, że Żydzi cudzoziemcy mogą wyjeżdżać na wymianę, o ile mają dowody zagranicznego obywatelstwa w porządku. Ewentualnie mogą sobie uzupełnić brakujące dowody w poselstwie szwajcarskim w Berlinie. Poselstwo reprezentuje republiki amerykańskie. W Warszawie miała miejsce konferencja gubernatorów w sprawach gen. gubernatorstwa.” (s. 285)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mende. Poruszyłem sprawę Szeryńskiego z nimi i ich szefem, komisarzem Boehmem. Powiedzieli, że powinienem mieć czyste sumienie, bo wszystko, co mogłem, robiłem w jego sprawie. Niestety, na razie nie daje to rezultatu.” (s. 286)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mende. Mende nie postawi się za Szeryńskiego.” (s. 288)
„Poruszyłem w Gestapo sprawę „Frankensteina”, który codziennie strzela do ludzi u jednego z wylotów.” (s. 288)
„Rano u Brandta i Mendego. Poruszyłem sprawę śmierci w dzielnicy. Oświadczyłem, że wielu nie znanych cywilów strzela zarówno do szmuglerów, jak i spokojnych przechodniów. Prosiłem, aby się porozumiano z Auerswaldem celem zlikwidowania tych stosunków.” (s. 289)
„Rano u Brandta. Poruszyłem sprawę odwiedzin B[randta] w Zakładzie Zaopatrywania i na tle tego Gepnera tudzież Tenenbauma . Odpowiedź, że do G[epnera] nikt nic nie ma. Natomiast różni Żydzi nadsyłają paszkwile na G[epnera], na mnie etc. i to wywołuje badania. Do Nikolausa wprowadziłem adw. Lubingera z Wydziału Prawnego. Ustalono odezwę do Komitetów Domowych w sprawie emigracji do USA, Poł[udniowej] Ameryki (bez Argentyny i Chile) i Palestyny (żony do mężów, dzieci do rodziców, rodzice do dzieci). O 11-ej Gepner, Altberg łącznie z dostawcami w sprawie do stawy, za którą dzielnica może otrzymać żywność, wzgl[ędnie] inne ułatwienia.” (s. 290)
„Rano u Brandta z Lejkinem. Sprawa Szeryńskiego stoi źle. U Brandta był niejaki Nass, „zbieracz” metali. Chodzi podobno po fabrykach i kwalifikuje dobre maszyny jako szmelc. Zmienia jednak łatwo zdanie. Byłem u Auerswalda w sprawie chleba dla dzieci ulicy, Arbeitsdienstu - robót publicznych etc.” (s. 290)
„Rano u Brandta. Był u Szeryńskiego. Prosiłem o przychylną interwencję.” (s. 292)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mendego. Brandt zwolnił na moją prośbę 64-letniego Hellera, Obmanna ze Stoczka. Sprawa Szeryńskiego jest na dobrej drodze. Wezwał mnie komisarz Nicolaus, który prowadzi referat emigracyjny. Chodziło o to, że Józef Ehrlich wtrącił się kilka dni temu do sprawy sprowadzenia 3-ga dzieci, które miały być doprowadzone na Pawiak celem skierowania ich za granicę, do rodziców (na wymianę) i polecił porządkowemu skierować je do swego mieszkania. Nicolaus oświadczył, że Ehrlich oddaje pewne usługi, ale nie ma nic wspólnego ze sprawą emigracji.” (s. 295-296)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mende. B[randt] oświadczył, że wszystko zrobił u Kommandeura, aby przedłużyć godzinę policyjną. Reszta zależy od Auerswalda. W sprawie Szeryńskiego nie chce monitować ze względów taktycznych.” (s. 297)
„Z rana u Brandta i Mende z Lejkinem. Zapytałem B[randta], czy nie mógłby się rozmówić z Kommandeurem wzgl[ędnie] z SS u Brühla w sprawie dzielnicy. Szeryńskiego sprawa wisi. Mende ponownie zakazał udzielać informacji o poszczególnych Żydach w ghetcie. Byłem u Rodecka. Oświadczył, że część sum, otrzymanych z podatków od Finanzinspektora, da Radzie. Zwróciłem mu uwagę na to, że otrzymuję zbyt drobne sumy w stosunku do potrzeb. Wskazałem na potrzebę odbudowy sierocińca etc., aby usunąć dzieci z ulicy, na straż ogniową, którą mam uruchomić. Poruszyłem sprawę Ubezpieczalni, która nic nie robi dla dzielnicy i która może zażądać ode mnie zawrotnych sum. Okazuje się, że chcą założyć Nebenstelle [oddział] w dzielnicy. W toku rozmowy nadmieniłem o pogłoskach: przesiedlenie, skierowanie dziesiątków tysięcy na wschód. Otrzymałem odpowiedź, że sprawy te są omawiane. Może z dnia na dzień przyjść zarządzenie. Przy wyjściu spotkałem Auerswalda. Prosił, aby odłożyć rozmowę na poniedziałek. Sprawy godziny policyjnej jeszcze nie załatwił.” (s. 299)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mende. Potem u Müllera w sprawie Schmiedta, który przyjechał z Berlina w sprawie kompensaty i różne towary od nas za coś nieokreślonego jeszcze.” (s. 300)
„Rano z Lejkinem u Brandta i Mende. Dzień pełen złych przeczuć. Pogłoski o tym, że od poniedziałku wieczorem zacznie się wysiedlanie (wszystkich!?). Zapytałem komisarza, czy wie coś o tym. Odpowiedział, że nie i że nie wierzy w to. Tymczasem w dzielnicy panika, jedni mówią o wysiedleniu, drudzy o pogromie. Dziś i jutro mamy rozładować synagogę, do której wejdą Żydzi cudzoziemcy. Kiedy siedziałem u Mende, weszła jakaś polska panienka lat 16-18 z oświadczeniem, że w jej domu mieszka chrzczona Żydówka.” (s. 301)
„Rano 7.30 w Gestapo. Zapytałem Mende, ile prawdy w pogłoskach. Odrzekł, że nic nie słyszał o tym. Z kolei zwróciłem się do Brandta, odpowiedział, że jemu nic nie wiadomo o tym. Na zapytanie, czy to jednak może mieć miejsce, odrzekł, że on nic nie wie. Wyszedłem od niego niepewny. Zwróciłem się do jego szefa komisarza Boehma. Ten odrzekł, że to nie jego dział, że Hohenmann mógłby coś na tle pogłosek ewentualnie zakomunikować. Nadmieniłem,żewedług rozsiewanych wieści dziś o 191⁄2 ma się zacząć wysiedlenie. Odpowiedział, na to, że chyba by coś wiedział, gdyby to miało mieć miejsce. Nie mając innego wyjścia udałem się do zastępcy kierownika wydziału III, Scherera. Wyraził zdziwienie co do pogłoski i oświadczył, że również nic o tym nie wie. W końcu zapytałem, czy mogę oświadczyć ludności, że nie ma powodu do obaw. Odpowiedział, że mogę, że to wszystko, co mówią, jest Quatsch i Unsinn [bzdura i nonsens]. Poleciłem Lejkinowi, aby przez rejony zawiadomił o tym ludność. Pojechałem do Auerswalda. Oświadczył, że opowiedział o wszystkim SS-Polizeiführerowi. First w międzyczasie był u Jesuitera i Schleterera, którzy się oburzyli z powodu rozsiewanych pogłosek i zapowiedzieli dochodzenie w tej sprawie. Wróciłem do Gminy. Zastałem dra Schmiedta. Finalizuje się kompensata buty etc. za zboże (1 250 000).” (s. 302)
</document>
<document nplp_id="7813" title="GRZYBOWSKA 26/28 – ZIELNA 25 &amp;#8211; WSPÓLNA 58 [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-zielna-25-wspolna-58-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„O 3.30 wyszedłem z Gminy i dorożką udałem się z Lichtenbaumem do domu. Na Zielnej przed Radiem wywleczono nas z dorożki i kazano pójść do pracy. L[ichtenbauma] uderzono nahajką. Ledwo się wydostaliśmy.” [24.II.1940] (s. 69-70)</document>
<document nplp_id="7814" title="WSPÓLNA 58 – GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) [TRASA]" slug="wspolna-58-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Rano Gmina. Dojazd bez szwanku. Grzybowska pokryta lodem. Przejście między ruinami ciężkie.” [27.II.1940] (s. 70)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7815" title="ZIELNA 35" slug="zielna-35">
Adam Czerniaków
JA, I

„Urządzamy szpital na 100 łóżek pod egidą Gminy. Zielna 35. Środki opatrunkowe i leki damy.” [18.IX.1939] (s. 36)

</document>
<document nplp_id="7820" title="ŚWIĘTOKRZYSKA" slug="swietokrzyska">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI/JA, I

„Pani Wiktoria opowiada, że sąsiadka ze spalonego domu na Świętokrzyskiej opowiada, że tylko jej litaniom zawdzięczają mieszkańcy ocalenie. Dowodem tego jest, że jedyny mieszkaniec, Żyd, Pompiański, muzyk, z matką i żoną się spalił. Nawiasem mówiąc nie mogli P[ompiańscy] znieść starej chorej matki z 4-go piętra i dym ich udusił. Pani W[iktoria] odpowiedziała, że jest też Żydówką. Ale od 10 lat jest pani ochrzczona i to panią uratowało, brzmiała odpowiedź.” [7.I.1940] (s. 59)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Rabunku w ostatnich dniach przed kapitulacją. Fałszywy apel o przebranie się w cywilne stroje, grabią żydowskie sklepy z odzieżą, obuwiem itp. na Świętokrzyskiej, Elektoralnej. Rabują [mieszkania].” (s. 7)
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Świętokrzyska 25,   - Marszałkowska 134/Świętokrzyska 37 (Centrala Pocztowej Kasy Oszczędności)
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7821" title="DANIŁOWICZOWSKA 3" slug="danilowiczowska-3">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Byłem na Danił[owiczowskiej] 3, wezwał mnie Kluge. Polecił w imieniu Richtera zamknąć bożnicę, synagogi, mykwy.” [5.I.1940] (s. 58)
ONI, II D
„Szeryńśki został wezwany przez Kripo (Kriminalpolizei) na Daniłowiczowskiej na 8 rano. Oświadczono nam: „er kommt nicht wieder” [on nie wróci]. Telefonowałem do Brandta. Oświadczył to samo. Zgodził się, bym jutro z rana o 8-ej odwiedził go w tej sprawie. Również Auerswald, do którego w tej sprawie skierowałem Firsta, oświadczył, że go nie wypuszczą. Jutro ma interweniować.” (s. 271)</document>
<document nplp_id="7823" title="Róg ulic KRÓLEWSKA/MARSZAŁKOWSKA" slug="rog-ulic-krolewska-marszalkowska">
Adam Czerniaków
JA, I

„Rano do Gminy. Po drodze dwóch Polaków i 1 Polka uprzedziła mnie o łapaniu na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej] do robót. W biurze brak kompletu urzędników z tego powodu. ” [6.I.1940] (s. 59)

JA, I

„Złapany na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej do roboty. Wyperswadowałem, że nie należy łapać, bo Gmina dostarczy ludzi.” [21.I.1940] (s. 62)

</document>
<document nplp_id="7826" title="POZNAŃSKA 15" slug="poznanska-15">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Całą noc straszna kanonada. Nad domem wybuchały granaty. Trafiły blisko nas na Poznańską na ambasadę sowiecką.” [20.IX.1939] (s.36)</document>
<document nplp_id="7828" title="WSPÓLNA 58 &amp;#8211; ALEJE JEROZOLIMSKIE [TRASA]" slug="wspolna-58-aleje-jerozolimskie-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Z rana nie można było przedostać się przez Aleje Jerozolimskie do 1 pp.” [5.X .1939] (s. 39)</document>
<document nplp_id="7830" title="ŻELAZNA 103 – WSPÓLNA 58 – TWARDA – ALEJE JEROZOLIMSKIE &amp;#8211; WSPÓLNA 58 [TRASA]" slug="zelazna-103-wspolna-58-twarda-aleje-jerozolimskie-wspolna-58-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„O 3-ej SS do 6 pp. Konferencja z Batzem. (…) O 6 pp. pojechałem na żądanie do domu razem z nim, wziąłem drukarza i pojechałem do drukarni na Twardą. Tam omówiono druki. Mam znaleźć rozklejaczy na mieście odezwy niemieckiej. W nocy wróciłem w części autem władz. Na rogu Alei Jerozolimskich zatrzymany przez patrol. Mój Ausweis nie wystarcza. W domu wymioty.” [21.X.1939] (s. 43)</document>
<document nplp_id="7832" title="ŻELAZNA 103 (Siedziba SS)– GRZYBOWSKA 26/28 (GMINA ŻYDOWSKA) &amp;#8211; ALEJA SZUCHA 25 (Siedziba GESTAPO) [TRASA]" slug="zelazna-103-siedziba-ss-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-aleja-szucha-25-siedziba-gestapo-trasa">
&amp;nbsp;
Adam Czerkniaków
JA, I

„8.30 w SS celem udania się do Komisji Dewizowej w sprawie upłynnienia kontrybucji. Czekałem do 11-ej bezowocnie. Pojechałem do Gminy. Delegacja mieszkańców Nalewki 9 w sprawie aresztowania wszystkich mężczyzn z tego domu. Wieczorem interweniowałem w Gestapo. Należy interweniować u policji polskiej wg oświadczenia komisarza.” [21.XI.1939] (s. 48)</document>
<document nplp_id="7834" title="Róg ulic MARSZAŁKOWSKA/WSPÓLNA" slug="rog-ulic-marszalkowska-wspolna">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I

„Zagrożony runięciem dom został na rogu Marszałkowskiej i Wspólnej wysadzony w powietrze.” [15.X.1939] (s. 42)</document>
<document nplp_id="7836" title="ALEJE JEROZOLIMSKIE 45 (dawniej 39)" slug="aleje-jerozolimskie-45">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Wczoraj naładowano auto „dziewicami” z Polonii.” [7.II.1940] (s. 66)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabrano dużo kobiet z kilku kawiarni (‘Polonia’), nie wiadomo dokąd, mówią, że po kilku dniach powróciło około dwustu, niektóre zarażone.” (s. 71)</document>
<document nplp_id="7839" title="DZIELNA 35/37" slug="dzielna-35-37">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Po obiedzie TOZ, sierociniec żydowski na Lesznie i przytułek dla uciekinierów na Dzielnej.” [11.III.1940] (s. 73)</document>
<document nplp_id="7841" title="LESZNO 15 (sierociniec żydowski)" slug="leszno-15-sierociniec-zydowski">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
LESZNO 15 (adres przedwojenny: Leszno 127/129)

JA, I

„Po obiedzie TOZ, sierociniec żydowski na Lesznie i przytułek dla uciekinierów na Dzielnej.” [11.III.1940] (s. 73)

 </document>
<document nplp_id="7843" title="ANNOPOL (poza Warszawą)" slug="annopol-poza-warszawa">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Z Annopola wyrzucono z baraków wszystkich Żydów. Zwalono mi na głowę 4 wysiedlone miasteczka, szpital, domy sierot, Annopol i luzem wariatów. W głowie się mąci.” [15.XI. 1939] (s. 47)</document>
<document nplp_id="7844" title="ŻABIA 9 (ŁÓDZKI BANK DEPOZYTOWY)" slug="zabia-9-lodzki-bank-depozytowy">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Rano 8.30 Łódzki Bank Depozytowy. Czekam na Bartla.” [11.XII.1939] (s. 54)

JA, I

„W sprawie pożyczki na szpitale udałem się do Łódzkiego Banku Depozytowego.” [18.XII.1939] (s. 55)</document>
<document nplp_id="7845" title="SENATORSKA 22 (BANK DYSKONTOWY)" slug="senatorska-22-bank-dyskontowy">
Adam Czerniaków
JA, I

„Rano męka w sprawie 500 i 100. Laschtoviczka nie przyjął. Potem obiecał coś zrobić. Bank Dyskontowy może pożyczyć coś drobnych.” [25.I.1940] (s. 63)

JA, I

„Odwiedziłem Mikuleckiego. Nie godzi się na odłożenie długu 100000 zł. Może pożyczy później.” [4.III.1940] (s. 71)

</document>
<document nplp_id="7848" title="CMENTARZ ŻYDOWSKI na&amp;nbsp;PRADZE (św.&amp;nbsp;Wincentego 15)" slug="cmentarz-zydowski-na-pradze">
Adam Czerniaków
ONI, I

„Wczoraj po raz drugi na cmentarzu praskim w poszukiwaniu brylantów pobito pracowników.” [4.I.1940] (s. 58)

„Zaaresztowano intendenta i pomocnika na cmentarzu na Pradze.” [27.II.1940] (s. 70)

„Intendenta na cmentarzu praskim wypuszczono.” [1.III.1940] (s. 71)

&amp;nbsp;

JA/ONI, I

„Jadę do Gminy, a potem na cmentarz praski. Jest tam kilkanaście ciała ma Zak[ład pogrzebowy] tam przywieźć jeszcze 40. W Gminie rodziny kłócą się z Kaminerem o miejsce na cmentarzu praskim. Skierowałem Zabłudowskiego na Pragę i załatwiono sprawę.” [11 IV 1940] (s. 82-83)

„Rano odwiedziny cmentarza praskiego, potem sierociniec na Jagiellońskiej. Dałem dzieciom czekoladę. Nagrobek Zbytkowera potłuczony. Drzewa wycięte.” [2 V 1940] (s. 86)

„Zwiedziłem cmentarz na Okopowej i na Pradze. Nagrobek Zbytkowera mocno uszkodzony. Wyrostki wchodzą na cmentarz i rozbijają młotami nagrobki. Nowy grób matki i 7-ga dzieci, zabitych podczas bombardowania. Groby 53.” [30 VI 1940] (s. 101)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Śmiertelność wśród Żydów w Warszawie jest straszna. Umiera dziennie 50-70 ludzi. Przed wojną umierało dziennie około 10 osób. Opłata wyznaczona [za grób] wynosi 500 zł w Warszawie i 100 zł na Pradze.” (s. 42)
„Śmiertelność wśród Żydów jest obecnie trzy razy większa niż przed wojną w analogicznych miesiącach ubiegłego roku. Ustalono minimalną opłatę za pochówek, 500 zł, na Pradze podobno 100 zł, dla ubogich bezpłatnie.” (s. 88)
„Na Pragę na cmentarz żydowski pielgrzymują setki chrześcijan do grobu matki i siedmiorga dzieci, którzy zostali zabici w czasie bombardowania. Mąż, który powrócił z Rosji, zamówił dla niej nagrobek, na którym wyrzeźbiono jego postać opłakującą żonę i dzieci.” (s. 138)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7851" title="POZNAŃSKA" slug="poznanska">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Na Marszałkowskiej i Poznańskiej bito dziś Żydów. W dzień i wieczorem.” [27.I.1940] (s. 64)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś rozpoczęło się również wysiedlanie Polaków z niektórych ulic na południu: z Poznańskiej, Wspólnej. Żydom, jeśli dają trochę gotówki, pozostawiają nieco więcej czasu i pozwalają wszystko zabrać. Niepokój ludności żydowskiej jest nieopisany. Nikt nie jest pewny, czy nazajutrz będzie spał w swoim łóżku. W południowej części stolicy ludzie siedzą cały dzień w domu: czekają na moment, aż przyjdą i wypędzą ich. Proceder zabierania mebli, rzeczy jest taki: z rana zamyka się bramę i nikogo nie wypuszcza.” (s. 137)
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Poznańska 15,  - róg ulic Poznańska/Żulińskiego</document>
<document nplp_id="7853" title="SZEROKA (obecnie Kłopotowskiego, PRAGA, poza gettem)" slug="szeroka-obecnie-klopotowskiego-praga-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Na Szerokiej robotnicy podczas rozkopywania znaleźli broń.” [12.III.1940] (s. 73)</document>
<document nplp_id="7856" title="GĘSIA 43 (Biuro Zarządu Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w&amp;nbsp;Polsce)" slug="gesia-43-biuro-zarzadu-towarzystwa-ochrony-zdrowia-ludnosci-zydowskiej-w-polsce">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, I

„Po obiedzie TOZ, sierociniec żydowski na Lesznie i przytułek dla uciekinierów na Dzielnej.” [11.III.1940] (s. 73)</document>
<document nplp_id="7857" title="KREDYTOWA (poza gettem)" slug="kredytowa-poza-gettem">
Adam Czerniaków
ONI, I

„Wydobywanie trupów w ogródku na ul. Kredytowej.” [14.XII.1939] (s. 55)

</document>
<document nplp_id="7859" title="OKĘCIE (poza Warszawą)" slug="okecie-poza-warszawa">
&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, I

10.X.39: "Na Okęciu, stanowiącym przedmieście stolicy, mogliśmy pierwszy raz posmakować ciepłej strawy. W opuszczonym domu kilku żołnierzy podzieliło się z nami kartoflanką. Po czterech dniach i nocach, wydawało się, niekończącej się podróży uświadomiliśmy sobie, jacy jesteśmy zmęczeni. Musieliśmy jednak ruszać dalej. Nie było chwili do stracenia, gdyż po opuszczeniu Okęcia zobaczyliśmy, jak mężczyźni i kobiety wznoszą barykady z pustych wagonów tramwajowych i wyrwanych z jezdni kamieni. Przygotowywali się do oblężenia stolicy. W Warszawie zastaliśmy kobiety stojące w drzwiach domów i rozdające herbatę oraz chleb uchodźcom zbliżającym się do stolicy niekończącymi się kolumnami. Podczas gdy dziesiątki tysięcy ludzi z prowincji wkraczało do Warszawy w nadziei na schronienie, tysiące jej mieszkańców uciekało na wieś" (s. 52).

JA/ONI; IIB

26.VI.41’: "Po południu otrzymałam podziemny biuletyn, który głosił coś wręcz przeciwnego. Rosyjskie bombowce poważnie uszkodziły Dworzec Główny i tory na dużym obszarze. Zniszczyły także lotnisko na Okęciu. W kilku fabrykach zbrojeniowych zginęło wielu polskich robotników. Prasa podziemna obecnie ukazuje się częściej i spełnia ważną funkcję. Jej kartki niosą powiew nadziei i umacniają nasze morale. Chyba akurat trwa alarm – tak, słychać długi ryk syreny. Muszę biec, żeby obudzić naszego komendanta" (s. 144).</document>
<document nplp_id="7861" title="GRZYBOWSKA 26/28 (Gmina Żydowska) –  ŻELAZNA 103 (Siedziba SS) –  DANIŁOWICZOWSKA 7 (Areszt Centralny) – SENATORSKA 22 (Bank Dyskontowy) – GRZYBOWSKA 26/28 (Gmina Żydowska) [TRASA]" slug="zelazna-103-siedziba-ss-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-danilowiczowska-7-areszt-centralny-senatorska-22-bank-dyskontowy-grzybowska-26-28-gmina-zydowska-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, I

„8 rano SS. Do 1 pp. czekałem. Interwencja u Bischofa, na skutek czego zwolnienie na Daniłowiczowskiej 24 zakładników. Dwaj oficerowie pojechali ze mną na Danił[owiczowską] i zwolnili. O 5 pp. wyszli. Potem do Banku, aby mi załatwić dewizy. Potem do Gminy celem otwarcia Wydziału Składek i opieki społecznej.” [10.XI.1939] (s. 46)</document>
<document nplp_id="7863" title="GRZYBOWSKA 26/28 (Gmina Żydowska) – CMENTARZ ŻYDOWSKI (GĘSIA/OKOPOWA) [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-gmina-zydowska-cmentarz-gesia-okopowa-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Odwiedził Gminę pan Starczewski [Jan Starczewski, kierownik Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej Zarządu Miejskiego] z Zarządu miasta, prosząc o taksy cmentarne dla władz niemieckich. Kaminer [Meszulem Kaminer, członek Gminy z ramienia Agudy, pełnomocnik do spraw cmentarzy] pojechał na cmentarz i wydał polecenie.” [10.X.1939] (s. 40)</document>
<document nplp_id="7865" title="Róg ulic POZNAŃSKA/ŻULIŃSKIEGO" slug="rog-ulic-poznanska-zulinskiego">
Adam Czerniaków
JA, I

„Zatrzymany na rogu Poznańskiej i Żulińskiego.” [7.X.1939] (s. 39)

</document>
<document nplp_id="7866" title="KOSZYKOWA 81" slug="koszykowa-81">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I

„Siedziałem na stacji filtrów w ogródku.” [5.X.1939] (s. 39)</document>
<document nplp_id="7867" title="SIENKIEWICZA 4" slug="sienkiewicza-4">
Adam Czerniaków
JA, I

„Oględziny lokalu biura na Sienkiewicza, dokąd 18-go wpadł szrapnel, który nie wybuchł i leży na podłodze oddzielony od zapalnika.” [19.IX.1939] (s. 36)

JA/ONI, I

„W biurze po raz drugi (Sienkiewicza 4) padł szrapnel na 5 piętro, demolując 2 pokoje. Przenosimy się na 4 piętro.” [23.IX.1939] (s. 37)

</document>
<document nplp_id="7870" title="BODUENA 5" slug="boduena-5">
Adam Czerniaków
JA, I

„Grzebałem trupy na skwerku koło Węgierkiewiczowej.” [Chodzi o cukiernię Lardellego przy Boduena 5 z wnętrzem zaprojektowanym przez Jerzego Stanisława Węgierkiewicza] [29.IX.1939] (s. 38)

</document>
<document nplp_id="7871" title="Róg ulic JASNA/BODUENA" slug="rog-ulic-jasna-boduena">
Adam Czerniaków
JA, I

„Grzebałem trupy na skwerku koło Węgierkiewiczowej.” [Chodzi o cukiernie Lardellego przy Boduena 5 z wnętrzem zaprojektowanym przez Jerzego Stanisława Węgierkiewicza] [29.IX.1939] (s. 38)

</document>
<document nplp_id="7873" title="DWORZEC GŁÓWNY (poza gettem)" slug="dworzec-glowny-poza-gettem">
Adam Czerniaków
JA, I

„Z rana kanonada na dworzec w pobliżu.” [17.IX.1939] (s.36)

JA, I

„Od spalonego dworca padały iskry na szkołę.” [23.IX.1939] (s.37)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II–IV (?)

„«Szmalcownicy» kręcą się po ulicach i zatrzymują wszystkich o wyglądzie zbliżonym do semickiego. Odwiedzają place publiczne, szczególnie plac koło Dworca Głównego, cukiernie, restauracje oraz hotele, gdzie byli internowani Żydzi, obywatele cudzoziemscy, w poszukiwaniu Żydów.” (s. 64)

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI, II B

26.VI.41’: "22 czerwca, o czwartej po południu nasz zespół teatralny wystawił tradycyjny spektakl niedzielny w sali szkoły tańca Weismana. Misza wyrecytował swój numer, następnie ja weszłam na scenę i – nie wiedzieć czemu – po raz pierwszy poczułam tremę. Siedzący za fortepianem Romek to zauważył i w charakterystyczny dla siebie sposób czule szepnął: „Nie bój się, tylko pamiętaj o tonacji!”. Spojrzeniem dodał mi odwagi i po kilku pierwszych taktach trema zniknęła. Zaśpiewałam pierwszą piosenkę i zaczęłam drugą, kiedy znienacka rozległ się straszliwy wybuch, a cała scena aż zadrżała. Przez okno zobaczyłam, jak zrujnowany budynek po drugiej stronie ulicy (trafiony podczas oblężenia Warszawy) rozpada się w gruzy. […] Kiedy skończyłam występ, w sali wybuchła panika i publiczność ruszyła pędem do wyjścia. Harry próbował zatrzymać widzów, lecz na próżno. Po paru chwilach sala opustoszała. Ktoś przyniósł wieść, że Rosjanie zbombardowali Dworzec Główny, a wiele domów przy Siennej, gdzie mieszkamy, zostało trafionych. Pobiegłam do wyjścia, lecz Romek mnie powstrzymał. Wyszliśmy dopiero wtedy, gdy wybuchy ustały. Na rogu Siennej i Sosnowej z ulgą zobaczyłam, że nasz dom stoi nietknięty" (s. 141-142).

JA/ONI, II B

26.VI.41’: "Po południu otrzymałam podziemny biuletyn, który głosił coś wręcz przeciwnego. Rosyjskie bombowce poważnie uszkodziły Dworzec Główny i tory na dużym obszarze. Zniszczyły także lotnisko na Okęciu. W kilku fabrykach zbrojeniowych zginęło wielu polskich robotników. Prasa podziemna obecnie ukazuje się częściej i spełnia ważną funkcję. Jej kartki niosą powiew nadziei i umacniają nasze morale. Chyba akurat trwa alarm – tak, słychać długi ryk syreny. Muszę biec, żeby obudzić naszego komendanta" (s. 144).

ONI, IV A 

22.IX.42’: „W dzisiejszym „Nowym Kurierze Warszawskim” wydrukowano zaledwie parę linijek tekstu o nocnym nalocie. Według gazety nie zostały trafione żadne obiekty wojskowe. Dowiedzieliśmy się jednak, że w rzeczywistości wiele instalacji wojskowych uległo doszczętnemu zniszczeniu. W getcie trafione zostały: budynek sądów przy Lesznie i szpital, sporo domów wokół Pawiaka legło w gruzach, ale większość bomb spadła na lotniska wokół Warszawy i na Dworzec Główny” (s. 303).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
Ja/Oni, III A

12.08.1942: “Koło dworca stoi policjant, do którego nasz nas doprowadza i któremu z kolei - tym razem zupełnie już bez przyczyny - gdyż i... on żyć potrzebuje, zostawiamy setkę. Tu nas także opuszcza nasz policjant i sami wchodzimy na dworzec.

Dzięki temu, że Abe ma o pół centymetra za długi nos i w dodatku czarne włosy, wprawne oczy tragarzy, którzy w ostatnich kilku tygodniach wielu już takich podróżnych widzieli, od razu nas poznały. Dwóch się do nas zbliża i się dowiadują, że chcemy jechać do Częstochowy. Radzą nam cichym głosem, oglądając się wokoło (by dodać wagi swemu postępowaniu...), byśmy im dali na wykupienie biletów, sami zaś zeszli na peron w miejscu, gdzie oni nam wskażą, i tam czekali. Pociąg odchodzi dopiero o wpół do trzeciej, a teraz jest zaledwie dziesiąta. Boże, myślę sobie, więc także i dobre dusze się na tej drodze spotyka? Schodzimy na peron i siadamy na jednej z ławek. Po kilku minutach ,,dobre dusze" przynoszą nam bilety, żądając za tę przysługę po sto złotych. Moja wiara w istnienie ,,dobrych dusz" rozwiała się tak szybko, jak przyszła. Wręczając im tę sumę, pytam: ,,Czy przynajmniej nam, panowie, nie nadeślecie innych?". ,,Ależ skąd. Możecie sobie teraz spokojnie siedzieć i czekać na pociąg".

Ale zaledwie upłynęło piętnaście minut, gdy prosto ku nam zbliża się jakiś kolejarz (wówczas nie wiedziałam, że to kolejarz. Myślałam, że to jakiś niemiecki urzędowy mundur). ,,Przepustka". ,,Proszę. Po obejrzeniu: ,,Chodźcie ze mną". ,,Po co?" ,,Tam wam pokażą dlaczego". Ja już chcę wstać, ale tu Piniek był bardziej ,,uświadomiony". (W pierwszych latach wojny wypadało mu dawać tyle łapówek, że wyrobił już sobie pewne doświadczenie). Odwołuje tego osobnika na bok, pytając po prostu - ile? Był skromny, zażądał tylko pięćdziesięciu złotych. Ale za pięć minut zjawił się drugi i gdy dochodziła godzina dwunasta - nie mieliśmy więcej niż pięćdziesiąt złotych z tysiąca pięciuset. Ostatni przed dwunastą powiedział, że nikt już do nas nie przyjdzie. Nie uwierzyliśmy mu i mamy jeszcze prawie trzy godziny czekania. Abe już całkiem nie panuje nad nerwami. Płacze jak dziecko (ma niezwykle miękkie usposobienie). Pyta się szantażystów, dlaczego to robią, próbuje ich przekonywać, jak nieładnie postępują. Nie chodzi mu o pieniądze, ale o to poniżenie, o to zdeptane poczucie człowieczeństwa. Lecz ja nie mam ani jednej łzy dla nich. Mogą robić, co chcą. Wiele razy wstawałam, by z nimi iść na żandarmerię, ze skamieniałą twarzą, bez jednego słowa. ,,Abe - mówię - jeśli się nie opanujesz, jeśli nie wykażesz choć trochę ambicji i nie przestaniesz pokazywać zmaltretowanych nerwów tym tylko się cieszącym i drwiącym z tego - po prostu od was odchodzę. Ja jestem dziewczyną i wykazuję więcej hartu od ciebie. Wstydź się. Zabiją nas, no to cóż? Raz się tylko umiera". ,,Tak, żeby zabili - odpowiada - ale po co tak męczą i poniżają. Czyż jestem gorszym od nich?" ,,Bo miałeś nieszczęście urodzić się Żydem. Czyż jeszcze o tym nie wiesz?" ,,Tak bym jeszcze chciał zobaczyć moją mamę" - powiedział jeszcze i przestał płakać.

Siedzimy obok jakiejś budki czy czegoś w tym rodzaju i proponuję chłopcom, by tam się położyli na swoich plecakach. Mnie nikt nie zauważa, więc może do odejścia pociągu będziemy już mieli spokój. Rzeczywiście godzina obiadowa upływa spokojnie. Około drugiej zaczynają się znów zjawiać po kolei jacyś w kolejowych mundurach, przechodząc kilkakrotnie koło naszej ławki, ale że są na świeżo przysłani, a mój nos jest prawidłowo aryjski, więc nie mogą znaleźć tych ,,ofiar", do których ich przysłano. Chłopców w szopie nie widać. Myślę właśnie, że już może będę miała do odejścia pociągu spokój, gdy zjawia się tragarz, który nam kupował bilety. Siada koło mnie i mówi, że nam pomoże dostać się do pociągu, gdyż jest okropny tłok i moglibyśmy zostać, co by było dla nas fatalne. Ale uprzedzam go, że już pieniędzy nie mam. ,,O, to się w paczce jeszcze coś znajdzie - powiada. Jeśli już więcej nikt nas nie będzie niepokoił i gdy będziemy już w pociągu, to dostanie wełniany sweter - przyrzekłam mu. A na pytanie, czemu nasłał nam tylu szantażystów, zaklina się, że to nie on zrobił. W tej samej chwili widzę, że znów po drugiej stronie ławki jakiś nas szuka i nie znajduje. W tej samej chwili tragarz obok mnie daje mu mrugnięciem oka znak, że to ja jestem. Tym razem zabrał zegarek Pinka. A do odejścia pociągu oddaliśmy po kolei złoty zegarek Abego, mój platynowy i moją obrączkę ślubną po Racheli. A naokoło stoi masa czekających ludzi na pociąg i ani jeden z nich nie wypowie słowa sprzeciwu. Prawda jest, że nic by nie pomogli, a sami się narazili - ale to nie zmienia faktu. A tragarz w żywe oczy mi się zapiera, że nie dawał znaku żadnego, a ludzie siedzący koło mnie mówią: “Pani by przecież nikt nie poznał, czemu pani jeździ z nimi”. Odwracam się do nich plecami. Po coś mam z nimi dyskutować?”(s. 75-77)
Bogdan Wojdowski
przed I, F

„Z Elim poszli na tyły dworca towarowego, przez tory. Było okropnie dużo obcych chłopaków w gimnazjalnych czapkach. Mieli kije, noże i pełne kieszenie starych monet. To były dytki. Śledzili ich lot w powietrzu, a potem mierzyli odstęp między monetami dłonią, dwoma palcami i kciukiem. Pluli daleko.”
„Teraz już wiedział, że tory kolei są blisko. Wystarczy przejść ulicę, tuż. A kiedy zasypiał, w ciszy zmierzchu słyszał głosy pociągów. Parowozy, przetaczane z toru na tor, to zbliżały się, to oddalały w ciemności. Długie i powolne składy towarowych wagonów mijały hałaśliwie ulicę, z ociąganiem cichły w miarowym dygocie kół, szeleście szyn, w smudze dymu rozproszonego nad dachami, w powiewie poruszonego powietrza. Dokąd? Dokąd? Dokąd? Dokąd? Dokąd pociągi odjeżdżały? Całą noc boleśnie, ciężko wyły parowozy na przedmieściu. To była trwoga. Chciał uciec, nogi wrosły mu w ziemię, myślał już, już, lecę. To był sen”. (s. 15-16)

I, F
„Zimą pierwszego roku wojny otwarto na dalekich torach dworca towarowego wagony pełne odartych z odzieży ciał, martwych i żywych tulących się do siebie, zesztywnialych na mrozie jak kamienie. Przytomnieli dopiero za murem, na ulicach przeludnionego miasta-i na ulicach marli, w ruinach, w sieniach kamienic, na strychach, w piwnicach, dokąd wtargnęli.
Wielki tłum przepłynął tymi ulicami, a w gruzach na Walicowie pozostał Fajwel Szafran, Nahum i Szulim, Estera. Stanąwszy na obcym bruku Nahum podał Szulimowi ciężar i ucałował ogonki cyces, a może strzępy łachmanów, które opadały z niego. Pejsy na skroniach, kosmyki lepkich i brudnych włosów zarastały uszy Szulima. Bezradnie krążyli tego dnia po ośnieżonej Krochmalnej, pokorni i cisi, nie mając odwagi wyciągnąć ręki po jałmużnę, mijani przez przechodniów, dla których tak oto stali się żebrakami. Wkrótce rozeszła się w zaułku wieść, że nocą uciekli z płonącego domu modlitwy unosząc życie i zwój Tory. Odszukawszy krewnych za drutami w bliskim miasteczku, przetrwali czas jakiś na garnuszku gminy, a potem uciekali dalej zostawiając za sobą zgliszcza, aż dostali się do małej powiatowej mieściny, skąd Niemcy wysyłali ludność getta transportem do Warszawy”. (s. 129)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="7972" title="AKADEMICKA 3 (poza gettem)" slug="akademicka-3">
Ludwik Hirszfeld
JA, III C /IV A
„Na mnie i na córkę moją czekał przyjaciel mój, Stanisław Kiełbasiński, i jego brat Jan. Udałem się z początku do mieszkania pana Jana na Żoliborzu. Byłem tak osłabiony, że zwaliłem się jak kłoda i przeleżałem do południa. Następnie fryzjer ostrzygł mnie do skóry, by możliwie zmienić wygląd. Tego samego dnia zaprowadzono mnie do doktor Marii Wierzbowskiej [na Akademickiej 3]. Zaprowadzono, gdyż byłem półprzytomny. Wiedziałem, że byle zdrajca może mnie wydać Niemcom. […] Córka nasza, z gorączką do czterdziestu stopni, znalazła schronienie u naszych znajomych, zacnych państwa Voitów.
Trzy tygodnie spędziłem z żoną u pani Wierzbowskiej.” (s. 432)
</document>
<document nplp_id="7973" title="MOCHNACKIEGO 17" slug="mochnackiego-17">
Ludwik Hirszfeld
JA, III C /IV
„Na mnie i na córkę moją czekał przyjaciel mój, Stanisław Kiełbasiński, i jego brat Jan. Udałem się z początku do mieszkania pana Jana na Żoliborzu. Byłem tak osłabiony, że zwaliłem się jak kłoda i przeleżałem do południa. Następnie fryzjer ostrzygł mnie do skóry, by możliwie zmienić wygląd. Tego samego dnia zaprowadzono mnie do doktor Marii Wierzbowskiej. Zaprowadzono, gdyż byłem półprzytomny. Wiedziałem, że byle zdrajca może mnie wydać Niemcom. […] Córka nasza, z gorączką do czterdziestu stopni, znalazła schronienie u naszych znajomych, zacnych państwa Voitów [na Mochnackiego 17].
Trzy tygodnie spędziłem z żoną u pani Wierzbowskiej.” (s. 432)
</document>
<document nplp_id="7975" title="JAZDÓW 2 &amp;#8211; CHOCIMSKA 24 &amp;#8211; JAZDÓW 2 [TRASA]" slug="jazdow-2-chocimska-24-jazdow-2-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, I
„Ranni napływają masami. Do zakładu [PZH – B.S.] przybywa lekarka ze Szpitala Ujazdowskiego, donosząc, że szpital wojskowy został ewakuowany, że chorzy żołnierze leżą bez pomocy, że brak wszystkiego. Pytam, czy zorganizowana jest transfuzja krwi. Dowiaduję się, że nie. Natychmiast pobieram krew od siebie i asystentów do butelek i melduję się u komendanta szpitala. Przyjmuje krew z wdzięcznością; już po kilku godzinach zostaje zużyta. Proponuję zorganizowanie stacji przetaczania krwi, co zostaje z entuzjazmem przyjęte.” (s. 265)</document>
<document nplp_id="7977" title="CHOCIMSKA 24 &amp;#8211; MOST PONIATOWSKIEGO &amp;#8211; OBROŃCÓW 27 [TRASA]" slug="chocimska-24-most-poniatowskiego-obroncow-27-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hirszfeld
JA, I
„Mieszkałem podczas oblężenia u siostry, w pobliżu szpitala. Droga do szpitala była związana z ogromnym niebezpieczeństwem. Ale najtrudniej było przejść przez most. Chodziłem tam co drugi, trzeci dzień. Czy żyją najbliżsi? Zdawało mi się, że musiałbym odczuć ich śmierć lub rany nawet z daleka. Widziałem łunę pożarów na Pradze, zbliżałem się do domu z uczuciem bolesnego niepokoju.” (s. 269-270)</document>
<document nplp_id="7983" title="DZIELNA 61 (dom dziecka „Dobra Wola” „Centosu”)" slug="dzielna-61-dom-dziecka-dobra-wola-centosu">
Ludwik Hirszfeld
JA/ONI, II
„Muszę jednak wspomnieć o domu dla dziecka ulicy pod nazwą Dobra Wola. Kierowniczką tego domu była pani Pinkiertowa [Pinkertowa? – B.S], z zawodu pedagog. Finansował te instytucję pan Weitz. Robiono zarzuty temu domowi, że warunki życia w nim zbyt odbiegały od życia dzielnicy. Dzieci ulicy miały czyste ubranka, każde miało czyste łóżeczko, własną pościel, ręcznik, szczotkę do zębów, i nigdy nie było głodne. ” (s. 337)


Adam Czerniaków
JA, II C
„Rano Gmina. Potem na otwarciu sierocińca „Dobra Wola” Dzielna 61. Przemawiałem” (s. 240)

Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Rzadko można było wśród tych gangsterów natknąć się na szlachetne jednostki. Do takich wyjątków należał pan K-cz [Julian Kudasiewicz], dostawca szczotek dla armii niemieckiej. Chcąc uratować inteligencję żydowską od zagłady, zgodził się przyjąć wyroby powstającego szopu szczotkarskiego przy ul. Świętojerskiej [32/34] na swoje konto. Z jego inicjatywy przyjęto kilkuset ludzi, przeważnie spośród inteligencji, osób zasłużonych, zredukowanych pracowników Gminy itd., bezinteresownie, gdy w innych szopach brano za przyjęcie pracownika tysiące, a czasami i dziesiątki tysięcy złotych. […] Wspólnie z głównym dostawcą szczotek, Żydem, Emilem Weitzem, uruchomił on kuchnię dla inteligencji przy ul. Gęsiej. Piękną kartą w działalności pana K. była opieka nad dziećmi żydowskimi w getcie. Codziennie można go było widzieć na ulicach getta otoczonego rojem „dzieci ulicy”, które hojnie obdarzał jałmużną. Znając dobrze życie tych dzieci, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, poparł szczodrą dłonią inicjatywę ówczesnych kół społecznych, w szczególności „Centosu”, uruchomienia internatów dla „dzieci ulicy”. Jeden z tych internatów pod nazwą „Dobra Wola”, przy ulicy Dzielnej nr 61, urządzony nowocześnie, był utrzymywany kosztem szopu szczotkarskiego i pana K., który łożył dziesiątki tysięcy złotcy na ten cel.” (s. 113-114)

</document>
<document nplp_id="7988" title="GĘSIA 6/8 (szpital)" slug="gesia-6-8-szpital">



&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (11.12.1942)
„Podaje się, że w szpitalu na Czystem znajdującym się dziś na skrawku Gęsiej, tym który został Żydom, odnotowano ostatnio więcej niż pół minjanu chorych wenerycznie. To bez wątpienia wielki przełom w nastroju mas. Skoczyć na łeb na szyję, choćby nawet w otchłań, bo przecież życie i tak straciło sens. Rozpacz, utrata wiary człowieka i lekceważenie moralności – degeneracja – to żniwo zebrane z hitlerowskiego zasiewu…” (Pisma, s. 331)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (s. 156)
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)
„W tym czasie Irena miała już ukończoną szkołę pielęgniarek i otrzymała dyplom. Pracowała w szpitalu przy Gęsiej 6. Szpital ten powstał po zlikwidowanym szpitalu na Lesznie. Pielęgniarki, które tu pracowały, same doprowadziły szpital do porządku – myły okna, drzwi, szorowały podłogi.
Kierownikiem szpitala był doktor Józef Sztein. Ordynatorami na wydziale chirurgicznym lekarze: Borkowski, Amsterdam i Rothaub; ordynatorami na wydziale wewnętrznym: Bieleńki i Munwes. Asystentem doktora Rothauba był doktor Kajzer.
Trzystu lekarzy w tym czasie poszło już na Umschlag.
Irena pracuje na zmianę: przez tydzień jako dzienna, przez tydzień jako nocna pielęgniarka. Miewa też często dyżury popołudniowe. Niekiedy wieczorami wraca z żoną urzędnika Komfelda, tak samo pielęgniarką, która mieszka na naszym podwórzu. Kiedy ma nocną pracę, wkłada najcieplejsze swetry. Zabiera termos z gorącą kawą i zawsze świecę na wypadek, gdyby światło zgasło." (s. 159-160)

ONI, IV A
„W kuchni pracowała także Blumcia z Legionowa, która mieszkała u samotnej kobiety na parterze pod naszymi schodami. Kobieta miała powyżej sześćdziesięciu lat. Straciła dzieci i została sama.
(…)
Zdarzyło się pewnego dnia, że myjąc podłogę poślizgnęła się, upadła i złamała nogę. Z początku leżała w domu, potem zabrano ją do szpitala na Gęsią 6 i Blumcia została u niej sama.
(…)
Córka moja Irena pielęgnowała tę kobietę ze złamaną nogą, pracownicę naszej kuchni.” (s. 185-186)

„Żydów, których łapano po stronie „aryjskiej ”, bito niemiłosiernie. Córka moja Irena, pielęgniarka w szpitalu na Gęsiej, idąc pewnego razu przez salę zobaczyła na łóżku adwokata Kon-Wojeckiego, zbitego przez Niemców i wrzuconego do getta. Nie poznał lreny. Ona udawała, że go nie poznaje.” (s. 198-199)</document>
<document nplp_id="7995" title="KURZA 18 (KUPIECKA 18)" slug="kupiecka-18-kurza-18">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, I
„Dlaczego ten obrotny przewodniczący nie zwrócił się w czasie bombardowań o pomoc do Jointu, jak zrobiło to wiele domów w mieście?
Trudno zrozumieć, chyba że przyjmiemy, że nie miał śmiałości dobijać się do przywódcy Jointu, że była to dla niego zbyt ciężka próba. Jakkolwiek było, nasz dom, jak i pozostałe domy na Wołyńskiej, nie korzystał w owym czasie z pomocy Jointu. Dlatego też nie stworzono żadnych kuchni ludowych w schronach, choć niedaleko stąd, w schronie przy Kupieckiej 18, taka kuchnia była.” (Historia komitetu domowego, s. 380)

Emanuel Ringelblum
ONI, IV A

„18 stycznia nad ranem żandarmi i Ukraińcy weszli znienacka do domu przy Kurzej 18, do bloku mieszkaniowego urzędników Gminy. Dokładnie przeszukali wszystkie mieszkania w kamienicy z wyjątkiem tego, w którym mieszkali dr Schiper i dyr. Guzik. A przecież mieszkanie to było od frontu, na drugim piętrze. Schiper wtedy cudem uniknął Treblinki.” (s. 179)</document>
<document nplp_id="8001" title="OGRODOWA 27-29" slug="ogrodowa-27-29">


&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A (31.07.1942)
„Z Ogrodowej 27-29 zabrali Ok. 2000 ludzi. Zabrali również wiele dzieci z sierocińca. Dziś złapali wielu urzędników Gminy (również nauczycieli) i ŻSS.” (s. 180)</document>
<document nplp_id="8006" title="ALEJA SZUCHA 25 – MARSZAŁKOWSKA – PLAC ZBAWICIELA – KOSZYKOWA – NOWOGRODZKA – ŻELAZNA – ŁUCKA &amp;#8211; LESZNO – ORLA  [TRASA]" slug="aleja-szucha-25-marszalkowska-plac-zbawiciela-koszykowa-nowogrodzka-zelazna-lucka-leszno-orla-trasa">
Stanisław Gombiński
ONI, II B – II C (zima 1941)
„Minęła zima i lato, mija jesień, nadchodzi druga zima. Obojętny już wzrok przechodnia patrzy spokojnie. Już się przyzwyczaił. Spokojnie patrzy na zgrabne małe, szare auto – dobrze je zna. Za chwilę będzie głuchy strzał w jakiejś bramie na Orlej. Znów wyłowili kogoś po tamtej stronie. Dlaczego właśnie w bramie? Dlaczego tylko w parzystych domach ul. Orlej? Nikt nie wie. […] Krótki jest proces i krótkie wykonanie. Krótka też droga – z alei Szucha [25] na Orlą – zwinny, lekki kabriolecik Steyra biegnie kilka minut. Może los oszczędził delikwentom świadomości celu tej ostatniej drogi. Jeśli nie – myśli tłoczą się pod czaszką, biją w czoło. To Marszałkowska, to plac Zbawiciela, to Koszykowa. Dokąd, gdzie? To Nowogrodzka, to poczta. To Żelazna, to Łucka. Już w getcie? To Leszno! To Orla! Wysiąść? Tu? Dokąd? Po co? Dlaczego? Zaraz wyjaśnię, wytłumaczę, to chyba omyłka! Za co, za co? Za to, że się urodziłem? Za co?!! – i krótki strzał. Ulica zna to auto – jest codziennym gościem w getcie. Wita je obojętnie, patrzy na nie spokojnie.” (s. 58-59)
</document>
<document nplp_id="8011" title="GĘSIA 6/8/10" slug="gesia-6-8-10">
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)

</document>
<document nplp_id="8015" title="ZAMENHOFA (między GĘSIĄ a&amp;nbsp;KURZĄ)" slug="zamenhofa-miedzy-gesia-a-kurza">


&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III C/ IV A

„Zmiana granic: getto posuwa się ku północy. Granicę nową stanowią ulice: Gęsia i jej przedłużenie: Franciszkańska, Bonifraterska – Muranowska – pl. Muranowski – Pokorna – Umschlag – Szczęśliwa – Smocza do Gęsiej. Środkiem ulic granicznych ma biec mur. Wszystkie shopy pozostają na miejscach, muszą jednak być obmurowane. Termin przeprowadzek – 24 września.

Według nowych zasad w getcie znajdować się będą urzędnicy Rady Żydowskiej – ogólna liczba numerków dla urzędników i ich rodzin, wliczając Służbę Porządkową, wynosi dwa tysiące sztuk, dalej placówki wojska, kolei, urzędów, przedsiębiorstw prywatnych i Rady Żydowskiej (placówka stolarska Wydz[iału] Gospodarczego i placówka budowlana, tzw. „Bauwesen” Ref[eratu] Technicznego) oraz nieznaczna część shopowców, których olbrzymia większość mieszka w blokach mieszkalnych przy warsztatach. Więc znów wędrówka: funkcjonariusze SP – na ul. Zamenhofa, od Gęsiej do Kurzej, urzędnicy Wydziału Zdrowia z Pawiej – na Kurzą, Zakładu Zaopatrywania z ul. Zamenhofa – na parzystą Franciszkańską, inne Wydziały Gminy z nieparzystej Gęsiej – na Niską, Zamenhofa i Kurzą. Szpital otrzymuje pomieszczenie w domach przy ul. Gęsiej 6/8/10, tamże – oraz w jednym z domów parzystej Franciszkańskiej – mieszczą się lekarze, pielęgniarki, personel administracyjny i pomocniczy. Bank Dzielnicy Żydowskiej, mieszczący się przed i podczas Wysiedlenia na Nowolipkach, przechodzi na Nalewki.” (s. 120-121)</document>
<document nplp_id="8022" title="Róg ulic BONIFRATERSKA/FRANCISZKAŃSKA" slug="rog-ulic-bonifraterska-franciszkanska">


&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III B
„Ażeby czytelnik mógł sobie obrazowo uzmysłowić równoległość obydwu murów przytaczam ulice: dawny mur już uszczuplonego dużego getta biegł wzdłuż ul. Świętojerskiej do Nalewek, gdzie był przejazd do Leszna itd., zaś nowy mur ustawiono środkiem jezdni od rogu Bonifraterskiej i Franciszkańskiej wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Przy zbiegu Gęsiej i Zamenhofa w murze pozostawiono przelot dla ruchu pieszego i kołowego, i w tym miejscu ustawiono wachę.” (s. 207)</document>
<document nplp_id="8028" title="FRANCISZKAŃSKA (numery parzyste do&amp;nbsp;BONIFRATERSKIEJ)" slug="franciszkanska-numery-parzyste-do-bonifraterskiej">Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)
</document>
<document nplp_id="8031" title="PAWIA (numery parzyste, od&amp;nbsp;Zamenhofa do&amp;nbsp;Lubeckiego)" slug="pawia-numery-parzyste-od-zamenhofa-do-lubeckiego">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)</document>
<document nplp_id="8032" title="NOWOLIPIE (między KARMELICKĄ a&amp;nbsp;ŻELAZNĄ)" slug="nowolipie-miedzy-karmelicka-a-zelazna">
Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)
</document>
<document nplp_id="8033" title="NOWOLIPIE (między ZAMENHOFA a&amp;nbsp;KARMELICKĄ)" slug="nowolipie-miedzy-zamenhofa-a-karmelicka">
Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)

Abraham Lewin
JA, II D (10.07.42)
„Wczoraj w godzinach przedpołudniowych, o wpół do jedenastej, szedłem Nowolipiem, między Karmelicką a Zamenhofa. Dwa razy podchodzili do mnie żydowscy łapacze, członkowie OD, chcieli mnie również zabrać do obozu pracy, chociaż z pewnością nie wyglądam już na młodego człowieka. Jedynie dzięki temu, że pokazałem swoje dokumenty i udowodniłem swój wiek, wydostałem się z ich rąk.” (s. 159)
</document>
<document nplp_id="8037" title="ZAMENHOFA 32 &amp;#8211; NOWOLIPKI – KARMELICKA &amp;#8211; LESZNO 80 [TRASA]" slug="zamenhofa-32-nowolipki-miedzy-zamenhofa-a-karmelicka-leszno-trasa">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, III
„Później, gdy mieszkaliśmy już na Zamenhofa, ciągłe spacery na Leszno prowadziły przez odcinek Nowolipek: Zamenhofa-Karmelicka.” (s. 194)</document>
<document nplp_id="8040" title="OGRODOWA 5 – ŻELAZNA 68 – OGRODOWA 5 [TRASA]" slug="ogrodowa-5-zelazna-68-ogrodowa-5-trasa">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, II A
„Mamusia szybko przyzwyczaiła się do nowego mieszkania i otoczenia. Nauczyła się znajdować drogę do córki i synowej. Lalusia w dalszym ciągu jadała u nas obiady, drepcząc codziennie z Ogrodowej na Żelazną i z powrotem. […] Z Emą widywaliśmy się niemal codziennie. O 17 kończyłem przyjęcia pacjentów i jeżeli nie miałem wizyt na mieście, to albo szedłem na Elektoralną, albo Ema przychodziła do mnie.” (s. 24)</document>
<document nplp_id="8046" title="GĘSIA 25 &amp;#8211; GĘSIA (wacha) – NOWOLIPIE / LESZNO [TRASA]" slug="gesia-25-gesia-wacha-nowolipie-leszno-trasa">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA/ONI, III C
„Tuż przy bramie zauważyłem naszych sąsiadów, wielkich spryciarzy z żonami, chcą je przeprowadzić do szop przez wachę na Gęsiej, dalej na Nowolipie albo Leszno.” (s. 148)</document>
<document nplp_id="8052" title="LESZNO 76 – LESZNO &amp;#8211; KARMELICKA – ZAMENHOFA &amp;#8211; MIŁA 43 [TRASA]" slug="leszno-76-leszno-karmelicka-zamenhofa-mila-43-trasa">Leokadia Schmidt
JA, III B 
„Po kilku minutach ruszyliśmy tą samą drogą co tydzień temu, w kierunku Umschlagplatzu: Lesznem, Karmelicką na Zamenhofa, aż do Miłej. Tym razem nikt nas nie poganiał i nie bił. Upał był tak straszliwy, a może nam tylko było tak gorąco, bo nosiliśmy zimową odzież i dużo bagaży. Wlekliśmy się powolnym, ociężałym krokiem. Na Lesznie nie spotkaliśmy nikogo. Na rogu Karmelickiej i Nowolipia brama prowadząca do szopu Dużego Schultza [Nowolipie 44] była na oścież otwarta. Wewnątrz było pusto i głucho. Widocznie poszli wcześniej niż my. Na Dzielnej spotkaliśmy na każdym kroku wózki ręcznie załadowane bagażem, popychane przez policjantów żydowskich zdążających na Wołyńską. Dobrze im tak! Nie i oni wreszcie poczują to, co my już od sześciu tygodni znosimy. Przyznam szczerze, że nienawiść i pogardę czułam dla policji żydowskiej tak samo jak dla Niemców. Za to, że tak gorliwie pomagali naszym oprawcom. Na Zamenhofa panował nieopisany zamęt. Chodnikami i jezdniami szły długie kolumny ludzi. Wszyscy z paczkami i tobołkami. Znów nasunęło się mimo woli: Żyd, wieczny tułacz…” (s. 95)
</document>
<document nplp_id="8054" title="MIŁA – róg ulic MIŁA/LUBECKIEGO (wacha) – MIŁA – MIŁA/SMOCZA (wacha) [TRASA]" slug="mila-rog-ulic-mila-lubeckiego-mila-mila-smocza-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Pracownicy naszej fabryki ruszyli Miłą w kierunku ulicy Smoczej. Robotnicy zaś Dużego Schultza z Nowolipia [44] poszli Miłą do Zamenhofa, tj. w przeciwną stronę. Sprawdzanie trwało przez wiele godzin, gdyż mogło wrócić 8 tys. osób. Na rogu Miłej i Lubeckiego nasi spotkali pierwszą bramę drewnianą i pierwszą kontrolę. Była to kontrola werkschutzu naszej fabryki bez asysty Niemców. Przepuszczano tylko takie osoby, które miały numerki. Pozostali, choć mieli wszystkie stemple i podpisy w zupełnym porządku, musieli zawrócić […]. Na rogu Smoczej i Miłej była druga brama. Tym razem już kontrola Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tu nie sprawdzali numerków, tylko liczyli: 800 osób i ani jeden człowiek więcej.” (s. 100-101)
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8055" title="NOWOLIPIE 44 (szop Schultza) – MIŁA &amp;#8211; ZAMENHOFA [TRASA]" slug="nowolipie-44-szop-schultza-mila-zamenhofa-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Pracownicy naszej fabryki ruszyli Miłą w kierunku ulicy Smoczej. Robotnicy zaś Dużego Schultza z Nowolipia [44] poszli Miłą do Zamenhofa, tj. w przeciwną stronę. Sprawdzanie trwało przez wiele godzin, gdyż mogło wrócić 8 tys. osób. Na rogu Miłej i Lubeckiego nasi spotkali pierwszą bramę drewnianą i pierwszą kontrolę. Była to kontrola werkschutzu naszej fabryki bez asysty Niemców. Przepuszczano tylko takie osoby, które miały numerki. Pozostali, choć mieli wszystkie stemple i podpisy w zupełnym porządku, musieli zawrócić […]. Na rogu Smoczej i Miłej była druga brama. Tym razem już kontrola Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Tu nie sprawdzali numerków, tylko liczyli: 800 osób i ani jeden człowiek więcej.” (s. 100-101)</document>
<document nplp_id="8074" title="BONIFRATERSKA – NALEWKI – NOWOLIPKI – NOWOLIPIE – NOWOLIPIE (Szop Schultza) – ŻELAZNA 103 [TRASA]" slug="bonifraterska-nalewki-nowolipki-nowolipie-nowolipie-szop-schultza-zelazna-103-trasa">
Henryk Makower
JA, IV B
„Idziemy Bonifraterską, przechodzimy obok mostu tramwajowego i dalej przez Nalewki na Nowolipki. Później Nowolipiem do bramy schopy Schultza. Dobijają się, straż zaspana. Przechodzimy dalej Nowolipiem – zbliżamy się do Befehlstelle. […] Pół godziny po północy znaleźliśmy się na Żelaznej 103, w dobrze znanym mi gmachu, z którego do lipca czy też początku sierpnia polip niemiecki wysuwał swe krwawe macki po tysiąc ofiar dziennie.” (s. 164)
</document>
<document nplp_id="8075" title="PLAC MURANOWSKI – MURANOWSKA – ZAMENHOFA – DZIELNA – KARMELICKA – LESZNO – ŻELAZNA – NOWOLIPIE – SMOCZA – GĘSIA – NALEWKI – PLAC MURANOWSKI [TRASA linii tramwajowej]" slug="plac-muranowski-muranowska-zamenhofa-dzielna-karmelicka-leszno-zelazna-nowolipie-smocza-gesia-nalewk">Henryk Bryskier
ONI, II
„Zawadziwszy o środki komunikacyjne, wypada już uzupełnić, ze prócz konnych omnibusów, przypominających dawne dobre czasy, kiedy ludzie nie żyli tak gorączkowo i tempo życia było powolne, była jeszcze jedna linia tramwajowa-wewnętrzna i jak gdyby dla kontrastu nie konna, lecz normalna – elektryczna. Tramwaj kursował od rogu Leszna i ul. Żelaznej do pl. Muranowskiego. Zamiast numeru linii, umieszczonego na przedzie dużą gwiazdę niebieską. Obsługa i bilety były miejskie. Trasę tę następnie uzupełniono i przebiegała ulicami: pl. Muranowski, Muranowska, Zamenhofa, Dzielna, Karmelicka, Leszno, Żelazna, Nowolipie, Smocza, Gęsia, Nalewki, pl. Muranowski itd.” (s. 81)
</document>
<document nplp_id="8080" title="SOLNA / HALE MIROWSKIE" slug="solna-hale-mirowskie">
&amp;nbsp;

Marek Edelman
JA/ONI, I
„W czasie Świąt Wielkanocnych 1940 roku zostaje zorganizowany kilkudniowy pogrom. Niemieccy lotnicy werbują polskie mety, płacąc im po 4 zł za „dzień roboczy”. Przez pierwsze trzy dni hulają bezkarnie. Czwartego dnia bundowska milicja przeprowadza akcję odwetową. Dochodzi do czterech dużych walk ulicznych: Solna – Hale Mirowskie, Krochmalna – Plac Grzybowski, Karmelicka – Nowolipie, Niska – Zamenhofa. Akcją z ukrycia kieruje towarzysz Bernard.
O tym, jak bardzo zdezorientowane było w tym czasie społeczeństwo żydowskie, świadczy fakt, że żadna z działających wówczas partii w akcji tej nie brała udziału. Co więcej – wszystkie one były jej nawet przeciwne. Akcja nasza wstrzymuje jednak wówczas działalność Niemców i staje się pierwszym wystąpieniem społeczeństwa żydowskiego.” (s. 8-9)</document>
<document nplp_id="8082" title="KROCHMALNA/ PLAC GRZYBOWSKI" slug="krochmalna-plac-grzybowski">Marek Edelman
JA/ONI, I
„W czasie Świąt Wielkanocnych 1940 roku zostaje zorganizowany kilkudniowy pogrom. Niemieccy lotnicy werbują polskie mety, płacąc im po 4 zł za „dzień roboczy”. Przez pierwsze trzy dni hulają bezkarnie. Czwartego dnia bundowska milicja przeprowadza akcję odwetową. Dochodzi do czterech dużych walk ulicznych: Solna – Hale Mirowskie, Krochmalna – Plac Grzybowski, Karmelicka – Nowolipie, Niska – Zamenhofa. Akcją z ukrycia kieruje towarzysz Bernard.
O tym, jak bardzo zdezorientowane było w tym czasie społeczeństwo żydowskie, świadczy fakt, że żadna z działających wówczas partii w akcji tej nie brała udziału. Co więcej – wszystkie one były jej nawet przeciwne. Akcja nasza wstrzymuje jednak wówczas działalność Niemców i staje się pierwszym wystąpieniem społeczeństwa żydowskiego.” (s. 8-9)
</document>
<document nplp_id="8083" title="KARMELICKA/NOWOLIPIE" slug="karmelicka-nowolipie">
Marek Edelman
JA/ONI, I
„W czasie Świąt Wielkanocnych 1940 roku zostaje zorganizowany kilkudniowy pogrom. Niemieccy lotnicy werbują polskie mety, płacąc im po 4 zł za „dzień roboczy”. Przez pierwsze trzy dni hulają bezkarnie. Czwartego dnia bundowska milicja przeprowadza akcję odwetową. Dochodzi do czterech dużych walk ulicznych: Solna – Hale Mirowskie, Krochmalna – Plac Grzybowski, Karmelicka – Nowolipie, Niska – Zamenhofa. Akcją z ukrycia kieruje towarzysz Bernard.
O tym, jak bardzo zdezorientowane było w tym czasie społeczeństwo żydowskie, świadczy fakt, że żadna z działających wówczas partii w akcji tej nie brała udziału. Co więcej – wszystkie one były jej nawet przeciwne. Akcja nasza wstrzymuje jednak wówczas działalność Niemców i staje się pierwszym wystąpieniem społeczeństwa żydowskiego.” (s. 8-9)
</document>
<document nplp_id="8084" title="NISKA/ZAMENHOFA" slug="niska-zamenhofa">
&amp;nbsp;
Marek Edelman
JA/ONI, I
„W czasie Świąt Wielkanocnych 1940 roku zostaje zorganizowany kilkudniowy pogrom. Niemieccy lotnicy werbują polskie mety, płacąc im po 4 zł za „dzień roboczy”. Przez pierwsze trzy dni hulają bezkarnie. Czwartego dnia bundowska milicja przeprowadza akcję odwetową. Dochodzi do czterech dużych walk ulicznych: Solna – Hale Mirowskie, Krochmalna – Plac Grzybowski, Karmelicka – Nowolipie, Niska – Zamenhofa. Akcją z ukrycia kieruje towarzysz Bernard.
O tym, jak bardzo zdezorientowane było w tym czasie społeczeństwo żydowskie, świadczy fakt, że żadna z działających wówczas partii w akcji tej nie brała udziału. Co więcej – wszystkie one były jej nawet przeciwne. Akcja nasza wstrzymuje jednak wówczas działalność Niemców i staje się pierwszym wystąpieniem społeczeństwa żydowskiego.” (s. 8-9)</document>
<document nplp_id="8087" title="Róg ulic MIŁA/ZAMENHOFA – róg ulic MIŁA/LUBECKIEGO [TRASA]" slug="rog-ulic-mila-zamenhofa-rog-ulic-mila-lubeckiego-trasa">Abraham Lewin
JA, IV A (26.11.1942)
„Wczorajszy dzień znów krwawo zapisał się w historii naszego małego skupiska żydowskiego w Warszawie. Na ulicach zginęło wielu ludzi. Ilu? W imieniu działacza społecznego Git[ermana] podano liczbę 26, ale nie jest to dokładna liczba. Całkiem możliwe, że padło więcej osób. Udając się rano do fabryki, natknęliśmy się przy zbiegu Gęsiej i Lubeckiego na nieboszczyka. Wracając z pracy o wpół do piątej, byliśmy świadkami jeszcze jednego morderstwa. Wchodząc w Miłą (przy zbiegu Zamenhofa), usłyszeliśmy gdzieś blisko słaby strzał. Kiedy zbliżyliśmy się do rogu Miłej i Lubeckiego, usłyszeliśmy rozdzierający płacz kobiety nad ciałem zabitego mężczyzny.” (s. 260-261)
</document>
<document nplp_id="8090" title="ZAMENHOFA – NOWOLIPKI – KARMELICKA – LESZNO – ŻELAZNA – CHŁODNA 26 [TRASA]" slug="zamenhofa-nowolipki-karmelicka-leszno-zelazna-chlodna-26-trasa">Noemi Makower/ Henryk Makower
JA, III C

„Ja miałam pracę wyznaczoną co 3-5 dni (w różnych okresach inaczej). Zwiedziłam więc, jako przydzielona do kolumny niewolników Werterfassung, całą bezludną pustynię w tzw. pasie neutralnym. Szliśmy pustymi ulicami przez Zamenhofa, Nowolipki, Karmelicką, Leszno, Żelazną aż do Chłodnej, gdzie wówczas mieliśmy przydział pracy. […] Moja grupa miała uprzątnąć dom na Chłodnej 26.” (s. 141)

</document>
<document nplp_id="8092" title="MARSZAŁKOWSKA &amp;#8211; ALEJE JEROZOLIMSKIE – PRAGA [TRASA, przebieg hipotetyczny]" slug="marszalkowska-aleje-jerozolimskie-praga-trasa-przebieg-hipotetyczny">
&amp;nbsp;
Władysław Szpilman
JA, VI C
„Po upływie dwóch tygodni, odkarmiony przez wojsko, wymyty i wypoczęty, szedłem po raz pierwszy od sześciu lat bez obawy, jako wolny człowiek, środkiem ulic Warszawy. Szedłem na wschód, w stronę Wisły, by przedostać się na Pragę, dawniej ubogie i odległe przedmieście, które dziś musiało być całą Warszawą, skoro jej reszta została przez Niemców unicestwiona. Szedłem środkiem szerokiej, dawniej pełnej ludzi arterii miejskiej, teraz sam na całej jej długości. Jak daleko sięgałem okiem, nie było wzdłuż niej ani jednego nie spalonego domu. Co krok omijałem zwały rumowisk, musiałem się przez nie piąć, jak przez skalne usypiska. Nogi plątały mi się w zwojach pozrywanych drutów telefonicznych i tramwajowych, w strzępach materiałów, które wcześniej zdobiły mieszkania lub miały ubrać ludzi, dziś już nieżyjących. Pod jednym z domów, blisko powstańczej barykady, leżał niepogrzebany szkielet człowieka, niewielki, o drobnych kościach, zapewne jakiejś dziewczyny, gdyż na czaszce utrzymywały się jeszcze najwytrwalej opierające się rozkładowi długie blond włosy. Obok szkieletu leżał zardzewiały karabin, na kości prawego ramienia widniała obok strzępów odzieży biało-czerwona opaska z wyblakłym nadrukiem &amp;gt;&amp;gt;AK&amp;lt;&amp;lt;.” (s. 176)</document>
<document nplp_id="8096" title="6 SIERPNIA (poza gettem)" slug="6-sierpnia-poza-gettem">
Władysław Szpilman
JA, VI B
„Prawdziwa kanonada zaczynała się dopiero, gdy mijali ulicę 6 Sierpnia i otwierali ogień w kierunku Politechniki i w przeciwnym - ku Filtrom. Może udałoby mi się przedrzeć do Śródmieścia, gdybym szedł podwórkami domów w kierunku Filtrów, ale nie miałem żadnej broni, a ponadto byłem uwięziony. Nie sądzę, by zajęci swoimi sprawami sąsiedzi zwrócili uwagę na hałas, gdybym zaczął teraz dobijać się do drzwi. Ponadto musiałbym ich prosić, by powiadomili przyjaciółkę pani Heleny, która jedyna w całym domu wiedziała, że się tu ukrywam i miała klucze do drzwi, aby mnie w razie potrzeby uwolnić. Postanowiłem czekać do następnego dnia i wtedy zadecydować, co dalej.” (s. 145)
</document>
<document nplp_id="8097" title="PLAC POLITECHNIKI/ FILTRY (KOSZYKOWA, 6 SIERPNIA, FILTROWA, RASZYŃSKA) [OBSZAR]" slug="plac-politechniki-filtry-ul-koszykowa-krzywickiego-filtrowa-raszynska-obszar">
&amp;nbsp;

Władysław Szpilman
JA, VI B
„Prawdziwa kanonada zaczynała się dopiero, gdy mijali ulicę 6 Sierpnia i otwierali ogień w kierunku Politechniki i w przeciwnym - ku Filtrom. Może udałoby mi się przedrzeć do Śródmieścia, gdybym szedł podwórkami domów w kierunku Filtrów, ale nie miałem żadnej broni, a ponadto byłem uwięziony. Nie sądzę, by zajęci swoimi sprawami sąsiedzi zwrócili uwagę na hałas, gdybym zaczął teraz dobijać się do drzwi. Ponadto musiałbym ich prosić, by powiadomili przyjaciółkę pani Heleny, która jedyna w całym domu wiedziała, że się tu ukrywam i miała klucze do drzwi, aby mnie w razie potrzeby uwolnić. Postanowiłem czekać do następnego dnia i wtedy zadecydować, co dalej”. (s. 145)</document>
<document nplp_id="8101" title="CZERNIAKOWSKA 231 (szpital)" slug="czerniakowska-231-szpital">
Leokadia Schmidt
ONI, VI B
„Daleko na horyzoncie widniały kontury szpitala. Na wietrze powiewała duża biała chorągiew z czerwonym krzyżem. Niemcy i tego nie oszczędzili. Pewnego dnia specjalnie uwzięli się na szpital. Samoloty krążyły bezkarnie i bez przeszkód wyrzuciły nad nim swój niszczycielski ładunek. Budynek zmienił się wkrótce w jedną wielką łunę. Znajdowali się w nim nawet ranni żołnierze niemieccy wzięci przez powstańców do niewoli. Patrzyliśmy ze zgrozą na ten straszliwy widok.” (s. 277)
</document>
<document nplp_id="8103" title="GETTO &amp;#8211; CHŁODNA/ŻELAZNA (wacha) &amp;#8211; NOWY ZJAZD &amp;#8211; MOST KIERBEDZIA – PRAGA &amp;#8211; DWORZEC WSCHODNI [TRASA]" slug="getto-chlodna-zelazna-wacha-nowy-zjazd-most-kierbedzia-praga-dworzec-wschodni-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
JA, IV A
„Pociąg odchodził z dworca wschodniego na Pradze o 4.50 po południu. O godz. 4.00 przyszła po mnie siostrzenica Juli. Pożegnałam się pełna wdzięczności z Michalskimi i poleciłam męża ich opiece. Wsiadłyśmy w dorożkę, która szybko wiozła nas na dworzec. Nie czułam żadnego strachu. Czytałam obwieszczenia na słupach o karze śmierci dla Żydów i tych, którzy ich ukrywają, z takim spokojem, jakby to mnie nie dotyczyło. Przy zbiegu Chłodnej i Żelaznej stała wacha niemiecka i policja. Kierowali oni ruchem między tzw. dużym a małym gettem. Główna arteria dla Niemców przebiegała przez Chłodną. Gdy trzeba było wjechać do getta, policja zatrzymywała ruch. Trochę dalej znajdował się most dla pieszych łączący getta. Przejście przez Chłodną było dla nich wzbronione. Na widok żandarmów i żydowskiej policji uśmiechnęłam się pod nosem: oto przejeżdżam obok nich jak wolny człowiek, wreszcie wydostałam się z ich szponów. Dwa lata żyłam między murami na ciasnej przestrzeni i teraz z przyjemnością patrzyłam na tak dobrze mi znane ulice Warszawy. Na Nowym Zjeździe zetknęłyśmy się z szeregiem aut ciężarowych załadowanych meblami. Dorożkarz objaśnił nas uprzejmie, że to oczyszczają mieszkania w małym getcie. Na moście znów auta z naszymi ludźmi wracającymi z placówek. Za mostem na Pradze zatrzymał naszą dorożkę granatowy policjant, żądając dowodów. Oprzytomniałam. Z powrotem zdałam sobie sprawę, kim jestem i w jakiej sytuacji się znajduję… Pokazałam metrykę, którą mi Jula przywiozła. Niczego więcej nie miałam. Za to moja opiekunka wyciągnęła z torebki istną powódź dokumentów: metrykę, świadectwo ślubu, zaświadczenie, że mąż pracuje w niemieckiej firmie, i drugie, wydane przez tę samą firmę, że jest wolna od łapanek do Prus. Biedny policjant, poczciwy staruszek, który ani słowa nie rozumiał z tych zaświadczeń pisanych po niemiecku, oddał nam dokumenty i kazał dorożkarzowi jechać dalej. Odetchnęłyśmy z ulgą. Już bez żadnych przygód i przeszkód dotarłyśmy na dworzec, akurat w momencie gdy pociąg wypełniony po brzegi ludźmi wjechał na stację.” (s. 148-149)</document>
<document nplp_id="8105" title="MIŁA 36-42" slug="mila-36-42">Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Na Miłej 36-42 mieścił się blok domów dla skoszarowanych pracowników firmy ‘Ursus’, która znajdowała się po stronie aryjskiej. W chwili obecnej był otoczony wysokim drewnianym parkanem. Brama była zamknięta i strzeżona przez kilku werkschutzów. Nikogo nie wpuszczano ani nie wypuszczano. Było to jakby zamknięta twierdza wyłącznie dla pracowników ‘Ursusa’ i ich rodzin nie podlegających chwilowo segregacji. W domu pod numerem 40 Jadzia mieszkała wraz z rodzicami przez dwadzieścia kilka lat do obecnego okresu, kiedy jak i my wszyscy musiała opuścić dom. Ze wszystkich dawnych lokatorów pozostała tylko właścicielka sklepu rozdzielczego. Otworzyła ona aprowizację na karty żywnościowe dla pracowników ‘Ursusa’. Z nią to zdołała się Jadzia skomunikować i za jej pozwoleniem umieściła tam matkę. O dostaniu się do kamienicy przez bramę nie było mowy. Matka przeszła więc dachem z ulicy Niskiej do kamienicy przy ulicy Miłej 40. W ten sposób była w najszczęśliwszym z nas wszystkich położeniu. Rezultat okazał się wkrótce w postaci dużego garnka pełnego gorących zacierek, które jakimś tajemniczym sposobem zdołano nam od niej dostarczyć.” (s. 98)
</document>
<document nplp_id="8106" title="NISKA 37 – MIŁA 40 [TRASA]" slug="niska-20-mila-40-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III B
„Na Miłej 36-42 mieścił się blok domów dla skoszarowanych pracowników firmy ‘Ursus’, która znajdowała się po stronie aryjskiej. W chwili obecnej był otoczony wysokim drewnianym parkanem. Brama była zamknięta i strzeżona przez kilku werkschutzów. Nikogo nie wpuszczano ani nie wypuszczano. Było to jakby zamknięta twierdza wyłącznie dla pracowników ‘Ursusa’ i ich rodzin nie podlegających chwilowo segregacji. W domu pod numerem 40 Jadzia mieszkała wraz z rodzicami przez dwadzieścia kilka lat do obecnego okresu, kiedy jak i my wszyscy musiała opuścić dom. Ze wszystkich dawnych lokatorów pozostała tylko właścicielka sklepu rozdzielczego. Otworzyła ona aprowizację na karty żywnościowe dla pracowników ‘Ursusa’. Z nią to zdołała się Jadzia skomunikować i za jej pozwoleniem umieściła tam matkę. O dostaniu się do kamienicy przez bramę nie było mowy. Matka przeszła więc dachem z ulicy Niskiej do kamienicy przy ulicy Miłej 40. W ten sposób była w najszczęśliwszym z nas wszystkich położeniu. Rezultat okazał się wkrótce w postaci dużego garnka pełnego gorących zacierek, które jakimś tajemniczym sposobem zdołano nam od niej dostarczyć.” (s. 98)</document>
<document nplp_id="8108" title="MIŁA 34 – NISKA 37 [TRASA]" slug="mila-34-niska-20-trasa">

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III B
„Jak się później dowiedziałam, strych na tej klatce był także kryjówką całego domu, przez przebitą ścianę łączył się ze strychem budynku przy ulicy Niskiej, gdzie skoszarowano pracowników szopu Feliksa [prawdopodobnie szop Werterfassungsstelle na Niskiej 20]. Gdy była blokada u Feliksa, wszyscy z Niskiej przenosili się na strych na Miłej i odwrotnie. Był to pokój z kuchnią. Pokój o dwóch oknach przedzielała na dwie części drewniana ściana. Utworzone w ten sposób drugie wąskie pomieszczenie z oknem miało być moją kryjówką. Drzwi zasłaniał kredens kuchenny. Apartament ten miał cenną zaletę: był tak odrażająco niechlujny, że miało się go dość, zajrzawszy tylko. Kryjówka była dość dobra, tak przynajmniej wydawało mi się na pierwszy rzut oka.” (s. 104)</document>
<document nplp_id="8109" title="NISKA 37 – MIŁA 34 [TRASA]" slug="niska-20-mila-34-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
JA, III B
„Jak się później dowiedziałam, strych na tej klatce był także kryjówką całego domu, przez przebitą ścianę łączył się ze strychem budynku przy ulicy Niskiej, gdzie skoszarowano pracowników szopu Feliksa [prawdopodobnie szop Werterfassungsstelle na Niskiej 20]. Gdy była blokada u Feliksa, wszyscy z Niskiej przenosili się na strych na Miłej i odwrotnie. Był to pokój z kuchnią. Pokój o dwóch oknach przedzielała na dwie części drewniana ściana. Utworzone w ten sposób drugie wąskie pomieszczenie z oknem miało być moją kryjówką. Drzwi zasłaniał kredens kuchenny. Apartament ten miał cenną zaletę: był tak odrażająco niechlujny, że miało się go dość, zajrzawszy tylko. Kryjówka była dość dobra, tak przynajmniej wydawało mi się na pierwszy rzut oka.” (s. 104)</document>
<document nplp_id="8112" title="NALEWKI – MIŁA – GĘSIA – SMOCZA – STAWKI &amp;#8211; ZAMENHOFA [OBSZAR]" slug="nalewki-mila-gesia-smocza-stawki-zamenhofa-obszar">
Leokadia Schmidt
ONI, III C
„W tym czasie ukazały się nowe plakaty z ogłoszeniami, że wszyscy pozostali Żydzi nie zatrudnieni w szopach mogą się osiedlić w tworzącym się getcie, które obejmuje nieparzystą stronę Nalewek od Miłej do Gęsiej, Gęsią do Smoczej i w dół Smoczą do Stawek, Stawkami do Zamenhofa, Zamenhofa do Gęsiej. Do pilnowania i przestrzegania porządku zostało tam przydzielonych 500 policjantów. Gminę przeniesiono na ulicę Zamenhofa [19] do gmachu dawnej poczty, a później więzienia w getcie.” (s. 136)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8114" title="GRZYBOWSKA 38" slug="grzybowska-38">
Abraham Lewin
ONI, II D (14.06.1942)
„Szczegóły nowej tragedii są następujące (tak jak o nich słyszałem): na Krochmalnej znaleziono u chrześcijanina większą ilość żywności. Według drugiej wersji, chrześcijanin przyniósł worek z towarem na &amp;lt;metę&amp;gt;. Został zatrzymany i pobiciem zmuszony do wyjawienia, dla kogo przeznaczony był towar i gdzie ta osoba mieszka. Poszli pod wskazany adres i zatrzymali tam siedmiu Żydów – tragarzy, zaprowadzili ich na Grzybowską 38 i rozstrzelali.” (s. 124)
</document>
<document nplp_id="8122" title="róg ulic SIENNA/SOSNOWA" slug="rog-ulic-sienna-sosnowa">
Władysław Szpilman
JA/ONI, I
„Żelazną od Wielkiej powoli nadjeżdżała dorożka. Trudno było zrozumieć, jakim sposobem udało się jej tu dojechać i dlaczego zarówno koń, jak i woźnica zachowywali się tak spokojnie, jakby nic wokół nich się nie działo. Na skrzyżowaniu z ulicą Sosnową dorożkarz zatrzymał konia, zastanawiając się, którędy ma jechać dalej. Po krótkim namyśle wybrał drogę na wprost, cmoknął i koń ruszył stępa przed siebie. Zdołali przejechać chyba z dziesięć metrów, gdy rozległ się gwizd i huk. Oślepił mnie silny błysk, a gdy znów przyzwyczaiłem się do ciemności, nie było już dorożki. Roztrzaskane drewno, resztki dyszla, części tapicerki i rozszarpane ciała mężczyzny i konia leżały porozrzucane pod ścianami domów. A mógł przecież skręcić w Sosnową...” (s. 25)
[Opis jest niejasny, najprawdopodobniej chodzi o róg Sosnowej i Siennej, ewentualnie Pańskiej i Komitetowej]

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Rewizja u Hirszfelda [Cafe Hirszfeld] trzy dni z rzędu. Pierwszego dnia zrewidowani wszystkich, drugiego zabrano dokumenty, trzeciego aresztowano. Ściągano biżuterię, zegarki. Wzięto polskie kobiety do rewidowania Żydówek.” (s. 71)

Mary Berg
ONI,  IIB

10.VI.41’: "Kilka dni temu przy Siennej, róg Sosnowej, miała miejsce rewizja. Niemcy przyszli rzekomo w celu zarekwirowania mebli żydowskiego lokatora, ale znaleźli przy tym radiostację. Mieszkańcy kamienicy później opowiadali, że przez cały poprzedni dzień jakiś samochód bez przerwy jeździł ulicą tam i z powrotem, wreszcie zatrzymał się przy narożnym domu, a z jego wnętrza wypadli gestapowcy, którzy przeprowadzili rewizję. Najwyraźniej wóz należał do jednostki radiolokacji Gestapo i został wyposażony w specjalny detektor do wykrywania tajnych radiostacji (s. 129-130)

JA/ONI; IIB

26.VI.41’: „22 czerwca, o czwartej po południu nasz zespół teatralny wystawił tradycyjny spektakl niedzielny w sali szkoły tańca Weismana. Misza wyrecytował swój numer, następnie ja weszłam na scenę i – nie wiedzieć czemu – po raz pierwszy poczułam tremę. Siedzący za fortepianem Romek to zauważył i w charakterystyczny dla siebie sposób czule szepnął: „Nie bój się, tylko pamiętaj o tonacji!”. Spojrzeniem dodał mi odwagi i po kilku pierwszych taktach trema zniknęła. Zaśpiewałam pierwszą piosenkę i zaczęłam drugą, kiedy znienacka rozległ się straszliwy wybuch, a cała scena aż zadrżała. Przez okno zobaczyłam, jak zrujnowany budynek po drugiej stronie ulicy (trafiony podczas oblężenia Warszawy) rozpada się w gruzy. […] Kiedy skończyłam występ, w sali wybuchła panika i publiczność ruszyła pędem do wyjścia. Harry próbował zatrzymać widzów, lecz na próżno. Po paru chwilach sala opustoszała. Ktoś przyniósł wieść, że Rosjanie zbombardowali Dworzec Główny, a wiele domów przy Siennej, gdzie mieszkamy, zostało trafionych. Pobiegłam do wyjścia, lecz Romek mnie powstrzymał. Wyszliśmy dopiero wtedy, gdy wybuchy ustały. Na rogu Siennej i Sosnowej z ulgą zobaczyłam, że nasz dom stoi nietknięty” (s. 141-142).

ONI,  IIB

31.VI.41’: "Wszyscy starają się zapomnieć o czających się wszędzie śmierci i zniszczeniu. Ulubione miejsce w samym sercu getta, gdzie można odwrócić od nich myśli, to Café Hirschfeld. Lokal ten znajduje się na rogu Siennej i Sosnowej. Można tam dostać wszystko, czego dusza zapragnie – najdroższe likiery, koniak, rybę w occie, potrawy z puszek, kaczkę, kurczaka i gęś. Rachunek za obiad z trunkami wynosi tu od stu do dwustu złotych. W tej kawiarni najważniejsi szmuglerzy spotykają się ze swoimi metresami; to tutaj kobiety sprzedają się za suty posiłek. Szesnastoletnie dziewczęta przychodzą tu ze swoimi kochankami, kilkoma łajdakami pracującymi dla Gestapo. Te dziewczyny nie myślą, co się stanie z nimi później – są na to za młode. Odwiedzają to miejsce, żeby dobrze zjeść. Następnego dnia być może zostaną znalezione martwe, zastrzelone razem ze swoimi amantami. Podziemne organizacje młodzieżowe w getcie nie patyczkują się ze zdrajcami. Do częstych bywalców kawiarni należy agent Gestapo przedstawiający się jako Milek – nikt nie zna jego prawdziwego nazwiska. […] Częstym gościem Café Hirschfeld jest też Heniek Grynberg, lokal stanowi bowiem dobre miejsce na zawieranie transakcji: sprzedaży lub zakupu dziesięciokaratowego brylantu, trochę złota, grama platyny, a nawet podrobionych dokumentów. Heniek opowiedział mi o tragediach zdarzających się niekiedy w tej kawiarni. Często przeszukują ją Niemcy. Otaczają cały lokal, przetrząsają kieszenie wszystkich gości i zgarniają przyzwoity łup. Mimo to Café Hirschfeld jest zawsze wypełniona do ostatniego miejsca. […] U Hirschfelda spotykają się również przywódcy podziemia – kawiarnia jako lokal nawiedzany przez rozpustników z getta stanowi wyborną kryjówkę dla bojowników nielegalnych organizacji. Mimo rozmaitych restrykcji wiele spraw toczy się w getcie tak samo jak po stronie aryjskiej, choć są zakazane pod karą śmierci. W gruncie rzeczy wszystko jest zabronione. Nie wolno drukować nieocenzurowanych gazet, śpiewać pieśni narodowych, uczęszczać na nabożeństwa oraz do szkół, wchodzić do parków publicznych, podróżować pociągami, mieć radioodbiornik, płyty gramofonowe i aparaty telefoniczne – krótko mówiąc, nie wolno żyć!" (s. 162-164)

</document>
<document nplp_id="8126" title="GĘSIA 30 (Szop OBW) &amp;#8211; ZAMENHOFA &amp;#8211; PAWIA 14 [TRASA]" slug="gesia-30-szop-obw-zamenhofa-pawia-14-trasa">Abraham Lewin
JA, III A (17.08.1942)
„Dwudziesty siódmy dzień zagłady. Wczoraj późną nocą poszedłem na Pawią 14 (przez Zamenhofa). Gdy usłyszałem wstrząsające wieści o losach Jakuba, Frumy i Uriego – skamieniałem. Straszny cios. Istnieje jeszcze nikła nadzieja, że będzie można ich uratować. Wczoraj nie było bowiem wagonów i nie wsadzili ich od razu do pociągu. Z rana widziałem już na ulicach obwieszczenia o ponownym zmniejszeniu getta.” (s. 196)
</document>
<document nplp_id="8128" title="ulice między CHŁODNĄ a&amp;nbsp;LESZNEM (OGRODOWA, SOLNA, ORLA) [OBSZAR]" slug="ulice-miedzy-chlodna-a-lesznem-ogrodowa-solna-orla-obszar">
Abraham Lewin
ONI/JA, III A
„Dziś też były ofiary. Zabici podczas blokady. Wywieźli Mirkę Prywer, jej matkę i brata. Złapali i wywieźli żonę Icchaka Kacnelsona wraz z dwojgiem dzieci. W największym przerażeniu opuszczają ulice znajdujące się między Chłodną i Lesznem. Cały żydowski dobytek zostaje porzucony na pastwę losu, a polscy chuligani wraz z N[iemcami] rozgrabiają go. Cała żydowska Warszawa została zniszczona. To, co się jeszcze ostało, jest zaledwie cieniem tego, co ongiś było. Cieniem, który przypomina śmierć i zagładę.” (s. 194)
</document>
<document nplp_id="8192" title="NOWOLIPIE 36 lub 38" slug="nowolipie-36-lub-38">
&amp;nbsp;

Marek Edelman
JA/ONI, II B, II C, II D
„Wydajemy 6 pism: 1. „Der Werker” (tygodnik), 2. „Biuletyn” (miesięcznik), 3. „Cajtn-Fragn” – (organ teoretyczny), 4. „Za naszą i waszą Wolność”, 5. „Jungt Sztime” (miesięcznik, 6. „Nowa Młodzież” (miesięcznik)). Nakład pism waha się od 300 do 500 egzemplarzy.
Wydawanie prasy odbywa się w bardzo ciężkich warunkach. Na jednym starym powielaczu Skifu odbija się przez całą noc. Przeważnie nie ma światła elektrycznego. Praca przy lampach karbidowych jest szalenie męcząca. Około godziny 2-ej w nocy personel drukarni (a byli to nasi towarzysze Rozowski, Zyferman, Blumka Klog, Marek) zawsze tak narzeka na ból oczu, że dalsza praca staje się prawie niemożliwa. Nie wolno jednak tracić ani chwili. O siódmej nad ranem numer, niezależnie od liczby stron musi być gotów do kolportażu. Ludzie pracują naprawdę ponad siły. Takie bezsenne noce wypadają 2 – 3 razy w tygodniu. W dzień odespać nie można. Trzeba wszak zachować pozory, że się z drukarnią nie ma nic wspólnego. Kierownik drukarni – Marek jest jednocześnie kierownikiem kolportażu (kolporterki – Zosia Goldblat, Anka Wołkowicz, Stefa Moryc, Miriam Szyfman, Marynka Segalewicz, Cłuwa Kryształ-Nisenbaum, Chajka Bełchatowska, Halina Lipszyc).” (s. 19-20)
JA/ONI, II D
„W tym czasie następuje jedna z większych „wsyp”. Zostaje „zasypane” mieszkanie, w którym mieści się nasza drukarnia. Niemcom nie udaje się jednak nakryć nikogo, gdyż nasz wywiad wie o tym o 24 godziny wcześniej i zdąża w porę przenieść cały skład papieru, powielacz i maszyny w inne bezpieczne miejsce.” (s. 27)
[Wg „I była miłość w getcie” (Warszawa 2009, s. 84) nielegalna drukarnia mieściła się na Nowolipki 67. W innym miejscu wywiadów z Edelmanem pada adres Miła 67. Później drukarnia została przeniesiona do mieszkania tow. Zyfermana, profesjonalnego drukarza, na ul. Nowolipie 36 lub 38.]</document>
<document nplp_id="8200" title="OTWOCK (poza Warszawą)" slug="otwock">
Abraham Lewin
ONI, III A (19.08.1942)
„Dziś nie ma &amp;lt;akcji&amp;gt; w Warszawie, banda udała się do Otwocka. Przeprowadza ona tam – jak słychać - &amp;lt;akcję&amp;gt;. Żydowscy policjanci dokonują rewizji po domach i szukają &amp;lt;obcych&amp;gt;, którzy zapewne są tam zaszyci w zakamarkach i piwnicach. Wielu Żydów popełnia samobójstwo. Liczba ofiar sięga pół miliona.” (s. 199)
&amp;nbsp;
Marek Edelman
ONI, III A

„W połowie sierpnia, gdy w getcie pozostało już tylko 120,000 osób, odnosi się wrażenie, że pierwszy etap akcji jest skończony. Umsiedlungsstab wyjeżdża z Warszawy, nie pozostawiając żadnych instrukcji. Ale i tym razem są to próżne nadzieje. Okazuje się wkrótce, że Niemcy robią krótką przerwę i przez ten czas likwidują Otwock, Falenicę, Miedzeszyn. Wywiezione zostaje całe sanatorium im. Medema. Ginie męczeńską śmiercią Roza Eichner.

Po tej przerwie akcja zaczyna się ze wzmożoną siłą.” (s. 40)

Adam Czerniaków
JA, I
„Pragnąłem wczoraj albo dziś odpocząć kilka godzin w Otwocku. Niestety, od 11 miesięcy ani jednego dnia odpoczynku nie miałem i dziś tak samo.” [7 VII 1940] (s. 103)
„Jutro pragnę po raz pierwszy od 11 miesięcy wyjechać z Warszawy na ½ dnia do Otwocka.” [12 VII 1940] (s. 104)
„Sobota - pochmurno - +21°, potem +17°. Mam wyjechać o 12 pp. do Otwocka na odpoczynek do jutra rana. Nie udało się wyjechać, tkwię w domu.” [13 VII 1940] (s. 104)
„Rano powrót do Gminy z Otwocka.” [21 VII 1940] (s. 107)
JA/ONI, I
„O 1.30 wyjechałem do Otwocka na kilka godzin. W sanatorium „Brijus” spotkałem po raz pierwszy w życiu kobietę weterynarza, niejaką Neufeldównę. Jakiś wariat uciekł z „Zofiówki”. Przejechał go pociąg. Trupa przywiozła policja. O 8 wieczorem powrót do Warszawy. Autem ½ godziny.” [4 VIII 1940] (s. 110)
ONI, I
„Ghetto w Otwocku.” [26 IX 1940] (s. 124)
„W Otwocku burmistrz Gadomski wezwał Judenrat, oświadczając, że będzie ghetto. Najwyższa władza w Warszawie nie wie nic o tym.” [30 IX 1940] (s. 125)
JA, II B
„W Otwocku. Powietrze, las, oddech.” (s. 214)
„Rano Gmina. Po obiedzie do Otwocka.” (s. 218)

„Otwock. Dziś Sądny Dzień. Miałem dziś wieczorem wrócić do Warszawy. Auto się zepsuło. Zostałem.” (s. 218)
ONI, II D
„Po obiedzie dzwonił z Otwocka Szeryński, A[uerswald] do niego dzwonił i oświadczył, że widział, jak Żydzi, przeprowadzający się z domów na Śto-Jerskiej, zabierali podłogi etc. Oświadczył, że porządkowi, którzy bezczynnie się temu przyglądali, pójdą do Treblinki, a Gmina za zniszczenie w domach zapłaci.” (s. 262)

Mary Berg
ONI, IIIC

20.IX.42’: „Dzisiaj było słychać mniej strzałów. Opór słabnie. Strumień głodujących, wyczerpanych ludzi wciąż płynie na Umschlagplatz. Dzisiaj inżynier Lichtenbaum i jego przyjaciel First, ważny urzędnik Gminy, przyjechali samochodem, żeby odwiedzić znajomych internowanych na Pawiaku. Otrzymali specjalne zezwolenie na wizytę u nas; dowiedzieliśmy się od nich wielu szczegółów dotyczących eksterminacji. Masowe pogromy w Warszawie zaczynają wygasać, a Niemcy rozpoczęli rzezie w małych miejscowościach wokół stolicy. Wczoraj ukończyli swoją „kampanię” w Otwocku, skąd nawet nikogo nie deportowano” (s. 296).

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Piniek z Abem pójdą na Nowolipki 24. Są zupełnie bez głowy. Próbowali dziś się wydostać z Warszawy. Chcieli jechać do Mińska lub Otwocka. Wczoraj jeszcze można było wydostać „lewą” przepustkę. Gdy sprawa miała się ku załatwieniu, Piniek mnie spytał, czybym z nim nie pojechała. Spojrzałam tylko na niego. Znał przecież moją odpowiedź. Z tego powodu, zdaje się, nie nalegał na załatwienie tej sprawy. Idą więc na Nowolipki 24.” (s. 46)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Przyszły dwie „dzikie” kobiety do mycia podłóg, okien i drzwi. Dwie siostry. Już niemłode. Byłe właścicielki pensjonatu w Otwocku. Uratowane poza selekcją, nie miały prawa do mieszkania. I rzeczywiście nie miały mieszkania. Nocowały gdzie bądź. W nie zajętym pokoju opuszczonego domu albo zwyczajnie w piwnicy na kupie gałganów.” (s. 150)
Adina Blady-Szwajger
ONI, VI A

„Dola Keilson zginęła w Otwocku.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 193)


ADRESY:
- Kochanowskiego 10/16 (zakład dla umysłowo chorych „Zofiówka"),   - Reymonta 55 (sanatorium towarzystwa "Brijus"),   - Świderska 50,
TRASY:
- Trasa: Otwock - Umschlagplatz
OBSZARY:
- Obszar: Warszawa - Otwock (linia otwocka)</document>
<document nplp_id="8201" title="MIEDZESZYN (poza Warszawą)" slug="miedzeszyn">
Marek Edelman
ONI, III A

„W połowie sierpnia, gdy w getcie pozostało już tylko 120,000 osób, odnosi się wrażenie, że pierwszy etap akcji jest skończony. Umsiedlungsstab wyjeżdża z Warszawy, nie pozostawiając żadnych instrukcji. Ale i tym razem są to próżne nadzieje. Okazuje się wkrótce, że Niemcy robią krótką przerwę i przez ten czas likwidują Otwock, Falenicę, Miedzeszyn. Wywiezione zostaje całe sanatorium im. Medema. Ginie męczeńską śmiercią Roza Eichner.

Po tej przerwie akcja zaczyna się ze wzmożoną siłą.” (s. 40)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Siostrzenica starego Wrocławskiego [ojca Kuby] - żona oficera, który przebywa w Białej Podlaskiej, jest doktorem w tamtejszym szpitalu — z ośmioletnim synem, jeszcze jedna siostrzenica, panna, siostrzeniec Otto, ożeniony z Niemką, która jest w Miedzeszynie z córką i synem (przychodzili często do ojca do getta), Maks, najmłodszy syn, i my - Wrocławscy zajmują czteropokojowe mieszkanie z przedpokojem, kuchnią i łazienką. Teraz wszyscy się tam mieścimy. Schodzimy z Sarenką po przełknięciu kilku łyżek strawy na śniadanie. Na ulicy się rozchodzimy.” (s. 48)

</document>
<document nplp_id="8202" title="FALENICA (poza Warszawą)" slug="falenica">
Marek Edelman
ONI, III A

„W połowie sierpnia, gdy w getcie pozostało już tylko 120,000 osób, odnosi się wrażenie, że pierwszy etap akcji jest skończony. Umsiedlungsstab wyjeżdża z Warszawy, nie pozostawiając żadnych instrukcji. Ale i tym razem są to próżne nadzieje. Okazuje się wkrótce, że Niemcy robią krótką przerwę i przez ten czas likwidują Otwock, Falenicę, Miedzeszyn. Wywiezione zostaje całe sanatorium im. Medema. Ginie męczeńską śmiercią Roza Eichner.

Po tej przerwie akcja zaczyna się ze wzmożoną siłą.” (s. 40)

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Falenicy burmistrz zobaczył chłopca sprzedającego papierosy, zaczął sprzedawać zamiast niego, nikomu nie wydawał reszty, a cała utargowaną sumę oddał chłopcu.” (s. 88)
</document>
<document nplp_id="8207" title="GETTO CENTRALNE: GĘSIA, FRANCISZKAŃSKA, BONIFRATERSKA, MURANOWSKA, POKORNA, STAWKI, SMOCZA [OBSZAR]" slug="getto-centralne-gesia-franciszkanska-bonifraterska-muranowska-pokorna-stawki-smocza-obszar">Marek Edelman
JA/ONI, V
„Do getta centralnego dostać się można jedynie przez mały wyłom w murze z trzech stron obstawiony przez żandarmerię, Ukraińców i policję granatową. Dwumetrowego przejścia pilnuje 12 osób. Tędy to właśnie przebić się ma pięć grup bojowych. Jedne po drugich, w butach obwiązanych szmatami dla stłumienia kroków, pod gęstym obstrzałem, w najwyższym napięciu przedzierają się grupy Gutmana, Berlińskiego, Grynbauma. Przeszli. Grupa Jurka Błonesa kryje od tyłu. W momencie, kiedy pierwsi z tej grupy wychodzą na ulicę, Niemcy oświetlają to miejsce. Wydaje się, że nikt więcej nie przejdzie. Romanowicz jednym strzałem gasi reflektor. Nim Niemcy zdążyli zorientować się, wszyscy byliśmy po drugiej stronie.” (s. 58)


Irena Birnbaum
JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Aby dostać się do getta właściwego z terenu Schultza, trzeba było przemierzyć tak zwaną: „dziką dzielnicę” – obszar niezamieszkały i opróżniony już dawno z mieszkańców. Aby dostać się tam, należało zaopatrzyć się najpierw przepustki, a później dołączyć do grupy idących lub wracających z pracy.” (s. 110)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Po południu odwiedziłam wujka Hanki, Adama, w którego mieszkaniu została kuzyna Józka i jego syna, Jerzyka.” (s. 110)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Wieczorem ojciec Hanki wydostał skądiś wóz z końi i odwiózł osobiście wszystkich gości do domu. […] W drodze powrotnej spotkaliśmy grupy wracające z placówek na terytorium Schulza. Ludzie maszerowali w ciemnościach, oświetlając sobie drogę pochodniami. Śpiewali przy tym: „Marysiu, moja Marysiu” oraz „Aj, aj, aj.”” (s. 110-111)

ONI, IV A

„Którejś niedzieli mój ojciec wybrał się do getta, aby spotkać się Jóźkiem Traumanem.” (s. 116)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="8312" title="NOWOLIPKI (do&amp;nbsp;Karmelickiej) / NOWOLIPIE (od&amp;nbsp;Smoczej do&amp;nbsp;Karmelickiej)  [OBSZAR]" slug="nowolipki-do-karmelickiej-nowolipie-od-smoczej-do-karmelickiej-obszar">

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III B/III C
„Siostra Jadzi postanowiła na razie umieścić nas u siebie. Mieszkała na Nowolipkach. Do nich nie było tak trudno wejść jak do nas. Ich szop miał wyznaczone dwie ulice: część Nowolipek do Karmelickiej i obie strony Nowolipia od Smoczej do Karmelickiej.” (s. 121)</document>
<document nplp_id="8316" title="LESZNO 76 (szop Schultza) &amp;#8211; NOWOLIPIE 67 [TRASA]" slug="leszno-76-szop-schultza-nowolipie-67-trasa">
&amp;nbsp;

Leokadia Schmidt
ONI, III C
„Czwartego dnia po moim powrocie z Nowolipia przypadło bardzo uroczyste dla nas święto Jom Kipur. O 6.00 rano werkschutz ogłosił, by wszyscy pracownicy zgromadzili się bezzwłocznie na podwórku. Ogarnęło nas zaniepokojenie. Na klatce schodowej powstał wielki ruch. To nielegalnie uciekano na strych, skąd przez dopiero co wybitą dziurę można się było przedostać na Nowolipie 67 […]. Na strychu, dokąd zaprowadził mię Eichel, przepuścili mię bez trudności, wskazując mi dwie drogi: mogłam się udać na wprost i na prawo. Jeszcze w domu mąż podał mi numer mieszkania: 32, i nazwisko Zaltzman. Byli to znajomi męża, którzy obecnie mieszkali na ulicy Nowolipie 67. Udałam się według wskazówki prostą drogą.” (s. 130-131)</document>
<document nplp_id="8319" title="NOWOLIPIE 30 – NOWOLIPIE/SMOCZA – róg ulic ŻELAZNA/NOWOLIPIE – róg ulic ŻELAZNA/LESZNO (wacha) &amp;#8211; LESZNO 76-78 – LESZNO 74 &amp;#8211; NOWOLIPIE 67 [TRASA]" slug="nowolipie-30-nowolipie-smocza-rog-ulic-zelazna-nowolipie-rog-ulic-zelazna-leszno-wacha-leszno-76-78-leszno-74-nowolipie-67-trasa">
&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III B
„Ruszyliśmy. Przy bramie na rogu Nowolipia i Smoczej werkschutz wypuścił nas bez żadnych trudności. Za bramą pomknęliśmy z największą szybkością, na jaką stać tego rodzaju środek lokomocji [rykszę - PR]. Wiedziałam, że musimy ominąć dwa niebezpieczne punkty, gdzie mogą nas zatrzymać: na rogu Żelaznej i Nowolipia siedzibę Batalionu Niszczycielskiego i wachę niemiecką na rogu Leszna i Żelaznej. Moje usta poruszały się bezdźwięcznie. Błagałam Boga o miłosierdzie. Pędem przemknęliśmy obok siedziby batalionu. Na Nowolipiu i Żelaznej nie widać było żywej duszy. Dopiero obok bramy naszej fabryki było trochę gwarniej, gdyż o tej porze personel aryjski wracał do domu po pracy. Mur otaczający nasze dwa domy był jeszcze niezupełnie wykończony. Zatrzymaliśmy się na chodniki między domami Leszno 76 i 78. Obaj bracia zniknęli gdzieś. Siedziałam już około 15 minut w rykszy i nikt się nie zjawił. Synek zaczął protestować. Kręcił się niespokojnie i popłakiwał. Widząc, że brama fabryczna jest pilnie strzeżona przez kilku werkschutzów, a ta od naszego domu zamknięta i zabita deskami, zaczęłam się denerwować. W końcu zjawił się przewodnik i zaprowadził mię pod numer 74. Był to dom dla pracowników Toebbensa, którego szop mieścił się na tej samej ulicy. Tu zostawił mię, mówiąc, że ktoś się po mnie zgłosi. Zapłaciłam mu za przywiezienie i zostałam sama. Po niedługim czasie zjawił się murarz, z którym wyszłam na najwyższe piętro. Kiedy po drabinie dostaliśmy się na strony dach, odebrał dziecko z moich rąk i poszedł z nim, a mnie kazał czekać. Po chwili wrócił mówiąc, że dziecko jest już w ramionach ojca. Kazał mi iść za sobą. Pierwszy raz w życiu chodziłam po dachu. W normalnych warunkach na pewno bym się bała. Teraz nawet nie pomyślałam o tym. Dotarliśmy szczęśliwie do otworu w dachu, przez który przedostała się na naszą klatkę schodową. Tu oczekiwał mię mąż. Z zachowaniem wszelkich ostrożności przedostaliśmy się ukradkiem do naszego mieszkania, gdzie moja siostra (ta, która chowała się w kuchennym kredensie podczas blokad) płacząc rozbierała naszego synka.” (s. 127)</document>
<document nplp_id="8341" title="CHŁODNA &amp;#8211; LESZNO 2 (Centos) &amp;#8211; róg ulic CHŁODNA/ŻELAZNA (wacha) &amp;#8211; CHŁODNA &amp;#8211; HALE MIROWSKIE &amp;#8211; MARSZAŁKOWSKA &amp;#8211; ALEJE JEROZOLIMSKIE &amp;#8211; MOST PONIATOWSKIEGO [TRASA]" slug="chlodna-leszno-2-centos-rog-ulic-chlodna-zelazna-wacha-chlodna-hale-mirowskie-marszalkowska-aleje-jerozolimskie-most-poniatowskiego-trasa">
&amp;nbsp;

Basia Temkin-Bermanowa
JA, II B (15.08.1941)
„Sam wyjazd był pełen emocji. Samiuteńkiego rana wstaliśmy, żeby na Chłodnej czekać, aż wóz, należący do jakiegoś polskiego przedsiębiorstwa transportowego, wjedzie do g[etta]. Gdy po długim oczekiwaniu przybył, wróciliśmy do domu, gdyż wóz musiał najpierw zajechać pod magazyn żywnościowy, gdzie go załadowano i wydano przepustki. Potem popędziliśmy do Centosu [Leszno 2 –dop. BK], gdzie czekał już napełniony wóz. Było wcześnie, piękny dzień [15 sierpnia 41].
Na Lesznie jeszcze dość pusto i ani jednego trupa, co uważałam za pomyślny znak. Przed bramą Leszna 2 stała cała ekipa magazynowa z Józią [Judyta Ringelblum] i Glizerem na czele błogosławiła nas na tę trudną wyprawę.
A[dolf] zdecydował się podwieźć nas na Pragę, bojąc się dla nas jakichś szykan. Jedziemy nareszcie. Przybywamy na „rogatkę” przy Chłodnej i Żelaznej. Żandarm sprawdza przepustki, wszystko w porządku, przepuszcza, a tu jakiś policaj granatowy zaczyna mu coś łamanym językiem na nas wygadywać, że za dużo osób czy coś w tym rodzaju. Nie dają jechać. Zbliża się tymczasem na rowerze żandarm kontrolny. Ale jednak wszystko jest w porządku. W międzyczasie, oczywista, denerwujemy się. Żandarm mówi: – Aber warum schrecken Sie! Wreszcie macha ręką: Jazda!
Wyjeżdżamy na Chłodną. Jaka różnica! Bardziej pusto, luźniej, ulica skropiona, skwerek. Chmary chłopaków-łobuzów stoją za wachą. Nakrywam z lekka opaski i woźnica rusza kłusem. Koło Hal [Mirowskich] jakiś ciemny typ poznaje nas (Józefa i Mirka [Gitler] mają nosy dość charakterystyczne) i zaczyna się czepiać, że ukrywamy opaski. Zbliża się już policjant i gotowa cała heca. Jednak tłumaczenie, kim jesteśmy, wystarcza i ruszamy dalej. Opasek już nie zakrywamy. Jedziemy szybko Marszałkowską, ruch duży, przechodnie dają jakoś spokój czy też nie dostrzegają, kto jedzie środkiem jezdni. Wjeżdżamy przez Aleje [Jerozolimskie] na most Poniatowskiego. Ruch mniejszy. Jakaś babina zaczyna się drzeć jak opętana: – Żydy do wody! Żydy do wody! Wisła tak cudna, a tak gorzko na duszy.” (s. 32)</document>
<document nplp_id="8386" title="GĘSIA/ ZAMENHOFA/ SMOCZA/ PLAC PARYSOWSKI [OBSZAR &amp;#8211; KOCIOŁ]" slug="gesia-zamenhofa-smocza-plac-parysowski-obszar-kociol">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA/ONI, III A

„Niezadługo doszło do ogromnego ciosu dla całego getta. Niemcy dokonali jego redukcji w granicach: Gęsia, Zamenhofa, Smocza, plac Parysowski. Ta ograniczona przestrzeń powszechnie została nazwana kotłem.” (s. 104)

JA, III A

„W nocy, w sobotę z 5 na 6 września 1942 spaliśmy z Emą na Dzielnej. W czasie najmocniejszego snu około 2 rozległy się gwizdy na podwórzu. Czyżby jakaś nadzwyczajna zbiórka o tej porze? Po chwili nasz niepokój przybrał kształty konkretne. Marceli Czapliński głosem zmęczonym ale wyraźnym oznajmił, że z polecenia władz wszyscy mieszkańcy getta powinni się znaleźć do jutra do godziny 10.00 na przestrzeni ograniczonej ulicami Gęsią, Zamenhofa, Smoczą, placem Parysowskim. Należy ze sobą zabrać niezbędne rzeczy i jedzenie na 2 dni. Dla SP przydzielono tam dom przy ul. Wołyńskiej, po stronie nieparzystej.” (s. 118)</document>
<document nplp_id="8388" title="SMOCZA/ GĘSIA/ ZAMENHOFA/ STAWKI [OBSZAR &amp;#8211; KOCIOŁ MIŁA]" slug="smocza-gesia-zamenhofa-stawki-obszar-kociol-mila">
&amp;nbsp;
Stanisław Gombiński
ONI, III B (5/6.09.1942)
„W nocy z 5 na 6 września alarm innego rodzaju. Wszystkie bloki mieszkalne, wszystkie mieszkania, wszyscy ludzie zaalarmowani; wszyscy mają się ubrać, zabrać żywność na 2 dni i udać się do czworoboku zamkniętego ulicami: Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Stawkami. Do godz. 9 rano przeprowadzka ma się dokonać, wszystkie mieszkania winny zostać otwarte. Każdy znaleziony poza czworobokiem po godz. 9 dnia 6 września zostanie na miejscu zabity.
Prawie wszyscy idą, ale pewna część pozostaje w mieszkaniach. To ci, którzy nie mają wyjścia, którzy i tak, i tak nie widzą żadnej nadziei dla siebie. Starcy, chorzy, niezatrudnieni, nierzadko kobiety z dziećmi. Nie wszyscy: większość ich idzie do czworoboku, tylko mała część decyduje się pozostać. Ich najbliżsi żegnają ich na zawsze. (Wszyscy pozostali w mieszkaniach ocaleli. W opuszczonych przez dwa dni blokach nie było prawie żadnej kontroli.) Nie wierzą w swój powrót, nie wierzą, by – w wypadku powrotu – mieli się zastać przy życiu. Pożegnanie nie trwa długo; chce się przejść na miejsce, znaleźć jakiś kąt dla siebie i swoich, zabrać nieco żywności i najniezbędniejszej odzieży. A godzina 9 już bardzo niedaleko…
Cała ludność znajduje się już wewnątrz czworoboku, otoczona ze wszystkich stron. Wzdłuż ulic granicznych, środkiem jezdni, ciągnie się żywy mur; to placówki wojskowe Waffen SS, co 15-20 metrów rozstawione, trzymają straż. Jedna obręcz, złożona z Liwtwinów i polskich policjantów, trzyma straż na zewnątrz dawnych granic ghetta; drugą obręcz stanowią mury. Trzecia – wewnętrzna, ściślejsza – zaciąga się obecnie. Strategia bojowa według wszelkich prawideł sztuk; ta jakaś gra wojenna z zastosowaniem nowoczesnych przesłanek taktycznych, to słynny z komunikatów Naczelnego Dowództwa Kocioł, Kesselschlacht. Opracowanie i wykonanie zadania – celująco, bez zarzutu.
Wewnątrz kotła – ostatnia, wielka selekcja. Poszczególne shopy, pracownicy Gminy, Służba Porządkowa – każda grupa oddzielnie. Rusza shopy do selekcji: na oznaczonym odcinku ulicy ustawiają się rzędami, po sześciu, po ośmiu. Oto ustawiają się wzdłuż ul. Miłej, od Zamenhofa do Lubeckiego shopy Többensa, twarzą do ul. Zamenhofa. U wylotu na ul. Zamenhofa stoi Többens, stoi kilka SS-manów; wzdłuż Zamenhofa biegnie żywy łańcuch posterunków straży. Na dany znak ruszają, podchodzi do wylotu szóstka. W prawicach wysoko wzniesionych trzymają najnowsze, w ostatnich dniach po raz x-ty ostemplowane legitymacje firmy na znak, że oni są ci wybrani z wybranych, że przeszli wszystkie wewnętrzne selekcje, że są naprawdę pracownikami shopów. Podbiegają kilkadziesiąt kroków, stają. Többens nachylony do przodu, z pejczą [sic] w ręku, jednym rzutem oka przebiega legitymacje, znaczki, twarze; pejczą segreguje. Jedni – prostu, na zewnątrz posterunków, na odcinek mniejszych numerów Miłej, od Zamenhofa do pl. Muranowskiego biegnący. To wolność, to wyzwolenie. Po ukończeniu selekcji pójdą do swoich mieszkań, do swoich bloków z powrotem. Drudzy – na prawo, wzdłuż ul. Zamenhofa, wewnątrz obręczy strażniczej. To skazani, to Umschlag. Większość kobiet, każdy – kto z dzieckiem, starsze kobiety – bez wyjątku, wielu starszych mężczyzn. I tu odbywa się szmugiel, to szmugiel dzieci. W plecaku, w kocach przymocowanych do barków. Wielu mężczyzn szmugluje dzieci na sobie; ponieważ Többens i „Komisja” stoją po lewej stronie ul. Miłej, oni, nadciągający im naprzeciw, mają dzieci wzdłuż lewego boku umocowane, przywiązane pod płaszczem. Czasem podstęp się udaje: nie ma czasu na dokładną rewizję osobistą, na każdą szóstkę przypadają sekundy. Ale uratowane dzieci są rzadkością, przeważnie szmugiel się nie udaje.” (s. 111-112)
ONI, III B
„Pozostają ci, którzy odpadli [nie dostali „numerków na życie”]. Jeszcze nie idą na Umschlag, „zobaczy się”, co się z nimi zrobi. Mają oni zająć kilka domów na ul. Ostrowskiej i tam czekać wyroku.
Selekcja trwa przez niedzielę i poniedziałek, w poniedziałek [07.09.1942] o zmierzchu kończy się. Ale w domach czworoboku jeszcze pozostało tysiące ludzi, to ci, którzy – przekonani o bezcelowości stanięcia do selekcji – skryli się, pozostali w mieszkaniach. Przeważnie kobiety z dziećmi, starsi, dzieci, chorzy.
Posterunki stoją wzdłuż czworoboku nadal, we wtorek rozpoczyna się czyszczenie domów, przeczesywanie mieszkań, wyławianie kryjących się. Na zewnątrz czworoboku kręcą się porządkowi, furmani, cmentarnicy, biegną na ul. Zamenhofa, od Stawek, na Gęsią, na Lubeckiego, szukają jakiegoś słabego miejsca, próbują zmiękczyć, uprosić, przekupić posterunki, by wtargnąć do strzeżonej dzielnicy i wywieźć jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną kobietę, jeszcze jednego starca. Zabiegi ich są czasem skuteczne. Wyciągają, szmuglują, wykradają: w wózkach cmentarnych, pod wozem, pod płaszczem. Ale jednocześnie dokonuje się oczyszczenia reszty domów, codziennie gromady ludzi są wyciągane i prowadzone na Umschlag.” (s. 113-114)
ONI, III B
„Jest 12 wrzesień [sic], sobota po południu, posterunki dokoła czworoboku, stojące tu nieprzerwanie przez przeszło sześć dób od niedzieli rano, zwijają się i odchodzą, czworobok jest wolny. Ludzie jeszcze własnym oczom nie wierzą, biegną do domów na Wołyńskiej, Ostrowskiej, Zamenhofa, Lubeckiego, Miłej, Niskiej, Stawkach, Smoczej, gdzie pozostawili swych bliskich. Szukają. Niemców ni sprzymierzeńców już nie ma, rozlega się wiele okrzyków radości i więcej, znacznie więcej, jęków rozpaczy.” (s. 118-119)</document>
<document nplp_id="8391" title="MIŁA/ LUBECKIEGO/ NISKA [OBSZAR &amp;#8211; KOCIOŁ]" slug="mila-lubeckiego-niska-obszar-kociol">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, III B (5-12.09.1942)
„W piątek [4.09.1942, prawdopodobnie chodziło o sobotę 5.09.1942] około drugiej w nocy do domów na Wołyńskiej weszli nagle żydowscy policjanci i nakazali mieszkańcom natychmiastowe ich opuszczenie, ponieważ mieli się tam sami sprowadzić. Twierdzili przy tym, że mieszkańcy muszą się wynieść do dziewiątej rano.
Rano [06.09.1942?] okazało się, że muszą się wynieść robotnicy szopów z prawie całego małego i dużego getta. Wyprowadzka miała się zakończyć do dziesiątej rano pod karą śmierci. Wszyscy Żydzi mieli się zebrać w rejonie Miłej-Lubeckiego-Niskiej. Zaraz zaczął się chaos. Wedle zarządzenia obwieszczonego na plakacie planowano poprowadzić nową granicę na rogu Smoczej i Gęsiej [jak podaje w przypisie autorka oprac.: „Był to obszar niezamieszkały, nazywany „dzikim”, zamknięty od północy nowym murem biegnącym osią ul. Gęsiej od Smoczej, a od południa nowym murem zbudowanym na osi ul. Leszno, skręcającym w ul. Karmelicką i łączącym się ze starym murem na rogu Nowolipia przy szpitalu ewangelickim”]. Miała też nastąpić nowa rejestracja, a zdolni do pracy musieli zostać w szopach.
Około południa w wyznaczonym punkcie zbornym zebrały się dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci i rejestracja rzeczywiście się zaczęła, trwała kilka dni. Tłok i napór były nie do opisania. Niemcy zaprowadzili „porządek”, kładąc trupem dziesiątki ludzi. Rejestracji towarzyszyły straszliwe blokady. Najgorzej wyglądało to w szopie stolarskim przy Gęsiej 30. Robotnicy stali na ulicy godzinami. Potem przyszli SS-mani i wybierali nie fachowców, nie młodych czy starych, ale kazali się osobno ustawić kobietom, z których wzięli prawie wszystkie. Potem straszliwie bili mężczyzn kijami, kolbami i motykami po głowach i gdzie popadło. W końcu nie pozostawili nawet połowy z ustalonej liczby. Wrażenie, jakie wywołała ta rejestracja, było okropne. W jej konsekwencji na ulicach siedziały opuszczone roczne, dwuletnie dzieci wołające „mamo”, którym przechodnie przyglądali się, płacząc. Niemcy zrobili to zapewne specjalnie. Mogli zabrać dzieci, ale tego nie zrobili. Przeciwnie: niech Żydzi patrzą i cierpią.” (s. 296)</document>
<document nplp_id="8394" title="GĘSIA/ MIŁA/ OSTROWSKA/ WOŁYŃSKA [OBSZAR]" slug="gesia-mila-ostrowska-obszar">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA, III B (11.09.1942)
„O trzeciej godzinie w nocy zapukał żydowski policjant i powiedział straszną nowinę o skoncentrowaniu wszystkich Żydów w obrębie Gęsiej, Miłej, Ostrowskiej dla przeprowadzenia nowej rejestracji. Należy zabrać ze sobą jedzenie na dwa dni i naczynie na wodę. W niedzielę rano wszystkich warszawskich Żydów ogarnęła panika. Wszyscy myśleliśmy, że trzeba się już pożegnać z życiem. Żegnamy się ze łzami w oczach z rodziną: z matką, Frumą, Nacią, Jakubem i z dziećmi. Straszny i specyficzny obraz Miłej, Wołyńskiej, czworoboku przekształconego w Umschlagplatz. Mnóstwo Żydów z paczkami na plecach ciągnących przez ulice getta. Wszyscy są na ulicach. Cała niedziela minęła na takim wyczekiwaniu.” (s. 218)</document>
<document nplp_id="8397" title="czworobok DZIELNA/ ZAMENHOFA/ NOWOLIPKI/ KARMELICKA [OBSZAR]" slug="czworobok-dzielna-zamenhofa-nowolipki-karmelicka-obszar">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A (07.08.1942)
„Siedemnasty dzień rzezi. Wczorajszy dzień był wstrząsający, pochłonął bardzo wiele ofiar. Z małego getta zabrali bardzo wielu ludzi. Określa się szacunkowo liczbę ofiar na 15 000. uprowadzili dzieci z sierocińca dr. Korczaka, z doktorem na czele. Dwieście sierot. Wieczorem wypędzili mieszkańców z czworoboku ograniczonego ulicami: Dzielna, Zamenhofa, Nowolipki, Karmelicka. Nie sposób wyrazić słowami rozgrywających się tu tragedii.” (s. 185)</document>
<document nplp_id="8400" title="NISKA 61 (szop Weiglego &amp;#8211; garbarnia)" slug="niska-61-szop-weiglego-garbarnia">

&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (23.12.1942)
„Dziś około dwunastej w południe na terenie szopów Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] SS-man zabił dwóch Żydów. Było to tak: po terenie fabryki kręciło się trzech Żydów. Nagle, jakby spod ziemi, wyrósł SS-man i zapytał ich, czy mają „Ausweis” (legitymację). Dwaj nie mieli żadnej legitymacji, wtedy zapytał ich, czy mają pieniądze. Odpowiedzieli: „nie”. SS-man przeszukał ich i u jednego znalazł sto złotych, a u drugiego osiemset. Zabrał im pieniądze i kazał iść, ale kiedy się odwrócili, strzelił do nich, zabijając ich na miejscu.
Następnie zwrócił się do trzeciego niemieckiego Żyda, dwudziestopięcioletniego Waltera. Ten miał legitymację szopu Weiglego (garbarnia Sztejna i Cytryna, Niska 61). SS-man zapytał, czy ma pieniądze. Świadomy losu swych towarzyszy Walter wyjął z kieszeni tysiąc pięćset złotych i dał SS-manowi, mówiąc, że więcej nie ma. SS-man go przeszukał i rzeczywiście więcej gotówki przy nim nie znalazł i za „prawdomówność i umiarkowanie” podarował mu życie. W istocie nie chodziło mu o nic więcej, jak tylko o dokonanie mordu i rabunku, zresztą jednego z wielu, które miał na sumieniu i do których był tak doskonale przyuczony, że stały się jego fachem i dziedzictwem jego potomstwa.” (s. 337)</document>
<document nplp_id="8402" title="NOWOLIPIE 18 (szop konfekcyjny Oschmanna &amp;#8211; produkcja czapek wojskowych, pralnia)" slug="nowolipie-18-szop-oschmanna-produkcja-czapek-wojskowych-pralnia">

&amp;nbsp;

Perec Opoczyński
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (s. 317)
ONI, IV A (11.11.1942)
„Do OBW [Gęsia 30] przyszło po południu kilku oficerów SS. Jak tylko ludzie zobaczyli ich wchodzących na podwórze, w warsztatach powstała wielka panika. Robotnicy łapali palta i uciekali tylnym wyjściem. Potem się okazało, że przyszli zabrać nieużywane maszyny.
Jeśli chodzi o wczorajszą blokadę u Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a], to dowiadujemy się następujących szczegółów: SS weszło tam, chcąc zabrać do Lublina sześciuset krawców. Z tysiąca robotników szopów zastało na miejscu tylko… czterdziestu dwóch. To ich straszliwie rozsierdziło i postanowili na własną rękę, bez porozumienia z pałacem Brühla [siedziba gubernatora Fischera], przeprowadzić akcję odwetową i dlatego zabrali też kobiety i dzieci. Wedle innego przekazu zabrano stamtąd ludzi po prostu dlatego, że bardzo spadła tam wydajność pracy.
Z tekstylnego szopu Roericha [Nowolipie 80] przy Smoczej [?] zabrano dziś około sześćdziesięciu ludzi. Wiadomo, że w czasie wczorajszej blokady u Oschmanna [Nowolipie 18] dowódca SS Witosek powiedział do robotników, że powinni się ochotniczo zgłosić do pracy w Lublinie, ponieważ tu umrą z głodu, a tam będą dobrze jeść, a poza tym do grudnia w Warszawie nie będzie ani jednego Żyda.” (s. 318)


Stanisław Gombiński
ONI, III A
„Są shopy, skupiające tysiące pracowników, które przez cały czas wysiedlenia nie przestają się organizować i reorganizować, gdzie cynizm kierowników „Żydowskich” i aryjskich przekracza wszelkie dopuszczalne granice, prym wiedzie papierniczy shop „Ahage” [Ahage-Zimmermann przy ul. Miłej 43], który w ogóle nie zaczyna swej produkcji, oraz konfekcyjny shop Os[c]hmann-Leszczyński [ul. Nowolipie 18].” (s. 83)


Abraham Lewin
JA/ONI, IV A (11.11.1942)
„Nie mamy dokładnych wiadomości o przeprowadzonej wczoraj &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wiadomo tylko, że odbyła się ona w szopach Hoffmanna, Toebbensa, Oschmanna i Brauera. Ogółem zabrali 1000 ludzi […] bądź 600-700 osób […]. Wśród złapanych znajdują się również kobiety i dzieci. Nikt nie wie, co ta &amp;lt;akcja&amp;gt; oznacza.
[…] Esesmani, którzy przyszli do szopu Hoffmanna, zastali w dwóch warsztatach tylko 42 robotników zamiast 1000. Jako karę za to przewinienie przeprowadzili &amp;lt;akcję&amp;gt; we wszystkich krawieckich szopach: Toebbensa, Hoffmanna, Oschmanna i Brauera. Opowiadają, że wieczorem zwolnili pewną liczbę ludzi z Umschlagu. Zdaniem jednej osoby, wypuścili około 100 osób. Kogo zwolnili? Trudno dokładnie powiedzieć.” (s. 249)

Mary Berg
JA, IVA

8.X.42’: "Otrzymaliśmy przez Zeliga list od Rutki, w którym dziewczyna opisuje, jak niemal cudem uchroniła się od deportacji. „Wszyscy pracownicy fabryki Aschmanna – pisze – gdzie mój ojciec jest jednym z głównych nadzorców, stali w długim szeregu. Brandt (hitlerowiec kierujący deportacjami w Warszawie) stał nieopodal i wybierał osoby przeznaczone do Treblinki. W pewnej chwili wskazał moją matkę i rozkazał jej wyjść z szeregu. Podbiegłam do niej i oznajmiłam, że pójdę razem z nią. Brandt spojrzał na mnie i raptem zaczął się uśmiechać. Pomyślałam, że każe mnie zastrzelić na miejscu, lecz ku memu zaskoczeniu rozkazał matce i mnie wrócić do szeregu ludzi, którzy mieli dalej pracować w fabryce. Najpierw pomyślałam, że żartuje, lecz mówił poważnie. To przeżycie tak mną wstrząsnęło, że zachorowałam i dwa tygodnie spędziłam w łóżku. Parę dni temu wstałam, ale nadal bolą mnie wszystkie stawy. Nie widziałam nikogo z naszych przyjaciół, większość spośród nich zabito lub deportowano. Całymi dniami ciężko pracujemy; po powrocie do domu śpimy jak zabici, a o szóstej rano ledwie możemy znowu wstać. Kilku mężczyzn prosiło mnie o wspólne zamieszkanie. Niech Cię to nie dziwi; wszystkie dziewczyny tak robią. W getcie zostało bardzo niewiele kobiet i szczególnie młode dziewczęta codziennie otrzymują propozycje wspólnego zamieszkania od mężczyzn, którzy pracują i mieszkają w pobliżu fabryk. Jednak na razie mogę się sama utrzymać. Za kilka dni postaram się przyjść z Abiem na Dzielną, żeby się z Tobą zobaczyć” (s. 313-314).</document>
<document nplp_id="8407" title="NOWOLIPIE 54 (szop stolarski Schillinga)" slug="nowolipie-54-szop-stolarski-schillinga">

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, IV A (17.10.1942)
„Dziś wreszcie ma być wiadomo, jaki jest rezultat wysiłków w sprawie potwierdzenia istnienia szopów. Tymczasem mówi się, że sytuacja getta jest w ogóle bardzo niepewna i chwiejna. Są jednak tacy optymiści, którzy zapewniają, że do pierwszego stycznia sytuacja getta będzie stabilna i nie nastąpi już żadne wypędzenie. Dziś koło wieczora okazało się w końcu, że szopy Toebbensa [duży Toebbens” przy Prostej 14 oraz „mały Toebbens” przy Leszno 74] i Schultza [kompleks fabryk przy ulicach: Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] oraz szop Hallmanna [Nowolipki 59] zostały potwierdzone, jednakże [szop] Schillinga [stolarski – ul. Nowolipie 54 i Nowolipki 50], który po ostatnich redukcjach miał nie więcej niż stu robotników, został całkowicie zlikwidowany. OBW [Gęsia 30] znajduje się więc w wielkim niebezpieczeństwie. W najlepszym razie szopowi stolarskiemu grozi wielka redukcja. Z pięciuset „zabezpieczonych” w szopie ma zostać ledwo stu. Tak szepczą „ważni” – kierownicy. Jak mówią, ostateczne zamknięcie ma nastąpić dopiero za rok. Tymczasem pomieszanie wśród ludzi z szopów jest wielkie. Tracą głowę. Mówi się, że Krüger robi inspekcję w getcie i wszystkim cierpnie skóra.” (s. 308)</document>
<document nplp_id="8410" title="NOWOLIPKI 49/51A (szop Hoffmana &amp;#8211; szwalnia)" slug="nowolipki-49-51a-szop-hoffmana-szwalnia">
Ludwik Hirszfeld
ONI, IV B

„Już od lutego 1943 roku wypadki w getcie zaczęły wskazywać, że Niemcy myślą o ostatecznej likwidacji. […] Dlaczego nie wymordowano wówczas reszty Żydów? Mieściły się wówczas w getcie fabryki i warsztaty kuśnierskie, stolarskie, odzieżowe i inne. Zakłady Toebbensa, Hoffmana, Schulza i innych* zatrudniały od kilku do kilkunastu tysięcy robotników i pracowały dla wojska, które chciało jak najdłużej korzystać z bezpłatnej siły roboczej. Gestapo natomiast dążyło do jak najszybszej likwidacji. Z tych tarć powstał kompromis, mocą którego postanowiono wywieźć fabryki i robotników Poznania i Trawnik, a resztę, bezrobotnych i niepotrzebnych, na śmierć do Bełżca i Treblinki”. (s. 479-480)

&amp;nbsp;
Perec Opoczyński
ONI, IV A (10.11.1942)
„Wieść niesie, że czyści się mieszkania na Umschlagplatzu. Mówi się o wysłaniu stamtąd szewców i krawców do Lublina. Żydowska policja pytała dziś telefonicznie, ile OBW ma warsztatów, gdzie się znajdują, gdzie jest blok mieszkalny robotników, jakie są numery domów itp. Rozumie się, że zaraz zaczęto się zastanawiać, czy szop nie będzie wysiedlony i zapanował niepokój.
Z szopu Hoffmana (szwalnia) [Nowolipki 49 i 51a] ze strachu przed wysyłką uciekają robotnicy. Sądzą, że Lublin to nic innego, jak tylko zmyłka i znaczy tyle, co Treblinka. Znów powiada się, że wiceszef wypędzenia Michalsen ponownie przyjechał do Warszawy. Mówi się też, że od Schultza [Nowolipie, Ogrodowa i Leszno] mają zabrać pięć tysięcy osób. Miałoby tak być na skutek osobistych starań Schultza, ponieważ zaoszczędziłby trzy miliony złotych, które wydaje na ich skromne wyżywienie, i chce się ich teraz pozbyć. Ma około ośmiu tysięcy robotników, ale ich produktywność nie przewyższa tej, którą wykazywało się dawniej dwa i pół tysiąca ludzi. Wymaga więc, by każdy robotnik szopu płacił za kawałeczek chleba i zupę dziesięć złotych dziennie, tak by nie dokładać z własnej kieszeni. Sumę tę muszą mu płacić jednak tylko ci, którzy przyszli do niego po dwudziestym drugim lipca (początek wypędzenia). Mówi się, że wszyscy Żydzi z małego getta będą się musieli przenieść do dużego getta.
Dziś około dziewiątej rano dowiedzieliśmy się, że nastąpiła blokada szopu Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a]. Brano kobiety i dzieci, przede wszystkim nielegalne.
Później podano, że blokady są też u Toebbensa [Prosta 14 i Leszno 74] i Oschmanna [produkcja czapek wojskowych, pralnia – Nowolipie 18]. Szukano krawców, by posłać ich do Lublina. Miano zabrać tysiąc mężczyzn. Wszyscy trzej – Toebbens, Hoffmann i Oschmann – ponoć chcieli się pozbyć jakiejś liczby ludzi i byli z całego zdarzenia bardzo zadowoleni.” (s. 317)
ONI, IV A (11.11.1942)
„Do OBW [Gęsia 30] przyszło po południu kilku oficerów SS. Jak tylko ludzie zobaczyli ich wchodzących na podwórze, w warsztatach powstała wielka panika. Robotnicy łapali palta i uciekali tylnym wyjściem. Potem się okazało, że przyszli zabrać nieużywane maszyny.
Jeśli chodzi o wczorajszą blokadę u Hoffmana [Nowolipki 49 i 51a], to dowiadujemy się następujących szczegółów: SS weszło tam, chcąc zabrać do Lublina sześciuset krawców. Z tysiąca robotników szopów zastało na miejscu tylko… czterdziestu dwóch. To ich straszliwie rozsierdziło i postanowili na własną rękę, bez porozumienia z pałacem Brühla [siedziba gubernatora Fischera], przeprowadzić akcję odwetową i dlatego zabrali też kobiety i dzieci. Wedle innego przekazu zabrano stamtąd ludzi po prostu dlatego, że bardzo spadła tam wydajność pracy.
Z tekstylnego szopu Roericha [Nowolipie 80] przy Smoczej [?] zabrano dziś około sześćdziesięciu ludzi. Wiadomo, że w czasie wczorajszej blokady u Oschmanna [Nowolipie 18] dowódca SS Witosek powiedział do robotników, że powinni się ochotniczo zgłosić do pracy w Lublinie, ponieważ tu umrą z głodu, a tam będą dobrze jeść, a poza tym do grudnia w Warszawie nie będzie ani jednego Żyda.” (s. 318)
</document>
<document nplp_id="8414" title="EMANUEL RINGELBLUM (21.11.1900 &amp;#8211; marzec 1944)" slug="emanuel-ringelblum">Przejdź do mapy miejsc związanych z Emanuelem Ringelblumem po stronie aryjskiej

Emanuel Ringelblum urodził się 21 listopada 1900 w Buczaczu. Uczęszczał do państwowego gimnazjum z językiem polskim jako wykładowym. Od 1916 roku mieszkał w Nowym Sączu, gdzie w 1920 roku zdał maturę w tamtejszym Gimnazjum. W 1921 roku rozpoczyna studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego. W 1922 roku zamierza przenieść się na Wydział lekarski, jednak nie uzyskując na nie zgody, rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozofii UW. W 1923 roku współorganizuje Akademickie Seminarium Historii Żydów, a w 1924 Koło Młodych Historyków, które włącza w 1926 w prace powstałego w Wilnie Żydowskiego Instytutu Naukowego. Ostatecznie Koło przekształcono w warszawską Komisję Historyczną JIWO. W 1927 roku Ringelblum uzyskuje tytuł doktora za rozprawę zatytułowaną: Żydzi w Warszawie od czasów najdawniejszych do 1527 roku wydanej drukiem w 1932 roku. W 1934 roku reaktywuje warszawską Komisję Historyczną JIWO i zmienia nazwę na Ogólnopolską Komisję Historyczną badająca dzieje Żydów na ziemiach polskich. Ringelblum traktował badania historyczne jako element szerzej zakrojonych działań społecznych mających na celu dialog polsko-żydowski. Wspierał działania historyków-amatorów (tzw. zbieraczy) gromadzących pamiątki historyczne swojego regionu. Od 1927 roku pracuje jako nauczyciel gimnazjalny w żeńskim prywatnym gimnazjum Jehudija. Wybuch Wojny zastaje Ringelbluma w Genewie, w której przebywa jako delegat Poalej Syjon-Lewicy na XXI Kongresie Syjonistycznym. Wraca do Warszawy, gdzie angażuje się w struktury Samopomocy Żydowskiej. W tym czasie powstaje pomysł „Oneg-Szbat”, czyli projektu rejestrowania i zbierania materiałów do historii Żydów w czasie okupacji. Pierwsza część Archiwum została zabezpieczona i ukryta w sierpniu 1942 roku. Ringelblumowi udaje się dostać do szopu stolarskiego Hallmanna, gdzie zakłada wewnętrzny komitet samopomocy. Działa w strukturach konspiracyjnych getta, m.in. w Poalej Syjon-Lewicy i Bloku Antyfaszystowskim. W jego ramach miał kontakty z przedstawicielami Żydowskiej Organizacji Bojowej w tym z Mordechajem Anielewiczem. W 1943 roku wraz z rodziną wydostaje się z getta. Znajduje schronienie przy ul. Grójeckiej 81, jednak często przechodzi granicę. Ostatni raz przekracza ją 18 kwietnia 1943 roku, w przeddzień wybuchu powstania i nie udaje mu się już niego wydostać. Wywieziony do obozu w Trawnikach skąd przy pomocy Bermanów zostaje wyrwany. Wraca do swojej kryjówki. Prowadził tam liczne zapisy i notatki. 7 marca 1944 roku bunkier, w którym ukrywał się Ringelblum wraz z rodziną został otoczony przez Niemców i granatową policję.

Początkowo nie było zgody co do nazewnictwa pism Ringelbluma. Niektórzy mówili o notatkach, inni o dzienniku, inni o pamiętniku. Tłumaczenie na język polski miało się ukazać w 1968, jednak w ostatnim momencie odwołano zgodę na druk. Pierwsze polskie wydanie pism Ringelbluma zatytułowane Kornika getta warszawskiego miało miejsce w 1983 roku. W wydaniu tym część notatek nadal pozostała ocenzurowana. W sporządzanych przez siebie zapiskach Ringelblum często stosował szyfr utrudniający identyfikację miejsc, osób i dat. Posługiwał się w tym celu antydatowaniem, stylizowaniem na prywatne listy, kryptonimowaniem bliskich osób itp. Notatki sprzed Wielkiej Akcji Likwidacyjnej zostały schowane razem z innymi dokumentami „Oneg Szabat” w piwnicy budynku szkoły przy ul. Nowolipki 68. Notatki z lata 1942 i późniejsze trafiły w to samo miejsce razem z II częścią Archiwum.
MIEJSCA:
- Aleje Jerozolimskie 45 (dawniej 39),  - Aleja Na Skarpie,  - Aleja Szucha 25,  - Bagno,  - Barska 28/30,  - Biała,  - Bielańska,  - Bonifraterska,
- Bonifraterska/Przebieg,   - Bracka 25,  - Ciepła/Hale Mirowskie,  - Ceglana,  - Ceglana 11,   - Chłodna,  - Chłodna 22,  - Chłodna 33,  - Chłodna 34, - Chłodna 39,
- róg ulic Chłodna/Żelazna (wacha),  - Chmielna (poza gettem),  - Ciepła,   - Cmentarz Żydowski na Pradzie (św. Wincentego 15),  - Czerniaków,  - Długa,   - Długa 16,  - Długa 19,  - Długa 24,  - Długa 27,  - Długa 29 ("Hotel Polski"),  - Długa 38/40 (Arbeitsamt),  - Dworska 17 [Szpital Starozakonnych na Czystem],  - Dworzec Główny,  - Dworzec Wschodni,   - Dworzec Zachodni, - Dzielna,  - Dzielna 1 (teatr "Eldorado"),    - Dzielna 31,  - Dzielna 31, 33,  - Dzielna 39,  - Dzielna 61 (dom dziecka „Dobra Wola” - Ośrodek „Centosu”),      - Dzielna 24/26 [Pawiak], - Dzielna 7,  - Dzielna 15,  - Dzika 3,  - Dynasy,  - Elektoralna,  - Elektoralna 1, 3,  - Elektoralna 5, - Elektoralna 11,   - Elektoralna 32, - róg ulic Elektoralna/Chłodna,   - Franciszkańska,   - Franciszkańska 6, - Franciszkańska 15,  - Franciszkańska 30,  - Franciszkańska/Wałowa,  - Freta (poza gettem),  - Gęsia,   - Gęsia (Plac),  - Gęsia 22/24 (Areszt Centralny dla dzielnicy żydowskiej, tzw. Gęsiówka),   - Gęsia 27,  - Gęsia 30 („Szop stolarski” OBW - Ostdeutsche Bautichlerei Werkstette),  - Gęsia/Okopowa [Cmentarz Żydowski],  - Górczewska 9,  - Graniczna,   - Graniczna [12, 10],  - Grochów (poza gettem), - Kibuc Grochów, - Grójecka 81 (bunkier „Krysia”),  - Grzybowska, - Grzybowska 26/28 [Gmina Żydowska],  - Grzybowska 48,  - Grzybowska 48, 46, 20, 16, - Grzybowska 68,  - Hale Mirowskie,  - Hipoteczna 3,  - Hoża,  - Jasna (poza gettem),  - Jasna 11,  - Jazdów 2 [Szpital Ujazdowski],  - Jezuicka 1-3/róg Rynek Starego Miasta,  - Karmelicka,   - Karmelicka 29 (SZKOŁA CISzO),  - Karmelicka 10/Mylna,  - Karmelicka 22,  - Karolkowa (poza gettem),  - Kawęczyńska (poza gettem),  - Kazimierza Karasia 2 [Teatr Polski],   - Koło (poza gettem),  - Koszykowa,   - Koszykowa 26/28 [Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy],    - Krakowskie Przedmieście 21-23,  - Krakowskie Przedmieście 26/28 [Uniwersytet Warszawski],  - Krochmalna, - Krochmalna 20-25,  - Krochmalna 59,  - Krochmalna 92,  - Królewska, - Królewska 23 [Transferhalle],  - Królewska 43, - Książęca,  - Kurza 18,  - Leszno,  - Leszno 1,  - Leszno 2,  - Leszno 4,6,8,  - Leszno 5,  - Leszno 6, - Leszno 13,  - Leszno 13 (Siedziba Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją),   - Leszno 14, - Leszno 18,   - Leszno 18, 20, 22, 24,   - Leszno 32 (kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny),  - Leszno 35,  - Leszno 40,   - Leszno 52,   - Leszno 53/55 (gmach Sądów Grodzkich),  - Leszno 56,  - Leszno 70-78,  -  Leszno 72,   - Leszno 74 (Szop Toebbensa, tzw. mały Toebbens),  - Leszno 76 (Szop Schultza),  - Leszno 84,  - Leszno 123, - róg ulic Leszno/Karmelicka,    - róg ulic Leszno/Żelazna (wacha),  - Lwowska 1, - Lwowska 1,3,5,  - Lwowska 9,  - Łucka,   - Marszałkowska,   - Marszałkowska 134/Świętokrzyska 37 [Gmach Centrali Pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie],   - Mazowiecka,   - Mazowiecka 12,  - Miła,   - Miła 28,  - Miła 56,   - Miła 69,  - Miodowa,  - Miodowa 21,  - Mirowska,  - Muranowska, - Muranowska 7, - Muranowska 14,  - Muranowska 16,  - Muranowska 40,   - Muranowska 44,  - Mylna, - Mylna 11,  - Mylna 18,  - Nalewki,  - Nalewki 3,   - Nalewki 9,  - Nalewki 23,    - Nalewki 20,  - Nalewki 28-38 (Szop Brauera),  - Nalewki 31 [Astoria],  - Nalewki 32,    - Nalewki 33  - róg ulic Nalewki/Nowolipki [Kramy Nalewkowskie],  - Niecała (poza gettem),   - Niska,  - Nowolipie,   - Nowolipie 2,  - Nowolipie 18,   - Nowolipie 20,   - Nowolipie 28,  - Nowolipie 44,   - Nowolipie 58,  - róg ulic Nowolipie/ Przejazd (granica getta),  - Nowolipki,   - Nowolipki 18,    - Nowolipki 22,  - Nowolipki 59 (szop stolarski Hallmana),   - Nowolipki 68,   - Nowy Świat (poza gettem),   - Nowy Świat 15,   - Nowy Świat 35,   - Nowy Świat 69,  - Oboźna,  - Ogrodowa,  - Ogrodowa 7,   - Ogród Saski (poza gettem),   - Okopowa,  -  Opaczewska 2a,   - Orla,  - Orla 6,  - Pańska,  - Pańska 39,  - Pawia,  - Pawia 69,  - Plac Bankowy,  - Plac Grzybowski,   - Plac Grzybowski 3/5 [parafia kościoła Wszystkich Świętych],   - Plac Kercelego (Kercelak),   - Plac Krasińskich,     - Plac Muranowski,  - Plac Napoleona [Prudential],
- Plac Napoleona 8,  - Plac Parysowski,  - Plac Piłsudskiego (Hitlerplatz),  - Plac Teatralny,    - Plac Trzech Krzyży, - Plac Za Żelazną Bramą, - Plac Za Żelazną Bramą 8, - Powązki,  - Powiśle (poza gettem),  - Poznańska (poza gettem),  - Praga (poza gettem),  - Prosta 14 (Szop Többensa, tzw. Duży Többens),   - róg Prosta/Waliców,   - Przebieg,  - Przechodnia,  - Radzymińska (poza gettem),  - Rakowiecka,  - Rybaki,  - Rybna,  - Rymarska,  - Rynkowa,  - Rynkowa 5,  - Saska Kępa (poza gettem),  - Senatorska,  - Senatorska 14 [Pałac Blanka],  - Senatorska 29,  - Sienna,  - Sienna 16,  - róg Siennej/Sosnowej,   - Skórzana,  - Smocza,   - Smocza 22,    - Solec,  - Solna,  - Stare Miasto (poza gettem),   - Staw Czerniakowski (poza gettem),  - Śliska,   - Śliska 60,  - Świętojerska,  - Świętojerska (odcinek Nalewki-Nowiniarska),  - Świętojerska 11,  - Świętojerska 13,   - Świętojerska 28, - Świętojerska 32, - Świętokrzyska,   - Świętojerska 28,32,34,  - Świętojerska 32/34,  - Tłomackie,   - Tłomackie 2,   - Tłomackie 3,  - Tłomackie 3/5 (ALEJNHILF/ ŻSS/ GŁÓWNA BIBLIOTEKA JUDAISTYCZNA),  - Tłomackie 5,   - Tłomackie 13,   -  róg ulic Tłomackie/Bielańska,  - Tłomackie/Bielańska,   - Tłomackie/Leszno,   - Towarowa,  - Twarda,  - Twarda 4,   - Twarda 6,  - Umschlagplatz,  - Waliców,  - Wałowa,   - Warecka 9,  - Wawer,  - Widok 25,  - Wiejska,  - Wiejska (Sejm),  - Wielka,  - Wielopole,  - Wierzbowa 1 (Pałac Brühla),   - Wilcza,  - Wola,    - Wolność 96,  - Wolska,  - Wolska 18,  - Wołówka - targ [Plac Broni],  - Wronia,   - Wspólna,   - Zamek Królewski,  - Zamenhofa,  - Zamenhofa 9, - Zamenhofa 13,  - Zamenhofa 19,  - Zamenhofa 56,  - róg ulic Zamenhofa/Miła,  - Zielna,  - Zimna,   - Złota,  - Żabia,  - Żabia 8,  - Żelazna,  - Żelazna 101, - Żelazna 103, - Żelazna 105 [Szop Curta Röhricha],  - Żoliborz (poza gettem),   - Żurawia,

&amp;nbsp;
Poza Warszawą:
- Falenica (poza Warszawą),  - Falenty (poza Warszawą),  - Legionowo,  - Międzylesie,  - Okęcie,  - Otwock, Jana Kochanowskiego 10/16,  - Otwock, Świderska 50,
- Piaseczno, - Rembertów,  - Szymanów,  - Świder (poza Warszawą),  - Włochy (poza Warszawą),

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Getto,  - Obszar - kocioł na Miłej: Gęsia/Niska/Smocza/Zamenhofa,   - Obszar: Leszno/Elektoralna/Chłodna,   - Obszar: Leszno/Wronia,   - Obszar: Nowolipie/Mylna/Przejazd 5,   - Obszar: Sienna/Sosnowa,   - Obszar: Solna/Ciepła,  - Obszar: Warszawa-Otwock (linia otwocka),  - Obszar: Wielka/Ciepła/Twarda/Sienna,  - Obszar: Żelazna, Łucka, Wronia, Śliska, Pańska,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Chłodna-Chłodna 29-Krochmalna,  - Trasa: Elektoralna-Chłodna-Hale Mirowskie,    - Trasa: Królewska-Krakowskie Przedmieście,   - Trasa: Leszno 18-Tłomackie 5,  - Trasa: Leszno-Grzybowska,   - Trasa: Piaseczno-Getto,   - Trasa (tramwajowa): Plac Teatralny-Trakt Królewski-Aleje Ujazdowskie-Plac Unii Lubelskiej-Rakowiecka,</document>
<document nplp_id="8416" title="MARSZAŁKOWSKA 134/ ŚWIĘTOKRZYSKA 37 (Gmach Centrali Pocztowej Kasy Oszczędności w&amp;nbsp;Warszawie)" slug="marszalkowska-134-swietokrzyska-37-gmach-centrali-pocztowej-kasy-oszczednosci-w-warszawie">
Emanuel Ringelblum
JA, I

„…wielkie bombardowanie naprzeciwko PKO. Ocalałem cudem.” (s. 3)

ONI, I

„Ślady wojny usunięto od razu. Śmiecie spala się. Po chleb stoi się od 7 wieczorem do pory obiadowej następnego dnia. PKO wypłaca tylko po 50 zł. Ale tak mocno [tam] bombardują, że omija się. Ludzie wstrzymują się ze sprzedażą, gdyż obawiają się [wprowadzenia] nowej waluty.” (s. 35)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, I

„W piątek 1 września pierwsze naloty. Jadąc do PKO, kilka razy wysiadałam z powodu alarmu. Wielu ludzi twierdziło, że to “próbne alarmy”. Ale już padały niemieckie bomby.” (s. 5-6)



&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8419" title="DŁUGA 16" slug="dluga-16">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I

„Tendencje antysemickie w […] i schronach paragraf aryjski, np. na Długiej 16. Kłótnie w kolejkach.” (s. 4)</document>
<document nplp_id="8421" title="LESZNO 18" slug="leszno-18">
Emanuel Ringelblum
ONI, I

„Straszna scena po uderzeniu bomby w Leszno 18. Zbiorowa modlitwa chrześcijan na podwórku.” (s. 5)
Emanuel Ringelblum
JA, I (wrzesień 1939)
„Jeszcze przed upadkiem Warszawy hydra antysemityzmu zaczęła podnosić głowę. Zdarzało się niejednokrotnie, że do schronów w domach czysto polskich nie przyjmowano Żydów, nawet w chwilach bombardowania. Takie obserwacje poczyniłem w pewnym domu przy ul. Długiej, gdzie we wrześniu 1939 roku pełniłem służbę OPL [obrona przeciwlotnicza]. Komendant naszego schronu nie przyjmował z zasady żydowskich przechodniów do nowocześnie urządzanego schronu. Vis à vis domu przy ul. Leszno nr 18, w którym mieszkałem w czasie bombardowania, mieścił się schron firmy drzewnej „Paged” na Lesznie 13. Gdy oficyna naszego domu została trafiona bombą, mieszkańcy szukali azylu w schronie przy ul. Leszno nr 13. Z motywów antysemickich odmówiono nam, pomimo iż w naszym domu nie było w ogóle schronu. To samo działo się w wielu domach o większości polskiej.” (s. 28)





Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Ale ja byłam właściwie spalona i już nie przychodziłam na Leszno, gdzie w mieszkaniu „krytym" przez Marysię Sawicką był cały sztab ŻOB.” (s. 194)
JA/ONI, VI A
„ A wtedy w tym trzypokojowym mieszkaniu Marysia [Marysia Sawicka – dop. AKR] była główną lokatorką i tam mieszkali z nią Antek [Antek Cukierman – dop. AKR] i Celina [Cywia Lubetkin – dop. AKR], Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Bernard [Bernard Goldstein – dop. AKR], chyba Kazik [Kazik Ratajzer – dop. AKR] i jeszcze parę osób. A ona załatwiała zakupy, wychodziła ze strachem w sercu, co zastanie, gdy wróci. Był tam taki prawdziwy dom. Gdy się przychodziło, w ogóle nie pamiętało się, że trzeba się kryć. Było pogodnie i wesoło. Marysia nigdy nie mówiła, że się boi, i chyba w ogóle nie czuła strachu, chociaż mogła w każdej chwili zginąć razem z nami.” (s. 195)





&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="8425" title="TŁOMACKIE 2" slug="tlomackie-2">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zgwałcili szesnastoletnią dziewczynę w domu przy ul. Tłomackie 2.” (s. 77)

„Przy Tłomackie 2 chrześcijanka uratowała dwie dziewczyny, już były nagie, ale gdy zaczął się ubierać, poszły do kuchni i tam chrześcijanka je uratowała, ucałowała obie i dała im pieniądze.” (s. 77)

„Dziś na Tłomackiem 2 żołnierze zabrali meble i wszystko inne. Kazali chorej kobiecie wyjść z łóżka, wzięli je wraz z pościelą. Jednemu tak szybko zabrali biurko, że nie zdążył wyjąć [z niego] zaświadczenia, zwalniającego go od rekwizycji.” (s. 94)</document>
<document nplp_id="8428" title="PLAC NAPOLEONA [PRUDENTIAL]" slug="plac-napoleona-prudential">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mordownia przy Prudentialu.” (s. 6)
</document>
<document nplp_id="8429" title="JASNA 11" slug="jasna-11">
Adam Czerniaków
JA, I

„Jutro mam konferencję w JDC w sprawie opieki społecznej.” [10 I 1940] (s. 59)

„Rano JDC.”    [siedziba American Joint Distribution Committee] [17.IV.1940] (s. 84)
 

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zmiana lokalu [JOINTu]: z Jasnej [11] na Wielką, następnie na Leszno [13]" (s. 6)
</document>
<document nplp_id="8432" title="MURANOWSKA 16" slug="muranowska-16">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Leszno 13 ochroniono 25 września przed pożarem [od] dziesiątek bomb zapalających. Muranowska 16 – tak samo. Chodzono po dachach.” (s. 7)
</document>
<document nplp_id="8435" title="NOWOLIPIE 18 (szop Oschmanna) – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="nowolipie-18-szop-oschmanna-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III A (28.08.1942)
„Straszne wydarzenia trwają nadal. Opowiedziano mi, że wczoraj wieczorem wracała z pracy grupa robotników z szopu Oschmanna. Esesmani podzielili tę grupę na dwie części: połowie pozwolili iść dalej swoja drogą, a drugą połowę zaprowadzili prosto na Umschlag.” (s. 210)</document>
<document nplp_id="8439" title="NALEWKI 28-38 (SZOP BRAUERA)" slug="nalewki-28-38-szop-brauera">
Henryk Bryskier
ONI, III
„Równocześnie wyznaczono szereg ulic na strefy osiedlania w getcie dla poszczególnych grup zawodowych nie podlegających wysiedleniu i tak: Służba Porządkowa i Żydowskie Pogotowie Ratunkowe otrzymali nakaz zajęcia bloków przy ul. Nowolipie, od Zamenhofa do Karmelickiej. Służba szpitalna i lekarze – ul. Pawią parzystą, od Zamenhofa do Lubeckiej. Firma Többens ul. Leszno od Żelaznej, Karmelicką nieparzystą do Nowolipia. Firma Schulz A. całą ul. Nowolipie, od Karmelickiej do Żelaznej. Firma H. Brauer – od pl. Muranowskiego, Nalewki – parzysta [28-38], Franciszkańska parzysta do Bonifraterskiej itd.” (s. 179)
ONI, III A

„Translokata instytucji i mieszkańców wymagała przydzielenia domów, toteż szopom uszczuplono ich stan posiadania, a m.in. fabryka, w której pracowałem zmuszona była ustąpić domy przy pl. Muranowskim, Nalewki 40 i 42 oraz domu położone przy ul. Franciszkańskiej, zatrzymując dla siebie bloki na Nalewkach od 28-38 włącznie.” (s. 190)

&amp;nbsp;

ONI, V
„Szop Brauera jest przez straż ogniową zabezpieczony ze wszystkich stron przed przedostaniem się pożaru. Wszyscy są przekonani, że zgodnie z zapowiedzią, szop nie ulegnie likwidacji, wg zapewnienia Niemców po jego aryzacji. Nagle przyjeżdżają ciężarowe auta wojskowe, a w nich pełno jeńców rosyjskich. Przystępują do zabierania nagromadzonych do naprawy lub naprawionych: hełmów, manierek, tornistrów etc. (przy czym pracowano w szopie). Sytuacja przyjmuje inny charakter aniżeli się spodziewano. Rozumiemy, że chcą podpalić nasz szop i dlatego wywożą z niego swoje materiały. My, posiadający listy żelazne, jesteśmy zatrudnieni przy ekspedycji, nie mamy czasu na komunikowanie się ze schronami, aby wszystkich zawiadomić o grożącym niebezpieczeństwie spalenia szopu, pracujemy pod strażą. Obrona staje się problematyczna. Pod wpływem ognia pozostają tylko dwie ewentualności: spalić się żywcem lub opuścić schron i oddać się w ręce Niemców.” (s. 244-245)


Abraham Lewin
ONI, III A (30.08.1942)
„Wczoraj, w trzydziestym dziewiątym dniu krwawych wydarzeń, przeprowadzili &amp;lt;akcję&amp;gt; na terenie szopów. Z szopu Brauera (przy Nalewkach) zabrali kilkaset osób. Wzięli Czerskiego i Rakowskiego, ale potem ich zwolnili. Wieczorem, około godziny dziewiątej, gęsto strzelali na ulicach nowego getta. Było wielu zabitych. Na rogu Smoczej i Wołyńskiej natrafiono na 7 zabitych. Są to Żydzi, których spotkali na ulicy po zapadnięciu zmroku. Na Żyda czyha niebezpieczeństwo na ulicy i w dzień, gdy wokół jest wszędzie pusto, a cóż dopiero po zapadnięciu nocy.” (s. 213)
JA/ONI, IV A (11.11.1942)
„Nie mamy dokładnych wiadomości o przeprowadzonej wczoraj &amp;lt;akcji&amp;gt;. Wiadomo tylko, że odbyła się ona w szopach Hoffmanna, Toebbensa, Oschmanna i Brauera. Ogółem zabrali 1000 ludzi […] bądź 600-700 osób […]. Wśród złapanych znajdują się również kobiety i dzieci. Nikt nie wie, co ta &amp;lt;akcja&amp;gt; oznacza.
[…] Esesmani, którzy przyszli do szopu Hoffmanna, zastali w dwóch warsztatach tylko 42 robotników zamiast 1000. jako karę za to przewinienie przeprowadzili &amp;lt;akcję&amp;gt; we wszystkich krawieckich szopach: Toebbensa, Hoffmanna, Oschmanna i Brauera. Opowiadają, że wieczorem zwolnili pewną liczbę ludzi z Umschlagu. Zdaniem jednej osoby, wypuścili około 100 osób. Kogo zwolnili? Trudno dokładnie powiedzieć.” (s. 249)

Emanuel Ringelblum
ONI, II/III

„«Ciuchy» będą podstawą utrzymania setek polskich rodzin robotniczych, które pracowały w rozmaitych „szopach” na terenie getta (Brauer – Nalewki 28-38, Curt Röhrich – Żelazna 105, „K.G. Schultz” – Leszno 76, itd.). Ci to robotnicy polscy przychodzili rano do getta, a wieczorem po zakupieniu „ciuchów” wracali na aryjską stronę. Rewizja osobista na „wachach” była łagodniejsza w stosunku do osób, które nie nosiły opasek. W godzinach rannych przed rozpoczęciem pracy można było widzieć na ul. Leszno, na ul. Żelaznej, na podwórzach nalewkowskich, gdzie mieścił się „szop” Barauera (nr 28-38), tłumy Polaków i Żydów handlujących „ciuchami”,” (s. 41)

JA, II–IV

„Dzięki poświęceniu jego [Natana Smolara] oraz towarzyszki Herzlicht[s] szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z czołowych kuchni dziecięcych w Warszawie, w której liczba uratowanych dzieci rosła z dnia na dzień. Podczas pierwszej akcji eksterminacyjnej Smolar poszedł do szopu braci Landau w OBW (Ostdeutsche Bauwerkstätte) [Gęsia 30], który był znany z koncentracji aktywu społecznego. Tow. Smolar wyuczył się stolarstwa i chodził na placówkę tej firmy na aryjską stronę, żeby zarobić na życie. Podczas drugiej akcji likwidacyjnej, w styczniu 1943 r., SS-mani otoczyli dom przy Miłej 56, w którym mieszkał tow. Smolar. Ukrył się on w mieszkaniu. Jakiś żydowski „Odrnungsman” odkrył jego kryjówkę i zaprowadził go do Niemców. Podczas schodzenia po schodach tow. Smolar uciekł i schował się w jakimś opuszczonym mieszkaniu. SS-mani i żydowski policjant szukali go, ale udało mu się zamaskować. W międzyczasi urządziliśmy w szopie Hallmanna przy Nowolipkach kryjówkę dla tow. Smolara. Grupa towarzyszy partyjnych, z tow. Lichtensztajnem na czele, zbudowała „bunkier” w piwnicy byłej szkoły im. Borchowa przy Nowolipkach 68. Wiedzieliśmy, że zbliża się ostatnia godzina dla ludności żydowskiej w Warszawie. Chcieliśmy za wszelką cenę uratować tak wartościowego człowieka jak tow. Smolar. Podjęto pewne kroki. Było już jednak za późno. Po raz ostatni spotkałem się z towarzyszami Smolarem i Lichtensztajnem w szopie Brauera na Nalewkach [28/30] w niedzielę 17 kwietnia 1943 r. W nocy wybuchła ostatnia akcja. O szarym świcie pożegnaliśmy się. Towarzysze Smolar i Lichtensztajn postanowili przekraść się do szopu Hallmanna. Co się z nimi po drodze stało – nikt nie wie. Zapewne nie dotarli do Nowolipek 68, gdyż co krok stały posterunki żandarmerii, SS i Ukraińców. Zostali prawdopodobnie zabici po drodze, jak tysiące innych Żydów warszawskich.” (s. 237-238)
Bogdan Wojdowski
F, II
„Odleciały motyle, przepadły w mroku nieczynnego kina “Excelsior”, na tyłach fabryki Brauera. Została brama w gruzach i za plecami mur starej zrujnowanej kotłowni, a pod murem mały trupek Ernesta, którego z dawien dawna nazywali Albinosem. Staremu Bierce długi czas potem nie chcieli miejsca pokazać, gdzie ciało leży; dopiero Mundek Buchacz przyniósł mu podartą, zakrwawioną koszulę i ukradkiem rzucił pod drzwi. Mordchaj Sukiennik oczyścił cholewy butów i poszedł do Bierki, który leżał po tyfusie. Posiedział przy chorym w milczeniu, a potem powiedział tak:
-Idąc po śladach można dotrzeć do zasypanej studni. Tylko że nie wiadomo, kto w niej stada poi i kto ukaże zasłoniętą twarz. Człowieku, nic ci więcej powiedzieć nie mogę. Et!
Bierka patrzył przed siebie pustym, obojęmym spojrzeniem charłaka, który niechętnie przeżył śmierć bliskich. Zanim wyzdrowiał i trafił na pusty placyk, ciało już pochowano. Na Krochmalnej podniósł się szum, gwałt. Święta ziemia nosi jeszcze na sobie te wyrodne szczenięta. Elijahu i Dawid zostali ze swą dziecinną dolą, z resztą złomu zawiniętego w gałgan i w jakiś czas póżniej znalazł się kupiec za Żelazną Bramą, skwapliwy i lojalny, który ich wybawił z kłopotu. Elijahu podzielił mues, sześć twardych zatrzymał sobie, dziesięć motyli podrzucił ojcu Ernesta. Wtedy w kamienicy podniósł się znów krzyk. O wa, złoty interes. A kobiety, które chodziły do roboty w warsztatach Brauera, pytlowały jak najęte na prawo i lewo, że Elijahu i Dawid łomem zatłukli małego Bierkę, a ciało wrzucili do dołu z niegaszonym wapnem, żeby wszelki ślad po nim zaginął. Kto zamordował Ernesta? Kto zamordował Albinosa? Niech zapytają Fajnera, to im powie. Ale nikt o nic nie pytał Fajnera; i tak właśnie zakończył się złoty interes, za który im wszyscy nadmuchali pająków do ucha”. (s. 301)

F, III A
„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudniema-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią [pomyłka Wojdowskiego, szop Brauera znajdował się na Nalewkach 28/30], do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą, do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)</document>
<document nplp_id="8443" title="PROSTA 14 (SZOP TOEBBENSA) – ZAMENHOFA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="prosta-14-szop-toebbensa-zamenhofa-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;
Abraham Lewin
ONI, III 
„Opowiadają teraz (godzina 11), że u Toebbensa, przy ulicy Prostej, rozpoczęła się &amp;lt;akcja&amp;gt;. Zażądano 1000 ludzi. Nie wiadomo jeszcze, ile w tym prawdy. Opowiadają, powołując się na żydowskiego policjanta, że na Zamenhofa widziano grupę Żydów, w tym również kobiety i dzieci, prowadzoną w kierunku Umschlagu.” (s. 248)</document>
<document nplp_id="8446" title="MIŁA 43 (SZOP AHG) – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="mila-34-szop-ahg-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
JA/ONI, III C
„Wczoraj nagle przeprowadzono wielką blokadę przy Miłej w firmie AHG, zabrano wielu ludzi. Mówi się o 600. Umschlag – jak powiadają – znów jest czynny. Wczoraj otrzymano rozkaz, żeby jeden lekarz i dwie siostry sanitariuszki stawili się do pracy na Umschlagu. Jeśli nie wydarzy się cud, wszyscy zginiemy.” (s. 224)</document>
<document nplp_id="8449" title="NOWOLIPIE 42 (szop Schultza)" slug="nowolipie-42-szop-schultza">
&amp;nbsp;

Ludwik Hirszfeld
ONI, III C
„Z nakazu władz rekwiruje się całe bloki domów i wyrzuca w ciągu kilku minut ludność na bruk. Przy tej okazji zabija się setki ludzi. Jednego dnia przy ewakuacji ulicy Nowolipie zabito dwieście osób. Bloki te zostają zadrutowane i rozpoczyna się parada: dwanaście godzin dziennie, pensja sześć złotych, zupa, osiemdziesiąt gramów chleba i dwa razy kawa. Ale nadzieja życia. Mówi jakiś &amp;lt;humanitarny&amp;gt; właściciel szopy, Niemiec: &amp;lt;Moi Żydzi umrą ostatni&amp;gt;.” (s. 421)
ONI, II/ III A
„Szopy istniały już przed akcją wywożenia. Właścicielem był z reguły umundurowany Niemiec, dyrekcja była żydowska. Przed akcją nie było trudno dostać się do takiej szopy. Płaca była niska, kilka złotych dziennie (cena kilograma chleba wynosiła wówczas piętnaście złotych). Pracujący otrzymywali śniadanie, składające się z jednego litra kawy i ćwierci kilograma chleba z marmoladą, a na obiad około jednego litra zupy. Tak było w szopach dużych, jak futrzarska Schulza i konfekcyjna Toebbensa. Toebbens miał sklepy w Niemczech, i tu szyto wytworne suknie dla jego sklepów. Schulz pracował dla wojska.
Inaczej zaczęło się dziać z chwilą rozpoczęcia akcji. Pojawiały się fikcyjne firmy, gdzie za przyjęcie do pracy brano ogromne sumy i maszyny do szycia, a potem okazywało się, że legitymacja takiej firmy nie miała żadnego znaczenia. Ci, którzy się dostali do prawdziwej fabryki, musieli od połowy sierpnia zrezygnować z powrotu do domu po pracy, gdyż można było nie wrócić już w ogóle.” (s. 467)
ONI, IV B

„Już od lutego 1943 roku wypadki w getcie zaczęły wskazywać, że Niemcy myślą o ostatecznej likwidacji. […] Dlaczego nie wymordowano wówczas reszty Żydów? Mieściły się wówczas w getcie fabryki i warsztaty kuśnierskie, stolarskie, odzieżowe i inne. Zakłady Toebbensa, Hoffmana, Schulza i innych* zatrudniały od kilku do kilkunastu tysięcy robotników i pracowały dla wojska, które chciało jak najdłużej korzystać z bezpłatnej siły roboczej. Gestapo natomiast dążyło do jak najszybszej likwidacji. Z tych tarć powstał kompromis, mocą którego postanowiono wywieźć fabryki i robotników Poznania i Trawnik, a resztę, bezrobotnych i niepotrzebnych, na śmierć do Bełżca i Treblinki”. (s. 479-480)

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„A więc fikcyjny mąż być musi. Syn [Josef] naszego gospodarza z Nalewek pracuje w szopie Schultza. Najlepsza placówka. Ma on osiemnaście lat, ale może być “mężem”. Natychmiast się zgadza. Rano ojciec mój [rabin Rozencwajg] wypisał mi świadectwo ślubu. Nie namyślał się ani sekundy, gdy mu powiedziałam, czego od niego chcę. Teraz był tylko ojcem, chcącym ratować swe dziecko.” (s. 47)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A

„Irka Parczew była sanitariuszką w szopie Schultza. Zapisała się tam razem z ojcem i siostrą.” (s. 200)

ONI, IV B (styczeń-luty 1943)

„Syn adwokata Goldfarba wyskoczył z pociągu. Skręcił sobie nogę i zawlókł się na Pragę do znajomego lekarza. Odpoczął u niego kilka dni, a potem wrócił do getta. Jest w szopie Schultza. Od niego te wieści”. (s. 239)</document>
<document nplp_id="8458" title="OTWOCK, KOCHANOWSKIEGO 10/16 (ZAKŁAD DLA UMYSŁOWO CHORYCH &amp;#8222;ZOFIÓWKA&amp;#8221;)" slug="jana-kochanowskiego-10-16">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W &amp;gt;&amp;gt;Brijusie&amp;lt;&amp;lt; zwiedzanie zakładu dla gruźlików, potem &amp;lt;&amp;lt;Zofiówka&amp;gt;&amp;gt;.”
ONI, I
„&amp;lt;&amp;lt;Zofiówka&amp;gt;&amp;gt; z powodu braku środków zagroziła wypędzeniem chorych umysłowo." [31 V 1940] (s. 94)
„W &amp;gt;&amp;gt;Zofiówce&amp;lt;&amp;lt; awanturnica, która nas kosztowała zł 100000,furiaci i dzieci. Jedno w kaftanie bezpieczeństwa, bo sobie samemu robi krzywdę. Twarz pokryta muchami. Inne grzebie w ranach w głowie. Śpiewaczka w łóżku śpiewa arie: występowała we Włoszech. Inne przy fortepianie grały i śpiewały, a ja z nimi. Ktoś wybudował sobie grób na cmentarzu i opatrzył tablicą ze swoim nazwiskiem. Tam odsyłał wierzycieli.” [20 VII 1940] (s. 107)
JA/ONI, I
„W &amp;gt;&amp;gt;Zofiówce&amp;lt;&amp;lt; dowiedziałem się, że umarł pacjent zakładu, stary Żyd &amp;gt;&amp;gt;król angielski&amp;lt;&amp;lt;. Ten, co ma w sobie „czarne świece”, zaczepił mnie. Wykręciłem się, że nie jestem prezesem.” [17 VIII 1940] (s. 114)
ONI, I
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono... cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)
 JA, II B
„Wyjechałem w szaloną niepogodę z żoną i Szeryńskim autem do „Zofiówki”. Na domiar złego jestem zaziębiony. Wieczorem rozchorowałem się w „Zofiówce”. Mdłości, wymioty. Zawiadomiono mnie z Warszawy, że - w myśl zarządzenia - należy oddać wszystkie futra męskie i damskie. Osobiście jestem odpowiedzialny. Termin do 28 XII 41.” (s. 234)
„Z rana o 8-ej wyjechałem do Warszawy. W Gminie na dużej sali i na Grzybowskiej 27 zbiórka futer. O 1-ej zjawił się Auerswald. Poprosiłem o zwolnienie od obowiązku rekwizycji Służbę Porządkową i lekarzy. Obiecał jutro dać odpowiedź. Dalej jestem chory.” (s. 236)
„W Otwocku umarł A- Szpinak” (s. 236)
„W „Zofiówce”, w Otwocku, celem zasilenia kasy urządzono kawiarnie „Café Varieté”.” (s. 232)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Poważnie niebezpieczeństwo zamknięcia ‘Zofiówki’ [zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów w Otwocku], którą utrzymywał magistrat.” (s. 9)
„W ‘Zofiówce’ znajduje s się około 300 chorych, w tym 200 z Warszawy, pozostali są z tamtej strony, z ‘Rzeszy’ itd. Z powodu kradzieży siatkowego ogrodzenia chorzy wykradają się do domu; jeden rzucił się pod pociąg. Jest tam dwudziestu kilku pacjentów chorych na zakaźną afrykańską chorobę ‘awilulę’ [?]. Ludzie ci gniją żywcem, na wpół zdziczali, wyłącznie kobiety, wychudzone, wykrzywione, potworne twarze, straszny fetor. Zarekwirowali produkty na sumę 60 000 zł, po donosie, że szpital sprzedał produkty.” (s. 124)</document>
<document nplp_id="8459" title="JEZUICKA 1-3/róg RYNEK STAREGO MIASTA" slug="jezuicka-1-3-rog-rynek-starego-miasta">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Co stracono w dziedzinie nauki żydowskiej w Warszawie? Archiwum na Jezuickiej [1-3], XIX w., 1832[?]-1863, walki wolnościowe, ruchy społeczne, historia gospodarcza, historia przemysłu. Archiwum Ministerstwa Wyznań i Oświecenia Publicznego, cenzura, szkolnictwo. Wszystkie obrazy Weinlesa, rękopisy Trunka. Rozsiane i rozrzucone.” (s. 10)
„Wywieziono Bibliotekę Uniwersytecką. Zamierzają wywieźć Archiwum Główne [Akt Dawnych]. Nadzieja, że wrócą one wraz z wyzwoleniem.” (s. 13)
</document>
<document nplp_id="8460" title="JEZUICKA 1-3/róg RYNEK STAREGO MIASTA" slug="jezuicka-1-3-rog-rynek-starego-miasta-2">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Co stracono w dziedzinie nauki żydowskiej w Warszawie? Archiwum na Jezuickiej [1-3], XIX w., 1832[?]-1863, walki wolnościowe, ruchy społeczne, historia gospodarcza, historia przemysłu. Archiwum Ministerstwa Wyznań i Oświecenia Publicznego, cenzura, szkolnictwo. Wszystkie obrazy Weinlesa, rękopisy Trunka. Rozsiane i rozrzucone.” (s. 10)
„Wywieziono Bibliotekę Uniwersytecką. Zamierzają wywieźć Archiwum Główne [Akt Dawnych]. Nadzieja, że wrócą one wraz z wyzwoleniem.” (s. 13)</document>
<document nplp_id="8462" title="ZAMEK KRÓLEWSKI (poza gettem)" slug="zamek-krolewski">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ruina w Zamku [Królewskim]. Biblię z XVII w., którą Mościckiemu podarowała Gmina Żydowska w Płocku, chciano sprzedać Gminie Żydowskiej w Warszawie. Batalion pracy porządkuje Zamek. Zerwano miedziany dach, zerwano podłogi, zrzucono obrazy, rozwleczono po ziemi. Sprawozdania kontroli.” (s. 11)
„W czwartek, 28-go [grudnia 1939], zatrzymali tramwaj nr 4, idący na Pragę, wyciągnęli 25 Żydów do Zamku […] [kazali się im] rozebrać do naga i położyć na ziemi […] jak psy […]." (s. 41)
„Celem wyburzenia Zamku, z którego pozostanie tylko część gotycka, jest ‘zachowanie niemieckiego charakteru Warszawy, która została zbudowana przez Niemców’. Stare Miasto wraz z Zamkiem ma stanowić całość.” (s. 13)
</document>
<document nplp_id="8466" title="RYNKOWA 3" slug="rynkowa-3">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, II B

Dokument wklejony przez Czerniakowa do notatnika, opisujący sytuację na ul. Krochmalnej:

„Sprawozdanie dot. przedsięwzięć kąpielowych i dezynfekcyjnych na ul. Krochmalnej w dniach 28 i 29 sierpnia 1941.

28 VIII 41 o godz. 4.00 funkcjonariusze Służby Porządkowej przekazali polecenie, aby wszyscy mieszkańcy ul. Krochmalnej przygotowali się do kąpieli. Cała Krochmalna od Ciepłej do Rynkowej miała być poddana dezynfekcji, a jej mieszkańcy kąpieli. Mieszkańcy tej ulicy, nie znający zarządzenia o dezynfekcji, byli początkowo przekonani, że ma nastąpić ich wysiedlenie. Z każdego domu wyprowadzano wszystkich mieszkańców, a także dozorców, zgromadzono na dawnym placu Wielopole i stąd grupami zaprowadzono do łaźni, przeważnie do łaźni przy ul. Spokojnej. Oddzielono mężczyzn od kobiet, chorych i kaleki wieziono na wózkach ręcznych i rykszach. Znaczną liczbę zakaźnie chorych odwieziono do szpitala. Wykąpane grupy powróciły o 19.30 i ok. godz. 21 wpuszczono je na Krochmalną i zgromadzono na podwórzach, w sieniach i bramach budynków. 800 osób, których nie zdołano wykąpać 10 cią̨gu dnia, zgromadzono w straszliwych warunkach na placu Wielopole, bez jedzenia i ciepłej odzieży. O godz. 8 wieczorem ludzie ci otrzymali po raz pierwszy posiłek z Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Miano dostarczyć jeszcze 800 porcji, jeżeli znajdą się̨ kotły. Dostarczono również 125 kg chleba. Z domów położonych w pobliżu zebrano talerze i łyżki. Kierujący akcją Oberleutnant żandarmerii zezwolił ludzi przeprowadzić na noc na bazar Janasza, ażeby wydać im zupę i chleb i przetrzymać w zamkniętym terenie. Wskutek złej pogody nie wydano zupy, natomiast dostarczono jeszcze 125 kg chleba, tak że na osobę wypadło 1/4 kg chleba. Na skutek deszczu i braku ciepłego posiłku noc była bardzo ciężka. Martwego 5-letniego chłopca wyjęto z rąk matki, 20-letnią dziewczynę znaleziono martwą pod halą. Kobiety z dziećmi na ręku chodziły całą noc, ponieważ nie można było położyć się na asfalcie. Żandarmi zezwolili opróżnić 10 budek i umieścić tam kobiety z niemowlętami i dziećmi do 2 lat. O godz. 4 rano na rozkaz Oberleutnanta rozpoczęto wydawać zupę. Wskutek niewystarczającej liczby talerzy, brano zupę dosłownie w czapki, chustki, poły płaszczy i marynarek, a nawet w dłonie, ponieważ ludzie przegłodowali 14 godzin. O godz. 6 rano rozdzielono następne porcje zupy, która znajdowała się̨ całą noc pod dozorem żandarmów przy murze przed domem przy ul. Rynkowej 11. Dostarczono tam 50 talerzy, w których wydawano zupę wyłącznie dzieciom. Aby umożliwić jedzenie posiłku dzieciom sprowadzono 10 funkcjonariuszy Polskiej Policji, która rozproszyła tłum usiłujących wyrwać dzieciom jedzenie z rąk. O godz. 6.30 ponownie poprowadzono ludzi grupami z placu Wielopole do łaźni. Z domu przy ul. Rynkowej 3 dostarczono wężem gumowym wodę do picia oraz 30 butelek. Ciała niezidentyfikowanych zmarłych odwieziono. O godz. 8 rano rozpoczęto przygotowanie do wydawania zupy dla zablokowanej ulicy. Wydawanie trwało do godz. 1. Wydano 3000 talonów. Liczba ta była niewystarczająca, ponieważ zablokowana ulica liczy 15- 18 tys., przeważnie biednych ludzi.

Dla przeprowadzenia tak ważnych przedsięwzięć, których wykonanie może być w każdej chwili  nakazem, należy stworzyć specjalną grupę urzędników w celu zapewnienia łączności pomiędzy poszczególnymi wykonawcami technicznymi i organizacjami opieki społecznej. Kierownictwo Wydziału I A [(podpis].” (s.211-212)</document>
<document nplp_id="8468" title="RYNKOWA 11" slug="rynkowa-11">

&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, II B

Dokument wklejony przez Czerniakowa do notatnika, opisujący sytuację na ul. Krochmalnej:

„Sprawozdanie dot. przedsięwzięć kąpielowych i dezynfekcyjnych na ul. Krochmalnej w dniach 28 i 29 sierpnia 1941.

28 VIII 41 o godz. 4.00 funkcjonariusze Służby Porządkowej przekazali polecenie, aby wszyscy mieszkańcy ul. Krochmalnej przygotowali się do kąpieli. Cała Krochmalna od Ciepłej do Rynkowej miała być poddana dezynfekcji, a jej mieszkańcy kąpieli. Mieszkańcy tej ulicy, nie znający zarządzenia o dezynfekcji, byli początkowo przekonani, że ma nastąpić ich wysiedlenie. Z każdego domu wyprowadzano wszystkich mieszkańców, a także dozorców, zgromadzono na dawnym placu Wielopole i stąd grupami zaprowadzono do łaźni, przeważnie do łaźni przy ul. Spokojnej. Oddzielono mężczyzn od kobiet, chorych i kaleki wieziono na wózkach ręcznych i rykszach. Znaczną liczbę zakaźnie chorych odwieziono do szpitala. Wykąpane grupy powróciły o 19.30 i ok. godz. 21 wpuszczono je na Krochmalną i zgromadzono na podwórzach, w sieniach i bramach budynków. 800 osób, których nie zdołano wykąpać 10 cią̨gu dnia, zgromadzono w straszliwych warunkach na placu Wielopole, bez jedzenia i ciepłej odzieży. O godz. 8 wieczorem ludzie ci otrzymali po raz pierwszy posiłek z Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Miano dostarczyć jeszcze 800 porcji, jeżeli znajdą się̨ kotły. Dostarczono również 125 kg chleba. Z domów położonych w pobliżu zebrano talerze i łyżki. Kierujący akcją Oberleutnant żandarmerii zezwolił ludzi przeprowadzić na noc na bazar Janasza, ażeby wydać im zupę i chleb i przetrzymać w zamkniętym terenie. Wskutek złej pogody nie wydano zupy, natomiast dostarczono jeszcze 125 kg chleba, tak że na osobę wypadło 1/4 kg chleba. Na skutek deszczu i braku ciepłego posiłku noc była bardzo ciężka. Martwego 5-letniego chłopca wyjęto z rąk matki, 20-letnią dziewczynę znaleziono martwą pod halą. Kobiety z dziećmi na ręku chodziły całą noc, ponieważ nie można było położyć się na asfalcie. Żandarmi zezwolili opróżnić 10 budek i umieścić tam kobiety z niemowlętami i dziećmi do 2 lat. O godz. 4 rano na rozkaz Oberleutnanta rozpoczęto wydawać zupę. Wskutek niewystarczającej liczby talerzy, brano zupę dosłownie w czapki, chustki, poły płaszczy i marynarek, a nawet w dłonie, ponieważ ludzie przegłodowali 14 godzin. O godz. 6 rano rozdzielono następne porcje zupy, która znajdowała się̨ całą noc pod dozorem żandarmów przy murze przed domem przy ul. Rynkowej 11. Dostarczono tam 50 talerzy, w których wydawano zupę wyłącznie dzieciom. Aby umożliwić jedzenie posiłku dzieciom sprowadzono 10 funkcjonariuszy Polskiej Policji, która rozproszyła tłum usiłujących wyrwać dzieciom jedzenie z rąk. O godz. 6.30 ponownie poprowadzono ludzi grupami z placu Wielopole do łaźni. Z domu przy ul. Rynkowej 3 dostarczono wężem gumowym wodę do picia oraz 30 butelek. Ciała niezidentyfikowanych zmarłych odwieziono. O godz. 8 rano rozpoczęto przygotowanie do wydawania zupy dla zablokowanej ulicy. Wydawanie trwało do godz. 1. Wydano 3000 talonów. Liczba ta była niewystarczająca, ponieważ zablokowana ulica liczy 15- 18 tys., przeważnie biednych ludzi.

Dla przeprowadzenia tak ważnych przedsięwzięć, których wykonanie może być w każdej chwili  nakazem, należy stworzyć specjalną grupę urzędników w celu zapewnienia łączności pomiędzy poszczególnymi wykonawcami technicznymi i organizacjami opieki społecznej. Kierownictwo Wydziału I A [(podpis].” (s.211-212)

 </document>
<document nplp_id="8470" title="RYNKOWA" slug="rynkowa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Nieszczęśliwe wypadki z powodu burzenia […] na Rynkowej, na Granicznej.” (s. 57)
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)

ADRESY:
- Rynkowa 3,   - Rynkowa 5,   - Rynkowa 11</document>
<document nplp_id="8473" title="ELEKTORALNA 11 (mieszkanie Adama Czerniakowa)" slug="elektoralna-11-mieszkanie-adama-czerniakowa">
























Adam Czerniaków

JA, II B

„O 20.30 przyszli do mnie Rozen i Goldfeil. Dali materiał w sprawie obozów. Według zestawienia zginęło w 10 obozach 91 ludzi. Powiadają, że w nocy ma wyruszyć transport 280 ludzi. Panuje wśród nich wzburzenie. Pracownicy Batalionu w stanie nieomal histerii. Bóg wie, jak ta noc przejdzie i co będzie jutro.” (s. 176)

„Wczoraj w nocy czytałem gazetę Rumkowskiego. Trafiłem na orędzie do własnego ludu. Głównie chodzi mu o to, aby lud go nie napastował i nie doręczał na ulicy ofert i próśb. Podaje ulicę i nr, gdzie wisi na to skrzynka. Potem następuje opis, jak zwiedził więzienie, które jest pod jego władzą. Większość uwięzionych to urzędnicy Gminy. (s. 181)

„Po obiedzie praca w domu - przerywana jękami żebraków pod oknem „chleba, chleba! jestem głodny! głodny!” (s. 191)

„Wieczorem w domu rodzaj kabaretu. O mnie powiedziano, że podnoszę wysokie „C” odpowiedzialności, że piszę pracę pod tytułem „Syzyfowe prace” i że mogą mieszkańcy domu odbywać wycieczki do Czerniakowa.” (s. 199)

„Dzisiaj znów rekwizycje mebli Elektoralna 11.” (s. 202)

„Po obiedzie egzekutor skarbowy zrobił zajęcie w mieszkaniu za podatek dochodowy z r. 1938, dawno zapłacony.” (s. 205)

„O g. 8.30 przyjechały 2 auta przed dom na Elektoralnej. Auerswald z gośćmi z Krakowa. Odbyło się coś w rodzaju posiedzenia na ulicy. Pytali o opiekę społeczną etc.” (s. 205)
„Rano Gmina. Potem praca w domu, jak zwykle.” (s. 205)
„Wieczorem odwiedziła żonę niejaka Werflowa, a potem Anka Lewowa. Obie wcieliły niepokój w duszę co do losu dzieci. Lewowa leczy mi zęby i w tej sprawie przyszła. Zauważywszy co zrobiła, zaczęła z kolei uspokajać żonę. Oświadczyła, że i ona jest w tym samym położeniu (naprawdę była w lepszym). Nad ranem zakomunikowano mi, że wyskoczyła z 4-go piętra o 3 nad ranem.” (s. 215)

„Wieczorem w mieszkaniu zgasło światło. Myślałem, ze Dürrfeld wyłączył prąd dla dzielnicy, jak to groził. Na szczęście była to w mieście krótka przerwa.” (s. 220)

„Umarł w naszym domu Belmont.” (s. 222)

„Byli u mnie Hirszhorn, Gawze i Chilinowicz i oświadczyli, że w piśmie wydawanym przez Radę Żydowską będą pracowali.” (s. 222)
„W domu szykują się do przeprowadzki.” (s. 232)
„Rano Gmina. Obejrzałem z Szeryńskim komendę na Chłodnej. Na Chłodnej ustawiają 78 mury. Nie ma dojazdu do Elektoralnej. A na Żelaznej zator. Co jakiś czas policja przepuszcza chmary ludzi. Staram się o to, aby przebić mur od Elektoralnej na okres przeprowadzki, bo inaczej nie wjadą wozy z meblami.” (s. 232)
</document>
<document nplp_id="8491" title="DŁUGA 38/40 (ARBEITSAMT)" slug="dluga-38-40-arbeitsamt">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„O 10 rano do Arbeitsamtu wezwany w sprawie Batalionu. Otrzymali kartotekę Żydów do pracy przymusowej z Krakowa. Twierdzą, że Żydzi zastąpią Niemców i Polaków wziętych do pracy.” [6 VII 1940] (s. 102)
JA, II B
„Odbyło się posiedzenie w Arbeitsamcie u Hoffmana. Kapitan Meissner, szef Lagerschutzu, oświadczył, że powodem nieszczęść w obozach były pogody, niedożywienie poborowych, niewdrożenie ich do ciężkiej pracy, a w części winę ponosi też Lagerschutz. Zgodził się na wyjazd z nim do obozów 2 członków Rady.” (s. 176-177)
 
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Dziś, 13 grudnia [1940], nadeszło pismo z Arbeitsamtu, że fabryki polskie znajdujące się w getcie będą mogły otrzymać ausweisy co najwyżej dla majstrów, reszta zatrudnionych musi być Żydami.” (s. 185)</document>
<document nplp_id="8496" title="PLAC TRZECH KRZYŻY 23" slug="plac-trzech-krzyzy-23">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B

„Firma Juske, pl. [Trzech] Krzyży 23 redukuje ta(lon) na żywność podwójnie w stosunku do ceny kontyngentowego produktu. (s. 179)</document>
<document nplp_id="8498" title="KIBUC GROCHÓW (między ulicą Grochowską a&amp;nbsp;Ostrobramską, od&amp;nbsp;wysokości ul.&amp;nbsp;Witolińskiej mniej więcej do&amp;nbsp;ul.&amp;nbsp;Jubilerskiej)" slug="kibuc-grochow-miedzy-ulica-grochowska-a-ostrobramska-od-wysokosci-ul-witolinskiej-mniej-wiecej-do-ul-jubilerskiej">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Chalucowie z fermy w Grochowie przynieśli mi w darze pierwsze zbiory (rabarbar i szparagi).” [8 V 1940] (s. 88)

„Zwiedziłem fermę w Grochowie. Młodzież pracuje. Przygodny mieszkaniec nie chce opuścić jednego z lokali. Okoliczne męty kradną. Rabarbar też kradnie nicpoń w czapce studenckiej. Goście na fermie mówią chalucom o Rotszyldach.” [11 V 1940] (s. 88)
„O 12 do Grochowa - pokaz nowej stajni. Mają 2 konie i pożyczoną krowę. Bollenbach był u nich kilka razy i się w tej robocie zakochał. Twierdzi, że rzuci wszystko i przeniesie się do nich. Obiecał, że dostarczy im krów, nakazując dostawę... mnie. Wyraziłem wdzięczność gospodarzom, że dali mi możność odbycia podróży z Egiptu do Palestyny. Dano nam kanapki i barszcz z kartoflami. Rekwizytor mebli u znajomych powiedział, że żałuje, iż nie ma encyklopedii (Meyers Lexikon). Otrzymałem w podarunku dla Gminy antyczne krzesło z napisem „nec temere nec timide” [bez obawy i trwogi].” [24 VIII 1940] (s. 116)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dwudziesty piąty sierpnia [1940]. Dwie odmiany. Barbal [Heinrich Bollenbach, referent ds. Rolnictwa w Urzędzie Szefa Dystryktu Warszawskiego] stał się w Wiedniu antysemitą, bo kupił na raty u fabrykanta żydowskiego dwa projekcyjne aparaty filmowe (dla kin ruchomych) i stracił je, gdyż podczas kryzysu w roku 1923 nie był w stanie zapłacić za nie rat. Bardzo głodował. Chleb chował wysoko na szafie. Jeden z chłopców w jakiś niezwykły sposób wdrapywał się na szafę i zabrał chleb. Nie może tego Żydom zapomnieć. Wówczas wstąpił do partii [NSDAP]. Teraz zapoznał się z fermą na Grochowie, mógł tam poznać Żydów. Pełen zachwytu dla ich pracy. Tam czuje się dobrze. Tam jest jedyne miejsce, gdzie jest mu przyjemnie. Tam zna wszystkich z imienia.” (s. 117)
„Schremp [Kurt Schrempf] przybył na Grochów. Jedzie in oddzielnie, a doktor żydowski, który mu towarzyszy, jedzie osobno. [Schrempf] nie rozmawia z Żydami, pokazuje tylko palcem, żeby podnieśli garnek i pokazali, czy jego dno jest czyste.” (s. 117)
„Sprawiedliwy spośród nie-Żydów zwymyślał komendanta policji polskiej na Grochowie za osadzenie w więzieniu chaluców. Uczynił go osobiście odpowiedzialnym za wszystkie rzeczy. Sprowadził dla nich krowę holenderską. Wielki sentyment dla Żydów pracujących na roli.” (s. 174)


&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8501" title="KROCHMALNA 14/16/18" slug="krochmalna-14-16-18">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, II B
„Przed domem Krochmalna 16 zatrzymał mnie dowódca wojskowej kolumny sanitarnej i wskazał na leżącego trupa dziecka, który był w zupełnym rozkładzie. Według wiadomości zaciągniętych na miejscu, zwłoki zostały podrzucone w dniu wczorajszym rano już w stanie rozkładu. Z przeprowadzonego dochodzenia ustalono, że dziecko zostało podrzucone przez matkę Borensztajn Chudesę, zamieszkałą Krochmalna 14, m 67, a dziecku na imię Moszek, lat 6. W tymże mieszkaniu zastano jeszcze niesztywne zwłoki Ruda Małka lat 43, a na dziedzińcu tegoż domu zwłoki Gersztenzang Chindla, pochodzące z mieszkania nr 66. Kolumna sanitarna zatrzymała przejeżdżający wózek pogrzebowy T-wa „Wieczność” i poleciła zabrać znalezione zwłoki. Jednocześnie poleciła wydać odnośne zaświadczenie pracownikom biura pogrzebowego z podaniem nazwisk trupów. Kolumna sanitarna dokonała przeglądu powierzchownego domów Krochmalna 18, Krochmalna 16 i 14. Wszędzie stwierdziła stan antysanitarny w najwyższym stopniu. W domu Krochmalna 18 (dom aryjski - administrator Krzyżanowski) ubikacja publiczna niedezynfekowana, a zaduch tak wielki, ze kolumna wzdragała się tam wejść. Brak lizolu, wapna itp. Kolumna poleciła zawiadomić I rejon i polecić usunięcie stanu antysanitarnego powyższych domów, grożąc, że zamkną całą Krochmalną ulicę na 14 dni. Dodaje, że w obecności szefa kolumny sanitarnej matka dziecka Borensztajn Chudesa zeznała, ze dlatego podrzuciła zwłoki na ulicę, gdyż Gmina nie chce chować bez pieniędzy, a dziecko zmarło i ona umrze niedługo właśnie dlatego, że nie ma pieniędzy. Stwierdzono, ze dziecko zmarło rzeczywiście z głodu, a matka ma popuchnięte kończyny także z głodu.” (s. 202)
Za zgodność: RL. Kierownik Inspekcji (-) Zylbersztajn Seweryn Obwodowy S.P.

[Dokument wklejony do Notatnika.]</document>
<document nplp_id="8503" title="RYMARSKA 12 (&amp;#8222;Melody Palace&amp;#8221;)" slug="rymarska-12-melody-palace">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B

„W „Melody Palace” odbył się koncert na rzecz Miesiąca Dziecka. Przemawiałem. Również przemawiała Niunia. Po jej przemówieniu różni ofiarodawcy dali kilka tysięcy złotych.” (s. 225)</document>
<document nplp_id="8512" title="ŚWIĘTOKRZYSKA 25" slug="swietokrzyska-25">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Rano na 9-tą do SKSS.” [12 IV 1940] (s. 83)</document>
<document nplp_id="8515" title="GĘSIA 7" slug="gesia-7">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„W Gminie delegacja - zaaresztowano wszystkich mężczyzn od 18 do 50 lat z ulicy Gęsiej 7 i 10. Gestapo miało otworzyć pomieszczenie Muzeum, lecz nie otworzyło.” [28 V 1940] (s. 93)

JA/ONI, I

„Do Gestapo zawiozłem kontrybucję 4000 zł od mieszkańców Gęsiej 7 i 10 dla pobitego Volksdeutscha.” [29 V 1940] (s. 93)</document>
<document nplp_id="8518" title="DANIŁOWICZOWSKA" slug="danilowiczowska">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Jednego z kolegów zaczepił na Daniłowiczowskiej jakiś Polak i pod pozorem, że opaskę przykryto płaszczem, zrewidował i zaprowadził do Uniwersytetu. Targ: 20 zł, 100 zł, 200 zł. W końcu rzucił okiem na zegarek na ręku (wartości przedwojennej 15 zł) i zapytał ile wart - 300 zł - „Daj Pan zegarek” i zwolnił.” [18 VI 1940] (s. 97)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Daniłowiczowska 3,   - Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny Warszawy, tzw. centralniak),
TRASY:
- Trasa: Świętojerska - Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny Warszawy) - Gęsia 22/24 (więzienie "Gęsiówka"),   – Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) – Daniłowiczowska 7 (Areszt Centralny) – Senatorska 22 (Bank Dyskontowy) – Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska),</document>
<document nplp_id="8520" title="DYNASY (poza gettem)" slug="dynasy">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Wezwany na 6.30 do SS. Zaaresztowano 6 fałszerzy pieczątek Batalionu. 5-ciu z 7 V 40 to Żydzi, co pono przekupili łapiącego do robót na Dynasach. Dostali 15 batów i miesiąc pracy przymusowej.” [8 V 1940] (s. 87-88)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabawa na Dynasach podczas pracy. Każą jednemu bić drugiego kaloszami. Żyd w tefilin musiał cały dzień pracować w tefilin szel rosz. Kazano rabinowi strzelać do siebie. Jedna grupa musi boksować się z drugą. Zabierają palta, aby ludzie przyszli do pracy następnego dnia. W wyniku tych ‘igraszek’ byli ranni. Biorą także chrześcijan do robót.” (s. 67)
„Piętnasty lutego [1940]. Dynasy stały się postrachem Warszawy. Łapią Żydów prywatnymi samochodami na ulicach. Podczas jednogodzinnej przerwy obiadowej zabierają palta. Wielu ludzi pozostawia palta, futra, byle tylko uwolnić się od tych cierpień. Przed tygodniem złapali do pracy panią Baltaj, kazano jej włożyć mokre majtki, którymi myła podłogę, dostała zapalenia płuc i umarła.” (s. 68)
„Dziś, szóstego marca [1940], słyszałem następującą historię: do robót na Dynasach wzięto pana Welwele [?]. ‚Du bist kein Mensch, du bist kein Tier, du bist Jude‘. Bili za to, że kazali mu wyrzucić wieczne pióro, następnie zabrali je, ale jemu kazali je szukać. Leżał kilka tygodni w łóżku.” (s. 74)
„Słyszałem, że do Gminy Żydowskiej przyszli dwaj Żydzi i pokazali brązowe i niebieskie siniaki na ciele, pobito ich w czasie pracy na Dynasach.” (s. 113)
„1500 za zaniechanie bicia na Dynasach." (s. 115)
„Słyszałem o osławionym Schultzu z Dynasów. Kazał pewnemu Żydowi wybrać sobie jedną z zawieszonych tam pałek, a następnie okładał go, ale grubszą pałką. Czyści się tam samochody i wozi benzynę. Jedzie on [Schultz] otwartym autem i łapie dwóch Żydów, każdego z nich ‘częstuje’ pałką. Gdy Gmina Żydowska zaproponowała, że dostarczy mu codziennie ludzi, odpowiedział, iż nie podobają mu się obdarci, poszuka sobie właśnie dobrze ubranych. Ponadto nie może sobie odmówić przyjemności łapania Żydów.” (s. 119)
„Osławiony Schultz z Dynasów łapie do roboty zwłaszcza dobrze ubranych Żydów. Nie chce zawszonych. Nie honoruje żadnych zaświadczeń i poluje w szczególności na takich z zaświadczeniami. Przechwalał się, że prezes Gminy Żydowskiej będzie jeszcze u niego pracował. Żydom pracującym u niego każe kupować sobie różne rzeczy, za które nie płaci.” (s. 121)
„Dochody Niemca z Dynasów polegają na tym, że Żydzi złapani do robót muszą mu dawać prezenty, garnitury i inne przedmioty. Ma z tego całkiem spore dochody.” (s. 153)
„Rozmowa z Niemcem z Dynasów: wie, że Żydzi są nieszczęśliwym narodem, i współczuje im. W Anglii i Ameryce bywają też źli Żydzi, ale arcykapłan [Hitler] wie, co robi. Zna on Żydów w Niemczech, porządnych, dobrych ludzi, nic do nich nie ma. Podobna rozmowa: Macie szczęście, że jesteśmy kulturalnym narodem, inaczej byłoby bardzo źle z Żydami, jeśli się zważy nasz stosunek do was. Jak tylko zobaczył innego wojskowego, od razu sobie poszedł.” (s. 153)
„Każda instytucja niemiecka posiada swoich Żydów, których dobrze traktuje, podczas gdy innych – źle. Na Dynasach np. jest ktoś, kogo nazywają tam ‘Mozesem’; udaje mu się zwolnić od roboty niejednego Żyda.” (s. 159)
</document>
<document nplp_id="8522" title="DWORZEC WSCHODNI" slug="dworzec-wschodni">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Skierowałem ludzi na Dworzec Wschodni.” [20 II 1940] (s. 68)
ONI, II D
„Wczoraj koło Dworca Wschodniego robotnicy Żydzi z placówki pobili się z polskimi kolejarzami. W wyniku jeden polski robotnik zabity, 2 żydowscy robotnicy ukamienowani, wielu Żydów poranionych.” (s. 292)
JA, II D
„W sprawie zatargu robotników koło Dworca Wschodniego złożyłem mu protokół, inaczej oświetlający to zajście. Również Brandtowi przedstawiłem sprawę ew[entualnej] egzekucji. Nie obiecał mi pomocy. Rozmawiałem z jego szefem Boehmem w sprawie Szeryńskiego. Obiecał, że wniesie podanie o ułaskawienie.” (s. 294)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Masakra da Dworcu Wschodnim. Przyczyna nieznana.” (s. 12)
„Piętnaście tysięcy wywieziono z Suwałk. 800 Żydów z Serocka […]. Dzisiaj byłem na praskim dworcu kolejowym. Nie udało mi się do nich przedostać. Wywieziono do Łukowa.” (s. 14)
</document>
<document nplp_id="8523" title="Róg ulic PROSTA/WALICÓW" slug="rog-prosta-walicow">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Kłopoty gimnazjum Zjednoczenia Kupców. Jako że w Zjednoczeniu [są] chrześcijanie, to muszą wywiesić gwiazdę Dawida. Trzeba więc oddzielić gimnazjum od Zjednoczenia Kupców.” (s. 12)
</document>
<document nplp_id="8526" title="KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 26/28 [Uniwersytet Warszawski]" slug="krakowskie-przedmiescie-26-28-uniwersytet-warszawski">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wywieziono Bibliotekę Uniwersytecką. Zamierzają wywieźć Archiwum Główne [Akt Danych]. Nadzieja, że wrócą one wraz z wyzwoleniem.” (s. 13)
„Na uniwersytecie spaliły się wszystkie rękopisy Centnerszwera, były to ciekawe materiały,” (s. 77)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I
„W pierwszych dniach października wybrałyśmy się z paroma koleżankami do dziekanatu. Tam dowiedziałyśmy się dwóch rzeczy. Po pierwsze – że sekretarka dziekanatu, wyskakując przez okno z pierwszego piętra płonącego budynku uniwersyteckiego, uratowała listę studentów VI roku – p otrzymaliśmy świadectwa absolutorium. Darowano nam ten jeden miesiąc nieodrobionych ćwiczeń. Od komisarycznego dziekana zaś – „naszego" profesora Laubera – dowiedzieliśmy się, że „co dla was okupant, to dla mnie ojczyzna" i „nie myśleć o zdawaniu egzaminów – nam lekarze polscy, a już na pewno żydowscy, potrzebni nie będą". – Z tym wyszłyśmy.” (s. 20-21)
JA/ONI, I
„W dziekanacie spotkała się spora grupa kolegów Polaków i Żydów. Umówiliśmy się na spotkanie za 2 dni. Na tym spotkaniu postanowiliśmy, że jedynym wyjściem jest wyjazd do Lwowa, gdzie „podobno" jest czynny uniwersytet Jana Kazimierza i można będzie kończyć studia.” (s. 21)
</document>
<document nplp_id="8527" title="NOWY ŚWIAT 69" slug="nowy-swiat-69">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Szczegóły o zabójstwie 30-letniego robotnika z Batalionu Pracy. Wszedł przez okno do gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na Nowym Świecie, miał później, jak pozostali koledzy, ładować meble dla Alei Szucha. Strażnik […] kazał mu [?] wykopać dół […] a kolegom rozkazał [trupa] zakopać. Strażnik wygłosił przemówienie, przełożone na polski, że został zastrzelony za staranną [?] pracę.” (s. 15)</document>
<document nplp_id="8528" title="ALEJA SZUCHA" slug="aleja-schucha">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Szczegóły o zabójstwie 30-letniego robotnika z Batalionu Pracy. Wszedł przez okno do gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na Nowym Świecie, miał później, jak pozostali koledzy, ładować meble dla Alei Szucha. Strażnik […] kazał mu [?] wykopać dół […] a kolegom rozkazał [trupa] zakopać. Strażnik wygłosił przemówienie, przełożone na polski, że został zastrzelony za staranną [?] pracę.” (s. 15)

ADRESY:
- Aleja Szucha 23,    - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),

TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla,   - Trasa: Aleja Szucha 25 - Plac Trzech Krzyży,   - Trasa: Belwederska - Aleje Ujazdowskie - Aleja Szucha 25,  - Trasa: Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),    - Trasa: Klonowa - Krakowskie Przedmiescie1 - Aleja Szucha 23 - Aleje Ujazdowskie 7-9,  - Trasa: Nowy Świat - Aleja Szucha 25,  - Trasa: Pawiak (Dzielna 24/26) - Karmelicka - Aleja Szucha 25,    - Trasa: Żelazna 103 (siedziba SS) - Grzybowska 26/28 (Gmina Żydowska) - Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),</document>
<document nplp_id="8529" title="REMBERTÓW" slug="rembertow">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Rembertów. 40000 kontrybucji. 50 ludzi pracuje za 10 zł dziennie. Na początku przeznaczono na osobę […].” (s. 19)
„Słyszałem, że pewna część Żydów z przedmieścia praskiego przenosi się do sąsiednich miasteczek: Rembertowa i innych.” (s. 155)


Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A

„W kuchni pracowało od ośmiu do dwunastu kobiet. Była wśród nich nauczycielka, nazwiskiem Kalkstein, i wysmukła przystojna córka radcy Jaszuńskiego, kierownika poczty. Pracowała także kobieta, która uciekła z placówki w Rembertowie, i siedemnastoletnia dziewczyna z Krasnegostawu.” (s. 184)
</document>
<document nplp_id="8530" title="SZYMANÓW" slug="szymanow">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Szymanowie obok Warszawy (niedaleko Niepokalanowa), w klasztorze, znajduje się podobno 2000 Żydów-uchodźców.” (s. 21)
</document>
<document nplp_id="8532" title="RYNKOWA 5" slug="rynkowa-5">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Okropne warunki mieszkaniowe uchodźców na Rynkowej 5, nie sposób oddychać. Ciasnota, brud." (s. 21)
</document>
<document nplp_id="8533" title="GRZYBOWSKA [48, 46, 20, 16]" slug="grzybowska-48-46-20-16">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Odwiedziłem dziś punkty dla uchodźców na Grzybowskiej, Granicznej, w sztyblach. Przychodzą tam modlić się i przynoszą brud." (s. 21).
</document>
<document nplp_id="8534" title="GRANICZNA [12, 10]" slug="graniczna-12-10">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Odwiedziłem dziś punkty dla uchodźców na Grzybowskiej, Granicznej, w sztyblach. Przychodzą tam modlić się i przynoszą brud.” (s. 21)</document>
<document nplp_id="8537" title="ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE" slug="lazienki-krolewskie-2">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I

„Pomnik Szopena już nie egzystuje.” [1 VI 1940] (s. 94)</document>
<document nplp_id="8539" title="SIENNA 69" slug="sienna-69">
Adam Czerniaków
ONI, I

„1. Cajtlin Taubai   Sienna 69.” [19 VII 1940] (s. 105)

</document>
<document nplp_id="8541" title="MACKIEWICZA 3, m. 6" slug="mackiewicza-3-m-6">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I

„9.Małamud Efroimks   Mackiewicza 3 m. 6" [19 VII 1940] (s. 106)</document>
<document nplp_id="8543" title="CHMIELNA 49/19" slug="chmielna-49-19">


Adam Czerniaków
ONI, I

„4. Goldfeil Norbert    Chmielna 49/19” [19 VII 1940] (s. 105)</document>
<document nplp_id="8545" title="OKRĄG 3.b/7" slug="okrag-3-b-7">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„2.First Izrael     Okrąg 3-b/7” [19 VII 1940] (s. 105)</document>
<document nplp_id="8546" title="CEGLANA 17" slug="ceglana-17">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„3. Fliderbaum Ignacy     Ceglana 17” [19 VII 1940] (s. 105)</document>
<document nplp_id="8555" title="SIENNA 44" slug="sienna-44">
Adam Czerniaków
ONI, I

„5.Horensztejn Szmul    Sienna 44” [19 VII 1940] (s. 105)

</document>
<document nplp_id="8557" title="SOSNOWA 8" slug="sosnowa-8">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„13.Syrkis Dacha   Sosnowa 8” [19 VII 1940] (s. 106)</document>
<document nplp_id="8564" title="MIŁA 45, m. 13" slug="mila-45-m-13">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„7.Halber Maurycy Miła 45/13″ [19 VII 1940] (s. 105)</document>
<document nplp_id="8566" title="WSPÓLNA 5" slug="wspolna-5">
Adam Czerniaków
ONI, I

„8. Lustberg Mieczysław    Wspólna 5” [19 VII 1940] (s. 106)

</document>
<document nplp_id="8570" title="LUBECKIEGO 3, m. 6" slug="lubeckiego-3-m-6">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„11. Popower Izrael    Lubeckiego 3/6” [19 VII 1940] (s. 106)</document>
<document nplp_id="8572" title="GRZYBOWSKA 30" slug="grzybowska-30">
Adam Czerniaków
ONI, I

„6.Hasensprung Józef Grzybowska 30 (...)

Hasensprung, Grzybowska 30/19” [19 VII 1940] (s. 105 - 106)

</document>
<document nplp_id="8573" title="GRZYBOWSKA 22" slug="grzybowska-22">
Adam Czerniaków
ONI, I

„12. Seidman Hilel      Grzybowska 22” [19 VII 1940] (s. 106)

</document>
<document nplp_id="8577" title="DZIELNA 15" slug="dzielna-15">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Byli właściciele domów przyjmują na administratorów [2] Aryjczyków (Klein, Dzielna 15)." (s. 23)
</document>
<document nplp_id="8578" title="KOSZYKOWA 26/28 [Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy]" slug="koszykowa-26-28-biblioteka-publiczna-m-st-warszawy">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Biblioteki wystawiają na zewnątrz zeszyty, ołówki, żeby uchodzić za księgarnie. W Bibliotece Bachula jest już indeks: obaj Mannowie, Zweig, Na tropach Smętka, Jalu Kurek, Malraux.” (s. 23)
„Siódmy lutego [1940]. Wstęp na plac Krasińskich, na pewno na odcinku, obok Sądów, jest Żydom wzbroniony. Żydom nie wolno chodzić do Biblioteki Publicznej, wybudowanej przez żydowskich filantropów.” (s. 65)
</document>
<document nplp_id="8580" title="PLAC KRASIŃSKICH" slug="plac-krasinskich-2">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Siódmy lutego [1940]. Wstęp na plac Krasińskich, na pewno na odcinku, obok Sądów, jest Żydom wzbroniony. Żydom nie wolno chodzić do Biblioteki Publicznej, wybudowanej przez żydowskich filantropów.” (t. 29: s. 65)
ONI, II - IV

„Królem przewodników w kanałach był Szemrany Maniek, który na plecach swych przeniósł niejedną osobę z getta. Miał on na swe usługi policję mundurową na placu Krasińskich, gdzie znajdował się wylot kanału.” (t. 29a: s. 52)

ONI, V

„Żydowscy bojowcy przenieśli walkę na teren aryjski. Kierownik grupy bojowej na ulicy Świętojerskiej wygłosił na murze gettowym przemówienie do ludności polskiej, wzywając ją do współdziałania. Piękne to przemówienie – według relacji naocznego świadka – zakończył okrzykiem: „Niech żyje Polska!”. Nocą przebijali się bojowcy z rewolwerami w ręku przez mury, zabijali strażników ukraińskich czy szaulisów litewskich i chronili się na aryjską stronę. Dochodziło niejednokrotnie do walki na sąsiadujących z gettem placach z Niemcami, czy nawet z policją granatową. Takie wypady „piątek” bojowych przez mury albo przez przejścia podziemne odbywały się na placu Żelaznej Bramy, na placu Krasińskich, na placu Teatralnym, na placu Muranowskim itd. Na placu Teatralnym granatowa policja przyłapała kilku bojowców, którzy rzucili granat i próbowali zbiec. Złapano ich i rozstrzelano w jednym ze zniszczonych domów przy ul. Królewskiej.” (t. 29a: s. 90)

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, V (19 IV1943)
„Ludzie mówili: „Zaczęło się".
Więc poszłam na górę i powiedziałam to Heli [Helena Keilson – dop. AKR], a ona tak jakby zapadła się w sobie. Miała szarą twarz. Ale ja jej nie pocieszałam.
- Wychodzę - powiedziałam.
A ona powiedziała „Idź” – i nic więcej.
Ubrałam się starannie. Włożyłam tę najlepszą garsonkę, uczesałam się, upudrowałam, umalowałam usta. Jeszcze przed wyjściem popatrzyłam w lustro. Wszystko w porządku. Zwykła twarz.
U ulicznej kwiaciarki kupiłam pęk kaczeńców. Taki duży. Trzymałam te kwiaty w obu rękach i mogłam w nich zanurzyć twarz. Że to radość wiosna. Wielki Tydzień. Poniedziałek.
I poszłam. Na plac Krasińskich. Najbliżej domu. Same mnie nogi poniosły tam, pod mur.” (s. 151)
JA, V (19 IV 1943)
„Studnia tam stała. Stoi do dziś. Taka „gruba Kaśka”, pękata pompa uliczna z dawnych czasów.
Przy tej studni w dzieciństwie obmywałam oczy z łez i nogi z krwi po upadkach na ulicy lub w ogrodzie.
Ale dziś nie miałam łez do obmywania. Tylko stanęłam i oparłam się o tę studnię mego dzieciństwa.
A obok na placu od kilku dni stała karuzela. Czynna. Na tej karuzeli siedziały dzieci i karuzela się kręciła i słyszałam jakąś muzyczkę. A może mi się zdawało? Dzieci się śmiały i ludzie przechodząc uśmiechali się. A tam za murem słychać było strzały.
Słychać było strzały, a dzieci się śmiały. I ja stałam z tymi kaczeńcami i uśmiechałam się. Jak wszyscy. Ludzie mówili potem, że wisiały chorągwie, ale ja ich nie widziałam. Nic nie widziałam, chociaż naprawdę nie miałam ani jednej łzy. Choćbym mogła i chciała, to bym nie płakała, bo było tak, jakby wszystkie łzy, które miałam kiedykolwiek, już dawno, może przed laty? – wyschły.
To nie było do płaczu. Tylko nogi miałam jakieś drewniane, ciężkie i może bym gdzieś usiadła, gdyby było gdzie. Ale nie było.” (s. 152)
JA, V
„Nie, nie chodziłam co dzień na plac Krasińskich.” (s. 155)
JA/ONI, V
„W Warszawie, na placu Krasińskich, za murami płonącego getta w ową straszną Wielkanoc 1943 r. kręciła się karuzela i grała skoczna muzyczka. I ludzie się bawili. […] Stałam przy tej karuzeli, patrzyłam na to, co za murami, i na tych na karuzeli. Ja też się uśmiechałam. Tylko już nigdy nie chcę takiego uśmiechu.
Ktoś mnie zapytał: - Jaka była reakcja tych ludzi na placu Krasińskich? – I jeszcze: - Co tam było widać? - Ja przecież nie wiem. Miałam oczy suche, ale ślepe. Widziałam, jak płonął mój dom – zaraz za murem, ale nie było to pierwszego dnia.
Słyszałam strzały, detonacje – gdzie? kiedy? Tam czy za murami na Muranowskiej? To wszystko jest jak jeden dzień i jeden obraz, i jeden straszliwy huk walących się w płomieniach domów, i strzałów – jeden obraz piekła.
Wiem tylko - ludzie potem mówili - że były dwa sztandary – biało-czerwony i ten z gwiazdą Dawida. I napis: „Za Waszą i naszą wolność", ale ja tego nie widziałam.
A ludzie? Tam, na placu Krasińskich, i na ulicach w ogóle? Dla mnie wszyscy mieli jedną twarz – pustą. Bo to było daleko. Za murem. To ich po prostu nie dotyczyło. Tak jak nas tak naprawdę nie dotyczą ginące z głodu dzieci Biafry czy w Indiach.
Pamiętam tylko śmiech dzieci. One się bawiły i kręciły na karuzeli. I muzyczka grała.” (s. 265-266)
JA, VI B
„29 sierpnia Wik-Sławski odprowadził nas – Alę i mnie – do włazu kanału na placu Krasińskich.” (s. 273)



Ita Dimant
ONI, I

[29 września 1939] „29 września Niemcy zajęli Warszawę. Z rodziny nikt nie zginał. Ale jakie nas czeka życie, wiedzieliśmy od pierwszego dnia (tego tylko nie wiedzieliśmy, że i jaka czeka nas śmierć). Weszli z muzyką (megafon radiowy na wozie) i pierwszego zaraz dnia na Bonifraterskiej i Placu Krasińskich rozdzielali chleb pchającym się wokół nich ludziom. Żydów w kolejce też nie brakło, choć było ich mało. Bardziej się tych rozdzielających chleb bali. Ale wielu z nich, gdy tylko zostali rozpoznani przez Polaka, obok stojącego, zostało wskazanych Niemcowi pilnującemu porządku i wyrzuconych z kolejki.” (s. 8)

&amp;nbsp;

ADRESY:
- Plac Krasińskich/Miodowa,  - Plac Krasińskich/Świętojerska,</document>
<document nplp_id="8581" title="LEGIONOWO" slug="legionowo">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Legionowie są uchodźcy z Nowego Dworu [Mazowieckiego?]. Zjedli wszystko […], nic nie pozostało [?] na przyjęcie dla Niemców [?].” (s. 27)

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień – zima 1942)
„Na parterze, na naszej klatce schodowej, mieszkała stara, samotna kobieta. Straciła wszystkie dzieci, pozostała sama. Przygarnęła piętnastoletnią dziewczynkę z Legionowa. Nazywała ją Blumcia. Była jasnowłosa i niebieskooka. Podczas likwidacji getta legionowskiego udało jej się uciec i ukryć w pewnym domu. Polka, która tam mieszkała, trzymała ją u siebie przez kilka miesięcy. Wiedziała, że jest Żydówką. Mąż jej także wiedział. Obchodzili się z nią dobrze.
„Mówiła na mnie Wandzia – opowiadała Blumcia. - A jeżeli ktoś przychodził, musiałam iść do ostatniego pokoju i siedzieć cicho".
,,A co robiłaś u tej pani?"
,,Robiłam swetry na drutach i pomagałam w gospodarstwie".
,,A dlaczego nie zostałaś dłużej?"
,,Bo mówiła, że nie ma mnie czym karmić".” (s. 170-171)
</document>
<document nplp_id="8582" title="WŁOCHY (dzisiejsza dzielnica Warszawy)" slug="wlochy-dzisiejsza-dzielnica-warszawy">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W czysto polskich Włochach biją chłopca, który wołał: ‘Jude’.” (s. 28)
</document>
<document nplp_id="8585" title="KRÓLEWSKA-KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE [TRASA]" slug="krolewska-krakowskie-przedmiescie-trasa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ludzie nie milczą. Gdy przychodzą plądrować, wychodzi się tylnymi drzwiami i wzywa się policję, otwiera się okno i podnosi krzyk, płacz i lament; zmusili do pozostawienia paczek i ucieczki. Chociaż policjantom nie wolno przychodzić do sklepów, a jednak [?]. Widok kobiety, która […] szła za dwiema Niemkami, 2 policjantów od Królewskiej do Krakowskiego Przedmieścia przechodzili Niemcy, nikt nie słyszał, krzyk: ‘Jestem wdową, to jest mój chleb [?]’. Dają wielu poniżonym ceny poniżej kosztów. Powitanie tych, którzy przychodzą ze skargą. Obrażacie nasz naród [?]. To mówią na każdym kroku.” (30)
</document>
<document nplp_id="8589" title="WAWER (poza gettem)" slug="wawer-poza-gettem">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I
„Tragedia w Wawrze.” [28 XII 1939] (s. 57)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Wawrze rozstrzelano 140, inni mówią 160 ludzi, wśród nich 40 (inni mówią 8) Żydów, za zabicie 2 niemieckich żołnierzy, którzy o 4 nad ranem wyszli na posterunek, a potem znaleziono ich martwych. Żydów, których rozstrzelano, złapano z […] w Międzylesiu itd. Mówią, że z co szóstej willi zabrano właściciela.” (s. 39)
„Zabójstwo w Wawrze miało miejsce w restauracji. […] bandyci, którzy zabili, ci sami tam polskiego policjanta. Właściciel restauracji wisi do dnia dzisiejszego (31 [?] grudnia) przy swej restauracji. Na […] o powodach powieszenia. Zabici [2] […] broni maszynowej, inni mówią, że reflektorem oświetlano osobno każdego skazanego. Powiadają, że jest 120 rozstrzelanych, w tym 12 Żydów.” (s. 39)
„Incydent w Wawrze został w pewnej mierze wyjaśniony. Było tak: w restauracji siedział polski bandyta ze swoimi znajomymi. Weszli dwaj żandarmi niemieccy (jeden wachmistrz) i zaczęli wrzeszczeć na Polaków. Tamci wydobyli rewolwery (właściwie jeden [z nich]) i zastrzelili Niemców. Wśród zastrzelonych znajdują się ci bandyci. Ale nadal żąda się wydania zabójcy. Właściciela restauracji kazano ekshumować i powiesić. Ma wisieć 7 dni.” (s. 42)
„W Wawrze opowiadają, że przy kolejce zatrzymano wszystkich i oglądano ich oficerki. Tych, którzy mieli zabłocone buty, rozstrzelano, gdyż w miejscu, gdzie popełniono mord, było błoto.” (s. 47)
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Wawer: między Spiżową a Błękitną,</document>
<document nplp_id="8590" title="TOWAROWA" slug="towarowa">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Panika, jaka była w piątek, 30 grudnia [1939], była – jak powiadają – bezpodstawna. Nie zabito żadnego Niemca. Mówi się, że to sprawka złodziei. Inni mówią, że na Towarowej doszło wieczorem do bójki z żołnierzem niemieckim, który zemdlał.” (s. 42)</document>
<document nplp_id="8680" title="Róg ulic SIENNA/WIELKA" slug="rog-ulic-sienna-wielka">
Henryk Makower
JA, II/IV 
„Sienna. Ulica ludzi bogatych, ładna, czysta i spokojna. Wielkie fale ruchu gettowego tu już nie dochodziły. […] Na zniszczonym przez bomby rogu Wielkiej zimą można było jeździć nawet na sankach.” (s. 177)
</document>
<document nplp_id="8687" title="GĘSIA – OKOPOWA – CMENTARZ [TRASA]" slug="gesia-okopowa-cmentarz-trasa">Henryk Makower
ONI, II
„Cmentarz na Okopowej. […] Droga na cmentarz dla zmarłych jest z pewnością rzeczą obojętną. Jednak nie dla ich bliskich, jeszcze pozostałych przy życiu. Początkowo szła ona długim, ale wygodnym szlakiem - przez Gęsią aż do Okopowej. Niewielka, przylegająca do cmentarza część tej ulicy należała do getta.[…] Wszystko się zmieniło, gdy wraz z redukcją powierzchni getta odpadła Okopowa. Wacha stanęła przy samym wylocie Gęsiej. Cmentarz znalazł się już po drugiej stronie. Żeby się doń przedostać, jeśli się nie było nieboszczykiem, trzeba było mieć przepustkę.” (s. 181)</document>
<document nplp_id="8689" title="WOŁYŃSKA 3" slug="wolynska-3">

&amp;nbsp;
Henryk Makower
JA, III A
„W nocy, w sobotę z 5 na 6 września 1942 spaliśmy z Emą na Dzielnej. W czasie najmocniejszego snu około 2 rozległy się gwizdy na podwórzu. Czyżby jakaś nadzwyczajna zbiórka o tej porze? Po chwili nasz niepokój przybrał kształty konkretne. Marceli Czapliński głosem zmęczonym ale wyraźnym oznajmił, że z polecenia władz wszyscy mieszkańcy getta powinni się znaleźć do jutra do godziny 10.00 na przestrzeni ograniczonej ulicami Gęsią, Zamenhofa, Smoczą, placem Parysowskim. Należy ze sobą zabrać niezbędne rzeczy i jedzenie na 2 dni. Dla SP przydzielono tam dom przy ul. Wołyńskiej, po stronie nieparzystej.” (s. 118)</document>
<document nplp_id="8693" title="MIĘDZYLESIE (poza Warszawą)" slug="miedzylesie-poza-warszawa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Wawrze rozstrzelano 140, inni mówią 160 ludzi, wśród nich 40 (inni mówią 8) Żydów, za zabicie 2 niemieckich żołnierzy, którzy o 4 nad ranem wyszli na posterunek, a potem znaleziono ich martwych. Żydów, których rozstrzelano, złapano z […] w Międzylesiu itd. Mówią, że z co szóstej willi zabrano właściciela.” (s. 39)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„„Międzylesie” to było to mieszkanie, które wynajęłyśmy wtedy, kiedy spaliła się kawiarenka na Miodowej 22 kwietnia 1943 r. Pokój z kuchnią i dużą werandą, na której też można było nocować. Z oddzielnym wejściem, nie przez mieszkanie gospodarzy. Więc przydatne dla nas i dla częstych gości. Bo i tam przyjeżdżali do nas ludzie. Przede wszystkim najbliżsi. Więc Zosia [Renia Frydman – dop. AKR] z Alą [Alina Margolis – dop. AKR], które były ze mną na Miodowej przez ostatnie dwa miesiące przed powstaniem warszawskim. I tam, i na Miodowej, częstym gościem był Celek, który tak jakoś ciągle „palił się", to znaczy musiał zmieniać miejsce pobytu. Bywali też przypadkowi, którzy trafiali przygnani potrzebą. Właściwie ten adres powinien był być ściśle zakonspirowany – ale nie był.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 189-190)

„Wyszłyśmy z Marysią [Bronka Feinmesser – dop. AKR] rano do pociągu, jak zwykle w ostatniej chwili i z krzaków przed domem wyszła cała rodzina, pięć osób. Babcia, rodzice i dwoje dzieci. Byli zamelinowani w jakimś schronie w Warszawie. Przyszli do nich szmalcownicy, ale wykupili się i wyszli z mieszkania. Nie wiem, skąd mieli ten adres, ale przyjechali pierwszą kolejką, i bojąc się wejść do mieszkania, czekali w zaroślach. A myśmy się spieszyły do Warszawy. Więc wpuściłyśmy ich do mieszkania, zamknęłyśmy na klucz i kazałyśmy siedzieć cicho. Do południa. O drugiej obiecałyśmy wrócić.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 190)
</document>
<document nplp_id="8694" title="KAZIMIERZA KARASIA 2 [Teatr Polski] (poza gettem)" slug="kazimierza-karasia-2-teatr-polski-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Teatr polski […] czynny w W[arszawie?]. Natomiast we wszystkich grają niemieckie teatry z niemieckich miast.” (s. 40)
</document>
<document nplp_id="8695" title="WOLA (poza gettem)" slug="wola-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wczoraj, jak powiadają, zamordowano niemieckiego żołnierza w […] i na Woli. Tysiące Żydów i chrześcijan uciekło do miasta […]. Mówią, że miała to zrobić nielegalna polska organizacja.” (s. 41)
&amp;nbsp;
ADRESY:
- Dworzec Zachodni,  - Rynek Wolski,  - Koło,   - Wola: okolice Lasku na Kole,
TRASY:
– Trasa: Dworzec Zachodni – Pruszków

</document>
<document nplp_id="8698" title="DŁUGA 24" slug="dluga-24">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„[Na] Archiwum Głównym [Akt Dawnych] przy Długiej 26 [właściwie 24] napis: „Eintritt für deutsche Soldaten verboten.” (s. 43)</document>
<document nplp_id="8700" title="RYBNA" slug="rybna">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wielki strach przed epidemiami. Szereg ulic, jak Śliska, Rybna i inne, oddzielono drutem kolczastym. Widziałem dziś na Grzybowskiej dom, do którego nie wolno ani wejść, ani wyjść. Zamknięto dwa szpitale chorób zakaźnych, z których lekarzom i siostrom nie wolno wychodzić. Gmina Żydowska przeprowadziła zbiórkę bielizny i poduszek dla szpitali. Również ze szpitala na Czystem nie wolno wychodzić. Były wypadki, że [Niemcy?] zostawiali paczki, gdy się dowiedzieli, że w mieszkaniu był (jakoby) tyfus.” (s. 43)

Józef Zelkowicz
ONI, IV (5.09.1942)

„Zaczęło się!
Zaczęło się w jednym z zakątków getta, ale już drżało całe. Tak jak zwykle to bywa w getcie, ludzie wiedzą tu o tym, co się dopiero ma stać.
Gdzie się zaczęło?
Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Dworskiej już wyprowadzają wszystkich pensjonariuszy. Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Gnieźnieńskiej zabierają wszystkich.
Mówią:
– Przy ul. Rybnej stoi już wóz i ładują na niego dzieci, starców i... Niestety, wszystko to prawda. Biorą tu, biorą tam i „ładują” przy ul. Rybnej”. (s. 162).

ONI, IV (5.09.1942)

„Ani spokojnie, ani składnie nie było natomiast na ul. Rybnej. Tam policja musiała już brać ludzi z mieszkań. Tam napotkała już opór. Tam musiała odcinać ciało od ciała, bo odrywała niemowlęta od matczynych piersi. Tam wyrywała zdrowe zęby ze szczęki, bo matki i ojcowie nie chcieli oddać im swoich kilkuletnich już dzieci. Rozdzielała żony od mężów, którzy przeżyli ze sobą w radości i smutku trzydzieści albo i pięćdziesiąt lat, mieli dzieci i byli jakby jednym ciałem”. (s. 162)</document>
<document nplp_id="8705" title="MAZOWIECKA 12" slug="mazowiecka-12">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wytrwałość kobiet. [Kobiety jako] głowy rodzin. Mężczyźni nie wychodzą na zewnątrz. Kiedy […] ona nie ustępuje. Biegnie za nimi, krzyczy, lamentuje, ‘miłościwy panie’ […], nie boi się żadnych żołnierzy. Stoi w długich kolejkach […] część przyjmują do pracy. Znikła wystrojona dama, […] przesiadująca w ‘Ziemiańskiej’ [Mazowiecka 12]. Kobiety, największe […] siedzą w biurze i załatwiają interesantów. Znikły eleganckie kapelusze […] w okresie wojny – chustka. Gdy trzeba iść w Aleje [Szucha] na […], to idzie córka lub żona. W najgorszym razie stoi w holu i czeka […] kiedy trzeba przenieść paczki ze sklepu, kiedy trzeba przewieźć rzeczy […] idą mąż, brat, a po tamtej stronie – żona. Wiele […] prowadzi gospodarstwo, czeka w kolejkach po węgiel […] po polskiej stronie. Wszędzie kobieta, gdyż [mężczyzn] zabrano do różnych robót […] przez radio, a potem przez komendantów. Tysiące ludzi podczas oblężenia zabrano [?] do robót obronnych, kopania okopów. Zabrano tysiące ludzi i […] nie ma żadnej pracy dla wszystkich. Nie ma łopat. […] na początku był nawet projekt, [żeby] odrodzić rachityczny […] zaprosić do współpracy nie bacząc na […] nie traćcie odwagi [?]” (s. 43-44)
</document>
<document nplp_id="8706" title="MIODOWA" slug="miodowa">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie na Miodowej łobuzeria znalazła sobie nowy sposób zarobkowania. Jeden zrywa przechodzącemu Żydowi kapelusz, drugi szybko go łapie, a trzeci gotów go kupić za 40 (dysków [?], tj. dziesiątek) groszy.” (s. 45)
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Byli też mali gazeciarze. I to jest bardzo piękna karta historii. Bo gazeciarzy ukrywali ich mali koledzy. Gazeciarze z aryjskiej strony. Nawet ja nie wiem dokładnie, jak wyglądały ich kryjówki. To było gdzieś w ruinach na Miodowej. Ale ci „opiekunowie” nie dopuszczali nikogo do samej kryjówki.
Mówili, że chociaż mają do mnie zaufanie, to tak jest lepiej. Więc przychodziłam o umówionej godzinie w te ruiny i stałam. To było zawsze o zmroku.
I nagle dookoła mnie robiło się rojno. Małe figurki wychodziły gdzieś z cienia. Jak szczury. Prawie nie rozmawiali. Podchodzili, pozwalali się dotknąć.
Najstarszy brał pieniądze. I trochę słodyczy, które udawało mi się kupić. I znikali bezszelestnie. Znów jak szczury. Nie wiedziałam nigdy jak i gdzie.” (s. 229)


ADRESY:
- Miodowa 21,    - Plac Krasińskich/Miodowa,   - róg ulic Senatorska/Miodowa</document>
<document nplp_id="8707" title="RYBAKI" slug="rybaki">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Rybakach chrześcijańscy sąsiedzi zajęli wolne mieszkania Żydów wraz z ich meblami. Obecnie, kiedy niektórzy Żydzi wracają, nic już nie zastają.” (s. 45)</document>
<document nplp_id="8711" title="PLAC TRZECH KRZYŻY (poza gettem)" slug="plac-trzech-krzyzy-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Słyszałem, że Niemcy wtargnęli do Kościoła na Grzybowie [Kościół Wszystkich Świętych]. Ksiądz uspokajał, ale mimo to wybuchła duża panika, to samo przydarzyło się przed kilku dniami w kościele na placu Trzech Krzyży, z którego wyłapywano na roboty.” (t. 29: s. 112)
ONI, II-IV (?)
„Do tej kategorii brawurowych wyczynów należał ślub żydowski w kościele św. Aleksandra na placu 3 Krzyży. Gestapo, otrzymawszy wiadomość o tym ślubie, otoczyło kościół i zabrało wszystkich zebranych do więzienia. Młodej parze, połączonej od dawna ślubem żydowskim, chodziło w danym wypadku o uzyskanie pierwszego, autentycznego dokumentu, który zalegalizowałby ich wobec domowników i sąsiadów. Do tej kategorii brawurowych wyczynów zaliczymy też wspólny obiad 11 Żydów w Świdrze pod Warszawą. Doniesiono o tym władzom niemieckim, które zaaresztowały obecnych, a potem rozstrzelały.” (t. 29a: s. 62-63)

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II

„Mam kolegów, sprzedają papierosy na placu Trzech Krzyży. Widzieliśmy się parę razy, raz nawet pohandlowałem trochę z nimi. Można nieźle zarobić, ale człowiek musi mieć nerwy ze stali. Cały dzień kręcisz się na widoku, okropne ryzyko.
– Oni też są z Dzielnicy?
– No, mowa! Pewnie.” [s. 160]

F, II D

(Połowa lipca 1942)

„Za każdym razem, gdy Emek wraca z miasta, pytam go, czy nie wie, co się dzieje w Dzielnicy, ale zbywa mnie i nie odpowiada. A przecież musi coś wiedzieć. Wiem już, że spotkał się ze swoimi kolegami sprzedającymi papierosy na placu Trzech Krzyży. Ma też innych znajomych, którzy próbują handlować na placu pod kolumną Zygmunta i na Starym Mieście. Mieszkają w podziemiach zrujnowanego Zamku Królewskiego, podobno opiekują się tam małą dziewczynką. Ci z placu Trzech Krzyży nie mają stałej kryjówki – śpią w ruinach na Saskiej Kępie, na klatkach schodowych domów, czasami na strychach.” [s. 202]

F, III A 

(Połowa sierpnia 1942)

„A twój dziadek… Cóż, jedyna nadzieja, że udało mu się wydostać z getta i schował się u kogoś za murem. Jeśli tak się stało, nie będzie mógł się z tobą kontaktować. To zbyt niebezpieczne i dla ciebie, i dla niego. I dla ludzi, którzy mu pomagają.
– A jeśli został w Dzielnicy? – pytam.
– Jeśli został w Dzielnicy, to już po nim – stwierdza twardo Emek. – Niemcy ją likwidują.
– Jak to likwidują?! – wykrzykuję.
– Ciszej! Widziałem się dziś z Byczkiem. Wiesz, to ten chłopak z placu Trzech Krzyży, który tam dowodzi. Niemcy wywożą pociągami wszystkich z getta na śmierć. Niedługo nikogo tam nie będzie.
– To… To nieprawda! – wykrzykuję.
– Nie krzycz! – ucisza mnie znowu. – To prawda. Byczek dobrze wie, co mówi.” [s. 214]
ADRESY:
- Plac Trzech Krzyży 23,

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Plac Trzech Krzyży,</document>
<document nplp_id="8718" title="LESZNO 80 &amp;#8211; ZAMENHOFA 19 – MIŁA/ MURANOWSKA [TRASA]" slug="leszno-80-zamenhofa-19-mila-muranowska-trasa">
&amp;nbsp;

Henkryk Makower
ONI, III C
„Niemcy uważali, że każdy Żyd w getcie musi być zatrudniony w pracy fizycznej dla Werterfassung. Wyciągało się m.in. lekarzy i pielęgniarki ze szpitala i ambulatorium i kazało im się czekać zimą nieraz parę godzin na placu przed Gminą na przydział pracy. Później prowadzono ich najczęściej na Miłą, Muranowską itp., aby tam do godziny 16 uprzątali mieszkania.” (Noemi Makower, s. 142)</document>
<document nplp_id="8721" title="GĘSIA 25" slug="gesia-25">
Henryk Makower
JA, III A
„Tymczasem mieszkanie na Gęsiej doszło już do stanu używalności i w sierpniu mamusia z Lonią i rodzina przenieśli się tam. Myśmy również wprowadzili się do nowego mieszkania. Natomiast Józio z Niutą na razie zostali w mieszkaniu u Muni, a później przenieśli się też na Gęsią. W dniu przeprowadzki spotkałem na Dzielnej całą naszą gromadkę.” (s. 103)
</document>
<document nplp_id="8726" title="DZIELNA 1 (teatr &amp;#8222;Eldorado&amp;#8221;)" slug="dzielna-1-teatr-eldorado">
Henryk Makower
ONI, II
„Grano tam (teatr w kościele na Nowolipkach – dk) wiele różnych sztuk, reżyserował Andrzej Marek. Teatr miał duże powodzenie. W bliskim sąsiedztwie były również inne teatry, na Dzielnej operetka i farsa z Cukier na czele, na Nowolipiu – dramat.” (s. 191)

Adam Czerniaków
JA, II D
„O 6 pp. Byłem w teatrze „Eldorado” na przedstawieniu sztuki Kobryna.” (s. 289)

Emanuel Ringelblum
JA, II A

„Wczoraj byłem w teatrze żydowskim. Poziom przeciętny. Dobre numery Fajwisza, Glatsztajna. Wykonano jakieś rosyjskie skecze. Pragnie się uciec od rzeczywistości. Samberg, Diana Blumenfeld, Kurc – brylują. Lokal ładny. Zapomina się na dwie godziny o otaczającym smutnym świecie. Był tylko jeden aktualny skecz: krytyka Jointu, Gminy Żydowskiej itd.” (s. 182-183)

</document>
<document nplp_id="8735" title="ŻELAZNA – LESZNO – KARMELICKA – DZIELNA – ZAMENHOFA – GĘSIA – NALEWKI – MURANOWSKA – GĘSIA – SMOCZA – NOWOLIPIE – ŻELAZNA – LESZNO [TRASA kohnhellerek &amp;#8211; omnibusów]" slug="zelazna-leszno-karmelicka-dzielna-zamenhofa-gesia-nalewki-muranowska-gesia-smocza-nowolipie">
&amp;nbsp;

Henryk Makower
JA, III
„Strona nieparzysta Leszna wyłączona została z getta. Tylko drobny ruch wewnętrzny &amp;lt;toebbensowców&amp;gt; został po stronie parzystej. Znikły tłumy ludzi przewalających się z Leszna na Żelazną do małego getta i z Żelaznej na Leszno – do dużego. Już dawno przestały omijać róg tramwaje opatrzone niebieska opaską. Żelazna-Leszno-Karmelicka-Dzielna-Zamenhofa-Gęsia-Nalewki-Muranowska-Zamenhofa-Gęsia-Smocza-Nowolipie-Żelazna-Leszno. Przestały w pędzie przejeżdżać riksze. Zniknęły budy omnibusów Kohna i Hellera.” (s. 186)

Janina Bauman
JA/ONI, IIA

„Do „małego getta” kursuje teraz Konhellerka, taki śmieszny tramwaj zaprzężony w dwa konie, zupełnie jak osiemnastowieczny dyliżans. Jego nazwa pochodzi od nazwisk właścicieli, Kona i Hellera. Są to Żydzi, ale podobno mają jakieś konszachty z Gestapo i porządni ludzie tym tramwajem nie jeżdżą. Szłyśmy więc w obie strony na piechotę.” (s. 60)</document>
<document nplp_id="8773" title="HOŻA (poza gettem)" slug="hoza-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zamknięto szereg ulic, osadzono w więzieniu Polaków ze Wspólnej, Hożej i z innych ulic.” (s. 91)
„Wielkie zaniepokojenie w ostatnich dniach (20 sierpnia [1940]) z powodu decyzji o utworzeniu żydowskiej części miasta. Ludność żydowska dopatruje się w tym getta. Wyrzucają wszystkich z kamienic na Koszykowej, Hożej i Marszałkowskiej. Nie pozwalają zabrać dobytku domowego, hossa na mieszkania. 150 za izbę.” (s. 115)
„Słyszałem o pewnym Niemcu, który na widok Żyda schodzącego z chodnika na Hożej zapytał go, dlaczego to uczynił. Ujął go za rękę i odprowadził do mieszkania. Inny zaś już z daleka dawał znak ręką, żeby Żyd zszedł z chodnika. Zmusza to Żydów do chodzenia w tamtych rejonach zygzakiem, z chodnika po jednej stronie na chodnik po drugiej stronie i z powrotem.” (s. 143)
„Opowiadano mi o jednym, który siedem razy przeprowadzał się z powodu zmieniania granic getta. Inny cztery razy: wysiedlony z Hożej, Freta, Grzybowskiej 68 i stamtąd po raz czwarty.” (s. 159)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Więc były sprawy sprzętu lekarskiego, opatrunków, które trzeba było wysyłać do lasu. To było proste. Z wyjątkiem tego jednego wypadku, kiedy dziewczyna w lesie zaszła w ciążę. To było gdzieś w styczniu 1944 r. Trzeba było pojechać na miejsce i zrobić zabieg. A przedtem jeszcze zdobyć zestaw narzędzi. Narzędzia zdobyłam, ale zabiegu nie mogłam się podjąć. Byłam przecież tylko początkującym pediatrą. Miałam w Warszawie kolegę ze studiów dwa lata starszego. Powiedział, że umie. Pojechał, wykonał zabieg. Okazało się po paru tygodniach, że ciąża rozwija się normalnie. Mąż tej dziewczyny zginął w walce, więc sprowadziło się ją do Warszawy. Ukryta w małym domku kolejarza? tramwajarza? gdzieś na Rakowieckiej dotrwała tam do powstania Urodziła zdrowego chłopca w prowizorycznej izbie porodowej w piwnicy na Hożej i z kilkudniowym niemowlęciem wyszła z Warszawy. Przeżyli.” (s. 239)
</document>
<document nplp_id="8776" title="NALEWKI 31 [Astoria]" slug="nalewki-31-astoria">
Adam Czerniaków
 JA, II D
„Sam zwiedziłem lokal Nalewki 31. W niby to kawiarni zastałem kilkudziesięciu młodych ludzi, grających w domino i karty. Lokal ten przeznaczę na dzieci z aresztu (dom poprawczy). Zwiedziłem przy okazji ogród na rogu Franciszkańskiej (pełno dzieci).” (s. 301)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wśród pięćdziesięciu trzech [zakładników] z Nalewek było dwóch z Poznania i także dwóch z ‘Astorii’.” (s. 51)
</document>
<document nplp_id="8777" title="NALEWKI 23" slug="nalewki-23">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Nalewki 23 przyszedł jakiś cywil kupić towar, wziął za 1400, a zapłacił 600 zł. Kupcowa wyrwała mu towar, zgłosiła policji. Okazało się, że to Niemiec; tytułem okupu dostał towar bezpłatnie, ponadto polscy policjanci dostali 800 zł za milczenie.” (t. 29: s. 91)
„Leszno 52 uparło się, nie damy pieniędzy na parówkę. Córka szefa poszła do parówki. Nalewki 23 zapłaciły 7 tysięcy zł. Zapłacono ogromną sumę.” (t. 29: s. 108)
ONI, II

„Ha-Szomer ha-Cair pod kierownictwem tow. Mordechaja od razu na początku wojny przystąpił do prowadzenia kółek oświatowych i kulturalnych, które zrzeszały setki młodzieży obojga płci. Działalność kulturalna prowadzona była w punkcie dla uchodźców przy Nalewkach 23, gdzie znalazły schronienie setki towarzyszy z prowincji. Ha-Szomer troszczył się nie tylko o to, aby towarzysze otrzymali strawę duchową. Zrobiono równocześnie wiele dla ich rozwoju umysłowego. Zorganizowano kółka i seminaria, na których młodzież otrzymała wiedzę ogólną i judaistyczną.” (t. 29a: s. 165)

Dopóki ŻSS miała środki, pod płaszczykiem udzielania pomocy uchodźcom wspieraliśmy kibuc na Nalewkach 23. Zakład Zaopatrywania Judenratu od czasu do czasu, zwłaszcza dzięki członkowi dyrekcji tow. Winterowi, także wspierał szorów produktami [żywnościowymi]. Główne jednak środki utrzymania stanowiły dla Ha-Szomeru zarobki jego towarzyszy, którzy pracowali na różnych placówkach i wnosili je do wspólnej kasy.” (t. 29a: s. 166)

JA, II-IV

„Pewnego razu, podczas przerwy między prelekcjami na seminarium w Ha-Szomerze (wykładałem tam historię żydowskiego ruchu robotniczego), towarzysze Mordechaj [Anielewicz] i Józef Kapłan poprosili mnie na podwórze przy Nalewkach 23, wprowadzili do oddzielnej izby i pokazali 2 rewolwery. „Rewolwery te – oświadczyli mi towarzysze z Komendy Naczelnej – będą służyć do nauczenia młodzieży, jak należy obchodzić się z bronią”. To był pierwszy krok, jakiego dokonał Ha-Szomer jeszcze przed utworzeniem Organizacji Bojowej.” (s. 169)

&amp;nbsp;

Ita Dimant

ONI, II A

„Ojciec mój był w swoim środowisku dość znany i z pewną wyrobioną sławą, więc po miesiącu miał na Nalewkach 23 dwa pokoje przedzielone przedpokojem i sympatię tego cerbera podwórzowego domu.” (s. 24)

JA/ONI, II B

„Tymczasem ojciec mój [rabin Rozencwajg] zachorował na tyfus. Przebieg był dosyć ciężki, a przy jego słabej konstytucji i odżywianiu ostatniego roku groziło najgorsze. W pierwszych dwóch tygodniach chodziłam do niego co rano przed pracą i wieczorem po pracy myć go, prześcielić, robić zastrzyk i zanieść mu jakąś jarzynkę lub klej.
Panowała u nich bieda, aż serce się ściskało, a choroba połykała setki. Musiałyśmy się z Sarenką chwycić środka, któregośmy się jeszcze dotąd nie chwytały (z głupoty) - sprzedać coś.” (s. 27)

ONI, II D

„U mojego ojca bieda, brat [Jecheskiel] wciąż w łóżku jak szkielet z oczami wielkimi jak księżyc i taki młody - osiemnastoletni - i tak chce żyć… I wciąż mnie pyta, gdy przychodzę, czy wyzdrowieję? A ja prędko uciekam, by ukryć łzy.” (s. 43)

JA/ONI, III A

„U ojca na razie blokady nie było. Szwagier [Lejb Ederman] z małą Felą są tam także. On jest strasznie roztrzęsiony zabrali mu już rodziców z rodzeństwem z Grzybowa; pierwszym transportem odjechali... Omawiam jeszcze raz z ojcem, jak mam załatwić moją sprawę ślubną u okręgowego rabina, i idę dalej. Chcę jeszcze wstąpić do sklepu, gdzie mieliśmy nasze karty żywnościowe, czy się chleba nie dostanie. Po drodze zajrzę jeszcze do naszego mieszkania na Nalewkach.” (s. 48)

„(…) wracam na Franciszkańską-Nalewki - już nie można skręcić w stronę naszych numerów - blokada domów od 17 do 29. Pod 23 urządzony jest mój ojciec.” (s. 49)

„Na Nalewkach już po blokadzie. Lecę pod 23. Mieszkanie opustoszałe… Wszyscy zabrani… Pozostali mieszkańcy domu w strasznym zdenerwowaniu. Kiedy poznali, gdy tak stałam oparta o drzwi pustego mieszkania, że jestem kimś z rodziny, gdy im powiedziałam, że jestem córką - członkowie komitetu poradzili mi, bym poszła się starać ich wydobyć, że wiele ludzi wraca, gdy się ich reklamuje jako robotników szopu Schultza i Tobbensa, lub za kilka tysięcy złotych wyprowadzi ich policjant tylnym wyjściem.
Te pieniądze da komitet domowy. Byli bardzo przejęci zabraniem ojca. Przecież był ich rabinem.” (s. 49)

„U ojca mojego [rabina Rozencwajga] nie mają po prostu co do ust włożyć. Brat [Jecheskiel] jest ciężko chory - już mu się dużo nie należy. Macocha wygląda jak trup, który się jakimś cudem porusza. Czyż nazywałam ją kiedyś Megera"? Czy była to kiedyś osoba, której tak strasznie nienawidziłam? Nic o tym teraz nie wiem. Zrobiłabym wiele, by jej pomóc. Muszę z tego, co my jeszcze w domu mamy, wydzielić trochę dla nich.” (s. 55)

„Pod 23. zastałam ojca, macoche, dwóch braci i siostrę. Gdzie szwagier i mała Fela? Zostali... Oni wyszli na ausweis z szopu, który im podano, i tylko rodzina - to jest żona i dzieci - była honorowana. I mogliście ich tak zostawić? Czyż mieliśmy z nimi zostać?” (s. 55)

„U mego ojca znów była blokada, ale nie wykryto ich w piwnicy. Ojciec się stara dostać do szopu. Gdy przechodziłam dziś przez podwórko, gdzie mieszka, zapytałam jego samego, czy nie widział mego ojca. Przede mną stał całkiem mi nieznany człowiek. Ściął brodę…” (s. 58)

„Idę do ojca mego zanieść im coś do jedzenia.” (s. 67)

ONI, III A

„Ojciec z rodziną jakimś cudem się jeszcze trzymają. Ale jak oni wyglądają. Brat leży i jęczy z bólu, od którego aż się skręca. Macocha ledwo włóczy nogami i mówi, płacząc, że niechby ich już wzięli jak najprędzej, że później wcale już chodzić nie będą mogli, a wówczas ich zastrzelą. (Jeszcze wciąż wszyscy myśleli, że droga w wagonach nie prowadzi do śmierci, tylko do ciężkich robót.)” (s. 67-68)

„Piniek poszedł załatwić ten szop dla mnie. Abe poszedł na Nalewki 23, gdzie jego towarzysze partyjni (gordoniści) mają swój kibuc.” (s. 68)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA, III A (tuż po 22 lipca 1940)

„Ponieważ w tej przełomowej chwili matka pragnęła być razem ze swą młodszą, najbardziej z całej rodziny ukochaną siostrą Felą, przenieśliśmy się do niej.” (s. 22)

JA, III

„Ciotka Fela ze swoją córką, starszą ode mnie o dwa lata, mieszkała na piątym piętrze w domu nr 23 przy ulicy Nalewki.

Mieszkanie to wydawało się wtedy najbezpieczniejszym schronem; tak wysoko, aż na piątym piętrze — myśleliśmy — nikt nas tutaj szukać nie będzie.” (s. 22)

JA, III A

„Pierwsze dni akcji przesiedziałam wraz z matką, ojcem, ciotką Felą i jej córką Haliną na Nalewkach 23.” (s. 24)

„Esesmani oraz policjanci wpadli na nasze podwórko jak stado dzikich bestii.

— Alle Juden heraus! Wszyscy Żydzi na dół! — wrzeszczeli.

Zaryglowaliśmy drzwi. Słyszeliśmy na schodach tupot żołnierskich butów, łoskot wyłamywanych drzwi do sąsiednich mieszkań, lamenty, wrzask i błaganie o litość. Spoceni, z zapartym tchem, z sercem, które waliło jak młotem, czekaliśmy, kiedy zbliżą się do naszych drzwi, kiedy zastukają… Spodziewaliśmy się tego lada moment i dygotaliśmy ze strachu.

Dom na Nalewkach 23 był ogromny, miał trzy oficyny, trzy podwórka. Bez przerwy wyciągano stąd ludzi; odnosiłam wrażenie, że się to nigdy nie skończy. Choć mieszkaliśmy bardzo wysoko, walili w nasze drzwi kilkakrotnie w ciągu następnych akcji; na szczęście jednak przychodzili pod wieczór i to tylko żydowscy policjanci, których nietrudno było przekupić. W ten sposób ominęły nas pierwsze transporty, ale sytuacja nasza pogarszała się z każdym dniem.” (s. 24-25)

JA/ONI, III A

„Po pewnym czasie porzuciliśmy mieszkanie na Nalewkach i nad ranem przedarliśmy się wraz z ciotką i Haliną na Stawki, do szopu, w którym pracował mój ojciec.

Była to fabryka butów wojskowych. Należała do Niemca Toebbensa.” (s. 26-27)

„O świcie z nieopisanym uczuciem strachu biegliśmy ulicami prowadzącymi z Nalewek na Stawki. Getto było puste, jakby wymarłe, najmniejszy szelest brałam za odgłos kroków hitlerowców czyhających wszędzie na naszą zgubę… Grozy dopełniał widok trotuarów i jezdni, w wielu miejscach poplamionych krwią przelaną w trakcie wczorajszej akcji. Jakże wymowne i straszne ślady!

Dotarliśmy jednak do celu bez żadnych przygód. […]

W szopie, gdzie także znajdowała się reszta rodziny matki, odetchnęliśmy z ulgą." (s. 27)

</document>
<document nplp_id="8778" title="Róg ulic ELEKTRONA/CHŁODNA" slug="rog-elektrona-chlodna">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Przy skrzyżowaniu Elektoralnej i Chłodnej stoi grupa 30-40 dzieci żydowskich, które, kiedy policjant się odwraca, wbiegają do Hal Mirowskich i kupują tam chleb i inne produkty.” (s. 172)</document>
<document nplp_id="8779" title="ELEKTORALNA-CHŁODNA-HALE MIROWSKIE [TRASA]" slug="elektoralna-chlodna-hale-mirowskie-trasa">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Przy skrzyżowaniu Elektoralnej i Chłodnej stoi grupa 30-40 dzieci żydowskich, które, kiedy policjant się odwraca, wbiegają do Hal Mirowskich i kupują tam chleb i inne produkty.” (s. 172)</document>
<document nplp_id="8780" title="LESZNO 4, 6, 8" slug="leszno-4-6-8">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dzisiejsza wigilia święta Rosz ha-Szana (październik) była w tym roku bardzo smutna. Zabrali dziś meble na Leszno 4, 6, 8, ponadto kazali opróżnić mieszkania na placu Żelaznej Bramy 8; dom ten znajduje się obok bramy.” (s. 137)
</document>
<document nplp_id="8782" title="PAWIA 69" slug="pawia-69">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Pawiej 69 znajdowała się melina, której szefem był Żyd. Banda posługiwała się kimś w mundurze, a czasem nawet mundurami wojska. Posadzono wszystkich mieszkańców domu, ale później zwolniono ich.” (s. 96)
</document>
<document nplp_id="8785" title="LESZNO 6" slug="leszno-6">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Problem wielkich księgozbiorów. Książkami [z biblioteki] „Ha-Szomer ha-Cair” uchodźcy palą w piecu [w domu] na Leszno 6." (s. 51)

</document>
<document nplp_id="8786" title="ŚWIDERSKA 50, OTWOCK" slug="swiderska-50-otwock">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„’Marpe’ w Otwocku wywiesił zawiadomienie, że jest szpitalem chorób zakaźnych. Intencja – jasna.” (s. 51)</document>
<document nplp_id="8788" title="ZAMENHOFA 19 (przed&amp;nbsp;sierpniem 1942)" slug="zamenhofa-19-przed-sierpniem-1942">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Żydom nie wolno iść na Pocztę Główną [?] […] iść na pocztę na Zamenhofa – trudna komunikacja – pociągi odjeżdżają […] opóźnienie, często wagony towarowe zamiast osobowych. Żydzi idą […] siedzi w mieszkaniu – zamknięcie całych dzielnic, widziano plakaty o […] nie bacząc na niebezpieczeństwo mnóstwo policjantów na żydowskich ulicach.” (s. 57)</document>
<document nplp_id="8789" title="ŚLISKA 60" slug="sliska-60">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Syna literata ze Śliskiej, chłopca 17 lat, gonili i szczuli psami w czasie pracy, bili go. Szef zbił tego, który bił [i] przyniósł obiad.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="8790" title="NOWY ŚWIAT 35" slug="nowy-swiat-35">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Firma chrześcijańska […] Arisches Geschäft. U Bliklego: „Juden sind unerwünscht.“ (s. 57)</document>
<document nplp_id="8791" title="BRACKA 25" slug="bracka-25">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Opieczętowano sklep braci Jabłonowskich oraz inne chrześcijańskie sklepy pod pretekstem, że znajdują się w nich żydowskie towary.” (s. 61)</document>
<document nplp_id="8794" title="PLAC TEATRALNY &amp;#8211; TRAKT KRÓLEWSKI &amp;#8211; AL&amp;nbsp;UJAZDOWSKIE &amp;#8211; PL.&amp;nbsp;UNII LUBELSKIEJ &amp;#8211; RAKOWIECKA [TRASA TRAMWAJOWA]" slug="plac-teatrany-trakt-krolewski-al-ujazdowskie-pl-unii-lubelskiej-rakowiecka-trasa-tramwajowa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Od 23 września [1940] zabroniono Żydom jechać tramwajem nr 9. Przyczyną jest chyba to, że jeździ nim wielu żołnierzy.” (s. 126)
</document>
<document nplp_id="8799" title="FRANCISZKAŃSKA 6" slug="franciszkanska-6">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dwa Żydzi zamarzli w swych mieszkaniach na Franciszkańskiej 6 i Franciszkańskiej 15.” (s. 68)

</document>
<document nplp_id="8800" title="FRANCISZKAŃSKA 15" slug="franciszkanska-15">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dwa Żydzi zamarzli w swych mieszkaniach na Franciszkańskiej 6 i Franciszkańskiej 15.” (s. 68)
</document>
<document nplp_id="8801" title="WOLSKA" slug="wolska">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„’Im słońce wyżej, tym sikora bliżej’ – ostatnio bardzo popularne. Na obwieszczeniach Franka w sprawie wyjazdu rolników do Niemiec napisy: ‘Powiemy wam na ucho, że z Niemcami jest krucho’. Na szybach w tramwajach napis: ‘Byle do wiosny’. Na Wolskiej miał ponoć być wieli transparent z napisem: ‘Powiemy wam na ucho’ i z wielkim uchem. Krąży pogłoska, że Sikorski wezwał do przygotowania zapasów na miesiąc.” (s. 70)


ADRESY:
- Wolska 18,</document>
<document nplp_id="8807" title="WIELOPOLE (nieistniejące dziś targowisko w&amp;nbsp;okolicach pl.&amp;nbsp;Mirowskiego w&amp;nbsp;Warszawie)" slug="wielopole-nieistniejace-dzis-targowisko-w-okolicach-pl-mirowskiego-w-warszawie">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
JA, I
„Na Wielopolu widziałem, jak niemiecki żołnierz kazał okolicznym chrześcijanom zabrać rzeczy żydowskiemu blacharzowi. Niepewność jutra poważnie zmniejszyła liczbę żydowskich kramarzy i straganiarzy. Przedtem było dużo, a teraz mało, sprzedają przeważnie z koszyków, ale bardzo mało towaru.” (s. 72)
ONI, I
„We wrześniu słyszałem o wypadkach, wskazujących na to, że naród żydowski nie daje się złamać, że trwa na swych pozycjach. Na Wielopolu pozwolili wznieść z powrotem hale targowe zarówno Żydom, jak i chrześcijanom. Ci ostatni nie byli jednak zadowoleni, bo niektóre hale były z frontu. Zepchnęli więc Żydów w głąb hal. Ale wkrótce cały handel przeniósł się w głąb i 120 kramów chrześcijańskich zamknięto. Tamci chcieli się zemścić, ale Żydzi wpadli na pomysł: wynajęli policjanta niemieckiego, który dostaje 150 zł pensji za miesiąc. I przychodzi dwa razy dziennie. Panuje teraz całkowity spokój. Jak Żydzi handlują tam tekstyliami: sklep jest na wpół pusty, a w pobliżu stoją dwaj wspólnicy, trzymający towar pod połą. Gdy zjawia się klient, podchodzą bliżej.” (s. 118)
„Długi mur na Wielopolu sprawia wrażenie muru więziennego.” (s. 159)</document>
<document nplp_id="8808" title="HIPOTECZNA 3" slug="hipoteczna-3">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Atelier malarza Adama Herszafta spaliło się w czasie wojny, zginęły wyjątkowo piękne akwarele.” (s. 71)</document>
<document nplp_id="8810" title="WIEJSKA (Sejm)" slug="wiejska-sejm">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Słyszałem o zajściach w Sejmie w Warszawie, dwóch mężczyzn zabitych, jeden dostał w serce, drugi w głowę. Złapani Żydzi muszą ich szybko pogrzebać. Czterech Żydów chwyta trupa za ręce i nogi.” (s. 73)
„Pogłoski o okrucieństwach w gmachu Sejmu. Pierwszego dnia okrucieństwa w oddzielnym pokoju, następnie były ćwiczenia, jak chwytać pejsy [?] rękami i nogami. Jeśli ubrani z twarzy spadnie dają […]. Jeden czuł, że ręce są jeszcze ciepłe. Biją po uszach i głowie. Dwie osoby zabite. Ludzie wracają stamtąd na wpół obłąkani, pracują tam dwa tygodnie. Gdy zabijają, pracujący Żydzi [muszą stać] twarzą do ściany. Rabin rzucił klątwę [?] na chrześcijan.” (s. 76)
„Mezuza uchroniła Żyda od dwutygodniowej pracy w Sejmie. Zapytano go o znaczenie mezuzy, i dzięki temu zwolniono od robót.” (s. 88)
„Ostatnio skończył się spektakl w Sejmie, jak również na Oboźnej. Mówi się także, że mniej łapią do robót. Trudno ocenić, czy jest to przemiana psychologiczna, rzekomy rezultat rozmów w Krakowie, czy też jest to prawda.” (s. 93)


ADRESY:
- Wiejska 4/6/8,  - Wiejska: Sejm,   - Ogrody Sejmowe,
</document>
<document nplp_id="8811" title="WIEJSKA (poza gettem)" slug="wiejska-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Część wybrzeża ma być odżydzoną. (Wiejska, Książęca, Rozbrat etc.).” [5 VIII 1940] (s. 110)
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabroniono Żydom mieszkać na Wiejskiej, Alei Na Skarpie, Książęcej; z Czerniakowa kazano przeprowadzić się bez mebli do szesnastego. Solec – wielka bieda.” (s. 115)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Wiejska - Sejm,  - Wiejska 4/6/8,   - Ogrody Sejmowe</document>
<document nplp_id="8812" title="ALEJA NA&amp;nbsp;SKARPIE (poza gettem)" slug="aleja-na-skarpie-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabroniono Żydom mieszkać na Wiejskiej, Alei Na Skarpie, Książęcej; z Czerniakowa kazano przeprowadzić się bez mebli do szesnastego. Solec – wielka bieda.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="8813" title="KSIĄŻĘCA [poza gettem]" slug="ksiazeca-poza-gettem">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Część wybrzeża ma być odżydzoną. (Wiejska, Książęca, Rozbrat etc.).” [5 VIII 1940] (s. 110)
ONI, II C
„Powiedziałem, że - jak mi donoszą - są już szaulisi na Książęcej. Odrzekł, że nie wie o tym” (s. 241)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabroniono Żydom mieszkać na Wiejskiej, Alei Na Skarpie, Książęcej; z Czerniakowa kazano przeprowadzić się bez mebli do szesnastego. Solec – wielka bieda.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="8814" title="CZERNIAKÓW (poza gettem)" slug="czerniakow-poza-gettem">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabroniono Żydom mieszkać na Wiejskiej, Alei Na Skarpie, Książęcej; z Czerniakowa kazano przeprowadzić się bez mebli do szesnastego. Solec – wielka bieda.” (s. 115)</document>
<document nplp_id="8815" title="SOLEC (poza gettem)" slug="solec-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Zabroniono Żydom mieszkać na Wiejskiej, Alei Na Skarpie, Książęcej; z Czerniakowa kazano przeprowadzić się bez mebli do szesnastego. Solec – wielka bieda.” (s. 115)
</document>
<document nplp_id="8818" title="KROCHMALNA 20-25 (Wschodnia cześć między Rynkową a&amp;nbsp;Ciepłą)" slug="krochmalna-20-25-wschodnia-czesc-miedzy-rynkowa-a-ciepla">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Straszna sytuacja w zamkniętej części ulicy Krochmalnej. Wczoraj umarło 13 osób, przed dwoma dniami 6 i 5 osób” (s. 110)</document>
<document nplp_id="8819" title="LESZNO 123" slug="leszno-123">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W domu dla podrzutków w Warszawie zmarło dwieście dzieci.” (s. 75)</document>
<document nplp_id="8821" title="DŁUGA 27" slug="dluga-27">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Uniknięto wielkiego niebezpieczeństwa przy Długiej 27. Do domu uchodźców wszedł Niemiec – pijany, zranił się na schodach. Zapłacono mu 400 zł, wieczorem przyszedł na kolację. Przyszedł Żyd Abram wraz z dwoma Polakami i dwoma policjantami. Doniósł, że znajduje się tu waluta. Szukali, nie znaleźli. A tymczasem tamci rabowali. Po odejściu policjantów chrześcijanie wrócili po rzeczy. Zostali pobici przez sąsiadów z tej kamienicy. Tamci się poskarżyli. Zabrali Żydów bez palt, w szlafrokach, a potem ukarali za chodzenie po ulicy bez opaski.” (t. 29: s. 80-81)
ONI, III

„Do Warszawy [Tobiasz Józef] Perkal przybył już z początkiem wojny wraz z tysiącami ludzi, którzy zbiegli z „Reichu”. Został kierownikiem punktu uciekinierów młodzieży chalucowej przy Długiej 27, który stał na porządnym poziomie. Potem został z ramienia „Zarządu zabezpieczonych domów” komisarzem domu. Działał czynnie w ziomkostwie kaliskim. Perkal został wywieziony do Treblinki podczas pierwszej akcji likwidacyjnej warszawskich Żydów.” (t. 29a: s. 251)</document>
<document nplp_id="8822" title="ŻABIA 8" slug="zabia-8">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Świadkowie [2] opowiadają, że półtorej godziny trwała grabież apteki przy ul. Żabiej 8. Byli tam polscy policjanci i tamci policjanci, nikomu to jednak nie przeszkadzało w rabowaniu.” (s. 82)</document>
<document nplp_id="8825" title="ŻABIA" slug="zabia">Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)

„Ulice sprawiają smutne wrażenie. Wszędzie zamiast szyb deski lub kawałki szkła. Opowiadają, że w czasie ograbiania żydowskich sklepów z kapeluszami na Żabiej okoliczni [kupcy] chrześcijańscy przyglądali się temu z zadowolenie. Pozostali sami.” (s. 89)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Żabia 8,  - Żabia 9 (Łódzki Bank Depozytowy),

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8826" title="NIECAŁA (poza gettem)" slug="niecala-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Począwszy od piątku [22] marca [1940] do dzisiaj, czwartku 29 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (przedwczoraj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych ulicach. Wszędzie grabiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, w innym okolicach o tym nie słyszałem). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach ograniczyli się do tłuczenia szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Mówią, że został tam zabity chrześcijanin. Opowiadają, że z tej ulicy zabrano wielu niezameldowanych Żydów. Dziś prowadzono całe bandy aresztowanych chuliganów. Byli w różnym wieku. Przewaga dziesięcio-, dwunastolatków. Na przedzie takiej bandy jechał rowerzysta, podobnie na końcu. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek. Przed bandą biegli młodzi chuligani i wznosili okrzyki. Wszyscy byli uzbrojeni w kije i skręcone druty. Kto stoi za tymi ekscesami? Uważa się, że można było, gdyby chciano, nie dopuścić do tych zajść lub w najgorszym wypadku przerwać te wydarzenia: najlepszym tego dowodem jest dzisiejszy dzień, kiedy po południu przerwano ekscesy. Filmowano te ekscesy, filmowano moment, kiedy żołnierze niemieccy wybiegają na ulice i przepędzają chuliganów. Było wiele przypadków, że żołnierze wyskakiwali z tramwaju, żeby przepędzić chuliganów. Widziałem dziś lotnika na czele grupy Żydów, odprowadzał ich do domu.” (s. 87)
</document>
<document nplp_id="8828" title="WARSZAWA-OTWOCK (linia otwocka) [OBSZAR]" slug="warszawa-otwock">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
 „Studiuje się projekt osiedlenia na linii Otwockiej.” [8 VIII 1940] (s. 110)


Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na linii Warszawa-Otwock Żydom nie wolno mieć sklepów.” (s. 128)</document>
<document nplp_id="8831" title="SASKA KĘPA (poza gettem)" slug="saska-kepa-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mówią, że wzniesie się mury także na Żoliborzu i Saskiej Kępie, tzw. umocnienia strategiczne, na wielu ulicach alarmy.” (s. 101)


Marcin Szczygielski
F, przed I

„KIEDYŚ byli ze mną rodzice i mieszkaliśmy wszyscy razem na Saskiej Kępie. Podobno, bo ja tego prawie wcale nie pamiętam – tylko jakieś oderwane momenty, a i tych nie jestem pewny, czy mi się przypadkiem nie śniły. Rodzice wyjechali do Afryki, gdy miałem trzy lata, a ja zamieszkałem u Dziadzia” [s. 27-28]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="8832" title="FALENTY (poza Warszawą)" slug="falenty-poza-warszawa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Złapanych w ostatnich dniach wysłano do Falent, folwarku SS, nocują na Pawiaku, dostają dobre jedzenie.” (s. 130)
„Wystarano się dziś o coś ważnego: można posyłać paczki pracującym w Falentach.” (s. 130)
„Kierownik z Falent nazywa się Bindnagel, feldfebel, ale duża szyszka w partii i to decyduje.” (s. 154)
„Słyszałem dziś szczegóły o Falentach. Majątek ziemski pod Warszawą, za Raszynem, należy do jednego z zarządu więzienia na Pawiaku i dlatego dostaje się stamtąd żywność dla tych, którzy pracują na Pawiaku. W lecie pracowało tam 400 Żydów. Okres pracy wynosi osiem tygodni. Nie otrzymuje się zapłaty. Wikt jest dobry, traktowanie także. Niektórzy Żydzi zatrudniani są przy połowie ryb i polowaniu na dzikie kaczki i zające, pozostali na rok. Pierwsze, co robi się po przyjeździe, to zdjęcie opaski. Tu nie ma Żydów, są tylko robotnicy. Śpiewają pieśń: ‘Oj, oj, kochany ojcze, kiedyż się ich pozbędziemy’. Ludzie tam nie przepracowują się.” (s. 157)
„Pracujący w Falentach zabierają od przejeżdżających chłopów kiełbasę, masło, ser itp. artykuły.” (s. 157)
„W Falentach każą Żydom, zwalnianym z powodu wieku lub braku kwalifikacji, zamieniać się obuwiem lub odzieżą z tymi, którzy pozostają w obozie. W Falentach kazano młodemu dwudziestoletniemu człowiekowi z brodą zakomunikować wszystkim grupom żydowskim, że liczy on sobie 20 lat, a następnie kazano mu krzyczeć coraz głośniej i głośniej: ‘Ohne Beruf’. W końcu jakiś Żyd musiał mu obciąć brodę.” (s. 159)
„Komendant z Falent zabiera chłopom produkty: ‘Dla moich Żydów’.” (s. 159)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C (12 X 1944)

„11 października 1944 r. wyszliśmy z Warszawy. My dwie z Alą [Alina Margolis – dop. AKR], Wik-Sławski [Władysław Świdowski – dop. AKR] – Władek z grupą powstańców i żony obu lekarzy, którzy zginęli na Starówce. Przyszliśmy do Milanówka, gdzie dr Skonieczny przenocował nas. Następnego dnia odłączyliśmy się we trójkę z Władkiem od całej grupy. Oni znaleźli schronienie we wsi Falenty. ”

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="8833" title="POWĄZKI (obszar)" slug="powazki">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„17 września [1940] rozpowszechniła się plotka o 16 punktach przeciwko Żydom: ograniczenia w tramwajach, ograniczenia praktyki lekarzy, getto (warszawscy Żydzi na Powązkach i Kole, prascy na Grochowie), poruszania się po mieście do 6, w niedzielę w ogóle nie, ograniczenie handlu hurtowego, wielkiego przemysłu itp.” (s. 123)
&amp;nbsp;

TRASY:
- Trasa: Plac Grzybowski 3/5 (plebania kościoła Wszystkich Świętych) - Dzika (wacha) - Powązki</document>
<document nplp_id="8834" title="KOŁO (poza gettem)" slug="kolo-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„17 września [1940] rozpowszechniła się plotka o 16 punktach przeciwko Żydom: ograniczenia w tramwajach, ograniczenia praktyki lekarzy, getto (warszawscy Żydzi na Powązkach i Kole, prascy na Grochowie), poruszania się po mieście do 6, w niedzielę w ogóle nie, ograniczenie handlu hurtowego, wielkiego przemysłu itp.” (s. 123)
„Mozes (Miszlogurski, Żyd z Koła) opłacany jest przez Gminę. Razy dostają od niego wszyscy bez wyjątku.” (s. 153)</document>
<document nplp_id="8835" title="LESZNO 52" slug="leszno-52">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Żydzi biorą w własnej woli polskiego komisarza, aby nie dostać drugiego (Galka [w przypisie: ‘chodzi zapewne o Dom Handlowy ‘Galkos’ przy ul. Leszno 52]). (t. 29: s. 107)
„Leszno 52 uparło się, nie damy pieniędzy na parówkę. Córka szefa poszła do parówki. Nalewki 23 zapłaciły 7 tysięcy zł. Zapłacono ogromną sumę.” (t. 29: s. 108)
„Słyszałem po polskim komisarzu, w firmie żydowskiej (‘Galkos’), który wywiesił szyldzik, ale tylko po niemiecku, żeby się przypodobać tamtym.” (t. 29: s. 109)
„Leszno 52 uparło się: nie zapłacimy wykupnego za [zwolnienie od] parówki. Córki właściciela domu poszły do kąpieli. Nalewki 3 i 20 zapłaciły 7 000 zł za parówkę. Domy żydowskie płacą za to ogromne sumy.” (t. 29: s. 109)
ONI, II D [17/18 kwietnia 1942]

„Około wpół do 12 w nocy przyszli do tow. Lindnera oficerowie Gestapo, rozpytywali go o jego badania, zachowywali się uprzejmie i po dżentelmeńsku, w końcu zabrali go ze sobą do samochodu i zawieźli na Mylną. Tam znajdowali się już inni agenci Gestapo, którzy kazali Lindnerowi pójść przed siebie, oświetlili z tyłu i wpakowali mu kulę w głowę. Kilka godzin Menachem wił się w okropnych bólach na zimnym bruku, w ciemną noc, samotny, konał aż do świtu. Jego gorąca młoda krew spłukała zimny bruk. Zastanawiano się, dlaczego Lindner znalazł się wśród 50 zastrzelonych szmuglerów, gestapowców, piekarzy itp. Przypuszczano, że zabito go, ponieważ sporządzał materiały statystyczne do nielegalnego wydawnictwa, które zostało zdekonspirowane. Przypuszczano także, że zginął z powodu swej działalności w JIKOR. Na poparcie tego przypuszczenia przytaczano fakt, że akurat tego wieczoru, kiedy zamordowano Lindnera, agenci Gestapo szukali go w lokali kuchni ludowej przy Lesznie 40 i tego właśnie dnia autor niniejszych słów miał wygłosić odczyt pt. „Kidusz ha-Szem ongiś a dziś”. Na podwórzu kamienicy przy Lesznie 52, gdzie mieszkał Lindner, odbyła się cicha, niema, lecz bardzo wymowna demonstracja. Zebrało się kilkuset znajomych, przyjaciół, towarzyszy, którzy przyszli oddać hołd młodemu Menachemowi [Lindnerowi].” (s. 188-189)

</document>
<document nplp_id="8836" title="NALEWKI 3" slug="nalewki-3">

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Leszno 52 uparło się: nie zapłacimy wykupnego za [zwolnienie od] parówki. Córki właściciela domu poszły do kąpieli. Nalewki 3 i 20 zapłaciły 7 000 zł za parówkę. Domy żydowskie płacą za to ogromne sumy.” (s. 109)</document>
<document nplp_id="8837" title="NALEWKI 20" slug="nalewki-20">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Leszno 52 uparło się: nie zapłacimy wykupnego za [zwolnienie od] parówki. Córki właściciela domu poszły do kąpieli. Nalewki 3 i 20 zapłaciły 7 000 zł za parówkę. Domy żydowskie płacą za to ogromne sumy.” (s. 109)
</document>
<document nplp_id="8841" title="KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 21-23" slug="krakowskie-przedmiescie-21-23">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przedwczoraj zabrali pomnik Nieznanego Żołnierza [edytorka pisze, iż jest to informacja nieprawdziwa]. Nikt nie składa już kwiatów pod pomnikiem Mickiewicza.” (s. 107)</document>
<document nplp_id="8842" title="TŁOMACKIE 13" slug="tlomackie-13">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Zwiedziłem warsztaty i skład na Prostej, Tłomackie 13.” (s.141)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Z restauracji Gertnera [Cafe Gertner] wyciągnęli wszystkich do robót. Na ulicach nikogo nie ruszali. Otoczyli Kercelak i wszystkich wzięli do pracy. Tak samo w tramwajach.” (t. 29: s. 108)
„Kawiarnia Gertnera obecnie aryjska. Przychodzą tam wyłącznie Żydzi. Kelnerki są Żydówkami, ale muszą udawać Polki. Nie odpowiedziały na moje pytanie zadane po żydowsku.” (t. 29: s. 108)
ONI, II

„Jako jeden z najaktywniejszych członków Zarządu Związku Literatów i Dziennikarzy (przy Tłomackiem 13), troszczy się tow. Sagan o los młodych pisarzy i dziennikarzy, których położenie było w owym czasie tragicznie. Z inicjatywy tow. Sagana powołano specjalną sekcję zajmującą się bezrobotnymi, która wywalczyła niejednemu dobremu pisarzowi posadę – w prasie codziennej, w wydawnictwach różnych stowarzyszeń i związków – i tym samym kawałek chleb.” (t. 29a: s. 137)</document>
<document nplp_id="8845" title="NOWY ŚWIAT 15" slug="nowy-swiat-15">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
 „9 maja [1940] słyszałem, że poprzedniego dnia Polacy pochowali się w kościołach, w ruinach domów, po podwórzach. Ludzie wyskakiwali z tramwajów. Obstawili ‘Café Club’ i zabrali stamtąd wszystkich. Mówią, że brali także Żydów, ale były to tylko odosobnione wypadki. Mówią, że przyczyną tego jest podobno to, że chcą zastraszyć Polaków w związku z wiadomością o Bałkanach [?].” (s. 110)</document>
<document nplp_id="8847" title="Róg ulic NALEWKI/NOWOLIPKI [KRAMY NALEWKOWSKIE]" slug="rog-nalewek-nowolipek-kramy-nalewkowskie">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie budują mury na linii Nalewki-Kramy Nalewkowskie – także Przejazd-Nowolipie. Dopatrują się w tym zalążka getta, które nagle stanie się faktem.” (s. 110)
</document>
<document nplp_id="8849" title="ŚWIĘTOJERSKA 11" slug="swietojerska-11">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś dwudziestego siódmego maja [1940], słyszałem następującą historię: na Świętojerskiej 11 mieli wznieść mur, dali łapówkę, więc przesunęli na Świętojerską 13, dali łapówkę, więc przesunęli dalej. To samo dzieje się w innych rejonach, jak np. na Nalewkach, Nowolipkach, gdzie dotychczas nie ma murów, bo dano w łapę.” (s. 114)</document>
<document nplp_id="8850" title="ŚWIĘTOJERSKA 13" slug="swietojerska-13">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś dwudziestego siódmego maja [1940], słyszałem następującą historię: na Świętojerskiej 11 mieli wznieść mur, dali łapówkę, więc przesunęli na Świętojerską 13, dali łapówkę, więc przesunęli dalej. To samo dzieje się w innych rejonach, jak np. na Nalewkach, Nowolipkach, gdzie dotychczas nie ma murów, bo dano w łapę.” (s. 114)</document>
<document nplp_id="8851" title="SMOCZA 43" slug="smocza-43">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Smoczej jest Pfeiffer [Fabryka Garbarska P.F. ‘Bracia Pfeiffer’], na Nowolipkach [18] kościół, na Mylnej Szpital Ewangelicki, Hennenberg [Fabryka Wyrobów Metalowych] na Chłodnej [22].” (s. 149)
</document>
<document nplp_id="8854" title="WILCZA" slug="wilcza">


&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W ostatnich dniach (28 sierpnia [1940]) przesiedlenia w ciągu pół godziny z polskich ulic (Wilczej, Karolkowej i innych)." (s. 118)
&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI C
„Zatrzymaliśmy się na Wilczej i wtedy dopiero zorientowałem się, jaki ta wyprawa ma charakter. To nie byli ludzie, którzy przyjechali po swoje rzeczy, nie, to były hieny liczące na grabież. Wiedzieli, że na Wilczej mieszkali bogaci lokatorzy i że w piwnicach można znaleźć ciekawe rzeczy. Zrozumiałem, że jestem w wyjątkowo plugawym towarzystwie.
Jakaś baba chciała koniecznie zejść do piwnicy. Niemiec to z początku kwestionował, zrobiła się awantura, w końcu zeszli oboje. Ona wróciła taszcząc jakieś toboły, on – dopinając rozporek. Patrzyłem na to i robiło mi się niedobrze. Byłem przerażony, sparaliżowany, nie tylko w sensie fizycznym, ale i, jeśli tak można powiedzieć, moralnym. Objechaliśmy kilka adresów. Oczywiście nie miałem szans dojechania do Filtrowej i wcale tam nie dotarłem. W pewnym momencie Niemiec spojrzał na zegarek, zarządził odwrót, woźnica zaciął konia i wróciliśmy”. (s. 201-202)
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Trasa: Wilcza - Wspólna 58,  - Trasa: Wspólna 58 - Wilcza,</document>
<document nplp_id="8855" title="KAROLKOWA [poza gettem]" slug="karolkowa-poza-gettem">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Do ostatniego planu dodano, uzupełniając ghetto, ulicę Karolkową.” [2 X 1940] (s. 125)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W ostatnich dniach (28 sierpnia [1940]) przesiedlenia w ciągu pół godziny z polskich ulic (Wilczej, Karolkowej i innych)." (s. 118)
</document>
<document nplp_id="8856" title="LWOWSKA 1" slug="lwowska-1">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W tych dniach miało miejsce na Lwowskiej 1 następujące tragiczne wydarzenie: przyłapano uczestników zebrania kolporterów podziemnej gazetki ‘Polska Żyje’, doszło do strzelaniny. Jeden Niemiec został zabity, wszystkich mieszkańców tego domu wraz z kobietami i dziećmi aresztowano, na Lwowskiej 9 wzięto tylko mężczyzn. Niektórzy twierdzą, że wykryto tam tajną radiostację.” (s. 123-124)
</document>
<document nplp_id="8857" title="LWOWSKA 9" slug="lwowska-9">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W tych dniach miało miejsce na Lwowskiej 1 następujące tragiczne wydarzenie: przyłapano uczestników zebrania kolporterów podziemnej gazetki ‘Polska Żyje’, doszło do strzelaniny. Jeden Niemiec został zabity, wszystkich mieszkańców tego domu wraz z kobietami i dziećmi aresztowano, na Lwowskiej 9 wzięto tylko mężczyzn. Niektórzy twierdzą, że wykryto tam tajną radiostację.” (s. 123-124)
</document>
<document nplp_id="8858" title="LWOWSKA 1, 3, 5" slug="lwowska-1-3-5">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Mówią, że zastrzelono 230 osób z Lwowskiej, w tym 4 Żydów. Wszyscy lokatorzy z Lwowskiej 1, 3 i 5, w wieku ponad 12 lat. Mówi się, że 4 Niemców zginęło z rąk oficerów polskich.” (s. 125)
</document>
<document nplp_id="8859" title="RADZYMIŃSKA (poza gettem)" slug="radzyminska-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 19 września [1940], było bardzo niespokojnie. Otoczyli cały Żoliborz i zabrali tysiące Polaków, Żydów zwalniali. To samo dzieło się na Radzymińskiej (Praga). Łapano także Żydów do robót. Mówią, że na Okęciu zabito Niemców, stąd te areszty. Brak jednak dokładnych wiadomości w tej sprawie.” (s. 124)
</document>
<document nplp_id="8860" title="DŁUGA 19" slug="dluga-19">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W gmachu Urzędu Skarbowego na Długiej wykryto podobno tajną polską drukarnię.” (s. 124)</document>
<document nplp_id="8861" title="JAZDÓW 2 (SZPITAL UJAZDOWSKI)" slug="jazdow-2-szpital-ujazdowski">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Szpitalu Ujazdowskim na ogólną liczbę 1500 chorych leży 70 rannych Żydów. Są dobrze traktowani. Polacy mają ‘matki chrzestne’, Żydzi nie.” (s. 124)
„Wzięli dr Gelmana [być może dr Gedalia Gelman], człowieka garbatego, do robót w Szpitalu Ujazdowskim. Tak go kopali, że leciał aż do drzwi.” (s. 127)
</document>
<document nplp_id="8862" title="DZIELNA 31" slug="dzielna-31">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dziś, 3 października [1940], w pierwszym dniu Rosz ha-Szana, panował ciężki nastrój. Żydom z Dzielnej 31 kazano opuścić kamienicę w ciągu bardzo krótkiego czasu. Za zezwolenie na wyniesienie walizki płacono dozorcy 10 zł. Również polski policjant robił interesy. Żydzi przerzucali swoje rzeczy przez płot.” (s. 137)
„Tragarze wykorzystują każde zamieszanie, żeby zarobić. Kiedy zamknięto dom przy Dzielnej 31, lokatorzy przerzucili dobytek przez płot, wówczas tragarze zatrzasnęli bramę i zażądali od każdej paczki po 2-3 zł.” (s. 145)
</document>
<document nplp_id="8863" title="BARSKA 28/30" slug="barska-28-30">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dużo firm jak ‘Wedel’ i inne, usunęło wywieszki: „Żydzi niepożądani”. Charakterystyczne, że na firmie żydowskiej ‘Plutos’ znajdował się napis: ‘Żydzi niepożądani’. Znam firmę, która zmuszała zredukowanych robotników żydowskich do przychodzenia nadal do pracy, gdyż nie opanowała wszystkich tajników produkcji i grożono Galejami w razie nieprzyjścia do fabryki.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="8865" title="POWIŚLE" slug="powisle-2">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dzisiaj wyrzucono Żydów i Polaków z nędznych domków na Powiślu; wyznaczono trzydniowy termin.” (s. 142)
„Chrześcijanie z Powiśla, są to piaskarze, powiadają, że nie ruszą się z miejsca, choćby miała polać się krew.” (s. 145)

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Więc idziemy - Żoliborz – Powiśle –Praga.
Adresy - skąd brałyśmy te adresy? Ktoś mnie kiedyś o to zapytał. Nie umiałam odpowiedzieć. Może karteczki w bramach - pokój do wynajęcia? O, nie. Raczej – najczęściej – poprzez jakoś rozgałęziające się kontakty z ludźmi „pewnymi”.” (s. 144)
</document>
<document nplp_id="8867" title="ELEKTORALNA 5" slug="elektoralna-5">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Całe miasto obwieszone jest białymi kartkami o zamianie mieszkań przez Żydów i chrześcijan. Ściana obok Biura Kwaterunkowego Gminy jest całkowicie biała.” (s. 146)

</document>
<document nplp_id="8869" title="CEGLANA 11" slug="ceglana-11">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Ceglanej jest fabryka Ulricha, co zadecydowało, że ulica ta zostanie wyłączona z getta.” (s. 147)</document>
<document nplp_id="8870" title="WOLSKA 18" slug="wolska-18">
Adam Czerniaków
JA, I
„Załatwiłem sprawę subwencji dla sierocińców na Wolskiej.” [4 I 1940] (s. 58)
JA/ONI, I
„Schubert dzwoni, że jutro dygnitarze zwiedzą Gminę, szpital, Wolską etc.” [2 X 1940] (s. 125)


Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na pogrzebie niemowląt z Wolskiej [dzieci z internatu przy ulicy Wolskiej] położyły wieniec z napisem: ‘Od głodujących dzieci – dla dzieci, które zginęły z głodu’.” (s. 131)
„Dziś Wolska posłała swe dzieci gołe i bose na Tłomackie 5. Miała to być demonstracja przeciwko Gminie, ale przepędzono je stamtąd, więc zawrócili wóz.” (s. 147)
</document>
<document nplp_id="8872" title="ŻELAZNA, ŁUCKA, WRONIA, ŚLISKA, PAŃSKA [OBSZAR]" slug="zelazna-lucka-wronia-sliska-panska-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Kiedy dowiedziano się przed kilku dniami, że Żelazna wraz ze wszystkimi pobliskimi ulicami: Łucką, Wronią i końcowym odcinkiem Śliskiej, Pańską i innymi zostają wyłączone z getta, zapanowała bezgraniczna rozpacz. Ludzie mówili: ‘Niech nas już lepiej wytrują gazami, zamiast tak męczyć”. Na tamte ulice przeprowadziło się z sąsiednich ulic, jak również z Pragi, przeszło 7000 Żydów. Były tam małe mieszkania, na które wymieniali swe mieszkania Żydzi prascy. Chrześcijanie, którzy przeprowadzili się z południowej części miasta do mieszkań żydowskich, zamienili mieszkania na większe, natomiast Żydzi odwrotnie – na mniejsze.” (s. 147)
</document>
<document nplp_id="8934" title="WARECKA 9" slug="warecka-9">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Wareckiej 9 pewien Niemiec kontrolował, co Żydzi wynoszą. Każdy przedmiot z osobna.” (s. 147)
</document>
<document nplp_id="8935" title="KARMELICKA 10/MYLNA" slug="karmelicka-10-mylna">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Kilka dni temu wypłynął projekt zajęcia Mylnej i tym sposobem utworzenia dostępu do Szpitala Ewangelickiego.” (s. 148)
„Na Smoczej jest Pfeiffer [Fabryka Garbarska P.F. ‘Bracia Pfeiffer’], na Nowolipkach [18] kościół, na Mylnej Szpital Ewangelicki, Hennenberg [Fabryka Wyrobów Metalowych] na Chłodnej [22].” (s. 149)
</document>
<document nplp_id="8936" title="CHŁODNA 22" slug="chlodna-22">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Smoczej jest Pfeiffer [Fabryka Garbarska P.F. ‘Bracia Pfeiffer’], na Nowolipkach [18] kościół, na Mylnej Szpital Ewangelicki, Hennenberg [Fabryka Wyrobów Metalowych] na Chłodnej [22].” (s. 149)</document>
<document nplp_id="8937" title="GÓRCZEWSKA 9" slug="gorczewska-9">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W Warszawie zostały zniszczone najpiękniejsze internaty: Korczaka na Krochmalnej. Dom Starców.” (s. 149)</document>
<document nplp_id="8938" title="ELEKTORALNA 1, 3" slug="elektoralna-1-3">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przeprowadzono błyskawiczny spis ulic. Elektoralna 1 i 3 wyłączone z getta. Zamurowano wylot na Elektoralną, a otwarto na Przechodnią, która nie należy do getta.” (s. 148)</document>
<document nplp_id="8939" title="PRZECHODNIA" slug="przechodnia">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Przeprowadzono błyskawiczny spis ulic. Elektoralna 1 i 3 wyłączone z getta. Zamurowano wylot na Elektoralną, a otwarto na Przechodnią, która nie należy do getta.” (s. 148)

Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, I
„Ojciec stał na ulicy z gołą głową, trzymając klucz. Mordchaj chodził tam i z powrotem, widłami zwalał na furę sterty trawy morskiej i rozsypane daleko źdźbła deptali przechodnie.
- Murują, murują. Na Ptasiej, Przechodniej, Rymarskiej, i końca nie widać!
Rękami zgarniał, miotłą wymiatał ostatnie resztki, kiedy ojciec w roztargnieniu rozglądał się dokoła jak przebudzony ze snu. Szukał stróża, któremu wręczyć miał klucz.
- Te worki zabrać? Zabieram, na co to wam?
- Zabieraj.
Zabrał i pojechał: niedaleko miał.
- Już Długa zamurowana!” (s. 44)</document>
<document nplp_id="8940" title="SKÓRZANA [obecnie nie&amp;nbsp;istnieje]" slug="skorzana-obecnie-nie-istnieje">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Domy na Granicznej zostały z tej strony zamurowane i otwarto wyjście na Skórzaną, ale w ten sposób uratowano te kamienice dla getta.” (s. 148)
</document>
<document nplp_id="8942" title="NOWOLIPKI 18" slug="nowolipki-18">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Smoczej jest Pfeiffer [Fabryka Garbarska P.F. ‘Bracia Pfeiffer’], na Nowolipkach [18] kościół, na Mylnej Szpital Ewangelicki, Hennenberg [Fabryka Wyrobów Metalowych] na Chłodnej [22].” (s. 159)

Ita Dimant
JA, IIIA

„Wybieram się do krawca. Jego siostra idzie mną do pracowni - Nowolipki 18, by mi wydać palto. Pakuje je wychodzę. Ale muszę się szybko cofnąć. Na podwórku pełno policji. Gwizdki i krzyki: ,,Wychodzić!". Wszyscy schodzić. Już słychać strzały. Pędzę schodami w górę, schować się, gdzieś się ukryć. Nie chcę iść sama, by nawet Sarenka nie wiedziała, gdzie się podziałam. Przecież jeśli iść, to już razem z nią, lub z nią się rozstać. Serce bije jak oszalałe. Jakiś strych, ale nie ma się gdzie ukryć. Jakiś wyłom w murze. Przedostaję się przez ten wyłom. Paczka mi wypada z rąk. Jestem na takim samym strychu. Boże, nie mam mojej skórzanej torby z dokumentami i pieniędzmi. Teraz już przepadłam. Przeskakuję przez ten sam wyłom z powrotem. Szukam torby - nie ma. Ale nie, to nie tu najpierw byłam, to jest inny strych. Znów jakiś wyłom w murze, przechodzę i znów taki sam strych. Czy ja oszalałam? Patrzę błędnie, wciąż przeskakując przez jakiś wyłom, i wciąż jestem, zda się, na tym samym strychu. I do jakiej klatki schodowej dochodzę z myślą, że może ona prowadzi na inne podwórko - słyszę na dole gwizdki policji, tupot ich nóg po schodach i walenie w pozamykane drzwi. Więc pędzę z powrotem, znów przeskakuję przez dziurę w murze i już nie wiem, co się ze mną dzieje... Kucam w jakimś kącie, gryzę palce do krwi, myśląc gorączkowo: nie, nie, tylko nie wpaść w obłęd, tylko nie tracić przytomności, może tu nie przyjdą... Nagle w gorączkowym poszukiwaniu jakiegoś schowka odkrywam duże, żelazne, okute drzwi. Ciągnę je w kąt strychu, opieram jednym końcem o belkę wystającą jakieś piętnaście cm od podłogi - i rozciągam się na podłodze, przykrywając się tymi drzwiami. Głowę nakrywam jeszcze jakimiś walającymi się tam lumpami i śmieciami i leżę. Ciężko mi oddychać, ciało mi drętwieje, serce, zda się, chce przebić klatkę piersiową. Już zaczynam wpadać w odrętwienie umysłowe, gdy nagle budzą mnie z tego stanu zbliżające się kroki. Ktoś wchodzi na strych... przeszedł jeden, drugi - już jest na tym, gdzie ja się znajduję... Uspokój się, serce moje, nie bij tak głośno, że, zda się, słychać każde uderzenie o kilometr. Właśnie w tej chwili czuję, że muszę się poruszyć, gdyż inaczej się zaduszę. Ale ostatnią resztką woli powstrzymuję się - nie znaleźli - przeszli dalej. By ktoś był pod żelaznymi, okutymi drzwiami, leżącymi prawie na samej podłodze nie mogli przypuszczać. Po jakimś czasie, trwającym, zda się, wieki, usłyszałam nawoływanie ludzi, pytających się wzajemnie, kto został zabrany, kto zabity. Zrozumiałam, że już po blokadzie.” (s. 58-59)

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIIB

„W niedzielę 6 września [1942] nad ranem obudziła mnie krzątanina naszych współlokatorów, którzy jak szaleni biegali po pokojach pakując swoje manatki. Okazało się, że w nocy na murach bloku policyjnego rozklejono nowe zarządzenie. Wszyscy mieszkańcy bloku mieli opuścić domy przed godziną dziesiątą rano i chwilowo udać się bardziej na północ, na ulicę Wołyńską.” (s. 98)

JA, IIIB

„Ulica Wołyńska, której nigdy przedtem nie widziałam, należała do najnędzniejszych, najbardziej zaniedbanych i brudnych ulic warszawskiego getta. Ludzi, którzy mieszkali kiedyś w przerażających ruderach dawno już wywieziono. Drzwi wszystkich mieszkań pootwierane, ukazując przyprawiający o mdłości brud i spustoszenie. Nowo przybyli zapędzeni do mieszkań przez żydowskich policjantów na służbie, siadali na podłodze jeden tuż przy drugim (...) Od policjanta, który usadowił własną rodzinę obok nas, usłyszałyśmy, że że nasz pobyt na Wołyńskiej może potrwać kilka godzin, bądź kilka dni. Nikt nie wiedział na pewno, po co nas sprowadzono. Nagle przypomniałyśmy sobie, że nie mamy nic do jedzenia. Byla dziewiąta pozostała nam jedna godzina. Mimo ostrego sprzeciwu Mamy, postanowiłam wrócić na Nowolipki, żeby zabrać ziemniaki. Obok nas siedzieli nasi współlokatorzy z mieszkania na Nowolipkach, doktor Koenig z żoną i dwoma synami. Starszy z tych chłopców, trzynastoletni Adam, który był wyjątkowo sprytny, zaoferował się pójść ze mną, doprowadzając swoją matkę do istnego ataku histerii. Wyśliznęliśmy się jakoś z zatłoczonego mieszkania i z wielkim trudem zaczęliśmy przedzierać się pod prąd, bo tłum walił wciąż jeszcze na północ. Gdy dotarliśmy do rogu Nowolipek, ujrzeliśmy Ukraińców i Łotyszy obstawiających właśnie tę ulicę. Cofnęliśmy się przerażeni i wiedzeni instynktem wpadliśmy do najbliższej bramy. Dom był wymarły, wszyscy mieszkańcy już go opuścili. Chciałam natychmiast wracać na Wołyńską, ale Adam chwycił mnie za rękę i pociągnął na schody. Frontowe drzwi mieszkań, zgodnie z rozkazem, były otwarte. Wtargnęliśmy do pierwszego z brzegu mieszkania. Nim zdążyłam zrozumieć, co robię w cudzym domu, Adam zaczął myszkować po pokojach w poszukiwaniu żywności. Wkrótce trafił na na sześć puszek z sardynkami ukrytych w szafie. Dwie z nich wsunął do mojej kieszeni, resztę wziął dla siebie i niezwłocznie ruszyliśmy w drogę powrotną. Wylądowaliśmy na Wołyńskiej punktualnie o dziesiątej.” (s. 99 - 100)

„Teraz oczekiwało nas nowe niebezpieczeństwo: powrót do bloku [Nowolipki]. Wkrótce padł rozkaz, by wszyscy opuścili ulicę Wołyńską i zebrali się na obszernym dziedzińcu Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19]. Julka nie było z nami. Mama straciła go z oczu w czasie rejestracji. Wyruszyłyśmy z tłumem, Zosia i ja przyklejone do Mamy z obu stron, pozbawione “numerów życia”. (...) W płomiennym blasku zachodzącego słońca SS-owcy, uzbrojeni w pejcze i karabiny krzątali się energicznie po dziedzińcu, ustawiając niesforny tłum w regularną kolumnę. Wrzaskiem, gwizdem i pejczami zapędzali ludzi w zwarte szeregi. Z nas i dwoja nieznajomych uformowano przepisową piątkę i dołączyliśmy do kolumny. Następne piątki natychmiast ustawiły się za nami: Niemcy działali szybko i sprawnie. Ludzie byli wystraszeni i tylko dyszeli ciężko, nie śmiąc odezwać się ani słowem.” (s. 103)

JA, IIIC

„W końcu września blok policyjny przeniósł się z Nowolipek na Zamenhoffa [nry od 30 do 40). Z okna mojego nowego pomieszczenia widziałam teraz pamiętny dziedziniec Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19], a po jego lewej stronie pilnie strzeżoną bramę skurczonego getta.” (s. 107)
</document>
<document nplp_id="8943" title="ŁUCKA [poza gettem]" slug="lucka-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Łuckiej były wypadki, że Polacy, którzy się wyprowadzili przed południem, wrócili po południu po komunikacie nadanym przez megafony i wygonili Żydów z mieszkań, zabierając zarazem ich rzeczy.” (s. 150)

OBSZARY:
- Obszar: Żelazna/Łucka/Wronia/Śliska/Pańska,

TRASY:
- Trasa: Aleja Szucha 25 - Marszałkowska - Plac Zbawiciela - Koszykowa - Nowogrodzka - Żelazna - Łucka - Leszno - Orla,</document>
<document nplp_id="8945" title="KRÓLEWSKA 43" slug="krolewska-43">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Stary Gepner przychodzi codziennie do biura swej milionowej firmy [Królewska 43], choć nie ma tam nic do roboty. Chce w ten sposób zaprotestować przeciwko zabraniu mu majątku. Samo jego zjawienie się wystarcza jako niemy protest. Nie wchodzi z frontu, gdyż tam niekiedy dostaje się niekiedy w skórę od tamtych, tylko tylnymi drzwiami. Polski personel mówi mu jednak ‘dzień dobry’.” (s. 152)</document>
<document nplp_id="8946" title="OPACZEWSKA 2a" slug="opaczewska-2a">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Wyższe uczelnie w Warszawie, z wyjątkiem Wolnej Wszechnicy Polskiej, nie wydają Żydom duplikatów dokumentów.” (s. 156)
</document>
<document nplp_id="8947" title="NOWOLIPIE/ MYLNA/ PRZEJAZD 5 [OBSZAR]" slug="nowolipie-mylna-przejazd-5-obszar">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Sprawa Nowolipie-Mylna. Ludzie zaproponowali pastorowi [ks. Stefanowi Skierskiemu] przeprowadzenie korytarza przez teren żydowski przy ul. Przejazd 5. Zebrano kilka tysięcy złotych i w ten sposób uniemożliwiono zamianę ze szpitalem na Czystem.” (s. 156)</document>
<document nplp_id="8948" title="CHŁODNA 34" slug="chlodna-34">

&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W zeszłym roku w czasie bombardowań, jedyną funkcjonującą filią Biblioteki Publicznej była żydowska. Brało tam książki około 30 osób, w tym 25 Żydów, nie zważając na niebezpieczeństwo, z jakim było powiązane przedostanie się do biblioteki. Wielki głód wiedzy i czytelnictwa młodzieży żydowskiej.” (s. 156)</document>
<document nplp_id="8949" title="DZIELNA 31, 33" slug="dzielna-31-33">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Okazuje się, że wypędzenie Żydów z domów przy ul. Dzielnej 31 i 33, obok więzienia, było aferą. Jedną z wielu.” (s. 156)
</document>
<document nplp_id="8950" title="NOWOLIPIE 18" slug="nowolipie-18">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W domu przy ul. Nowolipie 18 aresztowano fryzjera żydowskiego, który rozpowszechniał wiadomości radiowe, otrzymane od maglarki z tegoż podwórza. Aresztowano całą grupę Żydów, następnie klientów.” (s. 157)
</document>
<document nplp_id="8951" title="GRZYBOWSKA 68" slug="grzybowska-68">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Opowiadano mi o jednym, który siedem razy przeprowadzał się z powodu zmieniania granic getta. Inny cztery razy: wysiedlony z Hożej, Freta, Grzybowskiej 68 i stamtąd po raz czwarty.” (s. 159)
</document>
<document nplp_id="8952" title="LESZNO 18-TŁOMACKIE 5 [TRASA]" slug="leszno-18-tlomackie-5-trasa">
Emanuel Ringelblum
JA, I
„Droga do biura trwa ostatnio godzinę, a nawet i więcej. Trzeba długo wyczekiwać w bramach, aż minie niebezpieczeństwo. Jeśli łapią na Lesznie, to natychmiast wiedzą o tym na Muranowie.” (s. 159)
</document>
<document nplp_id="8953" title="LESZNO-GRZYBOWSKA [TRASA]" slug="leszno-grzybowska-trasa">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Z wielkim pośpiechem budują mury wokół getta. Droga Leszno-Grzybowska utrudniona.” (s. 160)
</document>
<document nplp_id="8954" title="ELEKTORALNA 32" slug="elektoralna-32">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Na Elektoralnej 32 mieszka chrzczony Żyd Grajerzon; jego córki, zacięte antysemitki, muszą nosić opaskę żydowską. Inni wychrzczeni wyjechali do małych miast, zmienili adresy, nazwiska itd.” (s. 164)
</document>
<document nplp_id="8955" title="LESZNO 40" slug="leszno-40">
Rachela Auerbach
JA, II C

„Oto raz widziałam na własne oczy opodal bramy domu, gdzie mieści się kuchnia (Leszno 40, przyp. DK) i zarazem rejon policji żydowskiej , u wejścia do cukierni, trupa dziecięcego przykrytego płachtą plakatu „Miesiąca Dziecka” z napisem: &amp;lt;Ratujmy dzieci! Nasze dzieci muszą żyć!&amp;gt;.” (s. 125)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Hale przy ul. Leszno 40 zostały zamknięte przez policjanta polskiego, który żąda 1000 zł. Zbierają dla niego pieniądze.” (t. 29: s. 165)

ONI, II D [17/18 kwietnia 1942]

„Około wpół do 12 w nocy przyszli do tow. Lindnera oficerowie Gestapo, rozpytywali go o jego badania, zachowywali się uprzejmie i po dżentelmeńsku, w końcu zabrali go ze sobą do samochodu i zawieźli na Mylną. Tam znajdowali się już inni agenci Gestapo, którzy kazali Lindnerowi pójść przed siebie, oświetlili z tyłu i wpakowali mu kulę w głowę. Kilka godzin Menachem wił się w okropnych bólach na zimnym bruku, w ciemną noc, samotny, konał aż do świtu. Jego gorąca młoda krew spłukała zimny bruk. Zastanawiano się, dlaczego Lindner znalazł się wśród 50 zastrzelonych szmuglerów, gestapowców, piekarzy itp. Przypuszczano, że zabito go, ponieważ sporządzał materiały statystyczne do nielegalnego wydawnictwa, które zostało zdekonspirowane. Przypuszczano także, że zginął z powodu swej działalności w JIKOR. Na poparcie tego przypuszczenia przytaczano fakt, że akurat tego wieczoru, kiedy zamordowano Lindnera, agenci Gestapo szukali go w lokali kuchni ludowej przy Lesznie 40 i tego właśnie dnia autor niniejszych słów miał wygłosić odczyt pt. „Kidusz ha-Szem ongiś a dziś”. Na podwórzu kamienicy przy Lesznie 52, gdzie mieszkał Lindner, odbyła się cicha, niema, lecz bardzo wymowna demonstracja. Zebrało się kilkuset znajomych, przyjaciół, towarzyszy, którzy przyszli oddać hołd młodemu Menachemowi [Lindnerowi].” (t. 29a: s. 188-189)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIA

22.XII.40: „Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów” (s. 93).

</document>
<document nplp_id="8956" title="ELEKTORALNA 11" slug="elektoralna-11">
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ulicę Sienną nazywa się Neofiten-Straße, bo mieszka tam wielu wychrzczonych Żydów, podobnie na Elektoralnej, zwłaszcza w domu pod nr. 11, gdzie wisi mnóstwo wizerunków Chrystusa i podobne rzeczy.” (s. 165)
</document>
<document nplp_id="8959" title="CHŁODNA-CHŁODNA 29-KROCHMALNA [TRASA]" slug="chlodna-chlodna-29-krochmalna-trasa">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Aby ominąć skrzyżowanie Żelaznej i Chłodnej, schodzi się daleko w głąb Chłodnej i stamtąd przez Chłodną 29 wychodzi się na Krochmalną. Dowiedzieli się o tym i zamurowali przejście przez to podwórze.” (s. 170)</document>
<document nplp_id="8961" title="Róg ulic TŁOMACKIE/BIELAŃSKA" slug="skrzyzowanie-tlomackie-bielanska">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Przy skrzyżowaniu Tłomackiego i Bielańskiej stoi długi rząd tramwajów. Kontrolują, czy nie ma Żydów w wagonach. Każą wszystkim wysiąść i sprawdzają dokumenty. Przypomina to poniekąd jakiś punkt graniczny.” (s. 167)

</document>
<document nplp_id="8962" title="SENATORSKA 29 (DAWNA GALERIA LUXENBURGA)" slug="senatorska-29-dawna-galeria-luxenburga">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Meble zarekwirowane w mieszkaniach żydowskich zawożą do kina ‘Splendid’ (‘Sfinks’) i tam można je częściowo wykupić. Nasi bracia, synowie Izraela, pomagają przy tym.” (s. 167)</document>
<document nplp_id="8964" title="SOLNA/CIEPŁA [OBSZAR]" slug="solna-ciepla-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Mówi się o wybudowaniu dwóch mostów (wiaduktów) miedzy Solną i Ciepłą oraz między Bonifraterską i ulicą Przebieg.” (s. 171)

</document>
<document nplp_id="8966" title="KROCHMALNA 59" slug="krochmalna-59">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Z powodu fabryki na Krochmalnej [Browar Haberbuscha i Schielego] trzeba było podzielić ulicę na dwie części i otoczyć ją długim parkanem, zabierając przy tym dużo sklepów na Mirowskiej.” (s. 148)</document>
<document nplp_id="8967" title="LESZNO 70-78" slug="leszno-70-78-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Dziś znów zagrożone było Leszno 70-78. Mówią, że szkoła Konarskiego nie chce się wyprowadzić. Również na Bagnie zagrożone są niektóre kamienice.” (s. 172)

</document>
<document nplp_id="8968" title="WIDOK 25" slug="widok-25">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Mówi się, że podpisanie zarządzenia o utworzeniu getta miało miejsce w restauracji ‘Pod Bachusem’. Nad  ranem, po pijanemu, ustanowiono wachy, które miały nie wypuszczać Żydów z getta.” (s. 174)

</document>
<document nplp_id="8970" title="PIASECZNO-GETTO [TRASA]" slug="piaseczno-getto-trasa">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Dziś przybyli furmankami Żydzi z Piaseczna, kobiety i dzieci na wozach, mężczyźni piechotą.” (s. 178)</document>
<document nplp_id="8971" title="TŁOMACKIE/BIELAŃSKA" slug="tlomackie-bielanska">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Poczta przyjmuje paczki z tamtej strony, można więc posłać paczkę z Bielańskiej na Tłomackie.” (s. 180)

</document>
<document nplp_id="8972" title="KAWĘCZYŃSKA" slug="kaweczynska">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)
„Rano Gmina. Na Kawęczyńską prawie nikt się nie stawił. Paemeler odroczył do piątku 1000 robotników. Byłem na Szopena u ... Oberscharführera (Schlosshauptmann). Pragnie wyrzucić Signera. Uspokoiłem. Poza tym żąda, aby 14 rob[otników] płatnych, 200 rob[otników], 50 kobiet i 35 rob[otników] wykwalifikowanych] pracowało bez zapłaty z jego strony. Poza tym różne inne żądania.” [3 IX 1940] (s. 118)
ONI, I
„Na Kawęczyńskiej 318 robotników.” [16 IX 1940] (s. 122)



Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Ludzie z Gminy Żydowskiej przy każdej sposobności straszą Kawęczyńską [chodzi o punkt zborny dla Żydów skąd wysyłano do obozów pracy], obozem pracy itd. Używają takiego języka: ‘W zębach przyniesiesz pieniądze’. Chojracy, cwaniacy w oficerkach przejęli władzę w Gminie. Posady za łapówkę: stróż 300 zł, poczta 500 zł, za każdą posadę trzeba zapłacić. Kogoś urządzono na posadzie za 600 zł w ciągu jednego dnia. Banda macherów i kombinatorów panoszy się w Gminie Żydowskiej bez żadnej kontroli. Niektórzy kierownicy wydziałów są porządni, ale nie mają społecznego podejścia.” (s. 180)

</document>
<document nplp_id="8974" title="GRZYBOWSKA 48" slug="grzybowska-48">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Na Grzybowskiej 48 była chrześcijańska instytucja dobroczynna. Przed wyprowadzeniem się zabrano wszystko, co przedstawiało jakąś wartość, wyrwano futryny z okien, wybito wszystkie szyby, rozebrano piece itp. Teraz jest tam wielki remont.” (s. 182)

</document>
<document nplp_id="8976" title="SIENNA/ SOSNOWA [OBSZAR]" slug="sienna-sosnowa-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Dziś, 12 grudnia [1940], część Siennej od 1-35 [?] do Sosnowej – została wyłączona z getta, w zamian przyłączone zostaną część Leszna do Wroniej i część Nowolipia.” (s. 183)

</document>
<document nplp_id="8977" title="LESZNO-WRONIA [OBSZAR]" slug="leszno-wronia-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Dziś, 12 grudnia [1940], część Siennej od 1-35 [?] do Sosnowej – została wyłączona z getta, w zamian przyłączone zostaną część Leszna do Wroniej i część Nowolipia.” (s. 183)

</document>
<document nplp_id="8978" title="CIEPŁA/HALE MIROWSKIE" slug="ciepla-hale-mirowskie">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„…tymczasem zamurowują coraz to nowe ulice, np. skrzyżowanie Ciepłej i Hal Mirowskich oraz inne. Liczba przejść jest bardzo mała.” (s. 184)</document>
<document nplp_id="8979" title="TŁOMACKIE 3" slug="tlomackie-3">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Wczoraj obudzono Żydów z Tłomackiego 3 o godzinie czwartej nad ranem i zabrano ich do siódmej [wieczorem] na roboty; sprzątali komisariat policji.” (s. 184)</document>
<document nplp_id="8981" title="LESZNO/ ELEKTORALNA/ CHŁODNA [OBSZAR]" slug="leszno-elektoralna-chlodna-obszar">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Getto w Warszawie dzieli się na trzy części: arystokraci – Leszno, Elektoralna, Chłodna; mechesi – Sienna; parchy – reszta.” (s. 185)</document>
<document nplp_id="8983" title="ŚWIĘTOJERSKA 28, 32, 34" slug="swietojerska-28-32-34-obszar">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Wczoraj w Gminie wybuchła wielka awantura, dzielono między swoich posady administratorów. [Meszulam] Kaminer przydzielił swoim córkom największe kamienice, przy Świętojerskiej 28, 32, 34 itp.” (s. 187)

</document>
<document nplp_id="8984" title="SMOCZA 22" slug="smocza-22">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„23.12. 17/12 o godzinie 3.30 po południu zajechała taksówka do detalicznego sklepiku dodatków krawieckich przy Smoczej 22. Wysiadł z niej Niemiec w asyście Żyda. Opróżnili sklepik. Po zakończeniu tej roboty udali się dalej. Z zupełnie wyjątkowym spokojem Niemiec z Gestapo wyciągnął rewolwer i strzelił w tłum Żydów, którzy się tam znajdowali. Byli to wszystko handlarze, którzy stali po przeciwległej stronie ulicy. W rezultacie zginął na miejscy jedenastoletni chłopiec, a kobieta z ulicy Dzielnej została ciężko ranna.” (s. 189-190)

</document>
<document nplp_id="8985" title="GĘSIA 27" slug="gesia-27">
Emanuel Ringelblum
ONI, II A

„Na Gęsiej 27 15-letni chłopiec, któremu płacono tygodniówkę, a który domagał się codziennie coraz więcej (ostatnio płacono mu 15 zł, żądał 25 zł), sprowadził tamtych. Przeprowadzili kilkugodzinną rewizję, zabrali gotówkę, walutę i produkty.” (s. 195)

</document>
<document nplp_id="8987" title="LESZNO 13" slug="leszno-13-2">
Rachela Auerbach
JA, II C

„Cała czwórka nocowała gdzieś na strychu (…), pod wspólnym workiem, ale wolność i samodzielność ceniła sobie ponad wszystko. Bo gdy ja tak długo komenderowałam i wykłócałam się z policjantem P. mającym ich zaprowadzić na punkt gminny, aż to doszło do skutku – cała banda pouciekała, częścią po drodze do kąpieliska, częścią z poczekalni na Leszno 13 i zanim on jeszcze wrócił ze swym historycznym pokwitowaniem z odbioru 4 dzieci, które przechować zamierzam jako dokument – one były już z powrotem prawie w komplecie u nas na schodach i korytarzu, skamląc zwykłym tonem o trochę jedzenia.” (s. 118)

Emanuel Ringelblum
ONI, I (wrzesień 1939)
„Leszno 13 ochroniono 25 września przed pożarem [od] dziesiątek bomb zapalających. Muranowska 16 – tak samo. Chodzono po dachach.” (s. 7)
„Zmiana lokalu [JOINTu]: z Jasnej [11] na Wielką, następnie na Leszno [13].” (s. 6)
„’Jüdische Gaunerei’ powiedzieli patrząc na szyldzik Icyka i Guziczka. Przyszli zabrać łóżka dla lecznicy, nie mogli tego zrobić z powodu powyższego.” (s. 74)
JA, I (wrzesień 1939)
„Młodzież poszczególnych domów, w tym znaczna część młodzieży żydowskiej, dokonywała w dniach oblężenia Warszawy cudów bohaterstwa. Byłem świadkiem, jak młodzież żydowska z domu Leszno nr 13 gasiła bez przerwy pożary, wybuchające ciągle na strychu tego 5-piętrowego domu. Wody nie było, ogień zasypywano piaskiem oraz wodą zebraną z łazienek w poszczególnych mieszkaniach. Młodzież szła w zawody z lotnikami niemieckimi, którzy w dniu słynnego bombardowania Warszawy, w poniedziałek 25 września, z wysokości kilkudziesięciu metrów obrzucali domy bombami zapalającymi, a gdy widzieli wysiłki mieszkańców w gaszeniu wybuchających pożarów, ostrzeliwali ich z karabinów maszynowych. Z wysokości strychu, gdzie na równi z innymi brałem udział w gaszeniu pożaru, mogłem dokładnie zaobserwować sylwetki lotników. Młodzież polska i żydowska dokonywała cudów bohaterstwa w gaszeniu pożarów, usuwając kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt bomb zapalających lub lokalizując ogień i nie dopuszczając do rozprzestrzenienia się ognia na dalsze oficyny lub sąsiednie domy. Pamiętam, z jaką wytrwałością młodzież polska i żydowska domów nr Leszno 18, 20 i 22 gasiła przez kilka dób pożar domu przy ul. Leszno 24, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się ognia na sąsiednie domy. Wspólne niebezpieczeństwo, wspólny trud i praca ludności żydowskiej i polskiej wśród gradu kul, huku wybuchających bomb i pękających szrapneli zespoliły mieszkańców każdego domu w walce ze wspólnym wrogiem, dokonały zbliżenia obu narodów i zasypały przepaść, wykopaną przez wspólnego wroga.” (s. 23-24)

„Jeszcze przed upadkiem Warszawy hydra antysemityzmu zaczęła podnosić głowę. Zdarzało się niejednokrotnie, że do schronów w domach czysto polskich nie przyjmowano Żydów, nawet w chwilach bombardowania. Takie obserwacje poczyniłem w pewnym domu przy ul. Długiej, gdzie we wrześniu 1939 roku pełniłem służbę OPL [obrona przeciwlotnicza]. Komendant naszego schronu nie przyjmował z zasady żydowskich przechodniów do nowocześnie urządzanego schronu. Vis à vis domu przy ul. Leszno nr 18, w którym mieszkałem w czasie bombardowania, mieścił się schron firmy drzewnej „Paged” na Lesznie 13. Gdy oficyna naszego domu została trafiona bombą, mieszkańcy szukali azylu w schronie przy ul. Leszno nr 13. Z motywów antysemickich odmówiono nam, pomimo iż w naszym domu nie było w ogóle schronu. To samo działo się w wielu domach o większości polskiej.” (s. 28)

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II B
4.IV.41’: "Rośnie w getcie liczba szkół i kursów zawodowych. Organizacja ORT otworzyła specjalny kurs dla dziewcząt, którym kieruje Roma Brandes, żona zbiegłego za granicę prawnika i przywódcy żydowskich socjalistów. Obejmuje on następujące specjalności: krawiectwo damskie, szycie ubranek dziecięcych, rękawicznictwo, kapelusznictwo, kaletnictwo i wyrób sztucznych kwiatów. Stowarzyszenie ORT uzyskało na ten cel dwa lokale: przy Lesznie 13 i Nalewkach 13" (s. 108-109)

JA, II B

28.XII.41’: "Po przyjściu do domu znalazłam zaklejoną kopertę, którą zostawił dla mnie Tadek Szajer. Jest w niej jego zdjęcie w mundurze służby sanitarnej. Tadek obecnie pracuje tam jako ochotnik, żeby złagodzić poczucie winy, gdyż czuje się częściowo odpowiedzialny za podejrzane interesy ojca. Na odwrocie fotografii znajduje się napis, widomy znak dręczących go wyrzutów sumienia: „Pewnego dnia, po latach, kiedy będę daleko, może wspomnisz służbę sanitarną przy Lesznie 13… i Tadka, który tak bardzo Cię kocha”. Obok napisu widnieje czerwony znak firmy Photo-Bojm-Forbert, która zawsze należała do największych agencji fotograficznych w Warszawie, a obecnie jest najlepsza w getcie" (s. 212-213).

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień 1942)
„Każdego rana o wpół do siódmej wychodzi ze swoją placówką na stronę „aryjską", na ulicę Leszno. W domu pod numerem trzynastym znajdują się ogromne magazyny mebli pożydowskich. I podczas kiedy inni placówkarze zbierają z mieszkań i przywożą na ciężarówkach meble, Izaak Tempel jest magazynierem na miejscu.
Praca jego nie jest ciężka. Otrzymuje od Niemców zupę i chleb.” (s. 175)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Około połowy czerwca rozeszło się niepokojące pogłoski. Głównym Ich źródłem było nasze lokalne gestapo, to jest grupa zwana „trzynastką” – od jej siedziby przy ulicy Leszno 13. Utrzymywała się ta organizacja przeważnie z szantażowanie właścicieli ukrytych towarów. Hitlerowcy mieli podobno im oświadczyć: powiedzcie waszym współwyznawcom że pozostało im do życia tylko 40 dni!” (s. 41)

</document>
<document nplp_id="8988" title="LESZNO 18, 20, 22, 24" slug="leszno-18-20-22-24">
Emanuel Ringelblum
JA, I (wrzesień 1939)
„Młodzież poszczególnych domów, w tym znaczna część młodzieży żydowskiej, dokonywała w dniach oblężenia Warszawy cudów bohaterstwa. Byłem świadkiem, jak młodzież żydowska z domu Leszno nr 13 gasiła bez przerwy pożary, wybuchające ciągle na strychu tego 5-piętrowego domu. Wody nie było, ogień zasypywano piaskiem oraz wodą zebraną z łazienek w poszczególnych mieszkaniach. Młodzież szła w zawody z lotnikami niemieckimi, którzy w dniu słynnego bombardowania Warszawy, w poniedziałek 25 września, z wysokości kilkudziesięciu metrów obrzucali domy bombami zapalającymi, a gdy widzieli wysiłki mieszkańców w gaszeniu wybuchających pożarów, ostrzeliwali ich z karabinów maszynowych. Z wysokości strychu, gdzie na równi z innymi brałem udział w gaszeniu pożaru, mogłem dokładnie zaobserwować sylwetki lotników. Młodzież polska i żydowska dokonywała cudów bohaterstwa w gaszeniu pożarów, usuwając kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt bomb zapalających lub lokalizując ogień i nie dopuszczając do rozprzestrzenienia się ognia na dalsze oficyny lub sąsiednie domy. Pamiętam, z jaką wytrwałością młodzież polska i żydowska domów nr Leszno 18, 20 i 22 gasiła przez kilka dób pożar domu przy ul. Leszno 24, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się ognia na sąsiednie domy. Wspólne niebezpieczeństwo, wspólny trud i praca ludności żydowskiej i polskiej wśród gradu kul, huku wybuchających bomb i pękających szrapneli zespoliły mieszkańców każdego domu w walce ze wspólnym wrogiem, dokonały zbliżenia obu narodów i zasypały przepaść, wykopaną przez wspólnego wroga.” (s. 23-24)

</document>
<document nplp_id="8992" title="FRANCISZKAŃSKA / WAŁOWA" slug="franciszkanska-walowa">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I (luty 1940)
„Naoczny świadek ekscesów na ul. Franciszkańskiej w lutym 1940 roku opowiada: „Szedł tłum z 200-300 osób, uzbrojonych w drągi, kije i łomy żelazne, na przodzie szli młodzi lotnicy z rewolwerami w ręku. Pochód zamykali Aryjczycy, starsi wiekiem, kierujący ekscesami, którzy bezustannie porozumiewali się z Niemcami i wydawali bandzie opryszków dyspozycje. Tłum wybijał po drodze szyby w oknach. W bramach stały grupy Żydów uzbrojonych w drągi i kije, przygotowanych do obrony. Na rogu ul. Franciszkańskiej i ul. Wałowej tłum chuliganów natknął się na kilkudziesięciu robotników żydowskich uzbrojonych w drągi żelazne, którymi odbijali lód. Doszło do walki, w czasie której padli: 1 chuligan i 2 Żydów”. Na ul. Grzybowskiej odbył się w tym samym czasie pogrom, w którym brali udział lotnicy niemieccy, strzelający bezustannie na wiwat. Banda żołnierzy niemieckich szła za pochodem chuliganerii, ciesząc się z ich wyczynów. Chuligani bezcześcili imię Polski, wznosząc okrzyki: „Niech żyje wolna Polska bez Żydów”. Padło wówczas sporo ofiar żydowskich. I tu Żydzi stali w bramach gotowi do obrony. Na podkreślenie zasługuje męska postawa ludności żydowskiej, która nie dała się sterroryzować bandom antysemickim i przygotowała się należycie do obrony.” (s. 34)</document>
<document nplp_id="9012" title="NALEWKI 33" slug="nalewki-33">
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Pod pretekstem rewizji broni agenci szukali wszędzie i zabierali wszystko. Każda fabryka na terenie IV komisariatu płaciła co najmniej po tysiąc złotych miesięcznie, niektóre zakłady płaciły do 20 000 zł, nawet do 50 000 zł miesięcznie. Młyn na Nalewkach 33, acz zupełnie legalny, bo produkujący dla Judenratu, płacił 20 000 zł miesięcznie. Agenci chodzili od mieszkania do mieszkania, szukając ukrytych towarów. O ile towar był legalny, agenci twierdzili, że towar został skradziony itp. Gdy wyszło rozporządzenie o futrach, agenci szukali wszędzie futer. Giełda futrzana na Wałowej musiała im się opłacać po 1000 zł dziennie. Agenci polityczni byli szarańczą, objadającą wszystko w getcie. To wszystko się jednak opłacało. Siła robocza w getcie była bardzo tania, podatków nielegalne fabryki nie płaciły, opłacała się więc produkcja.” (s. 40)

</document>
<document nplp_id="9014" title="ŻELAZNA 105 [Szop Curta Röhricha]" slug="zelazna-105-szop-curta-rohricha">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II/III

„«Ciuchy» będą podstawą utrzymania setek polskich rodzin robotniczych, które pracowały w rozmaitych „szopach” na terenie getta (Brauer – Nalewki 28-38, Curt Röhrich – Żelazna 105, „K.G. Schultz” – Leszno 76, itd.). Ci to robotnicy polscy przychodzili rano do getta, a wieczorem po zakupieniu „ciuchów” wracali na aryjską stronę. Rewizja osobista na „wachach” była łagodniejsza w stosunku do osób, które nie nosiły opasek. W godzinach rannych przed rozpoczęciem pracy można było widzieć na ul. Leszno, na ul. Żelaznej, na podwórzach nalewkowskich, gdzie mieścił się „szop” Barauera (nr 28-38), tłumy Polaków i Żydów handlujących „ciuchami”,” (s. 41)</document>
<document nplp_id="9016" title="MURANOWSKA 14" slug="muranowska-14">
Emanuel Ringelblum
ONI, II/III (?)

„Dla zilustrowania bezprawia, uprawianego przez urzędników skarbowych, podam jeden wypadek. Do Schönberga, zamieszkałego przy ulicy Muranowskiej 14, przyszło kilku urzędników z XIV Urzędu Skarbowego, domagając się uiszczenia podatku od nieruchomości za jego teści Schermana. Gdy żona Schönberga wzbraniała się spełnić życzenie urzędników, rzucili ją na podłogę i pobili do krwi. Nie mając innej rady, dano tym rabusiom 7000 zł oraz pewne kosztowności. Nie zadowolili się tym, żądając opłaty w naturze… córki pana Schönberga, która miała się do nich zgłosić. Gdy córka się nie zjawiła, przyszli ponownie, grożąc konsekwencjami.” (s. 49)

</document>
<document nplp_id="9021" title="GĘSIA/ NISKA/ SMOCZA/ ZAMENHOFA (obszar: kocioł na&amp;nbsp;Miłej)" slug="gesia-niska-smocza-zamenhofa-kociol-na-milej">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, IIIB
„Pani I. [Basia Temkin-Bermanowa] to bardzo ciekawy typ Żydówki „na powierzchni”. Z zawodu bibliotekarka, dołożyła nadludzkich starań, by utworzyć w getcie bibliotekę publiczną dla dzieci. Swoje osiągnęła pomimo piętrzących się na każdym kroku przeszkód. Była czynna w towarzystwie, które opiekowało się dziećmi w „Centosie”. Gdy wybuchła akcja przesiedleńcza, znalazła się kilkakrotnie na Umschlagplatzu i cudem uniknęła wyjazdu na „Wschód”, jak w terminologii niemieckiej nazywano Treblinkę. Na dzień przed „kotłem” na ul. Niskiej, jak nazywano skoncentrowanie całej ludności Warszawy w czworoboku: Gęsia-Niska-Smocza-Zamenhofa, pani I., jakby tchnięta jakimś wieszczym przeczuciem, przeszłą ze swym mężem [Adolfem Bermanem] na aryjską stronę.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="9029" title="ŚWIDER (pod&amp;nbsp;Warszawą)" slug="swider-pod-warszawa">
Emanuel Ringelblum
ONI, II–IV (?)
„Do tej kategorii brawurowych wyczynów należał ślub żydowski w kościele św. Aleksandra na placu 3 Krzyży. Gestapo, otrzymawszy wiadomość o tym ślubie, otoczyło kościół i zabrało wszystkich zebranych do więzienia. Młodej parze, połączonej od dawna ślubem żydowskim, chodziło w danym wypadku o uzyskanie pierwszego, autentycznego dokumentu, który zalegalizowałby ich wobec domowników i sąsiadów. Do tej kategorii brawurowych wyczynów zaliczymy też wspólny obiad 11 Żydów w Świdrze pod Warszawą. Doniesiono o tym władzom niemieckim, które zaaresztowały obecnych, a potem rozstrzelały.” (s. 62-63)

&amp;nbsp;

JA/ONI, V

„Tam poszłyśmy do pensjonatu, który był właściwie pusty, ale właściciele szykowali się na ewentualnych gości na święta, i wynajęłyśmy pokój na jedną noc. Powiedziałyśmy, że szukamy letniska dla naszych dziadków, bo dziadek jest po zapaleniu płuc i że tego dnia nie zdążyłyśmy przed godziną policyjną do Warszawy. Uwierzyli - a może po prostu nie chcieli za dużo pytać, bo wynajęli pokój bez pytania o dokumenty. A następnego dnia zgodzili się wynająć nam ten pokój na dalsze dni i na święta, że to niby chcemy zainstalować dziadków w Świdrze. A dla starych Keilsonów rzeczywiście wynajęłyśmy tam w Świdrze pokój z werandą i kuchnią i znów mówiłyśmy, że to nasi dziadkowie i on jest po chorobie.” (I nic więcej nie pamiętam..., s. 158)

JA/ONI, VI A

„Wydawało nam się to straszne, że dwoje starych ludzi samotnie zostało przy życiu.

Mieszkali w willi w ładnym pokoju z werandą. Kiedy weszłyśmy przez furtkę do ogrodu, pani Keilson siedziała na werandzie z jakąś robótką w ręku. Odwróciła się w stronę pokoju i zawołała głośno: - Aleksander! - Już to wystarczyło, żeby nas przestraszyć, a cóż dopiero, gdy usłyszałyśmy tubalny głos starszego pana, rozlegający się po całej posesji.

- Ile razy ci mówiłem, że nie Aleksander, tylko „Lejon"...” (I nic więcej nie pamiętam..., s. 193-194)

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="9030" title="PLAC PARYSOWSKI" slug="plac-parysowski">
Emanuel Ringelblum
ONI, II–IV

„Wśród „szmalcowników znajdzie się nawet czasem i gentelman. Okazał się nim herszt „szmalcowników” na placu Parysowskim – „Feluś z Parysowa”. Pewna młoda Żydówka, czynna w Organizacji Bojowej, zaczepiona przez Felusia, nie targowała się z nim i bez słowa dała mu żądane 1000 zł. Feluś, uderzony niezwykłym postępowaniem tej Żydówki, która wykonywała po aryjskiej stronie rozmaite niebezpieczne misje (przenoszenie broni do getta itp.), przyrzekł jej passe-partout na terenie „jego dzielnicy”. W razie zaczepienia jej przez kogokolwiek miała się powołać na niego.” (s. 64)
Mary Berg
ONI, III C

20.IX.42′: „W niedzielę, 6 września, policja żydowska otrzymała rozkaz przygotowania się do kolejnej kampanii. Nastąpiło to po obwieszczeniu opublikowanym przez zarząd Gminy w imieniu Komisji Przesiedleńczej, że wszyscy pozostali mieszkańcy „dużego getta” (w granicach ulic: Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa i Szczęśliwej oraz placu Parysowskiego) mają 5 września zgłosić się do rejestracji. Tekst, wydrukowany po niemiecku i po polsku, zawierał ostrzeżenie, że każdy musi zabrać prowiant na dwa dni, a pozostawionych mieszkań nie wolno zamykać. Rozkaz kończył się słowami: „Ci, którzy nie zgłoszą się na czas, zostaną rozstrzelani”. Obszar określony w rozporządzeniu został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego i grubych lin. W istocie utworzył on poszerzony Umschlagplatz. Rejestracja rozpoczęła się o jedenastej rano i trwała przez cały tydzień, do soboty 12 września” (s. 298-290).

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„O godzinie drugiej usłyszeliśmy z podwórza przeraźliwy gwizdek.
„Niemcy! – krzyknął Popower – z pewnością będą sprawdzać, czy nie ma na terenie osób, które nie należą do Gminy”.
,,Trzeba zejść na podwórze!” – zawołał ktoś z drugiego pokoju. Niepokój ogarnął wszystkich. W kuchni było jak zwykle kilkanaście osób obcych – krewnych albo przyjaciół urzędników. Z pewnością na innych piętrach było tak samo. Niektórzy pobiegli na strych.
Zeszliśmy na podwórze. Mężowie mieli żony i dzieci przy sobie. Obca kobieta wybiegła z kuchni i kiedy zobaczyła, że Wojdysławski schodzi po schodach sam, ujęła go pod rękę. Ustawiliśmy się na podwórzu. Każdy wydział osobno. Przed naszym wydziałem stało trzech Niemców i prezes Lichtenbaum.
,,Wer ist dieser?” – zapytał Niemiec.
„Das ist unser Finanzleiter, Ingenieur Szereszewski, seine Frau und Tochter”.
,,Gut. Weiter. Wer ist dieser?”
,,Das ist der Buchhalter der Abteilung-Popower und seine Frau”.
,,Weiter!”
„A to jest drugi buchalter wydziału, Weintraub, jego żona i dziecko".
,, Weiter!"
,,Maszynistka wydziału”.
,,Weiter!”
,,Urzędnik rachuby”.
,,Stop! Ten nie jest niezbędny. Ten może iść precz!”
„Nie, przepraszam. Ten właśnie jest niezbędny. Bez niego biuro nie mogłoby istnieć”.
„Dobrze. Zostawmy go więc. Ale ten drugi jest niepotrzebny. Precz z nim!”
„Ten drugi jest najlepszym urzędnikiem naszego biura. Nie możemy pracować bez niego”.
,,Donnerwetter!! A ten kto taki?”
„Ten? To jest nasza znakomitość – unsere Kapazitaet. Jest to najlepszy i najzdolniejszy pracownik naszej Gminy”.
Nie znał go. Nie widział go może nigdy. Nie znał jego nazwiska. Spokojnym i równym głosem odpowiadał Niemcom. Urzędnicy i urzędniczki przechodzili jedni za drugimi. Wyliczał ich zalety i zapewniał o ich niezbędności.
A jednak zabrano i tutaj kilkunastu. Wiele osób Niemiec uderzył gumowym pejczem, między nimi Polikierównę, która pracowała o piętro niżej i stale przychodziła z papierami do mego męża. Uderzył ją w oko. Długi czas czarne zacieki nie schodziły z jej twarzy.
Kiedy wróciliśmy do budynku i znalazłam się w pobliżu prezesa Lichtenbauma, zapytałam:
,,Rozmawiał pan z nimi jak z równymi sobie, zupełnie bez obawy. Czy pan się ich nie boi?”
,,Ja wiem na pewno – odpowiedział – że mnie kiedyś zastrzelą. Wcześniej czy później. Nie cenię życia. Dlatego ich się nie boję.” (s. 128-129)

ONI, III A (5-6 września 1942)

„Robotnicy wszystkich szopów musieli pójść na plac Parysowski. Był także na tym placu wraz z pracownikami swego szopu Stefan Drabienko i przeszedł szczęśliwie przez selekcję; natomiast zginął wtedy Mieczysław Laskowski z żoną i synem.” (s. 133)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, III B

„Zaczyna się nowy etap, niemcy chcą teraz zrobić ostatnią ofensywę. Każą wszystkim zjawić się na placu Parysowskim i jeszcze kilka ulic, to ma być „kocioł” [tzw. kocioł na Miłej]. Bez wyjątku wszystkie szopy i placówki mają być na tym placu, kto zostanie na zakazanych terenach, będzie rozstrzelany bez pardonu.” (s. 126)

JA, IV A (Akcja Styczniowa)

„Nagle słyszę kilka strzałów i świst nad uchem, cóż to, czy strzelają do mnie? Rozglądam się, widzę, że na placu Parysowskim zatrzymał się cały oddziałek niemców, a ja leżę jak na dłoni [dach Ostrowska 4] , jestem świetnym celem dla nich. Oni mnie dopiero zauważyli i teraz dopiero zaczynają strzelać regularnie. Kilku policjantów żydowskich przynosi im stoły, stoliki i inne trwałe przedmioty, oni opierają karabiny o te przedmioty, by celniej i pewniej mogli strzelać. Tak, teraz robi się naprawdę gorąco.” (s. 183)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II D [pomyłka Heringa], III, IV, V, F
„Do muru przyległ plac – niegdyś targowy, od roku cmentarzysko rupieci – zawalony stosami naczyń blaszanych, żelaznych łóżek i dziecinnych wózków. Tu przed rokiem, po wielkiej likwidacji (czerwiec 1942), zwalano z martwych domów wszystko, co nie miało określonej wartości i nie mogło być zmagazynowane w specjalnych składach. Tu, przed rokiem, podczas wielkiej likwidacji mrowiły się tłumy niezamordowanych przy „selekcji” – tłumy kierowane ulicą przy murze w stronę bocznic kolejowych. Po likwidacji tu – w niektórych przyległych do placu blokach, oddzielonych od innych drewnianymi zagrodami – skupiły się resztki życia. Z kilkudziesięciu tysięcy pozostałych część żyła oficjalnie, pracując w warsztatach (tak zwanych szopach), i część nielegalnie, „dziko”. Wszyscy żyli ukradkowo: ścichli, niewidoczni na ulicach zielonych od wysokiego, wyrosłego w szparach bruku i chodników zielska.” (s. 35-36)
I, F
„Brzozowski mieszkał na piątym piętrze narożnego domu – naprzeciw dawnych opałowych magistrackich składów stykających się z gettem. Tu musiał się przenieść z Parysiaka, gdy Niemcy zaczęli tworzyć żydowską dzielnicę.” (s. 67)
V, F
„W pobliżu (na tyłach może) znajdowały się pewnie jakieś „obiekty do zabezpieczenia”, bo czuwało na placu auto z motopompą i drabiną, a kilku strażaków szabrowało dyskretnie na pogorzeliskach.” (s. 78)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
OBSZARY:
- Obszar: Plac Parysowski - Miła,  - Obszar: Gęsia - Zamenhofa - Smocza - Plac Parysowski (kocioł)
TRASY:
- Trasa: Dzika - Gęsia - Miła - Szczęśliwa - Plac Parysowski</document>
<document nplp_id="9072" title="MIŁA 28" slug="mila-28">
&amp;nbsp;

Emanuel Ringelblum
JA, II

„Od współpracowniczki „Centosu” słyszałem relację o życiu młodocianej grupy szmuglerskiej. Grupa ta w liczbie kilkunastu mieszkała na ulicy Miłej nr 28. Pełne energii i radości życiowej opowiadały z humorem i zadowoleniem o swym pełnym emocji życiu. Początkowo zarabiały 200-400 zł dziennie na osobę. Zajmowały się „szabrem” w „małym getcie” (okolice Wielkiej, Ciepłej, Twardej i Siennej). Zimą żyły z handlu drzewem, które odrywały ze strychów, podłóg itd. W domach niezamieszkałych, zarabiały wówczas od 40-50 zł dziennie na osobę. Dzieci prowadziły wspólne gospodarstwo. Dwoje pozostawało w domu dla przygotowania posiłku i sprzątnięcia pokoju. Gdy współpracowniczka „Centosu” zaproponowała im przejście do internatu, dzieci zaoponowały, twierdząc, że sobie doskonale same dają radę. Niech „Centos” zabierze do internatów – mówiły – te dzieci ginące z głodu.” (s. 77)</document>
<document nplp_id="9076" title="WIELKA/CIEPŁA/TWARDA/SIENNA [OBSZAR]" slug="wielka-ciepla-twarda-i-sienna-obszar">
Emanuel Ringelblum
JA, II

„Od współpracowniczki „Centosu” słyszałem relację o życiu młodocianej grupy szmuglerskiej. Grupa ta w liczbie kilkunastu mieszkała na ulicy Miłej nr 28. Pełne energii i radości życiowej opowiadały z humorem i zadowoleniem o swym pełnym emocji życiu. Początkowo zarabiały 200-400 zł dziennie na osobę. Zajmowały się „szabrem” w „małym getcie” (okolice Wielkiej, Ciepłej, Twardej i Siennej). Zimą żyły z handlu drzewem, które odrywały ze strychów, podłóg itd. W domach niezamieszkałych, zarabiały wówczas od 40-50 zł dziennie na osobę. Dzieci prowadziły wspólne gospodarstwo. Dwoje pozostawało w domu dla przygotowania posiłku i sprzątnięcia pokoju. Gdy współpracowniczka „Centosu” zaproponowała im przejście do internatu, dzieci zaoponowały, twierdząc, że sobie doskonale same dają radę. Niech „Centos” zabierze do internatów – mówiły – te dzieci ginące z głodu.” (s. 77)

</document>
<document nplp_id="9118" title="STAW CZERNIAKOWSKI" slug="staw-czerniakowski">
Emanuel Ringelblum
ONI, II/III

„Niemcy z pomocą granatowej policji i rodzimych antysemitów energicznie zwalczali roje dzieci żydowskich po aryjskiej stronie. Codziennie zwożono je masami do aresztu żydowskiego ul. Gęsiej. W „Gęsiówce” kierownik więzienia Rudniański [Izaak], zastrzelony potem przez Niemców, starał się zapewnić tym dzieciom warunki ludzkiego bytowania, uczył je ogrodnictwa i zaprawiał je do pracy produktywnej. Gdy przyszła akcja przesiedleńcza w lipcu 1942 roku, „Gęsiówka” pierwsza padła ofiarą bandytów SS-owskich, którzy wysłali dzieci do Treblinki. Gdy codzienne łapanki dzieci niewiele pomogły, a liczba dzieci szmuglujących rosła z dnia na dzień, zastosowano wówczas ostre środki represyjne. Topiono je w stawie czerniakowskim – tak przynajmniej głosiła fama.” (s. 77)

</document>
<document nplp_id="9121" title="ŚWIĘTOJERSKA (odcinek NALEWKI-NOWINIARSKA)" slug="swietojerska-odcinek-nalewki-nowiniarska">
Emanuel Ringelblum
ONI, IV B (akcja kwietniowa 1943)

„Podczas akcji kwietniowej obiegły Warszawę pogłoski, że odpowiedzialność kolektywna spada na 2 sąsiednie domy, które ulegną spaleniu. Wymieniano nawet konkretne wypadki spalenia domów aryjskich za karę na skutek wykrycia tam Żydów. Podstawę tych pogłosek stanowił niewątpliwie fakt spalenia nieparzystej aryjskiej strony ul. Świętojerskiej, na odcinku między Nalewkami a ulicą Nowiniarską. Być może, że domy te spalono z powodu bardzo bliskiego sąsiedztwa domów żydowskich z parzystej strony i aryjskich ul. Świętojerskiej. Nietrudno się domyśleć, że w rozpowszechnianiu tych pogłosek maczało palce Gestapo, a to celem utrudnienia względnie uniemożliwienia Żydom znalezienia azylu po aryjskiej stronie. Pod wpływem takich pogłosek antysemiccy lokatorzy na własną rękę przeprowadzili rewizje u sąsiadów w poszukiwaniu ukrywających się tam Żydów. Bardziej gorliwi lokatorzy, jak np. mieszkańcy domu przy ul. Pańskiej nr 39, wydawali Żydów w ręce Niemców. Charakterystyczne, że w danym wypadku „zasypani” Żydzi doszli już do porozumienia z żandarmerią, która zgodziła się już na pozostawienie ich w spokoju za sowitą łapówkę. Gorliwi sługusi hitlerowscy wlekli mimo to 3 przyłapanych Żydów do najbliższego komisariatu. Po drodze spotkali dwóch umundurowanych Niemców i polskiego policjanta, którzy nie chcieli się jednak zająć zatrzymanymi Żydami. I to nie ostudziło żydożerczego zapału mieszkańców domu przy ul. Pańskiej nr 39, którzy w końcu zaprowadzili Żydów na Gestapo poprzez komisariat Polskiej Policji.” (s. 79)

</document>
<document nplp_id="9126" title="PAŃSKA 39" slug="panska-39">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, IV B (akcja kwietniowa 1943)

„Podczas akcji kwietniowej obiegły Warszawę pogłoski, że odpowiedzialność kolektywna spada na 2 sąsiednie domy, które ulegną spaleniu. Wymieniano nawet konkretne wypadki spalenia domów aryjskich za karę na skutek wykrycia tam Żydów. Podstawę tych pogłosek stanowił niewątpliwie fakt spalenia nieparzystej aryjskiej strony ul. Świętojerskiej, na odcinku między Nalewkami a ulicą Nowiniarską. Być może, że domy te spalono z powodu bardzo bliskiego sąsiedztwa domów żydowskich z parzystej strony i aryjskich ul. Świętojerskiej. Nietrudno się domyśleć, że w rozpowszechnianiu tych pogłosek maczało palce Gestapo, a to celem utrudnienia względnie uniemożliwienia Żydom znalezienia azylu po aryjskiej stronie. Pod wpływem takich pogłosek antysemiccy lokatorzy na własną rękę przeprowadzili rewizje u sąsiadów w poszukiwaniu ukrywających się tam Żydów. Bardziej gorliwi lokatorzy, jak np. mieszkańcy domu przy ul. Pańskiej nr 39, wydawali Żydów w ręce Niemców. Charakterystyczne, że w danym wypadku „zasypani” Żydzi doszli już do porozumienia z żandarmerią, która zgodziła się już na pozostawienie ich w spokoju za sowitą łapówkę. Gorliwi sługusi hitlerowscy wlekli mimo to 3 przyłapanych Żydów do najbliższego komisariatu. Po drodze spotkali dwóch umundurowanych Niemców i polskiego policjanta, którzy nie chcieli się jednak zająć zatrzymanymi Żydami. I to nie ostudziło żydożerczego zapału mieszkańców domu przy ul. Pańskiej nr 39, którzy w końcu zaprowadzili Żydów na Gestapo poprzez komisariat Polskiej Policji.” (s. 79)

Marcin Szczygielski

JA, II C
„Po obiedzie idę umyć naczynia, a Dziadzio zakłada płaszcz i wychodzi wcześniej niż zwykle. W kawiarni ma grać dopiero od szóstej, ale przedtem chce jeszcze obejrzeć jakiś pokój przy Mariańskiej, który podobno jest do wynajęcia. Niebawem musimy się wyprowadzić z Siennej – okazało się, że ta ulica już nie będzie należała do Dzielnicy. Trzeba więc znaleźć nowe mieszkanie, a o to jest bardzo trudno. Jedno, co dobre w tym wszystkim, to to, że nie mamy dużo rzeczy, więc przeprowadzka będzie łatwa. Pan Duchowiczny – ten, który ma laboratorium chemiczne przy Śliskiej [właśc. Pańska 39] – obiecał, że pożyczy nam wózek, żebyśmy mogli przewieźć nim nasze walizki, poduszki i trochę mebli” [s. 33]</document>
<document nplp_id="9130" title="MURANOWSKA 7" slug="muranowska-7">
Emanuel Ringelblum
JA, IV B

„W tym samym też czasie [przed powstaniem w kwietniu 1943] obejrzałem arsenał broni ŻZW [Żydowskiego Związku Wojskowego]. Lokal mieścił się w niezamieszkały, domu, w tzw. dzikim domu przy ul. Muranowskiej 7, w 6-pokojowym lokalu na pierwszym piętrze. W pokoju kierownictwa było zainstalowane pierwszorzędne radio, przynoszące wiadomości z całego świata, obok stała maszyna do pisania. Kierownictwo ŻZW, z którym prowadziłem rozmowę przez kilka godzin, było uzbrojone w rewolwery zatknięte za pasem. W dużych salach były rozwieszone na wieszakach rozmaite rodzaje broni, a więc karabiny maszynowe ręczne, karabiny, rewolwery najrozmaitszego rodzaju, granaty ręczne, torby z amunicją, mundury niemieckie, intensywnie wyzyskane podczas akcji kwietniowej itp. W pokoju kierownictwa był wielki ruch, jak w prawdziwym sztabie armii, tu odbierano rozkazy dla skoszarowanych „punktów”, w których gromadzono i szkolono przyszłych bojowców. Nadchodziły raporty o dokonanych przez pojedyncze grupy ekspropriacjach u osób zamożnych na rzecz uzbrojenia ŻZW. W czasie mojej obecności dokonano u byłego oficera armii polskiej zakupu broni na ćwierć miliona złotych, na co dano zaliczkę 50 000 zł, zakupiono dwa karabiny maszynowe po 40 000 zł każdy, większą ilość granatów ręcznych i bomb. Na moje pytanie, dlaczego lokal nie jest zakonspirowany, odpowiedziano mi, że nie ma obawy zdrady ze strony własnych adherentów, gdyby zaś zabłądził tam niepożądany przybysz, np. żandarm – żywy stamtąd nie wyjdzie.” (s. 86)

</document>
<document nplp_id="9331" title="ŚWIĘTOJERSKA 32/34" slug="swietojerska-32-34">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, IV

„Rzadko można było wśród tych gangsterów natknąć się na szlachetne jednostki. Do takich wyjątków należał pan K-cz [Julian Kudasiewicz], dostawca szczotek dla armii niemieckiej. Chcąc uratować inteligencję żydowską od zagłady, zgodził się przyjąć wyroby powstającego szopu szczotkarskiego przy ul. Świętojerskiej [32/34] na swoje konto. Z jego inicjatywy przyjęto kilkuset ludzi, przeważnie spośród inteligencji, osób zasłużonych, zredukowanych pracowników Gminy itd., bezinteresownie, gdy w innych szopach brano za przyjęcie pracownika tysiące, a czasami i dziesiątki tysięcy złotych. […] Wspólnie z głównym dostawcą szczotek, Żydem, Emilem Weitzem, uruchomił on kuchnię dla inteligencji przy ul. Gęsiej. Piękną kartą w działalności pana K. była opieka nad dziećmi żydowskimi w getcie. Codziennie można go było widzieć na ulicach getta otoczonego rojem „dzieci ulicy”, które hojnie obdarzał jałmużną. Znając dobrze życie tych dzieci, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, poparł szczodrą dłonią inicjatywę ówczesnych kół społecznych, w szczególności „Centosu”, uruchomienia internatów dla „dzieci ulicy”. Jeden z tych internatów pod nazwą „Dobra Wola”, przy ulicy Dzielnej nr 61, urządzony nowocześnie, był utrzymywany kosztem szopu szczotkarskiego i pana K., który łożył dziesiątki tysięcy złotcy na ten cel.” (s. 113-114)</document>
<document nplp_id="9335" title="NOWOLIPKI 68" slug="nowolipki-68">
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Przekonano słabego Czerniakowa, że nie wolno dławić działających sił społecznych i że należy pozostawić wszystkie systemy szkolnictwa, które istniały przed wojną. Dzięki temu właśnie odżyła na nowo szkoła imienia Borochowa przy Nowolipkach 68, która działała pod szyldem kuchni dla dzieci.” (s. 142)

„Na złość Hitlerowi przy pomocy powołanego w tym celu komitetu patronackiego stworzył [Szachno Efroim Sagan] w szkole im. Borochowa przy Nowolipkach 68 takie warunki pracy, że lokal po remoncie był znacznie piękniejszy, czystszy i bardziej estetyczny niż przed wojną.” (s. 144)

ONI, I

„[Natan] Smolar przystąpił do pracy jako nauczyciel [języka] żydowskiego i literatury żydowskiej w żydowskich szkołach świeckich. Smolar, członek Poalej Syjon Lewicy, był jednym z najbardziej oddanych i ofiarnych nauczycieli szkoły im. Borochowa w Warszawie. Z uwagi na jego zdolności pedagogiczne i kierownicze powierzono mu funkcję kierownika szkoły im. Borochowa przy Nowolipkach 68. Był serdeczny i koleżeński. Zaskarbił sobie dzięki temu powszechną sympatię dzieci, rodziców, kolegów, nauczycieli i w ogóle tych wszystkich, z którymi się stykał bądź współpracował.” (s. 237)

JA, II-IV

„Dzięki poświęceniu jego [Natana Smolara] oraz towarzyszki Herzlicht[s] szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z czołowych kuchni dziecięcych w Warszawie, w której liczba uratowanych dzieci rosła z dnia na dzień. Podczas pierwszej akcji eksterminacyjnej Smolar poszedł do szopu braci Landau w OBW (Ostdeutsche Bauwerkstätte) [Gęsia 30], który był znany z koncentracji aktywu społecznego. Tow. Smolar wyuczył się stolarstwa i chodził na placówkę tej firmy na aryjską stronę, żeby zarobić na życie. Podczas drugiej akcji likwidacyjnej, w styczniu 1943 r., SS-mani otoczyli dom przy Miłej 56, w którym mieszkał tow. Smolar. Ukrył się on w mieszkaniu. Jakiś żydowski „Odrnungsman” odkrył jego kryjówkę i zaprowadził go do Niemców. Podczas schodzenia po schodach tow. Smolar uciekł i schował się w jakimś opuszczonym mieszkaniu. SS-mani i żydowski policjant szukali go, ale udało mu się zamaskować. W międzyczasi urządziliśmy w szopie Hallmanna przy Nowolipkach kryjówkę dla tow. Smolara. Grupa towarzyszy partyjnych, z tow. Lichtensztajnem na czele, zbudowała „bunkier” w piwnicy byłej szkoły im. Borchowa przy Nowolipkach 68. Wiedzieliśmy, że zbliża się ostatnia godzina dla ludności żydowskiej w Warszawie. Chcieliśmy za wszelką cenę uratować tak wartościowego człowieka jak tow. Smolar. Podjęto pewne kroki. Było już jednak za późno. Po raz ostatni spotkałem się z towarzyszami Smolarem i Lichtensztajnem w szopie Brauera na Nalewkach [28/30] w niedzielę 17 kwietnia 1943 r. W nocy wybuchła ostatnia akcja. O szarym świcie pożegnaliśmy się. Towarzysze Smolar i Lichtensztajn postanowili przekraść się do szopu Hallmanna. Co się z nimi po drodze stało – nikt nie wie. Zapewne nie dotarli do Nowolipek 68, gdyż co krok stały posterunki żandarmerii, SS i Ukraińców. Zostali prawdopodobnie zabici po drodze, jak tysiące innych Żydów warszawskich.” (s. 237-238)

ONI, IV B

„[Fejga Herclich-Blit] Kierowniczka szkoły Borochowa przy Nowolipkach 68, była oddana sprawie biednego dziecko żydowskiego. Dzięki jej energii i poświęceniu szkoła przy Nowolipkach 68 stała się jedną z najlepszych, opieka nad dzieckiem osiągnęła tam najwyższy poziom. Zginęła podczas ostatniej akcji w kwietniu. Usiłowała przemknąć się z szopu Brauera przy Nalewkach poprzez kanały do swoich dwóch córeczek umieszczonych u polskiej rodziny robotniczej na aryjskiej stronie. SS znało jednak sekrety kanałów i wpuściło gaz do kanału. Tow. Herzlicht [taką wersję zapisu stosuje Ringelblum] zginęła wskutek uduszenia.” (s. 238)

ONI, VI A (list z 27 XII 1943 do Adolfa i Basi Bermanów)

„Słyszałem, że Wasi znajomi pracują w Częstochowie [tzn. ukrywają się]. Czy nie można by za ich pośrednictwem połączyć się z Boroch. (68) [chodzi o adres Nowolipki 68, czyli Szkołę im. Borochowa, gdzie ukryto dwie części Archiwum]? Chodzi o magazyn i o pracowników (Świetlicki [Izrael Lichtensztajn], Smolarski [Natan Smolar]).” (s. 294)

</document>
<document nplp_id="9336" title="NOWOLIPIE 28" slug="nowolipie-28">
Emanuel Ringelblum
JA, II

„«Na Boga, Żydzi, nie popadajcie w zwątpienie» – to hasło przeczytałem na ścianie bóżnicy «martwych» [tak nazwali się sami po śmierci cadyka Nachmana] chasydów Racławskich przy Nowolipiu [28]. To zdanie stało się mottem codziennej propagandy tow. Sagana.” (s. 145)

</document>
<document nplp_id="9338" title="NOWOLIPIE 44" slug="nowolipie-44">
Emanuel Ringelblum
ONI, III A

„Było to w pierwszych dwóch tygodniach trwania akcji przesiedleńczej. „Akcja” była jeszcze w rękach żydowskiego „Ordnungsdienstu”, który codziennie dostarczał molochowi SS-owskiemu wymaganą liczbę ofiar. 5 sierpnia zdarzyło się, że żydowska policja nie mogła dostarczyć wymaganego kontyngentu. Puste wagony do Treblinki żądały żeru, czekały. Dlatego wieczorem SS-mani i Ukraińcy ruszyli na Nowolipie, które miało być opróżnione na mieszkania dla firmy Schultza [szop przy ul. Nowolipie 44]. Odcięli ulicę, zablokowali ją ze wszystkich stron i zabrali wszystkich mieszkańców zablokowanych domów na Umschlagplatz. Stamtąd przewieźli ich wagonami do Treblinki. Za dnia, kiedy akcję przeprowadziła policja żydowska pod nadzorem Niemców, można było z Umschlagplatzu uwolnić niektóre osoby. Wieczorem, kiedy SS samo odgrywało swoją diabelską grę, żadne interwencje nie wchodziły w rachubę. Nie honorowano żadnych dokumentów, nawet na nie patrzono. Wszyscy zostali załadowani do wagonów śmierci bezpośrednio skierowanych do Treblinki. Tego sławetnego piątku tow. Sagan był w odwiedzinach u przyjaciół. Tam dowiedział się, że ul. Nowolipie, przy której mieszkał, została zablokowana przez SS. Tow. Sagan zdawał sobie sprawę, czym to grozi, ale chciał podzielić los swojej rodziny, los swojej żony i dwojga dzieci. Udał się na Nowolipie, skąd został zabrany do Treblinki. Tow. Sagan mieszkał we wspólnym mieszkaniu ze znanym pisarzem Szyją Perle i dziennikarzem Bencjonem Chilinowiczem. Perle postanowił zejść na ulicę, mimo że SS ostrzegało, że każdego Żyda zastanego w domu zastrzelą na miejscu. Perle uważał, że lepsza jest śmierć w domu aniżeli w Treblince. Również tow. Sagan postanowił pozostać w swoim mieszkaniu na 5 piętrze. Kiedy jednak dotarło domu, jego rodzina już stała w szeregu kierowanym na Umschlagplatz. Tow. Sagan stanął więc w szeregu idącym na śmierć. Perle ocalał. [Funkcjonariuszom] SS nie chciało się wejść na piąte piętro.” (s. 148-149)

</document>
<document nplp_id="9341" title="MIŁA 69" slug="mila-69">
Emanuel Ringelblum
ONI, IV A (18.01.1943)

„18 stycznia 1943 r. w poniedziałek rano żandarmeria, SS i Ukraińcy otoczyli getto. Giterman mieszkał w getcie przy ul. Miłej 69, w domu urzędników Gminy, w którym mieszkańcy domu ledwo co ukończyli budowę schowka w piwnicy. Giterman nie zdążył się dowiedzieć, gdzie się ten schowek znajduje. Z rana wyszedł ze swego pokoju, aby zasięgnąć informacji o schowku. Na schodach spotkał kierownika szkoły „Tarbut” Rozenbluma oraz sekretarza Rady Żydowskiej Horensztejna i wdał się z nimi w rozmowę o nowinach z miasta. Giterman stał w kącie koło schodów, o krok od drzwi swego mieszkania. Nagle rozległ się strzał i Giterman upadł martwy na schody. Okazało się, że SS obstawiło dom i widząc grupę stojących 3 Żydów, nie myśląc długo, oddało strzał i zabiło Gitermana.” (s. 164)

</document>
<document nplp_id="9349" title="NOWOLIPIE 58" slug="nowolipie-58">
Emanuel Ringelblum
JA, III-IV

„Podczas pierwszej akcji likwidacyjnej [Szlomo] Gilbert został zabrany do Treblinki. Po akcji przyszedłem do jego mieszkania, aby wziąć rękopisy i zachować je w Archiwum Getta. W ogromnym domu przy Nowolipiu 58, w którym mieszkał Gilbert, spośród 500 lokatorów pozostały w sumie dwie rodziny. Reszta poszła do Treblinki albo przeniosła się do innych bloków. Nie znalazłem rękopisów Gilberta, zaginęły.” (s. 201)

</document>
<document nplp_id="9351" title="NOWOLIPIE 20" slug="nowolipie-20">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, III A

„W pierwszych dniach akcji przesiedleńczej w Warszawie SS zabrakło do kompletu „towaru”. Żydowskiej policji nie udało się dostarczyć do sztabu likwidacyjnego żądanego kontyngentu – więc w godzinach wieczornych sami Niemcy wybrali się na ulice żydowskie. Wybrali sobie ul. Nowolipie. Otoczyli część ulicy ze wszystkich stron i zablokowali ją SS i Ukraińcy. Także dom przy Nowolipiu 20 znalazł się pod blokadą. [Bencjon] Chilinowicz wraz ze swoją rodziną został załadowany do wagonu, który podążał bezpośrednio do Treblinki.” (s. 212-3)</document>
<document nplp_id="9354" title="KARMELICKA 22" slug="karmelicka-22">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, II

„Znana tancerka żydowska [Aneta Rajzer], kierowała zespołami rytmiki w szkole „Tarbut” przy Karmelickiej 22. Przedstawienia w wykonaniu jej uczniów stanowiły duże wydarzenie, o którym przez długi czas głośno było w Warszawie.” (s. 226)</document>
<document nplp_id="9355" title="JASNA (poza gettem)" slug="jasna-poza-gettem">
Emanuel Ringelblum
ONI, I

„Podczas obecnej wojny wciągnięto tow. Szyję [Braudę] do pracy w ZSS; i tu złożył dowody wyjątkowego samozaparcia i poświęcenia, jakie rzadko kiedy się spotyka. Przystąpił do pracy w czasie bombardowań. Kiedy inni chowali się po piwnicach, on przychodził codziennie do biura na Jasną, a później, gdy lokal został zniszczony, na Wielką. Dzień w dzień chodził do Polskiego Komitetu Pomocy, gdzie zabiegał o produkty dla przeszło 7 tys. uchodźców, którzy znajdowali się pod opieką Komisji Koordynacyjnej żydowskich instytucji charytatywnych.” (s. 226-227)

&amp;nbsp;
ADRESY:
- Jasna 11,   - róg ulic Jasna/Boduena,</document>
<document nplp_id="9362" title="MURANOWSKA 40" slug="muranowska-40">
Emanuel Ringelblum
ONI, IV B (kwiecień 1943)

„Podczas obecnej wojny został [Icchok Wolfowicz] mianowany radnym Judenatu. Kierował wydziałem rzemieślniczym. W czasie ostatniej akcji likwidacyjnej w kwietniu 1943 r. popełnił samobójstwo, gdy SS obległo dom przy Muranowskiej 40, w którym mieszkali radni i urzędnicy Judenratu.” (s. 243)

„[Leonard Himmelfarb] Znany adwokat warszawski, działał społecznie w ruchu Ogólnych Syjonistów. Podczas wojny pracował w Wydziale Prawnym Judenratu. Popełnił samobójstwo w czasie ostatniej akcji likwidacyjnej w kwietniu 1943 r., gdy dom przy Muranowskiej 40, gdzie mieszkał, został otoczony przez SS i nie było już żadnej możliwości uratowania się.” (s. 252)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Urzędnikom Gminy wyznaczone zostały bloki przy ulicy Muranowskiej 38, 40 i 42.” (s. 143)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942, ale mowa o wydarzeniach z 4 sierpnia 194)

„Każdy z nas miał w pamięci dzień 4 sierpnia, kiedy nocą Niemcy okrążyli domy na Muranowskiej: numer trzydziesty ósmy, czterdziesty i czterdziesty drugi – i zabrali wszystkich mieszkańców z łóżek na Umschlag, prócz tych, którzy nie zatracili się i zdążyli się ukryć.” (s. 147)

ONI, IV A (listopad-grudzień 1942)

„Inżynier Marek Lichtenbaum, prezes Rady Żydowskiej – mieszkał w bloku numer czterdzieści w czteropokojowym mieszkaniu wspólnie z synem Mieczysławem i jego rodziną. Drugi syn, Edward, mieszkał z radcą Wielikowskim.
Pod numerem czterdziestym urządził się także First z żoną i córeczką; dwóch rabinów – Spira i Sztokhammer z licznymi rodzinami – i wielu policjantów przydzielonych do Gminy.
A w bramie dozorca, który tak samo jak nasz i wszyscy inni dozorcy w getcie handlował artykułami żywnościowymi.” (s. 182)

</document>
<document nplp_id="9363" title="NOWOLIPKI 22" slug="nowolipki-22">
Emanuel Ringelblum
ONI, III

„[Szoszana Mostkow] Znakomita nauczycielka hebrajskiego w szkołach „Tarbutu”. W czasie wojny kierowała kuchnią dla dzieci na Nowolipkach 22, jedną z najlepszych kuchni w getcie. Troska o dzieci była w tej kuchni niespotykana. Zginęła podczas pierwszej akcji likwidacyjnej Żydów Warszawy.” (s. 243)

</document>
<document nplp_id="9366" title="GRÓJECKA 81 (bunkier „Krysia”)" slug="grojecka-81-bunkier-krysia">
Emanuel Ringelblum
JA, VI A (list z 6 I 1944 do Adolfa i Basi Bermanów )

„Co się tyczy p. Krysi [bunkra przy Grójeckiej 81], to sytuacja jej wygląda następująco: na 28 m kw. – 38 ludzi. Prycz jest 14, na których sypia 34 osób, tzn. na niektórych pryczach bardzo ciasnych po 3 osoby (my z Jurkiem – on śpi u nóg), 4 pozostałe osoby śpią na rozstawionych łóżkach polowych, względnie kojkach. Gdybyście przyszli Wy – miejsce musiałoby się znaleźć i znalazłoby się, tylko że nie byłoby wygodnie. Musiałaby jedna osoba spać na stole, a druga z nami lub z Pas. [Markiem Passensztajnem], względnie Mełm. [Itką Lazar-Melman]. Aprowizacja niezła, ale ciasnota nie do opisania. W dodatku pchły, pluskwy. Piszę Wam to wszystko dlatego, że szef zażąda z góry dużej sumy, prawdopodobnie 20–30 [tys. zł], a o zwrocie nie ma mowy. Dużym plusem jest możność przebywania przez cały dzień i nocą na świeżym powietrzu, to jest niesłychany plus, który równoważy braki i ciasnotę. Ja przebywam przez 8-10 godzin na powietrzu. Informuję dlatego tak szczegółowo, żebyście o wszystkim dokładnie wiedzieli. My byśmy bardzo chcieli być z Wami, toby nam dało dużo otuchy, a i Wy po kilku dniach byście się przyzwyczaili do naszych warunków. Tylko pierwsze dni są okropne, a potym wszyscy się przyzwyczaj[aj]ą, a nawet mają humor.” (s. 300)

</document>
<document nplp_id="9367" title="CHŁODNA 39" slug="chlodna-39">


&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, VI A (list z 6 I 1944 do Adolfa i Basi Bermanów)

„Ostateczne załatwienie sprawy locum wygląda w następujący sposób. Jutro w piątek lub w sobotę [7 lub 8 stycznia 1944] ktoś zgłosi się z Waszego polecenia jako pacjent do dr. Ad[amowskiego] (Chłodna 39) między 12–14, powoła się na Zygmunta i poprosi o porozumienie się z panią Marią (żoną tego pana, który mieszkał ostatnio w tym locum). Jutro w piątek będzie jeszcze raz, by załatwić sprawę mieszkania. Prawdopodobnie tego samego dnia będzie się można wprowadzić. Cieszę się, że za tyle usług możemy się czymś Wam odwdzięczyć i mamy nadzieję, że będziecie zadowoleni z mieszkania. Z pewnych względów należy się zgłosić do dr. A. jako pacjent.” (s. 301)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
(mieszkanie Alfreda Nossiga)

JA/ON, II

„O Nossigu warto powiedzieć więcej, gdyż jego dzieje przejmują grozą. Wyobraź sobie, że mieszkał w tym samym do ja domu, przy ulicy Chłodnej 39. Chcąc nie chcąc, zaglądałem codziennie do jego mieszkania, które znajdowało się na tym samym piętrze w przeciwległej oficynie. Kiedy dowiedziałem się, że mały, chuderlawy i utykający staruszek to doktor Alfred Nossig, zamarłem z wrażenia. Przecież była to słynna postać, polsko-niemiecko-hebrajski poeta i dramaturg o mistycznym zacięciu, a przy tym socjolog, ekonomista, filozof, rzeźbiarz, medalier i znany działacz, najpierw ruchu syjonistycznego, a później paneuropejskiego. […] Mieszkał ze starą służącą, która troszczyła się o jego posiłki (sądząc z obserwacji, obfite) i o ubranie (robił zawsze schludne wrażenie). Co rano gimnastykował się co najmniej pół godziny, co przy jego starczej chudości robiło makabryczne wrażenie. Nazywaliśmy te popisy – zawsze przy otwartym oknie – tańcem szkieletu. Po gimnastyce i sutym śniadaniu szedł do pracy, ponieważ, mimo podeszłego wieku, pełnił funkcję kierownika Wydziału Emigracyjnego Gminy. Wracał dość późno i wtedy służąca podawała mu obiad, który spożywał sam, a czasami w towarzystwie swojej przyjaciółki. Tak jest, autor utworów „dyszących duchem Pieśni nad Pieśniami” miał całkiem jeszcze niestarą przyjaciółkę i w godzinach wieczornych oddawał się co pewien czas życiu seksualnemu. Świadczyły o tym moje obserwacje wydarzeń rozgrywających się za niezbyt dokładnie zaciągniętą firanką. […] W zwykłe dni siedział do późna przy biurku i z nosem wlepionym w papier pisał, pisał. […] Mówiono, że przygotowuje dla Niemców memoriał w sprawie przyszłości getta.

Nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek – poza wspomnianą panią – składał mu wizyty. Nossig nie brał udziału w życiu domu, nie zamienił z nikim ani jednego słowa. Przemykając się, nie zauważał nikogo z nas, jakby brzydził się kontaktu. Zachowywał się niby zdrowy człowiek w leprozorium. Wszyscy odpłacali mu szczerą antypatią, plotkowano na temat powiązań Nossiga z hitlerowskimi służbami specjalnymi, co w jego wieku wydawało się absurdem. […] kłaniałem mu się przy każdym spotkaniu, na co reagował nieokreślonym ruchem chudej szyi – mogła to być odpowiedź na ukłon lub coś w rodzaju nerwowego tiku”. (s. 63-65)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9368" title="MIODOWA 21" slug="miodowa-21">

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, VI A (list z 24 I 1944 do Adolfa i Basi Bermanów)

„Bardzo Was prosimy o podanie możności skomunikowania się w sprawach pilnych. Czy pani Miodowska (zdaje się 21) wchodzi (B.) w rachubę [chodzi o Janinę Buchholtz-Bukolską, tłumaczkę w biurze notarialnym przy ul. Miodowej 21, punkcie kontaktowym Rady Pomocy Żydom i Żydowskiego Komitetu Narodowego]? O ile nie – podajcie inny sposób” (s. 305)</document>
<document nplp_id="9468" title="PLAC ZA&amp;nbsp;ŻELAZNĄ BRAMĄ 8" slug="plac-zelaznej-bramy-8">
Adam Czerniaków
ONI, I
„Wiadomość z miasta, że opróżniają dom Żelazna Brama 8.” [2 X 1940] (s. 125)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Dzisiejsza wigilia święta Rosz ha-Szana (październik) była w tym roku bardzo smutna. Zabrali dziś meble na Leszno 4, 6, 8, ponadto kazali opróżnić mieszkania na placu Żelaznej Bramy 8; dom ten znajduje się obok bramy.” (s. 137)
„Historia z kamienicą na placu Żelaznej Bramy 8 była aferą. Skończyło się na wpłaceniu po 150-200 zł.” (s. 137)
„Jak mi powiedziano, agenci niemieccy, zwani aspirantami, nie otrzymują wynagrodzenia; muszą więc sami w ciągu trzech lat trwania aspirantury znaleźć sobie źródło zarobkowania. I stąd sprawa z placem Żelaznej Bramy 8, gdzie jakoby wykupiono się od rzekomego wysiedlenia, [płacąc] okup 100-200 zł od mieszkania.” (s. 141)
</document>
<document nplp_id="9469" title="LESZNO 5" slug="leszno-5">
Henryk Bryskier
ONI, II/III
„Po pewnym czasie wyłączone zostały z getta nieparzysta strona Elektoralnej i ustawiono mur przez środek jezdni do ul. Białej, następnie wyłączono całą ulicę Tłomacką razem z gmachem b. Biblioteki Judaistycznej i Synagogę, jak też tę część ul. Rymarskiej, która do tego czasu była jeszcze w getcie, przenosząc mur z rogu ul. Bielańskiej i Tłomackiej na róg Przejazdu i Tłomackiej jako dalszy ciąg ogrodzenia Centrali Telefonów poprzez jezdnię ul. Leszna do Rymarskiej. Na środku jezdni mur był zaopatrzony w tymczasowy przelot, oficjalnie w planie nie uwzględniony, ale pozostawiony na pewien czas dla celów gestapo. Tramwaje mimo szyn i wspomnianej bramy wypadowej tędy nie kursowały, bo jak już wspomniałem, tramwaje były na terenie getta zniesione, oprócz jednej linii wewnętrznej – żydowskiej. Wylot ten był jednakowo strzeżony przez żandarmów, Służbę Porządkową i polską policję; spełniał częściowo zadanie kanału do szmuglu uprawianego tutaj wozami konnymi i autami. Z tego też punktu posterunki strzelały do szmuglerów, przemycających przez gruzy zburzonego budynku b. Poczty Polskiej przy ul. Leszno 5, który na tyłach łączył się z polską stroną, przylegając do terenu b. Ministerstwa Skarbu przy ul. Rymarskiej.” (s. 175)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„W czasie bombardowań w wielu mieszkaniach na parterze bądź na niższych piętrach wysokich kamienic znajdowało się sporo ludzi, którzy chronili się przed bombami. Do jednego takiego mieszkania przy Leszno 5 nie chciano wpuścić właściciela domu, ponieważ było za dużo ludzi. Spano na korytarzach, w izbach bez okien. Całe filozofie, jak można się ochronić przed bombami.” (s. 170)
</document>
<document nplp_id="9484" title="CEGLANA 7" slug="ceglana-7">


&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
JA/ ONI, II D

„Nie mogę w tej chwili dokładnie ustalić, kiedy to było, ale chyba w nocy z soboty na niedzielę z 1 na 14 bm. (chodzi o czerwiec 1942 roku – przyp. DK) […] Około godziny 3-ciej nad ranem usłyszałam strzały. Były to strzały dalekie, niewyraźne, ale trudno było się łudzić o tej porze, że są to [jakieś] inne dźwięki, jakieś łomotanie drzwiami czy czymś innym. Strzelano z przerwami, było 15-20 wystrzałów. Nazajutrz okazało się, że moje wrażenia były słuszne. Właśnie o tej porze, między godziną 3-cią a 4-tą, zastrzelono na skwerku koło Ceglanej 7 osób, do których oddano 17 strzałów.”
Adam Czerniaków
JA, II D
„Projektuję wykończenie domu na Ceglanej (mykwa), celem umieszczenia dzieci w tym gmachu. Sądzić należy, że około 2000 dzieci będzie się kwalifikowało do domów poprawczych.” (s. 304)

</document>
<document nplp_id="9486" title="ELEKTORALNA &amp;#8211; BIAŁA [TRASA]" slug="elektoralna-biala-trasa">
&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
„Jeszcze innego &amp;lt;figla&amp;gt; wypłatał szubrom niejaki Rozen, wyjęty przed jakimi sześciu tygodniami we wiadomym celu z mieszkania swego przy ul. Elektoralnej. Znalazłszy się na ulicy, dał drapaka. Niemcy chcieli wykorzystać swoją techniczna przewagę i puścili się za Rozenem [w pogoń] – autem. Dzięki temu Rozen uszedł z życiem, bowiem [w którymś] tam miejscu, po skręceniu w ul., auto nie [mogło się] przedostać prze zwężenie z powodu wystawionego w tym [miejscu] muru. Rozen dostał się do ruiny i zgubili jego ślad. Strzelili [?] […] i dali spokój.” (s. 198-199)
</document>
<document nplp_id="9489" title="DŁUGA &amp;#8211; MYLNA [TRASA]" slug="dluga-mylna-trasa">
&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Za chłopcem na murze ukazała się – głowa żandarma. Gonił go widocznie i dopędził, dopiero gdy malec zdążył się w śmiertelnym przerażeniu przedrapać na drugą stronę. To najstraszniejsze, będące ostatnio na porządku dziennym, nie stało się jednak tym razem. Nie zdjął żandarm karabinu i nie położył trupem na miejscu małego chłopca żydowskiego za to, że przeniósł z ulicy Długiej na ulicę Mylną trzy kg kartofli.” (s. 156)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9499" title="PAWIA &amp;#8211; PAWIAK (DZIELNA 24/26) [TRASA]" slug="pawia-pawiak-trasa">

&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Wspomniany powyżej policjant, zdaje się Baranowski, nie był w domu. Gospodarz jego, Mortkowicz, stary Żyd, wiedział tylko tyle, że ma on nocną służbę w szpitalu, pod groźbą zastrzelenia podał, że może w szpitalu na Stawkach, a gdy go tam nie znaleziono, oprawcy wrócili i zastrzelili starego, po czym odszukali Baranowskiego w szpitalu na Leszno 1 i oczywiście też go sprzątnęli. Poza jednym tym wypadkiem , który może być uzupełnieniem akcji przeciwko trzynastce, wszystkie inne są zupełnie niewytłumaczone. Na ul. Mylnej 11 wystrzelano z jednego mieszkania cztery osoby, ojca paralityka, który nie mógł na wezwanie zejść wyrzucono przez okno, po czym na dole poczęstowano go kilku kulami. Na ulicy Krochmalnej padły dwie kobiety, synowa z teściową, podobno przebywające przez pewien czas po polskiej stronie. Piekarz Wilner, wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej, miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem. O dentyście z Pawiej ulicy (wyciągnięto go w bieliźnie, wsadzono do auta i pod Pawiakiem położono aż pięciu strzałami. Scenę egzekucji widziała osoba z sąsiedztwa przez szparę w bramie.” (s. 160)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9504" title="róg ulic MYLNA &amp;#8211; NOWOLIPIE" slug="rog-ulic-mylna-nowolipie">
&amp;nbsp;
Rachela Auerbach
ONI, II C

„Scena u wylotu ul. Mylnej – scen takich widuje się co dzień dziesiątki. Jakaś pani wyszła ze sklepiku spożywczego z torebką papierowa pełną jakichś drobnych ilości prowiantu. Czatujący przed drzwiami &amp;lt;łapacz&amp;gt; - nawet nie z tych całkiem młodocianych – uchwycił paczuszkę obiema rękoma, sięgnął do środka i z błyskawiczną szybkością jął pakować do gęby.” (s. 167)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9517" title="PLAC PARYSOWSKI/ MIŁA [OBSZAR]" slug="plac-parysowski-mila-obszar">

&amp;nbsp;
Henryk Bryskier
ONI, III B
„W pierwszej dekadzie września 1942 roku, wszyscy bez wyjątku otrzymali rozkaz opuszczenia swoich miejsc pracy i domów i udania się z mały ręcznym bagażem na pl. Parysowski i przyległe doń ulice aż do Miłej, który to obszar leżał w bliskim sąsiedztwie placu przeładunkowego tzw. Umschlagplatzu. Każdemu spotkanemu na terenie getta – prócz punktu zborczego – groziło zastrzelenie na miejscu. Przeszukiwanie domów w celu wyłapywania ukrytych jeszcze ludzi miało być prowadzone przy pomocy wytresowanych psów.” (s. 202-203)</document>
<document nplp_id="9522" title="róg ulic NOWOLIPIE/SMOCZA" slug="rog-ulic-nowolipie-smocza">

&amp;nbsp;
Leokadia Schmidt
JA, III C
„Siostra zajmowała frontowe mieszkanie. Przez szparę w firance wyglądałam często na ulicę, zaciekawiona, jak wygląda życie w tak wielkim szopie zatrudniającym jeszcze teraz, po wszystkich blokadach, 8000 ludzi. Od 5.00 rano, tj. od godziny, od której można było chodzić po mieście, do godz. 7.00 ulica zaludniała się spieszącymi dokądś. Na tym ciasnym odcinku od Smoczej do Karmelickiej ruch był taki sam jak przed wysiedleniem, z tą jedynie różnicą, że wszystkie sklepy były pozamykane. Gdzieniegdzie widać było sprzedawców chleba, kartofli i włoszczyzny. Zaopatrywali w żywność tych, którzy mieli za co ją kupić. Były tu jeszcze sklepy rozdzielcze, czynne tylko wtedy, gdy wydawano na kartki skąpe racje chleba i innych mniej ważnych produktów. Prywatnie po domach można było kupić masło, wędliny i różne artykuły spożywcze po bardzo wygórowanych cenach, sprzedawane już z trzeciej bądź czwartej ręki. Prowiant ten pochodził z filii lub placówek szopów po stronie aryjskiej. O 7.00 ulica pustoszała. Do tej godziny nocna zmiana wracała do domów, dzienna zaś znajdowała się już przy pracy. Na ulicach panowała zupełna cisza. Przed bramą szopu stali na straży werkschutze. Od czasu do czasu zajeżdżały auta ciężarowe, na które ładowano gotowy towar. Przywożono również surowce oraz stare wojskowe mundury do czyszczenia i przeróbki. Ludzie pracujący przy transporcie bardzo się wzbogacili. Pod stosem towarów szmuglowano żywność ze strony aryjskiej i sprzedawano, oczywiście po bardzo wysokich cenach. W ten sposób przemycano też ludzi na stronę aryjską, naturalnie tych, którzy mieli się gdzie ukryć. Trzeba przyznać, że szoferzy ryzykowali bardzo. Bramy skoszarowanych domów były normalnie otwarte od 5.00 rano do 9.00 wieczór. Werkschutze nie pilnowali ich jak u nas. Jedynie wylot Karmelickiej i Nowolipia, róg Smoczej, zamknięte drewnianymi bramami, były strzeżone. W obrębie tych ulic mieszkańcy mogli poruszać się swobodnie.” (s. 125)



Irena Birnbaum
JA/ONI, IV A

„Na zakończenie otrzymaliśmy niespodziankę w postaci posterunków w żandarmerii po obu stronach Nowolipia, od Karmelickiej i Smoczej.” (s. 109)</document>
<document nplp_id="9537" title="ŻOLIBORSKA" slug="zoliborska">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I
„Mury wstrzymano na Żoliborskiej etc." [18 IV 1940] (s. 84)</document>
<document nplp_id="9541" title="WIEJSKA 4/6/8" slug="wiejska-4-6-8">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Wiejska, blisko słynny Sejm, śpiewy. Siedzę przed drzwiami z napisem zastępcy skarbnika, też słynnego prof. Rybarskiego, że nie ma zasiłków pieniężnych." [12 IV 1940] (s. 83)</document>
<document nplp_id="9545" title="ROZBRAT" slug="rozbrat">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Część wybrzeża ma być odżydzoną. (Wiejska, Książęca, Rozbrat etc.).” [5 VIII 1940] (s. 110)
</document>
<document nplp_id="9551" title="SIENKIEWICZA" slug="sienkiewicza">
Adam Czerniaków
ONI, I
„Na Sienkiewicza nędznego krawca Lasockiego wyrugowano z mieszkania.” [13 IX 1940] (s. 121)


ADRESY:
- Sienkiewicza 4,   - róg ulic Marszałkowska/Sienkiewicza</document>
<document nplp_id="9564" title="PTASIA" slug="ptasia">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W Gminie delegacja kobiet styczniowych. Wyszedł dziś I-szy numer „Gazety Żydowskiej”. Nie wiem, dlaczego przypomniała mi się z dzieciństwa szkoła złodziejów na Ptasiej.” [23 VII 1940] (s. 109)

Bogdan Wojdowski 
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

F, I
„Ojciec stał na ulicy z gołą głową, trzymając klucz. Mordchaj chodził tam i z powrotem, widłami zwalał na furę sterty trawy morskiej i rozsypane daleko źdźbła deptali przechodnie.
- Murują, murują. Na Ptasiej, Przechodniej, Rymarskiej, i końca nie widać!
Rękami zgarniał, miotłą wymiatał ostatnie resztki, kiedy ojciec w roztargnieniu rozglądał się dokoła jak przebudzony ze snu. Szukał stróża, któremu wręczyć miał klucz.
- Te worki zabrać? Zabieram, na co to wam?
- Zabieraj.
Zabrał i pojechał: niedaleko miał.
- Już Długa zamurowana!” (s. 44)</document>
<document nplp_id="9568" title="PODCHORĄŻYCH 20 (DAWNA SZKOŁA TALMUD TORA)" slug="podchorazych-20-dawna-szkola-talmud-tora">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Schrempf zgodził się na oddanie kwarantanny na Złotej na punkt etapowy dla uchodźców. Taki sam punkt urządzi się w naszej szkole na Podchorążych.” [8 VIII 1940] (s. 110)</document>
<document nplp_id="9570" title="PLAC UNII LUBELSKIEJ" slug="plac-unii-lubelskiej">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Rano Gestapo w sprawie robotników do pracy z Batalionu tudzież zaaresztowanych wczoraj na pl. Unii. Nie są oni wg M[endego] zaaresztowani, tylko pociągnięci do pracy przymusowej. Siedzą na Zielnej, bo nie ma innego pomieszczenia. Rzecz będzie trwała 2 miesiące. B. zaproponowałem, że będę z Opieki utrzymywał rodziny rzemieślników pracujących w SS.” [5 IX 1940] (s. 119)
&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Belwederska 27 - Bagatela - Plac Unii Lubelskiej, - Trasa: Krochmalna - Chałubińskiego - Plac Unii Lubelskiej - Belwederska 27,
- Trasa: Noakowskiego 10 - Plac Unii Lubelskiej - Puławska 83, - Trasa (tramwajowa): Plac Teatralny - Trakt Królewski - Aleje Ujazdowskie - Plac Unii Lubelskiej - Rakowiecka,</document>
<document nplp_id="9573" title="GÓRNOŚLĄSKA" slug="gornoslaska">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Przewiduje się wyrzucenie Żydów z wybrzeża - Nowy Świat, Górnośląska, Mączna etc.” [9 VIII 1940] (s. 111)
</document>
<document nplp_id="9574" title="MĄCZNA" slug="maczna">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Przewiduje się wyrzucenie Żydów z wybrzeża - Nowy Świat, Górnośląska, Mączna etc.” [9 VIII 1940] (s. 111)</document>
<document nplp_id="9583" title="BARBARY" slug="sw-barbary">
Adam Czerniaków
ONI, I
„Z rana rabunek składnicy na Barbary. Koszmarny widok. Rabunek w składnicy i obrabowywanie rabusiów.” [29 IX 1939] (s. 37)
„W tej chwili (3 pp.) robotnicy magistraccy przepalają żelazne ogrodzenie ogródków na Barbary.” [12 X 1940] (s. 127)
JA/ONI, I
„Zażądano po obiedzie, abym się zgłosił do domu gubernatora na Szopena 13 o godz. 10-ej. Komisarz domu oświadczył, że z Barbary usuną Żydów.”
</document>
<document nplp_id="9584" title="SZOPENA 13" slug="szopena-13">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Zażądano po obiedzie, abym się zgłosił do domu gubernatora na Szopena 13 o godz. 10-ej. Komisarz domu oświadczył, że z Barbary usuną Żydów.”
„Rano Gmina. Na Kawęczyńską prawie nikt się nie stawił. Paemeler odroczył do piątku 1000 robotników. Byłem na Szopena u … Oberscharführera (Schlosshauptmann). Pragnie wyrzucić Signera. Uspokoiłem. Poza tym żąda, aby 14 rob[otników] płatnych, 200 rob[otników], 50 kobiet i 35 rob[otników] wykwalifikowanych] pracowało bez zapłaty z jego strony. Poza tym różne inne żądania.” [3 IX 1940] (s. 118)

</document>
<document nplp_id="9589" title="MŁYNARSKA 2 (poza gettem)" slug="mlynarska-2-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Obwieszczenie Leista: Żydzi muszą wykupywać z tramwajach 5-złotowe karty (w zarządzie tramwajów Młynarska 2) z fotografiami.” [1 XI 1940] (s. 131)</document>
<document nplp_id="9592" title="PARK UJAZDOWSKI (poza gettem)" slug="park-ujazdowski-poza-gettem">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Wstęp do Parku Ujazdowskiego wzbroniony.” [26 VII 1940] (s. 108)
„Żydom nie wolno do Parku Ujazdowskiego.” [28 VII 1940] (s. 108)
</document>
<document nplp_id="9595" title="STARE MIASTO [OBSZAR]" slug="stare-miasto-obszar">
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono... cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)

Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Chrześcijanie ze Starego Miasta z hrabią Tarnowskim [na czele] podjęli akcję wyłączenia Starówki z getta.” (s. 142)


Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„A przed powstaniem warszawskim, kiedy już było wiadomo, że coś nadchodzi, roznosiłyśmy jeszcze konserwy w puszkach i świece. I nie zdążyłam wszystkiego oddać. Zostało mi 50 000 zł, parę puszek i trochę świec. Te świece i puszki przydały się w szpitalu powstańczym, a pieniądze zostawiłam na Starym Mieście.” (s. 183)

</document>
<document nplp_id="9605" title="GRÓJEC" slug="grojec">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W mieście wyrzucają z domów na Koszykowej, Marszałkowskiej Żydów. Rzeczy muszą zostawić. 16-go opuścił Warszawę transport z Mińska miasta 57, z Mińska powiatu 23, Grójca i Warki 24, Falenicy i okolic 27, Łowicza 98, Piaseczna 35, Skierniewic 35, Warszawy 435. Jeden robotnik usiłował uciec z punktu zbornego na Kawęczyńskiej. Arbeitsamt oddał go w ręce SS. Z grupy Piaseczno uciekło 14 osób.” [18 VIII 1940] (s. 114)


Mietek Pachter
JA, II

„Jesteśmy na placówce TWL [obóz gospodarczy oddziałów Waffen SS – były placówki na Żoliborzu oraz Twardej 21, dalej autor pisze, że było to 2km od getta, a więc zapewne chodzi o Żoliborz] – „Towarzystwo Wykończenia Ludzi”. Praca była zależna od sezonu i dnia, była to największa bocznica, w której były wszelkie zapasy żywnościowe dla wojska. […] Pewnego dnia z naszej kolumny zostało wybranych 10 osób, ja między nimi […] jedziemy do Białobrzegów, by przywieźć materiał budowlany z tartaku. Jestem znów spokojny, przyglądam się wszystkiemu, co mijamy w drodze. Widzę dużo ludzi z ghetta idących z zasłoniętymi twarzami, ludzie ci, widząc, że w ghecie i tak długo nie pociągną, puścili się w drogę, nie ryzykowali niczym, bo cóż może być gorszego od śmierci głodowej. […] Jesteśmy w tartaku [w Białobrzegach], pracuje tam kilka ludzi, porozumieliśmy się z nimi. Pracę mają ciężką, ale do jedzenia mają dość, a to dziś jest najważniejsze. Przynieśli dla każdego z nas po białym bochenku chleba. Ładujemy deski na auto, jeden z chłopców przylatuje z wiadomością, że za tartakiem jest parnik, gdzie gotują kartofle dla świń – a ci [te] są obecnie na tym samym poziomie co my, jeśli nie wyższym. Chłopcy w lot postanowili, że wezmą dziesięć woreczków, które leżą w jednej z komórek, i naładują je kartoflami, które są przeznaczone dla świń. […] Przyjeżdżamy do Grójca, tu trzeba dolać wody do maszyny, bo chłodnica była strasznie gorąca, ja jednym skokiem znalazłem się w sklepie mleczarskim i kazałem sobie podać mleko, kilka rogalików i masła. […] Jesteśmy na miejscu, materiał wyładowują inni, my dostajemy obiad i idziemy do domu. Odległość od miejsca naszej pracy do ghetta liczyła przeszło 2 km i przez ten szmat drogi musiałem nosić mój dobry uczynek dla biednych [autor zakupił masło i chleb w Grójcu]. […] Jechałem tak cztery razy do Białobrzegów i przywoziłem, ile tylko można było, aż blokowy Krzewin zobaczył, że to może być dobry interes, więc biorąc forsę od ludzi, posyłał ich, mnie wykluczył.” (s. 44-46)

&amp;nbsp;
TRASY:
- Trasa: Piaseczno - Grójec,</document>
<document nplp_id="9609" title="JÓZEFÓW" slug="jozefow">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, I
„Z Józefowa wrócił Zukier. W obozie źle. Przywiózł 5 chorych z obozu (jeden na tyfus). Wszędzie żądają spodni, używanych butów, koszul, medykamentów.” [12 IX 1940] (s. 121)
JA/ONI, I
„Robotnicy zwolnieni z Józefowa opowiedzieli swe dzieje. Wysyłamy do Józefowa delegację z pieniędzmi i ekwipunkiem.”

Adina Blady-Szwajger
JA, VI A

„...musiałyśmy poszukać im [państwu Keilson] innego mieszkania. Na szczęście udało się w Józefowie.” (s. 194)

TRASY:
- Trasa: Józefów - Piaseczno,</document>
<document nplp_id="9613" title="OTWOCK, REYMONTA 55 (SIEDZIBA SANATORIUM TOWARZYSTWA &amp;#8222;BRIJUS&amp;#8221;)" slug="otwock-reymonta-55-siedziba-sanatorium-towarzystwa-brijus">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA/ONI, I
„W &amp;gt;&amp;gt;Brijusie&amp;lt;&amp;lt; zwiedzanie zakładu dla gruźlików, potem &amp;gt;&amp;gt;Zofiówka&amp;lt;&amp;lt;.” [20 VII 1940] (s. 107)
„W sanatorium „Brijus” spotkałem po raz pierwszy w życiu kobietę weterynarza, niejaką Neufeldównę.” [4 VIII 1940] (s. 110)
„0 7 rano do Otwocka do „Brijusu”. O 9 przyjechała żona niejakiego dra Rubinsteina z prośbą o ponowną interwencję w sprawie jej męża.” [17 VIII 1940] (s. 114)
„Na planie zredukowano „Sperrgebiet”, wykluczając Chmielną, Marszałkowską, Stare Miasto etc. Natomiast przyłączono... cmentarz żydowski. Szpital żydowski poza granicą. W Otwocku zajmują władze polskie „Brijus”. Zagrożona jest „Zofiówka”etc.” [25 IX 1940] (s. 124)
JA/ II B
„W „Brijusie” w Otwocku. Wieczorem powrót do domu.” (s. 213)
„Rano Gmina i u Auerswalda. Potem do „Brijusu”. Nowy Rok.” (s. 217) 
JA, II D
„Rano Gmina. -9°C. Byłem w „Brijusie” w Otwocku. Wieczorem wróciłem do Warszawy.” (s. 259)</document>
<document nplp_id="9620" title="MONIUSZKI 10 (Instytut Rozrachunkowy Zagranicznego Handlu &amp;#8211; &amp;#8222;ZAHAN&amp;#8221;)" slug="moniuszki-10-instytut-rozrachunkowy-zagranicznego-handlu-zahan">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, I
„Biuro, potem Gmina.” [24 X 1939] (s. 44)
„Rano biuro. Oddanie radia. Od 11 pp. Gmina. Interesanci - pocieszenia, skargi.” [25 X 1939] (s. 44)
„Rano biuro. Kwestia aryjska.” [26 X 1939] (s. 44)
„Rano biuro.” [4 XI 1939] (s. 45)
„Rano w biurze. Załatwiłem tłumaczenie tekstu odezwy do Żydów.” [21 IX 1939] (s.36)
„W biurze rozdano pobory. (…) Wypłata pensji w biurze.” [28 IX 1939] (s.37)
„Biuro.” [3 X 1939] (s.38)
„Rano biuro.” [10 X 1939] (s. 40)
„Rano biuro.” [19 X 1939] (s. 43)
„Rano Biuro.” [20 X 1939] (s. 43)
„Biuro rano. Od 12 posiedzenie Biura Statystycznego do 2 pp.” [21 X 1939] (s. 43)
„Rano biuro. Kwestia aryjska.” [26 X 1939] (s. 44)
„Biuro.” [25 X 1939] (s. 44)
„Rano biuro.” [4 XI 1939] (s. 45)
„Praca w biurze niemożliwa. Po pierwsze nie ma jej. Po wtóre muszę ustąpić z zarządu na skutek paragrafu aryjskiego. Z czego będę żył, nie wiadomo. Powiedziałem Zarębskiemu, że się zrzekam.” [1 XII 1939] (s.51)
„Rano do biura.” [2 grudnia 1939] (s. 51)
„Rano biuro. Sprawa mojej dymisji. Załatwienie połowiczne, jak to u nas we zwyczaju.” [2 XII 1939] (s. 52)
„Rano biuro.” [6 XII 1939] (s. 52)
„Rano biuro. (…) Kamienicznik Lotte płacze w biurze, że jest biedny. Potem wymyśla.” [7 XII 1939] (s. 52)
JA/ONI, I

„Rano biuro - Rada Zahanu w sprawie usunięcia Żydów z Rady i Zarządu. Jezuityzm ocukrzony. Za moimi plecami „nowy członek Zarządu”(inspiracja Zarębskiego?) Midech.” [8 XII 1939] (s. 52)
„W biurze krętactwo z odszkodowaniem.” [21 XII 1939] (s. 56)
„W biurze zlikwidowali ze mną stosunek po tylu latach (3-miesięczna gaża rozłożona aż na 12 miesięcy zamiast odszkodowania rocznego).” [13 I 1940] (s. 60)
„Rano do biura - odmowa uregulowania stosunku.” [7 II 1940] (s. 66)
</document>
<document nplp_id="9623" title="STANISŁAWÓW (poza Warszawą)" slug="stanislawow-poza-warszawa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
ONI, II B
Informacje wklejone, pochodzące z „Gazety Żydowskiej”, 10 XII 1941:
„Stanisławów (J. M.) Oddział żywnościowy Wydziału Gospodarczego przy Radzie Żydowskiej w Stanisławowie przeprowadził w czasie od 1 - 7 bm. rozdział mięsa wołowego oraz cielęciny w ilości 100 g na osobę. Rozdziału dokonały punkty mięsne przy ul. Belwederskiej 38, 101 i 113. Dla pracowników wydano takze dodatkowo 100 g. Między 1-7 bm. każdy z pracowników otrzymał po 1 kg mięsa. Dla stałych pracowników wydaje się przy ul. Kołłątaja 47 pierwszą ratę ziemniaków w ilości 10 kg na osobę. Ponadto organizuje się wydawanie mleka dla dzieci do lat trzech oraz chorych na zlecenie lekarskie, po 1/4 l mleka”.” (s. 232)</document>
<document nplp_id="9633" title="CEGLANA 10 (Żydowskie Pogotowie Ratunkowe)" slug="ceglana-szpital">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gestapo. Kratz złamał rękę. Na Ceglanej uroczystość ofiarowania karetki szpitalowi. Potem zebranie w Gminie Patronatu nad orkiestrą. Niunia przewodniczyła.” (s. 190)</document>
<document nplp_id="9640" title="GRZYBOWSKA 40" slug="grzybowska-40">
Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano o 8-ej defilada 500 Służby [Porządkowej] przed Auerswaldem na dziedzińcu Grzybowska 40.” (s. 289)
</document>
<document nplp_id="9644" title="KROCHMALNA 18, m. 20" slug="krochmalna-18-m-20">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, II D
„D. Szwizgold, grup. 1845. Meldunek dotyczy wypadku ludożerstwa. Melduję, że na interwencję p. obw. IV dzielnicy Z.O.S. Nirenberga udałem się na ulicę Krochmalną 18 m. 20, gdzie zastałem leżącą na barłogu 30-letnią Urman Rywkę, która oświadczyła w obecności świadków: sekretarza Kom. Domowego, p. Zajdman Niuty i p. Murawy Jankla, 1. 30 przewód. Kom. Domów, że dopuściła się ludożerstwa na swoim własnym 12-letnim synu Berku Urmanie, zmarłym poprzedniego dnia, przez wycięcie kawałka pośladka.
podp. D. Szwizgold grup. 1845.
porz. M. Grossman 393 J. Murawa prezes. 19 II 42” (s. 255)
</document>
<document nplp_id="9653" title="TŁOMACKIE 11" slug="tlomackie11">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II B
„Rano Gmina. Odwiedziłem Wydział Zdrowia i składnicę środków dezynfekcyjnych. Chcę puścić trochę reklam na miasto celem zwalczania tyfusu etc. Wczoraj 70 wypadków tyfusu.” (s. 203)
</document>
<document nplp_id="9659" title="CHŁODNA 20" slug="chlodna-20">
Adam Czerniaków
JA, II B
„Przeprowadziłem się na Chłodną 20.” (s. 233)
„Noc wczorajsza ciężka. W domu jestem sam jeden na cały dom z rodziną bez światła i wody (rura pękła)” (s. 233)
JA, II C
„W domu po obiedzie zebranie prez[ydium] patronatu nad więźniami w żyd[owskim] areszcie razem z kierownictwem więzienia. Ustalono stosunki wypływające z regulaminu. Doręczyłem 10 000 zł otrzymane w Sylwestra dla rodzin więźniów.” (s. 240)
JA, II D
„W domu znów światło zgasło, a świece są bardzo drogie. Wstawiono mi telefon.” (s. 200)
„Wczoraj wieczorem odbyła się u mnie konferencja: Weichert, Gepner, Jaszuński, Giterman, Wielikowski w sprawie opieki społecznej. Chodzi o scentralizowanie jej. Wybrano komisję, która mi przedstawi projekt.” (s. 256)
„W domu z powodu niedomagania załatwiam sprawy Gminy.” (s. 261)
„W domu chory (grypa tchawicy). Napisałem wiersz na ew[entualną] akademię w Gminie pt. „Orędzie” (s. 261)
„W domu chory.” (s. 261)
„4°C. Rano w domu. Niedomagam. Dzwoniłem do Auerswalda. Jutro mam być u niego z niejaką Grossmanową, redaktorką „Gazety Żyd[owskiej]”, która mnie odwiedziła w domu.” (s. 261)
„Po obiedzie zjawił się w moim mieszkaniu wyższy urzędnik z Krakowa z dyr. Ivánką i wypytywał o budżet Rady. Oświadczył, że mu nigdy budżetu nie przedstawiono i że właściwie powinien być załatwiony w Warszawie. Nie znał ustroju ghetta, ani nie słyszał o komisarzu i Transferstelle.” (s. 273)
„O 4-ej po powrocie do domu zastałem umundurowanych funkcjonariuszy filmowych etc. Postanowili zrobić zdjęcia w moim mieszkaniu. Romcia leży chora. Niunia się, jak zwykle ostatnio, niedobrze czuje.” (s. 277)
„W domu o 8.30 oczekuję filmowców. Prosiłem o zaangażowanie do zdjęć jakiegoś mężczyzny i kobiety, którzy będą pozować. Zjawili się o 8.45 i robili zdjęcia do 12.30. Na drzwiach umieścili szyld z jakimś napisem. Do mieszkania sprowadzono 2 kobiety i jakiegoś „amanta”. Ponadto starego Żyda. Nakręcono scenę.” (s. 277)
„Wczoraj odwiedził mnie w domu Gepner. Omawiałem czystość w Z[akładzie] Z[aopatrywania] i podporządkowanie Wydziału Opałowego Zakładowi] Z[aopatrywania].” (s. 279)
„Przed 8-mą zadzwonił dr Grassler, polecając mi zjawić się na 8-mą do pałacu Brühla w „nagłej sprawie”. Zjawiłem się. Polecono mi posiedzieć dłużej i nie wychodzić na ulicę. Auerswald, z którym się wkrótce skomunikowałem, rozmówił się z Brandtem telefonicznie. B[randt] podzielił jego pogląd w stosunku do propozycji wczorajszej. Zgłosiłem się z Lejkinem do Brandta. Oświadczył, że Avrila zrozumiał w ten sposób, jakobym miał być wezwany na „bal” celem omówienia „spraw technicznych”. Rozmówi się w sprawie propozycji z Avrilem.” (s. 280)
JA/ONI, II D
„Dziś junacy zrewidowali piwnice w domu Chłodna 20, rzekomo w poszukiwaniu ukrytej skóry.” (s. 288)
„Rano Gmina. Przed moim wyjazdem na podwórzu Chłodna 20 junacy z pejczami dozorowali Żydów (między innymi złapanego na ulicy Mitelberga - kupca), którym polecono wyjmować skóry z potajemnej garbarni (?) w piwnicy i ładowano na wielki wóz. O 1-ej nadjechał do Gminy Auerswald z jakimiś gośćmi, którym na jego polecenie opowiadałem co nieco o ghetcie. Zameldował się do mnie „podobwodowy” Józef Ehrlich, któremu przyjęcia odmówiłem.” (s. 288)
„Do domu przyniesiono mi o 7 rano zestawienie więźniów, skazańców etc. dla rozmów ze Schmiedtem.” (s. 301)

Mary Berg
ONI, II B

28.XII.41’: „W getcie działa kilka innych zakładów fotograficznych, na przykład Photo-Doris, ale świat artystyczny fotografuje się u Bojma i Forberta. Do ich klientów należą nawet wyżsi oficerowie Wehrmachtu oraz urzędnicy niemieccy” (s. 213).

ONI, II C

6.I.42’: „Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną” (s. 218-219).

ONI, II D

7.V.42’: "Przy Chłodnej 20 opłata za wstęp na taras na dachu wynosi półtora złotego. Są tam składane leżaki i napoje chłodzące, a także można popatrzeć na Warszawę z lotu ptaka. Na naszym dachu zawsze jestem sama. Miło leżeć na słońcu i obserwować dzielnicę za murem. Tuż obok widać białe iglice kościoła. Otaczają je konary lip i woń tych ślicznych drzew dociera aż na mój dach. Dalej stoją prywatne domy wykorzystywane teraz jako niemieckie koszary" (s. 247).

8.V.42’: "Niemcy postanowili nakręcić film o życiu w getcie. Dziś z samego rana ustawili potężną kamerę przed domem przy Chłodnej 20 i filmowali ulicę. Później weszli do jednego z najelegantszych mieszkań i kazali nakryć stół w salonie. W pobliskiej restauracji skonfiskowali najwyborniejszą zastawę z daniami mięsnymi, ciastami i owocami – prawdopodobnie jedynymi owocami dostępnymi w getcie. Zatrzymali najładniej ubranych przechodniów, mężczyzn i kobiety, kazali im zasiąść wokół stołu, jeść, pić i rozmawiać – nakręcili niezwykły film. Czy wyświetlą go w Berlinie, by dowieść, że ludność getta ma wszystkiego w bród, a nawet opływa w przysmaki niedostępne w Niemczech?" (s. 248)
Marcin Szczygielski
JA, II D (kwiecień/maj 1942)

„W kwietniu na Chłodnej zaczyna się jeszcze większy ruch. Okazuje się, że i tu ludzie z organizacji Toporol będą robili ogród, tym razem specjalnie dla dzieci! Parcela po zburzonym domu – ta sama, przy której odbywało się przedstawienie „Podróży Guliwera” – zostaje uporządkowana. Resztki gruzu wywieziono. Codziennie przychodzi wielu młodych ludzi, którzy przekopują cały teren, sadzą krzewy i sieją trawę. Stolarze montują ławki i huśtawkę, a ściany z pustymi otworami po oknach, stojącą jeszcze w głębi posesji, zostanie pomalowana przez uczniów kursów graficznych. Będą malowali na niej zwierzęta i różne postaci z bajek. Nie mogę się doczekać!
Koniec kwietnia jest już bardzo gorący, choć noce są jeszcze zimne, przez co marnieje część pomidorów na naszym podwórku. W maju zaczynają się upały. Pani Lampertowa opowiada w kuchni, że na dachu najwyższej kamienicy przy Chłodnej, tej pod numerem 20, urządzono taras do opalania. Stoją tam leżaki, można też kupić różne słodkie napoje. Wejście na dach kosztuje półtora złotego i obowiązują kostiumy plażowe. Pani Lampertowa jest tym zgorszona i mocno poruszona.” [s. 65]

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Czerwiec rozpoczął się nadzwyczajnymi wydarzeniami. Niemcy, przeważnie oficerowie lotnictwa, nawiedzili masowo getto, kręcąc ceny filmowe, których celem było najprawdopodobniej ośmieszenie nas. Na przykład filmowali „zebranie” Rady Żydowski, w której członkami byli rzekomo chasydzi w czarnych chałatach, „złowieni” na ulicy. Sprowadzili następnie stosy zrabowanych, luksusowych mebli, kryształów i dywanów do naszego „Białego Domu” jak zwaliśmy numer 20 przy ulicy Chłodnej, gdzie zamieszkiwał prezes Czerniakow i różni „dygnitarze” i nakręcili scenę „balu”.” (s. 35-36)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="9666" title="GRZYBOWSKA 24 (ZAKŁAD POGRZEBOWY PINKIERTA)" slug="grzybowska-24-zaklad-pogrzebowy-pinkierta">
Adam Czerniaków
JA, II B
„Przed zakładem pogrzebowym Pinkierta na Grzybowskiej ustawiła się orkiestra i odegrała kilka skocznych kawałków.” (s. 195)

Mary Berg
ONI, IIA

25.XII.40’: „W getcie jest jeszcze jedna grupa umundurowanych funkcjonariuszy żydowskich – pracownicy pogotowia ratunkowego, z niebieskimi otokami na czapkach i niebieskimi opaskami na rękawach. Kolejną tworzą ubrani na czarno pracownicy pogrzebowi, zatrudniani przez prywatne przedsiębiorstwa, wśród których największą popularnością cieszy się zakład Pinkierta mający swą siedzibę obok budynku zarządu Gminy Żydowskiej przy ulicy Grzybowskiej oraz firma Wittenberga mieszcząca się bezpośrednio po drugiej stronie jezdni. Nawet przeniesienie się na tamten świat w tych dniach bywa niełatwe. Pogrzeby są przerażająco drogie, a miejsca na przepełnionym cmentarzu żydowskim – na wagę złota.” (s. 94-95)
</document>
<document nplp_id="9676" title="UMSCHLAGPLATZ &amp;#8211; TŁOMACKIE 3/5 [TRASA]" slug="umschlagplatz-tlomackie-3-5-trasa">
&amp;nbsp;


Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano o 5.30 na placu przeładunkowym. O 6-ej wjechał pociąg z przybyszami z Niemiec. Wygląda na 1000 osób. Przeprowadziłem transport do Biblioteki Judaistycznej. Dziś po 4-ej poprosiłem na herbatę ponad 200 osób, celem wysłuchania sprawozdania o akcji zwolnienia więźniów.” (s. 266)
</document>
<document nplp_id="9678" title="UMSCHLAGPLATZ &amp;#8211; LESZNO 109/111 [TRASA]" slug="umschlagplatz-leszno-109-111-trasa">
&amp;nbsp;

Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano 5-ta na Umschlagplatzu. O 8-ej nadjechało 1025 wysiedlonych z Berlina. Ogółem kwarant ... 2019. Oczyściliśmy drogę i przeprowadzili ich na Leszno 109/111 do kwarantanny. Na czele porządkowi. Z boku policjanci niemieccy. Z tyłu kilkanaście fur z rzeczami i kilka fur z chorymi. Jeden ma nogę w gipsie (wzięty ze szpitala). Element stary, w części inteligencki. Wiele kobiet.” (s. 263)
</document>
<document nplp_id="9683" title="SIENNA (numery nieparzyste)" slug="sienna-numery-nieparzyste">

&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, II B
„Tymczasem Sienna po stronie nieparzystej się przesiedliła. Ścisk w mieszkaniach nieprawdopodobny. Lekarze i w ogóle zawodowo czynni nie mają gdzie pracować. Do pomocy wezwano tzw. „społeczników”, którzy żadnej pomocy nie okazali. Przyszli, jak powiedzieli, „kontrolować” urzędników Gminy.” (s. 219)
„Znowu niespodzianka. Wyłącza się z ghetta część Dzikiej etc. nad Placem Parysowskim. Niedawno do domów na Dzikiej (temu miesiąc) przesiedlili się wysiedleni z Siennej.” (s. 229)
</document>
<document nplp_id="9684" title="NOWOLIPIE 72 (Siedziba Teatru „Nowy Azazel”)" slug="nowolipie-72-siedziba-teatru-nowy-azazel">


&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„W „Azazelu” śpiewają kuplet o tym, że pieniądze zebrane w Miesiącu Dziecka zostały roztrwonione. Poleciłem zbadać, kto jest autorem, kto śpiewał i kto kieruje teatrem.” (s. 249)

Henryk Makower
ONI, II
„Grano tam (teatr w kościele na Nowolipkach – dk) wiele różnych sztuk, reżyserował Andrzej Marek. Teatr miał duże powodzenie. W bliskim sąsiedztwie były również inne teatry, na Dzielnej operetka i farsa z Cukier na czele, na Nowolipiu – dramat.” (s. 191)

Mary Berg
ONI, IIB

20.IV.41’: "Życie artystyczne w getcie kwitnie. Przy ulicy Nowolipie pod kierunkiem Diany Blumenfeld, żony Jonasa Turkowa, działa mały teatr Azazel, wystawiający sztuki w jidysz. Przy Nowolipkach, ulicy biegnącej równolegle do Nowolipia, w Teatrze Kameralnym odbywają się spektakle po polsku. Przez cztery ostatnie tygodnie wystawiano tam popularną komedię czeskiego dramaturga Poláčka Doktor Berghof przyjmuje od drugiej do czwartej po południu. Do czołowych aktorów tego teatru należą Michał Znicz, Aleksander Borowicz i Władysław Gliczyński. Wielkie sukcesy odnosi teatr Femina przy Lesznie. Można tam zobaczyć Aleksandra Minowicza, Helenę Ostrowską, Franciszkę Mann (laureatkę pierwszej nagrody w międzynarodowym turnieju tanecznym), Kinelskiego, Pruszycką oraz jej balet, Noemi Wentland i wiele innych sław, o których żydowskim pochodzeniu przed wojną nikt nie wiedział. Femina ma zróżnicowany repertuar złożony z rewii i operetek. Niedawno wystawiano tam Barona Kimmla oraz rewię, w której poczesne miejsce przypadło skeczom i piosenkom o Judenracie. Padły w niej gorzkie uwagi satyryczne wymierzone w „rząd” getta oraz jego „ministrów”" (s. 112-113).</document>
<document nplp_id="9688" title="PRZEJAZD 15 (obecnie Nowolipie 2) &amp;#8211; PAŁAC MOSTOWSKICH" slug="przejazd-15-obecnie-nowolipie-2-palac-mostowskich">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
JA, II D
„Zrobiłem próbę porozumienia się z Kulskim w sprawie pałacu Mostowskich, skąd miasto mogłoby przenieść biura techniczne i oddać gmach nam na Bibliotekę Judaistyczną. Niestety, wobec przewidzianej eksmisji szpitala z Resursy Kupieckiej, nie wiadomo, czy ta kombinacja będzie możliwa (informator wiceprezydent Podwiński).” (s. 261) </document>
<document nplp_id="9693" title="GRZYBOWSKA 21" slug="grzybowska-21">
Adam Czerniaków
JA, II D
„Rano Gmina. O 9.30 otwarcie ogródka na Grzybowskiej 21. Grała orkiestra pod kierunkiem Kataszka, śpiewały chóry, dzieci szkół. Rady wykonały tańce i ćwiczenia. Ogródek został przekazany dzieciom przez dzieci. 2 delegatów i jedna delegatka obwieściły to w języku polskim, żydowskim i hebrajskim. Przemawiałem 2 razy. Uroczystość wywarła wielkie wrażenie na zebranych. Balsam na rany! Uśmiech ulicy! o 1-ej urządziłem obiad dla robotników wysiedlonych z Niemiec. Po moim powitaniu przemawiał dr Wielikowski. Odpowiadali nam 2 przedstawiciele. Obiad: zupa, mięso - zł 8 - obstalowaliśmy w polskiej jadłodajni. Ponadto wszyscy otrzymali po pudełku papierosów i paczuszkę cukierków. Obecnym dzieciom dałem czekoladę.”
„Nie wiem, czy orkiestra będzie mogła grać w ogródku. Okazało się, że grała, pomimo zresztą lekkiego deszczu. Poleciłem sprowadzić dzieci z Izby Zatrzymań, zorganizowanej przez rewir Służby Porządkowej, do ogródka. Są to żywe kościotrupy, rekrutujące się z żebraków ulicznych. Część ich odwiedziła mnie w Gminie. Rozmawiali ze mną jak dorośli - ośmioletni obywatele. Wstyd powiedzieć, że juź dawno tak nie płakałem. Dałem im po tabliczce czekolady. Poza tym wszyscy otrzymali zupę. Przekleństwo tym z nas, co sami jedzą i piją, a o tych dzieciach zapominają.” (s. 289)
„Rano Gmina. W ogródku grała muzyka S[łużby] P[orządkowej]. Popis 600 uczniów i uczennic szkół powszechnych. Z aktorów wziąłem do siebie na trybunę małą dziewczynkę, ucharakteryzowaną na Chaplina (wielkie brawa). Religianci są przeciwni urządzania zabaw z muzyką i śpiewem w ciągu bieżących 3 tygodni (żałoba).” (s. 297)


Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Tymczasem praca na grafice wrzała. Najpierw projektowano transparenty dla wszystkich kursów zawodowych na mającą odbyć się defilady. Następnie prof. Greiffenberf otrzymał zamówienie od gminy. Miano zbudować Ogródek Jordanowski na gruzach zbombardowanego domu, naprzeciwko naszego budynku. Tylko najbardziej utalentowani spośród nazw zostali wybrani do malowania fresków na tematy dziecinne na ścianach domów, graniczących z przyszłą freblówką. Ja zostałam pominięta i czułam się raczej przygnębiona.” (s. 42)

JA/ONI, II D (21 czerwca 1942)

„W tym samym czasie zakończył się prace przy budowie słownego Ogródka Jordanowskiego. Radca Poznański zaprosił na obiad wszystkich „robotników”.” (s. 45)

JA/ONI, II D (lipiec 1942)

„W pierwszych dniach lipca odbył się uroczyste otwarcie Ogródka Jordanowskiego.
Dziwną ironią losu dekoratorzy tego zakątka nie dostali zaproszeni na ceremonie i spozierali teraz smętnie przez sztachety na dzieci, przebrane w stroje papierowe, oraz na prezesa w otoczeniu nadętych dygnitarzy. Orkiestra policyjna zagrała marsza. Pan prezes zabrał głos, rozpływając się długo i szeroko nad działalnością Rady Żydowskiej.

- A teraz dzięki naszym wysiłkom – zakończył – dzieci ulicy znajdą azyl, w którym będą mogły bawić się i odpoczywać!” (s. 50-51)
</document>
<document nplp_id="9700" title="OTWOCK &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="otwock-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Abraham Lewin
ONI, III A
„Z Otwocka przywieźli 3000 Żydów, zaprowadzili ich prosto na Umschlag… Liczba ofiar jest ogromna.” (s. 186)
</document>
<document nplp_id="9804" title="MARY BERG (MIRIAM WATTENBERG) (20.04.1924 &amp;#8211; kwiecień 2013)" slug="mary-berg-wlasc-miriam-wattenberg-20-04-1924-kwiecien-2013">Przejdź do mapy miejsc Mary Berg po stronie aryjskiej
MIEJSCA:
- Aleja Szucha 25 (siedziba Gestapo),  - Aleje Ujazdowskie 29 [Ambasada USA],  - Biała, - Bonifraterska, - Chłodna,  - Chłodna 8, - Chłodna 10,  - Chłodna 15,  - Chłodna 16,  - Chłodna 20, - Chłodna 25,  - Chłodna (kładka),  - Dworzec Główny,  - Dzielna,  - Dzielna 24,  - Dzielna 24/26 [Pawiak], - Dzielna 27-31, - Dzielna 39, - róg ulic Dzielna/Więzienna, - Elektoralna 4,  - Elektoralna 7,  - Elektoralna 26, - Franciszkańska, - Getto, - Gęsia, - Gęsia 4, - Gęsia 22/24 (tzw. "Gęsiówka"), - Gęsia 42, - Grzybowska,  - Grzybowska 11, - Grzybowska 23, - Grzybowska 24, - Grzybowska 26/28,  - Karmelicka, - Komitetowa, - Królewska 23, - Leszno,  - Leszno 1,  - Leszno 2,  - Leszno 3, - Leszno 13, - Leszno 13, - Leszno 15, - Leszno 32, - Leszno 35,  - Leszno 40,  - Leszno 42 (bazar), - Leszno 53/55, - Leszno/Żelazna [wacha], - Marszałkowska (poza gettem), - Miła, - Mokotowska 14,  - Muranowska, - Nalewki, - Nalewki 13, - Niska, - Nowolipie, - Nowolipie 18, - Nowolipie 72 (Siedziba Teatru „Nowy Azazel”),  - Nowolipki, - Nowolipki 52,  - Ogrodowa 15, - Ogród Krasińskich,  - Okęcie (wieś), - Okopowa/Gęsia (Cmentarz Żydowski),  - Orla 6, - Ostrowska,  - Otwock, - Pańska, - Plac Muranowski,  - Plac Parysowski,  - Przejazd 5,
- Sienna,  - Sienna 16,  - Sienna 41,   - Sienna 42,   - Sienna/Sosnowa,  - Sienna/Żelazna [wacha],  - róg ulic Smocza/Dzielna, - Smocza,
- Stawki,  - Stawki 4 (Umschlagplatz),  - Stawki 6/8 (Szpital), - Szczęśliwa, - Śliska 51/Sienna 60,   - Twarda 4, - Twarda 15,  - Wierzbowa 1 (Pałac Brühla),  - Wołyńska,  - Zamenhofa,  - Zielna 31,  - Żelazna,  - Żelazna 86/88/Leszno 80/82,  - róg Żelazna/Chłodna,
OBSZARY:
- Obszar: Małe Getto, - Obszar: Sienna-Złota,
TRASY:
- Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Grzybowska 26/28,  - Trasa: Chłodna 10 - Żelazna - Grzybowska - Waliców - Prosta - Twarda - Sienna, - Trasa: Ogrodowa 15 - Żelazna - Nowolipie - Smocza - Dzielna - Pawiak,   - Trasa: Krochmalna - Chłodna - Chłodna 17, - Trasa: Leszno-Leszno/Żelazna-Leszno 84,  - Trasa: Zielna 31-Koźla,</document>
<document nplp_id="9806" title="ZIELNA 31" slug="zielna-31">
Mary Berg
JA, I

10.X.39: "Krewni zamieszkali w centrum dzielnicy żydowskiej zgotowali nam gorące i serdeczne powitanie, lecz większość pobytu u nich spędziliśmy w piwnicy wskutek ciągłych nalotów. 12 września Niemcy rozpoczęli niszczenie śródmieścia. Znowu musieliśmy ruszyć w drogę, tym razem w poszukiwaniu lepszego schronienia przed bombami. Następne dni przyniosły ludziom głód, śmierć i panikę. Nie mogliśmy jeść ani spać. Początkowo w nowym domu przy ulicy Zielnej zaznaliśmy prawdziwych wygód. Właściciele uciekli z miasta, pozostawiwszy puste mieszkanie do naszego użytku. Była tam nawet służąca, która podała nam gorącą herbatę. Pierwszy raz od ucieczki z Łodzi zjedliśmy przy stole nakrytym białym obrusem prawdziwy posiłek: śledzia, pomidory, masło i biały chleb" (s. 52-53).

10.X.39: "Nasz dom przy Zielnej 31 znajdował się blisko gmachu PAST-y, który przez cały okres oblężenia stanowił cel dla niemieckich dział. Mimo licznych trafień strzelista, solidna budowla doznała tylko nieznacznych uszkodzeń, a telefonistki trwały na swoich stanowiskach. Wiele pobliskich domów uległo zniszczeniu, więc ponownie musieliśmy spędzać noce w piwnicy. Któregoś dnia jedna z bomb wybuchła we frontowym pokoju naszego mieszkania, musieliśmy więc wrócić do zatłoczonego domu naszych krewnych".

</document>
<document nplp_id="9809" title="ZIELNA 31-KOŹLA [TRASA]" slug="zielna-31-kozla-trasa">
&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, I

10.X.39: "Ostatniego wieczoru oblężenia zasiedliśmy, zbici w ciasną grupkę, w rogu restauracji pod naszym domem. Kilku starszych Żydów płaczliwie śpiewało psalmy. Matka owinęła nas wszystkich grubymi kocami dla ochrony przed drobnymi odłamkami, których mnóstwo unosiło się w powietrzu. Kiedy sama na chwilę wystawiła głowę, odłamek szrapnela ugodził ją w czoło. Twarz jej zalała krew, lecz rana okazała się tylko małym draśnięciem. Zdaliśmy sobie sprawę, że nasze schronienie jest pułapką, więc wyruszyliśmy na Koźlą, żeby znaleźć bezpieczniejsze lokum u krewnych; po drodze potykaliśmy się o okaleczone trupy żołnierzy i cywilów. Zobaczyliśmy jedynie szkielet budynku górujący nad ogromną piwnicą szczelnie wypełnioną ludźmi zalegającymi betonową podłogę. Ale znalazło się jakoś miejsce i dla nas" (s. 56-67).</document>
<document nplp_id="9810" title="SIENNA 41" slug="sienna-41-rog-sosnowej">
Mary Berg
JA, I

10.X.39: „Wróciliśmy na swoją ulicę. Na bruku leżały trupy koni, z których ludzie wycinali kawałki mięsa. Niektóre z koni jeszcze drgały, lecz wygłodzeni biedacy nie zwracali na to uwagi; kroili ciała wciąż żywych zwierząt. Nasze ostatnie lokum, mieszkanie przy ulicy Nalewki, zastaliśmy nienaruszone, z wyjątkiem powybijanych szyb. Jednak nie było tam nic do jedzenia. Dozorca zaprosił nas na obiad, na który podano kaczkę z ryżem. Później się dowiedziałam, że złapana przez dozorcę „kaczka” była ostatnim łabędziem pływającym w stawie Ogrodu Krasińskich. Mimo że woda w stawie była skażona przez rozkładające się ludzkie zwłoki, ów dziwny posiłek nam nie zaszkodził. […] Tamtego popołudnia zamieszkała przy Siennej kuzynka zaprosiła nas do swego przestronnego mieszkania, w którym zgromadziła duży zapas żywności. Znowu więc czekała nas przeprowadzka. Droga była koszmarna. Na wszystkich placach kopano zbiorowe groby. Warszawa wyglądała jak ogromny cmentarz” (s. 58-59).

27.XII.39: "W zeszłym tygodniu matka otrzymała list z konsulatu amerykańskiego z wezwaniem do przyjazdu do Warszawy. Doręczający nam pismo listonosz nie mógł powstrzymać się od wyrażenia zazdrości z powodu naszych związków z Ameryką. Wyjechałam do Warszawy jeszcze przed matką dzięki pewnemu znajomemu gojowi, mężowi przyjaciółki matki, który zabrał mnie ze sobą, podając się za mojego ojca i narażając tym samym własne życie. Zatrzymał się w Warszawie razem ze mną, a w święta Bożego Narodzenia przywiózł z Łodzi także moją siostrę. Większość czasu spędzamy w domu, dopiero po zmroku decydując się wyjść na krótki spacer przed budynkiem ambasady amerykańskiej. W jego cieniu czujemy się jakoś bezpieczniej" (s. 65-66)

5.I.1940: "Matka dołączyła do nas dopiero po Nowym Roku. Oznajmiła, że otrzymała wieści od ojca, który bardzo dobrze radzi sobie w Rosji i objął posadę kustosza muzeum na Ukrainie. Chce, żebyśmy natychmiast do niego przyjechały, ale to nie wchodzi w grę. Mieszkamy teraz w dwóch małych pokojach przy Siennej 41 razem z kuzynką. Ponieważ ta kamienica należy do jakiegoś urzędnika polskiego banku, Niemcy przydzielili jej wystarczającą ilość opału. Mamy zatem ochronę przed okropnym zimnem" (s. 66)

28.IV.40: "Zdołaliśmy uzyskać oddzielne mieszkanie w tym samym domu, w którym zajmowaliśmy pokoje we wspólnym lokalu. Matka przypięła na drzwiach swoją wizytówkę z napisem: „Obywatelka amerykańska”. Ten napis jest cudownym talizmanem przeciwko niemieckim bandytom, bez przeszkód nachodzącym wszystkie żydowskie mieszkania. Kiedy tylko w bramie naszego budynku pokazują się niemieckie mundury, sąsiedzi schodzą się z błaganiem, żebyśmy ich wpuścili, by i oni mogli skorzystać z tego cudownego znaku. Nasze dwa małe pokoje całkowicie się wypełniają. Czy moglibyśmy bowiem komukolwiek odmówić? Wszyscy sąsiedzi drżą ze strachu i z bezgłośną modlitwą na ustach wpatrują się w dwie małe amerykańskie flagi na ścianie" (s. 73)

12.VII.40: "Istnieje obecnie mnóstwo nielegalnych szkół, których liczba codziennie rośnie. Nauka trwa na strychach i w piwnicach, a w programie nauczania znajdują się wszystkie przedmioty, nawet łacina i greka. Dwie takie szkoły w czerwcu odkryli Niemcy. Później się dowiedzieliśmy, że nauczycieli rozstrzelano na miejscu, a uczniów wysłano do obozu koncentracyjnego pod Lublinem. Również nasza łódzka szkoła rozpoczęła lekcje. W Warszawie przebywa większość nauczycieli, a nauka odbywa się dwa razy w tygodniu u nas w domu, w którym dzięki obywatelstwu amerykańskiemu matki jest stosunkowo bezpiecznie. Uczymy się wszystkich podstawowych przedmiotów, a nawet zorganizowaliśmy pracownię chemiczną i fizyczną, zastępując probówki i retorty szklankami i dzbankami z naszej kuchni. Specjalną uwagę poświęcamy nauce języków obcych, głównie angielskiego i hebrajskiego. Szczególnie namiętne dyskusje wybuchają na zajęciach z literatury polskiej. Nauczyciele starają się wykazać, że wielcy polscy poeci: Mickiewicz, Słowacki i Wyspiański, przepowiedzieli obecne nieszczęścia" (s. 77-78).

JA, IIA

22.XI.40: "Getto jest zamknięte już przez cały tydzień. Mury z czerwonych cegieł u wylotu ulic wychodzących z getta osiągnęły znaczną wysokość. W naszej nieszczęsnej dzielnicy huczy jak w ulu. W domach i na podwórzach, wszędzie, gdzie nie sięgają uszy Gestapo, ludzie nerwowo dyskutują o prawdziwych celach zamknięcia przez Niemców dzielnicy żydowskiej. Jak będziemy się zaopatrywać? Kto będzie utrzymywał porządek? Może naprawdę to dla nas lepiej, może zostawią nas w spokoju? Tego popołudnia wszyscy członkowie naszej grupy ŁZA zebrali się u mnie w mieszkaniu. Siedzieliśmy odrętwiali, nie wiedząc, co począć. Cały nasz trud teraz jest bezużyteczny. Kogo w tych dniach obchodzi teatr? Wszyscy myślą o jednym: o getcie" (s. 87)

JA, IIB

4.IV.41’ "Dzieciom w ogóle poświęca się dużo uwagi. W wielu domach istnieją specjalne komitety pomagające w zaopatrywaniu biednych sierot. U nas w domu co piątek gotuje się garnek zupy specjalnie dla Szpitala Dziecięcego Mathiasa Bersohna przy Siennej. Są też inne organizacje pomagające dzieciom. Szczególną popularność zyskał tak zwany Komitet „Pełna Łyżka”, zbierający dwa razy w tygodniu po łyżce cukru lub po dwie łyżki mąki i kleiku od każdego lokatora danego domu. Zbiera się także pomidory, marchew, buraki, kapustę i inne artykuły żywnościowe" (s. 109).

4.IV.41’: "Kółko młodzieżowe z naszej kamienicy przy Siennej 41 pomaga w Domu Dziecka doktora Janusza Korczaka. Codziennie dwóch naszych członków wyznacza się do zbiórek, a wszyscy – nawet ci, którzy sami potrzebują pomocy – chętnie dzielą się z małymi podopiecznymi doktora Korczaka. Nazwiska ofiarodawców oraz informacja o ich datkach umieszczane są na listach wywieszanych w bramach domów. Obecnie domy dziecka żyją niemal wyłącznie z takich zbiórek, gdyż różne organizacje społeczne muszą poświęcić się pomocy tysiącom bezdomnych uchodźców przybywających codziennie do getta" (s. 110)

20.V.41’: "Po drugiej stronie ogrodzenia z drutu kolczastego w pełni rozkwitła wiosna. Przez okno widzę po aryjskiej stronie ulicy spacerujące młode dziewczyny z bukietami bzu. Dolatuje nawet delikatny zapach rozkwitłych pąków. Jednak w getcie nie widać oznak wiosny. Tutaj promienie słoneczne pochłania ciężki, szary bruk. Na kilku parapetach okiennych rosną długie, mizerne źdźbła szczypioru, bardziej żółte niż zielone" (s. 116-117).

ONI, IIB

10.VI.41’: "Kilka dni temu przy Siennej, róg Sosnowej, miała miejsce rewizja. Niemcy przyszli rzekomo w celu zarekwirowania mebli żydowskiego lokatora, ale znaleźli przy tym radiostację. Mieszkańcy kamienicy później opowiadali, że przez cały poprzedni dzień jakiś samochód bez przerwy jeździł ulicą tam i z powrotem, wreszcie zatrzymał się przy narożnym domu, a z jego wnętrza wypadli gestapowcy, którzy przeprowadzili rewizję. Najwyraźniej wóz należał do jednostki radiolokacji Gestapo i został wyposażony w specjalny detektor do wykrywania tajnych radiostacji" (s. 129-130)

JA, IIB

12.VI.41’: "Na podwórzu naszego domu przy Siennej 41 w ciągu dnia sporo się dzieje, zapewne dlatego, że mieszka tu więcej zamożnych ludzi niż gdziekolwiek indziej. Rano często przychodzi tu profesor Kellerman z konserwatorium w Lipsku, żeby grać na skrzypcach. To drobny, siwowłosy staruszek o fascynująco długich palcach. Kiedy zaczyna grać, na wszystkich piętrach otwierają się okna. Często zamykam wtedy oczy i wyobrażam sobie, że słucham koncertu jakiegoś wielkiego wirtuoza z dyskretnym akompaniamentem odległej orkiestry. Jednak jego grę często zakłóca dźwięk rzucanych mu kawałków twardego chleba oraz monet" (s. 135)

ONI, IIB

12.VI.41’: "Na ulicy przy naszej bramie często zjawia się młoda kobieta i śpiewa. Jest niespełna rozumu. Wczesnym rankiem dolatują mnie słowa jej żałosnej piosenki: „Gwiżdże lokomotywa, żegnaj, kochany, bądź szczęśliwy…”. Na zakończenie piosenki pociąg znika, a dziewczyna czeka na ukochanego. Kobieta jest córką bogatego i znanego warszawskiego kupca. Podczas bombardowania jej dom spłonął, a jedyny brat zginął w płomieniach. Wyskoczyła z drugiego piętra na rozpiętą sieć, lecz w rezultacie doznała szoku. Jej matka cudem ocalała. Obecnie dziewczyna śpiewa przy Siennej. Wszyscy mieszkający przy tej ulicy znają dziwne słowa jej śpiewki o odjeżdżającym pociągu i powrocie ukochanego" (s. 136-137)

JA, IIB

26.VI.41’: "Piszę te słowa w schronie przeciwlotniczym w naszym domu. Mam nocną wartę, ponieważ należę do domowej ochrony przeciwlotniczej. Rosyjskie bombardowania zdarzają się coraz częściej. Znajdujemy się w niebezpiecznym miejscu, niedaleko Dworca Głównego. Wybiła jedenasta. Siedzę przy lampce karbidowej. Pierwszy raz od rozpoczęcia działań zbrojnych pomiędzy Rosją a Niemcami mogę coś napisać. Ta wieść wywołała olbrzymi szok. Wojna między Niemcami a Rosją! Kto mógł się spodziewać, że nadejdzie tak szybko?!" (s. 141)

JA/ONI; IIB

26.VI.41’: "22 czerwca, o czwartej po południu nasz zespół teatralny wystawił tradycyjny spektakl niedzielny w sali szkoły tańca Weismana. Misza wyrecytował swój numer, następnie ja weszłam na scenę i – nie wiedzieć czemu – po raz pierwszy poczułam tremę. Siedzący za fortepianem Romek to zauważył i w charakterystyczny dla siebie sposób czule szepnął: „Nie bój się, tylko pamiętaj o tonacji!”. Spojrzeniem dodał mi odwagi i po kilku pierwszych taktach trema zniknęła. Zaśpiewałam pierwszą piosenkę i zaczęłam drugą, kiedy znienacka rozległ się straszliwy wybuch, a cała scena aż zadrżała. Przez okno zobaczyłam, jak zrujnowany budynek po drugiej stronie ulicy (trafiony podczas oblężenia Warszawy) rozpada się w gruzy. […] Kiedy skończyłam występ, w sali wybuchła panika i publiczność ruszyła pędem do wyjścia. Harry próbował zatrzymać widzów, lecz na próżno. Po paru chwilach sala opustoszała. Ktoś przyniósł wieść, że Rosjanie zbombardowali Dworzec Główny, a wiele domów przy Siennej, gdzie mieszkamy, zostało trafionych. Pobiegłam do wyjścia, lecz Romek mnie powstrzymał. Wyszliśmy dopiero wtedy, gdy wybuchy ustały. Na rogu Siennej i Sosnowej z ulgą zobaczyłam, że nasz dom stoi nietknięty" (s. 141-142).

JA, IIB

10.VII.41’: "Oddychamy świeżym powietrzem i choć na chwilę zapominamy o smutnym świecie wokół nas. Ale jeden rzut oka na podwórze przedzielone murem wystarczy, żeby rozwiać słodkie marzenia. Nasz balkon wychodzi na stronę aryjską przy Złotej. Z okna na czwartym piętrze dolatuje dźwięk fortepianu grającego zazwyczaj ten sam utwór – Marzenie Schumanna. Często myślę, że jakaś szlachetna chrześcijańska dusza stara się tą łagodną melodią ukoić nieszczęsnych mieszkańców getta zamkniętych za murami, a może ta osoba nawet odczuwa pewien żal, iż do getta często ciska się ze strony aryjskiej kamienie" (s. 149-150).

JA/ONI; IIB

27.VII.41’: "Po długiej walce ojciec otrzymał wreszcie posadę dozorcy ze wszystkimi przynależnymi do niej przywilejami. Sprawuje już swój „urząd” od dwóch tygodni i oprócz zwykłej żydowskiej opaski na rękawie nosi też żółtą z napisem „Gospodarz domu”. Otrzymał także od Gminy dokument zwalniający go od prac przymusowych. Może zatem swobodnie poruszać się po ulicach, nie obawiając się łapanki. Dozorcy są zwolnieni z rozmaitych podatków zbieranych przez Gminę, otrzymują dodatkowe przydziały żywności, pensję wynoszącą dwieście złotych miesięcznie oraz bezpłatne zakwaterowanie. Ale główny dochód przynosi im otwieranie bramy nocą. Zgodnie z przepisami wprowadzającymi godzinę policyjną bramę zamyka się wcześnie, a za jej otwarcie lokatorzy płacą po dwadzieścia groszy lub więcej. W niektóre noce te opłaty przynoszą nawet dwadzieścia złotych. Krótko mówiąc, zarobki dozorcy w obecnych okolicznościach są pokaźne, nic dziwnego, że trudno dostać tę pracę" (s. 151).

JA, IIB

31.VI.41’: "Siedzę teraz w oknie nowego mieszkania przydzielonego nam jako rodzinie dozorcy i wyglądam na ulicę. Okno wychodzi na część ulicy Siennej w pobliżu Sosnowej, gdzie zawsze panuje wielkie ożywienie. Na rogu ulicy stoi kiosk z gazetami. Nie trzeba dodawać, że sprzedaje się tu przeszmuglowane gazety, ponieważ na terenie getta oficjalnie można kolportować wyłącznie „Gazetę Żydowską”. Ale dostępne są też: „Nowy Kurier Warszawski”, „Das Reich”, „Krakauer Zeitung”, a nawet „Der Völkischer Beobachter”77. Czasami bowiem w oficjalnych gazetach znajdują się ciekawe informacje o różnych gettach w Polsce" (s. 157).

10.IX.41’:" Grupa teatralna ŁZA często odbywa spotkania u nas w domu. Wydaje mi się, że zespół nie przetrwa zbyt długo. Wszędzie przeważa nastrój okropnej depresji. Matka Edzi Piaskowskiej choruje na tyfus. Mieszkają przy Karmelickiej, gdzie epidemia sroży się szczególnie mocno. Edzia musiała wyprowadzić się z domu i teraz mieszka u nas. Ojciec Miszy także jest bardzo chory" (s. 164-165).

6.X.41’: "Długo wędrowałam schodami naszej kamienicy, a w uszach wciąż dźwięczały mi dolatujące dawniej przez otwarte drzwi rozmowy, śmiech i tony muzyki granej na fortepianach lub odtwarzanej z płyt gramofonowych. Z domem przy Siennej wiąże się tyle przyjemnych wspomnień. Nasze koło młodzieżowe spisywało się znakomicie, a i nasz komitet domowy był wzorem dla wszystkich pozostałych komitetów. Lokatorzy utrzymywali ze sobą przyjazne stosunki. Mogliśmy stąd wyglądać na drugą stronę i tym samym podtrzymywać złudzenie, że znajdujemy się o krok od wolności" (s. 185).

JA, IIC

16.I.42’: „Chłodną powszechnie uważa się za „arystokratyczną” ulicę getta, jak na początku Sienną. Dozorcą budynku przy Chłodnej 8 jest inżynier Płonskier, dawniej nasz sąsiad w domu przy Siennej. Przy naszej ulicy mieszka wielu medyków i prawie na wszystkich drzwiach wisi szyld lekarza lub dentysty. O szóstej rano dozorcy muszą odśnieżać chodniki, a komisarz Lejkin uczy byłych prawników i profesorów ich nowego fachu. Często sam chwyta szuflę albo miotłę i udziela lekcji bezradnym intelektualistom, których palce nie przywykły jeszcze do nowych narzędzi. Ojciec ciężko pracuje, a my mu pomagamy – myjemy schody i zamiatamy podwórze. W naszym domu mieszka niewielu lokatorów i dochód z tytułu otwierania bramy po godzinie policyjnej wynosi nie więcej niż kilka złotych za noc – to tylko część sumy zarabianej przy Siennej. Jednak ojciec ma inne źródło dochodu. Na wewnętrznym podwórzu stoi budynek piekarni Warszawianka. Co noc wóz dostarcza tam z tuzin worków przemyconej mąki, a ojciec za każde otwarcie bramy przed takim transportem otrzymuje pewną sumę pieniędzy, rano zaś jako dodatkowe wynagrodzenie dostaje dwa nieduże bochenki świeżego chleba” (s. 219-220).

</document>
<document nplp_id="9811" title="ALEJE UJAZDOWSKIE 29 (AMBASADA USA)" slug="aleje-ujazdowskie-29-ambasada-usa">
Mary Berg
JA, I

27.XII.39: „W zeszłym tygodniu matka otrzymała list z konsulatu amerykańskiego z wezwaniem do przyjazdu do Warszawy. Doręczający nam pismo listonosz nie mógł powstrzymać się od wyrażenia zazdrości z powodu naszych związków z Ameryką. Wyjechałam do Warszawy jeszcze przed matką dzięki pewnemu znajomemu gojowi, mężowi przyjaciółki matki, który zabrał mnie ze sobą, podając się za mojego ojca i narażając tym samym własne życie. Zatrzymał się w Warszawie razem ze mną, a w święta Bożego Narodzenia przywiózł z Łodzi także moją siostrę. Większość czasu spędzamy w domu, dopiero po zmroku decydując się wyjść na krótki spacer przed budynkiem ambasady amerykańskiej. W jego cieniu czujemy się jakoś bezpieczniej” (s. 65-66)

</document>
<document nplp_id="9818" title="MOKOTOWSKA 14" slug="mokotowska-14">
Mary Berg
ONI, IIA

22.XI.40: "Przy Mokotowskiej 14 znajduje się siedziba placówki rozdzielającej pomoc dla amerykańskiej kolonii w Warszawie. Raz w miesiącu wszyscy obywatele amerykańscy otrzymują dużą paczkę żywnościową o nominalnej wartości jedenastu złotych – naprawdę warta jest ona trzysta złotych i często zawiera artykuły niedostępne nigdzie za żadną cenę. Kwestia zaopatrzenia w żywność staje się coraz bardziej paląca. Na kartki każdemu przysługuje sto gramów chleba dziennie oraz jedno jajko i kilogram marmolady z warzyw (słodzonej sacharyną) na miesiąc. Pół kilo ziemniaków kosztuje złotówkę. Zapomnieliśmy już, jak smakują świeże owoce. Nic nie można sprowadzać ze strony aryjskiej, choć wszystkiego jest tam w bród. Ale głód i żądza zysku są silniejsze niż wszystkie kary grożące szmuglerom, toteż szmugiel stopniowo staje się coraz ważniejszym zajęciem" (s. 89)

</document>
<document nplp_id="9821" title="SIENNA-ZŁOTA [OBSZAR]" slug="sienna-zlota-obszar">
Mary Berg
JA/ONI, II A

22.XI.40: "Ulicę Sienną, która stanowi jedną z granic getta, jedynie mury oddzielają od przecinających ją przecznic; domy z podwórzami wychodzącymi na Złotą (równoległą do Siennej) po tak zwanej drugiej stronie są tymczasowo odgrodzone od zewnętrznego świata zasiekami z drutu kolczastego. To tędy szmugluje się najwięcej. Nasze okna wychodzą na takie podwórze. Przez całą noc dobiega stamtąd hałas, rano zaś na ulicach pojawiają się wózki z jarzynami, a w sklepach jest pełno chleba. Są nawet cukier, masło, ser – oczywiście po wysokich cenach, bowiem dla zdobycia tych artykułów ludzie ryzykują życie. Czasami udaje się przekupić niemieckiego wartownika i przewieźć przez bramę cały wóz najróżniejszych towarów" (s. 90)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9913" title="OGRODOWA 15" slug="ogrodowa-15">
Mary Berg
ONI, IIA

22.XII.40: "Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów" (s. 93).

ONI, IID

17.IV.42’: „Jestem niemal w stanie histerii. Dziś krótko przed szóstą kapitan policji Hertz wpadł, przejęty, do naszego mieszkania i oznajmił: „Proszę przygotować się na wszystko; o ósmej ma nastąpić pogrom”. Po czym wybiegł bez dalszych wyjaśnień. Całe getto ogarnęła panika. Ludzie pospiesznie zamykali sklepy. Gruchnęła wieść, że specjalny oddział niszczycielski (Vernichtungskommando), ten sam, który dokonał pogromu w Lublinie, przybył do Warszawy, żeby zorganizować tu masakrę. Mówiło się też, że straż w getcie obejmą teraz Ukraińcy i Litwini, bo Niemcy mają wyruszyć na front rosyjski. W urzędzie zaopatrzenia o szóstej zwolniono pracowników i polecono im jak najszybciej udać się do domów. Matka pospiesznie zapakowała do kosza trochę prowiantu i poszła z ojcem szukać w piwnicy jakiegoś bezpiecznego schronienia. Byłam przerażona, nie mogłam opanować drżenia. Każda minuta wydawała się wiekiem. Mijały godziny – siódma, ósma, dziewiąta… Teraz wybiła jedenasta, a w mieście panuje martwa cisza. Kilka minut temu ktoś zapukał do bramy domu. Byliśmy pewni, że to Niemcy. Ojciec otworzył – był to goniec z komendy głównej policji żydowskiej do kapitana Hertza z poleceniem natychmiastowego stawienia się na Ogrodowej. Musiało zdarzyć się coś naprawdę poważnego, jeśli wzywano go w nocy o tak późnej porze” (s. 238).

JA, IID

19.VII.42’: "Wyszliśmy z domu ze łzami w oczach. Rodzice szli pierwsi, obok siebie mając obu policjantów i wuja Abiego. Za nimi podążałam ja i moja siostra Ann. Towarzyszyły nam: panna Sala, Bronka, Rutka i Wera, które przyszły o świcie, żeby spędzić z nami kilka ostatnich godzin. Grupy ludzi ze wszystkich sąsiednich domów przy Chłodnej wyszły na zewnątrz i smutnym wzrokiem odprowadzały nasz pochód. […] Zaprowadzono nas na dziedziniec komisariatu policji przy Ogrodowej, gdzie ujrzeliśmy około siedmiuset obywateli rozmaitych neutralnych krajów europejskich i amerykańskich. Komisarz policji szybko sprawdził nasze dokumenty. Następnie oddział policjantów ustawił się w dwuszereg, uformował wokół nas zamknięty krąg i wydał polecenie wymarszu" (s. 268).

</document>
<document nplp_id="9914" title="TWARDA 15" slug="twarda-15">

&amp;nbsp;

Mary Berg
ONI, IIA

22.XII.40: „Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów” (s. 93).</document>
<document nplp_id="9915" title="GĘSIA 4" slug="gesia-4">

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IIA

22.XII.40: „Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów” (s. 93).</document>
<document nplp_id="9916" title="GĘSIA 42" slug="gesia-42">

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II A

22.XII.40: „Siedziba główna policji, tak zwana KSP, znajduje się przy Ogrodowej 15; pięć komend regionów ulokowano przy Twardej, Ogrodowej, Lesznie, Gęsiej w pobliżu Nalewek i przy cmentarzu żydowskim. Doświadczam dziwnego i całkowicie nielogicznego uczucia satysfakcji, gdy widzę na skrzyżowaniu policjanta żydowskiego – widok całkowicie nieznany w przedwojennej Polsce. Dumnie kieruje ruchem ulicznym, choć prawie nie trzeba nim kierować, bo z rzadka tylko przejeżdżają wozy konne, dorożki i karawany – te ostatnie widuje się najczęściej. Od czasu do czasu przejeżdżają z dużą szybkością auta Gestapo, lecz ich kierowcy nie zwracają uwagi na polecenia policjantów żydowskich i zupełnie nie dbają o to, czy potrącą kogoś z przechodniów” (s. 93).</document>
<document nplp_id="9918" title="GRZYBOWSKA 23 (Zakład Pogrzebowy Wittenberga &amp;#8222;Ostatnia Droga&amp;#8221;)" slug="grzybowska-23-zaklad-pogrzebowy-wittenberga-ostatnia-droga">
Mary Berg
ONI, IIA

25.XII.40’: „W getcie jest jeszcze jedna grupa umundurowanych funkcjonariuszy żydowskich – pracownicy pogotowia ratunkowego, z niebieskimi otokami na czapkach i niebieskimi opaskami na rękawach. Kolejną tworzą ubrani na czarno pracownicy pogrzebowi, zatrudniani przez prywatne przedsiębiorstwa, wśród których największą popularnością cieszy się zakład Pinkierta mający swą siedzibę obok budynku zarządu Gminy Żydowskiej przy ulicy Grzybowskiej oraz firma Wittenberga mieszcząca się bezpośrednio po drugiej stronie jezdni. Nawet przeniesienie się na tamten świat w tych dniach bywa niełatwe. Pogrzeby są przerażająco drogie, a miejsca na przepełnionym cmentarzu żydowskim – na wagę złota.” (s. 94-95)

</document>
<document nplp_id="9921" title="CHŁODNA 25 (Nordwache)" slug="chlodna-25-nordwache">





















&amp;nbsp;

Mary Berg
ONI, IIA

25.XII.40’: „Droga z „małego” do „dużego getta” zaczyna się na rogu Chłodnej i Żelaznej. Jedynie jezdnia odgrodzona po obu stronach murami od reszty ulicy Chłodnej jest uważana za część getta. W połowie ulicy znajduje się wyjście na Żelazną. Jest ono szczególnie uważnie pilnowane przez niemieckiego żandarma z bronią maszynową oraz dwóch policjantów: żydowskiego i polskiego” (s. 95-96)

JA, IIA

4.I.41’: "Wczoraj na Chłodnej w pobliżu przejścia z „małego” do „dużego getta” sama widziałam, jak niemiecki żandarm „musztrował” żydowskiego policjanta. Młody mężczyzna nie mógł już złapać oddechu, lecz hitlerowiec ciągle zmuszał go do padania i wstawania, aż wreszcie tamten runął w kałużę krwi. Wtedy ktoś wezwał karetkę, a policjant żydowski został umieszczony na noszach i odwieziony podręcznym pojazdem. Na całe getto są tylko trzy karetki, dlatego w większości przypadków korzysta się z takich pojazdów. Nazywamy je rikszami" (s. 97)

&amp;nbsp;



&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="9926" title="ELEKTORALNA 26" slug="elektoralna-26">
Mary Berg
ONI/JA, IIB

20.IV.41’: "To prawda, że Czerniaków często udaje się samochodem na spotkanie z gubernatorem Frankiem, lecz za każdym razem wraca załamany. Dźwiga ciężkie brzemię odpowiedzialności za wszystko, co się dzieje w getcie. Na przykład, kiedy tylko Niemcy odkryją, że ktoś kolportuje nielegalne gazetki, biorą zakładników spośród członków zarządu Gminy, który celowo rozbudowali i w którym zatrudnione są teraz najwybitniejsze osoby. Ci ludzie okazują niezwykłą dumę i odwagę, za które często płacą życiem. To wszystko z pewnością nie stanowi odpowiedniego tematu na satyrę. Prezes Czerniaków mieszka przy Elektoralnej 26. Często zachodzę do tego domu, bo mieszka tam moja przyjaciółka, lecz nigdy nie spotkałam prezesa na schodach ani na ulicy. Rzadko wychodzi, bo całkowicie pochłaniają go trudne obowiązki. Niełatwo dostać się do niego; trzeba minąć wiele sekretarek i recepcjonistek za okratowanymi okienkami i przedostać się przez rozmaite gabinety. Osoba prywatna często musi czekać na przyjęcie przez prezesa nawet trzy tygodnie. W tym czasie upragniona rozmowa często traci swoje znaczenie i niedoszły petent zwalnia miejsce w kolejce" (s. 114).

</document>
<document nplp_id="9989" title="ELEKTORALNA 4" slug="elektoralna-4">
Mary Berg
JA/ONI,  IIB

10.VI.41’: "„Gazeta Żydowska” swoje biuro ma także w Warszawie. Mieści się ono przy Elektoralnej. Dziennik ma wprawdzie duży nakład, lecz każdy numer czytają setki osób, bo egzemplarzy, na których drukowanie zezwalają Niemcy, nie wystarcza dla każdego. To jedyna wychodząca legalnie gazeta dla trzech milionów polskich Żydów, gorliwie przekazywana z rąk do rąk. Jeszcze bardziej interesuje ludzi prasa podziemna ukazująca się nieregularnie, lecz stanowiąca jedyne źródło rzetelnych informacji o wydarzeniach politycznych oraz o przebiegu wojny. Od czasu do czasu ojciec przynosi do domu taką gazetkę. Zanim odważy się nam ją wręczyć, zamyka drzwi na klucz. Zawsze jest zobowiązany do przekazania jej tego samego dnia innej osobie, której tożsamości nie chce ujawnić. Taka bibuła krąży zatem od domu do domu" (s. 128-129).

</document>
<document nplp_id="9993" title="SIENNA 42" slug="sienna-42">

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA/ONI; IIB

31.VI.41’: "Dom numer 42, naprzeciw naszego, spłonął podczas oblężenia. Tego ranka przed ruinami usiadła kobieta w średnim wieku. Jej bose stopy, które wyciągnęła przed siebie, pokrywały ropiejące rany, twarz miała opuchniętą od szkorbutu, a nozdrza nienaturalnie rozszerzone, jakby się dusiła. Próbowała dźwignąć swoje ciężkie ciało i wstać, lecz nie dała rady. Spieszący się ludzie mijali ją, nawet nie spoglądając. Tak czy inaczej, nie mogli jej pomóc. Z leżącego za nią tobołka kobieta wyciągnęła kawałek chleba, próbowała go ugryźć, wbiła weń zęby, lecz jej głowa opadła ciężko na chodnik. Nieco później uniosła się, odgryzła kęs chleba i zaczęła go żuć. Ale jej żołądek nie przyjmował pokarmu i kobieta zwróciła połknięty chleb. Wtedy ponownie spróbowała wstać za pomocą laski i w końcu się jej udało. Przeszła kilka kroków, zaczęła się chwiać, uparcie wspierając się na lasce, aż nagle zaczęła bić głową o ścianę i krzyczeć: „Ludzie, zlitujcie się nade mną, zabijcie mnie!”. […] Takie sceny rzadko mają miejsce przy Siennej, lecz w pobliżu Grzybowskiej ulice są pełne przymierających głodem ludzi zgłaszających się do zarządu Gminy po pomoc. Pełno tam prawie nagich dzieci, których rodzice zmarli i które przesiadują w łachmanach na ulicach. Są straszliwie wychudzone, ich kości przezierają przez żółtawą, podobną do pergaminu skórę. To pierwszy etap szkorbutu; w ostatnim stadium te same drobne ciała są rozdęte, pokryte ropiejącymi ranami. Niektóre dzieci rzucają się i jęczą, jak gdyby postradały zmysły. Nie wyglądają już na istoty ludzkie i bardziej przypominają małpki niż dzieci. Nie żebrzą o chleb, lecz o śmierć. Gdzie jesteście, zagraniczni korespondenci?" (s. 158-159)</document>
<document nplp_id="9995" title="LESZNO-LESZNO/ŻELAZNA-LESZNO 84 [TRASA]" slug="leszno-leszno-zelazna-leszno-84-trasa">

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, IIB

23.IX.41’: "W chwili rozpoczęcia łapanki przypadkowo znalazłam się na ulicy. Zdołałam wbiec do bramy, w której tłoczyli się ludzie, i przeczekałam tam dwie godziny. Jako że z Leszna na Sienną idzie się pół godziny, kwadrans po ósmej postanowiłam wyruszyć w drogę do domu, żeby dotrzeć tam przed dziewiątą – godziną policyjną, po której nie wolno przebywać na ulicach. Na rogu Leszna i Żelaznej, przed urzędem zatrudnienia, stał ogromny tłum w karnych szeregach. Większość stanowili młodzi mężczyźni w wieku od osiemnastu do dwudziestu pięciu lat. Policja żydowska musiała pilnować, żeby nikt nie uciekł. Młodzi ludzie stali ze spuszczonymi głowami, jakby zaraz mieli pójść na rzeź. Ich perspektywy na przyszłość w istocie przedstawiały się niewiele lepiej. Dotychczas tysiące mężczyzn wysyłanych do obozów pracy znikły bez śladu" (s. 171-172).</document>
<document nplp_id="10035" title="LESZNO 3" slug="leszno-3">
Mary Berg
ONI, IIB

1.XII.41’: "Epidemia wciąż szaleje z niesłabnącą gwałtownością. W jednym grobie chowa się po kilka ciał. Ze względu na brak personelu medycznego w domu przy Lesznie 3 otwarto kurs medyczny w celu przeszkolenia dużej liczby pielęgniarek oraz uzupełnienia wiedzy dawnych studentów medycyny. Warunki higieniczne stale się pogarszają. Większość rur kanalizacyjnych zamarzła i w wielu domach nie można korzystać z toalet. Ekskrementy często wyrzuca się na ulice razem ze śmieciami. Wózki wywożące regularnie śmieci z podwórzy obecnie zjawiają się rzadko lub nie przyjeżdżają wcale. Na razie cały ten brud dezynfekuje niska temperatura" (s. 203).

</document>
<document nplp_id="10036" title="CHŁODNA 10" slug="chlodna-10">
Mary Berg
JA/ONI; IIB

17.XII.41’: "Dzisiaj otrzymaliśmy wiadomość z urzędu kwaterunkowego w sprawie posady dozorcy, którą ojciec ma objąć w domu przy Chłodnej 10. Musi się przenieść natychmiast, lecz my będziemy mogły wprowadzić się tam dopiero po odgrodzeniu ulicy murem. To samo polecenie rozesłano do wszystkich dozorców żydowskich przydzielonych do domów przy Chłodnej, która obecnie została włączona do getta. Muszą wysprzątać i uporządkować budynki zwolnione przez gojów, żeby przygotować je na przybycie przyszłych mieszkańców żydowskich. Romek, zatrudniony jako nadzorca przy budowie murów getta, pracuje teraz przy Chłodnej i często zabiera ze sobą prowiant dla mojego ojca" (s. 208).

JA, IIB

26.XII.41’: "Otrzymałyśmy zezwolenie na przeprowadzkę na Chłodną; dzisiaj poszłam, żeby zobaczyć nasz nowy dom. To stary, jednopiętrowy budynek, niegdyś rezydencja polskiego magnata z XVII wieku. Wijące się, kręte schody, gotyckie wieżyczki i płaskorzeźby na frontonie przywodzą na myśl średniowieczny zamek. Wygląda bardzo romantycznie. Na dziedzińcu stoi mniejszy, dobudowany później, w którym mieści się piekarnia Warszawianka, obecnie przejęta przez żydowskich piekarzy. Przy narożniku budynku wzniesiono mur. Tak więc zamieszkamy przy samej granicy getta. Czerwone cegły sięgają coraz wyżej, rośnie też wiadukt na rogu Chłodnej i Żelaznej. Jesteśmy ze wszystkich stron otoczeni murami, zamknięci".

28.XII.41’: "Po przyjściu do domu znalazłam zaklejoną kopertę, którą zostawił dla mnie Tadek Szajer. Jest w niej jego zdjęcie w mundurze służby sanitarnej. Tadek obecnie pracuje tam jako ochotnik, żeby złagodzić poczucie winy, gdyż czuje się częściowo odpowiedzialny za podejrzane interesy ojca. Na odwrocie fotografii znajduje się napis, widomy znak dręczących go wyrzutów sumienia: „Pewnego dnia, po latach, kiedy będę daleko, może wspomnisz służbę sanitarną przy Lesznie 13… i Tadka, który tak bardzo Cię kocha”. Obok napisu widnieje czerwony znak firmy Photo-Bojm-Forbert, która zawsze należała do największych agencji fotograficznych w Warszawie, a obecnie jest najlepsza w getcie" (s. 212-213).

JA/ONI, IIC

1.I.42’: "Po występie przyjaciele z grupy ŁZA zaproponowali spędzenie Nowego Roku u mnie w domu. Moi rodzice nocowali w nowym mieszkaniu przy Chłodnej, wiedzieliśmy więc, że przez całą noc nikt nam nie będzie przeszkadzał. Wśród gości byli: Harry ze swoją ukochaną, Anką Laskowską, Dolek ze Stefą Muskat, Bronek, Romek i kilka innych par. Zamiast szampana piliśmy lemoniadę, a ciasto zastąpiły nam kanapki z marynowanymi rybkami, zwanymi śmierdziuchami. Na stole płonęła lampka karbidowa" (s. 215).

JA, IIC

16.I.42’: "Mieszkamy teraz przy Chłodnej. Jako rodzina dozorcy zajmujemy dwa małe, ciemne pokoje bez toalety. Gotujemy na żelaznym piecyku. Ściany pokrywa lód, który zaczyna topnieć, gdy piecyk się rozgrzewa. Ulica Chłodna wskutek swojej skomplikowanej topografii przedstawia osobliwy widok. Niezwykły jest tu także ruch pieszy. Widać tłum ludzi wychodzących zza rogu Żelaznej. Podążają oni w kierunku drewnianego wiaduktu biegnącego na wysokości pierwszego piętra i łączącego chodniki po obu stronach ulicy. Przechodnie szczelnie wypełniają kładkę, z której można objąć wzrokiem całą długość ulicy. Wzdłuż obu chodników rozciągają się mury, a pomiędzy nimi, jak w korytarzu, porusza się ludność aryjska i przejeżdżają tramwaje. W środkowym odcinku ulicy pomiędzy murami stoi kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza, otoczony starymi lipami o szeroko rozpostartych koronach. W pobliżu naszego domu znajduje się „Kapitol” getta. Przy Chłodnej 20 swoje rezydencje mają: prezes Czerniaków, szef policji żydowskiej, pułkownik Szeryński oraz wysocy urzędnicy różnych żydowskich instytucji. Pod tym samym adresem mieści się zakład fotograficzny Bojma i Forberta; przez kilka dni przed budynkiem wisiał ogromny portret Czerniakowa. Przy Chłodnej mieszkają także: kierownik wydziału zaopatrzenia Gepner oraz komisarze policji Lejkin i Czerwiński. Komisarz Lejkin zajmuje mieszkanie w naszym domu. „Słowik getta” Marysia Eisenstadt oraz Hirschfeld, właściciel najpopularniejszej żydowskiej kawiarni, również przeprowadzili się na Chłodną" (s. 218-219).

16.I.42’: „Chłodną powszechnie uważa się za „arystokratyczną” ulicę getta, jak na początku Sienną. Dozorcą budynku przy Chłodnej 8 jest inżynier Płonskier, dawniej nasz sąsiad w domu przy Siennej. Przy naszej ulicy mieszka wielu medyków i prawie na wszystkich drzwiach wisi szyld lekarza lub dentysty. O szóstej rano dozorcy muszą odśnieżać chodniki, a komisarz Lejkin uczy byłych prawników i profesorów ich nowego fachu. Często sam chwyta szuflę albo miotłę i udziela lekcji bezradnym intelektualistom, których palce nie przywykły jeszcze do nowych narzędzi. Ojciec ciężko pracuje, a my mu pomagamy – myjemy schody i zamiatamy podwórze. W naszym domu mieszka niewielu lokatorów i dochód z tytułu otwierania bramy po godzinie policyjnej wynosi nie więcej niż kilka złotych za noc – to tylko część sumy zarabianej przy Siennej. Jednak ojciec ma inne źródło dochodu. Na wewnętrznym podwórzu stoi budynek piekarni Warszawianka. Co noc wóz dostarcza tam z tuzin worków przemyconej mąki, a ojciec za każde otwarcie bramy przed takim transportem otrzymuje pewną sumę pieniędzy, rano zaś jako dodatkowe wynagrodzenie dostaje dwa nieduże bochenki świeżego chleba” (s. 219-220).

JA, IID

17.IV.42’: "Jestem niemal w stanie histerii. Dziś krótko przed szóstą kapitan policji Hertz wpadł, przejęty, do naszego mieszkania i oznajmił: „Proszę przygotować się na wszystko; o ósmej ma nastąpić pogrom”. Po czym wybiegł bez dalszych wyjaśnień. Całe getto ogarnęła panika. Ludzie pospiesznie zamykali sklepy. Gruchnęła wieść, że specjalny oddział niszczycielski (Vernichtungskommando), ten sam, który dokonał pogromu w Lublinie, przybył do Warszawy, żeby zorganizować tu masakrę. Mówiło się też, że straż w getcie obejmą teraz Ukraińcy i Litwini, bo Niemcy mają wyruszyć na front rosyjski. W urzędzie zaopatrzenia o szóstej zwolniono pracowników i polecono im jak najszybciej udać się do domów. Matka pospiesznie zapakowała do kosza trochę prowiantu i poszła z ojcem szukać w piwnicy jakiegoś bezpiecznego schronienia. Byłam przerażona, nie mogłam opanować drżenia. Każda minuta wydawała się wiekiem. Mijały godziny – siódma, ósma, dziewiąta… Teraz wybiła jedenasta, a w mieście panuje martwa cisza. Kilka minut temu ktoś zapukał do bramy domu. Byliśmy pewni, że to Niemcy. Ojciec otworzył – był to goniec z komendy głównej policji żydowskiej do kapitana Hertza z poleceniem natychmiastowego stawienia się na Ogrodowej. Musiało zdarzyć się coś naprawdę poważnego, jeśli wzywano go w nocy o tak późnej porze" (s. 238).

JA/ONI, IID

17.V.42’: "Heniek powiedział, że kiedy wyjechał z getta ciężarówką do dzielnicy aryjskiej i ujrzał ulice pełne normalnie przechadzających się ludzi i otwarte sklepy, poczuł się jak w raju. Przed straganem dostrzegł koszyk rzodkiewek. Poprosił kierowcę, żeby się zatrzymał, a sam z kolegami rzucił się do sprzedawcy – wykupili odeń wszystkie rzodkiewki. Od przyjazdu tutaj nie zdołał zebrać dość sił, by wyjść. „Uczę się chodzić jak małe dziecko – powiedział. – Co więcej, jestem na diecie, bo mój żołądek odwykł od normalnego pożywienia. Od półtora roku nie dotknąłem mięsa i już nie pamiętam, jak smakuje. Wszystko nadal wydaje mi się nierealne. Przyjaciele z Łodzi prosili mnie, żebym odwiedził ich krewnych przy Chłodnej 10, więc szukałem dozorcy i tak znalazłem ciebie”. Długo zastanawiałam się, czy przede mną siedzi prawdziwy Heniek, czy tylko jego duch. Od dawna o nim zapomniałam, a kiedy przestałam otrzymywać od niego listy, uznałam, że nie żyje" (s. 253).

27.V.42’: "W naszym ogrodzie pojawiły się małe zielone pomidory. Szybko dojrzeją w gorącym słońcu. Trzy razy zbieraliśmy już rzodkiewki. Chyba najlepiej zaś smakuje młoda cebula. A nasze kwiaty pachną tak odurzająco, tak upajają barwami… Szymek nie przychodzi do prac domowych i już nigdy nie przyjdzie. Kilka dni temu, kiedy skończył tu pracę, upadł na ulicy z osłabienia. Abie znalazł go na chodniku, gdzieś w pobliżu Nowolipia. Chłopak miał wysoką gorączkę. Okazało się, że chorował od dwóch dni, lecz nic nie mówił w obawie przed utratą zajęcia. Moja matka jednak dostrzegła jego rozpaloną twarz i trudności w poruszaniu się, więc wysłała go do domu wcześniej niż zazwyczaj. Abie zawiózł go rikszą do schroniska dla uchodźców, w którym Szymek mieszkał. Tam kilka godzin później chłopak umarł" (s. 254).

JA, IID

15.VII.42’: "Dzisiaj, wracając ze szkoły, spotkałam żonę dozorcy domu pod numerem 16. Podbiegła do mnie, ogromnie przejęta, i jednym tchem oznajmiła, że właśnie z komendy głównej przyszedł policjant z rozkazem z Gestapo – wszyscy obywatele obcych państw wczesnym rankiem 17 lipca mają się stawić w więzieniu na Pawiaku. Pobiegłam do domu. Matka, która właśnie jadła obiad, na tę wieść upuściła łyżkę; myślałam, że zemdleje. Zaraz jednak wstała od stołu i poszła zobaczyć się z Z., żeby się dowiedzieć, co znaczy ten nagły rozkaz. Wróciła bez żadnych konkretnych informacji. Wydaje się, że wszystko rozstrzygnie się jutro" (s. 261-262).

16.VII.42’: "Romek przyszedł do mnie o ósmej (godzina policyjna rozpoczyna się o dziesiątej). Nie chciał uwierzyć, że niedługo mam wyjechać do Ameryki. Spoglądał na mnie dziwnie, jakby był pewien, że więcej się nie zobaczymy. Przeszliśmy się Chłodną. Dzisiaj śmiało zdjęłam opaskę z ramienia. Zostałam teraz bądź co bądź oficjalnie uznana za obywatelkę amerykańską. Romek ścisnął mnie za ramię; stale powtarzał: „Wiem, że nie wyjeżdżasz, to tylko żart, prawda? Nie zostawisz mnie samego, nie pojedziesz”. Mieszkańcy domów przy naszej ulicy przyglądali mi się ciekawie: „To ta dziewczyna, co jedzie do Ameryki”. Na tej ulicy wszyscy się znają. Co parę minut ktoś podchodził i prosił o zanotowanie adresu rodziny w Ameryce i przekazanie, żeby zrobili, co w ich mocy, dla nieszczęsnego krewnego" (s. 263-264).

19.VII.42’: "To dopiero trzeci dzień naszego internowania w więzieniu na Pawiaku, choć ledwie mogę uwierzyć, że nie przebywamy tu o wiele dłużej, gdyż tyle się wydarzyło w tak krótkim czasie. Przystosowaliśmy się już do nowych warunków i z ludźmi dzielącymi z nami pomieszczenie czujemy się niczym członkowie jednej rodziny. W pamięci nadal mam żywe wspomnienie ostatniej nocy na Chłodnej. Z napiętymi nerwami czyniliśmy końcowe przygotowania. Czułam się zupełnie zdezorientowana i musiałam kilka razy przepakowywać swoją walizkę. Wielokrotnie zadawałam sobie to samo pytanie: „Czy mam prawo się ratować i zostawić najbliższych przyjaciół ich gorzkiemu losowi?”. Każdemu z nas wolno było zabrać tylko jedną walizkę, więc musiałam starannie wybierać swoje rzeczy. Jednakże wzięłam ze sobą notatniki, zdjęcia, rysunki, a także opaskę na ramię. […] O siódmej rano przyszło dwóch policjantów żydowskich, żeby odprowadzić nas na Pawiak. Powiedzieli, że przyczyną strzelaniny był atak uzbrojonej grupy członków podziemia na warsztat szyjący mundury dla niemieckiego wojska. Zastanawiałam się, czy w ataku wziął udział Romek, wiedziałam bowiem, że ostatnio bardzo aktywnie działa w podziemnej organizacji, choć nigdy nie zdradził mi żadnych szczegółów" (s. 266-267).

19.VII.42’: "Wyszliśmy z domu ze łzami w oczach. Rodzice szli pierwsi, obok siebie mając obu policjantów i wuja Abiego. Za nimi podążałam ja i moja siostra Ann. Towarzyszyły nam: panna Sala, Bronka, Rutka i Wera, które przyszły o świcie, żeby spędzić z nami kilka ostatnich godzin. Grupy ludzi ze wszystkich sąsiednich domów przy Chłodnej wyszły na zewnątrz i smutnym wzrokiem odprowadzały nasz pochód. […] Zaprowadzono nas na dziedziniec komisariatu policji przy Ogrodowej, gdzie ujrzeliśmy około siedmiuset obywateli rozmaitych neutralnych krajów europejskich i amerykańskich. Komisarz policji szybko sprawdził nasze dokumenty. Następnie oddział policjantów ustawił się w dwuszereg, uformował wokół nas zamknięty krąg i wydał polecenie wymarszu" (s. 268).

</document>
<document nplp_id="10039" title="CHŁODNA 16" slug="chlodna-16">
Mary Berg
ONI, II B

28.XII.41’: "W getcie działa kilka innych zakładów fotograficznych, na przykład Photo-Doris, ale świat artystyczny fotografuje się u Bojma i Forberta. Do ich klientów należą nawet wyżsi oficerowie Wehrmachtu oraz urzędnicy niemieccy" (s. 213).

JA, II D

15.VII.42’: "Dzisiaj, wracając ze szkoły, spotkałam żonę dozorcy domu pod numerem 16. Podbiegła do mnie, ogromnie przejęta, i jednym tchem oznajmiła, że właśnie z komendy głównej przyszedł policjant z rozkazem z Gestapo – wszyscy obywatele obcych państw wczesnym rankiem 17 lipca mają się stawić w więzieniu na Pawiaku. Pobiegłam do domu. Matka, która właśnie jadła obiad, na tę wieść upuściła łyżkę; myślałam, że zemdleje. Zaraz jednak wstała od stołu i poszła zobaczyć się z Z., żeby się dowiedzieć, co znaczy ten nagły rozkaz. Wróciła bez żadnych konkretnych informacji. Wydaje się, że wszystko rozstrzygnie się jutro" (s. 261-262).

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„Potem w bardzo krótkim czasie nastąpiła zmiana granic getta, w wyniku […] wylądowaliśmy w nowym, kołchozowym, bardzo zresztą komfortowym mieszkaniu przy Chłodnej 16, właśnie na jej „arystokratycznym”, zamieszkanym przez władze getta odcinku”. (s. 47)

JA/ONI, II

„Moim gospodarzem na Chłodnej 16 był niejaki Herman Czerwiński, dziennikarz, podobno przedwojenny dwójkarz. Chorował na serce i umarł – byłem przy jego śmierci. Po paru dniach odbył się pogrzeb na cmentarzu żydowskim”. (s. 81)

JA/ONI, II, III A

„Po „aryjskiej” stronie grasowali szaulisi, strzelający do każdego ukazującego się w oknie Żyda. Jedna z naszych sąsiadek załamała się i popełniła samobójstwo po prostu wychodząc na balkon. Pozostała tylko główna lokatorka, pani Czerwińska, wdowa po urzędniku Gminy”. (s. 90)

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="10040" title="ELEKTORALNA 7" slug="elektoralna-7">
Mary Berg
ONI, IIB

28.XII.41’: „W getcie działa kilka innych zakładów fotograficznych, na przykład Photo-Doris, ale świat artystyczny fotografuje się u Bojma i Forberta. Do ich klientów należą nawet wyżsi oficerowie Wehrmachtu oraz urzędnicy niemieccy” (s. 213).

</document>
<document nplp_id="10041" title="CHŁODNA 8" slug="chlodna-8">

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, II C

16.I.42’: „Chłodną powszechnie uważa się za „arystokratyczną” ulicę getta, jak na początku Sienną. Dozorcą budynku przy Chłodnej 8 jest inżynier Płonskier, dawniej nasz sąsiad w domu przy Siennej. Przy naszej ulicy mieszka wielu medyków i prawie na wszystkich drzwiach wisi szyld lekarza lub dentysty. O szóstej rano dozorcy muszą odśnieżać chodniki, a komisarz Lejkin uczy byłych prawników i profesorów ich nowego fachu. Często sam chwyta szuflę albo miotłę i udziela lekcji bezradnym intelektualistom, których palce nie przywykły jeszcze do nowych narzędzi. Ojciec ciężko pracuje, a my mu pomagamy – myjemy schody i zamiatamy podwórze. W naszym domu mieszka niewielu lokatorów i dochód z tytułu otwierania bramy po godzinie policyjnej wynosi nie więcej niż kilka złotych za noc – to tylko część sumy zarabianej przy Siennej. Jednak ojciec ma inne źródło dochodu. Na wewnętrznym podwórzu stoi budynek piekarni Warszawianka. Co noc wóz dostarcza tam z tuzin worków przemyconej mąki, a ojciec za każde otwarcie bramy przed takim transportem otrzymuje pewną sumę pieniędzy, rano zaś jako dodatkowe wynagrodzenie dostaje dwa nieduże bochenki świeżego chleba" (s. 219-220).</document>
<document nplp_id="10042" title="CHŁODNA 10 – ŻELAZNA – GRZYBOWSKA – GRZYBOWSKA 26/28 [TRASA]" slug="chloda-10-zelazna-grzybowska-grzybowska-26-28-trasa">
&amp;nbsp;
Mary Berg
JA; IIC

27.II.42’: "Codziennie rano i po południu, gdy wychodzę do szkoły, nie mam pewności, czy wrócę żywa. Muszę przejść obok dwóch najniebezpieczniejszych niemieckich posterunków: na rogu Żelaznej i Chłodnej w pobliżu wiaduktu oraz na rogu Krochmalnej i Grzybowskiej. W tym ostatnim służbę zwykle pełni słynący z okrucieństwa strażnik nazywany Frankensteinem. Najwyraźniej żołnierz ten nie zaśnie, jeśli nie dopisze do swojej listy paru ofiar; to prawdziwy sadysta. Kiedy widzę go z daleka, wstrząsa mną dreszcz. Wygląda niczym małpa: niski i przysadzisty, o smagłej, skrzywionej twarzy. Dziś rano po drodze do szkoły, gdy zbliżyłam się do rogu Krochmalnej i Grzybowskiej, dostrzegłam jego znajomą postać. Znęcał się nad jakimś rikszarzem, który przejechał o parę centymetrów bliżej wyjścia, niż zezwalały przepisy. Nieszczęśnik leżał na krawężniku w kałuży krwi" (s. 229-230)</document>
<document nplp_id="10043" title="KROCHMALNA-CHŁODNA-CHŁODNA 17 [TRASA]" slug="krochmalna-chlodna-chlodna-17">

&amp;nbsp;
Mary Berg
ONI, IID

7.V.42’: "Abie, brat matki, służący w policji, przeżył ostatnio przygodę, którą niemal przypłacił życiem. Kilka dni temu wyznaczono go na nocny patrol na Krochmalnej, gdzie teraz odbywa się większość szmuglu. Miał za zadanie obserwację fragmentu ulicy i pilnowanie, żeby nie przeszedł tamtędy żaden szmugler. Co jednak mógł zrobić, widząc grupę żydowskich szmuglerów starających się przerzucić przez mur kilka worków mąki lub innych produktów żywnościowych? Tych parę worków oznaczało, że w getcie będzie więcej żywności, a cena chleba spadnie. Sam Abie nie należy do zamożnych i bochenek chleba czy kilogram mąki też by mu się przydał. […] Kiedy zatem jeden ze szmuglerów zaproponował mu trochę pieniędzy, Abie zastanawiał się jedynie, co następnego dnia za to zje. Wszystko poszłoby gładko, gdyby znienacka nie pojawił się patrol złożony z dwóch strażników. W ciemności nie zdawali sobie dokładnie sprawy, co się dzieje, lecz musieli wyczuć, że odbywa się tam szmugiel, i otworzyli ogień. Szmuglerzy ponieśli śmierć, Abie zaś ratował się ucieczką. Niemcy dostrzegli jego policyjną czapkę oraz opaskę i zaczęli go ścigać. Abie zdołał wbiec w przejście prowadzące na nieparzystą stronę ulicy Chłodnej, gdzie pod numerem 17 mieści się komisariat policji żydowskiej. Ledwie zdążył ostrzec nocną zmianę, że w razie nadejścia Niemców należy im powiedzieć, że tej nocy nie wysłano żadnego patrolu na Krochmalną, kiedy do środka weszli jego prześladowcy. Nikt nie zdradził Abiego i Niemcy wyszli, nie dowiedziawszy się niczego. Abie jeszcze nie doszedł do siebie po szoku spowodowanym przez te przeżycia" (S. 245-246).</document>
<document nplp_id="10045" title="CHŁODNA 10-ŻELAZNA-GRZYBOWSKA-WALICÓW-PROSTA-TWARDA-SIENNA [TRASA]" slug="chlodna-10-ul-zelazna-grzybowska-walicow-prosta-twarda-sienna-trasa">
&amp;nbsp;

Mary Berg
JA, IID

5.VII.42’: "Do naszej szkoły uczęszcza coraz mniej kursantów, ponieważ boją się wychodzić na ulice. Hitlerowski strażnik „Frankenstein” szaleje w getcie, jednego dnia zabija dziesięć osób, innego pięć… Każdy spodziewa się, że zostanie jego następną ofiarą. Kilka dni temu i ja zupełnie przestałam chodzić do szkoły. Panuje okropny upał. Rano wybieram się na kontrolę dentystyczną do mojej kuzynki, doktor Felicji Markusfeld. Jej mąż jest lekarzem, pracuje w szpitalu przy Lesznie. Mieszkają po parzystej stronie ulicy Siennej, do której teraz jest dostęp od Żelaznej. Przejście szybkim marszem z Chłodnej na Sienną zajmuje pół godziny. Muszę przeciąć Żelazną obok zasieków z drutów kolczastych, gdzie co kilka kroków stoją strażnicy. Przez cały czas myślę, że któryś z nich strzeli do mnie, że następny będzie „Frankenstein”. Staram się iść blisko bram, żebym w razie jakiejś strzelaniny mogła wbiec do środka" (s. 259)</document>
<document nplp_id="10046" title="OGRODOWA 15-ŻELAZNA-NOWOLIPIE-SMOCZA-DZIELNA-PAWIAK [TRASA]" slug="ogrodowa-15-zelazna-nowolipie-smocza-dzielna-pawiak-trasa">
&amp;nbsp;

Mary Berg
JA, IID

19.VII.42’: "Tłum na chodnikach stale gęstniał. Wszyscy pragnęli rzucić okiem na siedmiuset szczęśliwych obywateli obcych państw. Na rogu Żelaznej i Leszna policjanci musieli użyć pałek, żeby rozproszyć ludzi tarasujących przejście. Z obu stron dobiegały uwagi. „To zły znak, że ich zabierają”, powiedział ktoś. „Prawda, nie możemy się po tym spodziewać nic dobrego dla nas”, rzekł ktoś inny, kolejny zaś dodał: „Teraz nas wykończą”. Tego ranka na nogach byli już dosłownie wszyscy mieszkańcy getta w pełni sił. Począwszy od rogu Smoczej, czyli w najbardziej zatłoczonej części dzielnicy, dostęp do ulicy został kompletnie zablokowany. W końcu nasza procesja dotarła do Dzielnej i zatrzymała się przed bramą Pawiaka naprzeciw kościoła. Czekający na nas niemieccy oficerowie rozkazali policjantom żydowskim odejść. Wuj Abie, który pomagał nam nieść bagaż, szybko oddał go nam i wymamrotał do matki: „Jak możesz mnie opuścić?”. Wybuchnęłam płaczem. Wuj Abie wypowiedział te słowa w sposób, który całą mną wstrząsnął. Jednak nic nie mogliśmy zrobić. Matka objęła go po raz ostatni, ja także obdarzyłam go gorącym uściskiem. Niemcy wywoływali nazwiska internowanych w kolejności alfabetycznej, każdemu nakazując wziąć własny bagaż. Wszyscy pożegnaliśmy się z przyjaciółmi spośród policjantów żydowskich oraz bliskimi krewnymi, którzy jako jedyni mogli nam towarzyszyć w drodze na Pawiak. Wreszcie bramy więzienia otworzyły się i znaleźliśmy się za kratami. Niemcy ciągle nas przeliczali. Nie wiem, czy robili to z obawy, że kogoś brakuje, czy po to, żeby nikt nie wkradł się do tego raju za żelaznymi kratami. Prowadzono nas różnymi krętymi korytarzami, aż dotarliśmy na rozległy dziedziniec więzienia. W rogu dostrzegłam więźniów zajętych pracą" (s. 269-270).</document>
<document nplp_id="10048" title="DZIELNA 27-31" slug="dzielna-27-31">
Mary Berg
JA, IID

20.VII.42’: "Z pozostałych okien wychodzących na ulicę Dzielną widzę przechadzających się tam i z powrotem policjantów na służbie. Nie ma tu przechodniów, ponieważ ulice Pawia i Dzielna, biegnące równolegle po obu stronach budynków więzienia, są zamknięte dla ruchu ulicznego. Niedaleko naszych okien widzimy czasem policjanta żydowskiego wychodzącego z posesji przy Dzielnej 27–31, gdzie mieści się dom dziecka doktora Janusza Korczaka. Przez okna tego domu mogę dojrzeć liczne małe łóżka. W chwilach ciszy dochodzą mnie urocze głosy mieszkających tam dzieci, zupełnie nieświadomych rozgrywających się wokół nich wydarzeń" (s. 275).

JA/ONI, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: „Wśród robotników zatrudnionych po drugiej stronie ulicy rozpoznałam innych znajomych. Brat Edzi Piaskowskiej nadzoruje dużą grupę pracujących na terenie domu dziecka. Zelig zaś jest nadzorcą w budynku przylegającym do naszego, przy Dzielnej 24. Na parterze przy Dzielnej 27–31 trwa sortowanie artykułów aptekarskich. Widzimy pracowników układających buteleczki, słoiczki, pudełka i różne szklane flakony – wszystko zrabowane z aptek w getcie. W oknie na parterze dojrzałam jednego z moich dawnych nauczycieli ze szkoły rysunku. Często zerka na mnie w górę i uśmiecha się gorzko. O czym myśli? Jego uczennica tkwi za kratami, on zaś trudzi się pod hitlerowskim batem” (s. 294).

</document>
<document nplp_id="10097" title="Ringelblum &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="ringelblum-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Emanuela Ringelbluma w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10103" title="Abraham Lewin &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="abraham-lewin-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Abrahama Lewina w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10109" title="Henryk Bryskier &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="henryk-bryskier-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Henryka Bryskiera w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10114" title="Leokadia Schmidt &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="leokadia-schmidt-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Leokadii Schmidt w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10121" title="Ludwik Hirszfeld &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="ludwik-hirszfeld-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Henryka Hirszfelda w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10124" title="Marek Edelman &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="marek-edelman-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Marka Edelmana w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10131" title="Mary Berg &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="mary-berg-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Mary Berg w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10137" title="Noemi Szac-Wajkranc &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="mapa-noemi-szac-wajkranc-strona-aryjska">Przejdź do mapy miejsc Noemi Szac - Wajkranc w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10144" title="Perec Opoczyński &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="perec-opoczynski-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Pereca Opoczyńskiego w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10148" title="Stanisław Gombiński &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="stanislaw-gombinski-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Stanisława Gombińskiego w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10153" title="Władysław Szpilman &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="wladyslaw-szpilman-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Władysława Szpilmana w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10160" title="Basia Temkin &amp;#8211; Bermanowa &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="basia-temkin-bermanowa-mapa-strony-aryjskiej">Przejdź do mapy miejsc Basi Temkin -Bermanowej w getcie i okolicach</document>
<document nplp_id="10207" title="DZIELNA 24" slug="dzielna-24">
&amp;nbsp;

Mary Berg
JA/ONI, IIIA

SIERPIEŃ 42 [B.D]: „Wśród robotników zatrudnionych po drugiej stronie ulicy rozpoznałam innych znajomych. Brat Edzi Piaskowskiej nadzoruje dużą grupę pracujących na terenie domu dziecka. Zelig zaś jest nadzorcą w budynku przylegającym do naszego, przy Dzielnej 24. Na parterze przy Dzielnej 27–31 trwa sortowanie artykułów aptekarskich. Widzimy pracowników układających buteleczki, słoiczki, pudełka i różne szklane flakony – wszystko zrabowane z aptek w getcie. W oknie na parterze dojrzałam jednego z moich dawnych nauczycieli ze szkoły rysunku. Często zerka na mnie w górę i uśmiecha się gorzko. O czym myśli? Jego uczennica tkwi za kratami, on zaś trudzi się pod hitlerowskim batem” (s. 294).</document>
<document nplp_id="10211" title="Róg ulic DZIELNA/WIĘZIENNA" slug="rog-ulic-dzielna-wiezienna">

&amp;nbsp;
Mary Berg
JA, IV A

2.X.42’: „Dzisiaj widziałam przez okno moją przyjaciółkę Edzię. Najwyraźniej znowu pracuje w dawnym domu dziecka. W czasie godzinnej przerwy obiadowej, gdy policjant polski i strażnicy niemieccy patrolujący rejon Pawiaka skręcili w ulicę Więzienną, jej mąż Zelig rzucił mi list od Romka. Rozwijałam go drżącymi rękami. Były to pierwsze wieści, jakie otrzymałam od niego od czterech miesięcy” (s. 306-307)</document>
<document nplp_id="11002" title="WOLNOŚĆ 96" slug="wolnosc-96">



Emanuel Ringelblum
JA, II C lub II D (marzec 1942)

„Pamiętam ostatnie zebranie partyjne w nowo przydzielonym lokalu przy [ul.] Wolność 96, ostatnie przed wysiedleniem Żydów warszawskich. Obszerny gmach z wieloma klasami szkolnymi służył jako kuchnia ludowa. Wydawano tam też śniadania i obiady dla wartościowych ludzi pracy. Któregoś szabasu w marcu 1942 r. odbyło się uroczyste otwarcie nowo założonej kuchni partyjnej. Było to na kilka miesięcy przed lipcową rzezią, przed zmierzchem żydowskiej Warszawy. Na Sali zebrało się prawie 200 towarzyszy i towarzyszek partyjnych, z których 97% tak jak cała żydowska Warszawa, poszło do Treblinki albo do innych obozów SS, w których po pół roku spotkała śmierć. […] Przy pięknie nakrytych stołach wspólnie przeżywano obiad. Rej wodził tow. Sagan. Ze względów bezpieczeństwa nie wygłaszano przemówień. Wystarczyło jednak, że towarzysze spotkali się po tak długiej przerwie, aby słyszalne stały się słowa niewypowiedziane. Było tak, jak stoi w Ewangelii – tam, gdzie zeszło się dwóch, tam ja jestem (Chrystus) wśród nich. Wysoka, barczysta postać tow. Sagana dominowała w dużej Sali. Jego głośny, zdrowy śmiech zarażał wszystkich obecnych radością. Na kilka godzin zapomniano o Niemcach, nawet o murach getta, które znajdowały się dokładnie naprzeciwko domu. Nieliczne tylko strzały oddane przez patrole żandarmerii, które w ten sposób załatwiały szmuglerów, przypominały o obecności okupanta w Warszawie. Były to ostatnie promienie słońca, zanim słońce zaszło… Ostatnie zebranie Poalej Syjon w Warszawie…” (s. 146-7)</document>
<document nplp_id="11106" title="Adam Czerniaków &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="adam-czerniakow-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="11344" title="Eksplikacja idei" slug="eksplikacja-idei">10 marca 2018 roku odbyła się w Teatrze Narodowym w Warszawie premiera Ułanów Jarosława Marka Rymkiewicza w reżyserii Piotra Cieplaka. Tego samego dnia zainaugurowano działalność Muzeum Wszech-Ułaństwa Polskiego, w którym zaprezentowano „eksponaty narodowego wzmożenia”. Autorem pomysłu stworzenia muzeum był scenograf Andrzej Witkowski. Z dużą dozą  poczucia humoru i teatralnej autoironii wcielił on w życie postulaty nowoczesnego muzealnictwa, takie jak multimedialność i aktywność zwiedzających. Reżyser Ułanów, Piotr Cieplak wyjaśnił, że wyjściowym hasłem w momencie rozpoczęcia pracy nad spektaklem była „grupa rekonstrukcyjna”. Jako jej naturalna konsekwencja narodziła się idea Muzeum oraz konwencja gry aktorów – muzealnych eksponatów. Zakłada ona „grę z dystansem”, co oznacza, że wykonawcy nie wcielają się w role, tylko raczej bawią się nimi, wywołując w widzach wrażenie, że spektakl rodzi się tu i teraz. Sprzyja temu brak tradycyjnego podziału na scenę i widownię.

&amp;nbsp;

Jak proces powstawania przedstawienia wyglądał z perspektywy samych aktorów? Można się dowiedzieć nieco na ten temat z rozmowy Dominiki Kluźniak, grającej Zosię i Jacka Cieślaka:

&amp;nbsp;

CIEŚLAK Powiedzmy o energii spektaklu. Zdobywacie nas widzów już we foyer, gdzie góruje nad wszystkim bocianie gniazdo, prasłowiański symbol płodności, a potem przechodzimy do sali, zasiadając przy kawiarnianych stolikach, tworzących pierwsze rzędy widowni. Mówicie wierszem, który jest parodią, a gra jest niezwykle żywiołowa, swobodna, naturalna. Takiego teatru dziś nie ma.

&amp;nbsp;

KLUŹNIAK Piotr powiedział, że spektakl ma przypominać próbę wznowieniową, to znaczy, że nie powinniśmy grać perfekcyjnie, zanadto psychologizować. Chodziło o to, żebyśmy wszystkiego nie dopracowali w każdym szczególe. Jednocześnie nie ma w spektaklu tego, czego nie lubię we współczesnym teatrze, czyli improwizacji i aktorskich bebechów. Piotr domagał się od nas zaangażowania, ale i lekkości, byśmy zawsze czuli radość grania. Sztuka liczy sto czterdzieści stron zapisanych bardzo trudnym wierszem. To dużo, jednak Piotr dał nam prawo do pomyłek i nieukrywania ich, z możliwością pytania naszej suflerki Joli wprost o to, co mamy grać dalej, jeśli czegoś zapomnimy. Staramy się tego nie wykorzystywać, ale gdy przytrafia się zanik pamięci – nie wybija to nas z rytmu.

&amp;nbsp;

CIEŚLAK To może być również ograne. Chodzi przecież o pokazanie swobody.

&amp;nbsp;

KLUŹNIAK To prawda. Mamy pełen wachlarz możliwości, czego dawno nie zaznaliśmy. Chyba tylko grając Pippi, czułam się tak wolna, jak w Ułanach. Nasza swoboda sprawia, że widzowie też pozwalają sobie na komentarze, na wykrzyknięcie tego, co myślą, a to się rzadko zdarza. Nie ma spektaklu, podczas którego któraś z kobiet na widowni nie jęknęłaby z przerażeniem, kiedy ordynans mówi do Zosi, że będzie z nim gnój na pole woziła i będzie mu rodzić dzieci.

&amp;nbsp;

Widmo słabnie z aktu na akt, rozmowa Jacka Cieślaka z Dominiką Kluźniak, „Teatr” nr 6/2018.</document>
<document nplp_id="11345" title="Hołd mongolski" slug="hold-mongolski">Hołd mongolski, olej na płótnie, autor nieznany, wyklęty

&amp;nbsp;

W ostatnim czasie skruszony naród mongolski, w ramach reparacji wojennych za najazdy tatarskie, postanowił oddać hołd szlachetnym pułkom. Centralną częścią trwających siedem dni uroczystości była ceremonia nadania stolicy Mongolii imienia Ułan Bator (na cześć ułanów oraz Batorego).

&amp;nbsp;

Jak można się przekonać oglądając kolejne fotografie, istotną częścią muzealnej ekspozycji były podpisy, którymi opatrzono eksponaty. Podpisy są „kreacją zbiorową” twórców spektaklu, nad którymi czuwała Barbara Klicka (przy jej nazwisku na stronie internetowej Ułanów znajdziemy  informację: „współpraca literacka”). Niebanalna forma podpisów to część idei Muzeum Wszech-Ułaństwa Polskiego. Sam zabieg jego stworzenia pozwala wziąć tekst Rymkiewicza w nawias i przydać mu lekkości.

&amp;nbsp;

Warto w tym miejscu wspomnieć o artykule, który zainspirował Piotra Cieplaka do przeniesienia na scenę Ułanów. Został on napisany przez Pawła Goźlińskiego na łamach „Gazety Wyborczej”. Oto jeden z fragmentów traktujących o sztuce:

&amp;nbsp;

[…] komedia w trzech aktach, wirtuozersko rozgrywająca stereotypowe figury Polaków i obrazy polskości, jedna z najlepszych, jakie napisano u nas po wojnie. Moim zdaniem może z powodzeniem bić się o pierwszeństwo z Tangiem, bo jak mało który tekst diagnozuje źródła naszej ideowej impotencji i naszej niemożliwości wyrwania się z mesjanistycznego zabobonu. Tytuł? Ułani. Rok? 1974. Autor? Jarosław Marek Rymkiewicz. Wniosek? Rymkiewicz, długo zanim zaczął Polakom przepisywać narodową mitologię, skutecznie ją obśmiał i rozbroił.

&amp;nbsp;

Paweł Goźliński, Śmieję się z Rymkiewicza, „Gazeta Wyborcza”, 09.01.2016.</document>
<document nplp_id="11346" title="Próbki krwi z&amp;nbsp;pól bitewnych" slug="probki-krwi-z-pol-bitewnych">Próbki krwi z pól bitewnych

&amp;nbsp;

Od prawej: krew europejska, krew przedstawicieli narodów niemieckojęzycznych, krew bolszewicka, polska krew.

&amp;nbsp;

Piotr Olkusz zauważył w „Dialogu”:

&amp;nbsp;

W tym muzeum nowej narracji historycznej były nawet Próbki krwi z pól bitewnych: polska krew (biało-czerwona), krew bolszewicka (czerwona), niemiecka (najbardziej bura z burych) i krew europejska – we wszystkich kolorach tęczy.

&amp;nbsp;

Piotr Olkusz, O czym śpiewa ortolan?, „Dialog” nr 7-8/2018.</document>
<document nplp_id="11360" title="Ułańskie onuce &amp;#8211; systematyka" slug="ulanskie-onuce-systematyka">Od lewej: Onuce Fiołek Polski, Onuce Rumianek Polski, Onuce Polskie Pąki Białych Róż, Onuce Macierzanka Polska, Onuce Rozmaryn Polski.

&amp;nbsp;

Można się domyślać, że zawartość „roślinnej” gabloty ma związek z zamiłowaniem Piotra Cieplaka do ogrodnictwa. Owocem tej pasji jest amatorski ogród botaniczny, w którym rośnie ponad trzysta gatunków drzew i krzewów. Reżyser jest zdania, że kontakt z naturą pozwala mu bardziej odpowiedzialnie zabierać głos w teatrze. Podczas pracy w ogrodzie rodzą się refleksje o świecie i o jego przemijalności, o okrucieństwie i pięknie.</document>
<document nplp_id="11361" title="Ułani rechrystianizujący Europę" slug="ulani-rechrystianizujacy-europe">Olej na płótnie, autor nieznany, wyklęty, inny

&amp;nbsp;

Obrazy, których nie brakuje w Muzeum Wszech-Ułaństwa, jak w żadnym szacownym muzeum, zostały przywołane przez Dominikę Kluźniak, objaśniającą w rozmowie z Jackiem Cieślakiem motywy powstania ułańskiej ekspozycji:

&amp;nbsp;

CIEŚLAK Kiedy Rymkiewicz pisał w 1974 roku Ułanów, Lubomir, który opiewa „żabobociana”, mógł być poetą-dziwakiem, awangardystą. Dziś może zastanawiać nas, dlaczego stroni od kobiet, dlaczego nie interesuje go prokreacja.

&amp;nbsp;

KLUŹNIAK Kiedy rozmawialiśmy o tym na próbach, Lubomir wydał nam się młodym bywalcem placu Zbawiciela, hipsterem z latte na mleku sojowym. Co ciekawe, jak każdy z bohaterów Rymkiewicza, Lubomir ma chwilę olśnienia i mówi coś odkrywczego albo szczerego, czego nie sposób podważyć. Później zostaje to, niestety, zepchnięte na drugi plan przez kołtuństwo albo wielkie sprawy polskie. Nie można przecież odmówić dzisiejszym hipsterom prawa do poszukiwań, opartego na krytyce tego, co zastali, tego, co już było. To prawo każdego młodego pokolenia. Co mówi Lubomir? Że zawieranie małżeństwa bez miłości nie ma sensu. Że hasło „Hajda na Soplicę!”, narodowa duma i porywy serca odstają od współczesności. Stąd wzięła się idea Muzeum Wszech-Ułaństwa Polskiego, w które zmieniły się foyer i Scena Kameralna. Są obwieszone gablotami, obrazami, wypełnione eksponatami i manekinami w dawnych strojach i mundurach. Najbardziej podoba mi się gablota z mundurem ułana, któremu rozerwało serce z miłości do ojczyzny. Jest tam fragment munduru z dziurą w kształcie serca. Lubomir nie ma zamiaru ginąć za ojczyznę, a chociaż pozostaje do końca żołnierzem – nie kłania się już w pas widmu Księcia Poniatowskiego, który symbolizuje tradycję przelewania krwi za ojczyznę.

Widmo słabnie z aktu na akt, rozmowa Jacka Cieślaka z Dominiką Kluźniak, „Teatr” nr 6/2018.</document>
<document nplp_id="11362" title="Głowa konia naszego księcia" slug="glowa-konia-naszego-ksiecia">Głowa konia naszego księcia

&amp;nbsp;

Muzealne eksponaty znajdowały się zarówno w sali teatralnej, jak i we foyer Sceny przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego. Wchodzący do sali widzowie mijali koński łeb, by po chwili zobaczyć na scenie zadnią część zwierzęcia, a na niej Mariusza Benoit w roli Widma zmarłego księcia.

&amp;nbsp;

O znakomitej kreacji Benoit oraz o wymowie utworu Rymkiewicza pisał Witold Mrozek:

&amp;nbsp;

Ułani Jarosława Marka Rymkiewicza dla tych, którzy kojarzą poetę wyłącznie z rymowankami o Jarosławie Kaczyńskim, mogą być sporym zaskoczeniem. W ostrej, błyskotliwej i nieco absurdalnej komedii z 1974 roku mogłaby się przejrzeć dzisiejsza Polska z romantycznymi obsesjami. Ułani to jadowita kpina z mesjanistycznej mitologii, romantycznej wizji męskiej, bohaterskiej wspólnoty. Ale też ze współczesnej młodszemu Rymkiewiczowi teatralnej i poetyckiej awangardy.

&amp;nbsp;

Oto mieszkańcy urokliwego dworku czekają na Dziecko – narodowego mesjasza, który ma poprowadzić Polaków. Urodzić ma go ponoć zamieszkująca dworek Zosia – jak z „Pana Tadeusza”. Jednak tradycyjnie predestynowany do ożenku z jasną panienką porucznik ułanów Lubomir nie pali się do płodzenia, zresztą rubaszny dowódca Major podejrzewa go o impotencję. Jerzy Radziwiłowicz, Mariusz Benoit, Dominika Kluźniak – wszyscy są tu w świetnej formie. Jedno z najlepszych dziś przedstawień w warszawskim Teatrze Narodowym, w reżyserii Piotra Cieplaka […].

&amp;nbsp;

Witold Mrozek, Maciej Stuhr mówi Czechowem, Radziwiłowicz gra Rymkiewicza, spektakl o „strefach wolnych od LGBT”, „Gazeta Wyborcza” online, 30.09.2020.</document>
<document nplp_id="11363" title="Okienko do&amp;nbsp;pukania &amp;#8211; instalacja interaktywna" slug="okienko-do-pukania-instalacja-interaktywna">Typowe dla dworów bielonych okno przeznaczone do pukania umiejscawiane zazwyczaj na najbardziej ocienionej ścianie domu i specjalnie oznaczane przy pomocy fluorescencyjnych, widocznych dla ułanów strzałek. Wieść niesie, że sformułowanie „puk puk” – poza swoim dźwiękonaśladowczym walorem – mogło być również skrótem powstałym z pierwszych liter zawołania: pięknym jak ułan karpacki.

&amp;nbsp;

O metamorfozie teatru w muzeum pisał Jacek Kopciński:

&amp;nbsp;

Kiedy grają w Warszawie Ułanów, foyer na Wierzbowej zamienia się w muzeum. A scena? Scena też, pełno na niej muzealnych eksponatów, które można obejrzeć, a nawet dotknąć czy wziąć do ręki. Puk, puk w okieneczko, pod którym rosną sztuczne kwiatki, albo ciach szabelką ze ściany zdjętą. Na szczęście wszystkie przedmioty tylko udają autentyki w interaktywnej, a jakże, zabawie z widzami, więc nie ma strachu, że się coś naruszy czy zepsuje. Podobnie aktorzy, także udają, co normalne, ale tym razem podwójnie, bo ich postacie to nie tylko postacie, ale i znane figury naszej wyobraźni utrwalone w swawolnej piosence czwartaków Przybyli ułani pod okienko…

&amp;nbsp;

Jacek Kopciński, Ułańska fantazja, „Teatr” nr 5/2018.</document>
<document nplp_id="11364" title="Swojski bigos" slug="swojski-bigos">Widzowie spektaklu Piotra Cieplaka raczyli się w antrakcie pysznym bigosem wydawanym w bufecie Teatru Narodowego (w cenie biletu). Inspiracją do zorganizowania tej kulinarnej atrakcji był fragment z utworu Jarosława Marka Rymkiewicza, w którym Ciotunia grana przez Annę Seniuk obiecywała tytułowym ułanom: „Zaraz swojski bigos podam”.</document>
<document nplp_id="11365" title="Widelce &amp;#8211; dar ułanów dla Napoleona" slug="widelce-dar-ulanow-dla-napoleona">Eksponat wypożyczony z muzeum wojny w Paryżu za specjalną zgodą prezydenta Emmanuela Macrona.

&amp;nbsp;

Muzealne zbiory, w tym także widelce, były tematem rozmowy Jacka Cieślaka i Dominiki Kluźniak, grającej na Scenie przy Wierzbowej rolę Zosi:

&amp;nbsp;

CIEŚLAK Co mamy do obejrzenia w Muzeum Wszech-Ułaństwa Polskiego?

&amp;nbsp;

KLUŹNIAK A choćby widelce od prezydenta Macrona, taki żart polityczny zrozumiały chyba dla każdego. Są nogawki ułana oderwane podczas wybuchu.

&amp;nbsp;

CIEŚLAK Są też deski ze spalonego dworu w Soplicowie, a wiele motywów można łączyć z tworzeniem mitu katastrofy smoleńskiej.

&amp;nbsp;

KLUŹNIAK Widmo Księcia Poniatowskiego przez dekady przypominało o obowiązku życia i umierania dla ojczyzny, ale na próbach rozmawialiśmy też o współczesnej niemocy takich widm, o ich słabnięciu. Piotr chciał pokazać, jak widmo słabnie z aktu na akt. Był nawet pomysł, by pod koniec spektaklu wychodziło na scenę z kroplówką. Ostatecznie uznał, że byłoby to zbyt dosłowne. I tak wiadomo, że stare i nowe mity są wyeksploatowane, zużyte, wyblakłe. Dlatego Zosia wybiera Feldmarszała. Nie będę ukrywała, że zawsze robi mi się smutno pod koniec trzeciego aktu. Mam wtedy świadomość, że nie jest wydumany, tylko dzieje się tu i teraz, naprawdę. Zajmujemy się nieskuteczną komisją do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, a czas i świat uciekają. Zamiast ciągle oglądać się w przeszłość – powinniśmy się zająć bieżącymi sprawami. Z niepokojem przeglądam książkę do historii mojej nastoletniej córki, jestem na bieżąco z postępującymi w programie zmianami. Podręcznik, tak jak Ułani, jest nasycony treściami patriotycznymi, zaś historia Europy i świata znajduje się na marginesie. O Michale Aniele jest ledwie jeden akapit. Nasi bohaterowie, tacy jak Kopernik, są już tak rozsmarowani na kanapce cieniutko, że niedługo już nic z nich nie zostanie.

&amp;nbsp;

Widmo słabnie z aktu na akt, rozmowa Jacka Cieślaka z Dominiką Kluźniak, „Teatr” nr 6/2018.</document>
<document nplp_id="11366" title="Kanapa omdleń" slug="kanapa-omdlen">W spektaklu Piotra Cieplaka wielokrotnie mdlała na tej kanapie Dominika Kluźniak jako Zosia. Dodawała przy tym wdzięczne: „Fajt!”, którego Jarosław Marek Rymkiewicz nie umieścił w tekście dramatu. To ślad scenicznej improwizacji i zabawy, które wyznaczały kształt inscenizacji.

&amp;nbsp;

„Kanapa omdleń” znalazła swoje miejsce w recenzji Izabelli Adamczewskiej, która obejrzała prezentację Ułanów podczas XXV Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi w roku 2019:

&amp;nbsp;

Na finał zaserwowano publiczności zamiast deseru przyciężki bigosik: Rymkiewicza z prześmiewczą opowieścią o rozpadzie narodowych mitów, perspektywie schamienia (proletariat) i wynarodowienia (Unia Europejska!). Piotra Cieplaka Pastisz Prawdziwej Polskiej Komedii wyraźnie bawił publiczność, a w przerwach oblegane było obwoźne Muzeum Wszech-Ułaństwa Polskiego z kanapą omdleń, gablotą z wąsami i przystrojonym malwami okienkiem. Publiczność chętnie wchodziła w interakcje z eksponatami. Oblegany był stojak na bociany, które – po naciśnięciu przycisku – wydawały klekot podejrzanie kojarzący się z dźwiękiem karabinu maszynowego.

&amp;nbsp;

Izabella Adamczewska, Sushi, bigos i wisienki. O XXV Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, „Gazeta Wyborcza - Łódź” online, 09.04.2019.</document>
<document nplp_id="11367" title="Koński zad" slug="konski-zad">O scenicznych rekwizytach, m.in. o koniu stojącym tyłem w „stajni” na kształt garażu, a także o strojach i aktorstwie w Ułanach pisał Jacek Kopciński:

&amp;nbsp;

W Ułanach same tożsamości są kostiumami, dlatego, za wyjątkiem Widma (księcia Józefa Poniatowskiego) w pełnym rynsztunku i dzikiego Grafa (Feldmarszała) w długim szarym płaszczu i czarnej rubaszce (uosabia ta figura wysokiego oficera trzech zaborczych armii naraz), wszyscy tu noszą współczesne ubrania. Zosia na przykład ma różowe, wąskie dżinsy i białą koszulę krzywo wepchniętą w spodnie. Oczywiście jest Zosią, ale ironicznie i z przymrużeniem oka zagraną fantastycznie przez Dominikę Kluźniak. Takie też jest aktorstwo całego zespołu, przy czym im słabiej postaci dramatu odnajdują się w wyznaczonej im przez historię i tradycję roli, tym są naturalniejsze. Kiedy wygłodniała seksu dziewczyna rozmawia z obojętnym na kobiece wdzięki chłopcem, wyniosłym Lubomirem (Hubert Paszkiewicz), ich dialog brzmi jak rozmowa młodych w klubie, mimo że napisana regularnym ośmiozgłoskowcem. Kiedy zaś odzywa się Feldmarszał (Jerzy Radziwiłowicz), jego głos brzmi silnie i dudniąco, a gesty są ekspresyjne. Widmo natomiast (w tej roli Mariusz Benoit) siedzi na plastikowym koniu (odwróconym tyłem dla dowcipu) i przemawia jak z pomnika, choć wódz to trochę zdziecinniały, wierszyk Brzechwy w trzecim akcie nagle recytujący…

&amp;nbsp;

Jacek Kopciński, Ułańska fantazja, „Teatr” nr 5/2018.</document>
<document nplp_id="11368" title="Wiadro do&amp;nbsp;pojenia koni ułańskich wodą z&amp;nbsp;rzeki" slug="wiadro-do-pojenia-koni-ulanskich-woda-z-rzeki">Eksponowane wiadro służyło do nabierania wody z rzeki Niemen i zostało odnalezione w chałupie Anny Sterculi. Muzeum w swoich zasobach posiada bogatą kolekcję wiader służących do pobierania wód z prawie wszystkich rzek ojczystych, w tym Odry i Nysy Łużyckiej. Brakującym elementem kolekcji jest wiadro do pobierania wody z rzeki Drwęca. Apelujemy do zwiedzających, by powodowani uczuciami patriotycznymi, dostarczyli drwęckie wiadro, jeśli są w jego posiadaniu.</document>
<document nplp_id="11371" title="Bibliografia przekładów Quo Vadis opublikowanych w&amp;nbsp;języku włoskim w&amp;nbsp;latach 1899-2019" slug="qv-bibliografia">W prezentowanej bibliografii zebrano informacje o włoskojęzycznych edycjach Quo vadis opublikowanych we Włoszech do roku 2019 włącznie[przypis]Ostatnie odnotowane przez nas wydanie powieści Quo vadis w formie papierowej ukazało się na przełomie 2016/2017 roku w przekładzie T. Zucconiego nakładem wydawnictwa Oscar Mondadori.[/przypis]. Zarejestrowano książki wydane w formie papierowej, zestawienie nie obejmuje wydań elektronicznych będących cyfrowym zapisem przekładów opublikowanych w XX wieku (przede wszystkim Tita Zucconiego). Niniejsza bibliografia ma charakter pochodny. Sporządzono ją, opierając się na źródłach różnego rodzaju. Pierwszym były dostępne w Polsce i we Włoszech bibliografie przekładów utworów Sienkiewicza, obejmujące książki i artykuły wydane w Polsce i we Włoszech w XX i XXI wieku[przypis]Wśród nich można wymienić następujące opracowania: Quo vadis Henryka Sienkiewicza. Bibliografia wydań polskich i obcojęzycznych, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2016; Bibliografia literatury polskiej Nowy Korbut. Henryk Sienkiewicz. 17, t. 3, opracowanie zbiorowe pod kierunkiem Dobrosławy Świerczyńskiej, IBL, Warszawa 2015; E. Damiani, Bibliografia italiana di Sienkiewicz, s. 180–188, w: Nel centenario di Enrico Sienkiewicz (1846–1946), Libreria dell’800 Editrice, Roma 1946; T. Stark, Sienkiewicz w przekładach, „Horyzonty” 1946, nr 8, s. 2–7, http://www.pbc.uw.edu.pl/9990/1/Horyzonty_1946_8.pdf (dostęp: 6.02.2020); M. e M. Bersano-Begey, La Polonia in Italia. Rosenberg E. Sellier,Torino 1949; W. Preisner, Stosunki literackie polsko-włoskie w latach 1800–1939 w świetle bibliografii, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 1949; Dzieła Sienkiewicza w przekładach: bibliografia, t. 59, red. J. Krzyżanowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1953.[/przypis]. Drugim źródłem opisów były tradycyjne, elektroniczne i zdigitalizowane katalogi biblioteczne, przede wszystkim z Biblioteca Nazionale w Rzymie oraz Biblioteca Nazionale we Florencji, włoski katalog narodowy OPAC, katalogi bibliotek uniwersyteckich i miejskich we Florencji, Maceracie, Neapolu, Padwie, Rzymie i Vercelli, a także w Sankt Petersburgu. Przy opracowaniu bibliografii korzystano też z katalogów wydawniczych i antykwarycznych. Część opisów, w związku z ich brakiem w wyżej wymienionych źródłach, powstała po bezpośredniej konsultacji włoskich wydań Quo vadis pochodzących ze zbiorów własnych autorek bibliografii. W przypadku najstarszych wydań nieocenionym źródłem okazało się archiwum księdza Jerzego Langmana, historyka sztuki, etnografa, archeologa i kolekcjonera, który zebrał ogromną liczbę włoskich edycji Quo vadis. Obecnie cała kolekcja księdza Langmana znajduje się w bibliotece w Zespole Szkół Jezuitów im. Stanisława Kostki w Gdyni[przypis]Na temat archiwum księdza Langmana w roku 2017 ukazał się artykuł Dobrosławy Świerczyńskiej Quo vadis e padre Jerzy Langman, s. 274–280, w: Quo vadis la prima opera transmediale. Conferenze 137. Accademia Polacca delle Scienze, Roma 2017.[/przypis].

Pomimo wszelkich starań zestawienie to nie jest kompletne. Najwięcej kłopotów z katalogowaniem przekładów przysporzył okres najwcześniejszy, lata 1899–1901, ukazało się wówczas wiele edycji w różnych domach wydawniczych rozsianych po całym Półwyspie Apenińskim. Dzisiaj trudno jest dotrzeć do tych wydań. Archiwa wielu wydawnictw z początku XX wieku już nie istnieją, a opublikowane wówczas przekłady nie trafiły do Biblioteki Narodowej w Rzymie czy we Florencji. Drugim okresem, który okazał się szczególnie trudny w katalogowaniu, były lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte i siedemdziesiąte XX wieku. Odnotowano wówczas wiele edycji, adaptacji i przeróbek utworu, jednak polityka wydawnicza zdecydowanej większości małych domów wydawniczych była dosyć chaotyczna i skutkowała brakiem egzemplarzy obowiązkowych w rzymskiej i florenckiej Biblioteca Nazionale.

Dzisiaj trudno odtworzyć kompletny obraz obecności Quo vadis we Włoszech, jednakże zebrane dotąd dane (364 wydania) są dużo obszerniejsze w stosunku do poprzednich zestawień bibliograficznych i można je uznać za wiarygodną podstawę do analiz naukowych.

Dotarcie do egzemplarzy powieści nie było jedynym ani nawet najważniejszym problemem, jaki napotkano przy opracowywaniu bibliografii. Fizyczna konsultacja licznych wydań Quo vadis w trakcie kwerendy bibliotecznej pokazała bowiem, że dane bibliograficzne podawane w katalogach bibliotecznych są często niekompletne lub wręcz błędne (np. nieprecyzyjne podawanie roku wydania). Błędy w opisach bibliograficznych wynikają także z mylących lub świadomie nieprawdziwych informacji zamieszczanych przez wydawców na stronach tytułowych i redakcyjnych. Do nadużyć tego typu należy m.in. używanie terminu traduzione (przekład) w odniesieniu do przeróbek i adaptacji, brak zaznaczania, że chodzi o wersję skróconą (albo informowanie, że chodzi o wersję „pełną”, w odniesieniu do tłumaczeń skróconych), podawanie niewłaściwego nazwiska tłumacza. Możliwość korekty fałszywych informacji daje dopiero uważna lektura danego wydania, co wobec ogromu analizowanego korpusu tekstów było zadaniem niemożliwym do wykonania w stu procentach. Niemniej w toku kwerendy bibliotecznej udało się nie tylko uzupełnić, ale też sprostować liczne dane zawarte we wcześniejszych bibliografiach, takich jak XVII tom Nowego Korbuta czy bibliografia przekładów Quo vadis wydana przez Bibliotekę Narodową w 2016 roku.

Zasięg chronologiczny, językowy i przestrzenny 

W bibliografii uwzględniono publikacje Quo vadis wydane na terenie Włoch w języku włoskim — oraz jedną włoską edycję powieści Quo vadis opublikowaną w 1972 roku w Szwajcarii (poz. 92). Pierwszą odnotowaną publikacją było wydanie w odcinkach opublikowane na łamach czasopisma „Corriere di Napoli” w 1898 roku w Neapolu (zob. Federigo Verdinois). Chronologię bibliografii zamknięto na roku 2016, bowiem w tym roku ukazało się ostatnie odnotowane wydanie książkowe Quo vadis.

Układ bibliografii 

Wielkim wyzwaniem okazało się zaproponowanie przejrzystego układu bibliografii, który pozwoliłby czytelnikowi łatwo dotrzeć do interesujących go danych, a zarazem sygnalizował błędne czy brakujące informacje. Ostatecznie bibliografię sporządzono w układzie alfabetycznym według nazwisk tłumaczy. W obrębie danego nazwiska dane zostały uszeregowanie chronologiczne.

Dla publikacji anonimowych, dla których nie ustalono nazwiska tłumacza/adaptatora tekstu, zastosowano układ alfabetyczny według nazw wydawców. W obrębie jednego wydawcy publikacje zostały uszeregowane chronologicznie — od najstarszej do najmłodszej. W obrębie jednego roku przyjęto szeregowanie alfabetyczne według podtytułu.

Przekłady opublikowane anonimowo, których autora udało się ustalić dzięki przeprowadzonym w projekcie badaniom stylometrycznym (por. Liczby i styl), przesunięto do opisów powiązanych z nazwiskami autorów przekładu/adaptacji. Podobnie postąpiono w odniesieniu do tekstów mylnie podających w opisach redaktora tekstu jako tłumacza.

Omawiając przyjęty układ oraz zasady sporządzania opisów w niniejszym zestawieniu, należy zwrócić uwagę na specyficzną sytuację włoskiego rynku wydawniczego. Niektóre edycje Quo vadis w kolejnych wydaniach przenoszone były z jednego wydawnictwa do drugiego, co było konsekwencją przejmowania firm. Niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, w której dane wydawnictwo publikowało istniejący już przekład, nie podając jego autora, aby uniknąć zobowiązań finansowych. To wszystko spowodowało, że w wielu opublikowanych dotąd bibliografiach włoskich edycji Quo vadis mamy do czynienia z błędnym przypisaniem autorstwa przekładu/adaptacji. W przypadkach, w których udało się ustalić autora przekładu/adaptacji, zastosowano odsyłacze uzupełniające, kierujące czytelnika do właściwego nazwiska autora. Zdecydowano się również połączyć opisy, jeśli firma wydawnicza zmieniała nazwę.

Opis bibliograficzny 

Wszystkie opisy sporządzono na podstawie norm PN-82/N-01152.01 Opis bibliograficzny. Książki, PN-N-01152-/A1 Opis bibliograficzny. Książki (zmiana A1) oraz PN-N-01152-2 Opis bibliograficzny. Wydawnictwa ciągłe w drugim stopniu szczegółowości. W stosunku do postanowień normy zrezygnowano jednak w opisie bibliograficznym z zapisu imienia i nazwiska Henryka Sienkiewicza, które wielokrotnie było na okładce lub na stronie tytułowej poszczególnych wydań błędnie zapisane lub zitalianizowane (np. Enrico Sienkiewicz).

Zgodnie z powyższymi normami format publikacji powinien być wyrażany w centymetrach. Niestety nie udało się dotrzeć do każdego opisywanego wydania i wiele opisów przejęto z innych opisywanych wcześniej źródeł. Dlatego (zwłaszcza w przypadku opisów starszych wydań) pozostawiono oznaczenie formatu publikacji podane w źródłach: 16° — do 20 cm, 8° — od powyżej 20 do 25 cm, 4° — od powyżej 25 do 35 cm, 2° — powyżej 35 cm.

W bibliografii zastosowano pełny opis tylko pierwszych wydań poszczególnych edycji. Informacje o kolejnych wydaniach podano w postaci adnotacji pod pełnym opisem, wyszczególniając w niej jedynie te elementy, które różniły się od wydania pierwszego. Jeśli w kolejnym wydaniu zabrakło jakiegoś elementu opisu, informację taką zamieszczono na końcu adnotacji w nawiasie kwadratowym.

Materiały pomocnicze — wykaz skrótów[przypis]

a colori — [kolorowe]
adatt. — adattamento [adaptacja]
adatt. a cura di — adattamento a cura di [adaptacja pod redakcją]
adatt., rid. e commenti a cura di — adattamento, riduzione e commenti
a cura di [adaptacja, skrót i komentarze pod redakcją]
autotipie — [autotypia]
c. di tav. — carta di tavola [ilustracja]
c. di tav. ripieg. — carta di tavola ripiegata [karta z ilustracją, rozkładana/złożona]
c. geogr. — carta geografi ca [mapa]
comment. — commento [komentarz]
cop. — copertina [okładka]
© — copyright
corr. — corretto [poprawione]
disp. — dispensa [zeszyt]
ed. — edizione, edizioni [wydanie, wydania]
edit. — editoriale [wydawniczy]
ed. nuova ed. ill. — edizione nuova ed illustrata [wydanie nowe, ilustrowane]
espurgato e ridotto ad uso della gioventù — [wersja ocenzurowana i skrócona dla młodzieży]
fasc. — fascicolo [fascykuł]
ill. — illustrazione/-i [ilustracja/-e]
liberamente tratto dal fi lm — [adaptacja filmowa]
nuova e integrale traduzione — [przekład nowy, pełny]
p. di tav. — pagine di tavole [strony z ilustracjami/rycinami]
p. — pagina [strona]
rid. — riduzione [skrót]
riduzione libera — [wolna przeróbka]
rinn. — rinnovata [odnowiona]
rist. — ristampa [dodruk]
ristampa anastatica — [przedruk anastatyczny]
ristampa dell’edizione originale — [przedruk/reprodukcja w postaci faksymile z wydania pełnego]
ritr. — ritratto [portret]
trad. riv. e corr. — traduzione riveduta e corretta [wydanie przejrzane i poprawione]
riv. — riveduto [poprawione]
riveduto e condensato — [poprawione i skrócone]
rid. e note a cura di — riduzione e note a cura di [skrót i przypisy pod redakcją]
riduzione con note per la gioventù — [skrót z przypisami dla młodzieży i dla szkół, pod redakcją]
rid. e ill. — riduzione e illustrazioni [skrót i ilustracje]
s. a. — sine anno [brak roku wydania]
s. l. — sine loco [brak miejsca wydania]
s. n. — sine nomine [brak nazwy wydawcy]
scen. — scenario [scenariusz]
tav. — tavola [ilustracja]
testo integrale rielaborato da — [wydanie pełne opracowane przez]
tip. — tipografi a [drukarnia]
trad. — tradotto [tłumaczenie]
versione integrale — [pełny przekład]
vol. — volume [tom]
voll. — volumi [tomy][/przypis] oraz indeksy

Wszystkie skróty i terminy występujące w opisach fizycznych publikacji, a także wszelkie adnotacje podano w wersji oryginalnej w języku włoskim. Z myślą o polskim użytkowniku opracowano wykaz skrótów i terminów w języku włoskim i ich polskie odpowiedniki. W wykazie w jednym ciągu alfabetycznym zamieszczono włoskie skróty i terminy występujące w opisach bibliograficznych, skróty te sporządzono zgodnie z normą PN-85/N-01158 Skróty wyrazów i wyrażeń w opisie bibliograficznym.

W celu sprawniejszego korzystania ze spisu dołączono do niego także indeks osobowy i indeks wydawców. W skorowidzu osobowym znalazły się wszystkie nazwiska występujące w spisie (tłumaczy, ilustratorów, adaptatorów itp.). Przy każdym nazwisku dodano odpowiedni kwalifikator oznaczający funkcję danej osoby w tworzeniu publikacji. W indeksie osobowym zastosowano kwalifikatory w języku polskim. Numery indeksowe we wszystkich skorowidzach odsyłają do numerów pozycji w spisie głównym bibliografii.

* * *

Niniejsza bibliografia może stanowić użyteczne narzędzie dla tych badaczy twórczości Henryka Sienkiewicza, których interesuje recepcja wydawnicza Quo vadis na gruncie włoskim.

BIBLIOGRAFIA PRZEKŁADÓW O USTALONYM AUTORSTWIE

Agosti-Garosci, Cristina
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA POLSKIEGO]
1. Quo vadis?: romanzo dei tempi di Nerone / trad. Cristina Agosti Garosci. — Milano: Rizzoli, 1950. — 2 voll.; 16 cm. — (Biblioteca Universale Rizzoli).
vol. 1. — 375 s. — (176–179).
vol. 2 — S. 381–637. — (180–182).
Toż:
a. Introduzione Luigi Santucci. — Milano: 1984. — XXI, 639 s.: ill., 1 ritr.; 18 cm. (BUR. L; 499). — ISBN 88-17-12499-0.
b. Milano: Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas, 1985. — 520 s.; 19 cm. — (I Grandi Tascabili Bompiani; 42).
c. Quo vadis?: racconto dei tempi di Nerone. — Milano: Euroclub, 1985. — 387 s.; 25 cm.
d. Milano: Fabbri, [1991]. — 2 vol.; 22 cm.
T. 1. — 319 s. — (Invito ai classici; 50).
T. 2. — 319 s. — (Invito ai classici; 51).
e. Milano: Fabbri, [1994]. — 2 vol.; 21 cm. (La grande biblioteca).
T. 1 — 314 s.
T. 2. — S. 317–626.

f. Milano: Fabbri, 2001. — 519 s.; 19 cm. — (I classici del romanzo storico).

g. Milano: BUR, 2003. — 641 s.; 20 cm. — (Super Classici; 263). — ISBN 88- 17-10698-4 .

2. Henryk Sienkiewicz: premio Nobel per la letteratura 1905. — Milano: Fratelli Fabbri, 1964. — 587 s.; 23 cm. — (I premi Nobel per la letteratura; 7).
Zawiera: Quo vadis?. — S. 55–576.
Zawiera także: Il conferimento del premio Nobel a Henryk Sienkiewicz / di G. Ahlstrom. Discorso ufficiale di C. D. af Wirsen per il conferimento del Premio Nobel a Henryk Sienkiewicz. La vita e l’opera di Henryk Sienkiewicz /di Maria Czubek-Grassi.

Arabia, Vincenzo
[PARAFRAZA WERSJI F. VERDINOIS]

3. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone / trad. riv. e corr. da Vincenzo Arabia. — Napoli: S. Romano, 1901. — 356 s., [17] c. di tav.: ill.; 19 cm. — Illustrazioni: R. Bong, X. A., S. Cozzolino, Rotnaug e C. S., autotipie B. Caporicci.

Toż:
a. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone. — Napoli: S. Romano, 1904. — 402 s., [24] c. di tav.: ill.; 20 cm.
b. Napoli: S. Romano, 1905.
c. Napoli: S. Romano, 1906.

4. Quo vadis? / trad. riv. e corr. da Vincenzo Arabia. — Milano: Bietti, [190.]. — 360 s.
Toż:
a. Quo vadis: racconto storico dei tempi di Nerone. — Milano: Bietti, 1908. — 402 s.: ill.; 16 cm.
b. Milano: Bietti, 1909.
c. Milano: Bietti, 1920.
d. Quo vadis?: romanzo. — Milano: Bietti, 1930. — 608 s.; 19 cm. — (Biblioteca novissima; 82).

Banti, Rita
[ADAPTACJA NA PODSTAWIE PRZEKŁADU T. ZUCCONIEGO]
5. Quo vadis? / adatt. a cura di Rita Banti. — Firenze: A. Salani, 1950. — 286 s.: ill.; 19 cm. — (I libri della gioventù. Nuova serie; 1).
Toż: 1952.

Bazzarelli, Eridano
Zob. Czubek-Grassi, Maria

Bellavita, Serena
6. Quo Vadis? / [trad. a cura di Serena Bellavita. Ben Hur / Lewis Wallace; [trad. a cura di Maria Bastanzetti]; ill.: Medhat Shafi k. — Roma: Editalia, 2000. — 654 s., [15]
c. di tav.: ill.; 31 cm. — (La mia prima biblioteca. L’Avventura; 9) .

Bellezza Migliarini, Alessandra (A.B. Migliarini)
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY NA PODSTAWIE WERSJI E. SALVADORIEGO]

7. Quo Vadis?: romanzo per ragazzi / versione di Alessandra Bellezza Migliarini; ill. Severino Balardi. — Milano: Boschi 1957. — 120 s., [4] p. di tav.: ill.; 24 cm. — (Classici della gioventù; 69).
Toż:
a. 1959.
b. 1960. — 23 cm.
c. 1961.
d. 1962. Versione di A.B. Migliarini. — (Strenna; 44).
e. 1963. — [8] p. di tav.; 27 cm. — (Strenna; 44).
f. 1964. — [8] p. di tav. — (Collana internazionale; 29).
g. 1965.
h. 1966.
i. 1967. — [8] p. di tav. — 25 cm. — (Strenna, 44).
j. 1968. — [8] p. di tav.
k. 1969. — 23 cm.

Bello, Franco
[ADAPTACJA DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW]

8. Quo vadis?: riduzione dal celebre romanzo popolare / riduzione Franco Bello. — Firenze: G. Nerbini, 1928. — 64 s., [3] c. di tav.; 8°. — (Collana romanzi popolari; 18).

Toż: 1929.

Bideri, Ferdinando
Por. Collini, Clara
9. Quo vadis? / versione italiana di Ferdinando Bideri. — Napoli: Libreria Editrice
Bideri, 1902. — 279 s., [2] c. di tav.: ill.; 20 cm.
Toż:
a. Nuova ed. ill. — [6] c. di tav.; 19 cm.
b. Nuova ed. ill. — 1905. — 23 cm.
c. Nuova ed. ill. — Tipografia Editrice Bideri, 1906. — [7] c. di tav.; 19 cm. — (Biblioteca varia Bideri).
d. Nuova ed. ill. — F. Bideri, 1907. — [10] c. di tav.; 19 cm. — (Biblioteca varia Bideri; 2).
e. 1908.
f. 1909.
g. 1911.
h. 1913.
i. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone / con prefazione critico-biografica di Achille Macchia. — Napoli: F. Bideri, 1918. — XV, 279 s.; 16°. — (Collezione dei grandi autori antichi e moderni. Ser. 6; 58).

j. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone / con prefazione critico-biografi ca di Achille Macchia. — Nuova ed. ill. — Napoli: F. Bideri, 1923. — [10] c. di tav.: ill.; 19 cm.

k. Napoli: F. Bideri Edit. Tip., 1930. — XIV, 279 s., [9] c. di tav.; 16°. — (Collezione dei grandi autori antichi e moderni. Ser. 6; 58).

l. 1937. — [9] c. di tav.: ill.; 20 cm. — (Collezione dei grandi autori antichi e moderni. Ser. 6; 58).

Bormioli, Mario
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY NA PODSTAWIE PRZEKŁADU M. CZUBEK-GRASSI]

10. Quo vadis? / adatt., rid. e commenti a cura di Mario Bormioli. — Milano: Ed. Scolastiche Mondadori, 1965. — 296, [8] s.: [8] c. di tav.; 21 cm. — (Narrativa moderna; 7).

Toż: 1967.

Bozzano, Teresa
[WOLNA PARAFRAZA POWIEŚCI]
11. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / trad. Teresa Bozzano. — Sesto San Giovanni: Casa Ed. Madella, 1915. — 301 s.; 19 cm.
Toż:
a. Casa Ed. Madella, 1916. — 188 s.; 18 cm.
b. Milano: A. Barion, 1923. — 175 s.; 19 cm.
c. Milano: A. Barion, 1925. — 191 s.; 20 cm.

Calzecchi Onesti, Rosa
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
12. Quo vadis? / a cura di Rosa Calzecchi Onesti; ill. di Renato Paltrinieri. — Milano: Editrice Piccoli, [ok. 1966]. — 109 s., [4] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (Biblioteca sempre verdi; 31).

Camusso, Alessio
[PODSTAWĄ WYDANIA NIE BYŁ UTWÓR SIENKIEWICZA, TYLKO SCENARIUSZ SERIALU QUO VADIS?]
13. Quo vadis? / testo di Alessio Camusso; liberamente tratto dal film Quo vadis?; dal romanzo di Henryk Sienkiewicz. — Torino: ERI, ©1985. — 124 s.: il.; 27 cm.
[wydanie ilustrowane kadrami z filmu]

Cesana, G.
[ADAPTACJA DLA DOROS łYCH]
14. Quo vadis? / riduzione libera di G. Cesana; ill. di F. Tacconi. — Milano: Edizioni Torelli, ©1953. — 160 s. — (Collana a dispense settimanali: Romanzi Celebri).

Cioni, Laura
Zob. Fabietti, Ettore

Cipolat, Bruno
15. Quo vadis? / trad. di Bruno Cipolat. — Sesto San Giovanni: A. Peruzzo, 1986. — 2 voll.; 22 cm. — (Biblioteca Peruzzo).
vol. 1. — 217 s.
vol. 2. — 211 s.
16. Quo vadis? — Sesto San Giovanni: A. Peruzzo, 1995. — 252 s.; 26 cm. — (La grande biblioteca Peruzzo).

Coccia, Alfio
Por. Ottino Foglino, Lina
[ADAPTACJA NA PODSTAWIE TEKSTU T. ZUCCONIEGO]

17. Quo vadis? / testo integrale rielaborato da Alfi o Coccia; ill. Mario Marioni. — Milano: Ed. dell’ Aquilone, 1954. — 303 s., [8] c. di tav.: ill.; 32 cm. — (Orsa minore. Secolo XX).

Collini, Clara
[SKRÓCONA KOMPILACJA DWÓCH PRZEKŁADÓW: F. BIDERIEGO I T. ZUCCONIEGO]
18. Quo vadis? / nuova e integrale traduzione di C. Collini; ill. da Giuseppe Rossi. — Firenze: Casa Ed. G. Nerbini, 1906. — 8°.
Toż:
a. 1907.
b. 1908. — 492 s. [wydanie jednotomowe]
c. 1910.

19. Quo vadis?: nuova traduzione integrale / trad. di C. Collini. — Con illustrazioni di Tancredi Scarpelli e Giuseppe Rossi. — Firenze: Casa Ed. G. Nerbini, 1913. — 304 s.; 4°.
Toż:
a. 1914. — 425 s.: ill.; 19 cm.
b. 1914. — 447 s.: ill.; 19 cm.
c. 1920. — 2 voll.: ill.; 19 cm.
vol. 1. — 184 s., [8] c. di tav.
vol. 2. — s. 185–358, [7] c. di tav.
d. Casa Editrice G. Nerbini, 1927. — 447 s.: ill.; 19 cm.
e. Casa Editrice G. Nerbini, 1933. — 235 s., [14] c. di tav.: il.; 30 cm. [wydanie skrócone]
f. 1934. — 244 s.
g. Con illustrazioni di Tancredi Scarpelli. — G. Nerbini, 1944. — 288 s.: tav.; 23 cm.
h. 1947. — 286 s., [16] c. di tav.: il.; 23 cm.

i. 1954. — 319 s.

j. 1985. — 286 s.; 21 cm. — Ristampa anastatica. Ristampa dell’edizione originale [Przedruk anastatyczny; Reprodukcja w postaci faksymile z wydania pełnego].

Czubek-Grassi, Maria
Por. Bormioli, Mario
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA POLSKI EGO]
20. Quo vadis? / traduzione di Maria Czubek-Grassi e Eridano Bazzarelli. — Milano: Mondadori, 1953. — 2 voll.; 18 cm.
vol. 1. — 300 s. — (Biblioteca moderna Mondadori; 331/332).
vol. 2. — 299 s. — (Biblioteca moderna Mondadori; 333/3 34).

21. Quo vadis? Per deserti e per foreste / traduzione di Maria Czubek-Grassi e Eridano Bazzarelli (Quo vadis?), e di Giannina Gromska (Per deserti e per foreste). — Milano: Club degli Editori, 1964. — XXXII, 888 s.: ill., 1 ritr.; 19 cm. — (Le opere / Henryk Sienkiewicz) (Scrittori del mondo: i Nobel).

Edizione speciale del Club degli Editori su licenza della Arnoldo Mondadori Editore e della Aldo Garzanti Editore.

22. Quo vadis?; Per deserti e per foreste / traduzione di Maria Czubek-Grassi e Eridano Bazzarelli, Giannina Gromska; a cura di G. Maver. — Torino: UTET, 1964. — XXXII, 888 s., [8] s., [1] c. di tav.: 1 ritr.; 18 cm. — (Le opere / Henryk Sienkiewicz) (Scrittori del mondo: i Nobel).

Edizione speciale della UTET per concessione del Club degli Editori. Zawiera: Quo vadis? s. 3–554; Per deserti e per forestes. 555–888.
Toż: 1978. — XXXII, 888 s., [1] c. di tav.: 1 ritr.; 19 cm. ISBN 88-02-0196 6-5.

23. Quo vadis? / trad. di Maria Czubek-Grassi e Eridano Bazzarelli; con una nota di Gesulado Bufalino. — Palermo: Sellerio, 1982. — 761 s.; 17 cm. — (La memoria; 59).

24. Quo vadis? / trad. di Maria Czubek-Grassi e Eridano Bazzarelli. — Roma: ERI, 1985. — 462 s., [15] c. di tav.: ill.; 21 cm. — ISBN 88-18-1201 6-6.

De Dominicis, M.
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY NA PODSTAWIE KETTY NAGEL]
25. Quo vadis?: romanzo dei tempi di Nerone / rid. e note a cura di M. De Dominicis. — Ed. scolastica. — Milano: Trevisini, 1956. — 342 s.: ill.; 21 cm.

De Rossi, Paolo
[PLAGIAT PRZEKŁADU OPUBLIKOWANEGO W ROKU 1900 W WYDAWNICTWIE BALDINI &amp;amp; CASTOLDI]
26. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / trad. di Paolo De Rossi. — Milano: Aurora, 1934. — 352 s.; 19 cm.
Toż:
a. (dr. 1935).
b. Tip. Edit. Lucchi, 1953. — 327 s.

c. Tip. Edit. Lucchi, 1954.
d. Tip. Edit. Lucchi, 1955.
e. Tip. Edit. Lucchi, 1956.
f. Lucchi, 1957.
g. Tip. Edit. Lucchi, 1958.
h. Tip. Edit. Lucchi, 1959. — 327 s.; 18 cm.
i. Lucchi, 1960.
j. Lucchi, 1961.
k. Lucchi, 1963.
l. Lucchi, 1965.
m. Lucchi, 1966.
n. Lucchi, 1968.
o. Lucchi, 1971.
p. Lucchi, 1972.
q. Lucchi, 1974.
r. Lucchi, 1980.

Fabietti, Ettore
[PRZEKŁAD OPARTY NA WERSJI G. OBEROSLERA]
27. Quo Vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / edizione integrale a cura di Ettore Fabietti. — Milano: A. Barion, 1926. — 527 s.; 19 cm.
Toż:
a. 1927.
b. 1929.
c. 1930.
d. 1932.
e. 1933.
f. 1934.
g. 1940. — 510 s.; 20 cm.

Fabietti, Ettore; Racowska, Maria
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA POLSKIEGO]

28. Quo vadis? / prima traduzione integrale dal testo polacco di M. Racowska e E. Fabietti. — Milano: A. Vallardi, 1932. — 589 s.: ritr.; 16°. — (I grandi scrittori).

Toż:
a. con 16 illustrazioni a colori di L. Melandri. — 1945. — [16] c. di tav.: ill.; 19 cm. — (Romanzi famosi illustrate).
b. 1952. — ill., ritr.; 20 cm. — (Romanzi famosi illustrati).
c. 1958. — 20 cm.
d. 1962. — 1 ritr.: ill.; 19 cm.
e. 1963. — 1 ritr.: ill.

29. Quo vadis? / traduzione dal testo originale polacco; riduzione con note per la gioventù e per le scuole a cura di Ettore Fabietti. — Milano: A. Vallardi, 1934. —592 s., [15] tav.; 16°.

[WERSJA OCENZUROWANA OPARTA NA PRZEKŁADZIE FABIETTI-RACOWSKA Z ROKU 1934. BRAK NA STRONIE TYTUŁOWEJ NAZWISKA RACOWSKIEJ].

30. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / traduzione di E. Fabietti. — Milano: U. Mursia, 1970. — 256 s.: tav.; 23 cm. — (I romanzi della storia).

Toż:

a. ill. Carlo Alberto Michelini. — 1974. — 256 s., [4] p. di tav.; 24 cm. — (I romanzi della storia; 3).

b. ill. Carlo Alberto Michelini. — 1980. — 256 s., [4] p. di tav.: ill.; 22 cm. — (Corticelli; 70).
c. ill. Carlo Alberto Michelini. — 1981. — 256 s., [4] p. di tav.: ill.; 23 cm. — (Corticelli; 70).
d. ill. Carlo Alberto Michelini. — ©1984. — 256 s., [4] p. di tav.: ill.; 23 cm. — (Corticelli; 70).
e. ill. Carlo Alberto Michelini. — 1985. — 256 s., [4] p. di tav.: lil.; 23 cm. — (Corticelli; 70).

[WERSJE OPATRZONE NAZWISKIEM LAURY CIONI, W RZECZYWISTOŚCI BYŁA AUTORKĄ PRZYPISÓW]
31. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone. — 1985. — 254 s.; 21 cm. — (La biblioteca; 56).
Toż:
a. II ed., 1986.
b. III ed., 1987.
c. IV ed., 1988.
d. V ed., 1989.
e. VI ed., 1990.

f. 1991. 319 s.; 23 cm. (Invito alla lettura. Sezione scrittori moderni e contemporanei). — ISBN 88-425-8281-6.

g. 1992.
h. Quo vadis?. — Ed. integrale. — Milano: U. Mursia, 1995. — 252 s.; 21 cm. — (Tascabili Corticelli. Classici). — ISBN 88-425-1869-7.
i. ill. Carlo Alberto Michelini. — 10 ed. — 1999. — 256 s., [4] p. di tav.: ill.; 23 cm. — (Corticelli; 70). — ISBN 88-425-21 26-4.

Facco, Giannina
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
32. Quo vadis? / adatt. Giannina Facco. — Padova: Emp, 1975. — 146 s.: ill.; 24 cm.

Foglino, Lina
Zob. Ottino Foglino, Lina

Foresti, Pino
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY NA PODSTAWIE WERSJI T. ZUCCONIEGO I C. AGOSTI-GAROSCI]
33. Quo vadis? / trad. di Pino Foresti; ill. di Bartoli. — Milano: F. Fabbri, © 1955. — 150 s., [4] c. di tav.: ill.; 24 cm. — (I classici; 16).

Foulques, Eugenio Wenceslao

34. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone / versione italiana del prof. E. W. Foulques. — Napoli: G. Lubrano Edit., 1900. — 435 s.; 19 cm.

Toż:
a. G. Lubrano, 1901. — 434 s., [1] c. di tav.: ill.
b. 1902.
c. Napoli: G. Regina: Libraio-Editore, 1904. Quarta edizione. — 434 s.
d. Edizione illustrata. — Napoli: S. Romano, 1913. — 434 s., [6] c. di tav.: ill.; 20 cm.

Fraschini, Franco
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY NA PODSTAWIE WERSJI EDIZIONI PAOLINE Z ROKU 1953, OPARTEJ NA WERSJI E. SALVADORIEGO]
35. Quo vadis? / a cura di Franco e Olga Fraschini. — Brescia: La Scuola, 1969. — 348 s., [4] c. di tav.: ill.; 19 cm. — (Classici italiani e stranieri per la scuola media).

Fraschini, Olga
Zob. Fraschini, Franco Gamberini, P.
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
36. Quo vadis? / adatt. P. Gamberini; ill. Walter Aquenza. — Ozzano Emilia (Bolog na): Malipiero, ©1985. — 136 s.: ill.; 25 cm. — (Nuovi bestseller).

37. 1995. — 136 s.: ill.; 24 cm. — (I superclassici; 32). — ISBN 88-7686-563-2.

Garosci, Cristina
Zob. Agosti-Garosci, Cristina

Giussani, Mario
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPARTA NA WERSJI F. VERDINOIS]

38. Quo vadis? / rid. [dal polacco] di Mario Giussani. — Torino: SAS (Società Apostolato Stampa), 1952. — 223 s.; 16°. — (La duecentocinquanta SAS; 16).

Toż:
a. Torino: SAIE, 1953. 189, [3] c. di tav.; 23 cm.
b. 1955. 223 s.; 16 cm. — (La duecentocinquanta SAS; 16).
c. 1956. — 16 cm.
d. 1957. — 17 cm. — (La duecentocinquanta SAIE, 16).
e. 1959. — 215 s.; 17 cm. — (La duecentocinquanta SAIE).

Grassi, Maria
Zob. Czubek-Grassi, Maria

Groppetti, Francesco
Zob. Premoli, Palmiro

Mainardi, Riccardo
[TEKST OPRACOWANY NA PODSTAWIE WERSJI BALDINI &amp;amp; CASTOLDI I M. CZUBEK-GRASSI]
39. Quo vadis?: romanzo / trad. Riccardo Mainardi. — Milano: Garzanti, 1973. — 521 s.; 18 cm. — (I Garzanti; 424).

Marzetti Noventa, Gina
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
40. Quo vadis?/ rid. di G. Marzetti Noventa; copertina di Libico Maraja. — Bergamo: Janus, 1973. — 215, [6] c. di tav.; 24 cm. — (Centauro; Capolavori e romanzi; 40).

Michelotti, Angelo
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPARTA NA WERSJI BALDINI &amp;amp; CASTOLDI Z 1900 ROKU]

41. Quo vadis...?: racconto del tempo di Nerone / nuova versione, sulla scorta delle migliori traduzioni italiane e straniere di Angelo Michelotti. — Torino: Società Editrice Internazionale (SEI), 1921. — 338 s.; 18 cm. [Edizione economi ca].

Migliarini, A.B.
Zob. Bellezza Migliarini, Alessandra

Moscardo, Imerio
Por. Salvadori, E.; Agosti Garosci, C.

[PRZEKŁAD OPARTY NA UWSPÓŁCZEŚNIONEJ WERSJI E. SALVADORIEGO, UZUPEŁNIONY O BRAKUJĄCE FRAGMENTY NA PODSTAWIE PRZEKŁADU Z J. POLSKIEGO C. AGOSTI-GAROSCI]

42. Quo vadis? Romanzo dei tempi di Nerone / versione integrale a cura di Imerio Moscardo. 12 ed. — Roma: Paoline, 1981. — 442 s., 21 cm. — (I romanzi del mattino).

Toż:
a. Edizione speciale di Famiglia TV, Edizioni Paoline, 1984.

b. 13 ed. versione integrale. — Cinisello Balsamo: Edizioni Paoline, 1985. — 21 cm. ISBN 88-215-0044-6.
c. 14 ed. versione integrale. — Cinisello Balsamo: San Paolo, 1995. — 22 cm. — (Capolavori; 28). ISBN 88-215-3101-5.

43. Quo vadis / traduzione di Imerio Moscardo. — Alba: Famiglia Cristiana, 1982. — 598 s.; 19 cm. Stanowi dodatek do: „Famiglia Cristiana: settimanale cattolico”.
Toż:
a. 1992. — 20 cm.
vol. 1. — VIII, 295 s.
vol. 2. — s. 297 –597.
b. Roma: Ed. Paoline, 1992. — 442 s.: ill.; 21 cm.
c. Cinisello Balsamo: Edizioni Paoline, 1992. — 598 s.; 19 cm.

Nagel, Ketty
44. Quo vadis?: romanzo / trad. Ketty Nagel. — Milano: Fratelli Treves, 1900. — 406 s.: il.; 21 cm.
Stanowi dodatek do: „Corriere illustrato della domenica”.

45. Quo vadis?: romanzo / trad. Ketty Nagel. — Milano: Fratelli Treves, 1900. — 379 s.; 18 cm. (Biblioteca amena; 579).
Toż:

a. Quo vadis?: romanzo / [trad. Ketty Nagel]; ill. da 54 diseg ni di Adriano Minardi. — Milano: Treves, 1901. — 461 s.: ill.; 24 cm.

b. [Trad. Ketty Nagel]. — 1906. — 463 s.: ill.; 25 cm. — ill. da 54 diseg ni di Adriano Minardi.

c. 17 miglialio. — 1911. — 19 cm. — (Biblioteca amena; 579).

d. [Trad. Ketty Nagel]. — 1913. — 429 s., [8] tav.; 4°. — Edizione cinematografica, cioè illustrata da quadri tratti dalle films della società italiana cines.

e. [Trad. Ketty Nagel]. — 1914. — 429 s., [8] tav.; 30 cm. — Edizione cinematografica, cioè illustrata da 78 quadri tratti dalle celebri films della Società italiana Cines.
f. 19. migliaio — 1914. — 19 cm. — (Biblioteca amena; 579).
g. 20. migliaio. — 1914. — 19 cm.
h. 1919. — 19 cm.
i. 1925. — 19 cm.
j. [Trad. Ketty Nagel]. — Treves, 1926. — 429 s., [7] c. di tav.: ill.; 31 cm. — Edizione cinematografica, cioè illustrata da 78 quadri tratti dalle celebri Films della società italiana Cines.
k. Treves, 1927. — 19 cm. — (I grandi scrittori italiani e stranieri).

Natoli, Domenico
[KOMIKS]

46. Quo vadis? / rid. e ill. di Domenico Natoli. — Milano: Laboratorio Chimico Farmaceutico E. Granelli, 1952. — 48 s.; 8 x 17 cm. — (Collana di libri celebri ridotti e illustrati; 9).

Oberosler, Giuseppe
[PRZEKŁAD OPARTY NA WERSJI F. VERDINOIS]
47. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / versione italiana purgata con note di Giuseppe Oberosler; illustrata dal pittore E. Gallieni. — Milano: Paolo Carrara, 1900. — 478 s.: ill.; 23 cm.
Toż:
a. Edizione purgata. 1900. (Biblioteca illustrata).
b. 1908. — 19 cm.
c. Sesto S.Giovanni: Madella &amp;amp; C., 1931. — 19 cm.

Onesti, Rosa
Zob. Calzecchi Onesti, Rosa Orsini, Luigi
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPARTA NA WERSJI BALDINI &amp;amp; CASTOLDI Z 1900 ROKU]
48. Quo vadis? / rid. di Luigi Orsini. — Brescia: La Scuola, 1949. — 300 s.: [17] c. di tav.: ill.; 23 cm.
Toż: 1953. — 300 s.: [14] c. di tav.: ill.; 22 cm. — (I libri sempre vivi).

Ottino Foglino, Lina
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPRACOWANA NA PODSTAWIE T. ZUCCONIEGO. WERSJA IDENTYCZNA, ALE SKRÓCONA W STOSUNKU DO WERSJI A. COCCI]
49. Quo vadis?: romanzo / trad. di Lina Ottino Foglino. — Milano: Ed. Cavallotti, 1952. — 184 s.; 16 cm. — (Smeraldo; 36).

[SKRÓCONE WERSJE ADAPTACJI OTTINO FOGLINO WYDANO ANONIMOWO W WYDAWNICTWACH AMZ i BRI]

50. Quo vadis? / ill. Roberto Molino. — Milano: AMZ Editrice, 1962. — 143 s.: ill.; 24 cm. — (Superbirilli).
Toż:
a. Cop. di B. Bodini. — ©1962. — 110 s., [4] c. di tav.: ill.; 24 cm. — (I birilli 3. ser; 41).
b. Cop. B. Bodini. — 3 ed. riv. e corr. — 1962. — 115 s., [4] c. di tav.: ill.; 24 cm.
c. 1963. — 115 s. [4] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (I classici per la gioventù).
d. 1967.
e. Cop. di B. Bodini. — 5 ed. riv.e corr. 1972. — 24 cm. — (I Birilli 3 ser; 41).

51. Quo vadis? / cop. e ill. Ivan Gongalov. — Nuova ed. — Milano: AMZ, 1983. — 119 s., [6] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (Nuovi birilli; 23).
Toż: 1985. — 119 s. — (Nuovi birilli).

52. Quo vadis? / cop. di C.A. Michelini; ill. R. Molino. — Milano: BRI, 1967. — 115 s.: il.; 25 cm. — (I classici per la gioventù)
Toż:
a. 1971.
b. 1971.
c. 1972.

Paganin Laurenzi, Marcella
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
53. Quo vadis? / a cura di Marcella Paganin Laurenzi; ill. Guy. — Torino: SAIE, 1969. — XVI, 400 s., [13] c. di tav.: ill.; 25 cm.
54. 1972. — XVI, 400 s., [12] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (Biblioteca dei ragazzi; 22).

Pananti, Carla
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]

55. Quo vadis? / trad. Carla Pananti; ill. Luigi Togliatto. — Torino: SEI (Società Editrice Internazionale), 1951. — 202 s.: ill.; 22 cm.

Toż:
a. 1953.
b. 1961. — 195 s. [4] c. di tav.: ill.
c. 1965.

Pastori, Giacomo
Por. Baldini &amp;amp; Castoldi

Perri, Francesco
[ADAPTACJA DLA DZIECI]

56. Quo vadis?: romanzo / narrato da Francesco Perri; ill. da Marina Battigelli. — Torino: UTET, 1940. — 122 s.: ill.; 25 cm. — (La Scala d’Oro Ser. 5; 4).

Toż:
a. 1942.
b. 1944.
c. 1958. — 25 cm. — (La Scala d’Oro Ser. V; 2).
d. 1978.

Pitta, Alfredo
[PARAFRAZA POWIEŚCI OPARTA NA NIEZIDENTYFIKOWANYM ŹRÓDLE]

57. Quo Vadis? / nuova traduzione integrale di Alfredo Pitta. — Roma: Editoriale Romana, 1940. 559 s.; 21 cm. — (Delta)

Toż: 1944.

Premoli, Palmiro
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA ANGIELSKIEGO OPARTY NA WERSJI J. CURTINA]
58. Quo vadis: racconto storico dei tempi di Nerone / trad. italiana di Palmiro Premoli e Francesco Groppetti; ill. di G. Marchi. — Lodi: Tipografi a Editrice E. Wilmant, 1900. — 496 s., [20] c. di tav.: ill.; 20 cm.

59. Quo vadis / nuova traduzione di Palmiro Premoli; con 65 illustrazioni originali di Luca Fornari. — Milano: Società Ed. Milanese, [19-]. — 544 s.: ill.; 24 cm. — (Biblioteca romantica illustrata).

Toż:
a. Quo vadis...?: racconto del tempo di Nerone. — Società Ed. Milanese Educativa, [19..?]. — 468 s.: 19 cm.
b. trad. perfetta dal testo polacco. — 1906. — 25 cm.
c. 1907. — 544 s.; 23 cm.
d. 1910.

60. Quo vadis?: romanzo. — Milano: Casa Editrice Bietti, 1933. — 418 s.; 20 cm. — (Biblioteca internazionale, 152).
Toż:
a. 1941. — 418 s.; 19 cm. — (Nuovissima collezione letteraria; 124).
b. Quo vadis?: romanzo. — Milano: Bietti, 1946. — 418 s.; 19 cm.
c. 1951.
d. 1953.
e. 1959. 18 cm. (Folgore).
f. 1961. — 421 s.; 18cm.
g. 1964.

Racowska, Maria
Por. Fabietti Ettore

Rickler, Ruggero
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
61. Quo Vadis? / ill. Gianni Benvenuti. In cofanetto con: Ben-Hur e Fabiola. — Milano: Ed. Piccoli, 1983. — 319 s. — (Grande Biblioteca della Volpe).

62. Quo Vadis?. — Milano: Accademia, ©1983. — 319 s.: ill.; 24 cm. — (I romanzi classici).

Rios, Irma
63. Quo Vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / nuova versione italiana di Irma Rios. — Milano: Casa Editrice B. Manzoni (Casa Editrice Internazionale), 1901. — 431 s.; 21 cm. — (Biblioteca economica rèclame illustrata). Zawiera reklamy.

Rossi, Anita
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
64. Quo vadis? / a cura di Anita Rossi; ill. Alvaro Mairani, C. Galleni. — Bologna: Ed. G. Malipiero, 1955. — 165 s.; [4] c. di tav.; 8°.
Toż:
a. 1955. — 164 s.: ill.; 25 cm. — (Galleria dei grandi romanzi ; 38).
b. ill. Alvaro Mairani, A. D’Agostini. — Ozzano Emilia: G. Malipiero, 1967. — 154 s., [4] p. tav.: lil.; 25 cm. — (Galleria dei grandi romanzi; 38).
c. ill. Alvaro Mairani, A. D’Agostini. — G. Malipiero, 1968. — 154 s., [4] c. di tav.; 25 cm
d. ill. Alvaro Mairani, A. D’Agostini. — Ozzano Emilia: G. Malipiero, 1969. — 154 s., [4] c. di tav.; 25 cm. — (Bibliotic. Romanzi; 3) (Topobiblo).
e. 1969. — 154 s.: ill.; 25 cm. — (Galleria dei grandi romanzi; 38).
f. 1970. — 154 s., [4] p. tav.: ill.; 25 cm. — (Galeria dei grandi romanzi; 38).
g. ill. Alvaro Mairani, A. D’Agostini. — Ozzano Emilia (Bolog na): G. Malipiero, 1973. — 154 s., [4] c. di tav.; 25 cm. — (Bibliotic).

Rovinelli, Attilio
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPARTA NA PRZEKŁADZIE P. V ALERY]
65. Quo vadis? / trad. Attilio Rovinelli; ill. Albertarelli. — Milano: Carroccio, 1953. — 159 s., [8] c. di tav.; 26 cm. — (Fantasia; 17).
Toż:
a. Carroccio-Aldebaran, 1958. — 161 s., [3] c. di tav.: ill.; 23 cm. — (Fiordaliso; 2).

b. Bolog na: Carroccio, 1961. — 161 s., [4] c. di tav.: ill.; 20 cm. — (Collana Mughetto).

Salvadori, Enrico
Por. Migliarini Bellezza, Alessandra
66. Quo vadis? / nuova traduzione ad uso della gioventù e delle famiglie del prof. Enrico Salvadori; con introduzione storica archeologica del prof. Orazio Marucchi e con una pianta topografica di Roma dei tempi di Nerone. — Roma: Desclée, Lefebvre &amp;amp; C.; [Torino]: Paravia, 1901 (dr. 1900). — XXXIX, 497 s., [1] c. di tav. ripieg.: c. geogr.; 20 cm.
Toż:
a. 2 ed. riv. e corr. — Roma: Desclée, Lefebvre &amp;amp; C.; [Torino]: G.B. Paravia &amp;amp; C., 1901 — [Brak mapy].

b. 3 ed. riv. e corr. — 1908. — 19 cm.
c. Quo vadis?: romanzo storico. — 5 ed. riv. e corr. — Roma [etc.]: Desclée e C.; [Torino]: G. B. Paravia, 1913.

d. Quo vadis?: romanzo storico. — 6 ed. — Roma: Desclée, Lefebvre; Torino: Lattes, 1914. — 19 cm.

e. 7 ed. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1923. — XXXII, 413 s.: ill.; 23 cm.

f. [ill. originali di Jan Styka]. — 8 ed. riv. e corr. (2. di questa Società). — [Torino]: Società Editrice Internazionale, 1925. — XXXII, 413 s.: ill., 1 c. geogr. di Roma ai tempi di Nerone; 23 cm.

g. [ill. originali di Jan Styka]. — 8 ed. riv. e corr. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1930. — XXXII, 413 s., [11] c. di tav.: ill.; 23 cm.

h. [ill. originali di Jan Styka]. — Nuova ed. riv. e corr. — [Torino]: Società Editrice Internazionale, 1933. — XXXII, 413 s, [12] c. di tav.; 23 cm.
i. Nuova ed. riv. e corr. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1939. — XXXII, 413 s., [12] c. di tav.; 8°.
j. [ill. originali di Jan Styka]. — Ristampa della nuova ed. riv. e corr. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1941. — 413 s., [7] c. di tav.: il.; 23 cm.
k. Quo vadis?: romanzo storico. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1944. — XXXII, 413 s.: tav.; 23 cm.
l. tav. fuori testo del pittore Jan Styka. — Nuova ed. riv. e corr. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1950. — XXXII, 413 s., [11] k. tabl.: il.; 23 cm.
m. [ill. originali di Jan Styka]. — Nuova ed. riv. e corr. — Torino: Società Editrice Internazionale, 1952. — XXXII, 413 s., [11] c. di tav.: ill.; 23 cm.
n. Torino: SEI, 1956. — XXXII, 413 s., [12] c. di tav.: ill.; 21 cm.

Sgarbossa, Mario
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY OPARTA NA WERSJI T. ZUCCONIEGO]
67. Quo vadis? / riveduto e condensato da Mario Sgarbossa; ill. Yasminka. — Firenze: Salani, 1973. — 253 s.: il., tab.; 24 cm. — (I grandi libri N.S; 55).

Toschi, Gastone
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
68. Quo vadis?: romanzo / versione di G. Toschi. — Milano: Ed. La Sorgente, 1953. — 191 s., [6] c. di tav.; 23 cm
Toż:
a. 1953. — 189 s., [3] s.; 23 cm.
b. 1954. — 189 s., [7] c. di tav.: ill. — (Teen Agers; 13).
c. 1956. — 189 s., [6] c. di tav.: ill. — (Teen Agers).
d. 1959. — 154, [1] s., [6] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (Folgore; 21).
e. 1968. — 147, [5] p. tav.: ill.; 26 cm. [ilustracje barwne na podstawie kadrów z filmu LeRoya]

f. 1970.
g. 1975. — 147 s., [4] c. di tav.: ill.; 24 cm. — (Quadrifoglio).

69. Quo vadis?: romanzo / trad. Gastone Toschi. — Milano: Bietti, 1959. — 418 s.; 18cm. — (Folgore).
Toż: 1961. — 421 s.

Treves, Eugenio
[ADAPTACJA DLA DZIECI]

70. Quo vadis?: romanzo / narrato da Eugenio Treves; ill. da Marina Battigelli. — Torino: UTET, 1936. — 122 s.: il.; 26 cm. — (La Scala d’Oro Ser. 5; 4).

Toż: 1936. — 124 s.; 8°.

Valera, Paolo
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA ANGIELSKIEGO NA PODSTAWIE WERSJI J. CURTINA]
Zob. także Rovinelli, Attilio
71. Quo vadis: narrazione del tempo di Nerone / trad. italiana di Paolo Valera. — Milano: Sonzogno, dr. 1900. — 391 s.; 18 cm. — (Biblioteca romantica economica; 293).
Toż:
a. Società Editrice Sonzog no, 1915. — 391 s.; 18 cm.
b. Società Editrice Sonzog no, 1925. — (Collezione Sonzog no; 3).
c. Società Editrice Sonzog no, 1926. — 18 cm. — (Collezione Sonzog no; 3).
d. Ristampa ed. precedente 1926. — Società Editrice Sonzogno, 1951. — 19 cm. — (Collezione Sonzog no; 7).

Valle, Guglielmo
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
72. Quo vadis? / a cura di Guglielmo Valle. — Brescia: La Scuola, 1958. — 202 s.: [6] k. tab.: il.; 24 cm.
Toż:
a. 2 ed. — 1962. — (Classici di ogni tempo per i ragazzi).
b. 3 ed. — 1966. — [3] c. di tav. — (Classici diogni tempo per i ragazzi).
c. 1968. — 125 s.: ill.; 22 cm. — (I primi) [wersja skrócona].
d. 1969. — 125 s.: ill.; 22 cm. — (I primi) [wersja skrócona].

e. ill. Carlo Galleni. — 4 ed. rinn. — 1972. — 203 s., tav. — (Millelibri. I classici; 30).

f. 1977. — 125 s.: ill.; 22 cm. — (I primi) [wersja skrócona].

Verdinois, Federigo
Por. Arabia Vincenzo; Oberosler Giuseppe
73. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / prima versione italiana autorizzata dall’autore trad. F. Verdinois // Corriere di Napoli. — 2.10.1898–20.0 2.1899.

74. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / prima versione italiana autorizzata dall’autore di Federigo Verdinois. — Napoli: Libreria Detken &amp;amp; Rocholl, 1899. — XVII, 524 s.; 19 cm.
Toż:
a. 2. ed. — 416 s.; 18 cm.
b. 3. ed. — Detken &amp;amp; Rocholl. — 479 s.; 20 cm.
c. 4. ed. — Detken &amp;amp; Rocholl. — 479 s.; 20 cm.
d. 5. ed. — 479 s.: 1 portr.; 20 cm.
e. 6. ed. — Detken &amp;amp; Rocholl. — 479 s., [3] c. di tav.: il.; 20 cm.
f. Versione italiana di Federigo Verdinois: unica autorizzata dall’autore. — 1900. — 479 s.: 1 ritr.; 19 cm.
g. Versione italiana di Federigo Verdinois: unica autorizzata dall’autore. — Nuova ed. riveduta e purgata. — Napoli: Detken e Rocholl, 1900. — XVI, 440 s.: 1 ritr.; 19 cm.
h. Versione italiana di Federigo Verdinois. — Nuova ed. economica pubblicata
il 22 decembre 1900. — 1901. — 479 s., [1] c. di tav.: ill.; 19 cm.
i. 1908.
j. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / versione italiana di Federigo Verdinois unica autorizzata. — Napoli: Libreria Detken &amp;amp; Rocholl: B. Johannowsky, 1914. — [6], 479 s.: 1 ritr.; 17 cm.

k. 1924. — [4], 479 s.: 1 ritr.; 17 cm.

75. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / versione italiana di Federigo Verdinois unica autorizzata dall’autore. — Ed. riv. e purgata ad uso della gioventù e delle scuole con approvazione ecclesiastica. — Napoli: Libreria Detken &amp;amp; Rocholl, 1909. — XVI, 440 s.: 1 ritr.; 19 cm.

PLAGIAT WERSJI F. VERDINOIS

76. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / ill. del prof. Fabio Fabbi. — Milano: Gloriosa, 1921. — 286 s.: ill.; 28 cm.

Toż: 1923. — 29 cm.
PLAGIAT PRZEKŁADU F. VERDINOIS
77. Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone. — Roma: Editoriale Romana, 1944. — 398 s.; 23 cm.

Villa, Carlo
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]

78. Quo vadis?: romanzo / trad. dal testo polacco di Carlo Villa. — Milano: Ed. Giachini, 1953. — 290 s.: ill.; 21 cm. — (I grandi romanzi illustrati; 1).

Toż: Quo vadis?. — Giachini. — 288 s.: il.; 21 cm.

Zucconi, Tito
[PRZEKŁAD Z JĘZYKA ANGIELSKIEGO NA PODSTAWIE WERSJI J. CURTINA]
Por . także Banti Rita, Coccia Alfredo, Collini Clara, Ottino Foglino Lina, Sgarbossa Mario
79. Quo vadis?: romanzo storico del tempo di Nerone / versione italiana con note del prof. Tito Zucconi. — Firenze: A. Salani, 1900. — 2 vol.: ill.; 19 cm.
T. 1. — 256 s., [1] c. di tav. — (152).
T. 2. — 304 s., [1] c. di tav. — (153 ).
Toż:
a. disegni di Carlo Jouas e Carlo Chiostri. — Tip. Adriano Salani Edit., 1905. — 520 s.: 1 ritr.
b. 1907. — (Biblioteca Salani illustrata)
T. 1. — 256 s.
T. 2. — 304 s.
c. 1915. — 636 s.: tav.; 16 cm — (Collezione Salani Romanzi; 22)
d. Salani, 1916. — 396 s., [1] c. di tav.: ill.; 16 cm.
e. 1916. — (Biblioteca Salani illustrata).
T. 1. — 256 s.
T. 2. — 304 s.
f. Salani, 1920. — 636 s.; 16 cm.
g. Salani, 1922. — 636 s., 1 c. di tav.: ill.; 16 cm. — (Collezione Salani; 22).
h. 1923. — 566 s.; 16°.
i. Salani, 1924. — 636 s.; 16 cm.
j. Disegni dei pittori Carlo Jouas e Carlo Chiostri. — 1926. — 520 s.: ill.; 22 cm.
k. 1927. — 432 s.; 19 cm.

l. [Trad. Tito Zucconi]. — 1929. — 636 s., [1] c. di tav.: ill.; 16 cm. — (Collezione Salani; 22).

m. 1931. — 636 s., [1] c. di tav.: ill.; 16 cm. — (Collezione Salani).
n. (dr. 1934). — 432 s.; 19 cm.
o. (dr. 1934). — 636 s., [1] c. di tav.: ill.; 17 cm.
p. [Firenze]: Salani (dr. 1953). — 396 s.; 16 cm. — (Grandi romanzi Salani; 157).
[wydanie skrócone]

80. Quo vadis?: edizione per la gioventù / [trad. Tito Zucconi]. — Firenze: A. Salani, 1938. — 576 s., [1] c. di tav.: ill.; 16 cm. — (Biblioteca delle sig norine; 28).
81. Quo vadis? / trad. e note di Tito Zucconi. — Milano: A. Mondadori, 1984. — 651 s.; 18 cm.
Toż:
a. Quo vadis?: romanzo storico del tempo di Nerone. — A. Mondadori. — 394 s.; 20 cm. — (I grandi romanzi; 2).
b. 1996. — XIV, 387 s.; 20 cm. — (Leggere i classici; 45). — ISBN 88-04-41721-8.
c. introduzione di Witold Gombrowicz. — 2001. — XX, 651 s.; 19 cm. — (Oscar classici; 541). — ISBN 978-88-04-49577-2. — ISBN 88-04-49577-4.

d. 2016. — XX, 652 s.; 19 cm. — (Oscar classici; 75). — ISBN 978-88-04-67 085-84.

BIBLIOGRAFIA PRZEKŁADÓW O NIEUSTALONYM AUTORSTWIE — UKŁAD WEDŁUG WYDAWNICTW, SZEREGOWANIE CHRONOLOGICZNE

ACCADEMIA (Milano)
[por. Rickler, Ruggero]

A.L.I.
82. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone / traduzione integrale. — [S. l.]: A.L.I, [19..]. — 397 s.; 20 cm

AMZ Editrice (Milano)
[por. Ottino Foglino, Lina]

A.R.A. (Agenzia Religiosa Artistica) di G.Gasparini
[por. Baldini Castoldi &amp;amp; C.]

Baldini Castoldi &amp;amp; C.
[prawdopodobnie przekład Borellego, Francesconiego i Giovannetti (piszącej pod pseudonimem Irma Rios)]

83. Quo vadis: racconto storico dei tempi di Nerone / Henryk Sienkiewicz. Nuova versione italiana. — Milano: Baldini Castoldi &amp;amp; C., 1900. — 416 s.; 19 cm.

Toż:
a. 2 ed. nuova versione italiana.
b. 3 ed. nuova versione italiana. — Baldini &amp;amp; Castoldi. — 18 cm.
c. 4 ed. rist. — 1901. — 19 cm.
d. 6 ed. rist. — Baldini &amp;amp; Castoldi, 1903. — 420 s.
e. 7 ed. rist. — Baldini &amp;amp; Castoldi, 1912. — 394 s.; 20 cm.
f. Baldini &amp;amp; Castoldi, 1924. — 373 s.; 20 cm.

PLAGIAT WERSJI BALDINI &amp;amp; CASTOLDI Z 1900 ROKU
84. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / Enrico Sienkiewicz. — Nuova versione italiana. — Milano: Società Anonima Editrice “La Poligrafi ca”, 1900. — 416 s.; 20 cm.

85. Quo vadis? — Firenze: Casa Ed. Italiana Quattrini, 1913. — 226 s.; 16°. — (Biblioteca amena Quattrini; 46).

Skrócony plagiat.

OCENZUROWANY PLAGIAT PRZEKŁADU BALDINI &amp;amp; CASTOLDI Z 1900 ROKU

86. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone / espurgato e ridotto ad uso della gioventù, dal sac. Giacomo Pastori. — Milano: Benedetto Bacchini, 1903. — 416 s.; 19 cm.

WERSJA OCENZUROWANA NA PODSTAWIE WERSJI BALDINI &amp;amp; CASTOLDI Z 1900 ROKU
87. Quo vadis...?: racconto del tempo di Nerone. — Milano: A. R. A. di G. Gasparini, 1934. — 479 s., [6] c. di tav.: ill.; 20 cm

88. Quo vadis...?: racconto del tempo di Nerone. — Milano: “La S. Paolo” Agenzia Religiosa Artistica di Giuseppe Gasparini, 1931. — 483 s.; 19 cm.

Toż: 1945.

B.E.A. (Milano)
[MINIATUROWA ADAPTACJA POWIEŚCI PODZIELONA NA 6 ZESZYTÓW]
89. Quo vadis? Libro 1: La schiava misteriosa. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.
Toż:
a. Quo vadis? Libro 2: Il rapimento di Licia. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.
b. Quo vadis? Libro 3. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.
c. Quo vadis? Libro 4. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.
d. Quo vadis? Libro 5: La persecuzione. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.
e. Quo vadis? Libro 6. — Milano: B.E.A. 195[.]. — 15 s.; 7,5 cm.

BRI (Milano)
[por. Ottino Foglino, Lina]

Casini (Milano)
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
90. Quo vadis? / ill. di Salvatore Pezone. — Versione integrale. — Milano: Casini, 1987. — 287 s., [6] c. di tav.: ill.; 25 cm. — (I classici).

C.D.C. (Milano)
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
91. Quo vadis: romanzo storico: riduzione. — Milano: C.D.C; Madrid: S.A.P.E, ©1986. — 376 s.; 20 cm. — (I grandi geni della letteratura universale). — ISBN 84-401-1436-2.

92. Quo vadis: romanzo storico: riduzione. — Genève: © Èditions Ferni, 1972. — 376 s.; 18 cm — (na licencji C.D.C. Milano).

CDE (Milano)
93. Quo vadis?: romanzo storico del tempo di Nerone. — Milano: CDE (dr. 1984). — 554 s.; 21 cm.

Casa Ed. Italiana Quattrini (Firenze)
[por. Baldini Castoldi &amp;amp; C.]

Edicola San Paolo (Alba)
[KOMIKS]
94. Quo vadis / scen. Renata Gelardini; ill. Rodolfo Torti. — 48 plansz kolorowych // Il Giornalino: Il grande giornale dei ragazzi. — 1 III 1981, n. 9 –19 III 1981, n. 16.
a. [cz. 1] //. — n. 9, s. 32–37
b. [cz. 2] //. — n. 10, s. 30–35
c. [cz. 3] //. — n. 11, s. 6–11
d. [cz. 4] //. — n. 12, s. 6–11
e. [cz. 5] //. — n. 13, s. 32–37
f. [cz. 6] //. — n. 14, s. 30–35
g. [cz. 7] //. — n. 15, s. 6–11
h. [cz. 8] //. — n. 16, s. 30–35.
[Czasopismo wydawane przez Edicola San Paolo]

Ed. Paoline (Cinisello Balsamo, Roma, Vicenza)
Zob. poz. 42, 43, 102.

Editoriale Romana (Roma)
[por. Verdinois, Federigo]

Fratelli Melita / Fratelli Melita Editori (La Spezia)
[ADAPTACJA DLA MŁODZIEŻY]
95. Quo vadis? / ill. di Salvatore Pezone. — La Spezia: Fratelli Melita [1987]. — 287 s.: ill; 25 cm. — (I classici).
Toż: Fratelli Melita Editori, 1991. — 287 s.: ill., 6 c. di tav. ; 25 cm.

Gloriosa (Milano)
[por. Verdinois, Federigo]

I.M.O. (Roma)
96. Quo vadis. — 70 plansz czarno-białych, 422 kadry // I vostri Film-Romanzo. — Anno I, 20 XII 1954, nr 22. — 70 s.
Czasopismo wydawane przez I.M.O.
Toż: // I vostri Film-Romanzo. — IV 1961, nr 62 — [wydawnictwo Nova].
Fotokomiks.

Istituto Missionario Pia Società San Paolo (Roma)
Zob. poz. 102.

La S. Paolo, Agenzia Religiosa Artistica di Giuseppe Gasparini
[por. Baldini Castoldi &amp;amp; C.]

Libreria Roux di R. Streglio (Torino)

97. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone. — Torino: Libreria Roux di R. Streglio, 1900. — 416 s. ; 19 cm.

Mondadori (Milano)

98. Quo vadis? // Riduzione di Augusto Mig nucci, illustrazioni di Sergio Toppi. “Topolino”. — 1958.

Cz. 1: Nr 200, s. 115–119.
Cz. 2: Nr 201, s. 115–130.
Czasopismo wydawane przez Mondadori.
Panini Franco Cosimo (Modena)

99. Quo vadis? Modena: Panini Franco Cosimo, 1995. — 144 s. — (I superclassici). — ISBN 8876865632.

Paoline (Alba, Roma, Vicenza)
Zob. poz. 102.

Pia Società San Paolo / Pia Società Figlie di San Paolo (Alba, Catania, Messina, Roma)
Zob. poz. 102.

Ponte Sisto (Roma)
[przedruk wersji F. Bideriego]
100. Quo vadis? — Roma: Ponte Sisto, 2016. — 528, [2] s.: ill.; 24 cm. — (Ombre). — ISBN 978-88-992 90-17–7.

S.A.P.E. (Madrid)
Zob. C.D.C. (Milano)

S.A.S. (Torino)
101. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone. — [Torino]: S.A.S [1946?]. — 636 s.; 17 cm.

San Paolo (Cinisello Balsamo)
Zob. poz. 42.

Scuola Tipografica Editrice (Alba)

102. Quo vadis?: racconto storico dei tempi di Nerone. — Nuova ed. interamente riv. —
Alba: Scuola Tipografi ca Editrice, 1923. — 367 s.; 20 cm. — (T.E.L; 87).

a. Ed. 3. — Alba ; Roma: Pia Società San Paolo, [19..]. — 487 s.: ill. ; 19 cm.

b. Quo vadis?: romanzo storico dei tempi di Nerone. — Alba; Roma; Catania: Pia Società San Paolo, [193.]. — 525 s.; 18 cm.

c. Alba; Messina; Roma: Pia Società San Paolo, 1934. — VII , 600 s.
d. Roma; Alba: Pia Società Figlie di San Paolo, 1938. — 444 s.; 21 cm.
e. Roma: Istituto Missionario Pia Società San Paolo, 1942. — 531 s.; 19 cm.
f. Roma [etc.]: Istituto Missionario Pia Società San Paolo, 1944. — 471 s. — (Aquila).
g. Alba [etc.]: Pia Società San Paolo, 1946. — 636 s.; 18 cm. — (La spiga; 1).
h. Alba: Paoline, 1950. — 643 s.; 18 cm. — (La spiga; 1).
i. [s. l.]: Paoline, 1953. — 455 s., [11] c. di tav.; 22 cm.
j. Roma: Ed. Paoline, 1955. — 467 s.: il.; 21 cm.
k. Vicenza: Ed. Paoline, 1956 (Tip. Pia Soc. S. Paolo). — 551 s.; 19 cm. — (I libri del focolare; 15).
l. Vicenza: Ed. Paoline, 1958.
m. Alba: Ed. Paoline, 1959. — 455 s., [16] c. di tav.: ill.; 21 cm.
n. 4 ed. — Vicenza: Ed. Paoline, 1961. — 547 s.; 19 cm.
o. 5 ed. — Vicenza: Ed. Paoline, 1962. — 471 s.; 19 cm. — (I libri del focolare; 15).
p. Vicenza: Ed. Paoline, 1964. — 472 s., 15 cm.
q. 7 ed. — Vicenza: Paoline, 1965. — 472 s.; 19 cm. — (I libri del focolare; 15).
r. 8 ed. — Vicenza: Paoline, 1967.
s. Vicenza: Ed. Paoline, 1971. — 472 s.; 17 cm. — (I libri del focolare; 15).
t. 10 ed. — Vicenza: Ed. Paoline, 1975. — 498 s.; 19 cm. — (I libri del focolare).
u. 11 ed. — Roma: ed. Paoline, 1978. — 498 s.; 19 cm. — (I libri del focolare; 15 ).

SEPIM
[KOMIKS]
103. Quo vadis?: libera riduzione dal romanzo / scen. A. Reanda; ill. Milano: SEPIM, 1967. — 182 s.: 180 plansz czarno-białych; 18 cm. — (Collana Romanzi Celebri: CRC; 8).

Società Anonima Editrice “La Poligrafica” (Milano)
[por. Baldini Castoldi &amp;amp; C.]

Stamperia Nazionale Braille (Firenze)
104. Quo vadis? — Firenze: Stamperia Nazionale Braille, [19..]. — 35 cm.
T. 1. — 208 s.
T. 2. — 210 s.
T. 3. — 206 s.
T. 4. — 230 s.
T. 5. — 214 s.
T. 6. — 198 s.
Tekst tylko brajlem.

Universo S. R.L. (Milano)
[ KOMIKS]
105. Quo vadis? / scen. L. Gins; ill. Giulio Bertoletti // Grand Hotel. — 14 III 1964, nr 925 — 1 VIII 1964, nr 945.
Toż: (wydaw. zwarte) Milano: Universo S.R.L., 1967. — 64 s. — (I romanzi di Grand Hotel; 128).
Czasopismo wydawane przez Universo S.R.L.</document>
<document nplp_id="11417" title="Materiały i&amp;nbsp;metody" slug="materialy-i-metody">Ogromny materiał tekstowy, jakim są przekłady i adaptacje rzymskiej powieści Sienkiewicza na język włoski, jest bardzo trudny do usystematyzowania za pomocą tradycyjnych metod literaturo- czy przekładoznawczych. Zadanie to komplikują dodatkowo opisane w poprzednich rozdziałach nieuczciwe praktyki stosowane nagminnie przez włoskich wydawców (plagiaty, parafrazy i przeróbki wcześniejszych tłumaczeń), kłamliwe informacje podawane na stronach tytułowych (np. „tłumaczenie całkowite”, gdy w rzeczywistości chodzi o skrót), a także obecność w obiegu czytelniczym bardzo licznych adaptacji dla dzieci i młodzieży. Nierzadko to samo wydawnictwo w kolejnych publikacjach tego samego przekładu raz podawało nazwisko tłumacza, a innym razem — nie. Z drugiej strony teksty sygnowane nazwiskiem tego samego tłumacza niekoniecznie są identyczne. Wszystko to sprawia, że wspomożenie tradycyjnej analizy jakościowej tekstu analizą ilościową (distant reading) wydaje się w tym przypadku szczególnie pożądane.

Twórcą pojęcia distant reading był włoski (czy może włosko-amerykański) kulturoznawca Franco Moretti, który od końca ubiegłego stulecia „sprzedawał” swoje „makroanalityczne” spojrzenie na literaturę. Najpierw pisał o „geografii” literackiej, zarówno tej w świecie przedstawianym (np. miejsca pochodzenia negatywnych bohaterów w powieściach Dickensa czy miejsca akcji w utworach Balzaca), jak i realnym (trendy wydawnicze w różnych krajach). Już w swej pierwszej wyraźnie „dystansowej” pracy nie ominął zagadnień translatologicznych, bo pisał o drogach dyseminacji przekładów na kontynencie europejskim (1997). Badania literatury metodami ilościowymi, ekstratekstualnymi (bazującymi na danych np. o czasie, miejscu i liczbie wydań) i intratekstualnymi (koncentrującymi się na elementach językowych tekstu) Moretti stosował na Stanford University, gdy wraz z Mattem Jockersem założył Stanford Literary Lab, czyli „laboratorium literaturoznawcze”. Zaowocowało to dalszymi i głośnymi publikacjami, z których jedna doczekała się nawet przekładu polskiego (2016). Jak pisze amerykański kolega Morettiego, makroskopowe traktowanie literatury — oparte nie (tylko) na tekstach, ale i na metadanych, czyli na najróżniejszych informacjach zewnętrznych dla bardzo  wielu tekstów, to nowa szansa dla jej historyków, bo może im ułatwić odpowiedzi na liczne pytania o ewolucję stylu w literaturze; o istnienie „narodowych” cech literackich i o ich losy w kontekście literatury powszechnej; o przepływ inspiracji literaturami narodowymi; czy o istnienie (lub nie) kanonów literackich (Jockers 2013: 28).

Warto jednak podkreślić, że stylometria — drugi element metody przyjętej w prezentowanych w tym rozdziale badaniach — jest znacznie starsza od distant reading. Jej początków można dopatrywać się co najmniej pod koniec dziewiętnastego wieku, gdy Wincenty Lutosławski ustalał chronologię dialogów Platona, zliczając wybrane cechy stylistyczne tego działu twórczości greckiego filozofa (1897). Gdy do arsenału stylometrów trafiły komputery, okazało się, że „sygnały” chronologiczne i – jeszcze lepiej — autorskie dokładniej wykrywa się, licząc znacznie łatwiej dostępne (dla komputera) elementy tekstu: zwykłe frekwencje słów, i to słów najmniej „znaczących”, bo „gramatycznych” — tych, które występują najczęściej w każdym języku naturalnym: zaimków, przyimków, czasowników modalnych... Atrybucja autorska tekstów stosuje takie podejście do tekstu przynajmniej od przełomowej pracy Mostellera i Wallace’a, w której w ten właśnie sposób udało się przypisać anonimowe nowojorskie teksty ulotne z czasów kampanii o ratyfikację Konstytucji Stanów Zjednoczonych konkretnym ojcom założycielom (1964). I choć tradycyjnemu literaturoznawcy model języka oparty na bag of words („worku ze słowami”) może wydawać się zupełnie nieodpowiedni w badaniach nad literaturą piękną, liczne badania tekstów literackich wykazują, jak trudno autorowi ukryć własny, bardzo charakterystyczny „odcisk palca” — z tym że tu zamiast z liniami papilarnymi mamy do czynienia z frekwencjami najczęściej używanych w danym języku słów.

Ponieważ z opisanych w tym rozdziale metod właśnie ta wymaga najwięcej wiedzy specjalistycznej, a równocześnie wydaje się najmniej zgodna z intuicją tradycyjnego literaturo- czy przekładoznawcy, warto nieco dokładniej przybliżyć jej założenia i sposób działania.

A założenia są takie: różne elementy językowe — nawet te, które wydają się pozbawione znaczenia w potocznym tego słowa znaczeniu, a więc spójniki, przyimki itp. — stosowane są przez każdego użytkownika w pewien indywidualny sposób. Ich policzenie i porównanie ich częstości metodami analizy wielowymiarowej (bo ciągi częstości np. 100 najczęstszych słów dają od razu 100 wymiarów) pozwala na grupowanie tekstów pod kątem autorstwa. I nie tylko, bo gdy frekwencje takich najczęstszych słów połączą ze sobą teksty indywidualnych autorów, bardzo często — szczególnie przy większych korpusach — pogrupują z kolei tych autorów w większe związki: chronologiczne, rodzajowe, nawet genderowe... Dlaczego? Do końca nie wiadomo. Może dlatego, że te sto najczęstszych słów w każdym języku naturalnym stanowi mniej więcej połowę objętości każdego z tekstów. O ile językoznawcy wiedzą z prawa Zipfa, że w każdym języku naturalnym jest stosunkowo niewiele bardzo częstych słów, a za to wiele bardzo rzadkich, o tyle literaturoznawcom John Burrows musiał już dawno przypomnieć, że „badając [w sposób tradycyjny] dzieła literackie, zachowujemy się tak, jak gdyby jednej trzeciej, dwóch piątych czy nawet połowy materiału po prostu w nich nie było” (Burrows 1987: 1). A tymczasem właśnie tu, w statystyce nie skrzydlatych, tylko na pozór „nieważnych” słów kryje się zapewne tajemnica indywidualnego stylu pojedynczego artysty, epoki, gatunku... Może właśnie dlatego niewidzialne „gołym okiem” różnice między nimi stają się bardzo znaczące, gdy zastosuje się do nich filtr analizy wielowymiarowej. Zwykle już 100 najczęstszych słów w zupełności wystarcza jako papierek lakmusowy atrybucji autorskiej. I choć obowiązuje zasada „im więcej, tym lepiej”, w praktyce statystyka wysyca się — a wyniki stają się bardzo stabilne — na poziomie 1000–2000 słów (Rybicki, Eder 2011; Eder 2015). Warto podkreślić, że analiza frekwencji najczęstszych słów nie poszukuje identycznych czy podobnych kolokacji, lecz zlicza słowa pojedyncze — można powiedzieć: wyrwane z kontekstu.

Szczegółowe wyjaśnienia metodologiczne warto połączyć z opisem działania wykorzystanego przeze mnie pakietu stylo (Eder i wsp. 2016), napisanego dla środowiska oprogramowania statystycznego R Core Team 2017, który stanowił podstawę analizy stylometrycznej w prezentowanych badaniach. Otóż pakiet pobiera wersje elektroniczne wszystkich tekstów badanego korpusu; każdy tekst dzielony jest na pojedyncze słowa; tak tworzy się swoisty leksykon całego zbioru tekstów. Następnie dla każdego ze słów liczy się jego częstość w korpusie, co z kolei pozwala na sporządzenie rangowej listy frekwencyjnej. Do dalszej analizy wybiera się odpowiednią liczbę najczęstszych słów (w badaniach opisanych w tym studium wybrano ich 1000). Następnie częstości tych 1000 słów liczone są w każdym tekście z osobna; w ten sposób każdemu z tekstów odpowiada teraz 1000-elementowy ciąg frekwencji. Potem trzeba porównać te ciągi metodą „każdy z każdym” i tym samym wyznaczyć miary odległości — różnicy — między tekstami. Spośród licznych miar stosowanych w stylometrii w niniejszym badaniu wykorzystano bardzo skuteczny wariant pierwotnego wzoru tzw. Delty Burrowsa (Burrows, „Delta...” 2002), w którym zastosowano kosinus kąta między wektorami częstości słów dla każdej pary tekstów (Smith, Aldridge 2011). „Delta kosinusowa” (∆&amp;lt;) dla dwóch tekstów T i T1 mierzy więc kąt &amp;lt; (im mniejszy, tym te teksty są bardziej do siebie podobne):



wyliczany na podstawie podobieństwa kosinusowego tzw. standaryzacji Z dwóch wektorów
x = z(T) i y = z(T1):



gdzie ns to liczba badanych słów, a z(T) to wartość standaryzacji Z częstości słów
w tekście T, liczona wzorem:



gdzie z kolei fs(T) to częstość bezwzględna słowa s w tekście T, μs to średnia częstość słowa s w zbiorze tekstów, do którego należy tekst T, a σs to odchylenie standardowe częstości słowa s w tym samym zbiorze tekstów; właśnie standaryzacja Z jest odpowiedzialna za uniezależnienie wyników od rozmiarów próbki — w realistycznych granicach, bo teksty muszą być wystarczająco długie (Eder 2015, Evert i wsp. 2017). Jak już powiedziano powyżej, miara odległości ∆&amp;lt; liczona jest dla każdej pary tekstów, co dla całego zestawu tekstów daje macierz odległości w całym korpusie. I choć już poszczególne wartości  macierzy pokazują, które teksty są do siebie podobne, a które nie, najczęściej stosuje się dwuwymiarowe wizualizacje, sporządzane za pomocą metod statystycznych — takich jak analiza skupień, która łączy ze sobą najbardziej podobne teksty w ramach całej kolekcji. Tak oto wielowymiarowa przestrzeń stworzona przez teksty całego korpusu i wszystkie użyte w analizie słowa zostaje zredukowana do czegoś, co można przedstawić graficznie na wykresach. To właśnie dzięki takiej stylometrii — opartej na statystyce najczęstszych słów — wiemy już na pewno, że Szekspir i Marlowe wspólnie pisali przynajmniej jedną część Henryka VI (Craig, Burrows 2012); że to Apulejusz jest autorem niedawno odkrytego tekstu łacińskiego Compendiosa expositio (Stover i wsp. 2016); że J.K. Rowling i „Robert Galbraith” to jedna i ta sama osoba (Juola 2015); że Harper Lee stworzyła i Zabić drozda, i Idź, postaw wartownika (Choiński i wsp. 2017); i wreszcie, że Elena Ferrante to nie kto inny jak Domenico Starnone (np. Rybicki 2018).

Zastosowanie tych samych metod do przekładów daje może jeszcze ciekawsze wyniki, bo w tym przypadku dochodzi do swoistej „walki” dwóch sygnałów: autora i tłumacza. Nie ma tu żadnego stylometrycznego „uniwersalium tłumaczeniowego”, bo dotychczas przeprowadzone badania ujawniają bardzo różne tendencje. Zdarza się, że jedni tłumacze mają własny, indywidualny „sygnał”, a drudzy go nie mają: np. wśród licznych angielskich tłumaczy Sienkiewicza odrębną „stylometrię” posiada tylko W.S. Kuniczak, który Sienkiewicza adaptuje i (językowo) modernizuje raczej, niż przekłada (Rybicki 2006, 2013). Z kolei w przekładzie powieści Virginii Woolf Noc i dzień, rozpoczętym przez Annę Kołyszko, a po jej śmierci dokończonym i stylistycznie ujednoliconym przez Magdalenę Heydel, stylometria potrafiła wykryć, w którym miejscu nastąpiła zmiana tłumaczki (Rybicki, Heydel 2013).

Właśnie ten ostatni wynik — świadczący o stylometrycznej „widzialności tłumacza” w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jednym oryginałem, przełożonym na ten sam język przez wielu tłumaczy — pozwalał mieć nadzieję, że Sienkiewicz po włosku okaże się wdzięcznym przedmiotem stylometrycznych eksperymentów; tym bardziej że zadanie mogło wydawać się łatwiejsze: nie chodziło przecież (jak w powyżej przywołanej pracy) o poszukiwanie dokładnego miejsca zmiany tłumaczki w celowo ujednoliconym tekście, lecz o efekty pracy różnych tłumaczy i – najwyżej — garstki plagiatorów.

Analizę jakościową i ilościową zebranych przekładów[przypis]Na temat objętości i pochodzenia zgromadzonego materiału por. wprowadzenie do Bibliografi i przekładów na końcu książki.[/przypis] przeprowadzono równolegle, na bieżąco konsultując i porównując uzyskane wyniki, a także przeprowadzając dodatkowe testy stylometryczne dla sprawdzenia hipotez wysuniętych w wyniku lektury jakościowej. Przygotowawcza analiza stylometryczna miała charakter przede wszystkim atrybucyjny i pozwoliła na wstępne ustalenia stopnia podobieństwa między poszczególnymi przekładami i/lub adaptacjami, co stało się podstawą do wytypowania próbek tekstów poddanych kolejnym badaniom ilościowym. Oprócz stylometrii badającej ciągi frekwencji najczęstszych słów zastosowano cztery inne metody ilościowej analizy podobieństw i różnic między badanymi przekładami, które zostaną opisane — wraz z ich rezultatami — w kolejności od najprostszej do najbardziej złożonej.

W wyniku wstępnej analizy ilościowej i jakościowej, które pozwoliły na wyeliminowanie z zebranego korpusu ewidentnych plagiatów i tekstów bardzo do siebie podobnych, liczba tekstów wytypowanych do badań została ograniczona do 21 przekładów i 12 adaptacji ujętych w tabeli.

</document>
<document nplp_id="11419" title="Długość tekstu" slug="dlugosc-tekstu">Pierwsza i równocześnie najprostsza metoda badań ilościowych to ustalenie liczby słów w elektronicznej (a więc komputerowo policzalnej) wersji tekstu każdego dostępnego przekładu czy adaptacji. Choć na temat spodziewanego stosunku długości przekładu do oryginału istnieje wiele potocznych i/lub wybiórczych, a często sprzecznych opinii (Englund Dimitrova 1994, Baker 2000, Mikhailov, Villika 2001), badania oparte na liczeniu liczby słów w dużych, wielojęzycznych korpusach tekstów wskazują, że stosunek ten zależy nie tyle od „kierunku” przekładu, ile od pary język źródłowy — język docelowy; dla każdej z takich par iloraz liczby słów jest mniej więcej stały — niezależnie od tego, który z tych języków jest językiem wyjściowym, a który docelowym (Mikhailov 2001, Rybicki 2010). W przypadku języków włoskiego i polskiego stosunek liczby słów wynosi 0,81; oznacza to, że — statystycznie rzecz biorąc — 100 słów włoskiego przekładu przypada na 81 słów polskiego oryginału. Warto zaznaczyć, że spostrzeżenie odnosi się wyłącznie do długości tekstu w słowach; porównywanie długości tekstu mierzonej innymi jednostkami (liczba znaków, zdań, rozmiar tekstów po archiwizacji algorytmami kompresji) jest znacznie bardziej skomplikowane.

Wykres 1 przedstawia rozkład długości tekstów analizowanego korpusu. Polski tekst Quo vadis liczy dokładnie 168 350 słów, dlatego zgodnie z oczekiwaną proporcją między językiem włoskim a polskim spodziewana długość przekładu włoskiego to 207 840 słów. I rzeczywiście: najwięcej tekstów, bo aż 13, znalazło się w przedziale 180 000–210 000 słów. Pięć przekładów jest wyraźnie dłuższych, natomiast gwałtowny spadek długości w dużej liczbie włoskich wydań (30 000–60 000 słów) sugeruje, że historia Ligii i Winicjusza była najczęściej albo tłumaczona bez większych skrótów czy też lekko nadtłumaczona, albo wręcz przeciwnie — adaptowana do formy radykalnie skróconej: w przedziale najkrótszych tekstów 5 adaptacji nie przekracza 60 000 słów. Tekstów przejściowej długości jest stosunkowo niewiele, bo tylko 9. Zobaczmy teraz, jak wygląda ten rozkład w przypadku indywidualnych tekstów — i czy kryterium długości tekstu wystarczy, by daną wersję uznać za adaptację bądź przekład.

Wykres 2 ukazuje w słupkach długość poszczególnych przekładów w kolejności od najdłuższego do najkrótszego. W wykresie tym szczególnie ważna jest pionowa linia biegnąca od wartości 200 000 słów — taka bowiem (w przybliżeniu) była oczekiwana długość przekładu według zastosowanego już wcześniej przelicznika polski - włoski. Poprzedni wykres ukazał bardzo wyraźnie, że nieco „przegadanych” przekładów było tylko 5. Z nich najdłuższy jest opublikowany przez wydawnictwo G. Lubrano przekład z roku 1900, którego autorem jest naturalizowany neapolitańczyk i poliglota Eugenio Wenceslao Foulques. Dłuższe, niż oczekiwano, są też dwa inne przekłady z tego samego roku: wersja wydana w mediolańskiej Società Anonima Editrice „La Poligrafica” i anonimowy przekład opublikowany nakładem wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi. Nic dziwnego, że te dwa mediolańskie przekłady mają identyczną długość: choć zostały opublikowane u dwóch różnych wydawców i choć pierwszy z nich nazwano w podtytule racconto storico, a drugi romanzo, są w rzeczywistości tym samym tekstem. Bardzo blisko oczekiwanej długości znajduje się jeszcze przekład Tita Zucconiego z 1900 roku, który ukazał się nakładem florenckiego wydawnictwa Salani; najbliżej zaś tej wartości (i wciąż minimalnie powyżej) sytuuje się znacznie późniejszy przekład Marii Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego (1953), opublikowany w mediolańskim wydawnictwie Mondadori. Być może związane jest to z faktem, że ten ostatni przekład dokonany został
z języka polskiego.

Wciąż blisko wartości oczekiwanej, ale już „pod kreską” plasuje się wersja Federiga Verdinois dokonana za pośrednictwem przekładu rosyjskiego i opublikowana w Neapolu przez wydawnictwo Libreria Detken &amp;amp; Rocholl już w 1899 roku. Bardzo blisko znalazł się też przekład spółki Maria Racowska-Ettore Fabietti, wydany w roku 1932 przez Vallardiego, i wersja Palmira Premolego, wydana w 1900 roku w Lodi. Przekład Paola Valery z 1900 roku jest już wyraźnie krótszy, o prawie 5000 słów, czyli cały (krótki) rozdział w skali całego tekstu. Kilka następnych przekładów różni się od siebie nie więcej niż o 3000 słów: Ketty Nagel (Fratelli Treves, Mediolan 1900), Giuseppe Oberoslera (Paolo Carrara, Mediolan 1900), Vincenza Arabii (S. Romano, Neapol 1901) i późniejszy mediolański anonim wydawnictwa Gloriosa (1921).



Ale potem widoczny jest coraz szybszy spadek długości włoskich Quo vadis. Wersja Clary Collini (Casa Ed. Nerbini, Florencja 1914), jak sugeruje długość 120 000 słów, ma status przypadku granicznego. Krótsze są już tylko adaptacje dla dzieci i młodzieży.

Warto przypomnieć, że jak wskazano w poprzednich rozdziałach, opisy bibliograficzne i informacje podawane na stronach tytułowych włoskich wydań Quo vadis są z reguły bałamutne i mało wiarygodne. Przekłamania wydawnicze ujawnić może dopiero uważne close reading, dlatego bardzo ciekawe było porównanie wniosków wyciągniętych z lektury jakościowej tekstów z wynikami ilościowymi opartymi na wzięciu za dobrą monetę informacji podawanych przez wydawcę. Najdłuższy — i najwcześniejszy, bo napisany już w roku 1900 — tekst samookreślający się jako adaptacja, a raczej „przekład dla młodzieży i rodzin” to osiemnasta w rankingu długości nuova traduzione ad uso della gioventù e delle famiglie, del Prof. Enrico Salvadori. Ten szczególny przypadek, parafraza wcześniejszych przekładów, dodatkowo ocenzurowany obyczajowo — każe się zastanowić nad istotą różnicy między adaptacją a przekładem.

Ewidentny jest natomiast spadek długości tekstu w pozostałych adaptacjach, z których zaledwie jedna powstała przed II wojną światową. Stały trend w tym względzie zaburzają dwie tylko wersje: anonimowa adaptacja wydawnictwa BRI (1967) i najdłuższa, a zarazem najpóźniejsza adaptacja Ettore Fabiettiego z roku 1980 (wydawnictwo Mursia z Mediolanu). Poza tym jednak młodzieżowe wersje Quo vadis stają się jakby coraz krótsze: do końca lat pięćdziesiątych mają najczęściej powyżej 50 000 słów (czasem nawet prawie dwa razy więcej), ale potem opadają poniżej tej wartości.</document>
<document nplp_id="11421" title="Bogactwo słownictwa i&amp;nbsp;długość zdań" slug="bogactwo-slownictwa-i-dlugosc-zdan">Kolejną oczywistą cechą i przekładu, i — przede wszystkim — opartej na skrótach i uproszczeniach adaptacji dla młodych czytelników jest spodziewane zmniejszenie bogactwa słownictwa w tej drugiej kategorii. Bogactwo słownictwa (zwane też czasem gęstością leksykalną, choć ten drugi termin używany bywa jeszcze w innym znaczeniu) mierzy się najczęściej i najprościej stosunkiem liczby typów (types), czyli unikatowych elementów słownictwa danego tekstu lub grupy tekstów, do jego ogólnej liczby okazów (tokens), najczęściej określanego właśnie angielską nazwą type-token ratio (TTR). Mówiąc jeszcze prościej, gdy Petroniusz pyta Winicjusza: „A nie grywasz na lutni i nie śpiewasz?”, używa co prawda 8 okazów, ale tylko 7 typów; bogactwo słownictwa tego zdania, mierzone jako TTR, wynosi więc 7/8. Niestety użycie tej prostej proporcji nie nadaje się do porównywania tekstów różnej długości — nawet jeżeli porównuje się przekłady tej samej książki; szczególnie zaś wtedy, gdy na tej podstawie chcemy sądzić, co jest, a co nie jest skrótem czy adaptacją. Jak na ironię, wielu wczesnych badaczy — w tym jeden z ojców statystyki językoznawczej, George Udny Yule — nie zdawało sobie sprawy, jak silnie stosunek type-token zależy od długości badanego tekstu. I sławny współczynnik K Yule’a, i wiele późniejszych
wzorów na bogactwo słownictwa powielało tę wadę, jak pod koniec ubiegłego stulecia wykazali Fiona Tweedie i R. Harald Baayen (1998). W miarę skutecznym lekarstwem na ten problem okazało się dopiero zastosowanie tzw. Moving-Average Type-Token Ratio, czyli wyliczanie średniej ruchomej stosunku liczby unikatowych wyrazów do długości tekstu: TTR liczony jest w każdym tekście dla dużej ilości równych próbek, a ostateczny wynik jest uśredniany. W ten sposób porównanie bogactwa słownictwa jest znacznie bardziej miarodajne (Covington and McFall 2010). Można się też spodziewać, że te adaptacje i skróty, które mają za główny cel ułatwienie młodemu czytelnikowi kontaktu z tekstem, uproszczeń mogą również szukać w strukturze zdania — przede wszystkim w operowaniu krótszymi jednostkami syntaktycznymi. Zbadanie, czy tak jest naprawdę, wbrew pozorom nie jest zadaniem trywialnym, chodzi bowiem o ustalenie rozkładu tych wartości i oszacowanie istotności statystycznej ewentualnych różnic. Procedury te wykonano za pomocą wspomnianego już pakietu środowiska programowania statystycznego R.



Zastosowanie średniej ważonej stosunku type-token miało przede wszystkim sprawdzić hipotezę o uproszczonym słownictwie adaptacji dla dzieci i młodzieży — a może i ułatwić klasyfikację przypadków granicznych. Po dostosowaniu parametrów analizy do najkrótszego z tekstów i pogrupowaniu tekstów w dwie różne grupy (adaptacji i przekładów) okazało się, że — jak widać na wykresie 3 — różnica między adaptacjami a przekładami jest istotna statystycznie: wartość p (prawdopodobieństwo trafności tzw. hipotezy zerowej, że różnica ta jest przypadkowa) w teście Wilcoxona wynosiła zaledwie nieco ponad 0.00001. A skoro prawdopodobieństwo, że efekt ten jest przypadkowy, jest tak nikłe, należy przyjąć tzw. hipotezę alternatywną, że bogactwo słownictwa jest bardzo istotnie wyższe w „pełnych” przekładach niż w adaptacjach. Zresztą nawet gołym okiem widać, że mediana MTTR (oznaczona czarną, poziomą linią wewnątrz obu „pudełek” wykresu) jest wyższa w przekładach niż w adaptacjach; że zakres najczęstszych  wartości, zawierających się wewnątrz „pudełek”, oraz wartości ekstremalnych, oznaczonych „wąsami” wykresu, jest znacząco wyższy w przypadku przekładów. Natomiast adaptacje wykazują znacznie większy rozrzut wartości bogactwa słownictwa.

Równie typowa dla adaptacji dla młodego czytelnika powinna być długość zdań — skrócona w porównaniu nie tyle nawet z oryginałem (języki rządzą się swoimi prawami również pod względem literacko akceptowalnej liczby słów w zdaniu), ile z „pełnymi” przekładami. To z kolei sprawdza wykres 4, i znów: mimo wielkiego rozrzutu wartości różnica między skrótami i przekładami pełnego Quo vadis jest istotna statystycznie, choć rozkład wartości nie jest już tak zróżnicowany jak w przypadku bogactwa słownictwa.



Zjawisko uboższego słownictwa w tekstach samookreślających się jako adaptacje czy skróty jest wyraźne, choć nie dotyczy ono wszystkich przeróbek (wykres 5). W górnej części wykresu — a więc wśród najwyższych wartości bogactwa słownictwa — znalazła się tylko jedna adaptacja, która nie była jednak adresowana do młodzieży. Stosunkowo wysokie wartości MTTR wykazują wersje Pina Forestiego z 1955 roku, nowsza o cztery lata riduzione Maria Giussaniego i dwa najnowsze teksty w korpusie: wersja Anity Rossi (1973) i Ettore Fabiettiego (1980). Trudno jednak nie zauważyć, że siedem ostatnich miejsc zajęły adaptacje młodzieżowe. Znów problematyczna okazuje się klasyfikacja wersji Clary Collini. Jednak jeden z najwyższych wyników bogactwa słownictwa uzyskała ocenzurowana wersja Salvadoriego. Potwierdza to wnioski wyciągnięte na podstawie lektury jakościowej jego tekstu: przysposobienie sienkiewiczowskiego opisu starożytnego Rzymu polega tu nie na uproszczeniu języka powieści, lecz przede wszystkim na ocenzurowaniu go z pobudek obyczajowych.

</document>
<document nplp_id="11429" title="O&amp;nbsp;włoskich wydawcach Quo vadis" slug="wstep">Zjednoczenie Włoch, które nastąpiło w roku 1861, otworzyło przed dynastią sabaudzką możliwość ukształtowania nowego państwa włoskiego. Szybko okazało się jednak, że zapewnienie harmonijnego rozwoju młodemu Królestwu Włoch jest zadaniem niezwykle trudnym, a pokolenie polityków, na których spoczęła odpowiedzialność za rozwój ekonomiczny Zjednoczonego Królestwa i stworzenie względnej stabilizacji politycznej, nie miało jednolitej wizji dotyczącej spraw kraju i społeczeństwa. Pomimo tych przeciwności pod koniec XIX wieku rozpoczęła się we Włoszech rewolucja przemysłowa, która w dużym stopniu wpłynęła na zmianę charakteru tamtejszej gospodarki. Powstałe wówczas możliwości wykorzystywano na rozmaite sposoby. W krótkim czasie stolicą przemysłową Włoch stał się Mediolan (Gierowski 1999: 457–458, 472–474).

Wraz ze zmianą sytuacji politycznej na Półwyspie Apenińskim pojawiła się pilna potrzeba „stworzenia nowych Włochów[przypis] Celem wielu intelektualistów włoskich stało się wyedukowanie nowego pokolenia obywateli, zgodnie z maksymą Massima D’Azeglia: [Bisog na far gli Italiani se si vuol avere l’Italia; e che, una volta fatti, davvero allora l’Italia farà da sè] — „Musimy stworzyć Włochów, jeśli chcemy mieć Włochy, jeśli tego dokonamy, Włochy powstaną” (D’Azeglio 1891: 5; por. także Biernacka-Licznar 2018: 33–41). [/przypis]. Proces kształtowania się nowoczesnego społeczeństwa włoskiego nie byłby możliwy bez szkoły, a także bez przedsiębiorczych wydawców, którzy poprzez swoją działalność w firmach wydawniczych, księgarskich i drukarskich starali się upowszechniać tak potrzebne wówczas czytelnictwo.

Najważniejszym ośrodkiem wydawniczym stał się Mediolan, jednak w innych miastach włoskich, takich jak Neapol, Rzym, Florencja, Bolonia czy Turyn, także prowadzono aktywną działalność wydawniczą, choć dorobek ten nie był równie znaczący.

Przedstawienie dziejów powieści Quo vadis Sienkiewicza przez pryzmat działań włoskich wydawców miało na celu zwrócenie uwagi na ich udział w złożonym procesie przekładu i spojrzenie na ten proces z ich perspektywy. Poszukując odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak liczne wydawnictwa zdecydowały się na publikację rzymskiej powieści Henryka Sienkiewicza, wykorzystałam w moich badaniach przede wszystkim metodę bibliometryczną, której użyteczność podkreślali m.in. Anthony Pym, Elżbieta Skibiń-
ska, Marzena Chrobak i Natalia Paprocka (por. Paprocka 2018: 43–44). Analiza zebranych danych bibliograficznych opublikowanych przekładów pozwoliła ocenić i opisać rozmiar i charakter popularności Quo vadis we Włoszech.

Spojrzenie na zasięg rozgłosu powieści polskiego noblisty we Włoszech za sprawą wydawców wpisuje więc moje badania w nurt analiz recepcji wydawniczej prowadzonych z perspektywy bibliologicznej.

Opis rozmiaru wydawniczego sukcesu Quo vadis rozpoczęłam od przywołania historii neapolitańskiego wydawnictwa Detkena i Rocholla, które w roku 1899 wprowadziło na tamtejszy rynek literatury pięknej utwór Sienkiewicza. Następnie omówiłam publikacje Quo vadis wydane w Mediolanie, Neapolu i w innych miastach włoskich, w których poszczególne wydawnictwa włączyły powieść Sienkiewicza do swojego repertuaru[przypis]Zestawienie bibliografi czne przekładów Quo vadis obejmujące 364 wydania z lat 1899–2019 znajduje się w: Bibliografi a przekładów „Quo vadis” opublikowanych w języku włoskim w latach 1899–2019.[/przypis].
Badanie recepcji Quo vadis od strony bibliologicznej okazało się zajmującym zadaniem. Moje badania zostały ukierunkowane na przedstawienie relacji pomiędzy wydawcami a osobami odpowiedzialnymi za poszczególne przekłady powieści Polaka. W dociekaniach oparłam się na pracach badaczy, którzy do lat pięćdziesiątych XX wieku stworzyli i opublikowali pierwsze zestawienia bibliograficzne dotyczące przekładów Quo vadis we Włoszech — m.in. Wojciecha Meiselsa (1927), Waleriana Preisnera (1949),
Marii i Mariny Bersano-Begey (1949), Juliana Krzyżanowskiego (1953) — jak również na publikacjach wydanych po roku 2000[przypis]Por. wstęp do Bibliografia przekładów „Quo vadis” opublikowanych w języku włoskim w latach 1899–2019.[/przypis].

Obraz włoskiej recepcji Quo vadis ukazany przez pryzmat historii wydawców byłby niepełny, gdyby nie istniało archiwum księdza Jerzego Langmana[przypis] Jerzy Langman (1903–1982) pochodził ze znanej krakowskiej rodziny artystów rzeźbiarzy. W latach 1928–1939 był studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończył etnografi ę (1932) i historię sztuki (1939). Do wybuchu II wojny światowej pracował jako dziennikarz prasowy i radiowy, z tego powodu bywał w Rzymie, skąd m.in. relacjonował różne uroczystości kościelne i religijne. W lutym 1941 roku został aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu na Montelupich w Krakowie. W latach 1941–1945 był więźniem w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Po wojnie osiadł w Rzymie, podjął studia teologiczne i w 1951 roku przyjął święcenia kapłańskie. W latach pięćdziesiąych zaczął interesować się archeologią, już jako ksiądz podjął studia w Pontifi cio Istituto di Archeologia Cristiana, ukończone w 1954 roku, następnie na tej samej uczelni, w roku 1965, uzyskał doktorat z archeologii. Zmarł w Rzymie w roku 1982. Ksiądz Langman podczas pobytu w Rzymie zgromadził ogromną liczbę wydań Quo vadis w wielu językach. Po jego śmierci w roku 1982 zbiór przekładów był przechowywany przez rzymski Instytut Studiów Kościelnych. Około 2000 roku przekazano go Bibliotece Liceum oo. Jezuitów w Gdyni przy ul. Tatrzańskiej 35 (obecnie Zespół Szkół Jezuitów im. św. Stanisława Kostki w Gdyni). Jest to największa w Polsce kolekcja przekładów Quo vadis na pięćdziesiąt języków obcych. Dane biografi czne przytaczam na podstawie artykułu Dobrosławy Świerczyńskiej „Quo vadis” e padre Jerzy Langman (2017: 274–280).[/przypis], etnografa, historyka sztuki, archeologa i kolekcjonera, gromadzącego skrupulatnie od lat pięćdziesiątych włoskie ś lady popularności dzieła Sienkiewicza. O tym, jak niezwykłym powodzeniem cieszył się we Włoszech utwór Polaka, ksiądz Langman poświadczył tymi słowy (Langman 1977: 15–16):

By wykazać powszechność Quo vadis, należy zorientować się w liczbie nakładów i wydań. Do roku 1914 w języku włoskim ukazało się sto dwadzieścia wydań[przypis]Badania przeprowadzone w trakcie realizacji projektu pozwoliły ustalić, że do roku 1914 ukazało się w języku włoskim siedemdziesiąt osiem wydań.[/przypis], podobnie jak i w niemieckim. A po roku 1918 nie ustawały nowe wydania aż do ostatnich lat. Nie zadowalano się jednym tłumaczeniem. Tłumaczeń na język włoski jest kilkanaście dokonanych przez różnych autorów. A ci tłumacze, którzy nie znali języka polskiego, tłumaczeń dokonywali z innych języków im znanych. Te same tłumaczenia miewały po kilka różnych wydań, a każde z nich miało dziesiątki tysięcy egzemplarzy.

A jak wyglądały te wydania? Były o rozmiarach albumów, mających pół metra wysokości i były też maleńkie, kieszonkowe, jak mała książeczka do nabożeństwa. Były na papierze najtańszym, jak „libri gialli”, czyli mówiąc pospolitym językiem polskim — jak kryminały, ale były też wydania na najwytworniejszym papierze, tylko dla bibliofilów. Były o ogromnych nakładach i były o bardzo małej liczbie egzemplarzy, jedynie tylko za prenumeratą, tylko dla miłośników rarytasów, rzadkości. A nawet i oprawy były bardzo różne, były byle jakie ze zwykłego kartoniku, nawet tylko z grubszego papieru i były wydania oprawione w skórę ze złoconym wyciskiem. Nic dziwnego, iż ukazały się wydania ilustrowane, i to przez znanych malarzy, jak Piotr Stachiewicz czy też Jan Styka, i przez słabych ilustratorów.</document>
<document nplp_id="11439" title="Studia o&amp;nbsp;włoskiej recepcji Quo Vadis" slug="studia-o-wloskiej-recepcji-quo-vadis">O recepcji twórczości Henryka Sienkiewicza we Włoszech wiadomo na pozór dość dużo. W żadnym innym kraju, włączywszy Polskę, jego Quo vadis nie odniosło aż tak wielkiego sukcesu i nie spotkało się z równie żywiołowym przyjęciem[przypis]„Na wsi, wśród włoskich wieśniaków, którzy nie gardzili lekturą, może zabraknąć Promessi sposi Manzoniego, ale znajdzie się z pewnością Quo vadis” (Gasparini 1927: 169). „Powieść odniosła sukces, z którym nie można porównać popularności żadnej innej książki, ani włoskiej, ani zagranicznej, z wyjątkiem Narzeczonych [Manzoniego] i, w owym czasie, Serca [De Amicisa]”. [Il romanzo ottenne un successo che non ha paragone con quello di nessun altro libro, né italiano né straniero, I promessi sposi eccettuato e, a quel tempo Cuore] (Bersano-Begey 1946: 78). Przekłady włoskich tekstów, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą od autorki.[/przypis]. Wielorakie przejawy uwielbienia dla powieści budziły zainteresowanie nie tylko włoskiej, ale i polskiej prasy. Na przełomie XIX i XX wieku chętnie podawano w polskich gazetach informacje o triumfach Sienkiewicza we Włoszech i przedrukowywano włoskie artykuły prasowe na jego temat. W 1900 roku „Kraj” donosił np. z dumą: „Na całym półwyspie zapanowała formalna gorączka Sienkiewiczowska. Wydawcy, dzienniki ogłaszają tłumaczenia wszystkich powieści, nowel, już się nawet między sobą o wydawnictwa pokłócili i grożą sobie nawzajem procesami” (41, dział ilustrowany: 553–554[przypis]Bibliografię cząstkową włoskich artykułów prasowych o Sienkiewiczu zawiera wydana w 1946 książka Nel centenario di Enrico Sienkiewicz (1846–1946) z 1946 roku, Stosunki literackie polsko-włoskie w latach 1800–1939 w świetle bibliografi i Waleriana Preisnera (1949), wiele pozycji sygnalizuje także XVII tom Bibliografi i Literatury Polskiej Nowy Korbut przygotowany pod kierownictwem Dobrosławy Świerczyńskiej, w całości poświęcony Henrykowi Sienkiewiczowi (2015).[/przypis]. Nie brakowało także relacji polskich podróżników z ich pobytu na Półwyspie Apenińskim. Typowym ich przykładem jest Wspomnienie z podróży na Sycylię niejakiej Zofii Sokołowskiej, opublikowane w „Biesiadzie Literackiej”. Autorka opowiada, jak na każdym etapie swojej podróży spotykała się z dowodami popularności Sienkiewicza:
Gdziekolwiek się dowiedziano, że jestem jego rodaczką, twarze się rozjaśniały, ręce wyciągały skwapliwie, aby uścisnąć dłoń moją. Kobiety dopytywały się, jak on wygląda, a kiedy im powiedziałam, że jest przystojny i miły, były bardzo zadowolone. Mężczyźni dziwili się jego uczoności, i utrzymywali, że musiał zebrać milionowy majątek! (...) Miałam sposobność rozmawiać o naszym pisarzu z ludźmi rozmaitych warstw społecznych: zarówno baronowa, bywająca u dworu, kobieta wysoko wykształcona, co we Włoszech jest jeszcze rzadkością, jak biedny sklepikarz syrakuzański, w łatanym ubraniu i dziurawych butach, wyrażali się o Sienkiewiczu z gorącym uwielbieniem. (Sokołowska 1900: 386)
&amp;nbsp;
Relację wieńczy wzmianka o kucharce w pensjonacie w Palermo, która przypaliła pieczeń, bo zaczytała się w Quo vadis. W 1922 roku Stanisław Windakiewicz wspominał: „w chwili wyjścia tej powieści we wszystkich pociągach włoskich, nawet na bocznych liniach z Rimini do Ferrary, nie rozprawiano o niczym, tylko o Quo vadis” (Windakiewicz 1922: 22). Jeszcze kilka dziesięcioleci później Marina Bersano-Begey (1946: 83) pisała: „Opowiedziano mi w Polsce anegdotę o tramwajarzu, który rozpoznał pisarza wśród pasażerów, bo znał jego twarz z portretu zamieszczonego w jednym z wydań Quo vadis”. Opowiadała też o znajomym alpiniście, który w jakiejś górskiej karczmie natknął się na starego wieśniaka — ten rozmawiał z nim o Polsce z wielką sympatią, bo tam urodził się autor Quo vadis?[przypis][In Polonia mi fu narrato l’aneddoto del tranviere di Milano che riconobbe fra i passeggerri lo scrittore, tanto aveva familiare la sua immagine, per ritratto che ornava l’edizione di Quo vadis?. Conosco un alpinista che sostando una sera in una fumosa osterietta di montag na trovò un vecchio montanaro che gli parlò della Polonia con viva simpatia, perché vi era nato l’autore del Quo vadis?] (Bersano-Begey 1946: 83).[/przypis] Tak popularne, jak i naukowe opracowania Quo vadis (por. zwłaszcza Filler 2001) przytaczają niezliczone przykłady popularności powieści, od najbardziej trywialnych, takich jak pocztówki, kalendarzyki fryzjerskie, łodzie chrzczone imionami bohaterów książki, sandały „Ursus” i restauracje „Quo Vadis”, po cykle wierszy w różnych dialektach, adaptacje teatralne i muzyczne, a potem filmowe. Cała ta katalogowa obfitość informacji to jednak wiedza bardzo powierzchowna, która nie przekłada się na głębsze zrozumienie mechanizmu recepcji Quo vadis we Włoszech ani jej dynamiki. Brakuje przede wszystkim studiów na temat przekładów i adaptacji dzieła. Już Mieczysław Brahmer zwrócił uwagę, że „niezbędną (...) podstawą odpowiedzi na pytanie, jakiego Sienkiewicza poznawali cudzoziemcy, powinna być ocena (...) przekładów”, przyznając jednocześnie, że zadanie to jest „przedsięwzięciem żmudnym i – prawdę mówiąc — niezbyt pociągającym” (1966: 435) ze względu na ogrom materiału, a zarazem na niepełne i nie zawsze precyzyjne dane bibliograficzne. Od tego czasu upłynęło ponad pół wieku i sytuacja nie uległa zasadniczej zmianie. Wciąż także trudne jest (o czym również wspominał Brahmer) dotarcie do włoskich wypowiedzi krytycznych o twórczości Sienkiewicza. Cząstkowość zestawień bibliograficznych wydawnictw ciągłych (zwłaszcza dawniejszych) oraz wciąż jeszcze wolne tempo digitalizacji zbiorów bibliotecznych we Włoszech sprawiają, że poszukiwanie prasowych ech recepcji Quo vadis przypomina szukanie igły w stogu siana. W dodatku niewiele jest wśród nich wypowiedzi zawierających oryginalne sądy czy informacje, mogące znacząco wzbogacić wiedzę o włoskich perypetiach powieści[przypis]Na początku wieku ukazało się sporo druków zwartych na temat Quo vadis, które odnotowują włoskie i polskie bibliografie, lub odnalezionych w trakcie przygotowywania niniejszej książki, np. R. Cardamone, Quo vadis: Conferenza letta al Circolo Alessandro Manzoni la Domenica 17 dicembre 1899 (1900); C. Casari, Appunti sul valore morale del romanzo „Quo vadis?” di Enrico Sienkievicz (1900); E. Ravaglia, „Quo vadis” e „I promessi sposi”: studio parallelo (1900); G. Ricci, Lettera aperta a frate Semeria, a proposito del “Quo vadis” di Enrico Sienkiewicz (1900); F. Rubini, Alcune considerazioni sul Quo Vadis di Enrico Sienkiewicz: conferenza al circolo artistico di Como, febbraio 1900 (1900); G. Nolli, Il „Quo vadis” di Enrico Sienkievicz: conferenza letta in Crema il 20 maggio 1900 (1901); P.G. Veneziani, Trilogia romantica: “Fabiola — Ben-Hur — Quo vadis” (1901); A. Evangelisti, Petronio arbitro nella storia, nella critica e nel „Quo vadis” (1902); A. D’Alfonso, La fortuna del „Quo vadis”: nota storica letteraria (1903); F. Caruso, L’arte e il simbolismo cristiano nel “Quo vadis” di Henryk Sienkiewicz (1903); F.G. Filiti da Patti, Lettere a Maria (Appunti su Manzoni e Sienkiewicz) (1908). Niektóre poświęcone Quo vadis artykuły autorzy przedrukowywali później jako rozdziały w swoich zbiorach szkiców literackich, por. np. Contro corrente (a proposito del „Quo vadis?”) Carla Villaniego (1906), La figura di Petronio in „Quo vadis” Gellia Cassiego (1908), „Il Quo vadis” di Enrico Sienkiewicz Luigiego Preitego i Adele Preite-Candeli (1912), Quo vadis? Bonaventury Zumbiniego (1931). W zdecydowanej większości były to przedruki artykułów prasowych lub okolicznościowych odczytów wygłoszonych na zebraniach kół towarzyskich i literackich przez przygodnych autorów (za wyjątek można uznać inteligentny artykuł Ettore Fabiettiego Il Quo vadis? di H. Sienkiewicz: considerato in rapporto alla coscienza moderna z 1901 roku). Tylko dwa z takich odczytów, Giovanniego Semerii i Antoniego Pavissicha, odbiły się szerokim echem w prasie i dały bodziec do dyskusji krytycznej: będzie o nich mowa w dalszej części rozdziału.[/przypis].
Polskie studia nad recepcją Quo vadis we Włoszech koncentrowały się w dużym stopniu na polemice wokół ewentualnych źródeł i zależności literackich powieści. Najobszerniejszą taką pracą jest rozprawa Alfonsa Bronarskiego Stosunek „Quo vadis” do literatur romańskich z 1926 roku. Wiele cennych informacji zawiera także praca Bronisława Bilińskiego z 1973 roku Enrico Sienkiewicz. Roma e l’antichità classica. Mieczysław Brahmer w Okruchach włoskich sukcesów „Quo vadis” (1939) rozważał domniemany wpływ polskiej powieści na poemat Pomponia Graecina Giovanniego Pascolego oraz wskazywał włoską poezję dialektalną osnutą na motywach Quo vadis. W szkicu Z dziejów Sienkiewicza w krajach romańskich recepcji powieści we Włoszech poświęcił Brahmer tylko dwie strony[przypis]Teksty te przedrukowane potem zostały w tomie Powinowactwa polsko-włoskie. Z dziejów wzajemnych stosunków kulturalnych. XVII. Z dziejów Sienkiewicza w krajach romańskich (1980).[/przypis]. Rozproszone informacje o odbiorze Quo vadis we Włoszech można uzyskać z listów samego pisarza (por. opracowanie przygotowane przez Marię Bokszczanin 2002) i z opracowań biograficznych, takich jak studia Juliana Krzyżanowskiego. Późniejsze ogólne polskie opracowania krytycznoliterackie Quo vadis (Eustachiewicz 1983, Świętosławska 1996, wydanie 2 zmienione 2016) nie dodały w zasadzie nic nowego do znanych już faktów, powtarzając głównie obserwacje Brahmera. Popularyzatorskie „Quo vadis”. Od Nobla do Kawalerowicza (2001) Witolda Fillera to zapewne najobszerniejsza eseistyczna narracja o światowej recepcji powieści, zbierająca informacje z wcześniejszych źródeł. Z oczywistych powodów znalazło się w niej dużo ciekawostek dotyczących odbioru dzieła we Włoszech. Podobny, anegdotyczny charakter ma dość wyrywkowy rozdział poświęcony recepcji powieści w wystawnym opracowaniu Jerzego Miziołka W kręgu „Quo vadis” (2017), którego główną zaletą jest duża liczba barwnych ilustracji. Pisano również w Polsce o adaptacjach scenicznych i ekranizacjach filmowych Quo vadis (m.in. Kosętka 1997, por. także przypis 138), jednak przedmiotem tych prac była przede wszystkim analiza samych adaptacji i nie wnoszą one wiele refleksji nad recepcją. Włoskie adaptacje muzyczne dzieł Sienkiewicza badała ostatnio Barbara Szargot (2018a i b), która zajęła się analizą librett Pasquale de Luki i Gina Custera de Nobili, poświęciła jednak nieco uwagi także kwestiom recepcji tych tekstów i ich włoskiemu kontekstowi. Sporo interesujących informacji znalazło się w obszernej pracy Sienkiewicz w obrazkach (2018), w której Wojciech Birek analizuje polskie i światowe komiksy oparte na utworach pisarza, w tym włoskie adaptacje komiksowe Quo vadis.
We Włoszech, po pierwszej fali licznych publikacji niejako „okolicznościowych” z początku XX wieku, o których będzie mowa w dalszej części tego rozdziału, pierwsze próby krytycznego spojrzenia na recepcję powieści — i twórczości Sienkiewicza na Półwyspie Apenińskim w ogóle — pojawiły się w zasadzie dopiero po II wojnie światowej, choć trochę informacji o przyjęciu twórczości pisarza we Włoszech znaleźć można w przedmowach slawisty Domenica Ciampolego do publikowanych przez niego przekładów Sienkiewicza Oltre il mistero czy Novelle (1900), a także w eseju Giovanniego Mavera z 1927 roku na temat Trylogii. W poświęconej Sienkiewiczowi publikacji Centenario di Sienkiewicz 1846–1946 (1946) znalazł się esej Mariny Bersano-Begey La fortuna di Enrico Sienkiewicz in Italia, w którym pojawiły się najważniejsze informacje o chronologii przekładów dzieł pisarza i o ukierunkowaniu wypowiedzi krytycznych. W tomie tym znalazły się także przedruk barwnej opowieści Federiga Verdinois o tym, jak doszło do przetłumaczenia przez niego Quo vadis (jej przekład zamieszczono w niniejszym tomie), oraz przygotowane przez wybitnego polonistę Enrica Damianiego zestawienie bibliograficzne włoskich studiów i artykułów o Sienkiewiczu oraz przekładów jego dzieł[przypis]W 1926 roku, w dziesięciolecie śmierci pisarza, Enrico Damiani opublikował w „Rivista di letterature slave” obszerny esej analityczny o twórczości Sienkiewicza, w którym nie zajmował się jednak aspektem jej recepcji we Włoszech.[/przypis]. Kilka lat później Maria i Marina Bersano-Begey omówiły jeszcze raz krótko recepcję dzieł Sienkiewicza w tomie La Polonia in Italia. Saggio bibliografico 1799–1948 (1949), potem jednak na kilka dziesięcioleci zainteresowanie krytyczne Sienkiewiczem we Włoszech praktycznie wygasło, mimo iż jego utwory wciąż były wznawiane, a w niektórych przypadkach (Quo vadis, W pustyni i w puszczy, niektóre nowele) doczekały się nawet nowych przekładów. Dopiero niedawno Luca Bernardini opublikował dłuższy esej na temat włoskich przekładów W pustyni i w puszczy i ich recepcji (2014), a potem o tłumaczeniach i włoskiej recepcji Bez dogmatu (2018; wersja rozszerzona także o uwagi o recepcji Trylogii i W pustyni i w puszczy — 2017). Recepcją Quo vadis zainteresował się natomiast wcześniej, bo już w latach osiemdziesiątych, Luigi Marinelli, który w 1984 opublikował w „Europa Orientalis” esej „Quo vadis?” Traducibilità e tradimento. Analizował w nim mechanizm sukcesu dzieła „niewątpliwie drugorzędnego”, przypisując go m.in. temu, że Sienkiewicza, jako poddanego rosyjskiego, nie chroniło prawo autorskie i dzieła jego można było tłumaczyć oraz adaptować bez płacenia jakichkolwiek tantiem. Główny jednak motyw długotrwałej popularności dzieła widział autor w jego pojmowanej na różne sposoby „przetłumaczalności” (traducibilità), czyniącej je podatnym na zabiegi „twórczej zdrady”, rozumianej za Robertem Escarpitem jako lektura aktualizująca, nadająca nowe znaczenia dziełu, także poprzez formy intersemiotyczne, np. adaptacje filmowe. W nieco innej konfiguracji do problematyki tej powrócił Marinelli w dwóch późniejszych artykułach, Sulla fortuna di Sienkiewicz in Italia e in Russia. Appunti per una tipologia della ricezione (1997) oraz Dwuznaczność „Quo vadis” (2002, 2016, wersja włoska 2007). „Dwuznaczność” (oznaczająca mniej więcej to samo co „przetłumaczalność” we wcześniejszym studium) utworu prowadzi uczonego do wniosku, że jest to „powieść postmodernistyczna ante litteram”, zwraca on też uwagę na zadziwiającą zbieżność poglądów Sienkiewicza na powieść historyczną z tezami Umberta Eco w Dopiskach na marginesie „Imienia róży”. Niektóre tezy artykułów Marinellego mogą się wydawać ryzykowne lub co najmniej dyskusyjne, bo np. jeśli jednym z ważniejszych powodów zagranicznych sukcesów Quo vadis miałby być brak konieczności płacenia tantiem autorowi, to dlaczego inne jego dzieła nie odniosły porównywalnego sukcesu? Mimo to prowokujące i błyskotliwe eseje Marinellego to niezwykle cenne wyjście poza konwencjonalne, deskryptywne spojrzenie na zagadnienie włoskiej recepcji Sienkiewicza. Bodźcem do wskrzeszenia we Włoszech badań nad fortuną powieści stał się jubileuszowy rok 2016. Pokazano wtedy w Instytucie Polskim w Rzymie wystawę „Quo vadis”: da caso letterario a fenomeno della cultura di massa, ukazującą transmedialny wymiar Quo vadis, zorganizowano także międzynarodową sesję naukową, która zgromadziła uczonych reprezentujących różne dziedziny nauki, od archeologii po historię sztuki. Plonem tych inicjatyw była publikacja Quo vadis? Da caso letterario a fenomeno della cultura di massa (2016), wydany w 2017 pokonferencyjny tom „Quo vadis”. La prima opera transmediale, a także tom The Novel of Neronian Rome and its Multimedial Transformations. Sienkiewicz’s „Quo vadis” (w druku, OUP 2020). Teksty zamieszczone w tych dwóch książkach to dowód na to, jak inspirujące badawczo może się okazać interdyscyplinarne spojrzenie na wielowątkową kulturową recepcję powieści i jak wiele otwiera ono nowych perspektyw badawczych.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11442" title="Wcopyfind: proste podobieństwa tekstowe" slug="wcopyfind-proste-podobienstwa-tekstowe">Trzecim narzędziem porównywania tekstów korpusu było oprogramowanie, które pierwotnie miało służyć innym celom: wykrywaniu plagiatu. WCopyFind, bo o nim mowa, to darmowy i prosty program, który automatycznie porównuje pary tekstów, poszukując identycznych lub prawie identycznych n-gramów s łownych, czyli fraz złożonych z danej liczby (n) wyrazów. Program podaje stopie podobieństwa tekstów w procentach, co pozwala na wizualizację sieciową całego badanego korpusu (Bloomfield 2016).

Pierwsza systematyczna próba uporządkowania korpusu włoskich przekładów Quo vadis na podstawie podobieństwa tekstowego wykorzystuje prostą metodę zliczania identycznych ciągów wyrazowych. Dostępne teksty zostały porównane systemem „każdy z każdym”, by uzyskać wskaźnik podobieństwa (w procentach), co można przedstawić w formie tzw. analizy sieciowej. Ta metoda — oficjalnie znana też pod nazwą analizy sieci społecznych (social network analysis), jest ostatnio bardzo popularna w wielu dyscyplinach nauk, i to nie tylko społecznych; posługują się nią fizycy,  biolodzy, a ostatnio również humaniści — gdy chodzi o ukazanie związków podobieństwa między elementami zbioru danych. W prezentowanych poniżej badaniach analiza sieciowa jest bardzo prosta: poszczególne elementy (w tym przypadku — włoskie wersje Quo vadis) łączone są w grupy na podstawie podobieństw uzyskanych programem WCopyFind. Teksty wykazują większe podobieństwo, gdy znajdują się bliżej siebie, co z kolei jest wypadkową „wagi” podobieństwa; w tym przypadku chodzi o procent identycznych co najmniej pięciosłownych fraz. Dodatkowym elementem graficznego przedstawienia wyników są linie łączące poszczególne punkty danych: po pierwsze, im większe podobieństwo, tym dwa punkty dzieli mniejsza odległość, a łączy grubsza linia; po drugie, im większe podobieństwo, tym ciemniejszy kolor szarości przedstawionych linii.

Opracowanie bardzo dużego korpusu wymaga skomplikowanych operacji matematycznych; w tym badaniu całość pracy wykonuje program Gephi (Bastian i wsp. 2009) za pomocą grawitacyjnego algorytmu Force Atlas 2. Według jego twórców algorytm „symuluje fizyczny układ w celu umieszczenia sieci na płaszczyźnie. Węzły sieci, czyli  punkty reprezentujące poszczególne teksty odpychają się jak tak samo naładowane cząstki, ale krawędzie sieci, czyli miary podobieństwa między węzłami, przyciągają je do siebie jak sprężyny, by w końcu osiągnąć stan stałej równowagi” (Jacomy i wsp. 2014). Prędzej czy później (w zależności od rozmiarów zbioru danych i mocy procesora) taki układ osiąga stan równowagi; sieć czy też „mapa” — tu włoskich przekładów Quo vadis — jest gotowa. Dzięki temu można poszukiwać nie tylko silnych podobieństw (np. świadczących o plagiacie) między parami tekstów, ale — co może ciekawsze — obserwować tworzenie się mniejszych i większych grup. Dodatkową zaletą programu Gephi jest to, że umożliwia „odfiltrowywanie” słabszych powiązań i uzyskanie całej gamy wyników o różnym progu filtracji — to z kolei pozwala oddzielić powinowactwa tekstowe będące efektem plagiatu od podobieństw bardziej subtelnych.

Wykres 6 ukazuje sieć uzyskaną bez użycia filtracji — linie pomiędzy poszczególnymi tekstami pokazują nawet najmniejsze, kilkuprocentowe (czy wręcz jednoprocentowe) podobieństwa. Nic dziwnego, że sieć wydaje się mocno zapętlona i mało czytelna; z drugiej jednak strony dość dobrze przedstawia, jak bardzo podobne muszą być różne przekłady tego samego tekstu, tworzone przez wiele osób w ciągu ponad osiemdziesięciu lat. Być może bardziej zastanawiające jest jednak to, jak wiele wersji nie łączy się nawet w jednym procencie; jak wiele włoskich Quo vadis nie używa nawet jednej, tej samej pięciosłownej frazy.



Oczywiście nawet w takiej gęstwinie zaczynają pojawiać się silniejsze połączenia. Bardzo silne podobieństwo (ponad 90% wspólnych 5-gramów) łączy przekład Paola De Rossiego, opublikowany przez mediolańską Aurorę, z dwoma anonimami z roku 1900 (Società Anonima Editrice „La Poligrafica” i Baldini &amp;amp; Castoldi). Do tej trójki bardzo podobny jest jeszcze jeden, późniejszy anonim, wydany w roku 1931 przez mediolańskie wydawnictwo „La S. Paolo”, którego właścicielem był Giuseppe Gasparini — tu jednak podobieństwo waha się około 70%. Niedaleko jest też przekład Irmy Rios z 1901 roku, który ukazał się nakładem mediolańskiej Casa Editrice B. Manzoni, ale tu powtarza się tylko co trzecia pięciosłowna fraza.

W dolnej części wykresu 6 pojawia się kolejna trójca, tym razem adaptacji. Rekordowy w całym korpusie jest procent podobieństwa między anonimową adaptacją wydawnictwa BRI z 1967 roku i drugą, także anonimową, wprowadzoną na rynek wydawniczy przez wydawnictwo AMZ w roku 1962. Plagiat jest oczywisty — są one zgodne w 60–80% z wersją autorki trzeciej adaptacji, tej z roku 1952, Liny Ottino Foglino.

Na plagiat wskazuje też zgodność (79%) anonimowego wydania Quo vadis wydawnictwa Gloriosa z Mediolanu (1921) z pionierską wersją Verdinois z 1899 roku.

Co charakterystyczne, ale i zrozumiałe, jak dotąd przekłady łączyły się najchętniej z przekładami, adaptacje — z adaptacjami. W jednym z nielicznych przypadków, w których dzieje się inaczej, podobieństwo rzędu zaledwie 44% między przekładem Ettore Fabiettiego z 1929 roku a sygnowaną tym samym imieniem i nazwiskiem adaptacją wydaną w roku 1980 zdaje się ustalać oczekiwaną wartość dla tego typu pokrewieństw między tekstami; z kolei duże (53%) podobieństwo wersji Fabiettiego do przekładu Giuseppe Oberoslera z 1900 roku pozwala odgadnąć, że to on był jej podstawą i punktem odniesienia.

Na drugim biegunie wartości podobieństw do innych włoskich Quo vadis plasuje się adaptacja Francesca Perriego. Adresowana do bardzo młodych czytelników (dzieci dziesięcioletnich) nie jest podobna do żadnej innej wersji, czy to pełnej, czy skróconej.

Choćby dlatego — i dla większej przejrzystości wyników — warto „odfiltrować” najsłabsze i zapewne przypadkowe podobieństwa. Jak widać na wykresie 7, „odcięcie” tekstów najmniej podobnych do innych usuwa je na zewnętrzne orbity powstałego układu. Ponieważ — jak dotąd — brak wzorcowych ustaleń, jaki tak naprawdę stopień podobieństwa jest przypadkowy, decyzja, by wyeliminować podobieństwa mniejsze niż 10%, była dość arbitralna. Mimo to wynik jest ciekawy, bo poza pojedynczymi tekstami (czy najwyżej parami tekstów) tworzy się rozciągnięty co prawda, ale jednak mniej lub bardziej związany trzon włoskiej tradycji przekładania Quo vadis. Wewnątrz niego można wyróżnić co najmniej trzy zwarte grupy, skupione oczywiście wokół tych, które były już widocznie na poprzednim, „nieodfiltrowanym” wykresie.



Widać teraz, że ku „grupie Baldini &amp;amp; Castoldi” grawituje nie tylko wersja Irmy Rios, ale również przekład Marii Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego (Mondadori, Mediolan 1953) i ocenzurowana wersja Salvadoriego (1908). Cała ta grupa łączy się — przez niewielkie wspólne podobieństwo do wersji Valery z 1900 roku — z podwójnym systemem, na który składają się Verdinois (1899) z anonimem z Gloriosy (1921) i triada Fabietti (1929 / 1980) — Oberosler (1900). Na uboczu tej konstelacji pojawia się grupa nie trzech, jak przedtem, ale teraz czterech adaptacji, bo powiązana z dwoma anonimami wydawnictw BRI (1967) i AMZ (1962) adaptacja Ottino Foglino łączy się z drugiej strony ze skrótem Carla Villi (Ed. Giacchini, Mediolan 1953).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11445" title="Tracer: Podobieństwo wielopoziomowe" slug="tracer-podobienstwa-wielopoziomowe">Podobnie jak WCopyFind, który stworzono, by wykrywać plagiaty, i dopiero potem znaleziono dla niego szlachetniejsze zastosowanie, kolejny program użyty w badaniach ilościowych włoskich Quo vadis, Tracer, też miał inne przeznaczenie: badać wszelkie związki intertekstualne między tekstami czy grupami tekstów, stosując bardzo zaawansowane i bardzo liczne (700!) algorytmy porównawcze, biorące pod uwagę cały szereg różnych elementów tekstowych: n-gramy s łowne i literowe wewnątrz i ponad granicami automatycznie wykrywanych zdań przy najróżniejszych wartościach n, z opcjonalnym wykorzystaniem słowników synonimów (Buechler i wsp. 2014). Tracer musi jeszcze udowodnić swoją przydatność w zadaniach, do których został stworzony; natomiast okazał się już bardzo przydatny w porównywaniu przekładów tego samego tekstu, i to właśnie w badaniach nad włoskimi przekładami międzynarodowego bestselleru Sienkiewicza.

Tracer bada bezpośrednie podobieństwo tekstualne w sposób znacznie dokładniejszy — a na pewno intensywniejszy programistycznie — niż omówiony poprzednio program i w odróżnieniu od niego daje odpowiedź bardziej jednoznaczną, a nieodrębną dla każdego zestawu parametrów. Można powiedzieć, że jest to analiza o podwyższonej rozdzielczości — z tym że różnice w wynikach mogą być mniejsze, za to bezpośrednie wskazania istotnego podobieństwa — bardziej wiarygodne, a to dzięki wspomnianemu zastosowaniu bardziej zaawansowanych i liczniejszych algorytmów porównawczych. Właśnie dlatego na szczególną uwagę zasługują wyniki widoczne na wykresie 8, który wykorzystuje opisaną już wyżej analizę sieciową — z tą różnicą, że zamiast prostego procentu fraz identycznych dla danej pary tekstu mamy teraz do czynienia ze wskaźnikiem, który znacznie dokładniej przeczesuje masę tekstową włoskich przekładów Quo vadis.



Ponieważ Tracer jest znacznie czulszym narzędziem porównywania tekstów, z wykresu 8 od razu usunięto najmniej znaczące połączenia — w przeciwnym wypadku łączyły się ze sobą wszystkie niemal punkty danych. Podobnie jak na poprzednim wykresie, i tu widać jedno główne skupisko, ale tym razem oprócz „samotnych” tekstów nie brak też większych i mniejszych grupek. Tym, co najwyraźniej odróżnia wyniki z Tracera od tych, które uzyskano w poprzedniej sekcji, jest skład głównej grupy, zdominowanej przez pełne przekłady; adaptacje uchowały się tam tylko dwie: skrót Fabiettiego z 1980 roku — co sugeruje jednak pewne podobieństwo do pełnego przekładu tego samego tłumacza — jak również adaptacja Carla Villi z 1953 roku. Z głównego skupiska zniknęła teraz grupa trzech innych adaptacji (Ottino Foglino i dwa anonimy  wydane przez BRI i przez AMZ), by stworzyć osobną grupę. Obserwowane już wcześniej dwie osobne pary: przekładów Bideri-Collini (odpowiednio 1902 i 1914) i przekładu Zucconiego (1900) z adaptacją Rity Banti (1950) łączą się teraz w jedną nieco większą grupę, którą uzupełnia wersja Ketty Nagel, wydana w roku 1900 przez braci Treves w Mediolanie.</document>
<document nplp_id="11447" title="Stylo: Wielowymiarowa analiza częstości najczęstszych słów" slug="stylo-wielowymiarowa-analiza-czestosci-najczestszych-slow">WCopyFind i Tracer „czytają” tekst w sposób „ludzki” — przynajmniej o tyle, że traktują go jako liniowy ciąg słów i fraz, czyli zupełnie albo prawie zupełnie tak, jak postępuje czytelnik porównujący dwa przekłady tego samego dzieła. Natomiast w ostatniej z zastosowanych metod badań ilościowych — analizie wielowymiarowej częstości słownictwa — nie ma żadnego znaczenia, czy dotyczy tekstów będących przekładem czy przeróbką tego samego dzieła. Włoskie Quo vadis zostaną potraktowane jako całkowicie odrębne i niezwiązane teksty, a ich podobieństwo będzie oceniane wyłącznie na podstawie frekwencji najczęstszych słów. Właściwie jedyną szczególną cechą badania przeprowadzonego na tak licznych przekładach/adaptacjach jednej powieści jest to, że w odróżnieniu od analizy różnych i rzeczywiście niepowiązanych narracyjnie tekstów na liście słów, których częstości będą stanowiły dane dla obliczeń — jak już wspomniano, zdominowanej przez słowa funkcyjne — znajdą się niektóre imiona postaci. Warto o tym pamiętać, gdy dojdzie do porównania uzyskanych tą drogą wyników z rezultatami opisanymi w poprzednich częściach rozdziału.

Wykres 9 to tzw. diagram drzewkowy analizy skupień; „drzewkowy” dlatego, że poszczególne teksty zdają się wyrastać ze swoich indywidualnych „gałązek”; „skupień” dlatego, że te gałązki skupiają się w grupy w zależności od stopnia podobieństwa między nimi. Im większe podobieństwo między dwoma tekstami, tym bliżej ich „gałązki” rosną na drzewku; teksty na dwóch najbliższych gałązkach są do siebie najbardziej podobne — bardziej niż do innych tekstów. Z tego powodu analizę tego typu nazywa się czasem analizą najbliższego sąsiedztwa (nearest-neighbour analysis).

Wykres 9 — wykonany dla 100 najczęstszych słów — dzieli korpus włoskich wersji Quo vadis na dwie główne grupy. Pierwsza z nich to 8 z 11 adaptacji należących do korpusu. Regułę osobnego „sygnału stylometrycznego” zdaje się potwierdzać wyjątek tekstu Salvadoriego, który już wcześniej został uznany za przypadek graniczny. Z kolei do drugiej części wykresu, w której znalazły się wszystkie przekłady, zabłądziły trzy adaptacje. Powinowactwo między pełną wersją Zucconiego z 1900 roku i późniejszym o półwiecze skrótem Rity Banti wykazywały już i WCopyFind, i Tracer; ale obecności w tej części drzewka dwóch innych adaptacji (Bozzano 1916 i Fabietti 1980) nie da się wytłumaczyć równie łatwo.

Poza tym jednak wykres 9 wskazuje na wysokie podobieństwo stylometryczne w tych samych grupach tekstów, które łączyły się już z sobą w badaniach na identycznych ciągach słów. Całkiem odrębnym językiem przemawiają trzy najkrótsze (i najbardziej językowo uproszczone) adaptacje Ottino Foglino i dwa anonimy, które ukazały się  we wspomnianych już wcześniej wydawnictwach: AMZ i BRI. Wersja Paola De Rossiego znów wykazuje silne podobieństwo do anonimowych wydań z 1900 roku Società Anonima Editrice „La Poligrafi ca” i Baldini &amp;amp; Castoldi, a także do przekładu Irmy Rios i ocenzurowanej wersji z 1931 roku opublikowanej przez mediolańskie wydawnictwo „La S. Paolo”. Verdinois i plagiat jego przekładu wydany w 1921 roku nakładem mediolańskiej Gloriosy znalazły się oczywiście obok siebie, natomiast bardziej zagadkowe jest bliskie sąsiedztwo przekładu Foulquesa i anonimowego wydania opublikowanego w katolickim wydawnictwie zgromadzenia paulistów (Edizioni Paoline) z 1953 roku, gdyż close reading wykazało, że chodzi o zredagowany wariant wersji Salvadoriego — tej samej, która sprawia tyle problemów klasyfi kacyjnych. Nie jest też jasne, dlaczego adaptacja Francesca Perriego dla dziesięcioletnich dzieci — według poprzednich metod analitycznych konsekwentnie samotna — znalazła się obok późniejszej o trzydzieści lat, adresowanej do młodzieży adaptacji Anity Rossi ani dlaczego nie znalazły się bliżej siebie przekłady Zucconiego, Valery, Premolego i anonimowe Baldini &amp;amp; Castoldi, wykonane za pośrednictwem angielskiego tłumaczenia Jeremiaha Curtina. Wygląda na to, że frekwencje 100 najczęstszych słów działają jako dość skuteczny test tylko na to, czy dany tekst to adaptacja czy przekład.

W tym kontekście warto przyglądnąć się, jakie to słowa. Lwią część stanowią słowa „funkcyjne” i „gramatyczne”, są to przede wszystkim rodzajniki, przyimki i zaimki:

di; e; che; la; il; a; non; un; i; in; si; per; le; ma; gli; una; con; era; è; da; del; come;
o; della; più; lo; se; al; io; dei; ed; mi; sua; aveva; alla; egli; ti; tu; suo; ad; loro; nel;
disse; anche; lui; casa; delle; ora; tutti; nella; perchè; dell’; poi; me; dal; sono; ne;
quando; quel; ai; tutto; te; così; quella; avrebbe; cui; all’; ho; questo; erano; vi; ha;
dalla; rispose; stesso; prima; dopo; solo; suoi; ciò; og ni; ancora; fosse; quale; mia;
sul; nell’[przypis] Jest to lista najczęstszych słów pojawiających się we włoskich przekładach Quo vadis. Składa się ona niemal wyłącznie ze s łów funkcyjnych, którym (właśnie dlatego, że są funkcyjne) trudno przypisać konkretne słowa w jakimkolwiek innym języku. W przypadku języka włoskiego i polskiego części tych słów w ogóle nie da się przetłumaczyć z powodu różnic w obu gramatykach. Rodzajniki (takie jak znajdujące się na liście un, una, czy i) we włoskich przekładach nie mają więc żadnych odpowiedników w oryginale; np. włoskie e zastąpiło polskie „i”, „oraz”, z kolei tutti oznacza we włoskich przekładach zarówno: „wszyscy”, jak i „wszystkie”; deklinacje zaimków osobowych także wprowadzają sporą wieloznaczność... Doprawdy na palcach jednej ręki można policzyć te z włoskich słów, które jak più (więcej), quando (kiedy), rispose (odpowiedział/a) czy ancora (jeszcze) są w jakimkolwiek stopniu równoważne z polskimi odpowiednikami. To właśnie brak prostej relacji między listami najczęstszych słów w różnych językach — nawet wtedy, gdy chodzi o relację oryginał–przekład — sprawia, że obserwowane zjawisko silnego sygnału stylometrycznego autora oryginału również w przekładach jest tak tajemnicze i tak interesujące.[/przypis]

Jednak nie należy zapominać, że w odróżnieniu od „zwykłej” analizy stylometrycznej, która porównuje różne teksty, mamy do czynienia z 33 tekstami opowiadającymi — może trochę w różny sposób — tę samą, osadzoną w starożytnym Rzymie za czasów Nerona historię miłości Ligii i Winicjusza. Nic dziwnego więc, że na liście 100 najczęstszych s łów pojawiają się: Vinicio; Petronio; Licia; Cesare; Nerone; Roma; Chilone; sig nore; Cristiani; Cristo, città, morte; vita. Nie zmienia to jednak faktu, że — z punktu widzenia mechanizmu analizy stylometrycznej opartej na najczęstszych słowach — te elementy listy frekwencyjnej nie są w żaden sposób „uprzywilejowane”; są równie ważne (lub równie mało ważne) jak di czy che.



Zwiększanie liczby słów uwzględnionych w badaniu sprawia, że powoli rośnie proporcja słów „znaczących”. Wkrótce pojawiają się postaci drugoplanowe: Ursus jest na miejscu 146., Tigellino — 158. Tuż przed Tygellinem jest Dio; inne ważne abstrakcje (amore; anima; pensiero) znalazły się w drugiej i trzeciej setce. Co to jednak znaczy dla układu tekstów na wykresie analizy skupień? Niewiele: kiedy liczba słów osiąga 400, zmiana jest głównie taka, że wersja Salvadoriego z 1908 tym razem wygląda jak przekład (wykres 10); nie oznacza to jednak doskonałego podziału korpusu na adaptacje i pełne przekłady, bo trzy adaptacje, które poprzednio zawędrowały między wersje pełne, wcale się od nich nie oddaliły. Dalsze zwiększanie liczby najczęstszych słów nie przynosi zmian — jak zwykle, statystyka słów jest już „wysycona”. Potwierdza się to, gdy jeszcze jedno narzędzie dostępne w pakiecie stylo tzw. wykres konsensusowy — łączy wyniki testów dla wielu długości listy słów w jednym przedstawieniu (100, 200, 300, 400, 500, 600, 700, 800, 900 i 1000).

Jak widać, wyniki są bardzo stabilne. Tak szeroki konsensus tworzy dwie odrębne (ale i tak do siebie podobne) grupy adaptacji i kilka innych powiązań, które ujawniały się już w poprzednich badaniach — np. „grupa Baldini &amp;amp; Castoldi”. Z efektów, które nie przetrwały weryfikacji konsensusowej, rzuca się przede wszystkim brak podobieństwa wersji Valery i Bozzano, co potwierdza fakt stwierdzony już w lekturze jakościowej: tekst Valery to przekład z angielskiej wersji Curtina, natomiast wersja Bozzano jest tworem na pograniczu parafrazy i opowieści „na motywach” oryginału.

Łączne potraktowanie wyników analizy skupień jest bardzo często przydatnym elementem atrybucji autorskiej, ponieważ daje konkretną odpowiedź na pytanie o największe podobieństwa między tekstami. Nie należy jednak zapominać, że — paradoksalnie — znaczna część informacji na temat tego, które teksty łączą się ze sobą pod względem podobieństwa stylometrycznego, zostaje w ten sposób utracona, bo wykres konsensusowy łączy ze sobą tylko te teksty, które sąsiadują w co najmniej połowie cząstkowych pomiarów. W efekcie podobieństwa istniejące, choć mniej wyraźne, nie zostają uwzględnione w konsensusie.

Gdy nie chodzi o identyfikację najbardziej prawdopodobnego autora anonimowego tekstu, a raczej — tak jak w obecnej sytuacji — o distant reading całego układu podobieństw i różnic w większym korpusie tekstowym, warto znów sięgnąć do analizy sieciowej. Ta bowiem, wykazując najsilniejsze związki międzytekstowe — i od siły tych związków uzależniając rozmieszczenie poszczególnych punktów w sieci — uwzględnia również wpływ mniejszych podobieństw i w ten sposób daje pełniejszy obraz istniejących w korpusie zależności.



I właśnie dlatego, że analiza sieciowa ukazuje wszystkie, a nie tylko najsilniejsze powiązania między tekstami, wykres 12 jest najważniejszy w niniejszym opracowaniu. Okazuje się, że choć jednostkowe podobieństwa między adaptacjami nie były najsilniejsze, ich połączony wpływ (a na tym właśnie opiera się działanie użytego w network analysis grawitacyjnego algorytmu Force Atlas 2) wystarcza, by pokazać, jak wyraźna jest w rzeczywistości różnica stylometryczna między adaptacjami (najczęściej — adaptacjami dla młodzieży) a przekładami — wystarczy spojrzeć, jak silne podobieństwo łączy większość adaptacji i jak wątłe są ich połączenia z wersjami pełnymi. Z drugiej jednak strony wykres 12 wprowadza pewną subtelną zmianę w tym aspekcie korpusu włoskich Quo vadis: adaptacje Banti (1950) i Fabiettiego (1980), choć konsekwentnie pozostają w sferze wpływów pełnych przekładów, są teraz lekko „przeciągane” w stronę skupiska adaptacji. W przypadku tego drugiego tekstu stylometria oparta na frekwencjach najczęstszych s łów potrafiła silnie powiązać go z wcześniejszym, pełnym przekładem tego samego autorstwa. Natomiast adaptacja Bozzano nie potrafi wyrwać się z grawitacyjnego pola przekładów książki Sienkiewicza. Z kolei bardzo silne powiązanie wersji Salvadoriego i anonimowego wydania paulińskiego z 1953 roku (widoczne w niemal wszystkich badaniach frekwencji s łownictwa) wskazuje, że pomimo przeredagowania późniejszego tekstu, a nawet uzupełnienia go o kilka fragmentów pominiętych wcześniej (co ujawniła lektura jakościowa), stylometria jest w stanie wykryć plagiat w przekładzie.</document>
<document nplp_id="11452" title="Podsumowanie" slug="podsumowanie">Zastosowanie metod ilościowych w badaniach nad dostępnym — z konieczności nieco okrojonym — korpusem włoskich wersji Quo vadis Henryka Sienkiewicza miało dwa główne cele. Po pierwsze, chodziło o próbę wykrycia tak silnych związków między poszczególnymi tekstami, że mogłyby one sugerować plagiat lub przynajmniej bezpośredni wpływ danego przekładu na późniejsze wersje, czyli stworzenie przekładoznawczego odpowiednika „drzewa manuskryptów” — takiego, jakie tworzy się w badaniach nad działalnością średniowiecznych kopistów. To zagadnienie jest zresztą bardzo pokrewne jednemu z głównych zastosowań stylometrii, czyli tzw. nietradycyjnej (bo nieopartej wyłącznie na jakościowych przesłankach wewnątrztekstowych) atrybucji autorskiej. Po drugie — jak już wielokrotnie wspomniano — chodziło o odczytanie na dystans korpusu zebranego — dosłownie — „w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie”. Uzyskane wyniki w wielu punktach potwierdziły wnioski wyciągnięte z lektury jakościowej — albo przynajmniej pomogły ją ukierunkować. Tak było np. z odkryciem zależności między anonimowymi wersjami wydawnictw Società Anonima Editrice „La Poligrafica” i Baldini &amp;amp; Castoldi z 1900 roku oraz wersją Irmy Rios z 1901 roku i dużo późniejszym plagiatem Paolo De Rossiego z 1931 roku. Znalezienie wspólnego, stylometrycznego mianownika dla większości adaptacji/skrótów włoskich Quo vadis jest niewątpliwie interesujące — choć można by wysunąć obiekcję: by odkryć, że dana wersja jest skrótem, nie trzeba stosować aż programów komputerowych, wystarczy popatrzyć na liczbę stron. Ważne jest jednak potwierdzenie generalnej (choć nie bezwyjątkowej) tendencji do uproszczenia bogactwa słownictwa w adaptacjach. Jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie będące wynikiem analizy ilościowej frekwencji najczęstszych słów — że adaptacje od pełnych przekładów odróżnia nie tylko długość tekstu czy nawet nie wspomniane bogactwo słownictwa; że różnica ta polega też na sposobie używania języka — czego wypadkową są właśnie różnice w proporcjach najczęstszych słów.

Przeprowadzone badania pokazały również, że analiza ilościowa ma ograniczenia i nie można bezwzględnie ufać jej wynikom. Okazało się, że człowiek może „przechytrzyć” program komputerowy: niektórzy z włoskich plagiatorów (np. Arabia i Collini) tak sprytnie manewrowali zawłaszczonym materiałem, że nie zdemaskował ich ani WCopyFind, ani Tracer; jednoznacznego werdyktu nie była też w stanie wydać analiza sieciowa skupień częstości słownictwa. Nie sposób nawet określić — a przynajmniej nie udało się tego zrobić na prezentowanym materiale — czy istnieje jakaś magiczna granica podobieństwa między tekstami, oddzielająca naturalną zbieżność między przekładami tego samego tekstu od zwykłego plagiatu. To również bardzo cenna lekcja, która powinna stać się inspiracją do rozwijania nowych, coraz bardziej precyzyjnych narzędzi stylometrycznych. Celem stylometrii nie jest bowiem zastąpienie tradycyjnych metod badań humanistycznych i lektury jakościowej tekstu. Wręcz przeciwnie: czytanie na dystans ma wspomagać close reading choćby tak samo skromnie, jak wyniki laboratorium medycznego wspierają diagnozy lekarza.</document>
<document nplp_id="11458" title="Wczesna recepcja twórczości Sienkiewicza we&amp;nbsp;Włoszech: mizerne początki" slug="wczesna-recepcja-tworczosci-sienkiewicza-we-wloszech-mizerne-poczatki">Dzieła Sienkiewicza przenikały do Włoch z trudem i – w stosunku do wielu innych krajów — ze znacznym opóźnieniem. Nie miało to żadnego związku z samą osobą pisarza czy też z gatunkiem bądź tematyką jego powieści, ale wynikało z szeregu czynników o szerszym charakterze. Zainteresowanie Włochów polską kulturą i literaturą było w najlepszym razie nikłe. W okresie Risorgimenta pokrewieństwo losów dwóch krajów walczących o zjednoczone, niepodległe państwo zjednało Polsce szczerą sympatię, jak jednak zauważa Bersano-Begey: „Włochy kochały polski naród za jego charakter i za jego historię, a nie za literaturę, o której niewiele wiedziano: tylko imię Mickiewicza przez cały XIX wiek znane było wszystkim Włochom, ale raczej z powodów sentymentalnych i historycznych, a nie dla jego geniuszu poetyckiego”[przypis][L’Italia ha amato il popolo polacco per il suo carattere e la sua storia prima che per la sua letteratura, di cui sì poco poteva conoscere: il nome di Mickiewicz soltanto è legato per tutto il secolo scorso alle conoscenze di tutti gli italiani ma per ragioni sentimentali e storiche più che per la sua grandezza di poeta] (1949: 12).[/przypis]. W drugiej połowie wieku, kiedy drogi dziejowe obu krajów się rozeszły, dla większości Włochów, nawet należących do kręgów elity kulturalnej, abstrakcją stało się już samo pojęcie Polski: polskich pisarzy często traktowano jako twórców rosyjskich, a czasami nawet brano ich za Francuzów czy Niemców (Bersano-Begey 1949: 14). Polska przestała być „modna”: jak pisał we wstępie do swojego przekładu Dziadów (Gli Dziady) Aglauro Ungherini, księgarz i gorący polonofil, który nauczył się języka, aby czytać w oryginale polskich romantyków, zadając sobie pytanie:
Dlaczego dzisiaj nikt nie czyta i nie zna Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Garczyńskiego itd., podczas gdy czyta się, po rosyjsku lub w tłumaczeniu, Tołstoja, Dostojewskiego itd.? Czy chodzi o trudność języka? Ale przecież polski jest dużo łatwiejszy od rosyjskiego. Wśród pisarzy rosyjskich wiele jest pięknych dzieł? Podzielam tę opinię, ale jeśli chodzi o szczerość natchnienia, wzniosłość i oryginalność konceptu, piękno kształtu, pisarze polscy im dorównują albo nawet przewyższają[przypis][Perché oggi nessuno legge o conosce Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Garczyński, ecc., mentre si leggono, o in russo, o tradotti, Tolstoi, Dostojewski, ecc.? È forse la diffi coltà della lingua? Ma il polacco è molto più facile del russo. Vi sono grandi bellezze negli scrittori russi? Concedo, ma per sincerità d’ispirazione, grandezza e originalità di concezione, bellezza di forma, gli scrittori polacchi o li pareggiano, o li superano] (Ungherini 1898: XXV).[/przypis].
&amp;nbsp;

We Włoszech nie było prawie osób znających polski, nie istniały zresztą podręczniki i gramatyki do nauki języka, brakowało nawet słowników. Z drugiej strony emigracja polska we Włoszech była dużo mniej liczna niż Polonia francuska i nie znalazł się w jej kręgach nikt o talencie i zdolnościach pozwalających na przyswojenie włoszczyźnie arcydzieł polskiej literatury. Warto o tym wszystkim pamiętać, kiedy przechodzi się do konkretnego przypadku początków recepcji Sienkiewicza w tym kraju.

Pierwsze próby zaprezentowania włoskim czytelnikom twórczości polskiego pisarza przypadają na lata osiemdziesiąte XIX wieku. Tak jak niemal zawsze w odniesieniu do polskiej literatury, były to inicjatywy indywidualne i zrodzone nie z kontaktu z oryginalnym tekstem, lecz z przekładem. W 1884 roku orientalista, filolog i poeta Angelo de Gubernatis opublikował w swojej „Revue Internationale” francuski (!) przekład noweli Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela, zatytułowany Michelin. Nouvelle polonaise. Cztery lata później ukazało się jeszcze bardziej nieprawdopodobne tłumaczenie Komedii z omyłek, dokonane z wersji volapük Alfonsa Rylskiego[przypis]Böf pölamas. Kim binom kod znaczy: „Komedia omyłek — kogo winić?”.[/przypis] przez włoskiego entuzjastę tego sztucznego języka Angela Ferrettiego, wydane jako Commedia degli equivoci. W 1890 roku w dodatku do „Gazzetta dell’Emilia” wyszło kilka opowiadań w przekładzie hrabiny Michaliny Olszewskiej, członkini bolońskiej Akademii Adama Mickiewicza: Stary sługa (Il vecchio famiglio), Przez stepy (Per la steppa) oraz Szkice węglem (Abbozzi a carbone. Scene della vita polacca alla campag na). Także w 1890 roku w turyńskiej „Gazzetta Letteraria” ukazał się Sąd Zeusa (Il giudizio di Zeus), przełożony przez Giulia Rossiego. W 1895 roku turyńska „Illustrazione del Popolo” wydrukowała Latarnika (Guardiano del Faro) w tłumaczeniu Ugo Giustiego, a w 1897 roku na łamach mediolańskiej „Illustrazione Popolare” wyszło opowiadanie U źródła (Alla sorgente) w przekładzie niejakiego (niejakiej?) „O.L. z Warszawy”. Jednak pierwszym tłumaczem, który poważniej zainteresował się Sienkiewiczem i spróbował wprowadzić go we włoski obieg literacki, był nauczyciel i bibliotekarz Domenico Ciampoli, pionier slawistyki we Włoszech. Już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych w rzymskim tygodniku „Fanfulla della domenica” opublikował przekład Janka muzykanta (Vannino il musicante), a następnie Latarnika (Guardiano del faro). Potem opracował dwie pierwsze części „Małej trylogii”: Starego sługę (Vecchio servitore) i Hanię (Anna), które wydał w 1893 i potem w 1895 roku w tomiku pt. Anna. Il protettore. Także w 1895 roku na łamach mediolańskiej „La Scuola Secondaria III” ukazało się jego tłumaczenie Jamioła (L’angelo).

Ciampoli opatrzył swój przekład wstępem, w którym starał się przybliżyć czytelnikom sylwetkę pisarza i wprowadzić ich w problematykę utworu. Jego tekst wskazuje na dość dobrą znajomość tematyki i kontekstu historyczno-literackiego twórczości polskiego pisarza, choć udało mu się przekręcić (lub po prostu nie zwrócił uwagi na pomyłki w druku) sporą część polskich tytułów i nazwisk, które przytacza („Listy z podsozy”, „Nikt prorokiem w swej ojezyronie”, „Stary stuga”; Chmielnicki to w jego interpretacji „Khniulniki”, Rzewuski „Rzarzewski”). Znaczące jest, że mimo iż Ciampoli miał świadomość polskiej przynależności kulturowej Sienkiewicza i patriotyzmu pisarza, zarówno ta przedmowa, jak i późniejszy wstęp do wydania z 1900 Oltre il mistero, czyli Bez dogmatu, sytuują jego twórczość przede wszystkim w kontekście rosyjskim. Wymowna jest deklaracja Ciampolego we wstępie do Il protettore, gdzie pisał, że przedstawiając włoskim odbiorcom nowe wspaniałe dzieło „nordyckiej literatury”, kontynuuje realizację zamysłu, jaki przyświecał mu przy tłumaczeniu Turgieniewa, Dostojewskiego, Tołstoja[przypis][Presentando al pubblico nostro questa nuova opera della profonda e mirabile arte nordica, io seguito l’intendimento pel quale volgarizzai il Thurgeniev, il Dostojevskij, il Tolstoi] (Ciampoli 1900a: 5).[/przypis]. Także w obszernym omówieniu dzieł Sienkiewicza w przedmowie do Oltre il mistero nazywał nowele pisarza „godnymi Turgieniewa” (deg no del Thurgeniev), a Trylogię stawiał na równi z Wojną i pokojem Tołstoja (Ciampoli 1900c: VI). Rosyjski filtr w odbiorze Sienkiewicza jest zresztą oczywisty już w samym doborze przekładanych tekstów i ich ocenie wyrażanej w komentarzach i wstępach Ciampolego: w Rosji (por. m.in. Marinelli 1997, Cybienko 1998)  pisarz znany był i ceniony przede wszystkim za swoje nowele i powieści współczesne, zwłaszcza Bez dogmatu — i tę właśnie powieść Ciampoli zaczął drukować, pod tytułem Oltre il mistero, na łamach „Rasseg na della letteratura straniera” w 1898, zanim jeszcze „Corriere di Napoli” zaczął ogłaszać przekład Quo vadis dokonany przez Federiga Verdinois, który miał radykalnie zmienić status Sienkiewicza we Włoszech.

Rosja była najbardziej oczywistym pośrednikiem w docieraniu Sienkiewicza — autora z egzotycznego kraju i piszącego w egzotycznym języku — do obcojęzycznego czytelnika. Przede wszystkim to właśnie w Rosji, co biorąc pod uwagę kontekst historyczno-kulturalny było naturalną koleją rzeczy, najwcześniej odkryto jego dzieła: pierwsze wzmianki o twórczości Sienkiewicza pojawiły się w rosyjskiej prasie już w 1872 roku, a pierwsze przekłady nowel w 1880[przypis]Ostatnie ćwierćwiecze XIX wieku było zresztą w ogóle okresem dużej popularności literatury polskiej w Rosji. „Nie ma ani jednego mniej lub bardziej utalentowanego polskiego pisarza, którego dzieła nie zostałyby przetłumaczone na rosyjski, a o których rosyjska krytyka nie powiedziałaby dobrego słowa. Prace polskich pisarzy są tłumaczone natychmiast po ich opublikowaniu, a niektóre, jak wiemy, zostały nawet przetłumaczone z arkuszy próbnych (...)” (Adelgejm 2016).[/przypis]. W następnych latach tłumaczeń przybywało: największą popularnością cieszyły się Janko Muzykant (tylko w latach osiemdziesiątych publikowany około 40 razy), Latarnik, Szkice węglem, Bartek zwycięzca, Jamioł, Stary sługa, Hania[przypis]Na temat recepcji Sienkiewicza w Rosji por. Białokozowicz 1968 i Marinelli 1997, Cybienko 1998.[/przypis] — czyli tytuły wybierane także przez pierwszych tłumaczy Sienkiewicza (nie tylko Ciampolego) we Włoszech. Co istotniejsze, utwory polskiego pisarza były omawiane w licznych artykułach i recenzjach, czytali je też i komentowali wybitni pisarze o międzynarodowej sławie, od Michaiła Sałtykowa-Szczedrina po Antona Czechowa i Lwa Tołstoja, a potem Maksyma Gorkiego (Marinelli 1997: 164). Tołstoj, którego Annę Kareninę Ciampoli przetłumaczył w 1887 roku, nie lubił powieści historycznych Sienkiewicza, zachwycał się za to Bez dogmatu[przypis]„Powieść Bez dogmatu podoba mi się nadzwyczajnie” — stwierdzał (Gerlecka 1963: 234).[/przypis]. I tak jak rosyjski pisarz uważał, że „powieść niezwykle subtelnie ukazuje miłość do kobiety”, uznając Sienkiewiczowską Anielkę za uosobienie wdzięku i ideał żony „chrześcijańskiej” (Gerlecka 1963: 235), tak Ciampoli we wstępie do swojego przekładu powieści unosił się lirycznie nad doskonałością postaci: „Aniela to słodkie uosobienie szlachetnego wdzięku” (Angela è tenera incarnazione d’una creatura divinamente gentile) (Ciampoli 1900b: 18).

Trudno nie zadać sobie pytania, dlaczego Ciampoli postanowił przetłumaczyć Bez dogmatu, a nie Quo vadis, które na język rosyjski zostało przełożone już w 1896, a w 1898 było na najlepszej drodze, aby stać się międzynarodowym bestsellerem. Czy mogła mieć na to wpływ negatywna opinia właśnie Lwa Tołstoja, który, jak wiadomo, uważał powieść za „sztuczną, fałszywą, niezręcznie szytą z historycznych drobiazgów” (Gerlecka 1963: 240)[przypis]Być może jednak bardziej wpłynęło na jego decyzję wielkie zainteresowanie Bez dogmatu w Rosji oraz żywa dyskusja na temat tej powieści w prasie, zdająca się sugerować, że było to najważniejsze dzieło w twórczości Sienkiewicza.[/przypis], czy też włoski slawista nie czuł się na siłach przełożyć jej z rosyjskiego?[przypis]Bez dogmatu tłumaczył jednak Ciampoli z okrojonego francuskiego tłumaczenia Antoniego Wodzińskiego (por. Bernardini 2018: 93). Francuski przekład Quo vadis ukazał się dopiero w 1900 roku.[/przypis]

W każdym razie, mimo szczerego entuzjazmu do twórczości Sienkiewicza[przypis]Entuzjazm ten rozciągał się także na samą postać pisarza, sądząc z opisu, który Ciampoli zamieścił we wstępie do wydania nowel: „Wysoki i smukły, ma szeroką pierś, myślące czoło, oczy głębokie i rozmarzone; wielkie żołnierskie wąsy nie skrywają słodkiej zmysłowości ust i delikatnego uśmiechu” [Alto e snello, ha il petto ampio, la fronte pensosa, gli occhi profondi e trasognati; grandi baffi guerreschi, che non celan la dolce sensualità delle labbra e la finezza del sorriso.] (Ciampoli 1900a: VII). Portret to tyle liryczny, ile fantazyjny, jeśli przypomnieć, że Sienkiewicz cierpiał na kompleksy w powodu niskiego wzrostu.[/przypis] i ponawianych wysiłków, by wprowadzić go w obieg włoskiej panoramy literackiej, Ciampolemu nie udało się przekonać do polskiego pisarza czytelników ani krytyki. Kiedy kilka lat później za sprawą Quo vadis sytuacja zmieniła się radykalnie, we wstępie do książkowego wydania nowel Sienkiewicza (1900) ze zrozumiałą frustracją stwierdzał:
Większość naszych krytyków, mówiąc o powieści Quo vadis Henryka Sienkiewicza, stwierdziła, że nic o nim we Włoszech nie było wiadomo, nic o nim nie pisano, ani go nie tłumaczono. Senator Negri twierdzi, że w zetknięciu z tym nazwiskiem poczuł się jak Don Abbondio na widok imienia Karneades („Rivista d’Italia” 15 sierpnia 1899). Niejaki Tristam Shandy, wśród wielu przezabawnych uwag, oświadcza, że „nie sądzi, aby o Sienkiewiczu napisano we Włoszech choćby jedną linijkę” („Nuova Antologia” 1 września 1899); przed nimi to samo mówili Panzacchi i Zumbini, nie wspominając już o pomniejszych krytykach, bo za długo by wyliczać. Oznacza to jasno i po prostu, że moja skromna praca tłumacza i popularyzatora pozostała martwą literą[przypis][I critici nostri, per la più parte, parlando del romanzo Quo vadis di Enrico Sienkiewicz, hanno affermato che nulla di lui si sapesse o si fosse scritto o tradotto. Il senatore Negri dice di essere rimasto inanzi a quel nome come Don Abbondio a leggere il nome di Carneade. (“Rivista d’Italia” 15 agosto 1899); un Tristam Shandy, tra amenissime asserzioni, afferma di “non saper che mai fosse stato scritto su lui un rigo in italiano’. (“Nuova Antologia” 1° settembre 1899); e così, prima di loro il Panzacchi e lo Zumbini, per non dir dei minori, che sarebber troppi. La qualcosa dimostra semplicemente, ma chiaramente, come la mia modesta opera di traduttore e divulgatore sia rimasta lettera morta] (Ciampoli: 1900a: III).[/przypis].
&amp;nbsp;

Ten sam ton goryczy pobrzmiewa w przedmowie do wydania Bez dogmatu w tym samym roku:
Błyskawiczny sukces powieści Quo vadis rozbudził zachłanną ciekawość czytelników dla całej twórczości Sienkiewicza, także we Włoszech, gdzie ja jako pierwszy, już od 1891 roku, próbowałem dać im ją posmakować[przypis][La rapida fortuna del romanzo Quo vadis ha richiamata la curiosità su tutta l’opera di Sienkiewicz, anche in Italia, dove io pel primo, sin dal 1891, tentai di farlo gustare] (Ciampoli 1900b: VI).[/przypis].
&amp;nbsp;

W sumie włoscy czytelnicy i włoska krytyka okazali się niezwykle oporni na przyjęcie literackiej nowinki. Można się zastanawiać, czy przyczyniła się do tego kiepska jakość tłumaczeń[przypis]Mimo niewątpliwych zasług Ciampolego dla promowania literatur słowiańskich we Włoszech Ettore Lo Gatto surowo oceniał zarówno jego działalność jako krytyka, jak i jako tłumacza, wskazując, że brakowało mu przygotowania językowego i dostatecznej wiedzy (Lo Gatto 1927: 463).[/przypis] (ale trzeba pamiętać, że słaba jakość przekładów była wówczas we Włoszech raczej regułą niż wyjątkiem), czy brak otwarcia na teksty pochodzące z kultury nieznanej, a zarazem zbyt mało odległej, by mogła wabić urokiem egzotyki. W każdym razie, być może Sienkiewicz nigdy już nie zaistniałby w świadomości włoskich odbiorców (tak jak nie zaistniał w niej Prus czy Żeromski), gdyby nie niezwykły zbieg okoliczności.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11460" title="Neapolitański traf" slug="neapolitanski-traf">W krajach, które już wcześniej odkryły Sienkiewicza, takich jak Rosja czy Niemcy, przekłady Quo vadis ukazały się jeszcze przed pierwszym polskim wydaniem książkowym (zaczęto je drukować w odcinkach w gazetach, zanim zakończył się druk oryginału). W 1896 opublikowano przekład angielski, w 1897 czeski, w 1898 bułgarski, ormiański, niderlandzki, szwedzki i węgierski. Tymczasem we Włoszech, mimo rosnącej międzynarodowej sławy powieści, nie przyciągnęła ona zainteresowania ani krytyki, ani potencjalnych tłumaczy, takich jak Ciampoli. Co prawda jakieś informacje na ten temat przeniknęły i do włoskiej prasy. Już w 1896 roku rzymski dziennik „Voce della Verità” sygnalizował pojawienie się powieści Sienkiewicza, porównując ją z „otrąbionym przed światem” Rzymem Zoli i uznając za dużo lepszą niż określony jako „prawdziwe niepowodzenie” utwór francuskiego pisarza. Podkreślano, że polski pisarz „posiada tajemnicę sztuki klasycznej i prawdziwej” i że swoją wizję starożytnego Rzymu składa w całość „bardzo artystyczną i wykwintną”; wyrażano nadzieję, że „nowy, bardzo piękny romans doczeka się wkrótce przekładów z polskiego na główne języki europejskie, aby był poznany, jak na to zasługuje”[przypis]Cytaty z „Voce della Verità” (1896: 144) za polskim tłumaczeniem zamieszczonym w „Dzienniku Poznańskim” (1896: 152).[/przypis]. Zarówno wzmianka, jak i rekomendacja przekładu przeszły jednak bez echa.

Ostatecznie do tłumaczenia doszło zupełnym przypadkiem — oczywiście jeśli wierzyć barwnemu opowiadaniu pierwszego tłumacza Federiga Verdinois, które ma pewne punkty styczne ze wspomnieniami amerykańskiego tłumacza i „odkrywcy” Sienkiewicza, Jeremiaha Curtina[przypis]Curtin podawał co najmniej dwie wersje tego, jak zainteresował się utworami Sienkiewicza. Według pierwszej, bardziej prozaicznej, stało się to dzięki temu, że pracując w Smithsonian Institute, zwrócił uwagę na wielki wzrost popularności pisarza w Rosji. Potem jednak pojawiła się bardziej romantyczna opowieść o tym, jak to jadąc metrem, Curtin zauważył jakiegoś Polaka, tak zaczytanego w książce, że nie zwracał uwagi na otoczenie (chodziło o Trylogię). Dowiedziawszy się, jaki jest tytuł dzieła, Curtin podobno jeszcze tego samego dnia zamówił książkę z Polski (por. Sztachelska 2017: 97).[/przypis]. W latach dziewięćdziesiątych przeszło pięćdziesięcioletni już Verdinois (urodził się w 1844 roku), który od długiego czasu próbował przebić się do kręgu włoskich elit intelektualnych, nie miał wielkich powodów do satysfakcji. Zaczynał od przekładów literatury angielskiej, upodobawszy sobie Dickensa, ale publikowane w odcinkach w neapolitańskich dziennikach przekłady nie znalazły potem wydawców chętnych do opublikowania ich w formie książkowej. Wyjątkiem była Opowieść wigilijna opublikowana w 1888 roku przez wydawnictwo Hoepli jako książka pod choinkę. Rozczarowany Verdinois porzucił pod koniec lat osiemdziesiątych literaturę angielską i zwrócił się ku twórcom rosyjskim[przypis]Nie było to zainteresowanie całkiem nowe, pierwszy przekład literatury rosyjskiej podpisany przez Verdinois ukazał się już w 1876 roku (Bohater naszych czasów Lermontowa), ale było to tłumaczenie z wersji francuskiej (por. Ruggiero 2009: 138). Tłumaczeniami z francuskiego wspomagał się Verdinois także w przekładach z Dickensa (124).[/przypis], którzy właśnie wtedy stawali się we Włoszech modni. Już w 1889 roku ukazał się, nakładem wydawnictwa Treves, przekład Zbrodni i kary Dostojewskiego. Gorzej powiodło się tłumaczowi z Braćmi Karamazow i Ojcobójcą, którymi po opublikowaniu w odcinkach w „Il Mattino” w 1892 roku nie udało mu się zainteresować żadnego wydawcy.

Szczęśliwy zbieg okoliczności, który zetknął Verdinois z Quo vadis, nie tylko zainicjował epokę Sienkiewiczowskiej „epidemii” we Włoszech, ale okazał się też wygraną na loterii dla tłumacza, który jako „tłumacz Sienkiewicza” nareszcie uzyskał wymarzony status w kręgach intelektualnych, stał się postacią rozpoznawalną i poważaną w całych Włoszech. Teraz już wszyscy chcieli publikować jego przekłady: w ostatnim ćwierćwieczu swojego życia Verdinois przełożył i wydał ponad siedemdziesiąt książek, głównie autorów rosyjskich, ale także polskich, m.in. Jeske-Choińskiego, a z powieści Sienkiewicza Ogniem i mieczem (1899), Rodzinę Połanieckich (1899) i Bez dogmatu (1919)[przypis]Tom Nowego Korbuta poświęcony Sienkiewiczowi wzmiankuje także przekład Krzyżaków, który miał się ukazać w Mediolanie w 1925 roku pod tytułem I crociati, wydaje się jednak, że zaszła tu jakaś pomyłka. Żaden z katalogów bibliotecznych we Włoszech nie notuje takiego przekładu, a autorką tłumaczenia pod błędnym tytułem I crociati (czyli „Krzyżowcy”) była Nina Romanowska. Przekład ten po raz ostatni wznowiono w 1921 roku.[/przypis].

Wzmianki i artykuły na jego temat ukazywały się nawet w prasie polskiej, tak jak ten szkic biograficzny w „Tygodniku Ilustrowanym”, z którego ze względu na charakterystyczny styl warto przytoczyć obszerniejszy fragment:
Fryderyk Verdinois, z pochodzenia Francuz, jest już dziś Neapolitańczykiem. Jego pradziad przyszedł z królem Muratem z Verdun nad niebieską zatokę i tu się osiedlił, zaś tłumacz Quo vadis (...) urodził się w 1844 roku w Casercie (...). Caserta to jak nasz Łobzów pod Krakowem, tylko że ten ostatni zatracił zupełnie dawny charakter.
Znać też po Fryderyku Verdinois, że nie jest Neapolitańczykiem; patrząc na niego, widzi się raczej francuskiego oficera, o uśmiechu trochę złośliwym w spokojnych, choć przenikliwych oczach; nie masz w nich wesołej dobroduszności ani gorącego temperamentu Neapolitańczyka, który urodził się u stóp Wezuwiusza. (Darowski 1899: 922, pisownia oryginalna)
&amp;nbsp;

Splendor, jaki spłynął na Verdinois dzięki przetłumaczeniu Quo vadis, trudno uznać za naprawdę zasłużony, z jego własnej relacji (Perché tradussi il „Quo vadis”[przypis]Opublikowany po raz pierwszy w Natura ed Arte 1907/1908, tekst był kilkakrotnie przedrukowywany. W niniejszej monografii po raz pierwszy ukazuje się jego polskie tłumaczenie.[/przypis]) wynika bowiem jasno, że z powieścią zetknął się przypadkiem, nigdy wcześniej nie zasłyszawszy o polskim autorze. Postanowił ją przetłumaczyć po prostu dlatego, że mu się spodobała, nie widząc nic złego w tym, żeby posłużyć się nie oryginałem, a przekładem rosyjskim[przypis]W swojej relacji Verdinois twierdził co prawda, że drugą część utworu tłumaczył już z polskiego, trudno jednak traktować to zapewnienie poważnie: jak i kiedy miałby opanować w kilka miesięcy nowy język na tyle dobrze, żeby porywać się na przekład z oryginału? Poza tym, podana przez niego w artykule informacja, że „po polsku mówi się zawsze na ty do wszystkich”, nie budzi zaufania do jego orientacji w polszczyźnie.[/przypis], ani nie odczuwając potrzeby, by dowiedzieć się czegoś więcej o pisarzu i kontekście historyczno-literackim, w którym powstał utwór.

Perypetie ze znalezieniem gazety skłonnej opublikować powieść w odcinkach to natomiast potwierdzenie tego, jak trudno było wypromować we Włoszech nieznanego nikomu autora. Po odmowie Matilde Serao z „Il Mattino”, która zareagowała na propozycję Verdinois gromkim śmiechem, przekonana, że tematyka starożytna nie ma żadnej szansy zainteresować czytelników[przypis] Warto zauważyć, że we Włoszech nie był jeszcze wtedy znany Ben-Hur Wallace’a: pierwszy przekład („poprawiony i wyczyszczony” w stosunku do oryginału, uznanego za „książkę niezdrową dla tych, którzy pragną zachować nienaruszoną wiarę katolicką”) ukazał się co prawda w 1895 roku, ale najwyraźniej przeszedł zupełnie bez echa, skoro w 1900 roku, na fali sukcesu Quo vadis, mediolański Baldini &amp;amp; Castoldi wydał powieść z dopiskiem „pierwsze tłumaczenie włoskie” (por. „La Civiltà Cattolica” 1900: 88). Książka miała kilka wznowień, ale nigdy nie osiągnęła nawet częściowo sukcesu odniesionego przez utwór Sienkiewicza: w 1900 roku recenzent w „Gazzetta Letteraria” wyrokował: „ani temat, ani akcja w amerykańskiej powieści nie mogą nas zainteresować. Ten pierwszy jest od początku niemal infantylny, ta druga wymuszona” [Né il soggetto né il suo svolgimento possono interessare nel romanzo americano. Il primo è quasi puerile dal suo inizio e il secondo è stentato.] (Bolaffi o 1900b: 1).[/przypis], tłumaczowi udało się ostatecznie uzyskać zgodę na druk w „Corriere di Napoli”, pod warunkiem, że zrezygnuje z honorarium za przekład[przypis]Tego, że Verdinois zrezygnował z wynagrodzenia za swój trud, nie należy zresztą traktować jako czegoś wyjątkowego: już wcześniej zdarzało mu się zgadzać na publikację swoich przekładów gratis, aby tylko ujrzeć je w druku: „wystarczała mi skromna chwała ujrzenia swojego nazwiska na stronie tytułowej” [bastava a me la povera gloria di apporre il mio nome sul frontespizio] (por. Ruggiero 2009: 137).[/przypis]. Ani właściciel dziennika Matteo Schilizzi, ani zapewne sam tłumacz nie spodziewali się, jak wielki sukces odniesie powieść, choć w swoich wspomnieniach Verdinois umniejszył chyba, dla zwiększenia dramatycznego efektu, zainteresowanie wydawcy jego propozycją.

Szumne zapowiedzi, które zaczęły się ukazywać na pierwszej stronie dziennika na kilka dni przed rozpoczęciem druku, wskazują na to, że w „Corriere di Napoli” zdawano sobie sprawę, iż trafił do nich tekst o wyjątkowym potencjale. Zapowiedzi informowały w istocie (nieprawdziwie), że Quo vadis nie zostało jeszcze przełożone w Wielkiej Brytanii ani w Niemczech, i reklamowały powieść jako „ogromne płótno, na którym nakreślił pisarz pociągnięciami godnymi pędzla Michała Anioła sceny w najwyższym stopniu płomienne i dramatyczne”[przypis][Quo vadis è una vastissima tela, sulla quale il grande artista polacco ha dipinto a tratti michelangioleschi le più drammatiche scene e le più passionali].[/przypis]. Podkreślano także, że tematyka książki jest „całkowicie włoska” (di argomento assolutamente italiano) i że przemówi ona do wszystkich czytelników, którzy „szukają w lekturze nie tylko pustej rozrywki, ale też szczerego i głębokiego wzruszenia” (ogłoszenie na pierwszej stronie dziennika od 22 września 1898). Była to reklama na dużo większą skalę niż ta, którą „Corriere di Napoli” rezerwował zazwyczaj dla swoich powieści w odcinkach[przypis]Kiedy 20 lutego 1899 zakończył się druk Quo vadis, zapowiedziano krótko, „Dzisiaj rozpoczynamy druk nowej superpłomiennej i dramatycznej powieści Pari e patta Carla Mérouvela” [Oggi cominciamo la pubblicazione del nuovo ardentissimo e drammatico romanzo Pari e patta di Carlo Mérouvel] (21 febbraio 1899).[/przypis], o wiele dłuższy niż zazwyczaj był także pierwszy fragment książki opublikowany 2 października 1898 roku (pełne dwie strony — dziennik ukazał się jako numer podwójny). Biorąc pod uwagę, że w swoim wspomnieniu o genezie przekładu Verdinois pomylił się aż o półtora roku co do daty początku publikacji, cofając ją do lutego 1897[przypis]Por. przekład artykułu Verdinois na s. 183 niniejszego tomu. Na dobrą sprawę wszystkie polskie i włoskie opracowania naukowe podają błędne daty druku powieści: najbliższy prawdy jest tom Nowego Korbuta poświęcony Sienkiewiczowi, który podaje datę 1 października 1898. Ten sam Nowy Korbut mniej precyzyjnie określa początek druku w „Corriere di Napoli” Rodziny Połanieckich, sytuując go w styczniu 1899. W rzeczywistości w tym czasie trwał jeszcze druk Quo vadis (zakończył się 20 lutego 1899 roku). Publikację nowego tłumaczenia Verdinois zaczęto reklamować od 18 marca, zapewniając, że chodzi o dzieło „godne autora Quo vadis”, które osiągnie ogromny sukces, wzruszając i zaciekawiając czytelników.

Druk powieści rozpoczął się 1 kwietnia 1899 roku.[/przypis], być może należałoby też z pewną ostrożnością potraktować inne podane przez niego fakty. Miło jest jednak wierzyć, że reakcja czytelników „Corriere di Napoli”, którzy zbierali się pod drukarnią dziennika, żeby jak najszybciej przechwycić gazetę z najnowszym odcinkiem powieści, przypominała entuzjazm, z jakim dziesięć lat wcześniej polscy odbiorcy przyjęli druk Trylogii w warszawskim „Słowie”. Jeśli nawet nie jest prawdą, że w krótkim czasie dziennik potroił nakład, a wdzięczny Schilizzi wręczył Verdinois czek na pokaźną kwotę tysiąca lirów, skwapliwość, z jaką dziennik zamówił u tłumacza przekład Rodziny Połanieckich (druk rozpoczął się niespełna półtora miesiąca po zakończeniu publikacji Quo vadis), jest oczywistym potwierdzeniem wielkiego sukcesu powieści. Od 11 lutego 1899 roku przy kolejnych odcinkach zamieszczanych w „Corriere” pojawiła się informacja proprietà letteraria Detken e Rocholl (własność literacka Detken i Rocholl), co znaczy, że Verdinois już wtedy miał ubity interes z wydawnictwem. Tuż po zakończeniu druku w „Corriere” zaczęły się ukazywać reklamy wydawnicze zapowiadające: „za kilka dni ukaże się Quo vadis, powieść historyczna E. Sienkievica” (tra pochi giorni...). Pojawiały się niemal codziennie, budując atmosferę oczekiwania (po drodze poprawiono też częściowo pisownię nazwiska pisarza, z „E. Sienkievic” na „H. Sienkievicz”). 5 marca reklama pojawiła się z subtelną zmianą: „zostało opublikowane Quo vadis” (è pubblicato). Między zakończeniem druku w dzienniku a publikacją książkową powieści upłynęło 11 dni!

Już w pierwszym roku wydania wznowiono ją sześciokrotnie, jednak nadzieje na zachowanie wyłączności na druk bestselleru okazały się płonne. Na próżno w wydaniu z 1900 stronę tytułową opatrzono (niezupełnie prawdziwą) adnotacją „jedyny przekład autoryzowany przez pisarza”, a obok zamieszczono zdjęcie Sienkiewicza z dedykacją dla tłumacza (A monsier Federigo Verdinois, traducteur de Quo vadis — souvenir reconnaisant). Opublikowanie powieści dawało gwarancję szybkiego zysku, a autora, jako poddanego rosyjskiego, nie chroniła konwencja berneńska. Detken i Rocholl wytoczyli nawet proces o prawa autorskie wydawnictwom Baldini &amp;amp; Castoldi[przypis]W tym czasie wydawnictwo nazywało się właściwie Baldini, Castoldi &amp;amp; C., ponieważ jednak znane jest powszechnie jako Baldini &amp;amp; Castoldi, postanowiono przyjąć konsekwentnie taki zapis.[/przypis], Aliprandi i Treves z Mediolanu, ale przegrali z kretesem[przypis]Proces stał się głośny i był szeroko komentowany w prasie. „Gazzetta Letteraria” (nr 11, 17 marzo 1900) donosiła, że dwóch ekspertów powołanych przez sąd wyraziło sprzeczne opinie: prof. Francesco Novati (filolog, krytyk literacki, profesor na Uniwersytecie w Mediolanie) uznał, że mediolańskie przekłady są plagiatem wersji Verdinois, natomiast prof. Emilio De Marchi (pisarz, jeden z najważniejszych włoskich prozaików pod koniec XIX wieku) temu zaprzeczył. Obaj doszli natomiast do wniosku, że Verdinois przekładał z angielskiego. Czasopismo prawnicze „Filiangieri” przedrukowało z obszernym komentarzem uzasadnienie wyroku („Il Filiangieri. Rivista giuridica, dottrinale e pratica” (XXV) 1900, 304–311). Wynika z niego, że sąd uznał, iż Sienkiewicz jako poddany rosyjski nie jest objęty we Włoszech prawami autorskimi i wobec tego żadne włoskie wydawnictwo nie może sobie rościć do jego utworów wyłączności praw artystycznych i literackich. W czasie procesu zwrócono uwagę, że tłumacz rozpoczął druk przekładu, zanim jeszcze nawiązał kontakt z autorem utworu, i uznano, że zaskarżone przez Detken &amp;amp; Roscholl wydawnictwa słusznie podkreślają poniesione przez nie szkody moralne. O procesie pisze także obszernie Domenico Giurati w książce Il plagio (1903). Wspomina on, że sprawę o szkody moralne podjęto później w sądzie w Neapolu, który w 1902 roku odrzucił ostatecznie roszczenia mediolańskich wydawnictw. Co ciekawe, wszyscy powołani eksperci upierali się, że Verdinois dokonał przekładu z języka angielskiego. W wyroku z 1902 uznano, że przekład B &amp;amp; C jest de facto plagiatem: „tłumacze zaskarżonej wersji zapożyczyli z wydania Verdinois, przepisali w niektórych miejscach całe zdania, skopiowali niewolniczo wyrażenia, terminy, imiona własne, powtórzyli dużo błędów (...) jednym słowem, przywłaszczyli sobie więcej, niż dozwala lojalność i dobra wiara obowiązujące na polu literackim” [i traduttori della versione incriminata spigolarono dalla edizione di Verdinois, ne tolsero a volte di peso interi periodi, ne copiarono servilmente modi di dire, traslati, nomi propri, ne riprodussero non pochi errori (...) si appropriarono in una parola più di quanto era consentito della lealtà e buona fede correnti nel campo letterario] (Giurati 1903: 184).[/przypis]. Nawet w samym Neapolu ukazały się wkrótce dwa konkurencyjne przekłady: w 1900 swoje tłumaczenie opublikował Eugenio Wenceslao Foulques (wyd. Lubrano), a w 1902 Ferdinando Bideri (wyd. Bideri). Już w 1900 roku wyszło w sumie przynajmniej osiem różnych przekładów, potem pojawiło się jeszcze kilka innych, bardziej powszechną praktyką stało się jednak drukowanie „anonimowych” przekładów „przejrzanych” lub „poprawionych” — innymi s łowy, korzystanie z wcześniejszych wersji po dokonaniu w nich dla niepoznaki pewnych zmian. Rzucono się także do tłumaczenia i wydawania wszystkich innych utworów Sienkiewicza.</document>
<document nplp_id="11461" title="„Epidemia Sienkiewicziana”" slug="epidemia-sienkiewicziana">Wielka popularność polskiego pisarza, jaką przyniosła mu we Włoszech publikacja przekładu Quo vadis, od początku miała wymiar dość dwuznaczny — na co kilkakrotnie zwracał uwagę w swoich artykułach Luigi Marinelli (1984, 1997, 2002)[przypis]Oczywiście nie jest on jedynym badaczem, który zwraca na to uwagę: o dwuznaczności sukcesu powieści pisał m.in. Tadeusz Bujnicki (1990).[/przypis]. Nie ulega wątpliwości, że powieść zrobiła wielkie wrażenie na czytelnikach i rozpaliła ich wyobraźnię, czego wyrazem było szybkie przenikanie Quo vadis do różnych stref kultury, w tym szybko mnożące się adaptacje teatralne i muzyczne (na ten temat por. m.in. Kosętka 1997, Urbański 2016, Szargot 2018). Pierwszą przeróbkę teatralną, dokonaną przez Silvana d’Arborio (właśc. Adamo Ficarelli), pokazano na scenie Teatro Mercadante w Neapolu już w 1900 roku, potem trafiła ona także do Teatro Manzoni w Rzymie, wystawiono ją nawet po hiszpańsku w Barcelonie (Bonzi, Busquets 1995: 241). W Rzymie sztuka stała się największym hitem w dziejach Teatro Manzoni, utrzymywała się na afiszu przez dwa lata, przy wielkim aplauzie publiczności, reagującej żywiołowo na wydarzenia pokazywane na scenie: w sumie dano 270 przedstawień (Possenti 1984: 59). W roli Petroniusza wystąpił ulubieniec publiczności Dillo Lombardi, a w Nerona wcielił się Amleto Novelli, później znany aktor kina niemego i Winicjusz w filmie Guazzoniego w 1913 roku[przypis]Tak przynajmniej podają opracowania na temat teatru i kinematografii we Włoszech w początkach XX wieku. W rzeczywistości wydaje się wątpliwe, aby Novelli mógł grać w teatrze w 1900 roku, bo zgodnie z datą podaną na jego grobie na cmentarzu Verano w Rzymie urodził się 21 października 1895 roku — w chwili premiery w Teatro Manzoni miałby więc zaledwie piętnaście lat. Być może chodzi o innego włoskiego aktora o tym samym nazwisku: prawdopodobnym kandydatem byłby znany aktor komiczny Ermete Novelli, co prawda nieco już wtedy starawy (ur. 1851), który w tym okresie mieszkał w Rzymie.[/przypis]. W 1902 roku swoją adaptację sceniczną Quo Vadis? Dramma storico dei tempi di Nerone zaproponował dominikanin („z klasztoru Minerwy w Rzymie”, precyzowała strona tytułowa) Antonino Catulli, a w 1903 ukazało się Quo vadis. Scene romane tratte dal romanzo omonimo di E. Sienkiewicz e divise in 6 quadri autora ukrywającego się pod inicjałami G.F. Nie wiadomo, czy teksty te, napisane w duchu dydaktyczno-katolickim, doczekały się wystawienia, podobnie jak nieco późniejsze Quo vadis? Azione drammatica in sei quadri Giovanniego Zanoccolego (1911). Przynajmniej jednym wystawieniem może się natomiast pochwalić przeróbka Quo vadis? Scene romane in 4 atti Angela i Gigiego (Luigiego) Michelottich (1910), na stronie redakcyjnej podano bowiem dumnie informację „Wystawione po raz pierwszy w Turynie przez członków Klubu Silvio Pellico, w zewnętrznym teatrze salezjańskim w Valdocco, wieczorem 27 maja 1900 roku”[przypis][Rappresentato per la prima volta in Torino dai soci del Circolo Silvio Pellico, nel teatro esterno salesiano di Valdocco, la sera del 27 maggio 1900]. Jedyne dwa zachowane do dzisiaj egzemplarze tego tekstu (jeden z nich z nierozciętymi nawet stronami) zostały wydane przez Società Editrice „Pro Famiglia” w 1910 roku, z rejestrów Bollettino della proprietà intelettuale wynika jednak, że po raz pierwszy opublikowany został przez to samo wydawnictwo w 1900. Również z rejestrów Bollettino wynika, że bracia Michelotti (zachęceni sukcesem pierwszej adaptacji?) opracowali nową, dłuższą wersję w 6 aktach, wystawioną 12 stycznia 1902 roku w Turynie, która jednak pozostała w rękopisie — być może spoczywa zapomniana w jakimś archiwum (por. Bollettino della propiretà intelettuale, XXV (1927), Supplemento al Fascicolo di Luglio 1927 nr 13–14, Roma: Editoriato Generale dello Stato, 12).[/przypis].





Jeszcze chętniej adaptowano dzieło Sienkiewicza na formy muzyczne: do napisanego w 1900 roku krótkiego libretta Pasquale De Luki Quadro lirico dal „Quo vadis” [przypis]Pasquale de Luca (1865–1929), werysta, pisarz w swoim czasie bardzo popularny, dzisiaj zupełnie już zapomniany, był autorem licznych powieści o tematyce patriotycznej, utworów dramatycznych i librett operowych. Przez wiele lat piastował także stanowisko redaktora naczelnego czasopisma„Natura e Arte”.[/przypis] stworzono aż dwa utwory, Artura Marucellego (1900) i Giuseppe Bezziego  (1901)[przypis]Dokładną analizę tekstu Pasquale de Luki przeprowadza Barbara Szargot (2018).[/przypis]. W 1903 Quo vadis? Scene liriche in un atto skomponował lub raczej napisał Rocco Trimarchi[przypis]Rocco Trimarchi (1861–1936) był kompozytorem, a także autorem tekstów teatralnych. Jednoaktowe Quo vadis?, zachowane w Bibliotece Narodowej we Florencji, liczy zaledwie 16 stron, akcja rozpoczyna się od pożaru Rzymu i ogranicza do kilku niezbyt powiązanych scen: duetu miłosnego Ligii i Winicjusza, chóru chrześcijan deklarujących gotowość do męczeństwa, Chilona nakłaniającego cesarza do prześladowania chrześcijan, Nerona śpiewającego swoje pieśni. Oszałamiające tempo ma ostatnia, dwustronicowa scena: Winicjusz i Ligia, eskortowani przez pretorian, idą zginąć na arenie, Petroniusz oświadcza Neronowi, że ten jest marnym komediantem, i też schodzi ze sceny, ścigany przez pretorian, którym cesarz rozkazał „rozszarpać jego ciało na kawałki” (a brandelli il suo corpo), Glaukos woła zza kulis, że płonie, i przebacza skruszonemu natychmiast Chilonowi, Chilon krzyczy na całe gardło, że to Neron podpalił Rzym, chór woła „śmierć matkobójcy” (sia morte al marticida), Neron, Poppea i cały dwór uciekają w popłochu, po czym „zawalają się mury. Pojawia się piękny podmiejski krajobraz Rzymu. W oddali, owiana mistycznymi białym światłem, figura Chrystusa i Piotra. — opada kurtyna”. [Crollano le mura. Vedesi la ridente campagna di Roma. Da lontano avvolta in una mistica luce bianca appare la figura di Cristo e di Pietro. — cala la tela] (Trimarchi 1901: 16). Nie udało się ustalić, czy dzieło to zostało kiedyś wystawione, choć w 1906 roku niemiecki „Sig nale für die musikalische Welt” informował, że w Rzymie ma się odbyć jego premiera.[/przypis] (Urbański 2016: 84–85), w 1907 powstała opera Francesca Saveria Colliny do libretta Vitaliana Riderellego, o której nic bliższego nie wiadomo, nieco później Quo vadis? Dramma in sei quadri: ridotto per soli uomini ad uso degli oratorii di campagna (1912) Lorenza Quaresminiego, napisane dla szkół i obywające się bez głosów kobiecych, oraz Quo vadis? Quadri di carattere storico, scritti pel Teatro lirico (1914)[przypis]W przedmowie autor twierdził, że utwór został napisany w 1899 roku, i podkreślał, że inspiracja powieścią Sienkiewicza była minimalna, bo sięgnął głównie do źródeł historycznych. Melodramatyczna akcja rozpada się jednak na szereg obrazów pozbawionych sensu i logiki: jest tu romans Poppei i Tygellina, Ligia, której wystarcza jedna rozmowa w ogrodzie, aby nawrócić Winicjusza na chrześcijaństwo, uwięzieni z bliżej nieznanego powodu chrześcijanie (bo pożar wybucha dopiero pod koniec aktu rozgrywającego się na arenie), śmierć Ligii uratowanej wcześniej przez Ursusa (także nie wiadomo właściwie dlaczego) oraz skruszona Poppea, której Ursus przebacza popełnione występki. Utwór zamyka scena Quo vadis, Domine? z tym że Chrystus objawia się świętemu Piotrowi ni stąd, ni zowąd przy grobie Ligii. Po każdym akcie zamieszczone zostały wskazówki techniczne autora co do inscenizacji dzieła na scenie, na szczęście nikomu nie przyszło na myś l, by dopisać muzykę do tego arcydzieła grafomanii.[/przypis] Vittoria Fontany[przypis] Opracowania muzycznego doczekały się też we Włoszech inne utwory Sienkiewicza: bodaj najbardziej zaskakującym jest La Vedova, dramma lirico in un atto dal romanzo di Enrico Sienkiewicz na podstawie powieści Na marne z 1908 roku. W wydaniu książkowym libretta autor, Antonio Menotti Buja, z dumą zamieścił list z podziękowaniami od autora, nieco zażenowanego wyciągnięciem z zapomnienia jego młodzieńczego utworu.[/przypis]. Trudno powiedzieć, ile powstać mogło utworów drobniejszych, takich jak Quo vadis. Marcia popolare per banda del maestro G.B. Frosali (1902) czy Quo vadis. Marcia per due mandolini e chitarra niejakiego Luigiego Bottachiariego z tegoż roku.[przypis]Większość muzycznych adaptacji powieści stworzono, co zrozumiałe, na początku wieku, na fali entuzjazmu dla Quo vadis, kilka powstało jednak także w późniejszym okresie. Najbardziej znaną z nich jest opera z 1923 roku Petronio. Dramma lirico in tre atti e quattro quadri, ispirato da alcuni episodi del romanzo “Quo vadis” Gina Custera de Nobili (omówienie por. Szargot 2018a i 2018b). Nic bliższego nie wiadomo natomiast o operze Myrica Ettore de Giovanniego wystawionej w 1949 w teatrze w Piacenzy, do której muzykę napisał dwudziestotrzyletni Giovanni Zanaboni. Sądząc z noty zamieszczonej w „Corriere della Sera” (19 febbraio 1949: 2), było to dzieło owiane „aurą ciepłego i postępowego mistycyzmu” (caldo e progressivo misticismo) i ograniczało się do długiego duetu, ujętego w klamrę dwóch „chórów chrześcijańskich” na początku i końcu dzieła. W recenzji wytknięto kompozytorowi liczne błędy i niedoróbki dzieła, w sumie potraktowano jednak twórcę wyrozumiale, biorąc poprawkę na jego bardzo młody wiek.[/przypis].

Wyrazem hołdu dla powieści były też obrazy, rzeźby, liczne utwory poetyckie w wersjach dialektalnych, takie jak rzymskie sonety Giggiego Pizziraniego Quo vadise: sonetti romaneschi (1900), Quo vadis? Sonetti satirici romaneschi (1901) Nina Ilariego, Quo vadis? Sonetti umoristici satirici romaneschi (1905) Settimia di Vico, Nuovo Quo vadis. Sonetti umoristici in dialetto perugino (1901) Adriana Silveria Angeliniego (por. Marinelli 1984: 142)[przypis]Nic wspólnego — poza tytułem — nie ma natomiast z powieścią Sienkiewicza cykl poetycki w dialekcie neapolitańskim Vittoria Fortunata Guarina Addo’ vaje? (Quo vadis?), notowany w bibliografiach włoskich i w Nowym Korbucie.[/przypis]. Wśród imion nadawanych dzieciom niezwykle popularne stały się Vinicio i Licia, a nawet Ursus (De Felice 1987: 67).



Te wszystkie echa entuzjastycznego odbioru Quo vadis — dzisiaj będące już bez wyjątku wyłącznie historyczną ciekawostką — były jednak tylko potwierdzeniem popularności utworu, a nie jego literackiego statusu. Można nawet powiedzieć, że materialne przejawy popularności utworu, takie jak ilustracje, pocztówki [przypis]Ogromna popularność pocztówek ukazujących sceny z Quo vadis miała charakter międzynarodowy i zdecydowana większość, niezależnie od kraju pochodzenia, to ilustracje o bardzo niskich walorach estetycznych (por. Górecka 2016). We Włoszech największą popularność zyskali sobie Domenico Mastroianni, Vincenzo La Bella, A. Alessandrelli, Giuseppe Garibaldi Bruno, Giuseppe Ripostelli.[/przypis], kalendarzyki fryzjerskie, reklamy ocierające się o kicz albo otwarcie kicz proponujące, obniżały poniekąd rangę samej powieści. Włoska prasa chętnie drukowała informacje o rekordowych sprzedażach książki, jubileusz Sienkiewicza uczczono kolorową stroną tytułową w „Domenica del Corriere”, ale włoscy krytycy i intelektualiści, z bardzo nielicznymi wyjątkami[przypis]Pojawiały się także głosy wskazujące m.in. na zasługi książki w odrodzeniu zainteresowania Rzymem klasycznym. W 1900 roku Achille Coen pisał w „Atene e Roma”: „Podczas gdy do niedawna nasz kraj pozostawał całkowicie obojętnym wobec studiów o tej tematyce, sławna powieść Quo vadis (...) zdołała rozproszyć to otępienie” [Mentre fino a questi ultimi tempi il nostro paese era rimasto interamente estraneo agli studi e alle ricerche sopra indicate, si direbbe che adesso il celebre romanzo Quo vadis? (...) sia riuscito a scuotere il lungo torpore.] (Coen 1900: 253).[/przypis], od początku przyjęli powieść z pewną rezerwą, postrzegając ją jako tekst literatury popularnej, zajmującą lekturę pozbawioną większych wartości artystycznych. Sienkiewicz wyskoczył na włoski rynek literacki jak diabeł z pudełka: nikt o nim nic nie wiedział, nie znano też jego wcześniejszych utworów[przypis]Jak  słusznie zauważył Luca Bernardini (2017), paradoksem recepcji Sienkiewicza we Włoszech jest to, że dla włoskich czytelników wszystkie dzieła polskiego pisarza zjawiły się „po” Quo vadis, wszystkie naraz, bez porządku i logiki, co zaburzyło ogląd i ocenę jego twórczości (2017: 211).[/przypis].

      

     

   

  







W jednym z najwcześniejszych esejów, które ukazały się po opublikowaniu Quo vadis, Gaetano Negri bez skrępowania parafrazował sławne pytanie don Abbondia[przypis]„Karneades? A któż on zacz?” (rozdz. VII, tł. Barbara Sieroszewska). Karneades stał się we Włoszech synonimem autora nikomu nieznanego.[/przypis] z Narzeczonych Manzoniego, zastanawiając się: Sienkiewicz? Chi è costui? (cyt. za Mazzucchetti 1899: 848). Krytycy nie zawsze nawet zdawali sobie sprawę, że Sienkiewicz był Polakiem: w 1899 roku recenzent ukrywający się pod pseudonimem „Feder” zapewniał czytelników „Corriere della Sera”, że „ten Słowianin nie przypomina zbytnio (...) swoich rodaków; nie cechują go mroczne, bolesne, a czasem szalone tony Dostojewskiego”[przypis][Questo Slavo non assomiglia molto (...) ai suoi connazionali; non ha le note cupe, dolorose e talvolta pazzesche del Dostoevskij.] („Corriere della Sera” 20–21 wrześ nia 1899: 1).[/przypis]. Rok później Vincenzo Boccafurni, recenzując włoski przekład Bez dogmatu, wciąż traktował autora jako pisarza rosyjskiego (por. Bernardini 2017: 219). Można powiedzieć, że włoskim krytykom brakowało narzędzi i wiedzy, by zdobyć się na głębsze zrozumienie i analizę pisarstwa Sienkiewicza (to znaczące, że we włoskiej prasie tego okresu spotyka się często przedruki esejów zagranicznych na temat autora Quo vadis)[przypis]Już w 1897 roku tygodnik „Minerva”, prezentując twórczość Sienkiewicza, wykorzystał artykuł Edmonda Cosse’a z „Contemporary Review”. Wyrażono w nim osąd, że „on [Sienkiewicz] to nie Tołstoj ani Meissonier, ale raczej scenograf o wielkim talencie i entuzjasta pracy. Lubi wielkie i wspaniałe obrazy, ale wyrafinowanie uczuć chroni go przed popadnięciem w melodramat i przesadę. Jeśli nie rozproszy swoich sił, co może mu grozić, mierząc się ze zbyt wieloma gatunkami, jego solidne zalety zapewnią mu miejsce wśród aktywnych i płodnych ojców krzepkiej, męskiej powieści, pomiędzy Scottem a Aleksandrem Dumasem” [egli non è né un Tolstoi ne un Meissonier; ma piuttosto uno scenografo di talento immenso ed entusiasta del lavoro. È grandioso e mag nifi co, ma una costante elevatezza di sentimento lo tien sempre lontano dall’ampolloso e melodrammatico. Se egli non isperderà, come ha accennato di voler fare, le sue forze, provandosi in generi troppo vari, sicuramente le sue robuste qualità gli varranno un posto fra gli attivi e fecondi padri del romanzo virilmente forte, fra lo Scott ed Alessandro Dumas] (12: 424–425). Ocenę tę powtarzać będzie w następnych latach wielu krytyków włoskich. W 1901 tygodnik „Minerva” przedrukował opinię z artykułu Johanna Schlafa w „Die Zeit”, który zauważał, że „Sienkiewicz to pisarz zręczny, utalentowany i nic więcej: brak mu sugestywnej osobowości takiego Zoli, Jacobsena, Ibsena, Tołstoja i innych” [egli è uno scrittore abile, pieno di talento, nulla di più: e sarà tutto fuorché una personalità suggestiva come Zola, Jacobsen, Ibsen, Tolstoi e altri], wytykał polskiemu pisarzowi schematyczność formuł fabularnych, a za jego najlepszą powieść uznawał Rodzinę Połanieckich („Minerva”, 1901: 436).[/przypis]. W wielu wypowiedziach pobrzmiewa nawet nuta irytacji, że jakiś „pisarz z północy” czytany jest przez Włochów chętniej niż rodzimi autorzy. W liście do „Gazzetta Letteraria” czytelnik podpisujący się jako „prof. G.C., Palermo” stwierdzał: „wydaje się nam przesadne ekshumowanie wszystkich pięknych i marnych utworów Sienkiewicza. Nie jesteśmy nawet wielkimi entuzjastami Quo vadis, którego np. Francuzi wcale nie przetłumaczyli. Ale u nas często zdarzają się takie gorączki, te nadmierne egzaltacje”[przypis][Ci sembra assai esagerata questa esumazione di opere belle e brutte di Sienkiewicz. Noti che noi non siamo neanche molto entusiasti di Quo vadis, che i francesi, per esempio, non hanno neanche tradotta. Ma da noi avvengono spesso di questi riscaldamenti di testa, di queste esaltazioni strepitose](„Gazzetta Letteraria” Corrispondenza, 1900, nr 18, 12 maja 1900, 7).[/przypis].

W 1900 Luigi Filippo Bolaffi o, omawiając dwa włoskie studia krytyczne na temat Quo vadis[przypis]Był to szkic A proposito del „Quo vadis” Filippa Rubiniego i Uno studio parallelo tra il “Quo vadis” e “I promessi sposi” Emilia Ravaglii.[/przypis], oświadczał stanowczo, że we Włoszech, „gdzie mamy wspaniałe dzieło Pietra Cossy”[przypis]Chodzi o autora licznych sztuk teatralnych o tematyce historycznej: Nerone (Neron, 1872) był jego największym sukcesem.[/przypis], nie czuło się potrzeby „nowego Nerona zredukowanego w barbarzyńskiej prozie, podczas gdy Cossa pos ługuje się najczystszym wersem”; a wyśmiewając (skądinąd rzeczywiście żałosną) analizę porównawczą między Quo vadis a Narzeczonymi, konkludował kategorycznie: „Petroniusz to jedyna postać Sienkiewicza, powtórzmy to, jedyna, która pozostanie żywa. Natomiast w Narzeczonych nawet służąca don Abbondia to kreacja”[przypis][In Italia, dove abbiamo la poderosa creazione di Pietro Cossa, non si sentiva il bisogno d’un altro Nerone ridotto in prosa barbara, mentre quello del Cossa è in versi purissimi. (...) Petronio è la sola creazione di Sienkiewicz, la sola, ripetiamo, che vivrà. Mentre nei Promessi sposi perfi no la serva di Don Abbondio è una creazione] (Bolaffi o 1900a: 1–2).[/przypis]. W podobnym tonie wypowiadał się niedługo później Baldassare Labanca, podkreślając z ulgą: „dobrze chociaż, że uznano niezaprzeczoną wyższość Narzeczonych nad przesadnymi pochwałami Quo vadis”[przypis][Meno male che si è riconosciuta la superiorità dei Promessi sposi rispetto alle esagerate lodi del Quo vadis] (Labanca 1903: 96). [/przypis]. W 1901 „prof. Antonio Cavalli” wydał w Piacenzy rozprawkę, w której przeprowadzał skrupulatne porównanie między Narzeczonymi a Quo vadis, przyznawał tym pierwszym wyższość artystyczną, ale wspaniałomyślnie stawiał polską powieść „na drugim miejscu” (por. Cavalli 1901).

Pojawiły się także pomówienia o plagiat, choć kontrowersje nie sięgnęły tak wielkiej skali jak we Francji. Dopatrzono się mianowicie podobieństwa Sienkiewiczowskiej powieści do fabuły mało znanej książki Agostina della Sala Spada — Mondo antico (1877–1878).



Włoski pisarz na fali wielkiego sukcesu Quo vadis wznowił swój własny utwór, opatrując nowe wydanie dwuznaczną przedmową, sugerującą istnienie pokrewieństwa między obiema opowieściami[przypis]W przedmowie della Spada nie posuwał się jeszcze do oskarżenia Sienkiewicza o plagiat. Kilka lat później w powieści Il filo d’un romanzo, być może pokrzepiony opiniami wyrażanymi przez krytykę włoską, dawał już niedwuznacznie do zrozumienia, nie wymieniając co prawda nazwiska polskiego pisarza, że został obrabowany z pomysłu przez innego autora.[/przypis]. O ile niektóre pisma potraktowały sprawę jako ciekawostkę, przytomnie zwracając uwagę: „trzeba dodać, że opowieść Agostina della Spada nie ma rozmachu narracji Sienkiewicza, a jej styl nigdy nie wznosi się ponad pospolitość”[przypis][Giova anche aggiungere che il racconto di della Sala Spada è ben lungi dall’avere la forza di quello di Sienkiewicz e che lo stile non esce dal livello comune] (J.F. 1901: 727).[/przypis], o tyle niektórzy krytycy wykorzystali okazję, by zdeprecjonować polskie dzieło: najbardziej charakterystycznym przykładem takiej operacji była rozprawka Attilia de Antonia „Quo vadis” di Enrico Sienkiewicz e „Mondo Antico” di Agostino della Sala Spada. Studio critico (1901). Autor nie tylko udowadniał w niej, że podobieństwa między dwiema powieściami były nieprzypadkowe, ale i wysuwał tezę, że pod wieloma względami pisarz włoski przewyższał Polaka, gdyż jego wersja historii była bardziej  „skrupulatna i uporządkowana” (più ordinato e coscienzioso, 11). De Antonio jako pierwszy przekręcił też wypowiedź Sienkiewicza, który w znanym liście do Kozakiewicza, opublikowanym w „Figaro” z 7 maja 1901, ironizował: „Niedawno przecie jakaś gazeta włoska doniosła, że Quo vadis jest po prostu plagiatem z powieści włoskiej, której tytułu nie pamiętam, napisanej przez autora, którego nazwiska także nie pamiętam, co zresztą nie jest dziwne, bo nikt nigdy o nich nie słyszał” (Listy, t. III, cz. 1: 199). De Antonio powoływał się na ten list, traktując go jako „przyznanie się do winy” polskiego autora i oburzając na pogardliwy ton, jakim mówi o włoskiej powieści. Tego opacznego odczytania słów Sienkiewicza nikt już później nie sprostował. We wstępie do niewydarzonej powieści Ursus. Seguito al „Quo vadis”, o której będzie jeszcze mowa, „prof. Francesco Sabatini, archeologo” stwierdzał: „Brunetière we Francji, pani Pia Treves i mgr Attilio de Antonio we Włoszech ujawnili plagiat w dziele, które odniosło sukces w całej Europie. Wtedy H. Sienkiewicz przyznał, że wykorzystał dzieło, którego tytułu i autora nie pamiętał”[przypis][Il Brunetière, in Francia, la signora Pia Treves, ed il dott. Attilio de Antonio, in Italia, indicarono il plagio nell’opera che aveva incontrato il favore di tutta l’Europa, ed allora E. Sienkievicz confessò che egli si era valso di un’opera della quale gli sfuggiva il titolo, di un autore di cui non riteneva più il nome] (1905: VII-VIII). Na książkę tę natknął się w czasie swojej podróży do Włoch w 1906 roku Ludwik Masłowski, którego insynuacje Sabatiniego oburzyły do tego stopnia, że napisał do Sienkiewicza, cytując obszerne fragmenty przedmowy i sugerując, by pisarz zamieścił sprostowanie we włoskich dziennikach, a gdyby nie znalazł na to czasu, aby upoważnił do podjęcia odpowiednich w tym celu działań autora listu (rękopis listu przechowywany w zbiorach Ossolineum, sygn. 122/05).[/przypis]. W 1934 w artykule poświęconym twórczości della Spady w czasopiśmie „Alexandria” wspominano o „ogromnym skandalu” związanym z zależnością Quo vadis od Mondo antico, powiększonym jeszcze przez „afektowaną nonszalancję” (affettata noncuranza) okazaną przez polskiego pisarza (Oddone 1934: 37). W 1965 w broszurze poświęconej Agostinowi della Spadzie w piędziesięciolecie śmierci niejaki Abele Truffa również podawał jako fakt, że Sienkiewicz „przyznał się” do zaczerpnięcia inspiracji z włoskiej powieści (Truffa 1965: 9), i przekonywał, że w Mondo antico della Spada sięgnął „szczytów sztuki” (13)[przypis]Przechodząc następnie, jak tylu włoskich autorów przed nim, do wyliczania motywów, dla których
powieść Włocha miałaby być lepsza od Quo vadis: ożywiona jest „oddechem chrześcijańskim”, postacie apostołów mają w niej większą rolę, bohaterowie mają „niepowtarzalną fizjognomię” itd.[/przypis]. Jeszcze w 1968 Enciclopedia SEI w haśle biograficznym della Spady podawała beztrosko „Jego powieść Mondo antico została splagiatowana przez Henryka Sienkiewicza w sławnym Quo vadis”. Alfons Bronarski (1923), analizując szczegółowo treść obu utworów, doszedł do wniosku, że rzeczywiście istnieją między nimi pewne podobieństwa, i sugerował, że autor Quo vadis mógł znać włoską powieść. Jednak nawet sami krytycy włoscy, którzy sugerowali plagiat, przypominali jednocześnie, nie widząc w tym żadnej sprzeczności, że powieść della Spady, wydana w 1877 w Casale di Monferrato, praktycznie nie miała czytelników, „opublikowana przez autora w ograniczonym nakładzie, w małym mieście, u wydawcy, który nie był w stanie jej promować”[przypis][l’autore ha fatto pubblicare il suo libro in un numero esiguo di copie, in una città non grande, da un editore che fu incapace di slanciarlo] (de Antonio 1901: 8). Na ten sam czynnik zwracał uwagę Giurati w cytowanej już rozprawie Il plagio (452–453), wskazując, że plagiat z reguły związany jest
z poczytnością danego dzieła.[/przypis]. Nie wiadomo, dlaczego Sienkiewicz miałby emfatycznie zaprzeczać znajomości włoskiej książki w liście do Kozakiewicza, skoro wyliczył inne literackie źródła, które go zainspirowały. Poza tym trudno wyobrazić sobie, żeby był w stanie przeczytać to sześciusetstronicowe, niemal nieznane romansidło napisane archaizującym, bombastycznym stylem, nawet gdyby jakimś dziwnym trafem wpadło mu w ręce: jego krótkie listy po francusku do Verdinois wskazują jasno, że nie znał włoskiego nawet na tyle, aby napisać w tym języku krótką dedykację na zdjęciu przesłanym tłumaczowi. Przyznanie Sienkiewiczowi Nagrody Nobla w 1905 roku nie zmieniło nastawienia krytyki włoskiej do pisarza, można nawet powiedzieć, że pogłębiło jej niechęć. Jednym z najpoważniejszych rywali polskiego pisarza do przyznania nagrody był poeta Giosuè Carducci i wielu włoskich krytyków odebrało decyzję komisji sztokholmskiej jako afront wobec ich własnego kandydata. Szczególnie zjadliwy komentarz zamieścił na łamach „Ars et Labor” Giuseppe Lipparini:
Dali ją [Nagrodę Nobla] Sienkiewiczowi, autorowi tego Quo vadis[przypis]We Włoszech powszechne było — wtedy i później — przekonanie, że Sienkiewicz otrzymał nagrodę właśnie za Quo vadis.[/przypis], które we Włoszech czytali nawet analfabeci. (...) Chciałbym zwrócić uwagę tylko na jedną rzecz. Uhonorowanie Sienkiewicza zostało przyjęte we Włoszech tysiącem krytyk i nie zabrakło nawet obelg pod adresem tego biedaka. Nie przyszło nam jednak na myśl, że to my ponosimy w dużej mierze winę: bo w jakim kraju na świecie bardziej czytano i uwielbiano Henryka Sienkiewicza? Przez kilka lat nasi wydawcy publikowali gorączkowo nowele i powieści tego polskiego Chrzanowskiego[przypis]Lipparini ma na myśli generała Chrzanowskiego, którego nazwisko często zniekształcano we
Włoszech. Chrzanowski dowodził wojskami piemonckimi w czasie pierwszej włoskiej wojny o niepodległość i w 1849 roku został pokonany przez marszałka Radetzky’ego pod Novarą. Jak łatwo się domyślić, nazwanie Sienkiewicza „Chrzanowskim literatury” nie ma pozytywnego wydźwięku.[/przypis] literatury; nasze gazety, tak niechętne autorom rodzimym, otworzyły się dla niego na oścież, drukując liczne długie dysertacje na temat autora i jego twórczości. Prawie przyznaliśmy mu obywatelstwo włoskie i niemal wznieśliśmy jego pomnik na Kapitolu. W dwa czy trzy lata wykupiliśmy pół miliona egzemplarzy Quo vadis: najzwyklejsze opowiadania tego niezwykle płodnego pisarza wydawały się nam arcydziełem. To było całkiem coś innego niż te trudne i surowe Ody barbarzyńskie, z których poczciwi czytelnicy nic w ząb nie rozumieją. A teraz dziwimy się, że Nobel został przyznany Sienkiewiczowi zamiast Carducciemu i protestujemy krzykami. Czyja to wina?[przypis] [L’hanno invece dato a Sienkiewicz, l’autore di quel Quo vadis che in Italia è stato letto perfi no dagli analfabeti. (...). Voglio solo notare un fatto un fatto singolare. La premiazione del Sienkiewicz è stata accolta in Italia con mille censure e con qualche improperio contro il poveretto. Ma noi non abbiamo pensato che la colpa era in gran parte nostra: in qual paese del mondo è stato più letto e ammirato Sienkiewicz? I nostri editori si sono dati per qualche anno a stampar furiosamente le novelle e i romanzi di quel polacco Chrzanowski [sic!] della letteratura: le nostre riviste, così parche con gli autori nazionali, gli hanno spalancate le porte e hanno stampato lunghe e frequenti discquisizioni su lui e su l’opera sua. Non gli abbiamo quasi conferita la cittadinanza italiana, e quasi abbiamo collocata la sua statua in Campidoglio. Del Quo vadis noi abbiamo smaltito in due o tre anni più di mezzo milione di copie: e le più semplii novelline di quel fecondissimo autore ci parevano perfetti capolavori. Altro che quelle e aspre Odi Barbare in cui la gente per bene non capisce un cavolo! E oggi ci meravigliamo che il premio Nobel sia andato al Sienkiewicz piuttosto che al Carducci e anzi protestiamo con alte strida. Di chi la colpa?] (Lipparini 1906: 132).[/przypis]
&amp;nbsp;

Literacka Nagroda Nobla przyznana Carducciemu rok później, w 1906, pomogła zapewne złagodzić ten resentyment[przypis] Jednak np. w 1909 roku, donosząc o przyznaniu literackiej Nagrody Nobla Selmie Lagerlöf, „Corriere della Sera” nie odmówił sobie zbytecznej uwagi, że twórczość pisarki „przez wielu krytyków uważana jest za bardziej wartościową i interesującą niż pisarstwo autora Quo vadis” [è giudicata da molti autori più robusta e interessante dell’autore del Quo vadis] (12 dicembre 1909). W tym samym roku czasopismo „Minerva” w artykule poświęconym przeglądowi literatury polskiej pisało z przekąsem o „dość żałosnym entuzjazmie” (entusiasmo assai ridicolo), z jakim przyjęto powieść we Włoszech, stwierdzając z irytacją, że inaczej niż we Francji, gdzie popadła w „zasłużone zapomnienie” (meritato oblio), „we Włoszech, niestety, niektórzy jeszcze ją czytają” (in Italia, aimè, c’è chi la legge) (1900 v. 29: 997).[/przypis], ale choć popularność Quo vadis wciąż była wysoka — do wybuchu pierwszej wojny światowej co roku ukazywało się co najmniej jedno, częściej kilka nowych wydań powieści — zainteresowanie krytyków polskim pisarzem właściwie wygasło[przypis] W artykule opublikowanym po śmierci Sienkiewicza w 1916 roku „Corriere della Sera” komentował: „Quo vadis nie cieszyło się wielką estymą intelektualistów, a jeś li sądzić z widocznego już spadku jego popularności, trzeba by uznać, że byli jasnowidzami w swoim osądzie” [Il Quo vadis ha avuto mediocre fortuna tra intelettuali, e se si dovesse giudicare dalla già cominciata decadenza della sua stessa popolarità, bisognerebbe dire che gli intelettuali furono giudici chiaroveggenti] (17 novembre 1916).[/przypis]. Dwadzieścia lat później Giovanni Maver w artykule poświęconym Trylogii trafnie podsumowywał ten wczesny etap recepcji krytycznej Sienkiewicza we Włoszech:
Kiedy jakiś pisarz w krótkim czasie jest w stanie narzucić się uwadze rodzimych i zagranicznych odbiorców, kiedy do wielkiej popularności jego utworów przyczynia się bezkształtna rzesza czytelników pochodzących z różnych warstw społecznych i o odmiennym poziomie kultury, instynktownie rodzi się uczucie nieufności. (...) Wielkiej łatwości, z jaką podbita została publiczność, odpowiada równie wielka łatwość, z jaką można pogrążyć takie dzieła czy też raczej sądzi się, że można je pogrążyć. Żeby to zrobić, nie trzeba nawet szukać specjalnych powodów; formuła, jakiej używa się w takich wypadkach, jest już gotowa: nazywa się „płytkość”. A ponieważ krytycy nie lubią zajmować się pisarzami „płytkimi”, często ci beniaminkowie czytelników są zaniedbywani przez krytykę[przypis][Quando uno scrittore riesce in breve tempo ad imporsi al pubblico proprio e quello straniero, quando alla grande diffusione delle sue opere contribuisce la massa amorfa di lettori di vari ceti sociali e di varia cultura, istintivamente, si è indotti a diffi darne. (...) alla grande facilità con cui il pubblico è stato conquistato, corrisponde l’altrettanto grande facilità con cui, volendolo, si riesce a demolire queste opere, o meglio, si crede di poterle demolire. Per farlo non occorre nemmeno andare in cerca di una motivazione speciale: la formula critica che si attaglia a casi di tal genere è di solito bell’ e pronta: ed è “la superfi cialità”. E poiché i critici non amano occuparsi degli scrittori “superfi ciali”, avviene spesso che questi beniamini del pubblico siano i più trascurati dalla critica] (Maver 1927: 65).[/przypis].
&amp;nbsp;

W późniejszym okresie o Sienkiewiczu pisać już będą właściwie tylko poloniści, z reguły w specjalistycznych czasopismach poświęconych literaturom słowiańskim.

Co ciekawe, i oni — Enrico Damiani w obszernym eseju Note e appunti ogłoszonym z okazji dziesięciolecia śmierci pisarza w 1926 roku, cytowany powyżej Giovanni Maver (także w późniejszej przedmowie do wydania Quo vadis z 1964), a potem Luigi Marinelli — w swoich artykułach bardzo się starają, aby nie wygłosić zbyt pochlebnego sądu o Powieści z czasów Nerona. Damiani w swojej apologii Sienkiewicza chwalił przede wszystkim Trylogię, wyrokując, że Quo vadis nie jest arcydziełem, i przypisywał popularność powieści fascynującej tematyce, którą podejmuje (Damiani 1926: 501). Maver, który najwyżej z utworów Sienkiewicza cenił Ogniem i mieczem, w eseju z 1964 roku odwoływał się do wspomnianego już szkicu Gaetana Negriego z 1899 roku, solidaryzując się z wyrażoną w nim opinią, że wyobraźnia polskiego autora jest „trochę teatralna” i że jego wybujała wyobraźnia oddala go od prawdy historycznej. I choć w zakończeniu tekstu deklarował, że „obrona twórczości Sienkiewicza jest możliwa i konieczna”, wcześniej cytował in extenso sławną deprecjonującą opinię o pisarzu, wyrażoną przez Witolda Gombrowicza w jego Dzienniku[przypis]„Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha — i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni” (Gombrowicz 1971: 292). Z obszernego eseju Gombrowicza o Sienkiewiczu najczęściej przytacza się właśnie początek, czasem wybrane fragmenty z dalszej części. Co ciekawe, cytaty we włoskich opracowaniach nieodmiennie pomijają zdanie o Kmicicu „wraz z Wołodyjowskim oraz Panem Hetmanem Wielkim”, których pisarz „wsadził do głowy” czytelnikom, co może stworzyć wrażenie, że wypowiedź autora Dziennika dotyczyła właśnie Quo vadis.[/przypis].

W 1985 roku, w artykule poświęconym sukcesowi Quo vadis we Włoszech, który ukazał się na łamach dziennika „La Stampa” z okazji wejścia na antenę serialu telewizyjnego na podstawie powieści, polonista Pietro Marchesani (dzisiaj pamiętany przede wszystkim jako tłumacz Wisławy Szymborskiej) ironizował: „Naprawdę, ten Sienkiewicz jest dokuczliwy jak nazbyt sterczący pryszcz, którego nie da się zamaskować, z racji tysiąca wydań, przekładów tak licznych, że nie da się ich nawet zliczyć”[przypis][Davvero, questo Sienkiewicz procura fastidio come un foruncolo troppo esposto, non occultabile per via delle migliaia di edizioni, di traduzioni tanto numerose da non potersi contare] (Marchesani 1985: I).[/przypis]. Autor przypominał ze smakiem co bardziej złośliwe opinie o polskim pisarzu, wypominał Sienkiewiczowi wizję Rzymu nasuwającą na myśl kartonowe dekoracje rodem z Hollywood, wyrokował, że wymagającym czytelnikom lektura powieści nie może przynieść satysfakcji, i konkludował, że na „ambarasujące” pytanie o przyczynę jej popularności nie da się znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. Naturalnie nie odmówił sobie zacytowania wypowiedzi Gombrowicza o Quo vadis. Gombrowicza chętnie cytuje też w esejach o Quo vadis Luigi Marinelli, który postrzega sukces powieści głównie jako fenomen socjologiczny, a w ocenie jej wartości literackiej zbliża się, osobliwie, do krytyków z początku XX wieku, sytuując powieść „na pograniczu między humanitarnym zaangażowaniem postrisorgimentalnym w stylu De Amicisa” a „późnym romantyzmem w tanim wydaniu takiej Caroliny Invernizio” (Marinelli 2002: 207). Można odnieść wrażenie, że włoska krytyka, ani ta wczesna, mało zorientowana w kontekście literackim powieści, ani późniejsze osądy ze strony polonistów, nie wyszła nigdy poza percepcję dzieła jako tekstu łatwo rozpoznawalnego, bo posługującego się motywami i wątkami zapisanymi już w encyklopedii kulturowej odbiorcy. Z wielu powodów jest to perspektywa narzucająca się szczególnie w zagranicznym odbiorze dzieła, prowadzi ona jednak także do zawężenia jego interpretacji, bo jak zauważył Tadeusz Bujnicki „trudnej sztuce odczytywania różnych warstw dzieła może się przeciwstawić łatwość powierzchownej percepcji. A wówczas nieuchronna staje się lektura w konwencji kiczu” (Bujnicki 1990: 187).

Choć negatywne opinie włoskich krytyków na temat Quo vadis wydać się mogą często przesadzone, a także zrodzone raczej z intelektualnego snobizmu niż z rzetelnej analizy literackiej dzieła, trzeba pamiętać, że — zwłaszcza we wczesnym okresie recepcji dzieła we Włoszech — nikt nie miał do czynienia z jego oryginalną wersją: ani czytelnicy, ani wydawcy, ani sami tłumacze. Zdanie na jego temat wyrabiano sobie na podstawie przekładów — a te były z reguły fatalne[przypis] Czasami — chociaż rzadko — zdawali sobie z tego sprawę i sami Włosi. We wspomnianym już artykule pośmiertnym „Corriere della Sera” o Sienkiewiczu podkreślano: „Nie możemy jednak jeszcze wydać o nim [Sienkiewiczu] pewnego osądu. Jego ziomkowie poligloci — a jest ich stosunkowo dużo — zapewniają, że tłumaczenia powieści Sienkiewicza to interpretacja słaba i bezbarwna, niekiedy zniekształcono wartości, jaką mają jego dzieła wyrażone w czystej i eleganckiej prozie oryginału. Oceniamy zatem tylko w przybliżeniu”. [Ma noi non possiamo ancora giudicarlo con sicurezza. I suoi connazionali poliglotti — e ve ne sono relativamente molti — affermano che le traduzioni dei romanzi del Sienkiewicz rappresentano una interpretazione scialba e fiacca e qualche volta difforme, di ciò che veramente quei romanzi valgono nella limpida ed elegante prosa originale. Noi, dunque, giudichiamo appena per approssimazione] (17 novembre 1916).[/przypis]. Wydawcami i większością tłumaczy nie powodowało bynajmniej autentyczne zainteresowanie twórczością Sienkiewicza czy ambicja przybliżenia jej włoskim odbiorcom, a jedynie nadzieja na szybki zysk. Nie było w tej optyce miejsca na troskę o literacką wartość tekstu czy o jakość tłumaczenia. Przekładano szybko i niechlujnie z języka, który akurat znał dany tłumacz, i w rezultacie wszystkie wersje utworów polskiego pisarza, które zalały włoski rynek na początku XX wieku, to zaledwie blady cień oryginalnych tekstów. O skali bylejakości wydawniczej świadczą już błędy w tytułach i pisowni nazwiska polskiego pisarza. Na przykład Verdinois, który kreował się na „oficjalnego” tłumacza Sienkiewicza we Włoszech, działającego za zgodą i upoważnieniem autora, wydał przekład Rodziny Połanieckich pod tytułem La famiglia Polanieski (pisownię poprawiono dopiero w wydaniu z 1909 roku). W łacińskim tytule Quo vadis trudno było coś zepsuć, za to można było przekręcić nazwisko autora: pierwsze włoskie wydanie powieści podpisane było „Henrik Sienkievicz”. W szóstym wznowieniu dzieła poprawiono „Henrik” na „Henryk”, ale pisownia „Sienkievicz” powtarza się we wszystkich późniejszych wydaniach przekładu Verdinois. Było to zresztą i tak niewielkie tylko zniekształcenie nazwiska, które doczekać się miało — nie tylko we wczesnych, ale i w powojennych wydaniach powieści — licznych bardziej i mniej fantazyjnych wersji: Sienhkiewicz, Sienkievcz, Schienkiewicz, Scienkiewicz, Sienkiewics, Synkiewicz... Skoro takie rażące błędy pojawiały się już na okładce, cóż dopiero mówić o samym tekście!

Omawiając Sienkiewiczowską technikę obrazowania w Quo vadis, w starym już, ale bardzo przenikliwym szkicu, Ignacy Matuszewski zauważał (1898: 119):
Jedno słowo, ale na właściwym postawione miejscu, jedno pospolite na pozór, ale niesłychanie trafne i malownicze porównanie, jeden przymiotnik dodany od niechcenia do rzeczownika i przed oczyma naszymi powstanie od razu cała wypukła i żywa postać, rysuje się obraz, sytuacja, scena[przypis]W okresie późniejszym środki językowe użyte do stylizacji łacińskiej w Quo vadis analizowali m.in. Stanisław Mikołajczak (Składnia „Quo vadis” H. Sienkiewicza w ujęciu statystycznym (dla potrzeb stylistyki, 1970) i Bogdan Walczak (Uwagi o języku „Quo vadis”, 1991).[/przypis].
&amp;nbsp;

Okaleczone, niezdarne, często puszczane do druku bez technicznej i stylistycznej korekty, teksty polskiego pisarza traciły więc, bez wyjątku, najcenniejszą cechę utworów oryginalnych: niezrównane wyczucie stylu i języka. Dlatego też trudno nie zgodzić się z Mieczysławem Brahmerem, że „czytelnikowi francuskiemu powieści te muszą wydać się spóźnionymi rywalami narracyjnej werwy Dumasa lub Wiktora Hugo, a w oczach Włocha nie dorównują Narzeczonym Manzoniego” (Brahmer 1980: 289). Tym bardziej wrażenie takie mogli odnieść krytycy literaccy.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11462" title="Zawłaszczenie i&amp;nbsp;manipulacja" slug="zawlaszczenie-i-manipulacja">Kolejnym negatywnym aspektem włoskiej recepcji Quo vadis, który miał decydujący wpływ na ukształtowanie odbioru powieści w tym kraju, było swoiste zawłaszczenie utworu przez środowiska katolickie. Od samego początku ton dyskusji o dziele Sienkiewicza nadawał nie jego ogląd literacki, ale rozważania o przesłaniu moralnym i religijnym. W pierwszych recenzjach często wyrażano się o powieści jako o „apologii chrześcijaństwa” i zastanawiano się nad jej użytecznością w krzewieniu wiary i wartości katolickich. Już w 1899 roku Mazzucchetti ubolewał, że włoska prasa katolicka „zawłaszczyła skwapliwiej od wszystkich Quo vadis, propagując je niemal wyłącznie jako dzieło apologii chrześcijaństwa, a zapominając niemal całkowicie o jego walorach artystycznych”[przypis][(...) si è impadronita con maggior sollecitudine di tutti del Quo vadis? manificandolo quasi esclusivamente come lavoro apologetico del Cristianesimo, trascurandone o quasi, l’elemento artistico] (Mazzucchetti 1899: 844).[/przypis]. A jednak ten sam Mazzucchetti w podsumowaniu eseju stwierdzał: „bowiem bohaterem Quo vadis tylko na pozór jest szalony i okrutny cesarz (...) nie jest nim też Winicjusz, główny bohater wątłej, naiwnej, a jednak tak sugestywnej historii miłosnej (...), jest nim Chrystus zmarły na krzyżu, który zmartwychwstał i wstąpił w chwale do niebios”[przypis][(...) protagonista di Quo vadis? non è che apparentemente il pazzo e feroce imperatore (...) non è neppure Vinicio, attore precipuo della tenue, semplice e pur così suggestiva storia d’amore (...) è bensì quel Cristo morto sulla croce, risorto e asceso alla gloria dei cieli] (Mazzucchetti 1899: 846).[/przypis]. W tym samym roku Giovanni Semeria, głośny i wpływowy kaznodzieja, na rozpoczęciu roku akademickiego w wyższej szkole katolickiej w Genui wygłosił wykład Arte e apologia cristiana nel “Quo vadis” di Enrico Sienkiewicz, wydany od razu w formie książkowej i niezwłocznie przetłumaczony na kilka języków, m.in. na polski pod tytułem Apologia Chrystyanizmu i sztuka w powieści Henryka Sienkiewicza „Quo vadis” (1900). Przekonywał w nim (1900: 14):
Nikt z ludzi kultury nie będzie śmiał odmówić „Quo vadis” chwały i przymiotu dzieła natchnionej sztuki. Mimo iż woń chrześcijańskich kadzideł z każdej niemal stronnicy tej powieści wznosi się ku niebu, weszło „Quo vadis” i dotarło do tych przybytków sztuki, których kadzidła zwykle działają omdlewająco, a często bardzo przewrotnie na zmysły. (...) zwycięska sztuka w „Quo vadis” (...) wprowadziła Chrystusa tam, skąd systematycznie bywa wypędzany[przypis]W dalszej części rozprawy Semeria porównywał Quo vadis z – jakże by inaczej — Narzeczonymi Manzoniego, oceniając polską powieść wyżej, jeśli chodzi o rozmach i żywość historycznego tła utworu. Można się domyślać, że był to jeden z powodów irytacji włoskich krytyków literackich, którzy wystąpili w obronie supremacji rodzimego dzieła (cieszącego się we Włoszech statusem podobnym do tego, jaki w literaturze polskiej ma Pan Tadeusz).[/przypis]
I podsumowywał (1900: 78–79):
Ta książka, której ledwie głównych tknąłem się punktów, zaprawdę jest wielką apologią Chrystianizmu, w każdym razie najskuteczniejszą, jaką w dzisiejszych czasach można napisać. (...) Utrzymywano, że zamarł Chrystus, a on się właśnie ukazał w czujnym zakresie sztuki nie tylko sam żyw, ale i ożywiający na kartach książki polskiego artysty.


W 1900 roku o Quo vadis wypowiedział się też inny znany kaznodzieja, jezuita Antonio Pavissich z Dalmacji, który wygłosił wykład w Mediolanie na zaproszenie koła studentów im. św. Stanisława, następnie ogłoszony drukiem jako Arte sana e arte morbosa. I due romanzi, „Quo vadis” e „Oltre il mistero” di Enrico Sienkiewicz (Sztuka zdrowa i sztuka chora. Dwie powieści, Quo vadis i Bez dogmatu Henryka Sienkiewicza). Jak donosił „L’Osservatore Romano” (1900: 2), na wykładzie zjawił się kardynał Ferrari i wielki tłum zainteresowanych (jak jednak informował inny dziennik, le signore erano escluse, paniom zabroniono wstępu), którzy przyjęli tezy o pornograficznych treściach w Quo vadis i Bez dogmatu Sienkiewicza gorącymi oklaskami. Na zakończenie zabrał głos kardynał, który stwierdził, że entuzjastyczna reakcja publiczności świadczy o tym, że wszyscy uważają, iż Quo vadis to przykład „sztuki chorobliwej”. Pavissich zaatakował polską powieść z powodu zbyt plastycznych opisów pogańskiego Rzymu, które jego zdaniem były niegodne dzieła mającego być hymnem na cześć chrześcijaństwa. Oburzyły go zmysłowe i erotyczne sceny, które według niego miały zatruwać duszę i umysł czytelnika, nie pozwalając mu skupić się na religijnym przesłaniu książki. Pavissicha wsparły „L’Osservatore Romano” i przede wszystkim „La Cultura Cattolica”, w ogóle polskiemu dziełu raczej niechętna. W obszernym omówieniu Di due romanzi di Sienkiewicz e di una loro critica (O dwóch powieściach Sienkiewicza i ich krytyce), wychodzącym od dziełka Pavissicha (który od 1905 roku miał się stać stałym współpracownikiem pisma), przytaczano słowa innego krytyka Quo vadis, w niezmiernie malowniczych słowach prezentującego niebezpieczeństwa lektury tego dzieła: „Kto czyta je dla jego artyzmu, zbiera kwiecie na krawędzi przepaści: a kto czyta je, aby w nim znaleźć apologię wiary, wiary nie zyska, za to straci na obyczajności, szczególnie młodzież”[przypis][Chi lo legge per gustare in esso l’arte, va a cogliere fiori sul margine dei precipizi; e chi lo legge per trovarvi l’apologia della fede, nella fede non guadagnerà, ma pericolerà nel costume, massime la gioventù] („La Cultura Cattolica” 1900: 703).[/przypis] (niestety nie podano autora tej wymownej opinii). Anonimowy autor artykułu w „La Cultura Cattolica” ubolewał, wraz z Pavissichem, nad zbytnią atrakcyjnością postaci pogańskich w powieści, narzekał na mało przekonujące nawrócenie Winicjusza, miał za złe Ligii, że nie zginęła na arenie, jak przystało prawdziwej chrześcijańskiej bohaterce, a świętemu Piotrowi zbytnią pobłażliwość w stosunku do dwojga zakochanych.

Rozprawki Semerii i Pavissicha to niewątpliwie najbardziej znane i najszerzej komentowane w tym okresie teksty włoskie na temat powieści Sienkiewicza, ale dyskusje o moralnych walorach Quo vadis kwitły także w prasie regionalnej. I tak np. w katolickim friulańskim dzienniku „Il Cittadino italiano” jeden z pierwszych recenzentów, ksiądz Giueppe Ellero, poeta i dramaturg, twierdził z przekonaniem, że „w Quo vadis znajduje się absolutna, entuzjastyczna i wzruszająca apologia doktryny i Kościoła”[przypis][In Quo vadis è apologia assoluta, entusiastica, commovente della dottrina e della Chiesa] („Il Cittadino italiano” 28 luglio 1899; cyt. za Tessitori 1964: 130).[/przypis]. Rok później inny ze współpracowników pisma, zresztą osoba duchowna, Guglielmo Gasparutti (podpisujący się pseudonimem Max) wypowiadał się na temat potencjalnej szkodliwości lektury powieści: „Jesteście młodzi? Nie czytajcie Quo vadis, bo mogłoby wam zaszkodzić. Jesteście dojrzali? Czytajcie je, bo to dzieło geniusza i będzie dla was tylko z korzyścią”[przypis][Siete giovani? Non leggete il Quo vadis? che vi potrebbe fare male. Siete maturi? Leggetelo, perché è l’opera d’un genio, e vi farà solo bene] (cyt. za Tessitori 1964: 130).[/przypis]. W polemice, która wywiązała się po tym artykule, zabrał głos także Giuseppe Ellero, który w tekście Quo vadis et quo vaditis? krytycznie odniósł się do negatywnych ocen moralnego przesłania dzieła:
Dobry Boże! Quo vadis? Pytam tych cenzorów. Już od dłuższego czasu nie ukazuje się powieść otwarcie katolicka, a wy rzucacie się na autora, który odważnie zrywa z godną pożałowania tradycją? I dlaczego? Bo Petroniusz jest nadto libertynem, bo za dużo się mówi o toilette Ligii, bo na bankiecie u Nerona i na uczcie na stawie Agryppy pokazano zgniliznę?[przypis][Ma buon Dio! Quo vadis? Domando io a questi censori. È già un buon pezzo che non apparisce un romanzo schiettamente cristiano e voi vi scagliate contro quell’uno che rompe arditamente la deplorevole situazione? E perché? Perchè Petronio è troppo libertino, perchè la toilette di Licia è troppo posta in luce, perchè al banchetto di Nerone e sul lago di Agrippa c’è del putrido?] („Il cittadino italiano” 5 marzo 1900, cyt. za Tessitori 1964: 131).[/przypis]
&amp;nbsp;

Miana „apologii chrześcijaństwa” odmawiał Quo vadis katolicki pisarz Antonio Fogazzaro, wysuwając argument, którego nie używali inni krytycy. Warto tu przytoczyć jego mało znaną wypowiedź, bo zawiera ona bardzo interesujące i trafne obserwacje:
Zamykam książkę, w której Henryk Sienkiewicz sportretował zamaszystymi ruchami pędzla sławną epokę starożytnego Rzymu, używając mocnych kontrastów światła i cienia, jakich wymagał dystans wielu stuleci, i odczuwam w pamięci cierpienie nie tyle na myśl o męczennicy Ligii, chrześcijańskiej kochance, która znika w dyskretnym cieniu małżeńskiej idylli, ile o pogańskiej Eunice, która z miłości, bez nadziei na przyszłą nagrodę, oddaje się w kwiecie młodości i urody na ofiarę śmierci. Największy dar, jaki moim zdaniem poeta może dać swojej faworytce, śmierć! Aby apoteoza mogła przypaść patrycjuszowi i niewolnicy, aby nad nimi westchnął najgłębiej ten, kto śledził z zapartym tchem losy Ligii i Winicjusza, ta sama Sztuka, która stworzyła ich tak pięknie i szczodrze, musiała darować życie chrześcijańskim kochankom i zarazem zadać im śmierć na scenie, wolną śmierć w więzach wspaniałej i płomiennej miłości; i to także jest dla mnie argumentem, aby odmówić powieści miana apologii chrześcijańskiej[przypis][Chiudo il libro dove Enrico Sienkiewicz ha dipinto un’epoca famosa dell’antica Roma con il largo pennello, con la violenza di luci e d’ombre che una distanza di tanti secoli richiedeva, e sento dolce nella memoria non tanto Licia la martire, l’amante cristiana scomparsa nelle ombre discrete di un idillio nuziale, quanto Evnica l’infedele, che per amore consente senza speranza di futuro premio alla morte il fiore degli anni suoi e della bellezza. Supremo dono, io penso, del poeta alla sua prediletta, la morte! Per l’apoteosi del patrizio e della schiava, perchè andasse ad essi il più intimo profondo sospiro di chi palpitò per la sorte di Licia e Vinicio, non altro poteva l’Arte dopo averli creati entrambi così belli e generosi, che donar la vita agli amanti cristiani e la morte ad essi, la morte sulla scena, la morte lenta, la morte nei vincoli del più fervido e splendido amore; e anche questo è a me argomento di rifi utare al libro il carattere di apologia cristiana] (Fogazzaro 1901: 51–52). Szerzej znana jest odpowiedź Fogazzara na sondaż na temat Quo vadis, ogłoszona w 1908 i przedrukowana m.in. w tomie Centenario di Sienkiewicz 1846–1946 (1946).[/przypis].
&amp;nbsp;

W rozważania nad moralnymi aspektami powieści ześlizgiwały się nieuchronnie właściwie wszystkie wczesne eseje na temat Quo vadis. Gaetano Zocchi, omawiając Quo vadis w swojej książce Scadimento del romanzo (Degeneracja powieści), uważał, że nie można go uznać bez zastrzeżeń za „dobrą sztukę” (arte buona), gdyż autor „splamił” powieść zbyt mocnymi barwami opisującymi życie pogańskie (1901: 39). Także Pier Luigi Veneziani w obszernym omówieniu powieści wytykał Sienkiewiczowi zbytnie upodobanie do ukazywania scen pogańskich i konkludował, że obniża ono rangę artystyczną powieści, stawiając ją niżej niż Fabiola Wisemana i Ben-Hur Wallace’a (Veneziani 1903). W 1906 roku Carlo Villani z sarkazmem wyliczał wszystkie erotyczne ustępy z powieści i konkludował: „Podziwiajmy zatem sztukę i scenografię Quo vadis, ale na miłość boską nie nazywajmy go apologią Chrześcijaństwa!”[przypis][Ammiriamo pure dunque l’arte e la scenografia del Quo vadis?, ma non proclamiamolo per carità, un’apologia del Cristianesimo!] (Villani 1906: 79).[/przypis]. W rzeczywistości zarówno apologetów, jak i krytyków powieści łączył punkt widzenia podporządkowujący całkowicie „sztukę” literacką jej „misji” chrześcijańskiej i przekonanie, że dzieło miałoby wszelkie przesłanki, aby stać się budującą lekturą dla wszystkich, a zwłaszcza dla młodzieży, gdyby nie pewne „zmysłowe” i „naturalistyczne” sceny, które zawiera. Na próżno jeden z krytyków protestował, że nie wierzy, aby swoją powieścią „Sienkiewicz próbował rozbudzić wiarę” (Trinchi 1900b: 5), bo entuzjazm, jaki wywołuje Quo vadis, nie może być wynikiem uczuć religijnych, ale jest zasługą sztuki Sienkiewicza, która potrafiła tak wspaniale ożywić odległe czasy Nerona (Trinchi 1900a: 5). Pragnienie, aby wykorzystać Quo vadis do krzewienia uczuć religijnych wśród młodych czytelników, było zbyt silne (i zbyt opłacalne finansowo), by z niego zrezygnować. Wspomniany już kilkakrotnie Augusto Mazzucchetti ograniczał się jeszcze do wzdychania:
To godne ubolewania, że Quo vadis, mimo iż wstrzemięźliwe i wyrafinowane w formie, wolne od wszelkiego upodobania w grzesznych opisach, przez swoją własną szczerość artystyczną w portretowaniu rozwiązłego i niemoralnego życia w cesarskim Rzymie nie może być dane do ręki młodzieży, będącej w wieku, w którym — z racji prawa fizjologicznego — rozbudzenie zmysłów zagraża duszy i wszelkie śmiałe obrazy, erotyczne aluzje, mogą przynieść niebezpieczne skutki... Gdyby to niebezpieczeństwo nie istniało, powieść, dzięki swej moralnej i obywatelskiej treści, byłaby idealną lekturą dla młodych dusz, dla kształtujących się charakterów[przypis][È a dolersi che Quo vadis? per quanto castigato ed eletto nella forma, scevro da ogni compiacimento di peccaminose descrizioni, per la sua stessa sincerità artistica nel ritrarre la vita libera e molle di Roma imperiale, non sia libro da potersi dare in mano ai giovanetti, nell’età in cui — per legge fisiologica — lo svegliarsi dei sensi insidia lo spirito ed ogni audace raffi gurazione, ogni licenza erotica, può avere rifl essi perniciosi... Ove questo pericolo non esistesse, il romanzo, per il suo contenuto morale e civile, sarebbe un libro aureo da offrirsi alle anime giovani] (Mazzucchetti 1899: 846).[/przypis].
&amp;nbsp;

Nie potrwało jednak długo, zanim poczyniono następny krok: skoro książka nie była w pełni odpowiednia do przypisanych jej celów, należało ją taką uczynić. „Poprawianie” Quo vadis rozpoczęło się niemal od razu. „Rivista di Roma” z satysfakcją donosiła o wydaniu opracowanym przez Giuseppe Oberoslera:
Ogromny sukces odniesiony we Włoszech i za granicą przez tę sławną powieść Henryka Sienkiewicza zachęcił wydawcę do opublikowania edycji ilustrowanej, która szanując wszystkie uroki dzieła, mogłaby trafi ć bez ryzyka w ręce czytelników każdego wieku, płci i pochodzenia. Wydanie to idealnie spełnia taki zamiar: unika podkreślenia wszelkich zdań, które mogłyby obrazić moralność, nie okaleczając urody i zalet powieści[przypis][Il successo immenso ottenuto in Italia e all’Estero da questo celebre lavoro del Sienkiewicz invogliò l’Editore a farne una pubblicazione illustrata che, rispecchiando tutte le bellezze intrinsiche del medesimo, potesse liberamente correr tra le mani d’ogni età, sesso e condizione di lettori. Questa edizione raggiunge perfettamente quest’intento: imperocché evita quell’accenttuazione di frasi che potrebbero offendere la morale e il pudore senza punto menomare i pregi e le bellezze sceneggiate nel racconto medesimo] („Rivista di Roma” 1901: 653).[/przypis].
&amp;nbsp;

Także Verdinois zorientował się szybko, skąd wiatr wieje, i przygotował „przejrzaną i oczyszczoną” wersję swojego tłumaczenia. Postarał się dla niej także o „aprobatę kościelną”. W przedmowie do nowej wersji przekonywał:
Od wielu osób o wzniosłym umyśle dochodziło mnie nieśmiało wyrażane życzenie, aby Quo vadis mogło zostać udostępnione czytelnikom owszem, wykształconym, ale niemającym szczegółowego rozeznania w historii pogańskiej rozwiązłości. To pewne, że dążąc do artystycznego celu, autor dał się tu i ówdzie ponieść swej brawurze nieprześcignionego kolorysty. (...) Nie ufając sobie w pełni, zabrałem się do pracy, otrzymawszy wcześniej błogosławieństwo autora[przypis]To zapewnienie to oczywiście licentia poetica Verdinois.[/przypis], i mogę z czystym sumieniem zapewnić, że niniejsze wydanie zawiera ten sam wspaniały obraz, tyle że niektóre barwy zostały nieco stonowane, a światłocienie stały się nieco mniej krzykliwe[przypis][Da molte persone d’intelletto e di spirito timorato mi si mostrava il desiderio che il Quo vadis fosse reso accessibile alle menti, colte bensì, ma non affatto e minutamente versate nella storia della corruzione pagana. È certo che, a toccare il suo fine artistico, l’autore si è lasciato qua e là vincere la mano dalla sua bravura di colorista insuperato(...). Diffi dente di me, mi posi al lavoro, non senza avere ottenuto la venia dell’autore; e posso affermare in buona coscienza che la presente edizione contiene lo stesso magnifico quadro, soltanto che qualche tinta è qua e là temperata e qualche sbattimento di luce stride un po’ meno] (Verdinois 1900: IX–X).[/przypis].
&amp;nbsp;

W końcowej części przedmowy tłumacz dziękował wylewnie trzem szacownym kapłanom, którzy pomogli mu w jego trudzie, i dzielił się przekonaniem, że w tym nowym kształcie Quo vadis może trafić w ręce „młodzianków i dziewczątek” dla ich pożytku i radości.

Recenzent „La Cultura Cattolica”, który z taką gorliwością wyliczał wszystkie usterki i niedostatki powieści, miał zupełnie inne zdanie o jej ocenzurowanej wersji: „powiedzmy jasno, że to nowe wydanie to prawdziwe Boże błogosławieństwo”[przypis][Diciamo poi nettamente che questa nuova edizione è stata una vera benedizione di Dio] („Cultura Cattolica” 1900: 708).[/przypis], i wyrażał nadzieję, że w kolejnych edycjach usunięte zostaną inne jeszcze błędy, które wypunktował w artykule. Także dwutygodnik „Missioni cattoliche” donosił o ukazaniu się „oczyszczonego” wydania, informując z radością, że w tym nowym kształcie powieść uzyska pełnię oddziaływania religijnego i obywatelskiego (1900 nr 25: 301). Wspomniany już Veneziani najpierw wyrażał stanowczo opinię:
Nie jest właściwe dawanie Quo vadis? do ręki młodzieży, przynajmniej w takim kształcie, w jakim wyszło z rąk autora. Trzeba bowiem chronić młodych i ową niewinność, która rozpromienia ich czoła śmiechem radości, i ową poezję, która rzuca tyle róż na drogę ich życia[przypis][(...) non è aff atto conveniente dare il Quo vadis? in mano a’ giovani, tal quale almeno uscì dalle mani dell’autore. Convien infatti conservare loro e quell’innocenza che sparge tanto riso di gioia pura sulle loro fronti, e quella poesia, che getta tante rose sul cammino della loro vita] (Veneziani 1903: 82).[/przypis].
Następnie stwierdzał wielkodusznie, że w wersji oczyszczonej, takiej jak sygnowana przez Verdinois, można młodym na lekturę Sienkiewicza pozwolić (Veneziani 1903: 84–85). Również Zocchi wypowiadał się z uznaniem o ocenzurowanych wydaniach powieści:
Cieszymy się, że powieść Sienkiewicza została oczyszczona ze swoich poważnych usterek i opublikowana w dwóch wydaniach, pierwszym, na podstawie Verdinois, polegającym na zwykłej interwencji nożycami; drugim w nowej bardziej przemyślanej wersji. Obie można czytać bez ryzyka[przypis][Siamo perciò lieti che il romanzo di Sienkiewicz sia stato purgato de’ suoi gravi difetti e dato in due edizioni, la prima sulla versione di Verdinois, con una semplice operazione di forbici; l’altra in una nuova versione con accomodamento più razionale. Ambedue possono leggersi impunamente] (Zocchi 1901: 43).[/przypis].
&amp;nbsp;

Co prawda, jak ironizował kilka lat później Villani: „matki czytają wydanie całkowite, córki z przymusu ocenzurowane, ale potem pochłaniają po cichu to pełne”[przypis][Le madri leggono l’edizione completa; le figlie leggono a malincuore quella purgata, e divorano poi di soppiatto quella integra] (Villani 1906: 77).[/przypis], jednak ocenzurowane wersje Quo vadis rozgościły się na dobre we włoskiej ofercie wydawniczej i miały już w niej pozostać.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11463" title="Tekst i&amp;nbsp;jego tłumacze" slug="tekst-i-jego-tlumacze">Od początku recepcji Quo vadis we Włoszech na kiepską jakość przekładów nałożyły się zatem jeszcze manipulacja i bowdleryzacja powieści. Kim byli autorzy włoskich wersji utworu?

Giovanni Maver uważał, że Quo vadis to jedna z tych powieści, których lektura w języku oryginalnym nie może zmienić w dużym stopniu osądu wywiedzionego z lektury tego czy innego z niezliczonych przekładów”[przypis][Quo vadis è uno di quei romanzi la cui lettura, nella lingua originale, non può spostare gran che il giudizio che se ne trae leggendone una o l’altra delle innumerevoli traduzioni] (Maver 1927: 66).[/przypis]. To prawda, że język Trylogii, stylizowany na siedemnastowieczną polszczyznę i osadzony w kontekście kulturowym sarmackiej Rzeczpospolitej, może być uznany za bardziej wymagający w przekładzie niż stylizacja łacińska Powieści z czasów Nerona. Uwaga ta świadczy jednak o tym, że językowy kształt Quo vadis znalazł się całkowicie poza horyzontem percepcji włoskich krytyków, także tych, którzy — jak Maver — mogli zapoznać się z tekstem w oryginale. Jedynie Marina Bersano-Begey zasygnalizowała przelotnie tę kwestię: „w Quo vadis nadał on [Sienkiewicz] swojej prozie klasyczne piękno, którego żaden tłumacz, trzeba to jasno powiedzieć, nie był dotąd w stanie oddać nawet w przybliżeniu”[przypis][(...) nel Quo vadis? egli diede alla sua prosa una bellezza classica che nessun traduttore, sia detto subito, ha reso finora, neppure approssimativamente] (Bersano-Begey 1946: 82).[/przypis]. Niespodziewaną pochwałę języka Quo vadis znaleźć można jedynie w eseju o rozwoju powieści o tematyce starożytnej Paola Fedelego z 1991 roku. Autor podkreśla w nim zręczne operowanie latynizmami i pożyczkami z łaciny: „to, co w innych przykładach tego gatunku było pustym popisywaniem się wyrażeniami łacińskimi, jest utrzymane w ryzach i ogranicza się do momentów wielkiego napięcia”[przypis][(...) quella che negli altri esempi del genere era una tronfi a e vuota esibizione di espressioni latine, è contenuta qui in ambiti ragionevoli e limitata ai momenti di più intensa emozione] (Fedeli 1991: 151).[/przypis].

Nawet we Włoszech, gdzie rzadko interesowano się jakością tłumaczeń, skandaliczny poziom przekładów Sienkiewicza zwrócił uwagę nielicznych krytyków. Maritzka Olivotil ironizowała w „Gazzetta Letteraria”: „A wydawcy, zrozumiawszy, że książka jest kopalnią do wykorzystania, wypuszczali wydania, wydanka, wydaniątka, sprzedawane za grosze, przejrzane i poprawione według nie wiem jakiego kryterium”[przypis][E gli editori, visto che il libro era una miniera da potersi sfruttare, ne fecero edizioni, edizioncelle, edizioncine, a prezzi minimi, rivedute e corrette non so poi con qual criterio d’arte] (Olivotil 1900: 1).[/przypis]. Ciampoli, recenzując w „Rasseg na internazionale” włoskie wydanie Krzyżaków, oburzał się (cyt. za „Kraj” 1900 nr 41 Dział Ilustrowany: 553–554):
(...) szkodzi także autorowi tłumaczenie „słabe, chwiejne, nieudolne, niegodne oryginału, ani Włoch”, jakiego dokonała cudzoziemka (N. Romanowska), która do włoskiego języka wprowadza idiotyzmy francusko-lewantyńskie, jak osoba ucząca się naszego języka za pomocą francuskiego lub niemieckiego. Styl jest więc rozwlekłym, niezdarnym, zwroty nieudolne, dialog mizerny; nie ma nic potoczystego, wytwornego, męskiego, barwnego, co przecież istnieje w oryginale. Na szczęście, tok powieści jest pięknym i dlatego może ona wytrzymać podobne zamachy; byłby jednakowoż już czas, aby te profanacje ustały.
&amp;nbsp;

Jak jednak wspomniano już wcześniej, Ciampoli był właściwie jedynym krytykiem i tłumaczem, który na przełomie wieków usiłował spopularyzować dzieła Sienkiewicza we Włoszech, bo uważał je za fascynujące i wartościowe. Pozostałymi popularyzatorami polskiego pisarza we Włoszech kierowały wyłącznie motywy pekuniarne. Dotyczy to także Verdinois, który przełożył Quo vadis zainteresowany książką, a nie autorem. List wysłany przez Sienkiewicza do tłumacza z Neapolu, datowany 18 października 1898 roku, wskazuje na to, że Verdinois nawiązał kontakt z polskim autorem, kiedy był już w trakcie tłumaczenia powieści. Jak wynika z listu, Sienkiewicz był przekonany, że przekład dokonywany jest z angielskiego. Użyte przez niego sformułowanie („z wielką przyjemnością dowiaduję się o zapowiedzi przekładu Quo vadis na język włoski”[przypis]Pełny tekst listu (po francusku) oraz jego przekład w H. Sienkiewicz, Listy (t. V, cz. 2, 182–183).[/przypis]) i prośba, żeby skontaktować się z nim, gdyby tłumacz planował książkowe wydanie książki, by mógł mu wskazać „grube błędy” wydania angielskiego, dowodzą, że Verdinois nie napisał bynajmniej do autora powieści z prośbą o autoryzację przekładu czy o pomoc w rozwiązaniu jakichś problemów z tłumaczeniem, a po prostu z informacją, że przekład się ukaże. Był to z jego strony manewr bardzo sprytny, bo otrzymane od pisarza zdjęcia z dedykacją i kurtuazyjne liściki, zamieszczane w późniejszych wydaniach książkowych, podbudowywały jego wizerunek „oficjalnego” tłumacza Sienkiewicza we Włoszech. W 1899 roku Verdinois wydał tłumaczenie Ogniem i mieczem i Rodziny Połanieckich (jeśli weźmie się pod uwagę objętość tych powieści, łatwo wyobrazić sobie, z jaką starannością zostały wykonane przekłady), był to jednak wybór podyktowany koniunkturą na polskiego pisarza, a nie zainteresowaniem jego twórczością[przypis]Jasno wynika to także z listu do Olgi i Gigiego Lodi, redaktorów rzymskiego dziennika „Il Giorno”. Proponował w nim przetłumaczenie dla pisma Ogniem i mieczem, Ben-Hura albo Darkness and Dawn, mało znanej powieści anglikańskiego pastora Federica Farrara z 1891 roku, opowiadając się za jedną z tych dwóch ostatnich powieści, „bo są w gatunku Quo vadis”, i wyrażając nadzieję, że otrzyma od dziennika co najmniej tysiąc lirów honorarium. W następnym liście do propozycji dorzucał jeszcze Ojców i synów Turgieniewa, za skromniejszą kwotę dwustu lirów, „bo chodzi o tylko jeden tom” (Cordova 1999: 323–324).[/przypis]. Status literacki, jaki przyniosło tłumaczowi wydanie Quo vadis, pozwolił mu wrócić do tłumaczenia literatury rosyjskiej, która była jego rzeczywistą fascynacją: utwory polskich autorów miał w późniejszych latach przekładać tylko okazjonalnie i na zlecenie wydawców, a nie z własnej inicjatywy.

Mimo wszystko Verdinois nie można odmówić przekładowej wprawy i literackiego zacięcia: jego tłumaczenia z rosyjskiego oceniane są do dzisiaj pozytywnie: „nie można nie cenić elegancji i harmonijnej płynności prozy literata bogatego w doświadczenie zgromadzone w przeciągu bardzo długiej działalności”, twierdzi Ruggiero (2009: 141)[przypis]Krytyk przyznaje jednak, że nie znając języka polskiego, nie ma możliwości oszacowania wartości literackiej przekładu powieści Sienkiewicza (tamże).[/przypis]. Również Ettore Lo Gatto nie szczędził pochwał Verdinois:
W ciągu około czterdziestu lat Verdinois w znakomitych przekładach zapoznał Włochów z licznymi autorami polskimi i rosyjskimi, a poza tym angielskimi, między innymi Dickensem, którego był tłumaczem naprawdę genialnym. Verdinois znał doskonale rosyjski; nie wiem, czy jego znajomość polskiego była równie doskonała, ale ponieważ często twierdzono, także za granicą, że Verdinois był tłumaczem tłumaczy, dobrze będzie powiedzieć raz na zawsze, że był on pierwszym prawdziwym mistrzem rosyjskiego we Włoszech[przypis][Per un periodo di circa quarant’anni, il Verdinois ha fatto conoscere agli italiani in buonissime traduzioni, numerosi autori polacchi e russi, oltre quelli inglesi, fra cui Dickens, di cui è stato un traduttore veramente geniale. Il Verdinois conosceva perfettamente il russo; non so se anche la sua conoscenza del polacco fosse egualmente perfetta, ma siccome è stato affermato erroneamente anche da stranieri che il Verdinois è stato il traduttore dei traduttori è ben dir qui una volta per sempre che il Verdinois è stato il vero primo maestro di russo in Italia] (Lo Gatto 1927: 463).[/przypis].
&amp;nbsp;

Ta płomienna pochwała ze strony jednego z najwybitniejszych włoskich slawistów XX wieku sugeruje, że Quo vadis nie mogłoby się znaleźć w rękach lepszego tłumacza (nawiasem mówiąc, Lo Gatto powtarza ufnie za Verdinois informację, że powieść Sienkiewicza przetłumaczył on częściowo z rosyjskiego, a częściowo z polskiego). Mimo to, jak zawsze, do opinii włoskich krytyków trzeba podchodzić z dużą ostrożnością: wystarczy popatrzyć na pierwszą stronę Opowieści wigilijnej w przekładzie Verdinois, by stwierdzić, że „genialny tłumacz Dickensa” już w drugim zdaniu przemianował chief mourner na osobliwego guidatore di mortoro (co można by oddać jako „prowadzący pogrzeb”), określenie, którego próżno by szukać w słownikach języka włoskiego.

Jeśli uniesienia nad talentami neapolitańskiego tłumacza wydają się przesadne, o jego konkurentach trudno w ogóle powiedzieć coś pozytywnego. Ketty Nagel (1862–1914), autorka przekładu z 1900 roku, była urzędniczką w biurze wydawnictwa Treves. Przetłumaczyła dla wydawnictwa kilka powieści z francuskiego (m.in. Ojca Goriot Balzaka) — jeśli ktoś o niej jeszcze pamięta, to tylko dlatego, że Gabriele D’Annunzio zeswatał ją ze swoim przyjacielem, pisarzem i dziennikarzem Annibale Tenneronim. Giuseppe Oberosler (1854–1918) to tłumacz z niemieckiego i autor słownika włosko-niemieckiego i niemiecko-włoskiego. Ferdinando Bideri (1850–1930) był wydawcą, drukarzem i tłumaczem czy raczej plagiatorem z francuskiego (chętnie korzystał z wcześniejszych przekładów, do których wprowadzał redakcyjne zmiany, por. Ruggiero 2009: 42). Tito Zucconi (1837–1924), niedoszły teść D’Annunzia, był nauczycielem języka niemieckiego w liceum w Prato. Adwokat z wykształcenia, filolog z zamiłowania, oprócz języków starożytnych znał niemiecki, francuski i angielski. Nic nie wskazuje na to, by miał styczność z polszczyzną, co nie przeszkodziło mu — w emerytalnym już wieku — stać się tłumaczem Sienkiewicza. W 1900–1901 roku przełożył dla wydawnictwa Salani, oprócz Quo vadis, także Małą trylogię, szereg nowel oraz powieść Na marne (pod tytułem La vedova — Wdowa)[przypis]Sam Zucconi nie miał zresztą wysokiego mniemania o swojej działalności przekładowej, jak można wywnioskować z listu do jednego z jego byłych uczniów, Maria Chiniego: „Czym ciekawym się zajmuję? Dlaczego nie zapytasz: czym uciążliwym! To ciężkie roboty tłumacza. Czytałeś moje tłumaczenie Quo vadis? Nie? Źle! A teraz tłumaczę cały czas Sienkiewicza. (...) Niech cię Bóg nie skaże, za karę za twoje grzechy, jeś li masz je na sumieniu, na mój uciążliwy zawód!”. [Oh, che cosa io fo di bello? Perché non mi domandare: che cosa fo di brutto? Hai letto la mia traduzione del Quo vadis? No? Male! E ora traduco sempre dal Sienkiewicz. (...) Che Dio non ti faccia provare, in espiazione dei tuoi peccati, se ne hai, il mio fastidioso mestiere!] (Colapietra 2006: 11).[/przypis]. Jego wersja Powieści z czasów Nerona,  opatrzona przypisami i komentarzami, miała stać się jednym z częściej wznawianych włoskich tłumaczeń (najnowsze wydanie pochodzi z roku 2016), co wiązać trzeba niekoniecznie z jej jakością, lecz z mocną pozycją rynkową wydawnictwa Salani.

Poliglotą był także naturalizowany neapolitańczyk Eugenio Wenceslao Foulques, urodzony w 1852 w Charkowie syn Francuza i Angielki, który, w odróżnieniu od Zucconiego, mógł się pochwalić długą i wszechstronną działalnością przekładową z angielskiego, francuskiego i rosyjskiego (por. Gallo 1999: 366). Przekład Quo vadis był jego jedynym spotkaniem z literaturą polską i nie spotkał się z wielkim uznaniem (tylko trzy wznowienia, 1901, 1904 i 1913). Bogatym dorobkiem przekładowym (z angielskiego i niemieckiego) wykazać się też mogła Irma Rios (właściwie Maria Giovannetti), tłumacząca sensacyjne powieści takie jak Córka skazańca czy Przygody królowej Dragi[przypis]We wspomnieniu pośmiertnym zmarłej w 1914 roku tłumaczki redakcja „Rivista Nazionale” (z którą Rios współpracowała przez wiele lat) wspominała o „o dokonanych przez nią doskonałych przekładach powieści angielskich, niemieckich, hiszpańskich a nawet rosyjskich” [belle traduzioni da essa fatte di romanzi inglesi, tedeschi, spagnoli e perfino russi] i podkreślała: „Największą pochwałą dla Marii Giovannetti pozostanie na zawsze to, że w całym swym długim i pracowitym życiu nie napisała nigdy ani jednego słowa, które mogłoby obrazić moralność albo wiarę”. [Quello che formerà sempre il maggior vanto di Maria Giovannetti è il non aver mai scritto nella sua operosa e lunga vita una parola sola, che suonasse offesa alla morale, o alla fede] („Rassegna Nazionale” 1914: 552).[/przypis]. Rios swoją przygodę z Sienkiewiczem zaczęła od tłumaczenia Przez stepy (1900) dla wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi, dla którego zmasakrowała też Pana Wołodyjowskiego (1900), Potop i Krzyżaków (1901). Natomiast jej wersja Quo vadis została wydana anonimowo, także w 1901 roku, przez mediolańską Casa Editrice Internazionale (posługującą się także nazwą: B. Manzoni), w osobliwej serii „Biblioteca economica reclame illustrata”, gdzie tekst powieści przeplatał się z całostronicowymi ogłoszeniami reklamowymi różnej treści, od wody mineralnej i napojów alkoholowych po restauracje i zakłady krawieckie (il. 9)[przypis]Bersano-Begey (1949: 108) podaje, że na egzemplarzu widniał napis: „Dar Hotelu Marini w Rzymie dla gości” [Dono dell’Hotel Marini per i suoi ospiti].[/przypis]. Bardzo prawdopodobne, że to ona była autorką czy też współautorką przekładu Quo vadis wydanego w 1900 roku anonimowo przez wydawnictwo Baldini &amp;amp; Castoldi, o czym będzie jeszcze mowa.

W Lodi Quo vadis wyprodukował tandem: Palmiro Premoli (1856–1917), znany leksykograf, autor licznych słowników, i Francesco Groppetti, nauczyciel literatury w liceum w Lodi. Żaden z nich nie miał doświadczenia przekładowego, choć Premoli miał nieco później przetłumaczyć Chatę wuja Toma Harriet Beecher Stowe. Dla mediolańskiego wydawnictwa Sonzogno przełożył polską powieść Paolo Valera (1850–1928), bardzo płodny dziennikarz i pisarz, autor licznych reportaży, opowiadań i powieści zbliżonych do poetyki naturalizmu. W 1901 roku wydawnictwo Desclee i Lefebvre wypuściło wersję powieści w formule, która miała się okazać bardzo popularna: było to tłumaczenie „księdza profesora” Enrica Salvadoriego, przysposobione dla „młodzieży i rodziny”, ze wstępem historycznym znanego archeologa Orazia Marucchiego. Salvadori (1861–1924), który miał potem zostać protonotariuszem apostolskim, interesował się dawną literaturą włoską i wydał kilka komentarzy do Boskiej komedii; jego przepustką do roli tłumacza Quo vadis nie była znajomość języków, lecz aura autorytetu moralnego. Zachęcony sukcesem wydawniczym powieści, w 1902 roku podpisał także tłumaczenie Ben-Hura, po czym zakończył karierę przekładową. Na szczęście nie powierzono tłumaczenia Quo vadis wspomnianej już Ninie Romanowskiej, osiadłej w Mediolanie Rosjance, która przełożyła Krzyżaków pod tytułem I crociati — Krzyżowcy. Za to w 1908 roku pojawiła się wersja bliżej nieznanej Clary Collini (dla wydawnictwa Nerbini), której jedynym innym powodem do chwały było przełożenie książeczki dla dzieci Don chisciottino: Avventure romantiche per giovinetti (Mały Don Kiszot: romantyczne przygody dla młodzieży, 1904) dla tegoż wydawnictwa, a w 1915 tłumaczenie jeszcze bardziej enigmatycznej Teresy Bozzano dla wydawnictwa Madella z Sesto San Giovanni, specjalizującego się w publikowaniu tanich, popularnych książek dla warstw ludowych. Jak zobaczymy w dalszej części rozdziału, w rzeczywistości błędne jest nazywanie wielu z tych wersji przekładami czy obdarzanie ich autorów mianem tłumaczy.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11465" title="O&amp;nbsp;przekładzie na&amp;nbsp;przykładzie" slug="o-przekladzie-na-przykladzie">Już ten krótki i niepełny jeszcze przegląd pokazuje, że wśród malowniczej gromady (chciałoby się powiedzieć: zgrai) postaci przyswajających Włochom Quo vadis nie było nie tylko ani jednego polonofila, który znałby choć pobieżnie język polski i polską literaturę, ale prawie żadnego tłumacza z prawdziwego zdarzenia. Obok Verdinois bogaty dorobek przekładowy mieli właściwie tylko Irma Rios oraz Eugenio Wenceslao Foulques, który — przypomnijmy — nie był nawet Włochem, a jego tłumaczenia z rosyjskiego szybko zniknęły z obiegu wydawniczego, zastąpione przez nowsze, poprawniejsze wersje. Dlatego też, aby wyrobić sobie pogląd o jakości włoskich wersji Quo vadis, najlepiej popatrzyć właśnie na wersję Verdinois. Dokonana z rosyjskiego, pospiesznie i bez korekty (między wersją drukowaną w „Corriere di Napoli” a późniejszym wydaniem książkowym nie ma właściwie żadnych różnic), była jednak dziełem wprawnego tłumacza i doświadczonego literata, stała się także punktem odniesienia dla wielu późniejszych przekładów i adaptacji.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to charakterystyczne dla Verdinois osobliwe wybory leksykalne. Już w pierwszym akapicie powieści pojawia się nietypowe słowo fregagione (V 1900: 1)[przypis]W związku z licznymi cytatami z różnych włoskich tłumaczeń Quo vadis, dla łatwiejszej orientacji oznaczone są one inicjałem tłumacza, po którym podaje się rok wydania, z którego zaczerpnięto cytat i stronę, a przy kolejnych cytatach tylko inicjał i stronę.[/przypis]na określenie „wygniatania ciała” (czyli po prostu masażu, QV I)[przypis]W związku z dostępnością tekstu Quo vadis w wolnym dostępie w licznych wydaniach online, przy polskich cytatach z powieści nie podaje się strony, a jedynie rozdział, z którego pochodzą.[/przypis]. Gdy Petroniusz pyta Eunice, kim jest jej kochanek (QV XII), w przekładzie włoskim zostaje użyty rzadki toskański termin damo (V 97). W rozdziale XXXIII stół określony jest równie rzadkim słowem desco (V 240). Podobnie nieoczywiste jest oddanie uwagi Petroniusza, który mówi Winicjuszowi: „dawniej było ci między nami nieźle” (QV XL), archaicznym czasownikiem acconciarsi, czyli „pogodzić się z kimś” (V 277). Przykłady tego typu można mnożyć. Skłonność do wprowadzania rzadkich i nietypowych wyrażeń wpisuje się zresztą w szerszą tendencję Verdinois do posługiwania się językiem bardzo literackim i archaizującym, zarówno jeśli chodzi o składnię, jak i formy gramatyczne. Tłumacz ucieka się np. do końcówki imperfektu -ea zamiast -eva (scrivea, avea zamiast scriveva, aveva itd.), praktycznie już zarzuconej pod koniec XIX wieku, i z upodobaniem używa spójnika przeciwstawnego però (jednak) w znaczeniu spójnika wynikowego. Stosuje także archaiczne lub dialektalne formy, takie jak przysłówek testé (niedawno, dopiero co), pierwsza osoba liczby pojedynczej fo (robię) zamiast faccio, zaimek osobowy ei (on) czy zaimek wskazujący cotesto (ten), rzadszy wariant i tak już rzadko używanego zaimka codesto. Jest to niewątpliwie świadoma strategia tłumacza[przypis]Choć trudno powiedzieć, do jakiego stopnia: skłonność do archaicznych wyrażeń i struktur gramatycznych pojawia się także w innych przekładach Verdinois, ale chyba nie w takim natężeniu.[/przypis], efektem jest jednak nie tyle stylizacja „łacińska”, ile „staroświecka”, odsyłająca do konstrukcji literackich typowych dla wcześniejszej literatury włoskiej, aż do Petrarki czy Boccaccia.

Błędy w interpretacji form gramatycznych i sensu zdań zdarzają się praktycznie na każdej stronie i prowadzą do zniekształcania znaczeń tekstu. Już w pierwszym rozdziale Winicjusz, który w oryginalnym tekście mówi, że został wysłany do Heraklei z „rozkazem ściągnięcia posiłków”, u Verdinois twierdzi, że został tam mandato per i lavori di fortifi cazione (wysłany, aby przeprowadzić prace fortyfikacyjne, V 2[przypis]Wszystkie cytaty z tłumaczenia Verdinois zostały zaczerpnięte z wydania Detken &amp;amp; Rocholl i są oznaczone skrótem V + numer strony.[/przypis]). Agryppa, który po powrocie z Orientu wziął poetów za „opętanych”, w tekście włoskim uznaje ich za arrabbiati (rozzłoszczonych, V 4), a zamiast „trzech tuzinów żywych paszkotów” Petroniusz wysyła do Epidaurus tre dozzine di galli (trzy tuziny kogutów, V 3). Czasami błędy zrozumienia pozbawiają dyskurs sensu i logiki, co jest wymownym świadectwem pośpiechu i braku refleksji nad przekładanym tekstem ze strony tłumacza. I tak np. Petroniusz, który u Sienkiewicza wyznaje Winicjuszowi, że nudzą go tematy wojenne, ale „teraz dużo się mówi o nich w Rzymie, choćby dlatego, że niebezpiecznie mówić o czym innym” (QV I), u Verdinois wypowiada się mało zrozumiale i mało logicznie: A Roma se ne parla molto, benché, detto tra di noi, non è assolutamente senza pericolo il parlare di qualche altra cosa (W Rzymie dużo się o tym rozmawia, chociaż, mówiąc między nami, nie jest całkiem pozbawione niebezpieczeństwa mówienie o czym innym, V 3). Gdzie indziej zamiast informacji „mniej więcej tydzień po powrocie Winicjusza z Rzymu” (QV XL) w wersji włoskiej mówi się o powrocie Winicjusza do Rzymu (V 274), choć zaraz potem Winicjusz przysłuchuje się w Ancjum słowom Petroniusza. Zdarzają się i zabawniejsze pomyłki. W rozdziale III Sienkiewicz wyjaśnia lęk wzbudzony w domu Plaucjusza przez wizytę centuriona tym, że „czasy były niepewne i straszne”. Verdinois powiada: il tempo era assai brutto e instabile, czyli „pogoda była dość brzydka i zmienna” (V 29). Z kolei „dzielnice” Rzymu przemianował Verdinois na „legiony” i w rezultacie zdanie „Z czternastu dzielnic Rzymu pozostały zaledwie cztery” (QV XLIX) w wersji włoskiej przybrało formę delle quattordici legioni di Roma, quattro ne avanzavano (V 323), co z racji dwuznaczności czasownika avanzare można odczytać jako „pozostawać” albo „kroczyć” i zrozumieć: „Z czternastu legionów Rzymu cztery z niego kroczyły”. Także w tym wypadku można by układać całe listy błędów mniejszego i większego kalibru.

Prawdziwej rzezi dokonał Verdinois na nazwach własnych. Już w pierwszym rozdziale przemianował Petroniusza z byłego rządcy „Bitynii” na rządcę „Betanii” (oczywiście z punktu widzenia geografii pytanie skierowane przez Petroniusza do siostrzeńca, czy będąc w Armenii, nie zawadził o Betanię, nie ma najmniejszego sensu, a odpowiedź Winicjusza, że dotarł tylko do Heraklei, jest jeszcze bardziej absurdalna). W tym samym rozdziale „do bóstw podobne greckie dziewczyny z Kos” stają się niewolnicami z wymyślonej wyspy Cossa (Kos to po włosku Coo). W rozdziale XV „szczyty Sorakte” to vette del Soracte (V 116), bo tłumacz nie zorientował się, że chodzi o górę nazywaną po włosku Soratte. W rozdziale XXXV Winicjusz nazywa wyzwoleńca Demasa „Demadem”, a Petroniusz zaklina się, że nie zostanie chrześcijaninem, na „syna Ledy” zamiast syna Lety (czyli Latony). Troilus, zdaniem Verdinois, kochał się w „Klepsydrze” (Clessidra, V 282), a Odyseusza witała na wybrzeżu Scherii niejaka Nasica (V 23). Domicja zmieniła płeć i stała się „Domicjem” (V 322), nawet niektórzy greccy bogowie otrzymali dziwne imiona: Atena została ochrzczona z hiszpańska Atenea, Zeus to konsekwetnie Zeusi (V 4, 328), a Asklepios stał się poetą Asklepiadesem (V 2)[przypis]Na absurdalność tych dwóch ostatnich pomyłek zwrócił uwagę już w 1900 roku autor artykułu w czasopiśmie „Atene e Roma”, który ironizował: „W książce powszechnie dzisiaj czytanej, Quo vadis?, a raczej w jej włoskim tłumaczeniu (...) imię Asklepiadesa w ustach Rzymianina, miłośnika Hellady, użyte jest jako odpowiednik rzymskiego Eskulapa. Tę mimowolną degradację bóg medycyny przyjmie z filozoficznym spokojem, zważywszy, że w tej samej książce ojciec bogów nie jest już Zeusem, ale Zeuksisem, znanym dotąd jako sławny, lecz jednak śmiertelny grecki malarz”. [In un libro molto letto in questi giorni, nel Quo vadis?, o per dir meglio nella traduzione italiana (...) il nome Asclepiade in bocca a un Romano grecheggiante è usato come equivalente dell’Esculapio Romano. È un’involontaria degradazione che il dio della medicina si prenderà in santa pace, visto che nello stesso libro il padre degli dei non è più Zeus, ma Zeusi, noto fi nora come illustre, ma mortale, pittore]. Autor wytropił też „Klepsydrę”, w której kochać się miał Troilus, zauważając zresztą słusznie, że mało jest prawdopodobne, aby Petroniusz znał historię opowiedzianą przez Szekspira (Festa 1900: 7).[/przypis]. Podobne wpadki zdarzają się także Verdinois z terminami rzymskiej kultury materialnej, zwłaszcza kiedy nie pozostawia ich w łacińskiej formie, ale stara się znaleźć dla nich ekwiwalent, przemianowując np. „codicilli tego biednego Fabrycjusza Wejenta” (QV I) na appunti (notatki, V 5).

Wiele z tych omyłek przypisać można pośpiechowi, niedostatecznej znajomości rosyjskiego (ale co wobec tego z twierdzeniem Lo Gatto, że Verdinois znał rosyjski perfekcyjnie?) lub ewidentnym brakom w wykształceniu klasycznym tłumacza. Zdarzają się jednak bardziej zastanawiające błędy. Jednym z nich jest przemianowanie elaeothesium, „czyli ostatniego kąpielowego oddziału” (QV I), na oletachium (V 1), innym zamiana vivarium (QV XXXIX), z którego dochodzą ryki lwów, na cavea (V 272), czyli miejsce przeznaczone w rzymskich teatrach dla widzów. Trudno przypuszczać, aby Verdinois samodzielnie wpadł na pomysł takiej zamiany i rzeczywiście, olatechium pojawia się we wszystkich rosyjskich przekładach sprzed 1900 roku, co potwierdza rosyjską, a nie angielską proweniencję jego wersji (Curtin używa formy elaeothesium, a Binion w ogóle eliminuje łaciński termin). Włoscy badacze przyjmują (por. np. Marinelli 1984), że Verdinois oparł swoją pracę na wersji Wukoła Ławrowa, w której nie pojawia się jednak ani cavea, ani zresztą żaden z innych potworków przekładowych włoskiego tłumacza. Wspomniany już Mazzucchetti kończył swój artykuł o Quo vadis naiwną pochwałą:
Ze swojej strony, jako Włoch, nie mogę skończyć bez wyrażenia wdzięczności dla Verdinois (...), że uczył się polskiego i opanował go tak dobrze, że mógł nam, biednym ignorantom, podarować doskonałe tłumaczenie książki takiej jak Quo vadis bezpośrednie i wierne[przypis][Dal canto mio, quale italiano, non saprei finire senza dirmi grato al Verdinois (...) di aver studiato ed imparato, insieme a molte altre belle cose, il polacco e così bene quanto occorreva per dare a noi, poveri ignari, una eccellente traduzione, diretta e fedele di un libro come Quo vadis?] (Mazzucchetti 1899: 848).[/przypis].
&amp;nbsp;

Mazzucchetti nie był w tej opinii odosobniony: nieco później Roberto Cardamone zachwycał się pięknym przekładem Verdinois, „cudownym w swej czystej włoszczyźnie języka i stylu” (mirabile nella schietta italianità della lingua e dello stile, 1900: 18), Zumbini podkreślał, że tłumaczenie Verdinois było „wykonane cudownie” (fatta mirabilmente, 1931: 225), a Pier Luigi Veneziani stwierdzał, ze zwykłą sobie stanowczością:
Wersja Verdinois jest jedyną autoryzowaną przez autora i spośród wielu, które czytałem, jest także najlepszą z racji żywego i płynnego stylu oraz precyzyjnego języka[przypis][La versione del Verdinois è l’unica autorizzata dall’autore e, fra le parecchie ch’io ho lette, è pure la migliore per spigliatezza e vivacità di stile e precisione di lingua] (Veneziani 1903: 85, przypis).[/przypis].
&amp;nbsp;

Trudno nie westchnąć dzisiaj, czytając takie zdania, które uświadamiają nam skądinąd, z jak wielką dozą ostrożności traktować należy opinie i informacje przekazywane przez prasę i krytykę. Z drugiej strony, błędy te, irytujące dla bardziej wymagającego czytelnika, stanowią prawdziwe błogosławieństwo dla badacza przekładu, ułatwiając wykrycie zależności i plagiatów w późniejszych wydaniach powieści.</document>
<document nplp_id="11466" title="Plagiaty, parafrazy i&amp;nbsp;(czasem) przekłady" slug="plagiaty-parafrazy-i-czasem-przeklady">O ile mnogość włoskich wydań Quo vadis jest niepodważalnym faktem, o tyle liczba tłumaczeń dzieła jest już kwestią do dyskusji. Pewne jest tylko, że żadne wczesne tłumaczenie nie zostało dokonane z polskiego i że informacje podawane na stronie tytułowej i w stopce redakcyjnej są niepełne i (często) świadomie kłamliwe. Pod tym względem włoscy wydawcy wykazali się wielką inwencją, oscylując od nieco ostrożniejszych określeń, takich jak traduzione italiana (przekład włoski), nuova versione italiana (nowa wersja włoska) czy traduzione integrale (tłumaczenie całkowite), do bardziej fantazyjnych: traduzione riveduta e corretta (tłumaczenie przejrzane i poprawione), nuovamente tradotto dal polacco (na nowo przetłumaczone z polskiego), nuova traduzione integrale (nowe tłumaczenie całkowite), nuova e integrale traduzione dal polacco (nowe i całkowite tłumaczenie z polskiego), traduzione perfetta dal polacco (doskonałe tłumaczenie z polskiego). Żadnego z tych określeń nie można brać za dobrą monetę, a zazwyczaj im bardziej są szczegółowe, tym mniej wiarygodne. „Nowe” niekoniecznie znaczy nowe, „całkowite” nigdy nie jest całkowite, w „poprawionym” nie ma żadnych poprawek, a nawet „przekład” to nie zawsze przekład, zwłaszcza jeśli reklamuje się go jako „nowy”. Żadne z wydań nie podaje oczywiście, z jakiego języka dokonano tłumaczenia, a już tym bardziej, z którego konkretnie przekładu korzystano.



Pewne szanse na ustalenie pierwowzoru włoskiej wersji istnieją jedynie w stosunku do najwcześniejszych wydań, kiedy „lista podejrzanych” jest jeszcze stosunkowo krótka — po 1900 roku to już jednak szukanie igły w stogu siana. I tak np. źródłem przekładów Tita Zucconiego, Paola Valery, Palmira Premolego było niemal na pewno tłumaczenie Jeremiaha Curtina. Pierwszą wskazówką są dwa charakterystyczne błędy, które powtórzyli wszyscy za amerykańskim tłumaczem już w pierwszym rozdziale (por. tabela 1), a uważna lektura porównawcza wybranych fragmentów książki utwierdza w tym przekonaniu, pozwalając odkryć podobne konstrukcje składniowe, kalki frazeologiczne, powtórzone za Curtinem terminy semantyczne, np. termin „konsul Bitynii”, a nie „rządca” czy „gubernator”, „generał”, a nie „wódz”, „lupanar” tłumaczony jako „burdel” (bordello) za Curtinowskim brothel (Verdinois używa terminu casa di tolleranza), potknięcia w zrozumieniu tekstu, rozmnożenie „cytrzysty” z QV XXXV do liczby mnogiej, powtórzone we wszystkich włoskich wersjach itd. Bardziej skomplikowana jest kwestia źródła anonimowego wydania Baldini &amp;amp; Castoldi. Jak już wspomniano wcześniej (por. przypis 31), w procesie toczącym się przed sądem w Neapolu tłumacze pracujący na zlecenie B &amp;amp; C przyznali, że korzystali z przekładu Verdinois, przygotowując własną wersję Quo vadis. Jednak lektura wydanego w 1900 roku tekstu pokazuje również wyraźną zależność od angielskiej wersji Curtina (por. tabela 1), zawiera też błędy, które u Verdinois nie występują, np. przemianowanie „biblioteki”, w której pracuje Petroniusz (QV V), na „księgarnię”. Jest to oczywisty dowód mechanicznego odczytania angielskiego terminu library (biblioteka) w tekście Curtina jako libreria, czyli właśnie „księgarnia”.



Tłumaczenie opublikowane przez wydawnictwo Baldini &amp;amp; Castoldi to przykład tego, jak trudne jest ustalenie powiązań między poszczególnymi wydaniami włoskimi. Dzisiejsza humanistyka cyfrowa wypracowała szereg narzędzi do badania zależności między tekstami literackimi, od prostych programów wykrywających plagiaty po operujące różnymi parametrami programy stylometryczne. Zastosowanie tych metod do porównania różnych włoskich wersji Quo vadis pozwoliło odkryć autorstwo wielu przekładów opublikowanych dla wygody wydawców jako „anonimowe” i wskazać zależność kilku tłumaczeń od wcześniejszych wersji innych autorów (więcej na ten temat w rozdziale III). Okazało się jednak, że istnieje szereg czynników, które zakłócają wyniki ilościowe. Przede wszystkim wydawcy często dokonywali skrótów czy zmian w poszczególnych wydaniach powieści, co oczywiście nigdy nie było w żaden sposób sygnalizowane. Taki jest przykład pierwszego wydania Baldini &amp;amp; Castoldi z 1900 roku oraz o rok późniejszego przekładu opublikowanego przez Casa Editrice Internazionale — B. Manzoni: ten drugi jest dużo krótszy i w wielu miejscach znacznie przeredagowany (por. tabela 2).



Są fragmenty identyczne (3), inne różnią się długością i podmieniają niektóre wyrażenia (1 i 2), natomiast są i fragmenty przeformułowane do tego stopnia, że na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie inne. Wersja Casa Editrice Internazionale została wydana anonimowo oraz pod nazwiskiem Irmy Rios (il. 10), wersja Baldini &amp;amp; Castoldi anonimowo. Z relacji o procesie między wydawnictwami wiadomo jednak, że do złożenia zeznań zostali wezwani tłumacze mediolańskiego wydawnictwa: Alceste Borella, Pier Emiliano Francesconi i Maria Giovannetti (Giurati 1903: 180). Irma Rios to Maria Giovannetti: można zatem przypuszczać, że różnice między dwiema wersjami wynikają z tego, że nad pierwszą pracowały trzy osoby, a drugą przygotowała samodzielnie Rios[przypis]Pier Emiliano Francesconi, w latach osiemdziesiątych XIX wieku aktywny w Weronie, gdzie współpracował z różnymi czasopismami, m.in. pod pseudoniemem Emiliano, w młodości wydał kilka tomów poetyckich, był także autorem dramatów i librett operowych (sylwetkę twórczą Francesconiego przedstawiła Bianca Anti w książce pod wymownym tytułem Memorie di un dimenticato — Wspomnienia zapomnianego, 1953). Jego działalność przekładowa ograniczyła się do przełożenia kilku utworów Maupassanta, dlatego też można przypuszczać, że jego rola w przygotowaniu wersji Baldini &amp;amp; Castoldi polegała głównie na stylistycznym opracowaniu tekstu (albo sparafrazowaniu fragmentów zapożyczonych od Verdinois). Alceste Borella (1862–1910) zapisał się w historii przede wszystkim swoją działalnością księgarską i wydawniczą, był jednym z założycieli wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi. Możliwe, że przed sądem zeznawał nie jako tłumacz Quo vadis, ale właśnie przedstawiciel wydawnictwa.[/przypis].

Zdarzają się i bardziej skomplikowane przypadki. Niektórzy „tłumacze” tak sprytnie zakamuflowali swoją plagiatorską działalność, że programy stylometryczne nie zdołały ich zdemaskować i dopiero szczegółowa lektura porównawcza tekstów pozwoliła je wydobyć na światło dzienne — przynajmniej w pewnym stopniu. Punktu wyjścia do porównania przekładów dostarczyło 10 szczególnie rażących błędów w tłumaczeniu Verdinois (por. tabela 3). Nie jest to materiał wystarczający, aby orzec z pewnością, że między poszczególnymi wersjami istnieją bezpośrednie powiązania, jednak z pewnością skłania do bliższego przyjrzenia się tekstom powielającym te same uchybienia.



Ponieważ przekłady nie były dokonywane z oryginału, można by przypuszczać, że serie identycznych/podobnych błędów w wydaniach włoskich firmowanych przez różnych tłumaczy mogą mieć źródło w tłumaczeniu obcym, z którego korzystali — tak jak można było zaobserwować w wersjach Zucconiego, Premolego, Rios i Valery. Verdinois tłumaczył jednak — wedle własnej relacji — z języka rosyjskiego. W żadnym z rosyjskich przekładów sprzed 1900 roku, do których udało się dotrzeć, nie pojawiają się błędy występujące u Verdinois. Nie można oczywiście wykluczyć, że istniało jeszcze jakieś inne, nieznane rosyjskie tłumaczenie[przypis]W trakcie kwerendy natknięto się na dwa wydania anonimowe z 1897 roku, nieuwzględnione w Nowym Korbucie i w bibliografii Quo vadis wydanej przez Bibliotekę Narodową w 2016 roku.[/przypis] i to ono zawierało wszystkie fatalne wpadki, wydaje się to jednak bardzo mało prawdopodobne. W dwóch wersjach, Oberoslera i Arabii, zgodność błędów wynosi 100%. Uważna lektura porównawcza potwierdza bezpośrednią zależność tych dwóch „tłumaczeń” od tekstu Verdinois (por. tabela 4).



Po lekturze tekstów Arabii i Oberoslera trudno się oprzeć uczuciu pewnego podziwu dla pracowitości obu autorów, jak bowiem widać już nawet z trzech przykładów przytoczonych w tabeli 4, wprowadzali jakieś przeformułowania praktycznie w każdym zadaniu: zrobili to na tyle skutecznie, że programy komputerowe nie były w stanie jednoznacznie stwierdzić plagiatu.

W przypadku innych autorów lektura porównawcza tekstu nie daje pewności, że powielenie podobnych błędów wynikło z oparcia się na wersji Verdinois, można jednak wysunąć hipotezę, że służyła im przynajmniej za punkt odniesienia lub pomoc w sporządzaniu własnej wersji, np. w przekładach Salvadoriego i Bideriego pojawia się, tak jak u Verdinois, zagadkowa podmiana „vivariów”, z których ryczą lwy, na cavea oraz „elaothesium” na oletachium. Trudno też wyjaś nić inaczej niż zależnością od Verdinois popularność komicznego przemianowania Kressydy na Klepsydrę, obecnego nie tylko u Oberoslera i Arabii, ale także w wersjach Nagel, Premolego i Salvadoriego. Możliwy do rozszyfrowania okazał się natomiast osobliwy trik zastosowany przez Clarę Collini w „przekładzie” (nuova e integrale traduzione, nowy i całkowity przekład, obiecywano na stronie tytułowej) wypuszczonym na rynek przez wydawnictwo Nerbini w 1908 roku. Collini nie bawiła się w głębokie parafrazy, sięgnęła po prostu po dwa wcześniejsze przekłady, Tita Zucconiego i Ferdinanda Bideriego. Jak to wyglądało w praktyce, można zobaczyć w tabeli 5: tekst w przykładach 1, 2, 4 jest niemal identyczny z wersją Bideriego, a przykłady 3, 5, 6 to lekko tylko przeredagowany przekład Zucconiego. Niemal niepotrzebne jest podkreślenie, że informacja o „całkowitym” tłumaczeniu wprowadza w błąd, bo w tekście dokonano sporych skrótów.



Skomplikowana sieć plagiatów, parafraz i palimpsestów Quo vadis miała się z latami jeszcze rozrosnąć. Rozszyfrowanie wszystkich relacji tekstowych między poszczególnymi wersjami i wydaniami wymagałoby zaangażowania aparatu krytyki tekstowej na miarę źródeł biblijnych, co biorąc pod uwagę jakość literacką materiału, byłoby chyba przesadnym wysiłkiem. Mimo to połączenie analizy jakościowej (close reading) i ilościowej (distant reading), której wyniki przedstawione są w rozdziale trzecim, pozwoliło na dokonanie dużych porządków w niewiarygodnym rozgardiaszu bibliograficznym włoskich przekładów Quo vadis. Jednocześnie rzuciło ono dużo światła na mechanizmy manipulacji i szachrajstw uprawianych przez włoskie wydawnictwa. Choć nierzetelne i niedbałe praktyki przekładowe, zwłaszcza na początku XX wieku, nie były wyłączną specjalnością Włochów, w żadnym chyba kraju nie rozwinęły się one na taką skalę, a w odniesieniu do żadnego innego dzieła niż Quo vadis nie przybrały tak różnorodnych form i nie wykazały się równie zadziwiającą pomysłowością.</document>
<document nplp_id="11497" title="Quo Vadis dla maluczkich" slug="quo-vadis-dla-maluczkich">Również przeróbki Quo vadis dla odbiorcy „słabszego”, ludowo-młodzieżowego, nie były wyłączną specjalnością Włoch. W starym już, ale wciąż jedynym szerszym omówieniu tego zjawiska w odniesieniu do dzieł Sienkiewicza Bogdan Zakrzewski (1966) analizował liczne wydania polskie tego typu, m.in. najpopularniejszą chyba i wielokrotnie wznawianą przeróbkę Romualda A. Bobina z 1899 roku (Quo vadis. Powieść z czasów Nerona. Dla dojrzalszej młodzieży ułożył i przerobił...), konkludując, że cenzurowano przede wszystkim treści uznane za „mało przystojne”, niebezpieczne dla wrażliwej duszy czytelnika, nie ingerowano natomiast prawie wcale w naturalistyczne opisy tortur i przemocy (Zakrzewski 1966: 177). Dość podobnym tropem szły pierwsze „oczyszczone” wydania włoskie Quo vadis, które dokonywały niewielkich opuszczeń w drażliwych fragmentach lub pracowicie dopasowywały je do założonych norm moralności. Skróty na pozór nie były zbyt drastyczne: wydane w 1900 roku „normalne” tłumaczenie Federiga Verdinois liczyło 470 stron, podczas gdy wydana w tym samym roku i niemal identycznej szacie typograficznej versione riveduta e purgata (wersja przejrzana i oczyszczona) miała 440 stron. Między „normalnym” a „oczyszczonym” wydaniem przekładu Oberoslera (skądinąd, jak wiemy, wzorowanym na Verdinois) nie ma w ogóle żadnej różnicy — oba liczą 478 stron. Wersja Salvadoriego „na użytek młodzieży i rodzin”, wydana po raz pierwszy w 1901 roku, miała stron 497. Także wydane w 1903 roku przez księdza Giacomo Pastoriego „oczyszczone i skrócone na użytek młodzieży” (espurgato e ridotto all’uso della gioventù) Quo vadis liczyło 419 stron. A jednak już i te wczesne przeróbki skutecznie niszczyły artystyczny wymiar dzieła (a czasem nawet elementarną logikę akcji).

Na czym polegały więc właściwie ingerencje „oczyszczające” tekst? Można je prześledzić na przykładzie wersji Verdinois, nad którą czuwały, przypomnijmy, aż trzy osoby duchowne. Liczne mikrozmiany i drobne opuszczenia pojawiają się już w pierwszym rozdziale. Część z nich pokazuje tabela 6.



Jak widać, zastrzeżenia wzbudziły wszelkie aluzje do nazbyt swobodnych obyczajów świata pogańskiego, dlatego usunięto wzmianki o rozwódkach (przykład 2), Winicjusz widzi po raz pierwszy Ligię „przy fontannie”, a nie „myjącą się przy ogrodowej fontannie” (przykład 7), a Petroniusz nie wygłasza ironicznych uwag na temat niepewnego pochodzenia Asklepiosa. Pominięto też fragment, w którym na zaproszenie Petroniusza Marek zrzuca tunikę i chlapie się w wannie (bo przecież oznacza to, że się rozebrał!), uwagę Petroniusza, że Winicjuszowi może grozić chyba to, że zakocha się w nim Poppea, a także wymianę zdań na temat tego, co zrobiłby Winicjusz, gdyby znalazł się na miejscu wygnanego z Rzymu Ottona. Trudno zrozumieć, z jakiego powodu cenzorom nie spodobała się żartobliwa sugestia Petroniusza, czy Winicjusz zakochał się w Pomponii, a także jego uwaga, że Pomponia to „istny cyprys”. Te wszystkie na pozór niewielkie zmiany nie tylko zubożają barwność dialogu i świata przedstawionego, ale prowadzą też do powstania mniej lub bardziej poważnych nielogiczności w tekście. Bo właściwie dlaczego Winicjusz na widok „bawiącego się” fauna (przykład 4) miałby komentować: „oto co jest w życiu najlepsze”, skoro jego myśli pochłaniają sprawy miłosne? I dlaczego, widząc niewolnice w unctuarium, gratuluje wujowi „pięknego domu” (przykład 6)? Równie niezrozumiała staje się w tym kontekście odpowiedź Petroniusza, że nie jest „taki nieużyty jak Bassus, ani taki pedant jak Aulus Plaucjusz”. Ocenzurowany Winicjusz jest pięknym młodzieńcem, który „umie zachować estetyczną miarę” (ale w czym?), niewolnic Petroniusza nie zaszczyca nawet spojrzeniem, jest w Ligii uczciwie zakochany, „tęskni za nią” (przykłady 8 i 9) i od początku wyraża pragnienie, by „pojąć ją za żonę”. Kiedy rozmawia z Ligią w ogrodzie Plaucjuszów (QV II), nie wspomina o miłości Tytusa do Bereniki, o rozkoszach i całowaniu „ust ukochanych”, ujmuje co prawda dziewczynę dolcemente (delikatnie) za rękę, ale bynajmniej nie przyciąga jej do siebie, bo o żadnej „żądzy rozbudzonej przez cudną dziewczynę” nie ma mowy. Rozmawiając po wizycie u Plaucjuszów z Petroniuszem, nie wygłasza gorszących stwierdzeń w rodzaju „Chciałbym całować jej usta aż do bólu! Chciałbym słyszeć jej krzyk w moich ramionach!” (QV III), tylko od razu deklaruje:
Aulus uważa Ligię za córkę, dlaczego ja miałbym o niej myśleć inaczej? Chcę, aby jak najszybciej oprzędła progi mego domu, namaściła je wilczym tłuszczem i usiadła przy moim ognisku jako najlepsza żona[przypis][Aulo considera Ligia come sua figliuola: perché dovrei io considerarla altrimenti? Voglio che presto rompa le porte della mia casa, le unga di grasso di lupo, e segga al mio focolare come mia ottima moglie!] (V 1900: 23).[/przypis].
&amp;nbsp;

Jednym słowem, Winicjusz jawi się jako prawdziwy wzór cnót moralnych i doprawdy nie wiadomo, po co wuj komplikuje mu życie, organizując zabranie Ligii z domu Plaucjuszów, tym bardziej że na jego miłosne wybuchy bynajmniej nie reaguje napomnieniem: „Nie po to sprowadzamy barbarzyńców na sznurach za naszymi wozami, byśmy mieli zaś lubić ich córki” (QV III). Zapowiedź najbardziej katastrofalnej decyzji „oczyszczającej” przynosi jednak koniec I rozdziału, z którego zostały usunięte wszelkie wzmianki o Eunice i cała scena, w której zakochana niewolnica całuje posąg swojego pana. Inaczej mówiąc, zapowiadane przez Verdinois w przedmowie do oczyszczonego wydania „stonowanie barw” to m.in. wyeliminowanie całego wątku miłości Eunice i Petroniusza oraz zepchnięcie tego ostatniego do roli mało wyrazistej postaci drugoplanowej. Dobrze obrazuje to rozdział opisujący śmierć arbitra elegancji (oczywiście w tej wersji umiera samotnie), która podsumowana została krótko:
Nie skończył zdania... jego ramię wykonało ostatni ruch, głowa opadła na poduszkę... umarł[przypis][Non compì la frase... il suo braccio compì un ultimo movimento, la testa ricadde sul cuscino...era morto] (V 1900: 434).[/przypis].
&amp;nbsp;

Pominięte zostało następne, kluczowe zdanie oryginału, porównanie Petroniusza i Eunice do cudnych posągów i uświadomienie sobie przez biesiadników, że „z nimi ginie to, co jedynie jeszcze pozostało światu, to jest jego poezja i piękność” (QV LXXIV). Jak widać, cenzorzy uznali za niebezpieczne nie tylko wzmianki o rozwiązłości starożytnych, ale też przyznanie światu pogańskiemu jakiejkolwiek wartości. Jeśli porównać bowdleryzację Verdinois z wersją księdza Salvadoriego, która zresztą zyskała sobie dużo większą popularność i doczekała się co najmniej piętnastu wydań (ostatnie ukazało się w 1956 roku), a także stała się podstawą późniejszych wersji dla młodzieży, okazuje się, że miejsca i charakter interwencji cenzorskich w dużym stopniu się pokrywają: znikają wszelkie wzmianki o rozwódkach, wykreślona zostaje rozmowa o wygnanym Ottonie, Winicjusz widzi po raz pierwszy Ligię przy fontannie, a nie myjącą się w fontannie itd. Salvadori jest nawet nieco odważniejszy od Verdinois: wspomina, że  „genealogia Asklepiosa jest niepewna”, nie każe Winicjuszowi twierdzić, że chce pojąć Ligię za żonę, i pozwala mu się rozebrać. W odróżnieniu od tłumacza z Neapolu Salvadori częściej pozwala sobie też na własne wstawki i dodatki do tekstu. I tak np. wzmiankowana już scena kąpieli w oryginale opisana jest następująco (QV I):
Markus zaś zrzuciwszy tunikę wstąpił do wanny z letnią wodą, albowiem Petroniusz zaprosił go do kąpieli. (...) Młody człowiek uśmiechnął się z zadowoleniem i począł zanurzać się w wannie, wychlustując przy tym obficie ciepłą wodę na mozaikę przedstawiającą Herę w chwili, gdy prosi Sen o uśpienie Zeusa.
U Salvadoriego zaś przybiera następującą postać:
Na zaproszenie Petroniusza uwolnił się od tuniki, żeby odpocząć i rozmawiać z większą swobodą, odsłaniając w ten sposób mimowolnie męskie i eleganckie kształty swej pięknej postaci[przypis][Ad invito di Petronio si disciolse la tunica, come per riposarsi e conversare con miglior agio, mettendo in evidenza, senza volerlo, maschie ed eleganti linee della bella persona](S 1914: 4).[/przypis].
&amp;nbsp;

Tak jak u Verdinois, usunięte zostało zakończenie pierwszego rozdziału, w którym zakochana Eunice całuje marmurowy posąg Petroniusza. Trudno dociec, czym tak bardzo naraziła się ta scena, skoro w swojej wersji powieści Salvadori pozwolił jednak zaistnieć biednej niewolnicy, co prawda w bardzo okrojonej postaci. Opuszczenie niektórych kluczowych scen, zwłaszcza tej, w której Petroniusz ofiarowuje Eunice siostrzeńcowi (zamiast tego proponuje mu, żeby ożenił się z jakąś inną dziewczyną), zmusiło Salvadoriego do wprowadzenia karkołomnych zmian w dialogu: kiedy niewolnica wyznaje swojemu panu, że Chilon Chilonides przepowiedział jej, iż spotka ją „boleść i szczęście” (QV XIII), w nawiasie pojawia się komentarz, że kilka dni wcześniej Petroniusz skazał Eunice na chłostę „za jakieś nieposłuszeństwo”. Jeszcze bardziej zaskakujące jest pojawienie się jej u boku Petroniusza, kiedy arbiter elegancji postanawia popełnić samobójstwo, bo wszystkie wcześniejsze nawiązania do ich romansu zostały starannie wyretuszowane.

W odróżnieniu od Verdinois i Salvadoriego „oczyszczone” Quo vadis Oberoslera zawiera niewielkie tylko zmiany w stosunku do wersji podstawowej: można podejrzewać, że chodziło tu przede wszystkim o przyciągnięcie czytelnika obietnicą, że dostaje do ręki powieść wyzbytą niepożądanych treści. Bardzo osobliwa jest natomiast wersja opracowana przez księdza Pastoriego i wydana w jego własnym maleńkim wydawnictwie Bacchini (które zakończyło żywot już w 1905). Chodzi w zasadzie o plagiat anonimowego przekładu Baldini &amp;amp; Castoldi, w którym dokonano o wiele mniej cięć cenzorskich niż w innych wczesnych „oczyszczonych” wydaniach powieści: np. w pierwszym rozdziale Winicjusz wyznaje, że ujrzał Ligię kąpiącą się w fontannie, i otwarcie mówi o swoim pożądaniu, Petroniusz robi uwagi o poprzednich mężach Poppei i wspomina o swojej kochance Chryzotemis itd. Z drugiej strony Pastori wprowadził do swojej wersji modyfikacje, które we współczesnym czytelniku muszą budzić co najmniej mieszane uczucia. Ich pierwszym sygnałem, jeszcze stosunkowo niewinnym, jest podmienienie „dziewczyny z Kolchidy”, za którą Petroniusz oddałby „wszystkie tutejsze rozwódki” (QV I), na gladiatora: „Poznałem w tym mieście gladiatora tak eleganckiego, że oddałbym za niego najlepszych z Rzymu: o mało nie oszalałem na jego punkcie”[przypis][Conobbi in quella città un gladiatore così elegante per il quale avrei dato tutti i migliori di Roma e che per poco non mi fece impazzire] (Pastori 1903: 7).[/przypis]. Dość alarmująco brzmi jednak deklaracja Petroniusza, że formowałby w Hiszpanii legiony nie z Iberów, ale z iberyjskich dzieci (marmocchi, 12), a jeszcze bardziej ambarasująca sytuacja powstaje w unctuarium, na Petroniusza i Winicjusza czekają bowiem nie „cudne niewolnice”, lecz „cudni niewolnicy” (schiavi bellissimi), wśród których znajduje się także „dwoje pacholąt z Kos, przypominających dwa amorki” (due fanciulli di Cossa che parevano due amorini, 12). Na tym nie koniec, bo zastąpiwszy Eunice greckim chłopcem, Pastori konsekwentnie informuje swoich — w zamierzeniu — nastoletnich czytelników:
Podziw ten znać było wyraźnie nawet na twarzach chłopców z Kos, którzy układali artystycznie fałdy jego [Petroniusza] togi: jeden z nich, o imieniu Tarcyzjusz, który kochał go w sekrecie, patrzył mu w oczy z pokorą, jak gdyby pogrążony w niebiańskiej ekstazie[przypis][Quest’ammirazione si leggeva puranche chiaramente sui volti dei fanciulli di Cossa, che stavano drappeggiando artisticamente le pieghe della sua toga; ed uno di essi che aveva nome Tarcisio e che lo amava in segreto, lo fissava negli occhi umilmente, come rapito in un’estasi divina] (Pastori: 17).[/przypis].
&amp;nbsp;

W tej sytuacji nie jest zaskoczeniem, że finał I rozdziału mógłby się znaleźć z powodzeniem we współczesnej powieści LGBT, gdyż pozostawieni samym sobie niewolnicy na gwizd balneatorów znikają za kotarą, aby oddać się „hałaśliwym bachanaliom” (chiassosi baccanali, 17), a zakochany Tarcyzjusz, który do nich nie dołącza, wstępuje na stołek i tuląc swe różowe ciało do posągu Petroniusza, całuje z uniesieniem jego zimne wargi. „Do tego stopnia mały grecki niewolnik kochał swojego obojętnego pana!” (Il piccolo schiavo greco amava a quel punto il suo noncurante padrone!) — dodaje już od siebie Pastori. Ponieważ, jak już powiedziano, opuszczenia w tej wersji są bardzo nieliczne, w rozdziale XII pojawia się scena, w której Petroniusz proponuje w darze Winicjuszowi Eunice — czyli Tarcyzjusza. Co prawda brutalna oferta erotyczna została złagodzona — Petroniusz radzi siostrzeńcowi rozerwać się „kształcącą podróżą” (viaggio d’istruzione) i pragnie mu przydać niewolnika do towarzystwa, poza tym jednak tekst odtwarza wiernie wersję oryginalną. Petroniusz każe więc Tarcyzjuszowi „wykąpać się, namaścić i upiększyć”, a potem udać do domu Winicjusza, a kiedy po jego odmowie zaczyna się domyś lać, że przyczyną jest jakieś tajone uczucie, pyta nadzorcę Tejrezjasza, który z niewolników (gli schiavi) jest jego kochankiem. W odpowiedzi dowiaduje się, że Tarcyzjusz nigdy nie opuszcza nocą swojego cubiculum i inni niewolnicy nazywają go Apollem. Nie jest więc zaskoczeniem, że w ostatnim rozdziale powieści Tarcyzjusz, „ubrany na biało, z gałązką mirtu we włosach, cudny jak kapłan Jowisza” (vestito di bianco, con un ramoscello di mirto nei capelli, bello come un ministro di Giove, 405), postanawia umrzeć ze swoim umiłowanym panem i obaj każą podciąć sobie żyły.

Ta przedziwnie homoerotyczna „oczyszczona” wersja Quo vadis dla młodzieży nie została nigdy wznowiona, nie wiadomo też, w jakim ukazała się nakładzie ani jakie wzbudziła reakcje w ówczesnych czytelnikach: do dzisiaj we włoskich bibliotekach zachowała się tylko jedna jej kopia[przypis]Czy to możliwe, że Pastori nie zdawał sobie sprawy z wydźwięku zmian wprowadzonych przez niego do powieści? Są one tak oczywiste, że aż trudno w to uwierzyć. Można by spekulować, że autor chciał w ten sposób ukazać bezmiar pogańskiej deprawacji, rozdział przedstawiający śmierć Petroniusza podsumowuje w istocie nota od autora, który komentuje: „Ta śmierć Petroniusza, mimo iż artystycznie opisana i lepsza od tej, jaką w rzeczywistości była śmierć pogan, jest wyrazem tchórzostwa i cynizmu. Mądrość bez Chrystusa zmuszona jest uznać samobójstwo za piękne i wzniosłe! Wyrafinowany i szlachetny duch, taki jak Petroniusz, musi umrzeć w ten sposób! Cóż za zgroza i rozpacz bez katolicyzmu wśród ignorantów i przeciwników Ewangelii!” [Questa morte di Petronio, per quanto artisticamente ben descritta e migliore di quello che in realtà fosse la morte dei pagani, è un colmo di viltà e di cinismo. La sapienza senza Cristo è costretta a trovare grande e bello il suicidio! Uno spirito fine ed elevato, come Petronio, deve morire così! Quanto orrore e quanta desolazione fuori del cattolicesimo e tra gl’ignari o i contradittori del Vangelo!] (Pastori 1903: 410). W każdym razie, w odróżnieniu od innych ocenzurowanych wersji Quo vadis z tego okresu, na stronie redakcyjnej czy tytułowej brak informacji o zatwierdzeniu publikacji przez Kościół, a skąpe informacje o Pastorim, jakie udało się uzyskać, wskazują też, że popadł on w konflikt z hierarchią kościelną i być może porzucił stan duchowny (późniejsze źródła określają go jako „apostatę”, por. Fontes Ambrosiani 1982: 224).[/przypis]. Większość późniejszych młodzieżowych adaptacji powieści Sienkiewicza podążyć miała torem wyznaczonym przez Salvadoriego, tyle tylko, że z upływem czasu traktowały pierwowzór coraz bardziej bezceremonialnie i lekką ręką dokonywały w nim dużych skrótów.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11498" title="Sequele Quo vadis jako klucz do&amp;nbsp;kulturowej recepcji powieści" slug="sequele-quo-vadis-jako-klucz-do-kulturowej-recepcji-powiesci">Różnorakie (choć niekoniecznie udane) transpozycje polskiej powieści w innych sztukach — szczególnie liczne we Włoszech — były wymownym dowodem jej potencjału transmedialnego czy może „dyspozycji wykonawczej”, by użyć za Alicją Helman terminu Jerzego Ziomka. Najważniejszą i najbardziej kulturotwórczą rolę z tych transpozycji odegrały adaptacje filmowe, o których będzie jeszcze mowa, nie mogło wśród nich jednak zabraknąć także tekstów literackich. Omówione tu trzy sequele powieści: Urbi et orbi. Racconto dei tempi post-neroniani (Urbi et orbi. Opowieść z czasów po Neronie), opublikowane przez wydawnictwo salezjanów w 1906 roku, Ursus: seguito al „Quo vadis” di Henry (sic!) Sienkiewicz (Ursus: ciąg dalszy Quo vadis Henryka Sienkiewicza) oraz La figlia di Ursus: romanzo dei tempi di Diocleziano (Córka Ursusa: powieść z czasów Dioklecjana)[przypis]W 1905 roku ukazał się w Casercie inny jeszcze sequel, Sanguis martyrum: seguito al „Quo vadis”. Jego autorem był niejaki Pierre Tedeschi. Ani o tekście, ani o autorze nie udało się niestety uzyskać bliższych informacji.[/przypis], to przykłady grafomaństwa najgorszego typu, są jednak cennym świadectwem kierunku, w jakim miała podążyć popularna recepcja Quo vadis.

Urbi et orbi , wydane po raz pierwszy anonimowo przez Società Editrice Internazionale w drukarni Szkół Salezjańskich w Turynie, było przekładem francuskiej powieści księdza Albina de Cigala z 1904 roku, która obiecywała czytelnikom w przedmowie rekonstrukcję przeszłości zbudowaną secondo lo stesso piano e trattati con lo stesso sistema (na podstawie takiego samego założenia i według tego samego schematu) co Quo vadis i oczywiście z tymi samymi bohaterami (Urbi 1906: 4). Narracja rozpoczyna się na początku panowania cesarza Wespazjana, a zatem około pięciu lat po pożarze Rzymu opisanym w Quo vadis. Ligia i Winicjusz powracają do Rzymu z Sycylii wraz z Plaucjuszami, ale z niewiadomego powodu nie zdążyli zawrzeć ślubu i przygotowują się dopiero do zaręczyn. Tymczasem jednak para młodych prowadzi światowe życie w wyższych sferach, podróżując po półwyspie z synem cesarza Tytusem i jego ukochaną Bereniką. Po powrocie do Wiecznego Miasta zawierają wreszcie ś lub, niestety zaraz potem zazdrosna o urodę Ligii Berenika doprowadza do wybrania jej na westalkę (Winicjusz płacze i lamentuje, ale nic nie może na to poradzić). Następnie wszyscy biorą udział w oblężeniu Jerozolimy — Winicjusz jako jeden z dowódców wojskowych, Ligia jako główna kapłanka Westy, bo podobno ma to przynieść pomyślność oblegającym miasto Rzymianom. W trakcie działań wojennych westalki zostają porwane, grozi im śmierć w pożarze, z którego Winicjusz wynosi Ligię w ostatniej chwili. Po zdobyciu Jerozolimy całe towarzystwo wraca do Rzymu, gdzie biorą udział w triumfie Tytusa, po czym Ligia w czasie obrzędu kończącego uroczystość postanawia wreszcie ujawnić przed światem, że jest chrześcijanką, i zamiast złożyć bogom ofiarę na ołtarzu, zaczyna wymachiwać demonstracyjnie złotym krzyżem. Winicjusz, który występuje w jej obronie, zostaje skazany na śmierć na arenie, ale na szczęście zdarza się cud, bo lwy, które miały go pożreć, odmawiają konsumpcji (chociaż najpierw bohaterski patrycjusz zabija jedną bestię gołymi rękami). Ligia, która miała okazję przyglądać się występom Winicjusza na arenie, zostaje skazana na zamurowanie żywcem. Zostanie uratowana już umierająca, po dwóch dobach spędzonych w zamknięciu, przez ukochanego, który wpadł na pomysł wykopania tunelu prowadzącego do grobowca. Powieść zamyka się obrazem dwojga młodych małżonków, nareszcie połączonych i wolnych, którzy z radości klękają, aby odmówić modlitwę Ojcze nasz!

Pełną dramatycznych zwrotów akcję autor okrasił licznymi objaśnieniami na temat kultury starożytnego Rzymu i wywodami na temat rozwoju wczesnego chrześcijaństwa. W sumie jest Urbi et orbi swoistą antytezą dzieła Sienkiewicza, katalogiem błędów, jakie można popełnić, pisząc powieść historyczną: płaskie dialogi, bezbarwne postacie, fabuła bez ładu i składu, dramatyczne wydarzenia pozbawione logicznej motywacji, afektowany język. Mimo to ta „mimowolna karykatura Quo vadis”, jak słusznie nazwała książkę Maria Kosko (1959: 27), odniosła pewien sukces i doczekała się tłumaczeń na kilka języków: niemiecki, holenderski, hiszpański i włoski; we Włoszech miała przynajmniej trzy wydania (ostatnie w 1938 roku) i nabywana była szczególnie chętnie przez biblioteki szkolne. Bogobojne przesłanie, oczyszczone ze wszelkich nazbyt „naturalistycznych” elementów, które tak raziły włoskich moralistów i pedagogów w Quo vadis, przeważyło w ich oczach nad literacką miałkością tekstu, a nawet nad faktograficznymi nonsensami utworu w zamyśle mającego wszak edukować młode umysły[przypis]Wbrew deklaracjom przedmowy, która zapewniała, że opowieść została oparta na faktach zaczerpniętych ze źródeł historycznych, zweryfikowanych następnie przez badania przeprowadzone na miejscu wydarzeń opisanych w utworze (Urbi 1906: 4), nonsensem historycznym jest już sam punkt wyjścia narracji: oblężenie i zdobycie Jerozolimy przez rzymskie wojska, rzeczywiście dowodzone przez Tytusa, miało miejsce w 66 roku n.e., a zatem jeszcze za panowania Nerona.[/przypis]. Co ciekawe, z oryginałem francuskim miał się okazję zapoznać sam Sienkiewicz, który skwitował lekturę dobroduszną wzmianką w liście do Karola Potkańskiego (por. Filler 2001: 182).

Ursus Ubalda degli Abbati, wydany po raz pierwszy w 1905 roku, był już produktem czysto włoskim i – jeśli to w ogóle możliwe — powieścią jeszcze marniejszą od Urbi et orbi. Także Abbati uczynił Winicjusza walecznym generałem i przyjacielem przyszłego cesarza Tytusa, u jego boku biorącym udział w oblężeniu Jerozolimy (tak samo jak Cigala przesunął je na okres panowania Wespazjana), w zasadzie jednak zarówno Winicjusz, jak i Ligia, un vero esemplare di sposa cristiana, devota a Dio e fedele all’amato consorte (prawdziwy przykład chrześcijańskiej małżonki, oddanej Bogu i wiernej swemu ukochanemu małżonkowi, Abbati 1912: 4), pozostają na drugim planie opowieści. Co prawda Ligię, czekającą na powrót Winicjusza w ich wspaniałej rzymskiej willi, pragnie porwać zakochany w niej lubieżny starzec, senator Mucjanusz, jednak intryga koncentruje się na perypetiach jego cnotliwego syna Licyniusza, nawróconego na wiarę chrześcijańską, który zakochany jest w dwulicowej, perfidnej Witelii (córce byłego cesarza). Witelia, przyjęta w gościnę przez Ligię, usiłuje namówić Licyniusza do zamordowania Tytusa, który uraził jej dumę, odtrąciwszy ją dla Bereniki; widząc, że jej się to nie uda, zwraca się o pomoc do innego swojego wielbiciela, występnego Tyberiusza. Niewolnik Memmon, wynajęty przez Mucjanusza, aby porwał Ligię, wkrada się do jej willi, niestety jest ona tak ogromna, że nie wie, gdzie szukać swojej ofiary: ostatecznie przez pomyłkę porywa inną piękną dziewicę, Klaudię Sabinę, również goszczącą u Ligii. Wkrótce do Rzymu powracają Tytus, Winicjusz oraz tytułowy bohater powieści — Ursus, który bawił w Grecji, gdzie uzupełnił edukację, stając się człowiekiem uczonym oraz błyskotliwym mówcą, a także podróżował po Afryce i Azji, dokonując licznych bohaterskich czynów, m.in. uratował ojca Klaudii Sabiny i zakochał się w niej samej, niestety bez wzajemności. Mimo to, gdy dowiaduje się, że Klaudię więzi rozpustny Mucjanusz, natychmiast rusza z odsieczą i uwalnia swoją bogdankę. Tymczasem zamach na życie Tytusa (który stał się już cesarzem) nie udaje się, zamiast niego przez pomyłkę ginie Mucjanusz, a jego syn Licyniusz, uznany za winowajcę, zostaje uwięziony i skazany na śmierć na arenie. Aby go uratować, Ursus, skryty za żelazną maską, bierze udział w walkach w amfiteatrze, gdzie ponownie gołymi rękami zabija wielkiego byka. To jednak nie wystarcza, aby Tytus ułaskawił więźnia, dlatego Ursus udaje się do pałacu cesarskiego i dzięki swoim oratorskim talentom przekonuje władcę o wyższości wiary chrześcijańskiej nad pogańskim zabobonem i o niewinności Licyniusza oraz innych chrześcijan. Uwolniony Licyniusz poślubia skruszoną Witelię, a Ursus żeni się z Klaudią Sabiną, która doceniła w końcu szlachetność jego duszy. Wątek Witelli i Licyniusza może wydać się czytelnikowi dziwnie znajomy, nie bez powodu: degli Abbati opowiedział w swojej książce, z niewielkimi zmianami, fabułę Łaskawości Tytusa (1734) Metastasia[przypis]Libretto Metastasia zostało umuzycznione przez ponad czterdziestu kompozytorów: jego najsłynniejszą wersją jest oczywiście opera Mozarta (1791), oparta na wersji tekstu zmodyfikowanej przez Caterina Mazzolà.[/przypis], dodając do niej, niezbyt udatnie, bohaterów Quo vadis.



Ten niezborny i pozbawiony jakiejkolwiek elementarnej logiki czy prawdopodobieństwa zlepek wydarzeń[przypis]Ludwik Masłowski we wspomnianym już liście do Henryka Sienkiewicza stwierdzał, że „Ursus jest bardzo marnego talentu utworem i pokazuje, że autor, lubo czytał uważnie Quo vadis, nie potrafi ł jednak przejąć się potęgą tej powieści, i że nawet nie ma dość wrażliwego umysłu, żeby ją potrafi ć naśladować” (Masłowski, list do H. Sienkiewicza, 1906, rękopis ze zbiorów Ossolineum sygn. 122/05).[/przypis], okraszony jeszcze wstawkami poetyckimi wątpliwej jakości, doczekał się jednak czterech wydań (1905, 1906, 1908, 1912). Nieco później ukazał się jeszcze jeden sequel powieści, La figlia di Ursus. Romanzo dei tempi di Diocleziano (Seguito al „Quo vadis”) (Córka Ursusa. Powieść z czasów Dioklecjana. Część dalsza Quo vadis) Gina Jannone, dziennikarza i literata z Avellino. O dbałości autora o ścisłość faktów historycznych świadczy już zabawny błąd w samym tytule, mylącym cesarza Domicjana z Dioklecjanem, którego rządy przypadły na koniec III wieku n.e. (w samym tekście używane jest poprawnie imię Domicjana). Książka, która ukazała się w 1910 roku i (być może) w 1914, zaczyna się od długiego flashbacku, w którym opowiedziane zostają losy Winicjusza i Ligii oraz Ursusa. Winicjusz osiadł wraz z żoną w Palermo (sic!), doczekał się dwojga dzieci, Aulusa Plaucjusza i Pomponii Grecyny (sic!), i przez długie lata pełnił funkcję zarządcy Sycylii. Potem autor każe mu zginąć wraz z Ligią w czasie morskiej podróży. Bardziej urozmaiconą egzystencję wiedzie Ursus, który początkowo mieszka z Winicjuszem i Ligią na Sycylii, potem jednak ratuje od utonięcia piękną córkę patrycjusza Aureliusza Narbona Kornelię i zostaje jej mężem. Podążając za teściem, osiedla się z rodziną w Pompejach, które wkrótce potem zostają zniszczone w wyniku sławnego wybuchu Wezuwiusza. W katastrofie ginie Kornelia i jej ojciec, Ursusowi udaje się uratować tylko córeczkę Wirginię, z którą przeprowadza się do Kumy, gdzie przez wiele lat mieszka spokojnie w dostatku, jako poważany obywatel. Wirginia wyrasta na piękną, a zarazem uczoną pannę (ojciec zatrudnił dla niej najlepszych preceptorów) i wpada w oko młodemu patrycjuszowi Klaudiuszowi Mamercjuszowi, który prosi o jej rękę. Córka Ursusa zdążyła się już jednak zakochać w goszczącym w ich domu osieroconym Aulusie Plaucjuszu juniorze i odmawia. Rozjuszony patrycjusz postanawia więc porwać Wirgnię, co udaje mu się zrealizować bez większego trudu. Ostatnia część powieści poświęcona jest bardzo niemrawym próbom uwolnienia biednego dziewczęcia (Ursus został zraniony w czoło, a Aulus Plaucjusz nie znosi widoku krwi, dlatego pozwalają przejąć inicjatywę chrześcijańskiemu centurionowi Gajuszowi Tyrezjaszowi) i również niemrawym atakom Mamercjusza na cnotę uwięzionej dziewicy. Ostatecznie Mamercjusz zabiera Wirginię na statek, mając nadzieję, że na morzu nic mu już nie przeszkodzi w zrealizowaniu niecnych zamiarów. Przez cały rozdział pijany patrycjusz ugania się po kajucie za swoją ofiarą. W końcu Wirginia ogłusza go ciężkim stołkiem, po czym porywają ją piraci, jednak dziewczę nie martwi się tym przesadnie, bo jej dziewictwu chwilowo nic nie grozi. Powieść zamyka się sceną aukcji na targu niewolników w Aleksandrii, na której „całkiem nagą, okrytą tylko przezroczystą zasłoną, nieskrywającą jej kształtów” (tutta nuda, solo coperta da un bianco velo trasparente che non ne celava le forme, Jannone 1910: 218) Wirginię za wygórowaną kwotę dziesięciu talentów nabywa tajemniczy Hindus (sic!) w turbanie usianym klejnotami. I właśnie w tym ekscytującym momencie opowieść się urywa, podsumowana informacją „koniec części pierwszej”. Jakie były dalsze dzieje pięknej córki Ursusa i czy w ogóle zostały napisane, nie wiadomo: w bibliotekach włoskich nie zachował się po nich żaden ślad[przypis]Także Córka Ursusa zachowała się do dzisiaj tylko w jednym egzemplarzu, przechowanym w Bibliotece Montevergine w regionie Avellino.[/przypis].



Pomijając wątpliwą jakość literacką przypomnianych tu sequeli (choć trudno w to uwierzyć, powieść Cigali doczekała się we Francji wznowienia jeszcze w 2008 roku), łączy je zupełne zlekceważenie charakteru czy psychologii postaci oryginału, które z utworem Sienkiewicza łączy tylko imię. Pod tym względem przypominają zadziwiająco twórczość kwitnącą dzisiaj na portalach fanowskich typu fanfiction.net, choć chyba i tam miałyby problem z zyskaniem popularności. Rysują się też jednak między nimi pewne różnice. Powieść francuska miała ambicje dydaktyczne, była adresowana wyraźnie do młodszego odbiorcy. Nieprawdopodobna fabuła stanowiła pretekst do zaserwowania czytelnikowi informacji o różnych aspektach kultury starożytnego Rzymu, a przede wszystkim do krzewienia w nim uczuć chrześcijańskich w odpowiednio bogobojny sposób. Sequele włoskie kierowały się raczej do czytelników dorosłych i cechowało je wyraźne przesunięcie akcentów z przesłania religijnego na intrygę awanturniczo-romansową, widoczne zwłaszcza w powieści Jannone[przypis]Już sam tytuł La figlia di Ursus nie mógł nie budzić we włoskich odbiorcach skojarzeń z książką Jolanta, figlia del corsaro nero (Jolanda, córka czarnego korsarza, 1905), trzecim tomem niezwykle popularnego cyklu o piratach z Karaibów autorstwa Emilia Salgariego.[/przypis]. Stanowiły one także świadectwo zjawiska, które pojawiło się chyba tylko we włoskiej recepcji powieści Sienkiewicza. Była nim fascynacja postacią Ursusa, który stał się ulubionym bohaterem włoskich czytelników, w większym stopniu niż udręczeni kochankowie Winicjusz i Ligia czy wyrafinowany Petroniusz i jego wierna Eunice. Popularność tej postaci miała doprowadzić do jej emancypacji i całkowitego oderwania się od literackiego pierwowzoru, miała także ważny udział w rozwoju tzw. kina siłaczy — typowo włoskiego zjawiska kulturowego, o którym będzie jeszcze mowa.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="11499" title="Od&amp;nbsp;tekstu literackiego do&amp;nbsp;tekstu kultury" slug="od-tekstu-literackiego-do-tekstu-kultury">„W powszechnej opinii badaczy Sienkiewicz jest autorem «filmowym»”, pisał w 1998 roku Lech Ludorowski (1998: 9). Obserwację tę odnieść można zwłaszcza do Powieści z czasów Nerona, która pojawiła się ponadto właśnie w chwili, kiedy rodziła się X muza: nic dziwnego, że kino od razu dostrzegło jej atrakcyjność dla nowego medium. Pierwsza adaptacja Quo vadis pojawiła się już w 1901 roku we Francji i trwała zaledwie kilka minut, w trakcie których widzowie mogli obejrzeć ucztę w pałacu Nerona, Ursusa broniącego Ligię przed natarczywymi zalotami Winicjusza, walkę gladiatorów i pożar Rzymu. W 1910 roku powstała inna francuska adaptacja, Aux temps des premiers chrétiens (W czasach pierwszych chrześcijan) André Calmettesa. We Włoszech pierwszy kilkunastominutowy film zainspirowany powieścią Sienkiewicza, zatytułowany Dall’amore al martirio (Od miłości do męczeństwa), został wyprodukowany w 1910 roku[przypis]W 1909 roku Luigi Maggi nakręcił film Nerone, który oparty był jednak na dramacie Pietra Cossy z 1872 roku.[/przypis] przez wytwórnię Cines[przypis]Kopia filmu przechowywana w British Film Institute liczy 16 minut, możliwe jednak, że pierwotnie film był nieco dłuższy.[/przypis]: niejaki Marek Licyniusz, zakochany w Ligii, po odtrąceniu przez dziewczynę jego zalotów oskarżał ją o wyznawanie chrześcijaństwa, ale ostatecznie, zwyciężony jej niezłomną cnotą, sam się nawracał, przyjmował w więzieniu chrzest, zapewniając sobie tym samym wzajemność uczuć ze strony dziewczyny, po czym ginął razem z nią na arenie. W 1912 roku Cines wypuściła Kri-Kri e il Quo vadis (Kri-Kri i Quo vadis), jeden z masowo wtedy powstających krótkometrażowych filmów komicznych[przypis]Raymond Dandy, twórca postaci Kri Kri, który rozpoczynał karierę jako akrobata w cyrku, w latach 1912–1915 zagrał w blisko 140 takich produkcjach, nakręconych przez Cines. Część z nich przetrwała do dzisiaj, niestety nie ma wśród nich parodii Quo vadis. Jak podaje Jerzy Maśnicki, wiadomo, że jej treścią był spór dwóch komików o to, jaki jest najlepszy sposób zabicia byka. Nie mogąc dojść do porozumienia, proszą o interwencję cesarza Nerona, który odsyła ich do Ursusa. W rolę tego ostatniego wcielił się Bruto Castellani, który w tym samym czasie grał tę postać w adaptacji Guazzoniego (Maśnicki 2006: 233).[/przypis]. Jednak pierwszą adaptacją powieści Sienkiewicza z prawdziwego zdarzenia, a zarazem produkcją przełomową w historii nie tylko włoskiego, ale i światowego kina było Quo vadis? Enrica Guazzoniego z 1913 roku.
Wierzyłem, że kinematograf, w odróżnieniu od teatru, pozwoli otworzyć się i pokazać wielkie przestrzenie: prawie nie będzie miał granic (...) Właśnie w tych latach Quo vadis Sienkiewicza osiągnęło popularność, do jakiej chyba żadna inna powieść się nie zbliżyła. Zamarzyło mi się przeniesienie na ekran tej wielkiej wizji cesarskiego Rzymu i przygotowałem scenariusz, który jednak przez ponad dwa lata przeleżał w szufladzie. Kiedy proponowałem ekranizację, odpowiadano mi, że Quo vadis nie może wzbudzić zainteresowania i nie zostanie przyjęte dobrze przez widownię, która woli współczesne melodramaty i tanie efekty[przypis][Pensavo: il cinematografo, a differenza grande del teatro consentirà di abbracciare e dare visioni di campi larghissimi: potrà non avere quasi limitazioni (...). Proprio in quegli anni Quo vadis? del Sienkiewich (sic!) aveva raggiunto una diffusione cui forse nessun altro romanzo s’è neppure avvicinato. Vagheggiai l’idea di tradurre sullo schermo quella grande visione dell’età imperiale di Roma e ne preparai uno scenario. Ma per oltre due anni rimase a dormire in un cassetto. Quando proponevo l’impresa sentivo rispondermi che il Quo vadis? non poteva destare interesse e non avrebbe incontrato il favore del pubblico, il quale voleva drammetti moderni, d’effetto o d’effettaccio] (Guazzoni 1918: 55).[/przypis].


Realizacja filmu zajęła ponad dwa miesiące, co w owym czasie stanowiło bardzo długi okres produkcji i szefowie Cines sarkali, że Guazzoni zakłóca swoim widowiskiem codzienną pracę wytwórni (por. Redi 2009: 47)[przypis]Z drugiej strony szefowie Cines mieli świadomość, że zaangażowali się w projekt, który może im przynieść międzynarodowy sukces. 5 lipca baron Alfredo Frassini, prezes wytwórni, pisał do amerykańskiego producenta i dystrybutora: „w przyszłym tygodniu zaczynam produkcję (...) filmu, którego tytuł brzmi Quo vadis?. W tym celu wypożyczyłem dwadzieścia lwów, które będą przebywać przez cztery tygodnie w naszych studiach. Aby uzmysłowić Panu wspaniałość tego filmu, powiem tylko, że koszt negatywu wyniesie około 80 tysięcy lirów, a jego długość będzie wynosić o 1500 do 2000 metrów”. [Comincio già la prossima settimana la produzione di (...) film, il cui titolo è Quo vadis? A questo scopo ho affittato venti leoni che rimarranno nei nostri teatri di posa per circa quattro settimane. Per farvi capire la meraviglia di questo film mi limito a dirle che il costo del negativo sarà di circa 80 mila lire e che la sua lunghezza oscillerà tra 1.500 e 2.000 metri] (Brunetta 2015).[/przypis]. Sukces filmu przeszedł jednak wszelkie oczekiwania. Brak wystarczających danych nie pozwala ocenić, ile wyniosły zyski z projekcji we Włoszech[przypis]Na przykład w Livorno w ciągu czterech pierwszych dni projekcji sprzedano ponad dziesięć tysięcy biletów za łączną sumę 12 415 lirów (Redi 2009: 49).[/przypis], wiadomo jednak, że prawa do dystrybucji w Wielkiej Brytanii i Irlandii zostały sprzedane na aukcji za rekordową kwotę 7600 funtów — cena, której nie zdołały osiągnąć późniejsze produkcje historyczne Cines (Redi 2009: 49). Quo vadis? otworzyło nową epokę w dziejach kinematografii włoskiej („zmieniło standardy gatunku dramatów historycznych”, podkreślał Brunetta[przypis][(...) muta lo standard del filone dei drammi storici] (1979: 148).[/przypis]). Udowodniło, że długometrażowy, prawie dwugodzinny film może utrzymać uwagę widowni i aspirować do miana dzieła artystycznego. Nowość nie ograniczała się do wydłużenia czasu projekcji.



W produkcji Guazzoniego widoczne były jeszcze wprawdzie elementy zaczerpnięte z teatru, typowe dla wczesnych realizacji kinowych[przypis]Film zaczyna się np. od serii prezentacji wszystkich głównych postaci, sfilmowanych statycznie w teatralnych pozach.[/przypis], ale reżyser wykorzystał w pełni możliwości nowego medium, wyprowadzając akcję na otwartą przestrzeń i nadając dzięki temu ujęciom głębię nieosiągalną dla sceny, przeplatając zdjęcia bliskiego i dalekiego planu, budując monumentalne, trójwymiarowe dekoracje. Imponowały rozmachem sceny z udziałem wielkiej liczby statystów (umiejętność dyrygowania masami udowodnił zresztą Guazzoni już w swoich wcześniejszych produkcjach) i pietyzm w rekonstrukcji detali starożytnego świata. Sceny pożaru Rzymu dla większego efektu zostały ręcznie pokolorowane. Nowością był także stonowany, bardziej realistyczny styl gry, który reżyser narzucił aktorom (por. m.in. Wyke 1997: 214). Jak zauważa jednak słusznie Stella Dag na (2020, w druku), prawdziwie rewolucyjne było dopiero połączenie tych wszystkich zabiegów technicznych[przypis]Jak zauważa Dagna, z użyciem monumentalnych dekoracji i wprowadzeniem scen masowych z dużą liczbą statystów eksperymentowano już we wcześniejszych filmach Giovanniego Pastronego (La caduta di Troia, 1911) i samego Guazzoniego (Gerusalemme liberata, 1911).[/przypis] w harmonijną całość ze skomplikowaną i wielowątkową akcją. Quo vadis nadawało się do tego celu idealnie: Guazzoni mógł liczyć na to, że niemal wszyscy widzowie w kinie, niezależnie od klasy społecznej, będą znali powieść, bądź z lektury, bądź choćby z przeróbek i adaptacji teatralnych lub muzycznych. Adaptacja, zgodnie z kanonami epoki, idzie za porządkiem rozdziałów powieści i zawiera nawet te sceny, które nie są niezbędne z punktu widzenia rozwoju akcji (np. bezskuteczne szukanie przez Aulusa Plaucjusza jakiegoś patrycjusza, który wstawiłby się za odesłaniem Ligii do domu). Nie zachowały się oryginalne śródtytuły do filmu, trudno więc powiedzieć, w jakim stopniu dopełniały one narrację wizualną, niemniej jest ona klarowna i łatwo ją śledzić.

Quo vadis dało początek modzie na wielkie epickie widowiska o tematyce historycznej (sam Guazzoni już w 1914 roku zrealizował Juliusza Cezara, a po zakończeniu I wojny światowej Fabiolę oraz Messalinę). Starożytna tematyka, ukazująca potęgę Rzymu na ekranie, wyjątkowo dobrze nadawała się do podniesienia statusu kina, a zarazem przemawiała do wszystkich widzów, jednoczyła ich w poczuciu tożsamości kulturowej i dumy narodowej z chlubnej przeszłości. Chociaż wkrótce ogromny sukces Cabirii Giovanniego Pastronego (1914) miał przyćmić film Guazzoniego, jego znaczenia dla rozwoju włoskiego przemysłu kinematograficznego, dla podniesienia nowego medium do rangi prawdziwej sztuki, dla umocnienia prestiżu filmu jako dzieła sztuki i dla kinematografii w ogóle nie sposób przecenić[przypis]„Guazzoni’s film Quo vadis (...) changed the course of American cinema when it premiered in New York in 1913” — pisze Mary Ann MacDonald Carolan (2014: 6).[/przypis]. Adaptacja Guazzoniego przyczyniła się też do podsycenia popularności książki — kilka dziesięcioleci później podobnym bodźcem miała się stać adaptacja hollywoodzka — co znalazło wyraz w wypuszczonej przez wydawnictwo Treves luksusowej edizione cinematografica (wydanie filmowe) powieści, ozdobionej 78 kadrami z filmu. A jednak pojawienie się produkcji Cines można uznać za symboliczną datę początku nowej fazy włoskiej recepcji Quo vadis, w której tekst literacki miał się stać tekstem kultury, żyjącym własnym życiem w masowej wyobraźni i tylko nominalnie należącym jeszcze do pierwotnego autora. Przesunięcie to widoczne jest nawet w różnicy między materiałami reklamowymi do filmu, podkreślającymi jego wierność wobec literackiego pierwowzoru („tak jak w powieści Sienkiewicza, akcja tego filmu zaczyna się od rozmowy Petroniusza z Winicjuszem”, podkreślano w broszurze wypuszczonej przez Cines[przypis][Come nel romanzo del Sienkiewicz l’azione di questo film comincia col colloquio tra Petronio e Vinicio] (por. De Berti, Gagetti 2017: 133).[/przypis]), a reakcjami krytyki na gotowe dzieło i jego międzynarodowy sukces, w których na plan pierwszy wysuwał się zachwyt nad monumentalną rekonstrukcją Rzymu i wystawnością scen zbiorowych na skalę nigdy dotąd niewidzianą. Podkreślano także obecność wśród widzów „kwiatu naszej arystokracji (...) najbardziej znanych bankierów, przemysłowców i handlowców, oraz licznych eleganckich i urodziwych pań i panienek”[przypis][Vi era rappresentato il fior fiore della nostra aristocrazia (...) I più noti banchieri, industriali e commercianti, oltre una fiorita di eleganti e leggiadre signore e signorine] („Messaggero” 8 marzo 1913).[/przypis].

Triumf produkcji Guazzoniego stanowił przedmiot dumy narodowej i najmniej ważne stało się to, że był on adaptacją powieści: zarówno ówczesna krytyka, jak i współczesne włoskie opracowania filmoznawcze (np. Brunetta 1979) odnotowują to niejako na marginesie, nie zastanawiając się nigdy, czy oparcie fabuły na tym właśnie utworze mogło mieć coś wspólnego z jakością samego filmu. Proces odrywania się historii od literackiego pierwowzoru najlepiej obrazuje chyba wspomniana już kariera postaci Ursusa. Bruto Castellani (1881–1933), który zagrał tę rolę, stał się ulubieńcem publiczności, nie tylko we Włoszech. Jak podają źródła, w Londynie:
Projekcja filmu odbyła się w Royal Albert Hall, w obecności Jerzego V i królowej, którzy zapragnęli pogratulować reżyserowi i aktorom. Najbardziej podziwiany był właśnie Castellani, do którego król [Jerzy V] zwrócił się z wyrazami sympatii, nazywając go Ursusem[przypis][A Londra il film venne presentato alla Albert Hall alla presenza del Giorgio V e della regina, che vollero complimentarsi con il regista e gli attori. Ed il più festeggiato fu proprio Castellani, cui Sua Maestà si rivolse chiamandolo Ursus ed esprimendogli la sua simpatia] (Della Casa 2015).[/przypis].
&amp;nbsp;



Castellani w następnych latach miał zagrać w wielu produkcjach historycznych o tematyce starożytnej, powtarzając w różnych wariantach swoją wyjściową kreację niezwyciężonego siłacza o niewinnym sercu, poczciwego obrońcy słabych i uciśnionych. Powstała nawet seria filmów o Ursusie z Brutem Castellanim w roli głównej, których jedynym łącznikiem z Quo vadis było imię bohatera oraz różne warianty sceny walki z bykiem. Jedyna — o ile wiadomo — zachowana do dzisiaj produkcja z tego cyklu to Il toro selvaggio (Dziki byk) Giuseppe Zaccarii z 1919 roku[przypis]Kopia filmu przechowywana jest w archiwach Cineteca Italiana w Mediolanie.[/przypis], w której Castellani-Ursus miał okazję zmierzyć się z bykiem aż dwa razy, w cyrku i w patrycjuszowskiej willi (por. Dall’Asta, Faccioli 2020 — w druku).

Przede wszystkim jednak stał się Ursus pierwowzorem najsławniejszego włoskiego siłacza, Maciste z filmu Cabiria z 1914. Tworząc postać niezbyt inteligentnego, ale obdarzonego gołębim sercem i nadludzką siłą niewolnika, który w Cabirii ma zadanie opiekować się tytułową bohaterką, Pastrone w oczywisty sposób inspirował się kreacją Castellaniego, powtórzył nawet i rozbudował w swoim filmie ujęcie, w którym siłacz obraca olbrzymie koło młyńskie, dając tym dowód swej herkulesowej mocy[przypis]W powieści wspomina się tylko, że Ursus pracował w młynie u niejakiego Demasa: Guazzoni pokazał Ursusa, jak samodzielnie obraca koło młyńskie, i ta właśnie scena stała się inspiracją dla Pastronego.[/przypis]. Maciste zagrany przez Bartolomea Pagano, tragarza portowego z Genui, stał się kultową postacią włoskiej kultury, spychając w cień swojego poprzednika, tak jak Cabiria przesłoniła osiągnięcie Guazzoniego. Nie mogąc równać się popularnością z Maciste, Ursus pozostał jednak na długie dziesięciolecia jednym z mieszkańców zbiorowej wyobraźni Włochów. Sam Castellani miał w końcowym okresie swojej kariery zagrać ponownie Sienkiewiczowskiego bohatera w adaptacji z 1924, w reżyserii Georga Jacoby’ego i Gabriellina D’Annunzia, a w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Ursus przeżył drugą młodość jako bohater serii filmów z gatunku peplum, o czym będzie jeszcze mowa.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11500" title="Między religijnym kiczem a&amp;nbsp;tanią sensacją: recepcja Quo vadis w&amp;nbsp;okresie międzywojennym" slug="miedzy-religijnym-kiczem-a-tania-sensacja-recepcja-quo-vadis-w-okresie-miedzywojennym">Triumf Quo vadis Guazzoniego walnie przyczynił się do podniesienia prestiżu kina jako nowego środka ekspresji artystycznej, nie wpłynął jednak na podniesienie rangi literackiej samej powieści, choć niewątpliwie podsycił jej popularność (w 1913 roku ukazało się sześć wznowień różnych wcześniejszych przekładów). Wręcz przeciwnie: od czasu pierwszej wojny światowej utwór Sienkiewicza, wciąż bardzo poczytny, przesunął się jednak zdecydowanie do kręgu literatury popularnej czy wręcz ludowej[przypis]Wspomnienia czytelników z okresu międzywojennego są świadectwem popularności Quo vadis wśród niższych warstw społecznych, czytania powieści w pokoju służby czy wręcz „w oborze” (por. Pagliano 2000: 309).[/przypis], co znalazło odzwierciedlenie w polityce wydawniczej. Była ona oparta przede wszystkim na wznowieniach przekładów wcześniejszych: w okresie międzywojennym wciąż publikowano przekłady Verdinois, Bideriego, Zucconiego, Nagel, Valery, Rios, ale już nie Oberoslera ani Foulquesa. Większość tych edycji to tanie, popularne wydania na lichym papierze, chociaż Treves w 1926 roku wznowił — bez wątpienia w związku z pojawieniem się nowej adaptacji filmowej powieści — luksusową edizione cinematografica z 1914. Mnożyły się także tłumaczenia „anonimowe”, które były przedrukiem, czasem lekko przeredagowanym, tłumaczeń z początku wieku. I tak np. w 1921 i 1923 roku nakładem Casa Editrice Gloriosa ukazały się dwa wydania anonimowe, będące w rzeczywistości plagiatem tłumaczenia Verdinois (który wtedy jeszcze pozostawał przy życiu!). Wydawnictwo Bietti przedrukowało kilkakrotnie (anonimowo) wersję zmarłego w 1917 roku Palmira Premolego. Dość intrygujący jest przypadek wydań podpisanych przez Ettore Fabiettiego (1876–1962), zasłużonego działacza na rzecz oświaty niższych klas, zaangażowanego szczególnie w tworzenie i promocję bibliotek ludowych, a od lat dwudziestych płodnego autora dzieł popularyzatorskich. Fabietti, który swoją przygodę z polską powieścią zaczął esejem Il Quo vadis? di H. Sienkiewicz: considerato in rapporto alla coscienza moderna (Quo vadis H. Sienkiewicza a współczesna świadomość) opublikowanym w 1901 roku, w 1926 roku opracował wydanie dzieła Sienkiewicza dla mediolańskiego wydawnictwa Barion. Nota na stronie tytułowej informowała, że jest to tekst a cura di (pod redakcją) Fabiettiego, nie podawała natomiast, że chodzi o przeredagowaną wersję Oberoslera (możliwe, że Fabietti nie zorientował się, iż była to parafraza tłumaczenia Verdinois). Strona tytułowa informowała ponadto, że chodzi o wydanie całkowite (edizione integrale), co nie mogło odpowiadać prawdzie, bo Obersoler był skróconą wersją przekładu Verdinois (a już w jego wersji zdarzały się tu i ówdzie drobne opuszczenia). Wydanie to było potem wznawiane kilkakrotnie. Na tym jednak nie koniec. W 1932 nakładem wydawnictwa Vallardi ukazało się bowiem „pierwsze tłumaczenie całkowite z oryginalnego tekstu polskiego” (prima traduzione integrale dal testo originale polacco) sygnowane przez Fabiettiego i Marię Racowską[przypis]Maria Racowska (czy też Rakowska), lepiej znana jako Maria Karklina, w okresie międzywojennym była bardzo wydajną tłumaczką z rosyjskiego. Z dzieł Sienkiewicza z Fabiettim przełożyła także Ogniem i mieczem (Barion 1932), a samodzielnie opowiadania pt. L’organista di Ponikla: racconti (Slavia 1932). Urodzona w 1881 roku w Kałudze, Karklina osiadła we Włoszech około 1920 roku i tam też zmarła.[/przypis]. We wstępie Fabietti zapewniał uroczyście:
Czerpiąc ze źródła, możliwe było stworzenie przekładu nie tylko najbardziej wiarygodnego, ale i kompletnego. Niczego nie pominięto, nie skrócono, nie przemilczano z żadnego powodu i pod żadnym pretekstem, gdyż nadszedł już czas, aby ten utwór oraz inne wielkie dzieła literatury rosyjskiej i polskiej przestały być maltretowane na różne sposoby i sprowadzane do cienia oryginału[przypis][Attingendo alla fonte si è potuto fare di questa versione la più completa, oltre che la più genuina. Nulla è stato omesso, né abbreviato, né sottaciuto per nessuna ragione o pretesto, essendo ormai tempo che questa, come altre grandi opere della letteratura russa e polacca, cessino di essere sconciate in vario modo e ridotte spesso all’ombra di se stesse] (Fabietti 1932: 6).[/przypis].
&amp;nbsp;

Ukazanie się pierwszego bezpośredniego przekładu z języka polskiego było ważnym wydarzeniem, a raczej mogłoby nim być, gdyby rezultat okazał się bardziej udany. Przede wszystkim, choć opuszczeń i skrótów, tak typowych dla większości włoskich wersji Quo vadis, jest niewiele, pojedyncze zdania tu i ówdzie jednak się zgubiły. Poza tym wiele wskazuje na to, że Racowska, Rosjanka, nie znała języka polskiego w stopniu doskonałym, bo w tekście sporo jest błędów zrozumienia oryginału. Już w pierwszym rozdziale można wytropić różne potknięcia, np. zdanie „teraz dużo się o nich mówi w Rzymie, choćby dlatego, że niebezpiecznie mówić o czym innym” przełożono jako tuttavia, a Roma se ne parla molto forse che è pericoloso parlare di tali argomenti — jest to dokładne odwrócenie sensu oryginału[przypis]Dosłownie: „dużo się o nich mówi w Rzymie, może dlatego, że niebezpiecznie jest mówić o tych tematach” — błąd bardzo podobny do popełnionego przez Verdinois.[/przypis]. Petroniusz „nie czuł się zdrów” to non si sentiva del tutto bene, czyli „nie czuł się całkiem dobrze”, „paszkoty”, które Petroniusz wysłał do Epidauru, zmieniają się w galli vivi (żywe koguty), asklepiadzi nie „odprawiają inkubacji”, tylko „przychodzą na konsultację” (vennero a tener consulto), a powodem nie jest to, że „chorował trochę na pęcherz”, lecz po prostu „zachorował” (mi ammalai); jakieś przekręcenie znaczeń polskiego tekstu zdarza się na każdej stronie. Kuriozalnie brzmi zdanie o mozaice przedstawiającej Junonę, która prosi sen, aby ukoił jej zmysły (mosaico che rappresentava Giunone che prega il sonno di cullarle i sensi, 15). Jest ono tak dalekie od znaczenia oryginalnego (mozaika „przedstawiająca Herę w chwili, gdy prosi Sen o uśpienie Zeusa”), że aż trudno uwierzyć, iż przełożono je bezpośrednio z polskiego. Z odwołaniami do mitologii jest zresztą w ogóle u Fabiettiego i Racowskiej nie najlepiej, bo nieco dalej Winicjusz przysięga nie na „pianę, z której powstała Afrodyta”, tylko na „gąbki morskie, z których powstała Afrodyta” (spugne del mare da cui nacque Afrodite, 19), a „posoch” (czyli laska) Hermesa zmienia się w „włócznię” (lancia). Uproszczono także wiele terminów łacińskich i trudniejszych słów, np. „balneatorzy” to „niewolnicy” (schiavi), „karbassowa tkanina” to „tkanina” (stoffa), „ciemna stola” — „żałoba” (lutto), „epilichnia” — „ampułki” (fialette), „laconicum” to po prostu „pokój” (stanza) itd. Do tego dodać należy jeszcze ciężką składnię, często zbyt wiernie odwzorowującą zdania polskie, co prowadzi do wrażenia braku spójności tekstu. Przekład doczekał się kilku wznowień, ale dopiero po wojnie.

Natomiast w 1934 roku Vallardi wypuścił nieodzowny wariant „skrócony z przypisami dla młodzieży i szkół” (riduzione con note per la gioventù e scuole). Został on opracowany na podstawie przekładu Racowskiej i Fabiettiego, ale na stronie tytułowej pojawia się tylko nazwisko tego ostatniego i tak już będzie we wznowieniach późniejszych. Wydań ocenzurowanych, przeznaczonych dla młodzieży było w okresie międzywojennym w ogóle sporo — o popularności Quo vadis w kontekście szkolnym świadczą np. zeszyty ozdobione motywami z książki. Wielokrotnie wznawiano wersję Salvadoriego, od 1933 roku opatrzoną uwagą „nowe wydanie przejrzane i poprawione” (nuova edizione riveduta e corretta).



W latach trzydziestych Quo vadis zaczęły publikować z dużą częstotliwością Edizioni Paoline. Anonimowy tekst opierał się na przekładzie wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi, poddanym skrótom i przeróbkom w duchu oczyszczonych wersji Verdinois i Salvadoriego (ofiarą cenzury padła po raz kolejny Eunice); uważna lektura wskazuje zresztą, że paulińscy redaktorzy prawdopodobnie posiłkowali się właśnie wersją Salvadoriego, ale opuszczenia były liczniejsze i dłuższe niż w ocenzurowanych wydaniach z początku wieku. Podawania jakichkolwiek informacji o autorze i pochodzeniu przekładu wydawca starannie unikał. Uczciwiej zachował się Angelo Michelotti, który w 1921 roku przygotował swoją wersję Quo vadis „na podstawie najlepszych tłumaczeń włoskich i obcych” (sulla scorta delle migliori traduzioni italiane e straniere), adresując ją do młodych czytelników. W krótkiej przedmowie wyjaśniał:
...kiedy zgodziłem się przygotować nową wersję Quo vadis, w której brutalność języka i jaskrawa gama barw zostałyby stonowane, by nie obrazić żadnej źrenicy i żadnego ucha, pomyślałem o was, młodzi czytelnicy.
Pomyślałem, że także wy pewnego dnia będziecie chcieli przeżywać przygody Winicjusza i Ligii, a jeśli zabraknie wam czystych wód, aby zaspokoić wasze pragnienie, przybliżycie usta do jakiegokolwiek źródła.
Tym słodsze wydało mi się przyjąć ofiarowane mi zadanie vestiplicae i mniej niewdzięczna potrzeba ułożenia na nowo na barkach posągu peplum, któremu wielki artysta pozwolił — ku uciesze estetów i materialistów — zsunąć się z mocnych ramion[przypis][...quando ho accettato di preparare una nuova versione del Quo vadis nella quale le crudezze del linguaggio e la accesa gamma delle tinte fossero temperate così che nessun occhio e nessuna pupilla avessero da restarne offesi, ho pensato a voi, o giovani.
Ho pensato che anche voi un giorno avreste voluto palpitare per Vinicio o per Ligia, e che, mancando le chiare acque, a qualunque fonte avreste accostato le labbra pur di dissetare la vostra sete.
Tanto dolce mi parve allora l’ufficio di vestiplica che mi si offriva, tanto meno ingrata l’opera di riacconciare sulle spalle della statua il peplo che l’eminente artista aveva — a diletto dei materialisti e degli esteti — lasciato scivolare giù dagli omeri robusti] (Michelotti 1921).[/przypis].
&amp;nbsp;

Mimo deklaracji na stronie tytułowej adaptacja Michelottiego opiera się głównie na jednym przekładzie, wersji Baldini &amp;amp; Castoldi, którą w trosce o uchronienie młodzieży przed „mętnymi wodami” autor dość gruntownie zredagował i usunął z niej niebezpieczne treści, optując raczej za wyrzucaniem niewygodnych zdań niż za ich parafrazą. Nie uchował się też, tak jak w większości umoralniających adaptacji, wątek miłości Eunice i Petroniusza[przypis] We wspomnianej wcześniej przeróbce teatralnej Quo vadis Michelottiego i jego brata Gigiego, wydanej w 1910, nie było nie tylko Eunice, ale i Ligii: Winicjusz uczęszczał na tajne spotkania chrześcijan wiedziony ciekawością i pragnieniem znalezienia sensu w życiu.[/przypis].

Z kolei wydawnictwo Nerbini wypuszczało regularnie na rynek (również anonimowo) dłuższe lub krótsze wersje przekładu Clary Collini z 1906 roku, który był ze swej strony — przypomnijmy — kompilacją przekładów Zucconiego i Bideriego. Nieco inną taktykę przyjęło wydawnictwo Aurora (po wojnie: Lucchi), które ogłosiło w 1934 roku „przekład” podpisany przez Paola de Rossiego, będący w rzeczywistości dosłownym plagiatem wersji publikowanej przez Baldini &amp;amp; Castoldi, w której dokonano jedynie niewielkich skrótów w opisach i dłuższych w wypowiedziach postaci. Do osobliwej mistyfikacji uciekła się Editoriale Romana: w 1944 roku opublikowała (anonimowo) wersję Quo vadis, w której ktoś bardzo pracowicie, acz niezbyt udatnie sparafrazował dwie pierwsze strony powieści, po czym od słów Winicjusza „Pozdrowienie Petroniuszowi” (QV I) wklejono już przekład Verdinois.

Najbardziej charakterystyczne dla dominującej perspektywy odbioru powieści w okresie do drugiej wojny światowej i jej zawłaszczenia przez kulturę popularną są chyba dwie wersje zapowiadające kierunek adaptacji w drugiej połowie XX wieku: „tłumaczenie” Teresy Bozzano, wydane po raz pierwszy przez wydawnictwo Madella w 1915 i 1916 roku, potem dwukrotnie wznowione przez wydawnictwo Barion w latach dwudziestych, oraz adaptacja wydana nakładem Nerbini w 1928 i 1929 roku[przypis]Nie można wykluczyć, że wznowień było więcej, ale ze względu na broszurowy charakter publikacji mogły one zaginąć.[/przypis].



Założone w 1908 roku Edizioni Madella specjalizowały się w książkach przeznaczonych do sprzedaży na straganach w robotniczej gminie aglomeracji mediolańskiej, Sesto San Giovanni, gdzie znajdowała się także siedziba wydawnictwa. Drukowano je na lichym papierze, skład był nierówny, czcionka rozmazana. Cena nie przekraczała dwóch lirów. Quo vadis wydane w 1915 jako „tłumaczenie” bliżej nieznanej Teresy Bozzano było w rzeczywistości wolną czy wręcz swawolną i bardzo okrojoną parafrazą polskiej powieści. Pierwsze rozdziały idą jeszcze dość wiernie za treścią utworu, choć często opowiadają fabułę własnymi słowami. Na czym ten zabieg polega, można zobaczyć, porównując przypadkowo wybrany fragment polski i jego włoski odpowiednik. I tak, u Sienkiewicza czytamy (QV I):
Prócz Asklepiosa miałem także do czynienia i z asklepiadami , gdym zeszłego roku chorował trochę na pęcherz. Odprawiali za mnie inkubację . Wiedziałem, że to oszuści, ale również mówiłem sobie: co mi to szkodzi!
&amp;nbsp;

Teresa Bozzano zaś proponuje:
Jeśli chodzi o Asklepiosa, złożyłem mu także ofiarę w zeszłym roku, gdy dokuczały mi nerki, ale z takim samym przekonaniem... nakazano mi spędzić noc w świątyni i przespać się tam. Wiedziałem doskonale, że to tylko oszukaństwo, ale usłuchałem, bo uznałem, że mi to nie zaszkodzi[przypis][Quanto ad Asclepio, gli feci pure un’offerta l’anno scorso, quando le mie reni mi facevano soffrire, ma con la stessa convinzione... Mi venne prescritto di passare una notte nel tempio e di dormirvi. Sapevo benissimo che tutto non era che ciurmeria, ma ubbidiì, appunto pensando che ciò non mi avrebbe nociuto] (B 1915: 8).[/przypis].
&amp;nbsp;

Niespodzianki zaczynają się od rozdziału jedenastego, gdy Winicjusz, rozwścieczony porwaniem Ligii, późną nocą wypada z domu na poszukiwania. Bozzano skróciła opis stanu ducha zawiedzionego kochanka do kilku linijek, wprowadziła za to rozważania o tym, jak źle traktowali Rzymianie swoich niewolników. Potem już opowieść tylko w ogólnych zarysach przypomina oryginał: z jednej strony skraca i kondensuje wątki, z drugiej dodaje nowe. I tak np. czytelnik zostaje uraczony szczegółową biografią Petroniusza i jego protoplastów (urodził się w Marsylii, a jego przodkowie byli orędownikami praw niewolników, B 120–121) i zapoznaje się z nieistniejącą u Sienkiewicza starą niewolnicą o imieniu Acrisonis, która opowiada Petroniuszowi historię Eunice (okazuje się, że to wnuczka księcia Tracji). Po wyjeździe z Rzymu Petroniusz przesyła Winicjuszowi list (w oryginale to rozdział XV), w którym opowiada szczegółowo historię niejakiego Sergiusza Paulusa, prokonsula Pafos, który nawrócił się na chrześcijaństwo. Tymczasem po nieudanym porwaniu Ligii Winicjusz przekonuje się w ekspresowym tempie do wyższości religii chrześcijańskiej i piętnaście stron później jest już szczęśliwym narzeczonym swojej ukochanej. Mimochodem Bozzano informuje czytelnika, że Petroniusz także znalazł szczęście w miłości, i konkluduje:
Spokrewnione rodziny Petroniusza i Winicjusza otwierały ramiona dwóm barbarzyńskim księżniczkom. (...) Zresztą Rzym czerpał swoją potęgę z tych, których uważał za barbarzyńców i którym jego legiony zrabowały skarby będące jego dumą[przypis][La famiglia di Petronio e quella di Vinicio imparentate aprivano le braccia a due principesse barbare. (...) D’altronde Roma aveva attinto la sua potenza da quelli ch’ella considerava come dei barbari, ed ai quali le sue legioni avevano rubato i tesori di cui andava superba] (B 165).[/przypis].
&amp;nbsp;

Druga część książki nie tylko kondensuje cały przebieg akcji mniej więcej o dwie trzecie w stosunku do oryginału, ale wprowadza coraz więcej elementów niemających nic wspólnego z oryginałem, np. dywagacje Petroniusza o chrześcijaństwie:
Twój jedyny Bóg miał poprzednika: Jehowę. On jednak był zbyt zazdrosny o swoje prawa. Chrystus ma większą szansę zapanować nad Rzymem i światem, gdyż ofiarowuje szczęście w miłości. (...) Z chęcią przyjmuję część jego nauk, ale patrycjuszom i kawalerom rzymskim trudno będzie zaakceptować pokorę i braterstwo[przypis][Il tuo Dio unico ha avuto un predecessore: Jehovah. Ma era troppo geloso de’ suoi diritti. Cristo ha più probabilità di riuscire a regnare su Roma e sul mondo, perché Egli offre la felicità nell’amore. (...) Io accetto molto volentieri una parte delle sue dottrine, ma l’umiltà e la fraternità saranno difficilmente accettate dal patriziato e dai cavalieri romani] (B 167–168).[/przypis].
&amp;nbsp;

Z kolei w czasie pobytu Petroniusza i Winicjusza w Ancjum (Bozzano korzysta z okazji, żeby przedstawić krótką historię tego miejsca) na scenę wkracza uroczy piesek Petroniusza Eumeusz, którego Eunice „myła, czesała, perfumowała i ozdabiała jego głowę wstążkami, zajmując się nim niczym matka dzieckiem”[przypis][Essa lo lavava, lo pettinava, lo profumava, e lo ornava di nastri al capo, gli prodigava insomma le cure che una madre ha per il suo bimbo] (B 184).[/przypis]. Apostoł Paweł pozwala pieskowi wskakiwać na kolana w czasie długich rozmów z „piękną małżonką Petroniusza” o wierze. Opis pożaru Rzymu i prześladowań chrześcijan, a także próby uwolnienia Ligii zostały przedstawione w dużym skrócie, co nie przeszkodziło Bozzano rozwinąć fantazyjnie niektórych wzmianek oryginału, wprowadza np. scenę, w której przerażonych chrześcijan pożera grupa sześciu zielonych krokodyli, a młode dziewczątko zostaje zmiażdżone w uścisku potwornego pytona. Zakończenie książki odpowiada mniej więcej polskiemu pierwowzorowi (Winicjusz z uratowaną Ligią wyjeżdżają na Sycylię, święty Piotr ma objawienie na via Appia, Petroniusz i Eunice popełniają samobójstwo), ale i tutaj nie obeszło się bez ulepszania tekstu: Eunice prowadzi przyjacielską korespondencję z Ligią, a Petroniusz w ostatnim liście do Winicjusza zachęca go:
Ty, który możesz chwalić Jezusa, gdyż oddał ci Ligię, kochaj go, czcij go i zaszczep naukę wśród młodych. To prawda: miłość czyni nas dobrymi i szczęśliwymi[przypis][Tu che puoi lodare Gesù perché ti ha dato Licia, amalo, veneralo, e fa trionfare il dogma presso i giovani. Ciò è vero: l’amore rende buoni e felici] (B 288).[/przypis].
&amp;nbsp;

Tę dziwaczną kreację, coś pomiędzy tłumaczeniem, bowdleryzacją a fanfikiem opublikowano jednak kilkakrotnie pod etykietą tłumaczenia — dopiero w wydaniu z 1925 pojawiła się informacja, zresztą także nie w pełni miarodajna, że jest to wersja „skrócona” (ridotta). Faktu, że chodzi o „skrót” (riduzione), nie ukrywał natomiast wydawca Nerbini, który w 1928 i 1929 roku wypuścił adaptację Quo vadis, opublikowaną w ramach broszurowej serii Collana romanzi popolari (kolejne pozycje ukazywały się co dwa tygodnie). Liczący 60 stron skrót przygotował Franco Bello, taśmowo produkujący przeróbki sławnych utworów klasyki światowej na potrzeby niewyrobionego czytelnika, który oparł się na wersji Baldini &amp;amp; Castoldi. Skondensowanie powieści do jednej dziesiątej pierwotnej objętości oznaczało przede wszystkim wyrzucenie wszystkich opisów i oparcie narracji na dialogach, z konieczności również sprowadzonych do niezbędnego minimum. Telegraficzna zwięzłość, z jaką bohaterowie prowadzą rozmowy, daje efekt niemal komiczny, tak jak w dialogu Winicjusza z Petroniuszem z pierwszego rozdziału, który warto tu przytoczyć, bo w bardzo podobny sposób postępowali potem autorzy adaptacji Quo vadis dla dzieci i młodzieży:
— Na białe kolana Charytek, budzisz moją ciekawość.
— Właś nie przyszedłem zasięgnąć twojej rady.
— Mów.
— Postanowiłem poświęcić Bogini Kiprydzie białe gołębie na ołtarzu.
— Jesteś zakochany?
— Do szaleństwa. Tęsknię. Tęsknię dniem i nocą.
— Jej imię?
— Ligia.
— Jeśli to niewolnica, możesz ją wykupić.
— Nie jest niewolnicą.
— Wyzwolenicą?
— Nie wiem. Widziałem ją w domu Plaucjusza.
— Rozbudzasz moją ciekawość, Winicjuszu.
— Przysięgam na pianę, z której zrodziła się Afrodyta, że zakochałem się w niej do szaleństwa i złączę się z nią, choćby Jowisz Chmurozbiórca raził mnie wszystkimi swoimi piorunami[przypis][ — Per le bianche ginocchia delle Grazie, tu m’interessi.
— Vengo appunto da te per un consiglio.
— Parla.
— Ho deciso di sacrificare, alla Dea Ciprigna, delle colombe bianche sul suo altare.
— Ami?
— Da morirne. Spasimo. Spasimo giorno e notte.
— Il suo nome?
— Licia.
— Se è una schiava puoi riscattarla.
— Non è una schiava.
— Una liberta?
— Non so. L’ho vista in casa di Plauzio.
— Tu ecciti la mia curiosità, Vinicio.
— Ti giuro, per la schiuma donde nacque Afrodite, ch’io ne sono pazzamente invaghito e mi unirò a lei dovesse Giove tonante scagliarmi tutti i suoi fulmini] (Bello 1928: 4).[/przypis].
&amp;nbsp;

Po spreparowaniu w ten sposób kilku pierwszych rozdziałów Bello zorientował się, że nie wystarczy to, aby zmieścić się w zaplanowanej objętości publikacji, i musiał zmienić taktykę, streszczając całe rozdziały w jednym zdaniu[przypis]Poszukiwania zaginionej Ligii przez Winicjusza i Chilona zostały np. skwitowane następującym zdaniem: „po długich poszukwaniach, została odnaleziona przez niejakiego Chilona, rodzaj głodnego filozofa, zatrudnionego przez Winicjusza właśnie po to, aby odkrył kryjówkę pięknej Ligii” [dopo lunghe ricerche, era stata trovata da un certo Chilone, una specie di filosofo affamato, incaricato per l’appunto, da Vinicio, onde scoprire il rifugio della bella Licia] (Bello 1928: 27).[/przypis] i wymyślając własne dialogi, posuwające akcję naprzód. Cała książeczka napisana jest prostym językiem, krótkimi zdaniami, wyróżnionymi graficznie, aby łatwiej je było czytać (prawie każde zdanie zaczyna się od nowego akapitu), unika bardziej skomplikowanych terminów (jedyne trzy łacińskie zwroty, które się w niej ostały, to arbiter elegantiarum, nomenclator i Quo vadis). Ciekawe przy tym, że Bello, tak jak Bozzano, nie oparł się pokusie „ulepszenia” fabuły i dodał od siebie wątek upadku i śmierci pierwszej żony Nerona Oktawii (zużył na to całe osiem stron swojej adaptacji), niemający żadnego związku z akcją. Książkę ozdobiono ponadto kilkoma biało-czarnymi ilustracjami bardzo marnej jakości.



Ani „przekład” Bozzano, ani „skrót” Bello nie są adresowane do młodego czytelnika — dopiero w drugiej połowie lat trzydziestych miała pojawić się pierwsza adaptacja powieści dla dzieci mająca pewne ambicje artystyczne, o której będzie jeszcze mowa. Publikacje takie kierowane były do dorosłych odbiorców nieprzywykłych do bardziej wymagającej lektury, których kusiły uproszczoną wersją tekstu, wysuwającą na plan pierwszy sensacyjne elementy fabuły, przede wszystkim wątek miłosny. Zarówno pod względem jakości typograficznej, jak i proponowanej treści trudno te produkcje określić inaczej niż mianem tandety. Quo vadis nie było oczywiście jedynym dziełem literackim poddawanym tego typu zabiegom, Franco Bello zaadaptował dla Nerbiniego m.in. Annę Kareninę, Otella i Manon Lescaux, jednak utwory te miały już zapewnione miejsce w kanonie literatury wysokiej. W przypadku Quo vadis, którego status literacki od początku był we Włoszech dwuznaczny, przeciwwagi takiej brakowało, odbiór utworu rozpięty był między jarmarcznym romansem dla dorosłych a religijnym kiczem dla młodzieży.

Degradacja artystyczna powieści znalazła poniekąd odbicie także w drugiej długometrażowej adaptacji filmowej utworu, powstałej we Włoszech w latach dwudziestych. Po I wojnie włoska kinematografia weszła w okres kryzysu, przede wszystkim z powodu rosnącej konkurencji kina amerykańskiego i dramatycznego skurczenia się popytu na włoskie produkcje za granicą. Włoski przemysł filmowy nie umiał odnaleźć się i zmodernizować w nowych warunkach, zarówno jeś li chodzi o organizację produkcji, jak i rozwijanie nowych sposobów narracji i ekspresji artystycznej. Był to, jak trafnie stwierdził francuski krytyk Pierre Leprohon, „czas deklinacji i powtórek” (por. Słodowski 1998: 105). Dotyczyło to zwłaszcza wielkich produkcji o tematyce historycznej, które przesądziły o międzynarodowym sukcesie włoskiego kina przed wojną. Jak zauważa Brunetta, w tych dziełach:
(...) mimo iż miały jeszcze przebłyski spektakularnego rozmachu, uderza od razu zahamowanie procesu ekspresji. Didaskalia rozbijają akcję, gra aktorska przypomina emfazą śpiewaków operowych, sceny masowe powtarzają utrwalone formuły[przypis][In tutte queste opere, che pure rivelano ancora momenti di relativa grandiosità spettacolare, il tratto che più colpisce è la stasi del processo espressivo. Le didascalie spezzano l’azione, la recitazione non si distacca dall’enfasi dei codici dell’opera lirica, le scene di massa ripropongono formule già collaudate] (Brunetta: 2015).[/przypis].
&amp;nbsp;

Nowe Quo vadis?, realizowane w koprodukcji z Niemcami i reżyserowane na cztery ręce przez Georga Jacoby’ego i Gabriellina d’Annunzia (syna Gabriele), wpisywało się w tę formułę. Marzeniem realizatorów było powtórzenie sukcesu artystycznego i finansowego przedwojennego filmu Guazzoniego. Zaangażowano zagranicznych artystów: Niemca Emila Janningsa w roli Nerona, Angielkę Lillian Hall-Davis (która miała być później gwiazdą wczesnych filmów Hitchcocka) jako Ligię i austriackiego aktora Alfonsa Frylanda jako Winicjusza. Szeroko zakrojona kampania reklamowa i bombastyczne relacje w prasie podsycały nastrój oczekiwania na wielki epos filmowy. Tragedia, która wydarzyła się w czasie kręcenia sceny zatytułowanej „Męczeństwo chrześcijan pożeranych przez lwy” (jedno ze znajdujących się na planie filmowym zwierząt zaatakowało statystę, niejakiego Augusta Palombiego, który wkrótce zmarł z odniesionych ran), była szeroko komentowana w prasie, nie tylko włoskiej[przypis]O zdarzeniu donosił m.in. „Kurier Polski” (por. Słodowski 1998: 105).[/przypis]. Reżyserów filmu, a także tresera lwów Alfreda Schneidera postawiono przed sądem. Jacoby i d’Annunzio zostali uniewinnieni, tresera skazano na niewielką karę (Donelli 2018: 63). Atmosfera skandalu wzmogła tylko ciekawość widzów, którzy licznie przybyli na uroczystą premierę i mieli się gorzko rozczarować. „Aby dokonać szczegółowej krytyki tego kolosalnego filmu, trzeba by wypełnić całe kolumny druku, gdyż sądzę, że każdy obraz dostarcza powodów do krytycznej oceny”[przypis][A fare la vera e propria critica di questo colosso ci vorrebbero colonne e colonne perché io credo ogni quadro può dare motivo di critica] (Uccellini 1925: 183).[/przypis] — pisał zdesperowany recenzent. W stosunku do wcześniejszych obrazów historycznych film nie wprowadzał istotnych nowości do techniki narracji, z wyjątkiem częstszego używania pierwszego planu[przypis]Giulia Carluccio, która przeprowadziła szczegółową analizę porównawczą filmu Guazzoniego i Jacoby’ego oraz D’Annunzia (Carluccio 2006: 45–55), wskazywała co prawda, że technika narracyjna filmu z 1924 była bardziej zaawansowana w stosunku do jego poprzednika, przede wszystkim jeśli chodzi o rodzaj montażu i sposób wykorzystania pierwszego planu, ona także przyznała jednak, że nie przełożyło się to na stworzenie filmu mogącego zadowolić oczekiwania widzów.[/przypis]. Drażnił afektowany styl gry aktorskiej, niezborny montaż scen i ogólne wrażenie braku harmonii w rozwoju akcji, spowodowane zapewne także rozdzieleniem zadań reżyserskich między dwie osoby. Nieprzekonująco wypadła wielka scena pożaru Rzymu.



Jednak nowe Quo vadis? było nieudane także — a może przede wszystkim — dlatego, że jego twórcy nie umieli się zdecydować, w jaki sposób potraktować materiał źródłowy. Z jednej strony zachowali w ogólnych zarysach wierność fabule i wprowadzili nawet sceny, które mogą być niezrozumiałe dla odbiorcy, który nie czytał powieści[przypis]Na jedną z nich zwraca uwagę Miller-Klejsa (2017: 257): Petroniusz zatyka krzyczącemu Neronowi usta chustką, co wzrusza imperatora, który obejmuje patrycjusza i nazywa go swoim przyjacielem. Bez znajomości kontekstu literackiego cała scena jest niezrozumiała.[/przypis], z drugiej strony potraktowali ją z nonszalancją podobną do tej, która cechowała autorów adaptacji książkowych dla dorosłych, kładąc nacisk na elementy erotyczne i sensacyjne, modyfikując kolejność wydarzeń oraz wprowadzając nowe wątki. Zmianę w podejściu do oryginału można dostrzec, już porównując broszurę reklamową wypuszczoną przez UCI (Unione Cinematografica Italiana — zrzeszenie włoskich wytwórni filmowych) z analogiczną publikacją przygotowaną przez Cines z okazji premiery Quo vadis Guazzoniego. Zawarte w niej streszczenie filmu nie nawiązuje w ogóle do powieści, podkreśla za to erotyczne zapędy zepsutego Nerona, który stał się centralną figurą opowieści, zapewne po to, aby można było uraczyć widzów większą dawką rozwiązłych pogańskich obyczajów.

Film zaczyna się w istocie od sceny orgii w pałacowych ogrodach, gdzie cesarz zabawia się karmieniem żarłocznych muren wrzucanymi do basenu niewolnikami, a także podpisuje dekret przeciwko chrześcijanom (nie wiadomo po co, bo dla narracji filmowej nie ma to jeszcze żadnego znaczenia). Na drugiej orgii, tej opisanej u Sienkiewicza, Neron zaczyna się zalecać do Ligii i zaciąga ją do ustronnego pokoju, żeby nastawać na jej cnotę, czemu kres kładzie przybycie Poppei. Nieco później widzimy Nerona nękanego koszmarem sennym. Przerażony cesarz udaje się po poradę do wróżki: kiedy od niej wychodzi, przypadkiem widzi Ursusa i Ligię (którą Ursus właśnie uwolnił z rąk niewolników Winicjusza). Idzie ich tropem i kiedy doprowadzona do bezpiecznej kryjówki dziewczyna zostaje sama, ponownie zaczyna ją molestować. Na szczęście powraca Ursus (dokąd i po co chodził, nie jest jasne), który zdzieliwszy cesarza w głowę, zabiera Ligię i znika.



Rozbudowanie scen z Neronem zepchnęło na drugi plan historię miłości Winicjusza i Ligii, przedstawioną w dużym uproszczeniu i bez specjalnego przekonania: po raz ostatni kochankowie spotykają się na ekranie mniej więcej w pięćdziesiątej minucie filmu, kiedy dziewczyna postanawia oddalić się od rannego Winicjusza, przerażona gwałtownością swoich uczuć. Potem jednoczą się dopiero w finale, gdy młody Rzymianin wpada na arenę cyrku na czele zbuntowanych żołnierzy i bierze w ramiona omdlałą Ligię, właśnie uratowaną przez Ursusa (zaraz mu ją zresztą oddaje, bo sam rusza rozprawić się z tyranem). Petroniusz, zgodnie z akcją powieści i prawdą historyczną, popełnia samobójstwo, z nieznanego powodu, bo w tej wersji filmowej nie naraził się cesarzowi wstawiennictwem za chrześcijanami i jego jedyną winą jest przekazanie wieści, że legiony w Galii i Hiszpanii zbuntowały się i ogłosiły cesarzem Galbę. W miejsce Aulusa Plaucjusza i Pomponii Grecyny wprowadzono młode małżeństwo nawróconych patrycjuszy, Plaucjusza i Domicyllę, którzy trafiają do więzienia wraz z innymi wyznawcami wiary Chrystusa i stają się bohaterami niezamierzenie komicznych epizodów ukazujących męczeństwo chrześcijan. Plaucjusz, rzucony lwom na pożarcie, ucieka przed nimi na kolumnę, a następnie z iście akrobatyczną zręcznością przeczołguje się na trybunę po zawieszonej nad areną girlandzie, podczas gdy lwy bezskutecznie usiłują do niego podskoczyć. Jeszcze większą przemyślnością wykazuje się Domicylla, która wleczona po arenie za rozpędzoną kwadrygą w pewnej chwili postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, wdrapuje się na pojazd, zrzuca woźnicę i wygrywa wyścig ku wielkiej radości tłumu, który domaga się jej ułaskawienia. Ukazana zaraz potem scena walki Ursusa z bykiem to prawdziwy antyklimaks, tym bardziej że byk (autentyczny) właściwie się nie rusza i czeka potulnie, żeby skręcić mu kark. W sumie jest to głównie okazja, żeby błysnąć na ekranie nagą damską piersią (Ligii).

Jako całość narracja filmowa grzeszy brakiem rytmu i spójności i rozpada się na szereg luźno powiązanych epizodów, które nie budują ani dramatycznego napięcia, ani przesłania ideologicznego. Trudno się dziwić, że film okazał się artystyczną i finansową klapą (jego niepowodzenie przyczyniło się do bankructwa UCI). Był to tylko blady cień, a raczej mimowolna karykatura filmu z 1913 roku, tak jak cieniem samego siebie z wcześniejszej adaptacji Guazzoniego był postarzały i przyciężki Bruto Castellani w roli Ursusa, mocujący się z niemrawym bykiem. Włoska kinematografia nie miała już nigdy powrócić do dzieła Sienkiewicza, choć podobno w 1938 roku Benito Mussolini próbował nabyć od wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer za 75 000 dolarów prawa filmowe do Quo vadis (Stubbs 2017: 241). A jednak w połowie XX wieku to właśnie za sprawą kina Quo vadis miało jeszcze raz odrodzić się i odegrać ważną rolę w kulturze popularnej we Włoszech. Nie było to już jednak Quo vadis włoskie.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11501" title="Hollywood nad&amp;nbsp;Tybrem" slug="hollywood-nad-tybrem">Pomysł zrobienia z powieści Sienkiewicza wielkiego filmowego widowiska zrodził się w Hollywood już w latach trzydziestych ubiegłego stulecia. W latach czterdziestych projekt zaczął przyjmować bardziej konkretny kształt: początek zdjęć zapowiedziano na 1943 rok, w roli Nerona widziano Orsona Wellesa albo Charlesa Laughtona, a jako Ligia miała wystąpić Lana Turner. Film planowano nakręcić w rzadkim jeszcze wtedy Technicolorze, a scenariusz rozpisano na 176 aktorów w partiach dialogowych (Stubbs 2017: 142). Projekt zamrożono ze względu na ograniczenia finansowe związane z toczącą się wojną i podjęto na nowo pod koniec lat czterdziestych. Najważniejszą zmianą w tej fazie realizacji filmu była decyzja o przeniesieniu produkcji do Włoch i nakręceniu jej w studiach Cinecittà w Rzymie. Stały za nią dwa główne powody, oba ekonomiczne: obniżenie kosztów realizacyjnych oraz uruchomienie środków finansowych zamrożonych we Włoszech[przypis]Wiele krajów we wczesnym okresie powojennym wprowadziło ograniczenia transferu do Stanów pieniędzy zarobionych przez amerykańskie wytwórnie w Europie: we Włoszech próg ten ustalono na 15% (Treveri Gennari 2008: 58).[/przypis].

Początek zdjęć przewidziano na lipiec 1949 roku, reżyserował John Huston, Winicjuszem został Gregory Peck (o rolę Ligii starała się młodziutka Audrey Hepburn). Ostatecznie jednak nastąpiła kolejna zwłoka i kiedy w końcu przystąpiono do produkcji, Hustona zastąpił Mervyn LeRoy, a w rolach Ligii i Winicjusza obsadzono doświadczonych aktorów MGM, Deborah Kerr i Roberta Taylora. Dla zrujnowanych w czasie wojny studiów w Cinecittà przybycie amerykańskich filmowców było prawdziwym błogosławieństwem i na realizację oczekiwano z wielką niecierpliwością: kiedy w 1949 roku początek zdjęć został przesunięty z powodu choroby Gregory’ego Pecka (nabawił się infekcji oka, chociaż później prasa spekulowała, że producenci uznali, iż nie ma wystarczająco muskularnej postury do grania starożytnego Rzymianina), „Corriere della Sera” donosił w obszernym artykule, zatytułowanym „Alarm w Cinecittà z powodu odłożenia Quo vadis” (Allarme a Cinecittà per il rinvio di „Quo Vadis?”), o rozczarowaniu, z jakim przedstawiciele różnych profesji przyjęli to opóźnienie, i uspokajał, że Amerykanie zapewniają, iż produkcja nie zostanie odwołana (30 maggio 1949). Tuż przed rozpoczęciem zdjęć pojawiły się w prasie reportaże o tysiącach rzymian stojących godzinami w kolejce przed bramami Cinecittà, z nadzieją, że zostaną zatrudnieni jako statyści i za skandowanie Ave Caesar! dostaną 3300 lirów dziennie, co na kilka miesięcy pozwoli im na opędzenie codziennych potrzeb (Lanocita 1950). MGM odnowiło zniszczone struktury, dało pracę rzeszom techników, robotników i statystów (znalazła się wśród nich debiutująca Sophia Loren, wtedy jeszcze Sofi a Scicolone, wraz z matką).



Quo Vadis zainicjowało zjawisko ochrzczone „Hollywood nad Tybrem”, tzn. praktykę filmowania wystawnych amerykańskich produkcji w Cinecittà: po Quo Vadis miała przyjść kolej na Wojnę i pokój (1956), Helenę Trojańską (1956), Ben-Hura (1959), Kleopatrę (1963) i wiele innych, nie tylko o tematyce historycznej. I chociaż początkowo tzw. runaway productions służyły przede wszystkim interesom amerykańskich wytwórni, wzmacniając ich pozycję na rynku europejskim, nierzadko na niekorzyść kinematografii narodowych, stały się także szansą odrodzenia dla kinematografii włoskiej. Gdy powstawało Quo Vadis, nie było co prawda jeszcze mowy o relacji partnerskiej, Włochów zatrudniono tylko do podrzędnych zadań, a jedyną włoską aktorką, która dostała znaczącą rolę w filmie, była Marina Berti jako Eunice. Szybko jednak wkład włoskiej strony w koprodukcje kręcone w Cinecittà stał się bardziej znaczący, aktorzy amerykańscy grali w filmach włoskich reżyserów, a aktorzy włoscy — tak jak choćby wspomniana Sophia Loren — zyskiwali szansę na międzynarodową karierę. Wielkie znaczenie miała relokacja amerykańskich produkcji filmowych także dla rozwoju samego Rzymu. „Quo vadis było ważniejsze od planu Marshalla”, wspominał dużo później Giulio Andreotti, na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych odpowiedzialny m.in. za politykę kinematografii we Włoszech (Sanguineti 2014). Oprócz korzyści finansowych — obecność gości z Ameryki oznaczała znaczący wzrost zarobków dla hoteli, restauracji, sklepów — „Hollywood nad Tybrem” uczyniło Rzym miastem modnym i kosmopolitycznym, na które skierowane były oczy całego świata:
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (...) Rzym stał się ponownie cesarstwem (...) Nie za sprawą przytłaczającej potęgi wojskowej albo z racji pozycji geograficznej o kluczowym znaczeniu dla strategii geopolitycznych, ale dzięki magnetyzmowi celuloidu i złudzeniu tworzonemu przez kamerę. Obszerne studia filmowe Cinecittà (...) stały się nowym Palatynem[przypis] [Negli anni cinquanta e sessanta (...) Roma divenne ancora una volta un impero (...). Non in conseguenza di uno schiacciante potere militare o a causa di una posizione geografica di vitale importanza per strategie geopolitiche, bensì attraverso il magnetismo della celluloide e grazie alla illusione della macchina da presa. I vasti stabilimenti cinematografi ci di Cinecittà (...) divennero il nuovo Palatino] (Della Casa, Viganò 2010: 41).[/przypis].
&amp;nbsp;

Quo vadis stało się też impulsem do rozkwitu tzw. gatunku peplum, który rozwinął się na dwóch poziomach: z jednej strony jako olśniewające hollywoodzkie widowiska, mające stanowić atrakcyjną alternatywę dla rosnącej konkurencji programów telewizyjnych, z drugiej — niskobudżetowe filmy włoskie o tematyce starożytnej i mitologicznej. Odegrały one wielką rolę w odbudowie włoskiego przemysłu kinematograficznego:
Peplum jest ważne przede wszystkim ze względu na to, co stymuluje: kreatywność kompensującą ograniczony budżet, poszukiwanie autonomii ekspresji artystycznej, narracyjne dowartościowanie najważniejszych elementów opowieści, emfatyczne podkreślenie stylu i inscenizacji. Poza tym, z peplum rozwinęły się (...) włoski western i cały gatunek fantastyczno-przygodowy[przypis][(...) il peplum è importante soprattutto per quello che stimola: l’invenzione a basso costo, la ricerca di un’autonomia espressiva, la valorizzazione narrativa dei momenti forti del racconto, l’enfasi sullo stile e la messa in scena. Inoltre, dal peplum si sviluppano (...) il western italiano e tutto il genere fantastico-avventuroso] (Comand, Menarini 2014).[/przypis].
&amp;nbsp;

Wśród różnych podtypów peplum, które rozwinęły się pod wpływem nowego Quo vadis, było także kino siłaczy (w odróżnieniu do filmów z okresu niemego akcji nie przenoszono do czasów współczesnych) i chociaż jego najważniejszym bohaterem był bezdyskusyjnie Maciste[przypis]Jak zauważają jednak badacze (np. Reich 2015: 53, 80), kino siłaczy w spin-offach inspirowało się raczej wzorcem Ursusa niż oryginalnym Maciste, „wybielając” bohatera, który w Cabirii pokazany był jako ciemnoskóry. Pozwoliło to nadać mu rysy bohatera narodowego.[/przypis], do łask wrócił również Ursus: na początku lat sześćdziesiątych powstało aż dziewięć filmów prezentujących jego przygody: już w pierwszym z nich, pt. Ursus[przypis]W Stanach Zjednoczonych film był pokazywany pt. Ursus, Son of Hercules.[/przypis] (1961), jedynym łącznikiem z powieścią Sienkiewicza była walka bohatera z bykiem na arenie w obronie uciśnionej dziewicy. Potem nakręcono w szybkim tempie kolejne, coraz bardziej fantastyczne przygody siłacza[przypis]Na przykład Ursus e la ragazza tartara (tytuł angielski Ursus and the Tartar Princess, czyli Ursus i tatarska księżniczka), także z 1961 roku, rozgrywa się w XVII wieku, Ursus jest polskim chłopem zesłanym na Syberię, który ucieka do krainy Tatarów. Tym razem stacza walkę nie z bykiem, tylko z niedźwiedziem. Inne filmy z serii to: La vendetta di Ursus (1961), Ursus nella valle dei leoni (1962) — tutaj Ursus walczy na arenie ze słoniem, Ursus gladiatore ribelle (1963), Ursus nella terra di fuoco (1963), Gli invincibili tre (1964), Ursus, il terrore dei khirgisi (1964), Ercole, Sansone, Maciste e Ursus, gli invincibili (1965).[/przypis], tylko w trzech produkcjach granego zresztą przez tego samego aktora Eda Fury’ego. Echa Quo vadis powróciły też w komediowej tonacji w filmach O.K. Nerone (1951) Maria Soldatiego i Mio figlio Nerone (Mój syn Neron, 1956) Stena, potem w peplum L’incendio di Roma (Pożar Rzymu, 1965) Guida Malatesty; i jeszcze w latach siedemdziesiątych w farsowych produkcjach Poppea, una prostituta al servizio del impero (Poppea, prostytutka na służbie cesarstwa, 1972) Alfonsa Brescii i Nerone (1977) Castellacciego i Pingitorego.

Włoską prasę i jej czytelników od początku bardziej interesowało samo ulokowanie się amerykańskiej machiny produkcyjnej nad Tybrem niż to, jaki właściwie projekt będzie ona realizować. Przedmiotem fascynacji stał się przede wszystkim rozmach i wystawność amerykańskich poczynań. Włoskie dzienniki donosiły szczegółowo o gigantycznej skali przedsięwzięcia, ekscytowały się ogromem wznoszonych dekoracji, liczbą dzikich zwierząt zgromadzonych do ujęć w cyrku (pięćdziesiąt lwów, byki sprowadzone z Hiszpanii) i gażą gwiazd (Robert Taylor miał dostać honorarium odpowiadające sześciu milionom lirów), komentowały purytańskie obyczaje Amerykanów, którzy wprowadzili segregację między statystami płci męskiej i żeńskiej. Na okładkach i rozkładówkach kolorowych gazet pojawiły się zdjęcia gwiazdorów występujących w Quo vadis, podglądanych w czasie przerw na planie filmowym: Robert Taylor w rzymskim kostiumie piszący na maszynie listy do żony, Deborah Kerr robiąca na szydełku lub wachlująca się dla ochłody, aktorzy zwiedzający Koloseum itd. Amerykański glamour miał nieodparty urok dla czytelników i (zwłaszcza) czytelniczek, co znalazło odzwierciedlenie w wynikach sondażu z 1951 roku, w którym włoskie nastolatki jako wzór idealnego mężczyzny wskazały właśnie Roberta Taylora (Boneschi 2016).

„Retoryka oszołomionego zachwytu” (Magistà 2007: 186), którą uprawiały tygodniki ilustrowane takie jak „Epoca”, „Oggi” czy „Tempo”, ale od której nie stroniły też dzienniki[przypis]Na przykład szacowny dziennik „Corriere della Sera” z 7 kwietnia 1950 roku donosił na pierwszej stronie: Amerykańskie „Quo vadis” będzie kosztować 4000 milionów lirów, precyzując w podtytule, że 500 milionów wydano, zanim jeszcze zaczęły się zdjęcia do filmu.[/przypis], generowała dziesiątki artykułów sprowadzających się do relacjonowania ciekawostek z planu zdjęciowego i plotek z życia gwiazd. W czasie produkcji Quo Vadis włoska prasa brukowa szczególnie ekscytowała się nawiązanym podobno na planie romansem Roberta Taylora z włoską gwiazdką Lią di Leo i jego możliwymi reperkusjami dla małżeństwa aktora z Barbarą Stanwyck (po powrocie Taylora do Ameryki rzeczywiście się rozwiedli). Tygodnik „Settimo Giorno” z okazji zakończenia zdjęć poświęcił filmowi rozkładówkę okraszoną licznymi zdjęciami gwiazd. Artykuł zatytułowano „Czy Stanwyck straci męża z powodu Quo vadis?” (Il „Quo vadis” farà perdere il marito alla Stanwyck?) i spekulacje na temat małżeńskiego szczęścia odtwórcy roli Winicjusza zajęły większą cześć tekstu, chociaż wspomniano także o znaczeniu finansowym, jakie miała amerykańska produkcja dla zatrudnienia nie tylko statystów, ale i całej rzeszy rzemieślników, techników, a nawet tłumaczy na planie filmowym (nr 45, 9 novembre 1950). Zainicjowana w czasie zdjęć do produkcji LeRoya retoryka dziennikarska miała stać się dominującym stylem dyskursu filmowego co najmniej do połowy lat sześćdziesiątych, nie pozostawiając wiele miejsca na rozważania nad problematyką filmów, ich jakością artystyczną czy poziomem gry aktorskiej. Żaden włoski krytyk, ani ówczesny, ani późniejszy, nie analizował też nigdy amerykańskiego Quo Vadis w kategoriach ekranizacji dzieła literackiego. Fakt, że było ono oparte na powieści Sienkiewicza, odnotowywano przelotnie, prawie jak dodatkową ciekawostkę. „Corriere della Sera” do jednego z obszernych artykułów o wspaniałościach produkcji w Cinecittà dołączył np. notkę, w której przypominano, że Quo vadis napisał „płomienny Polak w okularach, urodzony przed ponad stuleciem w Woli Okrzejskiej” (un ardente e occhialuto polacco nato a Wola Okrzejska più di un secolo fa), i wyrokowano: „Quo vadis nie jest ani dziełem literackim, ani dziełem historycznym: przenika je jednak tak wielka pasja chrześcijańska, że można mu wybaczyć uchybienia literackie i błędy historyczne”[przypis][Quo vadis non è né un’opera letteraria né un’opera storica: ma è pervasa da tanta passione cristiana da farsi perdonare i torti arrecati alla letteratura e quelli inflitti alla storia] („Corriere della Sera” 17–18 maggio 1950).[/przypis]. Kiedy zakończyły się zdjęcia w Cinecittà, wygasło także zainteresowanie dziennikarzy filmem.

Prasa odnotowała przelotnie amerykańską premierę filmu w 1951, przedrukowując z upodobaniem co bardziej negatywne opinie recenzentów amerykańskich. Amerykańscy krytycy uznali film LeRoya za „kolosalny i banalny”, „dziwnie absurdalny”, wypełniony ekscytującymi widokami i za dużą ilością dialogu, donosił ze swoistą Schadenfreude „Corriere della Sera” (9 novembre 1951). Na ekrany kin włoskich weszło Quo Vadis dopiero w roku 1953 i również wtedy zostało przyjęte z niewielkim entuzjazmem przez recenzentów, którzy drwili z „manieryzmu i teatralności za wszelką cenę” (il manierismo e la teatralità ad ogni costo) i wyśmiewali „kwiatki w dialogu” (certi fiori del dialogo), oceniając film jako widowiskowy, ale artystycznie mierny („Corriere della Sera” 9 novembre 1953). Można domniemywać, że krytyka włoskich recenzentów nie odnosiła się konkretnie do walorów artystycznych produkcji LeRoya, a była raczej wyrazem irytacji, jaką budziło zawłaszczenie przez Amerykanów wizji starożytnego Rzymu, traktowanego we Włoszech jako część tradycji narodowej i przejęcie przez nich gatunku filmowego, który przez długi czas stanowił specjalność włoskiej kinematografii[przypis]Wśród późniejszych ocen zdarzają się bardziej wyważone opinie, np. historyk Andrea Giardina w eseju o pożarze Rzymu w 64 roku n.e. zwraca uwagę, że film nie ogranicza się do przedstawienia Nerona jako szalonego piromana, który chciał spalić Rzym dla podsycenia swojej poetyckiej weny, ale pokazuje też jego (megalomańskie co prawda) ambicje urbanistyczne i plany wzniesienia nowego, wspaniałego miasta (Giardina 2007: 71).[/przypis]. Kwestii wierności czy też braku wierności wizji filmowej wobec literackiego pierwowzoru, tak ważnej dla krytyki polskiej[przypis]Z oczywistych powodów film o tak wyraźnym przesłaniu religijnym jak Quo vadis nie mógł wejść na polskie ekrany w latach pięćdziesiątych, a choć od lat osiemdziesiątych zaczęto go pokazywać na nieoficjalnych seansach w salach parafialnych i katechetycznych, nigdy nie miał oficjalnej polskiej premiery, późno ukazał się także na DVD. Polscy recenzenci z reguły oceniali film LeRoya bardzo krytycznie, pisząc o jego „żałosnej przeciętności” (Słodowski 1998: 108), dyskwalifikując go za „historyczny prymitywizm, błazeństwo inscenizacyjne, fałsz obyczajowy i psychologiczny i łatwe gwiazdorstwo aktorów” (Nurczyńska-Fidelska 1998: 80), powtarzając negatywne zagraniczne opinie o „hałaśliwym, pseudohistorycznym, monumentalnym widowisku” (por. Świętosławska 2016: 29) czy „prymitywnym spłyceniu perspektywy, która charakteryzuje spojrzenie tylko Amerykanów na historię” (Gierszewska 1998: 130), albo wyrokując z dyzgustem, że to film „zrealizowany w typowo hollywoodzkim stylu, z dominacją wszelkich charakterystycznych dlań przywar” (Machwitz 1998: 68) i „w warstwie ikonograficznej film podąża w stronę religijnego kiczu, serii obrazków rodem z malowideł kościelnych prowincjonalnej proweniencji” (Helman 2014: 92). W negatywnym nastawieniu do hollywoodzkiej produkcji wyraźnie wyczuć można irytację z powodu braku pieczołowitości i szacunku do literackiego pierwowzoru.[/przypis], Włosi w ogóle nie brali pod uwagę.

Scenariusz filmu rzeczywiście rozmijał się w wielu punktach z fabułą powieści, ale trzeba pamiętać, że celem amerykańskich filmowców było stworzenie wciągającej opowieści „opartej na” dziele literackim, a nie ekranizacja tegoż dzieła[przypis]Materiały z produkcji filmu, przechowywane w archiwach Margaret Herrick Library w Los Angeles, przede wszystkim notatki na kolejnych wersjach scenariusza, pokazują, że scenarzyści, zwłaszcza Sonya Levin i Sam Bierman, wnikliwie przeczytali tekst powieści. Sam LeRoy, który nie znał utworu, przeczytał go za rekomendacją Biermana: „To książka, od której nie będziesz się mógł oderwać” (Here is a book you won’t be able to put down), i początkowo nie był zachwycony lekturą, jednak ostatecznie uznał: „Zrozumiałem, że jest tam historia, która może stać się wspaniałym filmem (I realized there was a story buried in it that would make a wonderful movie) (por. LeRoy 1974: 169).[/przypis]. I to bez wątpienia im się udało. Krytycy filmowi mogli dystansować się wobec hollywoodzkiego Quo Vadis: widzowie przyjęli film z entuzjazmem, dla wielu stał się przeżyciem, które zapadło im w pamięć na długie lata. W okresie powojennym to właśnie ta filmowa narracja miała stać się dla większości Włochów podstawowym punktem odniesienia i źródłem, z którego poznali historię miłości Ligii i Winicjusza. „Wszyscy z mojego pokolenia z pewnością widzieli ten film, tak jak ja, kiedy byłem nastolatkiem, na drewnianych ławkach sali parafialnej albo w lokalnym kinie na prawie trzygodzinnym seansie”, wspominał niedawno jakiś włoski bloger[przypis][Tutti quelli della mia generazione hanno certamente visto questo film, come era accaduto a me ragazzo, sui sedili di legno di un oratorio parrocchiale o di un cinema cittadino per quasi tre ore] (2016, https://www.cortiledeigentili.com/attualita-di-quo-vadis/, dostęp: 2.02.2020).[/przypis]. W późniejszych latach o utrwalenie się w pamięci Włochów Powieści z czasów Nerona dbała telewizja, powtarzając co roku film w okresie wielkanocnym (od czasu do czasu powraca on zresztą na antenę do dzisiaj, głównie na prywatnych kanałach)[przypis]Ostatnio — jakże by inaczej — w Wielki Piątek 2019 roku, na kanale Rete Quattro. W zapowiedziach ostrzegano, że „z pewnością nie jest odpowiedni dla bardzo młodych widzów. Mimo to obejrzenie go może być interesującą lekcją historii” [(...) certo non è adatto a un pubblico molto giovane. Nonostante questo, guardarlo può essere un’interessante lezione di storia.](Matteo Fantozzi, il sussidiario.net, 21.04.2019, https://www.ilsussidiario.net/news/cinema-televisione-e-media/2019/4/21/quo-vadis-su-rete-4-il-fi lm-epico-con-deborah-kerr-oggi-21-aprile-2019/1873875/, dostęp: 2.02.2020).i[/przypis]. Film odegrał także ważną rolę w utrwaleniu popularności powieści, mimo iż utrzymała się ona w obiegu już przede wszystkim w adaptacjach, przeróbkach dla młodzieży oraz komiksach i fotonowelach, o których będzie jeszcze mowa[przypis]Jednym z przejawów odrodzonego zainteresowania Sienkiewiczem na fali popularności filmu było zrealizowane w 1954 roku przez RAI trzyodcinkowe słuchowisko radiofoniczne na podstawie noweli Pójdźmy za nim! Nagranie jest dostępne na portalu RAI: www.rai.teche.it, dostęp: 6.02.2020.[/przypis].

Z czasem amerykańska produkcja wyparła nawet pamięć o literackim pierwowzorze i dzisiaj Włosi, z wyjątkiem starszych pokoleń, jeśli już w ogóle kojarzą tytuł Quo vadis, odnoszą go tylko do filmu.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11502" title="Adaptacje dla dzieci i&amp;nbsp;młodzieży" slug="adaptacje-dla-dzieci-i-mlodziezy">Proces erozji Quo vadis jako tekstu literackiego, wyraźnie postępujący już w okresie międzywojennym, przybrał na sile po II wojnie światowej. Co ciekawe, to właśnie wtedy pojawiły się też pierwsze (jeśli nie liczyć słabej próby Fabiettiego-Racowskiej) przekłady dokonane bezpośrednio z języka polskiego: w 1950 roku tłumaczenie bardzo zasłużonej dla polskiej kultury we Włoszech Cristiny Agosti-Garosci (wydawnictwo Rizzoli), a w 1953 wersja tandemu Marii Czubek-Grassi i slawisty Eridana Bazzarellego (Mondadori). Trudno nie dostrzec korelacji między tymi dwiema inicjatywami a szumem medialnym wokół amerykańskiej ekranizacji książki, zresztą Agosti-Garosci nawiązuje wprost do filmu LeRoya w swojej przedmowie do powieści (Agosti-Garosci 1950: 12). Wydane w mało atrakcyjnej szacie typograficznej, w broszurowej oprawie, nie zyskały sobie poczytności: wersja Czubek-Grassi i Bazzarellego miała wznowienie dopiero w latach sześćdziesiątych, a Agosti-Garosci jeszcze później — w latach osiemdziesiątych. W okresie powojennym Quo vadis funkcjonuje więc we włoskiej kulturze właściwie już wyłącznie w formach adaptacyjnych — czasami jeszcze dla dorosłych, ale przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte przyniosły prawdziwy wysyp takich wersji, bogato ilustrowanych (niejednokrotnie kadrami z filmu lub rysunkami nawiązującymi do niego estetyką), opatrzonych mniej lub bardziej krzykliwą, kolorową okładką. I przede wszystkim krótkich: powojenne adaptacje Quo vadis dla młodzieży liczą zwykle około dwustu–trzystu stron zapełnionych dużym drukiem.

 

 

Oczywiście, praktyka dostosowywania powieści do potrzeb młodego odbiorcy nie była we Włoszech niczym nowym: już w 1901 roku ukazało się przecież wydanie „dla młodzieży i rodzin” Enrica Salvadoriego. Te wczesne, dość prymitywne zabiegi adaptacyjne ograniczały się jednak zasadniczo do usuwania lub zastępowania treści czy nawet pojedynczych wyrażeń uznanych za zbyt śmiałe czy nieobyczajne, oraz do obcinania dłuższych opisów. Na takiej zasadzie spreparowane są „oczyszczone” wersje Verdinois, Oberoslera, Michelottiego, Fabiettiego czy „anonimowe” wydania paulińskie. Zabiegi te przypominały często rąbanie tekstu nożem rzeźnickim. Pierwsza adaptacja  z prawdziwego zdarzenia, proponująca staranną i przemyślaną parafrazę oryginału, powstała dopiero w 1936 roku, w ramach słynnej serii „La Scala d’oro” wydawnictwa Utet. Seria, stworzona w 1932 i podzielona na osiem działów wiekowych (od 6 do 13 lat), obejmowała przede wszystkim adaptacje dzieł klasyki światowej. Inicjatywę wyróżniała dbałość o jakość proponowanych książek: do współpracy zaproszono wielu wybitnych włoskich literatów, a ilustracje zamawiano u uznanych artystów. Quo vadis ukazało się jako czwarta pozycja w piątym dziale serii, przeznaczonym dla dzieci dziesięcioletnich.Zadanie spreparowania tekstu otrzymał Eugenio Treves, dla którego była to już siódma adaptacja przygotowana dla „La Scala d’oro”. Tak jak przy wszystkich zleceniach, autor otrzymał od redaktorów serii, Vincenza Errantego i Fernanda Palazziego, wskazówki co do redakcji tekstu, które precyzowały m.in.:

 	Tom zostanie wydany w V dziale Scala d’oro, przeznaczonym dla dzieci w wieku dziesięciu lat, które uczęszczają wtedy do piątej klasy szkoły podstawowej; musi być odpowiedni do ich mentalności. Będzie liczył 90 stron (...).
 	Skierowany do młodego dziesięcioletniego czytelnika tom będzie zawierać zwięzłą, ale barwną i fantazyjną parafrazę sławnej powieści Sienkiewicza. Oczywiście, biorąc pod uwagę ograniczoną objętość, autor będzie musiał dokonać dużych skrótów. Książka będzie jednak pretekstem, aby dać dziecku, które w następnym roku pójdzie do gimnazjum, kilka podstawowych informacji o życiu i obyczajach Rzymian.
 	Zalecamy unikać wszystkiego, co mogłoby urazić uczucia i moralność młodego czytelnika; należy potraktować ogólnikowo miłosne części powieści, ukazując miłość na sposób baśniowy, jak w baśni o Kopciuszku czy Księciu z bajki[przypis][1. Il volume sarà incluso nella serie V della Scala d’oro, destinata ai ragazzi di dieci anni, che normalmente frequentano la quinta elementare; deve essere pertanto adatto a tale mentalità. Esso consterà di 90 pagine (...).
2. Il volume conterrà un rifacimento rapido, ma colorito e immaginoso, per il piccolo lettore di dieci anni del celebre romanzo di Sienchiewicz (sic!). Naturalmente, dato il breve spazio, autore dovrà proceder a scorci rapidi. Il libro sarà pretesto tuttavia per far entrare nel ragazzo che l’anno prossimo andrà al ginnasio qualche piccola nozione della vita e dei costumi dei romani.
3. Raccomandiamo di evitare tutto ciò che possa comunque offendere il sentimento e la morale del piccolo lettore; e si dovrà sorvolare prudentemente sulle parti amorose del romanzo, rendendo l’amore fiabesco come nelle fiabe di Cenerentola o del Principe Azzurro. (...)] (Archiwum Treves, teczka 10, plik 49).[/przypis].

Postawiony przed takim zadaniem Treves postąpił tak jak większość cenzorów Quo vadis, eliminując wątek miłości Eunice i Petroniusza, sprowadzając do minimum opisy pogańskiego świata oraz kondensując bieg wydarzeń. Największy problem sprawiło mu zalecone nadanie miłości Ligii i Winicjusza cech baśniowych: lawirowanie między odrealnieniem wątku miłosnego a zachowaniem wierności podstawowym wydarzeniom fabuły doprowadziło nieuchronnie do powstania nielogiczności w rozwoju akcji. Młody patrycjusz od początku żywi wobec dziewczyny honorowe zamiary i pyta ją wprost, czy zostanie jego żoną, dlatego też ani interwencja Petroniusza, ani ucieczka Ligii nie mają głębszej motywacji (tym bardziej że Treves pozwolił wprawdzie Winicjuszowi upić się na uczcie, ale wyeliminował wszelkie wzmianki o jego natarczywych zalotach). Winicjusz,  który na początku książki przedstawiony jest jako cnotliwy młodzieniec, troszczący się o swoją mamę i oblewający rumieńcem na samą wzmiankę o miłosnej przygodzie, z niewiadomych powodów zmienia się w gwałtownika, który chce porwać dziewczynę i każe Krotonowi zabić Ursusa. Rozczarowujące jest także zakończenie: o śmierci Petroniusza i świętego Piotra opowiada Winicjuszowi i Ligii, wiodącym spokojny żywot (z mamą młodzieńca!) na Sycylii, przybyły z Rzymu Nazariusz.

Wykonanie ilustracji powierzono Marinie Battigelli, jedynej kobiecie wśród grafików współpracujących z serią, aktywnej nie tylko jako ilustratorka, ale także autorka książek dla dzieci. Battigelli potraktowała zadanie bardzo poważnie, o czym świadczy jej ożywiona korespondencja zarówno z redaktorami serii, jak i samym Trevesem (por. Rebellato 2016: 167–168). Przed przystąpieniem do pracy zapoznała się z bogatym materiałem ikonograficznym z wcześniejszych wydań Quo vadis, o których wyraziła bardzo negatywną opinię, uważając, że pozostają one w większości pod wpływem dekadenckiej aury obrazów Almy-Tademy. I rzeczywiście, kilkadziesiąt ilustracji, które stworzyła na potrzeby adaptacji Trevesa, harmonijnie wpisywało się w charakter narracji przeznaczonej dla młodszego czytelnika: niewątpliwie bardzo podniosły one jej atrakcyjność.

Quo vadis doczekało się kilku wznowień w ramach serii „La Scala d’oro” (1940, 1942, 1944, 1958, 1978), w identycznej szacie graficznej i z takim samym układem ilustracji Battigelli, ale już z innym tekstem, stworzonym przez Francesca Perriego, również długoletniego współpracownika serii. Miało to bezpośredni związek z sytuacją polityczną. W 1938 roku weszły we Włoszech w życie sankcje przeciw osobom pochodzenia żydowskiego. Eugenio Treves, ze względu na swoje pochodzenie, nie tylko stracił posadę nauczyciela w szkole średniej w Vercelli, ale został też usunięty z grona współpracowników wydawnictwa UTET, choć jak się wydaje, nieoficjalnie współpracował z nim dalej, używając pseudonimu Mario Lauri (Rebellato 2016: 181). Nie wiadomo, dlaczego redaktorzy „La Scala d’oro” nie pokusili się o tego typu escamotage, wznawiając tomy opracowane przez Trevesa dla serii, w każdym razie wszystkie jego adaptacje zostały zastąpione nowymi. Co ciekawe, Francesco Perri, zadeklarowany antyfaszysta, odsunięty od stanowisk państwowych za otwartą krytykę reżimu, również nie wydawał się oczywistym kandydatem do przejęcia schedy po Trevesie i nie był pewien, czy będzie mógł publikować pod własnym nazwiskiem.

   

Niezależnie od okoliczności, w jakich doszło do powstania dwóch odrębnych wersji Quo vadis dla „La Scala d’oro”, interesujące jest porównanie różnic w zrealizowaniu przez autorów adaptacji zadania postawionego im przez redaktorów. Tak jak Treves, Perri na początku opowieści idealizuje Winicjusza i każe mu formalnie oświadczyć się aż dwukrotnie Ligii, która z uporem ogranicza się do rysowania ryb na piasku. Później jednak Perri w większym stopniu niż jego poprzednik zbliża się do ducha powieści i dość zgrabnie, choć oczywiście w dużym skrócie odtwarza wszystkie etapy historii miłości dwojga młodych, wykorzystując także spore fragmenty oryginalnych dialogów. Wyeksponowanie tego wątku odbyło się, tak jak niemal we wszystkich przeróbkach dla dzieci i młodzieży, kosztem drastycznej redukcji wszystkich elementów związanych ze światem pogańskich, przede wszystkim usunięciem w cień Petroniusza, który u Perriego bardziej nawet niż u Trevesa staje się niemal postacią epizodyczną i nie ma żadnej okazji, aby zabłysnąć dowcipem i intelektem.

Adaptacje Quo vadis, które zdominowały rynek po II wojnie światowej, adresowano w większości do młodzieży w wieku gimnazjalnym lub zaczynającej naukę w liceum, od 11 do 15 lat. Ich liczba, jak już wspomniano, jest imponująca: w sumie w drugiej połowie XX wieku powstało blisko trzydzieści różnych adaptacji powieści, z których niektóre doczekały się nawet kilkunastu wznowień. Rozeznanie się w tym gąszczu nie jest łatwe, bo włoskie praktyki wydawnicze niestety nie uległy znaczącej poprawie z upływem czasu, a informacje podawane na stronie tytułowej i w stopce redakcyjnej bywały równie bałamutne jak te, które pojawiały się na początku stulecia: jeszcze w 1980 roku wydawnictwo Mursia wydało np. Quo vadis, podając na stronie redakcyjnej informację titolo originale dell’opera (oryginalny tytuł utworu) Quo vadis? Powieść z czasów Nerona a pod spodem traduzione di Ettore Fabietti. Taki zapis sugeruje, że czytelnik dostawał do rąk przekład z polskiego dokonany przez Fabiettiego. W rzeczywistości chodziło jednak o (a) tekst skrócony (256 stron), (b) oparty na ocenzurowanej wersji Fabiettiego dokonanej przez niego w latach trzydziestych na podstawie jego tłumaczenia, pod którym podpisał się z Marią Racowską. Co więcej, z kolejnych wznowień tej wersji (ukazywały się do lat dziewięćdziesiątych) nazwisko Fabiettiego w ogóle zniknęło, zastąpione zostało informacją a cura di (pod redakcją/opracowanie) Laura Cioni. Cioni nie wprowadziła jednak zmian do tekstu, zmieniła tylko wcześniejsze przypisy. I w tej wielopiętrowości i nakładaniu się na siebie kolejnych wersji leży też główna trudność w dotarciu do pierwowzorów powojennych adaptacji.



Wydania dla młodzieży opisywano jako a cura di, riduzione, riduzione a cura di, adattamento a cura di, adattamento, traduzione e commenti, versione, traduzione, traduzione dal testo polacco, testo integrale rielaborato da, a czasami nie podawano w ogóle żadnej informacji. Tak jak we wcześniejszych dziesięcioleciach zdarzało się, że ta sama wersja określana była na różne sposoby, np. adaptację Toschiego (wydawnictwo La Sorgente) najpierw określano jako versione (1953, 1958, 1968), a potem została przemianowana przez to samo wydawnictwo na traduzione. Oczywiście żaden z autorów zajmujących się dostosowywaniem Quo vadis do potrzeb lektury młodzieżowej nie robił tego bezpośrednio z oryginału, ale nikt nie uważał za stosowne wskazywać, na jakiej wcześniejszej wersji się opierał. Chlubnym wyjątkiem jest adaptacja Franca i Olgi Fraschinich, w której na stronie redakcyjnej zaznaczono Per gentile concessione delle Edizioni Paoline. Edizione ridotta a cura di... (za uprzejmą zgodą Wydań Paulińskich). Rzadko zdarzają się tak oczywiste sytuacje jak wersja Rity Banti z 1950 roku (wznowiona w 1952), która jest skróconym i bardzo lekko zredagowanym wariantem przekładu Tita Zucconiego: trudniej jest rozszyfrować pochodzenie tekstów, które wprowadzają duże zmiany redakcyjne. Na tym jednak nie koniec, gdyż uważna lektura jakościowa (w niektórych przypadkach ukierunkowana przez wyniki uzyskane w analizach stylometrycznych, o czym w trzecim rozdziale), pokazała także zależności i plagiaty między samymi adaptacjami. Taki jest przykład adaptacji Olgi Foglino z 1952 opublikowanej przez Cavalloti Editori oraz „anonimowych” wydań z lat sześćdziesiątych, wypuszczonych przez wydawnictwa AMZ oraz BRI, będących jej skróconą wersją.



Przegląd powojennych adaptacji pozwala wyróżnić te, które na plan pierwszy wysuwają wątek miłosny i dokonują skrótów przede wszystkim w drugiej części powieści, opisującej prześladowania chrześcijan, i te, które przyspieszają perypetie dwojga młodych, aby jak najszybciej dojść do obrazów męczeństwa na arenie. I tak np. w wersji Alessandry Migliarini (1959, 120 stron) pożar Rzymu wybucha dopiero na stronie osiemdziesiątej, w wersji Rosy Calzecchi Onesti (około 1966, 109 stron) na siedemdziesiątej ósmej, ale w adaptacji Guglielma Vallego (1968, 124 strony) pożar zaczyna się już na stronie pięćdziesiątej ósmej. Większość przeróbek stara się jednak zachować równowagę między dwiema częściami i przeznacza na każdą około 50% tekstu. Można zaobserwować stopniowe rozluźnianie się pruderyjnych norm, obowiązujących we wcześniejszym okresie: pojawiają się fragmenty i zdania przedtem zawsze cenzurowane, np. uwagi Petroniusza o niepewnym ojcostwie Asklepiosa czy jego napomnienia, że nie po to Rzymianie sprowadzają barbarzyńców na sznurze, żeby żenić się z ich córkami. W niektórych adaptacjach są nawet wzmianki o „przyjaciółce” (amica) Petroniusza Chryzotemis i o zakusach Poppei na Winicjusza. Sam Winicjusz także przedstawiany jest w sposób bliższy oryginałowi, początkowo jako porywczy i namiętny patrycjusz, który pożąda Ligii i odstręcza ją swoją natarczywością na uczcie, a dopiero z czasem dojrzewa do prawdziwej miłości. W większości adaptacji wciąż eliminowany jest wątek miłości Eunice i Petroniusza, choć potem niektórym autorom szkoda się robi pięknej sceny podwójnego samobójstwa i grecka niewolnica zjawia się w ostatniej chwili, niczym deus ex machina, żeby umrzeć ze swoim panem. Edycje wydane po wejściu na ekrany produkcji LeRoya (we Włoszech w 1953) często wzbogacają tekst kadrami z filmu albo ilustracjami nadającymi bohaterom rysy grających w nim aktorów. Niezależnie od rozłożenia akcentów niemal wszystkie adaptacje ograniczają się jednak do dość mechanicznego skondensowania tekstu i linearnego odtworzenia fabuły (np. wszystkie bez wyjątku zaczynają się od sceny, w której Petroniusz podejmuje siostrzeńca w swojej łaźni). Efekt tych streszczeń był zróżnicowany i zależy głównie od indywidualnego talentu (lub jego braku) danego autora. Niektóre wersje są rażąco niezdarne, np. wersja Guglielma Vallego dla wydawnictwa Scuola w wydaniu z 1968 roku zaczyna się zupełnie niezrozumiale:
— Pozdrowienie Petroniuszowi — rzekł Winicjusz, wchodząc sprężystym krokiem do tepidarium. — Niech bogowie darzą cię pomyślnością, a zwłaszcza niech ci sprzyja Wenus z Cypru.
— Właśnie przyszedłem do ciebie po radę. Weszli dwaj niewolnicy z olejkami i wonnościami, którzy zajęli się Petroniuszem. Marek Winicjusz na zaproszenie wuja zrzucił tunikę i wstąpił do letniej wody.
— Nie pytam nawet, czy masz wzajemność — podjął Petroniusz[przypis][— Salute a Petronio — esclamò Vinicio venendo avanti con passo fermo nel tepidario. — Gli dei ti colmino di felicità e Venere di Cipro ti sia propizia. — Sono venuto da te appunto per consiglio. Entrarono due schiavi con unguenti e profumi; si misero al lavoro intorno al Petronio. Marco Vinicio, invitato dallo zio, si levò la tunica ed entrò nel bagno tiepido. — Non ti chiedo neanche se sei corrisposto — riprese Petronio] (Valle 1969: 5).[/przypis].
&amp;nbsp;

Zdarzały się i zgrabniejsze adaptacje, zwłaszcza wśród nieco dłuższych, takich jak przeróbka Ruggera Ricklera (318 stron) z 1983, gdyż nie wymagały one drastycznych cięć zakłócających zrozumienie akcji. Można odnieść wrażenie, że ambicje adaptatorów znajdowały ujście przede wszystkim w opracowywaniu perytekstów do powieści. I tak np. adaptacja Alfia Cocci z 1954 roku poprzedzona jest aż dwoma obszernymi wstępami. W pierwszym autor wyjaśnia swoją wizję adaptacji, podkreślając, że zależało mu, aby przekład nie był „mechanicznym przeniesieniem s łów”, które zapomina o „różnicach ekspresji, którymi jeden język różni się od innych i przyjmuje w porównaniu do nich cechy, nadające mu nie tylko barwę i blask, ale też niepowtarzalną fizjonomię”[przypis][Divergenze espressive con cui una lingua si differenzia dalle altre e di fronte alle altre assume le particolarità che le danno non solo colore e calore ma inconfondibile fisionomia] (Coccia 1954: 4).[/przypis]. Drugi tekst przynosi interesującą dyskusję nad aktualnością i wartością artystyczną powieści, prowadzącą do dość zaskakującej konkluzji, że powieść Sienkiewicza jest „biblią miłości”. Przeróbka M. De Dominicisa[przypis] Nie udało się ustalić, czy chodzi o mężczyznę czy o kobietę: M. De Dominicis był redaktorem antologii poezji włoskiej dla szkół z 1948 roku, poza tym nic jednak na jego temat nie wiadomo.[/przypis] z 1956 poprzedzona jest przedmową, która już w pierwszym zdaniu określa profil ideologiczny adaptacji: „Quo vadis to wielka powieść Chrześcijaństwa, w epoce, gdy po raz pierwszy pojawiło się ono pośród skorumpowanego życia pogańskiego. (...) głęboka wiara religijna przenika każdą stronę, przebija z każdego słowa”[przypis][Quo vadis? è il grande romanzo della Cristianità, al suo primo apparire fra la corrotta vita pagana. (...) Il profondo sentimento religioso polacco informa ogni pagina, traluce in ogni parola] (De D. 1956: 5).[/przypis]. Osobliwością tej wersji było streszczanie w tekście opuszczanych fragmentów, a także krótka informacja na górze każdej strony, informująca o jej zawartości (np. „Winicjusz i Ligia. Jego postępowanie, mówi Winicjusz, było godne potępienia, ale jest usprawiedliwione miłością”[przypis][Vinicio e Licia. Le sue azioni, dice Vinicio, sono state riprovevoli, ma hanno per giustificazione l’amore] (De D.: 160).[/przypis]). Uzupełnianie tekstu podstawowego streszczeniami w nawiasie pojawiło się także w kilku wersjach późniejszych (np. Bormioli 1965, Fraschini 1969). W latach sześćdziesiątych, kiedy na uczniów nałożono obowiązek lektury przynajmniej jednej książki rocznie w drugiej i trzeciej klasie gimnazjum, wiele adaptacji wzbogaciło się o obszerne (nieraz przesadnie) przypisy i komentarze ułatwiające lekturę. W przedmowach zaczęto też przesuwać akcent z moralnego przesłania powieści na edukacyjne walory barwnej historycznej rekonstrukcji starożytnego Rzymu, którą stworzył w swoim dziele Sienkiewicz:
„Powieść historyczną z czasów Nerona” (...) mimo pewnego upodobania do teatralności (...) charakteryzuje (...) opisowy rozmach wielkiego fresku. Od pierwszych stron czytelnik przenosi się do świata odtworzonego z precyzyjną cierpliwością. Przyciągają go do niego nie tyko doskonale opisane aspekty zewnętrzne (obyczaje, otoczenie, ulice, place), ale przede wszystkim głęboka intuicja jego ludzkiego wymiaru[przypis][il romanzo storico dei tempi di Nerone (...) pur concedendo qualche compiacente abbandono alla teatralità (...) rivela, però, intensità rievocativa, diffusa umanità, e ariosità descrittiva da grande affresco. Fin dalle prime pagine, il lettore si sente trasportato in un mondo ricostruito con meticolosa pazienza. In esso è attirato, non soltanto da ciò che di esteriore (costumi, ambienti, strade, piazze) è abilmente descritto, ma soprattutto da ciò che di umano è profondamente intuito.] (Fraschini 1969: 11).[/przypis].
&amp;nbsp;

Mimo iż niektórym włoskim wersjom Quo vadis dla młodych czytelników nie brak pewnych walorów literackich, ostatecznie do wszystkich odnieść można uwagę Tadeusza Bujnickiego:
Adaptacje uwydatniają „apologetyczne” treści Quo vadis, na plan dalszy spychając sceny przedstawiające kulturę „pogańskiego” świata. Ten styl lektury redukuje możliwość wielostronnej koncepcji antyku, skupia się natomiast na jaskrawym skontrastowaniu wyrafinowanego okrucieństwa Nerona i jego otoczenia z męczeństwem i poświęceniem pierwszych chrześcijan. (...) W rezultacie triumf chrześcijaństwa jawi się w melodramatycznym „opakowaniu”, a tym samym daje się wpisać w poetykę kiczu (Bujnicki 1997: 220–221).
&amp;nbsp;

Po okresie wielkiej popularności w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i jeszcze siedemdziesiątych, a nawet osiemdziesiątych, kiedy ukazało się w sumie blisko dziewięćdziesiąt wydań młodzieżowych powieści Sienkiewicza w kilkunastu różnych wersjach, popularność Quo vadis jako lektury zaczęła gwałtownie spadać: w latach dziewięćdziesiątych było zaledwie kilka wydań, w nowym tysiącleciu już żadnego.</document>
<document nplp_id="11503" title="Quo vadis w&amp;nbsp;obrazkach" slug="quo-vadis-w-obrazkach">Aspekt wizualny był zawsze bardzo ważny we włoskiej recepcji Powieści z czasów Nerona: już na początku XX wieku, oprócz licznych pocztówek, które powielały i utrwalały w wyobraźni odbiorców kanoniczne momenty książki[przypis]Na ten temat por. m.in. Gagetti, De Berti 2017.[/przypis], chętnie publikowano wydania ilustrowane Quo vadis, na ilustracjach i fotografiach uwieczniano także sceny z przedstawień i filmów. Po II wojnie światowej, jak już powiedziano, hollywoodzkie Quo Vadis miało stać się dla większości włoskich odbiorców głównym, a z upływem czasu jedynym punktem odniesienia dla historii Winicjusza i Ligii. Aspekt wizualny odgrywał także coraz większą rolę w ostatniej fazie literackiej czy raczej quasi-literackiej recepcji powieści. Co ciekawe, o ile w adaptacjach dla młodzieży sprowadzał się głównie do coraz liczniejszych ilustracji, w wersjach dla dorosłych przesunął się w stronę dwóch gatunków opartych właśnie na obrazie: komiksu i fotoromansu.

Fotoromanzo, czyli fotoromans (lub też fotokomiks, fotonowela — gatunek nie ma w Polsce ustalonego terminu), był wynalazkiem włoskim, wprowadzonym w obieg zaraz po II wojnie światowej (potem zapożyczyły go także Hiszpania, Francja, Turcja i kraje Ameryki Łacińskiej, gdzie stał się inspiracją do rozwoju telenoweli, por. Garbin 769). Fotokomiksy zastępowały rysunki zdjęciami, wykonywanymi w studiu fotograficznym zgodnie z wcześniej przygotowanym scenariuszem (zwykle sensacyjnym lub melodramatycznym). Popularne były też fotokomiksy na podstawie produkcji kinowych, które wykorzystywały kadry z filmów. Dialogi wkładano w dymki, tak jak w komiksach, sekwencje opisowe umieszczano pod fotografiami lub na nich nadpisywano. Formuła szybko zyskała sobie wielką popularność i utrzymała się w obiegu do lat siedemdziesiątych, kiedy konkurencja telewizji, proponującej bardziej atrakcyjne „ruchome obrazki”, wyparła ją z rynku. W okresie największego rozkwitu fotokomiksu, w latach pięćdziesiątych, sprzedawano około półtora miliona egzemplarzy tygodniowo. Jak wskazują badacze fotoromanzo (Gargiulo 1977, De Berti 2000, Bravo 2003), publikacje, adresowane do niższych klas społecznych (z czasem praktycznie już tylko do kobiet) o niewyrobionych gustach, odegrały dużą rolę w przyspieszeniu alfabetyzacji włoskiego społeczeństwa, która w pierwszych dziesięcioleciach powojennych wciąż była niezadowalająca (na początku lat pięćdziesiątych analfabetyzm wśród kobiet wynosił 15%[przypis]Por. dane na stronie http://www.bibliolab.it/scuola/analfabeti_italia.htm, dostęp: 2.02.2020[/przypis]). Co ciekawe, Quo vadis odegrało ważną rolę także w powstaniu tego gatunku. Jak zauważa Manodori (2016), omawiając powstanie i rozkwit fotoromanzo po II wojnie światowej, jego korzenie sięgały kina niemego, a za protoplastę gatunku uznać można właśnie wspominane już wcześniej wydanie kinematograficzne Treves z 1914 roku z 78 kadrami z filmu:
Mamy tu do czynienia z kontaminacją literatury i kina, gdyż do stronic słynnej powieści polskiego pisarza dodana jest interpretacja wizualna kluczowych momentów opowieści. Nie jest to tylko nowoczesne wcielenie (...) książki ilustrowanej (...). Chodzi o dwa różne ciągi narracyjne, literacki i kinematograficzny, które zostają ze sobą splecione. To film zostaje zredukowany do serii kadrów (...) Można być pomyśleć, że 78 ilustracji z filmu Quo vadis zostało wzięte bezpośrednio z taśmy filmowej (...). Tak nie jest. W trakcie realizacji filmu specjalnie zatrudniony w tym celu fotograf (...) wykonał 78 zdjęć (być może więcej) przeznaczonych do publikacji, portretując aktorów i statystów w pozach przewidzianych przez reżysera w otwarciu każdego z 78 ujęć[przypis][Assistiamo qui ad una contaminazione tra letteratura e cinema nella quale alla pagina scritta del famoso romanzo dello scrittore polacco, si aggiunge la rappresentazione visiva dei momenti topici del racconto. Non si tratta solo di una forma moderna, per l’uso delle scene di un film, del libro illustrato, (...). Si tratta invece di due forme narrative diverse, una letteraria e l’altra cinematografica che vengono intrecciate. È il film che viene ridotto nel numero dei fotogrammi, (...). Si potrebbe pensare che le 78 illustrazioni del film Quo vadis siano state tratte semplicemente dalla pellicola del film stesso (...). Non è così. Durante le riprese del film il fotografo di scena appositamente incaricato (...) eseguì le 78 fotografi e (forse di più) destinate ad essere pubblicate, con gli attori e le comparse disposti dal regista esattamente come all’inizio dei relativi 78 ciak] (Manodori 2016: 62).[/przypis].
&amp;nbsp;

O ile „wydanie kinematograficzne” Treves można uznać za protoplastę fotonoweli, transformacja powieści do tego formatu po II wojnie światowej nie nastąpiła od razu: najpierw musiał powstać materiał ikonograficzny, niemożliwy do zrealizowania w fotograficznych atelier, tak jak to robiono w przypadku prostszych narracji. Wyraźnym ukłonem w stronę fotoromansu była jednak już zeszytowa adaptacja wypuszczona w 1953 roku przez wydawnictwo Torelli z Mediolanu. Ta libera riduzione (wolny skrót) niejakiego G. Cesany, kładąca nacisk na sensacyjne i erotyczne elementy fabuły, ozdobiona była licznymi biało-czarnymi ilustracjami, na których widniały seksowne bohaterki w skąpych tunikach, urodą i makijażem przypominające gwiazdy ówczesnych filmów.

  

Zanim ukazała się w 1953 roku prawdziwa fotonowela, oparta oczywiście na filmie LeRoya, Quo vadis doczekało się też adaptacji komiksowej[przypis]Komiksy na podstawie utworów Sienkiewicza doczekały się niedawno obszernego omówienia w tomie Henryk Sienkiewicz w obrazkach. Rysunki Henryka Sienkiewicza i obrazkowe adaptacje jego powieści (2018) Wojciecha Birka i do tej pozycji trzeba odesłać czytelnika zainteresowanego szczegółową analizą poszczególnych Sienkiewiczowskich realizacji komiksowych. Quo vadis, co nie jest zaskoczeniem, doczekało się największej liczby wersji obrazkowych. Birek omawia ich dwadzieścia pięć, w tym cztery włoskie.[/przypis]. Warto zauważyć, że nie było to pierwsze dzieło Sienkiewicza, które zostało zaproponowane we Włoszech w transpozycji na komiks. Wyprzedziło je, o blisko dwadzieścia lat, W pustyni i w puszczy, opublikowane w odcinkach w 1934 i 1935 roku na łamach tygodnika „L’Avventuroso”, a potem wydane osobno w całości, jako drugi zeszyt w serii „Albi Grandi Avventure”, w suplemencie do tygodnika (por. Birek 2018: 302–308). Wydawca czasopisma, Nerbini, który w okresie międzywojennym wydał, jak pamiętamy, także dwie skrócone wersje Quo vadis, nie zdecydował się jednak na zlecenie adaptacji komiksowej także tego utworu. Na obrazkowe Quo vadis czas przyszedł dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku. Jako pierwsza pojawiła się, w 1952 roku, adaptacja wydana jako dziewiąta pozycja serii „Collana di libri celebri, ridotti e illustrati” (Seria sławnych książek, skróconych i ilustrowanych), zleconej przez firmę farmaceutyczną San Pellegrino jako materiały reklamowe do rozdawania w aptekach. W związku z tym dolne części stron pod rysunkami ozdabiały napisy zachęcające do spożywania środków na przeczyszczenie i przeciw zgadze. Książeczka miała 48 stron, treść dość dokładnie odpowiadała fabule książki, ale czarno-białe i (nieliczne) kolorowe ilustracje Domenica Natolego, stłoczone na niewielkich stronicach, operowały bardzo uproszczoną kreską. Włączenie adaptacji do kolekcji komiksów San Pellegrino, i to ze stosunkowo niskim numerem (łącznie w ciągu piętnastu lat ukazało się czterdzieści pięć takich obrazkowych „skrótów”), było potwierdzeniem wciąż mocnej pozycji powieści jako popularnego klasyka literatury, trudno jednak potraktować tę wersję jako coś więcej niż historyczną ciekawostkę.

Na podobnej zasadzie na wzmiankę zasługuje adaptacja Quo vadis dla najmłodszych czytelników, zamieszczona w 1958 roku w dwóch bożonarodzeniowych numerach Disneyowskiego komiksowego tygodnika „Topolino” (włoskie imię Myszki Miki). Nie był to zresztą komiks, a krótka powiastka, z tekstem zredukowanym do minimum i z ilustracjami sławnego włoskiego mistrza komiksu Sergia Toppiego.



Inną osobliwością na pograniczu obrazu i tekstu była seria miniaturowych książeczek (5,5 na 7,5 cm) wypuszczona w latach pięćdziesiątych przez mediolańskie wydawnictwo B.E.A. Treść książki skondensowano tam w sześciu piętnastostronicowych zeszycikach wielkości pudełka do zapałek.

  

Wydany w 1953 roku fotoromans w serii Cine Albi S.A.S. (nieregularnie ukazujące się od 1951 czasopismo o tematyce filmowej) streszczał film na trzydziestu dwóch stronach. Obszerniejszy był fotokomiks w ukazującej się co tydzień serii I vostri Film Romanzo (dosł. „Wasze Filmowe Powieści”), który definitywnie przesuwał Quo vadis na niższy szczebel odbioru „popularnego”[przypis]Wiązało się to także z niską wartością estetyczną wydania, zarówno jeś li chodzi o jakość reprodukowanych zdjęć, jak i o czytelność oraz kształt czcionki w dialogach i komentarzach (por. Birek 2018: 198–201). [/przypis]. Na okładce publikacji nazwisko polskiego pisarza w ogóle się nie pojawiło, wizerunek Roberta Taylora w roli Winicjusza, obejmującego Deborah Kerr — Ligię, opatrzony został informacją Tutto il film in 500 fotogrammi („cały fi lm w 500 kadrach”)[przypis]Komiks miał wznowienie w 1961 roku, ze zmienioną okładką.[/przypis], a slogan umieszczony pod tytułem Quo Vadis głosił Più forte di ogni persecuzione l’amore di Licia e Vinicio (Mocniejsza niż wszelkie przeciwności miłość Ligii i Winicjusza). Naturalnie, zdjęciowa historia odzwierciedlała (szczegółowo — w 422 fotografiach) fabułę filmu. Można powiedzieć, że był to symboliczny moment, w którym adaptacja LeRoya zastąpiła we Włoszech powieść Sienkiewicza jako prototekst kolejnych adaptacji i stała się podstawowym punktem odniesienia dla większości włoskiej publiczności.



Kolejna włoska adaptacja komiksowa Quo vadis powstała w 1964 roku i również zrodziła się w obrębie fotoromanzo czy też w tym przypadku cineromanzo, gdyż nie opierała się na zdjęciach, a na rysunkach wykonanych metodą lawowania, naśladujących stylem ujęcia kadru filmowego. Komiks ukazał się w dwudziestu jeden odcinkach w tygodniku „Grand Hotel”, który od 1946 roku był jednym z trzech najważniejszych dostarczycieli fotoromanzi na włoskim rynku (w 1967 roku ukazała się edycja w druku zwartym). Pod względem graficznym stał on na dużo wyższym poziomie niż Quo Vadis z 1954 roku, a narracja oparta została na książce, chociaż jej autor, L. Gins, wykorzystał też niektóre motywy z superprodukcji LeRoya (Petroniusz uśmiercony przed rozwiązaniem wątku Ligii i Winicjusza, uwięziony Winicjusz przyprowadzony na trybunę, aby przyglądał się kaźni swojej ukochanej), a rysownik nadał kilku postaciom (Chilon, święty Paweł, Tygellinus, Neron, Ursus) rysy podobne do twarzy aktorów z tegoż filmu. Główni bohaterowie przedstawieni zostali zgodnie z kanonami urody romansowych fotokomiksów: Winicjusz i Petroniusz przypominają kinowych amantów, a Ligia i Eunice hollywoodzkie divy w makijażu odpowiadającym ówczesnej modzie.



Wypowiedzi postaci zamieszczone w dymkach świadczą o tym, że autor tekstu przeczytał uważnie powieść Sienkiewicza, choć dialogi zostały przystosowane do stylu typowego dla fotoromansów. „Ligio, wysłuchaj mojego serca, ono bije tylko dla ciebie”, mówi Winicjusz, na co Ligia odpowiada mu: „Ależ Winicjuszu, żyjemy w dwóch odrębnych światach. Ty jesteś rzymskim patrycjuszem, ja niemal niewolnicą”[przypis][V: Licia! Ascolta il mio cuore, esso non batte che per te. Vorrei farti regina della mia casa, per sempre... L: No, Vinicio, ti prego. Viviamo in due mondi diversi: tu sei un patrizio romano, io sono quasi una schiava]. Najczęściej eksploatowanym wątkiem fabularnym w fotoromansach była historia Kopciuszka: miłość biednej, pięknej i uczciwej dziewczyny do mężczyzny z wyższej warstwy społecznej.[/przypis]. Jej głos sprawia, że „młodzieńca przechodzi dreszcz namiętności” (fa tremare il giovane di passione) i zbliża się do niej, „drżąc z emocji” (tremando dall’emozione). Przynależność opowieści do gatunku romansowo-melodramatycznego zapowiadała także okładka wydania zeszytowego, na której na czerwonym tle płonącego Rzymu przedstawiono powożącego rydwanem niebieskookiego Winicjusza i przytuloną do niego powabną blondynkę, z twarzy i fryzury do złudzenia przypominającą młodą Jane Fondę. Jak słusznie zwrócił uwagę Birek (2018: 211), okładka odbiega stylem i jakością od rysunków komiksu i zapewne została przygotowana przez innego rysownika.



Proces dostosowywania Quo vadis do gustów wielbicieli melodramatycznych opowieści w obrazkach najdalej posunięty został w kolejnej włoskiej komiksowej adaptacji dzieła, która ukazała się w 1967 roku jako ósmy tom w serii Collana Romanzi Celebri („Kolekcja sławnych powieści”). O ile okładka „Grand Hotel” apelowała do romantycznych instynktów czytelniczek, o tyle ta nowa adaptacja, rozrysowana przez artystę ukrywającego się pod wymownym pseudonimem M.me Sans Gene nie ukrywała swoich bardziej bezpruderyjnych intencji. Na okładce przedstawiono walkę Ursusa z turem, ale w centrum kompozycji znalazła się półnaga Ligia, umoszczona na grzbiecie zwierzęcia z kusząco rozłożonymi nogami i rozmarzoną twarzą, które przywodzą na myśl raczej Europę szykującą się do miłosnego zespolenia z Zeusem-bykiem niż chrześcijańską męczennicę. Jak zauważa Birek (2018: 225), choć w wersji tej:
Nie redukowano specjalnie wątku religijnego, symbolika chrześcijańska jest tu dużo mniej widoczna (...). Autorzy chętnie za to okraszają liczne sceny postaciami ponętnie rozebranych lub przesłoniętych prześwitującymi strojami niewolnic. Choć w zestawieniu z dzisiejszymi standardami ujęcia odwołujące się do erotycznych uroków kobiecego ciała wydają się bardzo niewinne, ewidentnie miały one stanowić wizualną atrakcję komiksu.
&amp;nbsp;

 



Spora objętość publikacji (sto osiemdziesiąt plansz podzielonych na od dwóch do trzech kadrów każda) pozwoliła na dość szczegółowe odtworzenie fabuły powieści. Inwencja autora tekstu znalazła ujście przede wszystkim w podkreśleniu podtekstów erotycznych wątku romansowego, np. podpis pod sceną spotkania Winicjusza z Ligią na uczcie u Nerona informuje, że „Ligia daje się porwać tym płomiennym s łowom [Winicjusza], które upajają ją niczym woń kadzideł” i szepce: „Tak... kochać się... zapomnieć o wszystkim...”[przypis][Licia si abbandona stordita a quelle parole ardenti che l’inebriano come il fumo dell’incenso sparso a piene mani. L: Sì, amarsi...dimenticare tutto...] (23).[/przypis].

Trudno powiedzieć, do jakiego stopnia mogłaby strywializować powieść kolejna adaptacja komiksowa w tym stylu, jednak w latach siedemdziesiątych nie powstała już żadna obrazkowa wersja Quo vadis. Ostatni włoski komiks oparty na powieści pojawił się w 1981 roku i był adresowany do zupełnie innego typu odbiorcy. Został wykonany dla katolickiego tygodnika komiksowego dla dzieci i młodzieży „Il Giornalino” (Wydawnictwo św. Pawła), kładącego duży nacisk na edukację i popularyzację wiedzy poprzez rozrywkę. Autorką tekstów była Renata Geldrini, wieloletnia współpracowniczka „Il Giornalino” i autorka wielu scenariuszy komiksowych, a grafikę opracował Rodolfo Torti. W artykule wstępnym do numeru, w którym rozpoczęto druk komiksu, „wujek Gio” zachęcał do lektury „klasyka literatury młodzieżowej”[przypis]O zamieszczeniu nazwiska autora Quo vadis, zresztą w niezbyt wyeksponowanym miejscu, przypomniano sobie jednak dopiero przy druku trzeciego odcinka komiksu.[/przypis], podkreślając — co interesujące — nie tyle aspekty religijne opowieści, ile jej walory poznawcze: „Jeśli przeczytacie tę opowieść, będziecie mogli poznać życie w starożytnym Rzymie w jednym z najbardziej burzliwych okresów w jego dziejach” (Birek 2018: 240). Dla Rodolfa Tortiego, dzisiaj znanego i cenionego artysty komiksowego, było to pierwsze duże zlecenie twórcze, które uważa za przełomowe dla jego kariery[przypis]Informacje na temat Rodolfa Tortiego uzyskane bezpośrednio od artysty.[/przypis]. Potraktował je bardzo ambitnie, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania graficzne, zdecydowanie bardziej nowoczesne niż we wszystkich poprzednich włoskich komiksach (por. Birek 2018: 241), jak i wizualną rekonstrukcję starożytnego Rzymu, opartą na bogatej dokumentacji ikonograficznej zebranej przez artystę[przypis]Torti zebrał pokaźną liczbę zdjęć i ilustracji przedstawiających rzymskie budynki, wnętrza, przedmioty użytku codziennego, ozdoby, szczegóły ubiorów, wykonywał także zdjęcia modelom przebranym w rzymskie stroje, które służyły mu jako wzór do rysunków postaci.[/przypis]. Adresowany do młodego odbiorcy komiks unikał epatowania erotyką i okrucieństwem, dlatego niektóre sceny z powieści zostały złagodzone, w sumie jednak wiernie odtwarzał fabułę, charakterystykę postaci oraz przesłanie utworu: narrację zamknięto cytatem ostatniego zdania Quo vadis. „Tak minął Nero...”. Mimo pewnych niedociągnięć technicznych, związanych z niedostatkami metody druku[przypis]Rodolfo Torti uważa, że druk nie oddał sprawiedliwości oryginalnym planszom do komiksu, zwłaszcza kolorystycznie.[/przypis], była to jedna z lepszych włoskich adaptacji wizualnych dzieła Sienkiewicza i szkoda, że nie została nigdy wznowiona ani nie ukazała się w wydaniu zeszytowym[przypis]Wiele komiksowych adaptacji klasyki literatury publikowanych w „Il Giornalino”, np. Wyspa skarbów, Robinson Crusoe, Podróże Guliwera, Narzeczeni (na podstawie powieści Manzoniego), Przygody Ulissesa (adaptacja Odysei), wydawano od 1992 roku osobno jako dodatek do późniejszych numerów (m.in. niektóre z nich zostały następnie wydane w pozycji książkowej), nie znalazło się jednak wśród nich Quo vadis ani opublikowana w 1998 roku pt. Stas e Nelly wersja komiksowa W pustyni i w puszczy przygotowana przez Nevia Zeccarę.[/przypis]. Była to również jedyna włoska wersja obrazkowa adresowana wprost do dzieci i młodzieży.



Ostatnia wersja komiksowa Quo vadis pojawiła się na włoskim rynku wydawniczym w 2018 roku, wydana w ramach serii „La Grande Letteratura a fumetti” wydawnictwa Mondadori (jako osiemnasta pozycja w kolekcji), nie jest to jednak oryginalna adaptacja włoska, lecz tłumaczenie (tak jak prawie wszystkie inne komiksy z tej serii) wersji francuskiej stworzonej w 2010 roku przez tandem Buendia-Cafu. Tak jak prawie wszystkie wcześniejsze włoskie komiksy Quo vadis, jest to publikacja adresowana raczej do dorosłych niż do dzieci. Jak napisał jeden z recenzentów w sieci: „Buendia przejmuje w posiadanie powieść Sienkiewicza, zachowując jej ducha i zarysowując intrygującą i pasjonującą fabułę, która spodoba się także żeńskiej publiczności, lubiącej historie o miłości z przeszkodami”[przypis] [Buendia si impadronisce del romanzo di Sienkiewicz conservandone lo spirito originario e delineando una story-line avvincente e intrigante che piacerà anche al pubblico femminile che apprezza le storie d’amore contrastato], https://www.mangaforever.net/551324/quo-vadis-la-grande-letteratura- a-fumetti-vol-18-recensione, dostęp: 2.02.2020.[/przypis].</document>
<document nplp_id="11504" title="Zmierzch Bestselleru" slug="zmierzch-bestselleru">Powojenna recepcja Quo vadis, mimo iż dopiero wtedy pojawiły się pierwsze przekłady powieści dokonane bezpośrednio z języka polskiego, to zatem już zdecydowanie dzieje popularności opowiedzianej w niej historii, a nie samego tekstu. Trochę tak jak baśnie Charles’a Perraulta i braci Grimm albo Robinson Crusoe czy Przygody Guliwera, utwór Sienkiewicza oderwał się od autora, został zastąpiony w wyobraźni zbiorowej przez opowieść filmową, a w wersji pisanej — przez przeróbki i adaptacje. W takim kształcie przetrwał jeszcze przez kilka dziesięcioleci i mimo wszystko zostawił trwałe wspomnienie w pamięci odbiorców, którzy się z nim zetknęli. Świadczą o tym wpisy na forach internetowych, gdzie uczestnicy wypowiadają się z wielkim sentymentem o książce lub (głównie) o filmie z 1951 roku[przypis]Wymowna jest różnica w liczbie komentarzy na stronie amazon.it: film oceniło (w przeważającej mierze bardzo pozytywnie) blisko osiemset osób, poszczególne wydania powieści mają co najwyżej pięć–sześć komentarzy.[/przypis]: „Widziałam film na podstawie tej książki, kiedy byłam w gimnazjum, i zakochałam się w nim”; „Powieść stara, ale wciąż wciągająca (...) dobrze ją wspominam i sądzę, że prędzej czy później przeczytam ponownie”; „Po obejrzeniu tysiąc razy (cudownego!) filmu, musiałam przeczytać książkę. Przeczytana po wielu latach na nowo nie utraciła swojego uroku”; „Powieść bardzo mi się podobała, kiedy przeczytałam ją po raz pierwszy jako nastolatka”[przypis] Wypowiedzi zaczerpnięte i przetłumaczone ze stron internetowych: https://www.anobii.com/books/Quo_vadis/9788804495772/01a110cef1376bbcce, http://www.bookville.it/Recensioni/Dettaglio?id=2920, https://www.libri.we-news.com/recensioni-libri/q/812-recensione-quo-vadis-libro-di-henryk-sienkiewicz, dostęp: 2.02.2020.[/przypis].

Ostatni okres szerszego rezonansu Quo vadis we włoskiej kulturze to lata osiemdziesiąte XX wieku. Wydano wtedy jeszcze kilkanaście adaptacji dla młodzieży, wznowiono także przekłady Agosti-Garosci oraz Czubek-Grassi i Bazzarellego, ukazał się również „przekład” Imeria Moscardo[przypis]Moscardo, zakonnik i autor książeczek religijnych dla dzieci i młodzieży, przejrzał wcześniejszą ocenzurowaną wersję Quo vadis publikowaną przez Wydawnictwo św. Pawła i uzupełnił ją o pominięte wcześniej fragmenty, zapożyczając je z przekładu Agosti Garosci.[/przypis]. Szczególnie obfity w wydania był rok 1985, co miało bezpośredni związek z ukazaniem się na antenie telewizji sześcioodcinkowego serialu RAI, trzeciej włoskiej ekranizacji powieści, transmitowanej od 24 lutego tego roku. Produkcję szeroko komentowano w prasie: już w 1984 roku zaczęły ukazywać się reportaże z planu filmowego (ujęcia plenerowe realizowano w okolicach Belgradu) oraz wywiady z aktorami. Podkreślano wystawność produkcji, jej wysokie koszty (piętnaście miliardów lirów) i międzynarodową obsadę, przedstawiając ją jako najważniejsze wydarzenie telewizyjne roku. W relacjach i zapowiedziach z upodobaniem używano epitetu „kolosalny”, producenci podkreślali, że to pierwsza międzynarodowa produkcja europejska zakupiona „w ciemno” przez Stany Zjednoczone, i wyrażali nadzieję, że będzie to początek zmiany w relacjach z telewizją amerykańską (Robiony 1984: 21). Ukazały się dwie publikacje Quo vadis z fotosami z filmu, określone jako „wolna adaptacja serialu Quo vadis na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza” (liberamente tratto dal film Quo Vadis? dal romanzo di Henryk Sienkiewcz). To doprecyzowanie było potrzebne, bo scenariusz serialu ma dość luźny związek z fabułą książki. W wywiadach udzielonych przed premierą reżyser Franco Rossi odwoływał się, co charakterystyczne, nie tyle do tekstu literackiego, ile do poprzedniej ekranizacji powieści:
Quo Vadis w 1951 roku było sukcesem kinematograficznym w reżyserii Mervina LeRoya. W ekranizacji nakręconej w Cinecittà mój amerykański kolega skoncentrował uwagę na miłości między Ligią i Markiem Winicjuszem, w mojej nowej wersji największe znaczenie będzie miała despotyczna postać Nerona[przypis][Quo Vadis è stato un successo cinematografico nel 1951 diretto da Mervin LeRoy, nell’edizione girata a Cinecittà, il mio collega americano incentrava la vicenda sull’amore fra Licia e Marco Vinicio, in questa mia nuova edizione assumerà invece rilievo la figura dispotica di Nerone] (Emanuelli 2004: 48).[/przypis].
&amp;nbsp;

W artykule zatytułowanym wymownie „Zapomnieć o Hollywood i poszukać poezji” (Dimenticare Hollywood e cercare la poesia) Rossi zwierzał się:
Kiedy producent Elio Scardamaglia i RAI zaproponowali mi zrobienie tego pompatycznego „remake’u”, pospieszyłem obejrzeć ponownie amerykańskie filmidło i zrobiłem to z niejaką obawą. Było to doświadczenie, które napełniło mnie otuchą. Po kilku minutach projekcji zyskałem pewność (...), że filmidło nie stanowiło dla mnie żadnego punktu odniesienia inspiracji. (...) Nawet najbardziej zapamiętały manierysta nie byłby w stanie zainspirować się tymi obrazami[przypis][(...) quando il produttore Elio Scardamaglia e la Rai mi hanno proposto questo altisonante “remake”, sono corso a rivedermi il fi lmone americano e l’ho fatto con una certa trepidazione. È stata un’esperienza confortante. Dopo pochi minuti di proiezione ho avuto la certezza che il fi lmone non costituiva (...) nessun precedente. (...) Anche il più strenuo manierista non sarebbe riuscito ad ispirarsi a queste immagini] (Rossi 1985: 11).[/przypis].
&amp;nbsp;

Reżyserowi nie brakowało pewności siebie: w jednym z wywiadów zapewniał: „moim zdaniem niektóre widowiskowe sceny zrealizowałem lepiej niż trzy poprzednie ekranizacje, w tym słynne amerykańskie Quo Vadis Mervyna LeRoya”[przypis][Alcune scene spettacolari, credo, sono riuscito a renderle meglio che nelle altre tre precedenti versioni cinematografiche, compreso il celebre “Quo vadis?” americano di Mervyn LeRoy]” („La Stampa” 5 febbraio 1985: 27).[/przypis]. Prasa w zapowiedziach serialu przypominała, że oparty jest na „powieścidle” (romanzone) Sienkiewicza, jednak i dla niej najważniejsze było porównanie z filmem hollywoodzkim i sugestia, że Rossi zaproponuje realiazację o wyższych walorach artystycznych:
(...) zdrada, w tym wypadku, jest związana przede wszystkim ze wspomnieniem hollywoodzkiej i fałszywej wizji Rzymu z wcześniejszego Quo vadis, które trzydzieści lat temu było triumfem Metro, i jego kolumn z papier mâché i pięknych aktorów o powłóczystym spojrzeniu i prężnych mięśniach...[przypis][(...) tradimento, in questo caso, è soprattutto legato al ricordo dell’ambientazione finta e tutta hollywoodiana dell’altro Quo Vadis quello che trent’ anni fa fu il trionfo della Metro, e delle colonne di cartapesta, e dei belli dall’occhio languido e dai muscoli prestanti...] (Delli Colli 1985).[/przypis]
&amp;nbsp;



Zgodnie z zapowiedzią Rossi wyeksponował rolę cesarza, którą powierzył wybitnemu aktorowi Klausowi Marii Brandauerowi, dużo czasu ekranowego dał także Petroniuszowi, natomiast Ligię i Winicjusza sprowadził do postaci niemal drugoplanowych. Jednak zepchnięcie w cień wątku miłosnego, który jest przecież siłą napędową powieści, a także wyjątkowo nietrafna decyzja obsadowa pary kochanków pozbawiły filmową opowieść dynamiki i napięcia. Grający Ligię i Winicjusza debiutujący aktorzy Marie-Thérese Relin (córka aktorki Marii Schell) oraz Francesco Quinn (syn Anthony’ego) zupełnie nie radzili sobie ze swoimi rolami i widzom trudno było uwierzyć, że łączy ich jakieś uczucie, oraz przejmować się ich losem. Rossi próbował zaradzić brakowi dramatycznego napięcia, wprowadzając kryminalno-detektywistyczny wątek zabójstwa prefekta Pedaniusza Secundusa i śledztwa prowadzonego przez Petroniusza na zlecenie Nerona, ale nie był to zbyt fortunny zabieg, tym bardziej że dochodzenie nie zakończyło się rozwiązaniem zagadki, a cały wątek zarzucono po trzecim odcinku. Krytycy zgodnie chwalili grę Klausa Brandauera, ale także jego rola jest w zasadzie statyczna. To właściwie rozpisany na sześć odcinków, pozbawiony pointy portret cesarza psychopaty i artysty opętanego swoją sztuką.

W Polsce serial nie spodobał się głównie dlatego, że bardzo odbiegał od książki. We Włoszech został pozytywnie oceniony przez część krytyki, zwłaszcza z kręgów artystycznych[przypis]„[Serial] inteligentny, intelektualny, wyrafinowany, bogaty w umiejętne i głębokie przeformułowania w stosunku do swoich wzorców” [(...) intelligente, colto, raffinato, ricco di sapienti e profondi ribaltamenti rispetto ai suoi modelli] — zachwycał się znany krytyk Luigi Bini, chociaż i on przyznawał, że opowieść, bardziej ilustracyjna niż narracyjna, pozbawiona intrygujących sytuacji i suspensu, miała małe szanse podbić serca widzów. (Bini 1985: 155).[/przypis], ale widownia i większość recenzentów przyjęła go chłodno. Pierwszy odcinek serialu zgromadził przed ekranami 47% widowni, czyli ponad dziesięć milionów widzów („La Stampa” 2 marzo 1985: 20), potem jednak zainteresowanie malało, a rozczarowanie po emisji kolejnych odcinków było coraz wyraźniejsze. „Jedno z kluczowych wydarzeń opowieści zostało przedstawione bez prawdziwego dramatycznego napięcia” — ubolewała recenzentka po emisji czwartego odcinka[przypis][Uno dei momenti cruciali del racconto risolto senza vera tensione drammatica] (Bruzzone 1985: 23).[/przypis]. Inny recenzent, Ugo Buzzolan, który po pierwszym odcinku określał jeszcze serial jako „przyzwoity” (dignitoso), mimo iż dodawał: „bardzo wciągającym i zajmującym bym go nie nazwał”[przypis][Molto trascinante e coinvolgente con lo defi nirei] (Buzzolan 1985a: 27).[/przypis], po obejrzeniu całości zadawał sobie pytanie: „w jakim celu realizować w 1985 roku kosztowną, pozbawioną racji istnienia i niemożliwą do zaakceptowania kolosalną produkcję, taką jak Quo vadis, dlaczego kręcić ją w stylu i duchu sprzed trzydziestu lat?”[przypis][Perché realizzare nell’85 un costoso, insostenibile e inaccettabile kolossal come Quo vadis?, e perché realizzarlo con lo stile e lo spirito di trent’anni fa?] (Buzzolan 1985b: 27).[/przypis]. Pisarz Alberto Bevilacqua w recenzji wystylizowanej na list otwarty cesarza Nerona do Brandauera pisał: „Nie grasz mnie, grasz Mefista. Dlaczego? Nie żyjemy już w czasach Göringa i Goebbelsa, tych Neronów dla ubogich. Ja byłem przynajmniej zabawny; co tu mają do rzeczy ci dwaj masażyści władzy?”[przypis][Lei non recita me, continua a recitare Mephisto. Perché? Non siamo ai tempi di Göring e Goebbels, questi Neroni dei poveri, massaggiatori del Potere?] (Bevilacqua 1985: 21).[/przypis]. Rossi starał się zaproponować nową wizję Quo vadis, ale stworzona przez niego posępna, przygnębiająca refleksja o władzy i korupcji osadzona w surrealnych, onirycznych dekoracjach nie przemówiła do włoskich odbiorców. Serial nie tyle przyczynił się więc do odrodzenia zainteresowania Quo vadis, ile sugerował, że stało się już ono przeżytkiem i straciło swoją kulturotwórczą siłę oddziaływania[przypis][(Prosperi) torna al mito cinematografico del Quo vadis?,[/przypis]. Dwa lata później, w 1987 roku, pojawiła się co prawda jeszcze jedna teatralna adaptacja powieści, Quo vadis? Maria Prosperiego, wystawiona w teatrze Colosseum w Rzymie, ale okazała się równie nieudana. Sądząc z recenzji prasowych, była to, podobnie jak serial Rossiego, polemika raczej z filmem z 1951 roku niż z samą powieścią. Jak pisał jeden z krytyków:
[Prosperi] wraca do mitu kinematograficznego Quo vadis, ale odbierając mu ostentację, tłumy, papier mâché, lwy, Ursusa, który uwalnia Ligię z rogów byka, i szczęśliwe zakończenie, aby sprowadzić je do bezlitosnego, samotnego pojedynku między Markiem a Ligią[przypis][(Prosperi) torna al mito cinematografi co del Quo vadis?, ma denudandolo di tutta la grandiosità, le masse, la cartapesta, i leoni, Ursus che salva Licia dalle corna del toro, il lieto fine conclusivo, per ricondurlo ad uno spietato, solitario gioco di coppia fra Marco e Licia] (Romeo 1997).[/przypis].
&amp;nbsp;

Schyłek popularności Quo vadis wiązał się zatem przede wszystkim ze zmierzchem form adaptacyjnych, za których pośrednictwem znane było w okresie powojennym. Hollywoodzki film z 1951 roku, który dla co najmniej dwóch pokoleń Włochów był najważniejszym, a często jedynym sposobem zaznajomienia się z fabułą utworu Sienkiewicza[przypis][Tutti quelli della mia generazione hanno certamente visto questo film, come era accaduto a me ragazzo, sui sedili di legno di un oratorio parrocchiale o di un cinema cittadino per quasi tre ore], https://www.cortiledeigentili.com/attualita-di-quo-vadis/, dostęp: 6.02.2020.[/przypis], powoli się zestarzał, a nie powstała żadna nowa propozycja medialna, która mogłaby go zastąpić w wyobraźni zbiorowej: nie był nią serial Rossiego, który raczej odstraszał od zapoznania się z powieścią, niż zachęcał do jej lektury, nie mogła się nią także stać ekranizacja Kawalerowicza, która nigdy nie weszła na ekrany włoskich kin[przypis]Fragmenty filmu Kawalerowicza zostały jednak wykorzystane w popularnym programie telewizyjnym Ulisse: il piacere della scoperta, w odcinku L’amore ai tempi di Nerone z 2012 roku, powtórzonym w 2015 i 2018 roku. Na potrzeby tego programu zdubbingowano użyte w nim klipy z polskiej produkcji.[/przypis].

Zestarzało się także Quo vadis proponowane jako umoralniająca powieść dla młodzieży o chrześcijańskim przesłaniu, które od lat dziewięćdziesiątych znikło z list lektur uzupełniających dla szkół gimnazjalnych. Inaczej niż wielu klasyków literatury przygodowej i historycznej, często literacko znacznie ustępujących powieści polskiego pisarza, takich jak Ostatnie dni Pompejów, Trzej muszkieterowie, Chata wuja Toma i inne, którzy wciąż wznawiani są w tej czy innej serii dla młodzieży lub dla dorosłych i funkcjonują, jeśli już nie w centrum, to przynajmniej na obrzeżach kultury popularnej, Quo vadis zostało z niej we Włoszech niemal całkowicie wymazane. Dlaczego tak się stało? Zapewne złożyła się na to kombinacja wielu czynników, o których mowa była w tym rozdziale: niebywała popularność prowokująca wrogą reakcję i deprecjonujący stosunek ze strony krytyki literackiej, fatalne przekłady, bezceremonialne wykorzystanie utworu przez kulturę masową czy wręcz jarmarczną i przede wszystkim  ideologiczne zawłaszczenie dla celów edukacji katolickiej, które doprowadziło do drastycznego zubożenia odbioru tekstu i sprowadzenia go do religijnego kiczu. Zalążki klęski powieści tkwiły już w charakterze jej niebywałego sukcesu. Trudno się spodziewać, by Quo vadis miało jeszcze szansę zrehabilitować się choćby częściowo i wydobyć z kompletnego zapomnienia, na które zostało skazane. Może byłoby to możliwe, gdyby ktoś stworzył atrakcyjną grę komputerową opartą na powieści i w ten sposób przekonał do niej fanów — tak jak The Witcher stał się kluczem do międzynarodowego sukcesu Andrzeja Sapkowskiego.

A jednak nawet dzisiaj, grubo ponad sto lat od pierwszego wydania, powieść nie straciła zupełnie swojego uroku i wciąż jeszcze potrafi oczarować. Świadczą o tym komentarze (nielicznych) czytelników, którzy mieli się okazję z nią zetknąć: „Książka przepiękna i wciągająca do ostatniej strony, do ostatniej sceny, do ostatniego słowa”[przypis][Libro bellissimo e coinvolgente fino all’ultima pagina, fino all’ultima scena, fino all’ultima parola], https://www.libri.we-news.com/recensioni-libri/q/812-recensione-quo-vadis-libro-di-henryk-sienkiewicz, dostęp: 2.02.2020.[/przypis]; „W zeszłym tygodniu odkryłam nowe arcydzieło literatury, powieść historyczną Quo vadis. (...) Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią pasjonujące i dobrze napisane powieści historyczne”[przypis][La scorsa settimana ho scoperto un nuovo capolavoro della letteratura, il romanzo storico Quo vadis? (...) Consiglio questo libro a chiunque prediliga i romanzi storici appassionanti e ben scritti], https://blog.libero.it/ChiederePerSaper/12568330.html, dostęp: 2.02.2020.[/przypis]; „Niespodzianka. Sądziłem, że wybieram klasyka, którego nikt nie jest w stanie doczytać do końca. Tymczasem pochłonąłem książkę do ostatniego słowa, okazała się szybką lekturą i zasługującą na chwilę refleksji”[przypis][Una sorpresa. Pensavo di aver scelto il classico che nessuno riesce a finire di leggere. Invece l’ho divorato fino all’ultima parola, l’ho trovato scorrevole e degno di alcune sane meditazioni], https://
www.amazon.it/review/R1MAPXBK6PCFAT/ref=cm_cr_srp_d_rdp_perm?ASIN=B004DERH0K, dostęp: 2.02.2020.[/przypis]; „To najlepsza powieść historyczna z czasów rzymskich, jaką kiedykolwiek napisano”[przypis][Si tratta del miglior romanzo storico di ambientazione romana che sia mai stato scritto], https://www.amazon.it/Quo-vadis-Henryk-Sienkiewicz-ebook/dp/B004DERH0K, dostęp: 2.02.2020.[/przypis]; „Lektura wciąż przyjemna i wciągająca, nienudna, zdolna wzbudzić w czytelniku sympatię dla nieszczęść pozytywnych bohaterów i odrazę wobec deprawacji złych: taki jest właśnie prawdziwy klasyk”[przypis][una lettura ancora godibile e appassionante, non noiosa, capace di suscitare nei lettori la simpatia verso le sventure dei buoni e l’indig nazione verso le aberrazioni dei cattivi: questo è quello che sa fare un classico], https://www.unlibrotiralaltroovveroilpassaparoladeilibri.it/quo-vadis-henryk-sienkiewicz/, dostęp: 2.02.2020.[/przypis].

Są to opinie i komentarze czytelników, którzy niewiele wiedzą o Sienkiewiczu i z Quo vadis zapoznali się często przypadkiem, bez specjalnych oczekiwań, ale i bez uprzedzeń. Trzeba też pamiętać, że tekst, który czytali, to wciąż najczęściej jedno ze starych i kiepskich tłumaczeń z początku XX wieku: zwykle przekład Zucconiego lub Valery, które wypuszczono w ostatnich latach w formie ebooka (przy czym konwersji na format elektroniczny dokonano bardzo niedbale, na co zwracają uwagę niektórzy odbiorcy). Trudno byłoby znaleźć lepszą odpowiedź twierdzącą na często zadawane przez badaczy pytanie, czy Sienkiewicz to wciąż jeszcze pisarz „żywy”. Tym bardziej szkoda, że w nowym tysiącleciu nie dano mu we Włoszech szansy, by mógł zaistnieć w szerszym kręgu czytelników.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="11512" title="Quo Vadis Henryka Sienkiewicza na&amp;nbsp;włoskim rynku wydawniczym" slug="quo-vadis-henryka-sienkiewicza-na-wloskim-rynku-wydawniczym">Zjednoczenie Włoch, które nastąpiło w roku 1861, otworzyło przed dynastią sabaudzką możliwość ukształtowania nowego państwa włoskiego. Szybko okazało się jednak, że zapewnienie harmonijnego rozwoju młodemu Królestwu Włoch jest zadaniem niezwykle trudnym, a pokolenie polityków, na których spoczęła odpowiedzialność za rozwój ekonomiczny Zjednoczonego Królestwa i stworzenie względnej stabilizacji politycznej, nie miało jednolitej wizji dotyczącej spraw kraju i społeczeństwa. Pomimo tych przeciwności pod koniec XIX wieku rozpoczęła się we Włoszech rewolucja przemysłowa, która w dużym stopniu wpłynęła na zmianę charakteru tamtejszej gospodarki. Powstałe wówczas możliwości wykorzystywano na rozmaite sposoby. W krótkim czasie stolicą przemysłową Włoch stał się Mediolan (Gierowski 1999: 457–458, 472–474).

&amp;nbsp;

Wraz ze zmianą sytuacji politycznej na Półwyspie Apenińskim pojawiła się pilna potrzeba „stworzenia nowych Włochów”[przypis]Celem wielu intelektualistów włoskich stało się wyedukowanie nowego pokolenia obywateli, zgodnie z maksymą Massima D’Azeglia: [Bisog na far gli Italiani se si vuol avere l’Italia; e che, una volta fatti, davvero allora l’Italia farà da sè] — „Musimy stworzyć Włochów, jeśli chcemy mieć Włochy, jeśli tego dokonamy, Włochy powstaną” (D’Azeglio 1891: 5; por. także Biernacka-Licznar 2018: 33–41).[/przypis]. Proces kształtowania się nowoczesnego społeczeństwa włoskiego nie byłby możliwy bez szkoły, a także bez przedsiębiorczych wydawców, którzy poprzez swoją działalność w firmach wydawniczych, księgarskich i drukarskich starali się upowszechniać tak potrzebne wówczas czytelnictwo.

Najważniejszym ośrodkiem wydawniczym stał się Mediolan, jednak w innych miastach włoskich, takich jak Neapol, Rzym, Florencja, Bolonia czy Turyn, także prowadzono aktywną działalność wydawniczą, choć dorobek ten nie był równie znaczący. Przedstawienie dziejów powieści Quo vadis Sienkiewicza przez pryzmat działań włoskich wydawców miało na celu zwrócenie uwagi na ich udział w złożonym procesie przekładu i spojrzenie na ten proces z ich perspektywy. Poszukując odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak liczne wydawnictwa zdecydowały się na publikację rzymskiej powieści Henryka Sienkiewicza, wykorzystałam w moich badaniach przede wszystkim metodę bibliometryczną, której użyteczność podkreślali m.in. Anthony Pym, Elżbieta Skibińska, Marzena Chrobak i Natalia Paprocka (por. Paprocka 2018: 43–44). Analiza zebranych danych bibliograficznych opublikowanych przekładów pozwoliła ocenić i opisać rozmiar i charakter popularności Quo vadis we Włoszech.

Spojrzenie na zasięg rozgłosu powieści polskiego noblisty we Włoszech za sprawą wydawców wpisuje więc moje badania w nurt analiz recepcji wydawniczej prowadzonych z perspektywy bibliologicznej.

Opis rozmiaru wydawniczego sukcesu Quo vadis rozpoczęłam od przywołania historii neapolitańskiego wydawnictwa Detkena i Rocholla, które w roku 1899 wprowadziło na tamtejszy rynek literatury pięknej utwór Sienkiewicza. Następnie omówiłam publikacje Quo vadis wydane w Mediolanie, Neapolu i w innych miastach włoskich, w których poszczególne wydawnictwa włączyły powieść Sienkiewicza do swojego repertuaru[przypis]Zestawienie bibliograficzne przekładów Quo vadis obejmujące 364 wydania z lat 1899–2019 znajduje się w: Bibliografia przekładów „Quo vadis” opublikowanych w języku włoskim w latach
1899–2019.[/przypis].

Badanie recepcji Quo vadis od strony bibliologicznej okazało się zajmującym zadaniem. Moje badania zostały ukierunkowane na przedstawienie relacji pomiędzy wydawcami a osobami odpowiedzialnymi za poszczególne przekłady powieści Polaka. W dociekaniach oparłam się na pracach badaczy, którzy do lat pięćdziesiątych XX wieku stworzyli i opublikowali pierwsze zestawienia bibliograficzne dotyczące przekładów Quo vadis we Włoszech — m.in. Wojciecha Meiselsa (1927), Waleriana Preis nera (1949), Marii i Mariny Bersano-Begey (1949), Juliana Krzyżanowskiego (1953) — jak również na publikacjach wydanych po roku 2000[przypis]Por. wstęp do Bibliografia przekładów „Quo vadis” opublikowanych w języku włoskim w latach 1899–
2019.[/przypis].

Obraz włoskiej recepcji Quo vadis ukazany przez pryzmat historii wydawców byłby niepełny, gdyby nie istniało archiwum księdza Jerzego Langmana[przypis]Jerzy Langman (1903–1982) pochodził ze znanej krakowskiej rodziny artystów rzeźbiarzy. W latach 1928–1939 był studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończył etnografię (1932) i historię sztuki (1939). Do wybuchu II wojny światowej pracował jako dziennikarz prasowy i radiowy, z tego powodu bywał w Rzymie, skąd m.in. relacjonował różne uroczystości kościelne i religijne. W lutym 1941 roku został aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu na Montelupich w Krakowie. W latach 1941–1945 był więźniem w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Po wojnie osiadł w Rzymie, podjął studia teologiczne i w 1951 roku przyjął święcenia kapłańskie. W latach pięćdziesiątych zaczął interesować się archeologią, już jako ksiądz podjął studia w Pontificio Istituto di Archeologia Cristiana, ukończone w 1954 roku, następnie na tej samej uczelni, w roku 1965, uzyskał doktorat z archeologii. Zmarł w Rzymie w roku 1982. Ksiądz Langman podczas pobytu w Rzymie zgromadził ogromną liczbę wydań Quo vadis w wielu językach. Po jego śmierci w roku 1982 zbiór przekładów był przechowywany przez rzymski Instytut Studiów Kościelnych. Około 2000 roku przekazano go Bibliotece Liceum oo. Jezuitów w Gdyni przy ul. Tatrzańskiej 35 (obecnie Zespół Szkół Jezuitów im. św. Stanisława Kostki w Gdyni). Jest to największa w Polsce kolekcja przekładów Quo vadis na pięćdziesiąt języków obcych. Dane biograficzne przytaczam na podstawie artykułu Dobrosławy Świerczyńskiej „Quo vadis” e padre Jerzy Langman (2017: 274–280).[/przypis], etnografa, historyka sztuki, archeologa i kolekcjonera, gromadzącego skrupulatnie od lat pięćdziesiątych włoskie ślady popularności dzieła Sienkiewicza. O tym, jak niezwykłym powodzeniem cieszył się we Włoszech utwór Polaka, ksiądz Langman poświadczył tymi s łowy (Langman 1977: 15–16):
By wykazać powszechność Quo vadis, należy zorientować się w liczbie nakładów i wydań. Do roku 1914 w języku włoskim ukazało się sto dwadzieścia wydań[przypis]Badania przeprowadzone w trakcie realizacji projektu pozwoliły ustalić, że do roku 1914 ukazało się w języku włoskim siedemdziesiąt osiem wydań.[/przypis], podobnie jak i w niemieckim. A po roku 1918 nie ustawały nowe wydania aż do ostatnich lat. Nie zadowalano się jednym tłumaczeniem. Tłumaczeń na język włoski jest kilkanaście dokonanych przez różnych autorów. A ci tłumacze, którzy nie znali języka polskiego, tłumaczeń dokonywali z innych języków im znanych. Te same tłumaczenia miewały po kilka różnych wydań, a każde z nich miało dziesiątki tysięcy egzemplarzy.
A jak wyglądały te wydania? Były o rozmiarach albumów, mających pół metra wysokości i były też maleńkie, kieszonkowe, jak mała książeczka do nabożeństwa. Były na papierze najtańszym, jak „libri gialli”, czyli mówiąc pospolitym językiem polskim — jak kryminały, ale były też wydania na najwytworniejszym papierze, tylko dla bibliofilów. Były o ogromnych nakładach i były o bardzo małej liczbie egzemplarzy, jedynie tylko za prenumeratą, tylko dla miłośników rarytasów, rzadkości. A nawet i oprawy były bardzo różne, były byle jakie ze zwykłego kartoniku, nawet tylko z grubszego papieru i były wydania oprawione w skórę ze złoconym wyciskiem. Nic dziwnego, iż ukazały się wydania ilustrowane, i to przez znanych malarzy, jak Piotr Stachiewicz czy też Jan Styka, i przez słabych ilustratorów.</document>
<document nplp_id="11514" title="Detken &amp;#038; Rocholl &amp;#8211; pierwszy włoski wydawca Quo Vadis Henryka Sienkiewicza" slug="detken-rocholl-pierwszy-wloski-wydawca-quo-vadis-henryka-sienkiewicza-2">Debiut Henryka Sienkiewicza we Włoszech miał miejsce w roku 1884, kiedy to Angelo De Gubernatis na łamach „Revue Internationale” opublikował nowelę Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela. W następnych latach ukazało się na łamach różnych czasopism kilkanaście przekładów drobnych utworów Polaka, jednak dopiero po publikacji pierwszego włoskiego wydania Quo vadis, autorstwa Federiga Verdinois, liczni wydawcy, krytycy i recenzenci zwrócili uwagę na twórczość i osobę Sienkiewicza.

Przekład Quo vadis najpierw ukazał się w neapolitańskim dzienniku „Corriere di Napoli”[przypis]Publikacja powieści w odcinkach była od lat trzydziestych XIX wieku popularną formą upowszechniania twórczości literackiej w Europie (początkowo przede wszystkim w Anglii i we Francji, z biegiem czasu także w innych państwach europejskich). Drukowanie powieści na łamach tygodników było pod koniec tego stulecia rozpowszechnione także we Włoszech, ten zabieg wydawniczy dosyć chętnie stosowały mniejsze i większe oficyny i domy wydawnicze, które następnie całkiem szybko ogłaszały dany utwór literacki w formie zwartej.[/przypis], gdzie drukowano go od 2 października 1898 do 20 lutego 1899 roku. Pod koniec publikacji, gdy „Corriere di Napoli” musiał zwiększyć nakład z powodu niezwykłej popularności Quo vadis, prawa do przekładu utworu należały już do firmy wydawniczej Detken &amp;amp; Rocholl, której założycielem był Albert Detken, urodzony w Bremen[przypis]Albert Detken w październiku 1836 roku w samym centrum Neapolu, w Palazzo di Governo przy placu Plebiscito, otworzył księgarnię, która wkrótce stała się ulubionym miejscem spotkań intelektualistów. Detken zabiegał o pielęgnowanie kontaktów kulturalnych pomiędzy Niemcami a Republiką Włoską, uczestniczył w wielu inicjatywach, w których towarzyszyli mu m.in. Giacomo Leopardi, Antonio Ranieri, Matteo Renato i Vittorio Imbraini. Dosyć szybko zdecydował się na wydawanie książek, które zaczął publikować w założonym przez siebie wydawnictwie Detken. W 1862 roku Albert Detken zawarł związek małżeński z Elisabettą Rocholl, następnie razem ze szwagrem, profesorem Uniwersytetu w Getyndze, zdecydował o wspólnym kontynuowaniu działalności wydawniczej. W ten sposób w 1874 roku doszło do powstania wydawnictwa Detken &amp;amp; Rocholl. Po śmierci Friedricha Rocholla (1872) i Detkena (1887) księgarnia przeszła w ręce Enrica (Heinricha) Detkena, który w 1903 roku nawiązał współpracę z Bernardo Johannowskym, a pięć lat później powołał go na udziałowca firmy. Johannowsky prowadził firmę wydawniczą do 1950 roku, następnie dorobek wydawnictwa przejął od niego zakonnik, ojciec Placido Mario Tropeano, dyrektor Biblioteki Montevergine w Mercogliano (Avellino) (por. Trombetta 2008: 214–215; Borselli 1975: 105–106; Tropeano 1970: 101–106).[/przypis]. Firma Detkena i Rocholla jako pierwsza we Włoszech uzyskała zgodę Henryka Sienkiewicza na publikację powieści Quo vadis w języku włoskim[przypis]Detken &amp;amp; Rocholl postarało się o prawa do przekładu Verdinois w chwili, gdy powieść ukazywała się w odcinkach na łamach „Corriere di Napoli”.[/przypis].

Szóstego marca 1899 roku utwór Sienkiewicza ukazał się w formie książki w przekładzie Verdinois pod tytułem Quo vadis. Racconto storico dei tempi di Nerone. Nakład wyjściowy wyniósł trzydzieści tysięcy egzemplarzy (tylko w roku 1899 było kilka wznowień powieści). Książka spotkała się z ogromnym zainteresowaniem czytelników. Jak donosił korespondent dziennika „Kraj” Adam Darowski (pseud. Weryha), w tym czasie Włosi zaczytywali się przeważnie we francuskich romansach. Publikacja książki zagranicznego autora w nakładzie trzech tysięcy egzemplarzy była wydarzeniem na skalę europejską — przypadek Quo vadis, które rozeszło się w nakładzie trzydziestu tysięcy egzemplarzy, okrzyknięto sukcesem światowym (Weryha 1900: 38)! Powieść była wznawiana w neapolitańskim wydawnictwie w latach 1900, 1901, 1908, 1924[przypis]W bibliotece Ossolineum we Wrocławiu znajduje się przekład Quo vadis autorstwa Verdinois, opatrzony w katalogu datą 1949, w rzeczywistości jest to wydanie z 1899 roku (MDCCCXCIX), najwidoczniej nastąpiła pomyłka w trakcie wprowadzania opisu bibliograficznego do katalogu biblioteki.[/przypis]. W roku 1900 Verdinois opracował wersję Quo vadis dla młodzieży na użytek szkolny, którą opublikowano ponownie także w roku 1909.

Sukces wydawniczy przekładu Quo vadis był tak duży, że firma wydawnicza Detken &amp;amp; Rocholl, wdzięczna Henrykowi Sienkiewiczowi za to, że jako pierwsza mogła opublikować rzymską powieść, a także z okazji jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy twórczej pisarza, postanowiła podarować mu kopię słynnej wielofigurowej rzeźby Byka Farnezyjskiego z III wieku n.e.[przypis]Wspomina o tym Julian Krzyżanowski przy okazji omawiania, w jaki sposób świętowano jubileusz Sienkiewicza poza Polską (por. Krzyżanowski 2012: 260).[/przypis] Wybór podarunku nie był przypadkowy, bowiem „rzeźba stanowiła aluzję do słynnej sceny cyrkowej z Quo vadis, w której Ursus ratuje przed niechybną śmiercią Ligię, przedstawiała synów Antiopy, przywiązujących omdlałą Dirke do rogów potężnego byka” (Wojtczak 2011: 398).

Powodzenie Quo vadis przekroczyło najśmielsze oczekiwania neapolitańskiego wydawnictwa, a odniesiony przez Enrica Detkena sukces wydawniczy nie uszedł uwadze innych firm, które postanowiły publikować powieść Polaka w tanich wydaniach (Weryha 1900: 38). Konkurencja szybko zaczęła opracowywać własne przekłady utworu, powierzając je swoim współpracownikom bądź wzorując się na przekładzie Verdinois. Dla wielu domów wydawniczych liczył się tylko czysty zysk, który gwarantowała wysoka sprzedaż.

Wydawnictwo Detken i Rocholl, widząc działania konkurencji, wystąpiło do Sienkiewicza o tzw. akt urzędowy rejentalny, na mocy którego autor Quo vadis oddał wydawnictwu wyłączne prawo do tłumaczenia, drukowania i sprzedawania swoich utworów na terenie Półwyspu Apenińskiego[przypis]Wyjątkiem były nowele, do których tłumaczenia Sienkiewicz upoważnił podobno już wcześniej Emmę z markizów Pauluccich Chludzińską (Weryha 1900: 38).[/przypis]. Po uzyskaniu tego dokumentu firma Detken i Rocholl wytoczyła proces sądowy wydawcom z Mediolanu, najpierw wydawnictwu Baldini &amp;amp; Castoldi, następnie wydawnictwom Treves, Aliprandi, G. Lubrano, A. Salani, E. Wilmant i Sonzog no (por. Giurati 1903: 179), które w przekonaniu neapolitańskiej oficyny wydawniczej skorzystały z przekładu Verdinois przy opracowywaniu własnych edycji Quo vadis Henryka Sienkiewicza. Na mocy postanowienia sądu z 19 grudnia 1899 roku policja zatrzymała w drukarni wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi wszystkie odbitki tłumaczenia Quo vadis, Rodziny Połanieckich, Potopu i Pana Wołodyjowskiego i zniszczyła kolumny przygotowane u zecerów do druku. Na niewiele jednak zdały się te działania, choć faktem jest, że planowane przez Baldini &amp;amp; Castoldi wydanie nie ukazało się w 1899 roku[przypis]Sprawozdanie z procesu zawarte jest m.in. w artykule O własność literacką Sienkiewicza (Weryha 1900: 38). O wydaniu Baldini &amp;amp; Castoldi z 1899 roku wspomina się w książce Henryk Sienkiewicz. Premio Nobel per la Letteratura 1905 (1964). W katalogach bibliotecznych nie ma jednak informacji o tym wydaniu.[/przypis].

Na posiedzeniu sądu, które odbyło się w Mediolanie 27 lutego 1900 roku, adwokaci czterech wydawnictw (Aliprandi, Baldini &amp;amp; Castoldi, Detken &amp;amp; Rocholl, Treves) starali się dojść do porozumienia w sprawie powództwa wytoczonego przez firmę Detken &amp;amp; Rocholl[przypis] Udienza 27 febbraio 1900; Pres. Fietta, Est. Cavag nari; Ditta Detken e Rocholl contro Ditta Baldini e Castoldi, Ditta Treves e Ditta Aliprandi. Il Foro Italiano. Vol. 25, Parte prima: Giurisprudenza Civile e Commerciale (1900), s. 363/364–373/374.[/przypis]. Proces ostatecznie przyniósł rozstrzygnięcie na korzyść mediolańczyków, a strona powodowa musiała zapłacić odszkodowanie wydawnictwu Baldini &amp;amp; Castoldi za zniszczone kolumny i pokryć koszty procesu. Adwokaci strony pozwanej dowodzili, iż utwory Sienkiewicza, ogłoszone w Warszawie, leżącej wówczas na terytorium zaboru rosyjskiego, nie podlegają prawom autorskim na terenie Włoch, gdyż Rosja nie przystąpiła do międzynarodowej konwencji o ochronie dzieł literackich i artystycznych (zawartej w Bernie 9 września 1886 roku). Każdy wydawca we Włoszech miał zatem prawo do tłumaczenia i wydawania dzieł Sienkiewicza. Opinie biegłych powołanych w tej sprawie były sprzeczne, ale składający zeznania współpracownicy wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi: Alceste Borella, Pier Emilio Francesconi i Maria Giovannetti (publikująca w Baldini &amp;amp; Castoldi pod pseudonimem Irma Rios) przyznali podobno, że zapoznali się z przekładem Verdinois, jednakże przy opracowywaniu tłumaczenia posiłkowali się angielskim przekładem Curtina[przypis] Por. Giurati 1903: 183. Z obszernym orzeczeniem sądu można zapoznać się w czasopiśmie sądowym „Il Filangieri. Rivista giuridica, dottrinale e pratica”, Anno XXV, 1900, s. 304–311. O procesie donosił też „Rozwój. Dziennik polityczny, przemysłowy, ekonomiczny, społeczny i literacki, ilustrowany”, 6(19) października 1900, s. 240. Nie jest jasne, jaki udział w tłumaczeniu Quo vadis mieli Alceste Borella i Pier Emilio Francesconi. Maria Giovannetti przetłumaczyła dla wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi wiele utworów Sienkiewicza. Por. przypis nr 38.[/przypis] (Giurati 1903: 180).

Procesy sądowe pomiędzy wydawcą z Neapolu a Baldinim i Castoldim ciągnęły się jeszcze do marca 1902 roku, nie doprowadziły jednak do jednoznacznych ustaleń w sprawie rzekomego plagiatu dokonanego przez wydawnictwo Baldini &amp;amp; Castoldi.

Sam Verdinois zachował w pamięci wspomniane wyżej postępowania sądowe, o czym donosił na łamach artykułu opublikowanego w roku 1908 w „Natura ed Arte”. Podkreślał w nim jednocześnie, że adwokaci reprezentujący mediolańskie wydawnictwa wskazywali, jakoby on sam dokonał przekładu z języka angielskiego. Tłumacz zaprzeczał jednak tym ustaleniom.

Tak więc w niespełna rok od pierwszej włoskiej publikacji Quo vadis możemy doliczyć się kilku innych wersji powieści, które ukazały się nakładem mniejszych i większych oficyn wydawniczych zlokalizowanych w różnych częściach Półwyspu Apenińskiego.

W tabeli 1 wyszczególniono wydawców, którzy ogłosili w roku 1900 przekłady utworu Sienkiewicza. Zestawienie to jasno wskazuje na ich duże zainteresowanie powieścią na początku XX wieku.

</document>
<document nplp_id="11515" title="Mediolańscy wydawcy Paolo Carrara i&amp;nbsp;Attilio Barion zainspirowani przekładem Verdinois" slug="mediolanscy-wydawcy-paolo-carrara-i-attilio-barion-zainspirowani-przekladem-verdinois">Chcąc przyjrzeć się bliżej temu, w jakim stopniu przekład Verdinois wykorzystało kilka innych mediolańskich firm wydawniczych, w dalszej części rozdziału przeanalizowałam transfer przekładu neapolitańczyka do wydawnictw, które opublikowały go albo pod redakcją innych osób, albo jako wersje anonimowe.

W roku 1900 opublikowano w wydawnictwie Paolo Carrara w Mediolanie[przypis]W 1863 roku Paolo Carrara założył wydawnictwo pod własnym nazwiskiem. Po śmierci Carrary w 1910 roku przejęła je jego żona Caterina. Następnie w 1913 roku firmę sprzedano Arturowi Colombo i Carlowi Somaschiniemu, który do 1943 roku prowadził ją w pojedynkę. Wydawnictwo specjalizowało się w wydaniach książek szkolnych i dla dzieci. Publikowało także utwory Corrada Colomba, Jules’a Verne’a i Giulia Tarry. Siedziba wydawnictwa uległa zniszczeniu w czasie bombardowania Mediolanu 13 sierpnia 1943 roku, w rezultacie zostało ono zlikwidowane (por. Caccia: 2013: 93).[/przypis] Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone z przypisami autorstwa Giuseppe Oberoslera (1854–1918)[przypis]Giuseppe Oberosler (1854–1918) — tłumacz z języka niemieckiego, w latach 1886–1890 współpracował z wydawnictwem Treves, następnie w latach 1890–1897 był sekretarzem ATLI (Associazione Tipografi co Libraria Italiana) i dyrektorem czasopisma „Giornale della libreria” (por. Caccia 2013: 232).[/przypis], wzorowane właśnie na wersji Verdinois. Należy podkreślić, że Paolo Carrara w roku 1900 wydał dwie wersje przekładu powieści Sienkiewicza: versione integrale (wydanie pełne) i versione purgata (wydanie oczyszczone), w tym drugim Oberosler nie dokonał jednak zbyt wielu zmian, co udało się ustalić w trakcie badań porównawczych obu wersji. Wydawnictwo Carrara wznowiło wydanie Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone jeszcze tylko raz, w roku 1908.

Do wersji opracowanej przez Oberoslera powrócono po raz ostatni w roku 1931, ukazała się ona wówczas nakładem wydawnictwa Madella &amp;amp; C. z siedzibą w Sesto San Giovanni (por. Caccia 2013: 192).

Wydawnictwo Madella to ciekawy przykład oficyny wydawniczej, która w działalności edytorskiej wielokrotnie wykorzystała sukces Quo vadis Sienkiewicza. Założone w roku 1908 przez Attilia Bariona i Francesca Madellę specjalizowało się w wydaniach powieści (autorów włoskich i zagranicznych), które cieszyły się dużą popularnością wśród czytelników. Nakładem Madella &amp;amp; C. po raz pierwszy opublikowano utwór Polaka w roku 1915, w postaci wolnej parafrazy opracowanej przez Teresę Bozzano[przypis]Na temat samej Bozzano nie udało się ustalić żadnych informacji biograficznych.[/przypis](por. rozdział I), następnie wersję tę wznowiono w roku 1916. Attilio Barion współpracował z wydawnictwem Madella do roku 1918[przypis]Attilio Barion zasłynął z tego, że wykorzystał obowiązujące we Włoszech prawo (tzw. licenza obbligatoria z 1882 roku), na mocy którego po czterdziestu latach od momentu publikacji utworu można było opublikować dzieło, płacąc jego twórcy tylko pięć procent od ceny na okładce. Książki publikowane w wydawnictwie Madella miały dzięki temu niskie ceny (por. L. Lombardi, hasło: «Barion edizioni», TESEO’900 2008; Finocchi, Gigli Marchetti 1997: 18–27).[/przypis], kiedy to podjął decyzję o założeniu własnego wydawnictwa (A. Barion), zachowując jednak udziały w Madella i współpracując z jej zaufanymi wspólnikami. Po odejściu Bariona wydawnictwo zmieniło nazwę na Madella &amp;amp; C., funkcjonowało pod nią do roku 1931, w którym zostało zamknięte.

Wczesna działalność wydawnictwa A. Barion z siedzibą w Mediolanie, przypadająca na lata 1918–1920, ograniczyła się do publikacji tytułów, które wcześniej ukazały się pod marką Madella. Były to przede wszystkim utwory kierowane do kobiet (autorstwa m.in. Caroliny Invernizio i Anny Vertuy Gentile), jak również popularne utwory pisarzy dziewiętnastowiecznych (Felice Cavallottiego i Paola Mantegazzy). W latach dwudziestych XX wieku wydawnictwo skupiło ofertę na trzech działach: klasyce literatury włoskiej, literaturze dla dzieci i młodzieży (w katalogu dominowały utwory: Hansa Christiana Andersena, Carla Collodiego, Alphonsa Daudeta, braci Grimm) i utworach wielkich pisarzy zagranicznych (takich jak Vicente Blasco Ibañez, Honoré Balzac, Joseph Conrad, Fiodor Dostojewski, Alexandre Dumas, Victor Hugo, Henryk Sienkiewicz). Bardzo ważną rolę w historii wydawnictwa Barion odegrał Ettore Fabietti (1876–1962)[przypis]Ettore Fabietti (1876–1962) — bibliotekarz włoski. Przyszedł na świat w Trifoglietto (Cetona). Po ukończeniu szkoły podstawowej nie podjął dalszej nauki z powodów rodzinnych. W wolnych chwilach uczył się samodzielnie, korzystając ze zbiorów miejscowej biblioteki. Jego upór sprawił, że w wieku dwudziestu lat przeprowadził się do Florencji, gdzie podjął pracę jako księgowy. W tym okresie związał się także ze środowiskiem socjalistycznym, poznał m.in. Renata Fuciniego, Giovanniego Marradiego i Maria Rapisardiego. Przedmiotem zainteresowania Fabiettiego stała się idea marksistowska — poświęcił jej uwagę w opublikowanej w wieku dwudziestu trzech lat rozprawie Capitale di Marx, która ukazała się nakładem wydawnictwa Nerbini. W 1901 roku przeprowadził się do Mediolanu, gdzie poznał Filippo Turatiego. Rozpoczął pracę na rzecz Società Promotrice delle Biblioteche Popolari, kontynuował też, u boku Turatiego, pracę na rzecz ruchu socjalistycznego. Od początku pobytu w Mediolanie Fabietti pozostawał pod mocnym wpływem Turatiego, który intensywnie działał w Stowarzyszeniu na Rzecz Bibliotek Publicznych i uważał, że najważniejszą rolą bibliotek jest nie tylko wypełnianie zadań edukacyjnych, lecz także promowanie kultury, organizacja życia kulturalnego, przypominanie czytelnikom o tożsamości i kulturalnym dorobku Włoch. Fabietti zwracał także pilną uwagę na doświadczenia bibliotek zagranicznych, apelował o zastosowanie we Włoszech dobrych praktyk z Niemiec, Francji, Anglii czy Stanów Zjednoczonych. W 1903 roku powstało Konsorcjum Bibliotek Publicznych, którego kierownictwo powierzono Fabiettiemu. Fabietti był aktywnym promotorem czytelnictwa wśród mediolańskiej klasy robotniczej. Sukces eksperymentu z Mediolanu zyskał rozgłos w kręgach rzymskich i doprowadził po 1908 roku do powstania Włoskiej Federacji Bibliotek Publicznych (Federazione Italiana delle Biblioteche Popolari), którą Fabietti kierował do 1926 roku, aż do momentu zdjęcia go ze stanowiska przez reżim faszystowski. Oprócz intensywnej działalności na rzecz bibliotek publicznych i czytelnictwa Fabietti pisywał poezje i utwory popularyzatorskie. Od 1912 roku, za sprawą filozofa Eugenia Rignano, był odpowiedzialny za opracowanie popularnej ówcześnie serii „Collana rossa”, która ukazywała się nakładem Federacji Bibliotek Publicznych. W latach 1908–1926 Fabietti skupiał się przede wszystkim na pracy na rzecz promocji bibliotek publicznych. Od 1919 roku współpracował z wydawnictwami, m.in. z Bemporad, gdzie powierzono mu zadanie popularyzowania i opracowywania skróconych wersji klasyków literatury europejskiej, w Paravii odpowiadał za serię „I grandi viaggi di esplorazione”. Pod koniec lat dwudziestych współpracował z Mondadorim, Vallardim, dla którego opracowywał serię „I grandi cicli storici”. W latach czterdziestych podjął współpracę z wydawnictwem Garzanti. Po wojnie powrócił do kwestii bibliotek publicznych, biorąc udział w pierwszym kongresie narodowym zorganizowanym we Florencji w 1947 roku przez Unione italiana della cultura popolare. Na początku lat pięćdziesiątych postępująca choroba sprawiła, że usunął się z życia publicznego i osiadł w rodzinnym domu w Trifoglieto. Zmarł w Solbiate 19 marca 1962 roku (por. A. Fabietti, Un pioniere dell’educazione popolare 1962: 12; R. Pisano, Fabietti Ettore, http://www.treccani.it/enciclopedia/ettore-fabietti_(Dizionario-Biografico),
dostęp: 6.02.2020; Caccia 2013: 63–64).[/przypis] — historyk, tłumacz, geograf, bibliotekarz, pisarz, poeta. W latach dwudziestych Fabietti nawiązał bezpośrednią znajomość i współpracę z Attiliem Barionem. To dzięki Fabiettiemu publikacje wydawnictwa Barion, kierowane do dzieci i młodzieży, trafiały do włoskich bibliotek publicznych i szkolnych. W wydawnictwie A. Barion Fabietti był odpowiedzialny za redakcję wstępów i przypisów do publikowanych utworów, tłumaczenia literatury klasycznej z języków angielskiego i rosyjskiego.

Nagła śmierć Bariona w roku 1932 nie wpłynęła zasadniczo na zmianę profilu wydawnictwa. Żona właściciela — Angela Fogola Barion — kontynuowała jego politykę wydawniczą, opierając się na zaufanych współpracownikach męża (byli to m.in. Ettore Fabietti, Luigi Galeazzo Tenconi, Attilio Quattrini — który reprezentował Casa editrice italiana — Pietro Caputo, Mario Confalonieri). Angela Fogola Barion założyła pod Mediolanem, w Sesto San Giovanni, spółkę akcyjną pod nazwą Casa per Edizioni Popolari, której była jedynym zarządcą. W latach trzydziestych XX wieku wydawnictwo znacznie się rozrosło. Wielkim sukcesem okazało się nabycie praw autorskich do wydawania utworów Jacka Londona, które wcześniej należały do wydawnictwa Modernissima, kontynuowano też wydawanie utworów zaliczanych do klasyki literatury włoskiej, które niejednokrotnie ukazywały się w luksusowych edycjach bibliofilskich. W okresie reżimu faszystowskiego wydawnictwo cieszyło się zaufaniem władz. Jednakże w związku z cenzurą faszystowską niektóre tytuły musiały zniknąć z oferty wydawniczej — tak stało się np. z utworem Chłopcy z Placu Broni Ferenca Molnára i dziełem Charlesa Darwina O pochodzeniu człowieka i doborze w odniesieniu do płci. Począwszy od roku 1936, wydawnictwo zaczęło popadać w trudności finansowe, m.in. z powodu bonifica del libro (ustalenia niskiej ceny publikacji książkowych przez reżim faszystowski), co ostatecznie doprowadziło do jego upadku w latach powojennych. W roku 1948 wydawnictwo Quartana z Turynu przejęło prawa autorskie do wszystkich utworów, które ukazały się nakładem Casa per Edizioni Popolari i zarządzało nimi do roku 1965, następnie turyński wydawca przekazał prawa do wszystkich utworów wydawnictwu Ugo Mursia (por. Brambilla 1996: 19–23).

Attilo Barion w założonej przez siebie w roku 1918 oficynie wydawniczej wykorzystał panującą we Włoszech modę na Sienkiewicza. Licząc na zysk, który zapewnić mogła publikacja Quo vadis, o czym przekonał się kilka lat wcześniej, pracując w wydawnictwie Madella, zdecydował się w latach 1923 i 1925 na wydanie Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone w opracowaniu Teresy Bozzano. Następnie, po tym jak nawiązał bliższe kontakty z Ettorem Fabiettim, powieść Sienkiewicza ukazała się w opracowaniu zasłużonego bibliotekarza, który zainteresował się utworem Polaka już na początku XX wieku.

W roku 1926 Attilio Barion opublikował pełne wydanie (edizione integrale) Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone pod redakcją Ettore Fabiettiego. Dokładna analiza treści publikacji z roku 1926, a także wyniki analizy stylometrycznej (por. rozdział III) pozwoliły stwierdzić, że jest ona podobna do wersji Oberoslera z roku 1900, a jak pamiętamy, Oberosler oparł się na przekładzie Verdinois (por. rozdział I). Biorąc pod uwagę te informacje, nie można uznać wersji Fabiettiego w żadnym razie za pełną, bo tekst Oberoslera był już skróconą wersją tłumaczenia Verdinois, dodatkowo opracowanie Fabiettiego zawiera zmiany wynikające z uaktualnienia języka. Barion (a po jego śmierci — wdowa po nim) wykorzystał pracę Fabiettiego jeszcze kilka razy, publikując ją w latach: 1927, 1929, 1930, 1932, 1933, 1934, 1940[przypis]Po śmierci Bariona, kiedy wydawnictwo przeszło w ręce jego żony, na stronie tytułowej Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone pojawił się zapis: Edizioni A.Barion della Casa per Edizioni Popolari S.A. Sesto San Giovanni (Milano).[/przypis].

O popularności Fabiettiego i jego opracowania może świadczyć także to, że w latach trzydziestych został on poproszony o przygotowanie nowej wersji Quo vadis we współpracy z rosyjską tłumaczką Marią Racowską[przypis]Maria Racowska czy też Rakovskaja (Karklina) urodziła się w roku 1881 w Kałudze. Dzieciństwo i młodość spędziła w Odessie, do Włoch przyjechała około roku 1920 i pozostała już do śmierci, do roku 1960. Tłumaczka literatury polskiej i rosyjskiej. Ostatnie lata życia spędziła w „Villa Olanda”, ośrodku dla emigrantów rosyjskich, w Torre Pellice w pobliżu Turynu. Przetłumaczyła jeszcze jeden utwór Sienkiewicza: L’organista di Ponikla (Organista z Ponikły), który ukazał się w 1932 roku nakładem turyńskiego wydawnictwa Slavia (por. rozdział I, przypis 135; http://archive.odessa.gov.ua/fi les/derjarhiv/PUBLIC/books/2016_ais-2/2016_ais-2_0290–0308.pdf, dostęp: 6.02.2020).[/przypis]. Przekład pod tytułem Quo vadis? z szesnastoma ilustracjami Luigiego Melandriniego ukazał się po raz pierwszy w roku 1932 nakładem wydawnictwa Antonio Vallardi w Mediolanie[przypis]Antonio Vallardi (1813–1876) działalność wydawniczą rozpoczął w 1843 roku. Od wczesnych lat dziecięcych wzrastał w otoczeniu książek i sztuki. Już w 1745 roku dziadek Antonia, Francesco Cesare, otworzył w Mediolanie księgarnię. W 1876 roku po śmierci Vallardiego firma przeszła w ręce synów: Pietra (1852–1927) i Giuseppe (1854–1916). Synowie postanowili unowocześnić firmę ojca i nadać jej nowy kształt, bardziej odpowiadający ówczesnej sytuacji gospodarczo-społecznej Włoch — wydawnictwo wyspecjalizowało się w książkach szkolnych, literaturze edukacyjnej i popularnej. W 1887 roku otwarto filę wydawnictwa w Rzymie, a w roku 1890 w Neapolu. Sukces wydawnictwa w głównej mierze opierał się na sprawnym zarządzaniu, łączeniu działalności edytorskiej i m.in. dostawie wszelkiego rodzaju sprzętu do szkół (ławek, tablic, zabawek edukacyjnych). Począwszy od roku 1908, działalność rodzinną kontynuował Antonio Vallardi (1882–1965). W 1925 roku razem z innymi wydawcami (Cappelli, Vallecchi, Zanichelli) podpisał dokument, w którym zadeklarował poparcie dla ruchu faszystowskiego (por. Tranfaglia, Vittoria 2007: 249). W okresie trwania tego reżimu wydawnictwo A. Vallardi czynnie wspierało działania władz, dzięki czemu uzyskało zgodę na wydawanie materiałów niezbędnych do przeprowadzanej w 1923 roku reformy szkolnictwa. Wprowadzenie podręczników państwowych (libri di stato) w 1930 roku zachwiało pozycją finansową firmy, jednak nie doprowadziło do jej upadku. Ogromny wpływ na funkcjonowanie firmy miał Guido Fabbiani, który kierował nią do czasu II wojny światowej. W 1943 roku podczas bombardowania Mediolanu zniszczeniu uległy siedziba i archiwum firmy A. Vallardi (por. Caringi 1999; Caringi, Morandini, hasło: «Vallardi Antonio», TESEO 2003; Caccia 2013: 319).[/przypis]. Nie jest do końca jasne, czy Racowska opracowała przekład na podstawie polskiego wydania czy też z którejś z wersji rosyjskich. Niemniej jednak był on kilkakrotnie wznawiany, ukazał się w latach: 1945, 1952, 1958, 1962, 1963.

W roku 1934 nakładem wydawnictwa Vallardi światło dzienne ujrzał jeszcze jeden przekład Quo vadis, opatrzony informacją: traduzione dal testo originale polacco. Riduzione con note per la gioventù e per le scuole (Przekład z języka polskiego. Wydanie skrócone z przypisami dla młodzieży i szkół) pod redakcją Fabiettiego, ponownie z ilustracjami Melandriniego. Publikacja została zatwierdzona przez ówczesne władze kościelne i dopuszczona do druku za zgodą księdza Giovanniego M. Stoppaniego. Wydanie to zawiera kilkustronicowy wstęp autorstwa Fabiettiego, w którym objaśnia on młodym czytelnikom główne idee powieści Sienkiewicza. Pomimo braku informacji o autorze przekładu porównanie wersji z roku 1932 i z 1934 nie pozostawia wątpliwości, że jest to tłumaczenie Racowskiej. Warto podkreślić, że w wydaniu dedykowanym młodym czytelnikom zamieszczono stosowne przypisy, które miały ułatwić lekturę powieści.

Sam Fabietti w roku 1932 opublikował na łamach czasopisma „Pegasus” artykuł poświęcony przekładom opublikowanym we Włoszech w latach 1920–1930 (Fabietti 1932: 82–93), w którym zwracał uwagę na praktyki tłumaczeniowe stosowane przez większość włoskich wydawców, polegające na posiłkowaniu się przekładami z języka francuskiego przy opracowywaniu powieści angielskich, niemieckich i rosyjskich. Wyraźnie wskazuje w nim, czym takie działania skutkowały — powstały w ten sposób „cykl przekładowy” nieuchronnie był obarczony błędami, jakie pojawiają się przy przekładach na kolejne języki. Przy tej okazji Fabietti wspomina tylko o dwóch tłumaczach języka rosyjskiego: Verdinois i Ninie Romanowskiej, którzy tłumaczyli na język włoski bezpośrednio z języka rosyjskiego (choć w przypadku literatury polskiej dokonywali właśnie przekładów pośrednich, posiłkując się językiem rosyjskim). W obszernym artykule Fabiettiego znajdziemy także odniesienie do Quo vadis. Autor podkreślał w nim, że tylko czytelnicy o konserwatywnym i tradycjonalistycznym podejściu do literatury — a do takich zaliczał w pierwszym rzędzie rolników i robotników włoskich — pozostaną wierni autentycznym arcydziełom, do jakich jego zdaniem należały utwory Chata wuja Toma i Quo vadis (Fabietti 1932: 86).

W tym miejscu warto wspomnieć także o przekładach Quo vadis, które zaczęły ukazywać się w wydawnictwie Uga Mursii począwszy od roku 1970. Mursia wykupił od turyńskiego wydawnictwa Quartana prawa do wszystkich publikacji Bariona, w tym do Quo vadis, dzięki czemu zyskał możliwość wykorzystania „pierwotnej” wersji opracowania Fabiettiego, który w roku 1970 już nie żył. Z nieznanych powodów wydawnictwo Mursia zdecydowało się jednak na wydanie adaptacji opartej na wersji opracowanej przez duet Fabietti-Racowska, opublikowanej w latach trzydziestych w wydawnictwie Vallardi, pomijając na stronie redakcyjnej nazwisko Racowskiej.

Tak więc od roku 1970 nakładem Mursii ukazywały się adaptacje Quo vadis dla młodzieży opatrzone nazwiskiem Fabiettiego jako tłumacza. Natomiast w połowie lat osiemdziesiątych redaktorzy tego wydawnictwa uznali, że wersję Fabiettiego należy nieznacznie zmodyfi kować. Zadanie to powierzono młodej Laurze Cioni[przypis]Laura Cioni (1951) — absolwentka kierunku storia medievale na Università Cattolica w Mediolanie. Po ukończeniu studiów pracowała przez wiele lat jako nauczycielka w liceum. Począwszy od drugiej połowy lat osiemdziesiątych nawiązała współpracę z wydawnictwami, m.in. Rizzoli, Marietti, Mursia, w których publikowała przede wszystkim opracowania do lektur szkolnych. Dane za: Laura Cioni, IlSussdiario.net, https://www.ilsussidiario.net/autori/laura-cioni/, dostęp: 6.02.2020. Niektóre informacje uzyskano podczas wywiadu z Laurą Cioni, przeprowadzonego przez Katarzynę Biernacką-Licznar w lutym 2020 roku.[/przypis], która miała opracować przypisy do szkolnego wydania powieści polskiego autora. Pracę Cioni nadzorował redaktor Piero Bajetta. Z informacji uzyskanych od jego córki, Eleny Marii Bajetty, wynika, że w latach siedemdziesiątych Giovanni Cristini, redaktor serii dla młodzieży w wydawnictwie Mursia[przypis]Informacje pozyskane przez Katarzynę Biernacką-Licznar od Eleny Marii Bajetty w marcu 2020 roku.[/przypis], najprawdopodobniej sam przygotował uwspółcześnioną wersję Quo vadis na podstawie opracowania Fabiettiego. To właśnie na tak zmodyfikowanej wersji pracowała następnie Cioni, przygotowując przypisy do szkolnego wydania powieści. Z niewiadomych powodów w wersji poprawionej przez Cristiniego wydawnictwo nie zamieściło nigdy informacji o tłumaczu, zdecydowało się wyłącznie na podanie informacji o redaktorze (a cura di): Laurze Cioni.

Z przedstawionych powyżej ustaleń wynika, że chociaż wydawnictwo Mursia publikowało równolegle dwie wersje Quo vadis, jedną „autorstwa” Fabiettiego i drugą Cioni, obie są w rzeczywistości tym samym uaktualnionym tekstem Fabiettiego i Racowskiej z roku 1932, za którego zmodyfikowaną wersję odpowiadał z dużym prawdopodobieństwem Giovanni Cristini.</document>
<document nplp_id="11516" title="Casa Editorice Gloriosa, Romano Salvatore i&amp;nbsp;Editoriale Romana &amp;#8211; Popularyzatorzy przekładu Federiga Verdinois" slug="casa-editorice-glriosa-romano-salvatore-i-editoriale-romana-popularyzatorzy-przekladu-federiga-verdinois">O ile opracowania Fabiettiego z lat dwudziestych były wzorowane na wersji Oberoslera, który z kolei opierał się na tłumaczeniu Verdinois, o tyle Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone wydane przez mediolańską Casa Editrice Gloriosa[przypis]Casa Editrice Gloriosa została założona w Mediolanie przez Nina Vitagliano, który po cesji wydawnictwa Vitagliano na rzecz Bemporad założył wydawnictwo Gloriosa (1920). Wydawnictwo zostało zamknięte w 1932 roku. Po wojnie oficyna wydawnicza ponownie rozpoczęła działalność za sprawą wdowy po Vitagliano, Ottavii Mellone. W katalogu wydawniczym Gloriosy znajdowały się m.in. powieści Salgariego, Zoli, Dumasa (por. Caccia 2013: 159).[/przypis], w latach 1921 i 1923, to klasyczny plagiat wersji Verdinois (por. rozdział III).

Jak wspomniano wcześniej, przekład Verdinois stał się pierwowzorem kilku innych wersji Quo vadis, wśród których warto odnotować także opracowanie Vincenza Arabii. Edycja ta jest o tyle ciekawa, że ukazała się kilkakrotnie w dwóch różnych wydawnictwach. W roku 1901 nakładem neapolitańskiego wydawnictwa Romano Salvatore[przypis]W roku 1889 księgarz i wydawca Romano Salvatore przejął firmę swojego ojca Antonia. Wydawnictwo specjalizowało się w wysokiej jakości publikacjach autorów włoskich i zagranicznych. Publikowało utwory Gabriela D’Annunzia, Edmonda De Amicisa, Antona Giulia Barrilego, Matilde Serao i autorów neapolitańskich. Oferowało przekłady powieści francuskich (Honoré Balzaca, Alfreda de Musseta, Alphonse’a Daudeta, Gustave’a Flauberta), rosyjskich (Fiodora Dostojewskiego, Lwa Tołstoja i Maksyma Gorkiego), a także Sienkiewicza. Na początku XX wieku nakładem Romano Salvatore zaczęły ukazywać się m.in. podręczniki szkolne. Wydawnictwo zakończyło działalność wydawniczą podczas I wojny światowej, natomiast sam Romano w latach dwudziestych kontynuował działalność księgarską. Ostatecznie wydawnictwo Romano Salvatore zostało zamknięte w 1931 roku (por. Ascenzi 2003: 544; Tumino, hasło: «Romano Salvatore, libraio-editore», TESEO’900).[/przypis] ukazało się wydanie: Quo vadis? Romanzo storico dei tempi di Nerone[przypis]Co ciekawe, przekład Quo vadis w opracowaniu Arabii ukazał się w wydawnictwie Salvatore Romano z ilustracjami podpisanymi: R. Bong, X.A., S. Cozzolino, Rothaug i C.S.; i autotypiami podpisanymi: B. Caporicci, następnie te same ilustracje zostały zamieszczone w wydaniach opublikowanych nakładem wydawnictwa Bietti z Mediolanu. Ponadto Arabia opracował dla wydawnictwa Romano opowiadanie Sienkiewicza pt. Pójdźmy za Nim! (Seguiamolo!), które ukazało się w latach 1901, 1904, 1909.[/przypis] z adnotacją, że przekład został przejrzany i poprawiony przez Vincenza Arabię[przypis]Na temat Arabii nie udało się ustalić żadnych szczegółów biograficznych, poza tym, że pracował jako nauczyciel i tłumacz oraz współpracował głównie z wydawnictwami neapolitańskimi: De Angelis (które działało w latach 1858–1905) i Casa Editrice Chiurazzi Luigi, które było aktywne na rynku wydawniczym w latach 1848–1940. Arabia tłumaczył z francuskiego, m.in. utwory Émile’a Zoli. (Na podst. danych z: opac.sbn.it, dostęp: 6.02.2020).[/przypis]. Następnie ta sama wersja opracowana przez Arabię była wznawiana przez wydawcę z Neapolu w latach 1904, 1905 i 1906. W roku 1908 wykorzystało ją także wydawnictwo Bietti z Mediolanu, które publikowało następnie przekład Arabii w latach 1909–1930 (por. tabela 2).



Z kolei rzymskie wydawnictwo Editoriale Romana w 1940 roku opublikowało przekład Quo vadis opracowany przez nowelistę, pisarza i tłumacza Alfreda Pittę (1874–1951)[przypis]Alfredo Pitta współpracował z dużymi wydawnictwami: Sonzogno, Mondadori, Nerbini, i małymi oficynami wydawniczymi, gdzie ogłaszał swoje utwory, przede wszystkim powieści detektywistyczne, które publikował m.in. pod pseudonimem Norman Charger. Jest autorem blisko dwustu przekładów z języków: angielskiego, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego.[/przypis], który co prawda nie znał języka polskiego, tłumaczył jednak z angielskiego, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Można przypuszczać, że do przygotowania swojego tłumaczenia wykorzystał któryś z dostępnych na rynku przekładów włoskich lub zagranicznych.

Co ciekawe, w roku 1944 nakładem rzymskiego Editoriale Romana ukazały się dwa wydania powieści Sienkiewicza, wznowienie przekładu Pitty oraz wydanie anonimowe, zatytułowane Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone, które począwszy od strony numer 6 jest plagiatem wersji Verdinois.</document>
<document nplp_id="11517" title="Romano Salvatore i&amp;nbsp;Ferdinando Bideri &amp;#8211; Neapolitańscy Wydawcy Quo Vadis" slug="romano-salvatore-i-ferdinando-bideri-neapolitanscy-wydawcy-quo-vadis">Nakładem wydawnictwa Romano Salvatore, wspomnianego już przy okazji publikacji przekładu Arabii, ukazało się w roku 1913 wydanie Quo vadis? Romanzo storico dei tempi di Nerone opracowane przez poliglotę, profesora Eugenia Wenceslao Foulquesa[przypis]Eugenio Wenceslao Foulques (1852–1928) był synem pochodzącego z Lyonu Francois Xaviera Eugène’a Foulquesa i Mary Anne Gullet. Rodzice Eugenia poznali się w Moskwie. Jego ojciec pracował zawodowo jako nauczyciel języków obcych: angielskiego i francuskiego. Po śmierci żony przeprowadził się razem z synami na Sycylię, w Modice podjął pracę w Istituto tecnico, gdzie nauczał języków obcych. Z Modiki przeniósł się następnie do Neapolu. Eugenio Wenceslao od wczesnego dzieciństwa wzrastał w otoczeniu języków obcych. To pozwoliło mu opanować języki: angielski, francuski, niemiecki, włoski, a także rosyjski. W dorosłym życiu zarobkował jako nauczyciel i tłumacz. W 1877 roku współpracował z „Corriere del Mattino Letterario” i z „Fantasio”. Foulques założył w Neapolu wypożyczalnię książek Librairie XX, a także wydawnictwo Poliglotta. Współpracował z neapolitańskimi wydawnictwami, m.in. Bietti, S. Romano i Lubrano (por. Guccione 2005).[/przypis]. Zanim jednak opublikowano je w neapolitańskim wydawnictwie Romano Salvatore, ukazało się ono dwukrotnie (w latach 1900, 1901) nakładem innego neapolitańskiego wydawnictwa Lubrano Giuseppe[przypis]Wydawnictwo to posługiwało się kilkoma nazwami: Lubrano Giuseppe, a także: Lubrano Francesco, Lubrano Luigi &amp;amp; C. editore, libreria antiquaria. Założycielem rodzinnej firmy był Francesco Lubrano, który około 1884 roku uruchomił drukarnię, a w dalszej kolejności wydawnictwo. Początkowa działalność wydawnicza rodziny Lubrano ukierunkowana została przez syna Francesca, Giuseppe Lubrano, na publikowanie poczytnych powieści zagranicznych, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem ówczesnych odbiorców. Tym samym w katalogu wydawnictwa znalazły się publikacje m.in. Victora Hugo, Émile’a Zoli, Henryka Sienkiewicza i popularnych wówczas autorów włoskich (Cesarego Cantù, Francesca Dall’Ongaro, Tommasa Grossiego, Francesca Domenica Guerrazziego), do tego wydawnictwo publikowało regularnie klasykę literatury włoskiej. Dosyć mocno rywalizowało z silną konkurencją w samym Neapolu oraz z dużymi domami wydawniczymi rozproszonymi po całych Włoszech. W 1914 roku Giuseppe Lubrano przekazał stery firmy swojemu ojcu — Francescowi. Od tej pory wydawnictwo wypuszczało w obieg nie tylko utwory literackie, ale również wiele publikacji o tematyce medycznej i prawniczej. W 1916 roku Francesco Lubrano przekazał interes Luigiemu (drugiemu synowi). Po zakończeniu I wojny światowej produkcja wydawnictwa ukierunkowała się na publikacje szkolne. Wydawnictwo zakończyło działalność w 1934 roku, po wcześniejszym ogłoszeniu upadłości (1932). (Por: R. Tumino, hasło: «Lubrano Giuseppe, editore Lubrano Francesco, stabilimento tipografi co, Lubrano Luigi &amp;amp; C. editore, libreria antiquaria, TESEO’900 2003).[/przypis], a w roku 1904 zostało opublikowane przez Gabriela Reginę, neapolitańskiego księgarza i wydawcę, współpracującego z Franceskiem Lubraną. W wersji Foulquesa nie odnotowano podobieństw do przekładu Verdinois, co może świadczyć o tym, że tłumacz nie posiłkował się przekładem „tłumacza Sienkiewicza”.

Utwór Polaka ukazał się dosyć szybko również w innym wydawnictwie neapolitańskim, którego właścicielem był Ferdinando Bideri[przypis]Ferdinando Bideri (1850–1930) — urodzony w Neapolu, w 1876 roku założył libreria-casa editrice (księgarnię-wydawnictwo) w Palazzo Liotti przy ulicy Università Vecchia 9. W roku 1883, po sprowadzeniu z Niemiec, Anglii i Stanów Zjednoczonych nowoczesnych maszyn drukarskich, otworzył drukarnię przy ulicy Constatinopoli, następnie przeniósł siedzibę firmy na ulicę S. Pietro a Majella 16. Pod koniec XIX wieku Bideri był już jednym z bardziej znanych wydawców neapolitańskich. Publikował nie tylko utwory twórców neapolitańskich, ale także powieści popularnych twórców fin de siècle, utwory poświęcone muzyce i sztuce. W jego ofercie wydawniczej znalazły się m.in. wydania: O funneco verde, O munasterio e la Cronaca del Teatro San Carlino Salvatorego Di Giacomo, jak również Il „romanzo proibito” Gabriela D’Annunzia, a także utwór Innocente. W wydawnictwie Bideriego opublikowane zostały także przekłady Lwa Tołstoja i Fiodora Dostojewskiego. W 1891 roku Ferdinando Bideri założył ilustrowany tygodnik literacko-muzyczny „La tavola rotonda”, z którym współpracowali m.in. Benedetto Croce, Matilde Serao, Edoardo Scarfoglio, młodzi Luigi Pirandello i Giovanni Pascoli. Na łamach tygodnika, zgodnie z ówczesną modą, ogłaszano fragmenty utworów literackich. W latach 1914–1940 dyrektorem czasopisma był Achille Macchia. Dużym sukcesem okazała się publikacja w wydawnictwie Bideri następujących utworów: Madame Bovary Flauberta (1903), I vagabondi Gorkiego (1905) i Quo vadis Sienkiewicza (1902). Działalność wydawnicza Ferdinanda Bideriego uległa spowolnieniu podczas I wojny światowej. Po śmierci Bideriego firma przeszła w ręce jego córki Valentiny Bideri. W 1964 roku Valentina przekazała firmę siostrze Flavii Bideri. Wydawnictwo działa do dzisiaj w Neapolu i jest jednym z najważniejszych w zakresie publikacji poświęconych popularnej muzyce neapolitańskiej (A. Barausse, hasło: «Bideri Ferdinando, libreria, tipografi a, casa editrice», TESEO’900 2003; http://www.casabideri.it/blog/, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], dziennikarz, poeta i pasjonat muzyki, a przy tym człowiek obdarzony zmysłem technicznym.

Quo vadis, po raz pierwszy opublikowane w wersji opracowanej przez Ferdinanda Bideriego w roku 1902, następnie było wielokrotnie wznawiane w latach 1905–1937. Od 1918 roku większość wydań ukazywała się z przedmową pisarza i krytyka literackiego Achille Macchii[przypis]Achille Macchia (1885–19..) — poeta, dziennikarz, tłumacz. Od 1891 roku związany z Neapolem (por. D’Ambrosio 1990: 13–14; Rovito 1907; https://archive.org/stream/letteratiegiorna00roviuoft/letteratiegiorna00roviuoft_djvu.txt, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], bliskiego współpracownika Bideriego.

Sam Ferdinando Bideri na początku działalności wydawniczej trudnił się także przekładami, przede wszystkim z języka francuskiego. Nie udało się ustalić z całą pewnością, czy opracowując przekład Quo vadis, oparł się na wcześniejszych przekładach włoskich czy na którejś z licznych wersji z innych języków obcych[przypis]Na temat wydawnictwa Bideri por. Villevieille Bideri 1986; Dizionario degli editori musicali italiani 2000: 76–77.[/przypis]. Jak wynika z tabeli 3, w której zestawiono wydania Quo vadis opublikowane przez wydawców neapolitańskich, to właśnie w wydawnictwie Bideriego ukazało się najwięcej wydań polskiej powieści, zdecydowanie mniej aktywne były wydawnictwa Romana Salvatorego i Giuseppe Lubrano. W odniesieniu do wydawnictwa Detken &amp;amp; Rocholl nie zaznaczono dodruków, które w dużej liczbie ukazały się przede wszystkim w latach 1899–1900. Niestety z informacji zawartych w katalogach wydawniczych nie wynika, w jakich nakładach Quo vadis było drukowane w poszczególnych wydawnictwach. Po roku 1937 zainteresowanie utworem Sienkiewicza wśród wydawców neapolitańskich wygasło. Co ciekawe, wydawnictwo Bideriego, jedyne, które prowadzi działalność wydawniczą do dziś, nie powróciło już nigdy do wznowienia powieści.

</document>
<document nplp_id="11518" title="Baldini &amp;#038; Castoldi, Aliprandi, Fratelli Treves &amp;#8211; o&amp;nbsp;Mediolańskich &amp;#8222;perypetiach&amp;#8221; Quo Vadis" slug="baldini-castoldi-aliprandi-fratelli-treves-o-mediolanskich-perypetiach-quo-vadis">W chwili, gdy sława Sienkiewicza rozeszła się lotem błyskawicy po Włoszech, nowe przekłady Quo vadis zaczęły pojawiać także w innych miastach, przede wszystkim w Mediolanie. Pod koniec XIX wieku, jak zauważa Ada Gigli Marchetti (2000:11), w prowincji Mediolanu działało 196 wydawnictw, z których zdecydowana większość miała siedzibę w stolicy Lombardii. Do największych domów wydawniczych wówczas działających zaliczano m.in. Sonzogno, Treves, Vallardi. Ówczesne wydawnictwa charakteryzowała dywersyfikacja oferty — publikowały zarówno czasopisma, jak i książki. W roku 1905 ukazywały się w Mediolanie 323 dzienniki, z których 13 wychodziło codziennie. Przeobrażenia gospodarcze i kulturalne dokonujące się we Włoszech na początku XX wieku i po I wojnie światowej wywarły ogromny wpływ na rynek prasowy Mediolanu. Istotne zmiany nastąpiły na rynku księgarsko-wydawniczym i drukarskim. Obok firm o długiej i ustalonej tradycji w mieście pojawili się nowi księgarze, którzy wprowadzili na rynek mediolański nowe rozwiązania organizacyjne (np. Bietti, Mondadori, Bompiani, Alpes, Rizzoli). Początkowo ich katalogi były nastawione na odbiorców literatury pięknej, choć niektórzy próbowali urozmaicać ofertę, podejmując nakłady książek dla dzieci i młodzieży, naukowych oraz tekstów muzycznych. Na przełomie stuleci działalność nakładową prowadzili nie tylko księgarze, drukarze i wydawcy, o publikowanie poczytnych tytułów zabiegały również towarzystwa naukowe i instytucje kulturalne.

Dosyć szybko ugruntowaną pozycję na mediolańskim rynku księgarsko-wydawniczym zyskała sobie założona 7 października 1897 roku oficyna wydawnicza Ettore Baldiniego i Antenora Castoldiego, w której udziałowcami byli Alceste Borella i poeta Gian Pietro Lucini[przypis]Lucini bardzo szybko zrezygnował ze współprowadzenia firmy. W 1932 roku w wydawnictwie pojawił się Enrico Castoldi, który zarządzał wydawnictwem razem z ojcem i Baldinim. W roku 1940 Enrico Castoldi zastąpił Baldiniego (por. Caccia 2013: 61).[/przypis]. Siedzibą firmy Baldini Castoldi &amp;amp; C. były pomieszczenia w prestiżowej Galleria Vittorio Emanuele w samym centrum Mediolanu. Początkowo podstawą oferty były utwory Antonia Fogazzara, następnie oferowano edycje innych popularnych twórców: Anny Marii Zuccari (pseud. Neera), Uga Ojettiego, a od roku 1910 — Guida Da Verony i Salvatore Gotty. Wydawnictwo Baldiniego i Castoldiego zdecydowało się na publikowanie utworów zagranicznych twórców w serii I grandi successi stranieri, o którą szczególnie zabiegał Enrico Castoldi, syn Antenora Castoldiego[przypis]Od 1940 roku wydawnictwo notowało spadek sprzedaży, który ostatecznie doprowadził w latach siedemdziesiątych do upadku firmy. Wydawnictwo nie zostało zamknięte, jednak aż do roku 1991 nie ukazała się żadna publikacja. W tym samym roku Alessandro Dalai, pełniący obowiązki prezesa w firmie Elemond (Electa i Einaudi), rozpoczął starania o odbudowę marki Baldini &amp;amp; Castoldi. Jego działania doprowadziły w 2003 roku do powstania firmy pod nazwą Baldini Castoldi Dalai Editore, następnie B.C. Dalai Editore. W 2011 roku firma zmieniła nazwę na Dalai Editore, a nazwę „Baldini &amp;amp; Castoldi” nadano jednej z serii wydawniczych. W kolejnych latach spółka borykała się z problemami finansowymi, które doprowadziły ostatecznie w 2017 roku do wykupienia wydawnictwa przez duży dom wydawniczy La Nave di Teseo (por. La Nave di Teseo ha comprato Baldini e Castoldi, IlPost.it, https://www.ilpost.it/2017/06/15/nave-di-teseo-comprato-baldini-e-castoldi/,Baldini+Castoldi, Wikipedia.it, https://it.wikipedia.org/wiki/Baldini%2BCastoldi, dostęp: 6.02.2020).[/przypis]. W tej serii publikowano przede wszystkim autorów rosyjskich, a także Sienkiewicza.

Domenico Giurati w książce Il plagio, a także autorzy artykułów, które ukazały się w prasie włoskiej i polskiej w roku 1900[przypis]Por. przypis 14.[/przypis], zwracają uwagę, że w wydawnictwie Baldini &amp;amp; Castoldi planowano wydanie Quo vadis już w 1899 roku. Jednak z powodu procesu wytoczonego przez firmę Detken &amp;amp; Rocholl publikacja ta nie ukazała się wówczas drukiem. W wersji anonimowej opublikowano ją w roku 1900. Nie znamy przyczyny, dla której wydawcy nie zdecydowali się na zamieszczenie informacji o autorach przekładu, za który byli prawdopodobnie odpowiedzialni: Alceste Borella, Pier Emilio Francesconi i Maria Giovannetti (Giurati 1903: 180).

Ostatnie nazwisko należy do Marii Giovannetti, posługującej się pseudonimem Irma Rios[przypis]Maria Giovannetti (zm. w 1914) posługiwała się pseudonimem Irma Rios. Autorka przekładów: Lewisa Wallace’a (Ben-Hur, Aliprandi, Milano 1901), Ernsta Wernera (Novelle, Treves, Milano 1903; Messaggeri di primavera, Treves, Milano 1898; Il vincitore, Treves, Milano 1910; Caccia grossa, Treves, Milano 1902). Przetłumaczyła także wiele utworów Henryka Sienkiewicza. Współpracowała z „Rasseg na Nazionale”, gdzie publikowała artykuły, a nawet ogłaszała własne powieści (por. niepublikowana praca doktorska M.C. Vignuzzi, La partecipazione femminile al giornalismo politico-letterario, Italia e Francia tra Otto e Novecento; Rasseg na Nazionale 1914: 552; rozdział I).[/przypis]. Warto wspomnieć, że w roku 1900 nakładem oficyny Baldini &amp;amp; Castoldi ukazało się kilka innych utworów Sienkiewicza w jej przekładzie: Lilliana (1900), Pan Michele Volodyovski (1900); I cavalieri della Croce (1901); Il diluvio (1901); Il vortice: romanzo (1913)[przypis]W nawiasach podaję polskie tytuły utworów Sienkiewicza przetłumaczone przez Irmę Rios dla wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi: Lilliana (Przez stepy); Pan Michele Volodyovski (Pan Wołodyjowski); I cavalieri della Croce (Krzyżacy); Il diluvio (Potop); Il vortice: romanzo (Wiry).[/przypis]. Rios na początku XX wieku współpracowała dosyć intensywnie także z innymi wydawnictwami mediolańskimi, m.in. z Aliprandi, Treves, Pia Società San Paolo, Paolo Carrara, ogłaszając w nich przede wszystkim przekłady z języka angielskiego i niemieckiego, czasami z języka rosyjskiego.

W ofercie Baldiniego i Castoldiego Quo vadis pojawiło się wielokrotnie w latach 1900–1924. Dostępne dane bibliograficzne wskazują, że powieść miała co najmniej osiem wydań (nie licząc dodruków w poszczególnych latach), które nigdy nie zostały opatrzone nazwiskiem tłumacza.

Dlaczego nie zdecydowano się na ujawnienie tożsamości autorów przekładu? Tego dzisiaj nie wiemy, można jedynie przypuszczać, że duży wpływ mógł mieć na to wspomniany już proces z neapolitańskim wydawnictwem. Warto dodać, że wersja opracowana w wydawnictwie Baldini &amp;amp; Castoldi podzieliła los przekładu Verdinois. Mediolańskie (i nie tylko) wydawnictwa przywłaszczyły sobie ową „anonimową” pracę i zaczęły wydawać ją w lekko zmodyfikowanych formach w kolejnych dziesięcioleciach.

W głośnym procesie o prawa do przekładów Sienkiewicza jedną ze stron było wydawnictwo Aliprandi, założone w Mediolanie w roku 1894 przez Carla Aliprandiego oferującego na rynku us ługi wydawnicze, typograficzne i księgarskie[przypis]W roku 1901 Carlo Aliprandi postanowił powiększyć liczbę wspólników, tym samym o kształcie wydawnictwa od tej pory współdecydowali: Giuseppe Abbiati, G. Barozzi, C. Mauri, Ferdinando Du Chene, Giuseppe Damiano, Giorgio Venturini i Adriano Felicelli. W roku 1915 spółka popadła w poważne tarapaty finansowe (Caccia 2013: 34–35).[/przypis]. Po śmierci założyciela, w roku 1920, wdowa po nim Selina Wettstein razem z Cesarem Doninim przekształcili firmę w spółkę partnerską, a następnie w roku 1921 w spółkę akcyjną. Firma w tej formie przetrwała do roku 1924. Co ciekawe, źródła podają, że wydawnictwo publikowało przede wszystkim utwory dwóch autorów: Corrada Colomba i Henryka Sienkiewicza. Nakładem Aliprandi ukazało się w roku 1900 opowiadanie Sienkiewicza o treści religijnej, zatytułowane Pójdźmy za Nim! (Seguiamolo!), którego akcja toczy się w starożytnym Rzymie. Za przekład była odpowiedzialna niejaka Alessandrina Groer[przypis]Najprawdopodobniej korespondentka warszawska gazety „Gazzetta musicale di Milano”. Być może spokrewniona ze znanym warszawskim lekarzem Franciszkiem Ksawerym Karolem Groerem (1848–1910). (Por. Conati 2008; The RIPM Consortium, Ltd. Répertoire international de la presse musicale, www.ripm.org, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], w tym samym roku w oficynie Aliprandi ukazał się jeszcze zbiór nowel Sienkiewicza, ponownie w przekładzie Groer[przypis]Warto dodać, że przekłady opracowane przez Groer ukazywały się także w wydawnictwie Casa Editrice Lodovico Felice Cogliati, które specjalizowało się w publikowaniu utworów o tematyce religijnej. Wydawnictwo Cogliatiego chętnie wykorzystywało przekłady Groer, co może świadczyć o kontaktach pomiędzy Aliprandim a Cogliatim (Caccia 2013: 104).[/przypis]: Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela (Le memorie di un precettore) i Janko muzykant (Il piccolo musicista), a także opowiadania Natura e vita (Szkice z natury i życia) w anonimowym przekładzie. O Quo vadis nie ma wzmianki w żadnym z dostępnych opracowań bibliograficznych i pomimo intensywnych poszukiwań na wielu aukcjach antykwarycznych nie udało się odkryć żadnego wydania opublikowanego w tym wydawnictwie. Tym samym jedyną informacją, na podstawie której można wnioskować, że wydawnictwo Aliprandi planowało publikację Quo vadis, są dokumenty z procesu o własność literacką Sienkiewicza z 1900 roku.

W procesie wytoczonym przez firmę Detken &amp;amp; Rocholl uczestniczyło także mediolańskie wydawnictwo braci Treves. Jego założycielem był pochodzący z Triestu Żyd Emilio Treves, który 1 stycznia 1861 roku ogłosił w Mediolanie powstanie domu wydawniczego Emilio Treves[przypis]Początkowo nakładem oficyny ukazywały się utwory literackie poetów i pisarzy związanych z ruchem literackim i artystycznym, który narodził się w Mediolanie i w Turynie w latach sześćdziesiątych XIX wieku i określany był terminem scapigliatura. Oficyna Emilia Trevesa już w roku 1867 nabyła własną drukarnię, co pozwoliło jej na obniżenie kosztów produkcji książek i wydawanie większej liczby tytułów. W niedługim czasie w wydawnictwie zaczęły ukazywać się utwory wielu znanych ówcześnie pisarzy włoskich, byli to m.in. Giuseppe Verga, Vittorio Bersezio, Camillo Boito, Giacinto Gallina, Gerolamo Rovetta, Emilio De Marchi, Cordelia (pseudonim Virginii Treves, żony Giuseppe Trevesa) i Gabriele D’Annunzio. Wydawnictwo dosyć szybko zdecydowało się także na publikację przekładów książek autorów zagranicznych, m.in. Samuela Smilesa, Gustave’a Flauberta, Émile’a Zoli, Guy de Maupassanta, chętnie wydawało przekłady Lwa Tołstoja, Fiodora Dostojewskiego, Iwana Turgieniewa i Maksyma Gorkiego, a także Henryka Sienkiewicza.[/przypis]. W roku 1872 Emilio Treves zarządzanie wydawnictwem powierzył swojemu młodszemu bratu Giuseppe, w tym samym roku wydawnictwo zmieniło nazwę na Fratelli Treves. Ewolucja włoskiego rynku wydawniczego pod koniec XIX wieku wymusiła na właścicielach wydawnictwa odejście od publikowania utworów skierowanych do wykształconych czytelników i dostosowanie oferty do przeciętnego odbiorcy, a także ustalenie nowego zakresu działania, ukierunkowanego na odbiorcę dziecięcego. Działania te zagwarantowały Trevesom dosyć wysokie zyski finansowe i wzrost znaczenia na włoskim rynku wydawniczym. W ciągu zaledwie kilku lat wydawnictwo stało się jednym z bardziej rozpoznawalnych włoskich domów wydawniczych, z pewnością przyczynił się do tego sukces związany z publikacją w roku 1886 utworu Serce (Cuore) Edmonda De Amicisa.

Gdy w roku 1904 zmarł Giuseppe Treves, Emilio zmodyfikował zarządzanie wydawnictwem, utworzył spółkę akcyjną[przypis]Udziały w spółce zostały rozdzielone pomiędzy Emilia Trevesa, wdowę po Giuseppe Trevesie — Virginię Treves, bank Zaccaria z Pizy (reprezentowany przez Giuseppe Sullama), Cesarego Saldiniego, Luigiego della Torre i adwokata Ferruccia Foà (który reprezentował wydawnictwo Treves podczas procesu z firmą Detken &amp;amp; Rocholl). W tym okresie do wydawnictwa dołączył także Guido Treves, syn Enrica Trevesa (Caccia 2003: 309–310).[/przypis]. W latach 1900–1910 wydawnictwo odnotowywało stały wzrost obrotów, szybko zdobyło pozycję lidera na mediolańskim rynku wydawniczym, pozyskując zgodę na publikację utworów m.in. Luigiego Capuany, Luigiego Pirandella, Federiga Tozziego. W roku 1916 zmarli Emilio Treves i Virginia Treves, wydawnictwo zaś znalazło się w rękach Guida Trevesa i jego żony Antonietty Pesenti, którzy zadecydowali o powołaniu prokurenta w osobie malarza, ilustratora, krytyka literackiego Giovanniego Beltramiego. Z biegiem lat wydawnictwo zaczęło odczuwać wpływ konkurencji, choć nadal zaliczane było do najważniejszych i najbardziej liczących się wydawnictw włoskich. Po śmierci Beltramiego, w roku 1926, na członków zarządu spółki powołano Emilia Bestettiego i Calogera Tumminellego. W roku 1931 wydawnictwo Treves wchłonęło w swoje struktury wydawnictwo Bestetti i Tumminelli, ALI (Anonima Libraria Italiana) i Istituto Giovanni Treccani, po czym zmieniło nazwę na: spółka akcyjna Treves-Treccani-Tumminelli, zarządzaną przez Tumminellego i Maria Luzzatto. Nag ła śmierć Guida Trevesa w roku 1932 spowodowała rozwiązanie współpracy pomiędzy wspólnikami. W roku 1933 Antonietta Pesenti podjęła decyzję o reaktywowaniu wydawnictwa Fratelli Treves, jednak w krótkim czasie pojawiły się w nim symptomy kryzysu wynikające z utraty praw do wydawania autorów, których publikacje zapewniały spółce zysk, a także narastających problemów z produkcją książek. W roku 1934 zarządzanie wydawnictwem powierzono Giorgiowi Cavalottiemu, który w latach 1919–1933 pełnił funkcję dyrektora w wydawnictwie UTET. W roku 1938, kiedy ogłoszono we Włoszech tzw. ustawy rasowe, Antonietta Pesenti Treves sprzedała wydawnictwo Aldowi Garzantiemu, który w kwietniu 1939 roku zmienił jego nazwę na Garzanti Editore (Caccia, 2013: 309–310)[przypis]Na temat wydawnictwa Treves istnieje wiele opracowań, z których można wymienić m.in. Grillandi 1977, Mosso 1925, Santoro 1960. Por. także R. Sani, hasło: «Treves, fratelli, editori”, TESEO 2008.[/przypis].

Nazwisko Sienkiewicza zaistniało w wydawnictwie Treves w roku 1900, ukazało się wówczas kilka utworów Polaka w przekładzie Domenica Ciampolego, Niny Romanowskiej i Ketty Nagel. Slawista Ciampoli opublikował przedruk tłumaczenia Bez dogmatu (Oltre il Mistero), który ukazał się w prasie w roku 1898; znanej ówcześnie tłumaczce literatury rosyjskiej Ninie Romanowskiej przypadł w udziale przekład Krzyżaków (I Crociati) i powieści Na marne (Invano), natomiast Ketty Nagel[przypis]Ketty Nagel (1862–1914), z pochodzenia Żydówka, była spokrewniona z Virginią Tedeschi, żoną Giuseppe Trevesa, współwłaściciela wydawnictwa Treves. Ketty Nagel razem z matką i bratem Carlem (dyrektorem Ferrovie dello Stato w Mediolanie) mieszkała w Mediolanie. Była zatrudniona w administracji wydawnictwa Treves, wykonywała na zlecenie wydawnictwa także przekłady, głównie z języka francuskiego, m.in. Paula Bourgeta, Marcela Prévosta, Honoré Balzaca. W roku 1903 wyszła za profesora i dziennikarza Annibale Tenneroniego. Nie mieli dzieci. Zmarła nagle, w roku 1914, w wyniku wypadku rowerowego (por. Menna 2007: 16, 127–133).[/przypis] (1862–1914), spokrewnionej z Virginą Tedeschi Treves, powierzono przekład Quo vadis. Nie jest jasne, czy Nagel opracowała ten przekład samodzielnie, z uzyskanych dotychczas informacji wynika, że nie znała języka polskiego ani rosyjskiego. Być może mogła liczyć na wsparcie tłumaczy współpracujących z wydawnictwem Fratelli Treves: Irmy Rios, Ciampolego bądź Romanowskiej, którym twórczość Sienkiewicza była dobrze znana. O tym, jak ważnym utworem w ofercie wydawniczej Trevesów było Quo vadis, możemy przeczytać także w książce Massima Grillandiego, który odnotowuje szczegóły procesu o prawa do publikacji Quo vadis i Bez dogmatu pomiędzy Emilio Trevesem i Enrico Detkenem[przypis]Na podstawie informacji zawartych w opracowaniu Grillandiego można wnioskować, że Treves dążył do wydania Quo vadis już w roku 1899. Pomimo poszukiwań nie udało się dotrzeć do wydania powieści opatrzonego tą datą, być może wydawca zaczekał z ogłoszeniem przekładu Nagel do chwili decyzji sądu, gdy był już pewien, że przekład może być swobodnie rozpowszechniany na rynku włoskim (por. Grillandi 1977: 503–506).[/przypis], który miał miejsce w roku 1900.

Najwcześniejsze dostępne wydanie Fratelli Treves pochodzi z roku 1900. Analiza treści przekładu, za który była odpowiedzialna Ketty Nagel, wskazuje, że tłumaczka nie oparła się na wersji Verdinois. Zaskakujący może być jednak fakt, że wydawnictwo Fratelli Treves korzystało z pracy Nagel kilkakrotnie, a tylko czasami podawało jej nazwisko na stronie tytułowej. Kilka wydań ukazało się w wersji anonimowej, choć treść przekładów anonimowych jest identyczna z przekładami opatrzonymi nazwiskiem Nagel.



Z zebranych danych wynika, że przekład Nagel był dosyć chętnie wznawiany, wydawnictwo Treves publikowało go zarówno w wersji ekonomicznej (której cenę ustalono na jednego lira), w wersji ilustrowanej przez Adriana Minardiego, wówczas w zależności od wydania cena wahała się od trzech do sześciu lirów, i w tzw. edizione di lusso (wydaniu luksusowym), które można było nabyć już w cenie sześciu lirów, a z kolei Quo vadis oprawione w białą skórę z wytłaczanymi i pozłacanymi napisami kosztowało dwanaście lirów. Później miłoś nicy tej powieści mogli za pośrednictwem wydawnictwa Treves nabyć Quo vadis z 78 kadrami z emitowanego w roku 1913 filmu Quo Vadis wyprodukowanego przez rzymską Società Italiana Cines w cenie ośmiu bądź dwunastu lirów (w zależności od oprawy). Tak duże zróżnicowanie wydań świadczy jednoznacznie o tym, że Quo vadis było liczącym się utworem w ofercie wydawnictwa Treves.</document>
<document nplp_id="11519" title="Tajemnicza „La poligrafica”, Nieznany B.&amp;nbsp;Manzoni alias Casa Editrice Internazionale i&amp;nbsp;pomysłowy Benedetto Bacchini" slug="tajemnicza-la-poligrafica-nieznany-b-manzoni-alias-casa-editrice-internazionale-i-pomyslowy-benedetto-bacchini">W roku 1900 ukazało się nakładem niewielkiego mediolańskiego wydawnictwa Società Anonima Editrice „La Poligrafica” (SAE) wydanie Quo vadis bardzo przypominające wersję opublikowaną przez Baldini &amp;amp; Castoldi. Na temat samego wydawnictwa nie udało się ustalić zbyt wiele, poza tym, że spółka założona została w roku 1899, jej siedziba znajdowała się przy via Stella 8 (pod tym adresem przez jakiś czas książki publikował też wydawca Carlo Aliprandi), w roku 1905 zawiesiła działalność, którą na powrót uruchomił Luigi Meregalli, zarządzający wydawnictwem do roku 1913. Początkowo działalność spółki koncentrowała się na drukarni znanej jako SEP, co stanowiło akronim od Società Editrice La Poligrafica, spółką zarządzał przede wszystkim Carlo Ronchi, który ukierunkował jej działalność na publikację powieści.

Faktem jest, że w roku 1900 w dwóch wydawnictwach: dużym i znanym Baldini &amp;amp; Castoldi i małej Società Anonima Editrice „La Poligrafica”, ukazało się wydanie Quo vadis opracowane przez ten sam zespół. Można przypuszczać, że SAE „La Poligrafica” przejęła opracowaną wersję od Baldiniego i Castoldiego. Nie jest jasne, dlaczego tak się stało, czy właścicieli łączyły jakieś powiązania, umowy, które pozwoliły na takie rozwiązanie? Nie udało się do dziś dotrzeć do żadnych dokumentów, które rzuciłyby światło na tę sytuację.

Ważnego odkrycia dokonała natomiast we wspomnianym już archiwum księdza Langmana w Gdyni Dobrosława Świerczyńska, autorka siedemnastego tomu Bibliografii Literatury Polskiej Nowy Korbut, w całości poświęconego Henrykowi Sienkiewiczowi. Wśród wielu włoskich edycji znalazła się jedna opatrzona nazwiskiem Irmy Rios. Mowa tutaj o wydaniu, które ukazało się nakładem bardzo małego wydawnictwa B. Manzoni, prosperującego w Mediolanie tylko w latach 1901–1903. Początkowo siedziba wydawnictwa znajdowała się przy Via Vittorio Emanuele 8, niedaleko siedziby wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi (Caccia, 2013: 197). Wydawnictwo B. Manzoni specjalizowało się w powieściach, które ukazywały się w serii Biblioteca romantica réclame illustrata. Utwór Sienkiewicza opatrzony tytułem Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone w przekładzie Irmy Rios ukazał się w roku 1901. To, co odróżnia ten przekład od wielu wcześniejszych, to duża ilość reklam zawarta na kartach powieści, o czym wspomina w swoim rozdziale Monika Woźniak. Warto dodać, że o ile wydanie zachowane w Gdyni jest opatrzone imieniem i nazwiskiem Rios, o tyle podczas kwerendy we Florencji odkryto identyczne wydanie w jej opracowaniu, ale już bez nazwiska i z lekko zmienioną nazwą wydawcy, tym razem B. Manzoni występuje jako Casa Editrice Internazionale. Oba przekłady różną się tylko okładką (por. il. 10).



Porównując wersje Quo vadis opublikowane w Baldini &amp;amp; Castoldi, w Società Anonima Editrice „La Poligrafica” i w B. Manzoni, łatwo dostrzegamy różnice. O ile dwa pierwsze przekłady są bardzo zbliżone treścią, o tyle przekład opatrzony nazwiskiem Rios, wydany u B. Manzoniego, odznacza się wieloma skrótami, wynikającymi z dużej ilości reklam, na które musiało się znaleźć miejsce na każdej ze stron książki. Tym samym nie można jednoznacznie stwierdzić, porównując trzy wspomniane wyżej wersje, do jakiego stopnia Rios była odpowiedzialna za opracowanie przekładu w wydawnictwie Baldini &amp;amp; Castoldi, który został potem przedrukowany w SAE „La Poligrafica”.



Kolejnym wydawnictwem, które zdecydowało się na wykorzystanie anonimowego przekładu opublikowanego w Baldini &amp;amp; Castoldi i wydanie go pod własną marką, było mediolańskie Benedetto Bacchini. Jego początki sięgają roku 1900, wówczas Benedetto Bacchini założył drukarnię, która za sprawą inżyniera Giuseppe Cordera i księdza Giacoma Pastoriego w roku 1903 została przekształcona w firmę wydawniczą. Dwa lata później (w roku 1905) ogłoszono powstanie wydawnictwa Benedetto Bacchini, Cordero–Valle e C., które pod koniec tego samego roku zostało zlikwidowane. Jego oferta wydawnicza obejmowała przede wszystkim utwory o orientacji katolickiej, których tematyka dotyczyła historii i polityki (Caccia 2013: 60). W ofercie tego wydawnictwa powieść Sienkiewicza pojawiła się tylko jeden raz, w roku 1903 opublikowano Quo vadis? Racconto storico dei tempi di Nerone ocenzurowane i skrócone przez księdza Giacoma Pastoriego, współzałożyciela wydawnictwa. W rzeczywistości Pastori stworzył ocenzurowany plagiat z anonimowej wersji przekładu opublikowanego w Baldinim &amp;amp; Castoldim. Można tylko przypuszczać, że ksiądz liczył na pobłażliwość mediolańskiego środowiska wydawców, którzy przywłaszczali sobie anonimowy przekład bez skrupułów. Sprawa Pastoriego nie była bynajmniej incydentalna, bowiem w kolejnych latach ponownie doszło do wykorzystania „anonimowej” pracy tłumaczy z wydawnictwa Baldini &amp;amp; Castoldi przez kolejnych wydawców, przede wszystkim mediolańskich.</document>
<document nplp_id="11520" title="Sprytny Giuseppe Gasparini i&amp;nbsp;zachłanny Andrea Lucchi" slug="sprytny-giuseppe-gasparini-i-zachlanny-andrea-lucchi">Z anonimowego przekładu wydanego przez Baldiniego i Castoldiego skorzystał także w latach trzydziestych XX wieku Giuseppe Gasparini, założyciel i właściciel dwóch wydawnictw: A.R.A. i La San Paolo. Wydawnictwo A.R.A (Agenzia Religiosa Artistica) działało w latach 1925–1935, natomiast La San Paolo di G. Gasparini w okresie od 1931 do 1941 roku. Dwa wydawnictwa miały tę samą siedzibę w Mediolanie przy Via Pattari 7. A.R.A. nie miało jednolitej polityki wydawniczej, jego oferta była mocno zróżnicowana, niektóre publikacje ukazywały się w serii Romanzi azzurri. Natomiast w La San Paolo ukazywały się książki o treści religijnej i rozrywkowej. Gasparini opublikował Quo vadis Sienkiewicza w wersji „anonimowej” w latach 1931, 1945 (La S. Paolo) i w roku 1934 w wydawnictwie A.R.A.

Kolejnym przykładem wydawnictwa, które bez oporów opublikowało „anonimowy” przekład Quo vadis, zawłaszczając sobie tym samym wersję Baldini &amp;amp; Castoldi, jest Aurora, założona w Mediolanie w roku 1927 przez Andreę Lucchiego. Najpierw siedziba firmy znajdowała się przy ulicy Melzi d’Eril 6, następnie przy Fiori Chiari 8, pod tym adresem swoją siedzibę miało także, począwszy od 1935 roku, drugie wydawnictwo Andrei Lucchiego — Lucchi.

Aurora specjalizowała się początkowo w wydawaniu powieści detektywistycznych, które były rozprowadzane w kioskach (libri da colportage) i na straganach. W roku 1934 do Lucchiego dołączył Gian Dàuli[przypis]Gian Dàuli, pseudonim Giuseppe Ugo Virginio Quarto Nalato (1884–1945) — pisarz, tłumacz, wydawca (por. V. Cecchetti, Nalato, Giuseppe Ugo, Treccani.it, http://www.treccani.it/enciclopedia/giuseppe-ugo-nalato_(Dizionario-Biografi co)/, dostęp: 6.02.2020; David, Scheiwiller 1989).[/przypis], pisarz, tłumacz i wydawca. Ich współpraca była nastawiona na masową produkcję książek, w tym powieści angielskich i francuskich, które były tłumaczone m.in. przez Dàulego. Działania Lucchiego i Dàulego spotkały się z ostrą reakcją mediolańskiego i narodowego związku wydawców faszystowskich, którzy sprzeciwiali się m.in. rozprowadzaniu książek w kioskach. Duży wpływ na działalność wydawnictwa miała wojna włosko-abisyńska prowadzona w latach 1935–1936, jak również polityka faszystowska, która za wszelką cenę dążyła do ograniczenia działalności Dàulego. Z powodu ocenzurowania publikacji Dàulego i ograniczenia dostaw papieru dla drukarni Lucchiego wydawnictwo Aurora zostało zamknięte pod koniec lat trzydziestych, a Dàuli zakończył współpracę z Lucchim.

W Aurorze przekład Quo vadis Henryka Sienkiewicza ukazał się dwukrotnie, w roku 1934 i następnie w roku 1935. Na stronie tytułowej figuruje napis: traduzione Paolo De Rossi (przekład Paola De Rossiego). Pomimo intensywnych poszukiwań nie udało się ustalić żadnych szczegółów biograficznych dotyczących tłumacza. Można nawet zastanowić się, czy rzeczywiście ktoś taki istniał, biorąc pod uwagę, że wspomniany w książce przekład w rzeczywistości jest plagiatem przekładu opublikowanego w roku 1900 u Baldiniego i Castoldiego, tylko lekko skróconym. Należy też podkreślić, że z Aurorą w latach trzydziestych współpracowały młode osoby, które były skłonne przetłumaczyć utwór literacki w ciągu kilku dni, oczywiście takie działania prowadziły do tego, że albo plagiatowano dostępną na rynku wersję, albo opracowany przekład był miernej jakości. Także drugie wydawnictwo Lucchiego, założone w Mediolanie w roku 1935, Tipografia Editrice Lucchi, spotkało się z wrogim nastawieniem włoskiej Federacji Wydawców (Federazione degli Editori). Stowarzyszenie sprzeciwiało się działaniom Lucchiego, który nie stosował zasad etyki wydawniczej, w krótkim czasie jego firma zasłynęła z nieuczciwych praktyk publikacyjnych, które miały na celu redukcję kosztów produkcji książek i wypracowanie maksymalnego zysku dla firmy, prowadzonej i zarządzanej przede wszystkim przez członków rodziny Lucchich. Ich działania wydawnicze polegały m.in. na wykorzystywaniu i publikowaniu utworów bez przestrzegania praw autorskich, sprzedaży abonamentowej książek, redukcji kosztów przeznaczonych na reklamę i wydawaniu utworów w skromnej szacie graficznej, lecz z przyciągającymi wzrok czytelnika okładkami (Caccia 2013: 191).

Można zatem stwierdzić, że w obu wydawnictwach Lucchi zastosował agresywną politykę wydawniczą. Utwór Sienkiewicza był publikowany w wydawnictwie Lucchiego wielokrotnie, począwszy od roku 1953, zawsze w „przekładzie” enigmatycznego Paola De Rossiego.</document>
<document nplp_id="11521" title="Wydawnictwo Sonzogno z&amp;nbsp;Mediolanu" slug="wydawnictwo-sonzogno-z-mediolanu">Przekład Quo vadis ukazał się w roku 1900 także w innym mediolańskim wydawnictwie, Sonzogno, które było spółką komandytowo-akcyjną założoną w XVIII wieku, a jej głównym komplementariuszem był Edoardo Sonzogno. Na początku XX wieku właściciel wydawnictwa z powodu częstych pobytów w Paryżu i rozwijającej się konkurencji pomiędzy mediolańskimi wydawcami podjął decyzję o zmianie struktury spółki, pozbywając się części udziałów, co doprowadziło do zbycia firmy w roku 1913 na rzecz Riccarda Sonzogna i Alberta Matarellego. Nagła śmierć Riccarda spowodowała, że cała spółka znalazła się w rękach Matarellego, i choć Edoardo Sonzogno domagał się w sądzie sprawiedliwości, próbując dowieść, że w roku 1913 został oszukany, to sprawy nie wygrał, a jedynym właścicielem pozostał Alberto Matarelli.

W chwili gdy nastała we Włoszech moda na Quo vadis, wydawnictwo Sonzogno specjalizowało się w wydawaniu poczytnych powieści, m.in. Ponsona du Terraila, Jules’a Verne’a, Emilia Salgariego i Baronowej Orczy (Caccia 2013: 294). Przekład utworu Sienkiewicza powierzono w Sonzogno Paolowi Valerze, pisarzowi i tłumaczowi, od dzieciństwa związanemu z Mediolanem[przypis]Paolo Valera przyszedł na świat w Como w roku 1850. Był mocno związany z mediolańskim ruchem literacko-artystycznym (scapigliatura). Założyciel tygodnika „La folla”, w którym pełnił funkcję dyrektora i wydawcy. Powieściopisarz, społecznik. Autor m.in. Gli scamiciati (1881), Alla conquista del pane (1882), Amori bestiali (1884). W roku 1924 opublikował biografię Mussoliniego. Zmarł w 1926 roku (por. Valera, Paolo, Treccani.it, http://www.treccani.it/enciclopedia/paolo-valera, dostęp: 6.02.2020).[/przypis]. W chwili publikacji Valera był już doświadczonym dziennikarzem i pisarzem, znającym dobrze języki francuski i angielski (przez kilka lat przebywał w Londynie). Wersja Valery była kilkakrotnie wznawiania w wydawnictwie Sonzogno, miało to miejsce w latach 1915, 1925, 1926 i po raz ostatni w roku 1951.</document>
<document nplp_id="11522" title="Tipografia Editrice Ennio Wilmant z&amp;nbsp;Lodi, Società Editoriale Milanese i&amp;nbsp;Bietti z&amp;nbsp;Mediolanu &amp;#8211; Osobliwy przypadek Palmira Premolego" slug="tipografia-editrice-ennio-wilmant-z-lodi-societa-editoriale-milanese-i-bietti-z-mediolanu-osobliwy-przypadek-palmira-premolego">Ciekawym przykładem publikacji Quo vadis jest przekład, który ukazał się z ilustracjami Giuseppe Marchiego, nakładem Tipografia Editrice Ennio Wilmant w Lodi w roku 1900. Na okładce widnieje nazwisko publicysty Palmira Premolego[przypis]Palmiro Premoli (1856–1917) — publicysta, autor encyklopedii, słowników, a także utworów popularnonaukowych i naukowych, z których najbardziej znany to Dizionario nomenclatore, opublikowany w Mediolanie w latach 1909–1912 przez Editrice A. Manuzio. Premoli współpracował z wydawnictwami UTET i Sonzogno. Pomysłodawca i redaktor Grande Enciclopedia Popolare, która ukazywała się nakładem wydawnictwa Sonzogno w latach 1896–1899. Współpracował z czasopismami i dziennikami mediolańskimi (por. Ascenzi, di Felice, Tumino 2008: 239; Premoli, Palmiro, Treccani.it, http://www.treccani.it/enciclopedia/palmiro-premoli, dostęp: 6.02.2020).[/przypis] jako autora przekładu opracowanego we współpracy z profesorem Franceskiem Gropettim, nauczycielem (prawdopodobnie języków klasycznych) w Istituto Tecnico A. Bassi w Lodi. Nie udało się ustalić, na podstawie której wersji Premoli i Gropetti opracowali przekład Quo vadis, należy jednak podkreślić, że dwa lata później przekład ten został wykorzystany przez Giovanniego Battistę Piroliniego, właściciela mediolańskiej Società Editoriale Milanese (SEM). Na temat wydawnictwa prowadzonego przez Piroliniego wiemy niewiele, poza tym, że trudniło się wydawaniem czasopism, np. „La Vita italiana”, „Italia femminile”, „Amore illustrato”, i literatury rozrywkowej. Nie jest jasne, w jaki sposób Società Editoriale Milanese weszła w posiadanie przekładu Premolego, być może zdecydował się na to sam publicysta?

Faktem jest, że Quo Vadis? zaczęło ukazywać się nakładem Società Editoriale Milanese z sześćdziesięcioma pięcioma ilustracjami autorstwa Luki Fornariego, bez wskazywania, iż autorem „doskonałego przekładu z tekstu polskiego” (traduzione perfetta dal testo polacco) jest Premoli. Przekłady w SEM drukowano w latach 1906–1910, choć niewykluczone, że pierwsze tłumaczenie zostało opublikowane już przed rokiem 1906, na okładce jednego wczesnego wydania nie jest podany rok publikacji. Z informacji pozyskanych z monografii Nicoli Tranfagli i Albertiny Vittori (Tranfaglia, Vittoria, 2007: 225) wynika, że SEM zostało w roku 1919 sprzedane, natomiast w monografii Editori a Milano czytamy, że w okresie 1907–1909 doszło do upadku SEM i wykupienia wydawnictwa przez właścicieli wydawnictwa Bietti[przypis] Data rozpoczęcia działalności wydawniczej rodziny Biettich nie jest dokładnie znana, jedne źródła podają rok 1864, inne 1870. W roku 1870 w Mediolanie funkcjonowało wydawnictwo Bietti założone przez drukarza Angela Biettiego, specjalizujące się w wydawaniu utworów literatury popularnej, które były drukowane w dużych nakładach i sprzedawane w niskich cenach. W roku 1873 została powołana do życia spółka Bietti Fratelli i G. Minacca, z inicjatywy synów Angela: Antonia, Enrica, Ernesta Biettich i ich kuzyna Giovanniego Minacciego. W międzyczasie Angelo Bietti zaangażował się w działalność wydawniczo-drukarską w Argentynie i w Brazylii. Produkcja wydawnicza oficyny Bietti koncentrowała się wokół utworów literatury popularnej — oferowała ona słowniki i publikacje szkolne, a także publikacje dla emigrantów włoskich i utwory o tematyce religijnej. W roku 1907 Antonio Bietti stał się jedynym właścicielem spółki Casa Editrice Bietti. W roku 1909 wyruszył do Ameryki Południowej, gdzie podjął starania o otwarcie filii. Po powrocie do Włoch osiadł w Neapolu, gdzie przebywał do roku 1914. W 1911 utworzył razem z Enrico Reggianim wydawnictwo Bietti &amp;amp; Reggiani, z siedzibą w Mediolanie. W roku 1913 ukazały się nakładem wydawnictwa dwie publikacje, które zapewniły mu sławę i znaczne dochody: Dizionario dei sinonimi della lingua italiana autorstwa Niccolò Tommasea i Vocabolario della lingua italiana autorstwa Nicoli Zingarellego. W latach dwudziestych oferta wydawnicza była nadal ukierunkowana na publikację słowników, podręczników do nauczania języków obcych, książek dla dzieci i młodzieży. W latach 1930–1940 nastąpił znaczny rozwój wydawnictwa i poszerzenie oferty o niepublikowane wcześniej serie literackie. Ważne miejsce w tej ofercie zajmowała literatura dla dzieci i młodzieży. W czasie II wojny światowej kondycja finansowa spółki uległa osłabieniu. W roku 1941 wydawnictwo zostało postawione w stan upadłości i przekazane w ręce Valeria Pasqualego, który postanowił unowocześnić jego działalność, zachowując jednak jego dotychczasowy dorobek. Nag ła śmierć Pasqualego przerwała jego plany. W roku 1950 zarządzanie wydawnictwem przeszło w ręce Enriki Pasquali Contardi, wdowy po Valerio Pasqualim. W latach pięćdziesiątych Bietti stało się liderem na włoskim rynku słowników i podręczników do nauki języków obcych, jak również publikacji dla dzieci i młodzieży. W latach sześćdziesiątych doszło do kolejnej zmiany w kierownictwie wydawnictwa, na stanowisko dyrektora powołano Uga Bragę. Wydawnictwo kontynuowało publikowanie książek dla dzieci i młodzieży, pojawiły się także nowe inicjatywy wydawnicze. Pomimo znaczącej produkcji wydawniczej i ciekawej oferty, otwarcia filii we Florencji i w Bari wydawnictwo Bietti w roku 1976 zostało zlikwidowane (por. L. Lombardi, hasło: «Bietti, casa editrice», TESEO’ 900 2008; Finocchi, Gigli Marchetti 2000: 226).[/przypis](Caccia 2013: 74).

Co ciekawe, wydawnictwo Bietti w roku 1908 opublikowało przekład Quo vadis opracowany przez Vincenza Arabię (i wydało go ponownie w latach 1909, 1920, 1930). Począwszy od roku 1933[przypis]Wersja ta została wznowiona także w latach: 1941, 1946, 1951, 1953, 1961, 1964.[/przypis], Casa Editrice Bietti publikowała Quo vadis? w wersji anonimowej, nie wskazując na autora przekładu, którym był nieżyjący już wówczas Palmiro Premoli.

Decyzja Angela Biettiego o pierwszej publikacji i wykorzystaniu przekładu Arabii świadczy o przemyślanym działaniu właściciela wydawnictwa, który być może pozyskał zgodę neapolitańskiego wydawcy Romana Salvatorego na opublikowanie tej wersji. Zbieg okoliczności sprawił zapewne, że po wykupieniu Società Editoriale Milanese wydawnictwo Bietti zdecydowało się ponownie sięgnąć do utworu Quo vadis, proponując tym razem czytelnikom edycję „anonimową”, opracowaną w rzeczywistości przez Palmira Premolego.

Może dziwić to, że wydawnictwo specjalizujące się od lat trzydziestych w publikacjach dla dzieci i młodzieży nie zdecydowało się na opracowanie własnej adaptacji Quo vadis, a skorzystało w roku 1959 z pracy Gastona Toschiego, który był odpowiedzialny za opracowanie skróconej wersji powieści dla mediolańskiego wydawnictwa Edizioni La Sorgente[przypis]Wydawnictwo La Sorgente zostało założone w roku 1937 przez Maria Falanellego, mającego już wcześniej doświadczenia edytorskie, m.in. w Bolonii. Falanelli był także właścicielem wydawnictwa Historia. Wydawnictwo La Sorgente koncentrowało się na publikacji utworów o tematyce religijnej (Caccia 2013: 295). Utwór Sienkiewicza był publikowany w La Sorgente w latach 1953, 1954, 1956, 1968, 1970, 1975 — w adaptacji Toschiego.[/przypis].</document>
<document nplp_id="11523" title="Przekłady Quo Vadis z&amp;nbsp;języka polskiego w&amp;nbsp;ofercie mediolańskich wydawnictw Rizzoli i&amp;nbsp;Mondadori" slug="przeklady-quo-vadis-z-jezyka-polskiego-w-ofercie-mediolanskich-wydawnictw-rizzoli-i-mondadori">Pierwszy przekład Quo vadis na pewno dokonany bezpośrednio z języka polskiego trafił do rąk włoskich czytelników dopiero w roku 1950. Wtedy to właśnie mediolańskie wydawnictwo Rizzoli[przypis]W roku 1927 w Mediolanie Angelo Rizzoli (1889–1970) założył wydawnictwo A. Rizzoli &amp;amp; C., które specjalizowało się początkowo w wydawaniu czasopism, m.in. „La Donna”, „Commedia”, „Il Secolo Illustrato”, „Novella”, następnie „Oggi”, „Omnibus”, „L’Europeo”. Dzięki pomocy Calogera Tumminellego (współwłaściciela wydawnictwa Bestetti &amp;amp; Tumminelli, następnie wydawnictwa Treves-Treccani-Tumminelli) Rizzoli uzyskał pod koniec lat dwudziestych kontrakt na drukowanie Enciclopedia Italiana Giovanniego Treccaniego. Po zakończeniu II wojny światowej wydawnictwo Rizzolego rozpoczęło fazę ekspansji, dążąc do zapewnienia sobie miejsca wśród najważniejszych włoskich domów wydawniczych. W roku 1949 kierownictwo podjęło decyzję o utworzeniu pierwszej we Włoszech taniej serii wydawniczej Biblioteca Universale Rizzoli (BUR), w której miały się ukazywać dawne i współczesne utwory literackie. BUR odniosła ogromny sukces ekonomiczny. W roku 1984 dom wydawniczy Rizzoli przeszedł w ręce spółki Gemina (należącej do Gruppo Fiat). W wyniku restrukturyzacji w roku 1986 doszło do powstania RCS Editori, w skład którego weszły wydawnictwa: Bompiani, Fabbri Editori, Sonzogno, Sansoni i Etas. 5 października 2015 roku sektor RCS Libri został sprzedany grupie Mondadori (z wyjątkiem Adelphi). W ciągu dziesięcioleci Rizzoli stało się jednym z najważniejszych wydawnictw na włoskim rynku (Caccia 2013: 269–270; http://www.truncellito.com/2000/angelo-rizzoli; http://www.rcsmediagroup.it/, dostęp: 6.02.2020).[/przypis] opublikowało przekład Cristiny Agosti-Garosci, zasłużonej tłumaczki największych dzieł polskiej literatury XIX i XX wieku[przypis]Cristina Agosti-Garosci (1881–1966) — włoska polonistka, tłumaczka literatury polskiej oraz jej popularyzatorka. Absolwentka romanistyki na uniwersytecie w Turynie, w roku 1905 uzyskała doktorat na podstawie dysertacji o Małgorzacie z Nawarry. W 1905 roku poślubiła lekarza Maria Agosti, w roku 1910 przyszedł na świat ich syn Giorgio (1910–1992). Dzięki znajomości z włoskim polonofilem Attilliem Begeyem (1843–1928) zainteresowała się literaturą i kulturą polską. Czynnie uczestniczyła w pracach turyńskiego Komitetu „Pro Polonia”, Koła Przyjaciół Polski i Instytutu Kultury Polskiej w Turynie. W sierpniu 1928 roku na zaproszenie prof. Romana Pollaka odwiedziła Zakopane, gdzie uczestniczyła w kursie dla włoskich polonistów. W okresie II wojny światowej działała w antyfaszystowskim ruchu oporu. Po wojnie została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Razem z siostrą Clotilde prowadziła intensywną działalność translatorską. Przetłumaczyły m.in. dzieła Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Bolesława Prusa, Stefana Żeromskiego, Marii Konopnickiej. Cristina Agosti-Garosci jest autorką wielu opracowań krytycznoliterackich dotyczących genezy Pana Tadeusza (1917), poezji Marii Konopnickiej (1926, 1929), motywów mickiewiczowskich w Popiołach Żeromskiego (1931), związków Adama Mickiewicza z Rosją (1940) i Sienkiewicza dla młodzieży (1946). Na temat Cristiny Agosti-Garosci zob. Pollak 1966: 669–702; Sokołowski 2013: 14–17; Amenta 2014: 27–35; Skuza 2018: 213–223.[/przypis]. Dwutomowe wydanie powieści, w skromnej szacie graficznej, ukazało się w ramach popularnej serii „Biblioteca Universale Rizzoli”.

Cristina Agosti-Garosci popularyzowała literaturę polską poprzez przekłady dokonywane samodzielnie lub razem ze swoją starszą siostrą Clotilde. Była też autorką licznych artykułów prasowych i naukowych. W roku 1946 nakładem katolickiego wydawnictwa Società Apostolato Stampa ukazał się opracowany przez nią przekład powieści Sienkiewicza W pustyni i w puszczy (Per deserti e per foreste), wznowiony przez wydawnictwo Edizioni Paoline w latach 1967, 1975, 1985[przypis]Cristina Agosti-Garosci współpracowała także z Istituto Missionario Pia Società S. Paolo, w którym ogłosiła w roku 1942 utwór Straszny dziadunio (Un nonno terribile) Marii Rodziewiczówny. Następnie w roku 1946 opublikowała przekład Darów wiatru północnego (I doni del vento di mezzanotte) Wacława Sieroszewskiego, które ukazały się nakładem rzymskiego wydawnictwa Società Apostolato Stampa.[/przypis]. O ile na temat pracy nad przekładem W pustyni i w puszczy są dostępne wspomnienia Agosti-Garosci[przypis]O pracy nad przekładem W pustyni i puszczy Agosti-Garosci pisała w artykule Enrico Sienkiewicz scrittore per fanciulli zmieszczonym w tomie Nel centenario di Enrico Sienkiewicz (1846–1946) (1946: 171–177).[/przypis], o tyle nie udało się odnaleźć żadnych informacji na temat opracowywania przez nią przekładu Quo vadis.

Pewne wyobrażenie o tłumaczeniu rzymskiej powieści Sienkiewicza dokonanym przez Agosti-Garosci dają poszczególne daty publikacji przekładów. Jej tłumaczenie nie odniosło wyraźnego sukcesu wydawniczego: pierwsze wznowienie ukazało się w Rizzolim dopiero w roku 1984, po trzydziestu latach od publikacji. Warto podkreślić, że tłumaczenie Agosti-Garosci tylko pozornie było wykorzystywane przez różnych wydawców (z wyjątkiem wydawnictwa Fratelli Fabbri, o czym piszę w dalszej części rozdziału), w rzeczywistości w roku 1984 wydawnictwo Rizzoli stało się grupą wydawniczą, w skład której weszły m.in. wydawnictwa: Etas i Fabbri, w których w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych publikowano utwór Sienkiewicza.

Ciekawą inicjatywą wydawniczą była publikacja Quo vadis w roku 1964 w mediolańskim wydawnictwie Fratelli Fabbri[przypis]O wydawnictwie Fratelli Fabbri piszę przy okazji omawiania adaptacji Quo vadis dla dzieci i młodzieży.[/przypis] (które w latach osiemdziesiątych zostało wchłonięte przez wydawnictwo Rizzoli). Wydawca włączył do książki tłumaczenie przemowy sekretarza Akademii Szwedzkiej Carla Davida af Wirsena wygłoszonej z okazji wręczenia Sienkiewiczowi Nagrody Nobla, jak również wzbogacił publikację kilkustronicowym opisem sylwetki i twórczości Sienkiewicza, autorstwa Marii Czubek-Grassi. Warto wspomnieć, że Maria Czubek-Grassi[przypis]Maria Czubek-Grassi (1890–1971) przyszła na świat w Krakowie, jako córka Jana Czubka, profesora języka łacińskiego i tłumacza dzieł klasycznych, i Augustyny z Przyborskich. Rozbudzone w młodości zamiłowania do kultury Greków i Rzymian zaowocowały ukończeniem filologii klasycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 1923–1932 pracowała w gimnazjum na stanowisku profesora języka łacińskiego. Występowała w Polsce na licznych konferencjach, podczas których wygłaszała odczyty poświęcone m.in. kulturze etruskiej, roli języków romańskich w nauczaniu języka łacińskiego, zabytkom starożytnego Rzymu. Po śmierci drugiego męża (Stępniowskiego) wyszła za Włocha i wyjechała do Mediolanu. Związała się zawodowo z Wydziałem Slawistyki przy Uniwersytecie w Mediolanie, gdzie powierzono jej stanowisko lektora języka polskiego. Działała także na rzecz Towarzystwa Przyjaźni Włosko-Polskiej. Z języka polskiego przetłumaczyła w latach pięćdziesiątych Quo vadis Henryka Sienkiewicza. Wydawnictwo Silva Editore zleciło jej przekład Nocy i dni Marii Dąbrowskiej, na wypadek gdyby Dąbrowska otrzymała Nagrodę Nobla. Ostatecznie ten przekład nigdy nie został opublikowany (por. Haas ner-Januszowa 1994: 90–95; Zieliński 2019: 127).[/przypis] była współautorką, razem z Eridano Bazzarellim[przypis]Eridano Bazzarelli (1921–2013) — tłumacz, slawista, nauczyciel akademicki. Przyszedł na świat w Mediolanie. Podczas II wojny światowej był internowany w obozie koncentracyjnym w Mauthausen-Gusen w Austrii. Po zakończeniu wojny, w roku 1947 ukończył studia wyższe na Università degli Studi di Milano na Wydziale Filologicznym. Jego nauczycielami byli m.in. Vittore Pisani (pod którego kierunkiem napisał pracę magisterską), Ettore Lo Gatto, Giovanni Maver i Leone Pacini Savoj. Interesował się szczególnie literaturą rosyjską. Przez blisko trzydzieści lat pracował na stanowisku kierownika Katedry Języka i Literatury Rosyjskiej na mediolańskim uniwersytecie. Autor wielu przekładów literackich z języka rosyjskiego. W roku 2000 otrzymał tytuł doktora honoris causa Moskiewskiej Akademii Nauk. Na podst.: Eridano Bazzarelli, Wikipedia.it, https://it.wikipedia.org/wiki/Eridano_Bazzarelli, dostęp: 6.02.2020. O spotkaniu i kontaktach naukowych z Bazzarellim wspominał prof. Józef Heistein (por. Biernacka-Licznar, Łukaszewicz 2014: 57).[/przypis], przekładu Quo vadis, który ukazał się w roku 1953 nakładem innego dużego mediolańskiego wydawnictwa — Mondadori[przypis]Wydawnictwo Mondadori (Arnoldo Mondadori Editore) zostało założone w 1907 przez Arnolda Mondadoriego, który działalność wydawniczą rozpoczął od publikacji magazynu „Luce!”. W roku 1912 założył wydawnictwo La Sociale, będące zalążkiem późniejszego wydawnictwa Mondadori. Początkowo wydawca publikował książki dla dzieci, w czasie pierwszej I wojny światowej wydawał magazyny skierowane do żołnierzy. W roku 1926 Mondadori nawiązał współpracę z Gabriele D’Annunziem, publikacja serii jego utworów przyniosła wydawnictwu rozgłos i rozpoznawalność w całych Włoszech. Następnie wydawnictwo skupiło prawa do wydawania utworów innych, znanych pisarzy włoskich: Luigiego Pirandella, Giovanniego Vergi, Giovanniego Pascolego. Wydawnictwo Mondadori jako pierwsze wprowadziło na rynek włoski serię kryminałów policyjnych, tzw. libri gialli. W 1933 roku Mondadori rozpoczęło wydawanie serii Medusa, skupiającej książki znanych autorów zagranicznych XX wieku, skierowane do czytelników szukających nieskomplikowanej literatury. Od tego momentu datuje się kształtowanie programu wydawniczego Mondadori opartego na zdywersyfikowanym katalogu, niskiej cenie i przewadze powieści nad innymi gatunkami literackimi. W okresie faszyzmu wydawca skupił się na publikacjach dla dzieci i młodzieży. W roku 1935 podpisał umowę z Waltem Disneyem na wydawanie utworów opartych na filmach amerykańskiej wytwórni filmowej. W 1954 roku wydawnictwo Mondadori otworzyło pierwszą sieć księgarni, a rok później założyło Club degli Editori, czyli pierwszą włoską księgarnię wysyłkową oferującą literaturę współczesną w niskiej cenie, z dostawą do domu. W latach sześćdziesiątych włoski rynek wydawniczy został zrewolucjonizowany za sprawą pierwszej serii książek kieszonkowych Oscar Mondadori, które były rozprowadzane w kioskach. W połowie lat siedemdziesiątych w wydawnictwie powstał jeden z największych współczesnych włoskich dzienników „La Reppublica”. W 1980 roku Mondadori połączyło się z kanadyjskim koncernem Harlequin Enterprises. Od 1991 roku Mondadori stało się częścią spółki Fininvest. Lata dziewięćdziesiąte i początek kolejnego wieku to okres międzynarodowej ekspansji wydawnictwa. W 2014 roku Mondadori utworzyło spółkę Mondadori Libri składającą się z wielu wydawnictw, m.in.: Giulio Einaudi Editori, Edizioni EL, Sperling &amp;amp; Kupfler, Rizzoli, Edizioni Piemme. Jest to obecnie największe wydawnictwo we Włoszech. Obok Feltrinellego, Giunti i Gems jest zaliczane do potentatów włoskiego rynku wydawniczego (por. Cadioli, Vigini 2016; Caccia 2013: 217–220).[/przypis].

Należy podkreślić, że wydawnictwo Arnolda Mondadoriego było w latach pięćdziesiątych jednym z największych i najprężniej rozwijających się wydawnictw włoskich, które odznaczało się produkcją na dużą skalę. Utwór Sienkiewicza zagościł w jego ofercie na wiele lat i w różnej formie, co było zgodne z polityką wydawniczą wydawcy, ukierunkowaną na dostarczenie odbiorcom (dorosłym, jak również dziecięcym i młodzieżowym) dobrej literatury, odznaczającej się wysoką wartością. Wydanie opublikowane nakładem Mondadoriego ukazało się w chwili, gdy we Włoszech weszła na ekrany wielka produkcja filmowa Mervyna LeRoya (w Stanach Zjednoczonych premiera miała miejsce dwa lata wcześniej, w roku 1951). Wydawca liczył zapewne na zysk ekonomiczny. Powierzenie przekładu Czubek-Grassi i Bazzerellemu gwarantowało jego odpowiednią jakość, choć udział Bazzerellego, który nie wspominał, jakoby znał język polski, ograniczył się zapewne do dostosowania wersji opracowanej przez Czubek-Grassi dla odbiorcy włoskiego (podobnie jak miało to miejsce w przypadku współpracy Fabiettiego i Racowskiej).



Z biegiem lat publikacja Quo vadis w wersji dla dorosłych, licząca ponad pięćset stron, coraz mniej pociągała odbiorców, stąd najprawdopodobniej wydawnictwo Mondadori dopiero w roku 1964 podjęło decyzję o wznowieniu utworu. Książka w przekładzie Czubek-Grassi i Bazzarellego ukazała się wówczas w Club degli Editori, pierwszej włoskiej księgarni wysyłkowej należącej do wydawnictwa Mondadori.

W ofercie wydawnictwa Mondadori w roku 1965 pojawiła się adaptacja Quo vadis w opracowaniu Maria Bormiolego, która była próbą modyfikacji dostępnej wersji Czubek-Grassi i Bazzarellego, a zarazem odpowiedzią wydawnictwa na zapotrzebowanie płynące ze szkół włoskich, w których Quo vadis znajdowało się na liście lektur uzupełniających. Wersja Bormiolego została wznowiona jeszcze w roku 1967.

Do edycji utworu Sienkiewicza wydawnictwo Mondadori powróciło w roku 1984, co ciekawe, tym razem zdecydowało się na publikację rzymskiej powieści z czasów Nerona w przekładzie Tita Zucconiego (przekład ten od roku 1900 publikowano we florenckim wydawnictwie Salani). Z kolei przekład Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego został wykorzystany w latach sześćdziesiątych przez wydawnictwo UTET z Turynu, a w okresie późniejszym przez sycylijskie Sellerio i rzymskie ERI (Edizioni RAI Radiotelevisione Italiana).

Interpretując dotychczas przedstawione informacje, można dostrzec, że powieść Sienkiewicza przeniknęła na północ Włoch już w roku 1899. Upodobali ją sobie przede wszystkim mediolańscy wydawcy, co nie powinno nas dziwić, biorąc pod uwagę, że Mediolan był najprężniej rozwijającym się ośrodkiem wydawniczym Włoch. Wydawcy przekładu Quo vadis chętnie wykorzystywali modę na utwór Sienkiewicza, co zaowocowało powstaniem w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku dużej liczby nowych przekładów autorstwa: Teresy Bozzano, Ketty Nagel, Giuseppe Oberoslera, Palmira Premolego, Paola Valery i „anonimowego” przekładu opublikowanego w wydawnictwie Baldini &amp;amp; Castoldi. Kilka wznowień utworu Sienkiewicza ukazało się także w latach czterdziestych nakładem mediolańskich wydawnictw: Barion, Bietti, Vallardi, a także SEI i UTET z Turynu, Nerbini z Florencji (o czym będzie jeszcze mowa) i rzymskiego wydawnictwa Editoriale Romana. Po II wojnie światowej sprzyjająca koniunktura, szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, pozwoliła na dynamiczny rozwój nowych inicjatyw wydawniczych, w których nadal chętnie publikowano utwór Sienkiewicza w wersji dla dorosłych, a także dla młodzieży. Działający wówczas wydawcy udostępniali nowe przekłady Quo vadis opracowane w głównej mierze na podstawie dostępnych na rynku propozycji z lat wcześniejszych, choć zdarzały się wyjątki, jak choćby wydania przetłumaczone z języka polskiego przez Agosti-Garosci (1950) i duet Czubek-Grassi, Bazzarelli (1953).</document>
<document nplp_id="11524" title="Quo Vadis w&amp;nbsp;ofercie wydawnictw katolickich: Desclée, Lefebvre &amp;#038; C., SEI, Edizioni Paoline, La&amp;nbsp;Scuola" slug="quo-vadis-w-ofercie-wydawnictw-katolickich-desclee-lefebvre-c-sei-edizioni-paoline-la-scuola">Za ciekawy można uznać przykład wydawnictw katolickich, które szybko zdecydowały się poszerzyć repertuar wydawniczy o Quo vadis. Pierwszym, które sięgnęło po utwór Polaka, było wydawnictwo Desclée, Lefebvre &amp;amp; C. z Rzymu[przypis] Wydawnictwo papieskie Desclée zostało założone w Rzymie jako filia belgijskiego domu wydawniczego z Tournai, któremu dał początek Henri Desclée w roku 1877. Wydawnictwo miało filie w Rzymie, Paryżu i Nowym Jorku. Augusto Zucconi w roku 1898 powołał do życia rzymską filię Desclée, Lefebvre &amp;amp; C., w której zaczęto drukować utwory w językach włoskim i łacińskim, wcześniej publikowane za granicą. W wydawnictwie ukazywały się utwory o tematyce teologicznej, filozoficznej, archeologicznej, historycznej, prawnej i pedagogicznej, a także utwory dla dzieci (por. Tranfaglia, Vittoria 2007: 220; G. Roncetti, Desclée &amp;amp; C. — Roma — D6; IlPostalista.it, https://www.ilpostalista. it/perfin/perfin_376.htm, dostęp: 6.02.2020).[/przypis]. Publikacja zatytułowana Quo Vadis? Nuova traduzione ad uso della gioventù e delle famiglie ukazała się w przekładzie profesora Enrica Salvadoriego[przypis]Mons. Enrico Salvadori (1861–1924) był trzecim z siedmiorga dzieci Bernarda i Elisy Salvadorich. Rodzina w roku 1875 przeprowadziła się z Monte San Savino (prowincja Arezzo) do Rzymu, w tym czasie Enrico uczęszczał już do seminarium w Arezzo. Po zakończeniu nauki przeniósł się do Rzymu. Był kanonikiem bazyliki św. Piotra w Rzymie, profesorem Sacra Scrittura w Seminarium Watykańskim. Sprawował funkcję custode generale rzymskiej akademii literackiej Arkadia w latach 1916–1924. Brat Giulia Salvadoriego (por. Murri 1977: 50; Vian 1962: 37).[/przypis], poprzedzona wstępem historyczno archeologicznym opracowanym przez profesora Orazia Marucchiego[przypis]Orazio Marucchi (1852–1931) — włoski archeolog. Od dzieciństwa związany z Rzymem. Zainteresowania archeologią chrześcijańską rozbudził w nim ojciec, który uczestniczył w badaniach prowadzonych przez Giuseppe Marchiego i Giovanniego Battistę de Rossiego. Orazio Marucchi od młodości uczestniczył w badaniach archeologicznych prowadzonych przez de Rossiego. W roku 1884 napisał dysertację na temat Forum Romanum i Palatynu, dzięki temu został powołany na członka Papieskiej Akademii Archeologii Rzymskiej. Następnie papież Leon XIII mianował go archeologiem Muzeów Watykańskich. Czynnie uczestniczył w pracach archeologicznych na terenie Rzymu, brał udział w licznych kongresach i konferencjach naukowych poświęconych archeologii chrześcijańskiej. Na początku XX wieku zaczął interesować się zjawiskiem quovadismo. Wydawnictwo Desclée &amp;amp; C. powierzyło mu zadanie opracowania wstępu historyczno-archeologicznego do utworu Sienkiewicza. Wstęp ten był następnie opublikowany we fragmencie w języku francuskim pt.: Une page d’histoire, introduction historique et archéologique à «Quo vadis» de Henryk Sienkiewicz..., a także na łamach czasopisma „Civiltà cattolica” (LXXVI [1925], 1, s. 170). Marucchi prowadził też ożywioną działalność naukową, wykładając w seminariach i instytutach rzymskich. Od roku 1905 był związany z rzymskim Uniwersytetem Sapienza. Na podst.: M. Munzi, Marucchi Orazio, Treccani.it, http://www.treccani.it/enciclopedia/orazio-marucchi_(Dizionario-Biografi co)/, dostęp: 6.02.2020.[/przypis], dodatkowo zamieszczono w książce mapę Rzymu za czasów Nerona. Enrico Salvadori przed przystąpieniem do pracy nad Quo vadis miał już za sobą pierwsze doświadczenia z prozą Sienkiewicza (o czym wspomina w przedmowie do tłumaczenia), bowiem w lipcu 1899 wydawnictwo Desclée, Lefebvre &amp;amp; C. opublikowało przełożoną przez niego nowelę Andiamo a Lui: novella storica del tempo di Cristo (Pójdźmy za Nim!). Po zakończeniu prac nad Quo vadis Salvadori podjął się przetłumaczenia powieści Ben-Hur Lewisa Wallace’a, która ukazała się w roku 1901, nakładem wydawnictwa Desclée, Lefebvre &amp;amp; C.

Nie jest jasne, w jaki sposób Salvadori pracował nad przekładem Quo vadis, ale wyniki lektury porównawczej wczesnych włoskich wersji powieści wskazują, że wykorzystał on inne dostępne na rynku wersje (por. rozdział I). W biuletynie bibliograficznym wydawnictwa Desclée, Lefebvre &amp;amp; C. reklamującym nowości z roku 1900 możemy przeczytać krótką informację dotyczącą pierwszego wydania powieści Quo vadis w przekładzie Salvadoriego. W treści ogłoszenia autor wskazuje na pregevolissima traduzione (znakomity przekład), w którym tłumacz (Salvadori) zrezygnował z zamieszczenia fragmentów mogących „obrazić” młodociane oczy. Dodatkowo podkreśla się wdzięczny włoski styl tej wersji, którego brakuje niektórym przekładom wydanym wcześniej. Wersja Salvadoriego i Marucchiego była dosyć często wznawiana w Desclée, Lefebvre &amp;amp; C., do roku 1914 włącznie.

W roku 1923 prawa do publikacji przekładu Salvadoriego od Desclée, Lefebvre &amp;amp; C. odkupiło turyńskie wydawnictwo Società Editrice Internazionale[przypis]Società Editrice Internazionale (SEI): Società Anonima Internazionale per la Diffusione della Buona Stampa (SAID Buona Stampa) uzyskała osobowość prawną w Turynie 31 lipca 1908 roku, jednak jej początki sięgają roku 1859, kiedy to don Giovanni Bosco (założyciel zgromadzenia salezjanów i salezjanek) postanowił stworzyć wydawnictwo publikujące materiały niezbędne do nauczania dzieci i młodzieży. Wydawnictwo w początkowej fazie działalności skupiało się przede wszystkim na opracowywaniu, publikowaniu i dostarczaniu materiałów (podręczników i pomocy szkolnych) dla salezjańskich szkół podstawowych. Zgodnie ze wskazówkami założyciela wydawnictwa publikacje miały być pozbawione wątków dotyczących materializmu, antyklerykalizmu, a treść książek miała być zgodna z nauką Kościoła. W ofercie wydawniczej SEI od samego początku kładziono nacisk na nauczanie języków klasycznych i języka włoskiego. Na skutek reformy szkolnictwa przeprowadzonej w roku 1923, zgodnie z zaleceniami Giovanniego Gentilego, ówczesnego ministra do spraw szkolnictwa, dzieci i młodzież musiały czytać teksty klasyczne w oryginale, dodatkowo ministerstwo opracowało listę pisarzy chrześcijańskich, których powieści zalecano do czytania młodzieży. Od tego momentu publikacje wydawnictwa SEI zaczęły być rozpowszechniane także w szkołach państwowych. Wydawnictwo prowadziło wielotorową politykę, dostarczało włoskim odbiorcom podręczniki szkolne, tworzyło nowe serie, w których ukazywały się m.in. utwory pisarzy włoskich. Obok bogatej oferty obejmującej teksty literackie SEI dostarczało podręczniki do nauk przyrodniczych, ścisłych i do nauczania języków obcych.

1 lipca 1919 wydawnictwo zmieniło nazwę na Società Editrice Internazionale. Nieoceniony wkład w jego rozwój miał Giuseppe Caccia (1881–1963), który przez blisko czterdzieści lat odpowiadał za rozwój SEI, a jego dewizą było połączenie interesów laickich akcjonariuszy wydawnictwa i propozycji religijnych inspirowanych działaniami salezjanów. Wydawnictwo osiągnęło liczącą się pozycję wśród wydawców oferujących książki dla dzieci, takich jak m.in. Bemporad, Paravia, La Scuola, Vallardi. Pod koniec lat czterdziestych XX wieku SEI poszerzyło swoją działalność o produkcję filmów edukacyjnych. W latach pięćdziesiątych wydawnictwo podupadło, głównie z powodu przestarzałego katalogu wydawniczego, opierającego się na nazwiskach autorów zaliczanych do klasyki literatury. Polityka wydawnicza SEI była wówczas bardzo zachowawcza, oparta na tradycji i powielaniu utworów dobrze znanych czytelnikom. Dopiero w latach sześćdziesiątych wydawnictwo zaczęło na dobre dostrzegać potrzebę odświeżenia katalogu, co było podyktowane m.in. reformą szkolnictwa przeprowadzoną w roku 1962. W roku 1967 zarządzanie wydawnictwem przejął don Francesco Meotto (1921–1988), który odmienił jego strategię wydawniczą. SEI zaczęło dostarczać na rynek włoski nie tylko podręczniki szkolne, ale także pomoce dydaktyczne (filmy, kasety wideo, kasety magnetofonowe, CD-ROM). Pod koniec 2006 roku zarządzanie wydawnictwem przejęli Ulisse Jacomuzzi i don Sergio Giordani. W maju 2018 SEI zostało wykupione przez wydawnictwo La Scuola z Brescii. W ciągu ponad stu lat SEI publikowało książki pod nazwami: Società Editrice Internazionale (Società Anonima Internazionale per la Diffusione della Buona Stampa, S.A.I.D. Buona Stampa) (por. Targhetta 2008; Sani 2003: 335; Italia — SEI e La Scuola per aff rontare nuove sfi de, InfoANS.org, https://www.infoans.org/pl/dzialy/wiadomosci/item/5856-italia-sei-e-la-scuola-per-aff rontare-nuove-sfi de, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], prowadzone przez zgromadzenie salezjanów. Wcześniej jednak, w roku 1921, wydawnictwo SEI podjęło próbę wydania Quo vadis...? Racconto del tempo di Nerone w opracowaniu Angela Michelottiego, który jasno wskazywał, iż przygotowana przez niego wersja opiera się na dostępnych włoskich i zagranicznych przekładach. W rzeczywistości, jak wykazały przeprowadzone badania, wzorował się przede wszystkim na anonimowym przekładzie opublikowanym w roku 1900 w mediolańskim wydawnictwie Baldini &amp;amp; Castoldi. Niemniej jednak wersja Michelottiego (którą wydawnictwo reklamowało jako ekonomiczną) nie cieszyła się zbyt dużym zainteresowaniem. Najprawdopodobniej z tego powodu, w roku 1923, zadecydowano o publikacji Quo vadis w opracowaniu Salvadoriego.

Można stwierdzić, że wydawnictwo SEI umiejętnie wykorzystało zainteresowanie powieścią Sienkiewicza, które w latach dwudziestych nadal było ogromne (o czym donosił m.in. Stanisław Windakiewicz[przypis]Windakiewicz w Odkryciu Włoch, opublikowanym w roku 1922, wspominał m.in. „(...) iż na odpuście w Genui, wszystkie stragany księgarskie na Piazza S. Lorenzo były zasłane tłumaczeniami powieści Sienkiewicza, a wieśniacy apenińscy, przybrani w koźle skóry, radzili się jeden drugiego, czy kupić Potop czy Pana Wołodyjowskiego” (Windakiewicz 1922: 22).[/przypis]). Dodatkowym impulsem do publikacji utworu Polaka była reforma szkolnictwa przeprowadzona w roku 1923, która narzuciła na katolickie wydawnictwo wymóg publikowania powieści o tematyce chrześcijańskiej przeznaczonych do czytania przez młodzież. Wersja opracowana przez księdza Salvadoriego i znanego rzymskiego archeologa Marucchiego była więc „produktem” idealnym, a kolejne wydania, począwszy od roku 1925, wzbogacone ilustracjami — obrazami malarza Jana Styki — tylko podniosły atrakcyjność książki. W roku 1951, gdy  włoski rynek wydawniczy publikacji dla młodych odbiorców coraz bardziej orientował się na skrócone wersje powieści historycznych, wydawnictwo SEI zwróciło się do Clary Pananti z prośbą o przygotowanie adaptacji powieści Sienkiewicza. Przeróbka utworu, licząca dwieście stron, była publikowana w wydawnictwie SEI do roku 1965 włącznie.

Kolejnym katolickim wydawnictwem, które wielokrotnie publikowało Quo vadis, było wydawnictwo paulistów Edizioni San Paolo[przypis]Edizioni San Paolo. W roku 1914 włoski paulista ksiądz Giacomo Alberione (1884–1971) otrzymał zgodę biskupa Re na otwarcie małej drukarni (Scuola Tipografica Piccolo Operaio), w której miano opracowywać materiały ewangelizacyjne dla młodych czytelników. Oficyna w roku 1915 otrzymała nazwę Pia Società San Paolo, a jej pierwsza siedziba znajdowała się w miejscowości Alba (w prowincji Cuneo) w Piemoncie. Ksiądz Alberione w początkowym okresie działalności korzystał z nieocenionej pomocy swojego współpracownika księdza Giuseppe Rosy (1875–1930), który miał już za sobą doświadczenia pracy w oficynie wydawniczej w Asti (Opera Pia Michelerio di Asti). W roku 1915 Alberione podjął decyzję o włączeniu do współpracy zgromadzenia zakonnego sióstr paulistek. W ten sposób narodziło się wydawnictwo Pia Società delle Figlie di San Paolo, którego działalność w głównej mierze skoncentrowała się na prowadzeniu czasopisma „La valsusa”, jak również redagowaniu materiałów wykorzystywanych w parafiach włoskich. Z biegiem lat oficyna rozszerzała zakres działalności wydawniczej, w roku 1927 wydawnictwo uzyskało aprobatę biskupią i od tej pory stało się spółką akcyjną Pia Società di S. Paolo. W pierwszym dziesięcioleciu działalności wydawnictwo koncentrowało się na publikowaniu prasy katolickiej, materiałów używanych w parafiach, modlitewników, katechizmów, wydawaniu Ewangelii i Biblii, a także nowel, opowiadań i powieści o tematyce religijnej. W roku 1926 otwarto filię wydawnictwa w Rzymie. Z biegiem lat oficyna rozrosła się i stała się bodajże największym włoskim wydawnictwem katolickim, choć ksiądz Alberione był świadomy tego, że na rynku funkcjonują także inne, prężnie działające wydawnictwa katolickie, m.in. SEI z Turynu, La Scuola z Brescii czy katoliccy wydawcy z Vicenzy. W latach trzydziestych wydawanie książek i czasopism było jednym z naczelnych zadań wydawnictwa. W grudniu roku 1931 ukazał się pierwszy numer tygodnika „Famiglia Cristiana”, kolportowanego w całych Włoszech. W 1937 ksiądz Alberione założył Romana Editrice Film (REF), po II wojnie światowej zmieniło ono nazwę na San Paolo Film. Celem nowej inicjatywy była ewangelizacja w mediach. Aktualnie wydawnictwo Edizioni San Paolo należy do męskiej gałęzi zgromadzenia paulistów. Żeńska gałąź posiada wydawnictwo Edizioni Paoline, w którym publikowane są książki i czasopisma, siostry paulistki prowadzą także działalność ewangelizacyjną w mediach. W roku 1992 utworzono holding wydawniczy Editoriale San Paolo, w skład którego wchodzą trzy spółki: czasopisma San Paolo (m.in. „Famiglia Cristiana”, „Il giornalino”, „Vita pastorale”), SAIE: odpowiedzialna za publikację słowników, encyklopedii, albumów, i Edizioni San Paolo z siedzibą w Cinisello Balsamo, jak również drukarnie w Rzymie i w Albie. Od roku 1992 siostry paulistki prowadzą samodzielnie wydawnictwo Paoline (por. G. Chiosso, has ło: «Edizioni San Paolo (anche Edizioni Paoline, già Pia Società S. Paolo, scuola tipografi ca editrice)», TESEO’900 2008. Więcej informacji na temat wydawnictwa można znaleźć m.in. w: Pizzigoni 2011: 87–133).[/przypis], działające na przestrzeni lat także pod nazwą Edizioni Paoline i Pia Società S. Paolo. W wydawnictwie założonym przez paulistę księdza Giacoma Alberionego Quo vadis pojawiło się po raz pierwszy w roku 1923, a więc w tym samym, w którym turyńskie SEI uzyskało od rzymskiego Desclée, Lefebvre &amp;amp; C. prawa do publikacji przekładu Salvadoriego.

Dotychczas dane na temat poszczególnych wydań Quo vadis w wydawnictwie św. Pawła były rozproszone, co wynikało z braku dostatecznych informacji na temat samego wydawnictwa Edizioni San Paolo i zmian strukturalnych, do których doszło z upływem czasu. Poprawną klasyfikację uniemożliwiały przede wszystkim odmienne wersje nazwy wydawnictwa i lokalizacja siedziby wydawcy. Obecnie dysponujemy już większą ilością informacji na temat wydawnictwa z Alby, co pozwoliło na uporządkowanie zebranych danych bibliograficznych. Jak już wspomniano, Quo vadis trafiło do wydawnictwa paulistów w roku 1923. Ani w pierwszym wydaniu, ani w żadnym z następnych nie podano nazwiska tłumacza, który był odpowiedzialny za opracowanie powieści. Po zapoznaniu się z wczesnymi wydaniami utworu (opublikowanymi do roku 1938 włącznie) ustalono, że wykazują one podobieństwa do anonimowej wersji opublikowanej w Baldini &amp;amp; Castoldi w roku 1900. Z kolei wydania późniejsze, od roku 1942, są zredagowaną i uwspółcześnioną wersją profesora Enrica Salvadoriego. Można zadać pytanie, dlaczego w chwili, gdy zaczęto wykorzystywać przekład Enrica Salvadoriego, nie zdecydowano się podać jego nazwiska? Przekład ten był dostępny na włoskim rynku wydawniczym już w roku 1900, Salvadori zmarł w roku 1924 — być może z tego powodu zdecydowano się na wykorzystanie jego tłumaczenia? Nie wiadomo również, czy istniały jakieś bezpośrednie ustalenia pomiędzy dwoma wydawnictwami katolickimi: SEI (które odkupiło prawa do przekładu Salvadoriego) i Edizioni San Paolo (publikującym zredagowaną wersję przekładu Salvadoriego w sposób anonimowy), pozwalające na takie rozwiązanie. Faktem jest, że „anonimowy” przekład prof. Salvadoriego był przez Edizioni Paoline wielokrotnie wznawiany. W roku 1981 podjęto decyzję o opublikowaniu nowej wersji Quo vadis, w opracowaniu dokonanym przez księdza Imeria Moscarda[przypis]Don Imerio Luigi Moscardo (1935–2007), mając zaledwie dwanaście lat, wstąpił do zgromadzenia Società San Paolo w Rzymie. Następnie podjął studia filozoficzne w Albie i teologiczne w Rzymie. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1961. Od roku 1974 był czynnie związany z wydawnictwem Edizioni San Paolo, dla którego opracowywał kalendarze liturgiczne, księgi liturgiczne do odprawiania liturgii godzin, agend liturgicznych, materiały dla duszpasterzy (por. Don Imerio Luigi Moscardo, Paulus.net, https://www.paulus.net/pdf/defunti/2007/Moscardo_ita.pdf, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], który wsparł się wersją Salvadoriego i przekładem Cristiny Agosti-Garosci. Po raz ostatni Quo vadis ukazało się w wydawnictwie paulistów w roku 1995.

W roku 1942 w turyńskim zgromadzeniu paulistów powstała także inna inicjatywa wydawnicza, za którą odpowiadał ksiądz Gabriele Piazzo, nosiła ona początkowo nazwę SAS (Società Apostolato Stampa), następnie od roku 1954 funkcjonowała pod nazwą SAIE (Società Azionaria Internazionale Editrice). Nakładem SAS powieść Quo vadis ukazała się po raz pierwszy w roku 1946, wydawnictwo nie zdecydowało się na ujawnienie tożsamości osoby odpowiedzialnej za opracowaną wówczas wersję powieści (podobnie jak miało to miejsce w przypadku Edizioni Paoline i „zagarnięcia” wersji Salvadoriego). Następnie w roku 1952 opublikowano nakładem SAIE adaptację Quo vadis dla młodzieży, opracowaną przez Maria Giussaniego[przypis]Na temat Maria Giussaniego nie udało się uzyskać żadnych informacji biograficznych, poza tym, że współpracował z wydawnictwem SAS, następnie SAIE od roku 1952. Był odpowiedzialny za tłumaczenia z języków angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego, redakcję i opracowanie skróconych wersji tłumaczonych powieści (por. https://opac.sbn.it/, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], który wsparł się wersją Verdinois. W latach 1969 i 1971 na włoski rynek wydawniczy trafiła jeszcze jedna adaptacja Quo vadis zaproponowana przez turyńskie SAIE. Katolicka oficyna powierzyła zredagowanie tłumaczenia dla młodzieży Marcelli Paganin Laurenzi[przypis]Na temat Marcelli Paganin Laurenzi nie udało się ustalić żadnych szczegółów biograficznych, poza tym, że współpracowała z wydawnictwem SAIE od roku 1969 (wówczas ukazało się pierwsze opracowanie pod jej redakcją) do roku 1986 włącznie (por. https://opac.sbn.it/, dostęp: 6.02.2020).[/przypis].

Quo vadis było liczącą się pozycją także w katalogu wydawnictwa La Scuola z Brescii. Za powstanie w roku 1904 spółki akcyjnej La Scuola (funkcjonującej obecnie pod nazwą Editrice La Scuola) odpowiadała grupa księży i ludzi świeckich związanych z lombardzkim ruchem katolickim, byli to m.in.: Luigi Bazoli, Giorgio Montini, Ercole Nicoli Cristiani, Lorenzo Pavanelli, Nicolò Rezzara[przypis]Wydawnictwo La Scuola zostało założone w roku 1904, początkowo zarządzanie nim powierzono księdzu don Angelowi Zammarchiemu (1871–1958). W pierwszej fazie działalności wydawnictwo koncentrowało się przede wszystkim na publikowaniu periodyku „Scuola italiana moderna”, jak również na opracowywaniu podręczników dla szkół podstawowych, szkół wiejskich, wieczorowych i niedzielnych, a także lektur do katechizmu i publikacji o charakterze prawnym i naukowym. Z biegiem lat w wydawnictwie zaczęto także publikować lektury dla szkół w serii „Piccola biblioteca scolastica”. Reforma szkolnictwa przeprowadzona w roku 1923 wpłynęła (podobnie jak w przypadku SEI) na zmianę oferty wydawniczej. Tym samym katalog wydawniczy La Scuoli, ukierunkowany na ofertę dla szkół podstawowych, rozrastał się, podobnie jak zespół ludzi, którzy podjęli współpracę z wydawnictwem. Od roku 1921 wydawnictwo prowadziło ścisłą współpracę z katolickim Uniwersytetem Sacro Cuore z Mediolanu. Kontynuowało wydawanie publikacji religijnych, jak również koncentrowało się na produkcji czasopism dla nauczycieli, podręczników szkolnych, książek dla dzieci i młodzieży i książek o tematyce pedagogicznej. Na początku kolejnej dekady do wydawnictwa dołączyli Adolfo Lombardi i profesor Giusto Marchese, którzy mieli zdecydowany wpływ na zmianę polityki wydawniczej. W następnych dziesięcioleciach wydawnictwo z Brescii nadal intensywnie się rozwijało. Obecnie La Scuola jest jednym z ważniejszych wydawnictw katolickich na włoskim rynku, a w maju 2018 roku wykupiło turyńskie wydawnictwo SEI (por. Pazzaglia 2004; Tranfaglia, Vittoria 2007: 219, 399, 450).[/przypis]. Nakładem wydawnictwa z Brescii utwór Quo vadis Henryka Sienkiewicza ukazał się kilkakrotnie w latach 1949–1969. Za każdym razem były to wersje skrócone, przygotowane z myślą o młodych odbiorcach. Autorem pierwszej adaptacji, która została opublikowana w roku 1949, a następnie wznowiona w roku 1953, był poeta, tłumacz, librecista Luigi Orsini[przypis]Luigi Orsini (1873–1954) — absolwent studiów prawniczych na Uniwersytecie w Bolonii, gdzie poznał m.in. Pascolego i Carducciego. W latach 1911–1938 pracował w Królewskim Konserwatorium w Mediolanie. Współpracował z licznymi dziennikami, m.in. „Il Popolo d’Italia”, „Il Resto del Carlino”, „L’Illustrazione italiana”. W roku 1904 założył z Gaetano Gasperonim czasopismo „La Romag na nella storia, nelle lettere e nelle arti” (por. Ciotti 1977: 281–304; Orsini 1954).[/przypis]. Kilka lat później, w roku 1958, wydawnictwo La Scuola powierzyło opracowanie adaptacji dla dzieci i młodzieży Guglielmowi Valle, którego wersja była wielokrotnie wznawiana. To, że Quo vadis znajdowało ciągle nowych odbiorców, miało zapewne wpływ na decyzję o przygotowaniu trzeciej adaptacji dla dzieci i młodzieży. W roku 1969 zadanie to powierzono małżeństwu Oldze (de domo Cattaruzza) i Francowi Fraschinim[przypis]Franco Fraschini (ur. 1922) — nauczyciel, historyk, językoznawca, autor licznych opracowań metodycznych dla nauczycieli, jak również opowiadań dla dzieci i młodzieży (por. Ongaro 2006: 30). Na temat Olgi Fraschini nie udało się ustalić żadnych informacji biograficznych.[/przypis].



Przeprowadzona analiza publikacji utworu Quo vadis we włoskich wydawnictwach katolickich wskazuje, że powieść zajęła trwałą pozycję w ich katalogu. Sukces wydawniczy powieści jest szczególnie zauważalny w latach pięćdziesiątych, co ma związek zarówno ze wspomnianą już amerykańską ekranizacją, jak i wpisaniem Quo vadis na listę lektur uzupełniających. Dzieło Sienkiewicza było obecne w obiegu wydawców katolickich (SEI i Edizioni San Paolo) już od lat dwudziestych, wpisywało się idealnie w katolicki profil oficyn. Z tego powodu wydawcy starali się dostarczyć je odbiorcom w wysokim nakładzie i niskiej cenie, choć niektóre edycje ukazywały się w dwóch wersjach, tj. droższej, drukowanej na dobrym papierze, wyposażonej w barwne ilustracje i oprawionej w twarde okładki, oraz w tańszej — pozbawionej rycin i na niskiej jakości papierze.

Z analizowanych wydawnictw katolickich największy dorobek wydawniczy osiągnęło wydawnictwo Edizioni San Paolo, choć nie zdecydowało się na opracowanie autorskiego przekładu i posiłkowało się przekładami istniejącymi już wcześniej na rynku. W jego ofercie utwór Sienkiewicza zajął stałe miejsce, nowe wydania ukazywały się prawie rokrocznie i niepodzielnie królowała edycja oparta na wersji opracowanej przez księdza Salvadoriego. Z dużym powodzeniem z utworu Sienkiewicza korzystało także wydawnictwo SEI, choć liczba wydań nie jest już tak imponująca jak w przypadku wydawnictwa paulistów. Ważnym wydawcą, który włączył do swojej oferty Quo vadis w roku 1949, była oficyna La Scuola, która od samego początku proponowała młodzieży rzymską powieść Sienkiewicza w formie adaptacji.

Podsumowując, wypada odnotować, że w omówionych wydawnictwach katolickich, które opublikowały Quo vadis przede wszystkim z myś lą o młodych odbiorcach (i ich rodzicach), powieść ukazała się ponad sześćdziesiąt razy.</document>
<document nplp_id="11525" title="Quo Vadis w&amp;nbsp;ofercie wydawców z&amp;nbsp;Florencji: Salani, Nerbini" slug="quo-vadis-w-ofercie-wydawcow-z-florencji-salani-nerbini">Powieść Quo vadis wzbudziła zainteresowanie także wśród wydawnictw florenckich. Do utworu Sienkiewicza jako pierwsze sięgnęło założone w roku 1862 we Florencji wydawnictwo Salani[przypis]Wydawnictwo Adriano Salani Editore zostało założone we Florencji w roku 1862 przez Adriana Salaniego. Początkowo działało jako drukarnia, następnie jako wydawnictwo, które w pierwszej fazie działalności specjalizowało się w publikacjach niezgodnych z polityką zjednoczonego kraju. Z tego powodu druk niektórych utworów został wstrzymany przez władze państwowe. W latach osiemdziesiątych XIX wieku odnotowujemy wzrost działalności wydawnictwa, spowodowany pozytywnymi trendami w gospodarce włoskiej. Po śmierci Adriana Salaniego (1904) zarządzanie wydawnictwem przejął jego syn Ettore, a następnie wnuk Mario Salani. Od roku 1937 wydawnictwo przeżywało trudności finansowe, które były następstwem zamknięcia drukarni. W roku 1987 wydawnictwo Salani zostało zakupione przez Maria Spagnola, który zarządzał już wtedy wydawnictwem Longanesi. W latach osiemdziesiątych wydawnictwo specjalizowało się w publikowaniu utworów w dwóch seriach: I Criceti i Gl’Istrici. Prawdziwy sukces finansowy zawdzięczało zaś publikacji serii o Harrym Poterze. W roku 1999 zarządzanie wydawnictwem przejął Luigi Spagnol. W 2005 utworzono grupę wydawniczą, w skład której weszły następujące wydawnictwa: Corbaccio, Garzanti, Guanda, Longanesi, Nord, Ponte alle Grazie, Salani, TEA, Vallardi i ProLibro (por. Gigli Marchetti 2011; F. Bacchetti, hasło: «Salani, casa editrice», TESEO 2003).[/przypis], które od lat osiemdziesiątych XIX wieku próbowało konkurować z obecnymi już wcześniej na florenckim rynku domami wydawniczymi (Sansoni, Olschki, Bemporad). Adriano Salani od początku działalności wydawniczej starał się dostarczać różnym grupom czytelniczym rozmaite utwory literackie. W swoich działaniach opierał się na doświadczeniach konkurencji, proponując odbiorcom liczne powieści, przede wszystkim francuskie, nieustannie poszukiwał również przestrzeni, w której mógłby się specjalizować. Z tego powodu podjął decyzję o publikowaniu literatury dla kobiet, co stało się możliwe za sprawą m.in. Caroliny Invernizio. Począwszy od roku 1880, zdecydował się także publikować utwory o tematyce religijnej, a w chwili gdy do wydawnictwa dołączył jego syn Ettore, podjął decyzję o utworzeniu odrębnego sektora: specjalizującego się w literaturze dla dzieci i młodzieży.

Salani publikował dzieła, które miały zaspokoić potencjalne potrzeby czytelników i ich zainteresowania. Duże korzyści materialne przyniosło mu piśmiennictwo popularne. Skutecznie starał się zabiegać o czytelników zarówno wśród sfer inteligenckich, jak i mas ludowych. Quo vadis nakładem Salaniego ukazało się po raz pierwszy w roku 1900. Przekład powierzono literatowi i tłumaczowi Titowi Zucconiemu[przypis]Tito Zucconi (1837–1924) — literat, tłumacz, wykładowca, uczestnik walk o wyzwolenie Włoch. W roku 1859 podjął studia prawnicze w Sienie, które ukończył w roku 1862. Po zjednoczeniu Włoch rozpoczął pracę jako nauczyciel. Jego najbardziej znanym uczniem był Gabriele D’Annunzio, którego nauczał literatury i języka francuskiego w liceum klasycznym w Prato. Pod koniec XIX wieku zajął się opracowywaniem przekładów literackich (por. Nave 2005: 24–26; opac.sbn.it, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], który miał szerokie zainteresowania historycznoliterackie, a do tego bogatą wiedzę na temat starożytności. W roku 1900 przełożył dla Salaniego także inne utwory Sienkiewicza, m.in. nowelę Anna (Hania), Per il pane (Za chlebem), La vedova (Na marne). Badania przeprowadzone w projekcie wykazały, że Zucconi posiłkował się przy opracowaniu włoskiej wersji Quo vadis przekładem angielskim autorstwa Curtina.

Przekład Zucconiego ukazał się wydawnictwie Salani wielokrotnie w latach 1900–1938, zazwyczaj liczył ponad sześćset stron, niektóre wydania były ilustrowane m.in. przez Carla Jouasa i Carla Chiostriego. Wydawnictwo Salani opublikowało także skrócone wersje przekładu Zucconiego, m.in. w latach 1916 i 1927. Jego wersja stała się również podstawą do opracowania innych wydań, które ukazały się w wydawnictwie w latach 1950 i 1952. Za ich powstanie odpowiadała aktywna tłumaczka i adaptatorka Rita Banti, współpracująca z wydawnictwem Salani w latach 1950–1976. Do Quo vadis florencki wydawca powrócił po raz ostatni w roku 1973, publikując adaptację dla młodzieży autorstwa Maria Sgarbossy.

W latach pięćdziesiątych zainteresowanie przekładem Zucconiego wykazały nowo powstałe, małe wydawnictwa mediolańskie. W roku 1954 nakładem wydawnictwa Edizioni dell’Aquilone ukazała się adaptacja dla młodzieży, opracowana na podstawie tłumaczenia Zucconiego przez Alfi a Coccię. Również mediolańskie wydawnictwo Cavallotti zdecydowało się na publikację adaptacji dla młodzieży, opracowanej na podstawie przekładu Zucconiego przez Linę Ottino Foglino. Co ciekawe, praca Ottino Foglino, która ukazała się w roku 1952, doczekała się następnie skróconych, anonimowych wersji, które były wielokrotnie opublikowane przez mediolańskie wydawnictwa AMZ i BRI. W roku 1955 do przekładu Zucconiego sięgnął także Pino Foresti, który opracował dla wydawnictwa Fratelli Fabbri z Mediolanu liczącą sto pięćdziesiąt stron adaptację dla młodzieży.

Przekład Zucconiego, inaczej niż tłumaczenie Verdinois i anonimowe wydanie Baldini &amp;amp; Castoldi, nie został zapomniany, zaczął być ponownie wznawiany, począwszy od roku 1984, w mediolańskim wydawnictwie Mondadori, tym samym, które w 1953 opublikowało przekład Quo vadis w wykonaniu Marii Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego.

Do utworu Henryka Sienkiewicza sięgnęło także inne wydawnictwo florenckie, Nerbini, założone w roku 1897 przez Giuseppe Nerbiniego[przypis]Giuseppe Nerbini oficjalnie założył swoje wydawnictwo w roku 1897, choć pierwsze publikacje wydał kilka lat wcześniej. Nerbini był wydawcą dziennika „Avanti” włoskiej partii Partito Socialista Italiano, chętnie publikował utwory dotyczące tematyki polityczno-społecznej, które ukazywały się w seriach, jak np. Biblioteca educativa sociale, Letture moderne sociali, Saggi di filosofi a sociale. Nerbini bardzo zabiegał o to, aby w jego wydawnictwie ukazywały się przekłady zagranicznych powieści, m.in. pisarzy rosyjskich i francuskich (takich jak Lew Tołstoj, Eugène Sue, Fiodor Dostojewski, Émile Zola, Victor Hugo), oraz ilustrowane arcydzieła literatury włoskiej (publikowane w seriach). Od początku swojej działalności do roku 1910 Nerbini wydał łącznie 323 publikacje, co oznaczało w praktyce 25–30 tytułów rocznie. Dla dzieci i młodzieży stworzył osobny dział, w którym ukazywały się przede wszystkim książki ilustrowane. W okresie I wojny światowej rozwój wydawnictwa uległ spowolnieniu. Razem ze swoim synem Mariem Nerbini był zwolennikiem rodzącego się w latach dwudziestych faszyzmu. Począwszy od lat trzydziestych, wydawnictwo zdecydowało się rozbudować dział czasopism i komiksów. Było ono też pierwszą włoską oficyną wydawniczą, w której w roku 1932 ukazał się komiks o Myszce Miki Topolino (w roku 1935 prawa do wydawania komiksu uzyskało wydawnictwo Mondadori). Od roku 1934 wydawnictwem zarządzał Mario Nerbini. W roku 1953 wydawnictwo ogłosiło upadłość. W latach sześćdziesiątych byli współpracownicy Nerbiniego podjęli trud wznowienia działalności wydawnictwa Nerbini (por. Tortorelli 1989: 63–125; Nerbini, Treccani.it, http://www.treccani.it/enciclopedia/nerbini, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], które specjalizowało się w publikowaniu utworów o tematyce polityczno-społecznej, a także utworów literatury obcej dla dorosłych, wśród których przeważali autorzy publikujący na przełomie stuleci.

Nakładem Nerbiniego w roku 1906 ukazał się utwór Sienkiewicza zatytułowany Quo vadis? Nuova, integrale traduzione (nowy, pełny przekład) w przekładzie Clary Collini z ilustracjami Giuseppe Rossiego. Tłumaczenie opatrzone jej nazwiskiem zostało wznowione jeszcze w latach 1907, 1908, 1910. Od roku 1914 wydawca ogłaszał „anonimowe” przekłady Quo vadis (choć w rzeczywistości była to cały czas wersja Collini) z ilustracjami Tancrediego Scarpellego i Giuseppe Rossiego (w latach 1920, 1927, 1933, 1934), a od roku 1944 tylko z ilustracjami Scarpellego (1947, 1954, 1985). O samej tłumaczce wiemy niewiele, poza tym, że dla wydawnictwa Nerbini przetłumaczyła z języka angielskiego utwór Don chisciottino: Avventure romantiche per giovinetti. Warto przypomnieć, że jej tłumaczenie to skrócona kompilacja dwóch przekładów: Ferdinanda Bideriego i Tita Zucconiego (por. rozdział I).

W latach 1928 i 1929 ukazała się jeszcze w Nerbinim w serii Collana romanzi popolari skrócona wersja powieści (licząca sześćdziesiąt cztery strony), zatytułowana Quo vadis? Romanzo storico di Sienkiewicz, w opracowaniu Franca Bello (Franz De Bearny[przypis]Nazwisko przywołuję za: Preisner 1949: 189.[/przypis]).</document>
<document nplp_id="11526" title="Wydawnictwo UTET z&amp;nbsp;Turynu" slug="wydawnictwo-utet-z-turynu">W roku 1791 księgarze bracia Pomba założyli w Turynie małe wydawnictwo, które syn jednego z nich, Giuseppe Pomba, przekształcił w kolejnych dziesięcioleciach w dużą firmę, nadając jej w roku 1854 nazwę UTET (Unione Tipografico-Editrice Torinese). Podjęto wtedy decyzję, że wydawnictwo będzie specjalizowało się w wydawaniu ważnych dzieł literackich, a także słowników, na które czekał rynek wydawniczy (z tego właśnie powodu wydano m.in. Grande dizionario enciclopedico, Grande dizionario della lingua italiana czy Dizionario enciclopedico universale della musica e dei musicisti). Wydawnictwo specjalizowało się również w publikacjach, które określano mianem „Classici” i na które składały się teksty literackie, filozoficzne, polityczne i religijne, nie brakowało również utworów o tematyce naukowej, historycznej i pedagogicznej czy prawniczej[przypis]Od lat osiemdziesiątych XX wieku wydawnictwo przeżywało okres silnej ekspansji, w roku 1985 założono UTET Libreria, a w 1990 wydawnictwo zakupiło dom wydawniczy Petrini. W 1995 nabyło prawa do wydawnictwa Garzanti Editrice, kilka lat później UTET zostało wykupione przez Gruppo De Agostini Editore. Więcej informacji na temat współczesnej historii wydawnictwa znaleźć można na jego stronie: http://www.utet.it/la-storia.html, a także w: Schembri Volpe 2015; Firpo 1975.[/przypis].

Nakładem UTET Quo vadis ukazało się w prestiżowej serii dla dzieci i młodzieży La Scala d’oro, stworzonej przez Vincenza Errante i Fernanda Palazziego. Opracowanie adaptacji przeznaczonej dla dzieci dziesięcioletnich, uczęszczających do piątej klasy szkoły podstawowej, powierzono profesorowi z gimnazjum w Vercelli Eugeniowi Trevesowi[przypis]Eugenio Treves (1888–1970) — pisarz, wykładowca. Urodził się w Mediolanie. W roku 1911 ukończył studia filologiczne we Florencji. Następnie podjął pracę lektora języka włoskiego na Uniwersytecie w Grenoble. Od roku 1914 był związany z Istituto tecnico Camillo Cavour w Vercelli. Został odsunięty od nauczania z powodu ustaw rasowych. Do pracy nauczyciela powrócił po zakończeniu II wojny światowej. Był wytrwałym współpracownikiem Fernanda Palazziego, z którym współredagował Novissimo dizionario della lingua italiana, opublikowany nakładem wydawnictwa Ceschina w roku 1939. W roku 1924 założył w Vercelli czasopismo „Vercelli Nobilissima”. Autor zbiorów poetyckich, baśni, opowiadań, komentarzy. W latach trzydziestych współpracował z wydawnictwem UTET, które powierzyło mu zadanie opracowania adaptacji dla dzieci i młodzieży do serii La Scala d’oro. Tłumaczył z języków francuskiego i angielskiego. Dokumenty dotyczące życia i działalności Trevesa znajdują się obecnie w Archivio di Stato w Vercelli, a także w Biblioteca dell’Università del Piemonte Orientale w Vercelli. Na podst. dokumentów z Archivio di Stato w Vercelli; Rosso 1984: 17. Profesor Eugenio Treves otrzymał szczegółowe wytyczne dotyczące opracowania Quo vadis, podobnie jak ilustratorka Marina Battigelli. Materiały dotyczące opracowania Quo vadis dla wydawnictwa UTET znajdują się w archiwum Trevesa w Vercelli. Na ten temat pisała także Elisa Rebellato (por. rozdział I).[/przypis], który miał już za sobą pierwsze, udane doświadczenia w opracowywaniu skróconych wersji wielkich powieści. Po otrzymaniu ścisłych wytycznych od redaktorów serii Treves przystąpił do pracy i w roku 1936 nakładem UTET ukazało się Quo vadis? Romanzo, liczące 122 strony, z ilustracjami Mariny Battigelli, jedynej kobiety, która współpracowała z autorami adaptacji w ramach serii La Scala d’oro. Wprowadzenie we Włoszech w roku 1938 praw rasowych spowodowało, iż nazwisko Trevesa znalazło się na liście niepożądanych[przypis]Adaptacje autorstwa Eugenia Trevesa, Rosy Errery, Giuseppe Morpurgo zostały zastąpione nowymi opracowaniami w następstwie ogłoszonych w roku 1938 praw rasowych (por. G. Aiolfi ,“La Scala d’oro” della UTET: una collana per ragazzi durante il fascismo (1932–36), https://www.fondazione mondadori.it/wp-content/uploads/2018/12/aiolfi 17–24.pdf, dostęp: 6.02.2020; Cannistraro 1975: 427–437).[/przypis]. Zabiegając jednak o utrzymanie tytułu w serii, redaktorzy zwrócili się z propozycją opracowania nowej wersji adaptacji do pisarza i dziennikarza Francesca Perriego[przypis]Francesco Antonio Perri (1885–1974) — pisarz, dziennikarz, antyfaszysta. Urodzony na południu Włoch, w roku 1908 przeniósł się do Piemontu w poszukiwaniu pracy. W roku 1914 ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie w Turynie, niedługo potem rozpoczął studia filologiczne na Uniwersytecie w Pawii, których nie ukończył z powodu wybuchu I wojny światowej. W roku 1921 przeniósł się razem z rodziną do Kalabrii, gdzie pracował jako urzędnik, równocześnie wydawał utwory literackie (poezje i powieści). Po publikacji w roku 1925 powieści zatytułowanej I conquistatori, która miała wymowę antyfaszystowską, został usunięty z pracy. Pozbawiony środków finansowych, przeniósł się do Mediolanu, gdzie podjął współpracę z wydawnictwem UTET, powierzono mu zadanie redagowania książek dla dzieci, które ukazywały się w serii La Scala d’oro. W roku 1928 otrzymał nagrodę wydawnictwa Mondadori za powieść Emigranti. Publikował pod pseudonimami Ferruccio Pandora, Nepos, Ariel, Pan, Paolo Albatrelli. Po zakończeniu II wojny światowej przeniósł się najpierw do Genui, następnie do Rzymu, gdzie pracował jako dziennikarz. Pod koniec życia zamieszkał w Pawii, gdzie zmarł (por. Tartaglia 2013; Strangio 1995).[/przypis]. W roku 1940 nakładem UTET ukazało się Quo vadis? Romanzo z tekstem Perriego, ale w szacie graficznej, opracowanej w roku 1936 przez Battigelli do wersji Trevesa. Kolejne wznowienia adaptacji Perriego miały miejsce w latach 1940, 1942, 1944, 1958, 1978. W połowie lat sześćdziesiątych wydawnictwo UTET zdecydowało się na publikację powieści historycznej z czasów Nerona w wersji dla dorosłych, przejmując od wydawnictwa Mondadori przekład opracowany w roku 1953 przez Marię Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego.</document>
<document nplp_id="11527" title="Adaptacje Quo Vadis dla młodzieży w&amp;nbsp;ofercie wydawnictw mediolańskich" slug="adaptacje-quo-vadis-dla-mlodziezy-w-ofercie-wydawnictw-mediolanskich">Analiza zgromadzonych danych bibliograficznych wskazuje, że od początku lat pięćdziesiątych przeróbki powieści Sienkiewicza ukazywały się dosyć często w małych prywatnych wydawnictwach specjalizujących się w publikacjach dla dzieci i młodzieży. W tym okresie doszło we Włoszech do powstania wielu nowych przedsiębiorstw wydawniczych, które zabiegając o czytelnika, prześcigały się w pomysłach (nie zawsze udanych) na publikacje dla młodych odbiorców. Ich misją (w większości) nie było wydawanie książek pięknych i wartościowych, które byłyby rezultatem współpracy autora, tłumacza, ilustratora i wydawcy. Licząc na szybki zysk, a także wzrost produkcji wydawniczej, wydawcy dążyli do wypuszczania na rynek publikacji opartych na klasyce i odznaczających się krzykliwymi okładkami, przyciągającymi wzrok młodych odbiorców. Wykorzystując popularność amerykańskiego filmu Quo vadis, zrealizowanego przez Mervyna LeRoya dla wytwórni MGM, małe wydawnictwa zaproponowały włoskiej młodzieży książkowe wydania adaptacji Quo vadis, a także fotokomiksowe wersje filmowej adaptacji LeRoya (por. rozdział I), reklamujące utwór Sienkiewicza jako „klasyk literatury młodzieżowej, dzięki któremu mogą poznać życie w starożytnym Rzymie w jednym z najbardziej burzliwych okresów w jego dziejach” (Birek 2018: 240).



Jedną z pierwszych adaptacji, opracowaną w roku 1952 na potrzeby młodego odbiorcy była wspomniana już wersja Liny Ottino Foglino. Z kolei rok 1953 był wyjątkowy pod względem liczby przeróbek powieści, które trafi ły na rynek wydawniczy, co niewątpliwie wiązać można z wejściem na ekrany włoskich kin hollywoodzkiej ekranizacji Quo vadis. Wydawnictwo La Sorgente wypuściło adaptację Gastona Toschiego, która miała się doczekać wielu wznowień w kolejnych latach. Małe wydawnictwo Giachini opublikowało wersję Carla Villi, a wydawnictwo Ettore Boschiego (początkowo noszące nazwę Carroccio, następnie Boschi)[przypis]Carroccio vel Editrice Boschi. Ettore Simone Boschi (1874–1955) wspominany jest w historii włoskich wydawców dla dzieci i młodzieży, jako „Nonno Ebe”, autor powiastek dla małych dzieci, publikowanych w latach 1926–1936 przez wydawnictwo Edizioni Cartoccino, którego był założycielem. W roku 1934 zarządzanie wydawnictwem powierzył synom: Luigiemu i Lorenzowi, siedziba firmy została wówczas przeniesiona z Monzy do Mediolanu i zmieniła nazwę na Casa Editrice Carroccio. W latach trzydziestych wydawnictwo Boschiego wprowadziło na włoski rynek wiele serii, które cieszyły się poparciem władz faszystowskich, a także dużą popularnością wśród czytelników. W latach pięćdziesiątych z kolei wydawnictwo zaczęło specjalizować się w adaptacjach klasyki. Po śmierci Ettore Boschiego w roku 1955 wydawnictwo zmieniło nazwę na Casa Editrice Boschi. Z dostępnych informacji nie wynika jasno, kto dokładnie stał za założeniem wydawnictwa Boschi. W książce Editori a Milano widnieje informacja, jakoby około roku 1945 synowie Boschiego sprzedali wydawnictwo Carroccio, które następnie zaczęło funkcjonować pod nazwą La Nuova Carroccio, przejmując niektóre tytuły od wydawnictwa Sonzogno. Z dostępnych danych bibliograficznych wynika, że publikacje wydawnictwa Casa Editrice Boschi ukazywały się w serii Classici per la gioventù do roku 1972 włącznie (por. Caccia 2013: 94; Ettore Boschi (Nonno Ebe), LFB.it, http://www.lfb.it/ff f/giorn/aut/b/boschi_ettore.htm, dostęp: 6.02.2020).[/przypis] zdecydowało się na wydanie adaptacji autorstwa Attilia Rovinellego[przypis]Ilustracje do adaptacji autorstwa Attilia Rovinellego stworzył Sante Albertarelli (1908–1974),ilustrator włoski, który po zakończeniu II wojny światowej współpracował przede wszystkim z wydawnictwem Casa Editrice Carroccio (por. Biernacka-Licznar 2017: 226–236).[/przypis].

Na temat wydawnictwa Edizioni dell’Aquilone nie udało się uzyskać żadnych informacji. Natomiast wydawnictwo braci Fabbri[przypis]W roku 1945 Giovanni i Dino Fabbri założyli wydawnictwo Edizioni Stampe Internazionali (ESI), które początkowo specjalizowało się w podręcznikach dla uczniów i studentów. Dużym sukcesem okazała się publikacja kursu do samodzielnej nauki języka angielskiego autorstwa Maria Hazona. W roku 1947 bracia zmienili nazwę przedsiębiorstwa wydawniczego na Fratelli Fabbri Editori, w niedługim czasie dołączył do nich także trzeci brat, Rino. Książki wydawnictwa Fratelli Fabbri wyróżniały się na rynku bogatym materiałem ilustracyjnym, dzięki zastosowaniu techniki druku off set. Dużym zainteresowaniem odbiorców cieszyły się także publikacje dystrybuowane w kioskach, jak np. ilustrowana encyklopedia Conoscere. W roku 1971 Istituto Finanziario Industriale odkupiło od braci Dina i Rina 53% udziałów w wydawnictwie. Od roku 1990 wydawnictwo należy do grupy wydawniczej Rizzoli-Corriere della Sera (por. Carotti, Andriani 2010).[/przypis], specjalizujące się w początkowej fazie działalności w publikacjach dla dzieci i młodzieży, opublikowało w roku 1955 adaptację Quo vadis w opracowaniu Pina Forestiego, który podobnie jak Ottino Foglino wzorował się na przekładzie Tita Zucconiego, wspomagając się tłumaczeniem Cristiny Agosti-Garosci[przypis]W wydawnictwie Fabbri utwór Sienkiewicza ukazał się także w wersji dla dorosłych w przekładzie Cristiny Agosti-Garosci, po raz pierwszy w roku 1964.[/przypis]. Zaledwie rok później inne mediolańskie wydawnictwo, Trevisini[przypis]Wydawnictwo Casa Editrice Luigi Trevisini zostało założone w 1859 w Mediolanie przez Enrica Trevisiniego. Od samego początku wydawnictwo publikowało utwory z myś lą o młodych odbiorcach, m.in. w serii Collana di Libri per la Gioventù. Z biegiem lat kolejni właściciele realizowali misję wydawnictwa bazującą na maksymie „Tradycja — nowoczesność”. Wydawnictwo Trevisini działa do dnia dzisiejszego (por. https://www.trevisini.it/, dostęp: 6.02.2020).[/przypis], także zdecydowało się na włączenie do swojej oferty wydawniczej adaptacji Quo vadis dla młodzieży, opracowała ją osoba posługująca się nazwiskiem De Dominicis. W tym przypadku podstawą adaptacji stał się przekład Ketty Nagel opublikowany na początku wieku przez wydawnictwo Treves.

W wydawnictwie AMZ[przypis]AMZ zostało założone w roku 1954 przez trzech wspólników: Maria Abrianiego, Maria Malipiera i Francesca Zaccariniego, jednak w krótkim czasie jedynym właścicielem AMZ stał się ten pierwszy. Oferta wydawnicza od samego początku istnienia wydawnictwa była ukierunkowana na odbiorcę dziecięcego, obok książek tradycyjnych: bajek, opowiadań, podręczników, pod koniec lat siedemdziesiątych pojawiły się książki i czasopisma oparte na popularnych wówczas serialach telewizyjnych: Puffi, Heidi, Spazio 1999. Od roku 1990 właścicielem AMZ jest grupa wydawnicza DeAgostini (por. AMZ Editrice — DEA, Guida al Fumetto Italiano, http://www.guidafumettoitaliano.com/guida/case-editrici/editore/60, dostęp: 6.02.2020).[/przypis] utwór Sienkiewicza pojawił się dosyć późno, biorąc pod uwagę liczbę adaptacji dla młodzieży, która ukazała się w innych wydawnictwach mediolańskich w latach pięćdziesiątych. Adaptacja opracowana przez anonimowego autora była skrótem wersji Liny Ottino Foglino z 1952 roku. Przeróbka sygnowana nazwą AMZ ukazała się z ilustracjami młodego wówczas studenta Akademii Sztuk Pięknych Brera w Mediolanie Roberta Moliny[przypis]Roberto Molino (1941–2004) — włoski ilustrator. Absolwent, a następnie wykładowca w Akademii Sztuk Pięknych Brera w Mediolanie (por. Biernacka-Licznar 2017: 229).[/przypis]. W kolejnych wydaniach, które były publikowane do roku 1985 włącznie, stworzenie ilustracji powierzono bułgarskiemu malarzowi Ivanowi Gongalovowi[przypis]Ivan Gongalov (ur. 1932) — malarz bułgarski. W roku 1956 ukończył National Academy of Art w Sofii. W roku 1965 podczas targów książki w Lipsku został wyróżniony srebrnym medalem za ilustracje do książek. Wtedy też nawiązał współpracę z mediolańskim wydawnictwem AMZ. Po przyjeździe do Włoch pracował także na zlecenie wydawnictwa Fratelli Fabbri. W roku 1990 powrócił do Bułgarii, w latach 1990–1992 był przewodniczącym UBA (Union of Bulgarian Artists) (por. Painter Ivan Gongalov, BNR — Radio Bulgaria, https://www.bnr.bg/en/post/100104350/painter-ivan-gongalov, dostęp: 6.02.2020).[/przypis].</document>
<document nplp_id="11528" title="Udział adaptacji w&amp;nbsp;ofercie wydawniczej dla młodych czytelników" slug="udzial-adaptacji-w-ofercie-wydawniczej-dla-mlodych-czytelnikow">Pierwsze adaptacje Quo vadis opracowane specjalnie z myślą o młodzieży pojawiły się we Włoszech już w roku 1900, ich autorami byli, przypomnijmy, Federigo Verdinois i ksiądz profesor Enrico Salvadori. Niedługo potem światło dzienne ujrzały wydania opracowane przez Giacoma Pastoriego Angela Michelottiego, Ettore Fabiettiego, Eugenia Trevesa i Francesca Perriego. W ofercie wydawców powojennych pierwsza adaptacja Quo vadis przygotowana dla odbiorcy niedorosłego pojawiła się w roku 1949 za sprawą wydawnictwa La Scuola z Brescii. Przeróbki utworu Sienkiewicza, które zdominowały włoski rynek wydawniczy po II wojnie światowej, były w większości adresowane do młodzieży w wieku od jedenastu do piętnastu lat. Autorzy adaptacji musieli zmierzyć się z trudnym zadaniem skrócenia pierwowzoru (czasami więcej niż połowę w stosunku do oryginału). W efekcie na rynek trafiły wersje skrócone, zredukowane, zmienione, a często wzbogacone o nowe wątki, których próżno szukać w oryginale Sienkiewicza.

Za pomocą tych „twórczych” przeróbek wydawcy starali się dotrzeć do młodych czytelników. Drukowane przez nich wersje w większości przypadków nie odzwierciedlały wartości literackiej powieści Sienkiewicza. W wielu przypadkach poczynione transpozycje (szczególnie wydania w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych) miały tylko jedno zadanie: skutecznie przyciągnąć odbiorców do witryn księgarń i kiosków. Podsumowując dane dotyczące zmiennej liczby wydań adaptacji w latach 1950–1999, zauważamy ich dynamiczny wzrost w latach pięćdziesiątych w stosunku do lat 1900–1949. W kolejnym dziesięcioleciu odnotowujemy tę samą liczbę wydań, jednak należy zaznaczyć, że wtedy mamy już w większości do czynienia ze wznowieniami. Od połowy lat siedemdziesiątych zauważamy spadek liczby wydań adaptacji. Po II wojnie światowej adaptacje Quo vadis były publikowane przez różne oficyny, w latach pięćdziesiątych do utworu Sienkiewicza sięgnęło piętnaście wydawnictw, w kolejnym dziesięcioleciu — osiem.

W późniejszych latach liczba nowych wydawców, którzy byli zainteresowani publikowaniem przeróbki Quo vadis, znacznie spadła. W badanym okresie (1899–2019) można wskazać wyraźny udział kilku oficyn, których edycje dominowały na rynku. Najprężniej działało wydawnictwo Ettore Boschiego, które łącznie opublikowało utwór Sienkiewicza piętnaście razy, kolejne miejsca zajmują wydawnictwo La Scuola z Brescii — jedenaście, wydawnictwo Giuseppe Malipiero z Bolonii[przypis]Wydawnictwo Malipiero zostało założone w Ozzano dell’Emilia przez Giuseppe Malipiera w roku 1954. Było aktywne na włoskiej scenie wydawniczej do roku 1990, kiedy to zostało przejęte przez Franco Cosimo Panini Editore i zmieniło nazwę na Franco Panini Scuola. Wydawnictwo Malipiero specjalizowało się w publikowaniu literatury pięknej i książek popularyzatorskich (por. Chi siamo. La nostra storia, FCPScuola.it, https://fcpscuola.it/chi-siamo/la-nostra-storia, dostęp: 6.02.2020).[/przypis] i La Sorgente z Mediolanu — dziesięć, wysoką pozycję mają także mediolańskie AMZ — osiem, i wydawnictwa katolickie SAS i SEI — łącznie trzynaście wydań.</document>
<document nplp_id="11529" title="Podsumowanie" slug="podsumowanie-2">Kiedy na początku XX wieku zaczęła się we Włoszech kształtować moda na twórczość Sienkiewicza, zapewne żaden z wydawców nie przypuszczał, że utwór Quo vadis zaistnieje w świadomości włoskich odbiorców na ponad sto lat. Popularność książki traktującej o historii starożytnego Rzymu wykorzystywano w poszczególnych wydawnictwach na różne sposoby. Przeprowadzone dla potrzeb projektu badania pozwoliły na opis rzeczywistego rozmiaru i charakteru przekładów powieści Sienkiewicza w okresie od 1899 do 2019 roku włącznie[przypis]Ostatnie wydanie Quo vadis w formie papierowej ukazało się w roku 2017 — por. Bibliografia przekładów „Quo vadis” opublikowanych w języku włoskim w latach 1899–2019.[/przypis]. Udało się dzięki temu określić skalę przekładowego importu utworu Polaka do Włoch, jak również pogłębić wiedzę o mechanizmach przyswajania i funkcjonowania powieści Quo vadis na obszarze Półwyspu Apenińskiego (por. wykres 1 i wykres 2[przypis]Na wykresie 2 wyodrębniono poszczególne dekady od roku 1900. Nie ujęto sześciu wydań, które ukazały się nakładem wydawnictwa Detken &amp;amp; Rocholl w roku 1899, ponieważ zdecydowano się uwzględnić dane z pełnych dziesięcioleci.[/przypis]).





Szczytowe zainteresowanie rzymską narracją Sienkiewicza odnotowujemy w roku 1900, kiedy to Quo vadis ukazuje się łącznie piętnaście razy nakładem dziesięciu wydawców. W kolejnych latach możemy mówić o tryumfalnym pochodzie powieści przez Włochy, skutkującym ponad sześćdziesięcioma wydaniami. Zainteresowanie powieścią wzrosło ponownie w roku 1913, kiedy pojawiła się jego pierwsza filmowa adaptacja, wyreżyserowana przez Enrica Guazzoniego. W ciągu dwóch lat (1913–1914) Quo vadis doczekało się piętnastu wydań. W następnych latach zainteresowanie utworem osłabło, zazwyczaj na rynek trafiały jedno lub trzy wydania rocznie. W latach dwudziestych liczba wydań ponownie zaczęła wzrastać, wydawcy proponowali edycje dla zarówno dorosłych, jak i młodzieży. Powieść z czasów Nerona w dalszym ciągu stanowiła dla nich pewne źródło dochodu, dzięki ugruntowanej wysokiej pozycji wśród czytelników i wszechobecnej modzie na Quo vadis. Rynkowi księgarskiemu nie zaszkodziła nawet druga długometrażowa adaptacja filmowa Jacoby’ego &amp;amp; D’Annunzia, która dla filmowców okazała się fiaskiem, zaś dla wydawców kolejnym impulsem do drukowania nowych wydań. Rozmiar produkcji wydawniczej w latach dwudziestych nadal był imponujący (w sumie trzydzieści jeden wydań), choć już nie tak nadzwyczajny jak w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Wydawcy wykorzystywali niesłabnące zjawisko quovadismo do pomnażania zysków, wypuszczając na rynek edycje często niskiej jakości, nie cofając się też przed stosowaniem niedozwolonych praktyk wydawniczych.

Popularność Quo vadis wzrosła ponownie na początku lat pięćdziesiątych, głównie za sprawą Mervyna LeRoya i jego gigantycznego przedsięwzięcia filmowego. Amerykańską ekranizację powieści, nakręconą w rzymskim Cinecittà, widzowie, w przeciwieństwie do krytyków, przyjęli z zachwytem, zaś wydawcy postanowili wykorzystać tę świetną okazję do zwiększenia dochodów ze sprzedaży Quo vadis. Zarzucili więc rynek wydawniczy, szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, przekładami i adaptacjami (dla dzieci i młodzieży)[przypis]W przypadku adaptacji stworzonych w latach pięćdziesiątych z myślą o dzieciach i młodzieży bezpośrednim impulsem do ich produkcji było zaistnienie powieści Quo vadis w przestrzeni edukacyjnej (jako utworu literackiego wyeksponowanego przez nauczycieli szkolnych, i jako umoralniającej powieści chrześcijańskiej, polecanej przez osoby duchowne m.in. na prezent na I Komunię św.).[/przypis], często o niewysokiej wartości literackiej i artystycznej, opartymi na wcześniejszych tłumaczeniach. Użyto do tego celu wersji anonimowej wydanej w Baldini &amp;amp; Castoldi, chętnie korzystano również z wersji Zucconiego i Salvadoriego. Na szczęście dla bardziej ambitnych czytelników ukazały się wtedy również dwa pełne przekłady z języka polskiego, autorstwa Cristiny Agosti-Garosci i wspomnianego już duetu Marii Czubek-Grassi i Eridana Bazzarellego.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych obserwujemy jeszcze częste reedycje wspomnianych wyżej adaptacji dla dzieci i młodzieży, za sprawą obecności Quo vadis na liście lektur szkolnych, obejmującej klasyczne dziewiętnastowieczne powieści, polecanych do czytania przez nauczycieli. Dalsze zainteresowanie powieścią odnotowujemy na rynku wydawniczym dopiero w roku 1985 (dziesięć edycji), co miało bezpośredni związek z trzecią włoską ekranizacją powieści — tym razem w postaci sześcioodcinkowego serialu RAI.

Gdy moda na Quo vadis jako lekturę ustała, obecność wydań powieści na rynku wydawniczym zaczęła szybko spadać. Po roku 2000 edycje prawie całkowicie zanikły, z jednym wyjątkiem: roku 2016, ogłoszonego w Polsce Rokiem Sienkiewicza, który był obchodzony także w Rzymie. Uroczystości rocznicowe stały się pośrednio impulsem dla trzech wydawców do wznowienia Quo vadis[przypis]Wydanie Quo vadis? w przekładzie Zucconiego, które ukazało się nakładem Oscar Mondadori, w katalogu wydawniczym opac.sbn.it widnieje pod datą 2016, zaś w katalogu wydawcy znajdujemy informację, że druk ukończono w styczniu 2017 roku.[/przypis].

Przedmiotem niniejszego opracowania było ukazanie losów przekładów Quo vadis postrzeganych przez pryzmat historii wydawców, bowiem to od nich przede wszystkim zależał rozmiar i charakter publikacji powieści. Z przeprowadzonej analizy wynika, że wydawcy stosunkowo rzadko wykorzystywali utwór Quo vadis długofalowo, choć istnieją i takie przypadki (por. m.in. dane bibliograficzne wydawnictw: Aurora-Lucchi, Edizioni Paoline, Nerbini, Salani), zazwyczaj utwór Sienkiewcza gościł w ich ofercie średnio przez dwadzieścia lat, po czym zainteresowanie nim wygasało. Niejednokrotnie wynikało to także ze zmian strukturalnych w samych wydawnictwach (jak np. w przypadku wydawców neapolitańskich).

Analiza recepcji Quo vadis na włoskim rynku wydawniczym wykazała, że większość wydawców traktowała rzymską narrację Sienkiewicza jako źródło zysku, niewielu edytorów decydowało się na powierzenie przekładu odpowiedzialnym tłumaczom bądź opracowanie luksusowych wydań, zdobionych przez wybitnych malarzy czy ilustratorów. Powszechną praktyką było publikowanie przez wydawnictwa wersji anonimowych, co pozwalało im unikać odpowiedzialności za nielegalne wykorzystanie wersji autorstwa innych tłumaczy czy adaptatorów. Chronologiczny ogląd wielu wydań powieści doprowadził do interesującego spostrzeżenia. Najchętniej wykorzystywano nielegalnie cztery przekłady: pierwszy włoski przekład powieści autorstwa Federiga Verdinois, anonimowy przekład z roku 1900, który opublikowało wydawnictwo Baldini &amp;amp; Castoldi, wersję Tita Zucconiego, która ukazała się nakładem wydawcy Salani z Florencji, a także opracowanie dla młodzieży księdza profesora Enrica Salvadoriego.

Ośrodkiem wydawniczym, który najdłużej i najczęściej pozostał wierny Quo vadis, okazał się Mediolan, to tam możemy obserwować obecność przekładu w katalogach poszczególnych wydawców w ciągu blisko stu dwudziestu lat.

Dzisiaj, gdy sława i popularność Quo vadis należą już do przeszłości, przedstawione w rozdziale dzieje wydawców, którzy wprowadzili do obiegu czytelniczego powieść Sienkiewicza, dają wgląd w to, jak wielki wpływ miały stosowane przez nich strategie przekładu i dystrybucji utworu na jego obecność i percepcję we włoskiej kulturze.</document>
<document nplp_id="11784" title="Indeks nazwisk" slug="indeks-nazwisk">A
degli Abbati Ubaldo 65, 260
Abbiati Giuseppe 124n
Abriani Mario 153n
Adelgejm Irina 18n
af Wirsen Carl David 136
Agosti Giorgio 134n
Agosti Mario 134n
Agosti-Garosci Cristina 87, 99 i 99n, 134 i n., 135 i n.,136 i n., 139, 143, 152 i n., 156
Aiolfi Giulia 150n
Alberione Giacomo 142 i n.
Albertarelli Sante 152n
Aldridge William 161
Alessandrelli A. 27n, 255
Aliprandi Carlo 123, 124n, 127
Alma-Tadema Lawrence 89
Amenta Alessandro 135n
Andersen Hans Christian 112
Andreotti Giulio 83
Andriani Giacinto 152n
Angelini Adriano Silverio 27
Anti Bianca Lina 51n de Antonio Attilio 30 i n.
Apulejusz (Apuleius, Lucius) 162
Arabia Vincenzo 51, 53–54, 56, 117 i 117n, 118–119, 121, 133, 163, 166, 181
d’Arborio Silvano [właśc. Adamo Ficarelli] 25
Ascenzi Anna 117n, 132n
B
Baayen R. Harald 167
Bacchetti F. 146n
Bacchini Benedetto 127, 129
Bajetta Elena Maria 116
Bajetta Piero 116
Baker Mona 164
Baldini Ettore 122 i n., 123, 127, 130, 131
Balzac Honoré 112, 117n, 126n, 159
Banti Rita 147, 164, 175, 176, 180
Barion Attilio 112 i n., 113, 114 i n., 128n
Baronowa Orczy [właśc. Orczy de Orczi Emma Magdolna Rozália Mária Jozefa Borbála] 132
Barozzi G. 124n
Barrili Anton Giulio 117n
Bastian Mathieu 171, 172
Battigelli Marina 89, 149 i n., 150, 270
Bazoli Luigi 144
Bazzarelli Eridano 87, 99, 136 i n., 137 i n., 138–139, 148, 150, 156, 163, 166, 173
Beecher Stowe Harriet 44
Begey Attillo 134n
Bellezza Migliarini Alessandra,
por. Migliarini A.B.
Bello Franco [właśc. Franz De Bearny] 77–79, 78n, 148
Beltrami Giovanni 125
Bernardini Luca 15, 18n, 27n, 28

Bersano-Begey Maria 14, 16, 44n, 106, 217n
Bersano-Begey Marina 11n, 12 i 12n, 14, 16, 41 i 41n, 44n, 106, 217n
Bersezio Vittorio 124n
Berti Marina 82
Bestetti Emilio 125
Bevilacqua Alberto 101 i n.
Bezzi Giuseppe 25
Biagianti Alessandra 128n
Białokozowicz Bazyli 18n
Bideri Ferdinando 24, 43, 53, 55, 56, 72, 75, 119–121 i 120n, 148, 163, 175
Bideri Flavia 120n
Bideri Valentina 120n
Bierman Sam 86n
Biernacka-Licznar Katarzyna 105, 116n, 137n, 153n, 152n
Bietti Angelo 133 i n.
Bietti Antonio 133n
Bietti Enrico 133n
Bietti Ernesto 133n
Biliński Bronisław 13
Bini Luigi 101n
Binion Samuel 48
Birek Wojciech 14, 95 i 95n, 96n, 97–98, 151
Bloomfi eld Lou 170
Bobin Romuald A. 57
Boccaccio Giovanni 46
Boccafurni Vincenzo 28
Boileau Nicolas 188n
Boito Camillo 124n
Bokszczanin Maria 1 4
Bolaffi o Luigi Filippo 22n, 29 i 29n,
Boneschi Marta 84
Bong R. 117n
Bonzi Lidia 25
Borella Alceste 51 i 51n, 109, 110, 111n, 122–123, 128,
Bormioli Mario 92, 138
Borselli Edgardo 108

Boschi Ettore Simone [pseud. Nonno Ebe] 151, 152n, 154
Boschi Lorenzo 152n
Boschi Luigi 152n
Bosco Giovanni Melchiorre 140n
Bottachiari Luigi 26
Bottasso Enzo 110n
Bourget Paul 126n
Bovio Giovanni 187, 189
Bozzano Teresa 45, 75–78, 112 i 112n, 114, 139, 164, 176, 179–180
Braga Ugo 133n
Brahmer Mieczysław 12–14, 35
Brambilla Cristina 114
Brandaue r Klaus Maria 100–101
Bravo Anna 94
Bronarski Alfons 13–14, 30
Brunetière Ferdinand 30 i 30n
Brunetta Gian Piero 69 i 69n, 71, 79 i 79n
Bruno Garibaldi Giuseppe 27n, 255
Bruzzone Maria Grazia 101
Buechler Marco 174
Buendia Patrice 98 i 98n
Bujnicki Tadeusz 24n, 34, 93
Burns Patrick 174
Burrows John F. 160–162
Busquets Loreto 25
Buzzolan Ugo 101 i n.
C
Caccia Giuseppe 141n
Caccia Patrizia 111n, 112, 113n, 115n, 117n, 122n, 124n, 125 i n., 128n, 129, 131–133, 134n, 152n
Cadioli Alberto 137n
Cafu 98
Calmettes André 67
Calzecchi Onesti Rosa 91, 151,
Cannistraro Philip V. 150n
Cantù Cesare 119n
Caporicci B. 117n
Capuana Luigi 125
Caputo Pietro 113

Cardamone Roberto 13n, 48
Carducci Giosuè 31–32 i 32n, 144n
Caringi Francesca 115n
Carluccio Giul ia 80n
Carotti Carlo 152n
Carrara Caterina 111n
Carrara Paolo 111 i n., 112
Caruso Filippo 13n
Casari Cornelia 13n
Cassi Gellio 13n
Castellacci Mario 84
Castellani Bruto 68n, 71 i n., 81, 262
Castoldi Antenore 122, 123, 127, 130, 131
Castoldi Enrico 122i n., 123
Catulli Antonino 25
Cavalli Antonio 29
Cavallotti Felice 112
Cavallotti Giorgio 125
Cecchetti V. 130n
Cesana G. 94,
Chini Mario 43n
Chiosso Giorgio 142n
Chiostri Carlo 147
Chmielnicki Bohdan 17
Choiński Michał 162
Chrobak Marzena 106
Chrzanowski Wojciech 31
Ciampoli Domenico 14, 17–20 i n., 41–42, 125–126
de Cigala Albin 63, 65, 67
Cioni Laura 9, 90, 116 i n.
Ciotti Andrea 144n
Coccia Alfi o 92 i n., 147, 151
Coen Achille 27n
Cogliati Lodovico Felice 124n
Colapietra Raff aele 43n
Collina Francesco Saverio 26
Collini Clara 45, 53, 55, 56, 75, 148, 163, 167, 169, 175, 181
Collodi Carlo [właśc. Carlo Lorenzini] 112
Colombo Arturo 111n

Colombo Corrado 111n, 124
Comand Mariapia 83n
Conati Marcello 124n
Confalonieri Mario 113
Conrad Joseph [właśc. Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz] 112
Cordelia [właśc. Virginia Tedeschi Treves]
Cordero Giuseppe 129
Corneille Pierre 188n
Cossa Pietro 29 i n., 68n
Cosse Edmond 28n
Covington Michael 168
Cozzolino S. 117n
Craig Hugh 162
Croce Benedetto 120n
C.S. 117n
Curtin Jeremiah 20 i n., 48–50, 111, 147, 177, 179
Custer de Nobili Gino 14, 27n
Cybienko Elena 17, 18n
Czechow Anton 18
Czubek Jan 136n
Czubek Grassi Maria 87, 99, 136 i n., 137–139, 148, 150, 156, 163, 166, 173
D
Dagna Stella 69 i n,
D’Alfonso Roberto 13n
Dalai Alessandro 122n
Dall’Asta Monica 71
Dall’Ongaro Francesco 119n
D’Ambrosio Matteo 120n
Damiani Enrico 14 i n., 33
Dami ano Giuseppe 124n
Dandy Raymond 68
D’Annunzio Gabriellino 71, 79, 80n, 156
D’Annunzio Gabriele 43, 117n, 120n, 124n, 137n, 147n
Dante Alighieri 188n
Darowski Adam [pseud. Weryha] 21, 108, 109n
Darwin Charles 114

Daudet Alphonse 112, 117n
Dàuli Gian [właśc. Giuseppe Ugo Virginio
Quarto Nalato] 130 i n., 131
Da Verona Guido 122
D’Azeglio Massimo 105n
Dąbrowska Maria 136n
De Amicis Edmondo 11n, 33, 117n, 125, 128n
De Berti Raff aele 70n, 93n, 94
De Dominicis M. 92 i n., 151, 152
De Felice Emidio 27
Della Casa Steve 71n, 83n
Delli Colli Laura 100n
De Marchi Emilio 24, 124n
De Musset Alfred 117n
De Rossi Paolo 75, 128–129, 131, 163, 173, 177, 181
Desclée Henri 139n
Detken Albert 108
Detken Heinrich (Enrico) 108n, 109, 111n, 126
Dickens Charles 20, 21n, 42, 43 i n., 159
Di Felice Maila 132n
Di Giacomo Salvatore 120n
Di Leo Lia 84
Di Martino Giovanni 252
Di Vico Settimio 27
Disney Walt 137n
Donelli Gianfranco 79
Donini Cesare 124
Dostojewski Fiodor 16 i n., 17, 21, 28, 112, 117n, 120n, 124n, 148n, 184
Du Chene Ferdinando 124n
Dumas Alexandre 28n, 112, 117n
E
Eco Umberto 15
Eder Maciej 161
Ellero Giuseppe 37
Emanuelli Massimo 100n
Englund Dimitrova Birgitta 164
Errante Vincenzo 75, 149
Errera Rosa 150n
Escarpit Robert 15

Eustachiewicz Lesław 14
Evangelisti Anna 13n
Evert Stefan 161
F
Fabbiani Guido 115n
Fabbri Dino 152n
Fabbri Giovanni 152n
Fabbri Rino 152n
Fabietti Alfredo 113n
Fabietti Ettore 13n, 72 i n., 73 i n. , 74, 87, 90, 112 i n., 113 in. 114–118, 137, 153, 163–164, 166–167, 169, 173–174, 176, 180
Faccioli Alessandro 71
Falanelli Mario 134n
Fantozzi Matteo 86n
Farrar Federic 42n
Fedeli Paolo 41 i n.
Felicelli Adriano 124n
Ferrante Elena 162
Ferretti Angelo 17
Festa Niccola 47n
Filiti da Patti Giustino 13n
Filler Witold 12, 14, 65
Finocchi Luisa 112n, 133n
Firpo Luigi 149n
Flaubert Gustave 117n, 120n, 124n
Foà Ferruccio 125n
Fogazzaro Antonio 37, 38n, 122
Fogola Barion Angela 113
Fontana Vittorio 26
Foresti Pino 148, 151–152, 164, 169
Fornani Luca 132
Foulques Eugenio Wenceslao 24, 44–45, 53, 72, 110, 119 i n., 120–121, 163, 165, 177
Foulques Francois Xavier Eugène 119n
Francesconi Pier Emilio 51 i n., 109–110, 111n, 123, 128
Fraschini Franco 90, 92, 93, 144 i n.
Fraschini Olga [de domo Cattaruzza] 90, 92, 93, 144 i n.
Frassini Alfredo 69n

Frosali Giovanni Battista 26
Fryland Alfons 79
Fucini Renato 112n
Fury Ed 84
G
Gagetti Elisabetta 9, 70, 93n
Galbraith Robert, zob. Rowling J.K.
Gallina Giacinto 124n
Gallo Cinzia 44
Garczyński Stefan 16 i n.
Gargiulo Giuseppe 94
Garosci Clotilde 134n, 135
Garzanti Aldo 125
Gasparini Evel 11n
Gasparini Giuseppe 130, 173
Gasparutti Guglielmo 37
Gasperoni Gaetano 144n
Geldrini Renata 97
Gentile Giovanni 141n
Gerlecka Regina 18 i n.
G.F. 25
Giardina Andrea 85n
Gierowski Józef 105
Gierszewska Barbara 86n
Gigli Marchetti Ada 112n, 122, 133n, 146n
Gins L. 96
Giobbe Mario 188
Giordani Sergio 141n
Giovannetti Maria, zob. Rios Irma
de Giovanni Ettore 27n
Giurati Domenico 24n, 31n, 51, 109, 111 i n., 123
Giussani Mario 143 i n., 145, 164, 169
Giusti Ugo 17
Goebbels Joseph 101n
Gogol Nikołaj 184
Gombrowicz Witold 33 i n.
Gongalov Ivan 153 i n.
Göring Hermann 101
Gorki Maksym 18, 117n, 120n, 124n
Gotta Salvatore 122

Górecka Ewa 27n
Grillandi Massimo 125n, 126 i n.
Grimm Jakub i Wilhelm 112
Groer Alessandrina 124
Groer Franciszek Ksawery Karol 124n
Groppetti Francesco 44, 132
Grossi Tommaso 119n
Guarino Vittorio Fortunato 27
Guazzoni Enrico 68 i n., 69–72 i n, 79–81 i n., 156
de Gubernatis Angelo 16, 107
Guccione Cristina 119n
Guerrazzi Francesco Domenico 119n
Guerrini Ol indo 189 i n.
Gullet Mary Anne 119n
H
Haasner-Januszowa Krystyna 136n
Hall-Davis Lillian 79
Hazon Mario 152n
Heistein Józef 137n
Helman Alicja 63, 86n,
Hepburn Audrey 82
Heydel Magdalena 162
Hugo Victor 35, 112, 119n, 148n
Huston John 7 0
I
Ibañez Blasco Vicente 112
Ibsen Henrik 28
Ilari Nino 27
Imbraini Vittorio 108n
Invernizio Carolina 33, 112, 147
J
Jacobsen Jens Peter 28
Jaco by Georg 71, 79, 80n, 156, 267
Jacomuzzi Ulisse 141n
Jacomy Mathieu 172
Jannings Emil 79
Jannone Gino 66–67, 260
Jerzy V, król brytyjski 71
Jeske-Choiński Teodor 21, 191
Jockers Matthew 160
Johannowsky Bernardo 108n

Jouas Carlo 147
Juola Patrick 162
K
Kardec Allan 188
Kawalerowicz Jerzy 102 i n.
Kerr Deborah 82, 84, 96
Konopnicka Maria 135n
Kosętka Halina 14, 25,
Kosko Maria 64
Kozakiewicz Bronisław 31
Krasiński Zygmunt 16 i n.
Krzyżanowski Julian 14, 106, 108n, 217n
Kuniczak Wiesław 162
L
Labanca Baldassare 29 i n.
La Bella Vincenzo 27n, 255
Lagerlöf Selma 32n
Langman Jerzy Maria 106 i n., 107, 127, 218 i n.
Laughton Charles 82
Lee Harper 162
Leon XIII, papież 140n
Leopardi Giacomo 108n
Leprohon Pierre 79
Lermontow Michaił 184
LeRoy Mervyn 11, 82, 85, 86n, 87, 91, 95–96, 100 i n., 137, 150, 156
Levin Sonya 86n
Lipparini Giuseppe 31 i n, 32n
Lodi Gigi 42n, 190n
Lodi Olga 42n, 190n
Lo Gatto Ettore 19n, 42–43 i n, 47, 35, 136n
Lombardi Adolfo 144n
Lombardi Dillo 25
Lombardi L. 112n, 133n
Loren Sophia 82
Lubrano Francesco 119n, 120 i n.
Lubrano Giuseppe 119 in., 121
Lubrano Luigi 120n
de Luca Pasquale 14, 25 i n., 26n
Lucini Gian Pietro 122 i n.
Lucchi Andrea 130, 131

Ludorowski Lech 67
Lutosławski Wincenty 160
Luzzato Mario 125
Ł
Ławrow Wukoł 48
Łukaszewicz Justyna 137n
M
Macchia Achille 120 i n.
MacDonald Carolan Mary Ann 70n
Machwitz Zygmunt 86n
Madela Francesco 112
Maggi Luigi 68n
Magistà Aurelio 84
Malatesta Guido 84
Malipiero Giuseppe 154 i n.
Malipiero Mario 153n
Małgorzata z Nawarry 134n
Mantegazza Paolo 112
Manzoni Alessandro 11n, 13n, 28, 35, 36n, 98n
Marchesani Pietro 33 i n.
Marchese Giusto 144n
Marchetti Gigli Ada 144n
Marchi Giuseppe, ilustrator 132
Marchi Giuseppe, archeolog 140n
Marinelli Luigi 15, 17–18 i n, 24, 27, 33, 48
Marlowe Th omas 162
Marradi Giovanni 112n
Martino Alberto 255
Marucchi Orazio 44, 139–140 i n., 142
Marucelli Arturo 25
Masłowski Ludwik 30n, 66n
Mastroianni Domenico 27n, 255
Maśnicki Jerzy 68n
Matarelli Alberto 131
Matuszewski Ignacy 34
de Maupassant Guy 51n, 124n
Mauri C. 124n
Maver Giovanni 14, 32 i n, 33, 41 i n, 136n
Mazzolà Caterino 65n
Mazzucchetti Augusto 28, 35 i n, 38, 39n, 48 i n,

McFall Joe 168
Meisels Wojciech 106
Meissonier Jean-Louis-Ernest 28n
Melandri Luigi 114, 115
Mellone Ottavia 117n
Menarini Roy 83n
Menna Mirko 126n
Menotti Buja Antonio 26n
Meotto Francesco 141n
Meregalli Luigi 127
Mérouvel Carlo 23n
Metastasio Pietro 65 i n., 186
Michał Anioł 22
Michelotti Angelo 25 i n, 74 i n, 75n, 87, 129, 141, 153
Michelotti Gigi 25
Mickiewicz Adam 16, 134n, 135n,
Migliarini Bellezza Alessandra 91, 151
Mikhailov Mikhail 164
Mikołajczak Stanisław 35n
Miller Klejsa Anna 80n
Minacci Giovanni 133n
Minardi Adriano 127
Miziołek Jerzy 14
Molino Roberto 153 i n.
Molnár Ferenc [właść. Ferenc Neumann] 114
Mondadori Arnoldo 137 i n.
de Montaud Gaetano 187
Montini Giorgio 144
Morandini Maria Cristina 115n
Moretti Franco 159
Morpurgo Giuseppe 150n
Moscardo Imerio Luigi 99 i n, 143 i n, 145
Mosso Mimì 125n
Mosteller Frederick 160
Mozart Wolfgang Amadeusz 65n
Munzi M. 140n
Murri Romolo 139n
Mursia Ugo 116
Mussolini Benito 81, 132n
N
Nadson Siemion 184
Nagel Carlo 126n
Nagel Ketty 43, 53, 56, 72, 110, 126 i n, 127, 139, 153, 163, 166, 175
Natoli Domenico 95,
Nave Antonello 147n
Neera [pseud. Anna Maria Zuccari]
Negri Gaetano 19 i n., 28, 33, 190
Nerbini Giuseppe 148 i n.
Nerbini Mario 148n
Nicoli Cristiani Ercole 144
Nocito Antonio 183–184
Nolli Guido 13n
Novati Francesco 24n
Novelli Amleto 25 i n.
Novelli Ermete 25n
Nowikow Zofia 185
Nurczyńska-Fidelska Ewelina 86n
O
Oberosler Giuseppe 39, 43, 51, 53–54, 56–57, 61, 72, 87, 110, 111 i n., 112, 114, 117–118, 139, 163, 166, 173–174
Oddone Francesco 30
Ojetti Ugo 122
O.L. 17
Olivotil Maritzka 41 i n.
Olszewska Michalina 17
Ongaro Ercole 144n
Orczy de Orczi Emma Magdolna Rozália
Mária Jozefa Borbála, por. Baronowa Orczy
Orsini Luigi 144 i n.
Ottino Foglino Lina 90, 147, 151–153, 164, 173–174, 176
P
Pacini Savoj Leone 136n
Paganin Laurenzi Marcella 144 i n., 145
Pagano Bartolomeo 71
Pagliano Graziella 72n
Palazzi Fernando 88, 149 i n.
Palombi Augusto 79
Pananti Carla 142, 164

Panzacchi Enrico 19 i n.
Paprocka Natalia 106
Pascoli Giovanni 13, 120n, 137n, 144n
Pasquali Contardi Enrica 133n
Pasquali Valerio 133n
Pastori Giacomo 57, 61–62, 63n, 128–130, 153
Pastrone Giovanni 69n, 70–71
Pavanelli Lorenzo 144
Pavissich Antonio 13n, 36–37
Pazzaglia Luciano 144n
Peck Gregory 82
Perrault Charles 99
Perri Francesco Antonio 89, 150 i n, 153, 164, 173, 1 77
Pesent i Antonietta 125
Petrarca Francesco 33
Piazzo Gabriele 143
Pingitore Pierfrancesco 84
Pirandello Luigi 120n, 125, 137n
Pirolini Giovanni Battista 132
Pisani Vittore 136n
Pisano R. 113n
Pitta Alfredo [pseud. Norman Charger] 117, 119 i n.
Pizzigoni Francesca Davida 142n
Pizzirani Giggi 27
Platon 160
Pollak Roman 134n, 135n
Pomba Giuseppe 149 i n.
Ponson du Terrail Pierre Alexis 131
Porębowicz Edward 188n
Possenti Francesco 25
Potapenko Ignaty 184
Potkański Karol 65
Preisner Walerian 12n, 106, 148n
Preite Luigi 13n
Preite-Candeli Adele 13n
Premoli Palmiro 44, 49, 50–51, 53, 56, 72, 110, 132 i n, 133, 139, 163, 166, 177
Prosperi Mario 102 i n.
Prévost Marcel 126n

Prus Bolesław 20, 134n, 190
Przyborska Augustyna 136n
Pym Anthony 106
Q
Quaresmini Lorenzo 26
Quattrini Antonio Garibaldi 128n
Quattrini Attilio 113, 128n
Quinn Anthony 101
Quinn Francesco 101
R
Radetzky Joseph 31n
Racowska Maria, Maria Racovskaja (Karklina) 72n, 73–74, 87, 90, 114 i n, 115–116, 118, 137, 163, 166
Ranieri Antonio 108n
Rapisardi Mario 112n
Ravaglia Emilio 13n, 29n
Re, biskup 142n
Rebellato Elisa 89, 149n
Redi Riccardo 69 i n.
Reggiani Enrico 133n
Regina Gabriele 119
Reich Jacqueline 83n
Relin Marie-Th érese 101
Renato Matteo 108n
Rezzara Nicolò 144
Ricci Giona 13n
Rickler Ruggero 92, 151
Riderelli Vitaliano 26
Rignano Eugenio 113n
Rios Irma, właśc. Maria Giovannetti 44 i n., 45, 51–53, 72, 110, 111 i n., 123 i n., 126–129, 163, 173, 177, 181
Ripostelli Giuseppe 27n, 255
Rizzoli Angelo 134 n
Rocholl Elisabetta 108n
Rocholl Friedrich 108n
Romanowska Nina 21n, 41, 45, 115, 126
Romeo Lucio 102n
Roncetti G. 139n
Ronchi Carlo 127
Rosa Giuseppe 142n

Rossi Anita 164, 169, 177
Rossi Franco 100–102
de Rossi Giovanni Battista 140n
Rossi Giulio 17
Rossi Giuseppe 148
Rothaug 117n
Rovetta Gerolamo 124n
Rovinelli Attilio 151, 152 i n.
Rowling J.K. [właśc. Joanne Murray] 162
Rubini Filippo 13n, 29n
Ruggiero Nunzio 21n, 22n, 42–43
Rybicki Jan 161–162, 164
Rylski Alfons 17
Rzewuski Henryk 17
S
Sabatini Francesco 30 i n.
della Sala Spada Agostino 29 i n., 30
Salani Adriano 146n, 147
Salani Ettore 146n, 147
Salani Mario 146n
Saldini Cesare 125n
Salgari Emilio 67n, 117n, 132
Salvadori Bernardo 139n
Salvadori Elisa 139n
Salvadori Enrico 44, 53, 56–57, 60–61, 63, 74, 87, 110, 139 i n, 140–143, 146, 153, 156–157, 163, 167, 169, 173, 176, 178, 180
Salvadori Giulio 139n
Salvatore Antonio 117n
Salvatore Romano 117n, 119, 121, 133
Sałtykow-Szczedrin Michaił 18
Sanguineti Tatti 83
Sani Roberto 125n, 141n
Santoro Caterina 125n
Scardamaglia Elio 100 i n,
Scarfoglio Edoardo 120n, 187
Scarpelli Tancredi 148
Schell Maria 101
Schembri Volpe Daniela 149n
Schilizzi 22, 185, 188–189
Schlaf Johann 28n
Schneider Alfred 79

Scott Walter 28n
Semeria Giovanni 13n, 35, 36n, 37
Serao Matilde 22, 117n, 120n, 185–186, 187n
Sgarbossa Mario 147
Shakespeare William 162
Shandy Tristam 19 i n.
Sieroszewska Barbara 28n
Sieroszewski Wacław 135n
Skibińska Elżbieta 106
Skuza Sylwia 135n
Słodowski Jan 79 i n., 86n
Słowacki Juliusz 16, 134n
Smiles Samuel 124n
Smith Peter W.H. 161
Sokołowska Zofi a 12
Sokołowski Mikołaj 135n
Soldati Mario 84
Somaschi Carlo 111n
Sonzogno Edoardo 131
Sonzogno Riccardo 131
Spagnol Luigi 146n
Spagnol Mario 146n
Stanwyck Barbara 84–85
Starnone Domenico 162
Steno 84
Stępniowski 136n
Stoppani Giovanni M. 115
Stover James A. 162
Strangio Domenico 150n
Streglia Giovanni Lorenzo Carlo Amedeo 110n
Stubbs Jonathan 81–82
Styka Jan 142
Sue Marie-Joseph [pseud. Eugène Sue] 148n
Sullam Giuseppe 125n
Szargot Barbara 14, 25, 26n, 27n
Sztachelska Jolanta 20n
Ś
Świerczyńska Dobrosława 9, 12n, 106n, 127, 217n, 218n
Świętosławska Teresa 14, 86n
T
Targhetta Fabio 141n
Tarra Giulio 111n
Tartaglia Giancarlo 150n
Taylor Robert 82, 84, 96
Tedeschi Pierre 63n
Tedeschi Treves Virginia [pseud.
Cordelia] 124n, 125–126 i n.
Tenconi Luigi Galeazzo 113
Tenneroni Annibale 43, 126n
Tessitori Tiziano 37n
Tołstoj Lew 16–18, 28n, 117n, 120n, 124n, 148n, 184
Tommaseo Niccolò 133n
Toppi Sergio 95
della Torre Luigi 125n
Torti Rodolfo 97–98 i n
Tortorelli Gianfranco 148n
Toschi Gastone 78, 134 i n., 151
Tozzi Federigo 125
Tranfaglia Nicola 115n, 132, 139n, 144n
Treccani Giovanni 134n
Treveri Gennari 82n
Treves Emilio 124–126 i n.
Treves Eugenio 88–90, 149–150 i n., 153
Treves Giuseppe 124–125 i n., 126n
Treves Guido 125 i n.
Treves Pia 30 i n.
Trevisini Enrico 152n
Trevisini Luigi 152n
Trimarchi Rocco 26 i n
Trinchi Rodolfo 38
Tropeano Placido Mario 108n
Truff a Abele 30
Tumminelli Calogero 125, 134n
Tumino Raff aele 117n, 120n, 132n
Turati Filippo 113n
Turgieniew Iwan 17, 42n, 124n, 184,
Turner Lana 82
Tweedie Fiona 167
U
Uccellini Andrea 80n
Ungherini Aglauro 16 i n.
Urbański Piotr 25–26
V
Valera Paolo 44, 49, 50–51, 53, 72, 103, 110, 132 i n., 133n, 139, 163, 166, 173, 177, 179
Vallardi Antonio 115n
Vallardi Francesco Cesare 115n
Vallardi Giuseppe 115n
Vallardi Pietro 115n
Valle Guglielmo 90–91 i n., 144
Veneziani Pier Luigi 13n, 30, 40n, 48 i n.
Venturini Giorgio 124n
Verdinois Federigo 11, 14, 18, 20–23, 24n, 31, 34, 39 i n, 40 i n, 42–43 i n, 45–49, 51 i n., 53–54, 56–58, 60–61, 72, 73n, 74–75, 87, 107, 108 i n., 109, 111, 114–115, 118, 120–121, 123, 126, 143, 148, 153, 157, 163, 166, 173, 177, 179
Verdinois Guglielmo 190
Verga Giovanni 124n, 137n
Verne Jules 111n, 131
Vertua Gentile Anna 112
di Vico Settimio 16
Viganò Dario 83n
Vigini Giuliano 137n
Vignuzzi Maria Cecilia 123n
Villa Carlo 151, 164, 174
Villani Carlo 13n, 38 i n, 40 i n.
Villevieille Bideri Luciano 120n
Villika Miia 164
Vitagliano Nino 117n
Vittoria Albertina 115n, 132, 13 9n, 144n
W
Walczak Bogdan 35n
Wallace David 160
Wallace Lewis „Lew” 22n, 38, 123n, 140
Welles Orson 82
Werner Ernst [właśc. Elisabeth
Bürstenbinder] 123n
Weryha, zob. Darowski Adam
Wettstein Selina 124
Wilmant Ennio 132
Windakiewicz Stanisław 12, 141 i n.

Wiseman Nicholas 38
Wodziński Antoni 18n
Woolf Virginia 162
Woźniak Monika 129
Wyke Maria 9, 69
X
X.A. 117n
Y
Yule George 167
Z
Zaccaria Giuseppe 71
Zaccarini Francesco 153n
Zakrzewski Bogdan 56–57
Zammarchi Angelo 144n
Zanaboni Giovanni 27n
Zanoccoli Giovanni 25

Zeccara Nevio 98n
Zieliński Andrzej 136n
Zingarelli Nicola 133n
Ziomek Jerzy 63
Zipf George 160
Zocchi Gaetano 38, 40 i n.
Zola Émile 20, 28n, 117n, 119n, 124n, 148n
Zuccaria Anna Maria [pseud. Neera] 122
Zucconi Augusto 139n
Zucconi Tito 43 i n, 44, 49–51, 53, 55–56, 72, 75, 90, 103, 110, 138, 147 i n., 148, 152, 156, 157 i n., 163, 165, 175–177
Zumbini Bonaventura 13n, 19 i n, 49
Ż
Żeromski Stefan 20</document>
<document nplp_id="11786" title="Indeks osobowy" slug="indeks-osobowy">Agosti Garosci Cristina tł. 1,2
af Wirsen Carl David 2
Ahlstrom Gunnar 2
Albertarelli il. 65
Aquenza Walter il. 36, 37
Arabia Vincenzo tł. 3,4
Balardi Severino il. 7
Banti Rita adapt. i red. 5
Bartoli il. 33
Bastanzetti Maria tł. 6
Battigelli Marina il. 56, 70
Bazzarelli Eridano tł. 20, 21, 22, 23, 24
Bellavita Serena tł. 6
Bellezza Migliarini Alessandra adapt. 7
Bello Franco adapt. 8
Benvenuti Gianni il. 61
Bertoletti Giulio il. 105
Bideri Ferdinando tł. 9
Bodini B. il. 50
Bong R. il. 3

Borella Alceste tł. 83
Bormioli Mario adapt. i red. 10
Bozzano Teresa tł. 11
Bufalino Gesulado aut. wstępu 23
C. S. il. 3
Calzecchi Onesti Rosa red. 12
Camusso Alessio adapt. 13
Caporicci B. il. 3
Cesana G. adapt. 14
Chiostri Carlo il. 79
Cioni Laura red. 31
Cipolat Bruno tł. 15
Coccia Alfi o red. 17
Collini Clara tł. 18, 19
Cozzolino S. il. 3
Czubek-Grassi Maria tł. 2, 20, 21, 22,
23, 24
D’Agostini A. il. 64
De Dominicis M. red. 25
De Rossi Paolo tł. 26

Fabietti Ettore tł., red. 27, 28, 29, 30
Facco Giannina adapt. 32
Foresti Pino tł. 33
Fornari Luca il. 59
Foulques Eugenio Wenceslao tł. 34
Francesconi Pier Emilio tł. 83
Fraschini Franco red. 35
Fraschini Olga red. 35
Galleni Carlo il. 47, 64, 72
Gamberini P. adapt. 36, 37
Gelardini Renata scen. 94
Gins L. scen. 105
Giovannetti Maria tł., por. Rios Irma 83
Giussani Mario adapt. 38
Gombrowicz Witold aut. wstępu 81
Gongalov Ivan il. 51
Gromska Giovanna tł. 21, 22
Groppetti Francesco tł. 58
Guy il. 53
Jouas Carlo il. 79
Macchia Achille aut. wstępu 9
Mainardi Riccardo tł. 39
Mairani Alvaro il. 64
Maraja Libico il. 40
Marchi Giuseppe il. 58
Marioni Mario il. 17
Marucchi Orazio aut. wstępu 66
Marzetti Noventa Gina adapt. 40
Maver Giovanni red. 22
Melandri Luigi il. 28
Michelini Carlo Alberto il. 30, 31, 52
Michelotti Angelo tł. 41
Migliarini A.B., zob. Bellezza Migliarini Alessandra
Mignucci Augusto adapt. 98
Minardi Adriano il. 45
Molino Roberto il. 50, 52
Moscardo Imerio tł. 42, 43
Nagel Ketty tł. 44, 45

Natoli Domenico adapt., il. 46
Oberosler Giuseppe tł. 47
Orsini Luigi adapt. 48
Ottino Foglino Lina tł. 49
Paganin Laurenzi Marcella red. 53, 54
Paltrinieri Renato il. 12
Pananti Carla tł. 55
Pastori Giacomo adapt. 86
Perri Francesco adapt. 56
Pezone Salvatore il. 90, 95
Pitta Alfredo tł. 57
Premoli Palmiro tł. 58, 59, 60
Racowska Maria tł. 28
Reanda A. scen. 103
Rickler Ruggero adapt. 61, 62
Rios Irma tł., por. Giovannetti Maria 63
Rossi Anita red. 64
Rossi Giuseppe il. 18, 19
Rotnaug il. 3
Rovinelli Attilio tł. 65
Salvadori Enrico tł. 66
Santucci Luigi aut. wstępu 1
Scarpelli Tancredi il. 19
Sgarbossa Mario adapt. 67
Shafik Medhat il. 6
Styka Jan il. 66
Tacconi F. il. 14
Togliatto Luigi il. 55
Toppi Sergio il. 98
Torti Rodolfo il. 94
Toschi Gastone tł. 68, 69
Treves Eugenio tł., adapt. 70
Valera Paolo tł. 71
Valle Guglielmo red. 72
Verdinois Federigo tł. 73, 74, 75
Villa Carlo tł. 78
Wallace Lewis aut. 6
X.A. il. 3
Yasminka il. 67
Zucconi Tito tł. 79, 80, 81</document>
<document nplp_id="11787" title="Indeks wydawców" slug="indeks-wydawcow">Wykaz skrótów kwalifikatorów[przypis]adapt. [adaptator]
aut. wstępu [autor/autorka wstępu]
il. [ilustrator/ilustratorka]
red. [redaktor/redaktorka]
scen. [scenarzysta]
tł. [tłumacz/tłumaczka][/przypis]

A. Barion
A. Mondadori, por. Mondadori
A. Peruzzo 15, 16
A. R. A. di G. Gasparini
A. Salani 

A. Vallardi 28, 29
Accademia 62
A.L.I. 82
AMZ
AMZ Editrice
Aurora 26
Baldini &amp;amp; Castoldi
Baldini Castoldi &amp;amp; C.
BEA 89
Benedetto Bacchini
Bietti 4, 60, 69
Bompiani, zob. Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas
Boschi
BRI
BUR 1
Carroccio
Carroccio-Aldebaran
Casa Editrice B. Manzoni (CEI)
Casa Ed. G. Nerbini
Casa Ed. Italiana Quattrini 85
Casa Ed. Madella 11
Casini 90
C.D.C. 91, 92
CDE 93
Club Degli Editori 21
Desclée, Lefebvre &amp;amp; C.
Detken &amp;amp; Rocholl
Ed. Cavallotti
Ed. Giachini
Ed. La Sorgente
Ed. Scolastiche Mondadori 10
Edicola San Paolo 94
Editalia 6
Editoriale Romana
Editrice Piccoli

Edizioni dell’Aquilone

Edizioni G. Malipiero
Edizioni Paoline 42, 43,102
Edizioni Torelli 14
Emp 32
ERI 13, 24
Etas zob. Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas
Euroclub 1
F. Bideri 
Fabbri 1, 2, 33, zob. też Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas
Famiglia Cristiana 43
Fratelli Fabbri 33
Fratelli Melita 95
Fratelli Melita Editori 95
Fratelli Treves
G. Lubrano Edit. 34
G. Malipiero
G. Nerbini
G. Regina: Libraio-Editore 34
G.B. Paravia 66
Garzanti 39
Gloriosa
Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas 1
I.M.O. 96
Istituto Missionario Pia Società San Paolo 102
Janus 40
Laboratorio Chimico Farmaceutico
E. Granelli 46
La S. Paolo Agenzia Religiosa Artistica
di Giuseppe Gasparini 88
La Scuola
Lattes 66
Libreria Detken &amp;amp; Rocholl, zob. Detken &amp;amp; Rocholl
Libreria Editrice Bideri 9
Libreria Roux di R. Streglio 97

Lucchi, zob. też Tipografia Editoriale Lucchi
Madella &amp;amp; C. 47
Malipiero 36, 37
Mondadori
Mursia, por. U. Mursia
Nova 96
Panini Franco Cosimo 99
Paoline
Paolo Carrara
Paravia 66
Pia Società Figlie di San Paolo 102
Pia Società San Paolo 102
Ponte Sisto 100
Rizzoli
S.A.P.E. 91
SAIE, zob. Società Azionaria Internazionale Editrice
Salani, por. A. Salani
S. Romano
SAS, zob. Società Apostolato Stampa 38, 101
Scuola Tipografica Editrice 102
SEI, zob. Società Editrice Internazionale

Sellerio 23
SEPIM 103
Società Anonima Editrice “La Poligrafica” 84
Società Azionaria Internazionale Editrice (SAIE) 38, 53, 54
Società Editrice Internazionale (SEI)
Società Editrice Milanese 59
Società Ed. Milanese Educativa 59
Società Editrice Sonzogno 1, 71
Sonzogno, zob. też Gruppo Editoriale Fabbri, Bompiani, Sonzogno, Etas
Stamperia Nazionale Braille 104
Tip. Adriano Salani Edit.
Tipografia Editoriale Lucchi
Tipografia Editrice Bideri 9
Tipografia Editrice E. Wilmant
Trevisini
U. Mursia 30, 31
Universo S.R.L. 105
UTET</document>
<document nplp_id="11795" title="&amp;#8222;Śmierć białej pończochy&amp;#8221;" slug="smierc-bialej-ponczochy">&amp;nbsp;
Marian Pankowski
ŚMIERĆ BIAŁEJ POŃCZOCHY
&amp;nbsp;

© Copyright for the text by Danielle Martinet-Pankowski 2023

Opracowanie edytorskie dramatu: Blanka Mieszkowska

Na podstawie wydania:
Marian Pankowski, Królestwo. Dramaty, wybór i wstęp Tomasz Chomiszczak, opracowanie edytorskie Blanka Mieszkowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2015, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="11798" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska">Publikację elektroniczną Śmierci białej pończochy oparto na wydaniu:

Marian Pankowski, Królestwo. Dramaty, wybór i wstęp Tomasz Chomiszczak, opracowanie edytorskie Blanka Mieszkowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2015, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

Informacje o przekazach i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym, respektowane w publikacji elektronicznej:

Przekazy i wybór podstawy

Śmierć białej pończochy (1973)
- maszynopis, Biblioteka Narodowa, sygn. akc. 19395;
- „Oficyna Poetów” 1974, nr 3;
- „Dialog” 1976, nr 2;
- Nasz Julo czerwony i siedem innych sztuk, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1981.

Po dokładnym zapoznaniu się ze wszystkimi dostępnymi przekazami uznano, że jako podstawa niniejszej publikacji posłuży wydanie londyńskie: Nasz Julo czerwony i siedem innych sztuk, Londyn 1981. Jest to niewątpliwie przekaz edytorsko ważny, autoryzowany, poprzedzony słowem wstępnym Pankowskiego. W publikowanych tam utworach są niekiedy dość znaczne zmiany w stosunku do pierwodruków, np. pewne partie tekstu usunięte, inne dodane, pozmieniane słowa. Wiadomo, że autor zaakceptował taki kształt dramatów i sam wskazywał londyńskie wydanie książkowe jako podstawę kolejnych. W przypadku Śmierci białej pończochy wydanie londyńskie jest ostatnie.

Co ważne – dużą rolę w przygotowaniu ostatecznej wersji tekstu (szczególnie w rozstrzyganiu miejsc wątpliwych, różniących się w zależności od przekazu) odegrał maszynopis z archiwum pisarza w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Generalnie rzecz ujmując, archiwum dotyczące dramatów zebranych w tomie składa się z kilku teczek, w których zgromadzono pierwsze, kolejne i ostateczne redakcje tekstów (rękopisy mające charakter stricte brulionowy, maszynopisy z licznymi odręcznymi notatkami i czystopisy), szkice, uwagi, druki z czasopism, korespondencję, przekłady dramatów, gromadzone przez Pankowskiego materiały odnoszące się do tematyki danych dramatów, teksty piosenek niemieckich itp.

Emendacje

Poniżej zaprezentowano wykaz ważniejszych zmian, wprowadzonych do tekstu w oparciu o korespondencję autora z wydawnictwami oraz wiedzę redaktora merytorycznego tomu na temat języka pisarza. Wyeliminowano błędy, przywracając właściwy kształt słów, a tym samym sens wypowiedzi, za każdym razem z dbałością o zachowanie autorskiego zamysłu.

Kwestia Pachołka III:
W podstawie było: Ein-zwei-drei! Ja! Ja! Ja!
Przywrócono (za maszynopisem i pozostałymi przekazami): Ein-zwei-drei! Ein-zwei-drei! Ja! Ja! Ja!

Kwestia Matki:
W podstawie było: …będziesz powtarzała za barbarzyńskim metrem: charkajtis rypajtis.
Poprawiono (za maszynopisem i pozostałymi przekazami): …będziesz powtarzała za barbarzyńskim metrem: dupajtis-rypajtis, pierdunas-kołtunas-kał!

Kwestia Witolda:
Przywrócono jeden brakujący wers (za maszynopisem i pozostałymi przekazami): Jaja mu skopać, kurważ jego mać!

Redakcja i korekta

Dostosowano ortografię i interpunkcję do norm współczesnych (np. łączna pisownia „nie” z imiesłowami przymiotnikowymi), oczywiście z wyjątkiem miejsc, w których zmodernizowanie powodowałoby zniekształcenie autorskiego zamysłu. Poprawiono oczywiste błędy literowe. Rozwinięto wszelkie skróty. Ujednolicono zapis przytoczeń w cudzysłowach. Zachowano zastosowane przez autora graficzne wyróżnienia słów (rozstrzelona czcionka). Dopilnowano, by zgadzała się liczba sylab w piosenkach, parzystość wersów i inne zabiegi rytmizacyjne, bardzo liczne w dramatach Pankowskiego. Jako że poprzedni wydawcy nie wykazali się dużą starannością w tej kwestii, należało sięgnąć do maszynopisów i na ich podstawie przywrócić regularność wersyfikacyjną oraz autorskie zabiegi wprowadzające do tekstów wrażenie echa, przeciągania sylab, powtarzalność, rytm (np. trzykrotne powtórzenie słów „przypływ i odpływ”, zmiana słowa „nosząc” na „unosząc” w celu pozyskania parzystej liczby sylab w wersie piosenki). Z tego samego powodu przywrócono brakujący wers – zob. spis emendacji. Pozostawiono charakterystyczne dla Pankowskiego znaki interpunkcyjne (np. dywizy łączące dwa lub kilka słów w jedno, bardzo liczne wielokropki) oraz autorski zapisów wybranych słów, m.in.:

- słowa obcojęzyczne zapisywane raz prawidłowo, zgodnie z ortografią danego języka, częściej fonetycznie – zabieg mający obrazować słabą znajomość języków obcych wśród polskich postaci, emigrantów, czasem mówiących poprawnie, częściej w sposób zniekształcony;
- wyrażenia gwarowe (regionalizmy sanockie – np. poprzed);
- język plebejski, potoczny, mowa prowincjonalna, -wulgaryzmy oraz brak „ę” na końcach wyrazów.
- neologizmy, słowa stylizowane, celowo archaiczne;
- słowa preferowane przez Pankowskiego, a poprawiane później przez wydawców, np. „klaska” (zmieniane na „klaszcze”).

Uporządkowano didaskalia w celu uzyskania jak najlepszej przejrzystości tekstu (np. wyodrębniono te, które niepotrzebnie były nawiasowe).

[na podstawie noty edytorskiej przygotowanej przez Blankę Mieszkowską]</document>
<document nplp_id="11830" title="Modernizm w&amp;nbsp;literaturze polskiej XX w.: rekonesans" slug="modernizm-w-literaturze-polskiej-xx-w-rekonesans">Po przeszło stu latach od pojawienia się w piśmiennictwie polskim terminu „modernizm" termin ten nie tylko nadal nie ma ustabilizowanego zastosowania, ale nie ma też ustabilizowanego znaczenia - akceptowanego przez historyków literatury polskiej. Mówiąc w największym skrócie, w polskiej historii literatury XX wieku termin „modernizm" powoduje równocześnie dwa kłopoty: 1) kłopot z terminem oraz 2) kłopot z przedmiotem.

&amp;nbsp;
Modernizm i tradycje nowoczesności
Kwestie te były już wielokrotnie podejmowane w piśmiennictwie zachodnioeuropejskim[przypis]Zob. M. Calinescu The Idea of Modernity, w: Faces of Modernity: Avant-Garde, Decadence, Kitsch, Bloomington-London 1977, s. 11-92; D. Fokkema, E. Ibish, Modernist Conjectures. A Mainstream in European Literature 1910-1940, London 1987; S. Morawski Na tropach modernizmu jako formacji kulturowej, „Teksty Drugie" 1994, nr 5-6; E. Możejko Modernizm literacki: niejasność terminu i dychotomia kierunku, tamże. [/przypis]. Generalnie rzecz ujmując, „modernizm" rozpatrywany jest jako konsekwencja procesów cywilizacyjnych i historycznych, określanych terminem „nowoczesność" (modernity). Sam termin jest jednak wieloznaczny. Używany bywa 1) jako określenie idei (filozoficznych, społecznych, artystycznych) oraz procesów cywilizacyjnych trwających przez wiele wieków, 2) wydarzeń historycznych w konkretnym stuleciu, 3) jako nazwa uniwersalnej postawy człowieka wobec świata. Najogólniej rzecz biorąc, termin „modernizm" używany jest w sensie szerokim i wąskim. W sensie szerokim „modernizm" oznacza zespół zjawisk, których dynamikę tworzyło przeciwstawienie tego, co jest w kulturze „stare" i tego, co „nowe" lub - inaczej mówiąc - tego, co „tradycyjne" i tego, co „nowoczesne". W Europie to przeciwstawienie jest stałym elementem historii kultury. Historycy wymieniają różne fakty, które - mniej więcej od XV wieku - decydowały o tym, co było „nowe" w kulturze europejskiej, a więc: 1) Reformacja, która w Europie postśredniowiecznej była pierwszą wielką zmianą cywilizacyjną - Europa po Reformacji stała się „nowa". 2) Rewolucja naukowa w wieku XVII (Galileusz, Newton, Leibniz, Kartezjusz). 3) Spór tzw. „nowożytników" ze „starożytnikami" (querelle), który dotyczył współistnienia antyku i kultury współczesnej (XVII w.) i który miał zasadniczy wpływ na rozwój literatury francuskiej. 4) Ideologia Oświecenia, rozumiana jako powiązanie instytucji i norm życia społecznego z myśleniem opartym na racjonalizmie (na ideach umowy społecznej, praw człowieka i obywatela, państwa opartego na prawie etc.) oraz na zakwestionowaniu modelu świata opartego na religii. Z problemem nowoczesności Oświecenia łączył się także kryzys światopoglądowy trwający od końca wieku XVII[przypis]P. Hazard Kryzys świadomości europejskiej 1680-1715, (1935), przeł. J. Lalewicz, A. Siemek, wstęp. A. Żurowski, Warszawa 1974.[/przypis] oraz późniejszy o wiek konflikt pomiędzy cywilizacją a naturą, krytyka idei postępu, instytucji społecznych, np. w pismach J.J. Rousseau. W szerokim sensie początkiem formacji modernistycznej jest więc postśredniowieczna, renesansowa antropologia, a dziejami modernizmu są zmienne w ciągu wieków konsekwencje tej antropologii w historii społecznej, politycznej i w historii kultury (w filozofii, estetyce, sztuce).

W sensie węższym „modernizm" oznacza natomiast idee literackie i artystyczne, które definiują „istotę nowoczesności", tzn. współczesności, teraźniejszości, epoki bieżącej. Podstawowym faktem cywilizacyjnym dla powstania tych idei był rozwój w XIX w. systemu kapitalistycznego, rewolucja przemysłowa (tzw. industrializacja), dążenie do postępu ekonomicznego, kształtowanie się systemu demokracji parlamentarnej, rewolucja naukowa na przełomie XIX i XX w. (matematyka, fizyka, chemia, nauki społeczne: m.in. etnologia, lingwistyka, psychologia) etc.[przypis]R. Schleifer The Second Industrial Revolution: History, Knowledge, and Subjectivity, w: Modernism and Time. The Logic of Abundance in Literature, Science, and Culture, 1880-1930, Cambridge, 2000 s. 108-148; P. Childs, Modern, modernism, modernity, w: Modernism, London-New York 2000, s. 12-17; M. Calinescu The Idea of...; R. Squillace From Modernity to Modernism, w: Modernism, Modernity, and Arnold Bennett, London 1997, s. 15-35; P. Luthersson, Modernism och individualitét (English summary, przel. A. Bladh), Stockholm 1993; S. Morawski Na tropach...; S. Bocola The Art of Modernism. Art, Culture, and Society from Goya to the Present Day, Munich-London-New York 1999. Nb. modernizmem nazywany jest także ruch reformistyczny w kościele katolickim na przełomie wieków, który został potępiony przez papieży Leona XII i Piusa V. [/przypis] Od połowy wieku XIX do najważniejszych tradycji, które składają się na współczesne rozumienie terminu „modernizm", zaliczane są m.in. następujące zjawiska: 1) Oświeceniowo-romantyczna koncepcja „rewolucji estetycznej" (Schlegel, Schiller, Listy o estetycznym wychowaniu człowieka), prowadząca do idei autonomii wartości estetycznych i emancypacji człowieka przez sztukę; 2) Koncepcja modernité (Gautier, Baudelaire), tj. sztuki przedstawiającej współczesność i tematy życia codziennego w ich naturalnym, miejscowym kolorycie, przeciwstawiane sztuce historycznej, posługującej się kostiumem i „ponadczasowymi" rekwizytami. W tej koncepcji estetyka „nowoczesności" polega na odnajdywaniu piękna w tym, co ulotne, przemijalne, określone przez czas i miejsce. Ideałem sztuki nowoczesnej stało się utrwalanie tego, co zmienne i lokalne w teraźniejszości. W malarstwie ideał modernité zrealizowali impresjoniści[przypis]J. Baudrillard Modernité, w: Encyclopedia Univenalis, Paris 1985, s. 424-426; Les oublies de la modernité, ed. by C. Debon et H. Cudak, Warszawa 1997. [/przypis]; 3) Francuski symbolizm w dwóch wariantach, tj. w wariancie stworzonym przez poezję Rimbauda oraz przez poezję Mallarmégo[przypis]Zob. H. Friedich Struktura nowoczesnej liryki. Od połowy XIX do połowy XX w., przeł. E. Feliksiak, 1978.[/przypis]; 4) Tzw. przełom antypozytywistyczny, który był najważniejszym filozoficznym zapleczem modernizmu w sztuce przełomu wieków XIX i XX (np. Lebensphilosphie; fenomenologia); 5) Ruchy awangardowe w Europie, które rozpoczynają się około 1909 r. (kubizm, futuryzm, ekspresjonizm, dadaizm), ale których rozwój i popularność ma także miejsce po roku 1918 (surrealizm)[przypis]Zob. m.in. M. Porębski Granica współczesności. Ze studiów nad kształtowaniem się poglądów artystycznych XX wieku, Wrocław 1965.[/przypis]. Ta koncepcja jest dziś charakterystyczna dla krytyki anglosaskiej.

Tak rozumiany modernizm pojawia się jako ruch artystyczny w Europie i USA w drugiej połowie XIX w., i rozwija się w pierwszej połowie XX wieku. Zdaniem jednych badaczy, osiąga on apogeum w latach trzydziestych, zanika w połowie lat sześćdziesiątych (w USA już w latach pięćdziesiątych) i jest zastępowany przez postmodernizm/postnowoczesność. Według badaczy, modernizm rozwija się odmiennie w poszczególnych krajach i trwa przez cały wiek XX - dotyczy to np. Europy Wschodniej. W badaniach nad modernizmem istnieją jeszcze dwie kontrowersje: 1) Niektórzy badacze twierdzą, że terminu „modernizm" używa się próbując nazywać różne zjawiska artystyczne XX w., które faktycznie nie mają ze sobą wiele wspólnego. Dlatego „modernizm" należy rozumieć wąsko - jedynie jako realizację ściśle określonych idei „modernistycznych/modernizmu", a nie szeroko - jako epokę, w której wszystko ex definitione jest modernistyczne. Inni odwrotnie: „im więcej ograniczeń, tym - paradoksalnie - mniej sensu, w który zasobny jest modernizm"[przypis]S. Morawski Na tropach..., s. 63. Zob. M. Bradbury, J. McFarlane, (ed. by), Modernism. A Guide to European Literature 1890-1930, London 1991; E. Możejko Modernizm literacki...; P. Luthersson Modernism och... ; S. Bocola The Art of Modernism....[/przypis]; 2) Uważa się, że modernizm był raczej zjawiskiem uniwersalnym niż regionalnym, narodził się i rozwinął przede wszystkim w krajach zachodnioeuropejskich. Jednak w ostatnich latach podkreśla się coraz częściej, że pomimo wspólnych dla wielu krajów idei modernizm był wewnętrznie bardzo zróżnicowany (chronologia, problemy, konteksty) w zależności od tradycji narodowych oraz wydarzeń historycznych w poszczególnych krajach. Z tego względu różnice pomiędzy narodowymi odmianami modernizmu są, zdaniem wielu badaczy, często wyraźniejsze niż podobieństwa. Dotyczy to różnic pomiędzy modernizmem zachodnio- i wschodnioeuropejskim, ale także pomiędzy modernizmem w obu Amerykach i w Europie Zachodniej czy nawet w krajach anglosaskich i w Skandynawii[przypis]Zróżnicowanie modernizmu powoduje, że niektórzy badacze używają tego terminu w liczbie mnogiej, lub wskazują na inność poszczególnych modernizmów. Zob. P. Nicholls At a Tangent: Other Modernisms, w: Modernisms. A literary Guide, London 1995, s. 193-222; S. Eile Modernist Trends in Twentieth-Century Polish Fiction, London 1996, s. 1-18; W.R. Everdell What Modernism Is and What It Probably Isn't, w: The First Moderns. Profiles in The Origins of Twentieth-Centwy Though, Chicago-London 1997, s. 7; B.G. Carter Modernism, w: Encyclopedia of World Literature, Farmington Hills 1999, s. 278-279; A. Eysteinsson The Concept of Modernism, London 1990; P.M. Mitchell The Concept of Modernism in Scandinavia, w: Facets of European Modernism, Norwich 1985, s. 243-256; J. Symons American Modernism Is Distinct from European Modernism, w: B. Scott (ed. by) American Modernism, San Diego 2000, s. 36-43; C.A. Salgado From Modernism to Neobaroque. Joyce and Lezama Lima, London 2001; W. Krysiński, Modernist Fallacies and Ambiguities of the Modem, w: P. D. Morris (ed.) A World of Slavic Literatures: Essays in Comparative Slavic Studies in Honour of Edward Mozejko, Bloomington: Slavica 2002, s. 211-227; J. Gierus Russia's Road to Modernity, Warszawa 1998. Jakkolwiek i tu nie ma zgody, np. zdaniem jednych badaczy, modernizm w Skandynawii zaczął się niemal równocześnie z awangardą europejską XX w. (P. Lutersson Modernism och...), według innych, dopiero w połowie wieku XX. (P.M. Mitchell The Concept of... s. 246).[/przypis].

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="11831" title="Krótki wypis z&amp;nbsp;artykułu pt.&amp;nbsp;Modernizm, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr&amp;nbsp;3, s. 51 (Andrzej Karcz)" slug="krotki-wypis-z-artykulu-pt-modernizm-tygodnik-ilustrowany-1909-nr-3-s-51">„Nie było bardziej nadużywanego i bardziej pustego wyrazu… Jeszcze pięć lat temu każda ekstrawagancja, każdy wybryk, każda nadzwyczajność – otrzymywały na chrzcie dziennikarskim miano modernizmu. Świętym i kaznodziejskim oburzeniem wrzały szpalty niektórych dzienników, nawołujących społeczeństwo do wojny krzyżowej z tą bestią apokaliptyczną, która pod sztandarami sztuki wkroczyła do naszego życia.
Nagle zamilkło wszystko.
Pierwsze konwulsje ruchu rewolucyjnego, pierwsze odblaski łuny, zwiastującej ogromny pożar, zmieniły nastrój do nie poznania.
Wysoko podniesiona fala opadła. Nikt nawet nie zauważył, że pozostało po niej wybrzeże, usiane pięknymi, różnokolorowymi muszlami, że został muł lekki, użyźniający.
Przestano mówić o modernizmie. Przestano w ogóle mówić o sztuce i naklejać jej etykiety.
Dopiero dzisiaj, kiedy wytrącone z równowagi życie zaczyna powracać do norm swoich i w dawne wlewa się łożyska, tu i ówdzie zaczynają się wszczynać nieśmiałe dyskusje na temat zagadnień artystycznych.
Wyraz modernizm na szczęście jednak zniknął z naszego słownika, a jeżeli go jeszcze czasami używamy, to już nie nadużywamy z pewnością”.
&amp;nbsp;

Natknąłem się na powyższą wypowiedź i ją „wypisałem” (z podkreśleniami autora) z krótkiego felietonu, przeglądając strony dawnego tygodnika. Jej autor, który podpisał się inicjałami „Z.D.”, świadek ówczesnych wydarzeń, relacjonuje – niejako „od środka” – burzliwe dzieje początków modernizmu w Polsce. Czy ogłasza zarazem jego koniec? Czy mówi o jego następstwach? Wobec nieprzewidywalności biegu wypadków i ze względu na zbyt krótki dystans czasowy ostatecznie odnotowuje tylko zewnętrzną stronę obserwowanego zjawiska: częstotliwość użycia wyrazu „modernizm”. Obca była mu myśl o tym, jakie nowe formy i jak szerokie znaczenia przybierze, a tym bardziej – jakie kłopoty w przyszłości będzie sprawiać…</document>
<document nplp_id="11847" title="Łowy na&amp;nbsp;modernistów (Edward Balcerzan)" slug="edward-balcerzan">„Tu przerwał, lecz róg trzymał”… Cytat z Mickiewiczowskiej epopei – do końca rozprawy przypięty – wyznacza nową modalność lektury. To, co w tytule pracy Włodzimierza Boleckiego zostało określone jako „rekonesans”, w finale ma się okazać myśliwską obławą, ściślej – ekfrazą gry na rogu, opowiadającą obławę (historycznoliteracką).

„Bo w graniu była łowów historyja krótka”, powiada poeta. Łowów – na co? Polowania – na jaką zwierzynę? Można by, powołując się na wcześniejszą w polskiej historii literatury metaforę łowiecką, autorstwa Kazimierza Wyki, stwierdzić, że odbywają się tu Łowy na kryteria (1965). W rzeczy samej kryteria pozwalające wyróżniać poetykę modernizmu, także retorykę modernistycznych manifestów i programów, są w rozprawie Boleckiego wychwytywane z gęstwiny świadectw literackich i literaturoznawczych. Chodzi przy tym o takie kryteria, które uzasadniłyby znak równości między literaturą modernizmu a literaturą XX wieku, wbrew wcześniejszym traktowaniom modernizmu jako osobliwości Młodej Polski, czyli na przekór tezom Modernizmu polskiego (1959) – właśnie! – Kazimierza Wyki.

Metafora łowiecka ma także inną, mocniejszą genezę – autorską. Stanowi nawiązanie do tytułu książki Boleckiego Polowanie na postmodernistów (1999), której zajmująca nas rozprawa jest przewrotną kontynuacją. Przewrotną, gdyż we wspomnianej pracy kolejni twórcy, podejrzewani o postmodernizm, okazywali się de facto spadkobiercami modernizmu, natomiast w komentowanym tu studium, odwrotnie, jako moderniści ujawniają się – masowo – zarówno zdeklarowani zwolennicy, jak i przeciwnicy tej formacji.

Przywołany w zakończeniu pracy Boleckiego mistrz rogowej sztuki staje się tekstowym sobowtórem badacza (Wojski to ja). W Panu Tadeuszu gra Wojskiego „ożywia knieje i dąbrowy”, instrument zmienia swe kształty, pomnaża dźwięki i echa, „jakby w rogu były setne rogi”. Rozprawa Boleckiego odznacza się podobną obfitością efektów.
Niepewność odtąd w głowach uczonych zagości:
Jestże to róg muzyczny, czy róg – obfitości?</document>
<document nplp_id="11849" title="Modernistyczne dominanty: witalizm i&amp;nbsp;autonomia literatury (Anna Czabanowska-Wróbel)" slug="modernistyczne-dominanty-witalizm-i-autonomia-literatury-anna-czabanowska-wrobel">Z propozycji Włodzimierza Boleckiego dotyczącej rozumienia modernizmu korzystałam w pracy dydaktycznej; odwoływałam się też do niej, a zwłaszcza do wyodrębnionych przez badacza „dominant modernizmu”, w badaniach literatury polskiej XX wieku. Wśród siedmiu wskazanych przez Boleckiego pojęć szczególnie bliskie mojemu myśleniu o modernizmie są dwa: witalizm i esencjalizm. Chcę je w tym miejscu potraktować jako te, które pozwalają lepiej zrozumieć zarówno ciągłość zjawiska modernizmu w jego kolejnych fazach, jak i jego osobność, wyjątkowość.

Pierwszy z wybranych tutaj wyznaczników – witalizm, definiowany przez Boleckiego jako „nazwa wszystkich koncepcji, w których dominantą jest kategoria ‘życia’ (istnienia) we wszystkich jego wymiarach” – jest tym, który ma swoje rozmaite antecedencje w myśli filozoficznej, naukowej i kulturze XIX wieku. A – z kolei obecnie, w XXI wieku powraca w wielu fascynujących postaciach, których nie przewidzieliby moderniści. Witalizmy z XIX, XX i XXI stulecia są tak różnorodne, że wręcz trudno znaleźć ich wspólny mianownik.

Druga, esencjalistyczna dominanta pozwala zobaczyć swoistość propozycji modernistycznej, wyraźnie odmiennej od koncepcji literatury i sztuki, jaką mieli poprzednicy i jaką stworzyli następcy. Przypomnijmy jeszcze, że jak stwierdza Bolecki: „W sztuce modernizmu idea esencjalizmu polegała na rozpatrywaniu zagadnień artystycznych z perspektywy ich istoty (autonomii)”.

Tak rozumiany esencjalizm przekłada się na postulat „czystej” literatury i sztuki, stał się możliwy do zrealizowania w kulturze polskiej dopiero w epoce Młodej Polski, ponieważ mógł być osiągnięty jedynie pod warunkiem wywalczenia autonomicznego charakteru twórczości. W ślad za koncepcją Pierre’a Bourdieu pochodzącą z jego Reguł sztuki można, jak to już próbowałam, opowiedzieć o walce młodopolan o autonomię pola literackiego. Autonomia ta nie była czymś realnym i łatwym do zaakceptowania dla przedstawicieli generacji pozytywistycznej. Dyskusje międzypokoleniowe i problematyka ówczesnych manifestów dotyczyły więc, pośrednio i bezpośrednio, tego zagadnienia. Natomiast w chwili, gdy modernizm przełamywał się w postmodernizm, by – jak wiemy – powracać jeszcze później w nowych wcieleniach, absolutna autonomia literatury i modernistyczne wyobrażenie o kulturze wysokiej okazały się niemożliwe do utrzymania.
*
Spośród wielu modernistycznych i niemodernistycznych witalizmów bliska mi jest koncepcja życia dwudziestowiecznego francuskiego fenomenologa Michela Henry’ego, który pojmował je jako „radykalną wewnętrzność”. Da się ona, jak sądzę, interesująco zastosować w badaniach dojrzałego i późnego modernizmu. Filozof, chcąc przybliżyć tajemnicę niewidzialnego życia i paradoksy ludzkiego pojmowania czasu, powoływał się na przypowieść Kafki Najbliższa wieś i stwierdzał: „Życie jest wewnętrznością i w zewnętrzności nikt go nigdy nie odnajdzie”[przypis]M. Henry, O fenomenologii, przeł. M. Drwięga, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2007, s. 88.[/przypis].

Idąc tym tropem, chciałabym znaleźć przykład najkrótszego modernistycznego utworu, który dotyczy istoty życia. Objawia on, czym jest życie, nie używając przy tym tego słowa, przez co strukturalnie upodabnia się do zagadki. Mam na myśli następujący aforyzm Kafki, który cytuję w przekładzie Romana Karsta: „Jest jedno niezniszczalne – jest nim każdy człowiek, jest ono zarazem wspólną właściwością wszystkich, stąd bezprzykładnie nierozłączny związek ludzi”[przypis]F. Kafka, Opowieści i przypowieści,  PIW, Warszawa 2016, s. 390.[/przypis].</document>
<document nplp_id="11852" title="Polowanie na&amp;nbsp;modernistki [w Polsce] (Magdalena Rembowska-Płuciennik)" slug="magdalena-rembowska-pluciennik">Kiedy czytam „Modernizm w literaturze polskiej”, trudno mi uwierzyć, że stosuje się do niego teza sformułowana przez znakomitego Autora tego tekstu[przypis]Znawcy twórczości naukowej Włodzimierza Boleckiego rozpoznają w tym zdaniu parafrazę początku jego tekstu Wyznania feministy, „Teksty Drugie” 1996, nr 1, s. 1.[/przypis]: „modernizm ten konstytuują także idee, które nie wywodzą się z zagadnień poetyki literatury. Np. 1) Przełamywanie wszelkiego rodzaju tabu – dotyczących zarówno życia jednostki, jak i zbiorowości, a przede wszystkim dotyczących życia seksualnego, rodzinnego, narodowego, politycznego”[przypis]Tenże, Modernizm w literaturze polskiej XX wieku (rekonesans), „Teksty Drugie” 2002, nr 4, s. 22. [/przypis].

Co jak co, ale właśnie na „tabu seksualne, narodowe i polityczne” krępujące samego Autora wskazuje mizerna liczba nazwisk modernistek wśród twórców łowionych w sieć dominant, nurtów i wyznaczników! Modernizm po polsku jest niemal wyłącznie osiągnięciem mężczyzn, ma naturę androgenetyczną i pisarka stanowi w nim jedynie sporadyczną fanaberię, eksces, niezbyt reprezentatywny casus. Wyparcie to zaiste freudowskie, „bo przecież jednym z impulsów ożywiających modernizm była chęć ujawnienia i odkłamania mechanizmów kulturowych prowadzących do traktowania kobiety-osoby jako przedmiotu"[przypis]Tenże, Wyznania feministy, s. 1, aczkolwiek z lekka… modernizowane.[/przypis]. Tymczasem modernistki pojawiają się w rozprawie tego znanego wyznawcy feminizmu nieco przypadkowo. Okazjonalnie włączane są w ciągi męskich nazwisk ilustrujących mapowane zjawiska, co najwyżej figurują w nawiasowych wyliczeniach jako wdzięczny przerywnik szpaleru mężczyzn. Niektórych w tym argumentacyjno-defiladowym porządku ustawili mistrzowie Boleckiego – choćby Janusz Sławiński:

&amp;nbsp;
„W polskiej literaturze jakkolwiek pomyślany kanon modernistyczny musiałby objąć twórczość takich pisarzy, jak W. Berent, S. Brzozowski, K. Irzykowski, B. Leśmian, S.I. Witkiewicz, B. Schulz, W. Gombrowicz, T. Peiper, J. Przyboś, J. Czechowicz, Cz. Miłosz, T. Różewicz, M. Białoszewski, Z. Herbert”[przypis]J. Sławiński, Hasło Modernizm, w: M. Głowinski, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Słownik terminów literackich, Wrocław 1998, s. 319 cyt za: Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej…, s. 17. [/przypis].
&amp;nbsp;

Innych gestem generalskiego przegrupowywania oddziałów swobodnie szereguje sam Włodzimierz Bolecki, raz po raz ustawiając karne kolumny w szyku bojowym:

&amp;nbsp;
„Mimo prób ekstensywnych zastosowań terminu »modernizm« spójny opis różnych zjawisk w literaturze polskiej w całym XX w., takich jak np. twórczość Berenta i Przybosia, Przybyszewskiego i Białoszewskiego, Brzozowskiego i Herberta, Mackiewicza i Gombrowicza, Miłosza, Buczkowskiego czy Różewicza pozostaje nadal postulatem”[przypis]Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej, s. 18.[/przypis].
„Konflikt pomiędzy »nowoczesnością« (i »nowością«) a modernizacją jest przecież podstawowym elementem twórczości wielu wybitnych pisarzy polskich XX w., np. S.I. Witkiewicza, W. Gombrowicza, B. Schulza, Cz. Miłosza, T. Borowskiego, Z. Herberta, J.M. Rymkiewicza i wielu innych”[przypis]Tamże, s. 19.[/przypis].
&amp;nbsp;

Kiedy już jakaś kobiecina delikatnej postury zaplącze się samotnie w towarzystwo gentlemanów, to definicję modernizmu trzeba poszerzać, rozciągać niemiłosiernie:

&amp;nbsp;
„Dlatego znaczenie terminu &amp;gt;&amp;gt;modernizm&amp;lt;&amp;lt; w literaturze polskiej musi być na tyle pojemne, by pozwalało opisać problematykę nowoczesności w twórczości poetów tak różnych, jak Miciński i Staff, Iwaszkiewicz i Peiper, Przyboś i Miłosz, Leśmian i Herbert, Grochowiak i Białoszewski, klasycystów i lingwistów (w tym Nowej Fali), jak również odmienne rozumienie nowoczesności np. w prozie Irzykowskiego i Przybyszewskiego, Berenta i Brzozowskiego, Iwaszkiewicza i Parnickiego, Mackiewicza i Odojewskiego, Malewskiej i Terleckiego, Gombrowicza i Herlinga-Grudzińskiego i wielu, wielu innych”[przypis]Tamże, s. 21.[/przypis].


[caption id="attachment_12052" align="aligncenter" width="640"] Fot. 1 W. Bolecki i G. Herling-Grudziński w Krakowie, fot. Elżbieta Lempp[/caption]

[caption id="attachment_12053" align="aligncenter" width="425"] Fot. 2 W. Bolecki i G. Herling-Grudziński w Krakowie, fot. Elżbieta Lempp[/caption]

Kobiece dochodzenie do głosu w kulturze odrodzonej Polski (prawa wyborcze!!!), nowa problematyka literacka lub poszukiwania formalne w ogóle nie istnieją jako odrębny temat historii modernizmu. Zaszczytu wzmiankowania w tekście dostąpiły Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Zofia Nałkowska (o której i tak mówiono, że ma „męski umysł”), Maria Komornicka (czyli i tak Piotr Włast), Hanna Malewska, Barbara Topolska, Herminia Naglerowa (czyli Jan Stycz, bo taki miała pseudonim), Wisława Szymborska, Zuzanna Ginczanka, Julia Hartwig, Anna Bolecka, Ewa Lipska, Olga Tokarczuk, Manuela Gretkowska i Anna Burzyńska. Rzecz jasna, każdy wybór da się zakwestionować, lecz z tego grona piszących kobiet o kilku pamiętają dziś jedynie przychylni historycy literatury, a innym – zwłaszcza współcześnie tworzącym – choćby autorce Kobiet i mężczyzn, trudno byłoby być może rozpoznać się w tak narzuconym modernistycznym kostiumie. Znamienne, że i w późniejszej monografii podsumowującej autorską koncepcję modernizmu w literaturze polskiej, w Modalnościach modernizmu, oddzielnych rozdziałów doczekały się jedynie Aniela Gruszecka, Nałkowska i Szymborska. Bardzo to zmaskulinizowana wizja – lecz, trudno zaprzeczyć, że „modernizm” w polszczyźnie jest rodzaju męskiego. „Cóż to za temat dla feministek!!!”[przypis]Tenże, Wyznania feministy, s. 5.[/przypis]

„A może się mylę?” Może jednak tych komplikacji z płci wynikłych należy po prostu unikać, nie trzeba ich eksponować… „Wszak żądanie, by modernizm &amp;gt;&amp;gt;odsłonił swą płciowość&amp;lt;&amp;lt; — nie da się tego ukryć — mogłoby wyglądać za bardzo frywolnie i chyba zbyt, powiedzmy, przesadnie”[przypis]Tamże, s. 1, choć „feminizm” i „modernizm” zamieniły się w cytacie miejscami. Ale o zgrozo! „Feminizm” jest w polszczyźnie rodzaju męskiego![/przypis]. Może wystarczy, by płciowość w modernizmie alla polacca pozostała szlachetnie nienachalna, dyskretnie utożsamiona z płcią męską, bo to co męskie, to przecież po prostu neutralnie ludzkie, człowiecze…

&amp;nbsp;
„Najwybitniejsi polscy pisarze XX w. są przecież równocześnie modernistycznymi myślicielami (Irzykowski, Gombrowicz, Witkacy, Miłosz, J. Mackiewicz, Stempowski, Wat, Herling-Grudziński, Lem, Herbert, Odojewski, Grynberg, J.J. Szczepański i in.). W ich twórczości istnieje oczywiście problem poetyki literatury nowoczesnej, ale kwestia, jaka powinna być ta literatura, podporządkowana jest nie tyle analizie języka artystycznego, co pytaniom o filozofię człowieka […]”[przypis]Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej…,s. 18.[/przypis].
&amp;nbsp;

Wracając więc do modernistycznego przełamywania „tabu seksualnego, rodzinnego, narodowego, politycznego”… jakiego przełamywania? Któż tu powinien się przełamać i do czego?  — chciałam zakrzyknąć, ale zrezygnowałam z nadmiaru uczuć patriarchalnych i poprzestałam na rozpamiętywaniu wyznań pewnego feministy.

PS. Autorka tego dopisku ma tak głęboko uwewnętrznione Wyznania feministy i Modernizm w literaturze polskiej Włodzimierza Boleckiego, iż mogło się tak zdarzyć, że oba artykuły skontaminowały się w tej glosie i mówiły w niniejszym komentarzu za nią.</document>
<document nplp_id="11855" title="Koncert na&amp;nbsp;teksty i&amp;nbsp;głos (Łukasz Wróbel)" slug="koncert-na-teksty-i-glos-lukasz-wrobel">„Pełna analiza historycznoliteracka nie jest bowiem jeszcze możliwa ze względu na zbyt mały dystans czasowy. »Tu przerwał, lecz róg trzymał…«”[przypis]W. Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej XX wieku – rekonesans, w: tegoż, Modalności modernizmu: studia, analizy, interpretacje, Wydawnictwo IBL 2012, s. 96.[/przypis] – artykuł Modernizm w literaturze polskiej XX wieku – rekonesans kończy się wielokropkiem i zamykającym cudzysłowem, jednocześnie niedopowiedziana, acz konotowana przez cytat, figura dźwięków niesionych echem przez bór oraz wielokropek niedomykający przytoczone zdanie, otwierają przestrzeń, w której trwa ich (tj. dźwięków) epifenomenalna obecność, podniesione kwestie zachowują zaś trwałość i aktualność.

Włodzimierz Bolecki dokonuje substytucji pisma w miejsce dźwięków instrumentu i pogłosów echa, które – jakkolwiek ich materialność została wytłumiona – zachowują jakąś formę obecności w nowym medium. Werbalny system reprezentacji (cudze słowa zacytowane w obrębie artykułu) odsyła do gry Wojskiego, która sama jest ikoniczną reprezentacją (w jej przestrzeni metamorfują dźwięki naśladujące głosy zwierząt, odgłosy polowania). Koncert, „łowów historyję krótką” podejmuje echo, powtarzają ją i przekazują dalej dęby, buki[przypis]A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie. Historia szlachecka z roku 1811 i 1812 we dwunastu księgach wierszem, oprac. S. Pigoń, Ossolineum, Wrocław 1971, ks. IV, s. 239–242, w. 660–700.[/przypis]. Materialny dźwięk instrumentu powiela się i utrwala dzięki echu, następnie mocą pamięci (narratora) i wyobraźni (poety), później za pośrednictwem zapisu w Panu Tadeuszu, wreszcie w zakończeniu artykułu.

Koda Modernizmu w literaturze… to nie jedyne takie rozwiązanie stosowane przez Włodzimierza Boleckiego. W licznych innych jego tekstach: publicystycznych, naukowych, też w Chacku, ostatnie zdania problematyzują pełnioną przez siebie funkcję zakończenia[przypis]„KONIEC (Ale to nie jest koniec – tak jest tylko napisane)”; W. Bolecki, Chack. Gracze. Opowieść o szulerach, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018, s. 645.[/przypis], dostrzegalnie często raczej otwierają horyzont pytania, ustanawiają przestrzeń, w której namysł trwa, a jego podmiot nie ustaje w czynnościach poznawczych[przypis]Nie zawsze. Warto również odnotować ostatnie zdania artykułu poświęconego poezji Stanisława Barańczaka: „Być może jednak żyjemy w czasach, gdy w tradycjach literackich i w wierszach ukryte są armaty. Ale myśl ta jest tak stara jak historia myśli. Na tym więc mogę zakończyć”; W. Bolecki, Język jako świat przedstawiony. O wierszach Stanisława Barańczaka, w: tegoż, Pre-teksty i teksty. Z zagadnień związków międzytekstowych w literaturze polskiej XX wieku, PWN, Warszawa 1998, s. 232.[/przypis], wskazują trwałość, aktualność i obowiązywalność tego, o czym mowa. Tak jest w zakończeniu tytułowego tekstu z sygnowanego nazwiskiem Jerzego Malewskiego zbioru Widziałem wolność w Warszawie („Odliczanie już się zaczęło”[przypis]J. Malewski, Widziałem wolność w Warszawie, w: tegoż, Widziałem wolność w Warszawie, Warszawa 1984, s. 13.[/przypis]), w pomieszczonym tu przeglądzie tomów poetyckich okresu stanu wojennego (pisząc o poetyckim podejmowaniu kwestii historycznych i społecznych, o poezji jako języku-świadectwie „nieliterackich” tematów, Włodzimierz Bolecki podkreśla „Poezja stanu wojennego jest jedną z jego pierwszych liter”[przypis]J. Malewski, Cóż po poecie w czasie marnym? (przegląd tomików poetyckich stanu wojennego), w: tegoż, Widziałem wolność…, s. 43.[/przypis]) oraz domykającym książkę Moim aneksie do „Solidarności” i Teheranu („I to znaczy, że ten Sierpień trwa”[przypis]J. Malewski, Mój aneks do „Solidarności” i Teheranu, w: tegoż, Widziałem wolność…, s. 62.[/przypis]). Nie inaczej na ostatniej stronie Poetyckiego modelu prozy… („Oto kilka pytań, które – na zakończenie tej książki – chciałbym pozostawić otwarte”[przypis]W. Bolecki, Poetycki model prozy w dwudziestoleciu międzywojennym: Witkacy, Gombrowicz, Schulz. Studium z poetyki historycznej, Universitas, Kraków 1996, s. 382.[/przypis]), artykułu Historyk literatury i cytaty („Na wstępie porównałem cytat do soli. Nie wiem, czy to porównanie jest trafne. Sól jako danie główne nie wydaje mi się pomysłem szczęśliwym, ale cytat – jeśli go dobrze przyrządzić…”[przypis]W. Bolecki, Historyk literatury i cytaty, w: tegoż, Pre-teksty…, s. 35.[/przypis]), Polowania na postmodernistów (w Polsce)[przypis]W. Bolecki, Polowanie na postmodernistów (w Polsce), w: tegoż, Polowanie na postmodernistów (w Polsce) i inne szkice, Kraków 1999, s. 42.[/przypis], wykładu Witkacy – Schulz – Gombrowicz[przypis]W. Bolecki, Witkacy – Schulz – Gombrowicz, w: tegoż, Wenus z Drohobycza (o Brunonie Schulzu),  Gdańsk 2016, s. 24.[/przypis] czy (także kończącego się cudzym słowem) domykającego Wenus z Drohobycza suplementu poświęconego życiu i śmierci Brunona Schulza[przypis]W. Bolecki, Suplement. Życie i śmierć Brunona Schulza, w: tegoż, Wenus…, s. 198.[/przypis].

Wojski Hreczecha trzykrotnie dmie w róg i choć dźwięki słyszane przez myśliwych są powielone mocą echa, dla wszystkich przyjaciel Sędziego jest w tym powtórzeniu bezpośrednio obecny jako instancja nadawcza, w ich odbiorze niemal staje się wymienny z echem. To napięcie między jednocześnie manifestującymi się porządkami indeksu i symbolu (by posłużyć się terminologią Peirce’owską) dotyczy nie tylko relacji między Wojskim, jego koncertem a grą echa, daje się dostrzec również w zakończeniach tekstów Włodzimierza Boleckiego. Pamiętam, że przestrzegał przed wiarą „w nadmierną wartość »ja« w dyskursie historycznoliterackim”[przypis]W. Bolecki, Czym stała się dziś historia literatury, w: tegoż, Polowanie…, s. 372.[/przypis], jakkolwiek dotyczyło to metodologicznych, terminologicznych i stylistycznych usterek rozpraw historycznoliterackich inspirowanych poststrukturalistycznymi dykcjami. Pamiętam też, że – dokonując „całościowego opisu literatury XX wieku” (Teksty i głosy. Z zagadnień poetyki modernizmu) – czynił to, kategoryzując „teksty” oraz „głosy”, a także podkreślając, że „tekstowość” i „głosowość” jako strategie komunikacyjne współistnieją od lat dziewięćdziesiątych XIX wieku przez cały wiek XX[przypis]Zakończenie przywoływanego artykułu: „Ale paradoks Gombrowicza to jeden z podstawowych paradoksów modernizmu, który można rozwiązać tylko przez definitywne zamilknięcie. Co też niniejszym czynię”; W. Bolecki, Teksty i głosy. Z zagadnień poetyki modernizmu, w: tegoż, Modalności…, s. 154.[/przypis]. Dodajmy, że to także strategie retoryczne stosowane przez Włodzimierza Boleckiego.

Zasadą „tekstowości”, jak czytam, jest „wypowiadanie się poprzez teksty i o tekstach. Słowem, zasadą jest presupozycja, że autor i odbiorca są najpierw czytelnikami, a literatura jest po prostu wypowiedzią czytelnika do czytelnika za pomocą tego, co obaj przeczytali”[przypis]Tamże, s. 142.[/przypis]. Artefakty tekstowe realizujące tę strategię komunikacyjną, przyjmujące postać np. artykułów literaturoznawczych, są z reguły bardziej niż mniej skonwencjonalizowane. Ale zakończenia tekstów Włodzimierza Boleckiego oscylują w domenie „głosowości”, sugerując bliskość, jeśli nie obecność, nadawcy oraz bezpośredniość zapisu jego ekspresji, nawet jeżeli w medium cytatu, z wykorzystaniem cudzego słowa. Przechowują i przekazują depozyt osobniczego głosu, w tej mierze są podmiotowe. Generują efekt bezpośredniości ekspresji, suponują osobową obecność autora.

Wojski odejmuje obiedwie ręce od rogu, a tymczasem wokół rozgrzmiewają tysiące powinszowań i wiwatnych wrzasków.

Witkacy zakończył Szewców wypowiedzią Głosu straszliwego: „Trzeba mieć duży takt, / By skończyć trzeci akt. / To nie złudzenie – to fakt”[przypis]S.I. Witkiewicz, Szewcy. Naukowa sztuka ze „śpiewkami” w trzech aktach, w: tegoż, W małym dworku. Szewcy, wstępem opatrzył L. Sokół, PIW, Warszawa 1988, s. 183.[/przypis]. I mnie przychodzi już kończyć, tym bardziej że powinienem był zmieścić się na dwóch stronach standardowego pliku wordowskiego, a ten mi się rozrasta. Na szczęście mam co nieco na swoją obronę, że zapisałem i trzecią stronę…

[caption id="attachment_12134" align="aligncenter" width="960"] W. Bolecki podczas jubileuszu swych 65-tych urodzin; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="11857" title="Furkotanie (Jan Zieliński)" slug="furkotanie-jan-zielinski">Nawias „(np. Gretkowska, Bieńczyk, Pilch, Burzyńska, Mirkowicz, pisarze z kręgu »Fa-Artu«, »Lampy i Iskry Bożej«)” obejmuje indywidualne nazwiska i grupowe określenia pisarzy polskich, uprawiających „próby wyjścia poza tradycję modernistyczną” poprzez różne wersje adaptacji haseł postmodernizmu. Trudno wszakże na razie, z powodu zbyt małego dystansu czasowego, orzec, „czy te zjawiska są przekroczeniem granic modernizmu, czy jedynie kolejnym wariantem jego dominant […]”.

[caption id="attachment_11936" align="aligncenter" width="720"] Fot. 1 Tomasz Mirkowicz, dedykacja na „Lekcji geografii” Fot. Jan Zieliński[/caption]

[caption id="attachment_11937" align="aligncenter" width="653"] Fot. 2 Tomasz Mirkowicz, dedykacja na „Podróży do Ziemi Świętej Egiptu” Fot. Jan Zieliński[/caption]

Wyjmuję z tego nawiasu umieszczone w nim poniekąd centralnie nazwisko Tomasza Mirkowicza, przedwcześnie zmarłego znakomitego tłumacza literatury amerykańskiej na polski a polskiej (Hłasko) na amerykański.

Został tutaj przywołany jako oryginalny postmodernistyczny prozaik, autor wydanej w drugim obiegu powiastki Tunel (1984), tomu lipogramów Lekcja geografii (1996) oraz wspaniałej „powieści lipocefalicznej” Pielgrzymka do Ziemi Świętej Egiptu (1999). A wyjmuję dlatego, że Tomek Mirkowicz wraz z żoną, Julitą Wroniak (też tłumaczką) i ich mieszkanie przy Gandhiego (gdzie w stanie wojennym ukrywał się Bujak) stanowili przez wiele lat swego rodzaju hub, miejsce kontaktów i wymiany między przyjeżdżającymi do Polski pisarzami amerykańskimi a tłumaczami (i nie tylko) naszego pokolenia. Z Gandhiego najbardziej utkwiły mi w pamięci spotkania z Harrym Matthewsem, autorem Przemian (w swoim czasie mężem rzeźbiarki Niki de Saint-Phalle; jej barwny anioł Nana, fruwający pod sklepieniem dworca zuryskiego, zawsze mi Harry’ego przypomina) oraz z Robertem Pinskym (który długo nie mógł się pogodzić z argumentami Mirkowicza w dyskusji o antysemityzmie, kilkakrotnie wracał do sprawy w prasie amerykańskiej). Spotykaliśmy się też na Sędziowskiej, u Blanki (tłumaczki) i Tomka (grafika podziemnego wydawnictwa „NOWA”) Kuczborskich (Susan Sontag zachwycała się tym mieszkaniem, gdzie urządziliśmy jej spotkanie z Mirkiem Chojeckim). A także u nas na Bobrowskiego, gdzie rolę gospodarzy pełnili moja pierwsza żona, tłumaczka Alicja Skarbińska i niżej podpisany, wówczas też tłumacz i doktorant IBLu (to tu autor cytowanego nawiasu z listą polskich pisarzy, Włodek Bolecki, poznał Tomka Mirkowicza).

W tymże gronie młodych tłumaczy zajmowaliśmy się grupą pisarzy, którzy przyjechali wraz z Susan Sontag. Był wśród nich Saroyan, bardzo w Polsce (ku zdziwieniu amerykańskich kolegów) popularny i wielce fetowany, był Kurt Vonnegut, była Joyce Carol Oates, był wreszcie John Ashbery. Próbowałem opisać tę wizytę w dłuższym tekście, który, znacznie skrócony przez redakcję, ukazał się w „Literaturze na świecie” (1981 nr 5) pt. J. C. O. Piotr Sommer, późniejszy redaktor naczelny tego pisma, przysłał mi kiedyś stare zdjęcie, na którym stoimy na Rynku Starego Miasta z Vonnegutem i Ashberym.

Patrzę teraz w sieci na związki Ashbery’ego z literaturą polską. Oto u Piotra Sommera pojawia się przypis: „Na wieczorze autorskim podczas konferencji amerykanistycznej w Jadwisinie pod Warszawą (wieczór zarejestrował na taśmie Tomasz Mirkowicz) Ashbery odczytał między innymi końcową część poematu (strony 48–51 według wydania Penguina) The New Spirit […]”[przypis]Piotr Sommer, Po stykach, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 353.[/przypis].

Leszek Szaruga z kolei z rozmowy Piotra Sommera z Johnem Ashberym wyjmuje fragment, który się zaczyna od słów „artykuł nosił tytuł Nowojorska Szkoła Poetów” i wyciąga z niego (zastrzegając, że to nie Ashbery, tylko polski tekst wywiadu), zbitkę trzech „ł” w pierwszych trzech słowach, co mu przypomina, jak kiedyś w Marakeszu spotkał Amerykanina, który poprawnie wymawiał „ł” w słowie Białystok – i: „powiedział, że to Szkoła / Jego Dziadka, dziadek pochodził / z Białegostoku)”[przypis]Leszek Szaruga, Wybór z Księgi. Cykle sylwiczne, fragmenty, wiersze, wybór, posłowie i opracowanie Żaneta Nalewajk, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2016, s. 192. [/przypis]. Lubię to przejście od Nowojorskiej Szkoły Poetów do Szkoły Jego Dziadka. Jakoś mi przypomina pewne przejście dla pieszych w Grodzisku Mazowieckim, gdzie w jednoosobowej budce stupajki drzemie zapyziały drągal w bliżej niesprecyzowanym mundurze, czekając, aż się zjawi grupa młodzieży, żeby jej ułatwić przejście na drugą stronę ulicy. Ze szkoły, do szkoły. Ale też daje do myślenia na temat korzeni tej nowojorskiej szkoły poetyckiej i ewentualnych przyczyn jej niezwykłej popularności w kraju nad Wisłą.

W „Dzienniku Związkowym (Zgoda)” List 54 pisarzy z USA Do Rządu PRL wyrażający głębokie zaniepokojenie z powodu „coraz liczniejszych aresztowań politycznych w Polsce po aresztowaniu Zbigniewa Bujaka, podziemnego przywódcy Solidarności”[przypis]„Dziennik Związkowy (Zgoda)”, Chicago z 5 VIII 1986, s. 4.[/przypis]. Wśród podpisanych Albee, Ashbery i Barańczak, Bellow, Brodski i Doctorow, Gaddis, Ginsberg i Głowacki, Mailer, Matthews i Miller, Pinsky, Roth i Vonnegut. Imiennie w liście wymieniono Zbigniewa Lewickiego w charakterze „przyjaciela, znajomego i kolegi wielu z nas”. Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy na Okęciu czekaliśmy na wracających ze Stanów Julitę i Tomka, kiedy na Sędziowskiej świętowaliśmy ich powrót; aresztowano ich następnego dnia z samego rana.

W tym samym „Dzienniku Związkowym (Zgoda)” dwadzieścia jeden lat wcześniej ukazał się przedruk fragmentów recenzji, jaką John Ashbery poświęcił pierwszej powieści Gombrowicza. Nie całkiem do tej prozy przekonany poeta zwracał uwagę na aspekt tępienia Gombrowicza przez wszelkie reżimy: „Banned successively by the Nazi, the Stalinists and the present Polish regime Gombrowicz has been until now an authentic écrivain maudit”[przypis]Por.: [anon.] Gombrowicz Novel. „Ferdydurke” Is Published Here For The First Time. „Dziennik Związkowy (Zgoda) / The Polish Alliance Daily”, Chicago, z 12 VII 1967, s. 5. Recenzja Ashbery’ego ukazała się w „The New York Times Book Review” z 5 VII 1967, s. 12.[/przypis]. Recenzję odnotowuje monumentalna edycja Ferdydurke w serii Pism zebranych Gombrowicza[przypis]W. Gombrowicz, Ferdydurke. Oprac. W.Bolecki. Kraków 2005, s. 757.[/przypis]. Wzmiankę o niej znaleźć też można w tomie Literatura i wiedza, współredagowanym przez Boleckiego[przypis] Por.: M. Miecznicka, Niezdobyta pewność siebie. Poetyka „Ferdydurke” Gombrowicza w przekładach na hiszpański, francuski i angielski, w: Literatura i wiedza, red. W. Bolecki i E. Dąbrowska, Wydawnictwo IBL, Warszawa 2006 s. 229. [/przypis].

Na koniec jeszcze jedna fotografia. 20 października jechaliśmy z Marią do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie miałem spotkanie autorskie w miejscowym Muzeum. W pewnej chwili nadszedł mail od archiwisty, zajmującego się spuścizną po Allenie Ginsbergu. Pytał, czy to ona jest na załączonym do maila zdjęciu, bo tak wynika z porównania daty zdjęcia i zapisu „Maria” w agendzie poety. I rzeczywiście, na schodkach domu Vonneguta siedzi uśmiechnięta Maria, obok gospodarz i Ginsberg. To było jak przesyłka z zaświatów. Dwa dni później pokazałem to zdjęcie w Miłosławiu Bartoszowi Sadulskiemu, który się publicznie przyznał do długu wdzięczności wobec Vonneguta. W wygłoszonej w tymże Miłosławiu laudacji autora Rzeszota wspominałem też o ważnym dla nas obu Ashberym oraz wskazywałem na inny dług wdzięczności Sadulskiego: wobec Chacka, powieści Włodzimierza Boleckiego. Świat jest mały. Hub wciąż furkocze.

[caption id="attachment_11939" align="aligncenter" width="1016"] Fot. 3. Maria Strarz, Kurt Vonnegut, Allen Ginsberg. Fot. Jill Krementz (z archiwum Marii Strarz-Zielińskiej)[/caption]

[caption id="attachment_11940" align="aligncenter" width="454"] Fot. 4. Bartosz Sadulski z partnerką. Mikołów, 22 X 2022, fot. Maria Strarz-Zielińska[/caption]</document>
<document nplp_id="11866" title="Modernizm z&amp;nbsp;puentą w&amp;nbsp;tle (Maria Delaperrière)" slug="modernizm-z-puenta-w-tle-maria-delaperriere">Znakomity wywód Włodzimierza Boleckiego o „Modernizmie” kończy się następującą kodą:

&amp;nbsp;
Analiza historycznoliteracka nie jest bowiem jeszcze możliwa ze względu na zbyt mały
dystans czasowy. „Tu przerwał, lecz róg trzymał…”
&amp;nbsp;

Zaskakujący cytat, zatrzymany w biegu, a jednak prosty, jak by się zdawało. Kto trzyma róg? Oczywiście Włodzimierz! I trzyma ten róg mocno i dzielnie, a bez mozołu, zręcznie i lekko, jakby to była fraszka, igraszka, zabawka blaszana!

Och tak, Drogi Włodku, z rogiem w ręku polujesz wytrwale i to nie tylko na postmodernistów! Bo jeśli lubisz niespodzianki i przekorne kontradykcje, to tylko dlatego, że sam modernistą jesteś i basta!

A echo? Gdzie echo? Z cytatu wycięte, a jednak słyszymy, że gra w ironicznym niedokończeniu i nadal aktualnie!

I graj nam Włodku nadal, wbrew dystansom czasowym, w analizach, syntezach, w bezustannej odnowie!

Z wdzięcznością za wieloletni dialog,

Maria</document>
<document nplp_id="11871" title="Oksymoron doskonały (Beata Śniecikowska)" slug="beata-sniecikowska">Włodku, echo gra, nieprzerwanie od wielu lat. Najważniejsze jednak, że Ty wciąż przykładasz róg do ust. Co tam róg! Czegóż tu nie ma! Prawdziwy z Ciebie multiinstrumentalista! Z całą pewnością jeszcze wiele znakomitych kompozycji przed Tobą. Jestem przekonana, że odegrasz je, jak zawsze, z maestrią, z nerwem i – z przymrużeniem oka. Bo, powiem szczerze, nie bardzo sobie Ciebie wyobrażam jako początkującego emeryta. „Bolecki emeryt” – toż to oksymoron doskonały! (Świetnie zastąpić może zgrany do szczętu „gorący lód”!) Nie emerytuj zatem, Włodku, nazbyt gorliwie. I nie zaniedbuj nas – przenigdy!</document>
<document nplp_id="11875" title="U&amp;nbsp;Bola (Beata Śniecikowska)" slug="beata-sniecikowska-2">No tak, któż zamówiłby z obszernego menu serwowanego przez doskonałą naukową garkuchnię „U Włodka” (w środowisku znaną także jako „U Bola” bądź „U Bolca”, tak czy inaczej – pięć gwiazdek Bachtina) danie „historia literatury polskiej w plasterkach”! Plasterki są dla wędliniarzy! I jeszcze, z całym szacunkiem, dla aptekarzy i pielęgniarzy (oraz aptekarek i pielęgniarek, żeby nie było ;-)). A nie dla takiego, nomen omen, wyjadacza jak Włodzimierz B.!

Ten zawsze zasadza się na grubego zwierza. Polowania urządza Bolecki spektakularne (na wołowej skórze spisać tych ceremonij nie sposób, dobrze, że wydają w IBL-u „Teksty Drugie”!), a zastawiane przez niego sidła i sieci są wyjątkowo przemyślnie, sensualnie uplecione. Zwierz, choćby był i postmodernistyczny, to Włodek dostoi! Ogląda go sobie potem Włodzimierz z każdej strony, zdejmuje i nasadza okular, coś tam notuje, coś sprawdza w smartfonie (niegdyś przez siebie, bez należytej atencji, smarkfonem zwanym). I… puszcza zwierza wolno, niech ten dycha jeszcze i dalej skrobie te swoje tekścidła na brzozowej korze albo – gdyby jednak zwierz nie dychał – niech chociaż w bibliotekach tumani i przestrasza!

A co z garkuchnią „U Bola”, to jest „U Włodka”? Nie bójmy się prawd niemiłych! Bolecki ugania się za zwierzyną, ale wcale swoich zdobyczy nie grilluje! Polowania to tylko pre-teksty do tworzenia wymyślnych dań… z papieru! Zawsze jednak Włodzimierz tak te swoje papier mâché ulepi, tak przyprawi (z umiarem, ale na ostro, lukru w tej knajpie nie uświadczysz), że aż goście po kątach palce liżą – choć wiadomo, że z papierem trzeba ostrożnie. I dalej sami, na własną rękę, pomniejszą zwierzynę tropią i własne papierowe delikatesy lepią po nocach.

Gdzie tam jednak cudzym lepieńcom do Włodkowych specjałów…</document>
<document nplp_id="11877" title="O&amp;nbsp;cytatach i&amp;nbsp;kupletach  (Beata Śniecikowska)" slug="beata-sniecikowska-3">Nie mam głowy do cytatów. Niestety. Zawsze coś przekręcę, pomylę tytuł albo autora, zawieruszę jakieś słowo w bałaganiarskiej głowie. Jest jednak pewien, jakże chlubny, wyjątek. Twoje, Włodku, wspaniale, tautologicznie zapętlone „prolegomena do wstępnego zarysu szkicu”! Ta fraza towarzyszy mi od lat, wciąż niezmiennie bawi i nieustająco usprawiedliwia z przeróżnych naukowych i nienaukowych przewrotności. „Prolegomenów” jakimś dziwnym (?) zrządzeniem neuronów nie zapominam i nie przekręcam. No, może czasami tylko trochę je nadwyrężę ;-)

Włodku, nie pamiętam, gdzie to było. Zdaje się, że w Kamieniu Śląskim, na konferencji teoretycznoliterackiej. W każdym razie już dawno, dawno temu. Atmosfera była przednia – w pałacowych wnętrzach unosiły się arcyintelektualne wapory, a humory dopisywały wszystkim prześwietne. W naszym pracownianym gronie zaczęliśmy wówczas pisać dla siebie nawzajem – cóżby innego! – epitafia (może to genius loci, wszak, jeśli się nie mylę, siedzieliśmy w Kamieniu!). Lapidarne (nomen omen) – bo przecież do wyrycia w granicie czy innej funeralnej skale – i, rzecz jasna, mocno niepoważne. Większość tych radosnych kupletów przepadła bez śladu. W mojej pamięci pozostały, niechybnie za sprawą Twoich „prolegomenów”!, tylko dwa. To, które ja napisałam dla Ciebie i to, które Ty stworzyłeś dla mnie.

Jestem przekonana, że jeszcze bardzo, bardzo długo żaden z tych tekstów z Kamienia nie doczeka się wcielenia w kamień. A gdy wreszcie, za wiele dekad, to nastąpi, wszystkim, którzy będą przechadzać się wysadzaną drzewami aleją, udzieli się – jakże niestosownie do powagi miejsca! – nasz szampański nastrój sprzed lat. Szczególnie jeśli znać będą Twój znakomity Modernizm w literaturze polskiej XX wieku – a nie wyobrażam sobie, by za pół wieku z górką znalazł się ktoś, kto by tego tekstu nie czytał!

Oto zatem moja glosa do Twego artykułu:

Prolegomena do wstępnego zarysu nagrobka:
Tu leży WB – i kropka.

I Twój wierszowy prezent dla moich przyszłych cieni:

Tu leży Beatka,
Oj, lecą, lecą latka…

[caption id="attachment_12139" align="aligncenter" width="1024"] Włodzimierz Bolecki i Beata Śniecikowska podczas jubileuszu 65-tych urodzin profesora Boleckiego; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="11880" title="Przypis (Tamara Brzostowska-Tereszkiewicz)" slug="tamara-brzostowska-tereszkiewicz-1">W „nowych studiach nad modernizmem” ostatniego dwudziestolecia refleksję nad ponadregionalną, ogólnoformacyjną specyfiką europejskiego modernizmu literackiego coraz wyraźniej przeciwważy nurt dociekań komparatystycznych eksponujących zagadnienia geopolitycznej odrębności, prądowych i terminologicznych antynomii oraz historyczno-kulturowej swoistości modernizmów regionalnych (zob. D. Mao, R.L. Walkowitz, Nowe studia modernistyczne, tłum. A. i M. Kęsiakowie, „Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Literacka” 2014, nr 24: Odnawianie modernizmu, red. T. Cieślak-Sokołowski, s. 97–115; S.S. Friedman, Cultural Parataxis and Transnational Landscapes of Reading. Toward a Locational Modernist Studies, w: Modernism, vol. 1, red. A. Eysteinsson, V. Liska, Amsterdam – Philadelphia, PA 2007, s. 35–52; The New Modernist Studies Reader: An Anthology of Essential Criticism, red. S. Latham, G. Rogers, Bloomsbury Publishing 2021). „Zwrot transnarodowy” w historiografii modernistycznej pozwolił włączyć w obszar badawczej uwagi heterogeniczne tradycje kulturowe i umożliwił rewizję periodyzacji dziejów, historycznej genealogii i wzajemnych zależności poszczególnych modernizmów. „Dziś coraz bardziej badaczy interesują modernizmy lokalne” – wyjaśnia Ewa Paczoska (Słowo wstępne, w: Problemy literatury i kultury modernizmu w Europie Środkowo-Wschodniej (1867–1918), red. E. Paczoska, I. Poniatowska, M. Chmurski, t. 1: Teksty doświadczenia, Warszawa 2017, s. 7), wiążąc rozwój obserwowanych tendencji ze „zwrotem topograficznym” i „nowym regionalizmem” we współczesnych badaniach literackich. To przesunięcie zainteresowań badawczych humanistyki z centrum na peryferie pozwoliło uwidocznić napięcia między głównymi ośrodkami promieniowania modernizmu, utożsamianymi z wielkomiejskimi doświadczeniami Europy Zachodniej, a wielonarodowościowymi i różnojęzycznymi prowincjami (zob. I. Poniatowska, Słowo wstępne. Problemy literatury i kultury modernizmu w Europie Środkowo-Wschodniej (1867–1918), t. 3: Wspólnota pytań. Antologia, Warszawa 2017, s. 7–8).

Wśród istotnych następstw regionalistycznych tendencji w najnowszych badaniach porównawczych nad modernizmem szczególnie istotny jest dynamiczny rozwój studiów nad środkowo- i wschodnioeuropejskimi wariantami europejskiego modernizmu (zob. m.in. trzytomowe wydanie Problemy literatury i kultury modernizmu w Europie Środkowo-Wschodniej (1867–1918) (t. 1: Teksty doświadczenia, 2017, t. 2: Doświadczenia tekstu, 2018, t. 3: Wspólnota pytań. Antologia, 2017); M. Chmurski, Modernizm(y) Europy Środkowej. Rekonesans. „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2013, nr 1–2: Modernizm(y) Europy Środkowo-Wschodniej, red. M. Chmurski, E. Paczoska, s. 1–17). Badania transnarodowych powiązań literackich w kulturach środkowo- i wschodnioeuropejskich prowadzą do stopniowej reorientacji i zrównoważenia zachodnioeuropejskich studiów modernistycznych (zob. m.in. T. Brzostowska-Tereszkiewicz, Modernist Translation. An Eastern European Perspective. Models, Semantics, Functions, Frankfurt/M. 2016). Jak przekonują historyczki ukraińskiego modernizmu, Tamara Hundorowa i Agnieszka Korniejenko, „słowiańskie modernizmy potraktowane bez kompleksu niższości i niepełnowartościowości mogą skutecznie zmienić poglądy europocentryczne” (A. Korniejenko, Ukraiński modernizm. Próba periodyzacji procesu historycznoliterackiego. Kraków 1998, s. 97. Zob. też T. Hundorowa, Europejski modernizm czy europejskie modemizmy? (z perspektywy ukraińskiej), tłum. A. Korniejenko, w: Odkrywanie modernizmu. Red. R. Nycz. Kraków 1998, s. 521–529) i otworzyć nowe przestrzenie badawcze. Tę znaczącą zmianę perspektywy odnotowuje historyk wiedeńskiej moderny – Mateusz Chmurski: „Często marginalizowane w badaniach zachodnich doświadczenia artystyczne Europy Środkowo-Wschodniej dziś traktuje się jako zasadnicze dla głównego nurtu historii nowoczesności” (E. Paczoska, Słowo wstępne, s. 8). Jest przy tym rzeczą znamienną, że dążeniom do regionalnego definiowania procesów kulturowych towarzyszą tendencje do ujmowania modernizmu Europy Środkowo-Wschodniej jako kulturowo-historycznej i geopolitycznej całości odznaczającej się swoistymi rozwojowymi osobliwościami i własną wewnętrzną hierarchią problemową. „Być może w najbliższych latach – prognozuje Mateusz Chmurski – możliwe będzie sformułowanie konkurencyjnego paradygmatu nowoczesności lokalnej, środkowoeuropejskiej” (M. Chmurski, Modernizm(y) Europy Środkowej. Rekonesans, s. 16). Najnowsze propozycje typologicznego spojrzenia na „bałkański modernizm” (Zob. np. S. Bahun, The Balkans Uncovered: Toward Histoire Croisée of Modernism, w: Oxford Handbook of Global Modernisms, red. M. Wollaeger, M. Eatough. New York: Oxford University Press 2012, s. 1–27), „słowiański modernizm” (Zob. G. Tichanov, Nietzsche and Early Slavic Modernism, w: The Comparable and the Incomparable: Comparative Studies in the Literatures of Central and Eastern Europe, red. E. Bojtar, Budapest 1996, s. 67–103; S. Vladiv-Glover, Lyrical Drama, Slavic Modernism: Anton Chekhov, Milutin Bojić, Momčilo Nastasijević, “Southeastern Europe” 2002. Zob. np. S. Roussenova, Slavic Modernism in Central and Eastern Europe, w: Encyclopedia of Literary Modernism. Red. P. Poplawski, Westport, CT 2003, s. 383–391) lub „modernizm wschodnioeuropejski” podkreślają wprawdzie wspólnotę pytań dotyczących procesów kształtowania się nowoczesności w regionie, ale jeszcze częściej akcentują różnorodność udzielanych odpowiedzi, silną wewnętrzną hybrydyczność i antynomiczność charakteryzowanych formacji artystyczno-światopoglądowych. Te ostatnie cechy wynikają z przeciwstawnych tendencji: gorliwych dążeń słowiańskich modernistów do możliwie pełnej, szybkiej i harmonijnej adaptacji zachodnioeuropejskich wzorców kulturowych do lokalnych tradycji i uwarunkowań oraz równie silnych ambicji ich twórczego przekształcenia i przezwyciężenia. Odrębność doświadczenia nowoczesności w badanych regionach wyjaśniana jest z jednej strony szczególnym splotem okoliczności historyczno-politycznych, kulturowych i społeczno-ekonomicznych (czas narodzin nacjonalizmów oraz powstawania utopii społecznych, politycznych, ideologicznych, naukowych, artystycznych przekraczających granice narodowych partykularyzmów), a z drugiej – niezwykłą intensywnością twórczości przekładowej obarczanej tu szczególną kulturotwórczą odpowiedzialnością (zob. E. Paczoska, Słowo wstępne, s. 11; Homo utopicus, terra utopica. O utopii i jej lekturach, red. E. Paczoska, J. Sadowski, „Obóz. Problemy narodów byłego obozu komunistycznego” 2006, nr 45, 46).

[caption id="attachment_12131" align="aligncenter" width="1024"] Z. Łapiński, T. Brzostowska-Tereszkiewicz, J. Jeziorska-Haładyj, A. Kluba, P. Sobolczyk, B. Śniecikowska, M. Rembowska-Płuciennik w pokoju 128, w Pracowni Poetyki Historycznej; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="11883" title="Dopisek na&amp;nbsp;marginesie (Tamara Brzostowska-Tereszkiewicz)" slug="tamara-brzostowska-tereszkiewicz-2">Jednym z najistotniejszych czynników różnicujących i stymulujących rozwój narodowych modernizmów był przekład (literacki, literaturoznawczy, filozoficzny…) warunkujący międzykulturową ekspansję, cyrkulację i transformację nowoczesnych idei, postaw światopoglądowych, stylów, poetyk, konwencji, języków artystycznych. Przekład jako jeden z dyskursów nowoczesnej literatury stanowił nieodłączny składnik modernistycznego programu kulturowej odnowy i narzędzie transmisji nowoczesnego imperatywu inwencyjności. Dopisuję ten komentarz z ogromną wdzięcznością za nieocenione dyskusje metodologiczne, wszystkie modernistyczne inspiracje i pochwałę translatologii.</document>
<document nplp_id="11885" title="Prolegomena do&amp;nbsp;wstępnego opisu żartów Włodzimierza Boleckiego (Marta Bukowiecka)" slug="prolegomena-do-wstepnego-opisu-zartow-wlodzimierza-boleckiego-marta-bukowiecka">Śródtytuł w artykule skupiającym uwagę gremium naszego tekstowego e-przyjęcia, czyli Prolegomena do wstępnego zarysu szkicu, odsyła do mikroklimatu żartów prof. Boleckiego. Znamy je z zebrań, rozmów i tekstów, niejedna z nas i niejeden parsknął śmiechem w bibliotece nad którąś z tych dowcipnych wstawek, wbijając w konsternację kustoszkę bibliotecznego porządku i skoncentrowanych czytelników. Jest to na tyle bogata sfera Jego wypowiedzi, że długo by można o tych żartach rozprawiać, tworzyć ich obszerne klasyfikacje, omawiać ich rodzaje i odcienie, reagować na nie swoimi żartami, długo by można, jak mówi młodzież, toczyć z nich bekę. Ograniczona poleceniem krótkiej formy, zawężam obszar swojej obserwacji do wcale niemałego zasobu 37 artykułów, które Autor przez cały okres kariery naukowej opublikował w czasopismach „Teksty Drugie” i poprzedzających je „Tekstach”. Wiele z nich umieścił potem w zmienionej wersji w książkach, ale mimo zwyczaju korzystania z ostatniego wariantu tekstu, najnowszego wydania, w swoim nie bardzo naukowym tekściku zerkam właśnie na pierwsze wersje artykułów, by spróbować uchwycić specyfikę żartów Autora na różnych etapach Jego naukowej drogi, a być może również zobaczyć w nich jakąś ewolucję. „Last but not least” (to częsta fraza Bohatera naszego e-spotkania), „Teksty Drugie” – „toutes proportions gardées” (j.w.) – łączą Autora i niżej podpisaną.

Widoczne w tekstach naukowych poczucie humoru prof. Boleckiego rządzi się, jak można przyznać, dwiema zasadniczymi regułami. Po pierwsze, Autor na modłę groteski, którą zresztą doskonale rozpracował, w dowcipny sposób miesza w swoich tekstach wysokie z niskim, równoważąc poważne, złożone kwestie opisem spraw zwyczajnych, a po drugie chętnie operuje metaforą, która bądź to organizuje semantykę całego artykułu, bądź jest uroczą drobnostką, „bakalią w cieście” tekstu, by znów użyć frazy Autora. Tak jak Prolegomena do wstępnego zarysu szkicu. Bardzo oraz istotnie uogólniając i generalizując z dużą a ogromną egzageracyjną przesadą, zauważam pewną regułę: z czasem Autor zaczyna żartować w tekstach rzadziej i z większą powściągliwością, choć nie mniej zabawnie, natomiast większy rozmach humorystyczny, retoryczny i metaforyczny cechuje wcześniejsze Jego artykuły, tj. teksty z lat 90. oraz większość tekstów z lat 70. i początków lat 80.

W pierwszym opublikowanym w „Tekstach” artykule prof. Boleckiego pojawia się metafora badań literaturoznawczych jako wyprawy w nieznane, tropikalne terytoria ziemi obiecanej, które jednakże okazują się przybyłym nie do końca rozpoznawalne, przynajmniej nie na tyle, by po wielu kwerendalnych „wyprawach” zyskać spójny obraz podbitego rejonu. „Życzliwi obserwatorzy kolejnych wypraw z pewnym zdziwieniem nasłuchiwali wieści nadchodzących z terenów oczywistej semiotyczności. Już to bowiem okazywało się, że każda wyprawa semiotycznej inkorporacji docierała do terenów nie całkiem z sobą identycznych, już to, że granice owych terytoriów i ich istnienie nie dla każdego są zupełnie jasne” (O semiotyce niesemiotycznie (uwagi na marginesie semiotyki kultury), „Teksty” 1976, nr 2). Artykuł Krytyk – semantyk nieliteracki („Teksty” 1976, nr 4/5) zaludniają uosobione (a właściwie „upotworniałe”) teksty przyrównane do przedziwnych stworzeń, opisanych wedle quasi-biologicznej klasyfikacji „rodziny krytycznoliterackiej”. Mamy tu więc „odwiecznych autochtonów” i „stada tekstów o nieokreślonej genealogii. Spotkać można wśród nich pokraczne recenzenckie tworki i nienaganne rozlewiska erudycyjnych domysłów”. Opis tekstowych potworków nie kończy się ich wyliczeniem, śledzimy również ich perypetie (cały artykuł „trzyma się” na tej oryginalnej metaforze). Pal licho niegroźni tekstowo-potworkowi nudziarze, którzy „okupują beznadziejne (bez teoretycznej żywności, wody i amunicji) bastiony św. Treści”. Ale mamy tu również Teorię-Bazyliszka, który „im dłużej przegląda się w lustrze literatury, tym mocniej krzepnie od krwi, którą pasożytniczo spija w trakcie swych teoretycznych procedur...” brrr. Inna „postać” w tym artykule, dzieło otwarte, zaczyna do nas… gadać. W dodatku wyszukanymi słowy! „Dopełń mnie tu oto – powiada – albowiem jest po temu czas i miejsce. Pragnę tego i uznaję twoje wariacje”.

W wydanym wiele lat po tych tekstach artykule Polowanie na postmodernistów (w Polsce) („Teksty Drugie” 1993, nr 1), którego tytuł (sam w sobie dowcipny) posłużył potem za tytuł książki, Autor rozwija z kolei metaforę łowów; wspomina o trofeach i „ogarach, [co] poszły w las”. Rozgląda się za jakąś grupą postmodernistów (w Polsce), ale żadna „zwierzyna” spośród pisarzy sama z siebie nie kwapi się do postmodernistycznego lasu-parnasu, bo zbyt dobrze się czuje w modernistycznych zaroślach. Bogu ducha winni trafiają jednak na celownik myśliwego. Z kolei w artykule Podmiot jako przedmiot („Teksty Drugie” 1994, nr 2) rozpościera się nekropolia, w której zapewne „hunwejbini poststrukturalizmu” (określenie z tekstu PPP Pierwszy polski poststrukturalista, „Teksty Drugie” 1994, nr 4) składają do grobu kolejne instancje literackie: autora, bohatera, czytelnika, ale i dzieło, podmiot czy tekst. Przy czym, jak dowcipnie przyznaje Autor, „wbrew pozorom nie panuje w niej jednak cisza i skupienie, a wręcz przeciwnie – wre tu życie wypełniane przemarszami rozgadanych konduktów, głośnymi obwieszczeniami zgonów i uwagami o kolejnej śmierci niechybnej, a nawet odgłosami styp, które – nie wiedzieć czemu – ciągną się latami”. Ale choć przyznaje prof. Bolecki, że „rekonstruowanie »podmiotowości« autora tekstu (podmiotu literackiego) przypominać może naciąganie rękawiczki na głowę”, wieńczy tekst z ironicznym przekąsem: „Nekrofilia i zgniatanie, nie są to czynności, z którymi wiązałbym przyszłość literaturoznawstwa”. Malowniczy obrazek zakładania rękawiczki na głowę czy może (by pozostać przy motywie rękawiczki i przywołać jeszcze lepszy widok) „nawlekanie igły nitką w rękawicach bokserskich i w ciemnościach”, do którego Autor przyrównał używanie narzędzi interpretacyjnych swego polemisty (Wyznania członka lokalnej wspólnoty interpretacyjnej) przywodzi na myśl drugą – obok metafory – zasadę żartów Włodzimierza Boleckiego.

Otóż Autor tych i innych „wyznań” często łączy skomplikowane literaturoznawcze problemy z opisem prostych, codziennych czynności, doświadczeń i zjawisk; być może dlatego, że za pomocą obrazów zwyczajnych spraw równoważy powagę i rozbraja skomplikowanie podejmowanych w tekście problemów, ale też przede wszystkim (niech zgadnę) robi to po to, by jego rozprawy były klarowne, czytelne i zrozumiałe; również w tym się przejawia, jak sądzę, słynny „bolecki” talent dydaktyczny, którym Autor Modernizmu w Polsce obdarza nie tylko nas, swoich uczniów, ale również czytelników swoich tekstów. Co ciekawe, te proste zjawiska i doświadczenia wiążą się na ogół z kulinariami (które zaiste dotyczą każdego z nas). Oto przykłady: poetyckie fragmenty są rozrzucone po prozie Schulza jak bakalie w cieście (Schulz: nazywanie nienazywalnego, „Teksty” 1980, nr 6), „z koncepcji Bachtinowskich został skutecznie wydrylowany ich rdzeń, tzn. ich radykalna podmiotowość”, niczym pestka z czereśni (Modalność – literaturoznawstwo i kognitywizm, „Teksty Drugie” 2001, nr 5), a budzącą wątpliwości koncepcję „komizmu naruszonej spójności tekstu” Jerzego Ziomka postanawia Bolecki  w swojej recenzji „trochę rozwałkować” – jak ciasto (Niesuwerenność i hegemonia, „Teksty” 1981, nr 2). W przewrotnie zatytułowanym artykule Wyznania feministy („Teksty Drugie” 1996, nr 2), stanowiącym odpowiedź na tekst Grażyny Borkowskiej Metafora drożdży. Co to jest literatura/poezja kobieca polemista „wyznaje” dość bezceremonialnie: „masz, babo, placek, ale to babka drożdżowa”. W poważnej skądinąd rozprawie Modalność – literaturoznawstwo i kognitywizm pojawia się wśród różnorodnych przykładów wypowiedzi taki osobliwy wykaz tekstów z innego porządku niż pozostałe przykłady: „rozkład jazdy pociągów, instrukcja obsługi żelazka, informacja o składzie musztardy w słoiku, etc. mają swoje funkcje pragmatyczne, nie mają jednak żadnych modalności, albowiem nie możemy im przypisać zaimka osobowego w jakiejś ramie modalnej”. Podejrzewam, że nie przypadkiem znalazł się tu skład musztardy i instrukcja obsługi żelazka, a nie na przykład jakieś nudne, bezbarwne, ogólne „wytyczne” czy „wykaz publikacji”, które mogłyby tu równie dobrze (choć nie równie barwnie!) pełnić funkcję przykładów wypowiedzi.

Z kolei w artykule Pytania o przedmiot literaturoznawstwa („Teksty Drugie” 2005, nr 2) Autor pisze „(…) inny dyskurs to przeciwnik, a ten przeciwnik to albo »kapuściana głowa«, albo »zakuty łeb«. Tak czy owak – obie głowy są dla siebie puste. Warto więc w tym miejscu – podaję adres tego miejsca: Zjazd Polonistów, Teatr Słowackiego, Kraków – przypomnieć wiersz Jana Brzechwy: »Głowa pusta?! / A kapusta rzecze smutnie: / Moi drodzy, po co kłótnie, / Po co wasze swary głupie, / Wnet i tak zginiemy w zupie«!”, którą, przestrzega Autor, sami sobie zgotujemy, jeśli w swoich badaniach literaturoznawczych nie zadbamy o ich wyraziście określony przedmiot, a wtedy, niewykluczone, „nowy szef uniwersyteckiej lub ministerialnej kuchni, po prostu tę zupę wyleje z całą jej zawartością...”, puentuje Autor. Zakończmy ten rejestr pyszności w tekstach Boleckiego… kolacją. Recenzując książkę Stanisława Balbusa Intertekstualność a proces historycznoliteracki (która, jak dowcipnie odnotował Recenzent, ukazała się w „prohibicyjnym nakładzie” 450 egzemplarzy), prof. Bolecki omówił zagadnienia wskazane w tytule: Intertekstualność, stylizacja i kolacja… („Teksty Drugie” 1991, nr 3). Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zażartował z wieloznaczności ostatniego słowa. „Czas teraz na kolację”, powiada, przywoławszy najpierw po Bożemu poważną definicję kolacjonowania. Omawia więc problem zestawienia i porównania tekstów, ich kopii z pierwodrukami, by następnie zakończyć tekst puentą: „brak czasu uniemożliwia mi przytoczenie kilkudziesięciu innych przykładów. Ta kolacja trwałaby do śniadania”.

Najbardziej spośród rozmaitych środków rozładowujących powagę skomplikowanego wywodu rozbawił mnie ten najprostszy na świecie chwyt, wieńczący dość ciężkie, „gęste” zdanie: „Mogłoby się wydawać, że romantyczna świadomość genologiczna czyniąca z hybrydyzacji i niestosowności wobec kanonów normę estetyczną, patronuje genologicznemu permisywizmowi ponowoczesności. A kuku!” (O gatunkach to i owo, „Teksty Drugie” 1999, nr 6). Nic dziwnego, że Autor lubi twórczość Gombrowicza i Witkacego. Albo że ceni poetów Nowej Fali. Nieobce są mu bowiem także żarty lingwistyczne. W tekście Wyznania feministy czytamy na przykład o słowach i Słowackim, słowo „przesłonięty” brata się tu nieoczekiwanie ze „słoniowatym”, a Mickiewicz idzie pod rękę z Tuwimem i Przerwą-Tetmajerem: „Słowem, opór stoi. Gdzie stoi? W słowie i za słowem stoi. A także przed słowem i w międzysłowiu, w przedsłowiu i w posłowiu, słowem, nie da się go zasłonić żadnymi słowami, nawet Słowackim, u którego ani jedno słowo nie jest dosłowne nawet po słowacku. I im bardziej ten opór słowa nam się odsłania, tym bardziej jest zasłonięty, tym bardziej jest niesłowny, odsłowny, przesłonięty, a nawet słoniowaty. Owszem, można go wziąć na słówka i półsłówka, można z nim być nawet po słowie, ale trudno powiedzieć, że to fraszka, igraszka, zabawka blaszana. Nikt przecież nie powiedział: »słowianie, my lubim sielanki«, choć napisał pewien poeta czułe słówka: »lubię, kiedy kobieta...«”.

Na osobną uwagę zasługuje literacko-akademicki majstersztyk; złożony z dwóch części tekst, w którym Włodzimierz Bolecki wchodzi w ostrą polemikę z tekstami Andrzeja Szahaja (Wyznania członka lokalnej wspólnoty interpretacyjnej, „Teksty Drugie” 1998, nr 6). Pierwsza część to w zasadzie utwór literacki o skomplikowanej podmiotowości, w warstwie dosłownej stylizowany na wypowiedź ustną list-komentarz o użyciach kodu pin, a w rzeczywistości zaszyfrowana polemika z tekstem Szahaja, której założenia Autor objaśnia w formułowanej serio drugiej części tekstu. Ujawniający się w pierwszej jego części podmiot, któremu Autor użyczył swego nazwiska, przedstawia się tymi słowy: „jestem członkiem i »wiodącym przedstawicielem« lokalnej wspólnoty używającej tekstów do własnych celów. Działamy na rzecz obalania granic pomiędzy tekstem a interpretatorem”. Bolecki pokonuje Szahaja jego własnymi narzędziami, które przywołuje w literackim liście niby-aprobatywnie, niby podzielając „przesądzenia” polemisty, jednak wiadomo, że ilustracje założeń Szahaja i liczne odesłania do jego tekstów zostały przywołane i sformułowane z intencją polemiczną, parodystyczną i obnażającą ich słabe punkty.

Prof. Bolecki często kończy wypowiedzi ustne i pisemne cytatem z Pana Tadeusza: „Tu przerwał, lecz róg trzymał…” (nie szukając daleko, puentuje tak również artykuł Modernizm w literaturze polskiej XX w.: rekonesans, który zgromadził wokół siebie autorów glos). Teraz sekretarz redakcji wspominanego tu czasopisma zaciera ręce przed kolejnym, zapowiedzianym niedawno tekstem drugim i prosi o kolejne, by echo wciąż grało – grało – grało – grało…

[caption id="attachment_12128" align="aligncenter" width="960"] Jerzy Jarzębski i Włodzimierz Bolecki podczas jubileuszu 65-tych urodzin profesora Boleckiego; fot. M.Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="11888" title="Migawki (Danuta Ulicka)" slug="migawki-danuta-ulicka">Prawem Szkłowskiego, który w Majakowskim odkrywczo zaznaczył: „Przecież biografii nie trzeba zaczynać od początku”, zacznę od końca (zasobów mojego fotoarchiwum).

Kiedy w marcu 2018 roku wręczano Włodkowi dedykowaną mu księgę (W) sieci modernizmu, zapytałam, dlaczego w swoim główniaku, Modernizmie w literaturze polskiej XX wieku, pominął tegoż wieku polskie literaturoznawstwo.



„To twoje zadanie”, odparł.



Nie wypadało nie podjąć wyzwania. Być może to był prawdziwy początek Wieku teorii.

Ale cała historia zaczęła się bodaj w 1975 roku. Wtedy po raz pierwszy spotkałam Włodka (mimo że uczęszczaliśmy do tego samego liceum i mieliśmy tego samego polonistę, wspaniałego Ireneusza Gugulskiego, jakoś udało się nam wcześniej nie spotkać) – na kursach przygotowujących do matury. Prowadził je Andrzej Werner. Gdy przyszło do gramatyki języka polskiego, poprosił o pomoc Boleckiego. Ten ze swadą wyłożył niedoszłym abiturientom koncepcję de Saussure’a i wyszedł.

Oczywiście nic prawie nie zrozumiałam, ale wykład był tak fascynujący, że wypożyczyłam sobie Kurs… Czy to był prawdziwy początek konferencji „Strukturalizm w Europie Środkowej i Wschodniej”, którą razem zorganizowaliśmy 35 lat później, we wrześniu 2010 roku? Być może, skoro odbyły się na niej zawody w pływaniu synchro-, a nawet diachronicznym.



Włodek pewnie by je wygrał, gdyby nie rozstrzygnięcie jurorki: zwyciężają kobiety. „Совсем арбитрально, как у дэ Сосюра” – skomentował Igor Pilszczikow.

Z innych, wcześniejszych konferencji także pozostało kilka zdjęć. Jak to, z Ryni, z 1981 roku:

[caption id="attachment_11892" align="aligncenter" width="1024"] (od lewej: Włodzimierz Bolecki, Seweryna Wysłouch, Stanisław Balbus, Michał Głowiński, Małgorzata Czermińska)[/caption]

I z Janowic, z września 2003 roku:

[caption id="attachment_11893" align="aligncenter" width="1024"] (Zdzisław Łapiński, który zasłania Janusza Sławińskiego, Aleksandra Okopień-Sławińska, Włodzimierz Bolecki)[/caption]

Rzecz ciekawa: większość zdjęć z tych naszych dorocznych teoretycznoliterackich sympozjonów właśnie uczty – nomen omen – utrwaliła. Jak gdyby obrady były do nich tylko mało ważnym dodatkiem. Toteż nie dziwi, że uczestników ogarniało znużenie… Jak w Sobieszewie, w 2006 roku:



A wracając do Włodkowego Modernizmu w literaturze polskiej XX wieku, to przedkładam nad tym hauptwerkiem jego O jednym wierszu Mirona Białoszewskiego, zatytułowanym W dżdżum:

dżdż
dżdżownica
ziąb                  i
siąp                  i

na staw                  w
                                        f
okrop
dżdżukrop.

Mistyfikacja? Pastisz? Parodia? Nieistotne. Ważne, że wciąż dostarcza przedniej zabawy. Podobnie jak Chack. Gracze. Opowieść o szulerach. Ta ostatnia dała prawdziwy początek mojemu pisaniu o Hopensztandzie. Zaczęłam główny podrozdział, dumna z siebie, zdaniem „Nazywał się Hop”, bezwiednie plagiatując Włodkowe „Nazywał się Chack”…

Nazywa się Bolo.

[caption id="attachment_11895" align="aligncenter" width="702"] (Krasiczyn, 2001)[/caption]</document>
<document nplp_id="11899" title="Włodzimierzowi Boleckiemu w&amp;nbsp;podzięce (Tamara Trojanowska)" slug="wlodzimierzowi-boleckiemu-w-podziece-tamara-trojanowska">Ponowna lektura artykułu Modernizm w literaturze polskiej XX wieku (rekonesans) raz jeszcze uświadomiła mi, za co podziwiam Autora i za co jestem mu wdzięczna. Pamiętamy, że zaproponowana w tekście koncepcja modernizmu miała fundamentalne znaczenie dla krajowej debaty o literaturze polskiej ostatnich dwóch stuleci. Zresztą i wcześniej, i potem nie sposób było prowadzić tej dyskusji bez przywołania imponującego dorobku Boleckiego, wraz z jego studiami nad pisarstwem Mackiewicza, Herlinga-Grudzińskiego, Gombrowicza czy Schulza, modelami i syntezami modernizmu, w tym przełomową książką Modalności modernizmu. Studia, analizy, interpretacje (2012). Koncepcja ta jest równie ważna dla zagranicznych badaczy. Jako propozycja teoretyczna oryginalnie wpisuje się w niezaprzeczalny, nowomilenijny renesans badań nad modernizmem na Zachodzie. Daje także pożyteczne dla zagranicznej polonistyki narzędzia do trudnego (badawczo i pedagogicznie) zadania jednoczesnego uchwycenia swoistości zróżnicowanych polskich realizacji modernizmu i czytania ich – co ważne, bez zbytecznych postkolonialnych i postmodernistycznych kompleksów – w kontekście jego światowych wariantów. Dodatkowo waloryzuje tę swoistość jako pełnoprawną część większej (czasowo, przestrzennie i kulturowo) całości. Dzięki wprowadzeniu rozróżnienia między pojęciami modernizmu, modernizacji i nowoczesności, Autor pozwala lepiej dostrzec i wyjaśnić burzliwość i powtarzalność pewnych napięć i konfliktów kulturowych w Polsce[przypis]Wszystkie wspomniane tu walory koncepcji modernizmu Boleckiego świetnie służą anglojęzycznemu czytelnikowi książki Being Poland. A New History of Polish Literature and Culture Since 1918 (University of Toronto Press, 2018) pod wspólną redakcją niżej podpisanej, Joanny Niżyńskiej i Przemysława Czaplińskiego. Jego tekst A Concise Companion to Polish Modernism, w dwugłosie z Ryszardem Nyczem, omawia miejsce polskiego modernizmu wobec modernizmu środkowoeuropejskiego oraz zachodniego.[/przypis].

Tym razem lektura tekstu Boleckiego dała mi inne powody do wdzięczności. Wynikają one z tego, że jego koncepcyjne operacje na modernistycznych dualizmach (swoistości i uniwersalizmu, ciągłości i innowacyjności czy historii i teorii) pomagają interpretować i niuansować nie tylko polską literaturę ostatnich dwóch stuleci, ale także nasz ogląd współczesnego świata. Po dwudziestu latach można (i trzeba) rewidować wyodrębnione przez Boleckiego dominanty, nurty oraz punkty odniesienia polskiego modernizmu. Jednak siła przekonania badacza, że literatura (i szerzej kultura) pozwala nam lepiej rozumieć i oceniać rzeczywistość, staje się według mnie coraz bardziej aktualna, szczególnie wobec narastających kryzysów i przymusów: ideologicznych, dyskursywnych i instytucjonalnych.

Przyznanie w jego badaniach nad modernizmem centralnego miejsca antropologii i filozofii człowieka, czyli problemom podmiotowości, ma dla aktualności tych problemów centralne znaczenie. To tu przetaczają się od dziesięcioleci najcięższe działa w wojnach kulturowych, atakując ludzki horyzont podmiotowego myślenia. Nie bez powodu w swoich najlepszych tekstach Bolecki pochyla się nad wybitnymi, osobnymi pisarzami i dziełami. Jestem mu wdzięczna za uparte obstawanie przy niezbywalnej dla naszej podmiotowości wartości samodzielnego i krytycznego myślenia, szczególnie cennego, gdy na naszych oczach rejteruje ono z akademickiego i publicznego dyskursu. Bliskie jest mi jego niezachwiane przekonanie o niepodważalnym znaczeniu ciągłości dla kultury. Czytając modernizm jednocześnie teoretycznie, historycznie i kontekstualnie, genealogicznie Boleckiego otwiera naszą współczesność i to, co w niej nowe, na perspektywę długiego trwania, odsłaniając to, co łączy nas z przeszłością, ponad cezurami historycznymi. Taka perspektywa uczula na intelektualne i ideologiczne uroszczenia tego, co nowe, i tego, stare. Rozpoznaje też doniosłość trwania wobec horyzontu nieuniknionego przemijania, tak w życiu indywidualnym, jak społecznym. Zagrożeniem dla tej ciągłości nie jest formalne i tematyczne nowatorstwo, lecz dezintegracja osoby, myślenia, doświadczenia, działania i wypowiedzi. Ciągłość nie jest żadnym zagrożeniem dla innowacji i postępu, czego nie pojmują bezrozumne rewolucje i przymusowe emancypacje, w których utopijna życzeniowość zastępuje wnikliwe rozeznanie świata.

Rozeznanie konwulsyjnych starć globalizmu i regionalizmów, skonfliktowanych narracji tożsamościowych, kryptorewolucji na Zachodzie i krwawej wojny na Wschodzie, naszych ucieczek od podmiotowości, wolności, odpowiedzialności i rozumnej komunikacji, jest naszym wyzwaniem. Myślenie i pisanie Włodzimierza Boleckiego okazują się bardzo pomocne w zmierzeniu się z tym newralgicznym zadaniem.</document>
<document nplp_id="11919" title="Oświeceniowe zakorzenienie koncepcji polskiego modernizmu (Marcin Cieński)" slug="oswieceniowe-zakorzenienie-koncepcji-polskiego-modernizmu-marcin-cienski">Komentarz sytuuję w tym miejscu tekstu, ale odnosi się on do całości „wątku oświeceniowego” obecnego w wywodzie Boleckiego. Wcześniej odwołanie do oświecenia pojawiło się na s. 1 jako wskazanie jednego ze zjawisk współkształtujących od XV stulecia „nowe” w kulturze europejskiej. Tu służyło określeniu szerokiego rozumienia modernizmu jako dążenia do „nowoczesnego”. Następne przywołanie oświecenia dotyczy tradycji modernizmu ujmowanego w węższym sensie, czyli w powiązaniu z „istotą nowoczesności” odnoszącej się do epoki bieżącej, do współczesności. Na pierwszym chronologicznie miejscu wśród elementów tej tradycji wymieniona została „oświeceniowo-romantyczna koncepcja »rewolucji estetycznej«” (s. 1).

Komentarz wiążę z odwołaniem najbardziej, można by uznać, oczywistym, lecz poprzedzonym zdaniem nieoczywistym, które akcentuje zależność wyznaczników polskiego modernizmu od zewnętrznych determinant procesów modernizacyjnych. Ich początek widzi Bolecki w sekwencji wydarzeń skonfigurowanej odmiennie niż w Zachodniej Europie, sekwencji zapoczątkowanej nie przez rewolucję naukową wieku XVII, lecz przez „tradycyjnie” ujmowane oświecenie.

Kończąc tę rekonstrukcję, przywołam jeszcze jedno zdanie, dotyczące nie bezpośrednio oświecenia, ale nowoczesności, która jest dla Boleckiego podstawową perspektywą i narzędziem rozumienia modernizmu: „Kluczową kwestią opisu modernizmu w Polsce jest rekonstrukcja wyznaczników nowoczesności jako paradygmatu obejmującego zjawiska nie tylko różnorodne i odmienne, ale też przeciwstawne” (s. 5). Komentarz będzie zwięzły i pozbawiony dowodów (które zostawiam do szerzej zakrojonego tekstu).

Sformułowana przez Boleckiego koncepcja złożonego układu przyczyn, które doprowadziły do uformowania się modernizmu polskiego, wskazuje na zakorzenienie tego zjawiska w oświeceniu rozumianym jako czas gruntownej i zasadniczej zmiany zwróconej ku nowoczesności. Z dwóch propozycji usytuowania początków polskiej nowoczesności, w oświeceniu (Teresy Kostkiewiczowej) i w romantyzmie (Marii Janion), Bolecki wybiera tę pierwszą i opowiada się wyraźnie za oświeceniowymi źródłami współczesności – widzianej szeroko, modernistycznie, rozciągniętej na (prawie) cały XX wiek.

W takim sposobie patrzenia badacza ujawnia się bardzo wyraźnie tradycja kluczowa dla Wacława Berenta, którego „opowieściom biograficznym” poświęcił Bolecki wiele lat trudu edytorskiego – i interpretacyjnego. Zacytuję tu tylko jego zdanie ze Wstępu (1) do ich wydania: „Rozumienie dziejów Polski przełomu XVIII i XIX w. jako części kształtowania się cywilizacji zachodniej, a zarazem jako okresu kształtowania się kultury narodowej z różnorodnych pierwiastków etnicznych i cywilizacyjnych, stanie się podstawowym składnikiem historiozofii »opowieści biograficznych« Wacława Berenta” (s. 15). Charakterystyczna dla końca wieku XVIII i początku następnego stulecia ambiwalencja deklaracji aksjologicznych i praktyk życiowych, wśród sporów o tradycję dwudziestolecia ukazywana przez Berenta jako fundament współczesności (wbrew choćby Świętochowskiemu), posłużyła Boleckiemu zarówno do otwarcia ważnego w jego praktyce pola mówienia „prawd niemiłych”, jak i do budowania perspektyw nieujednolicających (choć dotyczących dwudziestowiecznej współczesności).

Koncepcja modernizmu sformułowana przez Włodzimierza Boleckiego zawdzięcza długi oddech i rozległość oświeceniowemu zakorzenieniu, w pewnym stopniu oczywiście, a dokładniej jeszcze – oświeceniowym studiom Autora, które były od początku zapośredniczone przez modernizm (Berenta), szły śladami Niemcewicza, by (już w całym szerokim spektrum) ujawnić się w jednocześnie oświeceniowym i modernistycznym Chacku.</document>
<document nplp_id="11922" title="„Modernizm na&amp;nbsp;ludowo”, czyli glosa folklorystyczna [z przymrużeniem oka] (Violetta Wróblewska)" slug="modernizm-na-ludowo-czyli-glossa-folklorystyczna-z-przymruzeniem-oka-violetta-wroblewska">Profesor Włodzimierz Bolecki, w swym artykule o modernizmie w polskiej literaturze XX wieku, konstatuje, że „(…) w PRL po 1945, po trzyletnim przejściowym okresie nawiązań do piśmiennictwa poprzednich dekad, ciągłość literatury (jej związek z ideami, tematami i technikami modernizmu) została sztucznie przerwana w ramach eksperymentu socrealizmu, czyli sowietyzacji polskiej kultury (…). W tej sytuacji ciągłość modernizmu w literaturze polskiej XX wieku ocaliła (jedynie – V.W.) literatura emigracyjna” (s. 5). W pełni zgadzając się z postawioną tezą, pragnę podpowiedzieć jako folklorystka, w jakich obszarach literackich ewentualnie można znaleźć brakujące ogniwo w rozwoju krajowego modernizmu. I nie chodzi tu wcale o słusznie pominiętą w rozważaniach Profesora twórczość pisarzy przynależących do głównego nurtu sztuki słowa lat 50., którzy zanurzali się w odmętach sztuki socrealistycznej, aby przypodobać się władzy ludowej i sprostać oczekiwaniom nowej epoki! Nie tędy droga! Mimowolnymi, gdyż nie do końca świadomymi depozytariuszami rodzimego modernizmu okazali się piszący polscy chłopi! We wskazanym okresie na fali podejmowanych przez rodzime instytucje kultury licznych działań zmierzających do ocalenia ginących tradycji wsi, ogłaszano w mediach ogólnopolskie oraz regionalne konkursy służące utrwaleniu folkloru. W reakcji na konkursowe anonse obok autentycznych przekazów gwarowych, pozyskanych od starszych mieszkańców mniejszych i większych miejscowości, nadsyłano także teksty autorskie, pozostające w nieznacznym związku z  tradycją chłopską, za to wyraźnie ukształtowane pod wpływem literatury pięknej. Na przykładzie prac pozyskanych m.in. przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu można zorientować się, jak słowo pisane, artystyczne zdeterminowało nową chłopską twórczość i jak dzięki temu mógł się w niej uobecnić tak poszukiwany przez nas modernizm. Idąc tropem wskazanym przez profesora Boleckiego, który precyzyjnie scharakteryzował nurtujące nas zjawisko, bez trudu można odszukać w konkursowych opowieściach, głównie bajkowych[przypis]Zob. „Bajka ludowa na Kujawach (Antologia tekstów z lat 1955-1966)”, wyb. i oprac. V. Wróblewska, Wydawnictwo UMK, Toruń 2022.[/przypis], jego podstawowe założenia. Nie nastręcza żadnych problemów znalezienie w konkursowych materiałach postaw wskazujących na rewizję XIX-wiecznego świata (m.in. potępienie pańszczyzny, pochwała techniki i edukacji) i docenienie nowego ładu społecznego (mniej godzin pracy, dostępność państwowego szkolnictwa, sprawnie działające instytucje wymiaru sprawiedliwości), dowodów na emancypację kobiet (panie ukazane jako obywatelki samodzielne, pracujące, pokonujące w walce fantastyczne bestie, decydujące o wyborze partnera życiowego wbrew woli rodziny), oznak gotowości do odrzucenia obowiązujących stereotypów poznawczych, w tym wierzeń i przekonań przodków (pojawia się rewolucyjne słowo „zabobon”), zainteresowania kwestiami ludzkiej psychiki (rozważania natury emocjonalnej) i ciała (pogłębiona analiza doznań fizycznych), a nade wszystko świadomości pracy nad słowem jako tworzywem artystycznego wyrazu. Jakaż tu różnorodność leksyki, niezwykle swobodne podejście do zasad interpunkcji, ortografii, o zaskakujących figurach stylistycznych nie wspominając, a ileż odwagi w przełamywaniu bajkowej konwencji, chociażby w zakresie konstrukcji świata przedstawionego (np. zamiast motywu magicznego jajka – egzotyczny motyw czarodziejskiej cytryny). Czysta awangarda! A do tego, cytując słowa prof. Boleckiego, zauważalny wszechobecny „witalizm, esencjalizm, konstruktywizm, symbolizm, relacjonizm i poetyckość” (s. 4). Prawdziwy polski modernizm! Być może właśnie nurt konkursowej, bajecznej literatury chłopskiej, nieco nieporadnej, ale pisanej z niezwykłym artystycznym zacięciem, z pełnym przekonaniem i pasją, tworzy brakujące ogniwo w rozwoju modernistycznej krajowej literatury okresu powojennego. Przekazana prof. Boleckiemu w darze antologia niepublikowanych materiałów pozyskanych z muzealnych archiwów zapewne umożliwi Badaczowi poszerzenie oglądu rzeczy i wzbogacenie jego fascynujących rozważań o kolejne przykłady…</document>
<document nplp_id="11925" title="Dopisek? (Adam Dziadek)" slug="dopisek-adam-dziadek">Cóż można dopisać do tego artykułu i do całego zbioru prac Włodzimierza Boleckiego poświęconych modernizmowi? Niewiele, doprawdy niewiele. A jednak chciałbym zwrócić uwagę na jedną książkę, która w polskim literaturoznawstwie nigdy nie cieszyła się zbyt wielkim zainteresowaniem, a – moim zdaniem – powinna. Chodzi o mało w Polsce znaną książkę Henri Meschonnica zatytułowaną Modernité, Modernité (Éditions Verdier, Lagrasse 1988).

&amp;nbsp;

Pierwsze zdanie wspomnianej książki Meschonnica brzmi „La modernité est un combat” [„Nowoczesność jest walką”] – tak właśnie zaczyna się książka, która tropi źródła nowoczesności, jego transformacje, modyfikacje, periodyzacje, dywersyfikacje, mitologizacje etc. Bolecki określa modernizm m.in. w taki sposób: „Modernizm – jako nazwa zjawiska – to wielogłos opozycyjnych koncepcji, programów, wartości oraz ich realizacji”[przypis]W. Bolecki, Modalności modernizmu, Wydawnictwo IBL, Warszawa 2012, s. 8.[/przypis]. W takim ujęciu stanowiska obydwu badaczy są do siebie bardzo zbliżone. Jednak Meschonnic mówi o nowoczesności w jeszcze inny sposób, mówi o niej na przykład jako o symptomie (także w sensie Lacanowskim), mówi też nie tyle o definicjach słownikowych czy encyklopedycznych, które określają/nazywają „nowoczesność”, ile o potrzebie definicji, która bierze pod uwagę podmiot mówiący. Autor Critique du rythme określa nowoczesność jako pracę podmiotu[przypis]H. Meschonnic, Modernité, modernité, Gallimard, Paris 2000, s. 33–34.[/przypis]. W takim ujęciu „nowoczesność” jest terminem pozbawionym stałego, obiektywnego referentu i ma jedynie podmiot. Sama nowoczesność staje się signifiant podmiotu, rozumianym tu nie jak w lingwistyce (nie
„obraz akustyczny”, jak u de Saussure’a), lecz raczej jak w poetyce, gdzie staje się dystrybutorem signifiance [„znaczącości”], ta zaś wykracza poza znak i leksykalny sens słów, w następstwie asocjacji z innymi słowami. Inaczej mówiąc, chodzi o to, aby nie tylko analizować znaczenie słowa „nowoczesność”, ale raczej sposób mówienia o nowoczesności w tekstach naukowych, eseistycznych czy literackich, a ten za każdym razem odznacza się niepowtarzalnością i wyjątkowością.

Co właściwie oznacza słowo „nowoczesnosć”, z czym się wiąże? Częściowe odpowiedzi podają współcześni analitycy tego pojęcia (wśród nich oczywiście także Bolecki), ale sporo w tych odpowiedziach niejasności, a ustalenie jednoznacznej definicji, na szczęście i jak zwykle, wydaje się niemożliwe. Meschonnic stawia pytanie: od jakiego momentu historycznego zaczyna się nowoczesność? Czy od zdobycia Konstantynopola, czy od odkrycia Nowego Świata, czy nastaje wraz z renesansem, a może rodzi się wraz z dwudziestowiecznymi ruchami awangardowymi? Tak jak nie da się ustalić jednoznacznej daty, tak i nie sposób ustalić jednoznacznego sensu. Meschonnic w swej książce powiada wprost: „Il n’y a pas de sens unique de la modernité, parce que la modernité est elle-même une quête du sens.” [„Nie ma jakiegoś jedynego sensu nowoczesności, ponieważ nowoczesność sama jest poszukiwaniem sensu.”][przypis]Tamże, s. 47.[/przypis].

Meschonnic stawia też bardzo istotne pytanie: „Où a lieu la modernité?”, co trzeba by przełożyć jako: „Gdzie ma miejsce nowoczesność?” czy też: „Gdzie rozgrywa się nowoczesność?”[przypis]Tamże, s. 27.[/przypis]. I odpowiada na nie jednoznacznie: „La modernité. Inutile d’ajouter: occidentale. La modernité est européenne.” [„Modernizm. Koniecznie trzeba dodać: zachodnia. Nowoczesność jest europejska”][przypis]Tamże.[/przypis]. Zatem pomiędzy nowoczesnością a Europą da się postawić znak równości, a jedna nie może istnieć bez drugiej. Nowoczesność i Europa oznaczają całość cywilizacji zachodniej, która promieniuje na świat. Wartość tego promieniowania niejednokrotnie stawiano pod znakiem zapytania, często mając świadomość, że zachodnia nowoczesność wiąże się jednak z dyskursem dominacji (dyskursem na wskroś ideologicznym) oraz, że uzurpuje sobie prawo do wyłączności, do której ma raczej ograniczone prawa.

Tyle moja uwaga, dopisek, dopowiedzenie do całości kształtowanego i dojrzewającego całymi latami myślowego konstruktu Włodzimierza Boleckiego.

[caption id="attachment_12138" align="aligncenter" width="1024"] Adam Dziadek i Włodzimierz Bolecki podczas publicznej obrony pracy doktorskiej M. Bukowieckiej; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="11929" title="Z&amp;nbsp;listów do&amp;nbsp;dyrekcji IBL PAN (Grzegorz Marzec)" slug="z-listow-do-dyrekcji-ibl-pan-grzegorz-marzec">Szanowny Instytucie Badań Literalnych!

List mój dyktuję elektronicznemu translatorowi, bo słabo umiem po polsku, tyle co nic. A tu jeszcze krew mnie zalewa po wczorajszej rozmowie z rektorem. Proszę sobie wyobrazić, że wezwał mnie na dywanik i kazał coś napisać do „Tekstów Drugich”. Jak nie zdobędziesz 100 punktów, powiada on, to następnym razem inaczej będziemy rozmawiać! Cóż począć, otwieram więc internetowe wydanie „Tekstów”, by się rozeznać w temacie, i na chybił trafił wybieram artykuł Profesora Boleckiego, który przecież bywał tu u nas w Yale i z którym miałem okazję rozmawiać. Proponuję więc „Tekstom” moje rozwinięcie tez Boleckiego, gdyż znam się świetnie na futbolu, głównie wprawdzie amerykańskim, ale za sprawą konsoli do gier i europejski, zwany u nas soccer, nie jest mi obcy. Poniżej przedstawiam kluczowe założenia mojego artykułu.

1. Trzeba tekst Boleckiego czytać ze świadomością ukrytej w nim symboliki, aliteracji, gry mniej lub bardziej dokładnym anagramem.

2. Kluczowa dla tekstu kategoria, zwana tu pod wpływem późniejszej recepcji modernizmem, to tak naprawdę modeynizm, wyrażający fascynację autora postacią Kazimierza Deyny. Polscy badacze musieli o tym zapomnieć, przez co modeynizm brzmiał im nieco infantylnie, jak w przypadku dziecka, co nie wymawia „r”. Tymczasem od samego początku Boleckiemu chodziło właśnie o modeynizm, a nie żaden modernizm, który został złowrogo zawłaszczony przez Poznań, gdy zaświeciła tam gwiazda Jakuba Modera.

3. Dopiero zrozumienie tych fundamentalnych założeń, dopiero uzmysłowienie sobie, że zawarty w podtytule „rekonesans” to w istocie „sokerseans”, pozwala wyjaśnić wywody Boleckiego w sposób rzetelny i pełny.

4. Weźmy choćby rozważaną tu opozycję modernizm – awangarda. Awangarda to jednocześnie „nadwaga” i „gar”, a te czynniki nie sprzyjają uprawianiu soccer. Dlatego modeynizm często jest odnoszony, o czym też Bolecki pisze, do Młodej Polski. Młodzi Polacy, jak domniemywam, są szczupli i smukli, i nadwagogarystą nie był też Deyna, jak dowodzą fotografie. Nie działa to niestety u nas, w USA, gdzie wiele młodych osób cierpi na nadwagę. Zatem Młoda Ameryka ma bliżej do awangardy niż do modeynizmu.

5. Podobnie podnoszony przez Boleckiego (s. 2) związek antyutopii i modeynizmu: rzecz jest w pełni klarowna, gdy odnieść ją do meczu RFN – Polska z 1974 r., kiedy to Niemcy chcieli utopić Polskę, w tym Deynę, na podmokłym terenie stadionu we Frankfurcie. Trauma tego pojedynku, zwanego „meczem na wodzie”, który Bolecki oglądał w wieku 22 lat, musiała wycisnąć trwałe piętno na jego myśleniu o modeynizmie i zjawiskach pokrewnych.

6. Nie wszystkie tezy Boleckiego przypadają mi do gustu. Przykładowo stanowisko, że modeynizm i turystyka piesza są zjawiskami pokrewnymi, wydaje mi się dyskusyjne. Futuryzm, czyli foot tourism, polega jednak na czym innym niż gra w piłkę, a nawet w ogóle piłka nie jest w nim potrzebna.

7. Zasadnicze dla projektu Boleckiego jest wszelako wyróżnienie dominant modeynizmu (s. 3). Przypominam je tutaj, w nieco zmienionej kolejności, i opatruję krótkim komentarzem:

• Symbolizm i poetyckość: do dziś kunszt Deyny to symbol, czy raczej sym-ball, największych triumfów polskiej piłki nożnej, a jego styl gry uchodzi za esencję poetyckości. Anegdotycznie zwrócę uwagę na inną rzecz: kiedy Bolecki przedstawił mi się w Yale, uważałem, że jego nazwisko pisze się Ballecki. I po lekturze jego tekstu tym bardziej dałbym sobie rękę uciąć, że jest to wersja jedynie poprawna.

• Witalizm, jako organicznie powiązany z młodopolskością modeynizmu, nie wymaga tu szerszego omówienia.

• E-socjalizm, tzw. socjalizm korespondencyjny. Jak wiadomo, po 1974 r. Deyna otrzymywał wiele propozycji z klubów zachodnich, ale nie pozwolono mu opuścić Polski, zaś listy do i z Madrytu, Mediolanu czy Monachium często pozostawały bez odpowiedzi. Gdy więc Bolecki pisze (s. 4), że „E-socjalizm wczesnego modeynizmu konstytuowało napięcie pomiędzy uniwersalizmem i lokalnością”, to jest to zupełnie zrozumiałe w kontekście podejmowanych przez Deynę prób zdobycia kontraktu zagranicznego. Udało się to dopiero kilka lat później.

• Relacjonizm i konstruktywizm – definiują one miejsce, rolę i znaczenie Deyny na boisku. W piłce nożnej, sporcie zespołowym, relacjonizm jest konieczny, ale w odniesieniu do Deyny, który był ofensywnym pomocnikiem, zyskuje sens szczególny, a to za sprawą jego konstruktywizmu, a zatem kreowania gry całego zespołu. Pod tym względem niewielu w historii mogło się z nim równać, może Zico, Zidane, Iniesta, Maradona.

• Kontrnewtonalizm – piłki podkręcane przez Deynę przeczyły prawom mechaniki Newtona, stąd lepiej do ich opisu nadawała się szczególna teoria względności.

8. Bolecki kończy artykuł własnym poetyckim hołdem dla Deyny: „Tu przerwa, lecz róg trzyma”. Jest to piękna wizja piłkarza, który udał się do narożnika, by egzekwować rzut rożny, ale zastygł tam, jakby w namyśle, i trwał tak, choć sędzia dawno odgwizdał przerwę. Nietrudno też zauważyć, że anagramem „trzyma” jest „artyzm”.

9. Nadmienię, że wiele rzeczy nie jest dla mnie jasnych: ze względu na formę pliku translator nie chciał go obsłużyć, zdałem się więc na intuicję. Zauważyłem, że wymienia się tam wiele nazwisk polskich piłkarzy, i jeśli nie liczyć tych w rodzaju Boy czy Staff, które odbiorcy anglojęzycznemu wyglądają znajomo, to tak naprawdę jedynym piłkarzem, którego kojarzę, jest Terlecki, ponieważ, jak Deyna, grał on w lidze amerykańskiej. Z pewnością planowany artykuł będzie wymagał bardziej precyzyjnego oglądu tych kwestii.

Profesorowi Boleckiemu życzę dużo pomyślności z okazji pięknego jubileuszu 70-lecia. I proszę pamiętać, że bez 100 pkt mój los w Yale jest niepewny, jeśli nie przesądzony.

Z serdecznymi ukłonami,

Greg Middlemarch, New Haven, Connecticut, 2022</document>
<document nplp_id="11933" title="Tabu i&amp;nbsp;figury długiego trwania (Piotr Sobolczyk)" slug="piotr-sobolczyk">Wydaje się, że „przełamywanie tabu” bywa określeniem za mocnym wobec niektórych zmian politycznych i obyczajowych oraz seksualnych, zaś wobec innych zjawisk, niewątpliwie konstytuujących modernizm – jest nietrafne. „Przełamywanie tabu” oznacza bowiem narrację bądź figurę rewolucji. Nie wszystkie istotne wydarzenia polityczne kształtujące modernizm miały charakter rewolucji. W sensie ogólnym politycznie wpłynęły na modernizm polski oczywiście rewolucje odzyskania państwowości, II wojna światowa i nazizm, komunizm, przełom polityczny 1989 r. Niemniej rozmaite procesy nierewolucyjne, dłuższego trwania (choć niekiedy krótkiego), stagnacyjne miały również istotny wpływ na artystyczny kształt modernizmu. Przykładowo mała stabilizacja a pokolenie Współczesności. Ale jeszcze w większym stopniu wpływ taki miała latentna i nierozpoznana przez wiele dekad trauma wojenna (po II wojnie światowej), która, owszem, jest skutkiem rewolucji, lecz jej długie trwanie i latentny rezonans – nie tylko w tak oczywistym przypadku jak Tadeusz Różewicz czy Andrzej Wajda, ale i w mniej oczywistych przypadkach, jak Miron Białoszewski (a tu nie tylko "oczywisty" przypadek Pamiętnika z powstania warszawskiego) czy Anna Świrszczyńska (a tu nie tylko "oczywisty" przypadek Budowałam barykadę) – konstytuowały zarówno powszechne doświadczenie społeczeństwa polskiego, jak i jego twórczość. Rewolucje są jednak łatwiejsze w opisie.

Analogicznie sprawa ma się z bliskim moim badaniom zagadnieniem przełamywania tabu w zakresie seksualności. Tu nie sposób wskazać żadnej ponadindywidualnej rewolucji – gdy w opisach modernizmu anglosaskiego, niemieckiego czy francuskiego zasadnie mówi się o rewolucji seksualnej 1968 r. W polskiej kulturze nie ma takiego odpowiednika. Odnośnie do ekspresji homoseksualnej jest to długotrwały proces, trwający przez cały modernizm, niemający wszak charakteru programowego, a wyspowy, indywidualny, wynikający zaś – w mniemaniu tych, którzy ekspresji tej szukali – niekoniecznie z chęci przełamywania tabu (a właśnie z potrzeby ekspresji). Oczywiście rozumiem skrótowość i hasłowość tej idei w klasycznym tekście Włodzimierza Boleckiego. Niemniej, problematyzując owo hasło, warto też zastanowić się, która perspektywa bardziej nas interesuje: czy opisu zewnętrznego zjawisk, czy też ta przyległa do autora. Zamierzeniem jednostki było wyrażenie pewnej istotnej dla niej treści, choć przy świadomości, że nie płynie ona z prądem normy społecznej. Natomiast w oglądzie zewnętrznym dane zjawiska mogły jawić się jako przełamywanie tabu, załóżmy, publikacja hildura baldura i czasu Józefa Czechowicza, skutkująca skandalem krytycznoliterackim, a następnie utratą posady nauczycielskiej przez autora – choć inne zjawiska takimi się jawić nie musiały, co miało znaczny związek z uJAwnieniem bądź pół-uJAwnieniem stylistycznym autorów. W podręcznikowych opisach tradycyjnie lubiano bardziej tę perspektywę zewnętrzną.

A istnieje też zrekonesansowany później niż powstał tekst Boleckiego „polski modernizm queerowy”.</document>
<document nplp_id="12009" title="Kolacja u&amp;nbsp;Nowoczesnych [Prolegomena do&amp;nbsp;wstępnego zarysu szkicu dramatu] (Dorota Korwin-Piotrowska)" slug="kolacja-u-nowoczesnych-prolegomena-do-wstepnego-zarysu-szkicu-dramatu-dorota-korwin-piotrowska">Występują:
Polska Literatura Współczesna, czyli Pola,
Wuj Rekonesans, czyli Reko,
Modernizm, czyli Modzio,
Postmodernizm, czyli Pomo,
Awangarda, czyli Awa,
Futuryzm, czyli Futu,
Nowoczesność, czyli Nówka
&amp;nbsp;

Duża część sceny oddzielona w poprzek ścianą i drzwiami, za nimi jest przewężenie z małym przedpokojem, z niego dopiero przechodzi się do dużego wnętrza, w którym trwa przyjęcie. Widać Wuja Rekonesansa oraz dziewczynę, Polę, zmierzających do drzwi wejściowych tego mieszkania. Obydwoje są we współczesnych strojach, on w wieku ojcowskim, dobrze ostrzyżony, ubrany starannie, lecz niezbyt formalnie, ona może mieć różowe włosy i być ubrana na czarno w stylu emo bądź w jakąś bluzę z kosmicznym zdjęciem.

&amp;nbsp;

Pola (tonem znudzonej nastolatki, chowając z rezygnacją smartfon do kieszeni)
Reko, to znaczy Wujku, gdzie my właściwie idziemy?
Wuj Rekonesans
Mówiłem Ci przecież: na kolację do Twoich dalekich krewnych, Nowoczesnych.
Pola
A kiedy ma się zacząć?
Wuj Rekonesans
Już dawno się zaczęło, wieki temu. I pamiętaj, że oni są trochę dziwni.
&amp;nbsp;

Dzwonią. Awangarda w pumpach i białej bluzce z koronkową stójką pod szyją podjeżdża na staroświeckiej drewnianej hulajnodze i im otwiera, po czym odjeżdża i siada z powrotem za stołem, na którym leżą obok siebie swobodnie półmiski i spiętrzone książki. W tle słychać biesiadę i fragmenty rozmów. Wuj z Polą wchodzą. Stają w przedpokoju, mówią „Dobry wieczór”, chwilę czekają, ale nikt nie zwraca na nich uwagi. Aż w końcu Wuj postanawia działać. Wchodzi głębiej, staje na progu pokoju.

&amp;nbsp;

Wuj Rekonesans (zaczyna głośno i pewnie, potem stopniowo traci rezon)
Ehm, hm, mam zaszczyt zaanonsować: Polska Literatura Współczesna, z tych Współczesnych. Dla wszystkich po prostu Pola. I jej prawny opiekun:
Rekonesans. Rodzice nie mogli przybyć, zajęci pisaniem. Bardzo nam miło. Cześć.
Nowoczesność z Modernizmem (Ona – elegancka starsza pani w długiej sukni, ale typ sawantki, on w koszuli z łamanym kołnierzem, w cwikierze na nosie. Mówią razem na przemian, od stołu, nie przerywając sobie jedzenia, zajęci sobą, rozbawieni)
Nie przeszkadzajcie sobie, siadajcie albo stójcie, jedzcie albo i nie jedzcie. Et voilà!
Pola (staje obok Wuja, rozgląda się, mówi półgłosem)
Znasz ich wszystkich, prawda? Powiedz, kto jest kim, zanim wejdziemy. Na przykład
ta facetka na wprost? (pokazuje głową w kierunku Nowoczesności).
Wuj Rekonesans (poufnie zniżając głos)
Ta miła dziarska staruszka to Nowoczesność, krewni wołają na nią Nówka. Dają jej jakieś dobre 150 lat, ale ona czasem twierdzi, że pamięta, jak wprowadzono maszyny parowe. Chyba ma już demencję.
Pola
A ten starszy pan, który siedzi obok? Taki staroświecki, ale z niezłą stylówą, elegancki.
Wuj Rekonesans
Modernizm, w rodzinie: Modzio. Też ma dobrze ponad setkę. Jedni twierdzą, że brat, inni, że… no wiesz, żyli kiedyś ze sobą. W każdym razie mieszkają razem. Wszyscy mówią na nich po prostu: Nowocześni. Nie znoszą opowiadać o swoim wieku i koligacjach.
Pola (kiwając głową ze zrozumieniem i rozbawieniem)
No OK, spoko. A tam pod ścianą, taka dziwnie ubrana staruszka, która nam otworzyła. Ma hulajnogę obok. Rozmawia teraz z jakimś takim…
Wuj Rekonesans
Babcia Awangarda, czyli Awa, dokładniej: Twoja cioteczna babka. Wiecznie młoda, z naciskiem na wiecznie. Lubi być oryginalna. A rozmawia z młodszym bratem. Tak zwany Dziadzio Futu, oficjalnie Futuryzm, jest zawsze w bojowym nastroju. Dobrze się dogadują, chociaż są różni, a i słuch już nie ten… Poznam Cię z nimi potem bliżej. Polubicie się.
(Wuj stoi z Polą dalej w progu, nie mogąc się zdecydować na wejście, nasłuchują).
Awa (głośno do Futu)
Trzeba będzie, jak zwykle, wszystko zmienić, wiesz.
Futu (krótko ostrzyżony, z muchą i podkręconym wąsem à la Marinetti)
Że co? Wyplenić, tak, tak, wyplenić!
Awa
No mówię przecież. Zacznę wszystko od początku, to znaczy od końca albo ze środka, inaczej, inaczej.
Futu
Raczej! Przecież! Już ja się tym zajmę, to męska rzecz, trzeba z pięści, z łokcia…
Forza, naturalmente, forza!
Awa (śpiewa podchmielona)
I jeszcze jeden, i jeszcze raz!
Futu (starczym drżącym głosem, ale bardzo energicznie)
Właśnie: trzask! Nie ma jak młodość, pęd i siła. Przepijmy!
Modzio z Nówką (podchwytują hasło i podnoszą kieliszki, mówiąc na przemian do siebie 
ze śmiechem)
Tak, przepijmy! Pijmy za „my”. Za naszą wiecznie dość młodą mło-dość!
Pola (zwracając się do Wuja)
Reko, a nie ma nikogo naprawdę młodego?
Wuj Rekonesans
Wiesz, rodziny się nie wybiera, z czasem przywykniesz. Najmłodszy, hm, jest Postmodernizm, późne dziecko lub wnuk Nowoczesności. Powiadają, że go miała z Modernizmem albo że to jego dziecko z Awangardą. Kto tam wie. Jak dla mnie chwilami rzeczywiście skóra zdjęta z Modzia. Jest Twoim jakby wujokuzynem od strony matki. Pomo siedzi tam na krześle okrakiem, tyłem do stołu. Jest, no, trochę inny. Ale dużo czyta.
&amp;nbsp;

Postmodernizm, ubrany w dżinsy i podkoszulek, na głowie ma miniaturową imprezową stożkową czapeczkę z papieru, wciąga i wypuszcza rozwijaną papierową trąbkę urodzinową, robiąc przy tym hałas.

&amp;nbsp;

Pola
Co mu jest?
Wuj Rekonesans
Jest już dobrze po pięćdziesiątce, a twierdzi, że jest dzieckiem i wszystko mu wolno. Ciągle robi jakieś psikusy, lecz jest niegroźny.
Pomo (zauważając kątem oka gości, przekręca się w ich stronę na chwilę, by powiedzieć)
Najbardziej lubię słowo „jeśli”. Jeśli Was sobie wymyśliłem, to mogę Was zniknąć. Jak chcecie być zniknięci? (Wypuszcza i wciąga trąbkę parę razy w ich stronę, po czym się odwraca tyłem)
Pola (do Pomo, traktując serio jego żarty)
Jak tam sobie chcesz. Też Cię kiedyś zniknę.
(do Wuja)
I nikogo urodzonego w naszym stuleciu, nikogo całkiem normalnego w tej rodzinie?
Wuj Rekonesans
Nikogo.
Pola (cofając się nieco w głąb przedpokoju)
To czemu nas zaprosili?
Wuj Rekonesans (też robiąc krok w tył)
Żeby Cię poznać. Daleka, bo daleka, ale jednak rodzina. Ja na przykład jestem tylko Twoim przyszywanym wujkiem, przyjaźnię się od zawsze z Twoimi rodzicami, lecz ci tutaj są z Tobą naprawdę spokrewnieni.
Pola
Wujku, a to ja właściwie jestem Nowoczesna czy nie? Nie miałam czasu, żeby sprawdzić w Internecie.
Wuj Rekonesans
Dziecko, Ty jesteś z domu Współczesna, nazywasz się inaczej, ale wspólne geny macie przez Młodziaków. Więc… to się jeszcze okaże. Usiądźmy tam (wskazuje wolne miejsca).
Pola
Nie, dzięki. Zostań sobie, jeśli chcesz. Ja się na razie zmywam. Nara. (Wychodzi, trzaskając drzwiami).
&amp;nbsp;
*****
Na scenę wychodzą wszyscy bohaterowie dramatu, za nimi autorka – i wszyscy kłaniają się Jubilatowi, Profesorowi Włodzimierzowi Boleckiemu, dziękując za Jego uważną obecność oraz liczne dzieła. 
Drogi Włodku, ad multos annos!
Kraków, 2022 r.
&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="12012" title="Piękny układ (Wioletta Kazimierska-Jerzyk)" slug="piekny-uklad-wioletta-kazimierska-jerzyk">Do zrozumienia tekstu humanistycznego przydatna bywa umiejętność liczenia – szczególnie jeśli przedmiotem jego analizy jest zjawisko złożone i nomen omen nieobliczalne. Konieczna może okazać się nawet nieco wyższa matematyka: zapamiętanie zbiorów i ich elementów; odnotowanie wymienionych, lecz nienumerowanych składników; rozpoznanie sposobów, w jakich zakresy zbiorów zachodzą na siebie, kiedy się sumują, a kiedy nie; oszacowanie, które elementy są równorzędne, a których wartość spada wprost proporcjonalnie do miejsca zajmowanego na liście; sprawdzenie, co jest czym i po ilu latach. Przeliczmy zatem modernizm wraz z Włodzimierzem Boleckim[przypis]W. Bolecki, Modernizm w literaturze XX w.: rekonesans, „Teksty Drugie” 2002, nr 4, s. 11–34.[/przypis], dla przejrzystości zachowując znaki cyfr:

 	2 kłopoty, a właściwie 3:

 	z terminem „modernizm”, używanym zasadniczo na 3 sposoby w sensie wąskim i 2 sposoby w sensie szerokim, ale mającym 6 głównych teoretycznych kontekstów/dylematów,

 	który to termin trzeba rozpatrzyć na tle 1 faktu cywilizacyjnego mającego 25 głównych cech,
 	i odnieść do 5 najważniejszych tradycji,
 	odnotowawszy 2 główne kontrowersje;


 	z przedmiotem modernizmu, w ramach którego należy uwzględnić 8 najważniejszych nurtów, jednakowoż mając na uwadze 2 nadrzędne paradygmaty (awangardowy i nieawangardowy), z czego wynika obecność 12 wyznaczników o charakterze eksperymentów artystycznych oraz 6 idei sprzęgniętych z życiem,

 	przy czym specyfika polska zjawiska obejmuje 7 dominant,
 	jego periodyzacja zawiera 3 postacie odrzucone i 2 początki oraz

 	2 główne formacje przed II wojną światową (druga ma 2 dekady i 9 wyznaczników)
 	2 zasadnicze formacje powojenne (emigracyjną i krajową) i jej 3 tradycje, w tym 1 negatywną, 2 wyraźne formacje pokoleniowe (’56 i ’68) i „ostatnie” liczone dekadami, a więc jeszcze 3,


 	zweryfikowany modernizm posiada 21 wyznaczników, 5 idei, 5 zasług;


 	z egzogennymi wobec modernizmu procesami, których jest 5;


 	setki nazwisk artystów, teoretyków, filozofów (często w jednej osobie, choć nie na zawsze, co skutecznie utrudnia liczenie);
 	2 (sic!) tytuły dzieł w tekście głównym (reszta umiejętnie schowana w przypisach).

&amp;nbsp;

A gdyby tak pretekstem do komentarza uczynić to ostatnie niewątpliwe wyróżnienie, uznać je za znaczące i założyć, że to najważniejsze dla Profesora Boleckiego teksty… i że poza nimi raczej radzi zaproponowane ramy wypełniać własnymi przykładami. Czy uwolnimy się od matematyki?

Jedyny tytuł literacki – Ferdydurke Witolda Gombrowicza – to drugie z owych uprzywilejowanych dzieł[przypis]Tamże, s. 22.[/przypis]. Użyte jest nieco instrumentalnie jako sugestywny przykład dwóch przeciwstawnych idei. Wszak siłę modernizmu pojąć można – twierdzi Autor – sankcjonując jako wartości polemikę, konflikt czy polaryzację[przypis]Jak to w odniesieniu do sztuk plastycznych ujmował Stefan Morawski, konstruując także, choć nie tak wielowarstwowe, typologie, zob. np. S. Morawski, Na zakręcie: od sztuki do po-sztuki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985, s. 249–275.[/przypis]. Jak widać, modernizm ma swoje wyznaczniki, lecz zarazem wydaje się wolny od reguł – niczym piękno według Fryderyka Schillera, które „mieszka w zjawisku”[przypis]F. Schiller, List do Christiana Körnera, Jena, 23 lutego 1793, tłum. K. Kaśkiewicz, w: tegoż, Kallias, czyli o pięknie, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2007, s. 48.[/przypis]. Choć możemy zakładać, twierdzi filozof, że piękny przedmiot ma określoną strukturę, a nawet matematyczną regularność, to przeżycie piękna wiąże się tylko z tym, co się przejawia. Piękno nie wymaga wyjaśnienia, ale wymaga przeżycia[przypis]Tamże.[/przypis]. Ostatecznie dla modernizmu – według Boleckiego – konstytutywny jest także określony rodzaj doświadczenia[przypis]Osobną kwestią jest koncentracja modernizmu na doświadczeniu jako przedmiocie zainteresowania sztuki i możliwość zdania z niego relacji, por. W. Bolecki, Modernizm i doświadczenie, „Teksty Drugie” 2006, nr (6), s. 6–10.[/przypis], a nie zbiory cech, które potrafimy wyszczególnić.

Nie dziwi więc, że pierwszym przywołanym w Modernizmie… tytułem są Listy o estetycznym wychowaniu człowieka Schillera właśnie[przypis]W. Bolecki, Modernizm w literaturze…, s. 13.[/przypis]. Wraz z nimi wkraczają do rekonesansu Profesora Boleckiego pojęcia autonomii wartości estetycznych i emancypacji człowieka poprzez sztukę, które explicite powracają raz po raz, a implicite zostają z czytelnikami do końca, choćby po to, by także w dzikim kapitalizmie wyobraźnia artysty cieszyła się „nieskrepowaną samowolą”[przypis]Por. F. Schiller, Listy o estetycznym wychowaniu człowieka i inne eseje, tłum. I. Krońska, J. Prokopiuk, Czytelnik, Warszawa 1972, s. 163.[/przypis].

A ile wolności w tym „modernizowaniu się” przysługuje teoretykowi, który ma narzuconą pojęciowo-liczbową siatkę? Po przeszło 20 latach od publikacji tekstu wiemy też, że siatka uległa zagęszczeniu. Upominamy się o autonomię za pomocą schematu, czy też postrzegać mamy poprzez niego to, co ma być wolne. Co na to Schiller?

&amp;nbsp;
Pierwsza zasada dobrego tonu [brzmi]: szanuj cudzą wolność; druga: ukaż własną wolność. Skrupulatne spełnienie obu jest nieskończenie trudne; lecz dobry ton wymaga ich niezawodnie i to tylko one kształtują doskonałego światowca. (…) Wszystko jest tak uporządkowane, że jeden zwalnia miejsce, gdy inny nadchodzi; wszystko układa się tak zgrabnie, a zarazem tak naturalnie ze sobą, że każdy zdaje się postępować według własnego zamysłu, a mimo to nigdy nie wchodzi w drogę drugiemu. Jest to najodpowiedniejszy symbol potwierdzenia własnej wolności i poszanowania cudzej wolności[przypis]F. Schiller, List do Christiana Körnera…, s. 66.[/przypis].
&amp;nbsp;

Schillera patrzącego z loży na układ kontredansa zachwyca swoboda tancerzy wtłoczonych w niezliczone i splątane figury. Ot i celowa forma pozwala podziwiać się jako wolność w zjawisku. Nie ma w tym paradoksu. Zmysłowość dostarcza różnorodności, a rozum próbuje łączyć spostrzeżenia w jedność. Nie musi on jednak znać reguł, by przeżyć piękno. Musi pozwolić wyobraźni cieszyć się tym, co jest postrzegane, bez szukania zewnętrznego usprawiedliwienia dla tego przeżycia. Warto zauważyć, że filozof obserwuje przedstawienie z góry, więc misterna struktura, matematyczna dyscyplina i skupienie wykonawców wydają mu się lekkie, niewymuszone, a każdy element niezbędny. Schiller, jak wiemy, także od wykładu oczekuje, że zbuduje on taki nastrój, w którym forma przemówi do wyobraźni i przymili się do odbiorcy pozorem wolności[przypis]F. Schiller, O koniecznych granicach piękna, szczególnie w wykładzie prawd filozoficznych, tłum. M. Abracham, w: tegoż, Kallias, czyli o pięknie…, s. 134.[/przypis]. Prędzej czy później słuchacz mu ulegnie. Ale można też, zdaniem Schillera, sprzyjać odbiorcy (choć oczywiście bez przesady, bo chodzi o „serdeczny związek zmysłowych i duchowych sił człowieka”[przypis]Tamże, s. 132.[/przypis]). Tej wycyzelowanej siatce pojęć modernizmu Włodzimierza Boleckiego, w której – jak w tańcu angielskim – poszczególne części się splatają, a nigdy nie zderzają[przypis]F. Schiller, List do Christiana Körnera…, s. 66.[/przypis], przydałby się ów widok z galerii. Pozwoliłby szybciej odczuć oferowany w nim wybór lub po Schillerowsku „przełożyć myśl na działanie”[przypis]F. Schiller, O koniecznych granicach piękna…, s. 142.[/przypis]. Jakiś wykres, mapa albo jeszcze lepiej – plakat!</document>
<document nplp_id="12035" title="Periodyzacje i&amp;nbsp;inne organizacje (Maciej Maryl)" slug="maciej-maryl">Artykuł Boleckiego obwarowany jest paratekstami wskazującymi na wstępny i roboczy charakter rozpoznań: tu rekonesans, tam prolegomena… Co ciekawe, ów niedokończony, wprowadzający charakter dzieła, idzie w parze ze specyficznym rozumieniem kultury, która także w tym tekście  zdaje się wymykać prostym periodyzacjom i domknięciom.

Kluczowe dla tej rozprawy jest procesualne rozumienie kultury czy – bardziej szczegółowo – procesu historyczno-literackiego. Choć Bolecki wyróżnia kilka faz modernizmu, to po pierwsze – definiuje jego zakres czasowy bardzo szeroko, po drugie – przedstawia owe fazy jako zmienne konfiguracje kluczowych dominant, czyli ,,nadrzędnych idei” programów i nurtów (symbolizm, witalizm, esencjalizm, relacjonizm, konwencjonalizm, poetyckość, konstruktywizm). Co istotne, jak zaznacza sam Autor, fazy te nie pokrywają się z okresami historycznoliterackimi, ale ich nie wykluczają – tradycyjna periodyzacja pozostaje punktem odniesienia.

Spojrzenie na kulturę jako zmienną, ciągłą rekonfigurację wielorakich nurtów wydaje mi się wyznaczać pewną dominantę w myśleniu XXI-wiecznego Boleckiego o kulturze i procesie historycznoliterackim, które znajdzie kulminację w wieloletniej pracy nad projektem Sensualność w kulturze polskiej. Jego zręby powstawały przecież niedługo po opublikowaniu tego tekstu, a ostateczna realizacja wersji internetowej ruszyła w 2008 roku.

Patrząc dziś na ten projekt z perspektywy czasu, widzę wyraźne paralele między założeniami Sensualności a organizacją myślenia o modernizmie prezentowaną w niniejszym tekście. Szczególnie w kwestii szerokiego spojrzenia na kulturę i wieloaspektowej eksploracji zagadnień - na podstawie epok, dziedzin czy zmysłów, bez narzucania konkretnego sposobu porządkowania informacji.

W pierwszej fazie projektu toczyliśmy długie i burzliwe dyskusje na temat organizacji związanej z nim wiedzy, określane przez trzy, chciałoby się rzec, modalności: ambicje merytoryczne, dostępną technologię i zasoby. Pod koniec października 2009 opracowałem na podstawie dyskusji zespołu projektowego prototyp rozwiązania nawigacyjnego – kompas dla użytkowników strony, pozwalający na poruszanie się po tekście.

Kompas miał służyć do przestrzennej orientacji w hierarchii haseł: Góra – hasła ogólniejsze; Dół – hasła bardziej szczegółowe, Lewo – hasła z tego samego poziomu z innych dziedzin, Prawo – hasła z tego samego poziomu z tych samych dziedzin. Pozwalało to też na różne kombinacje (np. prawo/góra – poziom nadrzędny z tej samej dziedziny). Rys. 1 przedstawia prototyp kompasu dla hasła Antropologia słyszenia.

[caption id="attachment_12034" align="aligncenter" width="1024"] Rys. 1 Prototyp kompasu projektu Sensualność w kulturze polskiej (wersja robocza)[/caption]

Kompas miał być dynamiczny, umożliwiający dalsze rozwijanie ścieżki lektury. Miał pozwolić na orientację w zasobie wiedzy i tworzenie własnych szlaków nawigacyjnych przez użytkowników. Kompas był jak na tamten moment projektu i zaawansowania technologii nazbyt ambitny, został więc zarzucony, ale przywołuję go tutaj jako przykład asocjacyjnej organizacji wiedzy.

Zbliżona idea nowoczesnej organizacji i prezentacji wiedzy przyświeca bowiem także założeniom niniejszego projektu WBedycji. Pięć lat temu wręczyliśmy jubilatowi tradycyjną książkę – tym razem chcieliśmy formą nawiązać do prac Boleckiego, ponieważ forma tego dzieła łączy dwa nurty Jego prac, organizuje wiedzę w różnych kierunkach wyznaczonych przez tekst, rozwijając jednocześnie rekonesans o kolejne rozpoznania. Niczego jednak nie domyka.

[caption id="attachment_12140" align="aligncenter" width="1024"] T. Chachulski, M. Maryl, A. Karcz podczas jubileuszu 65-tych urodzin profesora Boleckiego; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="12098" title="Relacjonizm a&amp;nbsp;metaartystyczny perspektywizm (Agnieszka Kluba)" slug="relacjonizm-a-metaartystyczny-perspektywizm-agnieszka-kluba">Relacjonizm to interesująca kategoria, którą można rzeczywiście uznać za jedną z dominant (polskiego) modernizmu. Na tyle interesująca, że być może warto rozszerzyć jej rozumienie i rozważyć, czy nie okazałaby się przydatna także poza opisem kwestii „przedstawiania rzeczywistości w zależności od przyjętego punktu widzenia”. Co mam na myśli? Proponuję następującą tezę: akcentowana w tej rozprawie wielość modernistycznych sposobów rozumienia „nowoczesności” to nie tylko element namysłu historyka i teoretyka badającego tę epokę. Silne odczucie tej wielości i „wielowykładalności” musiało towarzyszyć także modernistycznym twórcom. Choć poszukiwali własnych, oryginalnych ujęć artystycznych i proponowali ich indywidualne realizacje, nie mogli nie mieć świadomości, że biorą udział w niezmierzonej obfitości koncepcji i praktyk. Oczywiście, to przekonanie szczególnie silnie zaczęło oddziaływać w tej fazie współczesnej sztuki, którą odbieramy jako postmodernistyczną. Przybrało wówczas postać odczucia formalnego wyczerpania, swego rodzaju rezygnacji z innowacyjności na rzecz twórczego przetwarzania tego, co zastane i namnożone wcześniej… Zastanawiam się jednak, czy również w formacji modernistycznej niewątpliwa przecież świadomość istnienia ogromnego uniwersum artystycznych idei i praktyk nie odgrywała znaczącej roli w postawach i działaniach twórców. Nie idzie mi jedynie o swoisty rynek owych idei i praktyk, choć byłby to (o ile się zgodzić z moją tezą) efekt niezaprzeczalny. A skoro użyłam słowa „rynek”, kolejne przychodzą dość naturalnie („konkurencja”, „popularność”, „opłacalność”). Nie jest to jednak efekt specjalnie ciekawy (bo oczywisty). Rozważam raczej wpływ owej świadomości na styl artystycznego funkcjonowania. Twórca świadomy istnienia innych twórców, podobnie jak on całkowicie wolnych w poszukiwaniu form artystycznego wyrazu, nieograniczonych w swoich wyborach niczym poza limitami własnej wyobraźni, musiał odczuwać coś w rodzaju względności tych działań. Każda epoka to suma rozmaitych równorzędnych twórczości, żadna nie jest monolitem. Te rozmaitości ujawniają się zarówno w ujęciach diachronicznych (szczególnie w nich), jak i w synchronicznych. Jednak żadne czasy wcześniejsze w historii zachodniej literatury i sztuki nie charakteryzowały się taką rozpiętością i odmiennością dokonań, a w konsekwencji nie decydowały o czymś w rodzaju inherentnego perspektywizmu jako składnika świadomości metaartystycznej. Korespondowało to z pewnością z inną zauważoną przez Autora prawidłowością: „Począwszy od van Gogha dla wszystkich modernistów jest oczywiste, że sztuka nie jest kopiowaniem rzeczywistości, lecz jej konstruowaniem”. Dopowiem: konstruowanie, inaczej niż kopiowanie, nie zakłada oryginału, a gdzie go brak i brak jego jednokrotności, tam istnieje wielość, relacjonizm i perspektywizm.</document>
<document nplp_id="12103" title="Czym jest modernizm (nowoczesność)? (Aleksandra Okopień-Sławińska)" slug="czym-jest-modernizm-nowoczesnosc-aleksandra-okopien-slawinska">Bądź taki, jak wielcy, którzy byli przed tobą. Staraj się podążać ich śladem, a wtedy sam możesz stać się wielkim. Dopóki niewzruszona pozostaje ta zasada klasycznej mądrości, dopóty idee nowoczesności (modernizmu) nie determinują przemian sztuki literackiej.

Bądź inny niż wielcy poprzednicy, a wtedy sam możesz stać się wielkim. Choć jesteś słaby, niepiękny, grzeszny i wyobcowany – możesz zawładnąć ludzką wyobraźnią i opanować świat. A na to są tysiące sposobów i tysiące dróg do tego prowadzą.

Dlatego nie ma jednego modernizmu i ciągle inna w dziejach kultury nowoczesność się rodzi i objawia. I nawet tacy mistrzowie humanistycznych dociekań i badawczej pracy jak Jubilat, któremu poświęcam tych parę słów, nie ustalą raz na zawsze, czym i jaki jest modernizm, utożsamiany z nowoczesnością.

&amp;nbsp;

Warszawa, 10 grudnia 2022 roku</document>
<document nplp_id="12114" title="Heureza inscenizowanej definicji (Agnieszka Kluba)" slug="heureza-inscenizowanej-definicji-agnieszka-kluba">Ta interesująca koncepcja „modernizmu” to nic innego jak próba pojęciowego uchwycenia tego, co decyduje o naszym (tj. ludzi żyjących na przełomie wieków XX i XXI) odczuwaniu/postrzeganiu europejskich (oraz amerykańskich) zjawisk kulturowych i artystycznych ostatniego okresu (zazwyczaj ujmowanego od początku XIX w.) jako zasadniczo innych niż zjawiska wcześniejsze. Ta z pozoru oczywista konstatacja musi być przeze mnie poczyniona, aby 1. uwypuklić koncepcyjny („konstruktywistyczny”) charakter tego zamysłu, 2. jego (a)posterioryczność, 3. jego dystynktywność. Każdy z tych aspektów implikuje całkowicie odmienne sprawy i problemy. Owo heterogenium okazało się jednak pozorne, a nawet pomocne, bo koncepcjotwórcze. Uświadomienie sobie koncepcyjności/kontruktywistyczności idei stworzenia obrazu modernizmu pozwala pogodzić się z jej nieuchronną względnością; nie mamy być bowiem konfrontowani z jakimś obiektywistycznie wycyzelowanym odbiciem, lecz z pewnym stworzonym przez Autora wizerunkiem. Z kolei rzutowanie w tył (w postaci posteriorycznych sądów i pytań) stwarza szansę lepszego (bo z dystansu) ujrzenia oglądanej epoki. Wreszcie dystynktywność, dająca o sobie znać w pragnieniu stworzenia instrumentarium, które pozwoliłoby odróżnić to, co (już/jeszcze) modernistyczne, od tego, co raczej modernistyczne nie jest i nigdy nie było, a także, w obrębie samego modernizmu, w pragnieniu możliwie dokładnego zróżnicowania opisujących go kategorii – taka dystynktywność nadaje rekonesansowi Włodzimierza Boleckiego modalność zamierzonej heurezy. Zauważam bowiem, że Autor Modernizmu w Polsce w XX wieku, konsekwentnie jedynie inscenizuje dążenie do definicji, a zarazem mnoży pytania i zastrzeżenia, ukazujące trudność jej osiągnięcia i zachęcając czytelnika do samodzielnej refleksji. Czyni to jego ważną poznawczo koncepcję ujęciem cennym i unikatowym także w wymiarze metodologicznym.

[caption id="attachment_12135" align="aligncenter" width="960"] Ż.Nalewajk-Turecka, A. Tenczyńska, W. Sadowski, M. Miecznicka, M. Lachman, A. Kluba na jubileuszu 64-tych urodzin profesora Boleckiego; fot. M. Rembowska-Płuciennik[/caption]</document>
<document nplp_id="12142" title="Ułani. Komedia serio w&amp;nbsp;trzech aktach" slug="ulani-komedia-serio-w-trzech-aktach">Jarosław Marek Rymkiewicz

UŁANI
Komedia serio w trzech aktach
&amp;nbsp;

© Copyright for the text by Jarosław Marek Rymkiewicz

Opracowanie edytorskie dramatu: Blanka Mieszkowska

Na podstawie wydania:
Jarosław Marek Rymkiewicz, Dwór nad Narwią. Dramaty, wybór i wstęp Tomasz Bocheński, opracowanie edytorskie Blanka Mieszkowska, Instytut Badań Literackich PAN: Wydawnictwo, Warszawa 2016, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”
</document>
<document nplp_id="12145" title="„Spowiedź w&amp;nbsp;drewnie”" slug="spowiedz-w-drewnie">Muszę poprzedzić moją spowiedź w klocku lipy wyznaniem jeszcze jednego grzechu: ten szkic
dramatyczny nie jest utworem całkowicie oryginalnym. Co prawda jego fabuła, jego sens, jak
również dramatis personae są owocem mojej wyobraźni, ale owoc ten wyciągnął zbyt wiele
soków z książki Tadeusza Seweryna, aby – choć daleko padło jabłko od jabłoni – wyprzeć się
swojego z nią powinowactwa. Zresztą nie tylko z nią: również i z balladą o Powsinodze
Zegadłowicza i z notatkami o Jędrzeju Wowrze Kozikowskiego.
Brak mi krótkiego, jednoznacznego terminu na określenie tych zależności. Nie jest to ani
adaptacja, ani pastisz, ani Rymkiewiczowe „imitowanie”. Kompilacja? Też nie. Już raczej
collage, tyle że to słowo wyjęte ze słownika malarskiego, nieliterackiego. Sądzę, że
najuczciwszym będzie stwierdzenie, że jest to utwór własny, inkrustowany mową Jędrzeja
Wowry, a zainspirowany przepiękną książką Tadeusza Seweryna o Świątkarzu Powsinodze.
J. W.
</document>
<document nplp_id="12147" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-2">NOTA EDYTORSKA

Publikację elektroniczną Spowiedzi w drewnie oparto na wydaniu:

Jan Wilkowski¸ Spowiedź w drewnie. Dramaty, wybór i wstęp Halina Waszkiel, opracowanie edytorskie Grzegorz Kowalski, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane w publikacji
elektronicznej:

Źródła

– „Teatr Lalek” 1970, nr 4, s. 14–21;
– Maszynopis: egzemplarz aktorski należący do Anny Oleksy, odtwórczyni roli św.
Genowefy w realizacji Spowiedzi w drewnie z 1983 roku, przechowywany w Teatrze
Lalek „Pleciuga” (Szczecin).
Nie wzięto pod uwagę wydania po śmierci Jana Wilkowskiego w: Antologia klasycznych
tekstów teatru lalek. Wybór i opracowanie Henryk Jurkowski. T. 3. Wrocław: PWST im.
L. Solskiego w Krakowie, Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu 2003, s. 617–633.

Podstawa wydania

Na podstawę edycji Spowiedzi w drewnie wybrano pierwodruk w „Teatrze Lalek”, choć sztuka ta występuje w jeszcze jednej wersji. Jest to maszynopis teatralny znajdujący się w archiwum Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie. Prezentuje on tekst najprawdopodobniej przepisany z wersji opublikowanej w „TL”. Ten konkretny egzemplarz należał do Anny Oleksy, której notatki odręczne znajdują się na odwrocie maszynopisu. Tekst maszynowy natomiast nie różni się od pierwodruku Spowiedzi. Nieliczne zmiany wykonano odręcznie długopisem. Na stronie 10 maszynopisu wprowadzono poprawkę zamieniającą kolejność kwestii Frasobliwego (A z jakom?) i Świętej (Oremus!). Na s. 17 dopisano do kwestii św. Zwodzijosa wykrzyknienia: gadoj! gadoj! Podobnie na s. 22 dopisano do wypowiedzi tej samej postaci (W ogień go piekielny, gdzie jes płac i grzytonie zembów!) wykrzyknienie: W ogień go!. Wszystkie te dopiski zostały poczynione nie przez Wilkowskiego (co można stwierdzić na podstawie analizy jego autografu), a przez właścicielkę maszynopisu. Zmian dokonano z myślą o wystawieniu spektaklu – podczas przedstawienia pewne kwestie, czasem improwizowane, wykrzykuje się jednocześnie z kanonicznym tekstem sztuki, inne z kolei stanowią jedynie tło dla wypowiedzi postaci i jako takie nie należą do tekstu sztuki, a raczej do wykonania – są tym, co do roli wnosi aktor. Mimo że Wilkowski reżyserował spektakl, a więc miał bezpośredni wpływ na każdy aspekt wykonania, żadna z tych poprawek nie może być potraktowana jako autorska korekta tekstu sztuki.

Emendacja

W przedmowie do sztuki pada w pierwodruku słowo Komplikacja. Pojawia się ono jednak w kontekście próby określenia związku Spowiedzi w drewnie z tekstami, które ją zainspirowały i stanowiły poniekąd jej tworzywo – na co wskazują również inne sąsiadujące z nim słowa, takie jak adaptacja, imitacja. Z pewnością chodziło więc autorowi o słowo Kompilacja.

Pisownia tekstów stylizowanych na gwarę

W swej twórczości Wilkowski niekiedy stylizował tekst na gwarę (co ograniczało się zawsze do gwar podhalańsko-beskidzkich). Jako że autor nie posługiwał się żadną gwarą, wykorzystywał do tego celu źródła literackie. W przypadku Spowiedzi w drewnie podstawowe źródło stylizacji stanowiła książka Tadeusza Seweryna Świątkarz powsinoga (Warszawa 1963), opowiadająca o beskidzkim rzeźbiarzu ludowym Jędrzeju Wowrze, rejestrująca zarazem jego sposób budowania wypowiedzi oraz specyficzny język, będący mieszanką gwar beskidzkich i śląskich. Posłużyła ona za najważniejszą inspirację Spowiedzi w drewnie (tak przedstawia to Wilkowski w przedmowie do pierwodruku).

W opracowaniu tych fragmentów tekstu, które stanowią stylizację gwarową, przyjęto założenie, że są one świadectwem zarówno fascynacji autora gwarą, jak również jego ograniczonej kompetencji w zakresie posługiwania się nią. Nie poprawiano w związku z tym rozmaitych błędów i niekonsekwencji, ponieważ takie udoskonalanie utworu Wilkowskiego w duchu gwarowej poprawności stałoby w sprzeczności z kontekstem jego powstania oraz zacierałoby indywidualne cechy stylu autora.

Poprawiono nieliczne literówki, błędy interpunkcyjne oraz ortograficzne (np. „acha” → „aha”).

***

Panu Zbigniewowi Niecikowskiemu, który w czasie przygotowania edycji pełnił funkcję dyrektora Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie, a także pracownikom teatru dziękuję za przekazanie materiałów dotyczących realizacji Spowiedzi w drewnie.

Grzegorz Kowalski</document>
<document nplp_id="12148" title="„Dwie głowy ptaka”" slug="dwie-glowy-ptaka">

Władysław Terlecki





DWIE GŁOWY PTAKA

&amp;nbsp;



© Copyright for the text by Lucyna Terlecka 2020
Opracowanie edytorskie dramatu: Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska

Na podstawie wydania:
Władysław Terlecki, Krótka noc. Dramaty, wybór i wstęp Ewa Wąchocka, opracowanie edytorskie tekstów Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2016, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.
</document>
<document nplp_id="12150" title="Aneks (scena z&amp;nbsp;Siostrą)" slug="aneks-scena-z-siostra">Aneks zawiera scenę dołączoną do maszynopisu dramatu Dwie głowy ptaka z archiwum Władysława Terleckiego (obecnie w Ossolineum) oraz do egzemplarza pochodzącego z Teatru Dramatycznego (przechowywanego w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie). W obu przypadkach dopisana scena zawiera nagłówek: Wstawka do strony 29 „Dialogu”, który odsyła do ostatniej strony pierwodruku utworu. Fragment ten nie był publikowany za życia autora. Stanowił zakończenie spektaklu w Teatrze Dramatycznym (premiera 30 grudnia 1982, reż. Andrzej Łapicki), został także wykorzystany w realizacji telewizyjnej (premiera 22 lutego1993 roku, reż. Wojciech Wójcik). Dopisana scena w znacznym stopniu wpłynęła na warstwę znaczeniową całej sztuki. Należy ją sytuować po ostatniej rozmowie Waszkowskiego z Oficerkiem (zob. także Nota edytorska).
Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska
&amp;nbsp;

[AKT II: dopisany końcowy fragment ostatniej sceny]

&amp;nbsp;

(Oficer wychodzi z celi. Po chwili zagląda Griszyn)

&amp;nbsp;

GRISZYN
Jest już pańska siostra.
WASZKOWSKI
To dobrze.
GRISZYN
Bardzo wzburzona.
WASZKOWSKI
Coś jeszcze chce mi pan powiedzieć, panie pułkowniku?
GRISZYN
Owszem. Czy może mi pan wybaczyć? Teraz, w ostatniej godzinie?
WASZKOWSKI
Prowadzi pan komfortowy tryb życia. Tak bardzo dba pan o spokój sumienia?
GRISZYN
Będę się za pana modlił.
WASZKOWSKI
Taka modlitwa musi być wysłuchana przed tronem niebieskim.
GRISZYN
Gorąco tego pragnę, panie Waszkowski
&amp;nbsp;

Griszyn wychodzi. Po chwili Strażnik wprowadza Siostrę.

&amp;nbsp;

SIOSTRA 
Sam tu jesteś… dlaczego pozwolili mi przyjść dopiero teraz? Czy wiesz, że mówili mi nawet: brat nie życzy sobie żadnych odwiedzin. Chcieli żebyś tu był sam. Do końca.
WASZKOWSKI
Mówili prawdę. Chciałem być sam. Tak było lepiej, uwierz mi.
SIOSTRA
A my? O nas nie myślałeś?
WASZKOWSKI
Dla was także było lepiej. To zawsze bardzo smutne odwiedziny. Matka już wie?
SIOSTRA
Nie powiedzieliśmy jej. Jest chora.
WASZKOWSKI
To dobrze. Kiedyś, za jakiś czas, ty jej o tym powiedz, dobrze? I powiedz wtedy, że stale każdego dnia o was myślałem. I że bardzo cierpiałem z waszego powodu. Bo nie będziecie mogli zapomnieć. Inni nie powinni o mnie pamiętać.
SIOSTRA
Będą.
WASZKOWSKI
Nie pragnę tego. Teraz już o nich nie myślę.
SIOSTRA
Aleksandrze, w mieście mówią, że zdradziłeś.
WASZKOWSKI
Pamiętasz, jak cię woziłem na sankach, kiedy byłaś mała?
SIOSTRA
Czy to prawda?
WASZKOWSKI
Co takiego, moja droga?
SIOSTRA
Że zdradziłeś?
WASZKOWSKI
Oni uważają, że to prawda.
SIOSTRA
A ty?
WASZKOWSKI
Tak mało mamy czasu.
SIOSTRA
Musisz mi powiedzieć.
WASZKOWSKI
Nikt nie ucierpiał z mojego powodu. Nie wydałem nikogo. Jesteś spokojniejsza?
SIOSTRA
Nie… Powiadają, że wydałeś jakieś angielskie papiery.
WASZKOWSKI
Sam je kiedyś zdobyłem
SIOSTRA
I to, że to coś bardzo ważnego. Cios dla naszej sprawy.
WASZKOWSKI
Tej sprawy nie ma.
SIOSTRA
A Polska?
WASZKOWSKI
Jej także nie ma… i nie będzie.
SIOSTRA
Przecież za nią dzisiaj umierasz.
WASZKOWSKI
To jeszcze mogę dla niej zrobić
SIOSTRA
A my?
WASZKOWSKI
Żal mi was.
SIOSTRA
Nic już nie da się zmienić?
&amp;nbsp;

Wchodzi Kapucyn. Staje w progu.

&amp;nbsp;

WASZKOWSKI

Nic.

SIOSTRA
Uwierzyłeś, że nigdy nie podniesiemy się? Że już nigdy nie będziemy wolni. To przegrana, Aleksandrze, ale nie klęska.
WASZKOWSKI
Pamiętasz, jak paliliśmy papier na Solcu? A oni tutaj w Cytadeli prowadzili tamtych pięciu na szubienicę. Mówiłaś, że to tylko papiery. Ale że legenda będzie żyć wiecznie.
SIOSTRA
Bo to prawda.
WASZKOWSKI
Posłuchaj, nie ma legendarnej wolności. Wiesz, gdzie ona jest?
SIOSTRA
Tak, w nas.
WASZKOWSKI
W śmierci.
SIOSTRA
Wierzysz, że nikt nie podejmie walki po nas?
WASZKOWSKI
Będą sadzić lasy. Starczy drzewa. O to nie muszę się lękać. Starczy ich na przyszłe szubienice.
SIOSTRA
Pomyślałeś o tych, którzy kiedyś, w przyszłości, dojdą do celu?
WASZKOWSKI
Do wolności?
SIOSTRA
Do Polski.
WASZKOWSKI
Bardzo już jestem zmęczony.
SIOSTRA
Ich również zdradziłeś. To jest zdrada, bracie… (zbliża się do Waszkowskiego) Spójrz na mnie! Dlaczego nie patrzysz?
&amp;nbsp;

Zakonnik podchodzi bliżej. Dotyka ramienia Siostry.

&amp;nbsp;

KAPUCYN
Pora na nas, moje dziecko.
SIOSTRA
Nie milcz!
&amp;nbsp;

(Zakonnik prowadzi ją do drzwi)

&amp;nbsp;

SIOSTRA (w progu)
Zdrada… (po chwili z głębi korytarza ten sam zrozpaczony głos, ale już w oddaleniu) Zdrada…
&amp;nbsp;

Waszkowski podchodzi do ściany. Opiera o nią ręce, a potem głowę.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12151" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-3">Publikację elektroniczną dramatu Dwie głowy ptaka oparto na wydaniu:

Władysław Terlecki, Krótka noc. Dramaty, wybór i wstęp Ewa Wąchocka, opracowanie edytorskie Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2016, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

Publikację końcowej sceny z Siostrą (w przywołanym wydaniu stanowiącej aneks) oparto na maszynopisie z Teatru Dramatycznego (przechowywanym w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie).

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane w publikacji elektronicznej:

Źródła publikowane

Dwie głowy ptaka
Pierwodruk: „Dialog” 1981, nr 1.

Opis źródeł i wybór podstawy

Nie zachował się żaden maszynopis związany bezpośrednio z tekstem opublikowanym w „Dialogu”. W Archiwum Władysława Terleckiego w Ossolineum, w zbiorze „Sztuki teatralne” (akc. 98/07) umieszczono teczkę zatytułowaną Dwie głowy ptaka (98/2007/1), w której znajdują się: publikacja z „Dialogu” 1981, nr 1 (bez adnotacji autora), kopia maszynopisowa opatrzona pieczątką Teatru na Woli, kserokopia maszynopisu z Teatru Telewizji oraz kserokopia programu spektaklu z Teatru Dramatycznego z odręcznymi notatkami autora. Z kolei egzemplarz teatralny związany z inscenizacją na deskach Teatru Dramatycznego znajduje się w zbiorach Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie.

Maszynopis z Teatru na Woli jest śladem pierwszego projektu wystawienia Dwóch głów ptaka. Premiera spektaklu nie odbyła się, ponieważ Tadeusz Łomnicki, który tę sztukę zamówił, przestał pełnić funkcję dyrektora teatru[przypis]Zob. B. Górska: Teatr Władysława Terleckiego: uobecnienia historii. „Dialog” 1999, nr 8, s. 146.[/przypis]. Zatem można przyjąć, że maszynopis ten powstał na długo przed lipcem 1981 roku (do tego momentu Łomnicki kierował Teatrem na Woli).

Z kolei notatka na odwrocie programu Teatru Dramatycznego jest późniejsza niż premiera w tym teatrze (30 grudnia 1982). Terlecki zanotował tam spis osób występujących w dramacie oraz krótką scenę:

&amp;nbsp;

TUCHOŁKO
Wyprowadzić.
Na korytarzu mija go Sztyletnik, z którym W[aszkowski] spotyka się w drodze na szubienicę.
Scena bez dialogów

&amp;nbsp;

Powyżej autor zapisał: 69 str. – co jest odsyłaczem do wspomnianego już maszynopisu z Teatru Telewizji. Umiejscowił więc ten fragment na końcu pierwszej odsłony w akcie II, po słowach Tuchołki: Musimy udowodnić, że zdeponowany w Londynie kapitał pochodzi z rabunku. Teraz już Pan rozumie?. Sceny tej jednak nie ma w realizacji telewizyjnej z 1993 roku (pomysł sceny bez dialogów został wykorzystany nieco inaczej: w przerywnikach między odsłonami pokazywany był niemy marsz Waszkowskiego korytarzem Cytadeli pod eskortą strażników).

Z kolei do maszynopisu Teatru Telewizji zostało dołączonych siedem kartek maszynopisu, podpisanych jako Wstawka do str. 29 „Dialogu”. W dopisanej scenie siostra Waszkowskiego nazywa zdradą postawę brata, jaką wykazał podczas śledztwa. Taki właśnie dialog kończył inscenizację wyreżyserowaną przez Andrzeja Łapickiego w Teatrze Dramatycznym w 1982 roku. Świadczy o tym egzemplarz teatralny przechowywany w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Tu również do maszynopisu dołączono strony ze wstawką, której tekst, poza drobną zmianą stylistyczną w didaskaliach, jest tożsamy z późniejszym dodatkiem do maszynopisu z Teatru Telewizji. Wstawka ta – zamykająca całą sztukę okrzykiem Siostry: Zdrada – została napisana za namową reżysera (który brał pod uwagę nastroje publiczności w owym czasie) i w rzeczywistości zmieniała wymowę całej sztuki[przypis]Zob. E. Wąchocka: Po co nam historia? Dramaturgia Władysława Terleckiego. W: W. Terlecki: Krótka noc. Dramaty. Wybór i wstęp E. Wąchocka, opracowanie edytorskie A. Kramkowska-Dąbrowska. Instytut Badań Literackich PAN. Wydawnictwo. Warszawa: 2016, s. 37–38.[/przypis].

Terlecki po dziesięciu latach zdecydował się dodać dialog z Siostrą również do maszynopisu przygotowanego dla Teatru Telewizji. Scena ta w realizacji telewizyjnej (reż. Wojciech Wójcik) otwiera i zamyka przedstawienie, stanowiąc jego ramę kompozycyjną (brak tam jedynie rozmowy Waszkowskiego z Griszynem, która jest w maszynopisie).

Można by więc sądzić, że takie właśnie zakończenie sztuki i taką jej wymowę pisarz uznał za ostateczne. Przeczy temu jednak sposób, w jaki scena ta została dołączona do maszynopisu Teatru Telewizji: ma ona odrębną numerację stron (później odręcznie scaloną z resztą maszynopisu), a poza wskazówką odsyłającą do numeru strony w „Dialogu”, autor nie wskazał precyzyjnie na maszynopisie miejsca, w którym miałby się zacząć dialog Waszkowskiego z Siostrą. Zaistnienie tej sceny znosi możliwość pojawienia się zakończenia zapisanego w maszynopisie (identycznego z tym opublikowanym w „Dialogu”), jednak autor nie dokonał żadnego skreślenia. Pozostawił więc jednorodny, spójny tekst (zamknięty słowem koniec), do którego dołączył wstawkę – która nadal pozostaje fragmentem dopisanym, niewkomponowanym w całość sztuki. Można też sądzić, że to nie autor przepisywał ten fragment  – zarówno w dodatku do egzemplarza z Teatru Dramatycznego, jak i maszynopisu z Teatru Telewizji pojawia się forma Oficer. Terlecki nigdy tak nie nazywał tej postaci – zawsze był to Oficerek.

Nie znaleziono zatem istotnych przesłanek, żeby za podstawę wydania przyjąć inny przekaz niż publikację w „Dialogu”, a dopisaną scenę z Siostrą dołączyć do tekstu. Z uwagi jednak na fakt, że silnie wpłynęła ona na odbiór tej sztuki przez publiczność i odcisnęła ślad w recenzjach spektaklu[przypis]Zob. np. J. Majcherek: „Dwie głowy ptaka”. „Teatr” 1983, nr 4.[/przypis] oraz powróciła w realizacji Teatru Telewizji, zdecydowano się podać jej brzmienie w oddzielnym aneksie.

Emendacje

- w kwestii Griszyna: Niech pan zatem pomyśli o tych, którym przyjdzie zajmować wasze miejsce. Gdzie ono będzie? Pod szubienicą? W kopalniach, na zsyłce, w rawelinach? poprawiono omyłkowy zapis reweliny na raweliny.

Pisownia i interpunkcja

W kwestiach postaci nie poprawiano błędów gramatycznych: w konstruowaniu zdań złożonych podrzędnie (np. mieszania zaimków jaki oraz który, używania połączeń typu dlatego, ponieważ lub wtedy, jeśli) oraz stosowania formy liczby pojedynczej czasowników w konstrukcjach z podmiotem szeregowym. Nie korygowano, nielicznych zresztą, autorskich błędów leksykalnych, nieprawidłowości w posługiwaniu się związkami frazeologicznymi oraz wyrażeniami przyimkowymi (np. Nie chcielibyśmy stracić zaufania w pańskie rozeznanie sytuacji). Błędy te są charakterystyczne dla języka mówionego, zatem ich obecność w wypowiedziach postaci jest uzasadniona. Ponadto stanowią cechę języka samego pisarza i nie były nigdy korygowane przez wydawców.

Zachowano respektowaną przez autora zasadę pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi o znaczeniu czasownikowym, poprawiając jedynie nieliczne pomyłki. Uporządkowano pisownię dużą i małą literą – zgodnie ze współczesnymi zasadami ortograficznymi. Respektowano jedynie autorski zapis Powstanie Styczniowe ze względu na jego wymowę emocjonalną. Zastosowano współczesne zasady dotyczące pisowni łącznej i rozdzielnej wyrażeń przyimkowych. Wprowadzono odmianę nazwiska White (w podstawie wydania kwestia Tuchołki brzmiała: Zaprosiliśmy konsula White).

Interpunkcję zmodernizowano – najwięcej poprawek dotyczyło oddzielania przecinkiem imiesłowowych równoważników zdań. Nie ingerowano natomiast w oryginalny (obecny w maszynopisach i publikacjach) sposób oznaczania pytań retorycznych oraz zdań złożonych, których jedna część niesie treść pytajną. Pisarz zazwyczaj nie stosował znaków zapytania na końcu zdań, które dają się interpretować jako pytania retoryczne bądź wypowiedzi, na które – choć mają formę pytania, nie trzeba odpowiadać. Terlecki nie respektował współczesnej mu reguły (obowiązującej także obecnie) kończenia znakiem zapytania zdań złożonych, których zdanie nadrzędne jest pytające. Odstępstwo to stosował konsekwentnie w maszynopisach, zaś wydawcy nie poprawiali tych miejsc w publikacjach. W obu przypadkach uznano, że taki sposób zastosowania znaków zapytania jest wskazówką intonacyjną, a przede wszystkim świadomym zamysłem autora.

Uregulowano natomiast sposób oznaczania przytoczeń w wypowiedziach postaci: jednowyrazowe poprzedzano dwukropkiem, dłuższe natomiast dwukropkiem i cudzysłowem.
Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12158" title="ANSTADTA 7 (gimnazjum) (poza gettem)" slug="anstadta-7-gimnazjum-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,  JA

„11 września 1939 r.: Z rana wstaję, czynię ostatnie próby pójścia do szkoły, lecz rodzice mnie nie puszczają. Trudno: siedzę w domu, czytam, wracam do francuskiego. Coś robię, później wyłażę, słyszę opowiadania o łapaniu na roboty, wracają koleżanki i koledzy. Wszędzie prawie były lekcje prawie od razu „normalne”. W każdej klasie kilku uczniów i uczennic, lecz mimo to bez podręczników, bez zeszytów „lekcja”. Na razie powtórki. Z wolna staję się przygnębiony, nie wiem, co z naszą szkołą. Nasz kochany, nowy, śliczny gmach [przy ul. Anstadta 7]!..." (s. 63)</document>
<document nplp_id="12159" title="BAŁUCKI RYNEK [OBSZAR]" slug="balucki-rynek-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, I B

„10 listopada 1939 r.: […] Dla postrachu powieszono dziś na Bałuckim Rynku trzech zbrodniarzy, mówią, że dwóch Polaków i jednego Żyda lub na odwrót. Polaków podobno za morderstwo, a Żyda za paskarstwo. Wspaniały sposób wykazania mocnej ręki. Porządek będzie utrzymany!" (s. 94)

JA, V A

„9 marca 1943 r.: […] Przyszedł dziś do naszego Wydziału [Hans] Biebow z Gettoverwaltung i zwiedził z [Bernardem] Fuksem całe biuro. W wyniku tej wizyty (był też w Wydziale Personalnym [Dworska 1] i Gospodarczym [Lutomierska 11]) będą musieli wszyscy urzędnicy i urzędniczki w wieku poniżej 40 lat opuścić biura i pójść do resortów i pracy publicznej, zaś na ich miejsce weźmie się starych i wyczerpanych robotników. W każdym prawie pokoju biura była awantura z powodu nagromadzenia tylu młodych sił, na domiar złego malowanych i ładnie ubranych. Biebow zlikwidował też mianowanych trzech kierowników naszego Wydziału (oprócz Fuksa), [Franza Roberta] Andresa, [Azriela] Urysona i [Kiwę] Siennickiego, oddając całą władzę kierowniczą Fuksowi. […] Wczoraj taką czystkę Biebow przeprowadził też na Bałuckim Rynku w sekretariacie [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. „Stary” zjechał teraz już zupełnie, na tyle, że niemiecka wacha przy Bałuckim Rynku zrewidowała go wczoraj, gdy wjeżdżał na plac." (s. 368)

&amp;nbsp;

Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (04.01.1944)
„Wczoraj, 3 stycznia, wieczorem o godz. 5.30, Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski] został ponownie przewieziony przez Gestapo do miasta, rzekomo w celu konfrontacji. Ponieważ wspomnienie przypadku [Dawida] Gertlera jest ciągle żywe, w getcie panuje ogromne poruszenie i obawa. Strach jak w dni jesiennych wysiedleń. Nie powrócił tej nocy. Nadchodzi ranek, 4 stycznia. Całe getto pod wrażeniem wydarzeń. Każdy czuje, że wraz z Przełożonym Starszeństwa Żydów upadnie getto. Żadnego punktu zaczepienia. Uwolniony! W końcu o godz. 4 po południu: uwolniony! Dowiaduję się od sąsiadów: «Stary [tj. Rumkowski] jest znowu na Bałuckim Rynku! Boruch poszedł do niego! Nie śpi, ani nie drzemie stróż Izraela!” (s. 29)
JA/ONI, V A,  (14.12.1943)
„Największe napięcie. Ciężki dzień. Około 11 godz. Przełożony zabrany przez trzech urzędników Gestapo do miasta. Godziny strachu. Dzikie plotki. Przypomina się 12 lipca z [Dawidem] Gertlerem. Czy wróci? Co się dzieje. Robi się wieczór. Wóz z białym koniem stoi przed Rynkiem Bałuckim i czeka. Zapada noc. W końcu około godziny 1.30 w nocy stukanie do drzwi obok – Prezes wrócił. Głęboki oddech. Potem nasłuchuje się przyczyn. Rzekomo kontrola zaopatrzenia. Dostarczono większe ilości niż jest ludzi w getcie. W Wydziale Kartek [Marynarska 71] tylko 79 000, podczas gdy Urząd Statystyczny podaje 83 000. Jakkolwiek by nie było, Prezes wrócił, jest wśród żywych. Cios przezwyciążony. Prezes znów pracuje – o godz. 8 rano był już na Rynku Bałuckim. Była to ciężka noc. Weszło w kości. Stary mimo wszystko centralną figurą getta.” (s. 28)
JA/ONI, V A,  (14.07.1943)
„Teraz [Dawid] Gertler upadł. Wezwany na Rynek Bałucki, wsadzony do auta, wywieziony. Przeszukanie mieszkania. Prawdopodobnie dzielił z Gestapo dobra ze złota. W każdym bądź razie do piętnastego a.c., już trzeci dzień, nie wrócił. Czy będzie miał następców?” (s. 23)

Heniek Fogiel

ONI, III A (31.03.1942)

„Mieliśmy dziś okropny dzień, dostaliśmy kartę na wyjazd, ale Ja i Mira [Feldmark] nie, bo my figurujemy jako robotnicy resortowi, tylko ojciec nieboszczyk, mama i brat. Oczywiście, że napisaliśmy podanie, iż ojciec nie żyje i brat z powodu choroby chwilowo nie pracuje, ale już może wrócić do pracy, a Mira i Ja podejmujemy się utrzymywać mamusię. Do podania dołączyłem zaświadczenie, że pracowałem w resorcie 11⁄2 roku, a teraz pracuję w Wydziale Warzyw [ul. Łagiewnicka 25], zastępuję ojca, który już nie żyje, ale chcę wrócić do resortu. Mira miała zaświadczenie z jej resortu, że jest wykwalifikowaną fachowczynią krawcową i jest potrzebna w resorcie, to zostało podpisane przez kierownika resortu i bezpośrednio poszło na Bałucki Rynek do Komisji Wysiedleńczej [ul. Rybna 8], cały dzień i noc byliśmy w niepewności i strachu, czy w nocy nie przyjdą wyjąć nas z łóżka.” (s. 34)

ONI, III A (20.04.1942)

„W getcie ruch ogromny, każdy chce dostać się do pracy, aby nie pójść na komisję. Wszyscy więksi dygnitarze wepchnęli swoich do resortów, a ten biedny robotnik, który nie ma protekcji, zawsze pada ofiarą. Z tego powodu we wszystkich resortach wybuchł strajk gdyż żądali, aby zrobić listę z ich najbliższych i dać im karty pracy, gdyż tylko z ich pracy utrzymuje się getto i resort, a koniec końcem ich rodzice muszą stanąć na komisję, a ci z protekcji wchodzą do pracy. Więc po obiedzie we wszystkich resortach robotnicy podawali swoich najbliższych i te listy przesłano na Bałucki Rynek. Dzieci od 10 lat wypełniali [!] ankiety w Wydziale Szkolnym [ul. Franciszkańska 27] i zaraz dostali [!] skierowanie do resortów jako uczniowie. Dziś już był pierwszy dzień komisji lekarskiej, badanie wcale się nie odbywa, tylko pytają o zawód, lat [!], datę urodzenia itp. Potem kładą stempel na piersiach, stemple są różnego rodzaju, to znaczy różne litery, potem każdy otrzymuje obiad. Przygnębienie wielkie, na ten temat krążą już różne plotki, że tych stemplowanych wyślą osobno, ażeby rozdzielić rodziny. Że zdrowych wezmą na robotę, pracujący mają zostać. Głowa boli od samego przysłuchiwania się. Ale swoim porządkiem nikt jeszcze nic nie wie, Minia podała mamę i teściową na listę, jutro będzie odpowiedź. A tymczasem wiadomości polityczne są bardzo dobre. Jak mówią, ma lada dzień być po wojnie.” (s. 39)

ONI, II B (9 czerwca 1942 r.)

„Jedno warto zaznaczyć, że ludzie w getcie wszystko wiedzą z góry, co będzie, jaka racja, i inne wiadomości. Zawsze przed czymś coś się mówi z góry w getcie o tym czymś, co się ma stać! Bo są tacy, co wiedzą, gdyż pracują przy tym lub są w kontakcie z Niemcami na Bałuckim Rynku, jeden mówi drugiemu i tak się wszystko rozpowszechnia!”(s. 68)

ON, III B (17.06.1942, wspomnienie dnia 16.06.1942)

„Na drugi dzień Mira [Feldmark] cały dzień leciała tu i tam interweniować, była u [Mieczysława] Mosiężnika, to jest wachmistrza Gemüse-Abteilung [Wydział Warzyw, ul. Łagiewnicka 25}, który dzwonił do komisarza [Abrahama] Feldhendlera, lecz ten odpowiedział, że zwolnić ma tylko prawo sam pan prezes. Potem do tegoż samego komisarza dzwonił kierownik resortu, [Lajb] Glazer, lecz teraz już przyrzekł, że postara się coś załatwić. Potem Minia [Feldmark] przyniosła zaświadczenie, że pracowałem w resorcie do rewiru [ul. Łagiewnicka 61], a stąd kom[isarz] dzwonił na Bałucki Rynek, że wszystko jest zgodnie z prawdą, tak, jak zeznałem.” (s. 73 – 74)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A  (29.04.1942)

„Fakt, że kierownicy różnych wydziałów są wzywani przez sekretariat przy Matrosenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN], aby tam dobrowolnie zgłaszać się na następną noc do rozładunku transportu ziemniaków, także musi mieć swoją szczególną przyczynę. I jeśli nawet tylko przez godzinę pada deszcz, to jest to dla getta wydarzenie o dużym znaczeniu. A pada przecież prawie każdego dnia. Wszyscy wiedzą, co to oznacza - ciągle jeszcze odczuwamy katastrofę ziemniaczaną z ostatniej jesieni. I jeśli na Rynku Bałuckim nie widać dorożki prezesa, choć wiadomo, że jest już zdrowy, to ma to także pewne znaczenie.” (s. 19)

JA/ONI, III B

„Na żadne z tych pytań nie można w tej chwili dać obiektywnej i sprawiedliwej odpowiedzi. Wszystko dzieje się zgodnie z zasadami pewnej określonej dynamiki, już teraz dobrze znanej, a przecież i tak będącej nie do pojęcia. Wydarzenia tak szybko się zmieniają, że aż dech zapiera. Piszący te słowa znajdował się przez dwa lata w środku tego przedstawienia. Dwa lata pozostawał w ścisłym kontakcie z władzami. Poznał więc metody ich działania, ich mentalność. Naprawdę nie istnieje żaden opór przeciwko temu, co się dzieje, przeciwko skutkom racji stanu. Na ważne pytanie, czy był wyraźny rozkaz deportacji przesiedlonych - albo czy była ona wynikiem pewnych pertraktacji - nie można dać dzisiaj odpowiedzi. Po prostu tego nie wiadomo. Wie to tylko Bałucki Rynek.” (s. 37)

JA/ONI, III B (02.08.1942)

„We właściwej wytwórni nabiału dochodzimy do siebie po przeżytym szoku. W jednym z bocznych pomieszczeń w tym samym budynku robi się twaróg. Tu przekraczamy „białe morze”. Z Bałuckiego Rynku przywożone są samochodami blaszane bańki z chudym mlekiem. Część z nich dostarczana jest od razu do sklepów. Mleko dla dzieci i chorych!” (s. 55)

JA/ONI, III B (06.08.1942)

„Proces przerobu odbywa się na trzech placach, ewentualnie w trzech miejscach pracy, a mianowicie:

1) centrala i główny magazyn Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 73,

2) warsztaty Mühlgasse [Młynarska] 21 i

3) warsztaty Am Quell [Źródłowa] 3-6.

Zwiedzanie zaczyna się bez żadnych zaskakujących wrażeń. Tak mniej więcej wyglądają wszystkie miejsca zbiórki i sortowania materiałów wtórnych. Mimo znacznej ilości szmat - tych leżących w szopie i tych przeznaczonych do suszenia (razem około 15 wagonów) - obraz ten nie jest niczym imponującym. Parę wagonów żelaza, okruchów skalnych i szkła, ale to przecież tylko „buble”. Po reorganizacji będzie się ich stopniowo pozbywać. Nie przybywa już nic nowego. Tylko szmaty i materiały przysłane przez władze. Właśnie rozładowywany jest wagon wojskowych uprzęży końskich. Masywne części ze skórzanym pokryciem, jedna sztuka podobna do drugiej. Już poruszają się dłonie, rozkładają poszczególne sztuki na części: tu żelazo, tu drewno, tam skóra. Każda resztka ma swoje przeznaczenie. Nie poznamy ich, gdy z zakładu szewskiego powędrują przez getto na Bałucki Rynek, a stamtąd do miasta jako nowiutki towar.” (s. 60-61)

JA/ONI, V A

„Węgiel przychodził dwoma kanałami. Najpierw przez Bałucki Rynek, a potem przez Radogoszcz, dworzec towarowy getta. Plac ten był położony bardzo korzystnie dla obu kierunków, szczególnie w sytuacji, gdyby się udało rozwiązać problem transportu z Radogoszcza do centrum. W obliczu braku środków transportu kierownictwo stało bowiem przed zadaniami niemalże nie do rozwiązania. Dopiero po oddaniu do użytku linii tramwajowej Marysin - Bałucki Rynek - Plac Węglowy problem rozwiązano. Pierwsze transporty węgla dostarczono wiosną 1942 r. aż do bramy wjazdowej Wydziału Węglowego. Dzisiaj przychodzą bardzo duże ilości prawie wyłącznie przez Radogoszcz. Pojawiła się więc potrzeba zorganizowania placu węglowego także na Marysinie. Jest to właściwie taki sam plac, jak plac centralny przy ulicy Hanseatenstrasse - Matrosenstrasse [Łagiewnicka - Dworska, obecnie Organizacji WiN] i służy on jako miejsce rozdziału węgla dla tej części getta, która geograficznie do niego należy.” (s. 75-76)

JA/ONI, V A (10.1942)

„Wydział Tytoniu nie ma żadnego wpływu na ustalanie cen. W tych sprawach niewiele pomoże szczere dążenie pana Nowera, aby prowadzić solidny przedwojenny interes. Jego solidność będzie musiała się ograniczyć do tego, żeby powierzonym mu cennym mieniem administrować, jak przystało na porządnego kupca. Nie wolno mu prowadzić kalkulacji. Przejmuje to, co mu przekazuje Bałucki Rynek, i ma dbać, żeby równowartość wpłynęła ponownie do kas Przełożonego. Milczy, gdy pytamy o finanse jego zakładu. Czy boi się gadulstwa reportera, czy takt nie pozwala mu zdradzać tajemnicy kalkulacji, albo rzeczywiście nic nie wie na ten temat? Wszakże zadajemy to pytanie nie tylko z czystej ciekawości. Żałujemy tylko, że nie możemy zdradzić przyszłemu czytelnikowi, na ile Bałucki Rynek był w porządku w stosunku do swego monopolu tytoniowego.” (s. 83)

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
[…] Dochodząc do zbiegu ulicy Dworskiej i Bałuckiego Rynku, widać było [!] jakiś nienaturalny ruch. Zbliżywszy się bliżej [!], dowiedziałem się, że wysyłają dziś partię Żydów w liczbie 500 na robotę do Niemiec. (s. 28,29)

JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
[…] Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy. A to z powodu, że nie pozwolił przysyłać paczek, że zatrzymał cały sztmukel itp. […] (s. 34,35)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 27 stycznia 1941 r.
O 9 godz. byłem w komisariacie na Bałuckim Rynku, gdzie umówiłem się z kolegami. Chcieliśmy dostać się do Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Gdy przyszedł łącznik, poinformował nas, że Prezes bez zaproszenia nikogo nie przyjmuje. Prosiliśmy więc go, by podał podanie nasze sekretarce Prezesa. Ten wziął i powiedział, że załatwi. (s. 40)

JA/ONI, II A
Niedziela, 2 lutego 1941 r.
Byli dziś u mnie [Franciszkańska 38] [Julek]Waks i [Szymek]Nyssel. Powiedzieli mi, że byli u Karo [Franciszkańska 27], który powiedział im, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu naszą sprawę. Ten, słysząc to, powiedział, że potrzebuje fachowców i przyjmie nas do fabryki, ale teraz ma zawróconą głowę pilniejszymi sprawami. Postanowiliśmy pójść z delegacją po raz drugi do [Władysława] Franka [Dworska 1]. Umówiliśmy się na wtorek [na] 10.30. (s. 43)

JA, II A
Wtorek, 11 lutego 1941 r.
Rano wyciągnął mnie dozorca z łóżka, bym poszedł odebrać zapomogę. Dostałem 19 mk i pokwitowanie 1 mk na wydatki domowe. Poszedłem następnie do sekretariatu [Wydziału] Szkolnego [Franciszkańska 27], by wypisali podanie i dali dyrektorowi, który chce iść z tym do Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. (s. 47)

ONI, II A
Środa, 12 lutego 1941 r.
[…] Józiek był dziś u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. [Ten] przyjął go podobnie [ż] bardzo uprzejmie. Jeśli chodzi o posadę, to powiedział, że urzędników nie potrzebuje, ale nie mogąc wypuścić go z niczym, dał mu tytułem zapomogi 50 mk i dwa talony na węgiel i żywność. (s. 47,48)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
[…] Poszedłem dziś o 8 godz. do Rozenberga [Limanowskiego 38], z którym poszedłem do „Starego” [Piwna 15] wraz z [Chaimem Majerem] Kozienickim. Wyciągnęliśmy go z łóżka i zawlekliśmy do szkoły [Franciszkańska 76/78], gdzie po porozumieniu z dyrektorem napisał opinię. Poszliśmy potem do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27], by bliżej dowiedzieć się o całej sprawie. Tu Karo powiedział nam, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu całą sprawę. Prezes, usłyszawszy to, odniósł się przychylnie, tylko powiedział, że chce wiedzieć, kim są ci absolwenci, jak się nazywają i gdzie mieszkają. Ze słów jego wywnioskowałem, że podanie nasze zgubił i zreferował sprawę tę, nie mając podania. Przeto zwrócił się do dyrekcji szkolnej z wymówką, że musi mieć opinię. (s. 54, 55).

JA/ONI, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
Wstałem dziś o 7 godzinie i poszedłem do fabryki [Drewnowska 77]. Warszawski, który jest tam dyrektorem, powiedział nam, że przędzalnia jeszcze nie ruszyła i że jeszcze sprawy tej nie załatwił u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Idąc do domu [Franciszkańska 38] wcale nie byłem zmartwiony tym niepowodzeniem, bo będę miał teraz czas interesować się posadą, którą przyrzekł Rumkowski. […] (s. 57)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
Przed obiadem poszedłem do Waksa [Podrzeczna 9], z którym poszedłem do Franka [Dworska 1]. Ten przyjął nas uprzejmie, mówiąc, że o nas pamięta i przy najbliższej okazji załatwi to u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Poszliśmy następnie do dyrektora poradzić się go, czy wypisać deklaracje, jakich żąda Warszawski. Początkowo odradzał nam, ale w końcu powiedział, że nie chce nam radzić, bo nie wie, jak to wszystko będzie później wyglądało. Postanowiliśmy zebrać wszystkich chłopców, by sprawę tę ostatecznie załatwić. Umówiliśmy się więc na jutro. […] (s. 64,65)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
Po śniadaniu poszedłem do Franka [Dworska 1] dowiedzieć się, co zostało załatwione, jeśli chodzi o naszą sprawę. Powiedział mi, że dobrze o tym pamięta, tylko jak przychodzi na kilka minut do Rumkowskiego [Bałucki Rynek], to nie wie, od czego zacząć, bo ma tyle spraw do załatwienia. W końcu przyrzekł, mi że przy najbliższej okazji zainteresuje się tą sprawą. […] (s. 70,71)

JA, II A
Wtorek, 1 kwietnia 1941 r.
O 11 godz. przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do [Mojżesza] Karo [Franciszkańska 27]. Po godzinnym czekaniu dostaliśmy się do niego, który powiedział nam, że listę naszą odesłał do Warszawskiego. Po obiedzie poszedłem do Warszawskiego [Łagiewnicka 45], mówiąc mu, że listę absolwentów otrzymał. Po dłuższej chwili przypomniał sobie, że papiery odebrał. Kazał nam przyjść za dzień–dwa, bo musi to załatwić u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. (s. 75)

JA, II A
Środa, 2 kwietnia 1941 r.
Poszedłem dziś rano do Franka [Dworska 1]. Siedząc w poczekalni, usłyszałem, że telefonują po niego z Bałuckiego Rynku, by już przyszedł. Zaszedłem więc przed bramę, by przypomnieć mu naszą sprawę. Postanowiłem czekać na niego, jak wyjdzie od Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Stojąc tak, zauważyłem, że Warszawski z jakimś gościem wychodzą od Prezesa. Doszedłem do niego, pytając się, co załatwił. Odpowiedział mi, byśmy wszyscy jutro przyszli na ósmą do fabryki. […] (s. 75)

JA, II A
Czwartek, 17 kwietnia 1941 r.
Przed obiadem miałem trochę latania. Byłem z rachunkami w różnych Arbeitsressortach na Bałuckim Rynku i w różnych wydziałach gminnych. […] (s. 81)

JA, II A
Wtorek, 22 kwietnia 1941 r.
Wstałem dziś normalnie o 6.45. Pogoda była wredna jak nigdy. Gdy przyszedłem do składu [Plac Kościelny 4], słyszałem straszne krzyki. Po chwili okazało się, że kierownik składu bardzo się denerwuje, że towar jeszcze nie wysłany na Bałucki Rynek, a dzwonią oficerowie, że czekają już od 8 godz. z autem. Już nie kazali mi się rozebrać, tylko wziąć kilka sztuczek i iść na Bałucki Rynek. Jak kazali, tak musiałem zrobić, wziąłem towar i zaniosłem. Gdy przyszliśmy na Bałucki Rynek i oddaliśmy towar, wyskoczyli na nas Niemcy, dlaczego tak późno. Widząc takie zamieszanie, odłożyłem towar i poszedłem. […] (s. 82)

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (2.09.1942)
„To, czego się bano, stało się faktem. Z ust do ust przechodzi rzeczowa i pewna wieść: dzieci i starcy będą wysłani. Dzieci do dziesiątego roku i starcy od sześć- dziesiątego piątego. To już nie plotka, to fakt, będący rezultatem wczorajszej konferencji na Bałuckim Rynku, na którą wezwano Prezesa. Wysłane zostaną dzieci i starcy. Wysyłka obejmie około 20 000 ludzi.
I tak oto zaczęło się wrześniowe wysiedlenie 1942 roku”. (s. 139)

ONI, IV (5.09.1942)
„Policjanci, strażacy, „biała gwardia” i furmani uczestniczący w akcji już wcześniej zwolnili swoje dzieci i krewnych. Tak samo uczynili ci, którzy mieli protekcje i wsparcie wpływowych czynników. Pośrednikami w zwolnieniach byli: Biuro Resortów Pracy Jakubowicza na Bałuckim Rynku – zwolniło dzieci i najbliższych członków rodzin kierowników resortów; Gertler też zwolnił wiele osób; zwalniała też komenda policji, Richter z niemieckiej komisji wysiedleń i inni”. (s. 186)

&amp;nbsp;
Jakub Poznański 
JA/ONI, II A
14 VI 1940 (zapis 3 I 1943)
„Pewnego dnia wieczorem odwiedził mnie [Jakub] Gonik, drugi kierownik Wydziału Gospodarczego i w imieniu Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] polecił mi zgłosić się 14 czerwca o godzinie 8:45 na Bałucki Rynek. Stawiłem się w gminie o wyznaczonej porze. Prezes zaprosił mnie do gabinetu i po krótkim wstępie mianował mnie kierownikiem Oddziału Plantacji, zlecając jednocześnie przeprowadzenie odpowiednich prac reorganizacyjnych. Zauważył przy tym, że powinienem postępować „po dyrektorsku”.
(s. 28-29)

JA/ONI, II A
Lipiec 1940 (zapis 4 I 1943)
„W pierwszych dniach lipca Prezes zakomunikował mi, że ma zamiar sprowadzić do getta kozy. Do gabinetu Prezesa przy placu Kościelnym 4, udałem się w towarzystwie [Emila] Bluma. Mieliśmy rozstrzygnąć kwestię, czy kozy umieścić w zabudowaniach gminnych, czy też rozdać je ludności.
Bez długich namysłów odpowiedziałem, że kozy należy bezwzględnie rozdać ludności, przy czym pierwszeństwo przysługuje, moim zdaniem, osobom chorym i obarczonym dużymi rodzinami. […]
Jakieś było moje zdziwienie, gdy już następnego dnia otrzymałem z Bałuckiego Rynku lakoniczny telefon, iż pierwszy transport kóz właśnie nadszedł i należy go odebrać. Przejąłem je w obecności weterynarza miejskiego, dr. Klawego.
Prezes zadał mi pytanie, gdzie zamierzam umieścić ten nowy nabytek, gdyż zdecydował się na koncepcję stajenną. Nie starałem się nawet przekonywać go o niesłuszności tej decyzji. Wiedziałem, że rozkaz padł i musi być wykonany. Wyznaczyłem więc na ten cel stajenkę”.
(s. 30-31)

ONI, V A
14 III 1943
„W początku tygodnia rozpowszechniła się wieść, że [Hans] Biebow zrobił porządek na Bałuckim Rynku i wyrzucił stamtąd wszystkie uszminkowane panienki, jak [Esterę] Daumównę, [Alicję] Profesorską, [Hannę] Hamburską etc. etc. Dokładnie tego przebiegu sprawy nie znam, wiem tylko tyle, że Daumówna po dwóch dniach znowu wróciła na swoje miejsce. Następnego dnia Biebow był w Arbeitsamcie – Urzędzie Pracy – gdzie wyrzucił kierownika [Akiwę] Siennickiego i kilkunastu niższych urzędników i urzędniczek, nakazując im pójść do resortów. Mówiono, że jest to rezultat walki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego z [Dawidem] Gertlerem i że Biebow widocznie stanął po stronie Gertlera i wykazuje Prezesa”.
(s. 50)

JA/ONI, V A
14.02.1943
„Gdy koło 15.45 wracałem do resortu przejściem koło ruin dawnej gminnej synagogi [Wolborska], znów nastąpiła detonacja, która jednak sprawiła na mnie wrażenie strzału armatniego. W resorcie [Żydowska 12] opowiadano mi, że widziano aeroplan, który się bardzo nisko opuścił i zaraz też raptownie się podniósł, i w tym momencie nastąpiła detonacja, sądzili, że to motor na samolocie eksplodował. Cała sprawa jeszcze jest niejasna, tym bardziej, że jak mi mówiono na Łagiewnickiej, za Bałuckim Rynkiem nic nie słyszano. U mnie w domu szyby i wszystko w pokoju się zatrząsało. Na froncie, sądząc z OKW-Berichtu — Rosjanie dalej atakują i dalej wolno się posuwaj na południowym odcinku naprzód”.
(s. 43)

ONI, V A
28 III 1943

„W ciągu ubiegłego tygodnia ludność getta przeżyła dużo chwil i momentów nieprzyjemnych. Ale wszystko po porządku. Zapowiedziano na 25 bm. Wizytę ministra pracy Rzeszy dra [Roberta] Leya. Choć w programie, który podany był w gazecie, nie wspominano wcale o tym, że ma odwiedzić i getto, to jednak Żydzi – ten naród wszechwiedzący, wiedzieli, że ma on odwiedzić i getto i że od rezultatów jego wizyty zależeć będzie dalszy los getta i jego mieszkańców. W związku z tym w początku tygodnia [Hans] Biebow, Prezes Gettoverwaltung, objechał parę minut przed 17-tą niektóre resorty i zrobił lepszą awanturę, jeżeli wypuszczano robotników przed 17-tą. Zwiedził on między innymi i resort dywanowy na Młynarskiej 7, gdzie pracować winna była [Estera] Daumówna, dawna sekretarka Prezesa na Bałuckim Rynku, którą Biebow z Bałuckiego Rynku wyrzucił i kazał jej pójść do dywanów na zwykłą robotnicę. Zastał ją przy pracy. Bardzo mu się to podobało i po pewnej rozmowie w cztery oczy rozkazał jej wrócić na Bałucki Rynek. Kierownika i komisarza resortu krawieckiego [Abram Grossman i Weiss] (Łagiewnicka 34/36) za przedwczesne wypuszczanie robotników aresztował, sam odstawił [ich) do więzienia na Czarnieckiego, ale po 24 godzinach kazał wypuścić”.
(s. 54)

ONI, V A
10 VII 1943

„Przedwczoraj wieczorem przyjechały władze niemieckie na Bałucki Rynek i wydały rozkaz wydalenia całego żeńskiego personelu, poczynając od sekretarki Prezesa[Mordechaja Chaima Rumkowskiego] – [Dory] Fuksówny, aż do ostatniej sprzątaczki, razem około 60 kobiet. Przyczyna oficjalnie nieznana, nieoficjalnie mówią, że nie życzą sobie, by Niemcy, przybywający lub pracujący na Bałuckim Rynku, wchodzili w styczność z kobietami żydowskimi, mówią nawet o konkretnym wypadku wpływu na Niemca, nawet są pogłoski o stosunku itd., ale trudno dociec prawdy. Na razie wydalono wszystkie, pozostały tylko trzy, a mianowicie: u Prezesa Fuksówna, u [Arona] Jakubowicza [Maria] Walfiszówna i [Dora] Bursztynowa jednak władze niemieckie żądają wydalenia i ich. Jak się skończą pertraktacje, jeszcze nie wiadomo. Wypadek ten wywołał dużo sensacji w getcie. Druga sensacja to jest powołanie na Bałuckim Rynku do niemieckiego rewiru policyjnego (VI Polizeirevier) córki dra Bergsona [Heleny Bergson], której powiedziano po przesłuchaniu, żeby była gotowa do wyjazdu do Poniatowej, gdzie są jej rodzice. Doktorowa B. [Dorota Bergson] wyjechała do Warszawy ostatnim transportem stąd mniej więcej przed rokiem, a doktor B.[Henryk Bergson] przyjechał do Warszawy z Tarnopola. Widocznie, że ich wysiedlono z Warszawy”.
(s. 85).

ONI, V A
12 VII 1943

„Kobiety z Bałuckiego Rynku wychodzą. Jednakże twierdzą wtajemniczeni, że trzy, a mianowicie: [Dora] Fuksówna, [Maria] Walfiszówna i [Dora] Bursztynowa, najprawdopodobniej dostaną pozwolenie pozostania. Tym, który się do tego przyczynił był niejaki pan [Oskar] Schamburg, majster szewski, zaufany Gettoverwaltung, który miał pod swoją opieką wszystkie resorty szewskie i niektóre inne. Podobno dowiedziono mu stosunków z pracującą na Bałuckim Rynku jakąś Czeszką, która była tylko pół lub nawet w jednej czwartej Żydówką”.
(s. 86)

ONI, V A
15 XII 1943
„Wczoraj o godzinie jedenastej przed południem zjawili się na Bałuckim Rynku niespodziewani goście: dwaj cywile w towarzystwie oficera Gestapo. Bez długich ceregieli zaprosili [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego do auta i wywieźli go w kierunku miasta. Do późnego wieczora oczekiwano jego powrotu. Ludność getta była bardzo zdenerwowana. […] [Mordechaj Chaim] Rumkowski powrócił około godziny drugiej w nocy. Jak wspomniałem, pogłoskom, a raczej plotkom nie było końca. Wysuwano fantastyczne domniemania o jakiejś daleko idącej zmianie struktury gospodarczej i aprowizacyjnej żydowskiej dzielnicy”.
(s. 138-139)

ONI, V A
30 XII 1943
„Przedwczoraj odbyła się na Bałuckim Rynku konferencja poświęcona sprawom aprowizacji. W zastępstwie [Hansa] Biebowa uczestniczył w niej członek zarządu [Friedrich Wilhelm] Ribbe. Na jego żądanie ponownie skasowano wszelkie talony kategorii B, B1, B2, B3 i CP, pozostawiając jedynie L, to znaczy specjalny przydział dla pracujących ponad 55 godzin tygodniowo. Jaki to ma być przydział – nie wiadomo. Słyszałem z miarodajnych źródeł, że nie będą zeń korzystać ani lekarze, ani farmaceuci, ani też kierownicy resortów. Podobno Ribbe zaznaczył z przekąsem, że „w mieście żydowskim za drutami wolne zawody nie powinny być uprzywilejowane”.
(s. 142)

ONI, V A
4 I 1944
„Wczoraj przed wieczorem zjawili się znów na Bałuckim Rynku gestapowcy i zabrali ze sobą [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. Dotychczas nie wiadomo, czy i kiedy wrócił. Nie wiadomo również, jakich spraw dotyczyło przesłuchanie i dlaczego zastosowano konwój”.
(s. 142-143).

ONI, V A
5 I 1944
„Wczoraj około godziny 17-tej Prezes wrócił na Bałucki Rynek. Nie był to wjazd triumfalny – przywieziono go karetką więzienną. [Mordechaj Chaim] Rumkowski skarżył się ze łzami, że w ciągu ostatniej doby nic nie miał w ustach. Jako dowód rzeczowy pokazał dwa suchary, które otrzymał jako jedyny posiłek. Trudno sprawdzić, czy jeremiady te były zgodne z prawdą, czy też grał on komedię, aby wzbudzić litość”.
(s. 143)

ONI, V A
13 I 1944
„Wczoraj zjawił się na Bałuckim Rynku [Otto] Bratfisch, szef Gestapo w Litzmannstadt i zabronił honorowania jakichkolwiek dodatkowych talonów – czy to na chleb, czy też na inne produkty. W związku z tym wstrzymano w Centrali Mięsnej wydawanie specjalnych przydziałów dla kliki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego.
(s. 145)

JA/ONI, V A
9 III 1944
„Drugim sposobem nawiązywania łączności z Europą to gazeta. Pewien Niemiec pracujący na Bałuckim Rynku codziennie „zapomina jej” w umówionym miejscu. Nie wiem, ile mu za to płacą. Korzystam z niej gratiskowo. Z biegiem czasu zostałem nawet lektorem, ponieważ – zdaniem słuchaczy – najpłynniej czytam po niemiecku”.
(s. 155).

ONI, V B
19 V 1944
„Przedwczoraj w porze obiadowej, koło godziny dwunastej, zjawili się na Bałuckim Rynku przedstawiciele władz niemieckich i zażądali 50 zdrowych robotników na wyjazd poza obręb getta. Należało ten kontyngent dostarczyć w ciągu trzech godzin.
Na takie dictum acerbum kierownictwo Gminy poszło po linii najmniejszego opory: wzięto 15 aresztantów z Centralnego Więzienia, a resztę z tzw. Abbruchstelle, to jest z brygad zajętych przy rozbiórkach domów przy ul. Brzezińskiej.
O oznaczonej godzinie podjechał tramwaj. Wzięto ludzi prosto z roboty, poddano ich kąpieli dezynfekcyjnej i natychmiast wywieziono. […] To nieoczekiwane zarządzenie już na samym wstępie nie obyło się bez ofiary. Jeden z robotników chciał na ulicy Łagiewnickiej ratować się ucieczką – wyskoczył z tramwaju i zabił się na miejscu”.
(s. 162-163)

ONI, VI A
17 VI 1944

„Dzień wczorajszy obfitował w różne sensacje. Hans Biebow szalał na Bałuckim Rynku. Poturbował Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] tak dotkliwie, że ten dostał krwotoku. Następnie pobił sekretarkę [Dorę] Fuksównę i zdemolował biuro [Arona] Jakubowicza. Zjawił się w towarzystwie innego członka Zarządu Getta, [Ericha] Czarnulli. Obaj byli pijani. Równie dobrze mogli symulować nietrzeźwość, by odegrać się na znienawidzonym współwłodarzu dzielnicy żydowskiej. Rumkowski leży w szpitalu. Zobaczymy, co z tego wyniknie”. (s. 167)

ONI, VI A
18 VI 1944

„Od wczorajszego popołudnia znowu wrze w getcie jak w ulu. Rozeszła się wiadomość, iż grozi nam systematyczne wysiedlania, które nazywa się w języku urzędowym „branką na roboty”. Do końca czerwca winniśmy dostarczyć sześć tysięcy osób zdolnych do pracy – po trzy tysiące tygodniowo. Osobom tym przysługuje prawo zabrania ze sobą żony i dzieci w wieku od 14 lat oraz 15 kg bagażu. Podobno mają ich wysyłać w okolice Lipska i Monachium dla uprzątania gruzów po nalotach bombowych.
Wiadomość ta wywołała w dzielnicy żydowskiej zrozumiały popłoch i zamieszanie. Wszyscy chodzą jak struci. Na Bałuckim Rynku urzęduje już komisja pod przewodnictwem [Stanisław] Jakobsona. W skład jej wchodzą między innymi: sekretarka Prezesa [Dora] Fuksówna i komendant policji [Leon] Rozenblat”. (s. 168)

ONI, VI A
19 VI 1944
„Wyjaśniła się wreszcie przyczyna pobicia Prezesa [Mordechaj Chaim Rumkowski]. Otóż w ubiegłym tygodniu przybyła na Bałucki Rynek jakaś komisja z nadburmistrzem Litzmannstadt [Otto Bradfischem] na czele i zażądała nowych kontyngentów do wysyłki na roboty. [Hans] Biebow odpowiedział, że wszyscy ludzie są mu potrzebni i zaprotestował przeciwko częściowej deportacji pracowników przedsiębiorstw getta. Natomiast Rumkowski miał się odezwać, że może dostarczyć 500 czy 600 osób.
Następnego dnia Biebow, dając folgę oburzeniu, „odwiedził” Prezesa i pobił go tak mocno, że sam przy tym złamał wskazujący palec”. (s. 169)

ONI, VI A
21 VI 1944
„Spośród kierowników przedsiębiorstw tylko dwóch odmówiło sporządzenia wymaganych przez gminę list, a jeden zaniósł na Bałucki Rynek całą kartotekę pracowników, proponując, aby Rada Starszych dokonała selekcji. Tamci obydwaj zostali aresztowani i dopiero w murach więziennych, pod naciskiem policji, zgodzili się podporządkować rozkazom”. (s. 170)

ONI, VI A
11 VII 1944

„Wczoraj w obiad i po obiedzie znowu była konferencja na Bałuckim Rynku. Podobno był dr [Otto] Bratfisch, szef Gestapo, a zarazem i wojenny nadburmistrz miasta. Mówią o nowym kontyngencie 2000 ludzi do Krakowa, ale zupełnie zdrowych, silnych młodych mężczyzn. Natomiast są pogłoski, że poprzednie wysiedlenie na pracę w głąb Niemiec ma ustać”.
(s. 180)

ONI, VI A
19 VII 1944
„Przedwczoraj wieczorem rozpowszechniła się wiadomość o nowej ewakuacji getta, a to w związku z wizytą przedstawicieli Gestapo na Bałuckim Rynku i konferencji z Prezesem [Mordechaj Chaim Rumkowski], [Henrykiem] Neftalinem, [Sucherem] Ehrlichem (dwóch ostatnich przedstawicieli Wydziału Ewidencji i Statystyki), na której zażądali oni danych statystycznych co do stanu ludności, z podziałem na następujące kategorie: do lat 10, do 20, do 30, do 40, do 50, do 65, z podziałem na mężczyzn i kobiety i z podaniem ilości chorych w każdej grupie”. (s. 184)

ONI, VII
02 VIII 1944
„Wczoraj znowu pękła „wielka bomba” w getcie. O godz. 15-ej rozpowszechniła się wiadomość o ewakuacji całego getta wraz z ewakuacją miasta Łodzi. Ale opowiem wszystko po porządku, jak się wypadki rozegrały. Mianowicie o godz. 13-ej wczoraj zawezwano [Marka] Kligiera, [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego i [Arona] Jakubowicza do VI rewiru policyjnego na Bałuckim Rynku (niemiecki urząd policyjny, który prowadzi agendy ochrony granic getta) i zakomunikowano im, że we czwartek, 3 bm. zacznie się ewakuacja Łodzi wraz z gettem. Z getta pójdzie 5000 osób, wraz z maszynami i towarami”. (s. 190)

ONI, VII
04 VIII 1944
„Od trzech dni panuje w getcie wielki popłoch. Do godz. 12-ej w południe drugiego sierpnia nie było żadnego planu ewakuacji getta. Na godz. 13 zaproszono do gabinetu [Hansa] Biebowa wszystkich kierowników i komisarzy resortów krawieckich i metalowych, gdzie był szef Gestapo łódzkiego Stiller, Biebow i [Erich] Czarnulla z Gettoverwaltung i jeden młody człowiek, który przedstawił się jako delegat Reichsrüstungskommando, który zwrócił się do obecnych, że racja stanu i położenie wojenne nakazuje przetransportowanie resortów, w pierwszym rzucie metalowych i krawieckich (stolarskie podobno dostały na tydzień obstalunek na specjalne skrzynie) dalej od frontu, w głąb starej Rzeszy”.

ONI, VII
2 IX 1944
„Na Bałuckim Rynku pozostał inżynier [Julian] Weinberg z niewielką załogą. Korzystając z ich legalnej obecności, niektórzy ludzie wyleźli z dotychczasowych kryjówek i poruszają się swobodnie po mieście”. (s. 211)

JA/ONI, VII
19 XI 1944
„W czwartek, dziewiątego listopada, około godziny szóstej przed wieczorem rozległ się w naszym lochu umówiony sygnał – trzy silne uderzenia w okiennicę, zwiastujące bezpośrednie niebezpieczeństwo. Dwaj nasi wypróbowani informatorzy z Bałuckiego Rynku przynieśli nam iście hiobową wieść: zadenuncjowano naszą obecną kryjówkę, a komendant policji żydowskiej, [Mordka] Bruder, zamierza nas jutro odwiedzić w asyście agentów Kripo.
Doniesiono nam również, że nie jest to pierwszy wypadek ujawnienia kryjówki. W tym tygodniu zlikwidowano już pięć podobnych ,,lokali" w piwnicach, a w jednym z nich rozegrała się dramatyczna walka, której ofiarą padł lekarz, dr Daniel Wajskopf. Jego szwagier i siostrzeniec [Seweryn lub Henryk Rauchman] zostali swego czasu ujęci i skierowani na Jakuba 16, skąd udało im się zbiec. Dowiedziawszy się o tym, Hans Biebow wpadł w pasję. Dobrał sobie do pomocy [Heinrich] Schwinda, Brudera i niejakiego] Lajbla] Krajna i we czwórkę udali się do zdradzonej im kryjówki lekarza i jego rodziny. Dr Wajskopf, pomimo złamanej nogi, wyszedł im naprzeciw i bronił bohatersko wstępu do piwnicy. Z pomocą przyszli mu siostrzeńcy i siostry. W rezultacie Biebow, Schwind, Bruder i Krajn zostali dotkliwie pobici. Rzecz jasna, zwyciężyła w końcu „dzielna czwórka" Niemców i judaszów. Udało się w końcu ująć dra Wajskopfa, którego rozpaczliwa obrona umożliwiła ucieczkę niektórym członkom rodziny. Biebow i Schwind, którzy nie mieli przy sobie broni, udali się biegiem na Bałucki Rynek. Wrócili po kilkunastu minutach i czterema wystrzałami z pistoletu położyli trupem wspaniałego człowieka, który ośmielił się podnieść rękę na przedstawiciela „narodu panów". Ten właśnie incydent zapoczątkował likwidację szeregu kryjówek w getcie.
Ale wracam do naszej sprawy. Jeszcze „łącznicy" nie zdążyli wyjść, gdy w progu stanął inny przedstawiciel Bałuckiego Rynku i w imieniu Brudera zadał nam pytanie, czy chcemy dobrowolnie zgłosić się do obozu. Jeśli tak, to przyjdzie on po nas nazajutrz w towarzystwie agentów. Nic nam nie grozi. Wprost z kryjówki udamy się do Kripo, gdzie nas tylko formalnie przesłuchają i zapiszą-po czym czeka nas kąpiel i dezynfekcja, no i obóz. Prosiliśmy o godzinę namysłu. Po dłuższej naradzie doszliśmy zgodnie do wniosku, że jeśli loch nasz został zdekonspirowany, i tak nas zabiorą. Może to nastąpić natychmiast albo za parę dni. W takiej sytuacji nie będziemy mieć chwili spokoju. Wszystko to rozważywszy, z ciężkim sercem przyjęliśmy propozycję Brudera. Dopiero o godzinie 21-ej przekazaliśmy wiadomość wyrażającą zgodę wysłannikowi Bałuckiego Rynku. A potem nastąpiła ostatnia noc w lochu ...
W piątek nad ranem pakowaliśmy swoje rzeczy. Nie zdążyliśmy się jeszcze ogarnąć, gdy na podwórzu rozległo się wołanie: „Bajgelman! Bajgelman!" Wyjrzeliśmy na dwór. Okazało się, że oczekują nas już dwaj agenci Kripo w asyście Brudera i Krajna. Obok stał wóz przeznaczony do przewozu naszych rzeczy. Kazano nam się ubrać i wynosić wraz z tobołami całe „umeblowanie" lochu. Trwało to przeszło godzinę.
Z resortu udaliśmy się do budynku Kripo przy uIicy Kościelnej. Tam spisano nasze personalia i zadano kilka stereotypowych pytań na temat walut i kosztowności. Potem odesłano nas do dezynfekcji i kąpieli na Bałuckim Rynku, skąd tramwajem pojechaliśmy do obozu przy ulicy Jakuba 16”. (s. 254-255)

ONI, VII
21 IX 1944
„Wczoraj ujawniono kryjówkę na Marysinie. Zatrzymano osiem osób. Jedna zdołała zbiec. Był to doskonale zamaskowany schron, na samej granicy getta. Mieszkańcy jego zdradzili się, intonując śpiew z okazji Nowego Roku. Usłyszał to przechodzący poza drutami policjant schupo i zaalarmował rewir na Bałuckim Rynku. Ujęto całą ósemkę i osadzono w celach Kripo. Wieczorem wszyscy powędrowali do obozu przy ulicy Jakuba 16”. (s. 221)

JA/ONI, VII
5 X 1944
„W dniu wczorajszym sytuacja była jeszcze bardzo niepewna.
Z braku jakichkolwiek dyrektyw - odwołujących wyjazd bądź też nakazujących stan pogotowia - obóz [Łagiewnicka 36] do późnych godzin wieczornych czynił gorączkowe przygotowania. Gdy już wszystko było spakowane, [Aron] Jakubowicz około północy udał się na Bałucki Rynek, by usłyszeć z ust [Hansa] Biebowa ostatnie instrukcje. Kierownik Gettoverwaltung odbywał właśnie konferencję z [Otto] Bradfischem. Konferencja była prawdopodobnie suto zakrapiana alkoholem, bo po jej zakończeniu Biebow przyjął wprawdzie Jakubowicza, ale był nietrzeźwy. Chwiejąc się na nogach, obwieścił mu krótko, że obóz nie wyjeżdża, a szczegóły poda mu w dniu jutrzejszym”. (s. 227)

JA/ONI, VII
3 XII 1944
„Mówiono mi, że po dłuższej konferencji na Bałuckim Rynku faktyczne i prawne kierownictwo nad kilkusetosobową „ludnością" getta objął [Mordka] Bruder zamiast doktora [Michała] Eliasberga, obarczonego wyłącznie odpowiedzialnością za stan sanitarny dzielnicy”. (s. 257)

ONI, VII
17 XII 1944
„Hans Biebow nie daje za wygraną ... W tych dniach, rozstrzygających naszym „być albo nie być", rad by z nas zedrzeć ostatnią koszulę. Dziś wezwał na Bałucki Rynek kierownictwo i zażądał w sposób kategoryczny wydania wszystkich ukrytych bogactw. Był (o dziwo) trzeźwy i wyznaczył dwugodzinny termin na poszukiwania. Gdy po upływie tego czasu dostarczono mu garść nie bardzo cennych przedmiotów codziennego użytku, z ust jego posypały się przekleństwa pod adresem verfluchte Juden ... [przeklęci Żydzi] Ale – jak wiadomo – z pustego i Salomon nie naleje ...”. (s. 259)

JA/ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„Z niedzieli na poniedziałek rozpoczęły się pierwsze pożary w getcie. Zaczęło się od Bałuckiego Rynku, gdzie podpalono baraki na rynku, gdzie urzędowali Niemcy, dlaczego podpalano akurat te baraki i kto podpalił, nie ustalono na razie, w każdym razie, jak pokazały następne fakty, należy to uważać za akt sabotażu lub zemsty”. (s. 268)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, I C

„Ile godzin upłynęło od rozpoczęcia tej akcji? Trzy? Cztery? Od Zachodniej do Bałuckiego Rynku jest nie więcej jak trzy kilometry. Przejrzał swoją listę. Chyba już można zabrać się za podsumowania. Zatrzymał się. Byle nie uroczyć. Osiłek podszedł do jakiegoś oficera. Pełen dumy, przykładając dwa palce do granatowej czapki z nausznikami, coś melduje. Niemiec nie ukrywa zadowolenia. Częstuje nawet osiłka papierosem. Coś tam mówi i znika w jakimś budynku… Kolumna czeka. Sanitariusz z kroplami krąży w tłumie i częstuje nimi wszystkich jak dobrą śliwowicą na kuczki.

Czekanie się przedłużało. – Co z nami zrobią? Czy znajdą się tutaj od razu dla nas mieszkania? A może puszczą nas z powrotem do domu? – To ostatnie pytanie świadczyło, że Żydzi szybko zagłębili psychikę oprawców, zdolnych do gigantycznych nawet działań dla samego zadawania tortur. Ale optymistyczny sens tego pytania nie był na miarę jego przenikliwości. O powrocie do zamkniętych i zapieczętowanych mieszkań nie mogło być mowy… Powoli dyscyplina w tłumie uległa rozluźnieniu. Najgorsze, że zaczynali się niecierpliwić żandarmi, którym marzyło się ciepłe łóżko po dobrze spełnionym obowiązku. A kto potrafił przewidzieć, do czego jest zdolny zniecierpliwiony żandarm? Mimo to kolumna na całej swej długości traci zwartość, rozpada się. Pod ścianami okolicznych domów mężczyźni załatwiają swoje potrzeby. Kobiety zresztą również. Rozmowy stają się głośniejsze, nawet dzieci zrozumiały, że czas już na płacz.

Był tak zmęczony, że nagle przestał go frapować ten spektakl, te kadry wycięte z filmu o czasach średniowiecznych… Zrobiło mu się zimno, poczuł dreszcze… – Panie doktorze! – to sanitariusz. – Co się stało? – Zmiana przyszła.” (s. 40)

&amp;nbsp;
Szmul Rozensztajn
ONI, II A (06.1941)

„Rewizja w Adrii [Łagiewnicka 27] i jej obecne konsekwencje wywołały w getcie wielkie zainteresowanie. Ogólne wrażenie było takie, że Prezes dobrze postąpił. To po prostu niedopuszczalne, by w tak trudnym czasie ludzie tego kalibru zamiast pracować dla dobra getta, zasiadali w odosobnionym pokoju restauracji, vis à vis Bałuckiego Rynku, przepędzając czas na grach hazardowych.” (s. 83)

ONI, II C (12.11.1941)

„Ponad 200 kobiet wysłanych na roboty poza getto. Dziś we wczesnych godzinach porannych zostało z Bałuckiego Rynku wysłanych ponad 200 młodych kobiet, które w zeszłą niedzielę i poniedziałek zarejestrowały się do pracy poza gettem. Ta partia odjechała sześcioma tramwajami do Konstantynowa, gdzie stanie przed niemiecką komisją lekarską.” (s. 156-157)

ONI, II C (25.11.1941)

„Wysłanie 150 Cyganów poza getto. Na rozkaz władzy 150 Cyganów (mężczyzn) zostało dziś wysłanych do pracy poza getto. Wspomniani zostali przywiezieni na Bałucki Rynek około dziesiątej rano i stamtąd tramwajem odesłani do Konstantynowa, gdzie zostali przebadani przez specjalną komisję lekarską… W tym transporcie przyjechał też na Bałucki Rynek „baron cygański”.” (s. 180)</document>
<document nplp_id="12162" title="DAWID SIERAKOWIAK" slug="dawid-sierakowiak"></document>
<document nplp_id="12183" title="I.  1.09.1939 &amp;#8211; 30.04.1940 (Od&amp;nbsp;wybuchu wojny do&amp;nbsp;zamknięcia getta)" slug="i-1-09-1939-30-04-1940-od-wybuchu-wojny-do-zamkniecia-getta">&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12188" title="BAZARNA 5/ LUTOMIERSKA 23 &amp;#8211; róg ulic (łaźnia)" slug="bazarna-5-lutomierska-23-rog-ulic-laznia">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

„23 lipca 1941 r.: Byliśmy dziś z klasą w przymusowej kąpieli na Bazarnej [5]. Coś cudownego! Wspaniały ciepły i zimny tusz, że aż miło! Człowiek przypomina sobie choć na chwilę dawne dobre czasy." (s. 174)
Heniek Fogiel
ONI, III B (6.07.1942)
„W getcie był pożar i spaliła się nowo przebudowana kąpiel na Bazarowej ulicy. Przy pożarze obecne było Gestapo, Kripo i niemiecka straż, która gasiła pożar i pilnowała, aby się nie zapalił Resort Stolarski [Wesoła], który jest w sąsiedztwie, na czym im najbardziej zależało! Gdyż żydowska straż umie brać talony, ale żeby gasić pożar, to nie praca dla nich!” (s. 81)</document>
<document nplp_id="12190" title="BAZARNA 6 (Resort Galanterii Drzewnej)" slug="bazarna-6-resort-galanterii-drzewnej">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, V A

„23 grudnia 1942 r.: Dziś o 5.30 z rana wybuchł pożar w resorcie „Holzgalanterie” na Bazarnej 6 (były szpital). Budynek wraz z nowymi i starymi maszynami, całym zapasem drzewa i gotowych fabrykatów spalił się doszczętnie. Straż niemiecka gasiła pożar do późnego popołudnia przy współudziale straży żydowskie i zmobilizowanej ludności okolicznych ulic. Zaaresztowano kierownika tego resortu i kilkadziesiąt osób z pracowników. Paniczny nastrój padł na całe getto, żeby tylko Niemcy nie uważali tego wypadku za sabotaż i stosownie do tego [nie] chcieli postępować." (s. 349)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (4.09.1942)

„Resort Galanterii Drzewnej dziś musiał pracować, bo robił nową szubienicę dla dwudziestu dwóch Żydów, którzy na niej zawisną.
Szubienica dla dwudziestu dwóch Żydów zrobiona w Resorcie Galanterii Drzewnej, który wykonywał też zabawki dla dzieci... A szubienica to przecież też zabawka, tyle że przeznaczona dla ojców... Szubienica nie mogłaby powstać gdzie indziej, bo przecież to nie jest zwykły towar, ale artykuł luksusowy, którego wyrobem musiał się zająć właśnie resort produkujący zabawki...” (s.182)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12191" title="BEDNARSKA (poza gettem)" slug="bednarska-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

„2 września 1939 r.: O piątej rano alarm. Mgła, zimno. Pędzę do komendy [na ul. Bednarską]. Schodzą się wszyscy. Gadamy, robi się humor. Stoimy cztery godziny. Słychać dalekie strzały i detonacje. Wreszcie koniec. Chcę się umyć, zdejmuję koszulę, a tu nowy alarm. Tym razem widzimy samoloty, widać też obłoczki dymów od kul wystrzelonych do samolotów. Detonacje bliżej. Schodzimy na dół do schronu [na ul. Sanocką 22]. Jest kilka panienek, robi się wesoło. Zaimprowizowałem nawet mowę Hitlera. Tymczasem dwa samoloty niemieckie zostały strącone. Za trzecim uganiają się kule. Znów koniec i powtarza się historia z myciem. Mówię do Bechlera: „Teraz już nie wyjdę, tylko się umyję”. On się zgadza ze śmiechem, ale gdy pierwsza syrena zaryczała, woła przez drzwi, abym się nie mył. Znów treningowy bieg do komendy, znów pełne napięcia oczekiwanie. Tym razem nie dzieje się nic." (s. 54)

I A,   JA/ONI

„4 września 1939 r.: W nocy mieliśmy dwa spokojne alarmy. Zimno było przeraźliwe. Tłoczyliśmy się wszyscy w schronie, śpiąc i grzejąc się wzajemnie. Przyjechała też Nadzia z Głowna. Cała ta historia wojenna poczyna mnie już strasznie nużyć i nudzić. Z rana spałem do dziesiątej. Dzień po zimnej nocy wstał ładny, słoneczny. Znów doszła nas, po zdaje się trzecim alarmie, radosna, choć w treści oburzająca wiadomość o storpedowaniu przez Niemców angielskiego okrętu pasażerskiego wiozącego kilkaset niezwykle bogatych i wpływowych obywateli amerykańskich. Zginęło 800! […] Oprócz chodzenia do komendy na radio lub alarmy nie mam nic do roboty. Siedzimy, gadamy, flirtujemy…" (s. 58)</document>
<document nplp_id="12192" title="BEDNARSKA &amp;#8211; RZGOWSKA &amp;#8211; PLAC REYMONTA (poza gettem) [TRASA]" slug="bednarska-rzgowska-plac-reymonta-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

„28 października 1939 r.: […] Idziemy na Rzgowską, jak Marek mówi, do jakiegoś sklepu po lampę. Potem mamy pójść do bogatych Żydów na plac Reymonta. Marka też wzięli z mieszkania, a matce oficer „dowcipnie” zagroził, że już nigdy nie wróci. Przed sklepem czekamy sami. Po drodze widzi nas kolega Marka, Jakubowicz, ale się nie zatrzymujemy, a on ujrzawszy oficerów – wieje. Oficerowie wyłażą wreszcie ze sklepu z dwiema małymi paczkami. Dają je nam, byśmy nie byli bezrobotni. Oglądamy się i widzimy, że do naszych oficerów przyłączyło się dwóch innych. Pomoc w walce z Żydami, a raczej z mieniem żydowskim. Obchodzimy na placu Reymonta dwa domy, „wyławia się” maszynę do pisania, u szefa mego ojca – odbiornik radiowy, u jednego lekarza olbrzymi kosz różnych rzeczy. Muszę wziąć ten kosz, który jest szalenie ciężki. Uginam się, potykam i czuję, że daleko nie zajdę. Oficer Marka współczuje mi i powiada, że pojedziemy tramwajem. Dowlekamy się do przystanku i gramolimy się na tramwaj. Konduktor chce forsę, lecz oficerowie oświadczają, że w służbie policji jako Żydzi do noszenia nic nie płacimy. Schodzimy i zaczyna się golgota. Co chwila przystaję, kosz staje się coraz cięższy, ręka piecze, ramię się obrywa. Pot spływa ze mnie strumieniami. Wreszcie oficerowie wołają Marka, który daje mi swą nie lżejszą, lecz wygodniejszą o wiele maszynę do pisania i bierze kosz. Dochodzimy do komisariatu, gdzie nas nareszcie puszczają." (s. 87)</document>
<document nplp_id="12195" title="BEŁCHATÓW &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="belchatow-lodz-trasa">
Dawid Sierakowiak
ONI, III B (12 sierpnia 1942)

„Znów zaczęło się wsiedlanie Żydów z okolicznych małych miasteczek, które „odżydza” się już całkowicie. Przyjechały już transporty Żydów z Pabianic, Bełchatowa, Turka i jeszcze jakichś innych dziur.” (s. 302)

ONI, III B  (23 sierpnia 1942)

„Żydzi z okolicznych małych miasteczek przybywają w dalszym ciągu (Bełchatów, Wieluń itp.).” (s. 309)

&amp;nbsp;

Heniek Fogiel

ONI, III B (16.08.1942)

„Właśnie do getta dzień w dzień nadchodzą partie wysiedleńców: z Zelowa, Bełchatowa, resztki z Pabianic, Turka. Więc Oni opowiadają, że mieli tam bardzo dobrze, bo mieli otwarte getto i mogli wyjść handlować i kupić sobie jedzenie, bo gdyby mieli żyć z kart żywnościowych, toby mieli gorzej jak tutaj, tam na karty dostawali 16 dkg cukru na cztery tygodnie itd. Przy wysiedleniu zwołano wszystkich na jarmark i rozdzielono ich, starsze osoby, dzieci z matkami osobno. Tych wysłano osobno, nie wiadomo dokąd? Młodych i silnych mężczyzn i kobiety, zdolnych do pracy, przysłano do getta!” (s. 95-96)</document>
<document nplp_id="12196" title="BERKA JOSELEWICZA 14 (mieszkanie Józka Wolmana)" slug="berka-joselewicza-14-mieszkanie-jozka-wolmana">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,  JA

„28 marca 1942 r.: […] Byłem dziś po pracy z Dadkiem Hamerem u naszego starego kolegi z bloków, Józka Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Graliśmy trochę w karty. Nie grałem już dwa lata. Cóż to za nonsensowne spędzanie czasu!” (s. 222)

III A,   JA/ONI

„18 kwietnia 1942 r.: […] Próbowałem dziś trochę się przejść do różnych kolegów, ale nagle tak się zmęczyłem, że odechciało mi się już na długi czas wszelkich wędrówek. Byłem u [Aleksego] Engla [Zgierska 39], który ma wyjechać do Warszawy. (Ostatnio wyjechało kilkaset osób do Warszawy autobusem, prawie, a podobno nawet zupełnie, legalnie). Słyszałem jednak potem, że już nikt nie wyjedzie, bo coś tam się zepsuło. W każdym razie zaniosę mu adres Lolka Łęczyckiego. Niech doń zajrzy i z nim pogada. Byłem też u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Czytał mi ustęp swego ostatniego poematu o Hitlerze. Bardzo mocna i ładna rzecz. Sam Wolman jest prawie załamany głodem i ostatnio nie pisze. Miał dziś w resorcie dwie pogadanki dla młodzieży, ale wyczerpały go one okropnie. Czuję się pod pewnym względem mniej osamotniony i przybity. Więc nie jestem jedynym, którego głód zabija duchowo (fizycznie zabija wszystkich).” (s. 231)

III B,   JA

„11 lipca 1942 r.: Byłem dziś po południu u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], dla którego załatwiłem pewną transakcję książkową. Jest on bardzo przybity, albowiem lekarz oświadczył mu, że stoi u progu suchot. Z uśmiechem zapewniał mnie jednak, że bardzo chciałby przeżyć tę wojnę. Spotkałem też Calela, który, chociaż pracuje jako goniec na Placu Warzywnym [Dworska 6] i obżera się zdrowymi warzywami, chodzi z gorączką i otrzymuje zastrzyki calcium, albowiem płuca ma „nie w porządku”. Zimno się robi człowiekowi na myśl: Co się też we własnych płucach dzieje?” (s. 284)

III B,   JA

„18 lipca 1942 r.: […] Byłem dziś po południu u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], z którym gawędziło się na rozmaite tematy gettowe i przedwojenne.” […] (s. 287)

IV,  JA

„5 września 1942 r.: […] Od rana było już dzisiaj niespokojnie na mieście, bo rozeszła się lotem błyskawicy wiadomość, że w nocy brali dzieci i starców, których wsadzano do pustych szpitali, skąd w poniedziałek mają zostać wysiedleni (po 3000 osób dziennie!). Z rana byłem u Goldmana, którego córeczkę w nocy zabrano (powiedzieli mi o tym sąsiedzi, bo rodziców nie zastałem). Potem byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], u którego też było zamknięte. Byłem u Frydrycha, który jak zwykle bawił się swoją kurą. W ogóle od samego rana nie mogłem sobie miejsca znaleźć, raz gnany na dół złymi przeczuciami, następnie wobec niemożności usiedzenia w mieszkaniu z powodu upału i duszności.” (s. 318-319)

V A,   JA

„14 listopada 1942 r.: Byłem dziś u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], który też skapcaniał już do reszty.” (s. 330)

„28 listopada 1942 r.: […] Byłem dziś u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], który głodny jak ciągle dotychczas, ale po trochu też pisze.” (s. 338)

„5 grudnia 1942 r.: […] Później byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], z którym po wyjściu jego żony (akuszerki) i dziecka miałem poważną i szczerą rozmowę. Widząc, że orientuję się w jego nieznośnych stosunkach domowych, dysharmonii z nieodpowiednią żoną i pozbawieniu go wpływu na dziecko, wywnętrzył się przede mną ze swych zmartwień i marzeń o pozbyciu się już tej nieznośnej i ciążącej atmosfery. Ja, któremu w to tylko graj, odwzajemniłem mu się spowiedzią z mych cierpień w domu i mą chęcią wypłynięcia z tego niemożliwego już teraz portu. Mówiło się jeszcze na rozmaite przyjacielskie tematy, tyczące jego i moich zamierzeń po… A potem trzeba było wrócić do domu [Spacerowa 5/7], gdzie w cmiędzyczasie Nadzia pokłóciła się solidnie z ojcem.” (s. 341)

„16 stycznia 1943 r.: […] Wstąpiłem po pracy do [Mojżesza] Turbowicza [Kościelna 5], u którego pożyczyłem nasz ostatni szkolny podręcznik hebrajski, aby trochę poczytać w tym języku, który poczynam zapominać. Po południu byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], u którego pożyczyłem sobie pierwszy tom Pereca. Mam już cały skład książek w domu, które nie wiem, kiedy zdążę przeczytać.” (s. 357)

„20 lutego 1943 r.: Byłem dziś po południu u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Wprawdzie ledwo chodzę przez tę przeklętą ranę na nodze, ale w domu nie mogę usiedzieć. Ze świerzbą coraz gorzej. Mam już pełno strupów na ciele i męczarnie moje są okropne. Muszę już jutro nieodwołalnie pójść do lekarza.” (s. 362)

„28 marca 1943 r. Byłem dziś też przez dwie godziny w biurze [Lutomierska 11], naturalnie przez zupę. Po południu byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Pożyczył mi wstęp do powieści, którą zaczął pisać. Gdy wróciłem do domu [Spacerowa 5/7], myślałem, że zemdleję. Uginają się pode mną kolana i ledwo mogę chodzić. Ciągle gorączkuję i nie mogę się pozbyć strupów i rany od odmrożenia. Wyglądam znów bardzo źle. A tu sprawa wysiedlenia ciągle jeszcze nie jest wyklarowana i ciągle czarne chmury wiszą nad gettem.” (s. 378-379)

„30 marca 1943 r.: Dzisiejszy dzień spędziłem na solidnej lataninie po mieście, przez co wieczorem ledwo się mogłem ruszać. O dziesiątej poszedłem do [Reginy] Wołkówny [Dworska 1], lecz dostałem się do niej dopiero po dwunastej. Pamiętała o telefonie Mońka Wolfowicza i przyrzekła załatwić nam sprawę butów i odzieży. Nadzia będzie też otrzymywała 30 RM miesięcznie jako dopłatę do swoich 5 RM tygodniowo które zarabia, pracując 5 godzin dziennie jako młodociana. Moje podanie o Heim Wołkówna przyjęła, ale oświadczyła, że wątpi, czy coś z tego będzie. Po wyjściu od niej spotkałem szczęśliwym trafem Mońka Wolfowicza, do którego właśnie chciałem się udać. Powiedział mi on, że w zeszłym tygodniu dzwonił do Wołkówny, która mnie kazała wywołać, ale było to już po tym, jak poszedłem do domu. Następnie oświadczył mi, że mówił wczoraj w mojej sprawie z jakimś referentem z Sonderabteilung, starym znajomym moich wujków z Palestyny, który przyrzekł się postarać o wtrynienie mnie do policji Sonderabteilung. Aż mi się dusza uśmiechnęła na samą myśl. Wszak to umożliwiłoby mi pozbycie się zadatków chorób i ciągłego głodu. Moniek kazał mi zgłosić się do owego pana Bursztyna z „Sonder” i przyrzekł ponowną interwencję u Wołkówny w sprawie mojego urlopu w Heimie. Nie chcąc sprawy odwlekać, poszedłem o trzeciej do „Sonder” [Zgierska 96], lecz owego Bursztyna nie było. Wstąpiłem więc do [Józka] Wolmana, [Berka Joselewicza 14] który pisze teraz teksty do kilku rewii w rozmaitych resortach, a o czwartej poszedłem ponownie do „Sonder”. Pokazałem Bursztynowi moje świadectwo małomaturalne i ostatnie świadectwo z gimnazjum (miałem je przy sobie, bo pokazałem je także Wołkównie). Wywarły nań widocznie wrażenie, bo kazał mi napisać ofertę i przynieść ją jutro z rana. Może coś się da zrobić. Poszedłem pełen nadziei do domu i długo nie mogłem zasnąć. Przyjęcie do „Sonder” to prawie jedyna szansa na uratowanie zdrowia! Oby tylko się udało!” (s. 380)</document>
<document nplp_id="12197" title="BRZEŚĆ KUJAWSKI &amp;#8211; ŁÓDŹ [TRASA]" slug="brzesc-kujawski-lodz-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,  JA/ONI

30 września 1941 r.: […] Przybyła dziś do naszej byłej szkoły partia wysiedleńców z Lubrańca pod Włocławkiem i Brześcia Kujawskiego. Wyglądają wspaniale, mają bagaże i opowiadają, że żyli wcale nieźle. Ciekawa rzecz, że absolutnie prawie nie znają tutejszych warunków i wykazują dość duży optymizm. Są nawet weseli i stroją sobie żarty. Są to kobiety w rozmaitym wieku, dziewczęta i starcy. Mężczyzn w sile wieku ani chłopców nie ma. Wszyscy są w obozach pracy. Mieszkańcy Lubrańca noszą trójkątną łatę na plecach, inni zaś duży Magen-Dawid na lewej piersi. Jak widać, rozmaicie nas znaczyli. Opowiadają, że przywieźli dużo żywności, ale ich żydowska policja okradła. […] (s. 203)</document>
<document nplp_id="12200" title="BRZEZINY  (poza Łodzią)" slug="brzeziny-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, I A

„6 września 1939 r.: […] Przychodzą inni sąsiedzi Żydzi na naradę, opowiadają o poleceniu opuszczenia miasta przez wszystkie osoby zdolne do noszenia broni, aby wróg nie mógł wysłać ich do obozów pracy. Więc nie wiedzą, co robić. Zastanawianie, wreszcie decyzja: zostać na miejscu. Jak będzie, tak będzie. Ciągle idą ludzie, ciągną sznury mężczyzn na punkt zborny w Brzezinach, uciekają poborowi i rezerwiści. Za nimi kobiety, toboły na plecach, bielizna, pościel, jedzenie. Lecą też małe dzieci […]. Tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej naprężona, co nowy człowiek – nowa wiadomość. Jeden powiada, że 150 angielskich samolotów stoi w Sieradzu. Drugi mówi, że Niemcy zajęli już Zduńską Wolę i maszerują na Łódź. Wieści stają się coraz dziwniejsze i fantastyczniejsze. W domu płacz, przyszła ciocia Estera z dziećmi. Abek i Jankuś uciekli do Brzezin. Co robić, co zdziałać? […] Wieczorem do miasta zaczął przyciągać polski tabor. Idą w dobrym porządku i spokojnie. Nie wiadomo, czy się cofają, czy idą na odpoczynek. Później jeszcze zaczęły wyjeżdżać z miasta tanki. Jadą na front. Na pancerkę niemiecką trzeba pancerkę. Józek Wolman zwiał do Brzezin, a matka rozpacza. Co jutro przyniesie?" (s. 60)

ONI, III B

„19 maja 1942 r.: Podobno od piątku ma się rozpocząć nowe wysiedlanie. Mają pójść Niemcy, Czesi, Żydzi z Pabianic i Brzezin oraz część naszych." (s. 254)

„20 maja 1942 r.: […] Już jutro odchodzi pierwsza partia wysiedlonych. Będą to dopiero co przybyli Żydzi z Brzezin. Potem pójdą inni. Mówi się o jakimś ogromnym getcie dla wszystkich Żydów w Reichu, ale tylko dla pracujących. Co Niemcy robią z dziećmi i niezdolnymi do pracy, nie wiadomo." (s. 254-255)

„25 maja 1942 r.: […] W dalszym ciągu przysiedlają Żydów z okolicznych miasteczek (Brzeziny, Ozorków i inne). Wysiedlenie wstrzymane. Nawet ta szansa na wydobycie się z getta zabrana." (s. 257)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A (15.05.1942)

„Dopiero co odjechał ostatni transport, a już słychać o nowych przesiedleniach do getta. Plotka ta krążyła już wcześniej, teraz jednak przyjmuje konkretne kształty. O ile wcześniej mówiono o wysiedleniach z okupowanych terenów i z Protektoratu Czech i Moraw, to teraz już na pewno wiadomo, że mają przybyć robotnicy z pobliskich miejscowości, takich jak Pabianice i Brzeziny. Pierwszy transport ma przybyć już dzisiaj lub jutro w nocy.” (s. 30)</document>
<document nplp_id="12201" title="BRZEZIŃSKA" slug="brzezinska">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, III B

„15 czerwca 1942 r.: […] Dawno już nie byłem na mieście i dziś pierwszy raz widziałem na ul. Brzezińskiej tramwaj osobowy wiozący robotników i urzędników na Marysin. Jest to, jak wszystkie wagony w getcie, jakiś przedhistoryczny klak, otwarty z obydwu stron. Za dwunastoprzejazdowe bilety płaci się markę. Buduje się też tor tramwajowy na Placu Węglowym [Łagiewnicka 29/31 róg Dworskiej 4], aby nadchodzące tramwajem brykiety i węgiel mogły być bezpośrednio „tanio i wygodnie” zsypywane na placu." (s. 272)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V B (17.05.1944)

„Naoczni świadkowie opowiadają: dorożka z kilkoma żydowskimi policjantami, z przodującymi funkcjonariuszami, podjeżdża pod Resort Galanterii Drzewnej [Bazarowa 6]. Kilka sekund później – umundurowani wycofali się – pojawia się kierownik resortu, każąc ustawić się robotnikom w szeregu. Żydowska komisja kontroluje wzrokiem, by wyselekcjonować osoby wydające na odpowiednie do ich celu. Dwóch na prawo, pięciu na lewo; trzech na prawo, siedmiu na lewo. Pięciu mężczyzn nadaje się. Robotnicy nie wiedzą, o co chodzi. Wokół resortu rozpowszechniano plotkę, że potrzeba robotników do rozładunku kartofli na Marysinie, a więc o sprawę, która służy gettu. Ledwo zakończył się ten przegląd, a już ofiary zostały odprowadzone przez żydowską policję i dostarczone na Bałucki Rynek. Podobne rzeczy działy się na miejscu rozbiórki przy ul. Brzezińskiej.” (s. 35)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12202" title="BRZEZIŃSKA / TOWIAŃSKIEGO / STAROSIKAWSKA / GŁOWACKIEGO  [OBSZAR]" slug="brzezinska-towianskiego-starosikawska-glowackiego-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

„13 października 1941 r.: Podobno nie będziemy już dostawali naszych zup na Marysinie, ale gdzieś w mieście. Cały Marysin zarezerwowany jest dla wysiedleńców z Niemiec. Mają już przybyć w tych dniach. Prócz tego skracają getto, tak że ciasnota będzie sobie niezgorsza. Mają też odciąć kawał [kwartał Brzezińska-Towiańskiego-Starosikawska-Głowackiego] i wsadzić Cyganów. Diabli wiedzą, co tu się jeszcze będzie działo. Chyba zniemczą nas zupełnie." (s. 209-210)

III A,   JA

„19 kwietnia 1942 r.: […] Słyszałem dziś, że podobno wszyscy wysłani dotychczas z getta znajdują się w obozie á la łódzkie getto cygańskie [tj. obóz cygański -A.S.]. Zimno się człowiekowi robi na samą myśl o tym.”  (s. 232-233)</document>
<document nplp_id="12203" title="SPACEROWA 5/7  (mieszkanie Dawida Sierakowiaka)" slug="spacerowa-5-7-mieszkanie-dawida-sierakowiaka">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,    JA

„10 kwietnia 1941 r.: Po południu przysłał dziś do mnie [do domu – A.S.] Rysiek Podlaski swego braciszka z kartką, żebym natychmiast poszedł do szopu krawieckiego, którego kierownikiem jest jego ojciec i gdzie będę mógł zarobić parę marek. Poszedłem natychmiast i rzeczywiście dostałem od Podlaskiego zajęcie na kilka dni, jako dwumarkowy czarny robotnik, przy dzieleniu i ważeniu warzywa dla krawców i innych robotników szopów. Zajęcie moje polega na noszeniu, podawaniu i sypaniu brukwi i marchwi do wagi." (s. 120)

„22 maja 1941 r.: Miałem dziś fatalny dzień. Przed pójściem do szkoły, chcąc ukroić sobie kawałek chleba, ściąłem sobie dosłownie kawałek palca. Krew lała się tak obficie, że musiałem pobiec na pogotowie, gdzie mi palec opatrzyli. Do szkoły z powodu ogromnego spóźnienia już nie poszedłem." (s. 142-143)

„27 maja 1941 r.: […] W domu nie jest lepiej, mimo że i mama pracuje. Wychodzi ona o siódmej, a wraca o dziewiątej wieczór. Ojciec wychodzi teraz na dzienne dyżury od ósmej do ósmej, całe gospodarstwo leży więc na barkach Nadzi, która też załatwia wszelkie „ogonki”, sprzątanie itd., mimo tylko jednej zupy dziennie i 30 dkg chleba (ona, jak i mama, oddają ojcu po 10 dkg chleba, on jednak nie potrafi tego ocenić i jego stosunek do nich, jak i do mnie, jest niedobry i zdradza nienasycony egoizm). […] W domu już nie gotujemy, bo nie mamy czego." (s. 145)

„8 lipca 1941 r.: W domu coraz gorzej. Ojciec już ósmy dzień pracuje za darmo jako zapomogowiec, a zapomogi jak nie widać, tak nie widać. Matka w kuchni ma coraz mniej pracy, co naturalnie odbija się na jej zarobkach." (s. 167)

II A,     JA/ONI

„28 sierpnia 1941 r.: Była dziś u nas [w domu] kuzynka mamy, której udało się przedostać do nas z Warszawy. Opowiada rozmaite rzeczy, z których można wyciągnąć następujące wnioski: przeciętnie w Warszawie jest o wiele gorzej niż tu. Na skutek jednak handlu prywatnego, szmuglu i większej swobody wytworzyła się tam specyficzna atmosfera wojenna, w której człowiek obrotny i sprytny zarabia tysiące i może żyć jak król. Ojciec mój, na przykład, potrafi łby zapewnić nam w Warszawie niezgorsze życie. Ale tysiące ludzi umiera na ulicach w Warszawie i nie zostaje pogrzebanych, co u nas jest już doskonale zorganizowane!…" (s. 187-188)

II A,    JA

„31 sierpnia 1941 r.: […] Miałem już pierwszą lekcję z moim nowym uczniem. Dość pojętny chłopak, tylko że bardzo roztrzepany. Ale prawdziwa przyjemność, kiedy uczeń przychodzi do mieszkania i nie musi się latać gdzieś het! Tylko że jest trochę niewygodnie, bo nie mamy stołu, więc trzeba wszystko robić przy oknie." (s. 189)

„1 października 1941 r.: Na gorące, aczkolwiek milczące, pragnienie mojej matki pościłem dziś (Jom Kipur). Cały dzień siedziałem w domu i czytałem. Wziąłem się teraz do żydowskiej literatury. Nie odczuwałem specjalnie postu, ale wieczorem, gdy zjadłem kolację, czułem się źle i musiałem zaraz się położyć." (s. 204)

III A,   JA

„31 marca 1942 r.: […] Wieczorem [w domu – A.S.] generalne mycie i czyste, świeże łóżko. Tak jak przed wojną. Brak „tylko” szklanki gorącego mleka i makaroników." (s. 224)

III A,    JA/ONI

5 kwietnia 1942 r.:  „W domu panuje teraz u nas wielkie zdenerwowanie. Ojciec wziął mi przed świętami kawałek chleba, przez co nie mówię doń do dzisiaj (niczego sobie charakter! Wstydzę się przed duchem Schopenhauera). Ojciec nie może tego przeboleć. Na prośby matki i własnego sumienia postanowiłem tę sprawę zlikwidować. Może już od teraz prowadzenie się wszystkich w domu i do końca wojny i głodu będzie „fair”." (s. 225-226)

III A,    JA

6 kwietnia 1942 r.:  „Od ósmej do jakiejś dwunastej pracowałem dziś na podwórku [domu przy Spacerowej 5/7 – A.S.]. Nigdy jeszcze nie paprałem się tak w gównie. Zgarnęliśmy na jedną kupę wszystkie nieczystości, lane na całym podwórzu przez całą zimę. Teraz wózki gminne mają to wywieźć. Mimo solidnego „markierowania” napracowałem się porządnie." (s. 226)

III A,    JA/ONI

19 kwietnia 1942 r.:  „Wylepiono ogromne ogłoszenia o rozpoczynającym się od jutra badaniu przez komisje lekarskie wszystkich niepracujących mieszkańców getta od dziesięciu lat wzwyż. Na razie idzie nasza strona getta w czterech dniach. Nasza ulica [Spacerowa] w środę. Zwolnieni od badania są pracujący, mający kartki z Arbeitseinsatzu na pracę i Niemcy i Czesi. Za niestawienie kara. Chorych sprowadzą sanitariusze. […] Gdy przyszedłem do domu [Spacerowa 5/7], spotkała mnie z płaczem mama, która jedyna w naszej rodzinie jest teraz narażona. Ukazała się dziś istotna natura ojca, który szaleje coraz bardziej. Chce się koniecznie pozbyć matki, bo nawet palcem nie ruszył, aby coś zrobić, tylko ciągle krzyczy i drażni się." (s. 231-232)

23 kwietnia 1942 r.: „Tej nocy policja chodziła po mieszkaniach i sprawdzała, czy ktoś nie uchylił się od obowiązku stawienia się na komisję. Uwzględniano wszystkie legitymacje i kartki na pracę. W niektórych wypadkach dawano odroczenie. Tym, którzy się nie stawili i nie mieli nic na swe usprawiedliwienie, odbierano karty żywnościowe i chlebowe." (s. 236)

III A,    JA

24 kwietnia 1942 r.: „W domu znów awantury, ojciec bierze całe kilogramy kartofl i do resortu, gdzie je sobie gotuje, a potem nie będzie w domu co jeść. Mama jak zawsze milczy, narzeka, ja niby nie chcę się mieszać i wszystko jest naelektryzowane. Nie ma już opału. Poszło na porąbanie jedno krzesło z kupionych niedawno. Jestem dziś chory. Wczoraj wieczorem dostałem okropnych zwrotów głowy, które trwały całą noc i nie ustąpiły cały dzień. W resorcie ledwie trzymałem się na nogach. Nie czytałem dziś ani nie pisałem przez cały dzień nic." (s. 236-237)

25 kwietnia 1942 r.: „Znów poczyna mi ginąć chleb [w domu – A.S.], o co jak zawsze podejrzewam ojca, który znów wziął się do okradania nas na każdym kroku. Awantury coraz cięższe i solidniejsze." (s. 237)

29 kwietnia 1942 r.: […] W domu krucho. Opału nie ma, a majowe kartofle idą w kwietniu. Co będzie w maju – nie wiadomo. Dobrze w każdym razie nie. Znów nie mam ochoty a właściwie siły, do nauki. Chcę coś zrobić, ale wszystko przychodzi mi z niezwykłą trudnością i najczęściej poprzestaję jedynie na czytaniu. Czas mija. Mija młodość, wiek szkolny, mijają siły i werwa. Co się uda uratować z tego pogromu – diabli wiedzą. W każdym razie tracę z wolna nadzieję na powrót do życia. A nawet na utrzymanie tego, w którym się znajduję." (s. 240)

III A,    JA/ONI

13 maja 1942 r.: „Jak się spodziewałem, ojciec znów dobrał się [w domu, Spacerowa 5/7 – A.S.] do mojego chleba. Będę musiał czekać do czwartku z oddaniem 12 dkg, które sobie pożyczył. […] Mama ugotowała dziś wieczorem jedynie cztery Fruchtsuppen. Dobre to jako kompot, ale musi zastąpić także obiad i kolację. Ledwie powłóczę nogami, które puchną przed wieczorem okropnie." (s. 250)

III B,   JA

26 maja 1942 r.:  „Po powrocie od Niutka [Radzynera] [do domu, Spacerowa 5/7] spisałem naprędce najważniejsze myśli mej teorii czystego egoizmu i świętości życia ludzkiego, aby mieć wytyczne do następnej dyskusji. Gdybym miał co do jedzenia, może urosłoby z tych notatek i coś więcej." (s. 258)

„30 maja 1942 r.: Sytuacja „wewnętrzna” w domu staje się znów okropna i niezwykle naprężona. Ojciec po dwóch tygodniach względnego spokoju, podczas których dzielił sobie chleb na równomierne dzienne porcje, rozpuścił się znów w czwartek i wczoraj pożarł swój cały bochenek chleba, a dzisiaj te pół kilograma, które ma dodatkowo od mamy i od Nadzi, przy czym okradł je dzisiaj na wadze na 10 dkg. Nie wiem, dla jakich celów gromadzi u siebie wszystkie pieniądze, zabiera wszystkie wypłaty mamy i Nadzi, na żadne racje nie chce dawać pieniędzy, a dzisiaj wyjął przydział kiełbasy, pożarł na ulicy (Nadzia też była) przeszło 5 dkg, które potem każdemu brakowały do wagi. Zdążył już też pożyczyć 10 dkg chleba u Nadzi (głupia dziewczyna!). Ja mój chleb (porcję jutrzejszą i pół poniedziałkowej, bo resztę dostaję dopiero w poniedziałek na okres do czwartku) zabrałem ze sobą do resortu i będę to już niestety musiał robić codziennie. Wykupił też dzisiaj mięso, a otrzymawszy w mleczarni litr serwatki, który daje się na całą rodzinę, ugotował go sobie i wyżłopał, a jako że nie ma już co gotować, idziemy wszyscy spać bez kolacji." (s. 261-262)

„31 maja 1942 r.: […] W każdym razie, gdy wróciłem wieczorem z resortu [do domu, Spacerowa 5/7], brakowało mi z kilka łyżeczek miodu (który dostaliśmy zamiast marmolady), a mamie jeszcze więcej. Chleba nie ma gdzie pożyczyć, więc znów awantury i zdenerwowanie." (s. 262)

III B,    JA/ONI

„17 czerwca 1942 r.: […] Późno wieczorem ojciec przyniósł [do domu] śliczne ubranie, które kupił u jednego policjanta pracującego na Marysinie [tj. na Stacji Radegast] za śmiesznie małą (stosunkowo) sumę 35 marek. Policja ta pracuje teraz przy przysiedlanych, obławia się tak znakomicie, że aż może nadmiar zrabowanych rzeczy nawet sprzedawać." (s. 273)

III B,    JA

„1 lipca 1942 r.: Nie spałem dosłownie całą noc. Latałem po pokoju i skręcałem się z bólu, który nie ustawał ani na chwilę. Z rana byłem u dentystki [Łagiewnicka 34/36], która wobec twardości tworzącego się wrzodu oraz nabrzmienia twarzy nie mogła mi zęba usunąć, tylko kazała wziąć jakiś środek profilaktyczny, proszek na ból i przyjść jutro na otworzenie wrzodu. Tymczasem męczę się okropnie. Czuję, że mam nawet gorączkę, jestem strasznie osłabiony i nie mogę nic robić. Z resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 72] uciekłem po godzinie pobytu i natychmiast położyłem się do łóżka. Chleb przyniosła mi Nadzia do domu [Spacerowa 5/7]. Spuchlizna staje się coraz większa." (s. 280)

„2 lipca 1942 r.: […] Znów leżałem prawie cały dzień w łóżku [w domu], do resortu [Łagiewnicka 72] poszedłszy tylko po to, żeby oddać legitymację na chleb. Wszystko załatwia teraz [Rywen] Skoczylas. Sporządzili w resorcie jakąś listę grupowych, nie wiadomo po co. Ciągle prawie śpię, o ile nie dokucza mi zbytnio ból." (s. 280)

„5 lipca 1942 r.: […] W domu nie ma już prawie nic do gotowania. Podstawę wszystkiego stanowią liście. Jestem tak bardzo osłabiony, że całymi dniami leżę jak nieżywy. Nic nie czytam ani niczego mi się nie chce. Powolne umieranie się zaczyna." (s. 281)

„10 sierpnia 1942 r. […] W domu puszczono się obecnie na gospodarkę rabunkową, licząc na dodatkowe, z nieba chyba mające spaść, przydziały żywności. Gotujemy dwa razy dziennie i kartofle nikną w zastraszający sposób (mają służyć do końca miesiąca!), tak że nie wiem, czy będą do 15-go." (s. 301)

III B,    JA/ONI

„15 sierpnia 1942 r.: […] Ojciec przyszedł dzisiaj do domu z pracy mając 39,9ºC gorączki. Położył się, ale zrozumiałe, że o ile tylko będzie mógł chodzić, pójdzie jutro do pracy. Wszak szkoda zupy i ewentualnego talonu! Każdy najmniejszy bodaj talon zależny jest teraz od pewnego, nigdy z góry nieznanego, przypadającego dnia nieodzownej obecności przy pracy." (s. 304)

III B,    JA

„19 sierpnia 1942 r.: […] W domu nic już nie mamy do gotowania. Wszyscy żyją teraz wzrastającą nadzieją na koniec wojny w 1942 r." (s. 307)

IV,    ONI

„4 września 1942 r.: Wczorajsza tragiczna wiadomość okazuje się niestety prawdą. Niemcy żądają wszystkich dzieci do lat 10, starców powyżej lat 65 lat oraz wszystkich innych chorych, spuchniętych, kalek, niezdolnych do pracy i niepracujących. Panika na mieście niebywała. […] Wieczorem przyszła do nas [do domu na Spacerową 5/7 – A.S.] jakaś kuzynka ojca, która ma trzyletnią dziewczynkę i chce ją też uratować. Wobec tego, że nie ma na razie żadnej obawy, zgodziliśmy się na pozostanie jej z dzieckiem i nawet na to, że później jeszcze zwaliła się cała jej rodzina, obawiająca się pozostać w domu, aby nie być wzięta jako zakładnicy w miejsce dziecka." (s. 317-318)

IV,    JA/ONI

„5 września 1942 r.: Moja przenajświętsza, ukochana, wymęczona, błogosławiona, rodzona Matka padła ofiarą krwiożerczej bestii germańskiego hitleryzmu!!! I zupełnie niewinnie, z winy jedynie złego serca dwóch czesko-żydowskich lekarzy, którzy byli u nas i nas badali. Od rana było już dzisiaj niespokojnie na mieście, bo rozeszła się lotem błyskawicy wiadomość, że w nocy brali dzieci i starców, których wsadzano do pustych szpitali, skąd w poniedziałek mają zostać wysiedleni (po 3000 osób dziennie!). Po drugiej, gdy byliśmy już po ugotowanej naprędce obiadowej zupie, zajechały na naszą ulicę [Spacerową] wozy i rolwagi z komisjami lekarskimi, policjantami, strażakami, pielęgniarkami, które rozpoczęły brankę. Zamknięto dom naprzeciwko nas (Spacerowa 8), skąd po półtorej godzinie wydostano troje dzieci. Krzyki, wyczyny, walki i płacze matek oraz całej asystującej ulicy były nie do opisania. Rodzice zabieranych dzieci formalnie szalały [!]. Wśród tego wszystkiego weszło zupełnie niespodziewanie do naszego domu [Spacerowa 5/7] dwóch lekarzy, dwie pielęgniarki, kilku strażaków i policjantów. Mieli oni kartki ze spisanymi lokatorami wszystkich mieszkań. I rozpoczęło się szalone, niespodziewane badanie. Lekarze, starzy, źli i skwaszeni wysiedleńcy z Pragi, zabrali się, mimo sprzeciwu policjantów i pielęgniarek, niezwykle skrupulatnie do badania wszystkich lokatorów i nałowili mnóstwo „chorych i niezdolnych” oraz takich, których określili fragliche Reserve. Do tych ostatnich należała moja nieszczęśliwa mateczka, ale mało mnie to pociesza, gdyż wszystkich razem zabrali do szpitala na Łagiewnicką 34.

Najbardziej boli to, że tych, których nie było w domu, wcale nie szukali i mimo że znajduje się w naszym domu kilkanaścioro dzieci, nie znaleźli i nie wzięli ani jednego. Także kuzynka nasza ukryła się za łóżkiem z dzieckiem, rodzina jej się rozbiegła i wszyscy uszli cało. A moja jedyna kochana mama padła ofiarą. […] A ojciec po badaniu matki, gdy ta latała jak szalona, nieszczęsna! – po całym domu, błagając lekarzy o darowanie jej życia – zajadał zupę, którą ukrywający się u nas krewni zostawili na kuchni i wyjmował cukier z ich torby! Owszem, był nieco oszołomiony, mówił i prosił policjantów i lekarzy, ale nigdzie na miasto nie wybiegł, żadnych znajomych możnowładców prosić o protekcję nie poszedł – słowem, zadowolony był, że pozbył się żony, z którą pożycie stawało się ostatnio coraz cięższe, co doprowadzało mamę do grobu. […] Wieczorem przyszła do nas siostra mego kolegi z bloków, Hala Wolman, która pracuje jako pielęgniarka w szpitalu [Łagiewnicka 34/36] i jest teraz przy mamie. Pocieszała nas mówiąc, że mama jest naznaczona do powtórnego badania i jako ofiara oszalałych lekarzy zostanie zwolniona. […] Nadzia ryczała, płakała, spazmowała, ale nie wzrusza to dzisiaj nikogo. A ja milczę i jestem bliski obłędu." (s. 318-320, 322)

V A,    JA

„15 listopada 1942 r.: Ojciec tak był dzisiaj spuchnięty z rana, że nie wstał z łóżka. Nie wiem doprawdy, co będzie, [już] nigdzie nie pracuje ani nie zarabia prywatnie. Nadzia nie zarabia ostatnio prawie nic." (s. 331)

„16 listopada 1942 r.: Stosunki w domu znów stają się naprężone. Ojciec zdecydował się już zlikwidować kuchenne gotowanie, ale z drugiej strony rozpoczął gotowanie specjalnie dla siebie, aby nie jeść mniej od nas, bo my przecież mamy zupy przy pracy. Ojciec leży w dalszym ciągu." (s. 331)

„17 listopada 1942 r.: […] Ojciec w dalszym ciągu leży [w domu]. Sytuacja staje się coraz drażliwsza. W czasie naszej (mojej i Nadzi [Sierakowiak]) nieobecności gotuje on sobie [łupiny] kartofli, spala moc brykietów (pożyczanych […] racji) i nie ma najmniejszego zamiaru wystarać się o jakąś pracę. Prócz tego dawne złodziejskie nawyki […] porcji jedzenia) znów wchodzą w modę. Jestem znów okropnie zdenerwowany i czuję, że wybuchnę. Warunki, w jakich żyjemy, stają się coraz okropniejsze. Pościel już od czterech miesięcy bez powleczenia, nawet nie ma świeżej zmiany bielizny! Z trudnością mogę mieć raz na dwa tygodnie ciepłą wodę i czystą bieliznę. Ojciec nie może naturalnie wyleźć z swych wszy i przestało mu zresztą na tym zależeć. Niedługo [nasze] całe mieszkanie będzie „zdobyte”." (s. 331-332)

„21 listopada 1942 r.: […] W domu naprężenie staje się coraz większe i gwałtowne wybuchy między mną a ojcem stają się coraz częstsze. Ojciec, mimo swoje wszystkie świństwa, stara się ciągle być ze mną […] , ale ja nie mogę się przezwyciężyć i obojętnie patrzę na wszystko. Nadszedł już czas, kiedy biuro [Lutomierska 11] jest dla mnie rajem i godzina pójścia do domu [Spacerowa 5/7] napawa mnie lękiem i obrzydzeniem. Tempora mutantur…" (s. 332-333)

„28 listopada 1942 r.: W domu sytuacja bez zmian. Ojciec w dalszym ciągu nie pracuje nigdzie, tylko nosi węgiel z Marysina i gotuje w domu. Stosunki ze mną polepszyły się jednak." (s. 337-338)

„30 listopada 1942 r.: […] Czytam ostatnio bardzo mało, ale napisałem kilka polskich wierszy w biurze [Lutomierska 11] w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Zdaje się, że formę już jakoś opanowałem W domu [Spacerowa 5/7] nie robię absolutnie nic. Z ojcem bez zmian." (s. 338)

V A,    JA/ONI

„2 grudnia 1942 r.: […] W domu coraz brudniej, zimniej i wilgotniej, nie ma mowy o praniu. Ojciec zaś jest już niemożliwie owszony i brudny. Od przyjścia z więzienia nie mył się jeszcze ani razu. Ja się jeszcze trzymam, Nadzia już się zaraziła." (s. 339)

„3 grudnia 1942 r.: […] Z ojcem sprawa zupełnie beznadziejna. Był dziś na Marysinie [Jagiellońska 25] i wrócił z niczym ze względu na odległość i rzekomo ciężką pracę. Woli siedzieć w domu [Spacerowa 5/7] i pochłaniać kartofle, które gotuje dla siebie w kolosalnych ilościach. Byłem po południu u Niutka, do którego poszedłem z tego prostego względu, że nie miałem dokąd pójść (Salomon się przeprowadził, a pozostać w domu było niemożliwością)." (s. 339)

V A,    JA

„5 grudnia 1942 r.: […] Później byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], z którym po wyjściu jego żony (akuszerki) i dziecka miałem poważną i szczerą rozmowę. Widząc, że orientuję się w jego nieznośnych stosunkach domowych, dysharmonii z nieodpowiednią żoną i pozbawieniu go wpływu na dziecko, wywnętrzył się przede mną ze swych zmartwień i marzeń o pozbyciu się już tej nieznośnej i ciążącej atmosfery. Ja, któremu w to tylko graj, odwzajemniłem mu się spowiedzią z mych cierpień w domu i mą chęcią wypłynięcia z tego niemożliwego już teraz portu. Mówiło się jeszcze na rozmaite przyjacielskie tematy, tyczące jego i moich zamierzeń po… A potem trzeba było wrócić do domu [Spacerowa 5/7], gdzie w międzyczasie Nadzia pokłóciła się solidnie z ojcem." (s. 341)

„6 grudnia 1942 r.: […] Nawiedza mnie ostatnio chęć intensywnego czytania i zapominania się w lekturze, ale jest to tylko w bardzo małym stopniu wykonalne. Czytać mogę tylko w biurze [Lutomierska 11], gdzie mam mniej pracy i nikt się nie kręci. Książka leży w szufladzie, którą zamykam za najmniejszym szelestem przy drzwiach. Lepsze to jednak niż nic, gdyż w domu [Spacerowa 5/7] jest o wiele gorzej. Przez zimno (nie można usiedzieć) i brak światła przy łóżku – nie czytam w domu nic." (s. 342)

„8 grudnia 1942 r.: […] W domu [Spacerowa 5/7] sytuacja znów się napręża. Ojciec siedzi sobie i gotuje, jakby nigdy nic. Ani słówka o pójściu do pracy. Milczę, co doprowadza go do wściekłości. Chciałby mieć normalne stosunki w domu. Ja tak samo." (s. 343)

„10 grudnia 1942 r: […] Dostałem dziś 30 dkg konserwowanego mięsa w biurze [Lutomierska 11] (1/3 puszki). We wszystkich innych wydziałach i resortach dawają po pół puszki, ale u nas część urzędników otrzymała po pół, a część (niżsi) po 1/3. Wprawdzie mówili, że trzeba przegotować to mięso, ale myśmy w domu [Spacerowa 5/7] je zjedli wprost z puszki. Jadłem konserwy mięsne po raz pierwszy w życiu. O smakowaniu ich nie muszę nic mówić. Dostaniemy znów w biurze po 5 kg kalarepy. Aby dalej! Byle do wiosny!„ (s. 344)

V A,    JA/ONI

„11 grudnia 1942 r.: […] Ojciec przyszedł dziś do mnie [do biura, Lutomierska 11] ze zwolnieniem i zapotrzebowaniem. Wszedłem z nim do [Kiwy] Siennickiego („minister pracy”), który wydał mu natychmiast skierowanie do stolarskiego jako fachowcowi. Ojciec jest prawie że zadowolony (wiedząc, że musi pracować, woli swą branżę niż inną) i w domu [Spacerowa 5/7] znów nastał względny „pokój” i normalne stosunki. Gdyby tylko nie to przeraźliwe drapanie się ojca, który ciągle jest solidnie zawszony i pokryty strupami. Nadzia [Sierakowiak] nie poszła w tym tygodniu we wtorek do pracy i wyprała trochę bielizny. Może więc od przyszłego tygodnia (gdy bielizna będzie sucha) sytuacja się trochę polepszy" (s. 344)

„19 grudnia 1942 r.: Nieszczęścia jak się wzięły do nas, tak i nie puszczają. Okazuje się teraz, że ojciec nabawił się w więzieniu [Czarnieckiego 12/18] świerzby, którą cały czas „hodował”, nic sobie z tego nie robił, kładąc wszystko na karb wszy. Wobec tego, że po rozbiciu na drzewo jedynego drewnianego spośród trzech naszych łóżek Nadzia [Sierakowiak] zmuszona jest spać z ojcem w większym z łóżek i naturalnie nabawiła się tej szatańskiej choroby. Ja jestem teraz w strachu o siebie, bo warunki nasze [w domu, Spacerowa 5/7] uniemożliwiają separację chorych od zdrowych. Gdy zaczynają wieczorem rwać skórę na sobie na skutek okropnego swędzenia, przechodzą mnie ciarki. A ojciec przyjmuje wszystko tępo do wiadomości, opuszcza się mimo pracy coraz bardziej." (s. 347)

„28 grudnia 1942 r.: […] Dzisiaj [w domu] położyliśmy się już spać bez kolacji, bo resztki kartofl i Nadzia podzieliła na jutro i pojutrze. Świerzba u Nadzi i ojca chwilowo zaleczona, ale ze względu na niemożliwość zmiany bielizny pościelowej powróci najprawdopodobniej na nowo." (s. 352)

„29 grudnia 1942 r.: […] Wieczorem był dziś u mnie [Spacerowa 5/7] Calel, który opowiadał, co się dzieje na placu warzywnym, na którym pracuje. Wszystko ma w swej władzy [Dawid] Gertler i jego ludzie, którym nic nie brakuje. To, co za rządów [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego grało, ma teraz przynajmniej część ludności, z tą dla nas korzyścią, że otrzymujemy towar dobry i z dobrą wagą. Mówi się o tym, że Sonderabteilung i tajni ludzie Gertlera mają też objąć Plac Węglowy [Łagiewnicka 29/31] i Wydział Talonów [Dworska 1/3]." (s. 352)

V A,    JA

„2 stycznia 1943 r.: Ojciec upadł wczoraj bardzo nieszczęśliwie i nie mógł pójść do pracy. Musiałem z rana zameldować o tym w resorcie (ojciec pracuje tam teraz jako portier). Oby tylko nie było złamania nogi. […] Kładę się już znów ostatnio w miarę możności wcześnie spać, bo w domu solidnie zimno. Znów wszystko poczyna butwieć z wilgoci. Kolacji nie gotujemy i dlatego ostatni mój posiłek (zupa z brukwi i ewentualnie kawałek chleba z rzodkwią) spożywam o 4-ej. Czytam jednak więcej w łóżku niż tak. Nie ma tego złego." (s. 354)

„3 stycznia 1943 r.: Zamówiony dziś lekarz dla ojca nie przyszedł [do domu], będzie chyba dopiero jutro. Tymczasem robi się coraz zimniej i coraz większy głód. Zupa kosztuje już 5 Rm. U nas gotuje się już tylko trochę zupy z brukwi i mączki wieczorem. Jest zaledwie po jednym talerzu dla każdego." (s. 355)

V A,    JA/ONI

„4 stycznia 1943 r.: Noga ojca okazała się złamana w kostce i lekarz wypisał kwalifikację do szpitala chirurgicznego na gipsowanie. Na razie nie nałoży nawet żadnego opatrunku. W domu tymczasem znów „naprężenie”. Ojcu się zdaje, że nikt o niego nie dba i nie chcemy go ratować. Zapomina o swoim zachowaniu się, gdy brano mamę na stracenie. Ja znów milczę i uciekam z domu, o ile tylko mam siły gdzieś się zawlec." (s. 355)

V A,    ONI

„5 stycznia 1943 r.: Ojciec jeszcze ciągle w domu." (s. 355)

V A,    JA

„14 stycznia 1943 r.: […] Wstawanie z rana staje się znów katorgą. Z rana temperatura naszego pokoju jest poniżej zera i cud, że się nie przeziębiamy. A Nadzia [Sierakowiak] musi w tym zimnie przebywać cały dzień! Kładzie się też po ugotowaniu obiadu natychmiast do łóżka. Rany na razie goją się bardzo nieznacznie." (s. 356)

V A,    JA/ONI

„15 stycznia 1943 r.: Po podpisaniu listy w biurze [Lutomierska 11] wróciłem dziś do domu [Spacerowa 5/7] i odebrałem z Nadzią [Sierakowiak] węgiel i drzewo na nasze dwie karty (ojca karta jest w szpitalu). Na 30 kg drzewa dostałem jeden pień, który diabli wiedzą jak będzie można wypiłować czy rozrąbać. Dziś było tylko zero stopni C. Mój kierownik jakoś wyzdrowiał i zupę moją dziś dostałem. Nadzi jest ciągle nie lepiej. […] W biurze mam teraz mało czasu, czytam przeważnie po kolacji w łóżku. Poza tym nic nie robię. Byle dalej, byle do wiosny." (s. 357)

V A,    JA

„24 lutego 1943 r.: […] W domu [Spacerowa 5/7] głód coraz większy. Nie mamy już nic z „kolonialki” i zupy są zupełnie jałowe. Dziś kazałem Nadzi dokupić 40 dkg kiszonej kapusty za 6,40 Rm. Kg brukwi kosztuje 12 Rm, zupa resortowa 8–9 Rm, kg kartofl i od 20 do 25 Rm, chleb 200 Rm za bochenek, cukier 1,60 Rm dkg, masło 6 Rm za dkg itd. Setka, którą dostałem od [Abrahama] Bandego, rozleciała się już całkowicie i napocząłem osiemdziesiątkę z pożyczki. Ojcu jest coraz gorzej, a tu znikąd ratunku […]" (s. 364)

V A,    JA/ONI

„5 marca 1943 r.: […] Ojciec jest na wszystko obojętny, dyszy ciągle, mówi bardzo mało i coraz mniej je, chociaż żołądek ma zupełnie w porządku. Lekarz, który miał dzisiaj być, nie przyszedł. Nadzia [Sierakowiak] była u niego po południu i przyrzekł przyjść z samego rana [na Spacerową 5/7]. Dziś nie zdążył ze względu na kolosalną ilość wizyt." (s. 365)

„6 marca 1943 r.: Mój nieszczęsny, potężny niegdyś ojciec umarł dziś o czwartej po południu. Przez noc osłabł tak, że z rana leżał już, prawie nie mogąc się poruszać. Było mu coraz ciężej oddychać, nie oddawał zupełnie moczu i bardzo mało mówił, aczkolwiek cały czas był zupełnie przytomny i zdawał sobie ze wszystkiego sprawę. Doktor przyszedł dopiero o wpół do dwunastej i stwierdził całkowite osłabienie mięśnia sercowego. Zapisał zastrzyki ze strychniny do natychmiastowego zastosowania, ale w żadnej aptece w getcie nie ma już od pół roku zastrzyków i można je w bardzo małych ilościach otrzymać przy wielkiej protekcji w Sonderabteilung, dokąd sprowadza je [Dawid] Gertler. Nadzia wezwała wuja Szlamko [Sierakowiaka], który wziął recepty, ale też nie mógł nic zdziałać. Na obiad ojciec jadł jeszcze kilka ugotowanych na sucho kartofl i z barszczykiem z buraczków (20 dkg buraczków, 5 Rm), ale Nadzia [Sierakowiak] musiała mu już wszystko dawać do ust. O trzeciej Nadzia zeszła po sałatkę i serek i ja zostałem z ojcem sam w mieszkaniu [Spacerowa 5/7]. […]. Nagle około pięć do czwartej ojciec poprosił mnie, abym mu poprawił poduszki. Uczyniłem to, ojciec pochylił głowę i leżał bez ruchu oddychając bardzo nieznacznie. Patrzyłem nań z mojego łóżka bezustannie i naraz zdawało mi się, że przestał oddychać. Przez parę minut nie wierzyłem, zdrętwiały ze strachu, sam sobie i dopiero kilka minut po czwartej zawołałem Ankę, aby zawołała kogoś z sąsiadów. Przybyła sąsiadka, chciała ojcu przesunąć głowę na poduszkę, ale musiała z przerażeniem stwierdzić, że ojciec już nie żyje. Gdy Nadzia przyszła z sałatką i serem, rzuciła się z krzykiem i płaczem do ojca, ale było już za późno. Posłaliśmy po wujka, który przyszedł przed wieczorem. Więcej z rodziny nikt się nie zjawił." (s. 365-366)

V A,    JA

„7 marca 1943 r.: Całą noc przeleżałem, jak i Nadzia [Sierakowiak], bezsennie. Nadzia nie rozebrała się i w palcie leżała na moim łóżku. Z rana wujek załatwił formalności u lekarza i w Wydziale Pogrzebowym, a około pierwszej obmyto ojca, według rytuału, w mieszkaniu – podczas czego leżałem odwrócony do ściany, zaś o trzeciej przybył karawan. Przez ten czas tak się podnieciłem, że znów dostałem wyższą temperaturę. Jestem w najwyższym stopniu zdenerwowany i wystraszony i nie mogę sobie nawet mierzyć gorączki, bo drżę cały, gdy tylko wkładam termometr. Wezwałem dzisiaj felczera za 5 Rm, który po zbadaniu mnie oświadczył, że najprawdopodobniej gorączka jest infekcyjna z ranki od odmrożenia, którą mam. Płuca zaś znalazł w porządku. Zapisał lekarstwo i maść i kazał leżeć w łóżku, co zdaje się będzie niemożliwe do wykonania, bo zwariuję, jeśli zostanę jeszcze dzień w domu [Spacerowa 5/7] sam na sam z moimi myślami, strachem i wspomnieniami. Była dziś u nas Nadzia [Dwojra Sierakowiak] – córka cioci Ester [Sierakowiak], która przyrzekła, że da mi powleczenie na moją niemożliwą do zniesienia pościel. Na cmentarz poszedł wujek i Chaim Erster. Wieczorem nikt do nas nie przyszedł i znów zostaliśmy na noc sami." (s. 366-367)

„8 marca 1943 r.: Leżałem dziś jeszcze w łóżku, bo gorączka nie ustępuje. Jestem jednak tak podniecony, że wszyscy prawie radzą mi, abym wstał, nie mierzył gorączki i poszedł do pracy. Uczynię tak i jutro nieodwołalnie idę do pracy. Był dziś przed południem u mnie Fuks, szwagier cioci Ester [Sierakowiak], u którego znajduje się palto letnie ojca oddane do przerobienia. Pozwoliłem mu je sprzedać, zatrzymać sobie należność za robotę i resztę nam zwrócić. Będziemy mieli chociaż kilka marek. Zostało nam po ojcu 1 kg chleba, serek, trzy łyżeczki cukru i około dwóch dkg oleju. Z tego nie sprzedajemy nic. Hamerowie odebrali nam już rację masła, sera i proszku mlecznego. Tak że mam teraz, łącznie z zupą z biura, jak na ostatnie tygodnie solidnie do jedzenia. Tylko że moja gorączka, leżenie w łóżku i smutek dobijają mnie i przyprawiają o palpitację serca. W nocy budzę się z biciem lub osłabieniem serca i długi czas nie mogę zasnąć. Nie mogę już doczekać się jutra, gdy będę mógł pójść do biura. Nadzia [Sierakowiak] była dziś u [Józefa] Podlaskiego, który kazał jej przyjść dopiero za kilka dni, bo nie ma jeszcze pracy. Niemniej ona pójdzie doń jutro ponownie i jeszcze raz go poprosi, tłumacząc, że nie będzie mogła sama usiedzieć w mieszkaniu. Och, gdybym ja już tylko był na nogach! Byle tylko nie łóżko, które jest w getcie symbolem grobu. Byle nie siedzieć w tym przeklętym mieszkaniu [Spacerowa 5/7], gdzie nie ma żadnego leczenia ani ratunku. Może uda mi się wykiwać gorączkę na chodząco. Oby!..." (s. 367-368)

„28 marca 1943 r. Byłem dziś też przez dwie godziny w biurze [Lutomierska 11], naturalnie przez zupę. Po południu byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Pożyczył mi wstęp do powieści, którą zaczął pisać. Gdy wróciłem do domu [Spacerowa 5/7], myślałem, że zemdleję. Uginają się pode mną kolana i ledwo mogę chodzić. Ciągle gorączkuję i nie mogę się pozbyć strupów i rany od odmrożenia. Wyglądam znów bardzo źle. A tu sprawa wysiedlenia ciągle jeszcze nie jest wyklarowana i ciągle czarne chmury wiszą nad gettem." (s. 378-379)

„11 kwietnia 1943 r.: Znów zauważyłem u siebie świerzb. Przyjdzie mi chyba zwariować. Nadzia [Sierakowiak] leżała dziś cały dzień w łóżku, bo jest mocno przeziębiona. Musiałem [gotować] i przygrzewać wieczorem." (s. 384)</document>
<document nplp_id="12207" title="„Łóżko”" slug="lozko">Jerzy Afanasjew
 
ŁÓŻKO
Farsa hotelowa w trzech aktach
 
© Copyright for the text by Jerzy Afanasjew 2023
Opracowanie edytorskie dramatu: Bartłomiej Kuczkowski
Na podstawie wydania:
Jerzy Afanasjew, Tralabomba. Dramaty i scenariusze, wstęp Paweł Stangret, wybór utworów Tomasz Kaczorowski, opracowanie edytorskie Bartłomiej Kuczkowski, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.
&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="12208" title="„Misja”" slug="misja">Misja

Komedia

© Copyright for the text by Sława Bardijewska, Liliana Bardijewska

Opracowanie edytorskie dramatu: Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska

Na podstawie wydania:

Henryk Bardijewski, Mirakle. Dramaty, wybór i wstęp Jarosław Cymerman, opracowanie edytorskie tekstów Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Instytut Badań Literackich PAN: Wydawnictwo, Warszawa 2023.
</document>
<document nplp_id="12212" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-4">Nota edytorska

Publikację elektroniczną dramatu Misja oparto na wydaniu:
Henryk Bardijewski, Mirakle. Dramaty, wybór i wstęp Jarosław Cymerman, opracowanie edytorskie Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Instytut Badań Literackich PAN: Wydawnictwo, Warszawa 2023.

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane w publikacji
elektronicznej:

Wykaz źródeł
– H. Bardijewski: Dramaty. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1981 (z podtytułem
Komedia).
Przekazy niepublikowane:
– maszynopis w Bibliotece ZAiKS, sygn. 3047;
– egzemplarz cenzorski (maszynopis z autorską wersją tekstu i naniesionymi skreśleniami cenzury) z Państwowego Teatru Nowego (w zbiorach Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, sygn. A 500).

Wybór podstawy wydania
Sztuka ukazała się w druku tylko raz, w zbiorze dramatów z 1981 r. (nakładem PIW). Była już jednak wcześniej znana za sprawą realizacji scenicznej w 1975 r. (Teatr Nowy, reż. Mariusz Dmochowski). Egzemplarze teatralne Misji są maszynopisami nieautorskimi, przygotowanymi w teatrze na potrzeby przedstawienia (o czym świadczą skróty i zmiany wprowadzone przez reżysera), dlatego nie mogą być brane pod uwagę jako podstawa wydania w niniejszej edycji. Jedynie maszynopis przedstawiony przez teatr cenzorowi zawiera pierwotną, autorską redakcję tekstu – z dwoma wersjami zakończenia. Maszynopis z Biblioteki ZAiKS wykazuje wiele podobieństw do wersji scenicznej, co więcej – respektuje skreślenia, których dokonał cenzor na egzemplarzu teatralnym. Z kolei pierwodruk jest redakcją najpóźniejszą, zawiera najpełniejszą wersję tekstu, w której autor nie wziął pod uwagę skreśleń cenzora dokonanych na potrzeby realizacji teatralnej. Przyjęto go zatem jako
podstawę druku w niniejszej edycji.

Emendacje
– nie było konieczności wprowadzania emendacji. Zastosowano jedynie poprawki ortograficzne i interpunkcyjne opisane w dalszej części noty.

Redakcja i korekta

Zastosowano współczesne zasady ortograficzne i interpunkcyjne. Wiele poprawek dotyczyło pisowni z nie (pisownia łączna z wszystkimi imiesłowami przymiotnikowymi, z przymiotnikami i przysłówkami). Respektowano normy łącznej lub rozdzielnej pisowni w wyrażeniach przyimkowych, w połączeniach przedrostków z wyrazami pospolitymi i tym podobnych. Poprawiano pisownię dużą i małą literą, np. w pisowni wyrazu kościół stosowano rozróżnienie: jeśli kontekst wskazywał na to, że mowa jest o instytucji i ogóle wiernych, poprawiano na dużą literę, tam zaś, gdzie wyraz odnosił się do budynku – pozostawiano małą. Ujednolicono zapis czasownika śpieszyć/spieszyć do spieszyć z uwagi na jego częstsze występowanie.

Wiele uwagi poświęcono interpunkcji: uporządkowano stosowanie przecinków w zdaniach złożonych współrzędnie i podrzędnie oraz w wypowiedzeniach z imiesłowowym równoważnikiem zdania czy zawierających wtrącenia. W przypadkach, gdzie norma dopuszczała różne rozwiązania, a interpunkcja sygnalizowała dodatkowo sposób wypowiadania zdań, respektowano znaki zastosowane w podstawie wydania. Zdania urwane, kontynuowane przez następną postać w nowej kwestii, rozpoczynano od małej litery. W zakresie redakcji tekstu nie ingerowano w styl czy poprawność gramatyczną dialogów, mając na uwadze ich związek z językiem mówionym oraz fakt, że sposób mówienia charakteryzuje postaci.

Uporządkowano zapis didaskaliów zgodnie z zasadami serii, jeśli w podstawie wydania zauważono wyraźne niekonsekwencje. Uwagi autorskie dotyczące wypowiedzi danej postaci lub jej zachowania podczas wypowiadania kwestii zapisano małą literą i ujęto w nawiasy. Natomiast didaskalia kreujące nową sytuację sceniczną wydzielono w osobnym akapicie.

Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska</document>
<document nplp_id="12213" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-5">Nota edytorska

&amp;nbsp;

Publikację elektroniczną utworu Łóżko. Farsa hotelowa w trzech aktach oparto na wydaniu:

&amp;nbsp;

Jerzy Afanasjew, Tralabomba. Dramaty i scenariusze, wstęp Paweł Stangret, wybór utworów Tomasz Kaczorowski, opracowanie edytorskie Bartłomiej Kuczkowski, Instytut Badań Literackich PAN: Wydawnictwo, Warszawa 2020.

&amp;nbsp;

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane w publikacji elektronicznej:

&amp;nbsp;

Spis przekazów tekstowych

&amp;nbsp;

Łóżko. Farsa hotelowa w trzech aktach (ok. 1966)

 	Biblioteka Gdańska PAN, sygn. Ms 6178, t. 1, „Łóżko. Farsa w 3-ch aktach” (maszynopis pierwszej, wcześniejszej wersji dramatu, z licznymi poprawkami ręką autora)
 	Biblioteka Gdańska PAN, sygn. Ms 6178, t. 2, „Łóżko. Farsa w 3-ch aktach” (maszynopis drugiej wersji dramatu, z nielicznymi dopiskami odręcznymi)
 	Archiwum Państwowe w Gdańsku, sygn. 10/2132/0/1/331 (teka sztuki Łóżko w reż. Zbigniewa Bogdańskiego [1967] w zespole aktowym „Państwowy Teatr »WYBRZEŻE« w Gdańsku” – zawiera egzemplarz sztuki kierownika artystycznego teatru Jerzego Golińskiego)
 	Biblioteka ZAiKS w Warszawie, sygn. 2250, „ŁÓŻKO wersja I hotelowa farsa w 3 aktach”

(maszynopis pierwszej, wczesnej wersji dramatu)

 	Biblioteka ZAiKS w Warszawie, sygn. na maszynopisie 2250 (na tekturowej teczce zawierającej maszynopis i w katalogu bibliotecznym sygn. 2249), „ŁÓŻKO wersja II hotelowa farsa w 3 aktach”

&amp;nbsp;

Nadto Jerzy Afanasjew opracował i pozostawił w maszynopisie jednoaktówkę Halny, hej! (opublikowaną po raz pierwszy w 2020 roku w tomie z serii „Dramat Polski. Reaktywacja”) – przeróbkę trzeciego aktu pierwszej wersji Łóżka – a także powieść opartą w znacznym stopniu na dialogach sztuk Łóżko i Halny, hej!:

 	Biblioteka Gdańska PAN, sygn. Ms 6180 „Halny, hej! (Farsa absurdalna w I odsłonie – jeśli nie ukradziono kurtyny” (maszynopis)
 	Jerzy Afanasjew z Sopotu, Świat do góry nogami, Łódź 1974

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Wybór podstawy tekstowej 

&amp;nbsp;

Dramat w tomie należącym do serii „Dramat Polski. Reaktywacja” opublikowano po raz pierwszy. Jerzy Afanasjew napisał dwie wersje utworu różniące się w znacznym stopniu. Do publikacji wybrano wersję późniejszą (opatrywaną w przekazach podtytułami „II wersja” i „wersja II”), ponieważ to na jej podstawie autor podejmował dalsze działania artystyczne. Ta wersja jest bowiem zawarta w egzemplarzu archiwalnym Jerzego Golińskiego, kierownika artystycznego Teatru Wybrzeże. Nadto do powieści Świat do góry nogami (1974) włączył Afanasjew liczne dialogi z drugiej wersji Łóżka.

Za podstawę tekstową przyjęto maszynopis znajdujący się w archiwum autora: Biblioteka Gdańska PAN, sygn. Ms 6178, t. 2. Skolacjonowano go z przekazem odnalezionym w Bibliotece ZAiKS w Warszawie pod sygn. 2249. Te dwie wersje znacznie różnią się od siebie – drugi z egzemplarzy zawiera więcej didaskaliów, pozbawiony jest większości końcowych partii dialogowych po opadnięciu kurtyny, nie występuje w nim również postać Stolarza. Najprawdopodobniej został opracowany na potrzeby spektaklu teatralnego, o czym pośrednio świadczy to, że podobne różnice w didaskaliach występują w przekazach dramatu Olaf Grubasow między pierwodrukiem a maszynopisem przechowywanym w Bibliotece ZAiKS. Nadto egzemplarz dramatu Łóżko z Biblioteki ZAiKS jest przekazem skażonym – w przepisywanym maszynopisie brakuje kilku wierszy tekstu, dostrzegamy w nim też skreślenia o nieustalonej proweniencji – być może mają charakter autocenzuralny lub też dokonał ich reżyser spektaklu Zbigniew Bogdański. W II akcie sztuki Madame Kristina unika mówienia o „piekle”, „smażeniu się w piekielnym kotle”, „Lucyferze” i „kadzi piekielnej”, zastępując te sformułowania eufemizmami: „hotel”, „dziura”, „wanna”, „szef hotelu”. Biorąc to wszystko pod uwagę, wybrano maszynopis autora jako podstawę tekstową.

&amp;nbsp;

Emendacje

&amp;nbsp;

Akt I, wypowiedzi Drabów:

W podstawie czytamy:

DRAB II

Ech, ta hotelowa służba! Dzisiaj!!

DRAB II

Milczeć. Nie narzekać!

Poprawiono osobę w drugiej replice: DRAB III

&amp;nbsp;

Akt II, wypowiedź Hrabiego:

W podstawie czytamy:

KOLEJARZ I

Sam! Pasażerów to u nas nie ma panienko. […]

Poprawiono osobę: HRABIA. W podstawie tekstowej znajduje się w tym miejscu pozostałość po pierwszej wersji dramatu, w której znajdowała się postać Kolejarza I.

&amp;nbsp;

Akt II, wypowiedź Madame Kristiny:

W podstawie czytamy:

MADAME KRISTINA (słaniając się na nogach do siebie)

Gardło i ten jego cesarski cień w mózgu! […]

Poprawiono na: Gardło i ten jego cesarski mięsień w mózgu! Prawdopodobnie omyłka autora lub maszynisty. W kilku replikach wcześniejszych dwukrotnie – ze strony Cesarza i Madame Kristiny – padają określenia „mięsień cesarki” i „mięsień w mózgu”, nigdzie nie ma natomiast mowy o „cesarskim cieniu w mózgu”.

&amp;nbsp;

Akt II, wypowiedź Cesarza:

W podstawie czytamy:

HRABIA (zrywa się)

Bilet pan ma?

HRABIA (zaspany, wyciągając bilet)

…Cesarz?

Poprawiono osobę w pierwszej replice: CESARZ

&amp;nbsp;

Akt II, didaskalium:

W podstawie czytamy:

Nagle, gdy bezbronna Madame Kristina znalazła się w rogu pokoju, oni rzucają się do przodu. Słychać już wrzask. Madame Kristina pada. […]

Poprawiono (za egzemplarzem ZAiKS): Słychać jej wrzask.

&amp;nbsp;

Akt III, wypowiedź Dyrektora Rolasa:

W podstawie czytamy:

DYREKTOR ROLAS (do Draba III)

Możesz być dumny. Starzec sam się wpakował.

Poprawiono na: Starzec sam cię wpakował. Poprawka wynika z poprzedniej wypowiedzi Starca: Ten drab przypomina mi pewnego koczkodona, którego sam wpakowałem na arkę! – odnoszącej się do Draba III, nie zaś do samego Starca.

&amp;nbsp;

Akt III, wypowiedź Adama:

W podstawie czytamy:

ADAM

Tak, proszę pana. Na następny dzień, to znaczy dzisiaj, mam Ewunię kusić jabłkiem. Już je namówiłem w raju. […]

Poprawiono na: Już je zamówiłem w raju. Taka wersja znajduje się w egzemplarzu ZAiKS i w powieści Świat do góry nogami. W podstawie była literówka, która pozbawiała zdanie sensu.

&amp;nbsp;

Opracowanie tekstu

&amp;nbsp;

W tekście dramatu uwspółcześniono następujące rozwiązania ortograficzne i typograficzne. Dostosowano do współczesnej normy ortograficznej pisownię partykuły ‘nie’ z imiesłowami przymiotnikowymi (np. ‘nie obudzony’ → ‘nieobudzony’), a po wypowiedzeniach z imiesłowami przysłówkowymi konsekwentnie zastosowano przecinki (np. ‘Zabijając ją uwolnimy się od kompleksów zemsty!’ → ‘Zabijając ją, uwolnimy się od kompleksów zemsty!’). Wszystkie wielkości liczbowe w wypowiedziach postaci i didaskaliach zapisano słownie, pozostawiając zapis cyframi arabskimi w datach rocznych (‘Dziś jest rok 1967, a Jego Cesarska Mość zasnął w Bogu w roku 1920’) oraz w numerze pokoju hotelowego (‘W gazetach pisało, że 234. Hotelu nie pamiętam’), zaś zapis cyframi rzymskimi – w określeniach odnoszących się do stuleci (np. ‘Komu potrzebny w XX wieku rycerz?’), nazwach postaci (np. ‘Drab II’) i w formalnym podziale dramatu na akty, zgodnie z konwencją serii wydawniczej „Dramat Polski. Reaktywacja”. Ingerencje ortograficzne objęły również niekonsekwentną, a niekiedy niepoprawną ortograficznie pisownię cyfrowo-słowną liczebników w podstawie tekstowej (np. ‘400 letni’ → ‘czterechsetletni’, ‘o 7-mej’ → ‘o siódmej’, ‘8-mio godzinny dzień pracy’ → ‘ośmiogodzinny dzień pracy). Zmiana w zakresie pisowni liczebników dotyczy również podtytułu utworu Jerzego Afanasjewa (‘farsa hotelowa w 3-ch aktach’ → ‘farsa hotelowa w trzech aktach’). Do pełnej postaci rozwinięto zapis skrótów (‘w.’ → ‘wiek’, ’np.’ → ’na przykład’) i identyfikatora repliki (‘Dyr. Rolas’ → ‘Dyrektor Rolas’). Usunięto liczne w maszynopisie zbiegi interpunkcyjne kropki i wykrzyknika, przyjmując zapis zgodny z kontekstem wypowiedzi. Dostosowano do normy ortograficznej pisownię następujących form: ‘zbeszcześcić’ → ‘zbezcześcić’, ‘przystęplować’ → ‘przystemplować’, ‘acha’ → ‘aha’, ‘krwiodastwo’ → ‘krwiodawstwo’, ‘zrozumię’ → ‘zrozumiem’, ‘nieopacznie’ → ‘nieopatrznie’, ‘pojedyńczo’ → ‘pojedynczo’, ‘wziąć’ → ‘wziąć’, ‘nawieść’ → ‘nawieźć’. Ingerencje ortograficzne dotyczyły również zmian w zakresie łącznej i rozłącznej pisowni wyrażeń: ‘poco’ → ‘po co’, ‘odrazu' → ‘od razu’, ‘napozór’ → ‘na pozór’, ‘poczem’ → ‘po czym’, ‘nielada’ → ‘nie lada’. Nadto dostosowano do normy ortograficznej pisownię wyrażeń obcojęzycznych: ‘bourgois’ → ‘bourgeois’, ‘l’imperieur’ → ‘l’empereur’, ‘mon cheri’ → ‘mon chéri’, ‘Bon chance!’ → ‘Bonne chance!’, ‘Fau pas’ → ‘Faux pas’, ‘répété’ → ‘répétez’. Pozostawiono natomiast bez zmian świadome spolszczenia (‘mesje’, ‘sakreble’).

Maszynopis Łóżka zawiera błędy literowe, ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne. Dramat ten nie był publikowany za życia autora, toteż nie został przez niego w pełni dopracowany redakcyjnie i zrewidowany w celach wydawniczych. Nadto nie można wykluczyć, że niektóre błędy zapisu mogły powstać na skutek pracy maszynisty. Zdecydowano o poprawieniu oczywistych usterek (np. ‘voger’ → ‘foyer’, ‘dostraktywnie’ → ‘destruktywnie’, ‘dystyngownie’ → ‘dystyngowanie’, ‘sjamscy’ → ‘syjamscy’), a także błędów literowych i gramatycznych w spisach osób i didaskaliach (‘trzywialny’ → ‘trywialny’, ‘pamiętający dawne prosperity’ → ‘pamiętający dawną prosperity’). Uznano je za niezamierzone przez autora lub popełnione przez przepisujących, ponieważ didaskalia w dramacie nie są nacechowane językowo w taki sposób, aby podobne błędy traktować jako stylizację. Odmienne zjawisko zaobserwowano natomiast w dialogach – prowadzonych w języku potocznym. Pojawiające się tam błędy, takie jak: kontaminacje frazeologizmów, np. ‘I zbije panu mordę’; błędne zastosowanie strony zwrotnej czasownika: ‘Stronisz się od wysiłku’; nieprawidłowe konstrukcje zdaniowe, np. ‘Siedząc na łóżku, wydało mi się przed chwilą, że od pani jedzie dymem’, ‘wydaje się pan być zbyt brutalny’; konstrukcje kolokwialne, np. ‘Przecież to nie pociąg, a hotel’ – są charakterystyczne dla żywiołu mowy potocznej. Uznano je za istotny składnik języka postaci i odstąpiono od ingerencji w jego brzmienie.

W tekście zachowano obecne w maszynopisie wyróżnienia autorskie, stosując rozstrzelenia (np. ‘Hrabia pisze pamiętniki? ‘), majuskułę (‘RURATY’), a także dywizy (‘M-ę-ż-c-z-y-z-n-a‘).

&amp;nbsp;

Bartłomiej Kuczkowski</document>
<document nplp_id="12215" title="I.A.   1-8.09.1939 (Od&amp;nbsp;wybuchu wojny do&amp;nbsp;wkroczenia wojsk niemieckich)" slug="i-a-1-8-09-1939-od-wybuchu-wojny-do-wkroczenia-wojsk-niemieckich"></document>
<document nplp_id="12221" title="II.   30.04.1940 &amp;#8211; 5.01.1942 (Od&amp;nbsp;zamknięcia getta do&amp;nbsp;pierwszych wysiedleń)" slug="30-04-1940-5-01-1942-od-zamkniecia-getta-do-pierwszych-wysiedlen"></document>
<document nplp_id="12223" title="IV.  1-12.09.1942   (Szpera)" slug="1-12-09-1942-szpera"></document>
<document nplp_id="12225" title="VI.   16.06 &amp;#8211; 29.08.1944" slug="16-06-29-08-1944-likwidacja-getta"></document>
<document nplp_id="12227" title="29.08.1944-18.01.1945 (Od&amp;nbsp;likwidacji getta do&amp;nbsp;wyzwolenia Łodzi)" slug="29-08-1944-18-01-1945-od-likwidacji-getta-do-wyzwolenia-lodzi"></document>
<document nplp_id="12228" title="Po&amp;nbsp;wyzwoleniu (po&amp;nbsp;19.01.1945)" slug="po-wyzwoleniu-po-19-01-1945"></document>
<document nplp_id="12230" title="I.B.   8.09.1939 &amp;#8211; 9.02.1940 (Od&amp;nbsp;wkroczenia wojsk niemieckich do&amp;nbsp;decyzji o&amp;nbsp;utworzeniu getta)" slug="i-b-8-09-1939-9-02-1940-od-wkroczenia-wojsk-niemieckich-do-decyzji-o-utworzeniu-getta-2"></document>
<document nplp_id="12234" title="V.    12.09.1942-23.06.1944" slug="v-12-09-1942-23-06-1944-od-zakonczenia-wysiedlen-do-akcji-likwidacyjnej"></document>
<document nplp_id="12237" title="VII.   29.08.1944-18.01.1945 (Od&amp;nbsp;likwidacji getta do&amp;nbsp;wyzwolenia Łodzi)" slug="vii-29-08-1944-18-01-1945-od-likwidacji-getta-do-wyzwolenia-lodzi"></document>
<document nplp_id="12239" title="II.A.   30.04.1940-15.10.1941 (Od&amp;nbsp;zamknięcia granic getta do&amp;nbsp;wsiedlenia Żydów z&amp;nbsp;Zachodu)" slug="ii-a-30-04-1940-15-10-1941-od-zamkniecia-granic-getta-do-wsiedlenia-zydow-z-zachodu"></document>
<document nplp_id="12243" title="I.C.   9.02.1940 &amp;#8211; 30.04.1940  (Od&amp;nbsp;decyzji o&amp;nbsp;utworzeniu getta do&amp;nbsp;zamknięcia jego granic)" slug="i-c-9-02-1940-30-04-1940-od-decyzji-o-utworzeniu-getta-do-zamkniecia-jego-granic"></document>
<document nplp_id="12245" title="II.   30.04.1940-5.01.1942 (Od&amp;nbsp;zamknięcia getta do&amp;nbsp;pierwszych wysiedleń)" slug="ii-30-04-1940-5-01-1942-od-zamkniecia-getta-do-pierwszych-wysiedlen"></document>
<document nplp_id="12246" title="II.A.   30.04.1940-15.10.1941 (Od&amp;nbsp;zamknięcia granic getta do&amp;nbsp;wsiedlenia Żydów z&amp;nbsp;Zachodu)" slug="ii-a-30-04-1940-15-10-1941-od-zamkniecia-granic-getta-do-wsiedlenia-zydow-z-zachodu-2"></document>
<document nplp_id="12247" title="II.B.   16.10.1941-4.11.1941 (Deportacje Żydów z&amp;nbsp;Rzeszy i&amp;nbsp;protektoratu)" slug="ii-b-16-10-1941-4-11-1941-deportacje-zydow-z-rzeszy-i-protektoratu"></document>
<document nplp_id="12248" title="II.C.   5.11.1941-5.01.1942 (Getto po&amp;nbsp;wsiedleniach do&amp;nbsp;pierwszych deportacji)" slug="ii-c-5-11-1941-5-01-1942-getto-po-wsiedleniach-do-pierwszych-deportacji"></document>
<document nplp_id="12249" title="III.   5.01.1942-1.09.1942 (Getto w&amp;nbsp;okresie wysiedleń)" slug="iii-5-01-1942-1-09-1942-getto-w-okresie-wysiedlen"></document>
<document nplp_id="12252" title="III.A.   5.01.1942-15.05.1942 (Getto w&amp;nbsp;okresie deportacji)" slug="iii-a-5-01-1942-15-05-1942-getto-w-okresie-deportacji"></document>
<document nplp_id="12253" title="III.B.   16.05.1942-31.08.1942 (Przerwa w&amp;nbsp;deportacjach)" slug="iii-b-16-05-1942-31-08-1942-przerwa-w-deportacjach"></document>
<document nplp_id="12256" title="IV.   1-12.09.1942 (Szpera)" slug="iv-1-12-09-1942-szpera"></document>
<document nplp_id="12257" title="V.   12.09.1942-23.06.1944  (Od&amp;nbsp;zakończenia wysiedleń do&amp;nbsp;akcji likwidacyjnej)" slug="v-12-09-1942-23-06-1944-od-zakonczenia-wysiedlen-do-akcji-likwidacyjnej-2"></document>
<document nplp_id="12258" title="V.A.   13.09.1942-11.02.1944 (Od&amp;nbsp;zakończenia deportacji do&amp;nbsp;ogłoszenia wysyłki do&amp;nbsp;Hasag)" slug="v-a-13-09-1942-11-02-1944-od-zakonczenia-deportacji-do-ogloszenia-wysylki-do-hasag"></document>
<document nplp_id="12259" title="V.B.   12.02.1944-15.06.1944 (Deportacje do&amp;nbsp;Hasag oraz&amp;nbsp;okres do&amp;nbsp;likwidacji getta)" slug="v-b-12-02-1944-15-06-1944-deportacje-do-hasag-oraz-okres-do-likwidacji-getta"></document>
<document nplp_id="12260" title="VI.   16.06-29.08.1944 (Likwidacja getta)" slug="vi-16-06-29-08-1944-likwidacja-getta"></document>
<document nplp_id="12261" title="VI.A.   16.06.1944-14.07.1944 (Deportacje do&amp;nbsp;Chełmna, początek likwidacji)" slug="vi-a-16-06-1944-14-07-1944-deportacje-do-chelmna-poczatek-likwidacji"></document>
<document nplp_id="12262" title="VI.B.   15.07.1944-29.08.1944 (Deportacje do&amp;nbsp;Auschwitz)" slug="vi-b-15-07-1944-29-08-1944-deportacje-do-auschwitz"></document>
<document nplp_id="12265" title="VIII.   Po&amp;nbsp;wyzwoleniu (po&amp;nbsp;19.01.1945)" slug="viii-po-wyzwoleniu-po-19-01-1945"></document>
<document nplp_id="12271" title="CEGLANA 10/ ZGIERSKA 41 (Kuchnia dla Inteligencji)" slug="ceglana-10-zgierska-41-kuchnia-dla-inteligencji">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

23 marca 1942 r. […] Odebraliśmy już też zgniłą brukiew i marchew. Dostałem też dziś w resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] mięso, buraczki i kartofle z czteromarkowej racji. Ojciec dostał już resztę (cukier, margarynę, groch, kawę, paprykę). Jestem niezwykle zadowolony, że Nadzia już pracuje i ma te 15 dkg chleba i 5 dkg kiełbasy. Mama ma teraz zupę z kuchni dla inteligencji [Ceglana 10] dla siebie samej w południe. Oddaliśmy dziś żywnościowe karty w resorcie. Nadzia jeszcze nie, bo 15-tego marca jeszcze nie pracowała. […] (s. 219)

III A,   ONI

4 maja 1942 r.: […] Podobno [Mordechaj Chaim] Rumkowski miał wczoraj przemówienie do kierowników resortów na kolacji w Kuchni dla Inteligencji [Ceglana 10]. Oświadczył, że przybędzie do getta jeszcze kilkadziesiąt tysięcy robotników z okolicy, następnie powiedział, że nie mamy gorzej od Niemców w mieście, bo wszak są Zusatzkarty, wreszcie oznajmił, że wznowił kooperatywę bajratu i kooperatywę lekarską, jako że kierownicy resortów i lekarze ciężej pracują od reszty ludności i nie wolno im głodować! Może (!) uda mu się też wznowić talony dla chorych (!)… Ostrzegał też przed nadużyciami w kuchniach resortowych i wylepił w resortach ogłoszenie o wybieraniu delegatów robotniczych do kontrolowania kuchen. Żadnych przydziałów kartofli w maju nie będzie. Zapowiada się istny raj. (s. 244)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„25 czerwca 1943 roku otwarta zostaje druga kuchnia przy Steinmetzgasse [Ceglanej] 10, tam gdzie kiedyś znajdowała się „kuchnia dla inteligencji”. [...] (s. 124-125)</document>
<document nplp_id="12272" title="CMENTARZ ŻYDOWSKI (Bracka) [OBSZAR]" slug="cmentarz-zydowski-obszar">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA, II A

29 czerwca 1941 r.: Dziś był pogrzeb zabitej we czwartek przez piorun uczennicy naszej szkoły [Andzi Tenenbaum]." (s. 164)

JA/ONI, III A

„10 maja 1942 r.: Ojciec czuje się źle i ma podniesioną temperaturę. Wczoraj dostał gdzieś 1/2 kg łupin od kartofl i i je sobie ugotował, ale dziś już tego też nie ma. Matka, chociaż się opaliła, niknie w oczach. Nadzia ma ciągle do czynienia z wrzodami, a mnie powinszował dziś po raz pierwszy mój współgrupowy Rywek Skoczylas, że się wypasłem i pod oczyma mam już solidne woreczki tłuszczu. A więc stajemy już w kolejce na Marysin, na cmentarz. Kto ma protekcję, może pójść bez kolejki… Lecz w tym wypadku „protekcyjni” skwapliwie ustępują miejsca i raz wraz idą do tyłu. W tej kolejce mają pierwszeństwo nędzarze." (s. 248)

ONI, III B

„25 czerwca 1942 r.: […] Rozpoczął się znów okres niezwykłego nasilenia gruźlicy. Moc ludzi poczyna gorączkować, pluć krwią i hajda do szpitala, ewentualnie bezpośrednio na Marysin [tj. na cmentarz – A.S.]." (s. 277)

JA/ONI, III B

„26 czerwca 1942 r.: I nic. Dalej się pracuje, dalej się głoduje i żadnych widoków na najlichszą bodaj zmianę. Ciągle powiększa się resorty, buduje się nowe, i rozszerza się cmentarz. Resort nasz otworzył w dwóch domach niedaleko nas [Łagiewnicka 63] nowy oddział przeszkoleniowy dla dzieci z kolonii na Marysinie. U nas roboty jest moc." (s. 277)

ONI, III B

„23 lipca 1942 r.: […] Tymczasem sposób chorowania i umierania w getcie przybiera niebywały dotychczas, rekordowe wprost formy. Zdrowy niby człowiek kładzie się na dzień, dwa do łóżka, a na trzeci jedzie już jako trup na Marysin [na cmentarz – A.S.]. Nie mówi się już nawet, że miał obrzęki głodowe, gruźlicę czy coś innego. Ot, umarł." (s. 291-292)

JA/ONI, V A

„25 listopada 1942 r.: […] U nas tymczasem zima na całego. Wszystko pracuje po staremu i po staremu grasuje tyfus i wywozi się odpadki naszego getta– fabryki na cmentarz. (s. 336)

JA, V A

„7 marca 1943 r.: Całą noc przeleżałem, jak i Nadzia [Sierakowiak], bezsennie. Nadzia nie rozebrała się i w palcie leżała na moim łóżku. Z rana wujek [Szlama Sierakowiak] załatwił formalności u lekarza i w Wydziale Pogrzebowym, a około pierwszej obmyto ojca, według rytuału, w mieszkaniu – podczas czego leżałem odwrócony do ściany, zaś o trzeciej przybył karawan. […]. Na cmentarz poszedł wujek i Chaim Erster. Wieczorem nikt do nas nie przyszedł i znów zostaliśmy na noc sami." (s. 366-367)

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
JA, V A

„4 II 1944: Poza tym już od kilku dni coś mnie ciągnie na cmentarz... Jakaś widocznie podświadoma siła... Tak bym chciała tam pójść!... Do mamuni, do tatusia. Tak mnie ciągnie!... Boże mój! I jak to będzie, gdy np. będziemy w Erec Jisroel, wtedy będziemy przecież tak daleko od rodziców... Ale w tej chwili wpadł mi może nawet dobry [pomysł], więc na pomnikach zawsze może być napisane miejsce naszego [po]bytu. Może ktoś, kogo nie będziemy mogły znaleźć (z bliskich), przejdzie tamtędy i zobaczy... Ale od tego jeszcze nas tyle dzieli..." (s. 92)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III B (19.05.1942)

„Dziś, gdy przyszedłem do pracy [Plac Warzywny, Łagiewnicka 10], czekała mnie i jeszcze innych niemiła niespodzianka z tego powodu, że plac warzyw [Łagiewnicka 10] jest pusty, gdyż racji się nie wydaje, bo nie ma warzyw ani kartofli, więc część robotników jest co 10 dni redukowana, a druga część pracuje w tak zwanej rezerwie i co 10 dni zmienia się [na] innych. W rezerwie posyłają robotników tam, gdzie tylko są gdzieś potrzebni, więc dzisiaj nadszedł rozkaz od pana prezesa, żeby wysłać 20 dobrych robotników na cmentarz [Bracka] do dźwigania trupów, no i wśród tych musiałem też być i Ja. Oczywiście, że nie jest to przyjemna robota, ale nie ma rady. To jest musowe. Za to otrzymuje się dwie zupy, dość dobre. Na jak długo tam jesteśmy przydzieleni, nie wiemy, ale my byśmy chcieli czym prędzej z powrotem [!] na plac warzywny, ale to niestety nie od nas jest zależne.” (s. 53)

JA, III B  (20.05.1942)

„Pracuję dalej na cmentarzu [Bracka], nie jest to przyjemna robota, gdyż trzeba mieć serce ze stali, stać i patrzeć cały dzień na jęki i płacz ludzi.” (s. 58)

ONI, III B  (19.05.1942)

„Chciałem jeszcze dodać, że o ile na przykład ktoś mówi, że nie chce przy tej pracy, powiedzmy, na cmentarzu [Bracka] przy trupach, bo za mało je, nie ma sił do dźwigania czy coś podobnego, to nasi Żydzi przełożeni zaraz straszą wysiedleniem czy też więzieniem [przy] Czarnieckiego [12-18], lub też wożeniem fekalii. Tak jest u nas w getcie, po prostu mus i dyktatura, wszystko pod batem!!!” (s. 54).

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, II C

„Natomiast wśród Cyganów zarazek mógł sobie poszaleć do woli. Rzadko gdzie i kiedy zostały stworzone pomyślniejsze warunki dla objęcia epidemią duru plamistego tak wielkiej liczby ludzi. Początkowo na terenie obozu prowadzono jeszcze jakąś statystykę. Później i jej zaniechano. Nie wystawiano nawet kart zgonu. Zmarłych chowano bezimiennie na cmentarzu żydowskim, do którego zresztą z obozu były dwa kroki...

Ziemia-matka nie czyniła różnicy między grzebanymi przy zachowaniu wszystkich form żydowskiego rytuału religijnego a grzebanymi bez łez i modłów Cyganami.” (s. 60-61)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12274" title="CZARNIECKIEGO 12/18 (Centralne Więzienie, punkt zborny do&amp;nbsp;deportacji) [OBSZAR]" slug="czarnieckiego-12-18-centralne-wiezienie-punkt-zborny-do-deportacji">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA, II A

7 sierpnia 1941 r.: Nadeszły dziś wiśnie do getta! Sensacja niebywała. […] Jest to dobre dla bajratu, który zresztą i tak ma owoce, bo na Marysinie wisien, jabłek jak i gruszek pełno. W szkole są ciągle wyprawy po jabłka, ciągłe łapanie uczniów przez policję, wsadzanie do więzienia [Czarnieckiego 12/18], wyrzucanie ze szkoły, ale mało pomaga. Zakazany owoc smakuje!… A szczególnie, gdy jest się głodnym! (s. 179-180)

ONI, III A

21 marca 1942 r.: Dziś z rana nadeszła zupełnie pewna wiadomość o wstrzymaniu wysiedlania. Wszystkich trzymanych na Czarnieckiego, Marysinie „rezerwistów” odesłano do domów. […] (s. 218)

JA/ONI, III A

2 kwietnia 1942 r.: Partia, która miała dzisiaj wyjechać, wróciła z powrotem z Marysina [z punktu zbornego w Centralnym Więzieniu, Czarnieckiego 12/18 – A.S.]. Oby już nie było wysiedlenia i nadeszło coś solidnego do żarcia. Grunt to kartofle. Jeść, myśleć, uczyć się, pisać i pracować. (s. 224)

ONI, III A

30 kwietnia 1942 r.: Brano tej nocy niepracujących z łóżek do obozu na Czarnieckiego [12/18]. Tyczyło się to tych, którzy nie poszli do „stemplowania”. […] (s. 241)

ONI, III B

30 czerwca 1942 r.: Ojciec dostał dziś wezwanie na wyjazd do Poznania, jest to skutek ówczesnego zarejestrowania się. Miał pójść na noc spać do więzienia–obozu na Czarnieckiego [12/18], ale znajomy komisarz go zwolnił. Ojciec stara się też o zwolnienie z wyjazdu w ogóle, bo jakoś odechciało mu się wędrówki. Najprawdopodobniej mu się uda. […] (s. 279)

ONI, V A

13 grudnia 1942 r.: […] Rozstrzelano na Czarnieckiego [12/18] trzy dziewczęta żydowskie, które uciekły z obozów pracy w Niemczech i zostały złapane przy przekraczaniu granic getta. Wyjęto je z pokoju i w korytarzu zastrzelono jak psy. […] (s. 345)

JA/ONI, V A

19 grudnia 1942 r.: Nieszczęścia jak się wzięły do nas, tak i nie puszczają. Okazuje się teraz, że ojciec nabawił się w więzieniu [Czarnieckiego 12/18] świerzby, którą cały czas „hodował”, nic sobie z tego nie robił, kładąc wszystko na karb wszy. […] (s. 347)

ONI, V A

1 stycznia 1943 r.: […] Wywieziono znów w niewiadomym celu i kierunku kilkadziesiąt osób z [Centralnego Więzienia] Czarnieckiego [12/18] i nawet z komisariatów. […] (s. 354)

18 lutego 1943 r.: […] Znów wysłano z Czarnieckiego [12/18] 50 osób do Niemiec. Niby na robotę do Niemiec, ale nic pewnego nie wiadomo. (s. 360)

22 marca 1943 r.: Nad gettem znów zwisają ciężkie chmury. Niemcy zażądali wszystkich robotników przybyłych w ostatniej partii do getta, których wieczorem zabrano na Czarnieckiego [12/18]. Podobno dobrano nawet więźniów. Naturalnie, że już krążą plotki o wysiedleniu itd. […] (s. 375)

25 marca 1943 r.: Dzisiejszy dzień znów zapisał się nerwowym drżeniem strachu w naszych mózgach i pamięci. Około godziny ósmej rozpoczęło się na ulicach getta zatrzymywanie, legitymowanie i łapanie ludzi przez policjantów z Sonderabteilung. Jak podczas „szpery” brano i teraz „klepsydry”, starców i takich, którzy nie mogli wylegitymować się legitymacją pracy. Gromadzono ich w rewirach i na Czarnieckiego [12/18], gdzie segregowała ich jeszcze komisja złożona z prezesa Sądu [Stanisława] Jakobsona, komisarza policji śledczej [Zygmunta] Blemera i jeszcze innych. Część wypuszczono, ale moc ludzi zatrzymano. Najprawdopodobniej chodzi znów o jakieś wysiedlenie na szmelc. Nic jednak w getcie nie wiadomo. […] (s. 377)

&amp;nbsp;

Heniek Fogiel
ONI, III B (19.05.1942)
„Chciałem jeszcze dodać, że o ile na przykład ktoś mówi, że nie chce przy tej pracy, powiedzmy, na cmentarzu przy trupach, bo za mało je, nie ma sił do dźwigania czy coś podobnego, to nasi Żydzi przełożeni zaraz straszą wysiedleniem czy też więzieniem [przy] Czarnieckiego [12-18], lub też wożeniem fekalii. Tak jest u nas w getcie, po prostu mus i dyktatura, wszystko pod batem!!!” (s. 54).
ONI, V A (15.09.1942)
„A więc zacznę od początku, więc zaraz pierwszego dnia, jak się „szpera” rozpoczęła (nie dlatego, że stawiano opór i nie chciano oddać dzieci), zaczęła chodzić komisja, a więc: strażacy, policja, kominiarze, siostry, doktorzy, pielęgniarze i jeden lub więcej Niemców, wchodzili na każde podwórko, kazano wszystkim zejść i mieszkania zostawić otwarte i tymczasem Niemcy wybierali nie podług lat, tylko patrzyli na twarz, kto staro wyglądał lub źle wyglądał, nawet młoda osoba też została zabrana, no i dzieci! Na ulicy przed bramą stały wozy i ludzie, którzy byli przeznaczeni przez Niemców na wóz, zaraz tam pakowano, jak bydło (o tym, jakie geszefta i plądrowania żydowska policja, straż itp. robiła, jak się obchodzono z ludźmi, dlaczego Niemcy przeprowadzili tę akcję i o mojej historii, napiszę dalej obszernie!), gdzie zaraz jechano, oczywiście, wozy były pilnowane przez policję, straż itp., na punkty zborne czy też do szpitala [Łagiewnicka 34/36] któregoś lub do domu starców, lub na Czarnieckiego [12-18], stamtąd, po przebyciu nocy lub dnia, najbliższymi transportami Niemcy zabierali na auta i wywozili! Osoby zwolnione wracały do swoich mieszkań, a osobom obcym już nie wolno było do takiego domu wchodzić, gdyż te domy obstawione już były przez posterunki policji!” (s. 107).
JA, V B (19.03.1944)
„Znów nie pisałem przeszło miesiąc. A nie dlatego, bo nie chciało mi się, tylko dlatego, że niestety, tak jak mówiono, tak było, była „szpera” 20 lutego 1944 r. I wtedy wzięto mnie z placu (gdyż miałem przepustkę) na Czarnieckiego [12/18] i jeszcze dużo innych, nawet resortowców, a między innymi i Heńka Monastyrka [!]. Gdyż akcja wyjazdu robotników ciągnęła się tak długo. To, co Ja przecierpiałem, siedząc na Czarnieckiego w więzieniu 3 tygodnie i 3 dni, tego żadne pióro opisać nie zdoła. To spanie na ziemi i podłożony brudny siennik lub na pryczy z różnymi ludźmi. To stanie w kolejce do wyjścia do ubikacji. Rozmawiałem przez płot z rodziną lub w ogóle do płotu nie dopuszczano. To obchodzenie się policji z nami, jak najgorsze itd. Rozpacz mojej mamusi i siostry jest nie do opisania. Ten ciągły strach i te plotki zabijały człowieka. Jutro odchodzi partia. Potrzebnych jeszcze 100 osób, wypuszczono tego, a wzięto owego, bo tamten ma większą protekcję. Ta komisja lekarska, która brała chleb za wolność. Aż nareszcie odeszła 1 partia 750 osób, mężczyzn. Ja zostałem, nie wiem jakim cudem, w rezerwie. Upłynęło osiem dni, które nas, tych, co zostali, kosztowało dużo zdrowia. Nareszcie zaczyna się szykować drugą partię do wyjazdu, ale już połowa kobiet też. Rozumie się, że brano kobiety przeważnie samotne, no i z wydziałów oraz z Resortu Słomianego (przeważnie Wydział Kuchenny, Warzywny, Kolonialny). A więc siedzimy wszyscy i czekamy. Nareszcie, jednego wieczoru, szykuje się 500 mężczyzn i 350 kobiet. No i Ja, dzięki Bożej pomocy, i na pewno mój ojciec w grobie nie mógł uleżeć ze względu na moją mamę i siostrę, zostałem przeniesiony znów do rezerwy, no i trochę protekcji. Gdzie już ludzie mówili, że nas nazajutrz zwolnią. […] Nie jestem w stanie opisać, co się działo w noc odjazdu partii. Co za afery, protekcje i różne świństwa wyprawiano. My, rezerwa, żyliśmy w ciągłym strachu, gdyż co chwila przychodzono z inną listą, wyjmowano z szeregu wyjeżdżającego i wstawiano rezerwistę, ofiarę za kogoś, bo ten ktoś miał mniejszą protekcję albo wcale, tylko był zwolniony przez lekarza, ale wtedy nie zwracano na to uwagi! Jednej nocy Niemcy nie przyjechali, to drugiego dnia dużo się uratowało. Ale wstyd opisać, jakim sposobem, żeby w ogóle do czegoś takiego dopuścić. A więc zamieniano ludzi za chleb. Np.: Ja siedziałem, więc mogłem dać ochotnikowi, który chciał pojechać, a takich było dość dużo, gdyż pojedyncze osoby z resortów się stawiali, brali 5 bochenków chleba, 1 kg cukru, 1 kg margaryny, 1 puszkę mięsa i 100 MK niemieckich co najmniej, prócz plecaka z ubraniem. Więc ten wchodził, a tamta osoba wychodziła. A ten biedny robotnik, co tego nie miał, musiał pojechać. […] Drugiego dnia w nocy przyjechali Niemcy, Schupo policja, odprowadzili ich na pociąg, podobno pojechali do Częstochowy, do fabryk metalowych, są ukłony, że ciężko pracują, ale dostają jeść. Ale myśleliśmy, że nas już zwolnią, ale nie, potrzebnych jeszcze było 100 osób. I nas dalej trzymano. Aż zgłosiło się trochę ochotników, trochę główek stawili Ci, co się ukrywali. Bo dużo się chowało i żyli cztery tygodnie bez racji. Stawiając kogoś, odblokowywano im karty. Ktoś, będąc w rezerwie, stawiał kogoś, też wychodził na wolność. No i się zebrało 100 osób. Trochę protekcji i podanie, że jestem sam z matką, pomogło, że nareszcie wyszedłem z Czarnieckiego […].” ( s. 117-119)
JA, V B (12.04.1944)
„Po wyjściu z Czarnieckiego [12/18] mało chodzę do kolegów, koleżanek. Z kilkoma w ogóle się gniewam. Gdyż nie mieli tego przyjacielskiego obowiązku przyjść do mnie! Ale nie biorę tego pod uwagę. Najważniejsze, aby się wojna skończyła i żebyśmy jeszcze wszyscy byli razem, zdrowi i cali.” (s. 121)
JA, V B (19.03.1944)
„Przez ten czas, co byłem na Czarnieckiego, to się dopiero przekonałem, co to jest rodzina. A reszta, koledzy, koleżanki, nawet przyjaciele i przyjaciółki najlepsze, wszystko nic niewarte. Przyszli jeden raz mnie odwiedzić i dosyć. No ale przecież żyjemy! Co najważniejsze, że na wzgląd mojej mamusi kochanej i siostry Bóg nam pomógł i wróciłem do domu [ul. Marysińska 25].” (s. 119)

Oskar Singer
JA/ONI, III A (04.05.1942)

„Pierwszy dzień wysiedleń. Komisja znajdująca się przy Fischstrasse [Rybnej], pracując dzień i noc, skompletowała kontyngenty. Codziennie tysiąc osób wędruje do więzienia policyjnego, które jest punktem zbiorczym wszystkich transportów. Ulicami getta ciągną nędznicy z Kolonii i Düsseldorfu: oni to właśnie są pierwszymi wysiedleńcami.

Na ulicach widać także wozy, które przewożą bagaże do centralnego więzienia. Jest to prawdziwe wybawienie dla ludzi starych i ułomnych, którzy nie są w stanie unieść nawet tych 12 kilogramów.” (s. 27)

JA/ONI, III A

„Doktor F[els] zostaje przydzielony do pracy przy wysiedleniach niemieckich Żydów. Urzęduje w Centralnym Więzieniu. Codziennie wlecze się tam ostatkiem sił. Próbuje wytrwać na posterunku. Wymaga się od niego pracy również w nocy. Wypełnia polecenie.” (s. 32)

JA/ONI, III B (28.07.1942)

„Dwóch Żydów, wyrostek i dojrzały mężczyzna, słyszeli z pewnością mało pocieszające rzeczy o życiu w tych obozach. Woleli uciec. Niemieckiej policji nie da się jednak tak szybko uciec. Obaj zostali schwytani na dworcu towarowym w Kutnie. Dostarczono ich do więzienia na Radogoszczu.” (s. 47)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (2.09.1942)
„Wywieziono też wszystkich osadzonych w Centralnym Więzieniu. A ponieważ było wśród nich wielu, którzy trafili tam przypadkiem – tacy, którzy odsiadywali administracyjną karę 24 godzin, bo ich mieszkanie było nieprzepisowo i nie dość zaciemnione, tak że wieczorem wymknęła się z niego smużka światła, albo byli Żydami z prowincji, dla których po wsiedleniu zabrakło miejsca i ulokowano ich w więzieniu – wieść o opróżnieniu murów przy ul. Czarnieckiego wywołała nieopisany popłoch. Biorą więc nie tylko chorych i bezrobotnych... biją przerażone serca, walą w trwodze!” (s. 136-137)

ONI, IV (2.09.1942)
„Chorzy, którzy uratowali się ze szpitali i ukryli we własnych domach lub u dalszej rodziny, a zostali odszukani przez żydowską policję i odstawieni do Centralnego Więzienia, dziś rano zostali załadowani na ciężarówki i odesłani”. (s. 137)

ONI, IV (6.09.1942)
„Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt.” (s. 194-195)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA/ONI, III A

„– Jeszcze tylko dwóch, panie doktorze – policjant przyłożył lekko dwa palce do daszka, manifestując wobec kogoś spoza władzy więziennej służbistość najwyraźniej nonszalancką.

– Niech ich pan wprowadzi pojedynczo – powiedział. Był całkowicie wyczerpany fizycznie i nerwowo. Odruchowo spojrzał na zegarek. Trzecia. Trzecia w nocy. Od południa poprzedniego dnia to już pełnych piętnaście godzin beznadziejnie kretyńskiego wysiłku. Niemcy zarządzili, by każdy ze skierowanych na wysiedlenie był przebadany przez lekarza. Niektórzy w tym fakcie doszukiwali się jakiejś optymistycznej prognozy. Wiedział, że optymizm to niczym nieusprawiedliwiony. Cóż miał powiedzieć wszystkim tym nieszczęśnikom, którzy wpatrywali mu się w oczy, milcząco błagając o decyzję, która oznaczałaby dla nich życie? […]

Nie usłyszał, kiedy drzwi się otworzyły i do więziennej celi zamienionej na gabinet lekarski policjant kogoś wprowadził.

– Dzień dobry – mężczyzna, który stał w drzwiach, powiedział to

po niemiecku.

– Dzień dobry. Proszę bliżej. Nazwisko pana?

– Cohen.

– Imię?

– Albert.

Machinalnie wypełniał rubryki w powielanym kwestionariuszu.

– Wiek?

– Czterdzieści osiem lat.

– Z jakiego pan transportu? – użył terminologii stosowanej wobec przesiedlonych

z zachodu.

– Z praskiego.

– Niech się pan rozbierze.

Kiedy mężczyzna ściągnął z siebie zniszczoną marynarkę z dobrej wełny, koszulę i spodnie, przyłożył mu do piersi stetoskop. Nawet nie musiał się przyglądać badanemu, by domyślić się ciała wyniszczonego, wychudzonego, z pokrytą plamami skórą i zwiotczałymi mięśniami, z wklęśniętą klatką piersiową i prawdopodobnie obrzękniętymi z głodu nogami.

– Przepraszam, panie doktorze... – głos mężczyzny brzmiał miękko i miał miłe, dźwięczne brzmienie. Zaczyna się – pomyślał. Odłożył słuchawkę, by jednak przyjrzeć się dokładnie stojącemu przed nim mężczyźnie. Był gładko ogolony. Nosił binokle. Zza szkieł wpatrywały się w niego duże, czarne, myślące oczy, które zupełnie, ale to zupełnie nie pasowały do wygolonej na zero głowy.

– Słucham pana.

– Czy może mi pan udzielić uczciwej odpowiedzi?

– Co to znaczy? – zapytał zniecierpliwiony.

– To znaczy, czy stać pana na powiedzenie mi prawdy?

Było to prowokujące. Zamierzał odpowiedzieć ostro, ale opanował się.

– Spróbuję.

Przez chwilę w celi zapanowało milczenie. Spoglądali na siebie nic nie mówiąc. Te czarne, duże, niepokojące oczy. Doktor Mabuze – przypomniał sobie ni stąd, ni zowąd film sprzed lat. Nie, Student z Pragi – z Conradem Veidtem. Z Pragi...

– Czy my jedziemy do pracy, czy na śmierć?

Drgnął. Przez kilka chwil milczał, szukając odpowiednich słów.

– Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

– Pan wie, doktorze. Pan przecież wie, kogo Niemcy skierują do wysyłki, a kogo zostawią w getcie. Opierają się przecież na opinii lekarzy.

– No to co z tego? – rzucił arogancko i od razu tego pożałował.

– Bo widzi pan, panie doktorze, ja wiem. Cały ten transport jedzie na śmierć. Może to dziwne, ale chciałem to usłyszeć od pana.

– Dlaczego to takie ważne, abym ja panu... – kiedy zaczął mówić, zorientował się, że potwierdza tym samym przypuszczenie stojącego przed nim mężczyzny. Było to z wielu względów nieostrożne, a nawet niebezpieczne. Niemcy w takich wypadkach nie patyczkowali się i już kilkakrotnie zapowiadali, że włączą do transportu każdego, kto naruszy ustalony przez nich regulamin. Dodał więc szybko: – Gdyby cały transport szedł na śmierć, nie rozdzielano by wśród wyznaczonych na wyjazd – (zaakcentował to „na wyjazd”) – dodatkowego przydziału chleba i kiełbasy.

– To przekonuje. Czterdzieści deka chleba i pięć deka kiełbasy – w głosie mężczyzny zabrzmiała nieukrywana ironia.

Znów zamilkli, patrząc na siebie nieprzyjaźnie.

– Tak... Jeśli pan pozwoli, to ja teraz z kolei chciałbym pana o coś zapytać.

– Proszę bardzo.

– Kim jest pan z zawodu?

– Z zawodu? Do wczoraj byłem tu śmieciarzem. Uprzednio... kiedyś, o ile w ogóle to kiedyś istniało, miałem stopień adiunkta na Uniwersytecie Praskim. Jestem doktorem filozofii.

– Publikował pan jakieś prace naukowe?

Mężczyzna rozejrzał się dookoła.

– O dziwne rzeczy mnie pan pyta... W tych okolicznościach. Co to ma za znaczenie? Ale jeśli panu to jest potrzebne dla jakichś powodów... Zawsze szanowałem cudze zainteresowania. Opublikowałem kilka prac o Schopenhauerze. A doktoryzowałem się z Maxa Nordaua. Nie wiedział, jak ma powiedzieć to, co chciał powiedzieć.

– Jeśli... Gdyby... No, jakby zależało panu, aby zostać w getcie i ewentualnie uniknąć wysiedlenia... – natychmiast wyczuł, że źle to sformułował.

W ogóle wdał się w niepotrzebną rozmowę.

– Nie chcę tu zostać... Nie chcę uniknąć wysiedlenia...

– Nie rozumiem... O co panu chodzi? Przecież to pan zaczął tę rozmowę.

Czy pan ma w getcie jakąś rodzinę? Żonę? Dzieci?

– Nie mam żadnej rodziny. Jestem samotny. Moja matka w momencie wysiedlenia z Pragi popełniła samobójstwo... Rozmowa denerwowała go coraz bardziej. Był zmęczony. Zły na siedzącego naprzeciwko mężczyznę i jeszcze bardziej zły na siebie. Wstał, zrobił kilka kroków od jednej brudnej ściany do drugiej, obok której stała przykryta ceratą kanapka, mająca tej celi nadać charakter gabinetu lekarskiego... Więzienie nosiło nazwę „Centralne”. Może w ten sposób zaspokojono czyjąś manię wielkości. Ponownie usiadł. Milczenie przerwał mężczyzna.

– Pan uważa, że moje pytanie nie miało sensu? A to, że pan siedzi tutaj i wysyła ludzi na śmierć, ma sens?

– Pan dobrze wie, że nie wysyłam ludzi na śmierć!

– Jeżeli łaska... A mnie nie wysyła pan na śmierć?

– Czy muszę panu tłumaczyć, że to Niemcy ustalają listę osób przeznaczonych

do wysyłki?

– W zależności od lekarskich wniosków.

– Jeśli pan tyle wie, to chyba rozumie pan, że niezależnie od lekarskich wniosków czy ustaleń Niemcy wyślą, skierują do wysyłki określoną liczbę mieszkańców getta. Poza tym zaproponowałem przecież, że uznam pana za zdolnego do pracy fizycznej, a pan odmówił...

– Można powiedzieć, że sam siebie skierowałem na wysiedlenie i na śmierć. Czy pan nie zastanowił się, panie doktorze, dlaczego odrzuciłem pańską propozycję?

– Skąd mogę wiedzieć...

– Niech pan posłucha. Odmówiłem dla dwóch przyczyn. Widzi pan, tutaj, w getcie zdechnę – na tyfus, z głodu, na gruźlicę... Każda z tych śmierci jest obrzydliwa. Zdążyłem się im wszystkim przyjrzeć. Wolę umrzeć zagazowany. Do końca, do ostatniej chwili będę w pełni rozporządzał swoją wolą... A w ostatniej minucie zrobię to, co zrobiła moja matka. Jestem do tego przygotowany. A obrzydliwa śmierć gettowa może mi takie świadome postępowanie uniemożliwić... Czy pan jest wierzący?

– Nie.

– Ja też nie... Ale jestem ciekawy, jak to jest... Zamiast więc umrzeć w barłogu, gnijąc z brudu, wypluwając z siebie rozpadające się płuca, będę starał się jak najdłużej mieć otwarte moje żydowskie oczy, by to przejście w nicość, jakie zaplanowali Niemcy dla Alberta Cohena z Pragi,

odbyło się w sposób możliwie godny. Już dawno doszedłem do wniosku, że jest to w każdym razie godniejsze niż umrzeć śmiercią, która ma dyżur tutaj, w getcie...

Mężczyzna zamilkł. Widać było, że żałuje, iż się uniósł.

– A ta druga przyczyna?

– Dziwię się, że pan jej się nie domyślił z przebiegu tej naszej rozmowy. Przecież jeśli mnie nie wyślecie, to ktoś inny znajdzie się na moim miejscu. Samochody nie odjadą puste. Ilu nas potrzeba, by je wypełnić? Pięciuset? Tysiąc? Nie chcę, nie życzę sobie, by ktoś umierał za mnie!

– U Schopenhauera pan się chyba tego nie nauczył? – zapytał zgryźliwie i znowu natychmiast tego pożałował.

– Nie, panie doktorze, u Greków... Tylko kiedy się tego uczyłem, nie przypuszczałem, w jakich okolicznościach przyjdzie mi z tych nauk korzystać. Milczenie. Cisza. Przez ściany celi dochodził głuchy szum zgromadzonych w innych pomieszczeniach ludzi.

– Skończmy tę rozmowę – powiedział cicho, jak gdyby przyznając się do porażki.

– Oczywiście, to zależy od pana... Tylko jeszcze, jeszcze jedno... wie pan, dlaczego zapytałem pana, czy ten transport jedzie na śmierć? Chciałem z pańskiej odpowiedzi, z jej tonu albo może z pańskich oczu zorientować się, czy pan z całą świadomością robi to, co robi... Pan wie, że transport jest skazany... Tylko błagam, niech pan nie mówi, że wszyscy jesteśmy skazani... – Chciał to powiedzieć. – To za banalne... Nie wypada. Otrzymał pan polecenie, a może nawet rozkaz. Rozkaz to rozkaz. Życzę panu, aby nie musiał pan więcej w życiu wykonywać podobnych rozkazów. Ale nawet takie polecenie pana nie usprawiedliwia. To, że pan wiedząc, jaki los czeka wysiedlonych, jednych pozostawia w getcie, a wysyła na śmierć drugich, to, proszę pana, jest niewybaczalne!...

Milczenie. Chyba padnę tu ze zmęczenia – pomyślał, a głośno powiedział:

– Skąd pan o tym wie?

– Takie rzeczy się wie... A może – roześmiał się – ludzie przed śmiercią posiadają zdolność lepszego widzenia i rozumienia niż za życia... Nie, nie. Mówiąc poważnie, tam w poczekalni siedziało kilku pańskich... Kilku z pańskiej, jak jej tam, organizacji. Czuli się na tyle pewnie, że z ich rozmowy można się było wszystkiego domyślić... Cóż, młodzi... Zresztą naprawdę bardzo mili i sympatyczni...

Żachnął się i chciał mu przerwać.

– Niech się pan uspokoi. Nie wydam pana. Gdybym to zrobił, uczyniłbym to wyłącznie dla samej przyjemności donosu... Korzyści z tego nie miałbym żadnych... Pan jest jak Bóg. Jednym życie, drugim śmierć... Według listy.

Skoczył na równe nogi.

– Pan jest bezczelny! To wszystko nieprawda! Zresztą...

– Jak to nieprawda? Przecież i mnie pan to zaproponował... Milczenie. Piasek pod powiekami. Zza okna celi głośne rozmowy w języku niemieckim. Głowa ciąży jakby przyciśnięta do szyi sufitem.

– Panie Cohen... – Poprawił się – panie doktorze Cohen... czy nie zdarzyło się panu działać w imię pewnych wyższych racji, które nakazywały stosować inne reguły moralne?...

– Wyższe racje w posyłaniu ludzi na śmierć?

– Nie, na Boga, nie! Racje nakazujące zostawić w getcie ludzi specjalnie wartościowych.

To zabrzmiało tępo i fałszywie. Szczególnie w obliczu postawy tego człowieka.

– Pan to ocenia?

– Nie, nie ja. Ale opieram się na zdaniu ludzi, na opiniach, w które nie mam powodu powątpiewać.

– Ciekawi mnie, jak to się ocenia. Przy pomocy jakich odczynników sprawdza się wartość ludzi, których pan ma swoim świadectwem ratować, i jak się porównuje ich wartość z wartością tych, których pan zamiast nich kieruje na śmierć... Nie wiem, czy pan przeżyje wojnę, Niemców, getto, ale nie zazdroszczę panu. Pan, wydaje mi się, jest uczciwym człowiekiem. Do końca życia będzie się pan zastanawiał, czy aby nie popełnił pan żadnej pomyłki – ratując jednych kosztem drugich... Bo usprawiedliwiać siebie nieomylnością innych, którzy tę listę ułożyli...

Drzwi się otworzyły i służbiście się meldując stanął w nich policjant, rześki, jakby sobie odwalił miłą drzemkę.

– Czy mogę odprowadzić badanego?

– Proszę jeszcze poczekać.

Policjant trochę zdziwiony spojrzał na ciągle jeszcze rozebranego mężczyznę i wzruszając ramionami wyszedł z celi. Teraz i on spostrzegł, że mężczyzna jest prawie nagi. Był nagi i jakby dumny ze swej nędznej nagości, gotowej na spotkanie z losem, który sobie wybrał.

– Wie pan, jestem pewny swoich racji, inaczej bym tu zresztą nie siedział. Ale nie czuję się na siłach, by... Zresztą pan do takiej dyskusji jest z pewnością lepiej przygotowany.

– Możliwe. Natomiast z całą pewnością wiem, że na słuszność moich argumentów złożyły się tysiące lat kultury i cywilizacji. Nagle dostrzegł przed sobą szansę.

– Czy nie sądzi pan, że wszystko, co się dookoła dzieje, świadczy, iż te tysiące lat kultury i cywilizacji zostały zeszmacone, zbrukane... Że w walce o przetrwanie zdadzą się na tyle co dzida we współczesnej wojnie?

– Może i ma pan rację, ale co pan proponuje w miejsce kultury, która nie obroniła Europy przed zdziczeniem?

– Myślę, że inną moralność... Inne wartości... Nie, może te same wartości, tylko inaczej bronione...

– Dajmy temu spokój. Nie widzi pan, że pojedynek na słowa w tym miejscu i w takiej sytuacji jest śmieszny?... Czy mogę się ubrać?

– Tak, tak, oczywiście.

Patrzył na leżący przed nim kwestionariusz. Tego człowieka mógł albo wbrew niemu uratować, albo wbrew sobie posłać na śmierć. Zanim uczynił to drugie, spojrzał na ubierającego się szybko mężczyznę. Ten dostrzegł to i w jego wzroku zapaliła się jak gdyby prośba o wybaczenie.

– Żegnam, panie doktorze.

– Chwileczkę... Mam jeszcze jedno pytanie. Byłbym panu bardzo wdzięczny, gdyby mi pan na nie odpowiedział... Czy nie ma pan żadnych wątpliwości co do losów całego getta? Tamten wyczuł pułapkę. Od drzwi podszedł z powrotem do stołu i ważąc każde słowo powiedział:

– Rozumiem. Gdyby usłyszał pan ode mnie... Gdybym panu powiedział, że nie mam wątpliwości co do końca tej imprezy... To znaczy, że jestem pewien, iż wszystkich tutaj czeka taki sam los jak mnie i ten..., i ten transport wysiedlonych, wówczas moja decyzja byłaby tylko przyspieszeniem nieuchronnego. Nie. Nie zrzucę z pana ciężaru odpowiedzialności za to, co pan tutaj robi, doktorze. Nie można wykluczyć, że Niemcy nie zlikwidują tego getta. Może nie zdążą? Może zechcą je zachować dla jakichś tam powodów? Przecież tylko na to możecie – powtórzył wyraźnie to słowo, dając do zrozumienia, że jego to już nie dotyczy – możecie liczyć...

Przerwał mu.

– Gdyby pan znajdował się w getcie w chwili, kiedy... kiedy przyjdzie moment jego likwidacji, to jak by pan postąpił? Próbowałby pan uciec? Rzuciłby się pan z gołymi rękami na esesmanów?

Milczenie.

– Nie wiem... Chyba ani jedno, ani drugie. Przecież mam zapewnioną szybką śmierć dzięki jednej małej, łatwej do ukrycia pastylce... A może ci, których dzisiaj ratowałem kosztem innych, rzucą się, właśnie oni?... Z gołymi rękoma? A może, jeśli getto przetrwa, jeśli oni w jakiś sposób przeżyją... to w przyszłości, w przyszłych warunkach będą bardziej potrzebni?

Milczenie. Przeciągające się milczenie.

– Powiem panu prawdę, panie doktorze... Pan będzie tym zgorszony, ale jest mi to całkiem obojętne. Może tu tkwi najistotniejsza między nami różnica. Pan dzieli ludzi według swoich jakichś tam kryteriów... Stawia pan stopnie. A jeśli idzie o mnie, to nic, nic nie uwolniłoby mnie od ciężaru, jaki stanowiłaby świadomość, że ktoś kiedyś posłany został za mnie na śmierć... Zarówno śmieciarz Albert Cohen z getta, jak i zdolny filozof Albert Cohen z Pragi nie są godni tego, by ktokolwiek za nich umierał...

Wydało mu się, że może jeszcze coś dorzucić na szalę swoich racji.

– Czy nie sądzi pan, że nasze argumenty to dwie strony tego samego dziedzictwa duchowego?

Zabrzmiało to fałszywie. Nie podniósł oczu znad leżącego przed nim kwestionariusza. Słyszał, jak tamten otwiera drzwi i coś jeszcze od progu mówi. Docierało to do niego jak głos z innego świata, innej przestrzeni.

– Powiedzmy, że pan przeżyje getto... Byłby to cud... I pańskie dzisiejsze decyzje, może nie tylko dzisiejsze, będą chwalone... Może nawet przeżyje ktoś z tych przez pana uratowanych kosztem innych... Będzie pana wielbił, nasłucha się pan komplementów... A ci, których wysłano za innych na śmierć, nie wniosą żadnych pretensji, żadnych pretensji, żadnych pretensji...

Uniósł głowę. W celi nikogo nie było. Niedobrze – pomyślał – majaczę...

W drzwiach stanął policjant: Tak samo nonszalancko jak poprzednim razem przyłożył dwa palce do daszka.

– No i ostatni dzisiaj, panie doktorze. Chwała Bogu!...” (s. 132-141)</document>
<document nplp_id="12275" title="DREWNOWSKA 16" slug="drewnowska-16">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

2 maja 1942 r.: […] Mama dostała wczoraj kartkę z Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11], aby dziś się stawiła po przydział pracy. Myśleliśmy wszyscy, że dostanie pracę w resorcie, a tu przydzieli ją do robót publicznych, do dyspozycji administratora przy Drewnowskiej 16. Naturalnie, że mama poszła natychmiast do Mońka Wolfowicza, który przyrzekł jutro coś w tej sprawie zrobić, gdyż praca ta mogłaby mamę po kilku dniach położyć. Jednakowoż jutro z rana musi tam iść. […] (s. 243)

III A,   ONI

3 maja 1942 r.: […] Mama poszła dziś do pracy [na Drewnowską 16 – A.S.], ale po powrocie ledwie może się ruszać. Wygląda okropnie. Uprzątają rozmaite podwórka i aczkolwiek pracują dość powoli, to jednak dla mamy jest to niezwykle ciężkie. […] (s. 243)</document>
<document nplp_id="12277" title="DREWNOWSKA 77 (Wydział Wyrobu Tekstyliów)" slug="drewnowska-74-wydzial-wyrobu-tekstyliow">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, V A

„1 stycznia 1943 r.: […] Wczoraj wieczorem wybuchł pożar w „Wäsche-u. Kleider-Abt.” (Dworska 14), a dziś paliło się w „Textilfäbrikations-Abt.” (Drewnowska 77). Skóra cierpnie na myśl o tym, żeby tylko Niemcom nie zechciało się wyciągać konsekwencji z tych wypadków." (s. 354)</document>
<document nplp_id="12279" title="DRUKARSKA 12/14 lub PUCKA 9 (Resort Stolarski)" slug="drukarska-12-14-lub-pucka-9-resort-stolarski">

Dawid Sierakowiak
JA, II A

„18 października 1941 r.: Byłem dzisiaj w Resorcie Stolarskim [Drukarska 12/14] u mego tamtejszego „protektora”, ale nic nie zrobiłem. Komisarz resortu uparł się, że bez ankiety z Wydziału Szkolnego mnie nie przyjmie. Z Rymarskiego Resortu [Łagiewnicka 63] też na razie nic nie wychodzi. Na podanie naturalnie odpowiedzi nie ma. Diabli wiedzą, jak długo jeszcze będziemy się tak kręcić.” (s. 212)




Heniek Fogiel
ONI, III B (6.07.1942)
„W getcie był pożar i spaliła się nowo przebudowana kąpiel na Bazarowej ulicy. Przy pożarze obecne było Gestapo, Kripo i niemiecka straż, która gasiła pożar i pilnowała, aby się nie zapalił Resort Stolarski [Wesoła], który jest w sąsiedztwie, na czym im najbardziej zależało! Gdyż żydowska straż umie brać talony, ale żeby gasić pożar, to nie praca dla nich!” (s. 81)



Oskar Singer
JA/ONI, III B (20.05.1942)

„Jedna marka! To jest połowa dniówki robotnika. Są ludzie, którzy swoich dziesięć sztuk mogą przepuścić z dymem w ciągu dwóch dni. Dlaczego jednak u diabła stawia się kiosk przed Resortem Stolarskim? Jak można zabrać robotnikowi za jednego papierosa połowę jego dniówki? Kto to wymyślił, kto wpadł na taki pomysł?” (s. 31)

„Kto rano 22 lipca przechodził przez Plac Bazarowy, był już pewien, że to prawda. Przed magazynem desek Resortu Galanterii Drewnianej ustawiono podwójną szubienicę. Żydowscy stolarze musieli zbudować ją dokładnie według niemieckich instrukcji, a żydowscy robotnicy postawić. Żydowska policja trzymała straż aż do tej straszliwej godziny. Egzekucję wyznaczono na godzinę 11. Kto zna Niemców, ten wie, że odbędzie się ona punktualnie o godzinie 11. Już o 10 na chodnikach Hamburgerstrasse [Lutomierskiej] i wzdłuż bazaru zbierają się ludzie. Około wpół do jedenastej pojawia się pluton niemieckiej policji. Akcją kieruje Untersturmbannführer SS. Na jego rozkaz zatrzymuje się przechodniów i zmusza do uczestniczenia w egzekucji. Ulica za mostem przy Placu Kościelnym jest zamknięta, publiczność - bardzo wiele kobiet - w drodze z pracy lub do pracy stłoczona jest przede wszystkim na obu chodnikach naprzeciwko krwawego rusztowania.” (s. 47-48)







&amp;nbsp;


</document>
<document nplp_id="12284" title="DWORSKA 1  (Wydział Personalny, Sekretariat Próśb i&amp;nbsp;Zażaleń)" slug="dworska-1-wydzial-personalny-sekretariat-prosb-i-zazalen">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

22 kwietnia 1941 r.: „Zarejestrowałem się dziś w sekretariacie szkolnym na Dworskiej. Od niedzieli zostają już uruchomione klasy trzecia i czwarta z tej strony mostu na Marysinie, ul. Otylii 14. Liceum mieści się na Smugowej 6. Ma być też dożywianie w szkole, o czym dokładnie będzie wiadomo dopiero w piątek. O ile nie będę naturalnie miał zajęcia, będę znów więc chodził do szkoły. Nie liczyłem już prawie na to.” (s. 126)

V A,   JA

24 grudnia 1942 r.: „Dostałem dziś nareszcie talon na buty, na który byłem podany już od dwóch miesięcy. Skorzystać z niego na razie tak i tak nie mogę, bo nie mam pieniędzy. Napisałem w tym tygodniu podanie o pożyczkę, które [Abraham] Bande wziął ode mnie i przyrzekł załatwić bezpośrednio w Sekretariacie Próśb i Podań [Dworska 1]. Trepy moje są już zupełnie na wykończeniu i buty ewentualnie półbuciki byłyby teraz zupełnie na czasie. Ale cóż robić. W braku laku…” (s. 349-350)

23 marca 1943 r.: „Byłem dziś u Mońka Wolfowicza, który zadzwonił w mojej obecności do [Reginy] Wołkówny [Dworska 1]. Ta kazała nam się jutro do siebie zgłosić. Może dostaniemy (ja i Nadzia) coś z odzieży czy subsydium pieniężne. Napisałem też za radą Mońka podanie o przyznanie mi urlopu w Heimie, który podpisał też nasz Leiter – [Bernard] Fuks. Spróbuję je jutro oddać Wołkównie.” (s. 376)

24 marca 1943 r.: „Poszedłem dziś o 12-ej do [Reginy] Wołkówny [Dworska 1], ale nie mogłem się do niej dostać. Będę musiał jutro przyjść o jakiejś 10.” (s. 376)

30 marca 1943 r.: „Dzisiejszy dzień spędziłem na solidnej lataninie po mieście, przez co wieczorem ledwo się mogłem ruszać. O dziesiątej poszedłem do [Reginy] Wołkówny [Dworska 1], lecz dostałem się do niej dopiero po dwunastej. Pamiętała o telefonie Mońka Wolfowicza i przyrzekła załatwić nam sprawę butów i odzieży. Nadzia będzie też otrzymywała 30 RM miesięcznie jako dopłatę do swoich 5 RM tygodniowo które zarabia, pracując 5 godzin dziennie jako młodociana. Moje podanie o Heim Wołkówna przyjęła, ale oświadczyła, że wątpi, czy coś z tego będzie. Po wyjściu od niej spotkałem szczęśliwym trafem Mońka Wolfowicza, do którego właśnie chciałem się udać. Powiedział mi on, że w zeszłym tygodniu dzwonił do Wołkówny, która mnie kazała wywołać, ale było to już po tym, jak poszedłem do domu. Następnie oświadczył mi, że mówił wczoraj w mojej sprawie z jakimś referentem z Sonderabteilung, starym znajomym moich wujków z Palestyny, który przyrzekł się postarać o wtrynienie mnie do policji Sonderabteilung. Aż mi się dusza uśmiechnęła na samą myśl. Wszak to umożliwiłoby mi pozbycie się zadatków chorób i ciągłego głodu. Moniek kazał mi zgłosić się do owego pana Bursztyna z „Sonder” i przyrzekł ponowną interwencję u Wołkówny w sprawie mojego urlopu w Heimie. Nie chcąc sprawy odwlekać, poszedłem o trzeciej do „Sonder” [Zgierska 96], lecz owego Bursztyna nie było. Wstąpiłem więc do [Józka] Wolmana, [Berka Joselewicza 14] który pisze teraz teksty do kilku rewii w rozmaitych resortach, a o czwartej poszedłem ponownie do „Sonder”. Pokazałem Bursztynowi moje świadectwo małomaturalne i ostatnie świadectwo z gimnazjum (miałem je przy sobie, bo pokazałem je także Wołkównie). Wywarły nań widocznie wrażenie, bo kazał mi napisać ofertę i przynieść ją jutro z rana. Może coś się da zrobić. Poszedłem pełen nadziei do domu i długo nie mogłem zasnąć. Przyjęcie do „Sonder” to prawie jedyna szansa na uratowanie zdrowia! Oby tylko się udało!” (s. 380)

7 kwietnia 1943 r.: „Dostaliśmy dziś wezwanie od [Reginy] Wołkówny na Dworską 1. Tam Nadzia otrzymała talony na obuwie dla nas i na odzież. Załatwimy to jutro i pojutrze.” (s. 383)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, II C

„Równolegle do tych widocznych dzieł rozwijały się inne akcje w dziedzinie opieki społecznej. Z pierwotnych instytucji do spraw opieki społecznej i Wydziału Zapomóg, późniejszego Referatu Zapomóg, powstał Sekretariat do Spraw Próśb i Zażaleń, którego kierownictwo powierzył prezes swej wiernej i niezawodnej współpracownicy R. Wołkównie”. (s. 129)
Jakub Poznański 
ONI, V A
22 VIII 1943
„Następnego dnia był [Hans] Biebow w sekretariacie [Reginy] Wołkówny. Jest to dział, który zastępuje po części zlikwidowany Wydział Zasiłkowy, Wydział Opieki Społecznej […]. Był to sekretariat, który przyjmował podania na imię Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] składane, dokąd Prezes przyjeżdżał od czasu do czasu i powoływał niektórych petentów i przyjmował ich na audiencji, gdzie rozdzielał swe łaski i niełaski etc. [Hans] Biebow nakazał w ciągu dwóch tygodni skrócić wydział ten do minimum, obsadzić go tylko kobietami, a mężczyzna, których tam znalazł, niezwłocznie odesłał do resortu stolarskiego”.
(s. 99-100)</document>
<document nplp_id="12286" title="DWORKA 1/3" slug="dworka-1-3-w-podworzu-wydzial-talonow">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, V A

„29 grudnia 1942 r.: […] Wieczorem był dziś u mnie [Spacerowa 5/7] Calel, który opowiadał, co się dzieje na placu warzywnym, na którym pracuje. Wszystko ma w swej władzy [Dawid] Gertler i jego ludzie, którym nic nie brakuje. To, co za rządów [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego grało, ma teraz przynajmniej część ludności, z tą dla nas korzyścią, że otrzymujemy towar dobry i z dobrą wagą. Mówi się o tym, że Sonderabteilung i tajni ludzie Gertlera mają też objąć Plac Węglowy [Łagiewnicka 29/31] i Wydział Talonów [Dworska 1/3]." (s. 352)</document>
<document nplp_id="12287" title="DWORSKA 14   (Wydział Bielizny i&amp;nbsp;Ubrań)" slug="dworska-14-wydzial-bielizny-i-ubran">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, V A

1 stycznia 1943 r.:   „Wczoraj wieczorem wybuchł pożar w „Wäsche-u. Kleider-Abt.” (Dworska 14), a dziś paliło się w „Textilfäbrikations-Abt.” (Drewnowska 74). Skóra cierpnie na myśl o tym, żeby tylko Niemcom nie zechciało się wyciągać konsekwencji z tych wypadków.” (s. 354)

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, III B

„13 sierpnia 1942 r.: Resort krawiecki – na próbę [szyłam] spodnie wojskowe. Odesłana do ubrań damskich, Matrosengasse 14.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="12289" title="DWORSKA 39   (mieszkanie Niutka (Abrama) Radzynera)" slug="dworska-39-mieszkanie-niutka-abrama-radzynera">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   JA

23 maja 1942 r.: […] Byłem dziś po południu u Niutka Radzynera [Dworska 39], bo słyszałem, że jest chory i chciałbym z nim trochę pogadać. Jest z nim gorzej, niż przypuszczałem. Ma wysoką gorączkę już trzeci tydzień. Prawdopodobnie pleuryt. Nie mogłem z nim słowa zamienić. Odwiedzę go w najbliższych dniach. Widzę, że i bajrat przed chorobą nie uchroni. (s. 256)

26 maja 1942 r.: […] Byłem wieczorem u [Niutka] Radzynera [Dworska 39]. Czuje się znacznie lepiej (bajrat widocznie jednak pomaga!) i doskonale wygląda. Rozwinąłem przed nim część moich poglądów, nad którymi dyskutowaliśmy dość długo bez wyniku. Był też obecny Jerzyk [Rapaport]. Rozumiem tych ludzi coraz mniej, jeśli im wierzyć w stu procentach. Ciągła, trzeźwa gotowość do walki, śmierci, męczeństwa itd., itd. Zupełnie w stylu średniowiecza. […] (s. 258)

26 czerwca 1942 r.: […] Byłem dziś u Niutka Radzynera [Dworska 39], który ciągle ma nadzieję, że pozyska mnie z powrotem dla swej działalności. Starał się łagodnie mi wmówić, że nie mam czystego sumienia, jeśli teraz siedzę, nic nie robiąc. Ale gdyby on wiedział, jak mnie to teraz wszystko mało obchodzi! I jak bardzo leniwy jestem, żeby gdzieś pójść i coś zrobić. Nawet czytać już nie mogę. A o pisaniu to nie ma w ogóle mowy. Czy też poczuję się jeszcze kiedyś sobą w pełnym znaczeniu tego słowa? (s. 278)

20 lipca 1942 r.: Byłem dziś u Niutka [Radzynera] [Dworska 39], z którym coraz bardziej się rozumiemy i coraz bardziej zdecydowanie i świadomiej oddalamy się od siebie. Jest on teraz skończonym typem bezkompromisowca, gotowym zarzynać i być zarżniętym. Jego świat się już wypełnił, działalność jasna i na całe życie zadecydowana. Życie jego podporządkowało się idei. […] (s. 288)

20 sierpnia 1942 r.: Wiadomości o lądowaniu we Francji okazują się prawdą, tylko że Niemcy piszą, że wyparli wrogów z powrotem do morza. Byłem dziś u Niutka [Radzynera, Dworska 39], który ma wiadomości z radia angielskiego wczoraj, gdzie jest mowa o częściowym cofnięciu się, ale i o dalszych sukcesach w innych punktach. Nastrój na mieście radosny i pełen oczekiwania. […] (s. 307)

V A,   JA

14 listopada 1942 r.: […] Wieczorem zajrzałem do Niutka [Radzynera] [Dworska 39], który […] stara się jednak mnie pozyskać. […] (s. 330)

16 listopada 1942 r.: […] Byłem dziś u Niutka [Radzynera] [Dworska 39], ale jakoś o niczym specjalnym się nie mówiło, bo był zajęty. Jest on ciągle bardzo pesymistyczny co do kwestii politycznych i nie liczy na szybki koniec wojny. […] (s. 331)

V A,   JA/ONI

3 grudnia 1942 r.: […] Byłem po południu u Niutka [Radzynera] [Dworska 39], do którego poszedłem z tego prostego względu, że nie miałem dokąd pójść (Salomon się przeprowadził, a pozostać w domu było niemożliwością). Wizyty tej żałowałem niezmiernie, gdyż nie znoszę, gdy uważa się mnie za intruza. Skorzystałem tylko z okazji i przeczytałem dzisiejszą gazetę, w której jednak oprócz głupiej i bladej mowy Mussoliniego nic nie ma. […] (s. 340)

V A,   JA

6 grudnia 1942 r.: […] Byłem dziś u Niutka [Radzynera] [Dworska 39], który już zupełnie wyraźnie oświadczył, że nie mam po co przychodzić i „przekazał” mnie Fredkowi Taubemu, przez którego mam się [!] z nimi kontakt w dalszym ciągu utrzymywać. Gdyby nie to, że nie mogę wytrzymać w domu, a dokąd pójść nie mam, nie poszedłbym tam wcale, zwłaszcza że nie lubię być tam, gdzie mnie nie chcą i gdzie sam nie czuję się dobrze. Ale trudno. Zasadniczo jestem i muszę być z nimi. (s. 342)

29 grudnia 1942 r.: […] Zaszedłem dziś do Niutka [Radzynera] [Dworska 39], a potem do Fredka [Taube] [Zielna 35], z którym doszedłem do pewnego rodzaju umowy na współpracę z nimi w charakterze bardzo bliskiego sympatyka – „adepta zakonu”. Fredek wziął dziś u mnie zeszyt z moimi ostatnimi wierszami i początek „Alarmu”. Będzie to pierwszy krytyk moich prac, które zadecydują też o mojej wartości dla „nich” i o dalszej formie współpracy. […] (s. 352)

29 marca 1943 r.: Dostałem dziś nowego ucznia jako drugiego do lekcji z córeczką [Józefa] Podlaskiego (trzy razy w tygodniu). Jest to mały braciszek [Niutka] Radzynera [Chaim Radzyner]. Będę więc i od Radzynerów otrzymywał trzy razy w tygodniu zupę. Sytuacja w getcie znów się robi niewyraźna. Podobno mają zgromadzić do wysiedlenia wszystkich chorych. Byłem dziś wieczorem u Radzynerów [Dworska 39], gdzie przy okazji pomówiłem z Niutkiem, który jest chory na odrę. Niutek zaproponował mi tłumaczenie jakiejś książki Lenina z żydowskiego na polski. Podjąłem się tego chętnie i w najbliższych dniach rozpocznę pracę. […] (s. 379)

3 kwietnia 1943 r.: Byłem dziś po południu u Niutka [Radzynera] [Dworska 39], którego chciałem wysondować co do jego zapatrywań na wstąpienie do Sonderabteilung. Uważa kategorycznie, że „żaden z naszych ludzi” nie może wstąpić do „Sonder”, ale korzystać z bajratu jak on, to nie szkodzi. Na mnie jego zdanie naturalnie nie wpłynie. Z mojego tłumaczenia Lenina jest bardzo zadowolony. Młodszy jego brat jest chory, tak że zupy od Radzynerów za lekcje nie mam. […] (s. 382)

12 kwietnia 1943 r.: […] Mały [Chaim] Radzyner już wyzdrowiał i dziś miałem z nim [na Dworskiej 39 – A.S.] i małą [Ireną] Podlaską [na Zgierskiej 10 – A.S.] lekcje. […] (s. 385)</document>
<document nplp_id="12293" title="DYGASIŃSKIEGO 6   (poza gettem)" slug="dygasinskiego-6-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

2 września 1939 r.:  „Wieczorem siedzę do jedenastej na dyżurze. Przyjeżdża do nas łącznik dzielnicowy i oświadcza, że z wieży ciśnień [na ul. Dygasińskiego 6] widać jakieś światła. Patrzymy z bliska i nic nie widzimy. Tak samo zdziwiony jest łącznik. W godzinę po tym przyjeżdża dwóch policjantów na koniach w pełnym uzbrojeniu, z których jeden oświadcza, że widział światło w wieży oraz światło w jednym z bloków. Zaniepokojony komendant Wężyk idzie z policjantem, ze mną, Markiem i Olkiem do parku [im. ZUS], aby stamtąd obserwować okna podejrzane. W parku spotykamy łączników dzielnicowych, którzy przyłączają się do stwierdzenia o świetle w oknie bloku. Idziemy na koniec parku, gdzie siedzi przodownik z dwoma policjantami i kilkoma ludźmi, też obserwującymi okno. Postanowiono, że Marczewski pójdzie na górę i pod pretekstem zauważenia światła na ulicy otworzy drzwi z jednego pokoju do drugiego dla stwierdzenia przez pozostających w parku, czy światło, które się wówczas przedostanie do niezasłoniętego pokoju, jest światłem zauważonym poprzednio przez policję. Dla poznania Marczewskiego miał on dać sygnał swą zieloną latarką. Komendant Marczewski spełnił powierzone mu zadanie, ale okazało się, iż światło, które się teraz przedostało, jest słabe, a poprzednio zauważone było jasne i wyraźnie puszczone w celach sygnalizacyjnych. Sprawa stawała się coraz bardziej intrygująca i niepokojąca. Policja przyrzekła obserwować mieszkanie i jego właściciela, pana Ringa (ciekawe, niemieckie nazwisko!). Wracamy do bloków i ja z Markiem obchodzimy do końca naszego dyżuru teren. Spokojnie i cicho. O jedenastej kładę się spać, zasypiając snem kamiennym.” (s. 55)

3 września 1939 r.:   „O wpół do pierwszej w nocy alarm. Przeklinam, ile wlezie. Na ulicy [Sanockiej] zimno, ciemno, paskudnie. W schronie chcemy się trochę rozweselić, a tu walą baby jak zawsze z piskiem, że to nie żart, że to wojna. Wynosimy się na ulicę. Lepsze bomby, zimno niż stare baby! O tym należy zawsze pamiętać. Niech żyje moc, precz z histerią!

Wtem przylatują ludzie z Pabianickiej szosy z krzykiem. Co to za światła u was widać, kto to sygnalizuje z wieży [przy ul. Dygasińskiego 6]! Okazało się, że to już trzeci raz widać wyraźne sygnały z piątego piętra wieży (znajduje się tam rezerwuar). Idziemy na Pabianicką i rzeczywiście widać jasne sygnały. Kilka osób wchodzi na górę i nic nie znajduje. Światło znika. Alarm przechodzi spokojnie, kładziemy się spać.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="12295" title="DYGASIŃSKIEGO 10   (mieszkanie Grodzieńskich) (poza gettem)" slug="dygasinskiego-10-mieszkanie-grodzienskich-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

30 września 1939 r.: […] Wieczorem po dzienniku, z którego dowiedzieliśmy się o nieco za późnej zmianie rządu w Polsce […], toczyła się u Grodzieńskich [ul. Dygasińskiego 10] rozmowa na temat komunizmu. Sąsiad nasz, pan Dyraga, tłumaczył początkowo niechętnie usposobionym do komunizmu i innym sąsiadom – chrześcijanom, że chrześcijaństwo to właściwie też komunizm, spaczony przez Kościół i możnych tego świata. Powoli wszyscy przekonani o słuszności jego słów, zdradzających duże oczytanie i rozmyślanie, przyznawali mu rację. […] (s. 74-75)
</document>
<document nplp_id="12297" title="EMILII PLATER  (Prewentorium dla dzieci)" slug="emilii-plater-prewentorium-dla-dzieci">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
IV,   JA/ONI

1 września 1942 r.:  „Pierwszy dzień nowego (czwartego z kolei) roku wojny przyniósł już nad ranem okropną wiadomość o opróżnieniu przez Niemców wszystkich szpitali w getcie [m.in. Łagiewnicka 34/36 – A.S.]. Z rana tereny dokoła szpitali były obstawione, a wszystkich bez wyjątku chorych ładowano na ciężarówki i wywożono z getta. Wobec tego, że z opowiadań przysiedlonych z prowincji wiadomo już teraz, jak Niemcy „załatwiają” tego rodzaju wysiedleńców, panika na mieście powstała ogromna. Przy ładowaniu chorych działy się dantejskie sceny. Ludzie, którzy wiedzą, że idą na śmierć, walczyli nawet z Niemcami i siłą musiano ich wrzucać na wozy. Ze szpitali, do których przybyli Niemcy później, część chorych w rozmaitym stanie pouciekała. Wysiedlono też podobno prewentorium w Marysinie [Emilii Plater]. […]. Ludzie zaczynają już bać się o dzieci i starców niepracujących.” (s. 314)</document>
<document nplp_id="12300" title="FRANCISZKAŃSKA 27   (kolektyw Praga, komisja przewarstwowień)" slug="franciszkanska-27-kolektyw-praga-komisja-przewarstwowien">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, II A

18 października 1941 r.:  „Będzie chyba teraz coraz trudniej o pracę, bo codziennie przychodzą regularnie partie z Niemiec. Są już Żydzi z Wiednia i Pragi. Teraz mają przybyć z Luksemburga, Berlina i z wielu innych miast. „Bajki” [Franciszkańska 31] nam nie zabrali, bo uchodźców wpakowano do gmachu szkolnego na Franciszkańskiej 27, w byłym klasztorze Mariawitów.” (s. 212)

20 października 1941 r.:   „Byliśmy dziś u Czechów [Franciszkańska 27], są wśród nich fajni chłopcy. Luksemburczycy też. Mówi się z nimi wspaniale. Prawie wszyscy znają doskonale niemiecki. Dotychczas mieli cudownie. Dziwią się tutejszemu brudowi i obawiają się chorób. Dziś przyjechała nowa partia z Wiednia czy Berlina. Prawie wszyscy to syjoniści (przynajmniej na zewnątrz), ale wszędzie „rot”. Już szukają. pracy. Są inteligentni, czyści, sympatyczni i otwarci. Doprawdy, przyjemnie wśród nich przebywać.” (s. 213)

ONI, III A

21 kwietnia 1942 r.:   „Tymczasem na mieście zabrakło dziś ludzi do badania z wyznaczonego planem okręgu. Złapano więc partię dzieci przybyłych do Wydziału Szkolnego [tj. do komisji przewarstwowień, Franciszkańska 27 – A.S.] po ankiety i zaprowadzono ich do „stemplowania”.” (s. 235)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, II C

„Pomariawicki gmach zapchany był przesiedleńcami. Zarówno w dużych salach, jak i w pomieszczeniach mniejszych ustawiono setki dwupiętrowych prycz, zbitych z nieheblowanych desek. Prycze stały obok siebie tak blisko, że przejść między nimi można było jedynie bokiem. Wszystkie kąty, miejsca pod pryczami, między pryczami i na pryczach zajęte były przez walizy, torby, pakunki, tłumoki, pościel, suszącą się bieliznę, garnki, puszki z konserwami, talerze, garderobę. Aż dziw, że mogło tu się jeszcze znaleźć miejsce dla ludzi. Wobec tego, że musieli się przecież gdzieś pomieścić, najchętniej leżeli na pryczach, pilnując resztek swego dobytku, które władze pozwoliły im ze sobą zabrać. Od razu się zorientował, że ludzie ci nie zdawali sobie w pełni sprawy z tego, gdzie, w jakich warunkach się znaleźli. Panował tu nastrój czegoś w rodzaju pikniku, majówki, wycieczki w nieznane. Na razie nie wpuszczano tu jeszcze ludności miejscowej, a przesiedleńcom niespieszno było do zewnętrznych kontaktów. A mimo to życie towarzyskie kwitło. Odwiedzano się w różnych pomieszczeniach, zawiązywano znajomości, żartowano, ba! – urządzano nawet przyjęcia dla gości przybyłych z innego piętra czy innej sali. Walizki służyły za stoły, prycze – za krzesła. Jeszcze przesiedleńcy nie zaznali głodu. Trochę skarżyli się na warunki sanitarne, ale raczej przeważała ciekawość niż panika i zgroza.” (s. 72-73)

JA/ONI, II C

„Podczas tej pierwszej lustracji obozu przy ulicy Franciszkańskiej [27] ograniczył się do powierzchownego sprawdzenia warunków sanitarnych i zorientowania się, czy nie ma wśród przesiedlonych jakichś chorób zakaźnych. Zorganizował też punkt lekarski, co przyszło mu tym łatwiej, że wśród przesiedleńców znajdowała się wcale pokaźna grupa lekarzy. Udało mu się cudem wygospodarować jakąś izdebkę, którą sami przesiedleńcy zobowiązali się doprowadzić do odpowiedniego stanu. Tam miał stale dyżurować lekarz i tam też po kilku dniach przesłał podręczną apteczkę. (s. 73)

JA/ONI, II C lub III A

„Wrócił na Franciszkańską [27] po tygodniu. Oficjalnie w tym celu, by zlustrować działanie punktu lekarskiego, nieoficjalnie, by zobaczyć, co tu się zmieniło. Kierowała nim niezdrowa ciekawość, której przed sobą się wstydził, ale której nie mógł się oprzeć. Podobnego uczucia zaznał, kiedy był mały. Złapano w domu do pułapki mysz i postanowiono utopić ją w wiadrze z wodą. Musiał wtedy zobaczyć, jak to wygląda. Teraz też musiał zobaczyć, jak to wygląda.

Co? Tego sobie uzmysłowić w pełni jeszcze nie umiał. Zasygnalizowano wśród przesiedleńców kilka wypadków zatruć, a nawet jeden wypadek ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, ale to wszystko były schorzenia, można powiedzieć, luksusowe, choroby czasów normalnych.

Pozornie nic się tu nie zmieniło. Zagęszczenie pozostało takie samo, prycze zawalone były nadal różnymi bambetlami, ale nastąpiło to, co nastąpić przecież musiało. Coś, co w normalnych warunkach miałoby, być może, wymiar historyczny i znalazłoby wyraz w kronikach czy przekazach, o czym by sobie opowiadano przez lata w tonacji bądź tragicznej, bądź anegdotycznej, jednak w warunkach niewoli niemieckiej, w głodującym getcie przybrało formę karykaturalną; coś, co w innych okolicznościach zasługiwałoby na pióro Szekspira, teraz prosiło się o kreskę Daumiera.

Obóz przesiedleńców zamienił się w jarmark, w targ, gdzie straganem była każda prycza, a przedmiotem handlu wszystko. Kiedy zaczęły wyczerpywać się skromne ostatecznie zapasy żywności, którą przesiedleńcy przywieźli z sobą, i kiedy zrozumieli, że racje żywnościowe getta nie wystarczą, by utrzymać się przy życiu, tym bardziej że przejście od jako tako normalnego odżywiania się do gettowego głodowania nastąpiło nagle, nadszedł czas handlu czy wymiany. Przybysze skupywali każde ilości chleba, kartofli czy brukwi, które zawsze pokątnie można było nabyć, po cenach zazwyczaj bardzo wygórowanych. Teraz, kiedy nagle wzrósł popyt, ceny na żywność zaczęły rosnąć w tak gwałtownym tempie, że przesiedleńcy musieli coraz szybciej wyprzedawać się z dobytku, na który istniał z kolei popyt, jeśli nie wśród wszystkich mieszkańców getta, to z pewnością wśród dużej ich części. Tylko że przesiedleńcy znaleźli się w sytuacji przymusowej, osłabiającej ich pozycję przetargową, musieli sprzedawać, aby móc kupić... Poza tym miejscowi byli bogatsi, bogatsi w doświadczenie życia za drutami, przybyszom zaś nie starczyło wyobraźni, by od razu klęskę swoją w pełni sobie uświadomić. W konsekwencji więc przesiedleńcy znaleźli się na łasce i niełasce tych, którzy mieli to niezwykłe szczęście, że wsadzono ich za druty wcześniej. Była to handlowa wiktoria miejscowych nad przybyszami.” (s. 73-74)

JA/ONI, III A

„...Wtedy była wiosna i przybysze beztrosko pozbywali się ciepłej odzieży, którą wykupywali miejscowi, mając doświadczenia dwóch zim spędzonych w warunkach getta. Sale i pokoje gmachu przy Franciszkańskiej [27] rozbrzmiewały hałaśliwą wrzawą bazarowych przetargów. Stanął obok jednej z prycz i przysłuchiwał się końcowym etapom transakcji. W jej wyniku piękny wełniany pulower przechodził na własność kupującego za sumę kilkudziesięciu marek gettowych, za które trudno było kupić kilogramowy bochenek chleba. Kupujący mówił po żydowsku, sprzedający po niemiecku. Doskonale się rozumieli i doskonale ukrywali wzajemną niechęć. Przez chwilę miał ochotę wtrącić się do targu i pouczyć przybysza, że getta nie można było przeżyć zarówno bez chleba, jak i bez pulowera... Zrezygnował z tego zamiaru. Zresztą końca transakcji wówczas nie doczekał. Postanowił jak najszybciej uciec z tego obrzydliwego targowiska. Gdy zamierzał opuścić salę, został nagle popchnięty przez kilkuletniego chłopca, który omal go nie przewrócił. Chłopiec biegł wołając donośnie: – Liese! Liese!

– Uważaj, dziecko – powiedział. – To nie jest plac zabaw. Rodzice ci tego nie powiedzieli?

– Przepraszam pana, Liese to moja siostrzyczka. Mama kazała mi ją odszukać – to mówiąc chłopiec wskazał jedną z prycz pod drzwiami. Spojrzał w tym kierunku i ujrzał siedzącą na pryczy z podkurczonymi pod siebie nogami kobietę lat trzydziestu, może trzydziestu pięciu... […]

Podszedł do siedzącej na pryczy zafascynowany jej niezwykłą urodą. Gdy się do niej zbliżył, spojrzała na niego wzrokiem, w którym dziewczęca naiwność i niesprecyzowana obietnica roztapiały się w tępej obojętności. Strząsnęła z czoła pukiel jasnych włosów, a zorientowawszy się, że mężczyzna, który podszedł do niej, został przed chwilą potrącony przez jej syna, powiedziała:

– Przepraszam pana bardzo, ale trudno tu utrzymać dzieci przy sobie.

– Nic się nie stało. Czy można pani w czymś pomóc?

– Pomóc? – wydała się zdziwiona. – W czym może mi pan pomóc?

Z pryczy nad nią, niby z baldachimu, wychylił się jakiś mężczyzna i powiedział w dół:

– Męża tej pani, doktora Reisera, Gestapo aresztowało. Został wysłany do obozu.

– Mąż pani był lekarzem?

Zbyt późno spostrzegł się, że użył czasu przeszłego. Nie odpowiedziała. Odpowiedział natomiast ten z góry. Widocznie i on uznał, że czas przeszły będzie tu najodpowiedniejszy:

– Nie. Był prawnikiem.

Przez dłuższą chwilę wszyscy milczeli. Kobieta widać nie bardzo skłonna była do rozmowy.” (s. 77-78)

JA/ONI, III A

„...zagadnął go mężczyzna z góry. Był to młody stosunkowo człowiek o bladej, prawie białej twarzy.

– Czy są tutaj jacyś neurolodzy?

– Są. Oczywiście, że są. Dlaczego pan o to pyta?

– Jestem chory. Na pewno słyszał pan o takiej chorobie. Sclerosis multiplex. Multiple Sklerose – najpierw podał nazwę łacińską, a później powtórzył ją po niemiecku. – Trudno mi chodzić. Jeszcze trudniej pracować. Powiedziano mi w Hamburgu, że jeśli będę miał odpowiednie zaświadczenie lekarskie, zostanę zwolniony z pracy, otrzymam rentę i podwójną rację żywnościową.

– Tak panu powiedzieli w Hamburgu? – starał się, by pytanie nie zabrzmiało ironicznie, ale nie bardzo mu się to udało. – Przyślę panu neurologa. Spojrzał jeszcze raz na kobietę, która tłumaczyła coś dzieciom, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi, i poszedł dalej...” (s. 78)</document>
<document nplp_id="12302" title="FRANCISZKAŃSKA 27   (działki w&amp;nbsp;podwórzu)" slug="franciszkanska-27-dzialki-w-podworzu">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI

13 sierpnia 1942 r.:   „Do getta absolutnie nic nie nadchodzi. Miały dojść w tej dekadzie jakieś przydziały warzyw, ale wobec tego, że place są już zupełnie puste i nic nowego nie posyłają, nie otrzymamy nic. Kartofle u nas są już na wykończeniu. Będziemy mieli co gotować jedynie do niedzieli. Tylko ci, którzy mają jakieś działki albo pola uprawne (jak na przykład firma Wajland i ska na Franciszkańskiej 27) mają pewne szanse przetrzymania nadchodzącego okresu.” (s. 303)</document>
<document nplp_id="12303" title="FRANCISZKAŃSKA 30   (Wydział Odzieżowy, magazyn używanego obuwia)" slug="franciszkanska-30-wydzial-odziezowy-magazyn-uzywanego-obuwia">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

27 grudnia 1942 r.:   „Odebrałem dziś w Kasie Głównej [pl. Kościelny 4] pożyczkę na zasadzie mego podania, zatwierdzonego w Sekretariacie Próśb i Podań. Po południu byłem w Wydziale Odzieżowym [Franciszkańska 30] po buty, ale nic nie mogłem wybrać. Zwykłym śmiertelnikom pokazuje się kilka par nic niewartego obuwia, więcej „nie ma dla pana” i już. A protekcji żadnej nie mam. Poczekam pewien czas, może znów nadejdzie jakiś transport starego żydowskiego obuwia do getta.” (s. 351)

5 stycznia 1943 r.:  „Byłem dziś znów po buty [w Wydziale Odzieżowym – Franciszkańska 30 – A.S.] i tym razem kupiłem sobie parę chasydzkich sztybletów, ale musiałem do tego mieć protekcję jednej ze sprzedawczyń, która okazała się starą znajomą mamy. Zapłaciłem 16 Rm (po uzyskaniu rabatu).” (s. 355)

18 lutego 1943 r.:  „Kupiłem dziś sobie parę trepów za 6 Rm [w Wydziale Odzieżowym – Franciszkańska 30 – A.S.]. W drodze powrotnej spotkałem Rywka Skoczylasa, który jest konduktorem na tramwaju gettowym i przewiózł mnie aż do domu. Po raz pierwszy od czasu przybycia do getta używałem jakiegokolwiek środka lokomocji.” (s. 359-360)

6 kwietnia 1943 r.:   „Byłem dziś u [Borucha] Praszkiera [Łagiewnicka 27], którego jednak nie widziałem. Polecił mi przez Mońka [Wolfowicza] czekać na siebie przed Altschulager [Franciszkańska 30], gdzie miał mi wybrać buty, ale nie przyjechał, jak się tego zaraz spodziewałem. Nigdzie indziej też nie jest dla mnie nic załatwione na razie. Ani u [Reginy] Wołkówny, ani w „Sonder”.” (s. 383)

8 kwietnia 1943 r.:   „Byłem dziś z Nadzią w Altschuhlager [Franciszkańska 30], gdzie wybraliśmy sobie dwie pary całkiem dobrych butów, które będą jednak gotowe dopiero za dziesięć dni, bo muszą jeszcze iść do naprawy.” (s. 383-384)</document>
<document nplp_id="12305" title="FRANCISZKAŃSKA 31   (kinoteatr Bajka, synagoga, kolektyw Dusseldorf)" slug="franciszkanska-31-kinoteatr-bajka-synagoga-kolektyw-dusseldorf">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

14 października 1941 r.:   „Jesteśmy dziś ostatni dzień na Marysinie. Od jutra będziemy dostawali nasze zupy w byłym kinie „Bajka”, a obecnie synagodze, na Franciszkańskiej 31. Ciekawe, czy się nam polepszy czy pogorszy.”  (s. 210)

16 października 1941 r.:   „Dziś jedliśmy już w „Bajce” [Franciszkańska 31]. Obiady nie lepsze, nie gorsze, ale miara uczciwsza (1/2 l.).” (s. 211)

17 października 1941 r.:   „Zdaje się, że ostatni raz jedliśmy dziś w „Bajce” [Franciszkańska 31]. Po naszym obiedzie przyszła policja i następnej szkoły już nie wpuszczono. Jakiś Niemiec strzelał w powietrze, potem zwieziono niespodziewanie partię wysiedleńców z Czech.” (s. 212).

II A,   JA/ONI

18 października 1941 r.:   „Będzie chyba teraz coraz trudniej o pracę, bo codziennie przychodzą regularnie partie z Niemiec. Są już Żydzi z Wiednia i Pragi. Teraz mają przybyć z Luksemburga, Berlina i z wielu innych miast. „Bajki” [Franciszkańska 31] nam nie zabrali, bo uchodźców wpakowano do gmachu szkolnego na Franciszkańskiej 27, w byłym klasztorze Mariawitów.” (s. 212)</document>
<document nplp_id="12306" title="FRANCISZKAŃSKA/ZAWISZY  [róg ulic]" slug="franciszkanska-zawiszy-rog-ulic">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II B,   JA/ONI

22 maja 1941 r.:   „Będąc na pogotowiu ratunkowym, byłem świadkiem jak przywieźli postrzelonego w bok Żyda. Otóż dwóch Niemców paradowało sobie dzisiaj po ulicach getta, waliło i strzelało i w rezultacie jednego Żyda zabili, a jednego zranili [na rogu Franciszkańskiej i Zawiszy – A.S.].” (s. 143)</document>
<document nplp_id="12308" title="LUTOMIERSKA 11   (Biuro Powołań)" slug="lutomierska-11-biuro-powolan">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

25 kwietnia 1942 r.:   „Kazano nam dzisiaj w resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] przynieść jutro kartę chlebową. Było nawet ogłoszenie o tym na mieście, ale je później zdjęto. Podobno mają w resortach i na innych placówkach pracy stemplować karty chlebowe, a tym, którzy jeszcze nie pracują, a mają kartę z Arbeitseinsatzu [Biura Powołań – A.S.], mają karty stemplować w Arbeitseinsatz (Lutomierska 11). […] Byłem dziś u [Lolka] Milgroma [Plac Kościelny 4], którego ojciec jest szefem biura Arbeitseinsatzu, aby dał matce przydział do naszego resortu. Bardzo przykrzy ludzie. Powiedzieli, że nic nie mogą zrobić. Także Rysiek Podlaski oświadczył, że nie można teraz więcej ludzi do resortu przyjąć. Jutro przy stemplowaniu ma być komisja, przed którą staną w zeszłym tygodniu przyjęte osoby, z których część będzie z resortu wyrzucona. Zostaną tylko ci, których większość krewnych pracuje w danym resorcie oraz naturalnie bardzo mocne protekcje. Wszyscy znajomi się dziwią, dlaczego mama jeszcze nie pracuje w naszym resorcie, wobec systemu przyjmowania i to wyłącznie krewnych pracujących.” (s. 237)

2 maja 1942 r.:  „Mama dostała wczoraj kartkę z Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11], aby dziś się stawiła po przydział pracy. Myśleliśmy wszyscy, że dostanie pracę w resorcie, a tu przydzieli ją do robót publicznych, do dyspozycji administratora przy Drewnowskiej 16. Naturalnie, że mama poszła natychmiast do Mońka Wolfowicza, który przyrzekł jutro coś w tej sprawie zrobić, gdyż praca ta mogłaby mamę po kilku dniach położyć. Jednakowoż jutro z rana musi tam iść.” (s. 243)

III B,   JA

16 sierpnia 1942 r.:   „Zaproponował mi dziś Lolek Milgrom objęcie nominowanej posady urzędniczej w Arbeitseinsatz [Lutomierska 11], gdzie są potrzebni urzędnicy, a szuka się jednostki [!] względnie przynajmniej wykształcone i inteligentne. Lolek osobiście też nie pracuje już w resorcie, lecz od dwóch tygodni jest urzędnikiem nominowanym w Wydziale Statystycznym [pl. Kościelny 4]. Zgodziłem się na jego propozycję natychmiast i poprosiłem go o możliwe przyspieszenie sprawy.” (s. 304-305)

18 sierpnia 1942 r.:   „Odniosłem dziś do biura starego [Wolfa] Milgroma do Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11] mój życiorys, ponieważ prosił o to, aby umożliwić mi otrzymanie tam posady. Chciałbym już bardzo wydostać się z tej piekielnej, więziennej atmosfery resortu. Najlepiej naturalnie wprost w czasy powojenne. Może i to kiedyś nastąpi. Byle dożyć.” (s. 307)

25 sierpnia 1942 r.:   „Byłem dziś u [Władysława] Franka, szefa Personal-Abteilung [pl. Kościelny 4]. Stałem tam w ogonku od 8-mej do 12-tej i ledwo udało mi się doń dostać. Imienne zapotrzebowanie Arbeits-Einsatzu już tam było i dlatego natychmiast otrzymałem skierowanie do Arbeit-Einsatzu jako Büroangesteller. Byłem po południu w biurze u [Wolfa] Milgroma w Arbeits-Einsatz (Lutomierska 11), który kazał mi jutro przyjść już do pracy. Wprawdzie nie zlikwidowałem jeszcze moich spraw w resorcie, ale już tam nie pójdę, lecz załatwię wszystko przez Nadzię [Sierakowiak]. Legitymację resortową zatrzymam aż do otrzymania nominacji. ” (s. 311)

26 sierpnia 1942 r.:   „Pracowałem już dzisiaj jako urzędnik–gryzipiórek w Arbeits-Einsatz [Lutomierska 11]. Pracuje się tu od 7.30 do 4. Jestem bardzo zadowolony, albowiem mam wreszcie upragniony spokój. Nic mnie nie obchodzi, a bezmyślne przepisywanie danych w kartotece nie zmusza do żadnego wysiłku. Nie ma też więziennej atmosfery resortu, nie ma krzyków, nie ma tyle kurzu, nie ma [Pejsacha] Gitisa i reszty idiotów z „Leder und Satler”. A nade wszystko, nie pozostaje mi zbyt wiele czasu na siedzenie w domu i myślenie o jedzeniu.” (s. 311)

III B,   ONI

27 sierpnia 1942 r.:   „Przysyłanie Żydów z okolicznych miasteczek trwa w dalszym ciągu (Sieradz, Zduńska Wola). Opowiadają okropne historie o mordowaniu całych tysięcy Żydów i przewożeniu do getta tylko nielicznych resztek. Nic im nie wolno zabierać, a starców, dzieci i chorych to w ogóle nie ma. Ostatnio zabija się już nawet bez rozróżniania na zdolnych i niezdolnych do pracy. Jedli dobrze, jak bydło tuczone na rzeź. Mamy teraz przez nich moc roboty, bo wszystkich kieruje się do Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11] po przydział pracy. Ledwie mogę się przecisnąć, gdy idę do pracy.” (s. 312)

III B,   JA

29 sierpnia 1942 r.:   „Miałem dziś dyżur [w biurze, Lutomierska 11 – A.S.], ale też tylko do drugiej. Reszta biura oprócz kilku dyżurujących nie pracuje. Dyżury są co dwa lub co trzy tygodnie.” (s. 313)

IV,   ONI

4 września 1942 r.:   „Wczorajsza tragiczna wiadomość okazuje się niestety prawdą. Niemcy żądają wszystkich dzieci do lat 10, starców powyżej lat 65 lat oraz wszystkich innych chorych, spuchniętych, kalek, niezdolnych do pracy i niepracujących. Panika na mieście niebywała. Nigdzie się nie pracuje, wszyscy latają po przydziały pracy dla tych, którzy jeszcze nie pracują, a rodzice nieszczęsnych dzieci starają się wszelkimi środkami je uratować. Biuro Meldunkowe [pl. Kościelny 4] po sporządzeniu list zostało zapieczętowane, tak że wszelkie próby ratunku drogą fałszowania metryk, ksiąg meldunkowych i innych dokumentów oraz sporządzania aktów zgonu itp. – zawodzą. U nas w Arbeitseinsatz [Lutomierska 11] działy się dzisiaj do drugiej niebywałe sceny. Wydawano na gwałt przydziały pracy, aczkolwiek mówi się już o tym, że nie ma to znaczenia, bo będzie ogólna „szpera” (zakaz wychodzenia), podczas której komisje lekarskie będą wszystkich badały i będą decydować o zdolności do pracy. Jako urzędnikowi udało mi się mimo niebywałych trudności zdobyć dzisiaj przydział dla mamy do resortu meblowego, gdzie będzie przy odpowiedniej pracy mogła być zatrudniona. Mimo to boję się bardzo o mamę, bo jest niebywale wychudzona, drobna i osłabiona. W każdym razie pracuje cały czas na plantacjach, chora nie jest i w jeszcze domu też gotuje, sprząta i jak trzeba, pierze.

Z rana biuro Wydziału Szkolnego rejestrowało do pracy dzieci ośmio- i dziewięcioletnie, ale o dwunastej ogłoszono unieważnienie tych list. O drugiej zamknięto u nas biuro i kazano wszystkim pójść do domu na czas nieograniczony, aż do odwołania. Podobnie zostały zamknięte wszystkie resorty, biura, urzędy itd. za wyjątkiem Aprowizacji, wozów „fekaliarzy”, policji, straży, wart rozmaitych itd., itd. Nastrój paniczny potęguje się z każdą sekundą. Najrozmaitsze plotki, powtarzane z ust do ust, każą spodziewać się najgorszego.” (s. 316-317)

V A,   JA

11 listopada 1942 r.:   „Noszę krótkie kalesony, więc marznę solidnie. [Jestem] w ogóle zupełnie skurczony i nigdy nie mam dość ciepła. Dziś z rana nie palono jeszcze u nas [w biurze, Lutomierska 11], ale ponieważ nikt nie mógł zasiąść do pracy, zdecydowano się ruszyć archiwum istniejącego niegdyś Wydziału Zasiłkowego i napalić papierami.” (s. 329)

13 listopada 1942 r.:   „Mróz trzyma ciągle. Węgla w biurze [Lutomierska 11] […] nie ma, ale na szczęście zapas papieru starczy jeszcze na kilka dni.” (s. 330)

17 listopada 1942 r.:   „Dziś pierwszy raz napalono w biurze [Lutomierska 11] węglem, ale gdyby nie trochę papieru, który dołożyłem […] można by było wytrzymać. O ile mają w […] choć w dalszym ciągu, marznę doszczętnie.” (s. 331)

21 listopada 1942 r.:  „W domu naprężenie staje się coraz większe i gwałtowne wybuchy między mną a ojcem stają się coraz częstsze. Ojciec, mimo swoje wszystkie świństwa, stara się ciągle być ze mną […] , ale ja nie mogę się przezwyciężyć i obojętnie patrzę na wszystko. Nadszedł już czas, kiedy biuro [Lutomierska 11] jest dla mnie rajem i godzina pójścia do domu [Spacerowa 5/7] napawa mnie lękiem i obrzydzeniem. Tempora mutantur…” (s. 332-333)

22 listopada 1942 r.:   „Dziś ledwie nie doszło do walki między mną a ojcem. Doprowadził mnie to tego, że rzuciłem weń kilkoma plasterkami rzodkwi, której nie dał mi spokojnie zjeść. Nie ma już w ogóle mowy o tym, żeby zaczął gdzieś pracować. Woli nosić ludziom węgiel z Marysina i gotować sobie solidne gary z jedzeniem w domu. Jest ciągle zawszony i ani myśli się z tego wykąpać. Śpi w ubraniu i nos wyciera w obrus i ręcznik. Cierpienia moje nie mają granic. Nie potrafi mnie przebłagać ani jego chęć wyprania mi koszuli, ani szybkość w wykupywaniu wszelkich racji i przydziałów. Nie mówię już zaś wcale o złodziejskości [i] naiwnym sprycie w dzieleniu jedzenia. Zależy mu, jak i dawniej, na każdej okruszynie i łupinie. Słowem – człowiek zupełnie upadły.” (s. 334)

29 listopada 1942 r.:   „Dostałem dziś niespodziewanie 35 Rm zasiłku od [Abrahama] Bandego, członka komisji bajratowców urzędującej w moim pokoju [w biurze, Lutomierska 11]. Nadzwyczaj uczciwy i uczynny ten człowiek, aczkolwiek bardzo religijny. Zainteresował się mą sytuacją i wiedząc, że ani ojciec, ani Nadzia nic nie zarabiają, wciągnął mnie na swą listę jednorazowej doraźnej pomocy, która istnieje w getcie dla chorych, niepracujących, starych itd. Podawanie kandydatów jest powierzone przez [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego „mężom zaufania”, do których między innymi należy Bande. Forsa przyda się nam bardzo.” (s. 338)

30 listopada 1942 r.:   „Czytam ostatnio bardzo mało, ale napisałem kilka polskich wierszy w biurze [Lutomierska 11] w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Zdaje się, że formę już jakoś opanowałem W domu [Spacerowa 5/7] nie robię absolutnie nic. Z ojcem bez zmian.” (s. 338)

6 grudnia 1942 r.:   „Nawiedza mnie ostatnio chęć intensywnego czytania i zapominania się w lekturze, ale jest to tylko w bardzo małym stopniu wykonalne. Czytać mogę tylko w biurze [Lutomierska 11], gdzie mam mniej pracy i nikt się nie kręci. Książka leży w szufladzie, którą zamykam za najmniejszym szelestem przy drzwiach. Lepsze to jednak niż nic, gdyż w domu jest o wiele gorzej. Przez zimno (nie można usiedzieć) i brak światła przy łóżku – nie czytam w domu nic. Mam z czytelni [Zgierska 19] Dzieje grzechu Żeromskiego, które wziąłem, żeby odświeżyć się trochę w klasycyzmie, czystości i pięknie polszczyzny, [X] tłumaczeń France’a, Galsworthy’ego i innych. Mam też od Wolmana po niemiecku jakiś dramat Ibsena i po żydowsku Beethovena Rollanda. Czytałem też ostatnio Żytłowskiego (po żydowsku), Strindberga (po niemiecku) i rozmaite inne tomy.” (s. 342)

10 grudnia 1942 r:   „Dostałem dziś 30 dkg konserwowanego mięsa w biurze [Lutomierska 11] (1/3 puszki). We wszystkich innych wydziałach i resortach dawają po pół puszki, ale u nas część urzędników otrzymała po pół, a część (niżsi) po 1/3. Wprawdzie mówili, że trzeba przegotować to mięso, ale myśmy w domu [Spacerowa 5/7] je zjedli wprost z puszki. Jadłem konserwy mięsne po raz pierwszy w życiu. O smakowaniu ich nie muszę nic mówić. Dostaniemy znów w biurze po 5 kg kalarepy. Aby dalej! Byle do wiosny!” (s. 344)

V A,   JA/ONI

11 grudnia 1942 r.:   „Ojciec przyszedł dziś do mnie [do biura, Lutomierska 11] ze zwolnieniem i zapotrzebowaniem. Wszedłem z nim do [Kiwy] Siennickiego („minister pracy”), który wydał mu natychmiast skierowanie do stolarskiego jako fachowcowi. Ojciec jest prawie że zadowolony (wiedząc, że musi pracować, woli swą branżę niż inną) i w domu [Spacerowa 5/7] znów nastał względny „pokój” i normalne stosunki. Gdyby tylko nie to przeraźliwe drapanie się ojca, który ciągle jest solidnie zawszony i pokryty strupami.” (s. 344)

31 grudnia 1942 r.:   „Ostatni dzień starego roku. Uroczyście obchodzony w Polsce wieczór sylwestrowy. W getcie znów panoszy się głód, a warstwy możniejsze bawią się w najlepsze. Także wyżsi urzędnicy naszego biura [Lutomierska 11] urządzili sobie dziś solidną wyżerkę. Będzie wódka, zupa, babki, sałatka i kiełbasa! A cóż dopiero u tych „prawdziwych” władców! Banda [Dawida] Gertlera, warzywnicy, policja, kripowcy, gestapowcy, furmani, piekarze – wszystko, słowem, co obżera się w getcie z oficjalnych i nieoficjalnych źródeł – wszystko to może teraz hulać. Stosunki w getcie stawają się coraz bardziej typowo wojenne: z jednej strony bogactwo, swawola i sytość – z drugiej nędza, głód i śmierć. Trepy i piękne wysokie buty; ciepłe mieszkania i wilgotne, zimne nory; czerwone, zdrowe karki i blade, kościste „klepsydry” – oto symboliczne znamiona stosunków w getcie.” (s. 353)

V A,   ONI

1 stycznia 1943 r.:   „Wczorajszy bal sylwestrowy naszych biurowych „zupojadów” i „czulenciarzy” skończył się o 4-ej nad ranem. Do pracy [Lutomierska 11] przyszli dopiero o 12-ej. „Bawili się” bardzo dobrze. Wszak to była noc sylwestrowa!” (s. 353)

V A,   JA

3 stycznia 1943 r.:  „Nie mogę też już w biurze [Lutomierska 11] kupić sobie „tanio” okazyjnej zupy, co ostatnio zdarzało się jeszcze od czasu do czasu (po 2 Rm).” (s. 355)

V A,   JA/ONI

17 lutego 1943 r.:   „Pożyczyłem sobie dzisiaj znów piłę w biurze [Lutomierska 11] i spiłowaliśmy jeszcze kawałek naszego kloca, co zwaliło mnie zupełnie z nóg. Dostałem już w biurze talon na 1 kg „niedzielnych” kartofli. Dostajemy też jutro talony na 3 kg rzodkwi. […] Był u mnie w biurze w tym tygodniu [Józek] Wolman, zaniepokojony tym, że nie byłem już u niego przeszło miesiąc. Jest on też pesymistycznie nastrojony. Pisze, ale głód znowu mu dokucza i poczyna przypominać siebie z zeszłego lata. Chciałbym już mieć wyleczone nogi, aby móc zajrzeć do niego.” (s. 359)

V A,   JA

24 lutego 1943 r.:   „Cierpiałem dziś katusze w biurze [Lutomierska 11] ze wstydu z powodu mych murzyńskich rąk. Bądź co bądź w nocy spałem dobrze i bez swędzenia.” (s. 364)

26 lutego 1943 r.:   „Czytałem dziś po południu w biurze [Lutomierska 11] wyjątki z mego „Alarmu”. Podobało się wszystkim bardzo, tak pod względem ujęcia, jak i tematu. Gdyby nie moja wredna choroba mógłbym, zdaje się, teraz pisać nieco więcej. Na razie zaś ani piszę, ani nawet czytam.” (s. 364-365)

9 marca 1943 r.:   „Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Cisnąłem do wszystkich diabłów termometr i poszedłem dziś do biura [Lutomierska 11]. Gorączkę mam jednak w dalszym ciągu. W biurze czekała nas dzisiaj heca, od której głośno już w całym getcie. Przyszedł dziś do naszego Wydziału [Hans] Biebow z Gettoverwaltung i zwiedził z [Bernardem] Fuksem całe biuro. W wyniku tej wizyty (był też w Wydziale Personalnym [Dworska 1] i Gospodarczym [Lutomierska 11]) będą musieli wszyscy urzędnicy i urzędniczki w wieku poniżej 40 lat opuścić biura i pójść do resortów i pracy publicznej, zaś na ich miejsce weźmie się starych i wyczerpanych robotników. W każdym prawie pokoju biura była awantura z powodu nagromadzenia tylu młodych sił, na domiar złego malowanych i ładnie ubranych. Biebow zlikwidował też mianowanych trzech kierowników naszego Wydziału (oprócz Fuksa), [Franza Roberta] Andresa, [Azriela] Urysona i [Kiwę] Siennickiego, oddając całą władzę kierowniczą Fuksowi.” (s. 368)

10 marca 1943 r.:   „Nadzia przyszła dziś do mnie po południu do biura [Lutomierska 11] i namówiła mnie, abym poszedł do lekarza, aby się dowiedzieć, co z moją gorączką. Zwolniłem się o 5 z pracy i poszedłem z Nadzią do dra [Ernesta] Lustiga [Wrześnieńska 35], Czecha o bardzo wielkiej praktyce internistycznej. Po drodze wstąpiliśmy do mojej pseudociotki Wolfowiczowej, której nie widzieliśmy już blisko rok. Ona też weszła ze mną do lekarza, który okazał niezwykle miłym i sumiennym człowiekiem. Zbadał mnie (5 Rm wizyta) bardzo dokładnie i orzekł, że nic chorobliwego we mnie nie znajduje. Skąd gorączka – nie może na razie orzec. Nie przypuszcza też, aby pochodziła z ranki na nodze. Kazał mi chodzić do pracy, mierzyć gorączkę, w niedzielę wybrać się na długi spacer, a w poniedziałek być u niego. Uspokoiłem się trochę, ale chciałbym już nie mieć gorączki.” (s. 369)

17 marca 1943 r.:   „W żaden sposób nie mogę się pozbyć mych strupów, podrażnienia skóry i gorączki. Ciągle chodzę jak kaleka. Wczoraj przed mym odejściem z biura [Lutomierska 11] była u nas [Dresla] Milgromowa, żona mego szefa [Wolfa Milgroma] i matka mego kolegi Lolka, której pożaliłem się na mój opłakany stan i na to, że w żaden sposób nie mogę otrzymać drugiej zupy. Okazało się, że poczciwa kobieta interweniowała u męża, który wezwał mnie dzisiaj do siebie i wyjaśnił mi, że oficjalnej drugiej zupy nie może mi dawać, bo wszystko ma Fuks w swej łapie, ale postara się od czasu do czasu dawać mi jakąś drugą legitymację, co jest naturalnie niedozwolone, lecz jak zdążyłem już się dowiedzieć, ciągle praktykowane przez wielu wyższych urzędników. Dziś dostałem właśnie taką drugą legitymację i miałem dwie zupy.” (s. 373-374)

21 marca 1943 r.:   „Poszedłem dziś o jednastej do biura [Lutomierska 11], aby otrzymać zupę, którą znów się dostaje w niedzielę, jeśli się jest przy pracy (nie traci się kartofl i za niedzielę). [Wolf] Milgrom zawiadomił mnie wczoraj, że dokonał pewnej małej fuszerki dla mnie i powiększył mi pensję miesięczną na 90 RM, co zasadniczo jest w getcie trudno przeprowadzić. Podziękowałem mu bardzo za to zainteresowanie się mną, a forsa przyda się bardzo. Lolek Milgrom zaproponował mi objęcie lekcji u [Józefa] Podlaskiego, ale nie zgodziłem się, bo jedynym moim zarobkiem byłaby zapłata w żywności, a tej na pewno by mi nie mógł uskutecznić. Zresztą nie czuję się teraz na sile objąć lekcję.” (s. 375)

27 marca 1943 r.:   „Dostałem dziś w biurze [Lutomierska 11] już po raz trzeci zusatz [dodatek – A.S.], czyli dodatkową zupę od [Wolf] Milgroma, który ostatnio otrzymał do dyspozycji pewną ilość takich zup i pamiętał o mnie.” (s. 378)

28 marca 1943 r.   „Byłem dziś też przez dwie godziny w biurze [Lutomierska 11], naturalnie przez zupę. Po południu byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Pożyczył mi wstęp do powieści, którą zaczął pisać. Gdy wróciłem do domu [Spacerowa 5/7], myślałem, że zemdleję. Uginają się pode mną kolana i ledwo mogę chodzić. Ciągle gorączkuję i nie mogę się pozbyć strupów i rany od odmrożenia. Wyglądam znów bardzo źle. A tu sprawa wysiedlenia ciągle jeszcze nie jest wyklarowana i ciągle czarne chmury wiszą nad gettem.” (s. 378-379)

4 kwietnia 1943 r.:   „Samopoczucie moje pogarsza się z dnia na dzień. Wprawdzie jem teraz więcej zup dziennie i są rozmaite przydzialiki (jest racja 20 dkg stinfische, 1/2 kg marchwi, znów 5 dkg twarogu), w biurze [Lutomierska 11] dostaliśmy dziś znów jedną trzecia puszki konserwowanego mięsa (Nadzia też dostanie), ale gorączka nie ustępuje i wyglądam jak kompletna „klepsydra”.” (s. 382)

&amp;nbsp;

Heniek Fogiel
ONI, III A (19.04.1942)
„Znów coś nowego dla nas Żydów, a więc z rozkazu władz... wszyscy niepracujący, kobiety i mężczyźni w wieku od 10 lat będą stawać na komisję lekarską, niemiecką. Tegoż dnia Arbeitseinsatz [Biuro Powołań, Lutomierska 11] był już nieczynny i nie rejestrowano już na robotę. Zwolnieni z stawania na komisję są ci, co nawet nie pracują, ale mają Arbeitskartę, tylko nie mają przydziału do pracy. Oczywiście, że tegoż dnia wydano w Arbeitseinsatz tylnymi drzwiami protekcjom moc Arbeistskart.” (s. 37 – 39)
JA, III A (3.05.1942 r.)
„Dziś na rozkaz pana prezesa zamknięto wszystkie warzywne kooperatywy, tak że bez pracy znalazło się ładne paręset ludzi. Na placach też odbyła się redukcja robotników, gdyż nie ma pracy dla tychże, nie ma warzyw ani kartofli, nic się nie wydaje i nic nie przywożą, tak że na mieście porządny głód!!! Między zredukowanymi byłem też Ja, ale dostałem przez rozmowę z prezesem kartkę do resortu, w międzyczasie byłem w Arbeitseinsatz [Biuro Powołań, Lutomierska 11] i tam zostałem przez kierownika Fuksa skierowany do Centrali Warzyw [Łagiewnicka 25], do pana Mosiężnika i zostałem z powrotem przyjęty do pracy, do Centrali Warzyw. Oczywiście, że nie wiedziałem, dokąd mam teraz pójść, no i po namyśleniu i naradzeniu z mamusią postanowiłem zostać tymczasem przy warzywach.” (s. 41-43)
ONI, III B (11.06.1942)
„Minia [Feldmark] wystarała się dla mamy o kartkę do Arbeitseinsatz [Biuro Powołań, Lutomierska 11], gdzie nareszcie dostała skierowanie do pracy do Altwerk Materialressort [Sortownia Starych Materiałów, Brzezińska 15]. Ale jeszcze mama nie pracuje, kazano przyjść w przyszłym tygodniu. Ale teraz ma szansę, więcej jak przedtem.” (s. 70)
ONI, III B (28.06.1942)
„Codziennie inne plotki, o wysiedlaniu trochę ucichło, ale Arbeitseinsatz [Biuro Powołań, Lutomierska 11] przysyła kartki po wszystkich stemplowanych, i podobno wszyscy Ci mają dostać pracę.” (s. 76)
 
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
„Był wczoraj u nas Sijo (?), który opowiedział, jak świetnie sprawują urzędy w getcie. Opowiadał, że poszedł do Wydziału Gospodarczego [Lutomierska 11] z zapotrzebowaniem na trzy miotły. Gdy przyszedł, zwrócił się do woźnego, który skierował go do jakiegoś kierownika, ten posłał go do sali nr 2, gdzie siedziało ośmiu urzędników, każdy z nich stwierdzał, czy zapotrzebowanie to jest prawdziwe, czy nie czasem sfałszowane. Z sali nr 2 posłali go do sali nr 5, gdzie było dwunastu urzędników i to samo zrobili, co poprzedni, ci skierowali go do magazynu nr III, z magazynu nr III do magazynu nr I, z nr. I do nr. II, a w ósmym magazynie wydali mu trzy miotły, z których każda miała po pięć włosków". (s. 49,50)

JA, II A
Środa, 5 marca 1941 r.
„O 7.30 poszedłem do domu na kolację. Gdy przyszedłem, powiedzieli mi, że przyszła karteczka, by ojciec stawił się jutro do Wydziału Gospodarczego przy ulicy Lutomierskiej 11". (s. 62,63)

JA, II A
Wtorek, 20 maja 1941 r.
„Dostałem wczoraj wezwanie do Wydziału Zasiłkowego [Lutomierska 11]. Dzisiaj właśnie tam byłem, gdzie się dowiedziałem, że muszę zwrócić zasiłek za kwiecień. Będą mi teraz zaciągać z każdej dekady po 4 mk". (s. 87)

JA, II A
Poniedziałek, 26 maja 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Wydziału Gospodarczego [Lutomierska 11], kupić sobie opaskę, po czym poszedłem na zupkę do kuchni pocztowej [Plac Kościelny 4/6]".  (s. 88)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)

„Mimo to Arbeits-Einsatz [Biuro Powołań] oblegają teraz setki ludzi, którzy do tej pory nie mieli szczęścia otrzymać Prezesowskiego paszportu spokoju – karty pracy. Przede wszystkim są to starcy, chorzy i dzieci – ludzie, którzy ze względu na wiek czy choroby dotąd nie pracowali. Teraz chcą dostać przydział pracy i kartę. Pomoże to czy nie, ale każdy chce je mieć, bo kto wie, czy się nie przydadzą. Arbeits-Einsatz jest jednak zamknięty i ludziom ściskają się serca”. (s. 144)
Jakub Poznański
ONI, V A
14 III 1943
„W początku tygodnia rozpowszechniła się wieść, że [Hans] Biebow zrobił porządek na Bałuckim Rynku i wyrzucił stamtąd wszystkie uszminkowane panienki, jak [Esterę] Daumównę, [Alicję] Profesorską, [Hannę] Hamburską etc. etc. Dokładnie tego przebiegu sprawy nie znam, wiem tylko tyle, że Daumówna po dwóch dniach znowu wróciła na swoje miejsce. Następnego dnia Biebow był w Arbeitsamcie – Urzędzie Pracy [Lutomierska 11]– gdzie wyrzucił kierownika [Akiwę] Siennickiego i kilkunastu niższych urzędników i urzędniczek, nakazując im pójść do resortów. Mówiono, że jest to rezultat walki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego z [Dawidem] Gertlerem i że Biebow widocznie stanął po stronie Gertlera i wykazuje Prezesa".
(s. 50)

ONI, V A
21 III 1943

„W Wydziale Gospodarczym [Lutomierska 11] powiedziano mi, że przydział [działek] na każdego członka rodziny wypadnie od 15-50 metrów, w zależności od ilości zgłoszeń, a wczoraj nam powiedziano, że wielkość terenu zależy również i od „walorów wewnętrznych” petenta, to jednak słyszałem wczoraj, że Prezes wziął sobie pod uprawy 70 000 metrów, czyli 7 mórg, z tego ¾ ma być uprawiane pod kartofle. Tak samo pewnie postąpi [Dawid] Gertler, [Aron] Jakubowicz i inni mniejsi dygnitarze. To się nazywa sprawiedliwy podział ogólnych dóbr. To się dzieje na tym odcinku, a na innych?"</document>
<document nplp_id="12310" title="GDAŃSKA 46   (poza gettem)" slug="gdanska-46-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

10 października 1939 r.:   „Po lekcji spytałem Gurewicza o adres [Markusa] Braudego, prezesa naszego towarzystwa. Okazało się, że rabin dr Braude mieszka na Gdańskiej 46. Poszedłem tam, lecz akuratnie rabin był chory i przyjęła mnie jego żona, która po kilkakrotnych naradach z mężem oświadczyła, że nic mi pomóc nie mogą i mówiąc, że jej bardzo żal, kazała mi czekać na przyjazd dyrektora [Zygmunta] Ellenberga, który jest w Warszawie. To wiedziałem sam, że gdyby „Eluś” był, nie groziłoby mi wyrzucenie.” (s. 80)</document>
<document nplp_id="12312" title="GÓRNY RYNEK (hala targowa) (poza gettem)" slug="gorny-rynek-hala-targowa-poza-gettem">


&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

13 grudnia 1939 r.:   „Nie puszczono mnie dzisiaj do szkoły. Przed obiadem było znowu zdenerwowanie i strach. W godzinę po odejściu Nadzi do szkoły przychodzi Dadek Hamer i opowiada, że do opróżnionych wczoraj hal targowych [na Górnym Rynku – A.S.] pakują Żydów z Nowozarzewskiej i Rzgowskiej, aby ich wysłać do Lubelszczyzny. Naturalnie, że ojciec już widzi, jak złapali Nadzię (której szkoła jest na Nowozarzewskiej) itp. Na szczęście wszystko okazało się bujdą i Nadzia wróciła szczęśliwa.” (s. 107-108)

I B,   JA/ONI

14 grudnia 1939 r.:   „Już trzeci dzień trwają masowe aresztowania. Tysiące nauczycieli, lekarzy i inżynierów, Żydów i Polaków, zabiera się z ich domów wraz z rodzinami (nie oszczędza się niemowląt) i pędzi do opuszczonych hal, a stamtąd [rozsyła] po różnych więzieniach niemieckich. Wszystkich dawnych działaczy, byłych legionistów, zwykłych bogaczy nawet spotyka ten sam los.”</document>
<document nplp_id="12313" title="GŁOWNO (poza Łodzią)" slug="glowno-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A, JA

4 września 1939 r.:   „W nocy mieliśmy dwa spokojne alarmy. Zimno było przeraźliwe. Tłoczyliśmy się wszyscy w schronie, śpiąc i grzejąc się wzajemnie. Przyjechała też Nadzia z Głowna. Cała ta historia wojenna poczyna mnie już strasznie nużyć i nudzić. Z rana spałem do dziesiątej. Dzień po zimnej nocy wstał ładny, słoneczny. Znów doszła nas, po zdaje się trzecim alarmie, radosna, choć w treści oburzająca wiadomość o storpedowaniu przez Niemców angielskiego okrętu pasażerskiego wiozącego kilkaset niezwykle bogatych i wpływowych obywateli amerykańskich. Zginęło 800! […] Oprócz chodzenia do komendy na radio lub alarmy nie mam nic do roboty. Siedzimy, gadamy, flirtujemy…” (s. 58)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)
</document>
<document nplp_id="12314" title="JAGIELLOŃSKA 25  (Resort-Fabryka Wełny Drzewnej)" slug="jagiellonska-25-resort-fabryka-welny-drzewnej">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA/ONI

2 grudnia 1942 r.: „Otrzymałem dziś przydział dla ojca do „Holzwollefabrik” na Marysinie [Jagiellońska 25]. Zdaje się jednak, że nic z tego nie będzie, bo ojcu z góry nie podoba się chodzenie na Marysin i praca w tamtym resorcie. Innej pracy, oprócz robót publicznych w getcie lub rozbiórek poza gettem, otrzymać nie można.” (s. 339)

3 grudnia 1942 r.: „Z ojcem sprawa zupełnie beznadziejna. Był dziś na Marysinie [Jagiellońska 25] i wrócił z niczym ze względu na odległość i rzekomo ciężką pracę. Woli siedzieć w domu [Spacerowa 5/7] i pochłaniać kartofle, które gotuje dla siebie w kolosalnych ilościach.” (s. 339)</document>
<document nplp_id="12317" title="KAMIŃSKIEGO 21-22  (gimnazjum) (poza gettem)" slug="kaminskiego-21-22-gimnazjum-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

17 września 1939 r.: „Okazało się dzisiaj, że nasze gimnazjum [Kamińskiego 22] się rozleciało dosłownie, a pierwsze ma się złączyć z żeńskim [Kamińskiego 21] i naszymi niedobitkami.   Gmachy zajęte.” (s. 66)</document>
<document nplp_id="12319" title="KILIŃSKIEGO (między Południową a&amp;nbsp;Cegielnianą)" slug="kilinskiego-miedzy-poludniowa-a-cegielniana">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

12 grudnia 1939 r.: „Wracając ze szkoły, widzę nagle przy ul. Kilińskiego straszny widok. Idzie Żyd, a za nim jakiś Niemiec ubrany jak furman i olbrzymim drągiem wali go po plecach, że aż się zataczał (Niemiec, a Żyd pochylał się coraz bardziej, nie odwracając się, aby nie dostać z przodu). Zatrząsłem się całkiem i czym prędzej skręciłem w Cegielnianą i poszedłem do Frydrycha, kolegi z pierwszego gimnazjum, u którego byłem do późna, aby pójść do domu w ostatniej godzinie, kiedy szanse złapania schodzą do minimum.” (s. 107)</document>
<document nplp_id="12320" title="KOLUSZKI &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="koluszki-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

17 grudnia 1939 r.: „Podobno przysłano dzisiaj do Łodzi 80 zmarzniętych na śmierć niemowląt z Koluszek. Są to dzieci wysiedlonych Żydów.” (s. 110)</document>
<document nplp_id="12322" title="KOŚCIELNA 5  (mieszkanie Mojżesza Turbowicza – Mariana Turskiego)" slug="koscielna-5-mieszkanie-mojzesza-turbowicza-mariana-turskiego">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

16 stycznia 1943 r.: „Wstąpiłem po pracy do [Mojżesza] Turbowicza [Kościelna 5], u którego pożyczyłem nasz ostatni szkolny podręcznik hebrajski, aby trochę poczytać w tym języku, który poczynam zapominać. Po południu byłem u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], u którego pożyczyłem sobie pierwszy tom Pereca. Mam już cały skład książek w domu, które nie wiem, kiedy zdążę przeczytać.” (s. 357)</document>
<document nplp_id="12324" title="KOWAL &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="kowal-lodz-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II B,   JA

10 października 1941 r.: „Wczoraj przybyło do getta dziewięćset kilkadziesiąt osób z Kowla [!] Kujawskiego. To już ostatnia partia z Warthegau. Teraz mają przyjeżdżać z głębi Niemiec. Wydział Mieszkaniowy pracuje już dniem i nocą.” (s. 209)</document>
<document nplp_id="12326" title="LIMANOWSKIEGO 24  (skład opału)" slug="limanowskiego-24-sklad-opalu">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

24 lutego 1943 r.: „Po południu byłem z Nadzią [Sierakowiak] na Limanowskiego 24, gdzie kupiliśmy 12 kg drzewa po 1,30 Rm. Jest to okazja, bo w sklepie kosztuje 1 kg drzewa 2 Rm.” (s. 362)</document>
<document nplp_id="12328" title="LIMANOWSKIEGO 40   (mieszkanie Jakuba Blausztajna)" slug="limanowskiego-40-mieszkanie-jakuba-blausztajna">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

23 lutego 1943 r.: „Byłem dziś u lekarza. Okazuje się, że moje leczenie świerzby wodą siarkowodorową wywołuje nie polepszenie, a pogorszenie, coś w rodzaju zapalenia skóry. Zapisał mi maść do smarowania całego ciała i maść do smarowania członka. [W aptec]e okazało mi się, że pierwszej maści nie [ma]. Wróciłem więc znów do lekarza, który zmienił receptę. I tym razem nic nie dostałem, bo [ilość była] za duża. Poszedłem więc do apteki na Rybną [5], [gdzie] kierownikiem jest [Natan Otto] Blausztajn, który przez protekcję przyrzekł zrobić 1/4 zapisanej maści. Dowiedziałem się u niego, że Kuba [Blausztajn] miał zapalenie płuc i [opłucnej] i wodę na płucach. Ponieważ lekarstwo miało być gotowe dopiero o 7-ej, wstąpiłem po pracy do [Blau]sztajnów [Limanowskiego 40] po rocznej blisko niebytności. Nic się [tam] nie zmieniło, życie idzie dalej przedwojennym trybem. Towarzystwo zbiera się u Kuby wyłącznie w wysokich butach, gra się w brydża, bawi się i nie jest się głodnym.” (s. 363)</document>
<document nplp_id="12330" title="LIMANOWSKIEGO 47" slug="limanowskiego-47">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, II A

1 czerwca 1941 r.: „Wydarzył się dziś fatalny wypadek. Na Limanowskiego [47], ulicy, której jezdnia jest wyłączona z getta, jeden dziesięcioletni chłopiec w zabawie cisnął kamieniem poprzez druty na drugi trotuar i trafił w przejeżdżający tramwaj, w którym wybił szybę. Natychmiast zabroniono Żydom chodzić po zadrutowanych ulicach, chłopca zabrała na razie żydowska policja, a [Mordechaj Chaim] Rumkowski latał jak szalony. Oby nic złego z tego nie wynikło. W każdym razie żyje się w strachu.” (s. 148-149)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (4.09.1942)
„Dom przy ul. Limanowskiego 47 też eksplodował.
Są takie dzieci, które należą nie tylko do swoich rodziców, ale do całego domu. Takie dzieci są i ładne, i mądre ponad swój wiek. Takim dzieckiem, dzieckiem maskotką, był Rysiek Fajn. Zarówno sąsiedzi, jak i obcy nie mogli się powstrzymać, żeby nie pogładzić go po mądrej główce, żeby nie zatrzymać się i nie zagadnąć (s. 178).
[…] Ponieważ Rysiek Fajn traktowany był jak dziecko przynależące do całego domu, nikt z sąsiadów nie potrafił znieść ani widoku jego ojca w dzikiej rozpaczy bijącego głową w ścianę, ani słuchać rozdzierającego krzyku Rysiowej matki.
Dlatego też dom numer 47 eksplodował.”(s. 179)</document>
<document nplp_id="12331" title="KRAWIECKA 3  (Dom Kultury)" slug="krawiecka-3-dom-kultury">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA

9 maja 1942 r.: „Wściekłem się dzisiaj tak, że poszedłem o szóstej na koncert na Krawieckiej [3], który odbywa się tam co sobotę dla tych, którzy są całkiem syci i dla tych, którzy są całkiem głodni. Nic specjalnego nie było, ale jakoś na półtorej godziny człowiek oderwał się od zmysłowej rzeczywistości getta. Lecz muzyka stanowiła tylko lepsze tło do rozmyślań na temat „co bym jadł, gdyby już nie było wojny…” – temat, o którym teraz prawie wszyscy, prawie wszędzie i prawie ciągle myślą. Na koncercie było przepełnienie. Moc kolegów z resortu, znajomych – sytych i głodnych.” (s. 247)

III B,   JA

16 maja 1942 r.: „Byłem dziś też na koncercie na Krawieckiej [3]. Dziś koncert był o wiele lepszy niż w zeszłym tygodniu.” (s. 252)

27 maja 1942 r.: „Byłem dziś na koncercie, który odbywa się co środę na Krawieckiej [3]. Był to pierwszy koncert, na który warto było pójść w getcie. Wieczór Beethovenowski. Zebrało się same doborowe towarzystwo, wypasione, wystrojone. Przepaść między rozmaitymi częściami ludności getta staje się coraz większa. Jedni kradną i żrą, inni żrą oficjalnie, a reszta puchnie i umiera z głodu.” (s. 259)

9 czerwca 1942 r.: „Byłem dziś po południu na nowej rewii na ulicy Krawieckiej [3]. Grają ją już po raz drugi. Oprócz numerów gettowych – nic godnego widzenia. Jedynie tańce dość udane. Najważniejsze zaś to, że można przez dwie godziny nie myśleć o jedzeniu i o głodzie.” (s. 269)

16 sierpnia 1942 r.: „Byłem dziś na Krawieckiej 3 w sali koncertowej na zebraniu dla służby L. S. Wart, albowiem dostałem w piątek kartkę na stawienie się. Za niestawienie się na tego rodzaju zebraniu zostaje się zaaresztowanym na 24 godziny. Był to odczyt o porażeniach, bombach zapalających, gaszeniu itd., itd., słowem rzeczy, o których teoretycznie dosyć się już nasłuchałem przed i podczas wojny.” (s. 304)

V A,   ONI

26 grudnia 1942 r.: „Tymczasem [Mordechaj Chaim] Rumkowski, starym swym zwyczajem z najrozmaitszych okresów głodu, poczyna urządzać koncerty, przedstawienia i rozmaitego rodzaju jubileuszowe wyżerki. Tak np. odbył się dzisiaj jubileusz istnienia resortów krawieckich i tekstylnych Na Krawieckiej [3] będzie cały bal dla bajratu i wyższych urzędników odnośnych resortów, co naturalnie „pociągnie za sobą dalsze uszczuplenie racji”. „Czarny wóz” znów poczyna mieć kolosalne powodzenie.” (s. 350-351)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, III A
„Na scenie Domu Kultury odbyło się 6 czerwca przedstawienie Rewii III (trzeciej rewii z kolei). Czternaście przedstawionych odsłon okazało się z niewielkimi wyjątkami spuścizną dobrego, starego stylu, przyjętego z uprzejmą miną osoby wiedzącej, o które scenki chodzi. Robiło to wrażenie, jakby czas, wydarzenia ostatnich lat, nie odcisnęły piętna na autorach rewii. Poszczególne odsłony (Broderson, Joachimowicz, Janowski, Gebürtig) odmieniają w kolorowej scenerii temat miłości, małżeństwa, rodziny, a przy tym główny ciężar spoczywa na duetach, które puentują całość.” (s. 6)
JA/ONI, III B (06.1942)
„Dom kultury [Krawiecka 3]. Zapiski. Zaczęte w piątek 5 czerwca 1942 r. Koncert symfoniczny – 1 lipca 1942 r. Pojedyncze części V symfonii Beethovena wykonane na koncertach w dniach 9 i 16 czerwca można było usłyszeć teraz po raz pierwszy jako zamknięte dzieło. Wrażenie, jakie wywarło ono na publiczności było oczywiście głębsze i potężniejsze niż poprzednio. Nawet w salach koncertowych wielkich europejskich miast nie da się odczuć takiego poruszenia, jak tutaj w getcie. [...] (s. 7-8)
JA/ONI, III B
„Człowiek, który przypadkowo gdzieś w budynku poczty, w ambulatorium albo w garkuchni zobaczył plakat „Koncert w środę”, wędruje przez podmiejską okolicę obok zapadniętych baraków i otwartych latryn w kierunku Marysina, willowej dzielnicy getta – swego rodzaju wsi, gdzie obok domów dla dzieci, sierot i starców stoją śliczne domki, zamieszkiwane latem przez potrzebujących wypoczynku urzędników getta, tak zwanych letników. To wieś, kurortem tej okolicy nazwać nie można. Ale zazdrości się krótkiego szczęścia komuś, kto może spędzić tam kilka tygodni w spokoju, z dala od upiornego getta. A więc w drogę na środowy koncert, w kierunku „Domu Kultury”.” (s. 8)
JA/ONI, III B
„I tak rodzina, której powierzono zadanie, przygotowanie ciężko doświadczonym ludziom raz w tygodniu dwóch wyzwalających godzin, trzyma się razem. W tym sensie nazwa i misja Domu Kultury jest uzasadniona.” (s.10)
JA/ONI, V A  (27.12.1942)
„Uroczystość w Domu Kultury: dwa lata Resortu Krawieckiego i pokrewnych branży, głównie Dywanów. Wystawa Wydziału Statystycznego i Dywanów: powiedzieć coś na ten temat. Prezes pojawia się jak prezydent jakieś republiki. Przemówienia w jidysz, młoda dziewczyna mówi w iwrit, potem w jidysz. Kilka głosów w Loszen kodesz! Potem akademia, przemawia Prezes. Trwa to do wpół do drugiej w nocy. Prezent: trzy tłuste kiełbaski, 20 dkg chleba, cukierki i papierosy. Getto samo się wielbi, świętuje własną niewolę. Z drugiej strony niezwykła witalność, dowód żydowskiego talentu do rzemiosła i rzemiosła artystycznego. Wszystko z lumpów, ze szmat dla Aszkenazów. Władza. W centrum: Prezes, [Aron] Jakubowicz (kierownik wszystkich resortów), Dawid Warszawski.” (s. 16-17)


Heniek Fogiel
JA, III B (28.06.1942)
„Byłem w tym tygodniu na rewii [Krawiecka 3], ale miałem zmartwienie, że poszedłem, bo jeszcze jestem w żałobie, a Majlech też był i też tak krótko po śmierci ojca swego! Ale jednak jesteśmy młodzi, chcemy się trochę rozerwać! tak że nikt nam tego za grzech i za złe nie weźmie, gdyż smutek w sercu swoim porządku można mieć dla siebie!” (s. 79)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 26 lipca 1941 r.
„Po dyżurze [w pracy, Plac Kościelny 4], jaki miałem dziś, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 9]. Zastałem ją jedzącą obiad. Gdy zjadła, ubrała się i poszliśmy kupić bilety na koncert [Krawiecka 3] . Biletów jednak nie było, zmuszeni przeto byliśmy iść na zbiórkę, która miała odbyć się u Hanki". (s. 92)
Jakub Poznański
ONI, VA
14.03.1943
„Wczoraj zwołano po czterech urzędników z każdego wydziału i resorty na Krawiecką do Domu Ludowego […], i do nich miał Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski] przemówienie, w którym stwierdził, że to, co czyni obecnie w wydziałach czyni nie z własnej woli, lecz na polecenie władz niemieckich".

ONI, VA
31.05.1943

„W ciągu ostatnich trzech dni nastąpiło sporo wydarzeń. Wprawdzie nie były to wydarzenia historycznej rangi, ale jeżeli to, co notuję, ma w przyszłości posłużyć dziejopisowi naszej martyrologii, warto o tym wspomnień.
W piątek 28 maja, nazajutrz po pobycie Prezesa, odbyła się próba generalna naszej imprezy artystycznej. Należy zaznaczyć, że Rumkowski zabronił urządzania części oficjalnej z okazji dwulecia [resortu], odmówił również zgody na zorganizowanie wystawy w Domu Kultury. Zezwolił jedynie na publiczne wystawienie rewii.
Wobec tego, że na widowni może się pomieścić najwyżej 400 osób, kierownictwo resortu skorzystało z próby generalnej i zaprosiło na nią niektóre, mniej ważne osobistości. Wydano jednakże około 550 biletów bez numeracji, ponadto weszło jeszcze jakieś dwieście osób na gapę. Na widowni więc szpilki nie można było wetknąć. Było duszno nie do wytrzymania i panował niesamowity harmider. Znów przypisać to należy ,,zdolnościom" organizacyjnym jednego z młodszych kolegów.
Program nie przedstawiał, moim zdaniem, żadnej wartości artystycznej, ale wobec zupełnego braku w getcie jakichkolwiek rozrywek i tak był nie lada atrakcją. Były jednak numery rewiowe, które należało skreślić. Na przykład: parodiowanie cadyka i adorujących go chasydów. Numery te wyszydzały uczucia religijne znacznego odłamu ludności naszej dzielnicy. Jeżeli w normalnych czasach taki obrazek wywołałby co najwyżej nieszkodliwy śmiech na widowni, to obecnie, gdy jesteśmy zamknięci w ciasnych murach, otoczeni drutami i splugawieni przez Niemców - nie należało tego robić. Chcąc ten numer usunąć z programu, podzieliłem się moimi uwagami z jednym z trzech kierowników [Chaima Mosze Kupfera] naszego resortu [, który w latach przedwojennych był chasydem i kilka razy w roku jeździł do cadyka z Góry Kalwarii. I rzeczywiście - trafiłem pod właściwy adres. Numer został zdjęty.
Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski]zapowiedział swój udział w niedzielnej premierze. Nasi kierownicy przesiedzieli nad listą zaproszeń trzy noce i jeden dzien. Mało tego. Musieli dokooptować do pomocy różne osoby, które rzekomo orientują się w sprawach hierarchii i znają sfery ,,arystokratyczne" getta. Wszystkie te przygotowania sprawiają wrażenie kiepsko inscenizowanej komedii.
Wczoraj nareszcie, po prawie półrocznych próbach, odbyła się premiera. Mimo surowych zarządzeń w stosunku do „gapowiczów”, porządek na sali pozostawiał dużo do życzenia.
Prezes nie przybył – podobno żona jego dostała ostrego ataku kamieni żółciowych. Inni twierdzą, że pokłócił się z [Dawidem] Gertlerem i nie chciał się z nim spotkać na widowni".
(s. 69-70)

ONI, VA
2 VI 1943
„Wczoraj odbyło się powtórzenie premiery, które zaszczycił swą obecnością [Mordechaj Chaim] Rumkowski. I tym razem panował na widowni nieopisany tłok.
Trzeba przyznać, że cały program przypadł naszej najwyższej władzy do gustu. Już podczas występu baletu dziecięcego Prezes nakreślił na kartce parę słów po żydowsku i podał ją kapelmistrzowi Dawidowi Bajgelmanowi. Okazuje się, że było to skierowania dla całego baletu do Heimu".
(s. 70)

ONI, VA
4 VI 1943
„Okazało się, że karteczka, posłana przez Prezesa baletowi dziecięcemu nie zawierała bynajmniej skierowania do Heimu. Było to polecenie wydania dzieciom jednego (!) kilograma cukierków. Co za szczodrość!...
Wczoraj odbyło się powtórzenie rewii, znowu przy szczelnie wypełnionej sali. Ludzie tłoczyli się w przejściach, dosłownie jeden drugiemu stał na głowie. Podczas rozdawania biletów w biurze rozgrywają się groteskowe sceny. Przeważająca część naszych pracowników nie oglądała jeszcze spektaklu, a tymczasem inne resorty dobijają się o bilety, a w wypadku odmowy grożą szykanami".
(s. 71-72)

ONI, VA
10 XII 1943
„7 grudnia, w porze obiadowej, nadano telefonogram do wszystkich resortów i wydziałów, aby na godzinę 17 wydelegowały do sali przy ulicy Krawieckiej po jednym robotniku, jednym instruktorze i jednym kierowniku celem wysłuchania przemówienia Amtsleitera Hansa Biebowa. Kilkanaście minut po wyznaczonej godzinie zjawił się Biebow w otoczeniu pozostałych członków Zarządu Getta, wszedł na podium i rozpoczął swoje przemówienie od słów: Arbeiter, Instrukteure und Leiter! Robotnicy, instruktorzy i kierownicy!)
Przemówienie trwało półtorej godziny i dotyczyło wszelkich aspektów życia w getcie. Nie było problemu, którego by nie poruszył. Oczywiście, celem tej długiej perory było zwiększenie wydajności pracy".
(s. 136-137)

ONI, VA
22 VI 1944
„Mimo optymistycznych przepowiedni przygotowania do transportów – ściślej mówiąc, do częściowej ewakuacji getta – trwają nadal. Władze i kierownictwo resortów w dalszym ciągu sporządzają listy i wysyłają wezwania pod adresem różnych osób. Nie ma już miejsca na skoszarowanie wszystkich powołanych ludzi. Jako drugi punkt zborny przygotowano budynek przy ulicy Krawieckiej 3, gdzie poprzednio mieścił się Żydowski Dom Kultury, a ostatnio resort kołdrowy".
(s. 171)

JA/ONI, VI A
27 VI 1944
„Onegdaj odprowadziłem naszych znajomych do punktu zbornego przy ulicy Czarneckiego 12 i przekonałem się naocznie, jaki bałagan tam panuje. Centralne Więzienie – z powodu przepełnienia – nie przyjmuje nikogo i odsyła „poborowych” (obarczonych ciężkim bagażem) na ulicę Krawiecką 3. Sama rejestracja też przeciąga się w nieskończoność, załatwia ją zbyt szczupła liczba urzędników. A ludzie są tak zrezygnowani, iż sami nalegają by ich co prędzej odtransportowano i nie przetrzymywano tak długo!"
(s. 173)

ONI, VI A
14 VII 1944
„Gonimy resztkami sił. Trudno opisać nasz stan zdenerwowania. Przykładem tego może służyć wczorajszy dzień. Otóż podobno ukrywa się 8000 osób, które mają wezwania i nie stawiają się do C.W. [Centralnego Więzienia]. Z tego powodu jest też blokowanych 15 000 kart. Wczoraj o godz. 10.30 urządzono w mieście obławę, która trwała do 14-ej, celem której było wyłapanie tych właśnie ukrywających. Rozstawiono wszędzie posterunki policyjne i zatrzymywano wszystkich przechodzących ulicę i odprowadzano do z góry przygotowanych punktów, skąd wszystkich, bez względu na to czym się mogli legitymować (zasadniczo odstawiano wszystkich przechodzących bez legitymowania), odstawiano do ogólnego zbornego punktu (Łagiewnicka 10), gdzie ich przetrzymywano do 18-ej, potem odstawiono na Krawiecką, gdzie nareszcie sprawdzano, czy dana osoba jest na liście podlegających wysłaniu czy nie. Tych ostatnich wypuszczono. Reszta zatrzymanych była odstawiona do C.W. […] W punkcie Łagiewnicka 10 było zebranych kilka tysięcy osób".

(s. 182)

ONI, VI B
18 VIII 1944
„Ukazywały się ogłoszenia [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] Prezesa, zachęcające do dobrowolnego stawiennictwa się na Czarneckiego w Centralnym Więzieniu lub na Krawieckiej, celem zaliczenia do transportu i [by] zapobiec w ten sposób przykrościom. Jedni twierdzą, że stawiało się na te wezwania dużo osób, i pomimo to Niemcy łapali ludzi, inni twierdzą, że stawiało się mało osób i dlatego musieli dalej łapać. […]

Z nastaniem jednak ciemności zaczęła się olbrzymia procesja tych, którzy znowu po 4 i pół latach powtórnie zmuszeni są zostawić swe mieszkania, swe łóżka i zabrać ze sobą tylko tyle, ile można na sobie unieść. Był to obraz przejmujący człowieka zgrozą. Z nastaniem świtu ilość ludzi się jeszcze powiększyła. Podobno większość opuszczających tym razem swe siedziby udawała się dobrowolnie na Czarnieckiego lub Krawiecką, by, słuchając rad [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego, zgłosić się do transportów ewakuacyjnych".
(s. 199-200)

ONI, VI B
28 VIII 1944
„W porze południowej rozlepiono na murach getta obwieszczenie Gestapo. W myśl nowych zarządzeń wszyscy mieszkańcy getta- zarówno skoszarowani, jak i nieskoszarowani - winni najpóźniej w poniedziałek do godziny 18 zgłosić się w punktach zbornych przy ulicy Krawieckiej lub Czarnieckiego, skąd będą wysłani poza granice dzielnicy żydowskiej. Ostatni transport odchodzi we wtorek 29 VIII 1944 roku. Kto po tym terminie pozostanie na terenie getta, podlega karze śmierci!"
(s. 209)</document>
<document nplp_id="12333" title="LUBRANIEC &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="luvraniec-lodz-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA/ONI

30 września 1941 r.: „Przybyła dziś do naszej byłej szkoły partia wysiedleńców z Lubrańca pod Włocławkiem i Brześcia Kujawskiego. Wyglądają wspaniale, mają bagaże i opowiadają, że żyli wcale nieźle. Ciekawa rzecz, że absolutnie prawie nie znają tutejszych warunków i wykazują dość duży optymizm. Są nawet weseli i stroją sobie żarty. Są to kobiety w rozmaitym wieku, dziewczęta i starcy. Mężczyzn w sile wieku ani chłopców nie ma. Wszyscy są w obozach pracy. Mieszkańcy Lubrańca noszą trójkątną łatę na plecach, inni zaś duży Magen-Dawid na lewej piersi. Jak widać, rozmaicie nas znaczyli. Opowiadają, że przywieźli dużo żywności, ale ich żydowska policja okradła.” (s. 203)</document>
<document nplp_id="12335" title="LUKSEMBURG &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="luksemburg-lodz-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA/ONI

19 października 1941 r.: „Niemcy ciągle przybywają. Dziś przybył Luksemburg. Robi się w mieście ich pełno. Mają tylko jedną łatę na lewej piersi z napisem „Jude”. Ubrani są doskonale – poznać, że nie mieszkali w Polsce. Skupują na mieście, co się da. Wszystko zdrożało w dwójnasób.” (s. 212)
</document>
<document nplp_id="12336" title="MICKIEWICZA 7  (Szpital nr&amp;nbsp;I&amp;nbsp;– Chirurgiczny, od&amp;nbsp;końca 1942&amp;nbsp;r.)" slug="mickiewicza-7-szpital-nr-i-chirurgiczny-od-konca-1942-r">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA/ONI

14 stycznia 1943 r.: „Nadzia była dziś na wywiadzie w szpitalu [Mickiewicza 7]. Ojciec ma już gipsowaną nogę, ale będzie jeszcze kilka dni w szpitalu. Ciągle przysyła prośby o jedzenie. Nadzia posłała mu 25 dkg chleba, które mu zwykle daje, i na tym koniec. Z naszych wodzianek warzywnych nic mu nie mogliśmy dać. To nie jest ojciec, dla którego warto zdrowie oddać, jak to nasza nieszczęsna mama uczyniła. Moja święta, kochana, niezapomniana w żadnej chwili dnia i nocy mama!” (s. 356)</document>
<document nplp_id="12339" title="MŁYNARSKA 32  (komisja lekarska)" slug="mlynarska-32-komisja-lekarska">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

28 kwietnia 1942 r.: „Rumkowski wylepił ogłoszenia, że kto nie był na „stemplowaniu” i nie pracuje, ma dzisiaj zarejestrować się na Młynarskiej [32], aby w najbliższych dniach dopełnić aktu „stemplowania”. Okazuje się teraz, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.” (s. 239-240)</document>
<document nplp_id="12340" title="OKOPOWA 121   (dom wypoczynkowy)" slug="okopowa-121-dom-wypoczynkowy">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA/ONI

27 lipca 1941 r.: „Lekcji nie było, bo była defilada wszystkich dzieci znajdujących się na Marysinie przed [Mordechajem Chaimem] Rumkowskim […]. Naturalnie nie obeszło się bez mowy. Powiedział Stary, że daje nam wszystko, co może, a w zamian żąda, byśmy się uczyli, uczyli i dobrze uczyli. Wraz z Rumkowskim przylazło moc dygnitarzy i gości, i naturalnie cały pensjonat. Rumkowski otworzył bowiem na Marysinie [Okopowa 121] pensjonat dla „zasłużonych pracowników Gminy”, gdzie żyje się podobno lepiej niż przed wojną. Mieszkańcami tego raju, gdzie dzienna opłata wynosi 5 Rm od osoby (i to po cenach Gminy), są lekarze, bajrat itd. Skupuje się nawet wina dla pensjonatu. Jest to tak okropny wrzód i plama hańbiąca na cielsku Gminy, że zdaje się to przebaczenia to znaleźć nie będzie mogło!…” (s. 175)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 31 lipca 1941 r.
„Wielki skandal dzieje się w getcie od jakiegoś tygodnia. Skandalem tym jest to, że Rumkowski w czasach, gdy panuje głód i ludzie jak muchy padają na ulicy, otworzył na Marysinie pensjonat dla wyższych urzędników. Pensjonat ten oficjalnie nazywa „Dom wypoczynkowy” [Okopowa 121].
Do pensjonatu tego mają dostęp tylko tłuste ryby. Jeśli chodzi o jedzenie, to obżerają się tam lepiej jak przed wojną. Na śniadanie każdy dostaje dwie strucle, maselniczkę masła, ser biały, dwa jajka itp., o cebulce, pomidorach itp. mówić nie będę, a do picia dostają kakao, kawę, herbatę i mleko, jak kto chce. O obiedzie nie chcę wcale pisać, bo żołądek na samą myśl zaczyna mi się ściskać. Obżerają się tak sześć razy dziennie. Jak słyszałem, to przywieźli dla nich wczoraj z miasta kilkanaście set flaszek wina. Jednym słowem skandal ten przewyższa wszystkie niesprawiedliwości w getcie". (s. 93,94)</document>
<document nplp_id="12343" title="OTYLII" slug="otylii">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

11 października 1941 r.: „Zaczynają się już solidne pluchy jesienne. Droga na Marysin mimo „szosy”[ul. Otylii] – okropna. Co będzie dalej – rzeczywiście nie wiadomo. Albo dostanę jakąś pracę, albo ugrzęznę w tych błotach na Marysinie. Zup jest tam wprawdzie dosyć, bo dużo chłopców nie przychodzi, więc wykupujemy za nich, ale to wszystko nic.” (s. 209)</document>
<document nplp_id="12345" title="LUTOMIERSKA 13  (Plac Strażacki)" slug="lutomierska-13-plac-strazacki">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
IV,   ONI

4 września 1942 r.: „Wczorajsza tragiczna wiadomość okazuje się niestety prawdą. Niemcy żądają wszystkich dzieci do lat 10, starców powyżej lat 65 lat oraz wszystkich innych chorych, spuchniętych, kalek, niezdolnych do pracy i niepracujących. Panika na mieście niebywała. […] O czwartej przemawiali na placu strażackim (Lutomierska 13) [Mordechaj Chaim] Rumkowski i [Dawid] Warszawski, naczelny kierownik wielu resortów. Powiedzieli, że „ofiara z dzieci i starców jest musowa, że nic nie udało się zrobić i że proszą o nieprzeszkadzanie w przeprowadzaniu w akcji wysiedlenia.” (s. 317-318)

V A,    JA

11 marca 1943 r.: „Dziś o wpół do siódmej „Stary” [Mordechaj Chaim Rumkowski] przyjechał z [Kiwą] Siennickim do naszego Wydziału [Lutomierska 11], aby osobiście klasyfikować urzędników. Nie pozwolono nam pójść do domu i trzymano do późnego wieczora. Gdy miał przyjechać Rumkowski, zawieszono w gabinecie [Bernarda] Fuksa z powrotem jego portret, który zdjęto na rozkaz Biebowa! Po konferencji między „Starym”, Fuksem, Siennickim, [Franzem Robertem] Andresem, [Azrielem] Urysonem i [Władysławem] Frankiem – szefem byłego Wydziału Personalnego (który teraz będzie częścią naszego Wydziału), wezwano wszystkich urzędników na przegląd. Kolejnie [!] wchodzono do gabinetu, „Stary” zadawał po kilka pytań i kazał Siennickiemu zapisać, czy dany urzędnik zostaje, czy też resort, do którego go przeznacza. Ze mną miał Rumkowski dość długą rozmowę (po żydowsku naturalnie, w „litwackim” dialekcie), pytał mnie o wiek, zawód poprzedni, o szkołę, o rodzinę, zdawał się znać nasze nazwisko, zaś gdy powiedziałem mu, że byłem najlepszym uczniem powiedział, że to Niemca nie obchodzi. W rezultacie kazał Siennickiemu zapisać, że mam zostać w biurze. Prawie całą młodzież skierował jednak do rozmaitych resortów. Niektórym dał nawet talony na urlopy w Heimie, a jednej urzędniczce, którą tak przestraszył, że zemdlała, kazał natychmiast wydać chleb, 10 dkg masła i 20 dkg cukru. Gdy defilowały przed nim młode dziewczęta, to aż podskakiwał. I tacy to szaleńcy, zboczeńcy i zbrodniarze rządzą nami, stanowią o naszym odżywianiu, pracy i zdrowiu. Nic dziwnego, że Niemcy nie chcą się mieszać do wewnętrznych spraw getta: Żydzi sami doskonale się wymordują i wycisną z siebie maximum produkcji. Wróciłem do domu przed dziewiątą. Nadzia była wystraszona, zupa zaś zimna. Gorączkę mam w dalszym ciągu.” (s. 370)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, IV (04.09.1942)

„Śniadanie: 5 dkg chleba, obiad: zupa resortowa: podwieczorek 5 dkg chleba, mieszanka kawowa, 1 dkg cukru. Słowo wstępne, przemówienie Prezesa: „czuję razem z wami, matki i ojcowie, bezradny….wszystko uczyniłem”. 1500 dzieci jeszcze uratowane… Łzy w oczach… Tysiące ludzi, ul. Lutomierska 13… Tłum drżąc, zrozpaczony: „Jesteśmy ofiarami tych, którzy mogą zostać, także dzieci kierowników, policjantów etc. …” Nie przyczyniło się to do uspokojenia. Pozostał ciężki nastrój. Rzekomo Żyd [Dawid] Gertler, pośrednik między gettem a niemiecką władzą pojechał do Berlina aby uzyskać ulgę, odroczenie. Żaden z lekarzy, policja, straż pożarna, członkowie Rady nie oszczędzeni. Prezes: „Niepracujący muszą zrobić miejsce pracującym…” Tłum gorzko płakał, także mężczyźni. Przed Prezesem przemawiał w jidysz Dawid Warszawski, kierownik resortu i sędzia Jakobson po polsku.” (s. 14)

JA/ONI, IV (04.09.1942)

„Piękne święto Rosz Haszana! Prezent! Wreszcie o godz. 2 plakaty: O godz. 3.30 Pan Prezes i kilku panów będą przemawiać na placu Straży Pożarnej (ul. Lutomierska, Tliah) na temat ewakuacji. Nowa nadzieja. Plotki: dzieci uratowane. Plotka: przesunięcie o trzy miesiące. Wszystko nieuzasadnione. W sobotę rano wszystkie resorty i sklepy zamknięte. A co z zupą na obiad? Nowe zmartwienie. Kobiety płacząc i załamując ręce oblegają kierowników.” (s. 14)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)
„Około drugiej na murach getta pojawił się hektograficzny komunikat o tym, że o wpół do czwartej na placu straży pożarnej, przy ul. Lutomierskiej 13, Prezes i inni panowie będą mówić o wysiedleniu. I tak oto po raz pierwszy, na przekór zwolennikom logicznego myślenia, oficjalnie poinformowano o wywózce. […]

Wiele razy przemawiał Prezes z tego miejsca. Ci, którzy przychodzili go słuchać, robili to z ciekawości, chcieli usłyszeć, co nowego słychać w dziedzinie aprowizacji, pracy, jakie są plany Prezesa. Przychodzili ci, którzy mieli lub mogli mieć czas – wysocy urzędnicy i funkcjonariusze zwalniający się z pracy, by posłuchać przemów. Przede wszystkim byli to ludzie o wypoczętych twarzach, łagodnych oczach i spokojnych sercach. Dziś zgromadzili się na placu najżywotniej zainteresowani, tacy, których nie przywiodła czcza ciekawość, bo ta żadną miarą nie wyrwałaby ich z kolejek na placach kartoflanych czy w punktach rozdzielczych. Tu nikt nie przyszedł słuchać nowin, wiadomo, że radosnych wieści nikt tu nie przekaże. Tu zebrali się ludzie, by wysłuchać ogłoszenia werdyktu – śmierci lub darowania życia. Tu przyszły matki i ojcowie, by poznać wyrok w sprawie swych pociech". (s. 146-147)

ONI, IV (3.09.1942)

„Tymczasem tłum stoi i czeka, praży się w palącym słońcu. Prezesa jeszcze nie ma. Przemawia [Henryk] Kaufman – „komendant” strażaków. […] Nie może znieść tego, że ludzie ustawili się w pobliżu trybuny po lewej, nieco ocienionej stronie placu. Trzeba przecież zachować odstęp, więc kilkakrotnie przegania tłum na prawo, z dala od trybuny. Widać, że cała sprawa jest mu obojętna, że go w ogóle nie obchodzi. Musi być prawdą to, że rodziny policjantów, strażaków i „kierowników” są bezpieczne. Inaczej nie zdołałby opanować nerwów i tak bezdusznie komenderować ludźmi”. (s. 147)

ONI, IV  (3.09.1942)
„Za kwadrans piąta pojawia się Prezes w towarzystwie Dawida Warszawskiego i Stanisława Jakobsona. W oczy rzuca się zaraz straszliwa zmiana, jaka nastąpiła w tym człowieku w ciągu ostatnich kilku dni albo nawet i godzin. Głowa zwieszona, jakby nie mógł udźwignąć jej ciężaru, wzrok zgaszony i matowy – przed sobą widzimy takiego samego starca powłóczącego nogami, jak ci, co stoją na placu”. (s. 147)
Jakub Poznański
ONI, VI B
04 VIII 1944
„We czwartek miał przemówienie o godz. 12-ej na Placu Strażackim Prezes [Mordechaj Chaim] Rumkowski, który również namawiał do posłuchu wobec władz niemieckich. Po nim przemawiał nadburmistrz (Oberbürgermeister) Łodzi [Otto] Bratfisch, który również wprost błagał Żydów, by pojechali. I [Hans] Biebow miał w czwartek w kilku resortach przemówienia, gdzie wskazywał na jego i Niemców dobrą wolę uratowania Żydów i prosił ich, by pojechali wraz z nim". (s. 192)
Irene Hauser
JA/ONI, IV

„4 września 1942 r.: […] Przemawiał Rumkowski. Godzina czwarta. Chcą odebrać nam w ciągu sześciu dni 13 000 dzieci. Niech nam Bóg pomoże. Wszystkie matki płaczą. Nie mogę w to uwierzyć.” (s. 62)

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="12346" title="ŁAGIEWNICKA (od&amp;nbsp;Brzezińskiej do&amp;nbsp;Spacerowej) [TRASA]" slug="lagiewnicka-od-brzezinskiej-do-spacerowej-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,    JA

18 lutego 1943 r.: „Kupiłem dziś sobie parę trepów za 6 Rm [w Wydziale Odzieżowym – Franciszkańska 30 – A.S.]. W drodze powrotnej spotkałem Rywka Skoczylasa, który jest konduktorem na tramwaju gettowym i przewiózł mnie aż do domu. Po raz pierwszy od czasu przybycia do getta używałem jakiegokolwiek środka lokomocji.” (s. 359-360)</document>
<document nplp_id="12348" title="ŁAGIEWNICKA 10  (Plac Warzywny)" slug="lagiewnicka-10-plac-warzywny">

Dawid Sierakowiak
JA, III A

13 kwietnia 1942 r.: „Odebraliśmy dziś kartofle (bez ogonka) na Placu Warzywnym [Łagiewnicka 10]. Tym, którzy dziś wpłacają, wydaje się już także kartofle na miesiąc maj, na rację kuchenną po 7,5 kg na cały miesiąc na osobę. Zaznaczone jest, że więcej kartofli nie będzie.” (s. 229)

JA, III B

11 lipca 1942 r.: „Byłem dziś po południu u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14], dla którego załatwiłem pewną transakcję książkową. Jest on bardzo przybity, albowiem lekarz oświadczył mu, że stoi u progu suchot. Z uśmiechem zapewniał mnie jednak, że bardzo chciałby przeżyć tę wojnę. Spotkałem też Calela, który, chociaż pracuje jako goniec na Placu Warzywnym [Łagiewnicka 10] i obżera się zdrowymi warzywami, chodzi z gorączką i otrzymuje zastrzyki calcium, albowiem płuca ma „nie w porządku”. Zimno się robi człowiekowi na myśl: Co się też we własnych płucach dzieje?” (s. 284)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III A (31 marca 1942 r.)
„Mieliśmy dziś okropny dzień, dostaliśmy kartę na wyjazd, ale Ja i Mira [Feldmark] nie, bo my figurujemy jako robotnicy resortowi, tylko ojciec nieboszczyk, mama i brat. Oczywiście, że napisaliśmy podanie, iż ojciec nie żyje i brat z powodu choroby chwilowo nie pracuje, ale już może wrócić do pracy, a Mira i Ja podejmujemy się utrzymywać mamusię. Do podania dołączyłem zaświadczenie, że pracowałem w resorcie półtora roku, a teraz pracuję w Wydziale Warzyw, zastępuję ojca, który już nie żyje, ale chcę wrócić do resortu. Mira miała zaświadczenie z jej resortu, że jest wykwalifikowaną fachowczynią krawcową i jest potrzebna w resorcie, to zostało podpisane przez kierownika resortu i bezpośrednio poszło na Bałucki Rynek do Komisji Wysiedleńczej [Rybna 8], cały dzień i noc byliśmy w niepewności i strachu, czy w nocy nie przyjdą wyjąć nas z łóżka.” (s. 33 – 34)
ONI, III B (21.05.1942)
„Już nie pracuję na cmentarzu, tylko z powrotem w Gemüse-Abteilung, na placu [Łagiewnicka 10].” (s. 59)
ONI, III B (3 czerwca 1942 r.)
„Nasz plac [ul. Łagiewnicka 10] zostaje zlikwidowany i zabrany na takie rzeczy. Mam zmartwienie, gdyż była to świetna placówka, ale co robić!” (s. 64)
JA, V B (19.03.1944)
„Znów nie pisałem przeszło miesiąc. A nie dlatego, bo nie chciało mi się, tylko dlatego, że niestety, tak jak mówiono, tak było, była „szpera” 20 lutego 1944 r. I wtedy wzięto mnie z placu (gdyż miałem przepustkę) na Czarnieckiego [12/18] i jeszcze dużo innych, nawet resortowców, a między innymi i Heńka Monastyrka [!]. Gdyż akcja wyjazdu robotników ciągnęła się tak długo. To, co Ja przecierpiałem, siedząc na Czarnieckiego w więzieniu 3 tygodnie i 3 dni, tego żadne pióro opisać nie zdoła. To spanie na ziemi i podłożony brudny siennik lub na pryczy z różnymi ludźmi. To stanie w kolejce do wyjścia do ubikacji. Rozmawiałem przez płot z rodziną lub w ogóle do płotu nie dopuszczano. To obchodzenie się policji z nami, jak najgorsze itd. Rozpacz mojej mamusi i siostry jest nie do opisania. Ten ciągły strach i te plotki zabijały człowieka. Jutro odchodzi partia. Potrzebnych jeszcze 100 osób, wypuszczono tego, a wzięto owego, bo tamten ma większą protekcję. Ta komisja lekarska, która brała chleb za wolność. Aż nareszcie odeszła 1 partia 750 osób, mężczyzn. Ja zostałem, nie wiem jakim cudem, w rezerwie. Upłynęło osiem dni, które nas, tych, co zostali, kosztowało dużo zdrowia. Nareszcie zaczyna się szykować drugą partię do wyjazdu, ale już połowa kobiet też. Rozumie się, że brano kobiety przeważnie samotne, no i z wydziałów oraz z Resortu Słomianego (przeważnie Wydział Kuchenny, Warzywny, Kolonialny). A więc siedzimy wszyscy i czekamy. Nareszcie, jednego wieczoru, szykuje się 500 mężczyzn i 350 kobiet. No i Ja, dzięki Bożej pomocy, i na pewno mój ojciec w grobie nie mógł uleżeć ze względu na moją mamę i siostrę, zostałem przeniesiony znów do rezerwy, no i trochę protekcji. Gdzie już ludzie mówili, że nas nazajutrz zwolnią. […] Nie jestem w stanie opisać, co się działo w noc odjazdu partii. Co za afery, protekcje i różne świństwa wyprawiano. My, rezerwa, żyliśmy w ciągłym strachu, gdyż co chwila przychodzono z inną listą, wyjmowano z szeregu wyjeżdżającego i wstawiano rezerwistę, ofiarę za kogoś, bo ten ktoś miał mniejszą protekcję albo wcale, tylko był zwolniony przez lekarza, ale wtedy nie zwracano na to uwagi! Jednej nocy Niemcy nie przyjechali, to drugiego dnia dużo się uratowało. Ale wstyd opisać, jakim sposobem, żeby w ogóle do czegoś takiego dopuścić. A więc zamieniano ludzi za chleb. Np.: Ja siedziałem, więc mogłem dać ochotnikowi, który chciał pojechać, a takich było dość dużo, gdyż pojedyncze osoby z resortów się stawiali, brali 5 bochenków chleba, 1 kg cukru, 1 kg margaryny, 1 puszkę mięsa i 100 MK niemieckich co najmniej, prócz plecaka z ubraniem. Więc ten wchodził, a tamta osoba wychodziła. A ten biedny robotnik, co tego nie miał, musiał pojechać. […] Drugiego dnia w nocy przyjechali Niemcy, Schupo policja, odprowadzili ich na pociąg, podobno pojechali do Częstochowy, do fabryk metalowych, są ukłony, że ciężko pracują, ale dostają jeść. Ale myśleliśmy, że nas już zwolnią, ale nie, potrzebnych jeszcze było 100 osób. I nas dalej trzymano. Aż zgłosiło się trochę ochotników, trochę główek stawili Ci, co się ukrywali. Bo dużo się chowało i żyli cztery tygodnie bez racji. Stawiając kogoś, odblokowywano im karty. Ktoś, będąc w rezerwie, stawiał kogoś, też wychodził na wolność. No i się zebrało 100 osób. Trochę protekcji i podanie, że jestem sam z matką, pomogło, że nareszcie wyszedłem z Czarnieckiego [12/18].” (s. 117 – 119)

Jakub Poznański
ONI, VI A
14 VII 1944

„Gonimy resztkami sił. Trudno opisać nasz stan zdenerwowania. Przykładem tego może służyć wczorajszy dzień. Otóż podobno ukrywa się 8000 osób, które mają wezwania i nie stawiają się do C.W. [Centralnego Więzienia]. Z tego powodu jest też blokowanych 15 000 kart. Wczoraj o godz. 10.30 urządzono w mieście obławę, która trwała do 14-ej, celem której było wyłapanie tych właśnie ukrywających. Rozstawiono wszędzie posterunki policyjne i zatrzymywano wszystkich przechodzących ulicę i odprowadzano do z góry przygotowanych punktów, skąd wszystkich, bez względu na to czym się mogli legitymować (zasadniczo odstawiano wszystkich przechodzących bez legitymowania), odstawiano do ogólnego zbornego punktu (Łagiewnicka 10), gdzie ich przetrzymywano do 18-ej, potem odstawiono na Krawiecką, gdzie nareszcie sprawdzano, czy dana osoba jest na liście podlegających wysłaniu czy nie. Tych ostatnich wypuszczono. Reszta zatrzymanych była odstawiona do C.W. […] W punkcie Łagiewnicka 10 było zebranych kilka tysięcy osób".
(s. 182)
</document>
<document nplp_id="12350" title="OTYLII 14 / ŻYDOWSKA 28" slug="otylii-14-zydowska-28">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

8 czerwca 1941 r.: Po południu wprost z lekcji udałem się na Żydowską 28 do owego Heńka Lautenberga. Jest to dość miły (i wypasiony) młodzieniec w moim wieku, który oświadczył mi, że Lolek już mu o mnie pisał i że jak tylko jego pozycja tutaj ustali się ostatecznie, zrobi dla mnie wszystko, co będzie mógł. Następnie zrobił to, co wszyscy możni w getcie, a mianowicie zapisał moje nazwisko i adres, i kazał mi się zgłosić za tydzień. […] (s. 152-153)</document>
<document nplp_id="12352" title="OZORKÓW &amp;#8211; ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="ozorkow-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI

25 maja 1942 r.:  „W dalszym ciągu przysiedlają Żydów z okolicznych miasteczek (Brzeziny, Ozorków i inne). Wysiedlenie wstrzymane. Nawet ta szansa na wydobycie się z getta zabrana.” (s. 257)

22 sierpnia 1942 r.:   „Tej nocy przybył do getta transport Żydów z Ozorkowa. Wprawdzie wyglądają po dziadowsku, ale jedzenia mieli.” (s. 308)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B  (21.05.1942)
„Dziś przyjechało do getta paręset osób z Ozorkowa spod Litzmannstadt. Tam już pięć tygodni nie wiedzą, gdzie się podziały ich dzieci, matki cały dzień chodzą po ulicach i płaczą, tragedia nie do opisania. Wszystkich Żydów z Brzezin, Pabianic wysyłają do getta z powrotem, ale nie wiadomo dokąd? Tak to robią z nas wiatraki, kręcąc nami w tę i tamtą stronę.” (s. 59)
ONI, III B (23.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Ozorkowa, Wielunia, resztki z Pabianic! A do getta tymczasem warzywa nie nadchodzą, mało bardzo kartofli i prowiantu! Głód w gecie większy jak w czasie przednówka.” (s. 99)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
„Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy. A to z powodu, że nie pozwolił przysyłać paczek, że zatrzymał cały sztmukel itp". (s. 34,35).</document>
<document nplp_id="12353" title="ŁASK &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="lask-lodz-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, III B,

28 sierpnia 1942 r.: „Znów przysłali partię Żydów z Łasku. Działo się z nimi to samo, co i wszędzie. Zaledwie część dojechała do getta.” (s. 312)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A

„Niedziela, 19 stycznia 1941 r. […] Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy”. (s. 34,35).</document>
<document nplp_id="12355" title="ŁÓDŹ-ŚRÓDMIEŚCIE   [OBSZAR]" slug="lodz-srodmiescie-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B, ONI

10 grudnia 1939 r.: „ „Oczyszczono” moc olbrzymich domów w śródmieściu z Żydów. Mówi się o wysłaniu olbrzymiej ilości Żydów z Łodzi do Protektoratu. Niezbyt miłe perspektywy.” (s. 106)</document>
<document nplp_id="12357" title="ŁAGIEWNICKA 29/31, róg DWORSKIEJ 4 (Centralny Plac Węglowy)" slug="lagiewnicka-29-31-rog-dworskiej-4-centralny-plac-weglowy">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, II A

21 sierpnia 1941 r.: „Ojciec zaczął już pracować w szopie rymarskim [Łagiewnicka 63] u [Józefa] Podlaskiego. Teraz dostał też zawiadomienie z Placu Węglowego [Łagiewnicka 29/31], gdzie przedtem pracował, że może wrócić do pracy. Naturalnie ojciec woli szop.” (s. 184)

JA/ONI, III B

15 czerwca 1942 r.: „Dawno już nie byłem na mieście i dziś pierwszy raz widziałem na ul. Brzezińskiej tramwaj osobowy wiozący robotników i urzędników na Marysin. Jest to, jak wszystkie wagony w getcie, jakiś przedhistoryczny klak, otwarty z obydwu stron. Za dwunastoprzejazdowe bilety płaci się markę. Buduje się też tor tramwajowy na Placu Węglowym [Łagiewnicka 29/31 róg Dworskiej 4], aby nadchodzące tramwajem brykiety i węgiel mogły być bezpośrednio „tanio i wygodnie” zsypywane na placu.” (s. 272)

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
VA, JA

10 II 1944: "Wczoraj stałam w kolejce po brykiety, do niedzieli wszystko musi być odebrane i dlatego też były wielkie kolejki. Kolejka, a raczej ogonek. Ile jest o tym do pisania! Ale nic nie napiszę i koniec. Tylko to napiszę, że bardzo, bardzo już chcę, żeby się te wszystkie curesy skończyły raz na zawsze... Nie mam sił…" (s. 101).

V B, JA/ONI

26 II 1944: "Po hawdali poszłyśmy (Minia, Cypka i ja) po 20 kilo brykietów (dwie porcje), pogoda jest dobra na sankę, więc właśnie poszłyśmy z sanką... Cudownie!... Spacerowałyśmy sobie i od niechcenia trzymałyśmy sznurek w ręku... Wprawdzie miałyśmy teraz jeszcze raz pójść, ale że już była kolacja i bardzo się nam już nie chciało, więc nie poszłyśmy..." (s. 148).

15 III 1944: "Więc, wczoraj wieczorem umówiłyśmy się, że w trójkę (Chanusia jest trochę chora, wczoraj miała silną temperaturę, dziś jej lepiej) pójdziemy po węgiel. Do odebrania miałyśmy 100 kg, a do soboty całe getto musi odebrać. Ja poszłam osobno, gdyż chciałam wstąpić do Chajusi... Dość że o 9.40 stanęłam w kolejce... Ogromna kolejka! Bardzo ogromna! Przypadkowo stanęłam wśród kilku kobiet, bardzo rozgadanych. Mówiły, co nawet dotyczyło tego odbioru węgla, ale mówiły w przenośni. Napiszę to, co mnie najbardziej uderzyło. Jedna mówiła: „Zdaje się że o 7–7.30 jest mniejsza kolejka, bo ludzie są zajęci przy kolacji”, „Tak – podjęła żywo druga – i tak o 9–9.30 wychodzą, tzn. puszczają się na łowy, po wieczerzy. Ach, żyjemy tak jak ci ludzie pierwotni. Przychodzimy po całodziennej pracy, naprędce spożywamy «wieczerzę» i «puszczamy się na łowy»... I puszczamy się na łowy...”.
Coś zaszemrało w mym wnętrzu, coś zakłuło, zabolało... Tak, jesteśmy ludźmi pierwotnymi, dzikimi, po prostu zwierzętami... Myślimy tylko o jedzeniu i... puszczamy się na łowy... O, jaki to wielki ból!... My, ludzie dwudziestego wieku, my, którzy już przed kilku laty staliśmy, można powiedzieć, na dość wysokim poziomie, my jesteśmy dorównani do ludzi pierwotnych!...
I po to się żyło, po to się pracowało itd., żeby dziś po tylu latach dożyć takiego porównania... Och, to takie tragiczne!... Tak bardzo długo stałam w kolejce, błota były okropne... Już wprawdzie nie noszę tych butów, do których wcieka, ale noszę ciasne i nie mogę włożyć więcej jak jedną parę pończoch, toteż nic dziwnego, że mi okropnie marzły nogi, od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze... Brr... Nareszcie... nareszcie (nie będę się o tym szeroko rozpisywała) weszłam na plac, było pół godziny przed północą i przy jednej z pierwszej gór węgli spotkałam Estusię, Minię i Cypkę (och, Cypkę też musiały zabrać...). Do domu wróciłyśmy o pierwszej. Mnie się wydarzyła na ulicy mała przygoda. Na Starym Rynku worek (20 kg) spadł mi z pleców (więcej nie mogłam już udźwignąć). Zrobiła się dziura i zaczęły wylatywać kawałki węgla na wolność. Szłam sama i nie mając innej rady, chciałam czekać na Estusię... Estusia nie nadchodziła. Co tu robić? Nie mając innej rady, wyjęłam igłę i nici i jako tako zaczęłam szyć, lecz worka nie mogłam już wziąć na plecy i jakby na złość: albo nikt nie przychodził, albo także z węglem... Przydałaby mi się sanka... Jednak za długo było mi czekać na Estusię, więc zaczęłam ciągnąć worek... Uszłam tak kawałek drogi i... stop... ogromna kałuża zatrzymała mnie. Chciałam więc podnieść worek (co nie bardzo mi się udało), gdy nagle słyszę, że Estusia mnie woła. Szukała mnie wszędzie i nie wiedziała, gdzie jestem. Poszła do domu i przyniosła sankę... O godz. pół do drugiej położyłyśmy się spać... Teraz się bardzo źle czuję... Już, dość z tym... Teraz jeszcze mamy 40 kg do odebrania…" (s. 174-176).

Oskar Rosenfeld

JA/ONI, V B (17.05.1944)

„Robotnicy poza getto. Ulicą Dworską idzie w kierunku Bałuckiego Rynku dwunastu mężczyzn eskortowanych przez pięciu policjantów. Niosą w rękach worki, plecaki, zawiniątka. Na plecach złożone koce, pościel, załamane postacie. Na trotuarze zbiera się – jest godz. 3 – masa ludzi, chociaż w resortach jeszcze czas pracy. Krzyki, zdziwienie, gestykulacje. Dużo dzieci. Trochę słońca. „Co się dzieje?” „Ludzie z Czarnieckiego do pracy poza getto…” To nic złego, myślę sobie. Potem Baruch jeden ze „Specjalnego” mówi mi: „Potrzeba 50 ludzi. Łapie się ludzi z ulicy, bierze z Placu Węglowego, trzeba dostarczyć tę ilość, żąda tego Zarząd Getta.” Sąsiadka mówi: „Straszne! Znów wysiedlenie!” „Nie można nazwać tego wysiedleniem, chodzi o miejsca pracy poza gettem…” Podczas gdy rozmawiamy dalej w moim pokoju – w międzyczasie zrobiła się godzina piąta – ulica zapełnia się ludźmi, którzy wychodzą tłumnie z resortów, hałas się natęża, pośpiech się wzmaga, każdy chce dowiedzieć się, co strasznego spadło znów na getto. Bowiem oczekiwanie czegoś dobrego już dawno wymarło w getcie. Nawet nie ma już wiary w dostawę kartofli.” (s. 34)</document>
<document nplp_id="12359" title="ŁAGIEWNICKA 33, róg PAWIEJ (mieszkanie Haliny Wolman)" slug="lagiewnicka-33-rog-pawiej-mieszkanie-haliny-wolman">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
IV,  JA

6 września 1942 r.: „Zaniosłem dziś o wpół do siódmej do Hali Wolman [Łagiewnicka 33] ręcznik, mydło i czystą koszulę dla mamy, o co jeszcze wczoraj przez Halę prosiła. Ta przyrzekła, że uczyni, co leży tylko w jej mocy, żeby mama została powtórnie zbadana i zwolniona. […] Po ósmej byłem u Hali, która wróciła już z pracy. Nic konkretnego jeszcze nie wiedziała, w każdym bądź razie powiedziała, że jest bardzo źle i wątpi, czy uda się mamę uratować. O ile ktoś nie ma z zewnątrz poparcia, co najmniej komisarza policji, ten nic wewnątrz nie może zdziałać.” (s. 322-324)

V A,   JA

6 stycznia 1943 r.: „Z rana ojciec zrobił solidną awanturę, chce żeby zawalić bodaj całe getto i zabrać go do szpitala. Byłem dziś z rana u Hali Wolman [Łagiewnicka 33], która przyrzekła interweniowanie w szpitalu, gdzie pracuje jako pielęg[niarka.]” (s. 355-356)</document>
<document nplp_id="12361" title="ŁAGIEWNICKA 27, róg DWORSKIEJ 1/3  (mieszkanie Praszkierów)" slug="lagiewnicka-27-rog-dworskiej-1-3-mieszkanie-praszkierow">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

5 kwietnia 1943 r.: „Byłem dziś u Mońka Wolfowicza, który umówił się ze mną na jutro o 3.30 przed mieszkaniem [Borucha] Praszkiera [Łagiewnicka 27], który przyrzekł, że wyda mi coś z odzieży, ze składów „do niego” należących. Od [Reginy] Wołkówny na razie nic nie otrzymujemy. Byłem dziś świadkiem śniadania Mońka, który niczym prawie się nie różni od śniadania [Bernarda] Fuksa czy innego dygnitarza. Obecnie już kto tylko dostał się do warstwy rządzącej w getcie jest obficie zaopatrzony pod wszystkimi względami. Rozdział między klasami w getcie stał się już zupełny. W niczym prawie nie można porównać losu kierownika i losu robotnika. Podczas gdy robotnicy w zastraszającym tempie wymierają, klasa rządząca żyje w coraz doskonalszym dobrobycie. Jedyna rada na przeżycie wojny to dostanie się do owych wyższych warstw, co jednak jest niemożliwością. Z mojego dostania się do „Sonder” na razie nic.” (s. 382-383)

V A,   JA

6 kwietnia 1943 r.: „Byłem dziś u [Borucha] Praszkiera [Łagiewnicka 27], którego jednak nie widziałem. Polecił mi przez Mońka [Wolfowicza] czekać na siebie przed Altschulager [Franciszkańska 30], gdzie miał mi wybrać buty, ale nie przyjechał, jak się tego zaraz spodziewałem. Nigdzie indziej też nie jest dla mnie nic załatwione na razie. Ani u [Reginy] Wołkówny, ani w „Sonder”.” (s. 383)
</document>
<document nplp_id="12362" title="PIOTRKOWSKA 265 (Katedra) (poza gettem)" slug="piotrkowska-265-katedra-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

30 października 1939 r.: „Przed katedrą na Piotrkowskiej i w kilku innych punktach miasta ustawiono karabiny maszynowe. Mówi się o jakowychś rozruchach w środę, święto Wszystkich Świętych.” (s. 88)</document>
<document nplp_id="12364" title="PIOTRKOWSKA 72   (Grand Hotel) (poza gettem)" slug="piotrkowska-72-grand-hotel-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   ONI

8 września 1939 r.: „Wraca pan Grabiński z miasta i opowiada jak to miejscowi Niemcy witali rodaków. Grand Hotel, w którym ma się zatrzymać generalicja przystrojony girlandami kwiatów, do aut wojskowych wskakują cywile, chłopcy, dziewczęta z radosnym okrzykiem „Heil Hitler”. Na ulicach głośna rozmowa niemiecka. Wszystko, co dawniej było ukryte, patriotyczne, obywatelskie, teraz pokazuje swe prawdziwe oblicze.” (s. 62)</document>
<document nplp_id="12366" title="PLAC BAZAROWY [OBSZAR]" slug="plac-bazarowy">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, III B

22 lipca 1942 r.: „Tymczasem wykonano dziś trzeci, zdaje się, w getcie wyrok śmierci przez powieszenie na placu [Bazarowym] przy ul. Bazarnej. Tym razem powieszono dwóch młodzieńców, którzy podobno uciekli z robót w Poznaniu. Wyrok naturalnie wykonali Żydzi.” (s. 291)

ONI, IV

6 września 1942 r.: „Zbudowano na Bazarnej [tj. na pl. Bazarowym – A.S.] ogromną szubienicę, na której mają powiesić podobno dwudziestu kilku pabianiczan, którzy uciekli swego czasu z Pabianic przed wysiedleniem, ale diabli wiedzą, na co ta szubienica jeszcze im się przyda.” (s. 323)
Oskar Singer
ONI, III A (03.05.1942)

„Przy Pfeffergasse [Pieprzowej], giełdowej ulicy getta, Wallstreet nędzarzy, rozgrywa się teraz dramat. Jedna z ekspozytur znajduje się na Bazarplatz, gdzie kiedyś - za polskich czasów - paserzy handlowali towarem, który dostarczali im złodzieje z Bałut. Ale to są tylko oficjalne punkty. Nie ma bowiem zakątka, w którym nie rozgrywałyby się sceny tego dramatu. Na ulicach i w bramach, na podwórkach, korytarzach i w mieszkaniach tego miasta - wszędzie się oferuje, targuje, walczy, kłóci, przeklina, żebrze. W każdym miejscu getta kołyszą się walizki ciągnięte przez cienie. Nie są ciężkie. Prawie wszystko pożarła bieda. Często są zupełnie puste. Celem ich ostatniej wędrówki jest skup centralny, gdzie się kupuje - kupuje – kupuje.” (s. 24)

JA/ONI, III B (22.07.1942)

„Kto rano 22 lipca przechodził przez Plac Bazarowy, był już pewien, że to prawda. Przed magazynem desek Resortu Galanterii Drewnianej ustawiono podwójną szubienicę. Żydowscy stolarze musieli zbudować ją dokładnie według niemieckich instrukcji, a żydowscy robotnicy postawić. Żydowska policja trzymała straż aż do tej straszliwej godziny. Egzekucję wyznaczono na godzinę 11. Kto zna Niemców, ten wie, że odbędzie się ona punktualnie o godzinie 11. Już o 10 na chodnikach Hamburgerstrasse [Lutomierskiej] i wzdłuż bazaru zbierają się ludzie. Około wpół do jedenastej pojawia się pluton niemieckiej policji. Akcją kieruje Untersturmbannführer SS. Na jego rozkaz zatrzymuje się przechodniów i zmusza do uczestniczenia w egzekucji. Ulica za mostem przy Placu Kościelnym jest zamknięta, publiczność - bardzo wiele kobiet - w drodze z pracy lub do pracy stłoczona jest przede wszystkim na obu chodnikach naprzeciwko krwawego rusztowania.” (s. 47-48)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„I jeszcze w coś ludzie nie chcą wierzyć. W to, że przy ul. Bazarnej ustawiono szubienicę. Tym razem inną niż ta, którą zwykło się tu widywać – podobno jest ogromna, na kilkadziesiąt osób. Ludzie jednak nie wierzą. Nie dlatego, że masowa egzekucja wydaje się niemożliwa [...] przecież odbywała się w obecności świadków [...] ludzie nie wierzą w wieszanie kilku skazańców w czasie, kiedy jest „szpera” i wszyscy muszą siedzieć w domach”. (s. 222).
Irene Hauser
ONI, III A

„21 lutego 1942 r.: […] Kolończyk powieszony na pokaz na Placu Rybnym, z powodu ucieczki. Wszystkie kolektywy musiały tam pójść o godzinie trzeciej po południu. Leo też tam był.” (s. 46-47)

JA/ONI, III B

„24 lipca 1942 r.: Dzisiaj minęło dziewięć miesięcy od kiedy tu jesteśmy, także [był] piątek. Dwie egzekucje z powodu morderstwa na tle rabunkowym.” (s. 52)</document>
<document nplp_id="12368" title="PLAC WOLNOŚCI (poza gettem)" slug="plac-wolnosci-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

17 listopada 1939 r.: „Nastrój w mieście przygnębiający. Trudno się oswoić z tą myślą piętnowania. Obawiają się też zaczepek i awantur z Żydami „łaciastymi”. Pole do drwin i zaczepek doskonałe. Ciekawe, jak się zachowają Polacy. Czy przyłączą się potakiwaniem do tłuszczy niemieckiej? A może i oni już przejrzeli, czym pachnie to ofiarowanie Żydów?

Może wspomną swych księży, którzy musieli wczoraj tłuc młotkami pomnik Kościuszki na Placu Wolności, aż go Niemcy, widząc ich niezaradność, wysadzili dynamitem? Zobaczymy.” (s. 98)</document>
<document nplp_id="12370" title="POŁUDNIOWA 28 (szkoła)  (poza gettem)" slug="poludniowa-28-szkola-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

„Straszny dzień. W szkole coraz mniej nauczycieli. Nie chce się już w ogóle przychodzić na ciągłe zastępcze czytania i wczesne kończenie nauk.” (s. 107)</document>
<document nplp_id="12372" title="PRZEMYSŁOWA  (Resort Korkowy)" slug="przemyslowa-resort-korkowy">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

20 października 1941 r.: „Zdaje się, że będę pracował w Resorcie Korkowym [Przemysłowa]. Nasz nauczyciel [Izrael] Szwartfinger dostał zapotrzebowanie na sześciu małomaturzystów, może będę więc mógł tam się dostać. Trzeba się jednak tego „korkoróbstwa” długo uczyć. Przeszło miesiąc. Cóż, gdy nic innego nie będzie, i to będzie dobre.” (s. 213)</document>
<document nplp_id="12374" title="ROSJA &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="rosja-lodz-trasa">





Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

26 listopada 1939 r.: „Wróciło dziś po rodziny z Rosji dwóch znajomych z Górnego Rynku. Opowiadają, że w Rosji chleb i mięso są bardzo tanie, natomiast cukier kosztuje 12 zł kilo! Lecz nie zraża to nikogo. Odczuwany jest straszny brak odzieży. Żołnierze rosyjscy płacą olbrzymie sumy za noszone ubranie, bieliznę i obuwie.” (s. 101)


</document>
<document nplp_id="12375" title="RUDA PABIANICKA  (poza Łodzią)" slug="ruda-pabianicka-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

8 października 1939 r.: „Opowiadają baby przyjeżdżające z Rudy i Rzgowa do Łodzi, że naokoło miasta kopie się okopy. Czy wierzyć?” (s. 79)</document>
<document nplp_id="12376" title="RZGÓW (poza Łodzią)" slug="rzgow-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

8 października 1939 r.: „Opowiadają baby przyjeżdżające z Rudy i Rzgowa do Łodzi, że naokoło miasta kopie się okopy. Czy wierzyć?” (s. 79)</document>
<document nplp_id="12378" title="POZNAŃ &amp;#8211; ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="poznan-lodz-trasa">


&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI
22 lipca 1942 r.: „Tymczasem wykonano dziś trzeci, zdaje się, w getcie wyrok śmierci przez powieszenie na placu [Bazarowym] przy ul. Bazarnej. Tym razem powieszono dwóch młodzieńców, którzy podobno uciekli z robót w Poznaniu. Wyrok naturalnie wykonali Żydzi” (s. 291)
V A,   ONI
16 marca 1943 r.: „Wczoraj przyjechało z Niemiec (spod Poznania) 850 robotników, którzy mają być zatrudnieni przy rozbiórkach, są oni jednak w tak opłakanym stanie, że w ogóle nie można ich na razie zatrudnić. Byli oni w obozie, który był dosłownie wykończalnią, bo do dzisiaj wymarło tam 80 do 90 proc. zatrudnionych robotników. Wśród przybyłych jest zaledwie sto kilkadziesiąt [!] robotników, którzy wyjechali z getta, reszta zaś to Żydzi zebrani z różnych innych miast. Maltretowano ich w najrozmaitszy sposób, robota była nieludzka, a wikt gorszy niż u nas w najgorszym okresie. Bili ich Niemcy i kilkunastu Żydów […] Gruppenführerów, Unterlagerführerów i Aelteste. [Ci spośród nich] wyglądają całkiem nieźle. Jak i u nas znaleźli sobie i tam Niemcy Żydów, którzy całkiem dobrze wykańczają swych braci.” (s. 373)</document>
<document nplp_id="12380" title="OTYLII 14 &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 34/36  [TRASA]" slug="otylii-14-lagiewnicka-34-36-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

3 czerwca 1941 r.:   „Mimo że prześwietlenie miałem wyznaczone na jutro, powiedział mi dziś w szkole Kuba Blausztajn, abym się przed dwunastą zwolnił [ze szkoły – A.S.] i poszedł do szpitala na Łagiewnicką 34, gdzie będę mógł już dzisiaj mieć prześwietlenie. Po trzeciej lekcji poszedłem do szpitala, lecz prześwietlenie miałem dopiero o 3-ej.” (s. 150)
</document>
<document nplp_id="12381" title="RYBNA 5  (Apteka nr&amp;nbsp;6)" slug="rybna-5-apteka-nr-6">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA
23 lutego 1943 r.: „Byłem dziś u lekarza. Okazuje się, że moje leczenie świerzby wodą siarkowodorową wywołuje nie polepszenie, a pogorszenie, coś w rodzaju zapalenia skóry. Zapisał mi maść do smarowania całego ciała i maść do smarowania członka. [W aptec]e okazało mi się, że pierwszej maści nie [ma]. Wróciłem więc znów do lekarza, który zmienił receptę. I tym razem nic nie dostałem, bo [ilość była] za duża. Poszedłem więc do apteki na Rybną [5], [gdzie] kierownikiem jest [Natan Otto] Blausztajn, który przez protekcję przyrzekł zrobić 1/4 zapisanej maści. Dowiedziałem się u niego, że Kuba [Blausztajn] miał zapalenie płuc i [opłucnej] i wodę na płucach. Ponieważ lekarstwo miało być gotowe dopiero o 7-ej, wstąpiłem po pracy do [Blau]sztajnów [Limanowskiego 40] po rocznej blisko niebytności. Nic się [tam] nie zmieniło, życie idzie dalej przedwojennym trybem. Towarzystwo zbiera się u Kuby wyłącznie w wysokich butach, gra się w brydża, bawi się i nie jest się głodnym. Wieczorem wysmarowałem się cały otrzymaną maścią, która na nieszczęście jest brązowa i uczyniła ze mnie murzyna. Nie wiem, jak będę jutro wyglądał w biurze, bo myć bez pozwolenia lekarza się nie odważę. A ma to smarowanie trwać przez pięć wieczorów. Szóstego wieczoru nic nie mam robić, siódmego umyć się, a na ósmy dzień pójść do lekarza. Bardzo możliwe, że cała ta robota na nic, bo ojciec obsypany od stóp do głowy i Nadzia też nie w porządku. Po kilku dniach znów się zarażę.” (s. 363)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
„Wstałem rano i poszedłem na Kościelną 4, gdzie umówiłem się z Czaryckim. Po chwili przyszedł i wszedłem z nim do [siedziby] NIK [Plac Kościelny 4] . Gdy udzielili mu pewnych informacji, poszliśmy na miasto. Pierwszą wizytę złożyliśmy w aptece nr 6 [Rybna 5] . Praca nasza polegała na kontroli instalacji elektrycznych. Zaczynaliśmy od sprawdzania licznika, następnie obchodziliśmy wszystkie pokoje i [Czarycki] notował wszystkie punkty, a ja dyktowałem mu wielkość żarówki palącej się w danym punkcie. Tak chodziliśmy z apteki [Rybna 5] do Wydziału Meldunkowego [Plac Kościelny 4], [do siedziby Kolegium] Rabinackiego [Plac Kościelny 4], z [siedziby Kolegium] Rabinackiego do piekarni, sklepów chlebowych, do kąpieliska itd. Robotę skończyłem o godz. 2.15”. (s. 77,78)</document>
<document nplp_id="12383" title="SMUGOWA 6  (liceum)" slug="smugowa-6-liceum">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

22 kwietnia 1941 r.: […] Zarejestrowałem się dziś w sekretariacie szkolnym na Dworskiej. Od niedzieli zostają już uruchomione klasy trzecia i czwarta z tej strony mostu na Marysinie, ul. Otylii 14. Liceum mieści się na Smugowej 6. Ma być też dożywianie w szkole, o czym dokładnie będzie wiadomo dopiero w piątek. O ile nie będę naturalnie miał zajęcia, będę znów więc chodził do szkoły. Nie liczyłem już prawie na to. […] (s. 126)</document>
<document nplp_id="12385" title="WRZEŚNIEŃSKA 35" slug="wrzesinska-35">Dawid Sierakowiak
JA, V A

10 marca 1943 r.: „Nadzia przyszła dziś do mnie po południu do biura [Lutomierska 11] i namówiła mnie, abym poszedł do lekarza, aby się dowiedzieć, co z moją gorączką. Zwolniłem się o 5 z pracy i poszedłem z Nadzią do dra [Ernesta] Lustiga [Wrześnieńska 35], Czecha o bardzo wielkiej praktyce internistycznej. Po drodze wstąpiliśmy do mojej pseudociotki Wolfowiczowej, której nie widzieliśmy już blisko rok. Ona też weszła ze mną do lekarza, który okazał niezwykle miłym i sumiennym człowiekiem. Zbadał mnie (5 Rm wizyta) bardzo dokładnie i orzekł, że nic chorobliwego we mnie nie znajduje. Skąd gorączka – nie może na razie orzec. Nie przypuszcza też, aby pochodziła z ranki na nodze. Kazał mi chodzić do pracy, mierzyć gorączkę, w niedzielę wybrać się na długi spacer, a w poniedziałek być u niego. Uspokoiłem się trochę, ale chciałbym już nie mieć gorączki.” (s. 369)</document>
<document nplp_id="12387" title="ZDUŃSKA WOLA  (poza Łodzią)" slug="zdunska-wola-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, I A

6 września 1939 r.: „Przychodzą inni sąsiedzi Żydzi na naradę, opowiadają o poleceniu opuszczenia miasta przez wszystkie osoby zdolne do noszenia broni, aby wróg nie mógł wysłać ich do obozów pracy. Więc nie wiedzą, co robić. Zastanawianie, wreszcie decyzja: zostać na miejscu. Jak będzie, tak będzie. Ciągle idą ludzie, ciągną sznury mężczyzn na punkt zborny w Brzezinach, uciekają poborowi i rezerwiści. Za nimi kobiety, toboły na plecach, bielizna, pościel, jedzenie. Lecą też małe dzieci […]. Tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej naprężona, co nowy człowiek – nowa wiadomość. Jeden powiada, że 150 angielskich samolotów stoi w Sieradzu. Drugi mówi, że Niemcy zajęli już Zduńską Wolę i maszerują na Łódź. Wieści stają się coraz dziwniejsze i fantastyczniejsze. W domu płacz, przyszła ciocia Estera z dziećmi. Abek i Jankuś uciekli do Brzezin. Co robić, co zdziałać?” (s. 60)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, III B (27.08.1942)

„Wieś 40 km od Łodzi, Zduńska Wola: Jeladim odseparowane od starszych i rodziców, dzieci głowami w dół, potem rozstrzelane rewolwerem; także dorośli przybyli do getta. Starsi z nich zostali natychmiast deportowani w niewiadome miejsce, zostali tylko pracujący. [...] Około 40 km od Zduńskiej Woli zostały rzekomo rozstrzelane dzieci, matki musiały same pochować swoje dzieci, część rodziców także została rozstrzelana.” (s. 13)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (28.08.1942)
„To, co było w Zduńskiej Woli, tego żadne pióro i żadne usta nie potrafią powtórzyć!
Po prostu zwołano wszystkich Żydów na rynek, dzieci brano pod pachę i ścinano główki bagnetami jak kurom, a rodzice stali i patrzyli, strzelano do gromady, a silnych mężczyzn wyjęto, aby zaraz pochować te ofiary niewinne, które mogły żyć na tym świecie!Resztę młodych i zdolnych do pracy przysłano tutaj do getta! Gdzie indziej też wysiedlono starszych, nie wiadomo dokąd? a młodych do getta!” (s. 100 – 101)
ONI, III B (28.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Zduńskiej Woli, Sieradza i spod Kalisza! Bez pakunków, bez wszystkiego, matka osobno, dzieci i rodzina osobno. Jeden nie wie, gdzie się podziewa drugi! Część przyjechała w zamkniętych wagonach towarowych, gdzie trzy dni wcale nie otwierano, bez jedzenia. Gdy otwarto wagony, kilkadziesiąt osób było martwych z uduszenia, reszta była rozebrana do naga, kobiety i mężczyźni razem, tak piekła ich gorączka, zaznaczę przy sposobności, że całe lato było zimne, ale za to sierpień jest piękny, same upały.” (s. 100)

Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)
</document>
<document nplp_id="12388" title="ZDUŃSKA WOLA &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="zdunska-wola-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI
27 sierpnia 1942 r.: „Przysyłanie Żydów z okolicznych miasteczek trwa w dalszym ciągu (Sieradz, Zduńska Wola). Opowiadają okropne historie o mordowaniu całych tysięcy Żydów i przewożeniu do getta tylko nielicznych resztek. Nic im nie wolno zabierać, a starców, dzieci i chorych to w ogóle nie ma. Ostatnio zabija się już nawet bez rozróżniania na zdolnych i niezdolnych do pracy. Jedli dobrze, jak bydło tuczone na rzeź. Mamy teraz przez nich moc roboty, bo wszystkich kieruje się do Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11] po przydział pracy. Ledwie mogę się przecisnąć, gdy idę do pracy.” (s. 312)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
„Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy. A to z powodu, że nie pozwolił przysyłać paczek, że zatrzymał cały sztmukel itp". (s. 34,35).</document>
<document nplp_id="12389" title="ZGIERSKA 18   (mieszkanie Kamusiewiczów)" slug="zgierska-18-mieszkanie-kamusiewiczow">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

27 sierpnia 1941 r.: „Byłem dziś u Kamusiewiczowej [Zgierska 18]. Nie poznałem jej. Stara, siwa, okropnie wychudła kobieta. Ciągle płacze. Olek w dwa dni po śmierci ojca dostał pracę jako czarny robotnik poza gettem. Codziennie z rana wychodzi ze swoją partią z getta i wraca o 4-tej. Może teraz „powiedzie” im się jakoś lepiej. Zdaje się, że już czas.”

V A,   JA

12 kwietnia 1943 r.: „Mały [Chaim] Radzyner już wyzdrowiał i dziś miałem z nim [na Dworskiej 39 – A.S.] i małą [Ireną] Podlaską [na Zgierskiej 10 – A.S.] lekcje.” (s. 385)</document>
<document nplp_id="12392" title="ZGIERSKA 19   (wypożyczalnia książek Jakuba Zonenberga)" slug="zgierska-19-wypozyczalnia-ksiazek-jakuba-zonenberga">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

6 grudnia 1942 r.: „Nawiedza mnie ostatnio chęć intensywnego czytania i zapominania się w lekturze, ale jest to tylko w bardzo małym stopniu wykonalne. Czytać mogę tylko w biurze [Lutomierska 11], gdzie mam mniej pracy i nikt się nie kręci. Książka leży w szufladzie, którą zamykam za najmniejszym szelestem przy drzwiach. Lepsze to jednak niż nic, gdyż w domu [Spacerowa 5/7] jest o wiele gorzej. Przez zimno (nie można usiedzieć) i brak światła przy łóżku – nie czytam w domu nic. Mam z czytelni [Zgierska 19] Dzieje grzechu Żeromskiego, które wziąłem, żeby odświeżyć się trochę w klasycyzmie, czystości i pięknie polszczyzny, [X] tłumaczeń France’a, Galsworthy’ego i innych. Mam też od [Józka] Wolmana po niemiecku jakiś dramat Ibsena i po żydowsku Beethovena Rollanda. Czytałem też ostatnio Żytłowskiego (po żydowsku), Strindberga (po niemiecku) i rozmaite inne tomy.” (s. 342)</document>
<document nplp_id="12394" title="ZGIERSKA 24   (dentysta Donat Szmulowicz)" slug="zgierska-24-dentysta-donat-szmulowicz">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   JA

2 lipca 1942 r.: „Byłem dziś z rana u lekarza–stomatologa dra [Donata] Szmulowicza [Zgierska 24]. Rozciął mi dziąsło i kazał po zejściu spuchlizny usunąć ząb. Do dentystki nie pozwolili mi już w domu pójść, uważając, że ona jest przyczyną tego wszystkiego.” (s. 280)</document>
<document nplp_id="12395" title="ZGIERSKA  (mosty przy Podrzecznej, pl.&amp;nbsp;Kościelnym)" slug="zgierska-mosty-przy-podrzecznej-pl-koscielnym">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

1 czerwca 1941 r.: „Ciekawe jest, że ogromne ilości wojska zmotoryzowanego i pieszego ciągle przechodzi Zgierską, a maszyn, jakie mają, nie widziałem jeszcze w życiu. Nie wolno wówczas Żydom przechodzić nawet mostami. Dokąd się wloką w takich ilościach – nikt nie wie.” (s. 149)</document>
<document nplp_id="12398" title="ZGIERSKA   (most przy pl.&amp;nbsp;Kościelnym)" slug="zgierska-most-przy-pl-koscielnym">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, V A

3 grudnia 1942 r.: „Dziś z rana działy się [!] przy moście [Zgierska przy pl. Kościelnym] niebywałe śniegi. Wobec ogromnych mas spadłego w nocy śniegu przejście przez most stało się sztuką akrobatyczną i dlatego też przy kolosalnych tłumach śpieszących na 8 do pracy przeprawa moja trwała około godziny.” (s. 339)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, IV (04.09.1942)
„Piękne święto Rosz Haszana! Prezent! Wreszcie o godz. 2 plakaty: O godz. 3.30 Pan Prezes i kilku panów będą przemawiać na placu Straży Pożarnej (ul. Lutomierska, Tliah) na temat ewakuacji. Nowa nadzieja. Plotki: dzieci uratowane. Plotka: przesunięcie o trzy miesiące. Wszystko nieuzasadnione. W sobotę rano wszystkie resorty i sklepy zamknięte. A co z zupą na obiad? Nowe zmartwienie. Kobiety płacząc i załamując ręce oblegają kierowników [proszą] o interwencję. Prezes pędzi powozem na miejsce. Na Wysokim Moście niesłychany ruch. Wszystko się gotuje, kipi. Za murem kościelnym pierzyny, poduszki, gęsi puch. Pracujące kobiety leżą na tym, niektóre jedzą swoją zupę w spiekocie. Dzieci wołają swoją sacharynę oryginal, zaczęło się piekło. Grupy ludzi, wokół policjanci, którzy uspokajają. Ale nastrój rozpaczliwy. Co jeszcze przed nami? Co powie Prezes? Czy uspokoi? Jakie są szczegóły deportacji?” (s. 14)

Irene Hauser
JA, III B

„15 lipca 1942 r.: […] Młoda kobieta spadła z mostu i zmarła.” (s. 48)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II C

„Z Drewnowskiej droga na plac Kościelny nie jest daleka. Przez tonące w błocie pole dochodziło się do ulicy Lutomierskiej. Stamtąd zaś trzeba było przejść przez drewniany most przerzucony nad ulicą Zgierską. Przejście przez ów most stanowiło niemały wysiłek, dla jednych fizyczny, dla drugich psychiczny. Ludziom starszym, schorowanym, osłabionym – strome stopnie mostu sprawiały, szczególnie zimą, dużą trudność. Stojąc zaś na moście i patrząc w kierunku południowym, miało się perspektywę na część Zgierskiej, Nowomiejską i Piotrkowską, które prostą linią przecinały miasto. W perspektywie tej jedni starali się odszukać elementy życia wielkomiejskiego, niczym ślady życia w kosmosie, a inni z nostalgią w rysujących się z dala konturach śródmieścia odnajdywali zaprzeszłą normalność, normalność często szarą, pustą, nijaką, w której żyli rzadko kiedy szczęśliwi, nie przewidując, jak różne oblicze może mieć szczęście… Potem schodziło się w dół i po prawej stronie miało się kościół Najświętszej Marii Panny, którego patronkę Niemcy wysiedlili jak zwykłą Żydówkę ze Wschodniej.” (s. 52-53)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12400" title="ŻYDOWSKA 28" slug="zydowska-28">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

8 czerwca 1941 r.: „Po południu wprost z lekcji udałem się na Żydowską 28 do owego Heńka Lautenberga. Jest to dość miły (i wypasiony) młodzieniec w moim wieku, który oświadczył mi, że Lolek już mu o mnie pisał i że jak tylko jego pozycja tutaj ustali się ostatecznie, zrobi dla mnie wszystko, co będzie mógł. Następnie zrobił to, co wszyscy możni w getcie, a mianowicie zapisał moje nazwisko i adres, i kazał mi się zgłosić za tydzień.” (s. 152-153)

16 czerwca 1941 r.: „Dzisiaj znów u tego [Heńka] Lautenberga [Żydowska 28]. Na razie nic.”</document>
<document nplp_id="12402" title="ZIELNA 35, róg DWORSKIEJ 40 (mieszkanie Alfreda Fredka Taube)" slug="zielna-35-rog-dworskiej-40-mieszkanie-alfreda-fredka-taube">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA, V A

29 grudnia 1942 r.: „Zaszedłem dziś do Niutka [Radzynera] [Dworska 39], a potem do Fredka [Taube] [Zielna 35], z którym doszedłem do pewnego rodzaju umowy na współpracę z nimi w charakterze bardzo bliskiego sympatyka – „adepta zakonu”. Fredek wziął dziś u mnie zeszyt z moimi ostatnimi wierszami i początek „Alarmu”. Będzie to pierwszy krytyk moich prac, które zadecydują też o mojej wartości dla „nich” i o dalszej formie współpracy.” (s. 352)

2 stycznia 1943 r.: „Wczoraj byłem u Fredka [Taube] [Zielna 35] po odbiór moich prac. Nie przeczytał jeszcze wszystkiego i przyrzekł solenie sam mi odnieść. Zasłyszałem wczoraj ciekawy fakt, który chciałbym opracować literacko. Nie wiem jednak, czy w ogóle i kiedy coś z tego wyjdzie.” (s. 354)

4 stycznia 1943 r.: „Ja znów milczę i uciekam z domu, o ile tylko mam siły gdzieś się zawlec. Odebrałem dziś od Fredka [Taube] [Zielna 35] moje prace. O wierszach się wyraził, że „przerost treści nad formę”, która jeszcze niedojrzała. Podobał mu się wiersz „O Bogowie! gdzież wasza moc?”.” (s. 355)</document>
<document nplp_id="12404" title="WOLBORKA 20" slug="wolborka-20-synagoga">

Dawid Sierakowiak
ONI, I B

„15 listopada 1939 r.: Spalono synagogę [przy ul. Spacerowej]. Barbarzyńskie metody niszczenia świata poczynają działać. Żądano podobno 25 000 000 zł, za zaprzestanie terroru. Gmina nie ma, więc nie dała. Palą podobno też drugą synagogę na Wolborskiej. Lecz coś jednak jest z Niemcami nie w porządku.” (s. 96)</document>
<document nplp_id="12406" title="WIELUŃ &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="wielun-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, III B

23 sierpnia 1942 r.:  „Żydzi z okolicznych małych miasteczek przybywają w dalszym ciągu (Bełchatów, Wieluń itp.).” (s. 309)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (23.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Ozorkowa, Wielunia, resztki z Pabianic! A do getta tymczasem warzywa nie nadchodzą, mało bardzo kartofli i prowiantu! Głód w getcie większy jak w czasie przednówka.” (s. 96)

</document>
<document nplp_id="12407" title="WAWELSKA 3  (kuchnia)" slug="wawelska-3-kuchnia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

30 sierpnia 1941 r.: „Ciągle leje i leje. Mama pracuje już na stałe w kuchni na Wawelskiej 3. Może jakoś teraz sytuacja będzie znośniejsza, ale na razie nie ma co jeść, bo forsy jeszcze nikt nie dostał.” (s. 188)</document>
<document nplp_id="12408" title="TUREK &amp;#8211; ŁÓDŹ  [TRASA]" slug="turek-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, III B

12 sierpnia 1942 r.:   „Znów zaczęło się wsiedlanie Żydów z okolicznych małych miasteczek, które „odżydza” się już całkowicie. Przyjechały już transporty Żydów z Pabianic, Bełchatowa, Turka i jeszcze jakichś innych dziur.” (s. 302)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (28.08.1942)
„Właśnie do getta dzień w dzień nadchodzą partie wysiedleńców: z Zelowa, Bełchatowa, resztki z Pabianic, Turka. Więc Oni opowiadają, że mieli tam bardzo dobrze, bo mieli otwarte getto i mogli wyjść handlować i kupić sobie jedzenie, bo gdyby mieli żyć z kart żywnościowych, toby mieli gorzej jak tutaj, tam na karty dostawali 16 dkg cukru na cztery tygodnie itd. Przy wysiedleniu zwołano wszystkich na jarmark i rozdzielono ich, starsze osoby, dzieci z matkami osobno. Tych wysłano osobno, nie wiadomo dokąd? Młodych i silnych mężczyzn i kobiety, zdolnych do pracy, przysłano do getta!” (s. 96)</document>
<document nplp_id="12411" title="SZOSA PABIANICKA   (poza gettem)" slug="szosa-pabianicka-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

3 września 1939 r.:   „O wpół do pierwszej w nocy alarm. Przeklinam, ile wlezie. Na ulicy [Sanockiej] zimno, ciemno, paskudnie. W schronie chcemy się trochę rozweselić, a tu walą baby jak zawsze z piskiem, że to nie żart, że to wojna. Wynosimy się na ulicę. Lepsze bomby, zimno niż stare baby! O tym należy zawsze pamiętać. Niech żyje moc, precz z histerią!

Wtem przylatują ludzie z Pabianickiej szosy z krzykiem. Co to za światła u was widać, kto to sygnalizuje z wieży [przy ul. Dygasińskiego 6]! Okazało się, że to już trzeci raz widać wyraźne sygnały z piątego piętra wieży (znajduje się tam rezerwuar). Idziemy na Pabianicką i rzeczywiście widać jasne sygnały. Kilka osób wchodzi na górę i nic nie znajduje. Światło znika. Alarm przechodzi spokojnie, kładziemy się spać." (s. 56)</document>
<document nplp_id="12413" title="SPACEROWA 5/7 &amp;#8211; OTYLII 14  [TRASA]" slug="spacerowa-5-7-otylii-14-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

27 kwietnia 1941 r.: Dziś pierwszy dzień szkoły. Droga na Marysin jest dość długa, ale co najgorsze, z powodu nieustających deszczów okropnie błotnista. Chodzimy ciągle rozmaitymi polami i dlatego buty nasze są w stanie okropnym. Moje buty, które dostałem w szkole, poczynają już „puszczać”, a o naprawie nie ma mowy. Trzeba będzie chyba niedługo na bosaka latać do szkoły. […] (s. 127)

6 maja 1941 r.: […] Długa droga [do szkoły – A.S.] na Marysin wyczerpuje jednak ogromnie. (s. 134)

8 czerwca 1941 r.: Ledwie się dziś mogłem ruszać, ale powlokłem się do szkoły. I dobrze zrobiłem, bo była niemiecka klasówka. Poza tym wspaniałe powietrze na Marysinie i bądź co bądź dwie zupki orzeźwiły mnie znakomicie. […] (s. 152)

II A,   JA/ONI

27 września 1941 r.: Gdy szedłem dziś do szkoły na obiad (będziemy zupy nadal dostawali), widziałem kilka partii kobiet z Włocławka, które prowadzono do kąpieli. Lepiej wyglądają od naszych kobiet mimo obdarcia i biedy. Podobno nasze zupy nie wszystkim smakowały, a koniny wielu nie tknęło. Za dobrze ich przyzwyczajono! A wypadki ostatnich dni też chyba zbyt dużo ich nie nauczyły. W każdym razie los ich nie jest godny pozazdroszczenia. Przyszli tu dosłownie bez niczego. […] (s. 202)</document>
<document nplp_id="12415" title="SANOCKA 22 &amp;#8211; RUDA PABIANICKA (poza gettem) [TRASA, ulicą Pabianicką]" slug="sanocka-22-ruda-pabianicka-poza-gettem-trasa-ulica-pabianicka">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

28 października 1939 r.: „O jedenastej przychodzą do mnie Herszkowicz i Rubinek. Ubrałem się i poszliśmy kapkę na spacer. Zaleźliśmy aż do Rudy, do stacji Lublinek. W drodze powrotnej Rysio Herszkowicz kupił głowę kapusty za 15 gr. W mieście płacą 50 gr za głowę! Wracamy, odprowadzam ich i jem (kapusta z kartoflami).” (s. 86)</document>
<document nplp_id="12417" title="SANOCKA – SZOSA PABIANICKA  (poza gettem)  [TRASA]" slug="sanocka-szosa-pabianicka-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

7 września 1939 r.: „Dzień dzisiejszy nie przyniósł na razie nic nowego. Z rana wylazłem na dwór, nic nie robiłem, jak wszyscy, a ciągle się gadało o tym, co będzie. Wejdą czy nie wejdą. Powlekliśmy się na Pabianicką szosę patrzeć na nadchodzący tabor polski. Tak nie wygląda wojsko uciekające. To przypomina normalne przejście wojsk. Odzywa się więc słaba nadzieja. Może nie wejdą?” (s. 61)

9 września 1939 r.: „Podszedłem później nieco do Pabianickiej szosy oglądać te przybywające wojska. Dużo aut, żołnierze wcale nie nadzwyczajni, mundurami różnią się jeno od polskich. Mundury ich stalowo–zielone. Miny gęste, zawadiackie. Są przecież zdobywcami! Jak błyskawica przesuwa się auto z wyższymi oficerami o marsowych twarzach. Ulica spokojna, obojętnie przygląda się przejeżdżającym wojskom.” (s. 62)</document>
<document nplp_id="12419" title="PIEPRZOWA/PLAC PILCERA   [OBSZAR]" slug="pieprzowa-plac-pilcera-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI

7 czerwca 1942 r.: „Jutro odchodzi partia 250 osób do Poznania. Tyle mają wysyłać co tydzień. O ile zabraknie ochotników, wezmą przymusowo. Wczoraj zrobiono podobno obławę na „giełdzie” żywnościowej (ul. Pieprzowa i okolice) i kilkudziesięciu handlarzy zatrzymano. Widocznie znów coś się w getcie zacznie dziać, bo spokojnie zbyt długo być nie może.” (s. 268)
Oskar Singer
JA/ONI, III A  (03.05.1942)

„Przy Pfeffergasse [Pieprzowej], giełdowej ulicy getta, Wallstreet nędzarzy, rozgrywa się teraz dramat. Jedna z ekspozytur znajduje się na Bazarplatz, gdzie kiedyś - za polskich czasów - paserzy handlowali towarem, który dostarczali im złodzieje z Bałut. Ale to są tylko oficjalne punkty. Nie ma bowiem zakątka, w którym nie rozgrywałyby się sceny tego dramatu. Na ulicach i w bramach, na podwórkach, korytarzach i w mieszkaniach tego miasta - wszędzie się oferuje, targuje, walczy, kłóci, przeklina, żebrze. W każdym miejscu getta kołyszą się walizki ciągnięte przez cienie. Nie są ciężkie. Prawie wszystko pożarła bieda. Często są zupełnie puste. Celem ich ostatniej wędrówki jest skup centralny, gdzie się kupuje - kupuje – kupuje.” (s. 24)

JA/ONI, III B (27.05.1942)

„Tak więc nasz mężczyzna udaje się do takiej piekarni, kładzie swój chleb... i proszę: rzeczywiście brakuje 15 deka. To jest bardzo dużo, ale zostaje mu przydzielona stosowna ilość mąki. Po zważeniu urzędnik piekarni kroi teraz chleb na pół. Typowe postępowanie, które ma na celu uniemożliwienie powtórnego doważenia. Podczas tej operacji okazuje się, że chleb jest wewnątrz wydrążony i wypchany papierem. Ślad powstały po przekrojeniu chleba znajdował się na spodzie i był po prostu zaszyty nitką. Na szwie, dla niepoznaki roztarto mąkę. Mężczyzna jest zmieszany i zaskoczony, twierdzi, że kupił ten chleb na giełdzie ulicznej przy Pfeffergasse [Pieprzowa] za 150 marek.” (s. 33)

</document>
<document nplp_id="12421" title="PABIANICE &amp;#8211; ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="pabianice-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI

17 maja 1942 r.: „Pierwszy transport Żydów z Pabianic już przyszedł. Osobno mężczyźni, osobno kobiety, a osobno dzieci. Są zbiedzeni i zmęczeni, ale wyglądają nieźle. Na piersiach mają łatę z napisem „Jude”, jak Żydzi niemieccy, ale na plecach taką łatę jak my, tylko że z lewej strony.” (s. 252)

18 maja 1942 r.: „Przybył już drugi transport pabianiczan. Są też kobiety i dzieci, ale w osobnych transportach.” (s. 253)

12 sierpnia 1942 r.: „Znów zaczęło się wsiedlanie Żydów z okolicznych małych miasteczek, które „odżydza” się już całkowicie. Przyjechały już transporty Żydów z Pabianic, Bełchatowa, Turka i jeszcze jakichś innych dziur.” (s. 302)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (21.05.1942)
„Dziś przyjechało do getta paręset osób z Ozorkowa spod Litzmannstadt. Tam już pięć tygodni nie wiedzą, gdzie się podziały ich dzieci, matki cały dzień chodzą po ulicach i płaczą, tragedia nie do opisania. Wszystkich Żydów z Brzezin, Pabianic wysyłają do getta z powrotem, ale nie wiadomo dokąd? Tak to robią z nas wiatraki, kręcąc nami w tę i tamtą stronę.” (s. 59)
ONI, III B (9.06.1942)
„Do getta nadchodzi moc paczek różnego rodzaju, nawet maszyny [!] z wysiedlonych ludzi! Już są ogromne składy zawalone tymi rzeczami, są to rzeczy z Brzezin, Pabianic, a nawet z tych, co wysiedlono z getta – Litzmannstadt trzy miesiące temu! Ale pabianiczanie, brzezińczycy [!] są w gecie. Lecz gdzie się podziali wysiedleńcy z Litzmannstadt−Getto? Tego nikt nie wie? Oby tylko żyli? i byli zdrowi?! Tymczasem jest to tajemnicą!!!” (s. 69)
ONI, III B (16.08.1942)
„Właśnie do getta dzień w dzień nadchodzą partie wysiedleńców: z Zelowa, Bełchatowa, resztki z Pabianic, Turka. Więc Oni opowiadają, że mieli tam bardzo dobrze, bo mieli otwarte getto i mogli wyjść handlować i kupić sobie jedzenie, bo gdyby mieli żyć z kart żywnościowych, toby mieli gorzej jak tutaj, tam na karty dostawali 16 dkg cukru na cztery tygodnie itd. Przy wysiedleniu zwołano wszystkich na jarmark i rozdzielono ich, starsze osoby, dzieci z matkami osobno. Tych wysłano osobno, nie wiadomo dokąd? Młodych i silnych męż czyzn i kobiety, zdolnych do pracy, przysłano do getta!” (s. 95-96)
ONI, III B (16.08.1942)
„Właśnie do getta dzień w dzień nadchodzą partie wysiedleńców: z Zelowa, Bełchatowa, resztki z Pabianic, Turka. Więc Oni opowiadają, że mieli tam bardzo dobrze, bo mieli otwarte getto i mogli wyjść handlować i kupić sobie jedzenie, bo gdyby mieli żyć z kart żywnościowych, toby mieli gorzej jak tutaj, tam na karty dostawali 16 dkg cukru na cztery tygodnie itd. Przy wysiedleniu zwołano wszystkich na jarmark i rozdzielono ich, starsze osoby, dzieci z matkami osobno. Tych wysłano osobno, nie wiadomo dokąd? Młodych i silnych mężczyzn i kobiety, zdolnych do pracy, przysłano do getta!” (s. 95)
ONI, III B (23.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Ozorkowa, Wielunia, resztki z Pabianic! A do getta tymczasem warzywa nie nadchodzą, mało bardzo kartofli i prowiantu! Głód w getcie większy jak w czasie przednówka.” (s. 99)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
„Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy. A to z powodu, że nie pozwolił przysyłać paczek, że zatrzymał cały sztmukel itp". (s. 34,35).</document>
<document nplp_id="12423" title="ŁAGIEWNICKA (od&amp;nbsp;Brzezińskiej do&amp;nbsp;Bałuckiego Rynku)  [TRASA]" slug="lagiewnicka-od-brzezinskiej-do-baluckiego-rynku-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

16 września 1941 r.: „Widziałem dziś tramwaj, który jedzie po Brzezińskiej i Łagiewnickiej. Czynności żadnej na razie nie spełnia. Jest to szary otwarty wagon ciężarowy z doczepionymi trzema wagonikami. Na przedniej platformie stał żydowski motorniczy, Niemiec i kilku Żydów. Widocznie uczą się na razie jechać. Motorniczy jest ze straży pożarnej, tak samo jak szoferzy, którzy prowadzą wypożyczone od Niemców auta z towarem lub żywnością. Getto motoryzuje się na fest.” (s. 197)</document>
<document nplp_id="12425" title="PABIANICE  (poza Łodzią)" slug="pabianice-poza-lodzia">

Dawid Sierakowiak
ONI, III B

19 maja 1942 r.: „Żydzi, którzy przybyli z Pabianic, zostali tam „stemplowani” i podzieleni na dwie kategorie: zdolnych i niezdolnych do pracy. Tu przysłano tylko zdolnych do pracy.” (s. 254)

20 maja 1942 r.: „Mówi się o jakimś ogromnym getcie dla wszystkich Żydów w Reichu, ale tylko dla pracujących. Co Niemcy robią z dziećmi i niezdolnymi do pracy, nie wiadomo. Także pabianiczanie nie wiedzą nic o swoich starcach, chorych i dzieciach. [W Pabianicach – A.S.] odrywano dzieci od matek w najbrutalniejszy sposób. Nie jesteśmy wcale uważani za ludzi. Bydło do pracy lub na rzeź. Nikt z przybyłych nie wie, co się stało z wysiedlonymi z Łodzi Żydami, chociaż o wysiedleniu słyszeli. Nikt nie jest teraz nigdzie pewnym. Gonią Żydów po całej Rzeszy z miejsca na miejsce.” (s. 255)

ONI, IV

6 września 1942 r.: „Zbudowano na Bazarnej [tj. na pl. Bazarowym – A.S.] ogromną szubienicę, na której mają powiesić podobno dwudziestu kilku pabianiczan, którzy uciekli swego czasu z Pabianic przed wysiedleniem, ale diabli wiedzą, na co ta szubienica jeszcze im się przyda.” (s. 323)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 14)

JA/ONI, III A (15.05.1942)

„Dopiero co odjechał ostatni transport, a już słychać o nowych przesiedleniach do getta. Plotka ta krążyła już wcześniej, teraz jednak przyjmuje konkretne kształty. O ile wcześniej mówiono o wysiedleniach z okupowanych terenów i z Protektoratu Czech i Moraw, to teraz już na pewno wiadomo, że mają przybyć robotnicy z pobliskich miejscowości, takich jak Pabianice i Brzeziny. Pierwszy transport ma przybyć już dzisiaj lub jutro w nocy.” (s. 30)

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, III B

Maj 1942 (zapis 30 VI 1943)

„Wczoraj rozmawiałem z jednym z wysiedlonych w roku ubiegłym z Pabianic. W połowie maja ub. roku wysiedlono wszystkich Żydów z getta pabianickiego, zostawiając 180 osób, w tym 20 kobiet. Wysiedleni byli podzieleni na dwie partie: młodzi i w średnim wieku mężczyźni i garstka kobiet posłana do Łodzi, a dzieci, starcy i kobiety zostali wysłani w niewiadomym kierunku, jak to teraz mówią, w nieznane. Oczywiście odbywały się przy tym podobni dantejskie sceny: odrywanie dzieci od matek, przerzucanie dzieci przez płot, bicie straszne, wprost katowanie ludzi, były nawet wypadki zabicie i zastrzelenia z rewolwerów i karabinów. Pozostałe 180 osób było umieszczone w dwóch domach i miało za zadanie oczyszczenie getta od żydowskich rzeczy. Oczyszczenie odbywało się w ten sposób, że podzielono wszystkich na grupy, każda grupa dostała pewien odcinek, na przestrzeni którego musiała obejść wszystkie mieszkania. W każdym mieszkaniu łamano meble i drzewo wyrzucano przez drzwi i okna na ulicę, gdzie zabierali je miejscowi stolarze, materace pruto, sprężyny wyrzucano, włosie również zabierali miejscowi Aryjczycy, prawdopodobnie i polscy i niemieccy. Pościel: poduszki, kołdry i pierzyny, przeszukiwano dobrze i posyłano wraz z ubraniami i osobistą bielizną, również dobrze zrewidowaną, do Gettoverwaltung, a ono [szykowało] do wysyłek do getta do przeróbki. […] Znalezione w mieszkaniach kosztowności, pieniądze etc. trzeba było za pośrednictwem żydowskiej policji oddać specjalnej komisji niemieckiej, urzędującej na miejscu. Produkty zaś żywnościowe wolno im było zabrać dla siebie, tzn. dla całego kolektywu, bo od władz kolektyw dostawał tylko chleb, jedzenie miał z tych produktów. Opowiadają oni właśnie, że jedzenia mieli w bród, gdyż w mieszkaniach żydowskich znaleziono dużo najróżniejszych zapasów żywnościowych, nie mówiąc o kosztownościach. Taka czystka trwała trzy miesiące. Po tym okresie odesłano całą partię 180 osób do Łodzi do getta". (s. 83)

&amp;nbsp;
Irene Hauser
ONI, III B

„11 lipca 1942 r.: […] Wysiedlenie z getta. 12 000 Niemców, 5–15 maja 1942 r. Wsiedlenie z sąsiednich miast. Kilka tysięcy bez dzieci. Katastrofalne wiadomości stamtąd. Rozproszenie rodzin.” (s. 45)</document>
<document nplp_id="12427" title="PIOTRKOWSKA (poza gettem)" slug="piotrkowska-poza-gettem">





&amp;nbsp;


Dawid Sierakowiak

I A,   JA/ONI

8 września 1939 r.: „Łódź zajęta! Cały dzień spokojnie, aż za spokojnie. Po południu siedzę w parku, rysując portret jednej koleżanki, gdy wtem ta przerażająca wiadomość. Łódź oddana! Patrole niemieckie na Piotrkowskiej.” (s. 61)

I B,   JA/ONI

6 listopada 1939 r.: „Poszedłem z Julkiem Wegmajsterem Piotrkowską i przy okazji usłyszałem ogłoszenie przez megafon z dachu auta propagandowego NSDAP o zapowiedzianej na jutro wizycie Gauleitera Greisera w Łodzi. Podobno Greiser ma przyłączyć Łódź do Rzeszy. Ładna perspektywa! Wszyscy uważają, że w takim przypadku Żydzi stuprocentowo zmuszeni zostaną do opuszczenia miasta, naturalnie po uprzednim zastosowaniu całej serii ustaw antyżydowskich, szykan i innych metod.” (s. 92)

I B,   ONI

7 listopada 1939 r.: „W dzisiejszej „Deutsche Lodzer Zeitung” jest ogłoszenie o przyłączeniu Łodzi do Warthegau („okręgu Warty”) a ty samym „zum grossen Reich”. Naturalnie wydano już „odpowiednie” zarządzenie, a mianowicie, że nie wolno Żydom chodzić po Piotrkowskiej, jako głównej ulicy miasta (...).” (s. 92)

9 listopada 1939 r.: „Dla Żydów mieszkających na Piotrkowskiej wydaje się przepustki po 5 zł od osoby. Wszystko się robi, jak widać, dla forsy.” (s. 93)
Jakub Poznański
JA/ONI, I C
marzec 1940 (zapis 31 XII 1942)

„9 marca 1940 roku anulowano wszystkie przepustki uprawniające nas do chodzenia po Piotrkowskiej i chroniące przed łapankami. Ja również posiadałem taką przepustkę. Mimo to już w piątek 8 marca w bardzo przykry sposób usunięto mnie z ulicy Piotrkowskiej. W poniedziałek rano odwiedził mnie jeden z naszych klientów. Zeszliśmy razem na podwórze, gdzie znajdował się telefon, żeby wydać fabryce kilka zleceń. Traf chciał, że telefon był zajęty. Udaliśmy się więc do pobliskiej piekarni. W drodze powrotnej złapano nas i w dość licznym gronie zaprowadzono do domu przy ul. Mickiewicza 1, w którym mieściła się dawniej szkoła powszechna, a obecnie był Sammellager für Wolynien-Deutsche (punkt zborny dla Niemców wołyńskich). Ustawiono nas w dwa szeregi i kolejno wybierano do najrozmaitszych „robót”. Jedni nosili wodę ze studni na piętra, gdzie kobiety myły podłogi, drudzy trzepali dywany, inni znów czyścili gołymi rękoma klozety. Mnie przypadło w udziale bezcelowe wynoszenie ławek z parteru na podwórze, a następnie wnoszenie ich z powrotem. Droga wiodła przez szpaler Niemców wołyńskich, uzbrojonych w kije, którymi okładali nas bez litości.
Potem kazali mi rąbać lód obok studni, lecz już po kilku minutach wezwano mnie do wartowni. Tam dano mi do zrozumienia, że jeśli przyczynię się do kupna nowego sztandaru, to natychmiast odzyskam wolność. Dałem dziesięć marek. Niemcy zaczęli się targować, lecz widząc, że nic nie wskórają, pozwolili mi opuścić szkołę. O możliwości wydostania się poinformowałem naszego klienta, który wykupił się podaj za pięć marek.
Dopiero na ulicy poczuliśmy dotkliwy ból w plecach. Po przyjściu do domu położyłem się na trzy dni do łóżka". (s. 23-24)</document>
<document nplp_id="12429" title="PLAC KOŚCIELNY 4  (mieszkanie Lolka Milgroma, Wydział Statystyczny,  Wydział Ewidencji Ludności, Wydział Personalny, Wydział Pocztowy, Biuro Meldunkowe, Kasa Główna)" slug="plac-koscielny-4-mieszkanie-lolka-milgroma-wydzial-statystyczny-wydzial-personalny-biuro-meldunkowe-kasa-glowna">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

25 kwietnia 1942 r.: „Kazano nam dzisiaj w resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] przynieść jutro kartę chlebową. Było nawet ogłoszenie o tym na mieście, ale je później zdjęto. Podobno mają w resortach i na innych placówkach pracy stemplować karty chlebowe, a tym, którzy jeszcze nie pracują, a mają kartę z Arbeitseinsatzu, mają karty stemplować w Arbeitseinsatz (Lutomierska 11). […] Byłem dziś u [Lolka] Milgroma [Plac Kościelny 4], którego ojciec jest szefem biura Arbeitseinsatzu, aby dał matce przydział do naszego resortu. Bardzo przykrzy ludzie. Powiedzieli, że nic nie mogą zrobić. Także Rysiek Podlaski oświadczył, że nie można teraz więcej ludzi do resortu przyjąć. Jutro przy stemplowaniu ma być komisja, przed którą staną w zeszłym tygodniu przyjęte osoby, z których część będzie z resortu wyrzucona. Zostaną tylko ci, których większość krewnych pracuje w danym resorcie oraz naturalnie bardzo mocne protekcje. Wszyscy znajomi się dziwią, dlaczego mama jeszcze nie pracuje w naszym resorcie, wobec systemu przyjmowania i to wyłącznie krewnych pracujących.” (s. 237)

III B,   JA

16 sierpnia 1942 r.: „Zaproponował mi dziś Lolek Milgrom objęcie nominowanej

posady urzędniczej w Arbeitseinsatz [Lutomierska 11], gdzie są potrzebni urzędnicy, a szuka się jednostki [!] względnie przynajmniej wykształcone i inteligentne. Lolek osobiście też nie pracuje już w resorcie, lecz od dwóch tygodni jest urzędnikiem nominowanym w Wydziale Statystycznym [pl. Kościelny 4]. Zgodziłem się na jego propozycję natychmiast i poprosiłem go o możliwe przyspieszenie sprawy.” (s. 304-305)

24 sierpnia 1942 r.: „Dostałem dziś wezwanie, abym się stawił jutro do Personal-Abteilung [pl. Kościelny 4] po przydział pracy. (Naturalnie, że wszystko jest tam z góry ukartowane i poślą mnie do Arbeitseinsatzu). Rysiek Podlaski, który też miał wystąpić z resortu, rezygnuje z tego. Zdaje się, że jest to nastawienie Niutka [Radzynera].” (s. 310)

25 sierpnia 1942 r.: „Byłem dziś u [Władysława] Franka, szefa Personal-Abteilung [pl. Kościelny 4]. Stałem tam w ogonku od 8-mej do 12-tej i ledwo udało mi się doń dostać. Imienne zapotrzebowanie Arbeits-Einsatzu już tam było i dlatego natychmiast otrzymałem skierowanie do Arbeit-Einsatzu jako Büroangesteller. Byłem po południu w biurze u [Wolfa] Milgroma w Arbeits-Einsatz (Lutomierska 11), który kazał mi jutro przyjść już do pracy. Wprawdzie nie zlikwidowałem jeszcze moich spraw w resorcie, ale już tam nie pójdę, lecz załatwię wszystko przez Nadzię [Sierakowiak]. Legitymację resortową zatrzymam aż do otrzymania nominacji.” (s. 311)

IV,   ONI

4 września 1942 r.: „Wczorajsza tragiczna wiadomość okazuje się niestety prawdą. Niemcy żądają wszystkich dzieci do lat 10, starców powyżej lat 65 lat oraz wszystkich innych chorych, spuchniętych, kalek, niezdolnych do pracy i niepracujących. Panika na mieście niebywała. Nigdzie się nie pracuje, wszyscy latają po przydziały pracy dla tych, którzy jeszcze nie pracują, a rodzice nieszczęsnych dzieci starają się wszelkimi środkami je uratować. Biuro Meldunkowe [pl. Kościelny 4] po sporządzeniu list zostało zapieczętowane, tak że wszelkie próby ratunku drogą fałszowania metryk, ksiąg meldunkowych i innych dokumentów oraz sporządzania aktów zgonu itp. – zawodzą.” (s. 316-317)

V A,   JA

27 grudnia 1942 r.: „Odebrałem dziś w Kasie Głównej [pl. Kościelny 4] pożyczkę na zasadzie mego podania, zatwierdzonego w Sekretariacie Próśb i Podań. Po południu byłem w Wydziale Odzieżowym [Franciszkańska 30] po buty, ale nic nie mogłem wybrać. Zwykłym śmiertelnikom pokazuje się kilka par nic niewartego obuwia, więcej „nie ma dla pana” i już. A protekcji żadnej nie mam. Poczekam pewien czas, może znów nadejdzie jakiś transport starego żydowskiego obuwia do getta.” (s. 351)

15 stycznia 1943 r.: „Byłem dziś u Lolka Milgroma [pl. Kościelny 4], u którego pożyczyłem sobie Idiotę Dostojewskiego. Czytam ostatnio dość dużo po żydowsku.” (s. 357)

&amp;nbsp;

Oskar Rosenfeld

JA/ONI, III B

„Człowiek, który przypadkowo gdzieś w budynku poczty, w ambulatorium albo w garkuchni zobaczył plakat „Koncert w środę”, wędruje przez podmiejską okolicę obok zapadniętych baraków i otwartych latryn w kierunku Marysina, willowej dzielnicy getta – swego rodzaju wsi, gdzie obok domów dla dzieci, sierot i starców stoją śliczne domki, zamieszkiwane latem przez potrzebujących wypoczynku urzędników getta, tak zwanych letników. To wieś, kurortem tej okolicy nazwać nie można. Ale zazdrości się krótkiego szczęścia komuś, kto może spędzić tam kilka tygodni w spokoju, z dala od upiornego getta. A więc w drogę na środowy koncert, w kierunku &amp;gt;&amp;gt;Domu Kultury&amp;lt;&amp;lt;” (s. 8)

JA/ONI, V A  (27.12.1942)

„Uroczystość w Domu Kultury: dwa lata Resoru Krawieckiego i pokrewnych branży, głównie Dywanów. Wystawa Wydziału Statystycznego i Dywanów: powiedzieć coś na ten temat. Prezes pojawia się jak prezydent jakieś republiki. Przemówienia w jidysz, młoda dziewczyna mówi w iwrit, potem w jidysz. Kilka głosów w Loszen kodesz! Potem akademia, przemawia Prezes. Trwa to do wpół do drugiej w nocy. Prezent: trzy tłuste kiełbaski, 20 dkg chleba, cukierki i papierosy. Getto samo się wielbi, świętuje własną niewolę. Z drugiej strony niezwykła witalność, dowód żydowskiego talentu do rzemiosła i rzemiosła artystycznego.” (s. 16)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Poniedziałek, 13 stycznia 1941 r.
„Przed obiadem byłem u Lulka Waksa [Podrzeczna 9], który powiedział mi, że podanie złożone ostatnio ze szkoły[Franciszkańska 76/78] jest na dobrej drodze. Znajduje się podobno już u Wołkówny [Dworska 1]. Następnie powiedział mi, że siostra jego pracuje w Wydziale Personalnym [Plac Kościelny 4], który zostaje dziś przeniesiony do Sekretariatu Rumkowskiego na Dworską 1, gdzie siedzi Wołkówna i najprawdopodobniej podanie nasze poprze, podsuwając je Rumkowskiemu". (s. 31,32)

JA/ONI, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
„Wstałem rano i poszedłem na Kościelną 4, gdzie umówiłem się z Czaryckim. Po chwili przyszedł i wszedłem z nim do [siedziby] NIK Plac Kościelny 4] . Gdy udzielili mu pewnych informacji, poszliśmy na miasto. Pierwszą wizytę złożyliśmy w aptece nr 6. Praca nasza polegała na kontroli instalacji elektrycznych. Zaczynaliśmy od sprawdzania licznika, następnie obchodziliśmy wszystkie pokoje i [Czarycki] notował wszystkie punkty, a ja dyktowałem mu wielkość żarówki palącej się w danym punkcie. Tak chodziliśmy z apteki do Wydziału Meldunkowego [Plac Kościelny 4], [do siedziby Kolegium] Rabinackiego [Plac Kościelny 4], z [siedziby Kolegium] Rabinackiego do piekarni, sklepów chlebowych, do kąpieliska itd. Robotę skończyłem o godz. 2.15". (s. 77,78)

JA, II A
Czwartek, 10 kwietnia 1941 r.
„[W] dzisiejsze przedobiedzie, można powiedzieć, pracowałem samodzielnie. Gdy po pracy[Łagiewnicka 45] poszedłem do fryzjera, spotkałem ojca, który miał dla mnie nominację do Wydziału Zakupu [Plac Kościelny 4] w charakterze ewentualnego gońca. Zaraz tam poszedłem i kazali mi przyjść jutro o 8.30". (s. 79)

JA, II A
Piątek, 11 kwietnia 1941 r.
„O 8.15 poszedłem do pracy (Biuro Zakupu) [Plac Kościelny 4]. Przydzielili mnie do poczekalni, bym pilnował porządku. Po kilku godzinach siedzenia w korytarzu układałem kopiały do szafy, następnie, nudząc się, poprosiłem o jakąś pracę. […]Pracowałem dziś do 4 (bez obiadu)".
W niedzielę będę musiał przyjść na pół dnia, chociaż jest drugi dzień Wielkanocy. […] (s. 79)

JA, II A
Niedziela, 13 kwietnia 1941 r.
„Drugi dzień świąt, a ja musiałem po obiedzie iść do pracy [Plac Kościelny 4]. Z posady, którą dostałem, nie jestem zupełnie zadowolony, bo, można powiedzieć, plączę się między nogami". (s. 80)

JA, II A
Poniedziałek, 21 kwietnia 1941 r.
„Jak tylko przyszedłem [Plac Kościelny 4] , musiałem zejść do składu porządkować, tj. znosić i wnosić sztuki towaru itd., jednym słowem prócz funkcji gońca muszę, jako widzę, pełnić zadanie tragarza, co mi oczywiście nie odpowiada. Będę się teraz starać jak najprędzej na to odpowiednio reagować". (s. 81,82)

JA/ONI, II A
Wtorek, 22 kwietnia 1941 r.
„Wstałem dziś normalnie o 6.45. Pogoda była wredna jak nigdy. Gdy przyszedłem do składu [Plac Kościelny 4], słyszałem straszne krzyki. Po chwili okazało się, że kierownik składu bardzo się denerwuje, że towar jeszcze nie wysłany na Bałucki Rynek, a dzwonią oficerowie, że czekają już od 8 godz. z autem. Już nie kazali mi się rozebrać, tylko wziąć kilka sztuczek i iść na Bałucki Rynek. Jak kazali, tak musiałem zrobić, wziąłem towar i zaniosłem. Gdy przyszliśmy na Bałucki Rynek i oddaliśmy towar, wyskoczyli na nas Niemcy, dlaczego tak późno. Widząc takie zamieszanie, odłożyłem towar i poszedłem". (s. 82)

JA, II A
Sobota, 3 maja 1941 r.
„Miałem dziś dyżur w biurze [Plac Kościelny 4] od 11 do 1 godz., gdzie znalazłem miejsce do spokojnego czytania bo w domu jest to niemożliwe". (s. 85)

JA, II A
Czwartek, 6 maja 1941 r.
„Pracuję ostatnio jak koń [Plac Kościelny 4]. Od 7.30 do 19.30 z jedną godziną obiadową. Zajęty jestem przy zakupie towarów. Ludzi oddających towar jest strasznie dużo. Jestem już ostatnio, można powiedzieć, zadowolony, orientuję się już w całej procedurze, jaka odbywa się w naszym składzie.
Po pracy [Plac Kościelny 4] poszedłem do Arona [Zawiszy 2], gdzie odbywała się u niego zbiórka dziewcząt. Po zbiórce poszedłem na krótki spacerek z Franią". (s. 85,86]

JA, II A
Poniedziałek, 12 maja 1941 r.
„Praca u nas idzie normalnym trybem, ruch jest jeszcze u nas nadal olbrzymi. Pracuję cały czas u [Chaima Lajba ]Lipnowskiego [Plac Kościelny 4] przy zakupie towaru. Praca moja polega na wypisaniu kwitu klientowi i wpisaniu towaru do książki". (s. 86)

JA, II A
Sobota, 17 maja 1941 r.
„Pracowałem dziś normalnie jak co dzień. Porządkowaliśmy skład [Plac Kościelny 4]. Jeśli chodzi o nasz skład, to można powiedzieć, że jest przeklęty, ile się robi, to widzi się, że roboty jest więcej. […] Po obiedzie, tj. o 3 po południu, wróciłem do pracy [Plac Kościelny 4]. Jak słyszałem, dostaniemy ½ kg chleba, 10 dkg kiełbasy i miód za nadliczbowy dzień pracy". (s. 86)

JA, II A
Niedziela, 18 maja 1941 r.
„Po pracy [Plac Kościelny 4] wyszedłem z myślą, że spotkam Franię, lecz niestety, nie przyszła, może jej coś jest, a może ma lepsze urozmaicenia. Poszedłem do domu [Franciszkańska 38] bardzo zdehumorowany". (s. 87)

JA, II A
Poniedziałek, 26 maja 1941 r.
„Wielki ruch, jaki panował u nas w składzie [Plac Kościelny 4], zaczyna maleć. Rejestrowałem dzisiaj maszyny do szycia, które kupujemy od niedzieli". (s. 88)

JA, II A
Wtorek, 17 czerwca 1941 r.
„Po pierwsze muszę się usprawiedliwić, dlaczego tak rzadko ostatnio piszę. Usprawiedliwieniem moim jest jedynie to, że pracuję, i to dużo godzin dziennie. Praca moja w ostatnich dniach, można powiedzieć, nie zmieniła się. Dziś na przykład wróciłem [z pracy, Plac Kościelny 4] dopiero o godz. 8 z minutami, bo były komisje szacunkowe na towary wełniane i jedwabne". (s. 89,90)

JA/ONI, II A
Środa, 25 czerwca 1941 r.
„Przed kilkoma dniami wybuchła wojna niemiecko-rosyjska. Może ten etap będzie ostatnim etapem wojny. Na to konto atmosfera jest strasznie naprężona, ludzie fantazjują i budują zamki na lodzie, straszny zastój dał się zaobserwować u nas w Centralnym Biurze Zakupu [Plac Kościelny 4]. W ostatnich dniach wywożą ciągle towar. Przedwczoraj wywieźli dywany, wczoraj chustki, a dziś znowu szykują transport bielizny i innych rzeczy, składy u nas próżnieją, jednym słowem straszny chaos.
Muszę przerwać już pisanie, bo zbliża się godzina 3 po południu, a obowiązek pracy ponad wszystko". (s. 90)

JA, II A
Sobota, 12 lipca 1941 r.
„Od godziny 7.30 miałem dziś dyżur [w pracy, Plac Kościelny 4] do 10. W czasie dyżuru zjadłem sobie zupkę, następnie zabrałem się do pisania na maszynie". (s. 91)

JA, II A
Sobota, 26 lipca 1941 r.
„Po dyżurze [w pracy, Plac Kościelny 4], jaki miałem dziś, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 9]. Zastałem ją jedzącą obiad. Gdy zjadła, ubrała się i poszliśmy kupić bilety na koncert [Krawiecka 3] . Biletów jednak nie było, zmuszeni przeto byliśmy iść na zbiórkę, która miała odbyć się u Hanki [Łagiewnicka 9]. U Hanki [Łagiewnicka 9] byli już wszyscy, ale jak się później okazało, zbiórka została odłożona. Poszliśmy wiec całą grandą na Marysin. Rozłożyliśmy się tam, następnie graliśmy w siatkówkę i tak czas przeszedł". (s. 92)

JA, II A
Wtorek, 29 lipca 1941 r.
„Schodząc z Einkaufsstelle [Centrala Zakupów, Plac Kościelny 4], spotkałem jak zwykle Franię, z którą poszedłem". (s. 92,93)

JA, II A
Sobota, 2 sierpnia 1941 r.
„Miałem dziś dyżur od 7.30 do 12.30, ten 5-godzinny dyżur był zamianą za mandat 5 mk. W czasie pobytu w biurze [Plac Kościelny 4] przyjechało do nas olbrzymie auto towaru zakupione przez Warszawskiego". (s. 94)

JA, II A
Poniedziałek, 4 sierpnia 1941 r.
„Dziś, gdy przyszedłem z pracy [Plac Kościelny 4], zrobiłem próbną przejażdżkę na Marysin do Julka. Po drodze miałem jeden defekt, ale zaraz zreperowałem i dojechałem do domu". (s. 94)

JA, II B
Niedziela, 26 października 1941 r.
„Wczoraj miałem bardzo przykrą historię. W czasie dyżuru [Plac Kościelny 4] sobotniego Lipnowski kazał mi naciągnąć ścienny zegar, który stanął. Zegar ten wisi bardzo wysoko, wziąłem więc drabinę i wszedłem na nią. W czasie naciągania drabina się poślizgnęła [!] i ja spadłem. Oczywiście porządnie się potłukłem i leżę dziś w łóżku. […] Jeśli chodzi o mnie i o moją pracę [Plac Kościelny 4], to jestem z niej bardzo zadowolony. Praca moja polega na wypisywaniu kwitów do kasy. Siedzę przy zakupie i widzę, co nasi Żydzi przynoszą. Jeden przynosi ręcznik stary, drugi poszewkę, prześcieradło, koszulę, kołdrę i temu podobne. Ze stania tam można tylko się rozchorować, widząc te tragedie. Ale ja ostatnio jestem na te rzeczy tak zahartowany, że mnie już nic nie obchodzi". (s. 95,96)

JA/ONI, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
„Wychodząc ze szpitala [Łagiewnicka 36], spotkałem Ryśka Srokę, który powiedział mi, że wraca teraz z fabryki [Bałucki Rynek 6] i słyszał, jak Warszawski powiedział, że chce przyjąć absolwentów tegorocznych do fabryki, lecz bezpłatnie. Musiałem właśnie być dziś w [siedzibie] NIK [Plac Kościelny 4], a wychodząc z urzędu, spotkałem Warszawskiego, który powiedział mi, że chce przyjąć nas do fabryki, lecz bezpłatnie do przędzalni. Poszedłem zaraz zmobilizować wszystkich chłopców, by poinformować ich o nowej wiadomości. Gdy przyszedłem do [Dawida]Rozenberga, ten wiedział już o wszystkim i powiedział mi, że była już delegacja u Warszawskiego [Łagiewnicka 45] i [Julek]Waks ma już karteczkę od niego do fabryki dla ośmiu chłopców. Radość moja nie miała granic, to, że jest bezpłatnie, to mi wcale nie smakuje, ale mam nadzieję, że po czasie zapłatę dostaniemy." (s. 49,50)

JA/ONI, II A
Niedziela, 2 marca 1941 r.
„Po śniadaniu poszedłem do Warszawskiego [Łagiewnicka 45] dowiedzieć się, kiedy przyjść do fabryki. Jak się okazało, Rumkowski jest w [siedzibie] NIK [Plac Kościelny 4] i Warszawski tam poszedł. Musiałem więc pójść po obiedzie do niego. Dowiedziałem się, że Rumkowski za kilka dni ogłosi w ulicy [!], by rejestrowali się wszyscy absolwenci, wtenczas rejestrować się mamy w Wydziale Szkolnym i najprawdopodobniej będziemy stali na pierwszym miejscu". (s. 61)

JA/ONI, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
„Wstałem rano i poszedłem na Kościelną 4, gdzie umówiłem się z Czaryckim. Po chwili przyszedł i wszedłem z nim do [siedziby] NIK [Plac Kościelny 4] . Gdy udzielili mu pewnych informacji, poszliśmy na miasto". (s. 77,78)

JA/ONI, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
„O godz. 5.30 poszedłem z Franią na zbiórkę do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, bo Aron nie przyszedł. Jak słyszałem, dostał okresowe zajęcie na poczcie [Plac Kościelny 4/6] przy roznoszeniu chanykoge. Z powodu dość wczesnej godziny poszliśmy na spacer. Dochodząc do zbiegu ulicy Dworskiej i Bałuckiego Rynku, widać było [!] jakiś nienaturalny ruch. Zbliżywszy się bliżej [!], dowiedziałem się, że wysyłają dziś partię Żydów w liczbie 500 na robotę do Niemiec". (s. 28,29)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 3 lutego 1941 r.
„Dowiedziałem się, że wszystkie listy wychodzące z getta są cenzurowane przez pocztę żydowską [Plac Kościelny 4/6], a listy, w których jest jakaś wzmianka o stanie getta lub prośba o przysłanie paczki żywnościowej lub pieniędzy, zostają niszczone. A to z powodu tego, że Rumkowski nie chce, by świat wiedział, jak źle jest Żydom w getcie w Litzmannstadt". (s. 43,44)

JA/ONI, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
„Wstałem rano i poszedłem na Kościelną 4, gdzie umówiłem się z Czaryckim. Po chwili przyszedł i wszedłem z nim do [siedziby] NIK [Plac Kościelny 4] . Gdy udzielili mu pewnych informacji, poszliśmy na miasto. Pierwszą wizytę złożyliśmy w aptece nr 6. Praca nasza polegała na kontroli instalacji elektrycznych. Zaczynaliśmy od sprawdzania licznika, następnie obchodziliśmy wszystkie pokoje i [Czarycki] notował wszystkie punkty, a ja dyktowałem mu wielkość żarówki palącej się w danym punkcie. Tak chodziliśmy z apteki do Wydziału Meldunkowego [Plac Kościelny 4], [do siedziby Kolegium] Rabinackiego [Plac Kościelny 4], z [siedziby Kolegium] Rabinackiego do piekarni, sklepów chlebowych, do kąpieliska itd. Robotę skończyłem o godz. 2.15". (s. 77,78)

JA, II A
Czwartek, 22 maja 1941 r.
„Zupa na poczcie [Plac Kościelny 4/6], była dziś świetna. Po zjedzeniu jej poszedłem do Franka [Dworska 1], lecz mnie nie przyjął, będę musiał jutro przyjść między 10 a 11 godz". (s. 87)

JA, II A
Sobota, 5 lipca 1941 r.
„Wyszliśmy, ona po lekarstwo, a ja na pocztę [Plac Kościelny 4/6] po zupkę. Po załatwieniu obu tych spraw Frania poszła na obiad, a ja w gości do Szattanów [Wawelska 8] i Wolhendlerów [Wawelska 8]. Przed pożegnaniem umówiliśmy się za godzinkę spotkać i iść na Marysin [Okopowa 138]. Plan nasz trochę się pokręcił, bo zasiedziałem się w gronie krewnych, gdzie czas mi mile upłynął. W drodze do domu spotkałem Franię. Spacerowaliśmy jeszcze trochę. Widziałem jednak, że chodzi z „wielkim nosem”, bo nie przyszedłem do niej". (s. 90,91)

JA, II A
Sobota, 23 sierpnia 1941 r.
„Po obiedzie zaś, który składał się z czulentu (kapusta z wodą), poszedłem do pocztowej kuchni [Plac Kościelny 4/6]". (s. 95)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)

„Na bramie przy placu Kościelnym 4, gdzie mieści się Biuro Meldunkowe, wywieszono zawiadomienie, że Komisja Przewarstwowienia136 rozpoczyna rejestrację do pracy dzieci nie tylko, jak to było dotąd, dziesięcioletnich, ale i dziewięcioletnich. Zaraz też otoczyli biuro rodzice dzieci, którzy chcieli otrzymać zaświadczenie, że ich pociechy są szczęśliwie w takim wieku, by uzyskać Prezesowski „paszport spokoju” – kartę pracy. Ludzie drżą o los dzieci: „Uda się je jeszcze zarejestrować? Nie jest za późno?”. Wszyscy boją się tego, że nie zdążą i...
To, czego się bano, stało się faktem. Z ust do ust przechodzi rzeczowa i pewna wieść: dzieci i starcy będą wysłani. Dzieci do dziesiątego roku i starcy od sześć- dziesiątego piątego. To już nie plotka, to fakt, będący rezultatem wczorajszej konferencji na Bałuckim Rynku, na którą wezwano Prezesa. Wysłane zostaną dzieci i starcy. Wysyłka obejmie około 20 000 ludzi.
I tak oto zaczęło się wrześniowe wysiedlenie 1942 roku”. (s. 139)

ONI, IV (3.09.1942)

„Komisja Wysiedleńcza się już ukonstytuowała. Znaleźli się więc w getcie ludzie, którzy, zmuszeni lub z własnej woli, przyjęli na siebie obowiązki członków Wielkiego Sanhedrynu [rada w starożytności] wydającego ostateczne wyroki – powstała komisja złożona z panów: [Stanisław] Jakobsona, [Zygmunt] Blemera, [Leon] Rozenblata, [Henryk] Neftalina i [Lewi] Grinberga, którzy poprowadzą wysiedlenie 20 000 dzieci i starców. To oni będą musieli wycinać kawały żywego ciała, ćwiartować żydowskie rodziny.
Oczywiście dostali polecenie objęcia tych stanowisk, najpewniej od Prezesa. Oczywiście, musi powstać instytucja, która zajmie się i ćwiartowaniem żydowskiej rodziny”. (s.143)

ONI, IV (3.09.1942)
„Komisja pracuje przy placu Kościelnym 4 w Wydziale Ewidencji. Jest to punkt, na którym skupia się teraz spojrzenie wszystkich. Tam idzie się, by wypłakać ocalenie najbliższych”. (s. 143)

ONI, IV (5.09.1942)
„Dziwny ten dzisiejszy szabas. Nigdzie się nie pracuje. Resorty i urzędy jak zastygłe. Jedynie w Wydziale Ewidencji robota wre. Do tej niepotrzebnej i zgoła szalonej pracy przepisywania ksiąg ewidencyjnych ludności na osobne kartki zabrali się nie tylko urzędnicy z Wydziału Ewidencji, ale też tacy, których zmobilizowano z innych biur”. (s. 160)
Jakub Poznański
JA/ONI, II

Lipiec 1940 (zapis 4 I 1943)
„W pierwszych dniach VII Prezes zakomunikował mi, że ma zamiar sprowadzić do getta kozy. Do gabinetu Prezesa przy placu Kościelnym 4, udałem się w towarzystwie [Emila] Bluma. Mieliśmy rozstrzygnąć kwestię, czy kozy umieścić w zabudowaniach gminnych, czy też rozdać je ludności.
Bez długich namysłów odpowiedziałem, że kozy należy bezwzględnie rozdać ludności, przy czym pierwszeństwo przysługuje, moim zdaniem, osobom chorym i obarczonym dużymi rodzinami. […]
Jakieś było moje zdziwienie, gdy już następnego dnia otrzymałem z Bałuckiego Rynku lakoniczny telefon, iż pierwszy transport kóz właśnie nadszedł i należy go odebrać. Przejąłem je w obecności weterynarza miejskiego, dr. Klawego.
Prezes zadał mi pytanie, gdzie zamierzam umieścić ten nowy nabytek, gdyż zdecydował się na koncepcję stajenną. Nie starałem się nawet przekonywać go o niesłuszności tej decyzji. Wiedziałem, że rozkaz padł i musi być wykonany. Wyznaczyłem więc na ten cel stajenkę".
(s. 30-31)

ONI, VA
26 VII 1943

„[P]isze się i oficjalną kronikę, jeszcze nie wspomniałem. Jest cały dział, w Wydziałach Ewidencji, noszący szczytny tytuł Archiwum, gdzie zbierają wszelkie wiadomości i dane, gdzie układają historię getta. Zajrzeć do tych akt nie ma człowiek szary sposobności, czasem udaje mi się ten lub inny fragment przejrzeć, ale dosłownie przejrzeć. Nic prócz hymnów na cześć Prezesa i niektórych danych statystycznych tam nie ma".
(s. 90)

JA/ONI, VI B
9 VIII 1944
„Żona i córka poszły dziś rano do wydziału żony, a ja do swego resortu. Do naszego resortu nasi miejscowi dygnitarze sprowadzili swoje rodziny z bebechami. […] Godzina 10 rano. Słychać z bliska karabinowe strzały, najprzód jeden, potem drugi, trzeci, czwarty i coraz częściej. Dowiadujemy się, że rozpoczęła się akcja na nowo i objęty jest akcją blok, w którym mieści się nasz resort papierniczy, gdzie też w danej chwili się znajdowałem. Żona i córka były już o tej porze w wydziale żony (ewidencja) na pl. Kościelnym 4. Będąc na III piętrze resortu mogłem dobrze obserwować akcję w sąsiednim domu. Blok, który objęty był akcją, był ograniczony: parzysta strona Żydowskiej, parzysta Franciszkańskiej, nieparzysta Brzezińskiej i parzysta Kościelnej. W skład bloku wchodzi i budynek i ogrody Kripo, nasz resort, jak podałem wyżej, i jeszcze parę innych resortów. Trzeba oddać sprawiedliwość energii i działalności kierownika Z.[ysza] Ejbuszyca, który potrafił tak sprawę postawić, że do resortu nie wchodzono, gdyż zameldował, że są ludzie i pracują. Wprawdzie tylko żydowskie władze chciały wejść. Choć na ulicy stał [Erich] Czarnulla, a opodal [Hans] Biebow. Akcja odbywa się w ten sposób, że niemiecka policja (mówią, że miejska straż ogniowa) oczepia przeznaczony do ewakuacji blok, dając na postrach kilka lub kilkanaście strzałów. Idąca w ślad za nią żydowska policja wraz z żydowską strażą ogniową i kominiarzami wchodzi i krzyczy, by wszyscy zeszli na dół. Po paru minutach wlatują do poszczególnych mieszkań i sprawdzają, czy nie ma kogo. I oczywiście to zależy od poszczególnego policjanta względnie strażaka. Zamknięte mieszkania rzadko otwierają, ale jest dużo wypadków, gdzie wyłamywano drzwi, jest też dużo wypadków, że policjant, słysząc kogoś za drzwiami, udawał, że nikogo nie ma".
(s. 195)

JA/ONI, VII
24 XI 1944
„Urządziliśmy się" już jako tako w obozie. Ja pracuję na Łagiewnickiej 63 przy oczyszczaniu puchu i pierza, a żona z córką w resorcie papierniczym.
Dziś przywieziono do nas na dwóch ciężarówkach futra i walizy, których zawartości nie mieliśmy jeszcze okazji sprawdzić. Rzeczy te były kiedyś własnością Żydów niemieckich, wysiedlonych w 1942 roku do Koła. Obóz ten został niedawno zlikwidowany.
Od kilku dni sporządzają listy ewidencyjne. Podobno na rozkaz Kripo. Spis jest tym razem uproszczony. Zawiera - oprócz imienia i nazwiska - tylko jedną rubrykę: wiek.
Przed trzema dniami spalono w Biurze Ewidencji rejestry narodzin i zgonów. Część ich uratowaliśmy, przedsięwziąwszy z żoną bardzo niebezpieczną nocną wyprawę do Biura przy placu Kościelnym 4".</document>
<document nplp_id="12431" title="PLAC REYMONTA (poza gettem)" slug="plac-reymonta-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

16 września 1939 r.: „Rabowanie sklepów trwa. Wyciągają wszystko, co mogą. U Epsztajnów na placu Reymonta zrabowali cały magazyn jubilersko-zegarmistrzowski. Biedni Epsztajnowie ledwo uszli z życiem.” (s. 66)

I B,   JA/ONI

28 października 1939 r.: „Potem mamy pójść do bogatych Żydów na plac Reymonta. Marka też wzięli z mieszkania, a matce oficer „dowcipnie” zagroził, że już nigdy nie wróci. Przed sklepem czekamy sami. Po drodze widzi nas kolega Marka, Jakubowicz, ale się nie zatrzymujemy, a on ujrzawszy oficerów – wieje. Oficerowie wyłażą wreszcie ze sklepu z dwiema małymi paczkami. Dają je nam, byśmy nie byli bezrobotni. Oglądamy się i widzimy, że do naszych oficerów przyłączyło się dwóch innych. Pomoc w walce z Żydami, a raczej z mieniem żydowskim. Obchodzimy na placu Reymonta dwa domy, „wyławia się” maszynę do pisania, u szefa mego ojca – odbiornik radiowy, u jednego lekarza olbrzymi kosz różnych rzeczy. Muszę wziąć ten kosz, który jest szalenie ciężki. Uginam się, potykam i czuję, że daleko nie zajdę.” (s. 87)

I B,   ONI
9 grudnia 1939 r.: „Dowiedzieliśmy się dzisiaj o olbrzymim biciu Żydów wczoraj na placu Reymonta. Na Nowozarzewskiej kopano nawet trzyletnie dzieci.” (s. 106)

</document>
<document nplp_id="12433" title="SANOCKA   (poza gettem)" slug="sanocka-poza-gettem">


&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

3 września 1939 r.: „O wpół do pierwszej w nocy alarm. Przeklinam, ile wlezie. Na ulicy [Sanockiej] zimno, ciemno, paskudnie. W schronie chcemy się trochę rozweselić, a tu walą baby jak zawsze z piskiem, że to nie żart, że to wojna. Wynosimy się na ulicę. Lepsze bomby, zimno niż stare baby! O tym należy zawsze pamiętać. Niech żyje moc, precz z histerią!

Wtem przylatują ludzie z Pabianickiej szosy z krzykiem. Co to za światła u was widać, kto to sygnalizuje z wieży [przy ul. Dygasińskiego 6]! Okazało się, że to już trzeci raz widać wyraźne sygnały z piątego piętra wieży (znajduje się tam rezerwuar). Idziemy na Pabianicką i rzeczywiście widać jasne sygnały. Kilka osób wchodzi na górę i nic nie znajduje. Światło znika. Alarm przechodzi spokojnie, kładziemy się spać.” (s. 56)

I A,   JA/ONI

3 września 1939 r.: „Po obiedzie alarm. Był to pierwszy duży nalot na Łódź. Dwanaście samolotów w trójkątach po trzy jednostki przedarły się przez linie obronne i rozpoczęły bombardowanie miasta. Staliśmy przed wejściem na teren bloków [od ul. Sanockiej] i pomimo grożącego niebezpieczeństwa obserwowaliśmy walkę. Dookoła samolotów wykwitały obłoczki dymu pochodzące od strzałów naszej artylerii przeciwlotniczej. Eskadra wymigała się i wtem widzimy obłoczki dymu, zapewne gdzieś w centrum miasta. Bomby zapalające! Wkrótce dym wydobywa się także z innych miejsc. Nagle widzimy, jak samoloty kierują się w naszą stronę. Z przerażeniem poskramianym przez ciekawość chowamy się do klatki [ul. Sanocka 22] i znów wyłazimy, powtarzając tę procedurę z dwadzieścia razy w przeciągu pięciu minut. Trzy samoloty przejeżdżają nad nami, zda się już, już zostaniemy zbombardowani, ale nie – oddychamy z ulgą. Druga trójka przejeżdża i też zostawia nas w spokoju. Inne samoloty znikają. Niebezpieczeństwo przynajmniej chwilowo minęło. Oświadczamy to w schronie przerażonym, zapłakanym i zdenerwowanym kobietom, z których jedne trzymają na rękach małe dzieci. Widok zaiste przejmujący.” (s. 56-57)

I B,   JA/ONI

4 października 1939 r.: „Wieczorem dowiedzieliśmy się, że jeden z Niemców mieszkających na naszej ulicy ma „oko” na Żydów z bloków ZUS i „pilnuje” ich. To rozstroiło już całkiem moich biednych, zdenerwowanych rodziców.” (s. 77)</document>
<document nplp_id="12435" title="SANOCKA 22 &amp;#8211; WÓLCZAŃSKA &amp;#8211; PIRAMOWICZA 6  (poza gettem)   [TRASA]" slug="sanocka-22-wolczanska-piramowicza-6-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

4 października 1939 r.: „Nie uniknąłem i ja smutnego losu mych współrodaków łapanych do pracy. Nieszczęście chciało, że dałem się namówić przez starszych ludzi na chodzenie do szkoły przez Wólczańską, która jest kapkę bliżej. Idę wczoraj, same prawie swastyki na wszystkich domach tej ulicy, pełno aut niemieckich, moc żołnierzy i Niemców łódzkich ze swastykami. Wymigałem się jakoś, i dzisiaj, ośmielony poszedłem tą samą drogą.” (s. 76)

I B,   JA/ONI

4 października 1939 r.: „Wróciłem [ze szkoły – A.S.] drogą przez Kilińskiego, a w domu znajdując przestrach matki na wieść o mej robocie. Ojciec zrezygnował już z bliższej drogi przez Wólczańską.” (s. 77)</document>
<document nplp_id="12437" title="SANOCKA 22 – DYGASIŃSKIEGO 10 (poza gettem) [TRASA]" slug="sanocka-22-dygasinskiego-10-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

23 września 1939 r.: „Wieczorem po kolacji poszedłem sobie na radio [do Grodzieńskich na Dygasińskiego 10]. […] Widzimy, jak wspaniale trzyma się Warszawa. Wrócił Józik Wolman, który tam był.” (s. 70-71)

25 września 1939 r.: „Ze szkoły wracam po piątej, robię część albo wszystkie lekcje i idę na dziennik wieczorny po polsku z Londynu do Grodzeńskich [ul. Dygasińskiego 10]. Staje się to już, zdaje się, moim codziennym zwyczajem. Zawsze po dzienniku gada się i kończy ze wzdychaniem. Wojna nie układa się zbyt różowo.” (s. 71-72)
</document>
<document nplp_id="12439" title="SANOCKA 22 &amp;#8211; POŁUDNIOWA 28   [TRASA]" slug="sanocka-22-poludniowa-28-trasa">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

7 grudnia 1939 r.: „Poszedłem dziś do szkoły o oznaczonej godzinie. Nauki dziś nie było, ale zapisywano przybywających. Są tam dość ładne pokoje, ale niewygodne do użytku szkolnego.” (s. 105)

19 grudnia 1939 r.: „Byłem dziś w mieście. Na ulicach pełno żołnierzy wyjeżdżających na święta do domów. Gdy przyszedłem, szkoła była zamknięta, wstąpiłem więc do kolegi mieszkającego na tym samym podwórzu. U niego dowiedziałem się, że już w środę, pierwszy dzień mojej nieobecności i pierwszy dzień popłochu w mieście, szkoła była pokręcona.

Moc nauczycieli aresztowano, dużo uciekło, tak samo dużo uczniów uciekło. Połączono kilka starszych klas i wreszcie puszczono wszystkich do domów, dając świadectwo, że byli uczniami tej i tej klasy do tego i tego dnia. Drugi kolega, u którego byłem, też nie był w szkole. Wszyscy w mieście są spakowani. Wróciłem do domu skwaszony i ciągle niewiedzący, co robić.” (s. 110)</document>
<document nplp_id="12441" title="SIERADZ – ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="sieradz-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
ONI, III B  (27 sierpnia 1942)

„Przysyłanie Żydów z okolicznych miasteczek trwa w dalszym ciągu (Sieradz, Zduńska Wola). Opowiadają okropne historie o mordowaniu całych tysięcy Żydów i przewożeniu do getta tylko nielicznych resztek. Nic im nie wolno zabierać, a starców, dzieci i chorych to w ogóle nie ma. Ostatnio zabija się już nawet bez rozróżniania na zdolnych i niezdolnych do pracy. Jedli dobrze, jak bydło tuczone na rzeź. Mamy teraz przez nich moc roboty, bo wszystkich kieruje się do Arbeitseinsatzu [Lutomierska 11] po przydział pracy. Ledwie mogę się przecisnąć, gdy idę do pracy.” (s. 312)
Heniek Fogiel
ONI, III B (20.05.1942)
„Dziś nadeszła partia z Sieradza, 2 tys. osób. Jak mówią, stąd mają dalej wysyłać, tu ma być obóz przejściowy. Jak mówią! mają wyjąć dzieci do 10 lat i wysłać.” (s. 58)
ONI, III B (28.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Zduńskiej Woli, Sieradza i spod Kalisza! Bez pakunków, bez wszystkiego, matka osobno, dzieci i rodzina osobno. Jeden nie wie, gdzie się podziewa drugi! Część przyjechała w zamkniętych wagonach towarowych, gdzie trzy dni wcale nie otwierano, bez jedzenia. Gdy otwarto wagony, kilkadziesiąt osób było martwych z uduszenia, reszta była rozebrana do naga, kobiety i mężczyźni razem, tak piekła ich gorączka, zaznaczę przy sposobności, że całe lato było zimne, ale za to sierpień jest piękny, same upały.” (s. 100)</document>
<document nplp_id="12443" title="SPACEROWA" slug="spacerowa-2">


&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

19 kwietnia 1942 r.: „Wylepiono ogromne ogłoszenia o rozpoczynającym się od jutra badaniu przez komisje lekarskie wszystkich niepracujących mieszkańców getta od dziesięciu lat wzwyż. Na razie idzie nasza strona getta w czterech dniach. Nasza ulica [Spacerowa] w środę. Zwolnieni od badania są pracujący, mający kartki z Arbeitseinsatzu na pracę i Niemcy i Czesi. Za niestawienie kara. Chorych sprowadzą sanitariusze.” (s. 231-232)

IV,   JA

5 września 1942 r.: „Moja przenajświętsza, ukochana, wymęczona, błogosławiona, rodzona Matka padła ofiarą krwiożerczej bestii germańskiego hitleryzmu!!! I zupełnie niewinnie, z winy jedynie złego serca dwóch czesko-żydowskich lekarzy, którzy byli u nas i nas badali. Od rana było już dzisiaj niespokojnie na mieście, bo rozeszła się lotem błyskawicy wiadomość, że w nocy brali dzieci i starców, których wsadzano do pustych szpitali, skąd w poniedziałek mają zostać wysiedleni (po 3000 osób dziennie!). Po drugiej, gdy byliśmy już po ugotowanej naprędce obiadowej zupie, zajechały na naszą ulicę [Spacerową] wozy i rolwagi z komisjami lekarskimi, policjantami, strażakami, pielęgniarkami, które rozpoczęły brankę. Zamknięto dom naprzeciwko nas (Spacerowa 8), skąd po półtorej godzinie wydostano troje dzieci. Krzyki, wyczyny, walki i płacze matek oraz całej asystującej ulicy były nie do opisania. Rodzice zabieranych dzieci formalnie szalały [!].” (s. 318-319)

IV,   JA

6 września 1942 r.: „Na naszej ulicy [Spacerowej], która jest tuż przy szpitalu, cały dzień lament z przeciągających żałobnych wozów i pieszych konduktów ofiar.” (s. 323)</document>
<document nplp_id="12445" title="WÓLCZAŃSKA/ANDRZEJA,  róg ulic (poza gettem)" slug="wolczanska-andrzeja-rog-ulic-poza-gettem">


&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

4 października 1939 r.: „Nie uniknąłem i ja smutnego losu mych współrodaków łapanych do pracy. Nieszczęście chciało, że dałem się namówić przez starszych ludzi na chodzenie do szkoły przez Wólczańską, która jest kapkę bliżej. Idę wczoraj, same prawie swastyki na wszystkich domach tej ulicy, pełno aut niemieckich, moc żołnierzy i Niemców łódzkich ze swastykami. Wymigałem się jakoś, i dzisiaj, ośmielony poszedłem tą samą drogą. Przy Andrzeja mniej więcej podbiega do mnie jakiś uczeń niemieckiego gimnazjum z porządną lagą w ręku i ryczy: „Kom arbeiten. In die Schule darfst du nicht gehen!”. Nie oponowałem, albowiem wiedziałem, że mi tu żadna legitymacja nie pomoże. Zaprowadził mnie na jakiś plac, gdzie pracowało już kilkunastu Żydów, zajętych zbieraniem liści z ziemi.” (s. 76-77)
</document>
<document nplp_id="12446" title="ZGIERSKA 96  (Sonderabteilung)" slug="zgierska-96-sonderabteilung">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
V A,   JA

30 marca 1943 r.: „Dzisiejszy dzień spędziłem na solidnej lataninie po mieście, przez co wieczorem ledwo się mogłem ruszać. O dziesiątej poszedłem do [Reginy] Wołkówny [Dworska 1], lecz dostałem się do niej dopiero po dwunastej. Pamiętała o telefonie Mońka Wolfowicza i przyrzekła załatwić nam sprawę butów i odzieży. Nadzia będzie też otrzymywała 30 RM miesięcznie jako dopłatę do swoich 5 RM tygodniowo które zarabia, pracując 5 godzin dziennie jako młodociana. Moje podanie o Heim Wołkówna przyjęła, ale oświadczyła, że wątpi, czy coś z tego będzie. Po wyjściu od niej spotkałem szczęśliwym trafem Mońka Wolfowicza, do którego właśnie chciałem się udać. Powiedział mi on, że w zeszłym tygodniu dzwonił do Wołkówny, która mnie kazała wywołać, ale było to już po tym, jak poszedłem do domu. Następnie oświadczył mi, że mówił wczoraj w mojej sprawie z jakimś referentem z Sonderabteilung, starym znajomym moich wujków z Palestyny, który przyrzekł się postarać o wtrynienie mnie do policji Sonderabteilung. Aż mi się dusza uśmiechnęła na samą myśl. Wszak to umożliwiłoby mi pozbycie się zadatków chorób i ciągłego głodu. Moniek kazał mi zgłosić się do owego pana Bursztyna z „Sonder” i przyrzekł ponowną interwencję u Wołkówny w sprawie mojego urlopu w Heimie. Nie chcąc sprawy odwlekać, poszedłem o trzeciej do „Sonder” [Zgierska 96], lecz owego Bursztyna nie było. Wstąpiłem więc do [Józka] Wolmana, [Berka Joselewicza 14] który pisze teraz teksty do kilku rewii w rozmaitych resortach, a o czwartej poszedłem ponownie do „Sonder”. Pokazałem Bursztynowi moje świadectwo małomaturalne i ostatnie świadectwo z gimnazjum (miałem je przy sobie, bo pokazałem je także Wołkównie). Wywarły nań widocznie wrażenie, bo kazał mi napisać ofertę i przynieść ją jutro z rana. Może coś się da zrobić. Poszedłem pełen nadziei do domu i długo nie mogłem zasnąć. Przyjęcie do „Sonder” to prawie jedyna szansa na uratowanie zdrowia! Oby tylko się udało!” (s. 380)

31 marca 1943 r.: „Oddałem dziś z rana Bursztynowi moją ofertę [w siedzibie Oddziału Specjalnego – Zgierska 96 – A.S.]. Kazał mi pójść do domu i czekać na rezultat. Może coś z tego będzie. Na razie rozwaliły mi się całe trepy, a z powodu rany na nodze nie mogę włożyć mych ciasnych „sztybletów”, przez co mam pełno wody w butach (w trepach). Padają bowiem od kilku dni solidne deszcze.” (s. 380)
Jakub Poznański
ONI, V A
Oni
22 VIII 1943
„Któregoś dnia w tygodniu [Hans] Biebow był w aptece Sonderabteilung […] i zamknął ją, twierdząć, że jest instytucją zbyteczną. Zdaje się, że miał rację, przynajmniej funkcjonowanie jej w formie, gdzie tylko silnie protegowany mógł coś dostać, a śmiertelnik zwyczajny nie tylko, że mógł umrzeć, ale nawet przyjść z tamtego świata na urlop z powrotem, nim się doczekał czegoś od nich, w takiej formie rzeczywiście jest to instytucja zbyteczna".
(s. 99)</document>
<document nplp_id="12449" title="ZGIERSKA 39   (mieszkanie Aleksego Engla)" slug="zgierska-39-mieszkanie-aleksego-engla">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   JA/ONI

18 kwietnia 1942 r.: „Próbowałem dziś trochę się przejść do różnych kolegów, ale nagle tak się zmęczyłem, że odechciało mi się już na długi czas wszelkich wędrówek. Byłem u [Aleksego] Engla [Zgierska 39], który ma wyjechać do Warszawy. (Ostatnio wyjechało kilkaset osób do Warszawy autobusem, prawie, a podobno nawet zupełnie, legalnie). Słyszałem jednak potem, że już nikt nie wyjedzie, bo coś tam się zepsuło. W każdym razie zaniosę mu adres Lolka Łęczyckiego. Niech doń zajrzy i z nim pogada. Byłem też u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Czytał mi ustęp swego ostatniego poematu o Hitlerze. Bardzo mocna i ładna rzecz. Sam Wolman jest prawie załamany głodem i ostatnio nie pisze. Miał dziś w resorcie dwie pogadanki dla młodzieży, ale wyczerpały go one okropnie. Czuję się pod pewnym względem mniej osamotniony i przybity. Więc nie jestem jedynym, którego głód zabija duchowo (fizycznie zabija wszystkich).” (s. 231)

III A,   JA

19 kwietnia 1942 r.: „Zaniosłem dziś [Aleksemu] Englowi [Zgierska 39] adresy z Warszawy. Może doprawdy wyjedzie, więc niech tam o mnie coś wiedzą.” (s. 233)
</document>
<document nplp_id="12451" title="ZGIERSKA 10   (mieszkanie Podlaskich)" slug="zgierska-10-mieszkanie-podlaskich">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

5 października 1941 r.: „Byłem dziś u Ryśka [Podlaskiego] [Zgierska 10] i mówiłem z nim w sprawie szopu. Powiedział mi, że lista uczniów już została oddana do Wydziału Szkolnego, ale spyta się ojca, co może jeszcze zrobić.” (s. 207)

III A,   JA

19 kwietnia 1942 r.: „Wylepiono ogromne ogłoszenia o rozpoczynającym się od jutra badaniu przez komisje lekarskie wszystkich niepracujących mieszkańców getta od dziesięciu lat wzwyż. […] Gdy przyszedłem do domu [Spacerowa 5/7], spotkała mnie z płaczem mama, która jedyna w naszej rodzinie jest teraz narażona. […] Poszedłem wieczorem do [Ryśka] Podlaskiego [Zgierska 10], który dzisiaj był niezdrów, nie przyszedł do resortu. Jakoś wydostałem od niego przyrzeczenie, że postara się coś jutro zrobić. Może uda się jednak matkę do maszyn posadzić. Rozchodzą się najrozmaitsze plotki. Mówią, że zdrowych się wyśle na roboty, a chorych albo też wyśle, albo zostawi, albo wystrzela. Wszystko jest możliwe. Tymczasem wszyscy prawie znajomi „jakoś” sobie swoje rodzinne niebezpieczeństwo załagodzili. Nie mogę się już jutra doczekać, aby wiedzieć, co z mamą.” (s. 231-232)

V A,   JA

24 marca 1943 r.: „Lolek Milgrom zawiadomił mnie dziś, że [Józef] Podlaski zgodził się dawać mi za lekcje zupy. Poszedłem tam wieczorem [Zgierska 10] i przyjąłem lekcje u jego syna i córki (na zmianę co dzień). Za każdym przyjściem będę miał talerz zupy. Przy okazji byłem świadkiem kolacji, jakiej nie jadałem przed wojną.” (s. 376)

26 marca 1943 r.: „Poszedłem dzisiaj po pracy na lekcje do Podlaskich [Zgierska 10]. Dostałem taką marną zupę, że jeżeli tak dalej pójdzie, to zrezygnuję z tej całej afery. […] (s. 378)

27 marca 1943 r.: „Byłem dziś na drugiej lekcji u Podlaskich [Zgierska 10]. Zupa nie o wiele lepsza niż wczoraj, a oni żrą pierniki, galery [!] i kotlety.” (s. 378)
</document>
<document nplp_id="12453" title="WŁOCŁAWEK &amp;#8211; ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="wloclawek-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   ONI

24 września 1941 r.: „Wiadomo już, o co chodzi. Mają w tych dniach przysłać do getta kilkanaście tysięcy Żydów z okolicznych miasteczek, a właściwie to tylko Żydówki z dziećmi, bo większość mężczyzn wysłano na roboty. Pierwsza partia ma przybyć z Włocławka. Podobno zarządzono ostre pogotowie lekarskie, bo oczekuje się wśród wysiedleńców ofiar rozmaitych pogromów po drodze.” (s. 201)

II A,   JA/ONI

27 września 1941 r.: „Gdy szedłem dziś do szkoły na obiad (będziemy zupy nadal dostawali), widziałem kilka partii kobiet z Włocławka, które prowadzono do kąpieli. Lepiej wyglądają od naszych kobiet mimo obdarcia i biedy. Podobno nasze zupy nie wszystkim smakowały, a koniny wielu nie tknęło. Za dobrze ich przyzwyczajono! A wypadki ostatnich dni też chyba zbyt dużo ich nie nauczyły. W każdym razie los ich nie jest godny pozazdroszczenia. Przyszli tu dosłownie bez niczego.” (s. 202)</document>
<document nplp_id="12455" title="WIEDEŃ &amp;#8211; ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="wieden-lodz-trasa">

Dawid Sierakowiak
JA, II A

14 października 1941 r.: „Jutro ma przybyć pierwsza partia wysiedleńców z Wiednia. Podobno sami chrześcijanie i hitlerowcy, którym udowodniono babki Żydówki. Jeszcze tu w getcie związek antysemicki założą.”

15 października 1941 r.: „Jeszcze dzisiaj jesteśmy w Marysinie. Wiedeńczycy przyjadą dopiero jutro. Latam całymi dniami po różnych znajomościach i protekcjach, aby gdzieś dostać robotę, ale na razie na próżno. Znów zaczynam wpadać w zeszłoroczny nastrój. Z jednej strony niecierpliwi mnie obawa przed wysłaniem do Niemiec, z drugiej obawa przed niemożliwością zdobycia pracy, gdy przyjadą Niemcy. Mógłbym już zacząć pracować w szopie stolarskim, ale mam tam trudności, gdyż żądają ankiety z Wydziału Szkolnego, której już teraz nie można otrzymać. W szopie u [Józefa] Podlaskiego też jeszcze na razie nie można zacząć.” (s. 211)

ONI, II A

16 października 1941 r.: „Po południu przybyła na Marysin [Stacja Radegast] pierwsza partia wysiedleńców z Wiednia. Przywieźli wagon chleba i doskonałe walizy. Ubrani wspaniale. Niektórzy mają synów na froncie. Są pastorzy i lekarze. Jest ich tysiące. Codziennie ma przyjeżdżać taka sama ilość aż do dwudziestu tysięcy. Zakasują nas chyba z kretesem.” (s. 211-212)

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA/ONI II B

„Leo był komendantem pokoju, potem porządkowym w wagonie. Jechaliśmy w wagonie lekarskim, gdzie Leo miał służbę. Podróż była dobra. Mieliśmy od Gminy jedzenie, wszystko [było] dobre. Przyjazd na miejsce [był] zły. Droga ciężka, ciemno. Godzina. Dziecka nie zabrano na wóz.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="12457" title="WARSZAWA – ŁÓDŹ   [TRASA]" slug="warszawa-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,  ONI

4 grudnia 1939 r.: „Wróciło dziś dwóch młodzieńców, którzy wyjechali w zeszłym tygodniu. Opowiadają iście pocieszające wiadomości. Wrócili się z Warszawy, albowiem tam dowiedzieli się o walkach między wojskami niemieckimi a… polskimi (!?) pod Przemyślem i Lwowem.” (s. 103)

II A,   ONI

21 maja 1941 r.: „[Mordechaj Chaim] Rumkowski wrócił już z Warszawy, skąd sprowadził dwunastu lekarzy.” (s. 142)

20 sierpnia 1941 r.: […] Przyjechało w tym tygodniu kilkadziesiąt osób z Warszawy. Opowiadają nie wiem jakie okropności o tamtejszej sytuacji, ale żaden z nich nie ma tej okropnej, ziemisto-gruźliczej cery naszego getta. […] (s. 184)

III A,   ONI

30 marca 1942 r. „W ostatnich dniach wyjechało też niezależnie od wysiedlenia kilka partii osób do Warszawy, wywołani przez krewnych (za grube pieniądze). Jadą komfortowo, autami z dużymi bagażami.” (s. 223)</document>
<document nplp_id="12459" title="STACJA RADEGAST" slug="stacja-radegast">
&amp;nbsp;

Dawid Sierakowiak
JA, II A

„11 września 1941 r.: Na Marysinie wybrukowano już solidną szosę z „kocich łbów”, którą można bez marysińskiego tonięcia pójść do szkoły. Ma ona służyć jako skrócona droga od kolei na Marysinie [tj. Stacja Radegast – A.S.] do miasta, a skorzystamy z niej i my. Bo mówi się już o przyszłym roku szkolnym, który rozpocznie się już chyba w porządnych deszczach." (s. 195)

ONI, II A

„16 października 1941 r.: […] Po południu przybyła na Marysin [Stacja Radegast] pierwsza partia wysiedleńców z Wiednia. Przywieźli wagon chleba i doskonałe walizy. Ubrani wspaniale. Niektórzy mają synów na froncie. Są pastorzy i lekarze. Jest ich tysiące. Codziennie ma przyjeżdżać taka sama ilość aż do dwudziestu tysięcy. Zakasują nas chyba z kretesem." (s. 211-212)

JA/ONI, III B

„17 czerwca 1942 r.: […] Późno wieczorem ojciec przyniósł [do domu] śliczne ubranie, które kupił u jednego policjanta pracującego na Marysinie [tj. na Stacji Radegast] za śmiesznie małą (stosunkowo) sumę 35 marek. Policja ta pracuje teraz przy przysiedlanych, obławia się tak znakomicie, że aż może nadmiar zrabowanych rzeczy nawet sprzedawać." (s. 273)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
ONI, V A (03.12.1943)

„Praca dla Aszkenazów… Wciąż na nowo… dzień do dnia podobny… czy można wytrzymać tę beznadzieję? Jak długo jeszcze? Na Radegast buduje się małe domy i szosę. Zatrzymano znów biedne, zmęczone, wycieńczone kobiety z pralni. O godz. 10.30 przed południem dostają zupę, potem na Radegast. Dźwiganie kamieni, ciągnięcie wózków do godz. 8 wieczorem bez zupy, bez kawałka chleba lub czegoś ciepłego. Straszne niewolnictwo!” (s. 27)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Węgiel przychodził dwoma kanałami. Najpierw przez Bałucki Rynek, a potem przez Radogoszcz, dworzec towarowy getta. Plac ten był położony bardzo korzystnie dla obu kierunków, szczególnie w sytuacji, gdyby się udało rozwiązać problem transportu z Radogoszcza do centrum. W obliczu braku środków transportu kierownictwo stało bowiem przed zadaniami niemalże nie do rozwiązania. Dopiero po oddaniu do użytku linii tramwajowej Marysin - Bałucki Rynek - Plac Węglowy problem rozwiązano. Pierwsze transporty węgla dostarczono wiosną 1942 r. aż do bramy wjazdowej Wydziału Węglowego. Dzisiaj przychodzą bardzo duże ilości prawie wyłącznie przez Radogoszcz. Pojawiła się więc potrzeba zorganizowania placu węglowego także na Marysinie. Jest to właściwie taki sam plac, jak plac centralny przy ulicy Hanseatenstrasse - Matrosenstrasse [Łagiewnicka - Dworska, obecnie Organizacji WiN] i służy on jako miejsce rozdziału węgla dla tej części getta, która geograficznie do niego należy”. (s. 75-76)

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI
12 VIII 1944
„O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. […] Dość długo jednak nie widać było żadnej akcji, natomiast wyłapywano ludzi, którzy szli z tamtej strony i odstawiano ich do przygotowywanych dla nich wagonów tramwajowych i odstawiano na dworzec Radegast, gdzie ich podobno ładowano zaraz do wagonów". (s. 197)

ONI,VI B
18 VIII 1944
„Jak wygląda ulica podczas akcji? Gdy wiadomo, że policja czy straż niemiecka jest w getcie, ludzie bardzo rzadko wydalają się ze swych domów i co najwyżej stoją przy bramach lub idą na pobliskie punkty gazowe, które nota bene, jak wszystko obecnie w getcie, oddają swe usługi klienteli bez zapłaty, bo nie ma ani komisarzy, ani kasjerów. Wzdłuż ulicy na rogach stoi żydowska policja, czy to postawiona wacha, czy też policjanci i strażacy sami siebie stawiają na posterunku tam, gdzie chcą, po większej części dla obrony swych rodzin. Gdy zbliża się szum traktora, ciągnącego za sobą wozy ciężarowe, lub słychać szum zbliżających się wozów lub rolwag, wszystko ucieka do bram i każdy się chowa do swej kryjówki. Gdy niemiecka policja zjawia się, daje na postrach kilka lub kilkanaście strzałów i wyskakuje w biegu z samochodu, i zajmuje posterunki, okrążając pewien, już z góry określony blok, i goniąc żydowską policję, by przetrząsała mieszkania i kryjówki Żydów i ich stamtąd wydostawała. Często na czele policji kroczy sam. p. [Hans] Biebow lub [Erich] Czarnulla lub inna figura i zachęca niemieckich policjantów również do sprawdzania mieszkań i całych domów. Jak już wzmiankowałem, cała ta tak zwana akcja robi niesamowite wrażenie, jakby szczuto zwierzynę. Złapanych w ten sposób ludzi, czasem z plecakami, a czasem i bez rzeczy, odsyła się piechotą do pobliskiego tramwaju albo wsadza na auta i wozy i odwozi do stacji Radegast". (s. 198)

ONI, VII
4 IX 1944
„Jak dotąd, obóz przy ulicy Łagiewnickiej 36 pozostaje na miejscu i wykonuje te same prace, co obóz przy ulicy Jakuba 16. Mężczyźni ładują na stacji Radegast maszyny do wagonów, a grupa kobiet doprowadza do porządku opuszczone mieszkania".
[…]
[Hans] Biebow włączył do transportu jego brata Józefa z żoną [Heleną Rumkowską] – tą, do której przylgnął swego czasu przydomek „księżnej Heleny" lub „księżnej Kentu”.
Prezes udał się do Gettoverwaltung z prośbą, by zaniechano deportacji jego najbliższej rodziny. Biebow odmówił, dodał jednak: „Jeśli pan sobie tego życzy, to może im pan towarzyszyć...”
[Mordechaj Chaim] Rumkowski przystał na tę półironiczną propozycję. Biebow odwiózł go osobiście na dworzec [Radegast], wyznaczył mu oddzielny wagon i umieścił w nim jedynie dwanaście osób spośród najbliższego otoczenia Prezesa. Pożegnał się z nim nawet bardzo serdecznie. Ale ledwo się odwrócił, stojący na posterunku policjanci schupo – widocznie na polecenie tegoż Biebowa – zaczęli kierować do tego właśnie wagonu przybywających na dworzec wysiedleńców, tak że ostatecznie znalazło się tam przeszło osiemdziesiąt osób. Jak twierdzą „fachowcy", było to rekordowe wprost zagęszczenie". (s. 212-213)

ONI, VII
18 IX 1944, poniedziałek
„Wczoraj przejechało przez stację Radegast dziesięć pociągów z jednostkami wojskowymi. Żołnierze witali pracujących przy torach robotników pozdrowieniem komunistycznym, to znaczy podniesioną pięścią. Jeśli ta relacja jest zgodna z prawdą, to rozkład armii hitlerowskiej jest oczy­wisty". (s. 220)

JA/ONI, VII
24 XI 1944
„Nasza praca na Łagiewnickiej 63 nie ogranicza się, oczywiście, do samego puchu i pierza, które z kolei ładuje się na stacji Radegast i wysyła do Niemiec. Wraz z pościelą przychodzą do nas różne rzeczy osobiste z „oczyszczonych" mieszkań żydowskich, a więc ubrania, suknie, różnego rodzaju okrycia, bielizna itp. Wszystko to należy bardzo starannie posegregować na użytek nowych właścicieli - uchodźców ze zbombardowanych miast Trzeciej Rzeszy.
Wczoraj przybył do nas [Erich] Czarnulla i polecił przygotować jak najszybciej 500 kompletów ubrań i bielizny oraz tyleż kompletów garnków, misek i naczyń. Wszystko to dla potrzeb Drezna". (s. 256)

JA/ONI, VII
25 XII 1944
Boże Narodzenie.
„Na dziś zapowiedziano dzień wolny od pracy. Niestety, w ciągu nocy przybyło na stację Radegast 26 wagonów i już od wczesnego ranka musieliśmy załadować je puchem i pierzem.
Oczywiście na apelu nie zjawił się nikt z Niemców. Nasi ludzie nie bardzo kwapili się do roboty. Niektórzy zwiali z dziedzińca, choć zdawali sobie sprawę, jakimi konsekwencjami to grozi. Pozostali – w tej liczbie i ja – musieli za to pracować do siódmego potu. Gdzież się podziała nasza przysłowiowa solidarność?...". (s. 260)
Viktor Hahn
ONI, III A

„6 maja: Dzisiaj o godz. 7 odjechał nasz transport. Według pisma [skierowanego] do nich także musieli tu wszystko zostawić. W punkcie zbornym dostali rano kawę, w południe i wieczorem dobrą zupę z mięsem i 28 dkg chleba na dzień. Na drogę każdy otrzyma 1 bochenek, to znaczy 2 kg chleba. Pada deszcz, mają złą drogę.” (s. 356)

&amp;nbsp;

 

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12461" title="SPACEROWA 5/7 &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 34   [TRASA]" slug="spacerowa-5-7-lagiewnicka-34-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
IV,   JA

5 września 1942 r.: „Po drugiej, gdy byliśmy już po ugotowanej naprędce obiadowej zupie, zajechały na naszą ulicę [Spacerową] wozy i rolwagi z komisjami lekarskimi, policjantami, strażakami, pielęgniarkami, które rozpoczęły brankę. Zamknięto dom naprzeciwko nas (Spacerowa 8), skąd po półtorej godzinie wydostano troje dzieci. Krzyki, wyczyny, walki i płacze matek oraz całej asystującej ulicy były nie do opisania. Rodzice zabieranych dzieci formalnie szalały [!]. Wśród tego wszystkiego weszło zupełnie niespodziewanie do naszego domu [Spacerowa 5/7] dwóch lekarzy, dwie pielęgniarki, kilku strażaków i policjantów. Mieli oni kartki ze spisanymi lokatorami wszystkich mieszkań. I rozpoczęło się szalone, niespodziewane badanie. Lekarze, starzy, źli i skwaszeni wysiedleńcy z Pragi, zabrali się, mimo sprzeciwu policjantów i pielęgniarek, niezwykle skrupulatnie do badania wszystkich lokatorów i nałowili mnóstwo „chorych i niezdolnych” oraz takich, których określili fragliche Reserve. Do tych ostatnich należała moja nieszczęśliwa mateczka, ale mało mnie to pociesza, gdyż wszystkich razem zabrali do szpitala na Łagiewnicką 34. […] Chociaż czekał na dole wóz, zaprowadzono ofiary z naszego domu do szpitala pieszo z powodu bliskości. Poszła stara [Frida] Bayowa, której córka jak szalona lata już drugi dzień po protekcję, poszedł [Aron] Szwalbe (55 lat) i liczni inni. Dom nasz padł ofiarą albo jakiejś zemsty badających lekarzy, albo jakichś innych powodów.” (s. 318-319, 321)</document>
<document nplp_id="12464" title="SPACEROWA (ob. Kościuszki)/ ZIELONA,  róg ulic (poza gettem)" slug="spacerowa-ob-kosciuszki-zielona-rog-ulic-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

15 listopada 1939 r.: „Spalono synagogę [przy ul. Spacerowej]. Barbarzyńskie metody niszczenia świata poczynają działać. Żądano podobno 25 000 000 zł, za zaprzestanie terroru. Gmina nie ma, więc nie dała. Palą podobno też drugą synagogę na Wolborskiej. Lecz coś jednak jest z Niemcami nie w porządku.” (s. 96)</document>
<document nplp_id="12465" title="OSIEDLE ZUS (poza gettem)  [OBSZAR]" slug="osiedle-zus-poza-gettem-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

18 października 1939 r.: „A w naszych blokach utworzono komisariat niemiecki i poczynają łazić po mieszkaniach Żydów i zabierać radia, dywany, kołdry itd. Niedługo nas pewnie wyrzucą z mieszkania.” (s. 83)

I B,   ONI

27 października 1939 r.: „Tymczasem w blokach coraz gorzej. Przyszli dziś do pani Hellerowej w XI bloku i najzwyklej w świecie kazali jej się wynieść do jutra o czwartej. Wprawdzie administracja dała jej na razie jakieś puste mieszkanie, ale to tylko czasowo, aż sobie nie wynajdzie mieszkania w mieście. Jesteśmy teraz narażeni wszyscy.” (s. 85)

I B,   JA/ONI

28 października 1939 r.: „Tymczasem idziemy do Grabińskiego. Młody Niemiec wszystko by chciał wziąć, lecz oficer jakoś nic godnego nie znajduje. W międzyczasie wsuwam synowi dozorcy zegarek, który znika w jego kieszeni. Gdy schodzimy na dół, dozorca uprzedza oficera, że dalej nie ma co łazić, bo nic u tutejszych Żydów nie dostanie. Oficer daje za wygraną i wraz z Niemcem i ze mną idzie do komisariatu w pierwszym bloku. Każe mi czekać na ulicy „polecając” mnie („das ist Jude”) opiece wartownika. Wreszcie wychodzi oficer z jakimś kolegą zawodowym, młody i jakiś starszy Niemiec w okularach, a za nimi… Marek Rabinowicz. Łączymy się w dwójkę i idziemy na przedzie.” (s. 86-87)

I B,   ONI

31 października 1939 r.: „Dziś z rana znów rewizja. Najwyraźniej chłopiec, który towarzyszy zawsze oficerom (mieszka w drugim bloku), uwziął się na naszych Żydów i codziennie pcha innych rewidentów. Dzisiaj było ich z owym kawalerem czterech. Jeden oficer SS, oficer Wehrmachtu i żandarm Wehrmachtu. […] U Grabińskiej wzięli kilka par nowych skarpetek, u Rajgrodzkich też maszynkę do golenia i chusteczki do nosa, a u Abramowiczowej papierośnicę i zegarek. Co się tylko da brać, to się bierze.” (s. 88-89)

I B,   JA/ONI

21 listopada 1939 r.: „Moc ludzi, Żydów – mężczyzn, opuszcza Łódź. Pociągi do Warszawy są po prostu oblegiwane. Wszyscy wiedzą tylko jedno: do Warszawy i do Rosji! Szmuglerstwo przez granicę kwitnie. Ojciec też zaczyna przemyśliwać o wyjeździe. Pracy nie ma, z dnia na dzień gorzej, ustawa po ustawie, życie coraz cięższe i cięższe. Także wśród sąsiadów w blokach zaznacza się ruch „odpływowy”. Ma wyjechać Grodzeński z rodziną i Rabinowiczowie.” (s. 99-100)

14 grudnia 1939 r.: „Opowiadał nam dziś monter Partyka, który naprawiał kran, że na II bloku aresztowano żonę pewnego inżyniera i jego syna, a jego samego nie mogąc zabrać z powodu choroby (ostatnie stadium gruźlicy), zapieczętowano wraz ze służącą w mieszkaniu, skazując ich w praktyce na śmierć głodową. Litościwi sąsiedzi wpuścili na sznurku, wciągniętym na górę przez służącą, chałę.” (s. 108-109)</document>
<document nplp_id="12467" title="TUREK   (poza Łodzią)" slug="turek-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   ONI

12 sierpnia 1942 r.: „Znów zaczęło się wsiedlanie Żydów z okolicznych małych miasteczek, które „odżydza” się już całkowicie. Przyjechały już transporty Żydów z Pabianic, Bełchatowa, Turka i jeszcze jakichś innych dziur. W Turku, gdzie getto oparte było na produkcji rolniczej, dokonano dosłownie pogromu (z 2000 mieszkańców zostało 150). Ci, którzy przybyli (bez różnicy skąd), opowiadają, że do ostatniej chwili nie wiedzieli, co to głód, jedynie przez ostatni rok żyli w ciągłej niepewności i strachu, co zakończyło się wreszcie wysiedleniem ich zupełnie bez bagażów. Getto nasze ich przeraża, ale bądź co bądź mają więcej szans na przetrzymanie wojny niż my.” (s. 302-303)</document>
<document nplp_id="12469" title="SIERADZ (poza Łodzią)" slug="sieradz-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, I A

6 września 1939 r.: „Przychodzą inni sąsiedzi Żydzi na naradę, opowiadają o poleceniu opuszczenia miasta przez wszystkie osoby zdolne do noszenia broni, aby wróg nie mógł wysłać ich do obozów pracy. Więc nie wiedzą, co robić. Zastanawianie, wreszcie decyzja: zostać na miejscu. Jak będzie, tak będzie. Ciągle idą ludzie, ciągną sznury mężczyzn na punkt zborny w Brzezinach, uciekają poborowi i rezerwiści. Za nimi kobiety, toboły na plecach, bielizna, pościel, jedzenie. Lecą też małe dzieci […]. Tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej naprężona, co nowy człowiek – nowa wiadomość. Jeden powiada, że 150 angielskich samolotów stoi w Sieradzu. Drugi mówi, że Niemcy zajęli już Zduńską Wolę i maszerują na Łódź. Wieści stają się coraz dziwniejsze i fantastyczniejsze. W domu płacz, przyszła ciocia Estera z dziećmi. Abek i Jankuś uciekli do Brzezin. Co robić, co zdziałać?” (s. 60)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)
</document>
<document nplp_id="12471" title="SANOCKA 22  (mieszkanie Dawida Sierakowiaka) (poza gettem)" slug="sanocka-22-mieszkanie-dawida-sierakowiaka-poza-gettem">

&amp;nbsp;

Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

2 września 1939 r.: „O piątej rano alarm. Mgła, zimno. Pędzę do komendy [na ul. Bednarską]. Schodzą się wszyscy. Gadamy, robi się humor. Stoimy cztery godziny. Słychać dalekie strzały i detonacje. Wreszcie koniec. Chcę się umyć, zdejmuję koszulę, a tu nowy alarm. Tym razem widzimy samoloty, widać też obłoczki dymów od kul wystrzelonych do samolotów. Detonacje bliżej. Schodzimy na dół do schronu [na ul. Sanocką 22]. Jest kilka panienek, robi się wesoło. Zaimprowizowałem nawet mowę Hitlera. Tymczasem dwa samoloty niemieckie zostały strącone. Za trzecim uganiają się kule. Znów koniec i powtarza się historia z myciem. Mówię do Bechlera: „Teraz już nie wyjdę, tylko się umyję”. On się zgadza ze śmiechem, ale gdy pierwsza syrena zaryczała, woła przez drzwi, abym się nie mył. Znów treningowy bieg do komendy, znów pełne napięcia oczekiwanie. Tym razem nie dzieje się nic.” (s. 54)

3 września 1939 r.: „Po obiedzie alarm. Był to pierwszy duży nalot na Łódź. Dwanaście samolotów w trójkątach po trzy jednostki przedarły się przez linie obronne i rozpoczęły bombardowanie miasta. Staliśmy przed wejściem na teren bloków [od ul. Sanockiej] i pomimo grożącego niebezpieczeństwa obserwowaliśmy walkę. Dookoła samolotów wykwitały obłoczki dymu pochodzące od strzałów naszej artylerii przeciwlotniczej. Eskadra wymigała się i wtem widzimy obłoczki dymu, zapewne gdzieś w centrum miasta. Bomby zapalające! Wkrótce dym wydobywa się także z innych miejsc. Nagle widzimy, jak samoloty kierują się w naszą stronę. Z przerażeniem poskramianym przez ciekawość chowamy się do klatki [ul. Sanocka 22] i znów wyłazimy, powtarzając tę procedurę z dwadzieścia razy w przeciągu pięciu minut. Trzy samoloty przejeżdżają nad nami, zda się już, już zostaniemy zbombardowani, ale nie – oddychamy z ulgą. Druga trójka przejeżdża i też zostawia nas w spokoju. Inne samoloty znikają. Niebezpieczeństwo przynajmniej chwilowo minęło. Oświadczamy to w schronie przerażonym, zapłakanym i zdenerwowanym kobietom, z których jedne trzymają na rękach małe dzieci. Widok zaiste przejmujący.” (s. 56-57)

4 września 1939 r.: „W nocy mieliśmy dwa spokojne alarmy. Zimno było przeraźliwe. Tłoczyliśmy się wszyscy w schronie, śpiąc i grzejąc się wzajemnie.” (s. 58)

6 września 1939 r.: „W domu [przy ul. Sanockiej 22] spotykam sąsiada naszego, pana Szabińskiego, który wraca z miasta i opowiada o olbrzymim popłochu i bieganinie, która opanowała ludzi. Tłumy mieszkańców opuszczają swe domy i udają się na pełną niebezpieczeństw wędrówkę w nieznaną przyszłość. Na ulicach płacz, szloch, narzekanie. Kładę się spać, lecz o piątej nad ranem budzą mnie głośne rozmowy w mieszkaniu. Siedzi sąsiad Grodzeński z żoną płaczącą, nawołującą nas do pójścia. Gdzie, dokąd, po co? Nie wiadomo. Lecieć, lecieć byle dalej, stąpać, brodzić, płakać, zapomnieć, uciec… byle uciec jak najdalej od niebezpieczeństwa.” (s. 59)

I B,   JA/ONI

11 września 1939 r.: „Z rana wstaję, czynię ostatnie próby pójścia do szkoły, lecz rodzice mnie nie puszczają. Trudno: siedzę w domu, czytam, wracam do francuskiego. Coś robię, później wyłażę, słyszę opowiadania o łapaniu na roboty, wracają koleżanki i koledzy. Wszędzie prawie były lekcje prawie od razu „normalne”. W każdej klasie kilku uczniów i uczennic, lecz mimo to bez podręczników, bez zeszytów „lekcja”. Na razie powtórki. Z wolna staję się przygnębiony, nie wiem, co z naszą szkołą. Nasz kochany, nowy, śliczny gmach [przy ul. K. Anstadta 7]!...” (s. 63)

14 września 1939 r.: „Z rana modliliśmy się w domu. Był też wujek Salomon i sąsiad Kamusiewicz. Jedna wygoda dla mnie, że nie trzeba odwalać całej modlitwy. Znów opowiadania, pogłoski. Ci odparli, ci zajęli. Nic się nie wie. Dzienniki wieczorne przez radio stoją ze sobą w odrażającej sprzeczności. Jesteśmy bez poczty, bez telefonu, bez żadnej wieści z zewnątrz.” (s. 65)

I B,   JA

22 września 1939 r.: „Nauki dziś nie mamy. Erew Jom Kippur. Pogoda brzydka, więc cały prawie dzień siedzę w domu.” (s. 70)

I B,   JA/ONI

23 września 1939 r.: „Pościliśmy dziś wszyscy. Nie czułem specjalnie postu i przeszedł mi dość lekko. Modliliśmy się w domu, albowiem władze niemieckie zamknęły zupełnie, „na zawsze” synagogi. Wieczorem po kolacji poszedłem sobie na radio.” (s. 70)

I B,   JA

7 października 1939 r.: „Robią się prawdziwe mrozy. Z rana było dzisiaj już tylko plus 1 stopień. Ładny interes! W domu zimno, węgla nie ma, brr. Co to będzie?!” (s. 78)

19 października 1939 r.: „Tymczasem w domu kończy się już węgiel, a chleba nawet w ogonkach nie dostać. Mama ma zamiar wypiec z żytniej mąki sama. Odbije się ujemnie na paliwie, ale zaoszczędzi kartofli.” (s. 83)

21 października 1939 r.: „Zmęczony całotygodniową lataniną siedziałem dziś cały dzień w domu i czytałem. Poczyna lać na fest, a moje dziury w pantoflach i butach powiększają się.” (s. 84)

I B,   JA/ONI

22 października 1939 r.: „Z rana o jedenastej pukają. Mama otwiera, wchodzi oficer niemiecki, dwóch policjantów i dozorca. Oficer pyta się, ile osób jest w mieszkaniu, ogląda łóżko, pyta się o pluskwy, czy mamy radio, wreszcie wychodzi zawiedziony w rachubach. U sąsiadów pozabierał radia (naturalnie chodzą tylko do Żydów), materace, kołdry, dywany itd. U nas nic godnego nie znalazł. Ojciec był w wielkim strachu, albowiem stał i – modlił się w tałesie i tfilin. Lecz oficer nie zwrócił nań uwagi.” (s. 84)

28 października 1939 r.: „Z rana dziś wstaję, jem (naturalnie zupę kartoflaną), sobota. […] po obiedzie czytam książkę. Mama wychodzi i nagle wraca przestraszona. Po blokach do Żydów łażą oficerowie i szukają radia. Przy okazji biorą, co chcą. Ledwie mama kończy mówić, a tu pukają, naturalnie po żołniersku. Mama otwiera, tata blednie, wchodzi wysoki (wzrostem) oficer z chłopcem w moim wieku i synem dozorcy. Rozgląda się i pyta o radio, patrzy na mnie i dowiedziawszy się, że chodzę do szkoły, lecz dziś jestem wolny, mówi, że mnie bierze ze sobą. Potem wchodzi do drugiego pokoju, otwiera szafę, zabiera dwie latarki, które tam znalazł, zagląda do torebki mamy, otwiera szufladę z moimi książkami, dziwi się, pyta ojca czym się zajmuje, wreszcie otwiera trzecie drzwi [szafy], widzi tfilin, radzi ojcu, żeby nie modlił się tyle, zamyka wszystko, wstaje i woła mnie z sobą. Robi mi się zimno, idę po palto, ubieram się. Ojciec pyta, dokąd idę, na co oficer mówi, że wrócę niedługo.” (s. 86)

28 października 1939 r.: „Przed domem czeka mnie już ojciec, zaniepokojony, zdenerwowany. Matka w domu, płacze osłabiona. Całe bloki oglądają mnie. W domu, okazuje się, jest Julek Wegmajster, który wprawdzie kapkę błądził, ale wreszcie trafił. Pomagam mu w angielskim, rozmawiamy, odprowadzam go wcześnie, aby zdążył na tramwaj i kładę się obolały spać. Taki dzień aby się więcej nie powtórzył.” (s. 87)

I B,   JA

31 października 1939 r.: „Dziś z rana znów rewizja [w mieszkaniu]. Najwyraźniej chłopiec, który towarzyszy zawsze oficerom (mieszka w drugim bloku), uwziął się na naszych Żydów i codziennie pcha innych rewidentów. Dzisiaj było ich z owym kawalerem czterech. Jeden oficer SS, oficer Wehrmachtu i żandarm Wehrmachtu. Rozgrzebali całą szafę i wzięli mi maszynkę do golenia i dwie stare żyletki. Chcieli pieniędzy i nowej bielizny. Nasz majątek mogą brać. Nadobny kawaler, który ich oprowadzał, szepnął zawiedzionemu oficerowi, aby mnie chociaż wziął do roboty, ale ten nic mi nie powiedział. Mama była blada i długi czas jeszcze po wyjściu drżała. Zrobiła mi coś do jedzenia i wyekspediowała szybko do szkoły, jak wczoraj, kiedy brali do roboty.” (s. 88)

12 listopada 1939 r.: „Siedziałem cały dzień w domu. Przed wieczorem poszedłem trochę do Hamerów [sąsiadów – A.S.]. Jak wszędzie i tu obrabia się różne plotki. Mówi się o niezgodzie Niemiec z Rosją, o żądaniach rosyjskich (granice z 1914 roku). Zdaje się, że to wszystko bujdy.” (s. 95)

18 listopada 1939 r.: „Nie wyszedłem dziś [z domu – A.S.] cały dzień. Dostałem już buty zreperowane z podkowami i gwoździami.” (s. 98)

25 listopada 1939 r.: „Spadł dziś pierwszy trwały śnieg. Nie wychodzę jednak cały dzień [z domu – A.S.]. Czytam i rozmyślam o możliwościach wyjazdu, o wszystkich pro i contra. Można jeszcze zaczekać. W poniedziałek lub we wtorek wyjeżdżają Rabinowiczowie z Markiem. Dostałem od niego jakiś adres jego lwowskich wujków i ciotek. Może się przydać.” (s. 101)

27 listopada 1939 r.: „Coraz gorzej. Ojciec chce wyjechać, sam nie chce, dla wszystkich

nie ma forsy. Zarobku nie ma, z mieszkania nas pewnie wyrzucą.” (s. 101)

30 listopada 1939 r.: „W domu dowiedziałem się o nowym rozporządzeniu. Konieczne jest natychmiastowe uiszczenie komornego. Niepłacenie równa się sabotażowi. Nowe nieszczęście. Ojciec jest już całkowicie rozstrojony.” (s. 102)

11 grudnia 1939 r.: „Ojciec poszedł wieczorem do sąsiada Hamera [ul. Sanocka 22] i przylatuje blady z nowiną, że dziś od szóstej mają rozpocząć wysiedlanie Żydów z Łodzi. Wszyscy sąsiedzi pakują się w plecaki, torby itd. Poszliśmy ich śladem i byliśmy wkrótce mniej więcej gotowi. Ja oświadczyłem, że to bujda i położyłem się spać. Wkrótce wszyscy, jako tako uspokojeni, zrobili to samo.” (s. 106-107)

13 grudnia 1939 r.: „Nie puszczono mnie dzisiaj do szkoły. Przed obiadem było znowu zdenerwowanie i strach. W godzinę po odejściu Nadzi do szkoły przychodzi Dadek Hamer i opowiada, że do opróżnionych wczoraj hal targowych pakują Żydów z Nowozarzewskiej i Rzgowskiej, aby ich wysłać do Lubelszczyzny. Naturalnie, że ojciec już widzi, jak złapali Nadzię (której szkoła jest na Nowozarzewskiej) itp. Na szczęście wszystko okazało się bujdą i Nadzia wróciła szczęśliwa.” (s. 107-108)

21 grudnia 1939 r.: „Nudzę się ciągle w domu. Łażę do kolegów, ale nic. Przed obiadem uczę się języków, wieczorem czytam itd. Nie wiem, czy zacząć szkolny materiał, czy czekać na szkołę?” (s. 111)</document>
<document nplp_id="12473" title="ŁAGIEWNICKA 34/36 (Szpital nr&amp;nbsp;1, Pogotowie nr&amp;nbsp;1, Klinika dentystyczna, Wydział Zdrowia, resort krawiecki)" slug="lagiewnicka-34-36-szpital-nr-1-pogotowie-nr-1-klinika-dentystyczna">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA/ONI

22 maja 1941 r.: „Będąc na pogotowiu ratunkowym [Łagiewnicka 34/36], byłem świadkiem jak przywieźli postrzelonego w bok Żyda. Otóż dwóch Niemców paradowało sobie dzisiaj po ulicach getta, waliło i strzelało i w rezultacie jednego Żyda zabili, a jednego zranili.” (s. 143)

II A,   JA

3 czerwca 1941 r.: „Warunki [w szpitalu – A.S.] nie są zbyt higieniczne i zdrowotne. Wpuszczają grupę mężczyzn, którzy rozbierając się, zmuszeni są z powodu braku miejsca wszystkie rzeczy złożyć na kupę. Moje prześwietlenie wykazało stan bez zmian w płucach, natomiast jakieś nieporządki w sercu. Wszyscy mnie pocieszają, mówiąc, że grunt, iż płuca są w porządku.” (s. 150)

26 lipca 1941 r. „Byłem dziś w lecznicy dentystycznej [Łagiewnicka 34/36] za skierowaniem higienistki szkolnej. Okazało się, że zimą zaplombowano mi niewyleczony jeszcze ząb i teraz choroba się powtórzyła, czy jakoś tam. Jest to podobno dość niebezpieczne.” (s. 174-175)

20 sierpnia 1941 r.: „Byliśmy dzisiaj z klasą na „wycieczce” w szpitalu na Łagiewnickiej [34/36] w celu obejrzenia Roentgena i dokonywanych prześwietleń. Byliśmy świadkami prześwietleń dokonywanych u dzieci szkół powszechnych, przysyłanych przez przychodnię przeciwgruźliczą. Wszędzie prawie oznaki gruźlicy. W ogóle staje się z tą gruźlicą w getcie coraz gorzej.” (s. 184)

III B,   JA

15 czerwca 1942 r.: „Byłem dziś u dentystki [Łagiewnicka 34/36], która wyczyściła mi ząb; zaplombuje go jutro. Plomby są teraz bardzo drogie, ale muszę raz z tym skończyć.” (s. 272)

22 czerwca 1942 r.: „Dentystka zaplombowała mi dziś ząb [w klinice dentystycznej, Łagiewnicka 34/36 – A.S.], ale ten bardzo chory musi jeszcze być leczony. Znów wpłaciłem 5 Rm na konto przyszłej plomby. Jak mnie tu mają pogrzebać w tym getcie, to chociaż bez dziur w zębach. A jeśli wylezę stąd, to zęby muszę mieć w porządku, by gryźć bez zastrzeżeń, gryźć na całego!” (s. 276)

1 lipca 1942 r.: „Nie spałem dosłownie całą noc. Latałem po pokoju i skręcałem się z bólu, który nie ustawał ani na chwilę. Z rana byłem u dentystki [Łagiewnicka 34/36], która wobec twardości tworzącego się wrzodu oraz nabrzmienia twarzy nie mogła mi zęba usunąć, tylko kazała wziąć jakiś środek profilaktyczny, proszek na ból i przyjść jutro na otworzenie wrzodu. Tymczasem męczę się okropnie. Czuję, że mam nawet gorączkę, jestem strasznie osłabiony i nie mogę nic robić. Z resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 72] uciekłem po godzinie pobytu i natychmiast położyłem się do łóżka. Chleb przyniosła mi Nadzia do domu [Spacerowa 5/7]. Spuchlizna staje się coraz większa.” (s. 280)

5 lipca 1942 r.: „Nareszcie pozbyłem się tego zęba. Będzie to pierwszy ubytek w moim uzębieniu. Lekarz usunął mi go w szpitalu [Łagiewnicka 34/36], „fachowo”, bez znieczulenia i grunt – za darmo.” (s. 281)

IV,   JA/ONI

1 września 1942 r.: „Pierwszy dzień nowego (czwartego z kolei) roku wojny przyniósł już nad ranem okropną wiadomość o opróżnieniu przez Niemców wszystkich szpitali w getcie [m.in. Łagiewnicka 34/36 – A.S.]. Z rana tereny dokoła szpitali były obstawione, a wszystkich bez wyjątku chorych ładowano na ciężarówki i wywożono z getta. Wobec tego, że z opowiadań przysiedlonych z prowincji wiadomo już teraz, jak Niemcy „załatwiają” tego rodzaju wysiedleńców, panika na mieście powstała ogromna. Przy ładowaniu chorych działy się dantejskie sceny. Ludzie, którzy wiedzą, że idą na śmierć, walczyli nawet z Niemcami i siłą musiano ich wrzucać na wozy. Ze szpitali, do których przybyli Niemcy później, część chorych w rozmaitym stanie pouciekała. Wysiedlono też podobno prewentorium w Marysinie [Emilii Plater]. […]. Ludzie zaczynają już bać się o dzieci i starców niepracujących.” (s. 314)

IV,   ONI

6 września 1942 r.: „Wieczorem ojciec przedostał się do szpitala [Łagiewnicka 34/36] do mamy. Nie chciano jej nawet do komisji dopuścić, tak fatalnie już podobno wygląda i tylko dzięki wstawiennictwu Hali Wolman ma zostać jeszcze raz zbadana. […] Ojciec opowiada, że wewnątrz jest prawdziwe piekło. Wszystko jest pomieszane i w strasznym stanie. Mama wygląda podobno nie do poznania, co jeszcze bardziej zmniejsza jej znikome szanse.” (s. 323-324)
Rywka Lipszyc
V A, JA

26 I 1944: "Wczoraj znowu przeglądałam fotografie... Tylko Abramka i tatusia... Tatuś!... jak żywy stanął mi przed oczami... Coś mi szepnęło: ...Tatuś nie żyje... tatuś nie żyje... Nie, to niemożliwe... Żyje, żyje... Coś znowu szepnęło: ...Już trzeci rok dobiega. Nie, to niemożliwe, przecież widzę jego oczy, te rozumne, tyle wyrażające oczy tatusia... i... przypomniał mi się jego uścisk dłoni, jeszcze teraz go czuję, to było wtedy, gdy w Jom Kipper wpuszczano do szpitala (na Łagiewnickiej) i przy pożegnaniu tatuś mi uścisnął rękę... Ach, ile ten uścisk dłoni wyrażał, ile w tym zauważyłam miłości ojcowskiej" (s. 81-82).

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (06.05.1943)

„Stary: Kiedy mieszkał jeszcze w Szpitalu nr I przy ul. Łagiewnickiej 34/36, orgie. Wyglądał przez okno i wołał dziewczęta. Raz była to żona lekarza. Broniła się. Potem ustalono nazwisko i żydowska policja została wysłana do jej mieszkania. Zdemolowała je, otworzyła gwałtownie sień, zanieczyściła. Stary też dostał cięgi… Wyśmiewany przez dzieci, które biegły za powozem…Także Aszkenaz (Kripo) dało mu parę kopniaków.” (s. 20)
Heniek Fogiel
ONI, V A
„15 września 1942 r.: A więc zacznę od początku, więc zaraz pierwszego dnia, jak się „szpera” rozpoczęła (nie dlatego, że stawiano opór i nie chciano oddać dzieci), zaczęła chodzić komisja, a więc: strażacy, policja, kominiarze, siostry, doktorzy, pielęgniarze i jeden lub więcej Niemców, wchodzili na każde podwórko, kazano wszystkim zejść i mieszkania zostawić otwarte i tymczasem Niemcy wybierali nie podług lat, tylko patrzyli na twarz, kto staro wyglądał lub źle wyglądał, nawet młoda osoba też została zabrana, no i dzieci! Na ulicy przed bramą stały wozy i ludzie, którzy byli przeznaczeni przez Niemców na wóz, zaraz tam pakowano, jak bydło (o tym, jakie geszefta i plądrowania żydowska policja, straż itp. robiła, jak się obchodzono z ludźmi, dlaczego Niemcy przeprowadzili tę akcję i o mojej historii, napiszę dalej obszernie!), gdzie zaraz jechano, oczywiście, wozy były pilnowane przez policję, straż itp., na punkty zborne czy też do szpitala [Łagiewnicka 34/36] któregoś lub do domu starców, lub na Czarnieckiego [12-18], stamtąd, po przebyciu nocy lub dnia, najbliższymi transportami Niemcy zabierali na auta i wywozili! Osoby zwolnione wracały do swoich mieszkań, a osobom obcym już nie wolno było do takiego domu wchodzić, gdyż te domy obstawione już były przez posterunki policji!” (s. 107)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 11 stycznia 1941 r.
„Poszedłem do Mani [Ceglana 28], bo jest, jak słyszałem, niezdrowa. Po drodze, przechodząc koło szpitala [Łagiewnicka 36], byłem świadkiem manifestacji. Tłum chciał wtargnąć do mieszkania Rumkowskiego [Łagiewnicka 34/36], lecz policja wszystkich rozgoniła. Byłem dziś z Franią na otwarciu biblioteki na Marysinie". (s. 30)

JA/ONI, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
„Wstałem dziś o 8 godz., bo musiałem załatwić coś w szpitalu [Łagiewnicka 36] dla dziadka, któremu zrobiło się zapalenie gruczołu pachwinowego. Będąc w szpitalu, chciałem kupić pudełeczko sacharyny, bo na mieście 500 sztuk kosztuje 7 mk, ale nie sprzedali mi bez recepty lekarza. Słyszałem, że wszyscy chorzy ze szpitala na Łagiewnickiej 36 długoterminowi zostaną przeniesieni do nowego szpitala na Głowackiego [Dworska 74].
Wychodząc ze szpitala [Łagiewnicka 36], spotkałem Ryśka Srokę, który powiedział mi, że wraca teraz z fabryki [Bałucki Rynek 6] i słyszał, jak Warszawski powiedział, że chce przyjąć absolwentów tegorocznych do fabryki, lecz bezpłatnie". (s. 49,50)
Józef Zelkowicz
ONI, IV (1.09.1942)
„Rankiem, w trzecią rocznicę wybuchu wojny, getto zostało rażone niczym gromem z jasnego nieba. Wcześnie, o 7.00 rano, przed gettowe szpitale przy ulicach Łagiewnickiej, Wesołej i Drewnowskiej zajechały auta ciężarowe, na które zaczęto ładować chorych.”(s. 134)

ONI, IV (6.09.1942)
„Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt.”(s. 194-195)

ONI, IV (3.09.1942)
„Noc była bezsenna, a ranek przygnał do getta przerażone jaskółki... Dzieci, które przebywały na koloniach na Marysinie, zażywając tam powietrza i mając, jeśli można tak rzec, znacznie lepsze warunki życia, porzuciły te „wywczasy” i przybiegły do getta, szukając opieki krewnych. Na koloniach zostały tylko te dzieci, które nie miały dokąd uciekać – zupełne sieroty i te, które nie miały ani jednego krewnego. […]”.(s. 138)

ONI, IV (5.09.1942)
„Policjanci, strażacy, „biała gwardia” i furmani uczestniczący w akcji już wcześniej zwolnili swoje dzieci i krewnych. Tak samo uczynili ci, którzy mieli protekcje i wsparcie wpływowych czynników. Pośrednikami w zwolnieniach byli: Biuro Resortów Pracy Jakubowicza na Bałuckim Rynku – zwolniło dzieci i najbliższych członków rodzin kierowników resortów; Gertler też zwolnił wiele osób; zwalniała też komenda policji, Richter z niemieckiej komisji wysiedleń i inni.

Zwolnienia były imienne o następującej treści:
„Osoba o nazwisku... zamieszkała... została zwolniona z wysiedlenia przez Jakubowicza (albo pana Gertlera, przez dowódcę Ordungsdienst). Okrągły stempel. Podpisany pod tym zwolnieniem jest szef zarządu getta Biebow.
Jednak w powszechnym chaosie trudno być czegokolwiek pewnym, nawet po- siadając ten żelazny list, bo nim się odpowie, nim się sięgnie po niego do kieszeni, może być już za późno... Zarządzono więc, by wszyscy posiadacze zwolnień aż do odwołania nie opuszczali przygotowanych specjalnie dla nich azylów. Azyl dla dzieci jest w punkcie zbiorczym przy ul. Łagiewnickiej 33, a dla starców na Marysinie. […]” (s. 186)

ONI, IV (6.09.1942)
„Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urządzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt.” (s. 194-195)
Jakub Poznański
ONI, VA
28 III 1943
„W ciągu ubiegłego tygodnia ludność getta przeżyła dużo chwil i momentów nieprzyjemnych. Ale wszystko po porządku. Zapowiedziano na 25 bm. Wizytę ministra pracy Rzeszy dra [Roberta] Leya. Choć w programie, który podany był w gazecie, nie wspominano wcale o tym, że ma odwiedzić i getto, to jednak Żydzi – ten naród wszechwiedzący, wiedzieli, że ma on odwiedzić i getto i że od rezultatów jego wizyty zależeć będzie dalszy los getta i jego mieszkańców. W związku z tym w początku tygodnia [Hans] Biebow, Prezes Gettoverwaltung, objechał parę minut przed 17-tą niektóre resorty i zrobił lepszą awanturę, jeżeli wypuszczano robotników przed 17-tą. Zwiedził on między innymi i resort dywanowy na Młynarskiej 7, gdzie pracować winna była [Estera] Daumówna, dawna sekretarka Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] na Bałuckim Rynku, którą Biebow z Bałuckiego Rynku wyrzucił i kazał jej pójść do dywanów na zwykłą robotnicę. Zastał ją przy pracy. Bardzo mu się to podobało i po pewnej rozmowie w cztery oczy rozkazał jej wrócić na Bałucki Rynek. Kierownika i komisarza resortu krawieckiego [Jakuba Leszczyńskiego o Abrama Grosmana?] (Łagiewnicka 34/36) za przedwczesne wypuszczanie robotników aresztował, sam odstawił do więzienia na Czarnieckiego, ale po 24 godzinach kazał wypuścić". (s. 54)

ONI, VII
2 IX 1944
„Obóz zbiorowy, znajdujący się przy ulicy Łagiewnickiej 36, wciąż jeszcze nie wyjechał. Skoszarowani tam pracownicy wykonują różne zamówienia. Przychodzą nawet do naszego resortu i produkują torby na cement. Jak długo będą zatrudnieni przy tych obstalunkach - nie wiadomo.
Wiemy natomiast, że prócz nich i owych pięciuset ludzi, pozostawionych do oczyszczania getta, znajdują się jeszcze na naszym terenie poszczególne grupki osób. Na Bałuckim Rynku pozostał inżynier Weinberg z niewielką załogą. Korzystając z ich legalnej obecności, niektórzy ludzie wyleźli z dotychczasowych kryjówek i poruszają się swobodnie po mieście.
Z ust [Zysia] Ejbuszyca i [Judka Blakowski?] Blachowskiego dowiedzieliśmy się o wstrząsającym zajściu w obozie przy ulicy Łagiewnickiej 36. Przebywała tam między innymi dr Sima Mandels, pediatra, z mężem inżynierem i dwojgiem dzieci. Nieszczęście chciało, że bardzo piękna szesnastoletnia córka Mandelsów [Paulina] wpadła w oko Hansowi Biebowowi. Pewnego wieczora, będąc w stanie nietrzeźwym, dopadł ją w korytarzu, wciągnął do swego gabinetu i usiłował zgwałcić. Dziewczyna broniła się. Zaczęła krzyczeć. Natenczas nasz „pan życia i śmierci” przestrzelił jej oko i ciężko ją zranił. Matka zaczęła rozpaczliwie płakać. Biebow, żeby ją „uciszyć”, rozkazał natychmiast wysiedlić całą rodzinę. Ten sam los spotkał lekarza naczelnego dra [Wiktora] Millera, który ujął się za Mandelsami. Został wysiedlony z żoną [Ireną] i synkiem [Allanem]". (s. 211-212)

ONI, VII
4 IX 1944
„Jak dotąd, obóz przy ulicy Łagiewnickiej 36 pozostaje na miejscu i wykonuje te same prace, co obóz przy ulicy Jakuba 16. Mężczyźni ładują na stacji Radegast maszyny do wagonów, a grupa kobiet doprowadza do porządku opuszczone mieszkania". (s. 213)

ONI, VII
6 IX 1944
„Poprzedniego dnia w obozie przy ulicy Łagiewnickiej. [Hans] Biebow dowiedział się przypadkiem, że jedna z brygad kobiecych przywłaszczyła sobie jakiś przedmiot porządkowanego mieszkania. Kierownik Gettoverwaltung zapałał iście teutońskim gniewem. Zarządził zbiórkę, wybrał dziesięć kobiet i kazał im chodzić po podwórzu przed zebranymi robotnicami, wykrzykując: „Wir haben geplündert!” (Myśmy rabowały!).
Potem wygłosił dłuższe przemówienie na temat uczciwości. Wreszcie rozczulił się, wyraził ubolewanie z powodu likwidacji getta i powiedział: „Po co mi to wszystko, skoro i tak wojna się kończy..." (s. 213-214)

ONI, VII
9 IX 1944
„Biebow opuszcza Łódź na cały tydzień, a więc wyjazd obozu przy ulicy Łagiewnickiej 36 odwlecze się chyba do jego powrotu. Ta wiadomość jest dla nas pewnego rodzaju pociechą". (s. 215)

ONI, VII
12 IX 1944
„Nasze obawy, dotyczące obozu przy Łagiewnickiej 36, okazały się – na szczęście - przedwczesne. Przyjaciele odwiedzili nas w dniu wczorajszym i opowiedzieli różne nowinki z getta.
[Hans] Biebow, pozostawszy sam na „polu walki” odgrywa się na zwolennikach [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. Dla przykładu: lekarz, dr [Albert] Mazur z polecenia Gettoverwaltung - wozi fekalia. .
Podobno niedaleko nas, gdzieś w okolicy Starego Rynku, znajduje się jakiś olbrzymi schron, w którym ukrywa się kilkaset osób. Przypuszczają, że na terenie całego getta wegetuje około dwu tysięcy ludzi. Niemcy oświadczyli niedawno, że według ewidencji około 4 tysięcy ludzi ulotniło się bez śladu. Oczywiście liczby te są grubo przesadzone". (s. 216)

ONI, VII
13 IX 1944
„Okazuje się, że obóz zbiorowy przy Łagiewnickiej 36 wysłał już siedemdziesiąt wagonów różnych maszyn oraz części baraków, produkowanych przez resort Hilfshauserbau (budowa domów pomocniczych). Wczoraj jednak dworzec towarowy nie dostarczył ani jednego wagonu. W ten sposób potwierdza się wiadomość o tzw. szperze kolejowej". (s. 217)

ONI, VII
17 IX 1944

„Obozem przy Łagiewnickiej 36 administruje „komendantura", w skład której wchodzą: aspirant [Salomon] Lewin (były kierownik resortu słomianego), [Dawid] Feiner (były kierownik resortu krawieckiego) i [Marek] Kliger (były kierownik Sonderkommando ). Reszta skoszarowanych podlega tej trójce, bez względu na uprzednio zajmowane stanowisko, zawód, wiek i płeć". (s. 219)

ONI, VII
18 IX 1944
„Dziś obchodzimy żydowski Nowy Rok - 5705. Według hebrajskiego kalendarza jest to siódmy rok obecnej wojny. […]
Nie udało im się wykręcić od pracy. Plany odprawienia modlitw świątecznych w obozie przy Łagiewnickiej 36 spełzły na niczym. „Komendantura", obawiając się kontrolnych „odwiedzin" [Heinricha] Schwinda, zarządziła wcześniejszą zbiórkę i natychmiastowy wymarsz do robót. O godzinie 6.30 nikogo już w obozie nie było. Pocieszający natomiast jest fakt, że przestano w ogóle mówić o wyjeździe". (s. 220)

JA/ONI, VII
19 IX 1944
„Dwudziesty drugi dzień spędzony w nowej kryjówce. Dziś złożył nam wizytę tylko jeden z przyjaciół. Drugi pozostał w obozie [Łagiewnicka 36], gdzie udało się tym razem odprawić krótkie nabożeństwo. „Komenda” była w rozterce, ale tradycja okazała się silniejsza niż obawa przed niespodzianym najściem kontroli z Gettoverwaltung". (s. 220)

JA/ONI, VII
5 X 1944
„Obóz przy ulicy Łagiewnickiej 36 - mimo oficjalnych zapowiedzi - nie wyjechał. Już z samego rana nasz przyjaciel zjawił się ze swą grupą na terenie resortu i niezwłocznie pośpieszył do naszej kryjówki, by podzielić się z nami tą dobrą wiadomością.
W dniu wczorajszym sytuacja była jeszcze bardzo niepewna.
Z braku jakichkolwiek dyrektyw - odwołujących wyjazd bądź też nakazujących stan pogotowia - obóz do późnych godzin wieczornych czynił gorączkowe przygotowania. Gdy już wszystko było spakowane, [Aron] Jakubowicz około północy udał się na Bałucki Rynek, by usłyszeć z ust [Hansa] Biebowa ostatnie instrukcje. Kierownik Gettoverwaltung odbywał właśnie konferencję z [Otto] Bradfischem. Konferencja była prawdopodobnie suto zakrapiana alkoholem, bo po jej zakończeniu Biebow przyjął wprawdzie Jakubowicza, ale był nietrzeźwy. Chwiejąc się na nogach, obwieścił mu krótko, że obóz nie wyjeżdża, a szczegóły poda mu w dniu jutrzejszym. Jakubowicz tyle tylko chciał usłyszeć. Powrócił więc z tą radosną nowiną do obozu.
Władze zarządziły, że na wypadek wyjazdu obozu przy Łagiewnickiej 36, [Marek] Kliger, stomatolog [Donat] Szmulowicz oraz wszyscy szewcy i krawcy mają pozostać w getcie i przenieść się na Jakuba 16. Widocznie Niemcy zamierzają do końca korzystać z ich usług". (s. 227)

ONI, VII
13 X 1944

„Część ludzi z Łagiewnickiej 36 w razie ich wyjazdu ma przejść na Jakuba 16 i taka sama ilość ma z Jakuba 16 przejść na Łagiewnicką 36, by z nimi wyjechać. I to się rozumie, bo „sprzedano" przecież 605 dusz, więc muszą one być dostarczone. Na początku miało pójść 60 osób, potem 43, a w końcu 21 osób. Gdy B. [Hans Biebow] przyszedł na Jakuba 16, by te 21 osoby wybrać, nikt dobrowolnie nie chciał przejść na Łagiewnicką 36, i nawet gdy on wyznaczał, to odmawiano przejścia tak, że nawet on bił po twarzy i niektórych podobno nawet skatował. Ta sprawa nie jest jeszcze załatwiona, bo ci z Łagiewnickiej, gdy zostali, również niechętnie chcą pójść na Jakuba 16.
Wczoraj na Łagiewnickiej 36 odbierano „dobrowolnie" budziki. Też przedmiot wartościowy. Coraz więcej przechodzimy do przekonania, że w Niemczech wszystkiego brak.
Dzisiaj dostaliśmy od znajomych stamtąd (Łagiewnicka 36) liścik, gdzie nam piszą, że wskutek braku białka w pożywieniu ludzi tam dostają obrzęków głodowych[…]
Wobec tego, że kazano mieszkańcom Łagiewnickiej 36 poduszki i kołdry zapakować do worka, nie mają teraz na czym spać ani czym się przykryć. I dlatego chodzą oni do sąsiednich domów na poszukiwanie pościeli. Jedna taka partia w jednym z mieszkań zabrała pościel, […] i gdy ją przyniosła do obozu, to znalazła w nich ludzkie nogi, od pachy aż do stóp. Górna część ciała albo została zjedzona przez szczury, albo się rozpadła w ciągu tych 7 tygodni. Zrobiło to na obecnych bardzo przykre wrażenie.
[…] W końcu koło godz. 15-ej odwiedził nas nasz znajomy z obozu Łagiewnicka 36 i opowiedział nam dużo ciekawych rzeczy.
Pracuje on w grupie, która przestawia słupy gettowe, a mianowicie po oczyszczeniu przez inną grupę mieszkań od wszelkiego chłamu chodzi niemiecka komisja i ogląda wszystkie domy pewnej dzielnicy, i oznacza jedne kółkiem, a drugie krzyżykiem. Jedne z nich podlegają rozbiórce, a drugie zostaną. Potem idzie właśnie wyżej wymieniona grupa i stawia nowe słupy gettowe i łączy je drutem, zmniejszając w ten sposób getto, albo, lepiej mówiąc, wydzielając tę dzielnicę z getta". (s. 233-235)

ONI, VII
15 X 1944
„Obóz Łagiewnicka 36 dalej trzymają w napięciu. Wczoraj im zakomunikowano, że termin odjazdu jest wyznaczony na sobotę 21 października 1944 o godz. 8-ej rano. W piątek mają ich wykąpać. Nie wierzę w ten termin, jak i w poprzednie". (s. 236)

JA/ONI, VII
9 X 1944
„[W]szyscy są zdania, że teraz naprawdę jadą. Wczoraj ładowali do jednego wagonu, zmieściło się tylko niecałe 300 sztuk, a więc mniej niż połowa. Na wagonie był jako miejsce przeznaczenia oznaczony Oranienburg, a fracht podobno wystawili do Königswusterhausen. W każdym razie cała sprawa jest pokryta tajemniczością. Jeżeli oni sami mają przejść przez obóz w Oranienburgu i tam być dezynfekowani, to dlaczego paczki mają pójść wprost i nie być dezynfekowane. Przejście przez obóz w Oranienburgu jest bardzo niebezpieczne. Sądzę, że nie wszystkich puszczą dalej, a część na pewno tam zatrzymają albo poślą gdzie indziej. Ja osobiście nie wierzę, by w sobotę już mieli pojechać. W obozie wybuchła wśród dzieci szkarlatyna i rodziny z chorymi dziećmi przechodzą na Jakuba". (s. 242)

JA/ONI, VII
11 X 1944
„Dziś, po wczorajszej nieobecności, nasi przyjaciele się znowu pojawili. Ale aby utrzymać pewną zwięzłość, należy wszystko opowiedzieć po porządku.
We wtorek rano nasi przyjaciele nie przyszli i należało z tego wnioskować, że albo już pojechali, albo jadą lada chwila. Wobec zmienionej naszej sytuacji, by wiedzieć, kiedy na terytorium resortu wkraczają obce osoby, a w pierwszym rzędzie władze niemieckie, wystawiliśmy na I piętrze w mieszkaniu [Mordki] Bajgelmana (na balkonie leżąc, wysuwając tylko połowę głowy poza linię muru) posterunek, od godziny 7-ej do 17.30. […] Noc z wtorku na środę przeszła normalnie i spokojnie. Następuje środa rano. Dyżury na posterunku wyznaczono w tej samej kolejności. O godzinie 7.15 słyszymy nagle, że dyżurny z wielkim hałasem leci na dół, już chcieliśmy zgasić światło, gdy wtem dyżurny wpada z okrzykiem radości „Są". Miało to oznaczać, że nasi przyjaciele wraz ze swą grupą przyszli znowu do resortu. I rzeczywiście, parę chwil później w naszych zamaskowanych drzwiach stoją obydwaj nasi przyjaciele z pozdrowieniem Szolem Alejchem. Jeden z nich poszedł do pracy, a drugi przyszedł do nas i w ciągu półtorej godziny opowiedział nam, co oni przeżyli w ciągu tych półtora dnia. Postaram się to tu zwięźle powtórzyć. Otóż w poniedziałek, koło godziny 15-ej [Aron] Jakubowicz miał do nich przemówienie, że wobec tego, że nie ma oficjalnego potwierdzenia odwołania wyjazdu, więc jadą jutro, we wtorek rano. Wobec tego niech każdy zapakuje dla siebie worek, w który może włożyć następujące rzeczy: ubranie robocze, 1 parę butów do pracy, 3 koszule, 3 pary gaci, 2 prześcieradła, kołdrę i poduszkę itp. rzeczy. Wszyscy przystąpili do zapakowania swych najlepszych rzeczy. Dlaczego najlepszych, bo te, co mają na sobie, zostawią w zakładzie kąpielowym, przez który będą musieli przejść. Wczoraj przystąpiono do „dobrowolnego" oddania rzeczy cennych, w pierwszym rzędzie zegarków, obrączek, nie mówiąc już o brylantach, złocie, srebrze i walucie obcej i niemieckiej, ale nawet wieczne pióra i wieczne ołówki były odbierane. Po krótkim czasie powiedziano, że należy oddać wyroby skórzane, a więc walizki, teczki itp. I te rzeczy oddano. Dużo osób uważało i uważa nadal, że to wszystko będzie okupem za niewyjeżdżanie z Łodzi i że rzeczy swych zapakowanych do worka już nigdy nie zobaczą, a o „dobrowolnie" oddanych wcale więcej nie myślą. W ciągu całego dnia co parę godzin „wydawano komunikat" o wyjeździe, który raz głosił, że jadą nieodwołalnie we środę, a drugi raz, że wyjazd odwołano. Była to prawdziwa wojna nerwów. A pomimo to ze względu na wczorajsze święto Symcha Tora balowano i pito wódkę na potęgę. Do późnej nocy nie było nic stanowczego wiadomo. Dopiero we środę rano, tzn. dziś, kazano grupom normalnie pójść do pracy na swoje stare stanowiska. ,,I oto jesteśmy", zakończył nasz przyjaciel swe opowiadanie.
[…] Teraz jeszcze jedno zdarzenie należy tu opisać. W poniedziałek koło godz. 12-ej usłyszeliśmy nagle w ślusarni ruch i jakby szurganie, byliśmy przekonani, że to ktoś zabrał nam złożony tam worek kartofli lub mąki, tym bardziej że krótko przedtem stanęła przed resortem jakaś bryczka czy dorożka. Jakiś czas byliśmy zdania, że to któryś z naszych przyjaciół, i byliśmy mocno zdziwieni, że nie powiedział on umówionego hasła. Nasze panienki chciały nawet wyjść, ale je siłą zatrzymaliśmy, i okazuje się, że dobrze zrobiliśmy, bo był to Niemiec, który przyjechał do resortu i przypadkowo zabłądził do ślusarni, a szurganie to pewnie było drzwiami. W każdym razie mieliśmy dużo szczęścia". (s. 230-233)

ONI, VII
21 X 1944
„W obozie na Łagiewnickiej 36 wybuchła epidemia szkarlatyny wśród dzieci. Z tego powodu już 21 [października] 51 osób zostało przetranslokowanych na Jakuba 16, bo rodzice i krewni chorych dzieci też zostają tu, a na ich miejsce z Jakuba 16 poszło 5 osób do obozu na Łagiewnickiej 36 i ewentualnie z nimi dziś pojechało". (s. 244)

JA/ONI, VII
22 X 1944
„W obozie na Łagiewnickiej zostało po ich wyjeździe dużo daktyli, fig, milchpulveru i różnych innych tego rodzaju rzeczy oraz cała skrzynia zegarków, której nie zdążyli oddać Niemcom. Z tego powodu ludzie z Jakuba mają do nich usprawiedliwiony żal, że im nic oddali, bo w sobotę po obiedzie zabrali to wszystko Niemcy, oczywiście prawdopodobnie nieoficjalnie, a powinni byli w piątek ich zawołać, pokazać, gdzie co leży, i kazać im w sobotę w razie ich wyjazdu zabrać. Choć był między tymi dwoma pewnego rodzaju antagonizm, to jednakże w tym wypadku powinni byli to ustalić.
Opowiadają, że wyjechali oni w sobotę o 12-ej w południe po 37 osób w wagonie. [Hans] Biebow się z nimi pożegnał, z [Aronem] Jakubowiczem się nawet pocałował, był na dworcu sprawdzić, jak Jakubowicz się urządził w wagonie".  (s. 245-246)

ONI, VII
25 X 1944
„Doszły nas wiadomości, że w ogrodzie na Łagiewnickiej 36 znaleziono ogromne skarby, a mianowicie, trzy kasetki z biżuterią, kilka skrzyń z gotowymi ubraniami I gatunku, moc materiałów włókienniczych, najlepszej prominencji, skrzynkę grzebieni itd. Wydal to Niemcom podobno młody chłopak z Bałuckiego Rynku (Żyd!).
Dziś na ulicy Żydowskiej, przy zbiegu z Kościelną, pracowali Polacy i coś rozbijali, czy to mur, czy bruk". (s. 248)

ONI, VII
3 XII 1944
„Budynek przy ul. Łagiewnickiej 36, w którym mieścił się resort krawiecki, został wyłączony z terenu getta. Będzie w nim niemiecki szpital wojskowy". (s. 257)

&amp;nbsp;

Irene Hauser
JA, III B

„17 lipca 1942 r.: […] Byłam z Bubim w szpitalu, ale w niedzielę muszę tam pójść jeszcze raz, ponieważ potrzebuję potwierdzenia Leo, także z powodu mieszkania.” (s. 49)

„18 lipca 1942 r.: Dziś 18 lipca. Już nie mogę. Albo jakiś lekarz mi jeszcze pomoże albo nadciąga mój koniec. Jutro idę do szpitala. Dr [Feliks] Proskauer przepisał ze względu na

niedożywienie mnie i dziecku 50 dkg drożdży i węgiel. Kosztowałoby to 75 mk. ale tak w sklepie nabiałowym [kosztuje] 7 mk. Bóg da, że to pomoże, bo ja już dalej nie mogę. Bubi dodaje odwagi.” (s. 49)

JA/ONI, III B

„23 lipca 1942 r.: [Leo] idzie i sprzedaje ubranie dziecka. Wszystko chce zabrać, o gdyby już był koniec. Leżę jak sparaliżowana. On nie chce zawołać lekarza, bo nie chce płacić. Żal mi biednego dziecka. Pani Fuchs chodziła ze mną dwa razy do dr. [Maxa] Konnsteina. Zostałam zbadana i przepisał mi lekarstwa, także drożdże. Bubi zjadł mi 20 dkg z głodu, gdyż nie było chleba. Dziś idę na prześwietlenie do szpitala. Potem mam iść do pracy, żeby dostać talon. Z powodu silnego niedożywienia mam straszne bóle w plecach. I głód.” (s. 51)

ONI, IV

„1 września 1942 r.: […] Dzisiaj 1 września zabrano całe szpitale, wysłano wszystkich, dzieci z mieszkań. Jeśli Erich będzie musiał, ja też pójdę. Pogoda – burza i zimno. Alarm.” (s. 62)</document>
<document nplp_id="12475" title="ŁAGIEWNICKA 63   (Resort Rymarski)" slug="lagiewnicka-63-resort-rymarski">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA, II A
14 sierpnia 1941 r.: „Ryśka Podlaskiego ojciec [Józef Podlaski] został kierownikiem Resortu Rymarskiego [Łagiewnicka 63], więc przyrzekł mi, że się postara o pracę dla ojca. Może coś z tego wyjdzie.” (s. 182)

16 sierpnia 1941 r.: „Podlaski przysłał dziś po mego ojca. Ma on dla niego pracę w szopie rymarskim [Łagiewnicka 63] przy jakiejś maszynie, która ma w tych dniach nadejść do getta. Ojciec będzie mógł mieć do 18 Rm tygodniowo. Nareszcie będzie coś stałego!” (s. 182)

ONI, II A
21 sierpnia 1941 r.: „Ojciec zaczął już pracować w szopie rymarskim [Łagiewnicka 63] u [Józefa] Podlaskiego. Teraz dostał też zawiadomienie z Placu Węglowego [Łagiewnicka 29/31], gdzie przedtem pracował, że może wrócić do pracy. Naturalnie ojciec woli szop.” (s. 184)

JA/ONI, II A

4 października 1941 r.: „Odbyła się dziś konferencja Rumkowskiego z wszystkimi nauczycielami getta. Oświadczył on, że z powodu mającego nastąpić przybycia do getta 20 000 Żydów z całych Niemiec, przesuwa przerwę w nauczaniu, która miała być w zimie, na teraz, a zimą się zobaczy… […] Zdaje się, że to już koniec szkolnictwa w getcie. […] Znów rozpoczyna się run po zajęcie. Tym razem dużą ilość młodzieży mogą przyjąć resorty. Kilku moich kolegów ma już zacząć pracować w charakterze uczniów w szopie rymarskim u [Józefa] Podlaskiego [Łagiewnicka 63]. Będę jutro u Ryśka [Podlaskiego] i pomówię o tym samym. Po kilku dniach praktyki można już zacząć zarabiać. Jest to, zdaje się, lepsze od jakiejś głupiej posady gońca, bo ma się na wszelki wypadek fach w ręku.” (s. 206)

JA, II A
15 października 1941 r.: „Jeszcze dzisiaj jesteśmy w Marysinie. Wiedeńczycy przyjadą dopiero jutro. Latam całymi dniami po różnych znajomościach i protekcjach, aby gdzieś dostać robotę, ale na razie na próżno. […]. Mógłbym już zacząć pracować w szopie stolarskim, ale mam tam trudności, gdyż żądają ankiety z Wydziału Szkolnego, której już teraz nie można otrzymać. W szopie u [Józefa] Podlaskiego [Łagiewnicka 63] też jeszcze na razie nie można zacząć.” (s. 211)

18 października 1941 r.: „Byłem dzisiaj w Resorcie Stolarskim [Drukarska 12/14] u mego tamtejszego „protektora”, ale nic nie zrobiłem. Komisarz resortu uparł się, że bez ankiety z Wydziału Szkolnego mnie nie przyjmie. Z Rymarskiego Resortu [Łagiewnicka 63] też na razie nic nie wychodzi. Na podanie naturalnie odpowiedzi nie ma. Diabli wiedzą, jak długo jeszcze będziemy się tak kręcić.” (s. 212)

22 października 1941 r.: „Poszedłem dziś z rana z ojcem do resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 63], aby pomówić z [Józefem] Podlaskim. Przyrzekł mi, że za dwa, trzy dni utworzy grupę uczniów, w której ja będę. Radzi mi się rymarstwa nauczyć, bo można potem do 4 Rm dziennie zarobić. Fachowcy zarabiają dziś 4–5 Rm dziennie. Chciałbym już, żeby to jak najprędzej nastąpiło. Wszystkie inne szanse zdają się odpadać.” (s. 214)

23 października 1941 r.: „Jutro idę do Resortu Rymarskiego [Łagiewnicka 63]. Zawiadomił mnie dzisiaj Rysiek Podlaski, jak i innych chłopców, których też wtrynił. Z naszej klasy zdaje się pięciu lub sześciu. Tak więc się złożyło, że nowy zeszyt rozpocznę już jako terminator rymarski. Chwilowo moja kariera „uczniowska” została co najmniej zawieszona. Czy jeszcze kiedyś będę uczniem – nie wiem. Śmiem nawet w to wątpić. A może? Teraz jednak grunt to zarobić i pchać bidę nadal. Byle wytrzymać, byle przepchać.” (s. 214)

JA, III A
19 marca 1942 r.: „Nic nie wskórawszy u Ryśka [Podlaskiego], poszedłem dziś rano do centrali [Resortu Skórzano-Rymarskiego, Łagiewnicka 63], bezpośrednio do starego [Józefa] Podlaskiego, poprosiłem go o przydzielenie mi nowo tworzącej się grupy uczniów. Zupełnie łatwo uzyskałem jego zgodę. Pytał się tylko, czy mi się opłaca na [!] 2,50 Rm dziennie. Będę więc już najprawdopodobniej od niedzieli grupowym.” (s. 217)

21 marca 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] dowiedziałem się, że zostałem oficjalnie mianowany przez Podlaskiego grupowym wraz z jeszcze dwoma młodymi rymarzami z innych grup, Szmaragdem i Skoczylasem. Przychodzimy jutro po południu. W mojej grupie będzie też Nadzia.” (s. 218)

JA/ONI, III A
9 kwietnia 1942 r.: „Przemawiał dziś o 3-ej na podwórzu w centrali [resortu rymarskiego, Łagiewnicka 63] Rumkowski. Mowa jego uczyniła przygnębiające wrażenie. Wyszła dziś bowiem należna już racja kuchenna z cukrową na trzy tygodnie z góry (do 1-go maja), a jest w niej tylko 6 kg kartofl i na osobę, 2 kg warzyw, 1/2 kg mąki, 40 dkg cukru, 20 dkg margaryny itd., to wszystko na cały kwiecień! Rumkowski zaś ze swej strony sam dodał, że jedzenia jest coraz mniej i będzie jeszcze mniej i że chce on to trochę, co jest, dostarczyć prosto do konsumentów. Dlatego ma zamiar skasować kuchnie resortowe i dać odpowiedni przydział do domu. Ale zdaje się, że lepiej nie będzie, bo to, co teraz kradną w kuchni, odejmie Rumkowski z ogólnej sumy, a co się dostanie, zje się przedterminowo. Nie kijem go, to pałką. Prócz tego oświadczył, że z powodu braku sił będzie się pracować. tylko siedem godzin dziennie. Mówił dużo, ale nic ważnego nie powiedział. Demagogia chorego na manię wielkości.” (s. 227-228)

10 kwietnia 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] jest teraz nowy urząd opiekuna młodzieży pracującej z ramienia Wydziału Szkolnego. U nas [Szopena 4] jest nim [Mojżesz] Wolman, nauczyciel żydowskiego na Marysinie. Na jutro zwołał konferencję grupowych i kierownictwa.” (s. 228)

21 kwietnia 1942 r.: „Nareszcie mama załatwiona. Paręset osób z wczorajszej listy resortowej otrzymało kartki, aby stawić się dziś o 2-ej na przegląd do resortu. Mama między innymi. Kilka godzin czekali ustawieni wojskowo na dziedzińcu resortowym [Łagiewnicka 63]. W komisji był [Mordechaj Chaim] Rumkowski, [Aron] Jakubowicz, którzy wkrótce odjechali, wreszcie [Józef] Podlaski, [Maksymilian] Seligman i dwóch policjantów. Pytano, ile osób w rodzinie, ile, kto i gdzie pracuje. Części kazano czekać na przydział pracy, a części kazano zgłosić się na komisję. Przyjmowano tych, których większość członków rodziny pracuje. Mamę przyjęto. Jutro ma dostać kartkę na pracę. Na komisję nie musi się stawić. […] W resorcie [rymarskim] dają już od kilku dni zamiast kotletu [!] – 5 dkg kiełbasy. Wszyscy są bardzo zadowoleni z tej zmiany.” (s. 234-235)

ONI, III B
1 sierpnia 1942 r.: „Podobno w resorcie naszym robota się kończy. Na Szopena [4] i w Centrali [Łagiewnicka 63] od tygodnia już prawie nic nie robią, a nasze KaTeGie też pono na wykończeniu. Nowych zamówień nie ma. Czyżby to był już jakiś dobry znak? Oby!” (s. 296)

JA/ONI, V A
5 marca 1943 r.: „[Nadzia pole]ciała do [Józefa] Podlaskiego, który przyrzekł przyjąć ją z powrotem do resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 63] i kazał jej zgłosić się w poniedziałek.”
(s. 365)
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
11 X 1944
„Jak nas informowano na Łagiewnickiej 63, w dawnej hali Metall I zbiera się pościel z całego getta. Podobno, żeby ją wywieźć, trzeba będzie 300 dużych wagonów towarowych. Jeżeli sądzić wg tego, cośmy widzieli porozrzucanej w mieszkaniach pościeli, to wcale nie jest przesadzona cyfra".
(s. 231)

JA/ONI, VII
24 XI 1944
„"Urządziliśmy się" już jako tako w obozie. Ja pracuję na Łagiewnickiej 63 przy oczyszczaniu puchu i pierza, a żona z córką w resorcie papierniczym. […]
Nasza praca na Łagiewnickiej 63 nie ogranicza się, oczywiście, do samego puchu i pierza, które z kolei ładuje się na stacji Radegast i wysyła do Niemiec. Wraz z pościelą przychodzą do nas różne rzeczy osobiste z „oczyszczonych" mieszkań żydowskich, a więc ubrania, suknie, różnego rodzaju okrycia, bielizna itp. Wszystko to należy bardzo starannie posegregować na użytek nowych właścicieli - uchodźców ze zbombardowanych miast Trzeciej Rzeszy.
Wczoraj przybył do nas [Erich] Czarnulla i polecił przygotować jak najszybciej 500 kompletów ubrań i bielizny oraz tyleż kompletów garnków, misek i naczyń. Wszystko to dla potrzeb Drezna".
(s. 256)

JA, VII
26 XI 1944
„Wczoraj doznałem wstrząsu: wśród rzeczy przydzielonych mi do segregacji znalazłem bieliznę i zielony kapelusz dra [Daniela] Wajskopfa".
(s. 256)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12477" title="ŁAGIEWNICKA 72   (oddział Resortu Rymarskiego)" slug="lagiewnicka-72-oddzial-resortu-rymarskiego">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III B,   JA/ONI

26 czerwca 1942 r.: „I nic. Dalej się pracuje, dalej się głoduje i żadnych widoków na najlichszą bodaj zmianę. Ciągle powiększa się resorty, buduje się nowe, i rozszerza się cmentarz. Resort nasz otworzył w dwóch domach niedaleko nas [Łagiewnicka 72] nowy oddział przeszkoleniowy dla dzieci z kolonii na Marysinie. U nas roboty jest moc.” (s. 277)

28 czerwca 1942 r.: „Dowiedzieliśmy się dziś w resorcie [rymarskim, Szopena 4], że od jutra niespodziewanie grupa moja i [Henryka (Nonka)] Fluga przechodzą na ulicę Łagiewnicką 72, dokąd przyjdą też trzy grupy z centrali. Powstaje tam nowy oddział „Leder und Sattler”. Z przeprowadzki tej jestem bardzo zadowolony, albowiem dostajemy dobry i przestronny lokal na pierwszym piętrze, zamiast trzeciego, na którym dotąd pracowaliśmy na ul. Szopena 4. Na nasze miejsce przyjdą nowi uczniowie – dzieci z Marysina. Przeniesienie mojej grupy do nowego budynku wyróżnia nas zaszczytnie, ale cóż z tego, skoro do jedzenia nic z tego

nie będzie ani nie dodaje nadziei na rychły koniec wojny. Wszystko świadczy raczej przeciwnie.” (s. 278-279)

III B,   JA

29 czerwca 1942 r.: „Pracowaliśmy już dzisiaj w nowym lokalu [Łagiewnicka 72]. Żeby tylko było co do jedzenia, to jest wcale niezły lokal. Mamy dwa pokoje dla rymarzy i pokój dla „vorrichtowni”.” (s. 279)

1 lipca 1942 r.: „Nie spałem dosłownie całą noc. Latałem po pokoju i skręcałem się z bólu, który nie ustawał ani na chwilę. Z rana byłem u dentystki [Łagiewnicka 34/36], która wobec twardości tworzącego się wrzodu oraz nabrzmienia twarzy nie mogła mi zęba usunąć, tylko kazała wziąć jakiś środek profilaktyczny, proszek na ból i przyjść jutro na otworzenie wrzodu. Tymczasem męczę się okropnie. Czuję, że mam nawet gorączkę, jestem strasznie osłabiony i nie mogę nic robić. Z resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 72] uciekłem po godzinie pobytu i natychmiast położyłem się do łóżka. Chleb przyniosła mi Nadzia do domu [Spacerowa 5/7]. Spuchlizna staje się coraz większa.” (s. 280)

2 lipca 1942 r.: „Znów leżałem prawie cały dzień w łóżku [w domu], do resortu [Łagiewnicka 72] poszedłszy tylko po to, żeby oddać legitymację na chleb. Wszystko załatwia teraz [Rywen] Skoczylas. Sporządzili w resorcie jakąś listę grupowych, nie wiadomo po co. Ciągle prawie śpię, o ile nie dokucza mi zbytnio ból.” (s. 280)

6 lipca 1942 r.: „Ustatkowała się już robota w nowym resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 72]. Oddaliśmy cały towar na Szopena 4 i teraz bierzemy już we własnym składzie.” (s. 281)

16 lipca 1942 r.: „Dziś dostaliśmy w resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 72] pierwszy raz zupę. W skład jej wchodzą głównie najrozmaitsze liście. Inne, szczęśliwsze pod tym względem resorty, jak też wszyscy urzędnicy i czarni robotnicy otrzymują w dalszym ciągu chleb.” (s. 286)

18 lipca 1942 r.: „Dziś poszliśmy do resortu [rymarskiego, Łagiewnicka 72] tylko po zupę. Pracy nie było, albowiem zrobiono na naszym piętrze dezynfekcję siarkową ze względu na robactwo. Od jutra mamy znów pracować na pierwszej zmianie, ale zdaje się, że jeszcze jutro – z tego samego co dziś powodu – pracy nie będzie. W szkole taka przerwa oznaczałaby frajdę, a tu stanowi tylko bolesną lukę w żołądkach. Jeszcze szczęście, że dostajemy zupę.” (s. 287)

21 lipca 1942 r.: „Pracowałem dziś [w resorcie rymarskim, Łagiewnicka 72] pierwszy raz z moją nową grupą. Nadzię [Sierakowiak] też sprowadziłem do siebie. Jestem z tej zmiany, gdy już stała się faktem zadowolony, albowiem grupa pracuje wcale nieźle i porządek w niej jest całkiem solidny. Przede wszystkim mam w dużej mierze upragniony spokój. Bez wspólników, bez kłopotów.” (s. 288-289)

III B,   ONI

22 lipca 1942 r.: „Getto rozwija się ciągle. A raczej przedsiębiorstwo zwane Gettoverwaltung (spółka kapitalistów niemieckich i ewentualnie [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego i [Arona] Jakubowicza, eksploatująca getto jako ośrodek przemysłowy), rozszerza coraz bardziej zakres swej działalności, zdobywając miliony życiem i zdrowiem setki przeszło tysięcy pracujących w resortach i na wewnętrznych placówkach państwa „des Aeltesten der Juden”. Obecnie cały blok domów przylegających do naszego resortu [Łagiewnicka 72] przebudowuje się na przyjęcie powiększonego Resortu Metalowego i nowych oddziałów Resortu Rymarskiego.” (s. 289)

III B,   JA/ONI

4 sierpnia 1942 r.: „Był dziś w naszym resorcie [Łagiewnicka 72] Niutek [Radzyner], który chciał się zobaczyć z Szijem Sonabendem. Ze mną stosunki jedynie koleżeńskie. Rozmówiłem się w tym tygodniu z Szijem, który zupełnie dobrze rozumie moje stanowisko pisarskie, pozażyciowe, i mą niechęć do działania bezpośredniego. Zapytał mnie, czy chciałbym korzystać z ich organizacji dla rozszerzenia [!] mych utworów. Chętnie się zgodziłem, bo tym jedynie mogę się im przysłużyć, albowiem wszystko, co piszę, jest prawie w stu procentach zgodne z ich poglądami.” (s. 298)

III B,   JA

8 sierpnia 1942 r.: „Kupuję ostatnio w resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 72] drugą zupę. Kosztuje mniej więcej 3 Rm. „Wrobić” zupy kuchni mimo usiłowań mi się nie udaje. A inni, którzy mają tylko byle jaką protekcję, opływają (dosłownie!) w zupy. Dlatego też codziennie są starcia przy wydawaniu obiadów, bo rzadko kto znajduje w swej zupie należne 10 dkg kartofl i, a ilości mąki i innych tego rodzaju dodatków naturalnie że sprawdzić nie można. Mimo to kuchnia gwiżdże sobie na wszystkie protesty i wyżerka personelu wraz z wyższymi fi gurami resortu idzie na całego.” (s. 300)
</document>
<document nplp_id="12479" title="KOWEL  (poza Łodzią)" slug="kowel-poza-lodzia">Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

5 listopada 1939 r.: „Wieczorem dowiedzieliśmy się, że wrócił mąż mojej kuzynki, który był dotychczas w Kowlu, zajętym przez Rosjan. Opowiada, że z powodu olbrzymiego natłoku ludności żywność jest bardzo droga, pomieszczeń brak, ale tego, co tu zastaje, nie ma wcale. Żadnych szykan, porządek utrzymywany wzorowo. Rosjanie podobają się wszystkim, są dobrzy i uczynni.” (s. 91)

</document>
<document nplp_id="12480" title="BIAŁYSTOK   (poza Łodzią)" slug="bialystok-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

10 grudnia 1939 r.: „Dostaliśmy dziś wiadomość od kuzynów, którzy wyjechali do Białegostoku. Są zdrowi, ale pracy jeszcze nie mają.” (s. 106)</document>
<document nplp_id="12483" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; POZNAŃ (obóz pracy)   [TRASA]" slug="lodz-poznan-oboz-pracy-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   ONI

16 kwietnia 1941 r.: „Wyjechało [z getta – A.S.] już kilka tysięcy osób. Zdaje mi się, że to szczęśliwcy, którzy zdobywają sobie nowe, nieistniejące w getcie szanse na przetrzymanie tej wojny. Wszystkie listy, które przychodzą od tych wysłanych na roboty, zapewniają o nieznanej już w getcie sytości: „Mamy jeść, jeść i jeszcze raz jeść…”.” (s. 123)

3 maja 1941 r. „Znów ogromne partie robotników wyjeżdżają do Niemiec [właśc. do Poznania – A.S.] na roboty. Wszyscy ci od 18 do 45 lat, którzy się dotąd zarejestrowali, otrzymali już kartki na wyjazd. Ciekawe, czy odbędzie się jakaś dalsza rejestracja.” (s. 132)

III A,   ONI

14 maja 1942 r.: „Wysiedlanie Niemców skończone. Do potrzebnej liczby wysiedlonych (pracujący w większości zostali) dobrano jeszcze pewną ilość przestępców i ich rodzin z Żydów łódzkich. Prócz tego wyjechało w tym tygodniu dobrowolnie 200 mężczyzn na roboty drogowe do Poznania.” (s. 251)

III B,  ONI

27 maja 1942 r.: „Pabianiczanie i inni przybyli uciekają stąd na roboty do Poznania jak z piekła. Czegoś podobnego nie ma w całych Niemczech. Królestwo Chaima Rumkowskiego.” (s. 259)

6 czerwca 1942 r. „Tej nocy wzięto kilkuset pabianiczan [z łóżek] na roboty do Poznania. Ciągle przyjmuje [się] też zapisy ochotników. Ojciec zupełnie już przestał mówić o wyjeździe. Najprawdopodobniej dlatego, żeby mnie zrobić na złość.” (s. 268)

7 czerwca 1942 r. „Jutro odchodzi partia 250 osób do Poznania. Tyle mają wysyłać co tydzień. O ile zabraknie ochotników, wezmą przymusowo. Wczoraj zrobiono podobno obławę na „giełdzie” żywnościowej (ul. Pieprzowa i okolice) i kilkudziesięciu handlarzy zatrzymano. Widocznie znów coś się w getcie zacznie dziać, bo spokojnie zbyt długo być nie może.” (s. 268)

9 czerwca 1942 r.: „Coraz więcej mężczyzn wysyła się przymusowo na roboty do Poznania. Brano tej nocy z łóżek, z ulicy, a nawet miejsca pracy. Zwalnia się tylko niektórych resortowców. Partie odchodzą w przyspieszonym tempie. Ciekawe, że tych, którzy zarejestrowali się dobrowolnie, na razie wcale nie wzywają.” (s. 269)

III B,    JA/ONI

15 czerwca 1942 r.: „Tej nocy przeprowadzono znów obławy na mężczyzn i chłopców, których wysyła się natychmiast na roboty do Poznania. Przez ból zęba nie spałem kilka godzin i słyszałem jak chodzili po mieszkaniach „na polowanie”.” (s. 272)

III B,   ONI

30 czerwca 1942 r.: „Ojciec dostał dziś wezwanie na wyjazd do Poznania, jest to skutek ówczesnego zarejestrowania się. Miał pójść na noc spać do więzienia–obozu na Czarnieckiego [12/18], ale znajomy komisarz go zwolnił. Ojciec stara się też o zwolnienie z wyjazdu w ogóle, bo jakoś odechciało mu się wędrówki. Najprawdopodobniej mu się uda.” (s. 279)

Heniek Fogiel
ONI, III A  (14.05.1942)
„Wysyłają polskich Żydów też, ale tymczasem tych, co byli zwolnieni zeszłym razem z Marysina i karanych. Rejestracja mężczyzn na robotę do Poznania przy kolei dobrowolna. Dziś już wyjeżdża 200 osób. Przedtem przechodzą komisję lekarską. Jest dość dużo chętnych.” (s. 45)

ONI, III B (24.05.1942)

„Co do wysiedlania, to tymczasem cicho, że ci, co teraz wyjechali na robotę do Poznania, też będą mieli ciężką robotę. Że znów wyjadą mężczyźni na ciężką robotę poza getto. Aby wszyscy się rejestrowali i poszli pracować, to jest najważniejsze.” (s. 60)

ONI, III B (19.05.1942)

„Dziś znów nadszedł transport Żydów z Brzezin, też bardzo dobrze wyglądają, mieli dobrze jeść. Dzieci do 10 lat też wysłano gdzieś osobno, starsze osoby do 60 lat też osobno. Stemplowane też osobno. Zlikwidowano wszystkie resorty w Brzezinach i całe getto. Ci z Brzezin zabrali trochę pościeli, plecaki, jedzenie i pieniędzy, gdyż spodzie- wali się wysiedlenia. Dziś wyjechała na robotę do Poznania partia robotników, ale [!] pabianiczan, zdrowych i silnych chłopów jak te dęby.”(s. 53)

ONI, III B (29.05.1942)

„Rejestracja mężczyzn od 16 do 50 lat na robotę do Poznania, dobrowolna.” (s. 45)

ONI, III B (1.06.1942 r.)

„Dużo mężczyzn z Pabianic i Brzezin wysłano na robotę [do Poznania].” (s. 58)

ONI, III B (9.06.1942)

„Ale inne niebezpieczeństwo i strach padło na getto, a tym razem na mężczyzn, gdyż masowo biorą na robotę do Poznania, przymusowo! Tej nocy wyjęto z łóżek mężczyzn, którzy pracowali w kuchniach oraz z cmentarza robotników. Biorą, kogo się daje! Nie jadą Ci, co pracują w resortach! Podobno auto niemieckie łapało mężczyzn na ulicy i wywieźli ich też podobno na robotę! Dobrowolnie nikt się nie zapisuje, więc biorą na przymus! Prócz tego przechodzą komisję lekarską, ale bardzo mało zwalniają!” (s. 68)

ONI, III B (11.06.1942)

„Znów przysyłają karty na wyjazd do Poznania na robotę, przymusowo! i to ludziom niewinnym, niewiedzącym o niczym, którzy w ogóle nie chcą jechać, ale muszą! Tragedia nie do opisania! Zostawia się rodziców, żonę, dzieci, bliskich! I nawet nie będzie mógł się [!] z nimi korespondować, bo poczty nie ma! Tak że nigdy spokoju nie mamy!” (s. 66)

ONI, III B (11.06.1942)

„Z Wydziału Warzyw dużo robotników dostało karty na wyjazd do Poznania! Tych, co mają protekcję, to zwalniają, no i resortowców! Wszędzie ta przeklęta protekcja! Podobno jedzenia mają dosyć, tylko żyją w strasznych warunkach higienicznych! Pracują przy budowie autostrady i na polnej robocie!!!” (s. 70)

ONI, III B (15.06.1942)

„Dużo robotników spoza getta, co pracują przy rozwalaniu domów, wysłano na robotę do Poznania przymusowo!” (s. 67)

ONI, III B (28.06.1942)

„Od tych, co wysłano do Poznania, nadchodzą listy, że są zdrowi i pracują! Mówią! że od wysiedleńców są kartki, że są pod Krakowem na robotach i w miasteczkach. Inni znów mówią, że radio angielskie, rozumie się w tajemnicy, komunikuje, że wie bardzo dobrze, co Niemcy robią z Żydami wysiedlonymi z Litzmannstadt−Getto, że ich wszystkich zabito.” (s. 78)</document>
<document nplp_id="12485" title="ŁÓDŹ – WARSZAWA [TRASA]" slug="lodz-warszawa-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

24 listopada 1939 r.: „Ojciec koniecznie chce wyjechać. Grodzeńscy i dwaj synowie Rabinowiczów wyjechali dziś do Warszawy. Pierwszy w zamiarze dotarcia do Białegostoku, drudzy do Lwowa. Kamusiewiczowie umyślają też wyjazd. Tak jak i im i nam chodzi o pieniądze. Chciałoby się koniecznie spieniężyć graty i uciec od tego życia, nędzy i strachu.” (s. 100)

2 grudnia 1939 r.: „Wyjechali dziś Rabinowiczowie z Markiem. Ojciec kilka razy chciał z nimi jechać, lecz przemógł się i został.” (s. 103)

II A,   ONI

13 maja 1941 r.: „Co do nas, to [Mordechaj Chaim] Rumkowski wyjeżdża do Warszawy po lekarzy i reorganizuje aprowizację w getcie. Powiększa się ilość kooperatyw, tworzy się oddzielne kooperatywy warzywne, natomiast chlebne i żywnościowe się łączy.” (s. 136)

III A,   JA/ONI

18 kwietnia 1942 r.: „Próbowałem dziś trochę się przejść do różnych kolegów, ale nagle tak się zmęczyłem, że odechciało mi się już na długi czas wszelkich wędrówek. Byłem u [Aleksego] Engla [Zgierska 39], który ma wyjechać do Warszawy. (Ostatnio wyjechało kilkaset osób do Warszawy autobusem, prawie, a podobno nawet zupełnie, legalnie). Słyszałem jednak potem, że już nikt nie wyjedzie, bo coś tam się zepsuło. W każdym razie zaniosę mu adres Lolka Łęczyckiego. Niech doń zajrzy i z nim pogada. Byłem też u [Józka] Wolmana [Berka Joselewicza 14]. Czytał mi ustęp swego ostatniego poematu o Hitlerze. Bardzo mocna i ładna rzecz. Sam Wolman jest prawie załamany głodem i ostatnio nie pisze. Miał dziś w resorcie dwie pogadanki dla młodzieży, ale wyczerpały go one okropnie. Czuję się pod pewnym względem mniej osamotniony i przybity. Więc nie jestem jedynym, którego głód zabija duchowo (fizycznie zabija wszystkich).” (s. 231)

III A,   ONI

23 kwietnia 1942 r.: „Wyjechała dziś znów partia osób autobusem do krewnych do Warszawy. Ciekawym, czy [Aleksy] Engel też wyjechał. W Warszawie podobno jest świetnie. Getto otwarte, za pieniądze można wszystko, a pieniądze za pracę, o którą łatwo. A my giniemy.” (s. 236)

III B,    JA/ONI

26 czerwca 1942 r.: „Dowiedziałem się dziś, że [Aleksy] Engel i [Stefan] Kałuszyner wyjechali nareszcie do Warszawy. Ciekawym czy oddali ukłony Lolkowi Łęczyckiemu ode mnie. Podobno Stefan Kałuszyner tak się obżarł pierwszego dnia po przyjeździe do Warszawy, że dostał gorączki i leżał przeszło tydzień. Lecz z pewnością poczuł się syty, czego ja od dwóch lat nigdy jeszcze nie doświadczyłem.” (s. 277-278)</document>
<document nplp_id="12487" title="WARSZAWA   (miasto)" slug="warszawa-miasto">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   ONI

17 września 1939 r.: „A tymczasem wojska niemieckie okrążyły Warszawę i wysłały ultimatum do miasta, aby się poddało. Dowództwo Warszawy na ultimatum Niemiec nie dało zadowalającej Niemców odpowiedzi. I dlatego też armia niemiecka natychmiast rozpoczęła dalsze bombardowanie miasta, przyrzekając je zamienić w gruzy.” (s. 66-67)

I B,   JA/ONI

23 września 1939 r.: „Wieczorem po kolacji poszedłem sobie na radio. […] Widzimy, jak

wspaniale trzyma się Warszawa. Wrócił Józik Wolman, który tam był.” (s. 70-71)

I B,   ONI

25 września 1939 r.: „Warszawa w gruzach, brak wody i żywności, lada dzień padnie, a Francuzi gryzą jeszcze linię Zygfryda.” (s. 72)

27 września 1939 r.: „Warszawa skapitulowała. Bez żadnych środków ratunku nie można było dłużej stawiać oporu, zważywszy brak żywności, wody i amunicji i straszne zniszczenie miasta. Warunki kapitulacji nie zostały jeszcze podane.” (s. 73)

28 września 1939 r.: „Wojsko Polskie uzyskało wolny wyjazd z Warszawy i ma się rozproszyć. Każdy żołnierz rozbrojony udaje się do domu. Oficerom zostawiono szable.” (s. 73)

2 października 1939 r.: „Wracają już ludzie, którzy uciekli do Warszawy. Opowiadania ich sprawiają przygnębiające wrażenie. Warszawa jest dosłownie, jak tylko dosłownie sobie tu można wyobrazić – w gruzach. Całe ulice zmiecione. Zamek, Belweder i tysiące innych historycznych i ładnych obiektów zniszczonych. Podobno cała dzielnica żydowska zniszczona. Głód jest przeraźliwy, 30 złotych za chleb! Trupy leżały na ulicach. Nie zważano już na nic. Miasto jest zniszczone na fest.” (s. 75-76)

1 listopada 1939 r.: „Doszła dziś wiadomość o odcięciu Warszawy od Łodzi. Nie ma kolei do Warszawy. Mówią o jakiejś zmianie w formalnej nazwie okupacyjnych terenów. Coś niecoś przebąkuje się też o zmianie właścicieli Warszawy, a może i Łodzi.” (s. 89)

13 listopada 1939 r.: „Wyjechał dziś narzeczony kuzynki Rózi, Julek. Na razie pojechał do Warszawy. Stamtąd ma zamiar przemycić się do Rosji. Może mu się uda. Był znanym działaczem lewicowym.” (s. 95)

I B,   JA/ONI

21 listopada 1939 r.: „Moc ludzi, Żydów – mężczyzn, opuszcza Łódź. Pociągi do Warszawy są po prostu oblegiwane. Wszyscy wiedzą tylko jedno: do Warszawy i do Rosji! Szmuglerstwo przez granicę kwitnie. Ojciec też zaczyna przemyśliwać o wyjeździe. Pracy nie ma, z dnia na dzień gorzej, ustawa po ustawie, życie coraz cięższe i cięższe. Także wśród sąsiadów w blokach zaznacza się ruch „odpływowy”. Ma wyjechać Grodzeński z rodziną i Rabinowiczowie.” (s. 99-100)

II A,   JA

19 maja 1941 r.: „Dostałem dziś 10 Rm od [Lolka] Łęczyckiego z Warszawy, przez okazję. Spadły jak z nieba. Będę miał część na zreperowanie butów, a reszta pójdzie z tygodniówką ojca i matki na wykupienie racji.” (s. 141)

6 czerwca 1941 r.: „Dostałem dziś nareszcie list od Lolka Łęczyckiego z Warszawy. Był to list zamknięty i polecony, no i rzeczywiście bardzo dla mnie radosny i ważny. Jest to zasadniczo odpowiedź na moją kartkę, w której mu doniosłem o otrzymaniu 10 Rm. Pisze on, że nadal będzie mi pomagał (jak, to nie wiem) i że w najbliższym miesiącu wyśle mi nawet bieliznę. Następnie donosi mi, że [Mordechaj Chaim] Rumkowski, który był u nich dwa tygodnie temu, wziął ze sobą do Łodzi jego kolegę, niejakiego Heńka Lautenberga, który ma tu podobno być aż sekretarzem Rumkowskiego i posiadać wielkie wpływy.” (s. 151-152)

II A,   ONI

6 czerwca 1941 r. „[Lolek Łęczycki] o sobie pisze, że pół dnia pracuje, a pół dnia chodzi do szkoły grafiki reklamowej. Sytuacja u nich [w Warszawie – A.S.] ogółem jest pono okropna. Takiej podobno u nas w żadnym okresie nie było.” (s. 152)

II A,    JA

8 czerwca 1941 r.: „[Od Heńka Lautenberga] zdążyłem też zebrać garść informacji o Lolku [Łęczyckim] i w ogóle o stanie getta w Warszawie. Wystarczy chyba to, że bochenek chleba (tak jak u nas – 2 kg) kosztuje 60 zł (30 Rm)!” (s. 153)

II A,   ONI

12 czerwca 1941 r.: „Drożyzna w getcie znów jest szalona. A z Warszawy przychodzą listy, że stosunki u nich się uregulowały. Tylko my, zdaje się, jesteśmy tak przeklęci.” (s. 154)

II A,   JA

26 czerwca 1941 r.: „Dostałem dziś list od Lolka Łęczyckiego z Warszawy. Pisze, że wysłał mi trochę bielizny. Jednocześnie dowiedziałem się, że dr [Albert] Mazur ma dla mnie ukłony z Warszawy. Widocznie on ma też dla mnie bieliznę. Będę musiał go odnaleźć i odebrać przesyłkę.” (s. 162)

II A,   ONI

27 czerwca 1941 r.: „Rozeszła się dziś po mieście plotka, że Warszawa wzięta przez armię sowiecką. W całym getcie roi się już najrozmaitsze przypuszczenia i domysły.” (s. 162)

II A,   JA

31 lipca 1941 r.: „Dostałem dziś list od Lolka Łęczyckiego z Warszawy. Przysyła mi adres dr [Arie] Tartakowera z New Yorku i pisze że dostał list od Jochanana [Tartakowera] z Honolulu, gdy był w drodze do ojca. Przez dwa lata blisko był w ZSRR, aż dostał papiery na wyjazd do Stanów. Zdaje się, że z przysłanego mi adresu na razie nie skorzystam, z powodu problematyczności dojścia, i to w szybkim czasie, mego listu do Ameryki, a po drugie, iż list taki jest zbyt kosztowny i mało pewny. W każdym razie Lolek pisze, że napisał Jochananowi o mnie. Ciekawe, kiedy ten list da jakieś wyniki.” (s. 177)

II A,   JA/ONI

28 sierpnia 1941 r.: „Była dziś u nas [w domu] kuzynka mamy, której udało się przedostać do nas z Warszawy. Opowiada rozmaite rzeczy, z których można wyciągnąć następujące wnioski: przeciętnie w Warszawie jest o wiele gorzej niż tu. Na skutek jednak handlu prywatnego, szmuglu i większej swobody wytworzyła się tam specyficzna atmosfera wojenna, w której człowiek obrotny i sprytny zarabia tysiące i może żyć jak król. Ojciec mój, na przykład, potrafi łby zapewnić nam w Warszawie niezgorsze życie. Ale tysiące ludzi umiera na ulicach w Warszawie i nie zostaje pogrzebanych, co u nas jest już doskonale zorganizowane!…” (s. 187-188)

III B,    ONI

27 lipca 1942 r.: „Podobno wysiedlają ogromną ilość Żydów z Warszawy (10 000 osób dziennie). Nie obyło się przy tym bez pogromu i strzelania do wysiedlanych. Prezes tamtejszy [Adam Czerniaków – A.S.] popełnił podobno samobójstwo. W każdym razie takiej katorgi jak my warszawianie nie przebyli. A u nas jeszcze nie koniec.” (s. 294)

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, III B (27.07.1942)

„Pogłoski, z Warszawy mają być ewakuowani Żydzi. W tym samym czasie krążą słuchy, że w następnej racji kuchennej znowu będą ziemniaki. W Warszawie faktycznie brutalna ewakuacja 10 000 Żydów dziennie, z bronią i rozstrzeliwaniem. Nie wysiedlenie, a wygnanie w niesłychanym wymiarze, tak jak swego czasu z Łodzi do getta. Przełożony Starszeństwa Żydów w Warszawie – samobójstwo.” (s. 13)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (23.08.1942)
„W getcie wśród Żydów podniecenie i radość wielka. Bo jak mówią! Sowiety, Anglia, Ameryka już się pogodzili między sobą i od tego tygodnia już Ameryka i Anglia rozpoczęły wojnę błyskawiczną na dobre! Bydgoszcz, Warszawa już są bombardowane, i całe Niemcy bardzo ostro!” (s. 99)
ONI, III B (11.08.1942)
„W Warszawie też okropne rzeczy się dzieją, mordercze wysiedlanie się odbywa! Wysiedlają i wystrzelują ludzi! Jaki okropny los spotyka nas, niewinnych ludzi. Tylko dlatego, że jesteśmy Żydami, wiecznie potępionymi!!!” (s. 95)
ONI, III B (16.08.1942)
„W Warszawie dalsze mordercze wysiedlanie, w Częstochowie zastrzelono Der Älteste der Juden!” (s. 96)
ONI, IV (6.09.1942)
„Dnia 5 września przed wieczorem prezes przemawia co do dzieci! Że, niestety, nic nie można poradzić, że jest to wojna i muszą jak w każdej wojnie paść ofiary, aby matki nie utrudniały mu pracy i dostawili [!] dzieci! Łatwo powiedzieć, ale trudno wykonać! Dodał, że o ile nie dostawi się dzieci, to będzie pogrom, jak w Warszawie!” (s. 103)
ONI, IV (6.09.1942)
„Ubiegłej nocy był alarm i słychać było grzmoty kilkakrotnie, jakby od bomb, i strzały, i reflektory oraz bombę dymiącą widać było, do ściągania samolotów.
Mówią! że to sowieckie samoloty i że się zaczną teraz te prawdziwe bombardowania, jak mówią, Warszawa się pali! Niech już będzie, niech się zaczyna coś ruszać. Może się nareszcie skończy, albo w tą, albo w tą! i koniec!!!” (s. 106)
ONI, V B (12.04.1944)
„Sowiety obsadzili już Czechy, Rumunię i idą na Lwów i Warszawę! Bombardowanie Niemiec itp.” (s. 121)

Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)

„Wczoraj Prezes otrzymał rozkaz wysłania dwudziestu kilku tysięcy ludzi, w tym dzieci i starców. I jakże dziwne są losy ludzkie. […] Rozumiemy i czujemy ból, którego nie ma jak ukryć i niczego też przed wami nie skrywamy: wszystkie dzieci muszą być wydane – dzieci do lat dziesięciu – i wszyscy starcy. Temu nieszczęściu nie udało się zapobiec. Można je tylko łagodzić w ten sposób, że spokojnie i w ciszy wykonamy rozkaz. W Warszawie wydarzyło się to samo. Wiemy, że dla nikogo nie jest tajemnicą, jak to tam przeprowadzono... a stało się tak dlatego, że to nie gmina, ale władza to przeprowadziła... Jednak my podjęliśmy się tego zadania, ponieważ nie chcemy dopuścić do tego, by wykonanie rozkazu przyjęło katastrofalną formę...”. (s. 148)
Jakub Poznański
ONI, VA
10 VII 1943
„Druga sensacja to jest powołanie na Bałuckim Rynku do niemieckiego rewiru policyjnego (VI Polizeirevier) córki dra Bergsona [Helena Bergson], której powiedziano po przesłuchaniu, żeby była gotowa do wyjazdu do Poniatowej, gdzie są jej rodzice. Doktorowa B.[Dorota Bergson] wyjechała do Warszawy ostatnim transportem stąd mniej więcej przed rokiem, a doktor B.[Henryk Bergson] przyjechał do Warszawy z Tarnopola. Widocznie, że ich wysiedlono z Warszawy".
(s. 85).

&amp;nbsp;

Viktor Hahn

JA/ONI, III A

„8 maja: […] 4000 praskich Żydów rzekomo przybyło do Warszawy, tam jest znacznie lepiej niż tu u nas.” (s. 357)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, I A lub I B [pierwsze tygodnie wojny]

„Kiedy zaczął pracować w pogotowiu, otrzymał wydane przez władze niemieckie zaświadczenie, zezwalające mu na bezkarne gwałcenie godziny policyjnej. Było to nader wygodne. Ale nie nadużywał tego prawa. Dość szybko przekonał się, że wieczór i żydowska samotność na aryjskiej ulicy tworzą sytuację zbyt ryzykowną. Wracał kiedyś późnym wieczorem do domu i jak zwykle przechodnie przyglądali mu się niby spacerującej małpie. Tylko że tym razem postanowili być bardziej zdecydowani. Nie mogła przecież bezkarnie prowokować aryjskich przechodniów żółta opaska. Bo wtedy były jeszcze opaski na rękawach. Żółte gwiazdy wprowadzono później… Później? Ejże! […]

Wtedy, niedaleko Zielonego Rynku, usłyszał jakże swojskie: – Gdzie się pchasz, żydziaku! – Dokładnie tak samo zapytali go w połowie września na dziedzińcu szpitala w Warszawie dwaj studenci (a może to byli młodzi lekarze?). Pracował w tym szpitalu po pieszej ucieczce z Łodzi. Wówczas nie było żółtych opasek, ale jego rysy były również niezawodną co opaska oznaką haniebnego pochodzenia. Na łódzkiej ulicy pytanie zostało wprawdzie zadane w rdzennej polszczyźnie, ale, jak się okazało, padło ono z ust świeżuteńkiej daty folksdojcza. W każdym razie dwaj panowie wzięli go energicznie pod ręce i zaprowadzili do najbliższego komisariatu. Tam jakiś oficer sprawdził zaświadczenie i z żalem puścił go wolno, dodając jedynie: – Ale masz ty, Żydzie, świńskie szczęście. Tym razem skończyło się więc na respektowaniu urzędowego dokumentu, ale nie musiało być tak zawsze… Wtedy w szpitalu incydent też się zakończył happy endem. Dwaj lekarze, z którymi pracował, coś tam wyjaśnili obydwu studentom i ten pierwszy, który go zagadnął, podszedł do niego z wyciągniętą ręką: – Przepraszam, kolego, nie wiedzieliśmy, że…” (s. 35-36)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12489" title="MARYSIN [OBSZAR]" slug="marysin-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
JA/ONI, II A

18 kwietnia 1941 r.: „Od przyszłego tygodnia ma zostać uruchomiona szkoła, a właściwie tylko jej część, dla uczniów i uczennic mieszkających po naszej stronie mostu. Na razie mają uruchomić tylko najwyższe klasy w jakimś budyneczku na Marysinie.” (s. 124)

JA, II A

4 maja 1941 r.: „Przed południem znów dziś lało. Utkwiły z tego powodu częściowo roboty rolne na Marysinie i wszędzie na działkach. Wszystkie prawie pola w getcie są już zaorane, obsadzone przez Gminę lub też rozparcelowane. Wcale mądry pomysł. Oby tylko coś wyszło z tego wszystkiego. Tereny dookoła szkoły [między Otylii i Plater – A.S.] mają uprawiać uczniowie. Za darmo nauki nie ma… Ale to i dobrze, gdy człowiek trochę się z ziemią zapozna. Wszystko się jeszcze przydać może…” (s. 132)

25 maja 1941 r.: „Jest już wszędzie sucho, a na Marysinie pachnie, że aż serce się kraje na wspomnienie czasów przedwojennych. Przecież w normalnych czasach bylibyśmy teraz na trzy tygodnie przed małą maturą i upragnionymi wakacjami. Na pewno jakaś wycieczka, a potem kolonie lub wieś. Do diabła. Aż się płakać człowiekowi zachciewa, gdy sobie to przypomni. Jechał go sęk!” (s. 144)

9 czerwca 1941 r.: „Robi się już gorąco i, co naturalnie w getcie jest nieodstępne – duszno. Na Marysinie za to jest cudownie. Wolno nam tam jednak niestety być tylko pół dnia – w szkole. Potem natychmiast, oficjalnie przynajmniej, należy teren opuścić.” (s. 153)

ONI, II A

29 czerwca 1941 r.: „Pod żadnym względem nie jest się w getcie bezpiecznym. Mówią też o zamierzonym zabraniu Marysina i zbudowaniu tam okopów.” (s. 163)

JA, II A

21 lipca 1941 r.: „Jest ciągle, jak na lipiec, chłodno. Może to i lepiej ze względów zdrowotnych, ale ja bym wolał porządne upały […] Sierpień, o ile będzie taki, jak w zeszłym roku, zamieni Marysin w jedno wielkie bajoro i szkoła, nauka, no i zupy przede wszystkim, staną się znów marzeniami.” (s. 173)

7 sierpnia 1941 r.: „Nadeszły dziś wiśnie do getta! Sensacja niebywała. […] Jest to dobre dla bajratu, który zresztą i tak ma owoce, bo na Marysinie wisien, jabłek jak i gruszek pełno. W szkole są ciągle wyprawy po jabłka, ciągłe łapanie uczniów przez policję, wsadzanie do więzienia [Czarnieckiego 12/18], wyrzucanie ze szkoły, ale mało pomaga. Zakazany owoc smakuje!… A szczególnie, gdy jest się głodnym!” (s. 179-180)

24 sierpnia 1941 r.: „Getto rozwija się coraz wspanialej […] Marysin, zupełnie odrębna dzielnica, oprócz szkół, kolonii, półkolonii, prewentoriów itd. zawiera mnóstwo fabryk i resortów pracy, jak wytwórnię dywanów ze szmat, fabrykę powideł, fabrykę cukierków, szop szewski, zdobniczy i wiele innych. Wszystko to „państwowe”,„des Aeltesten der Juden”.” (s. 186)

9 września 1941 r.: „Getto się motoryzuje! Zakłada się podobno tramwaj w getcie, z Marysina do miasta, dla przewożenia towarów i żywności. Jedno i drugie przychodzi w ogromnych ilościach do getta i wozy konne nie wystarczają już. Jadą auta ciężarowe z rozmaitych niemieckich ekspedycyjnych towarzystw, ale to przecież tylko „pożyczone”! Trzeba mieć własną lokomocję!” (s. 193)

11 września 1941 r.: „Na Marysinie wybrukowano już solidną szosę z „kocich łbów”, którą można bez marysińskiego tonięcia pójść do szkoły. Ma ona służyć jako skrócona droga od kolei na Marysinie [tj. Stacja Radegast – A.S.] do miasta, a skorzystamy z niej i my. Bo mówi się już o przyszłym roku szkolnym, który rozpocznie się już chyba w porządnych deszczach.” (s. 195)

25 września 1941 r.: „Zabierają Marysin dla wysiedleńców. Mają przybyć jutro wieczorem. Z tej okazji skrócono rok szkolny. Jutro ostatni dzień nauki. Nowy rok szkolny ma się podobno zacząć 16 października. Nie wiadomo tylko, gdzie będzie szkoła. Bo na Marysinie już chyba nie. A wiemy już dobrze, co znaczy, gdy nie ma gmachu. Dość już miałem zeszłej zimy i wiosny. Oj, dosyć…” (s. 201)

JA/ONI, II A

29 września 1941 r.: „Na Marysinie nasze domki będą lada chwila zajęte, przybywa bowiem nowa partia wysiedleńców i przysłano już dzisiaj rozkaz opróżnienia szkoły, co uczynili naturalnie uczniowie przybyli na obiad, na rozkaz dyrekcji. Widoki na liceum stają się coraz niklejsze.” (s. 203)

2 października 1941 r.: „Kursuje już kilka tramwajów ciężarowych w getcie. Przybyło też moc chłopskich wózków, widocznie niemieckich, bo przed wojną nie było takich widać. Zaprzęga się do nich, oprócz ludzi, także woły, które się jeszcze pasą na Marysinie. Getto się rozwija…” (s. 204)

5 października 1941 r.: „Zastrzelono dziś na Marysinie jakiegoś człowieka przy drutach. Widziałem jak go zwieziono taczkami na cmentarz. Czy chciał się wydostać z getta, czy też nowa seria trupów w getcie? Diabli wiedzą. Niewesoło poczyna się dziać w getcie, oj niewesoło!…” (s. 207)

13 października 1941 r.: „Podobno nie będziemy już dostawali naszych zup na Marysinie, ale gdzieś w mieście. Cały Marysin zarezerwowany jest dla wysiedleńców z Niemiec. Mają już przybyć w tych dniach. Prócz tego skracają getto, tak że ciasnota będzie sobie niezgorsza.” (s. 209)

JA/ONI, III B

15 czerwca 1942 r.: „Dawno już nie byłem na mieście i dziś pierwszy raz widziałem na ul. Brzezińskiej tramwaj osobowy wiozący robotników i urzędników na Marysin. Jest to, jak wszystkie wagony w getcie, jakiś przedhistoryczny klak, otwarty z obydwu stron. Za dwunastoprzejazdowe bilety płaci się markę. Buduje się też tor tramwajowy na Placu Węglowym [Łagiewnicka 29/31 róg Dworskiej 4], aby nadchodzące tramwajem brykiety i węgiel mogły być bezpośrednio „tanio i wygodnie” zsypywane na placu.” (s. 272)

Oskar Rosenfeld
JA/ONI, III B

„Człowiek, który przypadkowo gdzieś w budynku poczty, w ambulatorium albo w garkuchni zobaczył plakat „Koncert w środę”, wędruje przez podmiejską okolicę obok zapadniętych baraków i otwartych latryn w kierunku Marysina, willowej dzielnicy getta – swego rodzaju wsi, gdzie obok domów dla dzieci, sierot i starców stoją śliczne domki, zamieszkiwane latem przez potrzebujących wypoczynku urzędników getta, tak zwanych letników. To wieś, kurortem tej okolicy nazwać nie można. Ale zazdrości się krótkiego szczęścia komuś, kto może spędzić tam kilka tygodni w spokoju, z dala od upiornego getta. A więc w drogę na środowy koncert, w kierunku „Domu Kultury”.” (s. 8)

JA, III B

„Kontynuuję: „Przed kilkoma dniami widziałem na łące w okolicy Marysina trzy pasące się kozy i sześć owiec, które cieszyły się z życia. Byłem bardzo szczęśliwy przez te kilka chwil. Co? Zwierzęta w getcie? Wolne, bez kajdan? Nie boją się, że zostaną „wysiedlone”?” (s. 11)

JA/ONI, V A (06.05.1943)

„Sam wychował denuncjatorów. Wyjaśniał: jest świętym obowiązkiem wskazać naszej policji ludzi, którzy posiadają biżuterię, gdyż wartości te dostaną się w nasze ręce, a my za to otrzymamy żywność. W międzyczasie było przeważnie tak, że donosicielstwo przedostawało się dalej – aż do Aszkenazów, którzy stosowali przemoc i lała się krew. To go nie obchodziło, ma on na sumieniu tysiące zagłodzonych i cały Marysin. Tak twierdzą jego wrogowie. On sam mówi: &amp;gt;&amp;gt;Nasze dochody pochodzą z pracy i z rekwizycji, to znaczy z konfiskaty biżuterii, futer, dywanów, znaczków etc., butów, pierza pościelowego, żelazek, elektrycznych kocherów…&amp;lt;&amp;lt;” (s. 21)

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III A (1.04.1942)
„Wieczorem nasze zmartwienie się jeszcze powiększyło, ale dla ludności getta była to radość i święto, gdyż wysiedlanie wstrzymane. Ci, co byli już na „Marysinie”, też wrócili do domu, a Szlamek [Fogel] nie miał szczęścia, pojechał ostatnią partią. Wypatrywaliśmy Go cały dzień, myśleliśmy, że wróci.” […]
ONI, III A (10.04.1942 r.)
„Do getta nadchodzi moc warzyw i kartofli. Z „Marysina” jadą cały dzień wozy. Dziwne rzeczy dzieją się w getcie, chociaż wożą tyle kartofli, to nam dają tak mało, i do tego prezes pisze, że w kwietniu kartofli więcej nie da.” (s. 37)
ONI, III A (14.05.1942)
„Wysyłają polskich Żydów też, ale tymczasem tych, co byli zwolnieni zeszłym razem z Marysina i karanych. Rejestracja mężczyzn na robotę do Poznania przy kolei dobrowolna. Dziś już wyjeżdża 200 osób. Przedtem przechodzą komisję lekarską. Jest dość dużo chętnych.” (s. 45).
ONI, III B (18.07.1942)
„Robotnicy, urzędnicy, pracujący powyżej roku, dostają urlop na siedem dni, będą wypoczywać w domu, otrzymywać zupę, talony na rację. Wybrani zasłużeni jadą na siedem dni do pensjonatu na Marysin. Gdzie mają bardzo dobrze!”(s. 86)
ONI, V B (19.03.1944)
„Przez ten czas [Hans] Biebow jeździł do wszystkich wydziałów i sam robił przeglądy, kto mu się podobał, tego zapisywał i posyłał do budowy namiotów na Marysin, zrobił się ruch, bo brano kierowników, urzędników, urzędniczki z kooperatyw itp. Ale to trwało zaledwie kilka dni, potem jeździł prezes.” (s. 119)
JA, V B (7.05.1944)
„Nareszcie, po pięciu latach wojny, też mam działkę, tak że jestem pewny, że wojna się skończy. Ciągle jestem zajęty, gdyż po pracy o 5 po południu, wracając z placu, idę do pracy na swoją działkę na Marysinie do 9 wieczorem, ale jestem bardzo zadowolony!” (s. 122)

Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Neumann może być dumny z tego, że kierownictwo pracuje dalej tak, jak on sam: zawsze gotowy zmieniać to, co przestarzałe i nieelastyczne. Jeśli jeszcze by mu się udało usprawnić transport z dość odległego placu węglowego na Marysinie, to byłoby to ukoronowanie wspaniałej pracy Neumanna i jego współpracowników.” (s. 80)

JA/ONI, V A

„Rozkaz prezesa uczynił Zygmunta Reingolda kierownikiem odpowiedzialnym za kopce na Marysinie. Czy ten człowiek ma coś wspólnego z rolnictwem teoretycznie bądź praktycznie? Być może jest samoukiem wyrosłym z parceli getta? Nic z tych rzeczy. Jego przeszłość związana jest z przemysłem lub z jego organizacją. Były sekretarz związkowy, który w getcie dostał się do działu zaopatrzenia poprzez Służbę Porządkową. Dopiero piastując tę odpowiedzialną posadę, postrzega ziemniaki i buraki jako podstawę wyżywienia miasta. Tutaj uczy się zarządzania dużymi ilościami, a także podstaw dystrybucji. Ale stąd do fachowego kopcowania jest jeszcze długa droga. A Żydzi w getcie mają mało czasu. Muszą uczyć się wszystkiego i działać w błyskawicznym tempie. Trudna sytuacja w połączeniu z takim talentem daje doskonale wyniki. Pierwsze zdecydowane posunięcie to sprowadzenie wykwalifikowanych rolników. Znajduje dwóch Steinów - rolników z Czech. Ci wiedzą, jak to się robi. Nie jest to żadna wielka filozofia. Tutaj trzeba tylko rozwiązać więcej bardziej skomplikowanych problemów. Żyd uczy się z małpią szybkością. W mgnieniu oka także i Reingold zostaje specjalistą. Teraz trzeba tylko organizować. Jest już w swoim żywiole. Materiał ludzki jest tu stosunkowo młody. Dlatego instynkt podpowiada stosowanie form wojskowych. Przydają się tu doświadczenia oficerskie z wojny światowej. Na całym terenie czujemy atmosferę wojskową, szczególnie zaś pośród straży przy kopcach, którą odwiedzamy. Tu czuje się atmosferę koszar. Ludzie zakwaterowani są w małych domach przy ulicy Karola Miarki.” ( s. 87)

JA/ONI, V A

„Bierzemy jeszcze jednego strażnika i robotnika na stronę i pytamy o nastroje wśród ludzi. Nawet gdyby nam nie powiedzieli, że kochają swojego szefa, ponieważ, choć surowy i wymagający jeśli chodzi o wydajność i porządek, dba o nich jak ojciec, to ten piękny obraz mówi sam za siebie. Podczas naszych oględzin w getcie nigdy nie widzieliśmy naprawdę zadowolonych ludzi. Gdy o zmroku opuszczamy Marysin z jego kopcami i udajemy się w kierunku domu, spotykamy robotników, którzy po zakończonej pracy wracają do domu śpiewając radosną marszową piosenkę. Tekst nie jest jednak wolny od ironii i melancholii, jak wszystkie inne pieśni w getcie. Długo nie zapomnimy maszerujących sylwetek i chóru z kantorem o zmierzchu, w wolnym, beztroskim Marysinie.” (s. 88)
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 18 stycznia 1941 r.
„Wstałem o 3, bo strasznie zimno było w mieszkaniu. Poszedłem zaraz wraz z Franią na Marysin. Byłem u Julka [Łagiewnicka 30], który mówił mi, że i on głoduje przy wikcie, jaki dostaje. Dziwił się też bardzo, jak ja przy diecie mogę wytrzymać. Wstąpiłem też na hachszarę [Okopowa 138], gdzie widziałem, że wszyscy są zakłopotani o los, jaki może ich spotkać lada chwila, bo Rumkowski przyjechał po obiedzie na Marysin, by przeprowadzić czystkę". (s. 34)

JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
„Wieczorem spotkałem Arona, który powiedział mi, że Rumkowski rozwiązał wszystkie grupy znajdujące się na Marysinie. Marysin podobno zostanie odebrany Żydom i wcielony do miasta (podobno mają zrobić tam lotnisko)". (s. 34,35).

JA, II A
Sobota, 26 kwietnia 1941 r.
„Od rana do wieczora, prawie bez przerwy, czytałem książkę G. Simenona Zbieg. Jest ona niespecjalna, ale z biedy to i to dobre. Po obiedzie była u mnie Ziuta. Opowiadała mi, że chodzi już do szkoły i normalnie przerabia program pierwszej licealnej. Za tydzień lub dwa mają całą szkołę skoszarować na Marysinie, gdzie będą się uczyć, mieszkać, jeść i pracować na roli". (s. 83,84)

JA, II A
Sobota, 31 maja 1941 r.
„W ostatnich dniach byłem tak zajęty, że nie miałem nawet czasu usiąść i napisać czegoś do pamiętnika.
Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Siedziałem u niej trochę, gadaliśmy o różnych sprawach itd. Następnie zeszliśmy wraz z Hanką, która też przyszła do niej. Poszliśmy na Marysin". (s. 88,89)

JA, II A
Sobota, 12 lipca 1941 r.
„Po obiedzie spędziłem [czas] z Franią na Marysinie, gdzieśmy się opalali". (s. 91)

JA, II A
Sobota, 26 lipca 1941 r.
„Biletów jednak nie było, zmuszeni przeto byliśmy iść na zbiórkę, która miała odbyć się u Hanki [Łagiewnicka 9]. U Hanki [Łagiewnicka 9] byli już wszyscy, ale jak się później okazało, zbiórka została odłożona. Poszliśmy wiec całą grandą na Marysin. Rozłożyliśmy się tam, następnie graliśmy w siatkówkę i tak czas przeszedł". (s. 92)

JA, II A
Czwartek, 31 lipca 1941 r.
„Wielki skandal dzieje się w getcie od jakiegoś tygodnia. Skandalem tym jest to, że Rumkowski w czasach, gdy panuje głód i ludzie jak muchy padają na ulicy, otworzył na Marysinie pensjonat dla wyższych urzędników. Pensjonat ten oficjalnie nazywa „Dom wypoczynkowy” [Okopowa 121]". (s. 93,94)</document>
<document nplp_id="12491" title="OTYLII 14  (gimnazjum)" slug="otylii-14-gimnazjum">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
II A,   JA

22 kwietnia 1941 r.: „Zarejestrowałem się dziś w sekretariacie szkolnym na Dworskiej. Od niedzieli zostają już uruchomione klasy trzecia i czwarta z tej strony mostu na Marysinie, ul. Otylii 14. Liceum mieści się na Smugowej 6. Ma być też dożywianie w szkole, o czym dokładnie będzie wiadomo dopiero w piątek. O ile nie będę naturalnie miał zajęcia, będę znów więc chodził do szkoły. Nie liczyłem już prawie na to.” (s. 126)

27 kwietnia 1941 r.: „Szkoła znajduje się w małym budyneczku, gdzie ledwie mieszczą się ławki. Innych przyborów (nawet tablicy) na razie nie ma. Siedzimy w klasie w paltach, bo nie ma szatni. Mieliśmy już dzisiaj sześć lekcji. Na ostatnią lekcję przybył w odwiedziny sam [Mordechaj Chaim] Rumkowski, z nim [Baruch] Praszkier, „minister” oświaty [Mojżesz] Karo, i szereg innych „dygnitarzy” gettowych. [Mordechaj Chaim] Rumkowski zwiedził kuchnię, spróbował obiad (który może dlatego był wprost znakomity) i przemawiał do uczniów. Mówił o trudnościach związanych z otworzeniem szkoły, o tym, że się dla nas jeszcze o więcej postara. Następnie zażądał od nas pilności, czystości i dobrego zachowania.” (s. 128)

29 kwietnia 1941 r.: „Nauka w szkole poszła z miejsca naprzód. Jest codziennie po sześć porządnych lekcji, aczkolwiek warunki nauki są jeszcze ciągle bardzo niewygodne.” (s. 129)

14 maja 1941 r.: „Z inicjatywy rady pedagogicznej zwołano dziś w szkole zebranie delegatów wszystkich klas (liceum i klasy młodsze też już są na Marysinie) w celu wszczęcia pracy samorządowej. Z naszej klasy wybrany zostałem ja i Niutek Radzyner.” (s. 137)

2 czerwca 1941 r.: „Dziś po południu [w szkole – A.S.] mieliśmy z Lolkiem Dudelczykiem z drugiej licealnej „zebranie redakcji” gazetki szkolnej.” (s. 149)

3 czerwca 1941 r.: „Mimo że prześwietlenie miałem wyznaczone na jutro, powiedział mi dziś w szkole Kuba Blausztajn, abym się przed dwunastą zwolnił [ze szkoły – A.S.] i poszedł do szpitala na Łagiewnicką 34, gdzie będę mógł już dzisiaj mieć prześwietlenie. Po trzeciej lekcji poszedłem do szpitala, lecz prześwietlenie miałem dopiero o 3-ej.” (s. 150)

II A,   JA/ONI

15 czerwca 1941 r.: „Straszne rzeczy wyprawia ten sadysta–kretyn [Mordechaj Chaim] Rumkowski. Wyrzucił dwie nauczycielki komunistki z posad (naszą wychowawczynię [Esterę] Majerowiczównę i jeszcze jedną, [Ruchlę] Laksównę). Powód bezpośredni: organizowanie oporu nauczycieli przeciwko wsadzonej przymusowo komisarce–naddyrektorce [Annie] Weichselfiszowej, a bezpośredni [!] – rzekoma działalność komunizująca w szkole. […] Oczekuje się różnych wydarzeń w szkole. My przywarowaliśmy i, jak nam poradzono z kierownictwa przez tydzień–dwa nie urządzimy żadnych zebrań. Grozi czystka wśród uczniów lub ewentualne zamknięcie szkoły.” (s. 155-156)

II A,   JA

16 czerwca 1941 r.: „Mieliśmy dziś wizytację na [lekcji] Biblii. Widocznie postanowili nieco bliżej zająć się szkołą. Fizyki (z [Esterą] Majerowiczówną) naturalnie dzisiaj nie było. Podawają [!], że jej matka jest chora. Mimo to pół szkoły wie, o co chodzi. Stan zapalny w szkole trwa nadal.” (s. 156)

II A,   JA/ONI

17 czerwca 1941 r.: „Był dziś alarm w dzień o 12. Już dawno nie słyszałem głosu syren. W szkole zrobił się rumor, ale nic poza tym. Nikt jakoś nie wierzy w prawdziwy nalot.” (s. 156)

II A,   JA

20 czerwca 1941 r.: „W szkole dzisiaj rzeczywiście było mięso. Było bardzo dobre, ale cóż, kiedy… Wiadomo, co dalej!”

25 czerwca 1941 r.: „Cicho, gorąco, duszno. Upały są już porządne. Nareszcie czuję się w mojej temperaturze. […] W szkole mamy lekcje na wolnym powietrzu. Bardzo miło, ale niewygodnie.” (s. 161)

4 lipca 1941 r.: „Mieliśmy dziś organizacyjne spotkanie [w budynku szkoły – A.S.] naszej piątki. Obsługującym jest Niutek [Radzyner], członek piątki wyższego rzędu, najwyższej już wśród młodzieży. Zreferował on sytuację polityczną ogólną, zwrócił uwagę na zarzucenie działalności w getcie dla przygotowania się do działalności wspólnej z całym krajem, omówił centralizację partii, dyscyplinę, zadania, nasz charakter itd.” (s. 166)

11 lipca 1941 r.: „W szkole, mimo że to Marysin, duszno jak cholera. Jedyne, co orzeźwia, to zupa. Mają podobno też gotować kawę. Przydałoby się, zdaje się, coś do zjedzenia bardziej. A z tym trzeba będzie zaczekać. Mieliśmy we wtorek pierwsze sprawozdawcze zebranie naszej piątki partyjnej.” (s. 169-170)

II A,   JA/ONI

17 lipca 1941 r.: „Przyszła już dziś do szkoły [Estera] Majerowiczówna. Wczoraj „król” [M.Ch. Rumkowski – A.S.] był na Marysinie, i udało się, gdy był „gut gelaunt”, wyjednać u niego zgodę na powrót wyrzuconych nauczycielek do szkoły. Kupiliśmy Majerowiczównie bukiet, który ją bardzo wzruszył. W ogóle widać, że jest bardzo wzruszona i zadowolona, że mogła powrócić do szkoły, ale naturalnie nie powróciłaby za każdą cenę… Lecz bezpłatne „ułaskawienie” chętnie przyjęła.” (s. 171-172)

II A,   JA

20 lipca 1941 r.: „Mieliśmy dziś zebranie [w budynku szkoły – A.S.] naszej piątki partyjnej. Omawialiśmy przede wszystkim ogólną sytuację polityczną.” (s. 173)

II A,   JA/ONI

27 lipca 1941 r.: „Za to w szkole mieliśmy dzisiaj frajdę co się zowie. Lekcji nie było, bo była defilada wszystkich dzieci znajdujących się na Marysinie przed [Mordechajem Chaimem] Rumkowskim, a co najważniejsze, dostaliśmy nadprogramowy podwieczorek – po kawałku chleba z plasterkiem kiełbasy. Zaiste pański gest naszego władcy! Naturalnie nie obeszło się bez mowy. Powiedział Stary, że daje nam wszystko, co może, a w zamian żąda, byśmy się uczyli, uczyli i dobrze uczyli. Wraz z Rumkowskim przylazło moc dygnitarzy i gości, i naturalnie cały pensjonat. Rumkowski otworzył bowiem na Marysinie [Okopowa 121] pensjonat dla „zasłużonych pracowników Gminy”, gdzie żyje się podobno lepiej niż przed wojną. Mieszkańcami tego raju, gdzie dzienna opłata wynosi 5 Rm od osoby (i to po cenach Gminy), są lekarze, bajrat itd. Skupuje się nawet wina dla pensjonatu. Jest to tak okropny wrzód i plama hańbiąca na cielsku Gminy, że zdaje się to przebaczenia to znaleźć nie będzie mogło!…” (s. 175)

II A,   JA

6 sierpnia 1941 r.: „W tym tygodniu nie było w szkole mięsa. (Jest obecnie co tydzień). W ogóle w getcie nie widać mięsa, a przydziału, który już ważny jest od miesiąca (10 dkg mięsa na osobę), wcale odebrać nie można.” (s. 179)

7 sierpnia 1941 r.: „Nadeszły dziś wiśnie do getta! Sensacja niebywała. […] Jest to dobre dla bajratu, który zresztą i tak ma owoce, bo na Marysinie wisien, jabłek jak i gruszek pełno. W szkole są ciągle wyprawy po jabłka, ciągłe łapanie uczniów przez policję, wsadzanie do więzienia [Czarnieckiego 12/18], wyrzucanie ze szkoły, ale mało pomaga. Zakazany owoc smakuje!… A szczególnie, gdy jest się głodnym!” (s. 179-180)

10 sierpnia 1941 r.: „Na lekcji biologii [w szkole – A.S.] mieliśmy dzisiaj referat o gruźlicy. Nasz nauczyciel biologii, który jest też „Hilfsarztem”, powiedział nam, że wedle ostatnich oszacowań lekarzy getta 99 do 100 proc. ludności getta jest zarażone gruźlicą. Cudowne perspektywy! Getto stało się cudownym materiałem naukowym.” (s. 180-181)

13 sierpnia 1941 r.: „Lało dzisiaj tak okropnie, że przyszedłem do szkoły przemoczony do koszuli. O skarpetkach naturalnie nie ma mowy. Jesień już porządnie trzyma, zima za pasem. A w sobotę będą już na pewno zupy w szkole! Nareszcie!…” (s. 181)

16 sierpnia 1941 r.: „Mieliśmy już dzisiaj zupę w szkole. Najadłem się porządnie, bo znalazłem wśród pracowników kuchni sąsiada, który wydaje mi tzw. protekcyjne zupy. Mimo to, gdy tylko woda spłynęła z żołądka, byłem głodny, jak przedtem.” (s. 182)

17 sierpnia 1941 r.: „Była dziś w szkole konferencja informacyjna dla rodziców, więc mieliśmy tylko pierwsze dwie lekcje i po nich naturalnie obiad. Od nas nikt na tej konferencji nie był, ale stopnie moje za ubiegły okres będę tak i tak jutro znał. Zdaje się, że są niezłe.” (s. 182-183)

18 sierpnia 1941 r.: „Odczytano nam dzisiaj w szkole stopnie. Mam same czwórki i piątki. Najlepsza ocena w klasie. Ale cóż mi z tego, kiedy ciągle jestem głodny i ciągle czuję się tak okropnie wyczerpany i przemęczony.” (s. 183)

26 sierpnia 1941 r.: „W szkole mówi się już o końcu roku szkolnego, o przerwie, o wyborze liceum itd. Zdaje się, że moje dotychczasowe zamiary wstąpienia na [!] liceum humanistyczne nie ulegną zmianie. Wprawdzie tutejsze siły humanistyczne są bardzo słabe, ale mimo to będzie można kurs jakoś przepchać.” (s. 187)

29 sierpnia 1941 r.: „Badała nas dzisiaj w szkole higienistka. Stan czystości na ogół niezły, ale paru chłopaków okazało okropnie brudne piersi i pachy. Nieco więcej tych brudów, a tyfusik gotowy. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.” (s. 188)

31 sierpnia 1941 r.: „Mieliśmy dziś w szkolę klasówkę z matematyki.” (s. 189)

15 września 1941 r.: „Odwaliliśmy polską klasówkę. Więcej klasówek w tym roku na widoku nie ma. Egzaminy maturalne w całej pełni. Mamy też dlatego moc zastępczych godzin. Jedyne, co teraz ma jakąś wartość w szkole, to zupa.” (s. 196)

21 września 1941 r.: „Dziś szkoły nie ma. Erew Rosz ha-Szana. Jutro i pojutrze święto. Grunt, że są jednak zupy w szkole przez święta. Dostaliśmy dziś w szkole cukierki. […] (s. 199)

22 września 1941 r.: „Wobec tego, że na święta dużo chłopców nie przychodzi do szkoły na zupy, mogłem wykupić więcej karteczek i wziąć Nadzię do szkoły na obiad. Niech sobie kapkę podje przez święta. Dość, że ma tylko 25 dkg chleba dziennie.” (s. 200)

26 września 1941 r.: „Dziś ostatni dzień szkoły. Ostatni dzień mego pobytu w gimnazjum. Zakończenie pewnego okresu w moim życiu. Jakie to dziwne, gdy się wspomni, że jeszcze przed chwilą było się uczniem gimnazjum, a już się nim nigdy w życiu nie będzie! Znów mnie „melankolia” ogarnia! Do diabła, tyle tu rzeczy świat przeżywa, a takie głupstwo ma wzruszać. A jednak tak, wzrusza mnie, gdyż mnie tyczy i nową epokę w moim życiu rozpoczyna. Czy epokę ucznia liceum – nie wiem.” (s. 202)

II A,   JA/ONI

29 września 1941 r.: „Na Marysinie nasze domki będą lada chwila zajęte, przybywa bowiem nowa partia wysiedleńców i przysłano już dzisiaj rozkaz opróżnienia szkoły, co uczynili naturalnie uczniowie przybyli na obiad, na rozkaz dyrekcji. Widoki na liceum stają się coraz niklejsze.” (s. 203)

30 września 1941 r.: „Przybyła dziś do naszej byłej szkoły partia wysiedleńców z Lubrańca pod Włocławkiem i Brześcia Kujawskiego. Wyglądają wspaniale, mają bagaże i opowiadają, że żyli wcale nieźle. Ciekawa rzecz, że absolutnie prawie nie znają tutejszych warunków i wykazują dość duży optymizm. Są nawet weseli i stroją sobie żarty. Są to kobiety w rozmaitym wieku, dziewczęta i starcy. Mężczyzn w sile wieku ani chłopców nie ma. Wszyscy są w obozach pracy. Mieszkańcy Lubrańca noszą trójkątną łatę na plecach, inni zaś duży Magen-Dawid na lewej piersi. Jak widać, rozmaicie nas znaczyli. Opowiadają, że przywieźli dużo żywności, ale ich żydowska policja okradła. Podobno kilku policjantów poszło już do więzienia. Obchodzą się z nimi w każdym razie jak z bydłem. Chorych, dzieci i starców odwieziono naturalnie do szpitali, sierocińców i domu starców. Reszta poniewiera się w opróżnionych domkach na słomie z Gminy albo na własnej pościeli. Narzekają na jedzenie i na picie. A przecież gdyby dotychczas wszyscy tak jedli w getcie, nie byłoby tylu świeżych grobów na cmentarzu i tak okropnie wyglądających ludzi. Rozmawiałem z nimi przeszło godzinę i doszedłem do wniosku, że ci ludzie dwa lata wojny wygrali i że najgorszego jeszcze nie przeszli.” (s. 203)

II A,   JA

9 października 1941 r.: „Dzisiaj po południu odczytano nam w szkole stopnie. Mam same bardzo dobre, za wyjątkiem jednej czwórki z gimnastyki. Osiągnąłem najlepsze świadectwo w moim życiu i zdaje się, [najlepsze] w szkole. Z kilka lub kilkanaście dni, jak nam powiedziano, dostaniemy drukowane małe matury ze stopniami. Może wówczas będzie mi łatwiej uzyskać zajęcie.” (s. 208)

14 października 1941 r.: „Jesteśmy dziś ostatni dzień na Marysinie. Od jutra będziemy dostawali nasze zupy w byłym kinie „Bajka”, a obecnie synagodze, na Franciszkańskiej 31. Ciekawe, czy się nam polepszy czy pogorszy.” (s. 210)

15 października 1941 r.: „Jeszcze dzisiaj jesteśmy w Marysinie. Wiedeńczycy przyjadą dopiero jutro. Latam całymi dniami po różnych znajomościach i protekcjach, aby gdzieś dostać robotę, ale na razie na próżno. […]. Mógłbym już zacząć pracować w szopie stolarskim, ale mam tam trudności, gdyż żądają ankiety z Wydziału Szkolnego, której już teraz nie można otrzymać. W szopie u Podlaskiego [Łagiewnicka 63] też jeszcze na razie nie można zacząć.” (s. 211)
</document>
<document nplp_id="12493" title="PARK im.&amp;nbsp;ZUS (poza gettem)   [OBSZAR]" slug="park-im-zus-poza-gettem-obszar">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I A,   JA/ONI

2 września 1939 r.: „Wieczorem siedzę do jedenastej na dyżurze. Przyjeżdża do nas łącznik dzielnicowy i oświadcza, że z wieży ciśnień [na ul. Dygasińskiego 6] widać jakieś światła. Patrzymy z bliska i nic nie widzimy. Tak samo zdziwiony jest łącznik. W godzinę po tym przyjeżdża dwóch policjantów na koniach w pełnym uzbrojeniu, z których jeden oświadcza, że widział światło w wieży oraz światło w jednym z bloków. Zaniepokojony komendant Wężyk idzie z policjantem, ze mną, Markiem i Olkiem do parku [im. ZUS], aby stamtąd obserwować okna podejrzane. W parku spotykamy łączników dzielnicowych, którzy przyłączają się do stwierdzenia o świetle w oknie bloku. Idziemy na koniec parku, gdzie siedzi przodownik z dwoma policjantami i kilkoma ludźmi, też obserwującymi okno. Postanowiono, że Marczewski pójdzie na górę i pod pretekstem zauważenia światła na ulicy otworzy drzwi z jednego pokoju do drugiego dla stwierdzenia przez pozostających w parku, czy światło, które się wówczas przedostanie do niezasłoniętego pokoju, jest światłem zauważonym poprzednio przez policję. Dla poznania Marczewskiego miał on dać sygnał swą zieloną latarką. Komendant Marczewski spełnił powierzone mu zadanie, ale okazało się, iż światło, które się teraz przedostało, jest słabe, a poprzednio zauważone było jasne i wyraźnie puszczone w celach sygnalizacyjnych. Sprawa stawała się coraz bardziej intrygująca i niepokojąca. Policja przyrzekła obserwować mieszkanie i jego właściciela, pana Ringa (ciekawe, niemieckie nazwisko!). Wracamy do bloków i ja z Markiem obchodzimy do końca naszego dyżuru teren. Spokojnie i cicho. O jedenastej kładę się spać, zasypiając snem kamiennym.” (s. 55)

5 września 1939 r.: „Cała noc minęła bez alarmów. Ciekawe… Albo oszczędzają Łódź, dla jakichś niewiadomych powodów, albo Anglia i Francja zdołały ich tak zająć, że u nas rezygnują. Wieczorem spostrzeżono dwóch szpiegów w mundurach żołnierzy Wojska Polskiego. Z tej okazji musiałem mieć z Ignacym dyżur przy wejściu do parku.” (s. 59)

I A,   JA

8 września 1939 r.: „Łódź zajęta! Cały dzień spokojnie, aż za spokojnie. Po południu siedzę w parku, rysując portret jednej koleżanki, gdy wtem ta przerażająca wiadomość. Łódź oddana!” (s. 61)

I B,   JA/ONI

22 października 1939 r.: „Z rana o jedenastej pukają. Mama otwiera, wchodzi oficer niemiecki, dwóch policjantów i dozorca. Oficer pyta się, ile osób jest w mieszkaniu, ogląda łóżko, pyta się o pluskwy, czy mamy radio, wreszcie wychodzi zawiedziony w rachubach. U sąsiadów pozabierał radia (naturalnie chodzą tylko do Żydów), materace, kołdry, dywany itd. U nas nic godnego nie znalazł. Ojciec był w wielkim strachu, albowiem stał i – modlił się w tałesie i tfilin. Lecz oficer nie zwrócił nań uwagi. […] U sąsiada Grabińskiego zabrali jego jedyną puchową kołdrę. Teraz to już prawie stuprocentowo nas wyrzucą z bloków.” (s. 84)
</document>
<document nplp_id="12495" title="PIRAMOWICZA 6  (gimnazjum) (poza gettem)" slug="piramowicza-6-gimnazjum-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA/ONI

19 września 1939 r.: „Przed bramą [szkoły przy ul. Piramowicza 6] spotkałem chłopców z naszej klasy (Lolka Łęczyckiego i Epsztajna), którzy zaprowadzili mnie do klasy. Dziewcząt jest 15, chłopców z obydwu gimnazjów 18-tu. Mieliśmy, jak i wczoraj mieli, trzy lekcje. Przeważnie powtórki. Zaświadczeń żadnych nie dostaliśmy. Z naszych nauczycieli jest zaledwie kilku. Przeważnie powtarzamy. Nie wiadomo jeszcze, czy lekcje będą razem z dziewczętami, czy osobno, albowiem robi się ciasno. Jeśli osobno, to my będziemy pewnie po południu. O piątej wysłuchałem mowy Hitlera.” (s. 68)

20 września 1939 r.: „W szkole powiedzieli nam, że od jutra lekcje są dla chłopców od dwunastej trzydzieści do czwartej dwadzieścia. Trudno! Będzie pięć lekcji codziennie, oprócz sobót i niedziel. Więc jednak w soboty nauki nie ma. Dziewuchom miny skwaśniały, kiedy usłyszały, że mają być rozłączone, ale trudno powiedziały i koniec! Życie nie romans. Wojna nie pokój. Ale właśnie w czasie pokoju nie widzą chłopców w szkole nigdy.” (s. 69)

21 września 1939 r.: „[W szkole] Mieliśmy dziś po raz pierwszy fizykę. Mowa była o miarach. Bardzo ciekawy przedmiot.” (s. 70)

I B,   JA

4 października 1939 r.: „Do szkoły poszedłem w połowie pierwszej lekcji, spóźniając się pierwszy raz podczas mego pobytu w gimnazjum. Nauczyciele nie znajdują na to rady. „Przyczyny od Żydów niezależne”.” (s. 77)

I B,   JA/ONI

5 października 1939 r.: „Pomimo przypadającego dziś święta Szmini Aceret mieliśmy w szkole dwie lekcje, na których wprawdzie nic nie robiliśmy, ale na które musiałem drałować w obie strony, albowiem skończył mi się już bilet. W szkole zrobiliśmy wybory zarządu połączonych dwóch klas trzecich pierwszego i drugiego gimnazjum. Do zarządu wybrano pięciu chłopców, w tym dwóch z naszego gimnazjum i trzech z pierwszego. Wybrano też trzech zastępców, jednego od nas i dwóch od nich. Z naszej klasy wszedł Rajchenberg i ja, jako zastępca Łęczycki. Po lekcjach mieliśmy pierwsze posiedzenie zarządu, na którym dokonano wyborów prezesa i innych członków zarządu. Prezesem zostałem ja, sekretarzem Blumsztajn z pierwszego gimnazjum, a zastępcą prezesa Grabowiecki z pierwszego gimnazjum.” (s. 78)

I B,   JA

9 października 1939 r.: „Dyrektor [Abram] Perelman oświadczył dzisiaj, że jutro ci, co nie wpłacili, idą do domu, a raczej nie mają po co przyjść do szkoły. Jest to człowiek niezwykle ostry i niedobry. Chciałem z nim porozmawiać po lekcjach, wytłumaczyć mu naszą głodową sytuację, lecz ten odepchnął mnie ze słowami: „Nic mnie nie obchodzi, nie ma żadnych uwzględnień”.” (s. 79)

10 października 1939 r.: „Wszystkie lekcje przeszły spokojnie, dopiero na ostatniej wezwał nas znów dyrektor do siebie i kazał pójść do domu, ale jako że lekcja kończyła się już prawie, pozwolił zostać. Po lekcji spytałem Gurewicza o adres Braudego, prezesa naszego towarzystwa. Okazało się, że rabin dr Braude mieszka na Gdańskiej 46. Poszedłem tam, lecz akuratnie rabin był chory i przyjęła mnie jego żona, która po kilkakrotnych naradach z mężem oświadczyła, że nic mi pomóc nie mogą i mówiąc, że jej bardzo żal, kazała mi czekać na przyjazd dyrektora Elenberga, który jest w Warszawie. To wiedziałem sam, że gdyby „Eluś” był, nie groziłoby mi wyrzucenie. Od Braudego poszedłem do Lolka Łęczyckiego, który jest chory i zaniosłem mu zeszyty. Tu spotkałem niespodziewaną pomoc w osobie jego matki, która oświadczyła, słysząc o moich kłopotach, że jutro pomówi z dyrektorem.

Nieco ucieszony poszedłem do domu. Ale czy to pomoże?” (s. 80)

I B,   JA/ONI

11 października 1939 r.: „A jednak wyrzucił nas! Nie wiem, czy zawsze tak postępuje, w każdym razie dzisiaj postąpił, można rzec, po chamsku, brutalnie. Wchodzi do klasy [szkolnej] przy końcu drugiej lekcji, odczytuje nazwiska około dziesięciu chłopców, którzy nie zapłacili i każe „natychmiast opuścić klasę, ale to natychmiast”. Blady i zły poszedłem nie do domu, ale do Lipszyca, którego też wyrzucili i którego przy okazji przekabaciłem z bejtarowca na lewicowca. Potem poszliśmy we dwójkę do Walfiszowej, aby ona nam pomogła...” (s. 80)

I B,   JA

13 października 1939 r.: „Byłem dziś w szkole i nie wyrzucono mnie, lecz dyrektor powiedział, że na razie nic nie jest załatwione i czeka tylko do poniedziałku. Poszedłem po lekcjach do Walfiszowej, która powiedziała mi, że jutro postarają się to załatwić. Może będę w końcu mógł chodzić do szkoły.” (s. 81)

16 października 1939 r.: „Byłem dziś w szkole i nie wyrzucono mnie! Okazało się, że Walfiszowa wraz z innymi babami zatkały forsą za mnie, Lipszyca i Kahana kancelarię, wobec czego mamy spokój do 1-go grudnia. W grudniu wakacje, tak że jednak połowa roku odwalona. Potem się zobaczy, co robić dalej. Szkołę już mam, ale chleba nie ma.” (s. 82)

26 października 1939 r.: „Mamy już w szkole zapowiedzi klasówek: z angielskiego i polskiego. Na przyszły tydzień. Nauka idzie normalnie, kurs dość ciekawy, by tylko można było dalej chodzić. Ale cóż to będzie.” (s. 85)

I B,   JA/ONI

27 października 1939 r.: „Od wczoraj lekcje [w szkole – A. S.] zaczynają się już od pierwszej i będzie ich codziennie sześć. W piątek pięć i zaczną się wcześniej.” (s. 85)

9 listopada 1939 r.: „Pomimo ogłoszenia na dziś planu lekcji nauki nie było. O dziewiątej rozpuszczono żeńskie gimnazjum, a nasze się nawet nie zaczęło. Poszedłem jednak z Łęczyckim do szkoły, gdzie pracowaliśmy trochę przy porządkowaniu biblioteki. Wczoraj byli w szkole Niemcy, kazali zdjąć polsko-hebrajski szyld szkoły i uporządkować bibliotekę.” (s. 93)

I B,   JA

29 listopada 1939 r.: „Przyszło wczoraj dwóch z Gestapo do szkoły o czwartej. Podobno mają nam wziąć gmach.” (s. 101)

30 listopada 1939 r.: „Szkoła zabrana. Dano czas do jutra wieczór na wyniesienie wszystkiego. Uczniowie pomagają najętym tragarzom. Nastrój grobowy. Masowy rabunek biblioteki. Bibliotekarz Uryson rozdał wszystkim obecnym po kilka książek. Złapałem niemiecką historię Żydów, parę sztuk niemieckich poetów i łacińskie teksty oraz dwie angielskie książki.” (s. 102)
</document>
<document nplp_id="12497" title="SANOCKA 22 &amp;#8211; ul.&amp;nbsp;KILIŃSKIEGO &amp;#8211; PIRAMOWICZA 6 (poza gettem) [TRASA]" slug="sanocka-22-ul-kilinskiego-piramowicza-6-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
I B,   JA

19 września 1939 r.: „Z rana w wyczyszczonym mundurze pojechałem (z powrotem przyszedłem pieszo, będę ciągle chodził, nie ma forsy na tramwaj) do szkoły [ul. Piramowicza 6].” (s. 68)

20 września 1939 r.: „Wstałem dziś wcześniej i o siódmej dwadzieścia wyruszyłem pieszo do szkoły. Droga nudna i długa, ale kochana i miła. Pięć kilometrów z dokładką! Byle można chodzić do szkoły.” (s. 69)

21 września 1939 r.: „Poszedłem dziś do szkoły [ul. Piramowicza 6] o oznaczonej godzinie. Dziwnie się czułem. Nie dziwota. Pierwszy raz w życiu będę miał lekcje po południu.” (s. 70)

I B,   JA/ONI

25 września 1939 r.: „Ze szkoły wracam po piątej, robię część albo wszystkie lekcje i idę na dziennik wieczorny po polsku z Londynu do Grodzeńskich. Staje się to już, zdaje się, moim codziennym zwyczajem. Zawsze po dzienniku gada się i kończy ze wzdychaniem. Wojna nie układa się zbyt różowo.” (s. 71-72)

4 października 1939 r.: „Wróciłem [ze szkoły – A.S.] drogą przez Kilińskiego, a w domu znajdując przestrach matki na wieść o mej robocie. Ojciec zrezygnował już z bliższej drogi przez Wólczańską.”

I B,   JA

8 listopada 1939 r.: „W cywilnym ubraniu poszedłem dziś do szkoły i bez tarczy, tej ozdoby dumnych sztubaków.” (s. 93)

16 listopada 1939 r.: „Mieliśmy dziś tylko cztery lekcje. Zrobiłem tempo i przebyłem drogę w 50 minut, przybywając do domu 10 minut przed 5-tą.” (s. 98)

22 listopada 1939 r.: „Gdy wsiadłem dziś do tramwaju, konduktor powiedział, że Żydom nie wolno jechać pierwszym wagonem. Nie wyrzucił mnie jednak, poczciwy człowiek. Miałem całą drogę stracha, lecz nikt mi nic nie zrobił.” (s. 100)</document>
<document nplp_id="12499" title="SZOPENA 4  (oddział Resortu Rymarskiego)" slug="szopena-4-oddzial-resortu-rymarskiego">

&amp;nbsp;
Dawid Sierakowiak
III A,   ONI

18 marca 1942 r.: „Nadzi kazano przyjść w sobotę o 11-ej na Szopena [4]. Będzie już chyba od niedzieli pracować.” (s. 217)

III A,   JA/ONI

23 marca 1942 r. „Odebraliśmy już też zgniłą brukiew i marchew. Dostałem też dziś w resorcie [rymarskim, Szopena 4] mięso, buraczki i kartofl z czteromarkowej racji. Ojciec dostał już resztę (cukier, margarynę, groch, kawę, paprykę). Jestem niezwykle zadowolony, że Nadzia już pracuje i ma te 15 dkg chleba i 5 dkg kiełbasy. Mama ma teraz zupę z kuchni dla inteligencji [Ceglana 10] dla siebie samej w południe. Oddaliśmy dziś żywnościowe karty w resorcie. Nadzia jeszcze nie, bo 15-tego marca jeszcze nie pracowała.” (s. 219)

29 marca 1942 r.: „Przyszło dzisiaj do naszej grupy [do resortu, Szopena 4 – A.S.] kilkanaście nowych uczennic i uczniów. Są między nimi dorośli ludzie, krewni różnych wysoko postawionych osób w resorcie, w ten sposób się asekurujących przed wysiedleniem.” (s. 222)

III A,   JA

1 kwietnia 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Szopena 4] dostaliśmy brukwiową zupę i kotlet. Odebraliśmy dziś nasze resortowe przydziały (moje i ojca). […] Dziś po raz pierwszy od kilku miesięcy miałem na obiad zupę (niezależnie od kolacyjnej kartoflanki). Może jednak zacznie teraz nadchodzić trochę więcej warzyw.” (s. 224)

8 kwietnia 1942 r.: „Zupy w resorcie [rymarskim, Szopena 4] stają się coraz bardziej wodniste. Nadchodzą podobno ciągle warzywa, ale nic się nie wydaje.” (s. 227)

III A,   JA/ONI

10 kwietnia 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 63] jest teraz nowy urząd opiekuna młodzieży pracującej z ramienia Wydziału Szkolnego. U nas [Szopena 4] jest nim [Mojżesz] Wolman, nauczyciel żydowskiego na Marysinie. Na jutro zwołał konferencję grupowych i kierownictwa.” (s. 228)

11 kwietnia 1942 r.: „Dziś pracowaliśmy [w resorcie rymarskim, Szopena 4] od 11-ej do 3-ej. Od jutra grupa nasza przechodzi, podzielona na dwie zmiany, do własnego pokoju. Przed południem będzie Szmaragd i możliwe, że jeszcze jakiś nowy, a po południu [Rywen] Skoczylas i ja. Nadzia [Sierakowiak] będzie w mojej grupie. Dziś byłem już w resorcie o 9-ej, aby wszystko na jutro przygotować. Po 3-ej mieliśmy konferencję z [Mojżeszem] Wolmanem. Zaprosił mnie do sekretarzowania. Omówił stosunki między majstrami (czy grupowymi) a uczniami w resortach w getcie, podał szereg wniosków, nad którymi toczyła się ożywiona dyskusja. Postanowiono urządzać odczyty dla młodzieży, aby dać chwilkę wyrwania się z rozmyślań nad jedzeniem.” (s. 228)

12 kwietnia 1942 r.: „Pracowało się dziś [w resorcie rymarskim, Szopena 4] wspaniale. Mała grupka (23 osoby, na razie), własny pokój, cisza. [Józef] Podlaski, który był wieczorem na inspekcji, był bardzo zadowolony. Od jutra dostajemy nową robotę. Możliwe, że w tym tygodniu będę jeszcze miał dniówkę, bo na procentach od takiej grupy źle byśmy wyszli. Pracujemy już do dziesiątej.” (s. 229)

III A,   JA

14 kwietnia 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Szopena 4] zupy są coraz gorsze, a kotlety mniejsze. Żadnych racji ani nadziei na racje nie ma. Głód przybiera na sile. Pracuję teraz znów ciężko, bo musimy rychtować towar dla grupy (rychtowni nie mamy).” (s. 229)

16 kwietnia 1942 r.: „Praca w resorcie [rymarskim, Szopena 4] coraz bardziej mnie męczy. Szmaragd, który jest sam przed południem, dostał już rychterkę, a my jeszcze nie (bo nas jest dwóch).” (s. 230)

24 kwietnia 1942 r.: „Mieliśmy dzisiaj komisję w resorcie [rymarskim, Szopena 4]. Byli w naszym pokoju też ludzie jak z innego świata. Nasi władcy, panowie życia i śmierci. Wygląd ich bynajmniej nie świadczy o rychłym końcu.” (s. 237)

III A,   JA/ONI

25 kwietnia 1942 r.: „Kazano nam dzisiaj w resorcie [rymarskim, Szopena 4] przynieść jutro kartę chlebową. Było nawet ogłoszenie o tym na mieście, ale je później zdjęto. Podobno mają w resortach i na innych placówkach pracy stemplować karty chlebowe, a tym, którzy jeszcze nie pracują, a mają kartę z Arbeitseinsatzu, mają karty stemplować w Arbeitseinsatz (Lutomierska 11). […] Byłem dziś u [Lolka] Milgroma [Plac Kościelny 4], którego ojciec jest szefem biura Arbeitseinsatzu, aby dał matce przydział do naszego resortu. Bardzo przykrzy ludzie. Powiedzieli, że nic nie mogą zrobić. Także Rysiek Podlaski oświadczył, że nie można teraz więcej ludzi do resortu przyjąć. Jutro przy stemplowaniu ma być komisja, przed którą staną w zeszłym tygodniu przyjęte osoby, z których część będzie z resortu wyrzucona. Zostaną tylko ci, których większość krewnych pracuje w danym resorcie oraz naturalnie bardzo mocne protekcje. Wszyscy znajomi się dziwią, dlaczego mama jeszcze nie pracuje w naszym resorcie, wobec systemu przyjmowania i to wyłącznie krewnych pracujących.” (s. 237)

III A,   JA

29 kwietnia 1942 r.: „Zupy w resorcie [rymarskim, Szopena 4] zrobiły się okropne. Mówi się, że znów będzie chleb, bo nie ma już w getcie warzyw. Spóźnionym, którzy odbierają trzykilogramowy przydział kuchenny warzyw na maj, nic się na razie nie wydaje.” (s. „ 240)

III A,   JA/ONI

30 kwietnia 1942 r.: „Był dziś w resorcie [rymarskim, Szopena 4] Niutek Radzyner i „konferował” na schodach z różnymi swoimi chłopcami z moich byłych kolegów szkolnych i innych. Widocznie coś mają zamiar przedsięwziąć. Może już nareszcie coś poważnego? Oby! Ja naturalnie od dawna jestem z wszystkich tajemnic i nie-tajemnic wykluczony. Zdrajca i heretyk. Egoista, tchórz i słabeusz. Zbytnio mnie to jednak nie obchodzi. Nich no się tylko wojna skończy.” (s. 241-242)

III A,   JA

2 maja 1942 r.: „Grupa moja dziś nie pracowała (Nadzia też nie), ale my jako grupowi przyszliśmy naturalnie [do resortu rymarskiego, Szopena 4 – A.S.], aby odesłać towar do składu i – zjeść zupę z kiełbasą.” (s. 243)

3 maja 1942 r.: „Pracuję od dziś [w resorcie rymarskim, Szopena 4 – A.S.] znów po południu. Rymarze pracują na trzy zmiany, albowiem przybyło jeszcze kilkaset dzieci do resortu na naukę. Pracują od 7 do 12, od 12 do 5 p[o] p[ołudniu] i od 5-tej do 10-tej wieczór. Grupowi i vorrichtery pracują normalnie na dwie zmiany, tak że będziemy każdy na półtorej zmiany rymarzy. Nowe zawracanie głowy.” (s. 243)

13 maja 1942 r.: „Dziś w resorcie [rymarskim, Szopena 4] też sprzedawali ludzie z Tabakabteilung papierosy po marce. Kupiłem 10 sztuk, bo nie miałem więcej pieniędzy. Ciekawe, ile będzie można za to dostać. Dziś nic już w kuchni resortowej nie dało się „zarobić”. […] W resorcie wszystko idzie kulawo, nikt o nic nie dba, wszyscy markierują i cała praca sprowadza się do czekania na zupę, a potem na fajrant.” (s. 250)

III A,   JA/ONI

12 maja 1942 r.: „Udało nam się dziś w resorcie [Szopena 4] narobić bałaganu przy odbieraniu obiadu w kuchni, w wyniku czego Rywek Skoczylas, który to „zrobił”, miał sześć zup, ja jako „gość” dwie dodatkowe zupy i jeszcze kilkanaście [!] robotników po jednej, dwie lub po trzy zupy. Bez kiełbasy naturalnie, bo ta jest odliczona. Było trochę strachu, żeby nas nie wzięli za to do fekalii, ale jakoś przeszło. Drugi raz już się chyba nie uda, bo za dużo ludzi już wie o tym. Rzecz polegała na tym, że w kuchni się zgodzili, żeby grupowy wszedł do wnętrza otrzymywał odliczoną ilość kiełbasy na karteczkę swojej grupy i następnie dodawał porcje do nalewanych zup. Można więc było podstawionym osobom nie dodawać kiełbasy, tak że ta zostawała do nowych zup, bo nalewacz zup nie liczy.” (s. 249)

III A,   JA

14 maja 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Szopena 4] znów udało się nam dzisiaj „zrobić” [w] kuchni kilka zup. Miałem zupę dodatkową, z której trochę dałem Nadzi.” (s. 250)

15 maja 1942 r.: „I dziś udało się przy kuchni [resortowej, Szopena 4 – A.S.] „zarobić” zupy. Nadzia też miała jedną. Ale ta frajda już się kończy, bo od niedzieli nasza grupa pracuje znów tylko na dwie zmiany, więc zupy będziemy otrzymywać w resorcie i koniec z chodzeniem do kuchni. Ale grunt się nie przejmować. Może znów uda się wynaleźć jakiś sposób.” (s. 251)

III B,    JA

25 maja 1942 r.: „Znów zawracanie głowy w resorcie [rymarskim, Szopena 4]. Rozdzielają mnie z [Rywenem] Skoczylasem, który będzie miał naszą drugą zmianę, ewentualnie ja ją obejmę, a on zostanie w starej. Zarobki z grupy będą wspólne, a dotychczasowy nasz wspólnik, Berkowicz, przechodzi do innej grupy.” (s. 257)

III B,    JA/ONI

31 maja 1942 r.: „Dziś była w resorcie [rymarskim, Szopena 4] po raz ostatni zupa. Zrobili lurę co się zowie. Całe szczęście, że miałem trzy porcje, bo inaczej nie wróciłbym do domu. Dziś wydzielaczki były dla nas, grupowych, dość hojne i „wliczały” zupy na całego. Mówi się, że podobno jutro ma nic nie być w resorcie. Mówiło się już dziś o tym, żeby jutro nie przyjść do pracy. Może jednak coś będzie. Młodociani robotnicy (od 17-tu lat) będą

otrzymywali teraz chleb nie w resorcie, lecz w odrębnych punktach dla młodzieży, dokąd będą się udawali z opiekunami resortowymi przed lub po pracy. Nowe zawracanie głowy. Będzie tylko pole do nowych nadużyć.” (s. 262)

III B,    JA

13 czerwca 1942 r.: „W resorcie [rymarskim, Szopena 4] zrobiliśmy sobie, Rywek Skoczylas, jego starszy brat [Izrael Skoczylas], instruktor, jego siostra, pewien fajny bałucki typ, Maniek Knobel, i ja, zdjęcie na pamiątkę naszej kariery w Resorcie Rymarskim w getcie. Ciekawe tylko, czy dożyjemy tego, aby na zdjęcie to spoglądać jak na pamiątkę.” (s. 271)

14 czerwca 1942 r.: „Pracuję znów po południu [w resorcie rymarskim, Szopena 4]. Chociaż leżałem dzisiaj do dwunastej i nawet spałem trochę, czułem się cały dzień, jakbym miał gorączkę. Skończyły się już Mantelriemen i grupa moja zaczyna teraz szyć KaTeGe (Koppeltragegestell). Przez zmianę artykułu wypłata za bieżący tydzień już do luftu. (W ostatnim tygodniu miałem 26,69 Rm). W resorcie napisałem dziś pod wpływem mego fatalnego samopoczucia „Majaki konającego z głodu” – parę stroniczek zwierzeń i majaczeń. Ta ciągła walka nadziei z rozpaczą dobija mnie ostatecznie.” (s. 272)

20 czerwca 1942 r.: „Dostałem też dzisiaj zdjęcie zrobione tydzień temu. Wyszliśmy nieźle, wiernie uwydatniając swe nienasycone gettowe fizjonomie. Na tym zdjęciu widzę dopiero, w jakim stanie się znajduję. „Klepsydra na gębie”, jak to się w getcie, prosto z mostu, mówi. W resorcie [rymarskim, Szopena 4] był dziś, jak zapowiedziano, chleb z masłem za 20 pf. Masło ledwie widać. Jutro ma znów być kiełbasa. Do diabła! I tak się żyje z dnia na dzień, z minuty na minutę i z jednego posiłku na drugi. Jak długo jeszcze, jak długo?” (s. 275)

III B,    JA/ONI

28 czerwca 1942 r.: „Dowiedzieliśmy się dziś w resorcie [rymarskim, Szopena 4], że od jutra niespodziewanie grupa moja i [Henryka (Nonka)] Fluga przechodzą na ulicę Łagiewnicką 72, dokąd przyjdą też trzy grupy z centrali. Powstaje tam nowy oddział „Leder und Sattler”. Z przeprowadzki tej jestem bardzo zadowolony, albowiem dostajemy dobry i przestronny lokal na pierwszym piętrze, zamiast trzeciego, na którym dotąd pracowaliśmy na ul. Szopena 4. Na nasze miejsce przyjdą nowi uczniowie – dzieci z Marysina. Przeniesienie mojej grupy do nowego budynku wyróżnia nas zaszczytnie, ale cóż z tego, skoro do jedzenia nic z tego

nie będzie ani nie dodaje nadziei na rychły koniec wojny. Wszystko świadczy raczej przeciwnie.” (s. 278-279)

III B,    JA

6 lipca 1942 r.: „Ustatkowała się już robota w nowym resorcie [rymarskim, Łagiewnicka 72]. Oddaliśmy cały towar na Szopena 4 i teraz bierzemy już we własnym składzie.” (s. 281)

III B,    ONI

1 sierpnia 1942 r.: „Podobno w resorcie naszym robota się kończy. Na Szopena [4] i w Centrali [Łagiewnicka 63] od tygodnia już prawie nic nie robią, a nasze KaTeGie też pono na wykończeniu. Nowych zamówień nie ma. Czyżby to był już jakiś dobry znak? Oby!” (s. 296)</document>
<document nplp_id="12578" title="„Czapa czyli Śmierć na&amp;nbsp;raty”" slug="czapa-czyli-smierc-na-raty">Janusz Krasiński
&amp;nbsp;
Czapa
czyli
Śmierć na raty
&amp;nbsp;
Dramat wisielczy w dwóch aktach
© Copyright for the text by Barbara Krasińska 2019
Na podstawie wydania:
Janusz Krasiński, Krzak gorejący. Dramaty, wybór i wstęp Wanda Zwinogrodzka, opracowanie edytorskie Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2013, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.</document>
<document nplp_id="12579" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-6">Nota edytorska

 

Publikację elektroniczną dramatu Czapa czyli Śmierć na raty oparto na wydaniu:

&amp;nbsp;

Janusz Krasiński, Krzak gorejący. Dramaty, wybór i wstęp Wanda Zwinogrodzka, opracowanie edytorskie Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2013, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

&amp;nbsp;

Informacje o przekazach i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym, respektowane w publikacji elektronicznej:

 

&amp;nbsp;

Wykaz źródeł tekstu

 

Czapa (komedia stereofoniczna) [dramat radiowy]

Pierwodruk: „Dialog” 1965, nr 6.

Przedruk w: Śniadanie u Desdemony, Warszawa: Wydawnictwa Radia i Telewizji 1976.

 

Czapa czyli Śmierć na raty. Dramat wisielczy w dwóch aktach:

Pierwsze wydanie: Czapa i inne dramaty, Warszawa: PIW 1973.

Przedruki w: Antologia dramatu, t. 2, wyb. i posł. Jerzy Koenig, Warszawa: PIW 1976; Antologia dramatu polskiego 1945–2005, t. 2, wyb. i oprac. Jan Kłossowicz, Warszawa: Prószyński i S-ka 2007.

Przekazy niepublikowane: maszynopis z odręcznymi poprawkami autora (Muzeum Literatury, inw. 4247); maszynopis w teczce podpisanej Pięć dramatów IV (archiwum domowe pisarza).

&amp;nbsp;

Czapa czyli Śmierć na raty. Makabreska [dramat telewizyjny], w: Teatr szklanego ekranu, Warszawa: ISKRY 1970

.

&amp;nbsp;

Wybór podstawy

 

Czapa powstała najpierw jako dramat radiowy i w tym kształcie została opublikowana w „Dialogu” (1965, nr 6). Następnie, na jej bazie, autor stworzył dramat przeznaczony do realizacji scenicznej: dopisał nowe sceny (wraz z postacią Skazańca oraz drugiego Strażnika) oraz przeredagował didaskalia. Ta rozbudowana wersja ukazała się w 1973 roku w zbiorze dramatów Janusza Krasińskiego (nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego), została też dwukrotnie przedrukowana w wieloautorskich antologiach polskiego dramatu. Wersja sceniczna stała się także podstawą autorskiej adaptacji stworzonej z myślą o realizacji w Teatrze Telewizji (publikacja w tomie zbiorowym Teatr szklanego ekranu). Przy wyborze podstawy nie brano tejże adaptacji pod uwagę, uznając ją za opracowanie na potrzeby konkretnego, jednorazowego zamówienia. Odrzucono także Czapę radiową, publikowaną w „Dialogu”. Tekst w tym kształcie cieszył się wprawawdzie dużą popularnością (jak również jego realizacje radiowe), to jednak nie stał się on podstawą wydania w niniejszej edycji. Decyzja ta – aby nie brać pod uwagę przy wyborze podstawy dramatów radiowych – była wspólna dla całego tomu dramatów Janusza Krasińskiego.

&amp;nbsp;

Teksty tworzone przez Krasińskiego dla radia w większości przypadków były zalążkiem napisanych później lub w podobnym czasie sztuk scenicznych. Pisząc dramat sceniczny, autor dodawał do istniejącego dramatu radiowego nowe sceny, inne usuwał lub modyfikował, stwarzał kolejne postacie, a tym samym dodawał dziełu nowe sensy. Różnice między tymi tekstami wynikają jednak przede wszystkim z tego, że dramat radiowy i dramat sceniczny powstają z myślą o zupełnie innych mediach, wymagających odmiennych rozwiązań, posłużenia się odrębnymi środkami artystycznego wyrazu. O zmianach autor informował już w podtytułach (np. dramat radiowy Kochankowie z klasztoru Valdemosa nie miał podtytułu, natomiast utwór sceniczny otrzymał podtytuł Romanca w stylu hiszpańskim w trzech aktach). Największe zmiany w tytule, choć z zachowaniem głównego, rozpoznawalnego członu zaszły w Czapie – pierwodruk dramatu radiowego w „Dialogu” (1965, nr 6) zatytułowany jest Czapa (komedia stereofoniczna), podczas gdy pierwodruk dramatu scenicznego (1973) nosi tytuł Czapa czyli Śmierć na raty. Dramat wisielczy w dwóch aktach.  Z kolei tekst opracowany na potrzeby Teatru Telewizji autor opatrzył podtytułem Makabreska. Warto również dodać, że dramaty radiowe mają swoją własną historię wydawniczą – tom Śniadanie u Desdemony (1976) zawierający trzynaście tekstów, z których część była publikowana już wcześniej, ukazał się trzy lata później niż wybór dramatów scenicznych. Przygotowując niniejszą edycję, uznano, że mimo podobnych tytułów oraz zbieżnego przebiegu akcji nie można traktować dramatów radiowych i scenicznych Krasińskiego jako wersji tego samego dzieła, ponieważ są to teksty przynależące do dwóch odrębnych gatunków.

&amp;nbsp;

Po porównaniu przekazów drukowanych oraz maszynopisów za podstawę przyjęto tekst dramatu scenicznego opublikowanego w zbiorze Czapa i inne dramaty (Warszawa: PIW 1973). Odrzucono maszynopis ze zbiorów Muzeum Literatury, który nie zawiera późniejszych istotnych modyfikacji wprowadzonych przez autora w wydaniu PIW. Drugi z maszynopisów – przechowywany w mieszkaniu pisarza – uwzględnia wszystkie odręczne poprawki i skreślenia naniesione na maszynopis z Muzeum Literatury, co wskazuje, że powstał później. Powiela także błędy, które pojawiły się we wcześniejszym maszynopisie, a zostały poprawione w wydaniu PIW. Maszynopis pozostały w mieszkaniu pisarza zawiera dość liczne pomyłki literowe, a układ didaskaliów jest wyraźnie przypadkowy, nie odzwierciedla ich przemyślanego zapisu, widocznego w maszynopisie z Muzeum Literatury. Przesłanki te pozwalają sądzić, że nie został sporządzony przez autora i prawdopodobnie nie był przez niego skontrolowany. Przekaz ten nie był także ostateczną podstawą wydania dla tomu PIW, ale stał się źródłem błędu powielonego w druku. W II akcie (scena 1), kiedy okazuje się, że Skazaniec będzie miał kolejny proces, Kuźma wypowiada zdanie: Poczekamy do nowego roku. W maszynopisie z Muzeum Literatury mowa jest o nowym wyroku i określenie to jest związane właśnie z nowym procesem Skazańca. W sztuce nie pojawiają się okoliczności, które uzasadniałyby wprowadzenie sformułowania nowego roku. Jest to ewidentna pomyłka przepisującego maszynopis, powielona we wszystkich wydaniach. W przedrukach powtórzono inne, nieliczne błędy pierwodruku, a także dodano kolejne, dlatego przy wyborze podstawy przedruki zostały odrzucone.

&amp;nbsp;

Emendacje

&amp;nbsp;

– Akt I, scena 8 we fragmencie OLEŚ (modli się żarliwiej) wprowadzono za mps. z ML formę żarliwiej zamiast zapisanej w podstawie formy żarliwie; informacja o tym, że Oleś modli się żarliwie, pojawiła się już w didaskaliach na początku sceny, byłoby to więc powtórzenie.

– Akt I , scena 8: w kwestii Skazańca zgodnie z mps. z ML zapisano dużą literą wyraz Absolut, ponieważ pisownia dużą lub małą literą w tym wypadku odsyła do konkretnych koncepcji filozoficznych.

– Akt II, scena 2, kwestia Kuźmy: Poczekamy do nowego wyroku. W podstawie błędnie: do nowego roku. Z kontekstu wynika, że więźniowie czekają na kolejny wyrok; brak natomiast przesłanek tekstowych uzasadniających wprowadzenie daty. Za mps. z ML poprawiono wyraz roku na wyroku.

– Akt II, scena 3, zdanie w kwestii Kuźmy: Powiedziałem już raz, że nie jestem od wymyślania. W wypowiedzi Kuźmy poprawiono omyłkowo zapisane w podstawie wyrażenie do wymyślania na od wymyślania (za mps. z ML).

– W całej sztuce przywrócono układ didaskaliów zgodny z mps. z ML, zapis przyjęty w pdr. uznając za konwencjonalny, nieoddający zamysłu pisarza. Zgodnie z pdr. natomiast odtworzono – w kilku miejscach maszynopisu niekonsekwentny – zapis didaskaliów oznaczających dźwięki, które dochodzą z zewnątrz celi: wszędzie wydzielono je w osobnym wierszu.

 

 

Pisownia i interpunkcja

&amp;nbsp;

Zastosowano obecnie obowiązujące zasady ortograficzne i interpunkcyjne. Zachowano jednak w dużej mierze konsekwentnie przestrzeganą przez autora zasadę rozdzielnej pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi o znaczeniu czasownikowym, poprawiono jedynie nieliczne pomyłki w jej zastosowaniu. Uporządkowano pisownię dużą lub małą literą po wielokropku, w zależności od tego, czy kontynuowane jest wypowiedziane wcześniej zdanie, czy rozpoczynane nowe. Pojawiające się w didaskaliach nazwy postaci zapisano dużą literą, natomiast w wypowiedziach bohaterów, jeśli są użyte w charakterze rzeczowników pospolitych, wprowadzono małą literę.

&amp;nbsp;

W niniejszym wydaniu uznano za cechę stylu i przywrócono przestarzałą formę tłomok, stosowaną przez Krasińskiego w maszynopisach, a poprawianą w niektórych wydaniach na tłumok. Ujednolicono pisownię wyrazów z grupy spieszyć się/spiesznie i zapisano je przez s, zgodnie z większością przekazów maszynopisowych. Zastosowano także jednolitą pisownię form typu szamoczą, klekoczą w wydaniach zapisywanych niekonsekwentnie przez c lub cz, zaś w maszynopisach autorskich zawsze przez cz.

&amp;nbsp;

Zgodnie z obowiązującymi obecnie zasadami wprowadzono przecinki w zdaniach podrzędnie złożonych z imiesłowami przysłówkowymi oraz w innych zdaniach złożonych, gdzie norma wymaga przestankowania. Uporządkowano też niejednolity zapis cytatów w tekście; poczyniono jedynie kilka wyjątków w miejscach, gdzie brak cudzysłowu można było odczytać jako świadome działanie artystyczne autora. Zachowano również znak zapytania na końcu zdań złożonych, w których jedynie część podrzędna niesie treść pytajną. Współczesna norma przewiduje kończenie takich wypowiedzeń kropką ze względu na twierdzące zdanie nadrzędne. Uznano jednak, że znak zapytania jest w tym wypadku sugestią intonacyjną i nie ingerowano w zamysł autorski. Wprowadzono natomiast znak zapytania (w miejsce kropki) w zdaniach przeczących, które – jak wynika z kontekstu – są zdaniami pytającymi, a bez pytajnika można by je rozumieć jako przeczenia (np. Nie mówiłem, że jeszcze coś sobie przypomnę?).

&amp;nbsp;

Dokonano zmian w zapisie zbiegu znaków: wielokropka i wykrzyknika oraz wielokropka i pytajnika. Poprzedni wydawcy stosowali jednolity zapis ?... oraz !..., podczas gdy w maszynopisach autorskich taka kolejność znaków nie jest zachowywana (pojawia się zapis ?... lub ...?). Nie istnieje norma wskazująca kolejność znaków, sposób zapisu odpowiada zaś różnym stanom emocjonalnym, które znaki te mają przekazać, dlatego powrócono do różnorodnego zapisu wspomnianego zbiegu znaków utrwalonego w maszynopisach. Przywrócono również autorską interpunkcję w miejscach, gdzie w podstawie wydania była ona wątpliwa.

&amp;nbsp;

Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska</document>
<document nplp_id="12623" title="Wstęp" slug="wstep-2"></document>
<document nplp_id="12624" title="Remediacja wydawnictwa drukowanego (na&amp;nbsp;przykładzie PBL)" slug="remediacja-wydawnictwa-drukowanego"></document>
<document nplp_id="12625" title="Transformacja cyfrowa &amp;#8211; nowy serwis" slug="transformacja-cyfrowa-nowy-serwis"></document>
<document nplp_id="12626" title="Transformacja cyfrowa &amp;#8211; etap II" slug="transformacja-cyfrowa-etap-ii"></document>
<document nplp_id="12627" title="Tworzenie własnych usług" slug="tworzenie-wlasnych-uslug"></document>
<document nplp_id="12628" title="Przemiany kompetencji cyfrowych" slug="przemiany-kompetencji-cyfrowych"></document>
<document nplp_id="12629" title="Przemiany form bibliografii" slug="przemiany-form-bibliografii"></document>
<document nplp_id="12632" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-7">NOTA EDYTORSKA

Publikację elektroniczną Ułanów oparto na wydaniu:

Jarosław Marek Rymkiewicz, Dwór nad Narwią. Dramaty, wybór i wstęp Tomasz Bocheński, opracowanie edytorskie Blanka Mieszkowska, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2016, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane publikacji elektronicznej:

&amp;nbsp;

Dotychczasowe wydania 

– „Dialog” 1975, nr 2;
– Jarosław Marek Rymkiewicz, Dwie komedie, Czytelnik, Warszawa 1980.

&amp;nbsp;

Odmiany tekstu i wprowadzone zmiany 

Elektroniczny plik z dramatem Ułani został przygotowany przez Autora w grudniu 2008 roku na podstawie wydania: Dwie komedie, Czytelnik, Warszawa 1980. Autor poprawił wówczas kilka błędów korektorskich, wprowadził niewielkie zmiany w zakresie pisowni (w związku ze zmianą reguł ortograficznych) oraz układu tekstu (podział wersów).

Poniżej spis zmian słownych.

akt I, kwestia Grafa:
Warszawa 80: ta czubatka uch kokoszka
zmiana autorska: ta czubata uch kokoszka (Autorowi chodziło o przymiotnik, czubatka to rodzaj ptaka);

akt II, kwestie Ani i Frani:
Warszawa 80 (Ania i Frania mówią razem, jednocześnie): lance do boju szable w dłoń/ feldmarszale tyś nasz koń
zmiana autorska: podział na dwie kwestie, mówione osobno:

ANIA
lance do boju szable w dłoń
FRANIA
feldmarszale tyś nasz koń 

Taka sama sytuacja w przypadku kolejnych kwestii Ani i Frani:

FRANIA
lance do boju wroga bić
ANIA
a ty widzu wstydź się wstydź;

akt II, kwestia Zosi:
Warszawa 80: z takiej baby z feldmarszałka
zmiana autorska: z takiej baby z feldmarszała;

akt III, s. 262, kwestia Zosi:
Warszawa 80: że sztykami grenadierzy
zmiana autorska: że sztykami grenadiery.

&amp;nbsp;

Redakcja i korekta 

Dostosowano ortografię i interpunkcję do norm współczesnych (np. łączna pisownia nie z imiesłowami przymiotnikowymi), oczywiście z wyjątkiem miejsc, w których zmodernizowanie powodowałoby zniekształcenie autorskiego zamysłu. Poprawiono błędy literowe.

Zachowano zastosowaną przez Autora stylizację słów (np. jewropejskie) i funkcjonujący w dawnej polszczyźnie zapis z użyciem é (kobiéta), natomiast archaizm stokrótka zastąpiono współcześnie funkcjonującą nazwą stokrotka (na życzenie Autora). Wprowadzono zmiany dotyczące pisowni łącznej i rozdzielnej (np. auf wiedersehen zamiast auf-wiedersehen, z dobrawoli zamiast z dobra woli). Poprawiono pisownię słów w dotychczasowych wydaniach nieprawidłową (np. pikielhauba zamiast pikelhauba).

W niniejszej edycji zachowano autorski układ graficzny (tekst zwarty, w całości wyrównany do lewej strony, brak  nawiasów w didaskaliach), zapis didaskaliów bez interpunkcji i bez użycia wielkich liter (jak w tekście głównym)

[na podstawie noty edytorskiej przygotowanej przez Blankę Mieszkowską]</document>
<document nplp_id="12647" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-8">Publikację elektroniczną Orfeusza oparto na wydaniu:
Anna Świrszczyńska, Orfeusz. Dramaty, wybór i wstęp Ewa Guderian-Czaplińska, opracowanie edytorskie Maria Kozyra, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2013, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

&amp;nbsp;

Informacje i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym i respektowane publikacji elektronicznej:


Przy wyborze podstawy […] kierowano się ostatnią decyzją autorki. Teksty Świrszczyńskiej nieustannie ewoluowały, dlatego nie można mówić o decyzji „ostatecznej”. Pisarka stworzyła nie tylko wiele odmian jednego tekstu, lecz także wiele wersji, które ze względu na różnice można traktować jako inne utwory. Kto wie, jak zmieniałyby się jeszcze te utwory, jak duża byłaby ich liczba, gdyby nie śmierć autorki. […] Wydanie ostatniej za życia autorki wersji zasadniczo jednego dzieła poprzedza znaczny dorobek literacki na ten sam temat, zachowany niejednokrotnie pod różnymi tytułami. Podczas lektury utworów Świrszczyńskiej czytelnik musi zdawać sobie sprawę także z tego, że może zapoznaje się tylko z jednym z kilku dramatów, nawet jeśli mają one ten sam tytuł. Aby zasygnalizować problem, w wykazie źródeł zamieszczono przykłady istotnych różnic między poszczególnymi wersjami lub odmianami (dogłębna analiza wymagałaby napisania odrębnego tomu na ten temat). Zagadnienie przybliża też Aneks i zawarte w nim fragmenty. Podsumowując, u Świrszczyńskiej jeden temat ewoluuje wraz z tekstem, można mówić o kolejnych wersjach (nawet bardzo różnych) jednego utworu albo inaczej – o kilku różnych tekstach, które łączy ten sam temat. Wybór jednej podstawy sprawia, że czyta się tylko jakiś jeden element zmagań autorki z tematem.
W związku z powyższym, wersjom publikowanym w różnym czasie niejednokrotnie towarzyszyła odmienna recepcja recenzencka, teatralna i czytelnicza. Może być więc tak, że literatura przedmiotu (komentarze krytyczne) dotyczą różnych w istocie tekstów. Gdyby chcieć zinterpretować Świrszczyńską naprawdę, to trzeba by brać pod uwagę wszystkie wersje utworów i przeanalizować mechanizmy ich przekształcania.
Autorka zmieniała utwory między innymi pod wpływem czynników zewnętrznych. W Archiwum Akt Nowych znajdują się adnotacje na temat cenzurowania tekstów Świrszczyńskiej[przypis]Wszystkie informacje na temat cenzurowania tekstów Świrszczyńskiej po chodzą od prof. Kamili Budrowskiej z Ośrodka Badań Filologicznych nad Cenzurą PRL Uniwersytetu w Białymstoku. Dostępne w Archiwum Akt Nowych dokumenty zostały dodatkowo zweryfikowane. Por. też K. Budrowska: Zatrzymane przez cenzurę. Inedita z połowy wieku XX. Warszawa: IBL PAN 2013, s. 71–74.[/przypis]. Dotyczą one np. zakwalifikowania bądź niezakwalifikowania utworu do druku lub wystawienia w teatrze. W Spisie bibliograficznym utworów dramatycznych z lat 1945–50 (maj) sporządzonym przez Irenę Stegman[przypis]AAN, MKiS, Departament Twórczości Artystycznej, Wydział Twórczości Literackiej, sygn. 514, k. 61.[/przypis] widnieje informacja, że Ludzie samotni (Strzały na ulicy Długiej) oraz Śmierć Orfeusza mogły się ukazać, Miłość na wczasach natomiast została przez cenzurę zatrzymana. W przypadku Orfeusza odręczna poprawka na maszynopisie nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, jak dramat został oceniony. Wśród utworów zatrzymanych w 1948 roku znalazły się: Ostrożny, Orfeusz Strzały na ulicy Długiej[przypis]K. Budrowska, dz. cyt., s. 74.[/przypis].

Podstawą wydania [w tomie z serii „Dramat Polski. Reaktywacja”] są dramaty z roku 1984 i maszynopis Awantury na wczasach z archiwum ZAiKS, będący zapewne wersją przekazaną tam przez córkę Anny Świrszczyńskiej, Ludmiłę Adamską-Orłowską. Utwory te zostały skolacjonowane z innymi przekazami i prawdopodobnie nie zawierają zmian wprowadzonych pod wpływem cenzury. Nie można jednakże wykluczyć, że pisarka przekształcała teksty pod presją cenzury, ale kiedy miała możliwość przywrócenia wersji nieocenzurowanej, tego nie uczyniła. Nową wersję mogła uważać za równie dobrą i wartościową. Do zmian dokonywanych pod wpływem czynników zewnętrznych należą także modyfikacje wprowadzane przez reżyserów lub autorkę po konsultacji z reżyserami – dostosowywanie tekstu do potrzeb scenicznych. Dlatego też w wykazie źródeł uwzględnione zostały scenariusze teatralne – mimo różnic mogą być wersjami autorskimi. Niejednokrotnie przy utworach drukowanych w prasie pojawia się adnotacja „fragment”. Być może jest to pomyłka redaktora, gdyż tekst w całości pokrywa się z wersją maszynopisu, ale może też istnieć inne wyjaśnienie. Nie da się wykluczyć, że była jeszcze jakaś rozbudowana wersja danego utworu.
Warto nadmienić, że Świrszczyńska, jak przyznała w korespondencji, pisała wszystkie akty każdego dramatu jednocześnie. Aneks […] zawiera […] dwie drukowane w latach 1947 i 1956 wersje zakończenia Orfeusza […].

&amp;nbsp;
Wykaz źródeł tekstu
Podstawa wydania
      Orfeusz. Sztuka w trzech aktach. W: Teatr poetycki. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1984, s. 5–65 (trzecie wydanie książkowe).

Odmiany i wersje[przypis]Odmiany i wersje podane są w układzie chronologicznym.[/przypis]
      Orfeusz, kopia maszynopisu powstałego w latach okupacji. Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie, sygn. 952, 37 s. (Archiwum „Wisły”).
      Sztuka (prolog Orfeusza) z listu Anny Świrszczyńskiej do Romana Kołonieckiego z 24 października 1945 roku. Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie, sygn. 819, k. 37.
Sztuka. „Życie Literackie” 1945, nr 9−10, s. 6.
      Orfeusz, scenariusz teatralny. Prywatne zbiory Lidii Kuchtówny, która maszynopis otrzymała od Marii Horzycowej.
      Orfeusz, scenariusz teatralny. Zbiory Specjalne Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, Archiwum Wilama Horzycy, inw. 1517. Orfeusz, scenariusz teatralny. Zbiory Specjalne Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, inw. 1929-53 (adnotacje: „z Archiwum SPATiF-u”, Agencja Teatralna i Filmowa ZAiKS, pieczątka AGTiF). Orfeusz, scenariusz teatralny. Zbiory Specjalne Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, Archiwum Marii i Edmunda Wiercińskich, inw. 1209-100-42.
      Śmierć Orfeusza (fragment dramatu). „Twórczość”, styczeń 1946, z. 1, s. 19–28.
      Orfeusz (poemat dramatyczny, fragment). „Zdrój”, maj 1946, nr 9, s. 3. Orfeusz (poemat dramatyczny, fragment). „Teatr”, sierpień 1946, nr 3, s. 42–45. Eurydyka w piekle. „Przekrój”, wrzesień–paź dziernik 1946, nr 77, s. 17.
      Orfeusz i Persefona (fragment II aktu sztuki pt. Orfeusz). „Arkona” 1946, nr 12, s. 8–9.
      Orfeusz (fragment). „Dziennik Polski”, 11 października 1946, s. 4.
      Orfeusz. Sztuka w trzech aktach. Warszawa–Kraków: Wydawnictwo E. Kuthana 1947, 70 s.
      Orfeusz. Sztuka w trzech aktach. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1956, 83 s.
      Orfeusz, słuchowisko radiowe, reż. Jerzy Rakowiecki, emisja w Teatrze Polskiego Radia 10 listopada 1958, powtórzenie w dniach 26 lipca 1960, 20 października 1979 oraz 14 czerwca 1981.
      Orfeusz, scenariusz teatralny, emisja w Telewizji Wrocław (1971). Biblioteka IBL PAN w Warszawie.
      Sztuka. W: Poezje wybrane. Warszawa: LSW 1973, s. 59.
      Sztuka. W: Wybór wierszy. Warszawa: Czytelnik 1980, s. 85.

Inne utwory oparte na tym samym pomyśle
      Śmierć Orfeusza, scenariusz słuchowiska radiowego powstałego w 1938 roku. Zbiory Specjalne Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, Archiwum Edmunda i Marii Wiercińskich, inw. 1209-123.
      Śmierć Orfeusza, słuchowisko radiowe, reż. Natalia Szydłowska, emisja w Teatrze Polskiego Radia 21 marca 1971, powtórzenie w dniach 24 lutego 1982 oraz 26 lutego 1984.
      Śmierć Orfeusza. „Pion” 1938, nr 42, s. 1–2.
     Orfeusz. „Pióro” 1939, nr 2, s. 192–197 (tekst jest narracją pierwszoosobową tytułowego bohatera Orfeusza).
Między 1939 a 1947 rokiem powstało około dziesięciu tekstów zatytułowanych Orfeusz (wersji autorskich). Jak w liście do Jarosława Iwaszkiewicza pisze sama autorka, ze względu na tematykę chciała rozszerzyć pierwotną wersję dramatu o Orfeuszu, następnie modyfikowała niektóre jego partie na użytek inscenizatorów. W latach 1947, 1956, 1984 Orfeusz został opublikowany. Wszystkie wymienione teksty w mniejszym bądź większym stopniu różnią się od siebie.

Przykłady różnic
– różnice w budowie
Wersja okupacyjna ma formę dramatu, składa się z 9 scen. Scenariusze teatralne i wydania Orfeusza mają formę dramatu złożonego z 3 aktów podzielonych na sceny.

– różnice na poziomie słowa
Na scenariuszu teatralnym z archiwum Wiercińskich (premiera krakowska) została zaznaczona zmiana:
ORFEUSZ (wchodzi)
      Co za n o c[przypis]Wszystkie wyróżnienia we fragmentach dramatów cytowanych w Nocie edytorskiej po chodzą ode mnie (M.K.).[/przypis] [nadpisane ołówkiem „pogoda”, w innych scenariuszach „noc” − M.K.] dzisiaj. Czy słyszycie, panowie, tupanie? To centaury – przed chwilą odbiegły. Chwała Bogu, bo trudno byłoby wprowadzić na scenę centaura.
W wersjach wydanych:
ORFEUSZ (wchodzi)
Co za d z i e ń dzisiaj. Czy słyszycie, panowie, tupanie? To centaury – przed chwilą odbiegły. Chwała Bogu, bo trudno byłoby wprowadzić na scenę centaura.
Kontekst pierwszego cytowanego fragmentu pokazuje, że akcja rozgrywa się w nocy. W deklamacji, którą wygłasza Orfeusz, pojawiają się kwestie: gdzież wyborniejsza kompania w taką wiosenną noc, pochwalmy pijane uroki centaurów i swawolnych kochanek i tej nocy wiosennej, ponadto Eurydyka jest śpiąca, idą z Orfeuszem do domu. Scena 2 również rozgrywa się w nocy. Prawdopodobnie ze względu na użytek sceniczny w krakowskim przedstawieniu pomysł uległ zmianie. Być może z powodu rozbudowania partii dialogowych (w porównaniu z wersją okupacyjną), a tym samym wydłużenia czasu akcji, autorka postanowiła, aby scena w kawiarni rozegrała się w dzień.

Zmianę czasu akcji wprowadzono konsekwentnie w całej scenie. Na scenariuszu teatralnym z archiwum Wiercińskich (premiera krakowska):
ORFEUSZ
Nie trzeba się martwić, malutka. Napijmy się wina – sami we dwoje. Wspaniała n o c [nadpisane „d z i e ń”, w pozo stałych scenariuszach „noc” – M.K.]. Dawno nie czułem takiej radości. Zbierało to we mnie, rosło, ale teraz dopiero wiem, że mogę przystąpić do najważniejszej sprawy – do czegoś ostatecznego. Szczęśliwy jestem, Eurydyko.
W wydaniach:
ORFEUSZ
Nie trzeba się martwić, malutka. Napijmy się wina – sami, we dwoje. Wspaniały d z i e ń. Dawno nie czułem takiej radości. Zbierało to we mnie, rosło, ale teraz dopiero wiem, że mogę przystąpić do najważniejszej sprawy – do czegoś ostatecznego. Szczęśliwy jestem, Eurydyko.
Słowo ujarzmił nadpisane ołówkiem na egzemplarzu z archiwum Wiercińskich weszło do wydania z 1984 roku.

Scenariusz Wiercińskiego:
GREK II
Dziękuję bardzo. Pan u s y p i a ł [nadpisane „u j a r z m i ł” –M.K.], o ile się nie mylę ocean oraz lwy i słonie. Czy jest jakie naukowe wytłumaczenie tego faktu? Jakaś filozoficzna koncepcja? Doszły mnie słuchy o pańskiej teorii śmiechu.
Orfeusz z Teatru poetyckiego (1984):
GREK II
Dziękuję bardzo. Pan u j a r z m i ł, o ile się nie mylę, ocean oraz lwy i słonie. Czy jest jakieś naukowe wytłumaczenie tego faktu? Jakaś filozoficzna koncepcja? Doszły mnie słuchy o pańskiej teorii śmiechu.
Trudno stwierdzić, dlaczego dopiero w 1984 roku została wprowadzona poprawka ze scenariusza. Słowo ujarzmił (pokonał) wydaje się bardziej adekwatne w kontekście całego dzieła.

– błędny tytuł
Fragment Orfeusza został opublikowany w „Twórczości” w 1946 roku pod wprowadzającym w błąd tytułem Śmierć Orfeusza (fragment dramatu). Tekst najbliższy jest wersji okupacyjnej Orfeusza. Śmierć Orfeusza jest innym utworem – scenariuszem słuchowiska radiowego.

– funkcjonowanie fragmentu dramatu w formie samodzielnego utworu
Począwszy od roku 1947, wydania Orfeusza uzupełnione zostały o Prolog, który od 1944 do 1984 roku funkcjonował jako samodzielny utwór Sztuka. Bez względu na to, czy występuje jako osobna forma prozatorska, czy też stanowi część Orfeusza, jest tym samym utworem.

Uwagi
Nie udało się dotrzeć do scenariuszy, które stanowiły podstawę inscenizacji dramatu za życia autorki: Orfeusz, scenariusz przedstawienia Teatru Akademickiego KUL (1956); Orfeusz, scenariusz przedstawienia dyplomowego Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie (1959); Orfeusz, scenariusz sztuki wystawionej w Klubie 13. Muz w Szczecinie (Teatr Propozycji, 1959) i Orfeusz, scenariusz spektaklu Teatru Telewizji, Katowice (1964).
Emendacje
W kwestiach Aglae: Ludzie? i Starca: Jak wy? za poprzednimi wydaniami przywrócono znak zapytania. Z kontekstu wynika, że wypowiedź ma formę pytania.
[…]
Pisownia i interpunkcja
Wprowadzono nieliczne zmiany w zakresie pisowni i interpunkcji, najwięcej w scenariuszu Awantura na wczasach ze względu na jego niestaranność. W formach wierszowanych interpunkcję poprawiono po weryfikacji tekstu z pozostałymi wersjami i odmianami. Zastosowano obecnie obowiązujące zasady interpunkcyjne. W kilku miejscach pozostawiono taką interpunkcję, jaka najczęściej występuje we wszystkich wersjach i odmianach danego dramatu. Zmodernizowano ortografię. Ujednolicono zapis nazw postaci w didaskaliach – wielką literę pozostawiono tylko na początku nazwy. Ujednolicono zapis oddający śmiech: ha, ha; hi, hi i he, he. […] Ujednolicono pisownię przytoczeń – wybrana została przeważająca forma zapisu bez cudzysłowu, zdanie rozpoczyna się wielką literą. Wyróżnienia w tekście pochodzą od autorki.

Maria Kozyra

[fragmenty Noty edytorskiej przygotowanej przez Marię Kozyrę do tomu dramatów]</document>
<document nplp_id="12649" title="Orfeusz. Sztuka w&amp;nbsp;trzech aktach" slug="orfeusz-sztuka-w-trzech-aktach">Anna Świrszczyńska
Orfeusz
Sztuka w trzech aktach
&amp;nbsp;

© Copyright for the text by Ludmiła Adamska-Orłowska 2020

Opracowanie edytorskie dramatu: Maria Kozyra

Na podstawie wydania:
Anna Świrszczyńska, Orfeusz. Dramaty, wybór i wstęp Ewa Guderian-Czaplińska, opracowanie edytorskie tekstów: Maria Kozyra, Wydawnictwo Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2013, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”
</document>
<document nplp_id="12651" title="Aneks" slug="aneks">Aneks zawiera zakończenie pierwszego (1947) i drugiego (1956) wydania Orfeusza. […] Po porównaniu odpowiednich fragmentów z odmian i wersji widać, że niektóre dramaty Anny Świrszczyńskiej oparte są na różnych koncepcjach myślenia o świecie. Przykłady pokazują trudności z wprowadzeniem jednoznacznych rozstrzygnięć dotyczących wyboru podstawy tekstu. Decyzja o opublikowaniu jednej z wersji utworu sprawia, że czytelnik zapoznaje się tylko z jakimś elementem zmagań autorki z tematem (więcej na ten temat zob. Nota edytorska).
Maria Kozyra
</document>
<document nplp_id="12652" title="PRZEMIANA 1999 (na&amp;nbsp;motywach opowiadania Franza Kafki)" slug="przemiana-1999-na-motywach-opowiadania-franza-kafki">Lidia Amejko
PRZEMIANA 1999
(na motywach opowiadania Franza Kafki)
&amp;nbsp;

© Copyright for the text by Lidia Amejko 2023

Opracowanie edytorskie dramatu: Grzegorz Wroniewicz

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Na podstawie wydania:
Lidia Amejko, Farrago. Dramaty, wybór i wstęp Jacek Kopciński, opracowanie edytorskie Grzegorz Wroniewicz, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.
</document>
<document nplp_id="12656" title="Nota edytorska" slug="nota-edytorska-9">Nota edytorska
Publikację elektroniczną dramatu Przemiana 1999 (na motywach opowiadania Franza Kafki) oparto na wydaniu:

Lidia Amejko, Farrago. Dramaty, wybór i wstęp Jacek Kopciński, opracowanie edytorskie Grzegorz Wroniewicz, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, seria „Dramat Polski. Reaktywacja”.

Informacje o przekazach i zasady edytorskie przyjęte w wydaniu papierowym, respektowane w publikacji elektronicznej:

&amp;nbsp;

Wykaz źródeł tekstu

Przekazy niepublikowane: przesłane przez Autorkę drogą mailową dwa dokumenty programu Word nazwane SensoTV i SensoTeatr (data ostatniej modyfikacji: 21.06.2004, data przesłania: 25.04.2018); oba dokumenty zawierają kompletny tekst sztuki Przemiana 1999, różnią się jednak między sobą.

&amp;nbsp;

Wybór podstawy

Porównano oba przesłane przez Lidię Amejko teksty, zawarte w dokumentach programu Word nazwanych SensoTV i SensoTeatr. Autorka opatrzyła je w mailu takim komentarzem: „Przemiana 1999 jest w załączniku pod tytułem Senso. Laco Adamik zrealizował sztukę w TV [pod tytułem Przemiana 1999, Teatr Telewizji, 1.04.2001 – przyp. G.W.], ale ja zrobiłam również wersję na scenę”. Rzeczone wersje dość znacznie się różnią (m.in. ilością, długością i kolejnością scen, czy niekiedy nawet obecnością innych postaci), ogólne przesłanie utworu pozostaje jednak niezmienione, tak samo jak kreacja głównego bohatera, uznano więc, że nie są to dwa odrębne teksty, a jedynie dwa warianty tej samej sztuki, czy też – mówiąc inaczej – odmienne opracowania tego samego tematu. Ostatecznie, po porównaniu obu tekstów, profesor Jacek Kopciński, autor koncepcji tomu i wstępu historycznoliterackiego, zdecydował, że podstawą pierwodruku będzie wersja wcześniejsza, przeznaczona dla Teatru Telewizji (zawarta w dokumencie Word pod nazwą SensoTV). Decyzja ta zyskała aprobatę Autorki.

&amp;nbsp;

Wykaz wprowadzonych zmian (wybór)

Dramat nie był dotąd publikowany. Wybrana podstawa tekstowa została poddana pracom redakcyjnym w ścisłej współpracy z Autorką – wprowadzono jedynie te poprawki językowe i interpunkcyjne, które zostały przez nią zatwierdzone. Ponadto Lidia Amejko dodała kilka własnych zmian o charakterze wyłącznie stylistycznym.

&amp;nbsp;

Didaskalia, interpunkcja i pisownia

Ujednolicono pisownię didaskaliów według dwóch podstawowych wzorców. Didaskalia, które kreują nową sytuację dramaturgiczną, oddzielono od tekstu interlinią i zapisano w postaci całego zdania (zdań) nieujętego w nawiasy (kiedy dłuższa kwestia postaci była przerywana tego typu didaskaliami, po zapisaniu didaskaliów zawsze powtarzano nazwę postaci kontynuującej swoją kwestię). Natomiast didaskalia będące dopełnieniem wypowiedzi danej postaci (najczęściej charakteryzujące jej zachowanie lub sposób mówienia) zapisano od małej litery w nawiasach zwykłych wewnątrz kwestii, bez kropki lub innego znaku interpunkcyjnego po nawiasie zamykającym.

[…]

Pojawiające się w didaskaliach nazwy postaci konsekwentnie zapisano od wielkiej litery. Na prośbę Autorki zmodyfikowano sposób zapisu didaskaliów wieloakapitowych – wprowadzono odstęp (światło) między następującymi po sobie akapitami didaskaliów.

Dostosowano interpunkcję do norm współczesnych, wyłączając sytuacje, kiedy Autorka stanowczo prosiła o zachowanie konkretnych znaków przestankowych użytych w funkcji intonacyjnej. Poprawiono oczywiste błędy, m.in. uzupełniono brakujące kropki na końcu zdań (także po cudzysłowie zamykającym cytat) i usunięto kropki postawione po wielokropku. Przecinki i inne znaki interpunkcyjne stojące po didaskaliach nawiasowych (nieuzasadnione składniowo i semantycznie) przeniesiono przed te didaskalia. Konsekwentnie wprowadzono przecinki w zdaniach złożonych, gdzie norma wymaga przestankowania (np. oddzielono przecinkiem imiesłowowe równoważniki zdań). […]

Ujednolicono pisownię przytoczeń – zapisano je po dwukropku od wielkiej litery i ujęto w cudzysłowy. Przytoczenia zaznaczane przez Autorkę bez cudzysłowu, jedynie za pomocą dwukropka, pozostawiono jednak bez zmian. Jako cudzysłowów drugiego stopnia używano konsekwentnie cudzysłowów ostrokątnych niemieckich.

Lidia Amejko znakomicie posługuje się zarówno metaforą, jak i stylizacją, a każda stworzona przez nią postać jest inna i ma swój własny język. W zakresie pisowni starano się więc wprowadzać poprawki z dużą ostrożnością, przede wszystkim zachowując wszystkie cechy idiolektu poszczególnych osób. Dlatego bez zmian pozostawiono język niektórych bohaterów, czasem z intencjonalnie wprowadzonymi przez Autorkę błędami (np. język Mężczyzny I w scenie 11).

W pozostałych przypadkach dostosowano pisownię do norm współczesnych. Przede wszystkim ujednolicono pisownię dużą i małą literą – zapisano od małej litery m.in. pozorne nazwy własne (np. dom towarowy, bank) i sfrazeologizowane zdania z przymiotnikiem boski (np. Na miłość boską!, Cud boski, że nikt nie zginął!).

Wprowadzono konsekwentnie pisownię łączną nie z imiesłowami przymiotnikowymi . Poprawiono pisownię słów i zwrotów obcojęzycznych (np. Uttar-Pradesz na Uttar Pradesh). Pozostawiono pojedyncze przypadki użycia mianownika w funkcji wołacza, poprawiono jednak inne błędy fleksyjne. Poprawiono również pisownię utartego zwrotu na pół gwizdka (usunięto cudzysłowy).

Rozwinięto wszystkie skróty (jedyny wyjątek uczyniono dla konsekwentnie używanego przez Barmana skrótu prpana, który należy do żargonu). […] Zachowano konsekwentnie stosowane przez Autorkę graficzne wyróżnienia słów (rozstrzelona czcionka).

&amp;nbsp;

[fragmenty Noty edytorskiej przygotowanej przez Grzegorza Wroniewicza do tomu dramatów]</document>
<document nplp_id="12668" title="Roman Brandstaetter, „Dzień gniewu. Misterium dramatyczne w&amp;nbsp;trzech aktach”" slug="roman-brandstaetter-dzien-gniewu-misterium-dramatyczne-w-trzech-aktach">Roman Brandstaetter
Dzień gniewu
Misterium dramatyczne w trzech aktach
&amp;nbsp;
© Copyright for the text by Towarzystwo Opieki and Ociemniałymi Stowarzyszenie 2023</document>
<document nplp_id="12673" title="Abramowski Edward" slug="abramowski-edward-jozef">Socjolog, psycholog, teoretyk estetyki, publicysta, działacz społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: M.A.; Czajkowski, Józef; Z. Walczewski; Warszawiak.

Informacje biograficzne.

Urodził się 17 VIII 1868 w Stefaninie k. Kijowa. Wychowywał się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Po śmierci matki, Jadwigi z Bejnarowiczów, przeprowadził się z ojcem Edwardem i siostrą Marią Heleną Józefą, po mężu Zygmuntową Pietkiewiczową (ślub w 1892 r.), do Warszawy, gdzie pobierał prywatne lekcje m.in. u Marii Konopnickiej i Konrada Prószyńskiego (Promyka). Nawiązał wówczas pierwsze kontakty z działaczami i działaczkami Proletariatu, a wcześniej z pismem „Zorza” redagowanym przez Józefa Grajnerta. W 1885 r. wyjechał do Krakowa, gdzie uczył się w Gimnazjum św. Anny, do matury państwowej nie przystąpił, zapisał się (jako wolny słuchacz) na Wydział Przyrodniczy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Następnie wyjechał do Genewy, gdzie podjął studia z fizyki. Studiów nie ukończył, ale nawiązał liczne kontakty z emigracyjnymi kręgami socjalistów polskich – przede wszystkim ze Stanisławem Mendelsonem i z Marią Jankowską. Udało mu się zdobyć ich wsparcie, gdy w 1889 r. wraz ze swoją późniejszą żoną Stanisławą Motz próbował odtworzyć rozbity aresztowaniami Proletariat w Królestwie Polskim. Po konflikcie wywołanym stosunkiem do kwestii terroru indywidualnego (był jego przeciwnikiem) odszedł z Proletariatu i stworzył nową organizację pod nazwą Zjednoczenie Robotnicze, która miała być bardziej masowa i otwarta na inne środowiska. Abramowski wziął udział w paryskim kongresie polskich socjalistów w 1892 r., na którym powstała Polska Partia Socjalistyczna. Po aresztowaniu i wydaleniu z Francji na skutek nacisku władz rosyjskich jego aktywność w ruchu socjalistycznym osłabła. Jakiś czas przebywał w Londynie. Okres 1893–1897 spędził w Zurychu i Genewie, gdzie leczył załamanie nerwowe po śmierci Stanisławy (1893). Tam poznał drugą żonę, Emilię z Andronowskich, która studiowała na kilku fakultetach Uniwersytetu w Genewie; tworzyli związek „koczowniczy”, pełen uczucia, opiekuńczości i kryzysów. W Szwajcarii rozpoczął intensywną pracę naukową na pograniczu psychologii i socjologii. Wynikiem tych działań był cykl broszur wydanych zbiorczo pod tytułem Zagadnienia socjalizmu (1899). Abramowski zarysował w rozprawach podstawy swojej koncepcji socjalizmu bezpaństwowego, nad którą pracował w następnych latach, czego efektem było studium Socjalizm a państwo (1904). W tym samym czasie organizował i inspirował wspólnoty etyków („koła etyków”), które miały stać się podstawą postulowanej przez niego rewolucji moralnej.

Na początku XX w. przebywał w Zakopanem z powodu problemów zdrowotnych. Prowadził tam otwarte wykłady, których słuchał m.in. Stefan Żeromski, późniejszy przyjaciel Abramowskiego. Przełomowe dla Abramowskiego stały się lata rewolucji 1905–1907. Wówczas opublikował nawołującą do odzyskania niepodległości przez bojkot państwa Zmowę powszechną przeciwko rządowi (1905), która zyskała spory odzew w czasie rewolucji. Pod wpływem jego idei powstał Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej, skupiający liczne grono organizacji oświatowych, spółdzielni i związków zawodowych. Sekretarzem organizacji była Helena Radlińska – późniejsza wybitna pedagożka. Od końca XIX w. Abramowski, nie porzucając zaangażowania politycznego, zajmował się psychologią.

Na początku XX w. zaczął tworzyć własną teorię pamięci, ale problemy ze zdrowiem i wydarzenia rewolucyjne odciągały go od studiów. Po upadku rewolucji skupił się na zagadnieniach kooperacji i powrócił do badań psychologicznych. Ogłosił wówczas Idee społeczne kooperatyzmu (1907) – swoją najbardziej znaną rozprawę polityczną. Prowadził w tym czasie również intensywne badania psychologiczne w Paryżu i Brukseli. Jedną ze słuchaczek jego wykładów z psychologii w Brukseli była Maria Dąbrowska, późniejsza autorka broszury Życie i dzieło Edwarda Abramowskiego (1925). Przez ostatnią dekadę życia zajmował się głównie podświadomością, a także telepatią. W 1915 r. utworzył katedrę psychologii oraz pracownię psychologiczną na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie również prowadził wykłady z metafizyki doświadczalnej. Zmarł 21 VI 1918 w Warszawie, kilka miesięcy przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości.

Postać Abramowskiego wymaga dopowiedzenia: nie był to pod wieloma względami klasyczny badacz, naukowiec. Nie miał formalnego wykształcenia. Działał, współpracował i przyjaźnił się z ludźmi ze środowiska polskiej lewicy socjalistycznej, emigracji przełomu XIX i XX w., grupy intelektualistów niepodległościowych takich jak Żeromski (w Przedwiośniu S. Gajowiec czci pamięć Abramowskiego). Prowadził też intensywne życie uczuciowe. Ze względu na słabe zdrowie przechodził kilkakrotnie kryzysy, które leczył m.in. morfiną, co dodatkowo osłabiało jego siły. Pragnął stabilizacji, a jednocześnie nie umiał odnaleźć się w jednym miejscu. Prowadził różnorodne badania obejmujące określone obszary psychologii, socjologii, psychoanalizy, filozofii (epistemologii). Był empirykiem i wizjonerem. Jego rozprawy i koncepcje rodziły się w napięciu, wyrażały poszukiwania człowieka zaangażowanego myślowo i emocjonalnie w naukę, sztukę i życie.

Rewolucyjna rola sztuki. Abramowski był autorem opowiadania Jan Skiba (1892) i Poematu śmierci (1918), nie zajmował się natomiast pojmowaną stricte krytyką literacką ani krytyką sztuki. Jeżeli odwoływał się do dzieł literackich, to czynił to jako socjolog czy działacz polityczny. Szczególnie w tym drugim przypadku rozważania o sztuce odegrały znaczącą rolę. Jak zauważyła Anna Dziedzic (2010), dla Abramowskiego „konsekwencją wrażliwości estetycznej miała być wrażliwość etyczna. Abramowski dostrzegał, że człowiek musi najpierw umieć być sam ze sobą, by potrafił być po ludzku z innymi”. W myśleniu Abramowskiego cel rewolucyjny – a więc etyczny – górował nad wymiarem estetycznym sztuki i literatury, ale nie był bez niego możliwy.

Problem relacji rewolucji i sztuki Abramowski zanalizował szczegółowo w artykule Co to jest sztuka? Z powodu rozprawy L. Tołstoja: „Czto takoje iskustwo?” („Przegląd Filozoficzny” 1897, R. 1, z. 30). Artykuł, który miał być komentarzem do eseju rosyjskiego prozaika, stał się wykładem własnych poglądów na sztukę. Abramowski z entuzjazmem przyjął twierdzenie Tołstoja, że wszystkie kierunki sztuki będą musiały stanąć przed trybunałem ludzkości. „Ludzkość” to jednak inne pojęcie dla Abramowskiego niż dla Tołstoja, ponieważ polski badacz miał głównie na myśli klasę robotniczą. Emancypacja sztuki jego zdaniem dokonuje się jako konsekwencja walki o poprawę warunków bytowych robotników, której etapem jest wydłużenie czasu wolnego. Ludzie, którzy mają więcej czasu wolnego, mogą doceniać wartości estetyczne i tym samym sztuka przestaje być przywilejem elit. Zarówno tworzenie, jak i odbiór sztuki przejmują przestrzeń w życiu społecznym zajmowaną dotąd przez pracę. Zmiana społeczna pociąga zmianę egzystencjalną, sztuka odwołuje się bowiem do innej sfery poznania niż kultura kapitalizmu oparta na interesie osobistym. Dzięki sztuce ludzie mogą obcować ze sobą otwarcie i intuicyjnie bez żadnego praktycznego celu. Sztuka ich zbliża, tworzy wspólnotę doświadczenia piękna. Z tego powodu kwestia sztuki staje się zagadnieniem społecznym, a nie czysto artystycznym czy estetycznym. Sztuka tworzy nowe środowisko człowieka, które określi jego przyszły los.

Abramowski uznaje „prawo do próżnowania” za istotne dla budowy nowego społeczeństwa. Sądzi, że wprowadzenie tego prawa stworzyłoby przestrzeń dla szerszego oddziaływania sztuki na tworzenie wspólnoty. W tym wymiarze Abramowski pojmuje sztukę (za Tołstojem) jako sferę łączącą – dzięki emocjom – twórcę z odbiorcą. Drogi myślowe obu myślicieli rozchodzą się jednak, kiedy Abramowski zastanawia się nad afektywnym działaniem sztuki. Stanowisko Tołstoja i jego uznanie dla sztuki są motywowane wartościami religijnymi i ewangelicznymi: prawdami wiary, dobrem, pięknem i prawdą. Abramowski traktuje religię oraz klasyczne ideały jako konstrukcje intelektualne, które nie są zdolne tchnąć w odbiorców żadnych wartości. Z tego powodu współczesna sztuka jest dla Abramowskiego produktem niewoli społecznej. Jako taka promuje wartości i uczucia niezrozumiałe dla ludu, jak np. patriotyzm czy flirt, obce i obojętne człowiekowi pracy. Sztuka, która nie jest przyjmowana przez wszystkich, nie ma znaczenia, gdyż im bardziej jest elitarna, tym bardziej staje się uboga; uczucia ludzi zamożnych ograniczają się do ram kultury, która je zrodziła.

Sztuka – akt twórczy i przeżycie estetyczne (odczucie piękna). Abramowski dostrzega jeszcze inny problem w rozumowaniu Tołstoja. Prowadzi on pisarza do wykluczenia kategorii piękna z myślenia o sztuce (inaczej sztuka zdaniem Tołstoja zostałaby zrelatywizowana do sfery przyjemności i podobania się), a tym samym zakłada czysto intelektualne i celowościowe jej postrzeganie. Według Abramowskiego sztuka nie jest ani faktem fizycznym, nie może być użyteczna lub przyjemna, ani też nie wiąże się ze zwykłą funkcją poznawczą, ponieważ stanowi byt autonomiczny, a jej jedynym celem jest właśnie piękno. Sztuka dydaktyczna stanowi raczej zastosowanie pewnych technik do wyrażania idei estetycznych niż sztukę. Dzieło sztuki, które jest społecznie użyteczne, staje się dla Abramowskiego przejawem dydaktyzmu, który piękno wyklucza.

Piękno nie posiada żadnych kanonów ani celów, jego doświadczenie opiera się bowiem na zawieszeniu intelektu, co – według Romana Padoła (2004–2005) – nasuwa pewne podobieństwo między koncepcjami Abramowskiego i Romana Ingardena. Piękno działa przez wtargnięcie odczuć estetycznych do rzeczywistości psychicznej jednostki, wywołując przeżycie estetyczne. Piękno ze swojej natury poprzedza myślenie w ten sam sposób co sny, wspomnienia i nastroje, bez których sztuka nie jest możliwa. Odczucie piękna pozwala na zapomnienie o sprawach zawodowych, statusie, tożsamości, czyli o identyfikacjach społecznie użytecznych. Dzięki temu piękno może stać się podstawą etyki społecznej. Doświadczenie piękna wprawdzie nie buduje braterstwa jako takiego, ale pozostawia to, co Abramowski nazywa „intuicyjnym śladem”. Dzięki temu doświadczeniu, które wyzwala z egoizmu, ludziom łatwiej jest poznać siebie i spoglądać na siebie przez pryzmat uczuć braterstwa. Przyjaźń i braterstwo wynikały nie tylko z koncepcji społecznego kooperatyzmu, która stanowiła zaczątek państwa samorządnego, ale wiązały się ściśle z umożliwionym przez sztukę zawieszeniem postawy egoistycznej.

Nowa era. Otamowanie twórczej natury człowieka przez państwo, religie i inne systemy władające ludzkimi sumieniami, leżące u podstaw społeczeństw, zmuszające do walki o byt, sprawia, że człowiek nie jest wolny. Kiedy więzy te zostaną poluzowane, upadną kanony estetyczne, a doświadczenia związane z odbiorem sztuki staną się bogatsze i bardziej demokratyczne. Granica między tworzeniem a recepcją sztuki zostanie zatarta. Odrodzenie będzie naznaczone kultem człowieka; jego aktywność zastąpią metafizyczne i społeczne dogmaty. Sztuka i życie odrzucą to, co Abramowski nazywa „abstrakcjami społecznymi” i „molochami ideowymi”, i staną się zapowiedzią zwrotu doceniającego ludzką indywidualność.

Podsumowanie. Podstawowym celem projektów Abramowskiego w dziedzinie zarówno socjologii, jak i psychologii była wizja bezkrwawej moralnej rewolucji, która doprowadzi do socjalizmu bezpaństwowego oraz niepodległości Polski. Niepodległość ta miała oznaczać przede wszystkim ukształtowanie się nowej formy wspólnoty i relacji międzyludzkich, a nie zastąpienie jednej formy państwa przez inną. Szczegóły tej wizji zmieniały się, ale duch pozostawał ten sam. Przykłady można znaleźć w programie Organizacja kultury polskiej (powst. 1905, wyd. 1924) oddającym nastroje rewolucji; Abramowski pisał, że zadanie „organizacji kultury polskiej” polega na prowadzeniu permanentnej rewolucji moralnej i społecznej. Celem tej rewolucji miało być przebudowanie społeczeństwa polskiego w „społeczeństwo uzdolnione wewnętrznie do samorządu demokratycznego i do komunizmu, a zarazem wytworzenia nowego typu człowieka, wyzwolonego moralnie od państwowo-policyjnych i burżuazyjnych pojęć i norm życia” (tamże). Drogę prowadzącą do celu publicysta przedstawia w lapidarnym manifeście, który Stefan Żeromski przekazał Konstantemu Krzeczkowskiemu, redaktorowi Pism Abramowskiego (1924–1928). Szkic programu musiał pochodzić sprzed 1911 r. (R. Światło przyjmuje, że powstał ok. 1905 r.), skoro na wykonawców swojej koncepcji kultury publicysta wyznaczył Wacława Berenta, Stanisława Brzozowskiego, Gustawa Daniłowskiego, Antoniego Bolesława Dobrowolskiego, Wacława Nałkowskiego, Wacława Sieroszewskiego, Aleksandra Świętochowskiego, Józefa Zielińskiego. Ze strony Abramowskiego nie był to pusty gest, jego wizja polityczna, która nadawała sens również myśli estetycznej, miała bowiem znaczenie dla kultury polskiej początku stulecia/ 1. poł. XX w., choćby jako projekt niedokończony, niezrealizowany, utopijny. Można śmiało powiedzieć, że echa myśli Abramowskiego niosą dzieła Żeromskiego, koncepcje Stanisława Brzozowskiego, zasady pedagogiki wcielane przez Helenę Radlińską i Janusza Korczaka, aktywność Marii Dąbrowskiej w ruchu kooperatywy i spółdzielczości, a także – w ogólnej perspektywie – jej koncepcje społeczne połączone z silną akceptacją życia.</document>
<document nplp_id="12676" title="Bałucki Michał" slug="michal-balucki">Pisarz, publicysta, krytyk. Pseudonimy i kryptonimy: Elpidon; El.; Anfloma; P.-Maryjan; P... Maryjan; Nie-Stańczyk; Niestańczyk; Zofia spod Karpat; Diabeł; M.B.; Michał Bałanda; Stach; Nie-Bałucki; Nie-Michał; Jan Załęga.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 IX 1837 w Krakowie w rodzinie mieszczańskiej, był synem krawca Józefa Bałuckiego i Marianny z Kochmanów. Ukończył szkołę św. Barbary oraz Gimnazjum św. Anny. W 1857 r. wstąpił na Uniwersytet Jagielloński, gdzie początkowo studiował na Wydziale Matematyczno-Fizycznym, a następnie przeniósł się na Wydział Historyczno-Literacki. W 1857 r. wraz kilkoma kolegami – Adamem Bełcikowskim, Edwardem Lubowskim, Alfredem Szczepańskim, Józefem Szujskim, Arturem Grottgerem, Aleksandrem Kotsisem, Janem Matejką, Ludwikiem Kubalą, Władysławem Żeleńskim, Janem Kantym Turskim i in. – zawiązał stowarzyszenie artystyczne nazywane „pracownią Filippiego” (od nazwiska P. Filippiego, rzeźbiarza i członka tej nieformalnej grupy). W 1859 r. odbył podróż do Włoch jako towarzysz podróży ziemianina Gabriela Łuniewskiego. W tym też roku rozpoczął działalność literacką i publicystyczną, debiutując w lwowskim „Dzienniku Literackim”. Z powodu trudnej sytuacji finansowej przerwał studia i objął posadę nauczyciela w domu ziemian Jędrzejowiczów w Jasionce pod Rzeszowem. W 1861 r. powrócił do Krakowa, gdzie w l. 1861–1862 był współredaktorem „Niewiasty”. Po ciężkiej chorobie (zapalenie opon mózgowych) objął posadę nauczyciela w prywatnym instytucie w Częstochowie, gdzie zastał go wybuch powstania styczniowego. Po powrocie do Krakowa Bałucki włączył się do pracy konspiracyjnej, redagował wraz z Władysławem Ludwikiem Anczycem powstańcze pisemko „Kosynier”. Na skutek donosów (za prawdopodobny udział w powstaniu 1863 r.) został aresztowany i na rok osadzony w austriackim więzieniu św. Michała w Krakowie. Po uwolnieniu przebywał krótko w Warszawie, skąd powrócił już na stałe do rodzinnego Krakowa. Tu wspólnie z Alfredem Szczepańskim założył i redagował pismo dla kobiet „Kalina” (1866–1868), a w l. 1869–1873 był stałym tygodniowym kronikarzem demokratycznego „Kraju” Adama Sapiehy. W tym czasie zaczęła się kariera Bałuckiego jako komediopisarza. W 1876 r. ożenił się ze śpiewaczką operetkową i aktorką Kalikstą Ćwiklińską, a po jej przedwczesnej śmierci – powtórnie w 1879 r. z córką krakowskiego ślusarza Eufemią Śliwińską; miał z nią dwoje dzieci. W 1884 r. obchodził w Krakowie jubileusz dwudziestopięciolecia pracy literackiej. 17 X 1901 popełnił samobójstwo na krakowskich Błoniach.

Krytyk sztuki. Od początku lat 60. Bałucki uprawiał krytykę artystyczną na łamach pism krakowskich, a jako korespondent współpracował z wieloma czasopismami Warszawy oraz Lwowa. W tej roli równie często pisał o przedstawieniach krakowskich, jak i o krakowskich wystawach obrazów. W l. 1861–1862 był związany z tygodnikiem dla kobiet „Niewiasta”, gdzie drukował poezje, poematy, przekłady z poezji niemieckiej oraz utwory prozatorskie, np. obrazki epickie: Dwie siostry (1862), Za późno (1862), fragmenty powieści Oczy Maryni (1862), a także Wykłady literatury polskiej (1862) oraz analizę dramatu Juliusza Słowackiego Ksiądz Marek (1862). Rozprawa o Słowackim potwierdza ważne miejsce, jakie autor Balladyny zajmował w umysłach pokolenia galicyjskich „młodych”, którzy uznali poetę za piewcę przyszłości, duchowego przewodnika. Do twórczości Słowackiego Bałucki powrócił w artykule Kobiety dramatów Juliusza Słowackiego („Kalina” 1867, nr 5–11, 14–15, 26–28; wyd. osob. 1867), w którym roztrząsał sylwetki psychologiczne lub miejsce w strukturze dramatycznej bohaterek – od Balladyny po Księdza Marka. Wykłady o literaturze polskiej Bałucki zakończył na omówieniu pierwszego z sześciu wyodrębnionych okresów, przyjmując, że w l. 700–1000 lud był autorem pieśni, które zdaniem krytyka zachowały się w zbiorach ludoznawców Wacława z Oleska (Wacław Zaleski), Żegoty Paulego, Jana J. Lipińskiego, Oskara Kolberga. W „Niewieście” ukazywała się również niepodpisana, niewielka objętościowo rubryka Teatr, w której informowano o nowościach scenicznych Krakowa. Jej autorem lub współautorem mógł być Bałucki.

W l. 1866–1869 Bałucki współredagował tygodnik kobiecy „Kalina”, publikował dużo, niekiedy zapełniając znaczną część numerów pisma swoją poezją i prozą, ukrytą pod pseudonimami i kryptonimami. Drukował tu m.in. ramotkę Wyprawa do fotografa (1866), szkice powieściowe Tragedia grecka w górskiej chacie (1867) oraz „Odpuść nam, jako i my odpuszczamy” (1867), drobne szkice epickie i obrazki Z tatrzańskiej wycieczki (1867). W l. 1866–1867 na łamach „Kaliny” ukazywała się rubryka Rozmaitości, której część stanowiła niepodpisana „podrubryka” Teatr, mniej więcej jesienią 1867 r. pojawiła się – sygnowana w różny sposób: M., M.-, ale i D., S. (prawdopodobnie kryptonim A. Szczepańskiego), O...le (kryptonim W. Olendzkiego) – samodzielna rubryka Teatr współprowadzona przez Bałuckiego do 1869 r. Recenzje teatralne w „Kalinie”, sygnowane literą M, były na ogół czysto opisowe (z elementami streszczenia akcji w przypadku utworów mniej znanych), informacyjne; recenzent zastrzegał się, że w zamiarach redakcji nie leży ocena gry aktorskiej. A jednak oceny wielokrotnie dokonywał, subtelnie interpretując talent np. Wincentego Rapackiego, Heleny Modrzejewskiej, Bolesława Ładnowskiego, Anieli Aszpergerowej i analizując zasoby „materialne” (głos, gest, ruchy), z których aktor – centralny punkt przedstawienia – czerpał swój potencjał artystyczny („Kalina” 1867, nr 35; 1867, nr 37–38; 1869, nr 25). Tylko wyjątkowo zdarzało się, że recenzent dostrzegał zalety albo braki po stronie reżysera i upominał się o jego rolę w inscenizacji („Kalina” 1866, nr 25) lub odnosił się do jakości przekładu („Kalina” 1867, nr 7). Mimo oszczędności w słowach wynikającej z rozpiętości rubryki autor recenzji zdradzał miłość do teatru, wyraźnie podkreślając, że pisze dla – podobnych sobie – „lubowników” sceny. Recenzje teatralne pojawiały się też w (niepodpisanej) Kronice krakowskiej, którą „Kalina” prowadziła nieregularnie w 1866 r., i tu autorem mógł być Bałucki, teatralia stanowiły bowiem nierzadko główny element felietonowej kompozycji (Kronika krakowska, „Kalina” 1866, nr 5).

Raczej wyjątkowo Bałucki zamieszczał w „Kalinie” omówienia wystaw obrazów, zwykle artykuły recenzujące takie przedsięwzięcia publikował w prasie niekrakowskiej, głównie w warszawskiej (Wystawa obrazów w Krakowie, „Kalina” 1867, nr 24–26; Wystawa obrazów w Krakowie, „Kalina” 1868, nr 11).

Po opuszczeniu redakcji „Kaliny” Bałucki rozpoczął współpracę z „Krajem”, krakowskim dziennikiem liberalno-demokratycznym pozostającym w opozycji do konserwatywnego „Czasu” i „Przeglądu Polskiego”. W l. 1869–1871 był kronikarzem „Kraju”, a jego wtorkowe felietony Tygodnik krakowski cieszyły się dużym zainteresowaniem czytelników i przyczyniały się do wzrostu poczytności czasopisma. W l. 1870–1872 na łamach „Kraju” Bałucki pisywał także, choć nieregularnie, najczęściej anonimowo lub pod kryptonimem (…m.), recenzje teatralne, podobnie jak Alfred Szczepański oraz Tadeusz Pawlikowski, dlatego precyzyjne ustalenie autorstwa recenzji może okazać się trudne. Większość artykułów była anonimowa, tylko niektóre sprawozdania sygnowano nazwiskami. Te same kłopoty z atrybucją dotyczą teatraliów publikowanych w „Kalinie”.

Krytyka teatralna Bałuckiego: cechy i gatunki. Tygodniowe felietony-kroniki Bałuckiego charakteryzowały się lekkością, dowcipem, polemicznością i aktualnością omawianych wydarzeń. Dowcipne komentarze felietonista przeplatał plotką, satyrą i gawędą. Bałucki jako autor Tygodnika krakowskiego wpisywał się w powszechną praktykę pisarzy tej epoki, którzy nader chętnie sięgali do felietonowo-kronikarskich form wypowiedzi. Odrębną grupę kronik drukowanych w „Kraju” stanowiły felietony poświęcone prawie w całości problematyce teatralnej. Bliskie formie recenzji, zawierały informacje o bieżącym repertuarze i nowościach scenicznych, a także – umiejętnie wplecione – uwagi na temat wystawianych sztuk i oceny gry aktorskiej. Bałucki nawiązał też krótkotrwałą i zaskakującą współpracę z „Afiszem Teatralnym”, czasopismem prokoźmianowskim, ukazującym się każdego wieczoru na odwrocie afisza przedstawienia. Anonimowa rubryka Tygodnik teatralny, ulubiona przez krytyka forma tygodniowego sprawozdania, ukazywała się w „Afiszu” od numeru 6 z 29 X 1871 do numeru 50 z 18 I 1872. Po odejściu z „Afisza Teatralnego” Bałucki popadł w konflikt ze Stanisławem Koźmianem, czemu niejednokrotnie dawał wyraz w listach do Wincentego Rapackiego. Artykuły w „Afiszu” były anonimowe, stąd trudno zarówno ustalić dokładną liczbę recenzji, jak i sprecyzować czas współpracy Bałuckiego z tym pismem.

Problematyka korespondencji prasowych. Z końcem 1872 r. krytyk rozstał się z „Krajem” i regularną działalnością publicystyczną oraz recenzencką. Pochłonęły go całkowicie twórczość prozatorska i komediopisarstwo. Utrzymywał się z pisania sztuk i tantiem autorskich, z rzadka występując w roli krakowskiego korespondenta. Wcześniej, w l. 1869–1870, Bałucki współpracował z „Kłosami”, publikując w rubryce Korespondencje sygnowane imieniem i nazwiskiem felietony, w których zawsze pojawiał się teatr (Korespondencje, „Kłosy” 1869, nr 216). Od początku lat 60. drukował anonimowe sprawozdania artystyczne z Krakowa we lwowskim „Dzienniku Literackim” (Wystawa obrazów z Krakowa, „Dziennik Literacki” 1861, nr 42–43); prawdopodobnie współpracował ze lwowskim „Ruchem Literackim” (1875–1876); być może publikował tu anonimową kronikę artystyczną oraz niepodpisane Korespondencje, które dotyczyły teatru i wystaw, a więc realizowały zakres zainteresowań ujawniony przez Bałuckiego i jego skondensowany, opisowy w zasadzie typ sprawozdania („Ruch Literacki” 1875, nr 7). Sprawozdania artystyczne publikował również w pismach warszawskich: w „Tygodniku Ilustrowanym” (od 1863 r., incydentalnie do 1885 r. – dalsza współpraca miała inną formułę), a także w „Echu Muzycznym, Teatralnym i Artystycznym” (w l. 1884–1885), gdzie powrócił do formuły Korespondencji, informując czytelnika o przedstawieniach i wystawach krakowskich (Korespondencje, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1884–1885, nr 66, tu mowa o występach H. Modrzejewskiej oraz obrazach J. Matejki i P. Stachiewicza). Przypisywano Bałuckiemu trwałą współpracę z warszawskim „Tygodnikiem Powszechnym” w l. 1878–1884; komentatorem wydarzeń teatralnych i artystycznych, autorem artykułów na temat dramatu i komedii oraz poszukiwaczem „rozmaitości” – był w tym czasie Marian Gawalewicz używający m.in. pseudonimów M.G., mg., g. Bałucki współpracował z pismem krócej, zamieszczając z rzadka sprawozdania z życia Krakowa, na pewno w 1878 i 1879 r. (Korespondencja. Kraków, „Tygodnik Powszechny” 1879, nr 34; tu m.in. charakterystyka malarstwa przedwcześnie zmarłego M. Gottlieba). W sprawozdaniach i kronikach Bałuckiego, podobnie jak w jego recenzjach, pojawiają się wnikliwe oceny dotyczące gry aktorów, poczynań dyrekcji teatru, techniki malarskiej i gustów publiczności. Dominują jednak proste informacje. Zebrane w całość, układają się w wycinkowy obraz krakowskiego życia artystycznego i teatralnego 2. poł. XIX w.

Dalsza twórczość. Działalność krytyczna ustaje wcześnie, w początkach lat 70., podobnie jak cykl korespondencji z Krakowa. W latach późniejszych krytyk publikował artykuły na tematy ogólne, teksty wspomnieniowo-autobiograficzne, sylwetki aktorskie oraz pojedyncze wypowiedzi o teatrze schyłku XIX w. m.in. w „Tygodniku Ilustrowanym” (1891, 1894, 1896) oraz lwowskim „Przeglądzie Politycznym, Społecznym i Literackim” (1894). Podejmował różne formy wypowiedzi krytycznej: portret (Wincenty Rapacki. Z mojego pamiętnika, „Tygodnik Ilustrowany” 1891, nr 99), wspomnienie autobiograficzne (Mój pierwszy występ na scenie warszawskiej, „Tygodnik Ilustrowany” 1896, nr 7; Ze wspomnień, „Przegląd Literacki” 1897, nr 24; 1898, nr 1–2), artykuł koncepcyjny (Projekt teatrzyków ludowych, w: Pamiętnik zjazdu literatów i dziennikarzy polskich, 1894 – propozycja objazdowego teatru marionetek, który na jarmarkach i odpustach bawiłby i umoralniał lud; Sardou czy Ibsen? – niepublikowany za życia artykuł, w którym Bałucki wyraża swój pogląd na istotę teatru, którą stanowi raczej zabawa niż ponure roztrząsanie psychologiczne), felieton (Teatr dawny a dzisiejszy, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” 1894, nr 16), a także felieton literacki (O różnych modach w literaturze powieściowej, „Tygodnik Ilustrowany” 1894, nr 258 – Bałucki sformułował tu spostrzeżenia dotyczące najnowszej literatury ulegającej pesymizmowi Skandynawów, którzy z powieści i dramatów zrobili „szpital i kryminał”).

Cechy krytyki teatralnej Bałuckiego. Bałucki uprawiał cztery typy wypowiedzi krytycznych: recenzje, kroniki z przewagą problematyki teatralnej, korespondencje z Krakowa oraz artykuły różne. Poetyka każdej z tych grup odpowiada założeniom danego typu wypowiedzi. Recenzje realizowały typowe dla tego czasu wyznaczniki gatunku; zawierały pewne stałe i powtarzalne elementy: analizę utworu dramatycznego, najczęściej również jego streszczenie, analizę postaci scenicznych w aspekcie roli teatralnej oraz uwagi odnoszące się do gry aktorskiej. Dwudzielna budowa recenzji z wyraźnym podziałem na część dotyczącą dramatu oraz fragment poświęcony jego scenicznej realizacji, ze szczególnym uwzględnieniem oceny gry aktorskiej – to cechy artykułów Bałuckiego, typowe dla epoki. Nowością w jego recenzjach były dodatkowe uwagi odnoszące się do innych tematów/ problemów okołoteatralnych. W głównej mierze to właśnie one decydowały o oryginalności wypowiedzi krytycznych Bałuckiego. W recenzjach zdarzały się uwagi o charakterze metakrytycznym. Są one jednak dość banalne: zdaniem Bałuckiego podstawową funkcją krytyki teatralnej jest sumienne i rzetelne ocenianie przedstawień teatralnych. Kroniki i korespondencje różni forma wypowiedzi, choć problematyka teatralna, która się w nich pojawia, upodabnia je do siebie, przynajmniej w zakresie tematycznym. Bałucki jako krakowski korespondent i kronikarz ujawnia przede wszystkim zmysł obserwacyjny i analityczny. Kroniki, najbliższe formie kroniki felietonowej, charakteryzuje dość luźna budowa, bez wyraźnych schematów kompozycyjnych, oraz różnorodność tematów. Cechą charakterystyczną publicystyki teatralnej autora Tygodnika krakowskiego jest ściśle krakowska perspektywa i tematyka. Problematyka teatralna obecna jest także w tym bloku. Obok informacji o nowych i ciekawych sprawach dziejących się w rodzinnym mieście życie teatru krakowskiego zajmuje w korespondencjach miejsce uprzywilejowane. Przeważa model sprawozdania, którego celem jest zaprezentowanie warszawskiemu i lwowskiemu odbiorcy nowości scenicznych spod Wawelu.

Rodząca się świadomość metakrytyczna, formowanie zasadniczych pojęć krytycznych, dyskusje programowe i estetyczne przełomu wieków – to wszystko dokonuje się na oczach Bałuckiego, ale nie zmienia jego publicystyki. W recenzjach dominuje model analityczno-opisowy, nastawiony na charakteryzowanie dramatu przez streszczenie, z odwołaniem do informacji o scenicznych sposobach realizacji przedstawienia, głównie do oceny gry aktorskiej. Miernikiem wartości utworów pozostaje dla recenzenta konstrukcja akcji, właściwie przeprowadzona tendencja oraz sposób budowania postaci.

Tryptyk krytyczny. Wydaje się, że krytyka artystyczna Bałuckiego nie stanowi dziedziny wewnętrznie zintegrowanej i całkowicie samodzielnej, oderwanej od jego twórczości literackiej. W latach przedpowstaniowych krytyk skupiał uwagę na poezji i dramatach Słowackiego (i szerzej – na literaturze romantycznej), podkreślając związek literatury i – bliżej niescharakteryzowanego wewnętrznego i zewnętrznego – życia narodu. W licznych wypowiedziach autotematycznych, jakie pojawiły się w dziełach literackich tego autora w okresie popowstaniowym (Młodzi i starzy, 1866; O kawał ziemi, 1872; Byle wyżej, 1875), wymagania stawiane powieści obejmowały adekwatne do rzeczywistości ujęcie świata przedstawionego; ujęcie, które skupia się nie na detalach, ale na właściwie (prawdziwie) uchwyconych zjawiskach, procesach. Bałucki pisał: „[...] powieść nie jest tylko prostą kopią pojedynczych epizodów życia i chybia swego zadania, jeżeli przestaje na malowaniu typów i charakterów, choćby najgenialniej, na zręcznym plątaniu wypadków i rozciekawianiu. Ona powinna wykazywać głębszą, nieśmiertelną prawdę i sprawiedliwość, nurtujące na dnie czynów ludzkich, musi nie tylko mówić: jak? ale i dlaczego? Najznakomitsze typy, najsprytniejsza intryga pozostaną tylko bawidełkiem, sztuczką, jeżeli w nich czytelnik nie doczyta się tego, co go nauczyć, podnieść i umoralnić może” (Byle wyżej). Można dopatrzeć się w tym przesłaniu dążenia do realizmu niebuntowniczego, kontrolowanego, podporządkowanego idei moralnej. Nieco inne postulaty zgłasza krytyk wobec dramatu i sceny; ceni postaci narysowane w zgodzie z realiami psychologicznymi, podkreśla wartość logiki akcji i czystości konstrukcji dramatycznej, ale ostatecznie, zderzony z nowym dramatem, głównie skandynawskim, i nowym teatrem poddanym reformie opowiada się po stronie ludycznej funkcji sztuki scenicznej odpowiadającej gustom mieszczańskiej publiczności (dla odbiorcy ludowego rezerwuje szopkę jarmarczną). Krytyk nie wypuszcza się raczej na szerokie wody, ani geograficznie (pisze wyłącznie o teatrze krakowskim), ani mentalnie, preferując to, co sam uprawia – komedię mieszczańską i gatunki pokrewne. Dużo swobodniejszy jest jako krytyk sztuk plastycznych. Nie trzyma się kurczowo jednej szkoły malarskiej i określonych gatunków – podziwia malarstwo historyczne Jana Matejki, ale i obrazy rodzajowe Aleksandra Kotsisa, alegorie Henryka Siemiradzkiego. Analizy ikonograficzne są obszerne, subtelne, skupione nie tylko na treści obrazów i ich przesłaniu, ale również – w większym stopniu – na środkach artystycznych użytych przez artystę.</document>
<document nplp_id="12678" title="Bereżyński Kazimierz" slug="kazimierz-berezynski">Krytyk literacki, satyryk, autor utworów lirycznych i miniatur dramatycznych, filozof, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: K.B.; Proteusz; Proteusz II; Proteusz III; Proteusz-Jowialski.

Informacje biograficzne. Kazimierz Stanisław Bereżyński urodził się 27 VIII 1888 we Lwowie w rodzinie szlacheckiej h. Sas. Jego przodkowie w poł. XIX w. przenieśli się z Wołynia do Małopolski. W 1899 r. skończył klasę pierwszą (ze stopniem pierwszym z odznaczeniem) w Gimnazjum św. Anny (Nowodworskim) w Krakowie. Po śmierci matki w 1898 r. Bereżyński wychowywał się u dziadków – Ludwiki i Władysława Bielańskich – w Jarosławiu. W l. 1900–1902 uczęszczał do prywatnego gimnazjum (Zakładu Naukowo-Wychowawczego oo. jezuitów) w Bąkowicach pod Chyrowem, gdzie w 1902 r. ukończył klasę czwartą ze stopniem celującym. Później podjął naukę w szkole w Jarosławiu, gdzie zdał maturę w 1906 r. Następnie kształcił się na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym w 1910 r. otrzymał stypendium w wysokości 315 koron. W czasie studiów był członkiem Koła Filozoficznego Uczniów UJ, w listopadzie 1909 r. został jego prezesem, a w grudniu 1910 r. członkiem komisji rewizyjnej. Brał udział 12 VII 1910 w uroczystym pożegnaniu odchodzącego na emeryturę prof. Maurycego Straszewskiego. W imieniu studentów wręczył swemu mistrzowi pamiątkowy album. W 1910 r. z okazji dwudziestopięciolecia pracy naukowej Wincentego Lutosławskiego wziął udział w organizacji 12 wykładów, które miały odbyć się na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wraz z innymi podpisał broszurę protestacyjną przeciwko odwołaniu przez Senat UJ wystąpień Lutosławskiego. Jego mistrzami uniwersyteckimi byli prof. Maurycy Straszewski, ks. prof. Franciszek Gabryl, ks. prof. Stefan Pawlicki. Na UJ Bereżyński zdobył tytuł doktora filozofii. Owocem jego pracy było studium Filozofia Cypriana Norwida (1911). Cezary Jellenta wspominał, że w czasie kiedy Bereżyński podjął się studiów nad językiem Norwida, wykładowcom filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim autor Quidama jawił się jako „poetycka i artystyczna schizma” (C. Jellenta, Kazimierz Bereżyński, „Przegląd Poranny” 1916, nr 164).

Bereżyński zmuszony był z powodów materialnych do zarzucenia regularnej pracy na uniwersytecie. Po ukończeniu studiów filozoficznych objął posadę zastępcy nauczyciela w c.k. gimnazjum w Wadowicach (w lutym 1911 r.), a we wrześniu 1911 r. w Gimnazjum Nowatorskim w Nowym Targu, w którym nauczał języka polskiego, łaciny, języka niemieckiego. Z powodów zdrowotnych zrezygnował z posady nauczyciela, a po podratowaniu zdrowia nie wrócił do zawodu.

Znane są jego dwa adresy zamieszkania: w Krakowie przy ul. Zamkowej 22 oraz przy ul. Powiśle 2. W 1912 r. wstąpił do redakcji „Rydwanu” wydawanego pod redakcją Jellenty, z którym się przyjaźnił i którego działalność krytycznoliteracką niezwykle cenił. Był „redaktorem odpowiedzialnym” tego czasopisma, co nie pozostawało bez wpływu na formułowanie ocen na temat jego działalności: „»Rydwan« – cięgiem się osie psują; skrzypi, tęgo i sprawnie powoził śp. K. Bereżyński; zdaje się, że kształt triumfalnego rydwanu Cezara był zgoła inny” – pisał Kuźma Żbik w „Ponowie” (Izmy krytyczne, „Ponowa” 1921, nr 1).

Bereżyński zajmował się też pracą społeczną. Był członkiem Związku Chyrowiaków w Krakowie, członkiem zwyczajnym Towarzystwa Filozoficznego w Krakowie i Towarzystwa Ochrony Piękności Miasta Krakowa i okolicy. Jego ogromną pasją było strzelectwo. W 1912 r. wstąpił do towarzystwa „Strzelec”, w którym pełnił funkcję szeregowca. Na wieść o wybuchu I wojny światowej wystąpił z redakcji „Głosu Narodu” i zgłosił się przed komisję poborową Legionów Polskich. Zostały mu przydzielone 9 VIII 1914 komenda etapowa krakowska, później oddziały w Zagłębiu Dąbrowskim, następnie batalion uzupełniający Andrzeja Galicy. W wojsku Bereżyński dosłużył się stopnia podchorążego Legionów Polskich. Został ranny 19 XI 1914, leczył się w szpitalu w Wędryni. Odbył też kurację w Merano i Gmunden. Z powodów zdrowotnych opuścił legion. Został arbitrowany w Wiedniu 1915 r.

Po powrocie do Krakowa rozpoczął pracę w ukazującym się od 1 VIII 1915 „Tygodniku Ilustrowanym Polskim” (wydawanym pod redakcją L. Rydla i kierownictwem artystycznym A.S. Procajłowicza). Po ustąpieniu Rydla został redaktorem czasopisma (nie był jednak wzmiankowany w stopce redakcyjnej). Po upadku czasopisma, na krótko przed śmiercią, pracował jako referent literacki Centralnego Biura Wydawniczego Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie.

Zmarł 1 IV 1916 w Krakowie. Jak pisał Jellenta, do grobu zaprowadziła Bereżyńskiego „towarzyszka lekkomyślnych junaków sztuki i poezji – choroba piersiowa”. Został pochowany 3 IV 1916 na cmentarzu legionistów (dziś w obrębie cmentarza Rakowickiego). Mowę podczas uroczystości pogrzebowych wygłosił prezes Towarzystwa Filozoficznego w Krakowie, Maurycy Straszewski. Po śmierci krytyka zapowiadano wydanie zbiorowe jego dzieł, co nie zostało zrealizowane. Jego spuścizną rękopiśmienną dysponowała siostra, Ludmiła Bereżyńska (1891–1970).

Jellenta uważał, że Bereżyński był znany przede wszystkim na ziemiach zaboru austriackiego; pisał, że „mimo porządnego, systematycznego wykształcenia” Bereżyński to „doskonały wagabunda z plantów i kawiarni, dusza piękna, ale o żadne pozory piękna niedbająca; indywidualność jedna z tych, co pozwalały sobie na dość bulwarową popularność, pewna, że wewnętrzne mocne poczucie linii i stylu swej osoby, zawsze ją uchroni przed szpetnościami życiowego rozbitka lub wykolejeńca”.

O Norwidzie. W 1911 r. Bereżyński opublikował pracę Filozofia Cypriana Norwida („Sfinks” 1911, nr 38–41), która niebawem ukazała się w Warszawie jako odbitka. Studium podejmujące filozofię słowa w twórczości autora Quidama było szeroko komentowane. Pracę na łamach „Głosu Narodu” zrecenzował Emil Zegadłowicz, który doceniał jej nowatorski charakter: „W ogóle jest to w tym rodzaju praca pierwsza, którą tak ze względu na treść arcyciekawą, jak niepospolite wczucie się krytyka – artystycznym umiłowaniem przedmiotu spotęgowane – z całym uznaniem powitać należy”; „Pracę swą nazywa sam autor rekonstrukcją filozofii Norwida. Zdaje sobie sprawę, że ta rekonstrukcja może być pod wielu względami niedokładną. Do fachowej krytyki należy błędy wyszukać, niedomówienia sprostować. Tutaj zaznaczyć należy, że trudy około pracy łożone opłaciły się sowicie – dzieło nie mija się z celem. Przy jego pomocy czytelnik przedrze się przez mroczny bór ducha Norwidowego, znachodząc wzdłuż żmudnej drogi znaki wytyczne – drogowskazy, doprowadzające do syntezy” (Z pracowni artystyczno-literackiej profesora I. Chrzanowskiego, „Głos Narodu” 1912, nr 22).

Działalność krytyczna. Za debiut krytyczny Bereżyńskiego uznaje się studium estetyczne Przypomnienia o sztuce („Rydwan” 1912, t. 1). Wczesny artykuł jest emanacją jego poglądów na relacje zachodzące między życiem a sztuką oraz głosem na temat dominujących kierunków literackich (m.in. realizmu i naturalizmu). Krytyk uważał, że sztuka jest zarazem afirmacją i negacją życia. Pojmował kosmopolityzm sztuki jako zdolność wyzwalania z pospolitości „szarzyzny życiowej” w wielu jej aspektach. Uważał, że każda twórczość artystyczna stanowi przezwyciężenie własnej indywidualności, a sposób jej osiągnięcia składa się na indywidualność twórcy. Twierdził, że sztuka pozostaje w nieustannym związku z życiem etycznym, religijnym, społecznym. Bereżyński jednak stanowczo sprzeciwiał się tendencji jako dominancie dzieła: „Jednakże rola sztuki kończy się na wskazaniu problemu, na zamąceniu harmonii, na negacji; obce jest jej dążenie pozytywne, a chociaż może stwarzać i stwarza ideał, nie wolno jej przykrawać ideału do potrzeb dnia, nie wolno jej być tendencyjną” (tamże). Podkreślał, że zadaniem artysty jest nieustanne wznoszenie się ponad aktualność, wydobywanie z pierwiastka narodowego tego, co ogólnoludzkie. W swych rozważaniach powoływał się na słowa Norwida, który w Promethidionie zawarł myśl o „podnoszeniu ludowego do ludzkości”. Pisał: „[...] sztuka, która chce być co do treści narodową lub społeczną, tym samym nie jest sztuką, a może być tylko literaturą. I nie jest celem sztuki czyn ani propaganda czynu” (tamże).

Na łamach „Rydwanu” Bereżyński publikował recenzje książek, m.in. U opoki mesjanizmu. Nowe szkice z psychologii narodów słowiańskich (1912) Mariana Zdziechowskiego, Pamiętnika (1913) Stanisława Brzozowskiego, pierwszego tomu Dziejów filozoficznej myśli polskiej w okresie porozbiorowym (1912) Straszewskiego. Komentował nowinki literackie – krytycznie wypowiadał się na temat założenia w Krakowie przez Augustyna Wróblewskiego wolnomyślicielskiego miesięcznika „Przyrodniczy Pogląd na Świat i Życie”. Z osobistymi zapatrywaniami Bereżyńskiego korespondowały publikowane w „Rydwanie” Aforyzmy zacofańca („Wolnomyśliciel to człowiek wolny, któremu brak woli”; „Rydwan” 1912, t. 1) czy „Rodziną Połanieckich Stefana Żeromskiego są Dzieje grzechu” (tamże). W „Rydwanie” Bereżyński publikował felietony satyryczne zatytułowane Fama krakowska, Fama lwowska, Fama warszawska, które stanowiły „przegląd charakterystycznych wydarzeń z życia i literatury danej chwili”. Autor piętnował w nich przede wszystkim dorobkiewiczostwo lokalnych polityków.

Bereżyński współpracował również z „Literaturą i Sztuką”, dodatkiem „Dziennika Poznańskiego” oraz z krakowskim „Głosem Narodu” (zamieścił tu omówienia książek S. Brzozowskiego, J.A. Herbaczewskiego, M. Jehanne Wielopolskiej). W poznańskim czasopiśmie recenzował też książki Jellenty Druid Juliusz Słowacki (1911) oraz Grający szczyt. Studia syntetyczno-krytyczne (1912).

Zajmował się twórczością Stanisława Witkiewicza i Stanisława Wyspiańskiego (np. Organizator narodowej wyobraźni. W ósmą rocznicę śmierci Stanisława Wyspiańskiego, „Ilustrowany Tygodnik Polski” 1915, nr 18). Krytyk postrzegał w twórczości Wyspiańskiego realizację słów Norwida: „Narodowy artysta organizuje wyobraźnię, jak na przykład polityk narodowy organizuje siły stanu”. Tomasz Lewandowski (1975) twierdzi, że w artykule poświęconym Wyspiańskiemu Bereżyński polemizował z interpretacją Jellenty, który odczytywał trzeci akt Wyzwolenia jako nietzscheańskie przezwyciężenie złudzeń świadomości narodowej.</document>
<document nplp_id="12679" title="Biegeleisen Henryk" slug="biegeleisen-henryk">Historyk literatury, etnograf. Pseudonimy i kryptonimy: B.; B.H.; B=N; DR; Dr H.B.; Dr H. Biernacki; H.B.; Prośnicki; Żeleziński.

Informacje biograficzne. Urodził się 24 X 1855 w Tłustem (woj. tarnopolskie) w żydowskiej rodzinie inteligenckiej (ojciec był lekarzem, matka pochodziła z tradycyjnej żydowskiej rodziny Krochmalów z Brodów). Uczęszczał do gimnazjum w Tarnopolu oraz c.k. gimnazjum w Brzeżanach, gdzie zdał maturę w 1876 r. W l. 1876–1880 studiował historię oraz historię literatury na Uniwersytecie Lwowskim. W okresie studiów należał do Czytelni Akademickiej we Lwowie. Debiutował Życiorysem Trembeckiego na łamach „Sprawozdania Czytelni Akademickiej” (1877). W 1880 r. wyjechał do Monachium, a w 1881 r. przeniósł się do Lipska, gdzie doktoryzował się w 1882 r. na podstawie rozprawy Charakteristik Trembeckis. Ein Beitrag zur Slavischen Literaturgeschichte der zweiten Hälfte des achtzehnten Jahrhunderts. Po powrocie do Lwowa kierował żeńską szkołą ludową. Habilitował się na podstawie rozprawy „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. Studium estetyczno-literackie. Z dodatkiem facsimile karty autografu „Pana Tadeusza” oraz podobizny medalionu Adama Mickiewicza i kart tytułowych pierwszego wydania „Pana Tadeusza” z r. 1834 (1884). Od 1898 r. był dyrektorem Szkoły Przemysłowej im. Marka Bernsteina. Pracował jako profesor III Liceum im. Stefana Batorego we Lwowie. Był redaktorem „Biblioteki Arcydzieł Literatury”, „Biblioteki Księgarni Polskiej we Lwowie” (1893–1898), „Biblioteki »Mrówki«” (1896–1898), „Biblioteki Pisarzy Polskich” (1921). Należał również do komitetu wydawniczego „Złotej przędzy poetów i prozaików polskich” (1883–1887). Z małżeństwa z Anną Deborą z Lindenbaumów miał dwóch synów: Leona Władysława Biegeleisena (1885–1944) – późniejszego ekonomistę i profesora Wolnej Wszechnicy Polskiej, oraz Bronisława Biegeleisena-Żelazowskiego (1881–1963) – inżyniera, profesora Politechniki Lwowskiej. Henryk Biegeleisen zmarł 1 IV 1934 we Lwowie i został pochowany na tamtejszym cmentarzu żydowskim.

Działalność naukowa. Plon ponad półwiecznej pracy Biegeleisena jest wyjątkowo obfity i zróżnicowany. Można go przyporządkować zasadniczo do trzech dziedzin: historii literatury, edytorstwa i etnografii. Napisał Ilustrowane dzieje literatury polskiej (1898–1906). Był wydawcą i komentatorem dzieł m.in. Adama Mickiewicza (1893), Juliusza Słowackiego (1894– –1895), Aleksandra Fredry (1897). Patronował edycji Dzieł Williama Shakespeare’a – tom ostatni stanowił osobne studium autorstwa Biegeleisena William Shakespeare. Próba charakterystyki (1897). Z prac edytorskich mniejszych objętościowo, ale równie doniosłej wagi badawczej, należy wymienić np. Dziennik Słowackiego z ostatnich lat jego życia („Ateneum” 1883, t. 3, wyd. osob. 1884). Zajmował się także twórczością Teofila Lenartowicza (Lirnik mazowiecki. Jego życie i dzieła w świetle nieznanej korespondencji poety, 1913). Z zakresu etnografii opublikował m.in. następujące prace: Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego (1927), Wesele (1928), Lecznictwo ludu polskiego (1929), Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego (1931). Ponadto do druku przygotował – nigdy nieopublikowaną – monografię Psychologia, etnologia i estetyka baśni.

Krytyk literacki. Równie obfita była działalność Biegeleisena jako krytyka literackiego (recenzje, artykuły teoretyczne i omówienia twórczości). Przygotowywał Przeglądy literackie dla „Przeglądu Tygodniowego” (1887–1892). Sporządzał rubrykę Z piśmiennictwa i sztuki we lwowskim „Tygodniu” (1902), tworzył Przegląd literacki w „Wędrowcu” (1885). Współpracował z „Biblioteką Warszawską” (1880, 1882–1886, 1891–1897, 1901, 1906), „Prawdą” (1883–1887, 1889–1891, 1893), „Muzeum” (1891–1893, 1895–1897, 1904), „Biesiadą Literacką” (1884), z „Bluszczem” (1884), „Czasem” (1883), „Głosem” (1887, 1889, 1891–1892), z „Kłosami” (1883–1884), „Ateneum” (1882–1883, 1897), z „Myślą” (1891–1892), z „Kurierem Lwowskim” (1890–1891, 1894, 1907–1908, 1919, 1921, 1932) oraz „Krajem” (1885– –1886, 1892, 1897, 1903).

Za debiut recenzencki Biegeleisena należy uznać omówienie lwowskiej edycji Wszystkich dzieł polskich Jana Kochanowskiego („Ateneum” 1882, t. 4, z. 3). Początkowy okres działalności Biegeleisena jako krytyka literackiego został zdominowany przez omówienia dzieł poświęconych szeroko pojętej problematyce historycznej. Opublikował w tym czasie także obszerne omówienie Odczyt hr. Wojciecha Dzieduszyckiego o słynnej powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem” („Gazeta Lwowska” 1884, nr 234–235). Stanowisko Dzieduszyckiego wobec powieści Sienkiewicza określił Biegeleisen jako „jedyne właściwe”, przez co rozumiał zarówno postawę daleką od „bezwzględnego wielbicielstwa”, jak i zjadliwości zoila, który „przez swe szkła krytyczne widzi jedynie plamy na słońcu”. Krytyk gwałtownie protestował natomiast przeciw zrównaniu przez Dzieduszyckiego Pana Tadeusza z Ogniem i mieczem. W jego opinii dzieło Mickiewicza stanowiło przykład „utworu rodzajowego” i „powieści obyczajowej”, a utwór Sienkiewicza to „powieść historyczna”, która jest wysoce skonwencjonalizowana i operuje realiami historycznymi jako pretekstem do konstruowania fikcji literackiej.

Sprawy krytyki literackiej stawały się okazjonalnie przedmiotem namysłu Biegeleisena. W zbiorczej recenzji dwóch książek Piotra Chmielowskiego („Prawda” 1887, nr 15), tj. Naszych powieściopisarzy. Zarysu literackiego oraz pierwszej i drugiej serii Szkiców z dziejów literatury polskiej, zauważył: „W ogólności cały ten zbiór literacki, chociaż to mozaika tylko z drobnych zebrana kamyków, otwiera szersze widnokręgi i pobudza do głębszego myślenia; dla badaczów zaś literatury, historii i oświaty bogata to skarbnica krytycznie uzasadnionych faktów i poglądów, dla czytającej publiczności lektura zajmująca, a zarazem wielce pożyteczna i pouczająca”. W 1894 r. Biegeleisen wygłosił na lwowskim zjeździe literatów odczyt W sprawie pisma literackiego (przedr. pt. O potrzebie pisma poświęconego sprawom literatury ojczystej, „Pamiętnik Zjazdu Literatów i Dziennikarzy Polskich” 1894); argumentował: „Cel takiego pisma jest jasny: chodzi przede wszystkim o rozbudzenie świadomości życia literackiego, o wytworzenie mu warunków szybszego i szerszego rozwoju, o podniesienie go pod względem materialnym, umysłowym i moralnym na wyższe stanowiska”. W obszernym studium „Komedia Nie-Boska” w świetle współczesnej krytyki („Biblioteka Warszawska” 1896, t. 1) zauważał natomiast: „Jednym z grzechów naszej krytyki literackiej jest brak ciągłości w pracy, brak tradycji nawiązującej zdobycze nowszych poglądów z dawniejszym dorobkiem”.

O kobietach i twórczości kobiecej. Biegeleisen niejednokrotnie zwracał uwagę na wątki kobiece w literaturze. W recenzji pracy Władysława Bełzy Maryla: szkic literacko-biograficzny („Prawda” 1885, nr 51) badacz twórczości Mickiewicza zarzuca autorowi omawianego dzieła, że do prac nad biografią Maryli Puttkamerowej podszedł bez krytycznego oglądu źródeł – zwłaszcza pochodzących od autora Pana Tadeusza – i tym samym opracowanie powiela niejednokrotnie mity i subiektywne sądy. Biegeleisen krytykuje również obraz kobiety przedstawiony w szkicu Bełzy i ironicznie zauważa, że „widocznie prześwieca jeszcze autorowi próchno ideałów kobiety, potulnej jak baranek i zgadzającej się z wolą nieba i papy”.

W artykule o Narcyzie Żmichowskiej (Pozytywistka, tamże, nr 21–22) Biegeleisen dowodził, że pisarka „za młodu była entuzjastką, romantyczką, idealistką, w późnym dopiero wieku zrobiło ją życie, doświadczenie, nauka – pozytywistką”. Wyznacznika transformacji światopoglądowej pisarki dopatruje się w zmianie jej stosunku do sfery religijnej: początkowo głęboko wierząca Żmichowska miała odnosić się do sfery wiary z narastającym chłodem. Moment graniczny wspomnianej transformacji wyznacza badacz na 1863 r. Jak dowodzi, „na zmianę tę wpłynęły [...] studia przyrodnicze i szerzący się u nas ruch postępowy”. Z dystansem odniósł się do twórczości Gabrieli Zapolskiej (Nowele Zapolskiej, „Kraj” 1885, nr 25) i choć dostrzegał w Akwarelach pewne walory związane z eksploatowaniem przez autorkę poetyki realistycznej, to zarzucał pisarce schematyczność budowanych przez nią postaci (zwłaszcza kobiecych), a świat przedstawiony na kartach nowel jawił mu się jako „niezbyt rozległy”.

W szkicu poświęconym twórczości Józefy Cybulskiej-Bąkowskiej (Szczęsna, „Tydzień” 1894, nr 26) Biegeleisen zauważa: „Kobieta artystka ma te same trudności i walki wewnętrzne, te same pragnienia wrażeń i swobody pracy, te same psychiczne tortury natchnienia, co i mężczyzna, ale ma jednego wroga więcej, to jest tę nieodwołalność, że jest – kobietą. Mężczyzna może się czasem oddać cały swej pracy, swej sztuce, swemu powołaniu, kobieta musi się dzielić między swoje zamknięte, ukryte życie a swoją sztukę piękną, która jej duszę pokrywa, pochłania, rozrywa, rozpala – i zdusić tego niepodobna”. W opinii Biegeleisena Cybulska-Bąkowska zręcznie połączyła ze sobą w poezji elementy uczuciowe i intelektualne i choć przeważają w jej twórczości „porywy serca”, to zostały one przez poetkę przekute w myśl. Wcześniej pisał mniej pochlebnie o autorce, uznając, iż jej obrzydzenie do literatury naturalistycznej uniemożliwia podjęcie się roli obserwatora i krytyka społecznego („Myśl” 1892, nr 17).

O realizmie i idealizmie. W artykule Teoria i technika powieści („Prawda” 1883, nr 38) Biegeleisen zaapelował do pisarzy reprezentujących „kierunek realistyczny” o „teoretyczne uświadomienie sobie swej sztuki”. Dowodził, że przyczyny słabej orientacji rodzimych pisarzy w najnowszych ustaleniach z zakresu techniki powieściowej leżą w „charakterze narodu, który nie wzniósł się nigdy na wyżyny filozoficznego poznania”. Doradzał więc, by wiedzę na temat rozwoju sztuki powieściowej czerpać z badań prowadzonych za granicą. Jako przykład podaje książkę Friedricha Spielhagena Beiträge zur Theorie und Technik des Romans (1883). Artykuł Biegeleisena stanowi obszerne streszczenie tej pozycji „znakomitego powieściopisarza niemieckiego”, którego stanowisko „jest realistyczne, chociaż sam się do tego nie przyznaje”. Krytyk sięgnął po pracę Spielhagena nie tylko ze względu na obfity dorobek pisarski autora omawianej pozycji, który mógłby stanowić rękojmię prawdziwości jego stwierdzeń, ale i ze względu na egalitarny oraz antyfeudalny charakter jego dzieł. Jak zaznaczał Biegeleisen: „Świat się zmienił, a widnokrąg nasz rozszerzył się”, a proces ten dotyka również sztuki powieściopisarskiej, która – by mogła się w Polsce w pełni rozwinąć – powinna zostać pozbawiona jakichkolwiek interwencji autora w tok narracji beletrystycznej. Takie interwencje – zdaniem Biegeleisena – hamują rozwój powieści realistycznej, gdyż skazują czytelnika na permanentne komentarze odautorskie, oraz upośledzają świat przedstawiony w powieści, który jest opowiadany, a nie przedstawiany przez autora.

Henryk Biegeleisen jest również autorem obszernego studium Socjologia Adama Mickiewicza („Prawda” 1885, nr 1–5), w którym przedstawia „poetę genialnego wprawdzie, ale teoretycznie mało wykształconego”; jak zauważa krytyk: „[...] owa jego [Mickiewicza] socjologia tonie w mgle ogólników, obejmujących jednym rzutem oka całą ludzkość”. Ponadto poeta miałby nie zważać na „okoliczności zmienne życia codziennego”, a model społeczny projektować na podstawie błędnego – zdaniem publicysty – przekonania o „niezmienności natury ludzkiej”. Biegeleisen wyraża tutaj sądy zgodne z utylitarystycznym i ewolucjonistycznym poglądem na problemy społeczne. Poddaje więc krytyce wszystkie idealistyczne zapatrywania poety, który „stawia siebie w samym środku swego przyszłego idealnego ustroju”. Dostrzega wpływ szeroko rozumianej francuskiej i niemieckiej literatury religijnej na koncepcje społeczne Mickiewicza, abstrakcyjne, nieprzystawalne do współczesnych czasów.

Krytyk ma również w swoim dorobku wnikliwą prezentację twórczości Charlesa Dickensa (Karol Dickens, „Życie” 1888, nr 32–34). Autor Klubu Pickwicka został zaprezentowany jako realista operujący w swoich dziełach humorem: „[...] jędrny realizm, który nie opuszcza nigdy Anglika, wyprowadza cię powoli z rodzinnego ogniska na pole życia społecznego, w sam wir walk społecznych”.

W recenzji zbioru nowel On i ona Walerii Soleckiej („Prawda” 1890, nr 17) Biegeleisen zwraca uwagę na trwanie „romantycznego sentymentalizmu” oraz dalekie od ideału oddanie realiów życia ludu wiejskiego: „Talentu odmówić jej [Soleckiej] nie można, ale kopalnia jej twórczości nie posiada ani szczerego kruszcu realizmu, ani kropli smutku, dwóch właściwości podanych w przedmowie p. Sienkiewicza, jako znamienne rysy jej fizjognomii”.

O poezji. Godna odnotowania jest bez wątpienia recenzja Poezji Jana Kasprowicza („Prawda” 1889, nr 13–14). Biegeleisen w omówieniu debiutu autora Dies irae akcentuje przede wszystkim pierwiastki ludowe jego poezji – przeciwstawiając je „pesymizmowi” schyłkowego pozytywizmu. Kasprowicz jest bowiem dla badacza „synem chłopa poznańskiego, urodzonym i wychowanym pod ubogą strzechą”, a o jego rodowodzie literackim ma świadczyć to, że „pisał poezje swe nie przy oświetleniu gazowym, lecz przy prostym łuczywie”. Poezje są więc dla Biegeleisena nie tyle zbiorem liryków, ile kolekcją „obrazków czy krzywd chłopskiej doli”. W tym omówieniu dominuje etnologiczno-pozytywistyczne, dążące do realizmu i „prawdy społecznej” usposobienie Biegeleisena. Wszelkie pomieszczone w Poezjach utwory, które nie poddają się prostej lekturze na podobieństwo scen rodzajowych, Biegeleisen klasyfikuje jako „mniej udane” – jak czyni to w przypadku fantazji Aryman i Ormaz czy cyklu „z motywów biblijnych”, który uderza badacza „zbytkiem idealizmu”.

Szkic biograficzny poświęcony Stanisławowi Rossowskiemu („Myśl” 1892, nr 6) jest interesującym przykładem zastosowania naturalistycznej i niemal fizjologicznej metaforyki w celu scharakteryzowania dorobku poety. Biegeleisen stwierdza, że wyobraźnia autora Ze ścieżek życia może zostać porównana „do człowieka o chorobliwym apetycie”, gdyż poeta „lubuje się w kolorach jaśniejszych, ale nie gardzi ciemnymi”. Całość charakterystyki Rossowskiego ma wydźwięk krytyczny: „[...] pegaz jego [Rossowskiego] nie ma jeszcze dość sił, by dotrzymać kroku w pośpiesznym pochodzie wiedzy, mimo szczerych chęci zrównania się z postępem”. Akces Rossowskiego do materializmu – zdaniem krytyka – został sprowokowany nie przez transformację światopoglądową, ale „warunki ekonomiczne”, co odbiera tej wolcie znamiona autentyczności.

Szczególną uwagę należy zwrócić na reportażowy artykuł na temat Adama Asnyka („Słowo Polskie” 1896, nr 291). Poeta został ukazany w swoim naturalnym habitusie – w samotnym mieszkaniu „przy ulicy Łobzowskiej 17” w Krakowie. Jak stwierdza Biegeleisen, „jest to natura zbyt wykwintna i artystyczna, aby się pospolitowała z mieszczaństwem przy gulaszu i kuflach piwa, ale też zbyt szlachetna i wrażliwa, aby gustowała w jednostajności przeżytych form lepszego towarzystwa”. Jednak sylwetka Asnyka nie została przedstawiona na zasadzie opozycji poeta–tłum. Asnyk jest dla Biegeleisena postacią niejednoznaczną; w jego twórczości odcisnęły się zarówno czasy, w których żył i tworzył, jak i naturalne, melancholijne skłonności – zbliżające rys biograficzny poety do charakterystyki „nerwowca”.

W recenzji Linii i dźwięków Marii Konopnickiej („Słowo Polskie” 1897, nr 130) krytyk zwraca uwagę na połączenie w tej poezji pesymizmu „dnia codziennego” z – niemal chtoniczną – energią płynącą z „ludu polskiego”. Biegeleisen uznawał, że to Konopnicka „dzierży dziś w dłoni berło poezji polskiej”. W innym artykule poświęconym poetce („Na Ziemi Naszej” 1910, nr 21) krytyk podkreślał, że jest ona „spadkobierczynią wielkich wieszczów”, jednak: „W przeciwieństwie do romantyków, którym wieś polska uśmiechała się w krasie wiosny i słowiczych blasków, widzi ona chłopa naszego, jak uginając się w jarzmie, żyje pod jednym dachem z bydlęciem i wkłada w orkę swą wszystkie kruche siły swojego żywota. Ale odnajduje w tym nędzarzu człowieka i brata, a bóle i rozpacze jego nawiąże jak perły kosztowne na struny swej harfy”. Biegeleisen ponadto akcentuje epopeiczną wartość Pana Balcera w Brazylii, nazywając utwór „epopeją chłopską” i stawiając go na równi z Panem Tadeuszem. 

Podsumowanie. Choć Biegeleisen należy do grona najbardziej znanych edytorów dzieł Słowackiego i Mickiewicza, to jego aprobata dla ideałów romantycznych była warunkowa. Wysoko cenił te dzieła, które w jego odczuciu oddawały kształt stosunków społecznych i świadczyły o ambicjach „portretującego ujęcia” zbiorowości. Zdradzał też przywiązanie do pozytywistycznego historycyzmu, w którym nie znalazła eksponowanego miejsca chłodno przyjęta Sienkiewiczowska Trylogia.

W poezji ganił wszelkie „romantyczne porywy serca” – podstawowym zadaniem sztuki poetyckiej „wieku postępowego” powinna być deskrypcja warunków bytowych tych, którzy dotychczas nie doczekali się swej reprezentacji w literaturze, tj. przedstawicieli najniższych klas społecznych, ze szczególnym uwzględnieniem ludu wiejskiego. Stąd też przyznawał pewną wartość wczesnej twórczości Kasprowicza, ale nie poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera, dostrzegając w niej jedynie romantyczny epigonizm. W stanowiskach krytyka wobec literatury mu współczesnej zaznaczają się jego zainteresowania etnologią, socjologią i rozwojem „idei demokratycznych”. Biegeleisen przepuszcza przez te pryzmaty swoje sądy o literaturze, a ich wypadkową jest admiracja dla twórczości Konopnickiej, stanowiącej zdaniem krytyka spełnienie ideałów pozytywistycznej poezji.</document>
<document nplp_id="12680" title="Białobłocki Bronisław" slug="bialoblocki-bronislaw">Krytyk literacki, publicysta. Kryptonimy: B; B.B.; Bł.; Błbłcki.

Informacje biograficzne. Urodził się ok. 1861 r. w Ostroszynie na Białorusi (gub. mińska) w drobnoszlacheckiej, ubogiej rodzinie kalwińskiej posługującej się na co dzień językiem białoruskim. Uczęszczał do gimnazjum w Mińsku, które ukończył w 1878 r. W tym samym roku, z zaledwie 15 rublami, przybył do Petersburga w celu odbycia studiów na wydziale prawniczym tamtejszego uniwersytetu, który ukończył w 1882 r. Jednocześnie, przejawiając talent malarski, uczęszczał do Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Bieda i doskwierający przez cały okres studiów głód doprowadziły do licznych chorób, w tym gruźlicy, które przyczyniły się do jego przedwczesnej śmierci. W Petersburgu pozostawał pod wpływem radykalnych kół młodzieży oraz w zasięgu oddziaływania idei „Narodnoj Woli”. W 1882 r., po skończonych studiach prawniczych, przyjechał do Warszawy, od razu nawiązując kontakty z aktywnymi politycznie kręgami młodzieży. Wtedy też poznał Stanisława Krusińskiego i Ludwika Krzywickiego. Zaangażował się w stworzenie legalnie działającej trybuny prasowej umożliwiającej propagowanie idei postępowych wśród polskiej młodzieży inteligenckiej. Ze względu na brak środków finansowych i niemożność wydawania własnego organu prasowego skorzystał z możliwości współpracy z „Przeglądem Tygodniowym”, którego redaktorem był wówczas Adam Wiślicki, liczący, że kooperacja z postępową młodzieżą ożywi niegdyś zaangażowane w spory pozytywistyczne pismo. Jednak aresztowania członków „Proletariatu” oraz szeroko zakrojone represje władz carskich szybko kazały Wiślickiemu zrezygnować z tej współpracy. Ostateczne zerwanie nastąpiło w 1885 r., po którym Białobłocki utrzymywał się głównie z korepetycji. Wskutek rozwijającej się gruźlicy, chorób serca i nerek zmarł w skrajnej nędzy w 14 IV 1888 w warszawskim szpitalu św. Ducha. Jego śmierć odnotowały m.in. „Przegląd Tygodniowy”, „Prawda”, „Ateneum” oraz „Głos”.

Działalność krytycznoliteracka. Dorobek publicystyczny Bronisława Białobłockiego ogranicza się do kilkunastu pozycji drukowanych przede wszystkim w „Przeglądzie Tygodniowym”, choć jego teksty pojawiały się również w „Prawdzie” i „Ateneum”. Dużą część stanowią wypowiedzi krytycznoliterackie, choć nie brakuje analiz zjawisk społecznych (Nadprodukcja inteligencji, „Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 1–2). Cechą charakterystyczną tekstów krytycznoliterackich są obszerne przytoczenia fragmentów z analizowanych utworów zajmujących niekiedy większą część tekstu. Nie brakuje również bardzo surowych ocen dzieł i twórców niemających zdaniem Białobłockiego czytelnikowi nic do zaoferowania. Świadomość ingerencji cenzury powoduje z kolei, że Białobłocki posługuje się językiem ezopowym oraz licznymi niedomówieniami, pozostawiając czytelnikowi konieczność wyciągnięcia ostatecznych wniosków. Białobłocki bardzo poważnie podchodzi do roli i zadań krytyki literackiej. Według niego pogłębia ona oddziaływanie powieści na czytelnika, nade wszystko pozwala mu osiągnąć lepszą wiedzę o sobie i społeczeństwie, w którym funkcjonuje.

Poglądy estetyczne. Białobłocki zdecydowanie odrzuca koncepcje uznające dzieło literackie za byt autonomiczny, niezależny od społecznych uwarunkowań. Twierdzi, że estetyczne doświadczenie sztuki nie „powinno być po prostu osłupieniem bezmyślnym, bo bezkrytycznym zachwytem pięknością dzieła” (Szkice estetyczne p. M. Massoniusa, dod. „Przeglądu Tygodniowego” 1885, I półrocze). Takiej wizji przeciwstawia sztukę, której „korzenie kryją się głęboko w naturze ludzkiej i w warunkach społecznych” (tamże). Zdaniem Białobłockiego sztuka powinna wypływać z doświadczenia życiowego, dlatego w jego ocenach dzieł literackich największe uznanie zdobywa umiejętność jego przetransponowania na fabułę oraz kreację postaci. Jest w tym względzie zwolennikiem realizmu, zdecydowanie mniejsze uznanie budzi w nim naturalizm, który uznaje za przejaw „fotograficznego obiektywizmu i pseudorealizmu” (Z życia i literatury Cesarstwa, „Przegląd Tygodniowy” 1883, nr 41). Ta różnica w ocenie realizmu i naturalizmu na korzyść pierwszego nurtu wynika z przekonania, że literatura ma obowiązek ingerować w życie, propagować idee postępowe i naukowe, które mogą wpłynąć na pozytywną przemianę świata społecznego. Nie chodzi zatem tylko o wierne odtworzenie rzeczywistości, z jej patologicznymi stosunkami społecznymi, z ukazaniem nędzy i warunków życia najniższych warstw, ale również o wskazanie, jak ową sytuację rozwiązać. Białobłocki sprzeciwia się wszelkiemu pasywizmowi: jego zdaniem literatura musi być aktywizująca, pobudzająca do działania.

Mocne osadzenie estetyki w przestrzeni społecznej, a także inspiracje marksistowskie w ocenie zjawisk ekonomicznych (tamże, nr 35) dały Samuelowi Sandlerowi podstawy do uznania Białobłockiego za pierwszego polskiego marksistowskiego krytyka literackiego. Bezsprzecznie Białobłocki w swoich tekstach używa kategorii socjologicznych i ekonomicznych. Ocena dzieł literackich z punktu widzenia klasowego pozwala naświetlić różne mechanizmy działające w obrębie społeczeństwa, w tym determinizm jego struktur. O tomie poetyckim Marii Konopnickiej pisze: „Często z gmachu szczęścia wytrącani są goście w szeregi nędzarzy, lecz raz wypadłszy, nie powracają, a rzadko z szeregów warstw niższych sprytem i szczęśliwym zbiegiem okoliczności wdrapują się ludziska do swego zaczarowanego zamku, lecz tam zapominają o tym, co przeżyli” ([rec.] Maria Konopnicka. „Poezje”. Seria druga. Warszawa 1883, „Przegląd Tygodniowy” 1883, nr 31). Również nacisk na zbiorowość jako gwaranta szczęścia jednostek pozwala nam doszukiwać się w pracach Białobłockiego wpływu marksistowskiego myślenia o społeczeństwie. Nie chodzi jednakże o wyeliminowanie zainteresowanie jednostką jako taką, ale o wskazanie, że skoro jej szczęście zależy od szczęścia całego społeczeństwa, musi o to szczęście aktywnie walczyć. Przyglądając się opisom jednostek i zbiorowości w rosyjskiej literaturze, próbuje pokazać, jak zmiany społeczne i ekonomiczne wpływają na nie i wyznawane przez nie wartości. W jednym ze szkiców krytycznych stwierdza: „Charakter człowieka wytwarza się pod wpływem warunków życia. Tak samo charakter i cały byt grupy ludzkiej jest wytworem tego otoczenia, którym warunkuje się istnienie tej klasy” (Gleb Uspienski (Iwanow), dod. „Przeglądu Tygodniowego” 1883, I półrocze). Co więcej, Białobłocki, analizując postacie literackie, wskazuje, że poglądy wyznawane przez jednostkę zależne są od klasy, w której ta się wychowała (Jan Turgieniew (zmarły 4 września 1883 r.), „Ateneum” 1883, t. 4). Można zatem sądzić, że pisarz jest wyrazicielem świadomości grupy, co wcale nie oznacza, że twórca wywodzący się z konkretnej klasy zawsze i z konieczności będzie najlepiej przedstawiał realia jej życia (Mikołaj Złatowratski, dod. „Przeglądu Tygodniowego” 1883, I półrocze). Bliska jest Białobłockiemu idea internacjonalizmu, także tego literackiego. Jednak, idąc śladem Iwana Turgieniewa, stwierdza, że aby dzieło mogło stać się ponadnarodowe, musi najpierw odegrać istotną rolę w życiu danego narodu, a dziełem takim może być wyłącznie dzieło silnie zakorzenione w życiu społecznym i umysłowym danej nacji (Jan Turgieniew).

Skupienie się na zaangażowaniu społecznym literatury skutkuje koncentracją na ideowej zawartości analizowanych utworów. Nie znaczy to jednak, że problematyka estetyczna u Białobłockiego nie występuje. Jedną z najważniejszych kategorii analitycznych jest tendencja, rozumiana przez krytyka jako określony pogląd autora na świat (Z życia i literatury Cesarstwa), wpływająca na konstrukcję osi fabularnej utworu i kreację postaci. To tendencja i sposób jej realizacji decydują o powodzeniu bądź klęsce danego dzieła. Nie ogranicza ona jednak artysty, bo – jak podkreśla Białobłocki – ma on „prawo grupować zjawiska życiowe tak, jak mu dyktuje jego przekonanie – jest wtenczas swobodnym, a sztuka jego zostaje realistyczną, jeżeli tylko nie fałszuje prawdy i nie przesadza w zobrazowaniu rzeczywistości” (tamże). Dla Białobłockiego powołaniem pisarza nie jest tworzenie dzieł służących kontemplacji piękna, ale „wierne przedstawianie pewnych stron bytu”, „wskazywanie przyczyn i skutków pewnego zjawiska, orzekanie o jego stosunku do całego życia – jednym słowem – wypowiadanie swoich poglądów, swoich tendencji” (Gleb Uspienski). Dlatego też prawdziwy talent objawia się tylko wtedy, gdy pisarz opisuje to, co zna najlepiej (Z życia i literatury Cesarstwa). Białobłocki poddaje krytyce wszelki schematyzm w tworzeniu postaci i fabuły. W tym względzie jest zdecydowanym zwolennikiem podejścia psychologicznego, co wcale nie oznacza, że nie akceptuje bohaterów-typy. Te jednak muszą być stworzone przez pisarza wybitnego, świadomie kreującego je na wyrazicieli pewnej tendencji (za przykład podaje Zbójców F. Schillera). Białobłocki w swoich poglądach na literaturę jest maksymalistą, nieuznającym kompromisów, przypisującym jej oddziaływanie na społeczeństwo, a na barki powieściopisarza wkładającym obowiązek troski o rozwój społeczny i głoszenie idei postępowych.

Literatura rosyjska. Białobłockiego uznać można za jednego z pierwszych polskich krytyków literackich propagujących, a jednocześnie poddających analizie twórczość pisarzy rosyjskich związanych z szeroko rozumianymi tendencjami postępowymi. Z ich dziełami styka się jeszcze podczas studiów w Petersburgu i to im – Glebowi Uspienskiemu i Nikołajowi Złatowratskiemu – poświęcił jeden ze swoich ważniejszych tekstów krytycznych (z cyklu Współczesna beletrystyka rosyjska). Jego zachwyt nad dziełami literatury rosyjskiej współgra z wyznawanymi poglądami estetycznymi. W pisarzach rosyjskich o poglądach postępowych widzi doskonałych portrecistów życia w Rosji w okresie zmian, potrafiących łączyć w sobie doskonałego obserwatora o zacięciu socjologicznym z talentem literackim. Uspienskiego postrzega przede wszystkim jako doskonałego malarza życia chłopów w całej złożoności, portretującego świat rozpadających się chłopskich gromad, ich zderzenie ze światem miejskim (Gleb Uspienski). Udaje mu się tak uchwycić rodzenie się nowych stosunków i idących za tym zmian w sferze społecznej i etycznej. Jeżeli nawet u jakiegoś pisarza zauważa pewne niedostatki talentu (jak w przypadku Złatowratskiego), to umiejętność oddania życia warstwy chłopskiej w procesie przemian jest dla Białobłockiego wystarczającym powodem, by uznać takiego pisarza i jego dzieło za godne uwagi (Mikołaj Złatowratski). Białobłocki jest zdania, że choć literatury zachodnioeuropejskie znają motyw zbliżenia inteligencji i ludu, to jednak żadna nie poczyniła tak istotnych studiów nad życiem ludowym, jak literatura rosyjska.

Turgieniewa stawia wśród najwybitniejszych pisarzy europejskich, twierdząc, że nie ma on sobie równych „w obrazowaniu przyrody i charakterów ludzkich”, w ukazywaniu typów i zjawisk życiowych. Chwali go za niezwykły sposób portretowania postaci kobiecych, a także za umiejętność budowania prostej fabuły, dzięki czemu na plan pierwszy wybija się „rozkosz estetyczna i ważność kwestii, które wciąż autor porusza” (Jan Turgieniew). Białobłockiemu wyraźnie jednak brakuje głębi psychologicznej portretowanych przez Turgieniewa postaci, które dawałyby wgląd w pracę ich psychiki. Czytelnik najczęściej musi o nich wnioskować na podstawie zachowań zewnętrznych. Białobłocki podkreśla, że Turgieniew jest jednocześnie jednym z tych pisarzy, którzy czerpią natchnienie z faktów życiowych obserwowanych w swoim kraju i tworzy z nich problemy o ponadnarodowym charakterze (tamże).

Autor Ojców i dzieci jest dla Białobłockiego wzorem pisarstwa realistycznego, a umiejętność wydobycia rozdźwięku między frazesami postaci a ich postępowaniem, odejście od schematów i wyczulenie na nowe tendencje myślowe uważa Białobłocki za jedne z najważniejszych jego osiągnięć.

Literatura polska. Podobnie jak w przypadku literatury rosyjskiej Białobłocki ocenia dzieła literatury polskiej głównie podług kryteriów ideowych. Najkrytyczniej odnosi się do powieściopisarstwa Deotymy (J. Łuszczewskiej), nie tylko odmawiając jej talentu, ale przede wszystkim zmysłu pisarskiego. W szkicu Życie fikcyjne i obrzędowe. (Przyczynek do studium nad Deotymą i kierunkiem naszej literatury) („Przegląd Tygodniowy” 1883, nr 16–19) stwierdza, że mimo wielu doświadczeń życiowych, jakie były jej udziałem, nie pozostawiły one śladu ani w jej psychice, ani w twórczości. Deotyma przedstawia życie i zwyczaje mieszczańskie, które Białobłocki gani, lecz jej utwory nie są niczym więcej niż rodzajowym obrazkiem. W artykule poświęconym powieściom Walerii Marrené-Morzkowskiej (Miłość w sferze dostatków i estetycznych zachwytów, tamże, nr 25–27) krytykuje sposób ukazania przez autorkę roli miłości i małżeństwa wśród mieszczaństwa: są one niczym więcej niż przedłużeniem stosunków feudalnych w przestrzeń rodzinną. Miłość mieszczańska to nie „ognisko uczuć altruistycznych”, ale egoizm charakteryzujący życie społeczne tych warstw, traktowanie gniazda rodzinnego jako przestrzeni odizolowanej od świata zewnętrznego, do której nie mają przystępu żadne nowe tendencje i zdarzenia targające światem zewnętrznym. Tej formie życia uczuciowego przeciwstawia Białobłocki życie małżeńskie proletariatu, bo chociaż ono również jest niedoskonałe, to opiera się na takich wartościach jak współpraca i wzajemne wsparcie małżonków.

Białobłocki uznaje się za głos pokolenia, dla którego dotychczasowe formy życia społecznego są nie do zaakceptowania. Zacięcie walczy tym samym z wszelkimi tendencjami zachowawczymi, również wyrażonymi w dziełach literackich. Doskonałym przykładem jest tu krytyka dramatu Firdusi Juliana Łętowskiego będącego kwintesencją myślenia konserwatywnego, kurczowo trzymającego się dotychczasowych form życia (Taniec krzywego artyzmu z kulawą logiką, tamże, nr 44).

Największe uznanie budzi w Białobłockim druga seria Poezji Marii Konopnickiej, której nie szczędzi pochwał przede wszystkim za umiejętność oddania tragiczności losu polskiego chłopa i zawarte w utworach współczucie dla ich niedoli. Jak zauważa, Konopnicka „smuci się więc smutkiem filozoficznym” (Maria Konopnicka). Białobłocki jednakże dostrzega i poddaje krytyce pasywizm poetki. Jego zdaniem w utworach tych nie ma żadnej nadziei na zakończenie nieszczęścia pokrzywdzonych, na pewno nie na tym świecie. Taka niemoc i poddanie się boskiej opatrzności są dla Białobłockiego oznaką bezsiły i kapitulacji wobec wyzwań rzeczywistości. Podobnie zresztą pisze o najwybitniejszych postaciach polskiego pozytywizmu literackiego: Bolesławie Prusie oraz Elizie Orzeszkowej. Tę ostatnią uznaje za „najwięcej utalentowaną i najwyraźniej formułującą ideały społeczne współczesne ze strony pozytywnej, jak i negatywnej” (Zniżenie ideału, „Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 7). Jednak i u niej dostrzega brak programu realnej zmiany stosunków społecznych. Pewnym rozczarowaniem są dla krytyka niektóre z powieści Orzeszkowej, które dryfują w kierunku myśli zachowawczej, chociaż – jak pisze w swoim wspomnieniu Krzywicki – Białobłocki z niezwykłą zachłannością czekał na lekturę ukazującego się w „Tygodniku Ilustrowanym” Nad Niemnem.</document>
<document nplp_id="12681" title="Chodźkiewicz Władysław" slug="chodzkiewicz-wladyslaw">Powieściopisarz, dramaturg, orientalista, krytyk literacki i artystyczny, lingwista, podróżnik, inżynier. Pseudonimy i kryptonimy: Józef Szczygielski; Max Berthaud; W.Ch.; γ; λ.

Informacje biograficzne. Nie jest pewna data urodzin Władysława Chodźkiewicza (według PSB ur. ok. 1820; B. Gubrynowicz podaje datę 1818). W archiwach francuskich (m.in. Bulletin des Lois, dokumentacja Legii Honorowej) można znaleźć informację, że Władysław Ksawery Chodźkiewicz urodził się 4 V 1813 w Tulczynie (dopiero w latach 80. data ta została zmieniona w dokumentach zawodowych na 1818 r.), jego ojcem był Ignacy Chodźkiewicz, matką zaś była Róża z Szymanowskich. Z tego związku urodził się również Lucjan Chodźkiewicz (1806–1848). Ignacy Chodźkiewicz, spokrewniony z Rzewuskimi i Chodźkami, birbant, oszust i awanturnik, żołnierz armii carskiej, związany ze środowiskiem targowiczan, powstaniec kościuszkowski w oddziałach Jakuba Jasińskiego, współpracownik carskiej policji, denuncjator, żenił się i rozwodził przynajmniej dwukrotnie, zawierał też fikcyjne małżeństwa.

Władysław Chodźkiewicz uczęszczał do szkół w Humaniu, Berdyczowie, prawdopodobnie w Krzemieńcu. Miał wykształcenie techniczne. Studia inżynieryjne ukończył zapewne w Kijowie. Interesował się Orientem, może nawet studiował orientalistykę, tłumaczył m.in. z języka perskiego. Zainteresowania literackie i naukowe zawdzięczał Pawłowi Jarkowskiemu, bibliografowi i nauczycielowi liceum krzemienieckiego, a później bibliotekarzowi Uniwersytetu Kijowskiego. W latach 40. przebywał w Kamieńcu Podolskim i w Cebulawie na Ukrainie (według B. Gubrynowicza). W 1847 r. wzorem romantyków podróżował na Wschód, dotarł do Ziemi Świętej. Od 1851 r. czasowo przebywał we Francji. Podczas wojny krymskiej 1854–1856 pełnił funkcję tłumacza wojskowego w sztabie Napoleona III. We Francji osiadł na stałe ok. 1870 r. Był inspektorem w dyrekcji Kolei Wschodniej, a później inspektorem generalnym Kolei Zachodnich. Angażował się w życie naukowo-literackie polskiej emigracji. Był członkiem Rady Szkoły Polskiej w Batignolles, członkiem, wiceprezesem i prezesem Towarzystwa Historyczno-Literackiego, asesorem Czytelni Polskiej w Paryżu, członkiem międzynarodowego stowarzyszenia pisarzy l’Association Littéraire et Artistique Internationale, wygłaszał odczyty publiczne m.in. o Antonim Malczewskim i Józefie Ignacym Kraszewskim, o Konstytucji 3 maja (1875), O św. Cyrylu i Metodym, apostołach słowiańskich (1885), brał udział w kongresach pisarzy (pełnił funkcję wiceprezesa Międzynarodowego Zjazdu Literackiego w Lizbonie w 1880 r.). W 1873 r. został wybrany do zarządu Société de Philologie. Uczestniczył w paryskich obchodach 200-lecia odsieczy wiedeńskiej (12 IX 1883) i w Kongresie Orientalistów w Wiedniu (27 IX–2 X 1886). Za swoje zasługi został odznaczony orderem Legii Honorowej. Znał Adama Mickiewicza, utrzymywał bliskie kontakty z Cyprianem Norwidem, Cyprianem Godebskim, Józefem Ignacym Kraszewskim, Józefem Bohdanem Zaleskim, Bronisławem Zaleskim, Władysławem Mickiewiczem.

Był w związku z Adèle Hubert de Fonteny (1809–1862), właścicielką atelier fotograficznego i drukarni. Wiadomo o córce Chodźkiewicza (brak dokładniejszych danych). W 1881 r., by uniknąć konieczności przejścia na emeryturę, zdobył fałszywą metrykę (dzięki pośrednictwu i znajomościom J.I. Kraszewskiego), w której została wpisana późniejsza data jego urodzenia. Zmarł 15 III 1898 w Neuilly (Francja).

Działalność literacka, naukowa i krytycznoliteracka. Chodźkiewicz debiutował artykułem Ważność bibliografii we względzie literatury i o jej wpływie na historię powszechną („Biblioteka Warszawska” 1845, t. 3), w którym postulował podjęcie badań bibliograficznych i źródłowych. „Rwiemy się naprzód, chwytamy się za historię krytyczną, a dobrze faktów nie znamy” (tamże) – konstatował na marginesie stanu badań nad historią polskiego piśmiennictwa. Wskazywał konieczność przeprowadzenia kwerend bibliotecznych, m.in. przejrzenie zasobów bibliotek klasztornych, i podjęcia prac nad utworzeniem bibliografii piśmiennictwa polskiego jako nauki pomocniczej dla historii literatury. W refleksji nad literaturą posługiwał się kategoriami narodu i postępu cywilizacyjnego jako syntezy ducha i materii, myśli i działania: „[...] historia jakiegokolwiek narodu wtenczas tylko może być dokładnym, jasnym i wiernym opisem jego życia, kiedy z jednej strony, opierając się na dobrze spisanych i ocenionych faktach jego działań, jako na materii, z drugiej zaś strony na pełnym rozwinięciu postępów jego cywilizacji, jako na duchu, na myśli, z połączenia tych dwóch pierwiastków wyprowadzi całość, potężną siłą przekonania i prawdy, a świetną niezmiernym blaskiem i życia, i ruchu” (tamże).

Chodźkiewicz dał się poznać publiczności literackiej również jako literat, autor „tragedii oryginalnie napisanej” Haman (1846, wyd. 2 – 1852), Trzech lilii, spisanych z opowiadań śp. Józefa Szczygielskiego (1846), powieści historycznej („narodowej”) Zamek w Czarnokozińcach (1847, wyd. 2 – 1852; powieść planowana jako ogniwo niezrealizowanego cyklu powieści Obrazy historyczne polskie z XVI i XVII wieku), satyry Nasza ziemia. Przegrywka (1859). Z tego okresu pochodzi także powieść Pani Piotrowa, dla której bezskutecznie usiłował znaleźć wydawcę, korzystając z pośrednictwa Kraszewskiego. Utwór wydał w 1903 r. Bronisław Gubrynowicz pod zmienionym jeszcze przez Chodźkiewicza tytułem Pamiętnik włóczęgi (1903), z przedmową szkicującą biografię autora (dane zawarte w przedmowie niepewne). Jak zauważa Stanisław Burkot, powieść pozostawała pod wpływem Kraszewskiego i romantycznych powieści o artyście, a po publikacji stanęła w jednym rzędzie, choć na krótko, z utworami Stanisława Przybyszewskiego i Wacława Berenta. Kłopoty z jej wydaniem mogły mieć związek z wygórowanymi oczekiwaniami finansowymi lub działalnością polityczną autora i jego udziałem w wojnie krymskiej. Chodźkiewicz należał do współpracowników i powierników Kraszewskiego, którego zastępował w pracach L’Association Littéraire et Artistique Internationale. Pierwsze kontakty (listowne) obu autorów datuje się na lata 40. XIX w., do zacieśnienia przyjaźni doszło w latach 70. W 1879 r. Chodźkiewicz wziął udział w krakowskim jubileuszu Kraszewskiego.

W okresie paryskim Chodźkiewicz publikował prace z zakresu literatury, archeologii i lingwistyki po polsku i po francusku, m.in. Un Vers d’Aristophane. Texte persan de la comédie « Les Acharniens » („Actes de la Société Philologique” 1876, vol. 6; przedr. Wiersz setny w komedii Arystofanesa „Acharnejczycy”, 1875), Nouvelle interprétation d’une Inscription cunéiforme de Persépolis („Actes de la Société Philologique” 1879, vol. 9; pol. Teoria napisów klinowych staroperskich, ułatwiająca odczytanie i zrozumienie tychże, odczyt wygłoszony 7 X 1879 na posiedzeniu Akademii Umiejętności w Krakowie), Archéologie scandinave. Fers de lance avec inscriptions runiques („Revue Archéologique” 1884, vol. 4), i na temat zabytków archeologicznych na ziemiach polskich (rzekomych pochówków z czasów rzymskich), Sépultures de l’époque romaine découvertes en Silésie („Académie des Inscriptions et Belles-Lettres” 1887, vol. 15).

Nowiny i kroniki paryskie. Chodźkiewicz współpracował z pismami w kraju, m.in. z „Pielgrzymem” (1844, 1846), „Tygodnikiem Ilustrowanym” (1876–1882) i „Bluszczem” (1876–1893), w których publikował rozprawy o literaturze i korespondencje z Paryża. Ogłosił studium o Antonim Malczewskim (Antoni Malczeski [!], „Bluszcz” 1878, nr 35–43) prezentujące biografię poety. Dane biograficzne podane w artykule nie były precyzyjne, z czasem doczekały się sprostowań i uzupełnień przez następne pokolenia badaczy. Przy ocenie Marii Chodźkiewicz zastosował model krytyki biograficzno-genetycznej. „Dlaczego Maria tak skończoną, tak pełną, tak doskonałą i piękną wyszła spod pióra poety? Bo streścił on w niej to wszystko, cokolwiek sam czuł i cierpiał, wszystko, co ukochał tak umiejętnie, wszystko, co utracił w życiu – ojczyznę i kochankę! Stąd pochodzi jeszcze, że Maria, jakkolwiek ze swej formy jest niby historyczną powieścią, w gruncie jest prawdziwą elegią i jednym z najczyściej osobistych utworów, jakie nam zostawili poeci, czy starych, czy nowych czasów” (tamże, nr 40). W 1879 r. krytyk opublikował studium o Erneście Renanie (Ernest Renan, „Bluszcz” 1879, nr 17–19), którego uważał za „jedną z najwybitniejszych postaci w literaturze i w społeczności francuskiej”, choć miał wątpliwości co do celu czy zamierzeń jego działań jako uczonego, a zarazem człowieka obdarzonego szczególnym rysem osobowości – naturą „poetyczną”. W 1884 r. pisał już o „szkole, na czele której stoi Renan”, która „choć niemoralna, ale filozoficzna – sui generis”, ma we Francji swoje grono wyznawców. „Zwątpienie moralne i wiara w odrodzenie na drodze najgrubszego materializmu, któremu sztuczny pokost nadaje pewien rodzaj wdzięku, to prawdziwy lep na głupie kwiczoły” (Nowiny paryskie, „Bluszcz” 1884, nr 28).

Chodźkiewicz opublikował również osobne studia o wybitnych emigrantach – Teodorze Morawskim („Tygodnik Ilustrowany” 1880, nr 217), Wojciechu Sowińskim (tamże, nr 224) i Henryku Niewęgłowskim (tamże, nr 241). Kreśląc ich sylwetki, wychodził z założenia, które w studium o Morawskim zamknął w formule: „zalety człowieka są też zaletami jego pracy”. W korespondencjach pisanych dla „Bluszczu” od poł. 1878 r. do lat 80. (Nowiny paryskie) i do „Tygodnika Ilustrowanego” (Kronika paryska) informował m.in. o występach włoskiego tragika Ernesta Rossiego („Bluszcz” 1876, nr 1, 9), śmierci i pogrzebie George Sand („Tygodnik Ilustrowany” 1876, nr 28), wystawach malarstwa, premierach teatralnych i operowych, sporach Sary Bernhardt z teatrem francuskim („Tygodnik Ilustrowany” 1880, nr 232; 1880, nr 239). Pisał o nowościach wydawniczych, jak np. ukazanie się poematu Victora Hugo Religions et Religion (tamże, nr 232); „Czy atak ten przypuszczony do drzwi otwartych niebronionych, w dzisiejszej zwłaszcza epoce, jest godzien takiego mistrza słowa, jakim Hugo? – nie!” – komentował Chodźkiewicz antykościelną wymowę utworu Hugo. Jako przykład krytycznej reakcji na to dzieło przytoczył znany sobie z autografu wiersz Cypriana Norwida La religion de Mr le Sénateur Comte Victor Hugo (inc. „Czy to gdzie wulkan grzmi pod Neapolem?”). Donosił także o zbiorowym wydaniu sześciu opowiadań naturalistycznych Wieczory medańskie inicjujących ten nurt literacki („Tygodnik Ilustrowany” 1880, nr 233), o działaniach ruchu emancypacji kobiet, francuskich reformach edukacji, akcjach dobroczynnych itd. Wspominał swoje wizyty w domu Zaleskiego („Tygodnik Ilustrowany” 1876, nr 32), odnotowywał pojawienie się we Francji nowego pokolenia powieściopisarzy 

(„Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 262), relacjonował spotkanie z Kraszewskim w Hyères (tamże, nr 284–285). W sprawozdaniach z Francji nie krył swoich poglądów i upodobań literackich. Uznawał się za romantyka, ale zarazem poważał tradycję – od antycznej po oświeceniową. W 1876 r. deklarował: „Ja, chociaż jestem zagorzały romantyk, nie rzucam przecież starych mych przyjaciół i klasyków znam na wylot, a chociaż często chodzę z Irydionem pod pachą, nie zapomniałem łaciny” („Tygodnik Ilustrowany” 1876, nr 32). Sztukę i literaturę współczesną oceniał surowo jako tandetną, schlebiającą prymitywnym gustom publiczności i modom, pozbawioną prawdy życiowej, indywidualności, głębi uczuć.

Naturalizm uważał za rodzaj literackiego zwyrodnienia, „zaraźliwą chorobę”, „zwichnięcie umysłu” („Bluszcz” 1879, nr 25), „zgniliznę” („Bluszcz” 1885, nr 14). Émile’a Zolę i naturalistów oskarżał o nieobyczajność, szerzenie pornografii, epatowanie brzydotą („Bluszcz” 1887, nr 20). Docenił jedynie Atak na młyn Zoli jako dziełko „napisane bez przesady, bez wyszukanych sytuacji, z wielką siłą języka [...] i z tym wdziękiem uczucia, któremu te gorzkie, ale patriotyczne wspomnienia nadają blask i życie” („Tygodnik Ilustrowany” 1880, nr 233). Upowszechnianie się sztuki i literatury naturalistycznej tłumaczył degradacją moralną Francuzów. W 1885 r. pisał o Zoli i jego zamiłowaniu do „sprośności”: „Gdyby to był pierwszy lepszy gryzmoła i gdyby tym chciał zastąpić, czego mu braknie w głowie i w sercu – mniej byśmy się dziwili. Ale pisarz obdarzony prawdziwym talentem i niepospolitą wcale zdolnością pisarską, jeśli się puszcza na tego rodzaju błazeństwa, dowodzi nam jasno, że pomimo zdolności i łatwości pisarskiej, jest coś chybionego w tej organizacji, że moralne wykształcenie tego człowieka musi być spaczone w pewnym kierunku, a rozpasanie słowa jest następstwem jakiegoś moralnego guza w tym mózgu” („Bluszcz” 1885, nr 14). Niechętnie odnosił się do praktyk promocyjnych polegających na wywoływaniu skandali i podawaniu szczegółów z życia twórców, choć w swoich korespondencjach nie stronił od wycieczek na grunt prywatny (chętnie „portretował” swoich bohaterów, pisząc np. o ich wyglądzie, sposobie bycia itd.). W literaturze, jak i w sztukach plastycznych cenił realizm. Impresjonizm odrzucał, uważając to zjawisko za jedną z mód, która szybko przeminie. Mimo uznania, jakie z czasem zdobyli sobie impresjoniści wśród publiczności i krytyków, zdania nie zmienił („Bluszcz” 1883, nr 24–25, 44).

Korespondencje Chodźkiewicza – listy prywatne do znajomych i przyjaciół, jak i relacje „francuskie” zamieszczane w prasie krajowej – dokumentują życie Polaków na emigracji i poszerzają stan wiedzy m.in. o życiu i twórczości Zaleskiego, Norwida i Kraszewskiego.</document>
<document nplp_id="12683" title="Cybulski Wojciech" slug="cybulski-wojciech">Historyk literatury, krytyk literacki, językoznawca, slawista, wykładowca akademicki. Pseudonimy i kryptonimy: Cybulski; Dr. C.; W.C.; W. Cyb.; W. Cybulski; W.C.; w pracach w j. niem. – Adalbert Cybulski.


Informacje biograficzne. Wojciech Franciszek Cybulski urodził się 10 IV 1808 we Lwówku (Neustadt) w okręgu bukowskim w Wielkim Księstwie Poznańskim jako syn Franciszka (rządcy majątku Łąckich) i Nepomuceny z Zielińskich. Uczęszczał do szkoły elementarnej we Lwówku, a od 12 do 16 roku życia do gimnazjum poznańskiego. Po uzyskaniu matury w październiku 1828 r. udał się do Berlina – na tamtejszym uniwersytecie studiował (według relacji własnej – przez pięć semestrów) na wydziale filozoficznym. Uczęszczał na wykłady m.in. Georga Wilhelma Friedricha Hegla, Augusta Böckha, Carla Rittera, Eduarda Gansa. Latem 1829 r. poznał przebywającego w stolicy Prus Adama Mickiewicza, przyjętego przez tamtejszą młodzież polską z dużym entuzjazmem. W 1831 r. Cybulski opuścił nielegalnie Prusy, by wziąć udział w powstaniu listopadowym. Walczył w 4. Pułku Liniowym. Został pojmany przez konnicę kozacką i wzięty do niewoli. Po ogłoszeniu carskiego ukazu, mówiącego, że jeńcy polscy z Prus i Austrii mogą wrócić do rodzinnych stron, Cybulski podjął nieudaną próbę powrotu do Prus. Pod koniec 1832 r. Regencja Poznańska podała, że Cybulski nie jest poddanym pruskim, w związku z czym podlega rozporządzeniom rządu rosyjskiego. Zameldował się w Wilnie, spędził tam cztery miesiące w jenieckim więzieniu. Uniknął zesłania na Syberię dzięki interwencji rosyjskiego generała – Polaka z pochodzenia – hr. Michała Tymana. Najprawdopodobniej w 2. poł. stycznia 1833 r. udał się do Warszawy, tam został aresztowany na pięć miesięcy. Po powrocie z niewoli osiadł na krótko we Lwówku, gdzie napisał pamiętnik Opis ostatniego czasu mojej niewoli w Wilnie i w Warszawie. W 2. poł. 1834 r. został skazany przez sąd pruski za udział w powstaniu listopadowym na pół roku w twierdzy w Świdnicy (odbył połowę kary). Wiosną 1836 r. udał się do Berlina, aby kontynuować przerwane studia. Tam poznał Emilię Sczaniecką, z którą utrzymywał przez wiele lat serdeczną więź. Pod koniec listopada 1838 r. doktoryzował się z filozofii – pracę De bello civili Sullano zadedykował Karolowi Marcinkowskiemu i prof. Boeckhowi. Następnie oddał się studiom slawistycznym, szczególnie wspierał go w tych dążeniach prof. Johann Gustav Droysen. W listopadzie 1838 r. udał się do Wrocławia, Pragi, odwiedził też Wiedeń, Zagrzeb, Belgrad, Budapeszt, Kraków i Poznań. W Pradze przebywał ok. roku (tam poznał bliżej m.in. V. Hankę, z którym prowadził obfitą korespondencję).

Habilitował się w 1840 r. w Berlinie na podstawie rozprawy O pochodzeniu, rozwijaniu się i podziale języków słowiańskich. Kurs o literaturze słowiańskiej na Uniwersytecie w Berlinie rozpoczął 8 XI 1841 („Gazeta Codzienna” 1841, nr 335). W 1842 r. miał zamiar wydawać tam czasopismo kwartalne „Prace Literackie”, co nie doszło do skutku. Kiedy w 1843 r. pojawił się zamysł utworzenia uniwersytetu w Poznaniu, gazety pisały, że sejm popiera kandydaturę Cybulskiego na objęcie katedry literatury słowiańskiej („Gazeta Codzienna” 1843, nr 126). W Berlinie w królewskiej Szkole Wojennej (Allgemeine Kriegschule) uczył języka polskiego, na tamtejszym uniwersytecie wykładał zaś m.in. dzieje literatury polskiej, literatury słowiańskiej w XVI w., gramatykę staro-cerkiewno-słowiańską, współczesną poezję polską.

Uczestniczył w Wiośnie Ludów jako współpracownik poznańskiego Komitetu Narodowego, pełnił w nim funkcję kasjera. W maju 1848 r. brał udział w Kongresie Słowiańskim w Pradze. W 1849 r. został deputowanym na sejm berliński (do drugiej izby pruskiej).

W 1859 r. został mianowany profesorem zwyczajnym w katedrze literatur i języków słowiańskich na Uniwersytecie we Wrocławiu. Ministerium Oświecenia zgodziło się na wygłaszanie odczytów o literaturze w języku polskim. Podczas wykładu inauguracyjnego miał powiedzieć, że „pragnie, aby panowało [...] koleżeństwo i wzajemne porozumiewanie się, jak na dawnych uniwersytetach, gdzie nauczający i uczący się uważali się za jedne państwo, jedną rzeczpospolitą, a jako jej obywatele byli w całym znaczeniu tego wyrazu commilitiones, współpracownikami w tej winnicy umiejętności, w tym przybytku nauk i sztuk pięknych” („Gazeta Codzienna” 1860, nr 124). Na uniwersytecie we Wrocławiu wykładał m.in. ogólną literaturę słowiańską, historię literatury polskiej, starożytności słowiańskie. Jego wykłady cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, z tego powodu odbywały się w Auli Leopoldina. Wykładał w języku niemieckim i polskim. W 1860 r. w kościele św. Krzyża w Warszawie wziął ślub z córką radcy stanu i sędziego apelacyjnego Królestwa Polskiego, Józefą Heleną Machczyńską (1837–1913), z którą miał dwie córki: Józefę (1861–1933) i Antoninę.

Zaangażowany w wydanie dzieł wszystkich Jana Długosza, przyjmował składki na przedpłatę kosztów wydania. Był współpracownikiem Encyklopedii warszawskiej, członkiem komitetu egzaminacyjnego we Wrocławiu, członkiem Towarzystwa do dziejów i starożytności Śląska, członkiem korespondentem Towarzystwa Literackiego w Krakowie (od 1848 r.), członkiem korespondentem Serbskiego Towarzystwa Filologicznego, członkiem Wydziału Nauk Historycznych i Moralnych Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, członkiem, a później kuratorem działającego we Wrocławiu Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego, członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. Zmarł 16 II 1867 we Wrocławiu w wyniku zawału serca. Mowę honorową na jego pogrzebie wygłosił doktor prawa i lektor honorowy języka polskiego na Uniwersytecie Wrocławskim, Wincenty Kraiński. Po jego śmierci majątek (w tym pisma) został zarekwirowany z powodu długów. Odkupiła je żona.

Krąg zainteresowań i publikacji. Cybulski publikował w czasopismach poznańskich i krakowskich: „Dodatku Miesięcznym do »Czasu«” (1856–1859), „Przeglądzie Poznańskim” (1841–1845, 1847, 1850), „Tygodniku Literackim” (1839–1840), „Orędowniku Naukowym” (1841–1842), „Rocznikach Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego” (t. 1–2), a także w leszczyńskim „Przyjacielu Ludu” (1849). Pisał rozprawy, recenzje, broszury, artykuły, odezwy, listy (do „Tygodnika Literackiego, „Orędownika Naukowego”, „Czasu”), doniesienia literackie. „Wiele z jego prac w polskim języku mieściły czasopisma poważne; prace po niemiecku napisane, a dotyczące rzeczy słowiańskich, historycznych i filologicznych, drukowane były w czasopiśmie niemieckim Literar-historisches Taschenbuch Prutza” („Gazeta Polska” 1867, nr 42).

W l. 1856–1859 Cybulski zamieszczał na łamach „Dodatku Miesięcznego do »Czasu«” korespondencję poświęconą charakterystyce Berlina – zarówno w wymiarze obyczajowości mieszkańców i kultury materialnej, jak i atmosfery artystycznej i kulturalnej. Na kartach tej korespondencji nierzadko gościła problematyka związana z życiem artystycznym. Cybulski szczególnie ubolewał nad brakiem oryginalnej szkoły malarskiej w Berlinie, uważał też, że w mieście brakuje poetów. Z podziwem jednak pisał o tamtejszym ruchu wydawniczym.

Uznaniem cieszyły się nie tylko studia krytyczno- i historycznoliterackie Cybulskiego, lecz także inne prace – w 1860 r. poznański korespondent „Gazety Codziennej” określił rozprawę o runach słowiańskich „bardzo wytrawną i ważną” („Gazeta Codzienna” 1860, nr 31). Piotr Chmielowski w Wielkiej encyklopedii ilustrowanej (1894, t. 13–14) napisał, że Cybulski opracowywał hasła do Conversations-Lexicon (brak źródeł potwierdzających tę informację). Jego wspomnienia, utwory i przekłady dzieł literackich pozostają w rękopisach. 

O Mickiewiczu i poezji. Cybulski szczególne miejsce w swej twórczości krytyczno- i historycznoliterackiej poświęcił dziełom Mickiewicza. W 1845 r. odpowiedział na łamach poznańskiego czasopisma „Rok...” na broszurę Władysława Gołembiowskiego Mickiewicz odsłoniony i towiańszczyzna (1843). Stanisław Pigoń uważał, że rozprawą tą Cybulski „zdobył sobie nazwisko w polskiej literaturze krytycznej” (PSB). Cybulski sprzeciwiał się jednostronnym ocenom dorobku literackiego Mickiewicza, ujmowanego z perspektywy krytyki związków poety z towianizmem. Dystans wobec towiańczyków nie powinien rzutować na oceny wartości literackiej dzieł Mickiewicza. W opinii Cybulskiego by poprawnie ocenić wartość dzieła literackiego, należy wpierw odnaleźć w nim indywidualne pierwiastki jego twórcy, które to – ukazane na tle literatury narodowej – pozwolą odsłonić znaczenie utworu w skali całej ludzkości. Rozprawa Cybulskiego została uznana za pracę pionierską i ważną. Niedługo po jej publikacji Seweryn Goszczyński wydał studium publicystyczne Pisarze polscy wobec potrzeby narodowej (1845), w którym pominął dzieło Cybulskiego. Sprowokowało to ostre wystąpienie Hipolita Cegielskiego, który nie mógł się z tym pogodzić (Odparcie potwarzy rzuconej na Mickiewicza w artykule „Roku” nr XI pod napisem „Pisarze polscy wobec potrzeby narodowej”, „Orędownik Naukowy” 1845, nr 24–25).

W 1863 r. Cybulski opublikował „Dziady” Mickiewicza: krytyczny rozbiór zasadniczej idei poematu („Rocznik Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego” 1863, t. 2). Twierdził, że „główną, zasadniczą ideą poematu Dziady” jest uczucie miłości. W optyce krytyka miłość stanowi siłę przenikającą wszystkie sfery życia społecznego. W Dziadach uczucie to „przedstawia się wszędzie jako naruszone, pokrzywdzone, pogwałcone w naturze swojej” (tamże). Cybulski dokonał rewizji dawnych przekonań na temat Mickiewicza – twierdził, że w życiu wieszcza nie było znaczącego przełomu, a przejście od roli poety do roli profesora literatury przebiegło płynnie. Dokonując analiz utworów Mickiewicza, polemizował niejednokrotnie z Maurycym Mochnackim. Pisał o narodowo-europejskim charakterze poezji polskiej, uważał jednocześnie, że jest ona „jedyną emancypowaną poezją słowiańską”. W opinii Cybulskiego już literatura przedrozbiorowa miała charakter narodowy, a nie – jak chciał tego Mochnacki – że miały go dopiero utwory romantyczne. Nie godził się także z zaproponowanym przez Mochnackiego podziałem poezji na realną i idealną.

Tadeusz Grabowski tak scharakteryzował twórczość Cybulskiego: „Liberał z przekonań, heglista w estetyce, przypominał Libelta dążeniem do przedmiotowości krytycznej, co również zbliża go do Tyszyńskiego w Warszawie i do Małeckiego we Lwowie” (Zapomniany krytyk wielkopolski (w 60-lecie zgonu Wojciecha Cybulskiego), „Kurier Poznański” 1927, nr 80). Za najważniejsze dzieło Cybulskiego uznawane są wydane pośmiertnie z inicjatywy Jana Konstantego Żupańskiego i pod auspicjami Józefa Ignacego Kraszewskiego przetłumaczone z niemieckiego Odczyty o poezji polskiej w pierwszej połowie XIX wieku (t. 1–2, 1870). Autor kieruje się w nich wyłożoną na wstępie deklaracją: „[...] poezję polską tak bezwzględnie ponad wszystkie inne słowiańskie wynoszę, że ją nazywam najwłaściwszym, najczystszym kwieciem słowiańskiego ducha, i że ją jedyną za produkt europejskiej oświaty uznaję”.</document>
<document nplp_id="12684" title="Czerwieński Bolesław" slug="czerwienski-boleslaw">Poeta, pisarz, publicysta, krytyk teatralny i literacki, działacz socjalistyczny. Kryptonimy: Cz.; Bolesław Cz.; (bc); (cz.); B.Cz.; b.cz.; Bol. Czerwieński; (b.); (cz).


Informacje biograficzne. Urodził się 3 IV 1851 we Lwowie. Tutaj pobierał nauki w prestiżowym gimnazjum niemieckojęzycznym im. Franciszka Józefa i w kolejnej szkole średniej, gdzie zdał maturę. W l. 1870–1874 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Pracował w redakcji „Gazety Narodowej”, najpierw u Jana Dobrzańskiego, później u Józefa Rogosza (1875–1877 i 1879–1885), na krótko zatrzymał się w redakcji „Dziennika Polskiego”, w 1885 r. trafił do „Kuriera Lwowskiego”. Był zaangażowany w aktywność legalnej redakcji pisma „Praca”, a także tajnego komitetu robotniczego działającego pod jej osłoną. Udzielał się w ruchu socjalistycznym, co narażało go – jak pisze jego biografka Maria Markowska – na prześladowania, kłopoty, biedę. Po wydaleniu z państwa austriackiego Bolesława Limanowskiego Czerwieński przejął po nim obowiązki. W 1882 r. próbował założyć razem z Bolesławem Spaustą pismo literackie „Ziarno”, które szybko upadło; utrzymał się za to na rynku satyryczny „Śmigus”. Współpracował również z „Tygodniem (Polskim) Literackim, Artystycznym, Naukowym i Społecznym”, „Ruchem Literackim”, „Gazetą Lwowską”, a także z pismami Kongresówki – „Głosem” i „Kurierem Warszawskim”, „Kurierem Codziennym” oraz polską „Gazetą Robotniczą” wychodzącą w Berlinie. Wiódł życie proletariusza-inteligenta w służbie wielkiej idei, którą było wyzwolenie ludu pracującego. Przygotował i ogłosił dwa programy socjalistyczne; drugi (razem z L. Inlenderem) wydał na emigracji w Genewie (Program galicyjskiej partii robotniczej, 1881). Był autorem słów do pieśni Czerwony sztandar, która – długo nielegalna – stała się, po interpelacji w parlamencie Ignacego Daszyńskiego (1900), pieśnią polskiego ruchu robotniczego. Opublikował we Lwowie poemat prozą Aliquid (1874), scenkę dramatyczną Uczony (1875), tom Poezji (1881), kilka poematów – (wierszowany) Na skon Jana Hłaski (1882) i Dwa widzenia: poemat prozą (1887), teksty okolicznościowe związane z 18. rocznicą śmierci Adama Mickiewicza – Kilka uwag nad „Odą do młodości” Adama Mickiewicza (rzecz czytana na uroczystym obchodzie rocznicy śmierci A. Mickiewicza 28 listopada 1873 r.) (1874). Napisał dramat Niewolnik (prapremiera 28 I 1882), ostatni raz grany przez Teatr Ziemi Łódzkiej, premiera 11 XII 1975 w reż. Jana Perza, oraz 3-aktową komedię Nieboszczyk (1883) wystawianą z powodzeniem we lwowskim teatrze i na scenach krakowskich.

Przyjaźnił się z Feliksem Daszyńskim (starszym bratem Ignacego), Antonim Mańkowskim, Iwanem Franko, Ludwikiem Inlenderem i in. Chory na serce, przepracowany, nękany inwigilacjami, konfiskatami, rewizjami zmarł w dzień swoich 37 urodzin – 3 IV 1888. Został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim; podczas pogrzebu doszło do starć z policją, aresztowano wówczas m.in. młodego Wilhelma Feldmana. 12 VIII 1894 podczas zjazdu Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej odsłonięto wzniesiony na grobie Czerwieńskiego ze składek robotniczych czterometrowy obelisk z piaskowca z napisem: „Autorowi Czerwonego Sztandaru. Polska Partia Socjalistyczna trzech zaborów i Ameryki. 1894”.


Rzut oka na twórczość literacką. Jego wiersze realizowały poromantyczny wzorzec poezji tyrtejskiej (Orzeł, Termopile, Dwóch rannych: „Ojczyzno! Nie płacz swych dzieci, co giną / / Niechaj krew płynie i łzy niechaj płyną”), który odnosił się do kwestii Polski niepodległej i sprawy wyzwolenia ludu pracującego z ucisku kapitału i burżuazji, a także konwencje balladowe (Trzej bracia), konwencje pieśni religijnej, połączone często z przeniesieniem funkcji wyraziciela chrześcijańskiej idei miłości bliźniego na robotników (Ojcze nasz, Golgota) i liryki opisowej (Matka). Wzruszające i warsztatowo idealnie skorelowane z treścią były wiersze w konwencji naiwnych refleksji prostaczka, znane z podobnych dokonań Władysława Syrokomli, Teofila Lenartowicza i Marii Konopnickiej; pod piórem Czerwieńskiego zmieniały się w małe arcydzieła (Na polu, Piosnka siewacza). Poeta miał też talent dramaturgiczny, świadczą o nim pełnowymiarowe sztuki teatralne, jak również udramatyzowane poematy pisane zarówno wierszem (Uczony), jak i prozą (Dwa widzenia).


Twórczość krytyczna. Talent dramatyczny Czerwieńskiego wpływał na jego zainteresowania krytyczne. Publicysta prowadził rubryki teatralno-literackie w kilku czasopismach i należał do grona stałych recenzentów lwowskich (w „Gazecie Narodowej” – działy poświęcone teatrowi, literaturze i muzyce; w „Dzienniku Polskim” – dział literacko-artystyczny). Preferowanie teatru wynikało nie tylko z indywidualnych upodobań, także z nawyków ówczesnej prasy, która wychodziła naprzeciw gustom publiczności, nie szczędząc miejsca na omówienie bieżących inscenizacji. Krytyk pisał głównie o komedii salonowej, która skupiała uwagę entreprenerów, aktorów i widzów, obserwował mechanizmy rządzące sympatią publiczności, de facto interesowało go jednak „przekierowanie” gustów widowni w stronę sztuki dramatycznej podnoszącej kwestie społeczne. Swoje rozpoznania i oczekiwania wyłożył w wybitnej rozprawie Kilka słów o naszej poezji dramatycznej („Ateneum” 1878, t. 4, z. 11), gdzie przedstawił zwięzłą historię polskiej literatury dramatycznej, diagnozę jej słabości i terapię. Gatunki teatralne wywodził z rodzimej tradycji dialogowej: „Otóż w XVI stuleciu dialogi nasze straciły swą religijno-kosmopolityczną cechę, a przez wprowadzenie typów współczesnej nabrały oryginalnej swojskiej barwy, werwy i życia” (tamże). Zdaniem Czerwieńskiego 1. poł. XVIII w. dla teatru właściwie nie istniała. Dopiero założenie Teatru Narodowego zmieniło ten stan rzeczy, oczywiście nie od razu. Grano sztuki francuskie, pseudoklasyczne, dopiero Wacław Rzewuski wykorzystał tematy wzięte z historii Polski, choć nie przełożyły się one na arcydzieła. Z upadku podźwignął teatr polski Stanisław Konarski. Impuls ożywienia sztuki teatralnej dany przez pijarów dopełnili jezuici w osobie Franciszka Bohomolca. Pierwszą gwiazdą wśród dramatopisarzy był Franciszek Zabłocki (autor wymienia też J. Bielawskiego, J. Drozdowskiego). Prawdziwego przewrotu (na miarę K. Brodzińskiego i A. Mickiewicza) dokonuje Wojciech Bogusławski, osadzając Krakowiaków i Górali w kolorycie swojskim. Pod przyjaznym słońcem romantyzmu Czerwieński znajduje pięciu znakomitych dramaturgów i na ogół trafnie, przekonująco, inteligentnie charakteryzuje ich utwory oraz koncepcje teatralne: Juliusza Słowackiego, Józefa Korzeniowskiego, Aleksandra Fredrę, Jana Nepomucena Kamińskiego, Dominika Magnuszewskiego. Pośród niedokończonych, ledwie zarysowanych utworów tego ostatniego krytyk widział zapowiedzi talentu genialnego, przerwanego przedwczesną śmiercią. Z komedią rzecz przedstawia się lepiej, na refleksję jednak zasługuje pytanie, dlaczego polska twórczość dramatyczna jest tak szczupła. Pośród innych okoliczności jedna wydała się Czerwieńskiemu szczególnie istotna: „Sztuka tam kwitnąć tylko może, gdzie są wielkie, zamożne miasta, gdzie jest liczny i inteligentny stan średni, szukający godziwej pracy we wszystkich kierunkach” (tamże).

Recenzje. Recenzje Czerwieńskiego, niezależnie od tego, czego dotyczyły, były poświęcone przede wszystkim – odnajdywaniu idiomu polskości rozumianego nie jako patriotyczny ornament, ale jako autentyczne źródło sztuki. Martwi się więc krytyk zapowiedzią zamknięcia ledwo co zorganizowanej opery lwowskiej z powodu utraty szansy na rozwój opery narodowej („Dziennik Polski” 1877, nr 200). Zachwyca się inscenizacją jednoaktówki Aleksandra Fredry, ponieważ wykorzystuje ona potencjał zwykłych „życiowych” dialogów ([rec.] A. Fredro, „Z jakim się wdajesz, takim się stajesz”; „Świeczka zgasła”, tamże, nr 37). Chwali Józefa Ignacego Kraszewskiego nie tyle za artyzm, ile za rzetelne prezentowanie polskiej historii ([rec.] J.I. Kraszewski, „Bracia Zmartwychwstańcy”, tamże, nr 43–45).

Wydaje się, że podział gatunkowy recenzji (na literackie i teatralne) bywa ściśle operacyjny. Czerwieński wierzy (choć tego expressis verbis nie napisał), że inscenizacja teatralna stanowi prostszą drogę skutecznej perswazji niż literatura. O takim podejściu świadczy m.in. recenzja spektaklu według powieści Zoli L’Assommoir wystawionego pod dziwnym nieco tytułem Pod maczugą, w której autor dokonuje próby rehabilitacji naturalizmu francuskiego, niewiele miejsca poświęca adaptacji („Gazeta Narodowa” 1880, nr 47). Oczywiście, wiele recenzji służy opisowi kwestii inscenizacyjnych, głównie obsady aktorskiej (Pierwszy występ Sary Bernhardt, „Gazeta Narodowa” 1881, nr 265; [rec.] M. Bałucki, „Dom otwarty”, „Gazeta Narodowa” 1887, nr 125; Jan Królikowski, „Gazeta Narodowa” 1882, nr 113). W omówieniu dramatu Horsztyński autor zawarł wskazówki interpretacyjne zaczerpnięte od Stanisława Tarnowskiego i Antoniego Małeckiego, analizę ról scenicznych i emploi aktorów, a także narzekanie na niską frekwencję widzów, którzy nie chcieli zaryzykować spotkania z niedokończonym dramatem wielkiego mistrza ([rec.] J. Słowacki, „Horsztyński”, „Gazeta Narodowa” 1881, nr 208).

Jedna z ciekawszych recenzji krytycznoliterackich dotyczy Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza („Gazeta Narodowa” 1884, nr 122–138 z przerw.); Czerwieński nie powtarza w niej ani zachwytów socjety krakowskiej, ani metodycznego sarkazmu pozytywistów. Widzi w powieści Sienkiewicza to, co w pierwszej kolejności widzieć należy: artyzm fikcjonalnego dzieła literackiego, które nie jest bezbłędne (stronniczość na rzecz polskich bohaterów, drobne wady kompozycyjne, rusycyzmy zamiast ukrainizmów), ale które dzięki niezwykłemu talentowi jej autora przebiło się do narodowego imaginarium. Krytyk pisał też o sztukach wizualnych i lwowskim Towarzystwie Sztuk Pięknych. Nie były to rozpoznania budujące: uważał, iż poziom prezentowanych we Lwowie prac jest niski, a finanse i moce organizacyjne Towarzystwa są zbyt słabe, by temu zaradzić w dającej się przewidzieć przyszłości (Wystawa sztuk pięknych we Lwowie, „Gazeta Narodowa” 1884, nr 190). Czerwieński to również kompetentny recenzent muzyczny, poświęcający dużo uwagi inscenizacjom operowym i operetkowym – dziełom Richarda Wagnera, Gaetana Donizettiego, Wolfganga Amadeusa Mozarta ([rec.] [„Faust Gounoda”], „Dziennik Polski” 1887, nr 261; [rec.] [„Łucja z Lammermooru”], „Dziennik Polski” 1877, nr 286; Przyszłość operetki, „Kurier Codzienny” 1888, nr 114).

Wrażenia i konkluzje. Czerwieński był utalentowanym poetą, dramaturgiem i wszechstronnym krytykiem. O wyrazistości jego wypowiedzi na temat sztuki przesądzały nie koncepcje teoretyczne, ale pełne zaangażowanie oraz wiara w artystyczne i społeczne oddziaływanie twórczości literackiej, teatralnej itd. Nie traktował sztuki utylitarnie; jej siłę wiązał z funkcją perswazji artystycznej. To, co pisał, dawało taki efekt. Ponieważ działał również w ruchu robotniczym, jego wysokie uzdolnienia, szlachetność, samopoświęcenie zeszły na plan dalszy. Albo odwrotnie, zapominano o socjaliście, by móc mówić o poecie. W opinii społecznej obie połówki jego natury nie przystawały do siebie. We wspomnieniu pośmiertnym Włodzimierz Stebelski pominął całkowicie aktywność Czerwieńskiego na rzecz robotników; narzekał też na chropawość jego poezji, która operując rekwizytami z innego świata niż salon (drobnomieszczański), np. takimi imionami ukochanych, jak Rózia czy Anulka, miała niszczyć iluzję miłosną.</document>
<document nplp_id="12685" title="Dawid Jan Władysław" slug="dawid-jan-wladyslaw">Pedagog, psycholog, filozof, działacz społeczny, publicysta.


Informacje biograficzne. Urodził się 26 VI 1859 w Lublinie. Jego ojcem był Wincenty, nauczyciel języka polskiego, zaangażowany w działalność społeczną i patriotyczną, co na pewno ukształtowało i zainteresowania naukowe, i aktywność publiczną syna. Po ukończeniu gimnazjum lubelskiego wstąpił na wydział prawny Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1882 r. Psychologię i pedagogikę studiował w Lipsku i Halle pod kierunkiem Wilhelma Wundta, twórcy psychologii eksperymentalnej, i Hermanna Ebbinghausa, pioniera badań nad pamięcią. Nie mogąc realizować swoich pasji naukowych w środowisku akademickim, zwrócił się ku publicystyce związanej z interesującą go pedagogiką. W 1889 r. ożenił się z działaczką oświatową Jadwigą Szczawińską (1864–1910), pod której wpływem zapewne zradykalizował swoje poglądy społeczne i polityczne. Wspólnie z żoną byli zaangażowani w organizację Uniwersytetu Latającego oraz tajnej Czytelni Naukowej w Warszawie, przeznaczonej dla jego słuchaczek, dla których Dawid prowadził też od 1884 r. wykłady z pedagogiki i psychologii. W latach 1890–1898 był redaktorem „Przeglądu Pedagogicznego”, potem „Przeglądu Społecznego” i „Społeczeństwa” (1894–1906). Współpracował także z „Prawdą” Aleksandra Świętochowskiego. Jednak najważniejszym obszarem jego czasopiśmienniczej działalności był „Głos”, który redagował w l. 1900–1905.

Dawid wraz z całą redakcją „Głosu” był czynnie zaangażowany w rewolucję 1905 r., na skutek czego pismo zostało zawieszone przez władze rosyjskie, a następnie zamknięte. Ostatnie lata życia Dawid poświęcił całkowicie działalności naukowej. We Lwowie, w Krakowie i Warszawie wygłaszał odczyty z dziedziny psychologii i filozofii. Ciężkim ciosem była choroba psychiczna żony. Po jej samobójczej śmierci przeniósł się do Galicji, pracował tam twórczo, włączył się w nurt działalności naukowej i oświatowej. Zmarł 9 II 1914 w Warszawie.

W ostatnich latach życia Dawid, jak zauważali współcześni, utracił życiową energię, a także – rolę lidera postępowej warszawskiej inteligencji. Wilhelm Feldman pisał o nim w wydaniu Współczesnej literatury polskiej (1919): „[...] głęboki psycholog, człowiek nieskazitelny, niestety zapoznany za życia”. Zofia Nałkowska zaś notowała w dzienniku po powrocie z pogrzebu Dawida, wspominając jego wykłady i środowisko „Głosu”: „Specjalnym smutkiem tego pogrzebu było uczucie, że nikt prawie z obecnych nie był tą stratą dotknięty osobiście”.


Od pedagogiki do metafizyki. W swoich pracach naukowych Dawid podejmował zróżnicowaną problematykę związaną z psychologią, głównie wychowawczą oraz eksperymentalną, pedagogiką oraz filozofią, zajmowały go także kwestie z zakresu moralności i estetyki. Artykuły o tematyce pedagogicznej publikował od 1887 r. aż do końca życia, m.in. w czasopismach: „Głos”, „Przegląd”, „Przegląd Pedagogiczny”, „Ruch Pedagogiczny”. Problematyka jego tekstów skupiała się wokół nauczania i wychowania dzieci. Poruszał też kwestie wychowania dziewcząt oraz kształcenia kobiet.

Za jedno z podstawowych dzieł pedagogicznych Dawida uznaje się pracę Nauka o rzeczach. Rys jej historycznego rozwoju, podstawy psychologiczne, metoda oraz wzory lekcji publikowaną w l. 1888–1891 w odcinkach w formie dodatku do „Przeglądu Pedagogicznego”. Krytykując tradycyjne metody nauczania, niebiorące pod uwagę samodzielnego myślenia wychowanków, Dawid stworzył tu nową ogólną teorię nauczania, przekładającą się także na proponowane wzory lekcji. Najważniejszy w pracy pozostaje postulat otwarcia pedagogiki na potrzeby rozwojowe ucznia i kształtowanie w dziecku zdolności „bezpośredniego widzenia rzeczy”. Istotne jest tu również zwrócenie uwagi na rolę języka w nauce o rzeczach. Jako największą zasługę Dawida w dziedzinie psychologii empirycznej uznaje się dziś propagowanie badań eksperymentalnych nad dziećmi, nad ich światem wyobrażeń i pojęć, ich myśleniem i inteligencją. W ważnym dla jego myśli dziele psychologicznym Inteligencja, wola i zdolność do pracy (1911) przedstawia związek między zdolnością pojmowania, świadomością i pracą, który wiedzie ku apoteozie pracy jako twórczego wysiłku przemiany świata.

Jako etyczny testament Dawida traktuje się często jego późny esej O duszy nauczycielstwa (1912) napisany już po śmierci żony. W tej skromnej rozmiarami, lecz ważnej dla jego dorobku rozprawie autor analizuje misję nauczyciela. Istotę tego powołania, przez które „człowiek wychodzi poza siebie, troszczy się, bezinteresownie czyni coś dla drugiego”, Dawid określa jako „miłość dusz, bo przedmiotem jej jest wewnętrzna duchowa treść człowieka, jego dobro moralne, jego oświecenie i udoskonalenie jako istoty duchowej”. Kładzie też tu nacisk na samoświadomość nauczyciela i jego odpowiedzialność, formułując imperatyw wiecznego doskonalenia się. Patrząc z perspektywy całego dzieła Dawida, można by powiedzieć, że taki właśnie wzór posługi nauczycielskiej starał się realizować w swoim życiu i twórczości.

Po śmierci żony w zainteresowaniach psychologicznych i filozoficznych Dawida nastąpił wyraźny zwrot. Ostatnie swoje dzieła poświęcił mistyce. Jak pisze Piotr Gostkiewicz: „Głównym źródłem prezentowanych przez niego poglądów były jego własne przeżycia. Rozporządzając rozległą wiedzą i doskonale władając metodami badań naukowych w dziedzinie psychologii ogólnej, potrafił on połączyć zdolność widzenia stanów religijnych z obiektywnym ich przedstawieniem”. Najważniejsze z powstałych w tym okresie prac to: O intuicji w filozofii Bergsona (1911), O intuicji w mistyce, filozofii i sztuce (1913) oraz Psychologia religii wydana wiele lat po śmierci autora (1933). Ów zwrot mistyczny należy łączyć nie tylko z doświadczeniami życiowymi autora. Droga jego myśli jest w istocie charakterystyczna dla wielu intelektualistów i artystów początków XX w., tych zarówno z pokolenia pozytywistów, jak i Młodej Polski. Ich poszukiwania określały niepokój metafizyczny epoki, kryzys paradygmatu pozytywistycznego, a także otwarcie na nowe, często alternatywne wobec tradycji, formy doświadczenia religijnego.

W swoich ostatnich pracach Dawid traktował mistykę jako drogę rozwoju wiodącą do tego, by, po przezwyciężeniu „złudy” świata zjawiskowego, podmiot mógł odkryć „rzeczywistą rzeczywistość, rzeczywistość duchową” (Ostatnie myśli i wyznania, 1935), tę, którą odnajdował w doświadczeniach mistyków, np. Mistrza Eckharta. W związku z tymi poglądami Dawid rozwijał Bergsonowską koncepcję intuicji, którą analizował i uzupełniał, z jednej strony zarzucając francuskiemu filozofowi brak precyzji, z drugiej – polemizując z jego koncepcją „życiowego pędu”. Intuicję określał jako „instynkt transcendentny”. Przez poznanie intuicyjne rozumiał: „[...] w najogólniejszym znaczeniu [...] bezpośrednie poznawanie lub odczuwanie wszelkiej treści religijnej w przeciwstawieniu do jej opisu, definicji lub rozumowego uzasadnienia” (Psychologia religii, 1933). Poznanie intuicyjne to „jakby pojedyncze błyski wśród ogólnej ciemności, na chwilę rozświetlone odcinki linii, których początku ani dalszego przebiegu nie znamy” (tamże); warto zwrócić uwagę, jak bliskie są te rozpoznania tym, które formułował Bolesław Leśmian niemal w tym samym czasie. Ten typ poznania zdaniem Dawida może objawiać się w sztuce, przede wszystkim w poezji.


Od etyki społecznej do krytyki literackiej. Za redakcji Dawida „Głos” stał się pismem grupy postępowych inteligentów nazywanych przez historyków, za Stefanem Żeromskim, „warszawiakami”. Środowisko to było bliskie poglądom lewicowym, zbliżonym do SDKPiL. Obejmując redakcję pisma w 1900 r., Dawid był nie tylko znanym już pedagogiem, filozofem i działaczem społecznym, ale także bez wątpienia jednym z przewodników tego środowiska i jego spoiwem. Choć nie był członkiem SDKPiL, skłaniał się, myśląc o przyszłości Polski, ku idei rewolucji na drodze współpracy polskiego i rosyjskiego proletariatu. Jednak, jak podkreśla Andrzej Mencwel, „Głos” za redakcji Dawida był „świadomie pismem politycznym, ale polityka, zupełnie podobnie jak etyka w postawie radykałów społecznych, była tylko jedną z płaszczyzn jego działania. Przestrzenią macierzystą pisma była natomiast kultura, w całościowym jej rozumieniu”. Publicyści „Głosu”, odkrywając „człowieka w kulturze i kulturę w człowieku”, dążyli do radykalnej zmiany, atakując wszystkie zastane wzory kultury narodowej i utrwalone formy polskości. Walczyli też o dostęp do kultury klas dotąd z udziału w niej wykluczonych, a ich kampanie publicystyczne zwracały się przeciw kulturze szlacheckiej i reliktom jej mentalności. Cele te określały także kierunek i charakter polemik oraz debat związanych z literaturą, które toczyły się na łamach pisma: kampanii antysienkiewiczowskiej oraz dyskusji z modernistami i pozytywistami.

Dawid jako redaktor „Głosu” nie tylko tworzył i inspirował ważne środowisko warszawskiej inteligencji pierwszej dekady XX w., ale otwierał łamy pisma dla debat o literaturze. „Głos” był matecznikiem nowej krytyki literackiej, o charakterze etyczno-społecznym, ściśle związanym z lewicowym radykalizmem. Najwyrazistszy z publikujących na jego łamach krytyków, Stanisław Brzozowski, jak pisze Mencwel, „zaliczał Dawida do swoich wychowawców, oparcie w piśmie i jego środowisku miało ważkie w jego życiu znaczenie, program »Głosu« wpływał jednak na niego wcześniej, nim osobiście poznał redakcję”. Dawid w swoim widzeniu kultury, a co za tym idzie, także literatury, pozostawał na gruncie „kierunku etycznego” (Znaczenie i cel kultury etycznej, „Głos” 1900, nr 16; Nasza filozofia, tamże, nr 17; W obronie etyki, tamże, nr 46; Na mównicy, „Głos” 1901, nr 4). Jak pisał, jego istotę „stanowi w życiu społecznym i ekonomicznym – opieranie programów jego zadań i reform nie tylko na czynnikach materialnych, ale i na wewnętrznych wymaganiach ducha i wewnętrznym przeobrażeniu jednostki, w życiu jednostkowym – przeniesienie się punktu ciężkości i głównego interesu umysłowego z zagadnień zewnętrznych przyrody – na kwestie ducha ludzkiego i w szczególności na sferę »praktycznego rozumu«, jakby Kant powiedział, w sferę etyczną” (Bolesław Prus o ruchu etycznym, „Głos” 1900, nr 45). „Etycyzm” traktowany jako kryterium oceny kultury i literatury stał się podstawą krytyki programu Miriama i jego „Chimery”, który Dawid i Brzozowski, a także Wacław Nałkowski i Ludwik Krzywicki w publikowanych w „Głosie” artykułach stanowczo odrzucili jako „bierny, kontemplatywny wariant modernizmu” (Mencwel). Arystokratyzm, elitaryzm miriamowski i dystans wobec przemian rzeczywistości społecznej to główne cele ataków Brzozowskiego – Czepiela w polemikach na temat Młodej Polski „estetów”. Ale także Dawida, który pisał: „Zaledwie literatura rozszerzyła swe widnokręgi i w pewnej części przynajmniej przestała być wyrazem interesów i upodobań warstw uprzywilejowanych, a już ci i owi biadać zaczynają, że panuje w niej kult mierności, złuda społeczno-równościowa, nienawiść rzeczy wiekuistych” (Walka o światło, „Głos” 1901, nr 17).

Redakcja „Głosu” rozliczała się też z pozytywizmem jako ważnym dla jej członków programem społecznym i naukowym. Zwracając się w stronę radykalizmu, narażała się na krytykę, m.in. Aleksandra Świętochowskiego.


Kampania antysienkiewiczowska. Najważniejszą jednak z debat toczonych na łamach „Głosu” była dyskusja o twórczości Henryka Sienkiewicza i jej społecznej recepcji z 1903 r., rozpoczęta od wypowiedzi pisarza w odpowiedzi na ankietę „Kuriera Teatralnego” na temat współczesnego repertuaru teatralnego. Wypowiedź ta, przedrukowana przez „Głos” w nr. 10, stała się zapalnikiem wieloaspektowej dyskusji za sprawą Brzozowskiego, który, jak pisze Krzysztof Fiołek, „pojawił się w roli adwokata zniesławionych modernistów”, zmieniając „dynamikę ledwie zadzierzgniętej kontrowersji” i przenosząc ją „do rangi sporu o posłannictwo sztuki, ocenę moralną młodego pokolenia i wybór modelu polskości”. W „obrachunek z Henrykiem Sienkiewiczem” będący „obrachunkiem społeczeństwa naszego z samym sobą”, jak pisał Brzozowski, włączyła się cała redakcja „Głosu”. Na drugiej flance sporu występowali dziennikarze „Kuriera Warszawskiego” w roli, jak to nazywa Fiołek, „adwokatów Sienkiewicza”, choć dyskusja ta przeniosła się także na łamy innych pism. Dawid, zabierając głos w debacie, wspierał Brzozowskiego i Nałkowskiego. Wykazywał prawo młodych do podejmowania kwestii związanych z Sienkiewiczem i jego recepcją, a zbywanych dotąd milczeniem. Na pewno był współautorem tekstu od redakcji pt. Społeczny obrachunek („Głos” 1903, nr 13): „Stosowana u nas zasada pokrywania milczeniem kwestii niedogodnych i mało popularnych sprawia, że literackie i społeczne stanowisko Sienkiewicza dotąd uchodzi dość powszechnie za wyraz ogólnych zapatrywań i dążeń. / Ostatnie odezwanie się Sienkiewicza o znaczeniu młodej literatury dramatycznej i wrażenie, jakie głos jego wywołał, okazały jasno, jak mało mniemanie owo jest uzasadnione, i dowiodło, że jeśli poglądy Sienkiewicza odpowiadają przeciętnej opinii burżuazyjnej, to jednak w rażącym rozdźwięku pozostają z tym, co myśli i czuje kulturalnie bardziej posunięta część publiczności. [...] Łączymy się ze wszystkimi w uznaniu dla Sienkiewicza, jako dla wielkiego artysty i pisarza, który piękną formą, zajmującą fabułą dzieł swoich torował drogi słowu drukowanemu w coraz szersze masy. Wobec tego wszakże tym większą ma doniosłość, jaką jest ideowa wartość tego, co ze słowami jego do mas tych przenikało, tym ważniejsze stwierdzenie faktu, że społeczne stanowisko Sienkiewicza rozchodzi się z istotną myślą i interesami tych mas czytających, a w pierwszym rzędzie i bezpośrednio tych jednostek postępowych, które myśl ową i interesy wyrażać usiłują tak w literaturze, jak w działalności społecznej”.

W artykule podpisanym własnym nazwiskiem sekundował rozpoznaniom Brzozowskiego, że autor Trylogii patronuje polskiej kulturze stłumienia. Na pytanie, „kto kala Sienkiewicza?”, odpowiadał: „[...] nie ci »młodzi«, którzy, niepomni osobistych względów, otwarcie, w imię wyznawanych idei, mówią mu słowa, może gorzkie, ale szczere i pełne męskiej siły, nie ci – ale ci, co chcą znakomitego pisarza wciągnąć w swe kramarskie rachuby, i, jego za szyld sobie biorąc, młodych przekupić chcą, wołając do nich: »Ależ ciszej, ciszej – i on jest za wami, i my za wami będziemy, piszcie sobie dramaty, tylko nas nie ruszajcie, tylko nie budźcie umysłów i nam żyć jeszcze dajcie!...«” (Etyka czystych rąk, tamże, nr 12).

Spór o „obrachunek” Sienkiewicza przeniósł się w końcu na ulicę. Do dziejów krytyki literackiej w Polsce należy na pewno scena, gdy, jak pisze Dawid, „Kurier Warszawski” uciekł się „do jedynego argumentu, jaki mu pozostał – gwałtu fizycznego. I oto p. Rabski, przedstawiciel tegoż »Kuriera«, w miejscu publicznym napadł na mnie jako literackiego kierownika »Głosu«. Na napaść odpowiedziałem już połamaniem kija na głowie p. Rabskiego” (Pan Rabski „polemizuje”, tamże, nr 20). Rabski wyzwał Dawida na pojedynek, którego ten nie przyjął, oświadczając: „[...] ani ja, ani koledzy moi z »Głosu«, żadnymi pogróżkami ani podobnie »honorowymi« napaściami nie damy się sprowadzić z drogi, którą w obronie idei naszych kroczymy, że przeciwnie – napaści tego rodzaju utwierdzają nas tylko w przekonaniu, że działalność nasza nie chybia celu i pociski we właściwym kierunku są wymierzane” (tamże).

Modelowi literatury i świadomości społecznej, reprezentowanemu jego zdaniem przez Sienkiewicza, „Głos” pod redakcją Dawida przeciwstawiał nową literaturę, której przykładem było m.in. Dziecko salonu Janusza Korczaka publikowane w piśmie w l. 1904–1905.


Dawida model krytyki. W artykułach o Sienkiewiczu, którego jubileusz zresztą redakcja uczciła w 1900 r. odpowiednią notą (Dzień jubileuszowy Henryka Sienkiewicza, „Głos” 1900, nr 51), podobnie jak w wystąpieniach skierowanych przeciw Miriamowi, został zrealizowany określony model krytyki literackiej – wypracowany przez „głosowiczów” i Dawida. Można by go określić jako szczególny rodzaj misji społecznej, podejmowanej w imieniu nowych uczestników kultury i ich potrzeb – przede wszystkim młodych intelektualistów i pisarzy, których głos jest lekceważony przez przedstawicieli literackiego establishmentu. To w ich imieniu i ich piórami „Głos” prowadzi dyskusje i „obrachunki” z autorytetami.

W poglądach Dawida na temat literatury najważniejsza pozostaje kwestia jej roli wychowawczej. W 1900 r. „Głos” ogłosił ankietę „Co myśli i chce młode pokolenie”. Redakcja tak podsumowywała jej wyniki związane z oczekiwaniami wobec sztuki: „Wielka sztuka potrzebuje nie tyle kunsztownej formy, ile wielkich myśli” (tamże, nr 23). Podobnie jak inni „głosowicze” Dawid był przeciwnikiem tandety w sztuce, literaturze i teatrze, a kunktatorstwa w życiu literackim. Wpisuje się to oczywiście w model „kultury etycznej”, który Dawid propagował na łamach swojego pisma. Pisząc o literaturze, realizował swoje poglądy na temat rozwoju osobowości i wychowania. Już w latach 80. XIX w. zgłaszał postulaty programowe dotyczące literatury dla dzieci i młodzieży, namawiając do odejścia od moralizatorstwa i natrętnej dydaktyki na rzecz kształcenia w dziecku potrzeb estetycznych (O lekturze młodzieży, „Życie” 1889, nr 20).

W sprawie metody krytyki literackiej Dawid wypowiedział się chyba najwyraziściej w swojej charakterystyce Brzozowskiego z 1913 r., sformułowanej już po swoim przełomie mistycznym. Doceniając „potężny aparat myślowy” przedwcześnie zmarłego krytyka, z którymi łączyły go przecież bliskie więzi w okresie wspólnych działań w „Głosie”, Dawid podkreślał, że „praca myśli była tu tak intensywna, łatwa i produktywna, że stawała się namiętnością, celem samym w sobie, bez względu na cel dalszy, na rezultat” (Psychologia religii, „Krytyka”, grudzień 1913). Brzozowski jego zdaniem kierował się w ocenie koncepcji filozoficznych czy dzieł literackich tylko swoimi własnymi potrzebami intelektualnymi – krytyczny i przenikliwy wobec autorów i poglądów mu obojętnych lub „niesympatycznych”, nie potrafił zdobyć się na obiektywizm wobec tych, którzy byli mu bliscy i którym dał się „pociągnąć”. Dawid zauważa: „Powiedzieć by można, że Brzozowski odbywał ciągłą podróż [...]. Każde nowe stanowisko, nowy system był dla niego jakby zwiedzaniem nowego lądu, nową intelektualną przygodą” (tamże). Jak wynika z tej analizy, Dawid uważa, że krytyka nie może być tylko terenem swobodnej żeglugi, że wymaga „woli moralnej” i „charakteru”, a do obowiązków krytyka zalicza „wątpienie”, „kontrolę faktów”, obiektywizm i, jako główny cel tego typu aktywności, dążenie do prawdy. Sytuuje to jego myślenie o krytyce w obszarze paradygmatu pozytywistycznego, który oczywiście przekracza w innych dziedzinach swojej aktywności. Myślenie to próbuje łączyć w swoich ostatnich pracach z perspektywą odpowiedzialności intelektualisty za poszukiwanie „rzeczywistości ducha”.

Znaczenie w historii krytyki. Dawid to postać ważna dla dziejów krytyki literackiej w Polsce z co najmniej kilku powodów. Oddziaływał na jej poszukiwania, po pierwsze, jako naukowiec biorący udział w konstruowaniu dyskursu naukowego epoki. Tworzył go jako psycholog pytający m.in. o rolę uczuć i intuicji w życiu człowieka (i budujący podstawy polskiej psychologii jako nauki), jako filozof dyskutujący z pozytywizmem i recypujący nowe kierunki końca XIX w. (jak np. bergsonizm), a także jako pedagog zaangażowany w sprawy wychowania oraz w dyskusję o literaturze dla dzieci i młodzieży. Po drugie, dla dziejów krytyki literackiej jest ważny w roli redaktora opiniotwórczego „Głosu”, który był matecznikiem radykalnych intelektualistów i ukształtował jeden z ważniejszych modernistycznych języków krytyki oraz sposobów opisu i oceny literatury. Po trzecie – jako aktywista społeczny, jeden z przywódców radykalnej warszawskiej inteligencji i organizator życia intelektualnego Warszawy początków XX w. Po czwarte – jako krytyk literacki żywo reagujący na przemiany literatury i zaangażowany w różne dyskusje literackie epoki. I w końcu, co nie najmniej ważne, jako wyrazista osobowość stanowiąca dla wielu publicystów i działaczy z jego kręgu rodzaj etycznego wzorca zaangażowanego inteligenta.</document>
<document nplp_id="12710" title="Dobrowolski Adam Tomasz Wilhelm" slug="dobrowolski-adam-tomasz-wilhelm">Poeta, krytyk literacki, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Racław; A. Dob.; d.; ad.

Informacje biograficzne. Adam Tomasz Wilhelm Dobrowolski urodził się 6 I 1884 w Złoczowie jako syn Edwina Jana, urzędnika podatkowego, i Emilii Marii z Wojtawickich. Ze względu na częste przeprowadzki związane z pracą ojca uczęszczał do kilku szkół, m.in. w Jordanowie, we Lwowie oraz w Złoczowie, gdzie w 1903 r. uzyskał maturę. Studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Lwowskim. W l. 1905–1912 leczył się na gruźlicę w różnych uzdrowiskach (Davos, Gries, Zakopane). W 1905 r. wydał we Lwowie pierwszy tomik poezji Nastroje, rok później jego nowela Po szczęście została nagrodzona przez łódzki „Rozwój” w konkursie Bolesława Prusa. W tymże roku rozpoczął pracę jako dziennikarz prowadzący kronikę miejską Lwowa, a także incydentalnie jako recenzent w tygodniku „Nasz Kraj”; następnie objął redakcję działów literackich i teatralnych w „Przeglądzie”. W 1907 r. w Tarnopolu ukazał się jego dramat Jak smutna ballada. W 1908 r. został redaktorem tygodnika „Nowa Gazeta”, a w l. 1908–1909 miesięcznika „Recenzja”, na łamach którego publikował komentarze dotyczące nowych utworów literackich oraz bieżących spraw księgarskich i wydawniczych. Należał do kręgu lwowskich literatów, przyjaźnił się m.in. z Janem Huskowskim, Kornelem Makuszyńskim, Jerzym Bandrowskim, Janem Pietrzyckim. Trawiony chorobą, zmarł we Lwowie 21 IV 1912. Wydaniem spuścizny literackiej Dobrowolskiego zajął się jego przyjaciel Juliusz Saloni. Adam Tomasz Dobrowolski mylony jest z Adamem Doliwą Dobrowolskim (1860–1921), krytykiem i publicystą warszawskim.

Działalność krytyczna. Dobrowolski publikował głównie w czasopismach lwowskich: „Naszym Kraju”, „Przeglądzie”, „Reformatorze”, „Wieku Nowym”, „Słowie Polskim” (w rubrykach Na marginesie, a następnie Mały felieton). Były to przede wszystkim poezje, a także korespondencje z podróży do kurortów. Recenzje literackie, muzyczne i teatralne ogłaszał w „Naszym Kraju” oraz w „Recenzji”. Wskutek niemal zupełnej niedostępności numerów tych czasopism trudno orzec o frekwencji i całokształcie krytyki Dobrowolskiego, można jedynie dokonać rozpoznań bardzo fragmentarycznych. Skłaniają one do wniosku, że publicysta podejmował się krytyk przeważnie w związku z tematem melancholii, smutku, alienacji. Jego omówienia i komentarze są erudycyjne, zawierają bogate konteksty, ich dominantę stanowi przeciwstawienie artysty będącego nośnikiem siły twórczej i energii – tłumowi, masie żyjącej w chaosie. Nie poprzestawał jednak na jałowym kontraście, celem tych zestawień była próba analizy społecznego wpływu idei, które konstruuje jednostka twórcza. Dobrowolski nie stronił od recenzji upolitycznionych, w których wykładał swój światopogląd wskazujący na gruntowną znajomość historii i stosunków społecznych.</document>
<document nplp_id="12712" title="Dyboski Roman" slug="dyboski-roman">Historyk literatury angielskiej, publicysta, krytyk literacki.


Informacje biograficzne. Urodził się 19 VIII 1883 w Cieszynie jako syn Marii z Łopuszańskich i Antoniego Dybki. W 1881 r. jego ojciec, syn galicyjskiego rolnika, prawnik, który ukończył studia na Uniwersytecie Lwowskim oraz Uniwersytecie Jagiellońskim, przybył do Cieszyna w poszukiwaniu pracy, w 1892 r. został notariuszem, a nieco wcześniej zmienił nazwisko na Dyboski (prowadził aktywną działalność charytatywną, wspomagał szkolnictwo polskie, podkreślał, że ludność Śląska Cieszyńskiego mówi i po niemiecku, i po polsku). Roman Dyboski miał troje młodszego rodzeństwa: Stanisława, ur. 1885; Eleonorę Jadwigę, ur. 1886; Tadeusza Ignacego, ur. 1891. Uczył się w gimnazjum niemieckim w Cieszynie (matura z wyróżnieniem w 1901 r.), studiował w Krakowie germanistykę i anglistykę pod opieką znakomitego uczonego, Wilhelma Creizenacha, a także filologów klasycznych: Kazimierza Morawskiego i Maksymiliana Kawczyńskiego. Kontynuował naukę na Uniwersytecie Wiedeńskim, gdzie w 1907 r. uzyskał stopień doktora na podstawie rozprawy o Alfredzie Tennysonie (Tennysons Sprache und Stil), zaś niedługo później habilitację na podstawie serii artykułów o dawnej literaturze angielskiej (m.in. Songs, Carols and Other Miscellaneous Poems from the Balliol Ms. 354, Richard Hill’s Commonplace Book, ed. R. Dyboski, 1908). W 1908 r. został docentem języka i literatury angielskiej na Uniwersytecie Wiedeńskim, od 1911 r. – Jagiellońskim (czasowo przebywał w Oksfordzie, Londynie i Cambridge). W 1914 r. zmobilizowany do służby w armii austro-węgierskiej, dostał się do rosyjskiej niewoli, w której przebywał w l. 1915–1921. Po powrocie do Krakowa został profesorem zwyczajnym UJ (w l. 1930–1931 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego UJ). Wykładał w Szkole Nauk Politycznych UJ. Był członkiem PAU, Czeskiej Akademii Nauk, School of Slavonic Studies of London University, wielu prestiżowych gremiów amerykańskich, m.in. Fundacji Kościuszkowskiej. Wyjazd do Warszawy w listopadzie 1939 r. w poszukiwaniu grobu bratanka (zginął w czasie kampanii wrześniowej) uchronił go przed losem wielu profesorów krakowskich. W czasie okupacji zarabiał na życie lekcjami angielskiego i pracą w szkole zawodowej. Zmarł nagle 1 VI 1945. Odezwały się kardiologiczne obciążenia rodzinne, które spowodowały przedwczesną śmierć jego ojca i brata Stanisława. Ciekawym faktem pozanaukowym jest akces Dyboskiego do wolnomularstwa (loża „Przesąd Zwyciężony”); przynależność do tego kręgu zapewne miała związek z aktywnością wolnomularską brata – Tadeusza Ignacego. 

Gra na wielu instrumentach. Był tytanem pracy i inicjatorem wielu przedsięwzięć organizacyjnych. Zbudował na UJ anglistykę, której dotąd na ziemiach polskich nie było. Jednocześnie pracował naukowo, prezentując polskiemu i niepolskiemu odbiorcy wiedzę na temat literatury angielskiej, po I wojnie – także amerykańskiej. Pisał o twórcach brytyjskich w obu językach – polskim i angielskim – nie jako adept wiedzy na temat kultury wyspiarskiej, ale jako jej pełnoprawny badacz. Wykładał na uniwersytetach w Oksfordzie, Cambridge i Londynie, brał udział w zjazdach i konferencjach (Wszechświatowa konferencja w Cambridge, 1930). Zajmował się twórczością Josepha Conrada (Żywioł morski w twórczości Józefa Conrada, 1932); na użytek anglosaskich studentów syntetycznie omawiał literaturę polską od romantyzmu po współczesność. Oddzielną rozprawkę anglojęzyczną poświęcił Stefanowi Żeromskiemu i Władysławowi Stanisławowi Reymontowi (Żeromski and Reymont, 1926). Po polsku pisał o dziejach i kulturze dawnej Anglii (Literatura i język średniowiecznej Anglii, 1910), Alfredzie Tennysonie (Alfred Tennyson: jego życie i dzieła, 1912), Charlesie Dickensie (Charles Dickens: życie i twórczość, 1936), Johnie Ruskinie (Ze studiów nad Ruskinem, „Sprawozdania PAU” 1937, nr 8), Matthew Arnoldzie (Matthew Arnold i intelektualizm angielski, „Sprawozdania PAU” 1938, nr 6), George’u Meredith, Gilbercie K. Chestertonie (O „Magii” Chestertona, „Czas” 1932, nr 245), Eugenie O’ Neillu (Eugeniusz O’ Neill, [1937]) i przede wszystkim o Williamie Shakespearze (O sonetach i poematach Szekspira, 1914; Rytmika wysiłku i znużenia w twórczości Szekspira, 1917) i Johnie Miltonie (Milton i jego wiek, 1909). Interesowała go nie tylko literatura, ale kultura tout court, polska i – przede wszystkim – brytyjska, tłumacząca swoją inność, odrębność w stosunku do etosu kontynentalnego (Anglia po wojnie. Wrażenia i refleksje, 1924; O Anglii i Anglikach, 1929). Jego rozeznanie literackie i polityczne, które wkrótce po 1918 r. objęło także Stany Zjednoczone, służyło młodej polskiej dyplomacji kontynuującej lub nawiązującej relacje ze światem zachodnim. Interesował się kwestią szkolnictwa, organizacji szkoły, ideami przewodnimi obowiązującymi w nauczaniu i wychowywaniu młodego pokolenia, celami i strukturą uniwersytetu (O życiu akademickim na uniwersytetach angielskich. Dwa odczyty, 1909; Nauka a oświata pozaszkolna, 1924; Angielska szkoła internatowa a życie, 1937). W dziedzinie nauk społecznych powracał do pytania o relacje między centrum kulturowym a jego sąsiedztwem. W porównawczą parę ustawiał Kraków i Śląsk. W ten sposób, pośredni, zobiektyzowany przez refleksje naukowe, nawiązywał do wczesnej autobiografii obejmującej okolice Cieszyna i Kraków (Uwagi o regionalizmie, 1935). Inny jej aspekt – siedmioletni pobyt w Rosji (obóz jeniecki, internowanie) – utrwalił w wersji wspomnieniowej (Siedem lat w Rosji i na Syberii, 1915–1921. Przygody i wrażenia, 1922). Rozumiał niedoskonałości młodego państwa polskiego; zdołał się jednak wypowiedzieć jasno i dobitnie w sprawie reformy jędrzejewiczowskiej w szkolnictwie, także wyższym. Był zdania, że wolność służy nie tylko nauce, ale i państwu (Wolność nauki a interes państwa, 1932). 

O języku i stylu poetyckim. Stopnie naukowe Dyboski uzyskał na Uniwersytecie Wiedeńskim na podstawie rozpraw dotyczących literatury angielskiej. Jego ujęcia historycznoliterackie wywodziły się z doświadczeń filologii niemieckiej przełomu XIX i XX w. Był to model oparty na analizie językowej (i językoznawczej). Pisząc o języku i stylu Alfreda Tennysona, autor dokonywał skrupulatnej analizy językowej, badając etymologię, frekwencję i szyk wyrazów, powtórzenia, zabiegi słowotwórcze. Recenzując niemiecki oryginał tej pracy, Joachim Henryk Reinhold ubolewał, że nie możemy w niej liczyć na poetycko-obrazowe refleksje: „[...] autor zapowiedział nam w przedmowie, że jego pragnieniem (za wzorem prof. Heinzla) jest zbliżyć stanowisko filologiczne do obserwacyjno-opisowego postępowania nauk przyrodniczych” („Przegląd Polski” 1907, t. 2, z. 5). Przedmowa ta stanowi jedyne źródło wiedzy na temat wyborów metodologicznych młodego Dyboskiego. Jego wczesny dorobek jest na ogół niedostępny w naszych bibliotekach, a wersje polskie prac (jeśli powstały) są zawsze tylko skrótem, wyimkiem, sprawozdaniem, przeróbką większej całości na rzecz ujęcia informacyjno-popularnonaukowego.


Historyk literatury angielskiej. Kiedy Dyboski obejmuje w 1922 r. stanowisko profesora UJ, zmieniają się okoliczności jego pracy. Rośnie liczba studentów zainteresowanych anglistyką i potrzeba dostarczenia im narzędzi pracy, równocześnie młode państwo potrzebuje ambasadorów (formalnych i nieformalnych), którzy mogliby umacniać naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Dyboski jest idealnym kandydatem do obu tych ról. I obu się podejmuje: zwraca się w stronę opracowań syntetycznych zarówno w dziedzinie literatury polskiej i angielskiej, jak i rodzimej historii (Periods of Polish Literary History, 1923; Modern Polish Literature, 1924; Outlines of Polish History, 1925; William Shakespeare, 1927; Byron: studium, 1927; Sto lat literatury angielskiej, 1957 – zbiorcza publikacja wcześniejszych prac Dyboskiego). Na temat kultury anglosaskiej nie stworzył dzieła jednolitego, opartego na jasnych przesłankach metodologicznych. Zarysował ważne punkty: średniowiecze, odrodzenie, Shakespeare, poszekspirowska zmiana paradygmatu kultury angielskiej – z dworsko-ludycznego na refleksyjno-purytański, powieść dziewiętnastowieczna, nowe propozycje ideowe przełomu XIX i XX w. (Ch. Kingsley, twórca chrześcijańskiego socjalizmu, i G.K. Chesterton, konserwatysta, postulujący potrzebę odmiany świata, związany z katolicyzmem). Miejsca „puste” między owymi punktami wypełniał artykułami, studiami, przyczynkami na temat metamorfoz ideowych myśli brytyjskiej i społeczeństwa, a także mało znanych w Polsce autorów i ich dzieł. Pod koniec lat 20. spędził wiele miesięcy w Ameryce i mimo obaw o narzucenie staremu kontynentowi docenianej, ale obcej mu kultury amerykańskiej włączył w obszar badań również tamtejszych twórców i ich dzieła (Stany Zjednoczone Ameryki Północnej: refleksje i wrażenia, 1930; Wielcy pisarze amerykańscy, 1958).

Czy w tym dorobku jest miejsce na krytykę literacką? Gdyby się trzymać wyłącznie kalendarza, to odpowiedź byłaby negatywna. W przypadku Dyboskiego 1918 r. nie stanowi etapu w działalności krytycznoliterackiej, ale dopiero ją otwiera. Uwzględniając jednak siedmioletnią wyrwę w jego biografii, a także nomadyczny tryb pracy, przyjmujemy, że przesunięcie okresu rozpatrywania osiągnięć Dyboskiego na lata międzywojenne jest w pełni uzasadnione. Dopiero zresztą w tym okresie pojawiają się częstsze wystąpienia publicystyczne i krytycznoliterackie. Publicystyka nie zawsze dotyczyła literatury, ale była jej bliska, jak np. relacja z wystąpienia w kościele anglikańskim w dzień św. Józefa, gdzie Dyboski niespodziewanie dla samego siebie mówił o stosunkach z Rosją sowiecką, o sowieckim ateizmie (Moje pierwsze kazanie, „Czas” 1923, nr 74). Jego opowieść znamionowały lekki podtekst autoironiczny i ślady powściągliwego dowcipu. Wypowiedzi krytycznoliterackie dotyczą m.in. oceny polskich przekładów literatury angielskiej i angloamerykańskiej. Recenzent unika prostych ocen, nie rozdaje cenzurek. Raczej pokazuje, jak tłumacze z najwyższej półki (J. Kasprowicz, E. Porębowicz, J. Paszkowski, W. Tarnawski) uniknęli czyhających pułapek, i śle w świat swoje pia desideria, czyli postulaty rozszerzenia listy utworów anglojęzycznych udostępnionych polskiemu odbiorcy (Literatura angielska i angloamerykańska, „Przegląd Warszawski” 1921, t. 3, nr 10). Inny rodzaj pracy krytycznoliterackiej stanowi artykuł Dyboskiego Mickiewicz as a National Poet (przedmowa do angielskiego wyboru dzieł Mickiewicza przygotowanego przez F.H. Forteya: Gems of Polish Poetry. Selections from Mickiewicz, 1923). Anglista ogłosił też kilka recenzji: Mrs. Allardyce Nicoll [Josephine Callina], “Shakespeare in Poland”, London–Oxford 1923 („Slavonic Review” 1923, Vol. 2, No. 4), Pessimism “In Excelsis”. M. Zdziechowski, “Europa – Rosja – Azja. Szkice polityczno-literackie”, Wilno 1923 (tamże, Vol. 1, No. 3). Recenzji, omówień, notek, artykułów dla „Slavonic Review” i innych gazet Dyboski napisał więcej. Jednak coraz częściej wypowiadał się na tematy historyczne, społeczne, polityczne. Był to, jak się wydaje, rodzaj kompromisu między ambicjami naukowymi Dyboskiego a nowymi rolami (np. propagandowo-dyplomatycznymi), które brał na siebie. Różnorodność formalno-tematyczna jego artykułów publicystyczno-krytycznych wynikała jednak przede wszystkim z braku wyraźnych granic między rozmaitymi gatunkami refleksji o literaturze. To przemieszanie dobrze pokazuje obszerny artykuł Romantyzm a dzisiejsza krytyka literacka w Anglii („Pamiętnik Literacki” 1910, z. 9; 1911, z. 10), gdzie Dyboski dokonuje przeglądu aktualnych stanowisk angielskich badaczy na temat epoki George’a Gordona Byrona. W końcowym komentarzu porównuje, nie do końca trafnie, sytuacje angielskiej i polskiej publiczności literackiej wobec romantyzmu. Anglicy, jak sami przyznają, do not care for poetry, podczas gdy Polacy zdaniem badacza „żyli wyłącznie przez literaturę” (1911). Kilkanaście lat później niejako naprawia własne uproszczenie w artykule O powojennej literaturze w Anglii („Przegląd Współczesny” 1939, nr 204), przyznając, że dzięki lekturze najnowszych dzieł Virginii Woolf, Dorothy Miller Richardson, Charlesa Morgana i in. „zbliżyliśmy się do wygasłego na pozór przed stu laty, ale nigdy całkowicie niestłumionego romantyzmu w powieści” (tamże). Konstrukcję podobną do artykułu o romantyzmie nosi rozprawka Wielcy powieściopisarze angielscy XIX wieku z perspektywy dzisiejszej („Pamiętnik Literacki” 1935, z. 1–2). Autor dokonuje rewaluacji wielkiej powieści XIX-wiecznej, obserwując stabilizację pozycji Dickensa i Williama Makepeace’a Thackeraya oraz żywiołowy wzrost rangi i popularności sióstr Brontë (to ostatnie zjawisko tłumaczy żywiołem uczuć płynących z ich utworów). Została przyćmiona gwiazda George Eliot; przyczynił się do tego odwrót od dogmatycznej naukowości i chłodu tamtej epoki.

Pracowite życie. Osiągnięcia Dyboskiego były doceniane, ale bez wielkiej fety na jego cześć. Unikał rozgłosu (choć pojawiają się opinie, głównie jednak badaczy współczesnych, że „się promował”), skrupulatnie rozliczał się z sukcesów i płacił nawet najmniejsze długi wobec poprzedników. Wydając Periods of Polish Literary History (1923), zaznaczał, że nie jest historykiem literatury polskiej i w sprawie wyboru materiału zapożyczył się u Stanisława Tarnowskiego, Ignacego Chrzanowskiego, Aleksandra Brücknera, a w kwestii metody u swego brytyjskiego mistrza, Williama Johna Courthope’a, autora wielotomowej edycji A History of English Poetry (Vol. 1–6, 1895–1910). W podręczniku Modern Polish Literature (1924) poczynał sobie nieco śmielej, co spotkało się z krytyką; pominięcie niektórych autorów w kompendium dziwiło Wilama Horzycę (1925): „Byłoby to zrozumiałe, gdyby prof. Dyboski w ogóle nie »parał się« współczesną prozą; gdy jednak wymienia i omawia Nitschową, Szczucką i Lutosławską, a zapomina o Kaden-Bandrowskim, Nałkowskiej, o Irzykowskim jako autorze Pałuby i wielu innych, to nie można obrazu tak nakreślonego nazwać trafnym”. Jeśli przyjąć, że była to książka autorska, którą w tamtej chwili tylko Dyboski mógł napisać, to należy zaakceptować jego wybór, uznawszy, iż mówi on tyleż o literaturze, co o autorze opracowania.</document>
<document nplp_id="12713" title="Dzieduszycki Wojciech" slug="dzieduszycki-wojciech">Pisarz, tłumacz, filozof, estetyk i historyk sztuki, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Nienazwany; W.D.; W.Dz.

Informacje biograficzne. Urodził się 13 VII 1848 w Jezupolu. Pochodził z rodziny hrabiowskiej, był synem Antoniny z Mazarakich h. Newlin ze Strutynia i Władysława Dzieduszyckiego h. Sas (posła na Sejm Galicyjski pierwszej kadencji, w czasie powstania styczniowego członka Komitetu Obywatelskiego Galicji Wschodniej i naczelnika obwodu stanisławowskiego). Odebrał wykształcenie domowe. W 1867 r. zdał maturę w wiedeńskim elitarnym Theresianum, następnie studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Wiedeńskim. Podczas studiów pełnił funkcję prezesa „Ogniska” – wiedeńskiego stowarzyszenia studentów polskich. W Wiedniu w 1871 r. doktoryzował się z filozofii, w 1872 r. ukończył prawo. W 1873 r. poślubił swoją daleką kuzynkę Sewerynę z Dzieduszyckich (1852–1925). Małżonkowie zamieszkali w Olszanicy, a w 1880 r. w rodzinnym majątku Jezupolu. Doczekali się dwojga dzieci: córki Antoniny Marii (1874–1943) i syna Władysława (1875–1940). W 1883 r. Dzieduszycki odziedziczył po stryju Juliuszu majątek Jarczowce. Karierę polityczną rozpoczął od działalności w Towarzystwie Gospodarczym we Lwowie, w 1874 r. zasiadł w Radach Powiatowych w Stanisławowie i w Tłumaczu. W 1876 r. został posłem do Sejmu Krajowego. W 1879 r. wszedł do Rady

Państwa. Posłował aż do śmierci z przerwą w l. 1885–1895. W Sejmie Galicyjskim stał na czele grupy ateńczyków nazywanej tak od tytułu jego książki Ateny (1878). W 1883 r. współtworzył klub centrum, w którego skład weszli ateńczycy, przekształcony następnie w partię. W latach 80. popierał księcia Adama Sapiehę zwalczającego obóz stańczykowski. W 1889 r. przyczynił się do zjednoczenia sił szlacheckich w Sejmie w ramach unii konserwatywnej. W 1895 i 1897 r. kierował komitetami wyborczymi we Lwowie (do Sejmu Krajowego i do parlamentu austriackiego). W 1898 r. otrzymał godność tajnego radcy. Od 1900 r. pełnił funkcję wiceprezesa, a następnie prezesa Koła Polskiego w parlamencie wiedeńskim. W l. 1906–1907 był ministrem dla Galicji w rządzie Becka, z urzędu zrezygnował po przyznaniu Rusinom koncesji, w jego ocenie godzących w interesy Polaków w Galicji. W 1907 r. został odznaczony Orderem Żelaznej Korony I klasy. W 1908 r. przewodził prawicy sejmowej.

We Lwowie prowadził działalność kulturalno-oświatową i naukową. W 1894 r. na Uniwersytecie Lwowskim został docentem, a w 1896 r. – profesorem nadzwyczajnym z zakresu estetyki. Udzielał się w Macierzy Polskiej (1888–1895), Towarzystwie Oświaty Ludowej (1890–1898), Towarzystwie Pedagogicznym (1894–1895) i Radzie Szkolnej Krajowej (1895– –1904), wygłaszał odczyty publiczne, m.in. w Warszawie. Swoje poglądy na edukację i wychowanie zawarł w drukowanych na łamach „Gazety Narodowej” Listach ze wsi (1889–1890) i Listach o wychowaniu (1892). W l. 1880–1903 należał do wiedeńskiej komisji centralnej zajmującej się restauracją zabytków i dzieł sztuki. W l. 1881–1892 był prezesem Krajowego Towarzystwa Archeologicznego we Lwowie. Należał jako członek korespondent do Akademii Umiejętności w Krakowie. W l. 1894–1895 pełnił funkcję wiceprezesa lwowskiego Koła Literacko-Artystycznego. Pod koniec życia mieszkał w Wiedniu, gdzie zmarł 23 III 1909. Został pochowany w Jezupolu. Jako polityk i działacz społeczny cieszył się szacunkiem i popularnością. Charyzmy, patriotyzmu, zaangażowania i zasług w polityce austriackiej czy na polu kulturalno-oświatowym nie odmawiali Dzieduszyckiemu nawet jego przeciwnicy ideowi. Wśród współczesnych uchodził za erudytę, poliglotę, dobrego mówcę, a zarazem ekscentryka, oryginała, znakomitego facecjonistę, o niebywałej pamięci, nietuzinkowym sposobie bycia i błyskotliwym poczuciu humoru (T. Boy-Żeleński w Słówkach nazwał Dzieduszyckiego „cichym kpiarzem nad kpiarzami”).

Kręgi działalności. Na dorobek piśmienniczy Dzieduszyckiego składają się: rozprawy z zakresu filozofii, estetyki i historii sztuki, pisma publicystyczne i krytycznoliterackie ogłaszane w prasie krajowej i zagranicznej, powieści (Władysław, Aurelian, Małżeństwo mieszane, W Paryżu, Święty Ptak, Na Podolu, Ledwo co), poematy (Baśń nad baśniami, Anioł) i dramaty historyczne (Bohdan Chmielnicki niedrukowany, Król Bolesław II, Książę Henryk, Kazimierz), tłumaczenia dzieł Sofoklesa (Król Edyp) i Williama Shakespeare’a (Burza, Król Lear, Romeo i Julia, Wenus i Adonis, sonety).

W polityce Dzieduszycki reprezentował opcję konserwatywną: opowiadał się za rozwijaniem autonomii galicyjskiej w ramach monarchii austro-węgierskiej, bronił tradycji, religii i rodziny jako społecznego spoiwa, sprzeciwiał się socjalizmowi i idei walki klas, ruchom emancypacji kobiet, materializmowi i pozytywizmowi (choć w młodości okazjonalnie nawiązywał do pozytywistycznego scjentyzmu i ewolucjonizmu), potępiał rewolucje i monarchistyczny absolutyzm; za fundamenty porządku społecznego uznawał solidaryzm społeczny, zasady moralności chrześcijańskiej, własność prywatną i hierarchię. W kwestii ruskiej (ukraińskiej) odbiegał od stanowiska podolaków. Nie negował istnienia narodowości ruskiej i obawiał się skutków „polonizacyjnej utopii”. Oba narody przestrzegał przed nacjonalizmem, potępiał antysemityzm. Mimo swojego konserwatyzmu dostrzegał i akceptował zmiany zachodzące w świecie – nie negował dobrodziejstw postępu cywilizacyjnego, z uznaniem wypowiadał się np. o parlamentaryzmie angielskim, postulował oddzielenie państwa od Kościoła.

W filozofii Dzieduszycki pozostawał pod wpływem poprzedników, zwłaszcza z kręgów idealizmu niemieckiego; nowe szkoły i kierunki filozoficzne ignorował lub kwitował krótko jako fałszywe i społecznie szkodliwe. W myśleniu o historii opowiadał się po stronie fideizmu i prowidencjalizmu. W estetyce piękno (duchowe i zmysłowe) łączył z prawdą i dobrem. Sztuka, „oddając ideę piękna”, miała zadowalać uczucia i intelekt, a także oddziaływać na stronę moralną odbiorców, dlatego zdaniem krytyka od jej wytworów należało oczekiwać umiaru, harmonii i równowagi, przestrzegania zasady decorum. „Rozkoszy estetycznej źródłem jest tedy pożywienie rozumu poznającego ogólne prawa i ogólne cele, a oglądanie piękności, wzmacniając i doskonaląc nasze poznanie, doskonali człowieka na duchu i czyni go piękniejszym, bliższym tego, czym być powinien” – pisał we Wzruszeniach patetycznych (Księga pamiątkowa Uniwersytetu Lwowskiego ku uczczeniu pięćsetnej rocznicy fundacji jagiellońskiej Uniwersytetu Krakowskiego, 1900). Dzieduszycki podziwiał wytwory kultury antycznej, zwłaszcza greckiej i rzymskiej, cenił sztukę włoskiego renesansu, ze znawstwem pisał m.in. o architekturze i zabytkach ruskich. Swoje poglądy na sztukę – od czasów starożytnych po XVII w. – przedstawił m.in. w Studiach estetycznych publikowanych na łamach „Tygodnia Literackiego, Artystycznego, Naukowego i Społecznego” (1876–1878, wyd. osob. t. 1–2, 1878–1881). Był miłośnikiem realistycznego malarstwa akademickiego, zwłaszcza Jana Matejki (Jan Matejko, „Gazeta Narodowa” 1893, nr 252).

Wobec romantyzmu, pozytywizmu i modernizmu. Dzieduszycki opowiadał się za szacunkiem dla historii i tradycji, którym przypisywał funkcje społeczno-wychowawcze i estetyczne (obcowanie z zabytkami dawnej sztuki czy architektury). Romantyzm inspirował Dzieduszyckiego, filozofa i estetyka. W mowie, którą wygłosił podczas uroczystości Mickiewiczowskich pod patronatem „Ogniska” w Wiedniu, zauważał: „Romantyczny prąd w sztuce odpowiadał i lirycznemu usposobieniu, i położeniu narodu polskiego, który, pozbawiony niepodległości, musiał namiętnie ukochać swój obyczaj, szukać pociechy w rozpamiętywaniu dawnej chwały, w oczekiwaniu zbawczego w przyszłości cudu, a bolejący i przywiązany do wiary ojców wierzył łatwo w proroctwa, otaczał aureolą świętości swoich bohaterów i męczenników; toteż romantyka [...] wydała najwspanialsze w Polsce owoce [...], u nas tylko potrafiła być naprawdę epiczną, wydała prawdziwe i doskonałe arcydzieła. Nie darmo taką czcią otaczamy poetów, bo byli największą chlubą, a niepoślednią siłą narodu” (Wiek XIX, 1900). W rozprawie Mesjanizm polski a prawda dziejowa (1902), opublikowanej po ukazaniu się z rękopisu drugiego tomu Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego (1899), Dzieduszycki podjął próbę oceny ideologii mesjanistycznej wraz z jej oddziaływaniem na naród. U genezy mesjanizmu stawiał z jednej strony pychę i narodową megalomanię (pisał np. o obłędzie, „który ogarnął tylu z najszlachetniejszych wychodźców naszych i cały mesjanizm polski zabarwił sobą, dodając do goryczy wygnania śmieszność”), z drugiej – umiłowanie ojczyzny i boleść posuniętą aż do grzechu bluźnierstwa. Dzieduszycki nie wierzył w wyjątkowość narodu polskiego i nie popierał w mesjanizmie odstępstw od nauki Kościoła. Za myśl mesjańską, jako cenną i wciąż ożywczą dla narodu, po odrzuceniu zwodniczego mistycyzmu uważał wezwania do odnowy moralnej i duchowej. „Wielkość dziejowa, zbawienie narodów zależy od ich własnej, wytrwałej, cnotliwej, a roztropnej pracy” (tamże).

Pozytywizm oceniał krytycznie, za jedną z jego konsekwencji społecznych uznając pesymizm. „Pozytywizm przezwał tedy dzieciństwem wszelkie dociekania rzeczy niezmysłowych, kazał poprzestać na wiedzy o tym, co namacalne, wyrzekając się wszelkiego dogmatu, głosił dogmat materialistyczny, człowieka mienił wydoskonalonym zwierzęciem, cnoty instynktami, wiarę i bohaterstwo niegdyś tylko potrzebnymi złudzeniami, poezję i sztukę przestarzałą zabawką; czyniąc z myśli i woli ludzkiej wydzieliny masy mózgowej, zaprzeczył wolnej woli i odpowiedzialności człowieka, a nie dostrzegając w przyrodzie nic nieśmiertelnego i nic doskonałego, widząc wszędzie walkę i nienawiść, zaprzeczył tak nadziei w nieśmiertelność osobistą, jak wierze w nieskończony postęp, uznał boleść koniecznością, a przerzucając się w pesymizm, nazwał istnienie koniecznym udręczeniem, od którego jedno tylko unicestwienie wyswobodzić może” (Wiek XIX). W reakcji na materializm i pesymizm w społeczeństwach nastąpił zwrot ku doktrynom takim jak socjalizm, ale i przeciwny temu kierunkowi, a akceptowany przez Dzieduszyckiego, powrót do katolicyzmu – „wiary ojców”. Rozwój powieści Dzieduszycki uważał za literackie pokłosie realizmu w sztuce (który w zakresie filozofii określał mianem „zwrotu naturalistycznego”), „wbrew teoriom niektórych krytyków”, a w duchu ideorealizmu Henryka Struvego dowodził jednak, że „powieści, które najsilniej narodem wstrząsły, pozostały romantycznymi, opisywały uidealizowaną przeszłość, na pociechę znękanych pokoleń” (tamże).

Literaturę bieżącą Dzieduszycki recenzował sporadycznie, wyjątek zrobił m.in. dla powieści historycznej Henryka Sienkiewicza. W recenzji Ogniem i mieczem witał pisarza, „spod którego pióra występują żywi bohaterowie” i który daje nadzieję, „że napisze kiedyś arcydzieło nieśmiertelne” (O powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem”, „Biblioteka Warszawska” 1885, t. 2). Odpowiedzi na pytanie o przyczynę popularności powieści Sienkiewicza szukał w jej związkach z pięknem i ze sztuką wyższą, zwłaszcza z epopeją: „Sienkiewicz uderzył o owe struny, właściwe wyższym rodzajom poezji, o epiczną wielkość, o patetyczną miłość i grozę, które zawieszone tak wysoko, iż zazwyczaj ręka powieściopisarza aż po nie sięgnąć nie zdoła. Sienkiewicz zrozumiał, że w naszym także wieku i za naszego pokolenia to, co prawdziwie pięknym – piękniejszym od tego, czym nas karmią tuzinkowi ilustratorowie i dziennikarze, noweliści i malarze rodzajowi, tego także imienia niegodni, którzy śmią bluźnić bogom piękna, twierdząc uporczywie, iż ich mdła nieudolność więcej warta od twórczego ognia wielkich mistrzów i wieszczów natchnionych” (tamże). Pisząc o Potopie, chwalił z kolei Sienkiewicza za uczynienie z Kmicica „naprawdę człowieka” (w przeciwieństwie do „drewnianego” i „konwencjonalnego” Skrzetuskiego): „Jest mieszaniną bohaterstwa nadludzkiego i zupełnie ludzkiej ułomności” (Główne postacie powieści Henryka Sienkiewicza pt. „Potop”. Krytyczny rozbiór, 1887).

Wobec modernizmu Dzieduszycki zdawał się dystansować, ale i niczego nie przesądzał. Z powodów etycznych, jako szkodliwe dla kondycji duchowo-moralnej zarówno jednostek, jak i ogółu, odrzucał dekadentyzm i naturalizm (Dekadenci, „Biblioteka Warszawska” 1905, t. 3–4), z aprobatą pisał z kolei o obecnych w twórczości młodopolan nawiązaniach do romantyzmu i odradzaniu się w ich literaturze poezji. „[...] po jego [romantyzmu] spadek sięgał tedy u schyłku stulecia rodzący się nowy kierunek, który nie wiem jeszcze na pewno, czy mam nazywać impresjonizmem, czy też symbolizmem; żąda uznania praw osobistej wrażliwości artysty, odzywa się najpierw do wrażliwości czytelnika lub widza, a w barwie i myśli szuka dziwnego częstokroć symbolu uczuć i pragnień jednostki lub tłumu; gubi się często w dziwactwie i niejasności, zbyt często na chaotycznym poprzestał szkicu, utworzył już jednak dzieła piękne, wzruszające do głębi; doczeka się może geniuszów, którzy z toni uczucia wydobędą postacie wieczyście prawdziwe; ręczy nam już pierwocinami swymi za to, że wbrew niedawnym przepowiedniom, nie umilknie w dwudziestym wieku poezja, nie zgaśnie sztuka” (Wiek XIX). Młoda Polska odpowiedziała Dzieduszyckiemu, utrwalając jego portret w karykaturze i satyrze Zielonego Balonika.

Wojciech Dzieduszycki uprawiał krytykę projektującą (projektodawczą według typologii J. Sławińskiego), rzadką i trudną odmianę krytyki literackiej, o wysokich oczekiwaniach wobec odbiorców. Podziwiając talent Sienkiewicza, wyznaczał mu cel dalekosiężny, idealne połączenie w fabule powieściowej i rysunku postaci sfery prywatnej i publicznej, co miałoby się zrealizować w utworze niosącym cechy nowożytnej epopei: „Żądamy tedy od p. Sienkiewicza, aby się już na przyszłość nie spieszył. To, co otrzymał w darze od Boga, nakłada nań obowiązek, aby nie poprzestał na rozgłosie, aby się dorabiał nieśmiertelnej chwały dla siebie i narodu swego” (O powieści Sienkiewicza „Ogniem i mieczem”, „Biblioteka Warszawska” 1885, t. 2).</document>
<document nplp_id="12714" title="Eliaszewicz Tadeusz" slug="eliaszewicz-tadeusz">Poeta, tłumacz.


Informacje biograficzne. Życie i działalność literacką Tadeusza Eliaszewicza można odtworzyć jedynie w postaci szczątkowej (nie są znane data oraz miejsce urodzin i śmierci, brak również pełniejszej informacji na temat początków edukacji oraz drogi zawodowej). Można zakładać, że Eliaszewicz urodził się ok. 1800 r., a zmarł po 1830 r. W Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego (F2-KC 111) znaleziono krótkie adnotacje z 1822 r. dotyczące jego osoby. Są to wpisy w języku rosyjskim potwierdzające, że studiował na Wydziale Literatury jako „diejstwitejlnyj student” (pierwszy wpis) i że uzyskał stopień kandydata (drugi wpis). Inne wzmianki pojawiają się w kilku zaledwie opracowaniach dotyczących dziejów tej uczelni. Jej monografista Józef Bieliński wspomina, że Eliaszewicz, „jako wychowanek Uniwersytetu Wileńskiego, był jednym z lepszych uczniów Groddecka w późniejszym okresie” (Uniwersytet Wileński (1579–1831), t. 3, 1899–1900), z czego można wnioskować, iż był członkiem prowadzonego przezeń seminarium filologicznego, w którym uczestniczyli też m.in. niektórzy filomaci, z Adamem Mickiewiczem na czele (Eliaszewicz obok Groddecka jest wymieniany jako autor prac, z których korzystał Mickiewicz podczas wykładów lozańskich; został nazwany przez K. Kaszewskiego „kolegą Mickiewicza” – „Biblioteka Warszawska” 1865, t. 2). Niewiadomo dokładnie, na jakie lata przypadają studia Eliaszewicza w Wilnie, ale znajduje się na dołączonej do akt procesowych filomatów liście studentów z roku 1820/1821 na Wydziale Literatury i Sztuk Wyzwolonych („Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce” 1895); wiemy też, że żegnał okolicznościowym wierszem Kowalewskiego skazanego na wygnanie w 1824 r. (Dziennik Mikołaja Malinowskiego, oprac. M. Kridl, 1914). Na pewno pozostawał w przyjaźni z kręgiem filomatów; przekład Trachinek Sofoklesa (1824) dedykował dawnym kolegom z seminarium Groddecka: „Janowi Wiernikowskiemu, Józefowi Kowalewskiemu, Feliksowi Kołakowskiemu, na pamiątkę najczystszej i nigdy niezłamanej przyjaźni” („Biblioteka Warszawska” 1864, t. 2). Zachował się list Eliaszewicza z 1828 r. do Joachima Lelewela zawierający wspomnienie z uczestniczenia w wykładach historyka (Biblioteka Uniwersytetu Wileńskiego, F12-216). Był też w Wilnie korepetytorem Eustachego Januszkiewicza (1805–1874), który przygotowywał się do zdania egzaminu do 6 klasy gimnazjum (Wspomnienia dla córki, BJ Przyb. 256/69). Na kolejny drobny ślad w jego biografii naprowadza lektura korespondencji rodziny Römerów. Michał Józef Römer (1778–1853) w listach do żony, Racheli z d. de Ràés (Raës), z l. 1826–1829 (adresowanych do Wilna i rodzinnego majątku Dębina w pow. trockim) wspomina o Tadeuszu Eliaszewiczu, nauczycielu ich najmłodszych synów (Seweryna i Michała), wzmianki o nim znajdziemy również w korespondencji najstarszego syna, Edwarda Jana, do ojca (Listy Michała Józefa Römera do żony Racheli z de Raësów, BN 8694; Listy Michała Józefa Römera do żony Racheli z de Raësów i dzieci, BN 8695; Listy Edwarda Römera do rodziców, Michała Józefa Römera i Racheli z de Raësów, BN 8697). Zachował się też list Eliaszewicza z 1830 r. do Edwarda świadczący o przyjaźni między oboma młodzieńcami i przywiązaniu nauczyciela do tej rodziny (Korespondencja Edwarda Römera, BN III 8737) – dowiadujemy się z niego, że w 1830 r. Eliaszewicz przebywał w Dębinie.

Bieliński pisał, że Eliaszewicz „znanym jest w literaturze polskiej z przekładów i prac naukowo-literackich oryginalnych”. Do pierwszej grupy zaliczyć należy przekład dwóch tragedii Sofoklesa Trachinki (rękopis) i Edyp w Kolonie (1829), tłumaczenie rozprawy szwajcarskiego estetyka Johanna Georga Sulzera O sztukach pięknych („Dziennik Wileński. Historia i Literatura” 1829, t. 8, sierpień, wrzesień) oraz przekład z pracy Christiana Garvego Pochwała nauk („Dziennik Wileński. Historia i Literatura” 1830, t. 9, luty, czerwiec). W drugiej grupie mamy dwie rozprawy krytyczne Ogólne uwagi nad klasycznością i romantycznością („Dziennik Wileński. Historia i Literatura” 1828, t. 5, styczeń, luty, marzec) oraz Wiek Sofoklesa, w którym pisał tragedię „Edyp w Kolonie” („Dziennik Wileński. Historia i Literatura” 1829, t. 7, styczeń, luty). Eliaszewicz pracował też nad innymi artykułami dotyczącymi historii i religii oraz literatury greckiej, a także nad rozprawą planowaną do druku w „Dzienniku Wileńskim” na temat recepcji literatury polskiej w książce Ludwiga Wachlera Handbuch der allgemeinen Geschichte der literarischen Kultur, t. 1–2, 1804–1805 (listy do J. Lelewela). 

Pod wpływem autorytetu naukowego Gotfryda Ernesta Groddecka. Zatrudniony w Uniwersytecie Wileńskim (1804) na stanowisku profesora języka i literatury greckiej (od 1807 r. także literatury rzymskiej), Gotfryd Ernest Groddeck przekonywał uczniów o pożytkach klasycznych studiów filologicznych oraz o konieczności dokładnego opanowania greki i łaciny. Preferencje te dawały też o sobie znać w programie prowadzonych przez niego ćwiczeń z literatury starożytnej. Na kursie greckim w ciągu 20 lat (1804/1805–1824/1825) Groddeck dokładnie omawiał dzieła następujących autorów: Homer (Iliada, Odyseja), Sofokles (Filoktet, Trachinki, Elektra), Pindar, Arystofanes (Plutos, Nubes), Platon (Obrona Sokratesa, Meneksenos, Fedon, Kriton), Demostenes (O pokoju, O wieńcu), Lizjasz (Mowa pogrzebowa),

Ksenofont (Wspomnienia o Sokratesie), Apollodor (Biblioteka), Epiktet. Tu należy doszukiwać się źródeł literackich zainteresowań Eliaszewicza, którego ulubionym autorem greckim, podobnie jak i jego uniwersyteckiego mistrza, był Sofokles. Dramat Edyp w Kolonie wydano w Wilnie, rękopis przekładu tragedii Trachinki przekazał w 1864 r. redakcji „Biblioteki Warszawskiej” dziekan Szkoły Głównej – Józef Kowalewski. Mimo zapowiedzi tragedii nie opublikowano. Zauważmy, że przyjaźnie z sympatykami nowych prądów nie wpłynęły na preferencje estetyczne Eliaszewicza, który pozostał zwolennikiem i obrońcą klasycyzmu.

O pożytkach filologii. Równolegle z przekładem Eliaszewicz opublikował w „Dzienniku Wileńskim” filologiczną rozprawę Wiek Sofoklesa, w którym pisał tragedię „Edyp w Kolonie” inspirowaną wykładami Groddecka. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czy Sofokles istotnie mógł stworzyć najlepszą swoją tragedię w bardzo sędziwym wieku (90 lat), autor sięga po metody wypracowane przez filologię. Zwraca jednocześnie uwagę: „Nauka ta, w XVI wieku naszym ziomkom dosyć znana, a dziś w zupełnym zaniedbaniu leżąca, nieodbicie jest potrzebna każdemu narodowi, który tylko około swojego wykształcenia pracuje: bez niej bowiem nie można wstąpić na średnie nawet szczeble, po których ludzie do doskonałości postępują. I w istocie, ona wskazując nam sposoby zgłębiania wszelkich zabytków umysłu ludzkiego, prowadzi nas do odkrycia tych dróg, którymi człowiek do wykształcenia postępował; a tym samym kształci i tych umysł, którzy na jej polu pracują. Ona ułatwiając dociekanie wyobrażeń i ich związku jakiegokolwiek pisarza, jego uczuć, myśli i ich najdrobniejszych odcieni, wykazuje sprężyny, którymi serce ludzkie jak najłatwiej się porusza; kształci razem i tego serce, który się dla niej poświęcił” (Wiek Sofoklesa). Nieco dalej dodaje, że „filologia [...] uczy nas nie tylko rozważać myśli jakiego pisma we względzie ich stosunku samych z sobą; ale nawet w stosunku tego wszystkiego, co tylko na to pismo, bądź jaki wpływ, bądź jakikolwiek z nim związek miało. Stąd tworzy się jakby jaki łańcuch wyobrażeń autora z wyobrażeniami jemu spółczesnych ludzi” (tamże). Eliaszewicz przekonuje, że analiza filologiczna wespół z metodami historycznymi jest w stanie określić z dużym prawdopodobieństwem czas powstania utworu, gdyż: „[...] w każdym dziele piśmiennym [...] zawsze wydaje się duch czasu, w którym to dzieło było tworzone. Nie sam albowiem stan duszy któregokolwiek pisarza maluje się w jego pismach; ale nawet wydaje się ten związek jego uczuć, wyobrażeń i myśli, jaki zachodzi pomiędzy uczuciami, wyobrażeniami a myślą całego narodu, którego on jest cząstką: bo tak ściśle jesteśmy spojeni z drugimi ludźmi, którzy nas otaczają, że niepodobna, ażeby ich ogólne dążenie nie miało na nas jakiegokolwiek wpływu” (tamże). Po przeprowadzeniu szczegółowego filologiczno-historycznego dowodzenia Eliaszewicz potwierdza tezę wyjściową pochodzącą m.in. od Cycerona.

Głos w polemice klasyków z romantykami. W 1828 r. ukazała się rozprawa Ogólne uwagi nad klasycznością i romantycznością („Dziennik Wileński” 1828 t. 5), „łabędzi śpiew” wyznawcy ideałów klasycznych. Wybór periodyku nie był tutaj przypadkowy; „Dziennik Wileński” hołdował bowiem gustom klasycznym. Eliaszewicz już na wstępie rozprawy podkreślił, że podstawowym błędem w dyskusji nad romantycznością było jej ustawiczne porównywanie z klasycznością oraz udowodnianie wyższości jednej z tych kategorii nad drugą. Tymczasem obie doktryny estetyczne należało najpierw dokładnie rozpoznać i dopiero wówczas zmierzać do rozróżnień oraz ewentualnych ocen. Autor rozprawy sugeruje, aby uruchomić w tym celu racjonalny proces dedukcji, a wnioski pojawią się właściwie same: „Zastanawiając się z zimną rozwagą nad tym zagadnieniem, zdaje się, że można by je rozwiązać następującym sposobem. Ponieważ uczeni zgodzili się, ażeby wyraz klasyk (classicus) oznaczał pisarza wzorowego, tak co do rzeczy traktowanej, jak też co do sposobu wyłożenia tej rzeczy, zajmując w to wszelkie przymioty właściwe językowi, w którym pisze; przeto wszelki pisarz, czy starożytny, czy nowożytny; czy poeta, czy prozator; czy to Polak, czy Niemiec, byleby nadał swojemu dziełu wyżej wspomniane zalety, słuszne ma prawo nazywać się klasykiem, to jest: wybornym pisarzem. Zagadnienie więc nasze redukuje się do następującego: Jeśli klasyczni pisarze oznaczają wybornych, więc romantyczni co mają oznaczać? Odpowiedź bardzo łatwa, chociaż wcale nieprzyzwoita i nie do każdego romantyka może być zastosowana: ale nie jest naszą winą, żeśmy do niej przyszli drogą rozbiorową” (tamże).

Eliaszewicz stwierdza, że skoro klasyk i tylko on jest synonimem pisarza wzorowego, to porównywanie z nim twórców romantycznych, a także próby udowadniania ich wyższości, są po prostu niedopuszczalne. Nie oznaczało to jednocześnie zupełnego odrzucenia romantyczności, która – jeżeli „będzie wyborną i wzorową, może się nazwać klasyczną, i zapewne nie będzie to dla niej z uchybieniem; jeżeli zaś będzie błahą i naganną, niech się nazywa ploretarną, tak jak wszelkie pismo niegodne nazwiska klasyczności” (tamże). Jednakże na etapie rozwoju literatury romantycznej, będącej dopiero w fazie „wykształcania”, nie można jeszcze – zdaniem Eliaszewicza – wskazać jej (romantyczności) postaci klasycznej. Za wcześnie zatem na jakiekolwiek oceny czy tym bardziej porównania z literaturą klasyczną mającą za sobą setki lat tradycji. Tak więc toczący się spór między zwolennikami obydwu szkół postrzegał on jako bezprzedmiotowy. W jego mniemaniu „romantyczność nie może i nie powinna być porównywana z klasycznością, gdyż ona jest tylko nowym i szczególnym rodzajem poezji; kiedy klasyczność oznacza wszelką dobrą prozę i wyborną poezję, bez względu na to, czy to są płody nowe, czy stare” (tamże). Autor apeluje jednocześnie do pisarzy romantycznych, „ażeby nie wykraczali przeciw prawdziwemu smakowi i nie obrażali zdrowego rozumu: przeciw tym dwóm ważnym prawidłom, służącym za podwalinę całej teorii sztuk pięknych; tym bowiem, a nie innym końcem, i sobie samym trwalszą świetność zapewnić, i rychlej romantyczność na tym szczeblu postawić mogą, na jakim ją miłośnicy prawdziwej piękności ujrzeć pragną” (tamże).

Eliaszewicz zwraca również uwagę na to, że bezkrytyczne podążanie za nowinkami (a w takich właśnie kategoriach postrzega fascynację romantyzmem) oraz ich ślepe naśladowanie stanowi jeden z najpoważniejszych grzechów narodowych Polaków. Tak – przekonuje dalej – zatraca się ducha oryginalności zarówno w wytworach pracy umysłowej, jak i na gruncie życia obyczajowego. Uleganie modzie jest szczególnie szkodliwe i niebezpieczne zwłaszcza dla rodzimej poezji, która ustawicznie zmieniając swoje wzorce oraz estetyczne ideały, nigdy nie będzie w stanie wypracować charakteru narodowego. Podobne opinie nie były odosobnione, prezentował je wcześniej m.in. Jan Śniadecki w rozprawie O pismach klasycznych i romantycznych (1819).

Eliaszewicz odnosi się też do zjawiska tzw. balladomanii, które po ukazaniu się w 1822 r. pierwszego tomu Poezji Mickiewicza opanowało umysły młodych adeptów literatury. Jest to w jego opinii droga prowadząca na manowce: „[...] że kto tylko nie śpiewa tonem romantyczności; ten nie zasługuje na imię poety. Błędneć to jest mniemanie i tak szkodliwe, że zniechęca ku prawdziwej poezji nawet tych, którzy już świetnie pracować zaczynali w rodzajach klasycznych i czynili jakąś nadzieję ich ukształcenia w naszym języku. Znam jednego młodzieńca prawdziwym talentem poetyckim obdarzonego, który pięknie przekładał ody Horacjusza na język polski; którego tłumaczenia, co do wierności i gładkości, przewyższały wszelkie inne w naszym języku znajome; ale pochwałami romantyczności tak został omamiony, że nie wahał się wyznać: – »Byłbym lepiej przyjęty od moich czytelników, gdybym zamiast dziesięciu Pieśni Horacego, jednę balladę napisał«. Taka niestałość nigdy nie nada właściwego charakteru poezji polskiej, bo nim wszyscy rzuciwszy się do romantyczności, wygórujem w tym nowym rodzaju, może się zjawić inny, a my skwapliwie się zań chwytając, i w jednym, i w drugim osłabiejem. Tak ciągle poczynać, a nigdy kończyć nie będziemy” (Ogólne uwagi). Na koniec Eliaszewicz przytacza przykłady twórców rodzimych, którzy dzięki szlifom zyskanym właśnie w szkole klasycznej zagwarantowali literaturze polskiej poczesne miejsce w ogólnym dorobku literatury europejskiej: „W naszym języku lubo niewielu mamy prawdziwych poetów; atoli ci wszyscy, ukształceni podług wzorów starożytnych, nie tylko, że do udoskonalenia się języka przyczynili, ale nawet niepoślednie nam miejsce w literaturze powszechnej zyskali. Wachler oddaje chlubną pochwałę Niemcewiczowi; ale nie za romantyczność. Kaulfuss, nieśmiertelny w Filologii rozbiorem swym tłumaczenia Iliady Dmochowskiego, gruntownie pokazał Europie, że język polski jest obfity i harmonijny. Cóż więc za powód zniechęcać wszystkich do klasycznej literatury, a mianowicie starożytnej, i gwałtem pędzić w dzikie stepy romantyczności? Nie jestże to płoche stronnictwo i zbyteczne ubieganie się za nowością? Bardzo trafnie zgadł wieszcz polski [I. Krasicki], dlaczego usiłujemy poniżyć dzieła Greków i Rzymian” (tamże). Eliaszewicz, mianując Ignacego Krasickiego przedstawicielem klasycyzmu stanisławowskiego i wieszczem polskim, opowiedział się za bliską mu doktryną estetycznoliteracką. Autorytatywna wypowiedź ucznia Groddecka nie została współcześnie zauważona i nie wywarła większego wpływu na dyskusję między klasykami a romantykami. Nie zyskała również zainteresowania późniejszych badaczy zajmujących się tym problemem, choć stanowi ważne świadectwo obrony estetyki klasycystycznej z pozycji starannie wykształconego filologa klasycznego, generacyjnie bliskiego Mickiewiczowi..</document>
<document nplp_id="12715" title="Feldman Wilhelm" slug="feldman-wilhelm">Krytyk i historyk literatury, powieściopisarz, dramaturg, recenzent teatralny, publicysta, działacz społeczny i polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: A. Zygmunt Pomian; Be-Wu; Ein Polnischer Demorate; F.; (f.);fel.; F. Kreczowski; F.Z. Baraski; Homo; Junius;; Jeden z młodzieży; Jeden z młodzieży polskiej; J. N. Bystram; (L-r); Lector; Lektor;-m.-n.; Marian Wileńczyk; St. Pomian; Tadeusz; Tadeusz Bezimienny; Verus; (W.); W.F.; (W.F.); W.F. Zbaraski; W.Fdn.;W.-n, Wilhelm F…; (x.); X.; Zbarażanin; Zygmunt A. Pomian (–)

Informacje biograficzne. Wolf Feldman(n) (imię zmienił później na Wilhelm) urodził się 7 IV 1868 w Dobrowodach pod Zbarażem w biednej, ortodoksyjnej rodzinie chasydzkich Żydów. Po ukończeniu chederu pobierał naukę u większych mełamedów oraz w prowadzonej przez oo. bernardynów szkole ludowej, gdzie przyswoił sobie język polski i zapoznał się z polską historią i kulturą, co stało się dla jego tożsamości doświadczeniem formacyjnym. Jako siedemnastolatek opuścił rodzinę i wyjechał do Lwowa z zamiarem kontynuowania nauki, uniemożliwiła mu to jednak trudna sytuacja materialna, stąd jego późniejsza rozległa wiedza była głównie rezultatem zadziwiająco efektywnego samokształcenia. Swoje środowisko i lata wczesnej młodości przedstawił w powieściach: Piękna Żydówka , Żydziak . We Lwowie wszedł w krąg tamtejszych socjalistów, związał się też bliżej z Bolesławem Wysłouchem, przyciągnięty jego koncepcją odrodzenia Polski w duchu demokratyczno-ludowym; był równocześnie pod silnym wpływem postaci związanych z ruchem narodowo-demokratycznym: Mieczysława Darowskiego, Zygmunta Miłkowskiego i in., i należał do lewego odłamu Związku Młodzieży Polskiej będącego odgałęzieniem Ligi Polskiej. Stale utrzymywał kontakt z asymilacyjnym środowiskiem żydowskim, korzystając niekiedy ze wsparcia, także materialnego, znanych jego przedstawicieli, m.in. Alfreda Nossiga. Od razu wykazywał wielotorową aktywność – literacką, publicystyczną, krytyczną, społeczną i edukacyjną. W 1889 r. przeniósł się do Krakowa i związał z tamtejszą radykalną młodzieżą akademicką. Był założycielem – wraz z Franciszkiem Nowickim, Kazimierzem Tetmajerem, Arturem Górskim – pisma „Ognisko”, współtworzył też Uniwersytet Ludowy im. Adama Mickiewicza i z nim współpracował. Tak we Lwowie, jak w Krakowie obracał się w kręgu młodych socjalistów, prowadził propagandową, społeczną i edukacyjną działalność, zaznał politycznych represji. W l. 1891–1894 pełnił funkcję sekretarza krakowskiego sekretariatu filantropijnej Fundacji barona Maurycego Hirscha, której celem było podniesienie poziomu życia i kultury ludności żydowskiej w Galicji. Od 1894 do 1895 r. przebywał w Niemczech, gdzie na uniwersytetach w Heidelbergu i Berlinie słuchał wykładów z filozofii, ekonomii i socjologii i skąd został wydalony za propolską działalność. Po powrocie mieszkał na przemian w Krakowie (gdzie przez rok redagował „Dziennik Krakowski”) i we Lwowie, stale aktywny jako pisarz, krytyk, publicysta, organizator życia społecznego. W 1898 r. ożenił się z Marią z Kleinmannów (1874–1953), tłumaczką piszącą pod pseudonimem Maria Kreczowska, współpracującą z mężem w wielu jego przedsięwzięciach. W 1900 r. przejął pismo „Krytyka” i prowadził je jako redaktor do 1914 r., stworzywszy w l. 1908–1909 jego mutację dla zaboru rosyjskiego – „Idee”. Był jednym z organizatorów Wyższych Kursów Wakacyjnych w Zakopanem. Około 1907 r. zaangażował się bezpośrednio w ruch niepodległościowy. Brał udział w powołaniu i organizacji Strzelca i Drużyn Strzeleckich, zbierał składki na Skarb Narodowy, był jednym z inicjatorów Komisji Tymczasowej Stronnictw Niepodległościowych (1912). W 1914 r. wstąpił do Legionów do służby czynnej, ze względu jednak na zły stan zdrowia został oddelegowany do pracy w biurze prasowym Departamentu Wojskowego, po czym wysłany z ramienia Naczelnego Komitetu Narodowego do Berlina jako kierownik tamtejszego Polskiego Biura Prasy. Prowadził tam szeroko zakrojoną działalność publicystyczno-propagandową i krypto-dyplomatyczną, chcąc pozyskać niemiecką opinię publiczną dla sprawy polskiej niepodległości zagrożonej możliwością zawarcia odrębnego pokoju niemiecko-rosyjskiego. Wydawał „Mitteilungen des Polnischen Pressbüros” i „Polnische Blätter” (1915–1918), opublikował też kilka broszur politycznych. W maju 1918 r. na żądanie władz niemieckich musiał opuścić Berlin. Wrócił tam na krótko już jako przedstawiciel odrodzonej RP w charakterze chargé d’affaires . Przez kręgi rządowe związane z Narodową Demokracją uznawany za germanofila, został odwołany z placówki dyplomatycznej i przeniesiony do MSZ bez konkretnego stanowiska. Rozgoryczony, zażądał dymisji, którą otrzymał, i w maju 1919 r. powrócił do Krakowa, gdzie zmarł na czerwonkę 25 X tegoż roku, in articulo mortis przyjąwszy chrzest. Miał syna Józefa (1899–1946), historyka, profesora UJ.

Formy wypowiedzi krytycznych. Wilhelm Feldman był krytykiem wszechstronnym i ekspansywnym. Pisywał recenzje, artykuły, rozprawy, sprawozdania, omówienia, felietony, polemiki zamieszczane systematycznie w licznych czasopismach. W jednych publikował sporadycznie bądź krótkotrwale (jak np. w pismach codziennych lwowskich i warszawskich czy w krakowskim „Życiu”), z innymi wiązał się na dłużej, jak z redagowanym przez rok „Dziennikiem Krakowskim” (1896–1897), czy współredagowanym krakowskim „Ogniskiem” (1889–1890); przez kilka lat współpracował z „Przeglądem Tygodniowym”, z petersburskim „Krajem”, z krakowską „Nową Reformą”. Często miewał tam stałe rubryki, gdzie omawiał bieżącą produkcję literacką, ale zamieszczał w nich też artykuły o charakterze syntetycznym, diagnozujące stan współczesnej literatury i wskazujące kierunki pożądanego jej rozwoju. Od 1901 roku, gdy przejął z rąk Malwiny Posner-Garfeinowej i Jana Stena (Ludwika Brunera) „Krytykę”, do której już wcześniej pisywał, to pismo stało się jego główną publicystyczną i krytyczną trybuną i jednym z najważniejszych, opiniotwórczych tytułów kulturalno-politycznych tamtego czasu. Niektóre z publikowanych wcześniej w czasopismach artykułów (głównie te o charakterze polemicznym) puszczał w obieg w postaci odbitek, czy przedrukowywał w edycji książkowej. Gdy dla uczczenia Stanisława Tarnowskiego krakowska Akademia Umiejętności rozpisała konkurs na popularne dzieło o polskiej literaturze, Feldman zdecydował się na podsumowanie swojej kilkuletniej intensywnej aktywności krytycznej i przemyśleń związanych z zagadnieniami twórczości literackiej. Rezultatem było dwutomowe Piśmiennictwo polskie ostatnich lat dwudziestu (Lwów 1902), zawierające uporządkowany chronologicznie i rozwojowo obraz literatury polskiej od 1880 r. do początku wieku XX. Jego drugie, o rok późniejsze warszawskie wydanie nosiło tytuł Współczesna literatura polska 1880–1901. Odtąd Feldman prowadził dwutorową działalność krytyczną: uprawiał w czasopismach bieżącą krytykę literacką i równocześnie poszerzał o przyrastające segmenty produkcji literackiej nowe edycje swojej syntezy, korygując także ich kształt, gdy zmieniał zamysł całości. I tak trzecie, lwowskie wydanie (1905), które zachowało w tytule Piśmiennictwo polskie, objęło już okres do 1904 roku i zawierało osobny tom czwarty Współczesna krytyka literacka w Polsce, wydany też w tym samym czasie (Lwów 1905) jako odrębna publikacja. Warszawskiemu wydaniu z tegoż roku powtórnie nadał tytuł Współczesna literatura polska i pod takim tytułem ukazywały się potem trzy kolejne wydania książki, które wyszły za życia autora. W wydaniu piątym (Lwów 1908), które zamknęło w sobie lata 1864–1907 poszerzył wstecz zakres uwzględnianego materiału literackiego, włączając do niego całą twórczość powstałą po 1864 r., co spowodowało zmianę perspektywy badawczej. Wydanie szóste (Warszawa 1918–1919) doprowadzone zostało w tytule do 1917 r., miało jednak osobną część trzecią, obejmująca lata 1907–1918. Tak Feldman krytyk przeistaczał się w historyka literatury, a oba te wcielenia współpracowały w nim i ze sobą rywalizowały.

Ramy światopoglądowe. Poglądy Feldmana na zadania krytyki, a także samo jej praktykowanie stają się jaśniejsze i łatwiejsze do zrozumienia, gdy pozna się sposób, w jaki kształtowały się fundamenty jego światopoglądu, w czym niemałą rolę odgrywał sam typ jego psychiki i emocjonalna natura. Rdzeniem osobowości Feldmana był aktywizm, stąd jego wybory – intelektualne i afektywne – skierowane były najczęściej na idee, które aktywizm ten wyzwalały i sprzyjały jego wydatkowaniu. Pierwszym takim wyborem, konstytutywnym dla całej jego biografii, była spektakularna konwersja kulturowa, jakiej dokonał w wieku kilkunastu lat, urzeczony polskim romantyzmem, z którym zapoznał się w prowadzonej przez bernardynów szkole ludowej. Porzucił wówczas macierzyste środowisko – zamkniętą, ortodoksyjną wspólnotę żydowską – i związał się intelektualnie i uczuciowo z polską kulturą. Ten romantyzm, Mickiewiczowski głównie i pogłębiony później przez lekturę wszystkich pism wieszcza, ale także na swój sposób przez Feldmana wymyślony i skonstruowany, ukierunkował go umysłowo i emocjonalnie, nadając życiowej energii czytelną mentalnie postać za sprawą takich pojęć jak wielkość, potęga ducha, walka, czyn, wolność, altruizm, równość wszystkich ludzi. Tak rozumiany stał się też potem sprężyną swoistego mechanizmu selekcji, decydującego o kolejnych jego wyborach – filozoficznych, politycznych czy estetycznych, jakich dokonywał w toku zachłannej, przyspieszonej i samodzielnej głównie edukacji. Pierwszym efektem kulturowej konwersji młodego Feldmana był jego polonofilski prozelityzm, naturalnie kierujący go, zwłaszcza na początku społecznej drogi, ku środowiskom reprezentującym ruch asymilacyjny i skłaniający do podejmowania aktywności z ruchem tym związanych. Ważniejszym jednak i równolegle oddziałującym czynnikiem formacyjnym okazał się dlań socjalizm, traktowany przede wszystkim jako idea równości i dążenia do ekonomicznego oraz społecznego wyzwolenia człowieka. Równocześnie był blisko związany ze środowiskiem patriotyczno-narodowym, od którego przejął myśl niepodległościową, społeczne więc wyzwolenie połączył w sposób konieczny z wyzwoleniem narodowym, co automatycznie sprofilowało jego socjalizm, zgodnie zresztą z ówczesnym pepeesowskim programem. Wszystkiemu jako idea nadrzędna i porządkująca patronował romantyzm. Tak w miarę bezkonfliktowo (jeśli pominąć na razie przejętą z pozytywizmu afirmację myśli naukowej, uznawaną we wczesnych latach za wybór oczywisty) ukształtowały się jądro światopoglądu Feldmana i z nim związana hierarchia wartości. Jego myślowa ewolucja polegała zaś na takim przyswajaniu nowych idei, poglądów i pojęć, by ich absorbcja oraz włączanie w życiowy program i w praktykę krytyczną nie naruszało tamtego jądra. Nowy idealizm wprowadzony do języka krytyki wraz z symbolizmem przejął z łatwością (choć niepewna jego metryka wzbudzała w nim zrazu niepokój); takie pojęcia jak absolut, istota bytu, dusza, mistyczna jedność wszechrzeczy itp., nie tylko nie kolidowały z romantyzmem, lecz przeciwnie – sprawiały wrażenie na nowo uprawomocnionej jego reaktywacji. Zdarzało się jednak, że umysł Feldmana natrafiał na koncepcję, która pociągała go, ale równocześnie pozostawała w sprzeczności z jego jądrowym systemem przekonań. Włączał wówczas strategię adaptacyjnej transformacji: nie odrzucał całości, lecz tak ją modelował, by dała się wpasować w chroniony układ, a nawet go wzmacniała. Tak postąpił z filozofią Schopenhauera i Nietzschego, którzy wywarli nań, podobnie jak na większość przedstawicieli jego pokolenia, widoczny wpływ. U obu znalazł Feldman niezwykle istotne dla siebie pojęcie woli (wspierał się tu lekturą pism Wilhelma Wundta), ale implikacje, jakie obaj tamci filozofowie z rozumienia tego pojęcia wyprowadzali, były zdecydowanie sprzeczne z zasadniczym kierunkiem jego myślenia. Przeprowadził więc na ich poglądach zabieg korygujący: z Schopenhauera wydestylował woluntaryzm, ale pozbawił go pesymistycznych konsekwencji: „Trzeba stanąć na gruncie Schopenhauera i przezwyciężyć go” – wyznał otwarcie, powracając po latach do tego filozofa. Co oznaczało: zamiast zabijać wolę, należy wprząc ją w służbę wartości i skierować jej pęd „ku temu, co jedynie godnym jest człowieczeństwa: ku życiu bez wszystkich form niewoli i atawizmów drapieżczych, ku oswobodzeniu i zakrólowaniu duszy” (Pro domo et pro arte. Polemika z powodu „Współczesnej literatury polskiej, Kraków 1909). Podobnie wolę mocy Nietzschego przemianował na wolę ku twórczości, a etycznie wątpliwy jego indywidualizm zamienił na indywidualizm prometejski i heroiczny, spinając tak Adama Mickiewicza z modernistycznym witalizmem. Także Bergson, na którego wcześnie zwrócił uwagę, był dla niego heroldem odrodzonego romantyzmu. Swoiście zinterpretował również monizm w duchu idealistycznym, by zneutralizować kłopotliwą opozycję materializmu i spirytualizmu. Dzięki takim zabiegom zdołał zaaprobować i zinstrumentalizować znaczny obszar współczesnej sobie myśli społecznej, filozoficznej czy estetycznej oraz związanych z tym zjawisk literackich. Dało to siłę napędową wszelkiej jego aktywności, w tym również krytycznoliterackiej, ale stało się także źródłem negatywnych jej ocen, z których najbardziej celną i dotkliwą wystawił mu Stanisław Brzozowski we Współczesnej krytyce literackiej w Polsce (Stanisławów 1907).

Teoria krytyki literackiej. a) Przedmiot. Metoda krytyczna, której szukał i jaką wypracował Feldman, wynikała z jego przeświadczeń na temat źródeł twórczości literackiej i dróg jej rozwoju. Zarówno te przeświadczenia, jak i wyprowadzane z nich poglądy dotyczące zadań krytyki z biegiem czasu ulegały pewnej modyfikacji, podstawy wszakże jego myślenia zachowały swoją trwałość. Miały one postać swoistego bricolage’u zbudowanego z idealizmu obiektywnego, odziedziczonego wraz z romantyzmem (znaczącym tu pośrednikiem był Maurycy Mochnacki), a przywróconego werbalnie do życia przez symbolizm; z pozytywistycznego ewolucjonizmu zmieszanego z heglizmem i woluntaryzmem, korygowanym wyraźnie przez społeczno-etyczny komponent; z psychologizmu Wundta (traktowanego przez Feldmana jako wiedza naukowa), a w jakiejś mierze także z estopsychologii Émile’a Hennequina. Na takim filozoficznym gruncie osadzona literatura ukazywała dwoiste głównie źródło. W planie psychologicznym i na odpowiadającym mu ontologicznie poziomie jej podmiotem sprawczym była dusza, czyli psychika autora, który, działając twórczo, daje wyraz bogactwu swoich osobniczych dyspozycji. Jeśli psychikę tę cechuje wielkość, wytwarza ona wyjątkowy, niepowtarzalny potencjał duchowy, uwidoczniający się w dziele. Na wyższym rejestrze metafizycznym działała dusza kosmiczna, która różnicuje się, przejawia i komunikuje w pośredniczącym, bytowo odrębnym podmiocie – w duchu narodu. W akcie twórczym, którego efektem jest literatura (szerzej: sztuka) dochodzi do płodnego zespolenia psychiki twórcy z energią ducha narodu, zyskującego w ten sposób możność ekspresji i ewolucji. Treść więc i forma dzieła „wypływa koniecznie z duszy autora”, ale oddaje też obraz „jedności wyższej”, czyli duszy narodu (lub jakiejś jego cząstki), a potrafi nawet „zbliżać do ducha świata”. Feldman dostrzegał jednak również wpływ czynników historycznych i przygodnych oddziałujących na jednostkę twórczą, a w toku dziejów kształtujących w jakiejś mierze i duszę narodu. Literatura była więc dlań polem i splotem aktywności tych wszystkich sił: duchowych, psychicznych, i historycznych, a jednostkę twórczą uważał za niepowtarzalną, ale zarazem za symptomatyczną dla danej sytuacji historycznej. Najzwięźlejszej sformułował to w ostatnim przygotowanym przez siebie wydaniu Współczesnej literatury polskiej: „[…] źródłem właściwym Sztuki [ergo także literatury] jest pęd bytu kosmiczny, wcielający się w wybrane jednostki. Uwarunkowany życiem historycznym pęd ten wyraża się w duchu narodowym. Literaturę dyktuje, sztukę tworzy właściwie naród; forma wcieleń zależna jest od organizacji psychofizycznej indywidualności, powołanych do wypowiadania się za pomocą takich lub innych narzędzi, w tym lub innym materiale – w określonych warunkach” (t. 2) Nie całą jednak produkcję literacką uznawał za twórczą erupcję psychiki autora i objawianie się ducha w samopoznaniu. Miał świadomość, że część jej wytworów podlega naciskowi innych, bardziej przyziemnych czynników: mody, gustu niewyrobionej publiczności, różnego rodzaju celów utylitarnych. Ten rodzaj piśmiennictwa brał pod uwagę w swoich omówieniach, ale nie przyznawał mu statusu sztuki, a niekiedy otwarcie go zwalczał.

Teoria krytyki. b) Zadania. Tak pojmowana istota literatury stanowiła dla Feldmana punkt wyjścia do ustalenia zadań praktyki krytycznej z wyobrażeniem tym skorelowanej. Wypowiedzi tego dotyczące, zarówno afirmatywne i postulatywne, jak i negatywnie oceniające stan rzeczywisty, rozsiane są w całej jego twórczości zarówno w formie dygresji, rozwijanych na poboczach głównego wywodu, jak i otwarcie wyrażanego stanowiska. W postaci względnie zwartej znaleźć je można w polemicznej broszurze Pro domo et pro arte, szczególnie zaś cennym, także pośrednim ich źródłem jest Współczesna krytyka literacka w Polsce, zawierająca omówienie szeroko rozumianej krytyki, włącznie z krytyką teatralną.

Gdy Feldman rozpoczynał, a potem rozwijał swoją działalność krytyczną, w przestrzeni dyskursywnej funkcjonowały dwa głównie typy krytyki: ten, który wywodził się z pozytywizmu i uznawany był za krytykę naukową, oraz dyskurs w stosunku do tamtego przeciwstawny – krytyka subiektywna, współgrająca z impresjonizmem i najczęściej będąca wyrazem postawy młodego pokolenia. Taką opozycję on sam zarysował w szkicu Metoda badań historycznoliterackich („Przegląd Tygodniowy” 1898, nr 25–28), skrótowo referując genetyzm, a sceptycznie odnosząc się do krytyki subiektywnej, której zastosowanie widział wówczas tylko w niewielkich, okazjonalnych typach krytycznej wypowiedzi. Oba te kierunki potraktował jednak jako inspiracje, dające się, po zmodyfikowaniu zakresu ich roszczeń, częściowo zaakceptować i włączyć do własnego programu.

Pierwszym zadaniem krytyka w obcowaniu z dziełem było dla Feldmana odkrycie właściwości psychologicznych autora oraz określenie i analiza jego osobowości twórczej, co uważał za rzecz niełatwą, ponieważ w psychologii twórczości nie znajdował jeszcze dostatecznie sprawnych narzędzi, umożliwiających właściwą typologizację. W Metodzie badań zaproponował wprawdzie trzy takie kategorie: wolę, uczucie i rozum, przyznawał jednak, że są one zbyt szerokie i ogólnie tylko różnicujące. Znalezienie psychicznego centrum twórcy pozwalało uchwycić to, co w nim istotne i niepowtarzalne, czyli wyznaczyć oś krystalizacyjną, wokół której skupiają się najważniejsze jego utwory. Konieczne było do tego „wżycie się w proces tworzenia”, odkrycie jego „wewnętrznych pulsacji” oraz powiazań między psychiką a artystycznym jej wyrazem. Feldman był w zasadzie przeciwnikiem gatunkowo-rodzajowego porządkowania literatury, uważał bowiem, że zabieg ten przecina naturalny krwiobieg jednostkowej twórczości. W uogólniających wypowiedziach odrzucał podział na treść i formę, uznając, że w wartościowej twórczości obie wypływają wspólnie z duszy autora, uwarunkowane tym samym jej działaniem. „Tylko u artystów nieszczerych, koncypujących swoje utwory na zimno, z obrachowaniem, forma mówi co innego, treść co innego i całość jest rozdarta, nieartystyczna. U poety prawdziwego dzieło jest najpełniejszym, najprawdziwszym, z najdalszych głębi wypływającym wyrazem rozgorzałej duszy, a jej cechy naczelne, jej nerwy twórcze warunkują zarazem ideę jak i formę przejawu” (O twórczości Stanisława Wyspiańskiego i Stefana Żeromskiego. Wykłady wygłoszone na Wyższych Kursach Wakacyjnych w Zakopanem w sierpniu 1904, Kraków 1905). Co za tym idzie, nie akceptował czystej analizy formalnej, traktowania dzieła jako rzeczy samej w sobie, odizolowanej od swego wytwórcy, zerwany bowiem wówczas zostaje kontakt „duszy z duszą”. Mimo tego antyformalistycznego nastawienia do analizy środków artystycznych przywiązywał w praktyce wielką wagę i uznawał ją za pole działania służącej prawdzie krytyki obiektywnej. Jako uważny czytelnik Hippolyte’a Taine’a Feldman zdawał sobie też sprawę, że psychika twórcy nie przelewa się bezpośrednio i automatycznie w kształt artystyczny, lecz że jej jednostkowa niepowtarzalność i duchowa energia napotykają na próg każdorazowej historycznej teraźniejszości, otwierającej i regulującej dostęp do dających się pomyśleć sposobów i środków wyrazu – stylów, konwencji, prądów. Był to obszar zjawisk mieszczący się w obrębie dodatkowego uwarunkowania, które należało u Feldmana do osobnego porządku, nie w pełni i nie jednoznacznie osadzonego w metafizyce ducha. Krytyk spełniał ostatecznie swoją powinność, wyznaczając autorowi i jego dziełu miejsce w literaturze narodowej (bądź powszechnej), czyli wskazując zadanie, jakie stawiał w danym momencie rozwój ducha narodowego czy ogólnoludzkiego, i wyrokując, czy pisarz rozpoznał je i zrealizował.

Ten ogólny zarys znajdował swoje dopełnienie w konkretniejszych wskazówkach Feldmana dotyczących zasad postępowania krytyka i jego powinności. Odrzucił obiektywizm, pojmowany jako brak uczuciowego zaangażowania w odbiór dzieła, ponieważ za pierwotny organ poznawczy uznawał wczucie; ale ten rodzaj afektywnego odzewu, służącego zespoleniu z utworem, odróżniał wyraźnie od takiego subiektywizmu, dla którego dzieło było jedynie punktem wyjścia dla niekrępowanej niczym aktywności odbiorcy. Subiektywizm, rozumiany jako indywidualne sprofilowanie perspektywy, akceptował i traktował jako nieunikniony nie tylko w samym akcie interpretacji. Miał świadomość, że działania krytyka we wszystkich jego rolach – i jako „estetyka wczuwającego się w dzieło i przeżywającego jego piękno”, i jako interpretatora oraz „sędziego sztuki”, i jako autora szerszych ujęć – są w sposób nieuchronny naznaczone subiektywnością, mimo że opierają się one na faktach i obiektywnej, czyli naukowej analizie utworu. Pojmował więc subiektywność – dość nowocześnie i w duchu hermeneutycznym – jako spersonalizowanie perspektywy poznawczej, jej zakotwiczenie w psychice jednostki, w jej osobniczych dyspozycjach, w jej światopoglądzie. Zaakceptowanie subiektywizmu krytyka i podkreślanie koniecznej jego kongenialności jako partnera autora-twórcy („Tylko kongenialny duch zdoła odczuć artystę, odtworzyć jego psychologię” – pisał w Pomniejszycielach olbrzymów, 1907) nie znaczyło, że Feldman zwalniał go z dążenia do prawdy i odcinał od nauki. Wiadomo, że wyróżników „organizacji psychicznej” pisarza szukał w ówczesnej psychologii, a obiektywizm uważał za w pełni zasadny a nawet konieczny w analitycznym rozbiorze utworu. Żądał też od krytyka kultywowania cnót wiązanych zazwyczaj z pracą uczonego – wiedzy, sumienności, pracowitości. Miał on wciąż uczyć się, kształcić wszechstronnie swoją wrażliwość i poszerzać maksymalnie skalę swojego odczuwania; starać się „pojąć obiektywnie” każde zjawisko, rezygnując jedynie z wypowiadania się o tym, co jest mu zdecydowanie obce, czego nie odczuwa i nie rozumie. Z napięć między obiektywizmem a subiektywizmem zdawał sobie jednak sprawę i starał się je neutralizować, projektując integralny model krytyki. Odróżniał krytyka stricte subiektywnego, podobnego do artysty-twórcy, od krytyka-analityka, poruszającego się w polu faktów, wykazującego się erudycją, pracowitością i sumiennością, tych obu zaś – od krytyka syntetyka. Ten, gdy „przekracza pole faktów, jest interpretatorem, a może być uzupełniaczem, uświadomieniem twórcy, współtwórcą, twórcą”; jest indywidualnością, „której głębie interesują nas tak samo, jak życie duszy poety” i „syntetyzując sztukę, literaturę danego okresu, jest jej organizatorem”. Za ideał uważał połączenie krytyka-analityka z syntetykiem: „Idealnym jest oczywiście krytyk, który łączy w sobie przymioty ich obu; który obdarzony jest zmysłem poznania; pozna więc, co życie niesie, każdą nową myśl, każdą nową indywidualność wyczuje, każdą ideę świeżą, na wszystkie będzie wrażliwy, wszystkie odczuje, a równocześnie posiada zmysł syntetyczny, który pozwala mu w ogniu własnej duszy cały ów materiał przetopić – i objawić światu jako nowe odkrycia i prawdy; wtedy jest sumieniem, świadomością, organizatorem sztuki” (Współczesna krytyka literacka w Polsce).

Prawdziwą wszakże płodność krytyki mierzył nie tylko trafnością poszczególnych diagnoz, ale i zdolnością prognozowania, do powinności krytyka zaliczał więc też rozpoznawanie kierunków rozwoju literatury i wskazywanie sposobów ich realizacji. Podkreślał, że trzeba, by krytyk „nie tylko stał na wyżynie swego czasu, ale go także wyprzedzał” (tamże). Zwracał również uwagę na szczególne jego zadanie – edukacyjne, polegające na rozbudzaniu w czytelnikach zamiłowania do literatury i poszerzaniu zdolności jej rozumienia, na kształtowaniu ich gustu i zmysłu krytycznego, na uzdolnianiu ich do zachwytu pięknem. Pozwala to bowiem na wytworzenie światłej opinii publicznej, stanowiącej grunt dla wzrastania talentów i rozkwitu wszelkiej sztuki.

Za bezwzględny obowiązek krytyka uznawał Feldman wartościowanie, a ogólna hierarchia, jaką w nim przyjmował, była pochodną całości jego poglądów na literaturę. Do jej wartości najwyżej w hierarchii tej umiejscowionych należały więc: głębia i wielkość duchowa, rewelatorstwo wywołujące wewnętrzne olśnienie, doniosłość tematu, siła uczuć, szczerość, potęgowanie woli, postępowość rozumiana jako działanie na rzecz przyrostu wolności we wszystkich obszarach ludzkiego życia, wreszcie – artyzm, czyli piękno, ujawniające się w sposobie wcielenia tamtych duchowych jakości w konkret literackiego dzieła. Za istotny miernik nasycenia danego dzieła wartościami uważał pozycję, jaką jemu i jego autorowi można przypisać w przebiegu ewolucji ducha, której kierunek główny widział Feldman w realizowaniu idei wyzwolenia człowieka i uszlachetniania woli. Jako ewolucjonista dopuszczał jednak także istnienie celów niższego rzędu i wartości o słabszej mocy, wypełniających cząstkowe zadania w rozwoju literatury.

Praktyka krytyczna. Feldman debiutował jako krytyk literacki w połowie lat 90. Przynależał rocznikowo do pierwszego pokolenia Młodej Polski, znalazł się jednak poza tą wspólnotą przeżycia pokoleniowego, jakim było doświadczenie załamania się pozytywizmu i poczucie kryzysu wartości. Jego emocje układały się inaczej, inaczej biegła jego intelektualna droga. Myśl pozytywistyczną traktował nadal jako zdobycz, tradycję romantyczną odkrył i wybrał samodzielnie, nie odziedziczył jej w zużytej już postaci. Podjął więc działalność krytyczną w stanie rozszczepionej identyfikacji: czuł się związany ze swoim pokoleniem, ale nie podzielał stanu ducha, jakiemu dawało ono (choć nie ono jedynie) wyraz w literaturze. Pesymizm, znużenie, choroba woli, dochodzące do głosu na początku lat 90., obce były jego świadomości; nie tylko rozmijały się z jego aktywistyczną postawą, ale stanowiły dla niej wyraźne zagrożenie. Od początku odsłaniał więc Feldman-krytyk swoją samoistną pozycję: nie była ona zbieżna z żadną grupową tożsamością poza tą, jaka wiązała go z socjalizmem, a równocześnie postawę jego cechowała przedustawna afirmacja tego, co nowe. Był już mocno osadzony w swoim światopoglądzie, ale intensywnie się kształcąc i podchodząc do literatury z nieukrywaną namiętnością, unikał doktrynerstwa. Ujawnił się od razu jako krytyk aktywny, stale obecny w czasopiśmienniczym obiegu, wyrazisty, stanowczy w ocenach, o zdecydowanych poglądach na temat roli i wartości literatury, o jasno określonym stanowisku społecznym, o emocjonalnym stylu. Pisał o utworach Orzeszkowej, Orkana, Tetmajera, Żeromskiego, Wyspiańskiego, o współczesnej poezji i o dramacie. Śledził uważnie poetycką drogę Kasprowicza; w dodatku do „Kraju” (1899) ukazał się jego duży artykuł o Stanisławie Przybyszewskim. Czytał literaturę przez pryzmat swojej hierarchii wartości i wychwytywał w niej wszystko, co z tą hierarchią pozostawało w zgodzie lub zapowiadało jej reaktywację; potrafił jednak dostrzec jej zdobycze także tam, gdzie od tych wartości odchodziła, a wytknąć wady, mimo że je respektowała.

Ten swój ponad dziesięcioletni dorobek krytyczny i zasób zgromadzonego w ciągu tego czasu doświadczenia literackiego przetworzył Feldman w rozbudowaną dwutomową syntezę Piśmiennictwo polskie ostatnich lat dwudziestu (1902). Jako próba całościowego spojrzenia na literaturę współczesną przedsięwzięcie to miało charakter nowatorski. Biorąc udział w konkursie, rezygnował z wykorzystania najczęściej stosowanego przez krytyków zabiegu, czyli zebrania w jednej edycji tekstów wcześniej w prasie publikowanych, a opatrywanych teraz podtytułem „szkice”, „studia”, „wrażenia”, jak robili w tym czasie Antoni Potocki, Ignacy Matuszewski, czy Jan Sten. Przyjął formę ujęcia całościowego, ale odbiegało ono od schematów, jakimi posługiwano się wówczas w porządkowaniu literatury, czyli podziału jej na okresy bądź inne całostki i uszeregowania w ich obrębie sylwetek autorów, lub z tamtym krzyżowanego układu rodzajowo-gatunkowego. Miał świadomość, że podejmuje się specyficznego zadania, jakim jest pisanie historii literatury współczesnej, że z krytyka przeistacza się w historyka. W przedmowie do trzeciego wydania Piśmiennictwa… pisał „Autor pracując nad nią [tą książką], pamiętał, że pisze h i s t o r i ę; że jeśli krytyka literacka nie jest i być nie może nauką, gdyż decydującym w niej czynnikiem – odczucie osobiste i intuicja, to historia powinna o tyle do nauki się zbliżać, że dane zjawiska pragnie nie tylko sądzić, ile poznawać i rozumieć, a następnie wiązać je węzłem przyczynowości z sobą i z gruntem, z którego wyrosły”. Feldman wyostrzył tu opozycję między krytykiem a historykiem, zapowiedzianą zaś przemianę w historyka nie w pełni zrealizował i zachował oba uprawnienia, bo osobowość krytyka w nim łatwo nie oddawała pola. Zadanie, które starał się zrealizować w Piśmiennictwie, nie było łatwe. Starał się pokazać literaturę w ruchu, odnieść jego kierunek do dziejów ducha narodu, a równocześnie uchwycić w nowy sposób, odbiegający od formuły statycznego portretu, psychikę poszczególnych twórców, odbitą w ich dziele, nie pomijając przy tym różnorodnych zjawisk – mniej znaczących, a tworzących żywą tkankę współczesnej kultury. Sprostać temu zadaniu mogła tylko konstrukcja hybrydyczna i taką właśnie zbudował. Stworzył ujęcie syntetyczne, w którym zarys historyczny poprzerastany był dyskursem krytycznym z właściwą mu, emocjonalnie nacechowaną narracją, a tradycyjne ujęcia: „życie i twórczość” zostały graficznie wyodrębnione mniejszym rozmiarem czcionki i jako osobne aneksy umieszczone na końcu poszczególnych omówień. Całość stanowiła wynik trudnego kompromisu między perspektywą teleologiczną i psychologiczną, między dążeniem do ukazywania szerokiego planu zmian a skrupulatnym przedstawianiem statycznego, rozległego materiału empirycznego.

Podziału na jednostki narracyjne (rozdziały) dokonał wedle zróżnicowanych kryteriów; raz ich przedmiotem są ogólne zjawiska (np. Obniżenie się ideałów), innym razem sytuacja gatunku (np. Powieść dnia dzisiejszego) bądź jednostkowe fenomeny życia kulturalnego (np. Młoda Polska w Krakowie. „Życie”), zdarzają się też rozdziały-worki (np. Sztuka w życiu codziennym. Powieść i scena). Ważne miejsce zajmują rozdziały mające swoich bohaterów jednostkowych – poszczególnych pisarzy, a przysługujące im tytuły stanowią równocześnie etykiety określające ich pozycję: np. Na wyżynach modernizmu. Kazimierz Tetmajer, Kategoryczny imperatyw. Stefan Żeromski, Na szczytach dekadentyzmu. Stanisław Przybyszewski. W tych też rozdziałach w sposób najlepiej widoczny Feldman pozostawał krytykiem. Dawał wgląd w psychikę pisarzy, szukał formuł oddających istotę ich twórczości, stosował narrację „wczucia”, metaforyczną i uobecniającą. Omawiając ich utwory posługiwał się streszczeniem dramatyzującym i nasyconym emocjonalnie; nie stronił od ekstatycznej parafrazy. Istotą poezji Kasprowicza była „walka między kulturą a żywiołowością”, przemawiała przez niego „natura polskiej ziemi”, a w Hymnach znajdował swój wyraz „ból człowieka zmagającego się z Duchem świata w imię swej tęsknoty ku ideałowi dobra” (Piśmiennictwo, t. 2, 1905); Wyspiańskiego określał jako „poetę mocy”, o Żeromskim pisał: ”do głębi smutna i zbolała jest dusza Żeromskiego”, „najgłębszą jego istotą: bezbrzeżna czułość i wrażliwość” (tamże).

Dla Feldmana jako historyka i krytyka zarazem istotne było uchwycenie dynamiki literackiej, by móc w niej znaleźć odpowiedź na pytanie, w jakim miejscu dziejów ducha znajduje się współczesna literatura i dokąd zmierza. Linia dramatyczna, jaką w Piśmiennictwie… wyznaczył, prowadziła od rozczarowania pozytywizmem przez poczucie schyłku, które znajdował u powieściopisarzy-„bezdogmatowców”, przez dekadentyzm Przybyszewskiego, etap artystycznego napięcia i rozdarcia duszy, ujawniający się przede wszystkim w twórczości Kasprowicza, ale i u Żeromskiego i wielu poetów młodej generacji, by dotrzeć ku wyżynom romantyzmu, gdzie osadził Wyspiańskiego jako poetę mocy i reinkarnację romantyzmu w nowej odsłonie. W streszczeniu rozdziału zamykającego Piśmiennictwo tak przedstawia tę wielką przygodę ducha: „Uczuciowość, jako reakcja przeciw pozytywizmowi, w poszukiwaniu za swoim normalnym torem popada w wyczerpanie i dekadentyzm; we walce wewnętrznej wydobywa najgłębszą treść swej istoty, przechodzi z intelektualizmu do żywiołowości. Nawiązanie straconej łączności między człowiekiem a absolutem, wyzwolenie indywidualności narodowej jako ostateczny wynik tego procesu” (tamże, t. 3). Rozpoznanie to miało u Feldmana charakter aksjologiczny, a tak zarysowane dzieje literatury ostatnich dwudziestu lat zyskiwały postać archetypowego przebiegu: była to droga od rozpadu i ciemności, czyli osłabienia ducha, przez zaranie i świt – zmagania duchowe, ku pełni światła – czyli odzyskaniu sił witalnych i duchowej potęgi.

W następnych wydaniach swojej syntezy Feldman poddawał ten obraz pewnym retuszom, związanym zarówno z przyrostem literatury, skrupulatnie przez niego uwzględnianym, jak i z większym wysubtelnieniem diagnoz i ocen. Tetmajer znalazł się „w objęciach wielkiego znużenia”, Żeromski uzyskał wyodrębnione kompozycyjnie miejsce, pojawiło się przezwyciężanie dekadentyzmu, przypisane nie tylko Kasprowiczowi, ale też grupie „młodych poetów mocy”, wśród których wymieniał Orkana, Gustawa Daniłowskiego, Leopolda Staffa, Tadeusza Micińskiego. Zmian dość radykalnych dokonał, przygotowując wydanie szóste, ostatnie, jakie ukazało się za jego życia. Objęło ono l. 1864–1918 i było najbardziej zbliżone do standardów historycznoliterackiej syntezy: jaśniej pod względem przedmiotowym uporządkowane, wyczyszczone z emfatycznych ozdobników, emocjonalnie stonowane, bardziej zobiektywizowane, z bibliografią przeniesioną do przypisów. Skład osobowy neoromantyzmu został chronologicznie i hierarchicznie uporządkowany: swoją pierwszoplanowa pozycję zachowali Kasprowicz, Żeromski i Wyspiański, dołączył do nich Miciński, ale znalazło się tam też miejsce dla Przybyszewskiego, osobny rozdział poświęcił Feldman Staffowi. W księdze ósmej, zatytułowanej Przypływ i odpływ reakcji przeciw neoromantyzmowi omówił literaturę po 1905 r. i zamykał ją odzyskaniem niepodległości. Schemat rozwoju literatury pozostał jednak ten sam, a po włączeniu pozytywizmu uzyskał nawet lepszą wyrazistość. Dzieje nowoczesnej literatury polskiej przybrały kształt sinusoidy z dwoma momentami szczytowymi – romantyzmem i neoromantyzmem oraz rozdzielającym je okresem osłabienia duchowej żywotności: pozytywizmem, naturalizmem i dekadentyzmem, niepozbawionymi wszakże własnego znaczenia dla pracy ducha. Opisowi temu zabrakło jednak wcześniejszego aksjologicznego radykalizmu. Nie ma „obniżenia ideałów”, „szczytów”, „wyżyn”, część poświęconą neoromantyzmowi poprzedza księga zatytułowana Nastrojowcy. Preromantyzm, dekadentyzm został zmarginalizowany, a sam neoromantyzm objął większość literatury początku XX w. Bieg dziejów dowiódł, że literatura spełniała swoją powinność: wola ducha narodu dokonała wcielenia w historię i Polska odzyskała niepodległość.

Nie znaczyło to, że Feldman nie dostrzegał nowych zagrożeń. Widział je po 1905 r. w upadku idei, w „rozpanoszeniu się płytkości”, w negatywnym nastawieniu do neoromantyzmu (czyli Młodej Polski) zarówno po lewej (Brzozowski) jak i po prawej stronie, ale też w nowym klasycyzmie „Museionu”. Z nadzieją natomiast patrzył na nowe prądy – futuryzm i ekspresjonizm oraz młodych poetów – Tuwima czy Lechonia, w których twórczości znajdował tak bliski sobie witalizm i energię rozsadzającą poetycki język. Uznawał to za przejaw i zapowiedź odrodzenia ducha w wolnej Polsce, którą witał pełen entuzjazmu.

Wartościowanie. Feldman uważał romantyzm za najwyższe dotąd osiągniecie ducha narodowego i pogląd ten stanowił dla niego punkt wyjścia do oceny pisarzy, prądów i zjawisk literackich. Swoje rozumienie romantyzmu wykładał wielokrotnie; najprościej przedstawił je w „Krytyce” w 1912 r.: „Romantyzm nie jest prądem literackim lub chwilowym stanem uczuciowym w polityce, lecz odwiecznym kierunkiem ducha ludzkiego. […] Jest nim wszelka dążność do przezwyciężenia danej empirycznie rzeczywistości i do stworzenia piękniejszego doskonalszego bytu mocą przede wszystkim władz wewnętrznych człowieka; uczucia, woli, którym musi się podporządkować świat zjawisk przedmiotowych” (Jeszcze neoromantyzm, „Krytyka” 1912, t. 33, z. 6) Tak pojmowany romantyzm miał więc charakter interpretacji, która wnosiła do niego w wyraźnym nadmiarze element woli, a w innych wypowiedziach także mocy, siły i życia. Co pozwala zrozumieć, dlaczego najważniejszym poetą był dla niego Mickiewicz i dlaczego równocześnie aprobuje egzorcyzmowanie Geniusza w Wyzwoleniu. Pozytywizm traktował Feldman jako czas osłabienia ducha narodowego, ale cenił literaturę realistyczną za odzwierciedlanie społecznego życia i analizę psychiki człowieka, a także za jej altruistyczny wymiar, co dostrzegał zwłaszcza u Prusa i Orzeszkowej; znaczną jednak część tej literatury oskarżał o miałkość problematyki i o obniżenie ideałów. Ambiwalentny był jego stosunek do twórczości naturalistów; z jednej strony zarzucał im (Orkanowi, Zapolskiej, Sygietyńskiemu) pomijanie pierwiastka duchowego i skupianie się wyłącznie na biologicznej i ciemnej stronie natury ludzkiej, z drugiej – uważał ujawnianie i przedstawianie tych jej aspektów za istotny wkład literatury w uksztaltowanie się dojrzałej świadomości nowoczesnego człowieka i cenił za to wczesne utwory Żeromskiego. Odrzucał, co zrozumiałe, dekadentyzm, karcąc nawet Orzeszkową za Melancholików, ale współodczuwająco opisywał i rozumiał przyczyny, jakie go zrodziły, a powieściom ukazującym „bezdogmatowców” i „nerwowych” (Sienkiewiczowi, Dąbrowskiemu, Belmontowi, Mańkowskiemu) przypisał istotną zasługę w rozwijaniu psychologicznej analizy duszy współczesnej. W tym wyważeniu ocen widać u Feldmana ewolucjonistyczne myślenie, każące brać pod uwagę złożoność zjawisk i funkcję każdego z nich w procesie ewolucji, zazwyczaj zawsze niezbędnego i w jakimś stopniu i wymiarze jej służącego. Potrafił też dostrzec różnicę między kwestiami światopoglądowymi a estetycznymi i w Piśmiennictwie odróżnił dekadentyzm od modernizmu, pierwszy utożsamiając z szeroko rozlewającym się pesymizmem, drugi – z nowatorstwem języka artystycznego, i z tego względu umieścił początkowo Tetmajera „na szczytach modernizmu”. Raził go u wczesnego Przybyszewskiego panseksualizm i antydemokratyczne nastawienie, ale przyznawał, że autor Confiteor przetarł drogę modernistycznej literaturze. Niejednoznaczne było stanowisko Feldmana wobec estetyzmu spod znaku Miriama i „Chimery”. Doceniał w pełni fakt, że Miriam umiejscowił sztukę na wysokiej pozycji w hierarchii wartości i przywrócił jej metafizyczny charakter, miał świadomość jego kulturotwórczej roli, ale, wciąż trwając przy społecznych ideałach młodości, nie akceptował duchowego arystokratyzmu redaktora „Chimery”, odseparowania sztuki od życia, widocznego w jego pismach, pogardy dla tłumu. Nie znaczyło to, że sam nie dostrzegał zagrożeń, jakie w kulturze niosła ze sobą współczesność. Omawiając całą produkcję literacką, zwracał uwagę na upadek „powieści z życia codziennego”, piętnował uleganie gustowi drobnomieszczańskiemu w teatrze, z ubolewaniem patrzył na zwiększający się wpływ kultury popularnej. Nie dopuszczał jednak myśli, że da się uratować wysoką sztukę przez izolowanie jej od części społeczeństwa; wierzył w edukację, w dobroczynne skutki emancypacji warstw niższych, w siłę przyciągania, jaką wykazuje piękno.

Przekonany do głębi, że wartościowa literatura wypływa z duszy autora, miał negatywny stosunek do utworów, które uważał za a konceptualną grę, za wyrozumowany, zimny produkt mózgu. Za taki, nie bez racji, uznał Pałubę Irzykowskiego i w Piśmiennictwie odmówił jej większej wartości, podsumowując swój werdykt zdaniem: „Całość świadczy o niskim poziomie duchowym i o barbarzyństwie formy; z tej strony dziedzic lub »odnowiciel« formy nie nadciąga” (Piśmiennictwo, t. 3). Z późniejszych wydań zdanie do usunął, sąd swój nieco złagodził („Autor bez wątpienia opanowany jest żądzą prawdy i talentem do demaskowania fałszywego idealizmu”), ale przy negatywnej ocenie pozostał: „Cała twórczość Irzykowskiego jest wysiłkiem mózgowca, który, uzbrojony w doktrynę teoriopoznawczą, negując wartości uczuciowe i alogiczne, pragnie drogą wyrozumowanych konstrukcyj tworzyć dzieła sztuki. […] Zawiódł Irzykowskiego program twórczości, został destrukcyjny dar analizy” (Współczesna literatura, t. 2).

Pojawienie się utworów, w których widział powrót ducha romantycznego, było spełnieniem jego nieustających oczekiwań. Dostrzegał wczesne tego zapowiedzi w tragizmie poezji Kasprowicza i we wrażliwości moralnej Żeromskiego, a rozwój tych pisarzy potwierdzał potem jego rozpoznania. Prawdziwym natomiast objawieniem była dla Feldmana twórczość Wyspiańskiego. Uznał ją za szczytowe osiągnięcie polskiego neoromantyzmu, za najpełniejsze współcześnie poetyckie ucieleśnienie duszy narodu, a poświęcony Wyspiańskiemu fragment Piśmiennictwa był jedną wielką tyradą zachwytu. Witał go jako mesjasza literatury polskiej, który wnosi do niej wszystko, co najcenniejsze: wielkość, nieposkromioną wyobraźnię nasyconą kulturą, śmiałość myśli, ideę woli i czynu, monumentalną formę, odwołującą się do najcenniejszej tradycji. W ostatnim wydaniu Współczesnej literatury Feldman wyciszył już ton egzaltacji, w sposób bardziej zrygoryzowany rysował sylwetkę twórczą Wyspiańskiego i analizował jego utwory, ale nie tylko pozostawił go na szczycie polskiego neoromantyzmu – złożył też w „Panteonie ludzkości”.

Neoromantyzm, ujawniający się w literaturze i rozumiany jako stanowisko polityczne, był dla Feldmana romantyzmem ewolucyjnie udoskonalonym, dążącym „ do przekształcenia rzeczywistości rewolucyjnym wysiłkiem woli, ale nie woli zaimprowizowanej nagle, ale wyrosłej na gruncie długo uprawianym i realistycznie przygotowanym” (Neoromantyzm w życiu społeczno-politycznym, „Krytyka” 1912, t. 33, z. 6).

Z pisarzy młodszych z radością witał poezję Leopolda Staffa, którego później nazwał „najpiękniejszym wyrazem wyzwolenia wewnętrznego, będącego jutrznią nowego człowieka” (Współczesna literatura, t. 2); z uwagą czytał Berenta i dostrzegał jego wybitność, ale umieścił go jako „stylizatora” obok Nałkowskiej, której prozę poddał wyjątkowo przenikliwej analizie. Entuzjazm, z jakim pisał o futurystach i młodych skamandrytach, potwierdza przekonanie, że jego neoromantyzm nie był paseistyczną utopią, ale formą etycznie ugruntowanego, podbudowanego idealizmem witalizmu, w który młode pokolenie wnosiło teraz własną cielesną treść.

Metakrytyka. Własnym systemem ocen objął też Feldman współczesnych krytyków i badaczy literatury, dołączając do trzeciego wydania Piśmiennictwa polskiego tom czwarty: Współczesna krytyka literacka w Polsce, gdzie omówił – raz mniej, raz bardziej szczegółowo – ponad pięćdziesiąt nazwisk. Wyróżnił tam sześć odmian krytyki: utylitarno-społeczną i racjonalistyczną (główni reprezentanci tej drugiej to Stanisław Tarnowski, Włodzimierz Spasowicz i Piotr Chmielowski), realistyczną (tu umieścił Witkiewicza i Sygietyńskiego), metafizyczną (z Z. Przesmyckim i S. Przybyszewskim na czele, ale znaleźli się tam także Antoni Lange, Stanisław Lack i Stanisław Brzozowski), moralistyczną (Marian Zdziechowski), impresjonistyczną i subiektywną (z Ignacym Matuszewskim jako przedstawicielem głównym, ale zaliczył do niej też – jako konsekwentnych impresjonistów – Antoniego Potockiego i Jana Stena) oraz historyczno-filologiczną (pośród licznych jej przedstawicieli, którym poświęcił uwagę, szerzej przedstawił Aleksandra Brücknera, Edwarda Porębowicza i Józefa Kallenbacha); w osobnym rozdziale omówił krytykę teatralną Warszawy, Krakowa i Lwowa. Zgodnie z poglądem, że krytyka jest twórczością, ta zaś ma swoje źródło w indywidualnej osobowości, zwięźle, a niekiedy dość bezceremonialnie określał psychikę autora i rodzaj jego talentu, po czym przedstawiał i oceniał jego dorobek. Ocenę zdecydowanie negatywną uzyskał Tarnowski, któremu zarzucał Feldman niedostatek podłoża teoretycznego, tendencyjność polityczną, niezdolność do odczuwania wyższych stanów ducha (jak mistycyzm Słowackiego), dogmatyzm i kronikarstwo. Doceniał natomiast Chmielowskiego, w którym widział głównie chłodną inteligencję, ale dostrzegał, że została ona potem rozwinięta w „harmonię rozumu z wyobraźnią”. Uznanie Feldmana zdobył Stanisław Witkiewicz za odnowienie krytyki i oparcie jej „na założeniach czysto artystycznych”, nie zapomniał mu jednak wytknąć, że „zapoznaje ducha sztuki”. O Miriamie i Przybyszewskim powtórzył sądy zawarte wcześniej w Piśmiennictwie. Sporo uwagi poświęcił Brzozowskiemu, odtwarzając jego poglądy, nie zajął jednak w stosunku do nich zdecydowanego stanowiska. Wysoką pozycję w przyznał Feldman Ignacemu Matuszewskiemu; podziwiał w nim ścisłość umysłu zespoloną z „romantyzmem poznania”, rozległe wyksztalcenie, wszechstronność połączoną ze zdolnością do subiektywnego wglądu w literaturę i szeroką skalą wrażliwości. Wśród „młodszych impresjonistów” wyróżnił Antoniego Potockiego, dostrzegając lekkość i swobodę jego pióra i „wzruszeniowy” stosunek do literatury, oraz Jana Stena za jego personalistyczne nastawienie, sprawiające, że „za książką widzi autora-człowieka i go wydobywa swoją intuicją”. W posumowaniu dokonał Feldman ogólnej, dość surowej oceny ówczesnego stanu krytyki. Wytykał słabe zainteresowanie literaturą obcą, niski poziom krytyki dziennikarskiej, jej stronniczość i uzależnienie od polityki, „protegowanie miernot”, brak zrozumienia i szacunku dla prawdziwych wielkości.

W ostatnim wydaniu Współczesnej literatury z jednej strony poszerzył, z drugiej okroił zakres materiału dotyczącego krytyki i przekomponował go, ujmując w dwa chronologiczne bloki zatytułowane Praca nad literaturą. Bardziej zobiektywizował sposób narracji i nadał prezentowanym sylwetkom zwarty, trochę zbliżony do encyklopedycznego charakter, wprowadził nowe nazwiska; zmienił też nieco typologię krytyki: byli to teraz „pionierzy Młodej Polski” „krytycy estetyczno-psychologiczni”, oraz „krytyka wyznawcza”, „krytyka impresjonistyczna i analityczna”, „krytyka filologiczna”. Brzozowskiemu, którego dorobek był już całością zamkniętą, przydzielił osobny rozdział; docenił jego wkład w rozwój polskiej myśli, ale nie zaakceptował jego stanowiska. W zamykających drugi blok Uwagach ogólnych nie było już dawnej pasji polemicznej. Stan krytyki literackiej ocenił raczej pozytywnie; zwrócił uwagę na niektóre zasługi filologów; zaniedbania widział w słabym rozwoju komparatystyki, niepokoił go nadal niski poziom krytyki prasowej. Podsumowując przyznał, że i w krytyce dokonała się w Młodej Polsce odnowa myśli twórczej.

Osobowość narracyjna. Feldman uważał krytyka za organizatora literatury, który umie wyczuć puls ducha czasu i potrafi śledzić zmiany zachodzące w szerokim historycznym horyzoncie, a równocześnie za kogoś, kto zdolny jest do głębokiego zespolenia z jednostką twórczą i jej dziełem. I sam też w obu tych rolach występował. Wcielał się w dwa podmioty tekstowe, dwie narracyjne figury: w wielkiego maestro, inscenizatora dramatu, w jaki układają się dzieje literatury Młodej Polski, i w medium, które odbiera i przekazuje głos duszy pisarza. Pierwszy narrator przedstawiał literaturę jako rodzaj zmieniającego się widowiska: rysował sytuację wyjściową i jej dynamiczny potencjał, zapowiadał zmiany, prezentował ich koryfeuszy, grupował prekursorów i epigonów, wstrzymywał na jakiś czas ruch, komponując żywe obrazy z dialogujących ze sobą książek i autorów, nie stronił od osobistego komentarza a parte. Dyskursywną realizacją tej postawy były charakterystyczne dla Feldmana chwyty kompozycyjno-stylistyczne: wprowadzenie na niespotykaną skalę czasu teraźniejszego, funkcjonującego jako praesens historicum, antycypacje i inne zakłócenia chronologii, zwroty akcji, liczne ujęcia momentalne, ustępujące potem relacji ciągłej, nasycenie sformułowaniami metaforycznymi i językiem emocjonalnym. Zadaniem drugiego narratora było sporządzenie duchowego portretu pisarza i dokonanie powiązanej z tym interpretacji jego dzieła, co oznaczało odrzucenie tradycyjnej techniki szkicu biograficzno-krytycznego na rzecz bliskiego iluminacji rozpoznania opartego na wczuciu. Spowodowało to zacieranie granic między utworem i jego opisem, między odtwarzaniem domniemanego stanu duszy autora a interpretacją sygnowaną przez krytyka. Narrator z tą samą łatwością i sprawnością wcielał się w pisarza, w lirycznego bohatera i w powieściową postać, przejmował ich głos, eksponując równocześnie własne emocjonalne nastawienie. To sprawiło, że narracja, jaką w tych przypadkach Feldman się posługiwał, często przybierała formę mowy pozornie zależnej o wysokim, graniczącym niekiedy z egzaltacją, napięciu uczuciowym, operującej gęstą, ryzykowną nieraz metaforyką, syntetycznymi formułami, oddającymi stan olśnienia, poetyckimi definicjami. Logika wywodu traciła w niej wyrazistość, a całość rozpadała się na osobne fragmenty. Ta praktyka narracyjna, wynikająca w jakiejś mierze z psychicznych dyspozycji Feldmana, nie odbiegała szczególnie od młodopolskiego modelu krytyki, ale charakteryzowała się znacząco nadmiernym nasyceniem właściwymi jej cechami. To spowodowało, że spuścizna Feldmana sprawia dziś wrażenie dyskursu archaicznego i raczej wzbudza ciekawość jako przedmiot badań, niż zaufanie jako źródło wiedzy, choć wbrew pozorom bywa źródłem niezwykle cennym.

Miejsce Feldmana. Wilhelm Feldman był jednym z najbardziej aktywnych i wpływowych afirmatywnych krytyków literackich Młodej Polski, jak określał to Kazimierz Wyka w Modernizmie polskim; afirmatywnych, czyli działających i wypowiadających się z wnętrza okresu i towarzyszących jego przemianom. Niezwykle pracowity i chłonny, obeznany z literaturą i filozofią europejską, objął uwagą rozległy obszar współczesnej literatury polskiej, uwzględnił wszystkie jej rejestry i współtworzącą jej kontekst kulturę oraz zgromadził ogromny materiał faktograficzny. Mając umiejętność postaciowania i różnicowania, potrafił dostrzec i uchwycić nowe zjawiska literackie in statu nascendi i śledzić najdrobniejsze zmiany zachodzące w twórczości poszczególnych autorów. Wskazywał związki i zależności, które długo uchodziły uwadze badaczy, jak powiązanie impresjonizmu z naturalizmem, czy rola dekadentyzmu w torowaniu drogi Młodej Polsce. To, jak hierarchizował pisarzy, było na ogół trafny, podobnie jak wyczucie dynamiki literackiej. Przeszkodę w pełnym jej zrozumieniu stanowił jego romantyzmocentryczny dogmatyzm, który utrudniał mu, jak wielu innym badaczom, wyodrębnienie w Młodej Polsce nurtu modernistycznego nietożsamego z neoromantyzmem, choć zdawał sobie sprawę z odmienności duszy człowieka nowoczesnego i jej wewnętrznego rozdarcia. Feldman doświadczenie to zneutralizował i przekazał je neoromantyzmowi w nietoksycznej już postaci jako rodzaj posagu, gwarantującego dojrzałość tej nowej odmiany romantyzmu.

Umieszczony na macierzystym tle historycznym, jest Feldman-krytyk osobliwym wytworem wielu myślowych inspiracji, jakie mogły zderzać się i krzyżować ze sobą na przełomie wieków: przedatowanego romantycznego idealizmu, pozytywistycznego ewolucjonizmu i Taine’owskiej socjologii, naukowej psychologii, nowoczesnego indywidualizmu, woluntaryzmu, witalizmu i innych, także przejściowych intelektualnych mód. To eklektyczna mieszanka, z której, portretując Feldmana, kpił Brzozowski. Jeśli jednak zmienić tło i przywołać tendencje, jakie wyłaniają się w tym czasie w Europie z przełomu antypozytywistycznego, łatwo zauważyć, że umysł Feldmana przyjmuje po części stanowisko zbliżone do tego, które wypracował Wilhelm Dilthey i rozwijała jego szkoła, odwołująca się do nowej psychologii. Nazwisko Diltheya najwyraźniej nie było Feldmanowi znane, w każdym razie nigdzie nie przyznaje się do jego wpływu. Ale widać u niego podobne myślenie: chodzi mu o połączenie dziejów ducha z analizą psychologiczną jednostki twórczej i jej dzieła z uwzględnieniem ich zanurzenia w historyczności; analizą dokonywaną w akcie wczucia i rozumienia. Nauka o duchu i nowoczesna hermeneutyka były w jakiejś mierze intuicyjnie zaprojektowaną przez niego praktyką badawczą.

Piśmiennictwo polskie ostatnich lat dwudziestu i jego późniejsze warianty stały się – w swoim gatunku – bestsellerami, a ogólna liczba egzemplarzy wszystkich wydań wynosiła 26 tysięcy, co było liczbą na tamte czasy rekordową. Syntezy te wykazują swoją wartość i oryginalność także wtedy, gdy porównać je z ówcześnie powstałymi książkami o podobnym charakterze: z Historią literatury polskiej Piotra Chmielowskiego (1899–1900), z wielotomowym dziełem Stanisława Tarnowskiego o takim samym tytule (1900, 1907), z pracą Antoniego Mazanowskiego Młoda Polska w powieści liryce i dramacie (1902), traktowaną zazwyczaj jako podręcznik, a nawet z Polską literaturą współczesną Antoniego Potockiego, która została opublikowana znacznie później niż pierwsze edycje Feldmana, bo dopiero w latach 1911–1912. Chmielowski o pokolenie od Feldmana starszy, literaturą najnowszą zajął się w trzeciej części swojej Historii. Potraktował ją, zgodnie z zasadami pozytywistycznej szkoły obiektywnie i rzeczowo, ale określenie, jakim objął w tytule tę literaturę: „uroszczenia indywidualizmu”, oddaje dość dobrze jego do niej stosunek. Natomiast wydane przez Chmielowskiego w dwa lata później Dzieje krytyki literackiej w Polsce mogły skłonić Feldmana do napisania własnej Współczesnej krytyki literackiej w Polsce. Tarnowski, uczony i krytyk o poglądach konserwatywnych, Młodej Polsce poświęcił niewiele miejsca, traktując ją pobieżnie i bez życzliwości. Za prawdziwego rywala Feldmana uznać można Antoniego Potockiego. Jego dwuczęściowa Polska literatura współczesna wyrosła z odmiennych inspiracji; była też książką osobistą, ale nastawioną bardziej na analizę socjologiczno-kulturową, a przez uwypuklenie roli pokoleń literackich na pewno myślowo nowatorską. Jej niezbyt fortunna kompozycja i tradycyjny podział na rodzaje nowatorstwo to jednak zatarły, nie zyskała też porównywalnego z Feldmanowskimi ujęciami czytelniczego powodzenia.

Ta popularność syntez Feldmana nie była równoznaczna z powszechną akceptacją jego krytycznej działalności. Ostrość jego sądów i apodyktyczna postawa wywoływały często sprzeciw w literackim środowisku. Bywał przedmiotem niewybrednych ataków urażonych pisarzy (Tetmajera, Jerzego Żuławskiego), bohaterem pamfletów, publicystycznych nagonek i artykułów pisanych w jego obronie. Sprawiedliwość oddał mu po latach Kazimierz Wyka, który doceniając odkrywczość spojrzenia Feldmana na literacką dynamikę okresu Młodej Polski, pisał w Modernizmie polskim, że jest on „niesłusznie dziś lekceważony, przemilczany i zapomniany, podczas gdy należałoby życzyć każdemu pokoleniu krytyka aprobatywnego tej intuicji i tej klasy”.</document>
<document nplp_id="12716" title="Galle Henryk" slug="galle-henryk">Krytyk, historyk i teoretyk literatury, edytor, pedagog, dydaktyk, nauczyciel. Pseud. i krypt.: Celsus, Vester, H.G., HG, H.G-e, H, G, G-E.

Biografia. Urodził się 16 IV 1872 w Warszawie jako syn Franciszka, kupca, i Natalii z Cytwiców. Uczęszczał do II Gimnazjum w Warszawie, które ukończył w 1891 r. Tam kształcił się m.in. pod kierunkiem Adama A. Kryńskiego i Romana Plenkiewicza. W l. 1891–1896 studiował na wydziale historyczno-filologicznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie pobierał nauki od Adolfa Pawińskiego, Henryka Struvego i Teodora Wierzbowskiego. Stopień kandydata nauk historyczno-filologicznych uzyskał w 1896 r. na podstawie rozprawy Pamiętnik Zofii Wilhelminy księżnej Bayreuth jako źródło historyczne. W 1897 r. ożenił się z Natalią ze Śliwickich. Z tego związku urodziło się troje dzieci: Leon, Michalina i Elżbieta (dwoje z nich – syn i pierwsza z córek – zmarło w młodym wieku). Galle spędził życie w Warszawie i jej okolicach; trzykrotnie podróżował za granicę: w 1903 r. do Włoch, w 1905 r. do Szwajcarii i w 1929 r. do Włoch i Francji. W l. 1918–1920 służył jako ochotnik w Wojsku Polskim i walczył w wojnie polsko-bolszewickiej.

Działał aktywnie w licznych organizacjach zawodowych, pedagogicznych i naukowych. Był członkiem zarządu Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich oraz Warszawskiej Kasy Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy, należał do Towarzystwa Artystycznego Warszawskiego. Intensywnie współpracował ze Stowarzyszeniem Nauczycielstwa Polskiego. Gdy przekształcono je w Towarzystwo Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych, został członkiem zarządu Oddziału Warszawskiego (1921–1925), a od 1922 r. pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego. Był jednym z organizatorów I Ogólnopolskiego Zjazdu Nauczycieli Polonistów, odbywającego się 24–26 IV 1924 w Warszawie. Współpracował z Komisją Historii Literatury Polskiej przy Polskiej Akademii Umiejętności, a także z Komisją do Badań nad Historią Literatury i Oświaty w Polsce w Towarzystwie Naukowym Warszawskim. Od 1938 r. był członkiem korespondencyjnym Towarzystwa (Wydziału I – Językoznawstwa i Historii Literatury). W 1935 r. został odznaczony „Srebrnym Wawrzynem Akademickim” Polskiej Akademii Literatury za szerzenie zamiłowania do literatury polskiej.

Całe życie pracował jako polonista i historyk. Początkowo nauczał w prywatnych żeńskich szkołach w Warszawie oraz udzielał się w ramach kółek samokształceniowych i tajnych kompletów tzw. latającego uniwersytetu. Następnie wykładał w utworzonym z niego Towarzystwie Kursów Naukowych (1905–1918), później – w powstałej w wyniku jego przekształcenia Wolnej Wszechnicy Polskiej, w Katedrze Historii Literatury Polskiej (1918–1939). Był też zatrudniony w gimnazjum założonym przez gen. Pawła Chrzanowskiego (po wojnie – im. Jana Zamoyskiego).

Jednocześnie współpracował z licznymi czasopismami i wydawnictwami. W l. 1898–1900 pełnił funkcję sekretarza redakcji „Ateneum”, gdzie zawarł szczególnie ważną dla niego znajomość z Ignacym Chrzanowskim. W l. 1905–1911 związał się zawodowo z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, a od 1909 r. był sekretarzem jego redakcji. W 1906 r. został członkiem komitetu redakcyjnego serii „Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej. Życiorysy, streszczenia, wyjątki”. Pracował także przy serii „Biblioteka Dzieł Wyborowych” oraz w wydawnictwach Michała Arcta oraz Gebethnera i Wolffa. W l. 1906–1911 był współredaktorem „Przeglądu Bibliograficznego”, a od 1926 do 1934 r. zajmował stanowisko redaktora naczelnego „Przeglądu Pedagogicznego”. Zmarł 26 II 1948 w Olszance k. Skierniewic.

Kręgi działalności. Działalność Gallego w czasopismach nie ograniczała się do obowiązków redakcyjnych; był on również aktywny pisarsko. Jeszcze w czasach szkolnych opublikował artykuł Z dziedziny psychologii („Ateneum” 1890, t. 1, z. 2), w którym omawiał Szkice psychologiczne Jana Władysława Dawida. Także w późniejszych latach recenzował podręczniki oraz książki naukowe. Oceniał też prace innych krytyków i historyków literatury. Niekiedy recenzował także edycje dzieł literackich, np. w 1913 r. dla „Biblioteki Warszawskiej” – w Kronice literackiej – wydania pism Zygmunta Krasińskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Cypriana K. Norwida, Elizy Orzeszkowej i Jana Kasprowicza.

Jego pierwsze artykuły miały charakter historycznoliteracki i dotyczyły epoki staropolskiej, nie stracił zainteresowania tym okresem również w późniejszych latach. Jednocześnie pisał artykuły zbliżone do portretów literackich (np. Włodzimierz Perzyński jako beletrysta, „Tygodnik Ilustrowany” 1908, nr 5; Drogi twórczości Elizy Orzeszkowej, „Biblioteka Warszawska” 1911, t. 2). Ponadto, tworzył zbiorcze przeglądy, w których omawiał i oceniał utwory literackie pod określonym kątem oraz podsumowywał dokonania autorów w wybranych kategoriach, np. Z najnowszych powieści (w 1901 r. dla „Ateneum”), Dusze kobiece (w 1909 r. dla „Kuriera Warszawskiego”) czy Kroniki literackie, dla „Biblioteki Warszawskiej” (1912–1914). W niektórych artykułach komentował z perspektywy historycznoliterackiej proces rozwoju literatury (np. Nowe drogi, nowe bogi, „Biblioteka Warszawska” 1903, t. 2). Niekiedy publikował artykuły zawierające rozważania teoretycznoliterackie (np. Satyra, pamflet, paszkwil. Z powodu „Zielonego Balonika”, „Tygodnik Ilustrowany” 1908, nr 9). Pisał liczne recenzje na temat bieżącej produkcji literackiej. Istotny element jego dorobku stanowią artykuły dotyczące edukacji, przeznaczone dla „Przeglądu Pedagogicznego”, z którym współpracował od 1898 r.

Galle prowadził intensywną działalność edytorską i wydawniczą. Był autorem przedmów do kilku tomów serii „Biblioteka Dzieł Wyborowych” (m.in. Cyganerii warszawskiej Walerii Marrené-Morzkowskiej). W wydawnictwie Arcta zainicjował serię „Biblioteczka Narodowa”, której kolejne tomy (blisko sto) edytował i redagował oraz opatrywał przedmowami i objaśnieniami (m.in. Wybór utworów lirycznych Wincentego Pola czy Karpackich górali Józefa Korzeniowskiego). W podobny sposób opracował część tomów serii „Książki dla wszystkich” (m.in. Myszeis Ignacego Krasickiego), „Książki dla wszystkich. Arcydzieła Poezji Polskiej” (m.in. Horsztyńskiego Juliusza Słowackiego) i „Arcydzieła Literatury Wszechświatowej” (przekłady Adama Mickiewicza). Obszernie omawiał również znaczące dzieła literackie w serii „Książki dla wszystkich. Arcydzieła Poezji Polskiej w rozbiorach, streszczeniach i wyjątkach” (m.in. Grażynę Adama Mickiewicza). W wydawnictwie Gebethnera i Wolffa Galle zainicjował serię „Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych”, pracował przy serii „Biblioteczka Młodzieży Szkolnej” oraz wydał z przedmową Pisma Zygmunta Krasińskiego. Ponadto – redagował z Bronisławem Chlebowskim i Ignacym Chrzanowskim serię „Wybór pisarzów polskich dla domu i szkoły”, której kilka tomów poprzedził wstępem i przypisami.

Zajmował się także biografistyką i opracowywaniem bibliografii. Jako jeden z inicjatorów, redaktorów i autorów serii „Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej. Życiorysy, streszczenia, wyjątki” przygotował w formie artykułów sylwetki wielu wybitnych twórców przełomu XVIII i XIX w. Współtworzył też Album biograficzne zasłużonych Polek i Polaków XIX wieku. Napisał także kilka haseł do Encyklopedii wychowawczej i Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej.

Poza pisanymi od czasu studiów rozprawami historycznymi Galle w kolejnych latach tworzył prace z pogranicza historii literatury i krytyki literackiej – o cechach monografii i portretu literackiego (niektóre z nich publikował wcześniej w skróconej wersji w czasopismach). Wielokrotnie wznawiano napisane przez niego teoretycznoliterackie i językoznawcze prace o charakterze podręcznikowym, oraz liczne wypisy, czytanki, słowniki i słowniczki szkolne.

Przekroje. Stałym elementem wywodów Gallego są podsumowania i ujęcia przekrojowe. Często traktuje on utwory omawianego autora całościowo i stara się zidentyfikować łączącą je myśl przewodnią: „Gdybyśmy chcieli zawrzeć w jednym wyrazie ideę podstawową twórczości Świętochowskiego, wyraz ten brzmiałby: człowieczeństwo” (Aleksander Świętochowski jako beletrysta, Warszawa 1902). Jednocześnie określa – głównie w studiach z pogranicza monografii i portretu literackiego – drogi rozwoju twórczości omawianych pisarzy. Jej kolejne etapy wyznacza za pomocą dat wydarzeń życiowych lub wydań znaczących dzieł. O postępującym talencie Marii Konopnickiej pisze: „Szybkimi krokami zbliżamy się ku szczytom. […] Ten przewrót nie dokonał się od jednego razu, lecz w ciągu trzechlecia, dzielącego ukazanie się drugiej serii Poezji (1883) od rzucenia na papier pierwszych […] pomysłów Imaginy” (Twórczość poetycka Marii Konopnickiej w ciągu dwudziestu pięciu lat, Warszawa 1902). Galle we wszystkich swoich opracowaniach szczególną wagę przywiązuje do biografii autora oraz okoliczności powstania utworu. Ponadto, zazwyczaj przybliża jego treść, podaje informacje o jej społeczno-historycznym kontekście, charakteryzuje postaci, omawia główne motywy, komentuje właściwości formy i określa gatunek dzieła. Niekiedy odnosi się także do opinii krytyków lub badaczy na jego temat, opisuje dzieje recepcji oraz załącza bibliografię przedmiotową.

Galle rozumie literaturę szeroko – jako piśmiennictwo – i przedstawia ją w ujęciu diachronicznym. Interesują go więc autorzy i dzieła każdego okresu historycznoliterackiego oraz wszystkie rodzaje i gatunki twórczości pisanej. W swoich pracach dąży do wyróżnienia kolejnych etapów jej rozwoju oraz zidentyfikowania roli, jaką odgrywają w nich poszczególni pisarze. Bliską mu czasowo literaturę pokolenia pozytywistów również traktuje z pespektywy historyka: podsumowuje, porządkuje i określa pozycję twórców. Docenia zwłaszcza Konopnicką i Świętochowskiego; zajmuje się też Adamem Asnykiem i Elizą Orzeszkową (rzadziej – Bolesławem Prusem i Henrykiem Sienkiewiczem). Dąży do ustalenia kanonu literatury polskiej.

Wartościowanie. Podejście krytyczne ujawnia się w każdym z rodzajów jego działalności – również naukowej i – wbrew założeniom – dydaktycznej. Podsumowania, porównania i kategoryzacje prowadzą do hierarchizowania twórców i dzieł, co wiąże się z ich wartościowaniem. Również w popularnonaukowych edycjach, mających zawierać wyłącznie podstawowe informacje o omawianych dziełach, wyraża swoje opinie („Mazepa” Juliusza Słowackiego, 1907). Podobnie ujęcia zwierają jego opracowania o charakterze naukowym. Metodę łączącą opis rozwoju twórczości pisarza z oceną jego poszczególnych utworów konsekwentnie stosuje on przede wszystkim w studiach z pogranicza monografii i portretu literackiego. Kwalifikuje utwory omawianego autora: od najlepszych po najgorsze. Swoje sądy uzasadnia zaś komentarzami oceniającymi ich kompozycję, kreację postaci, fabułę czy język. Wartościujące są również jego przedmowy do wydań poszczególnych dzieł. Dodatkowo, nadaje on tego typu wywodom funkcję perswazyjną – zachęca do lektury przez pokazywanie walorów dzieła.

Rozumienie krytyki. Galle definiuje krytykę jako „bezstronne wykazanie zalet i wad” (Stylistyka i teoria literatury. Wykład systematyczny oraz wypisy i ćwiczenia stylistyczne, 1906). Jej adresatem jest czytelnik dzieł literackich, któremu umożliwia ona ich lepsze zrozumienie, oraz – jeśli żyje – autor, zyskujący za jej sprawą cenne wskazówki. Według Gallego przedmiotem krytyki mogą być oprócz dzieł także osoby i rzeczy. Uznanie bezstronności krytyki jako jej cechy dystynktywnej wiąże się z zakwalifikowaniem pism krytycznych do prozy rozumowej będącej podstawą nauki i wiedzy. Współczesnych mu pisarzy ocenia z perspektywy ich szans na trwałe wejście do kanonu literatury polskiej oraz reprezentowanego przez nich światopoglądu, również w wypowiedziach krytycznych dąży do wskazania idei przewodniej dzieła. W tym kontekście ostro wypowiada się o Stanisławie Przybyszewskim: „Ci, co z mianem »młodej Polski« łączą [jego – M.K.] imię […], popełniają jeden z tych codziennych błędów, powstających z powtarzania bezmyślnego utartych frazesów. […] w całym Wyborze nie ma prawie śladu jego wpływu; jest on, co się zowie, mistrzem bez uczniów, dźwiękiem bez echa. Przyszedł i przejdzie, i cienia nie pozostawiwszy po sobie. Ci, co poszli i idą za nim, zbyt małe to duchy, aby mogły wejść do literatury; prawdziwie utalentowani własną sobie torują drogę. Więc gdzież te objawy zatrucia, orgie satanizmu?” ([rec.] W. Feldman, Wybór poezji Młodej Polski, „Gazeta Polska” 1903, nr 204). W procesie recenzowania utworów literackich Galle ustosunkowuje się zarówno do ich treści, jak i formy: „[Konopnicka – M.K] gardzi błyskotkami formy, w której treści brak. Ale całe bogactwo swoich środków artystycznych poświęca na ołtarzu dobra powszechnego” (Maria Konopnicka, „Kurier Codzienny” 1902, nr 289). Jako zaletę postrzega podjęcie w utworze problematyki społecznej oraz narodowej. O Ludziach bezdomnych pisze: „Utwór Żeromskiego ma […] szersze i głębsze znaczenie. Nie tylko Judym, nie tylko Joasia, nie tylko Korzecki należą do szeregu »bezdomnych« […] – to całe miliony nędzarzy oddanych na pastwę nędzy i rozpuście” ([rec.] S. Żeromski, Ludzie bezdomni, „Ateneum” 1900, t. 1, z. 3). Pozytywną ocenę analizowanych w zestawieniu powieści Dzieci Prusa i Wiry Sienkiewicza argumentuje natomiast tym, że są one „pięknym dowodem, tej wielkiej prawdy, że cała nasza literatura wyrosła z gorącej miłości ojczyzny” (Rewolucja w powieści, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 39).

O prozie polskiej przełomu XIX i XX stulecia. Ważnym kryterium oceny jest dla Gallego związek treści utworów z rzeczywistością: „Nie pamiętamy powieści, gdzieby życie chłopskie wystąpiło w obrazie tak pełnym, wszechstronnym […] – wszystko odbiło się tu, jak w zwierciadle. […] szereg scen o śmiałych konturach, jaskrawych a ruchliwych, żywych a barwnych, składa się na całość o wielkiej sile realizmu” (Prace i dnie ludu polskiego w „Chłopach” Reymonta, „Biblioteka Warszawska” 1904, t. 2). W ten sposób traktuje utwory, których cel identyfikuje z przedstawianiem realiów społeczno-obyczajowych. Jeśli jednak uzna, że dany utwór ma przede wszystkim oddawać życie wewnętrzne człowieka, czyli uczucia i stany psychiczne, skupia się na ocenie właściwości związanych z ekspresją: „W proteście więc wyraża się najlepiej owo uczucie, które stanowi najlepszą cząstkę twórczości młodego autora” ([rec.] G. Daniłowski, Nego, „Ateneum” 1899, t. 4, z. 3). Podczas recenzowania historycznych utworów literackich zwraca zaś uwagę na zgodność ze źródłami i wartość przekazywanej w nich wiedzy (Z najnowszych powieści, „Ateneum” 1901, t. 1, z. 2).

Spośród elementów świata przedstawionego Galle wyróżnia przede wszystkim bohaterów. Ocenia ich podobieństwo do żywych ludzi, wiarygodność motywacji, wielowymiarowość charakteru: „zauważyliśmy bezkrwistość figur […], postaci te nie uwypuklają się należycie. […] to modne garnitury kroju angielskiego nadziane na sztywne manekiny z papier mâché. […] wyjątek stanowi pod tym względem książę Samuel Wiśniowiecki […]. To jedyna żywa postać […], kreacja skończona i znakomita” ([rec.] K. Przerwa-Tetmajer, Zatracenie, „Książka” 1906, nr 2). Szczególne znaczenie ma dla niego również spójność i logika kompozycji. Z tego powodu opowiadanie Sprawiedliwie Władysława S. Reymonta stawia wyżej niż Ziemię obiecaną. Powieść krytykuje za manierę „chwytania i utrwalania wszystkich wrażeń, które podpadły pod zmysły, rozdrabniania się na szczegóły i szczególiki” ([rec.] W.S. Reymont, Przed świtem, Pewnego dnia, Sprawiedliwie, „Prawda” 1902, nr 14).

Galle wartościuje również warstwę językową utworów. Krytykuje błędy, a także „zawiłość stylu […], nadmiar erudycji” ([rec.] T. Miciński, Xsiądz Faust, „Książka” 1913, nr 11). Chwali za poetyckość środków wyrazu oraz różnicowanie języka wypowiedzi poszczególnych postaci: „Dla urozmaicenia swej mowy Żeromski używa słów niezwykłych, silnych i jędrnych, czerpiąc je z bogatej krynicy gwar. […] rzadko kto umie używać […] prowincjonalizmów tak umiejętnie” (Epoka napoleońska w „Popiołach” Stefana Żeromskiego. Szkic literacki, Warszawa 1904).

Kategorie opisu krytycznoliterackiego. Słownik pojęć używanych przez Gallego jest zdominowany przez trzy podstawowe kategorie. Pierwszą z nich – najliczniejszą – stanowią określenia odwołujące się do dziedzin sztuki innych niż literatura: malarstwa (m.in. „obraz”, „malować”, „kreślić”, „rysunek”, „plastyka”, „barwa”, „tło”, „krajobraz”, „figura”) i muzyki (m.in. „śpiew”, „pieśń”, „akord”, „ton”). Za pomocą metafor malarskich zazwyczaj opisuje lub wartościuje on elementy budowy i świata przedstawionego utworów. O Dwóch biegunach pisze: „Oprócz […] dwu, bynajmniej nie kartonowych, subtelnie nakreślonych postaci naczelnych, powieść obfituje w liczne figury epizodyczne […] i sceny żywe i plastyczne” (Drogi twórczości Elizy Orzeszkowej). Jako najszersze znaczeniowo traktuje określenie „obraz”, które w jego pismach może konotować m.in. scenę, epizod, wątek, tematykę utworu, a także odwzorowanie lub przedstawienie w nim danego zjawiska (np. „obraz przyrody”). Słów „malować”, „kreślić”, „rysować” używa synonimicznie do „kreować” i „konstruować”. Takie przymiotniki jak „plastyczny”, czy „barwny” służą mu zaś do pozytywnego wartościowania utworów. Metafory muzyczne łączy z formą i językiem utworu (najczęściej – poetyckiego), a także przekazem ideowym i emocjonalnym poszczególnych lub wszystkich dzieł danego twórcy, np. stwierdza, że w poemacie Pan Balcer w Brazylii tęsknota zostaje wyrażona jako: „Cała gama tonów!…” (Ideały etyczno-społeczne w twórczości Marii Konopnickiej, „Sfinks” 1910, nr 6), a „dwa ukochania: narodu i ludu, zjednoczone w jeden wspólny, a potężny akord, przenikają z końca do końca całą twórczość autorki Imaginy” (tamże).

W drugiej grupie znajdują się powiązane z konwencją realizmu pojęcia określające stosunek między elementami świata przedstawionego utworu a światem rzeczywistym. Przede wszystkim są to: „prawdopodobieństwo życiowe”, „prawda życiowa”, „obserwacja”, „typ” i „typowość” (a także – „realizm” i „realistyczny”). Galle argumentuje np., że Żeromski nie ma „talentu kreślenia typowych postaci, rzucających się w oczy plastycznością i życiem, ale [nie brakuje mu – M.K.] talentu malowania stanów psychologicznych oraz scen z życia powszedniego z […] nieubłaganą dokładnością, z […] przeraźliwą prawdą życiową” ([rec.] S. Żeromski, Utwory powieściowe, „Ateneum” 1898, t. 4, z. 1). Uznaje też, że cokolwiek „z dzisiejszego punktu widzenia moglibyśmy zarzucić Nie-Boskiej komedii, przyznać należy jej […] autorowi niezwykłą bystrość w postrzeganiu życia społecznego” (Przedmowa, w: Z. Krasiński, Pisma, 1907). Dzięki pojęciom z tej kategorii określa on więc pożądane cechy utworu. W opozycji do nich sytuuje zaś sztuczność i nienaturalność, wynikające często jego zdaniem z ujęcia tendencyjnego.

Do trzeciej grupy należą określenia odnoszące się do życia wewnętrznego człowieka i ludzkiej ekspresji, m.in.: „psychika” i „psychologiczny”, „dusza”, „uczucie”, „współczucie”, „szczerość”. Również konotują one pozytywne właściwości. Galle opisuje i wartościuje za ich pomocą elementy świata przedstawionego (głównie postaci), treść i formę utworów, a także osobę twórcy. Zauważa na przykład, że w początkowych fazach twórczości Konopnickiej jest: „szczerość uczucia i szczerość przekonania, ale brak szczerości formy” (Twórczość poetycka Marii Konopnickiej…). Podkreśla też wyjątkowość Popiołów: „Nowoczesność […] powieści Żeromskiego polega na tym […], że przy bezdennej głębi psychologicznej autor nic, ale to najzupełniej nic nie mówi od siebie; nie ma w Popiołach ani jednego obrazu […], który by nie przeszedł przez alembik duszy [bohaterów – M.K].” (Epoka napoleońska…). W swoim dyskursie krytycznym Galle łączy określenia ze wszystkich trzech kategorii i stosuje konsekwentnie – niezależnie od tego, kiedy powstało oceniane przez niego dzieło literackie.</document>
<document nplp_id="12717" title="Gasztowtt Wacław" slug="gasztowtt-waclaw">Pedagog, publicysta, edytor, tłumacz. Pseud. i krypt.: Syn Emigranta; S.E.; V.G.

Biografia. Urodzony 20 X 1844 w La Guerche sur l’Aubois w centralnej Francji, był najstarszym synem Maurycego Gasztowtta (1809–1878), uczestnika powstania listopadowego, który po jego klęsce wyemigrował do Francji, w Montpellier ukończył zaczęte w Wilnie studia medyczne i rozpoczął praktykę lekarską, ożenił się z Francuzką z ziemiańskiej, arystokratycznej rodziny pochodzącej od Burbonów, Nanine Boyer (1822–1888), miał z nią jedenaścioro dzieci. Ojciec zapisał Wacława do słynnej z wysokiego poziomu i patriotycznego programu polskiej szkoły z internatem w Batignolles, gdzie chłopiec rozpoczął od podstaw naukę języka polskiego, a ważnym ćwiczeniem było codzienne pisanie po polsku listów do ojca. Prawie równolegle Wacław rozpoczął naukę w renomowanym gimnazjum paryskim, które ukończył z nagrodą, i rozpoczął studia przyrodnicze. Jednak wpływ znakomitości polskich związanych ze szkołą w Batignolles (w radzie szkolnej byli A. Mickiewicz i J.B. Zaleski, wśród nauczycieli – S. Goszczyński, J. Klaczko, R. Piotrowski, E. Rykaczewski) oraz zdolności literackie młodego człowieka zwyciężyły: Wacław Gasztowtt podjął studia humanistyczne na Sorbonie – z kilkumiesięczną przerwą na udział w wyprawie morskiej gen. Teofila Łapińskiego, której celem było dostarczenie broni powstańcom 1863 r., walczącym na Litwie pod dowództwem Zygmunta Sierakowskiego. Plan desantu w okolicach Połągi nie powiódł się, Gasztowtt wrócił przez Szwecję i Danię do Paryża i na uczelnię, w 1866 r. uzyskał stopień licencjata. Jeśli nie liczyć drobnych utworów literackich, jego życie wypełnione było odtąd pracą pedagogiczną: w Szkole Polskiej Batignolles, w Polskiej Wyższej Szkole – tzw. montparnaskiej, w instytucie dla panien w Hotelu Lambert, w paryskich gimnazjach, gdzie wykładał literaturę powszechną, łacinę i grekę. Gasztowtt współpracował z polskimi pismami i wydawnictwami w Paryżu i Genewie, także z periodykami na ziemiach polskich oraz kilkoma dziennikami francuskimi, m.in. z „Le Figaro”. Brał też udział, zwykle jako autor Mów i Toastów we wszystkich rocznicowych „obchodach polskich”: 200-lecia odsieczy Wiednia, Konstytucji 3 Maja, powstania kościuszkowskiego, rocznic Mickiewiczowskich, rocznic powstania 1863 roku; w Mowie na obchodzie piętnastej rocznicy powstania narodowego z r. 1863, mianej w czytelni polskiej w Paryżu Gasztowtt zaznaczył, że „nazwisko Polski stało się jakoby zgryzotą sumienia dla Europy” (Paryż 1878), a w Mowie na obchodzie dwudziestej trzeciej rocznicy powstania narodowego 1863 r. (Paryż 1886), gdy dochodziły z kraju hasła pozytywistyczne, podkreślał, że obok pracy organicznej potrzebna jest w kraju praca organizacyjna, i przytaczał za Adamem Mickiewicza słowa Byronowskiego Giaura: „Walka o wolność, gdy się raz zaczyna, / Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna…” (tamże). Na emigracji był współtwórcą, redaktorem, nakładcą i stałym współpracownikiem francuskojęzycznej gazety „Bulletin Polonais Littéraire, Scientifique et Artistique”, a także członkiem Rady Muzeum w Rapperswilu i wielu komitetów powoływanych przez grona emigracyjne (1898 – prezes Związku Wychodźstwa Polskiego w Paryżu). Był członkiem Ligi Polskiej i Ligi Narodowej. Wacław Gasztowtt doczekał wolnej Polski, ale chyba jej nie odwiedził. Zmarł nagle 18 III 1920 w Paryżu.  Został pochowany na cmentarzu Montmorency.

„Biuletyn Polski”. Pismo „Bulletin Polonais…” stanowiło organ założonego przez Gasztowtta Association des anciens élѐves de l’école polonaise (1865). Publicysta myślał o stowarzyszeniu na większą skalę, Nawiązując do zrelacjonowanego przezeń wykładu Cypriana Norwida o apatii, schopenhauerowskiej i polskiej, emigracyjnej, wygłoszonego w Paryżu w 1875 r. („Dziennik Poznański” 1875, nr 278), można zaryzykować twierdzenie, iż wykład ten korespondował z inną sekwencja zdarzeń. W tym momencie działaczom na wychodztwie wydawało się, że idea powołania w stolicy Francji mocnej reprezentacji Polski emigracyjnej i założenia dziennika rychło się ziści. Gasztowtt już kilka lat wcześniej opracował dziewięciopunktowy projekt powołania stowarzyszenia mającego dbać o szeroko pojęte interesy Polski w zachodniej Europie: od rozwoju literatury i sztuki, poprzez historię, naukę, ekonomię polityczną, szkolnictwo, prasę, przemysł – Projet de revue littéraire et scientifique, dirigée par de fils d’émigrés polonais (projekt ów, dedykowany „Rodakom znad Wisły, Niemna i Dniepru poświęca Polak na wygnaniu zrodzony”). Przedsięwzięcie nie doszło do skutku. Powstało skromne stowarzyszenie absolwentów, które wydawało od r. 1875 dwu-, trzystronicowy komunikat. W 1888 r. zmienił się on w trzydziestoparustronicowy biuletyn (na krótko w takiej objętości), który miał ukazywać się regularnie cztery razy w miesiącu (de facto był miesięcznikiem lub, co najwyżej, dwutygodnikiem). Stąd można napotkać podwójną datację dotyczącą początków pisma: 1875 lub 1888; Gasztowtt podkreślał datę wcześniejszą i tak w letnim numerze z 1915 r., mimo wojny, świętowano 50. rocznicę Stowarzyszenia i 40. – pisma („Bulletin Polonais”, 1915, nr 318). W piśmie, które graficznie nie prezentowało wysokiego poziomu, a merytorycznie starało się rzetelnie spełniać przynajmniej rolę informacyjną, publikowano fragmenty literackie, wiersze, dokumenty, eseje literackie, historyczne, społeczne i polityczne, sylwetki pisarzy, korespondencje. Współpracownicy napływali przede wszystkim spośród emigrantów, ale również z kraju, głównie z Galicji. Nie było ich zbyt wielu, dlatego łamy zapełniał często sam Gasztowtt; publikował tu anonimowo lub podpisane imieniem i nazwiskiem, czasem inicjałami V.G. (Venceslas Gasztowtt) artykuły i przekłady z literatury polskiej, eseje na temat literatury francuskiej: Victor Hugo et la Pologne („Bulletin Polonais” 1885, nr 26), Bohdan Zaleski („Bulletin Polonais” 1886, nr 29). Nakładem tego miesięcznika ukazał się w 1899 r. przekład fragmentów Pana Tadeusza – Thadée Soplitza ou la Lithuanie en 1812, quelques pages, pięknie dedykowany ojcu: À la mémoire de mon pѐre, le Dr Maurice Gasztowtt, qui m’apprit à servire la Pologne et à aimer la Lithuanie. W „Biuletynie” redaktor oddawał głos twórcom starszej generacji – Wincenty Pol, Władysław Syrokomla, Kornel Ujejski, Józef Ignacy Kraszewski – i poświęcał im rozprawy, a także młodszym – Adamowi Asnykowi, Henrykowi Sienkiewiczowi, Elizie Orzeszkowej, Stefanowi Żeromskiemu, Lucjanowi Rydlowi, Wacławowi Sieroszewskiemu, Stanisławowi Przybyszewskiemu i innym.

Syn Emigranta. Pseudonimem literowym S.E., określającym autora jako S[yna] E[migranta], posługiwał się Gasztowtt nie tylko w „Biuletynie”, ale też pisząc w latach 1872–1876 korespondencje z Paryża głównie do prasy wielkopolskiej („Dziennik Poznański”, 1871–1876) i galicyjskiej (Przegląd Polski” 1881–1882, „Świt” 1871–1872, „Ruch Literacki” 1875), do „Tygodnika Ilustrowanego”, i np. sygnując artykuł Kościuszko w paryskim „La Voix Polonaise” (1917, nr 3). Były to głównie korespondencje patriotyczno-polityczne, z licznymi aluzjami do polityki środowisk rządzących w zachodniej Europie, „płynącej na jachcie moskiewskim” i opanowanej przez towarzystwa moskiewsko-hiszpańsko-francuskie, oraz uwagami na temat ich stosunku do Polski, a także na temat Ottona von Bismarcka, skłonnego rozszerzyć granice cesarstwa niemieckiego „aż po lewy brzeg Wisły” („Dziennik Poznański” 1872, nr 189).

Ponadto Syn Emigranta wziął udział w dyskusji dotyczącej sprowadzenia zwłok Słowackiego do kraju; był zdania, że ten powrót powinien nastąpić dopiero w wolnej Polsce. Prowadził też prace nad francuskojęzyczną – złożoną z przekładów prozą – antologią poezji polskiej od Jana Kochanowskiego do Marii Konopnickiej. Sumaryczną, pobieżną, ocenę tej poezji oraz jej porównanie z poezją francuską zawarł w artykule O poezji XIX wieku w Polsce i we Francji („Świt” 1872, nr 12–21). Twierdził, że poezja polska jest narodowa, jest córą wyobraźni, uczucia, mistycyzmu i ciągle się rozwija, zaś poezja francuska po roku 1830 r. stawała się coraz bardziej republikańska, postępowa, kosmopolityczna, aż znikła w prozie.

W swojej pierwszej większej pracy Pogląd filozofów francuskich XVIII wieku na sprawę polską. Rzecz wygłoszona 18 grudnia 1869 r. (Paris 1870) Gasztowtt przedstawił swój stosunek do wypowiedzi Jeana Jacques’a Rousseau (Uwagi nad rządem Polski), Monteskiusza i Voltaire’a, tyczące spraw polskich, szczególnie faktu rozbioru kraju. Gasztowtt bardzo ostro oceniał rolę Voltaire’a w kształtowaniu poglądów rządów moskiewskich i berlińskich, bo filozof francuski jako kosmopolita nie pojmował idei narodowości, „której Polska jest najwybitniejszym na całym świecie reprezentantem” (tamże). Opinie Rousseau i Monteskiusza zostały potraktowane znacznie łagodniej.

Tłumacz i edytor Słowackiego. Juliusz Słowacki był wielką miłością Gasztowtta; wspominał, że o Mickiewiczu, Zaleskim, Goszczyńskim, Krasińskim mówiono w szkole batignolskiej, o Słowackim zaś „nikt nam nigdy nie wspomniał: lekceważyli go lub nie znali wcale. Dlatego mówię, że odkryłem jego dzieła i wtenczas już zacząłem tłumaczyć prozą Ojca zadżumionych, W Szwajcarii, Anhellego” (cyt. za: P. Chmielowski, 1900). W dniu 3-majowego święta w 1879 r. Gasztowtt wygłosił prelekcję O nowo znalezionym pamiętniku Juliusza Słowackiego. Rzecz wygłoszona na posiedzeniu publicznym Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu dnia 3 maja 1879 r. Zarówno odczyt Gasztowtta, jak i przekazane mu przez Hieronima Żychonia fragmenty pamiętnika Słowackiego (od lipca 1831 r), zostały opublikowane („Przegląd Polski” 1879, z. 157). Ok. 1882 r. Gasztowtt napisał utwór Anhestios. „Anhellego” ciąg dalszy. Czterostronicowy rękopis, przechowywany wśród archiwaliów Kazimierza Woźnickiego w Bibliotece Polskiej w Paryżu, to opowieść o pacholęciu, które zostawił Anhelli i którym zaopiekowała się Eloe. Pacholę nie zna swego imienia, wie tylko, że jest Polakiem i że należy do ojczyzny, która cierpi i płacze („Blok-Notes Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza. Warszawa 2008). Gasztowtt przygotował do druku i opatrzył wstępem oraz komentarzami dwa pierwsze tomy Œuvres complѐtes Słowackiego, które wydał w 1879 r. dzięki pomocy finansowej Jana Działyńskiego i Władysława Mickiewicza. Dwa kolejne tomy pozostały w rękopisie, dopiero w 1911 r. wydano tom trzeci dzieł wszystkich. Zbrakło pieniędzy i zainteresowania. Publicysta przetłumaczył wiele wierszy swego idola, Balladynę (1883), Lillę Wenedę (1886), Mazep(p)ę (1900), Sen srebrny Salomei (1900) i Beniowskiego (1905). Jak komentował Jan Lorentowicz: „Wszystkie te przekłady dokonane są prozą dość bezbarwną” (J. Lorentowicz, Literatura polska we Francji od początku do końca romantyzmu, „Przegląd Bibliograficzny 1924, nr 4).

Komparatystyka Gasztowtta i inne aktywności. Pisząc o literaturze polskiej, Gasztowtt zestawiał ją przede wszystkim z literaturą francuską. Mimo iż nie miał wykształcenia filologicznego i czasu na pogłębione badania, uprawiał studia porównawcze, szukając drogi do umysłów i serc francuskich. Była to komparatystyka na poziomie bardzo podstawowym, ograniczała się najczęściej do wskazania najoczywistszych lub przypadkowych podobieństwa, ale nawet w takim wydaniu podnosiła rangę polskiej literatury w oczach cudzoziemców. Utrzymywał Gasztowtt świetne relacje z czeskimi pisarzami Jaroslavem Vrchlickim (właśc. Emilem Fride), Františkiem Kvapilem, Edwardem Jelinkiem, włoskimi – Attilio Begeyem, Arrigo Boïto, Ferdinandem Orestem Tencajolim, fińskim poetą Johanem Ludvigiem Runebergiem i wieloma innymi znakomitościami. Upamiętniał odchodzących współpracowników i kolegów: Józefa Gałęzowskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego, Seweryna Gałęzowskiego, Jana Rustejkę. Brał udział w wieczorach połączonych z prelekcją, muzyką fortepianową i śpiewem (relacjonował te wydarzenia Stanisław Piliński w mini-publikacjach wydawanych w Paryżu, które pokazują rolę Gasztowtta w życiu kulturalnym polskich emigrantów).

Biografia Wacława Gasztowtta ukazuje jego niekwestionowane zasługi dla kultury polskiej. Najbardziej jednak poruszający jawi się jego pseudonim – Syn Emigranta. Jako wykształcony człowiek z dobrej francusko-polskiej rodziny mógł zapewnić sobie wygodne życie. Został tym, kim musiał zostać. Ogniwem w łańcuchu wygnańczego losu.</document>
<document nplp_id="12718" title="Gawalewicz Marian" slug="gawalewicz-marian">Prozaik, poeta, dramatopisarz, krytyk literacki, publicysta, dziennikarz, reżyser. Pseudonimy i kryptonimy: M. Borejko, Konstanty, M. G., Maryan, Q., Quis, mg., Ostrowidz, Przygodny, -n-.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 X 1852 we Lwowie, gdzie ukończył gimnazjum i debiutował – w wieku 16 lat – na łamach czasopisma „Przyjaciel Domowy” nowelą Jedno więcej. Studiował na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Instytucie Technicznym w Krakowie. Tamże rozpoczął twórczość poetycką i krytyczną jako recenzent teatralny (nb. teatrem fascynował się przez całe życie; swoje utwory zamieszczał w „Szkicach Społecznych i Literackich”, umiarkowanie postępowym i demokratycznym czasopiśmie, redagowanym przez Kazimierza Bartoszewicza. W latach 1875–1876 Gawalewicz należał do redakcji „Szkiców”, współpracując także z satyrycznym „Diabłem”, na którego łamach występował – wespół z Bartoszewiczem i Michałem Wołowskim – z krytyką obozu stańczyków.

W 1876 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie wstąpił do redakcji „Kuriera Warszawskiego”, korzystając z pośrednictwa ówczesnego sekretarza gazety, a swego przyjaciela Tadeusza Czapelskiego. W „Kurierze”, reorganizowanym wtedy przez Wacława Szymanowskiego, objął dział polityczny oraz sprawozdawczy z zakresu literatury. Ponadto zamieszczał tam swoje poezje, nowele i felietony. GPrędko dał się poznać jako rzutki dziennikarz i publicysta, godząc te role z twórczością artystyczną, która zaczęła mu przysparzać coraz większej popularności. W latach 80. i później był szeroko znany w środowisku literackim Warszawy (w opinii Władysława Nawrockiego miał być najpopularniejszym pisarzem stolicy po H. Sienkiewiczu i B. Prusie). Współpracował z wieloma pismami warszawskimi, głównie z „Kłosami”, „Słowem”, „Kurierem Codziennym”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Warszawską”, „Kurierem Porannym”. Był redaktorem naczelnym „Tygodnika Powszechnego” (1882–1885) i „Bluszczu” (1902–1903), w l.1890–1898 pełnił funkcję kierownika literackiego „Tygodnika Ilustrowanego”, następnie objął redakcję „Kuriera Niedzielnego”. W 1909 r. został kierownikiem literackim miesięcznika „Scena i Sztuka”.

Przez lata pełnił też aktywną rolę w polskim życiu teatralnym, objawiając się jako utalentowany reżyser i dyrektor teatralny. W l. 1899–1901 był dyrektorem artystycznym Teatru Ludowego w Warszawie. Największe wszakże uznanie zdobył sobie w okresie dyrektorowania teatrowi łódzkiemu od września 1903 do maja 1906 r. W 1906 r., po powrocie do Warszawy, założył prywatny Teatr Mały, znalazłszy dlań siedzibę w Sali kameralnej Filharmonii. Prowadził go do 1909 r., po czym, ciężko już schorowany, przeniósł się do rodzinnego Lwowa, gdzie przyjął stanowisko kierownika literackiego tamtejszego Teatru Miejskiego. Sądzi się niekiedy, że teatralna pasja G. i ambicje, jakimi się kierował jako dyrektor teatru (w szczególności łódzkiego), dozwalają porównywać go nawet z Tadeuszem Pawlikowskim. Gawalewicz zasłużył się popularyzacją repertuaru modernistycznego (polskiego i obcego), wprowadzał na scenę polską, nierzadko po raz pierwszy, sztuki Henrika Ibsena, Gerharta Hauptmanna, Augusta Strindberga, Hermanna Sudermanna, Maurice’a Maeterlincka, Hermana Heijermansa. W 1905 r. wystawił w Łodzi sceniczną przeróbkę Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, rok później – I akt Wesela Stanisława Wyspiańskiego (na więcej cenzura rosyjska nie zezwoliła) oraz Nie-Boską komedię Zygmunta Krasińskiego. Odniósłszy wiele artystycznych sukcesów na scenach Królestwa, okupionych jednak dużymi stratami finansowymi (zwłaszcza w czasie rewolucji 1905 r., która przypadła na okres kierowania przezeń teatrem łódzkim), z zapałem wziął się do pracy po powrocie do Lwowa. Gwałtownie pogarszający się stan zdrowia nie pozwolił mu na większą aktywność.

Zmarł 26 V 1910; dwa dni później odbył się jego manifestacyjny pogrzeb na Cmentarzu Łyczakowskim.

Twórczość krytycznoliteracka i krytyczno-artystyczna. Oprócz epiki, liryki i dramatu Gawalewicz uprawiał krytykę literacką i artystyczną, jednak nie wypracował spójnego programu estetycznego. Jego prace na tym polu cechował eklektyzm. Z jednej strony, jako konserwatysta, ujawniał stałe przywiązanie do estetyki idealistycznej, poszukując w dziełach sztuki treści duchowych i moralnych, z drugiej zaś – acz znacznie rzadziej – wyrażał umiarkowaną i częściową aprobatę dla kanonów realizmu i naturalizmu w literaturze i teatrze oraz impresjonizmu i symbolizmu w malarstwie.

W jego bogatym dorobku recenzenckim i krytycznym znalazły się wypowiedzi o różnych dziedzinach sztuki, przede wszystkim o literaturze i teatrze, ale także o malarstwie i muzyce. Niekiedy są to obszerne studia drukowane w postaci książek, rozbudowane portrety krytyczne twórców albo szczegółowe recenzje, kiedy indziej zaś – ledwie lakoniczne wzmianki i impresje wplecione np. w tok felietonu.

Aktywność krytyczna Gawalewicza przypadała właściwie na cały okres jego pracy twórczej. Gdyby jednak za jej ramy chronologiczne uznać daty ważnych publikacji, to zamknęłaby się ona w l. 1880–1908. I tak, otwierałoby ją zamieszczone w wydanej monumentalnej Książce jubileuszowej dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J.I. Kraszewskiego (1880) studium o powieściach Kraszewskiego z l. 1850–1855, czyli o Dziwadłach, Tomku Prawdzicu, Ostatnim z Siekierzyńskich, Starym słudze, Interesach familijnych, Złotym jabłku i Komediantach. Zwieńczeniem zaś krytycznego dorobku Gawalewicza okazał się ciekawy artykuł Ibsen i aktorzy („Scena i Sztuka” 1907, nr 2, 3, 5 – 1908, nr 1).

Gawalewicz pisał też prace z pogranicza krytyki i historii literatury. Przedmiotem swych badań uczynił twórczość Kazimierza Brodzińskiego, Augusta Wilkońskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego, Franciszka Zabłockiego, Franciszka Karpińskiego, Tomasza Zana, nadto dramaty Williama Shakespeare’a („Antoniusz i Kleopatra”. Tragedia Szekspira; „Makbet”. Tragedia Szekspira, w: Sylwetki i szkice literackie, Kraków 1888). Z wyjątkiem dwóch ostatnich pozycji są to zasadniczo typowo pozytywistyczne portrety literackie, miniaturowe monografie „życia” i „twórczości”, pod względem metodologicznym nacechowane biografizmem i genetyzmem.

Powyższą grupę prac dopełniają – objętościowo jednak znacznie krótsze – „sylwetki” krytyczne artystów współczesnych Gawalewiczowi (nie tylko zresztą pisarzy, bo również muzyków, malarzy, rysowników i aktorów), ujęte niekiedy w formę nekrologu lub artykułu jubileuszowego. Ich wartość wydaje się jednak znacznie niższa, gdyż element biograficzny – wespół z dość ogólnikową laudacją – zdecydowanie w nich przeważa nad analizą i interpretacją twórczości. Można tu wymienić „sylwetki”: Michała Bałuckiego, Włodzimierza Zagórskiego, Jana Matejki, Michała Andriollego, Władysława Podkowińskiego, Zygmunta Kaczkowskiego, Władysława Żeleńskiego, Adama Asnyka, Henryka Sienkiewicza.

Poglądy estetyczno-krytyczne. Jakkolwiek poglądy estetyczno-krytyczne Gawalewicza cechowała pewna niestabilność i chwiejność, to jednak nie ulega wątpliwości, że zawsze bliski był mu realizm o nacechowaniu moralistycznym. W jego myśleniu o literaturze i sztuce przejawiało się też utylitarne stanowisko pozytywistów. Gawalewicz krytyk kładł silny akcent na pozaartystyczne funkcje dzieła sztuki, czyli na jego ideowo-społeczną tendencję, znacznie rzadziej poszukiwał w nim artyzmu, którego zresztą nie potrafił bliżej zdefiniować. Główną jego uwagę skupiała płaszczyzna poznawcza literatury, w sferze zaś kompozycji fabularnej utworów swoje zainteresowanie kierował – podobnie jak cała ówczesna krytyka – w stronę bohatera jako nośnika sensów ideowych utworu. Wartość poznawczo-artystyczną literatury rozpatrywał przez pryzmat życiowego i psychologicznego prawdopodobieństwa bohaterów i świata przedstawionego, ważności tendencji społecznej, związku tematyki z żywotnymi interesami zbiorowości narodowej.

Poglądy estetyczno-krytyczne Gawalewicza – niewyłożone zresztą przezeń w sposób usystematyzowany – znalazły swój znamienny wyraz w jego obszernym studium o powieściach Józefa Ignacego Kraszewskiego, opublikowanym w 1880 r., czyli sześć lat przed powieściowym debiutem krytyka. Gawalewicz cenił utwory Kraszewskiego przede wszystkim za realizm, wyrokując, iż realizują one słynną Stendhalowską formułę „zwierciadła przechadzającego się po gościńcu”, gdyż skrupulatnie i w zasadzie bez deformacji odtwarzają bogatą galerię typów społecznych i ogólny charakter miejsca akcji – Wołynia i Polesia. Analizę i interpretację poszczególnych powieści Kraszewskiego sprowadził do szczegółowej charakterystyki postaci. Waloryzował je, wzorem krytyki konserwatywnej, przy użyciu surowych kryteriów moralnych, niemniej odciął się od poglądów tych recenzentów, którzy w negatywnych kreacjach arystokratów widzieli przejaw tendencyjności lub ideowego radykalizmu pisarza. Wprawdzie ubolewał niekiedy nad tym, że Kraszewski stworzył czarne powieściowe charaktery, wprost odrażające swoim moralnym zepsuciem. Jeśli nawet uznawał te postacie za wierne repliki typów życiowych, a ich wizerunki za zgodne z „realną prawdą”, to dostrzegał pewne niebezpieczeństwo, jakie zagraża z ich strony publiczności czytającej. Podsumowując interpretację Interesów familijnych, prostodusznie konstatował (w duchu konserwatywnego androcentryzmu): „nie każdemu byśmy śmieli zalecić Interesa familijne do odczytania. Dla znawców sztuki jest to osobne muzeum żywych figur, ale muzeum, do którego wstęp dorosłym, i to mężczyznom, dozwolony” (Powieściopisarstwo. Powieść obyczajowa. Trzecie dziesięciolecie (1850–1855), w: Książka jubileuszowa dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, 1880).

Gawalewicz odnajdywał w powieściach Kraszewskiego walory historyzmu, przejawiające się w umiejętnym dostrzeganiu przez autora – i to nierzadko ante rem – zmian dokonujących się w strukturze polskiego społeczeństwa i zanikaniu dawnych struktur. „Kraszewski jak gdyby instynktownie przeczuwał to wszystko, co w nawale czasu wypadki przyniosą, jak gdyby wieszczym duchem przewidywał jakąś wielką burzę, która rozrzuci »Złote jabłka«, rozpędzi »Stare sługi«, odmieni »Dziwadła« i inaczej ureguluje «Interesa familijne»; jak gdyby przeczuwał inny, poważniejszy dramat życia społecznego, w którym zwyczajni Komedianci rolom swym podołać nie potrafią; […] zabrał się z niezrównaną skwapliwością do utrwalenia tego wszystkiego w swoich powieściach, co wkrótce miało ulec potędze losu i niszczącemu wpływowi czasu” (tamże).

W studium o powieściach Kraszewskiego Gawalewicz objawił się zarówno jako zwolennik literatury realistycznej, wiernie kopiującej pewien wycinek rzeczywistości, jak i propagator poetyki tendencyjnej, która podporządkowuje sens ideowy utworu określonej funkcji perswazyjnej, wręcz wychowawczej, dostarczając czytelnikowi odpowiednich wzorców postępowania i budząc w nim uczucia wzniosłe, szlachetne i idealne. Szczególne uznanie krytyka wzbudziła społeczna ranga twórczości Kraszewskiego, który „umiał tak trafnie podchwytywać tętna swojego wieku” i rejestrował wszelkie zjawiska życia społecznego i narodowego, postępując jak „lekarz, badający chory organizm z przytulonym uchem do piersi”. Autor Dziwadeł: „Nigdy nie był w rozdźwięku ze swoim czasem i otoczeniem i tym się tłumaczy według nas ten nieprzeparty wpływ, jaki przez pół wieku bezustannie zdołał na trzy pokolenia wywierać”.

Rzecz charakterystyczna, iż Gawalewicz krytyk opowiadał się zawsze za umiejętnym pogodzeniem wartości artystycznych literatury z jej przesłaniem moralnym. Prawda przedstawienia zespalała się w jego poglądach z potępieniem zła i deprawacji oraz apologią cnót jednostkowych i zbiorowych. Jako konserwatywny moralista unosił się np. nad zacnością tytułowego Starego sługi, dostrzegając w tym bohaterze zalety ewangeliczne i tradycyjnie polskie. Z uznaniem podkreślił też fabularną funkcję Skiby, opracowaną przez Kraszewskiego w poczuciu prawdy psychologicznej i życiowej. „Francuz nie byłby przeniósł na sobie, żeby takiego Skiby nie zrobić sprężyną jakiejś skomplikowanej akcji, nie przeznaczyć mu roli wybitnej, pierwszorzędnej w powieści, skoro już nadał jej jego firmę. Kraszewski pozwala mu zostać biernym cały czas i nie wychodzić poza normę […]. A przecież jakiż to wielki charakter, jakaż to wzniosła dusza w tym starcu, który daje sobie połamać obie nogi w obronie czci i honoru swej ukochanej panienki” (tamże).

Pozytywne przesłanie moralne dostrzegał też Gawalewicz w powieści Dziwadła, w kreacji Graby, bohatera idealnego, uosabiający postulowany przez Kraszewskiego wzorzec cnót jednostkowych i publicznych. Doceniając walory tej postaci, dostrzegał jednak krytyk jej przeciążenie rezonerskim balastem i słabe powiązanie z fabułą. „Pan Graba, tak świetnie wyposażony tylu przymiotami, tylu dodatnimi rysami charakteru, tak znakomicie usposobiony do akcji, do działania – w powieści zajmuje stanowisko dosyć bierne; słuchamy go tylko i z jego ust dowiadujemy się o jego wartości moralnej, ale czynów widzimy mało” (tamże).

W ocenach utworów Kraszewskiego zawarł też Gawalewicz przesłanki pozwalające zrekonstruować jego pogląd na kompozycję powieści. Podobnie jak zdecydowana większość krytyków tamtej doby, opowiadał się przeciwko kompozycjom luźnym i nieuporządkowanym, preferując struktury zwarte, ułożone według zasady dramatycznej progresji fabuły. Ubolewał więc np.nad tym, że Ostatni z Siekierzyńskich jest powieścią zbyt rozwlekłą. Zyskałaby ona – jego zdaniem – „na efekcie, gdyby była zwięźlejszą, gdyby miała szybszą akcję i nie ciągnęła się przez długie lata […]” (tamże). Wyżej stawiał kompozycję Starego sługi: ta powieści okazała się bardziej zwarta, także dzięki mniejszej liczbie bohaterów.

W postulowanym przez krytyka modelu powieści splatały się zatem ze sobą: prawda życiowa, wierność naturze, umiejętna „architektonika” kompozycyjna, zwarta fabuła, akcja zogniskowana na jednym wątku lub postaci, odrzucenie nadzwyczajności fabularnych, „zacna” tendencja ideowa, skoncentrowana na uwypuklaniu nieprawości i propagowaniu cnót.

Wyrazistym przejawem estetycznych i ideowo-światopoglądowych preferencji Gawalewicza okazały się także prace historycznoliterackie o Kazimierzu Brodzińskim i Kazimierzu Zaleskim. Pierwszą z nich dość wysoko ocenił nawet generalnie nieprzychylny Gawalewiczowi Wilhem Feldman, stwierdzając, iż studium poświęcone Brodzińskiemu jest dowodem na to, że „salonowy powieściopisarz nie zabił w nim umysłu poważnego; że niezbyt oryginalny w poglądach […] umie jednak chwytać rysy zasadnicze dzieła i indywidualności, widzieć w nich nie tylko to, co na dłoni leży” (Współczesna krytyka literacka w Polsce, 1905).

Oba studia są pracami merytorycznie dość wartościowymi, zawierają sądy zasadniczo niesprzeczne z późniejszym stanowiskiem historii literatury. Znamienne wszakże, iż Gawalewicz jawi się w nich jako krytyk przywiązany do wartości estetycznych łagodnych, uobecnionych w poetyce sentymentalnej i w poezji romantycznej stylizowanej na ludowość. To przywiązanie okazało się na tyle trwałe, że zalecał owe jakości jako żywotną tradycję literacką w epoce mu współczesnej, nie bacząc, iż trąciło to już anachronizmem.

W studiach o Brodzińskim i Zaleskim realizował Taine’owskie dyrektywy badawcze: rozpatrywał ich twórczość przez pryzmat „trzech sił pierwiastkowych”, omawiał związki poezji z „temperaturą moralną” epoki, z jej momentem historycznym, ze środowiskiem, z jakiego autorzy się wywodzili, z „podłożem” etnicznym, w jakie byli uposażeni, starał się odnaleźć „cechy rządzące” u obu autorów. I tak, źródeł talentu poetyckiego Brodzińskiego doszukiwał się w jego „poetycznym usposobieniu”, nastrojonym od czasów dzieciństwa na „ton smutku”, uszlachetnionego wszakże głęboką religijnością. Na samą faculté maîtresse jego poezji miały się – zdaniem krytyka – składać takie czynniki jak: „swojskość”, czyli nasycenie autentyczną kulturą ludową, prostota wyrazu artystycznego, jego zgodność z rzeczywistością zewnętrzną, harmonijna wizja świata, wynikła z generalnie optymistycznego światopoglądu poety, opartego na pełnym zaufaniu do wyroków Opatrzności, skłonność do odtwarzania idyllicznych stanów uczuciowych, ideowy demokratyzm.

Uznanie dla poetyki i estetyki Brodzińskiego łączył Gawalewicz z dyskretną krytyką współczesnego realizmu i współczesnej wrażliwości czytelniczej. Jak bowiem przekonywał: „jest w Wiesławie coś, co jak wonny powiew świeżego powietrza orzeźwia tym bardziej, im bardziej stęchłą, duszną, niezdrową staje się atmosfera około dzisiejszego czytelnika. A nie będzie to wcale dodatnim objawem naszego smaku, upodobań, wymogów, jeżeli prostota jego przestanie nas pociągać, pogodny optymizm zacznie drażnić, a niewyszukane motywy i akcja nudzić”. Współczesne gusta wyżej bowiem stawiają jaskrawy realizm przedstawienia, lekceważą zaś „przyjemność” i „pożytek”, charakterystyczne dla poematu Brodzińskiego.
</document>
<document nplp_id="12728" title="Henkiel Dionizy" slug="henkiel-dionizy">Publicysta, krytyk literacki, dziennikarz.

Informacje biograficzne. Dionizy Apolinary Henkiel urodził się w 1842 roku w Jaronicach w gub. kijowskiej (w epitafium nagrobnym pojawia się inne miejsce urodzenia lub inna nazwa Jaropowce; tylko ta nazwa jest wymieniona w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich), w rodzinie ziemiańskiej (ojciec Wiktor, matka Albina). Uczył się Kijowie, najpierw w gimnazjum, a następnie na uniwersytecie. Po wybuchu powstania styczniowego w 1863 r. przerwał studia i włączył się działania zbrojne. Wkrótce został ujęty przy przewożeniu broni dla powstańców. Po osadzeniu w więzieniu w Kursku, został skazany pierwszym wyrokiem na karę śmierci, drugim – złagodzonym – na pobyt na Syberii. W Irkucku przebywał do 1870 r. Utrzymywał się z udzielania korepetycji. Nie zaprzestał działalności spiskowej. Zaprzyjaźnił się z Władysławem Bogusławskim (1838–1909), literatem i byłym powstańcem. Od niego uczył się pracy dziennikarskiej. Po opuszczeniu Irkucka wrócił do Warszawy (otrzymał zgodę na zameldowanie). Zamieszkał w skromnym mieszkaniu nad stajnią przy ul. Mazowieckiej 9, gdzie spędził resztę życia. Zmarł 23 (24?) V 1920 w przytułku im. Wincentego a Paulo.

Kręgi działalności. Pracę zawodową Henkiel rozpoczął w 1870 r. w redakcji „Tygodnika Ilustrowanego”. Zadebiutował esejem omawiającym Pierwsze zasady krytyki powszechnej Aleksandra Tyszyńskiego („Tygodnik Ilustrowany” 1870, nr 153). Przez dwa kolejne lata na łamach tego czasopisma zamieścił wiele artykułów, szkiców, recenzji literackich i teatralnych. Tę aktywność kontynuował, współpracując z „Kroniką Rodzinną” (1870–1871), „Opiekunem Domowym” (1871), a w l. 1872–1873 z tygodnikiem „Wieniec”. Na łamach tego pisma ogłosił studium Pytania czasu. Stosunek społeczeństwa do kwestii na dobie („Wieniec” 1872, nr 21–22), w którym próbował wyjaśniać, jak powstają idee społeczne, jaka jest ich rola we współczesności, jaka powinność wobec przeszłości i przyszłości. W kolejnym artykule Sztandar i reklama („Wieniec” 1872, nr 101) dokonał charakterystyki ówczesnych stosunków dziennikarskich, zwracając uwagę na podziały w środowisku, nasilającą się tendencję do autopromocji, którą nazywał reklamą. Apelował, by zaniechać sporów, a zadbać o profesjonalizm, rzetelność i warsztat dziennikarski. Zwracał uwagę na konieczność poszanowania poglądów i wrażliwości odbiorcy. Po upadku „Wieńca” (1873) rozpoczął, wraz z Władysławem Bogusławskim i Henrykiem Sienkiewiczem, współpracę z „Gazetą Polską”; tu pozostał aż do 1897 r. (do czasowego zawieszenia pisma). Jego wypowiedzi i artykuły na łamach „Gazety Polskiej” pozostały anonimowe. Współpracował również z „Kurierem Warszawskim” (1876, 1884–1887). Jego mieszkanie stało się miejscem spotkań wielu pisarzy, a w redakcji prowadził rodzaj warsztatów dziennikarskich dla młodych adeptów tego zawodu. W 1891 r. wraz z Bogusławskim i Józefem Weyssenhoffem podjął próbę przebudowy miesięcznika „Biblioteka Warszawska”. W l. 1897–1914 był redaktorem tego czasopisma.

Próbował również swoich sił jako poeta: w noworocznych numerach „Kuriera Warszawskiego” z 1884, 1886 i 1887 r. znajdujemy – odpowiednio – wiersze: Fragment, W nocy, Z motywów rzymskich (przed obrazem Siemiradzkiego). Zakończenie utworu Widzenia może wskazywać na próbę podsumowania własnej aktywności zawodowej w dobie coraz silniej ujawniających się zmian estetycznych i formowania nowego pokolenia artystycznego (Widzenia (fragment), w: Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej, 1893). Wierny ideom pozytywizmu warszawskiego, Henkiel z obawą przyjmował rodzący się w Polsce na przełomie XIX i XX w. modernizm. Widzenia można więc czytać jako osobiste (może nawet ironiczne) wyznanie dotyczące własnej drogi artystycznej i intelektualnej.

O powieściach i dramatach. Recenzje bieżących publikacji literackich, przedstawień teatralnych, wydarzeń kulturalnych Henkiel pozostawiał bez podpisu. Poważniejszych i rozleglejszych wypowiedzi krytycznoliterackich jest niewiele. W omówieniu twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego z okresu 1870–1880 (Książka jubileuszowa dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J. I. Kraszewskiego, 1880) ujawnił sposób swojej lektury, bardzo silnie nakierowanej na kwestie społeczne. Oceniając twórczość Kraszewskiego, zwrócił uwagą na jej problematykę, ściśle związaną z potrzebami społecznymi oraz na postawę pisarza, który „sercem, myślą i życiem […] nie oddalił się od ogółu, ani na chwilę, przez całe pół wieku chlubnego swego zawodu” (tamże).

W l. 1871–1872 Henkiel prowadził w „Tygodniku Ilustrowanym” rubrykę „Przegląd piśmienniczy” podpisywaną imieniem i nazwiskiem, gdzie omawiał bez złośliwości i ironii powieści nieudane, tłumacząc niepowodzenia autorów brakiem doświadczenia i wskazując im słabe strony ich dzieł („Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 201–209, z przerw.; przedmiotem omówienia były m.in. Aktorka E. Lubowskiego, Cnotliwi E. Orzeszkowej, Żydówka M. Bałuckiego). Podobny charakter miała podpisana przez Henkiela rubryka Przegląd teatralny w „Bibliotece Warszawskiej” (1876, t. 2), gdzie autor odniósł się do krytyków i publiczności ze zdroworozsądkowym apelem: „Spróbujmyż z kolei mniej trochę nim [teatrem] się zachwycać, a natomiast pilniej poddawać rozumnej kontroli zarówno czynność sceny, jak i naszą dla niej sympatię”.

„Seminaria” przy Mazowieckiej. Drugi tor działalności krytycznej Henkiela wyznacza jego aktywność pozapiśmiennicza. Ciesząc się niezwykłym uznaniem w środowisku artystycznym Warszawy, krytyk wywierał silny wpływ na współczesnych pisarzy, nawet sławnych i poczytnych. Należeli do nich oprócz Sienkiewicza i Władysława Stanisława Reymonta, także Lucjan Rydel czy Weyssenhoff, który po śmierci Henkiela poświęcił mu wzruszające wspomnienie („Kurier Warszawski” 1920, nr 148), a wcześniej dedykował swoją powieść Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego. W Moim pamiętniku literackim (1925) Weyssenhoff nie tylko wspomniał o roli, jaką odegrał Henkiel w ukształtowani jego pisarstwa, ale też scharakteryzował sposób jego pracy z literatami: „Interesował się cudzymi zdolnościami i pomysłami dużo bardziej niż własnymi; brał je do serca, rozgrzewał, ośmielał, rozzuchwalał; następnie wysłuchiwał cudzych projektów, brulionów, przeróbek o ostatecznie obrobionych utworach nie tylko cierpliwie, lecz ze szczerym zajęciem. Nie narzucał nigdy konkretnych poprawek, czyli swoich zdań lub wyrazów, lecz przeczytane rozdziały chwalił albo ganił wymową swą rwaną, malarską, pełną świateł i barw, a ciętego dowcipu. Naglił do dociągania wysłuchanego tekstu do wzorów najwyższych, a będąc znakomitym znawcą literatury polskiej i obcej, miał zawsze w pamięci te wzory gotowe do przytoczenia” (tamże).

Na uwagę zasługuje relacja Henkiela z Sienkiewiczem. Józef Birkenmajer w studium Kłopoty Henryka Sienkiewicza z „Rodziną Połanieckich” (1937) przytaczał anegdotę, jakoby w kołach redakcyjnych, do których obaj należeli „utarło się przekonanie, że »Henkel zna utwory Sienkiewicza lepiej, niż sam Sienkiewicz«”. O serdecznej zażyłości Henkiela z literatami, także z autorem Latarnika, wspominał też Adam Grzymała-Siedlecki: „Dziesiątki początkujących pisarzy przeszło przez seminarium tego Diogenesa z ulicy Mazowieckiej. Sienkiewicz aż do Trylogii nie oddał żadnego swego utworu do druku, dopóki od »pana Dionizego« nie otrzymał imprimatur”. Jak czytamy w komentarzu do listów Sienkiewicza do Henkiela, obaj twórcy spotkali się w redakcji „Gazety Polskiej”. To Henkiel namówił Sienkiewicza do pisania Listów z podróży do Ameryki i wymyślił tytuły dla drugiej części Trylogii (Potop) oraz Rodziny Połanieckich. Sprawował pieczę nad drukiem innych powieści Sienkiewicza, ratując je od wielu lapsusów czy pomyłek (np. usunął przemowę, jaką w rękopisie Quo vadis? wygłaszał Chilon, pozbawiony wcześniej języka). Niestety, duży zbiór korespondencji (liczący kilkaset listów), który mógłby być zapisem tej szczególnej relacji, zawierający wiele cennych wypowiedzi obu autorów, zaginął w czasie okupacji (znajdował się wówczas w Oblęgorku).

Henkiel był krytykiem nietuzinkowym. Pisząc niewiele, od 1873 r. niemal wyłącznie anonimowo, odegrał dużą rolę w środowisku intelektualnym Warszawy. do końca wierny myśli pozytywistycznej, estetyce realizmu, cenił logikę i umiar.</document>
<document nplp_id="12729" title="Golański Filip Neriusz (Nereusz)" slug="golanski-filip-neriusz-nereusz">Informacje biograficzne. Urodził się 30 VIII 1753 w Krakowie w rodzinie drobnoszlacheckiej. Swoją drogę życiową i twórczą związał z zakonem Pijarów, do którego wstąpił w 1769 r. Kształcił się w kolegiach zakonnych w Podolińcu, Rzeszowie i Krakowie. Od 1775 r. rozpoczął nauczanie w szkołach zakonnych (m.in. w Złoczowie, Chełmnie, Piotrkowie, Radziejowie). W l. 1783–1787 przebywał w Warszawie jako wykładowca wymowy w pijarskim Collegium Regium. Uczestniczył w życiu literackim stolicy, zaangażowany w dyskusję nad Podolanką w stanie natury wychowaną (1784) Michała Dymitra Krajewskiego, przypisuje się mu autorstwo broszury List Sandomierzanki do Podolanki (1784). W tym czasie powstało jego główne dzieło O wymowie i poezji (wyd. 1786, wyd. 2 rozszerz. 1788, wyd. 3 zm. 1808), za które otrzymał królewski medal Merentibus. Aspirował do stanowiska profesora wymowy w krakowskiej Szkole Głównej Koronnej, którego nie otrzymał. W 1787 r. został mianowany wiceprofesorem wymowy i poezji w Szkole Głównej W. Ks. Litewskiego (od 1793 r. profesor). W czasie powstania kościuszkowskiego od 4 V do 6 VIII 1794 redagował „Gazetę Narodową Wileńską”. W l. 1803–1812 wykładał Pismo Święte na Uniwersytecie Wileńskim. Po przejściu na emeryturę w 1812 r. nadal uczestniczył w życiu uniwersyteckim, był aktywnym kaznodzieją, wizytatorem szkół gub. grodzieńskiej i białostockiej, w l. 1817–1819 dziekanem Wydziału Literatury i Nauk Wyzwolonych, wykładał też wymowę kościelną w Głównym Seminarium Duchownym. W l. 1817–1818 był członkiem Komitetu Cenzury. Współpracował z wileńskimi czasopismami: „Dziennikiem Wileńskim”, „Tygodnikiem Wileńskim”, a także z „Pamiętnikiem Warszawskim”. Był członkiem warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zmarł 26 (24?) I 1824 w Wilnie.

Kaznodziejstwo: teoria i praktyka. Pierwsze publikacje Golańskiego związane są z działalnością pedagogiczną: jako wykładowca Collegium Regium wygłaszał, a potem publikował okolicznościowe mowy, najważniejsze to: Mowa przy obchodzie setnej rocznicy zwycięstwa pod Wiedniem (1783), Oratio pro instauratione studiorum in Collegio Regio Varsaviensi Scholarum Piarum (1783), Mowa przy dorocznym zaczęciu szkół warszawskich (1784), Mowa przy dorocznym zaczęciu szkół (1786). Odznaczały się one walorami literackimi, autor posługiwał się stylem zróżnicowanym, wykorzystywał elementy wzniosłego wizjonerstwa i obrazowości. Obok treści związanych z społeczną pedagogiką pijarską Golański podejmował w nich ogólne problemy społeczno-kulturowe. Akcentował wielką rolę humaniorów dla kształtowania charakterów i umysłów młodzieży oraz znaczenie wiedzy w życiu społecznym, krytykował uleganie obcym modom. W nawiązaniu do prac lingwistycznych Onufrego Kopczyńskiego dowodził niezbędności poznawania języka ojczystego i jego wielkiej roli w życiu społecznym, choć widział też potrzebę nauczania łaciny. Uznając dziedzictwo antyczne za fundament kultury, pisał: „Nie będę sądził, ile wiek ośmnasty złotego wieku nauk rzymskich dochodzi, jednak mi się zdaje, że go podobno jeszcze nie przeszedł” (Mowa przy dorocznym zaczęciu …, 1784, s.    ).  Podobne myśli znajdują się również w włączającym się w dyskusję wokół Podolanki  … Liście Sandomierzanki do Podolanki (1784), ale poza informacją w papierach Franciszka Ksawerego Dmochowskiego nie ma dowodów  pozwalających przyznać Golańskiemu autorstwo tego pisma. Natomiast w 1788 roku opublikował Listy, memoriały i supliki, które zawierały wzorce pisania w różnych sytuacjach i sprawach, a także zarysowaną teorię listu, zasadzająca się na wymogu prostoty i naturalności oraz na zachowaniu indywidualnych cech wymowy nadawcy. Zawarte w publikacji obejmowały listy wybitnych epistolografów od antyku do Woltera, Rousseau, Jacques’a Delille’a, a także Stanisława Konarskiego, Tomasza Kajetana Węgierskiego. W okresie wileńskim Golański również uprawiał kaznodziejstwo o tematyce głównie religijnej i okolicznościowej, sporadycznie – pisał również okolicznościowe wiersze,  a w „Tygodniku Wileńskim” opublikował opowiadanie Moc wymowy serca (1804, nr 8).

Poglądy teoretycznoliterackie. Dzieło O wymowie i poezji (I wyd. Warszawa 1786) było pierwszą u nas  publikacją, zawierającą całościowy wykład poglądów na istotę twórczości słownej, jej źródła, cele i kształt stylistyczny. Wersja pierwszej edycji została następnie poddana poprawkom i dopełnieniom i pełniejszy kształt traktat otrzymał w drugim wydaniu (II wyd. Wilno 1788), ono też stanowi podstawę prezentacji poglądów autora. Golański wychodzi od retorycznej koncepcji jej podziału na wymowę i poezję, w części poświęconej wymowie odwołuje się do klasycznych teorii Cycerona i Kwintyliana, respektuje tradycyjne rozróżnienie trzech typów wymowy (pochwalna, doradcza, sądowa, kanoniczną koncepcję kompozycji mowy, wyróżnia trzy rodzaje stylu oraz podnosi rolę figur retorycznych jako środków wymowy. Zarazem nawiązuje do nowych koncepcji twórczości słownej w pismach Jean-Baptiste’a Du Bosa, Josepha Addisona, Charles’a Batteux, Jean’a Françoisa Marmontela, po części Diderota i d’Alemberta (poznawanych głównie za pośrednictwem ich haseł w Encyklopedii Diderota), a także podejmuje idee zawarte w Franciszka Karpińskiego O wymowie w prozie albo wierszu (1780) i Józefa Szymanowskiego Liście o guście czyli smaku (1779). Przejawia się to w położeniu silnego nacisku na rolę emocji zarówno jak źródła wymowy, jak i środka jej oddziaływania na odbiorcę: „Ani można bliższego źrzódła wymowy dostrzec nad wewnętrzne ludzkie czucie” (O wymowie i poezji, 1788). […] „Jakie jest czucie człowieka, jakie wewnętrzne zdania i wyobrażenia, okazuje wymowa: bo ją całą można by do tego zebrać, że czucie i wyobrażenia tłumaczy, a tłumaczy tym lepiej, im mocniejsze będzie czucie, które mówiącego ożywia […]”. „[…] najlepsza wymowa uczucia, wymowa serca, to jest czułych ludzi wymowa” (tamże). Wprowadza też nowe na gruncie wymowy kategorie gustu i delikatności jako niezbędne atrybuty twórcy, ale także krytyka oceniającego dzieło. Również w rozumieniu stylu wyraźne jest oddziaływanie współczesnej myśli lingwistycznej, co znajduje wyraz w akcentowaniu roli „ja” mówiącego i jego indywidualnych dyspozycji (jak m.in. w pismach Buffona): „Styl jest jakby zwierciadłem, w którym charakter autora widzieć można; a tak styl wszelki przymiot mówcy lub pisarza rozum i jego dowcip oznacza” (tamże). Świadectwem nawiązywania do aktualnych teorii myśli filozoficzno-lingwistycznych (Condillac) jest pogląd na rozwój języka (od mowy figuratywnej do dyskursu pojęciowego), a w konsekwencji – uznanie wartości nie tylko klasycznej wymowy greckiej i rzymskiej, ale również wymowy prymitywnych „dawniejszych narodów” oraz Pisma Świętego, a także – środków ukształtowanych w mowie potocznej („pospolitej”), obrazowej i posługującej się przenośnią – Golański wprowadził to słowo jako rodzimy odpowiednik metafory do terminologii teoretycznoliterackiej.

Rewizjonistyczne podejście Golańskiego do klasycznych koncepcji twórczości widoczne jest też w rozważaniach o poezji. Z jednej strony formułuje on wymóg jej moralistycznego oddziaływania oraz respektowania tradycyjnych reguł, z drugiej zaś – cytując artykuł Joachima Chreptowicza z Zbioru potrzebniejszych wiadomości Ignacego Krasickiego – uznaje twórczość poetycką za dziedzinę wyrażania uczuć: poeta „duchem jej natchniony, mocą jej zachwycony śpiewa przed ludem to, co czuje, nie żeby pociągnął lud do swego przeświadczenia (to jest dzieło mówcy), ale dla tego, żeby dał poznać wszystkim stan serca swojego” (tamże). Podstawowe pojęcia, służące do opisu fenomenu poezji to: z jednej strony – naśladowanie natury, fikcja poetycka zachowująca zasadę prawdopodobieństwa, z drugiej zaś – imaginacja, która „wszelką swoję przyjemność winna jest tej wolności, którą ma, że sobie z natury rzeczy może wszystko podług upodobania wybierać” (tamże), wyraźne są tu odwołania do eseju Addisona O rozkoszach wyobraźni) oraz nowość, wzniosłość (nazywana wspaniałością) i „styl poetyczny”, który „taki jest, że choćby się cała harmonia wiersza pomieszała, wydaje się w nim taki duch, takie są wyrażenia, jakich w niewiązanej mowie używać się nie zwykło” (tamże). Golański respektuje tradycyjny podział na gatunki literackie, ale w ich opisie – szczególnie w obszarze „poezji dramatycznej” – dopuszcza innowacje, np. prozę w komedii i tragedii, w tej ostatniej – bohaterów niskiego stanu, których losy mogą wywołać tkliwe uczucia, a także akceptuje pomyślne rozwiązanie akcji tragicznej. Jest też otwarty na nowe, niekanoniczne formy literackie, do swej systematyki genologicznej wprowadza operę, romans-powieść, a także utwory nierespektujące reguł żadnego gatunku: „co do innych rodzajów poezji nie należy, to ogólnie wierszem zowiemy” (tamże). W traktacie Golańskiego współistnieją tradycyjne, ukształtowane na gruncie teorii klasycystycznej poglądy na piśmiennictwo z nowymi, nienormatywnymi ideami, zmieniającymi sposób rozumienia twórczości słownej i samego języka.

Rozwój poglądów Golańskiego (edycja z 1808 r.). Z biegiem lat, nowych lektur i doświadczeń dydaktycznych Golański precyzował swoje poglądy teoretycznoliterackie, a podsumowaniem tego procesu była trzecia edycja traktatu O wymowie i poezji, 1808. Poszerzeniu i rozwinięciu uległy właściwie wszystkie rozdziały traktatu. Poświęcono więcej miejsca Pismu Świętemu (Starego i Nowego Testamentu) traktowanemu jako przykład wzniosłej wymowy nierespektującej reguł klasycznej retoryki. Mniej kategorycznie potraktowano też rozdzielność trzech rodzajów wymowy (O poezji i wymowie, 1808). Wzmocniona została również rola czucia w tworzeniu i odbiorze wymowy: „Wlewając zaś w drugich czucia nasze, wyrównywującymi tymże czuciom wyrazami, dzielimy z nimi żal, politowanie, gniew i radość” (tamże). W podrozdziale Wzruszenie umysłów podniesiono kwestię współczucia dla innego człowieka: „Nasza imainacja bardziej nas w nieszczęśliwego, niż w szczęśliwego położeniu umieszcza” (tamże) oraz roli odczuć w kształtowaniu stylu wypowiedzi: „[…] czucie żywe ma żywszy swój język, a podług okoliczności odmienny” (tamże). Rozbudowany został i wzbogacony o przykłady pochodzące z najnowszej twórczości rozdział o guście, w którym znalazło się twierdzenie o odmienności gustu u różnych narodów oraz uwaga o roli krytyki w kształtowaniu gustu (tamże, s. 108), przedstawiona została również historia jego przemian od antyku do współczesności (również polskiej), będąca zarazem zarysem historii sztuki (tamże). Dalej przywołano nowe gatunki literackie egzemplifikujące współczesny gust i potrzeby czytelnicze, jak romanse (zalecające się tym, że są „ciekawe” i „zabawne”, tamże), a także „opisy podróży krajowidzów” (tamże) oraz na wymogi pisarstwa historycznego (tamże). Zasygnalizowano rolę przekładów w wyrabianiu gustu oraz potrzebę „rozbiorów”, czyli umiejętność analizy wypowiedzi i wskazania jej wad i zalet. Zwracając większą uwagę na związek wymowy z innymi naukami, autor zamieścił obszerny wywód o współczesnych poglądach na język w początku XIX wieku (tamże), a w rozdziale o wyborze słów przedstawił analizę właściwości polszczyzny w zakresie semantycznej łączliwości słów („stosunki w słowach”, tamże). Bardzo wzbogacony został rozdział O stylu, nawiązujący do poglądów Konarskiego, ale autor zwrócił również uwagę na komunikacyjny wymiar odmian stylu: „Nie dosyć jeszcze mówcy stosować styl do rzeczy, do czasu, miejsca, wieku i stanu swego, istotne też jest, ażeby swoję mowę do słuchających stosował” (tamże), a także na „działanie mówcze zwane akcją”, a więc na to, co dziś nazwalibyśmy illokucyjną i perlokucyjną funkcją języka: (różne sposoby wyrażania „żalu, przestrachu, rady, przestrogi, upomnienia […]”, tamże). Rozbudowane zostały wszystkie podrozdziały poświęcone poszczególnym gatunkom wymowy, wzbogacone o nowsze przykłady i historyczny zarys dziejów w różnych krajach.

Znacznemu poszerzeniu uległa też część poświęcona poezji. Więcej miejsca poświęcono wyobraźni i jej roli we wzbudzaniu przeżyć estetycznych („[…] niewinna rozkosz z imaginacji zdaje się być nieprzebraną”, tamże). Położony został nacisk na  „rozmaitość przedmiotów” (tamże) w dziele poetyckim, które winno przedstawiać wielość i zróżnicowanie dzieł natury. Dostrzeżono zróżnicowanie wartości estetycznych poezji, stawiając wzniosłość nad klasyczne piękno: poezja „Już nie szuka piękności, ale rada się dziwić samejże ogromności dzieł natury (tamże). Rozdziały poświęcone gatunkom poezji wzbogacone zostały o szkice dziejów danego gatunku w tradycji europejskiej oraz o przykłady z poezji najnowszej. Rozdział o bajkach i przypowieściach poświęcony został przede wszystkim zbiorowi Krasickiego i przybrał postać jego wszechstronnej recenzji, w której poddano analizie zabieg alegorii, wysoko oceniono sposoby realizacji gatunku nazwanego miniaturową epopeją (tamże) oraz podniesiono jego aspekt filozoficzny, nazywając autora „filozofem” (tamże). W rozdziale o elegii przytoczony został i skomentowany przykład Younga (tamże), zaś w tragedii dopuszczono bohaterów będących „pospolitymi ludźmi” (tamże), a także prozę. Dowartościowane zostały gatunki nieregularne, a także zasadzające się nie na naśladowaniu natury, ale na „słodkim omamieniu”, jak opera i balet (tamże), albo też na „sprawianiu podziwienia” (tamże), jak w odmiennie niż wcześniej widzianej epopei. Golański rozpoczął kształtowanie swoich poglądów na literaturę przy użyciu tradycyjnej terminologii mimesis, fikcja, pożytek i przyjemność, gust i imaginacja, jednak stopniowo poszerzał swój język teoretyczny, wprowadzając pojęcia nieretorycznie rozumianej wzniosłości, podziwienia i omamienia. Wszystko to wskazuje, że żyjący w prowincjonalnym wówczas Wilnie Golański trwale pozostawał w kontakcie z europejskim ruchem umysłowym i literaturą początku XIX wieku, obserwował przemiany myśli estetycznej i modyfikował swoje w tej dziedzinie poglądy, coraz dalej wychodząc poza rygory i wymogi doktryny klasycystycznej.

Problem mitologii i zróżnicowania kultur. Przejawem szerokich zainteresowań Golańskiego m.in. był przekład Żywotów Plutarcha pt. Sławni ludzie i onych porównania (1801-1805) oraz publikacje Allegorie starożytne w stosunku do I wieku sławnych ludzi Plutarcha i czasów bohatyrsko-mitologicznych (1801), a także Literatka chińska dla literatek i literatów w Europie. Wedle dokładniejszych pamiętników o Chinach (1810). Allegorie starożytne zawierają nowatorską na gruncie polskim (analogiczną do poglądów Giambattisty Vico, którego Nauka nowa nie była jednak w Polsce ówcześnie znana) koncepcję historycznego rozwoju społeczeństw, ich języków i ludzkiego poznawania świata od „wieku bohatyrskiego” (czyli mitologicznego) do epok tworzących język pojęciowy. Język mitów traktuje Golański jako „mowę przenośną” (występującą w każdym czasie, szczególnie w mowie pospólstwa), która w obrazowych opowieściach wyraża ludzkie doświadczenie: „Rzecz prawie wszystkich bajek poetyckich, wszystkich alegorii starożytnych stosuje się zawsze do pierwiastkowych prac i postrzeżeń ludzkich na ziemi, powietrzu i niebie” […] „Szukam w ich bajce podobieństwa i domysłu prawdy” (Allegorie starożytne).  Golański jest zafascynowany tajemniczą treścią mitów, które zawierają ukrytą w opowieści, intuicyjnie uchwyconą prawdę o świecie: „Czyliż oni swoją alegoria nakryci nie nauczyli jednak ludzi wszelkiego celu nauki, poznawać układ świata? i tę niezmierną przestrzeni niebios rozległość, która jak żywy obraz niepojętej wieczności porywa z sobą myśl ludzką, unosi i gubi?” (tamże). Podobnie w Literatce chińskiej (będącej przeróbką publikowanych od 1776 roku wspomnień francuskiego misjonarza Jacques’a Amyota) znajduje wyraz zainteresowanie dla inności kulturowej i jej dziejów bogatszych i wykraczających poza czasowy horyzont europejski. Golański zwraca uwagę na  uniwersalny charakter i trwałość chińskich norm i obyczajów, opartych na indywidualnej wrażliwości jednostki i poczuciu nadrzędności interesu zbiorowego. Z uznaniem mówi o zawartej w nich idei równości, szacunku dla narodowych zwyczajów i  „ludzkości”, przejawiającej się w „miłości ojczyzny, przyjaźni i litości dla nieszczęśliwych” (Literatka  chińska).

Refleksję nad przemianami kulturowymi, a przede wszystkim nad charakterem i stanem kultury osiemnastowiecznej zawiera także dialog (nawiązujący do wzorca platońskiego) Filozof i antyfilozof. Rozmowy w zarzutach i odpowiedziach dla dochodzenia i uznania prawdy (1811). Wyraża się w nim dystans wobec dominujących kierunków myśli XVIII-wiecznej, wobec „anty-filozofów” (jak nazywa Woltera czy Rousseau), którzy nie znając podstaw religii, występują przeciw niej, posługując się śmiechem i ironią, a nie argumentem. Zgodnie z ideami epoki Golański ceni rozum jako narzędzie poznania, ale widzi też jego ograniczenia w kwestiach „nadnaturalnych tajemnic”.

Zainteresowania lingwistyczne. Ujawniające się już we wczesnych mowach szkolnych i w  traktacie O wymowie i poezji zainteresowanie językiem oraz mową rozumianą jako obraz myśli trwa przez cały czas aktywności intelektualnej jej autora. Uczestniczył on w dyskusjach nad edycją pośmiertną Gramatyki języka polskiego Onufrego Kopczyńskiego (Kopia autentyczna pewnej konferencji pomiędzy dwoma pierwszymi z porządku w rzeczypospolitej literackiej kolegami, 1809), zajmując się kwestią (akceptowanych) innowacji ortograficznych podejmował fundamentalne problemy ciągłości i zmiany w języku, normy językowej i zakresu respektowania zwyczajów środowiskowych, opowiadał się za wprowadzaniem nowych elementów tylko „z istotnej potrzeby”. Zabrał głos również na temat Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego w publikowanej w „Dzienniku Wileńskim” (1815) obszernej recenzji, wydanej później oddzielnie pt. Rys polskiego Słownika jp. Linde po  wyjściu całego dzieła …(1822). Niezależnie od uwag krytycznych, podejmował problemy metodologiczno-lingwistyczne, wysoko oceniał sposoby eksplikacji semantycznej leksemów z odwoływaniem się również do języka potocznego, a także wprowadzenie kontekstu porównawczego innych języków. Nade wszystko interesowała go kwestia etymologii, świadczącej – według niego – nie tylko o przemianach samego języka, ale też o historii i widzeniu świata przez jego użytkowników. Z poglądami Golańskiego zawartymi w Kopii autentycznej i w Rysie polskiego Słownika gwałtownie polemizował Adam Kazimierz Czartoryski na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” (1816, t. 6). W refleksji Golańskiego o języku wyraźnie przejawiają się efekty jego znajomości XVIII-wiecznej refleksji lingwistycznej.

W poglądach teoretycznoliterackich i lingwistycznych Golańskiego, a także w pojmowaniu przezeń kultury i jej przemian spotykają się – z jednej strony – tradycyjne ujęcia zakorzenione w retoryce i poetyce klasycystycznej, z drugiej zaś – nowe sposoby myślenia o przemianach języka, o piśmiennictwie jako wyrazie indywidualnego sposobu mówienia i odczuwania, o widzeniu kultury i jej wytworów jako podlegającego zmianom zjawiska historycznego.</document>
<document nplp_id="12730" title="Górski Artur" slug="gorski-artur">Krytyk literacki, filozof kultury, publicysta, pisarz, tłumacz, kierownik literacki teatrów. Pseudonimy i kryptonimy: A.G., A…G…, Dr A.G., Liberum conspiro, Obojętny, Q., Quasimodo, T-y, Truskolasy, Tur.

Informacje biograficzne. Józef Artur Marian Górski urodził się 2 VII 1870 w Krakowie. Był synem Ludwika, kancelisty, później urzędnika sądowego, i Anny z Gniadkowskich (Gnitkowskich). Od r. akademickiego 1888/1889 studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, uzyskując w 1897 r. tytuł doktora. W latach edukacji aktywnie angażował się w ruch studencki. Działał m.in. w Czytelni Akademickiej. Zainteresował się wówczas rozwijającym się na terenie Galicji ruchem socjalistycznym i był sympatykiem grupy radykalnej młodzieży skupionej wokół „Ogniska” (1889‒1890). W 1891 r. wraz z innymi współpracownikami pisma został oskarżony o – jak zapisano w aktach sądowych ‒ „agitację w kwestiach społecznych na zasadzie bezwzględnego pozytywizmu i radykalnego socjalizmu”. Uniewinniony z powodu braku dowodów przynależności do tajnego związku politycznego w tym samym roku założył „Ruch. Pismo naukowe i literackie”, zlikwidowane po ukazaniu się numeru 1. Współtworzył też socjalistyczny dwutygodnik „Naprzód” (1892), na łamach którego zamieszczał pod pseudonimem artykuły dotyczące m.in. istoty zawiązujących się partii (głównie PPSD). Ok. 1893 r. zerwał z socjalizmem, odrzucając teorię walki klas i światopogląd materialistyczny oraz opowiadając się za potrzebą troszczenia się o polski interes narodowy. Pióro felietonisty szlifował w l. 1896‒1897 w redagowanym przez Wilhelma Feldmana „Dzienniku Krakowskim”. W stałych cotygodniowych artykułach podpisywanych pseudonimem Liberum conspiro prowadził polemikę z krakowską szkołą historyczną i zwalczał lojalistyczną wobec Austrii politykę ugrupowania stańczyków; ogłaszał też recenzje teatralne, literackie oraz dotyczące sztuk plastycznych. Pod koniec 1897 r. rozpoczął współpracę z „Życiem”; przez kilka miesięcy kolejnego roku był kierownikiem tego tygodnika (a później dwutygodnika i miesięcznika) literacko-artystyczno-społecznego. Na jego łamach zamieścił m.in. kilkuodcinkowy artykuł Młoda Polska (1898), jedno z najważniejszych wystąpień programowych nowego pokolenia literackiego. W kolejnych latach Górski pracował jako kustosz w Bibliotece Pawlikowskich we Lwowie. Równocześnie nawiązał współpracę z lwowskimi gazetami: „Słowem Polskim” oraz „Odrodzeniem”. W 1905 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie wykładał na tajnych kompletach i kursach literatury polskiej oraz pisywał do ważnych i cenionych czasopism o różnych profilach, takich jak „Chimera” (1907), „Nowa Gazeta” (1908‒1918) czy „Myśl Polska” (1916‒1918). Jego pozycję jako publicysty i teoretyka kultury ugruntowały książki Monsalwat. Rzecz o Adamie Mickiewiczu (1908) oraz Ku czemu Polska szła (1918). Po zakończeniu I wojny światowej nadal parał się działalnością publicystyczną, literacką i przekładową oraz pracował jako doradca artystyczny utworzonego w 1928 r. teatru Placówka Żywego Słowa (późniejsze Ateneum), którego kierownictwo objęła jego żona Janina Oktawia, de domo Pawlicka (mieli córkę Annę). W latach 30. XX w. publikował prace z zakresu teorii kultury oraz życia społecznego w kwartalniku literacko-kulturalnym „Marchołt”, a jako doradca dyrekcji Funduszu Kultury Narodowej oraz prezes Instytutu Popierania Twórczości Literackiej miał wpływ na kształt oficjalnej polityki kulturalnej kraju. W 1935 r. został uhonorowany Złotym Wawrzynem Akademickim, a w 1938 r. – Państwową Nagrodą Literacką. W czasie okupacji angażował się w działania katolickiej organizacji Unia, a później nawiązał współpracę z prasą katolicką (przede wszystkim „Tygodnikiem Powszechnym” i „Tygodnikiem Warszawskim”); na jej łamach publikował artykuły o tematyce religijno-etycznej oraz aksjologicznej. Napisał też monografię felicjanek polskich (Angela Truszkowska i Zgromadzenie SS. Felicjanek na tle dziejów myśli religijnej w Polsce XIX wieku, 1959). Zamieszkawszy w 1944 r. w Krakowie, w drugiej połowie lat 50. XX w. wrócił do Warszawy. Pod koniec życia pisał teksty filozoficzno-społeczne, z których ukazała się – pośmiertnie – tylko Rzecz o nadziei (1962). W 1959 r. otrzymał Nagrodę Młodych im. W. Pietrzaka, przyznawaną za twórczość wyrażającą uniwersalne wartości i postawy ludzkie, chrześcijańskie i patriotyczne. Odznaczono go też Krzyżem Oficerskim (1924) i Krzyżem Komandorskim (1928) Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł w Warszawie 7 XII 1959.

Obszary twórczości. Twórczość beletrystyczna Górskiego jest znacznie skromniejsza ilościowo niż jego prace publicystyczno-filozoficzne oraz ideologicznie wobec nich wtórna. Autor debiutował wierszem O niej oraz fragmentem prozatorskim Z pamiętników sceptyka („Dla Głodnego Ludu” 1890). Później nieliczne liryki ogłaszał m.in. na łamach „Sztuki” (1911, t. 1, z. 2/3). Ani one, ani niezbyt udane konstrukcyjnie powieści Bujne chwasty („Gazeta Poranna 2 Grosze” 1914, nr 64‒141) i Utrata („Bluszcz” 1917, nr 1‒4; fragmenty) nie przyniosły mu sukcesu. Wyrazem przekonania Górskiego na temat roli ludu w moralnym odrodzeniu narodu polskiego był dramat Chłop (prwdr. 1915/1916 w książce zbiorowej Godło; wyd. os. w 1921 pt. O zmartwychwstanie). Zainteresowanie autora problematyką społeczną znalazło też miejsce w dramacie Śluby (1927; pierwotną, odmienną redakcję utworu drukowała w l. 1917‒1918 „Myśl Polska” pt. Próba grobu. Karty z kroniki czasu), którego akcja oparta została na losach Józefa Mireckiego ps. Montwiłł, działacza PPS i bojownika rewolucji 1905 r., straconego na stokach Cytadeli. Młodopolska maniera stylistyczna niekorzystnie zaciążyła na wielu stricte literackich utworach Górskiego (Przede dniem, 1919).

Wyżej ceniono przekłady Górskiego, w jego tłumaczeniu ukazały się m.in. Dzika kaczka Henrika Ibsena (1899), Prometeusz Johanna Wolfganga Goethego (1901), Albo – albo Sørena Kierkegaarda (1901), sonety Williama Shakespeare’a (1911), islandzka Saga o Gislim (1931), a także francuskie pisma Adama Mickiewicza. Z jego inicjatywy w 1900 r. nakładem „Słowa Polskiego” ukazały się Wykłady o literaturze słowiańskiej Mickiewicza, a w 1908 r. Nadeszły inne czasy – wybór prelekcji, artykułów, odezw i utworów wieszcza, odnoszących się do przeszłości i teraźniejszości Polski. Jako pierwszy ogłosił tekst Samuela Zborowskiego Juliusza Słowackiego i zainicjował wydanie Kordiana w zaborze rosyjskim. W l. 1933‒1938 był członkiem Komitetu Redakcyjnego Dzieł Wszystkich Mickiewicza (tzw. wydanie sejmowe).

Manifest sztuki młodopolskiej. Górski brał aktywny udział w sporze o cele sztuki i jej rolę w życiu społecznym końca XIX oraz początku XX w. Jednym z jego najważniejszych głosów w dyskusji nad kształtem literatury – i szerzej: kultury ‒ był cykl artykułów ogłoszonych w „Życiu” w 1898 r. pod znamiennym tytułem Młoda Polska, dzięki któremu tytułowa formuła, będąca już w obiegu, uprawomocniła się jako nazwa tendencji literackich i artystycznych przełomu stuleci. Modernistyczne podejście do sztuki, charakterystyczne dla środowiska twórczego skupionego wokół czasopisma, zdradzała już litanijna deklaracja z części inicjującej cykl: „Literatura to Pani nasza, Orędowniczka nasza, Pocieszycielka nasza” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 15). Sakralizacji twórczości towarzyszyło uwznioślenie rangi tych, którzy „najcięższą pełnią służbę – służbę dla literatury ojczystej” (tamże), oraz atak na filistrów – oportunistów ślizgających się po powierzchni egzystencji, „parobków duchowych” (tamże) o ubogim życiu wewnętrznym. Mimo deklarowanej w imieniu młodych bezprogramowości artykuł Górskiego zawierał pewien ogólny program twórczości artystycznej. Przede wszystkim autor żądał wyzwolenia literatury od funkcji utylitarnych oraz od zaprzeczających autoteliczności dzieła tendencyjnych kryteriów oceny, zgodnie z którymi sztuka „dobra jest o tyle, o ile ma na celu pewien dobry czyn moralny, religijny czy patriotyczny” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 19). Twórczość schlebiającą gustom i potrzebom ogółu nazywał „przemysłem artystycznym” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 16); za warunek sztuki prawdziwej i wielkiej uważał nieskrępowaną ekspresję indywidualności artysty, dla którego domagał się prawa swobodnego rozwoju. Charakteryzując ogólnie modernistyczne prądy literackie (sygnowane nazwiskami M. Maeterlincka, J.-K. Huysmansa, G. D’Annunzia, P. Verlaine’a i S. Przybyszewskiego), jako ich zasadniczy rys wskazywał dominantę indywidualizmu oraz zainteresowanie duszą i psychiką ludzką (w tym nieświadomością) jako tematem utworów: „Odbyło się w naszej literaturze współczesnej jakby nowe odkrycie duszy; spostrzeżono, że poza zewnętrznym jej życiem istnieją całe głębie nie objęte światłem dziennym, całe tłumy uczuć i przeczuć, które nigdy w gwarze życia nie przychodzą do głosu” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 19) – konstatował. W nawiązaniu do teorii „nagiej duszy” Przybyszewskiego, odżegnując się od realizmu i naturalizmu, dodawał: „Wielkim artystą jest ten, kto z dala od turkotu bieżącego życia pochyla się nad głębią własnej duszy swojej i słucha głosów dobywających się z tej głębi” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 24). Od tak wyobrażonego artysty oczekiwał szczerości i wolności wewnętrznej, odwagi, gotowości podejmowania twórczego ryzyka i przełamania dotychczasowego prymatu „literatury salonkowatej” (tamże). Ważnym punktem programu Górskiego był zwerbalizowany w ostatnim artykule cyklu postulat sztuki na wskroś polskiej; w rodzimości autor dostrzegał nie tylko siłę literatury, ale i rację jej bytu. Wzorca dostarczała twórczość romantyków, przede wszystkim Mickiewicza, którego dzieła cechował ‒ według publicysty ‒ artyzm o zabarwieniu narodowym przy jednoczesnym kulcie indywidualizmu. Zamknięcie wypowiedzi odwołaniem do Mickiewicza było deklaracją ideową, ale też klamrą spinającą cykl myślowo. Publikacja w „Życiu” była bowiem bezpośrednią reakcją na zarzut braku patriotyzmu i oskarżenie o aspołeczny charakter twórczości przedstawicieli nowej generacji, jakie sformułowali Stanisław Szczepanowski oraz Marian Zdziechowski.

Działalność krytyczna i koncepcja literatury. Od końca lat 90. XIX w. pisma Górskiego zdominowała refleksja nad kierunkami rozwoju kultury polskiej i dziejami narodu. Krytyka literacka sensu stricto miała w jego twórczości charakter marginalny, niemniej na podstawie recenzji i omówień premier teatralnych oraz książkowych, jakie zamieszczał na łamach prasy, można zrekonstruować postulowany przezeń kształt literatury. Oczekiwał przede wszystkim dzieł oryginalnych, będących wyrazem indywidualizmu, talentu i szczerości artysty. Omawiając prozę Antoniego Godziemby Wysockiego, z dezaprobatą wyrażał się o naśladownictwie i epigoństwie. Literatom swego pokolenia zarzucał bezkrytyczne powielanie nurtów i rozwiązań, zapatrzenie „w Zolę, w Maupassanta, Bourgeta, w dekadentów i symbolistów” (Nowsze książki (Antoni Godziemba Wysocki. Dom zdrowia, Szkice, Namiętności), „Dziennik Krakowski” 1896, nr 167) i domagał się od nich wzbogacenia literatury o własny ton. Z tego powodu pozytywnie oceniał dramaturgię Jana Szutkiewicza, w którym dostrzegał „talent młody, swobodny, energiczny, żadną jeszcze doktryną, […] mistycznym lub pesymistycznym nastrojem niezabarwiony” („Popychadło”. Komedia w 4 aktach (5 odsłonach) przez Jana Szutkiewicza, „Dziennik Krakowski” 1896, nr 237). Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że konserwatyzm krajowy utrudnia realizację artystycznego powołania: „[…] w Polsce jest przekleństwem być prawdziwym artystą. W Polsce kwitnie najbujniej rodzaj pół-artystów”. Taką refleksją ogólną kończył szkic poświęcony malarstwu Włodzimierza Tetmajera, którego prezentował jako jednego z owych artystów prawdziwych (Włodzimierz Tetmajer (Żeńcy, Racławice, Kantyczki), „Życie” 1899, nr 13). Doceniał szczególnie umiejętność tworzenia pełnokrwistych bohaterów, którzy mogliby mieć odpowiedniki w rzeczywistości pozaliterackiej; chwalił „kreacje żywe, nieliterackie, rumieńcem życia obdarzone” („Popychadło”). Jako apologeta indywidualizmu zachwycał się postaciami silnymi, stawiającymi sobie za cel rozwój osobowości, wiernymi obowiązkom wobec siebie i podążającymi za wewnętrznym głosem duszy. Odnajdywał takich bohaterów w dramatach Ibsena, o których pisał, że to „bije z nich świeża moc, potęga woli i wspaniałość nadludzkich ogromów” (Henryk Ibsen, „Życie” 1898, nr 12). Wyczulony był też na opisy przyrody uzmysławiające harmonię świata i bytu, jakimi zachwycała go m.in. proza Elizy Orzeszkowej. Z czasem coraz wyraźniej zauważał opozycję między „poezją słów a poezją duszy” i, protestując przeciwko pojmowaniu sztuki w oderwaniu od egzystencji (przeciw „życiu bez poezji” oraz „poezji bez życia”), formułował ideał „poezji żywej, wcielonej w życie” (Spowiedź poety, „Życie” 1899, nr 4; Włodzimierz Tetmajer). Jako patronów takiego modelu literatury wskazywał Mickiewicza i Słowackiego, ponieważ: „Przez nich nie tylko płynął strumień piękności, lecz oni sami byli tą pięknością” (Spowiedź poety). W ten sposób odrzucał Górski sztukę przemawiającą „tandetą błyskotek stylowych”, „opartą na koźlich nogach”, „sztukę-kabałę, przystępną jedynie dla magów”, a w jej miejsce proklamował twórczość „opartą na sercu Chrystusa”, adresowaną do każdego (także do ludu), zdolną realnie oddziaływać na czytelników (tamże). Ten pogląd, zwerbalizowany na łamach „Życia” i będący polemiką z ideą Przybyszewskiego „sztuki dla sztuki”, stanowił istotne rozwinięcie i uzupełnienie wypowiedzi programowej w cyklu Młoda Polska. W odczycie O wieszczeniu w sztuce (1920) Górski jeszcze silniej uwypuklił rolę słowa w życiu ludzkości, przypominając, że twórczość artystyczna wyrosła z misteriów religijnych, ma zatem wymiar sakralny oraz moc wieszczą, jest pokarmem duchowym i strażniczką narodowego ołtarza.

Diagnozy pokoleniowe. Górski wiele uwagi poświęcił społecznym uwarunkowaniom kształtowania się młodopolskiej doktryny estetycznej. Za wyróżnik przeżycia pokoleniowego i ważny punkt odniesienia dla własnego piśmiennictwa uważał rozpad wartości. Wskazując motywy swej działalności literackiej, podkreślał, że należy do generacji, którą czekała „droga bez przyszłości, bez nadziei”, naznaczona potrójnym bankructwem: człowieka metafizycznego, narodu i życia społecznego (Motywy pisarstwa, „Kierunki” 1959, nr 50). W publicystyce z lat 90. XIX w. sporo miejsca poświęcił diagnozowaniu nastrojów pesymizmu, a winą za ich nasilenie oraz zniechęcenie do życia ogarniające młodych, poddawanych „codziennej tresurze racji stanu”, obarczał ideologów politycznego lojalizmu. W postawie autorów i zwolenników Teki Stańczyka widział „zarazki rozkładu” (Młoda Polska, „Życie” 1898, nr 18) oraz istotę dekadencji, definiowanej jako „nastrój moralny, oparty na zupełnej niewierze w dalszy rozwój, w wyższy byt, w ewolucję cywilizacyjną, a przesiąkły rezygnacją i rozczarowaniem” (tamże). W 1901 r. w poetycko-symbolicznej przypowieści Błędne dusze zawarł autoportret pokolenia, ukazany w poetyce katastrofizmu: „[…] ujrzeliśmy ziemię całą, lecącą w ciemność czasu, jak płonący okręt przez morza; a za nią wichry płomienne, a wkoło niej światy rozbite, jak rozprysłe iskry pożaru” (Błędne dusze, „Ateneum” 1901, t. 1, z. 1). W przekonaniu o konieczności ocalenia kultury polskiej rozwijał refleksję służącą odbudowie wiary w człowieka i w życie. W takim aktywistycznym sensie rozumiał też termin „Młoda Polska”, co sam wyjaśniał: „Nadziei nie było znikąd. Trzeba było samemu, o własnej sile, dochodzić praw nieśmiertelnych, które leżą na dnie bytu i dźwigają strukturę życia; trzeba było dotrzeć do pewności, którym imię: sprawiedliwość, wolność, miłość. Taki był proces powstania Młodej Polski w piśmiennictwie i sztuce. Protest przeciw rezygnacji, przedzieranie się ku wewnętrznej pewności” (Tadeusz Miciński w Krakowie (1895‒1901), w: Miscellanea literackie 1864‒1910, red. S. Pigoń, 1957). Młoda Polska miała być więc krokiem ku odnalezieniu moralnych i ideowych fundamentów, a w konsekwencji odrodzeniu. Siebie Górski sytuował w kręgu takich twórców jak Jacek Malczewski, Stefan Żeromski czy Tadeusz Miciński, w których dziełach dostrzegał świadectwa zmagań narodu zamkniętego w kleszczach historii. W 1904 r. w Glosach o kulturze niemieckiej i polskiej Górski przypominał, że kult złotej wolności i indywidualizmu to cecha polskiego charakteru narodowego; tezę tę rozwinął szeroko w rozprawie historiozoficznej Ku czemu Polska szła (1918). Interpretując dzieje polskie od czasów plemienia Polan do konfederacji barskiej, wskazywał, że duchowość Polaka to niezależność moralna, godność, odpowiedzialność. W zbiorze Na nowym progu, 1918, powtórzył postulat rozwijania potencjału duchowego jako warunku kształtowania kultury rodzimej już po odzyskaniu niepodległości.

Kult Mickiewicza i neomesjanizm. Górski uważany jest za jednego z pierwszych propagatorów kultu Mickiewicza jako wzoru osobowego artysty. W książce Monsalwat (Kraków 1908) ‒ będącej nie tyle analizą krytycznoliteracką, ile „impresyjnym szkicem” (T. Weiss) czy raczej oryginalnym konglomeratem poematu prozą, misterium, apostolskiej publicystyki i eseju filozoficzno-poetyckiego (K. Ratajska) ‒ wykreował wizerunek wieszcza jako reprezentanta Ducha, i przewodnika na drodze odrodzenia społeczeństwa polskiego. W trzech kolejnych częściach pracy, wyodrębnionych na podstawie faz życia i twórczości autora Dziadów, zrekonstruował symboliczne wcielenia romantyka: jako bogobojnego rycerza, cierpiącego Prometeusza i proroka swego narodu. Dzieje Mickiewicza-artysty i człowieka prezentował Górski jako pełną zwątpień i załamań drogę ku doskonałości i wolności, ku tytułowemu zamkowi świętego Graala. Ilustracją duchowej biografii poety uczynił jego utwory. Za punkt centralny tak pojętej kreacji uznał III część Dziadów (a zwłaszcza Wielką Improwizację), w której – jak argumentował – poprzez czyn artystyczny Mickiewicz dochodził do czynu metafizycznego, odkupieńczego. Zdaniem Górskiego, poeta przezwyciężył prometeizm, oparty na indywidualizmie i osamotnieniu, i podążył ku doskonalszej filozofii mesjanistycznej, zakładającej uczestnictwo w zbiorowym losie. W okresie przynależności do towiańczyków urósł do rangi proroka głoszącego – w wykładach w Collège de France – „religię ludzkości” oraz tworzącego ideał człowieka prawdziwie wolnego, twórcy przyszłości świata, którego samodoskonalenie umożliwi odnowienie narodu. Pokazany przez niego Mickiewicz łączył więc geniusz artysty z postawą wychowawcy narodu i odnowiciela kultury. Kluczowa myśl krytyka streszczała się w przekonaniu, że nie twórczość literacka Mickiewicza, lecz „poemat jego życia jest największym jego arcydziełem”.  Przeciwstawienie czynu twórczego sztuce sprawiło, że przez współczesnych Monsalwat bywał odbierany jako „pogrzeb modernizmu […] za to, że przywdział fałszywą szatę królewską i zapomniał o apostolstwie w narodzie” (J. Bełcikowski, Koniec modernizmu, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 46).

Podsumowanie. Górski pragnął kształtować oblicze Młodej Polski w duchu odnowicielskim, a formułując propozycje moralnego, tożsamościowego i narodowego odrodzenia społeczeństwa i kraju, występował nie w imieniu własnym, lecz całej generacji. Dla współczesnych, których nastroje werbalizował, był autorytetem, co potwierdzają słowa Henryka Gallego, stawiającego Górskiego „wśród przewodników moralnych, co wskazują drogę ku odrodzeniu z ducha” „Biblioteka Warszawska” 1908, nr 12). Zwłaszcza po publikacji Monsalwatu krytyk – podobnie jak romantyczny bohater książki – stal się obiektem swoistego kultu: „Mają z krwi Mickiewicza wstać rycerze rwący się głośno w bolesnej odwadze gromów, mają powstać dalsi budowniczowie jego dzieła. Ty sam jesteś nim niezawodnie – budź innych […]” – zwracał się do Górskiego w recenzji Kazimierz Tetmajer (Monsalwat, „Świat” 1908, nr 25). Zadanie ludzi pióra upatrywał Górski właśnie w oświetlaniu i wspomaganiu drogi narodu w pochodzie kultury.</document>
<document nplp_id="12731" title="Grabiński Stefan" slug="grabinski-stefan">Pisarz, nauczyciel. Pseud.: Stefan Żalny.

Biogram. Urodził się 26 II 1887 w Kamionce Strumiłowej nad Bugiem, w galicyjskiej inteligenckiej rodzinie (matka – Eugenia z Czubków, ojciec – Dionizy Grabiński był naczelnikiem sądu). Lata dzieciństwa i młodości pisarza to okres trudny, przepełniony pesymizmem w związku z zagrożeniem gruźlicą (zmarł na nią ojciec pisarza, chorowali pozostali członkowie rodziny). W związku z chorobą chłopiec był wątły, słabego zdrowia, dodatkowo skrajnie nieśmiały, introwertyczny, nadwrażliwy i samotny. Głęboka religijność matki zaszczepiła w nim pobożność nachyloną mistycznie. Skłonność ta złagodniała w wieku dojrzałym, pisarz odszedł od ortodoksji wyznaniowej, jednak silne doświadczenia dzieciństwa i młodości utrwaliły się na stałe w jego osobowości. Pierwsze nauki pobierał w gimnazjum w Łące pod Samborem. Po śmierci ojca cała rodzina przeniosła się na stałe do Lwowa. Grabiński kontynuował naukę w V Gimnazjum, świadectwo dojrzałości uzyskał w 1905 r. w liceum bernardynów. W tym samym roku rozpoczął studia z zakresu filologii polskiej i klasycznej na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Wtedy też dała o sobie znać choroba, rozpoczął się okres licznych hospitalizacji. Po ukończeniu studiów, od 1911 r. Grabiński pracował jako polonista w lwowskich gimnazjach, w l. 1917–1927 w Przemyślu. Wykonywał ten zawód bez przekonania i powołania (odstręczała go zwłaszcza bezsensowna biurokracja zawodowa). Czuł się przede wszystkim literatem. W l. 1914–1915 przebywał w Austrii. W 1921 r. rozstał się z żoną. Latem 1927 r. wyjechał do Włoch, realizując od lat planowaną wyprawę. Z inspiracji włoskich, a dokładniej z zauroczenia Wenecją, powstał szkic powieściowy Namiętność (1930). W 1927 r. odwiedził też Rumunię. Latem 1929 r. stan zdrowia Grabińskiego bardzo się pogorszył. Przestał pisać, zmagał się z trudnościami materialnymi. W 1931 r. przeszedł na emeryturę i zamieszkał w kuracyjnych Brzuchowicach k. Lwowa. W kwietniu 1931 r. otrzymał nagrodę literacką m. Lwowa dzięki rekomendacji Karola Irzykowskiego i Jerzego Eugeniusza Płomieńskiego (zob. korespondencja z Józefem Jedliczem, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie). Jury wzięło pod rozwagę zły stan zdrowia pisarza oraz bezsprzeczną oryginalność jego twórczości. Nagroda okazała się ważnym wydarzeniem w życiu pisarza, pozwoliła mu nieco stanąć na nogi, spłacić długi, kontynuować leczenie, pokrzepiła go duchowo i moralnie. Jednak szybko wróciły dawne problemy, przede wszystkim z postępującą, wyniszczającą chorobą. Stefan Grabiński zmarł 12 XI 1936 w ubóstwie i zapomnieniu. Pochowany został we Lwowie na cmentarzu Janowskim.

Twórczość oryginalna. Grabiński był innowatorem w dziedzinie fantastyki na polskim gruncie, autorem nowel, powieści, dramatów, rozpraw teoretycznych. Nie należał do pisarzy popularnych w swoich czasach, co łączy się z jego samotnictwem artystycznym, przejawiającym się w głęboko indywidualnych wyborach artystycznych i koncepcjach estetycznych (z naczelnym: ideałem oryginalności w fantastyce). W swoich pismach rozważał zagadnienia twórczości, oryginalności, fantastyki literackiej (psychologicznej i filozofującej), powinności warsztatu artystycznego pisarza. Darzył ogromnym uznaniem amerykańskiego pisarza Edgara Allana Poe, w którym widział ideał twórczości (Książę fantastów (E.A. Poe). Studium literackie, „Lwowskie Wiadomości Muzyczne i Literackie” 1931, nr 3–5).

Działalność krytycznoliteracka. Dorobek krytycznoliteracki Stefana Grabińskiego nie jest obszerny i należy przede wszystkim do okresu dwudziestolecia międzywojennego. Cechą charakterystyczną jego wypowiedzi krytycznoliterackich jest prezentowanie i interpretowanie własnych konceptów oraz dostrzeganie ich u innych autorów, prezentacja niuansów warsztatu literackiego czy też inspiracji literackich spójnych z własnym światopoglądem. Warto zwrócić uwagę na nawiązujące do okresu twórczości własnej z końca I wojny światowej rozważania o genezie literatury, w których pisarz dostrzega relacje między procesem twórczym a snem, wyobraźnią artysty a fantazją dziecka: „Embriologia pomysłu, jego początkowe stadia zdradzają często śmieszny, dziecięco-naiwny charakter marzeń sennych. Niejedna koncepcja, podziwiana po przejściu przez alembik pracy artystycznej, przez surową kontrolę mózgu, obrobiona wprawną ręką szlifierza, przedstawia się w stanie zaczątkowym w sposób nikły, błahy, niegodny twórczych trudów; jakiś szczególik, jakaś drobnostka, jakiś irracjonalny splot zdarzeń, niepozornych obrazów – pstrokata, bezmyślna jak kaprys, śmieszna do rozpuku mozaika snu” (Z mojej pracowni. Opowieść o „Maszyniście Grocie”. Dzieje noweli – Przyczynek do psychologii tworzenia, „Skamander” 1920, z. 2). W rozprawie Zagadnienia oryginalności w twórczości literackiej („Pamiętnik Literacki” 1925/1926) Grabiński, odwołując się do literatury przede wszystkim dziewiętnastowiecznej, wyróżnia trzy odmiany oryginalności; do oryginalności „absolutnej” włącza utwory E.A. Poego, E.T.A. Hoffmanna, niektóre nowele Cypriana Norwida, Herbert George Wellsa, Gustava Meyrinka i in. W odmianie drugiej, polegającej na „swoistym i odrębnym ujmowaniu zjawisk życiowych” (G. Byron, H. Balzac, F. Dostojewski, J. Słowacki, A. Mickiewicz, Z. Krasiński, H. Ibsen, A. Strindberg, J. Conrad), dostrzega zjawisko związane z „przekształceniem tzw. rzeczywistości eksperymentalnej życia współczesnego, pewnym specjalnym jej naświetleniem i ujęciem” (tamże). Odmiana trzecia, czerpiąca z przeszłości (np. P. Corneille. W. Shakespeare, Ch. M. R. Leconte de Lisle, H. von Hofmannsthal, S. Wyspiański), też ma charakter twórczy: „Pisarze tej kategorii tworzą w materiale poniekąd już skrzepłym, w który wlewają na nowo własną krew serdeczną, wskrzeszając postacie historyczne o mniej lub więcej ustalonej strukturze psychicznej lub też powołując do powtórnego życia twory fantazji swych poprzedników” (tamże). Podsumowując doświadczenia literatury polskiej XIX wieku i przełomu stuleci pisarz konstatuje niedobór pierwiastka fantastycznego w literaturze polskiej: „Wina w tym po części samego społeczeństwa naszego, które stroni od fantazji, zwłaszcza pogłębionej filozoficznie – jak diabeł od święconej wody, zapoznając tę wielką prawdę, że fantazja jest też rzeczywistością — tylko wyższego rzędu. Lubimy natomiast czytać rzeczy pogodne i »rzeczy wesołe«, bo »śmiech jest zdrowy«, jak utrzymuje jeden z naszych najserdeczniejszych arcywesołków i »pomaga do trawienia« — dodam ja. Dewiza nie wybredna a stosowana w praktyce à la longue – ogłupiająca” (tamże). Koncepcje Grabińskiego współbrzmiały z językiem, którym się posługiwał: rozpoznawalnym, wyrazistym, z wyczuwalną skłonnością do archaizacji.</document>
<document nplp_id="12732" title="Grabowski Edward" slug="grabowski-edward">Historyk literatury, nauczyciel, krytyk literacki.

Biografia. Edward Zdzisław Stefan Grabowski urodził się 18 III 1849 w Buniszkach k. Suwałk, w rodzinie o szlacheckich korzeniach; był synem Wincentego, rządcy dóbr Jurgielewszczyzna, i Karoliny z Narbut(t)ów. Ukończył gimnazjum w Kownie, w l. 1867–1871 studiował w Szkole Głównej, przekształconej w Cesarski Uniwersytet Warszawski, na wydziale filologiczno-historycznym. Po zakończeniu edukacji pracował na pensjach żeńskich w Warszawie jako nauczyciel literatury, a od 1876 r. jako inspektor w Szkole Technicznej przy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Brał udział w tajnym nauczaniu jako wykładowca literatury powszechnej na Uniwersytecie Latającym, a także w Towarzystwie Kursów Naukowych (1909–1911), instytucji działającej od 1905 r. legalnie, przekształconej w 1918 r. w Wolną Wszechnicę. Być może przyciągnęły go do tej pracy związki z Koleją Warszawsko-Wiedeńską: pracujący tam inżynier Kazimierz Śniegocki ułatwiał prowadzenie tajnego nauczania, a szczególnie jego żona, Cecylia, znana carskiej ochranie opozycjonistka, która była też założycielką Towarzystwa Tajnego Nauczania (J. Miąso, Tajne nauczanie w Królestwie Polskim, 1990). Grabowski został członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Ożenił się z Marią z Urbanowiczów; mieli córkę Helenę i syna. Zmarł w Warszawie 2 III 1912 po „długiej i ciężkiej chorobie” („Kurier Warszawski” 1912, nr 64).

Historyk literatury powszechnej. Był znawcą i badaczem literatury powszechnej: francuskiej, włoskiej i niemieckiej. Razem z Piotrem Chmielowskim wydał cenną antologię Obraz literatury powszechnej w streszczeniach i przykładach (t. 1–2, 1895–1896), wspólnie z nim ogłosił też z przekłady dzieł Historia literatury angielskiej wieku XVIII Hermanna Juliusa Theodora Hettnera (1879) i Francja przed rewolucją Hippolyte’a Taine’a (1881). Był – obok Ignacego Radlińskiego, Juliana A. Święcickiego, Izraela Leona Grosglika, Bronisława Grabowskiego – jednym ze współautorów Dziejów literatury powszechnej z ilustracjami (t. 2: Dzieje literatury średniowiecznej), w cz. 1 tego tomu (1883) opracował rozdziały Literatura chrześcijańsko-kościelna na gruncie barbarzyńskim i germańsko-pogańska do wojen krzyżowych, w cz. 2 (1887): Literatura świata rycerskiego, Czasy przewagi mieszczańskiej.

W stronę krytyki literackiej. Wymienione publikacje Grabowskiego skłaniają do opinii, że jego wiedza i sposób pisania realizują akademicki wzór uprawiania historii literatury oznaczający: depersonalizację wykładu, powagę wywodu i uzależnienie go od posiadanych źródeł. W drobniejszych objętościowo artykułach, zachowując wszelkie cechy odpowiedzialnego badacza, autor objawia jeszcze inne zdolności: umiejętność nawiązania kontaktu z czytelnikiem, skrócenie dystansu między twórcą oddalonego w czasie dzieła a jego dziewiętnastowiecznym odbiorcą. Kapitalnym przykładem tej umiejętności jest artykuł Ludwik Kamoens (Luis de Camões) jako śpiewak Luzjady („Ateneum” 1880, t. 4). Nie rezygnując z niczego, co stanowiłoby podstawową wiedzę o poecie, poemacie, historii Portugalii, autor przebija ścianę między szesnastowiecznym utworem portugalskiego klasyka a polską publicznością literacką XIX w. Przedstawia utwór jako nowożytną epopeję, w której los bohatera splata się z losami świata i zbiorowości, a także z biografią samego poety. Camões szukał szczęścia w domu i na polu walki, w wyprawach i w powrocie do stolicy upadającego imperium. Mimo talentu i szlachetności, a może właśnie z tych powodów – był odrzucany, wyśmiewany, osamotniony. Nazywany Homerem nowożytności, nie doczekał się akceptacji i uznania na miarę greckiego piewcy, w eseju Grabowskiego przypomina raczej poetę nowoczesnego, bez miejsca na ziemi, płacącego za wolność skrajną nędzą. Autor rozprawy nie waha się nazwać poematów epickich (Wacława Potockiego, Ignacego Krasickiego) „nudnymi”, nie waha się powiedzieć – wykazując różnicę między klasyczną epiką a poematem Camõesa – że „prawdziwy epik musi być trochę gadułą” (Camões jest zwięzły, a jednocześnie odwołuje się do aparatu mitologicznego, co Grabowski przyjmuje jako ruch zastosowany „najniepotrzebniej i najniewłaściwiej”, tamże). Polemiczne uwagi, zrozumienie dla wyborów egzystencjalnych poety nadają esejowi wymiar aktualizujący, współczesny.

Artykuł przeglądowy Z literatury współczesnej we Włoszech („Ateneum” 1880, t. 2, z. 4), obejmujący – wbrew tytułowi – epoki od oświecenia po Risorgimento (Vittorio Alfieri, Giuseppe Parini, Giacomo Leopardi, Giuseppe Giusti, Alessandro Manzoni, Giacomo Zanella, Giosuѐ Carducci) nie jest nużący. Grabowski nadaje wypowiedzi pewną dynamikę, uzupełnianą uwagami warsztatowymi (kłopoty w poszukiwaniu nowości literackich przy braku bibliografii bieżącej literatury włoskiej). Inną próbkę strategii pisarskich Grabowskiego przedstawia artykuł Moliѐre w świetle najnowszej krytyki („Ateneum” 1882, t. 3, z. 8). Autor korzysta z najnowszych (1881) monografii poświęconych francuskiemu dramaturgowi: Ferdinanda Lotheissena i Richarda Mahrenholtza (obie z 1881 r.). Pierwsza uświadamia wpływ informacji biograficznych, nie zawsze rzetelnych, na ocenę sztuk Moliѐre’a, druga umniejsza jego rolę, wykazując zapożyczenia, by nie powiedzieć – plagiaty, jakie według Mahrenholtza popełniał. Nie lekceważąc obu prac, Grabowski zachowuje dystans wobec skrajności ujęć; pisze lekko, przekonująco, jak prawdziwy sztukmistrz, skłaniając się ku rozwiązaniom pośrednim, umotywowanym historycznie i opartym na szerokiej literaturze przedmiotu. Z taktem poddaje krytycznej ocenie przekłady poetyckie Felicjana Faleńskiego [z dwu jego prac z 1878 i 1881 r – to niejasne]. Druga książka poświęcona jest przekładom sonetów Francesco Petrarki. Grabowski uważa, że język tłumacza gubi słodycz i subtelność oryginału, ale też wskazuje na trudności, przed jakimi musiał on stawać (rubryka: „Rozbiory, sprawozdania i wrażenia literackie”, „Ateneum” 1881, t. 2, z. 5).

Edward Grabowski to erudyta i poliglota, sumienny historyk literatury powszechnej, subtelny tłumacz i krytyk literacki z krwi i kości, który zainteresowania nie tylko literaturą, ale i osobowością artystów oraz warunkami ich życia, przenosi w stosownych proporcjach do artykułów.</document>
<document nplp_id="12733" title="Hoesick Ferdynand" slug="hoesick-ferdynand">Krytyk literacki, historyk literatury, edytor, powieściopisarz, redaktor, wydawca. Pseud. i krypt.: Chopinista, Europejczyk, f-h, F.H., Stanisław Hożycki, Hożycki Stanisław, Ferdynand Sarmacki, H. F., Meloman, Mieczysław Sarmacki, Mikołaj Hankiewicz, Jan Bartłomiej Podkowa, W. K. Sarmacki, Władysław Kordian Sarmacki, Taternik.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 X 1867 w Warszawie. Był jedynym synem księgarza i wydawcy, właściciela księgarni i składu nut muzycznych, Ferdynanda Wilhelma Hoesicka (1835–1900) i Marii Matyldy z Granzowów (1848–1889), których ślub odbył się w grudniu 1866 r. Przez trzy lata uczyła go matka, jego drugim nauczycielem domowym był Wilhelm Jacobi. Od 1876 r. przez rok uczęszczał do prywatnej szkoły Eugeniusza Babińskiego (1838–1901). Równolegle pobierał nauki od Adama Krasińskiego. Od 1877 r. uczęszczał do VI Realnego Gimnazjum Rosyjskiego. W 1884 r. wyjechał do Rygi z zamiarem studiowania na Wydziale Handlowym tamtejszej Politechniki. Nie dostał się do szkoły przygotowawczej (Vorschule), mimo to pozostał w Rydze i do 1885 r. przygotowywał się do kolejnych egzaminów. We wrześniu 1885 r. rozpoczął na studia na Wydziale Handlowym Politechniki Ryskiej, był członkiem korporacji akademickiej „Welecja”. Kontynuował studia na Uniwersytecie w Heidelbergu na Wydziale Filozoficznym i Wydziale Literacko-Historycznym. Po powrocie do kraju odbył praktykę w księgarni ojca. Wiosną 1888 r. wspierany przez matkę i Józefa Kallenbacha wyjechał do Krakowa, gdzie rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1890 r. po krótkim pobycie w Warszawie wyjechał do Paryża. Jesienią 1891 wrócił do Warszawy i poświęcił się działalności literackiej. W 1891 r. udał się do Krakowa, gdzie został członkiem komitetu redakcyjnego dwutygodnika „Myśl”. Po uzyskaniu habilitacji w ramach seminarium prowadzonego przez Stanisława Tarnowskiego Hoesick wyjechał do Paryża, aby studiować na Sorbonie i w Collège de France. Po krótkim pobycie w kraju, w 1901 r. ponownie wyjechał do Paryża. W 1902 r. był jurorem w konkursie „Wędrowca” na balladę i sielankę. W tym samym roku pełnił też funkcję jurora w konkursie tejże redakcji na utwory jednoaktowe dramatyczne i komediowe. W 1902 roku wraz z Leopoldem Méyetem ułożył tomik poezji Słowackiego Dzieła ilustrowane Słowackiego. W 1902 r. w Warszawie wziął ślub z Zofią Janiną Lewental (1883–1955, córką Franciszka Salezego Lewentala i Hortensji z Bersohnów). Po śmierci teścia stał się współwłaścicielem „Kuriera Warszawskiego”. W 1905 r. przeprowadził się do Krakowa, gdzie był częstym gościem kabaretu Zielony Balonik. Chętnie odbywał wędrówki po Tatrach, przyjaźnił się z Janem Krzeptowskim Sabałą i Klimkiem Bachledą. W 1920 r. powrócił do Warszawy – na życzenie pani Lewentalowej, która poleciła mu opiekę nad „Kurierem Warszawskim”. Rok później objął sekretariat redakcji dziennika. Hoesick odpowiadał także za niedzielny dodatek „Tydzień w Ilustracjach” oraz redagowany w latach 1938–1939 „Mój Kurierek. Pisemko dla dzieci”. W l. 1924–1925 był członkiem Komisji do Badań Historii Literatury i Oświaty w Polsce, a także członkiem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie, członkiem-założycielem Instytutu Fryderyka Chopina w 1934 r. W 1937 r. otrzymał Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury. W kwietniu 1939 r. obchodził 50-lecie pracy pisarskiej. Z okazji jubileuszu w Towarzystwie Literatów i Dziennikarzy odbyło się zebranie ku czci jubilata. W uznaniu długoletniej działalności literackiej został odznaczony złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł 13 IV 1941. Spoczywa w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Miał dwie córki: Jadwigę i Wandę.

Działalność krytyczna. Debiutował w 1889 r. Nawiązał współpracę z czasopismami ukazującymi się we wszystkich zaborach. Ważną część dorobku pisarskiego Hoesicka stanowią dzieła o charakterze historycznoliterackim i biograficznym. Opublikował wiele prac tego rodzaju poświęconych polskim romantykom – przede wszystkim Juliuszowi Słowackiemu, Zygmuntowi Krasińskiemu, Adamowi Mickiewiczowi (O Słowackim, Krasińskim i Mickiewiczu. Studia historycznoliterackie, Kraków 1895), Julianowi Klaczce, Fryderykowi Chopinowi. Pisarzowi zarzucano, że lubował się szczególnie w wysuwaniu na plan pierwszy wątków z życia prywatnego, w związku z czym jego twórczość stawała się tematem drwin na łamach prasy satyrycznej i codziennej („Żal mi bardzo Hösicka… / Chodzi tak, jak struty… / Nie wie, jaki szewc robił Chopinowi buty”; Nasza maskarada, „Kurier Warszawski” 1900, nr 58). W obiegu krytycznoliterackim utrwaliły się takie wyrażenia jak „Hoesickowa pedanteria” czy „Hoesickowa niedyskrecja”. Ten aspekt działalności Hoesicka dopiero po latach spotkał się z większą życzliwością. „Wielką zasługą Ferdynanda Hoesicka było wejście na tę nową wówczas drogę badań biograficznych, a jeszcze większą – to, że nie powodował się nigdy szukaniem jaskrawej sensacji czy niezdrowych efektów. Pod tym względem ten sędziwy prekursor przerasta o głowę swych dzisiejszych, świadomych czy bezwiednych, epigonów” (I.B., Ferdynand Hoesick. Sylwetki, „Kurier Polski” 1939, nr 122). W 1902 r. Hoesick opublikował w formie książkowej zbiór felietonów Sienkiewicz jako felietonista. Zapomniane kartki z teki Litwosa: (1873–1883). Ta inicjatywa wydawnicza została przyjęta entuzjastycznie. W tym samym roku wydał rozprawę Julian Klaczko. Sylwetka literacka („Kurier Poznański” 1902, nr 131–154, z przerw.). Publikował też inedita (np. Dwa nieznane sonety Asnyka, „Nowa Reforma” 1917, nr 163).

Ważną część dorobku Hoesicka stanowią recenzje. Krytyk komentował przekłady utworów obcojęzycznych, omawiał rozprawy traktujące o literaturze polskiej i zagranicznej, zabierał głos na temat edycji dzieł polskich twórców, recenzował biografie ludzi kultury. Na plan pierwszy wysuwa się popularyzatorski charakter jego recenzji – częstokroć dominantę stanowiły obszerne cytaty z omawianych dzieł, którym towarzyszyły lakoniczne komentarze krytycznoliterackie czy też wspomnienia na temat znajomości z polskimi twórcami. Kilkanaście prac Hoesick poświęcił życiu i twórczości Adama Asnyka. W 1913 r. i w 1914 r. opublikował cykl artykułów Asnyk współzawodnikiem Lama jako kronikarz („Kurier Warszawski” 1913, nr 358; 1914, nr 19—20), w których dowartościował publicystyczny aspekt działalności poety, „Kurier Warszawski” 1913, nr 358). Wypowiadał się także na temat twórców minorum gentium (pisał recenzje tomików Wandy Melcer-Rutkowskiej, Witolda Bunikiewicza, Edwarda Ligockiego, Jana Pietrzyckiego). Za niepospolitego poetę Hoesick uważał Felicjana Faleńskiego, którego cenił zarówno za talent poetycki, jak i bijący z jego twórczości idealizm (F. Hoesick, Polski Leconte de Lisle, „Kurier Warszawski” 1922, nr 117).

Zabierając głos na temat obiektywizmu i subiektywizmu w krytyce, przywołał słowa Anatole’a France’a: „[…] nie ma wcale przedmiotowej krytyki, jak nie ma przedmiotowej sztuki, […] obiektywizm w krytyce bezwarunkowo jest utopią, a tylko subiektywizm rozstrzyga w niej o wszystkim… Czasem o jej wyrokach rozstrzyga nawet uprzedzenie!” (Do Sz. Redakcji „Pamiętnika Literackiego” we Lwowie, „Pamiętnik Literacki” 1904). Wiele wypowiedzi Hoesicka dowodzi, iż uważnie śledził dokonania krytycznoliterackie Boya-Żeleńskiego. Za najświetniejsze studium krytycznoliterackie swoich czasów uważał książkę Juliusza Kleinera O Panu Tadeuszu, książce budującej, określił mianem „mistrzowskiej”. Opublikował wybór pism Kochanowskiego (1900), Krasińskiego (1898), Słowackiego (1906) w serii „Biblioteka miniaturowa”. Pisał nekrologi (m.in. Adama Giełguda, Maurycego Straszewskiego, Zygmunta Sarneckiego). Krytycznoliterackie prace Hoesicka mimo towarzyszącego im pewnego oporu ze strony „profesury” miały znaczenie dla wiedzy o polskiej literaturze, ponieważ miały czytelników.</document>
<document nplp_id="12736" title="Irzykowski Karol" slug="irzykowski-karol">Krytyk literacki, teatralny i filmowy, teoretyk kina, pisarz, tłumacz. Pseud. i krypt.: Jerzy Kowski, K.I., K.Irz., Karol Jeżykowski, Karol Łamigłówski

Informacje biograficzne. Karol Franciszek Irzykowski urodził się 23 I 1873 w zubożałej szlacheckiej rodzinie w Błaszkowej (ob. Błażkowa) pod Jasłem w majątku Jasiony, który do 1881 r. był własnością jego rodziców. Był synem Julianny Ławrowskiej h. Sas (córki grekokatolickiego księdza) i Czesława Irzykowskiego, autora wierszowanych pamiętników. W 1881 r., po sprzedaży majątku i dworku w Jasionach, nastąpił nieformalny rozpad rodziny. Od 1881 r. do 1886 r. Irzykowski przebywał z ojcem i bratem Alfredem Marią w Brzeżanach, w domu (niechętnej matce Karola) babki Ludwiny z Niedzielskich (matka z córką Heleną wynajmowała mieszkanie we Lwowie). Irzykowski uczył się pięć lat w gimnazjum w Brzeżanach, rok w Złoczowie, od 1887 r. we Lwowie (c.k. Lwowskie Gimnazjum im. Franciszka Józefa), w. l. 1889–1893 studiował germanistykę na c.k. Uniwersytecie im. cesarza Franciszka I we Lwowie pod kierunkiem profesora Richarda Marii Wernera, wydawcy dzieł Friedricha Hebbla, lecz studia przerwał z powodu trudnej sytuacji materialnej. W 1889/90 r. zaczął przyjaźnić się z innymi studentami: Stanisławem Womelą i Emilem Grossem, uczęszczał do Czytelni Akademickiej i do Kółka Literackiego, a także do klubu szachistów w Kawiarni Wiedeńskiej. Od marca 1894 przez rok był zastępcą nauczyciela w gimnazjum w Brzeżanach, lecz jąkanie się (które bezskutecznie próbował leczyć) wykluczało taką pracę. Debiutował w 1894 r. wierszem Wśród nocy w „Kronice Społecznej i Politycznej”, w 1895 r. opublikował nowelę Diurnista w „Czasopiśmie Akademickim”. Na przełomie 1895/1896 r. zaczął współpracę ze lwowskim „Przeglądem Politycznym, Społecznym i Literackim”, pisząc m.in. (początkowo anonimowo) recenzje literackie i teatralne (często cenzurowane i zmieniane przez redaktora naczelnego Ludwika Masłowskiego), wiersze, sprawozdania sądowe i parlamentarne, notki z odczytów. Prawdopodobnie od 1898 r. rozpoczął pracę stenografa w sejmie galicyjskim we Lwowie. W l. 1898–1899 brał udział w niedzielnych spotkaniach literackich w domu Stanisława Barącza. Od 1891 r. prowadził swój dziennik wzorowany na Tagebücher Hebbla. W 1896 r. opublikował manifest literacki Czym jest Horla? („Monitor” 1896, nr 18), a zawarte w nim przekonania zademonstrował w swojej jedynej powieści eksperymentalnej Pałuba (Lwów 1903). W 1904 r. odszedł z redakcji „Przeglądu” i do 1908 r. utrzymywał się ze stenografowania i publikacji (np. cykl Glossy do literatury polskiej w warszawskim „Głosie” 1904–1905). W kwietniu 1905 r. poznał we Lwowie Stanisława Brzozowskiego i stenografował jego lwowskie wykłady Światopogląd pracy i swobody (1906), określając się w 1936 r. „mianem wielbiciela raczej niż przyjaciela” pisarza. W 1906 r. Irzykowski dyskutował też we Lwowie w Kawiarni Centralnej z członkami ukraińskiej grupy literackiej „Mołodaja Muza”. W 1907 r. ukazał się artykuł Irzykowskiego Włażą w swoje korzenie! („Prawda” 1907, nr 50–51), a później Walka z mechanizmem („Prawda” 1908, nr 6), krytykujące umysłowość typową dla narodowej demokracji i literackie nawiązania do pierwotnych, lecz stereotypowo rozumianych źródeł kultury współczesnej. W 1908 r. opublikował kilkanaście istotnych artykułów (m.in. Dwie rewolucje, „Nasz Kraj” 1908, z. 1; Niezrozumialcy. (Teoria niezrozumiałości o ile można zrozumiale wyłożona), „Nasz Kraj” 1908, z. 7), w których odrzucał wtórność początkowo oryginalnej (bo niezależnej od misji dydaktycznych, cenzury obyczajowej i obcych wzorów) literackiej Młodej Polski, sugerując, że typ żołnierza powinien zostać współcześnie zastąpiony typem robotnika. W 1908 r. Irzykowski wystąpił z Ostapem Ortwinem w obronie oskarżonego o szpiegostwo na rzecz carskiej Rosji Brzozowskiego (Lemiesz i szpada przed sądem publicznym. W sprawie Stan. Brzozowskiego, Lwów 1908); broszura ta wpłynęła na zebranie się sądu obywatelskiego, za co Brzozowski był bardzo wdzięczny. W 1908 r. Irzykowski wydał własne tłumaczenie dramatu Judyta Hebbla (prapremiera 25 IX 1909 w Teatrze Miejskim w Krakowie) oraz w 1911 r. – wybór Dzienników Hebbla. W latach 30. XX w. uznał okres lwowski za obfitujący w klęski, najtrudniejszy w swoim życiu.

Od 1908 r. do 1918 r. mieszkał w Krakowie, pracując m.in. jako stenograf w urzędowym Biurze Korespondencyjnym, od 1910 do 1918 r. publikował w „Nowej Reformie” (40 pozycji). W l. 1910–1911 intensywnie współpracował także jako recenzent literacki i publicysta z lwowskimi „Widnokręgami” (16 pozycji), w l. 1910–1913 z „Prawdą” (31 pozycji, m.in. Zza kulis krytyki, „Prawda” 1912, nr 1–3, 5, 7), okazjonalnie z „Gazetą Wieczorną” (trzy pozycje). Lwów odwiedzał do 1914 r., stenografując nadal sesje sejmu galicyjskiego i spotykając się w kawiarni Szkockiej m.in. z założonym na początku 1911 r. Kołem Konstrukcjonalistów, zafascynowanych jak i on empiriokrytycyzmem.

Artykuły prasowe z okresu lwowskiego i krakowskiego (zamieszczone w „Głosie”, „Prawdzie”, „Naszym Kraju”, „Widnokręgach” i in.) wyszły w tomie Czyn i słowo (Lwów 1913), stanowiącym krytyczny bilans Młodej Polski, świadectwo pacyfizmu i kiełkującego klerkizmu – światopoglądu, sprzeciwiającego się dominacji uczuć i intuicji w kulturze, stawiającego na wartość poznawczą i intelektualną literatury, obronę wartości uniwersalnych oraz indywidualizm niezaangażowany w aktywizm polityczny, lecz prowokacyjny wobec uświęconych kanonów i szablonów.
17 IV 1910 Irzykowski poślubił Marię Antoninę Gnoińską (1881–1938) w kościele ewangelickim we Lwowie (2 IV tegoż roku z nieznanych przyczyn wystąpił z Kościoła rzymskokatolickiego), zakładał jednak, że małżeństwo pociąga za sobą „obniżenie tonu życia”. Miał trzy córki: zmarłą wcześnie Basię (1910–1916), Zofię (1916–2003) i Annę (1921–1995). W 1917 r. napisał dramat Człowiek z pożaru z myślą o zmarłej córce (fragm. pt. Osobliwy zbawca, czyli człowiek z pożaru, dramat w jednym akcie, „Studio” 1937, nr 10–12). W okresie I wojny światowej reprezentował orientację austriacko-niemiecką przeciw rusofilskiej, był też początkowo zdystansowany wobec Legionów, obawiając się płytkiej „bohaterszczyzny”, ale złagodził ton w artykule Casus conscientiae („Nowa Reforma” 1915, nr 366); swoje stanowisko podsumował po latach w publikacji Jubileusz mojego grzechu („Pion” 1938, nr 11). W tym samym roku zakończył współpracę z „Nową Reformą”, a objął dział recenzji literackich i teatralnych w krakowskich „Maskach”.

Od 1919 r. zamieszkał w Warszawie (do momentu uzyskania samodzielnego mieszkania, tj. pięć lat – bez rodziny, która pozostała w Krakowie). Okres 1919–1939 to czas intensywnej pracy w Sejmie (do 1933 r.) przy jednoczesnej dużej aktywności dziennikarskiej, recenzenckiej i wytężonej pracy własnej. W 1924 r. Irzykowski wydał nowatorską na tamte czasy książkę Dziesiąta Muza o teorii estetycznej (głównie niemego) kina jako nowej sztuki, zbudowaną na tezie, że „kino jest widzialnością obcowania człowieka z materią”. Polemizował z projektem Żeromskiego Polskiej Akademii Literatury. Opowiadał się jako jeden z nielicznych za bardziej demokratyczną formą – Izbą Literacką (Wypaczenie idei Żeromskiego – Akademia Literatury czy Izba Literacka? „Robotnik” 1928, nr 174). Jednak po przegranej przyjął członkostwo w PAL, tłumacząc ten krok chęcią reformowania i ulepszania od wewnątrz instytucji, wobec której był zdystansowany. W 1930 r. współpracował z efemerycznym antysanacyjnym i niezależnym w założeniach czasopismem „Europa”, prowadzonym przez Stanisława Baczyńskiego, nawołując tam w duchu klerkizmu m.in. do organizacji kongresu intelektualistów i literatów. Uczestniczył w wieczorach skamandrytów w kawiarni Pod Pikadorem. Współpracował z pismami efemerycznymi, jak „Krokwie”, „Ponowa”. Rozwinął ożywioną działalność krytyczną, zajmując negatywne stanowisko wobec takich kierunków, jak formizm (polemika z teorią wielości rzeczywistości L. Chwistka), futuryzm i ekspresjonizm oraz wobec Awangardy Krakowskiej. Zaniepokojony systemem filozoficzno-estetycznym Stanisława Ignacego Witkiewicza, fetyszyzującego Czystą Formę, polemice z nią poświęcił obszerną część swej obfitującej w erudycyjne dygresje rozprawy Walka o treść (1929). Artykuły z tego czasu zostały zebrane w tomie Słoń wśród porcelany (Warszawa 1934). W latach 30. Irzykowski przeszedł również z organu PPS „Robotnika” (ponieważ czuł się tam lekceważony i niedoceniany) do sanacyjnego „Pionu”, pisząc też dla pism sympatyzujących z endecją („Zet”, „Prosto z Mostu”), co spowodowało oskarżenie go o zdradę lewicy i faszyzm. Powodem przejścia było większe uznanie dla pracy krytyka w czasopismach narodowych i może lepsza płaca, ale Irzykowski zawsze zastrzegał sobie niezależność wobec linii politycznej czasopism, w których publikował.

W 1933 r. został przeniesiony na wcześniejszą, zmniejszoną (59,2%), emeryturę z powodu wyrażenia sprzeciwu na Zjeździe Literatów Polskich w Krakowie (28–29 XI 1932) w sprawie wysłania (w kontekście „sprawy brzeskiej”) depeszy hołdowniczej do Ignacego Mościckiego i Józefa Piłsudskiego. Kłopoty finansowe zmuszały Irzykowskiego do dodatkowej pracy dziennikarskiej, by utrzymać rodzinę, co utrudniało kontynuowanie własnych oryginalnych projektów. W 1933 r. następuje również ostateczne zerwanie ze środowiskiem „Wiadomości Literackich”. Bezpośrednim powodem [zerwania] była niezgoda redakcji pisma, by Irzykowski na ich łamach odpowiedział na atak prasowy (nie była to merytoryczna dyskusja) Tadeusza Boya-Żeleńskiego, którego praca stała się w pamflecie Irzykowskiego Beniaminek. Rzecz o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim (Warszawa 1933) symbolem anegdotycznego i plotkarskiego traktowania kultury, minoderyjnego stanowiska krytyki wobec czytelników zamiast intelektualnego i rzetelnego omawiania problemów życia artystycznego. Irzykowski współpracował także z Polskim Radiem jako autor audycji i prowadził dział dramatu w „Roczniku Literackim” od 1934 r. W l. 1935–1936 zbliżył się na krótko do katolickiego środowiska „Verbum” ks. Władysława Korniłowicza.
25 IX 1939 r. bomba zniszczyła mieszkanie Irzykowskiego, przepadła jego biblioteka i dokumentacja literacka. W czasie okupacji utrzymywał się z wykładów stenografii, brał udział w podziemnym życiu literackim, co pogłębiło jego chorobę serca. Pracował również nad swoim „wyznaniem wiary” – uzasadnieniem klerkizmu, tj. wcześniej zapowiadaną książką Mosty (w wersji wcześniejszej – Wyspa). Zachowały się tylko jej fragmenty i notatki, opublikowane w Pismach rozproszonych (t. 4). Pisał również zarys dziejów literatury polskiej XX-lecia, z którego zachował się jedynie konspekt. Po wybuchu powstania warszawskiego jego rękopisy, schowane w piwnicy, zostały podpalone przez własowców, on sam próbując przedostać się do Śródmieścia do córki Zofii w nocy z 9/10 sierpnia, został ranny w podudzie i zabrany przez żołnierzy niemieckich do szpitala polowego na Okęciu. Po tułaczce i pobycie w kilku szpitalach, już umierający, zrezygnował pod presją lekarza (sugerującego, że ranni żołnierze mają pierwszeństwo) z antybiotyku, który zdobyła córka, a który mógł mu uratować życie. Zmarł w szpitalu polowym w Żyrardowie 2 XI 1944. Pochowany początkowo w Żyrardowie, został przeniesiony na Cmentarz Rakowicki w Krakowie (1981).
</document>
<document nplp_id="12739" title="Hołowiński Ignacy" slug="holowinski-ignacy">Prozaik, publicysta, tłumacz, kaznodzieja, krytyk literacki, metropolita mohylewski. Pseudonimy: Ignacy Kefaliński, Żegota Kostrowiec.

Informacje biograficzne: Urodził się 24 IX 1807 w Owruczu (pow. żytomierski) w zubożałej rodzinie szlacheckiej, jako syn Piotra i Dominiki z Łęskich. Portrety rodziców, a także historię swego dzieciństwa i wczesnej młodości skreślił w powieści biograficznej Życie mojej matki (Wilno 1844). Kształcił się u pijarów w Międzyrzeczu Koreckim, następnie w 1825 r. wstąpił do seminarium duchownego w Łucku. W 1827 r. rozpoczął naukę w seminarium wileńskim i na wydziale teologicznym Uniwersytetu Wileńskiego. Studia uniwersyteckie ukończył w 1830 r., rok później otrzymał w Łucku święcenia kapłańskie i został nauczycielem religii w szkole w Żytomierzu. W 1835 r. otrzymał godność kanonika katedralnego żytomierskiego, a w 1837 r. został profesorem teologii na uniwersytecie w Kijowie. W 1839 r. odbył podróż do Ziemi Świętej; zebrane w czasie wędrówek wrażenia opublikował po powrocie w formie listów adresowanych do brata Jana. Wielokrotnie wznawiana Pielgrzymka do Ziemi Świętej (t. 1–5, Wilno 1842–1845) przyniosła Hołowińskiemu znaczne uznanie, podkreślano jej głęboką religijność, a także walory literackie i poznawcze. J.S. Bystroń uznał, że Pielgrzymka „wybija się na naczelne miejsce” wśród opisów Ziemi Świętej w literaturze polskiej (J.S. Bystroń, Polacy w Ziemi Świętej, Syrii i Egipcie, Kraków 1930, s. 172). Po powrocie do Kijowa Hołowiński rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Petersburskim” i związał się ze środowiskiem konserwatywnych twórców skupionych wokół pisma, zwanym koterią petersburską (H. Rzewuski, M. Grabowski, J.E. Przecławski, przez pewien czas także J.I. Kraszewski). Sam miał należeć do umiarkowanego skrzydła koterii. Na lata 1842–1848 przypada największa aktywność Hołowińskiego – dał się poznać jako tłumacz, prozaik, publicysta i krytyk literacki, ale jego twórczość była jednak podporządkowana wyraźnie karierze kościelnej. W 1842 r. został rektorem i profesorem przeniesionej z Wilna do Petersburga Akademii Duchownej, w 1848 biskupem sufraganem, a w 1851 r. – arcybiskupem metropolitą mohylowskim. Działalność Hołowińskiego jako hierarchy wzbudzała wśród współczesnych znaczne kontrowersje – zarzucano mu zbytnią ugodowość wobec władz zaborczych. W ocenie późniejszych badaczy biskup został jednak uznany za sprawnego administratora, zręcznego dyplomatę, mediującego między Stolicą Apostolską a władzami carskimi i skutecznie zabiegającego o umocnienie pozycji katolicyzmu w Rosji, także za wpływowego wychowawcę pokoleń polskich księży. Zmarł w Petersburgu 7 (19) X 1855 r.

Kręgi twórczości. Hołowiński debiutował jako tłumacz Petrarki („Rusałka” 1840), pod pseudonimem Ignacy Kefaliński opublikował przyjęte z rezerwą tłumaczenia sześciu dramatów Shakespeare’a (Dzieła, Wilno 1839–1841, t. 1–2), pod własnym nazwiskiem wydał tłumaczenie z greki: Obraz Cebesa i Doręcznik Epikteta (Wilno 1845). Największą sławę przyniosły mu Pielgrzymka do Ziemi Świętej (1842–1845) oraz Legendy (Wilno 1843). Pod pseudonimem Żegota Kostrowiec publikował poezję i opowiadania prozą o tematyce religijnej i historycznej, które zostały zebrane w tomie Teka rozmaitości (Wilno 1844) oraz w tomach osobnych: Dzieciątko Jezus. Opowiadanie (Wilno 1846) i Rachel. Powieść (Wilno 1847). W 1848 r. ukazały się Pisma Żegoty Kostrowca (Wilno 1848 t. 1–2), które niejako podsumowują jego działalność literacką i filozoficzną (tu w t. 1 utwory prozą: Korona. Legenda; Rusałki; Dwie mary; Dziedzic; Dwaj bracia, w t. 2 przekłady wierszy św. Grzegorza z Nazjanzu oraz rozprawa O stosunku bezpośredniej filozofii do religii i cywilizacji naszej). Późniejsze publikacje, wydane już po śmierci Hołowińskiego, związane są z jego działalnością duszpasterską: Kazania niedzielne, świętalne i przygodne oraz allokucje miane w Petersburgu (Kraków 1857), Miesiąc maj poświęcony Najświętszej Marii Pannie (Kraków 1857) oraz Homiletyka (Kraków 1859).

Najambitniejszym przedsięwzięciem Hołowińskiego z zakresu filozofii jest dedykowana Kraszewskiemu rozprawa O stosunku bezpośredniej filozofii do religii i cywilizacji naszej – (prwdr. „Tygodnik Petersburski” 1846, nr 18–86 z przerw.), którą redakcja „Tygodnika Petersburskiego” anonsowała jako dzieło zamierzające „wyświecić najżywotniejszą z obecnych kwestii literackich i społecznych, od której zależy cały bieżący period cywilizacji: słowem kwestią o prawdziwym znaczeniu wartości filozofii, z rozbiorem najgłośniejszych pisarzy w tym przedmiocie” („Tygodnik Petersburski” 1846, nr 18, s. 126). Ta erudycyjna, bo uwzględniająca tradycję filozofii starożytnej i współczesnych nurtów filozofii niemieckiej, rozprawa była polemiką z poglądami Bronisława Trentowskiego. Hołowiński, wspierając się autorytetem katolickiego filozofa Feliksa Kozłowskiego, stawiał sobie za cel dowiedzenie, iż tak jak „literatura nasza w XVI wieku jest córka filozofii katolickiej”, tak i tożsamość współczesnej, dziewiętnastowiecznej kultury polskiej winna być oparta nie na „materialno-spekulacyjnej filozofii”, lecz na fundamencie tradycji i wiary chrześcijańskiej.

Działalność krytyczna. Jako krytyk literacki Hołowiński publikował na łamach „Tygodnika Petersburskiego”, podpisując swe artykuły pseudonimem Żegota Kostrowiec. Zdecydowana większość recenzji dotyczy wydawnictw poświęconych tematyce religijnej i moralnej. Popularyzował twórczość słynnych kaznodziejów (Johann Emanuel Veith, Arnaud Bernard d’Escart Duquesne), dzieła filozofów religii (Florian Bochwic, Gioacchino Ventura di Raulica), pedagogów (Eleonora Ziemięcka), z zainteresowaniem komentował prace żydowskiego działacza na rzecz asymilacji Jakuba Tugendholda. Rozważania teologiczne łączył z refleksją nad kwestiami translatologicznymi i edytorskimi (O przedrukach dzieł dawnych [Postylla mniejsza J. Wujka], „Tygodnik Petersburski” 1844, nr 90–91; Wyznania S. Augustyna […] Wilno 1844, „Tygodnik Petersburski” 1846, nr 43–44).

Recenzował prace zaprzyjaźnionych i bliskich sobie ideowo twórców, związanych z koterią petersburską (Kazimierz Bujnicki, Placyd Jankowski). Szczególnie wysoko cenił pisarstwo Kraszewskiego, zarówno jego dzieła podróżniczo-historyczne, jak i Anafielas. Pieśń z podań Litwy, która stała się dla krytyka pretekstem do rozważań nad stałą obecnością epopei w kulturze Europy oraz poetyckim kunsztem autora: „Można na mnie krzyczeć jak chcieć, a jednak śmiało powiem, że Mindows jest pierwszą i jedyną w naszym języku epopeą. Jeśli kto zarzuci, że p. Kraszewskiego równam z Dantem, Kamoensem, lub jakim innym epikiem, wtedy odpowiem, że nie p. Kraszewskiego, ale jego Mindowsa, bo najdobitniej przedstawia starożytną Litwę i pod względem prostoty dawnych czasów więcej zbliżył się od innych do Homera” ([rec.] Anafielas. Pieśni z podań Litwy przez J.I. Kraszewskiego, Pieśń druga Mindows, „Tygodnik Petersburski” 1843, nr 49).

Literatura i moralność. Z pozycji katolickiej ortodoksji Hołowiński oceniał literaturę piękną, gdy np. łajał Józefa Bohdana Zaleskiego za ukraiński koloryt i „śmiałość w przekręcaniu faktów” w poemacie Przenajświętsza Rodzina (powst. 1839), czym poeta miał sprzeniewierzać się tradycji zapisanej w Ewangelii: „Gdybyż przynajmniej te łamania i przekręcania Pisma były nagrodzone pięknościami odpowiednimi tak wielkiemu przedmiotowi: ale prócz opisów niektórych, co nam przypominają jeniusz Poety; całe prowadzenie rzeczy nie ma żadnego interesu” (Poezje religijne przez B. Z[aleskiego], „Tygodnik Petersburski” 1842, nr 81). Podobnie, recenzując Pamiętnik Elfa Johna of Dycalp [Placyda Jankowskiego], koncentrował się na nieadekwatności postaci staroangielskich elfów („jakichś pośrednich duchów ni złych, ni dobrych”) wobec przeznaczonej im w utworze roli chrześcijańskich aniołów. „Tymczasem Elfy nasze rozprawiają najreligijniej, najpiękniej, rzucają garściami prześliczne i głębokie prawdy chrześcijańskie. Rzecz sama cudowna, najdoskonalej oddana, ale razi nas, kiedy widzimy tak poważne prawdy w ustach Elfów, którym tak bardzo są nie do twarzy, że się lękamy ustawnie czy te lekkie, ruchawe i kapryśne istotki nie zrobią jakiejś minki, jakiegoś grymasu, co by ich całej mowy w drwinki nie obrócił. Aniołowie sami wprowadzeni, lepiej by przemawiać nie mogli, a to wszystko przy ustalonym wyobrażeniu o Elfach, szkodzi” ([rec.] John of Dycalp, Pamiętnik Elfa, „Tygodnik Petersburski” 1843, nr 55).

Hołowiński konsekwentnie domagał się, by literatura respektowała zasady moralności: „Z całej duszy nienawidzę tej mody wyprowadzania na jaw obrzydliwości ludzkich, tego niecnego upodobania w rozbieraniu zbrodni, tego wtajemniczania we wszystkie sposoby i sztuki czarnego występku; jest to uczyć złego, a nie odstręczać” ([rec.] Obrazy z życia i podróży przez J.I. Kraszewskiego; Poezje Ludwika de Perthees, „Tygodnik Petersburski” 1842, nr 82).

Zadania krytyki i literatury. Uwagi Hołowińskiego nadspodziewanie często bywały krytyczne, cenił sobie niezależność i podkreślał, że nic „tak nie szkodzi poetom i tak nie upadla krytyki, jak nikczemne pochlebstwo” (Poezje religijne przez B. Z[aleskiego]). Bywał bezkompromisowy dla grafomanów, gdy np. zwracając się do twórcy wydanych anonimowo dramatów Rosamunda i Barbara, pisał: „[…] bardzo bylibyśmy wdzięczni nieznajomemu, Autorowi [Aleksander Niezabytowski], gdyby nas od dalszych dwóch dramatów łaskawie uwolnił: bo nie masz nic przykrzejszego, jak widzieć utwory pozbawione, nie mówię już talentu, ale prostego rozsądku” („Tygodnik Petersburski” 1845, nr 24, s. 162). Polemizując z Ludwikiem Sztyrmerem, Hołowiński deklarował się jako zwolennik krytyki „bez pobłażania, ale i przesady”, by nadmierna surowość nie zamieniła się w niesprawiedliwość. Odpierając atak Sztyrmera za rzekomo zbyt pochlebną ocenę Obrazów z życia i podróży Kraszewskiego, definiował cel literatury: „Cel główny powinien mieć na widoku nie sławę nieśmiertelną, czyli przetrwanie wieków, ale pożytek i dobro tych dla których się pisze: każdy wiek i każde miejsce mają swoje potrzeby, z których przejściem musi ustać interes dzieł w tym względzie pisanych, ale zdziałany przez nie pożytek, ale skierowanie myśli ogółu na drogę prawą, ale wytępienie wad i przesądów, a wzbudzenie zachwytu w dobrem, stanowi dla myślącego i bogobojnego człowieka najsłodszą nagrodę i cel najpożądańszy, bo wie, że danego talentu nie zakopał i że otrzyma jako dobry sługa obfitą zapłatę w niebiesiech” (List do Wydawcy, „Tygodnik Petersburski” 1842, nr 91).

Najważniejszą wypowiedzią teoretyczną Hołowińskiego na temat istoty i znaczenia krytyki jest polemiczna recenzja artykułu Kraszewskiego z drugiego tomu Nowych studiów literackich (Warszawa 1843). Nazywa tu krytykę „filozofią piśmiennictwa i sztuki”, która ma dążyć do „wykrycia prawdy i najwyższej piękności” (Kilka słów o krytyce, albo odpowiedź na artykuł p. Kraszewskiego pod tytułem „Sąd krytyki i czytelników”, „Tygodnik Petersburski” 1844, nr 15). Dalej podkreśla: „Zasadą krytyki musi być prawda i rzeczywiste pojęcie piękności, bez względu, czy się znajduje w ogóle, czy w indywiduum: a każdy krytyk, lubo obowiązany mieć konieczne dla sędziego warunki, jednak nie może i nie powinien sądzić inaczej, jak wedle własnego sumiennego przekonania, o którego prawdziwość, wszelkimi w rękach ludzkich złożonymi środkami, starać się należy” (tamże). Nie zgadza się także z proponowanym przez Kraszewskiego porównaniem krytyka do adwokata, bo jak pisał: „W całym procesie toczy się rzecz o rozpoznanie prawdy i dla tej przyczyny dopuszczono adwokatów, aby ją okazali, dla tej przyczyny adwokaci odkrywają często rzeczy nieznane i dowody własnych zastanowień, aby wzbudzić przekonanie w popieraną prawdę. Stąd w sumiennym sądzie, nie adwokaci, nie sędziowie, ale jedna prawda jest posadą i wyrok wydaje” (tamże).

Podsumowanie. W kręgu twórców koterii petersburskiej Hołowiński cieszył się znacznym autorytetem. Poważano jego rozległą erudycję i literacki gust. O rzeczywistej randze Hołowińskiego jako krytyka literackiego świadczy nie tylko jego spuścizna recenzencka, ale też ślady pozostawione w prywatnej korespondencji twórców, którzy chętnie odnosili się do jego uwag na temat literatury współczesnej. Michał Grabowski (Korespondencja, „Pielgrzym” 1843, t. 2) wykorzystuje np. fragmenty prywatnego listu Hołowińskiego, w którym ten informuje go o niewydanym jeszcze zbiorze Szlachcic Zawalnia Jana Barszczewskiego i zwraca uwagę na tożsamościową zależność dzieła względem Pamiątek Soplicy Henryka Rzewuskiego i opowieści Tysiąca i jednej nocy (zob. też Michała Grabowskiego listy literackie, 1934).</document>
<document nplp_id="12740" title="Jaworski Roman" slug="jaworski-roman">Pisarz, publicysta, dziennikarz. Pseud.: Erjot; Sas; Ja.

Biografia i działalność. Roman Sas Jaworski urodził się 22 VI 1883 w Klicku na Podolu w rodzinie Marii z Łada-Bieńkowskich i Franciszka Jaworskiego. Wraz z młodszym bratem Adamem (ur. ok. 1886 r.) wychowywał się w majątku Romanówka, należącym do blisko spokrewnionych z matką Nawrockich; jej kuzynem był poeta młodopolski Józef Nawrocki. Po jej przedwczesnej śmierci obu chłopców wychowywał głównie ojciec, zatrudniony jako inżynier powiatowy w Brodach na Wołyniu. Tam Roman Jaworski w 1901 r. skończył „z wyszczególnieniem” niemieckojęzyczne gimnazjum. Studia rozpoczął na Uniwersytecie Lwowskim, porzucając prawo dla filologii, głównie germańskiej. Kontynuował je na Uniwersytecie Jagiellońskim, przerywał i wznawiał. Już w Krakowie zaczął angażować się życie literackie, był współzałożycielem czasopisma studenckiego „Przyszłość”, w którym w 1903 r. ogłosił dwa poematy i artykuł o tematyce społecznej. Manifest Secessio in montem sacrum, proklamowany przez Jaworskiego w imieniu współpracowników z „Przyszłości”, objętych w nim mianem Najmłodszej Polski, nie ukazał się drukiem. Śladem Tymona Niesiołowskiego zasilił cyganeryjną grupę, skupioną wokół naśladowcy Stanisława Przybyszewskiego, Adama Znamirowskiego, oddającą się kultowi skrajnej desperacji. W 1904 r. w redagowanym przez Marię Turzymę „Nowym Słowie” opublikował recenzję jego poematu Śmierć. W połowie tego roku dzięki protekcji wuja Adama Łady-Bieńkowskiego został guwernerem Aleksandra i Stefana Lubomirskich. W 1905 r. towarzyszył Aleksandrowi w podroży po Europie, Azji Mniejszej i Afryce Północnej. W marcu w Hiszpanii ukończył poemat Miał iść, który już w sierpniu został ogłoszony w „Krytyce” Wilhelma Feldmana. W tym czasie Jaworski intensywnie zgłębiał zasady dandyzmu i wprowadzał je w praktykę zarówno w życiu, jak i sztuce. Przypuszczalnie już w 1906 r. zawiązała się przyjacielska więź między nim a Witoldem Wojtkiewiczem, która szybko przekształciła się we wspólnotę artystyczną. Rok później wspólnota ta poszerzyła się jeszcze o Stanisława Ignacego Witkiewicza, a w połowie kolejnego roku kres jej położył gwałtowny rozwój choroby i śmierć Wojtkiewicza; znajomość pozostałych dwóch, choć już zdecydowanie nie tak symetryczna i niewolna od rywalizacji, trwała przez długie lata. W 1906 r., prawdopodobnie dzięki pośrednictwu Antoniego Potockiego, Jaworski wszedł też w bliższe, owocne twórczo relacje z poetami Stanisławem Miłaszewskim i Wiktorem Popławskim oraz malarzem Felicjanem Szczęsnym Kowarskim. W 1908 r., ucząc francuskiego jako „suplent niezegzaminowany” w III Gimnazjum w Krakowie, poznał też matematyka i artystę Leona Chwistka. W lutym 1909 r. poślubił Stefanię Klemensiewicz, koleżankę ze studiów i wieczorków tańcujących, z którą sympatyzował od 1907 r. W 1910 r., służbowo przeniesiony do Lwowa, otrzymał pracę zastępcy nauczyciela w Gimnazjum im. Franciszka Józefa; żona zaś w Gimnazjum Strzałkowskiej; uczył tam języka polskiego, niemieckiego i łaciny. Wówczas też na Uniwersytecie Lwowskim przygotował dysertację Ludwigs polemik gegen Schiller, złożył egzamin nauczycielski, ale obrony doktoratu zaniechał. W 1910 r. ogłosił debiutancki zbiór prozatorski Historie maniaków; jednocześnie był to debiut Witkacego jako projektanta okładki. Opowiadanie Trzecia godzina, publikowane dwa lata wcześniej w „Naszym Kraju” z ilustracjami Wojtkiewicza, zawierało program literacki Konstrukcji dziwactw genialnych, który legł u podstaw zawiązanego przez obojga Jaworskich na początku 1911 r. Klubu Konstrukcjonalistów. Współtworzyli go Roman Zrębowicz, Mieczysław Rettinger, Piotr Dunin-Borkowski, a na spotkaniach klubu w kawiarni Szkockiej pojawiali się jeszcze Ostap Ortwin, Karol Irzykowski i inni autorzy. Posiedzenia odbywały się do początku I wojny światowej, choć z coraz mniejszą regularnością i różnymi kryzysami. Jaworski ulegał swojej namiętności do kart i pozwalał sobie na coraz częstsze i kosztowniejsze wypady do Wiednia, Berlina i Londynu, co chwiało jego małżeństwem i ostatecznie doprowadziło do separacji, orzeczonej w kwietniu 1914 r. Jesienią 1912 r. Jaworski poszedł na urlop dla poratowania zdrowia, a po jego odbyciu zdecydował się na podjęcie pracy dziennikarskiej i działalności odczytowej. W 1913 r. zgłosił z Zrębowiczem akces do zespołu nowocześnie pomyślanego dwutygodnika „Scena i Ekran”, który jednak okazał się efemerydą. Nie rezygnując całkowicie z pisania dla innych tytułów (jak m.in. „Kurier Lwowski”), na przełomie maja i czerwca 1913 r. zaczął kierować redakcją „Dziennika Polskiego”. Pod tytułem Amator socjalista publikował w nim swoje tłumaczenie An Unsocial Socialist G.B. Shawa, przedrukowane w krakowskim „Czasie”, a w postaci książkowej wydane jako Socjalista na ustroniu (1916). Dnia 3 września 1914 r. wraz z pracownikami wielu innych instytucji publicznych został ewakuowany do Wiednia. Tam zostawszy prawą ręką wydawcy „Wiedeńskiego Kuriera Polskiego”, Antoniego Chmurskiego, od 29 września prowadził tę gazetę, publikując w niej m.in. odcinki Alcybiadesa – Powieści z pogranicza dwóch rzeczywistości oraz recenzje teatralne. Sprawował też funkcję sekretarza Koła Dziennikarzy Polskich w Wiedniu. Na początku lutego 1915 r., zagrożony powołaniem do wojska, z dnia na dzień zaprzestał pracy w redakcji i, zabierając nową towarzyszkę życia, Węgierkę Földesi, uciekł do Szwajcarii. Najpóźniej w czerwcu 1915 r. zatrzymał się w Vevey, gdzie przez pewien czas był zatrudniony w biurze Komisji Wykonawczej Komitetu Generalnego, następnie szukał schronienia w Zurychu, by w końcu wrócić do Wiednia, w którym Földosi, od dawna chora psychicznie, zmarła pomimo hospitalizacji. W 1916 r. pisał artykuły publicystyczne dla „Kuriera Lwowskiego”, a jednocześnie, jak wcześniej jego wuj i protektor, Adam Łada-Bieńkowski, od połowy kwietnia 1916 r. przygotowywał „Korrespondez Polonica” – adresowany do władz austriackich i redakcji biuletyn informacyjny dotyczący Polski. Bezustannie zabiegał o zwolnienie od obowiązku służby wojskowej, a wobec niepowodzenia starań znów szukał schronienia w Szwajcarii. Jednak już w styczniu 1917 r. odbył podróż reporterską po opuszczonym przez Rosjan Królestwie. W 1918 r. wrócił do Lwowa, gdzie od kwietnia wydawał własnym staraniem dziennik „Nowe Słowo”, które wychodziło tylko parę miesięcy (wspomagali go Karol Irzykowski i Kazimierz Sichulski). Po zakończeniu walk między Ukraińcami a Polakami o Lwów pojawiły się pogłoski, że Jaworski pomógł dowództwu austriackiemu, które zdało władzę Ukraińcom, w opuszczeniu miasta; ściągnęło to na pisarza oskarżenia o agenturalność, które pomimo próby wykazania ich bezpodstawności, podjętej w kwietniu 1919 r. przez Karola Irzykowskiego, były rozpowszechniane po całym kraju. Przyszli przełożeni Jaworskiego nie dali wiary tym zarzutom. W lutym 1919 r. przyjechał on do Warszawy i otrzymał posadę w Centrali Odbudowy Kraju. Napisał wówczas i ogłosił w formie broszury „niewygłoszoną mowę” Na sejm, analizującą przyczyny trudności z powołaniem nowego, scalonego z trzech zaborów organizmu państwowego. W stolicy poznał Cecylię Nalepińską, wdowę po poecie Tadeuszu, aktorkę i modelkę, z którą związał się na dłużej. Na progu lat 20. członkom lwowskiego klubu, zamieszkałym już wówczas głównie w Warszawie, udało się odtworzyć wzajemne kontakty i pod kierunkiem Zrębowicza stworzyć organ konstrukcjonalizmu „Krokwie”. W programowym artykule zatytułowanym Żywioł a konstrukcja Zrębowicz wskazywał na Jaworskiego jako na prawodawcę nowego nurtu artystycznego, W dwóch numerach czasopisma, wydanych w 1920 i 1921 r. w wysmakowanej szacie graficznej, ukazała się ważna ze względów programowych nowela Fanfaron, a także nie mniej istotne Objaśnienia dla graczy do dramatu Hamlet drugi. Dramat ten, zapowiadany już przed wojną, autor złożył w 1924 r. w teatrze im. Słowackiego w Krakowie pod zmodyfikowanym tytułem Hamlet wtóry. Królewic wszechświata. W 1925 r. wydał swoje najważniejsze dzieło – powieść katastroficzną Wesele hrabiego Orgaza.

W dwudziestoleciu Jaworski pełnił różne funkcje publiczne (referenta prasowego polskiej ambasady w Pradze, sekretarza Henryka Józewskiego – ministra spraw wewnętrznych w rządzie Kazimierza Bartla). Włączał się w działalność instytucji życia literackiego (w 1926 r. reprezentował Polskę na zjeździe Międzynarodowego Klubu Literackiego w Berlinie, kiedy wskutek przewrotu majowego nie mogli tam dojechać Juliusz Kaden-Bandrowski i Mieczysław Treter). Angażował się w sprawy publiczne (podpisał m.in. petycję o godne i bezstronne traktowanie oskarżonych w procesie kobryńskim). Redagował czasopisma („Kurier Poranny”, „Ster”), trudnił się dziennikarstwem, był publicystą i zagranicznym korespondentem z Czech, Niemiec, Rumunii i krajowym („Czasu”, „Dziennika Poznańskiego”, „Robotnika, „Polski Zbrojnej”). Wygłaszał odczyty, a w latach 30. również prelekcje radiowe. Przede wszystkim zaś – taki zawód wpisywał do odpowiednich rubryk przynajmniej od 1908 r. – pozostawał pisarzem. W latach 30. pracował nad swoją drugą powieścią Franciszek Pozór, syn Tomasza. Nie skończył jej jednak do wybuchu wojny i, nie licząc kilkunastu odcinków pierwszej wersji utworu, opublikowanych pod tytułem Alcybiades w 1914 i 1918 r., jest ona dzisiaj znana tylko z dwóch fragmentów ogłoszonych w „Robotniku” w 1933 r. i „Wymiarach” w 1939 r.

W 1932 r. Jaworski połączył swoje losy z Ireną Czarnożył, pracowniczką redakcji łódzkiego radia i „Głosu Porannego”. Pomagała mu ona wybrnąć z tarapatów prawno-finansowych, w które popadł w połowie lat 30., i roztoczyła nad nim opiekę, kiedy w 1939 r. został dotknięty częściowym paraliżem. W czasie wojny oboje mieszkali w okolicach Warszawy. W 1944 r. Niemcy zabili Irenę Czarnożył, odkrywszy jej żydowskie pochodzenie. Roman Jaworski zmarł  3 VI 1944 w schronisku dla paralityków w Górze Kalwarii.
</document>
<document nplp_id="12741" title="Kamiński Jan Nepomucen" slug="kaminski-jan-nepomucen">Dyrektor teatru, aktor, dramatopisarz, tłumacz, poeta, redaktor, pisarz, krytyk.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 V 1777 w Kutkorzu (pow. złoczowski) w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Nauki pobierał we Lwowie, gdzie w 1796 r. ukończył gimnazjum, a następnie studiował filozofię na tamtejszym uniwersytecie, pogłębiając równocześnie znajomość języków obcych (francuski, włoski, niemiecki). Wcześnie osierocony, zarabiał na utrzymanie lekcjami i kopiowaniem urzędowych dokumentów. Mimo że był zachęcany do zawodu urzędniczego, to poświęcił się całkowicie teatrowi i pracy literackiej. Prawdopodobnie już jako uczeń był częstym bywalcem w teatrze niemieckim i próbował także przeróbek niemieckich dramatów. Pierwsze polskie przedstawienia oglądał zapewne w wykonaniu zespołu Macieja Każyńskiego (1793). Dla teatru Dominika Morawskiego (1793–1794) tłumaczył sztuki z niemieckiego. Zasadniczy wpływ na dalsze losy Kamińskiego miał trzeci pobyt Wojciecha Bogusławskiego we Lwowie (1795–1799). Dostarczał wówczas jego zespołowi tłumaczeń i przeróbek sztuk. Po wyjeździe Bogusławskiego Kamiński utworzył zespół amatorski (był jego organizatorem, aktorem, autorem i nauczycielem niedoświadczonych aktorów). Kiedy po kilkuletniej działalności władze austriackie zakazały występów (1803), Kamiński wyjechał do Kamieńca Podolskiego, stworzył nowy zespół aktorski i objął tamtejszy teatr. Powstało tam wiele przekładów i projektów inscenizacji (Hamlet, Makbet, Medea), realizowanych potem we Lwowie przez kilkadziesiąt lat. Następnie występował m.in. w Dubnie, Kijowie, Mińsku. W l. 1805–1809 prowadził teatr w Odessie. W 1809 r. wrócił do Lwowa i przy współudziale Kaspra Kamińskiego 27 maja zainaugurował polskie przedstawienia, ustawicznie borykając się z uciążliwymi nakazami i zakazami władz austriackich. Pewną stabilizację polskiego teatru we Lwowie przyniósł dopiero 1817 r. dzięki pozwoleniu udzielonemu przez cesarza Franciszka I. Po krótkim okresie powodzenia materialnego, począwszy od 1820 r., Kamiński na skutek wyraźnego spadku frekwencji i wygórowanych żądań aktorów popadł w długi. Dla ratowania funduszów udał się na gościnne występy do Krakowa (13 VIII–25 X 1820). Po powrocie do Lwowa pogłębiające się problemy finansowe zmusiły go do rozwiązania zespołu 2 VIII 1822, ale już w grudniu ponownie otworzył swój teatr i przez następne 20 lat starał się zapewnić mu wysoki poziom artystyczny. Wprowadził na scenę lwowską wiele cennych sztuk z europejskiego dorobku (m.in. J. Racine’a, P. Corneille’a, Voltaire’a, V. Alfieriego, J.W. Goethego, F. Schillera, W. Shakespeare’a, P. Calderóna, G.E. Lessinga, Moliere’a, C. Goldoniego). Do stałego repertuaru włączył też komedie Aleksandra Fredry, który wiele scenicznych postaci stworzył podobno z myślą właśnie o aktorach zespołu Kamińskiego. W 1822 r. ubiegał się (bez powodzenia) o katedrę języka polskiego w Uniwersytecie Lwowskim. W l. 1835–1848 był redaktorem „Gazety Lwowskiej” i „Rozmaitości”. W 1842 r. został zatrudniony jako reżyser przez nowego dyrektora sceny lwowskiej – Stanisława Skarbka. Mimo oficjalnego przejścia na emeryturę od 1848 r. aż do śmierci pełnił funkcję „dramaturga”. Zmarł 5 I 1855 we Lwowie. Został pochowany na cmentarzu Łyczakowskim.

W kręgu filozofii niemieckiej. Kamiński chętnie powoływał się na autorytety uznanych filozofów zarówno starożytnych (Platon, Arystoteles, Sokrates), jak i nowożytnych (B. Spinoza, J. Locke, F. Bacon). Ich dorobek poznawał najczęściej w oryginale, gdyż biegle czytał po łacinie i doskonale władał niemieckim oraz francuskim. Szczególnym zainteresowaniem darzył jednak Kamiński współczesną filozofię niemiecką; najbliżsi byli mu Friedrich Wilhelm Joseph Schelling, Georg Wilhelm Friedrich Hegel i Immanuel Kant, a zwłaszcza ten ostatni. Wielokrotnie posiłkował się jego doktryną idealizmu transcendentalnego, pod której wpływem pozostawali też romantycy (filozofia kantowska inspirowała ich myślenie w kategoriach narodowości). U Kamińskiego ta tendencja – swobody myśli, eksponowania nauki, stworzenia własnej sztuki – będzie szczególnie silna. W poglądach tych bliskie intelektualne związki łączyły go z zaprzyjaźnionym z nim i pochlebnie oceniającym wiele jego literackich prac Maurycym Mochnackim oraz z Edwardem Dembowskim, który wielokrotnie podkreślał jego zasługi jako twórcy teatru, inspiratora nowej literatury, ale przede wszystkim jako człowieka podejmującego metodę opisywania świata z filozoficznego punktu widzenia.
</document>
<document nplp_id="12742" title="Kantecki Klemens" slug="kantecki-klemens">Historyk, bibliotekarz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: K.K., K., Kl., ENS, * i in. (często nie sygnował prac).

Informacje biograficzne. Piotr Klemens Kantecki urodził się 19 V 1851 w Wielowsi (Wielowsi Klasztornej) w Wielkopolsce. Pochodził z niezamożnej, szanowanej rodziny, która mogła zapewnić dzieciom wykształcenie. Był jednym z czterech synów Andrzeja i jego drugiej żony Karoliny (z d. Glabisz), bratem Antoniego Kanteckiego (1847–1893, ultramontanina, doktora filozofii), Jana Kantego Kanteckiego oraz Maksymiliana Kanteckiego (1857–1899, historyka i pedagoga). Wcześnie stracił rodziców. Edukację rozpoczął w szkole elementarnej w Ołoboku, a następnie kształcił się w gimnazjum ostrowskim. Debiutował na łamach „Dziennika Poznańskiego” (1868, nr 231), ogłaszając patriotyczne korespondencje z Ostrowa. Z powodu wydrukowanej krytyki dyrektora gimnazjum, Niemca, został zmuszony do przerwania nauki, co uniemożliwiło mu podjęcie studiów.

W 1868 r. podjął pracę księgarza w księgarni Jana Konstantego Żupańskiego w Poznaniu, uzupełniał przerwane wykształcenie jako samouk i słuchacz wykładów (np. we Lwowie uczestniczył w wykładach K. Liskego, jednak poróżnił się z nim, narażając się na krytykę jego uczniów). W 1879 r. rozpoczął pracę konserwatora w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu, po wyjeździe zaś do Lwowa w 1876 r. – skryptora literackiego w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. W 1882 r. wrócił do Wielkopolski, przyjął posadę bibliotekarza i konserwatora muzeum poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie pracował do kwietnia 1885 r.

Przez współczesnych Kantecki był uważany przede wszystkim za historyka i badacza źródeł. Zajmował się studiami historycznymi (m.in. dziejami Kurlandii od najdawniejszych czasów do upadku Rzeczypospolitej), prowadząc badania we lwowskim Ossolineum, w zbiorach rękopisów książąt Czartoryskich, archiwach Drezna (1872), a od 1874 r. również Petersburga, Rygi i Mitawy czy Litwy (głównie Wilna), Paryża (1876), Wiednia (1877), a pod koniec życia także Berlina (1882). W trakcie pobytu w Dreźnie zachorował, a nasilające się dolegliwości neurologiczne (ostatnie lata życia Kantecki spędził na wózku inwalidzkim) doprowadziły ostatecznie do jego śmierci – zmarł 14 X 1885 w Poznaniu w wieku 34 lat. Pozostawił żonę Marię z d. Syroczyńską (poślubioną w 1877 r.) i dwoje dzieci (córkę Antoninę, ur. 1880, i syna Stefana Witolda, ur. 1884).

Współpraca z czasopismami. Kantecki był członkiem redakcji krótko wychodzącego „Dziennika Poznańskiego” (27 III–29 VI 1872), a następnie wraz z Władysławem Bełzą i Władysławem Ordonem stałym współpracownikiem tygodnika „Sobótka” (1869–1871) i nowo powstałego „Tygodnika Wielkopolskiego” (pod redakcją E. Calliera), gdzie publikował recenzje w rubryce Przegląd literacki (1870/1871–1873), a także szkice biograficzne, wspomnienia i życiorysy. Pisał również do „Gazety Lwowskiej” jako kronikarz i sprawozdawca teatralny, a następnie felietonista literacki i historyczny, zamieszczając rozprawy historyczne w „Przewodniku Naukowym i Literackim”. Publicystyka Kanteckiego (głównie recenzje, sprawozdania z lektur) ukazywała się w kilkudziesięciu pismach Poznania, Lwowa, Warszawy, Krakowa.

Od początku swojej pracy związał się z Towarzystwem Przyjaciół Nauk, co miało niewątpliwy wpływ na jego twórczość publicystyczną i literacką. Pisał artykuły, rozprawy, monografie czy szkice biograficzne o charakterze historycznym bądź historycznoliterackim, ujęte w formę beletryzowanego portretu literackiego niosącego przekaz parenetyczny. Publikował w rubryce Życiorysy „Tygodnika Ilustrowanego” (m.in. Maurycy hrabia Dzieduszycki, „Tygodnik Ilustrowany” 1877, nr 72–74). W „Tygodniku Wielkopolskim” i we lwowskiej „Strzesze” zamieszczał szkice biograficzne, w których chwalił przymioty swoich bohaterów, wymieniał ich zasługi. Tworzył sylwetki pisarzy, uczonych, społeczników, artystów, m.in. Ludwika Légera („Tygodnik Wielkopolski” 1870, nr 1), Wita Stwosza („Strzecha” 1873, z. 5), Mikołaja Kopernika (tamże, z. 3), Wincentego Pola i Kajetana Suffczyńskiego (tamże, z. 15/16), Józefa Korzeniowskiego („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1879, nr 2, 4), Karola Szajnochy („Strzecha” 1873, z. 1). Dorobek tego ostatniego, nazywanego „mistrzem kunsztu dziejopisarskiego”, Kantecki cenił najbardziej z racji swoich zainteresowań: „Skupił [Szajnocha] bowiem w jednej osobie genialność krytycyzmu, ogrom erudycji i mistrzostwo formy” (Wspomnienie o Karolu Szajnosze, tamże). Pisał także o Szajnosze jako literacie („Panicz i dziewczyna”, niewydany dramat Karola Szajnochy. Studium, „Kłosy” 1880, nr 757–760) w kontekście przemian wizerunku chłopów w literaturze lat 40. XIX w. Dostrzegając w Paniczu i dziewczynie (powst. 1845, wyd. fragm. 1847) polemikę z Ulaną (1842) Józefa Ignacego Kraszewskiego, krytyk oceniał dramat jako wytwór „z gorączkową namiętnością przeprowadzonej antytezy”, „sztucznej sympatii dla klas niższych”, których nie znajduje później w twórczości historycznej Szajnochy.
</document>
<document nplp_id="12743" title="Kaszewski Jan Kazimierz" slug="kaszewski-jan-kazimierz">Krytyk literacki i teatralny, tłumacz, publicysta. Krypt. i pseud.: K.; K…; K.K.; K.Kasz.; Kazimierz Janina, X; y; Y.; Żuraw; Ξ

Informacje biograficzne. Jan Kazimierz Kaszewski urodził się 5 III 1823 w Warszawie jako syn Jana Nepomucena, oficera wojsk polskich, muzyka i kompozytora, oraz Teofilii z Iwańskich. Edukację pobierał w szkole obwodowej, gimnazjum gubernialnym, na tzw. kursach dodatkowych (1840–1843: oddział filologiczny pod kierunkiem Alojzego Nendzyńskiego) oraz prawdopodobnie na uniwersytetach zagranicznych (studia z estetyki, filozofii i literatury starożytnej). W 1848 r. wziął udział w wydarzeniach Wiosny Ludów w Wielkopolsce i na Węgrzech (powrót do kraju 1850 r.), zaangażowany był w powstanie styczniowe (od lipca 1863 do września 1864 r. – pobyt w Krakowie). Pracował kolejno jako aplikant w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych (1843–1845), prywatny nauczyciel (m.in. w Iwacewiczach u Jundziłłów), sekretarz Instytutu Panien w Puławach (1853–1857), sekretarz Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1857–1862), wykładowca (1861–1862: kursy logiki i psychologii) oraz sekretarz Szkoły Głównej (1862–1869), a od 1869 r. jako sekretarz Rady Nadzorczej Towarzystwa Kredytowego Miejskiego w Warszawie. Ceniony przez hr. Aleksandra Wielopolskiego i ks. Jana Tadeusza Lubomirskiego, brał udział w inicjatywach pedagogicznych tego drugiego (Encyklopedia wychowawcza, Wypisy z autorów starożytnych), był też współautorem haseł Encyklopedii powszechnej Orgelbranda oraz Dziejów literatury powszechnej. Dokonał pierwszego artystycznego przekładu wszystkich tragedii Ajschylosa i Sofoklesa, pierwszego tłumaczenia Teogonii Hezjoda, przekładał utwory Anakreonta i Teokryta, dramaty francuskie, niemieckie i włoskie (m.in. E. Augier, V. Hugo, P. Heyse). Angażował się w życie teatralne (m.in. udział w komisjach konkursowych), był autorem paru wierszy i dramatu. Zasłużył się przede wszystkim jako aktywny krytyk literacki i publicysta w l. 1852–1908 (niemal 700 artykułów) oraz współpracownik (współredaktor, współzałożyciel) wielu czasopism (m.in. „Biblioteka Warszawska”, „Bluszcz”, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne”, „Gazeta Polska”, „Kłosy”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Tygodnik Romansów i Powieści”); zwłaszcza w latach 50. i 60. współtworzył wątłe życie kulturalne Królestwa Polskiego. Był członkiem towarzystw naukowych i (niezatwierdzonym przez władze austriackie) Akademii Umiejętności. Kaszewski był żonaty z Emilią Jache (1850–1855), z którą miał syna Bronisława, a następnie z Lubomiłą Kazimierą Miłosławą Bonin-Sławianowską (1865–1901), z którą prowadził salon kulturalny, „wieczory środowe”. Zmarł w Warszawie 30 VI 1910, pozostawiając po sobie opinię rzetelnego, pracowitego człowieka o wysokich walorach moralnych i patriotycznych.

Kręgi zainteresowań. Wypowiedzi Kaszewskiego wyróżniały się solidną erudycją (znał kilka języków), rzeczową argumentacją i wyważoną oceną, pedantycznym, nieraz rozwlekłym wywodem oraz predylekcją do dygresji (uogólnień), które często przemieniały recenzje w rodzaj eseju lub gawędy z odbiorcą. Oprócz publicystyki związanej z naukami ścisłymi (np. Kilka spostrzeżeń w dziedzinie pneumatologii i fizjologii, 1859), filozofią (np. Epikureizm i Lukrecjusz, 1861), pedagogiką (np. Szacunek dla dziecka, 1902), historią (np. O uroczystość grunwaldzką, 1909), problematyką społeczno-politologiczną czy etnograficzną, wielokierunkowy i synkretyczny dyskurs Kaszewskiego dotyczył: zagadnień estetycznych, fenomenu krytyki literackiej, zagadnień genologicznych, biografii i twórczości konkretnych autorów, nowości z literatury pięknej (i bieżącej produkcji teatralnej), nowości z dziedziny humanistyki (nauki), kwestii translatologicznych. Były to studia i artykuły monograficzne (krytyczno- i historycznoliterackie), szkice eseistyczne, zarysy, przeglądy, omówienia, recenzje, polemiki lub sprawozdania.

Poglądy estetyczne. Wierny koncepcji autonomii sztuki i zasadniczo zgodny z poglądami estetyków poheglowskich (H. Struve, J. Kremer), Kaszewski dystansował się jednak od ich konserwatywnego akademizmu: „Zbyt wiele mówimy o ideach, a zupełnie zapominamy o wrażeniach, a przecież sfera estetyki, jak sama nazwa wskazuje, jest przede wszystkim sferą wrażeń” (Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1884, t. 4). Przekonany, że sztuka „mieści w sobie to wszystko, czego od niej żądają hasła utylitarne” (tamże), i że jej celem jest „obrazować, nie nawracać”, odrzucał „zabobony utylitarnej doktryny socjologicznej” (Nasze wspołczesne dramatopisarstwo, „Echo Muzyczne i Teatralne” 1883, nr 4), z niechęcią przystając na tendencyjne skłonności sztuki polskiej. Nieufny wobec relatywizmu estetyki Hippolyte’a Taine’a („nie ruguje niczego”), uznał jednak pluralistyczną wizję sztuki w historyczno-genetycznym ujęciu pozytywizmu, zwłaszcza wymóg typowości („ideał”), w którym widział tradycję heglowską, pokrewieństwo z kategorią „charakteru” oraz argument przeciw naturalizmowi. Od sztuki domagał się szeroko rozumianego psychologizmu: obrazu życia wewnętrznego jednostek, całych wspólnot („rozmaite fazy, dostrzegalne w moralnym i intelektualnym rozwoju społeczeństwa” – W sprawie pożytku i piękna, „Biblioteka Warszawska” 1877, t. 3) oraz uniwersalnych ludzkich uczuć i myśli. Wychodząc z założenia, że „zasada piękna nie tylko istnieje w naturze, ale […] gdziekolwiek obróci się człowiek, ona idzie za jego umysłem” (Krytyka literacko-artystyczna i jej trudności, „Tygodnik Ilustrowany” 1872, nr 216), konsekwentnie negował klasyczną i realistyczną teorię mimesis, zwłaszcza w radykalnej wersji naturalistów (É. Zola, E. Véron, S. Witkiewicz), którym obok „reprodukcji” zarzucał uprzywilejowanie indywidualności artysty i doskonałości technicznej kosztem tradycji, ważnych tematów i potrzeb społecznych. Cenił jednak naturalizm za „powściąganie wybryków idealistycznych” i przedmiotowość, „od motywów psychicznych aż do drobiazgów materialnych”, żałując, że wartość metody „utonęła w pomyjach”; trafnie zauważał płynność granicy realizm/ naturalizm (Taine i nowe prądy artystyczne, „Tygodnik Ilustrowany” 1889, nr 320). Otwarty na przyrodoznawcze koncepcje sztuki (nadmiar sił organicznych, pierwotny impuls „gry”), był zafascynowany estetyką jako wiedzą in statu nascendi: „[…] najpiękniejsza strona naszego umysłu jest dla nas tajemnicą” (Krytyka literacko-artystyczna, nr 216).

Fenomen krytyki literackiej. Kaszewski zawsze interesował się krytyką: narzekał na brak fachowych sprawozdań kulturalnych, oceniał działalność czasopism, cieszył się z postępów („Mamy już własną swą krytykę umiejętną […] według tej właśnie racjonalnej metody […] reprezentowanej przez Taine’a” – Dwudziestolecie, „Kłosy” 1884, nr 1000) albo narzekał na niesamodzielność polskich krytyków. Był wrogiem normatywizmu, ale podkreślał kłopotliwy status krytyki beletrystycznej (w przeciwieństwie do naukowej) wobec paradoksalnej arbitralności sądów estetycznych. Komplementując niedogmatyczny historyzm pozytywistów i często stosując go w praktyce, dostrzegał słabości metody Taine’a: nieścisłe kryterium typowości (dotyczy nie tylko sztuki), chwiejność aksjologii (kryptoocena maskowana faktografią), negowanie „idealnej” esencji zjawisk (jest nią caractere capital). Brakowało mu też „metody psychologicznej” (widział ją raczej u H. Spencera), którą uważał za jedyną metodę naukową: krytyk nie może „nie być psychologiem i nie wychodzić z punktu psychologicznego” (W sprawie pożytku i piękna). Odróżniał działalność recenzencką – dźwignię życia kulturalnego i cenny dokument dla przyszłości – od krytyki właściwej, którą utożsamiał z pogłębionym dyskursem krytyczno- i historycznoliterackim („obraz myślącej jednostki i ogółu społeczeństwa […], niejako cząstka historii piśmiennictwa” – Krytyka literacko-artystyczna). Od krytyka wymagał odpowiedzialności, bezstronności („różność opinii nie może wpływać na ocenę wartości rzeczy”), rzetelnej znajomości estetyki i literatury, zwłaszcza powszechnej, oraz „wrodzonej przenikliwości”, a jego model przypominał rodzaj hermeneutyki: „Pod talentem krytycznym rozumiemy ten stan psychiczny, który nadaje łatwość wnikania w ducha twórcy, odgadywania bodźców poruszających jego umysłowością” (Krytyk o krytyce, „Wędrowiec” 1901, nr 52); „można objaśniać autora przez dzieło, tak jak dzieło przez autora” (Krytyka, „Życie” 1889, nr 21–22). Polemizując z młodopolską wizją elitarnego profesjonalisty („nie ma szkół, które by uczyły krytyki beletrystycznej”), wypowiadał sądy zaskakująco zbieżne: liczą się tylko „wrażenia i sądy indywidualne”, „krytyka nie jest nauką, ale sztuką” (Krytyk o krytyce, nr 51–52). Wysoko cenił Charles-Augustina Sainte-Beuve’a, Taine’a, Paula Bourgeta i Piotra Chmielowskiego.

Hierarchia genologiczna. W kwestiach genologicznych Kaszewski był klasykiem i miłośnikiem dramatu („najwyższa forma najwyższej ze sztuk pięknych, poezji” – Kronika literacka, „Biblioteka Warszawska” 1859, t. 1). Ubolewał, że antyczne, molierowskie i szekspirowskie „zapasy duchowe i namiętności olbrzymie” zastąpiły „salon i cześć dla chuci zmysłowej”, bohaterów – „złodzieje i ulicznice”, a dawne gatunki „dwupłciowa” komedia poważna (Dramat i scena warszawska, „Tygodnik Powszechny” 1878, nr 11; Nasze współczesne dramatopisarstwo, nr 2). Wątłą dramaturgię polską cenił za rodzajowość i satyryczny dydaktyzm stroniący od niemoralnej komedii salonowej. Przywiązany był też do tradycji eposu starożytnego i nowożytnego (G.G. Byrona, J.W. Goethego, A. Mickiewicza).

Wobec kariery kontynuatorki eposu, czyli powieści, był dość sceptyczny. Żałował treściwej prozy Goethego, potępiał la grande blague sensuelle finezyjnych Francuzów, dostrzegał pionierstwo Waltera Scotta, szanował dorobek Honoré de Balzaca, ale jedyną „doskonałość” widział w uniwersalnym psychologizmie i studiach obyczajowych Charlesa Dickensa. Specyfikę i zaletę skromnej formalnie powieści polskiej znajdował w obrazach społeczeństwa, zwłaszcza ludu. Obok społecznej odmiany („chluby”) gatunku wskazywał pod koniec stulecia na inne możliwości: „[…] czysto psychologiczne, obyczajowe, charakterystyczne, anegdotyczne, humorystyczne, czy jakie tam kto jeszcze wymyśli” (Istota i zadanie powieści, „Kurier Niedzielny” 1897, nr 13). Powieść definiował ogólnikowo: „treści poetyczne” i dramaty „prostych śmiertelników” (tamże, nr 12). Żywioł dramatyczno-psychologiczny Kaszewski uznawał za podstawową zaletę literackości w ogóle: „biada powieściopisarzowi, który nim [psychologiem] nie jest. W dramacie warunek ten jeszcze się potęguje” (W sprawie pożytku i piękna); „poezja o tyle więcej wrażenia robi, o ile więcej jest dramatem” (Korespondencja literacka, „Gazeta Codzienna” 1852, nr 297). W epice historycznej krytykował wzorce walterskotowskie i dumasowskie, w noweli – rozchwianie gatunku.

Dezaktualizującej się prozie („dzieła pożytku”) przeciwstawiał kontemplacyjność liryki („sposób obrazowania uczuć i myśli”), sądził jednak, że jej czas minął; liryczną przedmiotowość cenił wyżej niż konfesyjność, a „chorobliwe formy imaginacji” potępiał (Treść i zakres literatury, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, nr 122; Ogólnik o charakterze Marii Konopnickiej, „Wędrowiec” 1902, nr 19; Listy Słowackiego do matki, „Biblioteka Warszawska” 1876, t. 2). Generalnie Kaszewski hołdował romantycznej formule beletrystyki, w której liczą się nie wiedza, lecz „uczucie, wrażenie, jakie ono czyni na umysł i na serce” (Krytyka literacko-artystyczna, nr 210) – i w której powstaniu istotną rolę odgrywa irracjonalna intuicja. (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="12744" title="Małecki Antoni" slug="malecki-antoni">Historyk literatury, historyk, językoznawca, filolog klasyczny, dramaturg. Kryptonimy: J.; M.; Mł.; Wł.


Informacje biograficzne. Urodził się 16 VII 1821 w Objezierzu (Wielkopolska); jego ojcem był Mateusz (zm. 1825), zarządca dóbr Turnów, matką była zaś Rozalia z Litwinowiczów. Po ukończeniu gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu studiował w Berlinie filologię klasyczną, historię, germanistykę i slawistykę. W 1844 r. obronił pracę doktorską z filozofii. Po studiach w 1845 r. podjął pracę jako nauczyciel gimnazjalny w Poznaniu. W 1849 r. ożenił się z Wincentyną Kierską. W l. 1850–1852 był profesorem filologii klasycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, został usunięty z katedry w ramach restrykcji za protest przeciwko wprowadzeniu do gimnazjów języka niemieckiego jako wykładowego. Od 1854 r. był profesorem filologii klasycznej w Innsbrucku. W 1856 r. objął katedrę literatury i języka polskiego na Uniwersytecie Lwowskim, w l. 1866–1867 pełnił funkcję dziekana fakultetu filozoficznego. W 1872 r. został rektorem Uniwersytetu Lwowskiego jako pierwszy świecki Polak. We Lwowie nawiązał też kontakt z Zakładem Narodowym im. Ossolińskich, w którym w l. 1869–1872 pełnił funkcję zastępcy kuratora Zakładu, a w 1872 r. kuratora. W 1874 r. przeszedł na emeryturę i poświęcił się pracy naukowej i społecznej. Od 1860 r. był członkiem poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, od 1872 r. – Akademii Umiejętności w Krakowie. Zasiadał w Radzie Miejskiej Lwowa. W l. 1876–1889 był posłem na sejm krajowy, od 1891 r. zaś – członkiem Izby Panów w Wiedniu. Zmarł 7 X 1913 we Lwowie.

Prace historyczne i językoznawcze. Naukowe zainteresowania Małeckiego obejmowały tematykę historyczną, antyk (był autorem prelekcji o filologii klasycznej), a zwłaszcza wczesnopiastowski okres dziejów Polski oraz językoznawstwo. W dziedzinach tych ogłosił wiele prac. Znany był zwłaszcza jako autor podręczników do gramatyki: w 1863 r. została wydana jego Gramatyka języka polskiego mniejsza (dla uczniów gimnazjów) i Gramatyka języka polskiego większa (dla nauczycieli).

Prace historycznoliterackie i krytyczne. Był autorem pierwszej biografii Adama Mickiewicza (O życiu i pismach Adama Mickiewicza, „Orędownik Naukowy” 1842, nr 31–32). Jako krytyk debiutował pracą poświęconą twórczości Zygmunta Krasińskiego O stanowisku i dziełach autora „Irydiona” („Rok” 1846, t. 1, z. 2); opublikował rozbiór ideowy tego dramatu („Przegląd Poznański” 1847, t. 1, z. 2). Wspólnie z Władysławem Nehringiem i Józefem Przyborowskim sprzeciwiał się romantycznej tendencji tworzenia ujęć syntetycznych; był zwolennikiem opracowań monograficznych, które powinny stanowić konieczne wstępne stadium poprzedzające prace o charakterze uogólnień. Zapoczątkował ten sposób postępowania rozprawami o Janie Andrzeju Morsztynie (1859) i Andrzeju Fryczu Modrzewskim (1864). Po śmierci wuja Juliusza Słowackiego Małecki otrzymał od niego nieskatalogowaną spuściznę rękopiśmienną poety przeznaczoną docelowo dla Ossolineum. Podjął się napisania monografii oraz sporządzenia edycji uwzględniającej przede wszystkim pisma niepublikowane wcześniej. Do pracy nad życiem i twórczością Słowackiego Małecki przystępował jako admirator jego adwersarza, Mickiewicza, był też pod wpływem opinii niechętnych autorowi Kordiana. Jako pozytywista i organicznik krytycznie oceniał wpływ ideologiczny twórczości Słowackiego na przedpowstańcze nastroje lwowskiej młodzieży. Bliższy wgląd w twórczość poety, lektura jego korespondencji oraz dostęp do utworów niepublikowanych przyczyniły się do weryfikacji wcześniejszych ocen. Jednak zarówno osobiste gusta i poglądy Małeckiego, jak i etap procesu historycznoliterackiego, w którym powstawała jego praca, nie pozwoliły mu docenić właściwie twórczości poety z okresu mistycznego ani też znaleźć odpowiedniego miejsca dla publikacji notatek i zapisków o charakterze osobistym, często fragmentarycznych i nieczytelnych. Mimo to dwutomowa monografia Juliusz Słowacki. Jego życie i dzieła w stosunku do współczesnej epoki Małeckiego, wydana w l. 1866–1867 we Lwowie i wielokrotnie wznawiana, ukazywała poetę już w zmienionej optyce – miłośnika jego twórczości. Pisana w tradycyjnej formule „życie i dzieło” przybliżała postać Słowackiego przez biografię traktowaną jako genetyczne podłoże dzieł literackich. Miała ogromny wpływ na spopularyzowanie twórczości poety, a także na zintensyfikowanie poświęconych mu prac interpretacyjno-analitycznych. W edycji Pism pośmiertnych (1866, t. 1–3) znalazły się te utwory Słowackiego, które mogły w ówczesnym stanie wiedzy teoretycznej i edytorstwa zyskać uznanie jako autonomiczne (choć czasem niekompletne) „dzieła literackie”. Małecki jako edytor nie dysponował jeszcze niewykształconą na gruncie polskiej nauki metodologią pozwalającą na edycję bardzo trudnych i zawikłanych pism brulionowych. Dokonywał więc wyborów autorytarnych, wprowadzał bardzo swobodne koniektury i rekonstrukcje, według własnego gustu dowolnie komponował teksty. Naturalnie okroiło to drastycznie pozostawiony przez poetę dorobek, jednak odsłoniło nieznane wcześniej praktyki tekstotwórcze Słowackiego. Zostały udostępnione nieznane dotychczas arcydzieła, takie jak chociażby pierwszy dygresyjny poemat Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu.

Świadectwem rodzenia się nowocześniejszej postawy badawczej była podjęta niemal równolegle z edytorską działalnością Małeckiego akcja publikowania nieuwzględnionych przez niego ineditów, głównie w poznańskiej „Warcie” i innych czasopismach. Małecki przywiązywał małą wagę do niezrozumianych przez siebie i niecenionych fragmentów twórczości Słowackiego, o czym świadczy jego nieroztropne, by nie rzec wprost – skandaliczne – rozdawnictwo kart rękopisów (także publikowanych!) poety różnym znajomym, na co wskazują inskrypcje na niektórych odzyskanych później czy odkupionych kartach. Fakt ten znacznie obniża ocenę jego zasług dla gromadzenia spuścizny Juliusza Słowackiego. Krytyką literacką sensu stricto Małecki zajmował się okazjonalnie. W surowej recenzji powieści Michała Grabowskiego mówił o dwóch rodzajach krytyki: „dodatniej” („która zasady estetyczne i dobrego smaku w dziele sztuki szczęśliwym i doskonałym jakby w zastosowanie odkrywa i wyjaśnia”) oraz „ujemnej” („która [...] wykazuje, przeciwnie, niedoskonałość dzieła, gani je, ale zarazem prócz tego tłumaczy się [...], dlaczego nazywa dzieło ułomnym, słabym”). Krytyka staje się więc wedle jego intencji „estetyką zastosowaną” – i tylko w takim znaczeniu może przeżyć dzieło, które jest jej przedmiotem, ponieważ ma szansę otworzyć „tajemniczy świat sztuki nawet szerszej publiczności” ([rec.] „Tajkury. Powieść narodowa” przez Edwarda Tarszę, „Przegląd Poznański” 1847, t. 4, z. 1). W Spekulancie Józefa Korzeniowskiego Małecki dostrzegał dzieło, w którym „śmiałość i zgłębienie głównego celu [...] chodzi w parze ze świetnością wyobraźni poetycznej”. Podkreślał rzetelność pisarza w opracowaniu szczegółów świata przedstawionego, obfite czerpanie przezeń z „księgi życia” oraz trafiające do emocji czytelnika odkrycie tajemniczego związku „świata realnego z idealnym” („Spekulant. Powieść” przez J. Korzeniowskiego, tamże).

Był rówieśnikiem ostatniego pokolenia romantyków, ale hołdował już nowym prądom, uchodząc ciągle za niemal etatowego znawcę twórczości wieszczów. Jak przyznawał, omawiając włoskie przekłady poezji Teofila Lenartowicza, w poezji cenił jednak klasyczne piękno i harmonię (Poezje Lenartowicza po włosku, „Kraj” 1869, nr 80). W mowie na pogrzebie Aleksandra Fredry z niejaką satysfakcją przyznawał, że „Muza jego nie miała wybitnych znamion popłacającego natenczas aż do przesady romantyzmu” (Mowa na pogrzebie Aleksandra Fredry, „Gazeta Lwowska” 1876, nr 163).</document>
<document nplp_id="12745" title="Kelles Krauz Kazimierz" slug="kelles-krauz-kazimierz">Socjalista, marksista, socjolog, filozof, działacz polityczny, publicysta, pedagog, teoretyk i działacz PPS. Pseudonimy i kryptonimy: El. Es., El. Esse, Elehard Esse, Es., C. Halak, Interim, K. K., K. Kr., K. R., K. Rad., Lu, Michał Luśnia, Michalak, M. L., R. S. Ławski, K. Radosławski, Z., Z. Z.

Informacje biograficzne. Kazimierz Radosław Elehard Kelles-Krauz urodził się 22 III 1872 w Szczebrzeszynie w pow. zamojskim w rodzinie wywodzącej się ze szlachty kurlandzkiej (przysługiwał mu tytuł barona), zubożałej po powstaniu styczniowym (konfiskata majątku jako kara za udział w insurekcji, ojciec – Michał Kelles Krauz był zmuszony podjąć pracę urzędniczą), o dużych tradycjach intelektualnych i niepodległościowych (matka, Matylda z Daniewskich, była siostrzenicą Piotra Wysockiego). W l. 1882–1890 uczęszczał do gimnazjum radomskiego, gdzie współtworzył nielegalną grupę samokształceniową „Ariele” studiującą m.in. dzieła Karla Marxa. W tym czasie zadebiutował jako publicysta i rozpoczął agitację polityczną wśród chłopów, przygotowując broszurę, która w 1897 r. w Londynie ukazała się pod tytułem Czy nie ma już u nas pańszczyzny, a popularyzowała ideę wartości dodatkowej Marxa. Usunięty karnie z gimnazjum w Radomiu, eksternistyczny egzamin maturalny zdawał w Kielcach. W tym czasie pisał artykuły do warszawskich czasopism „Głos” i „Prawda”. Z powodu negatywnej opinii dyrektora gimnazjum w Radomiu nie mógł studiować na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego ani też na uczelniach w Rosji. W 1892 r. wyjechał do Paryża, podjął na Sorbonie studia społeczne uwieńczone rozprawą L’age d’or de Vico aux marxistes – Evolution de l’idee de la renaissance du passe dans l’avenir chez Vico, Rousseau, Hegel et marxistes (1898). Zaangażował się w prace polskich socjalistów w Paryżu, szczególnie aktywnie działał w Związku Zagranicznym Socjalistów Polskich oraz w międzynarodowym środowisku lewicowym we Francji. W marcu 1895 r. powołano go w skład redakcji „Przedświtu”, do sześcioosobowej tzw. komisji literackiej, używał wówczas pseudonimów Michał Luśnia i K. Radosławski. W 1893 r. został członkiem Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego. Podczas pierwszego Międzynarodowego Kongresu Socjologicznego w 1894 r. wygłosił referat, w którym sformułował koncepcję prawa retrospekcji przewrotowej (nawiązywanie do przeszłości jako element wzmacniający rewolucję). Wycofując się z części obowiązków organizacyjnych, coraz więcej czasu i uwagi poświęcał pracy teoretycznej i redaktorskiej. Redagował „Bulletin officiel du Parti Socialiste Polonais”, publikował w „Przedświcie” (1895–1905), „Świetle” (1898–1904), krakowskim czasopiśmie „Naprzód” (od 1901) oraz w „Prawie Ludu”, a także w lwowskim „Nowym Robotniku”. Brał udział w dyskusjach nad programem PPS, zwłaszcza nad jego charakterem klasowym i kwestią niepodległościową. Pisał do „Przeglądu Filozoficznego” (1897–1905), „Głosu” (1886–1905), „Ateneum” (1888–1898), „Prawdy” (1890–1905), „Przeglądu Tygodniowego” (1898–1904), „Ogniwa” (1904–1905), „Kuriera Warszawskiego” i „Kuriera Codziennego” (1905) oraz krakowskiej „Krytyki” (1896–1905). Jako Elehard Esse występował na wielu kongresach międzynarodowych ruchu socjalistycznego, gdzie przedstawiał referaty na temat relacji psychologii i socjologii i gdzie dopracował swoją koncepcję retrospekcji historycznej. Żywo uczestniczył również w międzynarodowych badaniach socjologicznych. Publikował rozprawy w „Annales de l’Institut international de sociologie”, „Prawdzie” oraz „Revue international de sociologie”. W 1886 r. rozpoczął studia w paryskiej École libre des sciences politiques (prawo, historia i ekonomia), w 1901 r. w Brukseli otrzymał stopień doktora nauk społecznych. Zamieszkał w Wiedniu, gdzie ponownie podjął studia prawnicze, których jednak nie zdołał ukończyć. Jego żoną była Maria Katarzyna z d. Goldsteyn (Goldstein). Zmarł na gruźlicę 24 VI 1905 w Pernitz w Austrii.

Poglądy. Kelles-Krauz brał czynny udział w dyskusjach i formowaniu programu PPS, tocząc spór z Różą Luksemburg; w przeciwieństwie do niej uznał kwestię polskiej niepodległości za zasadniczą dla społecznego ładu w Europie, ponieważ polskie dążenia niepodległościowe były stałym czynnikiem rewolucjonizującym centrum europejskiej reakcji, czyli carat. Polskie aspiracje uważał zatem za zarzewie rewolucji. „Patriota powinien być socjalistą. Patriotyzm i socjalizm to jedno!” (Klasowość naszego programu, 1894). Jednocześnie krytykował rodzący się polski ruch nacjonalistyczny jako fałszywie diagnozujący rzeczywistość i szkodliwy zarówno dla rozwoju społecznego, jak i dla obywateli, w wielu artykułach gorąco sprzeciwiał się antysemityzmowi, postulując nie tylko przyznanie równych praw politycznych Żydom, ale również uznanie ich praw kulturowych: „[…] powinniśmy pojęcie równouprawnienia obywatelskiego Żydów rozszerzyć i na prawo posiadania własnej narodowości, powinniśmy uznać tę narodowość w stopniu, w jakim sami Żydzi ją uznają” (W sprawie narodowości żydowskiej, „Krytyka” 1894, t. 1).

Poglądy filozoficzne i społeczne Kelles-Krauza charakteryzowały się specyficznym eklektyzmem, jego marksizm wzbogacił się o elementy idealizmu niemieckiego (zwłaszcza Hegla) oraz francuskiego pozytywizmu (Comte). Spośród socjologów najwyżej cenił Antonia Labriolę, teoretyka materializmu historycznego. Publicysta prowadził badania interdyscyplinarne na pograniczu socjologii, filozofii i psychologii. Jego oryginalnym osiągnięciem było sformułowanie prawa retrospekcji historycznej, które brzmiało: „Ideały, którymi wszelki ruch reformacyjny pragnie zastąpić istniejące normy społeczne, podobne są zawsze do norm z bardziej lub mniej oddalonej przeszłości” (Socjologiczne prawo retrospekcji, „Ateneum” 1897, t. 3). Prawo to oznaczało, że w każdym nowym systemie społecznym przejawia się kontynuacja systemu starego, lecz także że nowy porządek przywdziewa historyczną maskę i dąży do restytucji zamierzchłego, wyidealizowanego wyobrażenia o przeszłości, a tym samym uprawia swoistą politykę historyczną. Dzięki tej syntezie nowego i starego rewolucja może liczyć na uzasadnienie i wzmocnienie. Idea ta nie doczekała się rozwinięcia, chłodno przyjęli ją Edward Abramowski (1889) i Ludwik Krzywicki (1908), po wojnie ostro skrytykował Bronisław Baczko (1948) i Adam Schaff (1949) jako pomijającą wątek walki klas, do głosów krytycznych dołączył również Kołakowski w Głównych nurtach marksizmu. Przychylnie odnosił się do niej natomiast Julian Hochfeld, widząc w niej przykład marksizmu otwartego.

Krytyka literacka i refleksja estetyczna. Krytyka literacka nie stanowiła głównego obszaru zainteresowań Kelles-Krauza, więcej miejsca poświęcał ogólnym rozważaniom estetycznym; był zwolennikiem materializmu historycznego w objaśnianiu genezy i funkcji zjawisk estetycznych. Sprzeciwiał się kantowskiej zasadzie autoteliczności dzieła sztuki jako praktyki samocelowej, uznawał ją za obcą sztuce u jej podstaw i fałszywie rozpoznającą pole sztuki. Socjolog dostrzegał społeczny kontekst i siłę oddziaływania sztuki, uznawał, że jako materialny wytwór człowieka jest związana ze stopniem rozwoju technicznego i z podziałem pracy; stanowi zaspokojenie jego naturalnych potrzeb estetycznych (mają je również zwierzęta); jako dziedzina symboliczna pozwala natomiast człowiekowi przekroczyć próg dzielący naturę i kulturę, propaguje idee i postawy korzystne dla społecznego rozwoju. Wywodząc sztukę z potrzeb społecznych, był jak najdalszy od wulgarnego sprowadzania dzieła artystycznego do parametrów ekonomicznych: „Możemy przytoczyć dowcipne słowa jednego z wybitniejszych zwolenników naszego pojmowania dziejów, prof. Labrioli, który protestuje przeciw przypisywaniu najfantastyczniejszemu nawet »materialiście« zamiaru i chęci »sprowadzania « treści i formy każdej tercyny Dantego do ksiąg rachunkowych ówczesnych kupców florenckich. Niemniej wszakże faktem jest, że Dante był wyrazicielem dążeń kupieckiego mieszczaństwa włoskiego, dążeń do jedności narodowej i silnego rządu, dążeń wrogich feodalizmowi” (Muzyka i ekonomia, „Prawda” 1902, nr 1).

W krytyce literackiej, poświęconej głównie dziełom polskim i francuskim, skupiał się na przekazie ideowym literatury, głębi psychologicznego rysunku oraz wnikliwości analizy historycznej, wykazywał wrażliwość na klasowe i społeczne uwarunkowania narracyjne, ale przede wszystkim na zaangażowanie w procesy postępowe i rewolucyjne. Jego głównymi tematami były: rewolucyjna zmiana, położenie mniejszości narodowych, zwłaszcza Żydów, oraz emancypacja kobiet. W tekstach poświęconych twórczości Marii Konopnickiej, której przyznawał miano najbardziej społecznej w polskiej literaturze (Konopnicka zapośredniczą wszystkie idee i wrażenia zmysłowe przez poczucie nierówności społecznej), zwracał uwagę, że jej ideały kobiecości oznaczają patriarchalne ograniczenie roli kobiet do współczujących, opiekuńczych partnerek mężczyzn, Konopnicka nie przewiduje dla nich ról samodzielnych, nie docenia sprawczości i własnych aspiracji kobiet (Idee społeczne w utworach Konopnickiej, „Krytyka” 1902, nr 10; Kwestia kobieca w poezjach Konopnickiej, tamże). Podobne zarzuty kierował wobec powieści Zoli, cyklu Ewangelie (Idealizm Zoli, „Prawda” 1901, nr 35) oraz Emancypantek Prusa, uznając, że ideałem w powieści są kobiety poświęcające się patriarchalnej rodzinie, zapominające o własnych ambicjach i potrzebach (Klasowość w „Emancypantkach” Prusa, „Przegląd Poznański” 1894, nr 21). Postaci samodzielne i świadome swych pragnień, będące motorem zmiany, Prus przedstawił w świetle negatywnym, jako egoistki niszczące społeczną tkankę. W tym sensie Prus nie przekroczył horyzontu drobnomieszczańskiego. W twórczości Marii Konopnickiej, która najlepiej zdaniem Kelles-Krauza uchwyciła istotę kapitalizmu, razi recenzenta pobrzmiewająca niekiedy „koturnowa deklamacja” i „rezonerstwo”, nieumiejętność trafienia we właściwy ton, co wynika z problemów reprezentacji społecznej: ze względu na ograniczoną perspektywę inteligencką Konopnicka „nie może stanąć na stanowisku ludu, na stanowisku klas pracujących – w czym może tkwi źródło jej dysonansów artystycznych” (Idee społeczne w utworach Konopnickiej). Krauz pisał również o dramatach Stanisława Wyspiańskiego – Wesele i Wyzwolenie, widząc w nich przenikliwą analizę niemocy politycznej i kulturowej, zarzucając jednak autorowi ograniczenie horyzontów do świata tradycyjnej historii szlacheckiej i poszlacheckiej, która nie dostrzega problemów rozwiniętego społeczeństwa kapitalistycznego (Judyta i Rachela, „Prawda” 1902, nr 4; Konrad czy Hamlet, „Prawda” 1903, nr 11–13).

Jako jeden z pierwszych krytyków rejestrował problem kultury masowej, ubolewając nie tyle nad upowszechnieniem złego smaku i panowaniem poślednich gustów, ile utrwaleniem konserwatywnych wzorców społecznych zachowań i wyobrażeń społecznych. W tym kontekście narzekał, że polski czytelnik masowy czyta głównie powieści Sienkiewicza, które są jednostronną, szlachecką idealizacją przeszłości, choć zarazem w powieści Quo vadis? dostrzegał zjawisko retrospekcji historycznej, a więc podkreślał, że pod maską wspólnoty pierwszego chrześcijaństwa należy dostrzec rysy idealnej wspólnoty społecznej, wolnej od społecznej alienacji i sprzeciwiającej się państwowej, imperialnej przemocy (Powieść rewolucyjna, „Naprzód” 1897, nr 1).

Dorobek krytycznoliteracki Kazimierza Kelles-Krauza nie jest bogaty. Lektura jego prac pozwala jednak poznać najlepsze dokonania wczesnej fazy rozwoju polskiej socjologii sztuki, wolne od dogmatyzmu i ideologicznych retuszy.</document>
<document nplp_id="12746" title="Kłokocki Stanisław" slug="klokocki-stanislaw">Tłumacz, ekonomista, literat, krytyk literacki. Kryptonimy: Kł…; S. Kł…; S.K.

Informacje biograficzne. Stanisław Kostka Kłokocki urodził się w 1763 r. w Syczykach k. Wołczyna w gub. mińskiej jako syn Jana Józefa Kłokockiego h. Nałęcz z Kłokocka (zm. 1793, starosty kołaczewskiego, posła województwa mińskiego, wojskiego i zarządcy dóbr Czartoryskich) oraz Joanny z Niezabytowskich. Miał brata Stefana Wincentego oraz siostry Elżbietę (po mężu Bykowską) i Eleonorę (po śmierci siostry wyszła za mąż za szwagra, Tadeusza Bykowskiego). Odebrał staranne wykształcenie w warszawskim pojezuickim Collegium Nobilium (1776–1778), opanował łacinę, niemiecki i francuski, co później wykorzystał w pracach przekładowych. Po ukończeniu szkół osiadł w rodzinnych Syczykach. Podobnie jak ojciec pozostawał w kręgu Czartoryskich. Pełnił w Warszawie funkcję naukowego pełnomocnika Puław, zajmował się też wydaniem Dziejów Albertrandiego. Nie przyjął propozycji objęcia katedry w Akademii Wileńskiej. Pracował w kancelarii Adama Kazimierza Czartoryskiego przy Komisji KEN, wizytował szkoły na Rusi i Litwie oraz uczestniczył w przygotowywaniu reform szkolnictwa, zasiadał w Komisji Oświecenia Publicznego w Warszawie pod przewodnictwem Stanisława Kostki Potockiego. Interesował się pedagogiką i ekonomią polityczną, wykazywał spore zdolności literackie. W 1794 r. został członkiem Komisji Porządkowej Brzesko-Litewskiej. Był związany z kręgiem artystyczno-literackim w Puławach, gdzie zaprzyjaźnił się m.in. z Andrzejem Horodyskim, Franciszkiem Dionizym Kniaźninem (autorem ody Do Stanisława Kłokockiego), Marcinem Matuszewiczem, Ludwikiem Kropińskim, pozostawał w kontakcie korespondencyjnym z Franciszkiem Karpińskim. Gromadził też puławskie zbiory biblioteczne i sprowadzał z zagranicy rzadkie druki. Bywał na dworze Czartoryskich w Puławach i Sieniawie (po 1812 r.). W 1814 r. wszedł do utworzonej przez Adama Jerzego Czartoryskiego Komisji Włościańskiej i Ludności Starozakonnej. Po 1814 r. wycofał się z działalności publicznej, zarządzał folwarkiem w Woskrzenicach (1817), z zainteresowaniem obserwował projekty nowoczesnej organizacji pracy w majątku Joachima Chreptowicza w Szczorszach. Młodzieńcze prace (oracje szkolne) i próby przekładowe publikował na łamach „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych”, współpracował krótko z „Nowym Pamiętnikiem Warszawskim” (1804) i „Dziennikiem Wileńskim” (1805–1806), a następnie z warszawskimi czasopismami naukowymi: „Pamiętnikiem Naukowym” (1819), „Astreą” (1821), „Pamiętnikiem Warszawskim Umiejętności Czystych i Stosowanych” (1829), „Pamiętnikiem Umiejętności Moralnych i Literatury” (1830), na łamach których zamieszczał przekłady artykułów z zakresu ekonomii, pedagogiki, nauk etycznych oraz poezji. Ceniono go za szerokie horyzonty intelektualne i opinie dotyczące literatury czy teatru, najczęściej wyrażane w korespondencji prywatnej. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, choć często przeszkadzały mu konserwatywne poglądy wielu uczestników narad oraz ramy organizacyjne Towarzystwa, czemu dawał wyraz w listach do Adama Jerzego Czartoryskiego. Dalsze losy Kłokockiego po upadku powstania listopadowego są nieznane (jego nazwisko pojawia się w 1831 r. na liście żyjących członków Towarzystwa). Data śmierci nie została dotąd odnotowana. W broszurze Bazylego Mochnackiego o poczynaniach pewnego Żyda, malwersanta, donosiciela i przestępcy, działającego w służbie rosyjskiej w Warszawie (B. Mochnacki, Sprawa Birnbauma, 1830), znajdujemy adnotację, że pisarz Kłokocki, mający informację w tej sprawie, już nie żyje. Mało prawdopodobne, że chodzi o Kłokockiego-tłumacza, o którym w tym samym czasie wydawca mówi, że nadsyła prace przekładowe „z wiejskiego ustronia swego” (F. Schiller, O wzniosłym, „Pamiętnik Umiejętności Moralnych i Literatury” 1830, t. 1).

Prace literackie i przekładowe. Stanisław Kłokocki był przede wszystkim sprawnym tłumaczem z języka niemieckiego i francuskiego. Drukował w czasopismach i wydaniach książkowych przekłady dzieł ekonomicznych i pokrewnych, m.in. Anne-Robert-Jacques’a Turgota, Benjamina Franklina, Adama Smitha, Ferdynanda Reutera. Opatrywał prace przekładowe wstępami i przypisami, w których omawiał zasady i tajniki tłumaczenia oraz własne stanowisko wobec przekładanych treści, np. we wstępie do Nauki odręcznej o rolnictwie Reutera wykazywał rezerwę obu – autora i tłumacza – do fizjokratyzmu. Wydaje się jednak, że Kłokocki nie hołdował określonej doktrynie ekonomicznej (przekładał także fizjokratów – Turgot), miał raczej ambicje, by przyswoić odbiorcy polskiemu stan wiedzy w dziedzinie ekonomii („uwiadomienie” od S.K. [S. Kłokockiego], wydawcy pracy Joachima Litawora Chreptowicza O prawie natury. Pismo oryginalne jednego z wspołziomków, 1814). Translacje artykułów z dziedziny nauk pedagogicznych i moralnych publikował w czasopismach warszawskich w l. 1821–1830. W tłumaczeniach prac ekonomicznych wprowadzał wiele nowych słów, kalk z języka francuskiego, co wówczas spotkało się z krytyką ze strony „zachowawczych” członków Warszawskiego Towarzystwa Naukowego (znane są krytyczne wypowiedzi na ten temat J.U. Niemcewicza i F. Skarbka), przetrwały one jednak próbę czasu i zadomowiły się w polszczyźnie, np. „kapitał”, „produkcja”, „rywal”, „konkurent”, „konsumpcja”, które po raz pierwszy na tak dużą skalę znalazły się właśnie w pracach Kłokockiego. W przestrzeni literackiej zasłynął przekładem powieści Jean-François Marmontela Inkasy, czyli zniszczenie państwa Peru (prwdr. t. 1–2, 1781), do którego namówił go Franciszek Dionizy Kniaźnin bądź Adam Kazimierz Czartoryski. Książkę wznawiano (1794, 1801), z zainteresowaniem przeczytał ją w korekcie Franciszek Karpiński, a potem w wersji drukowanej także młody Adam Mickiewicz; była to jedna z najpopularniejszych podówczas (obok utworów D. Defoe i J.F. Coopera) lektur młodzieży zainteresowanej awanturniczymi przygodami w egzotycznych krajach, propagujących przy tym szlachetne postawy bohaterów oraz wzorce moralne. Kłokockiemu przypisuje się też (T. Mikulski za K. Estreicherem) pierwszy kompletny polski przekład Podroży sentymentalnej przez Francję i Włochy Laurence’a Sterne’a (1817) dokonany z wersji francuskiej (wcześniej znane były tłumaczenia fragmentów oraz przekład z języka rosyjskiego). Autor przekładu, bez wątpienia najlepszego w tamtym czasie, nie ujawnił nazwiska (w grę wchodzi też z mniejszym prawdopodobieństwem autorstwo S. Kostki Potockiego). W „Pamiętniku Warszawskim Umiejętności Czystych i Stosowanych” (1829) Kłokocki opublikował w dziale filozoficznym m.in. obszerną część rozprawy O entuzjazmie Anny Luizy Herminii de Staël-Holstein, wpisując się w dyskusję, która toczyła się na łamach prasy warszawskiej z udziałem m.in. Maurycego Mochnackiego i Kazimierza Brodzińskiego. Na łamach „Pamiętnika Umiejętności Moralnych i Literatury” (1830), redagowanego przez Krystyna Lacha Szyrmę, na fali powszechnego już zainteresowania romantyzmem, Kłokocki sparafrazował raczej, niż przetłumaczył rozprawę Friedricha Schillera O wzniosłym oraz wyjątki z poezji lorda Byrona, a także obszerne fragmenty opowieści orientalnych dawnego poety perskiego Sadiego z Szirazu (całość przekładu pozostaje w rękopisie), ujawniając zainteresowanie nową literaturą i jej modnymi nurtami; odnajdujemy tam również fragmenty prozy Charles’a Pinota Duclosa O obyczajach, a szczegolniej Francuzow, dobrze korespondujące z żywą podówczas dysputą o charakterze narodowym. Sporo jego tłumaczeń nie ukazało się drukiem i nadal pozostaje w autografach, część z nich obok korespondencji znajduje się w krakowskiej Bibliotece Czartoryskich i podobnie jak jego listy do wielu adresatów przechowywane w Bibliotekach Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Umiejętności dotąd nie zostały jeszcze w pełni wyzyskane przez badaczy literatury.

Działalność krytyczna. Jako krytyk literacki Stanisław Kłokocki zasłynął doniosłą rozprawą, która odegrała pewną rolę w sporach o romantyczną poezję oraz utorowała drogę szerszemu u nas zainteresowaniu ważną w romantyzmie kategorią nieskończoności. Obszerny artykuł O idei i uczuciu nieskończoności („Pamiętnik Naukowy” 1819, t. 2), podpisany kryptonimem Kł…, niesłusznie był przypisywany Ignacemu Skarbkowi Kiełczewskiemu tudzież Józefowi Korzeniowskiemu (ostateczną atrybucję ustaliła G. Frydrychowicz, a potwierdził M. Stanisz). Krytyk objaśniał ideę nieskończoności jako „uczucie psychologiczne”, będące konsekwencją niepoznawalności świata, czyli Kantowskiej „rzeczy samej w sobie”. Podmiot ludzki jest zdolny poznawać jedynie zjawiska, fenomeny: „Jesteśmy więc i będziemy zawsze istotami skończonymi wśród nieskończoności. Idzie za tym, że znać będziemy istoty skończone i że nie poznamy nigdy nieskończoności, gdyż ten, który by ją poznał, sam byłby nieskończonym” (tamże). Podmiot zna więc swoje ograniczenia, ale mimo to, a może właśnie z tego powodu, rodzi się w nim pokusa, by zbliżyć się do nieznanego przez wyobraźnię, przez refleksje na temat potęgi natury, nostalgię, zachwyt wobec żywiołów, lęk, przeczucia. Człowiek podlega bowiem nie tylko władzy rozumu, który wobec nieskończoności jest bezradny, ale także „czułości”, niejasnym pragnieniom. Próby przybliżenia są niedoskonałe, pełne nieokreśloności; ponadto towarzyszy im szczególna aura – w duszy przepełnionej poczuciem nieskończoności trwoga na widok rozszalałego morza lub trwającej burzy nie jest ani bolesna, ani nieprzyjemna; pojawia się rozczulenie, które pomieszane z przytłumionym lękiem daje przyjemność, rozkosz. Wydaje się, że w ujęciu krytyka ta szczególna rozkosz kontemplowania żywiołów zbliża się znaczeniowo do pojęcia wzniosłości. Ciekawe u Kłokockiego jest myślenie natury antropologicznej, odnoszące się do początków kultury i religii. I sztuka, i wyobrażenia o Bogu, bogach rodzą się z potrzeby przybliżenia się do nieskończoności. Ruch myśli wiedzie przy tym w obie strony: nieskończoność, a właściwie uczucia jej towarzyszące zachęcają do tworzenia sztuki we wszystkich jej odmianach; już ukształtowane płody ludzkiego talentu, „osobliwie muzyka i poezja obudzają w duszy uczucie nieskończoności i jej winne część swych wdzięków, przeto połączyły się zawsze z religią” (tamże). Autor tej rozprawy nie był krytykiem literackim par excellence, tylko pośrednio brał udział w dyskursie estetycznym epoki przez staranny i nieprzypadkowy dobór publikowanych przekładów literackich, jak i własne zainteresowania filozoficzno-estetyczne.</document>
<document nplp_id="12747" title="Konarski Stanisław" slug="konarski-stanislaw">Członek zakonu Pijarów, publicysta, poeta, dramaturg, tłumacz, wydawca, pedagog, historyk, polityk. Pseudonimy i kryptonimy: Anonym Polonus; Iurium Patriotum; J.W.A.J.K.W.K.B.O.; Ks. Stanisław a S. Laurentio Scholarum Piarum; Nobilis Polonus; peroptime gnarus; Pewien Ziemianin; Prywatnie rezydujący w Gdańsku; S.K.S.P.; Stanislaus a S. Laurentio Scholarum Piarum; Stanislaus Hieronymus a S. Laurentio Scholarum Piarum.

Informacje biograficzne. Urodził się 30 IX 1700 w Żarczycach Większych (dziś: Dużych) w pow. chęcińskim, województwie sandomierskim, na chrzcie (18 X 1700 w Złotnikach) otrzymał imię Hieronim Franciszek. Był synem Jerzego, miecznika sandomierskiego, później kasztelana zawichojskiego (zm. 1700), i Heleny z Czermińskich. Miał dziesięcioro starszego rodzeństwa, dwóch jego braci zostało pijarami, jedna z sióstr – franciszkanką. Wcześnie osierocony, był wychowywany przez wuja Antoniego Czermińskiego. W l. 1709–1715 uczył się w kolegium pijarów w Piotrkowie. Po ukończeniu nauki wstąpił do zakonu, przyjmując imię Stanisław od św. Wawrzyńca. Nowicjat rozpoczął 27 VIII 1715 w Podolińcu na Spiszu należącym wówczas do Rzeczypospolitej. Od 1717 r. wykładał w tamtejszym kolegium składnię, od 1719 – poetykę, w 1720 r. rozpoczął studia filozoficzne i prowadził katechezę, w 1721 r. podjął obowiązki profesora retoryki. Następnie został skierowany do Warszawy, gdzie nadal wykładał retorykę (1722–1725). W 1725 r. z polecenia wuja Jana Tarły, biskupa poznańskiego, został wysłany na studia do Collegium Nazarenum w Rzymie kierowanego przez wybitnego uczonego Paolina Chelucci. Doskonalił znajomość literackiej łaciny, greki, matematyki, a w l. 1727–1729 był nauczycielem retoryki. W 1729 r. wyjechał z Rzymu kolejno do Francji (Paryż), Niemiec i Austrii, ucząc się języków, poznając funkcjonujące wówczas zakłady wychowawcze i szkoły rycerskie, osiągnięcia cywilizacyjne i naukowe. W 1730 r. powrócił do Polski i z inicjatywy Józefa Andrzeja Załuskiego zajął się przygotowaniem wydania pierwszych tomów Volumina legum (Ksiąg praw), czyli wszystkich konstytucji i ustaw sejmowych, które opracował na podstawie najstarszych przekazów, korzystając ze zbiorów braci Załuskich. Sześciotomowa publikacja, poprzedzona w pierwszym tomie wstępem Konarskiego, została wydana w l. 1732–1739. Świetny stylista, wybitny znawca prawa, zaangażował się w działania polityczne wspierające Stanisława Leszczyńskiego w jego staraniach o tron, poparł także Stanisława Poniatowskiego (ojca przyszłego króla), który zabiegał o buławę hetmańską. Pisał i publikował traktaty polityczne i „rozmowy”, wygłaszał mowy i kazania. W 1735 r. jako sekretarz uczestniczył w poselstwie Jerzego Ożarowskiego, oboźnego koronnego, który jechał do Francji w celu uzyskania pomocy dla wygnanego króla Stanisława Leszczyńskiego. Wobec fiaska starań powrócił do kraju, porządkował jeszcze sprawy polityczne stronników Leszczyńskiego, a następnie podjął obowiązki dydaktyczne w pijarskich placówkach w Krakowie i Rzeszowie. Był wizytatorem, a w 1739 r. został pierwszym asystentem prowincji. W l. 1738–1741 przeprowadził obronę pijarskiego kolegium w Wilnie, które jezuici starali się doprowadzić do likwidacji – działanie nie przyniosło spodziewanych rezultatów, choć pijarski internat udało się ocalić. W 1740 r. za zgodą władz zakonnych utworzył nowe pijarskie Collegium Nobilium w Warszawie przeznaczone dla dzieci społecznej elity – było ono zarazem punktem wyjścia reformy całego szkolnictwa pijarskiego w Rzeczypospolitej. Równolegle Konarski rozpoczął prace programowe. W 1741 r. ukazał się łaciński traktat De emendandis eloquentiae vitiis (O poprawie wad wymowy) zawierający postulat poprawy języka, którym posługiwali się absolwenci pijarskich szkół. Jego starszy brat Ignacy (1697–1777) został prowincjałem polskiej prowincji pijarów, co pozwoliło na mocne wsparcie działalności reformatorskiej Stanisława Konarskiego. Podobnego wsparcia udzielał również drugi z braci – Antoni (1694–1778) – oraz inny wybitny duchowny tego pokolenia, misjonarz Hiacynt (Jacek) Śliwicki CM (1705–1774). W 1744 r. nowy prowincjał Walenty Kamieński sprzeciwiał się wszelkim przekształceniom. Po kolejnej zmianie prowincjała w 1750 r. Konarski mógł powrócić do szeroko zakrojonej reformy, a 15 VIII 1753 kapituła prowincji na zjeździe w Łowiczu zatwierdziła Ordynacje wizytacji apostolskiej dla polskiej prowincji Szkół Pobożnych, co otworzyło drogę do gruntownej reformy pijarskiego szkolnictwa. W 1747 r. był w Lunéville u Stanisława Leszczyńskiego, a potem w Wersalu, w 1749, 1752 i 1754 r. – w Rzymie. Wówczas został członkiem Akademii Arkadyjskiej.

Nowy gmach Collegium Nobilium otwarto w 1754 r., Konarski pozostał na stanowisku rektora do 1756 r. Po sejmie 1767/1768 r. i porwaniu senatorów przez rosyjskiego ambasadora Repnina Konarski ukrywał się przez pewien czas w Białymstoku. Podczas konfederacji barskiej stanął po stronie króla. W ostatnich latach życia poważnie chorował. Zmarł 3 VIII 1773 w Warszawie.

Działalność polityczna i pisarska. Jeszcze u schyłku lat 40. Konarski rozpoczął prace nad traktatem poświęconym najpoważniejszym problemom politycznym kraju – O skutecznym rad sposobie albo O utrzymywaniu ordynaryjnych sejmow (cz. 1–2 powst. do 1752 r., ukazała się drukiem w 1761 r., całość – do 1763 r.). Większość propozycji pijara prowadziła do norm stanowiących podstawy nowoczesnego parlamentaryzmu. Traktat odegrał znaczącą rolę w ukształtowaniu idei reformatorskich, które w całej pełni ujawniły się w związku z elekcją stolnika litewskiego Stanisława Antoniego Poniatowskiego na króla Polski. Wyrazem uznania dla działań i publikacji było w 1765 r. wręczenie mu przez króla medalu z napisem Sapere auso, cytatem z Listu I Horacego. W następnych latach pijar angażował się w inicjatywy królewskie, pisał artykuły do „Monitora”, a w l. 1764–1765 po raz ostatni pełnił funkcję rektora Collegium Nobilium. Systematycznie honorował króla łacińskimi wierszami, podejmując kwestie reformy rządu, sejmu i senatu, prawa i edukacji. Łacińskie wiersze religijne opublikował jako Opera lyrica (1767). W tym samym roku ogłosił podręcznik retoryki De arte bene cogitandi ad artem dicendi bene necessaria (O sztuce dobrego myślenia koniecznej dla sztuki dobrej wymowy, 1767) – rozwinięcie rozprawy sprzed ćwierćwiecza De emendandis eloquentiae vitiis. Nowa publikacja miała służyć nauce „dobrego mówienia”, ugruntowanej na znajomości takich dyscyplin, jak geografia, historia, prawo i polityka.

W 1769 r. opublikował traktat O religii poczciwych ludzi będący polemiką z deizmem. Gwałtowna krytyka rozprawy pod zarzutem błędów doktrynalnych ze strony Angelo Marii Duriniego, nuncjusza apostolskiego w Polsce, spowodowała, że autor opracował i opublikował poszerzoną wersję łacińską De religione honestorum hominum (1771). Po procesie przed Świętym Oficjum Konarskiemu zlecono dokładną korektę oraz przygotowanie poprawionych wydań w języku łacińskim i polskim. Klemens XIV przyjął wersje poprawione i oczyścił pijara z zarzutów. Wkrótce ukazała się łacińska wersja poprawionego traktatu, polska nie ukazała się nigdy.

Konarski był jednym z najważniejszych twórców polskiego oświecenia i współtwórcą tej formacji kulturowej. Jego działalność pedagogiczna, polityczna i pisarska wywarła wpływ na szlachecką mentalność w epoce, proponowane przez niego zmiany oddziałały na całe szkolnictwo zakonne, a w rezultacie całe szkolnictwo Rzeczypospolitej. Działania Komisji Edukacji Narodowej, powołanej wkrótce po śmierci pijara, w znacznej mierze szły wyznaczonymi przez niego drogami.

Rola sprawnego myślenia i wymowy w życiu publicznym. Jedną z myśli przewodnich działalności i pisarstwa Stanisława Konarskiego, sformułowanych już w pierwszej z łacińskich rozpraw nawołujących do poprawy wymowy, było połączenie reformy ustroju politycznego i edukacji. Od tego, jak myślą, mówią i piszą przedstawiciele jedynego stanu mającego w Rzeczypospolitej pełnię praw, zależała jakość życia politycznego i publicznego. Istotną rolę miały wątki związane z myśleniem i wymową, językiem poezji i prozy, tragedią jako gatunkiem literackim, funkcją teatru, tradycjami literackimi i europejskim procesem modernizacyjnym, który decydował o charakterze oświeceniowych przemian. „On pierwszy w kraju pochodnią zaświecił, / wygnał nadęte czczym wiatrem straszydło, / polor attycki, rzymską jasność wzniecił, / dał nowe czystej wymowy prawidło. // On, Horacego lutni piastun miły” (Na śmierć Stanisława Konarskiego żal przyjacielski Wojciecha Jakubowskiego, gen[erała] brygadiera w wojsku francuskim, w. 13–17).

Poglądy krytyczno- i teoretycznoliterackie. Konarski sformułował je przede wszystkim w Ordynacjach wizytacji apostolskiej. Część tego dzieła została przygotowana przez jego współpracowników (C. Komorowskiego, F. Mąkolskiego, A. Orłowskiego, A. Wiśniewskiego i in.). Choć Ordynacje to dzieło zbiorowe, można je jednak traktować jako wyraz przekonań i postulatów Konarskiego i środowiska, które formowało się i działało pod wpływem wielkiego pijara. Podobne lub te same kwestie poruszał też w łacińskich traktatach poświęconych myśleniu, wymowie – De emendandis eloquentiae vitiis i De arte bene cogitandi ad artem dicendi bene necessaria. Zwyczajem epoki podobne uwagi zamieścił także w przedmowie do tragedii Otto będącej adaptacją dramatu Pierre’a Corneille’a.

Jasność i czytelność przekazu słownego była dla Konarskiego podstawową wartością, zależało mu przede wszystkim na kształceniu obywateli potrafiących się sprawnie wypowiadać w najważniejszych dla kraju sprawach, dlatego nacisk został położony na kształcenie w zakresie prozy. Umiejętność pisania wierszem była o tyle istotna, o ile służyła płynnej opowieści: „A zatem od pierwszego dnia nauki w klasie uczniowie mają pisać ćwiczenia stylistyczne, poczynając od bajek. Styl ich powinien być prosty i zastosowany do treści, a rozmiar niewielki. Tę lub ową bajkę mogą nawet za zgodą nauczyciela ułożyć wierszem. Za wzór niech służą bajki Ezopa, Fedrusa lub polskie Jabłonowskiego, wojewody ruskiego. Szczególnie zaś polecenia godne są znakomite bajki Lafontaine’a. Po dziesięciu wypracowaniach z zakresu bajek następują opowiadania poważniejszych, a krótkich historyjek lub zdarzeń, bez niepotrzebnych upiększeń, zbytecznych występów, szczegółów i wtrącanych epizodów. […] Należy też dbać o ścisłe, staranne, jędrne przedstawienie rzeczy. Łacina ma być dobra, sposób wyrażania się prosty, naturalny i jasny, daleki od pospolitości i prostactwa. Dobrym zakończeniem takiego opowiadania będzie zachęcanie do jakiejś cnoty uwidocznionej w treści, wykazanie sensu moralnego lub obrzydzanie występków. Piętnaste opowiadanie może być ułożone wierszem. […] Co czwarte opowiadanie powinno być napisane po polsku” (Ordynacje).

Jak pisała Teresa Kostkiewiczowa: „Postulowany przez Konarskiego sposób publicznego posługiwania się słowem zaważył również na przekonaniach odnoszących się do literatury. Po pierwsze – program ten wskazywał na istnienie prawideł obiektywnego, ponadindywidualnego rozumu, reguł logicznego myślenia, które winny stać się podstawą tworzenia i oceny wypowiedzi językowej. Po drugie – utwierdzał przekonanie o potrzebie ideału stylistycznego, zasadzającego się na jasności i prostocie jako tekstowych ekwiwalentach procesów myślowych przebiegających zgodnie z ponadindywidualnymi normami. Po trzecie – usankcjonował posługiwanie się jednostkowym tekstem przede wszystkim jako przykładem określonego typu rozwiązań kompozycyjnych i stylistycznych. Po czwarte – ugruntował opinię o niezbędności traktowania wypowiedzi językowej jako faktu społecznego, który winien być analizowany i oceniany przede wszystkim z punktu widzenia skutków, jakie zdolny jest spowodować w życiu publicznym”.

Język. Stanisław Konarski pisał głównie po łacinie. W tym języku powstały najważniejsze traktaty pijara przełamujące dotychczasową stylistykę późnego baroku, dość powszechną jeszcze w czasach saskich, a także utwory poetyckie. Jego język był wzorowany na łacinie klasycznej – klarowny, zrozumiały, ugruntowany na znajomości utworów najwybitniejszych pisarzy rzymskiego antyku, a dzięki temu – piękny. Kiedy przekonywał do walorów zreformowanego kształcenia, myślał (oraz pisał) przede wszystkim o kształceniu w języku łacińskim. Jednakże normy stylistyki łacińskiej miały obowiązywać również w polszczyźnie, a wśród wzorów literackich, choć dominowały wzorce antyczne i francuskie, znajdowały się też polskie. Łacina Cycerona, Horacego i Kwintyliana oddziaływała także na uczniów piszących w języku polskim. Jest swoistym paradoksem, że postulaty dotyczące polszczyzny Konarski niejednokrotnie formułował w języku Cycerona: „[…] wydoskonalenie [języka polskiego] powinno być jedną z pierwszych naszych trosk” (De arte bene cogitandi, t. 2). Stopniowo, w następnych latach kształcenia polszczyzna wchodziła jako pełnoprawny język nauki powiązany z problematyką podejmowanych spraw. Te o charakterze ogólnym uczniowie opisywali po łacinie, tematykę krajową podejmowali po polsku.

Wzory literackie. W pracach pedagogicznych Konarski nieustannie odsyłał do najlepszych wzorów: starożytnych i nowożytnych, obcych i polskich. Lista nazwisk twórców i tytułów ich dzieł jest długa, łącznie tworzą ramy zalecanego kanonu dzieł o podobnych wartościach literackich, poznawczych i moralnych, ich najważniejszą funkcją była jednak rola wzoru językowego. Miały one wartość ogólnych wskazówek pozwalających nauczycielowi dokonać stosownego wyboru w zależności od przygotowania uczniów, tematyki lekcji, wcześniejszych lektur zadawanych w tej klasie itp. – z czasów antycznych byli to: Horacy, Tristia Owidiusza, Eneida Wergiliusza, Epigramaty Marcjalisa, Juwenalis i Seneka, dalej Cyceron, Tacyt, Juliusz Cezar, Salustiusz, Liwiusz, bajkopisarze Ezop i Fedrus, a także Listy Pliniusza Młodszego i Żywoty równoległe Plutarcha; z nowożytnych Erazm z Rotterdamu, z francuskiego bajki Jeana Lafontaine’a, Blaise Pascal, François Fénelon i Moliere; z polskiego historycy: Marcin Bielski i Maciej Stryjkowski, Dzieje w Koronie Polskiej Łukasza Górnickiego, utwory Kochanowskiego (zapewne Jana lub Piotra, tłumacza Jerozolimy wyzwolonej T. Tassa), kazania Piotra Skargi, dzieła Kaspra Twardowskiego, Argenida Wacława Potockiego, bajki Jana Stanisława Jabłonowskiego. Do tego podręczniki i słowniki mitologiczne, podręczniki poetyki, Polityka Justusa Lipsjusza, nowożytne prace z zakresu teologii, historii i polityki itp.

„Ordynacje wizytacji apostolskiej…” Konarski zreferował w nich najważniejsze propozycje przedstawiane wcześniej, a potem także kontynuowane w łacińskich traktatach. Ordynacje miały charakter programowy, były podobnie ogólne w wyznaczaniu norm kształcenia, jak i podobnie szczegółowe co do zakresu oczekiwanych od absolwenta umiejętności i rozpisania kolejnych etapów nauki. Retoryka jest przede wszystkim szkołą samodzielności myślenia, a dopiero w konsekwencji – wypowiadania się. Kształcenie w zakresie poetyki, rozumianej jako część retoryki, jest niezbędne dla zapewnienia uczniom podstawowego zasobu wiedzy o gatunkach literackich, figurach stylistycznych. Przykłady z literatury antycznej lub nowożytnej pozwolą uczniom odczuć żywość gatunków, ale dopiero wyobraźnia ucznia nadaje sens tej pracy i umożliwia pisanie utworów lirycznych. Konarski nie przywiązywał jednak do nich wielkiego znaczenia. „Bądźmy oszczędni w teorii, odwołujmy się wciąż do praktyki i nie skąpmy przykładów” (Ordynacje). Utwory pisane przez uczniów powinny być niewielkie, styl odpowiedni do treści (klasyczne decorum) i możliwie prosty. Do walorów stylu należy naturalność – każda wypowiedź powinna być oszczędna, zwięzła, przedstawiona przejrzyście i zrozumiale. Konarski wskazywał także konieczność podejmowania tematów ważnych i pożytecznych: „[…] wartość prawdy, cierpliwości, szczodrobliwości, umiarkowania, sprawiedliwości, wdzięczności, pobożności, posłuszeństwa, roztropności, oszczędności, miłości ojczyzny, sławy wojennej, wierności panującemu i Rzeczypospolitej – i tysiąca innych cnót” (tamże). Podkreślał konieczność przygotowania uczniów do życia społecznego – uczenia się pisania listów na tematy poważne i aktualne, związanych z życiem publicznym, dostosowanych do potrzeb stanu społecznego uczniów. Najwyższą doskonałością wymowy jest jej naturalna prostota i stylistyczna jednorodność, stąd przestrogi przed ozdobnością, mieszaniem stylów i form, przeplataniem polszczyzny łaciną itp. Zadaniem retoryki jest porządkowanie toku myśli i ujmowanie go w rygory podstawowych zasad wypowiedzi. Funkcją tak ukształtowanego języka jest jednak jego oddziaływanie społeczne i polityczne, istotne w kraju, w którym szlachecki parlamentaryzm oparty na perswazji powinien decydować o najważniejszych kierunkach zmian.

Wymowa antyczna. Cyceron i Kwintylian byli dla Konarskiego wzorami mówców, Horacy i Wergiliusz – poetów, Juliusz Cezar i Sallustiusz – historyków. Mitologia – traktowana jako swoisty komentarz do praktyk retorycznych – była niezbędna dla procesu rozumienia dawnych autorów. Przywrócenie antycznych wzorów miało walor przewartościowania praktyk literackich epoki saskiej. Konarski pisał w sposób sentencjonalny, unikał nadmiernego stosowania się do reguł. Klucz do zrozumienia przepisów wprowadzanych przez pijara stanowiło nie pamięciowe przyswojenie reguł, była to analiza przytoczonych przez niego przykładów. Przygotowywane przez autora lub – najczęściej – zaczerpnięte z literatury antycznej, same w sobie wprowadzały odpowiedni styl, przejrzystość wypowiedzi, stając się wzorem języka literackiego.

Książka. Termin „książka” w pismach Konarskiego miał różne znaczenia: książki jako takiej (papierowego nośnika tekstu), utworu literackiego, szkolnej lektury itp. Książki powinny były nieustannie towarzyszyć zarówno profesorom, jak i uczniom. Podręczników było zbyt mało na krajowym rynku i w bibliotekach. Kupowanie i czytanie książek powinno należeć do najtrwalszych przyzwyczajeń wynoszonych z zakonnych kolegiów. Ich lektura jest najważniejszym aktem poznawczym i czynnością kształcącą – nawet gdyby szkolne kształcenie ograniczało się do czytania utworu literackiego czy tekstu o charakterze historycznym i objaśnień nauczyciela, zadanie szkoły zostałoby spełnione (była to zresztą podstawowa strategia edukacyjna epoki). Książki są wartością powszechną, należy dbać o przekłady ważnych europejskich utworów literackich (dawnych i współczesnych) na jeden z dwóch języków Rzeczypospolitej – łacinę lub polski. Jeśli chodzi o tematykę, Konarski zalecał czytanie przede wszystkim utworów religijnych, a następnie historycznych (historia – nauczycielką życia), politycznych, wreszcie literackich. Lektura prac historycznych ma przede wszystkim cel moralny: pobudza do wyboru wartości lub zohydza zło. Nauczyciel sam dobierał odpowiednie utwory, przestrzegając jedynie wymogu stopniowania ich trudności, unikając powtarzania tych samych dzieł i dobierając książki interesujące (nauka nie mogła być nudna!). Kontakt z książką i jej przekazem powinien nastąpić jak najwcześniej – co było wyraźną sugestią, że z odpowiednimi do wieku utworami należy zapoznawać przyszłych uczniów już we wczesnym dzieciństwie.

Panegiryk. Konarski starał się przewartościować tradycję sążnistych panegiryków pisanych u schyłku XVII w. i w czasach saskich z przyczyn ekonomicznych, społecznych i politycznych, ugruntowanych późnobarokową estetyką, a będących rozpowszechnioną formą kultury szlacheckiej tego czasu. Wyśmiewał fantastyczną argumentację, napuszony styl, bezmyślną okazjonalność (powodem pisania stawało się każde wydarzenie rodzinne osób znaczących) i wskazywał, że połączenie tych cech stawało się źródłem śmieszności i absurdu. Jakaś forma panegiryzmu była jednak nieodłączną cechą ówczesnego układu społecznego, zresztą i Konarski pisywał tego rodzaju utwory. Nie odrzucał chwalenia przez konwiktorów znanych postaci życia publicznego – musiało być ono jednak wsparte rzeczową argumentacją i taktownie powściągliwe, a chwalony rzeczywiście musiał zasłużyć na wyróżnienie takim utworem. Pochwały króla lub innych osób z elity społecznej, pisane i ogłaszane drukiem przez pijara, zatem podawane do wiadomości publicznej, służyły promowaniu określonych wartości i bliższe były tradycji parenetycznej niż modzie na panegiryki (J. Wójcicki).

Tragedia. Dla użytku scen zakonnych Konarski dokonał adaptacji i przełożył na język polski tragedię Pierre’a Corneille’a Otto (1744), a przy współpracy Augustyna Orłowskiego SP także kilka następnych tragedii francuskich: Polieukta Corneille’a, Atalię i Esterę Jeana Racine’a, Zairę i Alzyrę Voltaire’a. W pełni autorskim dziełem był jedynie Epaminondas (1756). Wspólną cechą tych dramatów było łączenie ze sobą dawnych (także antycznych) historii i aktualnych problemów polskiej współczesności, akcentowanie wymiaru religijnego i moralnego, konfliktu racji politycznych, napięcia między interesem jednostki a dobrem ogółu (PSB), co nadawało spektaklom charakter wychowawczy, zgodny z oczekiwaniami profesorów kolegiów zakonnych. Wybór Ottona (drugie polskie przedstawienie utworu Corneille’a po Cydzie w kongenialnym przekładzie J.A. Morsztyna wystawionym w Zamościu w 1660 i Warszawie w 1662 r.) wskazywał „na francuski klasycyzm jako ważne źródło repertuaru dla […] sceny szkolnej” (R. Dąbrowski). Teatr konwiktowy był jedyną instytucją, która w XVI–XVIII w. utrzymywała tragedię humanistyczną w kręgu zainteresowań szlacheckiej społeczności Rzeczypospolitej (D. Ratajczakowa), choć w teatrach konwiktowych tragizm był raczej kategorią dydaktyczną niż estetyczną (J. Pawłowiczowa). Konarski wprowadził tragedię jako „najodpowiedniejszą formę dramatu politycznego” (S. Pietraszko), był w tym też zamysł estetyczny, czyli obrona tragedii jako ważnego gatunku literackiego. Polski Otto nie miał tych walorów stylu, co Corneille’owski pierwowzór, został przełożony (napisany) „językiem bliższym mowie potocznej”, dosadniejszym i żywszym (R. Dąbrowski). W przedmowie do tragedii, także będącej odpowiednio zmodyfikowanym wstępem Corneille’a, Konarski tłumaczy powody wprowadzenia na scenę teatru zakonnego postaci kobiecych („osób białogłowskich”), wbrew dotychczasowej praktyce polskich teatrów konwiktowych, twórczą wolnością poety i jego rozsądkiem w ocenie rzeczywistości. Ponadto zwraca uwagę, że obecność „sentymentów” związanych z przedstawianiem ról kobiecych na scenie może prowadzić jedynie do podziwu dla postaw pożądanych („cnotliwe i wspaniałe”) albo do krytyki postaw niespełniających norm moralnych. Obecność ról kobiecych ma zatem pośrednio również charakter formacyjny (Otto, s. [IV]). Ostatnim problemem poruszonym przez Konarskiego była ocena własnego wiersza w przekładzie Corneille’a. Trzynastozgłoskowiec użyty zarówno w tragedii Otto, jak i w późniejszym Epaminondasie powinien spełniać oczekiwania znawców literatury antycznej i francuskiego klasycyzmu XVII i XVIII w., Konarski nie był jednak zadowolony z jakości estetycznej utworu, przedkładając wartość moralną przedstawianej opowieści nad doskonałość polskiego wiersza. Krytyczna ocena dramatów pijara pojawia się często w literaturze przedmiotu. Jak pisał Wacław Kloss, wydawca Tragedii Epaminondy: „[…] zapominać nie należy, że pisząc ją [tragedię], Konarski służyć chciał nie sztuce, lecz sztuką” (1923). W przedmowie do przekładu tragedii Pierre’a Corneille’a Otto Konarski „uznaje autorytet publiczności jako uprawnionego krytyka dzieła” (T. Kostkiewiczowa). Odmawia jednak indywidualnym sądom krytycznym prawa do bezwarunkowej prawdziwości i reprezentowania powszechnych opinii – publiczność z natury rzeczy jest zbiorowością, a każdy z krytyków wypowiada się wyłącznie we własnym imieniu.

Przekład i adaptacja. Tragedia Otto, poprzedzona niewielką przedmową Konarskiego („Argument”), pokazuje także jego zapatrywania na kwestię tłumaczenia i jasne rozgraniczenie między adaptacją a przekładem: „Tragedia ta jest z Piotra Kornelego, wielkiego francuskiego poety – tragedia, z części piątej wzięta, w wielu scenach odciętych, w wielu nowych przydanych i w wielu sentymentach odmieniona. Akt piąty prawie cały inszy. Więc ta tragedia po części jest tłumaczenie, po części – imitacja. Nie żeby co lepszego nad Kornelego mógł kto napisać, ale dla inszych racji tak sobie pozwolono. Ta przestroga dla tych łaskawych czytelników niech służy, którzy Ottona w Kornelim czytali” (Otto, s. [IV]). Inne „racje” oznaczały oczywiście zaakcentowanie problemów moralnych przez pijara. Praktyka translacyjna Konarskiego wskazywała jednak na dość swobodne oscylowanie między obiema strategiami: przekładem i imitacją, co prowadziło do uzyskania jasności przebiegu akcji tragedii i silniejszego niż u Corneille’a powiązania scen (M. Bajer).

Propozycje Konarskiego miały przede wszystkim wspomagać edukację, prowadziły do zasadniczych zmian w sposobie formułowania wypowiedzi pisemnej i ustnej, jasności sądów i przedstawienia toku rozumowania, adekwatności wypowiedzi do rzeczywistości społecznej i politycznej – aktualności wszelkich form mówionych i pisanych. Nie byłoby to możliwe z jednej strony, bez przywrócenia najdoskonalszych wzorów literackich i stylistycznych antyku oraz wzorcowych dokonań francuskiego klasycyzmu XVII w., z drugiej – bez tworzenia wzorowanej na nich polszczyzny.</document>
<document nplp_id="12748" title="Kosiakiewicz Wincenty Wojciech" slug="kosiakiewicz-wincenty-wojciech">Dramatopisarz, prozaik, poeta, publicysta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: A.P.; A. Pawłowski; Adam Wierzynek; Alb. Pawłowski; Albin Pawłowski; B. Młodywuł; Dr Voks; Ed. Biały; Franciszek Skrobański; Gr.; Gros; K-z; K-Z; Kals; Kos; Kosjak Wincenty; Młody wuł; Pertipł; Przygodny; Słowny; Stabilis; Vars; Varsoviensis; Vincent Kosyak; Voks; W.; wk; WK; w.k.; W.K.; W. K-cz.; W. Ko.; W. Kos.; W. Kosiak.; W. Kosiak...; Walenty; Wicek z War­szawy; Win. Kos; Wuk.

Informacje biograficzne. Wincenty Wojciech Kosiakiewicz urodził się 21 I 1863 w Warsza­wie jako syn Mateusza i Antoniny z Kosińskich (nazwisko matki w aktach chrztu kolejnych dzieci przybierało różne formy: Kasińska, Kaszyńska, Kuczyńska). Rodzina była niezamożna, ojciec Wincentego pełnił funkcję „oficjalisty policyjnego”, potem rewirowego. Status materialny ograniczał możliwości edukacyjne przyszłego pisarza ‒ choć początkowo uczył się w III Gimnazjum Miejskim, edukację kończył w technicznej szkole kolejowej. W 1878 r. zo­stał dozorcą tunelu przy budowie linii kolejowej Dąbrowa Górnicza-Dęblin. W tym czasie podjął pierwsze próby literackie ‒ zadebiutował w teatrzyku letnim „Sellina” (w Łodzi) jed­noaktówką Biboszewski (1885). W 1889 r. porzucił pracę na kolei i powrócił do Warszawy, utrzymywał się z pracy dziennikarskiej i pisywał sztuki dla teatrów ogródkowych. W l. 1890­‒1893 przebywał za granicą, zwiedził Włochy, Grecję, Turcję, Anglię, Francję i Szwajcarię. Był wolnym słuchaczem uniwersytetów w Zurychu (medycyna i socjologia) i na Sorbonie (matematyka i filozofia). Z pobytem w Paryżu wiąże się zwrot Kosińskiego w kierunku re­ligii (myślał nawet o wstąpieniu do zakonu). Nad Sekwanę powrócił w l. 1895‒1897, został wtedy paryskim korespondentem petersburskiego „Kraju”. Następnie krótko mieszkał w Petersburgu, potem w Warszawie i w Milanówku. Pracował w polskiej redakcji „Kraju”. W 1898 r. (wraz z L. Straszewiczem) założył pismo „Kurier Polski”, współpracował też z kon­serwatywnym „Słowem” i ze „Światem” oraz z prasą galicyjską (z pismami: „Czas”, „Gazeta Narodowa” i „Gazeta Lwowska”). Kosiakiewicz założył w tym czasie także Szkołę Dzienni­karską, której był dyrektorem. Pod koniec 1905 r. wstąpił do ugodowego Stronnictwa Polity­ki Realnej. W 1910 r. jego pięcioaktowa tragedia Dzwonnik została wyróżniona w konkursie im. Juliusza Słowackiego. W l. 1913‒1915 był redaktorem serii wydawniczej „Biblioteka Kon­serwatysty”. W 1918 r. został wiceprezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich. W powołanym przez Radę Regencyjną rządzie Jana Kantego Steczkowskiego pełnił funkcję starszego referenta w ministerium ochrony pracy. Zmarł 16 XI 1918 w Warszawie ‒ był ofiarą epidemii grypy „hiszpanki”. Nabożeństwo żałobne odprawiono w kościele św. Krzyża w War­szawie (w tej samej świątyni został ochrzczony).

Kręgi twórczości. Kosiakiewicz jest autorem kilkudziesięciu nowel, dziewięciu dramatów, to­miku wierszy i 17 powieści. Spośród młodzieńczych utworów szczególnym uznaniem cieszy­ła się Literatura mojej żony (1886) porównywana z Kamizelką Bolesława Prusa. Kosiakiewicz pisarz jest (by tak rzec) dłużnikiem Kosiakiewicza dziennikarza. Interesują go środowiska i tematy, które znał z autopsji: świat warszawskiego proletariatu i drobnomieszczaństwa; hi­storie pracowników kolejowych z prowincji, historie związane z życiem prowincjonalnych trup teatralnych i dostarczających im utworów dramaturgów; stosunki wiejskie. Osobną gru­pę stanowią utwory, których przedmiotem jest świat dziecięcej codzienności.

Kosiakiewicz był też znanym popularyzatorem wiedzy i publicystą politycznym. Na ła­mach wymienionych pism propagował ideę skrajnej ugody z zaborcą. Był zajadłym prze­ciwnikiem rewolucji 1905‒1907, a także ruchów robotniczych. Swoje idee opisał w bro­szurze Idea konserwatywna. Wydanie nieostateczne (1913). Znajdujemy tam wypowiedź o demokracji: „W umysłach ludzi myślących ruina pojęć i haseł demokratycznych jest kom­pletna. W umysłach ludzi mniej samodzielnie i mniej jasno myślących doktryna demokra­tyczna utrzymuje się za cenę niekonsekwencji i sprzeczności, głównie zaś za cenę skanda­licznej niezgody terminów z pojęciami i realnościami” (tamże). W czasie I wojny światowej zmienił postawę z prorosyjskiej na postawę niepodległościową i poparł Józefa Piłsudskiego. Po wyzwoleniu optował za utworzeniem stronnictwa katolickiego. Pisywał felietony i kroni­ki na wszelkie aktualne tematy. Jest też autorem przekładów, m.in. dzieł kardynała Desire-Josepha Merciera. Dokonał również tłumaczenia trzech dzieł Williama Jamesa: Czy warto żyć? (1901), W obronie wiary (1901) i Probierz prawdy (1911).

Działalność dziennikarska. Postawę dziennikarza Kosiakiewicz określał mianem aktualizmu i encyklopedyzmu, starał się kierować tymi zasadami nie tylko w działalności felie­tonisty, ale także w krytyce i w teorii sztuki dziennikarskiej. Swoje przekonania dotyczące wartości i cech prasy zawarł w broszurze Prasa jako organ życia publicznego. Trzy wykła­dy wypowiedziane 25, 26 i 27 stycznia 1917 na niższych kursach administracyjnych (1917). Stwierdzał np., że w starożytnym Rzymie nie mogła powstać prasa, bo nie powstała wtedy główna idea, jaką jest: „[...] wolność. Nowożytna wolność. Wolność, która z nowożytnej opi­nii publicznej robi tak potężny organ wpływu, wychowania i postępu”. Pojęcie wolności pra­sy jest dla Kosiakiewicza nadrzędnym probierzem jej wartości. Krytykuje cenzurę nie tylko z powodów ograniczania wolności, ale też i praktycznych ‒ brak wolnej prasy skutkuje po­wstaniem druków niejawnych, które w większym stopniu podkopują władzę. Omawiając hi­storię prasy francuskiej i angielskiej, w sposób zawoalowany wskazuje, że stanowią one wzór dziennikarskiego działania. Choć był krytykowany za skłonność do zajmowania się sensacja­mi i sprawami błahymi, w swych wykładach podkreślał, że właściwość ta jest przyczyną obni­żenia się poziomu gazet. Propagował ideę tworzenia szkół dziennikarskich. Polityczne prze­konania Kosiakiewicza najlepiej definiuje fraza: „Ostateczne zwycięstwo prasy odbyło się bez rewolucji. To zasada narodowości dokonała spojenia narodu z państwem, ustaliła charakter nowożytnego społeczeństwa. Żadna inna zasadnie tego dokonać nie była w stanie: ani zasa­da religijna, ani zasada przemocy dzikiej czy oświeconej, ani zasada praw człowieka, ani za­sada demokratyczna” (tamże). Swoje rozważania dotyczące prasy i jej roli kontynuuje Kosia­kiewicz w Szkole dziennikarskiej (1917). Broszura ta miała służyć jako materiał dydaktyczny dla założonej przez jej autora szkoły dziennikarskiej. Jednocześnie publikacja ma charakter reklamowy ‒ dlatego punktem wyjścia jest promocja szkoły i idei kształcenia dziennikarzy w ogóle. Pochwałom dla prasy angielskiej, niemieckiej i francuskiej towarzyszy negatywna ocena gazet rodzimych. Interesujące jest wyliczenie funkcji dziennikarstwa. Pierwszą ma być wedle Kosiakiewicza funkcja „wychowawcy narodu”. Drugą ‒ bycie nośnikiem „oświaty i demokratyzmu” (tamże). Trzecią ‒ kształcenie moralne. Stąd konieczność wykształcenia kadr, które mogą sprostać temu zadaniu. Przeciwników tej idei Kosiakiewicz nie oszczędza: „Nie należy się [...] dziwić ludziom, umysłowo mniej bystrym, którzy nie tylko Szkoły Dzienni­karskiej, ale w ogóle i funkcji dziennikarskiej nie dostrzegają” (tamże). Kosiakiewicz zgłasza przy tym postulat rzetelnego opracowania teorii prasy. W opisywanej Szkole Dziennikarskiej twórca przewidział dwie katedry: Historii i teorii prasy, którą miałby objąć i połączyć wykła­dy z ćwiczeniami z praktyki dziennikarskiej (co wypełniłoby postulaty łączenia ze sobą teo­rii i praktyki), oraz Organizacji redakcyjnej i wydawniczej. Zatem w programie miały być elementy zarówno praktycznej pracy dziennikarskiej, jak i zarządzania gazetą. Można po­wiedzieć, że pomysł kształcenia był nowatorski. Kosiakiewicz formułuje również program ideowy (według swoich stałych przekonań). Otóż podstawą prasy ma być aktualność, ale po­łączona z wiedzą historyczną, co pozwoliłoby na swobodniejsze wypowiedzi.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Kosiakiewicz w „Gazecie Polskiej” prowadził najpierw stałą rubrykę tygodniową (w 1889 r.), następnie w l. 1893‒1895 cykl felietonów Z chwili bie­żącej, a w 1894 r. dodatkowo dział recenzji teatralnych. W 1889 r. współpracował z „Tygo­dnikiem Ilustrowanym”, gdzie tworzył kronikę Silva rerum. W „Bibliotece Warszawskiej” pi­sywał artykuły krytycznoliterackie. Zwracał uwagę na prawdopodobieństwo psychologiczne postępowania bohaterów, np. w recenzji noweli Królewna Józefy Sawickiej (Ostoi) pisze na­stępująco: „Dlaczego to robi Karolcia? Autorka każe czytelnikowi odgadnąć. To milczenie jest tu użyte jako środek artystyczny, jako pisarski efekt. I właśnie największy z tego robię pracy Ostoi zarzut, że czytelnik nie może odgadnąć tego, co mu zadano” („Biblioteka War­szawska” 1893, t. 2). W recenzji Naszej szkapy Marii Konopnickiej publicysta docenia ładu­nek prawdopodobieństwa, z jakim pisarka pokazuje nieświadomość dzieci nierozumiejących rozpaczliwego położenia rodziny (tamże, t. 3). Wbrew swoim zasadom nie zawsze jednak do­cenia aktualność, np. Mendla Gdańskiego: „Konopnicka okazuje tę skłonność do przebierania artykułów wstępnych w suknie artystyczne daleko częściej, aniżeli tego pragną zwolennicy jej wielkiego talentu” (tamże). Jeśli utwór jest zgodny z jego przekonaniami (jak np. Pójdź­my za Nim H. Sienkiewicza), recenzja prezentuje się jak laudacja („Biblioteka Warszawska” 1894, t. 1).

Znaczącą wypowiedzią krytycznoliteracką w dorobku Kosiakiewicza jest wstęp do Gwalberta, czyli opowiadania młodego człowieka (1912) Teodora de Wyzewa (Wyżewskiego). Zgodnie z konwencją Kosiakiewicz przedstawia sylwetkę autora. Omawiana przez niego po­wieść należy do „dzieł o artyście”. W opinii krytyka wyróżnia ją prawda psychologiczna. Blis­kie sercu krytyka jest też to, że Wyżewski propaguje wiedzę o muzyce i o Polsce. Kosiakiewicz ma w swoim dorobku także publikację teoretycznoliteracką ‒ Istota i zadania powieści. Odpo­wiedź na kwestionariusz („Kurier Niedzielny” 1897, nr 6). O omawianym gatunku pisze: „Po­wieść powinna być tym, czym ją powieściopisarz uczyni ‒ z tym dodatkiem, że człowiek bez geniuszu, bez talentu, bez iskry Bożej, bez zdolności do natchnienia ‒ nigdy nie będzie powieściopisarzem, choćby napisał całą bibliotekę powieści” (tamże). Ta idea przyświeca odpo­wiedziom na następne pytania kwestionariusza. Powieść ma być tendencyjna, jeśli się „jemu” tak spodoba, fantastyczna lub realistyczna zależnie od „jego” uznania, podobny warunek do­tyczy psychologizowania. Kosiakiewicz opisuje swoją strategię twórczą, podkreślając zwłasz­cza rolę niespodzianki towarzyszącej procesowi twórczemu: „Najładniejsze rzeczy wyskaki­wały mi spod pióra nagle, niespodziewanie, anim wiedział nigdy jak” (tamże).

Podsumowanie. Istotnym dorobkiem Kosiakiewicza jest twórczość literacka. Trudno na­zwać ją wybitną, ale z pewnością wnosi wiedzę o epoce, w której tworzył. W swoim czasie był też znanym dziennikarzem, trudno jednak wskazać jakieś jego szczególne osiągnięcia w tej dziedzinie. Jako twórca Szkoły Dziennikarskiej natomiast niewątpliwie był prekurso­rem. Co prawda na jego koncepcji dotyczącej tego, kim powinien być dziennikarz, ciąży XIX-wieczna wizja jego wszechstronności, ale niewątpliwie przekonanie, że konieczne jest stworzenie uczelni specjalizującej się w kształceniu kadr dziennikarskich, było w polskich warunkach nowatorskie.</document>
<document nplp_id="12752" title="RYWKA LIPSZYC" slug="rywka-lipszyc"></document>
<document nplp_id="12754" title="CZARNIECKIEGO 14/16 (Centralne Więzienie)" slug="czarnieckiego-14-16-centralne-wiezienie">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

15 I 1944: "Powrotną drogą my z Ewą wstąpiłyśmy do Chajusi, by jej zwrócić żurnal, jakoś rozmawiałyśmy o szperze. Ewa się trochę wygadała, zdaje się, że jej było lżej, ja prawie milczałam, bo cóż miałam mówić?... Chajusia nam opowiedziała, jak oni się wyratowali z Czarnieckiego (już tam byli w szperze). Ta rozmowa i w ogóle wszystko mnie przybiło... Źle się czuję... Ach, siły, brak mi ich, brak... Serce mi skamieniało... Tak dławi, dławi coś..." (s. 68)


V B, JA/ONI

12 II 1944 r.: "Ach, Boże, cóż to się dzieje w getto? Znów wysiedlenie!... Na Czarnieckiego jest pełno dzieci, nawet pięcioletnich, jako zakładników za tych, którzy otrzymali wezwania... Krochmalnikowa (ona jest krewną jednego z „K”99, sąsiadka nasza) powiedziała, że teraz się dopiero zaczyna i jeszcze w ogóle nie wiadomo, ile osób się wysiedli...

Wczoraj wieczorem byłam u Chajusi (był piątek, poszłam do Surci, ale już jej nie zastałam). Był tam Mani Bardes ojciec. Gdy zeszłyśmy, dowiedziałam się, że Mania jest na Czarnieckiego jako zakładniczka za ojca... Boże! Uderzyło to we mnie jak gromem. Mania na Czarnieckiego!... Nie, nie do wytrzymania!..." (s. 106)

15 II 1944: "Ach, dziś byłyśmy u Edzi, widziałyśmy partię (jedną), szli na Czarnieckiego, słychać było płacz. Ach, to tak rozdziera serce! Tak rozrywa! Jesteśmy wszyscy jednym wielkim strzępem..." (s. 124)

26 II 1944: "Od Surci dowiedziałam się, że kilka dziewcząt (z Bnosu) jest na Czarnieckiego, niektóre się kryją... Och, to jest takie okropne!... Surcia mówi, że my wcale sobie nie zdajemy z tego sprawy, na ile to jest straszne... Ma słuszność!... Ale zdaje się, że gdybyśmy o tym wie­ dzieli, byłoby to dla nas o wiele tragiczniejsze... U p. Milioner zebrało się wczoraj wieczór kilka dziewcząt (ja byłam między nimi) i mówiono." (s. 145)

2 III 1944: "Jest niespokojnie... Podobno na Czarnieckiego jest jakaś niemiecka komisja... Lada dzień będą wysyłali... Tej nocy ma być „ostre pogotowie”... Ach, wcale sobie nie zdajemy z tego sprawy, na ile to jest tragiczne... tragiczne... tragiczne..." (s. 159)

V B, ONI

8 III 1944: "Chanusia teraz wróciła... Rano była na Czarnieckiego, by się zobaczyć z Rysią (koleżanką resortową)... Opowiada, że jeżeli ktoś chce stracić zdrowie, to niech tam idzie..." (s. 170)

&amp;nbsp;

Oskar Rosenfeld
JA/ONI, III A (04.05.1942)
„4 maja 1942 r. zaczęło się „wysiedlenie” (wyjazd) nowo wsiedlonych z Berlina, Kolonii, Düsseldorfu, Hamburga, Frankfurtu, Wiednia, Pragi i Luksemburga. Ponury, deszczowy dzień, pojedyncze płatki śniegu. Wrażenie jakby to był listopadowy dzień… Ulica zmieniła się. Nie ma już bezsensownego chodzenia w tę i tamtą stronę. Nieme trupie twarze… Coś nowego. Zewsząd ludzie z tobołkami i workami na plecach, torbami i koszykami, nocnikami i małymi chlebakami spieszą ku jakiemuś celowi…Wokół ludzie, którzy towarzyszą tym spieszącym, wspierają lub prowadzą ich… Starcy i dzieci... Wózki z tobołkami, [tramwaj] elektryczny wiezie ludzi…Tobołki we wszystkich kolorach, od szarobiałego po czarnozielony… Nagle człowiek stoi przed Centralnym Więzieniem.” (s. 5)
JA/ONI, III A (01-03.1942)
„Kobieta – przychodzi do fotografa Maliniaka, który ciągle ma coś do roboty w Centralnym Więzieniu, gdyż ma sporządzać fotografie aresztantów (zmarli na pryczach, etc. straszne sceny) i prosi go: &amp;gt;&amp;gt;Wstaw się za mną u Szulema Hercberga, komendanta Centralnego Więzienia, męża zaufania Prezesa, żeby uwolnił mojego męża.&amp;lt;&amp;lt;” (s. 11-12)
JA/ONI, V A (28.03.1943)
„Cały czas strach w członkach. 25 marca, szedłem ulicą do biura. Policja: – Niech Pan idzie do domu. – Ja: Idę odebrać zupę! – On: Dobrze Panu radzę. Proszę nie zostawać na ulicy. Ludzie są łapani, szczególnie ci, którzy źle wyglądają i źle są ubrani, tak zwane klepsydry, zmurszałe, załamane, kalekie figury! Mówi się, że ok. 1 000 ludzi (między nimi 850 ludzi, którzy powrócili z Poznania) siedzi w Centralnym Więzieniu[[Czarnieckiego 12/18] czekając na transport dokądś. Wciąż 1 000 w Więzieniu Centralnym. Na razie żadnych rozkazów. Dzisiaj Prezes otrzyma polecenie od Gestapo. Getto denerwuje się, ponieważ jest możliwe, że nastąpią akcje bez określenia kategorii wiekowych i zawodowych.” (s. 17-18)
JA/ONI, V A (12.06.1943)
„Szabat. Masz obowiązek święcić szabat. Trzy tlijes w Centralnym Więzieniu [Czarnieckiego 12/18]. Egzekucja przed południem o godz. 10 z rąk policji żydowskiej. Dwóch skazanych uciekło z obozu pracy na wieś do polskich chłopów, żebrali o chleb. Zostali schwytani. Trzeci próbuje wydostać się z getta. Sceny. Skazani krzyczeli. Nic to nie pomogło. Rozkaz Gestapo. Przed więzieniem stał już karawan na Marysin. Wszyscy szefowie komend policji oraz komendant [Leon] Rozenblat i [Dawid] Gertler musieli być obecni… Straszny szabat po Szawuot… W ogródkach warzywnych wre praca, słychać śmiechy. A potem wieczór w Domu Kultury [Krawiecka 3]. Rewia Służby Porządkowej z żartami i rubasznością… (Tlijes zamówiono w piątek wieczorem!…). Powieszeni to: Abraham Tondowski, 31 lat, Zduńska Wola, Herc Fajgeles, 23 lata, Tomaszów, Mordka Standarowicz, 29 lat.” (s. 21)
JA/ONI, V A (14.07.1943)
„Przypadek Dawida Gertlera. Zaraz po wkroczeniu [Niemców] do Łodzi, Gertler oddał się do dyspozycji Gestapo. Jego współpracownicy byli figurami w świecie przestępczym. Wyśledzeni w głównej sprawie ukryli biżuterię i walutę. Następstwem były często ciężkie kary, rozstrzeliwania. Później po utworzeniu getta pracował tu dalej i otaczał się starymi specjalistami. [Jego] zadaniem, jako kierownika Oddziału Specjalnego i zaufanego Gestapo, było znajdowanie ciągle nowego towaru. Wiosną 1942 r. wybuchła afera [Salomona] Herzberga, który był szefem rewiru Marysin i kierownikiem Centralnego Więzienia [Czarnieckiego 12/18]. W tej funkcji współdziałał przy zimowych wysiedleniach i kradł. Znaleziono u niego wszelkiego rodzaju żywność na wiele miesięcy, biżuterię etc. Herzberg zniknął, został zabrany do miasta. Los jego jest naturalnie nieznany. His fate naturally unknown. Po odejściu Herzberga nadszedł czas awansu dla Gertlera. Jednak był jeszcze przedtem jeden epizod: Gertler został zaaresztowany przez Kripo, która oskarżała go o to, że współpracował z Gestapo przy odkładaniu na bok złota itd. dla Gestapo.” (s. 22)
JA/ONI, V A (02.09.1943)
„Kary: fekalia albo kilka tygodni lub miesięcy na Czarnieckiego [12/18]. Kripo lub Gestapo trzymają „do dyspozycji” w więzieniu na Czarnieckiego. Jeśli np. z zewnątrz przybędą wyczerpani robotnicy, to zamiast nieco wypocząć – są „do dyspozycji” na Czarnieckiego. Zdarza się, że są traktowani na równi z osadzonymi. Poza tym – i to jest najważniejsze – istnieje zawsze pewna liczba skazanych, którzy są dostarczani jako towar dla Gestapo, w przypadku, gdy nagle potrzebni są ludzie do pracy lub do jakiś innych ciemnych celów.” (s. 24)

Jakub Poznański
ONI, V A
28 III 1943

„W ciągu ubiegłego tygodnia ludność getta przeżyła dużo chwil i momentów nieprzyjemnych. Ale wszystko po porządku. Zapowiedziano na 25 bm. Wizytę ministra pracy Rzeszy dra Leya. Choć w programie, który podany był w gazecie, nie wspominano wcale o tym, że ma odwiedzić i getto, to jednak Żydzi – ten naród wszechwiedzący, wiedzieli, że ma on odwiedzić i getto i że od rezultatów jego wizyty zależeć będzie dalszy los getta i jego mieszkańców. W związku z tym w początku tygodnia [Hans] Biebow, Prezes Gettoverwaltung, objechał parę minut przed 17-tą niektóre resorty i zrobił lepszą awanturę, jeżeli wypuszczano robotników przed 17-tą. Zwiedził on między innymi i resort dywanowy na Młynarskiej 7, gdzie pracować winna była [Estera] Daumówna, dawna sekretarka Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] na Bałuckim Rynku, którą Biebow z Bałuckiego Rynku wyrzucił i kazał jej pójść do dywanów na zwykłą robotnicę. Zastał ją przy pracy. Bardzo mu się to podobało i po pewnej rozmowie w cztery oczy rozkazał jej wrócić na Bałucki Rynek. Kierownika i komisarza resortu krawieckiego [Jakuba Leszczyńskiego o Abrama Grosmana?] (Łagiewnicka 34/36) za przedwczesne wypuszczanie robotników aresztował, sam odstawił do więzienia na Czarnieckiego, ale po 24 godzinach kazał wypuścić”. (s. 54)

ONI, V A
14 VI 1943
„Przedwczoraj wykonano wyrok sądu niemieckiego i powieszono w więzieniu trzech Żydów za próbowanie ucieczki z obozu pracy. Jeden pochodził z Pabianic, drugi ze Zduńskiej Woli, a trzeci był niewiadomego pochodzenia. Wykonać wyrok musieli Żydzi i asystować musiała podobno cała policja żydowska z komendantem [Leonem] Rozenblatem na czele. Delikwenci podobno w straszny sposób krzyczeli do tłumów zgromadzonych poza obszarem Centralnego Więzienia, by się zemścili za ich niewinną krew”.

ONI, V A
1 IX 1943
„Wczoraj wieczorem o godz. 20-tej zabrano ze szpitala dla zakaźnych gruźlików, z Centralnego Więzienia na Czarnieckiego zabrano więźniów i internowanych tam tych, którzy mieli być wysłani na roboty i zostali przed dwoma tygodniami zatrzymani i internowani w C.W. Dokąd i szczegółów jeszcze nie wiem. Jest to zdarzenie, które wstrząsnęło całym gettem, bo akurat rok temu, dnia 1 września 1942 wysiedlono wtedy wszystkie szpitale i zabrano wszystkich chorych i wywieziono ich w nieznanym kierunku. Tym razem nie nosi [to] tak masowego charakteru, zabrano tylko gruźlików, ale zrobiło to okropne wrażenie w mieście.
Godz. 14. Byłem na mieście, by się dowiedzieć szczegółów o tej ubiegłej nocy. Jak mnie poinformowano, wywieziono z C.W. sto pięćdziesiąt niezupełnie zdolnych do pracy (mężczyzn i kobiet) i do nich dołączono ze szpitala 39 chorych, ale nie ciężko, tak że mogli uchodzić za zdolnych do pracy. Czy w ten sposób chciano oszukać Niemców i dać im małowartościowy materiał? Bardzo wątpię. Sądzę, że tu co innego tkwi. Czy mają to być króliki doświadczalne, które mają służyć do wypróbowania nowej broni, o której Niemcy w ostatnich czasach tyle krzyczą? Kto to może wiedzieć”.

ONI, V B
19 V 1944
„Przedwczoraj w porze obiadowej, koło godziny dwunastej, zjawili się na Bałuckim Rynku przedstawiciele władz niemieckich i zażądali 50 zdrowych robotników na wyjazd poza obręb getta. Należało ten kontyngent dostarczyć w ciągu trzech godzin.
Na takie dictum acerbum kierownictwo Gminy poszło po linii najmniejszego opory: wzięto 15 aresztantów z Centralnego Więzienia, a resztę z tzw. Abbruchstelle, to jest z brygad zajętych przy rozbiórkach domów przy ul. Brzezińskiej.
O oznaczonej godzinie podjechał tramwaj. Wzięto ludzi prosto z roboty, poddano ich kąpieli dezynfekcyjnej i natychmiast wywieziono. […] To nieoczekiwane zarządzenie już na samym wstępie nie obyło się bez ofiary. Jeden z robotników chciał na ulicy Łagiewnickiej ratować się ucieczką – wyskoczył z tramwaju i zabił się na miejscu”. (s. 162-163)

ONI, V B
28 V 1944
„Wczoraj znowu wywieziono z gmachu przy ulicy Czarnieckiego 30 osób na roboty poza granicami getta. Nasze zapobiegliwe kierownictwo – mimo dobrowolnych zgłoszeń – wykazało w tym wypadku potępienia godną nadgorliwość. Onegdajszej nocy wyciągnięto z łóżek kilkadziesiąt osób, a następnie odesłano do Centralnego Więzienia na wypadek, gdyby władze zażądały nowych kontyngentów”. (s. 164)

ONI, V A
19 VI 1944
„Już wczoraj wieczorem wielu mieszkańców getta otrzymało wezwanie do zgłoszenia się na punkt zborny – to jest w Centralnym Więzieniu przy Czarnieckiego. Wezwania drukowane są w języku niemieckim i żydowskim i zawierają wyraźną wzmiankę o tym, co należy obowiązkowo zabrać ze sobą”. (s. 169)

ONI, VI A
21 VI 1944
„W nocy było ostre pogotowie policji żydowskiej. Wyciągali z łóżek wszystkich, którzy nie stawili się w Centralnym Więzieniu. Natomiast skoszarowanych tam „poborowych” odesłano do domu. Mają się zgłosić dopiero w czwartek.
Opróżniono kilka domów okolicznych domków przy Czarnieckiego, by pomieścić taką masę ludzi. Na razie nie ma mowy o transporcie”. (s. 170)

ONI, VI A
23 VI 1944
„Dziś z rana zajechał przed Centralne Więzienie ciągnik z czterema przyczepami. Pierwszy transport (około 600 osób) odjechał w kierunku stacji. Przed załadowaniem do wagonów podzielono „poborowych” na partie: do Lipska, Częstochowy i Zgierza”. (s. 172)

Ja/ONI, VI A
27 VI 1944
„Onegdaj odprowadziłem naszych znajomych do punktu zbornego przy ulicy Czarneckiego 12 i przekonałem się naocznie, jaki bałagan tam panuje. Centralne Więzienie – z powodu przepełnienia – nie przyjmuje nikogo i odsyła „poborowych” (obarczonych ciężkim bagażem) na ulicę Krawiecką 3. Sama rejestracja też przeciąga się w nieskończoność, załatwia ją zbyt szczupła liczba urzędników. A ludzie są tak zrezygnowani, iż sami nalegają by ich co prędzej odtransportowano i nie przetrzymywano tak długo!”
(s. 173)

ONI, VI A
14 VII 1944

„Gonimy resztkami sił. Trudno opisać nasz stan zdenerwowania. Przykładem tego może służyć wczorajszy dzień. Otóż podobno ukrywa się 8000 osób, które mają wezwania i nie stawiają się do C.W. [Centralnego Więzienia]. Z tego powodu jest też blokowanych 15 000 kart. Wczoraj o godz. 10.30 urządzono w mieście obławę, która trwała do 14-ej, celem której było wyłapanie tych właśnie ukrywających. Rozstawiono wszędzie posterunki policyjne i zatrzymywano wszystkich przechodzących ulicę i odprowadzano do z góry przygotowanych punktów, skąd wszystkich, bez względu na to czym się mogli legitymować (zasadniczo odstawiano wszystkich przechodzących bez legitymowania), odstawiano do ogólnego zbornego punktu (Łagiewnicka 10), gdzie ich przetrzymywano do 18-ej, potem odstawiono na Krawiecką, gdzie nareszcie sprawdzano, czy dana osoba jest na liście podlegających wysłaniu czy nie. Tych ostatnich wypuszczono. Reszta zatrzymanych była odstawiona do C.W. […] W punkcie Łagiewnicka 10 było zebranych kilka tysięcy osób”. (s. 182)

ONI, VI B
16 VII 1944
„Wczoraj była rekordowa sensacja dla getta. […] Koło godziny 13-ej wybucha wiadomość oficjalna, że dalsza wysyłka transportów wstrzymana, później, że w ogóle skasowana i że rezerwa, znajdująca się w Centralnym Więzieniu i w punktach zbornych, zostaje rozpuszczona do domu, co jest równoznaczne, że przyszedł nakaz od władz niemieckich zupełnego zaprzestania tej akcji. […] Do znajdujących się w Centralnym Więzieniu kandydatów na wysłanie Prezes miał specjalne przemówienie, w którym tylko sobie przypisywał uratowanie reszty Żydów od wysłania, tylko dzięki jego energii udało się zmniejszyć ilość transportów itd. Dla uczczenia tego dnia kazał on wszystkim zwolnionym dać po 75 dkg chleba i cztery zupy.
Trudno opisać, co się działo w resortach i na ulicach getta, kiedy wieść ta rozeszła się po getcie. Ludzie zupełnie sobie obcy całowali się na ulicach w obecności wszystkich. Wszyscy mieli łzy radości i wzruszenia. [Gustaw] Amsterdam, szef biura naszego resortu, […] zleciał z impetem na podwórze i rzucił się w moje ramiona i całował się ze mną jak z bratem”. (s. 183)

ONI, VI B
18 VIII 1944
„Ukazywały się ogłoszenia Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego], zachęcające do dobrowolnego stawiennictwa się na Czarneckiego w Centralnym Więzieniu lub na Krawieckiej, celem zaliczenia do transportu i [by] zapobiec w ten sposób przykrościom. Jedni twierdzą, że stawiało się na te wezwania dużo osób, i pomimo to Niemcy łapali ludzi, inni twierdzą, że stawiało się mało osób i dlatego musieli dalej łapać. […]
Z nastaniem jednak ciemności zaczęła się olbrzymia procesja tych, którzy znowu po 4 i pół latach powtórnie zmuszeni są zostawić swe mieszkania, swe łóżka i zabrać ze sobą tylko tyle, ile można na sobie unieść. Był to obraz przejmujący człowieka zgrozą. Z nastaniem świtu ilość ludzi się jeszcze powiększyła. Podobno większość opuszczających tym razem swe siedziby udawała się dobrowolnie na Czarnieckiego lub Krawiecką, by, słuchając rad [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego, zgłosić się do transportów ewakuacyjnych”. (s. 199-200)

ONI, VI B
28 VIII 1944
„W porze południowej rozlepiono na murach getta obwieszczenie Gestapo. W myśl nowych zarządzeń wszyscy mieszkańcy getta- zarówno skoszarowani, jak i nieskoszarowani - winni najpóźniej w poniedziałek do godziny 18 zgłosić się w punktach zbornych przy ulicy Krawieckiej lub Czarnieckiego, skąd będą wysłani poza granice dzielnicy żydowskiej. Ostatni transport odchodzi we wtorek 29 VIII 1944 roku. Kto po tym terminie pozostanie na terenie getta, podlega karze śmierci!” (s. 209)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12756" title="DWORSKA 1 (Centralna Buchalteria, Komitet do&amp;nbsp;Spraw Opieki nad&amp;nbsp;Młodocianymi, FUKR)" slug="dworska-1-centralna-buchalteria-komitet-do-spraw-opieki-nad-mlodocianymi-fukr">
&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA

6 X 1943: "Przed chwilą Łucki wymówił się ze mną, żebym w piątek przyszła do biura (dziś jest środa)" (s. 9).

V A, JA/ONI

7 X 1943: "Muszę tylko dodać, że ledwo zd[ążyłam], przyszłam 5 min. po dwunastej. Przychodzę, E[stusia] [siedzi] na krześle obok stołu Łuckiego. Krótko [mówiąc nie] chcą, abym tu (w Centralnej Buchalterii) pracowała. Musimy się postarać, abym w jakiejś szkółce pracowała. Tak, muszę koniecznie się postarać, już mnie zanadto denerwuje. To z polecenia dyrekcji, nie wolno robić tu tego itd. Już bym chciała przyśpieszyć chwilę wyjścia stąd!... (s. 10).

8 X 1943: "W biurze panuje wielki ruch. I to wszystko, bo jutro jest Jom Kiper, Sądny Dzień (czyli Dzień Pojednania). Ale i tak mnie już biuro mało obchodzi" (s. 11).

V A, JA

12 X 1943: "Już dziś ostatni dzień pracuję w biurze. Mam nawet zwolnienie z biura i zapotrzebowanie z resortu. […]"

"Wczoraj w biurze czytałam te nowele, które wczoraj zaniosłam Chajusi, więc czytałam Sonatę cierpienia" (s. 16).

V A, JA/ONI

23 X 1943: Dziś Dwojra (przynosi nam wodę) podała mi kartkę, to jest z Kom[itetu] Opieki nad Młodocianymi, abym się zwróciła w sprawie zatrudnienia „natychmiast” (list był wysłany w środę, dziś sobota)..." (s. 21).

14 I 1944: W zeszłym tygodniu w sobotę nie otrzymałam zupy, a legitymacja była odstemplowana (nie tylko ja, ale i inne), chodziłyśmy co dzień na Żydowską. Odkładano z dnia na dzień, a w środę powiedzieli, że nie są za to odpowiedzialni. Sala Skórecka i ja poszłyśmy do FuKRu, do Perlego (u niego pracowałam na początku w Centralnej Buchalterii, potem on przeszedł do FuKR­u). Powiedział, że będzie kontrola... Będąc już tam, wstąpiłam do Centralnej Buchalterii. W sekretariacie była tylko Rachelka Bejmówna... grypa... Maryla Łucka i ojciec także chorzy, u Lebensztajnowej wszyscy chorzy prócz niej, Samelson chory, Jankielewicz pracuje na miejsce Berga, bo Berg chory. Rundberg na wpół chory po południu przyszedł itd. (s. 65)"

V B, JA/ONI

25 II 1944: "Marysia Glikson meldowana jest 1925 rocznik, a że jest adoptowana i ma tam być tylko do 1 marca i później nie będzie miała gdzie być..."

"Wczoraj, ponieważ i ja musiałam być w Opiece nad Młodocianymi (nic nie załatwiłam), więc poszłam z nią... Ona się teraz znajduje w bardzo przykrej sytuacji. Gdyby się ta burza uciszyła, to może by mogła wejść do bursy prezesa, ale na razie nic. Po drodze mi powiedziała, że ona pochodzi z iście nabożnego domu, tylko ponieważ była wychowana u brata (brat był oficerem, ukończył studia we Francji) i miała przeważnie polskie otoczenie, a ostatnio w getto się tylko rozczarowała na Żydach, więc to ją tak usposobiło…" (s. 143).</document>
<document nplp_id="12759" title="JEROZOLIMSKA/FRANCISZKAŃSKA" slug="jerozolimska-franciszkanska">
&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA

20 II 1944: "Ach, Boże, jak to okropnie było wstawać tak wcześnie w sobotę!... Tak mnie dławiło!... Gdy szłam przez róg Jerozolimskiej i Franciszkańskiej przy drutach (żołnierz patrzał na getto), zdawało mi się, że tylko na mnie patrzy i ma satysfakcję, że i ja także idę... Ach, Boże, tego uczucia nigdy nie zapomnę, tak mi źle było, tak ciasno, płakać mi się chciało!... Płakać... płakać... Patrzyłam, jak ludzie idą do resortów, tak jak zwykle. Ten dzień, ten święty, ten Boski dzień jest dla nich zwykłym, normalnym dniem powszednim... Boże, i ja się między nimi znalazłam?"(s. 133).</document>
<document nplp_id="12760" title="MIETEK PACHTER (15.12.1923-25.11.2018)" slug="mietek-pachter-15-12-1923-25-11-2018">Mapa doświadczenia przestrzeni Mietka Pachtera po stronie aryjskiej

Mietek (właśc. Mieczysław) Pachter urodził się 15 grudnia 1923 roku w Warszawie. W chwili wybuchu wojny miał zatem niespełna 16 lat. Jego rodzice pochodzili z Zamościa (matka Rywka) i Chełma Lubelskiego (ojciec Pinchas). Prowadzili w stolicy hurtownię jaj, gromadząc przy okazji spore zapasy, które później zapewniły im ratunek w początkowym okresie getta. Wszyscy przetrwali Wielką Akcję w lipcu 1942 roku. Niestety, w wyniku akcji styczniowej 1943 rodzice i najmłodszy brat Mietka – Sewek (ur. 1928) zostali wywiezieni do Treblinki, gdzie zginęli. Nierozłączni bracia Mietek i Wilek Pachterowie brali udział w powstaniu w getcie. W dniu 9 maja 1943 r. zostali wyciągnięci z bunkra przy ul. Szczęśliwej 7/9. Przetrwali kilkudniową gehennę na Umshlagplatz, a następnie trafili w jednym z transportów do Treblinki. Uniknęli śmierci w komorze gazowej. Ich transport został odesłany do obozu na Majdanku. Po kilku miesiącach walki o życie w obozie koncentracyjnym, Mietek wraz z bratem zostali przewiezieni do obozu pracy HASAG w Skarżysku Kamiennej, następnie wraz z całym obozem zostali przeniesieni w końcowej fazie wojny do Częstochowy. W styczniu 1945 wyzwoliła ich Armia Czerwona. Mietek i Wilek Pachterowie podjęli nieudaną  próbę zbudowania na nowo życia w Polsce – najpierw w Łodzi, później na Dolnym Śląsku. W 1946 r. trafili do obozu dipisów w Niemczech, gdzie bracia się rozdzielili. Wilek zdołał dotrzeć do Palestyny, a Mietek – ciężko chory na gruźlicę – dzięki wsparciu American Jewish Joint Distribution Committee, trafił do uzdrowiska w Davos. Swoje wspomnienia spisał właśnie tam, za namową angielskiej terapeutki. Po zakończonym leczenia Mietek Pachter trafił do wuja do Francji. Wkrótce przyjął imię Michel i obywatelstwo francuskie oraz założył własną rodzinę. Prowadził z żoną sklep konfekcyjny. Ostatecznie nie zdecydował się na wyjazd do Izraela. Zmarł w wieku 94 lat 25 listopada 2018 roku w Villemomble pod Paryżem.

Maszynopis wspomnień na wiele lat zniknął z pola widzenia (sam autor nie pamiętał jego losów po 1947 r.). Dopiero w 2012 został odnaleziony przez bratanka (brat Mietka Wilek zmarł w 2004 roku) i przekazany do United States Holocaust Memorial Museum. Relacja Pachtera pt. Umierać też trzeba umieć została opublikowana w opracowaniu prof. Barbary Engelking w 2015 roku w serii „Biblioteka Świadectw Zagłady”. Świadectwo składa się z dziewięciu, chronologicznie ułożonych rozdziałów, przedstawiających losy Pachtera od wybuchu wojny (rozdział I), przez okres życia w getcie warszawskim (rozdziały II-V), transport z Umschlagplatzu przez Treblinkę na Majdanek (rozdział VI), pobyt w obozie HASAG w Skarżysku-Kamiennej i praca w hartowni (rozdział VII), okres częstochowski (rozdział VIII), wreszcie pustkę po wyzwoleniu (rozdział IX). Całość uzupełniają – krótka nota córki autora, Régine, o dalszych losach jej ojca oraz przeniesione do aneksu, wcześniej znajdujące się w obrębie narracji, genewska deklaracja praw dziecka oraz publicystyczne komentarze autora z 1947 roku.

Pachter nie był intelektualistą. Pochodził z kupieckiej, dość dobrze sytuowanej rodziny. Jak sam pisze: „przed wybuchem wojny mieliśmy hurtownię jaj, a przed samym wybuchem zostało nam dużo forsy” (s. 25). Na szczególne wyróżnienie zasługuje charakterystyczny, miejscami nieporadny język. To on decyduje o specyfice i sile tej narracji, co uprzytomnimy sobie, gdy zestawimy polskie wydanie z wcześniejszą, francuską, zbeletryzowaną, a więc napisaną na nowo edycją pamiętnika, przepisaną przez Jacqueline Berkowicz i Henriette Magyar-Dassas – Varsovie, Treblinka, Majdanek, Skarzysko, Czestochowa (2013). Dopiero na tym tle widać jak doskonałą decyzją edytorską było maksymalne ograniczenie tekstowych ingerencji. Jak dowiadujemy się z noty edytorskiej: „Przestarzałe formy gramatyczne i ortograficzne pozostawiliśmy bez zmian, oddają one bowiem klimat epoki i charakter ówczesnej polszczyzny” (s. 15).

Relacja Pachtera z okresu getta zadziwia szczegółowością (jak pisze Barbara Engelking: mają „bardziej charakter dziennika niż pamiętnika”’ s. 10), ale też oferuje wyjątkowo oryginalną perspektywę. Z topograficznego punktu widzenia na uwagę zasługuje niesłychana aktywność bohatera, który po prostu nie jest w stanie „wysiedzieć na miejscu”. Mietek wielokrotnie ociera się o śmierć, ale swojemu szczęściu nieustannie pomaga – zaradnością, zdolnościami handlowymi i przedsiębiorczością oraz trochę andrusowskim, by nie napisać „baciarskim”, postępowaniem. Na przykład wtedy, gdy organizuje wraz z bratem pobicie szmalcowników i zamknięcie ich w piwnicy. Jak sam pisze: „Wiedzieliśmy, że tego rodzaju ludzie nabierają dopiero szacunku do człowieka, gdy napotkają na równych sobie cwaniaków, lub też jeszcze większych” (s. 59), w innym miejscu dodając, że „nauczka, którą koledzy mi dali, nauczyła mnie, że nie trzeba być za bardzo ideowym, bo można wpaść” (s. 83). Niezmiernie interesujący jest również – by tak rzec – kąt widzenia zdarzeń. Otóż Pachter pracuje w getcie w komandzie budowlanym (TWL), przy rozbiórce domów. Spora część narracji oferuje zatem jakby „od górne” spojrzenie na dzielnicę zamkniętą. Z perspektywy pracy na wysokościach, ukrywania się na dachach czy przemieszczenia się nimi.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
MIEJSCA:
– Prosta 34,</document>
<document nplp_id="12763" title="PROSTA 34" slug="prosta-34">
Mietek Pachter
JA, I (październik 1940)

„Myśmy zamienili nasze mieszkanie na jeden skromny pokoik, dopłacając 2 tys. złotych. Pokój mieścił się na ul. Prostej 34. Wąska, brudna ulica, gdzie brud i smród panował bezkonkurencyjnie […] gdy tylko urządziliśmy się, tzn. że lwia część mebli spoczęła w piwnicy, nadszedł nowy plan ghetta, który nas wykluczał” (s. 36)</document>
<document nplp_id="12772" title="FRANCISZKAŃSKA 13/15 (resort Glazera)" slug="franciszkanska-13-15-resort-glazera">
&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA
19 X 1943: "Już jutro idę na ósmą do pracy (Franz 13/15)" (s. 20).

23 X 1943: "W środę byłam w szkółce, bardzo mi się podobało... Uczyłyśmy się wziąć miarę spódniczki, a właściwie kurs się dopiero od poniedziałku zacznie, z czego jestem bardzo zadowolona, bo od czwartku [tam] nie byłam (przez święta)" (s. 21).

3 XI 1943: "A co do szkółki, to nieźle, z tego jestem zadowolona. Będę sobie mogła leczyć zęby bezpłatnie i będę mogła uszyć palto (przez Opiekę nad Młodocianymi)" (s. 24).

25 I 1944: "W tej chwili Mija mi opowiedziała, co się teraz zdarzyło w szkółce. Więc w szóstej grupie dzieci codziennie zbierają kartofle z zupy i stawiają w kancelarii. Okazało się, że p. Perlowa część kartofli wyjadała, o tym dowiedziała się Hala, ta która zbiera (p. Perlowa!... na nią bym nigdy nie uwierzyła... i jeszcze na kogo się rozczaruję, ach, jak okropnie... fałsz, fałsz... to tak boli!...), więc Hala (dziecko) rzuciła pogłoskę, że p. Perlowa wyjada kartofle. Wczoraj właśnie było posiedzenie w tej sprawie i Hala miała być wydalona ze szkółki. Mają być jakieś delegacje... Może Hala zostanie... Ale sam fakt... i Perlowa…" (s. 80).

4 I 1944: "Na razie kurs się kończy, a nie wojna... Prawdopodobnie będziemy miały tydzień na prywatne prace... Uszyję dla Cypki „spuszczankę” albo jakąś inną sukienkę…" (s. 92).

10 II 1944: "Po pracy (z pracy wróciłam dziś później, gdyż miałyśmy posiedzenie w sprawie komitetu chorobowego, ale to teraz nieważne) miałyśmy zbiórkę u Lusi" (s. 102).

11 II 1944: "Teraz był u nas w szkółce przegląd higienistki. Ale nie bój się, mój pamiętniku, byłam i jestem czysta" (s. 105).

V A, JA/ONI
4 XI 1943: "Dziś szyłyśmy tylko na maszynie. Miałyśmy wprawdzie mieć także inne lekcje, ale że na pierwszej lekcji maszynowej nie wszystkie szyły z powodu braku maszyn, dlatego musiałyśmy, tzn. miałyśmy lekcję maszynowego szycia, dzięki temu zdążyłam coś zrobić, inaczej nie zrobiłabym „uczciwego ściegu” (s. 26).

5 XI 1943: "Dziś się spóźniłam do pracy. Nie tylko ja, ale dużo dziewcząt, nie chciano nas wpuścić i nie wpuszczono. Ja poszłam do domu (Cypkę, chociaż przyszła razem ze mną, wpuszczono), musiałam jej zanieść śniadanie i garneczek na zupę, więc portier mnie wpuścił do niej. Dałam jej moją Arb. Kartę na wszelki wypadek i kazałam powiedzieć Dorce Zand, aby odebrała dla mnie zupę. Może jej się uda…" (s. 27).

8 XI 1943: "Dziś rano czułam jakąś obawę przed pójściem do szkółki, bo dwa dni nie byłam i obawiałam się, że nie nadążę. Obawa moja się jeszcze zwiększyła, gdy inne dziewczynki pokazywały sobie wzajemnie jakieś nowe spódniczki (modele papierowe), ja takiej nie miałam, ale na szczęście nie byłam jedna – z młodszej klasy przeszło do nas kilka dziewcząt, więc powtórzona została lekcja. I tak w środku musiałyśmy przerwać i miałyśmy żydowski. Nauczyciel nam opowiadał o Szolem Alejchem…" (s. 30).

5 I 1944: "(Dziś o szóstej przyjdą dziewczęta z kółka literackiego. Co do tego szkółkowego – to ja się wycofałam, jakoś mi nie każą przychodzić). A wczoraj był to niby początek tego kółka z p. Wolmanem, na drugiej lekcji, przecież nie mógł prowadzić wyłącznie z nimi, więc myśmy skorzystały. Pytał o różnych klasyków i myśmy bardzo mało wiedziały, ale dość z tym" (s. 59).

17 I 1944: "W szkółce już dziś miałyśmy matematykę, tak, tutaj najpierw wszystko przyjdzie do porządku dziennego. Teraz na [salę] wykładową przeniesiono najlepsze maszyny i my będziemy razem z trzecią grupą…" (s. 70).

24 I 1944: "W sobotę głowa mnie bardzo bolała i w ogóle się źle czułam, poza tym miałam zmartwienie, bo może wiesz, że 8 stycznia w sobotę nie otrzymałam zup itp. I dalej... W tę sobotę (jeszcze leżałyśmy w łóżkach) przyszła Hela Jochimowicz i powiedziała, że w szkółce jest kontrola z FuKR­u i że jestem obecna, i żebym już poszła do szkółki, bo oni mogą wpaść (byłam obecna). W dziesięć minut byłam w resorcie. Kontroler się [o] wszystko wypytał i napisał w moim imieniu, na końcu kazał mi się podpisać. Odparłam, że w sobotę nie piszę. Wszyscy się uśmiechnęli, a kontroler się chciał zapewnić, czy w ogóle podpiszę się, i powiedział, że przyjdzie w poniedziałek, może ta druga dziewczynka też będzie (Sali Skureckiej nie było). Gdy weszłam do klasy, wszyscy na mnie wpadli zadowoleni i wypytywali się jak i co. Kilka razy musiałam wszystko powtarzać. Słowem – narobiłam sensację. Już zostałam do pierwszej, bo może bym była potrzebna, żeby znów nie musiały po mnie lecieć. I wszystkie były zadowolone...
Gdy wróciłam do domu i opowiedziałam wszystko, gdy Minia dowiedziała się, że byłyśmy w FuKR­ze (Estusia od początku wiedziała), mówiła mi, że przez moje zupy ktoś może pójść na Czarnieckiego, że ja nie powinnam pójść do FuKR­u, tamta mogła pójść, ja nie (nawet gdybym ja nie poszła, to by Sali ojciec to załatwił, on miał przecież zamiar pierw pójść)" (s. 76).

V B, JA/ONI
13 II 1944: "Niedziela... siedzę teraz w szkółce i czekam, jak wszystkie koleżanki, na zupy... Jest strasznie zimno, na dworze śnieg, w klasie nienapalone. Piszę, a raczej bazgrzę, lewą rękę trzymam w mufce... Spać mi się chce..." (s. 112).

14 II 1944: "Był Zemel i przemawiał, a raczej powtórzył przemowę Prezesa. Więc: co się dotyczy tych, którzy mają być wysiedleni i się chowają... ludność jeszcze do tego dopomaga... a to jest wzbronione... Podobno to mają być roboty nietrudne... Ale cóż wiadomo?... Poza tym w godzinach pracy, tzn. między siódmą rano a piątą po południu nie będzie wolno chodzić ulicą... Getto zamienia się w Arbeits Lager... Mieszkania będą musiały być zamknięte" (s. 116).

16 II 1944: "Dziś do szkółki przyszłyśmy na siódmą... Zastałyśmy zmianę „dekoracji”... Na sali wykładowej wzdłuż stoją stoły i maszyny. Cóż? To mnie mało obchodzi! Ale jeszcze coś! Portier mnie rano nie chciał wpuścić, ja nigdy nie oddaję Arb. Karty, a dziś w żaden sposób nie chciał mnie wpuścić. Dałam mu legitymację obiadową zamiast Arb. Karty... ale i to nic... Ważniejsze, i to o wiele ważniejsze jest, że mi już bardzo tęskno za dziewczętami, za zbiórką i w ogóle...[…]
Dziś w szkółce miałam rozmówkę z koleżanką, niejaką Marysią Glikson (apykojrys), o p. Zelickiej. Domyślasz się, co ona mogła o niej powiedzieć!... Ona jest adoptowana i p. Zelicka jest jej kontrolerką. Do rozmowy przyłączyły się także inne dziewczynki, które znają p. Zelicką i żadna się z nią nie zgadzała. Na końcu ona tak do mnie rzekła: „Ona jest z tej samej gliny co ty”" (s. 127).

17 II 1944: "Poza tym już my w szkółce (już nie szkółka, bo zmieniono nazwę na Fach Kurse) nie będziemy miały ani żydowskiego, ani rachunków, tylko pięć godzin szycia (produktywnego), jedną godzinę rysunków fachowych. Książek ani zeszytów nie wolno zabierać do pracy... I nawet jest tajne, oni (resorty) muszą nas kryć, nas – dzieci, bo to przecież niedozwolone, żebyśmy się czegoś uczyły..." (s. 130).

23 II 1944: "Jest mi coś tak niewyraźnie!... Nie wiem... I może też dlatego, pierw nie mając co do roboty, czytałam, podeszła (ja nie zauważyłam) do mnie Pilcewiczowa i zabrała mi książkę...
Ach, do diabła!... Nie mam co do roboty i muszę siedzieć i nic nie robić... Teraz to już mam, bo mi dali – jakieś tam wkładki do książki mam szyć... Nie zauważyłam i wzięłam skos, a teraz się bardzo faluje... Ach, co tam te resortowe historie!..." (s. 138).

1 III 1944: Dziś w resorcie byłam strasznie zdenerwowana, z powodu bo nie mogłam szyć, dopóki Pilcewiczowa mi nie sprawdzi, czy dobrze kroję... A później ledwo dostałam maszynę...
Kręciłam się jak nieprzytomna, w głowie mi się kręciło, a także bo pozwoliłam jednej dziewczynie szyć moimi nićmi, to już także inne szyły i przez wczoraj i dziś zużyłam dwie szpulki nici... Teraz nie mam nici i nie wiem, co będzie" (s. 156).

9 III 1944: "Co do mojej sukienki, to dziś nie szyłam ani jednego „uczciwego szwa”, po prostu dlatego, bo większa część maszyn jest popsuta, w niektórych nie ma igieł, a do tych, które szyją, wcale nie można się dostać... Tak, właśnie przy tej prywatnej robocie doskonale poznałam samolubstwo, egoizm i złość dziewcząt... Takie młode, a już... Ach, jakie to straszne... Przy przebywaniu z nimi może odejść w ogóle chęć od wszystkiego…" (s. 171).

17 III 1944: "Jestem tak zaaferowana tym egzaminem, że po prostu nie mam już czasu na pamiętnik. Wczoraj ułożyłam wiersz żydowski na popis, ale mówić go będzie prawdopodobnie Juta Alperin. Ciekawam, jak to będzie (bo chyba na pewno będą oklaski), więc kogo będą oklaskiwać?... Pani Kaufmanowa powiedziała, że przed powiedzeniem tego wiersza zaznaczy się, że ja go ułożyłam, ale to już w ogóle ma inny smak…" (s. 177).

19 III 1944: "Już po egzaminie... Ale bardzo bym chciała zostać na kolejnym kursie. Sama nie wiem, ale zawsze u mnie tak już jest, że gdzie bym nie była na początku, prawie nikt mnie nie zna, dopiero później albo na końcu zżywam się ze wszystkimi (za wyjątkiem naszej grupy Bnos, tutaj się od razu zżyłam), tak jest też z tą szkółką. Poprosiłam dziś wujka, żeby pomówił jutro z Szusterem, a także dziś z Prywą pójdę do Zemlówny. Doprawdy teraz mi zależy, żeby zostać w szkółce.
Chcę teraz trochę o tym pisać, o tym egzaminie. Wystawa była śliczna, w ogóle wszystko, były (od gości) przemowy, no już zresztą, tak jak popis. ...A gdy Juta mówiła mój wiersz, po skończeniu Kaufmanowa się spytała (na niby): „A kto go ułożył?”. „Rywcia Lipszyc”, odparła Juta. Musiałam wyjść na środek i pokazać się…" (s. 178).

23 III 1944: "Jestem w resorcie. Nikt w domu nie został. Minia zabrała klucze ze sobą, niby to zapomniała zostawić... Teraz Cypka jest u mnie, nie wypuszczają z portierni, prawdopodobnie na mieście jest jakaś komisja... Jeszcze wciąż są jakieś rozruchy. […] Nie możemy wyjść z resortu, ta komisja to coś poważnego" (s. 182-183).

30 III 1944: "Wczoraj po zupie na pewno miałam gorączkę. Już, już miałam zejść do doktora, gdy wtem Kaufmanowa zawołała Karmelę, Estusię i mnie do kancelarii. Co jest? Na Żydowskiej ma być w niedzielę powtórzenie popisu egzaminacyjnego. My (Franzstrasse) mamy się dołączyć i dodać nasz program. Prawdopodobnie jakieś dziesięć dziewcząt od nas ma pójść z delegacją. Ale najważniejsze, musimy układać. O godz. trzeciej miałyśmy pójść z gotowym na Żydowską. Gdyśmy to powtórzyły klasie, powstał bunt, dlaczego tylko dziesięć dziewcząt. A co do programu, to była środa i miałyśmy bardzo mało czasu, oni się przygotowywali kilka tygodni. Nie chciałyśmy się skompromitować. Poprosiłyśmy Kaufmanową. Zaczęły się przekonywania itd. Koniec końców uległyśmy i Kaufmanowa miała się dowiedzieć dokładnie, czy wszystkie, czy tylko dziesięć dziewcząt ma być. Czułam się bardzo okropnie i ani mi to w ogóle w głowie leżało. I jeszcze na dodatek Cypka mi przyniosła klucze, a ja nie wiedziałam, czy Minia przyjdzie o drugiej, czy coś załatwiła, a o trzeciej miałam pójść na Żydowską. […] Była próba. Ja żadnego udziału nie brałam. Zresztą tylko te małe brały udział. Tam jest jakiś wierszyk, który mam przekształcić. Dość ku mojemu zadowoleniu na Żydowską nie musiałam pójść (one poszły), tylko Kaufmanowa mnie prosiła, żebym coś się postarała napisać. O wpół do czwartej byłam już w domu" (s. 192-194).

V B, JA
20 II 1944: "Wczoraj, w sobotę, musiałam być w resorcie... Pierwszy (i oby jedyny raz!) Chanusia i Estusia także były, Minia leżała w łóżku (przed piątą jakiś urzędnik z banku przyniósł jej „stam kartę” na obie zupy – sobotnią i niedzielną, ponieważ wszyscy wczoraj otrzymywali dzisiejsze zupy), ale nie o tym chciałam pisać…
Ach, Boże, jak to okropnie było wstawać tak wcześnie w sobotę!... Tak mnie dławiło!... Gdy szłam przez róg Jerozolimskiej i Franciszkańskiej przy drutach (żołnierz patrzał na getto), zdawało mi się, że tylko na mnie patrzy i ma satysfakcję, że i ja także idę... Ach, Boże, tego uczucia nigdy nie zapomnę, tak mi źle było, tak ciasno, płakać mi się chciało!... Płakać... płakać... Patrzyłam, jak ludzie idą do resortów, tak jak zwykle. Ten dzień, ten święty, ten Boski dzień jest dla nich zwykłym, normalnym dniem powszednim... Boże, i ja się między nimi znalazłam?" (s. 133-134).</document>
<document nplp_id="12774" title="DREWNOWSKA 11 (mieszkanie Działowskich)" slug="drewnowska-11-mieszkanie-dzialowskich">
Rywka Lipszyc
JA/ONI, V A

5 X 1943: "Po lekcji weszłam do Feli, chciała mi spłacić [aa] odłożone do dziś. Ale mniejsza z tym. Nie miałam [a], więc pożegnałam ją i już chciałam wyjść. W tej [a] Działowscy mieszkają jeszcze z kimś, jakiś mężczyzna [a] stanął i zapalił latarkę i także chciał wyjść. Nie [zwróciłam] na niego zbytniej uwagi. Pierwszy wyszedł z pokoju, [otworzył] drzwi, trzymał w ręku zapaloną latarkę i czekał. Gdy [podeszłam] do drzwi, on stał. Przystanęłam na chwilę, bo przecież był starszy, więc nie wypadało, żebym pierw wyszła. Ale [zobaczyłam], że on się nie rusza, zrozumiałam, [że powinnam] wyjść, co też zrobiłam. On wyszedł za mną. „Przyświecić [a]?” Nic nie odrzekłam, lecz pomyślałam sobie: „Co tu [aa] mi przyświeci, zresztą przecież nie robi tego specjalnie”, [a] i dodałam: „Bądź ostrożna!”. „Ja panią popro[wadzę] [aa]”. Myślałam, że przyświeci bardziej schody, żebym [aa]. Ale skąd... Objął mnie w pół…" (s. 6-7).

12 X 1944: "Czytałam Sonatę cierpienia. Ach, to jest tak charakterystycznie napisane, że podziwiam po prostu autora. Wiele, ach bardzo wiele się zgadza ze mną, ale są także rzeczy przeciwne. Np. z tą wiarą – ja jestem wierząca, a on chciał wierzyć, i to mu z wielkim trudem przychodziło. On jakby z cierpień, bólu wyciskał wiarę, jakby wtedy wiedząc, że nie ma co innego czynić, musi wierzyć, ale ta wiara nie przynosiła mu ukojenia... Ach, doprawdy, genialnie napisane. Ale zgadzam się z nim z tą walką wewnętrzną... Ach, jak to odczułam... I może właśnie dlatego było mi tak ciężko na sercu... W takich chwilach (jak już wspomniałam) chciałabym być sama, albo sam na sam z osobą, która by mnie zrozumiała. Byłam wtedy właśnie u Feli Działowskiej. Powiedziałam jej o tym, ale ani ja, ani ona nie miałyśmy na dłużej czasu. Ten czas, ten paskudny brak czasu... Jakże on się mnie (nie tylko mnie, ale wszystkim) daje we znaki…" (s. 16-17).

27 I 1944: "Już wczoraj miałyśmy pierwszą lekcję na kursie u Bali Działowskiej... Myślę, że się dobrze zapowiada... Będziemy [je] miały trzy razy tygodniowo, w niedzielę o czwartej, i w środę i sobotę o siódmej…" (s. 84).

12 IV 1944: Wczoraj wieczorem, gdy szłam do domu (byłam z Prywą po Zemlównie u Feli Działowskiej, aby się zapisać na kursy, właśnie też umówiłyśmy [się], że prawdopodobnie zapiszemy się do czytelni i będziemy przerabiały książki, zdaje się, że o ile tylko [zdołamy się] zapisać do czytelni, to lepiej nam to wyjdzie jak [aa] inne kółka literackie, i myślę, że Bala nam trochę pomimo że – tak bym chciała, żeby coś z tego było!). Więc gdy wracałam do domu, poczułam, jak piękna jest młodość. Możliwe, że gdybym miała papier, napisałabym coś. Później przypomniała mi się Oda do młodości i przypadkowo miałam ten tom Mickiewicza przy sobie" (s. 206).</document>
<document nplp_id="12777" title="MODRA 15/8 (mieszkanie Maryli Łuckiej)" slug="modra-15-8-mieszkanie-maryli-luckiej">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
VA, JA/ONI

3 I 1944: "Więc to tak... Wczoraj miałyśmy zbiórkę, tę u Maryli Łuckiej. (Teraz będę musiała każdą zbiórkę zatytułować). Przerobiliśmy nowelę Prusa Z legend dawnego Egiptu. W ogóle to wszystko mi się podoba, a najważniejsze, że mogę z tego ciągnąć korzyści. Później omówiłyśmy, jak to dalej będzie. Więc raz w tygodniu będziemy miały zbiórkę z samej literatury lub czego innego, a w niedzielę prócz tego będziemy miały godzinę zabawy (abyśmy nie zbabiały), na zabawę będą może przychodzili chłopcy. Wczoraj ani się nie cieszyłam, ani w ogóle o tym mówiłam, ale cieszę się, raz: bo mam także swoje zdanie, a jeżeli mi się nie spodoba, to im mogę powiedzieć itd., po drugie, że mogę [być] razem z Lusią, Helą i Edzią, w ten sposób lepiej je zapoznam. W ogóle ta zbiórka dała mi dużo do myślenia, ale najwięcej to, że później przeszłyśmy na temat komunizmu, bundyzmu itp. Lusia powiedziała, że jest syjonistką, Hela też, Maryla Łucka też. Jadzia w ogóle nie miała swego zdania, w końcu Lusia rzekła, że ja to już na pewno. Nic na to nie odrzekłam, ale postanowiłam koniecznie pomówić z Lusią, bo tak czy owak ona się myli. Przez cały czas myślałam: ja – syjonistka, Maryla Łucka także syjonistka, no i Jadzia, bo wszystkie są syjonistkami, to i ona. To nie harmonizowało, nie wiązało się ze sobą. Gdyśmy szły do domu (ja z Lusią), spytałam Lusię, co przez to myślała, mówiąc, że jesteśmy syjonistkami. Zaczęła mi mówić o idei syjonistycznej, nie, to nie (najgorsze, że ja się nie umiem wysłowić), ale jakoś doszłyśmy do zrozumienia" (s. 57).

17 I 1944: Wczoraj nie miałyśmy zbiórki u Maryli Łuckiej (byłyśmy u niej i siedziałyśmy przez cały czas), jej matka jest chora i... w ogóle, ta grypa... ogromna przeszkoda... We wtorek mamy zbiórkę ogólną ze wszystkimi, a w środę coś w rodzaju posiedzenia, tylko stare i starsze. Dotąd gdy przychodziłyśmy na zbiórki, było tak swojsko, byłyśmy niby jedna, a dziś czujemy się dziwnie obco… (s. 70).

V B, JA/ONI

14 II 1944: "Wczoraj wieczorem miałyśmy zbiórkę, a raczej „zabawę” u Maryli Łuckiej, dobrze by to było, żeby był także inny czas, ale tak. Było także dwóch chłopców: Józio i Paweł... Na ogół znośni... Ja i tak trzymam się na uboczu, a że oni tylko w niedziele przychodzą, więc chciałabym iść gdzie indziej, byleby znaleźć zaczepkę, aby tam w niedzielę nie przyjść. O wiele lepiej byłoby, gdybym mogła być u Surci i mieć z nią kawałek Tehilim" (115-116).</document>
<document nplp_id="12780" title="MŁYNARSKA 25 (nowa siedziba resortu Bieliźniarsko-Odzieżowego tzw. resortu Glazera)" slug="mlynarska-25-nowa-siedziba-resortu-bielizniarsko-odziezowego-tzw-resortu-glazera">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA/ONI

28 III 1944: "Tak, jeszcze coś, nasz resort się przeprowadza na Młynarską 25, będę teraz miała spory kawałeczek. Prawie wszystkie się cieszą z tej przeprowadzki, ale mnie się wcale nie uśmiecha. Dlatego też na razie nic nie robimy, a raczej robimy, co nam się podoba. Ach, żeby to tak długo trwało…" (s. 188-189).</document>
<document nplp_id="12782" title="MŁYNARSKA 38 (mieszkanie Sary Zelwer, tzw. Surci)" slug="mlynarska-38-mieszkanie-sary-zelwer-tzw-surci">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
VA, JA/ONI

18 XII 1943: "Wczoraj (w piątek) byłam u Surci. Dała mi do przeczytania trochę z jej pamiętnika i wśród czytania zauważyłam, że mam przecież tyle do napisania... Ten list, w którym jej pisałam o życiu, pokazała pannie Zelickiej i dlatego też p. Zelicka przysłała mi przez Surcię wezwanie na wtorek o jedenastej i chce ze mną o tym pomówić. To jest takie niespodziewane... Gdy przyszłam do Surci, spytała mnie: „Czy byś nie miała nic przeciwko temu, gdybym twój list pokazała p. Zelickiej?”" (s. 42).

7 I 1944: Piątek... Ach, jakże lubię piątek wieczór! I w dodatku umówiłam się z Surcią! Lusia także chce do niej ze mną pójść, dobrze (będziemy mówiły o syjonizmie), a zaraz po zapaleniu świec przyjdzie do mnie Mania, musi o czymś ze mną pomówić…" (s. 60).

15 I 1944: "U Surci matka i obaj bracia są chorzy... Chajusia jest chora... Wczoraj byłam u Surci, pokazała mi kilka swoich wierszy. Ach, myślałam, że czytam swoje... Jakie podobieństwo!..." (s. 68).

24 I 1944: "Wczoraj zaniosłam bieliznę do pralni, z powrotną drogą wstąpiłam do Zemlówny, z czego byłam bardzo zadowolona, bo gdy coś od niej potrzebowałam, to przychodziłam do niej nawet bardzo często, a gdy nic nie potrzebowałam, wcale się nie pokazywałam... Już tyle razy sobie przyrzekałam, że dziś już na pewno pójdę, czy jutro, na pewno itd. Później wstąpiłam także do Surci, oddałam jej list…" (s. 78).

25 I 1944: "Wczoraj zaniosłam bieliznę do pralni, z powrotną drogą wstąpiłam do Zemlówny, z czego byłam bardzo zadowolona, bo gdy coś od niej potrzebowałam, to przychodziłam do niej nawet bardzo często, a gdy nic nie potrzebowałam, wcale się nie pokazywałam... Już tyle razy sobie przyrzekałam, że dziś już na pewno pójdę, czy jutro, na pewno itd. Później wstąpiłam także do Surci, oddałam jej list…" (s. 78).

V B, JA/ONI

12 II 1944: "Wczoraj wieczorem byłam u Chajusi (był piątek, poszłam do Surci, ale już jej nie zastałam). Był tam Mani Bardes ojciec. Gdy zeszłyśmy, dowiedziałam się, że Mania jest na Czarnieckiego jako zakładniczka za ojca... Boże! Uderzyło to we mnie jak gromem. Mania na Czarnieckiego!... Nie, nie do wytrzymania!..." (s. 106).

20 II 1944: "Poza tym w piątek wieczór, jak zwykle, byłam u Surci, musiałam trochę na nią czekać... Czekałam i (nie tak łatwo przychodzi mi pisanie tego) bracia jej niezupełnie prowadzili się jak powinni... Pomyślałam sobie: biedna Surcia! jak jej trudno... jakie walki musi staczać!... Ach, żal mi jej i zarazem podziwiam. Dos iz a sztiler held! [To jest cichy bohater] (Już mam temat na lekcję)" (s. 134).

9 III 1944: "Pierw byłam u Surci... Czytałam trochę z jej pamiętnika, ale później musiałam sama sobie przerwać, bo jest Purym i Estusia mi nawet nie pozwoliła pójść (musiałam być u p. Zelickiej), z tej intencji też chciała, żebyśmy jadły razem kolację, ale się nie udało, bo nawet gdy ja przyszłam, Cypki jeszcze nie było (i jeszcze nie ma)..." (s. 170).</document>
<document nplp_id="12784" title="PASTERSKA 2/18 (mieszkanie Heleny {Haliny} Zemel)" slug="pasterska-2-18-mieszkanie-heleny-haliny-zemel">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

8 X 1943: "Wczoraj po pracy poszłam do Zemlówny. Mówiłam z nią w sprawie wstąpienia do szkółki, o ile będzie mogła, to mi to załatwi. Jej brat jest w szkółce Glazera jakimś kierownikiem" (s. 12).

11 X 1943: "Wczoraj przed wieczorem miałam moc spraw do załatwienia, na szczęście poszłam z Salą. Ona chciała zamienić [palto], które dostała w resorcie (ona pracuje w resorcie Jakubowicza). Pożyczyła mi jej zimowe palto, co mi się bardzo przydało, a leży na mnie jak ulane, jak zrobione. Poszłyśmy do pralni, ale akurat była przerwa i musiałyśmy czekać do szóstej. Później poszłyśmy do Zemlówny, ona rozmawiała z bratem i muszę dziś po pracy pójść do niego. Następnie do Sali wujka poszłyśmy, ale już było za późno, Sala musi dziś jeszcze raz pójść. A ponieważ byłyśmy w pobliżu Surci (Surcia niedaleko mieszkała), więc wstąpiłyśmy do niej. I tam sporo zbałamuciłyśmy. Surcia chciała pójść do Chajusi, ale ona jej zaoszczędziła tego, bo sama przyszła. Nareszcie Surcia była gotowa i w czwórkę poszłyśmy do Tusi. Musiałam załatwić dla mnie talon na uszycie palta. Kto wie, kiedy to będzie. W pierwszym pokoju siedział jakiś mężczyzna, kolega Estusi. Ja w palcie Poli dobrze i poważnie wyglądałam. Estusia mnie zawołała i zapoznała z nim. Tak mi przycisnął rękę, że myślałam, iż mdleję, a na małym palcu mam małe oparzenie. Estusia powiedziała, że Chaimek wygląda przy mnie jak dziecko, mimo że jest o rok starszy. A Tusia mi powiedziała na ucho: „Tam siedzi kawaler Estusi, ona z nim zaraz odejdzie”.
Było bardzo zimno i Estusia bała się, abym się nie przeziębiła i włożyła mi Tusi czapeczkę. (Ja mam bardzo chore uszy). Na ulicy szłyśmy razem i ponieważ Chajusia mnie trzymała i miała także książkę, którą jej Surcia pożyczyła, dała mi [ją] do trzymania, a kiedy się pożegnałyśmy, zapomniałyśmy wszystkie o książce, dopiero później sobie przypomniałam. Mogłam powiedzieć, że mi się „upiekła” książka, ale ją zaniosę dziś do Chajusi" (s. 14).

25 I 1944: Wczoraj zaniosłam bieliznę do pralni, z powrotną drogą wstąpiłam do Zemlówny, z czego byłam bardzo zadowolona, bo gdy coś od niej potrzebowałam, to przychodziłam do niej nawet bardzo często, a gdy nic nie potrzebowałam, wcale się nie pokazywałam... Już tyle razy sobie przyrzekałam, że dziś już na pewno pójdę, czy jutro, na pewno itd. Później wstąpiłam także do Surci, oddałam jej list…" (s. 78).

4 II 1944: "Wczoraj byłam z Prywą u Zemlówny. Jej matka przed kilkoma dniami zachorowała nagle na serce i przedwczoraj poszła do szpitala. Gdy pytałam się, co słychać, Halinka odparła: „Wszystko byłoby dobrze, gdyby mama...”. Gdy mówiła, do tego miejsca porządnie się przelękłam... A co do naszej sprawy, to ja tylko powiedziałam, żebyśmy bardzo chciały zostać, a ona już powiedziała, że się spyta brata... Żeby on tylko chciał, to to będzie załatwione..." (s. 92).

V B, JA/ONI

24 III 1944: "Byłyśmy wczoraj z Prywą u Zemlówny. Powiedziała, że pomówi z bratem co do mojej sprawy (zostania na następny kurs). Poza tym [jej] matka już jest w domu, była siedem tygodni w szpitalu i z rozmowy wnioskuję, że była (i jeszcze jest) porządnie chora. Byłyśmy bardzo długo, do wpół do dziesiątej, [dużo nam] opowiadała, jak tam było w szpitalu itp." (s. 184).

12 IV 1944: "Wczoraj byłyśmy z Prywą u Zemlówny. Dokładnie jeszcze nie wiadomo, jak będzie, ale mam nadzieję, że jeżeli tylko będzie możliwe, to to będzie załatwione. Na razie już prawie miesiąc jesteśmy po egzaminach i nie tylko nie dochodzimy do produkcji, ale siedzimy i nic resortowego nie robimy, przeciwnie: przychodzimy, kiedy chcemy, wychodzimy, kiedy chcemy i robimy, co chcemy prywatnego. Wolność, raj. Och, gdyby to długo trwało (przynajmniej przez święta), byłoby to bardzo dobre. Ale cóż? To są przecież resortowe sprawy i nie ma na to teraz czasu (chodzi mi tylko o to, aby na lato nie wypadło dojść do maszyny), ale doprawdy teraz na to nie ma czasu" (s. 206).</document>
<document nplp_id="12786" title="PIEPRZOWA 17 (mieszkanie p.&amp;nbsp;Zelickiej)" slug="pieprzowa-17-mieszkanie-p-zelickiej">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

30 XII 1943: "Mam tyle do napisania... Jestem podniecona. Ale muszę od początku. Więc na ogół wieczór się udał, tylko w komedyjce, z powodu, że publiczność się śmiała, Dorka i Ruta Maroko też (przy swych rolach) się śmiały. Dopóki przyszła „góra”, musiałyśmy długo czekać, wreszcie gdy Bala Działowska przyszła, poddała projekt, aby dwie dziewczynki poszły do p. Zelickiej i dowiedziały się co i jak. Wybrano Dorkę Borensztajn i mnie. Ach, myśmy miały drogę! Nie będę o tym szeroko pisała, ale dodam, że sobie to przełożyłam na życie. No i ono nieźle przeszło, tylko raz upadłyśmy, ale było ono długie (podwórze pomiędzy Żydowską a Brzezińską), ciemne, droga w nim była śliska i mokra. Ja szłam o wiele śmielej od Dorki z głową podniesioną. Ach, gdyby mi się doprawdy udało przejść przez życie z głową podniesioną!!!
Panna Zelicka leżała w łóżku przeziębiona" (s. 52).

31 XII 1943: "O tym właśnie rozmawiałam z Chajusią wczoraj (zaniosłam p. Zelickiej babkę z wieczorku dopiero wczoraj i byłam u krawca z czapką, więc z powrotną drogą wstąpiłam do Chajusi). Powiedziała mi, żebym się postarała wyrazić swoje uczucia i wrażenia z „wieczoru”. Jakoś nie mogę. Czuje, że mnie coś ściska, że właśnie wtedy powinnam zostać jeszcze z kimś i pomówić o tym. Czułam, że mi coś brakuje, odeszła mi chęć od wszystkiego" (s. 55).</document>
<document nplp_id="12788" title="KOŚCIELNA 8/10 (Czerwony Domek, siedziba Kripo)" slug="koscielna-8-10-czerwony-domek-siedziba-kripo">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
ONI, V A

4 XII 1943: „Dorki Zand matka wróciła z „K” ze złamaną ręką. Poszła do szpitala, może zostanie. Dorka wygląda okropnie..." (s. 33).
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 12 lipca 1941 r.
„Po obiedzie, tj. o 12, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18 . Słyszałem u niej, jakie straszne przejście miała w tym tygodniu ze swoim ojcem, a mianowicie wezwali go do Kripo [Kościelna 8/10], by wydał im miejsce schowania majątku swego w mieście. Dobrze się jeszcze skończyło, bo od razu powiedział, gdzie się znajduje. Zabrali go do miasta, by wskazał miejsce schowania. Po wydobyciu tej paczki odstawili go do getta i zwolnili". (s. 91)

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI A

6 VII 1944
„Powróciwszy któregoś dnia wieczorem do domu, zastałem tam wezwanie do Kripo na czwartek [29 VI 1944] ma godzinę 7.30 rano. Ta niemiecka jednostka policyjna, mieszcząca się w dawnej plebanii kościoła Najświętszej Marii Panny, zajmuje się głównie poszukiwaniem ukrytych kosztowności żydowskich, luksusowej odzieży labo przedmiotów, których posiadanie jest Żydom zabronione, takich jak futra, brylanty, szlachetne metale itp. Kripo nie gardzi również innymi towarami – wyrobami ze skóry, manufakturą i chemikaliami.
Punktualnie o wyznaczonej godzinie stawiłem się w tzw. komisariacie. Dyżurujący tam policjant ze specjalnego plutonu Służby Porządkowej szczerze się zdziwił, że właśnie mnie wezwano. Ale cóż mógł poradzić. Udałem się do poczekalni na drugim piętrze. Tam zastałem czterech takich jak ja interesantów, a w ciągu pół godziny liczba oczekujących wzrosła do ośmiu. Jednego Żyda sprowadzono z więzienia przy ul. Czarneckiego, gdzie chciał się ukryć przed okiem Kripo.
Około godziny dziewiątej wezwano mnie na przesłuchanie. Już z pierwszych słów indagującego mnie urzędnika wynikało niezbicie, że zrobiono na mnie fałszywy donos.
Pierwsze pytanie brzmiało: co mam wspólnego z milionową fortuną firmy J.K. Poznański. Gdy wyjaśniłem, że – nic, zagadnięto mnie z kolei, co robiłem przed wojną, a co obecnie, gdzie mieszkałem przed wojną, gdzie teraz… Urzędnik Kripo usiłował mi wmówić, że oprócz posady u Haesslera miałam jeszcze przedstawicielstwo fabryki przetworów chemicznych. Gdy mu się to nie udało, zażądał wydania futer i kosztowności.
Oznajmiłem, że w 1941 roku – stosownie do rozrządzenia Przełożonego Starszeństwa Żydów [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] – zaoferowałem gminie nasze futra. Moje kupiono, odmówiono zaś kupna wielce sfatygowanej salopki mojej żony. Posiadamy ją dotychczas. Nie mam natomiast żadnych kosztowności, prócz obrączek ślubnych.
- No a walutę, marki niemieckie?
I na to pytanie odpowiedziałem przecząco.
- Ile zarabiałeś przed wojną?
- Sześćset do siedmiuset złotych miesięcznie.
- To bardzo dużo! – zasrożył się Niemiec – Robotnik łódzki zarabiał przeciętnie 18 złotych tygodniowo.
Nie śmiałem zaprzeczyć. Rozmowa nasza trwała zaledwie pięć minut. Otrzymałem rozkaz, by zejść do posterunku policji żydowskiej i kazać zamknąć się w celi. Dyżurny, w myśl ogólnie przyjętych przepisów, zabrał wszystkie przedmioty, które znalazł podczas rewizji osobistej. Pozostawił mi tylko chusteczkę do nosa, chleb i rękawiczki. Pozbawiono mnie natomiast szelek, paska, a nawet ołówka i okularów. Potem odprowadzono mnie do celi nr 1. I okazało się, że siedzi tam Dawid Warszawski.
Owo zaimprowizowane więzienie, to część dawnej plebanii, która została przebudowana na siedem cel, sześć ogólnych i jedną separatkę.
Okna w tych celach znajdują się na wysokości dwóch metrów od podłogi, są zakratowane i przesłonięte blachą. Na kamiennej posadzce stoją dwupiętrowe prycze, różnej wielkości, przeznaczone dla ośmiu do dziesięciu więźniów. Używanie ubikacji jest dozwolone tylko rano i wieczorem. W każdej celi znajduje się miska i wiadro wody. Aresztant otrzymuje dziennie: 25 dkg chleba, garnuszek kawy zbożowej (na śniadanie), w porze obiadowej porcję gęstej zupy (zawierającej, jak mnie poinformowano, 25 dkg kartofli i 1 dkg oliwy). Taką zupę dostaje również wieczorem. Zupa jak na warunki getta pożywna, chociaż bez smaku. Taką samą zupę dostaje się o godz. 18-tej wieczorem. Nieoficjalnie, jeżeli jest odpowiednia obsada, można raz-dwa dziennie dodatkowo dostać kawy. Prócz tego, choć obecnie panujący reżim nie pozwala na dostarczanie jedzenia z zewnątrz, to jednakże policjanci przyjmują do oddania chleb i cukier. A wobec tego, że karty, w odróżnieniu od więzienia na Czarnieckiego i aresztów policyjnych, nie są odbierane, to każdy więzień ma jeszcze dodatkowo 25 dkg chleba. O godz. 12-ej wyprowadza się więźniów na półgodzinny spacer dookoła pewnego małego klombu. Jeden od drugiego na dystans 2-3 metrów i rozmawiać nie wolno. W ogóle należy powiedzieć, że starają się cały regulamin i życie dostosować do prawdziwego więzienia.
Załoga niemiecka składa się z szefa komisariatu i czterech komisarzy, prowadzących śledztwo, i jednego ni to gospodarza, ten ostatni jest niestety Polakiem. Jego funkcje nie są określone, ale śledztwa nie prowadzi. Załoga żydowska składa się z jednego aspiranta, który jest jednocześnie magazynierem, i 10 wachmistrzów prowadzących i pilnujących aresztu i aresztantów.
Głównymi dostarczycielami spraw dla tego komisariatu są donosiciele spośród samych Żydów. Całe śledztwo polega na biciu, ale biciu niemiłosiernym. Trudno opisać, jak oni tu biją. Do bicia służy gruba laska bambusowa czy też ona. Nie zadaje się pytań, nie daje możności złożyć wyjaśnień, tylko od razu (na drugi dzień lub kilka dni) woła się cały szereg aresztantów (każdego po kolei po kolacji) do tego lub innego urzędnika, w zależności, kto prowadzi sprawę, a ten nic nie pytając każe się kłaść na kolanach i wali laską. Jeden ma większe szczęście, dostaje 10 kijów, inny miał większego pecha i może dostać 20, a nawet więcej kijów, przy czym bywają wypadki, że bijący się zmęczył, wtedy kolegia go zastępuje i dodaje od siebie. Biją po pośladkach, ale często i po plecach. Cały proceder zwie się „przesłuchaniem”. Zwykle przesłuchania odbywają się przed obiadem do 12-ej, rzadziej po obiedzie.
Trudno opisać stan zdenerwowania, w którym się znajdują te parę godzin po śniadaniu do 12-ej godziny. Każdy brzdęk kluczy, każdy otwierania celi kosztuje kilka lat życia, bo myśli, że to przyszedł klucznik po niego. O godz. 7-ej każdy z aresztantów zakłada na pośladki ręcznik na dwoje lub czworo złożony i wkłada go pod gacie".

8 VII 1944 [ciąg dalszy]W ten sposób chcą się aresztanci bronić przed skutkami otrzymywanych cięgów. O godz. 7.30-8 zaczynają przesłuchiwać tych, których powołano za pomocą kartek, a dopiero potem znajdujących się w celach. Dlatego też przez całe rano panuje w celach wielkie naprężenie, każde podzwonienie kluczami przez klucznika i otwierania przez tegoż drzwi wprowadza aresztantów w straszy stan zdenerwowania. Trudno opisać stan poszczególnego aresztanta, kiedy oczekuje, że otwierający drzwi klucznik wywoła jego nazwisko. Najróżniejsze myśli przechodzą człowiekowi przez głowę w tej chwili, co powiedzieć, czy ręcznik dobrze leży, jak uklęknąć itd. Ten czas do 12-ej jest w celi spokojnie i wielkie naprężenie. W naszej celi, która znajdowała się pod pokojami przesłuchania słychać było uderzenia laski i krzyki katowanych, jak również ryki katujących. Gdy taki skatowany wraca do celi, zdarza się bardzo często, że mdleje, czasami mdleje już na górze. Wracającego towarzysza celnego kładzie się na pryczy na brzuchu i koledzy niedoli nakładają mu na pobite miejsca kompresy z płynu Burowa, który dostarczają policjanci. Tak wygląda dzień w celi. Trudno opisać noce, noce w lipcu, trudno opisać, jaka panuje w celi duszność. Ostatniej nocy, którą przeżyłem w celi, prawdopodobnie nigdy do końca mego życia nie zapomnę. Chciałem wyrwać okno wraz z ramą, stanąłem pod oknem, by oddychać trochę świeżym powietrzem. Tu dopiero zrozumiałem, co to znaczy więzienie, co znaczy pozbawić człowieka wolności i zamknąć go w celi takiej, jak normalnie jest przyjęta. I pod tym względem należy więziennictwo zreformować.
Od czwartku rano do wtorku po obiedzie nie byłem wcale wołany na górę na przesłuchanie. We wtorek po południu, koło 16-ej, zawołano mnie na górę, jeszcze raz przepytano i kazano przynieść futro i obrączki ślubne, które miałem. W ten sposób zostałem zwolniony. Pobiegłem do domu, kazałem zadzwonić do żony, wyjąłem futro, zabrałem obrączki i poleciałem z powrotem wraz z córeczką [Hanną], która już nie chciała mnie odpuścić samego.

9 VII 1944 [ciąg dalszy]
Dalej przeżycia w Kripo. Otóż po powrocie z futrem i obrączkami kazano mi wejść na górę i przedstawić rzeczy temu, który mnie badał. W tym samym pokoju w tamtej chwili „badał” inny urzędnik jednego gościa. „Badanie” polegało na biciu. Badający stał z laską w ręku (dość gruba bambusowa laska), a delikwent stał i on go okładał po plecach na stojąco. Pierwszy raz to w życiu widziałem i zgrozą przejęty wpatrywałem się w twarz kata i katowanego. Różne myśli o humanitaryzmie, kulturze i cywilizacji obiegały mój mózg. Przypomniały mi się słowa mojej żony, która pała straszną nienawiścią do wszystkiego, co niemieckie i nie może obojętnie słuchać, jak się mówi o kulturze niemieckiej itd. Czy dlatego, że patrzyłem, czy wprost z nienawiści do Żyda, czy z powodu mojej bezbronności, czy może tak prosto dla kawału, ale rąbnął i on mnie parę razy laską po plecach. I tak i ja swoje dostałem.
Jak zdołałem stwierdzić, od trzech lat (tj. od czasu kiedy się prowadzi ewidencję) przez areszt Kripo przeszło 6000 osób. Jedni siedzieli parę godzin, a są tacy, co siedzieli 6-8 tygodni i więcej, przeciętnie trzeba liczyć 10-14 dni.
Teraz mają nową taktykę. Nie żądają już kosztowności i futer, lecz marek niemieckich. Gdy się im mówi, że nie ma, to każą sprzedać coś z racji (chleb albo cukier lub mąkę) i wskazują adres, gdzie kupić marki".
(s. 175-180)

JA/ONI, VII
19 XI 1944
„W progu stanął inny przedstawiciel Bałuckiego Rynku i w imieniu Brudera zadał nam pytanie, czy chcemy dobrowolnie zgłosić się do obozu. Jeśli tak, to przyjdzie on po nas nazajutrz w towarzystwie agentów. Nic nam nie grozi. Wprost z kryjówki udamy się do Kripo, gdzie nas tylko formalnie przesłuchają i zapiszą-po czym czeka nas kąpiel i dezynfekcja, no i obóz. Prosiliśmy o godzinę namysłu. Po dłuższej naradzie doszliśmy zgodnie do wniosku, że jeśli loch nasz został zdekonspirowany, i tak nas zabiorą. Może to nastąpić natychmiast albo za parę dni. W takiej sytuacji nie będziemy mieć chwili spokoju. Wszystko to rozważywszy, z ciężkim sercem przyjęliśmy propozycję Brudera. Dopiero o godzinie 21-ej przekazaliśmy wiadomość wyrażającą zgodę wysłannikowi Bałuckiego Rynku. A potem nastąpiła ostatnia noc w lochu ...
W piątek nad ranem pakowaliśmy swoje rzeczy. Nie zdążyliśmy się jeszcze ogarnąć, gdy na podwórzu rozległo się wołanie: „Bajgelman! Bajgelman!" Wyjrzeliśmy na dwór. Okazało się, że oczekują nas już dwaj agenci Kripo w asyście Brudera i Krajna. Obok stał wóz przeznaczony do przewozu naszych rzeczy. Kazano nam się ubrać i wynosić wraz z tobołami całe „umeblowanie" lochu. Trwało to przeszło godzinę.
Z resortu udaliśmy się do budynku Kripo przy uIicy Kościelnej. Tam spisano nasze personalia i zadano kilka stereotypowych pytań na temat walut i kosztowności. Potem odesłano nas do dezynfekcji i kąpieli na Bałuckim Rynku, skąd tramwajem pojechaliśmy do obozu przy ulicy Jakuba 16".
(s. 255)

JA/ONI, VI A
8 VII 1944
„Od czwartku rano do wtorku po obiedzie nie byłem wcale wołany na górę na przesłuchanie. We wtorek po południu, koło 16-ej, zawołano mnie na górę, jeszcze raz przepytano i kazano przynieść futro i obrączki ślubne, które miałem. W ten sposób zostałem zwolniony. Pobiegłem do domu, kazałem zadzwonić do żony, wyjąłem futro, zabrałem obrączki i poleciałem z powrotem wraz z córeczką [Hanną], która już nie chciała mnie odpuścić samego".
(s. 178)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, II C

„Teraz jeszcze kilka słów o Kripo, bo przecież trzeba wyjaśnić, dlaczego konieczność stawienia się w tej instytucji wywołała taką panikę. Kripo, czyli Kriminalpolizei, usadowiło się na placu Kościelnym, w tamtejszym domu parafialnym [Kościelna 8]. Jak nazwa wskazuje, do obowiązków Kripo należało zajmowanie się przestępcami pospolitymi, tylko że w getcie instytucja ta została obciążona obowiązkiem specjalnym. Przestępstwa pozostawiono kompetencji policji żydowskiej, która wysyłała na plac Kościelny regularne raporty. Natomiast najistotniejszą i zasadniczą domeną działalności Kripo w getcie było doprowadzenie do końca, dokonywanego stale i systematycznie, rabunku mienia ludności żydowskiej.

Chodziło o to, by od każdego Żyda, zanim pochłonie go komora gazowa, zanim wcześniej umrze z głodu, wycisnąć wszystko, co mogło mieć dla Wielkiej Rzeszy jakąś wartość i co ośmielił się, nie zwracając uwagi na zakazy czy rozporządzenia, gdzieś ukryć czy komuś dać na przechowanie. Mógł to być również dobrze brylantowy pierścionek, jak skład przędzy, kołnierz futrzany czy marki niemieckie. Obowiązkiem Kripo było wszystko to skonfiskować. No, ale przedtem należało się dowiedzieć, czy coś jest gdzieś ukryte i gdzie to jest ukryte. Metoda była tu jedna i w zasadzie niezawodna. Podejrzanego o zbrodnię ukrycia czegokolwiek wartościowego aresztowano, a następnie tak długo bito i torturowano, aż przyznał się, to znaczy powiedział, co i gdzie schował, jeśli oczywiście schował. Jeśli bowiem już nic nie miał, jeśli niczego nie ukrył, jeśli nikomu nie oddał na przechowanie złotej obrączki, futra czy sztuki wełny – nie było sposobu, by wyszedł z Kripo żywy. Wiedza Niemców, jeśli idzie o owe skarby, wspomagana była przez donosicieli z jednej i drugiej strony drutów… W każdym razie wezwanie na plac Kościelny było jednoznaczne z oddaniem się w ręce wyjątkowo wyrafinowanych sadystów. I choć nad gettem stale ciążyła z całą swoją grozą hitlerowska władza, to Kripo było tej władzy najbardziej wiadomym i bez przerwy o niej przypominającym narzędziem…

Nie miałem więc powodu dziwić się reakcji obydwu lekarzy na telefoniczne wezwanie z placu Kościelnego, chociaż mogła mnie zdziwić pochopność, z jaką mnie tam wysyłano. Ostatecznie nie wiedziano, o co chodzi. Wysłany więc przypuszczalnie byłem w nadziei, że jeśli do jakichś

przesłuchań dojdzie, mój młody wiek gwarantuje (do pewnego stopnia) przetrzymanie wiadomych metod. To było jasne, dlatego też dodatkowym obrzydzeniem przejmował mnie fakt, że dr Sz. próbował przekonywać, iż wybranie mojej osoby do reprezentowania mnie na placu Kościelnym szpitala zakaźnego jest dowodem niesłychanego zaufania.” (s. 50-51)

JA, II C

„Po piętnastu minutach od chwili, gdy wezwano mnie do gabinetu dyrektora szpitala, znalazłem się przed siedzibą Kripo. Dzisiaj nie potrafię już powiedzieć, co mnie bardziej wówczas nurtowało: strach czy ciekawość. W każdym razie tam już na mnie czekano. Przed dawnym domem parafialnym stała dobrze znana mieszkańcom getta dwukonna dorożka, a w niej siedzieli dwaj najwspanialsi przedstawiciele gromady ssaków. Jednym z nich był przepyszny wilczur syberyjski o puszystej, miękkiej sierści i ciemnych jak piwny bursztyn oczach; zwisający ozór wyrażał radość życia. Drugim był Oberscharführer SS o nazwisku, jak się później dowiedziałem, Jansen. Eugen Jansen był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałem. Oberscharführer (według nomenklatury wojskowej – sierżant czy straszy sierżant) był pod każdym względem doskonały. Doskonale nosił czapkę wojskową, doskonale mrużył oczy, doskonale miał wyczyszczone buty, doskonale przylegał do niego mundur SS i doskonale aryjskie miał rysy… Maniery zresztą też miał doskonałe. Przynajmniej początkowo. Zaprosił mnie dobrze wystudiowanym ruchem do dorożki, kazał usiąść obok siebie, a wilczurowi, który dotychczas zajmował to zaszczytne miejsce, wskazał wysuniętą ławeczkę naprzeciw.” (s. 53)

ONI, II A?

„No i wreszcie się stało. Szaję Magnata wezwano do Kripo, gdzie go podobno przesłuchiwało kilku oficerów SS. Z tego pierwszego przesłuchania Szaja wrócił, ale nikomu o jego przebiegu nie wspomniał. Jak mi ktoś godny zaufania powiedział, próbował Szaja w tym czasie odebrać

sobie życie, ale któryś z domowników odciął go od stryczka... Po co? W kilka dni później Szaja został na plac Kościelny wezwany po raz drugi.” (s. 129)

ONI, II B (?)

„W kilka dni później Szaja został na plac Kościelny wezwany po raz drugi. Do domu tym razem już nie wrócił. Jak twierdzili więźniowie, którzy w tym samym czasie znajdowali się w areszcie Kripo, Szaję Magnata przesłuchiwano kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Bito go i torturowano, lecz niczego z niego nie wyciągnięto. Nie wydał żadnego ze swoich wspólników. Nie zdradził ani słówkiem, gdzie schował to wszystko, co zdążył w ciągu krótkiego czasu Niemcom ukraść i co zdążył kupić w postaci biżuterii czy złota.” (s. 129)

JA/ONI, II B (?)

„W domu Szai przeprowadzono wielogodzinną rewizję. Na nim samym wypróbowano ponoć wszelkie metody tortur, które wymyślił niemiecki umysł dla zaspokojenia niemieckiego sadyzmu. Nic nie pomogło... Po trzech czy czterech dniach tradycyjnym zwyczajem wezwano na plac Kościelny pogotowie ratunkowe. Lekarzowi przekazano worek z przyczepioną do niego kartką, która informowała, że wewnątrz znajdują się zwłoki Szai Zylberszaca. Przyczyną zgonu, jak podało Kripo, miał być atak serca... Może pan to uznać za zrządzenie losu, ale tym, który odbierał z Kripo doczesne resztki Szai Magnata, był ten sam lekarz, któremu Kligier przywiózł list od ojca z Warszawy, i ten sam, który pełniąc u wspólnika Gertlera dyżury podczas wrześniowej szpery, podsłuchał rozmowy, jakie obydwaj prowadzili...

Oto jak zakończyła swoje istnienie łódzka dintojra. Nie z wybuchem wojny, nie z nawróceniem się Ślepego Maksa, ale wraz ze śmiercią Szai Magnata zamęczonego w Kripo.” (s. 129-130)</document>
<document nplp_id="12789" title="PODRZECZNA 10 m. 11 (mieszkanie Dorki Zand)" slug="podrzeczna-10-m-11-mieszkanie-dorki-zand">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

24 I 1944: "Wieczorem nie od razu poszłyśmy do domu (właściwie chciałam Tobie wszystko powiedzieć, ale żeś poszła z Chajusią i Róźką). (Właśnie wtedy, gdyśmy wychodziły od Dorki po zbiórce, zauważyłam, że Kałmo, który dopiero przyszedł z ulicy, miał obwiązaną głowę i twarz, co to ma znaczyć?)" (s. 77).</document>
<document nplp_id="12791" title="SPACEROWA 6 (pralnia)" slug="spacerowa-6-pralnia">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

11 X 1943: "Wczoraj przed wieczorem miałam moc spraw do załatwienia, na szczęście poszłam z Salą. Ona chciała zamienić [palto], które dostała w resorcie (ona pracuje w resorcie Jakubowicza). Pożyczyła mi jej zimowe palto, co mi się bardzo przydało, a leży na mnie jak ulane, jak zrobione. Poszłyśmy do pralni, ale akurat była przerwa i musiałyśmy czekać do szóstej".

24 I 1944: "Wczoraj zaniosłam bieliznę do pralni, z powrotną drogą wstąpiłam do Zemlówny, z czego byłam bardzo zadowolona, bo gdy coś od niej potrzebowałam, to przychodziłam do niej nawet bardzo często, a gdy nic nie potrzebowałam, wcale się nie pokazywałam... Już tyle razy sobie przyrzekałam, że dziś już na pewno pójdę, czy jutro, na pewno itd. Później wstąpiłam także do Surci, oddałam jej list…" (s. 13).</document>
<document nplp_id="12793" title="STARY RYNEK" slug="stary-rynek">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA/ONI

15 III 1944: "Mnie się wydarzyła na ulicy mała przygoda. Na Starym Rynku worek (20 kg) spadł mi z pleców (więcej nie mogłam już udźwignąć). Zrobiła się dziura i zaczęły wylatywać kawałki węgla na wolność. Szłam sama i nie mając innej rady, chciałam czekać na Estusię... Estusia nie nadchodziła. Co tu robić? Nie mając innej rady, wyjęłam igłę i nici i jako tako zaczęłam szyć, lecz worka nie mogłam już wziąć na plecy i jakby na złość: albo nikt nie przychodził, albo także z węglem... Przydałaby mi się sanka... Jednak za długo było mi czekać na Estusię, więc zaczęłam ciągnąć worek... Uszłam tak kawałek drogi i... stop... ogromna kałuża zatrzymała mnie. Chciałam więc podnieść worek (co nie bardzo mi się udało), gdy nagle słyszę, że Estusia mnie woła. Szukała mnie wszędzie i nie wiedziała, gdzie jestem. Poszła do domu i przyniosła sankę... O godz. pół do drugiej położyłyśmy się spać... Teraz się bardzo źle czuję... Już, dość z tym... Teraz jeszcze mamy 40 kg do odebrania…" (s. 175-176).
Jakub Poznański
ONI, VII
9 IX 1944

„Onegdaj [8.09] nad ranem [Hans] Biebow osobiście „nakrył” w domu na Starym Rynku
trzy ukrywające się osoby. Pobił je do krwi, a potem odstawił półnago, w samej tylko bieliźnie, do obozu przy Jakuba 16 i kazał wciągnąć do tzw. ewidencji". (s. 214)

ONI, VII
12 IX 1944
„Podobno niedaleko nas, gdzieś w okolicy Starego Rynku, znajduje się jakiś olbrzymi schron, w którym ukrywa się kilkaset osób. Przypuszczają, że na terenie całego getta wegetuje około dwu tysięcy ludzi. Niemcy oświadczyli niedawno, że według ewidencji około 4 tysięcy ludzi ulotniło się bez śladu. Oczywiście liczby te są grubo przesadzone".
(s. 216)

JA, VII
10 XII 1944
„Przydzielono nas do tzw. Raumungskommando – to znaczy do „oczyszczania" mieszkań na Starym Rynku. Znaleźliśmy tam sporą ilość zegarków, maszyn do szycia, pralek, wyżymaczek, lichtarzy itp".
(s. 258)

ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„W nocy z poniedziałku na wtorek znowu wybuchały pożary na terenie getta. Paliły się domy na rogu Nowomiejskiej i Starego Rynku, na Brzezińskiej 21 i 23 i jeszcze w dwóch miejscach. Z braku straży i wody pożaru nie można ugasić i trzeba domy takie pozostawić swojemu losowi".
(s. 268)</document>
<document nplp_id="12798" title="WOLBORSKA 5/6 (mieszkanie Chajusi Guterman)" slug="wolborska-5-6-mieszkanie-chajusi-guterman">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

12 X 1943: "Wczoraj w biurze czytałam te nowele, które wczoraj zaniosłam Chajusi, więc czytałam Sonatę cierpienia" (s. 16).

15 I 1944: "Powrotną drogą my z Ewą wstąpiłyśmy do Chajusi, by jej zwrócić żurnal, jakoś rozmawiałyśmy o szperze. Ewa się trochę wygadała, zdaje się, że jej było lżej, ja prawie milczałam, bo cóż miałam mówić?... Chajusia nam opowiedziała, jak oni się wyratowali z Czarnieckiego (już tam byli w szperze). Ta rozmowa i w ogóle wszystko mnie przybiło…" (s. 68).

7 II 1944: "Mam zmartwienie przez Cypkę, bo jest słaba i jeszcze przy tej racji [żywnościowej] nie spróbowała łyżeczki cukru. Chanusia schowała na Pesach i trochę się zdejmowało do babki, a jak się zdejmowało, to już Minia jadła trochę na chleb itp. Tak samo z innymi rzeczami...) Gdy to powiedziałam Surci (poszłam do Chajusi i później przyszła Surcia), powiedziała, że to trzeba koniecznie załatwić u p. Zelickiej, boję się, że jest [to] nie bardzo wykonalne... Poza tym Chajusia mi czytała z Chowot ha-lewawot i to mi także dużo daje. Później kazała mi się zastanowić nad „przyzwyczajeniem”, na przyszłą sobotę dokończy... Ale jeszcze za mało…" (s. 96).

V B, JA/ONI

12 II 1944: Ach, Boże, cóż to się dzieje w getto? Znów wysiedlenie!... Na Czarnieckiego jest pełno dzieci, nawet pięcioletnich, jako zakładników za tych, którzy otrzymali wezwania... Krochmalnikowa (ona jest krewną jednego z „K”, sąsiadka nasza) powiedziała, że teraz się dopiero zaczyna i jeszcze w ogóle nie wiadomo, ile osób się wysiedli... Wczoraj wieczorem byłam u Chajusi (był piątek, poszłam do Surci, ale już jej nie zastałam). Był tam Mani Bardes ojciec. Gdy zeszłyśmy, dowiedziałam się, że Mania jest na Czarnieckiego jako zakładniczka za ojca... Boże! Uderzyło to we mnie jak gromem. Mania na Czarnieckiego!... Nie, nie do wytrzymania!...
[…]
Dziś jak tylko się ubrałam, poszłam do Chajusi, miałyśmy dalszy ciąg Chowot ha-lewawot i mówiłyśmy o „przyzwyczajeniu”. To taki rozległy temat, że postaram się nawet coś o tym napisać, będzie to dla mnie bardzo miłą pamiątką i to także dużo daje. Wśród przyszła Fela z Baśką... Później poszłam z Felą do nas... Przez cały czas gadano o jedzeniu. Rzeczywiście kuzynki bardzo źle już trzymają z chlebem...
Ach, zostawcie już mnie... Później znowuż poszłam do Chajusi. Surcia nie mogła przyjść, bo jej wcieka [do butów]. Wtem przyszła p. Bardes i powiedziała, że Mania już nie jest na Czarnieckiego, tylko w rewirze... Kto wie? Oby z Boską pomocą wszystko było w porządku... Później wyszła racja i... nie wiem dlaczego, zrobiło się trochę weselej... […]
Pod koniec soboty, gdy siedziałam u Chajusi, także pod wpływem tego wysiedlenia wspominałam, trochę nawet opowiedziałam Chajusi. Chajusia mi powiedziała, żebym się postarała przybliżyć do Cypki, żebym z nią rozmawiała, pytała ją, co o tym myśli, o tamtym itp. Postaram się, to przecież nawet mój obowiązek, muszę jej zastąpić matkę w miarę możności, przecież właś ciwie jeszcze się do pracy nie zabrałam, chociaż tyle o tym myślę" (s. 106-109).

15 III 1944: "Więc, wczoraj wieczorem umówiłyśmy się, że w trójkę (Chanusia jest trochę chora, wczoraj miała silną temperaturę, dziś jej lepiej) pójdziemy po węgiel. Do odebrania miałyśmy 100 kg, a do soboty całe getto musi odebrać. Ja poszłam osobno, gdyż chciałam wstąpić do Chajusi…" (s. 174).</document>
<document nplp_id="12799" title="WOLBORSKA 21" slug="wolborska-21">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA/ONI

15 II 1944: "Minia wczoraj wcale nie przyszła do domu na przerwę obiadową. Myślałam, że chyba nie mogła chodzić. To zresztą nic. Wody w domu nie było... Zawsze była woda na Wolborskiej 31, dziś już tam popsute, musiałam dźwigać z Wolborskiej 21. Bardzo się śpieszyłam, gdyż chciałam odebrać brykiety, ostatnią porcję zamiast drzewa... Chciałam tam być przed piątą. Gdy poszłam, kolacja się już gotowała…" (s. 119).</document>
<document nplp_id="12801" title="WOLBORSKA 38 m. 16 (mieszkanie rodziny Lipszyc)" slug="wolborska-38-m-16-mieszkanie-rodziny-lipszyc">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

10 X 1943: "Wieczorem, po jedzeniu, Cypka, Sala i ja także zeszłyśmy, bo to niezdrowo zaraz po jedzeniu położyć się spać. Rozmawiałyśmy o takich rzeczach, które niestety choć powinnam zapisać, ale niestety nie mogę, może je [zapiszę] kiedyś (dotyczy kuzynek)" (s. 13).

17 X 1943: "W piątek miałyśmy niemałą hecę. Po zapaleniu świec Estusia z Minią poszły do Loli, musiały tam coś zanieść. Zarazem coś jest niespokojnie. U Loli w mieszkaniu paliło się światło, ale nikt się nie odzywał. Tymczasem się ściemniało. Minia wołała, nie było odpowiedzi... Kręciły się na ulicy, a gdy jeszcze raz wróciły, okno było zasłonięte! Nie było już wątpliwości, że ktoś był w mieszkaniu. Estusia weszła na górę i zapukała. Naraz usłyszała głos Majera. Mówił bardzo cicho: „Odejdźcie, ja zaraz przyjdę”. Nie miały innej rady i przyszły do domu. Gdyśmy się o tym dowiedziały, nie wiedziałyśmy, co pomyśleć. Była także Nacia, Bronka i Pola Dajcz" (s. 19).

(17 X 1943): "Dziś idziemy do kąpieli. A poza tym znowu mam zmartwienie to samo, że się nie mogę uczyć... Tej nocy śniło mi się, że sobie kupiłam przyrodniczą książkę..." (s. 20).

23 X 1943: Dziś Dwojra (przynosi nam wodę) podała mi kartkę, to jest z Kom[itetu] Opieki nad Młodocianymi, abym się zwróciła w sprawie zatrudnienia „natychmiast” (list był wysłany w środę, dziś sobota)... (s. 21)

5 XI 1943: "Dziś się spóźniłam do pracy. Nie tylko ja, ale dużo dziewcząt, nie chciano nas wpuścić i nie wpuszczono. Ja poszłam do domu (Cypkę, chociaż przyszła razem ze mną, wpuszczono), musiałam jej zanieść śniadanie i garneczek na zupę, więc portier mnie wpuścił do niej. Dałam jej moją Arb. Kartę na wszelki wypadek i kazałam powiedzieć Dorce Zand, aby odebrała dla mnie zupę. Może jej się uda…" (s. 27).

31 XII 1943: "W środę Juta mnie pyta, czy u nas będzie się można zebrać. Liczyła na to, że Estusia i Chanusia pójdą do resortu na rewię (czy jak tam) i nikogo nie będzie w domu, więc pozwoliłam. Później mi Edzia powiedziała o tym wszystkim i że tylko dlatego chcą, abym także należała, bo wiedzą, że mogę dać wielkie korzyści, artykuły do gazetki itp., ale teraz już nie mogłam odmówić, chociaż sama czułam się obrażoną (to by wyglądało, że Edzia mnie buntuje), ale chciałam się już jak najprędzej wycofać... Wieczorem dziewczynki się zebrały, ale kto przyszedł? Mało starszych i przeważnie dzieciuchy. Przewodniczących nie było. Ech, takie głupstwa... Zawracanie głowy i nic poza tym…" (s. 64).

5 I 1943: "Dziś o szóstej przyjdą dziewczęta z kółka literackiego. Co do tego szkółkowego – to ja się wycofałam, jakoś mi nie każą przychodzić" (s. 59).

6 I 1944: "Estusia jest niezdrowa... Wczoraj dostała silnej gorączki... Tego mi jeszcze brakuje... A ja... nie wiem, co się ze mną dzieje... nie wiem, co mam zrobić... Łapię się wszystkiego, tak jak tonący ostatniej brzytwy... Wczoraj doszłam do wniosku: lubię być sama w domu, nie mogłam tego wytłumaczyć, czy miałabym się kogoś krępować, czy tym podobne. Nie wiedziałam, ale wczoraj doszłam do wniosku, że będąc sama, przebywam w jakby innym świecie, wtedy żyję mym życiem wewnętrznym, a gdy jest jeszcze ktoś, np. kuzynki lub ktoś starszy z sąsiadów, wtedy czuję się jakoś skrępowana (ni wte, ni wewte)... Jeżeli np. (o tej porze, gdy jestem sama) przychodzą koleżanki, jestem swobodna, wprawdzie nie „rozpływam się w tamtym życiu”, ale czasem mogę jakąś myśl powiedzieć (co się wprawdzie rzadko zdarza, a koleżanki także rzadko przychodzą). Dlatego też wczoraj myślą nie mogłam daleko uciekać (przecież musiałam uważać na kleik itp.), a ona (myśl) sama uciekała i mi było trudno utrzymać równowagę" (s. 60).

7 I 1944: "Piątek... Ach, jakże lubię piątek wieczór! I w dodatku umówiłam się z Surcią! Lusia także chce do niej ze mną pójść, dobrze (będziemy mówiły o syjonizmie), a zaraz po zapaleniu świec przyjdzie do mnie Mania, musi o czymś ze mną pomówić... A gdy przyjdę od Surci, będzie u mnie Fela, tak że cały piątek wieczór mam zajęty (teraz będę miała zajęte wszystkie wieczory i mi jeszcze zabraknie), a tak, u Feli wczoraj byłam, było mi bardzo przykro, że przez cały czas choroby u niej nie byłam (wczoraj już była ubrana)" (s. 60-61).

19 I 1944: "Wieczorem, kładąc się do łóżka, mimo woli sięgnęłam po sakiewkę ze zdjęciami... Obejrzałam tylko kilka, ach... Boże... gdy oglądałam zdjęcie Tamarci, przypomniałam sobie, że już skończyła sześć lat, już ma siódmy rok, ja w tym wieku już chodziłam do szkoły. Ach, jaka radość byłaby, gdyby już wszystkie dzieci chodziły do szkoły!... Oczy mi zaszły łzami... Przez mgłę łez zobaczyłam wystraszone oczy Tamarci (tak wyszła na zdjęciu)... Ach, boję się o tym pisać... Tak wyglądały, jakby mnie wzywała, jakby wołała pomocy... a ja nic... leżałam w łóżku, nawet płakać nie mogłam... a serce szamotało się, rwało się do niej... a ja nic…" (s. 71-72).

24 I 1944: "W sobotę głowa mnie bardzo bolała i w ogóle się źle czułam, poza tym miałam zmartwienie, bo może wiesz, że 8 stycznia w sobotę nie otrzymałam zup itp. I dalej... W tę sobotę (jeszcze leżałyśmy w łóżkach) przyszła Hela Jochimowicz i powiedziała, że w szkółce jest kontrola z FuKR­u i że jestem obecna, i żebym już poszła do szkółki, bo oni mogą wpaść (byłam obecna). W dziesięć minut byłam w resorcie. Kontroler się [o] wszystko wypytał i napisał w moim imieniu, na końcu kazał mi się podpisać. Odparłam, że w sobotę nie piszę. Wszyscy się uśmiechnęli, a kontroler się chciał zapewnić, czy w ogóle podpiszę się, i powiedział, że przyjdzie w poniedziałek, może ta druga dziewczynka też będzie (Sali Skureckiej nie było). Gdy weszłam do klasy, wszyscy na mnie wpadli zadowoleni i wypytywali się jak i co. Kilka razy musiałam wszystko powtarzać. Słowem – narobiłam sensację. Już zostałam do pierwszej, bo może bym była potrzebna, żeby znów nie musiały po mnie lecieć. I wszystkie były zadowolone...
Gdy wróciłam do domu i opowiedziałam wszystko, gdy Minia dowiedziała się, że byłyśmy w FuKR­ze (Estusia od początku wiedziała), mówiła mi, że przez moje zupy ktoś może pójść na Czarnieckiego, że ja nie powinnam pójść do FuKR­u, tamta mogła pójść, ja nie (nawet gdybym ja nie poszła, to by Sali ojciec to załatwił, on miał przecież zamiar pierw pójść)" (s. 76).

10 II 1944: "Spotkałam na ulicy Surcię, szła akurat do mnie, miała pantofle do reperacji i list... Ach, musiałam się kilka godzin wstrzymać z przeczytaniem tego listu. Pisała po I, [że] p. Zelicka pozwoliła przychodzić mi na ich piątkowe wieczory. Gdy to czytałam, zaraz sobie pomyślałam: „Co? Tylko to? Tak mało? Więcej nic?”. Ach, jaka ja jestem? Jeżeli mi na jedno pozwalają, to ja już chcę więcej... A poza tym... pisała, że w tej naszej (Cypki i mojej) sprawie, o której mówiłyśmy u Chajusi w sobotę, pomówiła z p. Zelicką właśnie teraz… Teraz p. Zelicka jest u nas, ja siedzę i piszę u Dajczów, staram się podsłuchać, słyszę: głos się podnosi, zniża itp. Przed chwilą Cypka weszła. Wyproszono ją... Dopiero teraz zaczynają mówić, ach, jak mi będzie przykro i w ogóle... Dokładnie sobie nie wyobrażam, jak to będzie. Boże, Boże, pomóż mi, przecież Ty tylko Jeden, Jedyny możesz! Ach, Boże!...
Pani Zelicka mnie pierw zawołała, ach, ona to tak dobrze załatwiła, tak mądrze, że podziwiam, ja bym tak nie potrafiła, na pewno nie... Więc prócz produktów do gotowania mamy sobie rozważać…" (s. 102-103).

V B, JA/ONI

15 II 1944: "Minia wczoraj wcale nie przyszła do domu na przerwę obiadową. Myślałam, że chyba nie mogła chodzić. To zresztą nic. Wody w domu nie było... Zawsze była woda na Wolborskiej 31, dziś już tam popsute, musiałam dźwigać z Wolborskiej 21. Bardzo się śpieszyłam, gdyż chciałam odebrać brykiety, ostatnią porcję zamiast drzewa... Chciałam tam być przed piątą. Gdy poszłam, kolacja się już gotowała... Wróciłam do domu o siódmej godzinie. Weszłam do Ewy, rozmawiałyśmy (dotyczy pamiętników), nie byłam tak strasznie głodna, i po drugie myślałam, że jeżeli zechcą jeść, to mnie zawołają. Do ósmej nie zawołały mnie. Zrozumiałam, że już teraz musi być kolacja na pewno gotowa. Weszłam, Estusia i Chanusia jeszcze jadły. Chciałam sobie wziąć i o dziwo! garnek był pusty. Wszystkie się uśmiechnęły i Estusia rzekła: „Szkoda, że nie przyszłaś trzy godziny później. Co by było, gdybym zostawiła na kuchni – byłyby zimne i teraz rąbałabyś drzewa”... Chciałam jej odpowiedzieć: „Rzeczywiście, jeżeli ci taka szkoda, to bym doprawdy przyszła trzy godziny później”, ale nic nie powiedziałam... Ona ma dysponować, kiedy ja mam jeść? Miałam jeść wtedy, gdy nie byłam głodna, a później miałabym jeść chleb?... Zupa stała w pieczniku... I także w tym okazała się taka pomysłowa, że wstawiła ją do pieca…" (s. 119).

17 II 1944: "Później wieczorem Surcia u nas była (gdy ja przyszłam z lekcji, Minia rozmawiała już z Estusią, co do tego znikania... przez kilka dni do soboty będziemy robiły znaki i zobaczymy... ach, to byłoby doprawdy straszne), więc gdy Surcia była, kuzynki już zaczęły o tym mówić, ale jakby w nawiasach, ja jej także nie mogłam powiedzieć, ale ona się już dowie... Na kuzynkach to zrobiło okropne wrażenie. […]
Gdy przyszłam do domu, pierwsze co usłyszałam od Mini to to, żebym zobaczyła do Cypki chleba. Tak też zrobiłam i (ach, Boże, jak trudno to napisać!) brakował kawałek chleba... bo... Już teraz o innych rzeczach pisać nie mogę, bo najważniejszy jest przecież chleb. Gorzko się rozczarowałyśmy..." (s. 129-130).

8 III 1944: "Wracam do Purym... Tylko jedna Cypka pamiętała o szalech-mones. Dla każdego z rodziny Dajczów, dla kuzynek i dla Markusowej posyła odpowiednie miniaturki, np. dla Rózi proszki, dla Nadzi „zakręciałki” do włosów, dla Poli książeczkę, itp. Poza tym liściki z pseudonimem „Fidrygałki”. Muszę przyznać, że trochę w tym leży moja głowa... Ale to teraz nic...
Chanusia teraz wróciła... Rano była na Czarnieckiego, by się zobaczyć z Rysią (koleżanką resortową)... Opowiada, że jeżeli ktoś chce stracić zdrowie, to niech tam idzie... Nie mam siły o tym pisać... Gdybym ja była, to już bym musiała napisać, ale tak to nie mogę…" (s. 168-169).

15 III 1944: "Więc, wczoraj wieczorem umówiłyśmy się, że w trójkę (Chanusia jest trochę chora, wczoraj miała silną temperaturę, dziś jej lepiej) pójdziemy po węgiel. Do odebrania miałyśmy 100 kg, a do soboty całe getto musi odebrać. Ja poszłam osobno, gdyż chciałam wstąpić do Chajusi... […]
I po to się żyło, po to się pracowało itd., żeby dziś po tylu latach dożyć takiego porównania... Och, to takie tragiczne!... Tak bardzo długo stałam w kolejce, błota były okropne... Już wprawdzie nie noszę tych butów, do których wcieka, ale noszę ciasne i nie mogę włożyć więcej jak jedną parę pończoch, toteż nic dziwnego, że mi okropnie marzły nogi, od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze... Brr... Nareszcie... nareszcie (nie będę się o tym szeroko rozpisywała) weszłam na plac, było pół godziny przed północą i przy jednej z pierwszej gór węgli spotkałam Estusię, Minię i Cypkę (och, Cypkę też musiały zabrać...). Do domu wróciłyśmy o pierwszej. Mnie się wydarzyła na ulicy mała przygoda. Na Starym Rynku worek (20 kg) spadł mi z pleców (więcej nie mogłam już udźwignąć). Zrobiła się dziura i zaczęły wylatywać kawałki węgla na wolność. Szłam sama i nie mając innej rady, chciałam czekać na Estusię... Estusia nie nadchodziła. Co tu robić? Nie mając innej rady, wyjęłam igłę i nici i jako tako zaczęłam szyć, lecz worka nie mogłam już wziąć na plecy i jakby na złość: albo nikt nie przychodził, albo także z węglem... Przydałaby mi się sanka... Jednak za długo było mi czekać na Estusię, więc zaczęłam ciągnąć worek... Uszłam tak kawałek drogi i... stop... ogromna kałuża zatrzymała mnie. Chciałam więc podnieść worek (co nie bardzo mi się udało), gdy nagle słyszę, że Estusia mnie woła. Szukała mnie wszędzie i nie wiedziała, gdzie jestem. Poszła do domu i przyniosła sankę... O godz. pół do drugiej położyłyśmy się spać... Teraz się bardzo źle czuję... Już, dość z tym... Teraz jeszcze mamy 40 kg do odebrania…" (s. 174-175).

28 III 1944: "Mam mało czasu... Wczoraj (pierwszy dzień po odbiorze racji) Estusia została w domu, ale nic... Wieczorem piekłyśmy mace. Minia i ja wałkowałyśmy. W zeszłym roku także tam piekłyśmy, ale jakaż jest różnica między tymi dwoma przedświętami?... Przede wszystkim w zeszłym roku było więcej mąki, było więcej siły, a i nawet pogoda była inna! Wtedy było ciepło aż miło, było nawet gorąco, a dziś?... Ach, to raczej zima!
[…]
Wreszcie po czwartej Minia przyszła. Dowiedziałam się, że wczoraj Rozenmutter rozmawiał z prezesem i do tej piekarni, która się dopiero otworzyła, na mace trzeba było ludzi do wałkowania, więc i ona miała być między nimi. O szóstej miała się zgłosić do piekarni (Pasterska 14) z kartką, którą otrzyma. Kartki do szóstej jednak nie otrzymała i poszła bez niej do Rozenmuttera. Później okazało się, że Dwojra miała tę kartkę. Ale gdy Estusia jej zaniosła, było już za późno, na razie jej kazano jutro przyjść. Teraz Minia wariacko zdenerwowana położyła się do jednego łóżka, a Chanusia także zdenerwowana do drugiego łóżka…" (s. 186-188).

3 IV 1944: "Ale się wczoraj napracowałyśmy!... Najwięcej Estusia ze mną. Wieczorem także piekłyśmy mace... Ale dzięki Bogu, sto, tysiąc raz dzięki Bogu za tę cudowną przemianę pogody! Balkon już był wczoraj otwarty. Ach, chce się żyć! To jest w ogóle co innego! W sobotę wcześniej wstałam (i tak czekałam na Surcię), nie mogłam po prostu uleżeć. W żyłach zatętniła mi młoda krew. Młodość! Młodość do życia! Coś we mnie zawołało! (Więc jednak mój wierszyk poskutkował! W piątek ułożyłam wierszyk o wiosence). Boże, dzięki, dzięki Ci za tę cudowną przemianę pogody. Nadzieja odżywa. Ach, doprawdy nie mam słów wdzięczności dla Boga!" (s. 194-195).

V B, JA

20 II 1944: "Szpera!... Ile tragicznych wspomnień, ile bólu, ile tęsknoty, ile niepokoju itp. (nie nastarczę, o ile zechcę wyliczyć) mieści się w tym wyrazie? O, Boże, ile zgrozy? Już samo tylko wspomnie nie... a co dopiero, jeżeli jest doprawdy szpera... Jest szpera?... ale (na szczęście) nie jest dzięki Bogu podobna do tamtej... Jest niedziela... Siedzimy w domu... Postarałam się jak najszybciej skończyć swoją domową robotę i móc już pisać... bo doprawdy tyle mam do pisania... Więc dziś cały dzień prawdopodobnie będzie szpera i nie będziemy mogli wyjść na ulicę..." (s. 132).</document>
<document nplp_id="12803" title="WOLBORSKA 38 m. 15 (mieszkanie rodziny Dajcz)" slug="wolborska-38-m-15-mieszkanie-rodziny-dajcz">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA/ONI

10 II 1944: "Spotkałam na ulicy Surcię, szła akurat do mnie, miała pantofle do reperacji i list... Ach, musiałam się kilka godzin wstrzymać z przeczytaniem tego listu. Pisała po I, p. Zelicka pozwoliła przychodzić mi na ich piątkowe wieczory. Gdy to czytałam, zaraz sobie pomyślałam: „Co? Tylko to? Tak mało? Więcej nic?”. Ach, jaka ja jestem? Jeżeli mi na jedno pozwalają, to ja już chcę więcej... A poza tym... pisała, że w tej naszej (Cypki i mojej) sprawie, o której mówiłyśmy u Chajusi w sobotę, pomówiła z p. Zelicką właśnie teraz… Teraz p. Zelicka jest u nas, ja siedzę i piszę u Dajczów, staram się podsłuchać, słyszę: głos się podnosi, zniża itp. Przed chwilą Cypka weszła. Wyproszono ją... Dopiero teraz zaczynają mówić, ach, jak mi będzie przykro i w ogóle... Dokładnie sobie nie wyobrażam, jak to będzie. Boże, Boże, pomóż mi, przecież Ty tylko Jeden, Jedyny możesz! Ach, Boże!...
Pani Zelicka mnie pierw zawołała, ach, ona to tak dobrze załatwiła, tak mądrze, że podziwiam, ja bym tak nie potrafiła, na pewno nie... Więc prócz produktów do gotowania mamy sobie rozważać…" (s. 102-103).</document>
<document nplp_id="12805" title="WOLBORSKA 39 (łaźnia publiczna, mieszkanie Jakuba Poznańskiego)" slug="wolborska-39-laznia-publiczna">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

7 X 1943: "Sala, ja i Cypka wykąpałyśmy się dziś. Poszłyśmy naprzeciwko do kąpieli! Tak nam było przyjemnie, że postanowiłyśmy [częściej] tam przychodzić. Miałyśmy jeden pokój, w którym były [dwie] wanny. Cypka ze mną i Sala sama. Gdy czekałyśmy na opróżnienie pokoju, obok nas na ławce siedział jakiś mężczyzna. Zauważyłyśmy, że on mnie bardzo obserwował, gdy wychodziłyśmy, tzn. gdy się czesałam i drzwi były otwarte, byłam zaczerwieniona, mogłam mu się podobać, gdyśmy czekały, on nas wciągnął w rozmowę [aa], dość z tym" (s. 10).

17 X 1943: "Dziś idziemy do kąpieli. A poza tym znowu mam zmartwienie to samo, że się nie mogę uczyć... Tej nocy śniło mi się, że sobie kupiłam przyrodniczą książkę..." (s. 20).

19 X 1943: "Wczoraj znów miałyśmy wannę. W jednym pokoju (2 wanny) Estusia i Minia i w drugim Sala, Cypka i ja" (s. 20).

V A, JA

(24 I 1944): "Miałam wczoraj wannę, ale musiałam długo czekać..." (s. 78).
Jakub Poznański
JA/ONI, III A
27 I 1942
„Dzisiejszej nocy i poprzedzającej były alarmy trwające do 3 godzin. Oczywiście nalotu tu nie było, ale pewnie gdzieś w pewnej odległości. Mówią też o Bahnsperze, tzn. o zamknięciu prywatnego ruchu kolejowego".
(s. 38)

JA/ONI, V A
4 II 1943
„W domu córeczka nasza dalej ma gorączkę, wprawdzie 37 i parę kresek, ale zawsze coś wyżej ponad normalną. Proszę o talon dla niej, zobaczymy, czy dostanie. Z tego też powodu żona moja jest bardzo zdenerwowana. W ogóle siedzimy w getcie trzy lata, jak nas wyrzucili z mieszkania, a 23 lutego, jak żeśmy się tu wprowadzili. Tak – trzy lata! Trzy lata męki i udręki, trzy lata nienormalnego życia, trzy lata głodu, na początku słabego, a potem coraz silniejszego i więcej jednostronnego, brak nam tłuszczów i białka".
(s. 41)

JA/ONI, V A
14 II 1943
„Wczoraj o godz. 15-ej gdy byłem na obiedzie, nastąpiła straszna detonacja, a po paru minutach jeszcze jedna słaba i potem znów następna. Pierwsza sprawiła wrażenie, jak gdyby eksplodowała gdzieś blisko bomba, druga i trzecia, jakby już z daleka. Student medycyny Jankielewicz, który przyszedł po kilku chwilach do nas celem zrobienia zastrzyku córeczce, twierdził, że ludzie na ulicy, i on sam, również uciekli do bramy, gdy to sprawiło wrażenie bomby z aeroplanu. I czekali na następne. Gdy koło 15.45 wracałem do resortu przejściem koło ruin dawnej gminnej synagogi, znów nastąpiła detonacja, która jednak sprawiła na mnie wrażenie strzału armatniego. W resorcie [Żydowska 12] opowiadano mi, że widziano aeroplan, który się bardzo nisko opuścił i zaraz też raptownie się podniósł, i w tym momencie nastąpiła detonacja, sądzili, że to motor na samolocie eksplodował. Cała sprawa jeszcze jest niejasna, tym bardziej, że jak mi mówiono na Łagiewnickiej, za Bałuckim Rynkiem nic nie słyszano. U mnie w domu szyby i wszystko w pokoju się zatrząsało. Na froncie, sądząc z OKW-Berichtu — Rosjanie dalej atakują i dalej wolno się posuwaj na południowym odcinku naprzód".
(s.43)

JA/ONI, V A
17 II 1943
„Dziś w nocy od godz. 12.15 do 2-ej był alarm lotniczy. Nie słyszałem nic, to jednak z powodu tego, że rąbałem przed snem drewno, pewnie mocno spałem na początku nocy, bo później się kilkakrotnie budziłem. Ci, co słyszeli alarm i znają się na tym, jak strażak w resorcie, twierdzą, że był to nie tylko alarm, ale też i nalot na nasze miasto, że słychać było strzały z baterii przeciwlotniczej, że w getcie, jak również i w mieście, krążyły patrole i strzelały do okien, z których przeświecał najmniejszy promień światła".
(s. 44)

JA/ONI, V A
27 IX 1943
„Dziesięć dni nie zaglądałem do tego zeszytu, byłem chory, leżałem w domu w łóżku, byłem przeziębiony. W przeciągu tego czasu życie w getcie szło swoim trybem, żadnych nadzwyczajnych rzeczy nie ma zanotować, nie liczyć całego szeregu plotek o likwidacji różnych getta w różnych miastach. Jeżeli nawet były tu i tam jakieś ekscesy, to nie chce mi się wierzyć w masowy Żydów".
(s. 112)

JA/ONI, VII
12 VIII 1944
„We środę [9 VIII] o godz. 20-21 doszła nas wiadomość, że drukarnia drukuje nowe rozporządzenia o zamknięciu wszystkich „Betriebów” (resortów) i przymusowym przesiedleniu ludności od czwartku z zachodniej części getta do wschodniej. Ludność już wiedziała o tym i masowo uciekała z tamtej strony na tę. Do godz. 2.30 nad ranem szykowaliśmy plecaki i nie skończyliśmy, o godz. 3.30 dzwonią do nas, jest to znajomy policjant i prosił przyjąć jego matkę i siostrę z rzeczami, które uciekły z tamtej strony. O godz. 5-ej wstałem i wyszedłem na ulicę, by sprawdzić ten ruch, który słyszałem przez okna. Okazuje się, że ulica nasza szykuje się do akcji i masowo ucieka stąd z plecakami. Z drugiej strony, ludność z tamtej strony getta przechodzi na tę. Wobec tego postanowiliśmy się skryć w resorcie, już o 5-ej zaniosłem tam część rzeczy. Zastałem tam już dość sporo ludzi, którzy się tam skryli: [Nusem] Koplowicz i [Lajzer] Perelman, moi wspólnicy do działki, obydwaj w moim pokoju i sąsiednim. Zamówiłem również nadejście mojej rodziny, tzn. żony i córki. Wróciłem do domu, zabrałem znów część rzeczy i znów zaniosłem do resortu. Tak obróciłem ze 4-5 razy. O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. Dobrze, że moja rodzina była już w resorcie".
(s. 196-196)

JA/ONI, VI B
28 VIII 1944
„W sobotę wieczorem wyszedłem na miasto. […]
Po moim powrocie żona z córką udały się do naszego mieszkania na Wolborską i zabrały stamtąd trochę rzeczy. Mimo szczelnie zamkniętych mieszkanie zostało splądrowane. Wszystkie lepsze rzeczy zniknęły bez śladu".
(s. 208)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12807" title="ZAWISZY 15/13 (mieszkanie p.&amp;nbsp;Milioner)" slug="zawiszy-15-13-mieszkanie-p-milioner">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V B, JA/ONI

26 II 1944: "Od Surci dowiedziałam się, że kilka dziewcząt (z Bnosu) jest na Czarnieckiego, niektóre się kryją... Och, to jest takie okropne!... Surcia mówi, że my wcale sobie nie zdajemy z tego sprawy, na ile to jest straszne... Ma słuszność!... Ale zdaje się, że gdybyśmy o tym wie­ dzieli, byłoby to dla nas o wiele tragiczniejsze... U p. Milioner zebrało się wczoraj wieczór kilka dziewcząt (ja byłam między nimi) i mówiono. Na minutę się tak zastanowiłam: „Wszystkie mówią Tehilim, zatopione są w tym... Ja tylko jedna uważam (nie mogłam nadążyć), [że] ktoś, kto by to kółko zaobserwował, widziałby, [że] wszystkie mówią szczerze... A ja?... a ja?... Ja przecież psuję wszystko...”" (s. 145).</document>
<document nplp_id="12809" title="ZGIERSKA" slug="zgierska">

&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA/ONI

24 I 1944: "Kręciłyśmy się z Ewą (za nami Sala i Cypka) [ul.] Zgierską. Trochę mi przypomniała Piotrkowską. Rozmawiałyśmy (powiedziała mi, że Ty jej także jesteś bardzo potrzebna. Odrzekłam, żeś się ze mną wcale nie zamknęła, że ona może tak samo jak ja)... Do domu pójść nie mogłam, okropnie się czułam, najchętniej położyłabym się spać, nogi się pode mną uginały, ale to nic... Żebym wtedy poszła do domu, potrzebowałabym trochę ciepła, a byłoby przeciwnie, wszystko by mnie zmroziło…" (s. 77).

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, IV (05.09.1942)

„Szloch – krzyk – sąsiedzi. Zabrano dzieci żydowskiego policjanta. – Alarm, bomby, działo przeciwlotnicze? Duszna noc. Nikt nie może spać, jak przed końcem świata. Na ul. Zgierskiej głosy Aszkenazów: „Cztery bomby…”” (s. 14)
Jakub Poznański
ONI, VI B
01 VIII 1944
„Wydano, wprawdzie na razie ustnie, zarządzenie zabraniające wyglądania z okiem i wyjścia na balkon na ulicy Zgierskiej i Limanowskiego, tj. tych ulic, którymi przejeżdżają tramwaje".
(s. 188-189)</document>
<document nplp_id="12811" title="ŻYDOWSKA 19 (resort Glazera)" slug="zydowska-19-resort-glazera">
&amp;nbsp;
Rywka Lipszyc
V A, JA

17 X 1943: Jeszcze w środę zostałam przydzielona do szkółki (Żydowska 19), ale jestem w rezerwie, gdyż na razie nie ma miejsca, z czego jestem bardzo zadowolona, [bo] zupy i tak otrzymuję" (s. 18).

24 I 1944: "Jestem trochę zdenerwowana, po pracy muszę pójść na Żydowską, ach, w ogóle…" (s. 78).

V A, JA/ONI

27 I 1944: "...Głowa mnie boli, co jest u mnie doprawdy rzadkością, a ostatnio częściej się zdarza... Wczoraj byłam na Żydowskiej, bo Opatowski mi kazał przyjść, to dostanę te zupy, a gdy wczoraj byłam, kazał mi przyjść za kilka dni... Boję się, że już nic z tego nie będzie…" (s. 84).

1 II 1944: "Już po pierwszej i my (szkółka) jeszcze nie otrzymałyśmy zup.
Dziś są nowe legitymacje i wszyscy są rozkręceni... Jeszcze dobrze, że miałam Cypki zupę... I także lekcji nie mamy. Dziwny dzień... Wpierw do teraz czytałam to, co miałyśmy zadane na kursie u Bali, już mnie głowa rozbolała, tak długo czytałam... Mam nadzieję, że mi jakoś pójdzie…" (s. 89).

V B, JA/ONI
30 III 1944: "Wczoraj po zupie na pewno miałam gorączkę. Już, już miałam zejść do doktora, gdy wtem Kaufmanowa zawołała Karmelę, Estusię i mnie do kancelarii. Co jest? Na Żydowskiej ma być w niedzielę powtórzenie popisu egzaminacyjnego. My (Franzstrasse) mamy się dołączyć i dodać nasz program. Prawdopodobnie jakieś dziesięć dziewcząt od nas ma pójść z delegacją. Ale najważniejsze, musimy układać. O godz. trzeciej miałyśmy pójść z gotowym na Żydowską. Gdyśmy to powtórzyły klasie, powstał bunt, dlaczego tylko dziesięć dziewcząt. A co do programu, to była środa i miałyśmy bardzo mało czasu, oni się przygotowywali kilka tygodni. Nie chciałyśmy się skompromitować. Poprosiłyśmy Kaufmanową. Zaczęły się przekonywania itd. Koniec końców uległyśmy i Kaufmanowa miała się dowiedzieć dokładnie, czy wszystkie, czy tylko dziesięć dziewcząt ma być. Czułam się bardzo okropnie i ani mi to w ogóle w głowie leżało. I jeszcze na dodatek Cypka mi przyniosła klucze, a ja nie wiedziałam, czy Minia przyjdzie o drugiej, czy coś załatwiła, a o trzeciej miałam pójść na Żydowską. […] Była próba. Ja żadnego udziału nie brałam. Zresztą tylko te małe brały udział. Tam jest jakiś wierszyk, który mam przekształcić. Dość ku mojemu zadowoleniu na Żydowską nie musiałam pójść (one poszły), tylko Kaufmanowa mnie prosiła, żebym coś się postarała napisać. O wpół do czwartej byłam już w domu" (s. 192-193).
Jakub Poznański
ONI, VII
3 XII 1944

„W ciągu ubiegłego tygodnia wykryto dwa schrony przy ulicy Żydowskiej 8 i 19. Znaleziono tam spory zapas prowiantów, natomiast ani jednego człowieka. Prawdopodobnie wszystkim udało się zbiec".
(s. 257)</document>
<document nplp_id="12817" title="JANINA BAUMAN (1926-2009)" slug="janina-bauman-1926-2009">Janina Bauman - mapa strony aryjskiej

Janina Bauman (z domu Lewinson) urodziła się w 1926 roku w Warszawie w rodzinie lekarskiej. Mieszkała początkowo w okolicy Placu Teatralnego (ul. Senatorska 5 ), później, gdy urodziła się jej siostra, Zofia Lewinson, rodzina zamieszkała w kamienicy na Siennej pod numer 5. Janina uczęszczała do prywatnej szkoły powszechnej przy ul. Rysiej, później do gimnazjum państwowego im. Klementyny z Tyńskich Hoffmanowej.
Ojciec Janiny - urolog i oficer Wojska Polskiego Szymon Lewinson - w pierwszych dniach września 1939 otrzymał rozkaz opuszczenia Warszawy razem z ewakuowanym wówczas personalem szpitali. Alina Lewinson, matka Janiny i córka znanego lekarza Aleksnadra Fryszmana - zdeycydowała, że nie opuści umierającej matki: Ewy Fryszman (zmarła na początku 1940 roku) i nie dołączyła z córkami: Janiną i Zofią do męża. Oblężenie stolicy przetrwały - razem ze Stefanem Fryszmanen, bratem matki, jego przyszłą żoną Jadwigą Aszerman i jej ojcem Henrykiem - w mieszkaniu przy ulicy Granicznej (nr 13). W czasie nalotów ukrywały się wraz z sąsiadami w piwnicach kamienicy. Pod koniec września 1940 roku Janina z matką i siostrą zmuszone zostały do przeniesienia się do dzielnicy żydowskiej. Mieszkanie przy Granicznej zostało zarekwirowane przez niemieckiego funkcjonariusza, którym okazał się był szofer Fryszmanów. Zamieszkały w getcie razem z Henrykiem Aszermanem - swoje mieszkanie na Długiej wymienił na mieszkanie na Lesznie (nr 15) - jego córką i Stefanem Fryszmanem. Po zamknięciu warszawskiego getta Janina Lewinson kontynuowała naukę na tajnych kompletach, zaangażowała się również w prace organizowane przez Towarzystwo Popierania Rolnictwa (Toporol) - zajmowała się odgruzowywaniem, porządkowaniem i przygotowaniem terenów pod uprawę w getcie (np. przy ul. Elektoralnej w miejscu, gdzie stał przedwojenny kościół Św. Ducha). Wielką Akcję Likwidacyjną Janina z matką i siostrą przetrwały dzięki ogromnemu szczęściu (podczas blokady domu na Lesznie ukryły się na piątym piętrze, oddziały niemieckie zatrzymały się na piętrze czwartym) oraz pomocy Juliana Lewinsona - stryja autorki, który w getcie dołączył do Żydowskiej Służby Porządkowej jako lekarz - ostrzegł rodzinę przed planowanymi działaniami, następnie podał szwagierkę Alinę Lewinson za żonę, a Janinę i Zofię za swoje dzieci, dzięki czemu mógł umieścić je w bloku policyjnym na Nowolipkach (nr 18).
6 września 1942 - w dzień rozpoczęcia selekcji pozostałych przy życiu mieszkańców getta, rodzina zmuszona została do przeniesienia się na ulicę Wołyńską. W trakcie rejestracji matce Janiny przydzielono “numerek na życie” - informujący, że jego posiadaczka wciąż nadaje się do pracy. Córki: Janina i Zosia zostały “dzikimi” mieszkankami getta. Po zakończeniu akcji rejestracyjnej kobiety we trójkę wróciły do domu policyjnego na Nowolipkach, a gdy ten przeniósł się na Zamenhofa, mieszkały tam jeszcze do stycznia 1943 roku. Dzięki zaangażowaniu Juliana Lewinsona i opłaceniu szmalcowników Janina, jej siostra i matka 25.01.1943 wyszły “na placówkę”. Już za murami getta udało im odłączyć się od grupy i trafić do mieszkania na Marszałkowskiej. W ucieczkę zaangażowana była wieloletnia polska gospodyni dziadków Marianna Bułat (Ciocia Mania), która znalazła dla rodziny Lewinsonów schronienie po aryjskiej stronie, gdzie ukrywały się pod nazwiskiem Lubowickie.

Powstanie w warszawskim getcie Janina obserwuje z balkonu na Marszałkowskiej - wychodzi nocą, obserwuje ogień i nasłuchuje strzałów, czuje swąd spalenizny. Kilka razy zmieniały kryjówki po aryjskiej stronie, okoliczności powodują, że muszą się rozdzielić. Janina wyjeżdża do podwarszawskiej wsi Radość, gdzie z “Nowego Kuriera Warszawskiego” dowiaduje się o liście katyńskiej i śmierci ojca. Gdy rodzina, u której udało się “wykupić” dla niej pobyt, odmawia kontynuowania pomocy, Marianna Bułat zawozi ją do Rembertowa - do matki i siostry, po pół roku wracaj do Warszawy. Ostatnia kryjówka mieści się na ulicy Złotej 54 - w samym środku miasta. Po wybuchu Powstania rodzina Lewinsonów/Lubowickich przebywa jeszcze w tym miejscu - cudem udaje im się uniknąć śmierci, gdy na dom przy Złotej spada bomba burząca (kobiety czwartego dnia powstania opuściły kryjówkę w oficynie i przeniosły się do przeciwległej strony budynku). W październiku 1944 roku Janka, Zosia, ich matka oraz Ciocia Mania trafiają do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd mają zostać wywiezione do pracy w Niemczech - jednak i tym razem udaje im się uniknąć najgorszego. Z innymi uchodźcami z Warszawy ruszają pociągiem na południe Polski - znajdują schronienie w Zielonkach, w których muszą udawać przed wiejską społecznością chrześcijanki. Jest to jednak ostatni przystanek ich tułaczki. We wspomnieniach Janiny Bauman wojna kończy się “o godzinie ósmej rano, w piątek dziewiętnastego stycznia 1945 roku”, wraz z pojawieniem się w Zielonkach pierwszych żołnierzy radzieckich.
Wspomnienia Janiny Bauman są przykładem na to, że pamięć o doświadczeniu warszawskiego getta i dojmującym poczuciu zagrożenia nie ulega zatarciu pomimo upływu lat. Autorka wraca do wspomnień wojennych cztery dekady później. Jest już wówczas żoną Zygmunta Baumana, matką trzech córek, od dłuższego czasu mieszka z rodziną w Leeds (Baumanowie wyjechali z Polski 1968 roku). Dopiero w latach osiemdziesiątych jest gotowa na opisanie swoich przeżyć w książce: Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta.</document>
<document nplp_id="12818" title="SENATORSKA 5" slug="senatorska-5">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, przed I

“Słoneczna plama na sosnowych deskach podłogi wczesnym rankiem; jękliwy zgrzyt tramwaju skręcającego na Plac Teatralny; równoramienny stukot kopyt końskich późną nocą-to najodleglejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Senatorskiej pod numerem piątym. Później, gdy Ojciec stał się na tyle sławny w Warszawie, by otworzyć przychodnię i gdy urodziła się moja siostra Zosia, przeprowadziliśmy się na Sienną i zamieszkaliśmy w domu pod numerem 5. W miejscu, gdzie niegdyś stał olbrzymi z trzema bramami wychodzącymi na Sienną, Wielką, Zieloną, wznosi się dziś Pałac Kultury i Nauki.” (s. 7)</document>
<document nplp_id="12824" title="Książki wydawnictw lilipucich w&amp;nbsp;liczbach" slug="ksiazki-wydawnictw-lilipucich-w-liczbach">W latach 2000–2015 zaledwie 16 oficyn lilipucich zaoferowało polskim czytelnikom 851 tytułów dla młodego odbiorcy, czyli średnio ponad 53 tytuły rocznie. Aż 749 tytułów – czyli ponad 88% – to pozycje nigdy wcześniej niepublikowane na polskim rynku. Tylko 82 tytuły miały wznowienia, najczęściej po jednym lub dwa, choć rekordzistka – Bardzo głodna gąsienica [poz. 579] Erica Carle’a – miała łącznie aż dziesięć kolejnych wydań, a pierwsza część Julka i Julki Annie M.G. Schmidt [poz. 382] – dziewięć. Kolejne edycje tytułów już obecnych w ofercie oficyn lilipucich to 134 pozycje[przypis]O problemach związanych z ustaleniem kolejnych wydań poszczególnych tytułów szerzej piszemy w przedmowie do bibliografii.[/przypis], co łącznie daje 985 pozycji.

Początkowo oferta oficyn lilipucich była dość skromna: w 2000 roku Ezop, najstarszy „liliput”, opublikował dwa tytuły, a w kolejnych latach – od dwóch do ośmiu. W 2001 roku dołączył Muchomor, proponując sześć tytułów, a rok później – aż 19. W latach 2004–2006, gdy grono małych oficyn poszerzyło się o Dwie Siostry, FRO9, Hokus-Pokus, Wytwórnię i Format, proponujące co roku po 1–2 tytuły, produkcja zaczęła oscylować wokół 20 tytułów rocznie. Liczba ta znacząco wzrosła w 2007 roku, gdy na polskim rynku pojawiły się Zakamarki ze swoją pokaźną ofertą (33 tytuły w 2008 r.). W kolejnych latach rodziły się następne małe oficyny, a oferta tytułowa całej grupy „awangardzistów” stale rosła, przekraczając 100 tytułów w 2013 roku. W 2015 roku wydawcy lilipuci zaproponowali polskim czytelnikom aż 127 pierwszych wydań najróżniejszych książek polskich i zagranicznych. Dokładne dane dotyczące „lilipuciej” produkcji wydawniczej przedstawiono poniżej.





Z punktu widzenia geografii i wydawniczej największą rolę w działalności oficyn lilipucich odgrywa Warszawa, gdzie swoją działalność prowadzą:

 	Babaryba,
 	Entliczek,
 	Ezop,
 	Hokus-Pokus,
 	Dwie Siostry,
 	Muchomor,
 	Tatarak,
 	Wytwórnia,
 	Widnokrąg (Piaseczno k./Warszawy).

Pozostali wydawcy usytuowali się w innych dużych polskich miastach. W Poznaniu działają Zakamarki, w Toruniu – Tako, w Gdańsku – EneDueRabe. FRO9 działało w Łodzi, tam też rozwija się od 2010 roku wydawnictwo Ładne Halo, w Krakowie funkcjonuje Czerwony Konik, a we Wrocławiu – Format.</document>
<document nplp_id="12829" title="Żywioł cyfrowości w&amp;nbsp;edytorstwie naukowym (tekstów literackich)" slug="zywiol-cyfrowosci-w-edytorstwie-naukowym-tekstow-literackich">Naukowe edytorstwo cyfrowe jest ważne w humanistyce.
Wystarczy spojrzeć na program z 2023 największej konferencji humanistyczno-cyfrowej - Digital Humanities[przypis]Strona konferencji międzynarodowej Digital Humanities 2023. Collaboration as Opportunity: dh2023.adho.org/?page_id=308 Program konferencji znajduje się tutaj: www.conftool.pro/dh2023/sessions.php[/przypis] organizowanej przez The Alliance of Digital Humanities Organizations (ADHO). To właśnie edytorstwu cyfrowemu poświęcono aż trzy pełne sekcje - choć tak naprawdę wątek ten przeplatał się przez całe wydarzenie. Elena Pierazzo, edytorka cyfrowa, nazwała naukowe edytorstwo cyfrowe “perłą w koronie humanistyki cyfrowej”[przypis]"Digital scholarly editions are considered to be one of the crown jewels of Digital
Humanities, as the proliferation of projects, publications, and initiatives demonstrates" (Pierazzo 2019: 1)[/przypis]. Jednak w tym samym tekście określi je także jako: kosztowne i trudne w wykonaniu i utrzymaniu, niedostatecznie ustandaryzowane pod względem platform i narzędzi, przez to skomplikowanymi w używaniu (Pierazzo 2019, 210), a to skutkuje brakiem ich uznania i należnego prestiżu w komunikacji naukowej. Nie negując tych spostrzeżeń, należy jednak podkreślić, że czas pandemii pokazał, jak ważne są otwarte, cyfrowe zasoby naukowe i edukacyjne i nie powinno mieć już miejsca “niedocenianie ewaluacyjne”[przypis]Chodzi tutaj o brak punktacji wielu innowacyjnych wyników prac cyfrowo-humanistycznych, takich jak: zbiory danych, kod programistyczny, zasady dotyczące anotacji danych itd.[/przypis] efektów prac cyfrowo-badawczych.
Czym więc jest naukowe edytorstwo cyfrowe, w tym samym tekście tak wysoko cenione i jednocześnie mierzącym się z tyloma wyzwaniami?
Czytając próby definicyjne tego zjawiska[przypis]W tym miejscu warto wspomnieć o inicjatywie LexiconSE (LexiconSE. A Lexicon for Scholarly Editing 2012), otwartym cyfrowym Leksykonie Naukowego Edytorstwa gromadzącym definicje zjawisk wokół edytorstwa z różnych języków, w tym tych związanych z edytorstwem cyfrowym, np. wiele haseł związanych ze standardem TEI jak rednition czy class: https://lexiconse.uantwerpen.be/search.html?query=tei. Choć nie pojawiają się tam jeszcze cytowania polskich tekstów, twórcy projektu są otwarci na uzupełnienia i można spodziewać się w przyszłości wzbogacenia tego zasobu i o polskie definicje. [/przypis], nie sposób nie odwołać się do innego tekstu Eleny Pierazzo (i Matthew Driscolla). We wstępie do monografii zbiorowej Digital Scholarly Editing.Theories and Practices pytają, czy edytorstwo cyfrowe to nie “stare wino w nowych butelkach”? (Pierazzo, Driscoll 2016). Większość bowiem definicji tej cyfrowej odmiany odwołuje się do podstawowych ról edytorstwa “tradycyjnego”, takich jak: rekonstrukcja tekstu, wysoka jakość badawcza poprzez analizę, kolacjonowanie, transkrybowanie, przygotowanie komentarza i rozpowszechnianie oraz podkreślenie jego roli w utrwalaniu dziedzictwa narodowego przy użyciu cyfrowego medium (np. Orlandi 2010: 82, Martinez 2019: 3, Franzini, Terras i Mahony 2019: 1, 25). Najczęściej jednak przywoływana jest definicja naukowej edycji cyfrowej autorstwa Patricka Sahle’a (2016: 26-28). Sahle zwraca uwagę na dwa ważne komponenty:

&amp;nbsp;

 	Naukowe edycje cyfrowe podążają za cyfrowym paradygmatem w teorii, metodzie i praktyce.
 	Naukowa edycja cyfrowa nie może być przeniesiona do druku bez znaczącej utraty funkcjonalności.

&amp;nbsp;

Sahle zaznacza przy tym, że edycja cyfrowa i edycja zdigitalizowana to odmienne byty. Ta druga jest wyłącznie przeniesieniem wersji drukowanej do sieci (zobacz rozdział o monografiach cyfrowych). Choć sformułowanie “podążanie za cyfrowym paradygmatem w teorii, metodzie i praktyce” może rodzić wiele pytań, należałoby to przede wszystkim wiązać z koniecznością refleksji, jak cyfrowe medium może pomóc w realizacji celów edytorskich względem konkretnego przypadku tekstu, czego nie może osiągnąć druk lub inna forma przekazu. Do uzupełnienia tego spojrzenia warto przywołać aspekt dotyczący potencjalnych odbiorców, którzy powinni otrzymać dostęp do takiej edycji w sposób intuicyjny, zachęcający do korzystania i eksperymentów z tekstami oraz dalszego ich przetwarzania. Szczególnie jeśli naszym przedsięwzięciom cyfrowo-edytorskim przyświecają zasady otwartej nauki, nie należy lekceważyć w tworzeniu edycji cyfrowej zasad projektowania doświadczeń użytkownika[przypis]Przejawem tego, że ważny jest w naukowych edycjach cyfrowych sposób komunikacji z użytkownikiem, jest otwarta monografia cyfrowa poświęcona aspektowi interfejsów w tego typu projektach: Bleier i in. 2018. Digital Scholarly Editions as Interfaces. Zredagowane przez Roman Bleier, Martina Bürgemeister, Helmut W. Klug, Frederike Neuber, i Gerlinde Schneider. T. 12. Norderstedt: BoD. www.i-d-e.de/publikationen/schriften/bd-12-interfaces/ czy artykuł Baillot, Anne, i Anna Busch. 2021. „Editing for Man and Machine. Digital Scholarly Editions and Their Users”. Variants. The Journal of the European Society for Textual Scholarship, nr 15–16 (lipiec): 175–87. doi.org/10.4000/variants.1220.[/przypis] (zobacz rozdział: metodologia badań użytkowników).
Choć zasadniczo przejrzystość i intuicyjność nie są podważane jako kluczowe, równie silne jest stanowisko, aby to jakość danych była najważniejsza, nawet kosztem estetycznej warstwy wizualnej (Barabucci, Spadini i Turska 2017: 43). Zasadniczo jednak powinno dążyć się do równowagi w tej kwestii, ponieważ edycja, której interfejs i zasady korzystania są niejasne, nie może być w pełni otwartym projektem.

Naukowe edytorstwo cyfrowe wymaga jakości badawczej w przybliżaniu odbiorcom tekstu i jego dynamiki, odmian, historii, tak jak edytorstwo tekstów drukowanych. Zarazem wraz z dodaniem do tradycji badawczej żywiołu cyfrowego zmienia się skala wyzwań i zakres decyzji, a jakościowe wyniki badań mogą zostać uzupełnione o analizy ilościowe. Edytor w przestrzeni cyfrowej niekoniecznie zapyta: “którą wersję tekstu opublikować”? - zamiast tego częściej zastanawia się “czy warto opublikować wszystkie?”. Sprawia to, że zwiększa się inkluzywność strategii do publikacji tekstu, gdzie w edytorstwie drukowanym prymat wiodło podejście “zgodnie z intencją autorską”.
Dobrze wyczuwają to autorzy tekstu The digital libraries of James Joyce and Samuel Beckett (De Keyser et al 2017: 112),

&amp;nbsp;
"Infrastruktura cyfrowa nie zmienia radykalnie sposobu, w jaki podchodzimy do tekstowych badań genetycznych, ale nadaje tym badaniom kształt (1) w sposób umożliwiający badaczowi badanie dynamiki procesu pisania i (2) w sposób dostosowany do natury danych. Przypadek Joyce'a sugeruje podejście na poziomie słowa lub (co najwyżej) frazy, zgodnie z modelem bazy danych. Inne dzieła mogą wymagać innego podejścia. Na przykład utwory Samuela Becketta sugerują podejście na poziomie zdania, zgodnie z modelem tekstowym."[przypis]“The digital infrastructure does not radically change the way we approach textual genetic research, but it does give shape to this research (1) in a way that enables the researcher to study the dynamics of the writing process and (2) in a way that is adapted to the nature of the data. Joyce’s case suggests an approach on word
or (at most) phrase level, according to a database model. Other works may require a different approach. Samuel Beckett’s works, for instance, suggest an approach on
sentence level, according to a text-based model.” (tłum. własne)
[/przypis]
&amp;nbsp;

W naukowym edytorstwie cyfrowym zostaną zintensyfikowane takie czynności i wartości w komunikacji badawczej jak:
- dalsza przetwarzalność (reusability): tworzenie naukowych edycji cyfrowych w taki sposób, aby efekty wykonanej pracy mogły być ponownie wykorzystane (Kjeldsen 2017:136) w zupełnie innych projektach (nie tylko edycjach cyfrowych) - przykładami mogą być: możliwość otrzymania odpowiedzi na pytania badawcze postawionych przez przedstawicieli innych dyscyplin niż twórcy edycji, np. językoznawcy edycji tekstu literackiego, włączenie w większy zbiór danych edycyjnych jak programowalny korpus DraCor (w tym zbiory międzynarodowe, wielojęzyczne), czy przetwarzana przez narzędzia do cyfrowej analizy danych (np. wypracowane w ramach CLARIN) -
- transparentność: otwarcie etapów jej tworzenia, np. udostępnienie procesu wypracowywania nowych funkcjonalności z programistami lub aktywności na platformie edytorów cyfrowych[przypis]Nie jest to jednocześnie zachęta do bagatelizowania kwestii cyberbezpieczeństwa: każdorazowe udostępnienie danych powinno być poprzedzone z rozmową z osobami posiadającymi wiedzę nt. bezpieczeństwa w sieci, na ile zakładane przez nas otwarcie danych okołobadawczych (w jaki sposób i ile danych, gdzie będą widoczne itd.) jak aktywności twórców przysłuży się regule transparentności w komunikacji badawczej, nie narażając przy tym platformy czy infrastruktury na ataki hakerskie i włamania.[/przypis]; gotowość na dzielenie się know-how (bez konieczności rezygnacji z uznania autorstwa) w zakresie tworzenia edycji cyfrowych przykładowo w formie publikacji ścieżek postępowania (workflows), prezentujących krok po kroku wybrany etap ich tworzenia[przypis]Przykładowo: Hélène Gautier, Adeline Joffres, Vincent Besson (2023): Collaborative Digital Edition of a Musical Corpus. Retrieved Sep 25, 2023 from marketplace.sshopencloud.eu/workflow/bKefY4 [/przypis];
- modularność: dążenie do łączenia istniejących narzędzi i metod w jeden system pracy w taki sposób, aby w razie problemów można było “podmienić” innym dany jego element, przykładowo zamiast tworzenia od zera systemu komentarzy wybranie otwartego anotatora dla danych tekstowych w sieci Pundit[przypis]Pundit (netseven.it/pundit/), otwarte cyfrowe narzędzie do anotowania treści stron internetowych stworzone przez włoski zespół deweloperski NET7. W ostatnim czasie zostało również dodane do katalogu European Open Science Cloud, gromadzącego zasoby szczególnie wspierające otwartą naukę: marketplace.eosc-portal.eu/services/pundit-a-semantic-powered-web-annotation-service Pundit w połączeniu z naukowym edytorstwem cyfrowym został zastosowany w wieloautorskiej naukowej edycji Ampère, zawierającej publikacje, listy, i publikacje autobiograficzne uczonych (Blondel i Segala 2017: 64-66).[/przypis] oraz założenie ewentualnej alternatywy dla niego - na przykład, czy komentarze powinny być dodatkowo deponowane poza nim na innej platformie.
Powyższe tendencje oczywiście przenikają się - choćby tworzenie ścieżek postępowania (workflows) ma w sobie cechy modularności i przetwarzalności. Wszystkie dodatkowo dobrze łączą się z nadrzędną wartością, jaka powinna cechować naukowe edycje cyfrowe: otwartość w nauce.</document>
<document nplp_id="12830" title="Graal cyfrowej teorii" slug="graal-cyfrowej-teorii">Czy naukowe edytorstwo cyfrowe potrzebuje odrębnych teorii i metodologii, innych od tych stosowanych w edytorstwie “drukowanym”?
Przynajmniej dwie monografie pretendowały w ostatnich latach w krajowym edytorstwie do miana “graala cyfrowej teorii”. Mowa o A critique of modern text criticism Jerome J. McGanna (1983)[przypis]Teoria jest upowszechniona w edytorstwie polskim za sprawą monografii Cybulski, Łukasz. 2017. Krytyka tekstu na rozdrożach: anglo-amerykańska teoria edytorstwa naukowego w drugiej połowie XX w. Filologia XXI 10. Warszawa: Instytut Badań Literackich PAN Wydawnictwo[/przypis] oraz The Fluid Text: A Theory of Revision and Editing for Book and Screen Bryanta (2002)[przypis]W dalszej części przywoływane jest polskie tłumaczenie: Bryant, John. 2020. Płynny tekst: teoria zmienności tekstów i edytorstwa w dobie książki i ekranu. Przetłumaczone przez Łukasz Cybulski. Filologia XXI 13. Warszawa: Instytut Badań Literackich PAN - Wydawnictwo.[/przypis]
Jerome J. McGann, zwracając uwagę na to, że badania nad tekstami są w gruncie rzeczy interdyscyplinarne oraz że nie jest zasadnym rozdzielenie kompetencji krytyka tekstu (edytora) i historyka/teoretyka literatury (Cybulski 2017: 98), zaproponował badania oparte o “socjalizację tekstów”. Osadza to tekst w kontekście różnych zmiennych - nie tylko więc intencja autorska, lecz także wszystko wokół procesu wytwarzania książki ma wpływ na dzieło: integrację wydawców, redaktorów, składaczy, a także reakcje czytelników i czytelniczek (McGann 1992: 34-35). Tekst staje się faktem społecznym/historycznym i powinien być poddany analizie w kontekście jego formy (konkretnego wydania, materialnego obiektu-artefaktu).
Zainteresowanie badawcze Jerome’ego McGanna objęły też humanistykę cyfrową i w 2000 roku opublikowane zostało Archiwum Rosettiego (McGann 2000) w jego opracowaniu. Strona działa do dzisiaj i choć zawiera przede wszystkim transkrypcję w zestawieniu ze skanami druków tekstów, pojawiają się też komentarze edytorskie dotyczące właściwości artefaktu, m.in. odręcznych linii lub opisy ilustracji. Dodając do tego zaprojektowane przez twórców filtry przeszukiwania (na przykład przeszukiwanie po gatunkach lub w przypadku osób - po pełnionych rolach) czy informacje o tekstach źródłowych skłaniają do wniosku, że projekt posiada wiele cech naukowej edycji cyfrowej - choć nie jest on określany jako realizacja społecznej teorii edycji McGanna.

[caption id="attachment_13356" align="aligncenter" width="1024"] Il. 1 Tekstowa transkrypcja Rossetti Archive, źródło: www.rossettiarchive.org/docs/1-1835.safrica.rad.html#p24[/caption]

Z kolei propozycja Johna Bryanta, edytora dzieł Melville’a oraz członka i prezesa Melville Society, opiera się o teorię “płynnego tekstu” (fluid text) i jej realizacji w środowisku cyfrowym. Płynność to, zdaniem Brytanta, immanentna cecha każdego tekstu literackiego, bowiem tekst istnieje zawsze w więcej niż jednej wersji, jako że sam proces pisania jest arbitralnym, niestabilnym wyrażaniem myśli (Bryant 2020: 23). Wszelkie skreślenia, sugestie wydawcy, podpowiedzi bliskich osób wpływają na kształt i płynność tekstu, a więc mnożą jego wersje.
Bryant wychodzi też naprzeciw “tyranii pojedynczego tekstu głównego” i upatruje w edytorstwie cyfrowym szansy pokazania zmienności tekstu i dynamiki jego powstawania: “Zadaniem edytora płynnego tekstu nie jest jednak przedstawienie pojedynczych, czystych tekstów głównych, lecz wykorzystanie aparatu krytycznego do tego, by zetknąć czytelnika z odległościami dzielącymi liczne wersje. Głównym zobowiązaniem edytora jest w związku z tym stworzenie mapy wariantywności, wytyczenie dróg od jednej wersji do innej i umożliwienie czytelnikowi poruszania się po tych drogach” (Bryant 2020: 201).
Realizacją zasad płynnego tekstu jest Melville Electronic Library - platforma dla edycji cyfrowych tekstów Melville’a zbudowana z pomocą narzędzia TextLab[przypis]Więcej o samym narzędziu melville.electroniclibrary.org/textlab oraz o MEL w tekście Ohge, Christopher. 2023. „Re-Experiencing Composition: Meditations on Digital Scholarly Editing at the “Melville Electronic Library””. Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie 23 (1): 15–27. doi.org/10.12775/SE.2023.00002.[/przypis]. Umożliwia ona odczytywanie wybranego utworu w widoku “tekstu do czytania”, zawierającego też jednak minimalistyczne ikony odnoszące do skanu rękopisów lub specjalny typ komentarza “rewizja narracji”, gdzie edytor cyfrowy przybliża proces twórczy tekstu literackiego Melville’a. Inną funkcjonalnością jest widok transkrypcji, gdzie równolegle do pliku graficznego rękopisu znajduje się transkrybowany odpowiednik treści.

[caption id="attachment_13357" align="aligncenter" width="1024"] Il. 2 Naukowa edycja cyfrowa utworu Billy Budd Melville’a na platformie MEL, źródło: melville.electroniclibrary.org/editions/versions-of-billy-budd/chapter-17[/caption]

[caption id="attachment_13358" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Porównanie rękopisu i transkrypcji utworu Billy Budd Melville’a na platformie MEL, źródło: app.textlab.org/transcriptions/16043[/caption]

Zasadniczo jednak nie ma przeszkód, aby przyjąć metodologie edytorskie wykorzystywane także do formatu drukowanego, jeśli tylko przestrzeń cyfrowa oferuje możliwości wydobycia z nich dodatkowej jakości. W naukowych edycjach cyfrowych współczesnych dramatów polskich[przypis]Realizowanych w ramach grantu NPRH: „Dramat polski. Reaktywacja/kontynuacja”, nr 11H 17 0139 85, kierownik: Jacek Kopciński, IBL PAN[/przypis] na platformie TEI Panorama, przyjęto jako oś metodologoczno-teoretyczną krytykę genetyczną De Biasiego, omawiają przez autora na przykładach edycji drukowanych[przypis]Polskie tłumaczenie: Biasi, Pierre-Marc de, Maria Prussak, i Filip Kwiatek. 2015. Genetyka tekstów. Filologia XXI 5. Warszawa: Instytut Badań Literackich PAN. Wydawnictwo.[/przypis]. W wersji cyfrowej można będzie porównać ze sobą między innymi wersje Dnia Gniewu Romana Brandstetteraczy, zestawić Żywoty Świętych z notatkami z realizacji Spowiedzi w drewnie Jana Wilkowskiego, dla którego Żywoty są inspiracją. Dodatkowo śledzone są zmiany w tekście wraz z informacją, kto naniósł te zmiany i jaki mógł być ich cel.
Ponadto, Elena Pierazzo zauważa, że w dwóch katalogach gromadzących dane o (naukowych) edycjach cyfrowych nie ma filtrowania po metodach zastosowanych w konkretnych edycjach, co sugeruje, że punkt zainteresowań twórców baz i potencjalnych odbiorców jest gdzie indziej[przypis]“neither of the two existing catalogues of digital scholarly editions, the one maintained by Sahle (2008) and the one maintained by Greta Franzini (Franzini 2012; Franzini et al. 2016), allows its user to search or filter by editorial model, and this reveals that their centre of interest is located elsewhere and it is very hard to gather such information by looking ata digital edition” (Pierazzo 2019, 215)[/przypis]. Wydaje się, że nie dominują potrzeby poszukiwania i stosowania teorii wyłącznie dla edytorstwa cyfrowego, wykluczających ich zastosowanie w medium drukowanym. Propozycje McGanna, Bryanta czy De Biasiego skupiają się na innych czynnikach istotnych w pokazaniu kształtu (a raczej przemian) danego dzieła, co znakomicie współgra z funkcjonalnościami cyfrowymi. Graalem naukowego cyfrowego edytorstwa w obszarze teorii jest inkluzywność - otwartość zarówno na podejścia nierealizowalne w formie druku, jak i nowe możliwości dla teorii realizowanych dotychczas bez narzędzi cyfrowych.

Bez względu na wybrane podejście metodologiczne, ważna jest nadal dokładna dokumentacja prac cyfrowo-edytorskich, opracowanie osobnej noty edytorskiej dla wersji cyfrowej, szczególnie w przypadku edycji hybrydowych, czyli takich, gdzie powstają równolegle edycje drukowane i cyfrowe (nie zdigitalizowane!). Przykładem wzorcowego opracowania wszystkich decyzji jest Korpus Tekstów i Korespondencji Jana Dantyszka (Skolimowska et al., 2010-), gdzie na lewej belce strony głównej znajdziemy informacje o zawartości korpusu, źródłach, skrótach, czy pierwszej wersji opartej o TEI tej edycji. Zasługuje to tym bardziej na wyróżnienie, że jest to jedna z pierwszych w Polsce naukowych edycji cyfrowych[przypis]Skolimowska, Anna, i Magdalena Turska. 2023. „Długie trwanie edycji cyfrowej. Przypadek «Korpusu Tekstów i Korespondencji Jana Dantyszka»”. Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie 23 (1): 7–13. doi.org/10.12775/SE.2023.0001.[/przypis]
Franz Fischer i Gioelle Barabucci podobny proces poprzedzają formalizacją edycji i podaje przykładową listę pytań, na jaką powinni odpowiedzieć przed rozpoczęciem projektu cyfrowi edytorzy (2017: 51) - przykładowo pytania dla narzędzi: czy obejmuje dane tekstowe “literowe” (i jak będzie definiowana “litera” - jako znak Unicode? grafem?) czy raczej będą to dane typu “hieroglif”, “wyraz”, “tagi XML”, “sekwencje”?[przypis]Tłumaczenie własne z “The shared formalization should allow the editors to, at least: define the basic elements that a tool can operate upon; – e.g., does the tool operate on letters? (and what is a ‘letter’ in its parlance? A Unicode codepoint? A grapheme?) or hieroglyphs? words? XML nodes? sequences?” Pełna lista przykładowych pytań w (Barabucci i Fischer 2017). [/przypis]
Podobną funkcję może pełnić wykaz ewaluacyjny dla naukowych edycji cyfrowych opracowany przez Modern Language Association („Electronic Textual Editing: Guidelines for Editors of Scholarly Editions” 2007) czy kryteria recenzowania edycji i zasobów cyfrowych czasopisma RIDE (Institute for Documentology and Scholarly Editing 2014).</document>
<document nplp_id="12831" title="Wiele narzędzi, jeden standard?" slug="wiele-narzedzi-jeden-standard">Istnieje jeszcze jeden “kierunkowskaz” dla tworzenia naukowych edycji cyfrowych. Niezmiennie dominujący w przestrzeni cyfrowej w humanistycznych projektach mimo licznych transformacji narzędzi i warstwy wizualnej czy poszerzaniu pola danych. Mowa o standardzie kodowania TEI, Text Encoding Initative, opracowywanym przez konsorcjum od roku 1994. Jest to zbiór znaczników XML dostosowany typowo dla danych humanistycznych - słowników, korpusów, tekstów administracyjnych czy filozoficznych, a przede wszystkim naukowych edycji.

[caption id="attachment_13405" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Przewodnik TEI w nowej szacie graficznej na platformie TEI Publisher, źródło: guidelines.teipublisher.com/[/caption]

O jego wszechobecności i trwałości mogą zaświadczyć choćby poniższe wyliczenia:

 	cykliczne wydarzenia jak TEI Conference;
 	szeroki wachlarz narzędzi i serwisów zaprojektowanych do pracy z tym standardem, takie jak TEI Publisher, CETEIcean, Oxygen, LEAF-writer, FairCopy;
 	bazy danych i korpusy wymagające danych w tym formacie: DraCor, CorrespSearch
kursy i szkolenia, takie jak Text encoding and the Text Encoding Initiative and Digital Scholarly Editions: Manuscripts, Texts and TEI Encoding na platformie dariahTeach
 	społeczności takie jak E-editiones i Specjalne Grupy Zainteresowań asygnowane przy konsorcjum TEI, dotyczące na przykład korespondencji, rękopisów, ontologii
 	Czasopismo “The Journal of the Text Encoding Initiative” w otwartym dostępie na platformie OpenEdition
 	i oczywiście liczne artykuły wokół tego standardu: przykładowo, według portalu do odkrywania zasobów humanistycznych GoTriple.eu, w samym 2020 opublikowano w otwartym dostępie 36 artykułów zawierających wyrażenie “Text Encoding Initative”[przypis]Tłumaczenie własne na podstawie: “(...) annual conferences like TEI Conference; a wide range of tools and services designed to work with and enhance TEI standard, including the TEI Publisher, CETEIcean, Oxygen, LEAF-writer, FairCopy; databases and corporas with requirement of data in TEI: DraCor, CorrespSearch; coursers like Text encoding and the Text Encoding Initiative and Digital Scholarly Editions: Manuscripts, Texts and TEI Encoding on #dariahTeach; communities such as E-editions and Special Working Groups at TEI Consortium, like Correspondence, Manuscripts, Ontologies;, The Journal of the Text Encoding Initiative on OpenEdition, edited by the Text Encoding Initiative Consortium; and of course textual outputs e.g. articles about TEI: for instance, according to the GoTriple#, a discovery portal for open SSH resources, 36 open documents with “Text Encoding Initiative” were published in open access only in 2020. (Szleszyński, Szulińska i Błaszczyńska 2022, tekst zaakceptowany do druku[/przypis]

Choć trudno polemizować ze stanowiskiem (De Keyser et al. 2017: 114) o niemożności wybrania tylko jednego standardu czy uniwersalnej dobrej praktyki dla wszystkich projektów edytorsko-cyfrowych, nie sposób zaprzeczyć też, że TEI odniosło sukces. James Cummings, wieloletni członek konsorcjum TEI, mówi wprost, że można wytykać temu standardowi niedociągnięcia[przypis]O części z nich pisze Agnieszka Szulińska w Szleszyński, Szulińska i Błaszczyńska 2022, tekst zaakceptowany do druku[/przypis], ale jego pozycja jest na tyle silna, że potencjalny “następca” będzie musiał zakładać integrację z TEI lub łatwy sposób konwersji danych z jednego standardu na drugi, a całkowicie odejście od TEI wymaga właściwie wytłumaczenia się z tej decyzji (Cummings 2023: 147-148)

Wybór standardu dla danych to pierwsze wymaganie dla przyszłych edytorów cyfrowych. Kolejnym jest decyzja, jakimi narzędziami, oprogramowaniem, bazami zbudować i zaprezentować naukową edycję cyfrową.
Przydatne będzie tutaj określenie “skrzynki z narzędzia” (toolbox) stosowane w humanistyce cyfrowej. Oznacza propozycję narzędzi stosowanych często lub szczególnie polecanych w danego typu projektach. Jak wspomniano wyżej, coraz częściej mówi się o wymogu modularności w stosunku do nich, a więc aby od razu łączyć różne rozwiązania w jeden ciąg badawczy i aby uzupełniały się one w stosowaniu. Zarzut Pierazzo co do braku standaryzacji w tym miejscu należałoby zestawić z tendencją, by “customizować” narzędzia i schematy pracy (workflows) względem konkretnych grup tekstów i związanych z nimi potrzeb. Przykładowo, wyszukiwarka CorrespSearch[przypis]Stefan Dumont, Sascha Grabsch, Jonas Müller-Laackman, Ruth Sander and Steven Sobkowski (eds.): correspSearch – Connect Scholarly Editions of Correspondence (2.2.0) [Webservice]. Berlin-Brandenburg Academy of Sciences and Humanities 2022. correspSearch.ne[/przypis] może gromadzić dane z naukowych edycji korespondencji, a jej filtry wyszukiwania opierają się o substandard TEI ‘correspDesc’. Warto więc na wczesnym etapie tworzenia cyfrowych edycji listów tak zaplanować schemat pracy, aby po opracowaniu dołączyć je też do wyżej wymienionego zbioru.
Choć sporządzanie listy narzędzi uniwersalnych dla naukowych edycji cyfrowych jest w zasadzie niemożliwe. Stąd poniższa lista narzędzi mogących znaleźć zastosowanie w polskich naukowych edycjach cyfrowych nie jest ostateczna, a elementy listy wybrano na podstawie częstotliwości pojawiania się w projektach zagranicznych (TEI Publisher, Transkribus), stopnia otwartości w zastosowaniu w komunikacji badawczej (Pundit, EVT) lub “przyjazności” osobom rozpoczynającym rozwijanie swoich kompetencji cyfrowych (katalogi edycji cyfrowych):

 	Transkribus - narzędzie pozwalające na automatyczne rozpoznanie tekstu pisanego odręcznie. Promowane jako wspierające edycje tekstów historycznych pomoże każdemu projektowi wykorzystującemu rękopisy.
 	TEI Publisher - otwarte narzędzie do publikowana naukowych edycji cyfrowych wypracowane w ramach społeczności e-editiones, wspierające także dokumenty nieoznakowane w TEI.
 	Catalogue of Digital Editions pod red. Franzini oraz a catalog of: Digital Scholarly Editions pod red. Sahle’a - katalogi (naukowych) edycji cyfrowych - zarówno zakończonych, jak i w trakcie powstawania, będące cennym źródłem dużej liczby danych o edycjach (takich jak język źródłowy czy tematyka edycji, czy edycja była recenzowana lub używa standardu TEI). Zbiory te otwierają możliwości badania naukowych edycji cyfrowych przez pryzmat metadanych.
 	Pundit - wtyczka do anotowania treści tekstowych w sieci. Po założeniu bezpłatnego konta, można na dowolnej stronie internetowej podświetlać, komentować i opatrywać własnymi tagami wybrane fragmenty tekstowe. Anotacje mogą być widoczne dla wszystkich osób posiadających Pundit (przez funkcję notatników otwartych) lub tylko dla anotującego (notatniki prywatne). Pundit ma spory potencjał w naukowych edycjach cyfrowych, szczególnie dla użytkowniczek i użytkowników chcących analizować i zaznaczać interesujące ich elementy edycji.
 	Edition Visualisation Technology - otwarte narzędzie do tworzenia naukowych edycji cyfrowych, opierające się przede wszystkim o możliwość porównywania wersji, posiadające też jednak wsparcie dla cyfrowego aparatu krytycznego oraz możliwości dopasowania wyglądu do potrzeb projektu.

Inne przykłady narzędzi - DraCor i TEI Panorama - znajdują się w sekcji wybranych studiów przypadków, gdzie są opisane szerzej.</document>
<document nplp_id="12832" title="Nowy horyzont edytorstwa cyfrowego" slug="nowy-horyzont-edytorstwa-cyfrowego">Choć niniejszy rozdział skupia się na naukowych realizacjach edytorstwa cyfrowego, a więc przeznaczonego przeze wszystkim dla odbiorcy “zawodowego” (osób badawczych, oraz nauczających na uniwersytetach) i na “znanych” problemach jak mnogość wersji czy kontekstowe opracowanie danych w edycji, przyszłość tej dziedziny rysuje się znacznie szerzej. Podczas rozmów podsumowujących projekt OPERAS-P[przypis]O OPERAS-P można przeczytać w rozdziale "Infrastruktury badawcze"[/przypis] grupa wykonawców opracowujących zagadnienie przyszłości akademickiego pisania rozważała również przypadki naukowych edycji cyfrowych. Przewidywano, że mogą w internetowej przestrzeni zaistnieć przypadki edycji dla dzieci (nowy typ cyfrowego odbiorcy) lub zostaną stworzone / dostosowane narzędzia do tworzenia edycji cyfrowych dla niezawodowców, na przykład gdy ktoś będzie chciał opracować i udostępnić korespondencję swojej rodziny w sieci[przypis]Niniejsze przewidywania wygłosiła Francesca di Donato (orcid.org/0000-0003-0144-8934), współpracująca m.in. przy oprogramowaniu Muruca dla edycji cyfrowych[/przypis]. W innym projekcie międzynarodowym badającym nowe perspektywy dla wydawania humanistycznych monografii cyfrowych (w tym naukowych edycji) C21, wykonawcy przygotowują rozpoznanie względem edycji cyfrowych danych zebranych z mediów społecznościowych[przypis]Zob. tegoroczne wystąpienie wykonawców projektu na DH2023: Building a digital edition from archived social media content, www.conftool.pro/dh2023/index.php?page=browseSessions&amp;amp;form_session=105&amp;amp;presentations=show dostęp 10.05.2023[/przypis]. Przede wszystkim jednak naukowe edycje cyfrowe będą coraz bardziej postrzegane nie tylko w kontekście danych humanistycznych, ale też jako serwisy, oferujących na przykład listy frekwencyjne, wizualizacje, sieci, usługi encyklopedyczne i leksykograficzne, nakładki do automatycznego przetwarzania języka, śledzenie, jak użytkownicy z nich korzystają[przypis]Zob. Wykład Tomy Tasovaca Digital Humanities &amp;amp; the (unsurprising?) Tenacity of the Print Mind w ramach ACDH-CH Lecture: (ACDH-CH 2023). Warto pamiętać, że pierwsze postulaty o traktowaniu naukowej edycji cyfrowej jako zdecentralizowanego środowiska cyfrowego w chmurze oferującego różne usługi wygłosili Peter Boot i Van Zudert (2011: 444). [/przypis]. W przypadku rodzimego projektu, platformy TEI Panorama (służącej do tworzenia naukowych edycji cyfrowych tekstów literackich), zespół tworzący to narzędzie oferuje usługi wykonania części cyfrowej projektu, takich jak rozbudowa oprogramowania, komunikacja z programistami, anotowanie semantyczne oraz oznaczanie zmian w tekście[przypis]Więcej o TEI Panorama w kontekście polskiego naukowego edytorstwa cyfrowego w tekście: Szleszyński, Bartłomiej. 2023. „Krajobraz naukowego edytorstwa cyfrowego – możliwości i wyzwania”. Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie 23 (1): 85–101. doi.org/10.12775/SE.2023.0009. [/przypis]. Tego typu usługi będą nabierać na znaczeniu - i co warto podkreślić - są to aktywności wymagające wiedzy specjalistycznej, nierzadko zasługujące na uwzględnienie w dorobku badawczym z zakresu humanistyki cyfrowej.
Co jednak wydaje się kluczową zmianą, to podejście osób tworzących edytorstwo cyfrowe do przedmiotu swojej pracy. Elli Bleeker (2017: 55) opisuje z przymrużeniem oka pewną właściwość osób wykonujących czynności edytorskie: “Edytorzy naukowi to osobliwy gatunek. Wiedzą lepiej od twórcy [o jego tekście - przyp. ASz], a przy tym zadowalają się “pozostawaniem w cieniu”, do tego mają nadzieję, że ich edycja dotrze do szerokiej publiczności i przekona czytelników o swojej wartości”. Tymczasem przy łączeniu naukowego edytorstwa cyfrowego z wartościami otwartości, transparentności, rozszerzonym polem zainteresowań tego, co jest danymi i możliwościami oznaczania zmian i zjawisk o wysokim stopniu detaliczności za pomocą standardu TEI osoby je tworzące powinny przekonać się do “wyjścia z edytorskiego cienia” i korzystając z cyfrowych możliwości, dokładnie atrybuować swoją pracę.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12834" title="“Remaster” naukowej edycji cyfrowej. Van Gogh Letters Project i&amp;nbsp;TEI Publisher" slug="remaster-naukowej-edycji-cyfrowej-van-gogh-letters-project-i-tei-publisher">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

Mając na uwadze wartość doświadczenia i praktyki społeczności naukowego edytorstwa cyfrowego, w tej części zostaną przedstawione studia przypadku skupione wokół odmiennych wyzwań. Przy mnogości projektów edytorsko-cyfrowych wybór reprezentatywnych przykładów zawsze będzie dyskusyjny i niekompletny, dlatego oprócz poniższych proponujemy uzupełnienie lektury o raport Operas dotyczący przyszłości akademickiej komunikacji (Maryl et al. 2021), w których badanie innowacji w komunikacji naukowej opiera się również o studia przypadku takie jak Mellville Electronic Library czy Faustedition, a także eksplorację katalogów (naukowych) edycji cyfrowych w celu zapoznania się z przykładowymi najbliższymi zainteresowaniom odbiorców tego rozdziału

Jedna z pierwszych i najdłużej trwających naukowych edycji cyfrowych to The Van Gogh Letters Project. Prace nad nią rozpoczęły się w 1994 roku i trwały do 2009[przypis]Wstępnie zakładano wykonanie w pięć lat przy stałej pracy trzech osób, vangoghletters.org/vg/about_1.html Długi czas trwania projektu sprawił, że zespół mierzył się z problemem “spójności” danych, ponieważ wykonawcy zmieniali się w czasie powstawania edycji, toteż szybko postanowiono dokumentować swoje decyzje edytorskie i wprowadzić instrukcję (Guidelines) wprowadzania listów dla nowych współpracowników (Jansen 2017, 410). [/przypis]. W jej tworzenie zaangażowane były instytucje kulturalne i naukowe, to jest Muzeum Van Gogha w Amsterdamie oraz Huygens Institute for the History of the Netherlands w Hadze. Obecnie na stronie znajduje się około 820 listów, w których Van Gogh jest nadawcą oraz 83 wysłane do niego jako odbiorcy, ⅔ pisane w języku holenderskim, pozostałe po francusku (Jansen 2017: 408). Zespół stworzony z badaczy i pracowników sektora GLAM podjął decyzję o tłumaczeniu listów na język angielski, myśląc o potencjalnych odbiorcach: historykach i miłośnikach sztuki z całego świata.
Dziś można porównać tekst oryginalny z wersją angielską w naukowej edycji cyfrowej tej korespondencji. Poza tym edycja zawiera podstawowe filtrowanie: po okresie nadania listu, po korespondentach, miejscu nadania oraz listy ze szkicami malarza. Na stronie wybranego listu można oprócz oryginału i tłumaczenia (te dodatkowo z możliwością włączania numeracji wersów) równolegle w okienkach otworzyć przypisy edytorskie, skany listów oraz ewentualnie szkice.

[caption id="attachment_13412" align="aligncenter" width="1024"] Il. 5 Interfejs naukowej edycji cyfrowej The Van Gogh Letters Project z 2009 roku, źródło: vangoghletters.org/vg/letters/let099/letter.html[/caption]

Tego typu układ został później przyjęty w innych naukowych edycjach cyfrowych, wykorzystując mechanikę osobnych okien. Dziś z punktu widzenia projektowania dla użytkownika tego typu rozwiązanie wymaga skupienia na większej czytelności, jest bowiem ograniczona ilość treści, którą potencjalny odbiorca jest w stanie porównać czy czytać równolegle. Na uwagę zasługuje też analiza użytkowników odwiedzających naukową edycję cyfrową listów Van Gogha opublikowana w 2011 (a więc przed boomem na badania UX), gdzie sprawdzano nie tylko, jaki typ danych jest najczęściej wyszukiwany, lecz także, z jakich przeglądarek i systemów operacyjnych korzystają (Boot 2011).
Omawiana naukowa edycja cyfrowa działa od 2009 roku (z aktualizacjami) nieprzerwanie do dzisiaj, jednak około 2021 roku pojawiła się… druga wersja tej edycji z użyciem zupełnie innego narzędzia o nazwie TEI Publisher. Jego twórcy otrzymali dane listów od Muzeum Van Gogha i Huygens Institute, po czym stworzyli “nowszą” odsłonę zarówno pod względem interfejsu, jak i cyfrowych funkcjonalności. Poza bardziej przyjaznym wyglądem i przejrzystością strony, dodano filtrowanie danych pojęzyku źródłowym listu, zmieniono również miejsce wyświetlania niektórych danych, np. “opisów stałych” niektórych osób:

[caption id="attachment_13413" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Interfejs naukowej edycji cyfrowej The Van Gogh Letters Project z 2021 roku opublikowanej na platformie TEI Publisher, źródło: teipublisher.com/exist/apps/vangogh/let001.xml?view=page&amp;amp;odd=vangogh&amp;amp;panels=0.2[/caption]

Zmieniono również liczbę maksymalnie otwartych okienek z 4 do 3 oraz dodano większą liczbę formatów, w jakich można pobrać listy do dalszych badań.

To studium przypadku określić można, zapożyczając terminologię z gier wideo, mianem “remastera”, czyli odnowienia starszego projektu, dodając przy okazji kilka usprawnień mających na celu poprawę wygody korzystania z projektu czy dostosowanie do aktualnych zasad projektowania stron internetowych. Nie jest to jednak tworzenie naukowej edycji całkowicie od zera, z zupełnie innym podejściem metodologicznym czy przy założeniu innego odbiorcy - wtedy można byłoby powiedzieć o “remake'u". Przykład listów Van Gogha zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, z którym już musi mierzyć się wiele projektów humanistyczno-cyfrowych, a na które nie ma jeszcze uniwersalnego sposobu: archaiczność strony wizualnej projektu i wymuszanie dynamiczności i elastyczności w regularnym (co kilka lat) odświeżaniu elementów strony internetowej. Oraz - co ze “starszym” zasobem, kiedy pojawi się nowsza odsłona? Czy zachować obie w imię wersjonowania zasobów humanistycznych, “zamrażając” pierwszą w momencie przejścia na drugą, czy wyłączyć całkowicie dostęp do starszej celem uniknięcia konfuzji użytkowników i użytkowniczek na tle: wersja jest ”obowiązująca”.</document>
<document nplp_id="12835" title="Wygoda porównywania wersji. Mary Shelly’s Frankenstein Variorum Edition" slug="wygoda-porownywania-wersji-mary-shellys-frankenstein-variorum-edition">Marzenia względem edytorstwa cyfrowego często obejmują “totalność” dokumentacji wokół wybranego tekstu źródłowego: wszystkie warianty, wersje, metateksty, śledzenie każdego ruchu twórcy na dziele (skreślenia itd.), najlepiej z rozbudowanym komentarzem edytorskim, indeksami, materiałami (audio)wizualnymi, połączenia z innymi projektami, bazami danych… Oczekiwania te są osadzone w przekonaniu, że przestrzeń cyfrowa - w przeciwieństwie do drukowanej - przyjmie dowolną liczbę danych w każdej formie. Twórcy naukowych edycji cyfrowych dość szybko jednak zmierzą się z wyzwaniem prezentacji śledzenia zmian w tekście i różnych jego wersji tak, aby odbiorcy i odbiorczynie byli w stanie odczytać informacje i nie zgubić się w nadmiarze danych (zob. Del Turco i Rosselli 2012; ‘MLA Statement on the Scholarly Edition in the Digital Age’, 2016: 4).
Zespół tworzący Frankenstein Variorum Edition[przypis]Nie jest to pierwsza cyfrowa edycja tego utworu. Twórcy i twórczynie Frankenstein Variorum Edition (frankensteinvariorum.github.io/viewer/) korzystali między innymi z danych z edycji cyfrowej wypracowanej w Pennsylvania Electronic Edition (knarf.english.upenn.edu/) już w latach 90. i porównującej wydania Frankensteina z 1818 i 1831 roku. FV Edition można więc traktować częściowo przynajmniej jako remake PE Edition, szczególnie z uwagi na archaiczny (a może retro) wygląd strony edycji. Zobacz: ride.i-d-e.de/issues/issue-2/sga_frankenstein-notebooks/?hilite=Frankenstein[/przypis] postawił przed sobą zadanie porównania pięciu wersji utworu Mary Shelley z lat 1816-1831. Stąd też określenie variorum w nazwie projektu, określające edycję cyfrową badającą zmiany w tekście w czasie poprzez porównanie ze sobą odrębnych wersji (Cummings i Beshero-Bondar 2022), w tym rękopisów z wydaniami drukowanymi. Całemu projektowi patronowało też przekonanie o poszukiwaniu rozwiązań możliwych tylko w przestrzeni cyfrowych (nieprzekładalność wg Sahle’a!) o funkcji usprawniającej obecne dodatki krytyczno-edytorskie w edycjach drukowanych, które często sprowadzają warianty tekstu do przypisów dolnych i końcowych wykazów. Ostatecznie sprecyzowano dwa cele omawianej naukowej edycji cyfrowej: 1. Zaprezentować przejrzystą i dostępną, nielinearną, pełną “rozgałęzień” historię edycji, 2. Przedstawić tekstologię studentom, fantom Frankensteina, jak i badaczom XIX-wiecznych tekstów[przypis]Make visible and accessible a nonlinear, divergent edition history, Introduce textual scholarship to students, fans of Frankenstein as well as text scholars, 19c specialists. Tłumaczenie własne za (Cummings i Beshero-Bondar 2022)[/przypis].
Dodano również klasyfikację zmian w tekście, odwołującej się do znanej w cyfrowych wizualizacjach formy “mapy ciepła”, to jest zmian “częstych, gorących”, jak i zmian “mniejszych, chłodnych, marginalnych”.
Teksty zostały oznaczone w standardzie TEI, a znaczniki zmian posłużyły jako sygnały dla kolejnego narzędzia CollateX, aby kolacjonowanie przebiegało automatycznie[przypis]Nie było to łatwym zadaniem, gdyż sposób oznaczania (markup) w wersjach był odmienny, co mogłoby spowodować problemy z automatycznym porównaniem, jednak zespołowi udało się to obejść poprzez napisanie dodatkowych reguł w języku Python dotyczących ignorowania przy porównaniu niektórych znaczników. Więcej na filmie Cummings i Beshero-Bondar 2022, 30.24.[/przypis] oraz były widoczne miejsca wspólne wszystkim wersjom oraz te różniące się między sobą.

W widoku użytkownika można zapoznać się z fragmentem danej wersji powieści, zmiany w tekście względem pozostałych przekazów zaznaczone są szarym blokiem (zakres zmiany, zaś jej “istotność” to mocniejszy lub jaśniejszy odcień szarości) oraz kolorowym punktem pod nim (wersje, których zmiany dotyczą).

[caption id="attachment_13494" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Naukowa edycja cyfrowa Frankenstein Variorum Edition - widok wydania z 1831 roku, źródło: frankensteinvariorum.org/viewer/1831/preface/[/caption]

Po kliknięciu ukazuje się na pasku bocznym informacja o brzmieniu danego fragmentu w innych przekazach. Można również dodać komentarze od edytorów sygnalizowane typograficznym znakiem rączki, wyświetlające także interesującą użytkownika treść po kliknięciu. System wizualny jest intuicyjny i niewymagający właściwie instrukcji korzystania. Jedynym momentem, kiedy możemy czuć niepewność, jest intensywność szarości w zaznaczaniu obszarów zmian, tzn. nie są do końca jasne reguły, od ilu (lub od jakich) zmian/wariantów obszar będzie jaśniejszy/ciemniejszy.
Do planów na przyszłość tej edycji twórcy zaliczają usprawnienie maszynowego porównywania wersji, teksty UX z udziałem studentów (zobacz rodział o współprojektowaniu i testowaniu manualnym) oraz publikację dokumentacji opracowanego modelu danych m.in. w TEI Guidelines (Cummings i Beshero-Bondar 2022, 26.00).</document>
<document nplp_id="12836" title="Potęga ponownego wykorzystania danych. DraCor" slug="potega-ponownego-wykorzystania-danych-dracor">Wedle zasad FAIR dla otwartych danych (zobacz rozdział: Analiza danych o kulturze), jedną z kluczowych cech jest “ponowne wykorzystanie [danych]” (resuable). W przypadku naukowych edycji cyfrowych można odnaleźć opisy, dla kogo dana edycja jest projektowana i kto z niej skorzysta (Frankenstein, POET IN MAKING) lub co można osiągnąć podczas jej tworzenia (RAFF). Rzadziej natomiast pojawiają się przykłady, jak dane te mogą zostać wykorzystane w kolejnych cyfrowych projektach humanistycznych (niekoniecznie edytorskich). Stąd przykład DraCoru (skrótowiec od drama corpora, korpusu dramatów) jest tak ważny w kontekście kuracji danych z naukowych edycji cyfrowych. Zespół tworzący DraCor zbiera cyfrowe edycje dramatów oznaczonych w TEI w wielu językach, umożliwiając potem pozyskanie, porównywanie, przeszukiwanie i inne operacje na utworzonym korpusie (zobacz rozdział o NLP) za pomocą jednego, wspólnego API. („What Is DraCor?” 2019).
Na stronie tego narzędzia można przeglądać podzbiory dramatów w danym języku oraz tworzyć wizualizacje.

[caption id="attachment_13496" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Programowalny korpus edycji dramatów DraCor, sieć powiązań postaci w dramacie Sen nocy letniej Szekspira, źródło: dracor.org/shake/a-midsummer-night-s-dream[/caption]

Utwory i osoby autorskie otrzymują dodatkowo połączenie z identyfikatorami WikiData, co dodatkowo zwiększa przeszukiwalność i interoperacyjność danych (findable, interoperable), pozwala bowiem zidentyfikować konkretne byty w skali międzynarodowej i na poziomie różnych języków.
DraCor umożliwia badania porównawcze tekstów dramatycznych, tworząc sieci zależności za pomocą dodatkowego narzędzia Shiny DraCor, wypracowanego w ramach finansowania CLS-Infra[przypis]Computational Literary Studies Infrastructure (CLS INFRA) - czteroletni projekt mający na celu zbudowanie wspólnych zbiorów wysokiej jakości danych, narzędzi i wiedzy do wsparcia cyfrowych metod badania literatury. Jednym z partnerów jest Instytut Języka Polskiego PAN: clsinfra.io/ [/przypis].
Warto zwrócić uwagę na wykorzystane znaczniki TEI w tekstach dramatów. Są one stosunkowo “proste”, podstawowe, co ma zagwarantować interoperacyjność i współpracę między różnymi zbiorami, ale też jest możliwy do wzbogacania w przyszłości (Fischer i in. 2019, 1-2). DraCor jest gotów na rozbudowę o kolejne teksty, o ile będą one oznaczone w TEI. Dodatkowo, miejscem “przechowywania” wszystkich korpusów jest GitHub, bezpłatna platforma do hostowania, wersjonowania, rozwijania kodu programistycznego. Cały projekt zbudowany jest z myślą o dalszej analizie z wykorzystaniem na przykład języka R lub narzędzi wspierających trwałe i zastane w cyfrowych praktykach formaty danych, takie jak JSON i CSV (Fischer i in. 2019, 2). Pełne korzystanie z możliwości projektu DraCor wymaga nabycia dodatkowych kompetencji z zakresu humanistyki cyfrowej związane z “dalekim czytaniem” (distant reading) czy budowaniem sieci relacji, niemniej jest to też zbiór na tyle dokładnie przygotowany przez jego twórców i twórczynie, że będzie on doskonałym uzupełnieniem (lub podstawowym źródłem) dla wielu pytań badawczych o europejskie teksty dramatyczne. Jest to również przykład infrastrukturalnego zwrotu w humanistyce cyfrowej i komunikacji naukowej (zobacz rozdział: Infrastruktura):

“Projekty takie jak DraCor poszukują pewnych i możliwych do rozbudowy infrastruktur dla cyfrowych badań literaturoznawczych, aby społeczność akademicka mogła skupić się na pytaniach badawczych”[przypis]“Projekty takie jak DraCor dążą do dostarczenia cyfrowych badań literaturoznawczych wraz ze stabilną i elastyczną infrastrukturą badawczą po to, aby społeczność akademicka mogła skupić się na swoich pytaniach badawczych podczas korzystania z platformy.” (“Projects like DraCor seek to provide the digital literary studies with a reliable and extensible infrastructure so that the research community can focus on research questions” tłumaczenie własne, Fischer i in. 2019, 4)[/przypis].

DraCor w praktyce realizuje też podejście modularne do schematów pracy (workflows) w humanistyce cyfrowej. Zakłada różne scenariusze pracy z danymi oraz wykorzystanie wielu narzędzi, stara się także współpracować ze sporą liczbą formatów danych.
Na uwagę zasługuje również oprawa graficzna strony projektu. Spoglądając choćby na podstronę do pobierania danych, widać spójnie zaprojektowane ikony dla każdego z formatów.</document>
<document nplp_id="12837" title="Manufaktura naukowych edycji cyfrowych. TEI Panorama" slug="manufaktura-naukowych-edycji-cyfrowych-tei-panorama">Elena Pierazzo wyróżnia dwa podejścia tworzenia naukowych edycji cyfrowych (2019: 213). Pierwsze z nich, odnoszące się do metafory projektowania odzieży Haute Couture (fr. wysokie krawiectwo), to wytwarzanie edycji cyfrowych innowacyjnych, mających wszystkie funkcjonalności skupione najczęściej tylko na jednym tekście/jednej edycji, jednym studium przypadku[przypis]Przykładów tego podejścia jest naprawdę wiele. Oprócz wymienionych w tym rozdziale Rosetti Archive, listów Van Gogha, Korpusu Listów Jana Dantyszka czy Mary Shelly’s Frankenstein Varioirum Edition dodać można przykłady godne uwagi takie jak: Bohnenkamp-Renken, Anne, Silke Henke, i Fotis Jannidis. 2018. „Historisch-kritische Edition von Goethes Faust”. Digital edition. Faustedition. 2018. www.faustedition.net/; Knight, Leah i Wendy Wall, (red). The Pulter Project: Poet in the Making. 2018. pulterproject.northwestern.edu[/przypis]. Drugie podejście, również oparte o metaforyczne odwołanie do projektowania Prêt-à-Porter, to tworzenie edycji cyfrowych w sposób “masowy” (w skali makro) i taki, aby były łatwo dostępne, często zgromadzone na jednej platformie[przypis]Warto zaznaczyć, że są też głosy sceptyczne wobec takiej praktyki. Cunningahm (2017: 17) sądzi, że marzenie o oprogramowaniu dopasowującym się do każdej naukowej edycji cyfrowej jest błędne: "But to wish for a one-size-fits-all software for the production of digital scholarly editions is and would be misguided, I think”.[/przypis]. Pierazzo zauważa (2019: 214), że wiele wykonanych projektów typu NEC jest realizacją podejścia Haute Couture, ograniczającego dalszą przetwarzalność danych i niosącego ryzyko rozproszenia projektów w sieci. Obecnie wiemy już, jak mogą wyglądać i działać narzędzia i platformy dla naukowych edycji cyfrowych tworzonych w nurcie Prêt-à-Porter.
Przykładem jest przywoływany już TEI Publisher, otwarty edytor i platforma do publikacji mające operować na możliwie szerokiej gamie naukowych edycji cyfrowych.
Innym jest TEI Panorama, platforma dla naukowych edycji cyfrowych polskich tekstów literackich, zwana też “manufakturą NEC”. Powstająca od 2015 roku w Instytucie Badań Literackich PAN dzięki pracom zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej, obecnie zawiera następujące naukowe edycje cyfrowe:

 	2 edycje korespondencji Skamandrytów (zakończone)
 	10 edycji współczesnych dramatów (zakończone)
 	5 edycji pierwszych powieści Elizy Orzeszkowej (w trakcie wprowadzania)
 	edycja korespondencji Anny Kowalskiej i Marii Dąbrowskiej (w trakcie wprowadzania)
 	3 korpusy testowe edycji[przypis]Korpus testowy edycji oznacza, że a) potencjalny rozwój narzędzia testowany jest na fragmentach tekstów, nie dąży do pełnej rekonstrukcji tekstowej, b) pojawiają się grupy tekstów innych niż docelowo zakładane w projektowaniu platformy, tj. nie tylko literackie i powstałe przed XIX wiekiem.[/przypis], badające możliwości rozwoju platformy: Samuel Zborowski Juliusza Słowackiego, wybrane polskie teksty szesnastowieczne, korpus tekstów drugiego obiegu (w trakcie wprowadzania).

TEI Panorama ma być propozycją dla cyfrowych projektów projektów z zakresu polskich tekstów literackich od XIX wieku do współczesności. Jako platforma gromadzi w sobie funkcje prezentacji tekstu i porównania maksymalnie 3 jego wersji jednocześnie, wybrane tagsety TEI dla tekstów dramatycznych, modyfikacji tekstu i właściwości artefaktu, strukturyzowanie danych z komentarza edytorskiego w typy bytów: osoba, miejsce, utwór, czasopismo, organizacja, leksykon i wydarzenie oraz wsparcie dla semantycznej anotacji manualnej w edytorze na backendzie. TEI Panorama to także zespół osób oferujących usługi tworzenia naukowych edycji cyfrowej na omawianej platformie.
W przyjętym systemie pracy należy jednak pamiętać, że decyzja anotowania danych w większości manualnie niesie za sobą pewne konsekwencje. Zmiany ręczne są często trudne do odtworzenia bez dokładnej dokumentacji, trudniejsze do aktualizacji lub narażone na utratę dotychczasowej pracy w przypadku zmiany zasad anotowania spowodowanej przykładowo odnalezieniem nowego przekazu tekstu (Barabucci i Fischer 2017: 49). Analiza anotacji semantycznej w naukowych edycjach cyfrowych korespondencji Skamandrytów wskazuje, że przy ręcznym oznaczaniu danych wyzwaniem będą granice anotacji czy w przypadku powstawania edycji hybrydowych przeniesienie i wzbogacenie danych mimo różnych struktur w druku i wersji cyfrowej (Szulińska 2023: 126-130).
Trudno jednak znaleźć w humanistyce cyfrowej przykłady projektów wykonane z pominięciem pracy ręcznej, co pokazują etapy “trenowania narzędzi” w dużych, zautomatyzowanych korpusach danych, toteż tego typu wyzwanie jest w gruncie rzeczy uniwersalne w przestrzeni cyfrowej.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12839" title="Dlaczego nie&amp;nbsp;PDF?" slug="dlaczego-nie-pdf">Powyższe pytanie uznaliśmy za dobre rozpoczęcie rozważań o monografiach cyfrowych z dwóch przynajmniej względów:

 	po pierwsze – pozwala ono już na wstępie określić, na czym w tym przypadku polega cyfrowość monografii i jej przewaga nad tekstami „niecyfrowymi”, czyli opartymi na paradygmacie druku;
 	po drugie – takie lub podobne pytanie słyszeliśmy całkiem często podczas naszej niemal dziesięcioletniej działalności. Pół żartem możemy więc powiedzieć, że jesteśmy nieźle przygotowani do odpowiedzi na nie – pół serio dodając, że fakt zadawania tego pytania przez naszych „mniej cyfrowych” współpracowników pokazuje, że istota tego, co środowisko cyfrowe zmienia w działaniach literaturoznawczych, wciąż nie jest oczywista.

PDF oczywiście jest formatem cyfrowym (podobnie jak m. in. EPUB czy MOBI) wykorzystywanym do dystrybucji artykułów i książek naukowych w przestrzeni cyfrowej. O ile jednak cyfrowa dystrybucja zmienia uwarunkowania obiegu treści naukowych (tak jak zmieniła rynek gier wideo czy muzyki), o tyle dystrybucja tekstu w formacie PDF nie zmienia zasadniczo jego sposobu tworzenia ani jego właściwości[przypis]Niekiedy też rozróżnia się pomiędzy „akademickim cyfrowym pisaniem” a „akademickim cyfrowym publikowaniem”: „Jednocześnie, innowacje w obszarze procedur wydawniczych, modeli biznesowych czy zarządzania często nie przekładają się na eksperymenty w samym akademickim pisaniu” (jeżeli nie podano inaczej tłumaczenie autorów). (Maryl i in., 2021, 24).[/przypis].

Kluczowe w tym przypadku jest pozostawanie w paradygmacie druku – liniowej i statycznej strukturze treści, powielającej formę książki papierowej, nawet gdy publikowana jest w Internecie. Nie oznacza to bynajmniej, że negujemy znaczenie, jakie dystrybucja cyfrowa odgrywa w przemianach obiegu naukowego i w dostępności treści z zakresu badań literackich. Jest to jednak zagadnienie na inną dyskusję.

W tak zarysowanej perspektywie należy stwierdzić, iż książka w formacie PDF, umieszczona w sieci nie jest monografią cyfrową.</document>
<document nplp_id="12840" title="Co&amp;nbsp;to&amp;nbsp;jest „monografia cyfrowa”?" slug="co-to-jest-monografia-cyfrowa">Monografia pełni w humanistyce niezwykle ważną rolę. W powszechnym przekonaniu jest świadectwem dojrzałości badawczej oraz stanowi prezentację wyników szerzej zakrojonego projektu. W przeciwieństwie do nauk ścisłych, w których królują artykuły i sprawozdania, humanistyka za prawdziwe osiągnięcie naukowe uważa właśnie monografię i to ona cieszy się największym poważaniem[przypis]Owo znaczenie nie jest niestety (AD 2023) właściwie doceniane w ministerialnej punktacji dorobku naukowego, jednak owo niedocenienie monografii uznawane jest za jedną z patologii polskiego systemu ewaluacyjnego. Dlatego też w rekomendacjach kongresu „Ku nowej Polonistyce” znalazł się punkt brzmiący: „Niezbędne jest zwiększenie liczby punktów za monografie polonistyczne wydawane w Polsce. Monografie – stanowiące zwieńczenie badań w humanistyce – nie powinny być niżej punktowane niż artykuł opublikowany w międzynarodowym czasopiśmie”. (Rekomendacje uczestników Konferencji Programowej „Ku Nowej Polonistyce”, Katowice. 2023).[/przypis]. Nasuwa się pytanie, czy w świecie cyfrowym – wymuszającym skrótowość i większe tempo komunikacji – monografia może zachować swój dotychczasowy status? Ponadto dyskusyjną kwestią jest, czy monografia pojmowana tradycyjnie (czyli utrzymana w paradygmacie druku) jest odpowiednim medium do dzielenia się wynikami badań nad nowymi zjawiskami kulturowymi, w których obraz i dźwięk są niejednokrotnie dużo ważniejsze niż słowo? Udzielając odpowiedzi negatywnej, Virginia Kuhn dowodzi, że książka drukowana nie może zadowalająco pełnić tej roli. Znamienny jest przykład własnej pracy doktorskiej będącej w pełni cyfrowym projektem. Odmowa przedstawienia jego drukowanej wersji spowodowały problemy w nadaniu jej tytułu i dopiero argumenty, że w wersji analogowej sens stracą kluczowe problemy badawcze umożliwiło jej obronę. Ten i inne podawane przez nią przykłady pokazują  jak przywiązanie do tradycyjnych form publikacji naukowych hamuje, a niekiedy wręcz wypacza ideę badań intermedialnych (Kuhn, 2021).

[caption id="attachment_13362" align="aligncenter" width="1024"] Il. 2 Hasła osobowe z „Atlasu Literatury Zagłady”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Odpowiedzią na te wyzwania jest monografia cyfrowa, nazywana niekiedy „monografią poszerzoną”[przypis]„Poszerzone monografie tworzą nieliniowe połączenia tekstowych i nietekstowych elementów (grafik, wykresów, map) kwestionując tym samym granice dawno ustalonych form pisania akademickiego, albumów o sztuce, wirtualnych wystaw i cyfrowych kolekcji” (Maryl i in. 2021, p. 99).[/przypis]. W dużym skrócie można określić ją jako rodzaj prezentacji wyników badań, który w założeniu przystosowany jest do funkcjonowania w przestrzeni cyfrowej (ang. born digital) i który w sposób bezstratny nie może zostać przekonwertowany na monografię tradycyjną. Integralność wszelkich elementów multimedialnych (dźwięk, obraz, kod programistyczny, bazy danych itd.) jest jednym z podstawowych wyróżników tej formy publikacji. Forma nie jest w tym wypadku dodatkiem do słowa (jak ma to miejsce w przypadku drukowanej książki naukowej), lecz stanowi najczęściej jeden z elementów sposobu prezentacji danych oraz wniosków badawczych. Monografia cyfrowa umożliwia także tworzenie wokół siebie społeczności, której członkowie mogą komentować, zmieniać bądź sugerować zmiany. Ta cecha monografii cyfrowej dowartościowuje pracę zespołową, a nie jedynie indywidualne osiągnięcia, jak przy monografii rozumianej tradycyjnie.</document>
<document nplp_id="12841" title="Cyfrowość jako zbiorowe czytanie/pisanie monografii" slug="cyfrowosc-jako-zbiorowe-czytanie-pisanie-monografii">Jednym ze sposób na zmianę podejścia do linearności książek drukowanych, w tym monografii mającej charakter zamkniętego „obiektu”, jest nadanie im społecznościowego i multimedialnego charakteru, a co za tym idzie, rozszerzanie wpływu i oddziaływania badań naukowych (Jubb 2017, 99). Czytanie przestaje być w takim wypadku czynnością indywidualną, a staje się wydarzeniem usieciowionym, włączonym w szerszy obieg informacji. Możliwości takie dają tzw. „żyjące książki” (ang. living book) stanowiące jedną z form monografii cyfrowej od razu pomyślanej jako digital born. Ich przewaga nad książkami papierowymi wiąże się z możliwością poszerzania i wzbogacanie ich treści o informacje, które zostały odnalezione już po zakończeniu pisania określonej partii bądź wprowadzania zmian pod wpływem recenzji, a także – co równie ważne – umożliwia dodawanie multimediów czy linkowania treści (Birchall i in.).

[caption id="attachment_13363" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Strona główna projektu „Manifold”, źródło: www.manifoldapp.org[/caption]

Ciekawym narzędziem do tworzenia tego typu publikacji jest Manifold, platforma do publikacji monografii naukowych powstała w 2012 roku na City University New York. Jak wskazują twórcy, ich dzieło daje szansę na dopracowywanie publikacji także po upublicznieniu czy wprowadzanie materiałów audiowizualnych, co nie jest możliwe w przypadku tradycyjnej książki czy artykułu. Manifold pozwala też na stworzenie swoistej wspólnoty czytających. Publikację może bowiem komentować nie tylko autor, ale również zaproszone przez niego do lektury osoby. Jest to zatem coś więcej niż opatrywanie tekstu własnymi komentarzami. Te zazwyczaj widoczne są wyłącznie dla swoich autorów, spełniając rolę „elektronicznych marginesów” odzwierciedlających nawyk notowania na marginesach książek. Living booki są nastawione na wymianę myśli. Tekst staje się podstawą do prowadzenia dyskusji, wymiany uwag i spostrzeżeń, tym samym przekuwając zaangażowanie czytelnicze na realną możliwość wpłynięcia na treść publikacji. Choć możliwości te z pewnością zmieniły nawyki czytelnicze, pozwalając na nowe podejście do lektury i związanych z nią czynności, to living booki nadal w dużej mierze zakorzenione są w tradycyjnych przyzwyczajeniach czytelniczych. Jednym z nich jest przekonanie, że tylko forma książki jako pewnej zamkniętej całości jest dowodem jej naukowego charakteru i może być ewaluowana (Janneke, 2021).</document>
<document nplp_id="12842" title="Kolekcja cyfrowa – potencjał środowiska cyfrowego a&amp;nbsp;konkretne realizacje" slug="kolekcja-cyfrowa-potencjal-srodowiska-cyfrowego-a-konkretne-realizacje">O ile na poziomie ogólnym możemy określić potencjał cyfrowego aspektu w tworzeniu kolekcji/monografii cyfrowych – na razie sprowadźmy go do głównych cech takich jak hipertekstualność i interaktywność – o tyle jego realizacja możliwa jest tylko w momencie spotkania z konkretnymi potrzebami badaczy i problemami badawczymi. Rozwijanie i doskonalenie sposobów wykorzystania środowiska cyfrowego w poszczególnych przypadkach możliwe jest dzięki pracy nad konkretnymi zagadnieniami i praktycznemu przymierzaniu narzędzi do opracowywanych zagadnień.

W niniejszym artykule koncentrujemy się przede wszystkim na monografiach cyfrowych, które wykorzystują środowisko internetowe dla poszerzania możliwości prezentowania i tworzenia treści. O ile większość miejsca poświęcimy szczegółowej opowieści o kolekcjach cyfrowych na platformie NPLP.PL, tutaj chcielibyśmy, bez pretensji do reprezentatywności, pokazać przykłady projektów podobnie realizujących założenia monografii cyfrowej.

[caption id="attachment_13364" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Strona projektu „Ruskin at Walkley”, źródło: www.ruskinatwalkley.org[/caption]

Ciekawy przykład stanowią projekty DHI Institute w Sheffield tworzone przez lata w najróżniejszej skali w obszarze szeroko pojętej humanistyki, z fundamentalnym założeniem wykorzystania możliwości cyfrowości w tworzeniu i prezentacji treści[przypis]Strona z listą zrealizowanych projektów stanowi po trosze katalog treści, trochę także cyfrowe muzeum. Niektóre z projektów ukończone zostały ponad dekadę temu. Utrzymywanie ich ciągle w aktywności budzi spory szacunek dla zespołu DHI i pozwala prześledzić pewne kwestie pod względem historycznym.[/przypis].

Ciekawym, stworzonym niemal półtorej dekady temu projektem jest Ruskin at Walkley, umożliwiający (na miarę środków z 2009 roku) zwiedzanie zrekonstruowanego muzeum Johna Ruskina. Innym przykładem względnie prostego i niedużego projektu może być The Baudelaire Song Project. Zbiera on bazę ponad 1700 piosenek opartych na poezji francuskiego poety, pozwala na jej przeszukiwanie, zaś rekordy poświęcone konkretnym piosenkom zawierają podstawowe dane (data wydania, powiązany poemat, gatunek muzyki itp.) oraz linki (m.in. do piosenek w serwisie Spotify). Chyba najbardziej efektowne, jeżeli chodzi o prezentację materiału w środowisku cyfrowym, są wizualizację pozwalające zobaczyć rozkład piosenek wedle różnych kryteriów na mapie, osi czasu i w chmurze słów. Podkreślić należy, że ani przeszukiwanie bazy, ani połączenia rekordów z bazami zewnętrznymi, ani wreszcie interaktywne wizualizacje z nakładaniem na nie różnych kryteriów nie są możliwe w opracowaniach drukowanych.

[caption id="attachment_13365" align="aligncenter" width="1024"] Il. 5 Strona projektu „Baudelaire Song Project”; źródło: www.baudelairesong.org[/caption]

Na przeciwległym krańcu skali znajduje się Digital Panopticon – ogromnie bogata baza archiwów (zawierających ogromne ilości dokumentów m.in. sądowych, transportowych, więziennych) została połączona w bardzo złożonym procesie, tak by móc prześledzić losy tysięcy skazańców zesłanych do Australii (Shoemaker, 2018)[przypis]Shoemaker Robert, Lekcja z Cyfrowego Panoptikonu, Wełniak Jacek (tłum.), „Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie”, 2023, nr 1, s. 43-54. www.apcz.umk.pl/sztukaedycji/article/view/45111/36400[/przypis].

[caption id="attachment_13366" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Strona projektu „Digital Panopticon”, źródło: www.dhi.ac.uk/projects/digital-panopticon/[/caption]

Rodzime literaturoznawstwo cyfrowe nie jest tak bogate w ukończone już projekty, nie znaczy to jednak, że nie możemy przywołać ciekawego przykładu. Warto wspomnieć o projekcie topo-grafie, wielowarstwowych opowieściach o czwórce pisarzy (Hłasce, Tyrmandzie, Białoszewskim i Konwickim) opartym strukturalnie na cyfrowych mapach i infografikach oraz dołączonych do nich tekstach.

[caption id="attachment_13367" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Mapa z projektu „Topo-grafie Mirona Białoszewskiego”, źródło: www.topo-grafie.uw.edu.pl[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment

</document>
<document nplp_id="12843" title="Struktura opowieści cyfrowych – ogólne założenia" slug="struktura-opowiesci-cyfrowych-ogolne-zalozenia">Środowisko cyfrowe umożliwia (a właściwie wymusza) namysł nad strukturą tworzonych narracji i mechanizmami, które zostaną wykorzystane, by optymalnie zakomunikować poszczególne moduły treści. Oglądana na podstawowym poziomie struktura narracyjna różnych kolekcji może różnić się diametralnie, nawet gdy umieszczone są one na jednej platformie, jaką jest NPLP.PL i za każdym razem odgrywać inną funkcję.

W pierwszym przykładzie – Konstelacjach modernizmu tekst główny obrasta siatką wypowiedzi pobocznych, utrzymanych w różnym tonie i językowym kodzie wypowiedzi, w różnym stopniu związanych z sensem artykułu naukowego Włodzimierza Boleckiego, stanowiąc jednak wraz z nim pewną całość, konstelację sensów, dopowiedzeń i komentarzy, z których wyłania się nowa narracja i nowe znaczenie.

[caption id="attachment_13369" align="aligncenter" width="1024"] Il. 9 Struktura kolekcji „Konstelacje modernizmu”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Inaczej struktura tekstu wygląda w Atlasie Literatury Zagłady. W tym wypadku fragmenty świadectw Zagłady skupione na przestrzeni, pochodzące z różnych dzieł różnych autorów układają się w opowieść o konkretnym miejscu na mapie, jednak dzięki zbiorowi różnorodnych wypowiedzi sprawiają, że miejsce to nabiera zupełnie innego charakteru, staje się przestrzenią przeżywaną, zagospodarowaną emocjonalnie. To ciekawy przykład struktury, która absolutnie nie jest możliwa do odtworzenia w druku. Nazwać ją można zatem nie tylko digital born, jako że zrodziła się od razu w sieci, ale i digital exclusive, gdyż jest do odtworzenia poza środowiskiem cyfrowym bez straty swych funkcji.

Jeszcze inna strukturyzacja tekstu ma miejsce w Sienkiewiczu ponowoczesnym. Podział artykułu na niezależne fragmenty miał w założeniu zerwać z przyzwyczajeniem linearnego czytania tekstu, upłynnić go (Por. Bryant, 2020), ale także umożliwić czytanie tekstów jako układanek zbudowanych wokół tematu/idei. W tym wypadku, już na etapie prac nad tekstem, konieczne było takie budowanie narracji, by mógł tworzyć kolaż z innymi tekstami, wpisywać się w większą, patchworkową strukturę opowieści snutą przez tę kolekcję, odpowiadając zadeklarowanej w tytule ponowoczesności oglądu.

[caption id="attachment_13370" align="aligncenter" width="1024"] Il. 10 Strona artykułu z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12844" title="Cyfrowe mechanizmy narracji w&amp;nbsp;naukowych kolekcjach cyfrowych" slug="cyfrowe-mechanizmy-narracji-w-naukowych-kolekcjach-cyfrowych">Cyfrowa opowieść, by skutecznie wykorzystywać możliwości, jakie daje środowisko internetu oraz efektywnie komunikować się z odbiorcą, musi posługiwać się formami narracji charakterystycznymi dla tego medium (czyli także takimi, do których odbiorca przywykł korzystając z niego w codziennych praktykach). Będziemy je dalej nazywali „mechanizmami narracyjnymi”, a omówimy je na przykładach zaczerpniętych z kolekcji dostępnych na stronie nplp.pl. Skupimy się tylko na najważniejszych i naszym zdaniem najbardziej charakterystycznych.</document>
<document nplp_id="12845" title="Kategoryzowanie treści w&amp;nbsp;naukowych kolekcjach cyfrowych" slug="kategoryzowanie-tresci-w-naukowych-kolekcjach-cyfrowych">Jednym z najważniejszych mechanizmów decydujących o powodzeniu danej narracji to odpowiednie uporządkowanie materiału. Jest to pierwszy etap tworzenia kolekcji. Każda z nich wymaga bowiem innego podejścia, a to z kolei w dużej mierze definiowane jest przez temat i zawartość.

Niekiedy do wprowadzenia kategoryzacji służy mapa. W Atlasie Polskiego Romantyzmu mechanika narracyjna od samego początku narzuca ramy czytania wedle klucza geograficznego, a nie osobowego czy gatunkowego. Również w Atlasie Literatury Zagłady  koncepcja mechanik narracji oparta została o mapę/mapy, chociaż w tym wypadku umieszczone głębiej w strukturze i z bardziej złożonymi powiązaniami. Podział na miejsca, osoby i wydarzenia jest jednak wyjściowo definiowany przez obszar getta warszawskiego i łódzkiego przedstawionych na specjalnie w tym celu przygotowanych podkładach kartograficznych.

[caption id="attachment_13371" align="aligncenter" width="1024"] Il. 11 Mapa główna z kolekcji „Atlas polskiego romantyzmu”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Zupełnie inną logiką rządzi się opowieść w Sienkiewiczu ponowoczesnym. Przy okazji tworzenia naukowej kolekcji cyfrowej Sienkiewicz ponowoczesny testowaliśmy możliwości poszerzania granic publikacji naukowej, która w formie drukowanej byłaby „klasyczną” monografią wieloautorską (Szleszyński, 2019). Jej treść tekstową stanowi dwanaście rozpraw dotyczących konkretnych zagadnień związanych z biografią i twórczością autora Trylogii zamówionych na potrzeby projektu. Tworzących je badaczy poprosiliśmy – podobnie jak w przypadku niniejszej monografii – o takie sporządzenie artykułów, aby były one podzielne na fragmenty mogące funkcjonować autonomicznie[przypis]Zob. O tworzeniu kolekcji - komentarz w kolekcji Sienkiewicz ponowoczesny[/przypis], co umożliwia dodatkową strukturyzację treści.

[caption id="attachment_13372" align="aligncenter" width="1024"] Il. 12 Ekran wyboru ścieżki narracji z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Zaryzykujemy stwierdzenie, że tę opowieść naukową można określić mianem narracji kubistycznej: podobnie bowiem jak w kubizmie również w tej kolekcji głównym celem było wielostronne oświetlenie postaci i twórczości Henryka Sienkiewicza. Nie tylko poprzez słowo, ale również obraz i miejsca, w których funkcjonował. I tak na samym początku czytelnik ma możliwość wyboru dwóch sposobów zapoznawania się z Sienkiewiczem: bądź w formie artykułów (którym daleko jest do tradycyjności) bądź poprzez kategorie. Na ekranie wyboru odpowiadają im dwa zdjęcia tego samego obiektu – Pałacu w Oblęgorku będącego darem od Narodu dla pisarza. Uważny czytelnik szybko zorientuje się, że podobnie jak dwie strony tego samego budynku, również dwa sposoby mówienia o Sienkiewiczu pozwalają pokazać jego postać i twórczość wielostronnie. Nie jest to jednak koniec zastosowanych mechanik narracyjnych. Po wyborze opowieści wedle artykułów użytkownik zostaje przeniesiony do wnętrza pałacu. Zagłębia się w sferę prywatną pisarza, poznaje jego otoczenie. Na kolejnym poziomie, po wyborze jednego z trzech widocznych pokoi, użytkownik ma możliwość przejścia do artykułów. Te „przyczepione” są do elementów wyposażenia odpowiadające bądź korespondujące z tematem szkiców. Jednak i tutaj nie kończą się zastosowane mechaniki. Artykuły podzielone są bowiem na mniejsze części, które nie muszą być czytane linearnie. Każdemu fragmentowi odpowiada również przedmiot/obraz korespondujący z jego treścią. W ten sposób poprzez relację przestrzeń-obraz-tekst, które wybrane są świadomie i celowo, możemy spojrzeć na postać Sienkiewicza, jego życie i twórczość z różnych perspektyw. Jeszcze inny mechanizm narracyjny zastosowano w przypadku opowiadania kategoriami. Te same teksty podzielone na fragmenty, do których mogliśmy przejść poprzez wnętrze pałacu w Oblęgorku, tym razem uporządkowane są według kategorii opracowanych wcześniej przez Zespół na podstawie treści nadesłanych tekstów. Dzięki temu czytelnik zyskuje możliwość spojrzenia na Sienkiewicza tematycznie.

[caption id="attachment_13373" align="aligncenter" width="1024"] Il. 13 Ekran wyboru artykułu z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny”, źródło: www.nplp.pl[/caption]</document>
<document nplp_id="12846" title="Powiązanie treści (linki i&amp;nbsp;hiperlinki) w&amp;nbsp;naukowych kolekcjach cyfrowych" slug="powiazanie-tresci-linki-i-hiperlinki-w-naukowych-kolekcjach-cyfrowych">[caption id="attachment_13374" align="aligncenter" width="1024"] Il. 14 Mapa z hotspotami z kolekcji „Korzenie Janusza Korczaka”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Linki i hiperlinki są jednymi z najbardziej popularnych i najbardziej oswojonych mechanizmów narracyjnych w przestrzeni cyfrowej. Odgrywają one niebagatelną rolę w nawigowaniu pomiędzy treściami ulokowanymi w różnych miejscach: w kolekcjach cyfrowych są zaś przede wszystkim formami tworzenia relacji pomiędzy treściami. Oczywiście operują one na różnych poziomach połączeń – od najbardziej wewnętrznych, czyli w obrębie jednej kolekcji, poprzez takie, które odsyłają do różnych kolekcji na tej samej platformie, łączących dwie platformy tworzone przez ten sam zespół (np. odwołujące się do platformy naukowych edycji cyfrowych TEI PANORAMA), przywołujących inne platformy IBL-u, jak np. Biuletyn Polonistyczny, wreszcie linkujące zewnętrzne zasoby z sieci.

[caption id="attachment_13378" align="aligncenter" width="1024"] Il. 15 Ekran wyboru kategorii z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Ich funkcja w ramach platformy NPLP.PL bywa różna. I tak w Sienkiewiczu ponowoczesnym umożliwiają grupowanie fragmentów w kategorie, ale także odsyłają czytelnika do innego fragmentu. W Atlasie Literatury Zagłady dzięki linkowaniu możliwe staje się połączenie różnych poziomów kolekcji: osób, miejsc i wydarzeń w większe całości.

[caption id="attachment_13383" align="aligncenter" width="1024"] Il. 16 Strona z adresami z kolekcji „Atlas Literatury Zagłady”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Ciekawym przykładem wykorzystania mechanizmu linkowania jest kolekcja Konstelacje modernizmu[przypis]Kolekcja powstała we współpracy z Pracownią Poetyki Historycznej IBL PAN i jest dedykowana prof. Włodzimierzowi Boleckiemu z okazji 70. urodzin.[/przypis]. Jej trzonem jest artykuł Włodzimierza Boleckiego Modernizm w literaturze polskiej XX wieku: rekonesans. Różni badacze i badaczki dopisali do konkretnych miejsc w artykule swoje glossy. Możliwość zagnieżdżania linków nie tylko w tekście, ale również w wizualiach umożliwiły odesłanie do konkretnego fragmentu przy jednoczesnym informowaniu czytelnika, kto jest autorem glossy. Oczywiście linkowanie jest tu zwrotne, a więc od glossy można przejść do miejsca komentowania i odwrotnie.

Specyficznym rodzajem linkowania są również hotspoty będące podstawą narracji w Atlasie polskiego romantyzmu. Nie mniejszą rolę odgrywają one w Prus Plusie czy Korzeniach Janusza Korczaka. Dzięki nim możliwe stają się prezentacje na mapach określonych treści.

[caption id="attachment_13386" align="aligncenter" width="1024"] Il. 17 Mapa z hotspotami z kolekcji „Atlas polskiego romantyzmu”, źródło: www.nplp.pl[/caption]</document>
<document nplp_id="12847" title="Rola wizualiów w&amp;nbsp;naukowych kolekcjach cyfrowych" slug="rola-wizualiow-w-naukowych-kolekcjach-cyfrowych">Istotną cechą mechanizmów narracyjnych w kolekcji cyfrowej są wizualia rozumiane bardzo szeroko. Są to zarówno obrazy, zdjęcia obiektów jak grafiki, ikonografiki czy mapy. Mogą one pełnić kilka funkcji:

 	być dopowiedzeniem do fragmentu tekstu,
 	uwypuklać ukryte bądź dodatkowe sensy (jak w przypadku relacji między obrazem a fragmentem w Sienkiewiczu ponowoczesnym czy mapy w tej samej kolekcji),
 	mogą stanowić samodzielny element kolekcji zawierający informacje (np. drzewa genealogiczne w Korzeniach Janusza Korczaka), pełnić rolę linku (Konstelacje modernizmu),
 	pełnić funkcję nawigacyjną (zdjęcia pałacu w Oblęgorku z kolekcji Sienkiewicz ponowoczesny czy mapa główna z Atlasu Polskiego Romantyzmu),
 	wreszcie mogą być ilustracją, elementem wzbogacającym tekst.

[caption id="attachment_13387" align="aligncenter" width="1024"] Il. 18 Ekran wyboru fragmentu artykułu z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny”, źródło: www.nplp.pl[/caption]

Wszystkie pełnione przez wizualia funkcje należy rozpatrywać właśnie jako mechanizmy narracyjne oraz nośniki dodatkowych treści a nie wyłącznie ilustracje. Stanowią bowiem integralną część kolekcji i bez nich opowieść nie byłaby pełna. Co więcej, często pełnią podwójne funkcje. Obrazy oraz liczne artefakty zamieszczone w Sienkiewiczu ponowoczesnym są prezentacją niezwykłych zbiorów Muzeum Narodowego w Kielcach, które użyczyło licencji na ich wykorzystanie upowszechniając w ten sposób swoje znakomite zbiory malarstwa i sztuki użytkowej. Mapy z kolei nie zawsze są kartograficznym odwzorowaniem przestrzeni, bywają również artystycznym odwzorowaniem subiektywnego postrzegania przestrzeni (mapy w Sienkiewiczu ponowoczesnym).
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12848" title="Jak się tworzy naukową kolekcję cyfrową" slug="jak-sie-tworzy-naukowa-kolekcje-cyfrowa">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13393" align="aligncenter" width="1024"] Il. 19 Okładka książki z artykułami z kolekcji „Sienkiewicz ponowoczesny” w wersji .pdf oraz wersja cyfrowa, www.źródło: nplp.pl[/caption]

Punktem wyjścia do każdej publikacji, także cyfrowej, jest stworzenie treści: książki, artykułu itp. Już na tym etapie mogą wystąpić różnice w sposobach działania pomiędzy publikacją drukowaną a cyfrową. Na przykład, jeżeli chcemy, aby każdy z fragmentów artykułu mógł funkcjonować jako autonomiczna jednostka znaczeniowa w strukturze kolekcji cyfrowej, ich autorzy muszą odpowiednio ustrukturyzować narrację i podziały. W praktyce wymaga to od twórców kolekcji, jako pierwszego zadania w projekcie, zaplanowania jej struktury i określenia reguł tworzenia treści na jej potrzeby. Wytyczne te powinny przyjąć formę jasnych wskazówek dla autorów. Tworzenie materiałów dla kolekcji cyfrowych nie zawsze bowiem przystaje do tradycyjnych form pisarstwa naukowego. By uniknąć nieporozumień, warto uprzedzić twórców treści o tym, że proces ich tworzenia będzie biegł nieco odmiennymi ścieżkami.

[caption id="attachment_13392" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 1 Porównanie tradycyjnego i cyfrowego procesu wydawniczego, oprac. Bartłomiej Szleszyński[/caption]

Warto, także, by autorzy treści zaplanowali również jej interakcje i wzbogacenie poprzez kontekst towarzyszących elementów wizualnych (zarówno statycznych, jak i interaktywnych), jak i audiowizualnych, a także połączeń hiperlinkowych z innymi elementami treści. Warto przy okazji powtarzać, że to w jaki sposób artykuł zostanie pomyślany i napisany, w jaki sposób wykorzysta elementy wizualne czy audialne będzie miało kluczowe znaczenie dla jego odbioru. W przypadku przygotowywania publikacji cyfrowej kwestia formy i treści nabiera ogromnego znaczenia co widać na przykładzie kolejnych etapów produkcji.

Gdy tekst/treść już powstanie, przy publikowaniu drukowanej książki naukowej tryb działania jest jasny i powtarzalny: tekst poddawany jest redakcji, korekcie, składowi, tworzy się projekt graficzny okładki, opcjonalnie wybiera się doń ilustracje po czym przesyła do drukarni. Sprawy z monografią cyfrową są o wiele bardziej złożone. Może zdarzyć się, że na potrzeby danej publikacji potrzebujemy stworzyć lub rozbudować oprogramowanie, które najpierw trzeba zaprojektować, a później wedle projektu wykonać. Również w tym wypadku konieczne są specyficzne umiejętności komunikacyjne. Język programistyczny i używana w nim terminologia nie zawsze są zrozumiałe dla twórców kolekcji i na odwrót. By uniknąć błędów i uzyskać pożądany efekt, dobrze wypracować odpowiednią formę komunikacji pomiędzy dwoma częściami Zespołu. Może służyć do tego plik tekstowy bądź spotkania, jednak dużo lepszym rozwiązaniem jest użycie narzędzia cyfrowego takiego jak Github, które najczęściej skraca łańcuch komunikacyjny i umożliwia opisanie problemu w zrozumiały dla obydwu stron sposób (np. używając printscreenów czy dokładnego opisu funkcjonalności wraz z linkami).

Kolejnym krokiem jest opracowanie struktury kolekcji, systemu nawigacji, połączeń hiperlinkowych, kategoryzacji i tagów w czym zazwyczaj bierze udział większa grupa osób ustalająca ostateczne mechaniki narracji i kształt kolekcji. Najczęściej jeszcze w trakcie prac nad strukturą grafik projektuje identyfikację kolekcji: kolorystykę ogólną, ikonę wyróżniającą, belkę kolekcji przedstawiając różne pomysły, z których Zespół dokonuje wyboru. Do każdego fragmentu/artykułu dobiera się i pozyskuje materiał wizualny, który następnie grafik przetwarza na potrzeby kolekcji cyfrowej (do każdego artykułu w strukturze, a czasami do każdego fragmentu przypisana jest starannie dobrana ilustracja[przypis]O doborze i funkcji elementów wizualnych na NPLP.PL zob. Nowa Panorama Literatury Polskiej, 2018.[/przypis]). Nie zawsze jest to zadanie proste. Już samo pozyskanie praw do zdjęć bywa problemem. Często pozyskane materiały są niskiej jakości, co wymaga ich odpowiedniej obróbki, by nie odbiegały poziomem od innych. Zdarzają się projekty, do których materiał należy wytworzyć samemu: są to zdjęcia, grafiki czy infografiki. Jeżeli (a to częsty przypadek na NPLP) kolekcja zawiera mapy, muszą zostać one merytorycznie opracowane i graficznie zaprojektowane. Jeżeli zawierają elementy interaktywne, ich zastosowanie musi być starannie opracowane, następnie wdrożone na zapleczu platformy (często także zgrane z treścią i siecią połączeń hiperlinkowych). Ostatnią fazą produkcji monografii cyfrowej jest wprowadzanie materiału na odpowiednią platformę oraz implementowanie wcześniej przyjętych rozwiązań. Faza ta stanowi jednocześnie „ostatnią redakcję”, gdyż często pozwala na poprawę wcześniej nie zauważonych błędów czy dopracowanie niektórych elementów struktury. Jej ostatnim etapem jest testowanie, po którym następuje publikacja kolekcji. W przeciwieństwie do publikacji książkowej zawsze istnieje możliwość wprowadzenia poprawek i ulepszeń także po publikacji.

Warto zauważyć, że środowisko cyfrowe pozwala także na przetestowanie pewnych rozwiązań (m.in. rozpoznanie czy określony materiał poddaje się narracji cyfrowej) oraz umożliwia weryfikację zastosowanych mechanizmów, poprzez sporządzenie kolekcji prototypowej czy też pilotażowej.

Na platformie NPLP.PL skorzystaliśmy z tej opcji w przypadku wspomnianej już kilkukrotnie kolekcji Atlas Literatury Zagłady. Jej wersja prototypowa wdrożyła zaplanowane mechaniki (łączące przestrzeń, oś czasu i świadectwa osób z warszawskiego getta) opierając się na kwerendzie kilkunastu świadectw. Kolekcja pilotażowa w mniejszej skali była potem niezwykle cenna przy planowaniu projektu w kilkukrotnie większej skali i z uwzględnieniem także świadectw i przestrzeni getta łódzkiego. Prototypowa kolekcja była także ważnym argumentem w zwieńczonych sukcesem staraniach o finansowanie, pokazywała bowiem podmiotowi finansującemu, że projekt jest jak najbardziej realizowalny i jakie mogą być jego wyniki.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12849" title="Monografie cyfrowe a&amp;nbsp;współczesne badania literackie" slug="monografie-cyfrowe-a-wspolczesne-badania-literackie">Poprzedni fragment
Naukowe kolekcje cyfrowe można potraktować jako odpowiedź na wyzwania, przed którymi stoi współczesna humanistyka, w tym literaturoznawstwo. Multimedialna przestrzeń cyfrowa wydaje się być poważnym zagrożeniem dla tego ostatniego, w którym od zawsze pierwszoplanową rolę odgrywało słowo. Z kolei w nowych mediach to raczej obraz i dźwięk pełnią ważniejszą funkcję. Jednakże dzięki odpowiedniemu podejściu zderzenie to można potraktować jako wyzwanie i szansę. Przede wszystkim umożliwia samym naukowcom zmianę podejścia do mówienia o literaturze i kulturze, wyjście poza logocentryzm poprzez budowanie wypowiedzi multimedialnych operujących na więcej niż tylko jednym nośniku sensu, poszerza krąg odbiorców, a dzięki temu daje niespotykaną szansę popularyzacji wiedzy o literaturze mając tym samym niespotykany do tej pory potencjał. Odpowiednio przygotowana pod względem merytorycznym i wizualnym, a także korzystająca z przemyślanych cyfrowych mechanik narracyjnych kolekcja może okazać się szansą na dotarcie z ciekawymi treściami do odbiorców, którzy niekoniecznie są projektowanymi odbiorcami drukowanych monografii naukowych.

W tym artykule interesuje nas określona perspektywa oglądu tematu monografii cyfrowych: z trzech obszarów, którzy autorzy raportu wymieniają jako przestrzeń cyfrowej innowacji w pisaniu akademickim („jak cyfrowe technologie wykorzystywane są by naśladować lub zaburzać tradycyjną formę książki drukowanej, związane z tym kwestie procesów publikacyjnych i dostępności akademickiej” [Maryl i in. 2021, p. 23]) interesuje nas pierwsze zagadnienie.

W artykule odnosimy się do następujących kwestii:

 	tworzenie nowych mechanizmów narracyjnych, niecyfrowa dystrybucja,
 	zbiorowe tworzenie treści,
 	proponujemy własne rozumienie terminu „monografia cyfrowa”,
 	omawiamy przykłady monografii w takim rozumieniu tworzonych poza naszą platformą,
 	pokazujemy genezę platformy Nowej Panoramy Literatury Polskiej i filozofii stojącej za jej strukturą opartą na kolekcjach cyfrowych,
 	omawiamy przykładowe struktury narracyjne kolekcji na platformie NPLP.PL, rolę jaką w ich tworzeniu odgrywają linki, kategoryzacje oraz wizualia,
 	opowiadamy w skrócie jak tworzy się kolekcję cyfrową i jakie są różnice wobec procesu tworzenia książki drukowanej.

Bibliografia</document>
<document nplp_id="12851" title="Remediacja wydawnictwa drukowanego (1998-2001)" slug="remediacja-wydawnictwa-drukowanego-1998-2001">Poprzedni fragment

„Polska Bibliografia Literacka” w swoim zamierzeniu stanowi bibliografię bieżącą o bardzo szerokim zakresie. Swym zasięgiem obejmuje polskie teksty literackie i paraliterackie (opublikowane zarówno w postaci druków zwartych, jak i na łamach czasopism krajowych i emigracyjnych), ich przekłady oraz teksty literackie obce (książki i teksty w czasopismach) w przekładzie na język polski. Odnotowuje także prace z teorii i historii literatury, krytyki literackiej oraz materiały dotyczące życia literackiego. PBL to również bibliografia teatralna i filmowa, obejmująca m.in. informacje o spektaklach teatralnych, słuchowiskach radiowych, przedstawieniach teatru telewizji oraz roczną produkcję polskich filmów fabularnych (Domosławska, Jaworska, Szkudlarek 2016). W latach 1954-2000 była wydawnictwem seryjnym, w którym ukazało się 51 tomów za lata 1944/45-1988. Bibliografia za rok 1989 ukazała się w formie płyty CD oraz została uwzględniona w bazie danych powstałej w 2001 roku, która uważana jest za pierwszą remediację PBL-u[przypis]W naszym rozumieniu, dla przedstawionego przypadku, remediacja oznacza przeniesienie bibliografii w formie drukowanych roczników do nowego medium z zachowaniem i poszanowaniem formy dotychczas istniejącej. Remediacja stanowi więc taką formę stworzenia reprezentacji analogowej struktury bibliografii, która wyraźnie nawiązuje do swojej formy drukowanej i zachowuje ciągłość zarówno na poziomie metody opracowania, jak i  przedstawiania treści dla czytelnika (Por. Bolter &amp;amp; Grusin 1999; Bolter 2014). [/przypis].

Pojęcie remediacji, zaproponowane przez Jaya Davida Boltera i Richarda Grusina (1999), podkreśla ciągłość przejścia ze starego medium do nowego. Bibliograficzne bazy danych i ich interfejsy bardzo dobrze ilustrują proces przejścia, w którym w pierwszej fazie widoczne jest próba odwzorowania dotychczas dominującego medium (druku), a dopiero w kolejnych następuje próba wykorzystania nowych, cyfrowych możliwości.

Baza PBL-u powstała w 1998 r. dzięki współpracy zespołu dokumentalistycznego Pracowni Bibliografii Bieżącej IBL PAN i Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej. Celem prac było stworzenie programu do wprowadzania danych źródłowych, utworzenie modułu wspomagającego redakcję roczników do druku (który nie został nigdy wykorzystany) oraz modułu do upubliczniania rekordów na stronie internetowej (Biesiada&amp;amp;Matysiak 1999; Koper 2018). Do stworzenia oprogramowania wykorzystano rozwiązania firmy Oracle.  Wytworzony software, z modyfikacjami poczynionymi w ciągu kolejnych ponad 20 lat, do dzisiaj jest używany przez zespół bibliograficzny, a strona internetowa wciąż pozostaje głównym punktem dostępowym do danych dla użytkowników i użytkowniczek.

Całość prac składa się na obraz remediacji, w której starano się się zachować strukturę i sposób wyświetlania informacji na stronie internetowej oraz pozostać przy metodach pracy stosowanych przy opracowywaniu roczników do druku (Domosławska&amp;amp;Szymańska 2009). Jednym z przykładów tego zjawiska jest próba poszukiwania nowych form bazodanowych dla elementów wyróżnionych typograficznie w druku. Podczas przenoszenia struktury z wersji książkowej do wersji cyfrowej wyróżnienia strukturalne zastępowano poddziałami lub sztucznymi bytami zwanymi “odwołaniem”, pod które można “podpiąć” materiały dotyczące danego zagadnienia. Na il. 1 widać przekształcenie typograficznie wyróżnionej za pomocą pogrubienia nazwy instytucji (Katolicki Uniwersytet Lubelski) na poddział w strukturze. Natomiast nazwa osobowa zapisywana w druku z podkreśleniem stała się “odwołaniem”. Dzięki temu zabiegowi możliwe było zachowanie kolejności wyświetlania się rekordów na stronie internetowej zgodnie z kolejnością stosowaną w druku.

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13221" align="aligncenter" width="1294"] Il. 1 Porównanie układu strony wydawnictwa drukowanego i naśladującego ten układ interfejsu pbl.ibl.poznan.pl, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

Próbę zachowania kolejności wyświetlania informacji widać również w działach osobowych twórców. Na początku zawsze umieszczana jest literatura podmiotowa uporządkowana alfabetycznie według tytułów (zgodnie z kolejnością: literackie publikacje w formie książkowej wraz z materiałami dotyczącymi ich recepcji, teksty literackie opublikowane w czasopismach (wraz z recepcją) podzielone na wiersze i prozę, teksty paraliterackie),  w dalszej części wyświetlana jest literatura przedmiotu (zgodnie z kolejnością: książki, publikacje z czasopism, ikonografika), następnie pojawiają się odniesienie do imprez (np. konferencji, wydarzeń kulturalnych), wywiady itd. (zob. il. 2).

[caption id="attachment_13322" align="aligncenter" width="2560"] Il. 2 Schemat redakcji działu osobowego w interfejsie pbl.ibl.poznan.pl na przykładzie działu Olgi Tokarczuk, źródło: zrzut ekranu ze strony pbl.ibl.poznan.pl[/caption]

Moduł wprowadzania danych w większości przypadków zastąpił fiszki bibliograficzne, które były podstawą gromadzenia informacji źródłowych. Nie zmienił się jednak pierwszy etap prac nad rocznikiem, rozpoczynający się od przejrzenia i wyselekcjonowania materiału zgodnego z zakresem przedmiotowym PBL-u z drukowanych “Przewodników Bibliograficznych” wydawanych (do końca 2009 r.) przez Bibliotekę Narodową. Wybrane informacje wciąż były wycinane i przyklejane na fiszki bibliograficzne. W kolejnym kroku fiszki trafiały do redaktorów poszczególnych działów, których zadaniem było przepisanie informacji do programu i uzupełnienie ich o niezbędne szczegóły (np. adnotację) lub w przypadku, gdy podczas oglądu z autopsji okazywało się, że publikacja powinna być zakwalifikowana do innego redaktora, przekazanie fiszki odpowiedniej osobie. Natomiast zrezygnowano z zapisywania informacji na kartkach podczas opracowywania z autopsji materiałów z czasopism, dane były i są wprowadzane bezpośrednio do bazy.

[caption id="attachment_13224" align="aligncenter" width="1300"] Tab. 1 Konsekwencje pierwszej remediacji, źródło: oprac. własne[/caption]</document>
<document nplp_id="12852" title="Transformacja cyfrowa – nowy serwis (pbl.ibl.waw.pl) przykładem odejścia od&amp;nbsp;ograniczeń „drukowanego interfejsu” (2015-2018)" slug="transformacja-cyfrowa-nowy-serwis-pbl-ibl-waw-pl-przykladem-odejscia-od-ograniczen-drukowanego-interfejsu-2015-2018">Poprzez transformację cyfrową rozumiemy intencjonalny i strategiczny proces mający objąć całość danej organizacji czy przedsięwzięcia, opartą na wykorzystaniu technologii cyfrowych w celu poszukiwania przewag konkurencyjnych. Różnica między transformacją i remediacją polega zatem na głębi wykorzystania technologii cyfrowych (Deja et al.):

O koncepcji transformacji cyfrowej wspomina się bardzo często przy okazji digitizacji i digitalizacji. Nie są to one jednak identyczne, gdyż odnoszą się do innych poziomów wykorzystania technologii cyfrowych (Gong &amp;amp; Ribiere, 2021). Digitizacja może być wdrożona poprzez transformację fizycznego zasobu w cyfrowy (digitalizacja) (Henriette et al., 2015). Głównym aspektem transformacji cyfrowej jest konieczność wykorzystania nowoczesnych technologii cyfrowych do pozostania konkurencyjnym.

W naszym rozumieniu taką transformację cyfrową zapoczątkowała w PBL współpraca z Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN i można wyróżnić 2 etapy: 1) stworzenie nowego serwisu PBL (2015-2018) oraz 2) przekształcenie PBL w infrastrukturę badawczą poprzez automatyzację procesów pozyskiwania danych bibliograficznych, zmianę modelu biznesowego oraz wdrożenie standardów międzynarodowych.
Stworzenie nowego serwisu – odejście od ograniczeń „drukowanego interfejsu” (2015-2018)
Bibliografie dziedzinowe w formie drukowanej – na tle katalogów online czy baz zawierających metadane bibliograficzne – wyróżniała funkcja systematyzująca, czyli układ bibliografii przyjęty przez zespół dokumentalistyczny. Wydawnictwo drukowane wymuszało skonstruowanie takiego układu, a pierwsza remediacja PBL skupiała się na ucyfrowieniu tego układu poprzez stworzenie interfejsu naśladującego porządek publikacji drukowanej.

W latach 2015-2018 w ramach środków Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki podjęto próbę stworzenia serwisu, który nie będzie już naśladował drukowanej publikacji, lecz zastosuje nowoczesny interfejs do wyszukiwania informacji wyposażony w system faset i filtrów stosowanych choćby we właściwie wszystkich systemach OPAC (Online Public Access Catalog) (zob. np. Nahotko 2022).

[caption id="attachment_13543" align="aligncenter" width="708"] Il. 4 Nowy interfejs bibliografii oparty na fasetowym filtrowaniu oraz sortowaniu wyników wyszukiwania, źródło: zrzut ekranu ze strony pbl.ibl.waw.pl[/caption]

Niemniej wciąż ambicją zespołu było umożliwienie eksploracji nie tylko samych rekordów bibliograficznych, ale i kartotek wzorcowych. Widzimy zatem, że użytkownik po wpisaniu frazy „gombrowicz” może znaleźć nie tylko publikacje, ale i osoby czy instytucje, stanowiące składowe rekordów bibliograficznych.

Największym wyzwaniem było przekazanie w formie interfejsu bogatego i zróżnicowanego zakresu przedmiotowego bibliografii. W tym celu zastosowano możliwość eksploracji struktur haseł przedmiotowych (które prowadziły następnie do zdefiniowanych wyszukiwań).

[caption id="attachment_13544" align="aligncenter" width="650"] Il. 5 Przeglądalna struktura działu/hasła przedmiotowego bibliografii, źródło: zrzut ekranu ze strony pbl.ibl.waw.pl[/caption]

&amp;nbsp;

Zrezygnowano jednocześnie z jakichkolwiek prób odwzorowania układu rekordów bibliograficznych dla danego wyszukiwania, tzn. materiały nie są sortowane w ustalonym porządku ważności (np. od monografii przez artykuły po mniejsze noty).

Jedną z inspiracji dla projektowania interfejsu PBL była – postulowana swego czasu przez Whitelawa (2015) – koncepcja „bogatego (dosłownie hojnego czy szczodrego, ang. generous) interfejsu”, która nie premiuje jedynie procedur wyszukiwania, ale też skłania do przeglądania zawartości danego zasobu:
wyszukiwanie nie jest szczodre. Nie dzieli się wieloma możliwościami, zamiast szerokiego otwarcia drzwi, po prostu wita nas słowa „Tak, czego chcesz?”. Jako interfejs, wyszukiwanie nie może sprostać różnorodności naszych kolekcji cyfrowych i hojności etosu instytucji, które je posiadają. Bardziej szczodry interfejs potrafiłby lepiej oddać skalę i bogactwo kolekcji (...) zamiast oczekiwania zapytań zaoferowałby zarówno wielość dróg i wsparł eksplorację, jak i bardziej konkretne zapytanie.
Współczesne źródła bibliograficzne starają się nakłaniać do przeglądania zawartości zasobu, co widać w rozwoju specjalistycznych serwisów bibliotek narodowych inwestujących w rozwój systemów kart wzorcowych pozwalających na wgląd w zawartość zasobu nie poprzez wyszukiwanie publikacji, ale eksplorowanie osób, instytucji czy miejsc odnotowywanych w metadanych publikacji. Tą drogą, na I etapie transformacji cyfrowej, poszedł również serwis pbl.ibl.waw.pl, udostępniając różne metody przeglądania zasobu bibliograficznego.

Niemniej w przypadku PBL-u przeceniono ten aspekt prezentacji treści kosztem bardziej fundamentalnych kwestii rozwoju serwisu takich jak zastosowanie międzynarodowych standardów bibliograficznych oraz implementacji nowego systemu edycji rekordów bibliograficznych do codziennej pracy (rekordy tworzone były w infrastrukturze Oracle, a jedynie prezentowane w pbl.ibl.waw.pl).

[caption id="attachment_13545" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 2 Konsekwencje I etapu transformacji cyfrowej, źródło: oprac. własne[/caption]</document>
<document nplp_id="12853" title="Transformacja cyfrowa – etap II&amp;nbsp;– przekształcenie w&amp;nbsp;cyfrową infrastrukturę (2018-2023)" slug="transformacja-cyfrowa-etap-ii-przeksztalcenie-w-cyfrowa-infrastrukture-2018-2023">Automatyzacja pozyskiwania i przetwarzania danych bibliograficznych jako proces wewnętrzny (2018-2019)
Współczesne usługi bibliograficzne opierają się na systemach wymiany danych takich jak współkatalogowanie (Dwornik 2018) czy agregacja metadanych (Freire et al. 2018). Rozwiązania te opierają się na założeniu wykorzystywania rekordów bibliograficznych stworzonych przez inne podmioty dla własnych celów, dostosowując je w różnym stopniu. Umożliwia to ograniczenie dublowania wysiłków (dwie instytucje tworzą rekord bibliograficzny dla tej samej publikacji zupełnie niezależnie) i unikanie opóźnień bibliograficznym publikacji, których wolumen wzrasta od kilku dekad (Szymańska 2010; UNESCO).

Taka procedura jest współcześnie standardem prac bibliograficznych. W tym sensie transformację cyfrową dopełniać musi automatyzacja pozyskiwania i przetwarzania danych w postaci tworzenia narzędzi informatycznych oraz prowadzenia wewnętrznych programistycznych procesów automatyzujących przetwarzanie danych. Taką automatyzację wdrożono poprzez budowę narzędzia do automatycznego importu danych książkowych w ramach systemu do ręcznego tworzenia rekordów bibliograficznych (opracowanego przez współtwórcę bazy danych pbl.ibl.poznan.pl firmę ADVIS, od lat odpowiedzialną za utrzymywanie infrastruktury PBL). Pliki wsadowe do importera opracowywał sam zespół PBL poprzez pozyskiwanie i automatyczne przetwarzanie rekordów bibliograficznych Biblioteki Narodowej. W efekcie ok. 50 proc. rekordów dla każdego rocznika bibliografii nie wymagało interwencji bibliografa.

[caption id="attachment_13533" align="aligncenter" width="764"] Il. 6 Wykres: Stosunek automatycznie pozyskiwanych i zachowanych rekordów do rekordów zmodyfikowanych przez zespół bibliograficzny dla poszczególnych roczników, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

Pozostałe rekordy podlegały interwencji bibliograficznej, która zawsze będzie potrzebna – niemniej należy ją wykorzystywać tam, gdzie jest najbardziej konieczna, unikając dublowania wysiłków w ekosystemie pracy dokumentalistycznej. Mimo rozwoju automatyzacji prac bibliograficznych, podstawowym modelem prac jest więc metoda human-in-the-loop.
Pozyskanie środków na utrzymanie specjalnej infrastruktury badawczej (SPUBI) – zmiana modelu biznesowego
W celu utrzymania funkcjonowania infrastruktury PBL w roku 2020 pozyskano fundusze MEiN w ramach dotacji na utrzymanie specjalnej infrastruktury informatycznej (SPUBi). Oznaczało to przeformułowanie rozumienia roli i funkcjonowania bibliografii. Złożenie wniosku i realizacja projektu wymagała przede wszystkim zidentyfikowania grupy odbiorczej infrastruktury, którą stanowią projekty naukowe i badacze wykorzystujący ją do zaawansowanych prac badawczych i badawczo-rozwojowych (nie są to po prostu użytkownicy online bazy danych). Do takich wykorzystań należą zarówno użycia danych bibliograficznych, jak i informatycznych elementów infrastruktury, takich jak algorytmy przetwarzania danych czy elementy metody bibliograficznej. Wszelkie użycia tego rodzaju są identyfikowane i dokumentowane. W znaczący sposób warunkuje to dalszy rozwój infrastruktury i nastawienie jej twórców. W ramach projektu SPUBi, aby zapewnić konkurencyjność infrastruktury badawczej zaakcentowano rozwój bazy bibliograficznej w dwóch aspektach: automatyzacji pozyskiwania rekordów bibliograficznych oraz wdrażania standardów międzynarodowych.
Automatyzacja pozyskiwania rekordów bibliograficznych – kontynuacja
W projekcie SPUBi kontynuowano automatyzację pozyskiwania rekordów bibliograficznych poprzez utworzenie uniwersalnego importera danych bibliograficznych Biblioteki Narodowej służącego dostarczaniu danych bezpośrednio do nowej bazy danych pbl.ibl.waw.pl (bez pośrednictwa infrastruktury pbl.ibl.poznan.pl). Tym samym zasób najnowszej bazy danych został zaktualizowany do roku 2023, a dawna baza z programem edycyjnym i interfejsem dostępnym w domenie pbl.ibl.poznan.pl służy do prac manualnych, natomiast jej zawartość okresowo zasila bazę pbl.ibl.waw.pl. Metodę human-in-the-loop zastosowano również do prac nad retrospektywną konwersją zasobu drukowanych bibliografii PBL, gdzie prace manualne bibliografek i bibliografów wspierały automatyczne metody parsowania i identyfikacji rekordów rozwijane przez mgra Patryka Hubara w ramach rozprawy doktorskiej Metody automatycznej retrospektywnej konwersji bibliografii. Przykład “Polskiej Bibliografii Literackiej”.
FAIR: Interoperacyjność i standardy
Drugim aspektem projektu SPUBi było stałe dostosowywanie infrastruktury do zasad FAIR data, które wskazują, iż dane naukowe powinny być łatwo odnajdywalne (F = findable), dostępne (A = accessible), interoperacyjne (I = interoperable), gotowe do ponownego wykorzystania (R = reusable). Aby sprostać tym wymaganiom, zaimplementowano mapowanie oraz eksport danych w formatach MARC21 oraz formatach cytowań RIS i Bibtex oraz wdrożono szereg rozwiązań z zakresu Linked Open Data (LOD). Wzbogacenie znacznikami LOD oznaczało opatrzenie danych identyfikatorami zewnętrznymi (np. VIAF, GeoNames) i umożliwienie eksportu danych w formacie JSON-LD.

W wyniku automatyzacji i wdrażania zasad FAIR zasób bibliograficzny PBL jest atrakcyjniejszy dla użytkowników: bardziej aktualny i wyższej jakości. Dzięki temu prostsze są prace badawcze: eksploracja zasoby oraz jego ponowne wykorzystanie. Jednocześnie wciąż nie udało się (stan na rok 2023) rozwiązań problemu braku komunikacji bezpośredniej (interoperacyjności) między systemem edycji danych a systemej ich prezentacji pbl.ibl.waw.pl (rekordy muszą być okresowo importowane po ich – automatycznej – konwersji).

[caption id="attachment_13534" align="aligncenter" width="954"] Tab. 3 Konsekwencje II etapu transformacji PBL w infrastrukturę badawczą, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12854" title="Tworzenie własnych usług oraz&amp;nbsp;rozwój badań i&amp;nbsp;innowacji – literarybibliography.eu (2022-)" slug="tworzenie-wlasnych-uslug-oraz-rozwoj-badan-i-innowacji-literarybibliography-eu-2022">Zmiana sposobu pracy, wykorzystanie nowoczesnych technologii, rozwój wewnętrznych kompetencji pozwalają na innowacje, tworzenie własnych rozwiązań. Pierwszym w pełni samodzielnym tworem – koncepcyjnym i technologicznym – zespołu PBL był European Literary Bibliography (ELB), agregator literackich metadanych bibliograficznych z różnych krajów europejskich. Dane pozyskiwane z bibliografii dziedzinowych i narodowych podlegają harmonizacji i wzbogaceniu znacznikami Linked Open Data, pozwalając na eksplorację powiązań między zasobami różnych krajów i języków.

[caption id="attachment_13535" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Relacje między pisarzami z różnych krajów, źródło: zrzut ekranu z serwisu literarybibliography.eu[/caption]

&amp;nbsp;

Wykorzystanie zasobów Wikidata i nowoczesnych metod wiązania informacji umożliwia różnorodne operacje statystyczne i wizualizacje.

Infrastruktura ELB pozwala na eksplorację międzynarodowych powiązań między publikacjami, osobami, instytucjami czy miejscami tworzącymi europejską kulturę literacką.</document>
<document nplp_id="12855" title="Przemiany kompetencji bibliograficznych" slug="przemiany-kompetencji-bibliograficznych">Poprzedni fragment

Wraz z technologicznymi przemianami bibliografii postępują zmiany dotyczące kompetencji bibliograficznych. PBL, będąc pierwotnie wydawnictwem drukowanym (powstającym jeszcze w systemie pracy nawiązującym do sporządzania kartkowego katalogu), opierał się tradycyjnie na pracy dokumentalistek i dokumentalistów, wyszkolonych dyscyplinarnie oraz w zakresie metodologii pracy bibliograficznej właściwej wydawnictwu PBL. Proces wydawniczy wspierała współpraca z wydawnictwem – stąd znajomość podstaw edytorstwa była wskazana. Wraz z remediacją od druku do bazy danych online pojawiła się potrzeba obsługi oprogramowania bibliograficznego oraz współpracy z informatykiem czy też firmą informatyczną. Taki partner informatyczny – firma ADVIS – stał się właściwie członkiem zespołu PBL. W Polsce już w latach 80. pojawił się postulat szkolenia kadry „bibliografów rozumiejących informatyków oraz informatyków umiejących porozumieć się z bibliografami” (Cybulski 1980), dzisiaj widać, że nie da się tworzyć nowoczesnej bibliografii bez dokumentalistów o wysokich kompetencjach cyfrowych.

Transformacja cyfrowa pogłębiła konieczność rozwijania kompetencji cyfrowych zespołu bibliograficznego. Po pierwsze, zintensyfikowała się zależność od danych zewnętrznych, stąd potrzeba znajomości innych formatów metadanych, źródeł i metod pracy. Po drugie, w ramach zespołu prowadzono prace programistyczne z zakresu analizy i inżynierii danych oraz data science. W końcu obok partnerstwa z firmą informatyczną zdecydowano się – w przypadku ELB – zatrudnić twórcę oprogramowania na stałe, w pełnym wymiarze czasu i współpracować z nim na co dzień, co zwiększało jeszcze potrzebę posiadania kompetencji z zakresu zarządzania projektami cyfrowymi.

Wychodząc naprzeciw przemianom kompetencji warsztatu bibliograficznego, w ramach projektu OBERRED dokonaliśmy częściowego rzutowania umiejętności z zakresu zarządzania danymi badawczymi na umiejętności bibliograficzne. Celem było lepsze zrozumienie stanowisk bibliograficznych.

[caption id="attachment_13537" align="aligncenter" width="679"] Il. 9 Otwarte odznaki dla kompetencji cyfrowych w zakresie zarządzania danymi badawczymi, źródło: oberred.eu[/caption]

&amp;nbsp;

Pozwoliło to uporządkować kwestię dot. kompetencji wymaganych od bibliografów wypełniających różne zadania. Współcześnie bibliografka czy bibliograf to specjalist(k)a do spraw metadanych, realizująca różne zadania.

W obecnym zespole PBL (stan na rok 2023) można by wyróżnić kilka takich stanowisk m.in. stanowiska data officer, data steward oraz programming metadata specialist. Poza tymi funkcjami występują również inne stanowiska takie jak menedżer czy communication officer (których jednak tutaj nie opisujemy bliżej).

Data officer to osoba, która posiada umiejętność obsługi narzędzi bibliograficznych w celu tworzenia rekordów bibliograficznych. Data steward z kolei opanował pierwszy poziom oraz umiejętność zarządzania systemem bibliograficznym w celu np. weryfikacji jakości danych, organizacji pracy. Na tym poziomie wymagana jest też szersza znajomość problematyki informacji naukowej (np. znajomość innych źródeł bibliograficznych itp.). Programming metadata specialist ma samodzielność w zakresie realizacji zadań programistycznych w zakresie przetwarzania metadanych.

[caption id="attachment_13538" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 4 Kompetencje i umiejętności specjalisty(-ki) ds. metadanych na przykładzie odznak z projektu OBERRED, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12856" title="Kluczowe aspekty technologicznej transformacji bibliografii" slug="kluczowe-aspekty-technologicznej-transformacji-bibliografii">Poprzedni fragment

Jedną z cech charakterystycznych humanistycznej infrastruktury badawczej są procesy jej remediacji i transformacji cyfrowej, które polegają na przekształceniu wydawnictw drukowanych do form baz danych czy infrastruktur badawczych.

W wymiarze technologicznym podstawą takich przemian są:

 	zmiana sposobu pracy oparta na automatyzacji procesów dotąd przeprowadzonych jedynie manualnie,
 	wdrożenie nowych modeli danych i usług, przede wszystkim międzynarodowych i dziedzinowych standardów oraz nowoczesnych interfejsów użytkownika,
 	tworzenie skalowalnych rozwiązań, które mogą być ponownie wykorzystywane przez społeczność, szczególnie międzynarodową.

[caption id="attachment_13539" align="aligncenter" width="1580"] Il. 10 Przemiany technologiczne, źródło: oprac. własne[/caption]

W wymiarze kompetencyjnym podstawą tych przemian jest większa różnorodność stanowisk pracy, przede wszystkim konieczność zwiększania wiedzy z zakresu informacji naukowej oraz technologii informatycznych, w tym praktycznych umiejętności programistycznych.

[caption id="attachment_13540" align="aligncenter" width="1269"] Il. 11 Przemiany kompetencji, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12857" title="Remediacja kompedium bibliograficznego jako wyzwanie" slug="remediacja-kompedium-bibliograficznego-jako-wyzwanie">Koncepcja kompendium biograficzno-bibliograficznego, poświęconego twórcom współczesnej polskiej literatury, realizowana była w Instytucie Badań Literackich PAN od pierwszych lat jego istnienia. Prace z tego zakresu kontynuowane są nadal, a ich metodologia – już wcześniej poddawana rozlicznym modyfikacjom – podlega obecnie zmianom wynikającym z rozwoju technologii informatycznych. Przywołany w tytule termin remediacja dotyczy procesu przeobrażeń formy drukowanych kompendiów i wprowadzenia ich do przestrzeni cyfrowej, z zastrzeżeniem, że “przeniesienie zawartości medium do innego medium wiąże się jednak z transformacją, uzupełnieniem, ograniczeniem lub zmianą systemu znaczeń pierwowzoru. Nowy przekaźnik (...) wyzwala nowe praktyki odbioru” (Ślósarz 2017: 284).

Złożoność zjawiska remediacji, które było wpisane w projekt cyfrowego słownika biobibliograficznego, uwarunkowana jest nie tylko zróżnicowaniem drukowanych leksykonów przetworzonych w nowym medium. Istotne znaczenie ma tu także wieloetapowość transpozycji tekstu do formy elektronicznej. Procedury, według których ten proces został zainicjowany w 2014 roku, po kilku latach miały już tylko walor prototypu. Dopiero w 2018 r. zaczął się krystalizować aktualnie wdrażany pomysł ogólnodostępnej bazy danych biobibliograficznych. Kumuluje ona i zarazem aktualizuje leksykograficzny dorobek Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej IBL, uwzględniając realia funkcjonowania tego specyficznego zbioru tekstów w Internecie[przypis]Aspekty remediacji druku do postaci cyfrowej omawia np. R.W. Kluszczyński (Kluszczyński 2020: 313-317)[/przypis].

Remediacja kompendium biobibliograficznego, tj. droga od druku poprzez udostępnianie w formie plików pdf i prostej strony internetowej aż do postaci bazy danych, stanowi istotę projektu Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku. Był to proces tyleż nieunikniony, co dla środowiska polonistycznego ze wszech miar korzystny. Niebieski słownik, przygotowany według najwyższych standardów przez profesjonalny zespół dokumentalistów, prezentuje sylwetki kilku generacji pisarzy i badaczy literatury z ostatnich stu lat. Jest więc źródłem podstawowym dla badań dotyczących literatury polskiej XX i XXI wieku. Dzięki umieszczeniu w przestrzeni cyfrowej staje się jednocześnie źródłem inkluzywnym i powszechnie dostępnym. Baza w tej chwili gromadzi informacje o ponad 2300 pisarzach i literaturoznawcach polskich. Pozostanie ona projektem w toku – systematycznie poszerzanym i aktualizowanym.

Co to oznacza w praktyce? Jakich działań wymagało od zespołu autorów i jakie wciąż stawia przed nim zadania i wyzwania?

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12858" title="Pierwsze serie słownika" slug="pierwsze-serie-slownika">Poprzedni fragment

O specyfice omawianych prac dokumentacyjnych stanowiła w znacznej mierze płynność dat ramowych, w jakie ujmowano pojęcie współczesności. W słownikach biobibliograficznych – przez kilka dekad przygotowywanych w IBL jako warsztatowa podstawa badań polonistycznych, czy szerzej literaturoznawczych – pojęcie to ewoluowało. O ile wartością stałą był terminus post quem wyznaczony na 1918 rok, to terminus ad quem (rozumiany jako chwila prowadzenia bieżących prac) ciągle się przesuwa. Dlatego swoistość prac dotyczących współczesności koncentruje się wokół pojęć aktualizacji, uzupełniania i kontynuacji.

Pierwszym zbiorowym przedsięwzięciem bibliografów z Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej był Słownik współczesnych pisarzy polskich. Trzytomowa seria, przygotowana pod redakcją Ewy Korzeniewskiej, wydawana była w latach 60.[przypis]Zespół autorski: Z. Biłek, M. Brykalska, J. Czachowska, J. Kądziela, E. Korzeniewska, F. Lichodziejewska, R. Loth, J. Stradecki, B. Winkiel. Warszawa: PWN 1963-1966.[/przypis], seria druga (t. 1-4), opracowana pod redakcją Jadwigi Czachowskiej, ukazywała się w latach 70.[przypis]Zespół autorski: M. Brykalska. J. Czachowska, E. Głębicka, F. Lichodziejewska, R. Loth, A. Szałagan (od t. 2), B. Winklowa. Warszawa: PWN 1977-1980.[/przypis]. Choć w zakresie treści obie te edycje nie były wolne od ingerencji PRL-owskiej cenzury, to przyjęte w nich ustalenia metodologiczne zasadniczo zachowały ważność przez kolejne dekady.

Wyznacznikiem haseł przygotowywanych w Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej stała się trójdzielna konstrukcja złożona z biogramu oraz bibliografii podmiotowej i przedmiotowej. BIOGRAM tworzony był i jest (o ile to możliwe) w oparciu o ankietę personalną, kierowaną do pisarza lub badacza. Zweryfikowana i usystematyzowana chronologicznie faktografia nie zawiera elementów interpretacyjnych. W dziale TWÓRCZOŚĆ rejestrowano wszystkie samoistne wydawniczo i wystawione utwory, z uwzględnieniem m.in. daty powstania (o ile znacząco odbiegała od pierwodruku), kolejnych wydań, form podpisu, nagród, adaptacji, przekładów, scenariuszy filmowych i telewizyjnych, sztuk teatralnych. W obręb OPRACOWAŃ włączano wybrane materiały, takie jak: poświęcone autorom książki, hasła encyklopedyczne i słownikowe, wywiady, artykuły ogólne, recenzje poszczególnych utworów, ich wystawień bądź adaptacji.

Opisy, sporządzano na podstawie wiarygodnych źródeł, a we wszystkich przypadkach budzących wątpliwości stosowana była autopsja przekazów. Hasła miały charakter autorski (choć w pierwszych seriach były niepodpisane). O ich kształcie decydowały redakcyjne instrukcje, wdrażane przez poszczególnych członków zespołu. Bibliograf odpowiedzialny był za gromadzenie, selekcję i systematyzację materiału. Nie powielał zbiorów danych przejętych z innych źródeł, ale weryfikował je i przetwarzał, by umieścić następnie w obrębie starannie zaprojektowanej struktury hasła. Redaktorski nadzór stanowił odpowiednik wewnętrznych procedur kontroli jakości poszczególnych haseł oraz – co także istotne – miał na celu dbałość o spójny charakter całości.</document>
<document nplp_id="12859" title="Złoty słownik" slug="zloty-slownik">Zainicjowana w latach 90. nowa odsłona słownika tyleż miała charakter bilansu (zaktualizowanych) haseł prezentowanych w poprzednich edycjach, co poszerzała ich korpus o nazwiska twórców (głównie) młodszych generacji. Kolejne tomy zatytułowane Współcześni polscy pisarze i badacze literatury, a od koloru obwoluty funkcjonujące obiegowo jako złoty słownik, powstawały pod redakcją Jadwigi Czachowskiej i Alicji Szałagan i ukazywały się do roku 2007[przypis]Zespół autorski: K. Batora, J. Czachowska, Dorosz, E. Głębicka, A. Hejman, J. Kaczyńska, M. Kotowska-Kachel, F. Lichodziejewska, R. Loth, B. Marzęcka, J. Pitera, M. Sęczek, A. Szałagan, B. Tyszkiewicz, B. Winklowa, J. Zawadzka. Warszawa: WSPiP 1994-200.[/przypis]. Ze względu na przyjęty dla całości układ alfabetyczny, po wydaniu tomu 9. (obejmującego litery W-Z) konieczna była aktualizacja danych. Najobszerniejszy tom 10. zawierał więc (oprócz haseł na literę Ż) uzupełnienia do uprzednio opublikowanych woluminów oraz hasła z różnych powodów wcześniej pominięte.

Zebrano w tej serii opisy dorobku pisarzy tworzących kanon literatury polskiej XX wieku – od dwudziestolecia międzywojennego, poprzez okres II wojny światowej po lata powojenne i schyłek XX wieku. Wśród zawartych w słowniku nazwisk znalazły się np. Marii Dąbrowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza, Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego, Juliana Tuwima, Czesława Miłosza, Krzysztofa Baczyńskiego, Zbigniewa Herberta, Stanisława Różewicza, Wisławy Szymborskiej. Podobnie jak we wcześniejszych seriach, uwzględniono również biogramy i bibliografie wybitnych badaczy literatury, np. Jana Błońskiego, Juliusza Kleinera, Stanisława Pigonia czy Michała Głowińskiego. Łącznie w dziesięciotomowym słowniku Współcześni polscy pisarze i badacze literatury zostało opracowanych prawie dwa tysiące haseł osobowych literaturoznawców i twórców tego okresu. W 2007 roku, kiedy ten gigantyczny projekt został zakończony, w sieci było już sporo źródeł internetowych.</document>
<document nplp_id="12860" title="Zielony słownik" slug="zielony-slownik">W czasie gdy trwały prace nad złotym słownikiem, twórczość rozwinęło kolejne pokolenie autorów. Z myślą o dorobku tej generacji podjęty i zrealizowany został kolejny projekt leksykograficzny. Trzy tomy opracowane pod redakcją Alicji Szałagan i wydane w latach 2011-2016[przypis]Zespół autorski: K. Batora, B. Dorosz, E. Głębicka, M. Kotowska-Kachel, B. Marzęcka, M. Sęczek, A. Szałagan, B. Tyszkiewicz. Warszawa: Wydawnictwo IBL 2011-2016.[/przypis] pt. Pisarze i badacze literatury przełomu XX i XXI wieku wkrótce zaczęły być rozpoznawane w środowisku polonistycznym jako zielony słownik (znów od koloru obwoluty). Niezależnie od postaci drukowanej to kompendium po raz pierwszy zaprezentowane zostało również w formie elektronicznej na stronie internetowej ppibl.ibl.waw.pl.

Tego rodzaju dwoisty charakter rozpowszechnienia (w postaci tradycyjnej i on-line) był już w tym czasie normą[przypis]Analogicznie postąpiono z leksykonem bibliograficznym A Dictionary of Writers and Their Works, wydanym w Oxford University Press w 2001 r. Drugą edycję dzieła w 2010 udostępniono dodatkowo w wersji on-line. Zasób zaktualizowano ponownie w 2015 i do dziś jest dostępny pod warunkiem wykupienia płatnej subskrypcji. Zob.: www.oxfordreference.com/display/10.1093/acref/9780199585052.001.0001/acref-9780199585052?btog=chap&amp;amp;hide=true&amp;amp;page=116&amp;amp;pageSize=20&amp;amp;skipEditions=true&amp;amp;sort=titlesort&amp;amp;source=%2F10.1093%2Facref%2F9780199585052.001.0001%2Facref-9780199585052
[/przypis]. Otwartoźródłowe oprogramowanie mediawiki posłużyło do zbudowania prototypu cyfrowego słownika biobibliograficznego. Zastosowanie języka znaczników HTML na dość spójnej strukturze artykułów hasłowych było rozwiązaniem prostym, tanim i możliwym do wykonania w stosunkowo krótkim czasie. Prezentacja kolejnych tomów (302 hasła zindeksowane zbiorczo) na stronie internetowej pozwalała na proste przeszukiwanie zasobu po słowach kluczowych oraz wygodną nawigację w obrębie pojedynczego hasła – od pozycji do opracowań.

Dzięki ucyfrowieniu zielony słownik trafił do szerokiego grona odbiorców. Dokumentuje to liczba odwiedzin poszczególnych haseł, zwłaszcza tych najpopularniejszych, jak: Olga Tokarczuk, Jerzy Pilch czy Dorota Masłowska. Zaletą tego etapu remediacji była też możliwość uzupełniania danych w opublikowanych materiałach oraz szansa szybkiego reagowania na zmiany w krajobrazie literackim poprzez dodawanie (w dowolnym momencie) całkowicie nowych haseł.

Wśród minusów tego rozwiązania technologicznego wymienić trzeba ograniczenia związane z rozwijaniem projektu na większym materiale tekstowym. Hasło, zanim zostało udostępnione on-line, było przygotowywane w postaci plików tekstowych (w formacie .doc). Obie te nakładające się na siebie procedury stanowiły dla członków zespołu raczej dodatkowe obciążenie niż ułatwienie. Specyficzne dla drukowanego leksykonu zastosowanie wielu skrótów i rozwiązań oszczędzających papier, po przeniesieniu do  Internetu okazało się niefunkcjonalne. Przy założeniu linearnego sposobu lektury, zabrakło opcji głębszego przeszukiwania i przetwarzania zawartości słownika.

Ta lista słabych punktów nie zmienia faktu, że wprowadzenie zielonego słownika w przestrzeń Internetu było pierwszą, całkiem pomyślną próbą remediacji tego kompendium. Od tej pory zespół redakcyjny nie miał już wątpliwości, że miejsce słownika rejestrującego współczesne realia jest w sieci. Wraz z rozwojem humanistyki cyfrowej otworzyły się nowe perspektywy także dla biobibliografii.</document>
<document nplp_id="12861" title="Niebieski słownik" slug="niebieski-slownik">Zasadniczym celem, wpisanym we wniosek grantowy złożony w konkursie Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki w 2018 roku, było przygotowanie nowej edycji biograficzno-bibliograficznego kompendium – już wyłącznie w wersji cyfrowej. Miało ono dostarczać rzetelnej wiedzy o polskich pisarzach i badaczach literatury tworzących w XX i XXI wieku i wychodzić naprzeciw potrzebom literaturoznawców, kulturoznawców (także zagranicznych), studentów, nauczycieli oraz wszystkich użytkowników Internetu zainteresowanych współczesną literaturą. Jako technologiczna podstawa projektu zaplanowany został nowoczesny system do gromadzenia, przetwarzania i publikowania danych biobibliograficznych. Nazwa Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku, alternatywnie – niebieski słownik (od dominanty kolorystycznej na stronie internetowej), użyta została na określenie platformy, która w dłuższym horyzoncie czasowym będzie funkcjonować jako powszechnie dostępna, aktualna i elastyczna baza danych.

Nie mniej istotne w tym przedsięwzięciu było wytworzenie nowego środowiska pracy dla zespołu opracowującego słownik. Epoka fiszki i ołówka, nieodłącznych atrybutów dokumentalisty, odeszła w niepamięć. W ramach projektu powstała aplikacja zarządzania danymi, umożliwiająca rejestrację i edycję danych biobibliograficznych oraz zamieszczanie materiałów dodatkowych związanych z hasłem, a także przypisów czy komentarzy. Zaplanowano również zaawansowany system wewnętrznej komunikacji zespołu autorów z redakcją.

W zakresie treści słownika głównym założeniem była agregacja danych publikowanych i niepublikowanych. W jednej, cyfrowej bazie połączono 55 całkowicie nowych haseł najmłodszego pokolenia twórców, 302 zaktualizowane hasła z zielonego słownika oraz (po scaleniu z uzupełnieniami) nieznacznie przeredagowane hasła ze złotego słownika (w tym 100 zaktualizowanych). Poza hasłami w bazie zarezerwowano miejsce dla zdigitalizowanego zespołu archiwalnych ankiet i korespondencji od pisarzy.

Niebieski słownik, dostępny na stronie pisarzeibadacze.ibl.edu.pl, jako całość zaliczyć należy do kategorii źródeł born-digital, czyli takich, które nie mają wersji papierowej. Treści włączone w jego strukturę (tj. poszczególne artykuły hasłowe) mają różny status. Większość z nich przeszła proces remediacji – albo od druku, albo od prostego pliku tekstowego sformatowanego przez znaczniki HTML – do formy bazy danych. Projekt Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku zbiera, weryfikuje, uspójnia i uzupełnia biobibliograficzny dorobek Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej z ostatnich siedmiu dekad, zarówno rozpowszechniany drukiem (złoty słownik), jak i prezentowany w formie prostej strony internetowej (słownik zielony). Wprowadza także w obieg niepublikowane wcześniej hasła osobowe.

W tym pionierskim przedsięwzięciu podjęto wysiłek skumulowania tekstów zróżnicowanych pod względem struktury oraz udostępnianych wcześniej w odmiennej postaci, a następnie przełożono całość na język bazy danych. – było to zadanie wieloetapowe i wymagało ścisłej współpracy humanistów z informatykami. Nie da się ukryć, że w fazie planowania rozwiązań informatycznych uwzględniano uświęconą tradycją formę zapisu poszczególnych elementów hasła. Zasadniczy, nowatorski zamysł, polegający na wyzyskaniu narzędzi cyfrowych do poszerzenia spektrum prezentacji danych biobibliograficznych został zrealizowany z sukcesem.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12862" title="Proces remediacji w&amp;nbsp;praktyce" slug="proces-remediacji-w-praktyce">Poprzedni fragment

Narzędziem wykorzystanym do zbudowania aplikacji słownika Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku była deweloperska platforma bazodanowa InstaDB, stworzona w 2009 roku przez firmę Atinea, która w następnych latach rozwijała i skomercjalizowała oprogramowanie. Użyto tu: jako silnika bazy danych – MySQL, jako serwera HTTP – nginx, jako języka programowania – NianioLang[przypis]Więcej zob. instadb.com/pl/dokumentacja.php[/przypis]. Realizacji zadania podjęła się firma ImpiCode[przypis]Więcej zob. impicode.pl[/przypis].
Pierwszym etapem wdrażania projektu była budowa back-endu, czyli interfejsu dla zespołu tworzącego słownik. Po zainstalowaniu platformy InstaDB – zgodnie z założeniami opracowanymi wcześniej w zespole dokumentalistów i informatyków – utworzona została baza danych. Pierwsze zadanie polegało na dodaniu interfejsów zarządzania danymi, czyli:
a. Panelu redaktora naukowego;
b. Panelu zespołu autorów słownika.
Następnie dokonano importu danych z zielonego słownika, tj. Polscy pisarze i badacze literatury przełomu XX i XXI wieku, dostępnego w Internecie pod adresem: www.ppibl.ibl.waw.pl. Okazało się to stosunkowo proste. Po automatycznym przeniesieniu ustrukturyzowanych danych i wstępnej walidacji wyników pierwszych trzysta haseł wymagało od zespołu jedynie drobnych poprawek korektorskich.

Znacznie bardziej skomplikowany był proces importu danych ze złotego słownika, tj. Współcześni Polscy pisarze i badacze literatury. Trudności pojawiły się po pierwsze ze względu na objętość źródła (1955 haseł oraz ponad 1500 uzupełnień do nich), po drugie z uwagi na brak poprawnej wersji elektronicznej, po trzecie wreszcie z powodu „rozbicia” większości artykułów hasłowych na hasło główne (w t. 1-9) oraz specyficznie zapisane uzupełnienie (w t. 10). Remediacja złotego słownika przebiegała w związku z tym w kilku etapach.
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12863" title="Remediacja złotego słownika" slug="remediacja-zlotego-slownika">Poprzedni fragment
Wydobycie czystego tekstu – Import etap I
&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13276" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Ekran modułu poprawy importu danych (etap I); źródło: oprac. własne[/caption]

W procesie konwersji papierowego źródła na bazę danych podstawowym zadaniem jest digitalizacja, czyli proces zamiany informacji zapisanej analogowo na jej reprezentację cyfrową. W przypadku złotego słownika, wydawanego w latach 1997-2007, sytuacja była dość skomplikowana. Digitalizacji drugiego stopnia – zgodnie z klasyfikacją Piotra Żmigrodzkiego (Żmigrodzki 2008: 102-103) – czyli doprowadzenia zawartości słownika do postaci graficznej z indeksowaniem i możliwością przeszukiwania dokonano wcześniej w ramach innego projektu zatytułowanego Cyfrowe zasoby dokumentacji literatury polskiej w wolnym dostępie (grant Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 2016 r.). Całość materiału istniała już w postaci plików PDF w Repozytorium Cyfrowym Instytutów Naukowych[przypis]Zob.: www.rcin.org.pl/dlibra/publication/80114#structure[/przypis].

Po optycznym rozpoznaniu tekstu zapisanego jako PDF, a następnie dokonaniu automatycznej korekty OCR okazało się jednak, że ilość błędów w otrzymanej tą drogą wersji tekstowej plików nie pozwala oprzeć się na tym materiale. Jako że cyfrowej podstawy nie udało się pozyskać również od wydawcy złotego słownika (WSiP), sięgnięto do oryginalnych plików, zapisanych na dyskietkach w popularnym w latach 90. edytorze QR-Tekst[przypis]Dodatkową komplikację stanowił fakt, że QR-Tekst, edytor polskiej firmy Malkom, współpracował z systemem operacyjnym DOS, który był już prawie niedostępny, a czytnik dyskietek posiadały w tym czasie tylko nieliczne komputery.[/przypis]. Ze względu na specyficzne znaczniki formatowania, a także fakt, że był to materiał sprzed korekt autorskich i wydawniczych (wprowadzanych na wydrukach), ten przekaz także okazał się niewystarczający.

Pliki .qrt miały jednak tę przewagę nad wcześniejszym odczytaniem (tj. OCR z PDF), że zawierały znacznie mniej błędów literowych (zwłaszcza, jeśli idzie o znaki diakrytyczne w wyrazach obcych). Żeby osiągnąć oczekiwany rezultat skonfrontowano wyniki OCR i pliki archiwalne. Posłużył do tego specjalnie zaprojektowany moduł do kontaminacji obu źródeł (jego ekran przedstawia grafika powyżej). W tabeli podzielonej na 3 kolumny (z nagłówkami: QRT, PDF oraz QRT/PDF) zespół redaktorów technicznych analizował różnice i wybierał poprawne wersje. W trzeciej kolumnie (z nagłówkiem QRT/PDF) znajdował się tekst wyekscerpowany z plików .qrt z zaznaczonymi (kolorami) dyferencjami w stosunku do pliku zaczerpniętego z wersji PDF. Tylko to okno było edytowalne, a dodatkową pomocą służył mechanizm, dzięki któremu po ustawieniu kursora na spornym fragmencie tekstu, na ekranie pojawiały się podpowiedzi (zob. grafika niżej).

[caption id="attachment_13278" align="aligncenter" width="1024"] Il. 9 Ekran modułu poprawy importu danych (etap I) - edycja; źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Parsowanie
Po zakończeniu wstępnej analizy i ustaleniu poprawnej treści każdego hasła można było przejść do etapu parsowania, tj. analizy składniowej ciągu znaków w celu wyodrębnienia jej struktury. Początkowo wydawało się, że hasło słownikowe to wystarczająco ustrukturyzowany byt tekstowy i przekształcenie jego treści przebiegnie w prosty sposób. Jednakowoż w przypadku złotego słownika wyodrębnianie niezbędnych fragmentów informacji znacznie utrudniała niejednolitość zasad redakcyjnych, stosowanych na przestrzeni 20 lat. Wynikająca stąd niehomogeniczność materiału (typowa, a nawet uznawana za walor kompendium drukowanego) była poważnym wyzwaniem dla parsera. Segregacja na biogramy oraz pozycje bibliograficzne przebiegała stosunkowo sprawnie. Problemów nastręczyła mnogość i niejednolitość nagłówków w dziale TWÓRCZOŚĆ. Był to efekt nacisku położonego w złotym słowniku na specyfikę twórczości poszczególnych autorów, a co za tym idzie – dopuszczenia sporego marginesu swobody w nazewnictwie ich dorobku i tytułach poszczególnych sekcji w haśle. Dodatkowych komplikacji przysparzał wielopoziomowy układ nagłówków, który wymagał zredukowania i zmian. W tym celu systemowo zdefiniowane zostały listy dopuszczalnych nagłówków, wzorowane na obu zaimportowanych słownikach, ale znacznie ujednolicone. Co więcej, redaktor naukowy i administrator otrzymali uprawnienia do tworzenia nowych nagłówków (nadrzędnych i podrzędnych) także po zakończeniu prac informatycznych, już podczas użytkowania systemu.
Niewątpliwym pozytywem pozostawał fakt, że proces digitalizacji trzeciego stopnia – do postaci bazodanowej – pozwolił wykryć i wyeliminować wiele błędów nie tylko w treści, lecz także strukturze złotego słownika.

&amp;nbsp;
Scalanie hasła – import etap II
&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13279" align="aligncenter" width="1024"] Il. 10 Ekran scalania biogramu (import - etap II); źródło: oprac. własne[/caption]

Cierpliwe dopracowywanie reguł parsowania przyniosło efekt. Umieszczone w bazie hasła z tomów 1-9 złotego słownika wystarczyło tylko połączyć z uzupełnieniami z tomu 10. (które podlegały tym samym procedurom importu i parsowania, jak hasła główne). W panelu (skonstruowanym na użytek zespołu scalającego) w dwóch kolumnach wyświetlane było uzupełnienie sparowane z hasłem głównym, przy czym w zapisie drukowanym część informacji się powtarzała. Zadanie redaktora technicznego polegało na przeniesieniu tylko istotnych danych i wstawieniu ich, czasem po zmodyfikowaniu, w odpowiednie miejsce w haśle docelowym. Dla ułatwienia zastosowano podświetlenia tekstu – kolorem pomarańczowym wyróżniono edytowane pozycje, zielonym – pozycje dodane w uzupełnieniach i automatycznie zaciągane do hasła docelowego.

[caption id="attachment_13280" align="aligncenter" width="1024"] Il. 11 Ekran scalania pozycji bibliograficznych (import - etap II) - edycja; źródło: oprac. własne[/caption]

[caption id="attachment_13281" align="aligncenter" width="1024"] Il. 12 Ekran scalania pozycji bibliograficznych (import - etap II) - przed edycją; źródło: oprac. własne[/caption]

Na tym etapie przeprowadzono również automatyczne rozwiązywanie skrótów. Weryfikacja poprawności tego procesu należała także do kompetencji redaktorów technicznych.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12864" title="Nowe możliwości remediacji" slug="nowe-mozliwosci-remediacji">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13283" align="aligncenter" width="1024"] Il. 14 Diagram encji; źródło: oprac. własne[/caption]

Szczegółowy opis budowy oraz funkcjonalności słownika Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku to temat na osobny, obszerny artykuł. Stopień złożoności cyfrowej struktury przybliża załączony diagram, wypracowany na etapie analizy i modelowania danych, a w toku dalszych prac – modyfikowany i uzupełniany. Ten sposób segmentacji i reprezentacji danych był oczywiście uwarunkowany kształtem zasadniczego zrębu niebieskiego słownika, jakim (na obecnym etapie) są przetworzone cyfrowo informacje, pierwotnie ogłoszone drukiem w złotym i zielonym słowniku. Cyfrowe kompendium to jednak coś znacznie więcej niż efekt digitalizacji wcześniejszych opracowań.

&amp;nbsp;
Korzyści dla użytkowników
&amp;nbsp;

[video width="1920" height="1020" mp4="https://nplp.pl/wp-content/uploads/2023/09/12-Strona-glowna-wyszukiwanie-proste.mp4"][/video]
Wideo 1 Wyszukiwanie proste; źródło: oprac. własne
&amp;nbsp;

Podstawowym walorem niebieskiego słownika – wynikającym z obecności w przestrzeni cyfrowej – jest jego dostępność. Wcześniejsze serie wydawane w niewielkich nakładach (lub, jak dwie pierwsze, wręcz reglamentowane) znaleźć można było głównie w bibliotekach i czytelniach humanistycznych, gdzie służyły wąskiemu gronu profesjonalistów. Obecnie literaturoznawcy doceniają możliwość pracy bez wychodzenia z domu, a studenci i licealiści zwykle rutynowo zaczynają poszukiwania źródeł w Internecie. Kompendium biobibliograficzne w nowym medium ma szansę dotrzeć do zdecydowanie szerszego kręgu odbiorców, a tym samym z powodzeniem konkurować z innymi, mniej fachowymi, choć popularnymi opracowaniami o twórcach i badaczach polskiej literatury współczesnej.

Niezaprzeczalnym plusem remediacji jest również umiędzynarodowienie słownika, tj. przystosowanie go do potrzeb użytkowników, którzy nie znają języka polskiego. Cały interfejs oraz biogramy są tłumaczone na język angielski. Ma to niebagatelne znaczenie w aspekcie promocji kultury polskiej zagranicą, otwiera pole badań dla obcojęzycznych literaturoznawców, krytyków czy recenzentów zainteresowanych polską literaturą współczesną.

[video width="1920" height="1020" mp4="https://nplp.pl/wp-content/uploads/2023/09/13-ANDRZEJEWSKI-Jerzy-nawigacja-w-widoku-hasla.mp4"][/video]
Wideo 2 Działanie panelu nawigacji w widoku hasła; źródło: oprac. własne
&amp;nbsp;

Ucyfrowienie słownika wpływa także na zwiększenie jego przystępności. Przestrzeń elektroniczna pozwoliła na wypracowanie atrakcyjnej formuły wyświetlania poszczególnych artykułów hasłowych. Umieszczony z lewej strony ekranu panel nawigacji pozwala zrozumieć strukturę poszczególnych, nawet najbardziej rozbudowanych formalnie i objętościowo artykułów hasłowych – jest rodzajem rozwijanego spisu treści. Zastosowane interaktywne odsyłacze i linki czynią z hasła hipertekst. Poprzez wyeliminowanie skrótów (koniecznych w wersji drukowanej) oraz uproszczenie sposobu zapisu, ze źródła można korzystać bez dodatkowych “instrukcji”.

[video width="1920" height="1020" mp4="https://nplp.pl/wp-content/uploads/2023/09/14-dodatkowe-Strona-glowna-–-wyszukiwanie-zaawansowane.mp4"][/video]
Wideo 3 Wyszukiwanie zaawansowane; źródło: oprac. własne
&amp;nbsp;

Udogodnienia, które docenią zwolennicy tradycyjnego sposobu lektury (tj. zainteresowani kompleksowym widokiem poszczególnych haseł), są tylko jednym z wielu wariantów eksplorowania słownika. Poprzez atomizację elementów treści zastosowaną w back-endzie, użytkownik front-endu może przekraczać bariery linearności i dokonywać reinterpretacji zawartości całego zasobu. Cechą słownika staje się więc labilność treści, których odbiór może być w pełni zindywidualizowany.

Pierwszy poziom fragmentaryzacji przebiega na linii biogramy – bibliografia, przy czym te pierwsze stanowią osobne pola tekstowe, a bibliografia reprezentowana jest w systemie przez pojedyncze pozycje przypisane do odpowiednich sekcji: nagłówków. Dopiero na drugim poziomie, wewnątrz tego układu, zarówno w biogramach, jak i w pozycjach bibliograficznych, dokonano kolejnej segmentacji – opartej na automatycznych tagach, weryfikowanych następnie przez autorów haseł. Zdefiniowanie tagów miało na celu zoptymalizowanie struktury bazy danych pod kątem przewidywanych zapytań użytkowników. Dzięki temu rozwiązaniu odbiorca słownika może przeszukiwać jego zawartość na wiele sposobów, a przy tym otrzymywać rezultaty w zakresie i w tempie nieporównywalnym z medium drukowanym.

[caption id="attachment_13288" align="aligncenter" width="1024"] Il. 15 Ekran kryteriów wyszukiwania zaawansowanego dla zasobu Biogramy; źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

Kryteria wyszukiwania dla zasobu biogramów są odmienne od tych, przygotowanych dla zasobu bibliografii. Natomiast w obrębie każdego z tych dwóch zbiorów filtry można łączyć, wybierając dla nich określone warunki (zawiera, nie zawiera, zawiera cokolwiek, jest puste). Wyświetlenie listy haseł pisarzy polskich urodzonych we wskazanym roku czy miejscowości zajmuje kilka sekund. Podobnie jak np. wyszukanie sztuk, które miały premierę w danym teatrze, czy książek opublikowanych w konkretnej serii wydawniczej. Jako że elementy tekstu można układać w różnych konfiguracjach, prezentacja danych staje się w pełni spersonalizowana.

Za jeszcze jedną ogromną korzyść przeniesienia słownika w obszar Internetu uznać należy zintegrowanie w bazie materiałów archiwalnych. Gromadzone od 1951 roku ankiety personalne, wraz z inną korespondencją wymienianą przez zespół dokumentalistów z pisarzami, stanowiły wcześniej podstawę do przygotowywania biogramów. Proces digitalizacji (pierwszego stopnia – do postaci graficznej) pozwolił uchronić ten unikatowy (nierzadko rękopiśmienny) zasób przed zniszczeniem i bez szkody dla oryginałów udostępniać go innym użytkownikom. Możliwość ta – ze względu na prywatny charakter archiwaliów – zarezerwowana została tylko na użytek badań naukowych.

&amp;nbsp;
Korzyści dla zespołu autorskiego
Dorobek leksykograficzny Pracowni Dokumentacji Literatury Współczesnej współtworzyło kilka pokoleń dokumentalistów. Łącznie na przestrzeni lat (w mniejszym lub większym zakresie) z redakcją współpracowało ponad 20 osób, których nazwiska widnieją na stronie słownika w zakładce “Zespół autorski”. Większość twórców niebieskiego słownika uczestniczyła wcześniej w pracach nad złotym i zielonym. Trzeba podkreślić, że przejście z medium drukowanego na cyfrowe było dla nich wyzwaniem wymagającym całkowitego przeorganizowania warsztatu pracy.

[caption id="attachment_13289" align="aligncenter" width="1024"] Il. 16 Widok menu w backendzie dla Niebieskiego słownika; źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

W słowniku niebieskim, natywnie elektronicznym, zaprojektowane zostało przyjazne środowisko pracy dla dokumentalistów. Panel autora pozwala na przechowywanie danych w jednym miejscu, zapewnia też bezpieczną i wygodną komunikację między bibliografem a redakcją. Interfejs do tworzenia danych nie przypomina informatycznych formularzy, lecz raczej uporządkowany przez nagłówki dokument tekstowy. W odróżnieniu od zwykłego pliku tekstowego cechuje go możliwość zwijania i rozwijania wybranych struktur, co ułatwia nawigację po haśle i widok całości. Bibliograf ma możliwość załączania do przygotowywanego hasła zewnętrznych materiałów (plików), a także opcję wstawiania komentarzy (do całości hasła, treści biogramu czy konkretnej pozycji bibliograficznej).
Niezależnie od stanu zaawansowania każde z haseł jest widoczne dla wszystkich osób zalogowanych do systemu. Zapewnia to transparentność podejmowanych działań i wspomaga utrzymywanie spójności pomiędzy poszczególnymi artykułami hasłowymi.

Istotnym elementem projektu jest panel tłumacza, w którym biogramy przekładane są na język angielski. Warto w tym miejscu podkreślić, że prace translacyjne mogą być prowadzone równolegle z innymi działaniami prowadzonymi w bazie. System stwarza dodatkowo możliwość eksportu polskiego biogramu do formatu XLIFF, a następnie zaimportowania finalnej wersji anglojęzycznej. Co istotne, przewidziano także mechanizmy zapewniające spójność obu tekstów – po wprowadzeniu zmian w polskim biogramie, w systemie pojawia się informacja, że tłumaczenie także należy uaktualnić.

Zarządzanie całą strukturą słownika zostało znacznie zoptymalizowane. Redaktor (i Administrator) może na bieżąco śledzić postęp prac oraz globalnie modyfikować układy danych (np. nazwy nagłówków czy kolejność ich sortowania). Ma też wgląd w tabelę ewidencji pracy zespołu, w której automatycznie rejestrowane są wszystkie zmiany (z uwzględnieniem nazwiska autora, daty, a nawet godziny ich wykonania). Od momentu rozpoczęcia edycji do chwili opublikowania hasło przechodzi przez kolejne zdefiniowane stany, zapisane w systemie jako jego wersje. Mechanizm tego przepływu gwarantuje wielopoziomową weryfikację. Wszystkie ingerencje i komentarze redaktora są widoczne dla autora (i na odwrót), co znacznie usprawnia wewnętrzną komunikację. Umieszczenie całego warsztatu pracy w elektronicznej chmurze, zapewnia dostęp z dowolnego urządzenia (po zalogowaniu się), co stanowi udogodnienie nie do przecenienia. Bezpieczeństwo danych gwarantują regularnie, automatycznie tworzone kopie danych (backupy). Elastyczność, nieosiągalna w poprzedniej formie słownika, sprawia, że cały system pozostaje otwarty na zmiany i ulepszenia.

[caption id="attachment_13290" align="aligncenter" width="1024"] Il. 17 Fragment pliku sort_rules (tzw. drzewa sortowania danych); źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

Proces tworzenia hasła w nowym medium jest częściowo zautomatyzowany (tagi, zdefiniowane nagłówki itp.), ale o treści poszczególnych wpisów decydują autorzy haseł. W zakresie gromadzenia danych system nie przewiduje mechanicznego agregowania informacji z innych baz. Selekcja i usystematyzowanie bibliografii na podstawie wiarygodnych źródeł, czyni słownik dziełem w pełni autorskim.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12865" title="Zarys ogólny" slug="zarys-ogolny">Cyfrowa kartografia literacka to szereg zagadnień obejmujących wielorakie pojęcia, narzędzia, tematy i formy prezentacji. Mapy jako wizualne nośniki treści dają niezliczone możliwości zastosowań ułatwiających przekaz wiedzy, otwierając jednocześnie nowe możliwości badawcze. W środowisku cyfrowym zyskują dodatkowe możliwości techniczne i formalne, a przez to wzrasta ich potencjał do obrazowania i opowiadania, dzięki czemu stają się znakomitym narzędziem do prowadzenia wizualnych narracji.

Nie istnieją uniwersalne sposoby tworzenia topografii cyfrowych projektów literaturoznawczych, czy map cyfrowych w ogóle. Wśród rozmaitych metod i koncepcji działania na pierwszy plan wysuwamy przekonanie, że tworzenie danej mapy uwarunkowane powinno być charakterystyką konkretnej realizacji. Jej celami, funkcją, kontekstem użycia. Poszczególne dyscypliny humanistyki cyfrowej również mają swoje charakterystyki, specyfikę wynikającą z konkretnych korzeni. Potrzebują więc własnych, dostosowanych do nich rozwiązań. Literaturoznawcza perspektywa spojrzenia na mapy cyfrowe odbiega nieco od na przykład perspektywy nauk historycznych. Kreśląc charakterystykę tendencji literackich topografii cyfrowych wskazać należy wpisany w mapy potencjał metaforyczny. Mapa może na różne sposoby opowiadać tekst lub badania wokół niego, osadzać je w szerokim kontekście kulturowym, tworząc często rozległą, interdyscyplinarną opowieść. Mapą może być obraz wykreowanego świata lub tworzącego napięcie między rzeczywistością historyczną a literacką. W literackiej kartografii cyfrowej znajdziemy także odwzorowania lub interpretacje przestrzennych doświadczeń bohaterów, autorów, tematyczne opowieści, w tym nierzadko dotyczące szczegółowych zagadnień. W humanistyce cyfrowej mapa może być zarówno medium, jak i narzędziem do badania, jego efektem, czy wizualną reprezentacją procesów. Może służyć do weryfikacji danych badawczych, do obrazowania narracji świadectw, być opowieścią. Może być i formą i tematem oraz mieć szereg zastosowań, dzięki czemu jest bardzo atrakcyjnym i ważnym medium dla badaczy różnych dziedzin, w tym dla literaturoznawców.

Za dwa szczególnie istotne problemy topografii cyfrowej uznać należy ontologię topograficzną oraz deep mapping. Szczególne zainteresowanie nimi humanistów cyfrowych zarówno na poziomie teorii, jak i praktyki badawczej, wynika z jednej strony z tego, że w obu tych materiach narzędzia cyfrowe mogą rozwiązać problemy w tradycyjnej kartografii historycznej trudne do rozwiązania, a z drugiej strony, owa szansa nie oznacza łatwej drogi teoretycznej i badawczej, tym samym zaś stanowi dla humanistyki cyfrowej wyzwanie tyleż trudne, ile oferujące na końcu drogi znaczne korzyści.

[caption id="attachment_13045" align="aligncenter" width="973"] Il. 1 Interaktywna mapa miejsc Adama Czerniakowa w getcie i okolicach z kolekcji Atlas Literatury Zagłady, proj. Paweł Weszpiński, oprac. graficzne Agnieszka Zalotyńska, źródło: nplp.pl[/caption]</document>
<document nplp_id="12866" title="Problem ontologii" slug="problem-ontologii">Problem ontologii w topografii cyfrowej najkrócej sprowadzić można do zapanowania nad wielością i zmiennością danych charakterystyczną dla geografii i kartografii historycznej w ogólności. W najwęższym skrócie: ontologia cyfrowa stara się znaleźć remedium na nieodłączny od geografii historycznej problem zmiennych nazw, lokacji i zakresów przestrzennych. W tradycyjnej kartografii historycznej wszystkie te problemy mogą wywoływać problemy bądź to związane z czytelnością mapy czy koniecznym (nie zawsze jasnym) aparatem komentarzy (częste zmiany granic i nazw miejscowych w krótkich okresach czasu), bądź też po prostu z trudnością czytelnego ukazania problemu na dwumiarowej mapie (daleko idące zmiany siatki ulic czy też zmiany lokacji sensu largo [dzielnice, miejscowości]). Wykorzystywane powszechnie systemy geolokacji funkcjonują jednak przede wszystkim w czasie teraźniejszym; o ile mogą one okazać się użyteczne w wypadku zmian nazw miejscowych, o tyle w wypadku poważniejszych zmian przestrzennych już nie. Stąd potrzeba opracowania ontologii prezentacji w środowisku cyfrowym złożonych danych dotyczących zmian czasoprzestrzennych. Ze względu na złożoność rozwiązywanych problemów wciąż należy mówić o ontologiach raczej jako o work in progress niż zamkniętych systemach gotowych do użycia jako podstawa innych projektów. Poszukiwania w tej materii, ze względu na zgromadzoną wiedzę i świadomość problemów na polu geografii historycznej pozostają przede wszystkim domeną tej ostatniej. W środowisku polskiej humanistyki cyfrowej ważnymi osiągnięciami w tym zakresie, istotnymi także na forum międzynarodowym, poszczycić się może zespół Atlasu Historycznego IH PAN, który realizował projekty ontologiczne pod kierunkiem Bogumiła Szadego i Marka Słonia.</document>
<document nplp_id="12867" title="Deep mapping" slug="deep-mapping">Deep mapping wydaje się drugim, obok ontologii, z najistotniejszych nurtów poszukiwań topograficznych humanistyki cyfrowej. Termin skupia w sobie ogólną problematykę map, w których najistotniejsze dane wykraczają poza dwuwymiarowy układ miejsc i nazw (co sprawia, że nie wyklucza się on z zakresem poszukiwań ontologicznych). Można to przekroczenie rozumieć technicznie, jako wykorzystanie narzędzi cyfrowych w sposób rozszerzający dwuwymiarowość mapy, np. wprowadzający elementy sekwencyjne czy też rozszerzający pola i zakres danych przez wprowadzenie dodatkowych warstw w aktywnych punktach (hotspotach). Można jednak ten termin rozumieć też szerzej, jako mapę wykraczającą poza klasyczny wymiar przestrzenny także pod względem typu danych, wykraczających poza ściśle rozumianą informację przestrzenną. Mieściłyby się zatem w niej dane np. dotyczące związków świadectwa tekstowego z przestrzenią czy wręcz skrajnie subiektywne, ujmujące postrzeganie przestrzeni przez narrację lub narratora. W ogólności bowiem deep mapping należałoby postrzegać jako silnie narracyjne pojmowanie mapy, a tym samym budujące świadomie określone narracje przestrzenne. W związku z tym w naturalny sposób znajduje ono odzwierciedlenie w topograficznych ujęciach nauk społecznych czy też badań nad literaturą. Deep mapping jako ścieżkę humanistyki cyfrowej znakomicie przedstawiają dwa tomy wydane w 2015 r.: Deep maps and spatial narratives pod redakcją Davida J. Bodenhamera, John Corrigana i Trevora M. Harrisa (Bodenhamer, Corrigan, Harris, 2015) i Deep mapping pod redakcją Lesa Robertsa (Roberts, 2015). W nurt deep mappingu należy też wpisać ważne projekty cyfrowe polskich topografii literackich, Topo-grafie, tworzone przez IKP UW i kolekcje cyfrowe zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej IBL PAN.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12868" title="Problem granic topografii i&amp;nbsp;kartografii: zagadnienie map niekartograficznych" slug="problem-granic-topografii-i-kartografii-zagadnienie-map-niekartograficznych">Poprzedni fragment

Pragmatyczne traktowanie mapy w środowisku cyfrowym jako narzędzia do opowiadania, uwarunkowanego charakterystyką konkretnej realizacji, niesie za sobą możliwość swobodnego (ale wciąż świadomego) doboru środków formalnych i technicznych do jej tworzenia. Warstwa wizualna może operować językiem kartografii, czy mniej lub bardziej go przetwarzać. Może także kreować własny, swobodnie traktujący kartograficzne reguły, pozostając jednocześnie graficzną formą informacji przestrzennej nawiązującą do mapy. Co za tym idzie, pojawia się pytanie o granice możliwości kartograficznego i okołokartograficznego wyrazu oraz granice w definiowaniu samej mapy. Jej funkcje bowiem, zarówno w naukowym środowisku cyfrowym, jak i w życiu codziennym również ulegają dynamicznym przemianom. Kształtuje się nowy język nastawiony na indywidualne gesty twórców, ale i użytkowników map. Co więcej, cyfrowe narzędzia zachęcają do negocjacji lub zmiany podejścia do tradycyjnych metod obrazowania. Konsekwencją może być głęboko posunięta umowność języka, uproszczenia, skróty formalne, skrajny redukcjonizm. Ale i poszerzanie, rozumianego technologicznie i formalnie, zakresu mapy.

Przykładem może być Republika marzeń – immersyjna, multimedialna opowieść, formalnie nawiązująca do literackiego świata utrzymana w jego poetyce. Zastosowana forma prezentacji relacji przestrzennych opiera się na dynamice stopniowego odkrywania poszczególnych fragmentów zilustrowanego świata. Jego ważną częścią jest dźwięk, kolejna warstwa, której dodanie jest możliwe cyfrowo.

[caption id="attachment_13059" align="aligncenter" width="1024"] Il. 5 Republika marzeń (Republic of Dreams), widok mapy, oprac. graficzne Marta Lissowska, źródło: republicofdreams.online[/caption]

Zjawiska zachodzące w przestrzeni można także obrazować w inny sposób, ale również odbiegający od tradycyjnego mapowania: na przykład za pomocą odręcznych rysunków, szkiców, miniatur, infografik, schematów. Tego typu wizualne reprezentacje stają się oddzielną, powoli odkrywaną i badaną dziedziną projektowania. Ich formalne zbliżenie do map sygnalizuje nie tylko, że mapować można niemal wszystko, ale też że niemal wszystko może być mapą. Nierzadko charakteryzuje je wąski kontekst użycia. Przesuwanie granic definiowania mapy sprzyja szukaniu nowego języka do ich opisu. Część z wymienionych form nieco przewrotnie nazwać można mapami niekartograficznymi, wskazując na ich charakterystykę łączącą cechy wspólne i rozbieżne z mapami definiowanymi tradycyjnie. To propozycja nazewnicza, czy jedna z możliwości, by wyróżnić grupę map przedstawiających jakiś rodzaj informacji o charakterze przestrzennym, operujący (często niekonsekwentnie) zasobem elementów i językiem wizualnym obecnym w kartografii (punkty, linie, typografia), ale charakteryzujące się swobodniejszym ich doborem i zestawianiem, równie swobodnym operowaniem skalą, relacjami przestrzennymi, kształtem i kolorem, czy brakiem legendy.

Mimo to, a być może właśnie dlatego, są czytelne dla różnych użytkowników/odbiorców, pełniąc różne funkcje, nie tylko lokalizacji, czy wyznaczania trasy. Wymienione cechy powodują, że opracowanie takich map, a tym bardziej próba definicji wymagać będzie szczególnej uwagi, niestandardowego podejścia, ale i elastyczności. Takie podejście, choć wciąż dyskusyjne, nie jest nowe (Zarycki, 2001). Ewoluuje także definicja kartografii jako dyscypliny podlegającej wpływom intensywnego rozwoju technologicznego (Gołębiowska, 2021).

Cyfrowe realizacje mapowe opierać się mogą także na automatyzacji procesów i stosowaniu technologii przetwarzania danych. Narzędzia do ich modelowania pozwalają wprowadzać zmiany i przedstawiać wyniki w różnych formach. Wśród metod wizualizacji danych liczną grupę stanowią realizacje budowane za pomocą systemów informacji geograficznej (GIS), czy infrastruktury informacji przestrzennej (SDI).

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12869" title="Polskie realizacje cyfrowe: nauki historyczne" slug="polskie-realizacje-cyfrowe-nauki-historyczne">Poprzedni fragment

Omówienie polskich realizacji cyfrowych należy zacząć od nauk historycznych. To w ich ramach są prowadzone najpoważniejsze polskie projekty skupione ściśle na problematyce geografii historycznej, podczas gdy projekty literaturoznawcze godzi się raczej nazwać „topografią stosowaną”, czy raczej: projektami dostosowującymi problematykę cyfrowej geografii historycznej do potrzeb topograficznych badań nad literaturą. Najważniejsze cyfrowe projekty polskiej geografii historycznej dotyczą poszukiwań ontologicznych. Rozpoczęte zostały realizowanym w latach 2016-19 projektem Ontologiczne podstawy budowy historycznych systemów informacji geograficznej, prowadzonym pod kierunkiem Bogumiła Szadego, a kontynuowane w latach 2019-21 projektem Historical Ontology of Urban Spaces pod kierunkiem Marka Słonia, w obu przypadkach włączającym się w znaczący sposób w główny nurt międzynarodowy dyskusji nad ontologią w cyfrowej topografii historycznej. Oddziaływanie obu tych projektów są też widoczne w cyfrowych edycjach krytycznych map, przygotowanych w tym samym kręgu Zakładu Atlasu Historycznego IHP PAN, m.in. w dokonanej przez Tomasza Paneckiego krytycznej analizie mapy Gaula/Raczyńskiego, powstałym pod kierunkiem Tadeusza Epsteina Internetowym Atlasie Polski Niepodległej czy też realizowanym od 2020 pod kierunkiem Bogumiła Szadego krytycznym opracowaniu Geograficzno-statystycznego opisania parafiów Królestwa Polskiego oraz map województw koronnych Karola Perthéesa.

[caption id="attachment_13072" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Interaktywna Cyfrowa edycja mapy Gaula/Raczyńskiego, widok strony, oprac. Tomasz Panecki, Piotr Kann, źródło: atlas.ihpan.edu.pl/gaul/pl[/caption]

Kluczowe znaczenie w upowszechnianiu wiedzy na temat metod cyfrowej geografii historycznej na gruncie polskim należy też przypisać publikacjom autorstwa badaczy związanych z Zakładem Atlasu Historycznego IHP PAN, m.in. Bogumiła Szadego, Tomasza Paneckiego i Wiesławy Duży. Wszystkie wymienione projekty zostały przygotowane w oparciu o zespół Zakładu Atlasu Historycznego IH PAN, często przy współpracy badaczy z innych ośrodków, m.in. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Politechniki Warszawskiej.
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12870" title="Dotychczasowy stan badań i&amp;nbsp;teorii dotyczących topografii literackiej na&amp;nbsp;gruncie polskim" slug="dotychczasowy-stan-badan-i-teorii-dotyczacych-topografii-literackiej-na-gruncie-polskim">Poprzedni fragment

Problem topografii cyfrowych w polskim literaturoznawstwie został tu wyróżniony nie ze względu na dorobek liczebny czy intensywność prowadzonych prac (w obu wypadkach pierwszeństwo w obrębie humanistyki cyfrowej należy do nauk historycznych), a ze względu na szczególny charakter problemów badawczych. Do problemów charakterystycznych dla map historycznych (ontologia, nagromadzenie i czytelność danych) dochodzi tutaj kwestia znacznie większej subiektywizacji danych. Jeśli przekładamy dane związane z tekstem literackim na mapę, nie tylko trzeba brać pod uwagę przesunięcia wynikające z kreacji literackiej (czy po prostu, w wypadku literatury dokumentu osobistego, z niepewnej pamięci autora), ale także warto założyć (inaczej niż w mapach historycznych), że wartością jest także pokazanie na mapie wszystkiego, co wiąże się z warstwą narracyjną i jej kontekstem – także danych nieostrych. Odmienność sytuacji wynika także na gruncie polskim z innego punktu wyjścia. Geografia historyczna jest gałęzią rozwijaną od dekad – nawet jeśli jej założenia są dyskutowane, to istnieje jednak pewna stabilna podstawa. Badania topograficzne na gruncie polskiego literaturoznawstwa to nie tyle osobna gałąź, ile – ze względu na niewielką liczbę i brak czegoś, co można nazwać „polską szkołą topografii literatury” – pojedyncze projekty badawcze. Spośród projektów niecyfrowych, w których można upatrywać punktów wyjścia dla topograficznych projektów w polskim literaturoznawstwie cyfrowym, warto wymienić trzy.

Pierwszy to badania prowadzone od lat 90. XX w. w kręgu Pracowni Literatury Romantyzmu, przede wszystkim przez Martę Zielińską i Dorotę Siwicką. Kluczowe znaczenie (w jakimś stopniu inspirujące dla kolejnych wymienionych projektów) należy przypisać monografii Zielińskiej Warszawa – dziwne miasto (Zielińska, 1995), wprowadzającej w bardzo nowoczesny (także na ówczesnym europejskim tle) sposób do literaturoznawczych studiów miejskich interdyscyplinarne narzędzia badawcze, zwłaszcza geograficzne i kulturowe. Z kolejnych realizacji trzeba wymienić powstały pod kierunkiem wspomnianych badaczek tom zbiorowy Geografia Słowackiego (Siwicka, Zielińska, 2012), jeszcze wyraźniej kładący nacisk na prymat badania narracji przestrzennej, a także powstałą już po pierwszych polskich realizacjach cyfrowych monografię Siwickiej, Mapy romantyków (Siwicka, 2018), skupioną na mapach jako czytanej i interpretowanej formie tekstu.

[caption id="attachment_13297" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Dorota Siwicka, „Mapy romantyków”, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN[/caption]

&amp;nbsp;

Drugi to badania topograficzne nad gettem warszawskim i świadectwami o nim, prowadzone przez Barbarę Engelking i Jacka Leociaka. Szczególne znaczenie ma tu ich pomnikowe dzieło Getto Warszawskie – przewodnik po nieistniejącym mieście (Warszawa 2001; wydanie II – zmienione i rozszerzone – Warszawa 2013), a także autorska książka Leociaka Biografie ulic. O żydowskich ulicach Warszawy: od narodzin po Zagładę (Warszawa 2018). W obu wypadkach autorom udało się na bazie kompozycji wziętej z geografii historycznej zbudować całość z narzędzi historii społecznej i badań literackich nad tekstami świadectw. Ważnym komponentem projektów była także kartografia historyczna – przygotowane przez Pawła Weszpińskiego mapy warszawskiego getta, wzbogacające dotychczasowy stan wiedzy.

Trzeci to teoretycznoliteracki projekt badawczy Elżbiety Rybickiej, którego najważniejszą manifestacją badawczą była monograficzna praca Geopoetyka (Rybicka 2014), która przybliżała polskiemu czytelnikowi geopoetyczne projekty europejskiej i amerykańskiej teorii literatury i kultury, ale przede wszystkim proponowała autorski model syntezy wcześniejszych projektów i aplikowania ich do badań nad tekstem literackim na gruncie polskim. Ważnym kierunkiem uruchomionym w pracach Rybickiej był także namysł nad dialogiem między literaturoznawstwem a innymi naukami (historia, geografia, historia sztuki), którym to tropem poszedł interdyscyplinarny projekt badawczy „Literaturoznawstwo architektoniczne” realizowany w latach 2016-19 pod kierunkiem Aleksandry Wójtowicz, stanowiący przede wszystkim platformę dialogu między badaczami z wymienionych dyscyplin, a także praktykami – architektami, urbanistami i kartografami. Z kolei najważniejszym projektem aplikującym wyżej wymienione strategie badawcze do lektury interpretacyjnej tekstów i ich kontekstów kulturowych był prowadzony w latach 2013-18 projekt badawczy Pracowni Studiów Miejskich IKP UW (kierowany przez zespół złożony z Agnieszki Karpowicz, Piotra Kubkowskiego, Włodzimierza Pessela i Igora Piotrowskiego) „Topo-grafie”.</document>
<document nplp_id="12871" title="Prace (tradycyjne i&amp;nbsp;cyfrowe) zespołu Pracowni Studiów Miejskich IKP UW" slug="prace-tradycyjne-i-cyfrowe-zespolu-pracowni-studiow-miejskich-ikp-uw">„Topo-grafie”, wraz z równocześnie rozwijanym w IBL PAN projektem „Nowa Panorama Literatury Polskiej” (o którym poniżej) otworzyły w latach 2014-15 rozdział badań literaturoznawczych w polskiej humanistyce cyfrowej. Wtedy to bowiem przygotowano i upubliczniono pierwsze odsłony cyfrowe obu projektów, przez IKP UW rozwijane do 2018 r., a przez IBL PAN – do dziś (2023 r.). Projekt IKP UW był prowadzony równolegle narzędziami tradycyjnymi i cyfrowymi. Zasadnicza część owoców projektów badawczego została opublikowana w formie książkowej, w czterech tomach, poświęconych kolejno Mironowi Białoszewskiemu (Tętno pod tynkiem, Warszawa 2013), Leopoldowi Tyrmandowi (Ceglane ciało, gorący oddech, 2015), Markowi Hłasce (Sto metrów asfaltu, 2016) i Tadeuszowi Konwickiemu (Ułamek błękitu i chmur, Warszawa 2017), opatrzonych podtytułem „Warszawa… (tu nazwisko bohatera tomu)”. Składały się one z artykułów analizujących na różne sposób konteksty przestrzenne twórczości oraz biografii każdego z autorów (stworzone przez członków Pracowni Studiów Miejskich oraz zaproszonych badaczy z innych jednostek), syntetyzujących narzędzia analizy literackiej, analizy kulturowej oraz geografii kulturowej, co realizowane było w dość szerokim zakresie od tekstów mających ambicje tworzenia podstaw teoretycznych lektury topograficznej (m.in. artykuły Mikołaja Madurowicza i Elżbiety Rybickiej zawarte w tomie poświęconym Tyrmandowi) po próby szczegółowej analizy i interpretacji topograficznej tekstu literackiego (m.in. analiza Wniebowstąpienia Konwickiego dokonana przez Konrada Nicińskiego).

[caption id="attachment_13078" align="aligncenter" width="1024"] Il. 9 Topo-grafie, widok ekranu wyboru autora, oprac. graficzne Paweł Ryżko, źródło: topo-grafie.uw.edu.pl/topo-grafie[/caption]

Rozpoczęte w 2015 r. prace nad cyfrową częścią projektu poszły w nieco innym kierunku. Stworzono cztery interaktywne mapy, uzupełniające każdy z tomów, zbudowane głównie w formie map z hotspotami, zawierającymi dane dotyczące poszczególnych punktów. Od początku przyjęto założenie, że dane nie mają odwzorowywać tomów książkowych, a uzupełniać je w taki sposób, by możliwie wykorzystać specyficzne cechy narracji cyfrowej. Interaktywnym punktom na mapach towarzyszy zatem bogaty materiał ilustracyjny oraz fragmenty tekstów, wykorzystywanych do analizy w poszczególnych tomach, niekiedy trudno dostępnych (co dotyczy zwłaszcza publikacji prasowych Leopolda Tyrmanda), związanych z konkretnym miejscem. Narracja każdej z map zaproponowana jest w sposób, który odzwierciedla rozpoznania badawcze wynikające z poszczególnych tomów książkowych. W ten sposób mapa Mirona jest mocno powiązana z jego biografią i ma odzwierciedlać „życiopisanie” twórcy Teatru Osobnego; bogactwo tras odzwierciedla też „warszawskość” jego życia i prozy. Nieco inaczej w wypadku Tyrmanda, gdzie narracja mapy bardziej jest związana z tym, co opisywane, a trasy na mapie w celowo splątany sposób ukazują powtarzalność warszawskich ścieżek Tyrmanda i ich dość ograniczony zakres przestrzenny. Mapa Hłaski z kolei wychodzi poza porządek warszawski i ukazuje miasto tylko jako jeden z elementów konstelacji przestrzennej autora Cmentarzy, co jasno wynika z rozpoznań badawczych poświęconego mu tomu. W każdej z map istotną rolę odgrywa także warstwa graficzna – podstawą kartograficzną stanowią publicznie dostępne plany Warszawy z epoki PRL, którym każdorazowo nadano bardzo wyraźną i nieco dominującą nad walorami przestrzennymi oprawę graficzną, której kształt każdorazowo ma służyć przekazywaniu sugestii interpretacyjnych.</document>
<document nplp_id="12872" title="Realizacje cyfrowe zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej przy CHC IBL PAN" slug="realizacje-cyfrowe-zespolu-nowej-panoramy-literatury-polskiej-przy-chc-ibl-pan">Inną genezę miał rozpoczęty równocześnie z „Topo-grafiami” projekt Nowej Panoramy Literatury Polskiej (dalej NPLP) stworzony przy Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN[przypis]Początkowo przez czteroosobowy zespół w składzie: Bartłomiej Szleszyński, Konrad Niciński, Agnieszka Kochańska [od 2019 r. – Szulińska], Paweł Ryżko [grafik]; obecnie NPLP pracuje w składzie ośmioosobowym; od 2019 r. stałą graficzką zespołu – w miejsce Pawła Ryżki – jest Agnieszka Zalotyńska[/przypis]. Prace NPLP nigdy nie były skupione na jednorodnym projekcie badawczym; od początku celem zespołu było tworzenie różnorodnych kolekcji cyfrowych, upowszechniających aktualny stan badań literaturoznawczych w sposób możliwie atrakcyjny dla użytkowników internetu. Od początku jednak jednym z głównych celów zespołu było wykorzystanie narzędzi cyfrowych do szerszego niż w tradycyjnych badaniach ukazania topograficznych odczytań literatury. Uwidoczniło się to w decyzjach dotyczących zarówno technologii, jak i wyboru treści. W dużej mierze to konieczność cyfrowego opracowania map wpłynęła na decyzję – już w 2014 kontrowersyjną – o posadowieniu naukowej platformy na Wordpressie, który już wtedy miał opinię narzędzia stosowanego do produkcji popularnej, jednak w tamtym czasie dysponował znacznie większymi możliwościami w zakresie prezentacji map (jeśli idzie i o dostępne wtyczki, i o możliwość łatwego dopisania nowych narzędzi) niż tworzone wówczas środowiska do prezentacji treści naukowych, jak Omeka. Pierwsze dwie kolekcje dostępne na platformie nplp.pl, PrusPlus i Atlas Romantyzmu Polskiego, wykorzystywały narrację topograficzną w wyjątkowo dużym, w stosunku do praktyk polskiego literaturoznawstwa, stopniu. Jedną z trzech części kolekcji PrusPlus jest wersja online projektu Warszawy Prusa, przygotowanego pod kierunkiem Bartłomieja Szleszyńskiego i Konrada Nicińskiego w 2012 r. i wówczas wydanego po raz pierwszy w formie płyty multimedialnej (we współpracy z Narodowym Centrum Kultury), w których podstawę całej narracji stanowiły mapy opracowane graficznie przez Katarzynę Stanny na podstawie planu Warszawy z 1910 r. Z kolei Atlas Polskiego Romantyzmu był edycją premierową – pierwszą w polskim literaturoznawstwie publikacją naukową digital only i pierwszą, w której narracja topograficzna (zbudowana narzędziami cyfrowymi) stanowiła podstawę narracji i jej kompozycji. Cała narracja Atlasu Romantyzmu zbudowana jest bowiem na nawigacji za pomocą mapy – hasła są umieszczone na mapie cyfrowej w formie punktów typu hotspot, a podział na kategorie – zamiast na pojęciach silnie interpretacyjnych (jak np. Europa Środkowa), czy zależnych od zmian historycznych (jak Polska, Rosja, czy Cesarstwo Rosyjskie) – jest wyrażony językiem kartografii, tj. podziałem na południki i równoleżniki, wpasowując tym samym narracje literaturoznawcze w ramę semantyczną geografii i kartografii. Interaktywne mapy, stworzone przez kartografa Michała Siwickiego i grafika Pawła Ryżkę, stanowią także – przy wykorzystaniu narzędzi cyfrowych – podstawę narracji poszczególnych haseł Atlasu. Naukowa koncepcja kolekcji jest dziełem Marty Zielińskiej i Doroty Siwickiej, a przełożenie jej na narrację cyfrową wykonane zostało według koncepcji zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej przygotowanej we współpracy z obiema autorkami.

W kolejnych kolekcjach mapy i narracje topograficzne najczęściej odgrywały mniej kluczową rolę niż w pierwszych dwóch. Jeśli się pojawiały, to albo jako jedna z warstw narracyjnych, uzupełniająca i wzbogacająca pozostałe (jak mapy opracowane przez Agnieszkę Zalotyńską w kolekcjach Sienkiewicz Ponowoczesny i Recepcja Quo vadis we Włoszech), albo w charakterze ilustracyjno-informacyjnym, nierzadko bardziej na prawach infografiki niż mapy (mapy opracowane przez Pawła Ryżkę w kolekcjach Przestrzenie Sienkiewicza i Korzenie Janusza Korczaka). Trzecim jednak projektem Panoramy, w którym narracja topograficzna była podstawą nie tylko narracji, a całej koncepcji naukowej kolekcji, był przedstawiony w wersji pilotażowej Atlas Literatury Zagłady przygotowany pod opieką naukową Jacka Leociaka[przypis]Koncepcja cyfrowa projektu: zespół NPLP; opracowanie kartograficzne: Paweł Weszpiński, opracowanie graficzne: Agnieszka Zalotyńska[/przypis]. Tym razem topografia stanowi nie tylko podstawę narracji, ale także – koncepcji całej pracy badawczej, polegającej na topograficznej lekturze świadectw z warszawskiego getta (w kolekcji pilotażowej 17 świadectw pisanych bądź w getcie, bądź zaraz po wojnie, autorstwa m.in. Janusza Korczaka, Racheli Auerbach, Adama Czerniakowa). Koncepcja lektury i sposób opracowania map uwzględniały nie tylko dane charakterystyczne dla tradycyjnie pojętej geografii historycznej, jak historyczne położenie budynków i instytucji, ale także próby topograficznego odwzorowania subiektywnego doświadczenia, wpisuje projekt w nurt deep mapping. Od 2022 r. prace nad Atlasem Literatury Zagłady są kontynuowane; poza kolejnymi świadectwami z getta warszawskiego są opracowywane także świadectwa z getta w Łodzi.

Mapy w kolekcjach cyfrowych Nowej Panoramy Literatury Polskiej charakteryzuje duża rozpiętość formalna i strukturalna oparta na świadomym stosowaniu i różnicowaniu mechaniki i języka komunikacji wizualnej. Są tutaj zarówno mapy statyczne, jak i dynamiczne (interaktywne), uzupełniające tekst lub będące niezależną strukturą. Mapy te nie są zbiorem danych geolokalizacyjnych sporządzonych w zgodzie z systemem informacji geograficznej (GIS). Same jednak mapy mogą być (są) danymi, przekazującymi zarówno informacje historyczne, jak i koncepcje ich odczytań i interpretacji.

W będącej częścią kolekcji Prus PLUS Warszawie Prusa, na którą składają się trzy narracje mapowe, poszczególnymi opowieściami kierują osoby: Aleksander Głowacki – historyczną Warszawą drugiej połowy XIX wieku, Bolesław Prus – biografią pisarza i Stanisław Wokulski – literacką Warszawą. Mapy – kolaże to połączenie historycznych podkładów kartograficznych uzupełnionych współczesnymi ilustracjami postaci – przewodników i architektury z interaktywnymi punktami odnoszącymi użytkowników do konkretnych treści. Mapy wraz z innymi elementami tworzą multimedialną opowieść o życiu i twórczości Prusa.

[caption id="attachment_13136" align="aligncenter" width="1024"] Il. 10 Interaktywne mapy Warszawy z kolekcji Prus Plus, rys. na historycznym podkładzie: Katarzyna Stanny, źródło: nplp.pl[/caption]

Porządek osobowy to jedna z wielu możliwości prowadzenia narracji mapami. W Atlasie Polskiego Romantyzmu to przestrzeń opowiada. Otwierająca kolekcję, podzielona na obszary mapa Europy pełni funkcję interaktywnego spisu treści z zaznaczonymi miejscami (między innymi obiekty, miasta, regiony). Użytkownik decyduje co i w jakiej kolejności ogląda (czyta). Poznaje zjawiska w wymiarze przestrzennym i czasowym. Wybiera trasy, dociera do kolejnych miejsc i warstw mapy. Mapa jest tutaj podstawowym nośnikiem narracji o podróżach pisarzy, przestrzeniach, w których powstawała literatura czy dziele – to interaktywną mapą są opowiedziane Sonety krymskie, interaktywna mapa także ukazuje, jak bardzo Nowogródczyzna opisana przez Mickiewicza różni się od rzeczywistej. Gęste od danych mapy biograficzne, jak te dotyczące podróży Kraszewskiego i Niemcewicza, w tradycyjnej geografii historycznej trudno czytelne, w wersji cyfrowej zostały podzielone na sekwencje, dzięki którym to czytelnik decyduje, które partie danych w jakiej kolejności chce zobaczyć na mapie. Z kolei miejsce szczególnie bogate w dane dotyczące topografii literackiej, jak Warszawa, dostały osobne mapy, stanowiące przejście do szczegółowych haseł i tym samym pozwalające ukazać każde z nich kontekście całości przestrzeni miejskiej.

[caption id="attachment_13137" align="aligncenter" width="1024"] Il. 11 Mapy z kolekcji Atlas Polskiego Romantyzmu, oprac. graficzne Paweł Ryżko, źródło: nplp.pl[/caption]

Mapa jest interaktywnym spisem treści również w Przestrzeniach Henryka Sienkiewicza. Jest on nieco bardziej ukryty w strukturze kolekcji – prowadzi użytkowników przez Dekady, wskazując konkretne punkty (miejsca) i akcentując tym samym ich rolę w życiu i twórczości pisarza. Te zmieniające się w danej dekadzie punkty zaznaczone są na mapie z zarysowanym kształtem Europy – stałym podkładzie (karto)graficznym w poszczególnych modułach.

[caption id="attachment_13138" align="aligncenter" width="1024"] Il. 12 Interaktywna mapa Europy z kolekcji Przestrzenie Henryka Sienkiewicza, oprac. graficzne Paweł Ryżko, źródło: nplp.pl[/caption]

W kolekcji Sienkiewicz ponowoczesny mapy opowiadają między innymi o zrealizowanych, planowanych i domniemanych amerykańskich i afrykańskich podróżach pisarza. Mechanika przybliżeń map Afryki i Ameryki umożliwia użytkownikom bliższy ogląd opisywanych przez badaczy zagadnień, jak np. obszarów planowanej i zrealizowanej podróży Sienkiewicza do Interioru, czy jego domniemanej wizyty w Wyoming.
Poza mapami podróży, w kolekcji są także sekwencyjne mapy tematyczno-chronologiczne pomników i innych upamiętnień pisarza w polskiej przestrzeni publicznej. Zastosowana mechanika pozwala prześledzić chronologię i typologię pojawiających się upamiętnień Sienkiewicza w trzech przedziałach czasowych.
Poszczególne mapy Sienkiewicza ponowoczesnego są wielowarstwowe w sensie plastycznym, zawierają subtelności narysowane ręcznie i przetworzone cyfrowo, zachowując czytelność poszczególnych oznaczeń. Tworzą autorski język plastycznej wypowiedzi, dopasowany do kontekstu danego przedstawienia.

[caption id="attachment_13139" align="aligncenter" width="1024"] Il. 13 Europa z Afryką i Wyoming, mapy z kolekcji Sienkiewicz Ponowoczesny, rys. Agnieszka Zalotyńska, źródło: nplp.pl[/caption]

W Korzeniach Janusza Korczaka mapy pozwalają prześledzić losy rodziny Goldszmitów: ich warszawskie adresy, migracje, czy miejsca narodzin i śmierci. Ta ostatnia to infografika, gdzie subtelnie zarysowana prosta mapa porządkuje graficzną formę wizualizacji informacji przestrzenno-czasowej.

[caption id="attachment_13140" align="aligncenter" width="1024"] Il. 14 Infografika/mapa i mapa Warszawy z kolekcji Korzenie Janusza Korczaka, rys. Paweł Ryżko, źródło: nplp.pl[/caption]

Już sam tytuł Recepcji „Quo vadis” we Włoszech wyraźnie odsyła do konkretnej przestrzeni, widoczne jest to także w identyfikacji wizualnej kolekcji. Osią narracyjną jednego z rozdziałów jest interaktywna mapa Włoch, z poziomu której przenieść się można do wybranego fragmentu. Ponadto w kolekcji znajdują się mapy statyczne, pełniące funkcję wskaźnika, punktu orientacyjnego umiejscawiającego dany fragment na mapie Włoch.

[caption id="attachment_13141" align="aligncenter" width="1024"] Il. 15 Ikona kolekcji i interaktywna mapa Włoch z kolekcji Recepcja “Quo vadis” we Włoszech, proj. Agnieszka Zalotyńska, źródło: nplp.pl[/caption]

Atlas Literatury Zagłady realizowany z Zespołem Badań nad Literaturą Zagłady[przypis]Pilotażowa wersja z 2019 roku, w latach 2022–2027 także z zespołem Centrum Badań Żydowskich Uniwersytetu Łódzkiego.[/przypis] przy ścisłej współpracy badaczy, graficzki i kartografa to kolekcja, w której mapy są niezwykle ważnym komponentem. Prezentują doświadczenie topograficzne w czasie.
W kolekcji znajdują się mapy warszawskiego getta i okolic i całej Warszawy. Różnią się skalą i dokładnością. Mapa getta jest bardziej szczegółowa, są na niej obrysy posesji i numery. Obie posłużyły jako tło do oznaczeń na mapach statycznych i mapach dynamicznych, czyli osobowych. Mapy statyczne umieszczone są przy konkretnych fragmentach tekstów. To mapy punktowe, liniowe i obszarowe z oznaczeniami adresów, miejsc, ulic, obszarów i tras. Ze względu na historię warszawskiego getta, tj. całkowite jego zniszczenie po 1943 roku i budową w tym miejscu po 1945 r. de facto nowego miasta o siatce ulic tylko częściowo z poprzednią zbieżnej, oparcie map o technologie lokacji cyfrowej, jak GIS, od początku nie wchodziło w rachubę. Próby budowania ontologii cyfrowej zostały odrzucone, zarówno ze względu na stopień komplikacji danych, jak i na cel projektu (budowa ontologii przy tak dużej komplikacji danych oznaczałaby skupienie projektu na niej i tym samym całkowitą zmianę jego celów). Podstawą map były prace kartograficzne Pawła Weszpińskiego, na podstawie istniejących map historycznych, ale także modyfikujących je danych archiwalnych.

[caption id="attachment_13142" align="aligncenter" width="1024"] Il. 16 Statyczne mapy getta i okolic oraz Warszawy z kolekcji Atlas Literatury Zagłady, proj. Paweł Weszpiński, oprac. graficzne Agnieszka Zalotyńska, źródło: nplp.pl[/caption]

Na interaktywnych mapach osobowych poszczególne oznaczenia wyznaczają nie tylko zakres (dla danego tekstu) i skalę aktywności przestrzennej danej osoby. Dzięki podziałowi na okresy są także odwzorowaniem dynamiki zmian w getcie. Główne wydarzenia mają więc konkretną reprezentację w opisach miejsc, ale i na mapach. W tym wypadku dynamiczne sygnatury są mocniejsze niż byłby zarys zmieniających się granic getta. Kluczowym założeniem projektu było stworzenie map przekazujących subiektywne doświadczenie przestrzeni każdego spośród autorów przeanalizowanych świadectw. Stąd np. poszukiwanie (we współpracy członków zespołu NPLP z Pawłem Weszpińskim) sygnatur, które ukazywałyby na mapie mobilność narratorów, czy też przyjęcie podczas analizy świadectw (odzwierciedlonych sygnaturami) kategorii „My” i „Oni” oddzielających informacje zasłyszane przez autora świadectwa od jego osobistego doświadczenia.
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12873" title="Mapowanie cyfrowe z&amp;nbsp;perspektywy projektantki" slug="mapowanie-cyfrowe-z-perspektywy-projektantki">Poprzedni fragment

Łączenie perspektywy praktycznej i teoretycznej skłania do stałego i pogłębionego namysłu oraz bieżącej weryfikacji własnych przekonań o funkcjach i znaczeniu mapy.

W kartografii relacje nauki i sztuki rozpatrywane bywają na trzy sposoby, określane jako polaryzacja, koegzystencja i jedność (Mościbroda, 2001). Rozważania te są aktualne również w obszarze refleksji nad poszerzaniem granic definicji mapy jako takiej. Przekonanie, że to właśnie jedność formy i tematu jest kluczowa dla powstania dobrej mapy towarzyszyć będzie dalszym rozważaniom. W dobrze zaprojektowanej mapie wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać. Przy projektowaniu mapy cyfrowej należy brać pod uwagę szereg czynników, w tym jej funkcjonalność, kontekst użycia, kompetencje użytkowników, ich zaciekawienie i utrzymanie ich uwagi. Wszystko to rozgrywać się może na tle autorskich zmagań z zachowaniem równowagi pomiędzy chęcią zachowania indywidualnego stylu osoby projektującej/ rysującej/ opracowującej mapę, przy równoczesnej świadomości potrzeby stworzenia uniwersalnego języka wizualnego.

Zachowanie równowagi między formą i treścią, ale i estetyką i funkcjonalnością, wymaga często pogłębionych rozważań, badań, czy konsultacji, skłania więc do pracy zespołowej, w tym współpracy specjalistów z różnych dziedzin o szerokich kompetencjach. Zwłaszcza gdy przełożenie sytuacji przestrzennej na język plastyczny i cyfrowy ma być głównym nośnikiem treści, wymagającym połączenia szeregu zagadnień. Można dzięki temu ukazać fascynujące relacje przestrzenne, pomocne na przykład w lekturze danego tekstu, ukazać topografię utworu fikcyjnego, pomóc odczytać osobisty dokument. Czy najzwyczajniej – przystępnie opowiadać o skomplikowanych lub wąskich zjawiskach, poszerzając grono odbiorców o osoby spoza grupy docelowej.

Wizualizacja informacji przestrzennej może przybrać rozmaite formy. Kluczowy wpływ na harmonijne połączenie jej z tematem konkretnego przedstawienia ma dostosowanie do kontekstu. Istotne jest więc, czy mapa ma być „tylko” atrakcyjnym wizualnie tłem, uzupełnieniem lub ilustracją tekstu, czy też może ma być włączona do struktury danej strony lub być jej centralną częścią, spisem treści. Mechaniki, funkcje i charakter tworzonych przez mapy opowieści są zróżnicowane. Podobnie jak samo tworzywo: projektowane od podstaw, plastycznie lub techniczne opracowywane – dotyczyć to może również historycznego podkładu kartograficznego. Inne jednak wyzwania wiążą się z uzgadnianiem współczesnej mapy z mapą historyczną, inne z przełożeniem mapy na język naukowej edycji cyfrowej, jeszcze inne z mapą ilustrującą tekst. Sam wybór tworzywa mapy cyfrowej charakteryzuje niewyczerpalność możliwości. Może być to swobodne łączenie rozmaitych analogowych i cyfrowych technik, stosowanie i adaptowanie gotowych rozwiązań. Stale rozwijająca się technologia oferuje szereg rozwiązań, w tym rozbudowanych, otwartych serwisów, aplikacji lub szablonów, które można samodzielnie przetwarzać dostosowując do własnych potrzeb.

Konsekwencją doboru (wyboru) poszczególnych rozwiązań są konkretne wyzwania, ograniczenia, czy ryzyka. Zarówno na poziomie struktury, mechaniki, jak i plastyki. Do dezorientacji użytkownika doprowadzić można zarówno za pomocą nieodpowiednio zastosowanej ascetycznej formy, jak i poprzez zastosowanie kawalkady wizualnych atrakcji. Adekwatny język formalny i mechanika pozwolą jasno komunikować się mapie cyfrowej z odbiorcą, ale też utrzymać zgodność poszczególnych komponentów samej mapy.

Przykładem adekwatnego zastosowania języka formalnego są mapy w Atlasie Literatury Zagłady, gdzie przyjęta konwencja graficzna łączy estetyczną formę prezentacji przy zachowaniu użytkowej funkcji map i powagi tematu interdyscyplinarnej kolekcji cyfrowej. Kolorystyka może budzić skojarzenia z symboliką degradującej przestrzeni. W graficznym opracowaniu kartograficznego podkładu map Warszawy kluczowe było jednak dostosowanie go do specyfiki projektu cyfrowego i wymiar praktyczny – widoczność zróżnicowanych oznaczeń. Materiał wyjściowy był tutaj niezwykle precyzyjny i mocny, a język opracowania uzgodniony z kartografią. Kontekst użycia, konwencja oznaczania umożliwiły zastosowanie wybranego języka formalnego. Prace cyfrowe poprzedzone zostały szeregiem konsultacji w interdyscyplinarnym zespole i sporządzeniem analogowych szkiców koncepcyjnych.

[caption id="attachment_13144" align="aligncenter" width="1024"] Il. 17 Notatki i szkice powstałe podczas prac koncepcyjnych nad Atlasem Literatury Zagłady, mat. własne, oprac. Agnieszka Zalotyńska[/caption]

Nie sposób ująć środowiska map cyfrowych i obszaru prac nad nimi w konkretny schemat. To raczej obszar oferujący wielość rozpoznań, rozwiązań i możliwości. Podobnie jak w tradycyjnej kartografii, mapa, będąca wytworem projektanta lub artysty, operuje kolorem, kształtem, punktem, linią, płaszczyzną i typografią. Operuje także skalą. Może to robić sam użytkownik, gdy mapa jest responsywna, ale i osoba projektująca mapę na etapie tworzenia może różnicować skalę wewnątrz danej mapy (na przykład by za jej pomocą opowiadać o natężeniu danego zjawiska). Mapa cyfrowa może być dziełem zamkniętym lub otwartym, nastawionym na stałą lub określoną w czasie możliwość edycji przez twórcę lub użytkowników. W każdym przypadku dla jej odpowiedniego przeczytania (odbioru) ważna jest komunikatywność, powiązanie ze specyfiką danego tematu, stosowność wykorzystanych środków.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12874" title="Wstęp" slug="wstep-4">Portal internetowy Słownika polszczyzny XVI wieku – spxvi.edu.pl – tworzą obecnie trzy główne zasoby – słownik elektroniczny (na który składają się dwie bazy danych – indeks haseł i baza artykułów hasłowych dostępnych z poziomu indeksu), repozytorium tekstów źródłowych oraz zalążek korpusu językowego.

[caption id="attachment_13244" align="aligncenter" width="689"] Il. 1. Relacje komponentów zasobu, źródło: oprac. własne.[/caption]

Zasoby te, choć wyjściowo skoncentrowane wokół Słownika polszczyzny XVI wieku, służyć mogą różnym celom, mają zróżnicowaną historię i przewidziane dla siebie odmienne drogi rozwojowe związane z ich merytoryczną zawartością. Zależności pomiędzy nimi są obukierunkowe, a dane w nich zawarte wzajemnie się potwierdzają i objaśniają. W uproszczeniu można ich wzajemny stosunek opisać następująco: baza tekstów dostarcza materiału dokumentacyjnego dla Słownika (opartego wyłącznie na autentycznych tekstach z epoki), ustalenia zaprezentowane w Słowniku objaśniają teksty bazy. Korpus językowy również tworzony jest z materiału językowego zawartego w bazie tekstów, który opatrywany jest znacznikami przypisującymi poszczególne leksemy do formy podstawowej oraz określającymi wartość ich kategorii gramatycznej. Dane zawarte w Słowniku (i jego indeksie) stanowią punkt odniesienia dla tych ustaleń.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12875" title="Historia powstania" slug="historia-powstania">Poprzedni fragment

Baza tekstów to obecnie zbiór kilkuset tekstów XVI wiecznych zaczerpniętych z druków (a także niewielkiej liczby rękopisów) opracowanych na jednolitych zasadach. Z punktu widzenia opracowania Słownik składa się z dwóch zasobów – tzw. podstawowego kanonu źródeł oraz tekstów uzupełniających. W portalu spxvi.edu.pl udostępniono w tej chwili kanon podstawowy o objętości 56 milionów znaków[przypis]Dane te dotyczą czystego tekstu bez znaczników XML.[/przypis], jego unikatową cechą są jednolite zasady transliteracji, jakiej poddano wszystkie teksty. Transliteracja jako sposób opracowania dawnego zapisu najbliższy oryginałowi (poza jego reprodukcją w dowolnej technice), dostarcza najbardziej autentycznego materiału językowego, a jednocześnie przez wprowadzone konsekwentnie jednolite zasady umożliwia zestawianie i porównywanie materiałów zróżnicowanych chronologicznie, geograficznie, tematycznie, gatunkowo itd.

[caption id="attachment_13245" align="aligncenter" width="784"] Il. 2. Prezentacja tekstów z bazy, źródło: spxvi.edu.pl[/caption]
Historia powstania
Pierwotnie baza tekstów powstała jako materiały źródłowe dla Słownika polszczyzny XVI wieku – z założenia słownika dokumentacyjnego odwołującego się tylko i wyłącznie do tego, co poświadczone w przekazach szesnastowiecznych. Ambitnym zamiarem twórców była kompletność: „Słownik musi tak sobie ułożyć listę źródeł, by móc sformułować uzasadnione przekonanie, iż odwołał się do wszelkich możliwych zadokumentowanych zastosowań języka. [...] Zdajemy sobie sprawę, że postulat kompletności słownictwa jest oczywista tym ideałem, którego żadna praktyka zrealizować nie może.” (Wstęp. Charakter „Słownika” 1956, VII).
Dobór tekstów
Dążąc do spełnienia postulatu kompletności (realistycznie ograniczonego do „szeroko rozumianego centralnego zasobu słownikowego” – Wstęp. Charakter „Słownika” 1956, XIII), wyłoniono zespół tekstów stanowiących bazę materiałową Słownika, na którą składają się 272 jednostki (w tym wiele drobnych i nie stanowiących wyodrębnionej samodzielnej jednostki edytorskiej, takich jak wstępy, dedykacje itp.), dbając w miarę możności (znacząco ograniczonej w wypadku tak odległej epoki) o ich reprezentatywność regionalną, chronologiczną, gatunkową itd. Wstępnie przyjęto zasadę reprezentacji statystycznej – dla tekstów powyżej 150 tysięcy znaków założono włączenie do bazy tekstów tylko 50% ich objętości, a powyżej 300 tysięcy znaków zaledwie 20%. Zasada ta jednak w toku badań upadła, w hołdzie dla „wybitnych indywidualności, którym przypisuje się odzwierciedlanie głównego toru rozwojowych tendencji języka” (Mayenowa 1966, IX) (dlatego wprowadzono np. w 100% liczącą ponad dwa i pół miliona znaków Kronikę M. Bielskiego) oraz „powiązanie z serią Biblioteka Pisarzy Polskich Instytutu Badań Literackich, zawierającą pełne wykazy słów użytych w tekście, [które] kazało się wycofać w praktyce z dotychczasowej metody opracowania próbek statystycznych” (Mayenowa 1966, XII).
Metody opracowania
Wyłoniony w latach pięćdziesiątych kanon tekstów szesnastowiecznych przepisano stosując transliterację (skrócone zasady transliteracji – patrz: Instrukcja do zbierania materiałów 1956, XXI-XXII, także: Górski i in.1955[przypis]Twórcy Słownika (m.in. S. Hrabec, W. Kuraszkiewicz, W. Taszycki, S. Saski, S. Rospond, a przede wszystkim M.R. Mayenowa i F. Pepłowski) uczestniczyli także w dyskusjach, ustalaniu zasad i przygotowaniu tej publikacji, Zasad wydawania tekstów staropolskich. Projekt.[/przypis], 52-63). Techniczne szczegóły omawia Instrukcja do zbierania materiałów dla kartoteki „Słownika polszczyzny XVI wieku” (1956, XX-XXI), wytypowane teksty przepisano na maszynie w postaci tzw. „matryc” – kart A4 podzielonych na 4 części i skopiowanych (metodą powielaczową) co najmniej tyle razy ile form wyrazowych wyróżniono w tekście na powstałej w ten sposób karcie. Pocięte karty utworzyły fiszki do kartoteki materiałowej Słownika.

[caption id="attachment_13246" align="aligncenter" width="1301"] Il. 3. Pohasłowane fiszki w kartotece Słownika i przykład matrycy, z której je uzyskano, źródło: archiwum pracowni.[/caption]

Jednocześnie stworzono również biblioteczkę tzw. egzemplarzy archiwalnych – transliterowanych, przepisanych maszynowo i powielonych tekstów w oprawach introligatorskich, które stanowią do dziś jeden z podstawowych zasobów pomocniczych w Pracowni Słownika Polszczyzny XVI wieku. Ich objętość ocenia się na około 41 tysięcy stron maszynopisu, jest to z pewnością najobszerniejszy zbiór jednolicie opracowanych polskojęzycznych tekstów dawnych. Zróżnicowany, lecz obejmujący przy tym sztandarowe zabytki literackie XVI wieku, a przynajmniej reprezentacyjne przykłady twórczości piśmienniczej tego okresu. Pozostając jednak wewnętrznym dokumentem Pracowni, stopniowo ulegał zapomnieniu w środowisku naukowym poza nią, a w toku stałego użytkowania także degradacji.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12876" title="Historia digitalizacji" slug="historia-digitalizacji">Sporządzona w latach 50. XX wieku baza materiałowa po latach użytkowania zaczęła coraz bardziej przejawiać objawy zużycia. W najbardziej używanych egzemplarzach archiwalnych papier kruszył się już podczas przekładania stron. Rozważano więc różne metody ratowania tego zasobu, by mógł on dalej służyć w pracach redakcyjnych nad słownikiem. Gdy techniki komputerowe zaczęły coraz śmielej wchodzić w świat humanistyki i otwierać przed nim nowe możliwości, naturalną stała się idea przeniesienia bazy tekstów do postaci cyfrowej. Postać papierowego pierwowzoru niejako narzuciła zasadnicze elementy digitalizacji. Pierwsza dekada XXI wieku dała humanistyce możliwość traktowania tekstów jako swoistej bazy danych, o ile będą one w odpowiedni sposób wyposażone w metadane. Standardem w humanistyce stał się format XML, zwłaszcza odpowiednio przygotowany do celów kodowania tekstów zestaw zaleceń TEI (TEI Guidelines) (por. Prinke 2000, s. 120-191). W oparciu o TEI utworzono zestaw tagów pozwalających na kodowanie tekstów XVI-wiecznych, po wdrożeniu którego baza tekstowa słownika stawała się zestawem danych nadających się do maszynowego przetwarzania. W latach 2012-2017 prowadzono prace nad Korpusem polszczyzny XVI wieku. Jednym z podstawowych zadań tego projektu była digitalizacja tekstów z podstawowego kanonu źródeł słownika. W efekcie powstała największa elektroniczna baza tekstów polskich z XVI wieku.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12877" title="Zastosowane rozwiązania" slug="zastosowane-rozwiazania">Baza tekstów dostępna jest jako element serwisu internetowego Słownika polszczyzny XVI wieku. Poszczególne teksty były przygotowywane w specjalnie zaprojektowanym edytorze, zdolnym zapisywać pliki w formacie XML z zastosowaniem wybranego zestawu znaczników TEI opisującego strukturę typograficzną tekstu. Teksty mają postać transliterowaną z możliwie najbardziej wiernym odtworzeniem cech oryginału. Podstawą opracowań są zabytki językowe wymienione w podstawowym spisie źródeł Słownika we wstępie do tomu I, gdzie podane są dokładne dane bibliograficzne z sygnaturą biblioteczną oryginału (Bibliografia kanonu źródeł „Słownika” 1966, XLIV-CI).</document>
<document nplp_id="12879" title="Sposoby wykorzystania" slug="sposoby-wykorzystania">Dzięki możliwie najwierniejszemu oddaniu typografii tekstu baza może służyć różnym wyrafinowanym zadaniom. Dla zasobu tego zaplanowano konkretne sposoby wykorzystania w ramach platformy spxvi.edu.pl, ponieważ jednak jest ona udostępniana jako zasób otwarty na licencji Creative Commons, przewidywane jest także jej wykorzystanie w innych przedsięwzięciach badawczych.
Słownik i korpus polszczyzny XVI wieku
Początkowo podstawową racją istnienia bazy tekstów XVI wiecznych (także w wersji papierowej) był Słownik polszczyzny XVI wieku, zdeponowane w bazie teksty były poddane wnikliwej korekcie, zatem z powodzeniem mogą służyć jako źródło przykładów, które są nieodłączną częścią artykułu hasłowego. Zanim powstała baza tekstów, każdy cytowany w hasłach fragment musiał być kolacjonowany z oryginałem. Nierzadko jeden fragment cytowany jest w słowniku po kilka razy i za każdym razem poddawany był kontroli. Obecnie elektroniczna baza tekstów pozwala pominąć tę powtarzalną czynność. Łatwiejsze jest również odniesienie do szerszego kontekstu podczas ustalania form fleksyjnych i semantyki danego leksemu lub kolokacji.

Podstawowym celem powstania bazy tekstów jako zasobu cyfrowego jest utworzenie w dalszej kolejności korpusu językowego, który ma stać się narzędziem do badania XVI-wiecznego języka polskiego.
Edycje
Jednym z możliwych zastosowań bazy jest użycie jej zasobów jako podstawy edycji tekstów z XVI wieku. Od najprymitywniejszych zastosowań, jakimi mogłoby być pobranie całości lub fragmentu tekstu w celu dalszej pracy nad nim (np. przygotowania wersji transkrybowanej), zarówno do edycji tradycyjnej, jak i cyfrowej, do bardziej wyrafinowanych, jak wykorzystanie w opracowaniu komentarzy językowych i historycznoliterackich.

Wyjątkowym przykładem takiego wykorzystania jest edycja krytyczna dzieł Jana Kochanowskiego (tzw. edycja sejmowa), którą celem dokończenia wznowiono po 14 latach. Program edytorski, kontynuujący założenia serii Biblioteka Pisarzów Polskich jest obszerny i wymagający dla edytorów i czytelników. Jedną z jego charakterystycznych cech jest konstrukcja komentarza – określanego przez twórców jego koncepcji komentarzem źródłowym – każdy objaśniany leksem czy frazeologizm ilustrowany jest, jeśli to tylko możliwe, cytatem z epoki zaczerpniętym z tekstu innego niż Kochanowski autora (por. Mayenowa, Woronczak 1983, 45-48, 56), dzięki czemu język ojca poezji polskiej interpretowany jest na tle danych z epoki. „Odpowiadamy zatem na pytanie, co znaczy dany wyraz, dany frazeologizm, dana struktura składniowa nie tyle przez wypisanie wyrazu nam współczesnego a bliskoznacznego, ile przez próbę odpowiedzi na pytania o: 1. częstość lub rzadkość wyrazu, 2. charakter jego łączliwości, 3. zgodność lub niezgodność wyrazu [...] z normą, 4. stopień zadomowienia [...]. Na cały szereg pytań jesteśmy w stanie odpowiedzieć dziś w sposób lepiej uzasadniony niż przed laty dzięki dużemu zbiorowi materiałów zgromadzonych w kartotekach Sł. XVI” – pisali autorzy Wprowadzenia wydawniczego do edycji „Dzieł wszystkich” Jana Kochanowskiego w 1983 roku (Mayenowa, Woronczak, 47).

[caption id="attachment_13247" align="aligncenter" width="959"] Il. 4. Dokończenie Wydania sejmowego Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego, źródło: archiwum pracowni.[/caption]

Na początku prac analiza kontekstu twórczości Kochanowskiego polegała na żmudnym przeglądaniu kartoteki Słownika w poszukiwaniu adekwatnego materiału porównawczego, obecnie danych dostarcza baza tekstów lub hasła Słownika udostępniane na portalu spxvi.edu.pl, nawet proste opcje wyszukiwania, z jakich można w nim korzystać, pozwalają łatwiej uzyskać (bez wizyty w pracowni czy wertowania tomów papierowych) bardziej zróżnicowane dane językowe, które stanowić mogą tło dla polszczyzny Kochanowskiego.
Możliwość analizy tekstu na tle porównawczym
Obszerność bazy i jej jednolitość (zgodne zasady transliteracji w całym zasobie) pozwala także na korzystanie z jej materiałów jako tła porównawczego. Można na jej materiałach przeprowadzać badania nad indywidualnym językiem pisarzy, niejednokrotnie w bazie można odnaleźć całość zachowanej polskojęzycznej spuścizny danego twórcy (Biernat z Lublina, J. Kochanowski) lub jej zdecydowaną większość (M. Bielski, Ł. Górnicki, St. Orzechowski, M. Rej). Podobnie można wyróżniać dla potrzeb porównawczych zespoły tekstów reprezentujących region, gatunek, okres, oficynę wydawniczą itp.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12880" title="Plany rozwoju" slug="plany-rozwoju">Ograniczenie bazy wyłącznie do tekstów znajdujących się w wykazie źródeł podstawowych Słownika polszczyzny XVI wieku od samego początku nie było intencją jej powstania. W założeniu baza aspiruje do możliwie najpełniejszego repozytorium tekstów XVI-wiecznej polszczyzny przygotowanych w jednolity sposób. Obecnie pracownia rozpoczyna drugi etap prac nad bazą i korpusem. Etap ten zakłada m.in. poszerzenie bazy o wybrane teksty ze zbioru tekstów uzupełniających. Rozwijana natomiast będzie platforma zasobu, która ułatwi dodawanie kolejnych tekstów do bazy w późniejszym czasie.

Niezwykle istotnym elementem bazy tekstów ma się stać dodatkowa warstwa transkrypcji dodana do każdego tekstu transliterowanego. Warstwa ta ułatwi m.in. tworzenie korpusu czy zautomatyzowane przeszukiwanie zarówno poszczególnych tekstów, jak i całej bazy. Możliwa stanie się również analiza stylometryczna tekstów XVI-wiecznych oraz weryfikacja poprawności działania narzędzi stylometrycznych w kontekście analizy tekstów dawnych.

Narzędziem, które pozwoli na pełniejsze i bardziej wyrafinowane wykorzystanie bazy tekstów, będzie wyszukiwarka. Obecnie baza nie oferuje tego typu narzędzia, a ciągi znaków można odnaleźć jedynie w obrębie tekstu aktualnie wyświetlanego w przeglądarce za pomocą wbudowanego mechanizmu wyszukiwania na stronie. W przyszłości ma się to zmienić. Baza będzie wyposażona w wyszukiwarkę działającą na całej bazie, a wyniki wyszukiwania będzie można zawężać na podstawie zadanych kryteriów wykorzystujących metadane i anotację. Wyszukiwarka ponadto będzie działać na warstwie transkrypcji, co pozwoli na uzyskanie maksymalnej liczby wyników.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12881" title="Historia powstania" slug="historia-powstania-2">Poprzedni fragment

Słownik polszczyzny XVI wieku to historyczny słownik dokumentacyjny, tworzony w znacznej części z zastosowaniem metod tradycyjnych (z użyciem fiszek materiałowych) i publikowany również w tradycyjnej papierowej wersji. Obecnie udostępniany także w postaci plików DjVu w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej, plików pdf on line  w Repozytorium Cyfrowym Instytutów Naukowych oraz bazy haseł słownika elektronicznego. Kolejne tomy i hasła opracowywane są na podstawie jednolitej metodologii, z zastosowaniem stałej struktury hasła na podstawie Instrukcji redakcyjnej przygotowanej przez Krystynę Wilczewską. Wszelkie wnioski dotyczące dawnej polszczyzny, przedstawiane w postaci haseł słownikowych, oparte są jedynie na materiale językowym pochodzącym z bazy tekstów [zob. il. 5.] (z tego powodu np. paradygmaty odmiany podawane w hasłach Słownika są niepełne).

[caption id="attachment_13248" align="aligncenter" width="402"] Il. 5. Przykład fiszki z kartoteki Słownika, źródło: archiwum pracowni.[/caption]

Słownik polszczyzny XVI wieku stanowi jedno z ogniw założenia leksykograficznego stawiającego sobie za zadanie opis polszczyzny od pierwszych znanych zapisów (czym zajmował się Słownik staropolski) poprzez epokę średniopolską w rozwoju języka (Słownik polszczyzny XVI wieku i Słownik języka polskiego XVII i XVIII wiek) po współczesność (Hrabec 1966, V). Inicjatorką podjęcia prac i utworzenia pracowni leksykograficznej w IBL PAN była Maria Renata Mayenowa, w opracowaniu założeń wstępnych wzięły udział największe autorytety badań językoznawczych i historycznojęzykowych epoki: S. Bąk, S. Hrabec, W. Kuraszkiewicz, S. Rospond, W. Taszycki. W założeniu słownik miał służyć zarówno językoznawcom jak i literaturoznawcom, stąd jego bardzo ambitne założenia (z których pewnej części nie udało się zrealizować lub ich realizację zarzucono) (zob. Mayenowa 1966). W roku 1956 opublikowany został zeszyt próbny Słownika, którego zawartość została poddana szerokiej dyskusji w gronie badaczy języka i literatury (zob. np. Słownik polszczyzny XVI wieku. Uwagi i recenzje), w ich wyniku dokonano pewnych zmian w założeniach badawczych, aby po okresie prawie dwudziestoletnich przygotowań [zob. 1.] opublikować w 1966 roku pierwszy tom Słownika polszczyzny XVI wieku.</document>
<document nplp_id="12882" title="Historia digitalizacji" slug="historia-digitalizacji-2">Na przełomie XX i XXI w. techniki komputerowe coraz szerzej wkraczały do badań humanistycznych, otwierając nowe możliwości przetwarzania danych. Początkowo komputery dokonały rewolucji w przygotowaniu publikacji do druku i przez wiele lat w humanistyce wykorzystywane były wyłącznie jako zaawansowana maszyna do pisania. Podobnie w Pracowni Słownika Polszczyzny XVI w. tradycyjne maszyny do pisania zostały wyparte przez komputery, które pozwalały na przygotowanie haseł słownika w formacie wykorzystywanym w poligrafii. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaawansowanie techniki komputerowej pozwoliło na snucie planów bardziej zaawansowanego ich użycia w odniesieniu do słownika. W środowisku naukowym pojawiły się dość radykalne postulaty dotyczące słowników naukowych, w tym także Słownika polszczyzny XVI wieku – „słowniki dokumentacyjne mogłyby bez większych strat dla nauki zostać zastąpione elektronicznymi korpusami tekstów” (Żmigrodzki 2005, s. 9). Realizacja tego postulat, który nawet jego autorowi jawił się jako nadmiernie radykalny (Żmigrodzki 2005, s. 12), nie wymagała jednak wcale „złożenia ofiary” ze słownika (czyli zastąpienia go), a digitalizacja (a także udostępnienie) bazy źródłowej mogła tylko mu się przysłużyć.

Początki idei cyfrowej wersji słownika sięgają lat 90-tych ubiegłego wieku. Komputery jednak przez długie lata były wykorzystywane wyłącznie do edycji haseł, a priorytetem była praca nad kolejnymi tomami Słownika w wersji drukowanej. Dynamicznie rozwijająca się branża komputerowa tworzyła tymczasem kolejne możliwości wyrafinowanego wykorzystania nowych technologii. Myśl o udostępnieniu SPXVI w internecie sięga roku 2001. Z inicjatywą wystąpili wtedy Janusz S. Bień i Krzysztof Szafran, którzy za pośrednictwem Zygmunta Saloniego skontaktowali się z prof. Franciszkiem Pepłowskim ówczesnym kierownikiem pracowni i nieformalnym, acz faktycznym redaktorem naczelnym Słownika. O potrzebie i ewentualnej metodzie digitalizacji SPXVI wspomniał także T. Piotrowski na konferencji w Budapeszcie w 2005 r. (Piotrowski, Szafran 2005). Istotny zwrot nastąpił 21 lutego 2006 r., kiedy to w siedzibie Instytutu Badań Literackich PAN odbyło się zebranie Komitetu Redakcyjnego SPXVI z gościnnym udziałem J.S. Bienia, na którym zapadły dwie decyzje. Pierwsza o udostępnieniu w internecie I tomu, który został przygotowany w pracowni (skany i konwersja na format DjVu) oraz przez prof. Bienia (strona internetowa wyposażona w prosty indeks), i który opublikowano w sieci 9 kwietnia 2006 r. pod niedziałającym już adresem www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/SpXVIw/. Druga – o tworzeniu w przyszłości wersji elektronicznej równolegle z papierową.
Kopia cyfrowa Słownika polszczyzny XVI wieku w bibliotece cyfrowej i związane z nią narzędzia
IBL PAN podpisał z Kujawsko-Pomorską Biblioteką Cyfrową umowę dotyczącą digitalizacji i opublikowania w internecie pozostałych wydanych drukiem tomów. Wszystkie opublikowane tomy Słownika wraz z zeszytem próbnym od 2008 r. udostępniane są pod adresem kpbc.umk.pl/dlibra/publication?id=17781. Skany wykonane przez KPBC z różnym (raczej miernym) skutkiem poddano optycznemu rozpoznaniu tekstu OCR. Głównym argumentem przemawiającym za takim sposobem digitalizacji była szybkość realizacji tego projektu – dzięki niemu Słownik wzbogacił się o wersję dostępną przez Internet w ciągu kilku miesięcy, jednocześnie od razu zakładano, że jest to tylko pierwszy krok na drodze do stworzenia słownika elektronicznego.

Warstwa tekstowa Słownika została później skonwertowana do formatu korpusu przez Jakuba Wilka (tomy 1-34) i Krzysztofa Szafrana (tom 35). Korpusem tym zarządza wyszukiwarka Poliqarp przystosowana do tego zadania w Katedrze Lingwistyki Formalnej UW szukajwslownikach.uw.edu.pl/slownik-polszczyzny-xvi-wieku/. Dzięki niej możliwe stało się efektywne przeszukiwanie zawartości udostępnionych w formacie DjVu materiałów o objętości około 3,5 tysiąca arkuszy wydawniczych (17,5 tysiąca stron wydruku dwuszpaltowego w formacie zbliżonym do A4). Korpus liczy ok. 33 mln segmentów, a ostatni raz aktualizowany był 20 marca 2012 r. i nie zawiera danych od 36 tomu.
Pierwsza koncepcja elektronicznej wersji Słownika polszczyzny XVI wieku (koncepcja K. Szafrana)
Niezmiernie ważnym faktem była publikacja w 2007 r. pracy K. Szafrana Analiza i formalny opis struktury „Słownika polszczyzny XVI wieku” (Szafran 2007). Autor przedstawił spójną koncepcję digitalizacji artykułów hasłowych SPXVI za pomocą powszechnie dostępnych, darmowych narzędzi informatycznych. Zaprezentowany formalizm opiera się na opisie danych słownikowych przez tagi języka XML (eXtensible Markup Language). Praca Szafrana dała impuls do podjęcia prób zastosowania tego formalizmu w praktyce. Próby praktycznego zastosowania zaproponowanego przez autora rozwiązania pozwoliły bardziej precyzyjnie zastanowić się nad założeniami wersji elektronicznej SPXVI. Stosując stopniowanie typów digitalizacji wyróżnione przez P. Żmigrodzkiego (Żmigrodzki 2008, s. 102-103), wydaje się, że najbardziej pożądanym efektem prac cyfryzacyjnych jest zbiór plików tekstowych z możliwie najpełniej opisanymi danymi zawartymi w artykułach hasłowych, które później można poddać wyrafinowanym kwerendom. Zastosowanie języka XML do opisu struktury artykułu hasłowego Słownika wydaje się naturalne, gdyż jest to obecnie najpowszechniej stosowany język opisu danych tekstowych, a w szczególności danych leksykograficznych. XML jest elastyczny i można dowolnie tworzyć jego subkody. Takim zunifikowanym subkodem języka XML, służącym do opisu danych w humanistyce w ogóle, jest formalizm opracowany przez TEI (Text Encoding Initiative). W zbiorze zaleceń TEI (TEI Guidelines) poświęcono miejsce również opisowi danych leksykograficznych. Jednak – co dowodzi K. Szafran – zastosowanie znaczników TEI w przypadku haseł Słownika polszczyzny XVI wieku jest problematyczne. Zestaw zdefiniowanych elementów sprawdza się jednakże w przypadku słowników o dość prostej strukturze artykułu hasłowego, dla haseł o rozbudowanej i zmiennej w zależności od frekwencji i funkcji strukturze jest on niewystarczający (por. Szafran 2007, s. 21).

Szafran w swojej pracy zrezygnował z proponowanego przez TEI zestawu znaczników XML jako zbyt ograniczonego dla zróżnicowanej i skomplikowanej struktury artykułu hasłowego i w oparciu o własne studia nad Słownikiem i instrukcją redakcyjną (Wilczewska 1976) na przykładzie kilku haseł opracował dla haseł SPXVI oryginalny formalizm zapisany w formacie DTD (Document Type Definition) (Szafran 2007). Zaletą takiego rozwiązania jest możliwość opisania (otagowania) wszystkich elementów bardzo złożonego artykułu hasłowego. Rezultatem pracy Szafrana jest zbiór 252 elementów XML i licznych ich atrybutów oraz zestaw encji znakowych zdefiniowanych w DTD o listingu liczącym ponad 1000 wierszy. Przy tym poziom zagnieżdżenia niektórych elementów jest dość znaczny. Autor dążył do formalnego opisu najdrobniejszych szczegółów artykułu hasłowego, jednakże zasady redakcyjne Słownika pozostawiają autorom haseł pewną dowolność w tworzeniu grup semantycznych, składniowych, frazeologicznych czy funkcjonalnych, co zwykle podyktowane jest szczególnymi właściwościami opracowywanego leksemu (odnosi się to zwłaszcza do leksemów formalnych: przyimków, spójników, partykuł itp.). Powoduje to w zasadzie brak możliwości określenia z góry wszystkich elementów hasła. Próby zastosowania tego DTD w praktyce okazały się w związku z tym mało efektywne. W pracowni powstał specjalny edytor stosujący formalizm Szafrana, ale próby kodowania w nim haseł okazały się skomplikowane i czasochłonne. Badano zarówno możliwości kodowania już istniejących haseł, jak i przydatność w procesie przygotowywania artykułu hasłowego do druku. W szczególności problematyczne okazało się tworzenie mocno zagnieżdżonych grup znaczeniowych i ich numerowanie, które w schemacie Szafrana odgrywa porządkującą rolę, na co zwrócił uwagę Z. Saloni w recenzji tej pracy (Saloni 2009, s. 359). W wyniku tych prób zapadła decyzja o uproszczeniu schematu XML dla artykułu hasłowego, by dało się go zastosować do haseł różnego typu i objętości. Zdecydowano również, że próbny edytor będzie rozwijany, a jego obsługa zostanie maksymalnie uproszczona – mając w planach retrodigitalizację opublikowanych w wersji papierowej haseł, zakładano zatrudnianie osób spoza pracowni nawet mało doświadczonych w leksykografii.</document>
<document nplp_id="12883" title="Zastosowane rozwiązania" slug="zastosowane-rozwiazania-2">Ostatecznie dla elektronicznej wersji Słownika polszczyzny XVI wieku został opracowany prostszy i bardziej elastyczny w stosunku do proponowanego przez Szafrana formalizm (DTD zawiera tylko 57 elementów), który został użyty do testowego otagowania materiału XXXV tomu Słownika, a którego podstawowymi założeniami są łatwość znakowania i czytelna prezentacja danych w internecie. Z uwagi na potrzebę jak najprostszego opisu pełnej struktury artykułu hasłowego nie zdecydowano się jednak na zastosowanie zaleceń TEI. Poszczególne elementy główne odzwierciedlają zasadniczy podział na rubryki i w razie potrzeby mogą występować fakultatywnie, natomiast grupy znaczeniowe, zawierające wszystkie potencjalne rubryki wewnętrzne, mogą być zagnieżdżane w sobie rekursywnie, co zapewnia zdolność tworzenia nawet bardzo skomplikowanych schematów znaczeniowych dla hasła przy jednocześnie dość prostym DTD. Dodatkowym atutem tego formalizmu jest możliwość etapowego (od ogółu do szczegółu) prowadzenia prac digitalizacyjnych.

W ramach realizacji projektu słownikowego w latach 2013-2018 rozwijano specjalny edytor, który powstał wcześniej dla prób zastosowania schematu Szafrana. Zaimplementowano w nim nowy, uproszczony formalizm oraz dopracowano interfejs użytkownika, który miał pozwalać na wygodne wprowadzanie oraz tagowanie istniejących i nowych haseł. Było to o tyle ważne, że do wykonania digitalizacji poza redaktorami haseł Słownika zatrudniono także osoby spoza pracowni, które po przeszkoleniu były w stanie prawidłowo identyfikować i oznaczać poszczególne elementy artykułów hasłowych.

Ponieważ digitalizacja Słownika nie należy do zadań statutowych IBL realizowanych w pracowni, prace postępowały stopniowo w zależności od pozyskiwanych dodatkowych środków finansowych. W latach 2014–2018 przeprowadzono retrodigitalizację haseł z zakresu A – NIĆ, w roku 2020 rozpoczęto realizację projektu obejmującego m.in. dokończenie retrodigitalizacji haseł z zakresu NIE – P’ (w toku). Równolegle prowadzona jest digitalizacja bieżąca (zakres R – S). W wyniku retrodigitalizacji oraz digitalizacji bieżącej w elektronicznej wersji Słownika znajduje się obecnie ponad 54,5 tys. artykułów hasłowych.

Słownikowa część serwis internetowego spxvi.edu.pl opiera się na trzech zasadniczych elementach, którymi są indeks haseł, artykuły hasłowe zdeponowane w bazie danych w formacie XML oraz zarządzająca tym aplikacja internetowa.   

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13249" align="aligncenter" width="1120"] Il. 6. Rozwój wersji elektronicznej Słownika polszczyzny XVI wieku, źródło: oprac. własne.[/caption]
Indeks
Porządkującą rolę w systemie elektronicznego słownika odgrywa indeks haseł umieszczony w oddzielnej tabeli bazy danych (MySQL). Każde hasło jest osobnym rekordem w tabeli, co wymusiło pewne uproszczenia i optymalizacje w systemie haseł i odsyłaczy. Obecnie system ten liczy sześć formalnych typów haseł. Aplikacja zarządzająca indeksem dokonuje sprawdzenia bazy danych z artykułami hasłowymi i generuje linki do istniejących w bazie artykułów.

[caption id="attachment_13250" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7. Przykład wyniku wyszukiwania haseł w indeksie wersji elektronicznej Słownika, źródło: spxvi.edu.pl[/caption]

Indeks wyposażony jest w prostą wyszukiwarkę haseł pozwalającą na wyszukanie w bazie zadanego ciągu znakowego. Można przy tym określić jedną z trzech pozycji tego ciągu w szukanych hasłach – na początku, w środku i na końcu wyrazu.

[caption id="attachment_13251" align="alignleft" width="300"] Il. 8. Opcje filtrowania wyników wyszukiwania haseł w indeksie, źródło: spxvi.edu.pl[/caption]

Ponadto możliwe jest zawężenie przeszukiwanego zbioru do jednego typu haseł – hasła zwykłe, warianty/odsyłacze, hasła słownikowe, odsyłacze słownikowe, hasła prawdopodobne i hasła prawdopodobne słownikowe. Wyniki kwerendy można wyświetlić w porządku a fronte oraz a tergo. Obecnie aplikacja internetowa wyświetla listę haseł z podaną informacją o typie hasła, jego kanoniczności, czyli pochodzeniu materiału z kanonu źródeł, dla którego podawana jest statystyka. Ponadto wygenerowana lista zawiera informacje o istnieniu wątpliwości co do formy podstawowej, dla haseł tzw. kanonicznych podawana jest frekwencja (dla haseł spoza kanonu źródeł podano frekwencję „0”), zweryfikowane hasła zwykłe wyposażone są w dane o kategorii gramatycznej, zaś kolumna „uwagi” może zawierać różne dane, przede wszystkim warianty hasła, odsyłacze do hasła głównego czy proweniencję haseł słownikowych. Dla haseł, które nie zostały jeszcze zredagowane bądź zdigitalizowane, aplikacja tworzy krótką informację pobierając dane (m.in. o frekwencji) z tabeli indeksu.

[caption id="attachment_13252" align="aligncenter" width="1024"] Il. 9. Informacja o braku artykułu hasłowego dla szukanego hasła, źródło: spxvi.edu.pl[/caption]

&amp;nbsp;
Baza artykułów hasłowych
Tekst artykułu hasłowego ma format XML, a jego walidację zapewnia specjalny edytor, który pozwala zarówno tworzyć nowe artykuły hasłowe, jak i digitalizować teksty pozyskane przez skanowanie i OCR wydanych drukiem tomów lub przez konwersję plików poligraficznych. Gotowy plik z artykułem hasłowym trafia jako kolejny rekord do bazy danych. Zasadnicze prace digitalizacyjne skupiają się jednak na wypełnianiu danymi bazy artykułów hasłowych. Początkowo na materiale tomu XXXV próbnie wykonano konwersję z formatu poligraficznego programu Kombi, który od 2003 roku służy w pracowni do przygotowania składu drukarskiego kolejnych tomów słownika. Ze względu na specyfikę formatu plików programu Kombi zachodzi konieczność konwersji pośredniej na format RTF (Rich Text Format). Kombi pozwala bez trudu zapisać pliki w formacie RTF. Pliki pośrednie z kolei łatwo dają się otwierać w edytorze haseł przygotowanym przez współpracującego z pracownią informatyka. W edytorze haseł plik podlega znakowaniu tagami XML, przy czym użytkownik nie ma kontaktu z surową strukturą pliku w formacie XML, lecz widzi tylko graficzną reprezentację znaczników w postaci ramek. Ułatwia to śledzenie struktury hasła, zwłaszcza zagnieżdżenia poszczególnych grup i rubryk artykułu hasłowego. Po imporcie do edytora tekst artykułu hasłowego automatycznie opatrywany jest głównym elementem, którego atrybuty nadpisują dane hasła znajdujące się w indeksie, jednocześnie każda ich zmiana powoduje aktualizację danych w indeksie, co zapewnia spójność danych w systemie. Artykuły hasłowe za pomocą systemu linków pozwalają na budowanie sieci połączeń między hasłami.
Aplikacja
Wszystkie dane gromadzone są w relacyjnej bazie danych, którą zarządza aplikacja internetowa napisana w języku Python i działająca pod kontrolą frameworku Django. Dzięki szablonom XSLT (eXtensible Stylesheet Language Transformations) i XSL-FO (eXtensible Stylesheet Language Formatting Objects) możliwa jest prezentacja wybranego hasła na stronie internetowej oraz wygenerowanie pliku PDF (Portable Document Format) zawierającego dane hasło w postaci zbliżonej do wersji drukowanej Słownika. Otagowane artykuły hasłowe umożliwiają aplikacji wyświetlanie danych w specjalny sposób. Domyślne jest np. formatowanie tabeli z paradygmatem form fleksyjnych dla leksemów odmiennych, a także generowanie spisu treści ukazującego strukturę znaczeniową hasła i jednocześnie stanowiącego system linków do poszczególnych znaczeń, co ułatwia korzystanie z dużych haseł i jednocześnie jest spełnieniem postulatów Z. Saloniego dotyczących niezbyt przejrzystych graficznie artykułów hasłowych w wersji drukowanej słownika (Saloni 2009, s. 358).</document>
<document nplp_id="12884" title="Sposoby wykorzystania" slug="sposoby-wykorzystania-2">Objaśnianie
Od dawna i zgodnie z zamierzeniami twórców Słownik wykorzystywany jest jako źródło pomocnicze w badaniach historycznojęzykowych i historycznoliterackich nad wiekiem XVI, czego wyrazem (żeby sięgnąć do najnowszych) edycje tekstów (np. Artomius 2021, Rej 2022) czy opracowania (np. Michalska-Górecka 2021). Także dla edycji tekstów z epok późniejszych stanowić może istotne wsparcie, przykładowo przy opracowywaniu wierszy weselnych z przełomu XVII i XVIII wieku dopiero hasło OKO ze Słownika pozwoliło odnaleźć i ustalić znaczenie frazeologizmu „okiem przenosić” użytego przez Piotra Szenknechta w 1709 roku (Jarmark 2020, 62), nieodnotowanego w Słowniku języka polskiego S.B. Lindego.
Interpretacja
Materiały zaczerpnięte ze Słownika służą też wywodom hermeneutycznym, szczególnie obrazowy przykład stanowi tu artykuł E. Cybulskiej-Bohuszewicz Mars za Wenerą skryty. „Argumentację opieram na materiałach stanowiących kartotekę Słownika polszczyzny XVI wieku” – pisze badaczka już na pierwszej stronie swej prawie czterdziesto stronicowej rozprawy, by w jej toku powołać się wielokrotnie na hasła słownika i słownika elektronicznego oraz materiały redakcyjne (wstępnie zredagowane hasła oraz wyekscerpowane i pohasłowane fiszki z kartoteki) w celu szczegółowej analizy filologicznej i na jej podstawie przeprowadzonego wnioskowania prowadzącego do „jeszcze jednej próby rozwiązania Gadki Jana Kochanowskiego”.
Analizy tendencji językowych
Zgromadzenie danych ze zróżnicowanych pod wieloma względami tekstów w hasłach Słownika, pozwala na ustalanie tendencji językowych, które można (z pewną ostrożnością – por. np. zastrzeżenia Mayenowa 1966, IX, XI oraz Mayenowa, Woronczak 1983, s. 47) ekstrapolować na wszystkie teksty epoki. „Na cały szereg pytań jesteśmy w stanie odpowiedzieć dziś w sposób lepiej uzasadniony niż przed laty dzięki dużemu zbiorowi materiałów zgromadzonych w kartotekach Sł. XVI” – pisali autorzy Zasad i układu edycji „Dzieł wszystkich” Jana Kochanowskiego w 1983 roku (Mayenowa, Woronczak 1983, s. 47) odnosząc się do twórczości poety z Czarnolasu, lecz przecież stosuje się to również i do innych tekstów dawnych, a bliskie końca przetworzenie kartoteki w hasła Słownika (tradycyjnego i elektronicznego) jest kolejnym krokiem ułatwiającym zrozumienie polszczyzny doby renesansu. Na znaczenie wyrazu w każdym tekście wpływają „częstość występowania, charakter łączliwości, zgodność z normą, stopień zadomowienia, zakres użycia, związek z tradycją literacką” (Mayenowa, Woronczak 1983, s. 47), a niemalże wszystko to jesteśmy w stanie ustalić korzystając ze Słownika polszczyzny XVI wieku.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12885" title="Plany rozwoju" slug="plany-rozwoju-2">Słownik elektroniczny docelowo zawierać będzie wszystkie hasła znajdujące się w kartotece pracowni, która skutkiem dodawania kolejnych ekscerptów nie stanowi zamkniętego zbioru. Dodatkowo planowane jest wprowadzenie kolejnych typów haseł, co ułatwi wyszukanie słów, których XVI-wieczna postać jest współcześnie nieoczywista (np. EWANGELIA → EWANJELIJA, WIOLENCJA → WIJOLENCYJA), specjalnie wyróżnione będą też hasła usunięte ze słownika. Ponadto widoczna będzie informacja o zmianach w haśle względem papierowego pierwowzoru (np. ze względu na dodane ekscerpty).

W ramach rozwoju serwisu obsługującego dane leksykograficzne powstanie też zaawansowana wyszukiwarka, która pozwoli wykorzystać wszystkie metadane zakodowane w artykułach hasłowych. Możliwe będzie np. zawężenie wyszukiwania do konkretnych tekstów źródłowych, wybrania czasu ich powstania, ograniczenie wyszukiwania do wskazanych elementów artykułu hasłowego (np. struktury składniowe, frazeologia itp.).</document>
<document nplp_id="12886" title="Historia powstania" slug="historia-powstania-3">Poprzedni fragment

Na fali rozwoju lingwistyki korpusowej skupiającej się zrazu na tekstach współczesnych zaczęły powstawać również polskie korpusy historyczne. W Instytucie Języka Polskiego PAN na przykład powstał (jako jedna z pierwszych inicjatyw tego typu) korpus tekstów staropolskich, a od 2013 r. tworzony jest Elektroniczny Korpus Tekstów Polskich XVII i XVIII w., który wykorzystuje sprawdzone rozwiązania stosowane w Narodowym Korpusie Języka Polskiego. Na podobnych zasadach ma opierać się międzyinstytucjonalny projekt Narodowy Korpus Diachroniczny Polszczyzny (Król i inni 2019).
Historia powstania
Myśl o utworzeniu korpusu językowego uwzględniającego teksty źródłowe Słownika polszczyzny XVI wieku zaistniała równolegle z pracami digitalizacyjnymi nad tym słownikiem. Impulsem do działania była konieczność zatrzymania postępującej degradacji papierowych materiałów źródłowych, w tle zaś narodził się pomysł na bardziej  wyrafinowane użycie zdigitalizowanych tekstów. Projekt digitalizacyjny od początku zakładał utworzenie zalążka korpusu, który z jednej strony byłby spełnieniem oczekiwań redaktorów słownika na cyfrowe narzędzie wspomagające prace redakcyjne, z drugiej strony proponowane metody miały zostać zweryfikowane w oparciu o inne istniejące rozwiązania. W latach 2012-2017 przeprowadzono pierwszy etap prac nad Korpusem polszczyzny XVI wieku, który obejmował digitalizację źródeł, stworzenie narzędzi informatycznych i utworzenie niewielkiego zalążka korpusu. Obecnie pracownia przygotowuje się do rozpoczęcia drugiego etapu prac, w ramach którego zaplanowano m.in. dostosowanie platformy informatycznej korpusu do rozwiązań sprawdzonych w Korpusie Barokowym.</document>
<document nplp_id="12887" title="Zastosowane rozwiązania" slug="zastosowane-rozwiazania-3">Istniejący obecnie zalążek korpusu liczy 135 tys. segmentów. Zdeponowano je w bazie danych, a poszczególne rekordy zostały wygenerowane na bazie plików XML utworzonych w specjalnym edytorze pozwalającym na ręczną segmentację i lematyzację tekstu oraz tagowanie poszczególnych segmentów znacznikami fleksyjnymi. W procesie segmentacji i tagowania wykorzystano stworzony specjalnie na potrzeby digitalizacji słownika i bazy tekstów edytor XML, w którym dodatkowy moduł oprócz możliwości ręcznego podziału tekstu na segmenty pozwala na przypisanie poszczególnym segmentom trzech podstawowych wartości: identyfikatora wyrazu hasłowego (lematu) w indeksie słownika, odczytanej postaci segmentu w tekście oraz jego formy gramatycznej. Zalążek korpusu zaopatrzony jest w prostą wyszukiwarkę, która pozwala na odnalezienie szukanego segmentu lub jego fragmentu (np. określonego prefiksu bądź sufiksu). Wyniki wyszukiwania wyświetlane są w zależności od ustawień użytkownika jako tekst transliterowany lub transkrybowany, przy czym każdy wyszukany segment zaopatrzony jest w kontekst ustalony na 5 segmentów przed i po. Przy wynikach wyświetlane są również pozostałe dane: kategorie gramatyczne, znaczniki fleksyjne, lokalizacja w tekście oraz forma podstawowa, przy czym na bazie lokalizacji i formy tworzone są linki odsyłające odpowiednio do określonego miejsca w całym tekście lub do hasła w słowniku elektronicznym.

[caption id="attachment_13254" align="aligncenter" width="890"] Il. 10. Przykład wyniku wyszukiwania w korpusie, źródło: spxvi.edu.pl[/caption]</document>
<document nplp_id="12888" title="Sposoby wykorzystania" slug="sposoby-wykorzystania-3">Narodowy Korpus Diachroniczny Polszczyzny
Idea zamknięcia piśmiennictwa polskiego od najdawniejszych czasów w ramy jednego korpusu narodziła się w środowisku lingwistów po to, by wzorem korpusów współczesnych ułatwić pracę badawczą nad tekstami dawnymi. Projekt Narodowego Korpusu Diachronicznego Polszczyzny jest dziełem kilku instytucji zajmujących się polszczyzną historyczną i został wstępnie nakreślony w artykule zamieszczonym w „Języku Polskim” (Król i inni 2019). Konsekwencją było złożenie wniosku o finansowanie projektu w Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki, lecz pomimo wysokiej oceny projekt nie uzyskał funduszy. Projekt zakłada integrację różnych korpusów historycznych, różnie i w różnym stopniu opracowanych. Integracja ma polegać na wypracowaniu metod konwersji do wspólnego formatu oraz dostosowaniu wyszukiwarki do nowych typów danych. Dane tekstowe mają zyskać szczegółowe metadane, które pozwolą na precyzyjne wyszukiwanie oraz formułowanie zestawień zjawisk językowych na osi czasu.
Badania historycznojęzykowe i historycznoliterackie
Przydatność danych korpusowych w badaniach językoznawczych nie ulega wątpliwości,  wykorzystaniu korpusów językowych w badaniach historycznojęzykowych poświęcił swój tekst W. Gruszczyński. Przykłady stanowić mogą studia korpusowe opracowane w IJP PAN (Górski 2008 czy Górski, Król, Eder 2019). Badanie języka stanowi też istotne przedmiot w badaniach historycznoliterackich, wszędzie tam gdzie badany jest styl tekstu czy jego frazeologia przydatny może być korpus językowy, nawet jeśli podporządkowany jest on kategoriom językoznawczym (tak jak w korpusach odwołujących się do NKJP czy w zalążku korpusu szesnastowiecznej polszczyzny), jako że wyszukiwarki korpusowe pozwalają na badanie łączliwości wyrazów w tekście z wykorzystaniem zróżnicowanych kryteriów.</document>
<document nplp_id="12889" title="Plany rozwoju" slug="plany-rozwoju-3">Stale rozwijająca się baza tekstów polskich z XVI wieku będzie dostarczała kolejnych danych do wykorzystania w Korpusie polszczyzny XVI wieku, co z kolei wpłynie na jakość i kompletność materiałów badawczych. Ponadto w drugim etapie prac korpus zostanie wyposażony w znacznie dokładniejsze i bardziej użyteczne narzędzie do wyszukiwania. Stanie się to możliwe również dzięki dodaniu do transliterowanych tekstów warstwy transkrypcji, która umożliwi łatwiejsze przetwarzanie tekstu, oraz bogatego wachlarza metadanych pozwalających na szczegółową klasyfikację i kategoryzację tekstów.

Prace nad zalążkiem korpusu umożliwiły wyciągnięcie wniosków dotyczących metodologii i zweryfikowały wizję korpusu w przyszłości. Priorytetem w kreśleniu przyszłości korpusu jest stworzenie możliwości integracji z innymi korpusami diachronicznymi języka polskiego. Zaistnienie Korpusu Barokowego stało się dowodem na możliwość zastosowania tagsetu kompatybilnego z istniejącym i uznanym Narodowym Korpusem Języka Polskiego. Możliwe jest też wdrożenie sprawdzonych na większych korpusach narzędzi informatycznych (tagery, analizatory morfosyntaktyczne i wyszukiwarki). W przyszłości połączenie rozproszonych projektów korpusowych w jeden spójny system stworzy potężne narzędzie badawcze dla badaczy dawnych literatur, języka czy historii.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12890" title="Zwrot cyfrowy i&amp;nbsp;technologia w&amp;nbsp;pracy naukowej" slug="zwrot-cyfrowy-i-technologia-w-pracy-naukowej">W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przemiany cyfrowe w pracy naukowej literaturoznawców(-czyń) zachodziły nieustannie i dyskretnie. Wokół nas pojawiały się systematycznie nowe narzędzia, urządzenia, programy i aplikacje, zmieniające nasze naukowe nawyki oraz obieg informacji i przepływ dokumentów w instytucjach naukowych. Natomiast owa dyskretność polegała przede wszystkim na długich okresach adaptacji, które pozwalały badaczom i badaczkom na stopniowe i nieśpieszne wprowadzenia narzędzi cyfrowych do własnego warsztatu pracy. Wyjątek stanowi okres pandemii COVID-19 spowodowany wirusem Sars-CoV-2, który diametralnie przyspieszył „rewolucję technologiczną”, szczególnie w obszarze edukacji. Nagła konieczność posługiwania się wyłącznie zasobami nauki w otwartym dostępie (lub za pomocą dedykowanych usług stworzonych przez biblioteki na czas lockdownu), organizacji pracy zdalnej, a przede wszystkim potrzeba wdrożenia odpowiednich narzędzi do zdalnej edukacji przyczyniła się do zwiększenia cyfrowych kompetencji przeciętnego humanisty(-ki) oraz wymusiła wprowadzenie regulacji prawnych umożliwiających przeprowadzanie procedur awansowych czy egzaminów w formie zdalnej.

Nie oznacza to jednak, że humanistykę „przed pandemią” ominął zwrot cyfrowy. Bogata literatura przedmiotu pokazuje nie tylko zainteresowanie metanaukowe wpływu technologii na pole badawcze humanistyki, ale wskazuje również na różnorodność odczytań samego terminu „zwrot cyfrowy”, który niejednokrotnie staje się synonimem „humanistyki cyfrowej” [zob. np. Bomba, Radomski 2013]. Możemy spierać się, co do zakresu przedmiotowego humanistyki cyfrowej, dyskutować, czy stanowi odrębną dyscyplinę, paradygmat, metaorientację czy jest po prostu metonimią „zwrotu cyfrowego” [Solska 2016, 102], pozostaje jednak faktem, że zdobywanie odpowiednich kompetencji cyfrowych stanowi nieodłączny etap kształcenia akademickiego oraz dalszego rozwoju kariery zawodowej. Jeśli uznamy, że cyfryzacja współczesnego świata wpływa na humanistykę przekształcając ją w humanistykę cyfrową [Dziak 2012, 201], to należałoby uznać, że wszyscy jesteśmy cyfrowymi humanistami(-kami).</document>
<document nplp_id="12891" title="Kompetencje cyfrowe w&amp;nbsp;literaturoznawstwie cyfrowym versus praktyczne kompetencje cyfrowe" slug="kompetencje-cyfrowe-w-literaturoznawstwie-cyfrowym-versus-praktyczne-kompetencje-cyfrowe">Dyskutując o kompetencjach cyfrowych naukowców(-czyń) z obszaru badań literaturoznawczych należałoby dokonać ważnego rozróżnienia na umiejętności związane z prowadzeniem badań z wykorzystaniem zaawansowanych metod cyfrowych (w duchu humanistyki cyfrowej) od wykorzystania narzędzi i technologii w codziennej praktyce badawczej. W tym pierwszym przypadku stosowanie technologii cyfrowych pozwala na odkrycie nowych aspektów badanych zjawisk, dzięki zastosowaniu analiz na dużą skalę, które w przypadku tradycyjnych metod byłby niemożliwe. W tym drugim, mówimy tylko albo aż, o praktycznych umiejętnościach korzystania z technologii, jako narzędzi wspomagających poszczególne etapy badań naukowych, od poszukiwania informacji po upowszechnianie wyników badań.
Kompetencje cyfrowe w literaturoznawstwie cyfrowym
Analiza dużych zbiorów danych w postaci cyfrowej, bez względu na to, czy będą to tysiące powieści, metadane bibliograficzne, korpusy tekstów, pliki graficzne lub audio wymaga umiejętności w zakresie pozyskiwania, czyszczenia i przetwarzania danych. Wysoce pożądane są umiejętności programistyczne, które pozwalają na tworzenie aplikacji i skryptów w celu automatyzacji poszczególnych procesów. Metody ilościowe wymagają również zaawansowanej wiedzy statystycznej oraz umiejętności korzystania ze specjalistycznego oprogramowania (np. środowiska R). Samo przekształcanie informacji analogowych na postać cyfrową wymaga umiejętności i wiedzy specjalistycznej z zakresu digitalizacji, baz danych, architektury informacji czy korpusologii. Warto przy tym zaznaczyć, że projekty z zakresu literaturoznawstwa cyfrowego mają najczęściej charakter zespołowy, a osoby zaangażowane w pracę nie muszą posiadać wszystkich umiejętności niezbędnych do realizacji całego przedsięwzięcia.
 Praktyczne kompetencje cyfrowe
Dostępność urządzeń oraz powszechny dostęp do Internetu zmieniły nasze postępowania w codziennej pracy badawczej, sposób pozyskiwania informacji czy uczestnictwo w wydarzeniach naukowych i kulturalnych. Kompetencje cyfrowe związane z obsługą nowych mediów, przeszukiwania dużych zbiorów informacji, korzystania z agregatorów danych i infrastruktur badawczych, deponowania tekstów w repozytoriach czy korzystania z platform do komunikacji i współpracy na odległość (by wymienić tylko kilka przykładowych umiejętności) stają się pożądanymi i nieodłącznymi cechami naukowca(-czyni). Powszechna cyfryzacja sprawiła, że zadania, które uznalibyśmy za tradycyjne, „nie-cyfrowe” wykonujemy dzisiaj – pod wpływem technologii – w zupełnie inny sposób [por. Peiró&amp;amp; Martínez-Tur]. Na przykład, dzisiejsza praca bibliograficzna, polegająca na opracowaniu źródła z autopsji, nie wymaga już zamawiania specjalnie dociętych bloków papieru (fiszek bibliograficznych), na których należało zanotować wszystkie dane bibliograficzne publikacji w odpowiedniej kolejności, niezbędnym narzędziem pracy stał się laptop z odpowiednim oprogramowaniem [zob. więcej]. Ewolucję przeszły narzędzia, ale sama metoda bibliograficzna pozostała bez zmiany.

Praktyczne kompetencje cyfrowe stają się niezbędne na każdym etapie pracy naukowej od kwerend i zbierania materiałów po publikację i upowszechnianie wyników badań. Zwiększająca się liczba publikacji i dostępnych źródeł wiedzy wymaga sprawnego przeszukiwania zasobów internetowych; niejednorodne wymagania wydawców powodują konieczność sprawnego posługiwania się procesorami tekstu, a umiejętność menadżery bibliografii znacznie ułatwia konieczność zmiany stylu bibliograficznego.  Odpowiedzialność za deponowanie prac w repozytoriach często spoczywa na pracownikach(-czkach), którzy powinni być zaznajomieni z prawem autorskim i licencjami Creative Commons. A tak pożądany komponent cyfrowy w projektach humanistycznych niesie za sobą obowiązek podstawowej znajomość zasad dostępności. W przypadku pracy dydaktycznej niezbędne stają się umiejętności korzystania z platform do prowadzenia zajęć zdalnie, tzw. wirtualnych „białych tablic” oraz szeregu innych aplikacji, które pozwala przenieść pracę warsztatową i zespołową w środowisko cyfrowe.

Kompetencje cyfrowe (DigComp) zostały uznane przez Parlament Europejski za jedną z ośmiu kluczowych kompetencji niezbędnych w procesie uczenia się przez całe życie. Wymienione zostały obok, tak bliskim humanistom, umiejętnościom jak czytanie, pisanie czy sprawność językowa. Nie ma więc wątpliwości, że kształcenie uniwersyteckie powinno obejmować wzmacnianie kompetencji cyfrowych , które byłby również ukierunkowane w stronę umiejętności związanych ze zdobywaniem, weryfikowaniem i upowszechnianiem wiedzy naukowej.

Kompetencje cyfrowe w kształceniu literaturoznawczym:

 	Przeszukiwanie informacji
 	Edytory/procesory tekstu
 	Menedżery bibliografii
 	Upowszechnienie wyników badań
 	Praca zespołowa

 Kompetencje cyfrowe w pracy recenzenckiej
Na styku dwóch powyższych obszarów kompetencyjnych pozostaje ważny aspekt świadomości i wiedzy teoretycznej z zakresu humanistyki cyfrowej, który pozwala naukowcom(-czynią) na rzetelny i krytyczny odbiór projektów z zakresu cyfrowego literaturoznawstwa. Mówiąc najprościej, możemy nie prowadzić badań z wykorzystaniem zaawansowanych metod cyfrowych, ale powinniśmy w zakresie swojej specjalizacji posiadać wystarczającą wiedzę o stosowanych narzędziach i metodach cyfrowych, aby rzetelnie ocenić inne projekty. Świetnym przykładem są naukowe edycje cyfrowe, w których wiedza z zakresu edytorstwa „tradycyjnego” jest równie istotna, jak znajomość standardów kodowania tekstów elektronicznych.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12892" title="Przeszukiwanie informacji" slug="przeszukiwanie-informacji">Poprzedni fragment

Wzrost liczby publikacji naukowych [Kulczycki 2019a, 16; por. 2019b] oraz powiększający się zasób publikacji w otwartym dostępie wymaga od studentów(-ek) i naukowców(-czyń) obok przeprowadzenia „tradycyjnych” kwerend bibliograficznych, przeszukiwania katalogów kartkowych, bibliografii dziedzinowych i krytycznego oglądu bibliografii załącznikowych przeglądanych publikacji jak i kwerend „cyfrowych”, czyli znajomości najważniejszych repozytoriów naukowych, agregatorów danych, multiwyszukiwarek bibliotecznych etc. Dobra orientacja w dostępności i specjalizacji poszczególnych baz i katalogów znacznie ułatwia poruszanie się wśród mnogości stron i portali oraz pomaga oszacować zakres dokonanej kwerendy.

Bazy danych i repozytoria, które umożliwiają przeglądanie i przetwarzanie ogromnej ilości danych z różnych dziedzin, stały się podstawowym narzędziem cyfrowym w humanistyce. Dla cyfrowych humanistów mogą być podstawą do przeprowadzania analizy na dużych zbiorach danych, dla wszystkich są źródłem informacji o publikacjach. Do najważniejszych baz pełnotekstowych w humanistyce należą niewątpliwie JSTOR, Project MUSE czy CEEOL. I choć nie powinny być pomijane w kształceniu akademickim, to należy pamiętać, że dostęp do nich jest płatny. Dla polskiego literaturoznawstwa nie bez znaczenia pozostają projekty digitalizacyjne (BazHum), repozytoria instytucjonalne, których przeglądanie ułatwia np. agregator CeON, czy bazy ogólne agregujące publikacje w otwartym dostępie (Biblioteka Nauki).

&amp;nbsp;

Wśród elementów budujących kompetencje cyfrowe w zakresie przeszukiwania informacji można wymienić:

- wiedza z zakresu cyfrowych katalogów centralnych i rozproszonych (np. WorldCat, Bibliotek Narodowa, Nukat, KaRo, Fides)

- znajomość cyfrowych repozytoriów naukowych (dziedzinowych i instytucjonalnych), w tym umiejętność wyszukania repozytorium danej instytucji, znajomość agregatorów, czyli punktów dostępu do danych z wielu repozytoriów (np. CeON, OpenAIRE)

- znajomość baz bibliograficznych i biobibliograficznych oraz wiedza o zakresie zdigitalizowania publikacji dotychczas wydawanych drukiem (np. PBL, EBBE, Bibliografia BARA, iSybislaw, Scopus, Web of Science, Humanities Index)

- znajomość bibliotek cyfrowych (np. Polona, Project Gutenberg, OpenLibrary) oraz agregatorów danych z bibliotek cyfrowych (Europeana, Federacja Bibliotek Cyfrowych, FBC czasopisma)

- znajomość platform otwartych czasopism naukowych (np. platformy instytucjonalne, CEJSH, OpenEdition)

- znajomość baz pełnotekstowych (np. BazHum, Biblioteka Nauki)

&amp;nbsp;

W każdym z powyższych przypadków niezbędne jest nabycie umiejętności:

- korzystania z wyszukiwarki prostej i zaawansowanej, w tym umiejętność korzystania z faset zawężających wyniki wyszukiwania

- umiejętność odnalezienia informacji o zasobach (zakresie przedmiotowym i czasowym, źródłach danych etc.)

&amp;nbsp;

Lista źródeł i projektów ułatwiających agregowanie danych jest dynamiczna i będzie znacząco różnić się w zależności od dyscypliny czy obszaru badawczego. Interdyscyplinarność badań wymaga często sięgnięcia do źródeł z innych dziedzin, stąd ważne jest zrozumienie i nabycie sprawności w poruszaniu się po różnych systemach wyszukiwawczych. Znajomość najlepszych realizacji cyfrowych punktów dostępu do danych pomaga również krytycznie spojrzeć na nowe projekty.

[caption id="attachment_13380" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 1 Kompetencje cyfrowe w zakresie przeszukiwania informacji, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12893" title="Edytory/procesory tekstu" slug="edytory-procesory-tekstu">Poprzedni fragment

Do podstawowych kompetencji cyfrowych zdecydowanie należy sprawne posługiwanie się programami do tworzenia i edycji dokumentów tekstowych. Trudno wyobrazić sobie codzienną pracę badawczą bez korzystania z narzędzi do zapisywania notatek i tworzenie całych publikacji. Ich dobra znajomość pozwala na przygotowanie publikacji w formacie oczekiwanym przez wydawcę, zgodnie z zasadami redakcji technicznej, a w przypadku deponowania pracy w repozytorium, stworzenia dokumentu spełniającego wymogi dostępności cyfrowej. Odpowiednie formatowanie tekstu, stosowanie stylów akapitowych, generowanie spisów treści, a nawet tworzenie indeksów osobowych lub rzeczowych stanowią podstawowy zakres umiejętności, których można by oczekiwać od absolwentów studiów humanistycznych.

Procesory tekstu nie zastąpią profesjonalnego oprogramowania do składu używanego przez wydawnictwa, ale dają możliwość stworzenia poprawnie zredagowanego, czytelnego dokumentu, który może być podstawą do publikacji wersji autorskiej artykułu. Programy takie jak Word (Microsoft 365), Wirter (Libre Office) czy Pages (iWork) są stosunkowo łatwe w użyciu, gdyż działają zgodnie z zasadą WYSIWYG (ang. what you see is what you get), co oznacza, że na ekranie komputera od razu widzimy efekt zastosowanych zmian, a nie kod komputerowy, który te zmiany tworzy. Oprócz łatwego i szybkiego formatowania tekstu, procesory tekstu posiadają różnorodne funkcje, takie jak kontrola ortografii i gramatyki, możliwość sprawdzenia poprawności struktury dokumentu pod względem ułatwień dostępu czy zainstalowania wtyczek do menedżerów bibliografii. W pracy akademickiej niezbędna jest również umiejętność pracowania z tekstem w tzw. trybie śledzenia zmian.

Ponadto, procesory tekstu ułatwiają zarządzanie dokumentami oraz pracę w grupie. Dzięki możliwości pracy nad tym samym dokumentem przez wiele osób jednocześnie, procesory tekstu pozwalają na szybkie i efektywne wprowadzanie zmian i poprawek w tekście. Niezbędna jest zatem znajomość pakietów sieciowych (Google Docs, Microsoft 365), czy umiejętność pracy w chmurze (np. poprzez połączenie Microsoft 365 i usługi DropBox).

&amp;nbsp;

Kompetencje cyfrowe w zakresie posługiwania się programami do tworzenia i edycji dokumentów tekstowych dla badaczy i badaczek nauk humanistycznych obejmują:

- znajomość różnych procesorów i edytorów tekstu oraz programów do tworzenia notatek (np. Word, Writer, Pages, Dokumenty Google, Scrivener, CalmlyWriter, Notion, Obsidian), obejmująca znajomość interfejsów oraz funkcji i możliwości wykorzystania danego oprogramowania

- znajomość i umiejętność zastosowania zasad poprawnego formatowania tekstu naukowego (w tym umiejętność pracy ze stylami), wstawiania tabel, ilustracji oraz przypisów i bibliografii

- umiejętność stosowania funkcji do „automatyzacji” pracy (wstawiania nagłówków, stopek, numeracji stron, spisów treści, tworzenie indeksów)

- umiejętność pracy w trybie śledzenia zmian

- umiejętność stworzenia dokumentu spełniającego wymogi dostępności cyfrowej dla osób z niepełnosprawnościami (nadawanie poprawnej struktury za pomocą podziałów i nagłówków, funkcjonalne wykorzystanie stylów)

- umiejętność pracy zespołowej w trybie on-line z dokumentami tekstowymi oraz znajomość funkcjonalności usług, polegających na przechowywaniu plików na serwerze dostępnym przez Internet (w tzw. chmurze).

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13375" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 2 Kompetencje cyfrowe w zakresie posługiwania się programami do tworzenia i edycji dokumentów tekstowych, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12894" title="Menedżery bibliografii" slug="menedzery-bibliografii">Poprzedni fragment

Programy do gromadzenia i zarządzania opisami bibliograficznymi pozwalają na efektywne zarządzanie literaturą naukową. Menedżery bibliografii ułatwiają zbieranie, przechowywanie, organizowanie i udostępnianie opisów bibliograficznych w jednym miejscu. Pomagają organizować pracę na etapie kwerend i ułatwiają poprawne tworzenie odwołań bibliograficznych w publikacji. Ich największą zaletą jest wbudowana biblioteka stylów cytowania zawierająca informacje o regułach i wytycznych danego stylu oraz zasadach formatowania. Menedżery bibliografii zwalniają nas z potrzeby „ręcznego” wstawiania przypisów i nauki wytycznych danego stylu cytowania dla różnych typów publikacji. Poprawnie wprowadzone lub zaimportowane rekordy do menedżera bibliografii pozwalają na automatyczne generowanie przypisów i bibliografii w wybranym formacie. Co więcej umożliwiają zmianę stylu cytowania na każdym etapie pisania tekstu. W przypadku zmiany wydawnictwa umożliwiają automatyczne dostosowania publikacji do wymogów redakcyjnych, co może okazać się szczególnie przydatne przy potrzebie zamiany tzw. przypisów dolnych (zewnątrztekstowych) na przypisy wewnątrzekstowe.

Większość narzędzi umożliwia również pracę zespołową, która może okazać się przydatna nie tylko przy tworzeniu publikacji wieloautorskich, ale również podczas prac projektowych i edukacyjnych. Warto również wspomnieć o funkcji eksportowania spisów bibliograficznych do plików w najpopularniejszych formatach dla danych bibliograficznych (np. BibTeX, RIS, EndNote XML czy CSL JSON), co daje możliwość tworzenie – ciągle niedocenionych w naukach humanistycznych – datasetów i deponowanie ich w repozytoriach instytucjonalnych i ogólnych (np. Zenodo, RepOD).

&amp;nbsp;

Wśród kompetencji cyfrowych związanych z gromadzeniem i zarządzaniem opisami bibliograficznymi można wskazać:

- zaawansowaną znajomość menadżerów bibliografii i ich funkcji (Zotero, Mendeley, Citavi, EndNote), pozwalająca na poprawne wprowadzanie lub importowanie metadanych publikacji zgodnie z ich typem oraz zarządzanie kolekcją za pomocą tagów i folderów

- umiejętność zainstalowania i posługiwania się wtyczkami umożliwiającymi połączenie menedżera bibliografii z procesorem tekstu i przeglądarką internetową

- umiejętność zainstalowania lub dostosowywania wybranego stylu bibliograficznego do/z biblioteki programu dla własnych potrzeb

- umiejętność eksportowania kolekcji bibliograficznych

- znajomość funkcjonalności pracy zespołowej

[caption id="attachment_13376" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 3 Kompetencje cyfrowe związane z gromadzeniem i zarządzaniem opisami bibliograficznymi, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12895" title="Upowszechnianie wyników badań" slug="upowszechnianie-wynikow-badan">Poprzedni fragment

Upowszechnianie wyników badań w Internecie obejmuje szereg, bardzo różnorodnych działań począwszy od samodzielnego deponowania prac w repozytoriach (np. w Zenodo), przez tworzenie i udostępnianie materiałów multimedialnych, podcastów, aż po tworzenie kursów on-line i portali tematycznych. Umiejętności cyfrowych, związanych z tworzeniem prezentacji oraz posterów, coraz częściej wymaga również podczas wystąpień na konferencjach i seminariach naukowych. Znajomość programów typu PowerPoint (Microsoft 365), Impress (LibreOffice) czy Keynote (iWork) to podstawowe umiejętności nabywane jeszcze w trakcie szkolnej edukacji. Podobnie jak w przypadku procesorów tekstu wśród narzędzi znajdują się również programy do pracy zespołowej (np. prezentacje Google). W ostatnich latach dużą popularność zyskała Canva określana mianem programu graficznego dla nieprofesjonalistów, która z powodzeniem jest używana do tworzenia grafik do postów w mediach społecznościowych. Innym przykładem może być znany osobom prototypującym strony internetowe program Figma, który pozwala również stworzyć interaktywne prezentacje.

Bez względu na cel tych działań (dotarcie do innych badaczy, edukacja) niezbędna okazuje się znajomość wytycznych i zasad WCAG (ang. Web Content Accessibility Guidelines). Dostępność cyfrowa zakłada łatwy i równorzędny dostęp do zasobów cyfrowych, do których należy zaliczyć nie tylko strony internetowe, multimedia, aplikacje, kursy on-lie, ale również dokumenty np. artykuły zdeponowane w repozytoriach lub stronach internetowych projektu. W ostatnich latach zapewnienie dostępności cyfrowej stało się obligatoryjnym elementem projektów finansowanych z funduszy publicznych. Podstawową umiejętnością będzie więc przygotowanie dokumentu tekstowego spełniającego wymogi dostępności, w następnym kroku jego deponowanie wymaga zrozumienia celowości wprowadzania poprawnych metadanych. Nie można również zapomnieć o znajomości umów licencyjnych, w szczególności licencji Creative Commons, które powinniśmy uwzględnić przy udostępnianiu każdego materiału.

Wspomniany już program do prototypowania stron internetowych, wytyczne WCAG oraz zasady projektowania treści internetowych z uwzględnieniem potrzeb użytkowników tworzą kolejny zestaw kompetencji przydatnych przy realizowaniu komponentów cyfrowych projektu. To również niezwykle ważna wiedza z perspektywy recenzenta, który powinien mieć kompetencje nie tylko do oceny strony merytorycznej, ale również technicznej wykonanego zadania.

Wiele cyfrowych form czy możliwości upowszechniania wyników badań łączy się również z promocją samych projektów lub z dbaniem o widoczność dorobku naukowego. Sprawne posługiwanie się mediami społecznościowymi, ogólnymi i dedykowanymi środowisku akademickiego (Academia.edu, Research Gate, Google Scholar), oraz znajomość baz takich jak Nauka Polska czy ORCID stanowi często zakres podstawowych umiejętności w pracy w instytucji naukowej.

Niewątpliwie nie wszystkie wymienione kwalifikacje uznalibyśmy za niezbędne, można jednak uznać, że wszystkie powinny zostać uwzględnione w kształceniu akademickim. Do najważniejszych kompetencji cyfrowych w tym zakresie należałoby zaliczyć:

- znajomość zasad i wytycznych WCAG oraz umiejętność tworzenia treści dostępnych cyfrowo

- znajomość w zaawansowanym stopniu programów do tworzenia prezentacji multimedialnych (np. PowerPoint, Impress, Keynote)

- sprawne posługiwanie się mediami społecznościowymi i portalami dedykowanymi naukowcom i naukowczyniom (Google Scholar, Research Gate, Academia.edu) oraz umiejętność deponowania własnych prac w repozytoriach ogólnych (np. Zenodo)

- znajomość praw autorskich i licencji Creative Commons

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13377" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 4. Kompetencje cyfrowe w zakresie upowszechniania wyników badań, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12896" title="Praca zespołowa" slug="praca-zespolowa">Poprzedni fragment

Duże projekty humanistyczne, szczególnie te, w których uczestniczą badacze i badaczki z różnych ośrodków, wymagają dobrej komunikacji i organizacji pracy. Dzięki narzędziom cyfrowym, takim jak komunikatory, wirtualne dyski do przechowywania i udostępniania plików, programy do zarządzania, współdzielone notatniki czy wirtualne tablice, naukowcy i naukowczynie mogą efektywnie koordynować swoje działania, niezależnie od miejsca pracy. Rewolucja cyfrowa pozwoliła na intensyfikację wspólnych przedsięwzięć związanych z przygotowaniem, prowadzeniem i udostępnianiem wyników działalności naukowej. Pandemia COVID-19 pokazała, że w niektórych obszarach istnieje możliwość prawie bezstratnego i całkowitego prowadzenia pracy zespołowej on-line, choć należy pamiętać o kosztach społecznych związanych z izolacją poszczególnych członków zespołu. Trudno jednak wyobrazić sobie prowadzenie i koordynowanie grantu międzyinstytucjonalnego bez użycia narzędzi cyfrowych, choćby aplikacji do komunikacji on-line. Narzędzia cyfrowe towarzyszą realizacji projektu od momentu składania wniosku przez jego formalne zwieńczenie (wspólne pisanie raportu) po upowszechnianie wyników projektu.

Podstawowym elementem pracy zespołowej jest dobra komunikacja. Oprócz obsługi poczty elektronicznej, która towarzyszy pracy naukowej od wielu lat, niezbędna jest znajomości różnego rodzaju komunikatorów takich jak Google Chat, Slack, Skype czy czat wbudowany w program Microsoft Teams. Powszechność spotkań i konferencji on-line wymaga płynnej obsługi aplikacji typu Zoom, Google Meet czy Microsoft Teams.

Niezwykle przydatne są również programy do zarządzania pracą (np. Asana, Trello), które pozwalają na planowanie i koordynowanie działań zespołu. Dzięki nim, każda osoba zaangażowane w prace może śledzić postępy w projekcie, ustalać priorytety dla własnych zadań i informować innych o ukończonych celach. Funkcjonalności niektórych programów pozwalają również na podstawową komunikację między członkami oraz przejrzyste gromadzenie i udostępnianie dokumentów. Z tym ostatnim elementem związane są umiejętności korzystania z wirtualnych dysków (np. Google Drive, OneDrive), które pozwalają na gromadzenie i udostępnianie różnego rodzaju plików oraz wspólne tworzenie i redagowanie dokumentów (zob. część „Edytory.procesory tekstu” oraz „Menedżery informacji”). Dzięki takiej organizacji pracy wszyscy członkowie zespołu mają dostęp do najnowszej wersji dokumentów.

W zarządzaniu czasem, nie tylko w pracy zespołowej, pomóc mogą również wirtualne kalendarze (np. Google Calendar), które umożliwiają udostępnianie pozostałym członkom zespołu informacji o dostępności danej osoby w określonym czasie, co znacznie ułatwia poszukiwanie terminu na wspólne spotkania.

Do najważniejszych umiejętności i kompetencji cyfrowych w zakresie pracy zespołowej można zaliczyć:

- znajomość aplikacji do komunikacji on-line (np. Google Chat, Slack, Microsoft Teams, Skype) oraz programów umożliwiających wideokonferencje (np. Zoom, Meet, Microsoft Teams, Skype)

- umiejętność korzystania z programów ułatwiających zarządzanie pracą (np. Trello, Asana) oraz wirtualnych kalendarzy (np. Google Calendar, Microsoft Outlook), w tym umiejętność planowania zadań, spotkań, określania terminów, a także wysyłania zaproszeń i przypomnień

- umiejętność pracy zespołowej w trybie on-line, w tym tworzenie, redagowanie i udostępnianie plików w przestrzeniach współdzielonych (np. na wirtualnych dyskach typu Google Drive, OneDrive)

[caption id="attachment_13380" align="aligncenter" width="1024"] Tab. 5. Kompetencje cyfrowe w zakresie pracy zespołowej, źródło: oprac.własne[/caption]

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12898" title="Literatura i&amp;nbsp;statystyka" slug="literatura-i-statystyka">Wykorzystanie narzędzi komputerowych w badaniach nad językiem i literaturą, choć samo ma stosunkowo niedługą historię, nie stanowi radykalnego zerwania z tradycjami badawczymi tych dyscyplin. Metody statystyczne były od dawna z sukcesami wykorzystywane w językoznawstwie, gdzie zadomowiły się na dobre (Köhler, Altmann, i Piotrowski 2005), i gdzie nastąpiło nie do końca płynne, a jednak naturalne przejście od metod kwantytywnych, polegających na zastosowaniu metod ilościowych w badaniu języka, w stronę językoznawstwa cyfrowego, wykorzystującego szeroki repertuar narzędzi komputerowych (Pawłowski 2020).

Nieco mniej oczywiste wydaje się wykorzystanie statystyki, a następnie narzędzi komputerowych, w badaniu literatury. „Zestawienie takich terminów jak matematyka i poetyka jest w stosunku do szeregowego obserwatora witryn księgarskich kokieterią zalecającą się niezwykłością, w stosunku do wielu zawodowych krytyków – nieprzyjemną prowokacją” - pisała już w 1965 roku Maria Renata Mayenowa (Mayenowa 1965, 5), otwierając tom Poetyka i matematyka. Badania statystyczne nad literaturą mają jednak swoją tradycję, w Polsce obecną głównie za sprawą prac dotyczących stylu pisarzy, takich jak przełomowa praca Jadwigi Sambor dotycząca słownictwa Pana Tadeusza (Sambor 1969) czy publikacje Witolda Kuraszkiewicza (Kuraszkiewicz 1953; 1958; Kuraszkiewicz i Łukaszewicz 1951). Z refleksji zagranicznej warto przywołać propozycję Johna Burrowsa, który w rozprawie poświęconej powieściom Jane Austen opisał wykorzystanie obliczeń komputerowych jako wsparcia dla krytyki literackiej (Burrows 1987), a także sztandarową propozycję distant deading (czytanie z daleka), którą opisał Franco Moretti (Moretti 2013). Opiera się ona na założeniu, że możliwa jest taka „lektura” tekstu artystycznego, która traktuje go wyłącznie jako zbiór danych, widziany „z daleka”; w odróżnieniu od close reading, wyczulonego na literacki detal i na uważną, drobiazgową lekturę, metoda proponowana przez Morettiego zakłada całkowite odejście od analizy szczegółów treści danego tekstu. W odróżnieniu od badań opartych o przetwarzanie języka naturalnego, metoda Morettiego wykorzystuje też przede wszystkim dane zewnętrzne wobec tekstu, takie jak miejsce i rok wydania, autor, język itp., aby wychwytywać zależności statystyczne na dużych grupach tekstów.

Niniejszy rozdział ma za zadanie przybliżyć metody i narzędzia wykorzystywane w badaniach statystycznych nad językiem, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które mogą być wykorzystywane przez literaturoznawców.

Moduł Stylometria prezentuje metodę stanowiącą najważniejszy dziś nurt badań statystycznych na materiale literackim. Metoda ta, wykorzystująca skomplikowane narzędzia informatyczne, pozwala na wyszukiwanie podobieństw i różnic między tekstami i w założeniu ma umożliwiać rozstrzyganie wątpliwości dotyczących autorstwa tekstów. Niewolna od słabości, może być jednak z powodzeniem wykorzystywana przez badaczy także w innych sytuacjach, w których ustalenie podobieństwa stylu tekstów ma znaczenie. Ciekawym nurtem w ramach stylometrii jest stylochronometria, pozwalająca na ustalanie chronologii powstania dzieł literackich.

[caption id="attachment_13397" align="aligncenter" width="1024"] Il. 1 Analiza stylometryczna korpusu dramatów Juliusza Słowackiego – drzewo, źródło: WebSty, oprac. własne[/caption]

Moduł Przetwarzanie języka naturalnego opisuje podstawowe założenia tego podejścia, ukazując proces przetwarzania tekstu od momentu stworzenia dokumentu lub korpusu, mogącego być przedmiotem badania, aż po skomplikowane analizy semantyczne i formalne.

Humanistyka cyfrowa to specyficzna dziedzina, w której bardzo duże znaczenie ma opracowanie odpowiedniej infrastruktury badawczej. Dlatego też osobny moduł Infrastruktura został przeznaczony na przedstawienie dwóch największych konsorcjów opracowujących infrastrukturę badawczą, która może być wykorzystywana przez przedstawicieli nauk humanistycznych - CLARIN oraz DARIAH.

W module Narzędzia i serwisy opisano natomiast przykładowe narzędzia informatyczne, które mogą być wykorzystane przez badacza, niekoniecznie biegłego w obsłudze skomplikowanych programów komputerowych. Wybrane narzędzia są otwarte, ich wykorzystanie jest darmowe, a obsługa nie wymaga specjalistycznych umiejętności. Interpretacja wyników uzyskanych dzięki użyciu tych narzędzi wymaga jednak odpowiednich kompetencji.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12899" title="Czym jest stylometria" slug="czym-jest-stylometria">Poprzedni fragment

U podstaw stylometrii, która swoją historię datuje na długo przed powstaniem pierwszych komputerów, leży założenie, że styl – w interesującym nas tutaj przypadku styl literacki, bądź szerzej, styl pisania – może być scharakteryzowany za pomocą policzalnych elementów tekstu (Eder 2016; Love 2002). Elementy te, często drobne i nieznaczące, z punktu widzenia czytelnika pomijalne – jak np. częstotliwość użycia określonych spójników czy znaków interpunkcyjnych – stanowić mają stylistyczny odcisk palca autora, którego nie jest on w stanie zmienić, nawet jeśli próbuje (Eder 2023). Opierając się na tym założeniu, badacze analizowali występowanie różnych słów i form gramatycznych, a także np. znaków interpunkcyjnych, aby ustalić prawdopodobieństwo autorstwa danego tekstu bądź jego chronologii. Tak w XIX wieku Wincenty Lutosławski w pierwszej pracy, w której użyto określenia „stylometria”, próbował ustalić chronologię powstania dialogów Platona (Lutosławski 1897). Podobnie Witold Kuraszkiewicz, powołując się na specyficzne elementy stylu Mikołaja Reja, starał się ustalić prawdopodobieństwo, iż był on autorem Wizerunku (Kuraszkiewicz 1969).

[caption id="attachment_13398" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Analiza stylometryczna korpusu dramatów Juliusza Słowackiego, źródło: WebSty, oprac. własne[/caption]

Jednak prawdziwy rozwój badań stylometrycznych wprowadziło użycie komputerów, które pozwalają nie tylko na poddanie badaniom bardzo dużych zbiorów tekstów jednocześnie, ale też są w stanie przeprowadzić skomplikowane wyliczenia, oparte nie tylko na najprostszych statystykach, od jakich zaczęła się historia stylometrii.

To właśnie narzędzia cyfrowe (w szczególności skalowanie wielowymiarowe) w połączeniu z podejściem stylometrycznym wykorzystał Maciej Eder w projekcie, którego celem miało być ustalenie autorstwa Kroniki Galla Anonima. Badacz wykazał, że wykorzystanie trzech różnych wariantów metody najbliższego sąsiada konsekwentnie pojawia się ten sam wynik. Największe podobieństwo, i to podobieństwo znaczące, pojawia się między Kroniką Galla Anonima a pismami Mnicha z Lito, co potwierdzałoby hipotezę o pochodzeniu autora z weneckiego kręgu kulturowego. Niestety, ze względu na niedostateczną obszerność zachowanego materiału z epoki, wyniki powinny być brane z pewnym dystansem; nie przesądzają one jednoznacznie o autorstwie konkretnej osoby, wskazują jednak na związek analizowanych utworów, co z dużym prawdopodobieństwem świadczy co najmniej o podobnym zapleczu ich twórców.

Mówiąc o stylometrii warto wspomnieć też o pracach Jana Rybickiego, autora aż trzech Rzutów oka na stylometryczną mapę Polski (Rybicki 2014; 2017; 2021), a także hipotezy, iż popularna włoska pisarka Elena Ferrante, której tożsamość pozostaje oficjalnie nieznana, to Domenico Starnone. Analizy prowadzone przez tego badacza opierają się przede wszystkim na porównaniu występowania określonej liczby najczęściej występujących lematów i na tej podstawie wyznaczeniu odległości i pokrewieństwa między analizowanymi tekstami.

Badania stylometryczne mogą mieć wiele zastosowań. Pierwotnym z nich jest ustalanie autorstwa tekstu i chronologii powstawania poszczególnych utworów, ale wykorzystane mogą być też np. do grupowania tekstów wedle stylu w obrębie danego zbioru. Potwierdzenie lub wykluczenie autorstwa bywa wykorzystywane nie tylko w badaniach literatury, ale też m.in. wspiera działanie programów antyplagiatowych.

[caption id="attachment_13400" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Analiza stylometryczna korpusu dramatów Juliusza Słowackiego – skalowanie wielowymiarowe z podziałem na dwie grupy, źródło: WebSty, oprac. własne[/caption]

Tak więc metody statystyczne wydają się płodną odpowiedzią na wiele pytań, które stają przed badaczami, starającymi się zrozumieć specyfikę poszczególnych tekstów i porównywać je pod względem cech, które uznają za relewantne. Przy tym konieczna jest świadomość ograniczeń metody, która będzie jedynie tak dobra, jak pytania postawione przez badacza i jak jego umiejętność wyciągnięcia z uzyskanego materiału informacji.</document>
<document nplp_id="12900" title="Narzędzia (WebSty, Stylo)" slug="narzedzia-websty-stylo">Do analizy stylometrycznej wykorzystać można serwis WebSty (Eder, Piasecki, i Walkowiak 2017; Piasecki, Walkowiak, i Eder 2018). Działa on w oparciu o kilka komponentów, dzięki którym tworzy listę cech poszczególnych tekstów wchodzących w skład badanego korpusu (są to np. frekwencja najczęściej występujących w tekście słów i klas gramatycznych, interpunkcja, sekwencje klas gramatycznych etc.). Następnie porównuje teksty pod kątem wybranych cech i tworzy sieć powiązań.

WebSty pozwala na przeprowadzenie badań stylometrycznych uwzględniających kryteria wyznaczone przez badacza (np. wybór cech, pod kątem których porównywane będą teksty, czy wybór sposobu przeliczania wyników). Następnie wyświetla wyniki w formie kilku rodzajów wykresów, powstających z wykorzystaniem zasady macierzy, tj. usytuowania bliżej siebie tych punktów, które odpowiadają tekstom najbliższym sobie pod względem największej liczby cech. WebSty nie działa na podstawie predefiniowanego zestawu cech, pod kątem których porównuje utwory, a w procesie porównania wydobywa cechy i ocenia ich istotność. Interpretacja uzyskanych w ten sposób wyników wymaga od badacza sporych kompetencji, ponieważ wykresy pokazują obraz uproszczony, a lektura listy cech obliczonych przez narzędzie może nastręczać trudności.

Do analizy stylometrycznej i atrybucji autorskiej można wykorzystać także otwarte oprogramowanie „Stylometry with R”, zwane też po prostu Stylo. Jest to otwarty program napisany w języku R, umożliwiający przeprowadzanie analiz stylometrycznych. Autorami tego programu są Maciej Eder, Mike Kestemont, Jan Rybicki oraz Steffen Pielström.

Do analizy autorstwa można wykorzystać też narzędzie, którego głównym zadaniem jest modelowanie tematyczne – Topic (Walkowiak 2017). Modelowanie tematyczne polega na ekstrakcji z tekstów określonej liczby głównych tematów w postaci spójnych semantycznie grup słów. Na tej podstawie teksty mogą zostać pogrupowane według podobieństwa, mogą zostać przyporządkowane do określonego gatunku lub zbioru.

[caption id="attachment_13402" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Analiza stylometryczna korpusu dramatów Juliusza Słowackiego – skalowanie wielowymiarowe, źródło: WebSty, oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12901" title="Czym jest NLP" slug="czym-jest-nlp">Poprzedni fragment

Przetwarzanie Języka Naturalnego (Natural Language Processing, NLP) to szerokie określenie, obejmujące wszelkie działania związane z cyfrowymi badaniami nad tekstem. Obejmuje zarówno tworzenie tekstów (wypowiedzeń), przetwarzanie tekstów i korpusów, w tym analizowaniem ich struktury czy znaczenia w sposób automatyczny. Termin ten określa więc w zasadzie całą dziedzinę zajmującą się cyfrowym badaniem tekstu, zarówno na poziomie analizy formalnej, jak i na poziomie – w miarę dostępnych możliwości – analizy semantycznej wypowiedzeń.

W ramach całego NLP można wyróżnić dwie główne gałęzie – pierwszą, zajmującą się badaniem tekstów z wykorzystaniem narzędzi komputerowych, i drugą, której głównym zadaniem jest tworzenie i dostarczanie tychże narzędzi. Pierwszą z nich, za Magdaleną Derwojedową, nazwać możemy lingwistyką komputerową, drugą zaś – inżynierią lingwistyczną (Derwojedowa 2017). W niniejszym module interesuje nas przede wszystkim opis samego procesu przetwarzania tekstu i jego analizy.

Infrastruktury badawcze

Literaturoznawcy cyfrowi często nie są – i nie muszą być – biegli w obsłudze skomplikowanych narzędzi informatycznych. Mogą jednak wzbogacać swoje badania, korzystając z infrastruktury przygotowanej w ramach konsorcjów cyfrowych. Dla opisywanych tu zagadnień najistotniejsze są usługi dostarczane przez polskie konsorcja europejskich infrastruktur badawczych CLARIN (Common Language Resources and Technology Infrastructure) oraz DARIAH (Digital Research Infrastructure for the Arts and Humanities).  Narzędzia te nie wymagają umiejętności programowania, jednak aby poprawnie ich używać, konieczne są odpowiednie kompetencje. Uzyskane wyniki wymagają umiejętnej interpretacji, aby mogły stanowić rzetelne uzupełnienie badań prowadzonych innymi metodami i by wspomagały pracę badaczy.

Dostawcy infrastruktury badawczej przygotowują narzędzia cyfrowe, które mogą następnie być połączone i udostępnione w formie serwisów, z których korzystać mogą badacze. Rozróżnienie na narzędzia i serwisy nie jest niezbędne z praktycznego punktu widzenia, ale istotne dla klarowności wywodu i opisu. Narzędzie zwykle służy do wykonywania jednej określonej czynności, np. tagowania czy lematyzacji. Kilka narzędzi może zostać połączonych w ramach serwisu, oferującego szerszy zakres działania i umożliwiającego korzystanie z narzędzi przez użytkownika. Większość bardziej skomplikowanych operacji przetwarzania tekstu wymaga najpierw przeprowadzenia operacji podstawowych – na przykład niemożliwe jest stworzenie listy frekwencyjnej bez uprzedniego przeprowadzenia procesów tokenizacji, lematyzacji i tagowania. Aby nie było każdorazowo konieczne przeprowadzanie każdej z tych czynności osobno, serwisy łączą kilka narzędzi, działających po kolei w ramach zadanego algorytmu.

Do przeprowadzania poszczególnych operacji wykorzystywane są narzędzia i serwisy, współpracujące w ramach infrastruktury badawczej. Pracownicy CHC IBL PAN współpracują w ramach tworzenia infrastruktur badawczych CLARIN (Common Language Resources and Technology Infrastructure) oraz DARIAH (Digital Research Infrastructure for the Arts and Humanities).

CLARIN-PL jest częścią struktury europejskiego konsorcjum naukowego CLARIN ERIC. Jest ono utrzymywane ze składek i inwestycji państw członkowskich oraz organizacji międzyrządowych, a podstawowym celem jego istnienia jest właśnie tworzenie infrastruktury badawczej, utrzymywanie jej i zarządzanie nią. Działanie konsorcjum zapoczątkowane zostało dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej. Na strukturę CLARIN składają się tzw. węzły wiedzy, z których polski rozwijany jest na Politechnice Wrocławskiej.

DARIAH tworzy infrastrukturę cyfrową z myślą o naukach humanistycznych i naukach o sztuce. Konsorcjum wspiera rozwój lokalnych infrastruktur i dąży do rozszerzania ich działania na skalę europejską, jednocześnie dając podstawy tworzenia nowych narzędzi i serwisów. Aktualnie europejskie konsorcjum DARIAH ERIC ma 20 członków, jednego członka-obserwatora i kilku partnerów niebędących członkami struktury, ale współpracujących z konsorcjum. W Polsce infrastrukturę Dariah.Lab rozwija projekt DARIAH-PL, który dostarcza narzędzi dla badaczy z dziedzin humanistyki i nauk o sztuce. W ramach konsorcjum DARIAH-PL działa 15 członków (w tym IBL PAN) oraz Politechnika Poznańska. Liderem projektu jest Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe. Infrastruktura Dariah.Lab nie jest jeszcze udostępniona naukowcom.

[caption id="attachment_13403" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Schemat struktury korpusu tekstowego, źródło: oprac. własne[/caption]

Narzędzia można pogrupować zależnie od pełnionej przez nie funkcji i fazy badań, na której mogą zostać wykorzystane. Najważniejsze fazy to formowanie (tworzenie materiału tekstowego), opracowanie, analiza, na końcu zaś interpretacja uzyskanych działań.</document>
<document nplp_id="12902" title="Tworzenie korpusów" slug="tworzenie-korpusow">Pierwszym etapem analizy jest stworzenie korpusu językowego lub korpusu tekstowego. Jest to pojęcie z zakresu językoznawstwa korpusowego. Najprościej mówiąc, korpus tekstowy jest po prostu zbiorem tekstów spełniających określone kryteria (Lewandowska-Tomaszczyk 2005). Zależnie od potrzeb i zainteresowań badaczy, tworzone są bardzo różne korpusy: zaczynając od korpusów prezentujących stan języka w określonym momencie historycznym, przez korpusy tekstów reprezentujących jeden gatunek (np. tekstów prasowych, tekstów przemówień sejmowych, powieści), czy dany typ nadawcy (np. korpusy tekstów tworzonych przez kobiety, korpusy tekstów osób cierpiących na określone schorzenia). Powstają też korpusy poszczególnych języków naturalnych, w tym Narodowy Korpus Języka Polskiego (nkjp.pl; NKJP).

[caption id="attachment_13406" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Etapy opracowania tekstu, źródło: oprac. własne[/caption]

W ramach korpusu wydzielone mogą zostać podkorpusy – na przykład, korpus dzieł jednego autora można więc podzielić na podkorpusy zawierające teksty określonego rodzaju lub gatunku, ale można też wydzielić podkorpusy dla określonego okresu czy na innej podstawie, np. ze względu na obecność czy natężenie cechy, którą badamy.

Dostępne narzędzia

Na etapie formowania możliwa jest np. automatyczna transkrypcja tekstu mówionego do formy pisemnej czy jego wstępne oczyszczenie z elementów takich jak literówki i podstawowe błędy ortograficzne (do tego można wykorzystać np. narzędzie Speller) czy interpunkcyjne (np. Punctuator).

Spośród narzędzi wykorzystanych w fazie formowania warto zwrócić szczególną uwagę na narzędzia służące do tworzenia korpusów. Infrastruktura CLARIN-PL udostępnia w tym zakresie przede wszystkim Korpusomat, KonText oraz Inforex. Wszystkie te serwisy pozwalają użytkownikowi na stworzenie i przechowywanie korpusów tekstów, wszystkie dysponują wbudowanymi funkcjami wspierającymi także dalsze działania ze zgromadzonym materiałem, jednak każde z nich najlepiej sprawdzi się w nieco innych sytuacjach. Korpusomat (Kieraś, Kobyliński, i Ogrodniczuk 2018) pozwala na samodzielne tworzenie korpusów tekstowych, automatycznie anotowanych w warstwie morfosyntaktycznej. Służy przede wszystkim do uzyskiwania uproszczonych statystyk z pojedynczego korpusu, jednak zawiera też moduł umożliwiający porównanie dwóch korpusów pod kątem cech gramatycznych i leksykalnych. Wynik przedstawiany jest w formie listy cech, czyli zdefiniowanych cech gramatycznych i leksykalnych, których występowanie w obu korpusach zostaje przeliczone na tzw. wskaźnik istotności cechy i następnie porównane. Uzyskane w ten sposób statystyki mogą być mniej czytelne dla badacza niewprawnego w rozszyfrowywaniu określeń typowych dla języka NLP, ale są precyzyjne i potrafią dać nowe spojrzenie na analizowany temat.

Inforex (Marcińczuk i Oleksy 2019) to rozbudowany system pozwalający na tworzenie, przechowywanie i przetwarzanie korpusów tekstowych. Umożliwia on nanoszenie anotacji – ręczne i automatyczne – a także operacje na wprowadzonym do niego korpusie, takie jak tworzenie list frekwencyjnych, statystyki i dystrybucje wyrazów i tagów czy wydobywanie statystyk dotyczących anotacji. Interesującą funkcją jest możliwość nanoszenia i uzgadniania anotacji przez kilku anotatorów. System pozwala też na zaawansowaną tokenizację i tagowanie tekstów z ręczną korektą przez badacza. Ponieważ w ramach opracowywania korpusu Inforex umożliwia też tokenizację, lematyzację i tagowanie tekstu, możliwe jest wykorzystanie go także do tworzenia list frekwencyjnych i wydobywania statystyk dotyczących tekstu. Jest to bardzo wszechstronne narzędzie, które może być wykorzystywane do większości podstawowych operacji na korpusie tekstowym.

Ostatnim omawianym narzędziem, umożliwiającym tworzenie korpusów, jest KonText. Jego głównym zadaniem jest porównywanie dwóch korpusów, w tym korpusów w dwóch różnych językach. Dodatkowym atutem tego narzędzia jest rozbudowana wyszukiwarka, pozwalająca nie tylko na prześledzenie występowania określonego słowa i odnajdywania kolokacji i konkordancji, lecz także budowanie zaawansowanych zapytań i uzyskiwanie statystyk dotyczących występowania słownictwa i form gramatycznych w poszczególnych podkorpusach. Jest to narzędzie bardzo wygodne w użyciu i dające przejrzyste wyniki.

Gdy mowa o funkcji porównania korpusów, warto wspomnieć też o serwisie CompCorp (Walkowiak 2017), który powstał specjalnie w celu porównywania między sobą dwóch korpusów. To narzędzie pozwala na porównanie zasobu leksykalnego (m.in. odnajdując słowa najbardziej różnicujące dwa zbiory tekstów), charakterystyki gramatycznej i innych cech, takich jak długość zdań.</document>
<document nplp_id="12903" title="Opracowanie tekstu" slug="opracowanie-korpusu">Pierwszym etapem opracowania tekstu jest jego segmentacja, czyli podział na jednostki - zależnie od tego, jaki jest cel segmentacji, mogą być to tokeny, zdania, chunki etc.

Każdy tekst korpusu może zostać podzielony na tokeny, to znaczy najmniejsze wydzielane jednostki znaczące. Tokenem najczęściej jest słowo, jednak może to być też np. znak przestankowy lub końcówka ruchoma. Większość narzędzi jako osobny token oznacza też tzw. aglutynant „być”, czyli końcówkę osobową czasownika. Tak więc słowo „pisałem” zostanie zinterpretowane jako trzy tokeny: [pisał][by][m]. Następnie słowo zostanie opisane jako dwa lematy: „pisać”, partykuła „by” i aglutynant być w formie „-m”.

Chunk, czyli całostka, to określenie używane podczas podziału tekstu na segmenty takie jak frazy rzeczownikowe czy czasownikowe. Oto przykładowy podział na chunki pierwszej oktawy poematu Juliusza Słowackiego Beniowski, przeprowadzony przez Chunker opracowany w ramach infrastruktury CLARIN-PL:

[caption id="attachment_13331" align="aligncenter" width="1024"] Il. 9 Chunki pierwszej oktawy poematu Juliusza Słowackiego „Beniowski", źródło: Chunker opracowany w ramach infrastruktury CLARIN-PL, oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

Narzędzie, dokonujące podziału tekstu na całostki – chunker – rozpoznaje podstawowe powiązania syntaktyczne i semantyczne. Segmenty te mogą być następnie wykorzystywane przez parser do dalszej analizy składniowej, na przykład na poziomie zdania lub całego wypowiedzenia.

Lematyzacja

Aby możliwa była analiza badawcza, tokeny wydzielone w procesie tokenizacji poddawane są kolejnym działaniom, mającym na celu przyporządkowanie ich do określonej jednostki słownikowej i formy gramatycznej – są to lematyzacja (proces przypisywania określonych jednostek tekstowych do danego lematu) i tagowanie (proces przypisywania jednostkom tekstowym interpretacji morfosyntaktycznej).

Lemat (lemma) to określenie zbliżone do lingwistycznego pojęcia leksemu. Lemat jest jednostką słownikową, podstawową formą słowa, do którego przyporządkowywane są wszystkie wystąpienia danego słowa – dla czasownika będzie to bezokolicznik, dla rzeczownika mianownik liczby pojedynczej, dla przymiotnika mianownik liczby pojedynczej rodzaju męskiego etc. W procesie lematyzacji wyrazy zapisane w tekście przyporządkowywane są do odpowiednich lematów. Oznacza to, że każde wystąpienie danego słowa, niezależnie od formy, będzie przyporządkowane do odpowiedniego lematu. Na przykład, wszystkie wystąpienia słowa „poeta”, niezależnie od przypadka, będą przyporządkowane do tego samego lematu; osobnym lematem będzie słowo „poetka”. Jeśli zaś mamy do czynienia z przymiotnikiem, np. „romantyczny”, pod jednym hasłem zgromadzone zostaną wszystkie wystąpienia tego przymiotnika, także w rodzaju żeńskim. Tak więc w mikrokorpusie złożonym z następujących fragmentów poematu Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu Juliusza Słowackiego:

1)       Muzo mdlejąca z romantycznych cierpień!

2)       Turkot powozów z Pauzylipy lochów

Woła pod tobą hymnem romantycznym

3)       Jeżeliś nie był w romantycznych spiskach,

A jesteś przyszłych wulkanów malarzem

lemat „romantyczny” oznaczony zostanie trzykrotnie: „romantycznych”, „romantycznym” i ponownie „romantycznych”. Na liście frekwencyjnej – czyli liście występujących w danym korpusie słów uporządkowanej pod kątem liczebności ich występowania – znajdzie się lemat „romantyczny” i liczba 3.

Proces lematyzacji jest kluczowy w przypadku polszczyzny, podobnie jak w przypadku wszystkich języków fleksyjnych, jest bowiem warunkiem odpowiedniego przyporządkowania słów mających różne brzmienie w różnych przypadkach (jak np. „jestem”, „są” i „być”; „rok” i „lata”  etc.).

Tagowanie morfosyntaktyczne

Kolejnym – po formowaniu i segmentacji – etapem analizy tekstu jest opracowanie, w ramach którego należy wymienić operacje lematyzacji, tagowania morfosyntaktycznego, dezambiguacji (ujednoznaczniania) oraz zarządzania metadanymi. Te operacje mogą stanowić cel sam w sobie, i wówczas można do ich przeprowadzenia wykorzystać proste narzędzie, np. Tager (Piasecki 2014) albo analizator fleksyjny Morfeusz2 (Kieraś i Woliński 2017). Najczęściej jednak opracowanie jest wstępem do dalszych badań i wykonywane jest przez narzędzia stanowiące elementy bardziej złożonych serwisów służących do analizy korpusu.

Forma, w jakiej występuje słowo w tekście, opisywana jest za pomocą tagów morfosyntaktycznych, czyli zestawu znaczników opisujących wartości przyjmowane przez odpowiednie dla danej części mowy kategorie gramatyczne. Proces tagowania odbywa się zazwyczaj w dwóch etapach – w pierwszym każdemu słowu przypisywane są wszystkie możliwe interpretacje morfosyntaktyczne, w drugim przeprowadzana jest dezambiguacja (ujednoznacznianie), czyli wybór spośród możliwych interpretacji tej właściwej.

W efekcie tych czynności każdemu wyrazowi tekstowemu przypisany zostaje odpowiedni tag morfosyntaktyczny. Ma on zwykle powtarzalną strukturę. Pierwsze miejsce zajmuje najczęściej określenie klasy gramatycznej, odpowiadającej w przybliżeniu temu, co w powszechnej świadomości funkcjonuje jako „części mowy” – są one jednak uporządkowane w liczne klasy na podstawie cech morfologicznych i tylko w niektórych przypadkach pokrywają się z powszechnie używanym podziałem Klemensiewicza. Najczęściej stosowanym przez narzędzia opracowane dla języka polskiego tagsetem jest zestaw przygotowany dla Narodowego Korpusu Języka Polskiego. Zawiera on ponad 30 klas gramatycznych, którym można następnie przyporządkować odpowiednie spośród 13 kategorii gramatycznych (takich jak rodzaj, osoba, liczba, czas, ale i aspekt, negacja, formy akcentowane i nieakcentowane itp.), z których każda może przybierać określone wartości (możliwych wartości jest łącznie 36).

Zatem najpierw określana jest forma tekstowa (na przykład [mam]), a następnie przyporządkowywane są jej wszystkie formy wszystkich leksemów, których wykładnikiem może ona być. Dla przykładowego wyrazu tekstowego [mam] będzie to zarówno dopełniacz liczby mnogiej rzeczownika „mama” (tag subst:pl:gen:f, gdzie „subst” oznacza rzeczownik, „pl” liczbę mnogą, „gen” jest oznaczeniem dopełniacza, a „f” – rodzaju żeńskiego), druga osoba trybu rozkazującego czasownika „mamić” (tag: impt:sg:sec:imperf), jak i pierwsza osoba liczby mnogiej czasu teraźniejszego czasownika „mieć” (tag: fin:sg:pri:imperf)43. Następnie dokonywana jest analiza kontekstu i na tej podstawie program przyporządkowuje do danego wyrazu odpowiedni tag. W przypadku, gdy dany wyraz nie został rozpoznany, analiza kontekstu niejednokrotnie pozwala na przybliżone określenie jego formy gramatycznej (np. wyraz o budowie przymiotnikowej pozostający w związku zgody z pobliskim rzeczownikiem zostanie zakwalifikowany jako przymiotnik w odpowiedniej liczbie, rodzaju i przypadku).

Powstaje w ten sposób lista występujących w tekście tagów, która może być podstawą analiz statystycznych, w tym analiz czasownikowych czy ogólnych analiz stylu. Pozwalają one na opisanie gramatycznego kształtu danego utworu bądź grupy utworów, porównanie ich między sobą lub prowadzenie dalszych badań.</document>
<document nplp_id="12904" title="Narzędzia i&amp;nbsp;serwisy do&amp;nbsp;analizy tekstu" slug="narzedzia-i-serwisy-do-analizy-tekstu">Jednym z serwisów umożliwiających opracowanie, a następnie analizę materiału tekstowego jest LEM (Literacki Eksplorator Maszynowy) (Maryl, Piasecki, i Walkowiak 2018). Jest to serwis opracowany z myślą o przetwarzaniu tekstów literackich w języku polskim, przede wszystkim umożliwiający wydobywanie informacji statystycznych. Zawiera on m.in. moduły służące do przeprowadzenia lematyzacji, wyznaczenie części mowy, przedstawienie charakterystyki czasownikowej korpusu, stworzenie różnego rodzaju list frekwencyjnych, obejmujących zarówno występowanie poszczególnych lematów, jak i tagów morfosyntaktycznych. LEM może także przeprowadzić ujednoznacznianie znaczeń leksykalnych. Z zadań podstawowych dostępna jest też m.in. konwersja pliku do formatu txt.

Otagowane i poddane lematyzacji teksty wchodzące w skład korpusu można, z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi, poddać procesowi anotacji. Polega on na ręcznym lub automatycznym przyporządkowaniu odpowiednim fragmentom tekstu znaczników, pozwalających na przypisanie określonemu słowu bądź fragmentowi tekstu zdefiniowanych przez anotatora (czyli osobę nanoszącą anotacje) wartości. Infrastruktura CLARIN dysponuje narzędziami, które pozwalają na nanoszenie określonych zestawów anotacji - np. wychwytujących nazwy własne i wyrażenia temporalne – automatycznie. Uważam za wartościowe zaznaczenie w tym miejscu, że system anotacji może dla tradycyjnego literaturoznawcy stanowić odpowiednik papierowych notatek czy „zakładek” umiejscawianych na marginesie tekstu. Ułatwia odnalezienie i zgrupowanie fragmentów oznaczonych tą samą wartością anotacji, umożliwia też wydobycie statystyk dotyczących np. występowania określonego typu anotacji w danej grupie tekstów.

[caption id="attachment_13409" align="aligncenter" width="1000"] Il. 10 Etapy analizy tekstu, źródło: oprac. własne[/caption]

Opracowany materiał tekstowy można następnie poddać zaawansowanej analizie. Dostępnych jest wiele możliwych działań, omówione zostaną przykładowe z nich.

Narzędzia mogą pomóc odnaleźć w tekście określone rodzaje informacji. Wspomniany już wcześniej LEM daje możliwość wygenerowania uporządkowanej listy nazw własnych występujących w danym korpusie. Z kolei Liner 2 (Marcińczuk, Kocoń, i Oleksy 2017) to narzędzie, które może zostać wykorzystane do rozwiązywania różnego rodzaju zadań polegających na etykietowaniu fragmentów tekstu, przede wszystkim do rozpoznawania nazw własnych i wyrażeń temporalnych. Dostępna jest też funkcja, w ramach której na podstawie preprogramowanego słownika oraz analizy połączeń syntaktycznych wyróżnia on w wypowiedzeniu określenia określające czynność od wyrażeń opisujących relacjonowanie tejże czynności.

Ważnym przykładem analizy jest analiza różnego rodzaju cech gramatycznych tekstu. Jest to element wielu już omówionych narzędzi (jak WebSty, KonText, ComCorp czy LEM). Narzędzie Verbs pozwala specyficznie na analizę charakterystyki czasownikowej tekstu, dając w wyniku tabelę ukazującą występowanie czasowników w określonych formach gramatycznych. Do analizy składniowej służą natomiast różnego rodzaju parsery – można wyróżnić parsery wyspecjalizowane w płytkiej bądź głębokiej analizie składniowej.

[caption id="attachment_13414" align="aligncenter" width="1024"] Il. 11 Wyniki porównania dwóch korpusów w serwisie CompCorp, źródło: CompCorp[/caption]

Budzącym duże zainteresowanie, a także wykorzystywanym komercyjnie zadaniem jest analiza wydźwięku (czy inaczej sentymentu) wypowiedzenia. Służy do niej np. narzędzie Sentemo. Upraszczając, narzędzie to przede wszystkim na podstawie występowania słownictwa o określonym nacechowaniu lub oznaczającego określone stany emocjonalne wyznacza w tekście fragmenty o pozytywnym bądź negatywnym nacechowaniu emocjonalnym. Możliwe jest też odnalezienie słów i wyrażeń oznaczających jedną z określonych emocji. Narzędzia do analizy wydźwięku bywają też wykorzystywane komercyjnie, np. w celu odnajdywania w sieci pozytywnych i negatywnych opinii dotyczących danej firmy czy produktu.

Skomplikowanym rodzajem analizy jest tworzenie sieci relacji między bytami występującymi w tekście. Modułem umożliwiającym ukazanie relacji między bytami dysponuje choćby LEM – w tym przypadku możliwe jest śledzenie relacji między ludźmi, między miejscami lub między organizacjami (nie między bytami różnego typu). W efekcie stworzony zostaje interaktywny graf, w którym ukazane są relacje między poszczególnymi bytami oraz siła tych relacji (stworzona na podstawie występujących w tekście interakcji między nimi).

Istnienie rozbudowanej infrastruktury do NLP umożliwia tworzenie serwisów stanowiących swoistą nadbudowę nad nimi. Takim serwisem jest powstający w ramach DARIAH.Lab GoLEM – Grafowy Literacki Eksplorator Maszynowy, który jest tworzony z myślą o analizie przepływu terminów i idei literackich. GoLEM będzie oferował analizę i wizualizację powiązań między tekstami oraz tworzenie słowozbiorów na kilku poziomach: intertekstualnym, między autorami, między domenami, jak np. między psychologią, filozofią, ekonomią etc, między regionami czy w wymiarach synchronicznym i diachronicznym. Możliwa będzie też analiza zmian pola semantycznego pojęć literackich. Narzędzie będzie dysponowało modułami umożliwiających wykorzystanie metadanych do analizy i grupowania tekstów, rozpoznawanie jednostek nazewniczych poszerzonych o słownictwo literaturoznawcze, analiza relacji między bytami, a także modelowanie tematyczne. GoLEM będzie działał na korpusie dostarczonym przez swoich twórców, zawierającym wybrane teksty literaturoznawcze, w tym z zakresu krytyki literackiej.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12905" title="Dane o&amp;nbsp;kulturze" slug="dane-o-kulturze">Ten rozdział przybliża problematykę pracy z danymi o kulturze – podstawowe pojęcia i metody analityczne, stanowiąc punkt wyjścia dla dalszych eksploracji tych zagadnień przez czytelników. W pracach literaturoznawczych korzystamy z różnorodnych danych badawczych, do których zaliczamy:

 	tekst kultury (egzemplarz utworu),
 	metadane (opis egzemplarza),
 	adnotacje (notatki, komentarze, uwagi, aparat krytyczny, znaczniki),
 	dane kultury literackiej (kalendaria, listy osób i zdarzeń, statystyki),
 	literatura przedmiotu (interpretacje, podręczniki, świadectwa odbioru),
 	dokumentacja procesu badawczego (metodologia, notatki) (zob. szczegółowe omówienie w Maryl et al. 2021).

Pod pojęciem danych o kulturze rozumiemy tu szeroki zbiór danych i metadanych, na podstawie których możemy wnioskować o pojedynczych utworach, grupach tekstów czy procesach życia literackiego. Wykorzystujemy do tego ustrukturyzowane informacje zaczerpnięte z takich źródeł jak bibliografie, kalendaria, leksykony czy odpowiednio przetworzone teksty, np. lista bytów występujących w danym utworze czy badanie relacji między tekstami na podstawie wyróżnionych słowozbiorów.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12906" title="Analizy statystyczne" slug="analizy-statystyczne">Poprzedni fragment

Przykładem podejścia statystycznego są różne zestawienia metadanych tekstu. Kathearine Bode korzystała z australijskiej bibliografii literackiej, by pokazać jak w latach po II wojnie światowej rósł odsetek autorek wśród twórców powieści, co jednocześnie nie znajdowało odzwierciedlenia w artykułach naukowych i tekstach prasowych poświęconych literaturze (Bode 2014, 132 i 134). Do podobnych wniosków można dojść na podstawie danych z bibliografii tekstów drugich (Il. 1), gdzie jasno widać stopniowo zmniejszającą się dysproporcję pomiędzy autorami (kolor czarny) a autorkami (kolor czarny)[przypis]Maryl, Maciej. „Tekstów Świat. Przyczynek Do Makroanalitycznej Monografii Czasopisma Literaturoznawczego.” In Projekt Na Daleką Metę. Prace Ofiarowane Ryszardowi Nyczowi., 443–62. Warsaw, Poland: Wydawnictwo IBL, 2016.[/przypis].

[caption id="attachment_13335" align="aligncenter" width="1024"] Il. 1 Odsetek mężczyzn i kobiet wśród autorów „Tekstów Drugich” (za: Maryl 2016: 449)[/caption]

Dane o publikacjach można dalej przetwarzać, np. wydzielając na podstawie liczby publikacji dużych i małych wydawców, by porównać przemiany w czasie i produkcji, jak na ilustracji nr 2 (za: Maryl 2017).

[caption id="attachment_13336" align="aligncenter" width="1024"] Il. 2 Liczba książek i artykułów publikowanych przez duże i małe czasopisma oraz wydawców (za: Maryl 2022)[/caption]

Badania można prowadzić też na podstawie paratekstów i metadanych. Moretti (2013:183) analizował długość tytułów powieścowych lat 1740-1840, ukazując stopniową standardyzację tego paratekstu. Ten sam autor, na podstawie metadanych genologicznych, zaprezentował wykres sezonowości gatunków powieści brytyjskiej 1740-1900 (2005: 19).

Podobne wizualizacje można wykonywać, wykorzystując dane geograficzne, na przykład do pokazania produkcji literackiej na danych obszarach. Na przykład w serwisie Europejskiej Bibliografii Literackiej można wizualizować miejsca związane z publikacją utworów twórców z zasobów połączonych bibliografii, np. Adama Mickiewicza (Il. 3)

[caption id="attachment_13337" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Wizualizacja miejsc związanych z publikacją dzieł Adama Mickiewicza, źródło: literarybibliography.eu[/caption]

Zestawienia metadanych nie muszą mieć formy chronologicznej czy przestrzennej – jak wizualizacja 100 najczęściej cytowanych autorów w Tekstach Drugich (Il. 4. za: Maryl 2016).

[caption id="attachment_13338" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Sto najczęściej cytowanych autorów w „Tekstach Drugich” (za: Maryl 2016: 452)[/caption]</document>
<document nplp_id="12907" title="Analizy sieciowe" slug="analizy-sieciowe">Analizy sieciowe skupiają się na wykazaniu relacji między danymi elementami. Hoyt Long i Richard So badali na przykład modernistyczne grupy literackie na podstawie publikacji w czasopismach poetyckich (2013). Maryl (2014) wizualizował relacje między postaciami internetowymi polskiego życia literackiego na podstawie linków z ich stron domowych (Il. 5).

[caption id="attachment_13339" align="aligncenter" width="1004"] Il. 5 Relacje między twórcami w sieci[/caption]

Goldstone i Underwood (2014) wizualizowali relacje między zagadnieniami poruszanymi przez amerykańskie literaturoznawstwo. Maryl i Eder (2017) przygotowali mapę tematów poruszanych na łamach Tekstów Drugich (Il. 6).

[caption id="attachment_13341" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Mapa tematów poruszanych w „Tekstach Drugich” poddanych kategoryzacji[/caption]

W podobny sposób Maryl et. al (2016) analizowali relacje między gatunkami blogowymi, wizualizując ich współwystępowanie w obrębie jednego blogu (Il. 7).

[caption id="attachment_13342" align="aligncenter" width="1001"] Il. 7 Relacje między gatunkami blogowymi na podstawie współwystępowania tagów[/caption]

Wizualizacjom można poddawać relacje między postaciami literackimi występującymi w danym utworze. Ilustracja 8 przedstawia taką sieć dla Lalki Prusa, po odfiltrowaniu mniejszych postaci dla czytelności. Sieć utworzono za pomocą narzędzia LEM (Maryl, Piasecki, Walkowiak 2018) na podstawie współwystępowania postaci w obrębie tekstu. Łatwo zobaczyć, które postaci są ważniejsze (rozmiar węzła i tekstu) oraz które połączenia najsilniejsze. Przestrzenne usytuowanie jest także sygnałem siły relacji między poszczególnymi postaciami.

[caption id="attachment_13343" align="aligncenter" width="771"] Il. 8 Relacje między postaciami w „Lalce”, źródło: narzędzie LEM[/caption]</document>
<document nplp_id="12908" title="Przygotowanie danych" slug="przygotowanie-danych">Poprzedni fragment

Dane badawcze do analiz można opracowywać w różnych formatach. Schöch (2013) rozróżnia dane ustrukturyzowane (baza danych), częściowo ustrukturyzowane (XML) i nieustrukturyzowane (np. tekst). Struktura danych może zaś być linearna (np. tabelaryczna), hierarhiczna (np. drzewo) lub relacyjna (sieć). Najpopularniejszą obecnie formą przechowywania danych w humanistyce są tabele, które można edytować popularnymi programami biurowymi (np. Excel, OpenOffice Calc, Google spreadsheets) i eksportować do prostego pliku CSV, odczytywanego przez inne programy. W dalszych częściach spróbujemy zbudować próbną sieć. Publiczność zainteresowaną bardziej rozbudowanymi przykładami odsyłam do analizy Makbeta na podstawie relacji między osobami dramatu w poszczególnych scenach (ShakespeareMacbeth).

Dane dzielimy na kolumny, które opatrujemy nagłówkami (najlepiej bez spacji i polskich znaków), a w kolejnych wierszach podajemy kolejne obserwacje. Tab.1. zawiera przykładowe dane dotyczące postaci. Pierwsza kolumna zawiera unikalny identyfikator bytu (ważne, by trzymać się spójnej konwencji). Kolumna label to nazwa bytu do wyświetlania, zaś kolejne dane (imię, nazwisko, płeć, rok urodzenia). Zwróćmy uwagę, że dane mogą przyjmować różne wartości: ciąg znaków (imię i nazwisko), daty i liczby (rok urodzenia) czy kategoryzacja (płeć).

[caption id="attachment_13344" align="aligncenter" width="1000"] Tab. 1 Przykładowe dane tabelaryczne[/caption]

W przypadku analizy sieciowej potrzebujemy zakodowania relacji między dwoma bytami –-- relację nazywamy krawędzią (edge), byty zaś węzłami (node). Dodatkowo, sama relacja może mieć własne atrybuty, jak data czy waga (weight),  która oznacza siłę relacji (np. jeśli dani autorzy A i B napisali wspólnie 2 teksty, a autorzy B i C, tylko jeden, to krawędź A-B może mieć wagę dwa, a B-C jeden).

W naszym przykładzie kodujemy relacje między osobami z Tab.1 na podstawie jakiegoś zjawiska, które je łączy. Na przykład faktu cytowania jednej osoby przez drugą. W efekcie powstaje lista par osób wzajemnie się cytujących (Tab. 2). P01 cytuje P02 i P04, itd.

[caption id="attachment_13346" align="aligncenter" width="967"] Tab. 2 Przykładowe relacje między bytami[/caption]

Możemy tę listę dodatkowo uprościć, przekształcając powtarzające się pary na krawędzie o różnej wadze. Jeżeli osoba cytowała drugą tylko raz, waga będzie na poziomie jeden, jeżeli dwukrotnie – dwa, trzykrotnie – trzy i tak dalej (Tab. 3).

[caption id="attachment_13347" align="aligncenter" width="985"] Tab. 3 Uporządkowana tabela krawędzi z wagami[/caption]

&amp;nbsp;

Tak przygotowane dane można już wprowadzać do analizy do popularnych programów grafowych (np. omawianego niżej GEPHI). Dodajmy, że na etapie przygotowywania i wprowadzania danych ustalamy też, czy relacja jest skierowana i – jeśli tak – jaki ma kierunek. W naszym przykładzie mamy do czynienia z relacją skierowaną (A – cytuje → B). Oczywiście od przyjętej przez nas metodologii zależy, jaki kierunek ustanowimy – możemy równie dobrze uznać, że (B – jest cytowany przez → A). Ważne, by trzymać się tych zasad konsekwentnie.

Relacja nieskierowana, dla odmiany, zakłada pewną równoważność –-- jak współwystępowanie. Gdyby nasze dane przedstawiały nie tyle relacje cytowań, ile współautorstwo artykułów naukowych, to mielibyśmy relację nieskierowaną (B ← jest współautorką → A). Ta różnica jest bardzo istotna, ponieważ niektóre statystyki sieci zależą od tego czy graf jest skierowany czy nie. W przypadku GEPHI podejmujemy tę decyzję dla całego grafu, wprowadzając dane. W przypadku baz grafowych jak Neo4j możemy pracować na różnorodnych relacjach.

Sieci mono- i wielomodalne

Wreszcie, warto pamiętać, że większość algorytmów w dostępnych programach do analizy sieciowej jest oparta na założeniu o monomodalności sieci, tzn. że wszystkie elementy mogą się potencjalnie ze sobą łączyć. Sieć budowana na omawianych wyżej relacjach spełnia ten warunek, ponieważ występuje jeden typ bytu – osoba – który potencjalnie może wejść w relację cytowania ze wszystkimi pozostałymi bytami. Sprawa się skomplikuje, gdybyśmy wprowadzimy nowy typ bytu – np. czasopismo. Spójrzmy na Tab.4, która zawiera dane na tematy trzech osób (P) publikujących w trzech czasopismach (Cz). Jako że mamy tu dwa typy bytów, taką sieć określamy mianem bimodalnej (możliwe są też sieci wielomodalne z kolejnymi typami bytów, jak np. wydawcy, książki, nagrody). Zwróćmy jednak uwagę, że w tej sieci nie mamy swobody zawiązywania relacji między wszystkimi elementami (nie ma relacji P-P albo Cz-Cz).

[caption id="attachment_13348" align="aligncenter" width="986"] Tab. 4 Relacje w sieci bimodalnej[/caption]

I choć można taką sieć analizować w bazach grafowych, to algorytmy takich narzędzi jak Gephi działają na założeniu o monomodalności, np. przy wyliczaniu liczby możliwych połączeń w sieci. Dlatego też, by zastosować algorytmy dla tych sieci, musimy dokonać projekcji monomodalnej, czyli przekształcić relacje między różnymi typami na relację między tym samym typem. A zatem, w naszym przykładzie, w zależności od pytania badawczego, możemy wybrać, czy przekształcamy naszą sieć osób publikujących w czasopismach na sieć relacji między osobami (publikowanie w tym samym czasopiśmie tworzy krawędź między dwoma osobami), czy czasopismami (jeżeli jedna osoba publikowała w dwóch czasopismach, tworzymy krawędź między nimi) (Tab.5).

[caption id="attachment_13349" align="aligncenter" width="1000"] Tab. 5 Przykład projekcji monomodalnej. Wariant A – relacje między autor(k)ami. Wariant B – relacje między czasopismami[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12909" title="Przykład analizy sieciowej z&amp;nbsp;wykorzystaniem Gephi" slug="przyklad-analizy-sieciowej-z-wykorzystaniem-gephi">Poprzedni fragment

Dane sieciowe przygotowane w poprzednim punkcie, lub pozyskane z innych źródeł, można łatwo wizualizować i analizować w bezpłatnym programie Gephi. W tym podrozdziale dokonujemy krótkiej prezentacji zagadnienia, by pokazać łatwość obsługi i potencjał analityczny tego narzędzia, odsyłając zainteresowanych czytelników do bardziej szczegółowych opracowań.

Dane do programu można załadować w postaci tabelarycznej z pliku CSV lub XLS. Po obliczeniu podstawowych wartości węzłów (w tym wypadku – rang zależnych od liczby połączeń) możemy zwizualizować połączenia i zobaczyć, że D i B są kluczowymi elementami sieci, z którymi łączy się większość pozostałych elementów, w tym E. Możemy też skupić się w analizie tylko na relacjach wychodzących lub przychodzących.

Na poniższym grafie (il. 10) widzimy sieć stworzoną na podstawie listy węzłów z tab.1 i relacji między nimi z tab. 2. Kolor węzła oznacza płeć, zaś jego rozmiar –-- rangę połączeń przychodzących (in-degree) danego węzła, czyli w tym wypadku liczbę cytowań danej osoby. Już na podstawie inspekcji wizualnej można stwierdzić, iż kluczowym punktem odniesienia w tej sieci jest Dawidowski, którego najczęściej cytuje Bogdanowski (rozmiar krawędzi), zaś Adamska jest najrzadziej cytowaną autorką.

[caption id="attachment_13351" align="aligncenter" width="943"] Il. 9 Wizualizacja węzłów z tab. 1 i relacji między nimi z tab. 2[/caption]

Te wstępne obserwacje można pogłębiać na podstawie statystyk sieci, odmiennych algorytmów wizualizacyjnych, grupowania czy filtrowania węzłów i krawędzi pod wybranym kątem. Zagadnienia wykraczają poza ten wstępny ogląd, ale dobrym wprowadzeniem do problematyki analizy relacji sieciowych jest rozdział Grahama, Milligana i Weingerta 2016 i seria wpisów blogowych Weingarta (2011). Dobre wykazy podręczne terminów znajdują się u Duringa (2015), a Grandjean i Jacomy (2019) piszą, jak analizować duże sieci.
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12910" title="Zarządzanie danymi" slug="zarzadzanie-danymi">Poprzedni fragment

Istotnym komponentem procesu badawczego jest zarządzanie danymi badawczymi, czyli zestaw operacji pozwalających nam rozpoznać, odpowiednio nazwać i zachować materiały, na których pracujemy. W tym miejscu warto tylko podkreślić konieczność takich prac, które pozwalają udostępnić materiały na zasadach FAIR, tzn. findable (odnajdywalne), accessible (dostępne), interoperable (interoperacyjne) i reusable (zdatne do ponownego użycia). Kluczowe jest prowadzenie szczegółowej dokumentacji procesu zbierania danych i odnotowywanie wszystkich decyzji merytorycznych związanych z danymi. Taka dokumentacja pozwoli innym użytkownikom korzystać ze zbiorów.

Choć nie wszystkie dane można opublikować ze względu na prawa autorskie, np. dane osobowe czy wrażliwe, to zasady FAIR zachęcają do otwierania danych jak to tylko możliwe i zamykania ich tylko na ile to konieczne. W przypadku danych o kulturze pracujemy głównie na materiałach publicznych – np. ogólnie dostępnych metadanych obiektów – więc zazwyczaj możemy je publikować. Dobrą praktyką jest publikowanie wszystkich materiałów związanych z procesem badawczych, tj. danych, kodu (o ile został wytworzony) i dokumentacji, które pozwolą innym na replikację wyników lub wykorzystanie w innych pracach (np. Maryl i Eder 2023 publikują kod i dane w repozytorium). Maryl et. al 2021 dostarczają wskazówek w zakresie zarządzania danymi, przytaczając odnośniki do literatury przedmiotu.
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12911" title="Kto skorzysta z&amp;nbsp;naszych badań? Badania użytkowników, angażowanie odbiorców oraz&amp;nbsp;budowanie społeczności" slug="kto-skorzysta-z-naszych-badan-badania-uzytkownikow-angazowanie-odbiorcow-oraz-budowanie-spolecznosci">W projektach badawczych i infrastrukturalnych bardzo dużą wagę przywiązuje się do osób, które będą korzystać z ich wyników. Czasami chodzi wyłącznie o grono akademickie, ale większość projektów wychodzi do szerszych grup społecznych, które bierzemy pod uwagę, dodatkowo zachęceni III. kryterium ewaluacji dotyczącym wpływu społecznego (Wróblewska 2017). W innych przypadkach, zwłaszcza  w humanistyce cyfrowej, przy projektowaniu narzędzi, portali bądź platform naukowych, dyskutujemy o potrzebach użytkowników i użytkowniczek, czyli osób, które będą z nich korzystać (Forbes et al. 2021). Infrastruktury, filary współczesnej humanistyki cyfrowej, są bezpośrednio związane z uczonymi, którzy je współtworzą oraz wykorzystują w działaniach naukowych. Badanie potrzeb użytkowników i próby zaangażowania ich w projekt od najwcześniejszych jego etapów przestają być ciekawym dodatkiem do projektu, a stają się raczej pewną siłą napędową i punktem wyjścia do wielu decyzji projektowych dotyczących celów i funkcjonalności budowanych rozwiązań.

W tym rozdziale podzielimy się refleksją o roli odbiorców i grup docelowych na kolejnych etapach procesu projektowego. Pierwsza grupa zagadnień dotyczy budowania nowego portalu w oparciu o badania użytkowników. Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN poszerza swoje kompetencje w tym kontekście w sposób wielotorowy. Zacznijmy od tego, iż refleksji poddawane są same sposoby badania użytkowników. Przedstawimy tu zatem konkretne metody (ankiety, wywiady, obserwacje), jak i terminy ze świata badań UX (user experience). Przedstawimy dwa studia przypadku wykorzystania teorii w budowaniu cyfrowych projektów naukowych: (1) badania potencjalnych użytkowników podczas prototypowania i tworzenia portalu Dariah.Lab Inspire

[caption id="attachment_13421" align="aligncenter" width="1024"] Il. 1 Platforma wymiany wiedzy oraz danych o nauce i kulturze Dariah.lab Inspire[/caption]

Druga część odnosi się do angażowania użytkowników poprzez testowanie istniejących platform. Coraz częściej włącza się naukowców i naukowczynie spoza danego projektu w proces testowania przygotowywanych dla nich rozwiązań. Przeprowadzamy rozpoznanie tego zjawiska, a następnie ilustrujemy je opisami doświadczeń i refleksji Agnieszki Szulińskiej jako testerki SSH Open Marketplace oraz wielojęzycznej platformy GoTriple.

[caption id="attachment_13422" align="aligncenter" width="1024"] Il. 2 Platforma GoTriple[/caption]

W trzeciej części przyjrzymy się zaś trzem studiom przypadku z zakresu budowania i podtrzymywania różnych społeczności naukowych. Warto pamiętać o społecznościach wokół tematów badawczych, dziedzin, platform czy infrastruktur naukowych. Pierwszy przykład pokazuje jak badanie potrzeb środowiska nauk społecznych i humanistycznych w zakresie innowacyjnych praktyk w komunikacji naukowej wykorzystano do zbudowania Laboratorium Innowacji OPERAS. Następnie przyglądamy się grupom roboczym, które stanowią ciekawy przykład oddolnych społeczności powstałych dzięki wspólnym zainteresowaniom i aktywnościom jej członków oraz członkiń. W ostatnim przykładzie przyglądamy się działalności „Biuletynu Polonistycznego”, pokazując działania redakcji nakierowane na budowanie wspólnoty spośród jednostek współtworzących portal.

[caption id="attachment_13423" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Platforma OPERAS[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12912" title="Metodologia badań użytkowników" slug="metodologia-badan-uzytkownikow">Poprzedni fragment

Badania UX, czyli badanie doświadczenia użytkowników (UX – od user experience), to rozbudowana gałąź badań znajdujących dziś zastosowanie głównie w przedsięwzięciach komercyjnych, najczęściej w procesie projektowania lub optymalizacji produktu czy usługi. Stosuje się je na różnych etapach procesu projektowego, a ich celem jest dostarczenie wiedzy i danych ułatwiających podjęcie decyzji o kolejnych krokach (Mościchowska i Rogoś-Turek 2019). W fazie wstępnego planowania stworzenia produktu bądź usługi warto przeprowadzić według metodologii UX-owych etap „badania potrzeb”, które pozwala zgromadzić informacje o realnych oczekiwaniach grupy docelowej. Z kolei w przypadku już istniejących produktów przeprowadza się etap „testów użyteczności”, pozwalający na weryfikację funkcjonalności, czytelność i przejrzystość interfejsu. Kolejne iteracje (powtórzenia) poszczególnych faz w ramach cyklu życia danego projektu pozwalają na dostosowywanie, optymalizację kosztów i usprawnianie projektu, co sprawia, że metody UX-owe mają zastosowanie w projektach z zakresu humanistyki cyfrowej, w szczególności tych nastawionych na budowanie infrastruktury cyfrowej.

Dzięki wiedzy na temat użytkowników i ich doświadczeń, twórcy narzędzi cyfrowych mogą lepiej odpowiadać na ich potrzeby, a zatem tworzyć rzeczy naprawdę użyteczne i chętnie używane. Pozwala to też rozsądnie zarządzać środkami publicznymi, przeznaczając je na tworzenie usług, na które rzeczywiście jest popyt, dopasowanych do konkretnych zadań badawczych.

Ankiety, wywiady, obserwacje

Metody UX-owe korzystają z tradycji zarówno badań ilościowych, jak i jakościowych. W dużej mierze czerpią z już ugruntowanych dyscyplin jak socjologia, etnografia, czy klasyczne badania marketingowe, dostosowujące je do konkretnych potrzeb związanych z projektowaniem usług cyfrowych (np. eye-tracking, czyli badanie ruchu gałki ocznej, czy mouse-movement-tracking – badanie ruchu kursora na ekranie). Tutaj chcielibyśmy skupić się na tych metodach, które mogą być najbardziej przydatne i realistyczne do przeprowadzania w warunkach projektu z zakresu humanistyki cyfrowej.

 	Ankiety — to najpopularniejsza wśród badaczy nauk humanistycznych i społecznych (HS) forma zbierania informacji od innych osób. Dobre przygotowanie ankiety jest nie tylko dość pracochłonne, ale także pozostawia dużą część pracy po stronie osób ankietowanych (szczególnie w przypadku pytań otwartych), co może wpływać na jakość odpowiedzi i skuteczność w ich zbieraniu. Dużą zaletą jest ujednolicenie zbieranych danych, co wpływa na późniejszą łatwość obróbki z użyciem narzędzi cyfrowych, ale też niweluje możliwość wychwycenia niuansów w specyfice korzystania z badanego narzędzia. Konstruowanie ankiety wymaga zastosowania pewnych założeń i przedsądów, które nie pozostawiają wiele miejsca na dowolność odpowiedzi, czy interpretacji pytania. W praktyce UX-owej ankiety są stosowane najczęściej jako krótkie formy weryfikacji ilościowej masowo używanych produktów, rzadziej do mniejszych projektów, ponieważ nie dostarczają kompleksowej odpowiedzi na pytania, w jaki sposób coś jest rzeczywiście używane.
 	Wywiady indywidualne — pogłębione wywiady indywidualne (względnie diady lub triady) to metoda jakościowa, najczęściej wybierana na etapie badania potrzeb, ponieważ pozwala stawiać otwarte pytania i podążać za naturalnym tokiem wypowiedzi osoby badanej. Odmianą chętnie stosowaną w badaniach UX są wywiady kontekstowe, czyli odnoszące się do konkretnego kontekstu realnego użycia jakiegoś rozwiązania (np. rozmawiamy z osobą badaną w miejscu jej codziennej pracy, jednocześnie prosząc o pokazanie narzędzi, z których korzysta). Zachowanie podczas badania warunków jak najbardziej zbliżonych do naturalnych pozwala na osiąganie lepszych efektów niż wyabstrahowanie doświadczenia do warunków laboratoryjnych.
 	Fokusy i obserwacje — obserwowanie i analizowania zachowań i doświadczeń użytkowników w grupach mogą również dostarczyć wielu cennych informacji, nieco innych niż w kontakcie 1:1. Grupy fokusowe wykorzystują dynamikę pracy w grupie i pozwalają na szybkie przetestowanie hipotez lub prototypów rozwiązań z różnych punktów widzenia. Przygotowanie spotkania fokusowego wymaga sporego zaangażowania ze strony badacza czy badaczki, ale może przynieść wiele wiedzy w stosunkowo krótkim czasie. Aby uniknąć błędów poznawczych przy wyciąganiu wniosków po stronie osoby prowadzącej badanie, warto jest zadbać o rejestrację spotkania lub obecność obserwatora/obserwatorki, czyli drugiej pary oczu, która może dostrzec inne aspekty i zwrócić uwagę na szczegóły, które mogłyby zostać pominięte.
 	Zadaniowe testy użyteczności — metoda wypracowana typowo na gruncie badań UX, polegająca na zaangażowaniu użytkownika w szereg zadań imitujących konkretne przypadki użycia produktu. Można je przeprowadzić na każdym etapie, kiedy mamy już do czynienia z namacalnym przedmiotem badania - nawet jeśli są to tylko papierowe szkice, czy makiety. Podczas testu sprawdza się przede wszystkim zrozumiałość koncepcji i zastosowanej terminologii, nawigację i architekturę informacji, naturalność i wygodę użycia poszczególnych elementów. W przygotowaniu skutecznych testów użyteczności trzeba mieć jasno postawioną hipotezę lub wybrane funkcjonalności do zbadania i przemyślane konkretne przypadki użycia, do których chcemy użytkownika zachęcić. Jednocześnie przeprowadzanie testów i interpretacja wniosków wymaga pewnej elastyczności i balansowania pomiędzy naprowadzaniem na funkcjonalności a obserwacją naturalnych reakcji osoby testującej.

Persony i user journey map

Persony to konstrukty konkretnych użytkowników — mają wszelkie uwiarygadniające cechy, emocje, nawyki, ambicje, charakterystyki zachowań, a jednocześnie są całkowicie wymyślonymi osobami. Drugim podstawowym modelem pozwalającym uporządkować i wykorzystać wiedzę wyniesioną z badania UX-owego jest user journey map. Jest to sposób przedstawiania szczegółowej drogi użytkownika od powzięcia zamiaru lub wyrażania pewnej potrzeby do jej realizacji — z użyciem projektowanego rozwiązania. Mapy i persony są narzędziami wstępnego etapu projektowego nazwanego modelowaniem — pokazywaniem uproszczonej wersji świata użytkownika. Służą nie tylko wizualizacji danych zebranych na wcześniejszych etapach, ale przede wszystkim pomagają skonkretyzować pomysły na rozwiązania oraz zawęzić obszary eksploracji. Przykład kompleksowego badania użytkowników prezentujemy w studium przypadku platformy Inspire.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12913" title="Analiza konkurencyjnych rozwiązań" slug="analiza-konkurencyjnych-rozwiazan">Praca nad portalem Inspire rozpoczęła się od analizy istniejących już rozwiązań, czyli stron i platform, które w podobny sposób umożliwiają wymianę wiedzy i udostępniają materiały przydatne humanistom cyfrowym. Poddaliśmy analizie blisko 30 portali polskich i zagranicznych o tematyce kulturalnej, naukowej i edukacyjnej, porównując je zarówno pod względem treści i sposobu ich wyświetlania czy grupowania, jak i w kontekście oferowanych przez nie funkcjonalności i właściwości UX-owych. Bibliografię przykładów zgromadzono w osobnej kolekcji w Zotero.

Analiza porównawcza dowiodła, że najbardziej udane serwisy są współtworzone przez społeczności. Większość z nich zapewniała użytkownikom dodatkowe uprawniania po zalogowaniu, takie jak możliwość wprowadzania własnych treści i komentowania, a także przedstawiała sylwetki osób zajmujących się daną dziedziną. Za szczególnie cenne funkcje uznano także liczne odsyłacze do innych materiałów w sieci, posługiwanie się słowami kluczowymi i otwartymi metadanymi w różnych formatach, różnorodne formy przekazu (m.in. podkasty, filmy) i zasoby potrzebne naukowcom (m.in. bibliografie, filmy, tutoriale, zorientowane na badania teksty). Uwagę zwróciły różne rodzaje treści, np. przegląd metodologii, szczegółowa analiza metodologii, opracowanie „przepływu pracy” (workflow explainer) dla bieżącego projektu, listy zasobów, wpisy na blogu, a w związku z tym kluczową funkcjonalnością okazała się wyszukiwarka — z możliwością zawężenia kryteriów wyszukiwawczych. Atrakcyjne było również prezentowanie danych w nietypowych formach, jak kalendarz (np. nadchodzących wydarzeń) i mapa (np. instytucji partnerskich) czy agregowanie najnowszych treści z mediów społecznościowych.

Słowa kluczowe przewijające się przez wszystkie dyskusje na tym etapie pracy to: zaangażowanie, społeczność, interaktywność, crowdsourcing, komunikacja. Opracowaliśmy wstępne kategorie treści, na podstawie założeń projektowych i udało nam się wyłonić konkretne pytania badawcze, które posłużyły do sformułowania dalszych kroków:

 	W jaki sposób zaangażować użytkowników i użytkowniczki do aktywnego udziału w wymianie wiedzy?
 	Jak prezentować treści oraz jak ułatwiać korzystanie z nich?
 	Jak zorganizować ich wyszukiwanie w sposób przystępny i efektywny dla użytkownika?
</document>
<document nplp_id="12914" title="Badanie potrzeb – wywiady indywidualne" slug="badanie-potrzeb-wywiady-indywidualne">W ramach badania potrzeb przeprowadziliśmy 14 wywiadów pogłębionych częściowo ustrukturyzowanych, których celem było określenie w jaki sposób naukowcy/naukowczynie i badacze/badaczki kultury korzystają z dostępnych metod, narzędzi i źródeł cyfrowych w swojej codziennej pracy. Pytanie, na które szukaliśmy odpowiedzi, brzmiało: czy istnieje potrzeba stworzenia portalu angażującego społeczność humanistów cyfrowych i badaczy kultury w wymianę wiedzy i jakie funkcje miałby on pełnić?

By się tego dowiedzieć, umówiliśmy około 60-minutowe rozmowy online z przedstawicielami i przedstawicielkami instytutów PAN (7) i uniwersytetów (7) o różnych stopniach zaawansowania kariery naukowej (mgr/doktorant 7, dr 3, dr hab./prof. uczelni, instytutu 3, prof. zw. 1), wywodzącymi się z różnych humanistycznych dyscyplin naukowych. Pytaliśmy o proces pracy związanej z aktywnością zawodową w sieci, prosiliśmy o wyszczególnienie czynności z nim związanych (założone: wyszukiwanie, przeglądanie, kontaktowanie się, prezentowanie wyników) i sprawdzaliśmy nawyki związane z tymi czynnościami. Pytaliśmy także o niezrealizowane potrzeby (np. w kwestii korzystania z urządzeń — mobilnych czy stacjonarnych; w kwestii preferowanej formy prezentowania treści — tekstowe, wideo, audio) i eksplorowaliśmy zachowania społeczne — m.in. kontakty indywidualne vs komunikacja grupowa.

Najważniejsze wnioski, jakie przyniosły nam badania to istnienie silnej potrzeby agregacji rozproszonych informacji dystrybuowanych przez polskie instytucje naukowe. W ramach przedstawienia ich w jednym miejscu potrzeba też wyraźnych podziałów i personalizacji treści, ze względu na zagrożenie zalewem niepotrzebnych informacji. Dostrzegliśmy także potencjalną trudność w konsolidacji zamkniętych środowisk dyscyplinowych, co prowadziło ponownie do położenia nacisku na budowanie społeczności. A ze względu na różnego rodzaju nawyki w zachowaniach społecznych, konieczne okazało się ułatwienie kontaktów zarówno w ramach szerszych grup, jak i z pojedynczymi badaczami.</document>
<document nplp_id="12915" title="Trzy persony i&amp;nbsp;różne tryby przeglądania treści" slug="trzy-persony-i-rozne-tryby-przegladania-tresci">Po zebraniu obserwacji przeprowadziliśmy analizę klastrową danych w ramach pracy grupowej w zespole projektowym. Klastry przygotowaliśmy zgodne z aktywnościami podejmowanymi w związku z pracą zawodową w sieci: dzielenie się (z badaczami/ze społeczeństwem), wyszukiwanie/przeglądanie (treści/narzędzi/projektów), praca badawcza i kontaktowanie się (z konkretnymi osobami/ze społecznością/ze znajomymi) lub nauczanie (siebie/innych).

Wyróżniliśmy 3 typy użytkowników, na podstawie których stworzyliśmy 3 konkretne persony:

 	samotnego wilka,
 	ekstrawertyka,
 	 grupowicza.

Do typów użytkowników dobraliśmy cechy demograficzne najczęściej występujące w danych grupach i w ten sposób (z użyciem narzędzia do wspólnego projektowania MIRO) powstały karty person, które prezentujemy poniżej.

[video poster="https://nplp.pl/wp-content/uploads/2023/09/01-2-scaled.jpg" width="1122" height="792" mp4="https://nplp.pl/wp-content/uploads/2023/09/typy-person.mp4" loop="true"][/video]

&amp;nbsp;

W kartach wyszczególnione są główne motywacje do korzystania z serwisu, mocne i słabe strony, a także obecne największe frustracje w procesie pracy badawczej. Do każdej z person przygotowaliśmy także user journey map (połączony z mapowaniem emocji), adekwatny do najbardziej typowego procesu pracy danego użytkownika.

Dla Samotnego Wilka jest to proces rozwijania konkretnego zagadnienia i przygotowania zajęć dydaktycznych, w trakcie którego może chcieć skorzystać z portalu w celu odnalezienia nowych źródeł, kontaktu z konkretnymi specjalistami (np. od narzędzi cyfrowych). Może też użyć zasobów portalu do wsparcia w przygotowaniu, czy rozpowszechnianiu późniejszej publikacji.

Dla Ekstrawertyka typowym procesem jest poszukiwanie inspiracji i wsparcia do rozpoczęcia nowego projektu, w którym może chcieć skorzystać z portalu w trybie swobodnej eksploracji w fazie inspiracji. Dalej będzie potrzebował precyzyjnej wyszukiwarki do pogłębienia tematu, odnalezienia źródeł i osób do współpracy. Na koniec może też chcieć wykorzystać możliwości portalu do dzielenia się projektem.

Ostatni typ — Grupowicz — najczęściej realizuje część projektu z wykorzystaniem zaawansowanych narzędzi cyfrowych. W tym zadaniu portal może go wesprzeć na etapie poszukiwania zleceń czy miejsc prezentacji (np. CFP konferencji naukowych) poprzez przeglądanie tablicy ogłoszeń, ale także stwarzać miejsce łatwego kontaktu z określoną grupą tematyczną dzięki systemowi tagowania treści.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12916" title="Rozwiązania i&amp;nbsp;decyzje projektowe" slug="rozwiazania-i-decyzje-projektowe">Na podstawie przeprowadzonych badań i fazy modelowania z użyciem person oraz user journey maps określiliśmy wraz z zespołem technicznym kluczowe i możliwe do wdrożenia funkcjonalności portalu. Za przewodnie uznaliśmy potrzeby persony prof. Izabeli Juszczyk i dra Pawła Nieczyńskiego, ponieważ postaci typu Grupowicz(ka) mają już najczęściej własne kanały komunikacji. Wybrane dwie persony miały największe szanse na zainteresowanie się i skorzystanie z portalu w formie, do jakiej mogliśmy go w danych warunkach doprowadzić. Nasz cel w zakresie budowania społeczności opisaliśmy metaforycznie jako: „Połączenie ekstrawertyków z samotnymi wilkami na gruncie wspólnych zainteresowań”.

[caption id="attachment_13434" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Karta persony 1 w projekcie Inspire, źródło: oprac. własne[/caption]

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13435" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Karta persony 2 w projekcie Inspire, źródło: oprac. własne[/caption]

Ponieważ wspólny mianownik dla grupy docelowej nie jest łatwo uchwytny, użytkownikom i użytkowniczkom sporą trudność sprawiało odnalezienie się pod parasolowym określeniem „humanistyka cyfrowa”. Dlatego w ramach zwiększenia inkluzywności, zaproponowaliśmy szeroki wachlarz informacji przydatnych w różnych dziedzinach humanistyki z zakresu:

 	przykładowych inicjatyw [projekty],
 	możliwości wykorzystania narzędzi [use case – baza wiedzy],
 	narzędzi możliwych do wykorzystania w badaniach ilościowych i jakościowych [narzędzia],
 	możliwości zatrudnienia i współpracy w ramach zespołów projektowych [ogłoszenia].

Rekomendowaliśmy stworzenie serwisu, który odpowie na podstawową potrzebę: skonsolidowania polskiego środowiska naukowców z szeroko pojętej humanistyki cyfrowej, poprzez możliwość odnajdywania osób do współpracy, zorientowania się w projektach (planowanych, aktualnych i zakończonych) i instytucjach prowadzących badania o podobnej tematyce lub metodologii, zaproszenia do udziału we wspólnych wydarzeniach oraz do dyskusji na interesujące społeczność tematy.</document>
<document nplp_id="12917" title="Prototypowanie i&amp;nbsp;testowanie" slug="prototypowanie-i-testowanie">Współpracujący z nami zespół techniczny z PCSS przygotował prototyp do badań z użytkownikami w formie najpierw klikalnego wireframe’u w programie Adobe XD, a następnie mockupu z naniesionymi grafikami. Zyskaliśmy w ten sposób możliwość przeprowadzania testów przed końcowym zatwierdzeniem projektu do wdrożenia (co jest korzystne z uwagi na mniejszy koszt wprowadzania zmian na tym etapie). W ramach testów na prototypie przeprowadziliśmy dwukrotnie minibadanie fokusowe podczas zebrań zespołu Centrum Humanistyki Cyfrowej (pytaliśmy osoby niebiorące bezpośredniego udziału w projektowaniu narzędzia) - jedno podczas zebrania in situ pokazując layout ogólny portalu na rzutniku, drugie podczas zebrania online, kiedy poprosiliśmy uczestników o samodzielnie klikanie w prototyp w poszukiwaniu konkretnej informacji. Najwięcej informacji jednak dostarczyły nam testy online z użytkownikami 1:1, podczas których testowaliśmy konkretne funkcjonalności, co do których mieliśmy największe wątpliwości.

Testy zweryfikowały wiele z pomniejszych decyzji projektowych, takich jak umiejscowienie tagów, pokazywanie podglądu wizytówki uzupełnianej przez użytkownika, czy konieczność zmiany nazewnictwa niektórych elementów. Jednak główną decyzją projektową, która zapadła w wyniku wyciągniętych wniosków z badań, była potrzeba większego zaakcentowania dwóch różnych sposobów interakcji z platformą, odpowiadających na potrzeby przewodnich person. Z badania potrzeb wynikła chęć obrania jednego z dwóch trybów eksploracji zasobów sieciowych przez środowisko humanistów cyfrowych: trybu swobodnej eksploracji (w fazie poszukiwania inspiracji do badań naukowych) lub trybu szybkiego docierania do konkretów (“po nitce do kłębka” - szczególnie ważne w fazie pogłębiania researchu). W testach natomiast szybko okazało się, że pierwsza wersja interfejsu nie adresowała wyraźnie drugiej możliwości — dokładnego wyszukiwania treści. W związku z tym przeprojektowaliśmy makietę graficznie, akcentując bardziej wyszukiwarkę.

[caption id="attachment_13441" align="aligncenter" width="904"] Il. 8 Interfejs strony głównej Inspire wersja przed zmianami i po[/caption]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="12918" title="Efekt końcowy" slug="efekt-koncowy">W chwili pisania artykułu trwają jeszcze prace techniczne nad wdrożeniem portalu po stronie zespołu frontendowego i backendowego. Portal Inspire ma ruszyć lada moment pod adresem: www.inspire.lab.dariah.pl i stać się  miejscem spotkań humanistów cyfrowych, którzy mogą przede wszystkim zapoznać się tam ze zbiorem danych na temat projektów cyfrowych, realizujących je instytucji i wytworzonych w ramach nich narzędzi. Mogą także złożyć swoje wizytówki i połączyć je z instytucjami lub projektami, w których współpracują. Mamy nadzieję, że wytworzone w ten sposób sieci powiązań staną się zalążkiem sieci społecznych pomiędzy rozproszonym środowiskiem, choć oczywiście wypuszczenie portalu to dopiero pierwszy krok do stworzenia aktywnej i zaangażowanej społeczności.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12920" title="Testowanie w&amp;nbsp;humanistyce cyfrowej. Miejsce" slug="testowanie-w-humanistyce-cyfrowej-miejsce">Poprzedni fragment

Czy testowanie to czynność z zakresu humanistyki cyfrowej?  W taksonomii działań podejmowanych w tej dyscyplinie (Taxonomy of Digital Research Activities in the Humanities TADIRAH) nie zostało uwzględnione. Tymczasem w komunikacji naukowej z zakresu humanistyki i nauk społecznej pojawiają się ogłoszenia o poszukiwaniu testerów i testerek danego narzędzia. Przykładowo, powstająca, otwarta platforma VERA (Virtual Ecosystem for Research Activation) mająca wspierać naukę obywatelską (citizen science) w humanistyce i naukach społecznych, otrzymała w kwietniu 2023 wersję beta do testów. Zespół twórców platformy wystąpił z prośbą do swoich obserwatorów na Twitterze o przesyłanie opinii przed premierą narzędzia w listopadzie tego samego roku:

VERA (beta version) is a new @OPERASEU service developed by #COESO. Meet partners, manage #CitSci projects &amp;amp; search for funding. Test it with your project team and tell us how it can be improved before the Nov 2023 official launch. https://t.co/eGxpO0TGU4 #CitSciTC @CitSciTC pic.twitter.com/1C7LLDH5ws
— COESO (@COESOEU) April 1, 2023


Dodatkowo w naszej codziennej cyfrowej rzeczywistości napotykamy komunikaty o testach – zaproszenie do pobrania otwartej bety nadchodzącej gry wideo[przypis]Przykładem może być wczesny dostęp i otwarta beta gry wideo Diablo IV w marcu 2023 (premiera gry: czerwiec 2023). W przypadku testów komercyjnych produktów, jakimi są często gry, potencjalni odbiorcy są zainteresowani wręcz zakupieniem droższej wersji danego tytułu, byle tylko otrzymać wcześniejszy dostęp nawet do wersji testowej z błędami (nie mają wymogu przekazania swojej opinii, chodzi wyłącznie o pewną elitarność we wcześniejszej możliwości zagrania niż inni).[/przypis] lub aplikacji Google Maps[przypis]Beta test the Google Maps app on Android.[/przypis], a przede wszystkim wszelkie przyciski „zgłoś problem” lub „prześlij feedback”[przypis]Powracając do przykładów z obszaru humanistyki cyfrowej, w trakcie wydarzenia TEIMEC 2023, osoby tworzące naukową edycję cyfrową Frankenstein Variorum poprosiły w kanałach społecznościowych o opinię użytkowników oraz zachęciły do korzystania z edycji w szkołach:

#teimec2023 session two resumes with @epyllia discussing the encoding approach of the #Frankenstein Variorum project @teimec2023.
The project is currently seeking user feedback on the interface and encouraging teachers and students to use it in class: https://t.co/hyPMMC9avp. pic.twitter.com/FeDuXKTqKN
— Patricia O Connor (@trishaoconnor88) September 7, 2023
[/przypis] zarówno na stronach internetowych, jak i w różnych oprogramowaniach, są przejawami tego, że twórcy i twórczynie potrzebują opinii zewnętrznych na temat działania ich produktu. Nie wydaje się, żeby było to zjawisko nowe czy niszowe w przestrzeni cyfrowej.

Jak mamy zdefiniować termin testowanie? Jeśli zestawimy ze sobą dwie definicje testowania ze, zdawałoby się, odmiennych źródeł, to jest internetowego Wielkiego Słownika Języka Polskiego i podręcznika Certyfikowany Tester ISTQB. Poziom podstawowy, okaże się, że nie są od siebie dalekie znaczeniowo.

W WSJP czytamy, że testowanie (w znaczeniu: sprzęt)  to: „sprawdzać, czy coś działa sprawnie lub zgodnie z przeznaczeniem”[przypis]Zob. hasło „testować” w Wielkim Słowniku Języka Polskiego PAN.[/przypis]. W podręczniku dla certyfikowanych testerów czynność ta definiowana jest z kolei jako „technologiczne badanie pozwalające otrzymać informacje o jakości testowanego produktu” z określeniem, że technologiczny oznacza stosowanie w tym procesie metod z zakresu matematyki, logiki, planowanych eksperymentów i programów wspomagających, a badanie to „zorganizowane poszukiwanie informacji”. Dalsza lektura przynosi też przykładowe cele, jakie można osiągnąć, wprowadzając testy produktu, na przykład „dokonywanie oceny produktów pracy”, „sprawdzanie, czy zostały spełnione wszystkie wyspecyfikowane wymagania”, „wykrywanie defektów i awarii” czy „dostarczenie interesariuszom informacji na temat ryzyka, jakie wiąże się z przekazaniem systemu do eksploatacji w danym momencie”.

[caption id="attachment_13469" align="aligncenter" width="1024"] Il. 10 Hasło „testować”, źródło: WSJP PAN[/caption]

Testowanie to pierwszy stopień ewaluacji projektu w przestrzeni cyfrowej, obejmujący szerszy zakres kompetencji niż tylko redakcja i korekta. To umiejętność powiązania treści merytorycznych z funkcjonalnościami charakterystycznymi dla cyfrowości, znajomością budowy stron internetowych i aplikacji, wcielenia się w potencjalnych odbiorców, sprawdzenia użyteczności proponowanych rozwiązań i jasnej komunikacji z twórcami na temat wyników testowania. Wydaje się zasadne, aby przyszli recenzenci wyników badań z humanistyki cyfrowej posiadali kompetencje testerskie.
Wydaje się zasadne, aby przyszli recenzenci wyników badań z humanistyki cyfrowej posiadali kompetencje testerskie.
Jednocześnie w proces testowania można włączyć badaczki i badaczy niekoniecznie posiadających zaawansowane kompetencje cyfrowe, jeżeli tylko mają być docelowymi użytkownikami danego projektu. Przykładowo, osoby zajmujące się twórczością Elizy Orzeszkowej mogą zostać zaproszone do testowania naukowych edycji cyfrowych wczesnych powieści tej pisarki. Dlaczego jest to możliwe? Należy tutaj odwołać się do metodologii „współprojektowania” (co-design), czyli włączania potencjalnych użytkowników (odbiorców, end-users) na różnych etapach powstawania projektu, jako iż są oni źródłem cennych informacji i innowacji poprzez określenie swoich potrzeb (zob. Prahalad i Ramaswamy 2000; Carrol i Rosson 2007; Forbes i inni 2021). Więcej o realizacji tego podejścia w praktyce w części o studiach przypadku.

Należy przy tym pamiętać, że testowanie jest tylko jedną z możliwych form współprojektowania i włączania odbiorców w powstający projekt humanistyczno-cyfrowy. Poniższe studia przypadku będą się odwoływać do prac testerskich w humanistyce cyfrowej przeprowadzonych w języku angielskim. Autorka tego podrozdziału (Agnieszka Szulińska) brała w nich bezpośredni udział jako tester[przypis]Bardziej szczegółowy zakres prac Agnieszki Szulińskiej w przywołanych projektach znajduje się w opisach poszczególnych studiów przypadku.[/przypis]. Warto podkreślić, że dotyczą one okresu pandemii, z konieczności więc odbywały się zdalnie – więcej o wyzwaniach związanych z przeprowadzeniem testów w czasie COVID-19 w (Forbes, Barbot i inni 2021).</document>
<document nplp_id="12921" title="Testowanie GoTriple" slug="testowanie-gotriple">GoTriple.eu to otwarta, wielojęzyczna platforma do odkrywania tekstów i projektów naukowych, a także potencjalnych współpracowników dzięki możliwości zakładania profili osobowych. Jest ona częścią większego (zakończonego w marcu 2023) projektu TRIPLE (Transforming Research through Innovative Practices for Linked Interdisciplinary Exploration), mającym na celu wsparcie komunikacji badawczej w humanistyce i naukach społecznych poprzez skupienie się trzech aktywnościach: odkrywaniu, łączeniu i współpracy[przypis] Projekt koordynowany przez francuską infrastrukturę badawczą Huma-Num i współtworzony przez 22 partnerów, w tym Instytut Badań Literackich PAN. Więcej o projekcie TRIPLE.[/przypis].

[caption id="attachment_13422" align="aligncenter" width="1024"] Il. 12 Platforma GoTriple[/caption]

Obecnie strona jest już gotowa do użytku i przygotowana do wzbogacania kolejnymi danymi. W trakcie jej powstawania przeprowadzone były liczne formy współprojektowania z potencjalnymi użytkownikami w formie wywiadów, wspólnych warsztatów z wykorzystaniem narzędzia Miro celem ustalenia najpotrzebniejszych funkcji.

Testowanie obejmowało kilka etapów, w każdym zastosowano jednak podejście określonych scenariuszy użycia. Testerom nie stawiano wymagań innych niż wykształcenie humanistyczne lub z nauk społecznych, a także umiejętność wyszukiwania danych badawczych.

Pierwszy etap testów GoTriple został ogłoszony na początku 2022 roku na stronie ReachOut. Osoby biorące udział musiały wykonać określone czynności, np. wyszukać autora z największą liczbą publikacji na dany temat lub wygenerować wizualizację i sprawdzić poprawność jej wyświetlania na platformie GoTriple. Następnie wysyłano wyniki i opinie za pośrednictwem ReachOut. Wszyscy testujący zostali wymienieni po zakończeniu testów w ramach podziękowań na specjalnej sekcji strony, dzięki czemu wiemy, że przystąpiło przynajmniej 8 osób[przypis]Hall of Fame dla testerów TRIPLE biorących udział w etapie testów za pośrednictwem platformy ReachOut. Została tam także wymieniona Agnieszka Szulińska.[/przypis].

Drugi etap dla chętnych obejmował testy z udziałem jednego z twórców platformy. Podobnie jak w przypadku testów ogłoszonych na platformie ReachOut, zastosowano ułożone przez zespół GoTriple scenariusze użycia, prosząc testerów o wyszukiwanie konkretnych fraz, zawężania wyników wyszukiwania, sprawdzania wizualizacji danych. Dodatkowo, ten etap był nagrywany (ekran i reakcje testera) za zgodą osób uczestniczących. W tym układzie twórcy mieli możliwość bieżącego reagowania (najczęściej dopytywania o odczucia testującego) na to, jak użytkownik korzysta z ich narzędzia. Ten typ testów z udziałem osoby z zespołu jest bardzo chętnie wykorzystywany, niemniej może być odbierany przez niektórych jako rodzaj sprawdzianu i powodować stres. Należy więc potencjalnych testerów poinformować jasno, że celem jest zebranie opinii, a nie ocenianie jego poruszania się po narzędziu.



Co jest szczególnie warte podkreślenia, to fakt, że w procesie testowania i współtworzenia po stronie twórców zasadniczą rolę odegrała grupa programistów. Angażowali się oni w proces komunikacji z testerami, nierzadko bezpośrednio odpowiadając na znalezione problemy i przedstawione pomysły usprawnień. Jest to zjawisko jak najbardziej pożądane w interdyscyplinarnym aspekcie humanistyki cyfrowej, gdzie współpraca badaczy-twórców, badaczy-odbiorców i programistów powinna być traktowana jako standard i dobra praktyka.</document>
<document nplp_id="12922" title="Testowanie SSH Open Marketplace" slug="testowanie-ssh-open-marketplace">SSH Open Marketplace to otwarta platforma do odkrywania badawczych zasobów humanistycznych i nauk społecznych. Zasoby te uporządkowano w pięciu kategoriach: narzędzia, usługi, materiały szkoleniowe, zbiory danych i plany/schematy pracy (tools, services, training materials, datasets, workflows). Użytkownicy mogą nie tylko przeszukiwać istniejące zbiory, lecz także dodawać własne do tego targowiska-katalogu. Obecnie platforma jest już w pełni gotowa.

[caption id="attachment_13477" align="aligncenter" width="1024"] Il. 13 Platforma SSH Open Marketplace[/caption]

W czerwcu 2020 poszukiwano alfa testerów dla tego serwisu. Określenie „alfa” oznacza, że SSH Open Marketplace był jeszcze w bardzo wczesnej fazie rozwoju i jako platforma mogła jeszcze przechodzić znaczne zmiany w wyglądzie, funkcjonalnościach, a nawet do pewnego stopnia zmiany koncepcyjne. Przed testerami nie stawiano wymagań poza akademicką aktywnością zawodową w humanistyce i naukach społecznych. Wybrano cztery osoby o odpowiadającym profilu (literaturoznawstwo - filologia polska, germanistyka, cyfrowa historia publiczna, modelowanie danych geoprzestrzennych (geospatial data model) oraz zarządzanie danymi w ekonomii)[przypis]Informacja o wyborze alfa testerów (w tym Agnieszki Szulińskiej) platformy SSH Open Marketplace.[/przypis].

Testy przeprowadzono w sposób następujący. Wybrane osoby otrzymały dostęp na tydzień do wczesnej wersji narzędzia oraz materiałów na jego temat – takie jak Historie Użytkownika, czyli potencjalne scenariusze użycia platformy na przykład przez młodego badacza czy Przewodnik zawierający pytania pomocnicze do testów pogrupowane w kategorie, przykładowo UX Design, nawigacja i wyszukiwanie. Testerzy mieli jednak pełną dowolność w sprawdzaniu możliwości platformy SSH Open Marketplace, mogli je wykonać wiele razy o dowolnej porze bez nadzoru twórców, choć możliwość kontaktu z nimi w razie problemów była zapewniona. Swoje opinie testujący przedstawili później podczas wydarzenia Zwinny rozwój SSH Open Marketplace. Warsztat użytkowników (Agile development of the SSH Open Marketplace: Alignment with user requirements) – ze wsparciem autorów platformy.

Nagranie tych warsztatów dostępne jest tutaj:



Zebrane wnioski zostały częściowo wdrożone w finalnej wersji SSH Open Marketplace.</document>
<document nplp_id="12923" title="Testowanie a&amp;nbsp;inne formy angażowania potencjalnych odbiorców" slug="testowanie-a-inne-formy-angazowania-potencjalnych-odbiorcow">Jak już wspomniano, współtworzenie jest metodologią szerszą niż samo testowanie, ponieważ może ono obejmować zupełnie wczesny etap projektu, taki jak ustalanie podstawowych funkcji względem końcowego wyniku w trybie burzy mózgów czy rozmowy o potrzebach i wyzwaniach badawczych w danym obszarze komunikacji naukowej. Może również zakładać włączenie użytkowników do rady zatwierdzającej kolejne kroki w rozwoju narzędzia czy nawet do zespołu twórców. Na etapach post-projektowych[przypis]Inną, nie opisywaną tutaj szerzej formą włączania użytkowników w prace projektowe jest crowdsourcing, czyli „społeczne oddelegowanie prac”. Polega ono na rekrutacji wolontariuszy spoza kręgów akademickich, którzy po przeszkoleniu pod czujnym okiem zawodowców wprowadzają i wzbogacają cyfrowy projekt danymi. Może on zostać naturalnie zastosowany po „zakończeniu” głównych zadań, gdyż często zasoby można wzbogacać o kolejne wpisy. Cyfrowym narzędziem wspierającym crowdsourcing jest From The Page  – dzięki któremu chętni mogą transkrybować historyczne dokumenty, posiada również funkcje recenzowania transkrypcji (dla osób nadzorujących pracę), obsługę komunikacji z wolontariuszami czy eksport wyników prac do wielu formatów.[/przypis] zależne jest to w dużej mierze od strategii utrzymania i rozwoju (sustainability) po zakończeniu projektu.

Mimo innych ścieżek angażowania przyszłych korzystających z efektów humanistyczno-cyfrowych prac, testowanie jest szczególnym etapem pozwalającymi na aktywności na „żywym organizmie” projektowym, pozwalającym na najwyższy stopień konkretyzacji oczekiwań przyszłych odbiorców. Niewątpliwie ciężko jest umieścić je w harmonogramie prac, ponieważ przedział czasowy na poprawki po zakończeniu prac programistycznych jest zazwyczaj krótki i intensywny. Dodatkowe włączenie osób spoza projektu może być niekiedy na granicy wykonalności w trybie finansowania grantowego. Niemniej, analiza przeprowadzonych testów w większych projektów może tutaj okazać się pomocna i pozwoli osobom na stanowiskach koordynujących i kierowniczych na podjęcie decyzji.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12926" title="Wprowadzenie" slug="wprowadzenie">W tym rozdziale omawiamy koncepcję cyfryzacji literaturoznawczego procesu badawczego z perspektywy istniejących międzynarodowych infrastruktur badawczych Każda z nich – DARIAH, CLARIN, OPERAS – prowadzi działania wspierające badania naukowe na wszystkich etapach procesu badawczego. W drugiej części rozdziału prezentujemy prace realizowane w ramach projektu Dariah.lab, które stanowią rozwoju dyscyplinarnej infrastruktury badawczej literaturoznawstwa.

Na przykładzie różnych prac infrastrukturalnych pokazujemy, jak transformacja infrastrukturalna zmienia sposób uprawiania badań literackich, dostarczając nowych narzędzi ułatwiających pracę na różnych etapach procesu badawczego. Warto pamiętać, że tego typu działania zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę jako fundament dyscypliny - podobnie jak przedcyfrowe infrastruktury i narzędzia badawcze: muzea, archiwa, bibliografie, leksykony. Rozbudowa infrastruktury interoperacyjnej, wielojęzycznej i dostosowanej do rzeczywistych potrzeb badawczych to praca kluczowa dla rozwoju badań literackich.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12927" title="Cyfryzacja procesu badawczego" slug="cyfryzacja-procesu-badawczego-m-maryl">Poprzedni fragment

Na wszystkich etapach procesu badawczego, od znajdowania i pozyskiwania danych, poprzez ich przechowywanie, analizę, interpretację i publikację – korzystamy dziś z metod i narzędzi cyfrowych. Szczegółowe rozważania dotyczące przemian w tym zakresie zachodzących w szeroko pojętej humanistyce zawiera raport grupy roboczej ALLEA e-humanities (Harrower et al. 2020), w tym miejscu skupimy się na tym, jak zmieniają się praktyki literaturoznawcze.

[caption id="attachment_13516" align="aligncenter" width="1024"] Il. 1 Proces badawczy, oprac. własne[/caption]

Po pierwsze, samo odkrywanie materiałów odbywa się dziś online przy pomocy wyszukiwarek, specjalistycznych baz danych czy nawet sieci społecznościowych. Mamy komercyjne narzędzia nienaukowe jak wyszukiwarki (Google, Bing) czy portale społecznościowe z wyspecjalizowanymi grupami i sieciami kontaktów. Ponadto, dysponujemy wyspecjalizowaną naukową infrastrukturą publiczną (bibliografie, biblioteki, repozytoria) i komercyjną (bazy danych artykułów, akademickie portale społecznościowe). Te narzędzia działają tym skuteczniej, im lepiej indeksowane są treści naukowe – pełne teksty artykułów czy słowa kluczowe. Istotna jest także agregacja danych z różnych źródeł i dopuszczenie złożonych kwerend. Dlatego też jakość wyszukiwania jest ściśle powiązana z efektami kolejnych kroków procesu badawczego, w szczególności z publikowaniem otwartych danych i treści.

Po drugie, dostęp do źródeł jest możliwy dzięki kumulatywnemu przyrostowi materiałów za sprawą prac digitalizacyjnych i publikowania danych badawczych zebranych bądź wytworzonych w różnych projektach. Co więcej, dokumenty, które powstały wcześniej w innym celu – jak bibliografie, słowniki, leksykony – po przetworzeniu cyfrowym stają się istotnymi źródłami danych i wiedzy. Dodatkowo, do przechowywania służą nam coraz częściej wyspecjalizowane narzędzia –  jak dzielone dyski do pracy grupowej czy menedżery bibliografii.

Humanistyka cyfrowa wspomaga te procesy, formułując wskazówki dotyczące udostępniania danych badawczych spełniających kryteria FAIR (findable, accessible, interoperable, reusable), czyli wyszukiwalne, dostępne, interoperacyjne i nadające się do ponownego wykorzystania. Przedcyfrowe dane badawcze w literaturoznawstwie ograniczały się do drukowanych transkrypcji, edycji czy zestawień statystycznych bądź chronologicznych. Dzięki cyfrowej formie danych, spektrum możliwości jest dużo rozleglejsze, co pozwala na zachowanie i ponowne wykorzystanie wyników badań z innych projektów. Wraz z Martą Błaszczyńską i Bartłomiejem Szleszyńskim i na podstawie warsztatów z literaturoznawcami i literaturoznawczyniami wyróżniliśmy następujące typy danych literaturoznawczych: tekst kultury (egzemplarz utworu), metadane (opis egzemplarza), adnotacje (notatki, komentarze, uwagi, aparat krytyczny, znaczniki), dane kultury literackiej (kalendaria, listy osób i zdarzeń, statystyki), literatura przedmiotu (interpretacje, podręczniki, świadectwa odbioru) oraz dokumentacja procesu badawczego (metodologia, notatki) (por. szersze omówienie w Maryl, Błaszczyńska, Szleszyński, et al. 2021).

Po trzecie, dokumenty, z którymi pracujemy, anotujemy znacznikami cyfrowymi, co pozwala lepiej z nich korzystać (np. przy wyszukiwaniu treści) i łatwiej łączyć z innymi materiałami oraz tekstami.  Na przykład, cyfrowa edycja naukowa powstaje z połączenia tekstu, obrazu, aparatu krytycznego i anotacji (ibid. akapity 29-30). Te ostatnie można dodawać ręcznie lub automatycznie, m. in. dzięki narzędziom rozpoznającym i tagującym nazwy własne czy hasła przedmiotowe. Wzbogacanie materiału łączy się z jego dostępnością – tekst wzbogacony i udostępniony wchodzi do globalnego zasobu, może być wykorzystany przez innych i pozwala na kumulatywne korzystanie z wiedzy czy źródeł. Co równie ważne, tekst przygotowany w standardowym formacie, można dalej przetwarzać maszynowo i wykorzystywać w badaniach lub w wyszukiwarkach.

Po czwarte, analiza i interpretacja są wspomagane cyfrowo. Oczywiście możemy tu wyróżnić typy badań pod względem złożoności komponentu cyfrowego – na przykład wskazać bardzo zaawansowane badania humanistyki cyfrowej, do których należą analiza stylometryczna (np. Eder 2014), badanie sieci relacji między postaciami (np. Kubis 2021), czy analizy socjologiczno-literackie na podstawie danych  (np. Umerle and Rosiński 2018). Cyfrowa forma tekstu pozwala także na jego wstępne przetwarzanie i przygotowanie do tradycyjnej interpretacji. Na przykład, można wyszukać wystąpienia i kontekst konkretnych słów, a w bardziej zaawansowanych wariantach badać wydźwięk kontekstu lub tworzyć sieci postaci, które to dane następnie wspomagają proces interpretacji utworu.

Po piąte, nowe cyfrowe formy publikacji pozwalają nam uwolnić się od ograniczeń drukowanego tomu i powiązać wypowiedź naukową z danymi czy ikonografią. Interaktywne formy komunikacji, jak platformy internetowe, dają też możliwość lepszego udostępnienia źródeł i wyjścia poza ramy tekstowego eseju czy monografii. Tu przykładem znowuż może być edycja cyfrowa (np. edycja korespondencji Skamandrytów na platformie tei.nplp.pl) czy rozszerzona monografia (np. internetowa wersja Sienkiewicza ponowoczesnego), ale też baza danych (np. Atlas Literatury Zagłady). Dodatkowo, nowe formaty muszą być otwarte na wersjonowanie, kolejne wersje tekstu są aktualizowane czy dodawane – tu za przykład może posłużyć OPERAS living book, który zbiera różne raporty konsorcjum OPERAS, pozwalając na zmiany i komentarze społeczności[przypis]Szczegółowy opis problematyki w: Janneke Adema, Marcell Mars i Tobias Steiner Books Contain Multitudes: Exploring Experimental Publishing. COPIM Project 2021. https://doi.org/10.21428/785a6451.933fa904. [Dostęp 8 IX 2022]. Zob. także: Maciej Maryl, Marta Błaszczyńska, Agnieszka Szulińska, Anna Buchner, Piotr Wciślik, Iva Melinščak Zlodi, Jadranka Stojanovski, et al., OPERAS-P Deliverable D6.5: Report on the Future of Scholarly Writing in SSH, OPERAS project 2021, https://doi.org/10.5281/zenodo.4922512. [Dostęp 8 IX] 2022[/przypis].

Po szóste, komunikacja badawcza jest zapośredniczona cyfrowo. Dotyczy to zarówno kontaktu z publicznością, jak i nowych form angażowania jej w badania i pracę naukową, jak crowdsourcing. Zarówno Komisja Europejska, jak i nasze rodzime Ministerstwo kładą nacisk na to, by wiedza miała wpływ (impact) społeczny, czyli były w jakimś wymiarze przydatne dla społeczeństwa. Nie wdając się tu w rozważania o typach wpływów badań humanistycznych (które są różnorodne i przede wszystkim długofalowe), ograniczamy się do stwierdzenia, że cyfrowe formy komunikowania wyników ów wpływ wzmacniają, przybliżając dane i wyniki w przystępnej formie. Zmienia się też rola publiczności w badaniach, która w duchu open notebook science coraz częściej dostaje wgląd w kolejne etapy procesu badawczego, np. przez strony czy blogi projektów, ich profile w mediach społecznościowych.

Po siódme, narzędzia cyfrowe wspomagają pracę zespołową, upowszechniając nowe formy prowadzenia badań, wzmacniając tendencje „laboratoryjne” w humanistyce. Z jednej strony można powiedzieć że wraz z metodami cyfrowymi do literaturoznawstwa i innych dyscyplin humanistycznych przenikają z innych dyscyplin nowe sposoby uprawiania nauki; z drugiej, można też dostrzec powrót do pracy zespołowej znanej z dużych projektów dokumentacyjnych, prowadzonych w literaturoznawstwie od dekad.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12928" title="Czym jest infrastruktura badawcza" slug="czym-jest-infrastruktura-badawcza">Poprzedni fragment

W tej sekcji wykorzystujemy fragmenty opisu infrastruktur, przygotowane przez Macieja Maryla w formie haseł słownikowych do narzędziownika SHAPE-ID shapeidtoolkit.eu.

Infrastruktury badawcze (IB) mają za zadanie wspierać naukowców na różnych etapach pracy badawczej. Infrastruktury, jak archiwa, biblioteki czy galerie mają długą historię w humanistyce. Transformacja cyfrowa dostosowała IB do współczesnych potrzeb nauki, umożliwiając im świadczenie różnych rodzajów wsparcia, takich jak dostęp do materiałów i usług, szkolenia i edukacja, a nawet rzecznictwo wśród fundatorów i decydentów w sprawach istotnych dla społeczności. Główna różnica między infrastrukturą badawczą a e-infrastrukturami (np. dużymi repozytoriami) polega na tym, że IB są usytuowane w konkretnej społeczności naukowej, odpowiadając na potrzeby poszczególnych dyscyplin, zaś te drugie mają ogólniejszy charakter i są skierowane do całej społeczności akademickiej (np. repozytoria). W ten sposób IB pełnią rolę interdyscyplinarnych platform spotkań dla badaczy i badaczek z różnych dziedzin, archiwistów, bibliotekarzy, specjalistów z zakresu technologii informacyjno-komunikacyjnych, którzy przy wsparciu nowoczesnych technologii starają się znaleźć odpowiedź na nurtujące ich pytania badawcze. Komisja Europejska szeroko definiuje IB jako „urządzenia, zasoby i powiązane usługi, które są wykorzystywane przez środowisko naukowe do prowadzenia badań na najwyższym poziomie w poszczególnych dziedzinach i obejmują: sprzęt naukowy lub zestawy instrumentów; zasoby wiedzy jak zbiory, archiwa lub struktury dla informacji naukowej; infrastrukturę opartą na technologiach informatycznych” (European Commission 2010, 10).

Kluczową cechą wszystkich IB jest to, że muszą one służyć swoim użytkownikom i użytkowniczkom, ponieważ od tego zależy ich misja (a także finansowanie). Prowadzą zatem różne badania, aby lepiej zrozumieć potrzeby społeczności, którym służą, i kładą nacisk na działania angażujące użytkowników. Oznacza to, że naukowcy oraz naukowczynie potrzebujący wskazówek, wiedzy, narzędzi lub zasobów powinni swobodnie zwracać się do IB z prośbą o pomoc w przedsięwzięciach interdyscyplinarnych.

Aby zapewnić lepsze dostosowanie takich infrastruktur do kluczowych potrzeb badawczych oraz usprawnić współpracę między mniejszymi podmiotami krajowymi, Komisja Europejska utworzyła infrastruktury o statusie ERIC (European Research Infrastructure Consortia) -- międzynarodowe podmioty prawne działające w Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Celem ERIC-ów jest wspieranie poszczególnych międzynarodowych środowisk naukowych. Przyjrzyjmy się trzem kluczowym z naszej perspektywy infrastrukturom: DARIAH, CLARIN i OPERAS. DARIAH koncentruje się na cyfrowym wykorzystaniu danych badawczych generowanych przez różne dyscypliny z nauk humanistycznych i o sztuce, natomiast CLARIN zapewnia zasoby, narzędzia i usługi dla badań wykorzystujących przetwarzanie języka naturalnego. OPERAS skupia się zaś na wspieraniu otwartej komunikacji naukowej dla humanistyki i nauk społecznych.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12929" title="DARIAH" slug="dariah">Poprzedni fragment

DARIAH (Digital Research Infrastructure for the Arts and Humanities) jest konsorcjum ERIC, utworzonym przez mniejsze konsorcja krajowe działające w krajach członkowskich, którego misją jest „wzmocnienie społeczności badawczych metodami cyfrowymi w celu tworzenia, łączenia i dzielenia się wiedzą o kulturze i społeczeństwie”[przypis]DARIAH, Mission and Vision, [Dostęp 8 IX 2022].[/przypis]. DARIAH zapewnia narzędzia i usługi dla transdyscyplinarnych badań w dziedzinie sztuki i nauk humanistycznych, wykorzystując technologie informatyczne. Poprzez sieć krajów członkowskich i współpracujących partnerów insfrastruktura stymuluje ponadnarodowy dostęp do swoich usług, służąc jako parasol dla różnych inicjatyw naukowych.

[caption id="attachment_13517" align="aligncenter" width="1024"] Il. 2 Widok strony głównej DARIAH-EU, źródło: www.dariah.eu[/caption]

DARIAH zajmuje się różnymi dyscyplinami humanistycznymi, ułatwiając transdyscyplinarną i transsektorową współpracę między naukowcami, specjalistami w dziedzinie technologii informacyjno-komunikacyjnych, bibliotekarzami czy archiwistami. Mogą oni uczestniczyć w ponad 20 transdyscyplinarnych grupach roboczych, skupiających się na konkretnych zagadnieniach, takich jak różne rodzaje danych (biograficzne, bibliograficzne, leksykalno-geoprzestrzenne), etyka, media wizualne, metody cyfrowe itp.

DARIAH jest skierowana nie tylko do badaczy oraz badaczek zaznajomionych z nowymi technologiami, którzy uważają się za humanistów cyfrowych, ale także do naukowców oraz naukowczyń posługujących się tradycyjnymi metodami swoich dyscyplin, którzy chcą poszerzyć swoje podejścia, sięgając po nowe metody i narzędzia. Takie usługi mogą być przydatne na różnych etapach pracy badawczej - od odkrywania i gromadzenia zasobów, przez ich strukturyzację, adnotowanie i analizę, po publikowanie i rozpowszechnianie. W przeciwieństwie do CLARIN, który działa na rzecz federacji swoich zasobów i usług DARIAH jest raczej infrastrukturą rozproszoną, skoncentrowaną na umożliwieniu dostępu do różnorodnych narzędzi opracowanych przez partnerów i ich wykorzystania. Infrastruktura ta ma silny komponent dydaktyczny, oferując dostęp do różnych zasobów poprzez DARIAH Campus i moduły szkoleniowe Parthenos. Prowadzony jest również rejestr kursów HC (Digital Humanities Course Registry), monitorując odpowiednie możliwości kształcenia dostępne na całym świecie.

[caption id="attachment_13518" align="aligncenter" width="1024"] Il. 3 Widok strony DARIAH-PL, źródło: dariah.pl/o-konsorcjum[/caption]

Polskie konsorcjum DARIAH-PL istnieje od 2014 jako największe konsorcjum humanistyczne w kraju, zrzeszające 18 instytucji, w tym czołowe uniwersytety i instytuty humanistyczne PAN. DARIAH-PL została przyjęta do DARIAH-ERIC ale przez pierwsze lata istnienia działała bez finansowania w oparciu o prace grup roboczych oraz organizując konferencje. W 2021 roku ruszył duży trzyletni projekt DARIAH Lab, koordynowany przez Poznańskie Centrum Superkomputerowo Sieciowe, którego celem jest budowa infrastruktury badań nad kulturą i sztuką. W ramach pięciu laboratoriów projektu (źródeł, zautomatyzowanego wzbogacania, nadzorowanego semantycznego odkrywania, inteligentnej analizy i interpretacji, oraz zaawansowanej wizualizacji) powstają narzędzia badawcze i testowe zbiory danych.</document>
<document nplp_id="12930" title="CLARIN" slug="clarin">CLARIN (Common Language Resources &amp;amp; Technology Infrastructure), także ERIC, dostarcza narzędzi i usług dla badań transdyscyplinarnych, które korzystają z technologii przetwarzania języka naturalnego. Poprzez swoją sieć członków i obserwatorów CLARIN udostępnia usługi, stanowiąc platformę dla międzynarodowych inicjatyw naukowych. Podobnie jak DARIAH CLARIN to konsorcjum ERIC, utworzone przez konsorcja narodowe działające w krajach członkowskich. Misją konsorcjum jest  „tworzenie i utrzymywanie infrastruktury wspierającej udostępnianie, wykorzystywanie i utrwalanie danych językowych czy narzędzi do badań w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych”. W przeciwieństwie do DARIAH, która koncentruje się na różnych typach danych i metodach za pomocą rozproszonych narzędzi i usług, CLARIN dąży do federacji powiązanych ze sobą różnorodnych zasobów językowych poprzez przyjęcie własnych standardów i certyfikację centrów usługowych (Service Providing Centres). Ma to na celu zapewnienie kompatybilności pomiędzy zasobami językowymi (np. różnymi korpusami tekstów) oraz narzędziami do ich przetwarzania w różnych językach.

[caption id="attachment_13519" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Widok strony głównej CLARIN, źródło: clarin.eu[/caption]

CLARIN wspiera naukowców, studentów, nauczycieli, twórców oprogramowania, decydentów i naukowców obywatelskich. Należy podkreślić, że CLARIN jest skierowany nie tylko do językoznawców, ale także do badaczy oraz badaczek z innych dyscyplin pragnących wzbogacić swój warsztat pracy w takich dziedzinach, jak sztuczna inteligencja, literaturoznawstwo, historia, dziennikarstwo, medioznawstwo, etnografia, antropologia, studia nad migracjami, politologia, socjologia czy psychologia. Naukowcy i naukowczynie chcący zapoznać się z możliwościami oferowanymi przez CLARIN mogą skorzystać z wirtualnego obserwatorium językowego (Virtual Language Observatory), aby zlokalizować zasoby, które chcieliby przeanalizować, a następnie wybrać konkretne narzędzie analityczne za pomocą centrali zasobów językowych (Language Resource Switchboard).

Polskie konsorcjum CLARIN-PL działa od 2013 roku i należy do członków-założycieli konsorcjum europejskiego. CLARIN-PL zrzesza pięć instytucji koordynowanych przez Politechnikę Wrocławską i dostarcza narzędzia do przetwarzania języka naturalnego dla polskich użytkowników i użytkowniczek. Część narzędzi przydatnych literaturoznawcom zebrano w ramach usługi Literackiego Eksploratora Maszynowego (LEM), który pozwala badaczkom w łatwy sposób przetworzyć tekst do własnych badań. Polskie konsorcjum prowadzi też liczne warsztaty popularyzujące te narzędzia wśród użytkowników.

[caption id="attachment_13512" align="aligncenter" width="1024"] Il. 5 Widok strony głównej CLARIN-PL, źródło: clarin-pl.eu[/caption]</document>
<document nplp_id="12931" title="OPERAS" slug="operas">OPERAS (Open Scholarly Communication in the European Research Area for Social Sciences and Humanities) łączy narzędzia, usługi i zasoby dla otwartej komunikacji naukowej w naukach społecznych i humanistycznych. OPERAS jest międzynarodowym stowarzyszeniem typu non-profit, wpisanym w 2021 roku na Europejską Mapę Infrastruktur Badawczych, obecnie w trakcie procesu ubiegania się o status ERIC. W jego skład wchodzą organizacje z kilkunastu krajów europejskich, działające w obszarze komunikacji naukowej: instytucje badawcze, wydawcy, biblioteki oraz dostawcy technologii informacyjno-komunikacyjnych.  Misją OPERAS jest  „koordynacja i łączenie zasobów w Europie w celu skutecznego zaspokajania potrzeb europejskich naukowców w zakresie komunikacji naukowej w naukach Humanistycznych i Społecznych (HS)”. Podczas gdy DARIAH i CLARIN koncentrują się na analizie i obsłudze danych nauk HS specyficznych dla poszczególnych dyscyplin, zakres projektu OPERAS obejmuje dostarczanie narzędzi i usług do efektywnej komunikacji wyników nauk HS na różnych etapach pracy badawczej, od odkrycia i gromadzenia danych, do wzbogacania, interpretacji i rozpowszechniania.

[caption id="attachment_13513" align="aligncenter" width="1024"] Il. 6 Widok strony gównej OPERAS, źródło: operas-eu.org[/caption]

OPERAS umożliwia mniejszym podmiotom, takim jak wydawcy, platformy czasopism czy repozytoria, stworzenie alternatywy dla dużych platform komercyjnych, pozwalającej przedkładać dostępność zasobów naukowych nad dochody. Ponadto konsorcjum podkreśla znaczenie „biblioróżnorodności” (zob. International Alliance of Independent Publishers 2018), czyli komunikacji naukowej w językach narodowych za pośrednictwem lokalnej infrastruktury, jako specyficznej cechy nauk HS, które często osiągają silny lokalny wpływ, gdy są przekazywane w języku narodowym (zob. Shearer et al. 2020). OPERAS wspiera swych użytkowników w przechodzeniu na cyfrowe i otwarte sposoby komunikacji naukowej, jednocześnie przywiązując wagę do specyficznych gatunków danych dyscyplin, jak monografie czy cyfrowe edycje naukowe. Łącząc narzędzia i usługi świadczone przez swoich członków, OPERAS ułatwia otwarte rozpowszechnianie wyników badań, a także poprawia ich widoczność (np. platforma GoTriple zapewnia jeden punkt dostępowy dla rozproszonych otwartych zasobów HS).

Interesariusze OPERAS współdziałają w siedmiu grupach roboczych (Special Interest Groups), poświęconych różnym zagadnieniom – od aspektów technicznych (narzędzia, usługi, standardy) po wielojęzyczność, modele biznesowe i rzecznictwo. W ten sposób OPERAS przekłada specyficzne potrzeby naukowców z nauk HS na usługi wspierające komunikację ich pracy. Usługi opracowywane przez członków konsorcjum koncentrują się na odkrywaniu źródeł (GOTRIPLE), certyfikacji monografii w otwartym dostępie (DOAB), wskaźnikach wykorzystania otwartych publikacji oraz zapewnieniu jednego punktu dostępowego do różnych usług wydawniczych członków OPERAS (Publishing Service Portal).

Polską odnogę konsorcjum, OPERAS-PL, rozwija Sekcja Otwartej Humanistyki w Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN, nawiązując współpracę z innymi jednostkami działającymi na rzecz otwartej komunikacji w humanistyce i naukach społecznych w Polsce, w szczególności z instytucjami naukowymi, wydawcami, infrastrukturami i badaczami. W ramach swoich prac kieruje także OPERAS Innovation Lab, wspierające innowacyjne gatunki wypowiedzi naukowej, jak monografie multimedialne czy naukowe edycje cyfrowe.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13514" align="aligncenter" width="1024"] Il. 7 Widok strony głównej OPERAS-PL, źródło: operas.pl[/caption]

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12932" title="Infrastruktura cyfrowa dla literaturoznawstwa w&amp;nbsp;ramach projektu Dariah.lab" slug="infrastruktura-cyfrowa-dla-literaturoznawstwa-w-ramach-projektu-dariah-lab-t-umerle-m-maryl">Poprzedni fragment

Model cyfryzacji procesu badawczego został wykorzystany w pracach IBL PAN w ramach projektu Dariah.lab, którego zadaniem było stworzenie solidnych podstaw infrastrukturalnych literaturoznawczej infrastruktury badawczej. Celem prac było rozpoznanie cyfrowych potrzeb badawczych w tej dyscyplinie i odpowiedź na nie, polegająca na zbudowaniu specjalistycznych usług wspierających kolejne etapy procesu badawczego.

[caption id="attachment_13515" align="aligncenter" width="1024"] Il. 8 Proces badawczy, oprac. własne[/caption]

Kluczowym wyzwaniem w cyfrowych badaniach literaturoznawczych jest dostępność jakościowych korpusów dokumentów. Aby skutecznie odkrywać istotne dla badań dokumenty i budować z nich korpusy, w projekcie Dariah.lab zainicjowano pracę nad Korpusem Dyskursu Literaturoznawczego (KDL), który obejmie polskie prace z zakresu badań literackich z lat 1822–2022. Twórcy korpusu wychodzą z założenia iż okres dwustu lat pozwoli zarówno zgromadzić reprezentatywny materiał, jak i uchwycić różne rodzaje przemian w ramach dyscypliny Taki korpus służyć może badaczom i badaczkom do lepszego rozumienia procesów literackich i literaturoznawczych, jak pojawianie się kluczowych pojęć i przemiany ich znaczenia, sposób interpretowania konkretnych tekstów czy pisania o konkretnych twórcach. Wykorzystujemy go też jako podstawę materiałową do działań analitycznych w opisywanym niżej narzędziu GoLEM.

W badaniach literackich często pełne wersje tekstów nie są dostępne, w związku z czym kluczowe jest identyfikowanie, gromadzenie i przechowywanie samych informacji o tych dokumentach czyli metadanych. Dzięki takim zbiorom, mimo braku dostępu do pełnych wersji tekstów, badać można wiele aspektów kultury literackiej, w tym sieci relacji między jej aktorami (autorami, tłumaczami i innymi postaciami kultury), popularność gatunków literackich czy aktywność wydawnictw. W ramach Dariah.lab zmodernizowano narzędzie do gromadzenia i wzbogacania danych bibliograficznych służące projektowi European Literary Bibliography. ELB to inicjatywa agregacji specjalistycznych metadanych literaturoznawczych i literackich z baz europejskich (w szczególności bibliografii dziedzinowych i narodowych), obejmująca obecnie zasoby polskie, czeskie, fińskie i hiszpańskie. Modernizacja narzędzia pozwoliła na bardziej wydajne przetwarzanie danych oraz wzbogacanie metadanych poprzez implementację modeli Linked Open Data (np. nadawanie trwałych identyfikatorów osobom, instytucjom, konceptom), bazujące na zasobach Wikidata. W efekcie następuje harmonizacja heterogenicznych zasobów danych i możliwa jest eksploracja powiązań między kulturami literackimi wielu krajów. Daje to solidne podstawy do rozwoju badań komparatystycznych, europeistyki literackiej czy literatury światowej. ELB wspiera odkrywanie treści potrzebnych do tych badań.

Wzbogacanie danych literaturoznawczych, jak wspominaliśmy wyżej, może być przeprowadzone automatycznie lub ręcznie. W ramach DARIAH.lab powstaje infrastruktura wspomagająca obydwa procesy: anotator jednostek literaturoznawczych oraz specjalistyczną platformę do tworzenia edycji cyfrowych.

Anotator terminów literackich zbudowano na podstawie danych ze specjalistycznych źródeł literaturoznawczych słowników, encyklopedii, katalogów, kartotek. Na bazie tych materiałów powstał zestaw słowników terminów i bytów literackich (osób, czasopism, grup literackich, utworów, wydarzeń, nagród, instytucji, miejsca akcji, związanych z literaturą). Zestaw słowników pozwala na zautomatyzowaną eksplorację i anotację tekstów – oznaczanie w nich jednostek informacji istotnych dla badań literaturoznawczych. Środowisko badawcze może wykorzystać takie zasobu do tworzenia własnych narzędzi analitycznych (zob. GoLEM poniżej), anotacji korpusów tekstowych, dostrajania narzędzi do automatycznej ekstrakcji informacji (np. ekstrakcji słów kluczowych czy modelowania tematycznego) w taki sposób, by odpowiadały potrzebom literaturoznawców lub tworzenia i wzbogacania kolejnych słowników czy baz wiedzy.

Do przygotowania i anotowania tekstu służy także TEI.NPLP.PL, specjalistyczna platforma do tworzenia naukowych edycji cyfrowych . Umożliwia pracę z tekstem i anotowanie go dowolnymi znacznikami, zależnymi od metodologii i celów projektu badawczego. Mogą to być zatem np. osoby, miejsca i organizacje, jak i opisy metatekstowe (np. rozdział, wers, strona) czy kolacjonowanie różnych wariantów tekstu. TEI.NPLP.PL do anotacji wykorzystuje międzynarodowy standard TEI (Text Encoding Initiative), co zapewnia interopreacyjność tekstów z innymi projektami i możliwość wykorzystania ich na kolejnych etapach procesu badawczego – zarówno do publikacji edycji, jak i do analizy tekstowej (np. zbadanie relacji między oznaczonymi bytami).

Poprzez narzędzia służące analizie rozumiemy oprogramowanie pozwalające na eksplorację korpusów tekstów poprzez modelowanie tematyczne, ekstrakcję terminologii i bytów literackich i literaturoznawczych (por. wyżej), wizualizację geoprzestrzenną oraz porównanie znaczeniowe terminologii występującej w różnych tekstach. Grafowy Literacki Eksplorator Maszynowy (GoLEM) to system do zaawansowanej analizy i wizualizacji powiązań między terminami, bytami i słowozbiorami (topikami) w tekstach naukowych, przede wszystkim w tekstach z zakresu literaturoznawstwa, w wymiarze synchronicznym i diachronicznym.  Dzięki GoLEMowi badacze i badaczki literatury bez konieczności prac programistycznych mogą prowadzić badania oparte na danych, w szczególności przy wykorzystaniu takich metod, jak analiza sieciowa (network analysis). GoLEM ma trzy komponenty: analiza bytów (rozpoznawanie bytów i częstości ich występowania z uwzględnieniem zmian w czasie), analiza terminów i pojęć ( rozpoznawanie terminów literackich i literaturoznawczych, ich kontekstu znaczeniowego i zmian w czasie), analiza słowozbiorów (częściowo nadzorowane modelowanie tematyczne korpusów). GoLEM rozwijany jest obecnie na tekstach z KDL ale docelowo będzie wspomagać wieloaspektowe badania literaturoznawcze na różnych tekstach.

W końcu w ramach wsparcia możliwości upowszechniania wyników badań i współpracy społeczności literaturoznawczej w szerszym kontekście humanistyki cyfrowej powstała platforma Inspire. Jest to platforma umożliwiająca wymianę wiedzy oraz danych między instytucjami z zakresu badań o kulturze i ich odbiorcami. Platforma popularyzuje humanistykę cyfrową poprzez teksty informacyjne, artykuły, filmy i podcasty o nauce i kulturze.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12933" title="Rozwój infrastruktury literaturoznawczej" slug="rozwoj-infrastruktury-literaturoznawczej-t-umerle-m-maryl">Poprzedni fragment

Dariah.lab jest dobrym przykładem infrastruktury tworzonej do wsparcia konkretnej dyscypliny i zadań badawczych. Oprócz stworzenia poszczególnych elementów infrastruktury kluczowa jest praca konceptualna nad całościowym kształtem docelowej literaturoznawczej infrastruktury badawczej. W założeniu model zastosowany w Dariah.lab powinien być skalowany i stanowić wkład lub podstawę międzynarodowych inicjatyw infrastrukturalnych.

KDL stanowi istotne uzupełnienie takich inicjatyw korpusowych, jak DraCor czy ELTeC o komponent literaturoznawczy. Narzędzia ekstrakcji danych dziedzinowych i ich implementacja w narzędziu analitycznym GoLEM dostosowują i rozwijają metody NLP wykorzystywane w projektach takich, jak CLS INFRA. Infrastruktura TEI.NPLP.PL to specjalistyczne narzędzie tworzenia ustandaryzowanych naukowych edycji cyfrowych. European Literary Bibliography to nowa otwartościowa inicjatywa bibliograficzna wykorzystująca dane bibliografii specjalistycznych i narodowych, które wykorzystywane są w badaniach nad europejskimi systemami literackimi. Inspire pozwala na gromadzenie społeczności i jej interakcję. Infrastruktura Dariah.lab jako inicjatywa całościowej cyfryzacji procesu badawczego może stanowić podstawę realizacji większej inicjatywy międzynarodowej lub dobrze się w nią wpisywać.

Budowa całościowej infrastruktury, odpowiadającej na różne potrzeby badawcze na wszystkich etapach procesu badawczego wiąże się też z konkretnymi wyzwaniami, które trzeba brać uwagę na etapie planowanie:

 	zapewnienie semantycznej i technicznej interoperacyjności narzędzi i serwisów;
 	wielojęzyczność i jej wpływ na skuteczność i porównywalność efektów zastosowania metod przetwarzania języka naturalnego,
 	umożliwienie prowadzenia badań nad całą historią literatury i badań literackich poprzez skuteczne łączenie badań na metadanych i pełnych tekstach.

Istotnym zagadnieniem jest także trwałość (sustainability) infrastruktury, czyli formy zapewnienia funkcjonowania infrastruktury i jej bieżącej aktualizacji. Trwałość ma wymiar technologiczny (oprogramowanie, zabezpieczenia, serwery), jak i intelektualny (treść, zastosowane metody, błędy merytoryczne). Zapewnienie trwałości jest często zadaniem kosztownym, stąd też duża waga współpracy z dużymi infrastrukturami i instytucjonalne usankcjonowanie danych przedsięwzięć.
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12934" title="Czym jest rzecznictwo" slug="czym-jest-rzecznictwo">Rzecznictwo, czyli po angielsku advocacy jako szczególny rodzaj działań w obszarze komunikacji, współtworzonych często oddolnie i z wykorzystaniem względnie niedrogich narzędzi, jest interesującym fenomenem, który nabiera w ostatnich latach rosnącego znaczenia w różnych obszarach działalności ludzkiej, nastawionej na ochronę praw mniejszości i grup marginalizowanych. Kiedy wpiszemy pojęcie „advocacy” w wyszukiwarkę serwisu Youtube – nadal jednego z najpopularniejszych źródeł różnej maści instruktaży, filmów edukacyjnych czy webinariów – odkryjemy niezliczone nagrania na temat praktyk rzeczniczych. Nauka nie jest od tego wyjątkiem – angielskie „science” występuje w towarzystwie „advocacy” w ponad 200 filmach, w większości wyprodukowanych przez instytucje naukowe, społeczne czy wreszcie TEDex’y, takie jak na przykład Jonathana Bermana „How to become Passionate Advocate for Science” (TEDx Talks 2018; 2015). Produkcja tych popularnych treści nie idzie, niestety, w parze z refleksją naukową na temat samego zjawiska i jego znaczenia, która jest skromna i bardzo rozproszona. Nasz tekst nie może odpowiedzieć na brak tej refleksji i nie jest to też jego celem. Może stanowić jednak zachętę dla innych badaczy i badaczek, aby przyjrzeli się naszym zdaniem niezwykle ciekawej roli, jaką działania rzecznicze odgrywają we współczesnym społeczeństwie. Działalność akademicka nie jest tutaj wyjątkiem, dlatego w tym tekście przyjrzymy się, czy i z jakim rzecznictwem mamy do czynienia w sektorze naukowym.

Słownik języka polskiego definiuje rzecznictwo jako „występowanie w obronie kogoś lub czegoś” lub „przemawianie w czyimś imieniu” („rzecznictwo – Słownik języka polskiego PWN” b.d.). Obie te definicje mają pozytywne nacechowanie, wiążą się z działaniami, które mają na celu zwrócenie uwagi na jakiś problem lub przywrócenie czyjegoś dobrego imienia. Rzecznictwo budzi skojarzenia z obszarem „public relations”, domeną działania rzeczników prasowych wielkich korporacji czy partii politycznych. Jednocześnie nie wiąże się jednoznacznie, tak jak pokrewne mu działania spod znaku lobbingu, z wywieraniem wpływu na osoby bądź instytucje, będące u władzy, ale nie znaczy to, że nie może się z lobbingiem uzupełniać. Działania rzecznicze i lobbing mogą być elementami jednej strategii, której celem jest zmiana jakiejś polityki, procedur administracyjnych czy prawa. Nie bez przyczyny więc rzecznictwo jest często podejmowane przez organizacje pozarządowe – i to w tym sektorze można znaleźć wiele przykładów oraz opracowań na ten temat (Bednarek 2023; Frączak 2008; Gumkowska, Charycka, i Bednarek 2022). W nauce rzecznictwo wiąże się albo z upowszechnianiem rezultatów badań wśród różnych grup odbiorców i odbiorczyń, albo z bliższymi lobbingowi kontaktami z instytucjami rządowymi odpowiedzialnymi za finansowanie i ewaluację nauki. Można je więc podzielić zarówno pod względem grup odbiorców, do których jest adresowane, jak i celów, które dana grupa rzecznicza chce zrealizować. Poniższy schemat przedstawia jeden z możliwych sposobów zdefiniowania rzecznictwa w nauce:

[caption id="attachment_13195" align="aligncenter" width="1024"] Il 1. Schemat działań rzeczniczych w nauce, źródło: oprac. własne[/caption]

Tematem tej monografii jest humanistyka cyfrowa, która, mimo coraz silniejszego ugruntowania dziedzinowego, na które zapracowali przez ostatnie lata jej przedstawicielki i przedstawiciele, nadal potrzebuje mądrego rzecznictwa, nastawionego nie tylko na samych badaczy i jednostki naukowe, ale także na administrację publiczną i grantodawców, od których decyzji zależy jej finansowanie i w konsekwencji dalszy rozwój. Obszarem, w którym humanistyka cyfrowa potrzebuje szczególnego wzmocnienia, jest publikowanie, które, mimo zachodzących zmian w sposobie oceniania działalności naukowej, wciąż stanowi o być albo nie być pracowników naukowych i akademickich. Mądre rzecznictwo, o którym jest tutaj mowa, mogłoby skupić się w szczególności na trzech aspektach publikowania, które decydują o wyjątkowości humanistyki (a humanistyki cyfrowej w szczególności): innowacyjnych formach, wielojęzyczności i otwartym dostępie. Takie postawienie sprawy nie jest niczym nowym w środowisku humanistów i humanistek (Avanço i in. 2021; Balula i Leão 2019; Maryl i in. 2020), ale w kontekście podjęcia działań rzeczniczych nie są to kwestie oczywiste czy trywialne i wymagają współpracy i skutecznej komunikacji zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim czy międzynarodowym.

Grupa robocza “Advocacy SIG” działająca przy konsorcjum OPERAS postrzega rzecznictwo (ang. advocacy) jako część szeroko zakrojonych działań komunikacyjnych i element strategii OPERAS na upowszechnienie otwartej komunikacji w krajach europejskich. Ich plan w pierwszej kolejności obejmuje komunikaty skierowane do instytucji będących członkami Konsorcjum (Ernst i in. 2021), w drugiej także do innych interesariuszy, takich jak grantodawcy czy Komisja Europejska. Jest to jeden z przykładów rzecznictwa, którego celem jest zmiana w obrębie sektora naukowego, w tym wypadku nastawiona na upowszechnienie otwartego dostępu do zasobów naukowych. Projektami rzeczniczymi w nauce, z którymi względnie najłatwiej jest się zetknąć, są jednak te spod znaku popularyzacji rezultatów badań. Wiele (jeśli nie większość) jednostek naukowych w Polsce prowadzi działalność popularyzatorską, często za pośrednictwem mediów społecznościowych. Informacje, które udostępniają, na ogół nie docierają jednak do szerokiego grona odbiorców oraz odbiorczyń. Aby tak się stało, muszą zostać przejęte przez kolejne ogniwo w łańcuchu komunikacyjnym, czyli media i dziennikarzy.

Niektóre organizacje, takie jak Stowarzyszenie Rzecznicy Nauki czy Fundacja “ProScience”, kładą nacisk właśnie na promocję nauki i upowszechnianie jej rezultatów wśród różnych grup odbiorców, m.in. instytucji rządowych, dziennikarzy czy przedstawicieli konkretnych branż. Rzecznicy Nauki prowadzą profil na Facebooku, ale także aktywnie komunikują się z ogólnopolskimi mediami. Z kolei Fundacja „ProScience” jest polskim partnerem inicjatywy “Faling Walls Lab”, podczas której naukowcy i naukowczynie w pięciominutowych prezentacjach mają za zadanie przekazać najważniejsze informacje dotyczące swojego odkrycia naukowego („Falling Walls Lab Warsaw | Finał już 15 sierpnia 2022” 2022). Obie organizacje działają przede wszystkim w obszarze nauk ścisłych, przyrodniczych, medycznych i inżynieryjnych (ang. skrót STEM od: Science, Technology, Engineering, Mathematics). Można się pokusić o postawienie hipotezy, że takie inicjatywy mają wpływ nie tylko na pozytywny przekaz dotyczący tych dziedzin, ale także na postrzeganie nauki przede wszystkim przez ich pryzmat, przy okazji marginalizując rolę nauk humanistycznych i – w mniejszym stopniu – społecznych. Warsztat humanisty, a tym samym również efekty jego prac, nie wiążą się na ogół z odkryciami, a bardziej z ciągłą reinterpretacją wytworów kultury. Dlatego też popularyzacja nauk humanistycznych polega często na bardzo rozproszonych działaniach poszczególnych badaczy, którzy prowadzą ją dodatkowo jako uzupełnienie swojej pracy naukowej i coraz częściej wymagają dodatkowych umiejętności wynikających ze specyfiki komunikacji cyfrowej.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12935" title="Wszystko, wszędzie, naraz" slug="wszystko-wszedzie-naraz">Jakob Nielsen, jeden z ojców-założycieli UX designu i pionierów badań nad doświadczeniami użytkowników i użytkowniczek w sieci, już w 2008 roku przekonywał, że pisanie tekstów przeznaczonych do druku i tworzenie treści przeznaczonych do sieci wymagają zupełnie odmiennego podejścia i zrozumienia motywacji, nawyków i potrzeb odbiorców i odbiorczyń:

[caption id="attachment_13198" align="aligncenter" width="1024"] Cytat za: Jakob Nielsen 2008b, tłum. MŚ[/caption]

Zauważył też, że użytkownicy i użytkowniczki sieci przede wszystkim nie oczekują relacji jednostronnej: prowadzenia za rękę i podążania za autorem lub autorką, ale chcą sami konstruować swoje własne doświadczenie, poprzez łączenie treści z wielu źródeł oraz odrzucanie tego, co uznają za niepotrzebne i przeszkadzające w realizacji własnych celów.

Zaskakujące może się wydawać, że od pierwszego pogłębionego badania UXowego nawyków czytelniczych użytkowników i użytkowniczek internetu przeprowadzonego przez NNgroup w 1997 roku niewiele się zmieniło. Główny wniosek płynący z badań brzmiał: użytkownicy i użytkowniczki nie czytają stron internetowych słowo po słowie, raczej „skanują” tekst wzrokiem i zatrzymują się na najbardziej dla nich interesujących informacjach (Jakob Nielsen 1997). Jak się okazało, po ponowieniu badań empirycznych metodą eye trackingową po ponad 20 latach ta konkluzja nie uległa zasadniczej zmianie (Pernice, Whitenton, i Nielsen 2014). Pomimo rozmaitych rewolucji technologicznych (np. częstszego użycia mniejszych wyświetlaczy smartfonów, niż dużych ekranów komputera, które wywołało zwrot w projektowaniu stron), czytelnicze nawyki internautów nie zmieniły się — ludzie wciąż nie czytają całości tekstu, a raczej go przeglądają, „wyłapując” najistotniejsze dla siebie informacje (Pernice, Whitenton, i Nielsen 2014). Ułatwienie więc takiego „skanowania” nie tylko stanowi dostosowanie przekazu do medium, ale przede wszystkim znacząco zwiększa skuteczność docierania informacji do świadomości odbiorców. Innymi słowy: jeśli chcemy, żeby informacje zostały przyswojone, a nie tylko opublikowane, powinniśmy podawać je w wygodnej, przystępnej formie.

Badania wskazują zatem, że sformułowane pod koniec lat 90. przez Nielsena rekomendacje, dotyczące tworzenia skutecznych tekstów do sieci, pozostają dziś aktualne (Jakob Nielsen, 1997).

[caption id="attachment_13200" align="aligncenter" width="1024"] Tab 1. Zasady przygotowania tekstu do publikacji w sieci, źródło: oprac. własne za: Jakob Nielsen, 1997.[/caption]

Dalsze raporty z badań użyteczności wskazują także, że w przypadku dodawania materiałów graficznych do tekstu, skuteczniejsze jest wyrównanie do jednej strony niż stosowanie układu „zygzakowatego” (Kim Salazar 2017).

Oczywiście, przy stosowaniu zasad Nielsena, należy mieć w pamięci, że dyscyplina UX researchu wyrosła na gruncie badań o ścisłym zastosowaniu komercyjnym, w związku z tym jego wskazówki niekoniecznie są kierowane do popularyzatorów i popularyzatorek nauki. Jednak warto pamiętać, że w przypadku komunikacji w sieci, te dwa poziomy nie tylko ze sobą bezpośrednio konkurują, ale też często bywają nierozróżnialne dla przeciętnego odbiorcy i odbiorczyni.</document>
<document nplp_id="12936" title="Zjawisko negatywnego starzenia się" slug="zjawisko-negatywnego-starzenia-sie">Czy wszystko to prowadzi do wniosku, że nie ma szans na dotarcie do odbiorców internetowych za pomocą tekstu o charakterze naukowym? Zespół badawczy z Microsoft Research we wzorcach przeglądania stron zaobserwował zjawisko „negatywnego starzenia się”. (Liu, White, i Dumais 2010). Oznacza to, że im dłużej użytkownik czy użytkowniczka pozostaje na stronie, tym większa jest szansa, że przeczyta ją całą. Kluczowe pozostaje pierwsze wrażenie i wcale nie musi przy tym chodzić wyłącznie o atrakcyjność wizualną. Badacze i badaczki UX wskazują, że strony z jasną propozycją wartości (Value Proposition) mogą przyciągnąć uwagę ludzi na znacznie dłużej (Jakob Nielsen 2011).

Dotyczy to także tekstów: jeśli jako czytelnik czy czytelniczka odnajdziemy interesującą nas informację, jesteśmy skłonni poświęcić więcej czasu na dokładniejsze przeczytanie całości. Badania pokazują, że jeśli ktoś czyta dla przyjemności, robi to dokładniej i jest bardziej skłonny uznać, że czytanie przychodzi mu bez wysiłku, nawet na ekranie komputera. (Kollin 2015). Co więcej, mimo zdecydowanej przewagi „skanowaczy”, istnieją także „metodyczni czytelnicy” stron internetowych, czyli osoby, które nie mają zwyczaju wyłącznie przeglądać tekstów, ale czytają je od góry do dołu. Jednak, jak wskazują te same badania, nadal to dobrze skonstruowane strony i teksty internetowe, które są przystosowane do szybkiego „skanowania” treści, są chętniej czytane.

Kluczowa jest kolejność działań: czytelnik czy czytelniczka musi szybko trafić na to, co jego lub ją interesuje, żeby podjąć decyzję o poświęceniu tekstowi większej uwagi (nie odwrotnie). W dodatku internet nie istnieje w ludzkiej świadomości w oderwaniu od rzeczywistości empirycznej i rozmaite zachowania wykształcone w sieci są przenoszone na życie codzienne. Dlatego, żeby skutecznie komunikować się we współczesnym świecie, należy rozumieć aktualne nawyki czytelnicze użytkowników i użytkowniczek internetu.

Częstym argumentem przeciwko „upraszczaniu” i dostosowywaniu tekstu o tematyce naukowej do specyfiki sytuacji komunikacyjnej w sieci, jest kierowanie przekazu do specyficznego odbiorcy — osoby ze środowiska akademickiego, a przynajmniej z wyższym wykształceniem. Tymczasem badania dowodzą, że jasny i spójny przekaz tekstowy jest równie ważny dla każdego użytkownika i użytkowniczki (Plain Language For Everyone, Even Experts (Video)). Dzięki unikaniu naukowego żargonu i wyrafinowanego słownictwa można nie tylko oszczędzić czytelnikom i czytelniczkom wysiłku na poziomie językowym, ale także poprawić widoczność publikacji dzięki lepszemu pozycjonowaniu w wyszukiwarkach. Eksperci i ekspertki z Norman-Nielsen Group radzą, aby przygotowując artykuły naukowe do czytania online, zachować uporządkowaną, łatwą do skanowania i zwięzłą treść (krótkie tytuły, streszczenia, jasne nagłówki) oraz nie przesadzać z projektowaniem wizualnym, które może wydać się efekciarskie (Moran 2017). To ostatnie wydaje się szczególnie ważne w czasie, gdy w sieci każdy może tworzyć, modyfikować i udostępniać wizualizacje, robią to nie tylko popularyzatorzy i popularyzatorki nauki. Odbiorcy o niskim poziomie wiedzy naukowej mogą pozbawiać obraz jego zasobów informacyjnych, podpisu lub źródła, przez co zniekształcają znaczenie i utrwalają dezinformacje (Rigutto 2017). Dlatego tak ważne jest zachowywanie elementarnych akademickich standardów naukowości, nawet — a może szczególnie — w przypadku komunikacji cyfrowej trafiającej do szerokiego grona odbiorców.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12937" title="„Królowe Humanistyki”: media społecznościowe jako narzędzie działań rzeczniczych" slug="media-spolecznosciowe-jako-narzedzie-dzialan-rzeczniczych-przyklad-krolowych-humanistyki">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13203" align="aligncenter" width="1024"] Il 2. Prezentacja multimedialna „Królowe humanistyki” z konferencji Dariah Annual Event - Ateny 2022, źródło: bit.ly/Queens_of_Humanities[/caption]
Uboga krewna nauk ścisłych
Nauki humanistyczne są często postrzegane przez pryzmat paradygmatów nauk ścisłych (zwanych w systemach anglosaskich STEM, od: Science, Technology, Engineering, Mathematics) i typowych dla nich metod pomiaru wpływu (Vienni Baptista i in. 2020). Ponieważ jednak nauki humanistyczne mają zupełnie inne tradycje i metody wytwarzania wiedzy, porównania do nauk ścisłych są często nietrafione i nieadekwatne. Może się wydawać, że poprzez swoją metaforyczność i brak bezpośrednich, widocznych i przeliczalnych efektów, humanistyka nie oddziałuje na ludzką codzienność tak jak odkrycia i wynalazki STEM. W rzeczywistości nauki humanistyczne mają wpływ na wiele aspektów życia, od przemysłu medialnego (filmy, programy telewizyjne, gry) do przemysłu IT (oprogramowanie do przetwarzania języków naturalnych, metody design thinking) (Henseler 2020; Vienni Baptista i in. 2020, Warwick i Bailey-Ross 2020).

Nauki humanistyczne są niedoceniane zarówno w powszechnej świadomości, jak i w istniejących systemach ewaluacji naukowej. Dlatego z jednej strony opracowanie nowych metod pomiaru wpływu humanistyki na życie społeczne i gospodarkę jest kluczowe dla umocnienia jej miejsca jako niezbędnej aktywności człowieka. Z drugiej strony, potrzebujemy więcej rzecznictwa na rzecz humanistyki, które podkreśli jej wpływ społeczny i zwróci uwagę na jej rolę w obszarze produkcji wiedzy. Nauki humanistyczne już teraz są bardzo wpływowe, ale muszą przedstawić dorobek w dostępniejszy i atrakcyjniejszy sposób (Avanço i in. 2021; Edmond 2020; Henseler 2020). Kierując się tym założeniem, uruchomiliśmy kampanię #KróloweHumanistyki. Próbowaliśmy odkrywać różne przejawy wpływu nauk humanistycznych na rzeczywistość społeczną, branżę rozrywkową, a także indywidualne style życia. „Królowe” były częścią działań polskiego oddziału OPERAS-PL, którego strategia jest ściśle powiązana z rozwojem działań rzeczniczych w obszarze otwartej komunikacji naukowej w humanistyce.

&amp;nbsp;
Cyfrowość humanistyki jako szansa
Jak opowiedzieć o humanistyce jako istocie rozumienia człowieka we wszystkich jego aspektach i przywrócić ją na pozycję równorzędnego partnerstwa nauk ścisłych? Szukając odpowiedzi na to pytanie, w 2021 roku stworzyłyśmy plan kampanii w mediach społecznościowych #KróloweHumanistyki, prowadzonej w ramach działań OPERAS-PL (polskiego oddziału europejskiego konsorcjum). Jej celem było promowanie innowacyjnych perspektyw humanistycznych i pokazanie ich znaczenia w dzisiejszym świecie.

Monografie born-digital, wizualizacje danych, aplikacje internetowe, podcasty czy vlogi były prezentowane jako innowacyjne publikacje mające na celu opowiedzenie historii humanistyki jako niezastąpionego i wszechobecnego środka poszerzania ludzkiej wiedzy o świecie. Przygotowywane przez nas posty były również okazją do poruszenia ważnych wyzwań badań humanistycznych, takich jak niedocenianie innowacyjnych publikacji, które obecnie nie mieszczą się w ścisłych kryteriach akademickich (Tóth-Czifra i in. 2021).

&amp;nbsp;
Kampania facebookowa
W każdy wtorek na profilu Centrum Humanistyki Cyfrowej na platformie społecznościowej Facebook umieszczałyśmy post z cyklu #KróloweHumanistyki. Kampania rozpoczęła się w listopadzie 2021 roku i trwała do czerwca 2022. Co tydzień dzieliliśmy się odkrywanymi przez zespół CHC nowatorskimi projektami cyfrowymi opartymi na badaniach naukowych.
Pierwszy post zwiększył nasz zasięg ze średnio 300 do 600 odbiorców, a później do prawie 1500 (nasz fanpage obserwowało w tamtym czasie ok. 850 użytkowników).

Cechy charakterystyczne projektu:

 	Zwrot ku polskiej społeczności
Przykłady prezentowane w postach skierowane były do polskiej społeczności naukowej, dlatego dbałyśmy o komunikację w języku narodowym, a każdy przykład opatrzony był komentarzem w języku polskim.
 	Uwzględnianie kontekstu międzynarodowego
Wydobywałyśmy uznane na świecie polskie projekty, a także prace zagraniczne, które mogą być inspirujące dla innych.
 	Promowanie innowacyjnych formatów
Szukałyśmy projektów odbiegających od tradycyjnej publikacji wyników badań, nastawionych raczej na zwiększenie atrakcyjności i poszerzenie zrozumienia dla szerszego grona odbiorców.
 	Prosto i treściwie
Dzięki prostej formie — regularnej kampanii na Facebooku — format Królowych może być łatwo zastosowany w innych społecznościach lokalnych. Wykorzystuje ona posty tekstowe z elementami graficznymi i linkowaniem. Po dostosowaniu może być również przeniesiona na inne platformy mediów społecznościowych, takie jak pt. Twitter, Instagram, TikTok, Snapchat, LinkedIn — w zależności od popularności danego medium w grupie docelowej.

Archiwum projektów przedstawianych w kampanii zebrałyśmy na tablicy w darmowym portalu Are.na, który pozwala je przeglądać i zainspirować się do przetestowania nietradycyjnych form komunikacji naukowej: www.are.na/marta-swietlik/queens-of-humanities

[caption id="attachment_13204" align="aligncenter" width="1024"] Il 3. Widok zbioru projektów na platformie Are.na, źródło: www.are.na/marta-swietlik/queens-of-humanities[/caption]

Specyfika medium społecznościowego
Projekt #KróloweHumanistyki ilustruje skuteczność mediów społecznościowych jako narzędzia działań rzeczniczych. Kluczowym elementem jest precyzyjne dopasowanie treści do odpowiednich platform. W przypadku Facebooka postawiono na grafikę, co jest preferowanym sposobem prezentacji treści dla tej społeczności. Projekt uwzględniał także zasady komunikacji online, co zaowocowało angażującymi i interaktywnymi treściami, nawiązującymi dialog z odbiorcami, a wykorzystanie emoji jako idiomu internetowego nadawało publikacjom swobodny charakter i zbliżało je do języka użytkowników internetu. Trzeba przy tym pamiętać o specyfice danej grupy docelowej: podczas trwania kampanii zaobserwowano, że w czas reakcji użytkowników na post jest znacząco wydłużony w stosunku do ogólnych zasad panujących na Facebooku, a także, że odbiorcy treści o charakterze bardziej naukowym rzadko wchodzą w otwarty dialog, a najczęściej zostawiają „polubienia”.

W publikacjach wykorzystywano także linki, które kierowały odbiorców do bardziej rozbudowanych treści na innych platformach. Oznaczanie autorów i instytucji zaangażowanych w projekt stanowiło nie tylko sposób na podkreślenie wiarygodności, ale także sprzyjało tworzeniu sieci współpracy i zasięgu.

Projekt skłonił nas do refleksji nad samym Facebookiem, który mimo rosnącej konkurencji w sieci, oferuje niewyszukane, ale wystarczające rozwiązania w zakresie storytellingu skierowanego do konkretnych, lokalnych odbiorców. Odbiór kampanii w mediach społecznościowych zachęcił nas do pogłębienia rozważań nad tym, jak wzmocnić pozycję humanistyki od wewnątrz i z poziomu systemu akademickiego.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12938" title="OPERAS-PL jako przykład rzecznictwa dla otwartej komunikacji naukowej w&amp;nbsp;humanistyce" slug="operas-pl-jako-przyklad-rzecznictwa-dla-otwartej-komunikacji-naukowej-w-humanistyce">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

Otwarta nauka od początku była ruchem, którego podstawą były działania rzecznicze, czego przykładem jest podpisanie deklaracji budapesztańskiej w 2002 (i uzupełnianej w kolejnych latach) („Budapest Open Access Initiative” b.d.) czy zawiązanie koalicji wokół tzw. Planu S („A Plan S for Academic Books: Voices from the Community” 2020; „«Plan S» and «cOAlition S» – Accelerating the transition to full and immediate Open Access to scientific publications” b.d.; Korytkowski i Kulczycki 2021). W tak rozumiane rzecznictwo wpisuje się też działalność konsorcjum OPERAS. Jednym z celów konsorcjum jest przekonanie przedstawicieli oraz przedstawicielek środowiska nauk społecznych i humanistycznych - wydawców, instytucje, dostawców technologii i badaczy - aby rozwijali polityki otwartego dostępu i wspierali rozwój komunikacji naukowej opartej na otwartej infrastrukturze badawczej. Od 2020 r. OPERAS wspiera rozwój lokalnych, narodowych projektów i zespołów, których celem jest upowszechnianie działań, usług i produktów OPERAS w krajach członkowskich konsorcjum. Polski oddział OPERAS-PL powstał w 2021 roku: wiosną trwały prace nad stworzeniem strategii, a 17 czerwca CHC zainaugurowało inicjatywę podczas otwartego spotkania online (Błaszczyńska 2021; „Nauki humanistyczne i społeczne potrzebują więcej otwartości” 2021). OPERAS-PL przez kolejny rok rozwijało się bez stałego finansowania, w oparciu o pracę dodatkową członków Sekcji Otwartej Nauki (obecnie: Sekcji Otwartej Humanistyki). Wówczas główną osią jego działalności był wydawany raz w miesiącu newsletter, do którego początkowo zapisało się prawie 100 osób, a następnie liczba ta zwiększała się (w lipcu 2023 r. wyniosła 269 subskrybentów). Oprócz tego OPERAS-PL pozostawał w stałej komunikacji z innymi oddziałami konsorcjum, m.in. niemieckim, holdenderskim czy portugalskim. W sierpniu 2022 r. CHC rozpoczęło realizację projektu ze środków ministerstwa edukacji i nauki, koncentrując się na działaniach edukacyjnych i upowszechniających otwartą komunikację naukową oraz wspierających rozwój otwartego dostępu do polskich monografii humanistycznych.

&amp;nbsp;
Strategia OPERAS-PL: badania potrzeb, pilotaż, zmiany
OPERAS-PL chce swoje działania opierać na gruntownym zrozumieniu potrzeb i braków w polskiej komunikacji naukowej. Dlatego zainaugurowanie projektu było poprzedzone analizą sytuacji otwartego dostępu w humanistyce (Fenrich i in. 2015; Pamuła-Cieślak 2017; Sójkowska i Gruenpeter 2019; Szprot i in. 2014; Wagner 2012), a także naukach społecznych oraz potrzeb uczonych i wydawców wyrażonych w badaniach przeprowadzonych przez międzynarodowych zespół OPERAS również w polskim środowisku naukowym (Avanço i in. 2021; Speicher i in. 2018). Z kolei w ankiecie z 2020 r. „OPERAS Survey on SSH scholarly communication” („OPERAS Survey on SSH Scholarly Communication” 2020) polscy badacze w pytaniach otwartych podnosili problem monopolu wielkich wydawnictw i związanym z nim problemem finansowania publikacji w OA, w tym konieczności pokrywania APC, czyli opłat za publikację tekstu w otwartym dostępie, które ponosi autor (przeważnie ze środków z grantów). Pojawiły się postulaty całkowitego przejścia na Open Access i zlikwidowania praktyki płacenia abonamentów ustalonych przez komercyjnych wydawców, takich jak Clarivate (baza Web of Science) czy Elsevier (Scopus). Co ważne, dla połowy respondentów i respondentek możliwość opublikowania tekstu w OA była ważnym lub bardzo ważnym kryterium wyboru czasopisma, co pokazuje, że ta forma publikacji staje się coraz bardziej pożądana przez badaczy-autorów (Błaszczyńska 2021).

[caption id="attachment_13209" align="aligncenter" width="1024"] Tab 2. Cele strategiczne działalności OPERAS-PL, źródło: oprac. własne[/caption]

Na potrzeby wewnętrznej komunikacji w zespole powstała mapa potrzeb i celów, która została szczegółowo opisana w dokumencie poświęconym strategii. Obecnie strategia jest realizowana, podlegając jednocześnie systematycznej rewizji i ewaluacji. Jedną z takich ewaluacji przeprowadziliśmy przy okazji przygotowywania plakatu na Munin Conference on Scholarly Publishing w Norwegii, w którym przedstawiliśmy OPERAS-PL właśnie jako działalność rzeczniczą i wokół tej wizji zogniskowaliśmy naszą strategię.

&amp;nbsp;
OPERAS-PL jako projekt rzeczniczy
Istotną różnicą w stosunku do wcześniejszej dokumentu strategicznego ukończonego w 2021 r. było rozpoczęcie „nowej strategii” od sformułowania misji, która brzmi: empower humanities as an open and impactful scholarly field. Praktyka tworzenia przekazu czy misji, przyświecającej danemu projektowi czy działaniu, jest typowa dla działań komunikacyjnych z obszaru Public Relations i marketingu. Zespół CHC wybrał w ten sposób ścieżkę, pozwalającą na prostsze i tym samym bardziej włączające przekazywanie najważniejszych celów OPERAS-PL.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="12939" title="Przykłady innowacyjnych publikacji naukowych w&amp;nbsp;humanistyce" slug="przyklady-innowacyjnych-publikacji-naukowych-w-humanistyce">Poprzedni fragment

W projekcie #KróloweHumanistyki staraliśmy się przedstawić różne innowacyjne, cyfrowe możliwości publikacji opartych na badaniach z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Wśród zebranych przykładów znalazły się zarówno projekty nastawione na efektowną wizualizację, na wykorzystanie map czy ilustrację powiązań między elementami, jak i podkasty, animacje, gry wideo i komercyjne seriale. W tej części przybliżymy trzy przykłady z #KrólowychHumanistyki, na podstawie których można prześledzić całą rozpiętość możliwości myślenia o innowacjach w publikacjach naukowych w sieci.

&amp;nbsp;
„The Chinese Deathscape: Grave Reform in Modern China”
[caption id="attachment_13211" align="aligncenter" width="1024"] Il 4. Zrzut ekranu ze strony projektu „The Chinese Deathscape: Grave Reform in Modern China”, źródło: chinesedeathscape.supdigital.org/read/introduction[/caption]

The Chinese Deathscape: Grave Reform in Modern China to obfitująca w wizualizacje monografia cyfrowa opowiadająca o przekształceniach cmentarzy w Chinach, wydana przez Stanford University Press. Stworzona pod redakcją Thomasa S. Mullaneya, profesora historii Chin na Uniwersytecie Stanforda, otrzymała numer ISBN jako drukowana książka. W swoim cyfrowym wcieleniu stała się natomiast rozszerzoną platformą narracyjną, której interaktywne warstwy nadbudowują kolejne warstwy znaczeń.

Obok tekstu wyświetla się mapa, która zmienia się wraz z przeglądaniem określonych treści. Można klikać na podkreślone części tekstu, aby zmienić położenie mapy na lokalizację istotną dla narracji. Rozwijane menu umożliwia wybór różnych kombinacji warstw podstawowych, nakładek demograficznych lub historycznych. Można też wchodzić w interakcje bezpośrednio z mapą, klikając na okręgi relokacji grobów, które ujawniają dalsze szczegółowe informacje. Możliwe jest również poruszanie się po zbiorze danych za pomocą suwaka czasu.
Ten projekt to świetny przykład tego, jak tradycyjny dorobek humanistyczny, który zwykle prezentowany jest w formie drukowanej monografii, można przełożyć na bardziej interaktywną, cyfrową wersję, która nie traci, a wręcz zyskuje, na jakości naukowej. Dodane interakcje nie tylko czynią go bardziej atrakcyjnym, ale także pozwalają pogłębić zrozumienie tematu.

Zobacz oryginalny post z facebookowej kampanii #Królowe Humanistyki.

&amp;nbsp;
"60s. The Lost Treasures"
[caption id="attachment_13212" align="aligncenter" width="1024"] Il 5. Zrzut ekranu ze strony projektu 60s. The Lost Treasures, źródło: treasures.ui.org.ua[/caption]

&amp;nbsp;

Projekt 60s. The Lost Treasures został opracowany przez stowarzyszenie УАнімА w ramach programu #UkraineEverywhere prowadzonego przez Ukrainian Institute - Український інститут, który poprzez projekty internetowe opowiada o wkładzie Ukrainy w światową kulturę. Ten interaktywny projekt cyfrowy opowiada o pięciu ukraińskich artystkach żyjących i tworzących w latach 60. XX wieku. Niezwykle atrakcyjna wizualnie narracja przedstawia historie z życia i twórczości niezwykłych kobiet, które zmieniły otaczający je świat i nie chciały poddawać się stereotypom sztuki radzieckiej. Alla Horska, Halyna Zubchenko, Lyubov Panchenko, Halyna Sevruk i Lyudmyla Semykina w swoich animowanych wersjach zapraszają użytkowników do udziału w prostych, lecz wciągających grach „kliknij i zbierz”, które stopniowo odsłaniają skarby sztuki i kultury ukraińskiej lat 60. - czasów buntu, oporu młodzieży, walki o prawa obywatelskie, a jednocześnie rozkwitu kulturalnego.

Jest to projekt oparty na rzetelnych badaniach historyków sztuki, ale zrealizowany w niekonwencjonalny sposób, z naciskiem na naukę poprzez zabawę i podejście skoncentrowane na użytkowniku.

Zobacz oryginalny post z facebookowej kampanii #Królowe Humanistyki.

&amp;nbsp;
Digital Love Languages
[caption id="attachment_13213" align="aligncenter" width="1024"] Il 6. Zrzut ekranu z webzinu Landscapes of love, źródło: digitallovelanguages.github.io[/caption]

&amp;nbsp;

„Digital Love Languages” to 10-tygodniowy kurs prowadzony online przez Melanie Hoff w ramach School for Poetic Computation (SFPC) z siedzibą w Nowym Jorku. SFPC jest hybrydą szkoły, rezydencji artystycznej i grupy badawczej, w której studenci rozwijają możliwości działań poetyckich w mediach obliczeniowych. Program nauczania obejmuje podstawy programowania i przetwarzania języka naturalnego przy użyciu Python i JavaScript w przeglądarce, traktując jednocześnie kod jako rzemiosło i medium zdolne do wyrażenia pełnego zakresu uczuć i pragnień.

Pretekstem do rozważań nad „cyfrowymi językami miłości” stała się historia listu miłosnego jako formy językowej we wszystkich jego przejawach — od pisanego gęsim piórem po współczesny seksting. W szczególnym momencie wybuchu pandemii w 2020 roku zajęcia były poświęcone tworzeniu narzędzi poetyckich do budowania internetowych połączeń międzyludzkich. Kursanci i kursantki, wspólnie z prowadzącymi budowali małe i osobiste oprogramowania do wyrażania uczuć i troski mimo fizycznego dystansu.

Efekty projektu zebrano w zbiorze “Landscapes of love”– webzinie (zinie internetowym), czyli kolektywnej, niehierarchicznej kolekcji materiałów, projektów i efemeryd stworzonych w ciągu 10 tygodni. Można go przeglądać, klikając w poszczególne, rozrzucone na tle nieba, bliżej nieokreślone elementy.

Zobacz oryginalny post z facebookowej kampanii #KróloweHumanistyki.

&amp;nbsp;

Trzy przedstawione przykłady – od najbardziej zbliżonej do tradycyjnej monografii cyfrowej, przez efektowną interaktywną animację, aż po alinearny, niehierarchiczny zbiór danych i fragmentów kodu – mogą funkcjonować jako skuteczne i ciekawe publikacje naukowe, oparte na procesie badawczym nieodbiegającym od standardów akademickich. Niestety nie mieszczą się w obowiązujących kryteriach ewaluacji, przez co nie są zaliczane do dorobku naukowego tworzących je badaczy i badaczek. W związku z tym niewiele osób wiążących swoją karierę z naukami humanistycznymi może sobie pozwolić na inwestowanie czasu i energii w eksperymentowanie z formami internetowymi.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="12943" title="OSKAR SINGER" slug="oskarsinger"></document>
<document nplp_id="12951" title="Nowa Panorama Literatury Polskiej – geneza i&amp;nbsp;miejsce na&amp;nbsp;mapie cyfrowego literaturoznawstwa" slug="nowa-panorama-literatury-polskiej-geneza-i-miejsce-na-mapie-cyfrowego-literaturoznawstwa">Poprzedni fragment

W szerszy kontekst cyfrowych badań literackich i sposobów wykorzystywania potencjału cyfrowego wpisać można działania powstałego w 2014 r. w Instytucie Badań Literackich PAN zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej (dalej: NPLP). Prehistorię budowania przezeń narracji cyfrowych i punkt wyjścia dla późniejszych działań odnaleźć możemy w multimedialnej płycie Warszawy Prusa stworzonej w 2012 roku („Warszawy Prusa”, 2012), opierającej interaktywną opowieść o Lalce i jej autorze na XIX-wiecznych mapach Warszawy i włączonej później do kolekcji PrusPlus. Warto zwrócić uwagę, że podczas gdy na Zachodzie Europy w tym samym momencie kończono już wiele internetowych projektów (choćby we wspomnianym DHI w Sheffield), w Polsce podobna narracja wychodzi na płycie i stanowi istotne novum opowiadania historii literatury. Z tej perspektywy kolejna dekada może być symbolem tego, jak niektóre ośrodki w Polsce nadrobiły dystans do czołówki peletonu europejskiej humanistyki cyfrowej.

Od jesieni 2014, już pod szyldem NPLP w ramach Centrum Humanistyki Cyfrowej, trwały prace nad tworzeniem platformy NPLP.PL i pierwszych dwóch kolekcji – PrusPlus i Atlas Literatury Romantyzmu (ukończonych w 2015 roku), do których w ciągu kolejnych dwóch lat dołączyły kolejne (m.in. Korzenie Janusza Korczaka czy Przestrzenie Henryka Sienkiewicza).

Na wstępie opracowano formułę przyświecającą całej platformie określającą ją jako „formę zbioru kolekcji, które określić można mianem &amp;lt;&amp;lt;syntezy rozproszonej&amp;gt;&amp;gt;”, a co do jej składowych, założono „stworzenie z każdej z kolekcji swoistej i spójnej &amp;lt;&amp;lt;naukowej opowieści cyfrowej&amp;gt;&amp;gt;” (Szleszyński i in., 2015, 350).

Jednak podstawowa idea, która przyświecała działaniom, polegała na zbudowaniu narzędzi i wykorzystaniu środowiska internetowego, by jak najlepiej zaprezentować materiał badawczy (niekiedy także, by optymalnie przenieść treści z publikacji drukowanych w struktury cyfrowe). Dlatego też w Leksykonie Lalki ustrukturyzowano hasła wedle kategoryzacji w dwóch nierozłącznych porządkach – standardowym (np. „Bohaterowie”) i niestandardowym (np. „Kobiety i kobiece sprawki”), kalendarium Henryka Sienkiewicza podzielono na dekady, a każdej z dekad dodano interaktywną mapę stanowiącą skrótową ilustrację miejsc odwiedzanych w poszczególnych dekadach wraz z rozwijanymi w hotspotach cytatami i linkami do odpowiednich fragmentów. Rozwijano cyfrową topografię literacką jako środek do alternatywnego (np. wobec osobowego) sposobu opowiadania o zjawiskach literackich, do mapowania przestrzeni literatury oraz biografii. Interaktywne grafiki pozwalały zaprezentować lepiej złożone wykresy czy powiązanie biografii i przestrzeni.

Do całej platformy opracowano identyfikację wizualną (belkę dolną i górną wraz z logotypem opartym na kroju pisma stworzonym przez Strzemińskiego), każdorazowo tworzono ją także dla poszczególnych kolekcji (kolorystykę, ikonę wyróżniającą i belkę górną kolekcji). Do każdego z artykułów starannie dobierano grafiki wyróżniające. Pierwszy etap działania NPLP.PL zakończył się wraz z rozpoczęciem prac nad projektem „Sienkiewicz ponowoczesny – laboratorium cyfrowe” – ale to już inny fragment tej opowieści.</document>
<document nplp_id="12966" title="Asnyk Adam" slug="asnyk-adam">Poeta, dramatopisarz, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: A.A.; Adam Asn.; E .. . l y; E l; E l- y; (E l- y); E l .y J.; E l .; Jan Stożek; E l . . . y; E l . . . y J a n; E l ...Y; E l** #y; Ely; ELY; Jan E .. . ly Stożek; Jan Stożek; Snob; Stożek; y ; y.; Y.; y/~.

Informacje biograficzne. Adam Prot Asnyk urodził się 11 IX 1838 w Kaliszu. Ojciec Kazimierz (1797–1885) był oficerem powstania listopadowego zesłanym na Syberię, powróciwszy do kraju, osiedlił się w Kaliszu i zajął się kupiectwem, prowadził także pierwszą w mieście księgarnię połączoną z czytelnią. Matka, Konstancja z Zagórowskich (zm. 1871), była oddana wychowywaniu syna. Adam Asnyk edukację szkolną odbył w l. 1849–1853 w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu. Następne trzy lata spędził, ucząc się w domu języków obcych, chemii i botaniki oraz aplikując w sądzie pokoju. W 1856 r. wstąpił do Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa na Marymoncie, ale rok później przeniósł się do nowo otwartej Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie, gdzie studiował do 1859 r. W tym okresie włączył się w działalność tajnych patriotycznych kółek uczelnianych. Na skutek represji władz wyjechał do Wrocławia, gdzie kontynuował przez dwa semestry studia medyczne. We Wrocławiu (1859–1860) był członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. W 1860 r. powrócił do Warszawy; brał udział w ruchu spiskowym, za co był więziony w cytadeli. Odzyskawszy wolność, wyjechał do Paryża, następnie do Heidelbergu, gdzie studiował nauki społeczne. Był członkiem młodzieżowej organizacji spiskowej „Orzeł Biały”. W 1863 r. wrócił do kraju. Związawszy się z Ludwikiem Mierosławskim i Ignacym Chmieleńskim, uczestniczył w pracach stronnictwa „czerwonych”, czyli tzw. rządu wrześniowego. 11 IX 1863 został wybrany na członka Rządu Narodowego. Po upadku powstania przebywał za granicą, podróżując do Niemiec, Holandii (1864), Włoch (1865) i Szwajcarii (1865). W 1865 r. powrócił na studia do Heidelbergu. 24 XII 1866 doktoryzował się z zakresu nauk politycznych i otrzymał tytuł doktora filozofii oraz magistra sztuk wyzwolonych. W l. 1864–1865 ogłosił pierwsze utwory w „Dzienniku Literackim”. Powrócił do kraju w 1867 r., początkowo mieszkał we Lwowie, od 1870 r. osiedlił się na stałe w Krakowie. Utrzymywał kontakty z nielicznym gronem przyjaciół, m.in. z Kotarbińskimi, Kossakami, Ignacym Maciejowskim i Mieczysławem Pawlikowskim. W 1869 r. wydał pierwszy tom Poezji, tom drugi ukazał się w 1872 r. W l. 1872–1873 przebywał we Włoszech. Był zamiłowanym taternikiem oraz jednym z pierwszych członków Towarzystwa Tatrzańskiego. W czasie jednej z wypraw górskich poznał swą przyszłą żonę, Zofię Kaczorowską, córkę słynnego lekarza z Poznania, doktora Teofila Kaczorowskiego. Ożenił się w 1875 r., rok później, wkrótce po urodzeniu syna Włodzimierza (1876–1908), żona Asnyka zmarła. W 1878 r. przebywał we Francji, następnie w Pradze. Był jednym z organizatorów, a od 1882 r. prezesem Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie. W 1883 r. przebywał we Florencji w celu sprowadzenia do kraju zwłok Teofila Lenartowicza. Od 1884 r. piastował urząd radnego miejskiego w Krakowie, od 1889 r. posła Sejmu Krajowego z ramienia Stronnictwa Demokratycznego. W 1888 r. odbył podróż do Włoch, na Sycylię, Maltę i na północne brzegi Afryki zakończoną w Marsylii. W 1890 r. uczestniczył w sprowadzeniu z Paryża prochów Adama Mickiewicza. W 1891 r. w Rzymie brał udział w obradach parlamentarnej konferencji pokojowej. W latach 90. z powodu gruźlicy płuc zaczął wycofywać się z życia społecznego. W 1894 r. odbył podróż na Cejlon i do Indii. W 1896 r. wyjechał na kurację do Włoch, skąd wrócił zarażony durem brzusznym. Zmarł 2 VIII 1897 w Krakowie. Pochowano go na Skałce.

O literaturze dawnej. W styczniu Asnyk 1882 r. został wydawcą krakowskiego dziennika „Reforma”, który w 1882 r. zmienił nazwę na „Nowa Reforma”. Asnyk w l. 1889–1995 pełnił w nim funkcję redaktora naczelnego, jednocześnie publikując utwory poetyckie, prozatorskie, dramatyczne oraz artykuły społeczno-polityczne i literackie m.in. w „Biesiadzie Literackiej”, „Bluszczu”, „Dzienniku Literackim”, „Kłosach”. Twórczość krytycznoliteracką traktował marginalnie, choć według Piotra Chmielowskiego: „Należał on do tych poetów, co dużo czytają i umieją wyrobić sobie sąd samodzielny o rzeczach przeczytanych. Każda jego rozprawka, obok wdzięku obrobienia, odznaczała się jakimś poglądem oryginalnym, na który można się nie zgodzić, ale któremu pewnego uprawnienia odmówić niepodobna”. Artykuły krytycznoliterackie poety (reprezentujące nurt krytyki autorskiej) nie zostały objęte żadnym wydaniem jego dzieł, dotąd pozostają rozproszone w czasopismach.

Pierwszą chronologicznie i jednocześnie najobszerniejszą wypowiedzią krytyczno-literacką Asnyka jest rozprawa Rozkwit średniowiecznego romantyzmu na południu Europy („Kraj” 1872, nr 154–156) stanowiąca przegląd twórczości najznamienitszych poetów prowansalskich XI i XII w. poprzedzony rozważaniami o początkach nowożytnej sztuki poetyckiej. Zdaniem Asnyka ustrój feudalny i panujące w nim stosunki przygotowały grunt dla rozwoju „romantyki”. Dzięki związkowi świata rzeczywistego i świata fantazji wykrystalizowały się w tej poezji następujące pierwiastki: „wyidealizowanie indywidualnej godności i szlachetności”, „heroiczno-poetyczne usposobienie”, „duch awanturniczy” i „wiara w cudowność” (tamże). Autor wyprowadził genezę rycerstwa południa Europy z natury stosunków feudalnych w XI w., twierdząc, że kasta dobrze urodzonych „była wcieleniem poetycznych marzeń feudalnego świata”, a średniowieczne społeczeństwo zawdzięczało jej pojęcie honoru oraz wywyższenie i uwielbienie kobiety. Zdaniem Asnyka na takim „poetycznym gruncie” zakwitła „poezja jako sztuka”, jej kolebką jest Prowansja, a pełnię rozwoju osiąga ona pod piórem Dantego i Petrarki. Dla Asnyka trubadurowie byli ucieleśnieniem romantyki średniowiecznej, ponieważ „łączyli w sobie podwójny charakter rycerzy i śpiewaków, a pieśni ich były uzupełnieniem ich rycerskich czynów i sławy, odbiciem ich miłości, ich czci dla kobiet i całej romantyki pełnego przygód życia” (tamże). W jego programie estetycznoliterackim zawierał się postulat oddziaływania poezji na jej epokę przez inspirowanie „szlachetnych wzruszeń”, „wielkich czynów, dążenia do ideałów” (tamże). Poglądy te uległy nieznacznej modyfikacji pod koniec życia twórcy; jak wynika np. z wiersza poświęconego Bolesławowi Prusowi, poezja wywiera wpływ nie tylko na pokolenia współczesne, ale i na potomnych, ponieważ „nie zaginie siew szlachetnych myśli” i „w sercu pokoleń późniejszych żyć będzie” (Bolesławowi Prusowi, „Kurier Codzienny” 1897, nr 1).

W artykule O „Antygonie” Sofoklesa („Przegląd Polski” 1874, nr 10) Asnyk podkreślił, że dramaty Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa „stały się nie tylko niewyczerpanym skarbem dla wszelkiego rodzaju uczonych i badaczy, nie tylko przeszły w krew i życie nowożytnej poezji i sztuki, ale dla całego świata, co myśli i czuje, są one wiecznie żywym źródłem, u którego poić się może czarem nieśmiertelnych, zawsze świeżych piękności”. Kultura antyczna i sztuka helleńska stanowiły dla Asnyka wzorzec godny naśladowania, ponieważ łączyły w sobie piękno duchowe i materialne. Kreacja Antygony w tragedii Sofoklesa – „najidealniejszej ze wszystkich dziewic [...], co prowadzi ze sobą przez wieki żałosny chór pokrewnych sobie postaci” (tamże) – przerastała według niego horyzont moralny epoki. Poeta akcentował ponadczasowość i uniwersalność dramatu zasadzające się na nierozstrzygalności konfliktu, „który toczy się przez wszystkie wieki, między poczuciem wyższych moralnych praw – a obowiązującymi współcześnie ustawami” (tamże). Rozprawa miała charakter popularnonaukowy, jej treść i kompozycję określił pierwotny adresat i forma otwartego odczytu dla publiczności.

Artykuł „Król Duch” Słowackiego („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1879) wiązał się ze wzrostem zainteresowania twórczością tego poety, a także z osobistą sympatią i czcią, jakimi darzył go Asnyk. Król-Duch nie należy jednak zdaniem Asnyka do najwybitniejszych dzieł wieszcza. Charakteryzuje się nadmiernie wybujałą fantazją, a o wielu kwestiach trudno jest dyskutować, ponieważ poemat pozostał dziełem nieskończonym. Krytyk uważa, że nawet gdyby został ukończony, nie zyskałby postaci integralnej, gdyż jest rozproszony czasowo i przestrzennie, a funkcję jedynego łącznika między poszczególnymi obrazami pełni idea mistycznej wędrówki ciał i dusz. Cały zresztą końcowy okres życia poety nacechowany jest obcymi Asnykowi maksymalizmem i gwałtownością domagającymi się rzeczy niemożliwych, m.in. przemiany człowieka-zwierzęcia w człowieka-anioła. Asnyk ograniczył się do „rozbioru” pierwszego rapsodu, który zachował jego zdaniem myśl jasną, imponującą, wartą zgłębienia. Przeprowadzona analiza – szczegółowa, fundująca przejrzyste omówienie i interpretację tego oryginalnego dzieła mimo „barw jaskrawością rażącej powłoki” (tamże) – zmierza do objaśnienia idei utworu. Rozważania o Królu-Duchu Asnyk poprzedził krótkim wykładem filozofii genezyjskiej Słowackiego, rozumianej jako przełamywanie starych form i budowanie przez śmierć i dzięki niej – form nowych, oraz zasad metempsychozy: Król-Duch budzi się do życia w przedhistorycznej Słowiańszczyźnie i stawia sobie za cel przekształcenie niedojrzałej, chwiejnej wspólnoty w potężny organizm państwowy. „Dzikszy od Nerona” zadaje Słowianom najwymyślniejsze męki i choć sam ginie – cel zostaje osiągnięty. Naród zahartowany w męce, tyranii nabiera mocy i tworzy wymarzone państwo. Asnyk wiąże przesłanie utworu i jego frenetyzm z historią upadku Polski, z tragicznymi doświadczeniami historycznymi oraz mesjanizmem romantyków, a także wpływem Andrzeja Towiańskiego wywieranym na Słowackiego. Zdaniem krytyka te uwarunkowania pchnęły wyobraźnię poety w stronę rozbuchanej fantazji i zaskakującej myśli historiozoficznej. Jednak według autora „poemat wykonaniem swoim nie odpowiedział zamierzonemu celowi” (tamże). „Mgła mistycyzmu”, „girlandy fantastycznych kwiatów” i zawiły, poetyczny język przesłoniły posągową myśl dzieła. Rozprawa o Królu-Duchu była – podobnie jak rozprawa o poezji prowansalskiej i Antygonie – wykładem przygotowanym dla szerokiego grona odbiorców. Okoliczność ta skłaniała Asnyka do maksymalnej przejrzystości wywodu i abstrahowania od zawiłych kwestii filozoficznych lub warsztatowych. Nie wpłynęła jednak na pewno na ambiwalentny stosunek krytyka do późnego okresu twórczości poety ani na wysoką ocenę artystycznych, poetyckich walorów utworu.

W 1883 r. Asnyk napisał artykuł o Ignacym Krasickim (Krasicki jako poeta, „Nowa Reforma” 1883, nr 210–216), którego uważał za jednego z „najznakomitszych przedstawicieli piśmiennictwa okresu stanisławowskiego”. Cenił go jako twórcę światłego, miłośnika postępu i oświaty. Do zalet jego warsztatu poetyckiego zaliczył: lekkość, żywość, jasność i poczucie smaku, a ponadto „wiersz płynny i giętki, naginający się stosownie do celów autora, zarówno do lapidarnej zwięzłości, jak i do patetycznego krasomówstwa” (tamże). Spośród utworów Krasickiego najmniej pochwał wypowiedział pod adresem Wojny chocimskiej, uznając całość za chybioną, podziwiał natomiast Monachomachię, chwaląc odważną postawę biskupa warmińskiego krytykującego przywary środowiska zakonnego. Zdaniem Asnyka na miano „prawdziwego poety” Krasicki zasłużył jako twórca bajek i satyr, które „przetrwały próbę czasu [...] i są po dziś dzień u nas najdoskonalszym pomnikiem tego rodzaju poezji” (tamże). Porównując Krasickiego z Jeanem de La Fontaine’em, stwierdził, że polski poeta przewyższa Francuza dowcipem, jędrnością i prostotą.

O teatrze. Asnyk okazjonalnie zajmował się teatrem; interesowały go inscenizacje wybitnych dramatów. Należało do nich wystawienie Księcia Niezłomnego Pedra de la Barki w przekładzie Słowackiego (prapremiera 17 X 1874, Teatr Polski w Krakowie). Recenzent skontaminował w artykule funkcję historyka literatury i krytyka teatralnego: przejrzyście streścił sztukę, akt po akcie, scena po scenie. Podzielił się z czytelnikami przekonaniem, że my, Polacy, jesteśmy w stanie zrozumieć i odczuć „wszystkie wzniosłe piękności Niezłomnego Księcia”, ponieważ – tak jak bohater tytułowy – za wszelką cenę broniliśmy chrześcijaństwa i ojczyzny („Książę Niezłomny”, „Przegląd Polski” 1874, z. 5). Krytyk zwrócił uwagę na nośność przesłania dramatu: każdy z nas ma swoją Ceutę, która powinna być punktem honoru. Asnyk komplementował język przekładu, pisząc, że na scenie nabrał on wyjątkowej siły ekspresji. Zgodnie z regułami XIX-wiecznej sztuki scenicznej krytyka interesował nie tyle zamysł inscenizacyjny, reżyserski, ile aktorstwo. Wysokiej oceny doczekały się tytułowa rola Bolesława Ładnowskiego i gra innych postaci.

Współczesność w krytyce Asnyka. O stosunku Asnyka do pisarzy współczesnych można wnioskować ze wspomnień przyjaciół oraz z korespondencji, zwłaszcza z listów do zaprzyjaźnionego poety Frantiśka Kvapila. Wynika z nich, że Asnyk wysoko cenił Elizę Orzeszkową, Marię Konopnicką, Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza, aczkolwiek o tym ostatnim pisał do Orzeszkowej: „Obejdę się bez Sienkiewicza, który jest tylko artystą nieposiadającym żadnych przekonań, lecz bez Szanownej Pani, której przekonania tak są nam pokrewne i bliskie, obejść się nie podobna” (list do E. Orzeszkowej z 18 XII 1882). Czeskiemu koledze polecał jako godną uwagi twórczość Mieczysława Romanowskiego, Karola Brzozowskiego, Leonarda Sowińskiego. Większego zainteresowania nie wzbudziły w nim natomiast dzieła Mirona (A. Michaux), Wiktora Gomulickiego, Władysława Ordona (W. Szansera) i Władysława Bełzy. Asnyk nie rozpoznał talentu Felicjana Faleńskiego, ale dostrzegł walory artystyczne poezji Cypriana Norwida – poety wówczas niezauważonego przez krytykę. Podzielał przekonania swojej epoki na temat obowiązków spoczywających na ludziach pióra. W kantacie poświęconej Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu z okazji organizowanego w 1879 r. jubileuszu pisarza w Krakowie mówił o chwalebnej roli wychowawcy i nauczyciela narodu, jaką wypełnił on swoim życiem i twórczością.

Cechy dyskursu krytycznego. Asnyk stawia się w roli interpretatora pośredniczącego między wielką sztuką, często niezrozumiałą, przesyconą na wskroś oryginalną myślą i skomplikowanymi sposobami wysłowienia, a odbiorcą, chłonnym wiedzy i ciekawym nowości, ale nieprzygotowanym do udziału w uczcie estetycznej i intelektualnej. Artykuły Asnyka mają formę rozprawek wyposażonych we wstęp (dostarczający wiadomości podstawowych), rozwinięcie (oddane analizie treści i walorów językowych) i zakończenie (w którym autor pozwala sobie na wypowiadanie również uwag krytycznych, zwykle stonowanych i umotywowanych). Porządek ten może ulec przemieszczeniu, ale na ogół jest trójdzielny. Przesłanie utworu, główna teza interpretacyjna poprzedzają rozwinięcie, które ją uprawomocnia. Zgodnie z regułami krytyki 2. poł. XIX w. głównym elementem kompozycyjnym artykułów krytycznoliterackich Asnyka jest streszczenie. Był on mistrzem streszczeń – jasno i lojalnie wobec tekstu recenzowanego przedstawiał treść utworu, prowadząc czytelnika przez jego meandry. Gust literacki Asnyka jest podporządkowany klasycznym kategoriom – jasności, umiaru, równowagi, odpowiedzialności za słowo. Krytyk także wielkie idee wolałby wyrażać lub przyswajać w formie skromnej, nieprzesadzonej, kontrolowanej, harmonijnej.

Artykuły mają wyraźne piętno poetyckości: obfitują w rozbudowane i sugestywne porównania, barwne opisy odwołujące się do wyobraźni czytelnika, skróty myślowe przypominające zabieg metaforyzacji. W rozbiorze Króla-Ducha pisał np.: „Każdy z rapsodów, stanowiący poniekąd sam dla siebie całość, wygląda jak marmur pokryty splotami rzeźbionych arabesek” („Król Duch”). Figuratywność i elegancja stylu nie przekraczają nigdy progu niezrozumiałości, nie zaciemniają wywodu, służą podtrzymaniu jego głównej linii.

Asnyk dostrzegał korelację, jaka zachodzi między estetyką a polityką, sposobem pi-ania a sposobem życia, poezją i historią. Pisząc o upadku poezji trubadurów, stwierdzał: „Duch fanatyzmu i nietolerancji, który wywołał krwawe prześladowanie i wytępienie mieczem i ogniem całej sekty Albigensów [...], zalał całą tę piękną ziemię potokami krwi, zniszczył dobrobyt jej mieszkańców, rozszerzył grozę i postrach, i zatarł prawie całkowicie łagodny i poetyczny charakter narodowy” (Rozkwit średniowiecznego romantyzmu). W tej rozprawie ujawniła się także znana cecha charakteru twórcy – przesadna skromność, w zakończeniu swej obszernej, 54-stronicowej publikacji nazwał ją bowiem „pobieżną wzmianką”.

W spory literackie epoki Asnyk włączał się również w swoich wierszach (np. Publiczność do poetów, Poeci do publiczności, 1869), stając się mediatorem między romantyzmem a pozytywizmem w dyskusji na temat (bez)użyteczności poezji w nowoczesnym społeczeństwie. W dedykowanym Jackowi Malczewskiemu utworze Szkic do współczesnego obrazu (1895) przywoływał głosy krytyków Młodej Polski („Lubicie ludzką wzruszać się niedolą, / Gdy ją widzicie w książce lub na płótnie, / Ale was rany nasze nie zabolą, / I trud żywota obcy wam, o trutnie!”), dając jej ironiczną charakterystykę, pozostając wierny swojej koncepcji poezji, która nie „jest sztuką dla sztuki”, a dotyczy równie mocno spraw ludzkiego serca, jak i zewnętrznej rzeczywistości.</document>
<document nplp_id="12995" title="Badowska Idalia" slug="badowska-idalia">Prozaiczka, krytyczka literacka, nauczycielka.

Informacje biograficzne. Idalia Kamila z d. Oziembłowska urodziła się w 1875 r. w Kałuszu na Ukrainie w rodzinie szlacheckiej jako córka Gustawa Floriana i Herminii Anny z Kotowiczów. Była siostrzenicą Benedykta Dybowskiego. Mieszkała w Ludwinówce. Przyjaźniła się z poznaną w 1898 r. w Zakopanem Kazimierą Zawistowską. Kształciła się w Warszawie i tam podjęła pracę jako nauczycielka języka polskiego. W 1902 r. wyszła za mąż za malarza Zygmunta Badowskiego (1875–1959), z którym miała syna Witolda Gustawa (1903–1940, późniejszego nauczyciela; zginął w Katyniu). Pracowała w gimnazjach i liceach żeńskich, m.in. sióstr Heleny i Wiktorii Paprockich i Krystyny Malczewskiej. Była nauczycielką i działaczką społeczną, należała do Stowarzyszenia Równouprawnienia Kobiet Polskich (współpracowała z lekarką i feministką Justyną Budzińską-Tylicką).

Wygłaszała odczyty o literaturze i kwestii kobiecej (m.in. O różnicy psychologii mężczyzny i kobiety, Postacie kobiece w pochodzie na Wawel, Mit o rycerzu kochanku w poezjach K. Zawistowskiej, Żona, o Pariasach G. Zapolskiej, o poezji A. Szandlerowskiego), niektóre z nich następnie publikowała w czasopismach. Jest również autorką powieści: One i oni (1931), Wesoło i radośnie (1933), Leona, powieść z czasów Goethego (1934), Poeta i mniszka (1934), Dzwony w Leningradzie (1935), Magazyn beletrystyki (1935), I to minie (1937), oraz wierszy dla dzieci publikowanych w „Przyjacielu Dzieci” i „Światku Dziecięcym”. Przyjaźniła się z Adamem Grzymałą-Siedleckim, z którym korespondowała. W okresie między- i powojennym pracowała w radiu. Zmarła w zapomnieniu po 1948 r.

Działalność krytyczna. Dewizą Badowskiej jako krytyczki była myśl wpisana w jej wspomnienie o Kazimierze Zawistowskiej: „Nudną jest rzeczą pisać recenzje chwalebne albo mrukliwe, mówić o cudzej twórczości, bagatelizując ją technicznymi formułami, ujętymi zawsze tylko w pewne z góry określone ramki. Chciałoby się raz nie być Sanczo-Pansą przy Don-Kichocie i na silny głos drogiej nam duszy twórczej odpowiedzieć echem bratnim” (O Kazimierze Zawistowskiej, „Przegląd Artystyczny i Literacki” 1911, nr 45). Jej wypowiedzi krytyczne realizowały to upodobanie; były empatyczne, ale też pisane z dbałością o każdy aspekt rzetelności. Przenikliwe, trafne w ocenie, również ironiczne, atrakcyjne w stylu zdradzają czytelniczkę kompetentną, a przy tym obdarzoną talentem literackim. Badowska należała do tych krytyków, którym najwyższą przyjemność sprawiało przywoływanie treści omawianych dzieł, przy czym w streszczanie wkładała ona cały kunszt języka. Taki jest niedokończony pean impresyjny o kreacjach kobiet w twórczości Edgara Allana Poego (Kobiety w twórczości Edgara Poe, „Bluszcz” 1911, nr 34–36). Najchętniej komentowała dzieła podejmujące tematykę emancypacji; jej refleksje o Kobiecie bez skazy Zapolskiej to nie tylko gorzka i pełna ironii satyra na mężczyzn ukazanych przez pisarkę, ale i zastrzeżenia wobec utworu, zwłaszcza jego pointy osłabiającej wymowę (Impresja z powodu sztuki Zapolskiej „Kobieta bez skazy”, „Ster” 1912, nr 6). Dwie reminiscencje Badowskiej o tragicznej postaci Zawistowskiej przyniosły istotne przyczynki do biografii duchowej poetki, ukazywały ją jako nieszczęśliwą kobietę uwikłaną wbrew sobie w małżeństwo i macierzyństwo, a zawiłości jej poezji tłumaczyły odrealnieniem i zagubieniem („liryczne majaczenie, tragiczne piękno i konieczność śmierci”). Pisząc o Zawistowskiej, Badowska wykazuje głębokie rozumienie nie tylko jej pisarstwa, ale również specyfiki Młodej Polski, „kiedy pospolitość stawiana była daleko niżej niż zbrodnia”.

Badowska była jednym z niewielu tak wnikliwych interpretatorów trudnej i niejednoznacznej (bluźnierczej) twórczości księdza Szandlerowskiego („Poeta” (Ks. Antoni Szandlerowski), „Przegląd Krytyki Artystycznej i Literackiej” 1911, nr 40–42), potrafiła celnie uchwycić uobecniający się w niej paradoks mistycznej zmysłowości (przede wszystkim w Paraklecie), a zarazem zracjonalizować, nie spłycając, źródła tego pisarstwa (połączenie wpływów biblijnych z indywidualną koncepcją sacrogamii).</document>
<document nplp_id="12997" title="Bartoszewicz Julian" slug="bartoszewicz-julian">



Historyk, archiwista, historyk i krytyk literatury, publicysta, edytor, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: B.; J.B.; Jul.B.; Jul. Bart.; Julian Bart.; Lemnicki; Łomn.; Władysław Lemnicki; Wiśniowiecki; znaki graficzne.




Informacje biograficzne. Julian Bartoszewicz h. Jastrzębiec (przydomek Lemnicki) urodził się w Białej Radziwiłłowskiej (Podlaskiej) 17 I 1821 jako syn Adama Bartoszewicza (1794–1878), nauczyciela matematyki, wizytatora szkolnego w okresie Księstwa Warszawskiego, i Amelii z Zengtellerów (Sengtellerów, zm. 1879). Po ukończeniu szkół średnich w Białej, Łukowie i Warszawie w 1838 r. – jako stypendysta władz Królestwa Polskiego – został wysłany na uniwersytet w Petersburgu, gdzie na wydziale historyczno-filologicznym studiował historię, literaturę powszechną oraz języki nowożytne i łacinę. W tym czasie zaczął też prowadzić intensywne badania w archiwach i bibliotekach petersburskich, gdzie znajdowało się wiele materiałów wywiezionych z Polski po 1831 r. Studia ukończył w 1842 r. i wrócił do Warszawy, aby odpracować stypendium rządowe. Uczył łaciny i historii w gimnazjach warszawskich. Niejako za karę, tj. za publikację w „Bibliotece Warszawskiej” z 1847 r. opartego na materiałach archiwalnych artykułu Helena Iwanowna, żona Aleksandra Jagiellończyka, skonfiskowanego przez cenzurę (zeszyt „Biblioteki Warszawskiej” zniszczono), oraz za lekceważenie pozaszkolnych obowiązków nauczyciela państwowego, obejmujących np. śledzenie uczniów, został odesłany do pracy w szkołach prowincjonalnych, m.in. w Końskich, gdzie także po godzinach oddawał się swojej pasji, tj. badaniu prywatnych archiwów w okolicznych dworach, m.in. archiwum rodu Małachowskich. Dzięki staraniom ojca wrócił do nauczania w szkołach Warszawy. W 1862 r. został nominowany przez Aleksandra Wielopolskiego na kustosza Biblioteki Szkoły Głównej Warszawskiej i zajmował to stanowisko do zwolnienia ze „służby rządowej” w 1867 r. Był członkiem wielu towarzystw naukowych w Warszawie, Petersburgu, Wilnie, Poznaniu, Krakowie. Po utracie pracy w Szkole Głównej marzył o przeniesieniu się do Galicji. Od dziecka był słabego zdrowia, stale przepracowany, zawiedziony pominięciem jego kandydatury przy wyborach na stanowisko profesora historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, zmarł w Warszawie 5 XI 1870.

Z małżeństwa zawartego w 1849 r. z Kazimierą Zapałowską (zm. 1890) urodziło się pięcioro dzieci, w tym trzech synów: Kazimierz (1852–1930) i zmarli we wczesnym dzieciństwie Władysław i Stanisław Jan (Stasiulek). Kazimierz Bartoszewicz rychło stał się opiekunem spuścizny Juliana Bartoszewicza, a w l. 1877–1882 wydawcą jego prac (Dzieła, t. 1–12).

Pasja archiwisty, współpraca z redakcjami. Dorobek autorski i badawczy Juliana Bartoszewicza jest znaczący. Debiutował w czasach studenckich w petersburskim noworoczniku polskim „Niezabudka” (1840–1841) jako współredaktor i autor głównie anonimowych tłumaczeń. Był przede wszystkim historykiem, a ściślej: historykiem-archiwistą. Wydawał pamiętniki i wspomnienia autorów XVII i XVIII w., napisał blisko 1300 treściwych haseł do cenionej Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda, tłumaczył opracowania historyczne z kilku języków oraz utwory literackie, jeśli dotyczyły faktów lub postaci zasłużonych w dziejach. Można chyba zaryzykować tezę, że nie doceniał fikcji nawet w dziełach literackich. Od 1849 r. Bartoszewicz publikował głównie tzw. wizerunki osób historycznych w co najmniej 40 wydawnictwach i czasopismach z trzech zaborów: w „Album Literackim”, „Dzienniku Warszawskim” i stworzonej na jego „fundamentach” – „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego w l. 1854–1859 i gdzie ukazywała się rubryka Pyłki historyczne i literackie, którą zapełniał częściowo własnymi omówieniami dzieł historycznych i materiałowych (np. wydawanej korespondencji), w „Athenaeum” wileńskim, w „Czasie”, „Przeglądzie Lwowskim”, „Tygodniku Ilustrowanym” i „Tygodniku Petersburskim”.

Edycje. Komentarze. Pamiętnik własny. W 1859 r. Bartoszewicz wydał w periodyku serii „Księga Świata” recenzję pracy Jan Stanisław Jabłonowski wojewoda ruski i jego dziełko: „Skrupuł bez skrupułu”. Napisał jasno: „Autor, jak tysiące innych wojewodów i kasztelanów, byłby zniknął w tłumie i byłby może niedługo zapomniany, gdyby się nie przypomniał książeczką, w której scharakteryzował się i pokazał, że miał serce wdzięczne dla ojczyzny”; widział nierząd, pewnie przewidywał zgubę, w poszerzonym tytule zalecał „oświecenie z grzechów narodowi naszemu polskiemu zwyczajniejszych, [...] przez pewnego Polaka” i „w ten bezimienny sposób prawdę w oczy gadał zaślepionemu narodowi” (tamże).

Bartoszewicz przygotowywał do druku – i komentował – liczne materiały źródłowe, korespondencje oraz dokumenty z ubiegłych wieków, ratując je od zapomnienia. Sam też pisał pamiętniki w l. 1838–1870, publikowane we fragmentach przez syna Kazimierza od 1897 r.

Historia literatury polskiej. Historia literatury polskiej potocznym sposobem opowiedziana (1861) jest opatrzona dedykacją datowaną w Warszawie 8 VI 1860 dla Zosi, Maryni i Emilki Bohowitynianek Kozieradzkich, dzieci przyjaciół (nb. 10-letnia Marynia zaczęła w tym czasie pisać, może zachęcona przez autora Historii, dziennik wydany w Tarnowie w 1920 r. przez Marię Świderską – Dziennik małej patriotki, Maryjki Bohowityn Kozieradzkiej). W tej szczególnej dedykacji „dla najzacniejszych dziewczątek polskich” Bartoszewicz zawarł kilka zasad, które charakteryzowały jego pracę: „Mam wstręt nieprzezwyciężony do przerabiania rzeczy znanych i opisywanych. [...] Literatura u nas ma wielki związek z historią, większy niż gdzie indziej. [...] Mówią niektórzy teraz, że sztuka sama sobie wystarczy i że literatura może iść jak misterstwo, nawet w oderwaniu się od narodu. Otóż u nas nigdy takiej teorii nie było. W Polsce literatura wiecznie była sprawą żywota”.

W tej szeroko komentowanej i krytykowanej Historii literatury Bartoszewicz dokonał próby periodyzacji historyczno-krytycznej polskiego piśmiennictwa oraz literatury: okres pierwszy – piastowski, czyli okres kronik łacińskich; okres drugi – jagielloński, czyli okres Jana Długosza; okres trzeci – zygmuntowski, czyli złoty wiek Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego i Piotra Skargi; okres czwarty – makaroniczno-panegiryczny czas upadku za Sasów; okres piąty – epoka stanisławowska (wyznaczana od czasów S. Konarskiego i króla Stanisława Augusta ze znaczącą rolą I. Krasickiego), wreszcie następuje epoka szósta – okres mickiewiczowski, rozpoczęty nazwiskami Joachima Lelewela i Kazimierza Brodzińskiego, oraz epoka siódma, współczesna, dopiero się kształtująca. Podział ten oraz gloryfikacja Adama Naruszewicza jako męża stanu i świetnego pisarza, skierowana polemicznie do Michała Wiszniewskiego, autora Historii literatury polskiej (t. 1–10, 1840–1857), zapalczywość autora wywołały silną reakcję i polemiki dotyczące m.in. pomijania czy pomniejszania wkładu w rozwój polszczyzny wybitnych dla dziejów narodu prac naszych uczonych, np. Mikołaja Kopernika czy Jana Śniadeckiego. Krytycznie pisali o syntezie m.in. Michał Baliński, polemizujący ze stanowiskiem autora wobec publicystyki naukowej (Uwagi nad dziełem Juliana Bartoszewicza „Historia literatury polskiej potocznym sposobem opowiedziana”, „Biblioteka Warszawska” 1861, t. 4), oraz Gustaw Ehrenberg, podważający opinie historyka na temat pisarzy epoki nazwanej epoką stanisławowską; krytyk formułował również zastrzeżenia pod adresem rozchwianego, zmiennego w tonie języka używanego przez Bartoszewicza (tamże, t. 1).

Uwagi metakrytyczne. W Historii literatury Bartoszewicz sformułował swoją definicję krytyki i określił jej główne zadania: „Krytyka jest wszędzie, w każdej nauce. Krytyką podtrzymuje się i objawia postęp każdej literatury, dlatego nie należałoby stawiać osobnego działu krytyki [...]. Ale stawimy go tutaj, bo najwięcej nam chodzi o wykazanie, jaką jest dzisiaj kontrola narodowa w rzeczach imaginacji i smaku: idzie nam tutaj o właściwą, tak nazwaną, krytykę literacką. Otóż krytyka owa jeszcze u nas w kolebce. Pospolicie głos krytyki bierze się za napaść na ludzi, a rzadko kto rozumie, że krytyka jest to historia bieżącej literatury i przynajmniej jako materiał dla przyszłych dziejopisów nieoceniona” (tamże).

Historyk literatury o temperamencie krytycznym. Bartoszewicz był krytykiem surowym, pióro miewał ostre, czasem bezwzględne, a na krytyczne oceny własnych prac właściwie nie odpowiadał. Najważniejsza cecha jego działalności krytycznej wynikała z tego, że pisał o dziełach i ludziach żyjących wiek lub dwa wcześniej z pasją i temperamentem, co czyniło z publikacji hybrydę gatunkową, splecioną z rozprawy historycznej i recenzji krytycznej. W pracy Gazeta księdza Łuskiny (Znakomici mężowie polscy w XVIII wieku. Wizerunki historycznych osób, t. 1, 1853) twierdził, że bohater wywodu, jezuita Stefan Łuskina, „był człowiekiem pretensji ogromnych [...], i powiedział sobie, że jest człowiekiem jedynym w Rzplitej, że po jego śmierci będzie głucho na ziemi polskiej. I jak był z tego dumnym ksiądz jezuita! jak z góry patrzał na młodszych od siebie literatów! jak wierzył w swój rozum, w niedołęstwo umysłowe drugich! jak ciskał gniewu pioruny na młodszych od siebie pisarzy w zawodzie literackim, kiedy się w sferę działań jego plątali!” (tamże). Była to jedna z niewielu, a może jedyna jego wypowiedź krytyczna wobec członków tego zakonu.

W tomie trzecim Wizerunków historycznych osób (1856) znajduje się artykuł Ignacy Krasicki zakończony wyrazami żalu, że „Krasicki został do dziś dnia bez pomnika, chociaż na niego zdolnościami swoimi, pracą i wielkim wpływem, jaki wywierał, dobrze zasłużył. [...] Krasicki wciąż czeka oznaki wdzięczności swojego narodu” (tamże). Podobnie Bartoszewicz skomponował rozprawę o postaci i twórczości Naruszewicza (Biskup Naruszewicz, w: Znakomici mężowie polscy w XVIII wieku, t. 1). Jest to pełna uznania i podziwu dla Biskupa opowieść biograficzna z niewielkimi fragmentami historyczno- i krytycznoliterackimi. „Wiele też pisali o Naruszewiczu literaci nasi, więcej może jak o Krasickim, chociaż Krasicki był właściwie koryfeuszem piśmiennictwa za panowania Poniatowskiego” – zaznaczył autor. Kilka lat później Bartoszewicz napisał surowo – jednocześnie deszyfrując pseudonim – w warszawskiej „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” (1859, nr 74) o młodej literatce, że pośród artykułów historycznych „[n]ajwięcej spotykamy prac Bronisławy (panny Julii Janiszewskiej), która pospolicie bierze już rzecz gotową, obrobioną, skraca ją i przerabia, stosownie do wymagań i potrzeb swoich czytelników”. Historycznoliterackie – w założeniu – studium Stary poemat o Gdańsku rozpoczął autor bardzo krytycznym, emocjonalnym wywodem o „pleśni literackiej”: „Narzekamy na mnóstwo ludzi, co bez żadnego talentu, bez wyobrażenia, na czym zależy istota poezji, piszą i drukują ogromne foliały wierszy, a mają pretensje do natchnienia. [...] Człowiek bez talentu, a chcący być poetą, wieszczem narodu – to zaraza, to pleśń, to hańba literatury. Dziś uroczyście protestujemy przeciw tej powodzi rymowanej prozy bez ognia, bez sensu, co nas zalewa. [...] Nie to dziwne, że są bazgracze, ale to, że drukują. [...] Jak się nadymał ów wielki poeta stanisławowskich czasów, Fr. Dmochowski, kiedy nieśmiertelne dzieło napisał: Sztukę rymotwórczą w 4ch pieśniach. Zdawało mu się, że postawił kolos rodyjski dla swojej sławy [...]. Ale był to kolos na piasku, była to sława bez podstawy” (tamże). Następnie Bartoszewicz przechodzi do omówienia poematu o Gdańsku, który według niego jest „masą wierszów bez natchnienia, bez iskry poezji i uczucia. Ale zawsze to stary zabytek literatury naszej, a co większa – nieznany bibliografom polskim” (Stary poemat o Gdańsku, w: Studia historyczne i literackie, t. 1, 1880).

Studium O kasztelanie brzeskim Matuszewiczu jako poecie („Dziennik Warszawski” 1854, nr 279–284) jest podobnie skonstruowane; zawiera głównie informacje o karierze dworskiej Matuszewicza i jego udziale w „intrygach wewnętrznych stronnictw”, nie o poezji. Ale natrafiamy na wzmianki innego typu: „Kasztelan brzeski był poetą i niezłym poetą [...], styl jego jasny, język płynny i potoczysty, a co nadzwyczaj uderza, w czasach na pół jeszcze makaronicznych, czysty jak kryształ. [...] Za czasów Poniatowskiego wielu bardzo poetów naszych, a raczej wierszokletów, tłumaczyło Horacjusza [...], Matuszewicz zaś swojego przekładu satyr z miłością dokonał. [...] Nie poszedł za modą. [...] Dla tego samego już wart w literaturze pięknego wspomnienia” (tamże, nr 279). Opinię tę Bartoszewicz dokumentuje obfitymi cytatami z satyr Horacego w tłumaczeniu bohatera rozprawy.

Ostra polemika krytyczno-historycznoliteracka, warta przypomnienia choćby z powodu używania swoistego języka, wywiązała się po wydaniu w Lipsku w 1853 r. przekładu odpisu drezdeńskiego Annalium Poloniae Wespazjana Kochowskiego dokonanego przez Augusta Mosbacha. Bartoszewicz bardzo surowo ocenił edytora i całe wydanie (Historia literatury polskiej). W broszurowej, 36-stronicowej odpowiedzi Serdeczna przemowa do Pana Juliana Bartoszewicza (1861) Mosbach pisze o „krytykowcach”, „doganiaczach literackich”, którymi „miota prosta zazdrość” i ,,świadczy o żółciowym usposobieniu” autora. Cytuje też sformułowania Bartoszewicza: „Tyś, zacny krytyku, pozwolił sobie oświadczyć mi, że p. M. nawet nie miał najmniejszego prawa brać się do nie swojej rzeczy, bo nie obeznał się z przeszłością do tyla, żeby nie popełniał licznych anachronizmów, które wprawdzie nie każdego czytelnika rażą, ale zawsze błąd o przeszłości rozszerzają. [...] Poetę tłumaczyć może tylko poeta, historię tłumaczyć może tylko historyk” (tamże). Mosbach, domagając się sprawiedliwości w krytyce, odpowiedział krytycznie i ironicznie, tłumiąc gorycz: „Szanowny a wielce mi miły p. Julian Bartoszewicz na str. 624 swojej Historii literatury polskiej, zaopatrzonej w doborny zapas najrozmaitszych omyłek, błędów, fałszów, kłamstw, łgarstw, złości, niedorzeczności i tym podobnych przywar roboty pospiesznej, zaszczycając mnie łaskawą wzmianką, tak o mnie rozumkuje: »Encyklopedysta to zawołany, więc dlatego i historyk, człowiek nie bez wiadomości, ale przy tym wszystkim wiele rozumiejący o sobie, będzie rozprawiał o rzeczy, której nie zgłębił dostatecznie«...” (tamże).

Zaiskrzyło się też na łamach „Przeglądu Tygodniowego” (1868, nr 29), gdzie Bartoszewicz, używając pseudonimu Łomn, napisał Polemikę skierowaną przeciwko Mathiasowi Bersohnowi: „P. Mathias Bersohn skreślił w czerwcowym numerze »Biblioteki Warszawskiej« artykuł o Bolesławie Wysokim [...]. Czy »Biblioteka Warszawska« tak mało ma sądu, że takie artykuły za jakieś wydania nowe udaje? Wszakże to żadnym specjalistą być nie potrzeba, żeby się poznać na nicości pracy” (tamże). Bartoszewicz przytacza nieścisłości, wyraźnie drażni go brak konkretnych materiałów historycznych, które byłyby podstawą publikacji.

Zasługi. Powszechnie szanowano imponującą erudycję Bartoszewicza, tempo i rozmach pracy. Budził jednak równie dużo opinii krytycznych z powodu nieumiejętności wchodzenia w dialog z innymi teoriami i badaczami. Był, jak później Aleksander Brückner, polihistorem, uznanym autorytetem. Sprzeciwiał się badaniom literatury wyłączonej z biegu zdarzeń historycznych i zjawisk kulturowych. To z jednej strony spowalniało proces kształtowania się debaty krytycznej, z drugiej jednak wpływało na jej kształt poszerzony o zjawiska historyczno-kulturowe. Autor Starej i młodej prasy, czyli najprawdopodobniej Julian Kaliszewski, napisał: „Jedyną gwiazdą na tym horyzoncie szarym i mglistym [krytyki historycznej i literackiej] był Julian Bartoszewicz, ale on też nie należał do bractwa wzajemnej adoracji, nie należał do żadnej koterii literackiej czy politycznej, zachowywał niezależność sądów”. Władysław Maleszewski w artykule wspomnieniowym zaliczył Juliana Bartoszewicza do grupy owych wiecznie płonących „ogników”, który choć „był gwałtownikiem, nie umiał przekonywać spokojnie”, rozbudzał cnoty narodowe, wierząc, że przyniosą odrodzenie. Niekwestionowaną zasługą Juliana Bartoszewicza i jego rodziny jest ocalenie i upublicznienie tysięcy dokumentów, które pozwalają rozszyfrować różne zagadki literackie i lepiej zrozumieć historię.</document>
<document nplp_id="12998" title="Bartoszewicz Kazimierz" slug="bartoszewicz-kazimierz">



Poeta, publicysta, historyk i krytyk literatury, humorysta, edytor, redaktor, wydawca, księgarz. Pseudonimy i kryptonimy: C.K. Dyrekcja humoru w Krakowie ze współudziałem redakcji „Ananasa”; C. hr Ypka; C. hr. Zan; Ambasador chiński Nieg-Lu-Pi; Wicek Socjalik; Zdrowisław Rozsądnicki.




Informacje biograficzne. Urodził się 19 XI 1852 w Warszawie jako syn nauczyciela, historyka i publicysty Juliana Bartoszewicza (1821–1870) i Kazimiery z Zapałowskich (zm. 1890). W Warszawie ukończył szkoły i tu jeszcze jako gimnazjalista debiutował w „Zorzy” w 1867 r.

Po śmierci ojca wyjechał na studia do Krakowa, rozpoczął od wydziału prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale dwa lata później przeniósł się na wydział filozoficzny, który ukończył w 1877 r., utrzymując się z własnej pracy: początkowo z udzielania korepetycji, a gdy wrósł w środowisko krakowskie i przejął warszawskie zbiory ojca Juliana i dziada Adama, poświęcił się działalności edytorskiej oraz dziennikarstwu. Planowanej i już rozpoczętej pracy naukowej na Uniwersytecie Jagiellońskim nie kontynuował. Sprowadzane stopniowo do Krakowa zbiory ojca i opinia o nim jako pisarzu i historyku skłoniły syna do działań dwukierunkowych: idących w stronę opracowania i edycji pism ojca oraz w stronę własnej pracy literackiej. Miał niewątpliwy talent i dużą łatwość pisania. Zajmował się literaturą, historią, historią obyczajów oraz polityką, kandydował nawet na posła jako przeciwnik stronnictwa stańczyków. Pisał wierszem i prozą z domieszką cech humorysty i satyryka, jednak bez zgryźliwości cechującej styl ojca; publikował – podobnie jak on – w kilkudziesięciu pismach trzech zaborów. Pisywał dużo i niemal gorączkowo, starał się podejmować także inicjatywy zmierzające do poprawy sytuacji materialnej rodziny (był m.in. autorem przewodników po Krakowie i Pradze). W 1879 r. ożenił się z koleżanką ze studiów Amalią (Amelią) Gebhardt, z tego związku urodziło się sześcioro dzieci (dwoje zmarło we wczesnym dzieciństwie): córka Maria Aldona (1881–1907) i synowie Kazimierz Władysław (1885–1919), Julian Kanty (1887–1926) i Adam Jan (ok. 1889–po 1914), którzy studiowali na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale tylko Kazimierz Władysław rozpoczął pracę dziennikarską (używał m.in. pseud. Kabejun). Zmarł samotny i schorowany 20 I 1930 w Krakowie, przeżywszy żonę i dzieci. Został pochowany w grobie rodzinnym na Powązkach.

Kręgi zainteresowań. Krytykę stricte literacką Bartoszewicz uprawiał z rzadka, ale w tym pracowitym żywocie nie zabrakło artykułów, książek tego rodzaju. Miały one często szczególny charakter; były to dzieła materiałowe, zebrane raczej niż napisane, ale takie działania podejmował Bartoszewicz tylko w stosunku do twórców cenionych, więc choćby w tym geście zachowały się elementy wartościowania (np. Lenartowicziana, t. 1–2,

1891). Najczęściej jednak wykorzystywaną przez Bartoszewicza formę dyskursu historyczno- lub krytycznoliterackiego stanowiła rozprawa przeglądowa, w której szeroko przywoływane utwory literackie potwierdzały tezy sformułowane w odniesieniu do całego społeczeństwa lub danego momentu historycznego. Tak było w przypadku pracy Antysemityzm w literaturze polskiej XV–XVI w. („Przegląd Narodowy” 1914, nr 1–6), gdzie niechęć ludności różnych stanów do Żydów w dawnej Polsce ilustrował autor przykładami wyjętymi z dzieł Marcina Bielskiego, Stanisława Orzechowskiego, Sebastiana Klonowica. Jeszcze inną formą krytycznoliteracką uprawianą przez Bartoszewicza był portret, wizerunek pisarza, kreślony z okazji jego jubileuszu lub okoliczności rocznicowych (Władysław Syrokomla. W 50. rocznicę jego śmierci, „Gazeta Lwowska” 1912, nr 212–229). W 50. rocznicę śmierci pisał też o Józefie Korzeniowskim. To jeden z ważniejszych artykułów krytycznoliterackich Bartoszewicza. Odniósł się do przypadku autora Krewnych wszechstronnie i z powagą: roztrząsał jego biografię, przywołał zabójczą dla pisarza krytykę Juliana Klaczki, szczególnie dużo miejsca poświęcił współpracy Korzeniowskiego z instytucjami rosyjskimi, a także Aleksandrem Wielopolskim. Sprawa ta przesądziła o izolacji twórcy i jego samotnej śmierci, ale nie wzbudziła w publicyście negatywnych emocji; przeciwnie, pozostawił jej ocenę sumieniu pisarza (Józef Korzeniowski, „Głos Narodu” 1913, nr 214, 217). Był też autorem świetnego artykułu napisanego w 100. rocznicę urodzin Józefa Ignacego Kraszewskiego. W sposób syntetyczny, piękny literacko podsumował Bartoszewicz niewiarygodny wprost dorobek artysty i badacza w dziedzinie historii, archeologii, językoznawstwa, historii sztuki, polityki i – oczywiście – literatury. Podniósł również aspekt działalności obywatelskiej Kraszewskiego, szczególnie ważny w okresie 1861–1864, kiedy ten „był jednym z głównych opiekunów emigracji” (J.I. Kraszewski, „Tygodnik Polski” 1912, nr 25), kanałem informacyjnym dla zachodniej opinii publicznej, pośrednikiem między duchowieństwem polskim a hierarchią w Rzymie. Nieoceniony jest także artykuł poświęcony Szkole Głównej. Trzeźwość umysłu i niezależność Bartoszewicza pozwalały mu pisać otwarcie: nie ukrywał więc trudności Szkoły w znalezieniu odpowiedniej kadry, nie przemilczał dystansu, jaki w stosunku do instytucji ze stemplem rosyjskim, uzyskanym m.in. dzięki zabiegom niepopularnego Wielopolskiego, żywiła część opinii publicznej w trzech zaborach, zwłaszcza konserwatyści. Zdaniem Bartoszewicza zalety Szkoły daleko przewyższały jej wady i niedoskonałości (Jubileusz Szkoły Głównej, tamże, nr 43–45).

Czasami krytyk odnosił się do konkretnej książki. Zrecenzował m.in. pracę Zygmunta Kaczkowskiego Kobieta w Polsce, zamykając osąd w jednym właściwie zdaniu: „Bogata wyobraźnia powieściopisarza odniosła stanowcze zwycięstwo nad historykiem” (Książka Z. Kaczkowskiego „O kobiecie w Polsce”, „Kraj” 1895, nr 1–3). Pisał interesująco o Melancholikach Elizy Orzeszkowej, nie zawsze przyznając jej rację artystyczną, ale doceniając postawę obywatelską i rozumienie zadań literatury, która powinna leczyć choroby społeczne, a nie je sprowadzać (Pesymiści-melancholicy, „Przegląd Poznański” 1896, nr 9–12). Jedną z ostatnich prac krytycznych Bartoszewicza jest recenzja rozprawy Ireny Pannenkowej Walka Galicji z centralizmem wiedeńskim („Kwartalnik Historyczny” 1918, nr 4). Artykuł ten stanowi przykład recenzji historycznoliterackiej oceniającej zawartość rozprawy i sposób korzystania ze źródeł, także literackich. Bartoszewicz dostrzegł w rozprawie „nowość”: odwołanie się autorki do „Szczutka”, pisma satyrycznego. Pochwalał ten pomysł, uważając, że prasa satyryczna wskazuje „bez obsłonek” wiele faktów i zdarzeń.

Felietonista i kronikarz. Bartoszewicz był świetnym popularyzatorem literatury i historii literatury polskiej. Podobnie jak ojciec starał się przystępnym językiem opowiadać o pisarzach i ważnych postaciach naszej literatury i historii. Życie Jana Kochanowskiego treściwie zebrane przez K. Bartoszewicza (1883), nazwane pracą „kompilacyjną”, składa się z dwu rodzajów narracji: pisanego potoczyście i prosto życiorysu poety, który może zaciekawić ucznia, oraz bardzo licznych, szczegółowych i kompetentnych przypisów, z których może skorzystać nauczyciel lub badacz literatury. Popularyzacją zajmował się Bartoszewicz m.in. z powodów merkantylnych: tylko egzemplarze sprzedawane tzw. szerszemu odbiorcy przynosiły jakiś dochód.

Bartoszewicz przez lata pisał felietony do różnych gazet, najtrwalej zapisała się w pamięci czytelników Kronika prowadzona w krakowskim „Przeglądzie Literackim i Artystycznym” w l. 1882–1884, również dlatego, że autor wydał wybrane teksty w publikacji 40 kronik (1884). Inne serie felietonowe zamieszczał w „Gazecie Polskiej” (Z teki sceptyka w l. 1904– –1905, Z chwili w 1906 r.) oraz w „Kurierze Polskim”. Kroniki, felietony, notatki publikował także w „Gazecie Krakowskiej”, „Głosie Narodu”, w petersburskim „Kraju” (rubryka Z prowincji) i w kilkunastu innych gazetach. Zapiski Bartoszewicza dotyczyły różnych aspektów życia społecznego i politycznego; incydentalnie obejmowały literaturę i instytucje życia kulturalnego. Być może był on również autorem anonimowej rubryki Echa („Przegląd Literacki i Artystyczny” w l. 1882–1886) utrzymanej w gatunku felietonowym, ale ostrzejszej w tonie.

Miejsce w piśmiennictwie polskim. Największe zasługi Kazimierz Bartoszewicz położył na polu nauk historycznych i archiwistyki. Jego rozprawy na temat dziejów Polski, zbiory zgromadzone przez rodzinę, przede wszystkim przez ojca, Juliana, służą pokoleniom badaczy. Jako krytyk literacki Bartoszewicz łączył klasyczne przekonanie, że literatura wysoka powinna podsuwać czytelnikowi budujące przesłanie, które w artykule na temat Melancholików nazywał tendencją, ze swobodą wypowiedzi, która pozwalała na formułowanie krytycznych uwag w stosunku do pisarzy. Akceptując przesłanie utworu, często wytykał autorom wady kompozycyjne, konstrukcyjne, rozwlekłość (jak w przypadku E. Orzeszkowej); albo odwrotnie – podziwiając konstrukcję postaci, nie doszukiwał się jasnego sensu powieści (jak w przypadku Rodziny Połanieckich H. Sienkiewicza). Mimo elegancji wywodu przejawiał postawę naznaczoną pewną dozą apodyktyczności; ostatnie słowo należało do niego.</document>
<document nplp_id="12999" title="Baudouin de&amp;nbsp;Courtenay Jan Niecisław" slug="baudouin-de-courtenay-jan-niecislaw">Lingwista, teoretyk i historyk języka, dialektolog, publicysta. Kryptonimy: B. de C.; J.B.; J.B. de C.

Informacje biograficzne. Urodził się 13 III 1845 w Radzyminie pod Warszawą jako najstarszy z dwanaściorga rodzeństwa w rodzinie Aleksandra i Jadwigi z Dobrzyńskich. Ojciec był geometrą, uczestnikiem powstania 1830 r. Nazwisko Baudouina de Courtenay „nazbyt mocno akcentuje francuskie pochodzenie uczonego. Nazbyt mocno, bo rzeczywistym Francuzem był tylko prapradziad, który, będąc zawodowym oficerem w służbie króla polskiego i saskiego Augusta II, przyjechał do Polski prawdopodobnie na samym początku XVIII wieku” (S. Urbańczyk). Uczony czuł się Polakiem, choć znamienna jest jego wypowiedź: „Obiektywnie jestem oczywiście Polakiem, bo jestem związany z tą grupą ludzi, która się nazywa narodem polskim, zarówno przez język, jako też przez wspomnienia, przez stosunki rodzinne itd. tego nie mógłbym z siebie wyrwać [...]. Ale moja świadoma i dobrowolna przynależność do narodu polskiego ma swoje granice. Mogę iść ręka w rękę z Polakami, tylko o tyle, o ile bronią własnych praw, nie robiąc zamachów na cudze prawa, o ile pracują twórczo i dodatnio, nie zaś niszczycielsko i ujemnie” (W „kwestii żydowskiej”, 1913).

W 1866 r. ukończył wydział filologiczno-historyczny Szkoły Głównej w Warszawie, a jako wybitnie zdolny absolwent został wysłany na stypendium do Pragi i Jeny. W 1870 r. w Lipsku obronił doktorat z filozofii, wydał pierwszą istotną monografię z zakresu historii języka O drevne-polskom jazykě do XIV stolětija, a od 1871 r. był docentem prywatnym językoznawstwa porównawczego w Petersburgu, potem na uniwersytecie w Kazaniu. Tu wraz z Mikołajem Kruszewskim stworzył tzw. kazańską szkołę lingwistyczną zajmującą się filozofią języka. W l. 1883–1893 pracował w katedrze porównawczej gramatyki języków słowiańskich w Dorpacie, w l. 1894–1899 był zaś kontraktowym profesorem językoznawstwa porównawczego i sanskrytu w Krakowie. Wobec nieprzedłużenia kontraktu wrócił do Rosji, w l. 1900– –1918 pracował jako profesor w Petersburgu. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę został profesorem honorowym Uniwersytetu Warszawskiego, czynnym aż do śmierci. Zmarł 3 XI 1929 w Warszawie.

Dorobek naukowy. Badacze spuścizny Baudouina de Courtenay, sytuując go na tle lingwistyki światowej, podkreślają jego dorobek w zakresie językoznawstwa teoretycznego, diachronicznego, fonetyki, dostrzegają paralele między nim a Ferdinandem de Saussure’em oraz prekursorstwo wobec strukturalizmu. Baudouin de Courtenay był „autorem kilkuset prac naukowych z zakresu różnych dziedzin nauki o języku. Przyczynił się do powstania lub rozwoju wielu subdyscyplin językoznawczych, m.in. fonologii, morfologii, morfonologii, gramatyki historycznej języka polskiego, gramatyki porównawczej języków słowiańskich, onomastyki, językoznawstwa ogólnego, klasyfikacji genologicznej i typologicznej, teorii pisma. Interesowały go również zastosowania językoznawstwa, np. glottodydaktyka, retoryka, nauczanie pisania i czytania osób głuchoniemych, przydatność dociekań etymologicznych i semantycznych w badaniach historycznokulturowych” (A. Pajdzińska). W jego rozległej twórczości pojawiają się też wypowiedzi odnoszące się do literatury, podejmujące jej krytyczną ocenę, choć, jak piszą wydawcy jego prac w 1921 r.: „Czego zupełny prawie brak u Baudouina de Courtenay, albo mówiąc ostrożniej, czego u niego prawie zupełnie nie widać, to zamiłowań historyczno-filologicznych”.

O literaturze. Stosunek Baudouina de Courtenay do literatury obrazuje jego ostrożna wypowiedź na łamach „Krytyki”: „[...] jestem wprawdzie »piśmienny«, ale na sprawach literatury znam się bardzo mało, więc mógłbym wystąpić z czymś arcyniekompetentnym” (Uwagi na czasie i nie na czasie, „Krytyka” 1902, z. 11). Marginalnie w tej wypowiedzi pojawiają się uwagi na temat mechanizmów działania krytyki literackiej: „Niech jeden pies zawyrokuje, że pewna książka jest szkodliwą, a zaraz powtórzą to za nim inne psy, i nie widząc na oczy owej książki, zażądają jej potępienia i zniszczenia” (tamże). Przywoływany artykuł dotyczy głośnej swojego czasu sprawy konfiskaty Legend Andrzeja Niemojewskiego – w tej kwestii zdanie uczonego jest jednoznaczne: „Kto nawołuje do niszczenia języka pewnego narodu lub plemienia, kto stawia tamy jego rozwojowi, stoi na równi z mężobójcą lub dzieciobójcą”; „»Serca katolickie« nie mogą sobie rościć pretensji do terroryzowania »serc«, mniej pod tym względem uprzywilejowanych” (tamże, z. 12).

O relacji między filologią, literaturą a nauką o języku Baudouin de Courtenay pisał w młodzieńczym artykule O związkach historii i filologii z filozofią historii i filozofią języka (wyd. 1976). Autor postuluje pełną autonomię każdej z tych dyscyplin i wyraźnie zakreśla ich rozłączne przedmioty badań. Artykuł wieńczy pięć tez: 1) językoznawstwo jest nauką samodzielną, a nie częścią filologii, i w odróżnieniu od filologii, która należy do nauk historycznych, jest nauką fizyczną, naturalną; 2) filozofia języka jest podstawą lingwistyki, nie filologii; 3) lingwistyka i filozofia języka powinny się wzajemnie wspierać, bo ta pierwsza dostarcza szczegółowych analiz językowych, a druga ma charakter syntetyczny, „bada ogólne prawa rządzące językami i w ogóle mową ludzką, i jest kierownikiem dla lingwistyki” (tamże); 4) logika i gramatyka – jako nauki ugruntowane na różnych podstawach – nie powinny być mieszane; 5) „w tworzeniu języka odróżnić należy wybitnie trzy działacze: logiczny, psychologiczny i fizjologiczny” (tamże). Do tego zasadniczego rozdziału przedmiotu badań i sposobu postępowania naukowego Baudouin de Courtenay nawiązuje wielokrotnie, m.in. w odczycie O zadaniach językoznawstwa (1888).

Literatura słowiańska jako przedmiot refleksji. Uczony czytał i pisał po polsku, rosyjsku, słoweńsku, czesku, niemiecku, francusku, włosku, litewsku. Niejednokrotnie wypowiadał się na temat literatury pięknej; w Rosji najczęściej pisał o literaturze polskiej, w Polsce – o rosyjskiej. Na uwagę zasługuje jego wkład w folklorystykę słowiańską, zwłaszcza w zakresie edycji naukowej tekstów gwarowych: polskich (Folklore polonais, „Kryptadia” 1898), polsko-białoruskich (Pieśni białorusko-polskie z powiatu sokólskiego guberni grodzieńskiej, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1892) oraz wielu innych narodów słowiańskich (np. Folklore slave de la vallée de Résia en Italie, province Udine, district Moggio, à la frontière de l’Autriche,

„Kryptadia” 1898, vol. 5). Na stosunek do literatur słowiańskich miały wpływ jego poglądy jako społecznika, myśliciela i publicysty. Doceniał korzyści, jakie może przynieść wzajemne oddziaływanie literatur: „Dzięki zaznajomieniu się z literaturami pobratymców przejdą do nas także prądy umysłowe innych ludów i narodów: przez Chorwatów i Słoweńców dostaną się do nas wpływy włoskie, przez Bułgarów wpływy greckie i tureckie itd. W ten sposób rozszerzają się widnokręgi umysłowe i zbogaca się skarbnica własnego myślenia” (O zjeździe slawistów i panslawizmie „platonicznym”, 1903). Niektórych twórców literackich szczególnie cenił, np. Karela Havlička-Borovskiego, wybitnego czeskiego poetę-satyryka, publicystę i działacza społeczno-politycznego, mającego antyklerykalne i wolnomyślicielskie poglądy, podobne do jego własnych. Uznaniem darzył ukraińskiego poetę Tarasa Szewczenkę, ale ocena jego twórczości była pobieżna. Uznawał prawo Ukraińców do własnego języka literackiego. Włączył się w obronę Iwana Franki po opublikowaniu przez niego w 1897 r. niepochlebnego artykułu o Mickiewiczu Ein Dichter des Verrats (Poeta zdrady). W liście z 11 II 1898 do Franki, potępiając nagonkę na niego części prasy polskiej, jednocześnie stanowczo polemizuje z błędnymi tezami artykułu: „Zwłaszcza Bogu ducha winnego Mickiewicza można było oszczędzić. Że Mickiewicz przewracał ludziom w głowie – na to zgoda, ale to samo robili wszyscy romantycy, wszyscy impresjoniści, subiektywiści itp., jednym słowem »wieszcze«, »męże natchnieni«, ogarnięci jakimś szałem lub zapatrujący się na sprawy jednostronnie. Ale uderzmy się w piersi i zapytajmy siebie samych, czy też i my nie grzeszyliśmy na tym polu?” (cyt. za: M. Kuplowski).

O literaturze polskiej. W przytoczonym fragmencie listu do Franki pojawia się ambiwalentna ocena Mickiewicza. Baudouin de Courtenay znał doskonale utwory poety i innych romantyków. Ponadto cenił twórczość Józefa Ignacego Kraszewskiego, Jana Lama, Elizy Orzeszkowej, Marii Konopnickiej, Bolesława Prusa, Adama Asnyka, Wacława Berenta, a także poszczególne utwory wielu innych polskich pisarzy. Jego wypowiedzi nie stanowiły pełnych analiz krytycznoliterackich, były to jedynie krótkie wzmianki, zwracające uwagę głównie na treść przywoływanych dzieł, jak np. w przypadku Głów od pozłoty Lama czy Mendla Gdańskiego Konopnickiej.

Na uwagę zasługuje też działalność edytorska i redakcyjna Baudouina de Courtenay sprowadzająca się do przybliżania czytelnikom rosyjskim dzieł pisarzy polskich. Był redaktorem i autorem obszernego szkicu krytyczno-biograficznego do wydanego w Petersburgu trzytomowego zbioru utworów Konopnickiej (1913) oraz tłumaczem, redaktorem i autorem przedmowy do trzytomowej edycji dzieł Kraszewskiego.

O literaturze rosyjskiej. Na ten temat w zapiskach Baudouina de Courtenay znajdziemy wypowiedzi formułowane z pozycji „zwykłego” czytelnika oraz bardziej erudycyjne wzmianki, z uwzględnieniem dzieł takich twórców, jak Aleksander Puszkin, Lew Tołstoj, Fiodor Dostojewski czy rosyjscy formaliści. Znamienne, niezależne jest jego spojrzenie na Rosję, sprawy rosyjskie i literaturę rosyjską: sprzeciwiał się utożsamianiu tego, co rosyjskie, z polityką imperium. W tym kontekście na uwagę zasługuje obszerne sprawozdanie z obchodów roku Puszkinowskiego w Krakowie (Puszkin w Krakowie, „Dziennik Poznański” 1899, nr 142– –144). To głównie relacja o charakterze społeczno-literackim, traktująca o stosunkach polsko-rosyjskich, ale pada tam m.in. pozytywna ocena dzieł Puszkina, które zdaniem sprawozdawcy cechuje „artystyczność formy”, „muzykalność języka”, „głębokie odczuwanie psychicznych pobudek” czy „subtelne cieniowanie artystyczno-psychologiczne” (tamże). W podobnym duchu wypowiada się o Tołstoju (tamże). Ewelina Małachowska, córka Baudouina de Courtenay, podaje, że ojciec cenił satyry Michaiła Sałtykowa-Szczedrina i często zapożyczał się w jego słownictwie.

Przeciwko „krzewicielom zdziczenia”. Genezę broszury Krzewiciele zdziczenia (1905) wyjawiono na wstępie: artykuł autora został ocenzurowany przez redakcję „Ogniwa” (1904), a jego druk wstrzymany. Baudouin de Courtenay zauważa: „Stadowość społeczna, czyli stado zamiast społeczeństwa, oraz kierowanie się jednostek pobudkami czysto egoistycznymi na krótką metę charakteryzują stan dzikości”; a z kolei: „Jedną z głównych cech dzikości w sferze intelektualnej jest mięszanie pojęć, gdy tymczasem wyjściu ze stanu dzikości towarzyszy rozróżnianie pojęć, myślenie świadome, myślenie krytyczne, myślenie analityczne” (tamże). Mówi o kontrowersyjnych zachowaniach ludzi, społeczeństw: „Jeszcze nie tak dawno my, »cywilizowani Europejczycy«, paliliśmy czarownice, torturowaliśmy legalnie, a dziś ze zdwojoną siłą prześladujemy ludzi tak za ich przekonania, jako też za ich pochodzenie, za ich przynależność do tej lub owej narodowości, do tego lub owego wyznania. Czyż to nie dzikość i »dzikość« we wszelkich znaczeniach tego wyrazu?” (tamże). Baudouin de Courtenay zauważa, że także „pewnego rodzaju literatura, poezja i sztuka działają jak opium i haszysz, upajają, wprawiają umysły w stan, graniczący z szałem i snem niespokojnym, krzewiąc przez to samo dzikość, a w najlepszym razie dzikość wysubtelnioną” (tamże). W tym nurcie mieszczą się powieści markiza de Sade, twórczość Oscara Wilde’a, Dostojewskiego, Leonida Andrejewa. Literaturę tego typu ironicznie nazywa „nadobną”, traktującą społeczeństwo jak „stado zuchwałych samców i rozwydrzonych samic” (tamże). Czyniąc aluzję do Henryka Sienkiewicza, zwraca przy tym uwagę, że podświadome pragnienie przemocy jest zjawiskiem powszechnym: „A nawet wielki kaznodzieja przeciwko »rui i porubstwu«, ów mistrz słowa, którego utwory rozchodzą się tysiącami na obu półkulach, ileż to razy skierowuje wyobraźnię czytelnika w sfery, bardzo blisko graniczące, jeżeli nie identyczne, z »rują i porubstwem«, tj. z erotyzmem i z okrucieństwami bestii dwunogich!” (tamże). Ciekawa jest opinia uczonego na temat Popiołów Stefana Żeromskiego. Opisy bitew w tym dziele uznaje za „artystyczne i wspaniałe”. Jednak i tego rodzaju opisy oswajają czytelników ze zbrodniami. Prozie Żeromskiego „towarzyszy skalanie wyobraźni, wywoływanie dzikiego nastroju krwiożerczo-lubieżnego i w ogóle cofnięcie się społeczeństwa do stanu przedludzkiego” (tamże). Surowość tych ocen wynika poniekąd z pacyfizmu badacza. W tym kontekście pozytywnie ocenia nowele Wsiewołoda Garszyna, widząc w nich doskonały, przejmujący i potrzebny protest przeciwko wojnie.

Wobec formalistów. Wśród uczniów Baudouina de Courtenay byli studenci Uniwersytetu Petersburskiego, założyciele Towarzystwa Badania Języka Poetyckiego – Opojaz (1916), członkowie jednej ze szkół teorii literatury i stylistyki, w których narodziła się i ukształtowała problematyka XX-wiecznej wiedzy o literaturze. Ci młodzi twórcy pisali „wiersze pozbawione wszelkiej treści komunikatywnej i operujące samym materiałem słownym lub dźwiękowym” (Z. Saloni). Profesor utrzymywał z nimi kontakty, pojawiał się na ich zebraniach, przyjmował u siebie w domu, w związku z dyskusją napisał dwa artykuły (Słowo i „słowo”, „Otkliki”, dod. „Dnja” 1914, nr 7; K tieorii „słowa kak takowogo” i „bukwy kak takowoj”, tamże, nr 8). W pierwszym z nich protestował przeciwko oderwaniu słów od ich desygnatów, nie podzielając wyznawanego przez młodych literatów poglądu, że słowa są tylko dźwiękami. Baudouin de Courtenay ma zdecydowanie krytyczny stosunek do tworzenia słów jako dowolnych kombinacji liter nawiązujących do wyrazów już istniejących. „Sytuacja była więc taka, że futuryści wyrażali się o starym profesorze z najwyższym szacunkiem, jako o kimś,

kto stanowi zaprzeczenie uniwersyteckiego skostnienia i rutyny, Baudouin zaś odsądzał nową szkołę poetycką od czci i wiary. U młodych literatów, wśród których byli zresztą Majakowski i Chlebnikow, nie umiał dostrzec pierwiastków oryginalnego artyzmu, widział tylko prowokacyjną dziwaczność” (Z. Saloni).

Literatura w recenzjach, notatkach i listach. Dużą część spuścizny Baudouina de Courtenay stanowią recenzje dzieł naukowych. Pewne elementy krytycznoliterackie znajdziemy w recenzjach prac dotyczących folkloru, np. w recenzji dzieła Franza von Miklosicha o epopei ludowej w Chorwacji czy pracy o języku ruskich bylin. Na uwagę zasługują też recenzje prac naukowych z zakresu dziejów piśmiennictwa słowiańskiego, edycji i historii dawnych literatur słowiańskich, jak np. kilka ogłoszonych w różnych miejscach recenzji Modlitw Wacława czy omówienie słynnej w swoim czasie rozprawy stanowiącej wprowadzenie do historii literatury słowiańskiej i przedstawienie jej starszych okresów, napisanej przez znanego slawistę słoweńskiego Gregora Kreka, Einleitung in die slavische Literatur geschichte und Darstellung ihrer älteren Perioden („Przegląd Krytyczny” 1876, nr 7). O dziele Kreka traktują również Notatki dla kupujących książki („Przegląd Tygodniowy” 1875, nr 51). Uwagi na temat literatury pojawiają się ponadto w bogatej twórczości epistolarnej Baudouina de Courtenay. Są to jednak zbyt ogólnikowe sądy, by mogły być traktowane jako działalność krytycznoliteracka: pochlebne oceny treści utworów, w niewielkim zakresie obejmujące też ich formę, jak np. w liście do Adolfa Černego: „Dziś dopiero dostałem »Biesedy času« z Pańskimi utworami. Oba są ogromnie silne i piękne. Żałoba jest jak gdyby wypowiedziana z głębi duszy nie tylko poety, ale także wszystkich (wprawdzie niewielu) jednakowo z nim myślących i czujących (w tej liczbie także z mojej). Jest to prawdziwie ludzkie stanowisko w najpodnioślejszym znaczeniu tego wyrazu. Także bardzo głęboki jest wiersz Léta plynou” (cyt. za: T. Bešta).

Prace o literaturze (artykuły publicystyczne, sprawozdania, odczyty, recenzje, notatki i listy, działalność edytorska i redaktorska) sytuują się na marginesie głównych zainteresowań jednego z najznakomitszych językoznawców. Mają znaczenie jako świadectwo gustów i upodobań wybitnego intelektualisty.</document>
<document nplp_id="13000" title="Bądzkiewicz Antoni" slug="badzkiewicz-antoni">Dziennikarz, pedagog, teoretyk i historyk literatury. Kryptonimy i pseudonimy: A.B.; B.; B....cz; Bądz...; B.R.; B. Radwan.

Informacje biograficzne. Urodził się ok. 1831 r. na Mińszczyźnie jako syn Kazimierza i Anny. Ukończył gimnazjum w Mińsku, po czym zapisał się na Uniwersytet Kijowski. Tam rozpoczął studia medyczne, później zaś przeniósł się na wydział filologiczny. Po ukończeniu studiów przez wiele lat zajmował się dydaktyką – najpierw jako guwerner, a następnie (od 1857 r.) nauczyciel języka polskiego w Wilnie, Piotrkowie (od 1864 r.) i w Warszawie (od 1867 r.). W 1881 r. bezskutecznie kandydował na stanowisko profesora w katedrze literatury polskiej Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Z posady nauczyciela w placówce publicznej ustąpił w wyniku represji Aleksandra Apuchtina w 1882 r., na skutek których zakazano prowadzenia wykładów w języku polskim oraz korzystania z polskojęzycznych materiałów dydaktycznych. Przed tymi ograniczeniami Bądzkiewicz uciekał do szkół prywatnych, podejmując pracę nauczyciela języka polskiego w Szkole Technicznej Drogi Żelaznej Warszawsko-Petersburskiej, a następnie w szkole prywatnej Wojciecha Górskiego oraz jako prywatny korepetytor. Poza działalnością pedagogiczną Bądzkiewicz angażował się także społecznie jako członek Wileńskiego Gubernialnego Komitetu Statystycznego oraz członek-założyciel Kasy im. Mianowskiego. Publikował liczne artykuły, współpracując zarówno z czasopismami konserwatywnymi czy zachowawczymi, jak i z niektórymi organami pozytywistów. Pisał m.in. dla „Tygodnika Ilustrowanego” (artykuły geograficzne oraz sylwetki osobistości ze świata kultury), „Biblioteki Warszawskiej” (głównie recenzje publikacji z zakresu pedagogiki czy podręczników do języka polskiego), „Ateneum” (Ryszard Wincenty Berwiński. Szkic biograficzno-krytyczny, „Ateneum” 1887, t. 3–4), „Kłosów” (np. Kazimierz Szlagier, „Kłosy” 1878, nr 654–655) i „Przeglądu Pedagogicznego”. Ogłaszał również pojedyncze artykuły na łamach „Biesiady Literackiej”, „Muzeum” (Projekt nowego opracowania „Pana Tadeusza”, „Muzeum” 1885, z. 12) czy „Tygodnika Powszechnego”. W ostatnich latach życia współpracował także z „Gazetą Świąteczną” jako juror konkursów na powiastki dla ludu. Zmarł 4 VII 1893 w Warszawie; został pochowany na Powązkach.

Korespondencje z Wilna. Zgodnie z deklaracjami Bądzkiewicza należałoby datować początki jego aktywności w prasie co najmniej na 1853 r., kiedy najprawdopodobniej publikował anonimowe korespondencje w „Gazecie Warszawskiej”. Jednak za prawdziwy start jego regularnej pracy dziennikarskiej i krytycznej trzeba uznać korespondencje z Wilna zamieszczane na łamach „Gazety Codziennej” (później „Gazety Polskiej”) na przełomie lat 50. i 60. XIX w. (od 1859 r. do co najmniej 1862 r.). W artykułach tych rejestruje przejawy kulturalnego, naukowego, prasowego, ekonomicznego i społecznego rozwoju miasta, starając się zachować jak największą rzetelność przez stawianie się w pozycji rzeczowego, unikającego skrajności sprawozdawcy (a nie komentatora) życia Wilna. Wynikało to z jego przekonania o istotnej roli prasy jako „dagerotypu moralnego danej chwili” („Gazeta Codzienna” 1860, nr 257), a zarazem pośrednika między osobami odpowiedzialnymi za rozwój życia intelektualnego a przeciętnymi czytelnikami („Gazeta Codzienna” 1859, nr 303). Bądzkiewicz zauważał problemy związane z przyspieszeniem przepływu informacji wynikającym z rozwoju rynku czasopiśmienniczego. Interesujące z krytycznoliterackiego punktu widzenia fragmenty tych korespondencji to przede wszystkim sprawozdania teatralne skupiające się głównie na grze aktorskiej i recepcji scenicznej sztuk („Gazeta Codzienna” 1860, nr 153), nekrologi pisarzy i osób związanych ze środowiskiem literackim oraz informacje o nowościach wydawniczych. W recenzjach teatralnych podkreślał szczególną rolę teatru jako instytucji umożliwiającej edukację kulturalną społeczeństwa, a zwłaszcza analfabetów niemających innej możliwości kontaktu z kulturą (tamże, nr 1). Wzmianki o nowościach wydawniczych, w zdecydowanej większości przypadków pozytywne, służą zaś przede wszystkim wyrażeniu poparcia dla ożywienia rynku wydawniczego (tamże, nr 21).

Rola krytyka. Z biegiem lat można zaobserwować precyzowanie poglądów Bądzkiewicza na rolę krytyka literackiego. Przekonany o odmienności zadań korespondenta od powinności krytyka czy recenzenta, podkreśla swój rzekomo podrzędny status w ramach szczególnie rozumianej topiki skromności, zajmuje jednak zdecydowane stanowisko w sprawach literackich i ostro krytykuje nieakceptowane przez siebie zjawiska: „[...] korespondent nie krytykuje, a podaje tylko wiadomości. Słowa nasze – to tylko poufne, otwarte zeznanie, jakie sobie udzielamy przy ognisku domowym, w kółku najbliższych przyjaciół [...], nie chciejcie przeto słów naszych brać za wyrocznię, ale za szczere tylko wyznanie naszego widzenia osobistego” („Gazeta Polska” 1861, nr 56). Swoją „marginalną” rolę wykorzystuje m.in. do krytyki obniżenia się poziomu poezji (tamże) czy polemiki z „Gazetą Warszawską” w kwestii dostępu kobiet do edukacji („Gazeta Polska” 1862, nr 65).

Teoria poezji.

Najważniejszym dziełem Bądzkiewicza (poza trzytomowymi Wypisami polskimi z lat 80. XIX w. przeznaczonymi dla uczniów szkół podstawowych i średnich) jest Teoria poezji w związku z jej historią opowiedziana (1867, wyd. 2 – 1875) – publikacja w większości kompilacyjna, która mimo prymarnie dydaktycznego przeznaczenia stawiała sobie ambicje zrewolucjonizowania kanonu wiedzy teoretycznoliterackiej, łącząc ze sobą elementy wykładu teorii literatury oraz syntezy historii literatury polskiej i światowej. W równolegle wydanej Nauce poezji wobec sądów krytyków warszawskich (1867) autor wskazywał, że charakter Teorii wynikał z chęci uzupełnienia informacji nieobecnych w dostępnych na rynku podręcznikach oraz z przekonania o istotnych związkach między rolą dydaktyka i naukowca. Miało to zarówno usprawiedliwiać korzystanie przez Bądzkiewicza z innych źródeł (m.in. prac J.F. Królikowskiego, H. Cegielskiego, L. Jenikego), jak i legitymizować odrębność jego stanowiska. W praktyce doprowadziło to jednak do powstania kontrowersji, których świadectwem są recenzje Teorii, broszury polemiczne Aleksandra Skrobańskiego, Henryka Struvego (oskarżających Bądzkiewicza o liczne plagiaty) oraz Bądzkiewicza, a nawet proces o zniesławienie między Bądzkiewiczem a Struvem, zakończony obustronną ugodą.

Najistotniejszym postulatem sformułowanym we wprowadzeniu do Teorii jest konieczność zachowania łączności między prezentacją zagadnień teoretycznoliterackich a wykładem historycznym. U podstaw tego projektu leży przeświadczenie o związku dziejów literatury z historią rozwoju społeczeństw zarówno umożliwiającym kształtowanie się odrębnych form literackich w różnych kulturach, jak i zmuszającym do odejścia od klasycystycznych modeli nauczania i opisu literatury (nawet jeśli w istocie wynika on z oświeceniowej emancypacji estetyki jako osobnej nauki o duchu twórczości). Postulat ten Bądzkiewicz próbuje realizować przez wpisanie wykładu historycznoliterackiego w historiozoficzny schemat rozwoju literatury, a także łączenie literatury z kategorią narodowości. W mniejszym stopniu uwidacznia się to w części teoretycznej podręcznika, najsilniej jednak obecne jest na płaszczyźnie normatywistycznego podejścia do wykładu teorii poezji wyrażającego się przez sugerowanie najlepszych (najlepiej dostosowanych do specyfiki brzmieniowej i akcentowej polszczyzny) form wersyfikacyjnych i rymów.

Nie mniej istotna okazuje się obrona wartości poezji, której rolę Bądzkiewicz podkreśla zwłaszcza wobec konieczności walki z tendencjami widocznymi w publicystyce prasowej pozytywistów. Poezję definiuje jako sztukę, która „za pośrednictwem słowa stwarza piękne, rzeczywiste, idealne obrazy” (Teoria poezji). Podejście to umożliwia – nowe na tle dotychczasowych propozycji – włączenie poezji ludowej do historii poezji polskiej oraz kanonizację poezji romantycznej. W Projekcie nowego opracowania „Pana Tadeusza” i w szkicu o Ryszardzie Berwińskim zgłaszana jest także konieczność pogłębionej analizy językowej, stylistycznej i wersologicznej omawianych utworów, traktowanej jako niezbędny element badań nad świadomością językową narodu.

Rozwój literatury Bądzkiewicz przedstawia jako linearny, organiczny proces, sprzężony z postępem cywilizacyjnym danego narodu. Stąd wyróżnia fazę dzieciństwa (w której ludzkość oddaje siłom przyrody boską cześć i skłania się ku opowieściom o niezwykłych czynach i bohaterach, dając początek eposowi), młodości (kiedy ludzie, poszukując sposobów na wyrażanie swoich odczuć i wewnętrznego rozwoju, zwracają się w stronę liryki) oraz dojrzałości (czyli fazy, w której akcent pada na czyn społeczny, wyrażany w dramacie – syntezie epiki i liryki oraz najdoskonalszym rodzaju literackim). W takich kategoriach Bądzkiewicz stara się przedstawić historię powstającej w rozmaitych kręgach kulturowych literatury, zarówno starożytnej (np. perskiej, hinduskiej, greckiej, rzymskiej), jak i nowożytnej (m.in. francuskiej, włoskiej, skandynawskiej, hiszpańskiej). W praktyce jednak jego wywód zmienia się w ciąg streszczeń utworów, co można postrzegać jako świadectwo kompilacyjnego charakteru podręcznika.

Sylwetki krytyczne. Ważnym elementem działalności krytyczno- i historycznoliterackiej Bądzkiewicza są sylwetki pisarzy i innych osobistości życia kulturalnego publikowane na łamach prasy (np. Kazimierz Szlagier, „Kłosy” 1898, nr 654–655; Jan Kassyanowicz, „Biesiada Literacka” 1888, nr 51) oraz w osobnych broszurach (m.in. Kornel Ujejski. Zarys biograficzno-krytyczny, 1893). Wiele z nich powstawało z potrzeby chwili, co odzwierciedlało się w koncentracji autora raczej na rekonstrukcji życia ich bohaterów niż charakterystyce ich działalności literackiej.

Najbardziej interesujące są studia poświęcone życiu i twórczości Kornela Ujejskiego (napisane jeszcze za życia autora) oraz Ryszarda Berwińskiego. Zadaniem obu tych opracowań, przygotowanych na podstawie dogłębnych kwerend bibliograficznych (a w przypadku portretu Ujejskiego także przy współpracy z synem poety, Kordianem), było zarysowanie twórczości pisarzy na tle historyczno-kulturowym (co przyczyniało się do widocznego w niektórych miejscach biograficznego modelu interpretacji dzieł) oraz wskazanie najważniejszych czynników przyczyniających się do ich popularności (lub w przypadku Berwińskiego takich, które spowodowały zastój jego kariery artystycznej). Bądzkiewicz nie jest zdystansowany badawczo wobec swoich bohaterów, nie unika nawet jawnej krytyki ich zachowań, co przejawia się zwłaszcza w narracji o życiu Berwińskiego opisywanego jako osoba rzutka i zdolna, ale pozbawiona wytrwałości i opanowania (Ryszard Wincenty Berwiński). Bądzkiewicz nie ucieka przed hierarchizowaniem utworów, pomija też te uznane za mniej udane. Ważne miejsce w wywodzie zajmuje także analiza wersologiczna oraz poetologiczna pozwalająca na odtworzenie indywidualnych właściwości stylu poetów oraz źródeł ich inspiracji. Analizy te czasem prowadziły do zakwestionowania przekonań funkcjonujących w obiegu krytycznym, np. kiedy Bądzkiewicz wykazuje, że w stylu Ujejskiego uwidaczniają się silne inspiracje twórczością Adama Mickiewicza, a nie Juliusza Słowackiego (Kornel Ujejski).

Istotną kategorią umożliwiającą klasyfikację tekstów literackich jest dla Bądzkiewicza kategoria szczerości, rozumiana jako umiejętność wiarygodnego przełożenia emocji i wrażeń na język literacki. Wedle takich kryteriów oceniał nie tylko poezję, lecz także pisma podróżnicze Józefa Ignacego Kraszewskiego (Podróżopisarstwo krajowe, w: Książka jubileuszowa dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J.I. Kraszewskiego, 1880).

Podsumowanie. Działalność krytyczno- i teoretycznoliteracka stanowiła tylko jedno z wielu pól aktywności piśmienniczej Bądzkiewicza. Odznaczał się w niej daleko idącą stałością poglądów. Już na etapie korespondencji prasowych jawił się jako krytyk, którego rozumienie literatury sytuowało się na granicy między romantyzmem (z którego czerpał przede wszystkim przekonanie o wartości poezji oraz postrzeganie szczerości jako istotnej wartości literatury) a pozytywizmem (przejmując z niego postulaty rozwoju piśmiennictwa oraz zwiększenia dostępu do edukacji). Jego najważniejsze dzieło, choć ściśle podporządkowane dydaktycznemu celowi i nie zawsze spójne terminologicznie, stanowiło w epoce ważną alternatywę wobec obecnych na rynku podręczników szkolnych. Mimo kontrowersji związanych z autorskim wkładem Bądzkiewicza w powstanie Teorii poezji nie sposób odmówić mu także zasług w zakresie teorii strofiki i wersologii. Jako jeden z pierwszych krytyków swojego czasu silnie akcentował konieczność pogłębionych i spójnych metodologicznie badań nad językiem, stylem oraz formami poetyckimi współtworzącymi utwór poetycki i ważnymi dla jego interpretacji.</document>
<document nplp_id="13001" title="Belmont Leo" slug="belmont-leo">Prozaik, poeta, dramaturg, publicysta, krytyk, recenzent filmowy i teatralny, tłumacz, dzia- łacz społeczny, dziennikarz, esperantysta, prawnik. Pseudonimy i kryptonimy: B.; L.B.; Bl... Le...; Le Bel.; Le-Bel; Leop. B.; L. B-ski; Biel.; L. Bielski; Leo Belmont; Leon Bielski; Acosta; Dolimow; Fortado; Gorskij; Lew Gorskij; Iturus i in.

Informacje biograficzne. Leopold Blumental urodził się 8 III 1865 w Warszawie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Był synem Maurycego i Franciszki ze Studenckich. W 1885 r. ukończył naukę w warszawskim V Gimnazjum, a następnie podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w 1889 r. Od 1892 r. przebywał w Petersburgu, gdzie oprócz działalności adwokackiej (w tym roku został wpisany na listę petersburskich adwokatów przysięgłych) kierował działem literackim czasopisma „Kraj”. W 1904 r. powrócił do Warszawy, tam podjął pracę jako adwokat. Wielokrotnie występował jako obrońca w procesach politycznych (sam zresztą należał do tajnych stowarzyszeń), jak pisze Edward Kozikowski, „przyczynił się do wypuszczenia na wolność wielu osób, którym groziło więzienie, a nawet kara śmierci”. Praca w palestrze nie była jego głównym zajęciem, od 1907 r. do 1913 r. wydawał i redagował tygodnik „Wolne Słowo”, którego łamy prawie w całości sam zapełniał. Działalność Belmonta związana z publikacjami w „Wolnym Słowie” znalazła uznanie w oczach wielu ludzi kultury i literatury. Bolesław Prus napisał o Belmoncie w „Tygodniku Ilustrowanym” (1908, nr 14), chwaląc jego talent i pracowitość („Myśli płyną jak lawa, iskrzą się dowcipem, dyszą gorącem uczucia”). Podobne opinie wyrażał w korespondencji Wacław Nałkowski, Wiktor Gomulicki poświęcił zaś Belmontowi sonet (Pod wizerunkiem Leo Belmonta, „Wolne Słowo” 1913, nr 199–200). Belmont był jednak również ofiarą antysemickich artykułów, które ukazały się np. w „Kolcach” Józefa Śliwowskiego, „Roli” Jana Jeleńskiego. Często był także nękany przez władze carskie i płacił kary za publikacje artykułów politycznych, np. w 1908 r. zamienił na dwa tygodnie więzienia wysoką karę pieniężną nałożoną na niego za opublikowanie odczytu Kobieta jako ofiara i bojowniczka w ruchach politycznych („Wolne Słowo” 1908, nr 16–23). Po odbyciu kary pozbawienia wolności opublikował podwójny numer specjalny „Wolnego Słowa” (1908, nr 28–29) poświęcony więziennictwu, który został skonfiskowany przez władze gubernatorskie, wydawanie zaś pisma zostało zawieszone do listopada tego samego roku. W 1914 r. odbył z kolei karę dwóch miesięcy więzienia w moskiewskim Arsenale za obrazę majestatu.

W czasie I wojny światowej współpracował z polskojęzyczną gazetą wydawaną przez władze niemieckie w Warszawie i Łodzi – „Godziną Polski” (nazywaną przez mieszkańców obu tych miast „Gadziną Polski”). W l. 1915–1916 wydawał i redagował warszawską „Nową Muchę Satyryczną”, a także współpracował z wieloma innymi pismami, np. łódzką „Republiką” czy tygodnikiem satyrycznym „Oset”. W 1929 r. został zatrudniony jako referent w Wydziale Prawnym Ministerstwa Robót Publicznych. Był członkiem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie.

W czasie II wojny światowej podzielił los większości warszawiaków żydowskiego pochodzenia, mimo przyjęcia chrztu znalazł się w getcie. Zmarł z przyczyn naturalnych w nocy z 18/19 X 1941. Został pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy ul. Młynarskiej w Warszawie. Rodzina nie mogła uczestniczyć w pogrzebie, który odbywał się poza murami getta.

Kręgi zainteresowań i twórczości. Pod koniec lat 80. XIX w. zainteresował się esperanto, od 1904 r. należał do warszawskiego oddziału petersburskiego Towarzystwa „Espero” zrzeszającego polskich miłośników tego języka. Był jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Esperantystów (1908), a później jego wiceprezesem. Napisał wierszowany podręcznik do nauki esperanto: Najłatwiejsza metoda międzynarodowego języka esperanto (1906). W 1908 r. wydał zbiór poetycki w języku esperanto: Sonoj esperantaj. Tradukoj al poetoj polaj kaj alilandaj, w którym poza tłumaczeniami liryki polskiej i światowej umieścił wiersze Ludwika Zamenhoffa i własne. Od 1908 r. współpracował z przeniesionym do Warszawy ze Lwowa i ukazującym się już od dwóch lat periodykiem „Pola Esperantisto”. W 1936 r. wydał następny podręcznik Jak nauczyć się esperanta.

Belmont debiutował jako poeta w 1884 r. poematem Rozżalona w czasopiśmie „Świt”. Po opublikowaniu zbioru Rymy i rytmy. Wybór poezji (1900) sporadycznie tworzył lirykę (np. poemat Z cyklu „Biblijnych opowieści”, „Wolne Słowo” 1908, nr 21). Tłumaczył jednak poezję polską (m.in. utwory trzech wieszczów romantycznych, M. Konopnickiej, A. Fredry, A. Asnyka, K. Tetmajera) i obcą na esperanto. Wśród jego licznych przekładów poetyckich na język polski można wymienić choćby utwory George’a Gordona Byrona, Michaiła Lermontowa, Johanna Wolfganga Goethego, Heinricha Heinego, Anakreonta, Horacego, Tarasa Szewczenki, Szolema Alejchema, Aleksandra Błoka, Alfreda de Musseta i wielu innych. Był pierwszym tłumaczem na język polski dzieła Aleksandra Puszkina Eugeniusz Oniegin, które ukazało się pierwotnie we fragmentach w „Kraju” (1900, nr 2–5), a w całości zostało wydane kilka miesięcy później. Tłumaczył popularne wówczas powieści (m.in. J. Verne’a, E. Bulwer-Lyttona, J. Wassermanna, L. Feuchtwangera, T. Manna, I. Erenburga), dramaty (E. Rostanda), biografie (J. Stalina, O. Bismarcka), autobiografie (S. Majmona), a także pisma filozoficzne (G. Simmela) i społeczne (O. Wilde’a).

Jego najbardziej znanym utworem jest powieść W wieku nerwowym. Moja spowiedź („Tygodnik Romansów i Powieści” 1888, wyd. osob. 1890), którą można nazwać diagnozą pokolenia dekadentów pozbawionych celów życiowych oraz wyrazistych pryncypiów i norm moralnych. Podobną tematykę pisarz poruszał też w opowiadaniu Tamten człowiek. Z notatek wariata („Tygodnik Ilustrowany” 1891, nr 83–88), a rok później wydanym w formie książkowej. Napisał także dwutomową powieść biograficzną o twórcy syjonizmu Teodorze Herzlu Mojżesz współczesny. Powieść – studium (1931). Jest również autorem Dla honoru. Dramatu w trzech aktach (1910). Rozgłos przyniosły Belmontowi powieści kryminalne, w tym pierwszy polski dramat sądowy Sprawa przy drzwiach zamkniętych. Zagadka psychologiczna na tle procesu kryminalnego (1910). Pod koniec lat 20. XX w. stworzył cykl „Wizerunki sławnych kobiet i mężów” przynoszący kilka romansów historycznych.

Trudno jest precyzyjnie opisać wszystkie rodzaje działalności pisarskiej Leo Belmonta, a także stworzyć typologię tematów artykułów, odczytów, recenzji oraz polemik, jakie ogłaszał drukiem. Dość często zabierał głos w związku ze znaczącymi wydarzeniami społecznymi, czego dowodem są np. Socjalizm i sprawiedliwość. Studium etyko-ekonomiczne (1908) czy List otwarty do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej w sprawie Eligiusza Niewiadomskiego (1923), w którym zwracał się o ułaskawienie mordercy Gabriela Narutowicza, argumentując, iż „wcale nie jest potrzebna krew zabójcy za niedającą się spłacić krew Zabitego”. Pisał również scenariusze filmowe oraz powieści filmowe: Testament Kościuszki, czyli Powstanie mściciel groźny z kości moich (ok. 1930), Niepotrzebny człowiek (1928), Przeznaczenie (1928), Strzał (ok. 1932). Na motywach filmu Cyrk Charliego Chaplina napisał powieść Droga człowieka (wyd. nast. pt. Człowiek, z którego świat się śmieje – 1928). Pisał też recenzje teatralne oraz filmowe. Poza działalnością literacką, dziennikarską, polityczną i społeczną opracowywał teksty i ekspertyzy prawnicze.

Działalność krytyczna. Najistotniejsze wypowiedzi krytyczne Leo Belmonta dotyczą pojęcia modernizmu (polemika z S. Brzozowskim) oraz literatury rosyjskiej. Spór z Brzozowskim dotyczył kwestii fundamentalnych, ponieważ Belmont twierdził, że modernizm nie stanowi „konstelacyjnego systematu”, który krążyłby wokół „jednego ideowego słońca”, a to dlatego, iż w jego obrębie znaleźć można przejawy wielkiego artyzmu, jak i „duchowego kalectwa, cudactw, dziwactw i śmieszności wszelkiego rodzaju” (W kwestii „młodych”. (Z powodu artykułu St. Brzozowskiego „My młodzi”), „Głos” 1903, nr 8). W podobnym tonie wypowiadał się o Legendzie Młodej Polski (Czterdzieści cztery Brzozowskiego, „Wolne Słowo” 1911, nr 128–129, 132–133). Zwracał uwagę na to, że jest to rozprawa wewnętrznie pęknięta: „Nie było nigdy na świecie książki, napisanej przez większą rozpacz, jak Legenda Młodej Polski. Każdy twórca większej miary pisze, aby duszę swoją odebrać śmierci. Ale Brzozowski pisał, aby odebrać ją zarazem – hańbie”. Nigdy nie uwierzył w to, że Brzozowski jest szpiegiem Ochrany, w Legendzie widział rozpacz pisarza, którego dzieło zawsze będzie łączone ze skandalem i z hańbą.

W polskiej literaturze modernistycznej Belmont cenił, a nawet wielbił, dwóch pisarzy: Stanisława Wyspiańskiego oraz Stefana Żeromskiego. Stworzył wieloczęściowy cykl poświęcony dramatowi Klątwa (Fatum w „Klątwie” Wyspiańskiego, „Wolne Słowo” 1908, nr 12–16, 36/37–38/39), w którym rozprawiał się z pobieżnymi i płytkimi interpretacjami, wskazując na obiektywizm artysty, a także zamysł zrealizowany w sposób „wielki”. W podobnym tonie komentował Bolesława Śmiałego („Bolesław Śmiały” Wyspiańskiego – jako arcydzieło nonsensu, tamże, nr 18–19). W recenzji Dziejów grzechu Belmont z właściwą sobie emfazą oddawał przesłanie powieści Żeromskiego: „Stała się rzecz ogromna... Genialny pisarz rzucił naszej obłudzie społecznej żelazną rękawicę w twarz... Obłuda zzieleniała ze złości...” (Skandal w przyzwoitym salonie literatury polskiej. Z powodu „Dziejów grzechu” Żeromskiego, tamże, nr 8–9). Belmont realizował się także w ujęciach mających charakter syntetyczny (cykl Proces ogółu polskiego z poezją w XIX w., tamże, nr 30–35; Polscy poeci w obrazach symbolicznych. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, tamże, nr 34–35).

Krytyce literackiej Belmont był dość niechętny (chociaż sam ją uprawiał), wskazywał np. w tekście poświęconym pamięci Elizy Orzeszkowej (Żydzi Orzeszkowej. O „Meirze Ezofowiczu”, „Izraelita” 1910, nr 6), że starsze pokolenie krytyki składało się z „suchych regestratorów literatury, prowadzących buchalterię zalet i wad książki, mało czujących piękno i moc dzieła”, pokolenie współczesne to zaś gromada „niby artystycznych, właściwie estetycznych krzykaczy, nie znających miary słów”. Uważał, że krytyka nie wywiązuje się należycie z postawionych przed nią celów i zadań: „[...] krytyka pojmie swój główny obowiązek wskazywania rzeczy dobrych, miast łatwego znęcania się nad nędzotami” (Maria Konopnicka jako nowelistka, w: Hołd Marii Konopnickiej, 1902). Najostrzej wypowiadał się o krytykach i krytyce literackiej z powodów osobistych (poczucie niedocenienia), robił to np. w listach otwartych – do Zdzisława Dębickiego (gdzie zastanawiał się, jak wiele znaczą „sądy całego rojowiska napółpiśmiennych anonimowych wzmiankarzy, którzy odgrywają dziś rolę krytyków literatury”) i Antoniego Słonimskiego. Podobnie w polemice ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem pisał kąśliwie: „Lubię, kiedy artyści tworzą. Nie lubię, kiedy teoretyzują na temat sztuki. Tworzą bowiem »creda«, którym trzeba wierzyć »na kredę«. A może im wierzyć tylko brak logiki. [...] przekładam złotówkę myśli i czynu nad »teorię nowej sztuki«” (Nieostrożne „credo” artysty, „Głos Polski” 1924, nr 156). Wedle Belmonta teoretyzowanie na temat sztuki może być jedynie domeną geniuszy takich jak Leonardo da Vinci, w przeciwnym razie mamy do czynienia z bezsensowną i niewiele wnoszącą do życia i literatury pozą. Uznawał, że skomplikowane definicje „nowej sztuki”, nadużywanie dość dowolnie pojmowanych pojęć „treść” i „forma” są pustosłowiem bez związku z logiką.

Wielokrotnie zabierał głos na temat literatury rosyjskiej. Twórczość Maksyma Gorkiego jawi się Belmontowi jako ożywczy powiew wpadający do „dusznej, przepełnionej stęchlizną [...] szpargałów rosyjskiej atmosfery literackiej” (Z literatury rosyjskiej. Maksym Gorki, „Krytyka” 1901, t. 1). Docenia w twórczości autora Matki mistrzowskie przedstawienie nie tylko tłumu, ale przede wszystkim jego „duszy” oraz doskonałe zobrazowanie rozterek, które są udziałem Słowian. W tekście dotyczącym Gorkiego Belmont porównuje jego pisarstwo z dorobkiem Lwa Tołstoja i Antona Czechowa. Chociaż uznaje ich wyższość nad Gorkim, przyznaje temu ostatniemu pozycję równą Fiodorowi Dostojewskiemu. Wypowiadał się też kilkakroć o Tołstoju. Chociaż najczęściej darzył jego twórczość powieściową wielką estymą i za naczelną jej cechę uważał przedstawienie idei dobra kształtujące ludzkie braterstwo, to jednak w recenzji artykułu Co to jest sztuka krytykuje poglądy autora: „Rozdzielając sztukę wedle treści na dobrą i złą, sądzi on [Tołstoj], że zła sztuka powinna być tępioną bez litości. Za dobrą zaś uważa tylko tę, która »odbija religijną świadomość narodu«” (Nowoczesny Savonarola, „Prawda” 1898, nr 26–30). Niezgoda na wartościowanie sztuki ze względu na jej związek z religijnością prowadzi Belmonta do cierpkich uwag o „starczym umyśle Tołstoja”. Najpełniejszy stosunek do myśli i twórczości pisarza znajdziemy w pracy Lew Tołstoj. Życie i dzieła. Zarys biograficzno-krytyczny (1904), w której Belmont szczegółowo charakteryzuje przełomy prowadzące do wykrystalizowania się jego poglądów etycznych: pacyfizmu, spojrzenia na lud i jego pryncypia, krytyki nowoczesności i „sztuki dla sztuki”. Równie złożony, ambiwalentny stosunek Belmont przejawia w odniesieniu do pisarstwa Dostojewskiego. Z jednej strony uznaje go niemal za proroka, a jego twórczość za przejaw geniuszu, z drugiej – pisze o obcości kulturowej i rasowej, a także dyskredytuje myśl mistyczną autora Braci Karamazow (Przedmowa do wydania powieści z 1927 r.).

Znacząca część wypowiedzi krytycznych Belmonta ma charakter okazjonalny, wiąże się z jego uczestnictwem w polemikach literackich (dość żywo reagował na każdą formę negatywnej oceny, a w dyskusjach, które się wówczas rodziły, zazwyczaj podnosił jednak kwestie ogólne dotyczące wartościowania literatury współczesnej). Do tego typu wypowiedzi należy zaliczyć artykuły pisane do ksiąg pamiątkowych i numerów czasopism poświęconych konkretnej osobie (np. M. Konopnickiej, E. Orzeszkowej, B. Joselewiczowi).</document>
<document nplp_id="13003" title="Bełcikowski Adam" slug="belcikowski-adam">Historyk literatury i krytyk literacki, dramato- i powieściopisarz, poeta, wykładowca uniwersytecki, bibliotekarz. Kryptonimy i pseudonimy: (ab); A.B.; Ad.B.; Ad. Be.; B.; B.A.

Biografia i działalność. Adam Jan Bełcikowski urodził się 24 XII 1839 w Krakowie, był synem Julii z Trzebińskich Bełcikowskiej i Jana Bełcikowskiego, urzędnika drogowego i budowlanego, najstarszym z czworga rodzeństwa. Mieszkał i kształcił się w Krakowie. Ukończył Szkołę Wydziałową św. Barbary, a następnie Gimnazjum św. Anny. W l. 1859–1863 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był studentem m.in. Józefa Kremera i Karola Mecherzyńskiego. Angażował się w działalność organizacji studenckich: Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczniów UJ (Bratniej Pomocy) i Czytelni Akademickiej, należał – wraz z m.in. Michałem Bałuckim, Ludwikiem Gumplowiczem, Ludwikiem Kubalą, Józefem Szujskim i Janem Kantym Turskim – do grupy „przedburzowców galicyjskich” (J. Maciejewski) zwanej „pracownią Filippiego”. Przyjaźnił się z poetką Anną Liberą (pseud. Krakowianka). Działalność literacką rozpoczął na przełomie lat 50. i 60. od ogłaszanych na łamach czasopism galicyjskich poezji i przekładów dzieł Johanna Wolfganga Goethego, George’a Gordona Byrona i Victora Hugo. W 1865 r. doktoryzował się na UJ na podstawie rozprawy Przegląd pism Mikołaja Reja, jako też jego stanowisko autorskie w literaturze i społeczeństwie, po czym otrzymał stanowisko docenta prywatnego w Szkole Głównej w Warszawie (aplikował o posadę profesora literatury polskiej, którą powierzono Aleksandrowi Tyszyńskiemu). W Szkole Głównej wykładał od listopada 1866 r. przez trzy semestry. Mówił o literaturze epoki „makaroniczno-panegirycznej”. Twórczość literacką XVII i początku XVIII w. podzielił na cztery grupy: epikę, satyrę, sielankę i lirykę. Prelekcje Bełcikowskiego nie cieszyły się popularnością, co potwierdzają ich uczestnicy (np. A.G. Bem, B. Chlebowski).

Zniechęcony wizją przekształcenia uczelni w uniwersytet rosyjski, Bełcikowski opuścił Warszawę. Powróciwszy do Krakowa, rozpoczął starania o docenturę na UJ. Od 1869 do stycznia 1870 r. pracował jako nauczyciel w Gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie. W maju 1870 r. habilitował się. Prelekcję publiczną poświęcił Konradowi Wallenrodowi Adama Mickiewicza. Starania o posadę wykładowcy literatury polskiej po Mecherzyńskim przegrał z reprezentantem stronnictwa stańczyków, Stanisławem Tarnowskim. W następnych latach wykładał literaturę w Muzeum Techniczno-Przemysłowym i na Wyższych Kursach dla Kobiet Adriana Baranieckiego. Pisał i wystawiał na deskach teatralnych swoje sztuki sceniczne, z powodzeniem brał udział w konkursach dramatycznych (w 1875 r. jego tragedia historyczna Król Mieczysław II pokonała Niewinnych A. Świętochowskiego, co zakończyło się skandalem). W 1870 r. został członkiem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, a następnie Akademii Umiejętności, w której pełnił funkcję sekretarza komisji bibliograficznej (zajmującej się gromadzeniem i rejestrowaniem tekstów piśmiennictwa polskiego) i komisji językowej. W 1874 r. uzyskał uprawnienia nauczycielskie. Od 1876 r. pracował w Bibliotece Jagiellońskiej pod kierownictwem Karola Estreichera. W 1887 r. obchodził jubileusz dwudziestopięciolecia pracy naukowo-artystycznej, co poprzedziło wydanie w Warszawie jego prac historycznoliterackich z l. 1866–1884 opatrzone komentarzem Chmielowskiego. W maju 1902 r. pisarz świętował jubileusz czterdziestolecia twórczości. Zmarł 12 I 1909 w Krakowie, został pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim.

Między historią literatury a krytyką. Przynależność do pokolenia „przedburzowców”, docentura w Szkole Głównej i związki ze środowiskami postępowo-demokratycznymi Warszawy, ale też atmosfera Krakowa, będącego w dobie autonomii galicyjskiej „matecznikiem konserwatyzmu”, ukształtowały twórczość krytyczno- i historycznoliteracką Bełcikowskiego, wpływając na jego preferencje lekturowe i metodę badawczą. Publikował w prasie warszawskiej, krakowskiej, lwowskiej i wielkopolskiej, m.in. w „Pamiętniku Naukowym, Literackim i Artystycznym”, „Tygodniku Ilustrowanym” (przeglądy piśmiennicze, korespondencje, sylwetki, studia historycznoliterackie, krytyki literackie i teatralne), „Bluszczu”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Życiu”, „Ateneum”, „Kraju”, „Nowej Reformie” i „Przeglądzie Polskim”. W l. 1879–1887 (z przerw.) w londyńskim „The Athenaeum” zamieszczał korespondencje poświęcone polskim nowościom literackim i naukowym.

Bełcikowski-krytyk zdecydowanie przegrywał z Bełcikowskim-historykiem literatury ukształtowanym przez poprzedników. W dziejach literatury polskiej doszukiwał się emanacji ducha narodowego i świadectwa kształtowania się samoświadomości narodowej, romantyzm uważał za nową erę w piśmiennictwie polskim, cezurami epok literackich czynił fakty z historii oświaty i historii politycznej. Proces historycznoliteracki wiązał z postępem dziejowym ujmowanym zgodnie z darwinowskim ewolucjonizmem, choć, jak zastrzegał, odrzucał konsekwencje takiego myślenia o świecie w kategoriach przyrodniczych, jak materializm czy determinizm biologiczny. W pracach badawczych w pierwszej kolejności sięgał po pisarzy dawnych, wielkich i zapomnianych, o literaturze bieżącej pisał tylko okazjonalnie, czasem – jak się wydaje – jedynie z recenzenckiego obowiązku. W omówieniach dzieł koncentrował się na ich genezie, zwłaszcza uwarunkowaniach biograficznych i wpływie epoki, a następnie na podstawie materiału literackiego budował portret wewnętrzny danego autora. W ślad za Charles-Augustinem Sainte-Beuve’em i Hippolyte’em Taine’em, kreśląc sylwetkę pisarza, usiłował wskazać dominantę osobowościową, która miała przesądzić nie tylko o całokształcie jego twórczości, ale i o wyborach życiowych, formach aktywności społeczno-politycznej i przekonaniach. W rozprawie o Mikołaju Reju śledził ewolucję jego postawy religijnej (Mikołaj Rej z Nagłowic. Studium literackie, „Pamiętnik Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1867, t. 1), Janowi Kochanowskiemu przypisywał umiłowanie wolności osobistej, niechęć do hierarchii czy zwierzchności i „prostoduszny charakter”, a także „umysł głębszy i wyższy” nad rzeczy codzienne i praktyczne (Jan Kochanowski. Wizerunek piórem skreślony, „Tygodnik Ilustrowany” 1884, nr 86, 88–90), Samuelowi Twardowskiemu wypominał „zamiłowanie w cudzoziemszczyźnie” i skłonność do panegiryzmu (Samuel ze Skrzypny Twardowski, „Dziennik Literacki” 1870, nr 34–36). Z dezaprobatą Bełcikowski odnosił się do twórczości panegirycznej i pamfletowo-paszkwilowej, naśladownictwa wzorów obcych. Bronił za to „narodowości” literatury oświeceniowej, której zarzucano hołdowanie modom obcym i kosmopolityzm (O narodowym charakterze i zasługach literatury z czasów Stanisława Augusta, „Tygodnik Wielkopolski” 1873, nr 37–38). Już w latach 70., w odpowiedzi na ataki środowisk konserwatywnych wymierzone w oświecenie, przywoływał pogląd Thomasa Babingtona Macaulaya dopatrującego się w doktrynie oświeceniowej wyrazu buntu wobec nadużyć społecznych w XVII w. Stosunek Bełcikowskiego do oświecenia wpisywał się w spory ideowe między konserwatystami a pozytywistami.

Dociekania biograficzne, ustalenie okoliczności powstania dzieł, jak i próba wpisania twórczości danego autora w epokę odsuwały na plan dalszy zainteresowanie Bełcikowskiego kwestiami artystycznymi i estetycznymi. Stosunkowo dużo miejsca poświęcał zagadnieniom genologicznym, które wyraźnie nawiązywały do ujęć allogenetycznych, zakładających istnienie zależności między literaturą a czynnikami polityczno-społecznymi i kulturowymi kształtującymi naród w danej epoce, nie wyłączając wpływu rasy i położenia geograficznego.

Wobec romantyzmu. Bełcikowski pisał o literaturze romantycznej wielokrotnie, pierwszeństwo przyznając wielkiej trójcy romantycznej: Adamowi Mickiewiczowi, Juliuszowi Słowackiemu i Zygmuntowi Krasińskiemu. Pierwiastków romantycznych doszukiwał się – jeszcze przed pojawieniem się romantyków – w romansie staropolskim czy w poezji miłosnej Jana Andrzeja Morsztyna (Andrzej Morsztyn, poeta romantyczny w XVII wieku, „Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 192–193). Narodziny romantyzmu na ziemiach polskich łączył z sytuacją w kraju po klęsce Napoleona I i ustaleniach kongresu wiedeńskiego, z wpływem filozofii niemieckiej na umysłowość europejską, a także z rosnącą „indywidualnością narodów” (Romantyczność przed Mickiewiczem, „Wieniec” 1872, nr 4–10). Z pieczołowitością analizował walkę klasyków z romantykami i poglądy Kazimierza Brodzińskiego. W uwagach o Konradzie Wallenrodzie („Kraj” 1870, nr 129, 131–132, 136–137, 139), wzbudzającym kontrowersje wśród krytyków postyczniowych (z powodu zawartej w utworze idei zdrady, spisku i zemsty), dowodził nieprzystawalności Wallenroda do ducha narodu i polskich tradycji politycznych, które „cechowały zawsze prawość, sumienność i otwartość”. Wallenrod okazał się postacią chybioną, o „spaczonym charakterze”, a to za sprawą dysharmonii między jego czynem a uczuciowością. Kwestię prawdopodobieństwa życiowego, tak istotną dla krytyki pozytywistycznej, rozwinął Bełcikowski w studium o Panu Tadeuszu w związku z przynależnością gatunkową poematu (Kilka myśli o „Panu Tadeuszu”, „Kurier Warszawski” 1883, nr 194–197). Wyznacznikami epopei były zdaniem krytyka „prawda i realizm” polegające na odtwarzaniu „żywych modeli” i „rysów natury”, które składają się na „obraz narodu w danej chwili dziejowej”. Badacz podkreślał, że Mickiewicz uczynił bohaterem poematu naród (spychając na plan dalszy postaci fikcyjne i historyczne), co było niezgodne z założeniami gatunku. Związki z genetyzmem, wiążącym twórczość z biografią autora, Bełcikowski potwierdził w recenzji monografii Chmielowskiego Adam Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1887). Chwalił Chmielowskiego za „gruntowność, sumienność, rozległość i wytrawność poglądów, trzeźwość zdania i niepodległość krytyczną”: „Bo to, co Pan teraz piszesz o literaturze, będzie miało zawsze tę wielką zaletę, że jest kreślone niby jak portret robiony z natury, jak rzeczywistość uchwycona w pewnym rozwoju życia” (list do P. Chmielowskiego o jego pracach krytycznoliterackich z 18 XII 1897, Kraków, Biblioteka Ossol., rkps sygn. 4812/I), ganił – za „za daleko posuniętą przedmiotowość” jako psującą „żywość barwy i architektoniczną kompozycję” pracy. Słowackiemu przypisywał Bełcikowski wielką wyobraźnię, skłonność do mizantropii, egocentryzm, bezgraniczne umiłowanie poezji i pragnienie modelowania życia w zgodzie z ideałami romantycznymi, demokratyzm; Krasińskiemu – kontynuowanie myśli Mickiewiczowskiej, zapatrzenie w przyszłość nie tylko ojczyzny, ale i „całej ludzkości”, zacięcie historiozoficzne. Analizując utwory romantyków, Bełcikowski pytał o ich związek z historią i kondycją narodu. Jak wielu krytyków 2. poł. XIX w. nie akceptował egotyzmu poezji romantycznej, mesjanizmu i mistycyzmu. Zasługą romantyzmu jako formacji kulturowej było według niego dowartościowanie pierwiastków rodzimych i uczucia, uczestnictwo w życiu narodu, patriotyzm. Badacz unikał ocen dyskredytujących wpływ romantyzmu na postawę narodu, zwłaszcza jako zarzewia czynu powstańczego; jak na demokratę przystało, w ludzie widział siłę zdolną podnieść naród ku odnowie moralnej, w arystokracji czy szlachcie – warstwy tracące społeczną dominację.

O pisarzach współczesnych. Z pisarzy współczesnych tylko nieliczni stali się obiektem zainteresowania Bełcikowskiego. Jego uwagę przyciągnęli Lucjan Siemieński, Teofil Lenartowicz i Adam Asnyk, których dotyczyły osobne studia (m.in. na okoliczność ich śmierci), pozostałym poświęcił tylko wzmianki w swych Przeglądach piśmienniczych. Bełcikowskiego zajmowały poezja i dramat, zwłaszcza historyczny; o powieści pisywał rzadko. Twórczość historyczną Siemieńskiego chwalił za styl i język („jędrny, energiczny i plastyczny”), choć był przeciwny oblekaniu tematyki historycznej w „archaiczną pleśń”, jego dziełom współczesnym zarzucał z kolei brak „skupienia, symetrycznego rozkładu”, „głębszego, psychologicznego interesu”, a poecie – „zmysłu obserwacyjnego” i umiejętności „przetwarzania świata leżącego przed jego oczami”. W Wieczorach pod lipą – dziele, jak przekonywał, adresowanym do ludu i odpowiadającym jego potrzebom estetycznym – dopatrywał się kompromisu „między uczoną powagą historii a trywialną prostotą” (Lucjan Siemieński, „Biblioteka Warszawska” 1878, t. 3–4). Zagadką pozostawała dla krytyka przemiana światopoglądowa Siemieńskiego: odejście od ideałów demokratycznych i przystąpienie do redakcji „Czasu”. Jedną z możliwych przyczyn miało być rozczarowanie światem, „niejeden zawód, gorzkie, bolesne doświadczenia” (tamże). Stwierdzał też, że Siemieński jako recenzent „Czasu” nie miał „zmysłu analitycznego” i wiedzy z zakresu estetyki – ufając swojemu smakowi, lekceważył „wszelkie teorie w sztuce”. W ocenach literatury kierował się kryteriami pozaartystycznymi: faworyzował utwory zgodne z doktryną konserwatywną, osiągające „ład, miarę i wdzięk”, nie akceptował „rozpaczy, grozy, fantastycznego nieładu” (tamże). Asnyka przeciwstawiał Bełcikowski patronom modernistów: Charles’owi Baudelaire’owi, Paulowi Verlaine’owi i Maurice’owi Maeterlinckowi, których twórczość podsumowywał: „Są to chorobliwe nowotwory, owoce wybujałych do ekscentryczności umysłów, są to rozpaczliwe usiłowania uchronienia poezji od zamarcia przez wstrzykiwanie w jej żyły narkotyków, stimulusów, a nawet i zjadliwych trucizn” (Najnowsze poezje Asnyka, „Nowa Reforma” 1894, nr 53). Pisał o dawnych związkach poety z romantyzmem, uczuciowości, ale na pierwszym miejscu stawiał wymiar filozoficzno-społeczny i patriotyczny jego poezji. Z równym impetem co modernistyczną poezję Bełcikowski atakował młodopolski dramat historyczny. „Ci modernistyczni poeci sami nie pozwalają wierzyć w swoją inteligencję. Pisze, na przykład, który z nich dramat niby historyczny. Wiersze bardzo ładne, choć za wiele w nich liryzmu i rozwlekających dialog amplikacji; sytuacje tu i ówdzie dramatyczne; uczucie podniesione do należytej wysokości, choć nieraz przesadzone i przeciągnięte – ale przy tym brak zupełny tych rzeczy, które o istocie i wartości stanowią. Brak naprzód kompozycji, brak budowy dramatycznej [...]. A obok tego jaki w zdumienie wprawiający brak pojęcia w ogóle i danej epoki! Figury takiego dramatu nie są ani ludźmi swojego czasu, ani swojego narodu; jak mało w nich psychologii etnicznej i historycznej” (Inteligencja a poezja zwłaszcza najnowsza, „Przegląd Polski” 1903, t. 4).

Pojawienie się krytyki młodopolskiej przyspieszyło proces dewaluacji metody krytycznej Bełcikowskiego. Doceniano jego zasługi na polu faktografii czy krytyki źródeł, ale nie podzielano zapatrywań na literaturę, sposobu jej badania, wartościowania. „Nie są to rzeczy błyskotliwe – pisał w 1902 r. Wilhelm Feldman – ani pod względem koncepcji ideowej, ani co do stylu; nie oślepiają – ale uczą, nie odurzają – sieją płodne ziarno, nie odkrywają nowych horyzontów – są sumiennymi przewodnikami po mało znanych drogach, a zwracają uwagę na niejedną piękność, na niejeden szczegół, dotychczas obcy naszym fachowcom...”.</document>
<document nplp_id="13005" title="Bełza Władysław" slug="belza-wladyslaw">Poeta, publicysta, krytyk literacki, autor utworów dla dzieci, tłumacz, księgarz, wydawca, działacz kulturalno-oświatowy i społeczny. Pseudonimy: Władysław Piast; Władysław Ostrowski; Nie Wiem Kto.

Informacje biograficzne.

Urodził się 17 X 1847 w Warszawie jako syn Józefa Bełzy, profesora chemii, i Bogumiły Augusty Ostrowskiej h. Korab. Uczęszczał do warszawskiego gimnazjum rządowego, a od 1865 r. do Szkoły Junkierskiej w Kazaniu. Następnie, prawdopodobnie na zasadach wolnego słuchacza, studiował literaturę na Wydziale Filologiczno-Historycznym w warszawskiej Szkole Głównej (1866–1868). Jako poeta debiutował wierszykiem Deszczyk jesienny („Przyjaciel Dzieci” 1863). W 1867 r. wydał pierwszy zbiorek poezji Podarek dla grzecznych dzieci. W 1868 r., przypuszczalnie przez wzgląd na zaangażowanie polityczne, opuścił granice rosyjskiego zaboru i znalazł schronienie w Krakowie, gdzie poznał bliżej Wincentego Pola (Wincenty Pol. Z osobistych wspomnień, „Tydzień” 1874, nr 13–15). Z jego wsparciem opublikował Abecadlnik w wierszykach dla polskich dzieci (1869), w tym samym roku ukazał się wierszowany Upominek dla młodzi polskiej na pamiątkę trzechsetnej rocznicy Unii Lubelskiej. Przez krótki czas przebywał we Lwowie, by stamtąd wyruszyć do Wenecji, Padwy, Zurychu i Paryża, gdzie nawiązał znajomości w kręgach polskiej emigracji. Za namową Józefa Bohdana Zaleskiego osiadł następnie w Poznaniu (1869). Tam został współpracownikiem pisma dla ludu „Sobótka” i „Dziennika Poznańskiego”. Wraz z Edmundem Callierem, Klemensem Kanteckim oraz Władysławem Ordonem zaczął wydawać periodyk „Tygodnik Wielkopolski”. W 1871 r. założył pismo dla dzieci „Promyk”, utwory w nim zamieszczone wydał w tomiku Wiązanie Adasia (1873). Opublikowane tam Abecadło o chlebie uważa się, obok Katechizmu polskiego dziecka i Attyli, za jeden z najlepszych utworów Bełzy. Zainicjował zbiórkę funduszy na budowę teatru w Poznaniu. Z uwagi na patriotyczną działalność w listopadzie 1871 r. otrzymał nakaz natychmiastowego opuszczenia granic zaboru pruskiego. Planował podjąć studia z zakresu filologii słowiańskiej w Pradze, ale prawdopodobnie z powodów finansowych nie udało mu się zrealizować tego zamierzenia. Po krótkim pobycie nad Wełtawą osiadł na stałe we Lwowie, tu wydawał i redagował pisma przeznaczone dla młodego odbiorcy: „Promyk. Ilustrowane czasopismo dla młodzieży” (1872–1874) oraz „Towarzysz Pilnych Dzieci” (1876–1883), nawiązał też współpracę z „Dziennikiem Polskim” i „Gazetą Narodową”. W l. 1876–1878 prowadził własną firmę, sortymentowo-nakładową Księgarnię Władysława Bełzy. Po finansowym niepowodzeniu przedsięwzięcia został zastępcą przemysłowym w Księgarni Hermana Altenberga. Od 1882 r. związał się zawodowo z Zakładem Narodowym im. Ossolińskich – początkowo jako skryptor i zarządca czytelni dla młodzieży, a od 1891 r. – naczelnik Wydawnictwa Książek Szkolnych. Aktywnie włączył się w życie literacko-kulturalne miasta, w którym spędził ponad 40 lat. W imię integracji zainicjował powstanie Koła Literackiego (1880) zrzeszającego nie tylko autorów, ale i odbiorców, „miłośników literatury polskiej”. Bełza miał swój udział w utworzeniu Macierzy Polskiej (1882), instytucji oświatowej i wydawniczej dla propagowania oświaty wśród ludu. Na prośbę jej patrona i pomysłodawcy, Kraszewskiego, pełnił funkcję Sekretarza Rady Wykonawczej. Zmarł 29 I 1913 we Lwowie, został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim; „Młodość owiało mu tchnienie warszawskiej cyganerii, potem żywot jego pracowity realizował ideały pracy organicznej” (J. Kleiner).

Kręgi twórczości. Za jego literackie credo przyjmowano dwuwers: „W moim niebie – małe dzieci, / Moim niebem – świat ich mały!” (Moje niebo). We Lwowie opublikował następne adresowane do dzieci utwory: Złote literki. Nowa książeczka dla dzieci (1872), Zaklęte dzwony. Legenda z dziejów polskich (1876), Światek dziecięcy w trzydziestu dwóch obrazkach (1880), Baśń o królewnie na drewnianych nóżkach (1906). Jubileusz czterdziestolecia literackiej pracy upamiętniono wydaniem wyboru poezji Dla drogich dzieci (1907), znacznie obszerniejszy ukazał się w 1912 r. (Dla polskich dzieci. Wybór pism). Jako autor dla dzieci realizował cele dydaktyczne, nie zapominał jednak o ludycznej funkcji literatury. Domeną literata, co niejednokrotnie podkreślał, pozostawał „maleńki” dziecięcy świat, lecz nie ograniczał się do jego obszaru. Okazjonalnie podejmował próby epickie (Zamek grójecki. Obrazek z naszej przeszłości podług miejscowej legendy) i dramatopisarskie (jednoaktówka Emancypantka, „komedyjka” Słowiczek, dramat Kasper Karliński) oraz libretto do opery Wanda Henryka Jareckiego. Jako autor wierszy dla dorosłych inspirowanych tradycją romantyczną nie odniósł sukcesu; wydał m.in. Z wiosny. Poezje (1868), Pieśni liryczne (1868), Z doli – niedoli. Pieśni (1869). Jego ostatni tomik, Poezje (1892), obok kilku wartych uwagi dojrzalszych utworów zawierał głównie wiersze okolicznościowe. Pokłosiem jego wielokrotnych wojaży do Włoch były wpisujące się w nurt podróżopisarstwa, w miarę kolejnych wojaży uzupełniane o nowe rozdziały, Wrażenia z podróży (1901, 1903, 1910). Jako redaktor, edytor opracował kilka zbiorów: Antologia polska (1880), Antologia obca (1882), Kobieta w poezji polskiej (1885), Żydzi w poezji polskiej (1883), Sobieski w poezji polskiej. Głosy poetów polskich o bohaterskim obrońcy Lwowa (1883), Ojczyzna w pieśniach poetów polskich (1901). Część publikowanych w prasie artykułów, szkiców zamieścił w tomach: Miscellanea. Szkice, typy i obrazki (1894), Szkice, wspomnienia, obrazki (1901), Z epoki Mickiewicza (1911).

Zadania literatury i krytyki. W przekonaniu Bełzy pamięć o przeszłości służyła odrodzeniu państwa, stąd na niej skoncentrował swoją uwagę. Jak deklarował: „Gdybym posiadał cudowną lampę Aladyna i cały świat dobrych jego geniuszów pod władzą: zszedłbym z tą lampą w otchłanie dziejów naszych i wywiódł na światło dzienne to, co od wieków śpi w ich ramionach zaklęte” (Świat legendowy Polski, w: Z odległej przeszłości. Obrazki historyczne, 1911). W przeszłości, często przez niego idealizowanej, odnajdywał wzorce osobowe „ludzi do olbrzymów podobnych” „ogromnych wiarą i poświęceniem” (Przedmowa, w: T. Zubrzycki, Ludzie-olbrzymy, 1911). Bliski był mu romantyczny kult ruin: „[...] z tych gruzów pokrytych dzisiaj pleśnią wiekową i mchem osiwiałym, wieje żywe słowo ojczystej przeszłości jako niepożyty pokarm dla coraz dalszych pokoleń” (Wstępne słowo, w: Zamek grójecki). Z romantykami podzielał również szacunek dla „pieśni gminnej”: „Dzieje narodów to ich plon gospodarski; legendy ludu, to kwiaty na jego zagonach” (Świat legendowy). Preferował literaturę o dydaktycznym przesłaniu, zaangażowaną w sprawę narodową, przenikniętą duchem katolicyzmu, sięgającą do ludowych korzeni. Szacunkiem darzył tych twórców, którzy „natchnioną piersią otwierali idealne bramy Polski, malowali jej piękność cudnymi kolorami, śpiewali o niej głosem wdzięczniejszym od pienia słowików” (Seweryn Goszczyński. Wspomnienie pośmiertne, „Tydzień Literacki, Artystyczny, Naukowy i Społeczny” 1876, nr 10). W ich krąg wpisywał Adama Mickiewicza, Wincentego Pola, Seweryna Goszczyńskiego. Jako badacz literatury i biograf Bełza kreował wzorce osobowe skrojone na miarę jego poglądów konserwatysty – np. „kobiety potulnej jak owieczka”, na co zwracał uwagę Henryk Biegeleisen – recenzent szkicu Maryla i jej stosunek do Mickiewicza („Prawda” 1885, nr 51).

Wokół Mickiewicza. Bełza położył niemałe zasługi w konsekwentnie umacnianym kulcie Mickiewicza. Większość jego prac edytorskich, redakcyjnych, badawczych, recenzenckich dotyczyła wieszcza i jego epoki. Powołane przez Bełzę i Józefa Tretiaka Towarzystwo Literackie im. Adama Mickiewicza spełniało funkcję strażnika pamięci, wytrwale propagując twórczość poety. Realizację tego celu ułatwiało posiadanie własnego organu – „Pamiętnika Literackiego”, którego Bełza był wieloletnim współpracownikiem. Na jego łamach publikował pierwodruki swoich szkiców i prac, krótkie przyczynki do biografii oraz recenzje: nowych wydań dzieł wieszcza, przeróbek dla ludu, prac z zakresu mickiewiczologii. Prace Bełzy określono jako „rozprawki”, „krótkie prace średniej wartości literackiej i naukowej z zakresu historii literatury” (PSB), jednak bardziej przekonuje klasyfikacja Teresy Tyszkiewicz, która szkice z zakresu mickiewiczologii zamknęła w formułach: „popularne prace historycznoliterackie”, „gawędy o Mickiewiczu i jego epoce”. Publikacje Bełzy dotyczące twórcy Pana Tadeusza otwiera Kronika potoczna i anegdotyczna z życia Adama Mickiewicza (1884). Ta zgrabnie skomponowana kompilacja układała się w życiorys wieszcza bogaty w „300 faktów i szczegółów” biograficznych, domknięty rodzajem suplementu: Listy o Adamie Mickiewiczu do Władysława Bełzy. Choć literat wystąpił tu tylko w roli edytora i redaktora, jednak ta pierwsza publikacja określa jego dalszą drogę jako zbieracza artefaktów, archiwisty. We wstępie do Kroniki w ślad za swoim mistrzem Kraszewskim wyrażał przekonanie o zasadności gromadzenia wszelkich anegdot, przyczynków do życiorysu twórców, istotnych nie tyle z uwagi na ich biograficzną wartość, ile przede wszystkim – przez wzgląd na dokumentację procesu recepcji. Spośród publikowanych w następnych latach prac o Mickiewiczu największą liczbę wydań, przedruków (11), a także zainteresowanie recenzentów zyskała praca Maryla. Szkic literacko-biograficzny (1885), w następnych wydaniach uwzględniających zmiany i uzupełnienia autora opatrzona tytułem: Maryla i jej stosunek do Mickiewicza. Marylę odnajdował w kolejnych literackich kreacjach: ukochanej Gustawa, Aldonie, Zosi. Utwory wieszcza potraktował Bełza jako osobliwy pamiętnik, rodzaj autobiograficznego zapisu miłosnej historii. Takie ujęcie dzieł literackich już ówczesnych recenzentów (H. Biegeleisen, P. Chmielowski) irytowało brakiem metodologii, naiwnością, zastrzeżenia zgłaszał nawet życzliwie usposobiony Tretiak. Piotr Chmielowski krytykował również tendencję do beletryzacji jako sprzeczną z zasadami naukowego obiektywizmu i rzetelności przekazu. Potoczysta, ze swadą, w gawędziarskim stylu poprowadzona opowieść biograficzna przeplatana fragmentami utworów Mickiewicza, wspomnień, listów jego przyjaciół, atrakcyjna dla szerszego kręgu odbiorcy zdaniem niektórych krytyków (J. Tretiak, J. Kallenbach) znakomicie spełniała funkcję popularyzatorską. Recenzenci nie byli zgodni w kwestii gatunkowej klasyfikacji dzieła. Określano ją „rozprawą” (J. Siemieński), „studium literackim” (J. Siemieński, J. Tretiak), „szkicem”, jak zaproponował w podtytule pierwodruku autor, bądź też w ogóle rezygnowano z genologicznego przyporządkowania (H. Biegeleisen, J. Kallenbach). Bełza, na co wskazywał Tadeusz Budrewicz, mógł się inspirować portretami literackimi Lucjana Siemieńskiego. Ten wpływ uwidacznia się również w dwóch wspomnieniach pośmiertnych poświęconych Karolowi Świdzińskiemu oraz Sewerynowi Goszczyńskiemu. Wytrwałe studia Bełzy nad archiwaliami zaowocowały dalszymi biograficznymi szkicami: Z pobytu Adama Mickiewicza w Dreźnie, Kartka Goethego, Zgon Mickiewicza.

Bełza eksponował wszelkie fakty z biografii poświadczające nienaganną postawę etyczną wieszcza, pozwalające upatrywać w nim wzorzec osobowy: dobrego przyjaciela (Notatka o Bürgerze), kochającego brata (Brat poety) i oddanego ojca („Powrót taty”, w: Z epoki Mickiewicza, 1911), pomijał zaś te, które stawiałyby poetę w niekorzystnym świetle. Z tego też względu nie zdecydował się wydać pozostających w jego posiadaniu listów Xawery Deybel. Bełzę, obok Władysława Mickiewicza, można wpisać w krąg „brązowników” Mickiewicza, jego nazwisko powraca w słynnym felietonie Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Bełza zazwyczaj skupiał uwagę jedynie na biograficzno-anegdotycznym kontekście utworów literackich, jeśli już podejmował się ich analizy, to sprowadzał ją przede wszystkim do dydaktycznego przesłania („Powrót taty”). Ocenę dzieła, silnie nacechowaną emocjonalnie, ograniczał do efektownych, oddziałujących na wyobraźnię odbiorcy superlatyw przybranych w poetyckie metafory: „Z czarodziejską siłą poety i kochanka zaklął on postać Maryli w nieśmiertelne swoje rymy, że dość przejrzeć się w ich brylantowej kaskadzie, aby z nich jak z wód Świtezi wyłoniła się oczom naszym ta litewska Rusałka” (Maryla). Spośród swoich współczesnych Bełza najczęściej powoływał się na Tretiaka, ze świadectw z epoki chętnie przytaczał natomiast listy Tomasza Zana, Ignacego Domeyki, Wspomnienia z przeszłości Antoniego Edwarda Odyńca. Kult Mickiewicza należał do rodzinnej tradycji Bełzów, wytrwale propagował go również brat Stanisław – warszawski prawnik i podróżnik (m.in. Ostatnie chwile Mickiewicza, Ojczyzna w poezji Mickiewicza, Testament narodowych wieszczów), później także jego syn Witold.

Podsumowanie. Prace Bełzy wyrastają z podniosłej, jubileuszowej atmosfery lat 80. i 90. XIX w. naznaczonych uroczystościami ku czci wieszcza, obfitującymi w rozmaite formy jego upamiętnienia. Jako archiwista, wytrwały badacz źródeł Bełza ma swój wkład w rozwój mickiewiczologii; inspirował do dalszych poszukiwań, nakreślał ich kierunki, w imię patriotycznego obowiązku wskazywał na konieczność podjęcia szeroko zakrojonych prac bibliograficznych i biograficznych. Nawet krytycznie usposobieni recenzenci nie odmawiali mu literackiego talentu, swobody pióra, płynności wypowiedzi. Jednak w niewielkim stopniu realizował się jako krytyk literacki, ponieważ koncentrując się głównie na biografii, na marginesie swych rozpoznań pozostawiał dzieło literackie. Nie formułował wypowiedzi o metakrytycznym charakterze. Tematykę prac Bełzy wyznaczały „Mickiewicz i jego epoka”, rzadko kiedy wykraczał poza XIX w., wyjątek stanowi szkic Dziwadła literackie przywołujący sylwetki zapomnianych literatów XVIII w.</document>
<document nplp_id="13006" title="Bem Antoni Gustaw" slug="bem-antoni-gustaw">Historyk literatury, krytyk, publicysta, tłumacz, pedagog. Pseudonimy i kryptonimy: A.G.B.; Adam Niemir; G.B.; T.R.; Tadeusz Racławicki.

Biografia. Urodził się 24 VI 1848 w Lipsku w pow. iłżeckim (w dokumentach urzędowych, z wyjątkiem aktu zgonu, tylko pierwsze imię: Antoni). Dzieciństwo spędził w Lipsku pod opieką dziadka i matki, Joanny z Krężelewskich; ojciec, Karol Gustaw, zginął w powstaniu węgierskim 9 VIII 1849. Uczył się w szkole powiatowej w Sandomierzu (1858–1862) i w gimnazjum w Radomiu (1862–1865). W l. 1866–1870 studiował na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej. Przez całe dorosłe życie naprzemiennie związany z Warszawą lub Kielcami. Po ukończeniu studiów pracował w Warszawie jako nauczyciel prywatny; włączył się wówczas w kampanię pozytywistyczną (artykuły w „Opiekunie Domowym” oraz „Niwie”). W 1873 r. wyjechał do Kielc, gdzie objął posadę nauczyciela języków starożytnych i języka polskiego w prywatnej szkole Hermana Hillera; mocno ograniczył wtedy aktywność publicystyczną. Do Warszawy wrócił w 1878 r., rozpoczął współpracę z „Przeglądem Tygodniowym” i „Nowinami”, ale już w sierpniu następnego roku ponownie przeniósł się do Kielc. W tutejszym gimnazjum rządowym wykładał język polski, historię i języki starożytne; uczył m.in. Stefana Żeromskiego, dla którego był ukochanym nauczycielem i autorytetem w kwestiach literackich (Żeromski poświęcił Bemowi wiele miejsca w pisanych z jego inicjatywy dziennikach). Przebywając w Kielcach, ogłaszał artykuły i recenzje w prasie pozytywistycznej (m.in. w „Prawdzie” i „Kraju”). Latem 1888 r. powrócił na stałe do Warszawy. Znów pracował w szkołach prywatnych, m.in. na pensjach Karoliny Strzemińskiej, Anny Jasieńskiej, Jadwigi Sikorskiej, był wykładowcą na Uniwersytecie Latającym – i znów intensywnie publikował (m.in. w „Ateneum”, „Prawdzie”, „Przeglądzie Pedagogicznym”, „Przeglądzie Tygodniowym”). Zaangażował się w działalność tajnego Towarzystwa Literackiego, drukując w „Dzienniku Poznańskim” pod pseudonimem Tadeusz Racławicki cykl antycarskich korespondencji Spod zaboru rosyjskiego (1891–1894). Równocześnie prowadził działalność naukową, tłumaczył, wydał podręczniki gramatyki języka polskiego i teorii literatury. Zmarł w Warszawie 15 IV 1902. Żonaty z Walentyną z Dobrowolskich (1857–1940), którą poznał w Kielcach i tam poślubił w 1875 r. Z małżeństwa tego miał córkę Janinę (1877–1961), późniejszą nauczycielkę i sekretarza Towarzystwa Kultury Polskiej założonego przez Aleksandra Świętochowskiego. Z dzienników Żeromskiego wiadomo, że związek Bemów nie był udany i przechodził wiele kryzysów.

Szeregowy uczestnik pozytywistycznych bojów. Młodzieńcze recenzje i artykuły krytycznoliterackie Bema, drukowane w „Opiekunie Domowym” i „Niwie” w l. 1872–1874 (tylko w 1873 r. ponad 20 publikacji), sytuują go na pozycji aktywnego propagatora wczesnopozytywistycznych postulatów społecznych i estetycznych. Do recenzowanych utworów przykłada przede wszystkim kryterium ideowe. Jeśli omawiane dzieło wykazuje tendencje demokratyczne, postępowe, organicznikowskie, wolnomyślicielskie – jest oceniane pozytywnie jako społecznie użyteczne. Taką opinię formułuje Bem m.in. o powieściach Elizy Orzeszkowej oraz Adama Pługa, o Humoreskach z teki Worszyłły Henryka Sienkiewicza i o Macosze Józefa Ignacego Kraszewskiego. Wobec twórczości każdego z tych autorów krytyk wysuwa wiele zarzutów związanych ze stroną artystyczną (rozumianą głównie jako kompozycja, konstrukcja fabuły, kreacja postaci, forma narracji), ale w ostatecznym rozrachunku wady te uznaje za drugorzędne, nieprzesądzające o wartości dzieł. Wtórność Macochy wobec wcześniejszych powieści Kraszewskiego rekompensuje to, że pisarz stworzył w postaci Laury „nowoczesny pierwowzór niewieściej emancypacji” ([rec.] „Macocha”, z podań XVIII wieku, spisał J.I. Kraszewski, Warszawa 1873 r., „Niwa” 1873, nr 39). „Zewnętrzne niedostatki” Dwóch dróg, objawiające się niedbałością stylu i słabo rozwiniętymi partiami dialogowymi, mają mniejsze znaczenie niż cechująca opowiadanie „rozumna i sprawdzona z życiem dążność” ([rec.] „Humoreski z teki Worszyłły”, podał do druku H. Sienkiewicz, II. „Dwie drogi”, tamże, nr 36). Nawet w „najsłabszych pracach” Pługa, przegadanych, operujących nieuzasadnionymi zwrotami akcji, „tkwi” „czysto uczuciowa tendencja, gorąca chęć przyniesienia pożytku ogółowi”, wystarczająca do zalecenia ich czytelnikom (Adam Pług, „Opiekun Domowy” 1873, nr 9–11). Z patosem pisze o Orzeszkowej jako o „dzielnej pracownicy w przybytku trzeźwych prawd i pożytecznej kapłance pióra” (Eliza Orzeszko, tamże, nr 32–35).

Formalnymi wyznacznikami aprobowanej przez Bema ideowo zaangażowanej literatury są: realizm (rozumiany jako wierność wobec rzeczywistości), typowość bohaterów (w znaczeniu ich społecznej reprezentatywności), przedmiotowość narracji (która w poglądach Bema – podobnie jak realizm – nie stoi w sprzeczności z tendencyjnością), „plastyczność” obrazowania (fikcja mająca znamię prawdopodobieństwa życiowego). Zgodnie z pozytywistycznym programem literackim Bem odrzuca poezję jako twór epoki minionej. W swojej debiutanckiej recenzji bezpardonowo rozprawia się ze Stanisławem Grudzińskim, „ckliwym, pustym, ale dość prawidłowym rymotwórcą” ([rec.] „Marzenia i piosnki”, przez St. Grudzińskiego, Kraków 1872 r., „Opiekun Domowy” 1872, nr 43). W artykule Powołanie wieszcze („Opiekun Domowy” 1873, nr 21) domaga się wychowywania dzieci nie na wieszczów, ale – w wywodzie to wyraźne przeciwieństwo – na „zdrowych i pożytecznych obywateli”.

Szkice krytyczno- i historycznoliterackie. Bem od początku dzieli swoje zainteresowania między krytykę a historię literatury, nie rozgraniczając obu typów działalności ([rec.] Adam Bełcikowski jako krytyk literatury, „Przegląd Literacki”, dod. „Kraju” 1887, nr 14–19). Wobec literatury dawnej badacz stosuje również kryterium ideowe, przyznając historykowi literatury prawo osądzania twórcy, jeśli ten „wprowadza pieśnią lud na ciemne bezdroża i gardzi współczesnym idei postępowych poziomem” ([rec.] W. Spasowicz, „Pol jako poeta” – dwa odczyty miane w Sali Ratuszowej d. 12 i 14 bm., „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 12). Zgodnie z tym stanowiskiem Bem dokonuje oceny piśmiennictwa staropolskiego, oświeceniowego i romantycznego. W piśmiennictwie epok dawnych interesuje go głównie twórczość satyryczna będąca przejawem myśli reformatorskich, prospołecznych, antyklerykalnych. W przekrojowym i najważniejszym w dorobku artykule – Śmielsze błyski humoru satyrycznego w literaturze staropolskiej. (Szkicowe studium), w: Ognisko. Książka zbiorowa wydana dla uczczenia 25-letniej pracy T.T. Jeża (1882) – ujmuje literaturę staropolską jako przestrzeń starcia sił postępowych z siłami konserwatywnymi. Chwali Mikołaja Reja, Adama Naruszewicza, Ignacego Krasickiego, przede wszystkim jednak upomina się o należne miejsce w historii literatury dla Tomasza Kajetana Węgierskiego, „jednego z najbystrzejszych i niezawodnie najśmielszego z satyryków polskich” (tamże) – wolnomyśliciela, antyklerykała, libertyna, nieprzejednanego wroga obskurantyzmu. Przyjęta optyka każe Bemowi docenić tych twórców XVII w. („iście inkwizycyjnych czasów”; tamże), którzy choćby sporadycznie wykazywali tendencje demokratyczne (S. Szymonowic, K. Opaliński, W. Potocki). Z tego m.in. powodu badacz ma ambiwalentny stosunek do romantyzmu. Dostrzega zwrot w stronę ludowości poetów tej epoki i tym motywuje tak przez siebie ceniony demokratyzm części literatury romantycznej („opierając się na pierwiastkach ludowych, [romantyzm] nie mógł wzgardzić stanowczo zasadami demokratycznymi”; Obywatel polski z doby romantyzmu, „Prawda” 1881, nr 33) – jako przykłady wymienia Grób Agamemnona i Dziadów cz. II. Uznaje też wartość Pana Tadeusza jako epopei narodowej. Niemniej za najważniejszą, a jednocześnie najbardziej szkodliwą cechę romantyzmu uznaje mesjanizm – ideę zgubną, jakoś usprawiedliwioną polskimi dziejami, ale w gruncie rzeczy będącą oszustwem promowanym w arcydziełach wieszczów, którzy zamiast realnego programu politycznego zaproponowali „budowanie zamków na lodzie, magiczno-wskrzesicielskie pokusy, wiarę w cudzą pomoc i w wyniosłe stanowisko narodu” oraz pochwalanie idei martyrologicznych (tamże). Przy okazji omawiania studium historycznoliterackiego Piotra Chmielowskiego (O literaturze polskiej z ostatniego szesnastolecia) Bem formułuje opinię o najnowszej literaturze – i proponuje własną jej periodyzację („Prawda” 1881, nr 30). Wyróżnia trzy okresy: do 1871 r. agresywny etap wstępny, mający na celu głównie ataki na „starych” i zakończony manifestem My i wy; do 1874 r. „okres młodzieńczej walki o przekonania”, czyli o program w istocie już pozytywistyczny; od 1876 r. (po dwuletnim zastoju) etap dojrzały (niescharakteryzowany przez Bema).

Wypowiedzi krytyczno- i teoretycznoliterackie lat 90. Od realizmu do ideału. Dopiero na przełomie lat 80. i 90. Bem odchodzi od pozytywistycznej programowości. W wypowiedziach krytycznoliterackich z tego okresu pojawia się nowy ton: pochwały dla realizmu bez domieszki dydaktyzmu; docenia też psychologiczną wiarygodność obrazowania, indywidualizm postaci, refleksyjność. Recenzja Moich znajomych Marii Konopnickiej jest okazją do powtórzenia demokratycznych idei („Prawdziwa poezja to kapłanka niedoli, a jej ulubieńcami najszczersi nędzarze”; [rec.] „Znajomi” Konopnickiej, „Kraj” 1891, nr 4), ale i do wyrażenia akceptacji dla uczuciowego zaangażowania autorki. W studium poświęconym Adamowi Asnykowi najwyższe noty zyskują cykle W Tatrach, za realistyczny sposób przeżywania kontaktu z górami, oraz Nad głębiami, za „niepospolitą wartość filozoficzną”, za „zogniskowanie” przez „wieszcza-filozofa” „najbardziej niepokojących jednostkę i społeczeństwo zagadek” (Adam Asnyk (wspomnienie pozgonne), „Prawda” 1897, nr 35). Również w szkicach historycznoliterackich inaczej rozkładają się akcenty: teraz romantyzm to szczyt polskiej poezji, który „bogactwem barw a harmonią tonów kołysał ducha przez pół wieku blisko i podartą siermięgę nędzarza blaskami purpury królewskiej złocił” (Najwyższe tony liryki staropolskiej, w: Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866–1891), 1893). Badacz nie rozwija jednak założeń nowego sposobu rozumienia literatury przedstawionego w podręczniku Teoria poezji polskiej z przykładami w zarysie popularnym analityczno-dziejowym (1899). Tytułową „poezję” autor rozumie szeroko: jako literaturę piękną („zaliczam więc do jej dziedziny wszystkie, noszące na sobie rdzenne znamię twórczości, a w piękną formę ujęte płody słowa ludzkiego, bez względu na to, czy są wierszem, czy prozą skreślone”; tamże), która nie tylko „wymownie odbija” rzeczywistość, ale ją także przekształca, kreuje, metaforyzuje. By zostać pisarzem czy poetą, nie wystarcza wiedza i opanowanie warsztatu – potrzeba „żywego uczucia i twórczej wyobraźni” oraz głębokiego „poczucia piękna”. Celem literatury jest bowiem „dążenie do ideałów, czyli do urzeczywistnienia pewnych wyobrażalnych wzorów doskonałości estetycznej i moralnej” (tamże). Bem nie precyzuje, czym są owe ideały, ale wskazuje, że mają one związek z wartościami społecznymi, narodowymi, ogólnoludzkimi. Wyłożona w początkowych fragmentach Teorii poezji polskiej koncepcja literatury nie znajduje kontynuacji w dalszym toku wywodu. Książkę cechuje – typowy w ogóle dla tego badacza – normatywizm: skłonność do klasyfikowania, systematyzowania, kategoryzowania pojęć, zjawisk, gatunków. Bem do końca pozostaje bowiem wierny ideałom scjentystycznym. Nadal z pasją odkłamuje i odbrązawia postaci obrosłe legendą lub stereotypami literackimi (Grzegorz z Sanoka i zagadkowe jego stanowisko w historii literatury, w: Prawda. Książka zbiorowa dla uczczenia dwudziestopięcioletniej działalności Aleksandra Świętochowskiego. 1870–1895, 1899; Jan Chryzostom Pasek w pamiętnikach i komedii, „Prawda” 1897, nr 31).

Struktura recenzji i szkiców krytycznoliterackich. Bem buduje swoje wypowiedzi krytycznoliterackie metodycznie. Jego szkice albo mają hierarchiczną budowę, składają się z części, „działów”, rozdziałów, podrozdziałów, w których Bem porządkuje materiał według przyjętych przez siebie kryteriów i kategorii tematycznych lub gatunkowych (np. Słowo o satyrach Krzysztofa Opalińskiego, „Niwa” 1873, nr 26, 28, 30, 32, 34), albo cechuje je układ czteroelementowy: kontekstowy wstęp (najczęściej historycznoliteracki), charakterystyka twórczości omawianego autora, streszczenie dzieła/ dzieł, uwagi na temat „artyzmu” (np. Stanisław Trembecki (profil), „Prawda” 1883, nr 29). Najważniejszym, najbardziej rozbudowanym elementem wywodu jest streszczenie; najkrótsze, niemal zdawkowe są oceny „artystyczne”. Taką samą strukturę – w odpowiednio pomniejszonym wymiarze – mają recenzje. Wypowiedzi publicysty cechuje duża dbałość o przejrzystość, rzeczowość, naukowy obiektywizm. Wydaje się, że za obowiązek recenzencki Bem poczytywał wytykanie błędów i usterek – każdą, nawet najbardziej pochwalną opinię kończył wypunktowaniem potknięć autora, w myśl zasady, że żadne „słońce nie jest bez plam” ([rec.] O literaturze polskiej z ostatniego szesnastolecia). Bem nigdzie nie sformułował wypowiedzi metakrytycznej, ale z artykułu Adam Bełcikowski jako krytyk literatury wynika, że takie właśnie wymagania stawiał przed krytykiem literackim: w zakresie struktury wypowiedzi oczekiwał dbałości o „ścisłą metodę” i precyzję pojęć, w zakresie treści – uwzględnienia tła historycznego, kulturowego i biograficznego w genezie dzieła oraz „sumiennej a bystrej oceny estetycznej przedmiotu” („Przegląd Literacki” 1887, nr 19).

Podsumowanie. Krytyka literacka Bema niemal całkowicie mieści się w granicach myślenia pozytywistycznego. Bem nie formułował nowych, oryginalnych haseł – a jeśli nawet, jak wygłaszane w „Gazecie Kieleckiej” postulaty stworzenia powieści naukowej (Książki dla lepianek i książki dla salonów, „Gazeta Kielecka” 1875, nr 55–56), to nie wywołały one większego rezonansu. Zapewne również dlatego, że był publicystą schematycznym i – mimo ogromnej erudycji, a może właśnie z jej powodu – zbyt drobiazgowym. Nie potrafił szczegółowych rozpoznań przekuć na ogólniejsze teorie. Jako nauczyciel miał duży wpływ na uczniów, ale jako krytyk nie oddziałał zbyt mocno na rozwój świadomości literackiej, choć z pewnością przyczynił się do ugruntowania kryterium utylitarystycznego w ocenie literatury i do popularyzacji prozy tendencyjnej.</document>
<document nplp_id="13007" title="Bentkowski Feliks" slug="bentkowski-feliks">Bibliograf, archiwista, historyk literatury, redaktor, wykładowca uniwersytecki. Pseudonimy i kryptonimy: F.B.; Niebylski; X.J. [?].

Informacje biograficzne. Feliks Jan Bentkowski urodził się 27 V 1781 w Lubartowie (woj. lubelskie) jako syn Józefa i Marianny z Nowickich. Ojciec, były konfederat barski, pełnił służbę na dworach Sanguszków i Sapiehów. Po przeprowadzce rodziny do Warszawy (1787) młody Bentkowski został wysłany na naukę do szkół pijarskich i pojezuickich. Ze względu na trudną sytuację materialną od 5 klasy utrzymywał się z własnej pracy. W l. 1797–1800 pracował jako nauczyciel domowy w Skierniewicach u Ignacego Tiede, plenipotenta arcybiskupa Ignacego Krasickiego w dobrach skierniewickich. Dzięki jego wstawiennictwu, jako stypendysta rządu pruskiego, mógł kontynuować naukę w Instytucie Pedagogicznym w Züllichau nad Odrą, gdzie zdobył średnie wykształcenie, jednocześnie pracując jako nauczyciel języka polskiego w niższych klasach. W l. 1802–1805 kształcił się w Saksonii na Uniwersytecie w Halle oraz uczył języka i literatury polskiej przebywających tam Polaków. Atmosfera uniwersytetu oraz wykłady tamtejszych profesorów (m.in. F.A. Wolffa), jak też współpraca z czasopismami niemieckimi wpłynęły na rozbudzenie naukowych zainteresowań Bentkowskiego. Z prasą niemiecką (głównie z „Allgemeine Literatur Zeitung”) Bentkowski współpracował (jako korespondent) po powrocie do kraju. Zamieszczał tam omówienia dzieł piśmiennictwa polskiego, zwłaszcza współczesnego. Obok artykułów dotyczących prac stricte literackich (m.in. tłumaczenia Eneidy pióra F.K. Dmochowskiego, „Allgemeine Literatur Zeitung” 1810, Nr. 245) czy omówień aktualnych prac bibliograficznych pojawiały się prace dotyczące m.in. Słownika dokładnego języka polskiego i niemieckiego Samuela Bandtkiego („Allgemeine Literatur Zeitung” 1806, Nr. 149–150), rozprawy pedagogicznej Józefa Kalasantego Szaniawskiego Rady przyjacielskie młodemu czcicielowi nauk i filozofii (tamże, Nr. 159), pracy historycznej Józefa Sołtykiewicza O stanie Akademii Krakowskiej („Allgemeine Literatur Zeitung” 1813, Nr. 99). Pozytywnie wypowiedział się o rozprawie Hugona Kołłątaja Uwagi nad teraźniejszym położeniem tej części ziemi polskiej, którą od pokoju Tylżyckiego zaczęto zwać Księstwem Warszawskim („Allgemeine Literatur Zeitung” 1809, Nr. 328), o pracy Wawrzyńca Surowieckiego O upadku przemysłu i miast w Polszcze („Allgemeine Literatur Zeitung” 1811, Nr. 198). Zrecenzował rozprawę Juliana Ursyna Niemcewicza Dzieje panowania Zygmunta III („Allgemeine Literatur Zeitung” 1819, Nr. 170). Pisał o najdawniejszych książkach drukowanych w Polsce („Wienner Allgemeine Literatur Zeitung” 1814, Nr. 59). W „Pädagogische Bibliotek” opublikował rozprawę poświęconą nauczaniu. Pokłosiem kontaktów niemieckich była też jego późniejsza współpraca z wydawaną w Lipsku Allgemeine Encyclopädie der Wissenschafte und Künste. Po zakończeniu studiów i powrocie do kraju (1805) został powołany na stanowisko nauczyciela języków starożytnych oraz języka niemieckiego w nowo powstałym Liceum Warszawskim, którego dyrektorem był Samuel Bogumił Linde. W l. 1809–1811 został tam profesorem literatury polskiej i powszechnej. Współpracował z Lindem przy redagowaniu Słownika języka polskiego. Zainteresowania językoznawczo-filologiczne Bentkowskiego znalazły wyraz w pracach Deputacji Towarzystwa Przyjaciół Nauk do ustalenia ortografii języka polskiego. Równolegle pełnił obowiązki nauczyciela dzieci hr. Tomasza Adama Ostrowskiego. W 1812 r. ożenił się z Emilią Zeydler (Zajdler, Seidler), małżeństwo to zapewniło mu stabilizację materialną. Miał trzech synów i córkę. Był też zastępcą sekretarza Izby Edukacyjnej oraz członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (od 1813 r.), należał do lóż masońskich.

W 1811 r. Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych zleciło mu przygotowanie podręcznika literatury dla klasy 6 szkół wojewódzkich. Dwutomowa Historia literatury polskiej (1814), będąca efektem szeroko zakrojonych prac autora, przyniosła mu wiele wyróżnień. W 1816 r. otrzymał tytuł doktora filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dostał od cara Aleksandra I brylantowy pierścień. W 1817 r. Towarzystwo Naukowe Krakowskie wybrało Bentkowskiego na swego członka czynnego, w połowie 1820 r. nowo utworzone Towarzystwo Naukowe Płockie poprosiło go zaś o opiekę. W 1819 r. Bentkowski został także kawalerem Orderu Świętego Stanisława IV klasy. Został redaktorem naczelnym „Pamiętnika Warszawskiego, czyli Dziennika Nauk i Umiejętności” (1815–1821). Czasopismo odzwierciedlało idee liberalne i lojalistyczne jego redaktora (głównie aprobatę dla działań cara Aleksandra I). Bentkowski publikował na jego łamach wypowiedzi bliskie doktrynie klasycystycznej, ale i twórczość oraz rozprawy prezentujące nowe, romantyczne przekonania. O pewnej otwartości Bentkowskiego na nowe prądy kulturowe świadczy opublikowanie w 1818 r. rozprawy Kazimierza Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej oraz w 1819 r. Uwag nad „Jagiellonidą” D. Bończy Tomaszewskiego Adama Mickiewicza. Gdy władze Królestwa Polskiego zaczęły odnosić się do pisma niechętnie, Bentkowski w końcu 1821 r. odszedł z redakcji. W l. 1817–1832 pracował jako profesor historii powszechnej na Królewskim Uniwersytecie Warszawskim. Kazimierz Władysław Wójcicki podkreślał, że „studenci bali się go, ale nie kochali, jak Skrodzkiego i Brodzińskiego, dla jego szorstkiego obejścia, lubo cenili jego wykłady i naukę”. Bentkowski nie prowadził wówczas aktywniejszej działalności naukowej, był natomiast członkiem władz uniwersyteckich (w l. 1821–1831 dziekanem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych). Od 1823 r. był również nauczycielem syna wielkiego księcia Konstantego – Pawła. Nazwisko lojalisty Bentkowskiego łączono także ze słynnym wykładem z 12 III 1829 zbojkotowanym przez słuchaczy i prowadzonym w obecności zaledwie dwóch studentów: Zygmunta Krasińskiego i syna prezydenta Warszawy Karola Wojdy (pozostali studenci uczestniczyli wtedy w patriotycznym pogrzebie senatora P. Bielińskiego). Obecnie przyjmuje się, że wykład ten prowadził nie Bentkowski, ale Bandtkie. W czasie powstania listopadowego Bentkowski nie włączał się w walki, jednak dwaj jego synowie wzięli udział w powstaniu, służąc pod gen. Chłopickim. Po przejściu na emeryturę pozostał aktywny naukowo i społecznie. Od 1833 r. pełnił funkcję honorowego Sędziego Pokoju. Z ramienia Komisji Rządowej Sprawiedliwości został naczelnikiem Archiwum Głównego Królestwa Polskiego, którym kierował do śmierci. Od 1842 r. był członkiem redakcji i współpracownikiem „Biblioteki Warszawskiej”. Zamieszczał tam recenzje i rozprawy historyczne. Bentkowski zmarł na cholerę w sierpniu 1852 r. w Warszawie. Został pochowany na warszawskich Powązkach.

Wokół Historii literatury polskiej. Bentkowski w dziejach literatury polskiej zapisał się przede wszystkim jako autor pierwszej bibliografii narodowej Historia literatury polskiej wystawiona w spisie dzieł drukiem ogłoszonych. Dzieło to należy traktować nie tylko jako pomoc dydaktyczną, ale również jako dokument świadomości literackiej. Praca wpisywała się w klimat epoki związany z aktywnością polskich elit po utracie niepodległości na rzecz utrzymania i pogłębienia świadomości narodowej Polaków. Bentkowski czerpał inspiracje z wykładów Friedricha Augusta Wolffa, z prac Ludwika Wachlera, Christopha Augusta Heumanna, Johanna Gottfrieda Eichhorna, Eduina Juliusa Kocha. W swoich poglądach na literaturę był eklektykiem. Z jednej strony przejął nowatorskie wówczas koncepcje niemieckich teoretyków i historyków, z drugiej pozostawał wierny poglądom TPN i polskiej tradycji. Ważne było dlań również rosnące zainteresowanie bibliografią i dziejami piśmiennictwa polskiego widoczne m.in. w publikacji O literaturze polskiej, mianowicie czasów Zygmuntowskich, to jest złotego wieku pisarzy Kazimierza Bronisza Chromińskiego („Dziennik Wileński” 1806, t. 3–4) oraz w Tomasza Szumskiego Krótkim rysie historii literatury polskiej od najpóźniejszych do teraźniejszych czasów (1807).

Historia literatury a bibliografia. Bentkowski w Historii literatury polskiej podsumował współczesną mu wiedzę, systematyzując rodzimą spuściznę piśmienniczą. Dzieło zostało poprzedzone omówieniem warunków rozwoju kultury w poszczególnych epokach opartym na nowatorskim przekonaniu, że dzieje piśmiennictwa są powiązane z całością przemian kultury narodowej. Do czynników warunkujących rozwój literatury i kultury zaliczył m.in. religię, szkoły, podróże, drukarnie, tolerancję, działalność mecenasów, biblioteki. Za przeszkody hamujące życie umysłowe i literackie uznał zaś m.in. wojny i rewolucje, ekspansję cudzoziemszczyzny oraz aktywność jezuitów. Bentkowski dokonał również periodyzacji literatury polskiej i podziału na epoki opartego na ważniejszych datach politycznych. Stanowiła ona punkt odniesienia dla następnych opracowań ukazujących się w XIX w. (m.in. K. Brodzińskiego), jednak autor nie zastosował jej w swoim dziele. Bentkowski ujął bibliografię literatury polskiej w kategorie poetyki i prozaiki, a więc sklasyfikował dzieła według gatunków literackich. Jako jeden z pierwszych (obok E. Słowackiego) podjął pracę nad teoretycznym opracowaniem gatunku dumy oraz terminologicznym uporządkowaniem obszarów poezji lirycznej, co wiązało się z krystalizowaniem się zasad gatunkowego podziału poezji, m.in. oddzielił wyraźnie hymn od ody i pieśni, wytyczając jego gatunkowe granice. Dokonał też analizy i oceny dorobku najważniejszych twórców polskich. Historia literatury polskiej przyczyniła się do zdefiniowania na gruncie polskim pojęcia „literatury”, a także do wyodrębnienia historii literatury jako nauki oraz odróżnienia jej od bibliografii, krytyki literackiej i żywotopisarstwa, z których brała swój początek, a przede wszystkim do samookreślenia historii literatury przez wskazanie jej celu i przedmiotu.

Spór o pojęcie literatury. Publikacja spotkała się ze sporym odzewem zwłaszcza w prasie niemieckiej i czeskiej. W prasie krajowej dyskusja została sprowokowana być może przez Bentkowskiego jako (prawdopodobnie) autora artykułu (podpisanego X.J.) Uwagi nad pismem, które wyszło pod tytułem o „Historii literatury polskiej” (dod. „Gazety Korespondenta Warszawskiego” 1814, nr 10). Zawarte tam spostrzeżenia pokrywają się z wątpliwościami wyrażonymi przez niego w Przedmowie do Historii literatury i w przesłanych mu wcześniej opiniach Jana Śniadeckiego zawartych w Uwagach nad „Historią literatury polskiej” przez Feliksa Bentkowskiego w tomie 1 w Warszawie włączonych do listu Śniadeckiego do Lindego z 5/17 I 1814. Do sporu włączył się też Gotfryd Ernest Groddeck (O znaczeniu, celu i osnowie literatury w powszechności, „Tygodnik Wileński” 1816, t. 1). Obaj polemiści przedstawili odrębne funkcjonujące ówcześnie rozumienia „literatury”: „niemieckie” i „francuskie”. Pojmowanie „literatury” przez Bentkowskiego wydało się Śniadeckiemu zbyt szerokie – „niemieckie” („przez to słowo rozumieją historią albo wiadomość o wszystkich naukach i pismach ściągających się do nauk”). Autor Historii literatury polskiej przyznał się do niemieckich inspiracji w tym względzie, przy czym zaznaczył, że w swojej książce ograniczył się jednak głównie do spisu dzieł (List Bentkowskiego do Śniadeckiego z 26 lutego 1814 r., w: Pamiętniki o Janie Śniadeckim, t. 2, 1865). Po latach Adam Mickiewicz w rozprawie O krytykach i recenzentach warszawskich (1829), krytycznie oceniając pracę Bentkowskiego, wydrwił zwłaszcza sądy o poszczególnych twórcach i zarzucił mu brak krytycyzmu oraz zbyt kurczowe trzymanie się opinii ówczesnych autorytetów (m.in. F.K. Dmochowskiego, L. Osińskiego, S.K. Potockiego).

Znaczenie pracy Bentkowskiego. Historia literatury polskiej Bentkowskiego spełniała istotną funkcję informacyjną, a także społeczno-kulturową w czasach zaborów. Do „najważniejszych” dzieł polskich powstałych po utracie niepodległości zaliczył ją Julian Ursyn Niemcewicz (Pamiętniki czasów moich). Dzieło Bentkowskiego służyło XIX-wiecznym pedagogom w szkołach i na uniwersytetach, zapoznając słuchaczy z rodzimym dorobkiem literackim. Za czasów Stanisława Kostki Potockiego Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zaleciła książkę do użytku szkolnego. Przyczyniała się ona do rozbudzenia szacunku dla narodowej tradycji oraz poczucia dumy z rodzimych osiągnięć naukowych. Rozbudzała też zamiłowanie do prac bibliograficznych, poszukiwania i zbieractwa starych druków, ratowania starodruków i manuskryptów, co korzystnie wpłynęło na handel antykwarski i ruch bibliofilski oraz rozwój bibliotek prywatnych. Nie udało się doprowadzić do planowanego drugiego, uzupełnionego i poprawionego wydania Historii literatury polskiej. Materiały zgromadzone w tym celu przez Bentkowskiego i jego kontynuatorów wykorzystał Adam Benedykt Jocher w Obrazie bibliograficzno-historycznym literatury i nauk w Polsce (t. 1–3, 1840–1857).</document>
<document nplp_id="13009" title="Berent Wacław" slug="berent-waclaw">Prozaik, eseista, tłumacz, redaktor. Pseudonim: Wł. Rawicz.

Informacje biograficzne. Urodził się 28 IX 1873 w Warszawie, gdzie spędził większą część życia. Rodzice pisarza pochodzili z ewangelickich rodzin mieszczańskich o korzeniach niemieckich (obie rodziny osiadły w Polsce w poł. XVIII w. i były w nich żywe tradycje polskiego patriotyzmu). Berent pobierał nauki w gimnazjach warszawskich – krótko w gimnazjum rosyjskim, a następnie przez cztery lata w elitarnej szkole realnej Wojciecha Górskiego. W 1889 r. po ukończeniu 7 klasy gimnazjum i bez uzyskania matury filologicznej – wyjechał na studia. Początkowo studiował w Krakowie, a następnie w 1890 r. rozpoczął studia przyrodnicze w Zurichu. Poznał tam działaczy ruchu rewolucyjnego i socjalistycznego, m.in. Różę Luksemburg, Edwarda Abramowskiego, Ignacego Daszyńskiego, Juliana Marchlewskiego, Gabriela Narutowicza i Józefa Piłsudskiego. Przez dwa lata studiował też w Monachium, gdzie nawiązał bliskie kontakty ze środowiskiem literackim i z polską diasporą artystyczną. W 1893 r. wrócił do Zurichu, by ukończyć studia, których zwieńczeniem było uzyskanie w 1895 r. doktoratu na podstawie dysertacji z zakresu ichtiologii (Zur Kenntnis des Parablastes und der Keimblätterdifferenzierung im Ei der Knochenfische, 1896). Po powrocie do kraju osiadł na stałe w Warszawie. Często bywał w Krakowie i Zakopanem. Pod koniec lat 90. na ponad rok wrócił do Monachium; przez pewien czas mieszkał w Berlinie i Paryżu, odbył też dłuższe podróże po Włoszech i Szwajcarii. Bezpośrednio po ukończeniu studiów współpracował z popularnonaukowym tygodnikiem „Wszechświat”, w którym opublikował m.in. artykuł Jeszcze o domniemanym protoplaście człowieka. (Pithecanthropus erectus Dubois) („Wszechświat” 1896, t. 15, nr 23). Z naukowymi zainteresowaniami Berenta koresponduje także ogłoszony wtedy obrazek W puszczy („Biblioteka Warszawska” 1896, t. 4). Jego debiutem prozatorskim było opowiadanie Nauczyciel, które ukazało się pod pseudonimem Wł. Rawicz w naukowo-literackim czasopiśmie „Ateneum” (1894, t. 1, z. 1). Również w 1894 r. „Gazeta Polska” rozpoczęła druk pierwszej powieści Berenta Fachowiec (wyd. osob. 1895). W 1900 r. ukończył trzyaktowy dramat Marzenia, osnuty na życiu wielkomiejskiej cyganerii artystycznej i zapewne związany z pobytami pisarza w Monachium. Dramat – mimo starań autora – nie został nigdy wystawiony, a jego tekst zaginął. Nie zachowała się też zniszczona przez Berenta wczesna powieść Kredowe koło (inna wersja tytułu: Zaklęte koło).

W l. 1901–1907 blisko współpracował z „Chimerą”. Na jej łamach ukazało się Próchno – polifoniczna powieść o artystach przełomu wieków, która zapewniła Berentowi miejsce wśród najgłośniejszych pisarzy Młodej Polski. Jego wysoką pozycję literacką utrwaliły następne powieści: twórczo łącząca inspiracje ekspresjonizmu z symbolizmem, nowatorska formalnie Ozimina (1911) oraz nie mniej nowatorskie, przełamujące konwencję tradycyjnej powieści historycznej i odkrywcze językowo Żywe kamienie (1918), których pierwotną wersję Opowieść rybałta opublikował „Zdrój” (1917–1918, t. 1–4). W latach 20. XX w. Berent był współredaktorem „Nowego Przeglądu Literatury i Sztuki” (1920–1921) oraz „Pamiętnika Warszawskiego” (1929). Redagował także dwie serie przekładów: „Opowieści Zwięzłe” i „Biblioteczka Błękitna”. Jednocześnie sam zajmował się tłumaczeniami (biegle władał niemieckim, rosyjskim, angielskim i francuskim, znał włoski, dla celów literackich studiował klasyczną łacinę). Przekładał i wnikliwie komentował pisma Friedricha Nietzschego, w tym Tako rzecze Zaratustra (przekonał J. Mortkowicza do opublikowania polskiej edycji wszystkich dzieł autora Zmierzchu bożyszcz). Spod pióra Berenta wyszły również tłumaczenia utworów Johanna Wolfganga Goethego, Christiana D. Grabbe, Knuta Hamsuna, Lafcadio Hearna, Henrika Ibsena, Jensa P. Jacobsena, Charlesa Kingsleya, Guy de Maupassanta, Romaina Rollanda, Stendhala. Przełożył też prozą i wierszem – drukowane w „Chimerze” (1907, t. 10) – Upaniszady Kena oraz Isa, a także fragmenty Wielkiej Aranyaki.

Berent aktywnie działał na rzecz środowiska pisarzy. Był członkiem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich oraz Straży Piśmiennictwa Polskiego. W 1933 r. powołano go do nowo utworzonej Polskiej Akademii Literatury. Podczas jej inauguracyjnego posiedzenia wygłosił mowę zatytułowaną Onegdaj. Tematycznie i formalnie wiąże się ona z twórczością prozatorską Berenta z lat 30., na którą składają się trzy tomy opowieści biograficznych o ludziach pióra oświecenia i wybitnych postaciach polskiej kultury okresu porozbiorowego: Nurt (1934), Diogenes w kontuszu. Opowieść o narodzinach literatów polskich (1937) i Zmierzch wodzów (1939). Szkice te mówią o źródłach historycznej tożsamości Polaków i o duchowym rodowodzie niepodległej Polski. Podejmują też zagadnienia obecne we wcześniejszych utworach: zakorzenienia współczesności w historii, dialektyki bierności i dążenia, duchowego wyjałowienia i twórczości, trwania w intelektualnym marazmie i poszukiwania ścieżek postępu myśli. Cała proza artystyczna Berenta – różnorodna tematycznie i stylistycznie, a przy tym uderzająco spójna pod względem ideowym i formalnym – kładzie akcent na potrzebę ocalenia myślowego dorobku przeszłości i jednocześnie na twórcze przekraczanie go przez czyn oraz towarzyszący mu wysiłek zdobywania wolności. Wskazuje również na szczególne powołanie artystów i na tragizm ich losu, który jest losem „próchna” i zarazem „oziminy”. Wszystkie te kwestie pojawiają się także w pismach eseistycznych pisarza, w których trzeźwość krytycznego spojrzenia na przeszłość i współczesność łączy się z przeczuciem klęski, ale i z nadzieją, że nieustanne ścieranie się tego, co skostniałe, umierające, i tego, co żywe, otwarte na przemianę, pozostaje niewyczerpanym zasobem ludzkiej kultury i stanowi o jej sile, która „płomyki świadomości” przekształca w „zarodki przyszłości” (List autora „Próchna”, „Chimera” 1901, t. 4, z. 10–12). Twórczość Berenta widziana jako całość pozostaje jednym z najważniejszych i najoryginalniejszych dokonań polskiego modernizmu, a jej znakiem firmowym jest intelektualny rygor i rzetelność pisarskiego rzemiosła rozumiana jako dbałość o precyzję i funkcjonalność artystycznych rozwiązań.

Za prace literackie i działalność na rzecz środowiska pisarskiego autor Próchna otrzymał Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy (1929) oraz Państwową Nagrodę Literacką (1932), został też odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (1923) i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1933). Zmarł 20 XI 1940 w Warszawie. Materiały z prywatnego archiwum Berenta przekazane Bibliotece Narodowej – w tym dokumenty, rękopisy i korespondencja – spłonęły podczas powstania warszawskiego. Grób pisarza znajduje się na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Eseistyka. Berent nie miał temperamentu krytyka literackiego. Pozostawał też wierny zasadzie, że pisarz powinien wypowiadać się głównie w swoich dziełach artystycznych. Kładł przy tym nacisk na polisemię dzieła sztuki oraz polifoniczność literatury, co w Liście autora „Próchna” znalazło wyraz w mocno sformułowanym twierdzeniu: „Podpisuję się pod rysunkiem postaci, nie zaś pod jej wierzeniami i sądami”. Jego szkice literackie oraz prace o nachyleniu publicystycznym są z ducha eseistyczne. Dotyczy to również opowieści biograficznych z lat 30., które można czytać jako eseistyczną odmianę prozy.

W esejach i szkicach Berenta powraca kwestia podtrzymywania ciągłości kultury i związanej z tym pracy duchowej, która łączy w sobie wysiłek poznającej myśli i ruch twórczej wyobraźni. Syntezą obu tych dążeń jest sztuka – jako przejaw wolności ducha i manifestacja artystycznej indywidualności. W ujęciu pisarza twórcza indywidualność nie kłóci się z otwartością na inspiracje płynące z różnych obszarów ludzkiej aktywności w zagospodarowywaniu świata i kształtowaniu rzeczywistości, kultura jawi mu się bowiem jako przestrzeń swobodnej cyrkulacji idei i wymiany myśli – w tym również między artystami a ludźmi nauki. Akcentowanie potrzeby tych przepływów – przekraczających granice społeczne, polityczne i religijne – ściśle wiąże się u autora Nurtu z przekonaniem o szczególnej odpowiedzialności artystów, na których spoczywa powinność zachowania ciągłości kultury (także w wymiarze narodowym), a zarazem otwarcia jej na twórczy ferment i zmianę. Stąd – zdaniem Berenta – tak ważna w sztuce jest odwaga stawiania kwestii kłopotliwych i ponawiania fundamentalnych pytań, na które nie ma odpowiedzi. Impuls do takiego postrzegania „spraw ducha” i „spraw literatury” dała pisarzowi zwłaszcza pogłębiona lektura dzieł Nietzschego. W większości pism dyskursywnych Berenta można odnaleźć ślady oddziaływania myśli autora Narodzin tragedii. Bezpośrednio są jej poświęcone trzy prace: Z psychologii sztuki („Chimera” 1902), Źródła i ujścia nietzscheanizmu („Chimera” 1905), Fatum puścizny Fr. Nietzschego („Tygodnik Ilustrowany” 1921). Berent był nie tylko kompetentnym interpretatorem dzieł Nietzschego, ale też ich uważnym tłumaczem, co najmocniej dochodzi do głosu w hybrydycznym eseju Z psychologii sztuki. Esej ten jest komentowanym wyborem z dzieł autora Woli mocy i prezentuje sugestywny zarys jego poglądów estetycznych. Z komentarzy, którymi Berent opatrzył przekład fragmentów dzieł Nietzschego, wyłania się – wywiedziona po części z tekstów filozofa, po części wobec nich polemiczna – wizja sztuki samoświadomej i krytycznej, wnikającej w istnienie i odsłaniającej w nim „wiekuiste pierwiastki życia i duszy”, a jednocześnie aktywizującej to, co w człowieku „prawdziwe i głęboko twórcze”. Berent mocno akcentuje autonomię sztuki oraz jej poznawczą wartość, podkreślając, że historyczna zmienność poetyk i artystycznych technik nie podważa ani suwerenności artystycznych dokonań, ani ich hermeneutycznego potencjału. Tak widziana sztuka jest przestrzenią intelektualnej swobody i wolności wyobraźni, ale też refleksji o szczególnej sile poznawczej, prawdziwie odkrywczej i niedającej się niczym zastąpić. Narzędziami tej refleksji są figury symboliczne – ujmujące doświadczenie egzystencjalne i duchowe, rozpoznające świat, a przy tym otwarte znaczeniowo, zmuszające do nieustannego poszukiwania rodzących się za ich sprawą sensów. Ten semantyczny potencjał symbolu sprawia, że oparte na nim dzieła pozostają „rebusem spiętrzonych zagadek, osobliwym logogryfem poezji”, prowokują do ponawiania alegorycznych odczytań, ale zarazem zawsze uchylają się ujednoznaczniającej wykładni i dlatego mogą być wciąż na nowo „dotwarzane przez czytelnika” (Niezgłębione tajemnice pewnej bajki, w: Pisma rozproszone). We wszystkich szkicach poświęconych autorowi Jutrzenki Berent komentuje jego myśl przenikliwie i krytycznie. Współmyśli z nim, podąża wskazanymi przez niego ścieżkami – również w zakresie strategii pisarskiej. Dzieło Nietzschego pozwala mu polemizować z obiegowymi sądami na temat sztuki modernizmu i roli nowoczesnego artysty, daje mocną podstawę do snucia rozważań o duchowej i intelektualnej kondycji kultury początku XX w. Na użytek tych rozważań autor Próchna wydobywa z myśli Nietzschego kilka istotnych wątków, które układają się w wyrazistą diagnozę kryzysu kultury wypłukiwanej z indywidualności, w coraz większym stopniu wyzbywającej się twórczego żywiołu, instrumentalizowanej, płytkiej, dziennikarskiej, duchowo upośledzonej. W oczach Berenta piszącego o Nietzschem ta postępująca trywializacja – wyrastająca z ideologicznych uroszczeń, idąca w parze z komercjalizacją – wzmacnia zakłamanie kultury i jej opresyjność, a tym samym podważa autonomię ludzkiego istnienia, niweczy wysiłek ustanawiania siebie przez człowieka wychylającego się w nieznane, poszukującego, przekłada się też na tłumienie życiowej siły oraz na uprzedmiotowienie zarówno egzystencji poszczególnych ludzi, jak i trwania społeczeństw. Remedium na tak diagnozowany kryzys widzi Berent – za Nietzschem – w wolności twórczej jednostki, która porzuca przesądy i mrzonki na rzecz afirmacji realnego świata, wybiera heroiczny aktywizm, wciąż na nowo podejmuje próbę realizacji swoich najgłębszych możliwości i kreuje tak sens własnego istnienia. Berent jako komentator myśli Nietzschego opowiada się więc za takim jej odczytaniem, które pozostaje próbą krytycznego myślenia – zwróconego przeciw komunałom i ich zniewalającej sile, podejrzliwego wobec utartych prawd i nawykowo przyjmowanych reguł życia zbiorowego. Jest to też odczytanie stające po stronie sztuki pisarskiej jako formy poznającej wyobraźni. Nietzsche w oczach Berenta to bowiem nie tylko odważny i frapujący myśliciel, ale również pisarz, który filozofuje piórem, pamiętając, że pisarstwo jest sztuką i właśnie dlatego może – na prawach paradoksu – nicować pojęciowy sztafaż języka i przekraczać własne ograniczenia. Dotyczy to także szkiców Berenta o pismach i myśli Nietzschego. Szkice te są modelowym przykładem krytyki realizującej się w pisarskim akcie twórczym i przez ten akt wchodzącej w dialog z wziętą na warsztat materią literacką.

Tak uprawiana krytyka znalazła swój wyraz również w innych pracach pisarza – m.in. w przekładach Upaniszad, które wraz z wnikliwymi komentarzami Berenta ukazały się w „Chimerze” (1901), w przedmowie do Zgrzebnej kantyczki Ludwika Marii Staffa (1922) oraz w eseju Niezgłębione tajemnice pewnej bajki poprzedzającym dokonany przez Berenta przekład Bajki Goethego („Przegląd Warszawski” 1925). Każda z tych prac inaczej realizuje model krytyki wchodzącej w pisarską więź z literaturą w różnych jej modalnościach. Tłumaczenia Upaniszad opatrzone komentarzami Berenta pokazują rozległość myślowego i wyobraźniowego zaplecza jego prozy. Są ważnym przejawem młodopolskiej fascynacji filozofią Wschodu. Rzucają też światło na oryginalność pisarskiej dykcji Berenta – związaną w znacznej mierze z jego skłonnością do wchodzenia w stylistyczny dialog z przeszłością mowy i z odciśniętymi w niej figurami wyobraźni, w których trwa „onegdaj” współczesności. Przedmowa do Zgrzebnej kantyczki odsyła do egzystencjalnego zaplecza literatury, która – w ujęciu Berenta – pozostaje pisarską konstrukcją, ale zarazem jawi się jako forma życia stojącego zawsze na progu śmierci i jednocześnie pozostającego „pracą ducha” wykraczającą poza śmierć. Niezgłębione tajemnice pewnej bajki można z kolei czytać jako metaliteracką refleksję na temat złożonych relacji między dziełem a jego odczytaniami. Relacje te – jak pokazuje Berent – tworzą sieć utkaną z „gęstwy symbolów i tajemnic”, ale zarazem oparte są na tekstowym konkrecie konstrukcji i wysłowienia, który tworzy mocną kanwę dla „rozwiewnych” interpretacji rozwijających „zasadniczą symbolikę osnowy i niejedno głębsze znaczenie wątku” czytanego utworu. Jednocześnie to właśnie konkret tekstu opiera się abstraktowi jednoznacznych wyjaśnień i pozostaje podwójnie otwarty: „[...] »perspektywą w dal« [„w dziedzinę ducha”] [...] i »perspektywą wstecz«, ku bajkom matczynym”, bo obie te rozbieżne i dopełniające się perspektywy „tkwią w każdym symbolu”, a tym samym w dziele literackim, które zawsze – tak widział to Berent – ma symboliczną naturę.

Najważniejsze inspiracje pisarskie Berenta – odzywające się w jego prozie artystycznej, ale obecne także w eseistyce i pracach publicystycznych – są związane z pogłębionym namysłem nad filozofią indyjską oraz nad dziełem Nietzschego. Wydanie osobne Źródeł i ujść nietzscheanizmu, najobszerniejszej pracy Berenta poświęconej autorowi Ecce homo, ukazało się w 1906 r. i szkic ten bywa traktowany jako autorski komentarz do Próchna.

W eseju Idea w ruchu rewolucyjnym (1906) można dostrzec ideowy rdzeń Oziminy oraz późnych „narracji biograficznych” autora Nurtu. Praca ta ma wyraźny rys publicystyczny, ale jest też wypowiedzią na wskroś literacką. Ważne są w niej inspiracje nietzscheańskie, przejawiające się również w pisarskiej formie eseju. Przede wszystkim jednak utwór stanowi bezpośrednią reakcję na wydarzenia rewolucji 1905 r. i związane z nimi przeobrażenia społeczno-polityczne, które – zdaniem Berenta – zagrażają ciągłości oraz trwaniu ważnych obszarów polskiego życia intelektualnego i duchowego. W ujęciu pisarza masowy ruch socjalistyczny jako siła sprawcza rewolucyjnego fermentu kumuluje w sobie społeczną energię dążenia do wolności, ale jednocześnie stawia pod znakiem zapytania duchowy dorobek wcześniejszych wolnościowych zrywów Polaków, a dzieje się tak, ponieważ uniwersalne i demokratyczne ideały, które przyświecały tym zrywom, zastępowane są ideą walki proletariatu. Ta podmiana podcina korzenie narodu poddanego brutalnym represjom zaborców i trwającego resztką sił, podważa także ideę polskości jako wspólnoty podstawowych wartości: wolności, braterstwa, poszanowania ludzkiej godności, walki za wspólną sprawę. Zdaniem Berenta socjalistyczny ruch rewolucyjny w Polsce powinien czerpać z dorobku przeszłości polskich dążeń demokratycznych i wyzwoleńczych, powinien też stać się ich głównych nurtem – łączącym ze sobą tendencje rewolucyjne i niepodległościowe. Konieczność zachowania ciągłości polskiej kultury okazuje się istotnym zagadnieniem formułowanej przez autora Oziminy wizji „idei polskiej”, pozostającej w mocnym odniesieniu do „współczesnego życia i ducha”. Idea ta pod piórem Berenta zyskuje wyraźny komponent indywidualistyczny, który kładzie akcent na prymat jednostki wobec politycznych doktryn, a jednocześnie pozostaje ważnym elementem polskiej historii i specyficznie polskiego rozumienia odpowiedzialności za dobro wspólne. Ponadto indywidualizm jako postawa intelektualna pozwala zachować krytyczny stosunek do kolektywnych projektów rozumienia świata, zabezpiecza przed partyjnym dogmatyzmem, wyzwala z banału powtórzeń. W skali społecznej otwiera drogę do swobodnego artykułowania i twórczego współistnienia wielu różnych idei. Ich splot tworzy tradycję rozumianą jako „zapalna moc tysiącletniej kultury narodu”. Tak pojęta kultura ma swój cenny potencjał rewoltujący, ale jest też depozytem, który – pielęgnowany i rozwijany – powinien przechodzić z pokolenia na pokolenie, w myśl przekonania, że nawet zapomniana przeszłość trwa i „niejedno jej światło, choć zgaszone w pamięci ludzkiej, niby promień gwiazdy zgasłej, wciąż jeszcze jest w drodze do serc ludzkich”.

Podtrzymywanie dokonującej się tak transmisji wartości i dążeń jest dla Berenta jedną z podstawowych powinności literatury. Dał temu wyraz m.in. w swojej prozie historycznej oraz w spokrewnionym z nią eseju Onegdaj („Pion” 1933), gdzie przypomnienie oświeceniowych fundamentów polskiej nowoczesności pozwala wyakcentować ważną rolę kultury w budowaniu samoświadomości narodu oraz w kształtowaniu się jego tożsamości, a dialektyka pamięci i zapomnienia rozpisana na pasaże „narracji biograficznych” staje się kanwą historiozoficznej refleksji – przenikliwej i trzeźwej, prowadzonej z rozmachem, ale zarazem zogniskowanej na „żołnierzach niewygasłej rewolucji polskiej, co wichrem wolnego człowieka przelecieli przez świat”.

Styl. Esejami Berenta rządzi zwykle poetyka montażu fragmentów kontrapunktowana finezją pewnie prowadzonego wywodu. Ważną rolę gra w nich eliptyczność. Napisane są językiem obrazowym i zmetaforyzowanym, a ich sugestywność zasadza się m.in. na precyzji, z jaką pisarz wyzyskuje ikoniczną wartość i poznawczy potencjał metafor, którymi się posługuje. Meandryczny tok zdań – inwersyjnych, mozaikowych, budowanych z dopowiedzeń i wtrąceń, konsekwentnie wystylizowanych, literackich, a zarazem odwołujących się do języka mówionego – nie ułatwia lektury, ale jest też siłą eseistycznej prozy Berenta, która twórczo nawiązuje do stylistyki pism Nietzschego i jednocześnie wykorzystuje potencjał dawnej polszczyzny z jej semantyczną plastycznością, emotywnym rozwibrowaniem i nieostrością składniowych norm. Z obu tych inspiracji autor Żywych kamieni wyprowadził język eseistyki nowoczesnej i na wskroś oryginalnej – zakorzenionej w przeszłości mowy, pogłębionej intelektualnie, zestrajającej ruch poznającej wyobraźni z ruchem pióra, dającej do myślenia.</document>
<document nplp_id="13010" title="Berwiński Ryszard" slug="berwinski-ryszard">Poeta, żołnierz, działacz polityczny, publicysta, etnograf, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Erweb; Ernest; B.; R.B.; R.W.B.; RW Ber.; Ryszard B.; Ryszard W.B.

Informacje biograficzne. Ryszard Wincenty Berwiński urodził się 28 II 1819 w rodzinnym dworze w Polwicy pod Zaniemyślem (pow. średzki) jako piąte z kolei dziecko w rodzinie ziemiańskiej. Ojciec Jakub Bonawentura Berwiński (1777–1842) był zarządcą i administratorem majątków kasztelanowej i powieściopisarki Elżbiety Jaraczewskiej, zarabiał też pracą umysłową. Matka, Marianna Faustyna z Bukowieckich (1780–1865), była kobietą wykształconą, odcisnęła wyraźny ślad na edukacji dzieci. Najstarszy syn Jakuba – Józef Ignacy – zginął w niewoli rosyjskiej po powstaniu listopadowym, Teofil Nepomucen został wykładowcą historii w poznańskim gimnazjum Marii Magdaleny i w Trzemesznie, był również autorem rozpraw historycznych i podręcznika Historia powszechna dla młodzieży w krótkości opowiedziana (1869), najmłodszy Tomasz Ignacy zmarł przedwcześnie jako student Uniwersytetu w Berlinie. Ryszard Berwiński, podobnie jak bracia, odebrał staranne wykształcenie domowe. W wieku 11 lat został oddany do gimnazjum w Lesznie, którego środowisko intelektualne zaważyło w dużym stopniu na jego późniejszych poszukiwaniach i kierunku zainteresowań. Ze względu na złą sytuację finansową rodziny edukację kontynuował z przerwami. W l. 1834–1835, aby zdobyć środki utrzymania, pracował jako prywatny nauczyciel w domach szlacheckich, najmował się także jako dozorca chłopów przy pracach gospodarskich. Próbował również uczyć się samodzielnie, korzystając ze zbiorów poznańskiej Biblioteki Raczyńskich. W 1835 r. powrócił do gimnazjum leszczyńskiego, gdzie, namawiany przez nauczycieli i członków związanego ze szkołą stowarzyszenia ziemiańskiego „Kasyno Gostyńskie”, zaczął publikować swoje pierwsze artykuły w czasopiśmie folklorystycznym „Przyjaciel Ludu”. W 1837 r. zdał maturę we Wrocławiu i został przyjęty w szeregi Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego, wtedy też rozpoczął swoje wędrówki piesze i pierwsze terenowe badania ludoznawcze. Wkrótce potem wyjechał do Niemiec, gdzie studiował estetykę, filozofię i historię, w tym samym czasie poznał Edwarda Dembowskiego, z którym niedługo później połączyła go przyjaźń i działalność polityczna. W 1840 r. we Wrocławiu wydał poetycki debiut Powieści wielkopolskie, w 1844 r. zaś dwutomowy zbiór Poezji, które zostały dobrze przyjęte przez krytykę i ugruntowały pozycję Berwińskiego jako pisarza. Od tego roku niemal zupełnie porzucił poezję na rzecz działalności politycznej i publicystyki prasowej. W latach 40. Berwiński aktywnie działał w Towarzystwie Demokratycznym Polskim oraz w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim. Za działalność wywrotową władze austriackie osadziły go w więzieniu w Wiśniczu (1846), skąd został wydany władzom pruskim i przeniesiony do więzienia moabickiego k. Berlina. W 1848 r. brał czynny udział w powstaniu w Galicji, w tym samym roku został także delegatem na Zjazd Słowiański w Pradze, gdzie redagował Manifest do krajów europejskich. Po klęsce powstania powrócił do kraju i kontynuował pisarstwo polityczne na łamach „Gazety Polskiej” i „Dziennika Polskiego”.

W l. 1852–1854 był posłem do sejmu pruskiego. Zarówno w czasie pobytu w więzieniach, jak i podczas działań powstańczych nie zaprzestał poszukiwań intelektualnych i wypracowywał swoje stanowisko w kwestii literatury ludowej i sposobów jej definiowania. Przedstawił je w pracy krytycznej Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki (1854), wydanej ponownie pod zmienionym tytułem Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych (1862) w drukarni Ludwika Merzbacha, który mając problem ze sprzedażą pierwszego nakładu, opublikował książkę Berwińskiego pod zmienionym tytułem.

W 1854 r. Berwiński udał się na emigrację do Paryża, gdzie szybko nawiązał znajomość ze stronnictwem Hotelu Lambert, z ramienia którego wyruszył do Konstantynopola. W 1855 r. wstąpił do oddziału Sadyka Paszy (M. Czajkowskiego), pod którego dowództwem uzyskał stopień kapitana w drugim pułku dragonów otomańskich. Poza działalnością polityczną publikował w tym czasie artykuły w „Dzienniku Poznańskim”, w których opisywał swoje tureckie impresje i przeżycia. Kilkunastoletnia służba wojskowa Berwińskiego zakończyła się po wojnie prusko-francuskiej w 1871 r. z powodu braku funduszy na utrzymanie polskiej formacji w Turcji. Pisarz bez powodzenia próbował pozyskać środki na powrót do kraju. Z czasem popadł w nędzę i alkoholizm. Zmarł 19 XI 1879 w Konstantynopolu, gdzie został pochowany w zbiorowej mogile.

Badacz folkloru. Twórczość krytycznoliteracka, czy szerzej – krytyczno-kulturowa, Berwińskiego była ściśle powiązana z poprzedzającą ją działalnością poetycką i publicystyczną. Zainteresowanie literaturą i twórczością ludową początkowo miało ścisły związek z postulatami programowymi pierwszych polskich badaczy folkloru, którzy w poznaniu podań i tradycji chłopstwa upatrywali szansę na pogłębienie wiedzy o najdawniejszych dziejach narodu. Wśród inspiratorów tego ruchu, którzy wywarli wpływ na poetę, należy wymienić Zoriana Dołęgę Chodakowskiego oraz Kazimierza Władysława Wójcickiego. Berwiński, już jako twórca początkujący, podjął się krajoznawczo-etnograficznych kwerend w terenie, które opisywał w cyklu Listy z narodowej pielgrzymki publikowanym w „Przyjacielu Ludu”. Listy, mające w założeniu autora stanowić sprawozdania ze znalezisk etnograficznych, przynosiły jednakże więcej rozważań o charakterze teoretycznym. Można w nich odnaleźć elementy krytyki literackiej. W Liście drugim („Przyjaciel Ludu” 1838, nr 11) Berwiński sformułował tezę o potrzebie badania raczej zbiorowej niż indywidualnej twórczości, widząc w masach ludowych główny czynnik zmian politycznych XIX w., nawołując do włączenia rozważań o kulturze chłopskiej do debaty nad kulturą narodową. Przewaga przekazu ustnego nad piśmiennością, charakteryzująca twórczość ludową, została przedstawiona jako wyzwanie dla pisarzy, których zadaniem jest ocalenie od zapomnienia historii zachowanej w opowieściach ludowych. Istotnym elementem refleksji nad folklorem było przekonanie o jego zróżnicowaniu regionalnym i lokalności, dlatego projekt etnograficzny Berwińskiego koncentrował się na rodzimej Wielkopolsce. W Liście trzecim (tamże, nr 19) pisarz omawiał Klechdy starożytne, podania i powieści ludu polskiego i Rusi (1837) autorstwa Wójcickiego. Skupił się tu na klechdzie Oczy urocze, w której zwrócił uwagę na prostotę formy, lepiej eksponującą treść ludowego podania niż wyszukane frazy niemające waloru autentyczności. Berwiński streszczał klechdę, podkreślając jej szkicowy charakter, który pozostawia miejsce wyobraźni, przez co utwór może zadziałać inspirująco na innych twórców. Romantyczne poszukiwania korzeni kultury i próby wskrzeszenia czasów przedhistorycznych za pośrednictwem inspirowanej ludowymi podaniami poezji, które Berwiński z powodzeniem realizował na początku swojej drogi literackiej, w pewnym tylko stopniu wypływały ze zbierania w terenie pieśni czy klechd domowych. W dużej mierze stanowiły one zasób źródeł dla twórczości literackiej, pełniąc nie tylko funkcję czysto dokumentacyjną. W takiej perspektywie rola poety polegała na wydobyciu z dawnych opowieści ludu tych motywów i pierwiastków, które mimo swej pierwotności po przetworzeniu i literackiej obróbce mogły stać się aktualne i zrozumiałe dla wszystkich warstw społecznych. Rekonstrukcja ideowych podwalin twórczości poetyckiej Berwińskiego jest istotna dla zrozumienia późniejszej zmiany jego poglądów, które zaprezentował w pracach folklorystycznych, ponieważ między oboma typami działalności zachodzą zdecydowane różnice.

Krytyka literacka a badania nad folklorem. Rewizji swoich wcześniejszych założeń na temat literatury i kultury ludowej dokonał Berwiński w erudycyjnych Studiach o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki (1854). Pierwsze pomysły i szkice tej publikacji powstawały już w trakcie pobytów w niemieckich więzieniach. Wzorem i inspiracją dla Studiów (do której jednak Berwiński nigdy otwarcie się nie przyznał) była praca Wilhelma Gottlieba Soldana Geschichte der Hexenprozesse (1843) poświęcona europejskim procesom czarownic. Soldan twierdził, że wierzenia i gusła ludowe swoimi korzeniami często nie sięgały najdawniejszych wyobrażeń pogańskich, lecz stanowiły raczej przetworzoną naukę Kościoła i warstw wykształconych, zatem kultura chłopska nie powinna być bezkrytycznie postrzegana jako rezerwuar pierwotności i niezmiennych tradycji. Cechą kultury ludowej byłaby zatem pewna powtarzalność, wariantywność i adaptacyjność wzorów kultury wysokiej. Założenia Soldana Berwiński twórczo przeniósł na grunt polski i dostosował materiał porównawczy do warunków literatury krajowej. To właśnie skrupulatna analiza porównawcza utworów literackich, okolicznościowych, prawnych i religijnych, nie zaś poznawanie i rejestracja aktualnej wiedzy ludowej, może przyczynić się – zdaniem Berwińskiego – do poznania praźródeł plemiennej słowiańskiej historii.

Innym ważnym dla Berwińskiego autorem był Józef Ignacy Kraszewski, którego Studia literackie (1842), ze szczególnym uwzględnieniem ustępu poświęconego podaniom ludowym, przedstawiały bliski mu gest odrzucenia romantycznego wyobrażenia kultury ludowej na rzecz analiz naukowych. Berwiński, krytykując tezy o pierwotnym i niezmiennym od tysiącleci imaginarium warstw chłopskich, przenosił na inny poziom zainteresowanie folklorem jako kluczem do dawnej Słowiańszczyzny. Studia Berwińskiego są uznawane za pierwszą polską pracę naukową o folklorze, w której zebrano, podsumowano i krytycznie przeanalizowano ówczesną wiedzę ludoznawczą. Literatura rozumiana szeroko, jako korpus różnych dzieł pochodzących z rozmaitych obiegów, zarówno użytkowych, jak i artystycznych, w projekcie Berwińskiego odgrywała rolę najważniejszą, analiza pierwiastka ludowego w polskich utworach przedromantycznych sprawiała zaś, że rozprawa ta ma cechy pracy etnograficznej, jak i historycznoliterackiej zarazem. W pierwszej części Studiów Berwiński mierzył się z pytaniem, czym jest literatura ludowa i jak trudno jest ten fenomen zdefiniować. Płynność jej form powoduje, że badania nie powinny skupiać się wyłącznie na analizie poetyki i cech konstrukcyjnych, lecz uchwycić jej „żywioł”, za który autor uznał przesądy, zabobony, gusła i demonologię obecne w wierzeniach ludowych. To właśnie prześledzenie źródeł wątków magicznych, ustalenie, gdzie i kiedy pojawiły się po raz pierwszy i z jakiego porządku tekstów lud mógł przejąć dane wyobrażenie, w pracy Berwińskiego jest omówione najobszerniej i na najszerszym materiale. Autor wprowadza rozróżnienie omawianych utworów na teksty dawne – analizowane w sposób historycznoliteracki – oraz współczesne (XIX-wieczne), które podlegały praktykom krytycznoliterackim.

Ludowość w literaturze dawnej. Berwiński do literatury ludowej w epokach dawnych zaliczał nie tylko utwory powstałe z inspiracji czy zainteresowania ludem lub przedstawiające kulturę gminu, lecz także te, które w jakiś sposób na lud wpływały bądź lud stawał się ich wtórnym odbiorcą, jak np. Nowe Ateny ks. Benedykta Chmielowskiego opisane jako książka popularna wśród kaznodziejów i wpływająca na charakter kazań, które z kolei kształtowały wyobrażenia chłopstwa o świecie. Zarówno inkluzywna definicja ludowości obecna w Studiach, jak i antropologiczno-kulturowe podejście do literatury poszerzające jej zakres przedmiotowy pozwalają uznać metodę Berwińskiego za nowatorską. Wśród dawnych prac, w których etnografowie mogą poszukiwać wątków magicznych, będących dla Berwińskiego istotą literatury ludowej, wymienione są dzieła historyczne (np. Annales J. Długosza), zielniki, herbarze, traktaty religijne, literatura sowizdrzalska. W badaniach folklorystycznych nie brakuje także reprezentatywnych odniesień do literatury, m.in. do takich utworów, jak Pieśń świętojańska o Sobótce Jana Kochanowskiego, Czary Szymona Szymonowica, Victoria deorum Sebastiana Klonowica, Diabeł w swojej postaci Jana Chryzostoma Bohomolca. Różnorodność analizowanych pism odpowiadała koncepcji Berwińskiego chcącego zrekonstruować jak najpełniej obraz życia chłopstwa. Podkreślał on jednak, że nie są to utwory autorstwa chłopów i nie ukazują realnego życia warstw ludowych, lecz jego literacką interpretację, nie mogą więc być traktowane jako dokumenty. Zwracał on też uwagę na rolę i obecność przekładów, które jeszcze bardziej komplikowały problem autentyczności i rodzimości utworów uznawanych przez romantyków za oryginalną emanację ducha narodu. Przekonanie o przenikaniu się kultury ludowej z kulturą wysoką na przestrzeni dziejów doprowadziło Berwińskiego do wniosku, że ważną kwestią jest ustalenie metod badawczych pozwalających omawiać te zjawiska w perspektywie zarówno synchronicznej, jak i diachronicznej.

Krytyka literatury ludowej. Za pionierów nowoczesnych badań nad folklorem Berwiński uważał Hugona Kołłątaja i Jana Pawła Woronicza. Wśród twórców sobie współczesnych najwięcej miejsca poświęcił pismom Michała Wiszniewskiego i Wacława Aleksandra Maciejowskiego. Na ich przykładzie wskazał na dominującą opinię, jakoby zainteresowanie ludowością w XIX w. nosiło charakter przełomu i odrodzenia kulturowego, z czym się nie zgadzał, wykazując obecność pierwiastka ludowego w twórczości poprzednich epok. Narzędzia krytyczne, jakie proponował w Studiach Berwiński, opierały się na wielu zasadach pozwalających uściślić i usystematyzować badania nad literaturą ludową. Pierwszym ich etapem winny być kwerendy źródłowe, a następnie krytyka tychże źródeł, przy uwzględnieniu tego, że lud nie jest warstwą monolityczną, niezmienną, niepodatną na wpływy, te zaś mogą mieć różny charakter oraz pochodzenie i wynikać z kontaktów z innymi warstwami społecznymi, kulturami i wyznaniami. Badacz lub twórca literatury powinien dołożyć staranności w przechowaniu źródła, które odkrył, a nie tylko w jego opracowaniu i przepisaniu. Pytanie o prawdę historyczną źródła nie nurtowało Berwińskiego, zdecydowanie ważniejszą rolę odgrywała bowiem społeczna rola literatury i to, jakie wyobrażenia o świecie utrwalała. Dlatego też Berwiński wzywał do ostrożności przy tworzeniu narracji historycznych, ponieważ ich mnogość mogła prowadzić do błędnych wyobrażeń o przeszłości i do powstawania mitów kompensacyjnych, nie zaś rzetelnej wiedzy o przeszłości. Literatura ludowa i badania podań ludowych mogły służyć według Berwińskiego przede wszystkim poznaniu warstw chłopskich żyjących współcześnie, a nie – co zakładały środowiska słowianofilskie – zgłębianiu pogańskiej przeszłości. Poznanie warunków życia ludu i jego umysłowości miało ważne znaczenie dla edukacji chłopstwa i włączania tego stanu w polityczne życie narodu, do czego Berwiński nawoływał również ze względu na wyznawany przez siebie program niepodległościowy. Literatura, jako siła wpływająca na społeczeństwo i kształtująca jego postawy, miała w tym programie do odegrania niebagatelną rolę.

Praca Berwińskiego nie spotkała się ze zrozumieniem współczesnych. Krytycznie wypowiadali się o niej Kazimierz Władysław Wójcicki, Kazimierz Szulc, Józef Łepkowski i Lucjan Siemieński. Postulaty badawcze Berwińskiego zaadaptował za to w swoich pracach Oskar Kolberg, który nie tylko odwoływał się do XVI-, XVII- i XVIII-wiecznych źródeł podanych w Studiach, lecz także cytował obszerne fragmenty tej pracy. W latach 80. XIX w. środowisko skupione wokół redagowanego przez Jana Karłowicza miesięcznika etnograficznego „Wisła” również propagowało podejście badawcze Berwińskiego.</document>
<document nplp_id="13012" title="Bielski Szymon" slug="bielski-szymon">Pijar, historyk, nauczyciel, wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: X.S.B.; Scholarum Piarum. 

Informacje biograficzne. Urodził się 17 IX 1745 w Jazowsku (woj. krakowskie) jako Mateusz Bielski. Edukację zaczął w pijarskiej szkole w Podolińcu na Spiszu. W 1766 r. wstąpił do zgromadzenia pijarów i przyjął imię Szymon. Po odbyciu nowicjatu w Podolińcu w 1768 r. złożył śluby zakonne. Studiował filozofię w Międzyrzeczu Koreckim, a teologię w Krakowie. Po ukończeniu studiów w l. 1772–1792 pracował jako nauczyciel w szkołach pijarskich w Łowiczu, Łukowie, Drohiczynie, Chełmie, Radomiu, Międzyrzeczu i Szczuczynie Mazowieckim. Uczył tam retoryki, historii, geografii, w Drohiczynie i Szczuczynie podjął się uporządkowania księgozbiorów miejscowych bibliotek zakonnych.

Od 1792 r. przebywał w Warszawie, gdzie obok wykonywania obowiązków prowincjała w l. 1792–1817 pełnił też funkcję prefekta Drukarni Pijarów w Warszawie oraz biblioteki Collegium Regium. Rozbudował obie instytucje, usprawnił ich działanie, uporządkował księgozbiór biblioteczny i wzbogacił go w wiele cennych pozycji oraz sporządził katalog. Zajmował się również pracą korektora książek publikowanych w Drukarni Pijarów, m.in. wykonał drugą, „uciążliwą korektę” Słownika Samuela Bogumiła Lindego. Po 1817 r. Bielski podjął pracę w Kolegium Konarskiego na Żoliborzu. Był jednym z kilkunastu pijarów powołanych na członków Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Po ukończeniu 80 roku życia został przeniesiony na stanowisko nauczyciela w Kolegium Głównym w Warszawie. Zmarł 4 I 1826 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Kręgi działalności. „Mąż ten niespracowany, całe życie swoje poświęcił naukom” (Dykcjonarz biograficzno-historyczny, t. 1, 1844). Bielski był czynny zwłaszcza w tłumaczeniu i wydawaniu dzieł przeznaczonych do użytku szkolnego, które publikował głównie w warszawskiej drukarni Księży Pijarów. Działalność pisarską rozpoczął wydaniem podręcznika Arytmetyka praktyczna krótkim i łatwym sposobem przez pytania dla wygody i używania szkolnej młodzi zebrana (1775), często wznawianego i modyfikowanego. Książka ta miała wpływ na rozpowszechnienie terminów matematycznych. Był też autorem opracowania biografii przyrodnika Krzysztofa Kluka (Wiadomość o życiu i pismach ks. Krzysztofa Kluka, proboszcza ciechanowieckiego, 1800) będącego źródłem do dziejów przyrodoznawstwa w Polsce.

Na przełomie XVIII i XIX w. oraz w pierwszych dekadach tego stulecia przekładał (z C. Fleury’ego), redagował i wydawał podręczniki do nauki religii, m.in. przetłumaczył z francuskiego przeznaczony do użytku szkolnego Katechizm historyczny większy (1812).

Wydał wiele przekładów podręczników (wznawianych i przerabianych w następnych latach). Dokonał także pierwszego polskiego przekładu traktatu Immanuela Kanta Zum ewigen Frieden (1795) z francuskiej edycji (Projekt wieczystego pokoju; rozwaga filozoficzna przez E. Kanta z języka francuskiego z nowymi autora dodatkami, 1797). Rozprawa ta powstała w czasie III rozbioru Polski, stanowi rodzaj „traktatu pokojowego”, w którym filozof podkreślał, że żadne państwo nie powinno przemocą ingerować w sprawy innego kraju, a stan pełnego oświecenia gatunku ludzkiego będzie możliwy jedynie w sytuacji wiecznego pokoju. Traktat odczytywano jako refleksję filozofa nad sytuacją Polski rozbieranej przez sąsiadów, był popularny na ziemiach polskich. Być może Bielski właśnie z tego powodu dokonał jego przekładu.

W 1812 r. Bielski zebrał i wydał w Drukarni Księży Pijarów Pieśni narodowe z różnych autorów polskich (1812) zawierające 42 pieśni głównie o charakterze patriotycznym wraz z „przydatkiem” (Pieśnią Jana Kochanowskiego o Proporcach do Hetmana). Przypominały one dzieje Rzeczypospolitej (np. zwycięstwo pod Wiedniem, najazd szwedzki) oraz postaci jej władców i bohaterów (zwłaszcza „Zbawcę Napoleona”, „Drogi Dar Niebios”). Zbiór otwierała Bogurodzica („święty starożytności zabytek”) zaopatrzona w krótki komentarz autora. Po niej zamieszczono m.in. XVII-wieczny wiersz Do Polaków [Ocknij się Lechu, przerwij sen twardy], błagalne pieśni (O pomoc Koronie Polskiej, Do świętych Patronów Korony Polskiej) oraz „narodowe” utwory m.in. Macieja Sarbiewskiego, Samuela Twardowskiego, jezuity Dominika Rudnickiego, Wojciecha Chrościńskiego, Wespazjana Kochowskiego, Franciszka Dionizego Kniaźnina, Ignacego Krasickiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Wojciecha Bogusławskiego, Jędrzeja Świderskiego.

Bielski ma także zasługi jako twórca katalogów bibliotek, m.in. sporządził i opublikował katalog biblioteki Collegium Regium. Kontynuując prace księdza Atanazego Pomorzkanta, sporządził i wydał bibliografię pijarską, doprowadzoną aż do 1812 r., wzbogaconą o życiorysy autorów (Vita et scripta quorundam e Congregatione Clericorum Regularium Scholarum. Piarum, 1812). Wymienił w niej 186 pijarów autorów dzieł literackich i/lub naukowych. Feliks Bentkowski chwalił tę bibliografię jako dobrze napisaną i wiele wnoszącą do literatury polskiej. Praca Bielskiego jest cennym źródłem informacji (biograficznych i bibliograficznych) na temat środowiska pijarskiego. Bielski pisał też ćwiczenia krasomówcze, mowy pogrzebowe, biogramy, nekrologi.

Wybór różnych gatunków poezyi i jego rola. Szczególnie ważną rolę na płaszczyźnie dydaktycznej i estetycznoliterackiej odegrał przygotowany dla celów szkolnych i anonimowo wydany przez Bielskiego wraz z Onufrym Górskim i Franciszkiem Ksawerym Dmochowskim Wybór różnych gatunków poezyi z rymopisów polskich dla użytku młodzieży (1806–1807); „Do dzieła tego teorię pisał Górski Onufry, wzorów dobierał Bielski Szymon, a oceniał wzory Dmochowski Franciszek” (K. Estreicher). Uzupełnienie stanowi dzieło Pawła Chrzanowskiego Wybór różnych gatunków mowy wolnej (1816). Podręcznik, starannie przygotowany pod względem metodycznym, został dobrze przyjęty przez szkoły, o czym świadczą wznowienia, miał też szeroki zakres terytorialny, obowiązywał w Księstwie Warszawskim, w Królestwie Polskim, w zaborze pruskim oraz w Okręgu Wileńskim (do 1831 r.). Od 1820 r. cenzura nie zezwalała na jego wydawanie, „ponieważ był on sprzeczny z założeniami polityki oświatowej” tamtego okresu (J. Marchewa). Części ułożonego według gatunków literackich podręcznika różniły się układem i sposobem prezentowania treści, np. w tomie 2 po prezentacji treści zostały postawione pytania kontrolne (których nie było w tomie 1). Bielski najpierw charakteryzował poszczególne rodzaje i gatunki literackie (w klasyfikacji zabrakło jednak wyraźnych cezur między kategoriami rodzaju i gatunku) oraz ukazał ich rozwój historyczny. Następnie pod każdym z nich zamieścił pisma klasycznych autorów różnych epok: obcych (m.in. Homera, Wergiliusza, Hezjoda, L. Ariosta, T. Tassa, J. Miltona, E. Younga, J. Delille’a, Voltaire’a) i polskich (m.in. J. Kochanowskiego, S. Szymonowica, S. Twardowskiego, A. Naruszewicza, J.U. Niemcewicza, F. Karpińskiego, F.D. Kniaźnina, I. Krasickiego, S. Konarskiego, T.K. Węgierskiego). Na uwagę zasługuje zwłaszcza szerokie omówienie i zilustrowanie wieloma wierszami twórczości Jana Kochanowskiego, po raz pierwszy aż tak obszerne w szkolnym podręczniku.

Wybór różnych gatunków poezyi odzwierciedla również stan świadomości estetyczno-literackiej jego autorów. Przegląd zaczęto od krótkiej rozprawy O rymotwórstwie wewnętrznym, następnie scharakteryzowano „apolog, czyli bajkę”, potem zajęto się m.in. sielanką, satyrą, epigramatem – zaliczanymi do liryki, czyli „rymotwórstwa uczucia” – elegią (jako jej przykład podano m.in. Noce E. Younga), trenem oraz dumą. Bielski, omawiając genezę dumy polskiej, wywiódł ją z elegii, jej wprowadzenie przypisał zaś „cnotliwej Niemcewicza duszy” (tamże). W następnym tomie zajął się m.in. odą („znacząca pieśń lub hymn”) oraz „poezją dramatyczną” (komedia, opera, tragedia). Prezentując gatunki epickie, wymienił „epopeję albo wiersz bohatyrski”. W dziale epiki znalazła się też „poezja dydaktyczna” określona jako „rymotwórstwo nauczania”, do której zaliczono różnotematyczne poematy dydaktyczne (Hezjoda, Aratosa, Wergiliusza, J. Delille’a i Sztukę rymotwórczą F.K. Dmochowskiego). Publikacja Bielskiego miała znaczenie dla rozwoju myśli estetycznoliterackiej późnego klasycyzmu, czyniąc z autora jednego z teoretyków „klasycyzmu postanisławowskiego” (P. Żbikowski).</document>
<document nplp_id="13013" title="Breiter Emil" slug="breiter-emil">Adwokat, krytyk teatralny i literacki, publicysta, tłumacz. Kryptonimy: B.; B. –; b.; B.; eb.; -eb-; ebr; E.B.; EB.; Em.B.

Informacje biograficzne. Urodził się 19 VII 1886 w Krakowie w rodzinie polskiej inteligencji żydowskiego pochodzenia. Jego ojcem był Stanisław Breiter, urzędnik, członek zarządu Banku Ludowego w Krakowie; matką była Salomea z Eisenów, siostra Sary Eisen (matki T. Peipera). Miał dwóch młodszych braci, Ignacego i Stanisława. Ukończył C.K. Gimnazjum w Podgórzu. Po uzyskaniu matury z odznaczeniem w 1904 r. studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1909 r. otrzymał stopień doktora praw. W roku akademickim 1908/1909 był również studentem zwyczajnym Wydziału Filozoficznego. Edukację uzupełnił w Paryżu, studiując (1909/1910) prawo na Sorbonie.

Jeszcze w trakcie nauki w gimnazjum Breiter związał się z młodzieżą sympatyzującą z ruchem socjalistycznym skupionym wokół lwowskiego „Promienia”. W czasie studiów prawniczych działał w organizacjach o charakterze socjalistyczno-niepodległościowym; należał do stowarzyszenia „Ruch”. W 1905 r. został wybrany na wiceprezesa Czytelni Akademickiej im. Adama Mickiewicza. Funkcję tę sprawował do stycznia 1907 r. W 1905 r. uczestniczył, m.in. z poznanym w okresie studenckim Leonem Schillerem, w poselstwie młodzieży do ówczesnego prezydenta Krakowa Juliusza Lea, wyrażając poparcie dla Stanisława Wyspiańskiego ubiegającego się o stanowisko dyrektora sceny krakowskiej. Do grona jego młodzieńczych przyjaciół należał Stanisław Ignacy Witkiewicz. Przyjaźń Breitera z awangardowym dramaturgiem zakończyła się gwałtowanie w grudniu 1921 r., po premierze sztuki Witkacego Pragmatyści na skamandryckiej scenie Elsynor, której jednym ze współzałożycieli był również Breiter. Kształcąc się w Paryżu, Breiter nie zaprzestał kontaktów z socjalistycznymi działaczami niepodległościowymi (poznał m.in. S. Posnera). Ważnym wydarzeniem blisko rocznego pobytu w Paryżu stał się dlań osobisty kontakt z Georges’em Sorelem, twórcą doktryny syndykalizmu. Pobyt nad Sekwaną Breiter wykorzystał na poznanie krytyki francuskiej, którą, jak później stwierdził, studiował, począwszy od artykułów Charles-Augustina Sainte-Beuve’a, kończąc na nowych koncepcjach krytycznych Jules’a Lemaître’a. Po powrocie do kraju, pod koniec 1910 r., rozpoczął aplikaturę sądową. W 1913 r. wstąpił do Towarzystwa „Strzelec”, a po wybuchu I wojny światowej otrzymał upoważnienie do zbierania składek na Polski Skarb Wojskowy. W 1914 r. został wcielony do armii austriackiej (Millitärkommando Kraków), w której służył najprawdopodobniej do poł. października 1918 r. W tym czasie nie zerwał kontaktów z ruchami niepodległościowymi. Wojna i służba wojskowa nie przeszkodziły też Breiterowi nadal żywo interesować się sztuką. Potwierdzeniem jego związków ze środowiskiem krakowskich młodych artystów plastyków pragnących gruntownych zmian w malarstwie stało się przystąpienie w 1917 r. do działającej w Krakowie grupy formistów. Tytus Czyżewski, wspominając po latach działalność krakowskiej grupy, podkreślił aktywny udział Breitera we wspólnych dyskusjach o sztuce – to on miał zaproponować nazwę grupy.

Z końcem 1918 r. Breiter był już oficerem Wojska Polskiego. Najpierw został powołany do Biura Prasowego przy Dowództwie Okręgu Generalnego w Krakowie (jego zwierzchnikiem był m.in. kpt. J. Kaden-Bandrowski). Od 1 I 1919 był w randze podporucznika i został przeniesiony do Naczelnego Dowództwa w Warszawie; służył także w Biurze Prasowym II Oddziału, pełniąc funkcję zastępcy szefa Biura. Na stałe do stolicy Breiter przeniósł się prawdopodobnie w 1920 r. W tym też roku wystąpił z wojska, rozpoczynając pracę adwokata. Związek małżeński z Marią Rotmil zawarł 6 I 1919. Breiterowie nie mieli potomstwa.

W okresie międzywojennym Emil Breiter aktywnie działał w środowisku twórczym stolicy. Specjalizował się m.in. w prawie autorskim. Konsekwentnie wypowiadał się przeciwko cenzurze, broniąc również wolności słowa w przestrzeni działań artystycznych (Cenzura i konfiskata utworów literackich, „Wiadomości Literackie” 1936, nr 18). W 1920 r. zasiadał w redakcji „Skamandra”. Ze środowiskiem tym związał się najsilniej, stając się, zwłaszcza w latach 30., ważnym krytykiem „Wiadomości Literackich”. Angażował się w pracę stowarzyszeń zawodowych pisarzy i aktorów polskich, do czego zachęcał w ówczesnych wypowiedziach publicystycznych. Znalazł się w gronie literatów warszawskich organizujących w 1925 r. z inicjatywy Stefana Żeromskiego oddział polski PEN-Clubu, z którym pozostawał związany przez całe międzywojnie. Sprawował również funkcję radcy prawnego warszawskiego oddziału Związku Zawodowego Literatów Polskich (w 1923 i 1926 r. zasiadał w zarządzie ZZLP). Był radcą prawnym Związku Artystów Scen Polskich. Odniósł zawodowy sukces jako prawnik, stając się wziętym i rozpoznawalnym w stolicy adwokatem. W 1935 r. został odznaczony Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. Brał udział w głośnych procesach politycznych, broniąc m.in. członków Komunistycznej Partii Polskiej, Związku Młodzieży Komunistycznej oraz Polskiej Partii Socjalistycznej. W czasie II wojny światowej jako prawnik wspierał inicjatywę Zbigniewa Mitznera, który skupując od pisarzy rękopisy, wypłacał zaliczki na poczet przyszłych publikacji zapewniające im środki do życia. W pomoc krytykowi mocno zaangażowali się m.in. Jarosław Iwaszkiewicz i Władysław Jan Grabski, w którego domu przez pewien czas otrzymał schronienie. Aresztowany 22 VI 1943 w Gołąbkach, został tego samego dnia rozstrzelany. Jego grobu nigdy nie odnaleziono.

Maria Breiter po rozdzieleniu się z mężem ukrywała się w Zalesiu Górnym pod Warszawą, używając nazwiska Irena Zych. Przygotowywane przez Breitera w czasie okupacji szkice ocalały; najprawdopodobniej to jego żona, odwiedzając Londyn w 1959 r., przekazała je Mieczysławowi Grydzewskiemu, który opublikował „książkę okupacyjną” krytyka na łamach londyńskich „Wiadomości”.

Większość pism z bogatego dorobku krytycznego Breitera – recenzje zarówno teatralne, jak i literackie – powstała w okresie międzywojennym. Postawa i poglądy krytyka w okresie jego imponującej aktywności krytycznej sporo jednak zawdzięczają młodzieńczym fascynacjom, które wówczas zdawały się oscylować między polityką a sztuką. Bez sięgnięcia do wczesnej działalności publicystycznej Breitera nie da się w pełni scharakteryzować poglądów krytyka ani zrozumieć jego dalszych wyborów i dokonywanych rozstrzygnięć artystycznych.

Działalność do 1918 r. Breiter przed 1918 r. ogłaszał nieregularnie recenzje, szkice i artykuły publicystyczne. Pisał o dramacie oraz malarstwie, publikował artykuły o wydarzeniach politycznych w Galicji, poruszał kwestie dotyczące sytuacji społeczności żydowskiej. Pierwszy periodyk, z którym w 1906 r. rozpoczął współpracę, to „Tygodnik” będący organem prasowym Stronnictwa Niezależnych Żydów, autonomicznej sekcji żydowskiej Polskiego Stronnictwa Demokratycznego. W l. 1906–1909 Breiter ogłosił tu sześć artykułów, które są świadectwem jego utożsamiania się z inteligencją żydowską walczącą o równouprawnienie. W warszawskim „Izraelicie” w 1907 r. opublikował dwa szkice poświęcone malarstwu Samuela Hirszenberga. Pojedyncze artykuły ogłosił w „Społeczeństwie” i „Przeglądzie Społecznym”. Intensywniejsza stała się współpraca z „Krytyką”, w której do 1911 r. publikował najwięcej. Z kilku listów pisanych przez niego do Wilhelma Feldmana w 1919 r. wynika, że wiele zawdzięczał redaktorowi naczelnemu „Krytyki” – łączyły ich przyjacielskie więzy oparte na relacji ucznia z mistrzem. Wszystkie czasopisma, z którymi współpracował Breiter przed 1918 r., można zaliczyć do tzw. prasy postępowej nurtu liberalno-demokratycznego, związanego również z socjalizmem. W 1911 r. opublikował obszerne studium poświęcone poglądom społecznym Georges’a Sorela. Zapewne wtedy pracował już nad przekładem Złudzeń postępu Sorela, który ukazał się w 1912 r. Była to pierwsza i jedyna dotąd rozprawa Sorela w całości dostępna czytelnikowi polskiemu.

Krytyka artystyczna. Działalność krytyczna Breitera mieściła się w młodopolskim modelu krytyki artystycznej obejmującej swym zakresem wszystkie przejawy działalności twórczej. Breiter szukał wspólnoty wyrazu nie tylko w elementach estetycznych, ale także w ideowej wymowie dzieł. Recenzją uznawaną za jego debiut krytyczny stała się ocena dramatu Am Vorabend Leopolda Kampfa („Tygodnik” 1906, nr 39). Dramat Kampfa został osnuty wokół wydarzeń rewolucyjnych w Rosji w 1905 r. i ze względu na temat stał się w Europie Zachodniej sensacją. Recenzja Breitera pozostaje jednym z nielicznych zapisów recepcji tego dramatu w Galicji, której władze austriackie – wzorem innych państw europejskich – zabroniły wystawiania sztuki na scenie. Breiter, mimo swoich socjalistycznych zapatrywań, nie uległ „urokowi politycznemu” utworu Kampfa, oceniając dramat jako mało wiarygodny artystycznie, co dla ówczesnej krytyki pozostawało ważnym kryterium oceny. Wszystkie wytknięte wady utworu wynikały, jak przekonywał, z jego publicystycznego i zbyt doraźnego charakteru. Przestrzegał, że autor „znajdujący się na posterunku” zazwyczaj podąża w kierunku tendencyjności, a nawet demagogii. Treść sztuki według początkującego krytyka nie może ograniczyć się do banalnych historii, powszechnie znanych z gazetowych stronic.

W listopadzie 1907 r. Breiter opublikował szkic poświęcony dwóm dramatom – Skałce i Powrotowi Odysa Stanisława Wyspiańskiego. Nie ukrywał podziwu i entuzjazmu dla znakomitego twórcy, którego dzieła otaczał niemal kultem. Pisał o autorze Skałki jak o geniuszu nieprzeniknionej tajemnicy tworzenia, którego istoty nie sposób w pełni zrozumieć, traktując utwór literacki jako wyraz niepowtarzalnego „ja” autorskiego. Fenomen Wyspiańskiego według Breitera objawiał się przede wszystkim zdolnością nadawania własnym myślom, przez skrót i syntezę, formy dramatycznej, której głównym przeznaczeniem pozostaje scena teatralna. Interpretacja dramatu ogniskowała się wokół warstwy ideowej utworu. Również postaci literackie krytyk traktował jako bezpośrednią emanację określonych idei. Wiarygodność i spójność ideowa, a nawet swego rodzaju logika w konstrukcji postaci pozostawały kwestią istotną, co wzorowo realizowały jego zdaniem postacie Wyspiańskiego (O „Skałce” i „Powrocie Odysa” Wyspiańskiego, „Społeczeństwo” 1907, nr 2). Także szkic o Kniaziu Patiomkinie Tadeusza Micińskiego („Przegląd Społeczny” 1909, nr 15) potwierdza, że dla Breitera w odczytywanych dramatach ważny pozostawał ich potencjał teatralny. Uwagi dotyczące sceniczności służyły krytykowi – w przypadku Wyspiańskiego i Micińskiego – do stawiania tez wartościujących. Podstawowy zarzut wobec utworu Micińskiego wynikał z typu osobowości autora, z chaosu myśli, których dramaturg nie umiał podporządkować formie scenicznej, czego konsekwencje widoczne były również na poziomie konstrukcji językowej tekstu, w którym „głęboka myśl powiązana zostaje w najzawilszy chaos zdań, refleksji, domyślników” (tamże). Już wtedy uwidoczniła się tendencja do konfrontowania omawianego utworu ze światem pozaliterackim.

W 1907 r. Breiter rozpoczął trwającą do 1911 r. współpracę z „Krytyką”. W rubrykach Sprawozdania oraz Przegląd miesięczny przygotowywał omówienia prasy niemieckoi francuskojęzycznej oraz relacjonował ważne wydarzenia artystyczne na scenach europejskich. Z sympatią wypowiadał się o powstaniu Freie Volksbühne – sceny robotniczej w Wiedniu. Przygotowywał niewielkie omówienia ukazujących się książek teoretycznych i krytycznych poświęconych teatrowi oraz sztuce aktorskiej, którą zawsze wysoko cenił. Przedstawił istotne tezy zbioru recenzji teatralnych George’a Bernarda Shawa (Bernard Shaw jako krytyk, „Krytyka” 1909, t. 2, z. 5) oraz pracy Juliusa Baba Kritik der Bühne (O teoriach dramatu, tamże, t. 4, z. 12), gdzie znalazły się także odwołania do prac innych badaczy teatru. Wypowiadane marginesowo opinie i komentarze zdołały zarysować stanowisko Breitera wobec teatru wpisujące się w młodopolski dyskurs krytyczny. W 1907 r. krytyk mówił o teatrze jak o najwyższej syntezie sztuki, opowiadając się za równowagą wszystkich elementów tworzących spektakl (Teatr i scena za granicą, „Krytyka” 1907, t. 1, z. 1). Później zgodnie z modernistyczną „terminologią” nazywał każdy przejaw sztuki misterium, a teatr świątynią (O teoriach dramatu, „Krytyka” 1909, t. 4, z. 12). Dramat polski uważał za najdoskonalsze zwierciadło duszy narodu polskiego, co było stanowiskiem rozpowszechnionym wśród ówczesnej krytyki i niewątpliwie miało znaczenie dla późniejszego jego stosunku do teatru rozumianego jako ważna instytucja społeczna. O związkach z młodopolskim środowiskiem teatralnym świadczy także przekład dramatu Augusta Strindberga Błyskawica (Burza). W Muzeum Teatralnym w Warszawie znajduje się egzemplarz roboczy tego utworu w tłumaczeniu Breitera pochodzący z archiwum Teatru Polskiego i Małego w Warszawie. Widoczny jest na nim stempel cenzury z 14 I 1913 zezwalający na wystawienie spektaklu, co informuje w przybliżeniu o czasie powstania tego tłumaczenia. Sztuka została wystawiona we Lwowie w lutym 1913 r.

Recenzentem teatralnym systematycznie publikującym w prasie Breiter został dopiero w 1918 r., nawiązując współpracę z „Gońcem Krakowskim”. Po przeprowadzce do stolicy stał się wnikliwym obserwatorem i kronikarzem scen warszawskich.

Malarstwo żydowskie. Breiter opublikował szkice poświęcone twórczości malarskiej Samuela Hirszenberga. Interesowała go wymowa ideowa dzieła sztuki, które jest wyrazem, jak pisał, projekcji myślowych wyrażających duszę poety. Przejawia się tam charakterystyczna dla młodopolskiego dyskursu krytycznego hierarchia estetyczna, według której poezja zajmowała pozycję najwyższą, stąd Breiter nazywa Hirszenberga poetą, ale i zarazem głębokim myślicielem (S. Hirschenberg, artysta malarz. Próba charakterystyki. Z cyklu malarze – Żydzi w Krakowie, „Izraelita” 1906, nr 17). Dwa obrazy – Żyd wieczny tułacz i Wygnańcy – wyrażały istotę żydostwa, a raczej, jak pisał krytyk, jego syntezę. Pisząc o inspiracjach Hirszenberga, wspomniał, że związek dzieła sztuki z życiem pozostaje dla niego bardziej zrozumiały niż postulat „sztuki dla sztuki”, który prowadzi do hołdowania abstrakcyjnym absolutom (tamże). Rok później obraz Młody Spinoza („Izraelita” 1907, nr 13) odczytywał jako wielką projekcję myślową artysty dotyczącą Żydów w ogóle. Niewiele pisał o kwestiach techniki i środków artystycznych typowych dla malarstwa. Doceniał symboliczny i zarazem realistyczny charakter obrazów, objaśniając ich ideową wymowę. Po śmierci Hirszenberga we wrześniu 1908 r. napisał nekrolog artysty (Samuel Hirschenberg, „Tygodnik” 1908, nr 39).


Twórczość literacka pisarzy żydowskich. Również podczas omawiania na łamach „Tygodnika” twórczości dwóch pisarzy żydowskich aspekt współczesnej kultury żydowskiej stał się najważniejszy. Polskie wydanie Marzycieli Ghetta Israela Zangwilla krytyk nazwał książką „ku pokrzepieniu serc” („Tygodnik” 1907, nr 1), podkreślając znaczenie cierpienia prowadzącego zawsze ku odrodzeniu, dającego siłę narodowi w przyszłości. Wyraźne inspirowanie się kodami ideowymi polskiego romantyzmu przy interpretacji losu geniuszy żydowskich, których nie zrozumie własna społeczność, pozostało znaczącym aspektem poglądów krytyka wychowywanego na styku kultury żydowskiej i polskiej. W szkicu poświęconym Morisowi Rosenfeldowi jeszcze mocnej zostaje z kolei zaakcentowane znaczenie poezji (Poeta żydowski, „Tygodnik” 1908, nr 36). Tom liryków Rosenfelda nazwał krytyk poezją czynu, rozumiejąc pod tym dość utartym wówczas zwrotem oddziaływanie sztuki na świadomość odbiorcy.

Publicystyka społeczna. W roli komentatora bieżących wydarzeń politycznych Breiter po raz pierwszy zabrał głos w 1907 r. W artykule Galicja przed wyborami („Przegląd Społeczny” 1907, nr 16) zaakcentował przede wszystkim aktywność polityczną wśród warstw najuboższych społeczeństwa, po raz pierwszy dopuszczonych do urn. Sympatia publicysty znalazła się po stronie socjaldemokratów, którzy według niego byli największym gwarantem praw proletariatu. Po wyborach analizował układ polityczny w sejmie austriackim, pisząc, że socjaldemokracja jest jedyną autentyczną i twórczą siłą zdolną zmienić rzeczywistość (Walka o sejm, tamże, nr 36). Na łamach „Tygodnika” w 1909 r. opublikował trzy artykuły programowo realizujące założenie pisma prowadzonego przez Adolfa Grossa opowiadającego się za samoorganizacją życia zbiorowości żydowskiej w kraju. Wpisały się one również w dyskusję toczącą się w społeczności żydowskiej, której bieguny, przynajmniej publicystycznie, wyznaczały z jednej strony asymilacja, z drugiej syjonizm. W artykule Berek Joselewicz i Theodor Herzl („Tygodnik” 1909, nr 23) Breiter nie skupiał się na różnicy ideowej między tymi wielkimi postaciami, ale wskazywał punkt wspólny, którym była przebudowa świadomości Żydów i obudzenie pragnienia wyzwolenia, rozumianego także jako idea wciąż aktywna i prowadząca ku przyszłości. Wzmacnianie postawy duchowej to – według Breitera – fundamentalne zadanie realizowane przez najnowszą kulturę tworzoną przez artystów żydowskich (W drażliwej sprawie, tamże, nr 30). Zwracał uwagę na jałowość ideologiczną obecnego ruchu syjonistycznego (Utopia, tamże, nr 37). Wszystkie te artykuły Breiter pisał w poczuciu pełnej przynależności do społeczności Żydów polskich.

Georges Sorel. Szczególnie ważne jest studium Breitera Filozofia społeczna Jerzego Sorela („Krytyka” 1911, t. 29, z. 4–8), które można uznać za początek następnego etapu recepcji myśli Sorelowskiej w publicystyce polskiej. Początkujący krytyk odważnie zmierzył się z lekturą pism Sorela, rozpatrując jego poglądy na tle szerszego procesu uspołecznienia się filozofii, czyli przejścia, jak pisał, „od apriorycznego absolutu do wszelkich przejawów życia i z nich czerpanie do swych metod i konstrukcji” (tamże, z. 4). Najpełniejszym wyrazem nowego stosunku do rzeczywistości stał się dla krytyka pragmatyzm Williama Jamesa, który potraktował jako ruch umysłowy ujmujący człowieka twórczo i aktywnie, jako postać działającą w określonej wspólnocie (zasada użyteczności społecznej). Do tak rozumianego pragmatyzmu włączył zarówno socjologiczne propozycje Émile’a Durkheima, jak i poglądy Henriego Bergsona i w tym szerokim kontekście ideowym omawiał stanowisko Sorela. Breiter nie krył entuzjazmu wobec procesu uspołeczniania się filozofii. „Skrajny empiryzm” pozwolił Sorelowi przezwyciężyć ortodoksyjny marksizm oraz socjologizm. W roli wielkiego nauczyciela Sorela widział Breiter Pierre-Josepha Proudhona. Szczególne zainteresowanie obudziła rozprawa Sorela La Ruine du monde antique. Conception matérialiste de l’histoire (1901), i to z niej uczynił klucz do zrozumienia poglądów filozofa. Największe uznanie i podziw Sorel budził jako badacz, który genialnie i oryginalnie zdaniem publicysty odsłonił mechanizm oddziaływania na świadomość zbiorową idei (ideologii) pozostającej najlepszym orężem proletariatu w walce o przemiany społeczne. Krytyk scharakteryzował również Sorelowską koncepcję mitu, zarysowując ogólny schemat projektowania (stwarzania) przyszłości, odbywającego się przez odpowiednio zmotywowaną do działania świadomość człowieka twórczego, którego najlepszym wcieleniem jest robotnik – wytwórca (wartość pracy). Opisał także działanie syndykatów, przez które, jak przekonywał Breiter, „ludzkość produkująca dochodzi do pełnego wyrazu” (tamże, z. 7–8). Wyeksponował wizerunek Sorela moralisty, akcentując pozytywne i sprawcze aspekty jego filozofii, nie analizując zbyt głęboko m.in. kwestii przemocy powiązanej z Sorelowską koncepcją mitu (strajk generalny). Breiter pragnął przybliżyć poglądy autora Złudzeń postępu, uwalniając go od – nawet najbardziej genialnego – pośrednika, którym wówczas był Stanisław Brzozowski. Przetłumaczenie przez Breitera Złudzeń postępu potwierdza jego ambitne zamiary, których nie udało się mu w pełni zrealizować. Sam pozostawał pod zbyt dużym wpływem autora Legendy Młodej Polski, ale próbował się z nim rozliczyć, przenosząc także młodopolski „spór o Brzozowskiego” do międzywojnia (Stanisława Brzozowskiego: „Módl się i pracuj”, „Zdrój” 1918, t. 4–5; Na ruinach Młodej Polski. Stanisław Brzozowski, „Maski” 1918, z. 2–4). Do studium o Sorelu powrócił Breiter w czasie II wojny światowej, pracując m.in. nad nową jego wersją. To ważne świadectwo związków z modernizmem, który wyraźnie zaciążył na poglądach krytyka (Bergson i Sorel, „Wiadomości” 1957, nr 48).

„Ja” krytyczne. Próba jednoznacznego przypisania Breitera do któregoś z modeli krytyki modernistycznej wydaje się zbyt ryzykowna. Istotnym zagadnieniem jest obecność elementów poetyki modernistycznej w jego wypowiedziach z okresu międzywojennego. W krytyce artystycznej do 1918 r. posługiwał się szkicem i recenzją, w których bardziej interpretował, niż omawiał i oceniał dany utwór, co było częstą praktyką młodopolskich krytyków lekceważących informacyjny aspekt wypowiedzi. Używał języka metaforycznego, odwołując się do różnych dziedzin sztuki przenikających się się wzajemnie. Zaprezentowana przez Breitera w kilku szkicach ucieczka w wieloznaczne metafory oraz niechęć do filologicznej terminologii pozostają również znakiem jego modernistycznych „powinowactw”. Uwznioślenie w szkicu o dramaturgii Wyspiańskiego było dla niego sposobem oceny utworu literackiego. W studium o Sorelu niezbyt szczęśliwa próba połączenia języka filozoficznego wywodu i swobody metaforycznych określeń sprawiła, że wywód stał się mało przejrzysty i niespójny. Pisząc o autorze Złudzeń postępu, Breiter odniósł się do aktu krytycznego, a jego późniejsze definiowanie zadań krytyki zawsze nawiązywało do spostrzeżeń z 1911 r. Breiter rozumiał specyfikę, a nawet irracjonalność geniuszu pisarza. Jego zdaniem geniusz twórczy wyłamuje się spod jarzma istniejących przesądów i prawd, stając się „uświadamiaczem” nowych form ideowych. Sądził, że przejawy twórczości artystycznej należy konfrontować z życiem społecznym, w czym widział zadanie krytyki (Filozofia społeczna Jerzego Sorela). Krytyk podążał w kierunku socjologicznej perspektywy ujmowania działa sztuki, czego także mógł nauczyć się od Sorela i Brzozowskiego. Breiter wywodzi się z tych odmian modernizmu polskiego, w których nie odrzuca się społecznego posłannictwa sztuki, i z tym wyposażeniem, już jako ukształtowany recenzent, rozpoczął imponującą pracę krytyka teatralnego i literackiego II Rzeczypospolitej.</document>
<document nplp_id="13016" title="Breza Adam" slug="breza-adam">Dziennikarz, felietonista, krytyk literacki, teatralny i malarski. Pseudonimy i kryptonimy: Adam Goraj; Vieux Polonais; Redivivus vivus; A...a; (A – a); A.B.; a.b.; (a.b.); A.Br.; (A.Br.); a.br.; ABR; Ad. Br.; Adam B.; b.; (b.); Br.; br.; (?).


Informacje biograficzne. Urodził się 8 I 1850 w rodzinnym majątku Świątkowo k. Żnina. Był synem hr. Włodzimierza Antoniego z Goraja h. własnego, prezesa Koła Polskiego w sejmie pruskim (i wnukiem Stanisława, ministra Księstwa Warszawskiego), oraz Wandy Wierzbińskiej. Szkołę średnią skończył w Poznaniu, studiował prawo i literaturę w Lipsku i Monachium, które – jako ośrodek skupiający polskich malarzy – skierowało zainteresowania Brezy na estetykę, tu wydawał pisemko „Kolega” ozdabiane rysunkami Jana Rosena i Henryka Piątkowskiego. Dłuższy czas spędził w Paryżu, do którego później nieraz wyjeżdżał na kilkutygodniowe pobyty. Okazyjnie zamieszczał okolicznościowe wspomnienia o weteranach powstania listopadowego w „Kurierze Poznańskim”. Jako krytyk zaczął funkcjonować pod pseudonimem Adam Goraj, publikując w 1876 r. obszerną, krytyczną ocenę pracy Franciszka Krupińskiego Romantyzm i jego skutki oraz w 1881 r. ostrą krytykę pracy Piotra Chmielowskiego Zarys literatury polskiej z ostatnich lat szesnastu. Prawdopodobnie w 1880 r. przeniósł się do Warszawy. Podawana w niektórych nekrologach informacja, że powodem przeprowadzki była utrata majątku rodzinnego, jest nieprawdziwa. W 1883 r. kupił od siostry Anny Kalksteinowej rodzinne Świątkowo, jednak widocznie nie potrafił utrzymać majątku, który wystawiono na licytację w 1885 r.; posiadłość nabył Teodor Kalkstein, szwagier Brezy. W tym samym 1883 r. ożenił się z Izabelą Goldstand (1865–1922), córką Aleksandra, znanego finansisty, wiceprezesa zarządu Kolei Iwangorodzko-Dąbrowskiej (Breza był tam naczelnikiem biura taryfowego i reprezentował firmę na międzynarodowych kongresach kolejnictwa). Miał z nią dwie córki: Aleksandrę i Wandę. Prasa humorystyczna nieraz pisała o nieprzyjaźni między Brezą a teściem. Prawdopodobnie od 1894 r. małżeństwo żyło w separacji (nekrologi Izabeli podpisano: „matka, córki i rodzina”). Od 1882 r. Breza pracował w redakcji „Słowa” (współredagował Przegląd literacki, Pogadanki sobotnie, pisał recenzje teatralne). Jednocześnie publikował Listy o sztuce w „Tygodniku Powszechnym” (1884–1885), sporadycznie w „Tygodniku Ilustrowanym”. W 1887 r. objął dział krytyki teatralnej oraz malarskiej w „Kurierze Codziennym”. Współpracował z „Wiekiem” (2. poł. lat 90. i początek XX w.) i „Wiekiem Ilustrowanym”, pisywał w „Nowej Gazecie” (1906) i „Kurierze Narodowym” (1906), po czym na wiele lat związał się z redakcją tygodnika „Świat” redagowanego przez Stefana Krzywoszewskiego. Tu drukował głównie prace o malarstwie, jako Redivivus vivus prowadził felieton poświęcony obrazkom życia warszawskiego, pseudonimem Redivivus podpisywał Felieton warszawski. Samodzielnie redagował „Turystę Polskiego” – dod. „Świata” (1912). Krytyki teatralne i malarskie drukował w „Przeglądzie Porannym” (1915–1916) i „Przeglądzie Wieczornym” (1920). W latach 20.–30. był związany z „Gazetą Warszawską”, pisał do „Kuriera Porannego”, wchodził w skład redakcji „Rzeczpospolitej” (tu stały felieton Przechadzki po st.m. Warszawie podpisywany Vieux Polonais), był związany z „Warszawianką” (dział Polityka i wiadomości). Pod koniec życia publikował w „Warszawskim Dzienniku Narodowym”. Syndykat Dziennikarzy Warszawskich nadał mu tytuł „nestora dziennikarzy” (1927). Ostatnie lata przeżył w niedostatku, nie otrzymywał zaopatrzenia emerytalnego. Zmarł 23 X 1936 w Warszawie.

Był popularną postacią w życiu towarzyskim Warszawy. Utrzymywał zażyłe kontakty m.in. z Henrykiem Sienkiewiczem, Bolesławem Prusem, Adolfem Dygasińskim (w Opisie imprezy wojennej Imć pana Alberta Milicerego został sportretowany jako Adaś Brzozowski). Wielokrotne powoływano go na jurora w konkursach artystycznych, ceniąc jego wszechstronne kompetencje w dziedzinie estetyki.


„Zabłąkany rycerz romantyzmu”. Nazwano go tak z przesadą, ale jako krytyk literacki opublikował niewiele. Dwa wystąpienia polemiczne odbiły się echem i są przypominane w historii literatury. Atak ks. Franciszka Krupińskiego na romantyzm Breza zbijał, wykazując, że: wyostrzanie dystynkcji między romantyzmem a klasycyzmem jest niezasadne; opieranie programów estetycznych i politycznych na elementach różniących uderza w ciągłość tradycji i skutkuje osłabieniem tożsamości narodu; odrzucanie ideałów i uczuć musi prowadzić do nihilizmu (W sprawie romantyzmu. Słów kilka z powodu rozprawy F. Krupińskiego „Romantyzm i jego skutki”, „Tygodnik Ilustrowany” 1876, nr 22–24). W krytyce Zarysu literatury Piotra Chmielowskiego (Tendencyjność i krytyka. Słów kilka z powodu dzieła Dra P. Chmielowskiego pod tytułem „Zarys literatury polskiej z ostatnich lat szesnastu”, „Kurier Warszawski” 1881, nr 148–161) Breza ponownie występował w obronie ciągłości tradycji. Zarzucił pozytywistom: lekceważenie przeszłości; zawężanie pola widzenia do kręgu interesów „Przeglądu Tygodniowego” i „Niwy” przy jednoczesnym braku orientacji w tym, co się działo w innych zaborach; niedorzeczny i estetycznie nieuprawniony kult tendencyjności; jednostronną a często niesprawiedliwą ocenę pisarzy stosujących metodę realistyczną, ale unikających ideowych deklaracji propozytywistycznych. Wykazanie błędów rozumowania Chmielowskiego (skoro pozytywiści sami się przyznawali do niewiedzy, nie mogli jednocześnie być nauczycielami innych; albo wywód trzyma się formy subiektywnego pamiętnika, albo obiektywnego opisu dziejów) i braku orientacji krytyka w realiach kulturalno-politycznych Wielkopolski, a także lekceważący stosunek do obozu postromantycznego były słuszne. Breza w polemicznym zapale też popełniał błędy rzeczowe, co natychmiast podchwycono i zapamiętano jako dowód obskurantyzmu. Druk Tendencyjności i krytyki w „Kurierze Warszawskim” był na bieżąco komentowany przez „Nowiny” i „Kurier Codzienny”, toteż Breza w przypiskach polemizował jednocześnie z obrońcami Chmielowskiego (w wersji książkowej te aktualizacje usuwał). Krytykę Brezy uznano za paszkwil mający przeszkodzić Chmielowskiemu w objęciu katedry literatury w Uniwersytecie Warszawskim (zarzut niesłuszny, ale bolesny; między Brezą a Chmielowskim trwała odtąd głęboka niechęć).

Breza zacierał granice między klasycyzmem a romantyzmem i romantyzmem a pozytywizmem (za pierwszego romantyka uznawał Homera), wysuwając na plan pierwszy w ocenie dzieł kategorię narodowości oraz ideał harmonii w kompozycji utworu. Takie stanowisko zajął w podręczniku Literatura polska. Dzieło, pomyślane jako przewodnik dla samouków, było wydawane zeszytami. Stale anonsowane przez „Kurier Codzienny”, w formie książkowej miało dwa wydania (1890, 1891). Podręcznik Brezy został niemiłosiernie wyśmiany przez Chmielowskiego, który zarzucił autorowi żenujące braki wiedzy rzeczowej i brak systemowego ujęcia. Widocznie ocena Chmielowskiego rozeszła się po kraju, bo „Kolce” kpiły z pokonanego autora. „Ziarno” zamieściło ocenę pochlebną, ale drugiej części Breza już nie ogłosił, Stefan Krzywoszewski podał zaś, że pracę wycofano z obiegu. Literaturę zgodnie z estetyką romantyczną lub ideorealistyczną Breza traktował jako wyraz ducha ludzkiego przynoszący odczucie myśli i piękna. Ducha dostrzegał głównie w języku, stąd majoryzował znaczenie języka w rozwoju literatury, choć nie miał należytego przygotowania lingwistycznego i popełniał błędy. Pod względem faktograficznym i konstrukcyjnym podręcznik Brezy krytykowano słusznie, ale inne elementy są godne uwagi. Zauważono, że autor podważył celowość periodyzacji historycznoliterackiej, jako pierwszy wprowadził do wykładu konteksty polityczne oraz obszerne tło porównawcze, choć tego nie umiał sfunkcjonalizować (A. Bądzkiewicz). Doceniono pionierskie próby opracowania dziejów prasy polskiej (S. Jarkowski). Z czasem dostrzeżono też racje Brezy wykazującego mankamenty ówczesnego literaturoznawstwa oraz przyjętą przezeń metodologiczną konsekwencję uznania kryterium języka jako tworzywa literatury i jako podstawy periodyzacji (K. Cysewski).

Sukcesem krytycznoliterackim Brezy było studium o rozwoju artyzmu nowelistycznego Prusa (Bolesław Prus (Aleksander Głowacki), „Słowo” 1887, nr 49–56 z przerw.); wskazywał tutaj harmonię między „dobieraniem łez i śmiechu”, dyskretny „półton” relacji w Omyłce pozwalający na głębsze odczuwanie tragizmu, prawdopodobne psychologicznie kreacje postaci.

Niewiele wnosiły do biografii autorów ani do interpretacji ich utworów nieliczne ogłaszane przez Brezę wspomnienia o zmarłych literatach (E. Lubowskim, M. Gawalewiczu), zdawkowe są uwagi interpretacyjne o niektórych utworach (K. Laskowskiego czy M. Gawalewicza). Wielokrotnie za to przedrukowywano i powoływano się na osobiste wspomnienia Brezy o Prusie i Sienkiewiczu (trwałe znaczenie mają wyjaśnienia dotyczące rozrastania się Ogniem i mieczem, które było planowane jako utwór jednotomowy kończący się na oswobodzeniu Heleny).


O teatrze i sztukach plastycznych. Lata pisania recenzji teatralnych nie przyniosły artykułu, który by odegrał poważną rolę w dziejach krytyki. Zapamiętano Brezę raczej jako nadąsanego kronikarza teatru popularnego dla mas. W „Wieku” prezentował nowości teatralne z Niemiec i z Francji, choć referował je z drugiej ręki, na podstawie tamtejszych dzienników, czego nie ukrywał. Dla „Kuriera Codziennego” pisał o aktualnym repertuarze teatru Rozmaitości i – rzadziej – teatrów ogródkowych. Można spotkać zarzuty, iż „wypisywał brednie” i „szydził z prawdziwych ideałów w sztuce” („Rola” 1892, nr 44), lecz jednak dostrzegano tu „akademicką zamaszystość” („Mucha” 1891, nr 31), a nawet były opinie, że należy „do owej pentarchii tworzącej opinię i wyrokującej o losach sztuk i artystów” (obok W. Bogusławskiego, K. Kaszewskiego, J. Keniga, K. Zalewskiego – „Ziarno” 1891, nr 1). Tę ocenę można podtrzymać tylko wobec recenzji ogłaszanych na przełomie lat 80. i 90. w „Kurierze Codziennym”. Breza nieczęsto recenzował wybitne sztuki i ich realizacje teatralne. Wyróżniał się cykl artykułów Teatr Meiningerów w Warszawie („Słowo” 1885, nr 103–104, 107, 113). Krytyk był wyraźnie urzeczony koncepcją Meiningeńczyków („To już nie teatr, to akademia estetyki i poezji dramatycznej dochodząca do najwyższego szczytu złudzenia w rzeczywistość. [...] Przestaje się być widzem i słuchaczem; jest się po prostu naocznym świadkiem rzeczy dziejących się istotnie, nie na scenie”; tamże, nr 103). Brał udział w głośnej debacie o wystawieniu Makbeta Williama Shakespeare’a w 1891 r., zwracając uwagę na wyjątkowo wymagającą scenografię, a także – w burzliwej dyskusji o Manfredzie George’a Gordona Byrona w Teatrze Wielkim w 1892 r. (m.in. rezerwa wobec sztuki niescenicznej będącej „wielkim monologiem” sprowokowała Prusa do obrony przedstawienia). Docenił też piękno „poematu dramatycznego” Stanisława Wyspiańskiego Bolesław Śmiały, formułując przy okazji tezę, że „nastrój” sztuki teatralnej wypływa tak z dzieła, jak z usposobienia widowni („Świat” 1908, nr 1). Stale omawiał wystawienia komedii współczesnych (J. Blizińskiego, E. Lubowskiego, Z. Przybylskiego, K. Zalewskiego) oraz dramatów (S. Kozłowskiego, S. Rzewuskiego). Regularnie odnotowywał obecność sztuk francuskich na polskich scenach.

W poglądach estetycznych reprezentował stanowisko bliskie Karlowi Lemckemu, Henrykowi Struvemu, Wiktorowi Gomulickiemu: eksponował idealizm antynaturalistyczny, wagę treści sztuki i jej cel moralno-wychowawczy, a w zakresie formy artystycznej – prawdę szczegółów branych z obserwacji, prawdopodobieństwo psychologiczne postaci, unikanie przesady. Mając tak ugruntowane zasady, narzekał nieraz, że jakieś rozwiązanie scenograficzne lub reżyserskie należało zrobić inaczej („można urządzić całkiem inaczej”, „można zaciemnić scenę”, krotochwilę „trzeba grać w tempie farsy”, należy „grać ją gładko, równo i nader szybko”). Zdarzało mu się przejmować rolę doradcy podpowiadającego, jak mają być wystawiane sztuki obce (widownia nieraz nie rozumie aluzji, nie reaguje na humor śmieszący tylko w lokalnym kontekście kultury). Zajmował go głównie teatr popularny, choć z politowaniem mówił o publiczności „żądnej melodramatów” i zakochanej w „ogródkowo-niedzielnej muzie” („Kurier Codzienny” 1891, nr 38). Dużo pisał o estetyce sztuk jednoaktowych, komedii, krotochwili, farsy, bufonady. Poetyką farsy objaśniał Pana Jowialskiego Aleksandra Fredry; domagał się, by melodramatu nie traktować zbyt serio. Sformułował sporo tez dotyczących estetyki komizmu w sztukach popularnych, do których warto wracać („Kurier Codzienny” 1892, nr 13, 48). Pisane w XX w. recenzje teatralne Brezy ograniczały się do zreferowania treści sztuki.

W sporach o malarstwo między Stanisławem Witkiewiczem a Henrykiem Struvem, w okresie triumfów „monachijczyków” i ekspansji impresjonistów Breza zajął stanowisko umiarkowanego konserwatysty akceptującego realistyczne obrazy rodzajowe i wykazującego duże zrozumienie dla nowych nurtów estetycznych (poza symbolizmem). Choć dla współczesnych jego opinie nie liczyły się i nie były przywoływane, obecnie dzieje krytyki malarskiej nieraz je cytują. Rzadko mieszał się w skandale z dziedziny sztuki (F. Żmurko w 1885 r. pozwał go do sądu za twierdzenie, że Zawstydzoną malował według fotogramów). Protestował przeciw odrzuceniu płócien Józefa Chełmońskiego na wystawę w Zachęcie w 1888 r., upominając się zwłaszcza o Noc gwiaździstą. Brał udział w dyskusji o Trąbkach Aleksandra Gierymskiego (1888). Credo estetyki malarskiej wyłożył w cyklu artykułów Pogawędki artystyczne („Słowo” 1883–1884). Breza żądał od malarstwa, by z płótna i postaci „wiał duch” i „myśl”, by widz odczuwał „moment historyczny” („Słowo” 1883, nr 217). Odrzucał dbanie o doskonałość techniki, bo osłabia myśl i natchnienie. Oczekiwał obrazów realistycznych, zgodnych z rzeczywistością („Brzydkie szkapy, bo brzydkie, ale śliczne prawdą” – „Kurier Codzienny” 1888, nr 348; „olśniewający prawdą pejzaż nadwiślański” – tamże, nr 191). Obok prawdy szukał w obrazach oryginalności, dlatego prorokował zmierzch tematyki historycznej (jedynie J. Matejko, J. Brand i H. Siemiradzki mogli sprostać tym wymaganiom).

Breza wystąpił z krytyką założeń impresjonizmu, w którym widział analogię do programu Émile’a Zoli i odstąpienie od realizmu: „Impresjoniści zaś w malarstwie powiadają: malujmy rzeczy tak, jak one nam się z pewnego punktu widzenia przedstawiają, bez względu na wszelkie inne okoliczności. [...] Kierunek ten doszedł stanowczo do karykatury, skoro do zasadniczej idei dołączył nowy szczegół określający potwornie stosunek zewnętrznego świata do malarza” – „Słowo” 1883, nr 307). W impresjonizmie widział tylko technikę, obrazy „bez duszy”; ograniczenia tej metody wykazywał na przykładzie sztuki portretowej. Z czasem Breza stał się kronikarzem omawiającym następne wystawy w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych (w „Świecie” i „Przeglądzie Wieczornym”). Nieoryginalne, ale trafne są jego uwagi o pejzażystach polskich (J. Chełmońskim, A. Gierymskim, J. Pankiewiczu, M. Wywiórskim, S. Sawiczewskim). Artysta pejzażowy zdaniem Brezy winien „odczuwać i rozumieć krajobraz”, patrzeć „wprost w naturę i odtwarzać ją z przejęciem i miłością” („Świat” 1909, nr 39). Okazyjnie pisał też o rzeźbie, ceramice i nowoczesnej grafice. Jako jeden z pierwszych doceniał sztukę Olgi Boznańskiej i Anny Bilińskiej. Kwintesencja jego oczekiwań jako krytyka malarstwa zawiera się w żądaniu „trafnej obserwacji i umiejętności podpatrzenia natury” („Przegląd Wieczorny” 1920, nr 71).</document>
<document nplp_id="13021" title="Brodzki Zbigniew" slug="brodzki-zbigniew">Krytyk literacki, powieściopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: A.St.; A. Stefanowski; B.; Z.Br.; Z.B.; zb.; BR.; z.; BZ.

Informacje biograficzne. Urodził się w Warszawie w 1877 r. jako syn Bolesława i Tekli z Brochockich. Miał cztery siostry. Skończył gimnazjum i zapisał się na wydział prawny Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Usunięty z uczelni za udział w manifestacjach przeniósł się – zgodnie z nakazem władz – do Wilna, później udał się na studia do Dorpatu, skąd go relegowano. Podjął studia filozoficzne w Lipsku oraz studia z historii sztuki w Monachium, gdzie poznał Stanisława Przybyszewskiego. Został wydalony z granic Rzeszy, udał się do Paryża i tam studiował literaturę francuską i sztukę. Prawdopodobnie w kolonii polskich artystów zaznajomił się ze Stanisławem Posnerem, przyszłym wydawcą „Ogniwa”, gdzie będzie publikował, a także z Janem Lorentowiczem, inicjatorem „wkładki” „Literatura i Sztuka” w „Nowej Gazecie”, z którym również nawiąże kontakt redakcyjny. Współpracował ponadto z „Prawdą”, „Sfinksem”, „Ateneum”, „Wędrowcem”. W 1904 r. zawarł związek małżeński ze Stefanią Heleną Strasburger, córką Aleksandra i Karoliny z Müllerów. Wykładał na tajnym Uniwersytecie Latającym i w szkołach prywatnych. Został uwięziony w 1907 r. i wydalony na jakiś czas z Królestwa Polskiego. Jest autorem powieści z okresu paryskiego Chwile (1911) oraz pośmiertnie wydanej powieści Oni (1912). Zmarł w Warszawie 10 VI 1911, został pochowany w grobowcu rodzinnym na Powązkach.

Krytyka literatury i sztuki. Literatura polska. Brodzki wyznawał i realizował modernistyczne zasady krytyki literackiej: „Lecz co znaczy krytykować? Krytykować (w danym zakresie) nie znaczy oceniać podług norm taksujących lub korygować; nie znaczy też kontrolować, czy obecnymi lub nieobecnymi są pewne nowe wartości, lecz znaczy świadomie, czynnie zgłębić, przyswoić sobie przez nawiązanie nici z własną wrażliwością i istotę tej łączności wypowiedzieć, tworząc w ten sposób odrębne dzieło sztuki przez intuicyjne wyczuwanie i uzewnętrzniające kształtowanie... Krytykować to znaczy, nie poprzestając na biernym wchłanianiu i uleganiu, zapłonąć pragnieniem czynnego reagowania, pragnieniem wszechstronnego zrozumienia, czym jest dane dzieło sztuki, i zrównania mu w sposób twórczy [...]. Krytykować to znaczy świadomością swoją sprostać danemu dziełu sztuki” (Co to jest krytyka literacka?, odczyt wygłoszony w 1909 r. w Polskim Stowarzyszeniu Równouprawnienia Kobiet, dalej: PSRK). Krytyka nie jest dziedziną nauki, ale przejawem twórczości, to rodzaj

duchowej reakcji na cudze dzieło, spotęgowanej do rozmiaru czynu (wypowiedź krytyczna). Jest to następstwo chwili, w której dusza krytyka, wprawiona w stan drżenia, odnajduje w cudzym pięknie siebie samą. Autor uwzględnia także systematyczny rozbiór dzieła sztuki jako działanie uzupełniające. Podstawę reakcji krytycznej stanowi intuicyjne i nastrojowe (nastrój identyfikuje Brodzki z usposobieniem wewnętrznym) rozpoznanie więzi z dziełem („mną jesteś”), wyzwalające w krytyku poczucie siły („sprostam tobie”). Tak jak zrozumieniu znaczenia słowa pomagają tembr głosu, gest, grymas twarzy mówiącego, tak pojęcia ukute przez krytyka zachowują zmysłową mgławicowość, świeżość, muzyczność.

W następnych artykułach, przedrukowanych w wydanych pośmiertnie Szkicach społecznych i literackich (1913, cz. 2: Literatura polska), Brodzki sformułował, zgodnie z wyznawaną filozofią twórczości, swoje „reakcje” na temat pisarzy, których cenił za odrębność i pojmowanie życia jako ukrytej tajemnicy (Jerzy Żuławski, „Prawda” 1905, nr 21; Władysław Orkan, tamże, nr 46–47). Wolność, oryginalność i szczerość artysty to cechy, które Brodzki akceptował w powieściach młodej Zofii Nałkowskiej (Książę). Nie raziła go postawa estetyzująca, widział w niej emanację wolności, która nie podlega ukierunkowaniu nawet w czasach rewolucyjnego chaosu. Myślenie o sobie: „[...] nie są to chwile mało ważne lub zasługujące na szyderstwo... To chwile szczerości. Na próżno nakładamy na duszę łańcuchy norm i kategorii; na próżno różnicujemy nastroje, jej drżenia i falowania; na próżno chcemy rozgraniczać ich dziedziny. Istnienie nasze to szereg momentów, które albo suną jedne za drugimi, albo występują jedne obok drugich. A poprzez nie wszystkie idzie rytm – zasada ruchu i powrotu, i czyni je jednością. Dusza, która ma w sobie bohaterstwo, ma też i chwile, kiedy tęskni do takiej szarej godziny, a zresztą bohaterstwo to też chwila uintensywnienia wewnętrznej nieokreśloności” (Bajkowe nastroje. O powieściach p. Zofii Rygier-Nałkowskiej, odczyt wygłoszony w 1909 r. w PSRK). Równie wysoko cenił estetykę, a mówiąc językiem krytyka – duchowość, Tadeusza Micińskiego (Z tajemnic Tatr. O „Nietocie” Micińskiego, odczyt wygłoszony w 1910 r. w PSRK).
Eseje. Literatura obca. Artykuły społeczne Brodzkiego (Szkice, cz. 1) to niewielkie eseje dotyczące współczesności. Przewijają się przez nie pojęcie życia, zachwyt dla jego siły witalnej i wyrzuty piętnujące polską nieumiejętność sprostania tej mocy, stanięcia z nią w szranki. Pojawia się też wyraźna nuta nietzscheańska, nawoływanie do działania i do wyzwolenia w sobie nienawiści wobec mroku, słabości, apatii, zła: „Nienawiść zła to potęga twórcza, obalająca wszystko, stare, co dławiące; nienawiść to młot stalowy, kujący przyszłość; nienawiść to iskra życia, to hymn istnienia, to pieśń zemsty i zapału” (Rozkwit duszy, „Prawda” 1905, nr 23). Artykuły mówiące o pisarzach francusko- i niemieckojęzycznych (Szkice, cz. 3–4) stanowią ich doskonałą prezentację. Autor, nie odwołując się do biografii twórców, ich pochodzenia, oddaje w sposób żywiołowy, poruszający charakter ich dzieł. Lista twórców obejmuje najwybitniejszych artystów przełomu XIX i XX w., m.in. Jules’a Laforgue, Émile’a Verhaerena, Belga Charles’a van Lerberghe, Marcela Schwoba, Alfreda Momberta, Franka Wedekinda, Rachildy (właśc. Marguerite Vallette-Eymery). Brodzki pisze językiem „reaktywnym”, oddaje odczucia wywołane lekturą, podniesione do stopnia krystalizacji krytycznej; jest to jednak reakcja kontrolowana, umożliwiająca sformułowanie tego, co Hippolyte Taine nazywał cechą dominującą określonego pisarza lub dzieła.

Historia literatury a krytyka literacka. W pisarstwie Brodzkiego te dwa bliskie sobie sposoby ujęcia wiedzy o literaturze nie mają punktów wspólnych. Systematycznie opracowywany i dobrze przyjęty w środowisku nauczycielskim Zarys historii literatury francuskiej (1907–1912) opierał się na regułach, których Brodzki nie stosował w wypowiedziach krytycznych. Obowiązywało wprowadzenie odwołujące się do epoki, jej klimatu, nowych koncepcji filozoficznych. Przegląd literatury zaczynał od krytyki i było to jedyne novum, jakie zastosował. Układ poszczególnych tomów, od średniowiecza do współczesności, opierał się na wyodrębnieniu określonych tendencji w sztuce, a w dalszej kolejności – gatunków, i na jasnym, przejrzystym omówieniu twórczości wybranych autorów. Zarys mógł dobrze spełniać funkcję podręcznika, i zapewne w tym celu powstał. Porównanie z esejem Poezja smutku. Smutek jako ton zasadniczy współczesnej poezji polskiej. Studium literackie (1911), mającym tak jak Zarys ambicje przeglądowe, punktuje różnice między oboma typami wypowiedzi: dla Brodzkiego-krytyka podział gatunkowy nie ma znaczenia – do poezji smutku włącza zarówno prozę poetycką Stanisława Przybyszewskiego, poematy Jana Kasprowicza, wiersze Kazimiery Zawistowskiej, Leopolda Staffa, jak i utwory Stefana Żeromskiego, Wacława Berenta, Stanisława Wyspiańskiego. Buduje z nich nową całość, jej konstrukcję opiera na przedefiniowaniu zjawiska smutku, który rozumie jako skupienie, siłę, cechę ludzi wybitnych. Język eseju jest często parafrazą języka poszczególnych twórców, a w wielu przypadkach koliskiem delikatnie wyodrębnionych (bez przypisów, aparatu, wykaz źródeł na końcu książki) cytatów z ich dzieł.

Reprodukcja dzieł sztuki. Brodzki, jak Walter Benjamin 20 lat później, dostrzega związek między rozwojem techniki i demokratyzacją społeczeństw a tendencją do coraz powszechniejszego reprodukowania arcydzieł. Jego zdaniem grafika, litografia lub sztych mogą osiągnąć poziom mistrzowski jako dzieła samodzielne, odrębne, rzadko jako reprodukcje, chyba że zatrudni się do wykonania remake’ów znakomitych artystów (tak zrobiło wiedeńskie wydawnictwo „Hausschatz älterer Kunst”, wydając 20 zeszytów z reprodukcjami-sztychami dzieł Rubensa, Rembrandta, Murilla, Rafaela i in.). Pod względem staranności i perfekcyjności technik reprodukcji zdaniem Brodzkiego przodują wydawnictwa niemieckie i wiedeńskie wprowadzające nowe rozwiązania, np. fotograwiury, miedziodrukowanie (Notatki artystyczne, „Ogniwo” 1904, nr 16).

Na granicy. Odmiana krytyki uprawianej przez Brodzkiego, a właściwie twórczości, która bierze za przedmiot cudze dzieło, była echem krytyki francuskiej, przede wszystkim rozpraw Jules’a Lemaître’a. Jak pisze Zygmunt Lubicz, Brodzki poszedł jeszcze dalej: wybierał z literatury wyłącznie to, co odpowiadało jego wrażliwości. Przedwczesna śmierć uniemożliwiła ewolucję tego talentu.</document>
<document nplp_id="13022" title="Analiza i&amp;nbsp;wizualizacja danych" slug="analiza-i-wizualizacja-danych">Wizualizacja danych może mieć charakter eksploracyjny i prezentacyjny. W pierwszym wypadku, wykorzystujemy narzędzia do wizualizacji, by rozeznać się w naszych danych i zinterpretować nasze spostrzeżenia. W wariancie drugim, prezentacyjnym, posługujemy się wizualizacją w celu argumentacyjnym, by lepiej zademonstrować wnioski uzyskane innymi metodami.

W tym rozdziale skupimy się na dwóch podejściach badawczych, które nazwiemy statystycznym i sieciowym. Pierwsze podejście wykorzystuje podstawowe statystyki, pozwalające ustalić częstość występowania danej cechy, zazwyczaj w wymiarze chronologicznym, przestrzennym lub porównawczym między grupami obserwacji. Podejścia sieciowe skupiają się na analizie relacji między bytami lub tekstami. Oba podejścia mogą się przenikać w ramach jednego badania (zwłaszcza w przypadku analiz sieciowych, które korzystają ze statystyk) – tutaj opisujemy je oddzielnie dla jasności wywodu.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="13025" title="Brückner Aleksander" slug="bruckner-aleksander">Polihistor, slawista, językoznawca, historyk literatury i kultury polskiej, krytyk. Pseudonimy i kryptonimy: A.B.; A.Br.; Towarzysz Broni; ***.


Informacje biograficzne. Urodził się 29 I 1856 w Tarnopolu. Pochodził z rodziny mieszczańskiej; jego ojcem był Aleksander Marian, urzędnik państwowy, matką była zaś Emma z Kilianów. Gimnazjum ukończył we Lwowie i na tamtejszym uniwersytecie studiował filologię klasyczną i polonistykę, m.in. u Antoniego Małeckiego i Romana Pilata. Doktoryzował się w Wiedniu w 1876 r., tam też dwa lata później uzyskał habilitację (w zakresie slawistyki). Kształcił się również w Lipsku pod okiem Augusta Leskiena, a w Berlinie u Vatroslava Jagića, po czym w 1881 r. objął Katedrę Języka i Literatur Słowiańskich, zostając w wieku 25 lat profesorem nadzwyczajnym, a rok później zwyczajnym. Pracował tu do 1924 r. i do końca życia mieszkał w tym mieście, nazywany z czasem „samotnikiem berlińskim”. W Berlinie redagował jedno z najważniejszych pism slawistycznych „Archiv für Slavische Philologie”. Ważnym etapem jego biografii naukowej były pobyt w Petersburgu (od sierpnia 1889 do maja 1890 r.) i prowadzone tam prace archiwalne, które przyniosły spektakularne odkrycia polskich dokumentów literackich i językowych.

Odważnie eksponował swoją polskość, ale raczej nie angażował się w politykę. Wyjątkiem był czas I wojny światowej, kiedy zaprzyjaźnił się z Wilhelmem Feldmanem i współpracował z nim jako działacz i publicysta. Pozostawał w bliskich relacjach z dawnym kolegą szkolnym Albertem Zipperem, Ignacym Chrzanowskim, Stanisławem Kotem. Utrzymywał intensywne kontakty z przedstawicielami polskiej kultury, szczególnie ze środowiskiem krakowskim. Od 1888 r. był członkiem-korespondentem Komisji Językowej Akademii Umiejętności, od 1891 r. jej członkiem zwyczajnym. Był także członkiem Akademii Nauki w Petersburgu, Pradze, Belgradzie i Sofii, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Stał się polską instytucją naukową na obczyźnie, służąc kulturze polskiej i slawistyce. Zmarł 24 V 1939 w Berlinie. We wrześniu 2023 r. prochy Brücknera i jego żony Emmy Hakelberg (1855–1940) zostały sprowadzone do Polski i pochowane na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.


Kręgi zainteresowań. Ogromny dorobek Brücknera, obejmujący wiele dyscyplin humanistycznych i wymagający niezwykłej erudycji, budził szacunek współczesnych i potomnych. Uznawano go za osobowość wybitną i wyjątkową. W nekrologach nazywano go „olbrzymem polskiej nauki” (I. Chrzanowski), „tytanem pracy naukowej” (T. Sinko), „wizjonerem nauki” (T. Wiwatowski). Julian Krzyżanowski twierdził, że był „najznakomitszym historykiem literatury”.

Brückner pisał o sobie jako o pracowniku „niezasklepionym ani na jednym polu, ani w jednym tylko piśmiennictwie” (Czego od polonistyki najpilniej wymagamy, „Nauka Polska” 1919, t. 2). W zakresie jego działalności naukowej znalazły się m.in. historia języków słowiańskich, historia literatury (zwłaszcza dawnej), kultury i języka polskiego, litewszczyzna, mitologia (słowiańska, polska i litewska), folklorystyka, historia obyczajów, dzieje kultury. Przedmiotem jego badań była szeroko pojęta kultura umysłowa, a wieloaspektowe jej postrzeganie okazało się możliwe dzięki zainteresowaniom etnograficznym, folklorystycznym czy socjologicznym. W początkowym okresie kariery naukowej publikował studia językoznawcze (w znacznym stopniu z zakresu litewszczyzny) w języku niemieckim. Ważnym inicjalnym momentem na polu badań literackich stała się obszerna recenzja trzech tomów wydania pomnikowego Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego opublikowana po niemiecku w „Archiv für Slavische Philologie” (1885, Bd. 8). Brückner prowadził poszukiwania zabytków języka polskiego w księgozbiorach oraz archiwach krajowych i zagranicznych. Najbardziej spektakularne efekty przyniósł wyjazd do Petersburga, z którego przywiózł przede wszystkim Kazania świętokrzyskie, nieznane wcześniej pieśni religijne, wiersz Słoty o zachowaniu się przy stole, ważne teksty modlitewne i inne. Właśnie odkrycia i prace wydawnicze stanowiły najcenniejsze podstawy dorobku naukowego Brücknera. Specjalizował się w literaturze dawnej (głównie średniowiecznej i barokowej), ale wydał też m.in. Marię. Powieść ukraińską Antoniego Malczewskiego (1925), którą bardzo cenił.

Ogromne znaczenie dla polskiej kultury mają studia Brücknera poświęcone reformacji i jej przedstawicielom, w których aprobatywnie oceniał XVI-wieczną swobodę wyznań i sumienia oraz tolerancję religijną. To w tych pracach szczególnie dobrze uwyraźniła się perspektywa kulturoznawcza uwzględniająca wiedzę na temat życia obyczajowego polskiego społeczeństwa. W zakresie badań literackich specyfiką Brücknera było znaczne wykroczenie poza literaturę wysokoartystyczną, docenienie literatury popularnej, ludowej sowizdrzalskiej (był twórcą tego terminu). Zajmował się też instytucjami warunkującymi obieg literatury (np. cenzura i drukarstwo). Nie utożsamiał historii literatury z dziejami oświaty. Utwory literackie traktował jako dokumenty życia narodowego i społecznego, zwłaszcza obyczajowego. Nie uwzględniał granicy między literaturą piękną a piśmiennictwem i stosował szerokie pojęcie literatury, włączając do niej także dzieła naukowe. Pisał: „Prawdziwy cel i zadanie literatury, a więc i historii literatury, da się w jednym, jedynym słowie streścić: wyzwolenie. Wyzwolenie ducha ludzkiego nieśmiertelnego z pęt codziennego życia, z niedoli banalnej, z tych wszystkich łańcuchów, które za sobą wleczemy” (O literaturze rosyjskiej i naszym do niej stosunku dziś i lat temu trzysta, 1906). Współpracował z wieloma pismami, takimi jak „Archiv für Slavische Philologie” i jego kontynuacja „Zeitschrift für Slavische Philologie”, „Kuhn’s Zeitschrift”, praska „Slavia”, „Kwartalnik Historyczny”, „Pamiętnik Literacki”, „Wisła”, „Lud”, „Biblioteka Warszawska”, „Ateneum”, „Przegląd Polski”, „Prace Filologiczne”, „Przegląd Warszawski”, „Przegląd Współczesny”, „Wiadomości Literackie”, „Nauka Polska”, „Książka”, „Nowa Książka”, „Deutsche Literaturzeitung”, „Časopis pro moderni filologii”. Niemieckojęzyczny dorobek Brücknera wymaga odrębnego opracowania.


Postulaty badawcze. Brückner był praktykiem, który nie wierzył w sformułowane programy. Takie nastawienie, połączone z odpowiedzialnością za wielodyscyplinową dziedzinę, którą się zajmował, bardzo dobrze odzwierciedlają pisma teoretyczne: O najważniejszych postulatach historii literatury polskiej (1900) oraz Czego od polonistyki najpilniej wymagamy (1919). Mają one charakter postulatywny, przynoszą katalog konkretnych zadań do wykonania, a nie ogólnie sformułowane dyrektywy. W pierwszym dziele Brückner zwracał uwagę na konieczność rewizji dotychczasowej hierarchii autorów i utworów polskiej literatury oraz poszerzenia i pogłębienia badań. Uzasadnia niezbędność zajęcia się bajką polską, satyrą polityczną, powieściami ludowymi. Równie ważne jest wypracowanie właściwych sposobów sprofilowania ujęć historycznoliterackich. Odsłanianie niemonolityczności literatury polskiej to w przekonaniu Brücknera priorytet historii literatury. Podobnie zostały sformułowane zalecenia na czasy po odzyskaniu niepodległości. Rozumiejąc „polonistykę” jako całokształt wiedzy o narodzie, gromadzonej przez badaczy „różnych działów” naukowych (Czego od polonistyki), Brückner widział potrzebę opracowania rozmaitych słowników, zintensyfikowania badań w zakresie ludoznawstwa i kultury pierwotnej, wydawania zapomnianych utworów, upowszechnienia porównawczego stanowiska w ujmowaniu zjawisk kulturowych, stworzenia podstaw do napisania rzetelnych dziejów kultury polskiej. Przypominał przy tym zasadnicze problemy polskiej nauki pod zaborami, jakimi były niesystematyczność i niesystemowość działań badawczych, oraz to, że w staraniach historycznoliterackich „porywaliśmy się coraz do syntezy, do przedstawienia całości dziejów piśmiennictwa, nie przygotowawszy pola pracą monograficzną” (tamże), a tylko monografie gwarantują rozwój nauki. Sam tak właśnie postępował, najwięcej wysiłku wkładając w wydania tekstów, ujęcia szczegółowe, problemowe i monograficzne, a później dopiero przygotowując ujęcia syntetyczne.

Metodologia. Brückner kojarzony jest przede wszystkim z metodą filologiczną. Charakteryzowało go komentatorskie podejście do tekstów, którymi się zajmował. W jego pracach ujawniało się zainteresowanie kwestiami językowymi, o ile tylko było uzasadnione. Filolog to jednak nietypowy, co trafnie uchwycił dobrze go znający Feldman, pisząc, że autor Mitologii słowiańskiej był „uosobionym przeciwieństwem pedanterii, ciasnoty, kultu litery i ignorowania ducha, co jest charakterystycznym znamieniem filologów typowych; pełnia człowieczeństwa w nim żyje i pozwala mu zawsze za bibułą wyczuwać człowieka, za człowiekiem wyczuwać kołysanie się fal wszechżycia...” Brückner z kolei dobitnie zaznaczył swoje podejście do metody filologicznej, oceniając pisarstwo Feldmana: „Nie jest to dzieło szperacza-filologa, i to jego wielka zasługa, bo nigdy nie grzęźnie w drobiazgach, nie spuszcza z oka całości, wielkości, łączności z prądami duchowymi” (Historyk literatury, 1922). Brückner był filologiem w szerokim znaczeniu tego słowa. Twierdził: „Całokształt, encyklopedię nauki o narodzie, głównie o jego przeszłości jako nauce teraźniejszości, nazywamy filologią” (Czego od polonistyki). Właśnie ten historycznokulturowy horyzont to najszersza rama, obejmująca i scalająca wszystkie zabiegi i dzieła Brücknera. Znakiem rozpoznawczym uczonego i krytyka stało się natomiast stosowanie analiz komparatystycznych.

Podstawy metodologiczne Brücknera tkwią w pozytywistycznej koncepcji nauki, choć nie stosował konsekwentnie jej postulatów. Za wartość uznawał dokładne poznawanie faktów szczegółowych, unikał raczej uogólnień. Miał zaufanie do badań socjologicznych, a psychologizm i biografizm nie były mu szczególnie bliskie. W literaturze i kulturze mniej go interesowały zjawiska indywidualne postrzegane autonomicznie, a bardziej wytwarzające je mechanizmy społeczne. Zagadnienia estetyczne zwykle sytuował na dalszym planie. W większym stopniu niż szukanie prawidłowości interesowało go ukazywanie różnorodności zjawisk historycznych. W Historii i filologii twierdził, że historia ma dwie główne „pomocnice” – filologię i socjologię; w dalszej kolejności znaczenie mają antropologia i archeologia.

Słynął z formułowania śmiałych hipotez. Ich podstawą bywały ogromna wiedza i odwaga przełamywania stereotypów myślowych i rodzaj naukowej wyobraźni. Nie zawsze dysponując dostatecznymi dowodami, nie powstrzymywał się przed wypowiadaniem nowych przekonań czy publikowaniem sądów zaledwie prawdopodobnych. Dlatego nierzadko musiał wycofywać się ze swoich koncepcji i rozpoznań, korygować bądź zmieniać wcześniejsze opinie.


O krytyce. Refleksja metakrytyczna nie stanowiła przedmiotu specjalnych zabiegów intelektualnych Aleksandra Brücknera. W jego dorobku znalazły się jednak wypowiedzi na temat roli krytyki i krytyków. Najważniejsza z nich, Krytyka i krytycy („Nowa Książka” 1934, z. 1), pochodzi z późnego etapu pracy badacza i sumuje sprofilowaną zgodnie z tytułem wiedzę autora oraz jego własne doświadczenia krytyczne. Według Brücknera krytyka pojawiła się wraz z literaturą i tylko niektóre okresy w dziejach (np. średniowiecze, a częściowo także czasy humanizmu) były jej pozbawione. Często uprawiana w formie „bezwiednej”, jako aktywność zawodowa narodziła się w XVII w. we Francji, a w Polsce w XIX w. za sprawą Maurycego Mochnackiego i Adama Mickiewicza, którzy zainicjowali krytykę literacką o „podkładzie filozoficznym, estetycznym i uniwersalnym” (tamże). Profesjonalizacja działalności krytycznej nastąpiła wraz z rozwojem dziennikarstwa w 2. poł. XIX w., ale Brückner nie uznaje jej dokonań za znaczące. Odnotowując gwałtowny wzrost liczby krytyków w Młodej Polsce, zauważa, że dorobek krytyczny epoki pozostaje w cieniu jej osiągnięć w zakresie twórczości literackiej. Nieporównywalnego z wcześniejszym znaczenia krytyka nabiera jego zdaniem dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, co związane jest z obniżaniem jakości oferty literackiej oraz poziomu humanistycznego wykształcenia społeczeństwa: „Przed krytyką otwiera się szersze pole niż kiedykolwiek indziej; dziś przypada jej rola niemal wychowawcza; coraz liczniejsza i różnorodniejsza rzeczpospolita czytających nie da sobie narzucić dyktatury – faszyzmu smaku (jak za dobrych czasów Koźmianów i Osińskich), ale chętnie usłucha wytwornych, poważnych, sumiennych głosów krytyki nieuprzedzonej, świadomej celu. To wymaga jednak i gruntownego wykształcenia, więc i do krytyka zawołamy: Trzeba się uczyć, upłynął czas złoty!” (tamże). Relatywnie niski poziom polskiej krytyki Brückner wiąże z brakiem motywacji do podejmowania sporów literackich, warunkowanym „dobrotliwą przyrodą słowiańską” (tamże) oraz mentalnym zobojętnieniem. To przekonanie o niepolemiczności polskiego pisarstwa krytycznego przekłada się w wywodzie badacza na wizję niedynamicznego procesu historycznoliterackiego, pozbawionego wyrazistych przełomów. Pośrednio wskazuje to na wagę krytyki w kształtowaniu przemian literackich.

Zadania i funkcje krytyki są w ujęciu Brücknera zorientowane na czytelnika, któremu potrzebna jest profesjonalna pomoc w doborze i ocenie lektur, wcześniej odpowiednio zanalizowanych. Nakłada to na specjalistę w tej dziedzinie szczególną odpowiedzialność i wymaga stałego doskonalenia kompetencji. Poza wiedzą „krytyk-sędzia” (tamże) musi cechować się również smakiem, potrzebnym nie tylko do oszacowania wartości estetycznej dzieł literackich (priorytet kryterium estetycznego nad względami ideowymi), lecz także do właściwego ukształtowania własnej wypowiedzi, która powinna być „dziełem sztuki” (tamże). Prawda i piękno to zdaniem autora podstawowe wartości i kryteria w kodeksie krytyka, a bezstronność – bezwzględne wobec niego wymaganie (w odniesieniu do swojej teraźniejszości autor przestrzegał przed ograniczeniami krytyki marksistowskiej i psychoanalitycznej).

Znamienny w rozważaniach badacza na temat krytyki literackiej jest postulat rozszerzenia jej przedmiotu: „Życzylibyśmy jednak, żeby krytyka literacka nie wyłącznie beletrystyce służyła; są przecież dzieła historyczne, etnograficzne, nawet, o zgrozo, archeologiczne, które szerszą publiczność zająć by mogły. Krytyka fachowa, której nie grożą nigdy wykolejenia, nierzadkie u beletrystycznej, zdaje o nich sprawę fachową, ależ do tej publiczności »Kwartalnik Historyczny« czy »Lud«, czy inne podobne pismo wcale nie dociera. Nic nie ubliży powadze krytyka-literata, jeśli zwróci uwagę publiczności na podobne dzieła [...]” (tamże).

Historyk literatury a krytyk literacki. Przedstawione w Krytyce i krytykach ogólne wymagania względem tej dziedziny pojawiały się już wcześniej w pismach Brücknera. W artykule Bronisław Chlebowski jako krytyk literacki („Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 16) autor ukazuje w syntetycznym skrócie „oświeconego, wyrozumiałego krytyka-literata”, którego charakteryzuje „bystrość i ścisłość sądu” (tamże), ogromna kultura duchowa, empatyczna wrażliwość na dzieła literackie, staranna, a nawet wytworna forma, odwaga rewidowania upowszechnionych sądów i stawiania śmiałych hipotez. Przedmiot tej wypowiedzi trudno wszakże jednoznacznie określić, bo Brückner jako nierozdzielne traktuje kompetencje i dokonania Chlebowskiego krytyka i Chlebowskiego badacza literatury. Kwestia specjalizacji i podziału ról nie jest zresztą dla autora w ogóle oczywista: „[...] można pytać, czy Chmielowskiego, Tarnowskiego, Spasowicza do krytyków zawodowych, czy do historyków literatury policzymy” (Krytyka i krytycy).

Brückner podejmuje jednak próby różnicowania zadań krytyka i historyka literatury. Pierwszy przede wszystkim sądzi i ocenia, jest „łącznikiem pierwszym między górnym i chmurnym autorem a publicznością zbitą z tropu nowym, niezrozumiałym na razie zjawiskiem” (Historyk literatury). Drugi szuka, bada, poznaje, rozumie, wskazuje powiązania, dbając przy tym o wydobywanie faktów, dzieł i autorów z mroków zapomnienia; obaj powinni mówić jasno i pięknie. Dorobek krytyka zasadniczo wspiera działania historyka literatury, choć – jak w przypadku Chmielowskiego – może także utrudniać pracę uczonego, nadmiernie zaabsorbowanego poznawaniem na bieżąco powstających utworów. Krytyk może zaś wiele skorzystać z lektury monografii historycznoliterackich. Obszarem wspólnym krytyki i historii literatury jest u Brücknera literatura „nowsza i najnowsza” (tamże), będąca obiektem krytycznej oceny, ale niezbędna też w dobrze spełniającej swoje zadanie syntezie historycznoliterackiej.

Choć Brückner zaznaczał dystans do całościowo ujmowanej krytyki pozytywistycznej, to wyrastał z jej tradycji. Cenił jej przedstawicieli, a rozmaite powinowactwa myślowe oraz przekonanie o znaczeniu formy wypowiedzi łączyły go zwłaszcza z Chlebowskim. Podobnie jak wielu autorów pozytywistycznych widział rolę krytyka jako przewodnika odbiorcy i kontrolera jakości współczesnego piśmiennictwa. Jako zasady w postępowaniu krytycznym uznawał bezstronność, obiektywizm i przedmiotowość, choć w praktyce daleki był od wyważania sądów i ukrywania swojej podmiotowości. Interesująco w pisarstwie krytycznym Brücknera ulegał przemianom pozytywistyczny model uczonego systematyka i postulat naukowości krytyki. Będąc profesjonalnym badaczem i uprawiając krytykę fachową, opierał swoje sądy na rzetelnie ugruntowanej wiedzy, ale przez styl swoich wypowiedzi nieraz zaznaczał dystans do „togi uczonego”. Spośród krytyków młodopolskich szczególnie cenił Feldmana.


Sztuka recenzji. Szczególne miejsce w dorobku Brücknera zajmują recenzje. Pisał je przez ponad 50 lat, publikował w kraju i za granicą, a ich przedmiotem są przede wszystkim prace naukowe i popularnonaukowe z różnych obszarów humanistyki, w tym z zakresu historii literatury polskiej, edycji źródeł, językoznawstwa, slawistyki i wielu innych. Profil jego recenzyjnych zainteresowań dobrze odzwierciedla tytuł jednej z prac: Z dziejów naszej kultury i literatury. Wydawnictwa najnowsze (1918), bo zawiera się w nim i informacja o przedmiocie refleksji, i perspektywa ujęcia tego przedmiotu. Formuła ta wskazuje ponadto, że namysł nad efektami bieżącego ruchu publikacyjnego nie służy tylko informacyjnej rejestracji, lecz także wpisaniu ich w porządek kulturowej ciągłości.

Długotrwałość i intensywność działalności recenzenckiej oraz jej bardzo szeroki zakres problemowo-tematyczny czyniły z Brücknera jednego ze specjalistów najlepiej zorientowanych w kierunkach rozwojowych polskiej (i obcej) humanistyki. Zrecenzował większość dzieł fundamentalnych dla historii polskiej literatury i kultury. Pisząc recenzje, autor sprawnie łączył kompetencje krytyka, poddając ocenie omawiane rozprawy czy książki, i badacza dzielącego się wiedzą. Tadeusz Grabowski zwracał wszakże uwagę, że Brückner był „bliski Chlebowskiemu stanowiskiem krytycznym, które mniej oceniało, a więcej charakteryzowało i opisywało”. Znamionowały go z jednej strony odwaga wypowiadania sądów wyrazistych, niekiedy bardzo ostrych, a z drugiej nastawienie na sprostowania, korekty, uzupełnienia, dopowiedzenia. Brückner, choć zwykle jest pewny swoich racji, często jednak stawia pytania, wysuwa wątpliwości, sugeruje niejednoznaczność jakiejś kwestii, docieka przyczyn niedoskonałości, jest wyrozumiały dla pomyłek, ale nigdy dla niewiedzy. Zawsze angażuje się w dociekanie prawdy, dlatego jego recenzje często stają się studiami czy drobnymi rozprawkami, nierzadko cenniejszymi niż omawiane dzieło. Przedmiotowość podejścia do komentowanych prac łączyła się u Brücknera z zaangażowaniem emocjonalnym i wyrażaniem wprost swoich sympatii i antypatii.

Brückner zwraca uwagę na rzetelność dokumentacyjną, faktograficzną dokładność, informacyjną ścisłość. Opracowanie nowych materiałów musi być znaczącym przyczynkiem do dziejów piśmiennictwa, nie może służyć tylko inwentaryzacji. Oczekuje od autorów prac naukowych obiektywności, ale też krytycyzmu i emocjonalnego zaangażowania. Imponuje mu odwaga stawiania śmiałych hipotez, o ile nie stoi za nią naukowa nonszalancja. Oceniając prace, uwzględnia wszystkie ich aspekty, sprawdza, czy są indeksy, komentuje szatę graficzną książki. Duże znaczenie przyznaje formie, w jakiej przekazywana jest wiedza. Zwraca uwagę na klarowność wywodu, kondensację treści, ale i na atrakcyjność prezentacji, która może wpłynąć na zainteresowanie nie tylko profesjonalnego czytelnika. Encyklopedię staropolską ilustrowaną Zygmunta Glogera ceni np. za jej podobieństwo do „sumiennej, obfitej, a dokładnej powieści historycznej, nieobciążonej do tego balastem narracyjnym, dialogowym” („Książka” 1903, nr 3). Jest przekonany, że dobry styl może przesądzać o wartości dzieła, a nawet przewyższać pod względem ważności jego merytoryczne aspekty: „Tarnowski ma styl, Chmielowski go nie ma, styl ów, który wypływa z indywidualności, temperamentu, choćby stronniczości czy namiętności autora, co się tak przejął dziełem, zapalił nim, że sam daje się porwać uczuciom, może tu i ówdzie miarę słuszną traci, ale za to i czytelnika pociągnie za sobą, zajmie nawet tam, gdzie go nie przekona, gdzie na zastrzeżenia, a choćby nawet protesty się narazi. Wobec tego rozstrzygającego przymiotu nikną szczegóły” („Biblioteka Warszawska” 1902, t. 2).

Brückner miał spory dystans do własnej roli jako recenzenta. Pisał o syntezach Chmielowskiego i Tarnowskiego: „[...] niech czytelnik łaskawy nie zapomina, że ma do czynienia z recenzentem, z diabolus rotae, który i na Słońcu, i na Świętym plamek odszukiwa, cóż dopiero na śmiertelniku ułomnym [...], niech również raczy pamiętać, że zaziera do pracy Zoila-Gryzosława i zbyt tragicznie tych rzeczy nie bierze” (tamże). Kończąc artykuł Czego od polonistyki najpilniej wymagamy, wyjaśniał, że wyrażał w nim „prośby, przestrogi, pomysły [...] nie w zamiarach bezwzględnej, więc łatwej krytyki, lecz w chęci przysłużenia się sprawie ogólnej, każdemu z nas drogiej. W tym duchu były pisane, w takim samym proszę je oceniać” (tamże). Słowa te można by odnieść także do jego recenzji.

Polemista. Wyrazista podmiotowość krytyczna Brücknera szczególnie dobitnie ujawniała się w polemikach. Krytyk uchodził za zawziętego uczestnika sporów, bywał napastliwy i dosadnie wyrażał swoje zdanie. Typowa dla sytuacji antagonistycznej kategoryczność w formułowaniu własnych racji bywała u niego doprowadzana do skrajności, a niektóre jego intelektualne zatargi kończyły się w sądzie. Choć często się mylił i umiał przyznawać się do pomyłek, niekiedy tracił wyrozumiałość dla błędów innych, a swoją walkę z przeciwnikami w sporze motywował koniecznością dbania o jakość wiedzy i poszanowanie prawdy oraz prawem czytelników do otrzymywania informacji najwyższej jakości. Jak w przypadku wielu znanych polemistów, wpływ na taką postawę miały zarówno indywidualny temperament, jak i wyjątkowo silne poczucie misji naukowej. Już Julian Krzyżanowski zauważył jednak, że całościowe spojrzenie na uprawianie zawodu przez Brücknera pozwala dostrzec, „jak dalece apodyktyczność owa i bezwzględność podbita jest pokorą wobec wszechwładztwa prawdy”. Z perspektywy jego adwersarzy wyglądało to zupełnie inaczej.

Stosowane przez Brücknera strategie polemiczne w firmowym niemal dla niego wydaniu widoczne są w Filologii i lingwistyce. Szkicu polemicznym (1908), w którym odnosił się do krytycznych ocen wystawionych Dziejom języka polskiego przez Henryka Ułaszyna i Jana Baudouina de Courtenay. Wprost umniejszał i lekceważył pierwszego z recenzentów swojej pracy, ale i powagi drugiego, którą potwierdzał, nie obawiał się „narażać na szwank” (tamże), a nawet sięgnął po jedną z najostrzejszych krytycznych broni, czyli ośmieszenie: „[...] recenzja Baudouinowa [...] napisana tak żywo, że, chociaż niczego się z niej czytelnik nie nauczy, ubawi się znakomicie; szkoda tylko, że autor najniepotrzebniej zepsuł efekt jej komiczny: pochwały bowiem, jakimi na str. 119 mnie obsypał, po tylu wymyślaniach z tych samych ust, przejęły mnie przynajmniej wstrętem; ten zgrzyt fałszywy kazi tylko całość, zresztą aż nadto harmonijną, prawdziwie Baudouinowską” (tamże). Brückner zarzucał recenzentom „nieuctwo”, „niedorzeczności”, „zrzędzenie”, „przekorę”, „czepianie się” (tamże), a konieczność sformułowania obszernej odpowiedzi polemicznej uzasadniał niezgodą na „tumanienie publiczności” oraz potrzebą nie tyle obrony własnych racji, ile uporządkowania wiedzy służącego pożytkowi ogólnemu. Choć przyznawał, że koncentrując się w swojej pracy na konkretach, mógł zadbać także o sądy uogólniające, to zasadniczo postawionych mu uwag krytycznych nie przyjmował, a na poparcie swoich racji przytaczał wiele przykładów, przekształcając swój wywód w mikrowykłady z zakresu fonetyki, etymologii czy morfologii. Odzwierciedlały się w tej polemice i erudycja Brücknera, i jego indywidualny styl, i dbałość o formę przekazu. Tak krytyk, zaangażowany emocjonalnie w spór, przekształcał sytuację obrony własnych kompetencji w budowanie naukowego autorytetu manifestującego się przez dystans wobec przedmiotu polemiki.

Kompetencje językoznawcze i ogromne wyczucie językowe Brücknera doskonale wspierały nie tylko jego analizy czy argumentacje, lecz także operowanie słowem jako narzędziem polemiki. Choć miał skłonność do słownego nadmiaru i namnażania przykładów, potrafił być też pod tym względem bardzo oszczędny, minimalizując środki w celu osiągnięcia tym silniejszego efektu. W artykule Na „glossę” głos „prawdy” („Ruch Literacki” 1937, nr 1), będącym kolejną odsłoną polemiki z Józefem Birkenmajerem w sprawie Bogurodzicy, pisał: „Odpowiedziała zaś Prawda Glossatorowi w obawie, aby spust cytatów z bizantologii nie zaimponował laikowi, co by się nie poznał na farbowanych lisach” (tamże). Autor wprowadzał tu znaczącą grę słów, odnosząc się i do jednego z przedmiotów sporu (zasadność użycia formy „spuści” w Bogurodzicy), i do tytułów pism, w których następowała wymiana poglądów (wcześniej Brückner opublikował Prawdę o „Bogurodzicy”, Birkenmajer Glossy do „Prawdy o »Bogurodzicy«”). Własną, dominującą pozycję w sporze wyrażał przez utożsamienie swoich racji z figurą Prawdy przeciwstawionej adwersarzowi jako Glossatorowi, deprecjonowanemu przez opozycyjne usytuowanie wobec prawdy oraz przez pozbawienie nazwiska.

W rzeczowym artykule, inicjującym polemiczną wymianę z Chlebowskim w związku z językowymi uwagami umieszczonymi w przygotowanym przez niego haśle Wisła do Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, słowna oszczędność i panowanie nad strukturą wywodu ujawniają się przez wyraźną ramę kompozycyjną krótkiego tekstu, w której eksponuje się znaczenie etymologii w badaniach, a następnie wskazuje się na zagrożenia, jakie niesie ze sobą niekompetencja w tym zakresie: „Obok etymologii, prostującej szlaki tradycji i historii, krzewi się bujniej obłęd etymologiczny, zwodzący ze szlaków na manowce; należy się go wystrzegać” („Ateneum” 1895, t. 2). W ten sposób znaczenie błędów Chlebowskiego zawiera się w zasadzie w tej różnicy między etymologią a „obłędem etymologicznym”, a ich zwięzła ocena ujawnia się nie tyle w deprecjonującej etykiecie, ile przez wskazanie na skutki zmarnowania potencjału, którym dysponują tego typu badania. Podobną inwencyjnością polemiczną wykazywał się Brückner także w innych sporach. 

Język i styl. Brückner używał języka niekonwencjonalnie. Jego zindywidualizowany styl, pozwalający na eksponowanie wyrazistej osobowości, mieścił w sobie precyzję wyrażania i interesującą metaforykę, brawurowe łączenie terminów naukowych z żywiołem potocznej polszczyzny, powagę i humor, zaangażowanie emocjonalne i rzeczowość. Będąc czcicielem prawdy, Brückner rzadko posługiwał się zobiektywizowanym stylem naukowym. Komunikatywność i atrakcyjność wypowiedzi były dla niego tak samo ważne. Nie szlifował zbytnio swoich tekstów prasowych, podążał za wartkim tokiem myśli, popełniając błędy, popadając w nadmiar słów i zawiłość, kiedy indziej zaś porządkując wywód przez wyliczenie najważniejszych tez. Pochopność w wyrażaniu sądów godziła się w jego wypowiedziach z dążeniem do precyzji i konkretności. Niekiedy nie ułatwiał czytelnikowi odbioru, choć jego wprost wyrażaną intencją było pisanie zrozumiałe dla jak największego grona czytelników, toteż granice między dyskursem naukowym a popularnonaukowym często się u niego zacierają. Zawsze potrafił zaciekawiać. Jak trafnie zauważył Wacław Borowy: „Dziwne to było. Czasem dziwaczne. Ale nigdy zimne. Nigdy ciemne”. Brückner twierdził: „[...] o kwestiach językoznawczych można bez hocus-pocus »uczonego« wystarczająco rozprawiać” (Filologia i lingwistyka). Także o innych sprawach rozprawiał według tej samej zasady, np. „twórcy porywali czytelnika, krytyk zbierał za nimi podkowy” (Krytyka i krytycy); „pozytywiści ulotnili się tak samo niby cichaczem przed Młodą Polską” (tamże). Fenomen Brücknera polegał m.in. na tym, że tego typu sformułowania nie naruszały w żaden sposób autorytetu, którym się cieszył.</document>
<document nplp_id="13026" title="Brzozowski Stanisław" slug="brzozowski-stanislaw">Krytyk literacki, filozof kultury, eseista, powieściopisarz, dramaturg, popularyzator, socjalista. Pseudonimy i kryptonimy: Jan Batóg; Adam Czepiel; A. Czepiel; A.C.


Informacje biograficzne. Leopold Stanisław Leon Brzozowski (imię używane: Stanisław), syn Wandy z Borowskich i Feliksa, plenipotenta majątków, urodził się 28 VI 1878 we wsi Maziarnia na Chełmszczyźnie. W 1888 r. wstąpił do szkoły przygotowawczej Kapitonowa w Lublinie; rok później został przyjęty do tamtejszego gimnazjum. W l. 1892–1896 uczęszczał do renomowanego gimnazjum w Niemirowie pod Winnicą, po jego ukończeniu wstąpił na Wydział Przyrodniczy Cesarskiego Uniwersytetu w Warszawie. Już w czasie edukacji akademickiej Brzozowski stał się osobistością kontrowersyjną, a wydarzenia ówczesne dały jego późniejszym prześladowcom asumpt do polityczno-biograficznego szantażu. W październiku 1897 r. wybuchł studencki protest przeciw sześciu profesorom, którzy podpisali hołdowniczy telegram z okazji położenia kamienia węgielnego pod pomnik Michaiła Murawiewa-„Wieszatiela” w Wilnie (wystąpienie zwane „ziłowszczyzną” od nazwiska wykładowcy). Władze uczelni postawiły w stan oskarżenia 244 (czyli niemal połowę) studentów, z czego 30 wydalono. Brzozowskiego ukarano rocznym zawieszeniem. W czerwcu następnego roku wyszło na jaw, że jako prezes półlegalnego studenckiego Bratniaka zdefraudował kilkaset rubli na leczenie ojca śmiertelnie chorego na raka (zmarłego w 1899 r.). Po wakacjach Brzozowski został aresztowany jako rzekomy działacz Koła Oświaty Ludowej i osadzony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. W tym czasie sąd koleżeński studentów odebrał mu prawa honorowe na trzy lata. W trakcie śledztwa Brzozowski załamał się i zadenuncjował wielu współtowarzyszy. Zwolniono go w październiku. Wystarczył miesiąc w kazamatach cytadeli, by zapadł na gruźlicę. Zamiast kontynuować studia, trafił więc do sanatorium w Otwocku, gdzie poznał przyszłą żonę, córkę sławnego etnografa, Antoninę Kolberg, z którą w 1901 r. wziął ślub. W 1902 r. Brzozowski podjął współpracę z wydawnictwem Arcta, a w końcu 1903 r. z pismem „Głos”, na którego łamach przeprowadził swe najsłynniejsze wczesne kampanie krytyczne. W 1904 r., na fali nadciągającej rewolucji, stał się też cenionym prelegentem niejawnych instytucji oświatowych i mówcą wiecowym (wykładał w Warszawie, Łodzi, Falenicy). Przemawiając na wiecu kilka tygodni przed petersburską „krwawą niedzielą”, doznał krwotoku płucnego. Za jedyny ratunek uznano natychmiastowy wyjazd do Zakopanego: odtąd wypadki rewolucyjne oceniał z perspektywy galicyjskiej. W Krakowie, gdzie wygłosił odczyty zwane zbiorczo Filozofią romantyzmu polskiego, i we Lwowie, gdzie rozwijał wizję „światopoglądu pracy i swobody”, zyskał ogromną popularność charyzmatycznego mówcy. Oferowano mu nawet „wolną katedrę literatury polskiej” inkorporowaną do Politechniki Lwowskiej. Postępy gruźlicy zmusiły jednak Brzozowskiego do wyjazdu – przez Wiedeń i Wenecję – do Nervi pod Genuą, a następnie do Szwajcarii, gdzie opracowywał zbiór studiów i polemik Kultura i życie (wyd. 1907), wstępne koncepcje Legendy Młodej Polski (wyd. 1909) i pisał powieść Płomienie (wyd. 1908).

Przy okazji wznowienia 15 XI 1906 wykładów we Lwowie doszło do jednej z najperfidniejszych w dziejach literatury i myśli polskiej prowokacji politycznej: w gmachu Politechniki rozrzucono anonimowe broszury Materiały śledztwa żandarmskiego z roku 1898 w sprawie Towarzystwa Oświaty Ludowej. I. Zeznania Leopolda Stanisława Leona (3 imion) Brzozowskiego. Tego dnia krytyk ogłosił List otwarty, gdzie – nie uchylając się od winy – przedstawił własną wersję wydarzeń. Publiczność zaufała mu i wykłady kontynuowano, lecz wstrząs nerwowy sprawił, że Brzozowski z żoną i czteroletnią córką musiał powrócić na kurację do Nervi, a wkrótce zamieszkał we Florencji. Pod jego nieobecność, na początku 1907 r., ukazały się Współczesna powieść polska, Współczesna krytyka polska oraz Kultura i życie. Chwilowa stabilizacja jego sytuacji, przynajmniej w aspekcie publikacyjno-wydawniczym, szybko okazała się złudzeniem. Już w maju 1906 r. do Władimira Burcewa, kronikarza rosyjskiego ruchu rewolucyjnego i działacza partii socjalistów-rewolucjonistów, zgłosił się „skruszony” agent, urzędnik do specjalnych poruczeń przy naczelniku warszawskiej Ochrany, Michaił Bakaj. Wśród przekazanych przezeń rewelacji znajdowała się lista szpicli, na której figurował niejaki Leopold Brzozowski. Burcew cały rok sprawdzał wiarygodność Bakaja, a w końcu opublikował dokument. W kwietniu 1908 r. podały go do wiadomości publicznej nielegalne periodyki socjalistyczne Królestwa – „Czerwony Sztandar” i „Robotnik”, a następnie legalny galicyjski „Naprzód”. Brzozowski ogłosił dwa oświadczenia, lecz tym razem mu nie wierzono. Zwrócił się więc do partii socjalistycznych z żądaniem sądu obywatelskiego. PPS-Lewica oraz SDKPiL odmówiły w nim udziału, ukazała się natomiast biorąca Brzozowskiego w obronę broszura Lemiesz i szpada przed sądem publicznym autorstwa Karola Irzykowskiego i Ostapa Ortwina. Sesje trybunału odbyły się w Krakowie w lutym i marcu 1909 r. bez wydania werdyktu. Trzecią sesję odroczono na wniosek oskarżonego, któremu stan zdrowia nie pozwolił na przyjazd z Włoch. Sprawa pozostała na zawsze nierozstrzygnięta (J.W. Borejsza przejął po M. Sroce misję weryfikacji akt z archiwów rosyjskich; można przyjąć, że polityczno-społeczna biografia krytyka czeka jeszcze na podsumowanie).

W przygniatającej nędzy, mimo groźby amputacji nogi, Brzozowski pracował wciąż niestrudzenie. W 1910 r. ukazały się Idee, zaczął też pisać Pamiętnik. Nauczył się angielskiego i włoskiego na tyle dobrze, by sprawnie czytać i przekładać. Następny rok przyniósł dalszy spadek sił i dwie operacje, lecz pisarz zdołał przygotować zbiór esejów Głosy wśród nocy; ukazał się też pierwszy tom powieści Sam wśród ludzi. Zmarł 30 IV 1911 we Florencji w wieku niespełna 33 lat. Został pochowany na cmentarzu Trespiano; na nagrobku wyryto „Poeta e Filosofo”, co jest formułą nieprzypadkową, rekapitulującą późne fascynacje Brzozowskiego związane z romantycznym wzorcem uprawiania poezji, a zarazem kształtowania swej biografii na wzór takich poetów, jak George Gordon Byron czy Dante Alighieri.


Dwa debiuty. Współpraca z czasopismami. Brzozowski debiutował recenzją książki Rudolfa Stammlera Recht und Wirtschaft nach materialistischer Geschichtsauffassung („Przegląd Filozoficzny” 1900, nr 4). Debiut ten nie okazał się w pełni instruktywny dla dalszych jego poszukiwań, ale materializm historyczny, obecny w tytule recenzowanej pozycji, powracał w jego refleksji w charakterze dźwigni krytycznej. W 1901 r. rozpoczął pisanie na zlecenie wydawcy Michała Arcta miniaturowych książeczek popularnych, tzw. arctówek, m.in. o Józefie Kremerze, Hippolycie Tainie, Jędrzeju Śniadeckim, Friedrichu Nietzschem, Stanisławie Wyspiańskim, a także kompendia, jak Logika, Wstęp do filozofii. Za swój prawdziwy debiut uważał jednak studium Fryderyk Henryk Amiel („Prawda” 1901, nr 28–30). Publikacje te zwróciły nań uwagę i od końca 1902 r. Brzozowski figurował pośród współpracowników radykalnego tygodnika warszawskiego „Głos” – obok Jana Władysława Dawida, Ludwika Krzywickiego, Wacława Nałkowskiego, Andrzeja Niemojewskiego i in. W marcu 1903 r., trzy tygodnie po zdobyciu nagrody za sztukę Mocarz w konkursie im. Henryka Sienkiewicza, zainicjował w „Głosie” kampanię przeciw Sienkiewiczowi, angażującą całe środowisko warszawskiej lewicy. Siła i celność argumentacji zapewniła 25-letniemu publicyście rolę autorytetu, który ten kapitał obrócił wkrótce przeciw propagowanemu przez Zenona Przesmyckiego (Miriama) estetyzmowi w kulturze. Atak na redaktora „Chimery” ugruntował opinię o Brzozowskim jako o krytyku ofensywnym, publicyście-awanturniku, który narażał goszczące go łamy na skandal. Stosunek do Miriama i Sienkiewicza w dorobku Brzozowskiego ewoluował zresztą, co nie jest wyjątkiem w przypadku tego autora. Podobnie jak wielu ważnych dlań myślicieli przełomu XIX i XX w. Brzozowski nie wypracowywał sobie stabilnego, niezmiennego wizerunku danego pisarza, lecz za każdym razem eksponował wybrane aspekty jego twórczości, zgodnie z rytmem własnych poszukiwań. Dotyczy to zarówno jego publicystyki, jak i krytyki, zwłaszcza po 1906 r. Nim przystąpił do zasadniczego ataku na Sienkiewicza, a później na Miriama, opublikował w 1902 r. manifest My młodzi („Głos” 1902, nr 50) zapowiadający już bunt przeciw zastanym wielkościom kulturalnym i aktualnym tendencjom w kulturze polskiej. W 1905 r. podjął współpracę z „Krytyką”. 

Styl i kryteria praktyki krytycznej. Obowiązki krytyki projektował Brzozowski maksymalistycznie: „Krytyka, która pragnie stać się organizatorką literatury współczesnej, a poprzez nią całego życia duchowego społeczeństwa – przed żadnymi trudnościami cofać się nie może [...]. Żadna nić nie może być dla niej zbyt cienka i nieuchwytna, żadne skłębienie zbyt pogmatwane; psychologią, socjologią, filozofią, estetyką i duszą ludzką, dusz innych ciekawą, musi być taka krytyka, która na tę nazwę zasługuje” (Współczesne kierunki w literaturze polskiej wobec życia, „Głos” 1903, nr 19–22). Brzozowski definiował krytykę jako działalność: a) duszoznawczą, b) wychowawczą – w sensie głębokiej pedagogiki kolektywnej, c) organizującą tendencje rozwojowe literatury, d) przekraczającą granice literatury ku szerszym horyzontom społecznym, e) maksymalizującą wysiłki poznawcze i filozoficzne (poza akademicko uprawianą filozofią), f) będącą zaprzeczeniem wewnątrzliterackiej oceny profesjonalnej, posiłkującej się obiektywnym kryterium. Nie był w takim podejściu do krytyki odosobniony, lecz szczególnie wyraziście uzależniał ocenę dzieł od diagnozy ich relacji z aktualnym stanem kultury. Dzielił jednak z wieloma innymi krytykami Młodej Polski (jak S. Lack, W. Feldman, A. Potocki) lekceważenie dla wewnętrznego świata fikcji literackiej. Nie aprobował rozbudowanych w krytyce pozytywistycznej streszczeń, analiz charakterów postaci, ocen chwytów narracyjnych, rekonstrukcji prądów artystycznych, weryfikacji tła historycznego. Nie rekapitulował przebiegu fabuł, nie stosował – znanej choćby z późniejszej praktyki recenzenckiej Tadeusza Żeleńskiego-Boya – techniki polemicznych streszczeń. Szczególnie znamienny jest tu szkic Styl Ibsena („Przegląd Społeczny” 1906, nr 15–16), gdzie nie pada nawet jeden tytuł sztuk norweskiego dramaturga.

Z reguły Brzozowski skupiał się – z zadziwiającą zwykle intuicją – na wymowie całości dzieła i jej ideowym kontekście. Etapy pośrednie swoich analiz pomijał. Zakładał, że krytyka, jaką uprawia, nie pełni funkcji popularyzatorskiej. Za główne jej zadanie uznawał natomiast odtworzenie modelu osobowości pisarza. Autorzy byli dlań egzemplami przypisywanych im postaw psychologiczno-ideowych (wariantami „typu ideogenetycznego”). Nigdy też nie rozpatrywał ich w ewolucji, ale dążył do syntetycznej formuły, która reprezentowałaby ich twórczość w jego dyskursie krytycznym. W konsekwencji osobliwością jego pisarstwa krytycznego było traktowanie indywidualności pisarzy w izolacji, również poza głoszonymi przez nich deklaracjami i przynależnością do nurtów artystycznych. Tę właściwość praktyki krytycznej miała także synteza Legenda Młodej Polski. Niemal nie interesowała Brzozowskiego materia literacka: biograficzne bądź inne pochodzenie anegdot stanowiących oś fabuł, ich uwikłania społeczne. Wykazywał też daleko idącą obojętność dla realiów funkcjonowania literatury – tego, co stanowi jej socjologię, a zatem dla kondycji życiowej pisarzy, ich recepcji, uwarunkowań karier, absorbowanych wpływów, uwikłań towarzyskich, cenzury, wreszcie relacji z ówczesną kulturą masową, a więc tego, co tak żywo zajmowało innych krytyków epoki, choćby Karola Irzykowskiego, a nawet Miriama. Uzasadnia ten fakt rozpoznaniem: „Krytyka w naszej opinii jest czymś pośrednim pomiędzy plotką, denuncjacją a reklamą” (Współczesna krytyka literacka w Polsce, [1907]).

Od krytyki reagującej na uwarunkowania socjo-biograficzne Brzozowski się odżegnywał; w pierwszych latach swej działalności brał pod uwagę uwarunkowania polityczne, ale te rozważał na poziomie ideowo-teoretyzującym. Tylko w pamflecie Małżonek Tytanii: Juliusz Słowacki i jego krytyk Tretiak („Głos” 1905, nr 29) raz jeden mówi w ostrych słowach o ubóstwie literatów, ich zależności od opinii konserwatywnej kasty historyków literatury, a także od niekompetencji recenzentów prasowych: „Nie od rzeczy będzie uprzytomnić sobie, jak potwornie nikczemną, okaleczoną przez siebie samą dobrowolnie istotą, jak nędznym szczątkiem człowieka jest krytyk zawodowy” (tamże). Odpowiedzialność intelektualną krytyki umieszczał gdzie indziej: w zdolności do krytycznej weryfikacji stanu świadomości kulturalnej odbijającej się w utworach literackich. Na ten obraz nakłada się też widoczna w Małżonku Tytanii pogarda Brzozowskiego dla mentalności sfer akademickich: „Spośród wszystkich chwastów życia umysłowego polskiego – gatunek profesorów literatury jest niemal najbujniejszym, najokazalszym” (tamże, nr 30). Tej mentalności, a zarazem modelowi krytyki pozbawionej afektu i aspektu osobistego (w pierwszym odcinku Małżonka krytykę taką uosabia Piotr Chmielowski) przeciwstawia krytykę pozostającą w miłosnym uścisku z twórczością (tamże, nr 28). Charakterystyka krytyki pozostającej pod presją zobowiązań i pod opresją społecznego tabu, wypierającej satysfakcję lekturową i wypierającej się silnych uczuć pozostaje osobnym walorem Małżonka Tytanii.

Formuła: „Historia literatury przeobraża się w nudną i ckliwą opowieść o tym, jak się z jednych książek tworzą inne” (tamże, nr 28), czyli negacja walorów poznawczych metody genetycznej, wybitnie ograniczyła horyzont Brzozowskiego, który w praktyce krytycznej nie sięgał spojrzeniem poza XIX w. Tym samym jego model krytyki okazał się zależny od traktowania nowoczesności jako najszerzej pojmowanego „romantyzmu”, przekraczającego dalece ramy epoki na rzecz obrazu procesu długiego trwania, fundacyjnego, z którego to wszechobecnym dziedzictwem przyszło mu się zmagać. W potępianej jako koncept współczesnych sobie badaczy zachodnich „ewolucji rodzajów literackich” (Współczesna powieść polska, 1906) Brzozowski nie dostrzegł procesu dialektycznego, lecz lekceważoną przezeń „teorię walki o byt pomiędzy formami literackimi” (tamże), wobec czego polska i europejska tradycja literacka przedstawiała mu się jako jednolity blok. Projekcje stanu kultury włoskiej i angielskiej, obecne w Głosach wśród nocy, Legendzie Młodej Polski czy listach, były pozbawione w jego pismach historycznego umocowania, zyskując walor konstrukcji intelektualnych, którymi krytyk – paradoksalnie – zwalczał formacje ideowe abstrahujące od organicznego związku z historią czy materialnością ludzkiego wysiłku. Także to wskazuje, że deklarowany podówczas materializm dialektyczny traktował Brzozowski nieortodoksyjnie, a pod koniec życia udział tego światopoglądu w jego imaginarium krytycznym był niewielki. Nie zastąpiła go żadna metoda krytyczna, którą można by systematycznie przedstawić.

Niewątpliwie jego formuła krytyki kultury da się opisać jako spokrewniona z hermeneutyką, filozofią życia (to ostatnie pokrewieństwo da się umotywować historycznie) lub wielokształtną myślą socjologiczną, choćby Georges’a Sorela czy Vilfreda Pareta, lecz ambicją krytyka pozostawało przede wszystkim rozprawienie się ze „złudzeniami kulturalnej świadomości” (Legenda Młodej Polski, 1910). Historykom literatury i krytykom zarzucał, iż „nieustannie tworzą całkiem fikcyjne połączenia, ustalają prawdziwie mitologiczne związki genealogiczne”, kreując tym samym problemy „nierzeczywiste”. Poza własną intuicją krytyczną i kompetencją kulturową nie próbował tym negatywnie przez siebie ocenianym procedurom przeciwstawić żadnego systemu krytyczno-filozoficznego ani jednorodnej metody. Stąd płynie rozmaitość określeń pracy krytycznej Brzozowskiego, brak jednoznacznej klasyfikacji całościowej jego przedsięwzięcia (zależnie od dominanty merytorycznej konkretnej publikacji – lub proweniencji badaczy – przeważają „krytyk literacki”, „filozof”, „krytyk kultury”, „krytyk społeczny”). Dodatkową trudność stanowi heterogeniczność pism, w których Brzozowski realizuje naraz cele z różnych porządków ideowych i wchodzi w co najmniej dwie role. „Czysta” krytyka normatywna nie interesuje zatem jednego z najbardziej wpływowych krytyków literackich epoki.

Brzozowski klasyfikował swoje pisma jako „studium” lub essay. Nie znaczy to, by styl ich uprawiania był tożsamy. Różnica między lirycznymi w tonie wniknięciami w wizję świata danego pisarza, jak choćby passusy Współczesnej powieści polskiej poświęcone Stefanowi Żeromskiemu (charakterystyczne wierszowane „parafrazy” myśli autora, z którym krytyk odczuwał powinowactwo myślowe), a ostrą polemiką w tonie szyderczym daje pojęcie o wielopostaciowości oraz rozpiętości retorycznej jego formuł krytycznych. Niezależnie od obranej strategii ów sposób pisania czerpie z poetyki wielkich monologów scenicznych i jest w wysokim stopniu zależny od oralności, żywej mowy; ma więc aspekt performatywny. O ekspresywistycznym charakterze wywodów Brzozowskiego pisał analitycznie Michał Głowiński (1997): „Stosowanie reguły wielkiej parataksy sprawia, że Legenda Młodej Polski to jakby jeden kolosalnych rozmiarów ciąg zestawień, taki, w którym problemy polityczne mogą występować obok literackich, literackie obok filozoficznych, a te – łączyć się z doraźnymi polemikami na tematy bieżące”. Taki rytm konstruowania, połączony nierozerwalnie w Legendzie z regułą pierwszego planu, uniemożliwiałby nie tylko niuansowanie zagadnień, ale też utrzymanie prostego wynikania. Wątki z rozdziałów poprzednich nie muszą naprowadzać na problematykę kolejnych. W tym sensie Legenda, jako kilkakrotnie przez krytyka komponowana całość, niebędąca jednocześnie kolażem z pism wcześniej publikowanych, jest modelowym przykładem pojęciowo-językowych strategii Brzozowskiego. Uzupełniona o Skorowidz rzeczowy autorstwa Irzykowskiego stanowi szczególny, osobny przypadek naszego piśmiennictwa krytycznoliterackiego.

Fazy rozwojowe filozofii a projekt krytyczny. Badacze filozofii Stanisława Brzozowskiego zwykli porządkować jej ewolucję wedle schematu, który już w latach 30. XX w. zaproponował Bogdan Suchodolski, a w latach 70. rozwinął Andrzej Walicki. Te dwie całościowe historycznoideowe hipotezy rozwoju myśli krytyka okazały się szczególnie nośne. Suchodolski, a za nim Walicki wskazują na przejście od indywidualizmu – przez „bezwzględny idealizm” – do „filozofii pracy” ewoluującej i rozwijanej od 1906 r. (data sformułowania Światopoglądu pracy i swobody). Pojęciem pracy Brzozowski posługuje się w całości swego dorobku krytycznego (także w związku z literaturą: jego krytyka romantyzmu jest nierozerwalnie związana z myślą Marksowską i filozofią pracy). Pierwsze artykuły Brzozowskiego w „Prawdzie”, „Przeglądzie Tygodniowym” i „Głosie” to publicystyka o silnych znamionach indywidualistycznych, choć ów indywidualizm sięgał całokształtu życia zbiorowego, a nie tylko sztuki słowa. Lata rozrachunków z pozytywizmem okazały się czasem krytycznej weryfikacji założeń idealizmu filozoficznego. Z myśli Nietzschego (filozofia życia, filozofia czynu), Immanuela Kanta (idealizm), Karola Marksa (filozofia pracy) przyswajał Brzozowski jednak tylko wybrane komponenty, nie stając się nigdy wyznawcą jednej konkretnej doktryny. Po fascynacji materializmem dziejowym przeszedł on ku – jak to określa Suchodolski – „konkretnemu realizmowi dziejowemu”, czyli ku badaniu złudzeń kulturalnych, ku krytyce mentalności oraz jednoczesnemu projektowaniu pozytywnego, mogącego się ostać zaplecza ideowego (tak w literaturze, jak w filozofii). Późna faza poszukiwań autora Legendy Młodej Polski związana jest natomiast w większym stopniu z namysłem nad literaturami i kulturami narodowymi oraz rewizją chrześcijaństwa (takoż roli religii w historii). Dla oceny literatury od romantyzmu po współczesność przywoływane są kryteria: po pierwsze, obecności „zmysłu historycznego”, po drugie, świata „niegotowego” jako zadania, z którym należy się zmierzyć. Oryginalność projektu artystycznego okazuje się drugorzędna względem stopnia poczucia rzeczywistości (i organicznej więzi z historią) oraz zobowiązania do jej przekształcania. Stąd w konfiguracji autorów, których ceni Brzozowski, wysoko znajdą się Cyprian Norwid, Bolesław Prus czy Stanisław Wyspiański, lecz nie z racji rewolucji, jakiej dokonali w poezji, prozie czy dramacie, ale dla ich wysokiej świadomości społeczno-dziejowej i dojrzałości diagnoz. Takich pisarzy miał za „wychowawców swego społeczeństwa” (M.K. Michajłowski, „Głos” 1904, nr 16), przeciwstawiając ich tym, którzy organizowali „fata morgany, zabobony” (Idee, 1910).

Cele krytyki. „Krytyk jest o tyle interesujący, o tyle ma znaczenie, o ile jest kimś poza krytyką i ta jego pozakrytyczna reszta rozstrzyga o wadze, doniosłości i charakterze jego działalności krytycznej” – deklarował Brzozowski, demaskując szkolarstwo Tretiaka (Małżonek Tytanii). Dwa lata później wyraził tę myśl w formie kategorycznej: „Krytyk musi być przede wszystkim kimś, musi do czegoś dążyć, czegoś pragnąć, musi czuć się siłą oddziałującą na świat ducha ludzkiego, pragnącą mu nadać pewien kierunek” (Współczesna krytyka literacka w Polsce). Dwie wersje tej opinii pozwalają dostrzec ewolucję jego postawy. Wedle pierwszej krytyk winien być indywidualnością, wedle drugiej – być agensem idei. W 1905 r. krytyk w pełni swej kompetencji stanowi „potencjalną świadomość” literatury; w 1907 r. zmienia się w jej sumienie. Różnica polega na przejściu od refleksji posteriorycznej do prognostycznej. Krytyk ma wyznaczać drogi literatury jeszcze nienapisanej. Jest to „zadanie wywalczania praw dla nieistniejącej jeszcze przyszłości” (tamże), rola ideologa. W jej świetle akceptację krytyka coraz wyraźniej zyskiwały dzieła współczesne wyrażające postawę buntu, rewolucyjne. Toteż w Legendzie Młodej Polski sylwetki autorów, których dzieła nie przystawały do tego kryterium, takich jak Jan Kasprowicz, Leopold Staff, a nawet Stanisław Wyspiański, zostały sprokurowane pobieżnie i niewolne są od piętna młodopolskiego frazesu. Wypracowany w Legendzie obraz kultury narodowej narzuca bowiem jednorodną hierarchię wartości skoncentrowanych wokół idei aktywizmu, pracy i odpowiedzialności. Sformułowanie takich kryteriów nie byłoby możliwe bez krytycznych kampanii oraz przewartościowań filozoficznych.

Punktem wyjścia była dla Brzozowskiego kategoria życia. W jego imieniu przeciwstawiał w manifeście My młodzi i powiązanych z nim polemikach konsumpcyjną kulturę filistrów „głębokiemu duchowemu tchnieniu, które godzi się raczej z bluźnierstwem i zaprzeczeniem niż z obojętnością, ospałą i wyziębłą [...]. Życie musi na nowo stać się czymś głębokim, szczerym i dostojnym” (My młodzi). Z deklaracji tej nigdy się nie wycofał. W obronie trzech cech życia indywidualnego (po stronie twórców) i zbiorowego (po stronie adresatów sztuki) wystąpił kolejno przeciw Sienkiewiczowi, Zenonowi Przesmyckiemu (Miriamowi), Józefowi Tretiakowi i Adamowi Mahrburgowi. W tonie tych wystąpień łatwo doszukać się pogłosów radykalnej krytyki rosyjskiej, w jakiej Brzozowski rozczytywał się (nielegalnie) w rosyjskojęzycznym niemirowskim gimnazjum. Ukształtowali go tam demokraci i narodnicy: Wissarion Bielinski, Aleksandr Hercen, Nikołaj Czernyszewski, Nikołaj Dobrolubow, Dmitrij Pisariew, Nikołaj Michajłowski. Żaden z nich nie uznawał sprawozdawczych recenzji, obiektywizujących rozpraw, swobodnych esejów, lecz wyłącznie pamflet. Toteż w pożegnaniu zmarłego Antona Czechowa Brzozowski umieszcza zdanie: „Jest to zaś właściwością rosyjskiej krytyki, że wszystko skłonna jest brać z najpoważniejszego i najtragiczniejszego punktu widzenia” (Antoni Czechow, „Głos” 1904, nr 38). Jak się zdaje, od przyszłych rosyjskich „wiechowców”, autorów zbioru Probliema idiealizma (1902) – Siergieja Bułgakowa, Nikołaja Bierdiajewa, Michaiła Gerszenzona, Siemiona Franka i in. – przejął Brzozowski pogardę dla naukowego empiryzmu: „Materia, siła, energia [...] są to liczmany tylko” (Przezwyciężenie subiektywizmu w filozofii współczesnej, „Głos” 1903, nr 23). W konsekwencji: „Człowiek nigdy nie poznaje nic pozaludzkiego” (Listy do nieznanych przyjaciół, „Świt” 1907, nr 33), co wraz z równoległym twierdzeniem: „Świat, który nas otacza, jest istotnie nieludzkim” (Jacht „Mistyka”, „Społeczeństwo” 1908, nr 15), ujawnia właściwy rosyjskiemu srebrnemu wiekowi panmoralizm. Ze zrozumiałych względów wpływ ten Brzozowski pomniejszał, eksponując swoje zmagania z myślicielami Zachodu (kolejno: Avenarius, F. Nietzsche, I. Kant, J.G. Fichte, H. Bergson, K. Marks, G. Sorel, P.-J. Proudhon, G. Vico, J.H. Newman). Epickie boje o kształt duchowej samodzielności Polaków mają z reguły formę liryczną, z której niełatwo odtworzyć istotę referowanych doktryn, a tym bardziej zweryfikować prawidłowość ich pojmowania. Taka spekulatywna wizja podmiotu poznającego była dla Brzozowskiego nieodzownym warunkiem czynnego kontaktu ze sztuką (słowa „literatura” przeważnie unikał), toteż sformułowanie ocen czy diagnoz poprzedzają zwykle wykłady dość luźno powiązane z meritum. Filipikom przeciw marazmowi inteligencji i społecznej alienacji „garści zbuntowanych nędzarzów” (Legenda Młodej Polski) towarzyszą zawsze skrupulatne przywołania aktualnych autorytetów, gdyż z zasady: „Jedynie na gruncie filozofii – jako poznania prawdy absolutnej [...] – krytyka może stać się przedmiotową” (Miriam – zagadnienie kultury, „Głos” 1904, nr 41).

Sięgając po myśl antypozytywistyczną, Brzozowski starał się ufundować podwaliny kontrkultury, do której pierwiastki ideowe dzieł omawianych pisarzy (S. Żeromski, W. Berent, I. Dąbrowski, T. Miciński, W. Orkan, S. Przybyszewski, K. Irzykowski) przystawały tylko częściowo. Jego współcześni utrzymywali zgodnie, że przedstawiani autorzy nie rozpoznają się w tych portretach, po latach zaś, w Projekcie Akademii Literatury Polskiej (1918), wielbiony przezeń Żeromski odpłacił mu przypisem pełnym nieskrywanej nienawiści. Krytyk doczekał się równie silnego afektu jak ten, na który nastrajał własne wypowiedzi krytyczne. Ponad stuletnia już recepcja jego dzieła daje świadectwo fascynacji, którą wzbudzał nie tylko swoim radykalizmem, ale też energią wypowiedzi krytycznej.

Najważniejsze polemiki krytycznoliterackie. Koncepcję Współczesnej krytyki literackiej w Polsce sprowokowały niewątpliwie Dzieje krytyki literackiej w Polsce Chmielowskiego, a zwłaszcza zawarte w rozdziałach końcowych złorzeczenia pod adresem „frenetycznej orgii mierności [...] podtrzymywanej jeszcze przez przeróżnych trybunów i heroldów równości, schlebiających tłumom, mówiących im o »tajemniczych siłach socjalnych«, które mają być źródłem całego postępu” (P. Chmielowski, Dzieje krytyki literackiej w Polsce, 1902; cytat z Miriama). Osobiście dotknięty Brzozowski zarzucił zasłużonemu, nieżyjącemu już badaczowi powielanie maksym „znanych z pozytywistycznych wzorków do pisania o pożyteczności pracy, o swobodzie sumienia” w sytuacji, gdy „każdy członek obecnego społeczeństwa jest współtwórcą tych wszystkich mechanicznie wykonywanych podłości, które są związane z współczesnym porządkiem rzeczy. Czy nie wszystko jedno jest prostytutce, jakich przekonań jest rewidujący ją z urzędu lekarz? Czy można być swobodnym myślicielem i lekarzem domów publicznych? Adwokat może mieć bardzo postępowe przekonania, ale póki kodeks będzie systematem praw tworzących i zabezpieczających interesy klas posiadających, póki będą istnieć ludzie, dla których nieraz jedynie dozwoloną rzeczą jest zdechnąć z głodu [...], póty sąd, kara itp. pozostaną najnikczemniejszym, gdyż z zimną krwią i legalnie popełnianym morderstwem” (Współczesna krytyka literacka w Polsce). W takim społeczeństwie nie godzi się bujać myślą w sferach czystej estetyki. Godne to miana arcydzieła demagogii. Dalej: Chmielowski niezdolny był pojąć, iż aktualny subiektywizm (czy dekadentyzm) „to zjawisko historycznie umotywowane i konieczne [...], że odbija się w nim bezsiła czystej myśli wobec życia” (tamże). A także: „Gdy Karol Irzykowski pisze swą systematycznie zaciekłą satyrę powierzchowności, połowiczności, nieszczerości, teatralności naszych upadków, nawróceń, wyzwoleń, ocaleń, [...] Piotr Chmielowski nie zdawał się podejrzewać ich istnienia” (tamże).

Taka temperatura moralna oraz trzy idee: krytyka socjalna, krytyka modernistycznej acedii i krytyka literackiego kabotyństwa – to w 1907 r. bilans kampanii krytycznych Brzozowskiego, a zarazem filary powstającej już pierwszej wersji Legendy Młodej Polski. Nazywając tam romantyzm, czyli nowoczesność, „buntem kwiatów przeciwko swym korzeniom” (rozdział Kryzys romantyzmu), Brzozowski inicjował w istocie bunt korzeni przeciw kwiatom. Trzy filary Legendy sprowadzają się bowiem do krytyki fałszywej świadomości. Tym samym Brzozowski związał na zawsze obraz Młodej Polski z kwietyzmem, pozerstwem i mitomanią. Świadomości fałszywej, właściwej pospołu „klasom posiadającym”, pozytywistycznym wyznawcom samoistnego postępu oraz literatom można przeciwstawić – twierdził – tylko zasadę rzeczywistości. „Społeczne życie nasze jest pierwotną, pierwszą, jedyną, bezpośrednio daną nam rzeczywistością, wszystko inne jest już jej wynikiem” – pisał (Legenda Młodej Polski).

Z tej pewności wypływa oryginalność i siła pierwszej kampanii Brzozowskiego, wymierzonej w Sienkiewicza, wzorowanej paradygmatycznie na Liście do Gogola (1847) Wissariona Bielinskiego. Pogardliwym „aforyzmem” na temat seksualnej fiksacji młodej literatury autor Rodziny Połanieckich sprowokował nie tylko rewizję własnego dorobku i autorytetu, ale i ogólny atak na taką postać kultury, która awansowała go do rangi zwierciadła własnych odwiecznych cnót. W przeciwieństwie do swojego współbojownika, Wacława Nałkowskiego, w Sienkiewiczianach (1904) atakującego wprost autora Rodziny Połanieckich jako osobę, z akcentem kładzionym na jego koniunkturalizm, obłudę i małoduszność, Brzozowski rozpoznał w dziele powieściowym Sienkiewicza apologię religianctwa, wstecznictwa i szlacheckiego warcholstwa pojmowanych jako wzory kultury. Nie odmawiał przy tym Sienkiewiczowi miana wybitnego (acz ograniczonego do spraw formy) artysty, który jednakże podprogowo nasyca fikcję literacką właściwym sobie, równie nieuświadamianym światopoglądem. W ujęciu Brzozowskiego pisarstwo Sienkiewicza stanowi uderzający symptom realnej dekadencji społeczeństwa polskiego: „W całej współczesnej ludzkości kulturalnej jest Henryk Sienkiewicz jedynym artystą dużej miary, w twórczości którego nie ma śladu żadnych sprzeczności duchowych, walk, zwątpień, mąk wewnętrznych. [...] jest to jasność i spokój poprzedzające wszelką walkę i wszelkie przezwyciężenia promienny spokój lekkomyślnego duchowego lenistwa” (Henryk Sienkiewicz i jego stanowisko w literaturze współczesnej, „Głos” 1903, nr 14). Tym sposobem dzieło pisarza okazuje się kluczem do nieprzedawnionej krytyki kultury polskiej jako całości: „Saski trąd, szlacheckie parchy nie przestają nas przeżerać. Od XVI wieku już zaczyna dla nas nie istnieć to, co jest pracą ludzkości. Od XVI wieku jesteśmy już w Europie gapiami, przyglądającymi się z paradyzu wielkiemu dramatowi świata. To, co dla ludzkości życie stanowiło, cała jej krwawa praca, jest dla nas rozrywką. Sienkiewicz skodyfikował, nadał kształt estetyczny temu naszemu stanowisku. Jest on klasykiem polskiej ciemnoty, szlacheckiego nieuctwa. Przez niego żyje w formie artystycznie skończonej aż do czasów naszych saska epoka naszej historii” (Współczesna powieść polska). Co do polskiej formy, jak rzekłby Witold Gombrowicz, krytyk idzie tu tropem rozpoznań wielkich poprzedników: Maurycego Mochnackiego, Zygmunta Krasińskiego (z Listu do ojca, 1837), Cypriana Norwida. Puentę przynosi Legenda Młodej Polski: „Żaden Hume ani Nietzsche nie zdobyli się nigdy na tyle sceptycyzmu, ile ma go wobec wszystkich idei, wszystkich nauk, wobec literatury i sztuki świata całego przeciętna polska matka domu i dobra gospodyni, kochana, najzacniejsza Marynia Połaniecka; nawet Galliani, Mandeville, nie posiadają takiej obojętności, takiej jenseits von Gut und Böse, obojętności wobec wszelkich, nie wpływających na gratyfikację, zagadnień świata moralnego jak ta, która cechuje przeciętnego polskiego, pracującego na utrzymanie domu, ojca rodziny” (rozdział Kryzys romantyzmu). Powraca tu chwyt insynuacyjny użyty wobec Chmielowskiego. Postponując postawy, którym pisarze poprzedniej generacji nadawali moralny wymiar biernego oporu, Brzozowski uczynił z Sienkiewicza naczelnego reprezentanta „polskiego Oberammergau” – czyli tego wszystkiego, co niewolniczo naśladowcze względem romantyzmu, okazuje się pustym teatrem gestów.

Wobec pozytywistów. Współczesna powieść polska wiele miejsca poświęca pisarzom pozytywistycznym. Brzozowski i tu nie mógł obyć się bez krytyki postawy Sienkiewicza i – ogólniej – skrzydła konserwatywno-klerykalnego w ówczesnej literaturze. W opublikowanej rok później Współczesnej krytyce literackiej w Polsce autor Płomieni atakował analogiczne (do Sienkiewiczowskiej) postawy w krytyce, piętnując zwłaszcza mentalność Stanisława Tarnowskiego (rozdział Hr. Stanisław Tarnowski). Brzozowski starał się zrozumieć naraz uwarunkowania historyczne literatury tworzonej po 1863 r. (aprobował ten próg jako cezurę) i jej strategie w budowaniu realizmu. „Literatura, która powstała i rozwijała się po roku 1863, jest do pewnego stopnia parweniuszką – pisał. – Klęska zmiotła z powierzchni przeszłość, odebrała wiarę jej wyznawcom” (Współczesna powieść polska). Lektura rozdziału Powieść „mieszczańska” i jej fazy u nas przekonuje o sile inspiracji marksistowskich (które krytyk nazywał „materializmem ekonomicznym”), pozwalających mu rozpoznać w pozytywizmie przesłanki tworzenia podstaw nowoczesnej kultury myślowej – współmierność opisywanych stosunków społecznych z momentem dziejowym. Odnotowywał szczerość postaw pisarskich, dystans do mieszczańskiego zakłamania, bliski mu kult pracy („Prus i Orzeszkowa [...] zrozumieli moralną doniosłość pracy”), kult edukacji, wolę rozwoju. Współczesną powieść polską pisał w opozycji do ważnego dlań krytyka – Aleksandra Świętochowskiego. Zarzucał mu „przywiązywanie wagi raczej do osoby swej niż do sprawy” (tamże). Elizę Orzeszkową cenił za „idealizm czynny”, a przy okazji rozbioru krytycznego jej prozy dał jedną z najtrwalszych formuł w recepcji tej autorki: „kazuistka sumienia” (tamże). Nie szczędził celnych podsumowań, którym Henryk Markiewicz nadał miano „ekwiwalentów obrazowych całości świata przedstawionego”: „Są podobno ludzie umiejący wyczuć pod powierzchnią ziemi – wodę. Orzeszkowa – posiada dar wyczucia pod skorupą egoizmu, pod piaskiem i żwirem krzątającego się około drobnych trosk osobistego życia – sumienia” (tamże). Szczególnie cenił Brzozowski Bolesława Prusa za jego „balzakowski zmysł środowisk społecznych”, panoramiczne spojrzenie, nieoczywistą psychologię postaci oraz – przede wszystkim – niebezkrytyczne zaufanie do nowoczesności. Jeśli któremuś z pisarzy pozytywistycznych Brzozowski mógłby przypisać pełną dojrzałość, byłby to Prus. Niewątpliwie jednak namysł nad pozytywizmem jako propozycją artystyczną, moralną oraz filozoficzno-intelektualną stanowił dla krytyka – w hierarchii celów rozrachunkowych – zadanie mniej istotne od bilansu własnej formacji. 

Wobec Młodej Polski. Brzozowski jako krytyk bywał bezlitosnym sędzią swoich współczesnych. Ofiarą takiej oceny padł Przesmycki, porównany w felietonie Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung („Głos” 1904, nr 27) do porcelanowej figurki, która boi się spaść i rozbić; protest siedmiu pisarzy o znakomitych nazwiskach (m.in. W. Berenta, J. Kasprowicza, S. Żeromskiego) sprawił, że Brzozowski potraktował ostrzej program redaktora „Chimery”, „systematyka i dekoratora niemocy” (Miriam – zagadnienie kultury, tamże, nr 41). Nic nie znaczyły dlań kompetencja Miriama i fakt, że luksusowy, o nader wąskim zasięgu periodyk wydawał on własnym kosztem. Tym samym krytyk wystąpił przeciw własnej formacji kulturalnej w jej paseistycznym wydaniu – przeciw wiązanym przezeń z symbolizmem praktykom elitaryzmu, mistyki, religii, sztuki i écriture artiste. „W miłości do absolutu, przeciwstawianego światu pełnemu rozgwaru i przepychu, bogactwa form i treści, tkwi raczej nieufność do wszelkiej treści, niechęć, znużenie, obojętność” (tamże). Brzozowski uderzył w redaktora „Chimery” miast w Przybyszewskiego, którego „nieświadome burzycielstwo” (w terminologii K. Kelles-Krauza) przeceniał. Studium wieńczy pytanie: „Co łączy Miriama z Młodą Polską?”, stanowiące zarazem zapowiedź krytycznej rekapitulacji cech tej formacji w Legendzie Młodej Polski. Mitologia sztuki czystej, ahistoryczna duchowość, snobizm – to dla Brzozowskiego znieprawione odbicie najwsteczniejszych cech Wielkiego Romantyzmu. Jego polską odmianę podtrzymywała heroiczna postawa wobec życia wielkich poetów o charyzmatycznych osobowościach; współcześni, przybrawszy ich pozy, stanowią jedynie karykaturę. Stąd wystąpił Brzozowski przeciw Tretiakowi i innym historykom literatury dostosowującym „wieszczów” do własnej mieszczańskiej miary (Małżonek Tytanii). Przychylał się w tym do rozpoznań Wilhelma Feldmana z pamfletu Pomniejszyciele olbrzymów (1905). Toteż Legenda Młodej Polski przeciwstawia wciąż wizję współczesnych krytykowi fałszywych Prometeuszy autentycznym sprzed ponad pół wieku. O ile w syntezie Brzozowskiego romantyzm europejski, z którym krytyk utożsamiał w zasadzie cały ruch myśli XIX w., negliżował przez kontrast ciasnotę polskiego zaścianka, o tyle Wielki Romantyzm polski spełnia w Legendzie funkcję młota do miażdżenia romantyzmu wtórnego. Realizmem poetyckim i politycznym Mickiewicza krytyk uderza w ciasny i egotyczny naturalizm powieści młodopolskich, wizjonerstwem Słowackiego – w rozkładowy dekadentyzm poetów, historiozoficznymi perspektywami Norwida – w mętny pseudohistoryczny symbolizm. Widziana pod tym kątem Młoda Polska jest w znacznej mierze mistyfikacją i oprócz dzieł Żeromskiego i Wyspiańskiego mało co do kultury narodowej wnosi. Pierwszy z tych autorów stał się klasykiem narodowej rozpaczy, pogranicza woli i zguby: „Twórczość Żeromskiego tym się właśnie odznacza, że wzrost tragicznego poznania przysłonięty tu jest przez sentymentalny opór świadomości” (Legenda Młodej Polski). Drugi przyniósł apologię niezniszczalnej narodowej energii: „Walka wewnętrzna z bezdziejowością, usiłowanie przezwyciężenia jej w sobie, zrozumienia, na czym polega psychiczna natura narodowego rozbicia, wypalanie rozżarzonym żelazem z duszy stygmatów beznarodowego, nieczynnego istnienia, rozpaczliwe dźwiganie się ku zjednoczeniu duchowemu z potęgą historyczną narodu – ten straszny samosąd, krwawe zmaganie się, stanowią istotę zasadniczego procesu duchowego poety” (tamże). Nadobecne w tym zdaniu słowo „naród” znamionuje kres kulturologicznych diagnoz formacji Młodej Polski i zatrudnień Brzozowskiego jako krytyka jej piśmiennictwa.</document>
<document nplp_id="13027" title="Buczyński Wincenty" slug="buczynski-wincenty">Krytyk literacki, filozof, teolog, jezuita.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 III 1789 w Hirowcach na Białorusi. W 1805 r. wstąpił do zakonu. Studiował w Połocku filozofię i teologię. Wykładał w szkołach przy Akademii Połockiej poetykę i retorykę, później, już w Akademii, prawo naturalne narodów, ekonomię, historię polityczną, statystykę. Był współzałożycielem i redaktorem „Miesięcznika Połockiego”; w l. 1818–1820 publikował tam także swoje prace. Po wypędzeniu jezuitów z Rosji był profesorem filozofii w Tarnopolu (na pewien czas wysłany stamtąd do Nowego Sącza), następnie w Grazu, Linzu i – od 1848 r., po rozwiązaniu austriackiej prowincji jezuitów – w Namur, a od 1850 r. wykładał teologię w Lowanium. Opracował m.in. podręcznik filozofii Institutiones philosophicae (1842–1844). Zmarł 29 III 1853 w Lowanium.

Publikacje krytycznoliterackie. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie związane są z „Dziennikiem Wileńskim” i „Miesięcznikiem Połockim”, a dotyczą Pułtawy Nikodema Muśnickiego. W 1817 r. opublikował artykuł Nad uwagami Jana Styczyńskiego o „Pułtawie”, poemacie bohatyrskim („Dziennik Wileński” 1817, t. 5, nr 30) jako odpowiedź na krytyczną recenzję tego dzieła autorstwa Jana Gwalberta Styczyńskiego. Odpowiedź ta została wydana oddzielnie w następnym roku w Połocku pt. Rozbiór wiadomości pomieszczonych w recenzji poematu „Pułtawa”. Styczyński odniósł się do niej także w „Dzienniku” (Odpowiedź... ks. Wincentemu Buczyńskiemu SJ co do krytyki poematu ks. Muśnickiego pod tytułem „Pułtawa”, tamże, t. 6, nr 36); Buczyński znowu zareagował, publikując tym razem artykuł Na zarzuty J. Styczyńskiego przeciw obronie poematu ks. N. Muśnickiego pt. „Pułtawa” („Miesięcznik Połocki” 1818, nr 2). Spór ten, wpisujący się w ówczesne dyskusje nad kształtem eposu, ma w jakiejś mierze też związek z animozjami między wileńskim środowiskiem literackim a połockimi jezuitami. 

W obronie Pułtawy. Buczyński występuje przede wszystkim jako obrońca Muśnickiego i jego dzieła. Jego pierwsza wypowiedź ma formę refutacji w odniesieniu do negatywnych ocen wileńskiego recenzenta, co znajduje odbicie w tonie jego wypowiedzi. Akcentuje walory Pułtawy, starając się dowieść, że wbrew opinii oponenta zasługuje ona na miano epopei.

Wszelkie pochlebne uwagi Styczyńskiego potwierdza, a nawet wzmacnia, np. w odniesieniu do postaci Mazepy: „O tym charakterze Uwagi mówią, że jest dosyć pięknie wydany, mnie się on bardzo pięknie wyrażonym być zdaje” (Nad uwagami). Buczyński nie zgadza się natomiast na uznanie za mankament braku streszczeń na początku kolejnych pieśni epopei, podkreślając, że jej przedmiot jest wystarczająco znany. Nie akceptuje także opinii, że Pułtawa jest wypełniona niemal w całości przedstawieniami bitew i przytoczeniami mów; wskazuje również i omawia inne, ciekawe jego zdaniem partie utworu. Przygląda się kolejnym pieśniom i zwraca uwagę na obecne w nich „piękności” (choć często bez uzasadniania, jakie konkretnie ich cechy decydują o takiej ocenie).

Szczególnie ważne są dlań autorytety zarówno teoretyków, jak i wybitnych twórców epopei. Zestawia przy tym, w pewnym stopniu w duchu ówczesnego przyzwolenia na eklektyzm w refleksji estetycznoliterackiej, wypowiedzi teoretyczne na temat gatunku pochodzące z różnych epok, traktując je na równi. Takie przywołania są jedną z głównych form argumentacji. Co istotne, polemizując ze Styczyńskim, w dużej mierze przywołuje tych samych autorów dla uzasadnienia odmiennych tez. W kilku przypadkach, aby podkreślać epickość i wysoką wartość dzieła Muśnickiego, stwierdza bez dokładniejszych analiz, że autor Pułtawy naśladuje w danym miejscu Homera i Wergiliusza.

Gdzie indziej, szczególnie w reakcji na opinię adwersarza, że przedmiot epopei Muśnickiego nie jest wystarczająco odległy, przywołuje wypowiedzi takich autorów, jak Arystoteles, Horacy, Joseph de Jouvancy, Gabriel-François Le Jay, Ignacy Krasicki, Filip Neriusz Golański, Franciszek Ksawery Dmochowski, Hugh Blair i Charles Batteux, którzy wskazywali istotę epopei, ale – jak akcentuje – nie formułowali wymogu dawności jej tematu. Stara się też pokazać, że w Pułtawie zostały spełnione wszystkie reguły tego gatunku zawarte w przywołanych definicjach: wielkość bohatera, cel „jednej wielkiej sprawy”, „zmyślenie”, personifikacja zjawisk przyrody i pojęć abstrakcyjnych, obecność machiny – zdaniem Buczyńskiego występują w dziele Muśnickiego (pokazuje to, odwołując się do opinii Boileau), które zatem „na chlubne imię epopei zasługuje” (tamże). Oddzielnie Buczyński odnosi się do kwestii epickiej cudowności i wyżej stawia w tym względzie poglądy Nicolasa Boileau dopuszczającego używanie w dziele antycznej mitologii na prawach alegorii niż przyjmowane przez Styczyńskiego przekonania Batteux o wprowadzaniu do epopei postaci wywiedzionych z przekazów religii autora i czytelników. Argumentem jest dlań to, że twórca L’art poétique, utrzymujący, że do epopei, która opiera się na „zmyśleniu”, „bajki pogańskie najprzyzwoiciej wchodzą” (tamże), sam był poetą. W reakcji na zarzut, że Muśnicki przedstawia zdarzenia bardziej jako dziejopis niż jako poeta, Buczyński zestawia przykładowo (zaznaczywszy, że odnosi się to też do innych sytuacji) relację o tym samym wydarzeniu w dziełach historycznych Pierre-Charles’a Levesque’a i Iwana Nestesuranoja (właśc. Jean Rousset de Missy) oraz w Pułtawie, by uwydatnić poetyckość tej ostatniej. W odniesieniu do innych konkretnych zarzutów pod adresem dzieła Muśnickiego, choćby dotyczących bohaterów, monotonii w opisywaniu bitew czy przede wszystkim usterek stylistyczno-językowych, przyznaje jedynie, że „poema z innych miar tak piękne ma gdzieniegdzie wiersze niegładkie” (tamże). Nie zgadza się ze swoim adwersarzem, wyjaśniając znaczenia słów, powołuje się m.in. na słownik Samuela Bogumiła Lindego, wskazuje też lub cytuje konkretne miejsca w poemacie i formułuje, z dużym zaangażowaniem i dbałością o skrupulatność w tym zakresie, przeciwne opinie na temat ich artystycznych walorów. Podsumowuje: „Wszystko należycie rozważywszy, Pułtawę w rzędzie dobrych epopei kłaść należy (tamże).

Podobną postawę, broniąc wysokiej oceny epopei Muśnickiego, przyjmuje Buczyński w reakcji na odpowiedź Styczyńskiego, któremu zarzuca m.in. niezrozumienie lub nierzetelność w potraktowaniu jego opinii. Pozostaje też przy swoim zdaniu odnośnie do konkretnych kwestii. Zgadza się wprawdzie z uwagą wileńskiego krytyka, że przywołani autorzy wypowiedzi estetycznoliterackich wspominali o dawności przedmiotu epopei, lecz nie czynili tego w definicji gatunku, więc – wnioskuje – nie traktowali tej jego właściwości jako istotnej. Konsekwentnie odpiera krytykę Styczyńskiego dotyczącą językowych wad Pułtawy, broni trafności piętnowanych przez wileńskiego krytyka słów czy sformułowań, a brak odniesienia się przez swojego adwersarza do wszystkich poruszonych w poprzedniej odpowiedzi spraw szczegółowych traktuje jako dowód akceptacji dla jego oceny. Sugeruje przy tym, zapewne nie bez powodu, niechętny stosunek autora Uwag do środowiska połockich jezuitów. „Lecz za to wiele bajek tak o ks. Muśnickiego osobie, jak i o zgromadzeniu, którego on był członkiem, do swej odpowiedzi przyłączył” (Na zarzuty J. Styczyńskiego). Podkreśla, także nie bez racji, że komentarz jego adwersarza dotyczący roli kolegium połockiego nie ma żadnego związku z oceną dzieła Muśnickiego.

Kryteria oceny epopei. W ocenie utworu Muśnickiego Buczyński, jak widać, jednoznacznie przyjmuje perspektywę poetyki normatywnej; zgodnie z tradycją klasyczną powołuje się na reguły sformułowane w wypowiedziach estetycznoliterackich oraz na katalog dzieł wybitnych uznawanych za wzory epopei. Podobnie jak jego adwersarz kryteria te traktuje jako dowód, że nie kieruje się osobistym upodobaniem, lecz odwołuje się do powszechnie uznanych reguł i modeli. W kontekście sporu starożytników z nowożytnikami stanowisko odnośnie do cudowności czy przyznanie szczególnej roli antycznym arcydziełom eposu jako autorytetom jednoznacznie sytuuje połockiego autora po stronie tych pierwszych. Tak jak Styczyński skupia uwagę na formalnej stronie dzieła. Nie podejmuje jednak z reguły wnikliwej analizy utworu czy rozwiniętej argumentacji, nie posługuje się ówcześnie stosowanymi terminami estetycznymi, często używając określeń waloryzujących pozytywnie, zwłaszcza słowa „piękny” i jego pochodnych. W pewnym stopniu opiera się zatem również na subiektywnym odczuciu piękna, jakkolwiek z pretensją do obiektywnej ważności, głównie przypominając czy cytując fragmenty, które wskazuje jako szczególnie artystycznie wartościowe. Nie uwzględnia też nowych tendencji w refleksji i wrażliwości estetycznoliterackiej, jak przywiązanie większej wagi do czynnika emocjonalnego, wyobraźni, narodowego aspektu poezji czy wymagań, aby epopeja budziła „podziwienie” czytelnika.

Argumentacja Buczyńskiego, ogólnie dość powierzchowna, nie okazała się zatem przekonująca. Jego spór ze Styczyńskim pokazał niemożność obrony eposu ściśle realizującego klasyczne reguły, odczuwane już jako sztuczne, powtarzającego jego konwencjonalne elementy. Retoryczność wypowiedzi narratora i bohaterów nie odpowiadała nowej wrażliwości odnośnie do języka poetyckiego, a kształtowanie narracji powtarzającej znane z innych przekazów fakty historyczne, uzupełnione jedynie „zmyśleniami”, było wyraźnie niezgodne z rodzącym się historyzmem.</document>
<document nplp_id="13028" title="Bykowski Ignacy" slug="bykowski-ignacy">Poeta, dramaturg, powieściopisarz, tłumacz, krytyk literacki.

Informacje biograficzne. Jego życie znane jest głównie z autorskiego przekazu (Życie Ignacego Bykowskiego [...] przez niego samego napisane, 1806) wskazującego na urodzenie w 1750 r. w Piaciowszczyźnie (Pacowszczyźnie) pod Mińskiem. Znany jest też z nazwiska z odwołaniem do rodu herbowego (Jaksa). Był synem Macieja Bykowskiego i Bogumiły z d. Świętorzeckiej. Po szkołach jezuickich w Mińsku i pijarskich w Witebsku z niechęci do terminowania w palestrze na początku lat 70. bezskutecznie próbował dostać się do służby dworskiej w Wołczynie (1778), gdzie zaprzyjaźnił się z Franciszkiem Dionizym Kniaźninem (który dedykował mu autobiograficzny wiersz Do Ignacego Bykowskiego), lub w kręgach warszawskich. Został konfederatem barskim, a zaraz potem na trzy lata oficerem rosyjskim, w końcu – z zachęty Kniaźnina – płodnym literatem, acz prowincjonalnym (i nie zawsze uczciwym: w dobie powszechnego odwoływania się do wzorów, ale i wprowadzania prawnego sankcjonowania własności autorskiej – utwory tłumaczone ogłaszał pod własnym nazwiskiem). W 1789 r. ożenił się z Antoniną Terlecką i miał z nią dwoje dzieci. Na jego dorobek składają się powieści, dramaty i poezje oraz eseje bądź felietony, z czego opublikował (niekiedy kilkakrotnie) ponad 30 tytułów. Mogłoby to świadczyć nie tylko o profesjonalizacji pisarstwa (typowej dla epoki wciąż jeszcze raczej „chudych” literatów), lecz także o sukcesie artystycznym, gdyby nie odmowy potwierdzenia wartości jego dorobku, które spotkały go ze strony stołecznych autorytetów mimo ponawiania przezeń zabiegów o recenzje i pomoc wydawniczą (m.in. J.Ch. Albertrandiego oraz A.K Czartoryskiego, w warszawskim TPN na początku XIX w., na Uniwersytecie Wileńskim, u T. Mostowskiego). Wspomagał go jedynie gubernator wileński Jan Friesel, a Franciszek Karpiński dał mu wskazówki do poprawienia tragedii Mścisław (1806). W prowincjonalnym środowisku literackim był jednak autorytetem oceniającym i poprawiającym utwory kobiet, które próbowały pisarskiej aktywności (T. Glińska, T. Borzymowska). Różnorodne zainteresowania oraz oczytanie dały mu dość rozległą kulturę literacką, ale status samouka utrudniał wejście do grona najbardziej szanowanych autorów i ekspertów literackich. Dla potomnych jest pionierem przekładów z języka rosyjskiego (tragedii A. Sumarokowa Mścisław, 1788) oraz tłumaczem lub adaptatorem literatury angielskiej (przez wersje francuskie) i francuskiej (S. Gessner, A. Pope, E. Young, J. Macpherson, P. Huet, J.-F. Regnard, R. Poisson, Voltaire, F. Marmontel, F. Arnaud, A.G. Contant d’Orville, J.-P.C. de Florian, Ch.-R. Caumont de la Force). W rękopisach miał zostać przekład Nowej Heloizy Jean-Jacques’a Rousseau. Poczytne były nie tylko przyswajana przezeń proza o charakterze sentymentalno-moralizatorskim, ale i jego poezje kwalifikujące go do nurtu sentymentalnego. Bykowski zmarł po 1818 r.

Poglądy krytycznoliterackie. Z tekstu przypisania królowi drugiego tomu Wieczorów wiejskich (1790) wynika, że skorelowane w otium (zimowych wiejskich wieczorów) czytelnictwo i działalność pisarska związane są ze „szczepieniem nauk” i zachętą do pracy. Taka literackość, jawnie wypracowana i jako efekt uczoności, znamienna jest dla tradycji klasycystycznej. Potwierdzą się te rozpoznania co najmniej częściowo w zawartości tomu, który obejmuje szkice m.in. na tematy krytycznoliterackie, przy czym „małe prozy” tłumaczone najpewniej z francuskiego dotyczą najczęściej kultury angielskiej. Tom otwiera esej Początek krytyki i jej obowiązki, w partiach inicjalnych wytyczający pojęciową podstawę rozważań. Praca, prawda, sprawiedliwość, mądrość to źródła krytyki (w alegorii biograficznej: rodzice, wychowawca, mieszkanie), dalsze jej kształcenie powierzono zaś imaginacji (przy czym ani tu, ani w innych poświęconych jej wywodach Bykowskiego nie ma podziału na imaginatio jako zdolność odtwórczą i fantazję twórczą). Pierwotnie krytyka cnotliwa, rozpoznając wytwory „dowcipów” ludzkich i oceniając ich zgodność z „prawidłami doskonałości”, „okazywała rzeczy wszystkie takimi, jakimi były w istocie”. Nie wszystkie zasługiwały na nieśmiertelność; niektórym brakowało „jednomyślności między wyrazem a uczuciem”, innym – zgodności wyobrażeń z obiektami przyjętymi za cel „określenia” („pełność odęta” i „powierzchowność sama” nie pomnażały „ani piękności, ani pożytku”). „Słuszność z roztropnością” pomagały krytyce wypełniać obowiązek krytycznego „rozsądzania” (ferowania sprawiedliwych „wyroków” w skali od unieśmiertelnienia do odesłania w niepamięć). Użycie czasu przeszłego posłużyło tu Bykowskiemu do idealizowania praktyk... minionych. Powołanie na autorytet „sławnego Pope’a” (i cytowane zdanie: „dowcip wysoki i oświecony bywa zawsze celem prześladowania od niewiadomości”) ma dowodzić, że obecnie jedynie umiejętność osłania przed fałszywymi wyrokami, pochlebstwem bądź „spychaniem z Parnasu” autorów, niszczeniem ich z zawiści czy znieważaniem ich z miłości własnej, bez względu na „przyrodzone” każdemu prawo do błędu. W tej diagnozie surowej, ostrej krytyki – a jak ujmie to autor – nieskłonnej do „przebaczania”, polemiki służą jedynie okazywaniu „dowcipu dotkliwego”. Taki dyskurs metakrytyczny mógł też służyć pozycjonowaniu się literata z kresów wschodnich w centrum polskiego życia literackiego.

Poeci angielscy to z kolei przyswojony dla polskiej publiczności czytającej instruktaż myślenia krytycznego o literaturze przy okazji przeglądu dorobku literatury tego kraju, poczynając od XV w. (G. Chaucer, którego warto docenić za „kawałki miłe i wesołe, choć pisane bez sztuki”, jednak przynoszące „myśli piękne”). Charakterystyczne dla krytycznoliterackiego profilu tego szkicu jest wyważanie opinii o Edmundzie Spencerze: z jednej strony jest „zapalony duchem poetyckim we wszystkich wyrazach”, z drugiej: „imaginacja obłąkana prowadzi czytelnika w dzikie pola” (typowe dla klasyków ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami wyobraźni); raz znajdujemy w jego dorobku nudne alegorie, kiedy indziej – „opisania żywe”. Kryteriami oceny poezji są tu też słodycz i moc rozrzewnienia, prozy – zwięzłość. Autor odwołał się kilka razy do Voltaire’a „najsprawiedliwszego sędziego talentów”, nie tylko w odniesieniu do Williama Shakespeare’a. Dramaturg angielski został skontrastowany z panującą w XVIII w. estetyką (ze względu na ducha „pełnego mocy i obfitości”, który jawi się „w poznaniu przyrodzenia najgłębszy, bez najmniejszej iskierki dobrego gustu i bez najmniejszego prawidła, [jednak] jego nieregularność słodka podoba się daleko bardziej niżeli mądrość teraźniejsza”). To w jego dziełach „geniusz poezji angielskiej”, bez sztuki i pośród nieporządku, objawia swą doskonałość i zdolność zadziwiania po upływie więcej niż stulecia. Podobnie interesująca z krytycznoliterackiego punktu widzenia wydaje się ambiwalentna ocena Johna Miltona (u którego w nieśmiertelnym Raju zagubionym „wszystko w najwyższym doskonałości stopniu”; godny jest podziwu przez „wyobrażenia wysokie”, nawet gdy przedstawia rzeczy „tylko do wiary podobne”, jednakże szatan i jego „potyczka” zdają się „rzeczą dziką i śmieszną”). Terminy i pojęcia używane przez Bykowskiego w przekładzie szkicu o literaturze angielskiej dobrze mieszczą się w doświadczeniu polskiej teorii i krytyki literackiej tego czasu. Uwagę zwraca skupienie na oddziaływaniu dzieł na odbiorców (skuteczne „natężanie przytomności”, „poruszanie serca” lub „duszy”, „wyciskanie łez z oczu”, „omamianie czytelnika” i dostarczanie przyjemności albo przeciwnie: nudzenie lub „mordowanie” obfitością myśli i przerostem – „olbrzymowatością” rzeczy, przesadą). Istotne jest uznanie „najoświeceńszego” Alexandra Pope’a jako autora także dzieł o krytyce i przywołanie Samuela Johnsona, „dość biegłego w literaturze”, a co za tym idzie – „sędziego najsprawiedliwszego i najlepiej się znającego względem dzieł poezji, najsposobniejszego dać prawidła poetom”.

Kościół sławy. Poema (1799) z Pope’a to alegoryzowana wizja świątyni chwały i pamięci, która nie dotyczy wyłącznie literatów, choć w bliskości tronu sławy znaleźli się w niej wybrani „autorowie”, od Homera począwszy. Rządzi tu zazdrosny czas oraz „zawistna krytyka i sztuka”. Lud ze wzburzeniem przyjmuje niektóre wyroki niesprawiedliwej jak fortuna bogini sławy, a przyłącza się wówczas „krytyka dumna”. Zakończenie utworu Anglika przynosi pouczenie brzmiące u Bykowskiego tak: „Przestań się dziwić, że przez intrygi biegną do świątyni”; i że trudno o laur sławy. Przeprowadzony przez tę wizję odpowiada, że woli się kierować własną wolą, „mając za próżność takie zamiary, unikając potwarzy, bez nadskakiwania głupiemu i pomagania przewrotnemu”. Podobne refleksje przynoszą dołączone do poematu Uwaga nad chwałą, czyli sławą i Ucinek myśli nad wielkością.

Imaginacja. Szczególną uwagę przyciąga jednak poprzedzający tekst poematu rodzaj inwokacji-apologii prozą: Do imaginacji, czyli do geniuszu twórczego. Jeśli zgodzić się na sugestię Jerzego Komara, że tekst towarzyszący spolszczeniu Temple of Fame nie jest przekładem, mógłby być wyrazem opinii o krytyce literata walczącego o uznanie swej twórczości. Można przyjąć, że literatura pozwalająca ukazać się rozumowi w powabach imaginacji przed „ludem” to twórczość popularna, adresowana nie tylko do elit kształconych literacko i ekspertów (jednak w przekładzie tekstu Świątyni „krytyka dumna” przyłącza się do ludu wygwizdującego „człowieka światłego i cnotliwego szukającego prawdy” i trawiącego dni i noce na „okazywaniu ludowi czystej moralności” i dla „świecenia ludu ciemnoty”). Tym bardziej zwracają uwagę pojęcia instrumentalne w świadomości literackiej autora, używane w sporze z krytyką zdobywającą dopiero w ówczesnym polskim życiu literackim swoje miejsce i autonomię.

Tytułowa imaginacja (utożsamiona tu jedynie i bez dalszych objaśnień z geniuszem) wprowadzana jest w relacje z innymi zdolnościami, przede wszystkim z rozumem (wyznaczającym podstawowe dyrektywy klasycystyczne). U Bykowskiego rozum towarzyszy imaginacji jako najdroższy dar bogów i światło najczystsze „ich jestestwa”. Imaginacja jest dla rozumu źródłem ozdoby i wdzięku, upiększa kolorami, łagodząc jego „ostrość” (acz w domyśle pozostaje zakres jego działania twórczego: ocena rzeczywistości, praw natury oraz konstrukcja obrazu świata?). Konsekwentnie zostało określone finalne znaczenie imaginacji: rozum jej właśnie zawdzięcza swój triumf, a i muzy mają od niej „swe powaby”. Interesujące jest też powiązanie imaginacji z Północą, którą „oświeca” i która ją „ukochała”. Koresponduje to z sugerowaną jeszcze w 1719 r. przez Jean-Baptiste’a Dubos zależnością literatury od warunków zewnętrznych, kształtowanych przez czynniki geograficzno-klimatyczne, i ze stymulowanym być może przez środowisko Czartoryskich zwróceniem uwagi Bykowskiego-tłumacza na twórczość Anglików, nie tylko Pope’a, ale i Shakespeare’a oraz legendarnego Osjana czy Edwarda Younga. Przekłady fragmentów twórczości wymienionych poetów czy opinii o północnych „geniuszach” w dobie panowania wizji oświecenia francuskiego kazały Marianowi Szyjkowskiemu uznać Bykowskiego za oświeceniowego „modernistę”.

Edycja Kościoła sławy zapowiadała też nową pozycję o przedmiocie znaczącym dla rekonstrukcji poglądów i zamierzeń autora, które wyraził w planowanym tytule: Sposób pewny sądzenia o guście (finalizacja wydania nie jest jednak potwierdzona). Trzeba natomiast pamiętać, że pokrewne kwestie autor już podjął w broszurze wydanej u bazylianów w Mińsku w 1790 r. Była to odpowiedź na Kwestię podaną do rozwiązania, czyli dusza bardziej bywa wzruszona przez rozkosz, czyli też przez smutek, która oferuje różne możliwości – jawi się rozprawą wartą uwagi z dziedziny psychologii twórczości i odbioru literatury (wraz z krytyką), lecz ukierunkowaniem refleksji daje również podstawy do zaliczania Bykowskiego w poczet pisarzy w dziedzinie etyki. Jednocześnie pojmowanie wzruszenia stawia Bykowskiego w fazie ewoluowania dojrzałej już klasycystycznej i sentymentalnej estetyki oświecenia, zwłaszcza że smutek jest tu skutkiem przeżycia „boleści”, co zdaje się stwarzać podstawy do przeformułowania łagodnych uczuć sentymentalizmu w duchu zwanym preromantycznym. Jednak w wypowiedzi późniejszej jej zasięg moderuje znaczenie rozumu w zwrocie Bykowskiego do narażonej na wpływ gwałtowniejszych nieprzyjemnych doznań i uczuć imaginacji „tkliwej” – co charakterystyczne – osadzonej w wizji sielskiej natury: tu bowiem, „tylko co przy świetle rozumu, cnotliwy i cierpliwy nie daje do serca swego przystępu bojaźni ani boleści”, a „przestroga” imaginacji tkliwej pozwala pisarzowi poprawiać błędy (Do imaginacji). Podobne poglądy przyniosła już też parakrytyczna enuncjacja Bykowskiego we wstępnej partii powieści perskiej Jean-Pierre’a Claris de Florian Bathmendi (1790). Przyjemności Tysiąca i jednej nocy winna uzupełniać okazja do działania „rozumu” pośród zabawiających zmyśleń, a to dla „snadniejszego wyjścia” z „błędu” obrazu w zakresie jego stosowności wobec oryginału (rzeczywistości, rzeczy samej). Opowieści te powinny mieć „w sobie więcej moralności”, skłaniać do „zastanowienia” oraz „rozważenia prawd niektórych i wejrzenia w siebie samego”. Klasyczne połączenie przyjemności lektury z pożytkiem moralnym i refleksyjnością przesuwa się nieznacznie w kierunku sentymentalnej introspekcji. Zgadza się to z praktyką poetycką Bykowskiego, ucznia Kniaźnina, i kręgu Czartoryskich.</document>
<document nplp_id="13029" title="Cegielski Hipolit" slug="cegielski-hipolit">Filolog, doktor filozofii, pedagog, nauczyciel gimnazjalny, redaktor, przemysłowiec, działacz społeczny, dziennikarz, polityk, wydawca, kupiec, radny. Kryptonimy: H.C...; H.C.

Informacje biograficzne. Gaspar Józef Hipolit Cegielski urodził się 6 I 1813 w Ławkach k. Trzemeszna pod Gnieznem (metryka w Archiwum parafii Kruchowo). Był synem dzierżawcy rolnego Michała Cegielskiego i Józefy z Palkowskich. Uczęszczał do gimnazjów w Trzemesznie (1827–1830) i św. Marii Magdaleny w Poznaniu (1830–1835). W 1835 r. uzyskał świadectwo dojrzałości. Otrzymał stypendium rządowe, dzięki któremu w l. 1835–1840 studiował filologię klasyczną, literaturę, historię polską, językoznawstwo i filozofię na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie. Interesował się filozofią Georga Wilhelma Friedricha Hegla, słuchał wykładów m.in. Augusta Böckha i Karla Gottloba Zumpta. Studia utrudniała mu zła kondycja zdrowotna. W 1840 r. uzyskał tytuł doktora na podstawie dysertacji z dziedziny gramatyki De negatione: dissertatio quum philosophica tum grammatica comparativa. Od kwietnia 1840 r. uczył języka polskiego, łaciny, greki i historii w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, łączył pracę dydaktyczną z pracą naukową, publikował w poznańskich czasopismach rozprawy z zakresu wychowania, edukacji, językoznawstwa i literatury polskiej. W 1841 r. ożenił się z Walentyną Motty (1823–1859), siostrą Marcelego Mottego, miał troje dzieci.

W 1846 r. został pozbawiony posady nauczycielskiej, ponieważ odmówił przeprowadzenia kontroli mieszkań uczniów podejrzanych o działalność konspiracyjną. Wyjechał do Berlina, odbył praktykę kupiecką w firmie żelaza Jacob Ravenne-Söhne. Po powrocie do Poznania, dzięki wsparciu finansowemu przyjaciół, w 1846 r. w budynku Bazaru otworzył sklep z narzędziami rolniczymi, który szybko przekształcił w nowoczesną fabrykę narzędzi rolniczych, lokomobili, maszyn parowych dla gorzelni, młynów, tartaków i olejarni. Wyroby Cegielskiego prezentowano na wystawach krajowych (Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielski w Poznaniu funkcjonują do dziś). W 1848 r. założył „Gazetę Polską” (organ Ligi Polskiej), pierwszy niezależny dziennik w Poznaniu. Pismo zostało zlikwidowane przez zaborcę 6 VI 1850. Z inicjatywy Cegielskiego w l. 1850–1851 działał „Goniec Polski”, a od 1859 r. „Dziennik Poznański”. Cegielski zajmował się także działalnością społeczną, pełniąc funkcje członka Rady Miejskiej w Poznaniu, Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego (wiceprezes w l. 1850–1868), Towarzystwa Rzemieślniczego, Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Towarzystwa Rolniczego (prezes od 1865 r.). Był współtwórcą i prezesem Towarzystwa Przemysłowego, Towarzystwa Pożyczkowego dla Przemysłowców Miasta Poznania (do 1861 r.). Kierował Centralnym Towarzystwem

Gospodarczym (1865–1868), był również współzałożycielem i członkiem Koła Polskiego w Berlinie oraz Domu Sierot. Z jego inicjatywy powstała poznańska Szkoła Realna (członek kuratorium 1853–1867). Interesował się sztuką, posiadał zbiór rycin i obrazów. Zmarł w Poznaniu 30 XI 1868, został pochowany na cmentarzu parafii św. Marcina (przy ul. Towarowej). Podczas II wojny światowej Niemcy zlikwidowali grób, nie wiadomo, dokąd przeniesiono szczątki Cegielskiego. Symboliczna mogiła znajduje się na cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan na wzgórzu Świętego Wojciecha w Poznaniu.

Kręgi zainteresowań. W dorobku Cegielskiego znajdują się rozprawy o literaturze, języku, wychowaniu, dydaktyce, handlu, przemyśle, rzemiośle i rolnictwie. Talent pisarski i skłonność do twórczego komentowania rzeczywistości objawiały się już w trakcie nauki gimnazjalnej. Józef Ignacy Kraszewski zwrócił uwagę: „W Cegielskim człowiek czynu i pracy łączył się z niezwykłą równowagą przymiotów, z człowiekiem ducha, myśli i ideału”. Cegielski wspierał rozwój przemysłu i rolnictwa polskiego, ogłaszał artykuły w czasopiśmie „Przyroda i Przemysł”, zebrane w 1858 r. w ilustrowany katalog Narzędzia i machiny rolnicze uznane za najpraktyczniejsze, a mianowicie te, które w własnej wyrabia fabryce – uważany za pierwszą tego typu publikację w języku polskim. Jego prace (np. Praktyczna mechanika rolnicza w zastosowaniu do potrzeb ziemian polskich wyłożona, 1863; O siewie i siewniku rządowym, „Ziemianin” 1868, nr 13–14) wywarły wpływ na rozwój rolnictwa w Wielkopolsce, wzbogaciły słownictwo polskie o nowe terminy z zakresu mechaniki oraz techniki. Cegielski wypowiadał się także w kwestiach politycznych i historycznych, postulował m.in. rozwiązanie napięć międzypaństwowych na drodze negocjacji, bez rozlewu krwi (Sprawa polska przed trybunałem kongresu europejskiego, 1864). W 1866 r. złożył hołd Karolowi Marcinkowskiemu w 20. rocznicę śmierci. Rozprawa Życie i zasługi doktora Karola Marcinkowskiego należy – zdaniem Marcelego Mottego – do „najlepszych płodów literackich Cegielskiego” (Przechadzki po mieście, t. 3, 1889), jest też źródłem badań nad polską inteligencją w zaborze pruskim i dziejami Towarzystwa Naukowej Pomocy.

Prace literackie i dydaktyczne. Rozprawę Cegielskiego Über Johann Kochanowski als lyrischen Dichter und sein Verhältniss zum sechszehnten Jahrhundert (1837) z inicjatywy m.in. Jana Poplińskiego opublikowano w języku polskim pt. O Janie Kochanowskim jako poecie lirycznym i jego stosunku do wieku szesnastego („Przyjaciel Ludu” 1837, nr 2–4, 6–7). Debiut pisarski Cegielskiego – dowód odwagi, deklaracja polskości – odebrano życzliwie, mimo niekiedy bezzasadnych stwierdzeń, niejasnej argumentacji czy tendencji do rozwlekłości, tezy autora znajdą potwierdzenie m.in. w rozprawach Aleksandra Brücknera. Entuzjastyczny wywód rozpoczynają uwagi o powinności krytyka: „Wszakże krytyczne to dzieł literackich zgłębianie bynajmniej nie jest rzeczą tak podrzędną, nie jest ono tak błahą miarą postępu i oświaty narodu, jakby się może na pierwszy rzut oka zdawać komu mogło. Jeśli bowiem genialne płody sztuk i umiejętności chlubnym są dowodem, że naród albo część jego lepsza do piękniejszego zdolną jest bytu; to z drugiej strony krytyczne opracowanie historii literatury i pojedynczych jej gałęzi oznaką jest, że naród cały nie zostaje poza obrębem tych płodów, że one zna jako swoje, że się w nich widzi, że geniusze w tym lub owym występujące czasie są tylko punktem kulminacyjnym, są reprezentantami tego, co naród myśli, co życia jego jest treścią; naturalnym będzie, lubo nie bardzo pochlebnym, wniosek przeciwny, to jest: że brak krytycznego pojęcia dzieł literatury, tak pojedynczo wziętych, jako też w stosunku do całych okresów, zawsze jeszcze podejrzenie może obudzać, jakoby genialni pisarze byli tylko przesądzeniem niejako sił ogólnych, wyskokiem z życia narodu, nie będąc cząstką jego integralną ani też koniecznym jego wpływem” (tamże, nr 2). Cegielski uważał, że Kochanowski był „prawie wyłącznie” lirykiem, co odzwierciedla ducha czasu i charakter narodu polskiego, dla którego czas epiki już minął. Z zachwytem wypowiedział się o Psałterzu, Pieśniach (w Pieśni o sobótce dostrzegł elementy ówczesnych pieśni ludowych) i Trenach (uznał je za najoryginalniejszy utwór, twierdząc, że „gdyby Kochanowskiego pióro nic nam więcej nie było wydało, poeta ten dla swoich trenów już by był poetą”; tamże, nr 7). Zwrócił uwagę, że dotychczasowi krytycy ocenili twórczość mistrza czarnoleskiego niedostatecznie, sprzeciwił się np. opinii Franciszka Ksawerego Dmochowskiego: „Nędzna, sucha krytyka, która tak się w próżnej, często fałszywej wyczerpnęła pochwale, że daleka od tego, aby każdemu należną oddać słuszność, jednego poetę z uszczerbkiem drugiego wynosić była przymuszana” (tamże, nr 3).

Cegielski ogłosił też Kilka słów o „Tygodniku Literackim” („Przyjaciel Ludu” 1838, nr 41), zrecenzował treść pierwszego zeszytu nowego pisma, skoncentrował uwagę na anonimowym artykule Jakie zasługi położyła prowincja nasza w oświacie i literaturze krajowej („Tygodnik Literacki” 1838, nr 1). Bronił Wielkopolski przed zarzutem, „jakoby Beocją była lub Gaskonią, niwą wciąż jeszcze odłogiem leżącą”, przyczyn takich opinii upatrywał m.in. w braku talentów literackich i poetyckich, choć ten stan rzeczy uzasadniał położeniem geograficznym, klimatem i stosunkami politycznymi Wielkopolski, której dorobku kulturalnego dowodził. Artykuł Cegielskiego wywołał polemikę (M.B., Kilka słów na „Kilka słów o »Tygodniku Literackim«”, „Gazeta Wielkiego Księstwa Poznańskiego” 1838, nr 92; F.K.N...i, Z Poznania, tamże, nr 113). Cenił twórczość romantyków. Zachwycał się dorobkiem Alphonse’a de Lamartine’a (Korespondencja. Salzbrunn, 3 września 1838, „Tygodnik Literacki” 1838, nr 25). Wnikliwie czytał dzieła Adama Mickiewicza, stanął też w obronie wieszcza ośmieszonego przez Władysława Gołembiowskiego oraz przez anonimowego autora artykułu („Rok” 1845, z. 11–12). Cegielski, przywołując refleksje Wojciecha Cybulskiego, zareagował stanowczo wobec tych, którzy odmawiają wieszczowi tytułu poety narodowego (Odparcie potwarzy rzuconej na Mickiewicza w artykule „Roku” nr XI pod napisem „Pisarze polscy wobec potrzeby narodowej”, „Orędownik Naukowy” 1845, nr 24–25). Ze względu na ironiczny ton ciągu dalszego artykułu nie wydrukowano. Ponadto z ogromnym uznaniem wypowiedział się Cegielski o twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, nazywał go „mistrzem i nauczycielem narodu”, którego „Bóg udarował [...] nadzwyczajnym talentem i wrzucił w ducha jego ziarno geniuszu” (Obiad dla Kraszewskiego, „Dziennik Poznański” 1867, nr 121).

Poglądy na temat edukacji i pracy organicznej Cegielski wyłożył w rozprawie O zasadach wychowania po szkołach wyższych („Orędownik Naukowy” 1840, nr 4–8), skrytykował tu system nauki gimnazjalnej i prymat języków klasycznych. Postulował, aby podstawą wykształcenia młodego człowieka były język ojczysty, literatura, nauki ścisłe, przyrodnicze, które umożliwiają zdobycie „korzyści realnych dla każdego zawodu”. Z pasji do językoznawstwa i inspiracji teoriami Franza Boppa Cegielski zajął się zagadnieniem genezy mowy ludzkiej i języków, lokując je w kontekstach m.in. filozofii Arystotelesa, Barucha Spinozy, Immanuela Kanta, Hegla i Kartezjusza (O powstawaniu mowy i szczególnych języków, „Orędownik Naukowy” 1841, nr 13–15). W 1842 r. ogłosił systematyzację czasowników (O słowie polskim i koniugacjach jego, „Orędownik Naukowy” 1842, nr 32–38; pracę tę docenił np. Z. Klemensiewicz). W 1843 r. Cegielski wydał gramatykę języka greckiego dla szkół średnich na podstawie gramatyki niemieckiego filologa Rafaela Kühnera (Gramatyka języka greckiego podług Kühnera wyłożona przez H. Cegielskiego Doktora Filozofii, 1843, 1862).

Pozycję Cegielskiego jako polonisty, teoretyka literatury, pedagoga ugruntowała obszerna Nauka poezji zawierająca teorię poezji i jej rodzajów oraz znaczny zbiór najcelniejszych wzorów poezji polskiej do teorii zastosowany (1845). Piotr Chmielowski zauważył, że w Nauce poezji Cegielski szukał „syntezy w zjednoczeniu romantyczności i klasyczności; gdyby myśl tę był rozwinął i przeprowadził przez całe dzieło, można by go uważać za pierwszego u nas zwiastuna estetyki realno-idealnej”. Opinia to trafna, choć niepełna. Hierarchizując dwa rodzaje wyobraźni, teoretyk nie pozbawiał znaczenia żadnej z nich. Wyobraźnia oddająca w obrazach stan natury, nie przez naśladownictwa, ale przez idealizację dokonywaną w imię Piękna, zyskała miano wyobraźni klasycznej. Wyobraźnia wyższego stopnia, „górna”, tworzy obrazy nowe, niemające „odpowiedników” w naturze i przyporządkowanych im form artystycznych, adresowana jest nie tyle do zmysłów (wzroku, słuchu), ile do stanów ducha – tę nazwał wyobraźnią romantyczną. Pozorną przewagę romantyczności nad klasycznością równoważył Cegielski, twierdząc, że zadaniem sztuki nowszej jest nadanie formom romantycznym porządku klasycznego. Nauka poezji stanowiła podręcznik, obszerny i dobrze napisany, oraz wypisy. Poezję autor definiował bardzo szeroko; właściwe każde piękne użycie języka zasługiwało na to miano. A że najczęściej czynnik estetyczny pojawiał się w mowie wiązanej, utwory wierszem były kojarzone z poezją. Mówienie wierszem nie było jednak warunkiem poetyczności. Także utwory prozą, jeśli wyzwalały Piękno, należały do dziedziny poezji. Toteż nowy „podgatunek”, jakim była powieść, mógł być pisany wierszem lub prozą, mógł nosić nazwę poezji lub nie. Cegielski scharakteryzował przykłady poezji epickiej (opisowej), lirycznej i dramatycznej oraz formy pośrednie. Jego rozważania na temat rodzajów wiersza, metryki, „podgatunków” poetyckich zachowały aktualność.

U kresu życia Cegielski powrócił do zagadnień językoznawczych. W 1868 r. ogłosił broszurę polemiczną w sprawie pisowni polskiej, wypowiedział się przeciw popieranym przez Ludwika Rzepeckiego zmianom w obowiązującej ortografii (O pisowni p. L. Rzepeckiego i towarzyszów, 1868). Pracował nad udoskonaleniem następnych wydań Nauki poezji.</document>
<document nplp_id="13033" title="Ceysingerówna Helena" slug="ceysingerowna-helena">Pisarka, krytyczka literacka, publicystka, redaktorka, działaczka oświatowa i feministyczna. Pseudonimy i kryptonimy: C.; C-a; C.r.; C.-r.; C.R.; H.; H.C.; H.-r.; Helena C...; Helena C....r; Helena Cey; Helena Cey...r; Wanda; Jan Lipnicki.

Informacje biograficzne. Urodziła się 23 XII 1868 w Krakowie jako córka Józefa Konrada Ceysingera, obywatela bawarskiego, oraz Lucyny Joanny z d. Smacznińskiej. Po okresie edukacji domowej zajęła się z jednej strony pisarstwem (beletrystyka, aktywność krytycznoliteracka, tłumaczenia, przede wszystkim na łamach „Tygodnika Mód i Powieści”, z którym regularnie współpracowała w l. 1894–1907), z drugiej zaś zaangażowała się w działalność oświatową i na rzecz kobiet, w tym publicystyczną i redaktorską. Od 1894 r. należała do Koła Kobiet Korony i Litwy, a także, wraz z Cecylią Śniegocką, organizowała w Warszawie Towarzystwo Tajnego Nauczania (kierowała Sekcją Społeczno-Polityczną), a następnie, w 1899 r., Towarzystwo Oświaty Narodowej, działając w jego Kole Głównym. Była współzałożycielką i/ lub współpracowniczką Towarzystwa Opieki nad Unitami (1903–1905) i Towarzystwa Nauczycieli Szkół Ludowych, a także uczestniczką strajku szkolnego w 1905 r., w trakcie którego zainicjowała utworzenie Towarzystwa Unarodowienia Szkół. W l. 1905–1907 była działaczką Polskiej Macierzy Szkolnej w Warszawie, a do 1911 r. – Ligi Narodowej, z której wystąpiła w geście sprzeciwu wobec wezwań do zaprzestania bojkotu szkół rosyjskich (tzw. Secesja). W 1901 r. została członkinią warszawskiego podkomitetu redakcyjnego czasopisma „Polak” wydawanego przez Ligę, w l. 1906–1907 pisała zaś o historii Polski do czasopisma „Naród. Dodatek Ilustrowany”; po odejściu z Ligi Narodowej była związana z „Tygodnikiem Polskim” (1912–1914). W kwietniu 1913 r. w Warszawie, wraz z Izabelą (Izą) Moszczeńską, Jadwigą Marcinowską i Teresą Ciszkiewiczową, zainicjowała powstanie Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego, z której wystąpiła w sierpniu 1916 r. na skutek sporów dotyczących wyboru strategii działania. W czasie I wojny światowej została aresztowana przez żandarmerię carską za redagowanie „Wiadomości Wojennych”, następnie internowana przez Niemców. Zwolniono ją po kilku miesiącach. Potem zaangażowała się w działalność Centralnego Biura Polskiego Opieki nad Jeńcami Polakami w Berlinie, dla którego wydawała czasopismo „Przyszłość” (1917–1918). Była współzałożycielką i aktywną działaczką utworzonej we Lwowie Ochotniczej Legii Kobiet (1918–1922); walki o niepodległość Polski zakończyła w stopniu porucznika. W 1929 r. znalazła się w gronie założycielek Związku Legionistek Polskich, organizacji krzewiącej pamięć o OLK. W okresie międzywojennym dwukrotnie (i bez powodzenia) kandydowała do sejmu: w 1919 r. w Warszawie z listy Komitetu Wyborczego Centrum Kobiecego oraz w 1922 r. we Lwowie z listy Związku Kobiet Polskich. W l. 1928–1939 działała w Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet, organizacji feministycznej funkcjonującej w ramach obozu sanacyjnego: do 1935 r. kierowała jej wydziałem prasowym, a w l. 1929–1939 redagowała jedno z jej czasopism – „Prosta Droga” (wraz z dodatkiem „Życie Wsi”). W dwudziestoleciu współpracowała także z „Bluszczem”, „Kobietą Współczesną” i „Pracą Obywatelską”, głównym organem prasowym ZPOK. W 1933 r. znalazła się w komitecie redakcyjnym „Almanachu Spraw Kobiecych”, wydanego przez ZPOK pod kierownictwem Herminii Naglerowej. Za swoją pracę oświatową i publicystyczną została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1930), za działania na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości – Krzyżem Niepodległości (1933), a za upowszechnianie wiedzy o literaturze polskiej – Srebrnym Wawrzynem Akademickim (1937). W czasie II wojny światowej angażowała się w działalność konspiracyjną w Warszawie. Wiosną 1941 r. została aresztowana i na trzy miesiące osadzona na Pawiaku. Po upadku powstania warszawskiego znalazła się w Bytomiu. Pod koniec życia otrzymywała rentę specjalną dla zasłużonych dla PRL. Zmarła 28 VII 1950 w Warszawie. Została pochowana na cmentarzu Powązkowskim.

Obszary twórczości. Ceysingerówna debiutowała utworem Ze znalezionych kartek („Bluszcz” 1891, nr 3–9). Zainteresowanie wzbudził dopiero jej dramat historyczny w trzech aktach Zwalczeni oparty na motywie walk Dalmacji z Wenecją, który w 1892 r. przyniósł autorce pierwszą nagrodę w krakowskim konkursie dramatycznym im. Konstantego Wołodkiewicza (druk w czasopiśmie „Tydzień”, dod. „Kuriera Lwowskiego” 1894, nr 24–32). W 1892 r. w „Bluszczu” ukazał się szkic Maniak (nr 38–42). Bilans tych pierwszych prób literackich był dla Ceysingerówny korzystny. Piotr Chmielowski, który sytuował jej twórczość „w kierunku psychologicznym”, oceniał, że „myśli ma sporo, pióro dość wyrobione, język poprawny” (Zarys najnowszej literatury polskiej (1864–1897), 1898). Jednak następna publikacja – Duchy-Żórawie. Fantazje i obrazki (1902) – spotkała się z chłodnym przyjęciem. W późniejszych latach twórczość literacką uprawiała na łamach „Bluszczu”, publikując w odcinkach powieść Drogami duszy (1924, nr 21–52; 1925, nr 1–9), nowelę Myśl o tym, co chcesz (1926, nr 5–14) i opowieść Jak słońce spija rosę (1927, nr 1–15). Wpisywały się one w rozrastający się w międzywojniu nurt „prozy społecznej, której nowy bohater »szary człowiek« staje się podmiotem życia zbiorowego” (J. Chwastyk-Kowalczyk, 2002).

W ramach aktywności edukacyjnej Ceysingerówna wydała powieść historyczną dla młodzieży Jan Lipnicki (1902), a także broszurki Szymon Konarski (1902) oraz O Sejmie Wielkim i Konstytucji 3-go Maja (1916). W l. 1906–1907 w czasopiśmie „Naród. Dodatek Ilustrowany” opublikowała cykl życiorysów ważnych postaci polskiej historii, m.in. księcia Józefa Poniatowskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Stefana Czarnieckiego. W szkicu historycznym Ochotnicza Legia Kobiet (1921) udokumentowała aktywność wojskową Polek z okresu walk o niepodległość kraju, historię działalności oświatowej pod zaborami przybliżyła natomiast w opracowaniach Tajne nauczanie w Warszawie (1894–1906/7) („Niepodległość” 1930, t. 2, z. 1) oraz Liga Narodowa i Związek Unarodowienia Szkół w walce o szkołę polską (w: Nasza walka o szkołę polską 1901–1917, 1934), a także we wspomnieniach Tajna szkoła w Warszawie w epoce caratu (1948).

Osobny obszar jej bogatej twórczości stanowiła publicystyka, zaangażowana politycznie i społecznie, poświęcona kwestii praw kobiet, sytuacji dzieci i młodzieży, kondycji polskiego państwa, uprawiana głównie na łamach „Bluszczu”, „Kobiety Współczesnej”, „Pracy Obywatelskiej”, z którymi regularnie współpracowała w międzywojniu, oraz „Prostej Drogi”, którą w tym okresie redagowała. W latach 20. XX w. w „Bluszczu” ukazał się także cykl wywiadów, które przeprowadziła z liczącymi się wówczas polityczkami, m.in. lwowską posłanką Marią Jaworską oraz senatorkami Józefą Szebekówną i Zofią Daszyńską-Golińską.


Krytyka literacka. Działalność krytyczną uprawiała przede wszystkim na łamach „Tygodnika Mód i Powieści”, z którym współpracowała w l. 1894–1907. W rubrykach Z ruchu umysłowego oraz Sprawozdania literackie regularnie zamieszczała recenzje nowości poetyckich, prozatorskich i dramatycznych, krajowych i zagranicznych. W 1896 r. w cyklu Nasi najmłodsi omawiała twórczość młodych polskich poetów i poetek, m.in. Jana Kasprowicza, Antoniego Langego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Zofii Trzeszczkowskiej. W tym samym roku w serii Odczyty przybliżyła czytelniczkom wykład Aleksandra Kraushara o krytyce literackiej („Tygodnik Mód i Powieści” 1896, nr 13–14). W 1900 r. w serii Plon konkursowy omawiała z kolei poematy nadesłane na konkurs rozpisany przez czasopismo, m.in. Edwarda Słońskiego, Gustawa Daniłowskiego, Marii Remiszewskiej, Heleny Stattler. Regularnie pisała też recenzje poświęcone sztuce (m.in. omówienia wystaw malarstwa i rzeźby w Zachęcie) oraz teatralne (te ostatnie zamieszczała także w „Bluszczu” w latach 20. XX w.).

Chętnie przypominała twórczość polskich poetów romantycznych, zwłaszcza Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza. Omawiając poświęcone im prace biograficzne, m.in. Mickiewicz, jego życie i duch (1899) Marii Konopnickiej, sformułowała własną koncepcję biografii: nie powinna ona sprowadzać się do zaglądania za kulisy życia prywatnego twórców, ale stanowić próbę oddania narodzin i emanacji ducha poetyckiego, talentu artysty („Tygodnik Mód i Powieści” 1901, nr 6). Na bieżąco recenzowała prozę Stefana Żeromskiego, Karola Irzykowskiego i Władysława Orkana, a także dramaty Stanisława Wyspiańskiego. Spośród autorów zagranicznych przystępnie starała się opisać twórczość Friedricha Nietzschego. Recenzowała również sztuki Maurice’a Maeterlincka, a jeden z jego wierszy przetłumaczyła na język polski.

Kilka wzmianek poświęciła literaturze dla dzieci, zastanawiając się nad jej walorami artystycznymi. Pisała o niej m.in. w seriach Sprawozdania literackie dla „Tygodnika Mód i Powieści” (1902, nr 51) oraz Wydawnictwa gwiazdkowe dla „Tygodnika Polskiego” (1913, nr 51). Z myślą o wychowaniu dzieci przybliżyła czytelniczkom głośną rozprawę szwedzkiej pedagożki Ellen Key Stulecie dziecka (1900), którą referowała za artykułem Heleny Rzepeckiej („Tygodnik Mód i Powieści” 1903, nr 5–6). W serii Poradnik dla kobiet roztrząsała kwestię samokształcenia i rolę „czytelnictwa metodycznego” w tym procesie („Tygodnik Mód i Powieści” 1902, nr 17).

Wielokrotnie recenzowała twórczość kobiet, choć nie szukała dla niej wspólnego mianownika. Za wrażliwość na ludzkie emocje wysoko ceniła poezję i nowele Konopnickiej, które uważała za „arcydzieł[a] uczucia i prawdy psychologicznej”: „Takie to z pozoru proste i zwyczajne, a takie głębokie i tragiczne w istocie” – pisała o Pannie Florentynie („Tygodnik Mód i Powieści” 1894, nr 16). Za „znakomitą obserwatorkę” życia społecznego uznawała Gabrielę Zapolską („Tygodnik Mód i Powieści” 1902, nr 47). Życzliwie patrzyła na późne nowele Elizy Orzeszkowej oraz poezję Deotymy (J. Łuszczewskiej), choć uważała je za zbyt chłodne. Z młodszych polskich poetek doceniała Bronisławę Ostrowską, w której zbiorku Opale (1902) dostrzegła „świeżość” i „wdzięk” (tamże, nr 40), a spośród zagranicznych wyróżniała Adę Negri, autorkę poruszających wierszy o niedoli włoskiego ludu. Wytykała niektórym piszącym kobietom, że ich powieści psychologiczne są pozbawione głębi, a społeczne – słabo osadzone w realiach. Piętnowała rozwlekłość, chaotyczność, błędy konstrukcyjne i językowe. Choć nie zgadzała się z tymi, którzy lekceważąco wypowiadali się o „powieściach damskich” – „synonim[ie] rzeczy w ogóle lichej, sentymentalnej, bez wartości artystycznej, ni społecznej” – przyznawała, że „autorki niektóre pracują gorliwie nad wytworzeniem się takiej opinii, i to nie dlatego bynajmniej, by brakło im zdolności; brak tylko wiedzy i pracy” („Tygodnik Mód i Powieści” 1903, nr 35).


Literatura i jej wartości artystyczne oraz dydaktyczne. Bliskie jej było przekonanie, że literatura powinna reagować na problemy społeczne, ale uznawała, że nie może się ona ograniczać do funkcji utylitarnej. Wielokrotnie wypowiadała się na temat powieści tendencyjnej, polemizując z tymi, którzy uważali ją za bliższą publicystyce niż sztuce. Podkreślała, że zabierając głos w sprawach aktualnych społecznie, nie należy rezygnować z artyzmu („Tygodnik Mód i Powieści” 1895, nr 41–42). Z czasem coraz dobitniej przekonywała, że to od umiejętności autora zależy wartość artystyczna dzieła tendencyjnego: „Ja jednak sądzę, że i w utworze tendencyjnym wykonanie może być mniej lub więcej artystyczne, może dowodzić mniejszego lub większego talentu autora, może przedstawiać jakąś wartość literacką, lub też nie posiadać jej zupełnie” („Tygodnik Mód i Powieści” 1903, nr 2). Jednocześnie podkreślała, że bez znajomości życia, bez społecznego realizmu powieść tendencyjna nie ma racji bytu (tamże, nr 39).

Podejmując refleksję o polskim życiu kulturalnym, Ceysingerówna gorzko konstatowała, że Polacy nie znają swojej literatury, podobnie jak nie znają swojej historii. Krytycznie wypowiadała się o przesiąknięciu rodaków „duchem niemieckim”: „Więc prawdą jest, żeśmy ulegli wpływowi niemieckiego ducha, że prawie zanikł w nas zasadniczy rys naszego charakteru: dążność do wyidealizowania rzeczywistości [...]. Więc najpierw leczyć, leczyć nam się trzeba” („Tygodnik Mód i Powieści” 1902, nr 9). Śledząc nowe trendy w polskiej literaturze, zwłaszcza w poezji, wytykała jej pesymizm, zwątpienie; szczególnie raziły ją „rozpacz i ból istnienia” wyczuwalne w wierszach Kasprowicza: „Nam słabym i pognębionym duchowo doprawdy wrażeń takich nie trzeba” (tamże, nr 3).

Zadania krytyki literackiej. Na temat roli krytyki literackiej wypowiadała się rzadko. W 1896 r., relacjonując odczyt Aleksandra Kraushara Krytyka literacka i zarys jej rozwoju w literaturze polskiej, pisała, że ocena dzieła zależy od wrażenia, jakie wywarło ono na krytyku, a to zaś uzależnione jest od wrażliwości krytyka. Nie znajdując w wykładzie Kraushara jasnej odpowiedzi na pytanie o zadania krytyki literackiej, powołała się na praktykę publicystów francuskich – Jules’a Lemaître’a i Anatole’a France’a, których „już i u nas naśladować zaczęto”: „Metoda ta polega na szczerej, artystycznie ułożonej spowiedzi krytyka z otrzymanych wrażeń, i na analizie zjawisk, które one wywołały. Krytyk tego rodzaju nie powiada, że to jest pięknem, a tamto brzydkim, ale że takim jemu się wydaje. Nie radzi autorowi pracować dalej lub złamać pióro, nie chwali go i nie gani, opowiada po prostu »przygody duszy własnej pośród dzieł sztuki«” („Tygodnik Mód i Powieści” 1896, nr 13). Referując za Krausharem historię polskiej krytyki literackiej, jej początków upatrywała w sporze klasyków z romantykami.

Ponownie zabrała głos w sprawie roli krytyki literackiej, gdy polemizowała z Chmielowskim na temat jego oceny ostatnich lat twórczości polskich wieszczów i uznania ich talentu w tej fazie za schyłkowy. Pretekstu do sformułowania takiej opinii dostarczyła krytykowi publikacja pism pośmiertnych Słowackiego. Zdaniem Ceysingerówny ocena Chmielowskiego była zbyt surowa. Zarzucając mu brak zmysłu poetyckiego, oschłość i chłód, podkreśliła, że z powodu takich właśnie opinii czytelnicy nie znają polskiej poezji: „Brakło Chmielowskiemu najniezbędniejszego dla krytyka przymiotu, brakło mu zdolności odczuwania poezji. Oceniał ją na zimno. A słowo jego największą miało powagę w owym smutnym okresie, gdyśmy tak zmaleli duchowo, że nam wielka poezja za olbrzymią była, więc chętnie poszedł ogół za zdaniem uczonego, którego oschłość bliższą mu się zdała, niż gorąca, twórcza lawa wielkich naszych dusz [...]. I stało się, że ogół nie zna najpiękniejszych klejnotów swojej poezji, że o nich nie wie”. Zaznaczając, że opinia krytyka, nawet najbardziej uznanego, może utrudniać odbiorcom kontakt z dziełem, radziła czytelniczkom samodzielne obcowanie z poezją, odczuwanie jej, a nie chłodne analizowanie: „Zapomnijmy na chwilę o tym wszystkim, co nam prawią historycy literatury, krytycy i wydawcy: Chmielowski, Małecki, Biegeleisein. Niechaj ten wielki sam z duszami naszymi rozmawia” („Tygodnik Mód i Powieści” 1904, nr 13). 

Podsumowanie. Helena Ceysingerówna była aktywna na wszystkich polach swej działalności. Praca literacka, dziennikarska, a także zaangażowanie społeczno-polityczne przyniosły jej duże uznanie historyczek i komentatorek polskiego ruchu feministycznego. W opracowaniu Ruch kobiecy w Polsce (1909) Cecylia Walewska chwaliła ją jako kobietę o wielu talentach: wybijającą się pisarkę i nowelistkę, poetkę, dramatopisarkę, krytyczkę literacką, dziennikarkę, ale też niestrudzoną działaczkę na rzecz praw kobiet i ludu. W „Almanachu Spraw Kobiecych” (1933), podsumowującym aktywność Polek po odzyskaniu niepodległości, Jadwiga Krawczyńska wymieniała Ceysingerównę wśród oddanych kwestii kobiecej dziennikarek i redaktorek (Kobiety w prasie), Stanisława Jarocińska-Malinowska zaliczała ją zaś do grona „uzdolnionych i zasłużonych przedstawicielek literatury”, wskazując jednocześnie, że „dla sprawy służenia ludowi porzuciła swoją karierę beletrystyczną”. O niej i jej podobnych pisała: „Wszystkie pracują niejako w cieniu, pełne zapału i wyrzeczeń” (Pisarki polskie).</document>
<document nplp_id="13035" title="Chodakowski Dołęga Zorian" slug="chodakowski-dolega-zorian-czarnocki-adam">Etnograf, archeolog, slawista. Prawdziwe nazwisko: Adam Czarnocki.


Informacje biograficzne. Adam Czarnocki urodził się 4 IV 1784 w Podhajnej k. Nieświeża w podlaskiej rodzinie szlacheckiej Jakuba Czarnockiego i Sekundyny z Borodziczów. Od momentu śmierci matki w 1792 r. był wychowywany przez krewnych w Mińsku, a następnie w Leciszynie k. Klecka. Do 1801 r. uczęszczał do szkół słuckich, pasjonując się już wówczas historią, geografią, twórczością ludową. W 1800 r. Czarnocki stracił ojca. Niewiele można powiedzieć na temat pierwszych lat dorosłości Czarnockiego, zanim nie został palestrantem w Nowogródku i w Mińsku w 1803 r. Konsekwentnie kształcąc się do zawodu prawnika, w 1805 r. uzyskał dyplom rejenta, odbył przy tym stosowne praktyki i zajął się działalnością adwokacką. W 1807 r. został plenipotentem dóbr wojewody nowogródzkiego Józefa Niesiołowskiego w Worończy. Na początku 1809 r. Czarnocki został aresztowany wskutek przejęcia przez rosyjską policję korespondencji, w której miał wyrażać wolę przekroczenia granicy Litwy w celu zasilenia szeregów wojsk Księstwa Warszawskiego. W tym czasie więziony był w Grodnie, w Petersburgu, Nowogrodzie, wysłany do dywizji w Omsku, napisał w drodze dziennik Bez chęci podróż moja (tekst uchodzi za zaginiony), wreszcie – zostaje pozbawiony praw szlacheckich oraz przymusowo wcielony w stopniu szeregowca do armii rosyjskiej. Stacjonując w obozowisku 24. Dywizji Władimira G. Głazenapa (Glasenappa), przemieszczonego z Omska w okolice litewskiego Bobrujska, ucieka do Warszawy z tajnymi planami bobrujskiej twierdzy i jako Zorian Czarnocki dołącza do wojsk Księstwa Warszawskiego.

W tym okresie życia ze względu na poufność zlecanych mu zadań występował pod kolejnym tajnym nazwiskiem – Zoriana Lubrańskiego. Jeszcze w 1. poł. 1812 r. (między lutym a majem) odznaczył się w działaniach 5. Pułku Piechoty, występując w randze podoficera adiutanta. Już jako ochotnik wziął udział w kampanii rosyjskiej 1813 r., wędrując z Napoleonem aż pod Smoleńsk; jego biografia pod tym względem przystaje do typowych biografii tzw. pokolenia straconych złudzeń: Aleksandra hr. Fredry, Antoniego Malczewskiego, Kazimierza Brodzińskiego i wielu innych. W 1813 r. Czarnocki obiera pseudonim Zoriana Dołęgi Chodakowskiego; jest to czas samookreślenia, moment startowy mitycznej legendy kreowanej wokół jego osoby. Dość przypomnieć, że nawiązując do pseudonimu Czarnockiego w jednej z odmian przedmowy do poematu Król-Duch, Juliusz Słowacki składa pionierowi terenowych badań nad Słowiańszczyzną specyficzny i wyjątkowy hołd przez wskazanie fikcyjnego autora własnego dzieła o znaczącym imieniu i nazwisku aluzyjnym wobec dzieła Zoriana – Józafata Dumanowskiego.

Od 1813 r. wiódł życie wędrowno-tułacze, przemieszkując najpierw w Woronczynie, a następnie u Tadeusza Czackiego, w jego rodzinnym Porycku, w Krzemieńcu, od 1817 r. zaś u Czartoryskich: w Puławach oraz Sieniawie. Uzyskawszy dla własnych działań przychylność Adama Jerzego Czartoryskiego, wędrował dzięki jego finansowemu wsparciu po Małopolsce Wschodniej i Podolu, wcześniej natomiast – przemierzał na własną rękę tereny Polesia, Wołynia, Ukrainy. To właśnie na ten czas (1814–1818) przypadał okres formacyjny samouka – w bibliotekach Czackiego i Czartoryskich, w Porycku, Krzemieńcu i Puławach musiał zetknąć się z projektami badania literatury ludu Hugona Kołłątaja, historyzmem i postulatem badania pieśni narodowych Jana Pawła Woronicza, z koncepcją gminowładztwa Joachima Lelewela, a przede wszystkim z pismami Wawrzyńca Surowieckiego, takimi jak Obraz dzieła o początkach, obyczajach, religii dawnych Słowian (1807) i O sposobach dopełnienia historii i znajomości dawnych Słowian (1812), w których dominuje podobny co u Dołęgi Chodakowskiego żarliwy, niemal apostolski styl uprawiania etnografii oraz archeologii terenowej. Surowiecki najsilniej oddziaływał na kształt rozprawy pisanej w Sieniawie O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem („Ćwiczenia Naukowe” 1818, t. 2).

Praca zapalonego samouka przesłana na Uniwersytet Wileński zderzyła się z murem niechęci lub jawnej krytyki ze strony braci Śniadeckich (a zwłaszcza Jana), a także przyrodnika Stanisława Bogumiła Jundziłła. Nie pomogła protekcja Czartoryskiego ani życzliwa recenzja Surowieckiego na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” (1819). W obliczu całkowitego odtrącenia przez wileńskie środowisko naukowe autor O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem zwrócił się z prośbą o pomoc do Petersburga, dokąd wyruszył dzięki kolejnej zapomodze Czartoryskiego. W drodze – na trasie z Homli przez Mohylew, Witebsk, Psków oraz Połock – badał odnajdywane i udostępniane mu źródła. W 1819 r. zawarł związek małżeński z Konstancją Flemming, która – pełna zrozumienia dla pasji etnograficznej małżonka – dołączyła do jego prac terenowych.

Odpowiednią osobą, która rychło nadeszła w sukurs ambitnym planom Dołęgi Chodakowskiego, okazał się ówczesny petersburski minister oświaty i spraw duchownych Aleksandr Golicyn – to dzięki niemu w poł. 1820 r. Czarnocki uzyskał zatwierdzenie cesarskie czteroletniego planu badań słowiańskich starożytności i rozpropagował swój projekt wśród Rosjan na łamach pisma „Syn Otieczestwa”. Piętnastomiesięczna podróż krajoznawcza Zoriana obejmuje Ładogę, Nowogród i Twer, nie sięga jednak ostatecznie planowanej wysokości Uralu i Morza Czarnego na skutek splotu tragicznych okoliczności – w Twerze razem z dzieckiem umiera jego żona. Zorian wkrótce żeni się ponownie. Powróciwszy na krótki okres do Moskwy, traci wypłacane mu dotychczas regularnie subwencje rządowe. Znalazłszy się w Moskwie bez środków do życia, próbował, mimo narastającej nędzy, prowadzić badania naukowe, a przynajmniej podsumowywać rezultaty przerwanej podróży rosyjskiej, drukując wyimki swoich rozpoznań w „Wiestniku Jewropy”, „Siewiernym Archiwie”, w ojczystym „Dzienniku Wileńskim”. Zmarł 17 XI 1825 w skrajnej biedzie w gub. twerskiej, w której osiadł na chwilę przed śmiercią.

Echa koncepcji Chodakowskiego. W polskiej etnografii Słowiańszczyzny uobecnionej w pierwszych dziesięcioleciach XIX w. dostrzeżono dwie konkurencyjne ścieżki postępowania badawczego, jedną z nich trzeba przypisać Zorianowi Dołędze Chodakowskiemu oraz jego projektowi „terenowego” uprawiania dziedziny – m.in. przez archeologię oraz zbieractwo. Druga – projekt etnografii „gabinetowej” – została ugruntowana, symbolicznie, przez Kazimierza Brodzińskiego, zyskując przedłużenie w koncepcjach Adama Mickiewicza wyraźnie sympatyzującego w Wykładach o literaturze słowiańskiej z rozwiązaniami Brodzińskiego, zdecydowanie rzadziej – Dołęgi Chodakowskiego, choć jego mitotwórcza postawa mogła być poecie bliska. Wiele przekonań Chodakowskiego musiało jednak budzić Mickiewiczowski sprzeciw, np. jego dystans do katolicyzmu i uznanie, że to Rosja obejmie w Słowiańszczyźnie jednoczący ją prymat ze względu na ścisłe związki prawosławia z korzeniami słowiańskości. Mickiewicz sprzyjał nade wszystko Lelewelowskiej idei gminowładztwa, toteż koncepcja grodzisk, z której wyrastała Zorianowa wizja wspólnot słowiańskich, w oczach autora Ballad i romansów musiała uchodzić wyłącznie za przejaw utopii retrospektywnej. Autora O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem za swojego patrona obrała działająca w l. 1832–1844 w Galicji grupa „Ziewonia”, którą współtworzyli m.in. Seweryn Goszczyński, August Bielowski, Dominik Magnuszewski, a także Kazimierz Władysław Wójcicki, zainspirowani Zorianem m.in. w kontekście budowy własnej „ziewońskiej” koncepcji poezji źródeł. Nie tylko „Ziewonia”, cały romantyczny świat odwoływał się do ludowości, zostawiając jednak poetom więcej wolności i swobody twórczej niż koncepcje Chodakowskiego.</document>
<document nplp_id="13036" title="Chojecki Edmund" slug="chojecki-edmund">Prozaik, dramaturg, podróżopisarz, dziennikarz, publicysta, tłumacz, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: E.C.; Charles Edmond; Jean Dhasp; Un Polonais; Tibul Jules; Jules Tibyl.


Informacje biograficzne. Edmund Franciszek Maurycy Chojecki urodził się 15 X 1822 w Wiskach w ówczesnym woj. podlaskim (parafia Komarówka). Jego ojciec Andrzej Ksawery był ziemianinem, matka Karolina z Taszyckich zmarła wkrótce po porodzie. Miał starszego brata Artura i co najmniej dwoje przyrodniego rodzeństwa z innych mariaży ojca. W Warszawie ukończył gimnazjum gubernialne, w którym nauczycielem francuskiego był Mikołaj Chopin. W l. 1839–1840 studiował w Niemczech, w 1843 r. przebywał krótko w Berlinie, gdzie poznał Iwana Turgieniewa. Od 1841 r. redagował dodatek literacki „Gazety Warszawskiej” – „Echo” (tytuł miał być akronimem jego imienia i nazwiska E-CHO), był sekretarzem Dyrekcji Teatrów Warszawskich, współpracował z „Biblioteką Warszawską” (1841, t. 2–3; 1844, t. 4 – wiersze; 1842, t. 1 – powieść Halina; 1841, t. 2 – fragm. poematu fantastycznego Ralf; 1845, t. 3–4 – powieść Hanna; 1846, t. 4 – wyimki z rozprawy Czechia i Czechowie), niektórzy uważają, że był jej współzałożycielem (T. Hodi [J. Tokarzewicz]). Nawiązał kontakty towarzyskie z Felicjanem Faleńskim, Kazimierzem Kaszewskim, Wacławem Szymanowskim, a najprawdopodobniej także z grupą entuzjastek i entuzjastów. W 1843 r. jako towarzysz Ksawerego Branickiego odbył podróż na Krym, którą opisał we Wspomnieniach z podróży po Krymie (1844). Udział Chojeckiego w życiu międzypowstaniowej Warszawy był istotny i wielostronny, o czym świadczą dalsze koleje jego życia.

W 1844 r., chcąc uniknąć konsekwencji zaangażowania się w ruch konspiracyjny w l. 1843–1844 (lub w kontakty z uczestnikami tego ruchu), wyjechał do Paryża, gdzie zetknął się z prądami słowianofilskimi, m.in. dzięki wykładom Adama Mickiewicza. W czerwcu 1845 udał się do Pragi, a w 1847 r. wydał w Berlinie pracę Czechia i Czechowie przy końcu pierwszej połowy XIX stulecia, w której upominał się o prawo do samodzielnego istnienia dla każdego narodu. W 1846 r. ogłosił w Lipsku zbiór wierszy Gęśla, a w 1847 r. ukazał się sygnowany jego nazwiskiem polski przekład Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego. W tym samym roku z jego związku z Laurą Czosnowską z d. Górską urodziła się córka Marie Geneviève Émilie, która nosiła jego nazwisko. W 1866 r. ożenił się z Marguerite Julie Fridrich, która w 1869 r. powiła córkę Angèle Croville.

Za uczestnictwo w Zjeździe Słowiańskim władze austriackie wydaliły go z Pragi. Po powrocie do Paryża został sekretarzem i współautorem artykułów w „Tribune des Peuples”

(„Trybuny Ludów”) Mickiewicza, przyjaźnił się z Cyprianem Norwidem i Fryderykiem Chopinem. Współpracował także z pismami „Revue Indépendante”, wydawanym w l. 1841–1847 przez Pierre’a Leroux, George Sand, Louisa Viardota, Pascala Duprata, oraz „La Presse”. Pod wpływem Pierre-Josepha Proudhona zaczął głosić poglądy lewicowe i anarchistyczne. W języku francuskim publikował pod pseudonimem Charles Edmond. Wydał broszurę Rewolucjoniści i stronnictwa wsteczne w r. 1848. Zmuszony przez policję do opuszczenia Francji za sprzyjanie socjalistycznemu pismu Proudhona „Voix du peuple”, odbył wraz Aleksandrem Hercenem podróż do Egiptu, gdzie podjął studia orientalistyczne; odwiedził też Turcję, potem objechał Włochy, a po krótkim pobycie w Szwajcarii w 1852 r. dzięki protekcji kuzyna przyszłego Napoleona III wrócił do Francji. Po wybuchu wojny krymskiej w 1854 r. wstąpił jako ochotnik do armii Omera Paszy. Owocem tej przygody była późniejsza książka autobiograficzna Souvenirs d’un depaysé (1862). W 1854 r. wydał trzytomową powieść w języku polskim Alkhadar, ustęp z życia ojców naszych. W 1856 r. towarzyszył księciu Napoleonowi w podróży na Islandię, czego świadectwem jest Voyage dans les mers du Nord à bord de la corvette « La Reine Hortense » (1857) oraz dramat Les mers polaires (1859). W 1861 r. w Paryżu brał udział w założeniu dziennika politycznego „Le Temps”, pierwowzoru „Le Monde”; zerwał przyjaźń z Proudhonem, niechętnym niepodległościowym dążeniom Polaków. W tym samym roku uzyskał obywatelstwo francuskie, co pozwoliło mu objąć funkcję zastępcy bibliotekarza Senatu, a następnie w 1876 r. pozyskać stanowisko kierownika Biblioteki Senatu. Do grona jego przyjaciół należeli bracia Goncourt, Gustave Flaubert, George Sand. W paryskich teatrach grano jego sztuki teatralne, m.in. L’Africain (1860), Elsy (1874), La Bûcheronne (1889); publikował powieści pisane po francusku: dedykowaną Flaubertowi Zéphyrin Cazavan en Egypte (1879), za którą otrzymał nagrodę Akademii Francuskiej, Harald (1881), Le Neveu du comte Sérédine (1898). W 1864 r. w Lipsku wydał La Pologne captive et ses trois poètes : Mickiewicz, Krasiński, Słowacki. Jego związki z Polską ograniczały się do podtrzymywania więzi rodzinnych. Ostatnim tekstem napisanym po polsku był odczyt w Paryżu Patriotyzm i objawy jego u niektórych narodów (1870). Wcześniej, w 1867 r., napisał komentarz w języku francuskim do wystawy Artura Grottgera „Lithuania”. Był kuratorem działu egipskiego na wystawie światowej w Paryżu i wydał obszerny komentarz L’Égypte à l’exposition universelle de 1867. Zmarł 1 XII 1899 w Bellevue pod Paryżem i został pochowany w Meudon.

Poglądy społeczne i myśl polityczna. Postać Edmunda Chojeckiego należy do dwóch języków i dwóch kultur – polskiej i francuskiej, nie mieści się zatem w ramach jednej historii literatury. Jako prozaik i dramaturg reprezentuje późne pokolenie romantyków, któremu nieobce były poetyka francuskiego realizmu, a także przełamywanie podziału na literaturę wysoką i popularną. Jako podróżopisarz odznacza się krytycznym spojrzeniem, wystrzega się egzaltacji, nie epatuje egzotyką. W pismach publicystycznych daje wyraz przede wszystkim swoim poglądom społecznym, politycznym i niepodległościowym. Przekonania lewicowe, demokratyczne, ukształtowane jeszcze w Warszawie, sprzyjały jego akcesowi do socjalizmu. W Paryżu, pod wpływem Proudhona, zaczął wyznawać poglądy anarchistyczne. W broszurze Rewolucjoniści i stronnictwa wsteczne w roku 1848 pisał: „[...] im rząd jest mniej widzialnym, tym doskonalszym, im mniej praw w narodzie, tym mniej zbrodni, im mniej pośrednictwa rządowego, tym więcej wolności, im mniej ześrodkowania władzy, tym więcej równości, im mniej ustaw literą prawa obowiązujących wobec bliźnich, tym więcej braterstwa” (tamże). Odrzucał idee państwowości i ustrojowego parlamentaryzmu, upatrując „osiowej zasady życia publicznego i prywatnego” w gminowładztwie wywodzącym się ze Słowiańszczyzny. Stąd też fascynacja prądami słowianofilskimi. Bliska mu była jednak idea narodu i patriotyzmu wyprowadzona z „Bożej zasady” i chrześcijaństwa. Po zerwaniu z Proudhonem Chojecki odszedł od anarchizmu i socjalizmu.

W Polsce Chojecki jest dzisiaj znany niemal wyłącznie jako autor powieści Alkhadar, ustęp z życia ojców naszych oraz z przekładu Rękopisu znalezionego w Saragossie Potockiego. Jednak jego autorstwo polskiej wersji Rękopisu może budzić wątpliwości z kilku powodów. Po pierwsze, zaraz po wydaniu Rękopisu w Lipsku w 1847 r. nie tylko zaginął oryginał powieści, który służył za podstawę przekładu, ale też nie pozostał żaden rękopiśmienny ślad po pracy tłumacza. Chojecki miał wówczas 25 lat, w l. 1843–1847 podróżował, wydał tom wierszy Gęśla, pisał również pracę Czechia i Czechowie przy końcu pierwszej połowy XIX wieku. Przed wyjazdem do Paryża zajmował się teatrem. Kiedy zatem mógł znaleźć czas, żeby przełożyć tak olbrzymią, encyklopedyczną powieść, domagającą się od tłumacza stałego dostępu do obficie zaopatrzonej biblioteki? Pomińmy tu już sprawę genezy Rękopisu, który według rozpoznania dwóch badaczy, François Rosseta i Dominique’a Traiaire’a, miał dwie wersje nazwane roboczo wersją 1810 i wersją 1804, polski przekład był zaś efektem manipulacji i scalenia ich obu. Pod drugie, Michał Baliński, autor pierwszej biografii Potockiego, pisał: „[...] cały ten oryginalny utwór, romans ogromny i bardzo zajmujący ze wszelkimi objaśnieniami będzie wydrukowany. Jest to wielka przysługa, jaką mąż uczony i naukami opiekujący się, pamięci Potockiego i publiczności ma oddać”. Kogo Baliński miał na myśli – można się tylko domyślać. Po trzecie, Chojecki doskonale mówił i pisał po francusku, a jego literacka francuszczyzna była wysokiej próby. Skąd zatem w przekładzie tyle błędów i przeinaczeń wskazujących na niedostateczną znajomość języka? Znakomitą ich część usunął Leszek Kukulski, edytor Rękopisu w 1956 r., ale nie zdołał naprawić wszystkich usterek, np. w dniu 18 wicekról, wychwalając macierzyństwo, zwraca się do Elwiry ze słowami: „Je me persuade que l’adorable Elvire ne fera point passer dans le sang de ses enfants le lait souvent impur d’une mercenaire” (1804; 1810), czyli: „Spodziewam się, że urocza Elwira nie wprowadzi do krwi swoich dzieci skalanego często mleka najemnej mamki”. W polskim przekładzie możemy przeczytać zdanie kuriozalne: „Spodziewam się, że nieporównana Elwira nie przeprowadzi przez żyły swych dzieci nieczystej krwi obcego kochanka”. Pomińmy już kwestię cenzurowania niewinnych skądinąd opisów scen erotycznych. Sprawa prawdziwego lub rzekomego autorstwa przekładu pozostaje jednak nierozstrzygnięta.

O literaturze. Chojecki zajmował się literaturą przygodnie, na marginesie publicystyki politycznej i rewolucyjnej. W takim duchu przemawiał w artykule Les Poètes allemands en Autriche. Chants nationaux i révolutionnaires („Revue Indépendante” 1847, 10 Avril) poświęconym poetom niemieckojęzycznym żyjącym w kraju Habsburgów. Dzielił ich na dwie grupy: sojuszników monarchii, byli to: Friedrich Halm, Franz Grillparzer, Johann Ludwig Deinhardstein, Eduard von Bauernfeld, Joseph Christian Freiherr von Zedlitz; wyrazicieli idei wolności – Karl Isidor Beck, Nikolaus Lenau (właśc. Nikolaus Franz Niembsch), Edler von Strehlenau, Anastase Grün (właśc. hrabia Anton Alexander von Anersperg), Moritz Hartmann i urodzony w Cieplicach Alfred Meissner. Poeci służący władzy byli prawie bez wyjątku beneficjentami specyficznej atmosfery Wiednia, jego lekkości, dekadentyzmu. Piewcy wolności, pochodzący z Węgier, Czech i Austrii, utożsamiali misję poetycką z niepodległościowymi pragnieniami swoich narodów. Autor rozprawy wierzył w sztukę jako inspiratorkę działań społecznych (rewolucyjnych); uprawiana przez niego refleksja krytycznoliteracka wykraczała jednak poza paradygmat romantyczny. Chojecki-krytyk uwzględniał wpływy środowiskowe, warunki społeczno-egzystencjalne, które wiązały poetę z wysokim mecenatem (przypadek F. Grillparzera), w przestrzeni rzeczy wspólnych szukał zawsze indywidualnych dróg poetyckiej aktywności. Także rozprawy o językach słowiańskich służyły po części omówieniu literatury wschodniej i południowej Europy, w tym literatury polskiej (Étude comparée des langues et dialectes slaves, „Revue Indépendente” 1847, 10 Août, 25 Août).

Książka La Pologne captive et ses trois poètes pozostaje jego jedyną monografią poświęconą literaturze. Przedmiotem analizy są głównie Pan Tadeusz Mickiewicza i Król-Duch Słowackiego, którego francuski przekład pióra Chojeckiego jest w tomie zamieszczony w całości; Krasińskiemu poświęca mało miejsca. W opisie dzieł romantyków nie przyjmuje kryteriów czysto literackich i formalnych, przedstawia ich twórczość na obszernym tle historycznym. Poetykę i odrębność każdego z trzech poetów wyprowadza z faktu ich pochodzenia z różnych ziem Polski: „północy, środka i południa”, podkreślając też rolę wydarzeń prehistorycznych i historycznych, a także tradycji, wierzeń, mitów i legend. Wyobraźnię poetycką kształtują według niego topografia stron rodzinnych i charakter narodowy. W Panu Tadeuszu dopatruje się zarazem panteizmu godnego hinduskich Wed, jak i epickiego rozmachu rodem z Homera. Obiektywizmowi Mickiewicza przeciwstawia indywidualizm i czystą, wyzbytą materialności, duchowość Krasińskiego. W dziełach Słowackiego wyróżnia trzy fazy: w dwóch pierwszych dostrzega nawiązania do ducha rodzimych ziem, do bezkresnych stepów, do krainy pozbawionej mitologii, lecz obfitującej w legendy. Zwieńczeniem twórczości Słowackiego jest historiozoficzny poemat powstały z inspiracji filozoficzno-biblijnych, w którym idea narodu harmonijnie zespala się z ideą humanizmu.

Chojecki niezbadany. Postać Chojeckiego jest we współczesnych badaniach polskich historyków literatury prawie nieobecna. We Francji ukazało się monumentalne (ale niewolne od błędów), sześciotomowe kalendarium życia Chojeckiego autorstwa jego potomka, fizyka Emmanuela Desurvire’a, który także własnym sumptem wydał tom poświęcony jego dziełu i życiu, Charles Edmond Chojecki. L’Œuvre et la vie (2014), oraz tom korespondencji.</document>
<document nplp_id="13037" title="Chreptowicz Joachim Litawor" slug="chreptowicz-joachim-litawor">Publicysta, poeta, tłumacz. Pseudonim: Jeden ze współziomków.


Informacje biograficzne. Urodził się 4 I 1729 w Jasieńcu k. Nowogródka w spolonizowanej rodzinie litewsko-ruskiej jako syn Marcjana Chreptowicza h. Odrowąż i Reginy z Woynów. Rozpoczętą w rodzinnych Szczorsach edukację kontynuował w Wilnie i Braniewie. W 1765 r. został marszałkiem trybunału litewskiego, a w czasie konfederacji barskiej udał się z tajną misją do Paryża na polecenie króla Stanisława Augusta. W 1776 r. ożenił się z Konstancją Przeździecką, z którą miał dzieci. W 1773 r. otrzymał nominację na urząd podkanclerzego litewskiego, brał też czynny udział w pracach Komisji Edukacji Narodowej i wspierał Andrzeja Zamoyskiego w realizacji powierzonego mu w 1776 r. przez sejm zadania kodyfikacji prawa. W swoich dobrach zniósł poddaństwo i pańszczyznę, a Szczorsy uczynił ośrodkiem życia literackiego w regionie (gościł tam króla). W 1785 r. podjął współpracę z „Magazynem Warszawskim” Piotra Świtkowskiego. Na Sejmie Czteroletnim wystąpił z projektem reformy ustrojowej. W 1791 r. został ministrem spraw zagranicznych. W 1793 r. został mianowany przez Targowicę kanclerzem wielkim litewskim, urząd złożył przed sejmem grodzieńskim. W czasie insurekcji kościuszkowskiej przebywał w Wiedniu. W 1795 r. otrzymał od Nikołaja Repnina kuratelę nad dobrami Czartoryskich. Po ich rozdzieleniu między synów wyjechał do Warszawy, gdzie działał w Towarzystwie Przyjaciół Nauk. Zmarł 4 III 1812 w Warszawie.


Działalność literacka. Był miłośnikiem kultury i nauki, bibliofilem, opiekunem artystów oraz uczonych, a jego dobra w Szczorsach słynęły nie tylko z doskonale zaopatrzonej i otwartej dla czytelników biblioteki, ale też z wdrożenia efektywnych rozwiązań ekonomicznych, inspirowanych fizjokratyzmem, z którym Chreptowicz zetknął się w czasie pobytu we Francji. Podkanclerzy litewski interesował się literaturą oraz, co typowe dla epoki, próbował własnych sił jako poeta i tłumacz. Obok utworów naznaczonych postawą sentymentalną – np. opublikowanych pośmiertnie w 1835 r. w „Zniczu” Wierszy Joachima Chreptowicza (do drzewek, które własną ręką w Szczorsach sadził) – pisał wiersze okolicznościowe o charakterze zabawowym, np. Portret Kiopka szpica („Tygodnik Wileński” 1818, t. 5, nr 108) powstały w ramach swoistego „turnieju poetyckiego” na cześć ulubionego pieska Stanisława Augusta (w rywalizacji wzięli też udział S. Trembecki i M. Wolski). O okolicznościowym charakterze można mówić również w przypadku wcześniejszej od „turnieju” wymiany listów poetyckich z Franciszkiem Karpińskim.

Do translatorskich dokonań podkanclerzego zalicza się m.in. przekład fragmentu poematu O imaginacji Jacques’a Delille’a („Pamiętnik Warszawski” 1815, t. 1, nr 1) i wiersza pani de Staël [Nie żyje ten, swojego kto serca nie czuje]; warte uwagi są też komentarze i sugestie literackich rozwiązań, poczynione przez Chreptowicza na prośbę Stanisława Trembeckiego, który podjął się przełożenia na język polski księgi IV Eneidy. Największe zaciekawienie historyków literatury wzbudziło jednak opracowanie hasła Poezja zamieszczonego w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości (t. 1–2, 1781–1783) Ignacego Krasickiego. Atrybucja hasła była przedmiotem dyskusji i wnikliwych rozważań mających na celu udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy podkanclerzy jest jedynym jego autorem, czy może raczej uzupełnił artykuł napisany przez Krasickiego lub Krzysztofa Hilarego Szembeka. W stanie badań przeważa pogląd o autorstwie Chreptowicza, przedstawiony na początku ubiegłego wieku przez Ludwika Zalewskiego, podtrzymany przez Stanisława Pietraszkę i Irenę Stasiewicz-Jasiukową. 

Koncepcja poezji. Opracowane przez Chreptowicza hasło Poezja, jedno z najobszerniejszych w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości, pomyślane jest jako syntetyczne ujęcie podstawowych informacji na temat poezji, wskazujące jej genezę i istotę. Poglądy autora na literaturę wyrastają z uznanych w XVIII w. i charakterystycznych dla formacji oświeceniowej refleksji estetycznych. Chreptowicz podziela zatem stanowisko kojarzone głównie z sentymentalizmem, uwypuklając emotywną funkcję poezji. Z przekonaniem o jej ekspresyjnym charakterze, oddanym za pomocą ewokowanego obrazu wybuchu (chętnie wykorzystywanym później przez poetów i krytyków romantycznych), koresponduje pogląd o artystycznej swobodzie poety: „[...] wszystko, cokolwiek wyraźniej pokazać może jego tkliwość, wolne mu jest” (Poezja). Wyeksponowana tu swoista licentia poetica ma jednak znaczne ograniczenia. Wszak charakteryzuje ona „młodzieńca w wieku kwitnącym”, którego – podobnie jak wskazane w następnym akapicie hasła „pieśni ludu prostego” – „śpiewanie [...] jest poezją, jaką natura człowiekowi wlała” (tamże). W popularnym wśród oświeconych (A. Jabłonowski, W. Rzewuski) przekonaniu o wrodzonej skłonności człowieka do poezjowania można odnaleźć, także nieodosobnione w refleksji estetycznej epok dawnych, rozróżnienie poezji naturalnej i „kształconej”. Jednak dopiero ten drugi typ, reprezentowany przez twórców antycznych, zostaje uznany za źródło „zdrowego gustu” i model „naśladowczej potomności” (tamże).

Mimetyczną koncepcję sztuki, w tym też poezji, Chreptowicz zaprezentował zgodnie z jej klasycystyczną wykładnią, w myśl której – ujmując rzecz w skrócie i pewnym uproszczeniu – naśladowanie natury przez artystę nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości doświadczanej w życiu codziennym, a polega raczej na umiejętności wyboru odpowiednich jej elementów. Przykładem takiego naśladowania jest twórczość poetów greckich, którzy „wpatrując się [w naturę] z dowcipem i wyborem, z niej zbierając wzory wydatniejszych ozdób, jej uważając prostotę i porządek w rozłożeniu całości, bogactwo, rozmaitość [...], formowali w sobie gust prawdziwy” (tamże).

Zostały tu wskazane ważne i szeroko dyskutowane w epokach dawnych terminy oraz pojęcia z zakresu estetyki, takie jak dowcip, wybór, wzór, prostota, porządek i gust. Charakter wypowiedzi, warunkowany specyfiką miejsca publikacji i jej przeznaczeniem, nie pozwolił autorowi na wnikliwe i subtelne omówienie przywołanych kategorii, co było zresztą zgodne z wyrażonym przekonaniem: „Odpowiedź zebrana w krótkie słowa na pytanie, co jest poezja, nie może jej dać poznać temu, kto jej nie zna; kto ją zna, temu jest niepotrzebna” (tamże). Koresponduje to z obserwowanym w wypowiedziach i działaniach polskich oświeconych lat 70. i 80. XVIII w., zwłaszcza związanych z KEN, z pozytywnym waloryzowaniem estetycznej funkcji literatury, coraz częściej uniezależnianej od retoryki, i z dystansem wobec reguł poetyckiego tworzenia, wyrastającym częstokroć z niechęci do nauki wierszowania uprawianej w szkołach, a odziedziczonej po epoce wcześniejszej.

Już na początku artykułu dobitnie została zaakcentowana różnica między poezją a rymopistwem. Rym, zgodnie z tradycją, uznał Chreptowicz za ważny wyznacznik formalny poezji, na co zwrócił uwagę czytelnika, wykorzystując „odzieżową” metaforę: „[...] co są szaty dla ciała ludzkiego, które okrywają i zdobią, to jest rym dla poezji” (tamże). Tego typu porównania, nieobce dobie staropolskiej, można zaobserwować także w refleksjach oświeconych dotyczących sztuki przekładu i związanych z nimi rozważań nad językową formą dzieła literackiego. Jednak rym, który – niczym szata okrywająca ciało – zdobi wiersz, jest czymś zewnętrznym i dodatkowym, nie stanowiąc jego istoty: „[...] rym może być bez poezji, kiedy albo rzecz nie poetycka, albo nie poetyckim duchem i językiem śpiewana” (tamże). Trafnie ujął tę kwestię również Onufry Kopczyński w Przypisach do gramatyki dla szkół narodowych na klasę III (1783), przeciwstawiając wierszokletę (versificator) wierszopisowi (poeta). Podobny pogląd wyraził także znacznie wcześniej w Poecie nowym Łukasz Opaliński (1661/1662).

Za szczególną dyspozycję, ważną dla poety i znaczącą w procesie odbioru, Chreptowicz uznaje gust. Kategoria smaku w XVIII w. cieszyła się ogromną popularnością i była wykorzystywana przez zwolenników odmiennych koncepcji estetycznoliterackich. W rozważaniach podkanclerzego litewskiego gust jawi się jako atrybut poety, dzięki któremu potrafi on „ludzi rozkosznie zabawić, podobać się wszystkim” (tamże). Jest czymś, co – naśladując starożytnych – można „formować”, choć umiejętność estetycznego oddziaływania na odbiorcę zostaje określona jako rzadki dar. Pozytywnej waloryzacji smaku towarzyszy przy tym podkreślenie psychologicznych kompetencji poety, znawcy ludzkiego serca, którego zadaniem jest wywołanie emocji i poruszenie czytelnika. Impresyjna funkcja poezji została tu oddzielona od przypisywanych literaturze przez klasyków zadań dydaktycznych. Przyjemność płynąca z kontaktu z wierszem jest – co nasuwa skojarzenie z estetyką rokoka – celem samym w sobie. Znajomość natury ludzkiej jest też przydatna z innych względów, związanych z umiejętnością reprezentacji bohaterów: „Trzeba znać dobrze serce człowieka, żeby dać każdej osobie charakter prawdziwy, stały a jej własny, jaki natura ludziom wiele znaczyć mającym wlewa” (tamże). Pobrzmiewają tu echa arystotelesowskiego postulatu stałości charakteru powiązanego z zasadą stosowności, wyeksponowanego również w ważnym w świadomości estetycznoliterackiej epok dawnych Liście do Pizonów. Kwestia ta nie została wypowiedziana explicite, można jednak wnosić, mając zwłaszcza na uwadze wskazane przez Chreptowicza przykłady „prawdziwych charakterów”, zaczerpnięte z czytanej i chętnie przywoływanej w rozważaniach oświeconych na tematy literackie Iliady (choć dostrzeżonych też w dramatach W. Shakespeare’a), że podzielał on utwierdzone tradycją i klasycystyczną praktyką literacką przekonanie o niezmienności natury ludzkiej, z którego, na płaszczyźnie estetycznej, wynikał postulat kreowania postaci reprezentujących w wyrazisty sposób określony typ osobowości i – w konsekwencji – pomijania cech uznawanych dla danego typu za akcydentalne, jakkolwiek pobrzmiewa też nieśmiało artykułowany postulat indywidualizacji postaci literackiej (charakter „jej własny”).

W haśle Poezja zawarte są również sformułowania świadczące o uznaniu, dyskutowanych w XVIII w. przy okazji rozważań o guście, jego społeczno-historycznych uwarunkowań, które twórca chcący poruszyć odbiorcę musi wziąć pod uwagę: „Najwięksi poetowie wybierali pieśniom swoim materie takie, jakie rozumieli, iż najlepiej do smaku słuchaczów, dla których śpiewać mieli, przypadną” (tamże). Gust wydaje się zatem właściwością uniwersalną (poeci i tragicy antyczni zostali określeni jako „nieśmiertelne źródło gustu”; tamże), naznaczoną wszak – a przynajmniej w pewnym stopniu – historyzmem. Podobny pogląd można znaleźć np. u Voltaire’a, który podejmuje zagadnienie smaku narodowego, jednocześnie eksponując własny dystans wobec estetycznego relatywizmu. Manifestowany w całym artykule aprobatywny stosunek do antyku (niepodający jednak w wątpliwość rangi pisarzy nowożytnych), w tym także do mitologii, łączy się ze szczególnym dowartościowaniem fikcjotwórczych możliwości poety, podporządkowanych jednak klasycznej zasadzie prawdopodobieństwa. Pojęcia wyobraźni (imaginacji) Chreptowicz nie wykorzystuje, lecz wskazuje na związane z nią właściwości dzieła literackiego, ważne z perspektywy odbiorcy, takie jak iluzyjność i obrazowość: „Obrazy, które w słowach rzecz malują tak wyraźnie, jak też są w swojej prawdzie, niosą największą ozdobę poezji; czytelnik przeniesiony myślą na miejsce, w którym go stawi poeta, zapomina i o sobie, i o poecie” (tamże). Odwołując się do utrwalonego w epoce przekonania o związkach łączących ze sobą poezję i malarstwo, Chreptowicz zwraca przede wszystkim uwagę na doświadczenie estetyczne czytelnika – „omamionego”, będącego w „słodkim błędzie”, „stanie miłego zachwycenia” i odczuwającego „rozkosz”. Przyjemność czerpana z kontaktu z dziełem (co – być może – jest świadectwem wpływu koncepcji A.H. de La Motte’a), wydaje się wartością nadrzędną, dobry poeta to zaś taki, który potrafi wzruszyć czytelnika, niekonieczne jednak musi przekonać go do swojego stanowiska (to zadanie mówcy) czy pouczyć w kwestiach moralnych. Dydaktyczne aspekty literatury zostały zresztą w haśle (wymownie) przemilczane, idea iluzyjności rzeczywistości przedstawionej, wywołującej u czytelnika niejako „przeniesienie się” w przestrzeń nierealnego, wykreowanego świata, jest natomiast znaczącą próbą uchylenia klasycystycznej zasady reprezentacji mimetycznej.

Poglądy Chreptowicza na poezję łączą ze sobą różnorodne elementy koncepcji i zaleceń ukształtowanych w ramach głównych prądów literackich oświecenia: klasycyzmu, sentymentalizmu i rokoka. Być może właśnie ze względu na tę otwartość do jego artykułu ze Zbioru odwołali się m.in. Filip Neriusz Golański (O wymowie i poezji, 1786, 1788) i Samuel Bogumił Linde (Słownika języka polskiego, t. 2, cz. 2, 1811). Również Franciszek Ksawery Dmochowski i Ludwik Osiński uznali hasło Poezja za interesujące, a obserwacje w nim wyrażone za warte upowszechnienia, decydując się na jego przedruk w redagowanych przez siebie czasopismach („Nowy Pamiętnik Warszawski” 1802; „Pamiętnik Warszawski” 1809).</document>
<document nplp_id="13038" title="Cieszkowski August" slug="cieszkowski-august">Filozof, ekonomista, publicysta, polityk, działacz społeczny. Pseudonim: Auteur Du crédit et de la circulation.


Informacje biograficzne. Urodził się 12 IX 1814 w Suchej na Podlasiu w zamożnej rodzinie ziemiańskiej o rodowodzie arystokratycznym jako syn Pawła i Zofii z Kickich. Ojciec posiadał dobra ziemskie na Podlasiu, Wołyniu i Mazowszu; w 1817 r. otrzymał papieski tytuł hrabiego. August stracił matkę w 1818 r.; staraniem światłego ojca otrzymał gruntowną i różnorodną edukację, pogłębianą podczas licznych podróży zagranicznych. Od wczesnego wieku zadziwiał otoczenie rozległą wiedzą, oczytaniem w literaturze europejskiej i znajomością języków obcych. W dzieciństwie, z powodu słabego zdrowia, przebywał we Włoszech pod opieką guwernerską pochodzącej z Belgii baronowej de la Haye (także wychowawczyni młodego Z. Krasińskiego). Stąd wczesne kontakty i przyjaźń Cieszkowskiego i Krasińskiego, przerwana w końcu lat 20., wznowiona po ponownym spotkaniu we Włoszech w 1839 r. Latem 1829 r. odbył z ojcem podróż zagraniczną do Europy Zachodniej. Po powrocie do Warszawy ukończył gimnazjum na Lesznie; pobierał lekcje od wybitnego pedagoga Tomasza Dziekońskiego. W czasie powstania listopadowego mimo młodego wieku zaangażował się politycznie, pomagając w pracach administracyjnych sejmu powstańczego i uczestnicząc w przygotowaniach obrony Warszawy. Opublikował w formie ulotki wiersz patriotyczny Śpiew na nutę piosnki o maju (1830). Na życzenie ojca przed upadkiem powstania przeniósł się do Krakowa, gdzie zdobył świadectwo dojrzałości i podjął studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim (prawdopodobnie trwające dwa niepełne semestry). W l. 1833–1836 kontynuował studia filozoficzne na uniwersytecie berlińskim pod kierunkiem wybitnego heglisty Karla Ludwiga Micheleta, zwieńczone doktoratem na temat filozofii jońskiej na uniwersytecie w Heidelbergu (listopad 1838 r.). Do końca życia utrzymywał ze swym promotorem bliskie stosunki przyjacielskie i naukowe. W końcu 1838 r. opublikował w Berlinie rozprawę Prolegomena zur Historiosophie; kontynuację tworzenia przezeń własnego systemu filozoficznego stanowił ogłoszony w 1842 r. traktat Gott und Palingenesie. W l. 1837–1840 odbył podróże do Francji, Anglii i Włoch, intensywnie badając życie społeczno-polityczne i naukowo-kulturalne oraz osiągnięcia cywilizacyjne zwiedzanych krajów. Podczas pobytu w Paryżu (od października 1838 do poł. 1839 r.) nawiązał kontakty naukowe z najwybitniejszymi myślicielami i uczonymi francuskimi (m.in. V. Cousin, P. Leroux, P.-S. Ballanche, A. Tocqueville, Ch.-A. Sainte-Beuve, J.M. Hoene-Wroński). W 1839 r. opublikował w Paryżu rozprawę ekonomiczno-finansową Du crédit et de la circulation. Po powrocie do Warszawy włączył się w nurt działań społeczno-kulturalnych; odwiedzał salony literackie Lewockich, Łuszczewskich (był świadkiem improwizacji Deotymy). Należał do założycieli-fundatorów „Biblioteki Warszawskiej”, liberalnego czasopisma „poświęconego naukom, sztukom i przemysłowi”. Tu w l. 1842–1846 opublikował kilka artykułów o zagadnieniach społecznych, ekonomicznych i kulturalnych (w tym artykuł krytycznoliteracki O romansie nowoczesnym, „Biblioteka Warszawska” 1846, t. 1).

Odrębne pole działalności Cieszkowskiego stanowiła aktywność rolniczo-ziemiańska i społeczno-polityczna. Od 1836 r. prowadził rodzinny majątek w Surhowie (w Lubelskiem); nabył dobra na Pomorzu (zabór pruski), a w 1842 r. kupił majątek w Wierzenicy k. Poznania, która od poł. lat 40. stała się głównym miejscem zamieszkania (później było to Żabikowo). Wielkie Księstwo Poznańskie stało się areną jego działalności społecznej, politycznej i kulturalnej. Równolegle prowadził działalność rolniczą w dobrach zakupionych we Francji (Prowansja), aktywnie uczestnicząc w życiu społeczno-gospodarczym francuskiego ziemiaństwa. Brał udział również w życiu naukowym Niemiec, m.in. jako założyciel i uczestnik berlińskiego Towarzystwa Filozoficznego (od 1843 r.). Jako mieszkaniec Wielkiego Księstwa Poznańskiego angażował się w wiele przedsięwzięć mających na celu poprawienie kondycji politycznej i gospodarczej oraz emancypację kulturalną polskiego społeczeństwa. Wiele z nich wpisuje się w nurt pracy organicznej, rozwijający się po zakończonych niepowodzeniem działaniach rewolucyjnych okresu Wiosny Ludów 1848 i antypruskiego powstania poznańskiego. W l. 1848–1850 Cieszkowski był współzałożycielem i prezesem reprezentującej polskie interesy gospodarcze i kulturalno-polityczne Ligi Polskiej. W l. 1848–1862 był jednym z posłów polskich do sejmu pruskiego, gdzie podejmował działania mające na celu obronę polskich interesów narodowych. W 1857 r. należał do założycieli Poznańskie- go Towarzystwa Przyjaciół Nauk; trzykrotnie był jego prezesem (1857–1858, 1861–1868, 1885–1894). Podejmował (blokowane przez władze pruskie) próby utworzenia uniwersytetu w Poznaniu. Założył i nadzorował wyższą szkołę rolniczą (w Żabikowie, 1867–1877). W latach 60. przebywał głównie we Francji i we Włoszech; w Wenecji prowadził badania archiwalne dotyczące historii Polski; uczestniczył w obradach I Soboru Watykańskiego (1869–1870). W 1872 r. przeniósł się na stałe do Poznania. Od 1873 r. był członkiem Akademii Umiejętności w Krakowie. Cieszkowski ożenił się w 1857 r. ze stryjeczną siostrą Heleną Cieszkowską (syn Krzysztof, 1859–1901), która zmarła po urodzeniu drugiego dziecka w 1861 r. Przez całe życie prowadził korespondencję z wieloma wybitnymi przedstawicielami kultury europejskiej (m.in. z K.L. Micheletem) i polskiej (Z. Krasiński, T. Lenartowicz, S.E. Koźmian). Zmarł 12 III 1894, kilka miesięcy po uroczystości pięćdziesięciolecia pracy naukowej. 

Twórczość. Główną domeną aktywności twórczej była filozofia, którą zajmował się tak na polu debat i publikacji akademickich, jak w formie różnorodnych publikacji eseistycznych i publicystycznych. Refleksją filozoficzną, światopoglądowo i metodologicznie ukształtowaną zasadniczo w polemicznym dialogu z systemem filozofii G.W.F. Hegla, obejmował podstawowe zagadnienia ontologii bytu i filozofii historii. Jego publikacje (Prolegomena zur Historiosophie, 1838; Gott und Palingenesie, 1842) wzbudziły międzynarodowe zainteresowanie w kręgach akademickich i literackich. Paradygmat niemieckiej filozofii idealistycznej i heglowskiej historiozofii Cieszkowski modyfikował i uzupełniał o idee i wątki społeczne i ekonomiczne zaczerpnięte z francuskiej myśli filozoficzno-religijnej i społecznej – saintsimonizmu, fourieryzmu, romantyzmu socjalnego (Ch. Bonnet, P.-S. Ballanche J. Boucher de Perthes, P. Leroux). Cieszkowski modyfikował chrześcijański teizm, odwołując się do idei progresywnej palingenezy, koncepcji doskonalenia bytu przez kolejne wcielenia. Rozwijając filozofię czynu, rozumianego jako praca ducha (także jednostkowego, ludzkiego), zespolone- go i wypełniającego cele Absolutu – stworzył filozoficzne podstawy liberalnego programu pracy organicznej, rozwoju kapitalizmu i rozważnego programu niepodległościowego. Połączył romantyczny mesjanizm w jego zracjonalizowanej wersji z organicznikowską koncepcją postępu. Finalną syntezą myśli filozoficznej Cieszkowskiego, łączącej ze sobą wątki religijno-teologiczne, antropologiczno-kulturowe i społeczno-polityczne, stał się kilkutomowy traktat Ojcze nasz. Miał on formę wizjonerskiej i profetycznej egzegezy modlitwy chrześcijańskiej, wyznaczającej zdaniem autora dialektycznie ujęte w heglowskim trójczłonowym schemacie (teza – antyteza – synteza) dzieje ludzkości. Dzielą się one na trzy główne fazy rozwojowe: okres pogańskiej starożytności (nazwany epoką Ojca), współcześnie trwające chrześcijańskie „średniowiecze” (epoka Syna) oraz zapowiadaną epokę Ducha Świętego, która będzie syntezą pogaństwa i chrześcijaństwa, epoką czynu, spełnienia religijnych ideałów dobra zrealizowanych w sferze społecznej. W Cieszkowskiego wizji parakletycznego Królestwa Bożego na ziemi – zrealizowanego drogą nie rewolucyjną, lecz przez intensywną pracę intelektualną, postęp technologiczno-przemysłowy i reformy społeczne – istotną misję w awangardzie tego procesu mają do spełnienia Słowianie. Historiozoficzne koncepcje z jednej strony zakładały ściśle religijny, metafizyczny i transcendentny charakter dziejów, z drugiej zaś przynosiły reinterpretację chrześcijaństwa jako tradycji wymagającej swoiste- go przezwyciężenia, odnowienia. Obawiając się reakcji konserwatywno-katolickich środo- wisk polskich, Cieszkowski za życia opublikował w Paryżu bezimiennie tylko pierwszy tom swego dzieła (t. 1: Wstęp, 1848). Z rękopisów pośmiertnych dzieło na nowo wydał w l. 1899–1906 młodszy syn filozofa August Adolf; nową redakcję całości w l. 1922–1923 Adam Żółtowski, uwzględniając pozostałe rękopisy i fragmenty, a także włączając rozprawę O drogach ducha (1863).

Cieszkowski aktywnie uczestniczył w życiu umysłowym i debacie intelektualnej trzech krajów: Polski, Niemiec i Francji. Dominantę tematyczną jego publikacji niemieckojęzycznych stanowiła filozofia, w tekstach francuskich zajmował się ekonomią i kwestiami ustrojowymi (m.in. De la pairie et de l’aristocratie, 1844; Du crédit agricole, mobilier et immobilier, 1847), w czasopismach i wydawnictwach polskich podejmował zaś zagadnienia społeczne, gospodarczo-oświatowe i kulturalne. Istotną troską Cieszkowskiego było poprawienie sytuacji i poziomu życia ubogich grup społecznych, mieszkańców wsi, pracowników rolnych i robotników pracujących na rzecz rozwijającego się przemysłu kapitalistycznego. Artykuł O skojarzeniu dążeń i prac umysłowych w Wielkim Księstwie Poznańskim („Rok” 1843) należy do pierwszych manifestów wielkopolskiego programu pracy organicznej. Wśród postulatów „intelektualnej pracy” na rzecz rozwoju społecznego był dezyderat utworzenia Towarzys- twa Przyjaciół Postępu, którego prasowym organem byłby periodyk naukowy ogniskujący i podnoszący stan debaty społecznej na temat konstruktywnej pracy nad rozwojem „ducha narodowego”. Cieszkowski doceniał rolę dziennikarstwa i debat polemicznych, ale preferował zobiektywizowany i skonkretyzowany dyskurs naukowy. Stwierdzał, że „polemika i krytyka stanowią tylko bierny i po większej części zaprzeczny żywioł działalności naukowej. Nam zaś głównie o żywioł czynny i dodatni idzie, sądzimy bowiem, iż stan ducha narodowego tego dziś głównie wymaga”. Rolę krytyki rozumiał szeroko – jako ważny czynnik rozwijania samowiedzy i edukacji, płaszczyznę debaty służącej cywilizacyjnemu i kulturalnemu rozwojowi społeczeństwa („wzmocnienie i rozszerzenie życia duchowego”); dokonać się to winno przez „organiczne [...] skojarzenie dążeń, przez wewnętrzne, samorodne rozwijanie płodów umysłowych i dalsze wykształcanie tychże za pomocą ustnych i piśmiennych rozpraw, przez udzielania najdojrzalszych ich plonów na zewnątrz”. Stwierdzał, że po latach prymatu w kulturze poezja ustępuje pierwszeństwa nauce: „Albo się mocno mylimy, albo organiczna doba do nas zaświtała. Silne rozwinięcie poezji przed kilkunastoma laty nastąpione, a dziś ustępujące znowu ściśle naukowemu kierunkowi, było tej doby zwiastunem” (tamże). Doceniał jednak rolę poezji i społeczne funkcje poetów. W opublikowanym w 1848 r. tomie Ojcze nasz Cieszkowski posłużył się obszernym cytatem z Mickiewiczowskiej Ody do młodości dla zilustrowania profetycznej tezy o nadchodzącej wielkiej przemianie ludzkości i przejściu do trzeciej epoki „nowego Zbawienia”. W przypisie do tego cytatu Cieszkowski napisał o Adamie Mickiewiczu: „Wielki wieszcz polski nigdy nie był większym, nigdy nie był bardziej natchnionym prorokiem, jak kiedy wznosił ten hymn przyszłości”. Te same fragmenty z Ojcze nasz (z Mickiewiczowskim cytatem) Cieszkowski ogłosił anonimowo w odezwie pt. Słowa wieszcze Polaka wyrzeczone roku 1846 adresowanej do Zjazdu Słowiańskiego w Pradze (1848).

Obszerniej swe poglądy estetycznoliterackie wyłożył w rozprawie O drogach ducha z 1863 r. (według jego syna i późniejszego wydawcy miała ona stanowić wstęp do Ojcze nasz). Punktem wyjścia jest refleksja nad relacją myśl–słowo, nad formami ekspresji umysłu ludzkiego. Cieszkowski podkreślał rolę żywego słowa, sztuki wymowy, emocjonalny i intelektualny potencjał słowa („cóż jest pieśń, jeśli nie ton spotęgowany słowem, a więc działający nie tylko na uczucie, ale i na myśl?”). Za nieodzowny warunek aktywnego oddziaływania i „istnego wyzwolenia ducha” uznawał współzależność i współdziałanie trzech głównych rodzajów ludzkiej aktywności: nauki, sztuki oraz przemysłu (techniki): „Chromiałyby sztuki i nauki bez odpowiednich postępów techniki; zmarniałby przemysł, gdyby go sztuki i nauki nie podsycały”. Współczesną sobie epokę definiował jako czas „przemagającego w obecnej chwili realizmu”; dystansował się wobec wszelkich tendencji do absolutyzacji sztuki i haseł „sztuki dla sztuki”, prawdopodobnie mając na myśli romantyczny kult sztuki i parnasistowskie hasła popularne w literaturze francuskiej połowy XIX w. Równie stanowczo odrzucał komercjalizację sztuki („sztuka dla grosza”). Wymieniał Odę do młodości i Dziady Mickiewicza oraz Psalmy przyszłości i Nie-Boską komedię Krasińskiego jako najwyższe dokonania poezji polskiej, podkreślając ich wymiar aktywistyczny, prometejski: „Gdzież dopatrzysz się w tych arcydziełach chociażby śladu »sztuki dla sztuki«. Nie sobie te pienia pieją, ani też w sobie się lubują. O życie społeczne im chodzi, o nowe życie dla ludów i ludzkości”.


Wypowiedzi krytycznoliterackie. Cieszkowski nie zajmował się regularną krytyką artystyczną, uważnie jednak śledził współczesną mu kulturę i literaturę. Zachowane notatki i diariusze filozoficzne z końca lat 30. (datowane zapiski z l. 1832–1839) świadczą o rozległych lekturach literackich i zainteresowania artystycznych filozofa. Szczególną uwagę Cieszkowski zwracał w stronę francuskiej prozy powieściowej o tematyce społeczno-obyczajowej (powieści H. de Balzaca, G. Sand, także twórczości A. Dumas, E. Sue, twórczości dramatycznej V. Hugo). Swoje refleksje na temat gatunku powieściowego i postulaty dotyczące rozwoju polskiej powieści wyraził w programowym artykule O romansie nowoczesnym. Przyznając się do ograniczonej znajomości dzieł tego gatunku („te tylko [powieści] czytuję, które z polecenia publicznego rozgłosu do mnie zawitają”), konfrontował polskie dokonania z najwybitniejszymi przedstawicielami powieści europejskiej, do jakich zaliczał Honoré de Balzaca (wymieniał cykl Komedii ludzkiej), George Sand, Waltera Scotta, Charlesa Dickensa. Dzieje gatunku powieściowego widział w historycznej perspektywie przemian kultury i literatury, rozwoju form „mieszanych”. Powieść współczesna zastąpiła poezję – „romans stał się chlebem powszednim społeczeństwa”. Powieść przejmuje funkcję dawnej epopei: „Czego dziś epopeja zbiorowo dokonać nie zdoła, tego rozbiorowo dokona romans”. Nowy gatunek jest najlepszym narzędziem poznawania tajemnic swego czasu. Jest równocześnie wartościowym zwierciadłem „życia społecznego” („epopeją społecznego życia”), jak i symptomem swoich czasów (przez co też ulega jego przywarom, takim jak np. komercjalizacja). W historii powieści europejskiej za szczególnie znaczący uznał moment przejścia od „romansu historycznego” do „romansu społecznego”, który dokonał się, jego zdaniem, w twórczości Scotta. Artykuł Cieszkowskiego był swoistym apelem do pisarzy polskich o podążanie za wzorami europejskimi. W prozie polskiej lat 40. nie znajdował Cieszkowski znaczących dokonań.

Nadmienił jedynie „obrazy społeczne” w powieściach Fryderyka Skarbka, powieść Aleksandra Tyszyńskiego Amerykanka w Polsce. Obszerniej omówił opublikowany w l. 1831–1833 pięciotomowy „romans administracyjny” Edwarda Tomasza Massalskiego Pan Podstolic albo czym jesteśmy, czym być możemy. Uznał ten utwór za symptomatyczny dla nowych poszukiwań literackich, w sumie jednak nieudany z powodu przerostów dydaktyzmu, braku „posuwistej” akcji, nadmiaru moralizującego rezonerstwa narratora („miasto więc gorącego działania mamy zimne rozumowania, miasto charakterów, morały”). Z zastosowanych kryteriów oceny powieści wynika, że Cieszkowskiemu bliska była estetyka realistyczna; za istotne walory gatunku uznawał cechy służące werystycznemu ukazywaniu życia codziennego: wyraziste postaci, rozbudowaną fabułę, wartką akcję. O preferencji dla estetyki realistycznej świadczy użycie terminu „zdagerotypować” w znaczeniu: ukazywać w powieści życie na wzór upowszechniającego się wtedy wynalazku fotografii. Cieszkowski nie uzurpował sobie prawa do całościowej i wyczerpującej oceny dorobku polskiego powieściopisarstwa. Za cel swej „literackiej gawędki” przyjął zachęcenie do intensywnej uprawy „tej młodej u nas rośliny”, zwrócenie uwagi na jej społeczne walory. W konkluzjach artykułu O romansie nowoczesnym powołał się na podobne stanowisko całej redakcji „Biblioteki Warszawskiej” służące promowaniu i rozwojowi współczesnej powieści polskiej.

Refleksja estetyczna i działalność krytycznoliteracka pozostały na marginesie wielu pól aktywności Augusta Cieszkowskiego. Zachowuje ona wszakże wartość z uwagi na powiązania z głównymi wątkami jego twórczości filozoficznej i skalę działalności społeczno-kulturalnej.</document>
<document nplp_id="13039" title="Gomulicki Wiktor" slug="gomulicki-wiktor">Poeta, prozaik, krytyk, eseista, tłumacz, varsavianista, kolekcjoner. Pseudonimy i kryptonimy: Fantazy, F., Fantasio, F-y, G., Herman, Ignotus, Karol Sielski, Nieznajomy, R.W., Szperacz, T.O. van Thaazy, Teo, Velox, W., W.G., Wi.Go., Wiktor

Informacje biograficzne, twórczość literacka. Wiktor Teofil Gomulicki urodził się 17 X 1848 w Ostrołęce jako syn Jana Aleksandra, mierniczego, i Antoniny z Dmowskich. Dzieciństwo spędził w Pułtusku, obraz przeżytych w tym mieście lat szkolnych utrwalił w swej najpopularniejszej powieści Wspomnienia niebieskiego mundurka (1906). Dalszą edukację odbywał w Warszawie, najpierw jako uczeń IV Gimnazjum (1864–1866), a następnie student prawa Szkoły Głównej (1866–1869). Debiutował już na studiach, na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”, a w wieku 20 lat opublikował swoją pierwszą książkę, Kolorowe obrazki (1868). W liczącym mniej więcej pół setki tomów imponującym, choć dziś już w w większości zapomnianym dorobku Wiktora Gomulickiego znajdują się tomy wierszy, powieści historyczne i współczesne oraz krótsze formy prozatorskie: nowele, opowiadania, obrazki, studia, szkice, felietony.

Mimo że praktycznie co roku publikował nową książkę, słuszniej byłoby może nazwać go „człowiekiem gazety”, bowiem twórczość pisarza była związana jak najściślej z losami prasy II poł. XIX i początków XIX w. W różny sposób współpracował niemal ze wszystkimi liczącymi się tytułami, często na etatach redakcyjnych, nie tylko w czasopismach literackich, ale i dziennikach. W początkach swej kariery pracował w „Kurierze Warszawskim” (1872–1874), później redagował satyryczne periodyki „Mucha” i „Kolce”, przez 20 lat wspierał swoimi artykułami „Kurier Codzienny”. Po powrocie do „Kuriera Warszawskiego” pełnił obowiązki sekretarza redakcji i kierownika działu artystycznego (1887–1888). W l. 1889–1890 był właścicielem, redaktorem i wydawcą „Tygodnika Powszechnego”, ambitny projekt nie przyniósł jednak spodziewanych sukcesów. Jakkolwiek odbył kilka podróży krajowych i zagranicznych (m.in. przebywał w Paryżu, poszukując spuścizny po C. Norwidzie, którego twórczość docenił jeszcze przed Z. Przesmyckim), to niemal całe życie spędził w Warszawie. Już w l. 80. i 90. zapewnił sobie sławę cenionego varsavianisty i – przynajmniej do czasu pojawienia się Artura Oppmana (Or-Ota) – najbardziej warszawskiego spośród wszystkich polskich pisarzy. Zainteresowaniu historią stolicy dawał również świadectwo jako kolekcjoner starych rycin, książek, dokumentów, ale także szkła i porcelany. Wyrazem uznania dla twórcy stroniącego od aktywnego udziału w życiu towarzyskim stolicy był obchodzony w 1912 r. jubileusz 30-lecia pracy artystycznej, a także przyznana tuż przed śmiercią Nagroda Literacka im. Elizy Orzeszkowej (1918). Był trzykrotnie żonaty: z Marią Humaniecką (zm. 1888), Michaliną Życińską (zm. 1899), Franciszką Matuszewską (1855–1948); miał troje dzieci. Pisarz zmarł 14 II 1919 w Warszawie. W 1998 r. jego syn, Juliusz Wiktor Gomulicki (1909–2006), wybitny varsavianista i znawca literatury, zorganizował obchody 150-lecia urodzin autora Wspomnień niebieskiego mundurka.

Twórczość krytycznoliteracka. Poeta i powieściopisarz, a także nieprzeciętny eseista, miłośnik kultury staropolskiej, znawca dawnego obyczaju, stał się krytykiem literackim niejako z konieczności. Temperament czynił go bardziej wyrozumiałym kolekcjonerem niż nieprzejednanym polemistą. Niechętny akademickim rygorom, wchodził chętnie w rolę szperacza-amatora, wydobywającego na światło dzienne zarówno utwory niedocenione, jak i błahe często fakty, ciekawostki, anegdoty. Dlatego też w dorobku Gomulickiego najbardziej charakterystyczne, ale i najcenniejsze wydają się dziś formy eseistyczne. Są to przeważnie artykuły obszerne, rozbudowane, erudycyjne, pełne jednak dygresji osobistych i fragmentów wspomnieniowych. Przygotowując do druku kolejne zbiory, pisarz pozostawiał zwykle w szufladzie publikacje o charakterze doraźnym, wynikające z zatrudnienia w zawodzie dziennikarskim.

Już w 1868 r. związał się na krótko z „Przeglądem Tygodniowym”. Mimo pokoleniowej wspólnoty nie został jednak członkiem obozu „młodej prasy” ani entuzjastą pozytywizmu. W prowadzonej przez młodych i agresywnych publicystów kampanii przeciw poetom, opowiedział się po stronie atakowanych. Dlatego poczynając od 1871 r. był częstym przedmiotem napaści w Echach warszawskich, stałej rubryce „Przeglądu Tygodniowego” redagowanej najpierw przez Adama Wiślickiego, a następnie Aleksandra Świętochowskiego. Tom Poezje (1874) skrytykował ostro inny recenzent „Przeglądu”, Antoni Pilecki. Doprowadziło to do zniszczenia nakładu książki przez autora.

Jak się zdaje, już w tym okresie Gomulicki sformułował własną ocenę stanu polskiej poezji i dramatycznej sytuacji panującej w życiu literackim. W druku dał jej wyraz wiele lat później, gdy prowadzona przeciwko poetom kampania była dawno rozstrzygnięta. Pozwoliło to z jednej strony na sformułowanie pewnych wniosków natury ogólniejszej, widocznych lepiej z odleglejszej perspektywy, z drugiej – nadało wypowiedziom pisarza charakter elegijny. Gdy doszło do publikacji przejmujących szkiców Gomulickiego o Aleksandrze Michaux-Mironie („Tygodnik Ilustrowany” 1895 nr 17), Władysławie Ordonie („Wieś i Dwór” 1915, z. 2), Włodzimierzu Zagórskim („Wędrowiec” 1902, nr 8), Włodzimierzu Stebelskim („Tygodnik Ilustrowany” 1892, nr 105), ich bohaterowie już nie żyli. Sam autor zaś całkiem świadomie akcentował elementy „martyrologiczne” w ich biografii: niedocenienie przez krytykę, niezrozumienie przez publiczność, psychiczne i fizyczne załamanie wynikające z wielkiej wrażliwości, wreszcie trudno zrozumiała niechęć społeczeństwa do poezji w ogóle.

Krytyka krytyki pozytywistycznej. Według Gomulickiego odpowiedzialność za ten smutny stan rzeczy ponosił pozytywizm, już z założenia antypoetycki, podszyty „zimnym sceptycyzmem”, narzucający liryce charakter antyromantyczny, wzbraniający poecie prawdziwych emocji. Pozytywizm wprowadził do literatury klimat, który moglibyśmy porównać do duchowej „zimy” albo „lodowej skorupy”. W tych warunkach nawet świetnie rozpoczęte kariery nie mogły się rozwinąć – stąd zdumiewająca wprost liczba obiecujących talentów, milknących przedwcześnie i z różnych powodów. Uwagi Gomulickiego dotyczyły jednak nie tylko polskich poetów „wyklętych”, „zmarnowanych”, „bezdomnych”, „odrzuconych”, „zabitych”, atakowanych przez pozytywistyczną krytykę. Wierzył on bowiem, że istnieje ponadczasowy nieuchronny antagonizm miedzy poetą a krytykiem – tym większy, im wyżej sięgają ambicje twórcy, poszukującego nie tylko nowych form wyrazu, ale nade wszystko artystycznej swobody. Krytyce sobie współczesnej zarzucał niekompetencję, nierzetelność, uleganie towarzyskim układom i krążącym w środowisku opiniom. Przypominał, że wojnę z krytykami stoczyć musiał także już na starcie Adam Mickiewicz, nim uznano go za prawdziwego wieszcza. Pogardzano Juliuszem Słowackim i Antonim Malczewskim, nie doceniono Cyganerii Warszawskiej, w zapomnienie popadł Józef Bohdan Zaleski. Nieprzyzwyczajeni do intelektualnej pracy krytycy wyszydzili najbardziej wymagającego z polskich poetów – Cypriana Norwida. Dla twórców oryginalnych i wybitnych współczesność okazywała się zawsze „najomylniejszym trybunałem”.

W cennym dla historyków literatury XVIII w. szkic Teofila Glińska. Poetka polska z drugiej polowy XVIII w. („Bluszcz” 1900, nr. 39–40) możemy przeczytać, że Zoil to postać nieśmiertelna, w dodatku raczej pewien typ psychiczny czy charakterologiczny niż postawa estetyczna. Zoil unicestwia artystę i jego dzieło, bo w zabijaniu znajduje prawdziwą rozkosz. Jeśli nie znajduje dość sił, by przystąpić do otwartej walki, stosuje niezawodny środek – przemilczenie. Skazuje na zapomnienie, wypaczając prawdziwy obraz piśmiennictwa.

Koncepcja krytyki. Zoilowi Gomulicki przeciwstawia  bezinteresownego poszukiwacza piękna, który bez oporów rozgrzebuje „rumowisko literackie”. Taki krytyk rozumie, że prawdziwym szczęściem jest nie zabijanie, lecz – na odwrót – „wskrzeszanie” zapomnianych arcydzieł i utworów wybitnych albo przynajmniej interesujących. Pod tym względem sam Gomulicki – tak surowy dla złośliwych recenzentów – jest krytykiem zazwyczaj łagodnym, co najwyżej wytykającym od czasu do czasu rozmaite usterki warsztatowe w budowie wiersza czy prozatorskiej narracji. A chociaż nie udało mu się „wskrzesić” Norwida (do tego celu potrzeba było energii, możliwości i determinacji Miriama), to przywrócił świadomości czytelników twórczość Teofili Glińskiej i Antoniny Niemiryczowej (Kłosy z polskiej niwy, Warszawa 1912). Starał się też oddać sprawiedliwość wyszydzanej Deotymie (J. Łuszczewskiej), podkreślając zasadniczo antyromantyczny charakter jej pisarstwa (Liryzm Deotymy, w: Sylwety i miniatury literackie, 1916). Poświęcał najwięcej uwagi historii dawnej Warszawy, zajmował się twórczością Mikołaja Reja („Kraj” 1905, nr 4, dod.), pisarzy oświeceniowych i mistyką romantyczną – tu piękny szkic Słowacki nad oceanem, traktujący o pobycie pisarza w Pornic.

Gomulicki interesował się również literaturą europejską, początkowo – głównie francuską, później – rosyjską. Tłumaczył i komentował francuskich romantyków, parnasistów i naturalistów. Przekładał Charles’a Baudelaire’a, Heinricha Heinego, Aleksandra Puszkina. U schyłku życia, łącząc idee mesjanistyczne i słowianofilskie, opowiadał się za pojednaniem z Rosją, przezwyciężeniem wzajemnej nieufności i niewiedzy. Tego rodzaju sugestie, podobnie jak głoszone przez Gomulickiego idee pacyfistyczne, nie trafiały na podatny grunt. Ich chłodne, a nawet wrogie przyjęcie, pogłębiło jeszcze samotność pisarza.

W pamięci współczesnych zapisał się on jako bohater zabawnych anegdotek, ekscentryczny dziwak, czasem sympatyczny, czasem godny politowania. Kontrowersyjny autor Białego sztandaru (1904) i „poczciwy” odkrywca uroków Starego Miasta, kosmopolita w wizji Eksdziennikarza (1896) i patriota skazany w 1911 r. na osadzenie w twierdzy za antyrosyjską publikację. Ofiara bezpardonowych napaści ze strony krytyków, sam atakujący Piotra Chmielowskiego (np. w szkicu o Mironie), Wilhelma Feldmana („Kraj” 1909, nr 17), Aleksandra Brücknera („Kraj” 1907, nr 40). Warto skonfrontować te wizerunki z autoportretem, jaki stworzył sam Wiktor Gomulicki w powieści z kluczem Ciury (1904), bezcennym dokumencie pokazującym życie literackie Warszawy w 2 poł. XIX w.</document>
<document nplp_id="13040" title="Groddeck Gotfryd Ernest" slug="groddeck-gotfryd-ernest">Filolog klasyczny, tłumacz, profesor Uniwersytetu Wileńskiego, krytyk literacki.

Informacje biograficzne. Kręgi działalności. Urodził się 17 XI 1762 r. w Gdańsku jako syn Beniamina, profesora literatury greckiej i języków wschodnich w Gdańskim Gimnazjum Akademickim, i Beaty Konstancji Ehlert. Pierwsze nauki pobierał w szkole przy kościele Najświętszej Marii Panny w Gdańsku, później kształcił się (1777–1782) w Gdańskim Gimnazjum Akademickim. Do profesorów, którzy wywarli w tym czasie największy wpływ na młodego Groddecka, zalicza się Benedykta Cosacka, zadeklarowanego przeciwnika sentymentalizmu, zwłaszcza powieści. Po śmierci Beniamina Groddecka (1776), wychowanie Gotfryda Ernesta wspierał także Samuel Unselt, rektor szkoły przy kościele Najświętszej Marii Panny, który doradził chłopcu studiowanie teologii. Jesienią 1782 r. Groddeck rozpoczął studia teologiczne na uniwersytecie w Getyndze, które w 1784 r. ‒ zdobywszy złoty medal za rozprawę Commentatio de morte voluntaria w konkursie Wydziału Teologicznego ‒ porzucił na rzecz filologii, decydując się na uczestnictwo w słynnym Seminarium Philologicum Christiana Gottloba Heynego. W okresie getyngskim Groddeck, poza erudycyjną pracą dyplomową De Hymnorum Homericorum reliquiss. Commentatio (1786), która zapoczątkowała naukowe badania nad Homeryckim Corpus Hymnorum, napisał jeszcze filologiczne studium idylli Teokryta (Commentatio in primum idyllum Theocriti, 1782) oraz rozprawę Über die Vergeichung der alten, besonders griechischen mit der deutschen und neueren schönen Literatur (1788), w której porównywał starożytną literaturę, zwłaszcza grecką, z literaturą niemiecką, dając już wówczas wyraz swoim zainteresowaniom komparatystycznym.

W l. 1787–1793 przebywał w Puławach jako nauczyciel i wychowawca Adama Jerzego i Konstantego Czartoryskich . Groddeckowi przypisuje się m.in. wzbudzenie w środowisku puławskim zainteresowania Pindarem. Poza dydaktyką, Groddeck w Puławach zajmował się także pracą naukową (w tym czasie powstała, dedykowana Adamowi Kazimierzowi Czartoryskiemu, Antiquarische Versuche. Erste Sammlung, wyd. 1800), bywał też korespondentem „Jenaër Allgemeine Litertaturzeitung”, do której przesyłał informacje na temat ruchu wydawniczego w Polsce. Przez pewien czas Groddeck przebywał w Łańcucie jako nauczyciel Henryka Lubomirskiego (w 1794 r. odbył z nim podróż do Wiednia), w 1796 r.  powrócił jednakże do Puław, by objąć obowiązki bibliotekarza i restauratora zniszczonej w 1794 r. biblioteki Czartoryskich.

Dzięki protekcji Czartoryskiego, wówczas kuratora okręgu wileńskiego, w 1804 r. został powołany na profesora języka i literatury greckiej w Cesarskim Uniwersytecie Wileńskim, od 1807 r. objął także katedrę literatury łacińskiej. Groddeck był wybitnym profesorem, który swoją rozległą erudycją i kompetencjami filologicznymi potrafił wzbudzić u studentów zainteresowanie antykiem, a ‒ powołane jego staraniem ‒ Seminarium Filologiczne (1810), wzorowane na getyngskim, królewieckim i berlińskim, było pierwszą tego typu inicjatywą na ziemiach polskich. Studiowali u niego niektórzy spośród filomatów (Adam Mickiewicz, Józef Jeżowski, Tomasz Zan, Jan Czeczot), do wybitnych studentów Groddecka można też zaliczyć Joachima Lelewela, Szymona Żukowskiego, Leona Borowskiego, Krystyna Lacha Szyrmę, Zygmunta Bartoszewicza, Józefa Kowalewskiego, Jana Stanisława Hryniewicza, Szymona Dowkonta. W ich wspomnieniach przetrwał portret akademika ogromnej wiedzy i życzliwości dla studentów. Uniwersyteckie wykłady Groddecka, prowadzone w języku łacińskim, obejmowały komentarze do utworów Homera, Sofoklesa, Eurypidesa, Pindara, Arystofanesa, Platona, Demostenesa, Horacego, Cycerona, postrzeganych w bardzo szerokim kontekście kulturowym. Wychodząc z założenia ‒ podobnie jak jego mistrz Heyne ‒ że literatury starożytnej nie można traktować wyłącznie w charakterze wzorów stylistycznych, lecz należy ją widzieć jako źródła wiedzy o kulturze i umysłowości dawnych Greków i Rzymian (przekonanie to wyraził już w Antiquiarische Versuche), omawianie dzieł literackich wspierał w pierwszej kolejności wykładami poświęconymi mitologii, starożytnej religii, geografii i historii, na końcu dopiero ‒ historii literatury. Włączał Groddeck do swoich kursów także elementy archeologii i numizmatyki. Filologię pojmował przede wszystkim jako dyscyplinę przynależną do historii („umiejętność historyczną”), stąd w jego interpretacjach aspekt estetyczny omawianych dzieł schodził na plan dalszy, ustępując miejsca komentarzowi historycznemu, etycznemu (uwypuklał Groddeck przede wszystkim treści moralne wpisane w teksty starożytne) oraz retorycznemu. W szczegółowej, krytycznej analizie filologicznej kładł natomiast nacisk na ścisłą, źródłową interpretację tekstów, akcentując konieczność perfekcyjnej znajomości języków starożytnych, nie wykluczającej nawet etymologii. Był przy tym Groddeck przeciwnikiem postulowanego przez Komisję Edukacji Narodowej rozwoju nauk ścisłych i przyrodniczych, z czego, między innymi, wynikał jego konflikt z ówczesnym rektorem Cesarskiego Uniwersytetu Wileńskiego Janem Śniadeckim. Groddeck, w duchu zachodnioeuropejskiego neohumanizmu, kilkakrotnie zabierał głos w sprawie kształcenia młodzieży, podkreślając, że nauki ścisłe przyczyniły się do upadku moralnego ludzkości, a przeciwdziałać temu można wyłącznie za pomocą edukacji humanistycznej, zwłaszcza w zakresie filologii klasycznej. Łacina i greka, pozwalające na zrozumienie antycznej kultury i studiowanie pism starożytnych mędrców (Groddeck konsekwentnie podkreślał konieczność poznawania literatury starożytnej w oryginale, tłumaczenia nazywając „nieczystymi strumykami” ‒  zob. Roztrząśnienia niesłusznych zarzutów przeciwko nauce języków starożytnych, „Dziennik Wileński” 1819, t. 2, nr 12), najlepiej bowiem rozwijają władze umysłowe i duchowe człowieka. Zdaniem wileńskiego profesora, znajomość języków starożytnych, zwłaszcza greckiego, „któremu obfitość, wolność, gruntowność, przyjemność i doskonałość dają przed innymi pierwszeństwo”, przyczynia się też do „wydoskonalenia” języka ojczystego” (tamże).   Spośród jego bogatej twórczości naukowej w okresie wileńskim wyróżnia się zwłaszcza Initia historiae Graecorum (1811; wyd. 2: 1821–1823) ‒ pierwsza w Polsce historia literatury greckiej. Był Groddeck także wydawcą i krytycznym komentatorem Sofoklesa (Filoktet, 1806; Trachinki, 1808), Cycerona (Mówca, 1809; Leliusz, 1811; Brutus, 1815), Persjusza (Satyry, 1810).

Równocześnie z działalnością dydaktyczną i naukową, od 1805 r. pełnił obowiązki prefekta biblioteki uniwersyteckiej, sprawował też wiele innych funkcji, m.in. dziekana (w latach 1805, 1808–1811, 1821, 1824), członka Komitetu do Ułożenia Ustaw Szczególnych dla Uniwersytetu, Komitetu Cenzury, Komisji do Spisu Książek dla Szkół, przewodniczącego Komitetu dla Przygotowania Ksiąg Elementarnych. W l. 1805–1806 należał do redakcji „Dziennika Wileńskiego”, w 1806 r. został redaktorem „Gazety Literackiej Wileńskiej”, w 1815 był członkiem redakcji „Tygodnika Wileńskiego”. W 1817 r. został kustoszem uniwersyteckiego gabinetu numizmatycznego. W l. 1819–1825 był członkiem korespondentem warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Był też prezesem honorowym Towarzystwa Nauk Moralnych w Wilnie, członkiem Mitawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Sztuk oraz Genueńskiego Towarzystwa Łacińskiego. Od 1813 r. należał do wolnomularstwa: był członkiem loży Gorliwy Litwin (1816), mistrzem loży Dobry Pasterz (1820) i Prowincjonalna Litewska Doskonała Jedność.

W 1789 r.ożenił się z córką ogrodnika Czartoryskich, protestantką Joanną d’Edling, z którą miał kilkoro dzieci. Zmarł 11 IV 1825 wskutek zapalenia płuc, którego nabawił się w podróży do Kijowca k. Rakowa), pochowano go na cmentarzu parafialnym w Kijowcu (dzisiejsza Białoruś).   </document>
<document nplp_id="13041" title="Krasiński Zygmunt" slug="krasinski-zygmunt">Poeta, dramatopisarz, powieściopisarz, podróżnik, epistolograf, filozof, publicysta. Pseudo­nimy i kryptonimy: A.K.; Henryk Ligęza; Henryk Ligenza; J. Hr. Kras...; Poeta Bezimienny; Spirydion Prawdzicki; Stefan Szczęsny Bohdan Mielikowski przydomku i herbu Gozdawa; Świętej Pamięci J.S.; Z.K.; Zygmunt Kr.; ***.

Informacje biograficzne. Zygmunt Napoleon Stanisław Adam Ludwik Krasiński h. Ślepowron urodził się 19 II 1812 w Paryżu w polskiej rodzinie arystokratycznej o magnackim ro­dowodzie. Ojciec, gen. napoleoński Wincenty Krasiński (1782‒1858), zapisał się w historii jako postać kontrowersyjna i niejednoznaczna w swoich wyborach patriotycznych. Syn był w dużej mierze uzależniony od niego duchowo i materialnie przez niemal całe życie. Matka, Maria Urszula z Radziwiłłów Krasińska (1777‒1822), zmarła, gdy Zygmunt miał niespełna 10 lat. Pod opieką ojca odebrał staranne wychowanie w duchu poszanowania tradycji rodo­wej i konserwatyzmu, co wywarło wpływ na jego kontakty z rówieśnikami. W l. 1826‒1827 uczęszczał do Liceum Lindego w Warszawie, poznając grono przyjaciół i późniejszych pisa­rzy, m.in. Konstantego Gaszyńskiego, Stanisława Egberta Koźmiana oraz Dominika Magnuszewskiego. Studiując od 1828 r. na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu w Warsza­wie, popadł w konflikt z patriotycznie nastawioną młodzieżą, która 12 III 1829 wzięła udział w pogrzebie marszałka Sądu Sejmowego Piotra Bielińskiego (1754‒1829), podczas gdy Zyg­munt pod wpływem sugestii ojca uczestniczył w tym czasie w wykładzie uczelnianym (to­warzyszył mu tylko syn prezydenta Warszawy K. Wojdy). Po tym zdarzeniu został napiętno­wany przez społeczność akademicką, a wyzwanie na pojedynek Leona Łubieńskiego stało się bezpośrednią przyczyną relegowania Zygmunta z Uniwersytetu. Za namową ojca rozpoczął studia w Genewie jako wolny słuchacz. Wielokrotnie odwiedzał Szwajcarię, Włochy, Austrię, Niemcy, najczęściej u boku kochanek (J. Bobrowa, D. Potocka) oraz przyjaciół. Oprócz Ge­newy przebywał w Rzymie, Wiedniu, Paryżu, Wenecji, Mediolanie, Neapolu, czyniąc z wo­jaży ważny komponent romantycznej biografii. Podróże stawały się inspiracją dla wielu frag­mentów prozy poetyckiej o zabarwieniu autobiograficznym. W listach m.in. do Henry’ego Reeve’a, Stefana Gaszyńskiego, Kajetana i Stanisława Egberta Koźmianów, Romana Zału­skiego, Delfiny Potockiej, Augusta Cieszkowskiego, Ary’ego Scheffera i Juliusza Słowackiego pomieścił również wiele uwag o charakterze poetologicznym, estetycznym i krytycznolite­rackim. W lipcu 1843 r., ulegając woli ojca, ożenił się z Elizą (Elżbietą) Branicką (1820­‒1876), z którą miał czworo dzieci: Władysława Wincentego (1844‒1873), Zygmunta Jerzego (1846‒1867), Marię Beatrycze (1850‒1884) i Elżbietę Elizę (1853‒1857). Zmarł 23 II 1859 w Paryżu. Został pochowany w Opinogórze w krypcie rodzinnej znajdującej się przy koście­le parafialnym.

Próby krytycznoliterackie. Krasiński nie był typowym przedstawicielem krytyki literac­kiej, nie był autorem recenzji literackich, felietonów czy obszernych rozpraw programo­wych, a mimo to wpisał się w dzieje polskiej krytyki romantycznej za sprawą jednej rozpra­wy poświęconej Słowackiemu ‒ uznanej za pracę znakomitą. Wcześniej debiutował w 1830 r. jako autor dwóch artykułów krytycznoliterackich w języku francuskim, opublikowanych w „Bibliotheque universelle”. Lettre sur l’etat actuel de la litterature polonaise, adressee a M. de Bonstetten (List o stanie obecnym literatury polskiej adresowany do p. Bonstettena) zdradza erudycję oraz odwagę młodego autora, który w syntetycznej rozprawce prezentuje czytel­nikowi francuskojęzycznemu najważniejsze osiągnięcia literatury polskiej od renesansu po współczesność. Krasiński w serii kilkunastu szkicowych portretów (m.in. J. Kochanowskie­go, M.K. Sarbiewskiego, P. Skargi, Ł. Górnickiego, P. Kochanowskiego, J.Ch. Paska, I. Kra­sickiego, S. Trembeckiego, F. Karpińskiego, J.U. Niemcewicza, J.P. Woronicza) rekonstruu­je bieg polskiej literatury. Jego oceny są laudacjami ‒ powieści Feliksa Bernatowicza mają dorównywać utworom Waltera Scotta, ody Kajetana Koźmiana ‒ poetom starożytnym, po­wieści Aleksandra Bronikowskiego ‒ znanym romansom historycznym, a ballady Antoniego Edwarda Odyńca okazują się godne mistrzów, których ten poeta studiował: Johanna Wolfgan­ga Goethego i Gottfrieda Augusta Burgera; jedynie o obrazowaniu Seweryna Goszczyńskie­go napisał, że jest „niekiedy ponure i straszliwe”. W końcowych partiach artykułu z dyploma­tyczną powściągliwością wspominał o toczącym się w Polsce sporze romantyków z klasykami, wyrażając dyskretne zadowolenie, że nie wszystko zostało powiedziane w literaturze i nowe pokolenie ma szanse na swoje realizacje. Rozprawka jest szlachetnym, ale pozbawionym me­rytorycznej głębi materiałem promującym literaturę polską. Nie można odmówić jej wartości informacyjnej i elegancji wywodu. Być może autor, wykorzystując moment zainteresowania sprawą polską (1830), postanowił wesprzeć ją prezentacją walorów literackich.

W tym samym roku w „Bibliotheque universelle” ukazał się artykuł « Konrad Wallen­rod », recit historiąue, tire des Annales de Lithuanie et de Prusse ; le « Faris » ; « Sonnets de Crimee » par Mickiewicz („Konrad Wallenrod”, opowieść historyczna oparta na kronikach Lit­wy i Prus, „Farys”, „Sonety krymskie”Mickiewicza). Tylko pozornie jest to recenzja z przekła­du tomu pism Adama Mickiewicza (1830). Obok Konrada Wallenroda, Sonetów krymskich, Farysa autor przedstawił pokrótce Dziady, Grażynę, Żeglarza, zaznaczając, że francuskie tłu­maczenie prozą nie oddaje tego, „co stanowi w naszym języku arcydzieło poezji” („Konrad Wallenrod”). Podkreślił, że twórczość Mickiewicza jest wyjątkowa i od czasu jego debiutu w 1822 r. „naród poczuł podziw dla człowieka, który, wolny od fałszywych wzorów i prze­sądów, pojawił się po to, aby ukazać koncepcje panujące w krajach całej Europy, bogatsze jeszcze w jego własną myśl, nową i oryginalną” (tamże). Krasiński przywołuje opór i nie­chęć „opinii salonów” do młodego poety, który przeciwstawił się „marazmowi” i „odrzu­cił błahe konwencje stylu” na rzecz form nowych: ballad i obrzędowych Dziadów, poematu historycznego i sonetów „w stylu orientalnym” cechujących się „bogactwem poetyckiego wy­razu” (tamże). Tym artykułem wyraźnie opowiedział się za literaturą romantyczną, w któ­rej akcentował oryginalność, nowatorstwo, różnorodność gatunkową, siłę metafory. Mic­kiewicz ‒ zdaniem krytyka ‒ podarował literaturze polskiej nowe gatunki literackie, w tym sonety romantyczne, gdzie „rozpalona wyobraźnia poety rozpościera tu swoje zachwycają­ce skrzydła” (tamże).

Poeta-krytyk. Obszerna rozprawa Kilka słów o Juliuszu Słowackim („Tygodnik Literacki” 1841, nr 21‒23) jest pierwszym ważkim omówieniem artystycznych walorów poezji Słowac­kiego, który w prasie emigracyjnej spotykał się z uszczypliwościami i negatywnymi komen­tarzami (o krytykach napawających się ocenami negatywnymi Krasiński napisał: „[...] zajad­łe, pogańskie serce wre im w piersiach, miłością chrześcijan nie przepoili się dotąd”; tamże, nr 21). Do tych opinii krytyk nie odnosił się wprost, ale poprzedzający wywód o Słowackim passus dotyczący autora Pana Tadeusza nie pozostawia wątpliwości. Wydaje się, że została tu­taj zastosowana strategia koncyliacyjna: nazywając Mickiewicza fiat lux poezji polskiej i kre­ując go na jej ojca (tamże), a więc oddawszy Bogu, co boskie, Krasiński równocześnie zauwa­żał: „Lecz świat nie na jednej tylko sile stoi, nie jednym tylko wcieleniem żyje” (tamże, nr 22). Harmonia życia wymaga równowagi sił i kierunków. Mickiewicz reprezentuje siłę dośrodko­wą: mocą własnego skupienia wywołał ducha poezji i ‒ jak Tytan ‒ nadał mu kształt material­ny. „Stanął grunt poezji naszej” (tamże). Słowacki natomiast uosabia kierunek odśrodkowy, jest pełen „odwcieleń i zaprzeczeń” (tamże), jego poezja wprowadza świat w drganie, rozta­pia się w jego cząstkach, nie przywiązuje się do żadnego kształtu, patrzy w nieskończoność. Każda forma zostaje tutaj przekroczona, przybierając postać ulotnego ruchu lub zanikające­go obrazu (dźwięku) takiego, jaki objawia się w oceanie, w rozbłyskach światła, w impulsach elektryczności, „w opalowej białości”, w cichnącym śpiewie (tamże). „Stąd pozór ironii lub kaprysu, stąd pęd niewstrzymany, ale lekki, przejrzysty, na wskroś idealny” (tamże).

Krasiński szukał potwierdzenia tych spostrzeżeń w poematach W Szwajcarii oraz w Anhellim, podkreślając melancholijną tęsknotę, która towarzyszy tym lekturom. Nawią­zał też do odmienności Balladyny, która zbierała wyjątkowo negatywne opinie. Bronił Sło­wackiego przed oskarżeniami o historyczne dziwactwo. Zwracał uwagę, że brak legend od­wołujących się do początków polskiej państwowości (czy sięgając dalej ‒ prehistoryczności) stawia poetę w trudnej sytuacji: nie mieliśmy swojego Homera ani ‒ jak Skandynawowie ‒ Eddy; „[...] obejście się Słowackiego z majestatem nadgoplańskim nie tylko pochodzi z dą­żeń samego mistrza, ale głębiej jeszcze zapuszcza korzenie w nieodbitą konieczność, która przymusza poety do igraszkowania z tym, co przeszło ‒ a przechodząc, nie zostawiło posągu po sobie” (tamże). Te braki, wypełniane po wiekach, tłumaczą zastosowane przez Słowackie­go środki: „Humor, czyli ciągła mieszanina tragiczności i komiczności, wystąpić musi jako siła tworząca” (tamże). I jeszcze jeden argument, wielkiej wagi: kiedyś mity rosły jak ogrom­ne drzewa, jak naturalne organizmy, pisze krytyk. „Dziś inaczej ‒ dziś pojedynczy człowiek, dziś sam poeta musi mit cały ukształcić” (tamże). Krasiński parafrazuje Lillę Wenedę, wska­zawszy na powinowactwa tytułowej bohaterki z postacią Antygony, komplementuje Ojca zadżumionych za doskonałość „obrobienia” (tamże, nr 23).

Prawdziwa „potęga” Słowackiego zawiera się ‒ zdaniem krytyka ‒ przede wszystkim w jego stylu, a styl „to on sam” (tamże); nie jest niewolnikiem słowa, ale królem: „[...] biegną k’niemu tłumem miary, rymy, obrazy, a on je despotycznym kaprysem posyła, gdzie chce ‒ każe im płynąć, a płyną, wić się powoli, a pełzną, wzlecieć, a wzlatują i lecą jak orły” (tamże). Trudno będzie go przewyższyć lub choćby stanąć na równi. Wbrew opiniom ówczesnej kry­tyki, zazwyczaj kwestionującej talent Słowackiego, Krasiński umieścił jego twórczość w jed­nym szeregu obok (muzyki) Ludwiga van Beethovena, (obrazów) Correggia i Rafaela, zazna­czając, że Słowacki jest muzykiem, nie rzeźbiarzem. Jego słowa płyną jak plamy kolorów na obrazach wymienionych twórców włoskiego renesansu. Nie jest Słowacki Michałem Anio­łem polskiej poezji, bo Michał Anioł już się w niej objawił, trzymając jedną rękę na posągu Litawora, a drugą nad wieloma postaciami przeciętnymi, ale przekutymi „w posąg wiecznego wspomnienia”. Krasiński przypisuje im zbiorcze imię „Pana Tadeusza”. Epopeja Mickiewicza, stapiając genialność Homera i dowcip Miguela de Cervantesa, nie ma sobie równej wśród no­wożytnych narodów. To są zasługi Mickiewicza, „[w] logicznym rozwijaniu się sztuki polskiej on [Słowacki] jest drugim momentem, a zatem różnym od pierwszego” (tamże). W ten spo­sób raz jeszcze została podkreślona „biegunowość” talentu obu poetów, ich inność, swego ro­dzaju komplementarność. Można w tym wywodzie dostrzec też apel do publiczności, by nie żądała powielenia tego, co już się dokonało, by zobaczyła w inności równorzędną wartość.

O wyjątkowości rozprawy Krasińskiego decyduje szczególny typ dyskursu krytyczne­go. Autor ujawnia znajomość i rozumienie całej (dotychczas opublikowanej) twórczości Sło­wackiego; artykuł nie stanowi doraźnej wypowiedzi krytycznej, jest przekonującą, świetnie wyargumentowaną prezentacją istoty zagadnienia; nie skupia się na szczegółach, ale przed­stawia sedno sprawy. Detale podtrzymują główną linię artykułu, która prowadzi do wykaza­nia wielkości Słowackiego, wielkości niekwestionowanej, ale różnej od wielkości Mickiewi­cza. Krasiński wykorzystuje w rozprawie przynajmniej jedną cechę warsztatu czy stylu poety, o którym pisze: płynność, lekkość. Uzyskuje ten efekt przez eseistyczną luźność formy, zmetaforyzowanie języka, odniesienia do świata sztuki. Obok metaforyki organicystycznej, inspirowanej być może filozofią schellingiańską, poetyckości, która pozwala wyrazić nie tylko subtelności dzieł Słowackiego i jego osobowości twórczej, ale także osobiste zaangażowanie krytyka w konstruowany dyskurs, metafory odwołującej się do zdobyczy cywilizacyjnych, pojawia się dyskretna polemiczność mająca zmienić ‒ jak można sądzić ‒ nastawienie opi­nii publicznej do Słowackiego. Wydaje się, że zastosowane narzędzia mogły zrodzić się tyl­ko w wyobraźni krytyka-poety, a raczej poety-krytyka, który uwewnętrznił zasady herme­neutyki rozumiejącej i empatii (swego rodzaju bliskość obiektu i podmiotu poznającego). Ów specyficzny sposób pisania i analizowania dzieł literackich nie ma w polskiej krytyce ro­mantycznej podobnych sobie doskonałych realizacji. Okazał się przy tym nad wyraz twór­czy. Krasiński bowiem wskazał na przymioty i komponenty języka oraz wyobraźni poetyckiej Słowackiego, których i dziś nie kwestionujemy.</document>
<document nplp_id="13042" title="Słowacki Euzebiusz" slug="slowacki-euzebiusz">Tłumacz, dramatopisarz, poeta, pedagog, wykładowca uniwersytecki, krytyk, teoretyk i historyk literatury. Kryptonim: E.S.

Informacje biograficzne. Euzebiusz Tomasz Słowacki h. Leliwa urodził się 15 XI 1773 w Podhorcach jako syn Jakuba, zarządcy klucza Podhoreckiego, i Małgorzaty z Zeydlerów. Około 1780 r. rodzina przeniosła się na Wołyń, od roku następnego kształcił się w szkole w Krzemieńcu. Z powodu braku środków na dalszą naukę pozyskał w 1792 r. patent geometry królewskiego i pracował przez osiem lat jako geometra prywatny. Następnie został nauczycielem domowym u Józefa Poniatowskiego w Tahańczy, gdzie miał do dyspozycji dobrze zaopatrzoną bibliotekę, z której chętnie korzystał, rozwijając swoją wiedzę, głównie z literatury. W tym czasie rozpoczął twórczość literacką, m.in. tłumacząc Andromachę i Ifigenię Jeana Racine’a oraz Henriadę Voltaire’a (wydaną, bez wiedzy autora, w Warszawie w 1803 r.), elegie Propercjusza, dwie bukoliki Wergiliusza, fragmenty Georgik i Eneidy. Około 1806 r. napisał też oryginalną tragedię Wanda. W 1806 r. otrzymał stanowisko profesora wymowy, poezji, literatury i języka polskiego w Liceum Krzemienieckim. W 1809 r. ożenił się z Salomeą Januszewską (1792–1855), a rok później przyszedł na świat ich syn Juliusz (1809–1849). W 1809 r. wziął udział w konkursie na wakujące od paru lat stanowisko profesora literatury w Uniwersytecie Wileńskim. W rezultacie pozytywnego dlań rozstrzygnięcia, przy poparciu Jana Śniadeckiego, a mimo sprzeciwu Ernesta Groddecka, w sierpniu 1811 r. przeniósł się z rodziną do Wilna i rozpoczął wykłady. Współpracował z „Kurierem Litewskim”, od 1812 r. był jego redaktorem; 1 I 1813 w Warszawie została wystawiona jego tragedia Mendog, król litewski. Na początku 1814 r. musiał zrezygnować z wykładów uniwersyteckich ze względu na stan zdrowia. Zmarł 10 XI 1814 w Wilnie; został pochowany na Rossie. Jego Dzieła (t. 1–4) na podstawie zachowanych rękopisów wydał w Wilnie w l. 1826–1827 Leon Borowski, jego następca na katedrze uniwersyteckiej.

Wypowiedzi krytycznoi estetycznoliterackie. Poglądy na temat poezji, a także wymowy, języka i stylu Słowacki formułował już w mowach wygłaszanych w Liceum Krzemienieckim (O stanie oświecenia i literatury u dawnych, 1807; Mowa przy rozpoczęciu popisów rocznych w gimnazjum wołyńskim, 1808; O potrzebie doskonalenia języków narodowych i używania mowy ojczystej w wykładzie nauk, 1809), a także w napisanej w ramach zabiegów o pracę na uniwersytecie rozprawie konkursowej O sztuce dobrego pisania w języku polskim, również w Uwagach powszechnych nad językami, sztuką pisania i postaciami mowy. Swoje przekonania w tym względzie w sposób systematyczny przedstawił w wykładach uniwersyteckich poświęconych teorii wymowy (cz. 1) i poezji (cz. 2, znacznie obszerniejsza). Poprzedziła je mowa wstępna na temat źródeł i historii teoretycznej refleksji nad poezją. Dziełem nowatorskim była oddzielna rozprawa O teorii smaku w dziełach sztuk pięknych dotycząca podstawowych, dyskutowanych ówcześnie zagadnień estetycznoliterackich. Od 1811 r. Słowacki współpracował z „Kurierem Litewskim”, w którym – z myślą „o przyłożeniu się do doskonalenia teatru” („Kurier Litewski” 1811, nr 89), a podkreślał jego kulturowe znaczenie – zamieszczał uwagi o wileńskiej scenie, zwłaszcza o przedstawieniach operowych, przywiązując dużą wagę do gry aktorskiej. Prezentacji i ocenie dzieł ważnych autorów europejskich oraz „dawnych i późniejszych” polskich zostały poświęcone jego Rozbiory pisarzów, gdzie ujawniał też swoje założenia w zakresie opisu i oceny utworów. Do zagadnienia tłumaczenia odniósł się w przedstawionej 13 IX 1813 na publicznym zebraniu Uniwersytetu rozprawie O przekładaniu z obcych języków na ojczysty.

O źródłach, istocie i podziale poezji. Przy dużym zainteresowaniu kwestiami językowo-stylistycznymi Słowacki nie dopatrywał się jednak istoty poezji w formalno-językowym ukształtowaniu wypowiedzi. Omawiając, podobnie jak inni autorzy tego okresu, różnicę między poezją a wymową, stwierdzał, że głównym celem mówcy jest „nauczać i przekonać” (O poezji), zadaniem poety jest zaś tworzenie przyjemnych i nowych obrazów; ma on pobudzać wyobraźnię albo „wchodząc w głębię naszego serca, wzbudzać w nim te uczucia, którymi lubimy być wzruszeni” (tamże). Pojmował poezję „w ogólności” jako podstawę wszelkich sztuk będącą efektem szczególnych skłonności i aktywności ludzkiego umysłu. „W szczególności” postrzegał ją natomiast jako „najdoskonalsze zmysłowe wystawienie myśli i obrazów przez imaginacją upięknionych, które za pomocą wyrazów języka, malując bądź rzeczy zmysłowe, bądź zdania, myśli, uczucia i namiętności, zdolne jest najżywiej poruszyć wszystkie władze umysłu i serca ludzkiego” (tamże). Zwraca tu uwagę zaakcentowanie ekspresywności wypowiedzi poetyckiej i siły jej oddziaływania na odbiorcę przez „wystawienie” obrazów „rzeczy zmysłowych” albo uczuć i namiętności.

Genezy poezji upatrywał w pierwotnej reakcji człowieka na świat i w potrzebie wyrażania emocji, przyjmował więc – zapewne inspirowany żywym wówczas poglądem o poetyckim charakterze języka pierwotnego – że jej powstanie poprzedziło pojawienie się innych sztuk, bo „mowa była pierwszym narzędziem, nad którego doskonaleniem człowiek, nie myśląc nawet o tym, nieustannie pracował” (Mowa miana w r. 1811 przed rozpoczęciem lekcji wymowy i poezji w Uniwersytecie Wileńskim, w: Dzieła, t. 3). W najdawniejszych dziełach, już „w wysokim doskonałości stanie” (tamże), geniusz twórczy nie kierował się żadnymi regułami, ale powoływał do życia dzieła doskonałe, jak w przypadku Homera, „prawodawcy dobrego smaku, którego z samej natury czerpał prawidła”, przy tym „nauczyciela cnoty i prawdy” (O stanie oświecenia i literatury u dawnych. Rzecz czytana przed zaczęciem lekcji w Krzemieńcu, r. 1807, czerwca 24 dnia, w: tamże). Kiedy zaś późniejsi poeci w poszukiwaniu nowości „zbaczać zaczęli z drogi prawdziwej”, pojawiła się potrzeba przepisów, a w ich tworzeniu najwybitniejsi okazali się Arystoteles i Horacy. Pierwszy „traktował rzecz swoją jak filozof, jak krytyk”, drugi „mówi o poezji jak poeta, jak człowiek pełen geniuszu i smaku” (Mowa miana w r. 1811). Mimo że Słowacki przyjmował historyczną perspektywę widzenia poezji i dostrzegał jej odmienność w różnych epokach i u różnych narodów, to uważał, że reguły sformułowane przez obydwu prawodawców twórczości mają walor powszechności i niezmienności.

W odniesieniu do niektórych kwestii szczegółowych jego poglądy estetycznoi krytycznoliterackie mają charakter eklektyczny. Z antyczną tradycją próbował on bowiem łączyć zasady sformułowane później na gruncie klasycyzmu, podkreślając za Nicolasem Boileau-Despréaux, Charles’em Batteux czy Jean-François Marmontelem konieczność zachowania w dziele porządku, odpowiedniości tematu i stylu, a także niezbędności takich kategorii, jak mimesis i prawdopodobieństwa. Zarazem – korzystając z inspiracji angielskiego estetyka Alexandra Gerarda oraz pozostając pod wpływem ówczesnej, opartej na próbach sformułowania teorii poznania zmysłowego estetyki niemieckiej Alexandra Gottlieba Baumgartena, Johanna Joachima Eschenburga czy Friedricha Bouterweka – rozwijał również problematykę gustu (smaku). Korzystał też z wcześniejszych pism autorów polskich, m.in. Józefa Szymanowskiego, Franciszka Karpińskiego, Filipa Neriusza Golańskiego, Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Marcina Fijałkowskiego.

W uniwersyteckim wykładzie poezji Słowacki zastosował wynikający w założeniu „z natury rzeczy” dwustopniowy podział genologiczny – w ślad za takimi autorami, jak Eschenburg czy Bouterwek. Podstawowe kryterium stanowił dlań przedmiot poezji, którym mogą być poeta albo „otaczające go rzeczy” (O poezji). W pierwszym przypadku są to uczucia i wzruszenia tegoż poety bądź jego postrzeżenia i uwagi. W drugim – przedmiotem wypowiedzi jest akcja w świecie zewnętrznym należąca do przeszłości lub rozgrywająca się aktualnie. Na tej podstawie wyróżnia cztery „kształty” poezji: z jednej strony liryczny i dydaktyczny, z drugiej epiczny oraz dramatyczny. Oprócz tego wyodrębnia „rymopisma”, w których współistnieją cechy różnych kategorii. Kolejność ta odpowiada historycznemu rozwojowi poezji: najpierw powstała poezja liryczna, następnie dydaktyczna, później epicka, wreszcie dramatyczna. Dopiero w ramach każdego z tych „kształtów” sytuują się poszczególne gatunki, przy czym ich tradycyjny, klasyczny repertuar został u Słowackiego wzbogacony przez wyróżnienie odmian gatunkowych (w przypadku epopei to: epopeja poważna, rycerska albo romansowa, bohatyrsko-żartobliwa) lub dopełnienie form genologicznych takimi odmianami, jak duma, ballada czy drama, zapowiadającymi nowe tendencje estetyczne. Prezentując poszczególne gatunki wedle tradycyjnego schematu (ogólna charakterystyka dopełniona katalogiem reprezentatywnych dzieł), omawiał przede wszystkim zadania charakterystyczne dla danego gatunku oraz sposoby oddziaływania na odbiorcę.

O imaginacji, geniuszu i smaku. Źródłem wszelkiej twórczości jest według Słowackiego natura, rozumiana szeroko, obejmująca zarówno cały świat fizyczny, jak i ludzkie działania, wydarzenia aktualne i minione, a także funkcjonujące w społecznej świadomości wyobrażenia i przekonania. Uważał, że głównym motorem wysiłku twórczego jest chęć wyrażenia swych uczuć przez artystę, jednak silnie akcentował również koncepcję mimetyczną. Podążając za nowymi koncepcjami estetycznymi, Słowacki podkreślał istotną w procesie twórczym rolę wyobraźni (imaginacji) wspartej na poznaniu zmysłowym. Wyobraźnia ma szczególny potencjał twórczy, gdy łączy się z entuzjazmem. Tak wyjaśnił różnicę między obydwoma pojęciami: „[…] imaginacja więcej działa w wystawieniu żywym i dokładnym przedmiotów zmysłowych, w ich łączeniu i rozdzielaniu, entuzjazm zaś mocniej działa na serce, wzrusza je, zachwyca, rozrzewnia, każe nam zapominać o sobie, a zajmować się jedynie rzeczą, która jest celem uwagi” (Teoria smaku w dziełach sztuk pięknych, w: Dzieła, t. 1). Współdziałanie tych władz przy wsparciu rozwagi i rozsądku, a także „wielka łatwość kierowania wszystkim władzami duszy” zdaniem Słowackiego stanowi „tę niezmierną obszerność rozumu, którą geniuszem nazywamy” (tamże). Podobnie jak inni autorzy w tamtym czasie (u nas np. M. Fijałkowski) pojmował jednak geniusz jako władzę momentalną i krótkotrwałą, odmienną niż talent, który jest dyspozycją stałą, „zdolnością szczególną celowania w jednej jakiej rzeczy” (tamże). Przyjmował, że poetycki geniusz w swojej aktywności nie wychodzi poza naśladowanie natury, nie może gwałcić jej praw będących zarazem prawami rozumu; nie jest jednak wyłącznie kopistą, bo wówczas – ponieważ natura „w swoich szczególnych tworach” jest doskonała – „byłby niezmiernie od niej niższym” (tamże). Jego rolą jest odkrycie i ukazanie utajonej istoty zjawisk oraz niezmiennego i uniwersalnego porządku rzeczy. Geniusz naśladuje naturę „w jej dążeniu do jednej, pięknej i zupełnej całości”, a więc „tylko w jej sposobach powszechnych, nie wyobraża rzeczy takimi, jak są w istocie, ale takimi, jak być mogą” (tamże), ma zatem na celu nie prawdę, lecz prawdopodobieństwo. Taki sposób myślenia prowadził do koncepcji wzoru idealnego, według której poznanie zmysłowe natury uruchamia wyobraźnię, a ta sprawia, że myśl artysty „zatapia się w krainie wyobrażeń umysłowych, czyli idealnych”, unosi się od natury rzeczywistej do „wyobrażenia natury idealnej” (tamże). Oczyściwszy następnie wytwory wyobraźni z wszelkich niedoskonałości, kreuje nowy świat, „podobny do tego, na który się zapatruje, ale daleko od niego doskonalszy” (tamże), charakteryzujący się też takimi własnościami, jak „piękność, harmonia, jedność, rozmaitość i najdoskonalsze proporcje” (tamże). Działanie to ma istotny walor poznawczy, gdyż pozwala dostrzec istotę zjawisk. To właśnie ów wzór idealny, istniejący w świadomości artysty, a równocześnie mający w założeniu walor obiektywności, jest bezpośrednim modelem tworzonego dzieła, które jednak niemal nigdy nie odzwierciedli go w pełni, sytuując się w istocie między „naturą zwyczajną” a „naturą idealną”. „Prawdziwa zaś idealność jest tylko czystym pojęciem” (tamże). Według Słowackiego celem dzieła jest wywołanie u odbiorcy efektu iluzji, inaczej „omamienia”, czyli przedstawienie rzeczy tak, „aby się zupełnie w oczach naszych ukryła usilność sztuki i aby nam się zdawało, iż te wrażenia od rzeczywistych odbieramy przedmiotów” (tamże). Taka koncepcja twórczości, skupiająca się na relacji między wyobrażeniem „wzoru idealnego” w świadomości artysty a wywołanym przez nie wyobrażeniem u odbiorcy, akcentuje jedność odkrywanych przez geniusz zasad rządzących równocześnie prawami natury i ludzkim umysłem, który staje się głównym przedmiotem uwagi. Twórczy geniusz odsłania istotę prezentowanych zjawisk i porządku świata, oddając je w zmysłowych formach, takich, które przynoszą największą przyjemność ludzkiej świadomości, gdyż pozostają w zgodności ze znajdującym się w niej modelem.

Smak Słowacki starał się ująć w różnych jego aspektach. Akcentował jego podstawę emocjonalną, ale wskazywał też na udział w dokonywanych przez ów smak ocenach pewnych czynników racjonalnych. Stwierdził, że jest on „uczuciem wewnętrznym obudzonym przez działanie zmysłów, którego zaród w nas się może i powinien doskonalić przez ćwiczenie, naukę i nałóg porównywania”, a zaraz potem dodał, że „jest władzą duszy złożoną z imaginacji i rozwagi” (tamże). W innym miejscu, wyjaśniając relację między smakiem a geniuszem, skonstatował: „Smak więc nic innego nie jest, tylko rozsądek żywy, pojęcie prędkie i mocne, które równie jak smak języka i podniebienia uprzedza rozwagę” (tamże). Tak rozumiany smak winien być – zgodnie z dominującym wówczas poglądem – przewodnikiem geniuszu, gdy ten „przez bystrą imaginacją uniesiony w swoich wynalezieniach wybiera i składa części dla ukształcenia jednej zupełnej całości” (tamże). Smak rozstrzyga zarówno z perspektywy twórcy, jak i odbiorcy, czy dzieło jest naśladowaniem rzeczywistości, czy realizuje zasadę prawdopodobieństwa, czy ma wartości estetyczne wywołujące pożądane przeżycia i wzruszenia.

Z refleksją o smaku ściśle wiąże się kategoria piękna. W próbach dość dokładnego określenia jego istoty Słowacki przywoływał różne propozycje w tym zakresie, a przede wszystkim odwołał się do koncepcji Johanna Georga Sulzera, którego poglądy w dużej mierze powtórzył. Skonstatował, że „pięknym jest to, co nam się podoba przez swój kształt, postać i własności bądź zewnętrzne, bądź wewnętrzne” (tamże), niezależnie od jakiejkolwiek użyteczności lub jej braku. Przyznając smakowi rozstrzygającą rolę w ocenach estetycznych, opisał też ogólne właściwości przedmiotów postrzeganych jako piękne przez ich odniesienie do odpowiednich idealnych wzorów znajdujących się w naszym umyśle. Są to: jedność i całość, kształt w całości, rozmaitość, ale w niej także porządek, proporcja i „przyzwoita symetria” (tamże). W dalszej kolejności, odwołując się do „natury człowieka”, starał się pokazać, „dlaczego i jakim sposobem rozmaite własności dzieł sztuki czynią na nas przyjemne lub nieprzyjemne wrażenie” (tamże). Są to jego zdaniem uczucia (a każde z tych pojęć dokładniej wyjaśnił): nowości, wielkości i górności, naśladowania, harmonii, gracji, śmieszności. Na końcu wymienił jeszcze „uczucie, smak moralny”, przyjmując, że poeta winien nadawać „myślom i obrazom swoim cel moralny” (O poezji). Twierdził, że „nie mogą nam się podobać żadne pisma, kiedy moralne człowieka obrażają uczucie” (Teoria smaku). Duże znaczenie – w ślad za Gerardem, a z polskich autorów za Szymanowskim – Słowacki przywiązywał do wyróżnienia trzech przymiotów smaku, czyli „zdolności czucia i sądzenia” (tamże): czułości (naturalnej wrażliwości), delikatności (wrażliwości wypolerowanej, efektu kształcenia) i trafności (zdolności oceny całościowej dzieła i porównywania z innymi).

O krytyce. Według Słowackiego ważnym „śrzodkiem do ukształcenia smaku” (tamże) jest krytyka. Jednak to wykształcony smak stanowi podstawowe narzędzie tejże krytyki, która jest aktywnością zmierzającą do „odkrycia i okazania piękności lub wad różnych rodzajów poezji lub wymowy” (tamże). Tam, gdzie chodzi o rozpoznanie prawdy i doskonałości, wystarczyłby sąd rozumu, lecz w ocenie piękności niezbędny okazuje się smak będący zasadniczo uczuciem. Umożliwia on przy tym niezależność formułowanych sądów. Krytyk pozbawiony smaku musiałby bowiem opierać się na opiniach cudzych, często utrwalonych, a niekoniecznie oddających rzeczywistą wartość dzieł, chwaliłby nie to, co istotnie na pochwałę zasługuje, ale „co jest nowym i wziętym” (tamże). Także kierowanie się tylko prawidłami, przekonywał Słowacki, nie daje możliwości w pełni rzetelnej oceny, nie pozwala uwzględnić wszystkiego, co stanowi o wartości dzieła, ani rozstrzygnąć, jakie ewentualne wady nie mają na tę wartość decydującego wpływu. „Najsławniejsi krytycy” najwyżej oceniają te wytwory geniuszu, które „pomimo błędy i omyłki jeszcze nas do uwielbienia zmuszają” (tamże). Obserwacje te wskazują na rozstrzygające znaczenie smaku dla trafności opinii krytycznych. Istotny w tym wypadku problem – obecny w różnym stopniu i różnej formie także u innych ówczesnych autorów podejmujących tę problematykę – to możliwość potraktowania owych indywidualnych ocen krytyka jako miarodajnych i zasadniczo obiektywnych. Warunkiem uzyskania takiego właśnie efektu jest wysoki stopień wydoskonalenia smaku. Jak konkretne dzieło zbliża się jedynie, zależnie od geniuszu twórcy do swego idealnego wzoru, tak formułowany przez krytyka osąd może się zbliżać odpowiednio do doskonałości jego gustu, do statusu całkowitej pewności. Stąd tryb warunkowy w takiej konstatacji: „Gdyby się znalazł krytyk, który by wszystkie własności smaku w przyzwoitym stosunku i w wysokim stopniu połączył, sądy jego o pojedynczych dziełach nauk i sztuk pięknych byłyby nieomylne” (tamże). Słowacki dodał jednak przy tym istotny, ogólnie sformułowany pogląd, że aby oceny mogły być powszechnie ważne, krytyce oprócz smaku potrzebny jest jeszcze „duch filozoficzny”, czyli „duch upowszechniania naszych wyobrażeń i odnoszenia skutków do ogólnych i pierwiastkowych przyczyn” (tamże). Aktywność krytycznoliteracka uzyskuje tak oparcie w podejmowanych – głównie na gruncie ówczesnej filozofii niemieckiej – próbach stworzenia ogólnej teorii estetycznej.

O języku, stylu i tłumaczeniu. Z refleksją Słowackiego nad wymową i poezją ściśle wiążą się jego przemyślenia dotyczące języka, jego powstania, struktury i procesu doskonalenia. W szczególności zaś języka polskiego i ważniejszych jego zabytków. Wysoko oceniając rolę i potrzebę znajomości języków starożytnych, podkreśla – co współgra np. z popularnymi wówczas poglądami Johanna Gottfrieda Herdera – znaczenie odrębności i doskonalenia języków narodowych dla kultury i nauki. Słowacki przyglądał się dość drobiazgowo zagadnieniom stylistycznego i językowego ukształtowania wypowiedzi. Eksponował potrzebę dobrego „poznania rzeczy”, jasności myśli i wywodu charakteryzujących się również naturalnością i delikatnością, a także „niewinną prostotą”, gdyż, jak stwierdził, „ludzie obdarzeni geniuszem i gustem mówili i pisali zawsze z naturalnością i szlachetną prostotą” (Uwagi powszechne nad językami, sztuką pisania i postaciami mowy, w: Dzieła, t. 1). Dużą wagę przywiązywał do umiejętnego używania, odpowiedniej długości i ukształtowania okresów retorycznych; akcentował znaczenie akustycznego aspektu wypowiedzi, uważając, że „miłe brzmienie mowy powinno być jedną z celniejszych zalet pisarza” (tamże); podejmował kwestię „harmonii stylu”, jego zróżnicowania, porządku myśli i słów, odpowiedniego doboru leksyki, przy czym, jak uważał, „potrzeba wielkiej trafności i delikatności smaku, aby w każdym przypadku obrać sposób wyrażenia, który by najszlachetniej odmalował myśl naszę” (tamże); rozważał warunki zasadności przejmowania wyrazów obcych i tworzenia nowych. Krytycznie odnosił się do przenoszenia na grunt języka polskiego obcych reguł gramatycznych. Uwypuklał duże znaczenie rymu w tworzeniu wierszy, negatywnie oceniając przy tym zbyt częste stosowanie przerzutni. Omawiał poszczególne „postaci mowy”, najpierw – według jego ujęcia – związane z wyobraźnią (jak metafora, alegoria, porównanie, metonimia, stopniowanie czy peryfraza), następnie wynikające z uczuć (jak powtórzenie, wyznanie, hiperbola, ironia, apostrofa czy prozopopeja).

Słowacki zajmował się również zasadami tłumaczenia dzieł obcych, wychodząc z założenia, że każdy język ma cechy swoiste, związane ze sposobem myślenia i z obyczajami używającego go narodu. Uważał, że należy starać się oddać ducha oryginału, nie zaś niewolniczo przekładać kolejne słowa, gdyż wierność, która ma w tym wypadku znaczenie najistotniejsze, polega „na zgłębieniu myśli, na doskonałym ich podług praw języka odmalowaniu, nic swemu wzorowi nie przydając i nie ujmując” (O sztuce dobrego pisania w języku polskim, w: tamże, t. 2). Przy tym jednak dodawał, że doskonałe tłumaczenie winno „zachować jeszcze postać i […] fizjonomią czasu i narodu, w którym oryginalne dzieło wydane było” (O przekładaniu z obcych języków na ojczysty. Rzecz czytana na posiedzeniu publicznym Cesarskiego Uniwersytetu Wileńskiego dnia 15 września 1813 roku, w: tamże, t. 3). Wysoko ocenił zdolność języka polskiego „do dobrego dzieł obcych przekładu” (tamże).

Oceny polskich pisarzy. Ważną miarą w ocenie dawnych pisarzy był dla Słowackiego ich wkład w rozwój języka polskiego. W odniesieniu do epoki staropolskiej, której ogólnie zbyt wysoko nie oceniał, zwrócił szczególną uwagę na autorów XVI w., którzy, jak skonstatował, „jeżeli […] nie zawsze są wzorem dobrego smaku, zawsze będą wzorem toku i czystości języka” (Uwagi powszechne nad językami). Wyróżniał wśród nich Jana Kochanowskiego, którego dzieła, jak uznał, „są szacownym składem bogactw i piękności języka polskiego” (tamże). Wysoko ocenił także sielanki Szymona Szymonowica oraz prozę Łukasza Górnickiego. Barok Słowacki postrzegał, mimo pewnych wartościowych osiągnięć w dziedzinie poezji, jako czas upadku, głównie z uwagi na nadętość stylu i nagminne używanie słów i zwrotów łacińskich. Dopiero po poł. XVIII w. zauważył wyraźne odrodzenie polszczyzny i pracę nad „odrodzeniem dobrego smaku” (tamże). W odniesieniu do tego okresu skonstatował: „Nigdy parnas polski świetniejszym nie był” (O sztuce dobrego pisania). Chwalił Adama Naruszewicza zarówno jako poetę, jak i autora dzieła historycznego, którego proza może stanowić wzór „pełności i gładkości stylu” (tamże). Dość krytycznie ocenił natomiast jego satyry, które według niego „nie zasługują […] po większej części na zaletę” (Rozbiory pisarzów, w: Dzieła, t. 3). Zwrócił uwagę za wartość poezji Elżbiety Drużbackiej, która – jak stwierdził – „dowcip tylko i naturę mając za przewodnika, umiała często zbliżyć się do prawdziwej piękności” (O sztuce dobrego pisania). W zakresie teatru podkreślał zasługi Stanisława Konarskiego, pozytywnie odnosił się też do komedii Franciszka Bohomolca, gdyż, jak uważał, „język w nich jest czysty, styl poprawny i do rzeczy stosowny, żarty dowcipne, naśladowania pisarzów francuskich szczęśliwe” (Rozbiory pisarzów). Na szczególną pochwałę jako poeta zasłużył zaś zdaniem Słowackiego Ignacy Krasicki, autor bajek, satyr (tu nawet został zestawiony z Horacym), poematów – zwłaszcza Monachomachii będącej według niego „jednym z najdoskonalszych dzieł w tym rodzaju” (tamże). Stwierdził, że Krasicki „żył na zaszczyt ojczyzny i wieku swojego, a jego dzieła będą zawsze przybytkiem i wzorem dobrego smaku” (O sztuce dobrego pisania). Krytyczną opinię sformułował jedynie o Wojnie chocimskiej, której – mimo dostrzeżonych w niej zalet – nie przyznał statusu epopei. Do grona „lepszych rymotwórców” (Rozbiory pisarzów) tego okresu Słowacki zaliczył także Franciszka Dionizego Kniaźnina. Wysoko ocenił Franciszka Karpińskiego, głównie jego pieśni, twierdząc: „Rymotworstwo polskie nie ma piękniejszego w tym rodzaju zabytku. Nikt się tak ciągle nie utrzymywał na właściwym tej poezji tonie, nikt nie zstąpił głębiej w serce ludzkie i nie umiał go tak tkliwie wzruszyć i rozrzewnić” (tamże). Pochwalił osiągnięcia przekładowe Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, szczególnie jego tłumaczenie Iliady, a gdzie indziej omówił dość dokładnie jego Sztukę rymotwórczą, zauważając jej słabe strony, ale oddając też sprawiedliwość „wielu pięknym opisom i trafnym spostrzeżeniom” (tamże). Dokonał rzeczowego, choć z reguły dość powierzchownego „rozbioru” kilkudziesięciu dzieł z literatury europejskiej i – w zdecydowanej większości – polskiej, skupiając się przede wszystkim na ich aspekcie estetycznym, przedstawieniu oraz ocenie ich zawartości treściowej (uzupełnionym nieraz obszernymi cytatami), kompozycji i stylu.

W formułowanych przez Słowackiego opiniach dotyczących poezji, krytyki, języka oraz stylu, w ogólnym ujęciu dających zasadniczo spójny obraz jego przekonań w tym zakresie, można jednak przy szczegółowej analizie znaleźć niejasności czy niekonsekwencje. Erudyta i samouk, usilnie próbował bowiem połączyć tradycyjne klasyczne kategorie myślenia o poezji i język jej opisu z perspektywą historyczną, a także z nowymi koncepcjami estetycznymi. Wniósł istotny wkład do polskiej myśli teoretyczno i krytycznoliterackiej, przywołał rozwijające się w zachodniej Europie kierunki myślenia w tym zakresie, upowszechniając wiedzę o nich; zwrócił uwagę na narodową specyfikę poezji, przede wszystkim zaś na szczególną w aktywności twórczej rolę wyobraźni i geniuszu, wciąż jednak w połączeniu z pewnym umiarkowaniem i rozsądkiem.</document>
<document nplp_id="13049" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.5

--

Bodenhamer David J., Corrigan John, Harris Trevor M. (red.), Deep maps and spatial narratives, Bloomington-Indianapolis 2015. 

Cyfrowa kartografia literatury, seminarium Nowa Panorama Literaturoznawstwa Cyfrowego

Duży Wiesława, City through Empires: Toruń (Poland) in an Ontology of Historical Geographic Information Systems from the 10th to 20th Centuries, w: Proceedings of the Digital Humanities Congress 2018. Studies in the Digital Humanities, red. Michael Pidd, Lana Pitcher, Sheffield 2018.

Earley-Spadon Tiffany, Spatial history, deep mapping and digital storytelling, Journal of Archaelogical Science 84 (2017), s. 95-102.

Engelking Barbara, Leociak Jacek, Getto warszawskie – przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2001.

Geograficzno-statystyczne opisanie parafiów Królestwa Polskiego oraz map województw koronnych Karola Pertheesa: perthees.ihpan.edu.pl

Gołębiowska Izabela, Kartografia, geowizualizacja, GIScience–dyscypliny i współczesne wyzwania, w: Użyteczność geowizualizacji wieloelementowych w kontekście semiotyki kartograficznej, Warszawa 2021.

Internetowy Atlas Polski Niepodległej: atlas1918.ihpan.edu.pl

Madurowicz Mikołaj, Tekst warszawski literatury Tyrmanda, w: Ceglane ciało, gorący oddech. Warszawa Leopolda Tyrmanda, red. Agnieszka Karpowicz et al., Warszawa 2015, 92-119

Madurowicz Mikołaj, Mapa jako optyka, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 60/2021, s. 13-34

Mapa Gaula/Raczyńskiego: atlasfontium.pl/mapa-gaula-raczynskiego

Mościbroda Jerzy, Sztuka i nauka w kartografii – dualizm czy jedność?, „Polski Przegląd Kartograficzny”, t. 33, nr 2/2001, s. 99–105.

Niciński Konrad, „Wniebowstąpienie”. Próba lektury topograficznej, w: Ułamek błękitu i chmur. Warszawa Tadeusza Konwickiego, red. Agnieszka Karpowicz et al., Warszawa 2017, s. 156-181.

O interaktywnych mapach w Nowej Panoramie Literatury Polskiej

O mapach w badaniach literackich

Panecki Tomasz, Cyfrowe edycje map dawnych: perspektywy i ograniczenia na przykładzie mapy Gaula/Raczyńskiego (1807–1812), „Studia Źródłoznawcze”, t. LVIII (2020), s. 185-207.

Republika marzeń, republicofdreams.online

Roberts Les (red.), Deep mapping, Humanities Special Issue, Basel 2015.

Rybicka Elżbieta, Geopoetyka, Kraków 2014.

Rybicka Elżbieta, Atmosfera - mapy emocjonalne i sensualne w twórczości Leopolda Tyrmanda, w: Ceglane ciało, gorący oddech. Warszawa Leopolda Tyrmanda, red. Agnieszka Karpowicz et al., Warszawa 2015, s. 72-91

Siwicka Dorota, Zielińska Marta (red.) Geografia Słowackiego, Warszawa 2012.

Siwicka, Dorota, Mapy romantyków, Warszawa 2018.

Szady Bogumił, Myrda Grzegorz, Ławrynowicz Agnieszka, Modeling and presenting incomplete and uncertain data on historical settlement units, ”Transactions in GIS”, 24 (2) 2020, s. 355-370.

Wood Denis, What makes a map a map?

Topo-grafie, topo-grafie.uw.edu.pl/topo-grafie

Zarycki Tomasz, Zależność mapy od kontekstu, „Polski Przegląd Kartograficzny”, t. 33, nr 1/2001, s. 3–9.

Zielińska Marta, Warszawa – dziwne miasto, Warszawa 1995.</document>
<document nplp_id="13060" title="Chrzanowski Ignacy" slug="chrzanowski-ignacy">Historyk literatury, krytyk literacki, edytor, animator życia literackiego i naukowego. Pseudonimy i kryptonimy: C.; Ch.; I.C.; I.Ch.; Ig.Ch.; Ign.Ch.; Transmarinus; Wanda.


Informacje biograficzne. Urodził się 5 II 1866 w Stoku k. Radzynia Podlaskiego w rodzinie ziemiańskiej jako syn Bolesława Chrzanowskiego i Heleny z Dmochowskich. W l. 1876–1883 był uczniem V Gimnazjum w Warszawie, następnie studiował filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim; ukończył ją ze złotym medalem w 1889 r. Rozpoczął wówczas praktykę nauczycielską, a następnie w l. 1891–1895 studiował we Wrocławiu (filologię słowiańską u prof. W. Nehringa), w Berlinie i Paryżu (filozofię i psychologię). Debiutował artykułem O Prusie („Słowo” 1887, nr 5), a w 1892 r. w „Ateneum” opublikował rozprawę Tragedia Szymona Szymonowicza „Castus Joseph” w stosunku do literatury obcej. W 1894 r. powrócił do Warszawy i podjął zawód nauczyciela prywatnego; w 1905 r. brał udział w walkach o polską szkołę. Był współredaktorem i współpracownikiem kilku czasopism (m.in. „Słowa”,

„Przeglądu Pedagogicznego” „Tygodnika Ilustrowanego”, „Pamiętnika Literackiego”, „Myśli Polskiej”). Uczestniczył w pracach towarzystw naukowych (w Warszawie, Poznaniu, we Lwowie, w Krakowie, m.in. był współzałożycielem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, członkiem Kasy im. Józefa Mianowskiego i Akademii Umiejętności). W 1910 r. otrzymał Katedrę Historii Literatury Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego; mieszkał w Krakowie do 1939 r. Założył krakowski oddział Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Za podpisanie protestu brzeskiego w 1931 r. został dyscyplinarnie przeniesiony na emeryturę, ale czasowo prowadził zajęcia ze studentami jako profesor honorowy; przewodniczył Komisji Historii Literatury Polskiej PAU. Wraz z licznym gronem profesorów UJ został aresztowany przez gestapo 6 XI 1939 i uwięziony we Wrocławiu, a następnie w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen-Oranienburg, gdzie zmarł w nocy 19/20 I 1940. Rodzinie udało się sprowadzić prochy do Krakowa.

Obszary działalności polonistycznej. Chrzanowski był humanistą o rozległych zainteresowaniach badawczych i kulturalnych przekładających się na działalność społeczną. „Nauczyciel z temperamentu i powołania” (Z.J. Nowak) przez 15 pierwszych lat życia zawodowego ceniony był przede wszystkim za pracę dydaktyczną (w szkolnictwie prywatnym i tajnym nauczaniu, jako współredaktor „Przeglądu Pedagogicznego”); dużą popularność zyskał jako prelegent na kursach naukowych. Opublikował w tym czasie liczne artykuły i rozprawy badawcze (o charakterze filologicznym, analitycznym, potem syntetyzującym i na temat zagadnień estetycznych) z zakresu historii literatury polskiej (od Galla Anonima i M. Reja, romantyków, do H. Sienkiewicza), prace z tej dziedziny zintensyfikował w okresie nauczania akademickiego. Efektem działalności nauczycielskiej stała się Historia literatury niepodległej Polski (1906, wznawiana ponad 20 razy), uzupełniana do podręcznika akademickiego, kontynuowana w niewydanym tomie 2 Historii literatury Polski porozbiorowej. Prace badawcze dotyczące wielu pisarzy i tematów, realizowane różnorodnymi narzędziami metodologicznymi, utworzyły tomy prac: Z epoki romantyzmu (1918), Wśród zagadnień, książek i ludzi (1922), Literatura a naród (1935), Studia i szkice (1939) oraz monografie Piotra Skargi, Marcina Bielskiego i Aleksandra Fredry.

Chrzanowski był redaktorem „Ateneum” i współredaktorem wydawnictwa „Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej. Życiorysy, streszczenia i wyjątki”. Przez cały czas pracy na UJ wydawał serię „Prace Historyczno-Literackie” (50 tomów rozpraw i monografii). Działał jako czynny organizator życia kulturalnego. Przygotował cenne edycje, m.in. Kazań sejmowych Skargi (1903), Poezji Mikołaja Sępa Szarzyńskiego (1903), Ezopa Biernata z Lublina (1910), Pism Bolesława Prusa (razem z Z. Szweykowskim, 1935–1936) oraz Henryka Sienkiewicza (Pisma zapomniane i niewydane, 1922; Pisma, 1929–1939), napisał sporo wstępów do wznawianych utworów literackich.


Działalność krytyczna. Przez cały okres życia zawodowego Chrzanowski pisał systematycznie recenzje w kilkunastu czasopismach, m.in. w „Słowie” (1895–1900), „Przeglądzie Pedagogicznym”, „Książce” (1901–1910), „Tygodniku Ilustrowanym”, „Pamiętniku Literackim”, „Sfinksie”, „Ruchu Literackim”, „Przeglądzie Współczesnym”, „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Warszawskiej”, „Kwartalniku Filozoficznym”, „Myśli Narodowej”, „Nowej Książce”, „Kurierze Poznańskim”. Recenzował prace różnogatunkowe, od tomików poetyckich, przez prozę i prace z historii literatury, pedagogiki, a także dzieła o języku polskim i historii (np. monografię S. Askenazego o W. Łukasińskim). W „Słowie” prowadził rubrykę Ze współczesnego Parnasu, w której omawiał nowości poetyckie. Publikował też recenzje w miesięczniku bibliograficznym „Książka”. Wypełniały one łamy niemal każdego numeru w l. 1901–1910. W 1904 r. pisał np. o Pismach Seweryna Goszczyńskiego (pod red. Z. Wasilewskiego), Żywocie człowieka poczciwego Reja (wyd. J. Kallenbacha), Pismach Zygmunta Krasińskiego (wyd. T. Piniego), Genesis z Ducha Juliusza Słowackiego (oprac. krytyczne W. Lutosławskiego). Przedmiotem krytycznego oglądu były również książki Maurycego Manna o Wincentym Polu, Józefa Kallenbacha o młodym Krasińskim, Konstantego Wojciechowskiego o Werterze w Polsce, Kazimierza Missony o Weselu Stanisława Wyspiańskiego, Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka (modernizm), Ludwika Bernackiego Przyczynek do dziejów najdawniejszej powieści polskiej. Wnikliwe uwagi recenzent poświęcił pracom Piotra Chmielowskiego (Jan Kasprowicz), Aleksandra Tyszyńskiego (Pisma krytyczne w oprac. P. Chmielowskiego), Juliana Klaczki (Szkice i rozprawy literackie). W orbicie zainteresowań znalazły się też publikacje szkolne: Historia literatury polskiej Kazimierza Króla i Józefa Nitowskiego oraz Arcydzieła polskich i obcych pisarzy, a ponadto praca Mikołaja Tyszkiewicza Idea demokratyczna i jej krytycy w Polsce. Podobnie liczne (ok. 20–30) były prace recenzenckie w następnych latach.

Recenzje miały zróżnicowany charakter – od kilkuzdaniowych not informacyjnych do obszernych prac analitycznych. Zazwyczaj zawierały stałe elementy, Chrzanowski sugestywnie informował czytelników o treści omawianego dzieła. Jeśli przeprowadzał analizę, to wskazywał wartości artystyczne (w utworach literackich) lub badawcze (w dziełach o charakterze naukowym). W wydaniach pisarzy dawnych zwracał uwagę na edycje krytyczne i aparat filologiczny, różnice między następnymi wydaniami utworu, rolę serii wydawniczych. Pisał o znaczeniu dla nauki o literaturze ineditów, o potrzebie gromadzenia źródeł historycznoliterackich oraz prowadzeniu badań nad językiem. Recenzując prace o charakterze naukowym, zwracał uwagę na wartości poznawcze oraz nowatorstwo omawianego opracowania, przywoływał wcześniejszą literaturę przedmiotu, wskazywał nowe zagadnienia badawcze wynikające z lektury publikacji. Jako niedostatki wytykał nieuwzględnioną literaturę przedmiotu, brak wystarczających dowodów dla postawionych tez, zbyt pobieżne omówienie utworów w pracach o charakterze monograficznym oraz nieuwzględnienie potrzeb projektowanego czytelnika (m.in. wadliwą modernizację w wydaniach szkolnych).

Stosunkowo często osiągnięcia autorów recenzowanych dzieł uzupełniał własnymi ustaleniami (np. pracę J. Ujejskiego Dzieje polskiego mesjanizmu do powstania listopadowego włącznie), nie stronił też od polemik, niekiedy rozbudowanych. Z upodobaniem pisał recenzje popularyzujące, kierowane do czytelników niespecjalistów, przybliżając nie tylko fabułę, ale i znaczenie intelektualne publikacji. Stosunkowo obszerne cytaty z omawianych dzieł, stanowiące niezbędny element krytycznego wywodu, tworzyły dokumentację oceny, ale wskazywały walory pisarstwa danego autora. Według Zbigniewa Jana Nowaka Chrzanowski „nie należał do cechu zoilów: był recenzentem sprawiedliwym”.

Podsumowaniem warszawskiego okresu pracy badawczo-publicystycznej Chrzanowskiego i swoistą deklaracją polonistyczną okazał się wykład inauguracyjny wygłoszony 30 V 1910 podczas obejmowania katedry na UJ – swoiste résumé wcześniejszych rozpoznań historycznoliterackich oraz program badawczy realizowany w następnych latach. Uczony omówił w nim najważniejsze cechy polskiej literatury: patriotyczny charakter i służbę narodowi, szerzenie aspektu moralnego. W wykładzie przywoływał opinie Adama Mickiewicza z prelekcji paryskich, w których odnajdował potwierdzenie swoich tez. W akademickim okresie badań rozszerzał narzędzia literaturoznawcze, zwracając uwagę na autonomię dzieła literackiego i „oryginalność opracowania artystycznego” (Czym był Wirgiliusz dla Polaków po upadku niepodległości?, 1915), ale nie rezygnował z prac nad osobą pisarza, jego biografią, umysłowością i psychiką, rozpoznawał zarówno dzieło literackie, jak i autora. Korzystał z efektów swych studiów nad estetyką w Berlinie i Paryżu oraz rozwijających się badań nad poetyką. Wykorzystywał więc szeroki zakres narzędzi metodologicznych, w tym także metody filologiczne, rozumiane jednak szerzej niż krytyka tekstu, oraz komparatystykę.

Z pisarzy dawnych cenił zwłaszcza Juliana Ursyna Niemcewicza, Adama Mickiewicza, Aleksandra Fredrę, a z nowszych – Adama Asnyka, Prusa i Sienkiewicza, im też poświęcił najwięcej publikacji. Śledził także rozwój twórczości Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Jana Kasprowicza, Stefana Żeromskiego, Władysława Stanisława Reymonta, Edwarda Słońskiego, Artura Oppmana. Asnyka nazywał wielkim lirykiem, którego twórczość „mocno i głęboko wzrusza, a zarazem podnosi i uszlachetnia”, fascynuje mistrzostwem formy i „szlachetną prostotą” (Liryka Asnyka). Literaturze pozytywistycznej i jej reliktom zarzucał „przesadny, niemal bałwochwalczy kult kultury materialnej, zbyt daleko posuniętą doktrynę determinizmu oraz nieodłączną od niej negację wolnej woli, krótko mówiąc, niedocenianie potęgi ducha ludzkiego i moralnych czynników życia” (Literatura a naród).

Kategoria literatury narodowej. U podstaw myślenia o literaturze (i szerzej: piśmiennictwie) Chrzanowski sytuował ideę narodu i historii, przyjmując, że ostatecznym wymiarem bytu i podmiotem historii są narody (koncepcję tę ukształtował pod wpływem filozofii J.G. Herdera), a piśmiennictwo staje się emanacją ducha narodu, wyrazem jego samoświadomości i przejawem kultury duchowej. Uważał, że inspiracją dla polskiego piśmiennictwa artystycznego był patriotyzm, tezę tę przejął z wykładów paryskich Mickiewicza, podłożem swych rozważań uczynił też idee Kazimierza Brodzińskiego (Mowa Brodzińskiego „O narodowości Polaków” na tle współczesnej ideologii narodowej) i refleksje Stanisława Tarnowskiego (Stanisław Tarnowski jako krytyk literacki). Szczególne znaczenie przypisywał krytyk funkcji wychowawczej literatury i oceniał ją „ze stanowiska patriotyczno-moralnego” (Z.J. Nowak), stąd propagowana przez krytyka aksjologia była podporządkowana ideom narodowym, którym miały służyć też środki artystyczne dzieła. W ocenie utworów literackich Chrzanowski stosował kryteria estetyczne, ale przede wszystkim narodowo-moralne. Od pisarzy oczekiwał podejmowania tematów narodowych, historycznych oraz propagowania ideałów patriotycznych.

Zadania krytyki. Krytyka literacka Chrzanowskiego kształtowała się w pewnej mierze pod wpływem krytyki francuskiej, a ściślej mówiąc, jednej z jej odmian; istotna była teoria ewolucji gatunków literackich Ferdinanda de Brunetière’a (Évolution des genres dans l’histoire de la littérature, vol. 1–2, 1890), a jeszcze bardziej – jego konwersja na religię katolicką, która niedowiarka zmieniła w ortodoksę. Kierunek główny ideowych i metodologicznych wyborów Chrzanowskiego wypływał z odziedziczonych i w pełni zaakceptowanych zadań, jakie przyjmował na siebie krytyk. Wartości artystyczne dzieła widział nie w nowatorstwie gatunkowym, ale w umiejętnym przekazaniu w starych formach nowych treści literackich, a za miarę talentu pisarza uważał zdolność jasnego postrzegania rzeczywistości, ale też umiejętne korzystanie z fantazji przetwarzającej realizm w nową jakość artystyczną: „Prawdziwą sztuką jest tylko ta, która nie odtwarza, ale przetwarza rzeczywistość; jeżeli realizm chce stw rzyć dzieło sztuki, musi być realizmem artystycznym, musi być syntezą prawdy i piękna, albo, jeśli kto woli, harmonią rzeczywistości z ideałem. Realizm bez piękna, bez ideału przeradza się, a raczej wyradza, w naturalizm” (Henryk Sienkiewicz). Ideałem realizmu artystycznego był dla Chrzanowskiego Pan Tadeusz Mickiewicza, Sienkiewicza krytyk cenił natomiast za niezwykle bogatą i zróżnicowaną galerię postaci literackich. Wraz ze Stanisławem Tarnowskim uznawał, że krytyka literacka musi uwzględniać ocenę dzieła, ale przez sądy uargumentowane i udokumentowane; w ocenach stosował zasadniczo kryteria moralne („ośrodkiem kultury może i powinna być tylko idea moralna”; Studia i szkice). Nie rezygnował jednak z analiz estetycznych, zwracając uwagę na takie kategorie, jak: wzniosłość, komizm, tragizm. W ocenie dzieła literackiego stosował więc mieszane kryteria, dostosowując narzędzia badawcze do analizowanego utworu. Zwracał uwagę na zjawiska religijne w litera- turze jako nośniki idei moralnych kształtujące życie społeczności.

Chrzanowski wysoko cenił Chmielowskiego i jego prace krytyczne – za niezwykłą pracowitość, umiłowanie prawdy i szczerość poglądów („nigdy nie chował swych przekonań pod korcem”; Piotr Chmielowski). Ideał krytyka przedstawił, recenzując Pisma krytyczne Tyszyńskiego, o którym napisał, że „przyczynił się w wysokim stopniu do rozwoju uświadomienia narodowego i wywalczył sobie bardzo wybitne stanowisko w dziejach naszej krytyki literackiej przez swoją gruntowność, rzadką bezstronność, wytrawność smaku, rozległą erudycję w zakresie literatury polskiej zarówno, jak powszechnej, oraz naukowość sądów opartych na podstawie filozoficznej; był to u nas pierwszy gruntownie w filozofii wyćwiczony krytyk literacki...” („Książka” 1904, nr 10). W pracy krytyka cenił Chrzanowski pracowitość badawczą, staranność w gromadzeniu literatury przedmiotu, zwracał też uwagę na zdolności pisarskie oraz styl wypowiedzi krytycznej. Jako wartość wskazywał trafność sądu krytycznego (jako obiektywne dostrzeżenie zalet i braków dzieła), poczucie estetyczne i zdolność do współodczuwania z autorem. Zadaniem krytyki powinna być pomoc czytelnikowi w zrozumieniu utworu – w dostrzeżeniu całości treściowej i kompozycyjnej dzieła oraz szczegółów przekazujących wartości, a narzędziem może być umiejętne streszczenie utworu.

Podsumowanie. Chrzanowski zajmował się krytyką historycznoliteracką przez całe życie zawodowe, choć najintensywniej w l. 1901–1910. W zasadzie odróżniał krytykę literacką od historii literatury, ale nie był w tym konsekwentny, m.in. dlatego, że analizowanym dziełom literackim nadawał kontekst aktualizujący, głównie jako narzędzie wychowywania narodu. W dziełach literackich szukał piękna, ale też idei moralnych, religijnych, patriotycznych, po- nadto pierwiastków aktywizujących czytelnika do czynów moralnych. Przyznawał przy tym: „Kto w krytyce literackiej jest estetą i moralistą, ten się na krytykę obiektywną zdobyć nie może” (Stanisław Tarnowski), uznając prawo krytyka do wypowiadania własnych sądów nacechowanych emocjonalnie, ujawniania własnego, indywidualizującego piętna, a niekiedy nawet stronniczości. Jak pisał Nowak: „Metodologia Chrzanowskiego nie stanowiła [...] spoistego, konsekwentnego systemu, bo podlegała ewolucji, a ponadto zaznaczyła się w niej tendencja do pluralizmu metod czy punktów widzenia. Chrzanowski zresztą z naciskiem postulował, by krytyka literacka była wszechstronna. Toteż występował przeciwko »ciasnemu albo może lepiej bezmyślnemu formalizmowi« [...], który pojawił się u schyłku jego życia”.</document>
<document nplp_id="13073" title="Czartoryski Adam Kazimierz" slug="czartoryski-adam-kazimierz">Pisarz, krytyk literacki, mecenas, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: A.C.G.Z.P.P.; Ad. Cz.; Daniel Belgram, kamerdyner J.K. Mci; W. Imci Pan Daniel Belgram, starosta Malczewski; A. Dantiscus; Morzygodzina; Philhellène.


Informacje biograficzne. Urodził się 1 XII 1734 w Gdańsku jako syn wojewody ruskiego Augusta i Zofii z Sieniawskich. Otrzymał staranne wykształcenie domowe, uzupełnione podróżami zagranicznymi do Saksonii, Belgii, Włoch, Austrii, Anglii (gdzie spędził rok). W 1761 r. ożenił się z Izabelą z Flemmingów, z którą zamieszkał w Pałacu Błękitnym w Warszawie. Stworzył tam skupiający pisarzy i ludzi ówczesnej elity salon literacki, w którym kształtowały się rozwijane później inicjatywy odnowy kulturowej i doskonalenia piśmiennictwa. Był aktywnym uczestnikiem życia politycznego, od 1758 r. generałem (starostą generalnym) ziem podolskich, marszałkiem sejmu konwokacyjnego w 1764 r. Po wstąpieniu na tron Stanisława Augusta (spokrewnionego z księciem przez matkę króla, Konstancję z Czartoryskich) podjął z nim bliską współpracę przede wszystkim na polu kultury. Był jednym ze współorganizatorów „Monitora” (zamieszczał w nim również swoje artykuły) oraz sceny polskiej teatru publicznego w Warszawie, był też członkiem Komisji Edukacji Narodowej. W latach 70. XVIII w. powstało siedem jego komedii: Panna na wydaniu (1771), Dumny (1773), Gracz (1774), Bliźnięta (1775), Mniejszy koncept jak przysługa (1777), Kawa (1779), Koczyk pomarańczowy (niewyd.). Dużą wagę przykładał do kształcenia i wychowania obywatelskiego młodzieży. Pełnił funkcję komendanta Korpusu Kadetów, dla którego opracował zasady moralno-edukacyjne opublikowane w Katechizmie kadeckim (1774). O problemach edukacji (w tym – dziewcząt) wypowiadał się w Listach Imć Pana Doświadczyńskiego publikowanych anonimowo w l. 1778–1787. Po 1780 r., poróżniony z królem, przeniósł się wraz z całym dworem do Puław, gdzie wspólnie z żoną współtworzył konkurencyjny wobec Warszawy ośrodek literacki i kulturalny. Brał jednak aktywny udział w Sejmie Wielkim. Na początku XIX w. współpracował z Tadeuszem Czackim przy tworzeniu gimnazjum w Krzemieńcu, wspierał m.in. Samuela Bogumiła Lindego; uczestniczył w organizacji i pracach Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Był marszałkiem sejmu nadzwyczajnego w 1812 r. Później osiadł w swoich dobrach w Galicji. Zmarł 20 III 1823 w Sieniawie.

Pisma estetyczno- i krytycznoliterackie. Adam Kazimierz Czartoryski w przekonaniach estetycznoliterackich pozostaje w zasadzie wierny klasycyzmowi, czemu daje wyraz już w parafrazie dzieła Juvenala de Carlencas Historia nauk wyzwolonych [...] ad usum Korpusu Kadetów JKMci (1766), do którego m.in. dołącza kanon klasyków polskiej literatury. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie dotyczą przede wszystkim kwestii estetycznoliterackich oraz postulatów metakrytycznych. Sądy na temat konkretnych współczesnych mu dzieł są dość lakoniczne. Jakkolwiek interesują go różne rodzaje piśmiennictwa, jego uwagę przykuwa zwłaszcza (w kontekście refleksji o literaturze w ogóle) forma dramatyczna, a wypowiedzi na ten temat wiążą się, problemowo i czasowo, z jego własną twórczością. Swe przeświadczenia estetyczne, a także postulaty odnośnie do sposobu kształtowania utworów przedstawia w przedmowach do komedii Panna na wydaniu oraz Kawa. W pierwszym przypadku formułuje przede wszystkim ogólne uwagi o zasadach i regułach sztuki dramatycznej, w drugim – mającym postać listu skierowanego do Józefa Szymanowskiego – o istocie i roli krytyki. Do Kawy został dołączony dodatek pt. Listy krytyczne o różnych literatury rodzajach i działach zawierający cztery rozprawy, które zostały przygotowane z myślą o publikacji w planowanym (ale niezrealizowanym) czasopiśmie o charakterze krytycznoliterackim. Ostatnia z nich pt. O dramatyce, jakkolwiek opublikowana anonimowo, została przypisana Czartoryskiemu. On też jest uznawany za autora lub współautora Kalendarza teatrowego, dla powszechnej narodu polskiego przysługi, danego na rok przestępny 1780, gdzie znajdują się refleksje o sztuce dramatycznej i uwagi o konkretnych dziełach, ogólnie zbieżne (z drobnymi różnicami, które są źródłem wątpliwości, czy to istotnie tekst księcia) z tymi, które Czartoryski sformułował w innych wypowiedziach na ten temat. Tutaj kierował swoje uwagi nie do twórców, lecz do szerszej publiczności, której pokazywał naturę i zasady tworzenia dramatu, dążąc także do kształtowania jej upodobań w tym zakresie. Istotne myśli na temat powieści sformułował w Krótkim uwiadomieniu o celu i umyśle, w którym jest pisanym romans „Tom-Dżona” zamieszczonym na wstępie wydanego w 1793 r. przekładu (autorstwa F. Zabłockiego) dzieła Henry’ego Fieldinga. Za najważniejszą wypowiedź krytycznoliteracką księcia uważane są przez badaczy obszerne Myśli o pismach polskich z uwagami nad sposobem pisania ich w rozmaitych materiach wydane w Wilnie w 1810 r. (z mylną datą 1801).


O formie i funkcji dramatu. Poglądy estetyczno- i krytycznoliterackie Czartoryskiego odnoszące się do dramatu nie są w pełni oryginalne, ale oparte w istotnej mierze na pismach Jean-Baptiste’a Dubosa, a w pewnym zakresie też Denisa Diderota czy Josepha Addisona. Mimo że – świetnie wykształcony – znał najnowsze koncepcje estetycznoliterackie oraz nowe formy dramatyczne, w swych pismach w zasadzie respektował założenia doktrynalne klasycyzmu, choć – niekonsekwentnie – podejmował próby implantacji na ich gruncie innych poglądów i pojęć. W rozprawie O dramatyce przywołuje niektóre idee Diderota zawarte w rozprawie O poezji dramatycznej, traktuje jego poglądy wybiórczo, przejmując tylko te z nich, które w istotnej mierze nie odbiegają od klasycznej doktryny. Pomija istotne dla francuskiego autora przeświadczenia o możliwych formach dramatycznych wychodzących poza podział na tragedię oraz komedię. Krótko zaś przywołuje jego opinię o znaczeniu wpływu akcji dramatu na uczucia widza i powtarza zalecenia odnośnie do właściwego kształtowania dzieła, w którym najważniejsze są „osnowa albo planta”, a w dalszej kolejności „dialog, czyli rozmowa” (List IV. O dramatyce, w: Kawa. Komedia w jednym akcie, 1779).

Wychodząc od obserwacji o niskim poziomie artystycznym dawnego i współczesnego piśmiennictwa polskiego, a zwłaszcza dramatu, wyraża przekonanie, że zmiana tego stanu rzeczy jest podstawowym zadaniem krytyki: „Dramatyczne pole odłogiem dotąd w literaturze naszej leżało; skoro zarody geniuszu i dowcipu bujnym je uczynią, wyda i w tych tu stronach żniwo obfite” (tamże). Czartoryski kieruje swoje uwagi zarówno do twórców, jak i odbiorców, a także, incydentalnie, do aktorów. Tym pierwszym prezentuje zasady tworzenia nowoczesnej tragedii i komedii w Polsce, drugich zaś instruuje w zakresie opartego na klasycznych regułach sposobu ich recepcji i wartościowania. Aktorom zaleca systematyczną pracę w celu zapewnienia pełnej iluzji widzowi, aby ten, „omamiony, aktora wcale zapomniał, a o osobie tylko udanej myślał” (Przedmowa, w: tamże).

Czartoryski wyodrębnia dwa klasyczne gatunki: tragedię i komedię, wskazuje i dokładniej omawia wspólne dla obu obowiązujące prawidła, podkreślając też funkcję dydaktyczną utworu. Uważa, że sztuki dramatyczne powinny być „szkołą obyczajów”. Autor winien zatem tak kształtować dzieło, „żeby cnota swoją odbierała nadgrodę, albo przynajmniej pochwałę, i wartą pokazała się, żeby jej się trzymać, choć szczęście jej nie sprzyja, niecnota zaś ukaraną została, lub obrzydliwą na sobie nosiła postać, choć złączoną z pomyślnościami” (Przedmowa, w: Panna na wydaniu. Komedia we dwóch aktach, 1771). Cel ten najpełniej realizuje komedia, która „drwieniem z osób szydnych pobudzając nas do śmiechu”, ma „poprawić w nas defekta, które wystawia, i lepszymi nas w towarzystwie uczynić” (tamże). Czartoryski wyróżnia trzy odmiany tego gatunku: komedie intrygowe, charakterowe oraz dialogowe. W pierwszym przypadku „charaktery do związku zdarzeń stosują się”, w drugim „zdarzenia do charakteru stosowność mają” (Przedmowa, w: Kawa), w trzecim zaś głównym nośnikiem znaczenia przykuwającym uwagę jest dialog. Autor Panny na wydaniu nie neguje zatem klasycznego uniwersalizmu, zgodnie z którym przedmiotem zainteresowania twórcy jest to, co niezmienne i ponadczasowe, szczególnie natura ludzka w ogóle i podstawowy system wartości moralnych. Niezbędne jest zatem najpierw zgłębienie przez autora ludzkich emocji w ich – co tu bardzo istotne – wielorakich uwarunkowaniach środowiskowych, a następnie dopiero wykorzystanie tej wiedzy w literackiej kreacji. Czartoryski zaleca sięganie do wzorów zagranicznych. Wiąże się z tym rozwijana przezeń koncepcja przekładu wymagającego dobrej znajomości przez tłumacza języka oryginału, ale odchodzącego od literalności, zwłaszcza w poezji, bo „żadne poetyczne dzieło nie daje się żywcem przekładać”, a „cała sztuka się tedy zasadza na wydaniu (jak najwyraźniej tylko być może) umysłu poezji” (Myśli o pismach polskich. Z uwagami nad sposobem pisania w rozmaitych materiach, [1810]). W wyborze utworów do tłumaczenia należy kierować się przy tym społecznym pożytkiem, stąd m.in. zalecenie, aby unikać niemieckich „ksiąg metafizycznych” (tamże). W przypadku przekładania utworów mających na celu piętnowanie przywar niezbędne jest ponadto uwzględnienie środowiska czytelnika czy widza, stąd postulat wprowadzania do tłumaczonych komedii rodzimych realiów zarówno obyczajowych, jak i psychologicznych, co przybliża postacie odbiorcy i pozwala widzieć w nich ludzi sobie podobnych.

Czartoryski poświęca też uwagę zagadnieniu komizmu, służebnego w stosunku do dydaktycznej roli komedii. Postuluje – cytując akceptująco opublikowaną w „Spectatorze” wypowiedź Addisona – konieczność rozróżnienia komizmu prawdziwego i fałszywego, dodaje, że „niedojźrzana prawie nitka dzieli dobry gatunek żartobliwości od trefnowania” (Przedmowa, w: Panna na wydaniu). Komizm fałszywy zasadza się na deformacji obrazu świata, wykraczając często poza granice dobrego smaku, prawdziwy zaś łączy się z wysublimowanym dowcipem. Ważnym postulatem estetycznym jest potrzeba unikania w dramacie, „w słowach i w postępkach”, wszelkiego „grubiaństwa”, wymóg „poloru” i „dworności”, co oznacza wyjście poza model sztuki wychowawczej adresowanej do szerokiego grona odbiorców, poprawnej w zakresie realizowanych reguł, a odwołanie się do elity o wyrafinowanym guście i pogłębionej świadomości estetycznej.

Zastosowaniem poglądów Czartoryskiego na dramat są zamieszczone w Kalendarzu teatrowym... krótkie analizy i oceny świeżo opublikowanych przekładów utworów: Alzyra i Meropa Voltaire’a, Łaskawości Tytusa Pietra Metastasia oraz Syna marnotrawnego Voltaire’a w przekładzie Stanisława Trembeckiego, Pieniacza Feliksa Oraczewskiego oraz przez siebie przetłumaczonej komedii Regnarda Gracz. Każdorazowo próbuje określić cel moralny, jaki stawiali sobie autorzy tych utworów, oraz pokazać, czy i jak ten cel został osiągnięty. Zwraca szczególną uwagę na kompozycję, charaktery i respektowanie klasycznych reguł (jak prawdopodobieństwo czy jedność czasu).

Podobnie Czartoryski charakteryzuje powieść Fieldinga Tom Jones. Skupia się na sposobie przedstawienia bohaterów, zwracając uwagę na oddziaływanie dydaktyczne dzieła, którego autor unika bezpośredniego moralizowania, a przedstawiwszy postacie, „zostawuje samemu czytelnikowi sposobność czucia i sądzenia o stopniach dobroci jednych, szpetności drugich” (Krótkie uwiadomienie o celu i umyśle, w którym jest pisanym romans „Tom-Dżona”, w: H. Fielding, Podrzutek, czyli historia Tom-Dżona, 1793). Nazywa więc ten utwór, bardzo wysoko przezeń oceniany, poematem moralnym.


O guście, dowcipie i geniuszu. Ważna w myśli estetycznej XVIII w. kategoria gustu zajmuje centralne miejsce w refleksji estetycznoliterackiej Czartoryskiego. Kształtowanie gustu twórcy i odbiorcy jest jednym z zadań krytyki: „[...] jedynie przez krytykę gust może być wypolerowany; gust zaś jest to ta forma, w której myśli ulać należy, chcąc kształty im dać przyjemne” (Przedmowa, w: Kawa). Owemu „dotkliwemu bożkowi” przyznaje rangę podstawowej instancji oceniającej, głównego kryterium waloryzowania dzieła, przy czym odnosi się to zarówno do twórców, jak i czytelników. Gustem winni kierować się autorzy wypowiedzi krytycznych, zarazem przyczyniając się do jego doskonalenia wśród odbiorców. Nie oznacza to jednak zakwestionowania znaczenia prawideł. Można więc stwierdzić, że Czartoryski próbuje połączyć ze sobą różne punkty widzenia: odwoływanie się do obiektywnych reguł wskazywanych przez znawców oraz indywidualny osąd kierujący się gustem, który jest władny ferować ogólnie ważne wyroki. Krytyk wywodzi z własnego wnętrza kryteria dokonywanych ocen, oczekując równocześnie ich akceptacji jako powszechnie ważnych.

Czartoryski potrafi dostrzec wyjątkowe predyspozycje niektórych twórców i w takich okolicznościach posługuje się również pojęciem geniuszu, który odróżnia od dowcipu: „Dowcip do pojmowania rzeczy wynalezionych nam pomaga, geniusz zaś nowe wynajduje. Jest to tworzące natchnienie, które wielkich ludzi w każdym gatunku prowadzi” (Przedmowa, w: Panna na wydaniu). Podkreśla jednak, że geniusz „gustu jest hołdownikiem” (Przedmowa, w: Kawa), winien podlegać władzy oceniającej i nie przekraczać granic przez nią wyznaczonych. Wracając później do tego zagadnienia, Czartoryski stwierdza, że nie dostrzega wśród „naszych rodaków” nikogo, kto miałby odwagę „obudzenia” geniuszu. Wskazuje jednak zaraz potem jego przejaw w najnowszej twórczości: Świątynię Wenery w Knidos w przekładzie Józefa Szymanowskiego. W późniejszych Myślach o pismach polskich także wyróżnia to dzieło, a wcześniej formułuje jeszcze wysoką ocenę Ignacego Krasickiego, jego poezji (wymienia poematy heroikomiczne, bajki i satyry), w której „dowcip [...] gęste zewsząd iskry sypał po każdym z dzieł swoich”, oraz niektórych utworów prozą, zwłaszcza Pana Podstolego ze względu na jego dydaktyczne przesłanie.


O zadaniach krytyki w doskonaleniu literatury i języka. Czartoryski stawia zarówno autorom, jak i krytykom wysokie wymagania, a zakładając istnienie obiektywnych kryteriów oceny utworu, nie akceptuje krytyki złośliwej, niemerytorycznej, uderzającej w autora. Bezstronna krytyka natomiast, określona przezeń jako „tygiel, w którym przeczyszcza się talent”, jest niezbędna, bo „sędziowski w literaturze sprawuje urząd, i stosując nowe wydania do zbioru dawnych ustaw i wzorów [...], wyrok pochwały lub nagany daje” (Przedmowa, w: Kawa).

Powołując się na zagraniczne przykłady w tym zakresie, Czartoryski postuluje więc już w Przedmowie do Kawy „uformowanie towarzystwa, które by dzieło każde wychodzące spod prasy osądziło i zdanie swoje z przyczynami wypisało”. Aktywność krytyczna winna zostać przypisana grupie ekspertów, których sądy miałyby charakter autorytatywny; byłyby skierowane zarówno do twórców, jak i do odbiorców, kształtując ich wybory i oceny. Powtarzając w Myślach o pismach polskich pogląd o niewystarczającym jeszcze poziomie rozwoju polskiego piśmiennictwa, akcentuje również niezbędność zabiegów mających na celu doskonalenie i wzbogacenie języka, który winien stać się „przedmiotem najważniejszych względów i najrozsądniej miarkowanej pracy”. W tym wypadku także widzi ważną rolę dla grona koneserów, którzy będą wskazywać niezbędność takich działań, jak i dokonywać oceny i recenzowania powstających dzieł (najlepiej w „piśmie jakim periodycznie wydawanym”), a zarazem formułować odpowiednie wskazania i przedstawiać zasady tak twórcom, jak czytelnikom. Taką rolę proponuje przyznać Towarzystwu Warszawskiemu Przyjaciół Nauk, które miałoby wziąć mowę ojczystą „w szczególną opiekę”, zachęcać do wydawania książek na określone tematy i – ze względu na niedostateczną u nas znajomość reguł różnych rodzajów sztuki – przedstawiać ich szczegółowe recenzje (zwracając uwagę „na istotę” oraz „na kształt”). Z pism członków Towarzystwa „wybierałaby młodzież wzory i prawidła”. To właśnie w tych „użytecznych pismach” można byłoby przeczytać, „co jest krytyka w prawdziwym sensie pojmowana i podług jakich prawideł dzieło, o którym daje się sprawa, ma być rozczłonkowane i krytycznie traktowane”. W Myślach o pismach polskich Czartoryski, który m.in. mocno akcentuje rolę krytyki szczególnie w kształceniu młodych autorów, piętnuje niechęć naszych twórców do akceptacji trafnych uwag. Apeluje też o opracowanie „historii krytycznej literatury polskiej” i o edycję wybitnych dzieł, prezentuje zatem – widoczną zresztą w całej jego aktywności w tym zakresie – postawę bardzo wnikliwego obserwatora i komentatora życia literackiego, a równocześnie krytyka wyznaczającego kierunki i horyzonty rozwoju polskiej literatury.</document>
<document nplp_id="13076" title="Dmochowski Franciszek Salezy" slug="dmochowski-franciszek-salezy">Wydawca, dziennikarz, tłumacz, krytyk literacki, poeta i prozaik, dydaktyk. Pseudonimy i kryptonimy: F.S.D.; Fr. S.D.; Autor Pogadanek niedzielnych; Autor Podarunku dla dobrych dzieci; Dawny uczeń; Dawny uczeń szkół wojewódzkich i Uniwersytetu Warszawskiego; Obywatel ziemski; Tłumacz Samotnika; Wydawca romansów Waltera Scotta.

Informacje biograficzne. Urodził się 14 III 1801 w Warszawie jako syn Franciszka Ksawerego Dmochowskiego (1762–1808) i Izabeli z Mikorskich (1767–1847). Od najmłodszych lat był kształtowany intelektualnie przez luminarzy polskiego oświecenia. Początkowo uczył się w domu pod kierunkiem ojca oraz Antoniego Jakubowicza, po śmierci Franciszka Ksawerego Dmochowskiego opiekę nad Franciszkiem Salezym sprawował m.in. Hugo Kołłątaj. Od Stanisława Staszica i Stanisława Kostki Potockiego jako uczeń warszawskich szkół pijarskich (w l. 1809–1817) Franciszek Salezy odbierał szkolne nagrody. Już wtedy próbował swoich sił jako tłumacz pieśni Horacego oraz autor poematu o Jagielle. Następnie studiował prawo, sztuki piękne i filozofię na Uniwersytecie Królewskim w Warszawie (1817–1821), gdzie był studentem m.in. Ludwika Osińskiego, który oceniał wczesne wiersze oraz próby przekładów młodego Dmochowskiego, pozostając dla niego ważnym autorytetem, choć to inny profesor tego uniwersytetu – Kazimierz Brodziński – wywarł na warszawskiego literata największy wpływ. Brodzińskiemu poświęcił pomyślane jako wstęp do jego dzieł obszerne studium O życiu i pismach Kazimierza Brodzińskiego („Biblioteka Warszawska” 1870, t. 3), w którym wskazał przyczyny swojej wysokiej oceny twórczości autora Wiesława: „[...] Brodziński był praktycznym myślicielem moralnym i poetą, jakiego ówczesny duch narodu, szlachetny, poważny, nieroznamiętniony, wydał. Twory późniejszych poetów świetniejszą wyobraźnią i gorętszym odznaczają się tchnieniem; lecz jak podróżny po zwiedzeniu gór i przepaści alpejskich, wodospadu Niagary, zwalisk miast i świątyń starożytnych, z pociechą odetchnie w cichej zagrodzie ojczystej, tak i czytelnicy, po genialnych utworach późniejszych wieszczów naszych, z rzewnym i słodkim uczuciem przeczytają poezje Brodzińskiego, a z literackich pism jego nauczą się, jak należy cenić piśmiennictwo i charakter ojców naszych” (tamże).

W czasie studiów Dmochowski należał do założonego przez Józefa Gołuchowskiego Towarzystwa Akademickiego Czcicieli Nauk (wzorowanego na Towarzystwie Przyjaciół Nauk) oraz do Rady Organizacyjnej Związku Powszechnego Uczniów Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Jeszcze jako student odniósł sukces, tłumacząc sztuki Molière’a (Urojona niewierność) i Antoine’a Arnaulda (Mariusz w Minturnie) – obie, wystawione w listopadzie 1819 r., zyskały mu uznanie krytyki. Sukcesem okazał się też przekład Andromachy Jeana Racine’a (wyst. w marcu 1821 r.), a bestsellerem wydawniczym stało się tłumaczenie popularnego, operującego poetyką frenezji i wykorzystującego schematy znane z angielskich powieści gotyckich w stylu Lewisa romansu Samotnik Charles-Victora Prévot d’Arlincourta (1821). Jako tłumacz Dmochowski od początku wykazywał zatem bardzo zróżnicowane preferencje: obok tragedii klasycystycznych i komedii Molière’a przetłumaczył potem również liczne powieści Waltera Scotta, Honoré de Balzaca i Charlesa Dickensa, dzieła François-René de Chateaubrianda, Victora Hugo, Alphonse’a de Lamartine’a i E.T.A. Hoffmanna, a także – trzeciorzędne romanse obyczajowe Paula de Kocka. Wykład zasad translatorskich, szczególnie w odniesieniu do twórczości autorów starożytnych, dał Dmochowski w rozprawce O tłumaczeniach w ogólności a mianowicie poetów starożytnych (1866).

Łącząc studia z działalnością tłumacza, jednocześnie rozpoczął pracę dziennikarza. Wspólnie z Dominikiem Lisieckim redagował „Tygodnik Polski i Zagraniczny” (1820), potem zaś „Wandę” (1820–1821). Powodowany sytuacją finansową, uczył też języka i literatury w młodszych klasach Liceum Warszawskiego (był nauczycielem m.in. D. Magnuszewskiego i K. Gaszyńskiego). W 1821 r. przerwał studia, by uporządkować sprawy związane z majątkiem rodzinnym na Kujawach. Podjąwszy decyzję o zawodowym uprawianiu literatury, w 1824 r. powrócił do Warszawy i założył „Bibliotekę Polską” (1825–1826) – jedno z pierwszych polskich czasopism poświęconych w większości krytyce literackiej. W 1827 r. ożenił się z Joanną z d. Sober (zm. 1882), z którą miał córkę i syna. W l. 1826–1829 wykonywał pracę redaktora „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, następnie „Przewodnika Polskiego” (styczeń–kwiecień 1829), a w okresie powstania listopadowego – „Niepodległości” (15–31 VII 1831), w której drukował m.in. swoje wiersze patriotyczne. W tym czasie wstąpił też do Gwardii Narodowej, uczestniczył w posiedzeniach Towarzystwa Patriotycznego, wspólnie z Józefem Elsnerem napisał „scenę liryczną” Powstanie narodu (wyst. i wyd. 1831). Po upadku powstania nie wyemigrował, lecz – jako właściciel drukarni oraz dwóch księgarni w Warszawie i Radomiu – zaangażował się energicznie w działalność wydawniczą. Był głównym inicjatorem poszerzenia rynku przez kolportowanie taniej książki, przede wszystkim powieści zagranicznych, których znaczną liczbę sam przełożył. Z myślą o kształceniu młodzieży opublikował też podręcznik do nauki języków obcych (1860) oraz Żywoty sławnych Polaków (t. 1–4, 1830–1831). W 1826 r. opracował i opublikował również Pisma rozmaite Franciszka Ksawerego Dmochowskiego (t. 1–2), a w kolejnych latach dzieła Franciszka Dionizego Kniaźnina (t. 1–7, 1828–1829) i Franciszka Zabłockiego (t. 1–6, 1829–1830).

W latach 40. Dmochowski sprzedał księgarnie i na kilkanaście lat osiadł w nowo nabytym majątku w Radzikach Wielkich (pow. lipnowski). źle radząc sobie z zarządzaniem gospodarstwem, zakończywszy ten etap życia ze stratami finansowymi, powrócił w 1856 r. do Warszawy, gdzie zaczął wydawać „Kronikę Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” (1856–1860) oraz podjął współpracę z „Gazetą Codzienną” jako autor Kroniki warszawskiej i krajowej, dając początki kronikarstwa w felietonistyce polskiej. Na ten czas przypada także ożywiona działalność Dmochowskiego w charakterze powieściopisarza (napisał dzieła wtórne wobec prozy drugiego pokolenia romantyków, zwłaszcza J.I. Kraszewskiego). W swojej twórczości prozatorskiej dla dzieci i młodzieży, którą uprawiał już wcześniej, mało twórczo nawiązywał z kolei do myśli Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. Bez powodzenia próbował też swoich sił jako autor gawęd w stylu Wincentego Pola i wierszy utrzymanych w anachronicznej już poetyce późnego klasycyzmu. Napisał ponadto kilka poradników oraz – wznawiane później wielokrotnie – kompendia o charakterze podręcznikowym.

W 1862 r. Dmochowski wspólnie z Józefem Ignacym Kraszewskim, od 1863 r. samodzielnie, redagował „Przegląd Europejski, Naukowy i Artystyczny”. Kontynuował też działalność edytorską, publikując Dzieła Osińskiego (t. 1–4, 1861–1862) oraz przygotowując pełną edycję pism Brodzińskiego, którą przekazał następnie Kraszewskiemu (t. 1–8, 1872–1874). W 1863 r. powrócił też do pracy nauczyciela języka polskiego w gimnazjum w Warszawie oraz zajął się pisarstwem wspomnieniowym. Opisał i odtworzył np. atmosferę spotkań literackich w salonie Wincentego Krasińskiego, gdzie był stałym gościem. Dzięki niemu została również utrwalona działalność nie tylko autorów wybitnych, ale także drugo- i trzeciorzędnych (jak J. Brykczyński, D. Lisiecki, B. Kiciński, F. Grzymała, K. Jaksa-Marcinkowski, L.A. Dmuszewski), współtworzących jednak z zaangażowaniem kulturę polską tego okresu. Franciszek Salezy Dmochowski zmarł 3 VIII 1871 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.


Pierwsze polemiki. Do najwcześniejszych wypowiedzi o charakterze krytycznoliterackim Dmochowskiego należy wiersz Zalety rymów („Tygodnik Polski” 1819, t. 1, nr 2) nawiązujący do wymierzonego w młodych poetów Nowego Parnasu Franciszka Morawskiego, gdzie został napiętnowany m.in. nadmiar błahej, często grafomańskiej twórczości wierszowanej w bieżących czasopismach. Ostateczna wymowa Zalet rymów jest w zasadzie podobna do pamfletu Morawskiego, chociaż już tu zaznacza się charakterystyczna dla Dmochowskiego labilność sądów wyrażająca się w różnego rodzaju ambiwalencjach i próbach nie zawsze spójnego łączenia przeciwstawnych jakości estetycznych. Autor podkreśla więc, że umiejętność rymowania, którą bardzo ceni, nie jest dana wszystkim, a potencjalny poeta powinien znać swoje ograniczenia („Wy, których za swe dzieci nie uznał Apollin, / Z poziomych się na Parnas nie wdzierajcie dolin! / Przez rymów tylko rzadki i dobrany związek, / Można pozyskać wieniec z laurowych gałązek”, w. 1–4), następnie w stylu późnego klasycyzmu wymienia różne rodzaje poezji i tematy potencjalnego rymowania, radząc wierszopisom, by, jeśli poczują niedostatek „natchnień Feba”, sięgali do słowników rymów. W drugiej części wiersza zdaje się jednak solidaryzować ze spostponowanymi przez Morawskiego przedstawicielami „Nowego Parnasu” („Wy, co dar rymowania dostaliście w podział, / Przez was nasz Parnas w nową świetność się przyodział”, w. 53–54), choć pochwała ta brzmi znowu mocno dwuznacznie w kontekście następnych wersów oznajmiających, że Stanisław Trembecki i Ignacy Krasicki nigdy tyle nie rymowali. Wiersz Zalety rymów – mimo że napisany przez osiemnastolatka – można odnieść także do Dmochowskiego jako dojrzałego krytyka literackiego. Ujawnia bowiem inne jeszcze cechy jego warsztatu: koncentrację przede wszystkim na warstwie formalnej recenzowanych dzieł (w tym przypadku osią poetyckiego wywodu stał się rym) oraz ocenianie ich wartości z perspektywy estetyki późnego klasycyzmu.

Dobrym przykładem jest tu także wczesna recenzja inscenizacji sztuki Ignacego Humnickiego Żółkiewski pod Cecorą („Wanda” 1821, t. 1), w której krytyk wytknął dramatopisarzowi brak respektu dla klasycystycznych reguł prawdopodobieństwa i stosowności, nieadekwatność kreacji bohaterów względem historycznych pierwowzorów oraz godną nagany zmienność ich charakterów, co potraktował z kolei jako wykroczenie przeciwko dyrektywie docere. Dmochowski sugerował również ironicznie, że Humnicki osiągnął sukces, ponieważ napełnił swoją sztukę „wielu myślami pochlebnymi dla Polaków i stosownymi do ducha czasu, które liczne ściągnęły mu oklaski” (tamże). Spostrzeżenie to było trafne, ostentacyjnie pomijało jednak kontekst socjologiczny związany z uwarunkowaniami politycznymi panującymi w Kongresówce, naraziło też jego autora na niechęć środowiska literackiego młodej Warszawy, które w tym czasie działalność artystyczną widziało w ścisłym związku z uwarunkowaniami politycznymi.

Nieco podobna sytuacja powtórzy się, kiedy po śmierci Staszica Dmochowski skrytykuje poświęcone mu wiersze studenckie, pisząc wierszyk Staszic do poetów, w którym – sięgając po prozopopeję – włoży w usta autora Przestróg dla Polski dość obcesową prośbę, by młodzież zaprzestała takiej formy upamiętniania. Tym razem skończyło się jednak pobiciem krytyka (A.E. Koźmian, Wspomnienia moje, t. 1, 1867). Pięć lat później wiersz Staszic do poetów wypomniał Dmochowskiemu Jan Ludwik Żukowski w cyklu napastliwych artykułów („Nowa Polska” 1831, nr 17, 67, 76), w których wytknął mu też m.in. współpracę z „Monitorem Warszawskim” oraz zarzucił lojalizm wobec władz. Dmochowski zareagował spoliczkowaniem Żukowskiego i wydaniem Uwiadomienia (druk ulotny, 1831), w którym starał się wytłumaczyć z zarzutów. Jego adwersarz z kolei jeszcze dalej posunął się w insynuacjach, publikując następne teksty szkalujące Dmochowskiego („Nowa Polska” 1831, nr 78, 80), na co ten znowu replikował Odpowiedzią F.S. Dmochowskiego Janowi Ludwikowi Żukowskiemu (druk ulotny, 1831). W spór włączyli się inni dziennikarze (m.in. B. Kiciński, który na łamach „Kuriera Polskiego” oskarżył „Nową Polskę” o nadużywanie wolności druku i zaproponował ustanowienie prawa, które by temu zapobiegało przez odpowiedni system kar, „Kurier Polski” 1831, nr 482), co rozpoczęło pierwsze w prasie warszawskiej publiczne, długotrwałe polemiki dotyczące wolności słowa oraz odpowiedzialności dziennikarskiej.

Pod egidą Brodzińskiego. Za najważniejszą wczesną wypowiedź krytycznoliteracką Dmochowskiego należy uznać syntetyzującą rozprawkę Rzut oka na obecny stan literatury polskiej („Gazeta Literacka” 1822, nr 1–2) ujawniającą inspirację myślą Brodzińskiego. Szczególnie istotne okazały się Gottfrieda Herdera idea „ducha narodowego” jako czynnika kształtującego tożsamość i oryginalność twórczości literackiej różnych grup etnicznych oraz przekonanie, że celem poezji polskiej jest „wpajanie czystych i łagodnych uczuć”, które pozostawałyby w zgodzie z naturą Polaków. Tak rozumiane „czucie” będzie przez Dmochowskiego często przywoływane jako konwencjonalna kategoria służąca charakterystyce poezji. W Rzucie oka Dmochowski stwierdził, że „różnica między klasycznością i romantycznością nie tylko z zewnętrznych prawideł, lecz z gruntu rzeczy, z odmiennego ich źródła wynika” (tamże). Poezja romantyczna wywodzi się z ducha „średnich rycerskich wieków”, religii chrześcijańskiej i estetyki Północy. Jej kwintesencją jest literatura niemiecka, której „autorowie na filozofii i gruntownych naukach oparli poezję” (tamże), istotą zaś brak normatywizmu i wolność wyobraźni twórczej. Klasycyzm współczesny natomiast zbyt mocno uległ wpływom literatury francuskiej, która jest „nie bardzo głęboka”, przestrzega natomiast na ogół zasady stylistycznej claritas. Za Brodzińskim przyjmuje Dmochowski, że Pieśni Osjana to poezja natchniona, przewyższająca imaginację klasycystyczną. Najważniejsze wskazanie dla współczesnych autorów także nie jest nowatorskie: „Tak więc życzyć potrzeba, aby poeci nasi między sposobem pisania Francuzów i Niemców średnią poszli drogą, a napojeni duchem pisarzów złotego wieku Zygmuntowskiego, wsparci znajomością greckiej i łacińskiej literatury, zdołali poezji naszej nadać piętno oryginalności z prawidłami smaku i duchem narodowym zgodne” (tamże). Te ogólne konkluzje nie zawsze jednak są przez krytyka respektowane w jego szczegółowych ocenach, które dowartościowują klasycystów postanisławowskich niemających wiele wspólnego ze „sposobem pisania Niemców”. „Ducha narodowego” najlepiej bowiem wyrażają np. dzieła Alojzego Felińskiego („kapłana dobrego gustu”), Ludwika Osińskiego, Franciszka Wężyka.

„Biblioteka Polska”. W 1825 r., odpowiadając na zapotrzebowanie społeczne, Dmochowski zaczął redagować „Bibliotekę Polską. Pamiętnik umiejętnościom, historii, literaturze i rzeczom krajowym poświęcony”. Wzory czerpał ze szwajcarskiej „Bibliothèque Universelle” oraz czasopism francuskich („Revue Encyclopédique”, „Le Drapeau Blanc”, „Bulletin Universel” i in.). Publikował tu przede wszystkim swoje pisma krytycznoliterackie, ale oddawał też głos innym autorom (m.in. J. Lelewelowi, S. Witwickiemu, I. Daniłowiczowi, J. Widulińskiej). Dużo miejsca Dmochowski poświęcił na druk współczesnej poezji (także K. Brodzińskiego i A. Mickiewicza, J.W. Goethego i A. de Lamartine’a) oraz fragmentów lub omówień nowych powieści zachodnioeuropejskich (szczególnie W. Scotta). Utworzył również dział Dawna literatura polska, gdzie zamieszczał zapomniane teksty autorów staropolskich, oraz osobną sekcję poświęconą oratorstwu, w której publikował wzorcowe mowy.

Już w pierwszym roku istnienia czasopisma Dmochowski ogłosił w nim kilkadziesiąt recenzji dotyczących polskich i zagranicznych nowości wydawniczych, w tym jeden ze swoich najbardziej znanych artykułów krytycznoliterackich Uwagi nad teraźniejszym stanem, duchem, dążnością poezji polskiej („Biblioteka Polska” 1825, t. 1). Rozprawka ta – powtarzająca wiele myśli wyłożonych wcześniej w Rzucie oka na obecny stan literatury polskiej – włącza się w dyskusje zwolenników klasycyzmu i romantyzmu. Jej najważniejszym celem jest, według autora, wskazanie możliwości „pogodzenia stron walczących” (Uwagi). By sprostać temu koncyliacyjnemu zadaniu, w pierwszej części, podążając znowu za Brodzińskim, Dmochowski syntetycznie kreśli linie rozwojowe romantyzmu i klasycyzmu w literaturze różnych narodów. Podsumowuje następująco: „[...] poezja romantyczna jest ta, która się opiera na charakterze, podaniach i obyczajach, dziejach i religii każdego narodu, a poezja klasyczna jest ta, która utworzyła się z naśladowania greckiej poezji i rzymskiej i zastosowania tejże do tonu, zwyczajów i przyzwoitości wykształconych wyższych towarzystw” (tamże). Uważa też, że choć klasycyzm i romantyzm się różnią, to niekoniecznie wzajemnie wykluczają, czynnikiem integrującym, w myśl koncepcji „sztuki narodowej” Brodzińskiego, miałaby być zaś właśnie idea narodowości. Taka deklaracja estetyczna łączy Dmochowskiego z teoretykami postanisławowskimi jak np. Józef Franciszek Królikowski, którzy – akceptując na ogół normy wyłaniające się z poetyk klasycystycznych – byli otwarci na nowe zjawiska w literaturze. Jawi się więc Dmochowski jako ostrożny zwolennik niektórych idei romantycznych, akceptujący zmiany niesione przez proces literacki pod warunkiem, że nie posuwają się one zbyt daleko i pozostają w obrębie utrwalonego kanonu estetycznego. Nie jest to jednak postawa konsekwentna, krytyk bywał też radykalniejszy: w swoich bajkach Młody i stary oraz Cielęta („Rozmaitości Warszawskie” 1827, nr 11) potrafił np. wcielić się w rolę mentora wychowującego „młodych” romantyków przez przyrównywanie ich do rozbrykanych osłów oraz cieląt swawolących bezmyślnie w ogrodach sztuk i nauk (Dmochowski był tylko o trzy lata młodszy od Mickiewicza).

Zaprezentowawszy w Uwagach „ogólny rys” rozwoju klasycyzmu i romantyzmu europejskiego, autor przechodzi do poezji polskiej, uznając, że „była więcej naśladowczynią niż oryginalną”, co zbliża ją do poezji łacińskiej (zresztą dowodzi też, że charakter narodowy Polaków jest bliski charakterowi Rzymian, a polski i łacina „podobny mają ton i składnię”). Ślady „ducha polskiego” dostrzega zaś – cały czas za Brodzińskim – w dziełach Jana Kochanowskiego, Szymona Szymonowica i Szymona Zimorowica, najbardziej jednak w poezji Franciszka Karpińskiego – poety „prawdziwie narodowego”. Wreszcie wymieniając Juliana Ursyna Niemcewicza, Kantorberego Tymowskiego i Franciszka Morawskiego jako tych, którzy pokazali, że poza grecką mitologią jest „inna cudowność na religii naszej oparta”, wskazuje Brodzińskiego: jego sielanka Wiesław najlepiej zrealizowała zdaniem Dmochowskiego postulaty unarodowienia literatury zgodnie z jej prawdziwym duchem (tamże). Następnie krytyk przechodzi do oceny dwóch pierwszych tomów poezji Mickiewicza jako autora, który – sięgając do „podań nieznanych nam dotąd” i czerpiąc z nich „cudowność poematów swoich” – „stanowi epokę w poezji naszej” (tamże).


Krytyka twórców romantyzmu. W dziejach polskiej krytyki literackiej Dmochowski zapisał się przede wszystkim jako adwersarz Mickiewicza, główny adresat słynnego pamfletu O krytykach i recenzentach warszawskich (1829), w którym autor Ballad i romansów uczynił z jego nazwiska rodzaj synekdochy „recenzenta klasycznego warszawskiego” – obskuranta i nieuka uwikłanego w koteryjne zależności. Sąd ten może zaskakiwać, nawet po pobieżnej lekturze poświęconych Mickiewiczowi recenzji Dmochowskiego. Recenzent, zwłaszcza w drugiej części rozprawki Uwagi, sformułował wiele opinii mogących świadczyć o jego uznaniu dla prądu romantycznego reprezentowanego przez Mickiewicza. Stwierdził, że romantyk „okazał wszelkie przymioty, które są udziałem znakomitego poety. Dar wynalezienia i opisywania, głębokie czucie, śmiałość i wzniosłość myśli, świetność i piękność stylu”; napisał też: „Tom pierwszy dzieł Mickiewicza tak jawne, tak uderzające ma zalety, że nawet najzaciętsi przeciwnicy romantyczności zamilknąć musieli i rzekli tylko: Przyznajemy, że Mickiewicz ma wielkie zdolności, lecz dlaczegóż ich na złe używa? Dlaczegóż nie idzie tąż samą drogą, którą postępowało tylu znakomitych poetów? Dlaczegóż wyszukuje dziwacznych podań i powieści gminnych i zamiast wznosić poezją, zniża ją do gminu? – Jaka łatwa jest odpowiedź na podobne zarzuty! To jest cechą prawdziwego talentu i geniuszu, że nie chce iść drogą naśladowania, że sam dla siebie tworzy nowy rodzaj, a z dzieł jego krytycy i naśladowcy wyprowadzają nowe prawidła” (tamże). Trafnie Dmochowski określił także znaczenie Ballad i romansów (ich autor „podniósł i uszlachetnił” pieśń ludową, „nie uszkadzając w niczym jej prostoty”), w Grażynie dostrzegł obfitość „poetycznych obrazów”, a Dziady wileńsko-kowieńskie zaliczył do najwybitniejszej poezji miłosnej wszechczasów. Zdecydowanie mniej entuzjazmu wzbudziły w recenzencie sonety, ale w nich też dostrzegł obrazy „prawdziwej piękności”, a siebie określił jako „najszczerszego wielbiciela” talentu Mickiewicza (Uwagi nad „Sonetami” Pana Mickiewicza, „Biblioteka Polska” 1826, t. 3). Żadnemu romantycznemu poecie Dmochowski nie poświęcił aż tyle swojej krytycznoliterackiej uwagi co Mickiewiczowi. Juliusz Słowacki (zwany przez krytyka „Julianem Słowackim”) został przez niego tylko wymieniony w jednym rzędzie z Józefem Bohdanem Zaleskim, Antonim Edwardem Odyńcem, Stefanem Witwickim i Sewerynem Goszczyńskim (Nauka prozy, poezji oraz piśmiennictwa polskiego, cz. 3, 1864). Jednocześnie jednak recenzje te zawierają sporo bardzo powierzchownych uwag krytycznych na temat stylu Mickiewicza, w których Dmochowski zaprezentował się jako dogmatyczny zwolennik poprawności językowej w ujęciu klasycystycznym i duchu polskiego oświecenia, oraz wskazań dotyczących poetyckiego obrazowania, ujawniających z kolei estetycznego konserwatystę, admiratora mimesis, niewykazującego zrozumienia dla romantycznych środków wyrazu, jak metafora i hiperbola.

W podobnym stylu przebiegała wcześniej krytyka Marii Antoniego Malczewskiego („Maria”, powieść ukraińska przez Antoniego Malczewskiego, „Biblioteka Polska” 1825, t. 4), którą Dmochowski określił jako nieudaną próbę naśladowania George’a Gordona Byrona, romantyczną „poetykę tajemnicy” uznał zaś za chybioną. Napisana jest rzekomo zbyt pospolitym, miejscami zaś zbyt niezrozumiałym stylem, który i tak należy do jej największych zalet, ponieważ niekiedy przywodzi na myśl „styl naszych dawnych pisarzy”. Malczewskiemu zalecił natomiast Dmochowski, by „ukształcił swój grunt” (tamże).

Mickiewicz więc, jako autor pamfletu O krytykach i recenzentach, miał dobre podstawy do podważenia jakości uwag krytycznoliterackich Dmochowskiego. Wytknął mu zatem przede wszystkim drobiazgowość, niekiedy trywializującą, przywodzącą na myśl szkolne „rozbiory” wierszy, wynikającą z niezrozumienia treści recenzowanych dzieł oraz ich kontekstu socjologicznego. Uwagi Mickiewicza z kolei – zgodnie z poetyką gatunku – opierały się na uogólnieniach i karykaturalnych nieraz przerysowaniach, podporządkowane były żywiołowi erystycznemu, skierowanemu przeciw ideom estetycznym i poglądom na literaturę obozu klasyków warszawskich (do którego zresztą Dmochowski nie należał, choć miał zbliżone poglądy na literaturę). Dmochowski, mocno urażony wystąpieniem Mickiewicza, szybko wystosował Odpowiedź na pismo p. Mickiewicza „O krytykach i recenzentach warszawskich”, obejmująca tekst p. Mickiewicza z uwagami krytycznymi i obraz dążności literatów polskich od panowania Stanisława Augusta aż do naszych czasów (1829; wyd. 2 – 1830). Przy milczeniu całego obozu klasyków warszawskich była to jedyna publiczna replika na pismo O krytykach i recenzentach. Najważniejsze zarzuty, jakie Dmochowski postawił adwersarzowi, są następujące: 1) Mickiewicz, wyjmując z szerszego kontekstu pojedyncze spostrzeżenia, celowo manipuluje wypowiedziami krytyków warszawskich, by ich ośmieszyć; brak mu więc dobrej woli, która powinna cechować każdego dyskutanta; 2) Mickiewicz nie docenia uczonych epoki stanisławowskiej: bezpodstawnie, nie przestudiowawszy uważnie ich dzieł, deprecjonuje zwłaszcza Grzegorza Piramowicza i Franciszka Ksawerego Dmochowskiego; 3) Mickiewicz zbyt krytyczną oceną skrzywdził także literatów postanisławowskich, kreując Warszawę jako siedlisko obskurantyzmu, podczas gdy ich działalność w trudnym czasie historycznym miała duże znaczenie kulturotwórcze: to nie hołdowanie retoryce zahamowało rozwój literatury polskiej, jak powiada Mickiewicz, lecz wypadki dziejowe, brak publiczności literackiej oraz epigonizm szerzący się wśród poetów (np. balladomania po wydaniu Ballad i romansów). Te merytoryczne uwagi, w których jest wiele słuszności, zostały okraszone też licznymi passusami potwierdzającymi, że rozprawa Mickiewicza („dziwna zagadka” – jak ją m.in. określa Dmochowski) mocno dotknęła warszawskiego literata, z rozdrażnieniem powracającego co jakiś czas do wątku nadmiernej zarozumiałości i pychy romantyka, twierdząc jednocześnie, że twórczość autora Ballad i romansów nie dorasta do poziomu literatury zachodnioeuropejskiej. Za przykład stawia mu – tradycyjnie – ody Kajetana Koźmiana i Ludwika Osińskiego, Barbarę Radziwiłłównę Alojzego Felińskiego, Ludgardę Ludwika Kropińskiego i oczywiście twórczość Brodzińskiego.

Po latach opinia Dmochowskiego na temat Mickiewicza (być może także pod wpływem późniejszych jego dzieł) nieco się zmieniła: „Mickiewicz prześcignął wszystkich swoich poprzedników, a z następnych pisarzy nikt mu nie wyrównywa w zapale i wzniosłości połączonej z mocą i zwięzłością stylu. Pierwsze zalety winien własnemu geniuszowi, drugie zgłębieniu dawniejszych pisarzy naszych” (Nauka prozy, poezji), podobnie spostponowaną uprzednio Marię krytyk zaliczył teraz do „trwałych ozdób poezji naszej” (tamże).


Refleksje metakrytyczne. Odpowiedź na pismo p. Mickiewicza zawiera też pewien potencjał historycznoliteracki i metakrytyczny. Broniąc autorów stanisławowskich i postanisławowskich przed zarzutami, Dmochowski przy okazji ukazuje szkicowo rozwój polskiej literatury i krytyki literackiej, zauważając: „Za Stanisława Augusta działanie literatów nie było wcale krytycznym i estetycznym, lecz edukacyjnym i obywatelskim” (Odpowiedź na pismo), w l. 1795–1806 pisarze musieli zaś skoncentrować się na podtrzymywaniu ducha narodowego. Podkreśla też znaczenie krytyki teatralnej czasów Towarzystwa Iksów, która próbowała tworzyć publiczność teatralną w kraju, gdzie tradycje te były nikłe. I choć uważa, że „zawsze jest potrzebny ten rodzaj krytyki, który zwraca pisarzy i czytelników do zasad gruntowności i prostego sądu, czuwa nad czystością języka” (tamże), to nie przecenia znaczenia dla rozwoju literatury polskiej myśli krytycznoliterackiej pierwszych lat XIX w. Zauważa rozsądnie, że krytycy warszawscy zwykli kierować się utrwalonym przekonaniem, że ich rola polega przede wszystkim na wychowywaniu publiczności literackiej: zachęcaniu jej do czytania i chodzenia do teatru, kształtowaniu w niej nie tylko dobrego smaku, ale i odpowiednich postaw, po czym komentuje: „Tak postępując, nie dali wprawdzie dowodów swojej głębokiej nauki, ale też nie okazali bynajmniej owej ciemnoty i niewiadomości, jaką im P. Mickiewicz zarzuca” (tamże). Zgadza się również Dmochowski z Mickiewiczem, że dobry krytyk powinien mieć wszechstronną wiedzę na temat literatury polskiej i światowej oraz umiejętność widzenia jej w szerokim kontekście estetycznym i teoretycznym (nazywa to umiejętnością samodzielnego wywodzenia teorii sztuki), tyle że – jak zaznacza – w Polsce takich tradycji krytycznoliterackich nie ma (może poza Brodzińskim i jego rozprawą O klasyczności i romantyczności), nie ma więc na kim się wzorować, a „[n]owi teoretycy jeszcze nie objawili zupełnie zasad swoich krytycznych. Powiedzieli nam tylko, że krytyka nie powinna być drobiazgowa” (tamże). Swoje ogólne uwagi kończy zachętą: „Wzywajmy więc i z upragnieniem oczekujmy owych światłych teoretyków i krytyków wyższego rzędu, którzy do chwały naukowej narodu naszego także przyłożyć się mogą, ale nie poniżajmy, nie pogardzajmy tymi, którzy w szczuplejszej sferze działając, nie przestąpili ani prawideł prawości, dobrej wiary i rozsądku, ani też nie spuścili z oka pożytku literatury ojczystej” (tamże).

Szczegółowe wskazania Dmochowskiego dotyczące sposobu uprawiania krytyki literackiej poświadczają jego tradycjonalizm. Podążając za klasykami postanisławowskimi, broni on przede wszystkim prawa recenzenta do drobiazgowego „przetrząsania uchybień stylu” (tamże). Jest to zresztą stały wątek jego pism krytycznoliterackich (pojawiający się także w Uwagach nad „Sonetami”). Dmochowski konsekwentnie kładł też nacisk na „dobrą wolę” i swego rodzaju empatię krytyka, której brak zarzucał Mickiewiczowi: „Kto chce sprawiedliwie ocenić autora, ten nigdy przeciw niemu iść nie powinien; trzeba postawić się w jego miejscu, wyrozumieć, jaki miał cel, i wybadać, czyli go osiągnął” (Uwagi).


Znaczenie. Na krytyce Dmochowskiego silne piętno odcisnęło napięcie między tradycjonalizmem literackim i romantyzmem z początku XIX w. Jeszcze w 1864 r. w przedmowie do podręcznika Nauka prozy, poezji i zarys piśmiennictwa polskiego pisał: „[...] trzymając się średniej drogi, nie hołdowałem wyłącznemu uwielbieniu dla dawnych klasyków i ich naśladowców, ani też dla autorów szkoły romantycznej zwanej”, wskazując pośrednio na najważniejsze dla siebie punkty odniesienia. Próbując znaleźć kompromis między tymi prądami artystycznymi, pozostawał świadomym eklektykiem estetycznym, choć zdecydowanie bliższa była mu tradycja klasycyzmu. O rozwijającym się gatunku powieściowym pisał z dystansem, wskazując jednocześnie jego wzorzec: „Zasadą każdej powieści jest wierne malowanie obyczajów, charakterów i miejscowości, zaletą wzbudzenie ciekawości czytelników, celem zaś wstręt do zbrodni, a zamiłowanie cnoty. Bez tych warunków powieść nudną, a nawet szkodliwą, bo zrządzi stratę czasu, zepsucie serca i skrzywienie wyobrażeń” (Nauka prozy, cz. 1).

W pracach krytycznoliterackich Dmochowskiego obok trafnych niekiedy spostrzeżeń pojawia się wiele lapsusów i uproszczeń świadczących o problemach z oceną zwłaszcza nowych zjawisk literackich. Według Zdzisława Libery jest to krytyk „o indywidualności nieskrystalizowanej”. To także krytyk ostrożny, ważący każde słowo, jakby obawiający się komukolwiek swoimi wypowiedziami narazić – w konsekwencji sprawiający wrażenie, jakby nie miał własnego zdania. Narażał się tym samym wszystkim, nie tylko romantykom; wiele krytycznych uwag o Dmochowskim wypowiedział też np. Kajetan Koźmian. Dużo słuszności jest w opinii Antoniego Edwarda Odyńca, który we Wspomnieniu pośmiertnym napisał, że „[Dmochowski] nie był nigdy krytykiem we właściwym tego słowa znaczeniu, lecz tylko, jako redaktor pism periodycznych, sprawozdawcą z literackiego ruchu, który się wokół niego rozwijał”. Zasługi Dmochowskiego polegają jednak głównie na tym, że jako jeden z pierwszych zawodowych literatów zajmujących się intensywnie krytyką i historią literatury w trudnych czasach Królestwa Polskiego z ogromną energią i skutecznością przyczynił się do ożywienia ruchu umysłowego, zwłaszcza literackiego, w stolicy.</document>
<document nplp_id="13080" title="Dobieszewska ze&amp;nbsp;Śmigielskich Józefa" slug="dobieszewska-ze-smigielskich-jozefa">Publicystka, powieściopisarka, działaczka emancypacyjna. Kryptonimy i pseudonimy: J.D. (Ś.); J. Śmigiels...; Weredyk. Większość utworów ogłosiła pod nazwiskiem panieńskim: Śmigielska.


Informacje biograficzne. Józefa Teresa Antonina Śmigielska urodziła się 15 X 1820 w Warszawie jako córka Walentego, majora armii Królestwa Polskiego (zm. 1868), i Karoliny Bonieckiej h. Bończa (zm. 1836). Pochodziła z niezamożnej rodziny szlacheckiej, początkowo odebrała edukację domową, od 1833 r. kształciła się w Instytucie Wychowania Panien w Warszawie, co uzupełniała w następnych latach samokształceniem przez lektury i podróże. Do 1853 r. próbowała pracować jako nauczycielka w domach szlacheckich, w 1854 r. ponownie zamieszkała w Warszawie, gdzie nawiązała współpracę z pismami periodycznymi. W 1865 r. wyszła za mąż za wieloletniego współpracownika, lekarza Zygmunta Stanisława Dobieszewskiego (1836–1896). W 1870 r. małżonkowie stracili czteroletnią córkę Marię Eleonorę. W związku z planami zawodowymi Dobieszewskiego (powołanego na stanowisko inspektora szpitali powszechnych i zakładów krajowych w Galicji) w 1870 r. przeniosła się razem z nim do Galicji. Zarzuciła powieściopisarstwo i pracę redakcyjną, drukowała natomiast wiele jako publicystka (odczyty, które wygłaszała np. w 1871 r. Lwowie, korespondencje w „Gazecie Polskiej” i „Niwie”). W 1874 r. Dobieszewski przeniósł się do Marienbadu (Mariánské Lázně), gdzie zaczął pracować jako sezonowy lekarz zdrojowy. Żona wyjechała razem z nim, w rezultacie znacznie ograniczając swoje kontakty z prasą krajową. Zmarła 22 IX 1899 w Marienbadzie.

Działalność. Zadebiutowała jako literatka w 1848 r. (Ośm obrazków w jednej ramie). Następnie zajęła się redagowaniem czasopism o charakterze dydaktycznym, przeznaczonych głównie dla młodych czytelników: „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne, czyli Zbiór Powieści, Poezji, Komedii i Podróży dla Młodego Wieku” (planowane jako „Zorza”, sześć tomów w l. 1856–1857), potem „Zabawy Umysłowe dla Młodego Wieku” w 1860 r. (pismo upadło po jednym tomie ze względu na koszt ilustracji). Od kwietnia 1861 r. wspólnie z Aleksandrą Borkowską zaczęła wydawać miesięcznik „Kółko Domowe” (od 1865 r. dwutygodnik), który ukazywał się do grudnia 1868 r. Na jego łamach publikowała szkice historyczne, powieść Trzy pokolenia (1864), sprawozdania z lektur i odczytów, a także Listy z podróży (wrażenia i refleksje z wypraw odbywanych w tym czasie m.in. do Austrii, Belgii, Niemiec, Francji i Anglii). Czasopismo zostało sprzedane Salomonowi Lewentalowi, który przekształcił je w „Tygodnik Romansów i Powieści”.

Publikacje Dobieszewskiej ukazywały się przede wszystkim w czasopismach warszawskich – począwszy od współpracy nawiązanej z „Gazetą Warszawską” w 1854 r. za czasów redakcji Antoniego Lesznowskiego oraz z „Gazetą Codzienną” (1854–1855). Pisywała również m.in. do „Gazety Polskiej”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Kłosów”. Wypowiedzi o charakterze krytycznoliterackim zamieszczała głównie na łamach wydawanych przez siebie periodyków: „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych”, „Rozrywek Umysłowych” i „Kółka Domowego”, a po wyjeździe do Galicji – także na łamach „Niwy”. Drukowane tam pod pseudonimem Weredyk w l. 1872–1873 Listy znad Wisły i znad Pełtwi cieszyły się dużym powodzeniem (pochlebnie ocenił je P. Chmielowski). Znaczącą pozycją publicystyczną z tego okresu jest zbiór sześciu wykładów wygłoszonych we lwowskim ratuszu w 1871 r. i wydanych jako książka (Wychowanie kobiet wobec dzisiejszych dążeń społecznych, 1871).

Między publicystyką a krytyką. Za debiut publicystyczny Śmigielskiej uznaje się artykuł Do piszących kobiet („Dziennik Warszawski” 1854, nr 195–196), który wydrukowała jako autorka dobrze przyjętej powieści Sukcesje i praca (1854). Formułuje w nim opinię na temat celów i charakteru pisarstwa kobiecego, które winno być przede wszystkim dydaktyczne, nakierowane na kształcenie moralne i intelektualne odbiorczyń oraz zachęcenie ich do samodoskonalenia, jako jedna z pierwszych apelując o solidarność i wzajemne wsparcie wśród autorek. Do projektowanego grona odbiorców jej pism należały głównie kobiety i młodzież (lub szerzej „rodziny”), co nie oznaczało jednak programowego zaniżania poziomu – przeciwnie, często wyraża się niechętnie o niesprawiedliwym traktowaniu periodyków przeznaczonych dla tego kręgu czytelników (np. w pożegnaniu Do czytelników, „Kółko Domowe” 1868, z. 24, określa „Kółko” jako czasopismo lekceważone, opisywane błędnie lub pomijane milczeniem jako „redagowane przez kobiety”). W wypowiedziach literackich uważana za prepozytywistkę, w tekstach publicystyczno-sprawozdawczych pozostaje wobec tego nurtu krytyczna (O pozytywizmie (August Comte, artykuł p. Dupont-Whittle, profesor Lévêque, konferencja o. Feliksa), „Kółko Domowe” 1865, z. 18–19). W artykule tym publicystyka stosuje Taine’owską metodę genetyczną do negatywnej oceny koncepcji filozoficznej przez pryzmat skandalizującej biografii Auguste’a Comte’a. Przytacza poglądy francuskich krytyków i moralistów, którzy w polemikach zarzucali pozytywizmowi skrajne „zmaterializowanie” oraz zamknięcie się w kręgu empirii i nauk przyrodniczych, a odwrócenie od metafizyki.

Dobieszewska pozostaje bardziej działaczką niż krytyczką, jej zainteresowania są dokładnym odbiciem sfery, która zajmowała ją jako powieściopisarkę – recenzowane utwory dobiera przede wszystkim pod kątem tematyki emancypacyjnej i pedagogicznej: edukacji i pracy kobiet, wiele miejsca poświęcając odczytom i prasie, traktowanym jako dogodne forum propagowania cenionych przez nią treści. Owej monotematyczności była świadoma, wyznając: „Wszystko, co w »Kółku Domowym« jest mego pióra, czy to sprawozdanie, jak z kursu francuskiego moralisty Pawła Janet, czy też powieść, jak ta, którą w bieżącym roku drukowałam pt. Trzy pokolenia, tchnie zawsze jedną myślą zasadniczą moich dążności. Wszędzie wołam na kobiety, żeby podnosiły w sobie wartość moralną i umysłową, jeżeli chcą wyrość z wieczystej małoletności; zawsze, przykładem i słowem odzywam się do nich: pracujcie, kształćcie się!...” (Do Pani Eleonory Ziemięckiej, „Noworocznik. Kalendarz Ilustrowany dla Polek na rok 1865”, 1865). Dlatego bardzo cenioną i chętnie cytowaną przez nią autorką jest Eliza Orzeszkowa, zwłaszcza jako publicystka, uczestniczka polemiki z Antonim Nowosielskim („Gazeta Polska” 1870, nr 147–148). Autorce tej przepowiada „zaszczytne miejsce w literaturze polskiej nie tylko przez talent powieściopisarski, ale przez tę niepodległość sądu, opartego na rzetelnej nauce i rzadkiej bystrości spostrzegania” (Wychowanie kobiet). Właśnie Orzeszkowa spełnia wymagania stawiane twórcy: „Cóż bowiem stanowi tę, że tak powiem, misję autorstwa, i jakim jest jego zadanie, czy tylko aby gładkimi i choćby bardzo uroczymi słowami powtarzać jedne i te same wytarte liczmany ogólników, z których już duch uleciał, bo są niby rozproszone ułamki jakiejś formy, przez czas skruszonej?... Czy po to się tylko bierze pióro do ręki, aby powtarzać, jak to mówią, za panią matką pacierz? Ja sądzę, że nie. Talent jest to siła, która daje odwagę, i obdarzona nim jednostka idzie służyć pod sztandar tej strony prawdy i piękna, jaką jej duch najwybitniej pojmuje” (tamże). Forma literacka jest dla Dobieszewskiej sprawą drugorzędną, główną funkcją języka jawi się komunikatywność. W tej postawie publicystka pozostaje konsekwentna (od debiutu po korespondencje z 1872 r.), już w pierwszej wypowiedzi na temat celu pisarstwa kobiet stwierdzając, że nie chodzi w nim o to, „aby rozwodniać przez kilka tomów jaki amalgam sentymentu i nadzwyczajnych wypadków lub dźwięcznymi rymy bawić i głaskać swoje i drugich ucho. Nam przystoi należyć do upowszechniania zdrowych pojęć, podając je w przystępnej dla wszystkich formie, wyświecać jakąś prawdy cząsteczkę i całym życiem naszym tej prawdzie dać świadectwo” (Do piszących kobiet).

Recenzje. Dobieszewska jest autorką typowych wypowiedzi krytycznych takich jak recenzje, np. prac Elizy Orzeszkowej Kilka słów o kobietach i Anastazji Dzieduszyckiej Kilka myśli o wychowaniu i wykształceniu niewiast naszych („Niwa” 1871, z. 3–5). Pisała też szkice biograficzne zbudowane na podobnym schemacie: fabularyzowany obrazek biograficzny, krótka informacja o działalności i dziełach autora, ocena twórczości głównie przez pryzmat jej wartości dydaktycznej („Zabawy Umysłowe”: Ignacy Krasicki, Jan Paweł Woronicz; „Kółko Domowe”: Franciszka Urszula z książąt Korybutów Wiśniowieckich księżna Radziwiłłowa, O pozytywizmie). Elementy oceny krytycznoliterackiej pojawiają się również w kronikach bieżących (poświęconych jednak przede wszystkim problematyce społeczno-obyczajowej), korespondencjach (np. Znad Wisły i znad Pełtwi, „Niwa” 1872, z. 4, 24), odczytach (Wychowanie kobiet) i szkicach wspomnieniowych oraz materiałach autobiograficznych (Do Pani Eleonory Ziemięckiej). Dominujące elementy ideowe to dyskurs emancypacyjny połączony z pochwałą chrześcijańskiej etyki obowiązku i ideą samodoskonalenia. Argumentacja publicystyczna opiera się zwłaszcza na pragmatyzmie, sięganiu do doświadczeń odbiorcy i jego wiedzy o rzeczywistości, a także do niekwestionowanych autorytetów, np. Adama Mickiewicza (Kilka słów o Serbii, „Zabawy Umysłowe” 1861), i aktualnych publikacji tak polskich, jak obcych. Krytyka miała być „wyświęcaniem prawdy” („Dziennik Warszawski” 1854, nr 263).

Oprócz tradycyjnych metod konstruowania tekstu krytycznego, takich jak zacieranie granicy między przytaczaniem poglądów autora a własną oceną lub obszerne cytaty na granicy przedruku (np. humoreska Wędrówka po Galilei, dająca obraz prasy galicyjskiej cytowana w korespondencji z „Niwy” 1873, nr 49–50 to w rzeczywistości fragmenty komedii S. Tarnowskiego i W.L. Anczyca), warto zaznaczyć pewne elementy bardziej innowacyjne: łączenie psychologizowania z analizą obowiązujących konwencji społecznych (cechy pisarstwa kobiecego są nie tylko zależne od biologicznych predyspozycji kobiecego umysłu przekładających się na odmienną percepcję, ale przede wszystkim od zakresu wykształcenia i dostępnej sfery działania; Do piszących kobiet), docenienie ironii jako chwytu polemicznego (tamże), świadomość historycznej zmienności upodobań literackich, wrażliwości językowej i kryteriów wartościowania tekstu („Kółko Domowe” 1861, z. 5–6).</document>
<document nplp_id="13082" title="Witowski Gerard Maurycy" slug="witowski-gerard-maurycy">Publicysta, felietonista, poeta, dramatopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: G.W.; Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia; Pustelnik z Krak. Przedm.; P… z K… P…; W***; W****; X.

Informacje biograficzne. Urodził się ok. 1787 r. we wsi Wrząca Wielka (gub. mazowiecka) jako syn Adama Witowskiego h. Rola i Faustyny Zeth-Naramowskiej h. Łodzia. Studiował ekonomię w Paryżu, korzystając z protekcji Piotra Maleszewskiego. Następnie mieszkał w Warszawie, najpierw zajmując stanowisko urzędnicze w Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, później podejmując pracę asesora w Komitecie Starozakonnych, a także sekretarza generalnego deputacji dóbr duchownych suprymowanych. Jednocześnie od 1812 r. był związany z „Gazetą Warszawską” jako recenzent i redaktor (1816–1821), autor popularnych felietonów, które pisywał pod pseudonimem Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia. Od 1818 r. współpracował też z „Pamiętnikiem Warszawskim”, a od 1821 r. z „Gazetą Literacką” – najprawdopodobniej był jej redaktorem lub współredaktorem – oraz „Gazetą Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, „Kurierem Polskim”, „Pamiętnikiem Naukowym”, „Monitorem Warszawskim”, lwowskimi „Rozmaitościami”, „Tygodnikiem Polskim i Zagranicznym”. W 1821 r. ożenił się z Kornelią Beniusiewicz (1803–1878), z którą miał córki Klementynę (ur. 1828) i Kornelię (ur. 1830) oraz zmarłego w dzieciństwie syna Adama.

Przejawem jego zainteresowań ekonomią był cykl artykułów Ekonomia polityczna („Gazeta Warszawska” 1819, nr 56, 63, 71, 82, 93, 101) popularyzujących na gruncie polskim idee zawarte w pracy Bogactwo narodów Adama Smitha. Pisał też utwory dramatyczne (Waliza. Komedia w 1 akcie, wyst. 13 XI 1833, rkps zaginął) oraz tłumaczył na potrzeby warszawskiej sceny sztuki teatralne (m.in. Dwóch zięciów Ch.-G. Étienne’a [1817] i Szkołę żon Molière’a [pt. Szkoła kobiet; 1819], umieszczając ich akcję, zgodnie z konwencją epoki, w Polsce). Próbował swoich sił jako poeta: zachowały się jego wiersze – utrzymane w stylu klasycystycznym i mające jedynie wartość historyczną – jak poemat heroikomiczny Kinal. Poema żartobliwe (1818) oraz Opisanie obchodu żałobnego po wiekopomnej pamięci najjaśniejszym Aleksandrze I (1823). W 1829 r. opublikował biografizującą broszurkę Życie Joanny d’Arc zwanej Dziewicą Orleańską. Z rękopismów Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia. Zmarł 8 X 1837 w Warszawie jako „b. urzędnik, właściciel znacznych posesji […], znany też z płodów literackich” („Kurier Warszawski” 1837, nr 268).

Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia. Na temat jego biografii źródła z epoki mówią niewiele więcej. Wynika z nich, że Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia raczej nie cieszył się dobrą opinią u współczesnych. Autor obszernego Listu do Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia, niejaki Wincenty Poczciwski, twierdzi, że Witowski narobił sobie wrogów ostrym piórem („Gazeta Warszawska” 1819, nr 51), zwłaszcza u przedstawicieli „młodej Warszawy” literackiej. Redaktor „Nowej Polski” wypominał np. w 1831 r. Pustelnikowi, że „za rządów cesarzewicza pisywał w »Monitorze« [„Monitorze Warszawskim”, oficjalnym organie władz Królestwa Polskiego] i misjonarzował pod filozoficznym sterem Szaniawskiego” („Nowa Polska” 1831, nr 31). W „Nowej Polsce” czytamy też: „Pustelnik zawsze był dowcipny, pobożny i złośliwy, zawsze słodko rozmawiał, a potężnie gromił wszystkich liberalistów, wszystkich nieprzyjaciół cenzury, wszystkich nieprzyjaciół obłudy politycznej i religijnej. Powstawał na każdą rewolucję, każdą insurekcję nazywał buntem i zawichrzeniem, kochał spokojność, lubił władzę, cenił wpływy. […] Unosiły go po wielokroć szlachetne przymioty, rycerska cnota i pracowitość W. ks. Konstantego”, Polaków z Galicji i Rosji miał określić mianem żebraków itd. (tamże). W „Nowej Polsce” (1831, nr 35) Witowski zamieścił swoją odpowiedź: „Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, o którym była wzmianka w 31 numerze »Nowej Polski«, protestuje się, że nigdy nie użył tego wyrazu »żebraki«, mówiąc o osobach z Galicji i rodakach z Rosji przybyłych. Również protestuje się, że był zawsze, jest i będzie dobrym Polakiem i że swoje siły i możność poświęcić chce dla wspólnej ojczyzny”. Pozostają też – niepotwierdzone – oskarżenia w pamiętnikach Józefa Krasińskiego, jakoby Witowski zadenuncjował prezydenta Warszawy Jakuba Ignacego Łaszczyńskiego w celu uzyskania lepszej posady. Ich wiarygodność – zważywszy także na to, że Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia zamieścił wcześniej w „Gazecie Warszawskiej” krytyczną recenzję Zamku na Czorsztynie Krasińskiego – może budzić wątpliwości.

Prekursor felietonistyki warszawskiej. Witowski był twórcą zarówno typowych felietonów, jak i obrazków biorących za przedmiot scenki obyczajowe z życia ówczesnej Warszawy, dlatego bywa nazywany ojcem felietonistyki warszawskiej (J.J. Lipski). Na obie te formy u Witowskiego silnie oddziałały tradycje francuskie i publikacje, takie jak Tableau de Paris (Obraz Paryża, 1781–1788) i Nouveau tableau de Paris (Nowy obraz Paryża, 1799–1800) Louis-Sébastiena Merciera, Les Nuits de Paris (Noce Paryża, 1788–1791) Nicolas-Edme’a Rétifa de La Bretonne’a oraz – najważniejszy punkt odniesienia – L’Hermite de la Chaussée d’Antin (Pustelnik z Chaussée-d’Antin, 1810–1820; Witowski przyznawał się wprost do naśladowania tego wzoru w Liście do Redaktora „Gazety Warszawskiej” – „Gazeta Warszawska” 1816, nr 19) Étienne’a de Jouy’ego, czyli „Pustelnika paryskiego”. Użycie pseudonimu Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia wywołało reakcję. Niejaki „Człowiek Towarzyski z Senatorskiej Ulicy” napisał, że „Pustelnika powołaniem – milczenie” i że autor kryjący się pod tym pseudonimem: „To wyraźnie zbieg z naszego cechu, który przedsiębierze tajemnice nasze wyjawić i pod przybranym kapturem sposób towarzyskiego życia naszego wyśmiewać” (Człowiek Towarzyski z Senatorskiej Ulicy do redaktora „Korespondenta Warszawskiego”, „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 25).

Pustelnik warszawski, chociaż dość daleko mu do romantycznych pustelników łączących w sobie cechy „widzącego” i szaleńca mającego dostęp do „prawd żywych”, mimo wszystko czyni gest odrzucenia zdeprawowanego świata. Nie udaje się jednak na łono natury, by samotnie wieść ubogi żywot, lecz pozostaje w swoim przytulnym warszawskim mieszkaniu otoczony służbą i sięga po środki właściwe satyrze. Bardziej niż pustelnika przypomina molierowskiego mizantropa. Ma też na gruncie polskim swoje literackie rodzeństwo: jego utwory poprzedziły pojawienie się w grudniu 1822 r. pierwszego w Polsce anglistycznego pisma, dwutygodnika Konstantego Szteka „Pustelnik Londyński z Ulicy Pikadilli”, jako Pustelniczka z Ulicy Wiejskiej podpisywała się zaś Wanda Malecka, autorka cyklu obrazków w „Wandzie” (1828).

Witowski podążał śladami Jouy’ego, co skrupulatnie wytykali mu oponenci; Bruno Kiciński porównywał np. artykuły Pustelnika do „plantacji nadsekwańskich kwiatów, po prostu w grunt nasz wsadzonych” („Tygodnik Polski i Zagraniczny” 1818, t. 1), redaktorzy „Orła Białego” na sugestię Witowskiego, że obawiają się jego pióra, złośliwie mu zaś odpowiedzieli, że „w grubym jest błędzie, […] chcąc bowiem, ażeby dowcipnie nas dotknął, musielibyśmy wprzód co winić Panu Jouy lub innemu francuskiemu autorowi” („Orzeł Biały” 1820, t. 2). Opinie te były jednak nieco niesprawiedliwe. Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia zapożyczonym nieraz z języka francuskiego artykułom nadawał polski koloryt nie tylko przez zmiany miejsca akcji, imion i nazwisk bohaterów, ale i przez inkrustowanie swoich tekstów licznymi cytatami z dzieł Ignacego Krasickiego oraz wileńskich „Wiadomości Brukowych”. Potrafił też elegancką polszczyzną, plastycznie, z talentem literackim poświadczającym zmysł uważnej obserwacji opisać warszawskie parki i ogrody, kawiarnie (tu zwłaszcza „Kawę Wiejską”, która stała się „niejako teatrem Warszawy” – Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, czyli charaktery ludzi i obyczajów, t. 4, 1829), sklepy, jarmarki marywilskie, przejażdżki warszawian na Bielany, stołeczne bale i reduty, słowem: życie stolicy w latach 1816–1821. Niewątpliwie barwne obserwacje obyczajowe Witowskiego oraz kreacja narratora w jego felietonach – postaci o wyraźnie zarysowanej, zindywidualizowanej sylwetce – noszą w tym czasie znamiona nowości.

W batalii „młodej” prasy ze „starą” prasą. W swoich felietonach Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia wielokrotnie zabierał głos także w kwestiach związanych z teatrem, konsekwentnie zajmując stanowisko konserwatywne, prezentując się jako ortodoksyjny zwolennik klasycyzmu. Po zamilknięciu Towarzystwa Iksów próbował poniekąd przejąć jego rolę. Znamienne, że swoje pierwsze recenzje na łamach „Gazety Warszawskiej” podpisywał literą X, w polemice o kształt współczesnego dramatu wprost powoływał się zaś na autorytet sędziów z „Towarzystwa Uczonych” („Gazeta Warszawska” 1819, nr 85). Był przy tym jednym z głównych uczestników wojny „Gazety Warszawskiej” z „Tygodnikiem Polskim i Zagranicznym”. Sprowokował ją Kiciński Odezwą „Tygodnika” do swoich starszych braci, innych pism periodycznych („Tygodnik Polski i Zagraniczny” 1818, t. 1, nr 1). Wśród zdań akcentujących przede wszystkim różnice społeczno-polityczne między przedstawicielami „starej” i „młodej” prasy, pojawił się tu m.in. passus: „Uciekam się więc pod Waszą protekcję, starsi Bracia moi, szczególniej pod Twoją, szanowna babko wszystkich pism periodycznych, »Gazeto Warszawska«! […] Niech sarka zawiść, że nieodstępne wieku przywary i ciebie zaraziły, że zamiast nowin starodawne przetapiasz dzieje, że się kochasz w dykteryjkach i anegdotach! Niech upatrują w tym śmieszność, że zbrzydziwszy sobie stan wdowy, połączyłaś się z Pustelnikiem, […] wszakże i na słońcu znaleziono plamy!”. Reakcją był felieton Witowskiego wymierzony w publicystykę „młodej Warszawy”, zarzucający jej autorom nieuctwo, brak obycia, zły gust literacki i językowe prostactwo (Pedanty, „Gazeta Warszawska” 1818, nr 59). Bywalski, czyli Józef Brykczyński, ripostował artykułem Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia („Tygodnik Polski i Zagraniczny” 1818, t. 3, nr 32), w którym tytułowy bohater został potraktowany jako człowiek próżny i żądny sławy, a jego pisarstwo uznano za wtórne i nieudolne. Pod artykułem Bywalskiego zamieszczono też rozwiązanie logogryfu „Pustelnik” z poprzedniego numeru (tamże, nr 31). Brzmi ono: „Pustelnik. W Pustelniku są pustki, jest nieuk, pies, stek, nie, splen, stuk, puk” (tamże, nr 32). Poważniejsza polemika rozwinęła się wokół felietonu Witowskiego Sztuki dramatyczne („Gazeta Warszawska” 1819, nr 85), gdzie elitarnym „sztukom klasycznym” zostały przeciwstawione gminne, oczekiwane przez publiczność („nieoświecony lud”), ale niekoniecznie przez „ludzi światłych” – „sztuki narodowe”. Te ostatnie, pisane często przez miernych autorów wykorzystujących patriotyczne nastroje i schlebiających tak widzom, miał charakteryzować brak dobrego gustu i uniwersalizmu właściwego „sztukom klasycznym”. Odsyłając do „Rasyna i Moliera” oraz radząc zgłębianie warsztatu dramatopisarza, Pustelnik dawał jednocześnie ironiczną receptę, jak współcześnie zyskać w teatrze popularność: „Pisz nędzne dramy, a na dobicie gustu dodaj, że tego chce po nas Ojczyzna. Nade wszystko nie lękaj się sponiewierać tego świętego słowa, bierz imię Pana Boga twego nadaremno, przypinaj ten kwiatek, gdzie możesz. Pamiętaj, że i sam tytuł sztuki nie jest rzeczą obojętną, jeżeli ten tytuł może być narodowy” (tamże). To na ten passus powołał się Jakub Konarski, broniąc Witowskiego przed Kazimierzem Brodzińskim, który – oburzony przeciwstawieniem klasyczności i narodowości oraz podkreślając, że historia jest wyłączną „osią” poezji dramatycznej – tak punktował najważniejsze idee zawarte w kontrowersyjnym felietonie: „Nie gruntuj narodowości [!], ale się naucz twojego rzemiosła [!]; odłóż dzieje przodków do historii [!], a teatrowi zostaw komedię” (Do Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia z powodu ostatniego artykułu jego: „O sztukach dramatycznych”, „Orzeł Biały” 1819, t. 2, nr 12). Brodziński pytał retorycznie: „Gdybyś też WPan był cudzoziemcem, a uważał ten lud, że w jakimkolwiek bądź obrazie widząc wystawione najmilsze sobie wspomnienia unosi się i cieszy – czyliżbyś WPan zamiast pogardzać gminem nieoświeconym nie uczuł tej szlachetnej […] żądzy, ażeby […] dla niego, w duchu jego sztukę wydoskonalać?” (tamże). Ta wymiana sprowokowała do odpowiedzi innych autorów. Konarski dowodził, że Witowskiemu nie chodziło o usuwanie z dramatu tematów narodowych, ale o ich instrumentalne traktowanie (Uwagi nad krytyką napisaną przez ImPana Kazimierza Brodzińskiego, „Gazeta Warszawska” 1819, nr 88), Józef Franciszek Królikowski, próbując godzić zwolenników „narodowości” i „klasyczności”, radził przyszłemu adeptowi dramatopisarstwa: „Pisz […] tak, jak pisali Grecy i Rzymianie, a tym samym ugruntujesz narodowość” (Uwagi […] nad ostatnim artykułem Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia: „O sztukach dramatycznych”, „Orzeł Biały” 1819, t. 3, nr 5), i sumował: „Umiejmy tak pisać, jak pisali Eurypides, Sofokles, Menander, Terencjusz, Horacy, Boalo, Rasyn i Molier, a potem zapytajmy się ich samych, czy nasze dzieła narodowe nie są klasyczne; zapytajmy ich, czy dla zostania klasykami wyrzekli się narodowości” (tamże, nr 6). Do sporu dołączyli redaktorzy „Orła Białego” z pismem Objaśnienie uwag Jakuba Konarskiego, sugerując, że Konarski i Witowski to ta sama osoba (tamże, nr 2), a wreszcie – w kolejnej odsłonie polemiki, która, zawieszana co jakiś czas i wznawiana, ciągnęła się przez ponad rok, przyjmując coraz bardziej personalny charakter – wydawca „Gazety” Antoni Lesznowski. Bronił się on przed atakami „młodej prasy” artykułem Odwołanie się do światłej i bezstronnej Publiczności („Gazeta Warszawska” 1820, nr 13), w którym wyliczał swoje publiczne zasługi w celu zdyskredytowania przeciwników, ludzi młodych o znikomych osiągnięciach i „dzikich obyczajach”, nierespektujących zasad życia społecznego. Lesznowski powołał się też na list Do Redaktora „Gazety Warszawskiej” Witowskiego, gdzie młodzi wydawcy „Orła Białego” zostali oskarżeni o to, że mylą sprawy osobiste z kwestiami narodowymi, a w efekcie – bezpodstawnie utożsamiają się z całym narodem (tamże).

Warto podkreślić, że dyskusja ta osiągnęła kulminację w lutym 1820 r. Był to jeden z gwałtowniejszych sporów prasowych tych czasów. Podobne emocje, choć na nieco mniejszą skalę, Witowski wzbudził antyliberalną w wymowie recenzją inscenizacji Nieszporów sycylijskich Casimira Delavigne’a w tłumaczeniu Dominika Lisieckiego („Gazeta Literacka” 1821, nr 4–5). Zaczynał słowami: „Sztuka ta przywodzi na pamięć jedną z tych zbrodni politycznych, rzadko kiedy usprawiedliwionych interesem dobra krajowego, a na które prawie zawsze uskarżać się musi bezskutecznie ludzkość” (tamże, nr 4), kończył zaś m.in. uwagami na temat warsztatu tłumacza, który niepotrzebnie „afektuje pewne wyrazy zbyt częstym ich powtarzaniem; i tak (w duchu to pewnie czynił liberalności): bije ustawicznie w tyranów” (tamże, nr 5). Lisiecki ripostował na łamach „Wandy”, wyrażając oburzenie: „Usiłowanie mające na celu skruszenie obcego jarzma nazywa Recenzent zbrodnią polityczną i barbarzyństwem”, ironizował przy tym: „Żąda zapewne Recenzent, naturalnie nie w duchu liberalnym, aby dla przyjemności brzmienia położył był tłumacz zamiast »gnębią tyrany«, »uszczęśliwiają tyrany«. Taka harmonia bez wątpienia podobałaby się Recenzentowi” („Wanda” 1821, t. 1).

Przeciwko romantykom i „romantyczności”. Wystąpienia Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia przeciwko „młodej” prasie były – co oczywiste – wymierzone także w myśl romantyczną i w jej zwolenników. Stąd w niektórych jego felietonach pojawiają się wariacje na tematy poruszane w polemikach z „Tygodnikiem Polskim i Zagranicznym” oraz z „Orłem Białym”. Dzieje się tak w felietonie Choroby panujące, gdzie w satyryczny sposób są opisywane takie ludzkie „cierpienia moralne”, jak „chrypka ministerialna”, „rumatyzmy” tak usztywniające karki hardym, że ci „nie mogą się kłaniać i na wszystkich z góry poglądają”, „gorączka zarozumiałości” (z paroksyzmami w postaci „pychy, intrygi, podłości, sofizmatów przeciwnych logice i prawdzie, szarlatanizmu”), „gorączka wydatkowania”, „febra sprężystości” (jej objaw to „wywracanie wszystkiego na wspak”), pojawiają się wreszcie i „katary naukowe”, które sprawiają, że „[k]ażdy chce wszystko umieć i na wszystkim się znać” (Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 3, 1829). Owe katary, rzecz jasna, dotyczą przede wszystkim romantyków: „Najbardziej zaś zakatarzyły się nasze dzieci. Jeszcze ze szkół nie wyszły, a już układają dzieła; są redaktorami pism periodycznych, wydają wyroki na swoich nauczycielów i nie wahają się stanowić nawet o rzeczach politycznych […]. Jedyny sposób do pozbycia się tego kataru byłby zadać wszystkim poty, to jest zasadzić ich nad książkami, których nie znają, i przymusić, aby byli w istocie uczonymi” (tamże). Jeszcze w 1820 r. Pustelnik marzył o teatrze, w którym publiczność koneserów ogląda klasyczne arcydzieła (Nowa sztuka, w: Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 4, 1829), ze swadą występował przeciwko gatunkom romantycznym (Pedanty), umieszczał romantyków w domach dla obłąkanych (Bonifratry), obiecywał tysiąc złotych dla tego, kto by skrócił powieści Waltera Scotta i wyeliminował z nich brutalne sceny z rozlewem krwi, przeznaczał wreszcie trzysta czerwonych złotych na druk dzieła, które by „na wzór Don Kiszota na romantyków było napisane” (Testament, w: Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 4). W felietonie Spowiedź, wchodząc w rolę dramatopisarza, który w młodości był zwolennikiem romantyzmu, wyznaje zaś: „Przykładałem się do rozszerzania tej nauki, której celu ani natury dotychczas nie pojmuję. Najdziwaczniejsze pomysły, obrazy najsprzeczniejsze, styl niewypowiedzianie śmieszny, słowem to wszystko, co widzisz w dzisiejszych sonetach, balladach i powieściach romantycznych, było najulubieńszą pastwą skażonej duszy mojej: na obrazę rozsądku bujałem w nieładzie, dla doścignienia krańców niewidomego świata leciałem w przepaść, dziwiłem gmin, który mię tym więcej uwielbiał, im mniej rozumiał, i przez moje mistyczne natchnienia wprowadziłem niejednego czytelnika w obłąkanie, w którym do dzisiaj zostaje” (Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 4).

Podobnie emocjonalne i pełne polemicznej pasji bywają recenzje teatralne Witowskiego. Oceniając inscenizację tragedii Fiesco Friedricha Schillera, gani przede wszystkim brak dyscypliny myślowej i formalnej autora i nie szczędzi utyskiwań na „niemiecką romantyczność, która spada na repertorium po każdym lipskim jarmarku” („Gazeta Warszawska” 1818, nr 92). Nieco bardziej wyważona stylistycznie i emocjonalnie jest późniejsza rozprawka O klasyczności i romantyczności („Monitor Warszawski” 1828, nr 14), choć i tu znajdziemy dezawuujące zwolenników romantyzmu stwierdzenie: „We wszystkich wiekach romantyczność istniała zawsze obok klasyczności, jak mniej dobre towary krążyły zawsze obok lepszych”; oraz podsumowanie: „[…] różnica między klasycznością i romantycznością jest taka sama jak między lepszym a mniej dobrym gustem. […] pierwsza może się tylko podobać ludziom mającym wyższe ukształcenie, druga – ludziom niemającym stałych przepisów gustu” (tamże). Witowski podjął tu jednak wysiłek, by wyjaśnić znaczenie dobrych wzorów i reguł, za pomocą trafnej metafory nawiązał do kwestii idealizmu obiektywnego („piękna natura”) i esencjalizmu („Podczas kiedy romantyk opisuje wszystkie gałązki i listki na drzewie, klasyk wybiera tylko piękniejsze i z nich układa drzewo idealne, czyli wzorowe pod względem gustu” – tamże), wreszcie za pomocą aluzji do Mickiewiczowskiej Drogi nad przepaścią w Czufut-Kale wyraziście oddał różnicę między klasycystyczną erudycją a romantycznym „poznaniem” („U niego [klasyka] gwiazdy się nie śmieją, pagórki nie skaczą, lasy nie wydają strasznych jęków i poeta nie patrzy przez szczeliny świata, żeby nie powiedział tego, czego sam nie wie” – tamże).

Znaczenie. Artykuły Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia dają także wyraz nowszym tendencjom zaznaczającym się w ówczesnej krytyce. Odchodzą one stopniowo od typowego dla prasowych recenzji teatralnych z przełomu XVIII i XIX w. schematu polegającego na streszczaniu sztuki, podawaniu ogólnikowych informacji na temat jej autora, oceny gry poszczególnych aktorów oraz elementów scenografii. Witowski koncentrował się raczej na wybranych aspektach omawianego dzieła po to, by w tym kontekście dokonać analizy i – jeśli recenzował spektakl – sformułować ocenę inscenizacji. Jego artykuły są wyraziste, pełne pasji polemicznej, przeniknięte żywiołem satyrycznym w duchu Juwenalisa (którego zresztą bezpośrednio przywołuje w motcie do felietonu Kulisy: „Nie zmyślam, ale prawdę piszę”; Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 3), zindywidualizowane, dotykające nieraz aktualnych tematów, takich jak zmiany w sposobach uprawiania literatury powodowane gustami i zróżnicowanymi preferencjami odbiorców (np. felieton Kabały poetów; tamże). Przed nadmiernym wpływem publiczności i czytelnika na autora konsekwentnie zresztą przestrzegał, porównując to zjawisko do „radzenia się kowalów nad wyborem sprężyn, jakich potrzeba do budowy zegarka” (tamże), zauważając słusznie, że „opinia publiczna tworzy się czasem na fundamencie bardzo słabym albo za pomocą podstępną jednego stronnictwa. […] i że na koniec byłoby niesłusznie brać za jedno i mieszać publiczność jako sędziego z potomnością, która to ostatnia nie zawsze potwierdza tamtej wyroki” (Publiczność, w: Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, t. 1). Dystans wobec zmiennych i nietrafnych opinii publiczności zaznaczył się w wielu jego felietonach (zob. np. Loża parterowa, Tyran posiedzeń, Kulisy), można by nawet powiedzieć, że Witowski był w pewnej mierze poprzednikiem romantycznych kontestatorów sztuki komercjalizującej się pod naporem masowych gustów.

„Recenzja analityczna”. Witowski należał do stosunkowo wąskiego w tym czasie grona krytyków, którzy wychodzili poza problematykę teatralną, poświęcając swoją uwagę także poezji i prozie. Jego największym dokonaniem w tym zakresie jest obszerna recenzja Podróży do Ciemnogrodu Stanisława Kostki Potockiego (Recenzja „Podróży do Ciemnogrodu” przez autora „Świstka krytycznego” w 4 tomach wydanej […], „Pamiętnik Warszawski” 1820, t. 18), określona przez autora mianem „recenzji analitycznej”. Chociaż owa „analityczność” wyraża się przede wszystkim w próbie omówienia treści dzieła na podstawie streszczenia jego akcji, to pojawiają się tu także próby interpretacji w odniesieniu do poczynionych spostrzeżeń szczegółowych oraz obserwacje o charakterze syntetyzujących wniosków. Przy tym idea „recenzji analitycznej” w ujęciu Witowskiego wiąże się zwłaszcza z rozumowaniem polegającym na potwierdzaniu postawionych uprzednio tez i hipotez. Recenzent, opierając się na swojej erudycji i preferowanym zespole norm estetycznych, tak prowadzi postępowanie analityczno-interpretacyjne, by logicznie, w spójny sposób dowieść słuszności wyjściowych twierdzeń. Pozwala to mówić o swego rodzaju racjonalizmie stylu krytycznoliterackiego Witowskiego, który – elegancką, przestrzegającą zasad latinitas i perspicuitas, wpisującą się w założenia attycyzmu elokucyjnego polszczyzną – konsekwentnie przedstawia powieść Potockiego jak tzw. romans krytyczny nawiązujący do najlepszych tradycji francuskich, umiejętnie spajający rozwój fabuły z passusami poświęconymi krytyce czasów i obyczajów. Recenzent z dużą dyscypliną myślową dowodzi też, że Podróż do Ciemnogrodu to dzieło ściśle respektujące dyrektywy klasycznej retoryki: inventio Potockiego jest zdominowana przez naturalność, dispositio przez klarowność, elocutio – przez szlachetną prostotę i szacunek dla językowej poprawności (styl Potockiego zawsze jest „jasny, gładki i poprawny”; tamże). Ozdobność jest natomiast realizowana za pomocą varietas oraz „dowcipnego rozsądku” (tamże). Wszystkiemu patronuje zaś stosowność i umiarkowanie („umiarkowana wesołość, nieprzyjaciółka ostrych żartów i przycinków”; tamże). Witowski wkłada sporo wysiłku, by nieco stępić w swoim omówieniu satyryczne ostrze powieści Potockiego, zwłaszcza jej antyklerykalny charakter (ten wątek w przywołanej recenzji ulega wyciszeniu), podkreśla zatem w wielu miejscach, że żywioł satyryczny nigdy nie przekracza granic dobrego smaku. Na koniec krytyk wskazuje te passusy Podróży do Ciemnogrodu, które mogłyby zainspirować autorów dramatycznych do napisania sztuki.

Sztukę teatralną Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia stawiał najwyżej w hierarchii wszystkich sztuk. Był przy tym zawsze konsekwentnym zwolennikiem i wiernym obrońcą idei klasycystycznych, toczącym wojnę z nowszymi tendencjami w literaturze i kulturze, zwłaszcza z romantyzmem. Prowadził ją nawet wtedy, gdy walka ta już dawno była przegrana, a Adam Mickiewicz publikował kolejne swoje dzieła, zdobywając „rząd dusz”.</document>
<document nplp_id="13084" title="Janocki Jan Daniel" slug="janocki-jan-daniel">Bibliograf, bibliotekarz.

Biografia i działalność. Jan Daniel Janocki (Johann Daniel Jänisch/ Jähnisch/ Jönisch) urodził się w końcu grudnia 1720 r. w wielkopolskim Międzychodzie lub – jak podaje Karol Estreicher – „w mieście finlandzkim” Wiborg. Pochodził ze zniemczonej rodziny, prawdopodobnie, serbołużyckiej. Jego ojciec, Jan Jerzy Jänisch, zajmował się krawiectwem, a następnie kupiectwem. W domu rodzinnym mówiono w języku niemieckim. Mimo to Janocki nazywał siebie Polakiem (Z. Birkenmajerowa), jednak do końca życia nie nauczył się dobrze języka polskiego, najczęściej używał języka niemieckiego lub łaciny. Pierwsze nauki pobierał prawdopodobnie w szkole parafialnej w Międzychodzie. Następnie uczył się w Dreźnie w szkole św. Krzyża (za czasów rektorstwa J.Ch. Schöttgena), gdzie także udzielał się w chórze (jego śpiew miał zwrócić uwagę J.A. Załuskiego). W l. 1738–1744 dzięki przyznanemu stypendium Janocki mógł kontynuować naukę w instytucie pedagogicznym w Pforcie nad Saalą pod Naumburgiem. W trakcie studiów obejmujących głównie naukę języków oraz literaturę starożytnej Grecji i Rzymu zaprzyjaźnił się z niemieckimi poetami Friedrichem Klopstockiem i Johannem Eliasem Schlegelem, z którymi utrzymywał kontakty również po ukończeniu nauki. Cenił poezję Klopstocka, pisząc w liście o cichym i spokojnym majestacie jego wierszy (za: Z. Birkenmajerowa). W Pforcie Janocki zaznajomił się także z dawnym piśmiennictwem polskim. Podejmowane w tym czasie wyjazdy wykorzystywał dla poznawania bibliotek wielkopolskich, podjął studia nad tamtejszymi księgozbiorami klasztornymi oraz nawiązał kontakty z innymi znawcami w tej dziedzinie. Po ukończeniu nauki Janocki wydał pracę Litterarum in Polonia instauratores (1744). Dzięki poznanemu w Dreźnie Bogumiłowi Henochowi Jonischowi opublikował też Kritische Briefe an vertraute Freunde geschrieben und den Liebhabern der gelehrten Geschichte zu gefallen (1745). W 1745 r. Jonisch polecił Janockiego Andrzejowi Stanisławowi Załuskiemu, a następnie, wiosną tego samego roku, zarekomendował go na stanowisko bibliotekarza i sekretarza Józefa Andrzeja Załuskiego. Po przybyciu do Warszawy, od połowy czerwca 1745 do 1750 r. Janocki był sekretarzem Józefa Andrzeja Załuskiego. W tym czasie wyjeżdżał do Drezna, a także przygotowywał do druku swoje kolejne prace: Litterarum in Polonia propagatores (1746); Nachricht von denen in der Hochgräflichen. Zaluskischen Bibliothek sich befindenden raren polnischen Büchern (Bd. 1, 1747; Bd. 2, Vratislaviae [Wrocław] 1749; Bd. 3, 1753). Wydał też opracowanie Polonia litterata nostri temporis (1750).

Przyczyną opóźnienia w nadaniu Janockiemu stanowiska kierownika Biblioteki Załuskich było jego wyznanie luterańskie i stan świecki (chciano bowiem widzieć tam księdza, jako człowieka nieskrępowanego obowiązkami rodzinnymi). 30 XI 1750 Janocki oficjalnie przeszedł na katolicyzm, przyjmując imiona Andrzej Józef (podpisywał się Jan Andrzej) i zmieniając nazwisko na Janocki (Janozki). Przyjął też niższe święcenia kapłańskie i otrzymał kanonię kolegiaty w Skalbmierzu. W 1760 r. został kanonikiem kolegiaty kijowskiej (decyzja ta spotkała się z potępieniem środowisk luterańskich). W 1773 r. otrzymał od króla probostwo w wielkopolskim Babimoście. W lipcu 1751 A.S. Załuski mianował Janockiego prefektem Biblioteki Załuskich, „oddając bezwarunkowo na usługi jego wszelkie swe umysłowe zasoby” (K. Estreicher). Janocki pracował tam ponad 30 lat, aż do śmierci. Mieszkając w gmachu Biblioteki, porządkował księgozbiór, spisywał katalogi biblioteczne i aukcyjne, utrzymywał też kontakty z uczonymi z zagranicy, m.in. w l. 1746–1747 był korespondentem niemieckiego czasopisma naukowego „Neue Zeitungen von Gelehrten Sachen”, na którego łamach „Neue Zeitungen” pojawiały się doniesienia o Bibliotece Załuskich, o publikacjach J.A. Załuskiego, Janockiego oraz innych współpracowników Biblioteki. W związku z tym Janocki bywa postrzegany jako „pośrednik między literaturą niemiecką a polską” (Z. Ciechanowska). Przygotował szereg systematycznych studiów na temat zbiorów Załuskich, m.in. Specimen catalogi codicum manuscriptorum Bibliothecae Zaluscianae (1752). Lata 1763–1766 poświęcił na przygotowywanie do druku pracy J.A. Załuskiego Bibliographia Zalusciana (1763–1766) oraz wydał własne dzieło Excerptum Polonicae Litteraturae huius atque superiorisaetatis (Vratislaviae 1764–1766). W okresie zesłania Załuskiego do Kaługi Janocki nadal opiekował się biblioteką, utrzymując kontakt listowny z mecenasem. Nie zaniedbywał też własnej działalności (Musarum Sarmaticarum specimina nova, Vratislaviae 1771; Parens Patriae Stanislaus Augustus…, Varsaviae 1772; Sarmatiae Litteraturae nostri temporis fragmenta, Varsaviae 1773). Po śmierci Załuskiego (1774) zarząd nad Biblioteką, przemianowaną na publiczną, przejęła Komisja Edukacji Narodowej, a Janocki otrzymał nad nią nadzór. W tym czasie zachorował na oczy, co doprowadziło w ostatnich latach do utraty wzroku, mimo to pracował nad swoim głównym dziełem Janociana sive clar or um atque illustrium Poloniae auctorum maecenatumque memoriae miscellae (vol. 1–2, 1776–1779; vol. 3, 1819), korzystając z pomocy „Warmijczyka”, Michała Antoniego Sztrela. Wspierał także prace innych uczonych, ułatwiając im poszukiwania bibliograficzne. Ociemniały, cierpiący na reumatyzm oraz „okropną hipokondryję, której najlepsi lekarze i przyjaciele ugodzić nie mogli” (F.M. Sobieszczański), zmarł 29 X 1786 w gmachu Biblioteki Publicznej w Warszawie.

O literaturze w bibliografiach. W pracy Litterarum in Polonia instauratores Janocki pomieścił krótkie informacje o literaturze polskiej od czasów najdawniejszych do epoki Jana Długosza. Publikacja Kritische Briefe…, obejmująca 115 listów Janockiego napisanych pod wpływem wrażeń z młodzieńczych podróży po Polsce, zawierała m.in. zwięzłe omówienia różnych prac, np. z zakresu filozofii i logiki. Charakteryzując Kritische Briefe, Feliks Bentkowski zwracał uwagę na nieadekwatność tytułu do treści: „Są to uwagi o rozmaitych dziełach i autorach tak polskich jak innych, ciekawe są osobliwie gdzieniegdzie napomknienia o pracach uczonych niektórych współczesnych Polaków, lecz takiej krótkości i tak rzadko, iż do dalszych tylko poszukiwań mogą być wskazówką. Prawdziwe są to listy, ale nie krytyczne”.

W pracy Nachricht von denen in der Hochgräflichen-Zaluskischen Bibliothek, jak zwracał uwagę Bentkowski, Janocki „bez żadnego planu umieszcza w tym tomie opis dzieł rzadkich, czyli raczej dawnych polskich”. Późniejszy historyk literatury polskiej nie odmawia jednocześnie wartości temu opracowaniu, podkreślając, że „pierwsze było to dzieło zawierające gruntowne wiadomości bibliografii i literatury polskiej”. Publikując informacje na temat literatury polskiej, Janocki chciał pokazać cudzoziemcom, że Polacy od dawna posiadają bogate i wartościowe piśmiennictwo. Słownik biobibliograficzny Polonia litterata nostri temporis zawierał ułożone w porządku alfabetycznym nazwiska polskich twórców, krótkie informacje o nich oraz pochwalne opinie o ich dziełach. W 1. księdze Janocki wyszczególnił 144 autorów sobie współczesnych (m.in. J. Bielskiego, S. Konarskiego, B. Chmielowskiego, S. Poniatowskiego, S. Leszczyńskiego, K.M. Juniewicza), a w 2. księdze wymienił nazwiska 54 twórców zmarłych za panowania króla Augusta III (m.in. J.L. Sobieskiego, D. Rudzkiego, K. Niesieckiego). Katalog najcenniejszych dzieł polskich autorów Lexicon derer itztlebenden Gelehrten in Polen zawierał biografie pisarzy (m.in. F. Bohomolca, E. Drużbackiej, J.A. Jabłonowskiego, S. Konarskiego, J.E. Minasowicza, J.P. Radlińskiego, F. Wykowskiego) oraz podstawowe wiadomości o ich utworach. Bentkowski w swojej historii literatury uznał wiadomości zgromadzone przez poprzednika za „użyteczne”, jednocześnie zwracając uwagę, że autor „unosił się bowiem za nadto chęciom pobłażania i chwalenia, naprzód z obawy aby nikomu nie ubliżył, a potem w myśl, aby innych do prac uczonych zachęcił”. Opracowanie Polnischer Büchersaal… zawierało m.in. krótkie rozprawy o Janie III Sobieskim jako mecenasie uczonych i miłośniku nauk, o pismach Piotra Roizjusza, o twórczości duchownych (m.in. bpa P. Piaseckiego, kard. J.K. Denhoffa), o komediach księżnej Franciszki Urszuli z Wiśniowieckich Radziwiłłowej oraz o „spisie dzieł polskich” księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego.

W pierwszej części Excerptum Polonicae Litteraturae umieszczono informacje m.in. o bieżących wydarzeniach kulturalnych, o opublikowaniu przez Stanisława Konarskiego 1. tomu O skutecznym rad sposobie i jego odbiorze. Znalazły się tam także okolicznościowe mowy i wiersze (m.in. A. Naruszewicz), jak również list Katarzyny II polecający Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski. Janocki włączył tam również wiadomości o dawnych i współczesnych autorach oraz o ich dziełach (np. o W. Goślickim, S. Starowolskim, T. Treterze, A. Wiśniewskim). Część druga pracy została w całości poświęcona wyborowi Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski. Z kolei prace Musarum Sarmaticarum specimina nova oraz Sarmatiae Litteraturae nostri temporis fragmenta zawierałay zbiór okolicznościowych wierszy łacińskich pisarzy polskich oraz informacje o J.A. Załuskim.

W swojej ostatniej pracy Janociana sive clar… Janocki zaprezentował w porządku alfabetycznym dawnych polskich autorów, opisując ich życie oraz wyliczając utwory drukowane i rękopiśmienne (w sumie 277 biogramów). Dzieło to, najbardziej cenione spośród jego spuścizny, nawet po latach było uznawane za opracowanie „niemałej wartości dla uczących się literatury polskiej” (M. Wiszniewski).

Zasługą Janockiego jest opracowanie i wydanie systematycznych studiów o charakterze bibliograficznym, wyróżniających się na tle prac jego poprzedników, dlatego też jest nazywany „pierwszym w Polsce bibliografem” (K. Estreicher). Współcześnie dominuje przekonanie, że w dziejach polskiej bibliografii prace Janockiego miały ważne znaczenie przygotowawcze. Stanowiły również inspirację do podejmowania prac bibliograficznych dla kolejnych badaczy (np. F. Bentkowskiego). Ważna jest także aktywność Janockiego mająca na celu promowanie literacko-kulturalnego i naukowego wizerunku Polaków.</document>
<document nplp_id="13087" title="Kamiński Ludwik" slug="kaminski-ludwik">Tłumacz, poeta. Kryptonim: L.K.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1786 r. w majątku Bostyń jako nieślubne dziecko gen. Michała Kazimierza Paca, jego matką była prawdopodobnie nieznana z imienia panna Kamińska, „być może guwernantka we dworze Niemirowicza-Szczyta, właściciela Bostynia” (R. Bielecki). Ale mogła nią być także Eleonora Kamińska, córka Józefa Kamińskiego i Zofii Wolskiej (A. Siemińska), lub – jak twierdziła zaznajomiona z rodziną Kamińskich Narcyza Żmichowska – Helena z Przeździeckich Radziwiłłowa. W akcie ślubu z 1815 r. jako rodzice figurują Józef Kamiński oraz Anna Żmijewska. Ojciec zadbał o staranne wykształcenie Ludwika Kamińskiego, który pierwsze nauki pobierał w Warszawie na pensji Francuza Rousseau. Po ukończeniu 14 roku życia przez dwa lata kontynuował edukację najpierw w Paryżu, a potem w Londynie w towarzystwie przyrodniego brata Ludwika Michała Paca. Studiował literaturę obcą (głównie francuską). Po powrocie Kamińskiego do kraju zadebiutował literacko publikacją przekładu poematu Olivera Goldsmitha Wieś opuszczona (1806). W 1806 r. w Poznaniu Kamiński wstąpił do pułku piechoty płk. Stanisława Kostki Mielżyńskiego. W randze podporucznika brał udział w oblężeniu Gdańska. Wobec licznych zasług na polach bitewnych i jako „odznaczający się nauką i zdolnościami” szybko awansował, najpierw na stopień porucznika, a następnie kapitana (K.W. Wójcicki). W 1808 r. został odznaczony krzyżem kawalerskim Virtuti Militari. Podczas wojny z Austrią służył w sztabie głównym. W 1809 r., po awansie na stopień podpułkownika, został przydzielony do sztabu 2. dywizji gen. Henryka Dąbrowskiego, a następnie przeniesiony do sztabu 2. dywizji. Od 5 IV 1810 pełnił służbę w 15. Pułku Piechoty. Podczas kampanii 1812 r. walczył w stopniu szefa batalionu w 5. Pułku Piechoty w Kurlandii. Odwagę i zdolności wojskowe Kamińskiego docenił w swoim raporcie marszałek Étienne Macdonald. Służbę kontynuował, walcząc podczas odwrotu na terenie Litwy i Prus oraz w trakcie obrony Gdańska. Po zwolnieniu z wojska Kamiński w 1815 r. kupił wieś Górki Borze oraz pobliski folwark Pękule w pow. węgrowskim, prawdopodobnie uzyskał je w zamian za rezygnację z praw spadkowych (N. Żmichowska). W tym samym roku poślubił Barbarę Walknowską, która urodziła mu dwie córki: Ludwikę (ur. 1820, zam. Szejbe) i późniejszą pisarkę Zofię (1822–1869, 1° voto Mielęcka, 2° voto Węgierska). Po osiedleniu się na wsi prowadził gospodarstwo, wychowywał córki, tłumaczył, pisał, tworzył zielniki, a w wybudowanej oranżerii uprawiał rzadkie gatunki roślin. W 1821 r. został członkiem Towarzystwa Patriotycznego, a w 1830 r. członkiem korespondentem Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Kamiński wziął udział w powstaniu, pełnił funkcję szefa kancelarii przybocznej Naczelnego Wodza księcia Michała Radziwiłła, a na początku marca 1831 r. uzyskał nominację na dowódcę województwa mazowieckiego (w randze pułkownika). Następnie został wicegubernatorem Warszawy, z ramienia specjalnej komisji zajmował się zbadaniem przebiegu zamieszek ulicznych z 29 VI 1831. W końcowej fazie powstania jako podszef Sztabu Głównego już po kapitulacji Warszawy Kamiński opowiedział się za kontynuowaniem walki. Po klęsce powstania internowano go w Elblągu, gdzie zajmował się twórczością przekładową. W następnym roku zamieszkał w Poznaniu, gdzie utrzymywał ożywione kontakty z przedstawicielami polskiego życia literackiego w zaborze pruskim. W tym czasie publikował również wiersze w prasie wrocławskiej. W 1834 r. próbował powrócić do Królestwa Polskiego, po przekroczeniu granicy został aresztowany i osadzony w więzieniu w Kaliszu. Za patriotyczną działalność Kamiński został wywieziony do Wiatki, a także ukarany konfiskatą majątku. Jednak dzięki wstawiennictwu wpływowych przyjaciół w 1839 r. po kilku latach udało mu się powrócić do kraju i odzyskać majątek. Rozpoczął współpracę z czasopismami, publikując w nich przekłady, własne wiersze i ballady oraz recenzje. W 1842 r. Kamiński poznał Narcyzę Żmichowską, która bywała często w Górkach, a Kamiński był jednym z pierwszych czytelników jej młodzieńczych utworów (pisarka zadedykowała mu zbiór Wolne chwile Gabryelli, 1845). Kamiński utrzymywał też kontakty m.in. z Protem Lelewelem (bratem Joachima), bywał u księcia Sergiusza Golicyna w Starej Wsi pod Węgrowem. Na początku 1866 r. podupadający na zdrowiu poeta przepisał majątek swojej córce Ludwice z Kamińskich Szejbe i wraz z żoną przeniósł się do Warszawy, gdzie zmarł 7 VIII 1867. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Wokół działalności przekładowej. Po śmierci Kamińskiego pojawiło się stwierdzenie, że jego oryginalne „wiersze ulotne”, chociaż niepozbawione „rzeczywistej wartości”, jednak „nie dodałyby mu większej na polu piśmienniczym zasługi”, gdyby nie tłumaczenia z literatur obcych „odznaczające się wiernością i wykończeniem prawdziwie artystycznym” (F. Chmieliński). Większość jego wierszy oryginalnych krążyła głównie w odpisach, tylko nieliczne były publikowane w prasie. Był on „jednym z pierwszych Polaków, którzy tłumaczenia z angielskiego dokonywali wprost z oryginału” (PSB). W czasach Księstwa Warszawskiego wydał przekład z Alexandra Pope’a Elegii na śmierć nieszczęśliwej niewiasty („Pamiętnik Warszawski” 1809, t. 1, nr 2). W okresie Królestwa Polskiego zbliżył się do środowiska pisarzy warszawskich nurtu klasycystycznego. Zainspirowany przez Ludwika Osińskiego przetłumaczył z włoskiego sztukę Vittoria Alfieriego Filip, którą 29 IX 1816 wystawiono w Teatrze Narodowym w Warszawie. Tłumaczenie Kamińskiego skrytykował recenzent Towarzystwa Iksów, zarzucając mu „słabość rymowania” oraz „w wielu miejscach uderzającą niewłaściwość wyrazów” („Gazeta Warszawska” 1816, nr 98). Kamiński wydał też przekład Wiersza o człowieku Pope’a (1816), który poprzedził panegiryczną dedykacją skierowaną do Osińskiego, nazwanego tym, który „przewodniczył” jego „pierwszym krokom do Parnasu”. W 1818 r. ukazał się przekład ody Safony Do Faona na podstawie angielskiego tłumaczenia Josepha Addisona („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10), napisany wierszem sylabotonicznym w nawiązaniu do teorii Józefa Franciszka Królikowskiego i Józefa Elsnera. W 1822 r. wyszedł przekład Wybór poezji Aleksandra Popa. Pełen uwielbienia dla „geniuszu” angielskiego poety, tłumacz wyraził podziw dla jego kunsztu, „dowcipu satyrycznego”, a także „doskonałości stylu”, „harmonii rytmu”, „poprawności języka”, które Pope „posunął do stopnia nieznanego swoim poprzednikom” (Wiadomość o życiu i pismach Aleksandra Popa, 1822). W następnych latach Kamiński publikował przekłady Pope’a na łamach prasy. Kamiński był uznawany za „najlepszego tłumacza polskiego dzieł tego poety” (M. Dadlez), innego zdania o jego tłumaczeniach był natomiast Adam Mickiewicz, który w styczniu 1828 r. miał powiedzieć do Mikołaja Malinowskiego, że Pope’a Pukiel porwany „gorzej jest przełożony przez Kamińskiego niż przez Niemcewicza”. W latach 20. Kamiński rozpoczął pracę nad przekładem eposu rycerskiego Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona, bo – jak zauważył – od czasów tłumaczenia dzieła przez Piotra Kochanowskiego (1618) polski język poetycki „wyrobił się” i przekład jego poprzednika „popadł […] w przedawnienie”, nowy przekład miał być odpowiedzią „na potrzebę czasu” (Przedmowa, w: Jerozolima wyzwolona Torkwata Tassa, t. 1, 1846). Tłumaczowi zależało na ścisłym zachowaniu jego rytmiki, tak aby pod tekst można było podłożyć oryginalną melodię. W czasie internowania w Elblągu Kamiński przetłumaczył i wydał odę Alessandra Manzoniego Piąty maja (1831) poświęconą zmarłemu w 1821 r. Napoleonowi Bonapartemu. Przełożył też Piętno niemieckiego orędownika sprawy polskiej barona Friedricha Apolloniusa Freiherr von Maltitza. Od 1839 r. zamieszczał w czasopismach przekłady dzieł autorów romantycznych, np. Alphonse’a de Lamartine’a, Friedricha Schillera i George’a Gordona Byrona. W połowie lat 40. po ukończeniu i wydaniu przekładu Jerozolimy wyzwolonej Kamiński podjął się tłumaczenia Boskiej komedii Dantego. Opublikował Pieśni I–V Piekła („Biblioteka Warszawska” 1853, t. 1), a także Pieśni XXXII i XXXIII („Biblioteka Warszawska” 1867, t. 1), tłumaczenia prawdopodobnie nie ukończył.

Stronnik klasycyzmu. Kamiński w recenzji podpisanej kryptonimem L.K. poddał ocenie twórczość młodego Edwarda Mariana (właśc. Edward Marian Galli), autora opowiadań o tematyce historycznej, parapsychologicznej i okultystycznej, liryków, a także dramatu Torquato Tasso (1842). Oceniając utwory z pierwszego tomu Pism Edwarda Mariana, zauważył „wiele miejsc pięknych”, podkreślił z aprobatą podjęcie „przedmiotów prawdziwie wielkich”, dostrzegając w nich „niepospolity zapas myśli, które jędrnie i jasno oddaje” („Biblioteka Warszawska” 1842, t. 4). Jednocześnie przyznawał jednak, że „pomysły” pisarza nie odznaczają się „nowością” i oryginalnością. W poezjach zawartych w drugim tomie Pism Kamiński dopatrzył się „ducha melancholii i poróżnienia z losem”, zwracał też uwagę, że „jest wiele poezji w jego filozofii, nawzajem wiele filozofii owładło jego poezją” (tamże). Omawiając dramat Torquto Tass, zarzucił autorowi odejście od prawdy historycznej („dla obudzenia ciekawości wypadało mu w znacznej części odstąpić od prawdy”), co jego zdaniem może być usprawiedliwione tylko w przypadkach utworu „traktującego o zdarzeniach pół-pewnych, mgłą odległej starożytności pokrytych” (tamże). Wychowanego na pismach klasycznych Kamińskiego raziły niedoskonałości języka i stylu autora: „Szkoda wszakże, że często zdaje się objawiać jakąś niesłuszną wzgardę dla gładkości wyrażenia […]. Czystość, poprawność wysłowienia oznacza wszędzie i zawsze człowieka dobrze wychowanego” (tamże).

Mimo zainteresowania Kamińskiego romantyzmem co najmniej od końca lat 30. Jego rozumienie literatury i styl wypowiedzi krytycznych nie ewoluowały w tym kierunku, pozostał wierny normom klasycystycznym. Zaliczany jest przeto do przedstawicieli klasycyzmu postanisławowskiego (P. Żbikowski). Chociaż przekładał pisarzy romantycznych, a także sięgał po uprawiane przez nich gatunki i doceniał poetyckie walory romantycznej wyobraźni, pozostał wierny klasycystycznym normom stylistycznym, nade wszystko ceniąc czystość i klarowność języka.</document>
<document nplp_id="13089" title="Gnatowski Jan" slug="gnatowski-jan">Powieściopisarz, nowelista, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Jan Łada, J. = Ł., ks. J.G.

Informacje biograficzne. Urodził się 22 VII 1855 w Skarżynówce na Podolu, w rodzinie ziemiańskiej, jako syn Antoniego Onufrego Gnatowskiego h. Łada i Joanny z Opackich h. Prus (III). Po ukończeniu gimnazjum (1876) kontynuował naukę w Odesie i Rydze (politechnika). Filozofię zgłębiał w Wiedniu i Krakowie. W l. 1877–1880 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego jako oddany uczeń Stanisława Tarnowskiego, któremu później zadedykuje większość swoich prac krytycznoliterackich. Studiował też historię sztuki we Włoszech i Grecji (1880–1882). Okres 1882–1884 spędził w Warszawie, gdzie bywał w salonie Deotymy (J. Łuszczewskiej) i nawiązał współpracę z prasą konserwatywną.

Jako krytyk zadebiutował w 1878 r. obszerną pracą Realizm w literaturze nowoczesnej („Przegląd Lwowski” 1878–1879). Pod koniec l. 70. okazjonalnie publikuje w „Niwie” Mścisława Godlewskiego. W 1879 r. na łamach „Kuriera Poznańskiego” regularnie ukazują się jego Listy o literaturze i sztuce, wbrew tytułowi poświęcone niemal w całości sztukom plastycznym. Od 1882 r., w związku z przejściem Henryka Sienkiewicza do redakcji „Słowa”, Gnatowski – podpisujący się Łada – przejmuje prowadzenie rubryki literackiej „Niwy”. Rubryka zmienia nazwę z Mieszaniny literacko-artystyczne na Przegląd artystyczny i literacki. W 1883 r. drukuje okazjonalnie na łamach „Biblioteki Warszawskiej” oraz „Kłosów”.

W 1884 r. wyjeżdża na studia teologiczne (Innsbruck, 1884–1887). W 1887 r. zdobywa święcenia kapłańskie. W l. 1888–1890 jest sekretarzem nuncjatury w Monachium. Od 1890 r. przebywa we Lwowie na stanowisku wikarego kościoła św. Antoniego, prowadzi również salon literacki. Od 1905 r. Gnatowski mieszka w Warszawie, będąc na emeryturze w związku z chorobą oczu, która pod koniec życia odebrała mu wzrok. W l. 1909–1915 ks. Gnatowski był kierownikiem literackim tygodnika „Przegląd Katolicki” (w 1910 r. ukazującego się pod winietą „Wiara”), jednak nie zamieszczał w nim żadnych własnych prac literackich ani krytycznoliterackich. Zmarł 9 X 1925 w Warszawie.

Twórczość literacka. Gnatowski był płodnym, choć nieledwie przeciętnym pisarzem występującym pod pseudonimem Jan Łada. Jego opowiadania i humoreski drukowały od l. 90. warszawskie pisma, w tym przede wszystkim „Bluszcz” i „Biblioteka Warszawska”, sporadycznie również „Słowo” (obrazek Wiosną, 1893), „Wędrowiec” (powieść Moloch, 1895), „Biesiada Literacka” (powieść O duszę, 1895) oraz krakowski „Czas” (powieść Doczekał, 1897). Okazjonalnie drukuje również na łamach antysemickiej „Roli” (Izrael na Hryniewie i Rychlicach Magentisch. Wiejska fotografia z Galicji, 1901). Próby literackie Gnatowskiego wydane osobno to przede wszystkim Sweet boy. Trzy nowele (1904), zbiór nowel Lucifer (1920), powieści Doczekał! (1916), Na śmierć (1916), Proboszcz z Priesslau (1912), Ostatnia msza (1912), W zaklętym zamczysku (1925), Mag (1914), Antychryst (1920), Oman. Czarodziejska historia o Rycerzu-upiorze, Wodnicy-topielicy i padewskim studencie (1913). Opublikował również kilka tomów relacji z podróży: Listy z Konstantynopola (1883), Listy znad Adriatyku (1891), Dwie pasje. Vorderthiersee i Oberammergau (1891), oraz tom wspomnień O minionych czasach i ludziach (1925).

Batalia o realizm i naturalizm. Studium Gnatowskiego Realizm w literaturze nowoczesnej wraz z odpowiedzią Józefa Kotarbińskiego o znaczącym tytule Wstecznictwo w krytyce literackiej („Przegląd Tygodniowy” 1879, nr 40–42, 44) Zygmunt Szweykowski uznaje za ważny etap walki o naturalizm. W swoim studium Gnatowski wyróżnia trzy kierunki w sztukach pięknych: klasycyzm (epoka antyczna), romantyzm (utożsamiany ze średniowieczem) i realizm (właściwy „epoce praktycznej i materialnej”, czyli XIX w.). Klasycyzm miałby być tym okresem, w którym wysiłek twórczy nakierowany był jedynie na formę dzieła, nie zaś jego treść, którą stanowiło piękno jedynie cielesne. Za wyróżnik epoki klasycznej uznaje autor „brak nadziemskich ideałów”. Romantyzm, wywodzący się z tradycji rycerskiej, najwspanialsze odzwierciedlenie znajdujący w stylu gotyckich katedr, był według Gnatowskiego epoką „idealistyczną”, nastawioną na pierwiastek duchowy. Godłem realizmu zaś jest w oczach autora „prawda życiowa”, o której Gnatowski pisze: „prawda życiowa jest pierwszym a niezbędnym warunkiem każdego dzieła sztuki, mającego bezpośrednią styczność z życiem ludzkim. Bez niej książka będzie nudna, obraz czy posąg pozostanie martwym kawałkiem płótna lub marmuru […]. Taka jest podstawa realizmu, na którą chętnie możemy przystać, ile, że nic w niej nie ma takiego, co by obrażało zmysł estetyczny i poczucie piękna. Za tym pierwszym artykułem realistycznego credo idą wszelako inne” (Realizm w literaturze nowoczesnej). Gnatowski nie chce zgodzić się na zauważany przez niego w dziełach realistycznych upadek ideałów, ukazywanie „rynsztoków społecznych i kałuż moralnych”, „zredukowanie uczuć i czynności człowieka do rzędu fizjologicznych objawów”. Chociaż docenia zalety realizmu, przede wszystkim sumienność i dokładność opisów przygotowywanych długimi studiami (jako przykład służy mu Salammbô G. Flauberta), oraz uwzględnianie psychicznej strony charakteru ludzkiego (zwłaszcza u realistów rosyjskich), nie interesuje Gnatowskiego sztuka jako „teatr anatomiczny lub sala fotograficznych posiedzeń”. Krytyk utożsamia naturalizm z niemoralnością, pisze, iż zadaje on ciężki cios moralnym zasadom czytającej publiczności i staje się czynnikiem zepsucia. Jak się wydaje, Gnatowski pisząc „realizm” na myśli ma raczej „naturalizm”, zwłaszcza gdy przywołuje Émile’a Zolę jako patrona realistów lub gdy mówi o opisywaniu przez nich jedynie ujemnej strony rzeczywistości. Charakterystyczny jest zestaw przywoływanych przez niego nazwisk rzekomych realistów: mieliby to być w filozofii Auguste Comte i Émile Littré, w estetyce Hippolyte Taine, Gustave Courbet w malarstwie, Alfred de Musset w poezji, Honoré de Balzac i Zola w powieści (Gnatowski zaznacza, że Musset i Balzac uczestniczyli w tym ruchu jeszcze „nieświadomie”, i bezwiednie doprowadzili do późniejszych wynaturzeń realizmu). Jeśli umiejscawia zaś realizm głównie na ziemi francuskiej, to dlatego, że odpowiedzialnością za powstanie tego kierunku obarcza rewolucję francuską, która według niego sprawiła, iż Francuzi zapomnieli o tym, że prawa człowieka zaczynają się dopiero wtedy, gdy spełnione zostaną obowiązki religijne i moralne. O ile u Musseta i Balzaca krytyk znajduje jeszcze jakieś pozytywy, o tyle o powieściach Zoli pisze, iż „mają tę niezaprzeczoną wyższość nad innymi, że sprowadzają od razu czytelnika najniżej, jak tylko myśl ludzka zejść może. Prześcignąć ich pod tym względem niepodobna” (tamże). Gnatowski wyznaje, że pesymistycznie nastawiony jest do przyszłości kierunku realistycznego: uważa, że będzie on panował, dopóki nie zmieni się społeczeństwo, którego zepsucia jest realizm odbiciem.

Gnatowskiemu odpowiedział Kotarbiński, twierdząc, że autor Realizmu w literaturze nowoczesnej „w reakcyjnym zapale chciał realizm uczynić wyłącznie grzesznym owocem naszej zapowietrzonej materializmem i niewiarą epoki” (Wstecznictwo w krytyce literackiej). Według Kotarbińskiego realizm jest prądem obecnym w sztuce przynajmniej od starożytności. Nie to jest jednak osią konfliktu. Według Kotarbińskiego waga studium Gnatowskiego polega na tym, iż wypowiedział on „credo krytycznego wstecznictwa ze świadomością swych dążeń i celów, jakiej brakuje często pomniejszym szermierzom prawomyślności estetycznej” (tamże). Kotarbiński analizuje to studium z powodu jego typowości, jest ono dlań przykładem szerszego zjawiska: wyraźnie obecnego w ówczesnej krytyce literackiej „terroryzmu morału”, który stał się „doprawdy nieznośnym”, „estetycznej ciasnoty i wstecznictwa”, „ducha pruderii i konwenansu literackiego, skojarzonego z lękliwą prawomyślnością i przeciętnym tchórzostwem myśli” (tamże). Kotarbiński zastrzega się, że ostry ton jego artykułu nie wynika bynajmniej z predylekcji do francuskiego realizmu, któremu jest wręcz niechętny. Jego wzburzenie jest wyrazem sprzeciwu wobec stosowanych przez Gnatowskiego metod, wobec właściwej mu „teorii estetycznej stawianej a priori” (tamże). To, co typowe w ogóle dla konserwatywnej krytyki literackiej, jej stronniczość i uprzedzenia, w studium Gnatowskiego wystąpiło zdaniem Kotarbińskiego w sposób wyjątkowo „dosadny”. Autor Wstecznictwa… zaznacza, iż pierwiastek indywidualnej niechęci nie może być postawą krytyki literackiej, która powinna być obiektywna. Odpowiedź Gnatowskiemu jest dla Kotarbińskiego również okazją do przedstawienia własnej teorii krytyki literackiej, wyraźnie korzystającej z inspiracji Taine’owskiej.

O kobietach i pisarstwie kobiecym. Szkic Moja Beatrice. Kartka z życia Zygmunta Krasińskiego („Niwa” 1879, z. 119–120) jest przede wszystkim opartym na świadectwach biograficznych „sądem” nad Delfiną Potocką, która według autora nie była warta uczucia wielkiego poety i nie zasługuje na nadane jej przez Zygmunta Krasińskiego miano Beatrice – sądząc z argumentów przytaczanych przez Gnatowskiego głównym powodem miałby być fakt, iż była rozwódką. Ksiądz analizuje również utwory Krasińskiego, jednak szuka w nich jedynie śladów wyznań osobistych. Swoją pracę konkluduje stwierdzeniem, iż domniemany wpływ Potockiej na autora Nie-Boskiej komedii jest przesadzony. Swoje uwielbienie dla Krasińskiego Gnatowski wyraził również w 1883 r. na łamach „Kłosów”, recenzując lwowskie wydanie listów trzeciego wieszcza.

Podczas swojej dwuletniej praktyki recenzenckiej na łamach „Niwy” Gnatowski miał okazję oceniać m.in. Sylwka Cmentarnika Elizy Orzeszkowej (zdecydowanie negatywnie), Bartka zwycięzcę Sienkiewicza (bardzo pozytywnie) i Pieśń częstochowską Deotymy (dytyrambicznie). Zajmował się również wystawami Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, wydawnictwami ludowymi i przewodnikami turystycznymi. Dla jego stylu najbardziej reprezentatywny jest chyba fragment z recenzji poświęconej Orzeszkowej: „O pani Orzeszkowej zauważył ktoś, że wznosi wspaniałe gmachy, w których panuje bezwyznaniowe i kosmopolityczne bóstwo ludzkości, nieumiejącej katechizmu. Gdyby gmachy te stały na innym, niż nasz gruncie, nie mógłbym może z tego jej robić publicznego zarzutu – ale w obrazie społeczeństwa, które całe na katechizmie jest oparte, pominięcie zupełne tego czynnika, przedstawienie jakiejś asocjacji ludzi, rządzących się samymi tylko instynktami i żądzami, nie troszcząc o żadne prawo wyższe, nie wiedząc o nim wcale – przypomina te zwierciadła krzywe, które odbijają co prawda zbliżające się do nich twarze, ale na opak, zmieniając najpiękniejszą w karykaturę. I dla tego, gdyby kto utrzymywał w mojej obecności, że powieści p. Orzeszkowej, jako dzieła sztuki, pozostawiające po sobie niesmak i rozstrój duchowy, pod względem etycznym fałszywe i niezdrowe, w przeprowadzeniu charakterów i obrazie społeczeństwa jednostronne – stanowią w naszej literaturze objaw ujemny i szkodliwy, to ja, pomimo uwielbienia dla dodatnich stron wielkiego talentu autorki Sylwka Cmentarnika, może bym mu nie śmiał zaprzeczyć” (Przegląd artystyczny i literacki, „Niwa” 1882, z. 179).

W 1883 r. Gnatowski przedstawił obszerną analizę twórczości Marii Konopnickiej, którą uznał za „wieszczkę fałszywą” i niebezpieczną, jedną z „Tyrteuszów złych, a przynajmniej szkodliwych, Tyrteuszów wielkich chorób narodowych, wielkich błędów, wielkich upadków” (Jeden z prądów naszej poezji współczesnej, „Biblioteka Warszawska” 1883, t. 4). Uznając Konopnicką za mistrzynię formy, ubolewa Gnatowski jednocześnie nad treścią, jaka została w jej utworach zawarta: „[…] poezje pani Konopnickiej są wdzięczne i miłe, jak cacka misterne, na które spogląda się z upodobaniem, nie pytając, jaki z nich może być użytek” (tamże). A użytek z tych poezji robią, zdaniem krytyka, przede wszystkim ateusze i socjaliści, którzy wysługują się autorką w celu propagowania swoich idei. Podburzanie chłopów do wzniecenia rewolucji społecznej (w ten sposób Gnatowski odczytuje przesłanie jej wierszy) nie jest według niego groźne: „[…] na szczęście, lud poezji pani Konopnickiej nie czyta” (tamże). Dużo większą uwagę krytyka przykuwają rzekome bluźnierstwa Konopnickiej, jej odstępstwa od katolickich dogmatów i niechęć wobec Kościoła. Ironizuje Gnatowski: „[…] dotąd pamiętając katechizm, sądziłem w prostocie ducha, że Pan Bóg jest lepszym i mędrszym od wszystkich ludzi; po przeczytaniu poezji p. Konopnickiej, przekonywam się, że byłem w błędzie. Są ludzie od Pana Boga mędrsi i lepsi – w każdym razie istotą taką jest pani Konopnicka” (tamże).

Większą część tej obszernej recenzji Gnatowski poświęcona więc na „obronę Pana Boga” i próbę przekonania błądzącej poetki do własnych zasad. Krytyk docenia bowiem jej talent i szczerze wolałby, by został on przez nią wykorzystany do głoszenia idei jego obozu: „[…] smutno się robi, myśląc, że ten duch biały, któremu Bóg położył na czole znak swoich wybranych, wolał stać się kometą błędną, latającą bezcelnie wśród chłodnych i pustych przestworów, niż jedną z gwiazd złotych, okrążających słońce” (tamże).

O Sienkiewiczu. Ostatnią wypowiedzią krytyczną Gnatowskiego, a jednocześnie jedyną opublikowaną przez niego po uzyskaniu święceń kapłańskich, był artykuł na temat Rodziny Połanieckich („Słowo” 1896 nr 1–3, 5–9), zapowiadany jako „ustęp z książki o Sienkiewiczu przygotowywanej przez autora”, która jednak nigdy nie ujrzała światła dziennego. Ze względu na ten dość panegiryczny tekst Wacław Nałkowski uzna Gnatowskiego w Sienkiewiczianach za jednego z niesławnych fundatorów sławy Sienkiewicza. Z pewnością Gnatowski mógłby się podpisać pod ideałami autora Rodziny Połanieckich. Krytyk pochwala zwłaszcza Sienkiewiczowskie krzewienie etyki chrześcijańskiej oraz zawartą w powieści „obywatelską myśl o ziemi”. Gnatowski nie jest wobec pisarza bezkrytyczny: zauważa np. wprowadzenie do powieści „reminiscencji Płoszowskiego” z Bez dogmatu, co nazywa „reklamowaniem swoich poprzednich dzieł” tamże, nr 6), nie podoba mu się mało psychologicznie przekonujące traktowanie Maryni przez Stacha w pierwszej części powieści, które uznaje za mechaniczne kopiowanie wątku Anieli i Płoszowskiego, wątpliwości wyraża również wobec formy tego utworu: „Powieść jest bardzo prostą, bardzo powszechną, prozaiczną, jak życie. Ludzie i wypadki przesuwają się przed nami tak, jak w życiu, i to życiu bardzo przeciętnym. Z tradycyjnej powieściowej faktury nie ma tu nic” (tamże, nr 8). Według Gnatowskiego metoda taka jest zasadniczo zła, jednak stwierdza, iż „to samo, co u przeciętnego pisarza jest błędem i grzechem, geniusz umie zrobić jedną zaletą więcej w swoim utworze. Pod potężnym piórem Sienkiewicza, w przedziwnym powiązaniu epizodów i figur jego powieści, anormalny podział tej ostatniej wzmaga jej efekt i robi ją w całym słowa znaczeniem tym, czym ją chce mieć autor: kartą, a raczej szeregiem kart wyciętych z życia. […] Nie barwa opisów, nie poezja uczucia, nie muzyka słowa… nie, tylko naga, brutalna prawda życia, tylko psychologiczna głębia ludzkich charakterów i owo fotografowanie człowieka wewnątrz, fotografowanie duszy, o którym na zachodzie tyle się mówi i reklamuje wśród beletrystów, a którego nikt dziś na świecie, oprócz chyba Tołstoja z czasów Wojny i pokoju i Anny Kareniny, tak jak Sienkiewicz, nie umie” (tamże).

Niedawny zdecydowany przeciwnik realizmu za wielką zaletę poczytuje Sienkiewiczowi, iż w Rodzinie Połanieckich znajdziemy wyłącznie „naturę i odtwarzający ją geniusz” (tamże, nr 9). Chociaż wyznaje, iż „nie jest to powieść dla panien i miejsce jej nie na stole w pokoju, gdzie przebywa młodzież”, uznaje ją jednak za „obraz życia nie dla czczej ciekawości lub złego przykładu, lecz dla nauki i przestrogi” (tamże). Według Gnatowskiego, powieść, chociaż ukazuje w szczegółach niektóre z „ran i kałów” społeczeństwa, „jest moralną jak lekarz obnażający pacjenta dla zbadania i zwalczenia choroby; jak siostra miłosierdzia, przewiązująca bez wzdrygnięcia i bez fałszywego wstydu najwstrętniejsze rany; jak kapłan, roztrząsający sumienie dojrzałym grzesznikom” (tamże).

Podziw Gnatowskiego wzbudza zwłaszcza sposób przedstawienia przez Sienkiewicza postaci kobiecych, pisze krytyk: „[…] nie wiem, czy ktokolwiek z artystów lub poetów zrozumiał kobietę lepiej, odtworzył jej istotę duchową piękniej od Sienkiewicza” (tamże). Gnatowski uznaje autora Rodziny Połanieckich również za mistrza w rysowaniu postaci dziecięcych; porównać go pod tym względem można według krytyka jedynie do Charlesa Dickensa. Za „jedną z najpiękniejszych scen, jakie istnieją nie tylko u Sienkiewicza, ale na świecie”, uznaje Gnatowski pogodzenie się Stacha i Maryni za sprawą „anielskiej Litki” (tamże).

Artykuł o Sienkiewiczu wydaje się w pełni potwierdzać opinię Kotarbińskiego wyrażoną wobec tego konserwatywnego krytyka bezpośrednio po jego debiucie. Podobnie ocenił Gnatowskiego w sto lat później Szweykowski, według którego „Gnatowski nie bada, ale sądzi jako chrześcijanin, jako tradycjonalista, jako wyznawca filozoficznego idealizmu”.</document>
<document nplp_id="13091" title="Dobrzański Jan " slug="dobrzanski-jan">Publicysta, działacz polityczny i społeczny, wydawca, redaktor, krytyk literacki i teatralny, powieściopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: D.; J.D.; J. Do............; J. Dob.; Janusz; 2.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1820 r. we wsi Czarna w obwodzie sanockim jako syn leśniczego Stanisława i Magdaleny z Szaleniewiczów w rodzinie wyznania greckokatolickiego. Po ukończeniu gimnazjum w Samborze i rocznym kursie filozofii w Przemyślu studiował w 1839/1840 r. prawo we Lwowie, a następnie filozofię – studiów nie ukończył. Praktykę dziennikarską odbywał w „Gazecie Lwowskiej” w l. 1841–1842, gdzie pisywał recenzje teatralne. W 1844 r. poślubił Karolinę Smochowską (zm. 1867), córkę znanego aktora Witalisa Smochowskiego, z którą miał syna Stanisława (1847–1880), aktora i komediopisarza, oraz córki: Celinę (1851–1889, zam. Kulczycką), dramatopisarkę, i Adelę.

Jan Dobrzański był guwernerem Adama Sapiehy. Od 1847 r. współredagował „Dziennik Mód Paryskich”, przekształcając ten periodyk w poczytne pismo. Dobrzański stał się prekursorem w wydawaniu tanich książek – odbitek utworów drukowanych w „Dzienniku”. Osiągnął niezależność materialną, stając się tym samym jednym z pierwszych zawodowych dziennikarzy w Galicji. W okresie Wiosny Ludów zyskał powszechną sławę jako trybun ludowy; w kręgach demokratycznych nazywany był „królem Janem IV”. Pod wpływem wydarzeń w Austrii wezwał do podpisywania deputacji do tronu zawierającej żądania narodu polskiego. Stanął na czele demokratycznej Rady Narodowej Lwowa, redagował jej organy prasowe – „Radę Narodową”, przekształconą następnie w „Gazetę Narodową” (od nr. 31, 1848) publikującą wiadomości krajowe, zagraniczne i urzędowe. Za swą aktywność został ukarany wcieleniem do karnego batalionu armii austriackiej. Zwolniony w 1850 r., otrzymał zakaz prowadzenia działalności dziennikarskiej i wydawniczej.

Mimo trudności organizacyjnych i ograniczeń cenzuralnych lata 50. to okres największej aktywności Dobrzańskiego jako publicysty, a także krytyka literackiego. W 1853 r. Dobrzański założył wraz z Józefem Dzierzkowskim lwowskie „Nowiny”, w 1854 r. reaktywował natomiast „Dziennik Literacki”, ukierunkowany na budzenie intelektualnego życia narodowego. Zorganizował wokół tego czasopisma grupę młodych pisarzy – w historii literatury zwaną „przedburzowcami”. Dobrzański ogłaszał na łamach periodyku cykle: Zapiski literackie poświęcone literaturze, dziennikarstwu i oświacie, oraz Fotografie, na które składają się portrety osób ze środowiska lokalnego. Drukował utwory literackie – Ciotunię (1857) i cykl powieściowy W kraju i za morzem (1858–1859). Ważne miejsce w jego dorobku zajmują również artykuły pisane przy okazji lwowskich premier dramatów Juliusza Słowackiego – Mazepy (1861), Marii Stuart i Balladyny (1862).

W latach 60. Dobrzański prowadził działalność propowstaniową, włączał się w organizację Ruchu Bratniej Pomocy. W 1862 r. wszedł do redakcji „Gazety Narodowej” założonej przez Hipolita Stupnickiego i jego syna Karola. Sympatyzował z obozem „czerwonych”, opowiadając się za podporządkowaniem działań konspiracyjnej Radzie Naczelnej Galicyjskiej. Po pobycie w więzieniu w okresie popowstaniowym podjął działalność kulturalno-oświatową w duchu pozytywistycznym; był jednym z założycieli i działaczem Towarzystwa Pedagogicznego (1868), twórcą Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” (1869) we Lwowie, a także towarzystwa śpiewaczego „Harmonia”.

W czerwcu 1875 r. Dobrzański wspólnie z Janem Tańskim objął dyrekcję teatru we Lwowie przy kierownictwie artystycznym swego syna Stanisława (1875–1879), potem ponownie w 1883 r. – już samodzielnie. Dobrzański zajmował się przede wszystkim sprawami organizacyjnymi i administracyjnymi, ale też artystycznymi, doprowadził do zniesienia obowiązkowych przedstawień niemieckich, zgromadził dobry zespół, przyczynił się do utworzenia szkoły dramatycznej. Jako dyrektor dążył również do przyciągnięcia do teatru mniej wymagającej publiczności, wystawiając m.in. farsy i dbając zwłaszcza o repertuar operetkowy, nie zaś tylko dramatyczny. Schorowany i zapracowany do ostatnich dni swego życia (w kierowaniu teatrem zastępowała go córka Celina), zmarł we Lwowie 29 V 1886.

Narodowość sztuki. Pierwsze artykuły krytycznoliterackie Dobrzańskiego ukazywały się w „Gazecie Lwowskiej” od listopada 1841 r. w rubryce Nowiny lwowskie. W recenzji sztuki na podstawie dramatu Józefa Korzeniowskiego zawarł Dobrzański własne kryterium wartościowania przedstawień: „W rozbiór charakterów w Dymitrze i Marii zapuszczać się ni czas, ni miejsce po temu – chociaż wyznać musimy, że gdyby recenzje teatralne ten ton obrały, a po skreśleniu charakterów – jak je autor wystawił – przyrównywając grę aktorów – krytyka byłaby mniej stronnicza – a publiczności nie narzucano by zdań jak niezrozumiałych wyroków z trójnoga Pythii” (Teatr polski, „Gazeta Lwowska” 1841, nr 136). Recenzent oczekiwał zatem – jak stwierdził w dalszej części artykułu – „zrozumienia myśli pisarza” przez aktora. Gdy użyte środki aktorskie świadczą zdaniem Dobrzańskiego o niezrozumieniu zadania stawianego przed odtwórcą roli, recenzent nie szczędził słów krytyki, nawet jeśli dotyczy to aktora grającego rolę drugoplanową. O tym, że recenzje Dobrzańskiego były czytane i dyskutowane w lwowskim środowisku teatralnym, świadczy emocjonalna odpowiedź na recenzję, którą skrytykowany Franciszek Błotnicki przesłał do „Gazety Lwowskiej”: „Ja sądzę, że godny krytyk »Nowin lwowskich« musi być skaleczony na uszy, i to jest przyczyną, że się skalał tak grubym fałszem w oczach tej publiczności, która i moje słowa słyszała, i moję mimikę widziała, i swoje zadowolenie w czasie gry mojej głośno objawiała” (tamże, nr 141). Czasem, gdy Dobrzańskiemu oglądany spektakl szczególnie nie przypadł do gustu, dokonywał krytyki dramatu, bez oceny gry aktorskiej. Piętnował np. w Haraldzie Jana Maksymiliana Fredry kompozycję tragedii: „Dla odsłonienia charakterów sprowadza [autor] wyszukane sceny, przedłuża dialogi aż do rozwlekłości, a chcąc utrzymać interes słuchaczy, coraz hałaśliwszymi pomysłami bierze ich umysły na torturę” (Teatr polski, tamże, nr 139).

Ważnym wątkiem artykułów publikowanych w „Gazecie Lwowskiej” jest zagadnienie narodowości sztuki. W recenzji komedii Dobry ton Carla Friedricha Töpfera Dobrzański stanowczo stwierdzał: „[...] artystą prawdziwym można być tylko w ojczystym języku, bo każde słowo czuć i rozumieć uczy nas matka od kolebki, a dwóch ojczystych języków mieć nie może” („Gazeta Lwowska” 1842, nr 85). Krytykował również „przerabiaczy”: „manię przerabiania sztuk”, która „zakorzeniła się we Lwowie” (tamże, nr 109). W scenie krajowej recenzent widzi „skarbnicę języka, mistrzynię i nauczycielkę widzów”; scena „nie jest wiechą rzemiosła, frymarki, publiczność wymaga czci i uszanowania dla siebie” (tamże, nr 146).

W „Dzienniku Mód Paryskich”. Dobrzański jako publicysta zadebiutował na łamach tego periodyku obszernym artykułem Kobieta („Tygodnik Mód Paryskich” 1841, nr 22–24), w którym – pozostając wierny przekonaniom rozpowszechnionym w swojej epoce – charakteryzuje rolę obu płci: „Człowiek, w którym przemaga siła bierna, pojętna, jest kobietą; jeśli zaś przemaga siła czynna, twórcza, mężczyzną” (tamże, nr 22). W drukowanych w poł. lat 40. w „Dzienniku Mód Paryskich” artykułach poświęconych tragediom Williama Shakespeare’a krytyk w mniejszym stopniu zajmował się oceną gry aktorskiej, starał się natomiast określić główną „dążność”, ideę twórczości Shakespeare’a, widząc ją w charakterystycznej konstrukcji bohaterów (Lady Makbet, „Dziennik Mód Paryskich” 1845, nr 1). Dobrzański formułował instrukcje sceniczne dla aktorów: „[...] aby uwierzyć w Lady Makbet, trzeba artystce wyszukać źródła demonicznej potęgi, źródła tego szału, co ją porywa do zbrodni, którego działanie ma jasno objawić widzom; gdy tego nie uczyni, zwichnie cały charakter tej postaci” (tamże). Mają one charakter bardzo szczegółowy, niemal reżyserski, co niewątpliwie stanowi novum w stosunku do wcześniejszych recenzji teatralnych Dobrzańskiego. Te postulaty i instrukcje służą według jego zamysłu podniesieniu poziomu sceny teatralnej, co ma się dokonać przez aktorskie konstruowanie postaci zgodnie z zamysłem dramatopisarza. Jako krytyk Dobrzański na łamach „Dziennika Mód Paryskich” zmierza w kierunku oceny przede wszystkim ideowej wymowy utworu. W jego artykułach w tym okresie pojawiają się, ściśle związane z demokratycznym światopoglądem publicysty, postulaty uwzględniania w wystawianych sztukach problematyki społecznej (Teatr, „Dziennik Mód Paryskich” 1846, nr 14).

Forma powieści. W recenzji Pamiętników nieznajomego (1846) Józefa Ignacego Kraszewskiego, rozpoczynającej czteroodcinkowy cykl publikacji Dobrzańskiego Nowsze powieści polskie, Dobrzański zauważa: „W formie ukrywa się najpotężniejsze mistrzostwo. Prawdziwy talent wszystko znajdzie łatwo, lecz nad formą długie studia czynić powinien, inaczej nie będzie nigdy artystą” („Dziennik Mód Paryskich” 1847, nr 1). Z negatywną oceną krytyka spotyka się wybór formy pamiętnikarskiej (zawsze racjonalizującej przeszłe wydarzenia) do przedstawienia „dramatu uczucia”. Taki zabieg pisarski sprawia, że postać jest nieaktywna, a zamiast niej na kartach dzieła dominują autorefleksje: „Zastanawianie się nad sobą i nad zdarzeniami (jak to Juliusz czyni) jest wyrazem jego głowy, rozumu jego; wyrazem uczucia może być jedynie czyn, nic więcej” (tamże).

Ocena ta jest częścią obszerniejszej diagnozy stanu rodzimych powieści, którą przeprowadza Dobrzański. Wadą, jak mówi, „powieściarstwa” polskiego są przede wszystkim wąskie horyzonty autorów („małomieszczaństwo”), związane ze schlebianiem publiczności, która lubi przeglądać się w zwierciadle utworów: „[...] ciasne są stosunki nasze, a wąskim korytem płynie nam życie. [...] Pisarz więc stwarzać sobie powinien w powieści rozleglejsze stosunki, rozszerzyć łożysko życia, aby wyrobić charaktery potężniejsze” (tamże). Ten sam zarzut rozwija Dobrzański w recenzji Spekulanta (1846) Korzeniowskiego („Dziennik Mód Paryskich” 1847, nr 2), wymieniając inne grzechy polskich „powieściarzy”: brak inwencji, łudzące podobieństwo postaci, jednostajność kolorytu. Dobrzański oczekuje, aby powieściopisarze ukazali panoramę społeczeństwa, przedstawiając w dziełach różne klasy społeczne. Inny postulat Dobrzańskiego dotyczy konstrukcji charakterów w powieści – posługuje się tu krytyk analogią do muzyki: „Charakter człowieka powinien być chórem najrozmaitszych tonów, przez które przesunięty jest ton główny, zasadniczy, który nadaje kierunek i cechę charakterowi. Lecz jak sam jeden bez towarzystwa, w muzyce nie stanowi harmonii, tak charakterowi sam jeden nie nadaje ruchu, życia” (tamże).

Do postulatów formułowanych przez Dobrzańskiego należy też włączyć konieczność zachowania prawdy o czasach, w których utwór jest osadzony. Tezę tę wprowadza krytyk wyraźnie w omówieniu powieści Rachel (1847) ks. Ignacego Hołowińskiego (tamże, nr 15). Nie chodzi tu jednak tylko o prostą kategorię czasu akcji, lecz o „przemagający kierunek ducha, który stanowi najwewnętrzniejszą potrzebę narodu” w danym czasie. Wadą utworu Hołowińskiego jest więc – jak puentuje krytyk – ubóstwo problematyki, ograniczonej li tylko do rozbudzenia religijności w czytelnikach, co określa Dobrzański jako pozostawanie autora „w zaczarowanym kółku jednej myśli”, bez „poznania innych potrzeb i dążności narodu” (tamże).

Śladem krytyków romantycznych. Artykuły krytycznoliterackie Dobrzańskiego publikowane ponad dekadę później składają się często z sądów obiegowych, nawiązujących do rozważań najważniejszych krytyków epoki romantycznej. Podejmując myśl m.in. Kazimierza Brodzińskiego i „wczesnego” Maurycego Mochnackiego, Dobrzański pisze: „Przeważnym charakterem poezji polskiej jest sielskość. I inaczej być nie mogło u narodu rolniczego” (Teofil Lenartowicz, „Dziennik Literacki” 1858, nr 35). Typowe dla epoki są również konstatacje krytyka, że w dobie romantyzmu „coraz silniej wyrabia się indywidualność”, zaś „przedmiotowego świata klasycznego nikt nie jest w stanie odtworzyć bez przymieszania własnego liryzmu” (tamże, nr 36). Ta obserwacja staje się linią obrony Gladiatorów (1857) Teofila Lenartowicza przed zarzutami nieprawdziwego przedstawienia świata starożytnego wysuniętymi przez Juliana Klaczkę. Niczym Chopin w muzyce, tak Lenartowicz zdaniem Dobrzańskiego „widzi wypadki i zdarzenia w świetle własnego uczucia, i to tylko śpiewa, co do tego uczucia przypada. Czy dotknie się Tyrteusza czy Szekspira, wszędzie odbije się to, co w głębi duszy jego żyje. Będzie to polski Tyrteusz i polski Szekspir” (Teofil Lenartowicz, „Dziennik Literacki” 1858, nr 36). Podobnie obiegowo brzmi recenzja z poezji Deotymy (J. Łuszczewskiej), w której Dobrzański wprowadza typowo romantyczne przeciwstawienie poezji „natchnionej” i „wyrozumowanej” (Improwizacje i poezje Deotymy, tamże, nr 50).

Innym recypowanym przez Dobrzańskiego tematem krytyki romantycznej jest kategoria „literatury szalonej” upowszechniona za sprawą Literatury i krytyki (1838) Michała Grabowskiego. Z tej perspektywy Dobrzański pisze np. o młodzieńczej powieści Kamień nad Spasem Walerego Łozińskiego: „Był to utwór wszystkie niespodzianki i okropności najszaleńszych romansów francuskich w sobie mieszczący. Talent widać było, ale czytaniem wyłącznym najjaskrawszych powieści szalonej szkoły zwichnięty” (Walery Łoziński i Bruno Bielawski, „Dziennik Literacki” 1861, nr 13). Zgodnie z duchem krytyki romantycznej pisarstwo nastawione na „efekty” i operujące ironią nie znajduje aprobaty recenzenta – Łoziński „był to powieściarz piszący na zimno, ironia przeważała, ironią były oświetlone wszystkie jego utwory”, przez co „nigdy nie zdołał w głębi duszy rozbudzić wzniosłych uczuć, porwać, unieść za sobą” (tamże, nr 14).


Wieszczowie i kataryniarze. Wątki krytycznoliterackie zajmowały dużo miejsca w publikowanym w „Dzienniku Literackim” cyklu Dobrzańskiego Zapiski literackie (1859–1865). Rozpoczyna się on od znanych już z publikacji w „Dzienniku Mód Paryskich” zarzutów wobec powieściopisarzy; krytyk apelował: „[...] w świat wam ruszyć trzeba, panowie powieściarze, jeśli więcej życia, różnorodności i prawdy chcecie zdobyć dla waszych utworów, lecz najprzód [...] przejdźcie się od jednej ziemi naszej do drugiej, obeznajcie się tam bliżej z ludem, z szlachtą, przypatrzcie się trybowi życia, obyczajom, zwyczajom, naturze, róbcie studia na społeczeństwie, nie w ciasnych murach swego pokoiku, lecz na szerokim świecie” (Zapiski literackie. III, „Dziennik Literacki” 1859, nr 86). Wymagania stawiane autorom przez Dobrzańskiego były wysokie – ich utwory mają obudzić naród do życia, tak jak czyniły to utwory romantyczne (Zapiski Literackie. V, tamże, nr 89).

Zdaniem Dobrzańskiego obecni poeci – w przeciwieństwie do dawnych wieszczów – „śpiewają podług pozytywki”, na zamówienie wydawców, uwzględniając oczekiwania publiczności i ograniczenia cenzorskie. Tacy „kataryniarze” – zajmujący się zresztą nie tylko literaturą, ale i dziennikarstwem – nie służą potrzebom narodowym, lecz należą do autorów „kosmopolitycznych”, co w języku krytycznoliterackim Dobrzańskiego oznacza dbanie o własną sławę i gusta odbiorców: „Jak ślimak swe rogi lub owad swe czułki wysuwa naprzód, aby dotknięciem zbadać świat okoliczny, tak podobni pisarze chwytają wszystkimi zmysłami swymi, skąd wieje wiatr w opinii publicznej” („Dziennik Literacki” 1859, nr 96). Tymczasem zadaniem twórcy jest „przywiedzenie wszystkich warstw społeczeństwa do przyswojenia sobie i poczucia idei narodowej” (Zapiski literackie. IX, „Dziennik Literacki” 1860, nr 16). W sprzeczności z tak rozumianym pożytkiem narodowym postępują napiętnowani przez Dobrzańskiego twórcy dzieł historycznych – Henryk Rzewuski, Michał Grabowski, Antoni

Edward Odyniec, Ignacy Chodźko. Ich błędem jest idealizacja przeszłości, otaczanie dawnych czasów „aureolą świętości narodowych” (Zapiski literackie. XXVI, tamże, nr 30). Taką postawą szkodzą, ponieważ „naród dąży naprzód, szuka nowych dróg, nowych form, w które by myśl swoją wcielić mógł, a oni mu prawią, aby wrócił do dawnych, aby odgrzebał to, co pochowano, aby pozbył się tych idei, tych dążności, jakimi obecnie przejęty” (tamże).

Kult Słowackiego. Szczególną rangę w pisarstwie Dobrzańskiego ma twórczość Juliusza Słowackiego, co stanowi zresztą cechę charakterystyczną całego środowiska związanego z „Dziennikiem Literackim”, którego współpracownicy byli gorącymi wielbicielami autora Lilli Wenedy i w kolejnych jego utworach poszukiwali aktualnej aluzji politycznej. Napisane przez Dobrzańskiego recenzje realizacji teatralnych dramatów Słowackiego stanowią tematyczną kontynuację artykułów o inscenizacjach Shakespeare’a, ale silniej wybrzmiewał w nich wątek rozwoju charakteru i odpowiedniego stopniowania napięcia, aby wywrzeć właściwe wrażenie na widzach: „W każdej prawdziwej tragedii musi być ta demoniczna, niszcząca namiętność chociaż w jednej postaci uosobiona” (Juliusza Słowackiego „Mazepa” na scenie lwowskiej, „Dziennik Literacki” 1861, nr 101). Dobrzański obszernie omawiał treść dzieł Słowackiego, skupiając się na rysach psychologicznych bohaterów i wskazując środki aktorskie, które powinny być zastosowane w poszczególnych scenach. Jednak sprostanie dramatom Słowackiego, obdarzonego głębokim wglądem w ludzkie charaktery, jest niezmiernie trudne zarówno dla aktorów, jak i dla publiczności: „[...] wszystkie pojęcia ich [widzów] dotychczasowe o tragedii zostają rażone odmiennością form, dykcji, charakterów, ba, nawet odmiennością całej atmosfery, która bohaterów otacza” („Balladyna”, tragedia w 5 aktach, przez Juliusza Słowackiego, „Dziennik Literacki” 1862, nr 20). Dobrzański porównuje los Słowackiego do losu Shakespeare’a, którego niegdyś „zaczęto nazywać jenialnym wariatem, dziwakiem”. Mimo zawartej w recenzji krytyki spektaklu i gry aktorskiej Dobrzański jest wyrozumiały dla publiczności teatralnej i literackiej. Konkluduje omówienie Balladyny: „Jest to utwór jenialnego poety, poety przyszłości, więc trudno żądać, aby przez powszechność od razu był zrozumiany. Wszak wszystkie utwory Słowackiego nabywają dopiero teraz coraz więcej rozgłosu, a sława jego i uznanie jako poety coraz więcej wzrasta, im więcej czytająca publiczność dojrzewa” (tamże, nr 22).</document>
<document nplp_id="13093" title="Fijałkowski Marcin" slug="fijalkowski-marcin">Profesor literatury, krytyk literacki, tłumacz. Inna forma nazwiska: Fiałkowski

Informacje biograficzne. Nieznane są informacje na temat daty jego urodzin, pochodzenia i wczesnej młodości. Po ukończeniu studiów na wydziale filozoficznym Akademii Krakowskiej (w 1778 r. uzyskał promocję na magistra nauk wyzwolonych), został nauczycielem w Szkołach Nowodworskich w Krakowie, prowadząc kurs wymowy (do 1788 r.). W 1781 r. zdobył stopień doktora filozofii, w 1786 zaczął wykładać literaturę polską i łacińską w Szkole Głównej Koronnej. W 1787 r. został powołany przez Komisję Edukacji Narodowej na wiceprofesora Kolegium Moralnego, w 1790 uzyskał patent profesorski w Katedrze Literatury, pełniąc tę funkcję do emerytury (1802). W swojej działalności dydaktycznej napotykał ostrą krytykę warszawskiego środowiska pijarskiego skupionego w Towarzystwie Krytycznym, tworzonym m.in. przez Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Onufrego Kopczyńskiego i Franciszka Siarczyńskiego. Należał do Związku Filantropów działającego przy Szkole Głównej Koronnej za czasów rektoratu Feliksa Oraczewskiego. Jako przedstawiciel tej organizacji przemawiał publicznie podczas pobytu Stanisława Augusta w Krakowie, został przez niego odznaczony medalem Merentibus (1788). Od 1788 r. decyzją KEN sprawował funkcję cenzora mów. W 1793 r. był wizytatorem szkół, w 1812 wszedł w skład Dyrekcji Edukacyjnej Księstwa Warszawskiego. Od 1816 r. działał w Towarzystwie Naukowym Krakowskim. Był członkiem masonerii, należał do loży Bracia Polacy Zjednoczeni na Wschodzie Krakowa. Zmarł w 1820 r. w Krakowie.

Mowy. Spośród trzech zachowanych oracji Fijałkowskiego, dwie skupiają się na kwestiach związanych z edukacją. Mowa o użytku z nauk publiczną dziś instrukcją w narodzie składających […] przy otwarciu szkół w r. 1787 1 października w Krakowie miana (1787) opiera się przede wszystkim na laudacyjnym przedstawieniu najważniejszych założeń KEN i idei przyświecających tworzeniu programu nauczania w Szkole Rycerskiej. Podkreśla więc mówca znaczenie kształcenia obywatelskiego, znajomości nauk empirycznych i obcych języków nowożytnych oraz wagę umiejętności praktycznych i harmonijnego połączenia rozwoju umysłowego z fizycznym. Zgodnie z ideami oświecenia wskazuje na zalety systemu edukacji publicznej, stawiając jednocześnie pytania o to, jakimi kompetencjami powinien dysponować dobry nauczyciel oraz jakie metody dydaktyczne są najskuteczniejsze. Nieco inny charakter ma Mowa przy drugim rozdawaniu nagród dla cnót czynnych i użytecznych społeczności ku uwiecznieniu bytności w Krakowie Stanisława Augusta […] dnia 22 czerwca r. 1788 miana (1788), która ‒ w dość niespójny sposób ‒ próbuje łączyć zalety genus demonstrativum i genus deliberativum. Z jednej strony orator przedstawia parenetyczny wzorzec dobrego króla ‒ Stanisława Augusta, z drugiej ‒ dotyka kwestii ekonomii i polskiej polityki gospodarczej, która jego zdaniem powinna opierać się na zasadach fizjokratyzmu, a wreszcie ‒ zachęca do filantropii i kreśli portrety godnych wyróżnienia darczyńców.

Poglądy na sztukę wymowy. W związku z praktyką oratorską, która sprowokowała anonimowego autora Zakusu nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej, czyli uwag nad niektórymi tej akademii dysertacjami (1789; autora lub autorów; zwykle wymienia się tu F.K. Dmochowskiego, który przegrał z Fijałkowskim konkurs o stanowisko profesora w Katedrze Literatury, oraz F. Siarczyńskiego i O. Kopczyńskiego) do sformułowania zarzutów pod adresem Fijałkowskiego, akademik formułuje uwagi pozwalające w nim widzieć zwolennika attycyzmu elokucyjnego, naturalności i prostoty wypowiedzi wolnej od nadmiaru „sztucznych” figur i tropów, które „osłabiają myśl wielką” i są zbędne dla „prawdziwej wymowy”, cechującej się pewną dozą spontaniczności (O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu, Kraków 1790). Pisząc za Nicolasem Boileau (Traité de sublime) o wzniosłej „wymowie milczenia” i prostocie wielkich myśli, prezentuje Fijałkowski nowe w tym czasie pojmowanie kategorii wzniosłości, wiążąc ją nie z tradycyjnym stylem wysokim, ale z dobitnością wypowiedzi prostej i głębokiej, która dotyka niejako istoty wielkiego i poruszającego zjawiska lub sytuacji. Najważniejszym autorytetem dla niego jest Jean Le Rond d’Alembert (Réflexions sur l’élocution oratoire et le style en général), za którym przyjmuje, że „talent wzruszenia innych jest główną wymowy cechą”, a owemu „poruszeniu”, opierającemu się na przesyłaniu „w serce innych tego mocnego czucia, którym przenikniony jest mówca”, powinno towarzyszyć „wzniesienie duszy” odbiorcy (O geniuszu…). Pozostając w zgodzie z dyrektywami sentymentalizmu, Fijałkowski podporządkowuje wymowę „czuciu”, traktując ją jednocześnie jako rodzaj specyficznego porozumienia pomiędzy mówcą a jego audytorium. Prawdziwe wzruszenie zaś, któremu ulegają mówca i jego słuchacze, „przedłużeniem osłabia się”, stąd ma pojawiać się „na kształt błyskawicy”, ukazującej się na tle pozostałych passusów oracji, pozwalających wyciszyć napięcie, odpocząć zarówno mówcy, jak i audytorium. Dobry mówca musi mieć przede wszystkim wrodzony talent, którego nie zastąpi znajomość reguł i wzorów, choć ‒ jednocześnie ‒ są one potrzebnym „wędzidłem” chroniącym przed błędami („Nie prawidła to żadne natchnęły Szekspira w napisaniu owej sceny, gdzie tak do podziwienia wszystkich prowadza Hamleta do siebie mówiącego, ale prawidła oszczędziłyby nam były owych grabarzy barbarzyństwem trącącą scenę”, tamże). Nawiązując do Kwintyliana, akcentuje znaczenie wiązanego z geniuszem natchnienia, które pochodzi z natury i wprawia mówcę w „szał” udzielający się odbiorcom. To właśnie ów „szał” oratorski ujawniający się w retorycznej pronuncjacji sprawia, że „[w]ymowa w książkach jest niemal tak jak noty muzyczne, to jest niema, martwa i żadna […]” (tamże). Nie da się ocenić w pełni przemowy, jeśli dysponuje się wyłącznie jej zapisem.

Nowatorskie jest pojmowanie przez Fijałkowskiego stylu, który ‒ respektując powszechne reguły retoryczne, jak poprawność, jasność, trafność, precyzyjność, zwięzłość, stosowność, harmonijność i umiarkowanie ‒ w jego ujęciu powinien być przede wszystkim indywidualny: mówca nie może być niewolnikiem reguł gramatycznych. Nawet „lekkie omyłki” mogą się przyczynić do ożywienia stylu wypowiedzi, zaś „mowa poetyczna, metafor, antytezów i innych postaci pełna, którą ‒ jak powiada Fijałkowski ‒ nie wiem dlaczego stylem akademickim nazwano” (tamże), jest występkiem przeciwko naturalności i dobremu gustowi.

Krytyka kategorii klasycystycznych. Idee estetyczne sformułowane przez Fijałkowskiego przede wszystkim w rozprawie O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu kwestionują najważniejsze założenia doktryny klasycyzmu, co ujawnia się już na poziomie jego refleksji dotyczącej wymowy i translatoryki. Jeszcze wyraźniej uwidaczniają się one, gdy mowa o kluczowych dla klasycystów kategoriach, takich jak geniusz, talent i gust. Fijałkowski polemizuje przede wszystkim z ich wykładnią zawartą w Zakusie nad zaciekami i w Urywku bicza kręconego w Krakowie z okazji „Zakusu nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej” (1789) Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, kolejnym artykule skierowanym przeciwko jego własnym koncepcjom. Punktem wyjścia czyni dwa fragmenty: 1) cytat z Zakusu: „prawdziwy geniusz, gustem i rozsądkiem powodowany, trzyma się zawsze w granicach skromności […]”, 2) zdanie z Urywka mówiące, że Homer i Wergiliusz dlatego są zaliczani w poczet geniuszy, ponieważ „dowcipnie i porządnie poemata napisali” (O geniuszu…). Powołując się na przypisywany Jeanowi François Marmontelowi artykuł Génie z Encyklopedii… Denisa Diderota, Fijałkowski uznaje za błędne klasycystyczne utożsamienie dyspozycji przypisywanych geniuszowi z dowcipem i gustem.

W pierwszej kolejności wyraźnie rozgranicza geniusz i talent oraz kwestionuje utożsamianie talentu z anachronicznym już „dowcipem” i zwraca przy okazji uwagę na nieadekwatne zastępowanie nim przez polskich teoretyków słowa „geniusz”: „Nie wiem, czyli to, co dawni Rzymianie wyrażali przez słowo ingenium, a Francuzi przez słowo génie, my nazwiemy dokładnie przez dowcip? i czyli o każdym człowieku dowcip mającym, powiedzieć by oraz można, że on jest geniusz?” (O geniuszu…). To właśnie z talentem, który definiuje za d’Alembertem jako „usposobienie szczególne i nałogowe do tego, aby rzecz jaka dobrze zrobioną była” (tamże), można jego zdaniem połączyć „porządek, jasność, gładkość, łatwość, bezwładność”, ponieważ talent jest dyspozycją związaną z umiejętnym, trafnym, wnikliwym i zrozumiałym popularyzowaniem powszechnej wiedzy: „Człowiek z talentem myśli i mówi rzeczy, o której by wielu z ludzi myślało i mówiło, ale on stawia ją z większą dla słuchających korzyścią, wybór z niej czyni z lepszym gustem, układa z większą sztuką i tłumaczy swe myśli subtelniej albo przyjemniej” (tamże). Natomiast geniusz jest czymś więcej: to „gatunek natchnienia”, władza twórcza, lecz niestała, dana człowiekowi, który „ma szczególny sposób widzenia, myślenia i czucia” (tamże). W ujęciu tym geniusz, postrzegany przez pryzmat oryginalności i subiektywizmu, silnie związany z kategorią wzniosłości, nabiera mocy kreacyjnej: „Własność więc twórcza geniuszu zależy na nadaniu rzeczom jestestwa, talentu zaś na nadaniu im tylko kształtu” (tamże). Przy okazji Fijałkowski dokonuje też reinterpretacji kategorii mimesis, którą rozumie w duchu sensualizmu, empiryzmu i indywidualizmu, nawiązując do myśli Charles’a Batteaux: „Naśladować […] pięknej natury, jest to stawiać imaginacji przedmioty, jakiekolwiek one będą, sposobem dzielnym do wzbudzenia mocnego w nas czucia” (tamże). Dobitniej myśl tę ujmuje w swoim konspekcie wykładu uniwersyteckiego, gdzie w kontekście naśladowania pięknej natury, pisze: „[…] stawiając nam przedmioty […], poeta zdaje się stwarzać je raczej niż malować, a to przez zapał, poruszenie i życie, które im nadaje” (Literatura wykładana od r. 1786/87…, [1789]). Na gruncie polskim jest to stanowisko oryginalne: przyjmując klasycystyczny postulat naśladowania pięknej natury, interpretuje go autor w kategoriach podmiotowych, opowiadając się jednocześnie za kreatorską koncepcją poezji.

W rozprawie O geniuszu… Fijałkowski przedstawia swoje rozumienie kategorii gustu. Także ono formułowane jest opozycyjnie wobec myśli zawartych w Zakusie nad zaciekami i w Urywku bicza, gdzie gust powiązany został z „rozsądkiem” i „ładem”. Akademik, traktując gust jako instancję krytyczną, oceniającą to, co stwarza geniusz, przypisuje ją przede wszystkim nie „rozsądkowi” (jak chcą klasycyści), lecz ‒ „czuciu”. Gust, którego istotę Fijałkowski wykłada, posiłkując się obszernym cytatem z artykułu Volaire’a Goût z Encyklopedii francuskiej oraz wypisami z rozpraw Marmontela, Batteaux, Monteskiusza, Diderota i d’Alemberta, jest bowiem „tym uczuciem, które nas ostrzega, czy piękna natura naśladowana jest z największą wiernością, mocą i wdziękiem” (O geniuszu…). Jednocześnie nawet mocniej niż Franciszek Karpiński podkreśla subiektywizm estetycznego poznania, twierdząc, że każdy za zgodne z naturą uznaje to, co pozostaje bliskie jego zainteresowaniom, słabościom i postrzeganiu świata.

Istnieją jednakże, według niego, również zasady obiektywne, których naruszenie przez autora urazi dobry gust wszystkich jego odbiorców. Należą do nich: 1) „grubiaństwo” stylu i myśli; 2) „przysada, czyli afektacja” (tamże). Jako przykłady obrażającej dobry smak „podłości” i „grubiaństwa” Fijałkowski przedstawia wypisy z Zakusu nad zaciekami: „piśmidło, gryzmolina, klecić nierozsądne brednie, płytka głowa, nikczemny pismak” itp. (tamże). „Przysada” natomiast to: 1) „chęć nieustanna wyjeżdżania na plac z myślami lub słowami wyszukanymi i dowcipnymi, to zaś, ażeby zawsze zdawały się być nowe”, co rodzi „styl przygładzony, styl dziecinny”; 2) „chęć bez potrzeby rozwodzenia się z mową dla zwiększenia lub zmniejszenia rzeczy”, co powoduje konsekwencje w postaci „stylu zimnego”, którego istotą jest amplifikacja; 3) „chęć udawania czucia”, co daje „styl nadęty i oschły, jakim jest deklamacja”; 4) „chęć w zbytnie lub niewłaściwe ozdoby przestrajania swej co wykracza przeciw prostocie, naturalności, jasności myśli i „szczerości uczuć” (tamże).

O przekładzie i warsztacie tłumacza. W rozprawie O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu osobną uwagę poświęcił Fijałkowski odparciu zarzutów autora Zakusu… na temat jakości swoich przekładów z łaciny, dając przy okazji wykładnię zasad translatoryki. Jego zdaniem: 1) tłumacz nie może być „tylko kopistą swojego oryginału” ‒ ma prawo, niczym wytrawny malarz, nie nadużywając przy tym swojej wolności, dokonać drobnych zmian „dla pomnożenia piękności lub zakrycia wady”; 2) nie może być też bojaźliwy ‒ jeśli w oryginale napotyka „śmiałe wyrazy”, powinien poszukać w swoim ojczystym języku ich trafnych odpowiedników, nawet jeśli miałyby to być neologizmy; 3) nie musi tłumaczyć całych dzieł, jeśli któreś fragmenty uzna za słabsze (tamże). Przede wszystkim jednak Fijałkowski nie był zwolennikiem dosłownego tłumaczenia: „[…] nie mamy stanowić sobie za regułę, aby literalnie tłumaczyć tam nawet, gdzie geniusz języków nie sprzeciwia się temu, ale przez co tłumaczenie nasze stałoby się oschłe, twarde i bez harmonii” (tamże). Krytyk, który zamierza dokonać oceny czyjegoś przekładu, musi zaś być wyjątkowo kompetentny i precyzyjny: „W krytyce na tłumaczenie nie dosyć przekonać, że tłumacz błąd popełnił, ale trzeba jeszcze pokazać, że mógł go nie popełnić. Poprawić wady pisarza jakiego, jest to grzeczność w każdym innym krytyku, ale w ganiącym tłumaczenie jest powinnością. Dziwić się więc nie trzeba, że w tym pisania rodzaju (jak i we wszystkich innych) dobre krytyki są rzadsze niż dobre pisma” (tamże).

Praktyczne rozumienie zasad przekładu, wyłożonych w O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu Fijałkowski pokazał w swoim ‒ pierwszym w języku polskim ‒ prozatorskim tłumaczeniu poezji Horacego (Poezje Horacego przełożone na język polski i przypisami objaśnione przez M. Marcina Fijałkowskiego w Szkole Głównej Krakowskiej wysłużonego profesora, członka Towarzystwa Naukowego w Krakowie, t. 1–2, 1818). Ta dwujęzyczna edycja, opatrzona obszernymi, erudycyjnymi komentarzami Fijałkowskiego oraz indeksem nazwisk, postaci literackich i mitycznych, była przeznaczona przede wszystkim na potrzeby szkół, stąd niektóre, „mniej przystojne”, fragmenty dzieł Horacego ‒ nazwanego tu „przyjacielem rozsądnym i czułym”, który „pełen jest wielkich i użytecznych prawd, w każdej przygodzie życia przydatnych, a z doświadczenia, znajomości świata, i z ciągłej rozwagi wyciągnionych” ‒ zostały poddane cenzurze: „Zarzucają Horacemu, że w niektórych pieśniach i satyrach pisał rozpustnie, w czym się i Kwintylian zgadza. Ze względu przeto na młodzież, w której ręku to tłumaczenie będzie, niektóre miejsca tą cechą oznaczone, idąc za przykładem wielu, pomijam” (Przedmowa, t. 1). Zapewne też z myślą o młodzieży (posiłkując się obszernymi wypisami z Ch. Batteaux, J.F. de La Harpe’a, H. Blaire’a i A.K. Czartoryskiego), Fijałkowski przedstawił w Przedmowie życiorys Horacego, wskazał najważniejsze problemy pojawiające się w jego twórczości oraz napisał rozdzialik O zewnętrznym wierszopisarstwie łacińskim (versificatio), w którym poświadczył swoją znajomość zasad prozodii łacińskiej, choć nie próbował naśladować jej w polszczyźnie, skupiając się na prozatorskim oddaniu myśli rzymskiego poety. Twierdząc: „Do zrozumienia zwłaszcza poetów dawnych, trzeba znać dawną, jak mówią, erudycją […]” (Przedmowa), Fijałkowski dał wyraz nowoczesnemu myśleniu o interpretacji literackiej, w którym można odnaleźć ‒ bardzo jeszcze intuicyjną ‒ zapowiedź XIX-wiecznej hermeneutyki.

Wskazania dla krytyka literackiego. Krytyk literacki według Fijałkowskiego powinien mieć świadomość istnienia różnych typów artystycznej ekspresji („jedne piękności uderzają w imaginacją, drugie w rozum, inne w serce, inne na koniec w ucho”; O geniuszu), wymagających od odbiorcy szczególnej niekiedy wrażliwości i subtelności. Stąd pyta za d’Alembertem: „Czyli rozbiór umysłowy tego, co należy do samego tylko czucia, nie przytępia raczej nas w ukontentowaniu, czyniąc nam nałóg roztrząsania krwią zimną tego, co by z gorącością czuć trzeba?” (tamże). „Rozbiór filozoficzny” i „prawdziwy rozsądek” nie wystarczą więc, by trafnie ocenić dzieło literackie ‒ także i tu należy uznać „czucie za pierwszego w materii gustu sędziego” (tamże). Do najważniejszych przyczyn chybionej krytyki literackiej Fijałkowski zalicza przede wszystkim „niedostatek czułości” i „niedostatek uwagi w rozeznywaniu ukontentowań naszych zrzódła” (tamże). Nie odrzuca przy tym całkowicie, podobnie jak nie czyni tego cytowany przezeń d’Alembert, zalet intelektualnego „rozbioru” dzieła literackiego. Jego walory widzi jednakże przede wszystkim w weryfikacji wcześniejszej oceny, dokonanej w oparciu o sąd „czucia”: „Czucie naturalnym jest sędzią na pierwszy moment, na drugi zaś jest rozbiór. W osobach tych, które do subtelności i żywego rzeczy przenikania łączą jasny i zdrowy rozsądek, drugi ten wyrok nie będzie jak tylko potwierdzeniem pierwszego” (tamże).

Stanisław Pietraszko w pisarstwie teoretycznoliterackim Fijałkowskiego, uprawianym bez apriorycznych założeń normatywnych, widzi pierwszy w dziejach polskiej krytyki rezultat akademickiej profesjonalizacji tej dyscypliny. Rzeczywiście ‒ Fijałkowski, reprezentując pluralizm estetyczny, operuje w obrębie klasycystycznych kategorii mówienia o literaturze, poddanych jednak daleko idącej reinterpretacji, odrzuca to, co uznaje za anachroniczne i sprzeczne ze swoimi, zbliżającymi go do sentymentalizmu, poglądami na istotę twórczości literackiej. Najważniejszym rysem jego myślenia zdaje się przy tym dążenie do naukowego poznania istoty dzieła oraz mechanizmów jego rozumienia, co wiąże się w tym ujęciu z napięciem pomiędzy twórcą a odbiorcą oraz ich ‒ przede wszystkim emocjonalną ‒ komunikacją. W historii krytyki literackiej pozostanie on zatem autorem jednego dzieła ‒ O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu ‒ które zajmuje ważne miejsce w refleksji dotyczącej teorii literatury, formułowanej w ostatnich latach XVIII w.</document>
<document nplp_id="13095" title="Faleński Felicjan" slug="falenski-felicjan">Poeta, pisarz, tłumacz, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Felicjan, F., (f.), (f)., F.F., Medard, Jaś, Jaś Medard F., Fal…ski, Etcetera Bomba.

Informacje biograficzne. Felicjan Medard Antoni Faleński urodził się 8 VI 1824 w Warszawie. Pochodził ze zubożałej wielodzietnej rodziny szlacheckiej; jego rodzicami byli Józef Andrzej (zm. 1839) i Apolonia z d. Jeszke (zm. 1830), która osierociła go we wczesnym dzieciństwie. Z ojcem, piętnowanym przez opinię publiczną jako współpracownik Nikoła- ja Nowosilcowa, łączyły go trudne relacje. Deficyty dzieciństwa, spędzanego w dużej mierze w domach różnych krewnych, częściowo tylko niwelowała więź emocjonalna z macochą Teklą z Fredrów, z którą jego ojciec ożenił się w 1833 r. Felicjan Faleński kształcił się w gimnazjum gubernialnym, szkole na Lesznie, uczęszczał na kursy prawne, wiele zawdzięczał prywatnym lekcjom przygotowawczym z Karolem Balińskim, którego uważał za swojego przewodnika. Nauka w szkołach średnich przyniosła mu świetne przygotowanie w zakresie greki i łaciny (w gimnazjum był uczniem A. Nędzyńskiego), co było przydatne w jego późniejszej pracy literackiej. Od czasów szkolnych kształtował ponadto postawę patriotyczną – był uczestnikiem tajnych spisków (epizod końcowy tej działalności przypadł na okres Wiosny Ludów); później podczas powstania styczniowego sympatyzował z czerwonymi. Ważne dla erudycyjnych zainteresowań Faleńskiego doświadczenia jego życia były związane z pracą w Bibliotece Ordynacji Zamojskiej i przy porządkowaniu księgozbioru Feliksa Czackiego w Sielcu. Jego dorosłość i dojrzałość nie obfitowały w spektakularne wydarzenia. Bardzo rzadko opuszczał Warszawę (w 1869 r. wyjechał w jedyną podróż zagraniczną), a z biegiem lat nawet swój gabinet, koncentrując się przede wszystkim na wszechstronnej pracy twórczej. Z osobami, które obdarzał szacunkiem, chętnie utrzymywał kontakt epistolarny (np. z J.I. Kraszewskim czy K. Estreicherem). Przyjaźnił się z braćmi Komorowskimi, skrzypkiem Ignacym i aktorem Józefem, oraz poetą Teodozjuszem Krzywickim, którego pisma wydał w 1887 r., opatrując je przedmową utrzymaną w poetyce wzruszającego wspomnienia o przedwcześnie zmarłym „współwędrowcu” na niwie literackiej. W 1858 r. ożenił się z literatką i tłumaczką Marią Trębicką (1821–1896), córką gen. Stanisława Trębickiego; małżeństwo było bezdzietne. Zmarł 11 X 1910 w Warszawie.

Cennym źródłem wiedzy biograficznej o wybitnym poecie i tłumaczu są wydane pośmiertnie Wspomnienia z mojego życia (1964), zarówno ze względu na ich walory dokumentacyjne, jak i autokreacyjne. Nakreślił w nich autor swój duchowy profil jako zdystansowanego wobec świata introwertyka i samotnika, niemającego poczucia więzi ze współczesnymi i potrzeby przynależności do jakichkolwiek wspólnot. Zarazem jednak i te zapiski, i inne źródła pozwalają widzieć w nim człowieka świetnie zorientowanego w społecznych i artystycznych trendach dziewiętnastowieczności, niezależnego myślowo i odważnego w wyborach intelektualnych i estetycznych autora, z sukcesem łączącego poszanowanie tradycji z nowatorstwem.

Twórczość krytyczna. Mimo sceptycznego dystansu wobec jakości czasopiśmiennictwa polskiego Faleński współpracował z wieloma redakcjami, przede wszystkim z „Biblioteką Warszawską” (o jej renomie pisał w jednym z felietonów To i owo), „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Ateneum”, „Kłosami”, „Tygodnikiem Mód i Powieści”, „Ogniskiem Domowym”, w których publikował nie tylko utwory literackie, lecz także felietony, recenzje i studia o literaturze. W projekcie twórczym Felicjana Faleńskiego kompetencje krytyczne nie były dominujące, ale współdecydowały o jego oryginalności i wpierały jego dokonania artystyczne. W najbliższych mu czasowo syntetycznych ujęciach dziejów polskiej krytyki nie przeznaczono Felicjanowi zbyt wiele miejsca. Wilhelm Feldman zaliczył go do grona amatorskich „arystokratów duchowych” piszących o literaturze (Współczesna krytyka literacka w Polsce, 1905), a Tadeusz Grabowski nawet nie wymienił jego nazwiska (Krytyka literacka w Polsce w epoce realizmu i modernizmu, 1934). Zwięzłą i trafną charakterystykę przedstawił Piotr Chmielowski: „Był to poeta-artysta przede wszystkim. Wszystko, co oryginalne, ciekawe, dziwne, zwracało na siebie jego uwagę. On pierwszy u nas zaznajomił ogół z wielce utalentowanym fantastą amerykańskim, Edgarem Poe („Biblioteka Warszawska” 1861) i on następnie dał świetny estetyczny rozbiór Trenów Jana Kochanowskiego (tamże, 1866 – i osobno), Fraszek tegoż (tamże, 1881); on uwydatnił piękność poezji Mikołaja Sępa Szarzyńskiego („Ateneum”, 1881). Pisał stylem wytwornym, sobie właściwym” (Dzieje krytyki literackiej w Polsce, 1902). Wymienione prace były cenione i przez samego Felicjana, i przez późniejszych badaczy, ale nie wyczerpują jego krytycznoliterackich (i historycznoliterackich, choć ówcześnie kwalifikowanych jako krytyczne) dokonań. Są wśród nich recenzje literackie i artystyczne, portrety literackie, studia, przedmowy.

Metakrytyka i metoda. Nie będąc profesjonalnym krytykiem, Faleński nie miał ambicji wypracowania spójnej teorii metakrytycznej, ale w jego dorobku są artykuły wykraczające poza praktykę krytyczną. W 1876 r. zostało opublikowane studium Kilka słów o krytyce dzieł sztuki („Ognisko Domowe” 1876, nr 9–10), w którym autor zdefiniował rolę krytyka, funkcje krytyki i swój sposób rozumienia zadań sztuki. Choć przedmiotem refleksji stały się tu malarstwo i rzeźba, to ustalenia Faleńskiego są kompatybilne ze strategiami krytycznymi stosowanymi przez niego także w odniesieniu do dzieł literackich. Według autora krytyk różni się od sprawozdawcy tym, że nie unika oceny dzieła, choć jest świadom, że nie przysługuje mu prawo nieomylności. Powinien być w swych sądach umiarkowany i sprawiedliwy, ale nie jest w stanie osiągnąć obiektywizmu, bo „Choćbyś nie wiedzieć z jak ogólnych zasad wyszedł, osobistego poglądu się nie ustrzeżesz” (tamże, nr 9). Jego rola bywa zatem niewdzięczna, żadne kryteria wartościowania nie są bowiem bezwzględne i niepodważalne. Zarazem jednak uprawianie krytyki wiąże się z bardzo ważną misją, bo jeśli dobrze spełnia ona swoje zadania, przynosi pożytek zarówno artystom, jak i odbiorcom: „Niechby i mniej wyczerpująca, niechby i ułomna w swych sądach; zawszeć popęd do czegoś daje, ścieranie się pojęć rozbudza – słowem powołuje do życia, w ruch wprowadzając nowe żywioły” (tamże). Z tego względu „krytyka już nie luźnym przebiegiem objawów artystycznego życia, ale i umiejętnym ich rozbiorem być musi, i co za tym idzie ewentualną naprawą wyobrażeń bieżących; bo te, jak to zresztą wiadomo, nie zawsze dorastają wysokości praw odwiecznych, wyższych nawet nad geniusze” (tamże). Faleński wskazuje zatem przede wszystkim na poznawczo-oceniającą, a w związku z jej celami naprawczymi także pośrednio postulatywną funkcję krytyki. Włączenie jej w układ komunikacyjny między artystą a odbiorcą oraz wprzęgnięcie w dzieło postępu poprzez aktywizację intelektualną czytelników można by uznać za wskazanie na operacyjną funkcję krytyki w rozumieniu Jerzego Ziomka.

Kwestia kryteriów oceny działa sztuki jest w artykule Faleńskiego zależna od jego sposobu rozumienia jej zadań i postulowanego modelu dzieła. Obligatoryjny wymóg stawiany krytykowi to traktowanie sztuki „poważnie”, czyli „z poszanowaniem duchowego sztuki posłannictwa” (tamże, nr 10). Uzupełniony jest o dwie inne dyrektywy: konieczność uwzględniania stosunku sztuki do życia i potrzeb społecznych oraz wspieranie odbiorców w wysiłku docierania do duchowych aspektów dzieła sztuki. Choć można by dostrzegać tu jakiś wariant kryterium utylitarnego w ocenie działa, w istocie chodzi o ogólnie pojęty związek utworu z problemami współczesności, a kwestią zasadniczą okazuje się promowanie podmiotowego, a nie przedmiotowego charakteru sztuki oraz zakwestionowanie naśladowania natury jako warunku prawdy dzieła artystycznego. Źródłem prawdy jest zatem przede wszystkim przeżycie artystyczne, a dopełniające ją piękno, jakkolwiek może przybierać różne kształty ma charakter uniwersalny i „wspólny niebiański początek” (tamże). Połączenie „umiłowania piękna” ze „ścisłym rozumowaniem” gwarantuje osiągnięcie harmonii – jednej z najważniejszych jakości w systemie estetycznym Faleńskiego krytyka. Wskazane powyżej kryterium związku dzieła sztuki z życiem współczesnym częściowo spokrewniało Felicjana z Hippolyte’em Taine’em, w którego Podróży do Włoch dostrzegał już w 1867 r. dyrektywę, że literatura i sztuka, jako „formy wcielania myśli” powinny być „czynem podsycającym życie na chwilę obecną” (Sztuka dawna w zestawieniu z nowożytną (Z „Podróży do Włoch” Henryka (!) Taine’a), „Pamiętnik Naukowy, Literacki, Artystyczny” 1867, t. 1). Faleński przypominał też opinię angielskiego krytyka o wyższości sztuki starożytnej nad nowoczesną i jego prezentystyczne przekonanie, że zainteresowanie przeszłością zawsze powinno służyć nauce/ pożytkowi współczesnych, choć sam widział obie kwestie jako bardziej skomplikowane. Mimo że refleksja Faleńskiego na temat Taine’a nie była rozbudowana, to jego praktykę krytyczną (i historycznoliteracką) można widzieć w szerokim horyzoncie oddziaływania Anglika, przy założeniu selektywnego i niebezkrytycznego ulegania tej inspiracji (co zresztą było w latach 60. i 70. XIX w. w Polsce normą). Faleński wykorzystywał elementy allogenetyzmu, genetyzmu biograficznego, historyzmu. Kreśląc rysy psychologiczne omawianych twórców, zbliżał się niekiedy do wskazywania cechy dominującej czy paradygmatycznych właściwości modelującej ich epoki, choć nie stosował takiej nomenklatury. Zdecydowanie obce mu były natomiast próby wykorzystywania metodologii nauk przyrodniczych, zachowywał dystans do kryterium utylitaryzmu w ocenie dzieła, jako problematyczny widział wymóg bezwzględnego obiektywizmu. Najbardziej różniło go z Taine’em przekonanie o znaczeniu zasad uniwersalnego piękna, a także znacznie większe przywiązywanie wagi do indywidualizmu twórcy (był w tym bliski poglądom K. Kaszewskiego na temat krytyki i taine’izmu).

Wiele uwag o charakterze metakrycznym poczynił Faleński przy okazji omawiania konkretnych utworów. Twierdził np.: „Podejmując się wyjaśniać dzieło czyje, nie dość jest przejąć się tą jedną tylko cząstką człowieka; trzeba się go nauczyć całego, odtwarzając go w sobie razem z jego epoką, działającymi na niego wpływami, wynikłościami jego wykształcenia i nawyknień” („Treny” Jana Kochanowskiego studiami i przypisami objaśnione, Warszawa 1867). Zauważał podobieństwo krytyki do satyry, która „obyczajom przyganiać mając, względów się wyrzeka” (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1867, nr 406). Uprawianie krytyki wiązał z odpowiedzialnością, bo powinna „z pożytkiem prostować drogi potrzeb społecznych” (tamże, nr 408), ale nie bez ironii pisał o jej powadze: „[…] siedzi namaszczona i z olimpijskiego trójnoga zaraz o morał pyta, o dążności, o zasadę” (tamże). Zarazem jednak krytyk w rozumieniu Faleńskiego to ktoś odważnie konfrontujący odbiorcę z artystycznym nowatorstwem, bo „młode pokolenie, dla którego należy dobierać wzorów, potrzebuje przewodnika, ale nie niańki” (Kilka słów z powodu teatru Wiktora Hugo, „Biblioteka Warszawska” 1864, t. 3). Nie przeoczył przy tym zobowiązań krytyki wobec publikacji czasopiśmienniczych: „Już to oswoić się trzeba z tą myślą, że literatura z księgarskich półek stanowczo dała nurka do pism periodycznych i nie pozostaje dziś krytyce, jak tylko, zataiwszy w sobie tchnienie, myszkować po tym dnie mozaikowym […]; gdzie życiorysy i opisy miejscowości wchłonęły historią, a karykatura nieomal na wyłączną własność zagarnęła satyrę, że już nie powiemy komedią” (Przegląd piśmienniczy, nr 406).

Między krytyką artystyczną a literacką. Kryteria oceny. Podstawą dla teoretycznych uwag Faleńskiego opublikowanych w 1876 r. była jego praktyka krytyczna z l. 60. XIX w., a w sposób najbardziej bezpośredni łączyły się z nimi publikacje w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1867 i 1868 r., przybierające zazwyczaj formę sprawozdania z wystaw w Zachęcie. Potwierdzał w nich raczej duże wyrobienie estetyczne niż kompetencje przekładające się na profesjonalne kryteria oceny. Zwracając uwagę na różne aspekty formy, podkreślał wszakże, że biegłość techniczna nigdy nie może być ważniejsza od myśli, która jest „duszą obrazu” (Z dziedziny malarstwa i rzeźby, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, nr 1). Posiłkował się przy tym kategoriami z zakresu literatury i krytyki literackiej. Pisał, że rodzajowość w malarstwie można porównać do „stanowiska powieści w literaturze” ( „Tygodnik Ilustrowany” 1867, nr 424), dostrzegał na płótnie Jana Matejki „scenę szekspirowską” (tamże), a jeden z obrazów Aleksandra Lessera zaliczał do „rodzaju dramatycznego” („Tygodnik Ilustrowany” 1868, nr 16). Zauważał także w utworze literackim „piękności […] raczej rzeźbiarskie, jak pędzlowe” (Waleria Morzkowska, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, nr 14); porównywał bohaterów do kreacji Michała Anioła ([rec.] M. Romanowski, Popiel i Piast, „Biblioteka Warszawska” 1863, t. 3), twierdził, że „źle zrozumiana flamandczyzna popycha nawet autora aż do dziwnych, a niczym nieusprawiedliwionych pleonazmów” ([rec.] T.T. Jeż, Szandor Kowacz, „Biblioteka Warszawska” 1861, t. 4).

Pod względem ilościowym i jakościowym krytykę artystyczną Faleńskiego przewyższa jednak krytyka literacka. Dominują w niej recenzje pisane z dużą intensywnością na początku l. 60. XIX w. przede wszystkim do „Biblioteki Warszawskiej”. Ich cechą charakterystyczną jest jednakowa staranność opracowania niezależnie od wartości dzieła, renomy autora i rodzaju literackiego, a także równoważne zainteresowanie treścią i formą utworu jako nierozdzielnymi jego aspektami. O jego walorach zwykle decyduje zgodność z trzema zasadniczymi kategoriami: prawdą, pięknem i prostotą. Dzieło dyskwalifikuje zaś myślowe ubóstwo; niewiarygodność życiowa i emocjonalna; zawiła, dysharmonijna forma; nadmiar szczegółów; „niedbalstwo” wersyfikacyjne. Wartość artystyczna utworu zależy przy tym zwykle, zdaniem krytyka, od mądrości i wrażliwości autora, a nie od umiejętności stasowania przez niego wyuczonych norm, bo „[p]rawda nie zna konwencjonalizmu” (Kilka słów z powodu teatru…). Faleński przywiązuje dużą wagę do etycznych aspektów dzieła, ale gani „przemoralizowanie” (Waleria Morzkowska). Takie same kryteria stosuje Faleński w portretach literackich, które od recenzji różni większe zainteresowanie biografią autorów, rekonstruowanie ich ewolucji twórczej, usytuowanie wśród dominujących zjawisk literackich, właściwe proporcje między charakterystyką ogólnego profilu twórczości a omówieniami poszczególnych utworów.
</document>
<document nplp_id="13098" title="Fisz Zenon" slug="fisz-zenon">Pisarz, publicysta, reportażysta, etnograf, redaktor, wydawca, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Tadeusz Padalica, Benedykt Dołęga, F…, F., Z. F., Z. L., Zenon F., T., T.P. Inne formy nazwiska: Fis, Fiss, Fisch, Fish

Informacje biograficzne. Zenon Leonard Fisz urodził się 10 VII 1820 roku we wsi Kluczki pod Białyniczami w guberni mohylewskiej na Białorusi (L. Sowiński jako datę narodzin podaje maj 1821 roku). Według Władysława Korotyńskiego ojciec Zenona, Tymoteusz Fis, pochodził z Krakowa, był człowiekiem wykształconym, lingwistą, profesorem Uniwersytetu Wiedeńskiego. Inne informacje podaje Leonard Sowiński, według niego rodzice Fisza „czytać dobrze nie umieli”. Tymoteusz zawarł w Krakowie znajomość z Pociejem (prawdopodobnie Aleksandrem Michałem), który zaproponował mu funkcję zarządcy dóbr poleskich. Tam się ożenił z córką miejscowego dzierżawcy Marianną z Wierzbickich, zamieszkali razem w Wysłoku pod Radomyślem, a następnie przenieśli się na Białoruś do wsi Białynicze, gdzie Tymoteusz otrzymał posadę zarządcy w majątku Ogińskich. Po kilku latach Fiszowie zmuszeni byli opuścić Białynicze, by przenieść się z powrotem na Polesie kijowskie, zamieszkali wraz z małym Zenonem w Koczarowie pod Radomyślem (tam w 1823 r. urodził się Sylwester Leonard). W sąsiednim Zabiłoczu kilkuletni Zenon rozpoczął naukę w edukacyjnym zakładzie wiejskim Kuczyńskiego. Niedługo potem Tymoteusz Fisz nabył część majątku Tarnowskich, wieś Prusy w powiecie czerkaskim, niedaleko Śmiły. W Prusach rodzina Fiszów osiadła na stałe, a Zenon po odziedziczeniu majątku powiększył go o okoliczne ziemie, tworząc zamożną posiadłość.

Po tej przeprowadzce kilkuletni Fisz kontynuuje naukę w Kamionce i Złotopolu, pobierając jedynie lekcje prywatne. Elementarną edukację kończy w wieku czternastu lat paromiesięcznym kursem w domu marszałka powiatu czerkaskiego Jana Macewicza, w którego kancelarii przez kilka lat pełnił także obowiązki prowentowego skryby, tam też poznał Michała Grabowskiego. Fisz był zdyscyplinowanym samoukiem, miał wrodzony talent narracyjny, od wczesnej młodości okazywał wielkie ambicje pisarskie. Swego samouctwa nie krył, widział w nim raczej atut, który podkreślał jako dowód na samorodny charakter swego pisarstwa i organiczny związek z ziemią ukraińską. Od młodości interesował się literaturą polską, ukraińską i rosyjską, doskonale władał też tymi językami. Interesował się historią i kulturą Ukrainy, systematycznie pogłębiał na ten temat swoją wiedzę. Związek z ukraińską naturą wymownie określił przyjmując pseudonim Tadeusz Padalica, „padalicą” na Ukrainie nazywano bowiem zboże, które wyrosło przypadkowo z ziaren spadłych z przejrzałych kłosów.

Pierwszymi mentorami pisarza byli: ekonom Walenty z Prus, opowiadający dzieje ukraińskie oraz Grabowski, który udostępnił Fiszowi swoją bibliotekę, zarazem kształtując gusta literackie i ćwicząc umiejętności podopiecznego, zlecał mu tłumaczenia z literatury rosyjskiej, które później z Fiszem omawiał i korygował. W krótkim czasie Fisz jednak zdecydował o usamodzielnieniu się i uwolnieniu od wpływu dotychczasowego mentora. Z tego być może powodu Grabowski nieprzychylnie wypowiadał się o publicystycznym debiucie Fisza, inaczej niż Józef Ignacy Kraszewski.

Ok. 1843 r. Fisz wyjechał do Petersburga, chcąc uprawiać zawód plenipotenta, poznał tam związanych z kręgiem „Tygodnika Petersburskiego” literatów (I. Hołowińskiego, H. Rzewuskiego, L. Sztyrmera) . Odbył wycieczkę do Finlandii. Wraz z Jakubem Jurkiewiczem i Antonim Nowosielskim (Marcinkowskim) założył czasopismo „Gwiazda”, które miało być opozycyjne wobec związanego z koterią „Tygodnika Petersburskiego” – ukazały się cztery numery: w Petersburgu nr 1 (1846), nr 2 (1847), nr 3 (1848); w Kijowie nr 4 (1849).

Od 1847 r. przebywał w Prusach. Odziedziczył po wuju Stanisławie Wierzbickim wieś Kamienny Bród – od tej pory miał już pieniądze na książki i dalsze kształcenie. W 1850 r. wraz z Nowosielskim odbył podróż do Odessy i na południowe wybrzeże Krymu. Z obawy przed gruźlicą dwa razy wyjeżdżał za granicę, m.in. do Eaux-Bonnes w Pirenejach Atlantyckich. W l. 1856–1858 podróżował po Francji, Anglii, Włoszech, Turcji. Prowadził żywot kawalerski. Walczył z „chorobą piersiową, zagrożony suchotami, osłabiony na ciele kilkakroć ponawiającym się krwotokiem płuc, osłabiony na umyśle nadludzkiemi wysileniami do mety prawdy i piękna” (W. Korotyński), przez ostatnie dwa lata zmagał się z chorobą, którą określano jako obłąkanie. „Kreślił wówczas bez ustanku jakieś dziwaczne projekty treści przemysłowo-ekonomicznej” (P. Chmielowski). W rzeczywistości zachowanie Fisza mogło być wynikiem przeżytego udaru mózgu („Do choroby mózgu i płuc przyłączyły się rany wielkie na nogach. Przywieziono go do? Kijowa, dokąd uparcie jechać nie chciał, aż wmówiono weń, że jedzie do Warszawy. Lekarze kijowscy nic mu już poradzić nie mogli. Powrócił więc do domu, gdzie nieodstępnie aż do zgonu doglądał go Andrzej Podbereski, niegdyś sekretarz Michała Grabowskiego, uczony badacz Scytii, [Herodotowej?] i przyjaciel Zenona” (L. Sowiński). Zmarł w 1870 r. w Prusach, został pochowany na cmentarzu parafialnym w Śmile.

Publicystyka i krytyka. Pierwsze artykuły Fisz publikował w „Tygodniku Petersburskim”. Debiutem był Krótki rozbiór praw poezji gminnej w sztuce („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 87), w którym określił swoje trwałe zainteresowanie folklorem i naturą. Dawał wyraz swojego sprzeciwu wobec Henryka Rzewuskiego, czyniąc aluzję do jego Mieszanin obyczajowych, stwierdzał jednoznacznie”: „literatura nasza nie jest jeszcze martwą cyfrą w rzędzie innych literatur” (Ogłoszenie, „Tygodnik Petersburski” 1845, nr 65). Jako redaktor Gwiazdy” pragnął zmienić sposób międzypokoleniowej i międzyklasowej wymiany myśli; pisał, że tworzy miejsce dyskusji „szlachetnej i mądrej”, mającej pobudzić „walkę, której środkiem byłoby ciągłe utrzymanie umysłowego ruchu, a celem – przejawienie prawdy” (Jeszcze słówko, „Gwiazda” 1846, nr 1). Mimo jawnie opozycyjnego charakteru „Gwiazdy” wobec „Tygodnika Petersburskiego” Fisz zachowywał dystans wobec bieżących sporów, zabrał jednak głos w sprawie zarzutów ks. Ignacego Hołowińskiego na temat rzekomej antyreligijności „Gwiazdy” (Jeszcze słówko o Żegocie Kostrowcu jako recenzencie „Gwiazdy”, „Gwiazda” 1847, nr 2). Tu publikował także własne utwory: kilka sonetów wzorowanych na cyklu krymskim Adama Mickiewicza, szkic prozą Profile (nr 1), szkic Kontrakty kijowskie r. 1849 (w zarysach à la kwacz), będący świadectwem dojrzewającego talentu pisarskiego oraz zdolności obserwacji życia społecznego (nr 4). Rezultatem podróży są liczne felietony, szkice, obrazki obyczajowe, artykuły, sprawozdania i recenzje, wysyłane do „Dziennika Warszawskiego”, „Biblioteki Warszawskiej” oraz „Gazety Warszawskiej”. W „Bibliotece Warszawskiej” opublikował w 1855 r. Pamiętniki legitymującego się szlachcica, inspiracją mógł być główny powód wyjazdu do Petersburga – pozyskanie potwierdzenia szlacheckiego pochodzenia. W „Dzienniku Warszawskim” (Henryka Rzewuskiego) miał stałą rubrykę Gawędy o tym i owym. Zwracał tam m.in. uwagę na konieczność uniezależnienia autorów od profilu czasopisma, w którym publikują: „U nas wielu myślą, iż pisarz, posyłający swe artykuły do tego lub owego pisma, tym uczestnictwem dał dowód poślubienia zasad redaktora, a że z tymi zasadami nie zgadzają się wielu, owóż stąd wniosek, iż zadał gwałt samemu sobie i stanął pod sztandarem, przeciw któremu walczył. Najlepszy na to sposób dla czytelnika — umieć odróżnić tytuł i podpis umieszczonego artykułu od tytułu i podpisu gazety czy pisma” (Gawędy o tym i owym, „Dziennik Warszawski” 1853, nr 335). Jak pisze Marek Kwapiszewski: „Jego recenzje, nie wybiegające poza »gazetową« konwencję pobieżnego streszczenia, wspartego luźnymi uwagami o »sytuacjach i charakterach«, nie pozwalają mówić o jakichś skrystalizowanych kryteriach analizy i wartościowania omawianych utworów, tym mniej – o zespole przekonań krytycznoliterackich Padalicy”. Fisz wziął udział w dyskusjach o powieści z l. 50, podkreślając rolę fikcji w powieści historycznej, a także potrzebę wprowadzenia do niej „żywiołu ludowego” (Gawędy o tym i owym. (Do Antoniego Nowosielskiego), „Dziennik Warszawski” 1854, nr 15–16). Wypowiadał się pozytywnie o powieści Kraszewskiego Dwa światy, za Fryderykiem Henrykiem Lewestamem widząc przyszłość powieści w „romansie filozoficznym” (Listy Tadeusza Padalicy, „Gazeta Warszawska” 1856, nr 39). Sformułował też zasady dobrego dziennikarstwa: „Korespondencja nie powinna być rozprawą, nie popisywać się erudycją, zrozumieć dobrze, czego się żąda od niej ze stron takich lub innych, o wszystkim mówić swobodnie i lekko, dotknąć wielu rzeczy, ale naszkicować je zupełnie w tym stopniu, jaki mają dla niej interes […]” (Listy Tadeusza Padalicy, „Gazeta Warszawska” 1855, nr 21).

W „Dzienniku Warszawskim” publikował Gawędy z wędrówek po Ukrainie. Cykl ten został przez niego wydany w 1856 r. jako Opowiadania i krajobrazy. W „Gazecie Warszawskiej” publikował Listy Tadeusza Padalicy oraz reporterskie Listy z podróży. W swojej publicystyce Ukrainę postrzegał już nie jako krainę baśniową, ale kraj zmieniający się pod wpływem cywilizacji Zachodu. W Listach z podróży, łączących cechy reportażu, eseju i szkicu fizjologicznego, nie podąża drogą atrakcyjnych i popularnych miejsc i nie relacjonuje kontaktu z zabytkami architektury, ale dystansuje się wobec Zachodu, przedstawiając wobec niego stosunek krytyczny. Waloryzowana pozytywnie jest tu wyłącznie kultura słowiańska, „dzika”, „moralna”, „żywiołowa”. Dawał upust swym pasjom szperacza zafrapowanego dziejami regionu, popularyzując w trybie felietonowo-gawędowym wiadomości zaczerpnięte z nowszych publikacji źródłowych lub opracowań historyków rosyjskich i ukraińskich” (M. Kwapiszewski). W l. 1860–1863 Fisz współpracuje z „Kurierem Wileńskim”, prezentując w publikowanych tam felietonach poglądy konserwatywne, „tradycjonalistyczno-szlacheckie”, broni w nich przedrozbiorowej, szlacheckiej wizji Rzeczypospolitej.

Ukraina jako temat literacki. Pierwszym literackim świadectwem fascynacji Fisza Ukrainą jest „wierszowana tragedia” Konaszewicz w Białogrodzie, napisana przez młodego pisarza, jak twierdził Sowiński, w wieku 16 lat. Widoczne są tu liczne inspiracje Żmiją Juliusza Słowackiego oraz Powieściami kozackimi Michała Czajkowskiego. Próbą usamodzielniania się i poszukiwania własnej perspektywy na sprawy polsko-ukraińskie jest wczesne opowiadanie Noc Tarasowa. Powieść z dziejów Ukrainy 1624 roku. Fabuła osnuta jest na kanwie fikcyjnego buntu kozackiego, a główne wydarzenia przedstawiają mechanizmy jątrzenia obu zwaśnionych stron. Postawa autora jest ambiwalentna: ukazuje męstwo i racje buntowników, ich przywiązanie do prawosławia i wolności, ale także racje szlacheckie nie mniej odważnych obrońców Rzeczypospolitej. W późniejszych utworach stosunek Fisza do polsko-ukraińskich relacji historycznych będzie bardziej umiarkowany. Obraz Ukrainy Fisz komponował z uwzględnieniem problematyki społecznej, przedstawiając relacje między szlachtą i chłopstwem jako patriarchalne. W Pokojówce (1845) pisarz usprawiedliwia winę głównego bohatera, uwodzącego wiejską dziewczynę, określając jego czyn jako błąd, którego panicz żałuje. W innych dziełach towarzyszyć mu będzie świadomość zmian społecznych, kulturowych, politycznych, które w podobny sposób wprowadzał do swoich utworów jako ważne wątki. Stale pogłębiał wiedzę na temat historii Ukrainy, wyraz tego dając w Opowiadaniach i krajobrazach. Połączył tam elementy reportażu krajoznawczego, relacji etnograficzno-obyczajowej, refleksji socjologicznej i ekonomicznej, dyskursu historycznego sensu stricto – z cechami romantycznej narracji podróżniczej. Krytykę zaniedbania historii ukraińskiej i rezygnacji z przywiązania do ziemi i kultury ludowej Fisz wprowadza jako temat do Zosi Żytkiewiczówny oraz Nestora Pisanki.

Zenon Fisz jest pisarzem, który nie doczekał się nawet hasła w Polskim słowniku biograficznym, przez wiele dziesięcioleci był autorem zapomnianym, jego proza nie była wznawiana. Ze względu na wielki talent autora, oryginalność przedstawiania problemów polsko-ukraińskich, a także przenikliwość obserwacji wydarzeń współczesnych i fascynację historią, trzeba lokować go między najważniejszych pisarzy polskiego romantyzmu. W pamięci współczesnych zapisał się jako człowiek towarzyski, gościnny, błyskotliwy erudyta.</document>
<document nplp_id="13100" title="Gadomski Jan" slug="gadomski-jan">Publicystka, dramaturg. Pseudonimy i kryptonimy: J.G., ??, Ułamek

Informacje biograficzne. Jan Gadomski urodził się 16 V 1860 w Warszawie jako syn Jakuba, urzędnika w Dyrekcji Ubezpieczeń, i Barbary ze Zbierzchowskich. Naukę rozpoczął w Siedlcach, kontynuował ją w Warszawie w gimnazjum realnym, gdzie w kółku samokształceniowym zetknął się z Ignacym Matuszewskim. W tym czasie trudnił się guwernerką. Latem 1878 r. został aresztowany za rzekomą działalność socjalistyczną i osadzony w Cytadeli. Poznał wówczas Marię Konopnicką, zbierającą materiały do Obrazków więziennych. Jesienią 1878 r. został uwolniony, a następnie wyjechał do Krakowa, gdzie prawdopodobnie studiował na Wydziale Filozoficznym. Studia jednak rychło porzucił i udał się w podróż po Europie. Od 1880 r w krakowskiej „Reformie” publikował pod kryptonimem J.G. artykuły o treściach patriotycznych: Rocznica listopadowa, O abdykacji politycznej. W Krakowie pozostał do końca 1882 r. Po powrocie do Warszawy rozpoczął współpracę z „Kłosami”; opublikował tu recenzje m.in. poezji Konopnickiej („Kłosy” 1883, nr 941–943), Stanisława Grudzińskiego („Kłosy” 1883, nr 955), a także szkic o ekonomiście, Józefie Supińskim („Kłosy” 1883, nr 936–937). Wkrótce w nowo powstałym „Świcie” objął dział przeglądów literackich i teatralnych oraz funkcję sekretarza pisma. Od maja 1884 do marca 1885 pojawiały się recenzje jego autorstwa, najpierw sygnowane inicjałami, potem zaś pseudonimem Ułamek lub znakiem kwadratu. Pisał również szkice biograficzne, m.in. o Salomei Bécu, i wspomnienia pośmiertne – pełen swady tekst o Ludwiku Sztyrmerze, spointowany proemancypacyjną konkluzją. Prace Gadomskiego z łamów „Świtu” wykazują jednak tendencję spadkową, zarówno pod względem frekwencji, jak i jakości artykułów, na co zwrócił uwagę recenzent, podsumowujący działalność „Świtu”: „[…] działy krytyczne, przeglądy literackie, teatralne i artystyczne uległy traktowaniu macoszemu” (A. Mazanowski, Trzy lata istnienia „Świtu”, „Przegląd Literacki” dod. „Kraju” 1887, nr 13).

W roku 1886 r. na konkursie im. Wojciecha Bogusławskiego wyróżnienie otrzymała tragedia Gadomskiego Larik. Pojawiły się kontrowersje co do faktycznego autorstwa utworu; atrybucja rozstrzygnięta została później przez badaczy na korzyść Gadomskiego. Sukces Larika spowodował, że redaktor „Gazety Polskiej” Edward Leo zaproponował autorowi współpracę. Gadomski publikował tu m.in. artykuły polityczne i społeczne, recenzje, a nawet oryginalne opowiadanie Nawiedzenie. W l. 1895–1896 publikował często w „Kurierze Codziennym”.

W czerwcu 1897 r. Gadomski wstąpił w związek małżeński z Kazimierą Dębską, córką adwokata Feliksa Dębskiego. Z tego związku przyszło na świat dwoje dzieci: Feliks (1898) i Maria Antonina (1900). W czerwcu 1898 r. Gadomski został właścicielem „Gazety Polskiej”, którą wykupił po jej półrocznym zawieszeniu; od tego czasu pismo zaczęło prosperować. Dał się poznać jako zapobiegliwy dziennikarz, pisujący niemal w każdym numerze, przewidujący i dbający o odnotowanie najdrobniejszych nawet szczegółów z życia Warszawy. Jak wylicza Barbara Bobrowska, Gadomski pisał o wielu tematach: „pośrednictwie pracy w Warszawie, o losie samotnych kobiet na warszawskim bruku, o ulicznym handlu kwiatami, o piekarzach i niedzielnym wypieku bułek, o koloniach letnich dla dzieci, o wyjazdach na letnie mieszkania, o potrzebie tanich wydań dzieł klasyków na lektury wakacyjne, o projekcie utworzenia stałej orkiestry warszawskiej i teatru ludowego w Warszawie, […] przebudowie ulic i poszczególnych domów w Warszawie, wypadkach na rusztowaniach i pomocy warszawskiego Pogotowia Ratunkowego, […] o wadach ówczesnego budownictwa mieszkaniowego”. Ranny 13 VII 1900 w katastrofie kolejowej w podwarszawskich Włochach, był świadkiem śmierci podróżującej z nim siostry Teofili, również dziennikarki „Gazety”. W 1905 r. został członkiem komitetu swobody prasy polskiej pod przewodnictwem senatora D.T. Kobeki. W tym czasie wiele podróżował służbowo poza granice kraju. Zginął od kuli nieznanego bandyty 10 X 1906 podczas napaści na kamienicę jego teścia.

Krytyka literacka. Gadomski był dziennikarzem niezwykle płodnym, autorem blisko dwóch tysięcy artykułów na tematy polityczne, społeczne, gospodarcze, ale tylko niekiedy publikował recenzje teatralne lub literackie oraz – zdecydowanie najrzadziej – obszerniejsze uwagi krytyczne. Ten rodzaj aktywności przypada na wcześniejsze lata jego działalności dziennikarskiej, po 1900 r. wypowiedzi dotyczących literatury już raczej nie podejmował. Literatura znajduje się w ich centrum na początku kariery Gadomskiego, gdy był promowany i wspierany przez Konopnicką. Krytykę literacką Gadomskiego wyróżniało przekonanie, że literatura jest źródłem wiedzy społecznej (najsilniej wyeksplikował tę myśl w szkicu o powieściach H. Sienkiewicza –„Tygodnik Ilustrowany” 1887, nr 232, 234), oraz że ma być ona użyteczna, a zarazem tendencyjna i realistyczna w formie. Ten pogląd towarzyszył mu w zasadzie do końca dziennikarskiej drogi. Najczęściej recenzuje on – głęboko wnikając w treść i formę – sztuki sceniczne, co wskazuje na zainteresowanie teatrem i dramatem, i mogłoby stanowić nowy argument przemawiający za jego autorstwem Larika. Recenzje poezji pisze głównie jako współpracownik „Kłosów”, niekiedy podejmuje się ocen obszerniejszych powieści (m.in. Rodzina Połanieckich, Olbrachtowi rycerze, Wysadzony z siodła, Jurek), a nawet rozpraw naukowych o literaturze (P. Chlebowskiego, H. Biegeleisena, A.J. Rollego). Cechą charakterystyczną krytyki Gadomskiego jest ogląd analizowanego utworu w kontekście innych, wcześniejszych dzieł autora; cechuje ją też podkreślane w wielu opiniach przekonanie o potrzebie wspierania młodych twórców, których debiuty chętnie odnotowywał: „Krytyka może i musi być sprawiedliwą; nie powinna wszakże zapominać o pobłażliwości, należnej pierwszym próbom. Nietrafność w wyborze treści, słabość wykonania, brak tego zasobu głębokim myśli i spostrzeżeń, które stanowić muszą materiał prawdziwie pięknego dzieła literackiego – to są rzeczy, co z czasem znikną, byle teraz przetrwała chęć do pracy” („Świt” 1884, nr 8). Pośród powtarzających się w opiniach Gadomskiego kryteriów oceny utworów wymienia on wymiar społeczny dzieła, gruntowny i niespieszny namysł autora nad formą, nierozwlekłość, spójność fabuły. Gadomski zajmuje się również – co zrozumiałe, zważywszy, iż był guwernerem – literaturą dla dzieci. Uważa, że jej celem jest wykreowanie nastroju serdeczności (czułości), z jaką autor przedstawia młodemu czytelnikowi świat, dzięki czemu odbiorca nie analizuje swoich wrażeń, ale przyjmuje gotowe obrazy pięknych myśli i chwalebnych czynów.

Najwięcej jest recenzji teatralnych, zwłaszcza adaptacji komedii dla teatrów ogródkowych. Pisane są ze znawstwem i świadczą o szczególnym zainteresowaniu Gadomskiego lekką, ale wychowawczą treścią sztuk, które muszą zawierać – „intencję i tendencję”. Recenzent poszukuje w nich i ceni najwyżej stosowność intrygi, żywy, a zarazem subtelny ruch sceniczny, kunsztownie wycieniowane typy postaci oraz wdzięk, z jakim wystawione sztuki zalecają się odbiorcy. Dla Gadomskiego grzechem kardynalnym każdej przedstawionej komedii jest „bagatelność” jej treści, niekomiczność (intrygi lub bohatera) oraz „sztuczny, wyśrubowany morał”. Każda recenzja zawiera obszerne streszczenie. Na specjalną uwagę zasługuje obszerna, zamieszczona w „Kłosach” (1883, nr 941–943) recenzja poezji Marii Konopnickiej, prawdopodobnie jedna z pierwszych prac krytycznych Gadomskiego. Porównując dwa tomiki wierszy Konopnickiej (z 1881 i 1883 r.), dokonuje Gadomski analizy ich wartości duchowych oraz osobowości twórczej poetki. Jest to wypowiedź nie tylko głęboko empatyczna, ale i zdumiewająco – jak na tak młodego autora – dojrzała pod względem merytorycznym, językowo sprawna. Wnikliwość nie jest tak głęboka i rzetelna w żadnej jego późniejszej recenzji, pochwały rzadko tak uzasadnione, a styl nigdzie tak porywający. Kolejna recenzja poezji Stanisława Grudzińskiego („Kłosy” 1883, nr 955), choć przeprowadzona w podobny, empatyczny sposób (krytyk dokonuje oglądu liryków, nie zdając sobie jednak sprawy, że pisał je poeta umierający), jest mniej zaangażowana, ale ujawnia w niej Gadomski szczególne zainteresowanie tematyką antyczną, która ewoluując, zaowocuje Larikiem. Zarzuca poecie np. trywialne w poezji związki frazeologiczne pochodzenia mitologicznego, niewłaściwe dla liryki. Styl recenzji Gadomskiego jest lekki, bywa nawet retorycznie familiarny, zwłaszcza gdy krytyk porusza tematykę społeczną (kwestia małżeństw w recenzji powieści Z miłości T. Jeske-Choińskiego). Krytyk bywa też emocjonalny (notka pośmiertna, dotycząca L. Sacher-Masocha), potrafi sprawie posługiwać się stylem perswazyjnym, zachęcając do lektury recenzowanych tekstów, odwołuje się przy tym do osobistych doświadczeń czytelnika, odgaduje jego oczekiwania.</document>
<document nplp_id="13102" title="Gosławski Maurycy" slug="goslawski-maurycy">Poeta, żołnierz. Pseudonimy i kryptonimy: Mirosław G., Ułan Polski, Maurycy Jasiński

Informacje biograficzne. Urodził się 5 X 1802 we Frampolu. Dzieciństwo spędził w Nihinie nad brzegami Smotrycza, gdzie jego ojciec objął posadę zarządcy dóbr hetmanowej koronnej hrabiny Branickiej. Uczęszczał do szkoły w Winnicy i w Kamieńcu Podolskim, aby następnie w 1821 r. podjąć naukę w Krzemieńcu. Należał do najwybitniejszych wychowanków Liceum Wołyńskiego. Na pewno dał się tam poznać jako poeta, to zadecydowało bowiem o przyjęciu go w 1822 r. w poczet członków „Towarzystwa Uczniów Gimnazjum Wołyńskiego, Ćwiczących się w Porządnym Mówieniu i Pisaniu”. Był to już ostatni rok działalności Towarzystwa, zlikwidowanego decyzją władz oświatowych w 1823 r., poeta miał jednak możliwość w czasie wspólnych zebrań przedstawić publicznie swoje wiersze: Dzień, Łza, Westchnienie do przeszłości, Wiersz do uśmiechu. Później zapewne uznał te utwory za młodzieńcze próby, ponieważ nie znalazły się one w drukowanych tomach poetyckich. Następnie pracował jako prywatny nauczyciel w domach ziemiańskich na Podolu, m.in. w l. 1825–1826 w u Michalskich w Kordyszówce, którą musiał opuścić, uwikławszy się w romans z Melanią Michalską, bratanicą gospodarzy. Na krótko wyjechał do Odessy, aby w marcu 1827 r. pojawić się w Warszawie, gdzie znalazł pracę jako urzędnik w kancelarii wielkiego księcia Konstantego. Jednocześnie uczestniczył w życiu literackim Warszawy. Nieco starszy od niego krzemieńczanin – Jan Kazimierz Ordyniec, redagujący wówczas „Dziennik Warszawski”, wydrukował na jego łamach fragmenty poematów Gosławskiego Podole i Tęsknota, Dumę o Nyczaju oraz kilka drobnych wierszy. Poeta bywał też w salonie gen. Wincentego Krasińskiego na „obiadach literackich”, gromadzących klasycystyczną elitę literacką Warszawy. Znajomość ta przyniosła młodemu autorowi wymierne korzyści, gdyż dzięki jego mecenatowi został wydany w 1828 r. I tom Poezji Gosławskiego. Po kompromitacji gen. Krasińskiego przed sądem sejmowym, gdzie jako jedyny opowiadał się za ukaraniem spiskowców, Gosławski starał się zniszczyć lub wycofać z obiegu dedykowany generałowi tom, a przynajmniej usunąć z niego pochwały pod adresem mecenasa. Rozczarowany w 1828 r. opuścił stolicę, szukając możliwości awansu jako cywilny urzędnik w sztabie wojskowym gen. Iwana Dybicza, kierującego wówczas kampanią turecką na Bałkanach. W tym czasie powstał Pamiętnik pobytu na Wschodzie 1828–1829, niestety zaginiony.

Wybuch powstania listopadowego sprawił, że armia Dybicza otrzymała rozkaz udania się do Polski, Gosławski po drodze zdołał porzucić rosyjskie wojsko i pod pozorem choroby pozostać w Tulczynie, aby stamtąd przedostać się na teren ogarniętego powstaniem Królestwa Polskiego. Walczył w dywizjonie ułanów podolskich Legii Litewsko-Ruskiej jako porucznik, był jednym z obrońców Zamościa, ostatniej powstańczej twierdzy, która skapitulowała dopiero 21 X 1831. Aresztowany, zdołał uniknąć grożących mu represji, gdyż dowódca wojsk rosyjskich gen. Paisij Kajzarow, który znał Gosławskiego z czasów kampanii bałkańskiej, wyposażył go w fałszywy paszport i pieniądze oraz ułatwił przedostanie się do Galicji. Tam też poeta spędził ostatni okres życia, goszcząc dwa lata pod przybranym nazwiskiem w polskich dworach. Po nieudanej wyprawie porucznika Józefa Zaliwskiego władze austriackie podjęły pod naciskiem Rosjan skierowaną przeciw uczestnikom powstania akcję, w wyniku której zatrzymano i osadzono w więzieniu również Gosławskiego, najpierw w Zaleszczykach, a następnie w Stanisławowie, gdzie poeta zachorował na tyfus i zmarł 17 XI 1834. Tam też został pochowany.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Gosławski jako poeta miał wyraźnie skrystalizowaną świadomość literacką, czego wyrazem była już przedmowa do I tomu Poezji, zatytułowana List do P… – być może chodziło o Michała Podczaszyńskiego, w l. 1825–1826 wydawcę „Dziennika Warszawskiego”. Wyłożył w niej swoje przekonania na temat poezji, jej natury i źródeł, sytuujące go wyraźnie po stronie romantycznej, choć expressis verbis kwestionował on zasadność podziałów literatury na klasyczną i romantyczną. Negował jednak podziały gatunkowe, stanowcze odrzucał klasycystycznej zasady naśladowania „dobrych wzorów”, i jednocześnie obce autorytety, chętnie przywoływane przez młodą generację (W. Shakespeare’a, F. Schillera, J.W. Goethego, G. Byrona), natomiast w komentarzu do poematu Podole Gosławski uhonorował poetów rodzimych – Antoniego Malczewskiego i Józefa Bohdana Zaleskiego.

Jako źródła poezji, którą nazywa Gosławski „córką serca i wyobraźni”, wymienia on „naturę, umysł i serce” (List do P…). Stwierdzając, iż poezja jest „jednorodna, niepodzielna”, argumentuje, że wszelkie rozróżnienia i kategorie gatunkowe stworzone zostały przez czytelników dla własnej wygody, w żaden sposób jednak nie wynikają one z istoty samej poezji. Podziela natomiast pogląd romantyków, dopuszczając rozróżnienie poezji naśladowczej i oryginalnej – ta pierwsza zdaniem Gosławskiego to poezja nazywana klasyczną, „niemająca już na celu naśladowania natury, lecz greckich i rzymskich poetów” (tamże), natomiast poezja nazywana romantyczną to poezja nowa, sięgająca do żywych źródeł narodowości i ludowości. Powraca do tej kwestii w Objaśnieniach, komentujących zawarty w I tomie Poezji poemat Podole, opowiadając się raz jeszcze za pożytkami, jakie przynieść może poezji sięganie do inspiracji ludowych oraz wskazując na folklor ukraiński jako szczególnie ważne źródło poetyckiej twórczości i wymieniając dorobek Antoniego Malczewskiego – którego Marię ocenił entuzjastycznie – i Józefa Bohdana Zaleskiego jako przykład pożytku odniesionego z tej inspiracji. W ten sposób Gosławski zarówno jako teoretyk, jak i praktyk, stał się jednym z prekursorów tzw. szkoły ukraińskiej w poezji polskiej.

Teoretyczne rozważania podjął także we wstępie do wydanego w 1833 r. we Lwowie dwutomowego zbioru Poezja ułana polskiego. Usprawiedliwiając niedostatki poetyckie zgromadzonych w nim utworów i głosząc podzielaną wówczas przez większość poetów-żołnierzy zasadę jedności słowa i czynu, który potwierdzać musi prawdę poezji, poeta gloryfikował utwory zrodzone w dniach walki, krążące w powstańczych obozach jako popularne pieśni z przesłaniem tyrtejskim. Przyznawał takim utworom wyższość nad poezją mającą większe walory artystyczne, ale pozbawioną owej „prawdy czynu” – aluzyjnie nawiązywał do postawy Adama Mickiewicza, któremu zarzucano wtedy nieprzystąpienie do powstania. Jednocześnie twórczości zrodzonej w dniach walki przyznaje wartość dokumentu, którego autentyzm pozwoli w przyszłości sięgnąć do niej jako do źródła inspiracji dla stworzenia epickiej panoramy powstania.

Gosławski – co prawda nie w swych pismach teoretycznych, lecz w utworach poetyckich – był jednym z wyrazicieli polskiego mesjanizmu romantycznego. Pojawiał się on w jego wierszach i poematach pisanych w dniach zbliżającej się klęski i na tułaczce, nadając klęsce sens historiozoficzny, przywracający przegranym poczucie godności. W ostatnich utworach – wydanych pośmiertnie poematach Odstępca albo renegat i Banko – Gosławski podjął bezkompromisową krytykę mesjanizmu jako fałszywego mitu narodowego, zastępującego złudzeniami realistyczną ocenę sytuacji.</document>
<document nplp_id="13104" title="Kamiński Mścisław" slug="kaminski-mscislaw">Etnograf, literat, dziennikarz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Diogenes wileński, M.K. Mś., Ms, Mścisław K., Mścisław Kam…

Informacje biograficzne. Mieczysław (Mścisław) Kamiński urodził się 15 IV 1839 w Radecku w pow. wiłkomierskim (gm. Towiany, gub. kowieńska) z Adama, nauczyciela rysunku, i Julii z Mikuliczów. Ojca stracił w niemowlęctwie, niezamożna matka zapewniła mu możliwość kształcenia się Wiłkomiersku, Wilnie i na Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie. Nie ukończywszy studiów, w 1862 r. wrócił do Wilna i rozpoczął karierę dziennikarza-publicysty w „Kurierze Wileńskim”, otrzymując po zmarłym Ludwiku Kondratowiczu rubrykę Przegląd miejscowy. 15 X 1863 ożenił się z Sabiną Snarską, z tego związku urodziło się dwoje dzieci. Być może z powodu rosnących potrzeb finansowych rozszerzył kontakty zawodowe, nawiązując współpracę z wieloma tytułami – „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Opiekunem Domowym”, a po przeniesieniu się do Warszawy w 1866 r. z „Biblioteką Warszawską”, „Gazetą Polską”, „Kłosami”, „Przeglądem Tygodniowym”, wydawnictwami kalendarzowymi. Opublikował, jak policzył Władysław Korotyński (Mścisław Kamiński, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, nr 46), 620 artykułów różnej wielkości i treści, większość z nich stanowiła prace etnograficzne, ale kilka ujęć monograficznych dotyczyło historii budowli i instytucji wileńskich (Kościół św. Teresy; Ratusz wileński). Pisał też powiastki, opowiadania, powieści, m.in. najbardziej znanych Krańcowych („Rodzina” 1865, nr 11–17), gdzie dystansował się zarówno od konserwatywnych Krzyckich, jak i postępowych Nowakiewiczów. Był wybitnym badaczem kultury ludowej; interesowały go obyczaje, przysłowia, ludowe ziołolecznictwo, myślenie magiczne, przesądy i ich źródła. Sięgał również po tematy społeczne (Domy dla wyrobników w Anglii, „Opiekun Domowy” 1865, nr 34). Znajdował czas na pracę nauczycielską – edukował synów Tomasza Zana i dziecko z rodziny księżnej Aleksandry Ogińskiej. Zmarł przedwcześnie 30 X 1868 w Warszawie na gruźlicę gardła.

Wojciech Gerson, ilustrator wielu jego artykułów, postulował zebranie prac etnograficznych Kamińskiego i wydanie ich pod jedną okładką. Korotyński wspomnienie pośmiertne pisał w tonacji gorzkiej; nie kwestionując innych powodów śmierci Kamińskiego, widział w nim ofiarę przepracowania i złych warunków życia przedstawicieli inteligencji.

Prace historyczno- i krytycznoliterackie. Stanowiły zdecydowaną mniejszość w dorobku publicysty i nie odznaczały się szczególnymi walorami. Warto jednak odnotować popularny szkic kreślący sylwetkę Leona Borowskiego (Leon Borowski, „Tygodnik Ilustrowany” 1867, nr 411), w którym autor upominał się o wykorzystanie prac wileńskiego profesora w praktyce szkolnej i o wydanie jego tłumaczenia Don Kichota. Dalekie tylko reminiscencje literackie przywołuje artykuł Zofiówka („Opiekun Domowy” 1867, nr 46) zawierający wprowadzenie do sztuki ogrodów i opis parku założonego przez Szczęsnego Potockiego w prezencie dla żony. Być może przypadkowe podobieństwo losów skłoniło Kamińskiego do przedstawienia sylwetki pisarza Leona Kunickiego, którego opowiadania krytyk nazwał literaturą nadbużańską, ceniąc wierny opis lokalnych postaci i charakterów (Leon Kunicki, tamże, nr 49). Przegląd literatury francuskiej nie jest tym, czego można się spodziewać od tak zatytułowanej rubryki. Autor skupił się na omówieniu sylwetek niezwykłych postaci historycznych przedstawionych w książce Paula de Saint-Victora Hommes et dieux : etudes d’histoire et de litterature („Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 48–49).W rubryce Przegląd literatury polskiej ograniczył się do zrecenzowania jednego z dzieł Oskara Kolberga (tamże, nr 52).

O związku etnografii i krytyki literackiej. W połowie XIX w. etnografia (podstawowy zakres działalności Kamińskiego) nie była dyscypliną konkurencyjną wobec historii literatury i krytyki. Kamiński, który nie pisał o poezji artystycznej, znalazł jej prawzór w poezji ludowej; dbał o jej rzetelny przekaz, bez domieszek literackości, informując czytelnika, że pieśni
i piosenki pochodzą z jego własnych zbiorów, a także ze zbiorów Adama Honorego Kirkora, Eustachego hr. Tyszkiewicza, Romualda Zienkiewicza i Jana Czeczota (O poetycznych wyobrażeniach ludu litewskiego zawartych w jego pieśniach, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, nr 355, 357). Publicysta upatrywał walorów pieśni ludowych w ich autentyczności i aliterackości,
jednocześnie stosował wobec tej twórczości mechanizmy interpretacyjne znane badaczom literatury.</document>
<document nplp_id="13106" title="Górski Konstanty Maria" slug="gorski-konstanty-maria">Krytyk i historyk literatury i sztuki, poeta, nowelista, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: A.H.; Ahasverus; Jerzy Borszycki; K.M.G.; Spectator; Vasari.

Informacje biograficzne. Urodził się 7 VI 1862 w Woli Pękoszewskiej k. Skierniewic jako syn Jana Górskiego (1827–1898) i Marii z Łubieńskich (1837–1926), bratanek Ludwika (1818–1908) i Konstantego (1827–1901) Górskich, znanych działaczy gospodarczych, społecznych i kulturalnych, brat malarki Pii Górskiej (1878–1974), cioteczny brat pisarza Józefa Weyssenhoffa. Chłopiec uczył się początkowo w domu pod kierunkiem znakomitego pedagoga, Floriana Łagowskiego, potem w IV Gimnazjum męskim w Warszawie, ale już w 1878 r. został przeniesiony do słynnego krakowskiego gimnazjum Nowodworskiego, gdzie w 1881 r. zdał maturę. W1882 r. napisał rozprawę Król Jan III w poezji polskiej XVII w., nagrodzoną przez krakowską Akademię Umiejętności oraz opublikował napisany wierszem obrazek Odwiedziny u Horacego („Przegląd Akademicki” 1882). Rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale po roku przeniósł się do Berlina na wydziały humanistyczne, gdzie studiował historię sztuki i literatury. Uczęszczał na wykłady m.in. Ernesta Curtiusa, Aleksandra Brücknera, Hermanna Grimma. Tu zawarł przyjaźnie z młodzieżą – głównie ze sfer ziemiańskich – z Wielkopolski i Galicji, spotykającą się w berlińskim salonie Marii z Blochów i Józefa Kościelskich. W Berlinie obronił pracę doktorską na temat bajek. W 1888 r. wyjechał do Włoch, a w 1891 r., już jako obywatel austriacki, osiadł w Krakowie, gdzie wykładał historię sztuki w tamtejszych uczelniach, m.in. w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, zaproszony tam przez Jana Matejkę, w szkole Adriana Baranieckiego. Współpracował też z komisjami Sztuki i Literatury Akademii Umiejętności, która powierzyła mu opiekę nad stacją naukową w Paryżu oraz nad tamtejszą Biblioteką Polską. Opiekował się wówczas w Paryżu polskimi artystami, Jackiem Malczewskim, Lucjanem Rydlem. Publikował w „Czasie”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Pamiętniku Literackim”. W 1896 r. ożenił się z Antoniną Chłapowską (1870–1959). Wydał zbiór poezji (Wierszem 1883–1893, Warszawa 1904). Jest autorem noweli Biblioman (tytuł utworu podawany błędnie jako pseudonim). Został przezwany podobno przez Henryka Sienkiewicza Kociogórskim (Kociem) i pod tą żartobliwą parafrazą nazwiska, odróżniającą go od stryja, Konstantego Górskiego, zdobył popularność towarzyską. Perfekcjonista w pracy, przy tym pochłonięty życiem towarzyskim i sztuką – pisał właściwie con amore. Zmarł 5 III 1909 w Krakowie.

Prace historyczno- i krytycznoliterackie. Wydał Studia nad bajkami Krasickiego („Przegląd Polski” 1887, t. 85–86), niejako kontynuując temat doktoratu poświęconego bajce o lwim dziale. Obie prace stanowiły imponujące rozprawy filologiczne, pokazujące w pierwszym przypadku wędrówkę motywu poprzez różne kultury europejskie, w drugim – mocne osadzenie Krasickiego we francuskim bajkopisarstwie przy zachowaniu niezależności przez poetę, który mimo zapatrzenia się na Francuzów, bajki „urobił niemal po swojemu” (tamże, t. 85). W „Bibliotece Warszawskiej” drukował artykuły z zakresu literatury i sztuki oraz krótkie nowele. Tu ukazały się też dwa rozdziały przygotowywanej – może jako praca habilitacyjna – monografii Franciszka Karpińskiego („Biblioteka Warszawska” 1891, t. 2, 4). Dopiero po przeszło 10 latach zostały wydrukowane dwa kolejne rozdziały monografii o Karpińskim („Pamiętniku Literackim” 1902, 1904). Ostatnia część monografii, nieukończona, została wydana z rękopisów w pośmiertnej edycji Pism zebranych (Kraków 1913).

O Sienkiewiczu. W „Bibliotece Warszawskiej” Górski opublikował m.in. recenzję Bez dogmatu Sienkiewicza („Biblioteka Warszawska” 1891, t. 1). Krytyk witał powieść przyjaciela z umiarkowanym entuzjazmem, podkreślając, że Sienkiewicz dowiódł swych umiejętności w dziedzinie subtelnej analizy psychologicznej, a poza tym zmienił krąg swoich czytelników na bardziej elitarny. Więcej uwagi przywiązywał do postaci Anielki niż do figury Płoszowskiego, którego zachowanie traktował jako manieryczne i wydumane. Po szczegółowym omówieniu i skomentowaniu dzieła Górski zamknął rozprawę charakterystyczną uwagą, odwołującą się do zdrowego konserwatyzmu duchowości polskiej: „Dał on [Sienkiewicz] nam więc z jednej strony całą tę życiową prawdę, za którą tęsknić musimy i mamy prawo, a z drugiej to, za czym się zachodnie narody oglądają ze smutkiem, jako za dobrem niepowrotnym, którego już tam nikt, gdzie zamarło, światu nie powróci” (tamże). Dopiero w recenzji Listów z Afryki Górski – poirytowany gradem krytycznych frazesów, którymi obsypywano pisarza – przypieczętował swój sąd o Bez dogmatu, nazywając powieść „przykrą monografią Płoszowskiego” ([rec.] H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, „Słowo” 1893, nr 32). Listy… komplementował, odstępując od wyciągania wniosków z porównania tej pracy z relacjami z pobytu w Ameryce. Zauważał zwolnienie „akcji”, melancholijny ton, mniejszą skłonność do żartów i dowcipów, ale te cechy podnosiły – zdaniem krytyka – wiarygodność przekazu, który od początku był planowany całościowo ani jako przewodnik po Czarnym Lądzie, ani powieść przygodowa.

Opublikował też recenzję Krzyżaków Sienkiewicza („Czas” 1900, nr 312). Tę powieść cenił wysoko, wierząc, że rycerska przeszłość może pobudzić do działania współczesne mu pokolenie. Krytyk, podobnie jak jego stryj – Konstanty Górski, i podobnie jak Sienkiewicz, widział zagrożenie płynące ze strony Prus i Niemiec. Aktualizował więc przesłanie powieści, odnosząc je do presji germańskiej. Sądził, iż Jurand ze Spychowa zostanie „wcieleniem walk na kresach naszych zachodnich, walk uporczywych, niezasłużonej męki” (tamże).
Wypowiedzi metakrytyczne. Górski rzadko wypowiadał się o zadaniach krytyki, ale jego sąd był jasny i przemyślany. Krytyka miała służyć utrzymaniu wysokiego poziomu wymagań wobec autorów dzieł sztuki, krytyk powinien być człowiekiem dobrze wykształconym, na wpół artystą, odpowiedzialnym za to, co pisze (Krytyka krytyki, „Czas” 1896, nr 78; w odpisie artykuł sygnowany nieużywanym nigdzie indziej pseudonimem Vasari, Rps BJ 7683 IV). Tutaj i w artykule W sprawie krytyki („Czas” 1896, nr 80), w którym posłużył się opinią rzekomego czytelnika w liście do redakcji, Górski narzeka na przesadną drażliwość polskich artystów i nadmiarową ostrożność krytyków, którzy gotowi są kłamać, by nie dotknąć „mistrzów” i nie zrazić do siebie opinii publicznej.

Korespondencje o sztuce. Jesienią 1896 r. Górski opublikował cykl korespondencji z Paryża, poświęcony życiu kulturalnemu stolicy Francji, przede wszystkim sprawom literackim („Czas” 1896, nr 247). Były to wiadomości dla „wtajemniczonych”, recepcja nowinek prosto z Paryża wymagała świetnej znajomości francuskiej kultury literackiej i teatralnej. Podobnie wysokie wymagania stawiał cykl pięciu listów Z Francji, drukowanych w „Słowie” od listopada do grudnia 1897 r. i w lutym 1898 r., gdzie autor wchodził od razu in medias res, korygując np. przerysowania krytyka Ferdinanda Brunetiѐre’a na temat francuskiej poezji średniowiecznej i stawiając wstrząsające pytania tym, którzy uważali, iż znają prawdę w tzw. sprawie Alfreda Dreyfusa (Listy z Francji, „Słowo” 1897, nr 284). Artykuły Górskiego dopełniają aprobatywne opinie Antoniego Sygietyńskiego na temat naturalistów, sformułowane w cyklu Współczesna powieść we Francji (1881–1883). Z równą swobodą krytyk zapoznawał polskiego czytelnika z dziełami niemieckojęzycznymi.

Świat teatru. W „Czasie” w l. 1890–1894 był stałym recenzentem teatralnym, ale współpraca z tym dziennikiem trwała dłużej, mniej więcej dziesięciolecie 1893–1903. Jego recenzje cechowała nie tylko inteligencja i wysokie kompetencje, ale przede wszystkim głęboka mądrość, rozumiejąca różne wymiary dramatycznego i jego społeczne, a także psychologiczne funkcje, np. w radosnym świecie sztuk Jana Aleksandra Fredry widział dziecięcość podszytą poezją (Jan Aleksander hr. Fredro, „Czas” 1891, nr 112). Odnotowywał z życzliwą radością staranność scenografii i perfekcjonizm gry aktorskiej w inscenizacji m.in. Ślubów panieńskich Aleksandra Fredy, co miało – zdaniem recenzenta – świadczyć o kształtowaniu nowej epoki w teatrze krakowskim ([rec.] Śluby panieńskie, „Czas” 1893, nr 246). Sporo pisał o inscenizacjach dramatów Juliusza Słowackiego („Horsztyński” Juliusza Słowackiego, „Czas” 1891, nr 56). Przedstawienie mu się nie podobało, uznał je za „słabe”, poświęcił jednak wiele miejsca samemu dramatowi, który przyciągał uwagę publiczności. Uznał Słowackiego za „najnowożytniejszego” artystę polskiego (tamże). Nie zawsze był tak przychylny wieszczowi. W recenzji Księdza Marka, poprzedzonej omówieniem scenicznych losów dramatów Słowackiego, chwalił raczej aktorów (J. Kotarbińskiego i innych) niż poetę. Uważał, że cudowność źle sprawdza się na scenie (Z teatru, „Czas” 1901, nr 277). Skupił się na grze aktorskiej w recenzji spektaklu Don Carlos Friedricha Schillera w tłumaczeniu Jana Kasprowicza ([rec.] Don Carlos, „Czas” 1900, nr 127).

Życie pośmiertne. Rękopisy, gromadzone i przepisywane przez żonę prawdopodobnie z myślą o kolejnych tomach Pism, znajdują się w Bibliotece Jagiellońskiej. Są to przede wszystkim notatki z podróży, do Włoch, ale także do Monachium, Belgii, Holandii, Paryża, do Szwajcarii i Grecji. Jest tam także brulion rozprawy o Fantazym Słowackiego (rps BJ 7712 II). Są odpisy felietonów, recenzji i artykułów drukowanych głównie w „Czasie”, a także dziennik z okresu młodości i studiów w Berlinie, zaczątki monografii (m.in. o J. Malczewskim, J. Matejce), notatki do wykładów z historii sztuki. Zaplanowane przez rodzinę po śmierci autora Pisma zebrane ukazały się tylko w I tomie (Pisma literackie. Z badań nad literaturą polską XVII i XVIII wieku). Weyssenhoff w recenzji Pism literackich („Tygodnik Ilustrowany” 1913, nr 40) napisał: „Gdybyśmy posiadali o wszystkich naszych dawniejszych pisarzach studia tej gatunkowej próby, co praca K.M. Górskiego [o Karpińskim], mielibyśmy historię literatury pierwszorzędną w Europie”. Tom II Pism miał zawierać prace z zakresu sztuki i teatru, tom III – pisma prozą i poezje. Z powodu wojny 1914 r. już się nie ukazały. Obecnie K.M. Górski jest prawie zapomniany. Ranga jego pism zasługuje jednak na przemyślany powrót do dawnego projektu wydawniczego.</document>
<document nplp_id="13108" title="Górski Konstanty" slug="13108">Polityk, działacz społeczny, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: K.A. Zagora, K.G., Baronowa X.Y.Z. [?]

Informacje biograficzne. Urodził się 8 V 1827 w Woli Pękoszewskiej k. Skierniewic, jako syn gen. Franciszka Górskiego (1783–1838) i Teodozji z Krępskich (1793–1875), bliźniaczy brat Jana (zm. 1898) – rodzicami chrzestnymi chłopców byli wielki książę Konstanty Romanowa i jego żona Joanna Grudzińska (stąd imiona). Był też młodszym bratem Ludwika (1818–1908), znanego działacza gospodarczego i społecznego. Uczył się w domu i w szkołach w Warszawie, w 1847 r. rozpoczął studia prawnicze w Berlinie, gdzie nawiązał przyjazne stosunki z rodami Koźmianów, Mycielskich, Chłapowskich, a po ukończeniu studiów kilka lat spędził w Paryżu, współpracując z kołami katolicko-liberalnymi i środowiskiem Hotelu Lambert. Do 1863 r. był współpracownikiem Hotelu Lambert na terenie Królestwa i przeciwnikiem powstania. W Paryżu poznał Juliana Klaczkę i przysłużył się do założenia „Wiadomości Polskich”. Wrócił do kraju w 1854 r., początkowo gospodarował z bratem Janem w Woli Pękoszewskiej, ale bardziej pociągała go – praca i działalność w mieście. Był współfundatorem i współpracownikiem warszawskiej „Kroniki Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” (do 1859 r.). Według nekrologów, w końcu 1862 r. otrzymał nominację na profesora prawa administracyjnego w Szkole Głównej, ale okoliczności nie zezwoliły na jej objęcie (wybuch powstania), inne źródła podają, że „katedry tej wszakże nie przyjął” („Kurier Warszawski” 1901, nr 61).

W 1864 r. ożenił się z poznaną jeszcze w Paryżu rosyjską księżniczką, katoliczką, nb. wnuczką Franciszka Sapiehy – Julią Golicyn. Młodzi Górscy nabyli posiadłość Motkowice k. Pińczowa, ale częściej przebywali w Warszawie. Górski był współzałożycielem Towarzystwa Rolniczego, towarzystw ubezpieczeniowych Przezorność i Ceres, działał w gremiach kierowniczych zarządu kolei warszawsko-wiedeńskiej, Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia, zarządu Banku Handlowego i in. Prawdopodobnie Górski i jego środowisko ufundowali tzw. „dar Wołodyjowskiego”, czyli 15 tys. rubli srebrem dla Henryka Sienkiewicza w 1888 r. Kazimierz Bartoszewicz dziękował Górskiemu i jego środowisku za pomoc finansową w wydaniu prac historycznych ojca, Juliana Bartoszewicza. Konstanty Górski zmarł 1 III 1901 w Warszawie. Pogrzeb jego był – według nekrologów i sprawozdań – manifestacją sympatii dla zmarłego i jego działającej charytatywnie, popularnej w Warszawie rodziny.

Działalność publicystyczna. Działał też jako publicysta konserwatywny (katolicki i antygermański), w l. 1876–1887 członek redakcji „Niwy”, „Biblioteki Warszawskiej”, współtwórca i współpracownik konserwatywnego „Słowa”. Opublikował w tym piśmie wiele anonimowych artykułów; rozprawy – wcześniej również anonimowo drukowane w „Słowie” w stałych rubrykach m.in. Przeglądu politycznego, co utrudnia ich identyfikację – dopiero w edycji zwartej zostały wyposażone w tytuł i pseudonim autora K.A Zagora (Europa krzyżacka, Warszawa 1887; Watykan i Berlin, Warszawa 1887). Prawdopodobnie także Górski tłumaczył anonimowo dla „Słowa” artykuły dotyczące stosunków z polską emigracją w Paryżu.

Kto był autorem Towarzystwa warszawskiego. To najpewniej Konstanty Górski i jego żona Julia z Golicynów byli współautorami głośnej pracy Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki. Przez Baronową X.Y.Z. , a nie młody dziennikarz warszawski, Antoni Zaleski, przybyły tu z Krakowa w czasie tzw. dziennikarskiego najazdu galicyjskiego. Zaleski nie znał tak wielu środowisk rosyjskich Warszawy, mieszkańców Zamku, korpusu dyplomatycznego, salonów arystokratycznych i finansowych, nawet środowisk teatralnych i nie miał możliwości opisania. Mógłby, jako dziennikarz, uczestniczyć w powstaniu listu VI Cenzura i dziennikarstwo, ale jest to mało prawdopodobne. Tezę o autorstwie Górskich, a nie Zaleskiego, uznali m.in. Janina Kulczycka-Saloni (1992) i Henryk Markiewicz (1999).

Towarzystwo warszawskie jest też bez wątpienia przykładem dobrej, choć stronniczej roboty krytycznoliterackiej. Autor/ka charakteryzuje świat dziennikarskiej Warszawy, redakcje i redaktorów, system cenzury i sylwetki cenzorów. Spośród pisarzy najwięcej uwagi poświęca Henrykowi Sienkiewiczowi, widać, że piszący zna go dobrze, lubi, niekoniecznie bałwochwalczo komplementuje. Krytycznie natomiast odnosi się do środowiska pozytywistycznego, reprezentowanego w dziennikarstwie przez Aleksandra Świętochowskiego, „Przegląd Tygodniowy” i „Prawdę”. Posłowi Prawdy odmawia wybitnych talentów, uważając, że sławę przynosi mu ostrość pióra i pozory prawdziwej naukowości. Pisze też o pracowitości Piotra Chmielowskiego, i o ciasnocie jego ujęcia polskiej literatury popowstaniowej. Krytyczny osąd odnosi także do grupy tzw. pisarzy postępowych. Towarzystwo warszawskie – mimo różnicy gatunkowej – stanowi swego rodzaju przeciwwagę dla Zarysu literatury polskiej z ostatnich szesnastu lat (1881) Chmielowskiego.</document>
<document nplp_id="13112" title="Herbaczewski Józef Albin" slug="herbaczewski-jozef-albin">Poeta, dramatopisarz, publicysta, krytyk literacki, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: b; J.A.H., Jaunutis Vienuolis; Jawnuta Zakonnik.

Informacje biograficzne. Józef Albin Herbaczewski (Juozapas Albinas Herbačiauskas) urodził się 20 X 1876 we wsi Łankieliszki (Lankeliškai) w powiecie wiłkowiskim (Vilkaviškis). Matka Maria Magdalena z d. Link (Linkutė) była kuzynką Jonasa Basanavičiusa (prekursora litewskiego odrodzenia narodowego), a ojciec Kajetonas Garbukas-Gerbačiauskis powstańcem styczniowym, zakrystianem. Herbaczewski utrzymywał, iż „od ojca otrzymał polską kulturę, od matki zaś – litewską krew” (list do J. Tumasa, 1910). Miał siostrę i brata Bolesława Szczęsnego Herbaczewskiego (1875–1943), literata i działacza społecznego, który w przeciwieństwie do Józefa Albina jednoznacznie opowiedział się po stronie kultury polskiej. Bracia nie utrzymywali ze sobą głębszych kontaktów, a Józef Albin włożył wiele wysiłku w to, by nie być kojarzonym z Bolesławem Szczęsnym. W 1880 r. rodzina Herbaczewskich przeprowadza się z Łankieliszek do Mariampola (Marijampolė), gdzie bracia rozpoczęli naukę w miejscowym gimnazjum. Podczas rewizji pokoju Józefa Albina wyszło na jaw, iż czyta (i pożycza współuczniom) rzekomo „rewolucyjne” książki, co doprowadziło do wyrzucenia go ze szkoły bez prawa kontynuowania nauki w Imperium Rosyjskim.

W 1894 r. Herbaczewski wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w fabryce konfitur, a między 1896 a 1899 r. nielegalnie przekroczył granicę rosyjsko-austriacką i przedstawiając się jako emigrant polityczny, osiadł w Krakowie. W l. 1899–1901 pracował jako pisarz urzędowy w kancelarii adwokackiej oraz tłumaczył z języka litewskiego katechizmy i książki religijne na zamówienie miejscowego drukarza Jouzasa Angrabaitisa, który wspominał, iż Herbaczewski wówczas żył w nędzy. W Krakowie poznał m.in. Mariana Zdziechowskiego, którego synowi udzielał lekcji języka rosyjskiego. W l. 1901–1906 Herbaczewski studiował jako wolny słuchacz na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uczestniczył też w życiu cyganerii skupionej wokół Stanisława Przybyszewskiego, a także udzielał się w kabarecie Zielony Balonik (1905–1915). Był też aktywny w ramach Klubu Słowiańskiego. Najistotniejsze znaczenie miała jednak działalność w ramach założonego w 1904 r. z inicjatywy Herbaczewskiego oraz Adomasa Varnasa stowarzyszenia Rūta, zrzeszającego Litwinów osiadłych w Krakowie. Stowarzyszenie propagowało idee Litwy mickiewiczowskiej, wieloetnicznej, toteż rychło weszło w konflikt z ruchem młodolitewskim. Rūta wydała w 1907 r. almanach „Gabija”, pierwsze litewskie pismo literackie, na którego łamach miał miejsce debiut literacki Herbaczewskiego w języku litewskim (w języku polskim debiutował w 1903 r. utworem Modlitwa nędzarza). W 1910 r. ożenił się z Teofilą Jastrzębowską (1887–1955). W l. 1912–1914 pracował jako lektor języka litewskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. W l. 1914–1916 jako poddany rosyjski był przez władze austriackie internowany w Pradze. Pisywał wówczas artykuły do „Kuriera Poznańskiego”. Do Krakowa wrócił w 1917 lub 1918 r., a do pracy na UJ w 1919 r. (do połowy 1924 r. prowadził lektorat litewskiego). Popadał w konflikty dotyczące niedoceniania jego zdaniem pozycji lektoratu języka litewskiego w strukturze akademickiej.

W l. 1923–1933 Herbaczewski przebywał w Kownie, gdzie zajmował się działalnością artystyczną, literacką, akademicką i publicystyczną. Został zatrudniony na Uniwersytecie Litwy w Katedrze Języków i Literatur Słowiańskich. Oficjalne zatrudnienie uzyskał prawdopodobnie dopiero w maju 1925 r., do 1930 miało ono charakter ekstraordynaryjny, gdyż Herbaczewski nie posiadał wykształcenia akademickiego, a jego formalna edukacja zakończyła się na dwóch klasach gimnazjum w Mariampolu. Od 1930 r. uzyskał stałą pracę, w Kownie prowadził lektorat języka polskiego oraz seminaria dotyczące twórczości Stanisława Wyspiańskiego, Stanisława Przybyszewskiego, Kazimierza Tetmajera, Adama Mickiewicza, Stefana Żeromskiego oraz (tłumaczonego przezeń na język litewski) Cypriana Norwida, którego ochrzcił mianem „polskiego Rimbauda”. Okres ten zapisał się w pamięci uczestników kowieńskiego życia intelektualnego z powodu barwnej postaci Herbaczewskiego, jego – często osobliwych – poglądów na literaturę i sztukę oraz stylu bycia, który nie zmienił się od czasów cyganerii krakowskiej: pisarz chodził ubrany w czarną pelerynę, szerokoskrzydły kapelusz, a w ręku dzierżył srebrną laskę. W 1933 r. Herbaczewski opuścił Kowno i przeniósł się do Warszawy. Oficjalnie wyjazd miał być wynikiem protestu wobec nasilającego się litewskiego nacjonalizmu i antypolskiego klimatu na kowieńskim uniwersytecie, ale przyczyną był również konfliktowy charakter pisarza. Herbaczewski zmarł 3 XII 1944 w Krakowie, w domu starców, ewakuowany po powstaniu warszawskim.

Pisarz dwujęzyczny. Józef Albin Herbaczewski był człowiekiem dwóch kultur i dwóch języków, zwolennikiem niepodległości Litwy, ale też rzecznikiem polsko-litewskiego porozumienia. Sprzeciwiał się nacjonalizmowi po obu stronach barykady, co często powodowało, że po żadnej z nich nie znajdował wielu zwolenników. Jest on autorem licznych i ważnych dla stosunków polsko-litewskich, dziś prawie zapomnianych pism. Dotyczące sporów polsko-litewskich artykuły z l. 1903–1908 przypomnieli Marian Zaczyński i Beata Kalęba (W kręgu sporów polsko-litewskich na przełomie XIX i XX wieku, t. 3, Kraków 2011). W historii literatury litewskiej Herbaczewski ma status jednego z pierwszych modernizatorów języka litewskiego. Należał on do tzw. drugiego pokolenia inteligencji litewskiej, obok m.in. Mikalojusa Čiurlionisa, Aleksandrasa Kačanauskasa, Mikasa Petrauskasa, Petrasa Kalpokasa, Sofiji Kymantaitė-Čiurlionienė, Liudasa Giry. W Polsce Herbaczewski pozostaje twórcą znanym stosunkowo słabo. Tłumaczenia na język polski nie doczekał się żaden z opublikowanych po litewsku zbioru esejów i pism pomniejszych.

Działalność krytyczna na łamach prasy polskiej. Herbaczewski publikował m.in. w „Głosie Narodu” (1903–1915), „Przyszłości” (1903), „Świecie Słowiańskim” (1906–1911), „Kurierze Litewskim” (1908–1915), „Rydwanie” (1912), „Museionie” (1913), „Straży Polskiej” (1914), „Słowie Polskim” (1914), „Kurierze Poznańskim” (1915), „Głosie Polskim”, „Głosie Litwy” (1919), „Nowinach Wileńskich” (1921), „Słowie” (1927), „Drodze” (1928), „Przeglądzie Wileńskim” (1929), „Kurierze Codziennym” (1933), „Tygodniku Ilustrowanym” (1933–1936), „Pionie” (1934). Głośna była ostra polemika (na granicy paszkwilu), jaką Herbaczewski skierował wobec pisarzy Młodej Polski: Wyspiańskiego, Żeromskiego, a także Wilhelma Feldmana, Stanisława Brzozowskiego, a szczególnie Tadeusza Micińskiego, który zresztą w odwecie karykaturalnie sportretował adwersarza w Xiędzu Fauście (1913). Herbaczewski nazywa ich „skrobipiętami muz Parnasu… paryskiego” (Głos bólu. Sprawa odrodzenia narodowego Litwy w związku ze sprawą wyzwolenia narodowego Polski, Kraków 1912). Uważając się za wiernego syna Kościoła katolickiego, arbitra polskości, Herbaczewski występuje przeciwko mistycznym horyzontom twórczości Micińskiego: „Za dużo Polska miała i ma »mistycznych« uwodzicieli małoletnich dziewcząt, »erotycznych« wyuzdańców, »magicznych« szarlatanów […]. Każdy »apostoł« i »mag« polski powinien zacząć reformę od samego siebie. […] Talent nie usprawiedliwia bandytyzmu moralnego, choćby nawet pod wezwaniem »Tajemnicy« uprawianego” (Z ksiąg spowiedzi, „Rydwan” 1912, nr 7/8). Prawdopodobnie atak na Micińskiego był również w jakimś stopniu wynikiem krytyki, która spotykała w tym czasie Herbaczewskiego ze strony środowisk litewskich, zarzutów, że upodabnia się do polskich modernistów. Po latach w artykule pisanym w języku litewskim Herbaczewski przyzna: „Kształcili mnie żywi najwybitniejsi artyści Polski, znawcy tajemnic ludzkiego ducha, odważni bojownicy za honor sztuki” (Kova prieš Adomo Mickevičiaus genijaus diktatūrą, „Gaisai” 1930, nr 5). Fuzja głębokiego, wyrastającego z mickiewiczowskiego, „starolitewskiego” gruntu patriotyzmu z fascynacją wątkami religijnymi stanowi konsekwentnie rys światopoglądowy Herbaczewskiego jako krytyka literackiego. To połączenie wywoływało również u pisarza stan permanentnego nienasycenia, nieustannego niezadowolenia z formy literatury litewskiej i z faktu, iż w stopniu zbyt mocnym zależna jest od form ludowych i sielankowych, zbyt pasywnie podchodząc do formułowania credo nowej literatury litewskiej.

Pomimo opuszczenia Litwy w 1933 r. Herbaczewski pozostawał obserwatorem tamtejszego życia literackiego, choć już bez wcześniejszej intensywności. Pisarz starał się jednak wciąż pełnić rolę łącznika między litewskim a polskim światem literackim. W artykule Najmłodsza poezja litewska („Tygodnik ilustrowany” 1934, nr 12) polemizował z Władysławem Abramowiczem, stwierdzając: „Poezja Litwy jest jeszcze na użytek wewnętrzny. Jest ciągle echem krzyków obcych”. Podobny ton przybrał w artykule Kilka podstawowych uwag o poezji litewskiej („Antena” 1935, nr 19), oskarżając młodą poezję litewską o to, że jest „echem wpływów wszelakich doktryn literackich, które do niedawna jeszcze grasowały po Litwie”. Mianem „najwybitniejszego dziś poety Litwy” obdarzył Vincasa Mykolaitisa-Putinasa – poety w Polsce zupełnie nieznanego, autora m.in. pierwszej w literaturze litewskiej powieści psychologicznej. Pozycja Herbaczewskiego jako autora pism krytycznych powstałych w języku polskim jest w gruncie rzeczy dramatyczna. Nie znalazł on wielu życzliwych odbiorców dla swej idei koegzystencji dwóch nacji, które – choć przez wiele wieków tak sobie bliskie – tradycję tę odrzuciły. Herbaczewskiego można więc nazwać ostatnim wielkim romantykiem.

Na łamach prasy litewskiej. Herbaczewski publikował m.in. w czasopismach „Varpas” (1905), „Vilniasu Žinios” (1906–1909), Aušrinė (1911), „Nepriklausomoji Lietuva” (1919), „Lietuvus Žinios”, „Skaitimai” (1913, 1923–1925, 1930–1931), „Pradai ir Žygiai” (1927), „Lietuvus Studentas” (1931), „Lietuvos Aidas” (1930–1932) „Gaisai” (1930), „Diena” (1930), „Rytas” (1931–1933), jego artykuły w l. 1906–1933 pojawiały się na łamach ponad 20 litewskich czasopism. W „Vilniasu Žinios” (pol. „Wiadomości Wileńskie”), pierwszym czasopiśmie wydawanym na terytorium cesarstwa rosyjskiego po litewsku, Herbaczewski ogłosił m.in. nekrolog Wyspiańskiego (Stanislavos Vyspianskis, „Vilniasu Žinios” 1907, nr 203). Na kartach „Pradai ir Žygiai” (ważnego organu litewskich modernistów) żegnał też Jana Kasprowicza (Nekrologai. Jonas Kasprovičius, „Pradai ir Žygiai” 1927, nr 1–2) oraz Przybyszewskiego (Stanislovas Pšybyševskis, „Pradai ir Žygiai” 1927, nr 3–4). Ponadto w prasie litewskiej pisał m.in. o polskich książkach poświęconych Litwie oraz życiu literackim Litwy. Jak dowodził w artykule Varacijos mūsų lietuviško meno tema („Baras” 1925, nr 8): „Jeśli na kogoś napadam, to po to tylko, by ów odważył się być piękniejszym i szlachetniejszym w przestrzeni twórczości”.

W działalności publicystycznej Herbaczewskiego w języku litewskim można wyróżnić zasadniczo trzy okresy: artykuły powstałe w języku litewskim, ale napisane podczas pobytu pisarza w Krakowie (1906–1923), artykuły z okresu kowieńskiego (1923–1933). W trzecim okresie warszawskim (1933–1944) ze względu na zerwanie przez Herbaczewskiego kontaktów z Litwą i jego „przejście” na stronę polską nie pojawiają się istotne wystąpienia w języku litewskim.

W l. 1906–1923 Herbaczewski stara się zaszczepić w poezji litewskiej ideały sztuki modernistycznej. Pisarz, którego uformowała modernistyczna lektura utworów polskich romantyków, apelował, by właśnie z tych dzieł czerpać inspiracje dla młodej kultury litewskiej. Wówczas też – zwłaszcza w 1919 r. – publikuje na łamach litewskojęzycznej prasy wileńskiej szereg artykułów apelujących o polsko-litewskie pojednanie. Połączenie dwóch elementów, politycznego i artystycznego, stanowi jeden ze stale pojawiających się cech artykułów Herbaczewskiego. Okres kowieński cechuje się pewną sinusoidą. Początkowo pisarz, przekonany o możliwości bezkolizyjnego zbliżenia kultury litewskiej i polskiej, sytuował sam siebie w pozycji dyplomaty, promotora i rozjemcy dwóch zwaśnionych stron. Narzędziem pojednania miała być literatura. Wówczas Herbaczewski skłaniał się ku okultyzmowi i konceptom lucyferycznym, łącząc je z ideami mesjanistycznymi, wyznaczając Litwie istotne miejsce w historii ludzkości, jeśli tylko zdoła ona stać się autorytetem moralnym dla świata. W okresie krakowskim Herbaczewski opublikował zbiór esejów krytycznych Erškėčių vainikas (1908; pol. Korona cierniowa), który jest po dziś dzień oceniany jako niezwykle ważne ogniwo w rozwoju nowoczesnej literatury litewskiej.

Herbaczewski, jako twórca dwóch języków i dwóch kultur, nie znalazł dla siebie jednego, stałego miejsca, a dziś efekty jego działalności krytycznej przywoływane są raczej jako osobliwa realizacja przebrzmiałych idei, twór pogrobowca romantycznego mesjanizmu lub też efekt oddziaływania na pisarza klimatu krakowskiej cyganerii. Istotnie, w polu estetyki literackiej pisma Herbaczewskiego dalekie są (z wyjątkiem tomu Erškėčių vainikas) od systematyczności i programowości. Artykuły powstałe po 1933 r. przepełnia rozgoryczenie i często nieuzasadniona krytyka strony litewskiej.</document>
<document nplp_id="13114" title="Iwanowska z&amp;nbsp;Krzymuskich Maria Kazimiera" slug="iwanowska-z-krzymuskich-maria-kazimiera-2">Prozaiczka, publicystka, krytyczka literacka, malarka. Pseudonimy: Theresita, Marcin Oksza, M. Oksza.

Informacje biograficzne. Maria Kazimiera Krzymuska, córka Stanisława i Marii z Orzechowskich, urodziła się 29 I 1879 w dobrach dziedzicznych Budzisław Kościelny na Kujawach. Odebrała staranne wychowanie domowe pod okiem matki, uzdolnionej literacko publicystki i erudytki. Miała sześcioro rodzeństwa. Często wraz z rodziną przebywała w Krakowie u swej ciotki, profesorowej Anny Zakrzewskiej; dzięki kontaktom matki w środowisku krakowskich uczonych i artystów poznała wielu z nich. Wskutek problemów wychowawczych, jakie stwarzała, została ok. 1894 r. oddana do klasztoru urszulanek w Beaugency k. Orleanu.

Po powrocie do kraju w 1898 r. znalazła się w kręgu akolitów Stanisława Przybyszewskiego i jego żony Dagny Juel. Debiutowała rok później impresją prozatorską Diabolique ( „Życie” 1899, nr 15/16) pod pseudonimem, jaki wymyślił dla niej Przybyszewski – Theresita, nawiązujący do imienia hiszpańskiej mistyczki, św. Teresy z Ávili. W „Krytyce” (1900, t. 1, z. 3) opublikowała pozbawiony tytułu fragment wspomnień z klasztoru Beaugency, opatrzony mottem z Godziny myśli Juliusza Słowackiego. Zakochana w poecie-dekadencie, Stanisławie Korab-Brzozowskim, po jego samobójczej śmierci w kwietniu 1901 r., zabójstwie Dagny Juel w czerwcu tego roku oraz śmierci obojga rodziców (grudzień 1901 i listopad 1902), przeszła załamanie nerwowe. Krótko mieszkała w Kaliszu w domu rodzinnym oraz na wsi( prawd. w Wilczynie) i ok. 1904 r. ponownie wyjechała do Francji z zamiarem wstąpienia na stałe do klasztoru w Beaugency. Zamiar ten nie doszedł do skutku.

Obdarzona żywiołowym temperamentem, nie szukała stabilizacji. Jesienią 1904 r. powróciła do Warszawy, gdzie wspierała strajkujących robotników, działając w komitecie udzielającym pomocy materialnej ich rodzinom, uczestniczyła w manifestacjach ulicznych („cała w rumieńcach i kokardach”). W 1906 r. przebywała w Paryżu, gdzie nawiązała kontakty ze środowiskiem artystycznym; interesowała się żywo mistycyzmem i sztuką średniowieczną. Nawiązała kontakt z Winifred Cooper, brytyjską poetką i malarką. W tym samym roku ukazał się tom jej opowiadań Stygmat (II wyd. w 1909 r.), charakterystyczny dla epoki ekspresyjny stop erotyczno-religijnych uniesień. Planowała założenie szkoły dla dziewcząt i w związku z tym projektem wyjechała do Anglii w celu zapoznania się z nowoczesnymi systemami nauczania; pracowała w pensjonacie żeńskim w Londynie jako nauczycielka języka francuskiego. Stamtąd wraz z hrabiostwem Julianem i Jadwigą Ścibor-Marchockimi jako panna do towarzystwa ich córki, Julii, udała się w podróż do Włoch oraz Francji. Krótkotrwała znajomość z rodziną arystokratów zakończyła się burzliwym rozstaniem. Po powrocie do Warszawy przez jakiś czas pracowała w atelier malarskim ekspresjonisty Konrada Krzyżanowskiego, który ją sportretował.

W 1907 r. (w Paryżu?) wyszła za mąż za Feliksa Iwanowskiego (pseud. Rogala), dziennikarza i pisarza, późniejszego legionistę. Wraz z mężem wyjechała do Stanów Zjednoczonych, pracowała w redakcjach „Gazety Polskiej w Chicago” oraz „Dziennika Narodowo-Polskiego”. Do kraju powróciła w 1910 r. Na krótko zamieszkała w Poznaniu, od stycznia 1911 r. zasiadała w komitecie redakcyjnym poznańskiego czasopisma „Filareta” (obok Bronisława Ruczyńskiego i Nikodema Cieszyńskiego). Rok później była znów w Paryżu, a następnie w Skolimowie, gdzie w szkole średniej nauczała rysunków. W l. 1912–1913 na łamach „Bluszczu” ogłosiła powieść autobiograficzną U źródeł (wyd. osob. 1914). Wojnę spędziła w Warszawie, działała w Lidze Kobiet, a jej mieszkanie było ośrodkiem konspiracji i propagandy. Podzielała polityczne poglądy męża: sympatie piłsudczykowskie, o czym świadczy m.in. opowiadanie In memoriam (1917). W l. 1920–1921 udzielała się jako agitatorka w akcji plebiscytowej na Śląsku. W tym czasie zachorowała na gruźlicę. Leczyła się w Zakopanem, utrzymywała kontakty ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, grała w jego teatrze. Pod koniec życia na krótko zamieszkała u siostry, Julii Kisielewskiej, w Płocku, gdzie zmarła 6 V 1923.

Działalność krytycznoliteracka. Publicystyka Marii Iwanowskiej zdradza jej żywiołowy temperament i skłonność do poetyckiego, zmetaforyzowanego języka. Przeważająca część jej wypowiedzi wyraża zaangażowanie w kwestie bieżące, a tematyka dotyczy spraw politycznych i społecznych (np. Władysław Studnicki: sprawa polska, „Literatura i Sztuka” 1911, nr 5). Nawet okazjonalne artykuły (np. Idźmy za gwiazdą..., „Gazeta Polska w Chicago” 1909, nr 51), traktujące o kulturowej genezie świąt Bożego Narodzenia, stawały się okazją do konstatacji polityczno-patriotycznych.

Działalność krytycznoliteracka Iwanowskiej nie jest obfita. Część przypisywanych jej tekstów publicystycznych ma inną atrybucję, są to wypowiedzi jej matki lub siostry – Julii, a błędne ich przypisanie wynika z tożsamości pseudonimu: M. Oksza lub Marcin Oksza, którymi posługiwały się wszystkie trzy.

Do najważniejszych prac Iwanowskiej z zakresu krytyki literackiej należą szkice o Marii Konopnickiej, Andrzeju Strugu, Gustawie Daniłowskim, Janie Kasprowiczu. Sposób ujęcia twórczości komentowanych autorów i ich dzieł wyróżnia empatia, powinowactwo doświadczeń i refleksji. Iwanowska decyduje się na recenzje i szkice interpretacyjne w stosunku do utworów, które zawierają interesujące ją tematy, głównie kwestię kobiecą oraz pokrewne jej poglądy polityczne. Sympatyzuje również z autorami, którym nieobce są problemy ludu polskiego.

Najlepszym szkicem Iwanowskiej jest Poezja ludowa w twórczości Marii Konopnickiej („Bluszcz” 1911, nr 11–13). Autorka wczuwa się w położenie młodej Konopnickiej, by wraz z nią doświadczać uroków wiejskiego pejzażu i przeżywać wzruszenia dolą ludu. Szkic, powstały rychło po śmierci poetki, zawiera ocenę jej wczesnego pisarstwa poświęconego sprawom wsi i ziemi, ale osadzonego na tle biografii i całokształtu twórczości. W tej ocenie dominuje wyakcentowanie umiejętności, z jaką Konopnicka potrafiła oddać melancholię prostego człowieka, i w jaki sposób udało się jej uchwycić nie tylko lirykę, ale i melikę ludową. Ta formuła, z uwagi na młodopolski synkretyzm (mimo pozytywistycznej proweniencji tematycznej), interesuje Iwanowską jako bliska jej nastrojowi. Chwali również nowele Konopnickiej jako oszczędne w formie, pełne detali jak na flamandzkich obrazach; omawia zwłaszcza małe formy, w których bohaterkami są kobiety. Z wyjątkowym uznaniem i rozumieniem pisze Iwanowska o noweli Krysta, wszak wiele z emocji tytułowej bohaterki, jej poczucie winy i pragnienie śmierci znaleźć możemy w Stygmacie. Podobnie – przez pryzmat własnych doświadczeń – odbiera Iwanowska poemat Pan Balcer w Brazylii jako odyseję duszy Polaka na dalekiej emigracji.

Chimerę Struga czyta Iwanowska tak samo – przez własne doświadczenia i filtry mentalne, które stanowią zasadniczą część recenzji („Bluszcz” 1918, nr 39–40, 420. W powieści interesują ją: zagadnienie wyobcowania głównego bohatera, rewolucjonisty Przecława Boroszowskiego, poszukującego miejsca na ziemi oraz idei polskości („chimery polskości”), specyficzne (anhelliczne) ujęcie kobiecości oraz realia rewolucji 1905 r. Ten ostatni aspekt staje się okazją do przywołań uzupełniających biografię Iwanowskiej o drobne fakty. W zakończeniu recenzji wybrzmiewają typowe dla niej hasła agitacyjne (pochwała Legionów Józefa Piłsudskiego, którego była entuzjastką).

Maria Magdalena Daniłowskiego staje się dla Iwanowskiej pretekstem do napisania własnego studium (O „Marii Magdalenie” Daniłowskiego refleksje, „Bluszcz” 1913, nr 4, 46) o tej kontrowersyjnej postaci biblijnej, która wydaje się krytyczce wyjątkowo bliska. Analizując jej uobecnianie się w przekazach, daje popis erudycji. Recenzja powieści ma charakter emocjonalny i w tonie dość ostry, wymierzony w autora i jego „partię” (m.in. Andrzeja Niemojewskiego). Iwanowska zarzuca Daniłowskiemu nie tylko brak umiejętności w kreowaniu postaci Marii Magdaleny i Chrystusa („przedstawia je na miarę krawca, a nie Fidiasza”), co sprawia, że są one groteskowe, ale wytyka mu również nieznajomość niezbędnych kontekstów historyczno-kulturowych oraz uwarunkowań religijnych.

Warta uwagi jest także ocena syntezy historycznoliterackiej Antoniego Potockiego (Literatura współczesna Antoniego Potockiego, „Bluszcz” 1912, nr 31), Iwanowska wypomina autorowi niesumienność, pośpieszność, ogólnikowość, wybiórczość i nonszalancję, z jaką odnosi się do przywoływanych autorów, zżyma się na pobieżność analiz, uproszczenia, nieznajomość dzieł, które są w pracy Potockiego streszczane (!), na wydawanie sądów o literaturze wyłącznie na podstawie okładek książek, na cynicznych uwagach, np. o twórczości kobiecej. Recenzja Iwanowskiej pokazuje, czego jej autorka oczekuje od tego typu syntez: solidności w kwerendzie i opisie, sprawiedliwości w ocenie, niemierzenia dzieła wyłącznie probierzem artyzmu, ale także przydatności społecznej.</document>
<document nplp_id="13117" title="Kaliński Hieronim " slug="kalinski-hieronim">Poeta, tłumacz, redaktor, wojskowy, sędzia.

Informacje biograficzne. Urodził się 30 IX 1792 w Grabowczyku, w okolicach Hrubieszowa, jako syn Franciszka Kalińskiego h. Topór i Zofii z Turskich. Pierwsze nauki pobierał w Zamościu. W wieku lat 17 zaciągnął się do wojska, służył w artylerii Księstwa Warszawskiego. Brał udział m.in. w szturmie i zdobyciu Zamościa (maj 1809). W l. 1813–1819 przebywał za granicą, gdzie biegle opanował język francuski i niemiecki. Po reorganizacji armii rozpoczął karierę w sądownictwie wojskowym w Królestwie Kongresowym. Pełniąc funkcję audytora generalnego wojska polskiego w randze pułkownika, prowadził protokół w procesie Waleriana Łukasińskiego. W l. 1832–1834 pracował jako pisarz w Najwyższym Sądzie Kryminalnym (m.in. w trakcie procesu uczestników i przywódców powstania listopadowego oraz członków Rządu Narodowego). Następnie pełnił funkcje sędziego w Sądzie Najwyższym oraz radcy stanu. Był członkiem warszawskich Departamentów Rządzącego Senatu. W uznaniu zasług odznaczono go Orderem św. Anny. Należał do masonerii, był członkiem loży „Kazimierz Wielki” (1819–1820). U współczesnych cieszył się opinią erudyty i człowieka rozsądku. W 1825 r. ożenił się z Julianną Siekierską (zm. 1835), po jej śmierci pojął za żonę Marcjannę Bieniecką. Po zakończeniu kariery zawodowej zamieszkał z żoną i dziećmi w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie zmarł 17 II 1860.

Kręgi zainteresowań. Debiutował Wierszem na sprowadzenie zwłok ks. Józefa Poniatowskiego (Warszawa 1814). Ok. 1818 r. wydał Skotarza z Ebromny. Poemat w czterech pieśniach (b.m.r.), a w 1818 r. opublikował w Warszawie Wiersze miarowe (m.in. Dytyramb Szyllera. Wolny przekład wierszem daktylicznym, Wiersz trochaiczny dwumiarowy), będące elementem ówczesnych dyskusji o rytmice polskiej, do której bezpośrednim powodem stał się w 1817 r. przekład Opery włoskiej o podróży: virtuosi ambulanti Jana Pomiana Kruszyńskiego. W l. 1817–1819 Kaliński był jednym z redaktorów „Gazety Wiejskiej” wydawanej przez Franciszka Ksawerego Grossa (sekretarza Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych), w której zamieszczał przekłady artykułów zgodnych z profilem pisma. Na fali zainteresowań sprawami gospodarstwa wiejskiego przetłumaczył i wydał Myśl o zaprowadzeniu gospodarstwa płodozmiennego. Praca Ludwika Fischera (1818). W wyborach twórczych i przekładowych przed 1830 i po 1830 r. Kaliński jawi się jako eklektyk: zwolennik klasycyzmu i sentymentalizmu, jednocześnie zainteresowany twórczością romantyków. Zarówno przed wybuchem powstania, jak i po jego klęsce pisał wiersze okolicznościowe (m.in. Do Stanisława Jachowicza, „Wieniec” 1857, t. 1). Szczególnie często sięgał jednak po gatunek bajki, pisał też krótkie wierszowane „powieści” (m.in. Kupido i bigos hultajski. Powieść mitologiczno-kuchenna; Nieszczęśliwe małżeństwo; Doktor i chory), które publikował w prasie, a w 1845 r. wydał osobno jako Bajki, powieści i poezje ulotne. W Prospekcie poprzedzającym wydanie Kaliński eksponował rolę poezji, pisząc, że w niej „spoczywają dotąd jakby skarby jakie czarnoksięskim kluczem zamknięte, jakby świat nieznany”. Z kolei w Przedmowie do zbioru wypowiedział się na temat przekładów i roli tłumacza, przyznając mu swobodę w przekładzie np. bajek oraz „powieści i poezji ulotnych”: „[…] głównie idzie o to, aby nie udaremnić wrażenia, aby nie udaremnić celu jaki Autor pierwotworu osiągnąć zamierzył” (Przedmowa). Z tego względu jako tłumacz „sam ośmielił się zboczyć niekiedy” „względem języka”. Inaczej rzecz miała się w odniesieniu do epopei oraz „wyższego rzędu dramatycznych utworów”, tu zalecał „ścisłość” i „niemal niewolnicze do pierwotworu zastosowanie” (tamże). Obok tłumaczeń m.in. z Johanna Wilhelma Ludwiga Gleima, Christian Fürchtegotta Gellerta, Pfeffela Gottlieba Konrada, a także utworu Pies, Królik i Strzelec. Bajki napisanej przez Napoleona Bonaparte w 1791 r., w zbiorze znalazły się przekłady z Friedricha Schillera i Johanna Gottfrieda Herdera. Na początku lat 40. w „Pielgrzymie” ukazywały się także jego przekłady z Johanna Wolfganga Goethego i z Victora Hugo. Niektóre z tłumaczeń Hugo były pierwszymi (i jedynymi) u nas przekładami francuskiego pisarza. Na łamach pisma zamieścił też hymn okolicznościowy Do Wiktora Hugo, w którym, nie szczędząc słów uznania francuskiemu pisarzowi, nazwał go swoim „wielkim mistrzem” („Pielgrzym” 1843, t. 4).

Wokół dyskusji o klasyczności i romantyczności. Obok mało oryginalnej twórczości własnej oraz tłumaczeń Kaliński pisał i przekładał także rozprawy dotyczące zagadnień literackich. W l. 1821–1822 w warszawskiej „Astrei” opublikował Listy o literaturze polskiej. Zawierające uwagi nad klasycznością i romantyczności (t. 1–2). Listy, którymi włączył się w dyskusję między zwolennikami klasyczności i romantyczności, są ważnym dokumentem świadomości estetyczno-literackiej Kalińskiego. Zajął w nich stanowisko kompromisowe, starając się pogodzić oba kierunki. Występując w roli „klasyczności czciciela”, wyjaśniał adresatowi listu, zwolennikowi „nowej drogi”, swój stosunek do przeobrażeń zachodzących w literaturze zachodniej i polskiej. Według niego aktualna krytyka klasyczności brała się głównie z jej niewłaściwego rozumienia, bo każde dzieło jest „klasyczne”, jeśli jest „doskonałe”, niezależnie od tego, jakim kierunkom hołduje jego autor. O klasyczności stanowi bowiem nie tyle „zachowanie […] martwych prawideł”, jak twierdzą zwolennicy „nowej drogi”, co „prawdziwa dzieła doskonałość”, która „przy samowolnym, żadną rządnością niepowściągnionym bujaniu wyobraźni” właściwemu twórcom romantycznym „w żaden sposób osiągnioną być nie może” („Astrea” 1821, t. 1). Przekonywał, że prawdziwa klasyczność, to oryginalność, a nie „niewolnicze” i „zabobonne naśladowanie wszystkich starożytnych szczegółów” – „bez własnych uczuć i pomysłów”. Podkreślał, że taką ułomną klasyczność prezentują jedynie autorzy mierni, pozbawieni talentu, „jak papugi, jak martwe echo powtarzający niejasne, przeistoczone, zeszkaradzone starożytnych obrazy”, tym samym dostarczając „oręża przeciw klasyczności” tamże). W argumentacji Kalińskiego, broniącego ponadczasowych prawideł i zasad, Piotr Żbikowski zauważył podobieństwo do argumentów wysuniętych w 1819 r. przez Jana Śniadeckiego w rozprawie O pismach klasycznych i romantycznych.

Polemizując z argumentami przeciwników klasyczności, oskarżającymi ją o ograniczanie wolności twórczej autorów –„bezwarunkowe” narzucanie im swoich „więzów i urojeń” – Kaliński przekonywał, iż klasyczność jest nie „tyranem”, a „doświadczeniem wieków uposażonym, łagodnym poradcą, jest to bóstwo opiekuńcze wolnej nauki rzeczypospolitej, nie dopuszczając, aby ginęła zbytnią i wyuzdaną wolnością. Słodkie jest jego jarzmo, jak słodkie są więzy czystej miłości, za których granicą nie masz lubej, nie masz niebiańskiej rozkoszy; jest tylko burzliwe i prędki niesmak rodzące uczucie. Kto by zaś w klasyczności kodeks despoty upatrywał, ten widziałby więcej, niżeli jest w istocie, i walcząc przeciw urojonemu widmu, przypominałby rycerza w Cerwantesie staczającego boje z wiatrakami” (tamże). Zarazem jednak Kaliński starał się też zrozumieć oraz usprawiedliwić romantyczne fascynacje rodzimych autorów i krytyków, tłumacząc je, zgodnie z duchem refleksji myślicieli przełomu XVIII i XIX w. surowością i „posępnością” polskiego (północnego) klimatu, poniekąd bliższą wyobraźni i estetyce romantycznej niż klasycznej. Przy zrozumieniu dla tego stanu rzeczy, jednocześnie wzywał zwolenników „nowej drogi” do rozsądku i nieodrzucania w imię nowych idei wielowiekowej bezcennej spuścizny klasyków, pełnej „wdzięku wymowy”, „gustu” (tamże). Widząc potrzebę postępu w literaturze, podkreślał przy tym, że „jasny i przyzwoity postęp” nie musi i nie powinien oznaczać – szkodliwego i niepotrzebnego – podeptania prawideł klasycznych. Próbował pogodzić z jednej strony – postulaty zwolenników romantyzmu a z drugiej – spuściznę klasyków i pojednawczo wzywał: „[…] w poezji malujmy czyny, malujmy uczucia, obyczaje i zwyczaje narodu naszego […], życie przenośmy w poezją, ale przenośmy rządnie, przenośmy żywymi, tak prawdziwymi kolorami, jakimi przedmioty swoje wydawali starożytni pisarze” (tamże).

Starał się zrozumieć zwolenników nowych prądów, ale jednocześnie przestrzegał przed skutkami romantyczności – „rozwiązłej, prawom żadnym nieulegającej miłośnicy wolności” – która jeśli zwycięży, to będzie to zwycięstwo pozorne. Romantyczność „długo nas po różnych utrudziwszy bezdrożach, doprowadzi na koniec do tego samego, dawno ubitego toru, którym stąpał Homer, Sofokl, Wergil […] Tass, Kornel, Rasyn”, a także rodzimi twórcy: Jan Kochanowski zbierający „całą świeżością jaśniejące laury”, Ignacy Krasicki – „nieśmiertelny, a w utworach swoich tak narodowy”, Alojzy Feliński, chociaż „nieco zbytnim naśladownictwem grzeszący”, to przecież jednak „znakomity i z wielu miar wzorowy” (tamże). Wymienieni autorzy stają się wyznacznikami akceptowanej przez Kalińskiego tradycji kulturowej (rodzimej i obcej). Autor Listów o literaturze polskiej dużą wagę przywiązywał również do poprawności językowej (na gruncie poetyckim, przekładowym i krytycznoliterackim), co widać w liście drugim, w którym oddając „hołd winny wysokim talentom i zasługom śp. P. St. Potockiego”, jednocześnie wykazał „uchybienia tego pisarza przeciwko naturze języka polskiego” („Astrea” 1822, t. 2). Tak jak inni przedstawiciele oświeceniowej formacji kulturowej, Kaliński za swoje zaplecze językowe uznawał renesans, kiedy język polski po raz pierwszy wzniósł się na wysoki poziom artystyczny. Zasoby polszczyzny renesansowej były też ważne dla niego jako skarbnica wzbogacająca język, jednocześnie wyznaczając w tym względzie nieprzekraczalne granice. Z tej perspektywy postulował: „Oczytujmy się w naszych złotego wieku pisarzach, śledźmy w nich filozoficznej budowy języka nie dlatego, abyśmy słusznym dla nich uszanowaniem przejęci, zapomnieć mieli o świeżych postępach […], lecz dlatego, abyśmy widzieli, jak daleko wolność tworzenia nowych wyrazów i zwrotów natura języka posunąć dozwala” (tamże). Eksponując znaczenie polszczyzny renesansowej jako ważnej tradycji językowej, Kaliński zwracał uwagę, że nie może być ona wzorem w przyjmowanym bezkrytycznie. Język ten nie był bowiem jeszcze „dość ugładzony” i nie zawsze zgodny z normami stosowności obowiązującymi w XIX w. Dlatego przestrzegał „tegoczesnych pisarzów” przed bezefleksyjnym naśladowaniem języka „Górnickich, Bielskich, Błażowskich i Skargów”, zachęcając do twórczego podejścia do polszczyzny – jednak w określonych granicach (tamże).

Po ugruntowaniu się na ziemiach polskich romantyzmu w twórczości i świadomości Kalińskiego nie dokonała się żadna znamienna przemiana. Jego podejście do literatury jest statyczne, nawet pomimo wydania przez niego w 1830 r. przekładu rozprawy Augusta Wilhelma Schlegla Porównanie Fedry Rasyna z Fedrą Eurypidesa. Rozprawa A.W. Schlegla, z francuskiego na język polski przełożona, niesłusznie przypisanej przez Karola Estreichera Erazmowi Komarnickiemu. Jednak sam wybór autora i rozprawy jest znaczący. Od w 1807 r. Schlegel rozpoczął swoją walkę z tragedią francuską i dramaturgią klasyczną, na przykładzie Fedry Eurypidesa dowodząc wyższości „ducha” greckiej tragedii nad jej francuskimi naśladowcami, a potem rozwijał tę myśl w Vorlesungen über dramatische Kunst und Literatur, dlatego romantycy (np. M. Mochnacki) postawili Eurypidesa obok Williama Shakespeare’a, Pedra Calderona i J.W. Goethego. Wybory Kalińskiego artystyczne jako autora i tłumacza nadal były eklektyczne.</document>
<document nplp_id="13119" title="Murray Emanuel Nicolas" slug="murray-emanuel-nicolas">Wojskowy, nauczyciel akademicki i szkolny, dziennikarz, tłumacz, historyk literatury i teatru.

Informacje biograficzne. Emanuel Nicolas (Mikołaj) Murray urodził się w 1750 lub 1751 r. w Paryżu w rodzinie pochodzenia szkockiego. Przybył do Polski w 1770 lub na początku 1771 r. z wysłaną przez Ludwika XV dla wsparcia konfederatów barskich grupą doradców wojskowych pod wodzą gen. Charles-François Dumourieza i płk. Charles’a du Houx de Vioménil. W 1772 r. dostał się do niewoli syberyjskiej, gdzie przebywał trzy lata. Po uwolnieniu służył przez jakiś czas w pułku Franciszka Massalskiego w Warszawie. W 1777 r. wrócił do Krakowa i studiował na Akademii Krakowskiej. W 1779 r. wyjechał do Ameryki, gdzie dosłużył się rangi majora. Po powrocie do Krakowa poślubił w 1782 r. wdowę Katarzynę Borowską z d. Zborowską, która urodziła mu córkę. W tym samym roku, najprawdopodobniej z polecenia Hugona Kołłątaja, zaczął pracę wykładowcy języka francuskiego w Seminarium Kandydatów Stanu Akademickiego przy Szkole Głównej Koronnej i kontynuował ją do końca roku akademickiego 1787 r. Następnie, dzięki Kołłątajowi, przeniósł się do Warszawy i pracował w Szkole Wydziałowej jako nauczyciel, tłumacz Komisji Edukacji Narodowej i Kancelarii Mniejszej Koronnej oraz jako translator pism publicystycznych Kołłątaja. W czasie Sejmu Wielkiego (1792–1793) pełnił funkcję redaktora i wydawcy ukazującego się pod auspicjami dworu królewskiego francuskojęzycznego czasopisma „Gazette de Varsovie”. Z późniejszej korespondencji Murraya z królem wiadomo, że monarcha przyznał mu w tamtych czasach médaille d’or (prawdopodobnie Merentibus). W liście z 13 II 1796 Murray dziękował królowi za wsparcie pieniężne i za médaille d’or (Korespondencja Stanisława Augusta, AGAD sygn. 14.2). Po upadku Rzeczypospolitej stracił wszelkie źródła dochodów. W 1796 r. bezskutecznie próbował wznowić w Warszawie francuskojęzyczną gazetę. W l. 1800–1806 odnajdujemy go w Warszawie jako dyrektora pensji dla młodych panien, a potem dla młodych kawalerów, którą prowadził wspólnie z żoną. Po wkroczeniu wojsk napoleońskich do Warszawy w lutym 1807 r. wznowił wydawanie „Gazette de Varsovie”, zmieniając po paru miesiącach jej tytuł na „Journal de Varsovie”. Pismo upadło pod koniec 1808 r. i później o losach Murraya wiemy mniej. Kilkakrotnie w l. 1808–1811 przebywał na dworze Adama Kazimierza Czartoryskiego w Puławach. Być może towarzyszył księciu w pracach nad zredagowaniem Myśli o pismach polskich (1810), Czartoryski przygotowywał je w czasie pobytu Murraya w jego włościach. Także w Puławach powstał pomysł napisania podręcznika dla aktorów, co było związane z powstaniem Szkoły Dramatycznej w Warszawie działającej od 4 VI 1811. W l. 1813–1814 Francuz znów zamieszkał w Krakowie, gdzie pracował nad dziejami konfederacji barskiej. W l. 1816–1818 powstały dwa duże rękopisy (ok. 1000 stron). Fragmenty tej pracy wydał w 1857 r. lwowski „Dziennik Literacki”. W Krakowie Murray – zdaniem Karola Estreichera juniora – miał kontakty ze środowiskiem uniwersyteckim, m.in. z Andrzejem Trzcińskim. Znał też historyka i księgarza Ambrożego Grabowskiego. Po utworzeniu w 1816 r. Uniwersytetu Warszawskiego Murray do końca życia pracował w tej uczelni jako nauczyciel francuskiego i wytrwale pisał. Zmarł w 1822 r. w Krakowie. Nie znamy żadnego wizerunku Murraya. Jego wygląd możemy sobie wyobrazić jedynie na podstawie opisu sporządzonego przez znającego go osobiście Ambrożego Grabowskiego: „Murray był wzrostu wysokiego, chudy, a choć dobrze stary, włos miał kruczy, czarny, należycie bez siwizny” (Historyczny opis miasta Krakowa i jego okolic, 1822).

Działalność okołoliteracka. Prace Murraya powstawały w okresie jego pobytu w Warszawie po 1787 r., w Puławach na dworze Czartoryskich (1808–1811) oraz pod koniec życia, gdy pracował na Uniwersytecie Warszawskim. Z jego zdaniem w sprawach kultury liczył się zapewne nawet Stanisław August, skoro na premierę dramy Kazimierz Wielki Juliana Ursyna Niemcewicza, granej w pierwszą rocznicę Konstytucji 3 maja, Murray został zaproszony do loży królewskiej, gdzie obok monarchy i jego brata (prymasa) zasiadło tylko pięć innych osób. Murray miał też w tym okresie kontakty z Janem Potockim, o którym po latach pisał: „Jaśnie hrabia Jan Potocki, znany z dalekich i licznych podróży oraz pełnych erudycji dzieł, zapragnął utworzyć – licząc na sukces – czytelnię, do której każdy mógłby zajść w dowolnym czasie, nic nie płacąc. Przeznaczył na nią dwa albo trzy pokoje w swoim zamku. Zasoby biblioteczne były znaczne [...], znane gazety polskie, francuskie i niemieckie” (Observations sur la critique et l’analyse raisonnée en matière de littérature, adressées aux éleves de l’école dramatique..., powst. ok. 1818, rkps BJ 6011).

Wypowiedzi Murraya na temat literatury, kultury i teatru były pisane głównie po francusku. Spośród nich w druku ukazały się: książka De l’état des études, des lettres et des mœurs en Pologne pour servir de réponse à l’essai critique sur l’éducation polonaise (1800) oraz artykuły gazetowe o charakterze sprawozdań lub recenzji. Wśród liczniejszych prac pozostałych w rękopisach znajdują się: zredagowany ok. 1787 r. solidny szkic o ambicjach naukowych napisany częściowo po polsku, częściowo po francusku Description topographique et philosophique de la ville de Cracovie (Opisanie topograficzne i filozoficzne miasta Krakowa, brulion opublikował K. Estreicher junior); napisany po francusku ok. 1810 r. podręcznik dla aktorów Des acteurs et du jeu théâtral (Bibl. Czart., rkps 2074) będący rodzajem estetyki normatywnej gry aktorskiej oraz dwa powstałe w l. 1816–1818 obszerne rękopisy: Observations sur l’art dramatique... (t. 1–3, rkps BJ 6010) oraz Observations sur la critique et l’analyse raisonnée... (dużo staranniej zredagowane niż poprzednie trzy tomy).


Obrona polskiego oświecenia. Wśród prac Murraya na czoło wybija się książka De l’état des études, która ma ścisły związek z aktualną sytuacją polityczną i kulturalną w Warszawie pod zaborem pruskim. Powstała z potrzeby obrony dokonań polskiego oświecenia, które błędnie i obraźliwie przedstawił emigrant z Liège, L.A. Délicourt, w szkicu Essai critique sur l’éducation que l’on donne dans la Prusse méridionale autrefois Pologne (1800). W 1801 r. anonimowy autor (F.K. Dmochowski?) pisał o książce Murraya: „Nietrudno było mu zwalić zarzuty na niczym nieugruntowane, przeciwnika. Gdyby to tylko uczynił, zasłużyłby na samą wdzięczność poprzez okazanie przywiązania i gorliwości w obronie honoru pokrzywdzonego narodu; ale że będąc cudzoziemcem, zrobił dzieło niepospolitą okazujące znajomość rzeczy polskich, że opisał dokładnie stan nauk, ich wygórowane zepsucie i odrodzenie, ale że oceniając pisarzów polskich, dał dowód rzadkiej u cudzoziemców biegłości w języku naszym, to daje mu prawo do szacunku uczonych, to pomnaża dawniej już przez różne wydane pisma nabyty zaszczyt zręcznego pisarza” („Nowy Pamiętnik Warszawski” 1801, t. 3). Polemika Murraya z Délicourtem była z jednej strony elementem trwającej bodaj od czasów Walezjuszów tradycji kształtowania się we Francji (oraz w krajach francuskojęzycznych) stereotypu Polski jako egzotycznego kraju na skraju Europy, z drugiej zaś – przejawem długotrwałego sporu o definicję „człowieka oświecenia” (l’homme des Lumières). Belgijski emigrant na wstępie zadaje Polakom retoryczne pytanie: „[...] dlaczego ten naród pozostaje zagłębiony w największej ignorancji?”. Podsumowując zaś wywód, stwierdza: „Publiczna oświata w tym kraju jest tak zła i występna, że trzeba by zastosować specjalną metodę, by wyprowadzić ją na drogę, którą zmierzają wszystkie inne kraje Europy” (Essai critique). Jego opinie miały tło ideologiczne o proweniencji rewolucyjnej. Murray wychodzi z założenia, że najlepszą bronią w walce z ignorancją paszkwilanta są fakty. Książkę De l’état des études dzieli na trzy części. W pierwszej wskazuje ewidentne błędy przeciwnika. W drugiej przedstawia wielowiekową historię instytucji edukacyjnych w Polsce, w tym uniwersytety w Krakowie i Wilnie, sieć i strukturę szkół niższych, biblioteki. Przechodząc do spraw rozwoju szkolnictwa i kultury polskiej w 2. poł. XVIII w., podkreśla rolę Korpusu Kadetów oraz reformatorskie dzieło KEN, przytacza dane odnośnie do wydań książek, tłumaczeń, czasopism itd. W ostatniej części analizuje postawy etyczne społeczeństwa polskiego kultywującego tradycje sarmackie i katolickie. Podczas gdy Délicourt stawia sprawę moralności (ściślej mœurs – moralności obyczajów) w duchu jakobińskiego ateizmu wolnych obywateli, Murray nie odrzuca moralności obywatelskiej, ale nie widzi sprzeczności między moralnością obywatelską a religijną. Akceptuje większość idei encyklopedystów, ale wie również, że światopogląd jego polskich czytelników, a także jego samego, nie dopuszcza koncepcji deistycznych Voltaire’a czy ateizmu Denisa Diderota. Nie czyni wszakże z tego zarzutu Polakom, ale zarzuca Délicourtowi instrumentalne traktowanie ideologii oświecenia. Murray formułuje swe przemyślenia z perspektywy postjakobińskiej, odrzucając postawę radykalną bądź egzaltowaną. Jego spojrzenie na moralność, a zwłaszcza na religię, przynajmniej w niektórych kwestiach jest bliskie polskiemu konserwatyzmowi (oświeconemu sarmatyzmowi?), niezależnie od aktualnego kontekstu.

Recenzje. W pismach Murraya w „Gazette/Journal de Varsovie” w l. 1807–1808 znajdujemy informacje polityczne, omówienia i cytaty z zamieszczanych przez prasę warszawską utworów na cześć Napoleona, np. L’Homme du Destin, ode à Napoléon („Gazette de Varsovie” 1807, nr 6), oraz relacje z przedstawień teatralnych i omówienia różnych sztuk (np. omówienie polskiej sztuki Karol Wielki i Witikind, „Journal de Varsovie” 1807, nr 171–173). Wśród nich wyróżnia się recenzja z Wojciecha Bogusławskiego Cudu, czyli Krakowiaków i Górali granego w dniu imienin imperatorowej Józefiny (19 III 1807). Recenzja Murraya z 23 III 1807 ma kapitalne znaczenie dla ugruntowania opinii o rewolucyjności Cudu i przewiduje przyszłą karierę sztuki: „[...] zawsze będzie się w Polsce podobać, gdyż tchnie entuzjazmem patriotyzmu” („Gazette de Varsovie” 1807, nr 21). Ten aspekt utworu, podkreślony w 1807 r., przesądza, że mimo wieloletniego zakazu grania Cudu w Warszawie opinia publiczna nie tylko od początku wyrażała wiarę w jego moc wywrotową, lecz także przekształcała go, łącząc z mitem napoleońskim, w polski mit patriotyczno-niepodległościowy, który trwa do naszych czasów.

O estetyce teatralnej. Wśród pozostawionych w rękopisach dzieł Murraya na uwagę zasługuje Des acteurs et du jeu théâtral (wyd. dwujęzyczne 1992). To pierwsza na polskim gruncie próba całościowego ujęcia zagadnień estetyki sztuki teatralnej na podstawie doświadczenia polskiej sceny. Wyraźny jest jej związek z ówczesnymi zabiegami Niemcewicza i Bogusławskiego wokół reformowania teatru i powołania Szkoły Teatralnej. Murray napisał swą książkę w formie podręcznika dla studentów, praca stała się też lokalnym ogniwem teoretycznej dyskusji o aktorstwie zapoczątkowanej w poł. XVIII w. we Francji, stającej się w miarę pojawiania się nowych rozpraw coraz bardziej specjalistyczną i „rzemieślniczą”. O aktorach i grze teatralnej na tle polskich poglądów prezentuje się jako estetyka budowana z innej pozycji niż koncepcje teatru szkolnego jezuitów czy pijarów. Jednym z oryginalniejszych zdań, które wyszły spod pióra Murraya, jest wyznanie: „Nie jestem ani teologiem, ani moralistą” (tamże), które wypowiada, definiując kryteria doboru kandydatów do zawodu aktorskiego. Jego zdaniem o przydatności w teatrze aktorów, autorów dramatycznych i antreprenerów powinny decydować wysoki poziom i dobry smak we wszystkim, co robią. Kryteria te mogą być czasami niezależne – i to jest faktyczna nowość w poglądach na teatr – od kryteriów stosowanych w ocenianiu dramatu jako tekstu do czytania: „[...] to, co uchodzi w kompozycji i lekturze, nie zawsze daje identyczny efekt w przedstawieniu” (tamże), dodając, że „tragedie Woltera, będące niedościgłym wzorem wersyfikacji, nie są udane, choć aktorzy natężali wszystkie talenty, ażeby zapewnić sobie przychylność publiczności” (tamże). Wyraźne oddzielenie praw teatru od praw literatury tak na gruncie teorii, jak praktyki to największa oryginalność dziełka Murraya. Parę lat później Towarzystwo Iksów, kierując się przesłanką o autonomiczności widowiska teatralnego, powołała do życia kulturalnego instytucję recenzenta, pokazując teatr w jego formach powszednich i praktycznych.

Przeciw cenzurze. Ostatnim dziełem Murraya są Observations sur la critique et l’analyse raisonnée... świadczące o jego niezależnym myśleniu sprzeciwiającym się cenzurze w czasach opresyjnej działalności Nikołaja Nowosilcowa: „Jeśli chcemy w sposób szczery popierać rozwój nauki, literatury i sztuki, najbardziej skutecznym sposobem byłoby całkowite zrezygnowanie z cenzurowania wszelkich pism [...]. Powiem więcej: władze zwierzchnie nie powinny mieć prawa, nawet po wydrukowaniu, wstrzymywania obiegu żadnego dzieła [...]. Prawo do publikowania swych myśli jest jak prawo do oddychania. To życie wolnego człowieka” (tamże). Murray nawiązuje tu do poglądów szwedzkiego poety Esaiasa Tegnéra.

Emanuel Mikołaj Murray, jeden ze współtwórców estetyki teatralnej polskiego oświecenia, nie był postacią porównywalną z największymi, Stanisławem Augustem czy Janem Potockim. Jednak jego przywiązanie do Polski, znajomość jej kultury i literatury oraz zaangażowanie w obronę polskiego dziedzictwa kulturowego zasługują na przypomnienie.</document>
<document nplp_id="13121" title="Kisielewski Jan August" slug="kisielewski-jan-august">Dramatopisarz, krytyk literacki i teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: August Olch; dr. August

Olch; J.A.K.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 II 1876 w Rzeszowie jako syn Augusta i Józefy z Szałajków. Pochodził ze zubożałej rodziny ziemiańskiej, był starszym bratem Zygmunta Kisielewskiego (1882–1942), powieściopisarza i publicysty. Nie ukończył gimnazjum, ponieważ wiosną 1894 r. został wydalony z 6 klasy szkoły w Tarnowie za udział w tajnej organizacji młodzieżowej i wygłoszenie przeciwrządowego odczytu w setną rocznicę powstania kościuszkowskiego. Kilka miesięcy później, odziedziczywszy niewielki spadek po śmierci matki, zerwał z rodziną i wyjechał na rok do Wiednia, gdzie zetknął się z najnowszymi prądami literacko-kulturalnymi. Po powrocie do kraju w 1896 r. osiedlił się w Krakowie, podjął pracę kopisty w kancelarii adwokackiej i uczęszczał jako wolny słuchacz na Uniwersytet Jagielloński. W sierpniu 1899 r. po sukcesach teatralnych jego dramatów W sieci i Karykatur Kisielewski wyjechał na krótko do Paryża, gdzie rozpoczął zabiegi o wystawienie swoich sztuk m.in. w teatrze André Antoine’a. Od tego czasu często zmieniał miejsce pobytu. W l. 1900–1903 przebywał w Paryżu (z przerwami na przyjazdy do kraju), tam jesienią 1901 r. poślubił Julię Krzymuską, znaną z późniejszej działalności publicystycznej i krytycznoliterackiej. Mimo intensywnych starań artysta nie zdobył scen francuskich, za to miał wiele okazji do zapoznania się z nowymi formami ówczesnego życia teatralnego, co wywarło znaczący wpływ na kształtowanie się jego poglądów estetycznych. W Paryżu podczas Wystawy Światowej w 1900 r. po raz pierwszy oglądał słynne występy zespołu Otojirō Kawakamiego z wielką tragiczką Sadą Yacco, które stały się bezpośrednią inspiracją do powstania odczytów i szkiców poświęconych „Japończykom” w teatrze. Nie doszło także do realizacji pomysłu przedstawionego w szkicu Panmusaion (1904), jaki zrodził się pod wpływem fascynacji europejskimi kabaretami. Taką nazwę miała nosić rodzima Scena Niezależnych Młodych, „teatr żywych lalek”, z którego można by uczynić „centrum artystycznego życia warszawskiego”. Idea kabaretu natrafiła na podatny grunt w Krakowie, a Kisielewski należał do grona twórców Zielonego Balonika (konferansjer podczas dwóch pierwszych wieczorów 7 i 14 X 1905). W sierpniu 1903 r. osiedlił się na stałe w Warszawie. W 1906 r. nawiązał bliskie kontakty z obozem Narodowej Demokracji, a w czasie wyborów do pierwszej Dumy (25 kwietnia) dał wyraz swoim antysemickim poglądom w niefortunnej odezwie: List Serdeczny i Tani! Do Warszawskich Alfabetow, czyli tzw. Naszej Polskiej Inteligencji w sprawie dzisiejszego melodramatycznego wodewilu wyborczego (druk ulotny, 1906). Przedwczesna śmierć Kisielewskiego była spowodowana nękającą go chorobą psychiczną. Jesienią 1899 r., w trakcie podróży na Kaukaz odbywanej z Adamem Grzymałą-Siedleckim, po raz pierwszy wystąpiły poważne objawy manii prześladowczej. Od ok. 1909 r. choroba stale się wzmagała, pisarz okresowo przebywał na leczeniu w zakładach zamkniętych. Zmarł 29 I 1918 w Warszawie w szpitalu Jana Bożego i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Działalność krytycznoteatralna. Zdaniem Piotra Obrączki bezpodstawne są informacje, wedle których artysta był założycielem krakowskiego pisma satyryczno-literackiego „Liberum Veto” (1903), ponieważ w żadnym numerze nie ma śladu jego aktywności pisarskiej; swoje artykuły zamieszczał natomiast w „Krytyce” (1900, 1904) i „Nowym Słowie” (1902, 1904), gdzie zajmował się działalnością publicystyczną, jednocześnie współpracując m.in. z „Głosem” (1903), „Ateneum” (1903–1904), „Kurierem Warszawskim” (1902, 1907, 1909), „Wędrowcem” (1904). Zamieszczał też artykuły na łamach endeckich dzienników: „Gazety Warszawskiej” (w pierwszym kwartale 1906 r. ukazywała się pod zmienionym tytułem Reforma”, a od 1 kwietnia połączyła się z „Gazetą Polską”), „Gońca Porannego i Wieczornego” oraz tygodnika „Myśl Polska” (tu publikował m.in. recenzje teatralne). Od września do końca listopada 1906 r. pełnił funkcję sprawozdawcy teatralnego we lwowskim „Słowie Polskim”, lecz po trzech miesiącach współpraca została gwałtownie zerwana z powodu psychopatycznej drażliwości Kisielewskiego. Po powrocie do Warszawy na początku 1907 r. odnowił kontakty z kilkoma pismami, rozpoczął współpracę z tygodnikiem dla kobiet „Polski Łan” (1907–1908), pisywał dla „Głosu Warszawskiego” (1908–1909), m.in. zabierając głos w sprawie sprowadzenia prochów Juliusza Słowackiego do kraju.

Działalność krytyczną Kisielewskiego poprzedzała obserwacja różnych przejawów życia teatralnego w kraju i za granicą oraz pisanie własnych utworów scenicznych, w których z przenikliwością psychologa i ze zręcznością w konstrukcji konfliktów ukazał ferment światopoglądowy pokolenia modernistów. Pierwszą publikacją krytycznoteatralną autora Karykatur był obszerny felieton teatralny na temat krakowskiej i wiedeńskiej inscenizacji dramatu Filipa Langmanna Bartel Turaser („Czas” 1898, nr 233) wtopiony w tekst recenzji autorstwa Antoniego Beauprégo. Doświadczenia paryskie skierowały uwagę krytyka ku teatrowi orientalnemu, rozwinięcie refleksji na ten temat stanowił esej O sztuce mimicznej („Reforma” 1906, nr 70–76), w którym Kisielewski starał się zestawić japońską konwencję teatralną ze stylem interpretacyjnym Isadory Duncan, a także innych głośnych wówczas artystów. W sferze projektów pozostały zapowiedziane rozprawy Teatr jako sztuka i Walka teatru z dramatem, których treść miała nawiązywać do zagadnień autonomii teatru. Następne lata nie przynoszą już prawie żadnych prac krytycznych. Wybór recenzji, felietonów i odczytów z okresu 1902–1906 pisarz zgromadził w dwóch zbiorach: Panmusaion (1906) oraz Życie dramatu (1907), a znaczna część jego dorobku pozostała rozproszona w czasopismach.

Założenia krytyki teatralnej. Program krytyczny Kisielewskiego nie tworzy zwartej, usystematyzowanej całości, składa się bowiem z wielu luźnych uwag rozproszonych w różnych recenzjach. Jako swoiste credo Kisielewskiego można traktować dążność do przyjęcia perspektywy krytyka „współtworzącego”, któremu szczególnie zależy na tym, aby jego praca nie była naznaczona „żądzą »sądzenia« lub »wychwalania«, lecz szczerą i serdeczną życzliwością i przyjaźnią dla teatru, kolegów autorów i aktorów” ([rec.] J. Kasprowicz, „Uczta Herodiady”, „Słowo Polskie” 1906, nr 434). Zasadnicza jest kwestia talentu, który objawia się nade wszystko w inwencji artysty, ale i w udanej realizacji pierwotnych pomysłów, ponieważ „tym doskonalsze jest dzieło, im doskonalej powiodło się autorowi urzeczywistnić twórczą ideę pomysłu” (O „Balladynie”, „Myśl Polska” 1907, nr 16). Kisielewski głosi hasło sztuki autonomicznej, wyzwolonej, istniejącej dla samej siebie, tworzonej pod wpływem natchnienia. „Dzieło pisarskie jest wynikiem wnętrznej, żywiołowej konieczności, wypowiedzenia siebie lub aktem artystycznej woli, której celem: danie poetyckiego wyrazu jakiemuś światu lub jakiejś idei” (To twój sąsiad… nie ty!, w: Panmusaion). Sztuka to obcowanie z tajemnicą, pięknem i prawdą, dlatego ostry sprzeciw krytyka budzą utwory o charakterze komercyjnym, „nieprzyjemnie maszynowa produkcja” dostosowana do gustów niewybrednej publiczności. Poszukując w dramacie oryginalności i świadomej gry z konwencją, Kisielewski równocześnie zwraca uwagę na strukturę dzieła, która celowo powinna jednoczyć wszystkie jego elementy. Niepodważalną zasadą estetyki dramaturgicznej jest pełna spójność koncepcji, przestrzeganie prawa „dramatycznej konieczności”, ścisłe powiązanie akcji zewnętrznej i wewnętrznej. Przejawem analitycznych skłonności krytyka są trafne nieraz próby wskazania źródeł nieprawidłowości, które rozsadzają konstrukcję dzieła, znacznie ujmując mu wartości.

Dramat Kisielewski rozpatruje jako „samoistną kategorię sztuki”, twór niezależny, który z literaturą „ma jedno tylko wspólne: słowo, pisane dla wypowiedzenia i uzmysłowienia go – wszystko inne zaś tak różne, jak muzyka, malarstwo i architektura” (Życie dramatu, „Myśl Polska” 1906, nr 18). Te nowatorskie poglądy teatralne krystalizowały się pod wpływem koncepcji Wielkiej Reformy Teatru. Jako pierwszy w Polsce zrozumiał i docenił znaczenie, jakie może mieć dla teatru i dramatu europejskiego wyciągnięcie wniosków z doświadczeń teatralnych artystów japońskich, którzy – zdaniem krytyka – zrealizowali ideał „Wagnerów i Maeterlincków”. „Poemat dźwięków i linij, harmonia stylizowanych gestów i słów, przedziwna całość symfoniczna gry, ruchu, kostiumu – ta muzyka, taniec, malarstwo, poezja i śpiew, stopione w jedną sztukę wyższego rzędu!” (Przed odczytem o „Japończykach w teatrze”, „Kurier Warszawski” 1902, nr 52). W swoich przemyśleniach Kisielewski wychodzi poza Wagnerowską koncepcję teatru jako syntezy sztuk i podąża w kierunku ujmowania teatru w kategoriach sztuki autonomicznej. Autor eseju O sztuce mimicznej dokonuje wyraźnego określenia tworzywa scenicznego, jakim są człowiek-aktor i związane z nim sfery mimiki, gestyki i tańca jako funkcyjnej dominanty dzieła teatralnego. Spostrzeżenia na temat konwencjonalizmu teatru japońskiego, nazywanego „idealnym teatrem żywych marionetek”, „sztuką lalek”, łączyły się z późniejszą tezą Edwarda Gordona Craiga o aktorze-marionecie, który byłby całkowicie podporządkowany wizji reżysera. W odróżnieniu od angielskiego reformatora sztuki teatru Kisielewski zakładał, że czynnikiem koordynującym działania aktora powinny być przyjęte reguły postępowania scenicznego, wierność wobec konwencji inscenizacyjnej, odwoływanie się do określonego zasobu symboli, które warunkowały konstytuowanie się więzi między zespołem wykonawców a widzami. Trafnie zaobserwowany konwencjonalizm sztuki teatralnej Dalekiego Wschodu wiązał się u Kisielewskiego z narastającą niechęcią do naturalizmu i symbolizmu w teatrze europejskim. Wyrażając kult i podziw dla teatru japońskiego, pisarz wierzył zarazem w odrodzenie teatru Zachodu. Przemyślenia zawarte w jego szkicach wyprzedziły o kilka lat burzliwe dyskusje na temat autonomii sztuki teatralnej, nie znalazły jednak odzwierciedlenia w jego dorobku scenicznym. Większość recenzji krytyka na pozór nie odbiega od typowego schematu, w którym dominuje literacka analiza utworu, w przypadku przedstawienia wzbogacona o uwagi na temat gry aktorów czy reżyserii. Ale często przybierają one niekonwencjonalne formy, np. opowiadania z rozbudowanymi opisami i dialogami (O „Horsztyńskim”, dramacie Juliusza Słowackiego, opowieść, „Myśl Polska” 1906, nr 3–7), wymiany zdań między recenzentem a autorem bądź innym rozmówcą, celnego aforyzmu. Recenzent nie lekceważył zagadnień inscenizacji, wytykając słabości scenicznej realizacji, wskazywał sposoby ich przezwyciężenia. Od aktorów wymagał zespołowego traktowania gry, wysoko cenił umiejętność wydobycia niuansów psychologii postaci, pietyzm dla sztuki. Deklarowana przez Kisielewskiego życzliwość wobec teatru, chęć bycia nie „krytykiem”, lecz „współtwórcą”, w praktyce rzadko się ujawniała, gdyż jego wypowiedzi cechowały się z reguły prowokacyjną skrajnością wystawianych ocen (z tego powodu wiele kontrowersji wywołał jako sprawozdawca teatralny w „Słowie Polskim”). Jak zauważa Obrączka: „Reprezentuje on stanowisko krytyka subiektywnego, popadającego często w jaskrawą jednostronność sądów i wniosków. Apodyktycznej natury, próbuje narzucać czytelnikom własne sympatie i (częściej) antypatie”. Najwyrazistszym przykładem takiej postawy są niewybredne w słowach ataki kierowane pod adresem Adolfa Nowaczyńskiego, które nieraz skłaniały innych krytyków do zabierania głosu w obronie autora Małpiego zwierciadła. Kisielewski w swym zacietrzewieniu incydentalnie zdobywał się na bezstronny gest uznania twórczości artysty, przeważnie odmawiając mu literackiego talentu. Podobnie skrajnie niesprawiedliwe oceny wysuwał wobec George’a Bernarda Shawa, którego tytułował „dramatycznym pajacem” i „pstrokatym wesołkiem” („Słowo Polskie” 1906, nr 424, 428), czy Tadeusza Rittnera, zarzucając mu grafomaństwo („Wędrowiec” 1904, nr 50). Zachwyt krytyka budziła Uczta Herodiady Jana Kasprowicza czy doskonała forma niektórych sztuk Jerzego Żuławskiego (Eros i Psyche, Ijola), życzliwie wypowiadał się o twórczości Gabrieli Zapolskiej. Z obcych dramaturgów bardzo wysoko stawiał Henrika Ibsena, „wielkiego mistrza dramatu współczesnego”, „norweskiego Szekspira”, „potentata myśli i uczucia” (H. Ibsena „Widma”, tamże, nr 47–48).

Odbiór koncepcji Kisielewskiego. Styl wypowiedzi krytycznej i osobowość artystyczna Kisielewskiego wzbudzały rozbieżne doznania odbiorców, czego znamiennym przykładem są relacje z jego odczytów o teatrze japońskim. Krakowskie i lwowskie prelekcje spotykały się z życzliwym przyjęciem, a w sprawozdaniach powtarzano uwagi na temat ich oryginalnej formy i zajmującej treści. Wiele słów uznania dla aktorskich zdolności artysty padło m.in. ze strony Zapolskiej, która podziwiała jego dar barwnego opowiadania i emocjonalne zaangażowanie widoczne w zmianie głosu oraz wybornej intonacji. Prasa warszawska natomiast wystąpiła z licznymi zastrzeżeniami, które odnosiły się zarówno do merytorycznej wartości wystąpienia, braku aparatu naukowego, jak i jakości „aktorstwa” prelegenta. Heterogeniczność sądów dotyczy również publicystyki Kisielewskiego. Recenzje jego pióra bywają nieraz postrzegane jako erudycyjne popisy bądź nużące streszczenia, które rzadko dostarczają satysfakcji, a częściej rozczarowują czytelnika znającego sceniczne dzieła autora. Odmiennego zdania był Adam Grzymała-Siedlecki, który dowodził, że dramaty twórcy Karykatur nie odsłaniają wszystkich talentów autora. Poznajemy je dopiero w Życiu dramatu i Panmusaionie, gdzie uderza wielość środków stylistycznych i zmienność nastroju, temperament pisarski, wyrafinowany dowcip, kształcona na Sienkiewiczu polszczyzna, kult języka („Warszawianka” 1925, nr 115). Jak trafnie skonstatował Grzymała-Siedlecki, „w sądach swoich nie jest Kisielewski wzorem równowagi”, jak każdy z bojową naturą jest krewki i krańcowy, „lubi kogoś lub coś zwalczać, to znowu za czymś agitować, zawiązywać konflikty i rozplątywać je” (tamże).</document>
<document nplp_id="13123" title="Koźmian Stanisław" slug="kozmian-stanislaw">Publicysta, dziennikarz, krytyk teatralny, polityk, reżyser. Pseudonimy i kryptonimy: Bazilio; Du Baril; Erazm; Weiss; Wil...; Wilhelm; y.

Informacje biograficzne. Urodził się 7 V 1836 w Piotrowicach pod Lublinem. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, był synem Andrzeja Edwarda Koźmiana (polityka i pamiętnikarza) oraz Teofili ze Skrzyńskich, wnukiem poety Kajetana Koźmiana. Po ukończeniu edukacji domowej prowadzonej pod okiem babki Marianny z Mossakowskich i nauczyciela, francu­skiego emigranta, który zaszczepił w nim umiłowanie do kultury i literatury francuskiej, od 1852 r. kontynuował naukę u prywatnych nauczycieli w Krakowie. Tam rozpoczął studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a następnie kontynuował naukę w Pa­ryżu na Sorbonie (1853) i College de France oraz na uniwersytecie w Bonn (1856). Był stałym bywalcem paryskich i niemieckich teatrów, wiedeńskiego Burgtheatru oraz arystokratycz­nych salonów, zaprzyjaźniony z wieloma ludźmi sceny i politycznego obozu Hotelu Lambert, np. z hr. Władysławem Czartoryskim, Julianem Klaczką, Stanisławem Tarnowskim, Ludwi­kiem Wodzickim, Józefem Szujskim. W 1858 r. wrócił do kraju i osiadł z rodziną w Dobrze- chowie w Galicji, gdzie zajmował się gospodarką. Z czasem podjął działalność publicystycz­ną oraz polityczną. Pisał korespondencje do „Czasu” (Listy ze wsi), brał udział w pracach Towarzystwa Gospodarczo-Rolniczego Krakowskiego. W 1860 r. został korespondentem Biura Politycznego Hotelu Lambert z Galicji Zachodniej, co dało początek jego działalności politycznej. W czasie powstania styczniowego był kierownikiem powstańczego biura praso­wego i jednym z inicjatorów dyktatury Mariana Langiewicza.

Należał do głównych współpracowników „Czasu”, był jego redaktorem i kierownikiem działu politycznego w l. 1863‒1865, od grudnia 1863 r. w czasie zawieszenia gazety wraz z Aleksandrem Szukiewiczem redagował dziennik „Chwila”. W 1866 r. był współzałożycie­lem „Przeglądu Polskiego” (razem z J. Szujskim, S. Tarnowskim i L. Wodzickim), a później współtwórcą krakowskiego konserwatywnego obozu stańczyków oraz Teki Stańczyka (1869), politycznego pamfletu na demokratów, patriotów i na powstanie styczniowe. W tym czasie Koźmian był nie tylko politycznym przywódcą konserwatywnego ugrupowania, ale także jego ideologiem, czynnym publicystą i dziennikarzem, publikującym teksty w „Przeglądzie” w dziale Przegląd polityczny. W 1869 r. posłował na sejm galicyjski z okręgu tarnowskiego i został wybrany deputowanym do Rady Państwa w Wiedniu. Pracował nad zreformowa­niem teatru, pełniąc przez wiele lat funkcje związane z prowadzeniem krakowskiego przed­siębiorstwa teatralnego. W l. 1866‒1868 za dyrekcji Adama hr. Skorupki był kierownikiem artystycznym teatru, a w l. 1871‒1885 jego dyrektorem. W l. 1871‒1877 wydawał „Afisz Te­atralny”, w 1871 r. założył komisję doradczą dla sztuk teatralnych, od 1873 r. był członkiem rzeczywistym Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Artystów Sceny Polskiej. W tym czasie związał się na trwałe z wybitną aktorką krakowskiej sceny ‒ Antoniną Hoffmann, z którą miał dwóch synów: Stanisława i Henryka. Od lutego 1877 r. objął naczelną redakcję „Cza­su”, równocześnie prowadząc stałą kronikę polityczną w „Przeglądzie Polskim”. Po ustąpie­niu z dyrekcji teatru krakowskiego sporadycznie reżyserował, pisywał recenzje do „Czasu” oraz korespondencje do periodyków warszawskich. W l. 1885‒1893 był członkiem komite­tu artystycznego nadzoru teatru krakowskiego, a przed otwarciem nowego gmachu teatru w Krakowie należał do komitetu opiniującego projekt organizacji nowej sceny. Po 1893 r. był członkiem komisji teatralnej. W l. 1895‒1897 był doradcą namiestnika Galicji. Około 1898 r. przeniósł się na stałe do Wiednia, tam wydawał z subwencji rządu tureckiego pismo „Le Petit journal de Vienne” (1898‒1899). Wtedy też ostatecznie usunął się z komisji teatral­nej, zrywając kontakty ze sceną krakowską. W czasie I wojny światowej był członkiem Izby Panów i został seniorem Polaków zasiadających w Izbie. Wygłosił w niej pamiętne przemó­wienie (1917) zapewniające Habsburgów o wierności narodu polskiego. Po wojnie wrócił do Krakowa, gdzie zmarł 4 VII 1922. Pochowano go na cmentarzu Rakowickim.

Pisma krytycznoteatralne. Koźmian zadbał o autorski wybór najważniejszych pism krytycznoteatralnych, wydając swoje Rzeczy teatralne (1904). Pierwszą recenzję opublikował na ła­mach „Czasu” w styczniu 1867 r. Później stałą współpracę krytyczną utrzymywał zarówno z „Czasem”, jak i z „Przeglądem Polskim”. Jego zainteresowania i prace związane z podniesie­niem poziomu teatru krakowskiego zaowocowały także podniesieniem rangi krytyki teatral­nej ukazującej się w prasie galicyjskiej. Na łamach „Przeglądu Polskiego” oraz „Czasu” zaczę­ły pojawiać się coraz częściej fachowe i regularne wypowiedzi krytyczne. Doprowadziło to również do pojawienia się „Afisza Teatralnego” ‒ pierwszego krakowskiego pisma teatralne­go, które ukazywało się cztery razy w tygodniu w dniach przedstawień teatralnych. Program „ Afisza” Koźmian skomentował następująco: „[...] powstaliśmy w głównym celu popiera­nia i dopomagania teatrowi krakowskiemu”; „[...] będąc organem dyrekcji, która nieraz po­trzebuje odezwać się w własnej sprawie, tworzy szczególną nić łączącą teatr z publicznością” (Od Redakcji, „Afisz Teatralny” 1871, nr 1). Pismo było poświęcone nie tylko popularyzo­waniu wiedzy o teatrze, ale także kształtowaniu opinii publicznej. Wpisując się w nurt kryty­ki konserwatywnej, Koźmian wypunktował swój program krytyczny. Mieścił się on w kilku istotnych postulatach: celem krytyki miało być promowanie „prawdziwej sztuki”, budzenie i uszlachetnianie „estetycznego poczucia”, a dzięki temu sukcesywne podnoszenie poziomu teatru krakowskiego, by uczynić z Krakowa kulturalną stolicę pozostającej pod zaborami Polski; sposobem oddziaływania miała być „prawdziwie krytyczna postawa” oscylująca mię­dzy negacją a admiracją opisywanych zjawisk teatralnych; podstawową zasadą krytyczną zaś miała być estetyka oparta na „prawdzie, pięknie i szlachetności”. Program teatralno-repertuarowy rozpisany na pięć podstawowych kategorii tekstów dramatycznych (dramat narodo­wy polski, współczesna polska twórczość dramatyczna, klasyka światowa, współczesny dra­mat europejski, sztuki kasowo-rozrywkowe) miał dać możliwość uczynienia z krakowskiego teatru „sceny dobrej, poprawnej, postępującej naprzód”. Założenia swojego programu zapre­zentował w przemówieniu wygłoszonym do aktorów 16 X 1871 na pięć dni przed rozpoczę­ciem nowego sezonu teatralnego. Cała siła Koźmianowskiej propozycji zasadzała się jednak­że na równoległości działań stricte teatralnych oraz krytycznych, łączeniu ze sobą funkcji praktycznych, społecznych oraz narodowych teatru. Celem jednych i drugich było, jak się wydaje, doraźne oddziaływanie na życie krakowskiego teatru i jego stopniowa przemiana, która była możliwa przede wszystkim dzięki konsekwentnie realizowanej linii repertuarowej oraz pracy z aktorami. Postulatywny oraz programowy charakter wielu wypowiedzi krytycz­nych Koźmiana należy również łączyć ze specyficznie rozumianą przez niego funkcją spo­łeczną i narodową teatru. W swoim programowym artykule Moraliści teatralni („Afisz Te­atralny” 1873/1874, nr 130) Koźmian tak określał jego zadania: „Teatr nie jest ani kościołem, ani wszechnicą, ani nawet apteką. Teatru nie jest zadaniem ani moralizować, ani nauczać, ani nawet kurować. Teatr jest teatrem, miejscem poświęconym jednej ze sztuk pięknych, najbar­dziej może złączonej z życiem społecznym i towarzyskim, oto wszystko. Gdy zaś chce być czymś więcej: kościołem, wszechnicą lub apteką, przemienia się w szarlatanizm i wkrada się w cudze prawa”. We wcześniejszym zaś artykule Rola narodowa i społeczna teatru („Przegląd Polski” 1871, z. 4) „stanowisko narodowe” krakowskiej sceny określał przez działanie teatru jako czynnika narodowego oraz „politycznego agitatora i propagatora”.

Poetyka pism teatralnych. Model pisanych przez Koźmiana recenzji zasadniczo opierał się na streszczeniu dramatu uzupełnianym opiniami bezpośrednio dotyczącymi omawianej sztuki. Ważne miejsce w recenzjach zajmowała również kwestia opisu gry aktorskiej oraz charakterystyka stwarzanych tak kreacji. Koźmian był wszak autorem kilku portretów ak­torskich uznanych ludzi teatru: Feliksa Bendy, Józefa Rychtera, Antoniny Hoffmann, Hele­ny Modrzejewskiej czy Marceliny Ekerowej. Istotną cechą tych portretów było umieszczenie opisywanego artysty w szerszym kontekście historii krakowskiej sceny. Do najczęściej po­wracających tematów wypowiedzi krytycznych Koźmiana trzeba także zaliczyć kwestie zwią­zane ze sztuką aktorską, odmiennością krakowskiego stylu gry scenicznej, publicznością te­atralną, przemianami reżyserii i najnowszej polskiej dramaturgii oraz estetyką teatru. Nie można też zapominać o wypowiedziach związanych z zasadami funkcjonowania krakow­skiego przedsiębiorstwa teatralnego: problemami finansowymi, komisją doradczo-repertuarową, zasadami dzierżawy teatru, współpracy ze sceną lwowską czy szkolnictwem teatralnym i reżyserią. Publicysta wpisywał się tak w podstawowe tendencje teatralnej krytyki pozytywi­stycznej, która stawiała sobie dwa zasadnicze cele: istotnego wpływu na repertuar oraz na we­wnętrzną organizację szeroko rozumianego życia teatralnego.

Program przemian teatru i jego efekty. Koźmian, prowadząc scenę teatralną w Krakowie przez wiele lat, znał ją najlepiej i jako praktyk, i jako jej krytyczny obserwator. W swoim programie krytycznym niejednokrotnie musiał uzgadniać ambicje estetyczno-artystyczne z ograniczonymi możliwościami sceny prowincjonalnej, jej nieustannie zmieniającym się ze­społem aktorskim oraz nie do końca wyrobionym smakiem publiczności, której poświęcał w swoich wypowiedziach sporo uwagi. Poglądy krytyczne Koźmiana zaowocowały okreś­lonymi przeobrażeniami, które dokonały się w teatrze krakowskim 2. poł. XIX w. Lata jego dyrekcji nie tylko zostały określone jako swoista „epoka” Koźmiana-dyrektora, ale także do­prowadziły do istotnych przemian w sztuce aktorskiej. Podstawowymi wyznacznikami no­wego stylu gry scenicznej stały się „naturalność”, „prostota”, „umiar” i „prawda”. Koźmian pisał: „Tak też się tu dziać zaczyna; prawda i naturalność na scenie, nic piękniejszego; lecz pod wpływem dzisiejszych wyobrażeń materialistycznych i realistycznych sztuka dramatycz­na, jak wszystkie inne, zaczyna nie rozróżniać prawdy i naturalności od realizmu. Widocz­nym, wyraźnym jest kierunek coraz bardziej realistyczny, który obiera sobie, zapominając, że na granicy między naturalnością i prawdą a realizmem wyrytą jest ta wielka prawda: że wszystko, co nie jest naturalnym ‒ pięknym być nie może, lecz że nie wszystko, co jest natu­ralnym ‒ jest pięknym” (Dziennik z wystawy wiedeńskiej, „Przegląd Polski” 1873, z. 4). Koź­miana określa się nawet mianem twórcy/ akuszera „szkoły krakowskiej”, co oznacza ‒ po pierwsze ‒ określony styl gry aktorskiej, po drugie ‒ system jego pracy w teatrze, oparty prze­de wszystkim na teatrze repertuarowym i zespołowej grze.

Między teatrem a polityką. Zainteresowania polityczne Koźmiana oraz jego rozwijająca się począwszy od lat 70. kariera polityczna spowodowały, że publicysta nie uchronił się przed upolitycznieniem zarówno swoich wypowiedzi krytycznych, jak i prowadzonego przez siebie teatru. Czytając jego recenzje pisane dla „Przeglądu Polskiego”, „Czasu” czy „Afisza Teatral­nego”, można niemal pokusić się o próbę zrekonstruowania politycznego programu stańczy­ków. Na gruncie krakowskim wywołało to oczywistą i uzasadnioną dezaprobatę recenzentów obozu liberalno-demokratycznego. Dyskredytowano zwłaszcza rzekomą „obiektywność” Koźmiana, pisano np. humorystyczno-satyryczne pamflety na łamach krakowskiego „Dia­bła”. Nie można jednak odmówić znaczenia Koźmianowskiej szkole krytycznej, której apoge­um zbiegło się z okresem jego dyrekcji w teatrze krakowskim.</document>
<document nplp_id="13125" title="Libelt Karol" slug="libelt-karol">Publicysta, filozof, działacz polityczny i społeczny, wybitny przedstawiciel wielkopolskiej pracy organicznej. Kryptonimy: K.; L...


Informacje biograficzne. Urodził się 8 IV 1807 w Poznaniu w rodzinie rzemieślniczej jako syn Stanisława, szewca, i Katarzyny z Zielińskich. Nauki pobierał w l. 1814–1817 w miejskiej szkole elementarnej w Poznaniu, a następnie w Gimnazjum św. Magdaleny (1817–1826). Po uzyskaniu stypendium rządowego udał się na uniwersytet do Berlina, gdzie studiował nauki przyrodnicze, matematyczne oraz filozofię pod kierunkiem Georga Wilhelma Friedricha Hegla. W 1830 r. uzyskał doktorat z filozofii i wyjechał na dalsze studia do Paryża. Na wiadomość o wybuchu powstania listopadowego powrócił do kraju i wziął udział w walkach. Za waleczność został odznaczony złotym krzyżem i stopniem porucznika kawalerii. Po upadku powstania znalazł się w Galicji. Był więziony w Opawie i Magdeburgu. Po uwolnieniu wrócił do kraju i ożenił się z Elżbietą Jaworską, a po jej śmierci z Marią Szumanówną. Osiadł we wsi Ulejno i prowadził gospodarstwo. W 1840 r. przeniósł się do Poznania i rozpoczął intensywną działalność społeczną i publicystyczną. W l. 1841–1844 był nauczycielem w Gimnazjum Fryderyka Wilhelma w Poznaniu. W 1841 r. wraz z Karolem Marcinkowskim stworzył Towarzystwo Naukowej Pomocy – jedno z najważniejszych osiągnięć wielkopolskiej pracy organicznej. Z Jędrzejem Moraczewskim natomiast powołał do życia naukowe czasopismo „Rok [...] pod względem Oświaty, Przemysłu i Wypadków Czasowych”, w którym ukazały się jego ważne rozprawy: O odwadze cywilnej (1843), O miłości ojczyzny (1844), Charakterystyka filozofii słowiańskiej (1844), Wyobrażenia jako duchowy pierwiastek kształtowania (1846). Zaangażował się także w działalność rewolucyjną i w 1846 r. został członkiem Rządu Narodowego. Za tę działalność został aresztowany i skazany na śmierć, następnie wyrok zamieniono na 20 lat więzienia. W 1848 r. został uwolniony przez lud berliński z więzienia w Moabicie i zaangażował się w wydarzenia Wiosny Ludów. Wziął czynny udział w Zjeździe Słowiańskim w Pradze, posłował w parlamencie frankfurckim oraz został członkiem Ligi Polskiej założonej przez Augusta Cieszkowskiego. W l. 1849–1850 wydawał „Dziennik Polski”. W 1850 r. przeniósł się do majątku w Czeszewie w pow. wągrowieckim. W l. 1859–1870 był posłem na sejm pruski oraz prezesem sejmowego Koła Polskiego w Berlinie. Wspierał powstanie styczniowe, w którym wzięli udział dwaj jego synowie. Piastował także funkcję prezesa Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Literatów we Lwowie. W 1869 r., w związku z czterechsetną rocznicą Unii Lubelskiej, odwiedził Lwów. Zmarł 9 VI 1875 w swym majątku Brdowo w pow. wągrowieckim.

Działalność krytyczna. Krytyką literacką Karol Libelt parał się przygodnie, wypełnia ona pewną część jego dorobku publicystycznego i dziennikarskiego zebranego w tomach Felieton polityczno-literacki (1846), a zwłaszcza w tomach piątym i szóstym Pism pomniejszych (1851). Jego wypowiedzi na temat literatury mają najczęściej charakter sprawozdawczo-informacyjny i polegają na streszczeniu czy omówieniu zawartości przedstawianego dzieła. Najważniejsze wypowiedzi stricte krytycznoliterackie dotyczyły dwóch dramatów Juliusza Słowackiego (Mazepa, Ksiądz Marek) oraz Prelekcji paryskich Adama Mickiewicza. Dorobek krytycznoliteracki Libelta trzeba jednak rozpatrywać na tle jego poglądów filozoficznych, społecznych i estetycznych, które – rozwijając się w czasie – nie były do końca spójne. Literaturę filozof traktował jako ważny element egzystencji narodu pojmowanego esencjalistycznie i osobowo.

Naród był dla Libelta, podobnie jak dla innych romantycznych krytyków i filozofów, takich jak Kazimierz Brodziński i Maurycy Mochnacki, żywym organizmem duchowym powołanym do życia przez Stwórcę i prowadzącym misję dziejową. Organizm ten powinien być wypełniony wewnętrzną pracę doskonalącą i postępową, która podtrzymuje jego życie i dziejowe znaczenie. Omawiając zawartość wydawnictwa Kazimierza Władysława Wójcickiego Album warszawskie, Libelt zreferował aprobatywnie artykuł Jana Majorkiewicza, który rozwijał obiegową dla całego XIX w. koncepcję zbiorowości ludzkiej jako organizmu duchowego i moralnego, a życie i rozwój każdej jednostki przedstawiał jako odbicie praw zbiorowych: „Człowiek, jako świat zdrobniony, na zasadzie podobieństwa swojego ze światem, poznając naturę, poznaje siebie, i odwrotnie. [...] Działać na pojedyncze osoby jest najwyższą zagadką ludzkości, która najwyższego stopnia dojrzałości dochodzi wtenczas, gdy rzeczywiste korzyści dobra świata tego przenikają wszystkie osoby, udzielają się wszystkim pokładom społeczeństwa. Dlatego w ostatnich czasach nie na próżno zwrócono uwagę na usamowolnienie ludu, na jego oświatę” (Pisma pomniejsze, t. 5). Idea ta stała u podstaw programu organicznikowskiego Libelta i była rozwijana w rozprawach O miłości ojczyzny oraz w O stowarzyszeniach (1844), w której czytamy: „[...] pojedyncze żywioły nie dadzą się zrzucić i skupić siłą zewnętrzną, jak kupa kamieni, ale że w nich samych obudzić się musi myśl, przekonanie, sympatia, która będąc ta sama w wielu, wszystkich duchową potęgą swoją pociągnie w całość, organizm jaki taki nada i ciepłem, i duchem swoim do życia, to jest do ruchu i czynu ożywiać będzie” (Pisma pomniejsze, t. 6). W innym miejscu pisał: „Język jest krwią spirytualną, co obiega żywotne żyły narodu i utrzymuje mu choćby katorgowe życie, że się ciało nie rozłoży i w inne nie przejdzie składy” (O filozofii przedmiotowej, w: tamże, t. 3). Podobnie za organiczną siłę uważał zwyczaje: „O zwyczaje, jak o błogie ciepło słoneczne, ogrzewa naród stygnące ciało, gdy z niego żywotne ulatują siły, krew krzepnie i śmierć polityczna w oczy zagląda” (tamże).

Poglądy te miały zakorzenienie w filozofii dziejów Johanna Gottfrieda Herdera, ale także w platonizmie, teologii chrześcijańskiej oraz mistyce. Libelt jako romantyczny teoretyk społeczeństwa i socjolog po wielokroć nawiązywał do terminologii biologiczno-przyrodniczej, aby opisać naturę narodu. Najbardziej systematycznie uczynił to w rozprawie O miłości ojczyzny. Życie organizmu narodowego opiera się na „rozczłoniach duchowych”, spośród których Libelt wyróżnia język i piśmiennictwo. W Kursie historii literatury niemieckiej prowadzonym w Pałacu Działyńskich w 1841 r. głosił, że duch i życie narodu podtrzymywane są przez słowo mówione i czyn, słowo drukowane natomiast jest martwe i może życie społeczeństwa kształtować jedynie pośrednio. W związku z takimi poglądami uzasadnił i zainicjował w 1841 r. cykl wykładów mających na celu podniesienie oświaty społecznej i jedynie pośrednio wzmocnienie żywotności narodu. Inicjatywa i program wykładów miały charakter polemiczny wobec metody Mickiewicza, który w owym czasie wygłaszał prelekcje w Paryżu. Libelt zarzucał im nadmierną emocjonalność, mistycyzm i nieuporządkowanie myśli. Później jednak zmienił poglądy na temat słowa drukowanego i doceniał wielokrotnie pracę filologów, etnografów i historyków, takich np. jak słowacki autor Słowiańskich starożytności Pavel Jozef Šafárik czy Oskar Kolberg. źródła duchowe narodu wypływają z warstw ludowych, które jednakże należy otoczyć opieką i oświatą, czemu miało służyć także piśmiennictwo. Libelt nie zauważał sprzeczności między rozwijaniem oświaty a traktowaniem inteligencji jako czynnika inhibicyjnego. Poglądy na rolę ludu opierał na ideach głoszonych przez Mickiewicza (które z zastrzeżeniami akceptował, ale i filozoficznie korygował), romantycznym słowianoznawstwie Zoriana Dołęgi-Chodakowkiego i „ziewończyków”, na czeskich ideach słowianofilskich i przekonaniu o konieczności wykształcenia odrębnej filozofii słowiańskiej. źródeł tej filozofii należy poszukiwać „wśród ludu samego, nietkniętego inteligencją, amalgamującą narody i zacierającą narodowe odcienia” (Samowładztwo rozumu i objawy filozofii słowiańskiej, 1845 i 1874). Filozof był bowiem przekonany, że „Opatrzność zachowała nas na inne czasy” (tamże). Literaturę traktował więc jako równą filozofii dziedzinę narodowej kultury i bogaty „nasiennik filozofii”. Uważał, że wykształcona wśród polskiej emigracyjnej diaspory poezja wieszcza lub inaczej prorocza jest zapowiedzią przesilenia dziejowego. Najgłębsze i owocne powiązania między mistyką, filozofią i literaturą widział w twórczości Zygmunta Krasińskiego: „Pierwszy kierunek mistycyzmu polskiego objawił się w poezji naszej rodzimej, i to naprzód w łagodnym charakterze przeczuwania i wieszczenia przyszłości, potem w coraz silniejszych podrzutach wyobraźni, stanowczo i proroczo już oznaczającej przyszłość. Mickiewicza, Zaleskiego, Słowackiego, nade wszystko zaś autora Nie-Boskiej komedii policzyć należy do wieszczów polskich, w prawdziwym znaczeniu tego wyrazu” (tamże). W poglądach Libelta literatura zatem miała pełnić funkcje oświatowe i być narzędziem postępu, a zarazem prowadzić do celów finalnych i pełnego zespolenia jednostki z całym rodzajem ludzkim, by w końcu wypracować warunki do spotkania ze Stwórcą. Nade wszystko była zaś traktowana jako istotne „rozczłonie” narodowego organizmu dochodzącego do samoświadomości i przystępującego do realizacji misji dziejowej.</document>
<document nplp_id="13127" title="Lesznowski Antoni" slug="lesznowski-antoni">Redaktor, krytyk teatralny, tłumacz, księgarz.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1769 r. we Wrocławiu (według ASC cyrkułu III m. Warszawy z 1815 r., według dokumentów Szkoły Rycerskiej: w 1770 r. w Poznaniu). Był naturalnym synem Antoniego Sułkowskiego (1735–1796) i Marii Alojzy Hack. Kształcił się w konwikcie pijarów w Warszawie, następnie w Szkole Rycerskiej (1781–1786). Objąwszy posadę sekretarza w gabinecie interesów zagranicznych Rzeczypospolitej, uzyskał rangę kapitana wojsk koronnych, co przyczyniło się do przyznania mu szlachectwa (1791, potwierdzenie w 1793).

Pracę w ministerstwie łączył z działalnością na rzecz sceny Teatru Narodowego (w latach 90. przetłumaczył z niemieckiego Eleonorę F.W. Zieglera oraz Nienawiść ludzi i żal A. Kotzebuego), a przede wszystkim z obowiązkami redaktora „Gazety Warszawskiej” Stefana Łuskiny (do 1793 r.). W 1794 r. został jej wydawcą, obejmując to stanowisko po targowiczaninie Tadeuszu Włodku, i kontynuował wydawanie pisma pod nazwą „Gazety Wolnej Warszawskiej” (redaktorami byli F.K. Dmochowski, następnie F. Siarczyński), która pełniła wówczas funkcję organu rządu insurekcyjnego. Włodkowi udało się odzyskać w 1795 r. prawo do wydawania czasopisma, jednak w 1796 r., kiedy Warszawa znalazła się pod zaborem pruskim, zostało ono cofnięte na korzyść Lesznowskiego, który powrócił do tytułu „Gazeta Warszawska”, pozyskując prenumeratorów oraz tworząc zaplecze techniczne. Pod jego redakcją „Gazeta” zaczęła wychodzić cztery razy w tygodniu (od czerwca 1820 r.).

Po śmierci Tomasza Lebruna Lesznowski ożenił się w 1805 r. z wdową po nim, Adelajdą z d. Demimuid, przejął jego księgarnię i drukarnię. Miał troje dzieci; syn Antoni Leon (1815–1859), który z sukcesem przejął obowiązki wydawnicze Lesznowskiego w „Gazecie Warszawskiej”, był też znanym dziennikarzem i krytykiem teatralnym. W 1809 r. został jednomyślnie wybrany deputowanym na Sejm Księstwa Warszawskiego z III Gminy m. Warszawy, sprawował funkcję deputowanego na Sejm 1812 r. Należał do loży masońskiej „Świątynia Izis”. Zmarł 23 VIII 1823 w Warszawie.

Krytyka teatralna w „Gazecie Warszawskiej”. „Gazeta Warszawska” obok „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” należy do najbardziej zasłużonych czasopism tworzących podwaliny polskiej krytyki teatralnej. Jako pierwsza zaczęła publikować regularne recenzje (od listopada 1802 r.); w każdym numerze były też zamieszczane krótkie wzmianki repertuarowe. W 1803 r. utworzono w niej stałą rubrykę Teatr z bieżącymi, najczęściej anonimowymi omówieniami przedstawień sceny narodowej. Dzisiaj trudno jest przypisać poszczególne recenzje konkretnym autorom, nie ma natomiast wątpliwości, że jednym z nich był Antoni Lesznowski, obok m.in. Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Ludwika Osińskiego, potem Gerarda Maurycego Witowskiego. Początkowo krytycy „Gazety Warszawskiej” stawiali sobie za cel wspieranie teatru jako instytucji narodowej i kulturalnej, dlatego koncentrowali się przede wszystkim na zachęcaniu mieszkańców Warszawy do jak najczęstszego bywania w teatrze. W przeciwnym razie: „Utracilibyśmy tę jedyną, najmilszą zabawę, do upiększenia której dowcip i kunszta tak dzielnie przykładają się. W przekonaniu więc, że teatr najprzyjemniejszą jest rozrywką, bo razem uczy i bawi, że antrepryza wszelkich dokłada usilności w doskonaleniu sztuki dramatycznej w naszym języku i że artyści nasi coraz większą okazują gorliwość i zdolność, nie możemy dosyć zachęcić publiczności, aby do utrzymania teatru narodowego jak najżyczliwiej przykładać się raczyła” („Gazeta Warszawska” 1803, nr 22). Recenzje z tego okresu są mało krytyczne, jeśli wskazują jakieś uchybienia inscenizacji, opatrzone są na ogół komentarzami w stylu: „[...] drobne te wady nikną przy pięknościach sztuki” („Gazeta Warszawska” 1802, nr 98). Mają najczęściej charakter sprawozdawczy: zadowalają się ogólnymi omówieniami treści wystawianych sztuk, streszczeniami ich akcji, niekiedy analizują pobieżnie elementy gry poszczególnych aktorów oraz wypowiadają się na temat scenografii lub – rzadziej – muzyki. Większość sztuk wystawianych na początku XIX w. to przekłady i adaptacje z języków obcych, dlatego uwagę recenzentów często absorbuje też jakość tłumaczenia. Krytycy pisujący do „Gazety Warszawskiej”, przekonując czytelników o wartości recenzowanego przedstawienia, chętnie sięgają po argumentum ad auctoritatem, powołując się zwłaszcza na Jean-François de La Harpe’a i Julien-François Geoffroya, których opinie są parafrazowane lub we fragmentach przedrukowywane. W ocenach sztuk wystawianych na deskach Teatru Narodowego zdecydowanie dominuje uznanie dla estetyki klasycystycznej i pojmowanie teatru jako narzędzia szerzenia i gruntowania dobrego smaku oraz wartości moralnych. Krytycy, zdając sobie coraz wyraźniej sprawę z różnicujących się gustów publiczności teatralnej, wykazują jednak zrozumienie także dla inscenizacji przedstawień niemieszczących się w tych kategoriach; np. w recenzji komedioopery Joachima Perineta Duchowidz, czyli W czepku się rodził znajdziemy opinię: „Dobrze jest grywać kiedy niekiedy podobne sztuki dla ubawienia pracującej i mniej wytworny gust mającej klasy społeczności, a zwłaszcza w mieście, gdzie tylko jeden teatr” (tamże, nr 104).

August von Kotzebue, którego artykuł o polskim teatrze z „Der Freimüthige” obszernie streszcza „Gazeta Warszawska”, miał stwierdzić, że recenzje teatralne publikowane w czasopiśmie Lesznowskiego są „najczęściej bardzo sprawiedliwe”, choć budzą nieraz zastrzeżenia aktorów dotkniętych uwagami krytyków („Gazeta Warszawska” 1803, nr 58). Uwagi te są jednak utrzymane na ogół w tonie życzliwym i zawierają np. rozsądne wskazania dotyczące pracy aktora nad dykcją lub zachęty do rozwijania wiedzy na temat odgrywanych postaci historycznych przez czytanie poświęconych im książek, co mogłoby przysłużyć się pogłębieniu roli („Gazeta Warszawska” 1802, nr 92).

W czasach Księstwa Warszawskiego krytycy „Gazety Warszawskiej” zaczęli kłaść coraz większy nacisk na podniesienie poziomu recenzowanych przedstawień, pojawiły się – niekiedy ostre w tonie – polemiki (jedna z bardziej zaciętych toczyła się od połowy listopada do grudnia 1810 r. i dotyczyła wartości artystycznej Władysława pod Warną J.U. Niemcewicza). Koncentrowały się one przede wszystkim wokół roli klasycyzmu w literaturze i teatrze i w tym kontekście – na doborze repertuaru. Recenzenci próbowali przeciwdziałać wypieraniu sztuk klasycystycznych przez popularne wśród publiczności teatralnej dramy, melodramy i komedioopery, chociaż mimo wszystko dominował pragmatyzm i zrozumienie dla interesów finansowych teatru.

W epoce napoleońskiej krytycy „Gazety Warszawskiej” zaczęli ponadto przypisywać większe znaczenie politycznym i patriotycznym zadaniom teatru. W swoich recenzjach wskazywali, dostrzeżone w inscenizacjach, aluzje dotyczące Napoleona, księcia Józefa Poniatowskiego i wojsk polskich, opisywali entuzjastyczne reakcje publiczności.

Swoją aktywnością pisarską pierwsi polscy krytycy teatralni przygotowali grunt pod publikacje przedstawicieli Towarzystwa Iksów, którzy swoje recenzje na łamach „Gazety Warszawskiej” zamieszczali od końca 1814 do 1819 r. W polemice z Brunonem Kicińskim, który w Odezwie „Tygodnika” do swoich starszych braci, innych pism periodycznych („Tygodnik Polski i Zagraniczny” 1818, t. 1, nr 1) zaatakował „Gazetę Warszawską”, Lesznowskiego wspierał Witowski, odpierając zarzuty nadmiernego konserwatyzmu pisma oraz braku głębszego zainteresowania dla bieżących spraw politycznych i kulturalnych. Pod wpływem konkurencyjnej „młodej” prasy warszawskiej, której redaktorzy coraz odważniej wchodzili w dyskusję z „Gazetą Warszawską”, promując inne niż preferowane przez nią wartości, w czasach Królestwa Kongresowego zaostrzył się też ton recenzji publikowanych w czasopiśmie Lesznowskiego – pośrednio kierowano je teraz także pod adresem krytyków pisujących do innych czasopism, by skompromitować ich działalność recenzencką. Tak było w przypadku artykułu Zbór powszechny recenzentów roku 1818 („Gazeta Warszawska” 1819, nr 1), który zawierał wiele ironicznych aluzji do krytyki teatralnej w „Gazecie Codziennej Narodowej i Obcej”. Jednocześnie tekst ten, utrzymany w konwencji scenki obyczajowej opisującej sejmik krytyków teatralnych i sygnowany pseudonimem „Trzymający pióro” oraz dewizą „Co prawda to nie grzech”, zawiera pewien potencjał metakrytyczny, wskazuje, jak autorzy „Gazety Warszawskiej” postrzegają istotę krytyki oraz rolę recenzenta. Zawarte tu wskazania dla profesjonalnego krytyka są następujące: 1) krytyk nie może kierować się swoimi upodobaniami, lecz musi kierować się kompetencjami i wiedzą, którym powinien dać wyraz w recenzjach („[...] inna jest rzecz lubić co, a zupełnie inna znać się na czym, [...] zatem powiedzieć »to mi się podobało lub nie podobało« nie jest to samo, co powiedzieć: »to jest dobre lub złe«”); 2) do uprawiania krytyki konieczne jest gruntowne wykształcenie, zwłaszcza w dziedzinie sztuki, oraz znajomość zarówno reguł, jak i wzorów, które kształcą dobry smak, pozwalając jednocześnie na głębokie rozumienie dzieła, powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem: jego struktury głębokiej („[...] nie dość jest widzieć i słyszeć [dzieło] często i unosić się nad nim, ale potrzeba umieć oceniać jego wewnętrzną wartość, znać zamiar i stosowność”); 3) krytyk nigdy nie powinien wydawać pochopnych sądów ani dla własnej korzyści kierować się opiniami innych, zwłaszcza jeśli się z nimi nie zgadza; 4) krytyka powinna być bezinteresowna, jej jedyny cel to przyczynienie się do ulepszenia omawianego dzieła. Te ogólne, brzmiące aktualnie także dziś zasady zostały dodatkowo przypieczętowane następującymi prawidłami: „1. Każdy z pięciu zmysłów używać do tego, do czego jest z natury przeznaczony; nie sądzić zatem podług oka tam, gdzie przedmiot na ucho działa; 2. Wystrzegać się najusilniej tego, ażeby miejsca rozsądku nie zajmował nigdy dowcip [...]; 3. Unikać chęci popisywania się [...]; 4. Mówić jasno i zrozumiale, bo krytyk jest nauczycielem, ale nie zagadką; 5. Nie uwodzić się żadną osobistością; 6. Nie nazywać talentem usiłowania ani wzajemnie [...]; 7. Być bardzo sprawiedliwym w wydzielaniu pochwał i nagany” (tamże). Wskazania te w znacznym stopniu powtarzają najważniejsze tezy Myśli o krytyce („Gazeta Warszawska” 1818, nr 6). 

Lesznowski jako krytyk. Wydawca „Gazety Warszawskiej” aktywny jako krytyk był najprawdopodobniej przede wszystkim w „epoce przediksowskiej”, czyli w pierwszych latach XIX w. Poetyka publikowanych w tym czasie na łamach „Gazety Warszawskiej” wypowiedzi krytycznych wpisuje się dobrze w rozumienie istoty i specyfiki krytyki w ujęciu Lesznowskiego. Wyłożył je ogólnie w swoich Myślach o krytyce, gdzie podkreślił znaczenie dla rozwoju nauki, literatury i sztuk pięknych tej – rodzącej się dopiero na gruncie polskim – dyscypliny, trudnej, narażającej na niechęć krytykowanych. Uznając, że gardzą krytyką tylko ludzie zarozumiali, obrażają się z jej powodu – słabi, boją się jej – skromni i niewierzący w swoje możliwości, autor skoncentrował się na tych, którzy oburzają się krytyką, ponieważ boją się prawdy i nie potrafią rozumnie odpowiedzieć na zarzuty (łatwiej bowiem jest „czcze rozpościerać żale”). Według Lesznowskiego krytyka jest to „rozbiór i pilne rozważanie rzeczy, aby dociec, jaką jest w istocie i czyli niezawodnie jest taką, jaką być powinna i jaką się być wystawia”, dlatego wymaga od uprawiających ją gruntownego wykształcenia (tamże). Sytuując się w pobliżu takich gatunków, jak satyra, pamflet i paszkwil, krytyka powinna zachowywać swoją odrębność: z satyrą łączą ją wprawdzie funkcje utylitarne i dydaktyczne, lecz różni ją od niej to, że koncentruje się nie tylko na uchybieniach i niedoskonałościach, ale też na zaletach i godnych naśladowania przymiotach. Nie jest pochlebstwem jak panegiryk ani „płodem czarnej złości” jak paszkwil. Jedna z najważniejszych wskazówek, jaką nestor polskiej krytyki teatralnej daje recenzentom, brzmi: „Chwalić z przyzwoitością, ganić z przystojnością: oto jest talent, to powinność pisarza periodycznego, biorącego na siebie trudny i szanowany obowiązek sądzenia sobie równych i swoich współczesnych” (tamże). Zatem wiedza, skromność, odpowiedzialność i zachowanie stosowności należały – według Lesznowskiego – do

najważniejszych dyspozycji recenzenta. Dołączyć do nich należy jeszcze odwagę. Jeśli bowiem krytyk nie ma „odwagi, ile potrzeba, żeby nie dbać na krzyki obrażonej próżności, na szemrania natrętnej mierności, na pociski zawziętej nienawiści, aczkolwiek wielkie będą jego talenta, nie ma on przymiotu, który stanowi i powołaniu jego przystoi; złamać swe pióro powinien, a nie używać go za narzędzie swej hańby, złego gustu i cudzych namiętności” – pisze dobitnie Lesznowski (tamże). Przy okazji ujawnia też swoje poglądy na rolę prasy codziennej („Dzienniki ogłaszają, a nie rozdają miejsc pierwszych i stopni. Nie są opinią publiczną, lecz ją zbierają”; tamże) oraz daje wyobrażenie idealnego wydawcy czasopism periodycznych („należy, dla zjednania dziennikom wziętości, aby wydawcy ich znani byli powszechnie, jako ludzie dobrze wychowani i bezstronni, mający wiek dojrzały i doświadczenie, potrzebne wiadomości, światło, zimną rozwagę i zdrowy rozsądek”; tamże).

Cechy te widział Antoni Lesznowski także u siebie, co znalazło wyraz w artykule Odwołanie się do światłej i bezstronnej Publiczności („Gazeta Warszawska” 1820, nr 13), w którym – broniąc się przed atakami „młodej prasy”, w tym przypadku wydawcy „Orła Białego” – pytał retorycznie: „[...] czyliż to przez lżenie, czy też przez rozumowanie dochodzi się do prawdy?”. Powołując się na słowa przypisywane Stanisławowi Augustowi „brońmy wolności, ale rozumnej”, wyliczył swoje publiczne zasługi i po raz ostatni sformułował swoje dziennikarskie credo: „Staram się [...] wiadomości z najlepszych czerpane źródeł udzielać czytelnikom moim bez nauczania ich, jak mają myśleć, i bez czczych deklamacji” (tamże). Obiektywizm oparty na solidnych, racjonalnych przesłankach, popartych gruntowną wiedzą, należał także do najistotniejszych cech krytyki w ujęciu Lesznowskiego – jednego z najbardziej zasłużonych wydawców dla rozwoju tej dziedziny.</document>
<document nplp_id="13129" title="Leszczyński Edward" slug="leszczynski-edward">Poeta, filozof, pisarz, krytyk literacki, dramaturg, aktor, tłumacz, recenzent teatralny. Kryptonimy: E.L.; L.; Leszcz.


Informacje biograficzne. Edward Władysław Leszczyński urodził się w 5 VI 1880 w Przemyślu jako syn ziemianina Cypriana Edwarda Leszczyńskiego h. Sas (1834–1909) i Amalii z Pilińskich (1853–1891). Studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 1903 r. obronił na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego rozprawę doktorską Pierwiastki monizmu w Indiach. Studium psychologiczne. Promotorem był Emil Godlewski, recenzentami byli Maurycy Straszewski oraz ks. Stefan Pawlicki. Od 1906 r. Leszczyński pisał dla Zielonego Balonika. W 1910 r. ożenił się z Elizą Pareńską (1888–1923), z którą doczekał się syna Witolda (1912–1983). Był szwagrem Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Początkowo małżonkowie wynajmowali mieszkanie przy ul. Reformackiej 7 w Krakowie, później przenieśli się do Pałacu Pareńskich. Leszczyński obracał się w kręgu krakowskiej bohemy, poważnie chorował, żona z kolei zmagała się z uzależnieniem od morfiny i alkoholu. Leszczyński przez rok był kierownikiem literackim w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. W 1921 r. dołączył wraz z żoną do ogniska teozoficznego „Przyjdź Królestwo Twoje”. Zmarł 26 IX 1921 w Krakowie na nowotwór gardła. Po śmierci męża jego żona popełniła samobójstwo. Oboje spoczywają w grobowcu rodziny Pareńskich na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Twórczość pisarska. Pozostawił po sobie sześć tomików poetyckich: Poezje (1901), Płomień ofiarny (1907), Kabaret szalony. Piosenki Zielonego Balonika (1908), Wiosenne niebo (1910), Ballady i pieśni (1916) i Radość samotna (1923). Był też dramaturgiem oraz komentatorem życia teatralnego. Poemat dramatyczny Jolanta (1904) i sztuka Atlantyda (1909) stanowią przykład realizacji maeterlinckowskiej wizji dramatu. Publikował m.in. w „Chimerze”, „Czasie”, „Głosie Narodu”, „Kraju”, „Maskach”, „Tece”, „Miesięczniku Literackim”, „Tygodniku Polskim” i „Życiu”. Był związany zwłaszcza z redakcją „Museionu”, tu ogłaszał artykuły krytycznoliterackie, recenzje, polemiki, a także własne utwory literackie.

W 1903 r. wydał poemat prozą Cupio dissolvi, który nie uzyskał statusu dzieła w pełni oryginalnego, był bowiem zazwyczaj rozpatrywany jako naśladowanie konwencji wprowadzonej przez Stanisława Przybyszewskiego (H. Filipkowska). Interesującym epizodem w twórczości Leszczyńskiego są utwory balladowe i fantastyczne, takie jak m.in. Złota gałązka. Powiastka fantastyczna (1920). Jego poezja – częstokroć bezpośrednio wskazująca na konwencję wypowiedzi (modlitwa, liryka apelu) – podejmuje próby nawiązania kontaktu z absolutem (Mur graniczny, „Krytyka” 1903, t. 1). Istotnym elementem jest też młodopolski mediewizm, czego świadectwa odnajdujemy w utworach, takich jak Klasztor średniowieczny, Przez łzawą rzęsę. Leitmotivem poezji Leszczyńskiego bywa także sen; oniryzm pojawia się najczęściej w konwencji baśniowej. Dla Teatru im. Juliusza Słowackiego poeta przetłumaczył Teatr cudowności Miguela Cervantesa oraz Zwiastowanie Paula Claudela.

Artykuły krytycznoliterackie. Leszczyński był też autorem recenzji o różnej poetyce. Sparafrazował Poezje Bronisławy Ostrowskiej, nie oceniał ich, nie użył ani jednego słowa niepoetyckiego („Głos Narodu” 1905, nr 205). Recenzja została niejako nadpisana na utworach poetki. Wyzwolenie w krytyku pokładów emocji stanowiło niedyskursywny sposób akceptacji dzieła. Wypowiadał się także na temat dramatów Karola Huberta Rostworowskiego (Problem etyczny w „Judaszu z Kariothu” K.H. Rostworowskiego, „Museion” 1913, z. 3; W przededniu premiery „Miłosierdzia” Karola Huberta Rostworowskiego, „Czas” 1920, nr 71). W pierwszym artykule przemówił głosem surowego sędziego i krytyka: nie dostrzegł węzła tragicznego, nie odczuł katharsis. W drugim informował wyprzedzająco o przygotowywanym do premiery dramacie Miłosierdzie Rostworowskiego; uznał dzieło za zapowiedź nowej sztuki, nowego teatru. Tak jak Grecja zrodziła tragedię, tak – zdaniem Leszczyńskiego – Kościół chrześcijański stworzył misterium wywiedzione z dialogowego czytania Ewangelii w Wielkim Tygodniu (recitatiw). Forma ta, jak zakładał krytyk, obecna w liturgii już w X w., rozwijana do XV w., przybrała pod piórem Rostworowskiego postać czystą, ascetyczną, nowoczesną: „Jednolitość stylu każdego dzieła poetyckiego jest zawsze uwarunkowana formą językową. Wiersz Miłosierdzia, obejmując szeroką skalę nastrojów, od subtelnej ironii do przejmujących akordów grozy i patosu, jest posłusznym narzędziem poetyckiej dialektyki symbolów. Ośmiozgłoskowa, żywo modulowana harmonia utrzymuje ciągłość linii nastrojowej poematu” (tamże). Misteryjność podkreśla przemyślana scenografia (trzy krzyże) przypominająca ponurość dzieł Albrechta Dürera i okrucieństwo obrazów Francisca Goi.

Leszczyński pisywał także recenzje teatralne, spośród których uwagę przyciągały refleksje na temat dramatu Słowackiego Sen srebrny Salomei wystawionego 24 III 1900 („Młodość” 1900, nr 4/5). Wśród ważniejszych wypowiedzi dyskursywnych znalazły się m.in. Rytm i rym („Museion” 1912, z. 3) oraz Symbolika mowy w świetle bergsonizmu („Museion” 1913, z. 1/2). Wiążą się one bezpośrednio z najpoważniejszą publikacją teoretyczno- i krytycznoliteracką Leszczyńskiego.

Estetyka słowa poetyckiego. W dorobku poety eksponowane miejsce zajmuje Harmonia słowa. Studium o poezji (1912) z przedmową Ludwika Hieronima Morstina. Celem rozprawy jest prezentacja estetyki słowa poetyckiego. Towarzyszy jej przekonanie, że wyjaśnienie tejże estetyki powinno być przeprowadzone bez wstępnych założeń natury filozoficznej: „Nie postawiliśmy na wstępie tej pracy żadnej naczelnej filozoficznej zasady, nie wyprowadzaliśmy idei piękna z żadnych z góry sformułowanych podstaw metafizycznych” (tamże). Leszczyński rozpisał studium na pięć części, cztery pierwsze były publikowane w „Museionie” w 1912 r. Zauważał, że słowo jest narzędziem mowy zarówno codziennej, jak i poetyckiej. Jedna i druga posługuje się „symbolami”, które w rozumieniu Leszczyńskiego oznaczają tyle, co konwencjonalne znaki umożliwiające porozumienie i systematyzujące obraz świata. „Leszczyński posługuje się wspomnianym słowem [symbol] tak, jak gdyby nigdy nie czytał Przesmyckiego, jak gdyby zapomniał o poetyckim symbolizmie i jego centralnej kategorii” – pisał Marian Stala. Stopień konwencjonalizacji znaków jest różny. Rozważania Leszczyńskiego koncentrowały się na wykazaniu asocjacji znaczenia i dźwięku, znaczenia i obrazu w procesie „wyszlachetnieni[a] form mowy w kierunku poezji” (tamże). Krytyk zaznaczał, że słowo codzienne przejawia również pewien potencjał asocjacyjny wiążący dźwięk, obraz i znaczenie. Harmonijną jedność nadaje dziełu poetyckiemu „rytmiczna muzyczność” nazwana „duszą poezji” (tamże). Rola muzyczności opartej na rytmie wynika z tego, że główną kategorią jest pojęcie „życia”, niewątpliwie inspirowane myślą bergsonowską. „Życie” jest dla Leszczyńskiego wszechobejmującym procesem, pobudzającym „wszelką pomysłowość techniczną i wynalazczą”. Z niego rodzi się też twórczość literacka, a „każdy poetycki utwór jest całością, a więc jednością obejmującą [...] składową wielość” (tamże). Twórczość – rozumiana nie tylko jako kategoria estetycznoliteracka, ale także antropologiczna – jest również dla Leszczyńskiego „samym istotnym pierwiastkiem wszelkiego życia w świecie”. Ponadto sztuka „jest tylko intensywniejszym i w pewnym specjalnym kierunku skierowanym tworzeniem, więc wszystko to, cośmy o istocie, źródłach i celach tworzenia w ogólności powiedzieli, odnosi się i do niej” (tamże). Całość rozważań pisarza zgadza się z programem „Museionu”, premiującego estetyzm słowa, kunsztowność – bez wątpienia Leszczyński był jednym z najoryginalniejszych przedstawicieli tego środowiska (M. Stala). Rozprawa w relacji do innych wypowiedzi na ten temat (np. B. Leśmian, Rytm jako światopogląd, 1910) była spóźniona i nie do końca konsekwentna. Artykuł Symbolika mowy w świetle bergsonizmu doskonalej niż publikacja poprzednia pokazuje ruch płynący między władzą poznawczą, za jaką Leszczyński (za H. Bergsonem) uważał intuicję, a władzą praktyczną, czyli myślą, która porządkuje nasz świat; ruch między mową codzienną zanurzoną w mgliście zarysowanym świecie rzeczy i obrazów a mową poetycką intensyfikującą tendencje indywidualnego ujęcia języka.

Po śmierci Leszczyńskiego dokonano prób podsumowania jego życia i twórczości. Budził wiele sympatii i współczucia jako delikatny efeb w młodopolskiej pelerynie. W twórczości akcentowano wątki parnasistowskie. Ewa Łuskina zaznaczała: „Forma twórczości Leszczyńskiego, mimo że mało zawiera pierwiastków plastycznych, przypomina parnasistów francuskich, tak jest nieskalana, daleka i pozornie chłodna”. Pojawiały się też głosy, że kochał poezję, ale ona go nie kochała. Sprawiedliwiej oceniał go Adam Grzymała-Siedlecki, który w przedmowie do Radości samotnej pisał, że Leszczyński jako „[j]eden z niewielu pośród swoich rówieśników pisarzy zgruntował naprawdę, a nie tylko w »Schlagwortach« historię myślicielstwa, teorię poznania, no i oczywiście najbardziej go obchodzącą dziedzinę Estetyki”; „Było to cechą jego umysłowości, że dwie ukochane dziedziny: emocję poetycką i myślenie ścisłe umiał spleść w jakąś swoistą mu całość wyrazu intelektualnego”.</document>
<document nplp_id="13131" title="Łagowski Florian" slug="lagowski-florian">Pedagog, publicysta. Pseudonim: Bolesław Marycki.


Informacje biograficzne. Urodził się 4 V 1843 w Proszowicach w woj. krakowskim jako syn Antoniego i Józefy Kwiecińskiej. Utrzymując się z korepetycji, ukończył gimnazjum w Kielcach. Następnie studiował w Szkole Głównej, a po jej likwidacji – na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując w 1870 r. tytuł kandydata nauk filologiczno-historycznych. W l. 1870–1876 wykładał literaturę i język polski w warszawskich szkołach prywatnych, do 1878 r. był kierownikiem męskiej szkoły filologicznej w Koninie. Powróciwszy do Warszawy, otworzył czteroklasową szkołę filologiczną przy ul. Smolnej, którą kierował do 1903 r., a w 1898 r. przekształcił ją w sześcioklasową szkołę realną. W 1898 r. obchodzono ćwierćwiecze pracy Łagowskiego na polu pedagogicznym (na łamach „Prawdy”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Wędrowca” podkreślano bliskość jubilata z pozytywistycznymi wzorami „pracy u podstaw”). Wyrozumiałość Łagowskiego w stosunku do niewypłacalnych uczniów, a także konieczność kilkakrotnych przeprowadzek szkoły doprowadziły go do ruiny finansowej. Odstąpił szkołę w 1903 r. za wypłacenie nauczycielom ich zaległych wynagrodzeń. W l. 1903–1909 uczył w prowincjonalnych szkołach prywatnych, m.in. w szkole Włodarskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Zmarł tamże 19 I 1909.


Kręgi działalności. Opublikował wiele prac z zakresu historii i teorii pedagogiki (np. Z życia naszych pedagogów. Młodzieńcze lata Stanisława Jachowicza, „Przegląd Pedagogiczny” 1889, nr 7; Spuścizna literacko-pedagogiczna po Stanisławie Jachowiczu, „Biblioteka Warszawska” 1890, t. 3). Artykuły poświęcone Jachowiczowi ujawniały przekonania ich autora, konserwatywne, podporządkowane wierze i myśli religijnej, nastawione na dzieci, zwłaszcza płci żeńskiej, postrzegane jako istoty wymagające uważnej troski, pełne jednak uznania dla naturalnej serdeczności i empatii zmarłego pedagoga. Podejmował tematy dotyczące filologii polskiej oraz historii literatury, artykuły drukował w „Ateneum”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Bluszczu”, „Kurierze Warszawskim”, „Kłosach”, „Niwie”, „Tygodniku Ilustrowanym” i in. (np. Jan Kochanowski w odczytach profesora Tarnowskiego na dochód Osad rolnych, „Tygodnik Ilustrowany” 1880, nr 223). Omawiając tę prelekcję, Łagowski nie ulega całkowicie autorytetowi Stanisława Tarnowskiego, rozszerza uznanie dla poety także na fraszki i lirykę osobistą, które prelegent ocenił niżej. Najwięcej prac ogłosił drukiem w „Przeglądzie Pedagogicznym”, którego w l. 1886–1890 był redaktorem. Do ważniejszych jego publikacji należą: Wychowanie moralne w szkole (1884), Kilka uwag o kształceniu samodzielności („Przegląd Pedagogiczny” 1886), O egzaminach („Niwa” 1888), Collegium Nobilium Stanisława Konarskiego (1888), Początkowe nauczanie gramatyki polskiej (1891), O znakach pisarskich (1895), Z metodyki języka polskiego (1902). W serii „Książki dla Wszystkich” wydawanej przez Michała Arcta opublikował wieloczęściową, popularyzatorską Historię literatury polskiej w zarysie (1902–1908) oraz prace popularnonaukowe o twórczości Ignacego Krasickiego, Jana Kochanowskiego, Kazimierza Brodzińskiego i Aleksandra Fredry. Współpracował też z „Encyklopedią Wychowawczą”, opracowując liczne hasła. Próbował również swych sił na polu dramaturgii (Jakoś to będzie, 1875). Kierował amatorskim teatrem w Nałęczowie.

Popularyzator literatury. W Historii literatury polskiej w zarysie opracował zagadnienia w przystępnej formie wraz z wypisami. W części siódmej pojawia się omówienie powieści i prozy naukowej do 1863 r. Łagowski wspomina o Elżbiecie Jaraczewskiej, Marii Czartoryskiej i Fryderyku Skarbku, by przejść do Józefa Korzeniowskiego, Henryka Rzewuskiego i Michała Czajkowskiego. Sporo miejsca poświęca wczesnej twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. Wymienia też Augusta Wilkońskiego, Paulinę Wilkońską, Alberta Wilczyńskiego, Jana Lama. Następny rozdział dotyczy piśmiennictwa naukowego (J. Lelewel, A. Bielowski, K. Szajnocha, J. Bartoszewicz i in.). Krótko omawia sylwetki pisarzy związanych z szeroko rozumianym literaturoznawstwem i krytyką, by wspomnieć: Kazimierza W. Wójcickiego, Maurycego Mochnackiego, Michała Grabowskiego, Juliana Klaczkę, Aleksandra Tyszyńskiego. W studium omawia również działalność filozofów: Karola Libelta, Józefa Kremera, Augusta Cieszkowskiego, Bronisława Trentowskiego oraz sylwetki pedagogów: Klementyny Hoffmanowej i Stanisława Jachowicza.

Łagowski bieżącą krytyką zajmował się przede wszystkim w kontekście literatury dla dzieci i młodzieży (m.in. Nowe książki dla dzieci, „Ateneum” 1880, t. 4; Literatura dla niedorosłej młodzieży, „Niwa” 1880, t. 17). Miał poglądy tradycjonalistyczne. W recenzji powieści Edmonda De Amicisa zwracał uwagę na potencjalnie demoralizujący charakter zawartej w książce krytyki kar cielesnych w szkołach oraz niedostateczny dydaktyzm opowieści (Jeszcze o „Pamiętniku chłopca” Amicisa, „Przegląd Pedagogiczny” 1890, nr 2). W „Tygodniku Ilustrowanym” w dziale Wiadomości naukowe, literackie i artystyczne zajmował się relacjami z życia literackiego (zamieścił tu m.in. wzmiankę o niemieckim przekładzie Meira Ezofowicza E. Orzeszkowej – „Tygodnik Ilustrowany” 1885, nr 117).</document>
<document nplp_id="13133" title="Makowski Wacław Wincenty" slug="makowski-waclaw-wincenty">Prawnik, profesor, minister sprawiedliwości w II RP, marszałek Sejmu RP, krytyk literacki, publicysta, poeta. Kryptonimy: M.A.K; W.M.


Informacje biograficzne. Urodził się 2 XI 1880 w Wilnie (16 XI 1880 ochrzczony w kościele św. Ducha), był synem Wacława Leona, księgarza i wydawcy, oraz Apolonii z Chełmińskich, nauczycielki, właścicielki pierwszej polskiej czytelni w Wilnie, działaczki kulturalnej; rodziców Makowskiego z Elizą Orzeszkową łączyła przyjaźń i sprawy jej wydawnictwa. Ukończył w 1898 r. gimnazjum w Wilnie, potem studiował prawo na uniwersytecie w Warszawie. W tym okresie związał się ze studencką niepodległościową organizacją socjalistyczną Spójnia. W 1900 r. rozpoczął współpracę z prasą postępową, m.in. z „Głosem”, „Kulturą”, „Ogniwem”. W 1902 r. odbył studia uzupełniające w Krakowie, we Lwowie i w Paryżu. Był dwukrotnie aresztowany przez władze rosyjskie za działalność polityczną. W 1902 r. wydał w Krakowie pierwszą książkę: zbiór wierszy Baśń Puszczy Białowieskiej. Poema. W 1904 r. ożenił się z Marią Łoyko (Łojko). W tym czasie rozpoczął karierę jako adwokat przysięgły. W l. 1905–1907 działał w Kole Obrońców Politycznych, a w 1906–1913 w Towarzystwie Kultury Polskiej. Świadectwem jego aktywności krytycznoliterackiej były tomy Godzina pogardy (1906) oraz Wrażenia i studia (1913). Wygłaszał też odczyty literackie poświęcone m.in. Juliuszowi Słowackiemu, Zygmuntowi Krasińskiemu i Aleksandrowi Świętochowskiemu. Od 1902 r. ogłaszał teksty naukowe w czasopismach prawniczych (np. „Themis Polska”, „Gazeta Sądowa Warszawska”). Efektem zainteresowań Makowskiego socjologią prawa, prawem karnym oraz prawem publicznym były książki Zbrodnie, kary i sądy wyjątkowe (1911), Prawo o stowarzyszeniach, związkach i zgromadzeniach publicznych (1913), Podstawy filozofii prawa karnego (1917). Po 1910 r. związał się co najmniej do 1923 r. z masonerią (loża „Wyzwolenie” w Warszawie). W czasie I wojny światowej zaangażował się w działalność polityczną, wspierając Józefa Piłsudskiego. Po odzyskaniu niepodległości kontynuował działalność naukową. Od roku akademickiego 1917/1918 wykładał prawo karne na UW, gdzie w 1923 r. został mianowany profesorem zwyczajnym, a w l. 1935–1937 był dziekanem Wydziału Prawa. Wydał też Prawo karne (1920). Dalej był aktywny politycznie: został m.in. ministrem sprawiedliwości w l. 1922–1926, a w 1928 r. posłem do Sejmu RP z ramienia Partii Pracy związanej z Bezpartyjnym Blokiem Współpracy z Rządem (BBWR). W tym okresie ogłaszał książki uzasadniające koncepcje ustrojowe obozu sanacyjnego (m.in. Na drodze do reformy konstytucji, 1929; Nowa Polska w nowej Europie, 1930). W 1930 r. został ponownie posłem z listy BBWR. W 1931 r. wybrano go na wicemarszałka Sejmu RP. W tym samym roku objął redakcję kwartalnika „Nowe Państwo” oraz Encyklopedii podręcznej prawa karnego, a od 1933 r. wydawał czasopismo „Archiwum Kryminologiczne”. Publikował następne książki poświęcone głównie kwestiom ustrojowo-politycznym, w tym konstytucji kwietniowej z 1935 r., której był współtwórcą, m.in. Reklama polityczna a tzw. wola społeczna (1932), Rewizja umowy społecznej (1933), Państwo społeczne (1936), My i Wy (1938). Był też autorem Komentarza do Kodeksu karnego (1932). W 1935 r. został senatorem i objął funkcję wicemarszałka Senatu RP. Trzy lata później został posłem z ramienia Obozu Zjednoczenia Narodowego i marszałkiem Sejmu RP. Przewodniczył jego ostatniemu posiedzeniu 2 IX 1939. Po wybuchu wojny, w wyniku zarządzonej przez władze ewakuacji, dotarł do Bukaresztu, gdzie zmarł 28 XII 1942.

Kręgi działalności. Makowski debiutował jako poeta (Algoides, „Głos” 1900, nr 20). Wiersze ogłaszał do 1903 r. Jedyny jego zbiór poezji nie wywołał większego zainteresowania krytyki.

Choć jeden z recenzentów zapowiadał mu „piękną poetycką przyszłość”, Makowski nie kontynuował twórczości lirycznej. Świadectwem jego zainteresowań historyczno-teologicznych była obszerna rozprawa historyczna, w której rekonstruował koncepcje pisarzy ariańskich Dwójbóżcy, Piotr z Goniądza i Stanisław Farnowski, w: Wrażenia i studia, 1913). Opublikował też reportaż Z Puszczy Białowieskiej („Głos” 1900, nr 42–44) oraz artykuły publicystyczne (np. Dwie ideologie, „Trybuna” 1907, nr 17). Sporadycznie pisał o malarstwie (np. Książka Anatole’a France’a o wielkiej rewolucji francuskiej (Fragonard i David), „Sfinks” 1913, z. 1–2). Po 1918 r. w jego twórczości dominowała problematyka prawnicza. Interesowało go prawo analizowane w kontekście nowoczesnego państwa i społeczeństwa, a poruszane przezeń kwestie miały silny związek z jego aktywnością polityczną. Z pozycji solidarystycznych, ale i filozofii życia krytykował normatywistyczne teorie prawa, liberalnie rozumianą koncepcję praw i swobód jednostki, model demokracji opartej na istnieniu partii politycznych, a także zasadę trójpodziału władzy. Uzasadniał budowę państwa społecznego służącego interesom zbiorowości, a nie jednostek, zapewniającego obywatelom stabilność ponad podziałami klasowymi, narodowościowymi, rasowymi czy zawodowymi. Wierzył, że takie „nowe państwo” uniknie skrajności totalitaryzmu i liberalizmu. Swoje tezy Makowski opierał na argumentach czerpanych z pism m.in. Leona Petrażyckiego, Émile’a Durkheima, Léona Duguita i Maurice’a Hauriou.

Działalność krytyczna. Jego aktywność krytycznoliteracka zamyka się w l. 1900–1913. Zaowocowała dwiema książkami, a także tekstami rozproszonymi na łamach „Głosu”, „Sfinksa” i „Ogniwa”, sporadycznie też w „Bibliotece Naukowej” i „Bibliotece Samokształcenia”. W prasie recenzował przede wszystkim poezję polską (cykl Krople), interesował się również współczesną literaturą francuską i czeską, sporadycznie omawiał najnowszą prozę polską. Po 1913 r. Makowski zarzucił uprawianie krytyki, choć nawiązania do literatury znajdziemy w jego felietonach i esejach drukowanych w latach 30. w „Gazecie Polskiej” i zebranych w tomie My i Wy (np. w szkicu Partykularz). Był też autorem wstępu do przekładu Tadeusza Żeleńskiego O duchu praw Monteskiusza (1927).

Poglądy na sztukę i literaturę. Makowski unikał sądów o charakterze metaliterackim i metakrytycznym. Unikał odpowiedzi na pytanie o cel sztuki: „Do tych ksiąg dotrzeć, tajemnice w nich zawarte odczytać, a wtedy zbytecznym będzie pytanie, po co słońce świeci i po co istnieje sztuka”. Twierdził też jednak, że sztuka jest „czynem, który duszami ludzkimi targa i panuje nad nimi władnie i prowadzi”. Stąd polemizował z hasłem „sztuki dla sztuki”, powołując się na bliskich mu polskich romantyków. Dość enigmatycznie pisał, że „sztuka nie jest dla zabawy, ani dla sztuki, ani dla moralizowania, a jeśli ma na celu człowieka, to w tej samej mierze, w jakiej wszystko szukanie, każdy czyn” (Godzina pogardy). Zarazem podkreślał związek sztuki z „życiem” i – rzadziej – z „narodem”. Dowodził, że „sztuka to nie meteor zabłąkany przypadkiem w atmosferze naszej” i że „w narodzie i życiu tkwią artysty korzenie, a że czoło kapie w słońcu, to wszak soki z ziemi czerpie” (Wrażenia i studia). Jednocześnie odrzucał literaturę realistyczną i dydaktyczną. Związek literatury z życiem zasadzał się według niego na ich współbrzmieniu, a nawet na antycypacji przez tę pierwszą duchowych, zwłaszcza moralnych, dylematów współczesnego człowieka. Oczekiwał od twórcy, by ukazał zjawisko społeczne od strony „istotowej, wewnętrznej”.

O literaturze współczesnej. Makowski diagnozował współczesności jako „godzinę pogardy”, czas „wielkiej ciszy dusz” spowodowanych doświadczeniem ogromu zła i bezsilności jednostek wobec niego. W sztuce współczesnej widział „eryniowy bicz” na współczesność.

Twierdził, że „z bólu rodzi się ona [sztuka] w straszną godzinę pogardy” i szukał w niej oznak przezwyciężenia duchowego kryzysu (Godzina pogardy). Dowodów na to upatrywał w malarstwie (np. J. Malczewskiego, F. Ruszczyca) oraz w twórczość literackiej (np. J. Kasprowicza, S. Przybyszewskiego, W. Berenta i S. Żeromskiego). W artykule Rok 1905 w literaturze polskiej („Sfinks” 1912, z. 2) stawiał tezę o przełomowym znaczeniu tytułowej daty dla polskiego piśmiennictwa. Jego zdaniem w 1905 r. „życie uciekło od literatury”, mimo że ta ostatnia swym niepokojem zapowiedziała nadchodzącą rewolucję. Makowski krytycznie oceniał jednak dzieła literackie poświęcone temu rokowi. Do najciekawszych zaliczył utwory Andrzeja Struga. Jako „zimną” ocenił Różę Stefana Żeromskiego, a „skrótem nieco sztucznym” nazwał Oziminę Wacława Berenta. Osobne studia portretowe poświęcił Żeromskiemu i Stanisławowi Wyspiańskiemu („Kultura” 1907, t. 1). Bohaterom powieści Żeromskiego przeciwstawiał „ideał człowieka silnego, zwycięzcy” i manifestował „głód czynu i wielkości”. Stawiał też tezę o ścieraniu się w dziele Żeromskiego dwu „popędów”: świadomego i nieświadomego, konstruktywnego i destruktywnego („stłumiony automatyzm wydostał się na wierzch i pozałamywał, poskręcał to, co miało być inne, piękne i wielkie”). Wyspiańskiego z kolei portretował jako „wielkiego, pełnego i potężnego życia poetę” (tamże). Interesowali go również polscy romantycy, zwłaszcza Andrzej Towiański oraz Słowacki. Z dorobku tego ostatniego najwyżej cenił Samuela Zborowskiego („Biblioteka Samokształcenia” 1904). Pisał o Zygmuncie Krasińskim jako „utopiście przeszłości”, wyjaśniając jego twórczość wstrząsem, jakim były wypadki 1830 r. („Sfinks” 1913, z. 7).

Krytyka teatralna. Makowski zajmował się też współczesnym mu dramatem i teatrem. W 1905 r. na łamach „Ogniwa” w cyklu Teatr regularnie i z reguły krytycznie recenzował współczesną mu warszawską scenę teatralną. Sporadycznie omawiał spektakle w teatrach łódzkich i wileńskich. W szkicu Dramat woli. (Przyczynek do psychologii dramatu polskiego) („Biblioteka Naukowa” 1904) stawiał tezę, że twórcą „rdzennie polskiego dramatu” był Słowacki jako autor Samuela Zborowskiego oraz „być może” Krasiński jako autor Nie-Boskiej komedii. Do współczesnych odrodzicieli dramatu narodowego zaliczał Stanisława Przybyszewskiego i Wyspiańskiego.

Metoda krytyczna. Makowski realizował charakterystyczny dla Młodej Polski model krytyki impresjonistycznej. W jego tekstach wracały quasi-terminy w rodzaju „duszy”, „czynu”, „nagiej myśli”, a zwłaszcza „życia”. Obrazów owego „życia” szukał też w czytanych przez siebie książkach, skupiając uwagę głównie na postaciach literackich, które z kolei traktował jako wyraz „duszy” autora. W analizach literackich nie odwoływał się do żadnych teorii estetycznych lub psychologicznych – wyjątkiem był późny szkic Zamiar i dzieło w twórczości Żeromskiego („Biblioteka Naukowa” 1904), w którym przywoływał „metodę psychoanalizy leczącej ludzi chorych na duchu”. Znamienny był język krytyczny Makowskiego: silnie zmetaforyzowany, egzaltowany, preferujący rozbudowaną składnię, lubujący się w wyliczeniach i anaforach, epatujący patetycznymi epitetami typu „spiżowy”, „straszliwy”, „cierniowy”, „krwawy”, „nieutulony”. Szczególnie upodobał sobie symbolikę (zwłaszcza solarną i akwatyczną). Skrajnym przykładem takiego dyskursu krytycznego były manifest Godzina pogardy albo recenzje Snów o potędze Leopolda Staffa i Burz Ady Negri. Nieprzypadkowo też w tytułach obu książek, a niekiedy szkiców Makowskiego pojawiało się jako ich gatunkowe określenie „wrażenie”. Krytyk określał swe teksty także mianem „fragmentów”, „przyczynków” albo „impresji”. Deklarując niechęć do „jakiegoś obszernego studium” i do zestawiania w krytyce „faktów zewnętrznych”, wolał „analizować, iść w samego siebie i przyglądać się, i myśleć”. Tłumaczył: „[...] chodziło mi tylko o wrażenie, i wrażenie to starałem się oddać”. Funkcja poznawczo-oceniająca jego tekstów była podporządkowana funkcjom ekspresywnej i estetycznej. Osobliwa była obecność w nich funkcji profetycznej związanej z wieszczeniem nadejścia nowej epoki. Nie jest zresztą jasne, na ile metaforyzacja dyskursu krytycznego była skutkiem ambicji artystycznych, a na ile mowy ezopowej przemycającej aluzje polityczne. Unikał analiz formalnych, zamiast nich wybierał poetyckie streszczenia-parafrazy. Szkic o Krasińskim był rzadkim w jego krytyce przykładem biografizmu (Tragedia Krasińskiego (odczyt), „Przegląd Wileński” 1912, nr 16–19). Tekst ten zwracał też uwagę stylistyczną klarownością. Podobnie było w niektórych polemicznych recenzjach (np. studiów M.C. Przewóskiej, poezji G. Daniłowskiego albo nowelistyki J. Weyssenhoffa).

Recepcja. Stosunkowo mała aktywność, ale także typowość krytyki Makowskiego sprawiły zapewne, że nie odegrała ona większej roli w czasach mu współczesnych. Jeden z nielicznych komentatorów narzekał: „[...] myśli są tu rozrzucone bardzo a bardzo szkicowo, sam autor mówi jeno o swym »wrażeniu«”. Krytyka Makowskiego nie znalazła też uznania u potomnych. Jedynie Wilhelm Feldman poświęcił mu krótkie zdanie w swej historii literatury, stwierdzając: „[...] pisał z gorącym odczuciem o Towiańskim, o Słowackim-mistyku tudzież o przewodnich ducha Młodej Polski” (Współczesna literatura polska 1864–1918, 1919). Po latach Michał Głowiński (1997) określił Makowskiego mianem publicysty, przywołując studia o 1905 r. i o Wyspiańskim. Jego dokonania krytycznoliterackie przemilczali lub ledwie wzmiankowali monografiści autora Godziny pogardy.</document>
<document nplp_id="13150" title="Goszczyński Seweryn" slug="goszczynski-seweryn">Poeta, tłumacz, krytyk literacki, publicysta, wydawca. Kryptonimy i pseudonimy: G., S., S.G., Seweryn G., X, *…, ***

Informacje biograficzne. Seweryn Goszczyński urodził się 4 XI 1801 w Ilińcach na Ukrainie (powiat lipowiecki) w niezamożnej rodzinie herbu Pobóg jako pierworodny syn Józefa i Franciszki Gurowskiej. W l. 1810–1819 kształcił się w szkołach w Sławucie, Zasławiu nad Horyniem, Międzyrzeczu Koreckim, w Winnicy i Humaniu. W połowie 5. klasy poeta przerwał naukę i rozpoczął edukację domową, we wrześniu 1820 r. udał się do Warszawy i wstąpił do Związku Wolnych Braci Polaków. Na wieść o wybuchu powstania w Grecji piechotą wyruszył na Półwysep Bałkański. Brak pieniędzy zmusił Goszczyńskiego do zaniechania wędrówki. W l. 1821–1828 przebywał na Ukrainie, prowadząc działalność konspiracyjną i ukrywając się przed policją. W tym okresie powstało wiele jego wierszy, poeta stworzył wówczas m.in. cykl utworów określanych mianem „liryków humańskich”, ujawniających wyraźne tendencje patriotyczne, antyklerykalne i antymagnackie. Wśród nich wyróżnia się napisana w 1824 r. Uczta zemsty (wyd. 1834). W II poł. l. 20. w Goszczyńskim zaczął także dojrzewać pomysł napisania Zamku kaniowskiego (wyd. 1828).

Po powrocie do Warszawy w 1830 r. Goszczyński wstąpił do Sprzysiężenia Piotra Wysockiego, uczestniczył w planach zamachu na księcia Konstantego, wziął udział w ataku na Belweder, w trakcie powstania był czynnym żołnierzem. Po kapitulacji Warszawy udał się do Prus, by następnie osiedlić się w Galicji i aktywnie zaangażować w życie polityczne, kulturalne i społeczne tego regionu. W 1832 r. razem z Augustem Bielowskim zainicjował powstanie grupy literackiej „Ziewonia”, którą tworzyli pisarze głównie z kręgu „Haliczanina” i Towarzystwa Zwolenników Słowiańszczyzny. Ze wspólnej ziewończykom fascynacji folklorem wyrósł Dziennik podróży do Tatrów (powst. 1832, fragm. 1834, wyd. cał. 1853). Na czas spędzony w Galicji datuje się również powstanie takich utworów poety jak Proroctwa księdza Marka (powst. 1833, wyd. 1910) i Sobótka, z powieści pod napisem: Kościelisko (powst. 1833, wyd. 1834). W 1831 r. Goszczyński opublikował zbiór poezji zatytułowany Pobudka. Drobne wiersze ogłaszał też m.in. w „Ziewonii”, „Przyjacielu Ludu”, we lwowskich „Rozmaitościach” i w „Sławianinie”.

W 1838 r. poeta – ścigany przez policję austriacką za wieloletnią działalność spiskową – musiał opuścić Galicję i udał się do Francji. Przebywał głównie w Strasburgu, gdzie m.in. razem z Leonem Zienkowiczem współzałożył i redagował „Pszonkę”, oraz w Paryżu. Od l. 40. współpracował z „Demokratą Polskim”, z poznańskim czasopismem „Rok pod Względem Oświaty, Przemysłu i Wypadków Czasowych”. Na początku sierpnia 1842 r. wstąpił do Koła Sprawy Bożej i pełnił tam funkcję sekretarza. W następnych latach poeta przebywał w Szwajcarii, później objął stanowisko bibliotekarza w szkole polskiej na Batignolles w Paryżu (do 1857 r.) oraz został członkiem Stowarzyszenia Pomocy Naukowej na Emigracji. Mimo zaangażowania w działalność towiańczyków i krzewienie „nowej wiary” Goszczyński nadal był aktywny literacko. Opublikował wówczas Trzy struny (t. 1–2, 1839–1840, fragm. 1841) oraz Króla zamczyska (powst. 1839–1840, wyd. 1842). W latach 40. i 50. powstały też takie jego utwory, jak np. Anna z Nadbrzeża (powst. 1840, fragm. 1841, całość 1878), Oda. Powieść z czasów Bolesława Chrobrego (prwdr. 1843, wyd. osob. 1852), Bogarodzica. Poemat (powst. 1854, fragm. 1861) i Noc belwederska (cz. 1–2, fragm. wyd. 1869). Na emigracji poeta ogłaszał również pisma o charakterze politycznym, m.in. rozprawy: Kilka rad ku oswobodzeniu Polski (1843), Słowo o poświęceniu (1845) i Posłanie do Polski (powst. 1856, fragm. 1861, cał. 1869). Na początku lat 70. Goszczyński opuścił Francję i przez Kraków powrócił do Lwowa, gdzie zmarł 25 II 1876.

Wokół literatury narodowej. Rozprawa Nowa epoka poezji polskiej („Powszechny Pamiętnik Nauk i Umiejętności” 1835, t. 1, z. 1–3; t. 2, z. 4) wyrosła z inspiracji niektórymi postulatami ziewończyków, lektury artykułu Maurycego Mochnackiego O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym (1830) i niezgody na sformułowane w nim tezy. Zdaniem krytyka autor rozprawy niesłusznie zawęził horyzont poezji polskiej do kilku wybranych autorów. Głównym celem pracy było więc przeciwstawienie wyróżnionej przez Mochnackiego „arystokracji poetów” – pisarzom „prawdziwie oryginalnym”, „poetom-rodakom”, którzy zarówno w formie, jak i treści realizowali specyficznie pojętą koncepcję literatury narodowej. W okresie współpracy z „Ziewonią” nadrzędnymi kryteriami wartościowania dzieł literackich były: 1) zawarty w nich pierwiastek słowiański i „duch polskości”; 2) wierność polskim ideałom i tradycji narodowej; 3) odrzucenie wzorców zaczerpniętych z innych literatur (w szczególności z kultury francuskiej, angielskiej i niemieckiej); 4) eksponowanie więzi człowieka z naturą; 5) sięganie do historii Polski; 6) aktywne zaangażowanie w życie narodu. Te zasady Goszczyński milcząco uwzględnił w rozprawie, jednocześnie odrzucając rozumienie literatury jako zapisu przeżyć autora, emanacji jego wewnętrznego doświadczenia. „Utwory poetów – przekonywał – nie są indywidualnym uświęceniem indywidualnych uczuć, ale wcieleniami boskich prawd, których mąż natchniony jest składem i częstokroć ślepym narzędziem” (tamże, z. 1). Goszczyński przeciwstawił się charakterystycznej dla wczesnego romantyzmu ekspresywnej koncepcji poezji i zaproponował inny jej model: twórczość metafizyczną o boskiej proweniencji, wyrażającą życie duchowe, wykluczającą egotyzm i narcystyczne skupienie na sobie. Ponadto tak rozumiana poezja sprzyjała tworzeniu literatury w duchu narodowym, ponieważ obok siły objawiającej się, czysto duchowej, wyzwalającej żywioł poetycki, funkcjonuje – zdaniem Goszczyńskiego – siła objawiona, czyli poezja obleczona w konkretny kształt materialny, zgodny z substancją narodową wyrażoną w języku. Na pytanie: „Czy naród może i powinien mieć oddzielny, właściwy sobie rodzaj poezji?” – Goszczyński odpowiada twierdząco. Poezja wyraża duchową stronę narodowości. Poeta może jednak – (jak zły aktor) grać sztucznie, tj. pisać w sposób „odstrychnięty” od reszty narodu (tamże), czym sprzeniewierza się swojej misji. Wątki te (narodowość sztuki i obowiązki pisarzy) będą przewijać się przez kolejne artykuły krytyka.

W ujęciu Goszczyńskiego język nie jest przeciwstawiony ani sferze materialnej, ani duchowej. Fenomen języka narodowego polega na tym, że rodzi się on w codziennym związku z otaczającym światem, w akcie poznania rzeczywistości materialnej, oswajania się z nią, wreszcie nazywania jej, co stanowi także wyraz miłości. „Zaprawdę, język jest najwymowniejszą, najjaśniejszą historią stosunków, które wiążą człowieka z przyrodą, w obrębie jego bytu zawartą” (tamże).

Koncepcja literatury narodowej powraca w ostatniej części Nowej epoki poezji polskiej, by wybrzmieć w niej szczególnie wyraźnie dzięki sugestywnemu porównaniu. Dla zobrazowania swojej idei Goszczyński – być może zainspirowany metaforą „żyjącego drzewa-narodu” z rozprawy Mochnackiego – proponuje własne ujęcie symboliczne poezji polskiej pod postacią „niebotycznej góry” (tamże, t. 2, z. 4). Najniższą jej okolicę, naznaczoną piętnem indywidualności danego kraju, z charakterystyczną dla niego rozmaitością krajobrazu, zamieszkuje plemię poetów „prawdziwie narodowych i oryginalnych”, żyjących w zgodzie z naturą i ludźmi. Wyższe jej pasma to strefa wspólna niemal wszystkim poetom, obszar pospolity i mało oryginalny, z tą samą florą i fauną, teren nie tylko pełen przepaści, ale i mgieł, w których łatwo się zgubić. Nietrudno skojarzyć to miejsce z literaturą obcą, opartą na wzorach europejskich, powielanych przez rodzimych pisarzy, jedynie udających poetów narodowych. Na szczycie góry nad różnorodnością form i kształtów przeważają zaś „cisza, nagość i martwota”, utożsamione z poezją najgorszego rodzaju i z autorami, których – w opinii krytyka – „żal nawet wymieniać” (tamże). Zauważmy, że piramida Goszczyńskiego ma odwróconą oś wartości. Nie szczyt jest najwyżej oceniany, ale podstawa – mocno tkwiąca w ziemi, choć pośrednio zwrócona ku niebu.

Poeci-rodacy i poeci-naśladowcy (koteryjni). Nowa epoka poezji polskiej to w istocie obszerny przegląd sylwetek poetów i pisarzy ukazanych jako negatywny przykład działalności literackiej; rzadziej jako wzór do naśladowania. Goszczyńskiego, co zadeklarował już w słowie odredakcyjnym, interesowała przede wszystkim współczesna mu poezja, nazwana przez niego „poezją dzisiejszą” (także „poezją romantyczną”), i systematyczny przegląd narodowego piśmiennictwa rozpoczął od 1820 r. Data ta stanowiła cezurę wyznaczającą koniec epoki pseudoklasycznej, opartej na naśladowaniu wzorców francuskich. Przyczyny zepsucia i upadku literatury oświeceniowej krytyk upatrywał głównie w przeszczepieniu na grunt polski zapożyczonych z Francji tendencji racjonalistycznych, sentymentalnych i salonowych. Negatywnymi wzorami byli tu w szczególności Voltaire, Jean-Jacques Rousseau, Pierre Corneille, Claude-Prosper de Crébillon, Jean Racine i Jacques Delille. Ich postawa, styl pisania, kierunki myślenia nie odpowiadały nie tylko rodzimej tradycji, ale i wymogom kraju, który przez wiele lat funkcjonował pod szkodliwą presją szkoły jezuickiej. Na tle osiemnastowiecznych pisarzy tworzących w duchu „francusko-łacińskim” – na czele z Ignacym Krasickim, Stanisławem Trembeckim, Franciszkiem Zabłockim, Adamem Naruszewiczem, Julianem Ursynem Niemcewiczem czy Kajetanem Koźmianem – wyróżniały się pozytywnie tylko dwa nazwiska – Jan Paweł Woronicz i Wojciech Bogusławski. Podobnemu literackiemu wyzwaniu – uduchowienia i unarodowienia poezji – sprostał później Kazimierz Brodziński jako autor Wiesława (1820). O połowicznym przełomie ideowo-estetycznym można jednak mówić dopiero w momencie pojawienia się Adama Mickiewicza. Goszczyński cenił wprawdzie autora Dziadów, lecz nie uznał go ani za duchowego przywódcę Polaków, ani tym bardziej za patrona nowej poezji narodowej. Mickiewicz był dla krytyka „głównym wyobrazicielem strony naśladowczej” (Nowa epoka, z. 3), przedstawicielem opartej na obcych wzorach „poezji koteryjnej”, twórczości „pseudoromantycznej” powielającej wzory obce. W tych właśnie kategoriach oceniał zwłaszcza Ballady i romanse, Farysa, Dziady, Konrada Wallenroda, Sonety krymskie i Sonety odeskie. Zdaniem Goszczyńskiego wyraźnie ujawniają się w nich wpływy Johanna Wolfganga Goethego i Friedricha Schillera, francuskiej poezji miłosnej i kasyd orientalnych (tamże). W Mickiewiczu cenił Goszczyński głównie talent, przewyższający wszystko, czym dotąd dysponowała polska poezja.

„Bezmyślne kopiowanie” (Goszczyński używał nawet dosadnego słowa „małpowanie” – tamże, z. 2) europejskich pisarzy oraz powielanie konwencji stylistycznych dyskredytowało w oczach Goszczyńskiego niemal całą twórczość wielu dziewiętnastowiecznych autorów. Używając porządkujących wywód kategorii opisowych, takich jak „angielszczyzna”, „niemczyzna”, „francuszczyzna” i „orientalizm”, krytyk dokonał klasyfikacji współczesnych mu poetów przez przypisanie im jednej z tych „naleciałości”. Do twórców hołdujących angielskiej i niemieckiej literaturze włączył Mickiewicza, a zwłaszcza jego naśladowców przerabiających „na swoje kopyto wszystko, co się tylko ze wzorowego poety wziąć dało […]” (tamże). Wśród nich największą szkodę rodzimej poezji wyrządzili tzw. pisarze litewscy, błędnie rozumiejący postulat narodowości i regionalizmu, w szczególności Antoni Edward Odyniec jako autor „naiwnych” legend i ballad spod znaku Waltera Scotta. Wtórowali mu Julian Korsak, Stefan Witwicki, Maurycy Gosławski i stąpający „wciąż po śladach Szekspira” Józef Korzeniowski (tamże). Ze szkoły niemieckiej mieli wywodzić się zaś przede wszystkim Jan Nepomucen Kamiński, Stefan Garczyński i Józef Tetmajer. Nienarodowym pisarzem okazał się także Juliusz Słowacki jako autor Marii Stuart, Mendoga, Lambra i poematu Hugo. Dzieła te objawiały „poetę znakomitych nadziei”, ale „przez błyskotki powierzchownej fantazji” jedynie w pierwszym czytaniu mogły „sprawiać wrażenie” (tamże). Słowacki naśladowanie obcych wzorców miałby porzucić tylko dwa razy, w Janie Bieleckim i Żmii, choć i tu krytyk dostrzegł zbytnie inspirowanie się innymi pisarzami opiewającymi Ukrainę (Żmija). Goszczyńskiemu przypisuje się też negatywne oceny dzieł Słowackiego, jakie anonimowo – „za jednym z naszych najszacowniejszych korespondentów” – przytaczał poznański „Tygodnik Literacki” w latach 1839–1840 (S. Wasylewski, Nieznany list o Słowackim, „Myśl Narodowa” 1927, nr 15).

Na rodzimą poezję najbardziej negatywny wpływ mieli jednak autorzy naśladujący literaturę francuską. Prym wiedli tu Józef Massalski, Franciszek Kowalski, dobrze zapowiadający się kiedyś Antoni Gorecki i – przede wszystkim – Aleksander Fredro. To pod jego adresem krytyk wysunął najwięcej zarzutów. Oskarżył go nie tylko o jednostajność stylu, wpadanie „w karykaturę”, „niedołężne cieniowanie charakterów”, „żywe przyswajanie włoskiego lub francuskiego teatru” czy „oklepane miłosne intrygi”, słowem – o „wszystkie niedorzeczności pseudoklasycznych komedii” (Nowa epoka, t. 2, z. 4). Pisarstwo Fredry deprecjonuje zwłaszcza specyficznie pojęta cecha nienarodowości, rozumiana tutaj jako brak aspiracji do moralnego wychowywania narodu. Według Goszczyńskiego komedia była najlepszym narzędziem kształcenia społeczeństwa. Tymczasem Fredrę gubiło podążanie „trybem francuskim” i drogą „zmanieryzowanego języka” (tamże).

Najmniej liczni naśladowcy literatury wschodniej, podążający tropem Farysa i Sonetów krymskich, zdaniem Goszczyńskiego zboczyli ze ścieżki literatury narodowej i zachłysnęli się tworzeniem „czczych bawidełek” – byli to Aleksander Chodźko, Józef Borkowski, Julian Korsak i mniej znany Józef Łapsiński.
</document>
<document nplp_id="13154" title="Grzymała-Siedlecki Adam" slug="grzymala-siedlecki-adam">Krytyk literacki i teatralny, publicysta, dramatopisarz, powieściopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: A.G.S.; A. Grz. Siedl.; A.S.; Ad.; Ad. G.; Ad. Grz. Siedl.; Ag; Ags; Ant.; Ant. Q; Franciszek Wierzbiński; G.; Jan z Marnowa; Mus.; Pszonka; Q; Quis; Sd.; (sdl); Sdl; Sdl.; (Sdl)

Informacje biograficzne. Adam Franciszek Józef urodził się 29 I 1876 we wsi Wierzbno (pow. miechowski w ziemi proszowskiej) jako syn Leona i Julii z d. Pieprzak. Wychowywał się w rodzinie zaangażowanej w walkę niepodległościową. Uczęszczał do szkoły realnej w Warszawie (1887–1894), kontynuował naukę w Szkole Mechaniczno-Technicznej Wawelberga i Rotwanda (1894–1895). Spędził miesiąc w Cytadeli Warszawskiej w X Pawilonie, prawdopodobnie za działalność w kółkach samokształceniowych. W r. akademickim 1897/1898 został studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego i studiował tu do 1907 r.. Początkowo uczęszczał na Wydział Filozoficzny oraz na zajęcia z matematyki, z której ostatecznie zrezygnował. Słuchał m.in. wykładów Mariana Zdziechowskiego, Stanisława Windakiewicza, Stanisława Tarnowskiego, Jana Baudouina de Courtenay. Angażował się w życie kulturalne Krakowa. Od 1898 r. działał w zarządzie komitetu na rzecz sprowadzenia prochów Juliusza Słowackiego. Studiował do 1907 r. W tym czasie odbył również podróż na Kaukaz i do Włoch. W 1906 r. ożenił się z Marią Szumowską, z którą miał syna Jacka.

Jako publicysta debiutował w 1895 r. Na zjeździe przewodniczących gimnazjalnych kółek samokształceniowych wygłosił referat opublikowany anonimowo w „Robotniku”. Od 1897 r. podejmował się prac dziennikarskich, m.in. rozpoczął współpracę z „Dziennikiem dla Wszystkich” (recenzje sztuk Grochowy wieniec Antoniego Małeckiego oraz Marcin Łuba dwu autorów Ignacego Sewera-Maciejowskiego i Tadeusza Micińskiego). Jerzy Konieczny podał, że w l. 1897–1907 Siedlecki publikował średnio do 30 artykułów rocznie; od 1903 r. zaczął posługiwać się przydomkiem herbowym Grzymała. Aktywność publicystyczna wzrastała, w l. 1908–1915 liczba artykułów sięgnęła nawet 130 rocznie. L. 1907–1916 nazwał Siedlecki okresem „błyskotliwego sukcesu” (tamże).

Na początku XX w. Grzymała-Siedlecki rozpoczął działalność wykładową. Wygłaszał odczyty w Klubie Słowiańskim, na Uniwersytecie Ludowym (1901–1903), na tajnych kompletach w Warszawie wykładał historię literatury polskiej (1903–1904), a od 1905 r. uczył literatury dramatycznej w szkole aktorskiej w Krakowie. Od 1906 r. współpracował z teatrami (Teatrem Ludowym w Krakowie, Teatrem Miejskim w Krakowie, Teatrem Rozmaitości w Warszawie); był kierownikiem literackim, „inspektorem repertuaru” (przy Ludwiku Solskim w Teatrze Rozmaitości), dyrektorem; pisał zapowiedzi prasowe, czytał dostarczone dramaty i układał repertuar, wygłaszał prelekcje podczas wieczorów premierowych. Brał udział w przedstawieniach Zielonego Balonika. Był współredaktorem „Młodości” (1898–1899), współpracował z „Krytyką” Wilhelma Feldmana (1899–1907), „Głosem Narodu” (1902–1918), „Czasem” (1905–1918), „Nową Reformą” (1904–1906; 1909–1910), „Życiem” (1898), „Museionem” (1911–1913). W 1910 r. pracował w biurze prasowym obchodów bitwy pod Grunwaldem w Krakowie. Poznał wówczas m.in. pisarzy Paula Cazina oraz Maurice’a Mureta. Publikował również w czasopismach lwowskich, m.in. w „Słowie Polskim”, oraz w warszawskich – „Tygodniku Ilustrowanym” (tu prowadził m.in. rubrykę Listy literackie, a po śmierci Józefa Wolffa został jednym z redaktorów, 1918–1921). Po 1911 r. wiele podróżował; zwiedził Anglię, Francję, Szwajcarię.

W czasie I wojny światowej publikował artykuły dotyczące aktualnej polityki. Pisał o zbrodniach żołnierzy pruskich, powołując się m.in. na książkę Josepha Bédiera (Nie ludzie, „Tygodnik Ilustrowany” 1915, nr 24). Podkreślał obojętność współczesnych na zbrodnie, jeśli nie dotyczyły ich bezpośrednio, oraz potępiał zachowanie społeczeństwa niemieckiego, które nie tylko aprobowało karygodne działania żołnierzy, ale odnosiło się do nich z entuzjazmem. W 1919 r. został korespondentem „Tygodnika Ilustrowanego” na kongresie pokojowym w Paryżu, a w czasie wojny polsko-bolszewickiej pracował jako korespondent wojenny. Efektem tej pracy był cykl reportaży Cud Wisły drukowany w „Rzeczypospolitej”. W międzywojniu zbliżył się do endecji, a po przewrocie majowym stał się zadeklarowanym wrogiem sanacji. Był publicystą „Rzeczypospolitej” oraz „Kuriera Warszawskiego”; prowadził tam rubryki Pod światło, Zagadnienia i spory oraz dział krytyki teatralnej po Władysławie Rabskim. Publikował także na łamach m.in. „Tygodnika Ilustrowanego”, „Kuriera Poznańskiego”, „Gazety Bydgoskiej”, „Kroniki Polski i Świata”. Od 1922 r. mieszkał w Bydgoszczy.

Po wybuchu II wojny został członkiem Rady Głównej Opiekuńczej w Generalnym Gubernatorstwie. Pierwsze lata wojny spędził w Warszawie, w tym kilka miesięcy na Pawiaku (1942), a po wyjściu na wolność przeniósł się w grójeckie. Po 1945 r. powrócił do Bydgoszczy, gdzie pracował w Szkole Dramatycznej (wykładał, był też dyrektorem). W l. 1949–1952 prowadził wykłady dla instruktorów teatrów ochotniczych oraz opisywał życie literackie Młodej Polski z perspektywy świadka. Od 1952 r. współpracował z „Teatrem” redagowanym wówczas przez Leona Schillera, publikując artykuły o dramatopisarzach z okresu swojej młodości. Do końca życia pisał, nieco mitologizując przeszłość i eksponując przede wszystkim momenty budujące. Zmarł 29 I 1967 r. w Bydgoszczy, został pochowany na cmentarzu Nowofarnym.

Pierwsze próby literackie Siedlecki publikował na łamach „Młodości” (1899) oraz „Krytyki” (1900). Wydał także m.in. tom nowel i anegdot Galeria moich bliźnich (1911), powieści, m.in. Samosęki (1924), Miechowiec i Syn (1934). Od 1922 r. regularnie dostarczał komedie na polskie sceny. Najbardziej znane utwory to Sublokatorka (1922) oraz Popas Króla Jegomości (1922). Prace literackie kontynuował po II wojnie światowej. Zajmował się również przekładami z języka rosyjskiego i francuskiego. Został wyróżniony m.in. Nagrodą im. Leona Reynela (1934), Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury (1937), Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1956), Nagrodą miasta Bydgoszczy (1957).

Literatura i krytyka na przełomie stuleci. Rozpoczynał działalność krytycznoliteracką w momencie, gdy krytyka impresjonistyczna, oparta na wrażeniach, była powoli wypierana przez krytykę naukową. Zrazu uprawiał krytykę impresyjną, przesuwając się powoli ku innym metodom krytycznym. Z czasem uznał, że twórczość literacka jest rodzajem ekspresji ujawniającej się poprzez formę dzieła. Zachował jednak powściągliwość wobec nowości literackich, która polegała na przekonaniu, że rolę elementu porządkującego winny pełnić cechy gatunkowe utworu. W konsekwencji model impresyjny został doposażony przez analizę modelu genologicznego, ustalanie nawiązań do poprzedników oraz wpływu prądów europejskich. Oczekiwał przejrzystej konstrukcji, prawdopodobnych postaci i sytuacji. Rozumiał, że wiele z tych rzekomych braków było skutkiem przemian gatunków na przełomie XIX i XX w., m.in. przemiany zasad kompozycji utworu oraz wyeliminowanie pointy (kompozycja otwarta), a w przypadku powieści również wyeliminowanie nadrzędnego narratora („Museion” 1913, z. 5). Grzymała-Siedlecki nie był krytykiem „karzącym”, przyjmował, iż talent autora tłumaczy kształt dzieła i odstępstwa od reguł (Jerzy Żuławski, „Museion” 1911, z. 12). Wiedział bowiem, że najdokładniejsza realizacja literackiej konwencji nie jest receptą na wielkie dzieło.

Ograniczone zadania i maksymalistyczne marzenia. Zdaniem Grzymały-Siedleckiego krytyka była ważną instytucją kultury, źródłowo przynależącą do filozofii (Reforma krytyki, „Świat” 1907, nr 40; Z pola krytyki, „Czas” 1913, nr 559), krytyk nie przypisywał jednak profesji krytycznej umiejętności kształtowania smaku lub sądu estetycznego odbiorców. Doświadczenie uczyło, że publiczność wybiera dzieła łatwiejsze w odbiorze i z jakiegoś powodu popularne, a recenzent jest zależny od kierunku politycznego redakcji, w której pracuje. Większość ówczesnych krytyków ograniczała się według niego do „wyrażenia osobistego poglądu o artyście i dziele lub – do pragmatycznej bibliografii” („Świat” 1907, nr 40). Jako specyficzną odmianę krytyki traktował również historię literatury, pod warunkiem, że rozprawy (syntezy) nie będą się ograniczać do naukowego i bezosobowego opisu, ale ujawnią kanon wartości osoby piszącej. W przeciwnym razie „mędrzec” nie zasługiwał na miano krytyka („Tygodnik Ilustrowany” 1913, nr 30). Jednocześnie marzył o powstaniu polskiej szkoły krytycznej, to jest „polskiego poglądu na sztukę” („Świat” 1907, nr 40). W literaturze zaś poszukiwał „ducha polskości”. Interesowała go bowiem, nie tylko estetyka, ale również kształtowanie ducha narodu, co szczególnie mocno wyartykułował w studium Rok 1863 w literaturze piękna („Museion” 1913, z. 1/2): „Chronić wawrzyny, co na grobach więdną!!”. Za „powieść narodową” uznawał nie tylko utwory historyczne, ale wszystkie ukazujące współczesność w sposób prawdziwy i umożliwiający czytelnikowi myśl o czynie. Dostrzegane przez Siedleckiego zniekształcenia w obrazie współczesności były głównym powodem krytyki skierowanej przeciw Oziminie Wacława Berenta (Na marginesach „Oziminy”, „Museion” 1911, z. 4–6). Idiom narodowy odgrywał coraz istotniejszą rolę w jego krytyce.
</document>
<document nplp_id="13156" title="Janowski Jan Nepomucen" slug="janowski-jan-nepomucen">Działacz polityczny, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Jan Konopski, J.N., J. J-ski, J. N…n, M.T., Obywatel znad Warty, Prawdzic, Tłumacz Praw Człowieka i Obywatela.

Informacje biograficzne. Urodził się 15 V 1803 w przysiółku Wygoda k. Konopisk pod Częstochową jako jedyny syn Jana, zamożnego chłopa prowadzącego działalność przedsiębiorczą, oraz Małgorzaty z Trzepizur. Pierwsze nauki pobierał u proboszcza i organisty w szkole parafialnej oraz w gimnazjum niemieckim w Gliwicach. Dalsze wykształcenie zdobywał, utrzymując się już samodzielnie z udzielania korepetycji w liceach krakowskich. Po zdaniu egzaminu dojrzałości, w r. Akadem. 1822/1823 rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim, jednak wskutek uczestnictwa w demonstracjach wolnościowych młodzieży krakowskiej, jako poddany Królestwa Polskiego został wydalony z Wolnego Miasta. Następnie, planując karierę duchownego, wstąpił do zgromadzenia pijarów w Łukowie, gdzie odbył nowicjat. Uznawszy, że życie zakonne stoi w sprzeczności z obowiązkami człowieka „względem ogółu społeczeństwa” (Notatki autobiograficzne), ostatecznie porzucił myśl o stanie duchownym. W l. 1824–1827 odbył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył z tzw. wielkim złotym medalem za rozprawę magisterską. Następnie rozpoczął pracę w sądownictwie, później zaś w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu. Łączył ją ze stanowiskiem bibliotekarza Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (od 1828 r.) oraz działalnością w redakcji „Gazety Korespondenta i Rozmaitości Warszawskich”. Zamierzał poświęcić się pracy naukowej. Opublikował w tym okresie m.in. O procesie rzymskim w Polsce, zapoczątkowując polemikę z Joachimem Lelewelem na temat znaczenia rzymskiego prawodawstwa dla polskiego systemu sądownictwa, przetłumaczył też Obrzędowe ustawy żydowskie Mosesa Mendelssohna, pochłonęła go jednakże działalność polityczna i publicystyczna. W okresie powstania listopadowego związał się z Towarzystwem Patriotycznym, obejmując z czasem stanowisko jego sekretarza, a w końcu wiceprezesa za prezesury Lelewela. Był też organizatorem i sekretarzem Towarzystwa Polepszenia Stanu Włościan. Jako współredaktor „Kuriera Polskiego” oraz redaktor „Gazety Polskiej” (od kwietnia 1831) zaczął odgrywać znaczącą rolę w publicystyce rewolucyjnej. Jego radykalne, pisane z dużym temperamentem polemicznym artykuły, wymierzone w działalność Rządu Tymczasowego, m.in. w Juliana Ursyna Niemcewicza (który jest też adresatem głośnej bajki satyrycznej Janowskiego Stary cap, opublikowanej już na emigracji w „Demokracie Polskim”), przyczyniły się do usunięcia go z posady bibliotekarza w TPN oraz z Komisji Skarbu. 8 XI 1831 opuścił Warszawę, udając się przez Strasburg do Paryża, gdzie osiadł pod koniec 1832 r., energicznie włączając się w życie polityczne Wielkiej Emigracji. Był współorganizatorem i członkiem Towarzystwa Przyjaciół Postępu, należał też krótko do Komitetu Narodowego Polskiego Lelewela, przede wszystkim jednak zaangażował się w działalność Towarzystwa Demokratycznego Polskiego jako jego współzałożyciel oraz jeden z głównych ideologów. W 1833 r. został wydalony z Paryża. Przebywając na prowincji (przeważnie w Bretanii i Normandii), działał na rzecz TDP, publikował też broszury pogłębiające jego program (m.in. Krótki katechizm polityczny, 1834 – dialog nawiązujący w sposób formalny i ideowy do publicystyki z kręgu Kuźnicy Kołłątajowskiej). W 1835 r. wszedł do Centralizacji TDP, został też współredaktorem tzw. Wielkiego Manifestu Towarzystwa Demokratycznego Polskiego (inaczej: Manifest poitierski,1836) oraz przyczynił się do powstania Biblioteki TDP. Wspólnie z Wiktorem Heltmanem redagował „Przegląd Dziejów Polskich” (1836–1844), był współzałożycielem pism „Postęp” (1835) oraz „Demokrata Polski” (od 1837 r.), w których zamieszczał swoje liczne artykuły. Pisywał też m.in. do „Pisma TDP” i „Okólników TDP” oraz „Le Nationale” i „La Tribune”. W swoich pismach wydawanych również w formie broszur koncentrował się na rozważaniach o istocie demokracji, przyczynach rozbiorów Polski oraz upadku powstania listopadowego (bardzo często w dialogu z M. Mochnackim jako autorem Powstania narodu polskiego w r. 1830 i 1831), a także na sporach ideologicznych Wielkiej Emigracji. Ukształtowany na ideach oświeceniowych, podkreślał m.in., że przekonania demokratyczne mają charakter racjonalny i kształtują się dzięki dobrej znajomości historii. Jak dowiodła Helena Rzadkowska, wiele swoich tez oparł Janowski na myśli Lelewela, z czasem jednak coraz mocniej dystansował się wobec jego poglądów, czego bezpośredni wyraz dał m.in. w trawestacji Arystotelesa: Amicus Plato – amicus et Lelewel, sed magis amica veritas (O początku demokracji polskiej krótka wiadomość, Paryż 1862). W swoich koncepcjach społeczno-politycznych nawiązywał do Stanisława Staszica i Hugona Kołłątaja, zwłaszcza w kwestiach edukacji i emancypacji chłopów. Pisma „Staszyca i Kołłątaja”, według Janowskiego, „jakkolwiek tylko w duchu filantropii za ludem przemawiające, wywarły pewien zbawienny wpływ na umysły powszechności szlacheckiej” (O dniu 3 maja 1791 roku, „Pismo TDP” 1841, cz. 2). Wiele z jego przemyśleń ma charakter antyklerykalny. Piętnując „jezuityzm” i popularyzując tezy zawarte w rozprawach Wacława Aleksandra Maciejowskiego, wiele uwagi poświęcał Janowski negatywnej roli katolickiego duchowieństwa, które jego zdaniem wespół z magnaterią i szlachtą przyczyniło się do upadku Rzeczypospolitej, ugruntowało też w narodzie słowiańskim obce mu zasady polityczne oraz nierówność społeczną (np. Dlaczego w historii Polski czasy przedkatolickie zowią niepewnymi i bajecznymi?, „Pismo TDP” 1837, cz. 1).

Był też tłumaczem (przełożył na polski m.in. Prawa człowieka i obywatela A. Laponneraye’go i Księgi ludu F.R. Lammenais’go) oraz autorem wierszy. Debiutował już w czasach warszawskich odą In obitum Stanislai Staszic lugubre carmen („Gazeta Warszawska” 1826, nr 21), na emigracji pisywał zaś polityczną poezję okolicznościową, zwłaszcza satyry i pamflety (np. Śnią się panom szubienice, „Demokrata Polski” 1838, t. 1). W l. 1837–1847 często zmieniał miejsca pobytu. W 1847 r. wrócił na stałe do Paryża, ale już w 1849 r. za swoją działalność polityczną został wydalony z Francji i wyjechał do Brukseli, a potem do Londynu, gdzie wszedł do kierownictwa tamtejszej sekcji TDP. Popadłszy w konflikt ideologiczny z Centralizacją, został chwilowo zawieszony w prawach członka Towarzystwa. W l. 1850–1853 przebywał w Wielkopolsce i we Wrocławiu, utrzymując się z guwernerki. Do Paryża powrócił w 1853 r., wsparty przez Hipolita Cegielskiego i Karola Libelta, którzy uzyskali dla niego protekcję księcia Napoleona Hieronima (Plon-Plona). W 1856 r. Janowski ponownie wszedł w skład TDP, angażując się w działalność publicystyczną na rzecz swojego stronnictwa przeciwko zwolennikom Hotelu Lambert, zwalczając piórem mesjanizm i towianizm oraz powracając do kwestii dziejowego znaczenia Kościoła katolickiego w Polsce, nieodmiennie postrzeganego z radykalnym krytycyzmem. W 1861 r. wszedł z ramienia TDP do Tymczasowego Komitetu Emigracji Polskiej, należał też do Zjednoczenia Emigracji Polskiej oraz redagował czasopismo „Ojczyzna” (1864). W 1871 r. krytycznie odnosząc się do udziału Polaków w Komunie Paryskiej, postanowił ograniczyć swoją działalność publiczną i zamieszkał w przytułku dla weteranów polskich w Juvisy pod Paryżem, gdzie rozpoczął pracę nad Notatkami autobiograficznymi (nieukończ.; wyd. 1950). Swoją bibliotekę, korespondencję i rękopisy przekazał Bibliotece Jagiellońskiej. Zmarł 3 II 1888 w Juvisy-sur-Orge.

Literacka „krytyka narodowa”. W „Demokracie Polskim” z 1842 r. ukazała się anonimowo recenzja Seweryna Goszczyńskiego z Pamiątek Soplicy Seweryna Rzewuskiego („Demokrata Polski” 1842, t. 4). Krytyk, doceniając talent pisarski autora, skupił się przy okazji na wyłożeniu koncepcji literatury narodowej, która „musi żyć w sferze publicznej, czyli […] musi być w najwyższej swojej części polityczną” (tamże) oraz idei krytyki narodowej. Zgodnie z nią, w sytuacji utraty niepodległości Polski zarówno autorzy, jak i czytelnicy powinni „być przede wszystkim Polakami, a więc ludźmi politycznymi” (tamże). Recenzja ta bardzo dobrze oddaje rozumienie krytyki literackiej przez przedstawicieli TDP, mógłby podpisać się pod nią i Jan Nepomucen Janowski, który chociaż nie wypowiadał się bezpośrednio na temat krytyki jako politycznego „sumienia literatury”, to – jak dowodzą formułowane przez niego oceny – w takich kategoriach postrzegał zarówno jej rolę, jak i zadania pisarza. Nieprzypadkowo do jego ulubionych cytatów należą „pełne sensu politycznego” zdania Józefa Ignacego Kraszewskiego wyjęte ze Studiów literackich, służące Janowskiemu nieraz bądź jako motto, bądź domknięcie wywodu. Słowa te, które Janowski czytał w duchu ideologii TDP, brzmią: „Pisarz może być narodowym, ulubionym, wywierać wpływ na współczesnych, nawet wbrew idąc ich wadom, ich smakom, rzucając im w oczy cierpkie słowa prawdy, nie oszczędzając ich. Bo przy nałogu złego, przy nawyknieniu, jest z Bożej łaski w człowieku coś, co ostrzega, że złe złem. To sumienie. Sumieniem powszechności powinien być pisarz […]” (cyt. za: Demokracja polska). W tym ujęciu chodzi przede wszystkim o „sumienie historyczne” i „sumienie polityczne” – pod takim kątem formułował Janowski swoje oceny o charakterze krytycznoliterackim. W Maurycym Mochnackim widział np. utalentowanego pisarza, ale przede wszystkim człowieka o zmiennych poglądach politycznych, który w Powstaniu narodu polskiego dość wiernie odtworzył początki powstania listopadowego, nagannie zdyskredytował jednak działania Towarzystwa Patriotycznego, a w późniejszych drobnych pismach porewolucyjnych potwierdził swój „niestały charakter”, z „trybuna ludu” i „tłumacza potrzeb narodowych” przeistaczając się w przeciwnika demokracji oraz zwolennika Hotelu Lambert. Recenzując tomy Polska odradzająca się, czyli dzieje Polski od r. 1795 oraz La couronne de Pologne et sa royauté Lelewela, stwierdził Janowski, że – w pierwszym przypadku – autor źle przedstawił wydarzenia powstania listopadowego, ponieważ pominął „matactwa spółrządców”, co pozwala dostrzegać w nim wspólnika „zatracicieli rewolucji” (Wiadomości literackie, „Demokrata Polski” 1837, t. 1). Natomiast La couronne de Pologne jawiło się krytykowi jako wyraz poparcia idei powołania na tron Polski księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Negatywnie Janowski ocenił też Historie de la révolution de Pologne Ludwika Mierosławskiego, widząc w autorze przede wszystkim przedstawiciela „młodzieży nieobdarzonej praktycznym rozumem” i odnosząc do niego cytat z Monachomachii Ignacego Krasickiego: „Na płytkim gruncie rozbujanych fluktów / Korab mądrości chwieje się i wznosi!” („Demokrata Polski” 1838, t. 1). La Justice et la Monarchie popularie Rogera Raczyńskiego stało się zaś dla Janowskiego asumptem do polemiki na temat znaczenia Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja (List otwarty do hrabiego Rogera Raczyńskiego z powodu jego dzieła, St. Hélier 1866). Jego sądy o charakterze krytycznoliterackim z czasem coraz bardziej się radykalizowały. O ile np. w 1830 r. zalecał wznowienie Rodu ludzkiego Stanisława Staszica („Kurier Polski” 1830, nr 368), to już w pisanych u schyłku życia Notatkach autobiograficznych dzieło to uznał za wyraz „antypatriotycznych, antypolskich” uczuć jego autora, który „zaleca po prostu Polakom naśladować Chińczyków i być ślepo posłusznymi carom moskiewskim, jak są swym cesarzom – synom słońca – ślepo posłuszni Chińczycy!” (Notatki autobiograficzne).

Wobec Adama Mickiewicza. W podobnym stylu wypowiadał się Janowski na temat Mickiewicza, którego oceniał tak, jak inni przedstawiciele TDP: akceptował go jako autora Ody do młodości i Konrada Wallenroda, chętnie cytował też – interpretowane jako wymierzone w arystokrację – wersy z Dziadów cz. III o narodzie „jak lawa”. Bezwzględnie atakował natomiast Mickiewicza jako autora koncepcji mesjanistycznych, publicystę „Pielgrzyma Polskiego” i działacza politycznego oraz towiańczyka. W przypisie do Krótkiego katechizmu politycznego pisał Janowski: „Uczony Lelewel (Analyse et parallèle des trois constitutions polonaises, Arras 1833) i poeta Mickiewicz (Księgi pielgrzymstwa), przyznając tylko samej szlachcie pochodzenie z przodków naszych Lachów czy Lechitów, wyłączają tym samym od tego zaszczytu niezmierną większość plebejuszów, mianowicie chłopów, odmawiając jej polskości. Maż być prawdą, że ta niezmierna większość, że ci chłopi, co od wieków krwią, potem i łzami swymi skrapiają polską ziemię, nie mają prawa do nazwiska jej synów? Że ta ziemia powinna być dla nich i z nazwiska, tak jak jest w rzeczy, nie Ojczyzną, ale Ojczymizną? Czyż to nie w kmiecych lepiankach przechowywało się do jędrnej prostoty to wszystko, co polskie obyczaje i uczucia stanowi? Czyż w tym jeszcze szlachta ma mieć przywilej? Inaczej ze mną niejeden osądzi lub powie przynajmniej, że co poetom wolno, historykom się nie godzi” (Katechizm polityczny…). Natomiast przystąpienie Mickiewicza do zwolenników Towiańskiego oraz uczynienie z katedry Collège de France trybuny służącej popularyzowaniu idei Koła Sprawy Bożej potraktował Janowski jako sprzeniewierzenie się „sprawie narodowej”. Uznając Mickiewicza za „wielkiego poetę”, odmówił mu miana wieszcza, ponieważ „nie przewodniczył mu [narodowi] duchem w sprawie politycznego i społecznego wyzwolenia” (Osiemnasta rocznica śmierci Mickiewicza, rps BJ 3661). We Wstępie do Demokracji polskiej na emigracji tak to ujmował: „[…] można być wielkim poetą, a nie stać na wysokości wyobrażeń wieku ani na wysokości pojęć o istotnych potrzebach narodu polskiego. My też podobno naszym poetom niewłaściwie nadajemy nazwę wieszczów; bo oni – politycznie rzeczy uważając – nigdy nic prawdziwie politycznego dla narodu nie wywieszczyli i w ogólności są albo niepoprawnymi wstecznikami, albo bałamutami politycznymi” (O początku demokracji…). Co znamienne, w przypisie Janowski wskazał pamfletową, karykaturalną broszurę Władysława Gołembiowskiego Mickiewicz odsłoniony i towiańszczyzna (1844) jako tę, która właściwie oceniła Mickiewicza „jako poetę i patriotę”. Ponadto zdaniem Janowskiego Mickiewicz – ów „wielki bałamut polityczny”– przyczynił się do niepowodzenia wyprawy Józefa Zaliwskiego, utworzenia Zgromadzenia Zmartwychwstańców, co zadziałało „na szkodę ducha narodowego”, do propagowania towianizmu, który bez niego by nie przetrwał, a tworząc swój Legion Polski, wsparł Mickiewicz „matactwa Hotelu Lambert, aż go śmierć zaskoczyła stronnikiem renegata Michała Czajkowskiego alias Sadyka Paszy” (Osiemnasta rocznica śmierci Mickiewicza). Swoją dezaprobatę dla politycznego zaangażowania Mickiewicza wyraził także Janowski w nieopublikowanym wierszu Do Adama Mickiewicza jadącego na Wschód z Wł. Czartoryskim, pytając retorycznie: „Gdzie Twój rozum, rozum zdrowy, / O nasz piewco narodowy?”. Według Janowskiego Mickiewicz nie sprostał zatem politycznej „próbie zdrowego rozumu” i dlatego jego ciało nie powinno zostać przeniesione z cmentarza w Montmorency do katedry na Wawelu. Argumentował: „Dla nich [zwolenników tego projektu] dość, że Mickiewicz był wielkim poetą i okazywał się, młodym będąc, gorącym patriotą; ale co on myślał i robił w drugiej połowie swego życia, w to oni nie wchodzą” (Notatki autobiograficzne). Zdanie to jednocześnie dość dobrze oddaje stosunek Janowskiego do literatury, która w tym ujęciu na miano prawdziwie wielkiej zasługuje tylko wtedy, gdy wytrzymuje „krytykę narodową” w rozumieniu TDP.</document>
<document nplp_id="13158" title="Jasieński Feliks" slug="jasienski-feliks">Kolekcjoner, japonista, mecenas, literat, publicysta, społecznik. Pseudonimy i kryptonimy: Félix; Szczęsny Dołęga; filozof japoński; Szczęsny, F. Manggha J.; S. J., Szczęsny Manggha J.; Manggha/ Manga, F. d’Osuchów – Feliks z Osuchowa; Zastępca; Globtrotter.

Informacje biograficzne. Feliks Aleksander Jan Zdzisław Józef Onufry Jasieński urodził się 8 VII 1861 w Grzegorzewicach k. Mszczonowa na Mazowszu w zamożnej rodzinie ziemiańskiej jako syn Zdzisława (ur. 1837) i Jadwigi z Wołowskich k. Bawół (ok. 1840–1930), pochodzącej z rodziny o korzeniach neofickich, być może frankistowskich. Dzieciństwo spędził w rodzinnym majątku matki w Osuchowie, gdzie prywatni nauczyciele dbali o jego edukację językową i muzyczną, a dziadek Feliks Wołowski (1816–1893) czuwał nad wykształceniem historycznym i patriotycznym. Edukację szkolną rozpoczął w 1873 r. w Warszawie, w szkole Jana Pankiewicza oraz w IV Gimnazjum Męskim w Warszawie. Nauki gimnazjalnej nie ukończył egzaminem maturalnym z powodu choroby oczu. Następnie podjął w różnych miastach Europy (m.in. w Paryżu i Berlinie) indywidualne studia w dziedzinie muzyki, sztuki, filozofii, literatury. Jako wolny słuchacz studiował na wydziale nauczycielskim uniwersytetu w Dorpacie. W 1884 r. wyjechał do Berlina, w 1885 r. do Paryża – w obu miastach uczestniczył w życiu naukowym i artystycznym. Wówczas rozpoczął zbieranie swojej kolekcji, także sztuki japońskiej. Podróżował po Europie, zwiedzał muzea, wystawy, oglądał spektakle, słuchał opery, odwiedzał biblioteki i antykwariaty, bywał w salonach sławnych artystów, nabywał nowe eksponaty do swoich zbiorów. W 1887 r. ożenił się ze swą daleką kuzynką, Teresą Łabęcką (1867–1900), z ich związku przyszedł na świat jedyny syn Henryk August Teodor (1888–1968) – architekt. Wraz z żoną zamieszkał w Warszawie, jednak już od początku l. 90. XIX wieku małżonkowie pozostawali w separacji.

W 1897 r. odbył podróż na Bliski Wschód, do Jerozolimy, Konstantynopola, Jaffy i Kairu. Rozpoczął współpracę z czasopismami, na łamach których propagował sztukę japońską. Pisywał w warszawskiej „Chimerze” i w „Wędrowcu”, we lwowskim „Słowie Polskim” i „Lamusie”, publikował także w krakowskim „Głosie Narodu”, w „Miesięczniku Literackim i Artystycznym” oraz w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Działał w środowiskach artystycznych Warszawy, Lwowa, Zakopanego i Krakowa – tam organizował wystawy i wygłaszał odczyty. W 1901 r. wydał zbiór esejów Manggha. Promenades à travers les mondes, l’art et les idées. W lutym tego samego roku w salach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, którego był fundatorem, mecenasem i członkiem rzeczywistym, odbyła się przygotowana przez Jasieńskiego pierwsza na ziemiach polskich wystawa sztuki japońskiej. Po prześmiewczych recenzjach wystawy odstąpił od pomysłu przekazania swoich zbiorów Zachęcie i przeniósł się do Lwowa, a niedługo potem na stałe do Krakowa. Od 1902 r. zaangażowany w życie artystyczne miasta, współtworzył Krakowskie Towarzystwo Miłośników Muzeum Narodowego oraz Towarzystwo Artystów Grafików, patronował pomnikowej kolekcjonerskiej edycji Teki Grafików Polskich, był członkiem wielu krakowskich towarzystw, m.in. Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych czy Towarzystwa Polskiej Sztuki Stosowanej, sympatykiem Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”. W 1903 r. opracował i wydał wraz z Adamem Ładą-Cybulskim pierwsze z 15 zeszytów albumu Sztuka polska. Malarstwo. Od 1905 r. był związany z kabaretem Zielony Balonik, często bywał w Jamie Michalika. W sporządzonym w 1906 r. memoriale Moja ostatnia wola zapisał swoje zbiory miastu Kraków pod warunkiem wybudowania dla nich oddzielnego gmachu i dochowania zobowiązania, iż „po wsze czasy [będą stanowić] nierozerwalną całość pod nazwą Oddział Muzeum Narodowego imienia Feliksa Jasieńskiego”. Otwarcie oddziału odbyło się w krakowskim mieszkaniu Jasieńskiego i zostało połączone z wydaniem Przewodnika po dziale japońskim oddziału Muzeum Narodowego (1906). Bliskie kontakty z artystami (m.in. z L. Wyczółkowskim, J. Fałatem, J. Stanisławskim, J. Pankiewiczem, W. Podkowińskim) sprzyjały gromadzeniu dzieł i czyniły z Feliksa Jasieńskiego najbardziej hojnego mecenasa krakowskich twórców. Wspierał krakowskie muzeum, przekazując także 137 dzieł malarstwa współczesnego jako depozyty do ekspozycji w Sukiennicach. Jasieński tworzył swoją kolekcję z przeznaczeniem dla społeczeństwa, udostępnianie zbiorów traktował jak obywatelską powinność, popularyzował sztukę i edukował także poprzez swoje publikacje prasowe.

Po wybuchu I wojny światowej pozostał na wschodzie, objeżdżając Podole i Kijowszczyznę także w poszukiwaniu eksponatów do swojej kolekcji. W okresie 1914–1918 przebywał głównie w Stawiszczach w domu dr. Horocha na Białocerkiewszczyźnie, w Berszadzie (gub. podolska) oraz w Kijowie, skąd wrócił po zakończeniu wojny do Krakowa. 11 III 1920 wydał ostateczne dyspozycje dotyczące przekazania kolekcji Muzeum Narodowemu w Krakowie i rozpoczął prace nad jej skatalogowaniem (15 tys. dzieł, z czego 6,5 tys. japoników). W tym czasie postępowała utrata wzroku. W 1921 r. ufundował nagrodę dla młodych polskich artystów ustanowioną przy Akademii Umiejętności w Krakowie. Przez lata wspierał także artystki (w ramach publicznej misji krzewienia sztuki kobiet), angażował się we wspieranie Szkoły Sztuk Pięknych dla kobiet. W 1923 r. ożenił się po raz drugi z Janiną Bigiel (1891–1972), która pomagała mu w opisie i porządkowaniu zbiorów. W 1924 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 6 IV 1929 w Krakowie. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim. Zbiory po jego śmierci umieszczono częściowo w kamienicy Szołayskich przy pl. Szczepańskim oraz w magazynach, udostępniano publiczności jedynie fragmentarycznie. Część eksponatów zaginęła w czasie II wojny światowej. Obecnie znajdują się w krakowskim Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

Poglądy estetyczno-krytyczne. Artykuły Jasieńskiego z „Chimery” o muzyce i sztuce miały charakter programowy dla jego szeroko zakrojonego pomysłu krytyki sztuki, ale także wyznaczały linię koncepcyjną pisma. Swoje wczesne poglądy na zadania krytyki artystycznej zaprezentował w artykule o Wojciechu Gersonie (W kwestii drobnego nieporozumienia, „Chimera” 1901, t. 1, z. 2) i w późniejszych polemikach nim wywołanych (m.in. z udziałem W. Rabskiego). Jasieński rozprawiał się z dorobkiem malarza, surowo oceniał jego twórczość, a przy tym piętnował zgubny wpływ krytyków popularyzujących przeciętność, określał ich „głównodowodzącymi armią filistrów”. I choć próbował bronić swobody twórczej i nowych prądów, spotykał się z ostrym atakiem ze strony innych krytyków, którzy zignorowali postulat zawarty w artykule: „[…] wszystkich nas, krytyków i artystów dzielić mogą poglądy na sztukę, niech nas wszelako łączy przywiązanie bezinteresowne do sztuki” (tamże).

W swoich pismach Jasieński przedstawiał japonika jako świadectwo niezwykłego artyzmu, próbując dowieść, iż cała sztuka japońska – którą według niego cechuje harmonia właściwa klasycznym greckim mistrzom oraz najwyższy poziom artystyczny i idealne połączenie treści z formą – spełnia postulat sztuki dla sztuki. Sztuki czystej, „[jej] rozkwit[u] jak najbujniejsz[ego] we wszystkich kierunkach na gruncie własnym” poszukiwał także u współczesnych artystów, którym stawiał dzieła sztuki japońskiej za wzór do naśladowania. Przywieziony ze stolicy Francji japonizm miał być źródłem wzorów estetycznych dla nowej sztuki polskiej. Uważał, iż ekspozycje japoników „to najlepsza lekcja poglądowa dla polskich artystów i polskiego społeczeństwa: tak u siebie i dla siebie, po swojemu tworzyć trzeba, tak sztuki potrzebować, tak ją kochać, tak jej twórców czcić” (Przewodnik po dziale japońskim oddziału Muzeum Narodowego, 1906).

Z czasem Jasieński stał się jednym z najważniejszych krytyków sztuki na polskiej scenie kulturalnej początku XX w. Był orędownikiem stylu narodowego oraz popularyzował postulaty Stanisława Witkiewicza, z którym podzielał pomysł stworzenia nowej sztuki polskiej w oparciu o tradycję kultury. Jego szkice krytyczne ukazywały poglądy na sztukę, m.in. refleksje o mimetyzmie. Postrzegał sztukę szerzej niż zwolennicy dominujących wówczas idei sztuki czystej. Walczył z wszelkimi przejawami zawężania horyzontów artystycznych i artystyczną przeciętnością, piętnował postawy filisterskie oraz brak zrozumienia i otwartości na nowe prądy.

Choć krytyka była jedną z jego istotnych działalności zawodowych, odrzucił propozycję współpracy z paryską „Sztuką” Antoniego Potockiego oraz „Sfinksem” Władysława Bukowińskiego. W krakowskim „Miesięczniku Literackim i Artystycznym” pisał polemiczno-sprawozdawcze szkice tytułowane Manggha, kontynuując swoją rolę z „Chimery” jako krytyka i edukatora-publicysty, który piętnował mieszczański stosunek do sztuki i artystów. Zabierał głos na temat aktualnych publikacji o sztuce (m.in. S. Witkiewicza) oraz realizacji artystycznych, zawsze argumentując na rzecz estetyki oraz jakości w sztuce.

W „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”, którego wydawcą i redaktorem był Marian Dąbrowski, komentował artystyczne Krakowa, recenzował wystawy, głównie własne wystawy artystów japońskich i modernistycznych, udzielił wywiadu, pisał listy otwarte do Rady Miasta w sprawie powołania fundacji własnego imienia. W artykule Dusza Krakowa („Goniec Krakowski” 1919, nr 243) podsycał neoromantyczny mit Krakowa jako skarbca „narodowych pamiątek historycznych” oraz modernistyczny mit miasta artystów. W felietonie Bój o Pałac Sztuki („Ilustrowany Kurier Codzienny” 1927, nr 60) krytykował młodych przedstawicieli nowej sztuki wychodzących ze swoimi artystycznymi działaniami na ulice. Ostatnim artykułem prasowym Jasieńskiego są opublikowane pośmiertnie wspomnienia o Stanisławie Wyspiańskim („Gazeta Polska” 1932, nr 329), którego krytyk niezwykle cenił za twórczość literacką, ale w większym stopniu plastyczną.

Manggha. Jasieński-pisarz jest przede wszystkim autorem wydanych w formie książkowej esejów Manggha. Nazwę oznaczającą „różnorodne szkice” zaczerpnął z tytułu zbioru drzeworytów jednego ze swoich ulubionych japońskich artystów, Katasushiki Hokusaia. Na blisko tysiącu stronach przedstawia swoisty manifest artystyczny i wyjaśnia powody swojej działalności, porusza tematy sztuki, muzyki, literatury oraz filozofii w sposób bardziej pogłębiony i hermetyczny niż w artykułach prasowych. W dziele sztuki interesuje go najbardziej dusza artysty, jego subiektywne ujęcie tematu. Przywołując nazwiska pisarzy (m.in. H. Heinego, J.W. Goethego, A. Musseta, G. Maupassanta, Ch. Baudelaire’a, P. Verlaine’a , G. Flauberta, J.K. Huysmansa, E.A. Poego, L. Tołstoja), Jasieński zwraca uwagę na nierozerwalny związek formy i treści w arcydziełach literatury, indywidualność artysty zapisaną w języku; „[…] że człowiek jest skończonym mikrokosmosem, zróżnicowanym, niejednolitym, nieskończenie różnorodnym, że w związku z tym powieść, jeśli chce przedstawiać, być obrazem tego, jak ważne i interesujące jest życie, winna być złożona, rozmaita i wielostronna jako ono” (Mangha, przeł. M. Cieśla-Korytowska).

Autor podejmuje także metakrytyczne refleksje dotyczące obranej formy wypowiedzi artystycznej, pisze: „[…] osobiście wolę o wiele bardziej szkic od skończonego dzieła. Największą wartość ma dla mnie w dziele sztuki osobowość artysty. W szkicu osobowość ta gwałtownie wybucha; natchnienie, talent aż tryskają, artysta tworzy będąc opętany jedyną myślą, myślą tworzenia, utrwalając swe marzenie jak najszybciej. […] Kiedy talent jest duży, wszystko to, co stanowi o jego wielkości, daje się zauważyć w szkicu bez późniejszego i zawsze nieuniknionego osłabienia. Nawet błędy są cenne” (Manggha). Szkic zatem, zarówno jako próba literacka w formie eseju, czy rysunek – pełniące rolę wprawki, pozwalają na poszukiwanie tematu, sprawdzenie się w obranej formie.

Artystyczne „ja” Mangghi zostało ukształtowane jako „ja” artysty-kolekcjonera, który tworzy i powiększa swoje zbiory oraz dba o ich upowszechnianie, a także edukuje poprzez działalność naukowo-publicystyczną (wystawy, odczyty, artykuły prasowe, publikacje). „Chwytanie za pióro” między kolejnymi przygotowywanymi lub odwiedzanymi wystawami było jedną z najczęściej podejmowanych przez niego czynności, której zadaniem było wywołanie fermentu. Pisma i odczyty Jasieńskiego miały charakter spontanicznej odezwy oraz prezentacji postulatów i refleksji. Cechują się dużym zaangażowaniem autora w podejmowany temat, retoryczną sprawnością i ekspresją połączonymi z dowcipem, anegdotą – sposobami skracania dystansu między autorem a odbiorcą – oraz dosadnością. Były one zapewne realizacją postulatu wydobycia polskiej krytyki artystycznej z marazmu. Zaangażowanie przebijające działalności Jasieńskiego dobrze charakteryzuje Łada-Cybulski, który wspomina, iż jego kompulsywnie pisane artykuły były „cięte, brutalne nieraz w swej bezwzględnej szczerości i oburzeniu, ale dyszące entuzjastycznym umiłowaniem piękna i nienawiścią wszelkiego kołtuństw” (Feliks Jasieński i jego Manggha, „Krytyka” 1902, z. 4). Swoje polemiczne zacięcie sam Jasieński scharakteryzował w następujący sposób: „Wypowiadam się […] bezwzględnie. Dla niektórych to przekonanie, że nie jestem skłonny do żadnych kompromisów stanowi najważniejszą z moich zalet. Na artystów nigdy nie napadałem; o wielkich pisałem bez docinków” (Wojna, „Głos Narodu” 1902, nr 267). W artykule pod wymownym tytułem Jakiej sztuki Polsce trzeba? („Świat” 1914, nr 13–14) zauważał: „Sztuka jest jedna: to drzewo o wielu konarach; wszystkie niezbędne, wszystkie piękne. […] góruje nad życiem i przenika życie. […] nigdy nie jest niczym stojącym poza życiem”.

Krytycznoliteracka i publicystyczna działalność Jasieńskiego dopełniała (czy wręcz umożliwiała) realizację programu uprzystępniania osiągnięć polskich artystów współczesnych, idei sztuki narodowej i nowych prądów estetycznych. Jasieński dobrze odczytał klimat epoki, w której prasa odgrywała kluczową rolę w propagowaniu nowych trendów estetycznych i umiejętnie wykorzystywał działalność publicystyczną do popularyzowania i promocji swoich przedsięwzięć.</document>
<document nplp_id="13159" title="Kopczyński Onufry" slug="kopczynski-onufry">Gramatyk, pedagog, poeta, pijar. Kryptonim: X.K.S.P.

Informacje biograficzne. Andrzej Kopczyński h. Ślepowron urodził się 30 XI 1735 w Czerniejewie w Wielkopolsce jako syn ekonoma. Ukończywszy naukę w warszawskich placówkach edukacyjnych prowadzonych przez pijarów, wstąpił do nowicjatu w Podolińcu (1752), przyjmując imię Onufrego. Po złożeniu ślubów zakonnych (1754) uzupełniał wykształcenie w Rzeszowie (1755), Międzyrzeczu (1756–1757) i w pijarskim Instytucie Teologicznym w Krakowie (1761–1762). Pracował jako nauczyciel, wykładając gramatykę w szkołach zakonnych. Wraz ze swoim wychowankiem, Antonim Wisłockim, nastoletnim synem chorążego Jana Wisłockiego, podróżował po Europie, zatrzymując się dłużej w Wiedniu i Paryżu (1772–1773). Po powrocie do ojczyzny został zatrudniony jako profesor wymowy w Collegium Nobilium (1774). Prowadzona przez niego w tym czasie praca nad gromadzeniem zasobu leksykalnego polszczyzny i przygotowaniem tablic służących analizie form językowych wpłynęła na pogorszenie stanu jego zdrowia. Z powodu leczenia choroby oczu i związanej z tym rekonwalescencji w l. 1779–1780 został zwolniony z pełnienia obowiązków nauczycielskich. Nie zaprzestał jednak pracy nad podręcznikami gramatyki do szkół narodowych, zleconej mu w 1775 r. przez Komisję do Ksiąg Elementarnych. Rezultatem jego opracowań, którym towarzyszyła idea powiązania „nauki języka z nauką o języku” (J. Podracki), były podręczniki: Gramatyka dla szkół narodowych na klasę I (1778), Gramatyka dla szkół narodowych na klasę II (1780), Gramatyka dla szkół narodowych na klasę III (1781) – wszystkie wielokrotnie wznawiane (Gramatyka… na klasę I miała 11 wydań do 1880 r.). Poza tym wydał wskazówki metodyczne dla nauczycieli klas I–III (Przypisy do „Gramatyki”…, 1778–1783) oraz Układ gramatyki dla szkół narodowych z dzieła już skończonego wyciągniony (1785). Za te prace otrzymał z rąk Stanisława Augusta Poniatowskiego medal Merentibus. W 1780 r. Kopczyński został członkiem ordynaryjnym Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. W latach 80. XVIII w. opracował część pierwszą Elementarza dla szkół parafialnych narodowych (1785), którą poświęcił nauce pisania i czytania. Wydał również Zbiór nauki chrześcijańskiej i obyczajowej (1786, wielokrotnie wznawiany), wykorzystywany przez kilkadziesiąt lat w edukacji szkolnej. Opiniował program nauczania literatury w Szkole Głównej Koronnej w Krakowie. W l. 1787–1794 jako wicedyrektor Biblioteki Załuskich dokonał reorganizacji tej instytucji oraz poprawy jej infrastruktury. Uporządkował przechowywany tu księgozbiór (nawiązując m.in. do systemu katalogowania wprowadzonego przez J.A. Załuskiego) oraz włączył do rejestru zbiorów bibliotecznych materiały usunięte już z ewidencji. Działania te były krytykowane przez ówczesnego prefekta książnicy, Jerzego Koźmińskiego. Zarzuty zostały oddalone przez Komisję Edukacji Narodowej. Mimo podpisania wraz z innymi członkami Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych aktu lojalności wobec konfederacji targowickiej (1792), co stanowiło rysę na wizerunku patrioty, zaangażowania w sprawy narodowo-społeczne dowiódł Kopczyński jeszcze przed upadkiem Rzeczypospolitej. W czasie insurekcji kościuszkowskiej, działając w Deputacji Ratunkowej, z narażeniem życia wspomagał obrońców Pragi podczas ostatniej bitwy stoczonej przez powstańców z Rosjanami (1794). W 1799 r. za działalność polityczną został skazany przez władze austriackie na pobyt pod ścisłym nadzorem w klasztorach pijarskich poza granicami Polski (Nikolsburg, Freudenthal). Dzięki wysiłkom dyplomatycznym podjętym przez Adama Jerzego Czartoryskiego wrócił do kraju (1802) i został członkiem Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Wówczas też kandydował na rektora samodzielnej katedry na Cesarskim Uniwersytecie Wileńskim. W 1804 r. objął obowiązki prowincjała pijarów (1804–1807). Powierzono mu funkcję wizytatora szkół, jednego z nadzorców Liceum Warszawskiego (1804) oraz członka Izby Edukacyjnej przy Komisji Rządzącej (1807–1812).

Rozprawa O duchu języka polskiego (1804, publ. „Roczniki Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1807, t. 4) dowodzi, że w sytuacji utraty Ojczyzny Kopczyński przywiązywał ogromną wagę do roli, jaką odgrywał język, nazwany „jedynym szczątkiem bytności naszej” i przepustką do „nieśmiertelności” (tamże). Gramatyka języka polskiego. Dzieło pozgonne (tzw. nauczycielska, 1817) była przedmiotem wyrażanych przez badaczy oświecenia krytycznych opinii na temat poprawności analizy i sposobu objaśnienia niektórych zjawisk językowych. Doceniono jednak wysiłek Kopczyńskiego w dążeniu do stworzenia terminologii i norm językowych: za całokształt swych dokonań w 1816 r. otrzymał złoty medal z napisem „Za gramatykę języka polskiego – Ziomkowie”. Kopczyński miał na swym koncie również dokonania literackie, głównie utwory łacińskie.

Zmarł 14 II 1817 w Warszawie. Został pochowany w kościele przy ul. Długiej pw. (wówczas) Matki Bożej Zwycięskiej i męczenników św. Pryma i św. Felicjana, a po kasacie zakonu Pijarów (1834) jego szczątki przeniesiono na Powązki.

Myśl – język – mowa. Zawarty w rozprawie Stanisława Konarskiego De emendandis eloquentiae vitiis (1741) postulat doskonalenia polszczyzny przez jej kodyfikację gramatyczną został zrealizowany dzięki wysiłkom Kopczyńskiego. Twórca polskiej gramatyki realizował działania naprawczo-kodyfikacyjne m.in. przez analizę i opis właściwości i norm języka ogólnonarodowego: „Język jest ojcem, gospodarzem i sędzią nauk wszystkich” (O duchu języka polskiego). Jego ustalenia były współbieżne z zintensyfikowaniem studiów nad początkami i naturą języka prowadzonych od Kartezjusza, przez Antoine’a Arnaulda i Claude’a Lancelota – twórców Gramatyki Port Royal, Giambattistę Vica, Francisa Bacona, Nicolasa Beauzéego, Étienne’a Condillaca, Cesara Chesneau Dumarsais’go. W wypowiedziach o powstaniu języka i jego roli w kulturze poruszano kwestie relacji między myślą a słowem, uniwersalności zasad językowych, klarowności myśli i właściwego ich komunikowania. Kopczyński przekonuje, że myśl jest nadrzędnym pojęciem w stosunku do „zdania” (myśli wypowiedzianej przy pomocy wyrazów) oraz „sądu” (myśli niewypowiedzianej): „Cała ta myśl Słońce jest świetne nazywa się »sądem«, póki jest u mnie wewnątrz; gdy ją zaś drugiemu w słowach odmaluję, nazywa się »zdaniem«” (Gramatyka dla szkoł narodowych na klasę III). Zajmuje go również zagadnienie jasności i komunikatywności mowy; w Gramatyce, która jest „porządnym zbiorem uwag nad mową ustną i pisaną, podająca do tego sposoby, aby się ludzie jak najjaśniej między sobą rozumieli” (Gramatyka dla szkoł narodowych na klasę I), problem ten pojawia się wielokrotnie. Kopczyński objaśnianie powszechnych norm języka ojczystego („układu pospolitszego w narodzie zwyczaju”) łączy z nauką rozumienia i aktywności językowej. Wykładając teorię i opracowując ćwiczenia doskonalące komunikację językową, odwołuje się – w myśl oświeceniowego racjonalizmu – do logiki indukcji. Sprawniejszemu władaniu słowem służyć ma m.in. zaproponowana przez niego metoda porównywania fragmentów dzieł starożytnych i rodzimych. Zalecenia dostosowane do możliwości uczniów i nauczycieli służą kształtowaniu literackiego smaku i sprzyjają krytycznemu namysłowi nad istotą naśladownictwa. Poruszając kwestię przekładalności języków, Kopczyński przyjmował, że możliwa jest translacja treści, jaką niesie poetycki obraz, trudne zaś jest oddanie jakości stylistycznych nie tylko ze względu na różnice w zasobie słownikowym języków czy w warstwie brzmieniowej, ale także z powodu odmienności kategorii gramatycznych kodujących sensy ważne dla użytkowników języka „docelowego”. Wyróżnienie przez Kopczyńskiego dwóch metod tłumaczenia: „retorycznej” (odtwarzanie budowy wypowiedzi artystycznej) i „historycznej” (uchwycenie tematu i sposobu jego ujęcia) zostało tu ściśle powiązane z głównym przedmiotem jego zainteresowań – wspomnianym już związkiem mowy i myśli. Kopczyński nie rejestruje więc jedynie reguł, ale postrzegając język jako narzędzie poznawania i komunikowania, bada m.in. konstrukcję zdania w konfrontacji z myślą. Uwagi dotyczące składni mają charakter rozważań teoretycznych („Składnia w myśli jest źrzódłem i zasadą składni w mowie”, Gramatyka… dla klasy I). W tym duchu podejmuje próbę wypracowania modelu literackiej polszczyzny, sięgając do wzorców mowy „złotego wieku” piśmiennictwa narodowego. „Zwyczaj narodowy jest najwyższym prawem i sędzią mowy” (tamże) – twierdzi, szukając wzorów w językowym uzusie dawnej literatury i mowie elit. Przekazywaniu teorii i wskazówek językowych służy wypracowywana przez Kopczyńskiego terminologia gramatyczna, w większości przypadków używana do dziś.

Język – proza – poezja. Zgodnie z przekonaniem Kopczyńskiego jasność i precyzja słowa, stanowiącego „znak myśli” (Gramatyka języka polskiego. Dzieło pozgonne), są podstawą dobrego pisania, a najdoskonalszą ich realizację autor widzi w prozie, również w wypowiedziach perswazyjnych. Przyznając tym rodzajom wypowiedzi najwyższą rangę użyteczności społecznej, z pewną rezerwą odnosi się do języka poezji, który nie zawsze spełnia wymogi precyzji z powodu figuratywności. Konsekwencją tych uprzedzeń wywodzących się z retoryki (przeciwstawienie res i verbum) jest ocena aktywności twórczej literatów: „wierszoklet” według Kopczyńskiego opanował jedynie formalnie obowiązujące reguły i techniki tworzenia. Od „wierszopisa” (poety) zaś oczekuje on nie tyle perfekcyjnego warsztatu, ile bogactwa treści i takiego sposobu przełożenia myśli na język, który poruszy odbiorcę. Sprawność w mowie i piśmie przejawiająca się w poprawnym komponowaniu wypowiedzi i nadawaniu jej odpowiedniego kształtu wersyfikacyjno-stylistycznego ma ułatwić twórcy wyrażenie myśli i odczuć, odbiorcy zaś ich zrozumienie. W rozważaniach na temat mowy wiązanej („wierszopistwo”), odwołując się do postulowanej jasności, porusza kwestię relacji między składnią a wierszem. Według Kopczyńskiego granice zdań powinny przypadać na klauzule wersów parzystych. Podejmując kwestie funkcji i uporządkowania wypowiedzi złożonych z wyrazów okalających osobową formę czasownika, przedstawia je także na tle opozycyjnie jeszcze postrzeganych kategorii: myślenia (treści) – języka (formy).

Metafora. Obszerne fragmenty swych publikacji Kopczyński poświęcił mowie metaforycznej i jej funkcjom poetyckim. W Gramatyce… na klasę I umieścił wywód o „figurach”, które (tak jak G. Vico) wiązał z początkami języka oraz mową potoczną. Zauważał przy tym, że tropy „pochodzą albo z potrzeby, albo z ozdoby mowy” (tamże). Traktuje je jako konieczną formę ekspresji uczuć („Pasje […] gwałtowniejsze stały się źródłem wielu figur”; tamże) i dostrzega w metaforze, jak Dumarsais, wyraz ducha wspólnoty („Znajomość człowieka lub narodu, który lubi pod tajemnicami mówić, pomoże czasem do powstania prawdziwej jego myśli”, Gramatyka… na klasę III). Zarazem jednak w Gramatyce języka polskiego, opowiadając się za zasadą jasności i kładąc nacisk na komunikatywność przekazu, wyraża krytykę nadmiernej ozdobności mowy poetycznej: „Myśl ludzka nie zawsze jest szczera, nie zawsze postępuje prostym gościńcem, nie zawsze bywa na otwartym świetle: kręci się często po manowcach, okrywa się obłoczkiem przenośni – żeby skryciej oszukała lub zdradziła. Piszący o przenośni nigdy na tę obyczajową myśl nie wpadli, że ta jejmość daje płaszczyk nieszczerości i nieprawdzie. Cel więc tej nauki być powinien: poznać z gruntu przenośnią, żeby jej broni przeciwko niej samej użyć” (Gramatyka języka polskiego. Dzieło pozgonne). Autora Gramatyk nie zajmują co prawda frazeologizmy utrwalone w zwyczaju językowym, ale sięga po nie często w omówieniach badanych przez siebie struktur językowych ze względu na ich moc oddziaływania, klarowność i zrozumiałość, a także obrazowość języka i poezji.

O czytaniu: styl odbioru literatury. Kopczyńskiego interesuje też problem czytelniczego odbioru słowa pisanego, rozpatrywany w perspektywie językowych właściwości wypowiedzi. W rozważaniach na temat procesu rozumnego czytania formułuje wysoką ocenę książki jako „pospolitego narodu ludzkiego skarbu”, kładąc nacisk na poznawcze wartości czytania, którego celem jest „oświecenie rozumu mądrymi zdaniami, ubogacenie pamięci rozmaitymi wiadomościami, skłonienie serca do spraw uczciwych, nam i krajowi użytecznych” (Gramatyka na klasę III). Przypomina tam o ozdobnym stylu („częstokroć na kształt obłoku”), który zasłania prawdę myśli. Jego zdaniem czytanie jest obok słuchania i naśladowania mowy jednym ze sposobów uczenia się i doskonalenia języka. Kopczyński postuluje aktywną lekturę opartą na analizie krytycznej, którą wspierać ma czytanie „rozważne”, „sądowe” i „pamiętne” (tamże). W tak szeroko zakrojonej koncepcji odbioru, podporządkowanej potrzebom dydaktycznym i poznawczym, ujawnia się postawa metodyka i pedagoga, oświeceniowego językoznawcy i patrioty, który w burzliwych dla Rzeczypospolitej czasach również przez rozumne czytanie literatury chce skłonić młodzież do głębszego poznania języka narodowego i do refleksji na temat jego roli w kształtowaniu wiedzy o świecie i komunikacji międzyludzkiej.</document>
<document nplp_id="13161" title="Kuczalska-Reinschmit Paulina" slug="kuczalska-reinschmit-paulina">Nauczycielka, rzemieślniczka, publicystka, redaktorka, dramatopisarka, działaczka ruchu emancypacyjnego. Kryptonimy: P.R-t; PKR.
Informacje biograficzne. Paulina Maria Kuczalska urodziła się 15 I 1859 w Warszawie jako córka Leona Kuczalskiego h. Prawdzic i Eweliny z Porczyńskich h. Jastrzębiec. Po śmier­ci ojca, który wskutek nieumiejętnego gospodarowania utracił majątki na Wołyniu, wraz z matką przeniosła się do Warszawy. Otrzymała wykształcenie domowe, skoncentrowane na znajomości języków obcych, które uzupełniała w latach późniejszych, głównie na drodze samokształcenia. W 1879 r. poślubiła Stanisława Reinschmita (1842–1901), urzędnika w To­warzystwie Kredytowym Ziemskim, spokrewnionego z pisarzami Dominikiem Magnuszew- skim i Kazimierzem Władysławem Wójcickim. Związek okazał się nieudany, tragiczny; po przyjściu na świat synów (Leona, ur. 1880, i Czesława, ur. 1881) małżonkowie żyli w niesfor- malizowanej separacji.
W 1. poł. lat 80. XIX w. krótko studiowała na uniwersytetach w Genewie i Brukseli; edukacji wyższej nie podsumowała dyplomem. W 2. poł. lat 80. uczęszczała na tajny Uniwer­sytet Latający w Warszawie, pracowała jako nauczycielka tkactwa w żeńskiej Szkole Rzemiosł Aleksandry Korycińskiej, działała w komitecie społecznym III Szwalni przy Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności i Bazaru Wyrobów Kobiecych. W 1889 r. wzięła udział w Wy­stawie Pracy Kobiet zorganizowanej przez Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Tam prawdopo­dobnie poznała Józefę Bojanowską (1873–1945), pochodzącą ze zubożałej szlachty introligatorkę, z którą związała się dozgonną przyjaźnią. W tym samym roku wraz z Korycińską i Marią Szeligą wzięła udział w kongresach kobiecych towarzyszących wystawie światowej w Paryżu (Congrès international du droit des femmes; Congrès international des œuvres et institutions féminines), gdzie nawiązała kontakty z pionierkami europejskiego ruchu emancypacyjnego.
Strategie działania zagranicznych emancypantek przenosiła odtąd na grunt rodzimy, zaczynając od powołania nielegalnej polskiej filii Unii Powszechnej Kobiet (Alliance Universelle des Femmes) utworzonej podczas kongresów w Paryżu. Od początku lat 90. jako lider­ka „unionistek” działała pod ochronnym parasolem organizacji legalnych, których statuty przewidywały autonomię dla członkiń-kobiet: Komitetu Damskiego przy warszawskim od­dziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz Delegacji Pracy Kobiet przy Warszawskim Towarzystwie Popierania Przemysłu i Handlu. Środowisko skupione wokół Kuczalskiej-Reinschmit współorganizowało w 1891 r. konspiracyjny Zjazd Kobiet w Warszawie z okazji jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy literackiej Elizy Orzeszkowej.
W l. 1895–1897 Kuczalska-Reinschmit mieszkała we Lwowie, gdzie redagowała „Ster. Dwutygodnik dla spraw wychowania i pracy kobiet”. Od powrotu do Warszawy w 1898 r. po­święciła się pracy organizacyjnej w ruchu kobiecym: przewodniczyła Delegacji Pracy Ko­biet, przemianowanej na początku XX w. na Koło Pracy Kobiet, a w 1905 r. wraz z Bojanowską współtworzyła pierwszy nielegalny Związek Polski Równouprawnienia Kobiet. W 1907 r. wskutek różnic ideowych ze Związku wyłoniły się dwie organizacje o podobnych programach: Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet, kierowane przez Stanisła­wę Popławską i Teodorę Męczkowską (dające pierwszeństwo walce o niepodległość przed walką o równouprawnienie kobiet), oraz Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich kie­rowany przez Kuczalską-Reinschmit i Bojanowską (podkreślający konieczność włączenia równouprawnienia politycznego kobiet w projekt niepodległościowy). Popularyzacji progra­mu Związku służył nowy „Ster. Organ Równouprawnienia Kobiet”, redagowany i wydawany przez Kuczalską-Reinschmit i Bojanowską w l. 1907–1914. Siedzibą władz Koła Pracy Kobiet, zarządu ZRKP i redakcji „Steru” była warszawska Czytelnia dla Kobiet należąca do Bojanow- skiej. Już w tym okresie z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Kuczalska-Reinschmit pełniła swoje obowiązki jedynie nominalnie, przekazując je stopniowo w ręce Bojanowskiej. Zmarła 13 IX 1921; spoczęła na Powązkach.
Działalność publicystyczna i literacka. Kuczalska-Reinschmit zadebiutowała jako publi­cystka o zdecydowanych emancypacyjnych poglądach w 1881 r. w warszawskim „Echu” pod redakcją Zygmunta Sarneckiego; w latach następnych współpracowała ze „Świtem” w okre­sie redakcji Marii Konopnickiej (1885–1886), z „Przeglądem Tygodniowym” Adama Wiślic­kiego (1889–1895, 1898), „Tygodnikiem Mód i Powieści” pod redakcją Jana Skiwskiego (1894), „Tygodnikiem Ilustrowanym” (1894–1895, 1903, 1919), „Ogniwem” (1903–1905), „Kurierem Codziennym” (1905), „Nową Gazetą” (1906, 1908, 1911), „Kurierem Warszaw­skim” (1893–1895, 1917–1918); pojedyncze artykuły zamieszczała w „Wędrowcu” (1906), „Czystości” (1907), „Przeglądzie Porannym” (1909), „Echu Pragi” (1917), „Na Posterunku” (1919). W swoich artykułach, szkicach programowych, polemikach, sprawozdaniach, kro­nikach tygodniowych popularyzowała ideę równouprawnienia kobiet w edukacji, na ryn­ku pracy, w twórczości artystycznej oraz prawach wyborczych. Wykorzystując argumenty pozytywistyczne: utylitarne, organicznikowskie, solidaryzmu społecznego, przekonywała, że emancypacja kobiet musi być nieodzownym punktem politycznego programu niepod­ległościowego i projektów ustrojowych przyszłej odrodzonej Polski. Poglądy te uszczegó- ławiała i popularyzowała na łamach periodyku „Ster”, zwłaszcza jego edycji warszawskiej, a ich syntetyczny wykład zawierają wypowiedzi o charakterze programowym: Nasze dro­gi i cele. Szkic do programu działalności kobiecej (dod. „Steru” 1897) oraz Wyborcze pra­wa kobiet („Ster” 1907, nr 1). Krytyka standardów moralnych, stosowanych przez miesz­czaństwo do oceny emocjonalnych i erotycznych potrzeb oraz zachowań kobiet i mężczyzn, stała się tematem jedynego w dorobku Kuczalskiej-Reinschmit utworu literackiego: Siostry. Sztuki psychologicznej w IV aktach. Dramat, wystawiony dwukrotnie w 1906 r. w warszaw­skim Teatrze Małym, został opublikowany w odcinkach na łamach „Steru” (1908, nr 1–9), a w 1908 r. w wersji książkowej.
Krytyka literacka. Kuczalska-Reinschmit poruszała zagadnienia artystyczne rzadko, oszczędnie przywołując i cytując utwory, które zwróciły jej uwagę. Nie używała w odniesie­niu do własnej twórczości określeń genologicznych, chociaż jako publicystka o intelektualnej formacji pozytywistycznej dobrze opanowała takie gatunki, jak recenzja, sprawozdanie, po­lemika, list, portret. Jedynym pretekstem do zabrania głosu na tematy literackie była dla niej „kwestia kobieca”, dlatego wypowiedzi Kuczalskiej-Reinschmit można uznać za wczesne pol­skie próby krytyki feministycznej ufundowanej na socjologicznej koncepcji dzieła sztuki ro­zumianego jako „dokument” epoki. Dawała w nich wyraz przekonaniu, że literatura narodo­wa nie może być wyłącznie źródłem przyjemności estetycznych, lecz powinna służyć również celom pozaartystycznym: wychowywaniu społeczeństwa, zwłaszcza kobiet, w duchu postę­powym, prodemokratycznym i prorównościowym.
Epokę staropolską Kuczalska-Reinschmit uważała (nb. podobnie jak Orzeszkowa) za okres sprzyjający kobietom, dlatego zalecała im lekturę klasyków „złotego wieku”, m.in. Łu­kasza Górnickiego i Andrzeja Glabera z Kobylina. Równe prawa w różnych dziedzinach przedstawiała jako jedną ze składowych szlacheckiej demokracji, w której Polki cieszyły się większą autonomią niż w okresie późniejszym, gdy obowiązywały wprowadzone przez zabor­ców różne warianty kodeksu Napoleona. W utworach klasyków widziała ponadto źródło ar­gumentów do rozbrajania konserwatywnych twierdzeń, jakoby emancypacja nie była wytwo­rem rdzennie polskim: „Jakkolwiek czytanie tych książek przez wzgląd na język starodawny mozolne być może, dobrze jest jednak je znać, gdyż znajduje się w nich świetne odparcie zwolennikom pustych frazesów o »emancypacyjnych dążnościach czerpanych z Zachodu«” (Wskazówki dla czytających. Literatura kwestii kobiecej, „Ster” 1895, nr 1). Stosunek Kuczal- skiej-Reinschmit do twórczości wieszczów był dwojaki. U schyłku XIX w. ostrożnie kryty­kowała sposób ujęcia postaci kobiecych w utworach Mickiewicza, korzystając z argumentów zaczerpniętych z pracy Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego cenionego przez nią Piotra Chmielowskiego (wyd. 1 – 1873, wyd. 2 – 1881 – rok debiutu publicystycznego Ku- czalskiej-Reinschmit). Na przykład w recenzji broszury Hedwig Buzello-Stürmer Der Frauen Pflicht in eigener Sache (Obowiązek kobiet we własnej sprawie, 1894) pisała, że opieka kobiet dojrzałych nad dziewczętami wchodzącymi w życie powinna zawierać taki element, jak „pro­stowanie błędnych pojęć mężczyzn o właściwości natury kobiety i wykorzenianie fałszywych na nią poglądów wpajanych dziewczętom od dzieciństwa, do czego niemało przyczynia się przeważnie literackie wykształcenie panien i wszczepiony im kult dla utworów, gdzie charak­ter kobiet przedstawiony jest fałszywie” (E pur si muove. VII, „Przegląd Tygodniowy” 1894, nr 28). Zafałszowany obraz kobiety dostrzegła m.in. w Dziadach cz. IV, które uznała z tego powodu za lekturę szkodliwą dla osobistego rozwoju polskich dziewcząt.
Jako redaktorka lwowskiego „Steru” Kuczalska-Reinschmit zaprosiła Chmielowskiego do współpracy, doceniając krytyczny model jego lektury i nowoczesne ujęcie utworu literac­kiego w kontekście różnicy płci. Chmielowski napisał dla „Steru” m.in. studium Praca zarob­kowa kobiet w naszych powieściach („Ster” 1896, R. 1, nr 8 i R. 2, nr 2), w którym stwierdził, że współczesna literatura nie nadąża za zmianami w społeczeństwie: zarobkująca kobieta to fakt, w powieści – nadal rzadkość. Na początku XX w. natomiast, diagnozując nasilenie się dążeń emancypacyjnych kobiet w przededniu rewolucji 1905 r., Kuczalska-Reinschmit in­spirowała się koncepcjami historiozoficznymi Zygmunta Krasińskiego. W artykule „Okres wtóry” odniosła się bezpośrednio do Niedokończonego poematu przepowiadającego prze­wrót społeczny, który wynikał ze wzrostu samoświadomości kobiet – po pierwszym okre­sie dziejowej dominacji patriarchatu nadejdzie „okres wtóry”, kiedy to zrewoltowane kobie­ty zemszczą się za dziejowe niesprawiedliwości wyrządzone im przez mężczyzn, by w okresie trzecim powrócić z nową świadomością do obowiązków żon i matek oraz zbawicielek męż­czyzn: „Ruch kobiecy wchodzi obecnie w okres nowy, choć nie ten jeszcze, który nam prze­powiedział Krasiński w Niedokończonym poemacie, ale jednak niezaprzeczalnie odrębny od poprzedniego, który za przebyty uważać należy nawet tam, gdzie zadania jego nie zostały na­leżycie wypełnione. Przejście w ten »okres wtóry« uwydatniają głosy orzekające, iż dotych­czasowe hasła nie wystarczają” („Okres wtóry”, „Ogniwo” 1903, nr 51). Cytaty z Niedokończo­nego poematu oraz wiersza Do kobiet Krasińskiego Kuczalska-Reinschmit umieściła również jako motta do czterech rozdziałów dramatu Siostry. Od 1907 r. cytowała ponadto oba utwory w reaktywowanym „Sterze” warszawskim, który stał się organem Związku Równouprawnie­nia Kobiet Polskich – hasłem programowym organizacji sufrażystek był punkt 11. Mickiewi­czowskiego Składu zasad: „Towarzyszce żywota, niewieście, braterstwo i obywatelstwo, rów­ne we wszystkim prawo”.
Również w odniesieniu do innych twórców Kuczalska-Reinschmit uprawiała selektyw­ny i krytyczny typ lektury, tropiąc przede wszystkim wątki ideowe i pomijając walory este­tyczne. Odrzucała utwory, w których pojawiały się stereotypowe ujęcia relacji płci i nega­tywne obrazy kobiet, afirmowała te ujawniające ich społeczne upośledzenie, zrozumienie ich buntu przeciwko androcentryzmowi kultury współczesnej, przekonanie o nieuchronności udziału kobiet w zbliżającej się rewolucji społecznej mającej na celu odrodzenie moralne ludzkości. Wypowiedzi tego typu zamieszczała głównie na łamach lwowskiego „Steru”, zwy­kle z okazji jubileuszów. Na przykład Adamowi Asnykowi składała „[w] imieniu wszystkich kobiet, które w poezjach El…yego znalazły ukojenie, otuchę i bodziec do pracy nad sobą i dobrem ogólnym – a cyfra ich legion […], wyrazy hołdu i uznania” (Spóźniony jubileusz, „Ster” 1896, nr 2); Bolesławowi Prusowi „za obronę krzywd różnych, za niepomijanie pogar­dliwym milczeniem wyzysku tych, które pracują i walczą z wyjątkowo ciężkimi warunkami bytu […], należy się Jubilatowi dank szczery i wyrazy uznania” (Bolesław Prus, „Ster” 1897, nr 3). Na jej liście sympatyków i zwolenników emancypacji kobiet znaleźli się m.in. Zygmunt Kaczkowski, Józef Ujejski, Zenon Pietkiewicz, Mikołaj Biernacki-Rodoć. W biografiach pisa­rek i redaktorek Kuczalska-Reinschmit podkreślała z kolei ich zasługi w tworzeniu nowych scenariuszy zawodowych dla kobiet, np. Jadwiga Papi „odważnie podjęła trud zdobywania własną pracą bytu swego i swoich bliskich, a wytrwałością potrafiła pokonać wielorakie trud­ności i przeszkody” (Teresa-Jadwiga, tamże, nr 4). Surowiej oceniała działalność Marii Ilnickiej, która w ostatnich latach redagowania „Bluszczu” zamieszczała na jego łamach materia­ły o wymowie konserwatywnej (Maria Ilnicka, tamże, nr 19).
Z krytyką Kuczalskiej-Reinschmit spotkała się również na początku XX w. ideowa po­stawa Orzeszkowej, którą redaktorka „Steru” wysoko ceniła jako emancypantkę i artystkę, opublikowała też w „Sterze” jej dwa ważne teksty o kwestii kobiecej (List otwarty do kobiet niemieckich oraz Polka). W okresie rewolucji 1905 r. Kuczalska-Reinschmit uznała poglądy Orzeszkowej za zbyt zachowawcze, czemu dała wyraz w artykule Orzeszkowa w ruchu kobie­cym („Wędrowiec” 1906, nr 11). Trudności z uznaniem jej za patronkę nowoczesnych eman­cypantek wynikać miały z nieprzystawalności do sytuacji rewolucyjnej ugodowych wypowie­dzi Orzeszkowej z ostatnich dekad XIX w., zachęcających kobiety do nauki, pracy zarobkowej i angażowania się w obowiązki obywatelskie. Od pisarek współczesnych Kuczalska-Rein- schmit wymagała twórczości o tendencji emancypacyjnej, czerpiącej tematy z życia, pozba­wionej uproszczeń i łatwych pocieszeń, która powinna skłaniać czytelniczki do przemyślenia stereotypów na temat własnej płci, uwolnienia się od przesądów klasowych, okazywania sza­cunku każdej uczciwej pracy. Aby tak się stało, czytelniczki muszą spotkać interesujące boha­terki, wykształcone, pracujące zawodowo, świadome obowiązków żony, matki i obywatelki. Żywiła przekonanie, że ten rodzaj twórczości trzeba stworzyć od podstaw, ponieważ w prze­ciwieństwie do bogatej publicystyki o kwestii kobiecej „[l]iteratura książkowa w tej kwestii jest u nas bardzo niebogata w ogóle, a rzeczy istotnie wartościowych naturalnie niewiele wy­liczyć można” (Wskazówki dla czytających. Literatura kwestii kobiecej, „Ster” 1895, nr 1).
Paulina Kuczalska-Reinschmit była oddana jednej idei. Uważała literaturę piękną za sojuszniczkę lub przeciwniczkę planowanego przewartościowania świadomości społecznej w kwestii nowego, sprawiedliwego ujęcia relacji między kobietami a mężczyznami. Repre­zentowała typ krytyki zaangażowanej, upolitycznionej w szerokim rozumieniu tego terminu.</document>
<document nplp_id="13162" title="Kraushar Aleksander" slug="kraushar-aleksander">Prawnik, poeta, tłumacz, historyk, edytor. Pseudonimy i kryptonimy: A.; Al. K.; Al. Kr.; Aleks. K-r.; Alkar; Autor Strof; Autor Wspomnień trybunalskich; K. Prawdzicki; Świadek naoczny; Ʃ.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 I 1842 w Warszawie, był synem Hermana, finansi­sty, i Idalii z d. Apte, mężem Jadwigi z d. Bersohn (literatki), ojcem pisarki Zuzanny Rabskiej (1888–1960). Uczył się w Gimnazjum Realnym w Warszawie (1857–1861; o niektórych ko­legach i nauczycielach zostawił wspomnienia). W 1863 r. współredagował czasopisma Rządu Narodowego („Prawda”, „Niepodległość”). Ukończył prawo w Szkole Głównej (1867), prak­tykował jako adwokat (od 1874 r. w Departamencie Rządzącego Senatu, od 1876 r. jako ad­wokat przysięgły). Wydał tomiki poetyckie: Listki (1863) oraz Strofy (1886, 1890, 1925). Po­pularne były jego przekłady Pieśni Heinricha Heinego (1873, 1879) i Poezji (1889). Wcześnie dał się poznać jako historyk (Historia Żydów w Polsce, t. 1–2, 1865–1866), z czasem wy­specjalizował się w tworzeniu fabularyzowanych obrazków z dziejów Polski od czasów od­rodzenia, a także w przedstawianiu dziejów wybranych obiektów urbanistycznych i archi­tektonicznych Warszawy. Prace te opierał na wszechstronnych kwerendach archiwalnych. Na podstawie archiwów warszawskich i petersburskich ogłosił cenne przyczynki bio-biblio- graficzne dotyczące niektórych literatów, zwłaszcza z pierwszych dekad XIX w. Dziełem ży­cia Kraushara jest monografia źródłowa Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk. 1830– 1832. Monografia historyczna, osnuta na źródłach archiwalnych (ks. 1–4, 1900–1911; skrót pt. Dzieje Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. 1800–1832, 1907). Uznanie, jakim cieszył się Kraushar wśród profesjonalnych historyków doceniających źródłową wartość jego prac mimo ich niedostatków warsztatowych i zbyt daleko idących ingerencji edytora w język dokumentów, sprawiło, że pisarz w latach 1911–1931 był prezesem Towarzystwa Miłośników Historii. Stał się też członkiem kilku towarzystw naukowych. W 2. poł. XIX w. był popularną postacią w życiu kulturalno-towarzyskim Warszawy, bywalcem salonów literackich, toteż jego wspomnienia z tych lat mają duże walory dokumentacyjne. Uroczyście obchodzono ju­bileusz pięćdziesięciolecia jego pracy pisarskiej w 1911 r., na którym jubilat wyznał: „W to­bołku moim piśmienniczym nie ma ani jednej rzeczy niezaczerpniętej z krynicy narodowego bytu” („Słowo” 1911, nr 119). Szanowano go jako symbol czynu powstańczego 1863 r. Zmarł 11 XII 1931 w Warszawie, po uroczystym pogrzebie spoczął na Powązkach.

Zakapturzony moralista i psycholog. Krytykę literacką uprawiał przygodnie. Dla pozna­nia rozwoju krytyki w Polsce Kraushar przysłużył się rozprawą Krytyka literacka i jej dzieje w literaturze polskiej (1911). W formie odczytów publicznych w Sali Ratuszowej była zapre­zentowana 17 i 20 III 1896 (drukując pracę w 1911 r., autor omyłkowo wskazał 1895 r., ta nie­dokładność wciąż się utrzymuje, należy ją zweryfikować). Na tle europejskiej historii krytyki Kraushar zdefiniował jej zadania („ocena danego dzieła ze stanowiska prawdy, dobra i pięk­na”); uzasadnił autonomię krytyki jako zwierciadła zmiennych prądów intelektualno-estetycznych epoki; przeprowadził systematykę ze względu na stosowane metody oraz wyod­rębnił etapy rozwoju krytyki w Polsce. Stał na stanowisku przedmiotowego obiektywizmu, odrzucał subiektywizm. Kwestia subiektywizmu różniła jego poglądy od ujęć modernistów, co silnie wyeksponował Ignacy Matuszewski w bezpośredniej polemice („Przegląd Tygo­dniowy” 1896, nr 13), a później w wielu własnych studiach estetyczno-krytycznych. Tym sa­mym odczyty Kraushara o krytyce były inspiracją do ujęć syntetyzujących Piotra Chmielow­skiego i Wilhelma Feldmana oraz problematyzujących (I. Matuszewski). Choć drukowano je z dużym opóźnieniem, tezy Kraushara były znane, gdyż obszerne sprawozdania z odczy­tów ukazały się w większości dzienników i tygodników warszawskich. Niewątpliwie te od­czyty wygłoszono akurat wtedy, gdy w kwestii krytyki estetycznej dawała się odczuć potrzeba uporządkowania pojęciowego, stąd ich powodzenie mimo nieodkrywczych sądów. Kraushar dyskretnie wskazywał krytyce funkcje nie tylko estetyczne, lecz i etyczne. We współczesnej powieści francuskiej (G. Sand, V. Hugo, A. Dumas i in.) cenił realizm i upominanie się o god­ność kobiety, ale zarzucał jej za słaby nacisk „na uszlachetnienie społeczeństw” oraz zbytecz­ne opisywanie „rozkiełznania obyczajów” (Realizm w romansie francuskim, „Kółko Domo­we” 1867, nr 4). W Trenach Jana Kochanowskiego uderzała go „strona psychiczna”, „historia boleści nieszczęśliwego ojca”. Utwory Elizy Orzeszkowej o tematyce żydowskiej cenił nie tyle za artyzm i subtelne obserwacje, ile za zajęcie odważnego ideowo stanowiska będącego przy­kładem „apostolstwa miłości i zgody” („Kłosy” 1882, nr 890). Omyłkę Bolesława Prusa od­czytywał jako przestrogę przeciw nadużyciu kontroli obywatelskiej nad jednostką oraz jako zmierzenie się z mitem powstania styczniowego – dowodem „gorącości serca, ale niedoj­rzałości umysłu” („Kłosy” 1888, nr 1181). Dokładnie zreferował sądy krytyków o Faraonie, zwracając uwagę na realizm, doskonałe rozwiązania kompozycyjne, połączenie w osobie bo­hatera zalet prawdziwego herosa ze słabostkami zwykłego człowieka (Krytyka o „Faraonie”, „Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 51). W powieści Prusa cenił oryginalne traktowanie każde­go motywu jako konkretu i jednocześnie cechy organizmu, zbiorowiska, rasy. Predylekcja do ocen etyczno-obyczajowych jest widoczna w odczytach i głosach w dyskusji, które formuło­wał w ramach prac Towarzystwa Kultury Polskiej (m.in. wypowiedzi o Przebudzeniu się wios­ny F. Wedekinda lub o dziejach kabaretów literackich). Z różnych przedmów, które ogłosił, można wnioskować, że bardziej zajmowały go biografie autorów niż ich utwory. Wypowia­dał się na tematy translatologiczne (był cenionym tłumaczem, choć jego koncepcja przekła­dowa była wewnętrznie sprzeczna: stosował skróty i zmieniał metrum wiersza, jednocześnie domagając się odtwarzania melodii oryginału). Publikował przyczynki do dziejów prasy pol­skiej XIX w. Ogłosił sporo nieznanych dokumentów źródłowych mających znaczenie dla kwestii kultury literackiej XVIII i XIX w. (np. kwestia salonów literackich) oraz renesan­su. Do niektórych pisarzy wracał kilkakrotnie, ogłaszając przyczynki do ich działalności pu­blicznej i tworząc zarysy portretów psychologicznych literatów poświęcających się narodo­wej sprawie (J.I. Kraszewski, K. z Tańskich Hoffmanowa, N. Żmichowska, J. Łuszczewska, K. Brzozowski, H. Merzbach) lub przeżywających osobiste tragedie wywołane czynnikami politycznymi (F.M. Faleński). Kwerendy archiwalne umożliwiły mu odkrycie nieznanych wierszy ilustrujących polityczne trajektorie losów polskich pisarzy (H. Kołłątaja, J.U. Niem­cewicza, M. Mochnackiego, K. Brodzińskiego), a także polityczne konteksty recepcji polskich romantyków. Okazyjne, czasem oryginalne, spostrzeżenia historyczno- i krytycznoliterac­kie są rozsiane po wspomnieniach i pracach historycznych Kraushara, np. hipoteza o Alber­cie Łaskim jako prototypie bohatera Straconych zachodów miłości Williama Shakespeare’a zo­stała sformułowana w rozmowach z Józefem Ignacym Kraszewskim (utrwalona na Kartkach z pamiętników Alkara, 1910).</document>
<document nplp_id="13164" title="Krakowowa Paulina" slug="krakowowa-paulina">Pisarka, publicystka, nauczycielka, animatorka ruchu literackiego kobiet, redaktorka, peda­gog. Pseudonimy: Autorka Pamiętników młodej sieroty; Paulina K...

Informacje biograficzne. Paulina Petronela urodziła się 29 VI 1813 w Warszawie na Starym Mieście. Jej ojciec, Szymon Radziejewski, był zamożnym mieszczaninem, matka, Ewa z Siel­skich, osierociła córkę we wczesnym dzieciństwie. Po utracie majątku w czasie powstania listopadowego Radziejewski w 1831 r. popełnił samobójstwo. Paulina znalazła schronienie w domu przyjaciółki; znamy jedynie jej pseudonim ‒ Aniela z K.S. (Aniela Sielska?). Za ży­cia ojca zdobyła dobre wykształcenie. Uczęszczała na pensję p. Jouffier oraz do zakładu edu­kacyjnego Anny Eitnerówny, gdzie perfekcyjnie wyuczyła się języków obcych i kilku innych przedmiotów. W czasach biedy zajmowała się szyciem i haftowaniem w firmie ojca, a osiąg­nąwszy dorosłość, podjęła się guwernerki na prowincji. Kiedy w 1837 r. poślubiła ciężko do­świadczonego uczestnika powstania listopadowego ‒ Ludwika Krakowa ‒ i kiedy urodziło się im pięcioro dzieci (w 1838 r. córka Zofia, która zmarła w 20 roku życia, i czterech synów: Ludwik, z powodu udziału w powstaniu styczniowym wyemigrował, zachował się jego akt zgonu z 1883 r., zmarł w szpitalu Świętego Ducha w Warszawie; Jan Kazimierz Orest zaginął w zawierusze l. 1863‒1864; Stanisław Szymon zamieszkał w Paryżu; Zygmunt Karol), zajęła się na miejscu pracą nad wychowaniem i edukacją dzieci, także własnych. W 1849 r. założy­ła pięcioklasową pensję dla dziewcząt, która ‒ dzięki świetnej kadrze nauczycielskiej, umie­jętnościom organizacyjnym i komunikacyjnym pryncypałki ‒ przetrwała 30 lat, zaskarbia­jąc wdzięczność wychowanek i ich rodzin. Po upadku powstania styczniowego niosła pomoc więźniom politycznym i ich rodzinom.

W 1879 r. wycofała się z zarządzania pensją, rok później owdowiała, zmarła 16 II 1882 w wyniku „anewryzmu” serca (PSB) lub pęknięcia tętniaka aorty (jak mówią inne źródła). Pogrzeb był manifestacją uznania i szacunku dla zmarłej. Postanowiono czcić jej pamięć co­rocznym konkursem na książkę dla młodzieży propagującą pożądane wzorce kobiece.

Aktywność literacka. Najdonioślejsze jej działania w domenie literackiej wiążą się z powo­łaniem do życia almanachu utworów kobiecych „Pierwiosnek. Noworocznik na rok., zło­żony z pism samych dam, zebrała Paulina Krakowowa” (1838‒1843). Była to pierwsza zbio­rowa manifestacja kobiecej woli aktywnego uczestniczenia w ruchu literackim. Mniej ważny był poziom prezentowanych tekstów, nieodbiegający zresztą od przeciętnej produkcji lite­rackiej tego czasu, a nawet koncyliacyjny, nienaruszający statusu tradycyjnej rodziny sposób rozumienia emancypacji. Liczył się przede wszystkim akt publicznego wystąpienia kobiet w roli autorek, samodzielnych podmiotów twórczych. Noworoczniki składały się z utworów poetyckich o dużej rozpiętości stylistycznej i tematycznej, opowiadań lub fragmentów po­wieści, rozpraw traktujących o rodzinie i wychowaniu. Autorkami były kobiety piszące pod pseudonimem, inicjałami lub pod własnym nazwiskiem (obok Krakowowej pojawiały się utwory E. Ziemięckiej, P. Wilkońskiej, P. Mierzyńskiej, W. Horoszkiewiczowej, J. Prusieckiej, A. Sielskiej, E. Grabowskiej, K. Radeckiej, R. Magierowskiej, K. Kossowskiej, N. Żmichowskiej, Ł. Rautenstrauchowej, S. Paschalskiej, A. Nakwaskiej, A. Dembowskiej, K. Hoffmanowej, E. Muszalskiej, A. Maciejowskiej, E. Klatt, J. Janiszewskiej, A. Jachowiczowej, J. Osipowskiej; w sumie więcej niż 20 dam). Krakowowa zamieściła w „Pierwiosnku” opowiadania (Druciarz, 1838; Flis, 1840), opowieści historyczne lub ich fragmenty (Skarb, powieść z cza­sów wojen szwedzkich, z podań nieistniejącej już rodziny, 1840; Branka tatarska, 1842; Kilka zarysów z życia Katarzyny Jagiellonki, królowej szwedzkiej, 1843), eksperymentowała także z innymi formami literackimi (fikcyjne listy młodych mężatek, komedia, utwór hybrydowy narracyjno-dramatyczny Rada familijna, 1840); z czasem coraz rzadziej włączała do almana­chów swoje wiersze.

Jej twórczość literacka nie ograniczała się do publikacji w „Pierwiosnku”; Krakowo­wa koncentrowała się na literaturze dla dzieci i młodzieży; na szczególną uwagę zasługują Wspomnienia wygnanki („Zorza” 1844, wyd. osob. 1845), powieść przygodowa wzorowana na Robinsonie Crusoe i jego późniejszych wersjach. W powieści Krakowowej egzotycznych przygód doświadczają trzy kobiety poddane presji brytyjskiego systemu penitencjarnego (ze­słanie do Australii jako kara za ‒ w tym przypadku ‒ niepopełnione winy) i kolonialnego. Uroczą lekturę stanowią Obrazy i obrazki Warszawy (1848), próba opisania miasta i uchwy­cenia jego rytmu. Mniej udane są Powieści starego wędrowca (1839), Pamiętniki młodej sieroty (1839), Powieści z dziejów naszych („Wieczory Rodzinne” 1880‒1881, wyd. osob. 1882). Au­torka nie potrafiła zróżnicować języka tych opowieści, powiązać sposobu mówienia z indy­widualnością narratorów i ich kompetencjami językowymi. W latach 1843‒1844 Krakowowa razem z Walentyną Trojanowską wydawała pismo „Zorza” z podtytułem „Dziennik młode­mu wiekowi poświęcony”.

Ocena „Pierwiosnka” w polskim opiniotwórczym środowisku literackim była w la­tach 40. surowa („Piśmiennictwo Krajowe” 1840, nr 2‒3). Pozytywów w prozie Krakowowej dopatrzyli się zarówno polscy zoile, jak i rosyjski założyciel dwujęzycznego pisma „Jutrzen­ka. Diennica” (1842‒1843), Piotr Dubrowski (opowiadanie Flis Dubrowski przetłumaczył na język rosyjski i zamieścił w „Jutrzence”).

Uczestniczka debaty publicznej. Krakowowa nie była krytykiem literackim sensu stricto, brała udział w debacie na temat literatury, prezentując przekonania uwzględniające sytua­cję kobiet jako odbiorczyń i twórczyń sztuki. W artykule O czytaniu romansów („Pierwios­nek” 1842), stanowiącym element ciągnącej się co najmniej od oświecenia dyskusji o stratach płynących z lektury powieści romansowych, Krakowowa utrzymywała, że dobrze napisana powieść o miłości może służyć właściwemu wychowaniu młodych kobiet, jeśli przedstawia uczucia rozsądnie jako zjawiska ziemskie, niewolne od problemów, kłopotów i rozczarowań. Celom edukacyjno-wychowawczym, ale także przyjemności lektury, służyła część pierwsza (druga się nie ukazała) antologii adnotowanej Proza i poezja polska, wybrana i zastosowana do użytku młodzieży żeńskiej (1860). Krótkim, sugestywnym wzmiankom o autorach (I. Kra­sicki, K. Brodziński, A. Czajkowski, Deotyma, właśc. J. Łuszczewska, E. Felińska, F. Karpiń­ski, S. Jachowicz, B. Kamińska, właśc. Z. Węgierska, T. Lenartowicz, W. Pol, A. Pług, właśc. A. Pietkiewicz, W. Syrokomla, właśc. L. Kondratowicz, i in., w tym autorki „Pierwiosnka”) towarzyszyły utwory literackie napisane przez mniej znanych twórców. Publikacja zawierała także uwspółcześnione językowo i przystosowane do percepcji młodego odbiorcy opowieści biblijne, legendy. Stanowiła cenne wprowadzenie do obcowania z literaturą.

Może zaskakiwać esej Ostatnie chwile Byrona („Pierwiosnek” 1840). Autorka nawiązu­je do udziału poety w walkach o wolność Grecji i do jego śmierci w Missolungi 19 IV 1824, jak również do perturbacji wynikających z odmowy pochowania go w Westminster Abbey. Czy eseistka znała burzliwe życie Byrona, w tym związek z przyrodnią siostrą Augustą Leigh (wymienioną w eseju), którego owocem była ich córka? Czy mogła nie znać? Co zatem zade­cydowało o wprowadzeniu poety do „Pierwiosnka”? Przynajmniej jeden aspekt eseju znajdu­je wytłumaczenie w innych artykułach: Krakowowa często podejmowała wątki biograficzne, unikając systematyczności wymaganej przy konstruowaniu życiorysu, wybierając w zamian punkt węzłowy oświetlający biografię. Owym punktem koronacyjnym w obu przypadkach, Byrona i Marii Orleańskiej, córki króla Ludwika Filipa, żony księcia Aleksandra Wirtemberskiego, utalentowanej rysowniczki i rzeźbiarki, uczennicy Aryego Scheffera, był drama­tyzm śmierci, cierpienie umierania, nie tylko fizyczne (Maria, księżna Wirtemberska, „Pier­wiosnek” 1841). Jest też drugi powód, ważniejszy; od lat 20. XIX w. Byron jest przekładany we wszystkich zaborach, także w Królestwie. Sporo się o nim pisze i jeszcze więcej przytacza (np. Ziemięcka w „Pielgrzymie” 1842 i 1843), co mogło zachęcać autorkę do takiego wyboru.

Podsumowanie. Paulina Krakowowa należała do grona emancypantek avant la lettre, któ­re wyszły poza krąg domowy z powodu konieczności życiowych. To, co łączyło ją z emancy­pantkami ideowymi, to wiara w siłę i zaradność kobiet; to, co dzieliło, wiązało się z brakiem akcentów krytycznych wobec społeczeństwa tradycyjnego. Ciekawe są wątki angielskie (bry­tyjskie) w jej publicystyce ‒ tu również przekład powieści Mrs. Jerome Mercier (właśc. Sarah Mercier) Kampanella, koleje życia sieroty (1880; oryg. Campanella, or The Teachings of Life, 1870) ‒ jak się zdaje, były związane z próbą przekierowania uwagi w stronę etyki mieszczań­skiej, której podstawy najwcześniej wypracowało społeczeństwo angielskie.</document>
<document nplp_id="13166" title="Komornicka Maria (Włast Piotr)" slug="komornicka-maria-wlast-piotr">Pisarka, tłumaczka, krytyczka. Pseudonimy i kryptonimy: J. Nałęcz; M.K.; Maria Komarnicka; P.O.W.; P.O. Włast; Piotr Odmieniec Włast; Tredecim. Do 1907 r. funkcjonuje jako Maria Komornicka, od 1907 r. jako Piotr Odmieniec Włast, pod koniec życia wraca do formy żeńskiej.

Informacje biograficzne. Urodziła się 25 VII 1876 w Grabowie nad Pilicą jako Maria Jakuba, córka Augustyna Nikodema Komornickiego z Komornik h. Nałęcz (1838–1895) i Anny z Duninów-Wąsowicz ze Smogorzowa h. Łabędź (zm. 1928). Początkowo pobiera nauki w domu w Grabowie, od 1889 r. w Warszawie. Debiutuje na łamach „Gazety Warszawskiej” (1892, nr 11–14, 16–17) pisanym w pierwszej osobie rodzaju męskiego fragmentarycznym dziennikiem zatytułowanym Z życia nędzarza. Dziennik ten, przybierający postać eseju-opowiadania, przesycony rozważaniami dotyczącymi kondycji pisarza, melancholijnym nastrojem (obok opowiadań Z fantazji realnych, Nirwana, Staszka, prwdr. „Gazeta Warszawska” 1892, nr 310–343), wszedł w skład Szkicow (1894). W 1894 r. wyjeżdża na studia do Cambridge, by wrócić w 1895 r. do Warszawy. Tego roku wydaje utwór dramatyczny Skrzywdzeni. Szkic dramatu w 3 aktach („Przegląd Poznański” 1895, nr 32–42). W 1898 r. wychodzi za mąż za Jana Lemańskiego (1866–1933), poetę, bajkopisarza, satyryka; w 1899 r. wyjeżdża z nim do Austrii i Włoch. W 1900 r. wraca i rozstaje się z mężem, pozostając z nim w formalnej separacji. Ogłasza drukiem Baśnie. Psalmodie (1900). Rok później na łamach „Chimery” wydaje cykl poematów prozą Czarne płomienie, z których część opublikowała w „Głosie” już w 1900 r. W „Głosie” drukuje też powieść Halszka („Głos” 1901, nr 1–2, 4–15). Pisze poemat prozą Biesy („Chimera” 1902, t. 5, z. 13–14) eksponujący poczucie inności i wyobcowania. Tłumaczy z niemieckiego, angielskiego, francuskiego. W 1903 r. rozpoczyna podróż po Niemczech, Belgii, zatrzymuje się na dłużej w Paryżu, w 1904 r. przebywa przez pewien czas w zakładzie dla nerwowo chorych w Arcueil pod Paryżem. Od 1905 r. mieszka w Grabowie i w Warszawie. Po ogłoszeniu transgresji płciowej przebywa w różnych zakładach dla nerwowo chorych. W l. 1914–1945 mieszka w Grabowie, później w Zbrojnej Górze i w przytułku w Izabelinie pod Warszawą. Mimo że nie publikuje swoich utworów, wciąż jednak pisze, m.in. w l. 1917–1927 Xięgę poezji idyllicznej (wyd. 2023). Umiera 8 III 1949 w Izabelinie.

Twórczość krytyczna i jej zadania. Przez cały czas intensywnie zajmuje się krytyką literacką. We wstępie do Szkicow definiuje wzajemne relacje między twórczością literacką a kontekstami epoki (Zamiast wstępu). Precyzuje rolę krytyki, wymagając od niej umiejętności wychwytywania nastrojów wpływających na kształt literatury, zdolności przewidywania i nadążania za przemianami społecznymi oraz kulturowymi. Formułuje także krytykę tradycyjnego wzorca powieści, w szczególności realistycznej, której zarzuca brak syntezy i nadmierne skupienie na zobiektywizowanym przedstawieniu faktów. Gani również lekceważenie strony psychologicznej. Nie proponuje jednak konkretnych rozwiązań dla takiego gatunku literackiego, który miałby być charakterystyczny dla kształtującego się nowego typu podmiotowości. Wypowiedź ta przechodzi bez większego echa, jednakże da się w niej wyróżnić najważniejsze postulaty, zgodnie z którymi Komornicka/ Włast będzie pisać o powieści kilka lat później na łamach „Chimery”.

W 1895 r. pod nazwiskiem Maria Komornicka wraz z Wacławem Nałkowskim i Cezarym Jellentą wydaje książkę o charakterze manifestu programowego Forpoczty (1895), w której zamieszcza antyfilisterski dramat Powrot ideałow, artykuł Przejściowi, rozważania o kondycji człowieka Dlaczego oraz Lirykę prozą i wierszem. Należący do ważniejszych wypowiedzi epoki artykuł Przejściowi określa wyższość indywidualności psychicznych nad resztą społeczeństwa, akcentuje wyjątkowość typów wrażliwych i nerwowych.

W związku z dyskusją toczącą się z okazji setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza ogłasza artykuł, w którym formułuje charakterystykę artysty modernistycznego jako istoty pełnej sprzeczności, wahań, przeczuć, poszukującej doskonałej pełni i ideału w wyrażaniu uczuć i myśli; pisze: „Nie twierdzimy bynajmniej, że Mickiewicz jest wzorem dla nowej sztuki. Przeciwnie: miłośnikom wybrednej szkoły i nowych zjawisk wydaje się on często za pierwotny ze swą niedbałością o rym – i naturą względnie normalną, prostą. […] Co jednak jest pewnym to, że jakąkolwiek będzie przyszłość naszej literatury – a życzymy jej sprostać cieniom wiekuistym Mickiewicza – on żyć w niej będzie życiem promiennej chwały” (Mickiewicz i nowa poezja, „Głos” 1898, nr 52). W opublikowanej na łamach „Głosu” krótkiej wypowiedzi „Co myśli i czego chce nowe pokolenie?” Sprostowanie i wyzwanie („Głos” 1900, nr 25) stanowiącej polemikę z artykułem Aurelego Drogoszewskiego (Luźne uwagi o metafizycznych lotach współczesnej poezji, „Prawda” 1900, nr 21–22) definiuje rolę krytyka literackiego jako tego, który ma anonsować nowe dzieła, zachowując nieustająco „świeżą wrażliwość”. Odmawia krytyce prawa wartościowania utworów, twierdząc, że wymaga ono perspektywy czasu, jednocześnie chce wskazać własne miejsce jako osoby piszącej w ramach epoki, dobitnie dystansując się wobec kręgu Przybyszewskiego, hasła „sztuka dla sztuki” i wobec pogardliwego stosunku do tłumu.

W swoich wypowiedziach krytycznoliterackich nie unika jednak sądów nad utworami, poświęcając im w „Chimerze” (1902–1907) całą rubrykę zatytułowaną Powieść. W ramach tego cyklu recenzje podpisuje pseudonimem Włast, co jest tym bardziej warte odnotowania, że na łamach „Chimery” ogłasza też poezje i utwory prozatorskie, sygnując je imieniem i nazwiskiem Maria Komornicka lub tylko inicjałami. Z pewnością publikuje również pod zbiorowym pseudonimem Tredecim, pod którym ukrywali się także inni twórcy (J. Lemański, Z. Przesmycki).

O powieści. W ramach rubryki Powieść pisze o najpoczytniejszych utworach prozatorskich epoki, ale też o pomniejszych. Dziełom, określanym przez siebie mianem dzieł istotnych, poświęca znacznie więcej uwagi, prezentując niekiedy rozbudowane, a często pełne emocji recenzje. „Co do dzieł istotnych, to należą one do chwały wiekuistej niezależnie od kategorii, w które wtłacza je forma. Należą one do nieśmiertelnej kategorii dzieł sztuki” („Chimera” 1902, t. 5). Konsekwentnie stosuje jednolity styl ekwiwalentyzacji symbolicznych i silnie zmetaforyzowany język. Względem cenionych przez siebie dzieł przyjmuje postawę empatyczną, zespalając się z tekstem i jego podmiotem. Przy omawianiu utworów ocenianych negatywnie wykorzystuje z kolei ostrą kpinę i szyderstwo, niektóre wyłącznie odnotowuje, opatrując je czasem niezwykle zjadliwym komentarzem, np. „Mazanie ślimaka śluzem po piasku” o Szkicach z pamięci Kazimierza Wittego (tamże, t. 6).

W tejże rubryce recenzje poświęca m.in. Sprawie Dołęgi Józefa Weyssenhoffa, Chwilom Elizy Orzeszkowej czy Powieści o dwóch miastach Charlesa Dickensa (tamże, t. 5), a także Przed świtem Władysława Stanisława Reymonta. Pełen dystansu stosunek do twórczości Przybyszewskiego ujawnia już wcześniej w artykule Mickiewicz i nowa poezja, zarzucając poecie sztuczność i udawaną pasję, by na łamach „Chimery” konsekwentnie pisać o banalności, chaotyczności w jego Poezjach prozą (tamże, t. 6) i nierówności artystycznej Synów ziemi (tamże, t. 9). Zdarza się jednak, że mówi o Przybyszewskim niezwykle przychylnie, m.in. o poemacie Na tym padole płaczu, nazywając utwór jedną z najpiękniejszych (wraz z Nad morzem i W godzinie cudu) symfonii poetyckich tego artysty (tamże, t. 5). W następnych numerach pisze np. o Godach życia Adolfa Dygasińskiego, w którego dziele dostrzega wpływy filozofii indyjskiej i koncepcji Arthura Schopenhauera, odnajduje prawidła rządzące życiem, wreszcie docenia język jako „jędrny, giętki, czarem słów odmłodzonych otwierający całe horyzonty świeżości” (tamże, t. 6). W rubryce Powieść poddaje ocenie też jakość przekładów utworów obcych, co jest tym bardziej uzasadnione, że zajmuje się tłumaczeniami.

Do najciekawszych należy studium Własta o Próchnie Wacława Berenta (tamże, t. 6). Konsekwentnie – zgodnie z tym, co wybrzmiało w Forpocztach – traktuje Próchno jako pochwałę wyjątkowości artysty konfrontującego się z „tępością niewolników chwili”. Ten mocny kontrast pozwala Włastowi oskarżyć „zwyrodniałe społeczeństwa” o uśmiercanie „Borowskich, Jelskych, Mullerów”. Akceptując oryginalność rozwiązań chronologicznych Berenta, w zachwycie analizuje jego styl. Podkreśla również nowatorstwo utworu, pisząc o Próchnie jako o „powieści wyzwolonej z konwenansu i płaskiego gawędziarstwa […] uświadomionej w swych nieskończonych środkach wypowiedzenia, w giętkiej rozciągłości swych ram, w swym charakterze syntetycznym” (tamże). Krytykuje natomiast zakończenie utworu, które zawęża perspektywę tragedii totalnej do jednostkowej negacji. Oczekuje przeciwwagi światopoglądowej w witalizmie, mówiąc o „niezbędności Śmierci dla Życia”.

Kiedy pisze o Pałubie Karola Irzykowskiego, współbrzmi z innymi wczesnymi sądami o powieści („Chimera” 1905, t. 9). Krytykując kompozycję, logikę asocjacyjną wymykającą się oczekiwaniom epickości („epizmu”), stara się docenić dociekliwość w opisie stanów psychicznych, określając je mianem „stenografii i mikrografii duchowej”. Podobnie jak w przypadku uwag o Pałubie w recenzji Popiołów dominuje ton negatywny (tamże). Włast, doceniając wrażliwość językową, „wszechstronną potęgę ekspresji”, zarzuca Stefanowi Żeromskiemu nieumiejętność budowania historycznego tła i konstruowania portretów psychologicznych. Niezwykle wysoko ocenia natomiast Lorda Jima Josepha Conrada, wskazując zasadnicze wyznaczniki zarówno udanej powieści, jak i osobowości twórczej. Są to indywidualizm, intelekt, wysoka kultura, mistrzowski artyzm.

Do wyjątkowo ważnych należy recenzja z dwóch tomów Chłopów Władysława Stanisława Reymonta (tamże), w której Włast po raz kolejny poszukuje w powieści wyższej i zarazem czytelnej idei ukazanej na tle historii. Jej brak stanowi główny zarzut wobec Chłopów, jednak w całej recenzji dominuje ton pochwalny, akcentujący dociekliwość badawczą pisarza, jego umiejętność analizy psychologicznej grupy, wartkość dialogów, indywidualizację języka. Na łamach „Chimery” pod nazwiskiem Komornicka publikuje studium o charakterze prozy poetyckiej poświęcone Oscarowi Wilde’owi (Oskar Wilde. Apokryf idealny, tamże). Pełen ekspresji wywód tego studium świadczy o bliskim uwielbienia stosunku do twórczości autora Portretu Doriana Graya. Komornicka mocno akcentuje protest przeciw konwencjonalnej moralności. Osobowość pisarza opisuje i interpretuje na zasadzie współbrzmienia, w bliskim spotkaniu, połączeniu dwu indywidualnych podmiotowości.

W tym samym numerze pod pseudonimem Tredecim (do autorstwa Komornickiej/ Własta skłaniają się M. Podraza-Kwiatkowska i W. Hendzel) publikuje artykuł o charakterze programowym („Pogrom” sztuki, tamże), w którym staje po raz kolejny w obronie dekadentów jako ludzi wyjątkowych i wrażliwych. Formułuje tu także program sztuki, która powinna intuicyjnie wytyczać drogę przemian. W sposób zawoalowany odnosi do bieżących wydarzeń związanych z rewolucją 1905 r. Wyznacza również rolę krytyka literackiego w społeczeństwie, który ma upowszechniać sztukę. W tej, ale też w innych wypowiedziach programowych, krytycznych czy poetyckich, wrażliwość pojawia się jako jeden z leitmotivów. Mimo braku metatekstowej definicji w ramach wypowiedzi krytyczki/ krytyka wolno zauważyć, że konsekwentnie postulowana wrażliwość staje się zasadniczą kategorią wpisującą się w Einfuhlungstheorie i krytykę empatyczną.

W szkicach literackich powstałych w l. 1914–1949 (wyd. Notaty, „Archiwum Literackie” 1964, t. 8) Komornicka/ Włast po raz kolejny odrzuca realizm, który rozumie jako dosłowny zapis obserwacji i traktuje jako warsztatową wprawkę do właściwej powieści mającej z zachowaniem prawdopodobieństwa wyrastać z inwencji twórczej. Pisze także o najnowszych zjawiskach, zachowując pełne ironii i sarkazmu spojrzenie na współczesność. Odnosi się do twórczości Artura Sandauera, Tadeusza Różewicza, Jarosława Iwaszkiewicza, Czesława Miłosza.

Wrażliwość. Do najważniejszych cech, które Komornicka/ Włast ceni u twórcy, ale i u krytyka, należy wrażliwość przyczyniająca się do wyjątkowości i inności grupy odmieńców, „przejściowych”, z którymi się identyfikuje. Od krytyki oczekuje przede wszystkim informacji o nowych utworach, jednocześnie twierdząc, że właściwą ocenę da się sformułować dopiero z temporalnego dystansu, nie przeszkadza jej to jednak w dobitnym wyrażaniu ocen. Jako krytyk/ krytyczka empatycznie zanurza się w czytanym dziele, oczekując głębi psychologicznej. W artykułach Komornickiej/ Własta próżno szukać metarefleksji czy prób definiowania używanych pojęć. Można jedynie wnioskować z kontekstu, że w obrębie postulowanej wrażliwości umieszcza takie kręgi, jak wrażliwość twórcy, współodczuwanie, łączące ze sobą kwestie psychologii i estetyki, empatyczne zanurzenie w dziele (oczywiście było ono najpełniejsze w przypadku dzieł aprobowanych, które wyrastały z wrażliwości twórcy).</document>
<document nplp_id="13170" title="Ilnicka Maria" slug="ilnicka-maria">Redaktorka, publicystka, krytyczka, powieściopisarka, poetka. Kryptonimy i pseudonimy: I., I.M., m., M., M.I., Maria I., Maria …cka.

Informacje biograficzne. Maria Febronia Tekla Majkowska urodziła się 18 VII 1824 w Warszawie; była córką podpułkownika Batalionu Kompanii Saperów Brunona Edwarda Majkowskiego (1787–1831) i Julianny z Garczyńskich (1807–1881). Po śmierci ojca Maria przeniosła się z matką i rodzeństwem do rodzinnego majątku Jasionna pod Białobrzegami. Po powrocie do Warszawy wstąpiła na pensję Apolonii Plewińskiej. W 1853 r. poślubiła starszego adiunkta Wydziału Prawnego Banku Polskiego, Tomasza Ilnickiego (1815–1866). Wkrótce rozpoczęła działalność literacką: debiutowała tłumaczeniem powieści poetyckiej Waltera Scotta Pan dwóchset wysp. Poemat („Biblioteka Warszawska” 1854, t. 2–4, 1855, t. 2–3), tłumaczyła też poezje Henry’ego Wadswortha Longfellowa i Pieśni Osjana Jamesa Macphersona, zaczęła również pisać wiersze. W 1861 r. została laureatką konkursu literackiego „Biblioteki Warszawskiej” jako autorka komedii Kto winien. Od połowy l. 50. Ilnicka prowadziła dom otwarty, gdzie zbierała się patriotycznie nastawiona inteligencja. W czasie powstania styczniowego została archiwariuszką Rządu Narodowego, a także współautorką niepodległościowego Manifestu 22 stycznia 1863 r., którego opracowanie powstańczy Komitet Centralny Narodowy powierzył bratu Ilnickiej, Janowi Majkowskiemu. Była także członkinią jednej z kobiecych „piątek” opiekujących się więźniami politycznymi. Małżeństwo Ilnickich zostało aresztowane wiosną 1864 r. Tomasz Ilnicki został skazany na śmierć (wyrok zamieniono na 15 lat ciężkich robót w kopalniach w Usolu na Syberii, gdzie zmarł w 1866 r.). Ilnicką po śledztwie zwolniono z Cytadeli ze względu na zły stan zdrowia. Jesienią 1865 r. została redaktorką wydawanego przez Michała Glücksberga tygodnika dla kobiet „Bluszcz”, który prowadziła przez 31 lat. Jej nazwisko nie pojawiło się nigdy w stopce redakcyjnej. Prawdopodobnie początkowo wydawca nie chciał ryzykować sygnowaniem „Bluszczu” przez osobę zamieszaną w działalność polityczną, a potem „anonimowość” po prostu zachowano. Prowadzenie pisma było podstawą utrzymania Ilnickiej. Po śmierci męża zamieszkała z matką przy ul. Złotej, gdzie prowadziła w l. 1870–1890 swoje „wtorki literackie”, otwarte nie tylko dla pisarzy, ale przede wszystkim dla sybiraków. W l. 90. wydawca „Bluszczu” stanął na skraju bankructwa, a ponieważ Ilnicka lokowała u niego kapitał, straciła wszystkie oszczędności, a co gorsza, przez jakiś czas musiała sama zapełniać szpalty tygodnika, gdyż nie było z czego płacić autorom. W 1896 r. zrezygnowała z prowadzenia czasopisma z powodu choroby oczu. Zmarła, w niecały rok po odejściu z redakcji, 26 VIII 1897 w Warszawie; już wtedy zapomniana, o czym świadczył jej skromny pogrzeb na Powązkach.

Redaktorka „Bluszczu”. „Bluszcz” stał się pod kierownictwem Ilnickiej wysokonakładowym i najpopularniejszym polskim czasopismem dla kobiet. W prospekcie i w kolejnych numerach pisma powołanie kobiet wiązano wyłącznie z rodziną. Na patronkę „Bluszczu” wybrano Klementynę z Tańskich Hoffmanową, co czytelnicy przyjęli jednoznacznie jako sygnał powrotu do tradycji i jako znak dystansu wobec liberalnie pojmowanej emancypacji. Profil pisma został ukształtowany przede wszystkim przez jego redaktorkę, która publikowała w „Bluszczu” artykuły o różnorodnej tematyce, trzy powieści oraz ogromną liczbę wierszy. Była też autorką prawie wszystkich artykułów wstępnych do numerów. „Bluszcz” miał równie wielu zwolenników, co przeciwników. Dla postępowców i liberałów konserwatywna wizja kobiety i rodziny, idealizowanie wielu sfer życia stanowiło przedmiot kpin i anegdot związanych z działalnością jego redaktorki („Bluszcz” krytykowali otwarcie m.in. E. Orzeszkowa i P. Chmielowski).

Poglądy krytycznoliterackie. Postawa Ilnickiej jako krytyczki literatury i sztuki wiąże się z funkcją redaktorki naczelnej pisma. „Czytanie dobrych książek pomaga żyć dobrze” – jest to jedna z tez felietonu Ilnickiej (Wpływ czytania w wychowaniu, „Bluszcz” 1893, nr 45). Tę myśl Ilnicka wielokrotnie powtarzała, wierząc, że książka – na równi z rodzicami – pozwala dobrze wychować dziecko, nie tylko rozwija inteligencję, ale otwiera bramy świata idealnego, jest w stanie przemienić człowieka i jego postawę wobec bliźnich. W jednym z artykułów wstępnych wyraziła przekonanie, że „stosunek sztuki do życia jest stosunkiem ideału do rzeczywistości – pismo nasze usiłowało zawsze mieścić w literackiej swej części tylko utwory z wyższym, szlachetniejszym uczuć i myśli nastrojem, nie dopuszczając nigdy nic takiego, co by wyobraźni sfałszowane obrazy moralnego piękna, obałamucające obrazy życia przedstawiało” (Tysiączny numer, „Bluszcz” 1884, nr 48). Deklaracja ta tłumaczyła zarówno krytykowany idealizm redaktorki, która wierzy, że jedynie moralne piękno w literaturze ma pozytywny wpływ na odbiorcę (Do czytelniczek, „Bluszcz” 1865, nr 1), jak i aprobatę tradycjonalistów. Powołując się na francuskiego estetyka, Paula Stapfera, Ilnicka dzieli pisarzy na moralnych i niemoralnych: „Zasada, że wszystko, co jest prawdziwym, już przez to samo moralnym być musi, bo inaczej natura byłaby niemoralną, jest sofizmatem estetycznym, […] jest to społeczną cnotą pisarza, aby ludzkiego ducha nie poniżał, ale podnosił go i uszlachetniał przez stawiane mu przed myślą obrazy wyższej wartości moralnej” (Fikcje literackie w stosunku do życia, „Bluszcz” 1887, nr 44).

Ilnicka widziała różnicę w odbiorze literatury przez kobiety i mężczyzn. Kobieta czyta więcej, gdyż to bardziej naturalne dla niej zajęcie, a książka oddziałuje na nią nieskończenie silniej niż na mężczyznę ze względu na wrodzony kobietom idealizm i wrażliwość. Dlatego trzeba być podwójnie ostrożnym w rekomendowaniu lektur dziewczętom (Kobieta i książka, „Bluszcz” 1867, nr 38). Ilnicka polecała książki Mary Elisabeth Braddon, Dinah Maria Craik (Miss Mullock), Marion Crawford, Margaret Oliphant. Powtarzała za Ralphem Waldo Emersonem, że w każdej lekturze szukamy tych zdań i uczuć, które są nam samym najbliższe, i ta sama zasada obowiązuje w literaturze narodowej. Wzory zachowań odpowiednie dla Polek widziała w portretach kobiet naszkicowanych w pismach Hoffmanowej (Narcyza Żmichowska, „Bluszcz” 1877, nr 15–16).

Żmichowska i jej doświadczenie biograficzne. „Trzeba czuć i myśleć szlachetnie, aby pisać dobrze”. Ten aksjomat krytyczny pochodzi z felietonu Ilnickiej Czytanie („Bluszcz” 1885, nr 45). Jest to bezwzględny wymóg czystości moralnej ze strony twórcy dzieła sztuki. Ilnicka miała kilku ulubionych pisarzy, których uważała za moralne wzorce. Oprócz wspomnianej Hoffmanowej, byli to Narcyza Żmichowska i Józef Ignacy Kraszewski.

Ilnicka ceniła krąg entuzjastek, nie dostrzegając ich subwertywnego potencjału; podziwiała Żmichowską, której poświęciła m.in. cykl szkiców Narcyza Żmichowska („Bluszcz” 1877 nr 4–6, 8–9, 11–12, 15–16), pomyślany jako całościowy ogląd sylwetki i twórczości autorki Poganki, ale i tu uznanie było ufundowane na interpretowaniu dzieł Gabryelli w zgodzie z ortodoksją chrześcijańską. Uważała Żmichowską za największy talent kobiecy w literaturze polskiej, porównywalny z romantycznymi wieszczami. Specyfikę jej pisarstwa określała nieostrymi kategoriami z dziedziny psychologii, nie zaś estetyki, przypisując Żmichowskiej wybitnie kobiecą uczuciowość jako wyróżnik twórczości. Wydobywa z jej pism (z Poganki, uznanej za dzieło najbliższe sercu pisarki, a przede wszystkim z Książki pamiątek) fragmenty pokazujące, jak mocno umysł kobiecy różni się od męskiego. Kobiecość i męskość stają się też kategoriami krytycznoliterackimi, pozwalającymi lepiej zrozumieć dzieło literackie.

Metoda krytyczna, jaką Ilnicka stosuje w oglądzie twórczej sylwetki Żmichowskiej, zakłada badanie związku między życiem pisarza a jego dziełami. Krytyczka stara się uchwycić przewodnią ideę łączącą biografię i twórczość. Jej zdaniem autorka Poganki podkreśla wartość pierwiastka uczuciowego jako podstawy więzi międzyludzkich, rodzinnych i społecznych, może dlatego że miłości nie doświadczyła: „[…] nigdy Żmichowska nie znała pieszczoty macierzyńskiej, nigdy własnego dzieciątka nie przytuliła do piersi swej ciepłej, nie była nigdy oblubienicą wybraną, ukochaną małżonką” (tamże, nr 5). Tymi deficytami tłumaczy niedoskonałości jej powieści; ich zbytnie wychylenie w świat niezaznanych namiętności (Ilnicka żałuje, że po Pogance nie nastąpiła Chrześcijanka). Zauważa, iż doświadczenie życiowe artysty jest źródłem natchnienia i ramą ograniczającą twórczość: „Tylko Bóg tworzy z niczego, to jest sam z siebie” (tamże, nr 8). Wybiórczą pamięcią i „smutnym przełomem ducha”, jaki stał się udziałem Żmichowskiej (po wyjściu z internowania), tłumaczy krytyczka niechęć pisarki wobec Hoffmanowej, ujawnioną w Słowie przedwstępnym do jednego z tomów pism zebranych autorki Pamiątki po dobrej matce. Broni Hoffmanowej, łagodnie osądza „błąd” Żmichowskiej.

Ważną dla Ilnickiej kategorią oceny pisarza jest to, czy umie on pozostać na gruncie swojskości i nie zatraca poczucia patriotyzmu. O Żmichowskiej pisze, że nawet podczas pobytu w Paryżu jej myśli i uczucia nie przestają być „doskonale swojskimi, […] nie cudzoziemczeją przez pojęcia sprzeczne rodzinnym tradycjom naszym”. Żmichowska nigdy nie wyzuwa się „z plemiennej indywidualności” (tamże, nr 6). Kryterium oceny wartości pisarki staje się także „niebycie emancypantką”, a raczej nieuleganie emancypacyjnym wzorcom George Sand czy saintsimonistów. Ilnicka podkreśla, że w przekonaniu Żmichowskiej o równości mężczyzny i kobiety nie zawierało się nigdy poczucie jednakowości płci w pracach i w zawodach. Kolejnym kryterium krytycznoliterackim, którego używa Ilnicka, jest chrześcijański charakter utworu oraz jego jasność i zrozumiałość. Estetykę, która zakłóca zrozumiały przekaz, określa jako wadę, podtrzymuje zarzut „niezrozumiałej fantastyczności”, który krytycy stawiają Pogance. Ilnicka analizuje też korespondencję pisarki („Bluszcz” 1885, nr 20, 22–23). Najważniejsza dla niej jest zgoda między życiem a twórczością pisarza; w przypadku Żmichowskiej dwa tomy korespondencji (ocenzurowane przez wydawczynie, o czym Ilnicka nie wspominała) stanowią „jak gdyby podkład, na którym widzimy […] doskonałą zgodę jej przekonań osobistych, jej życia całego w rodzinnych i obywatelskich jej stosunkach ze zdaniami głoszonymi przez autorkę” (tamże, nr 20).

Powieści Kraszewskiego i ich zadania społeczne. W cyklu szkiców o Kraszewskim (Stanowisko J.I. Kraszewskiego w literaturze, „Bluszcz” 1879, nr 40–45) Ilnicka widzi literaturę w działaniu, jako narzędzie społecznej zmiany. Podkreśla, że najważniejsza jest „wspólność idei między pisarzem a publicznością”. Jako zasługę Kraszewskiego traktuje Ilnicka „rozbratanie” czytelnika z cudzoziemszczyzną i przywrócenie go narodowym tradycjom. Kraszewski pierwszy wprowadził „gromadę wieśniaczą” do literatury, pokazał, że są to „ludzie z taką jak nasza krwią w żyłach, z takim jak nasze sercem w piersi”, „zajrzał w duszę ludową” w psychologicznie napisanych „romansach ludowych”. Ilnicka nie ceni powieści tendencyjnej, nie lubi „artyzmu oddanego na posługę”, zauważa, że żaden z utworów Kraszewskiego nie może być nazwany tendencyjnym, gdyż sztuka ma u niego wyższe prawa.

Uznanie Kraszewskiego za ojca nowożytnej polskiej powieści zachęca Ilnicką do refleksji historycznoliterackiej: krótkiego podsumowania dziejów rodzimej szkoły powieściowej (tamże, nr 43). Początkowo nasi twórcy kopiowali postaci z klasycznej szkoły francuskiej: „[…] nie mieliśmy […] sił oryginalnych, zdolnych stworzyć polską szkołę powieści nowożytnej i podsyciło nas jeszcze na chwilę naśladowanie Walter Skota, a nawet z tego okresu zostaną nam w literaturze rzeczy cenne, jak Pojata Bernatowicza, jak historyczne również powieści Bronikowskiego […]” (tamże). Współczesnej francuskiej szkoły powieści (tu mowa zapewne o naturalizmie) nie możemy naśladować, „bo się z naszym pojęciem kobiety i miłości zbyt różni”, nie przyjęły się u nas bohaterki „w typie Sanda”. Ilnicka nie ceni ani Henryka Rzewuskiego (któremu zarzuca obronę złotej wolności szlacheckiej), ani Józefa Korzeniowskiego. Sukcesu Kraszewskiego upatruje w tym, że nawiązał do swojskiej moralności i kultury, bliskiej czytelnikom z każdej klasy społecznej.

Literackie portrety kobiet. Ideały wychowawcze. Na łamach „Bluszczu” Ilnicka – zgodnie z podjętą misją – starała się prezentować przede wszystkim literacki świat kobiecy, zarówno polski, jak i zagraniczny w najróżniejszych formach gatunkowych: recenzji utworów, obszernych szkiców nekrologowych (tu zawsze przekracza gatunkowe ramy, tworząc ciekawe ujęcia krytyczne), mniej lub bardziej rozbudowanych portretów biograficzno-literackich, dużych rozpraw o zakroju monograficznym. Warto przypomnieć zaskakującą opinię Ilnickiej wypowiedzianą pod koniec jej twórczej drogi w recenzji biografii malarki, Angeliki Kauffmann. „Cokolwiek da się powiedzieć i zrobić w kwestii równouprawnienia kobiet, nie ulega wątpliwości, iż geniusz raczej męskim jest darem” – pisze i dodaje, że kobiety mają co najwyżej talent, za pomocą którego starannie i sumiennie naśladują nieśmiertelne wzory ([rec.] Z życia artystki. „Angelica Kauffmann” by Frances A. Gerard, Londyn. Ward and Downy, „Bluszcz” 1893, nr 11). Mimo tej niepochlebnej dla własnej płci konstatacji, to właśnie twórczości kobiet poświęciła znakomitą większość swych wypowiedzi.

Krytyka literacka Ilnickiej uprawiana na łamach „Bluszczu” miała konkretną adresatkę: kobietę z poznawczymi aspiracjami, ale dającą się prowadzić i wychowywać. Portrety pisarek nadawały się do tego celu znakomicie. Swoje szkice poświęciła m.in. Emilii Gosselin – literatce z kręgu Entuzjastek, Paulinie Wilkońskiej, pisarkom szwedzkim: Fredrice Bremer, Marie Sofie Schwartz, bohaterkom szwedzkiej prozy kobiecej, pisarkom angielskim: George Eliot, Anne Isabelli Thackeray Ritchie, Marie Louise de la Raméé (ps. Ouida), Frances Hodgson Burnett, Dinah Marii Craik, poetce Elisabeth Barett Browning, Mary Linskill, Margaret Oliphant, Elizie Lynn Linton, pamiętnikom i korespondencji angielskiej astronomki z I poł. XIX w., Caroline Lucretii Herschel; dziennikom angielskiej podróżniczki Anne Hore, pisarkom amerykańskim: autorce słynnej Chaty wuja Toma Harriet Beecher Stowe. Skróconą historię kobiecej literatury amerykańskiej końca XVIII i XIX w. szkicuje w artykule Autorki amerykańskie („Bluszcz” 1891, nr 26), gdzie mówi m.in. o dziejopisarce Hannah Adams, poetce Lydii Sigourney, dziennikarce i pisarce Margaret Fuller, Elisabeth Drew Stoddard, „kobiecej odmianie Edgara Allana Poe” – Henrietcie Prescott, działaczce feministycznej i pisarce Elisabeth Stuart Phelps Ward, Constance Fenimore Woolson, Louisie May Alcott, poetkach Elisabeth Howell, Frances Sargent Osgood, Emmie Lazarus. Wielokrotnie wspominała też w swoich szkicach o pisarkach i poetkach włoskich: Erminii Fuà Fusinato, Matilde Serao, Adzie Negri, pisarkach niemieckich: Eugenie John (Marlitt), rumuńskich: Carmen Silvie (pseudonim królowej Elżbiety rumuńskiej), francuskich: recenzowała m.in. korespondencję margrabiny du Deffant do Monteskiusza, d’Alemberta, Voltaire’a, biografię pani de Lafayette pióra jej córki, markizy de Lasteyrie Saillant.

Ilnicka nie ceniła pisarek francuskich, a także Émile’a Zoli i naturalistów, obawiała się szkoły Sand, której wpływ i siłę doceniała, przyznawała jej „pewien rodzaj geniuszu” i rozległe horyzonty, ale ją samą nazwała kobietą, która zna tylko religię piękna. W szkicu porównującym bohaterki Sand i Żmichowskiej, jednoznacznie odrzuca Sandowskie awanturnice na rzecz skromnych entuzjastek (Nić tradycji, „Bluszcz” 1882, nr 12).

Kryteria wartościowania literatury. Ilnicka stoi zawsze po stronie zalet moralnych utworu, jest zdania, że jeśli niezależnie od jego wartości estetycznej mówi on o czymś wartościowym, jest wartościowy. Pisząc np. o opublikowanych w „Bibliotece Warszawskiej” Pamiętnikach nieboszczki pióra Emilii Gosselin przyznaje, że pracy tej brakuje „połysków fantazji i wyobraźni”, ale dodaje, że wartość i piękno Pamiętników polega na „podniosłym stanowisku, z którego pisząca pogląda […] na życie” (Emilia Gosselin, 1866, nr 18).

Ilnicka używa pojęcia szkoły literackiej, którą „każdy niemal wyższy talent literacki tworzy” (Zofia Schwartz, „Bluszcz” 1868, nr 11). Szkołę postrzega jako kierunek, który dobry pisarz wskazuje innym umysłom. Takie powinowactwo intelektualno-duchowo-artystyczne widzi w twórczości Fredriki Bremer i Marie Sofie Schwartz (która kontynuuje w sposób płynny ideały pierwszej). Szkoły literackie wiąże zwykle nie tylko z określonym nurtem estetycznym, ale też z literaturami narodowymi, twierdzi że ducha poezji lub prozy należy szukać w ziemi ojców artysty. W bohaterka literackich ceni powściągliwość, dystans wobec namiętności. Mimo że sama uprawiała wszystkie rodzaje literackie, najwięcej uwagi poświęcała prozie, zwłaszcza angielskojęzycznej. W artykule Stanowisko Jerzego Eliot wobec kwestii kobiecej („Bluszcz” 1874, nr 52) opisuje, jak narodziła się powieść rodzinna, na jakie potrzeby historyczno-cywilizacyjne odpowiedziała, co nowego wprowadziła.

Jednak nie tylko mistrzom i ich arcydziełom poświęcała Ilnicka uwagę. Ilnicka uważała, że warte analizy są także powieści nie wybitne, ale po prostu dobre. Wartościowym pisarzem może być poczytny rzemieślnik propagujący szlachetne idee. Definicję dobrych powieści znajdujemy w szkicu poświęconym Paulinie Wilkońskiej: „[…] dobre przez natchnienie czyste, wskroś swojskie, głęboko uczciwe, dobre przez uczucie kobiece, przez obrazy cnoty rzetelnej, jasno, prosto, wyraźnie przed wzrok czytelnika stawianej. […], powieść obyczajowa pisana zawsze z myślą postępu, a przecież w uszanowaniu i miłości tradycji, starych cnót, obyczajów, skarbów rodzinnych” (Paulina Wilkońska, „Bluszcz” 1875, nr 28).

Metoda biograficzno-genetyczna. Ilnicka poszukuje piękna także w biografiach pisarek. Życie Bremer „musiało być pięknym, bo było użytecznym” – pisze (Fryderyka Bremer, „Bluszcz” 1866, nr 20). Każda sylwetka zawiera rozbudowany życiorys, Ilnicka szuka w nim swoistych cech rodzinnego środowiska, wykształcenia, najwcześniejszych zapowiedzi talentu. Interesuje ją, jak kobiety dochodziły do zawodu pisarskiego i czym było dla nich tworzenie. W szkicu Autorki amerykańskie przedstawia pierwszą zawodową pisarkę Nowego Świata, Hannah Adams, i jej autobiografię. Ilnicka – wyraźnie zainspirowana fizjonomiką – często korzysta z portretów lub fotografii omawianych autorek i opisuje ich rysy. Kontynuuje szkołę Charles’a Augustina Sainte-Beuve’a, którego portrety literackie stały się w różnych wydaniach XIX-wiecznym standardem krytycznoliterackim. Łączy je z inspiracjami Hippolyte’a Taine’a.

Modelowym przykładem metody biograficznej jest rozprawa poświęcona George Eliot (Maria Anna Cross (Jerzy Elliot), „Bluszcz” 1881, nr 5–7). Ilnicka porównuje wartości zawarte w utworach Eliot z realizowanymi w życiu autorki i dostrzega „bolesną między nimi niezgodę” (chodzi o związek Eliot z żonatym mężczyzną). Można wówczas zadać sobie pytanie: „Czy ta kobieta była obłudna? Czy może nie miała dumnej odwagi Jerzego Sanda, aby przyznać się jawnie do przekonań swoich?” (tamże, nr 6). Wedle Ilnickiej artysta powinien podlegać ocenom społecznym, podobnie jak wszyscy obywatele (to odpowiedź na skargi Eliot na ostracyzm), a ciekawość krytyka literackiego, która każe szukać prawdy o artyście, potrafi wykryć niespójność pomiędzy tym, jak się żyje, a tym, co się pisze. Nie ceniła otwartego autobiografizmu; szanujące się autorki „nie malują same siebie w obrazkach na pokaz ludziom dawanych” – pisze w szkicu poświęconym Marii Craik („Bluszcz” 1887, nr 46). W wielu innych artykułach podkreślała jednak rolę doświadczenia biograficznego w twórczości, jak chociażby w portrecie Harriet Beecher-Stowe. Konstatuje, że Chata wuja Toma (1852) nie mogłaby powstać i stać się jedną z najgłośniejszych książek swoich czasów bez przeżyć autorki, aktywnie działającej w ruchu abolicjonistycznym (Henryka Beecher-Stowe, „Bluszcz” 1888, nr 44).

„Rzetelny i skromny pracownik literatury”. W działalności krytycznoliterackiej redaktorki „Bluszczu” można dostrzec kilka głównych rysów: troskę o zachowanie poczucia narodowej wspólnoty poprzez popularyzowanie utworów polskich pisarzy i poetów, preferowanie literatury przekazującej ideały nie za pomocą prostych egzemplów i tendencji, ale emocji i siły uczucia, wiarę we wzorotwórczą (formacyjną) i społeczną moc literatury. Istotną część publicystyki Ilnickiej stanowiło zainteresowanie dla literatury przeznaczonej dla młodego czytelnika (rubryka Książka dla młodzieży w „Bluszczu”). „Pod względem »moralności« w literaturze powieściowej była wielką purystką, z przekładów skwapliwie usuwała wszystko, co mogło gorące obrazy w fantazji dziewcząt obudzić lub młode serca znieprawić” – pisał w artykule nekrologowym Aleksander Świętochowski („Prawda” 1897, nr 36). Ilnicka – co podkreślali żegnający ją w prasowych nekrologach koledzy po piórze – nie należała do talentów wybitnych, ale była „prawym, rzetelnym i skromnym pracownikiem literatury”. Podobnie można określić jej stanowisko w krytyce literackiej. Nie wskazała nowych horyzontów, korzystała ze znanych metod, nie konstruowała śmiałych teorii, nie lubiła polemik. Była za to niestrudzoną popularyzatorką. Zdumiewa jej pracowitość i niezwykła wręcz literacka erudycja, którą dzieliła się hojnie z czytelniczkami swego pisma.</document>
<document nplp_id="13174" title="Jellenta Cezary" slug="jellenta-cezary">Krytyk literacki i artystyczny, pisarz, publicysta, redaktor, tłumacz. Właściwe nazwisko: Napoleon Hirszband. Kryptonimy i inne pseudonimy: Ary; Alastor; Euzebiusz; Florestan; Jan Zarycz; N.N.; N.H.H.; Orestes; Orpion; Robon Dion; Ryszard Behenicz; Dr Kosmoski [?].

Informacje biograficzne. Urodził się 13 IV 1861 w Warszawie jako Napoleon Hirszband w rodzinie zasymilowanych Żydów (oficjalna zmiana nazwiska na Jellenta w 1918 r.). Był synem urzędnika bankowego Hermanna Hirszbanda i Teofili Stokfisz. W 1884 r. ukończył studia na Wydziale Prawa Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1887 r. wyjechał na studia filozoficzne do Monachium. Pracował w zawodzie adwokata do momentu wybuchu rewolucji 1905 r. Badacze nie są zgodni co do daty debiutu krytyka, wskazując na 1879 r. (W, Feldman), 1880 r. (T. Lewandowski) lub l. 1883–1884 (S. Jellenta, R. Taborski). Jellenta przez blisko 20 lat współpracował z „Prawdą”, „Przeglądem Tygodniowym” oraz „Ateneum” Piotra Chmielowskiego i Włodzimierza Spasowicza, publikując głównie artykuły z dziedziny filozofii, metodologii nauk humanistycznych, estetyki, etyki i socjologii. W 1891 r. opublikował pierwszą większą pracę krytyczną: Studia i szkice filozoficzne. Momentem przełomowym był 1895 r. i wydanie (razem z Wacławem Nałkowskim i Marią Komornicką) zbioru Forpoczty, młodopolskiego manifestu literackiego. Lata 90. XIX w. to także czas publikacji pierwszych nowel, tomików poetyckich i dramatów krytyka; w 1908 r. debiutował powieścią psychologiczną (Linie Hofera). Poślubił Albinę Szawińską (1866–1920), z którą miał trzech synów: Alfreda (1886–1920), Wacława (ur. 1894) i Stefana (1899–1991), historyka wojskowości i biografa ojca. W 1893 r. przyjął chrzest w parafii ewangelicko-reformowanej.

W okresie młodopolskim pisarz, związany ze środowiskiem radykalnej inteligencji warszawskiej, angażował się również w działalność polityczną i społeczną, w l. 1885–1905 prowadził wykłady na Uniwersytecie Latającym oraz wspierał ruch rewolucyjny 1905 r. Był redaktorem czasopism „Ateneum” i „Rydwan”, a także pomysłodawcą pierwszego kabaretu literackiego w Warszawie, funkcjonującego prawdopodobnie w l. 1901–1905. W 1906 r. z powodu groźby aresztowania wyemigrował do Niemiec i Włoch. Do Warszawy powrócił w 1914 r. Spędził w niej lata I wojny światowej, a zapisem tych doświadczeń jest pamiętnik Wielki zmierzch (1924). W latach powojennych Jellenta kontynuował działalność krytyczną i literacką, włączając w obszar zainteresowań krytykę muzyczną (zwłaszcza w redagowanym czasopiśmie „Biały Paw”) i filmową. Uczestniczył w pracach Związku Zawodowego Literatów Polskich (1921–1928). W l. 1926–1933 odbywał liczne podróże m.in. do Francji, Belgii, Niemiec, Austrii i Rumunii jako prelegent i popularyzator osiągnięć polskiej literatury i kultury (doświadczenia te opisał w pamiętniku-scenariuszu Wiatraki Don Chichota, 1933). Zmarł 31 VIII 1935 w Otwocku. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta i Medalem Niepodległości.

Twórczość krytyczna – główne tematy i problemy. Dzieło Jellenty krytyka imponuje liczbą wydanych prac oraz zakresem przedstawianych problemów i zjawisk. Ze względu na ramy chronologiczne słownika koncentrujemy się na okresie młodopolskim działalności, który Tomasz Lewandowski periodyzuje następująco: l. 1880–1893 przyjmuje jako fazę światopoglądowych poszukiwań i sporu o nowy kształt realizmu; l. 1894–1897 jako fazę krystalizacji programów modernistycznych oraz okres 1898–1914 jako czas obserwacji i komentowania aktualnych tendencji pojawiających się w literaturze i sztuce modernistycznej. Przeważającą część dorobku stanowią prace krytycznoliterackie – wśród nich manifesty (Forpoczty, 1895), syntezy historycznoliterackie (Ideał wszechludzki w poezji współczesnej, 1894) oraz portrety krytyczne i monografie poświęcone m.in. twórczości George’a Gordona Byrona, Percy’ego Bysshe Shelleya, Juliusza Słowackiego i Cypriana Norwida. Druga grupa prac to studia i eseje z dziedziny krytyki artystycznej, głównie o niemieckim i polskim malarstwie, rzeźbiarstwie i muzyce. Trzecia grupa to artykuły i studia o problematyce filozoficznej, rewizyjne wobec światopoglądu pozytywistycznego i aktualnych tendencji w naukach społecznych, pretendujące do rangi krytyki naukowej. Ostatnia, czwarta część dorobku obejmuje publicystykę skupioną wokół literatury, polityki i życia społecznego; ogłaszaną m.in. w „Prawdzie”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Ateneum” i innych czasopismach.

Forpoczty – zapowiedź młodopolskiej awangardy. Jellenta znany jest przede wszystkim jako jeden ze współautorów Forpoczt. W zbiorze znalazły się m.in. interwencyjna Spowiedź zbira o wyrazistej retoryce pamfletu, Cieplarnia bezducha i fantazja dramatyczna W upojeniu. Znaczenie Forpoczt było przez ówczesną krytykę marginalizowane – eksponowano przede wszystkim atmosferę dziennikarskiego skandalu i prywatny zatarg Jellenty z redaktorem „Kuriera Codziennego”, Antonim Mieszkowskim, pomijając niemal całkowicie treści programowe. Wyjątek stanowiło środowisko literackie Lwowa – diagnozę Jellenty o „cieplarni bezducha” przyjęto entuzjastycznie, a Ostap Ortwin określił manifest jako zwiastun literackiej awangardy, poważny głos protestu w „obronie sztuki przeciw miernocie i cechowemu rzemiosłu” (Wiedeński odczyt o literaturze współczesnej z powodu „Forpoczt”, 1896).

Spowiedź zbira jest rodzajem retorycznej mowy obrończej krytyka wykluczonego przez warszawskie środowisko literackie z obiegu wydawniczego i tym samym „skazanego” na milczenie. Została w niej dokładnie przedstawiona tzw. „sprawa Jellenty”, czyli zatarg z Mieszkowskim, zakończony rękoczynami. Sprowadzenie wymowy tekstu jedynie do kwestii osobistych jest jednak uproszczeniem, główną intencją autora było zdemaskowanie szkodliwych mechanizmów życia kulturalnego dziewiętnastowiecznej Warszawy. Jellenta buduje swój dyskurs, wykorzystując terminologię nawiązującą do języka ekonomii i socjologii („syndykat prasy” i „giełda literacka”), co nie jest przypadkowe. Krytyk rozpoznaje mechanizmy urynkowienia życia literackiego, podporządkowanego prawom popytu i podaży oraz zasadom wolnej konkurencji; ponadto piętnuje budowanie monopolu wydawniczego przez „królestwo Kurierów” i popularne wówczas wydawnictwo Gebethnera i Wolffa. W jego przekonaniu procesy instytucjonalizacji i ekonomizacji życia literackiego stanowią zagrożenie dla niezależności krytyki, literatury i nauki. W Spowiedzi zbira pojawiają się także rozpoznania dotyczące nowoczesnych mechanizmów tabloidyzacji prasy. Oskarżycielski ton Jellenty wobec „moralności kupieckiej”, rządzącej środowiskiem dziennikarskim, można umieścić w szerszym kontekście dyskursu antymieszczańskiego Forpoczt.

Cieplarnia bezducha to glossa do stanu krytyki i stanu ducha polskiego społeczeństwa i jego elit, zawartej w Studiach i szkicach filozoficznych (Warszawa 1891). Tytułowa metafora charakteryzuje środowisko literackie na przełomie XIX i XX w., zdominowane przez doświadczenie kryzysu i nie do końca rozpoznane wyczerpanie dziewiętnastowiecznego modelu kultury. Jellenta konstatuje „upadek” krytyki literackiej, przejawiający się w braku zdolności do formułowania obiektywnych ocen, dyletanctwie i powierzchowności w formułowaniu sądów, stronniczości, bezideowości, zaniku kompetencji. Nawiązuje także do wcześniejszych rozpoznań z Sekty estetycznej (z tomu Studia i szkice filozoficzne) i studium Zakapturzony idealizm („Prawda” 1888, nr 35–36), sprzeciwiając się sprowadzeniu realizmu jako kierunku literackiego do zasady mimesis i fotograficznego odtwarzania rzeczywistości. Główną myśl tekstu można zawrzeć w cytacie: „Wielkiego, prawdziwego realizmu nie rozumiano u nas nigdy. Zrobiono z niego metodę, kiedy on winien zasadzać się na pewnym gruncie w naturze autora. […] Zapomniano, że być realistą to znaczy mieć duszę wykarmioną od lat najmłodszych nowoczesną wiedzą, etyką i socjologią” (Cieplarnia bezducha).

Jellenta krytykuje również literaturę dekadencką za brak autentyczności, w samym zjawisku dekadencji i atmosferze schyłkowości dostrzega jednak stan twórczego kryzysu i „protestu przeciw zaduchowi”. Cieplarnia bezducha jest kompilacją wniosków z wcześniejszych artykułów krytyka, tym razem zostały one wyrażone w języku manifestu.

Nieobecny realizm – rewizja osiągnięć polskiego pozytywizmu. Forpoczty jako ważny dokument przełomu antypozytywistycznego stanowiły zwieńczenie refleksji Jellenty nad XIX-wieczną formacją kulturową – jednym z biegunów tego procesu była krytyka i rewizja założeń pozytywizmu. Stosunek pisarza do dorobku minionej epoki jest niejednoznaczny. Badacze podkreślają pozytywistyczny rodowód jego krytyki, widoczny w scjentystycznym modelu i przyjętej metodologii. Postawa taka była charakterystyczna dla środowiska radykalnej inteligencji warszawskiej, tzw. „kulturalników” (należeli do niego m.in. W. Nałkowski, L. Krzywicki, J.W. Dawid), z którym Jellenta był związany.

Jellenta w swojej krytyce pozytywizmu skoncentrował się głównie na założeniach światopoglądowych i problematyce etycznej, czego wyrazem są wspomniane Studia i szkice filozoficzne. Spektrum problemowe poszczególnych rozpraw tworzą koncepcja organicyzmu i jej realizacje w myśli politycznej, socjologicznej, ekonomicznej (Czy społeczeństwo jest organizmem); dXIX-wieczne koncepcje filozofii dziejów i mit postępu społecznego (Historiozofia w najnowszym oświetleniu); krytyka determinizmu historycznego, ewolucjonizmu i utylitaryzmu. Wyjątkowe miejsce zajmuje studium o idealistycznej filozofii Wilhelma Wundta, będące próbą przezwyciężenia pozytywizmu „od wewnątrz” (Etyka Wundta). Problematykę filozoficzną uzupełnia cykl Gawędy filozoficzne („Prawda” 1887–1888) pod pseudonimem Robon Dion. Studia i szkice filozoficzne Jellenty są przejawem dążenia do krytyki naukowej; świadczą o tym rzetelność krytyka w referowaniu różnych koncepcji i prac, dążenie do terminologicznej precyzji oraz zastosowany typ rzeczowej argumentacji (a raczej kontrargumentacji, jako że przeważają teksty polemiczne). Nie można jednak określić krytyka zwolennikiem metody scjentystycznej – w studium Mgławice „krytyki naukowej” („Prawda” 1892, nr 19–21, 23–24) wskazał na liczne słabości metodologiczne deterministycznych systemów unaukowienia krytyki Hippolyte’a Taine’a i Émile’a Hennequina.

Problematyka stricte literacka pojawia się w studium Sekta estetyczna z tego zbioru. Jellenta krytykuje polską twórczość realistyczną za brak samoświadomości teoretycznej i estetycznej, niesystemowość poglądów, przesadny mimetyzm oraz negację jakości metafizycznych, „ponadludzkich” i uniwersalnych. Według niego sztuka, sprowadzająca się do wiernego naśladownictwa rzeczywistości, nie jest obiektywna oraz zaprzecza naturalnej tendencji doświadczania piękna i estetyzacji świata. Polski realizm charakteryzuje on jako „idealizm, czystej krwi idealizm, jeno zakapturzony tak szczelnie, że go sami apostołowie nie dostrzegają” (tamże). Ten dyskurs Jellenta kontynuuje w cyklu artykułów Zbawcy literatury („Prawda” 1893), stawiając wyrażoną już w Forpocztach tezę: „Wielkiego, prawdziwego realizmu nie rozumiano u nas nigdy […]”. Studium Jellenty jest „trzecim głosem” w sporze idealistów z realistami, zainicjowanym przez Stanisława Witkiewicza i Antoniego Sygietyńskiego. Krytykuje on zarówno felietony Prusa o polskim malarstwie, jak również program „Wędrowca”, sprowadzający się do estetycznego „sekciarstwa”.

Warto wspomnieć także o analizie porównawczej Lalki Bolesława Prusa i Rodziny Połanieckich Henryka Sienkiewicza, przedstawionej w artykule Dwie epopee kupieckie („Życie” 1897, nr 7–9). Krytyka „połaniecczyzny” oraz uwagi o Sienkiewiczu jako pisarzu reakcyjnym, tworzącym poradnik dla „modnej neo-szlacheckiej burżuazji” przypominają kampanię antysienkiewiczowską młodych krytyków i Sienkiewicziana. Szkice do obrazu (1904) Nałkowskiego. Z kolei arcydzieło Prusa Jellenta docenił ze względu na wierne odzwierciedlenie „ducha epoki”, fatalizmu i tragizmu polskiej mentalności narodowej, w Wokulskim widząc jeden z typów człowieka „o szerokiej duszy”, którego istnienie jest przejawem ewolucyjnego wysubtelnienia gatunku, a samotność – rezultatem przyrodniczej fatalności, przyjaznej osobnikom przeciętnym (Dwie epopee).
</document>
<document nplp_id="13176" title="Urbanowska Zofia" slug="urbanowska-zofia">Powieściopisarka, publicystka, redaktorka. Pseudonimy i kryptonimy: J.; Z.U.; Autorka Księżniczki; Autorka Znakomitości.

Informacje biograficzne. Zofia Kamila Urbanowska urodziła się 15 V 1849 w Kowalewku w pow. konińskim. Była córką Katarzyny z d. Modelskiej i Wincentego Urbanowskiego, administratora i dzierżawcy dóbr pod Koninem, a następnie kierownika agentury Domu Handlowo-Komisowego rolników kaliskich w Koninie oraz Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia w Koninie. Rodzina po uwłaszczeniu chłopów w 1864 r. znacznie zubożała. Urbanowska odebrała edukację domową, od 1860 r. przez rok uczęszczała na pensję w Kaliszu, a następnie krótko była uczennicą Gimnazjum Sióstr Urszulanek w Poznaniu. Trudności finansowe rodziny zmusiły ją do podjęcia pracy zarobkowej w redakcjach czasopism warszawskich, początkowo na odległość w charakterze korespondentki (cykl Znad Warty poświęcony sprawom społeczno-gospodarczo-kulturalnym Konina i okolic, „Gazeta Polska” 1870–1873). Pracę udało jej się dostać dzięki protekcji znajomego rodziny, Józefa Sikorskiego, w l. 1867–1874 redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. Pracowała też jako korektorka w drukarni Sikorskiego, stając się jego uczennicą, asystentką, a z czasem opiekunką. W 1874 r. zamieszkała w Warszawie. Bywała w salonie literackim Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy), z którą pozostawała w bliskich stosunkach. W l. 1886–1889 zamieszczała recenzje na łamach „Przeglądu Pedagogicznego”, a następnie – za kierownictwa Floriana Łagowskiego – weszła w skład komitetu redakcyjnego i administracyjnego pisma. W okresie warszawskim powstały jej najsłynniejsze powieści dla młodych czytelników: Gucio zaczarowany (1884), Księżniczka (1886) oraz Atlanta (1890), którą najbardziej ceniła. Współpracowała również z „Wieczorami Rodzinnymi” (artykuły popularyzujące wiedzę przyrodniczą) oraz „Kroniką Rodzinną” (felietony z cyklu Korespondencja z Zakopanego w l. 1889–1892). W trakcie dłuższych pobytów w Zakopanem zainteresowała się miejscową przyrodą, folklorem (legendy i obyczaje górali) oraz historią Tatr. Pomagała Oskarowi Kolbergowi gromadzić pieśni z Zakopanego i Poronina do jego dzieł zebranych. W 1910 r. wróciła do Konina, aby osiąść w rodzinnym dworku. Ostatnie pięć lat życia spędziła pod opieką Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej. Zmarła 1 I 1939 w Koninie. Została odznaczona Cywilną Legią Honorową na międzynarodowej wystawie literacko-artystycznej w 1903 r. w Lorient (Francja), Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w zakresie literatury dla młodzieży (1929), Srebrnym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury (1935); otrzymała też tytuł Honorowego Obywatela Miasta Konina (1930).

Działalność krytycznoliteracka. Urbanowską można uznać za typową krytyczkę swoich czasów, choć brak w jej dorobku prac będących całościowym ujęciem programowo-teoretycznym. W jej recenzjach, sprawozdaniach, szkicach biograficznych, korespondencjach występuje typowa dla epoki kompilacja cytatów i streszczeń z elementami oceny. Urbanowska m.in. popularyzowała wiedzę i realizowała ważny w pozytywizmie program pedagogiczny, kreśląc sylwetki postaci historycznych oraz niezwykłych kobiet swoich czasów: pisarek, działaczek społecznych i publicystek, współzałożycielek tygodnika dla dzieci i młodzieży „Wieczory Rodzinne” stawianego za „przykład samopomocy i wytrwałości”. Znajdowała się wśród nich kierowniczka pisma i tłumaczka, Maria Julia Zaleska (Maria Julia z Perłowskich Zaleska, „Wieczory Rodzinne” 1889, nr 17), uważana przez Urbanowską za przykład bohaterki polskiej wersji książki Self-help Samuela Smilesa – gdyby taka powstała. Następczynią Zaleskiej w „Wieczorach Rodzinnych”, której autorka Księżniczki również poświęciła wspomnienie, była Aleksandra Borkowska, orędowniczka pracy kobiet przynosząca pożytek rodzinie i społeczeństwu, współwydawczyni „Kółka Domowego” (Aleksandra z Chomętowskich Borkowska, „Wieczory Rodzinne” 1898, nr 11–12). Urbanowska opublikowała także wspomnienie o Sikorskim, któremu zawdzięczała „cały swój literacki dorobek, cały kierunek umysłowy i społeczny jako swemu duchowemu Ojcu” (Józef Sikorski, „Wieczory Rodzinne” 1896, nr 25). W szkicu przytoczyła przesłanie dydaktyczne dla czytelnika, podane przez bohatera wspomnienia jako receptę na zachowanie młodości: „Trzeba tylko pracować w pocie czoła, strzec się lenistwa […], mówić prawdę, kochać współbraci i mieć serce czyste – a także mieć małe potrzeby, a wielkie cele” (tamże). Napisała również artykuł z okazji jubileuszu pracy pedagogicznej i obywatelskiej córki swojego mentora, Jadwigi Sikorskiej-Klemensiewiczowej, którą nazwała „organizacją wyjątkową”, pracującą „nad kształceniem dusz młodzieży i urabianiem charakterów” („Tygodnik Ilustrowany” 1925, nr 3).

Na łamach „Przeglądu Pedagogicznego” w duchu ideałów użyteczności społecznej oceniała działalność „Wieczorów Rodzinnych” i „Przyjaciela Dzieci”, periodyków jej zdaniem troszczących się o dobro młodego czytelnika, którym jednak można było zarzucić monotonię tematyki i brak nowych pomysłów na przyciągnięcie uwagi odbiorców („Przegląd Pedagogiczny” 1885, nr 18). Recenzentka przede wszystkim omawiała bądź streszczała przywoływane utwory z literatury dziecięcej (np. W społeczeństwie T.J. Papi, Pamiętnik lalki L. Niemojewskiego), uważanej powszechnie za „niższy stopień pisarstwa” (tamże). W porównawczej ocenie działalności omawianych czasopism prasowych Urbanowska śmiało wyrażała opinie negatywne: „[…] komedyjka jednoaktowa […] dość jest blada” (o Dwóch zuchach J.K. Gregorowicza); dział poezji „Wieczorów Rodzinnych” „przedstawia się nader smutnie” („Przegląd Pedagogiczny” 1886, nr 10); „ryciny […] bywają czasem tak fatalne […], psują tylko smak estetyczny dzieci, który jednakże należałoby raczej rozwijać i pielęgnować” („Przegląd Pedagogiczny” 1885, nr 18). Zwracała szczególną uwagę na jakość ilustracji w tego typu publikacjach. Pozytywnie wypowiadała się m.in. o utworach Atea Zuzanny Morawskiej oraz Bohdan i Handzia Marii Świderskiej (tamże). Recenzentka wyraźnie podnosiła przesłanie towarzyszące literaturze dla młodego czytelnika: „ucząc, bawić”.

Z czasem Urbanowska wyspecjalizowała się w ocenie bieżącego piśmiennictwa dla dzieci i młodzieży, któremu stawiała dość wysokie wymagania: miało ono łączyć ze sobą interesującą, rzetelną informację, przystępną i zróżnicowaną formę, poprawność języka i atrakcyjną, zachęcającą szatę graficzną.</document>
<document nplp_id="13178" title="Trzeszczkowska Zofia" slug="trzeszczkowska-zofia">Poetka i tłumaczka. Pseudonimy: Adam M-ski; A. M-ski; Adam M-ki; Adam M...ski; Antoni M-ski [?]; Adam Mańkowski.

Informacje biograficzne. Urodziła się 29 XI 1847 w Dorohowicy (pow. słucki). Była córką Adama Mańkowskiego, ziemianina, i Michaliny z Rajeckich. W l. 1861–1866 kształciła się w Wilnie na pensji u Franciszki Kleczkowskiej. W 1866 r. w Nieświeżu poślubiła Wacława Trzeszczkowskiego, oficera w armii carskiej. Prawdopodobnie w następnych latach mieszkała w rodzinnej Dorohowicy, skąd wyjechała z mężem do Zarajska (gub. riazańska), i w męskim przebraniu towarzyszyła mu podczas wojny rosyjsko-tureckiej (1877–1878). Wówczas zdecydowała, by reaktywować – zawieszoną na lata – pracę literacką i pod pseudonimem ogłaszać swoje prace. Po zakończeniu wojny przebywała wraz z mężem pod Bukaresztem, skąd dotarli do Ruszczuku (obecnie Ruse) nad Dunajem, a stamtąd przez Kiszyniów, Charków i Taganróg wrócili do Rosji. W 1882 r. osiedli w Nowogrodzie Wielkim. Jej listy do Zenona Przesmyckiego (Miriama) wskazują, że w l. 1889–1891 rozwiodła się i powróciła do rodzinnego majątku, aby podnieść ojcowiznę z ruiny. Zmarła po ciężkiej chorobie 7 X 1911 w Dorohowicy. Została pochowana w Bobowni niedaleko Kopyla (dzisiejsza Białoruś).

Twórczość. W latach 80. XIX w. zaczęła publikować pierwsze utwory i przekłady: Ostatnią pieśń pielgrzymki Childe-Harolda Alphonse’a de Lamartine’a (1883), fragmenty Luzjad Luísa Vaz de Camõesa („Tygodnik Ilustrowany” 1884, nr 59; 1885, nr 140). Po zawarciu znajomości z Przesmyckim nastąpił prawdziwy wysyp publikacji. Miriam był bowiem życzliwym recenzentem, a program literacki tworzonego przez niego „Życia” bliski poglądom nowej współpracowniczki.

Trzeszczkowska znana jest przede wszystkim jako tłumaczka Charles’a Baudelaire’a (Kwiaty grzechu, wspólnie z A. Langem, 1894). Wydała również Melodie hebrajskie George’a Gordona Byrona (w zbiorze Poemata ze wstępem krytycznym P. Chmielowskiego, 1895), Mireio Frédérica Mistrala (1897), Magdalenę Josefa Machara (1900).

Z oryginalnych prac za życia opublikowała poemat Jeden z wielu (1890), a następnie Fragment w „Ateneum” (w wersji, która została znacznie zmieniona przez cenzurę). Trzykrotnie podejmowana przez nią próba wydania własnych poezji nie powiodła się. W końcu przygotowane do druku wiersze Przebrzmiałe akordy (Ostatnie akordy) zostały odrzucone przez Wydawnictwo Gebethnera i Wolffa w 1898 r. Twórczość Trzeszczkowskiej przez ponad 100 lat pozostawała wyłącznie w pierwodrukach prasowych: „Tygodniku Ilustrowanym” (1884–1886, 1902–1906), „Życiu” warszawskim (1887–1989), „Ateneum” (1892–1895, 1897), „Głosie” (1895, 1898–1899), „Prawdzie” (1896–1902) oraz „Życiu” krakowskim (1897–1998). Dopiero w 2004 r. ukazał się zbiór jej poezji Dzisiaj i na wieki.

Listy jako zasób materiałowy. Trzeszczkowska nie uprawiała krytyki literackiej; nie zgodziła się na publikację tekstów krytycznoliterackich, choć propozycję taką otrzymała w 1887 r. od Przesmyckiego. Decyzję argumentowała, pisząc jako Adam M-ski: „Z mową rymowaną czuję się śmielszym, bo też to moja mowa wrodzona od dziecka. […] Na zadanie krytyki patrzę bardzo surowo, dlatego więc, nie będąc pewnym, o ile z obowiązku wywiązać się potrafię, nie mogę przyrzec Sz. Panu artykułów krytycznych, gdyż musiałbym się należycie przygotować, co w prędkim czasie nastąpić nie może” (list do Z. Przesmyckiego, 1 IV 1887). Drugim powodem odmowy mogła być tożsamość skrywana pod pseudonimem i niechęć do ujawniania prawdziwego nazwiska. Poetka wolała dzielić się refleksjami krytycznoliterackimi prywatnie, w listach do Miriama (1887–1901). Tworzą one wykładnię jej przekonań literackich i szerzej – światopoglądowych. Należy jednak dodać, że odnaleziono jeden artykuł krytycznoliteracki o niepewnym autorstwie Trzeszczkowskiej (podpisany nieodnotowanym dotąd pseudonimem Antoni M-ski) Granice naturalizmu w sztuce („Echo Muzyczne, Literackie i Artystyczne” 1897, nr 5, 7), w którym została zanegowana możliwość wiernego odtworzenia rzeczywistości w sztuce.

Cele i zadania literatury. Zażyła, trwająca 14 lat korespondencyjna znajomość z Przesmyckim odsłania poglądy Trzeszczkowskiej na temat roli literatury. Według niej literatura winna służyć budzeniu ducha narodowego i pielęgnowaniu polskości. Przeżycia związane z powstaniem styczniowym i inne wydarzenia dziejowe wpłynęły na kształtowanie się literackich przekonań poetki (dorohowiczanka do końca była wierna poezji zaangażowanej i nie godziła się w tej kwestii na żadne odstępstwa), które nierzadko kłóciły się z wyborami estetycznymi.

Wśród literackich patronów Trzeszczkowska widziała Adama Mickiewicza, Władysława Syrokomlę, Juliusza Słowackiego oraz Marię Konopnicką. Eliza Orzeszkowa była zaś dla niej bodaj najwyżej cenioną pisarką: „[…] szczególny dar ma ta kobieta, że ile razy bierze się jej książkę do ręki, pierś podnosi głębokie westchnienie, człowiek oddycha powietrzem jakiejś czystszej, wyższej sfery. Gdyby ona pisała nie u nas, całowano by kraj jej sukni, od pałaców do strzech słomianych rozrywano by jej dzieła” (list do Z. Przesmyckiego, 30 XII 1887). Uważała, że utwory Orzeszkowej – Marta, Eli Makower, Meir Ezofowicz, Zygmunt Ławicz – są „ewangelią dla cierpiących” (tamże), Nad Niemnem to zaś „piekło dantejskie, obejmujące wszystkie rany nasze” (tamże).

Należąc do generacji Orzeszkowej, dzieliła z nią zainteresowania sprawami społecznymi i kulturalnymi Wileńszczyzny, a także kwestią kobiecą. Newralgicznym punktem był „straszny zastój na Litwie” (list do Z. Przesmyckiego, 6 IX 1887). Poetka postulowała aktywny udział w życiu publicznym i służbę sprawie narodowej. Przestrzegała przed szerzącymi się u schyłku XIX w. nastrojami dekadenckimi i pisaną w tym duchu poezją. Choć wyznała w 1898 r., że jest niezmiernie wrażliwa na „zmiany temperatury duchowej swego czasu” (list do Z. Przesmyckiego, 8 I 1898). Wyrażając aprobatę, a nawet pewną osobistą słabość dla „obecnej poezji”, uważała jednak, że w imię dobra społecznego nie można jej ulegać: „Nam nie wolno tonąć w marzeniach”, gdy „taka pleśń na każdym kroku, że aż rozpacz ogarnia!” (tamże). Mówiąc o poziomie kultury i nauki, z pewną egzaltacją przekonywała, że „my nic nie mamy”, nawet piśmiennictwa (list do Z. Przesmyckiego, 18–19 II 1888).

Kwestia kobieca również odgrywała ważną rolę w kształtowaniu jej światopoglądu. Trzeszczkowska ubolewała nad losem młodych poetek, które nie mogły realizować swoich talentów: „Zdolność do poezji objawia się często u kobiet i staje się dla nich istną karą »boż[ą]«, bo uczy patrzeć poza zakres swojej doli, aż w końcu ginie zagłuszona” (list do Z. Przesmyckiego, 18–19 II 1888). Przykładem zahamowania twórczości kobiecej przez nacisk otoczenia mogły być utalentowane kuzynki poetki: Aldona i Aleksandra Rajeckie, a także autorka, której mąż nie akceptował jej twórczych zainteresowań i z obawą traktował jej wypowiedzi patriotyczne, co skutkowało zniszczeniem wielu utworów: „[…] popaliły życzliwe, zbyt ostróżne ręce i nie mogłem ich odtworzyć z pamięci. Pamiątka kilku lat w ten sposób zginęła” (list do Z. Przesmyckiego, 6 IX 1887).

Trzeszczkowska zaangażowała się w projekt wydania antologii Parnas (inne propozycje tytułu: Plejada, Almanach Muz, Księga Dziesięciu, Księga XII). Założenia edycji zostały omówione w listach Przesmyckiego do Jana Kasprowicza i Antoniego Langego do Trzeszczkowskiej. Zakładano, że wspólne dzieło będzie przypominało słynny Le Parnasse contemporain Alphonse’a Lemerre’a. Lange uważał, że wspólne wydawnictwo, zebranie się wymienionych wyżej poetów, posłuży za podstawę do „utworzenia grupy stałej lub szkoły” (list A. Langego do Z. Trzeszczkowskiej, 9 IV 1890).

Koncepcja takiej pracy, tytułowanej przez Trzeszczkowską jako Zadruga, Księga bratnia lub Bratnie słowo, bardzo jej odpowiadała – wyrażenie w tomie zbiorowym marzeń i ideałów całego pokolenia wpisywało się w jej wizję literatury, zgodnie z którą zostałyby połączone dwa pierwiastki: sztuka i służba dla ojczyzny. Dlatego przywiązywała dużą wagę do autorskiego udziału w księdze: „[…] z rozdartej na szmaty ziemi ten jedyny sposób zjednoczenia nam zostaje” (list do Z. Przesmyckiego, 18 VIII 1890). Deklarowała, że chce przedstawiać: „[…] tylko mój naród z jego bólem, krzywdą i nadziejami przyszłości. Nawet w pieśniach erotycznych często się ta nuta odbija; poza nią – pieśń moja zaledwie istnieje” (tamże).

Dzieło przekładowe. W wielu wypowiedziach Trzeszczkowska wskazywała, jak ważną rolę w kształtowaniu gustów literackich odgrywają tłumaczenia; była to główna funkcja przekładów, której należało podporządkować wybór materiału. Spuściznę przekładową autorki charakteryzuje różnorodność w wyborze nazwisk i tytułów tłumaczonych oraz wielojęzyczność oryginałów. Tłumaczyła z pięciu języków: francuskiego, angielskiego, czeskiego, portugalskiego i prowansalskiego. Repertuar przekładów był bardzo zróżnicowany, ale wybór utworów do tłumaczenia starannie przemyślany. Można stwierdzić, że przyświecający jej cel był paralelny z programem sformułowanym przez „Życie”, z którym autorka współpracowała: „Dla odświeżenia […] i wszechstronnego rozwinięcia smaku estetycznego, dla rozszerzenia widnokręgów literackich, dla wzmocnienia i – że się tak wyrazimy – wysubtylizowania poczucia piękna, szerzej niż dotąd otworzymy okno dla Europy, gdzie tyle w ostatnich czasach nowych nam zupełnie przebiegło prądów literackich, gdzie tyle znakomitych, z imienia nam co najwyżej znanych pisało autorów” (Od redakcji. Nasze zamiary, „Życie” 1887, nr 1).

Trzeszczkowska planowała stworzyć antologię poetów francuskich inspirowaną cyklem artykułów Przesmyckiego Profile poetów francuskich zamieszczanych na łamach „Życia” w 1888 r. Wśród poetów, których redaktor przybliżał czytelnikom i których utwory Trzeszczkowska zamierzała tłumaczyć, znalazły się sylwetki m.in. Louise-Victorine Ackermann, Théodore’a de Banville’a, Charles’a Baudelaire’a czy Charles’a Leconte’a de Lisle’a.

W 1890 r. Trzeszczkowska zadeklarowała udział w projekcie Antologii powszechnej XIX wieku (koncepcja edycji nie jest bliżej znana, jedynie wzmianki na jej temat można odnaleźć w korespondencji). Jej redakcję miał objąć Lange, Trzeszczkowska do kręgu redaktorów planowała włączyć Przesmyckiego. Marzyła o zawiązaniu w przyszłości z nim i Langem wyrazistej grupy, „łajdackiej trójki”, tworzącej „pewien harmonijny akord w naszej literaturze” (list do Z. Przesmyckiego, 23 XI 1890). Projekt upadł, ale jego zalążek, wspólny z Langem przekład Les Fleurs du Mal Baudelaire’a z 1894 r., stanowił przełom literacki; był wydarzeniem wyznaczającym – obok wydania wyboru dramatów Maurice’a Maeterlincka w opracowaniu Przesmyckiego i drugiego tomu Poezji Przerwy-Tetmajera – „charakter ideowo-artystyczny polskiego modernizmu” (K. Wyka). W zainteresowaniu poezją francuską ujawniał się inny rys osobowości twórczej poetki: antymieszczańskość, sprzeciw wobec mentalności „rodzin moralnych”. Uważała, że trzeba „wstrząsnąć nieco pleśń naszą”. Jednocześnie krytykowała literaturę przesiąkniętą erotyzmem; szkoda według niej czasu, żeby studiować „z zapałem rozpustę w dziełach Daudeta (Safo), Bourgeta (Un Crime d’amour) i innych”, a nawet nie wypada, bo „podobnego rodzaju newrozami wolno zajmować się ludom szczęśliwym” (list do Z. Przesmyckiego, 30 XII 1887).

Stosunek do „nowej szkoły poezji” – symbolizmu. Trzeszczkowska definitywnie odcinała się od symbolizmu. „Ja do nowych form się nie dostroję, z Maeterlinckiem et compagnie w mgły nie popłynę” (list do Z. Przesmyckiego, 5 XII 1896). Nową orientację poetycką postrzegała jako zaprzeczenie logiki i zerwanie z pozaestetycznymi zadaniami literatury: „Co do Maeterlincka – czy Ciebie zachwyca? Sądząc z cudownie muzykalnych przekładów, można by sądzić, że tak, a wierzyć mi się nie chce. Toż halucynacje, wizje z domu obłąkanych, w które wczytując się, niejeden obłędu dostać może!” (list do Z. Przesmyckiego, 30 III 1891). Różnica zdań w tej kwestii i w innych sprawach (Miriam głosił nieakceptowane przez poetkę hasło „sztuka dla sztuki”) spowodowała, że Przesmycki, zakładając „Chimerę”, nie zaprosił już do współpracy Trzeszczkowskiej, dla której nowe pismo było jedynie „elegancką książką” pozbawioną głębszej treści. „Mam swoje, inne poczucie poezji w duszy” (tamże) – konstatowała poetka, odnosząc się do rozpraw krytycznoliterackich Przesmyckiego na temat symbolizmu.

Podsumowanie. Poglądy Trzeszczkowskiej na literaturę, funkcjonujące dotąd w obiegu prywatnym, są z pozoru niekonsekwentne. Ich spoiwem jest pryncypializm w kwestiach społecznych i narodowych. Podziw dla pisarstwa Orzeszkowej, przypisanie literaturze funkcji obywatelskich, edukacyjnych połączony z fascynacją (z pewnymi zastrzeżeniami) poezją Baudelaire’a i zainteresowaniem nurtem antymieszczańskim to rozbieżności wpisujące się w wielonurtowość modernizmu, który w jednej ze swoich odsłon próbował łączyć wrażliwość społeczną z nowatorstwem estetycznym. W przypadku Trzeszczkowskiej wskazują one na świadomy wybór preferencji ideowo-artystycznych pociągających za sobą straty osobiste, tj. osłabienie więzi z coraz gorliwszym wyznawcą estetyzmu – Miriamem.</document>
<document nplp_id="13180" title="Szycówna Aniela" slug="szycowna-aniela">Pedagożka, psycholożka, publicystka, działaczka oświatowa, redaktorka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: A.S.; A.Sz.; Młoda Pedantka.

Informacje biograficzne. Aniela Maria Szyc urodziła się w Warszawie 31 VII 1869 jako córka Joachima Antoniego i Zofii z Milkuszyców. Miała brata Jana Kantego i dwie siostry: Leonardę Sabinę i Marię. W 1883 r. ukończyła prywatną pensję żeńską Heleny Budzińskiej. W tym czasie słuchała wykładów na tajnym Uniwersytecie Latającym. W 1886 r. zdała egzamin dyplomowy nauczania języka polskiego. W 1890 r. weszła do redakcji warszawskiego „Przeglądu Pedagogicznego” kierowanego przez Jana Władysława Dawida. Pod jego opieką uczestniczyła w badaniach z zakresu psychologii rozwojowej i pedagogiki empirycznej. Działała w wielu towarzystwach, m.in. w Towarzystwie Pedagogicznym założonym przez Stanisława Karpowicza, tajnym Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej; od 1904 r. była członkinią Polskiego Towarzystwa Filozoficznego we Lwowie, w 1907 r. weszła zaś do zarządu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Była też inicjatorką powołania Polskiego Towarzystwa Badań nad Dziećmi i jego przewodniczącą w l. 1907–1921. Od 1907 r. wykładała pedagogikę w Towarzystwie Kursów Naukowych przekształconych w 1916 r. w Wolną Wszechnicę Polską. W czasie I wojny światowej współorganizowała szkolnictwo polskie i prowadziła tajne nauczanie dla nauczycieli. Była współpracowniczką wielu pism pedagogicznych i literackich, m.in. „Głosu”, „Książki, „Dobrej Matki”, „Mojego Pisemka” (redaktorka w l. 1902–1905), „Nowych Torów” (kierowniczka literacka w l. 1908–1909), „Wychowania w Domu i Szkole”, „Szkoły Powszechnej” (redaktorka 1920–1921), „Echa Literacko-Artystycznego”. Zmarła 14 II 1921 w Warszawie.

Kręgi twórczości. Szycówna opublikowała wiele rozpraw dotyczących psychologii rozwojowej dziecka, pedagogiki empirycznej, edukacji. Jest autorką pierwszego zarysu historii literatury dla dzieci i młodzieży (Rys historyczny literatury dziecięcej, 1904); badaczką problematyki kobiecej w pedagogice (m.in. Kobieta w pedagogice: matka, 1908); popularyzatorką współczesnych jej pisarek (m.in. Kobieta polska jako autorka pedagogiczna. Bibliografia książek z dziedziny teorii wychowania, podręczników i literatury dla dzieci i młodzieży, 1912). Ważne miejsce wśród jej publikacji zajmują podręczniki i materiały dydaktyczne do nauki języka i literatury polskiej (m.in. Gramatyka języka polskiego dla dzieci zaczynających się uczyć systematycznie z przykładami, ćwiczeniami i wskazówkami dla nauczycieli, 1898; Czytanki stopniowane dla dzieci zaczynających naukę systematyczną, 1901; Metodyka wypracowań, 1919–1920).

Działalność krytyczna. Aniela Szycówna zajmowała się krytyką literatury dla dzieci i młodzieży. Recenzje, omówienia publikowała przede wszystkim na łamach „Przeglądu Pedagogicznego”. Na szczególną uwagę zasługuje jej rozprawa Rys historyczny literatury dziecięcej opublikowana w Encyklopedii wychowawczej (przedr.: S. Karpowicz, A. Szycówna, Nasza literatura dla młodzieży, 1904), w której wyodrębniła i poddała krytycznej ocenie najważniejszych polskich twórców literatury dla młodych czytelników począwszy od czasów najdawniejszych do jej współczesnych. W rozprawie znalazły się publikowane wcześniej na łamach „Przeglądu Pedagogicznego” fragmenty omówień i recenzji.

W wypowiedziach krytycznoliterackich Szycówna wysoko oceniała nestorów literatury dziecięcej z Klementyną z Tańskich Hoffmanową, ze Stanisławem Jachowiczem i z Pauliną Krakowową na czele. Jej zdaniem Jachowicz przez swoje Bajki i powiastki dał początek nowemu rodzajowi w literaturze dziecięcej – poezji dla dzieci (Rys historyczny literatury dziecięcej, w: Nasza literatura dla młodzieży). W literaturze dla młodych odbiorców z l. 1850– –1870 dostrzegała tendencyjność, wyodrębniła też trzy najważniejsze kierunki: narodowy, pobożny i praktyczny (pobudzający do pracy, oszczędności, rozsądku). Nowe prądy widziała zaś dopiero w piśmiennictwie z l. 1870–1890 i w dziełach późniejszych. Za jedną z wybitniejszych pisarek pozytywistycznych uznawała Jadwigę Papi. Tendencja jej powieści – pisała w rozprawie z 1904 r. – „zawsze moralna i szlachetna, odbija hasła i ideały współczesne, przedstawia w bohaterach swych nie niedoskonałości papierowe lub symbole cnót i wad różnych, lecz prawdziwe dzieci” (Rys historyczny). W szkicu jubileuszowym na cześć Papi podkreślała, że pragnie ona „oddziałać nie przez dowcipne morały, lecz przez samo przedstawienie rzeczy”, jest oryginalna, coraz bardziej odchodzi od tendencyjności na rzecz artyzmu, zbliżania się „ku szczytnym ideałom dobra i prawdy” (Teresa Jadwiga Papi, „Przegląd Pedagogiczny” 1897, nr 1). Równie wysoko oceniała Szycówna twórczość Marii Julii Zaleskiej za głębokie wniknięcie w psychologię dziecka i unikanie moralizowania, wielki talent literacki oraz wszechstronność polegającą na umiejętnym łączeniu fantazji z wiedzą naukową, zwłaszcza przyrodniczą ([rec.] „Gwiazdka dla grzecznej dziatwy przez M.J. Zaleską”, „Przegląd Pedagogiczny” 1892, nr 24). Pozytywnie wypowiadała się również na temat pisarstwa Zuzanny Morawskiej, doceniając prostotę opowiadania i obecność humoru ([rec.] „Powiastki drobne przez Z. Morawską”, tamże), krytykując zaś błahość, trywialność niektórych treści (Rys historyczny). Zarówno komplementy, jak i spostrzeżenia krytyczne kierowała pod adresem powieści historycznych Walerego Przyborowskiego, zwracając uwagę na poczytność zwłaszcza Bitwy pod Raszynem. Krytykowała jednak „brak poważniejszej myśli”, popadanie w manierę i nieliczenie się z wymaganiami pedagogiki przez autora Szwedów w Warszawie (Rys historyczny). Na łamach „Przeglądu Pedagogicznego” recenzowała też utwory Walerii Marrené-Morzkowskiej, a w 1903 r. opublikowała dłuższą rozprawę w związku ze śmiercią autorki. Podkreślała, że pisarka była „zawsze wierna swemu ideałowi, polegającemu na budzeniu w młodzieży miłości dobra, prawdy i piękna” (Waleria Marrené-Morzkowska jako autorka pedagogiczna, „Przegląd Pedagogiczny” 1903, nr 24).

Rodzajem objawienia i nowego zwrotu w literaturze dla dzieci lat 90. XIX w. nazywała pojawienie się tomików poetyckich Marii Konopnickiej (W domu i w świecie, Moja książeczka, Wiosna i dzieci). Jej zdaniem „przekonują one, że dla dzieci można pisać pięknie, a z wielką prostotą” (Rys historyczny). Szycówna podkreślała, że twórczość autorki Stefka Burczymuchy stanowiła wzorzec, którym inspirowali się Kazimierz Gliński, Artur Oppman, Józef Jankowski i in. Chwaliła wdzięk formy, podniosłą treść, umiejętność wydobywania piękna ukrytego w przedmiotach i otoczeniu, miłość bratnią ([rec.] „W domu i w świecie. Książka dla dzieci od lat 10 do 12 napisana przez Marię Konopnicką”, „Przegląd Pedagogiczny” 1891, nr 24). Pisarstwu Konopnickiej poświęciła również rozprawę jubileuszową z okazji dwudziestopięciolecia jej pracy Maria Konopnicka jako autorka dla dzieci („Przegląd Pedagogiczny” 1902, nr 18–21), podkreślając w niej, że poetka mistrzowsko portretowała „światek dziecięcy” (Maria Konopnicka jako autorka dla dzieci, tamże, nr 19), ale też życie ludu. Zwracała przy tym uwagę na przywiązanie do miejsc rodzimych przez prostotę, humor, snucie opowieści (tamże, nr 20). Równie ważne przymioty twórczości Konopnickiej dostrzegała w ukazywaniu „czarów przyrody” oraz pierwiastków religijnych, które zwracają „myśl dziatek ku Bogu” (tamże).

Pisała z uznaniem o wędrówkach po kraju Marii Julii Zaleskiej (Przygody młodego podróżnika w Tatrach), Stefana Gębarskiego (Dwa dni w podróży), prozie przygodowo-podróżniczej polskiego Verne’a – Władysława Umińskiego (m.in. Zwycięzcy oceanu, 1891; Balonem do bieguna, 1893). Powieści tego ostatniego chwaliła za barwne przygody, piękne opisy przyrody, humor, ale też ganiła za nieprawdopodobieństwa, elementy sensacyjne ([rec.] „Podróż bez pieniędzy”. Władysław Umiński. Nakład Gebethnera, „Przegląd Pedagogiczny” 1894, nr 24).

Dużo miejsca Szycówna poświęcała ocenie literatury obcej. Omawiając Serce Edmonda De Amicisa (wyd. pol. 1889), które postrzegała jako wzór pisarstwa dla dzieci, zwracała uwagę na przeżycie się idei pozytywistycznych, a zwłaszcza praktycyzmu i utylitaryzmu: „[…] dopiero Pamiętnik chłopca Amicisa […] otworzył oczy naszym autorom, o czym należy dzieciom mówić […], jeśli mają być ludźmi w całym tego słowa znaczeniu” (Rys historyczny). Podobne wątki dostrzegała w innych polskich powieściach (zob. Słoneczko, 1896, j. Chrząszczewskiej; Serce, 1896, T. Prażmowskiej; Dzieci Warszawy, 1896, Z. Bukowieckiej). Krytyczniej Szycówna odnosiła się do tłumaczonych na język polski powieści podróżniczo-przygodowych i fantastycznych Jules’a Verne’a, licznych robinsonad. Uznawała je za utwory sensacyjne, silnie drażniące nerwy, choć bardzo poczytne i chętnie wydawane przez współczesnych jej wydawców (Rys historyczny). Krytykowała polskie wydanie Skarbów na wyspie Roberta Louisa Stevensona z 1893 r. ze względu na antypedagogiczny wydźwięk powieści, a zwłaszcza „sceny pijackie, burdy karczemne, nikczemne spiski”, drastyczne sceny mordu ([rec.] „Skarby na wyspie. Powieść dla młodzieży przez Stevensona”, „Przegląd Pedagogiczny” 1892, nr 24).

Pozytywne recenzje zyskiwały natomiast polskie robinsonady. Za wzorzec tego typu powieści uznawała Robinsona polskiego, czyli przygody młodzieńca (1892) Adolfa Dygasińskiego, gdyż „pomimo dydaktycznego założenia, które leży w podstawie powieści, autor umiał się ustrzec banalności” ([rec.] „Przygody młodzieńca, czyli Robinson polski”, dla młodzieży napisał Ad. Dygasiński, „Przegląd Pedagogiczny” 1891, nr 24). Równie wysoko oceniała nurt beletryzowanych powieści i opowiadań o tematyce przyrodniczej, stanowiących nieoceniony materiał dydaktyczny (zob. B. Dyakowskiego Las i jego mieszkańcy, Z naszej przyrody, 1903; utwory M. Weryho, [rec.] Maria Weryho, „W ogródku Naci”, „Przegląd Pedagogiczny” 1895, nr 24).

W zgodzie z pozytywistyczną pedagogiką Szycówna miała sceptyczny stosunek do baśni jako lektury dziecka. W recenzji zbioru braci Grimmów podkreślała: „O ile dla dzieci małych w okresie przedszkolnym baśnie czarodziejskie są całkiem niestosowne, a często szkodliwe, o tyle dzieciom starszym, trochę umiejącym rozróżnić zmyślenie od prawdy, nie mamy powodu bronić tego czytania, byle tylko zachować w nim miarę i czynić odpowiedni wybór” ([rec.] „Baśnie dla dzieci i młodzieży. Bracia Grimm. Według oryginału niemieckiego opracowała C. Niewiadomska”, „Przegląd Pedagogiczny” 1894, nr 24).

Ważne miejsce w wychowaniu i kształceniu dzieci zajmowały według Szycówny czasopisma, które oceniała na łamach „Przeglądu Pedagogicznego”, biorąc pod uwagę ich poziom merytoryczny, układ treści, ale też atrakcyjność z punktu widzenia czytelnika. Przyglądała się „Przyjacielowi Dzieci”, „Wieczorom Rodzinnym”, a także publikowanym w nich powieściom, poezji, pogadankom, rozprawkom naukowym, wyrażając przekonanie, że „jednym z obowiązków pisma dziecinnego jest przyzwyczajanie młodzieży do porządnego czytania” (Czasopisma dla dzieci w roku 1890, „Przegląd Pedagogiczny” 1891, nr 3).

Zadania literatury dla młodych odbiorców. „Książka dla dziecka ma stokroć większe znaczenie niż dla dorosłego […]. Utwory czytane w dzieciństwie są nader ważnym czynnikiem w kształtowaniu charakteru i wyrobieniu poglądów życiowych. Stąd dzieciom tylko najlepsze książki dawać należy” – pisała Szycówna w rozprawie o Konopnickiej (Maria Konopnicka jako autorka dla dzieci, „Przegląd Pedagogiczny” 1902, nr 18). Upominała się tym samym o odrębną literaturę dla dzieci, tworzoną nie tylko przez drugorzędnych, ale przede wszystkim wybitnych twórców: „Niech prawdziwy poeta uzna, że społeczeństwo składa się nie tylko z członków dorosłych, lecz i z dzieci, i zechce czasami tych maleńkich obywateli obdarzyć utworami swego pióra” (tamże).

Uwagi metakrytyczne. Szycówna domagała się fachowej krytyki piśmiennictwa dla młodych odbiorców. Jej zdaniem do „najważniejszych przeszkód dla rozwoju literatury dla młodzieży należy brak fachowej krytyki pedagogicznej; wszystko, co dotychczas uczyniono w tym kierunku, uważać można jedynie za próbę, za usiłowanie, za materiał, który dopiero przyszłość może spożytkować należycie” (Rys historyczny). Za przełomowe uznała lata 70. XIX w., kiedy to na łamach czasopism, takich jak „Ateneum”, „Biblioteka Warszawska”, „Rocznik Pedagogiczny”, „Przegląd Pedagogiczny”, publikowano na dużą skalę recenzje, omówienia, „przeglądy gwiazdkowe”, zaczęły też wówczas wychodzić krytyczne katalogi rozumowane autorstwa m.in. Jana Karłowicza, Adolfa Dygasińskiego, Władysława Nowickiego (tamże).

Podsumowanie. Aniela Szycówna wniosła duży wkład do krytyki literatury dla dzieci i młodzieży na przełomie XIX i XX w., publikując pierwszy zarys piśmiennictwa dla młodego odbiorcy w ujęciu historycznoi krytycznoliterackim, zamieszczając liczne recenzje ukazujących się na ziemiach polskich książek i czasopism. Wyrastając z tradycji pozytywistycznej, pogłębiła kryteria oceny utworów dla dzieci i młodzieży o aspekty psychologiczne, etyczne i artystyczne. Popularyzowała jednocześnie twórczość wybitnych pisarek, pokazując wkład kobiet w powstanie i rozwój polskiej literatury dla najmłodszych (I. Kosmowska, D. Milkuszyc, A. Szycówna, Kobieta polska jako autorka pedagogiczna, 1912).</document>
<document nplp_id="13182" title="Szeliga Maria" slug="szeliga-maria">Powieściopisarka, publicystka, poetka, działaczka emancypacyjnego ruchu kobiet. Właściwe nazwisko: Mirecka, 1º voto Czarnowska, 2º voto Loevy. Pseudonimy i kryptonimy: Maria Szeliga; B. Saryusz; Bolesław Saryusz; Ciotka Marynia; Jerzy Horwat; Matylda Mahoń; Vox; Jx.; M.S.; M.Sz.; Mar. Sz.

Informacje biograficzne. Maria Mirecka urodziła się 29 VIII 1853 w parafii Ciepielów (pow. iłżecki, gub. radomska). Po śmierci ojca, Franciszka Mireckiego, wychowywana przez matkę, Sabinę z Zarzyckich, otrzymała wykształcenie domowe. Miała brata Gustawa Mariana (1855–1859). W wieku 16 lat wyjechała do Warszawy i rozpoczęła pracę publicystyczną i literacką (anonimowe Korespondencje z Sandomierskiego, „Gazeta Warszawska”; Felieton fantazyjny w „Gazecie Polskiej” podpisany Matylda Mahoń). Wiersze i powieściowe szkice publikuje w prasie warszawskiej, krakowskiej i lwowskiej. W 1873 r. ukazują się książkowe wydania powieści Dla ideału i W przeddzień oraz tomik poezji Pieśni i piosenki. Twórczość literacka Szeligi wywołała serię negatywnych ocen. Ówczesna krytyka podnosiła zarzuty dotyczące formy artystycznej (H. Sienkiewicz, D. Henkiel) oraz stawiała jej tekstom zarzuty dotyczące moralności i etyki (T. Jeske-Choiński). Jej krajowa twórczość nie zyskała uznania profesjonalnych czytelników, widziano w niej utwory tendencyjne (Hrabina Elodia, Wyklęte dusze, Bez opieki, Punkt do rozwodu, Nic nowego pod słońcem, Nataniela). Wydana w 1889 r. powieść Na przebój doczekała się tłumaczeń na francuski, niemiecki, hiszpański i szwedzki. Szeliga portretowała samodzielne kobiety borykające się z losem.

W 1875 r. odbywa podróż po Europie, relacje z niej drukuje w „Tygodniku Mód i Powieści” (1876). W 1876 r. poślubiła wydawcę Stanisława Jana Nepomucena Czarnowskiego (1847–1929). Motywacje obu decyzji (ślubu i rychłego rozwodu) przedstawiła Lena Magnone na podstawie listów pisarki do Józefa Ignacego Kraszewskiego. Mąż złamał przedmałżeńską umowę „nietykalnej osobistej swobody” małżonki (list do J.I. Kraszewskiego, 20 I 1880). Z Pamiętników Czarnowskiego (1922) dowiadujemy się, że starania o unieważnienie małżeństwa trwały pięć lat i zakończyły się bez oficjalnego rozstrzygnięcia, na które były małżonek nie chciał asygnować kolejnych kwot.

W 2. poł. lat 70. XIX w. Szeliga pisze również sztuki teatralne, które z powodzeniem wystawiano na scenach krakowskich, warszawskich, poznańskich i lwowskich teatrzyków ogródkowych. W tym samym czasie aktywnie działa w robotniczych kołach oświatowych, co miało doprowadzić do decyzji o emigracji. Wyjazd do Francji w 1880 r. jest opisywany jako skutek jej nielegalnej działalności podejmowanej w kręgach socjalistycznych. Równoległą hipotezę wysunęła Magnone, uznając, że motywacja młodej pisarki mogła wynikać z pobudek prywatnych, z chęci ucieczki przed nieunieważnionym małżeństwem z Czarnowskim.

W latach 80. do łódzkich i warszawskich periodyków nadsyła korespondencje (Listy z Paryża, „Dziennik Łódzki”; Z Paryża, „Świt”), z czasem zamieszcza w nich również artykuły popularyzujące osoby i działalność literatek („Świt”), notatki i wrażenia uczestniczki wydarzeń kulturalnych we Francji („Przegląd Tygodniowy”) oraz omówienia działalności artystycznej innych Polek na emigracji, np. artykuły dotyczące działalności artystycznej Gabrieli Zapolskiej publikowane w „Kurierze Codziennym” i „Przeglądzie Tygodniowym”. Jej publicystyczna działalność obejmuje również artykuły zamieszczane na łamach paryskich dzienników „Figaro”, „La Parole Libre”, „Monde Moderne”, „Journal des Débats”. Francuskie teatry wystawiały jej sztuki. Przyjmuje się, że w tym czasie Szeliga zawarła cywilny związek z Edwardem (Eduardem) Loevy (1857–1910). Na emigracji konsekwentnie podpisywała swoje artykuły nazwiskiem Maria Szeliga (od herbu rodzinnego Mireckich, nb. w akcie zgonu Edwarda widnieje jego nazwisko zapisane Chéliga-Loevy). Para wychowywała przybraną córkę Ewę Mickun (Mitzkoun)/ Mikum (ur. 1888), późniejszą adwokatkę, a po śmierci matki redaktorkę naczelną „Ogniska”.

Twórczość literacka, publicystyczna i krytycznoliteracka w opiniach historyków ustępuje miejsca aktywnemu zaangażowaniu Szeligi we francuski ruch emancypacji kobiet. W 1889 r. tworzy Union Universelle des Femmes i redaguje biuletyn tej organizacji (1889– –1891). Jako działaczka organizuje kongresy kobiet (Paryż, 1892, 1896, 1900, 1908, 1913) i uczestniczy w nich (Bruksela, Londyn, Berlin, Sztokholm). W 1897 r. z jej inicjatywy powstaje Teatr Feministyczny. Szeliga, nie rezygnując z zaangażowania politycznego w działania socjalistyczne i pacyfistyczne, włącza się również w animację życia polskiej emigracji w Paryżu. Organizuje zebrania młodzieży niepodległościowej, pisze odezwy, zbiera podpisy pod listem potępiającym okrucieństwa Prusaków wobec polskich dzieci, jest delegatką na Kongresie Pokoju w Londynie (1908). W 1922 r. zakłada poświęcony sprawom emigracji polskiej społeczno-literacki tygodnik „Ognisko”. Po ciężkiej paroletniej chorobie umiera 3 I 1927 w Yvelines. Spoczywa na cmentarzu Montmorency.

Formy krytycznoliterackie. Publicystyka i krytyka literacka Szeligi nie zyskują oparcia w konkretnym programie literackim czy myśli estetycznej. Choć artykuły tworzone po polsku i francusku były publikowane na przestrzeni kilku dekad (od początku lat 80. XIX w.), ułożenie zwartego wyboru, który zaakcentowałby istotę krytycznych dokonań oraz wagę indywidualnego głosu publicystki opisującej kulturę i literaturę końca XIX i początku XX w., zdaje się niewykonalne. Jej pisma są komentarzami towarzyszącymi aktualnym tendencjom w sztuce i literaturze głównego nurtu. Cechą wyróżniającą jest skupienie się na zagadnieniach dotyczących emancypacji kobiet. Formalnie można wyszczególnić trzy grupy pism publicystycznych Szeligi. Pierwszy i najobszerniejszy to wysyłane z Paryża wielowątkowe korespondencje, które podawały do druku dzienniki lub tygodniki („Dziennik Łódzki”, „Świt”, „Przegląd Tygodniowy”). Drugą grupę stanowią tłumaczenia i omówienia wybranych pisarzy tworzących w języku polskim. Tu należy zwrócić uwagę na przekład na język francuski dzieł Juliusza Słowackiego (Grób Agamemnona, Anhelli, W Szwajcarii) oraz napisany w 1895 r. artykuł, który towarzyszył pierwszej francuskiej inscenizacji Balladyny. W 1901 r. we francuskiej prasie Szeliga opublikowała również pochwalny artykuł dotyczący twórczości Jana Augusta Kisielewskiego, przełożyła jego Karykatury. Z mniejszym zaangażowaniem promowała sztuki i aktorstwo Gabrieli Zapolskiej po jej przyjeździe do Paryża. Trzecią część okołoliterackiej publicystyki Szeligi stanowią zamówione i publikowane przez polską redakcję („Świt”) szkice o poetkach i literatkach, wybitnych twórczyniach XIX w.

Korespondencje z Paryża wskazywały najwybitniejsze bieżące wydarzenia tamtejszego ruchu umysłowego w zakresie nauki, życia społecznego, sztuki i literatury – „szkic zaledwie przedstawię pobieżny i szybki” (Listy z Paryża, „Dziennik Łódzki” 1884, nr 6), notowała Szeliga w jednym z pierwszych listów opublikowanych na łamach „Dziennika Łódzkiego”. To zdanie może być charakterystyką każdego listu Szeligi drukowanego w polskojęzycznej prasie. Ich forma ma stałą strukturę. Kolejne akapity obejmują: 1) raporty ze zdarzeń w bieżącej polityce; 2) opisy działań instytucji rządowych i naukowych (ze szczególnym uwzględnieniem władz wspierających emancypację kobiet); 3) wykazy istotnych prac z zakresu ważnych dla autorki dziedzin naukowych (m.in. filozofia, medycyna, socjologia, architektura); 4) streszczenia dyskutowanych prac beletrystycznych; 5) opisy istotnych wystaw malarskich, spektakli operowych, teatralnych oraz koncertów. Cykl drukowany w „Dzienniku Łódzkim” rozpoczyna się od podsumowania poprzedniego 1883 r. Następne sprawozdania miały być publikowane w cyklach miesięcznych, pomysł ten został poniechany, a kolejne listy dotyczyły nieuporządkowanych, przypadkowych okresów. Zgodnie z kronikarskim założeniem opinie o sztuce i literaturze mają telegraficzną formę i wyraźne oceny, np.: „Styl piękny, rzecz przyzwoita, o co niełatwo na ciężkie czasy. Słowem, książka familijna” (Listy z Paryża, tamże, nr 68); „W teatrach – same wznowienia. Wybór repertuaru zadziwia swą jałowością” (tamże); „Opera włoska upadła” (Listy z Paryża, „Dziennik Łódzki” 1885, nr 37); „Teatr w cyrk się zamienia, menażeria i rzesze akrobatów występują razem z artystami” (Listy z Paryża, „Dziennik Łódzki” 1884, nr 8). Listy nierzadko ujawniają też rezerwę bądź wzburzenie Szeligi, np.: „Niestety! Dawno już poważny dom Moliera nie dał schronienia takiej nędzy wyjątkowej. Ani pomysł zużyty, ani forma banalna, ani wreszcie akcja lub na koniec ślady jakiego bądź talentu nie podtrzymały tej lichej klejonki nieprawdopodobieństw psychologicznych z fałszywym patosem. Czynię nacisk na tę miernotę dlatego, iż znam pochopność naszą przyswojenia polskiej scenie paryskich elukubracji. Niechże od tej was ustrzegą bogi” (o sztuce Smilis Jeana Aicarda – Listy z Paryża, tamże, nr 39). W jednym z listów Szeliga tematyzuje obyczajowe różnice między Francuzami i Polakami. Stwierdza, że z ich powodu kilku „prawdziwych poetów” francuskich „trzeba skazać na »index« wobec naszego społeczeństwa” (Listy z Paryża, tamże, nr 7). Zapewnia, że mimo formy dosięgającej artyzmu i słów dźwięczących najcudowniejszą harmonią „[t]reść – jakkolwiek w tych dziełach nie gra właściwie żadnej roli, obyczajom naszym zbyt jest nieodpowiednią” (tamże). W tymże Liście pojawia się również uwaga dotycząca francuskiej krytyki literackiej: „Krytyk powinien przede wszystkim znać to elementarne prawidło, ażeby zasad etyki nie mieszać z estetyką. Ale u nas przechowały się inne tradycje obyczajowe – tym lepiej dla nas. Miejmy poetów własnych, odpowiadających naszym żądaniom duchowym” (tamże). W telegraficznych sprawozdaniach Szeligi streszczenia fabuł czy opisy form literackich często ustępują miejsca anegdotom z życia literackiego. Bardziej niż treści i formy literackie Szeligę interesuje socjologia życia literackiego. W listach opisuje przepływy, powiązania, znajomości i mechanizmy rządzące polami literatury i sztuki. Najobszerniejsze sprawozdanie dotyczy wystawianego w teatrze Odéon dramatu Simone Arnaud Synowie Jahelli ukazującego męczeństwo za wiarę (Z Paryża, „Świt” 1886, nr 18).

Kronikarskie listy oraz Notatki i wrażenia są inkrustowane ironicznymi i humorystycznymi akcentami dotyczącymi streszczanych prac badawczych. To sprawia, że forma jej spostrzeżeń przypomina prasowy felieton. Sprawy bieżącej polityki i sztuki najnowszej są kreślone grubą kreską. Publicystka uwzględnia kulturowe kompetencje czytelników pism drukujących jej korespondencje; streszczeniom myśli, tez czy fabuł towarzyszą akapity popularyzujące anegdoty z życia literackiego, a krytyczne opinie są wyraźne, punktowe, czasem aforystyczne, np.: „O ile tendencja jest sztuce szkodliwą, […] o tyle idea jest niezbędnym warunkiem arcydzieła” (Listy z Paryża, „Dziennik Łódzki” 1884, nr 8). Szersze spojrzenie na publicystyczne artykuły Szeligi ujawnia ich dwie konstytutywne cechy. Spostrzeżenia autorki dotyczą głównie naturalizmu i impresjonizmu, czyli najpopularniejszych prądów estetycznych w literaturze i malarstwie we Francji w latach 80. XIX w. Warstwa ideowa odsłania z kolei skupienie na pracach naukowych i działalności politycznej wspierających emancypację kobiet oraz zmianę hierarchicznego, klasowego podziału społeczeństwa.

Szkice biograficzno-literackie umieszczane na łamach „Świtu” są swego rodzaju reportażami, wywiadami. Razem z nią oglądamy mieszkania autorek, czytamy przytoczenia wypowiedzi odsłaniających biografie Seweryny Duchińskiej, Louise-Victorine Ackermann czy Hubertine Auclert. W tak skonstruowany artykuł wplecione są również cytaty z wierszy odwiedzanych poetek. Jak pisze publicystka: „Nie przychodzę jako krytyk ni jako biograf […]. Wypieram się więc jakiego bądź spowinowacenia z potomstwem Zoila i naśladowcami Plutarcha. Pióro moje w żółci nieumoczone ani rdzą kronikarskiego inkaustu osiadłe, tylko gwoli rysunkowi pięknych wzorów szuka w naturze. Moje hasła są: sztuka i bezstronność, zatem nie mają one wiele wspólnego z zakresem krytyki i biografii. Z dala od literackiej giełdy, gdzie pod wpływem różnorodnych interesów świata kurs sądów o wartości współczesnych tak często wznosi się lub obniża” (Współczesne I. Seweryna Duchińska, „Świt” 1886, nr 11). Szeliga pragnie ukazać wizerunki kobiet wybitnych, chce je portretować w ich domach, „na tle poufnych stosunków” (tamże), nie w oświetleniu publicznym uznawanym za sztuczne lub przypadkowe.

Szeliga była raczej dziennikarką niż krytyczką. Spośród dziennikarzy wyróżniało ją zainteresowanie twórczymi kobietami i stawianie spraw codziennych ponad ideowymi manifestami. Jeśli uznać, że kobiecość, codzienność i intymność stanowią jeden z wyznaczników nowoczesności, to pozycja Szeligi nabiera znaczenia.</document>
<document nplp_id="13184" title="Sawicka Józefa" slug="sawicka-jozefa">Nowelistka, nauczycielka, tłumaczka, krytyczka literacka i teatralna. Pseudonim: Ostoja.

Informacje biograficzne. Józefa Konstancja Sawicka urodziła się 13 I 1859 w okolicach Grodna jako córka Józefa i Konstancji z Truskolaskich. Źródła i przekazy podają sprzeczne miejsca urodzenia (wsie Łopocie, Łopoczyn, Łopaczyn, Łopacin, Łopoczyzna, Łopaczyce). Wychowana w rodzinie szlacheckiej wśród kilkorga rodzeństwa, odebrała wykształcenie domowe, uzupełnione podobno naukami w Krakowie. Sytuacja majątkowa zmusza ją do szybkiego podjęcia pracy zarobkowej. Zajmuje posadę prywatnej nauczycielki w Wilnie. Młodzieńcze prace przesyła do oceny Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu. W 1881 r. debiutuje na łamach „Prawdy” pod pseudonimem Ostoja tekstem Ulicznik (z wileńskiego bruku). O następne opinie prosi Elizę Orzeszkową. Nawiązana korespondencja trwa dekadę. W latach 80. XIX w. przeprowadza się do Szantyrowszczyzny nad Wilejką. Pracuje jako nauczycielka, w prasie drukuje nowele oraz korespondencje (petersburski „Kraj”). Podejmuje współpracę z czasopismami warszawskimi („Ateneum”, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne”, „Kłosy”, „Kurier Codzienny”, „Tygodnik Ilustrowany”) i lwowskimi.  W 1884 r. przenosi się do Warszawy, gdzie mieszka do końca życia. Tam poznaje Marię Konopnicką, a w czerwcu 1885 r. wchodzi w skład redakcji tygodnika „Świt”. Obok utworów beletrystycznych i korespondencji pisze i publikuje artykuły krytyczne oraz recenzje („Świt”, „Kurier Codzienny”, „Przegląd Literacki” dod. do „Kraju”, „Nowe Tory”). W 1887 r. uczestniczy w warszawskich obchodach dwudziestolecia debiutu Elizy Orzeszkowej, na łamach „Kuriera Codziennego” publikuje recenzję Nad Niemnem (Przegląd literacki, „Kurier Codzienny” 1888, nr 151).

W 1886 r. debiutuje tomem nowel Szkice i obrazki, który spotyka się z niechętną reakcją krytyki konserwatywnej oraz pozytywną oceną Bolesława Prusa i Adolfa Dygasińskiego. Następnym tomom towarzyszyła pozytywna, a nawet entuzjastyczna opinia Piotra Chmielowskiego. Literackimi patronami Sawickiej byli pisarze realiści. „Jest to na wskroś uczuciowa nowelistka, tająca ześrodkowaną, głęboką wrażliwość i tkliwość pod przybraną maską spokoju. Przedmiotowość formy jej opowiadań to znamię przejęte od realistów” (P. Chmielowski). Przytoczona uwaga kontrastuje z powszechną, towarzyszącą publikacjom Ostoi opinią wpisującą je w nurt prozy naturalizmu. Związek z naturalizmem miały sugerować podejmowana przez Sawicką tematyka moralno-społeczna oraz język, w którym pojawiały się prowincjonalizmy czy wulgaryzmy. Wśród patronów jej twórczości wymienia się Orzeszkową, Iwana Turgieniewa, Stendhala (przełożyła Czerwone i czarne oraz Klasztor kartuzów w Parmie). Istotną kwestią pozostawała dla Ostoi społeczna pozycja kobiet. Z czasem tę problematykę zastępuje zagadnieniami psychologicznymi. Następne dzieła Ostoi – powieść Wychowanka (1895), zbiór nowel Nad morzem. Z notatek turysty (1903) – nie spotykają się z uznaniem krytyki.

W 1889 r. uzyskuje patent nauczycielski. Wykłada na prywatnych pensjach żeńskich. Bierze udział w konspiracyjnej pracy oświatowej. Przemyca i kolportuje zakazane książki i broszury. W mieszkaniu przy ul. Chmielnej w Warszawie organizuje spotkania tzw. cyrku, w których brali udział m.in. Chmielowski, Antoni Lange, Władysław Jabłonowski, Ignacy Matuszewski, Władysław Stanisław Reymont. Owocem spotkań były satyry na fakty i osoby, także patriotyczne ulotki. W ostatniej dekadzie XIX w. Sawicka bywa w salonach warszawskiej inteligencji. W pierwszych latach XX w. stara się o przyznanie Nagrody Nobla Orzeszkowej. W 1910 r. żegna ją artykułem Eliza Orzeszkowa jako Nauczycielka Narodu („Nowe Tory” 1910, nr 5).

W drugiej dekadzie XX w. podupada na zdrowiu, ulega częściowemu paraliżowi. Sytuację materialną ratuje podnajmowaniem pokoi w warszawskim mieszkaniu, daje lekcje u siebie w domu. W czasie wojny pracuje nad podręcznikiem literatury powszechnej oraz serią sylwetek współczesnych pisarek. W sierpniu 1920 r. trafiła do Szpitala Dzieciątka Jezus. Zmarła 23 grudnia tegoż roku w Warszawie. Została pochowana na cmentarzu Powązkowskim.

Formy krytycznoliterackie. Wypowiedzi krytyczne Sawickiej można określić jako działanie okazjonalne, punktowe i mocno związane z biografią kobiet jej pokolenia. Pisała nieregularnie, rzadko. Lektura jej artykułów nie odsłania programu, któremu hołdowałaby jako krytyczka. Jej wypowiedzi należą do szerokiego nurtu krytyki społecznikowskiej. Od autorów czytanych dzieł domaga się realizmu (albo ich za niego chwali), który ma dotyczyć przede wszystkim prawdopodobieństwa fabularnego. Współpraca z redakcją „Świtu” (1885–1887) ukazuje ją jako felietonistkę towarzyszącą premierom teatralnym i książkowym. Omawiane przez Ostoję tytuły wielokrotnie były dyskutowane na łamach innych warszawskich czasopism, co oznacza, że Sawicka-krytyczka poświęcała uwagę zwłaszcza tytułom i nazwiskom głośnym, rozpoznawalnym wśród czytelników. Jej publikacje przypominają felietony wypełnione opisowymi akapitami, które nierzadko puentuje kąśliwym humorem, ironią wymierzoną w postaci, autorów czy grę aktorską. W jednym z felietonów autokrytycznie używa zwrotu „pobieżna recenzja” (Nowe książki, „Świt” 1886, t. 5, nr 19). W innym miejscu tego tekstu zaznaczy, że kreśli jedynie „ogólne znaczenie powieści”.

Punktowe i okazjonalne artykuły krytyczne Sawickiej przyjmują podobną formę. Każdorazowo rozpoczynają się od opisu losów głównego protagonisty powieści/ spektaklu. Ostoja przedstawia jego życiorys, doświadczenie i przemiany. Dalsze akapity, zazwyczaj kontrastowo, przytaczają dzieje bohaterek. Następnie Sawicka prezentuje czytelnikom bohaterów drugiego planu oraz społeczne, klasowe tło. Zarysowany schemat obejmuje również recenzje teatralne (Opera i operetka, „Świt” 1886, t. 4, nr 1; tu od szczegółów gry aktorskiej/ kreacji poszczególnych bohaterów autorka przechodzi do planu muzycznego), prozę współczesną (Nowe powieści niemieckie, „Świt” 1887, t. 6, nr 8–9) oraz eseistykę poświęconą książkom historycznym (Rozwój pojęć religijnych w Grecji według Duruy’a, „Świt” 1886, t. 5, nr 2–4; tu od opisu poszczególnych bogów, bóstw, ich losów następuje przejście do napięcia między wolnością i fatalizmem).

Zarysowaną metodę, czysto formalną, najjaskrawiej przedstawiają recenzje dotyczące Potopu Henryka Sienkiewicza i Nad Niemnem Orzeszkowej. W pierwszym przypadku przyglądamy się Kmicicowi-Babiniczowi, dalej Oleńce i bohaterom drugiego planu. W drugim Benedyktowi Korczyńskiemu skontrastowanemu z żoną, następnie Janowi Bohatyrowiczowi na tle szlachty zagrodowej. Mamy tu też uwagi o kompozycji powieści i o jej znaczeniu. W recenzji powieści Sienkiewicza znajdziemy kilka ironicznych uwag o nadmiarowości tomu piątego i szóstego, które „rozwadniają akcję”, opisują „samą rąbaninę” i zawierają powtórzenia fabularne prowadzące do znużenia czytelnika. Poprzedzają one ostateczny zarzut braku prawdopodobieństwa: „[…] historyczne powieści Sienkiewicza, obracając się wyłącznie wkoło rycerzy i wojowników, przedstawiające czasy wielkich wojen, a tym samym gorączkowe, anormalne, nie dają poznać prawdziwego życia ludzi w opisywanej epoce. […] powieść, która w naszych czasach, przeżywszy już dawno romantyczny okres, z prawdopodobieństwem liczyć się musi, w Potopie zaś zbyt często spotykają się rzeczy zgodne tylko z bogatą fantazją znakomitego autora” („Potop”, „Świt” 1886, t. 5, nr 19). Wskazane zakończenie można zestawić z wygłosem recenzji Nad Niemnem: „Z powieści wieje duch podniosły, wysoce obywatelski, budzący w duszy czytelnika szlachetne, pełne zapału myśli i uczucia! Z Panem Tadeuszem oprócz opisów życia zagrodowej szlachty, powieść Orzeszkowej ma jeszcze tło wspólne, poetyczne obrazy, i to wierne skreślenie obyczajów, uczuć, poglądów i dążności rzucające szerokie światło na masy mało znane i za mało cenione. […] Nad Niemnem jako bardzo ważna kartka społecznego życia pozostanie na zawsze jednym z najpiękniejszych pomników swojej epoki” („Kurier Codzienny” 1888, nr 151). Wyrywkowa lektura obu podsumowań mogłaby sugerować istnienie zalążka programu, który przyjęła Ostoja. Jeśli tak było, to tylko w zakresie ważnej dla niej społecznej funkcji literatury. Istotny wydaje się jeszcze jeden aspekt: współbieżność literatury i życia. Pieczętuje ją wyraz hołdu i wdzięczności wobec autorki Marty: „Wiele z nas miało już w duszy te hasła i pragnienia, lecz Marta sformułowała i przedstawiła nam je w wymownym, zrozumiałym dla każdej obrazie. Czytałyśmy tę powieść, rozprawiałyśmy o niej z zapałem młodych egzaltowanych umysłów, tak bardzo spragnionych nowych, szerszych dróg w życiu! Marta zdecydowała o losie niejednej z nas, a zdecydowała mądrze i uczciwie – cześć jej za to!” (Eliza Orzeszkowa jako Nauczycielka Narodu). Zdaniem Chmielowskiego zaletą nowelistyki Ostoi było przedstawianie uczuć głębokich, serdecznych i silnych. To ogólne rozpoznanie może charakteryzować również jej publikacje felietonowe i krytycznoliterackie.</document>
<document nplp_id="13186" title="Sadowska Maria" slug="sadowska-maria">Powieściopisarka, nowelistka, publicystka, tłumaczka. Pseudonimy i kryptonimy: Zbigniew; Maria B.; M.B.; M.T.B.

Informacje biograficzne. Maria Teresa Brzezina urodziła się prawdopodobnie w 1835 r. w Kurnatowie (ob. Kurnatowszczyzna), pochodziła ze zubożałej rodziny szlacheckiej, była córką Józefa Brzeziny (1780–1835), kapitana b. wojsk polskich i wolnomularza (grodzieńska loża Przyjaciele Ludzkości), oraz jego trzeciej żony Anny z Paździerskich (miejsce urodzenia i dane rodziców na podstawie aktu ślubu). Otrzymała staranne domowe wykształcenie i pracowała jako guwernantka w domach ziemiańskich. Debiutowała w 1853 r. w prasie wileńskiej. Rozgłos zdobyła opowiadaniem fantastyczno-filozoficznym Podróż naokoło świata odbyta w trzech godzinach (1859). W 1860 r. w „Kurierze Wileńskim” opublikowała zbiór humoresek Pamiętniki muchy, który okazał się jej największym sukcesem literackim. W 1862 r. przebywała z matką w Warszawie, a potem w rodzinnym Kurnatowie, następnie u matki w Kociołkach k. Kozienic, w drugiej połowie roku wyjechała na kurację do Szwajcarii, potem do Nicei, a następnie do Włoch (była chora na gruźlicę), prawdopodobnie w towarzystwie ówczesnego narzeczonego Jakuba Pietraszka (ur. 1840), który zmarł z powodu tyfusu w Wenecji w kwietniu 1863 r. na rękach Marii. W maju 1863 r. była u matki, stamtąd napisała list do Adama Honorego Kirkora z prośbą o pomoc w uzyskaniu paszportu na następny wyjazd do wód (listy opublikował „Dziennik Poznański” w 1885 r.). W 1864 r. przebywała w Warszawie, gdzie nawiązała znajomość z Walerią Morzkowską (późniejszą Marrené) oraz Adamem Wiślickim. W 1865 r. wyjechała do Galicji i przez jakiś czas mieszkała w Krakowie. W tym roku straciła „dwuletniego synka, prześlicznego aniołka”, z czego zwierzała się w liście Wiślickiemu (wyd. 1876). 22 VII 1866 wyszła za mąż za Franciszka Apolinarego Sadowskiego (ur. 1832), fotografa i chemika (współwłaściciela w l. 1864–1865 wraz z M. Trzebieckim pracowni fotograficznej w Warszawie przy ul. Rymarskiej). W 1867 r. osiadła z rodziną we Francji: w Paryżu (przy Avenue des Gobelins) i w jego okolicach (Vitry), skąd przysyłała do prasy warszawskiej swe utwory. W Paryżu urodziły się córki Sadowskich: Teodozja (ur. 1869), Maria Franciszka (ur. 1871), Gabriela (ur. 1872) – przebywały później pod opieką szarytek w Zakładzie św. Kazimierza. Maria Sadowska publikowała w „Gazecie Polskiej” (1868–1874), „Bluszczu” (1878–1879) i „Przeglądzie Tygodniowym”. Zmagała się z postępującym alkoholizmem i depresją. W 1876 r. „przez dwa szczęśliwe miesiące” była w związku z Cyprianem Norwidem. W tym czasie leczyła się w podparyskim zakładzie dla psychicznie chorych nazywanym przez nią „siedliskiem pokutnic światowych” (list do C. Norwida z 9 VII 1876). Jej małżeństwo zakończyło się rozstaniem. „Mąż mój zostawił mnie w najokropniejszej pozycji, zabrał mi wszystko i sam zniknął z Paryża” – pisała w liście do Edwarda Leo z 5 XI 1880. Zmarła w skrajnej biedzie i zapomnieniu ok. 1890 r.

Została zapamiętana jako autorka oryginalnych humoresek. Do najbardziej chwalonych należały: satyryczna fantazja Podróż naokoło świata (odbyta w trzech godzinach) (1859), zbiór 10 humoresek Pamiętniki muchy (1861), „kartka” Stara panna (1861), której francuski przekład miał ukazać się w „Revue des Deux Mondes” (nie udało się potwierdzić prawdziwości tej informacji), Historia kamienia przy drodze opowiedziana „Kołkowi w płocie” (1866), a także alegoryczne opowiadanie Między niebem a ziemią (1877). Wielu jej utworów nie odnaleziono, wspominane przez Wiślickiego: Chochlikomania, Adam i Ewa, Świerk i Brzezina, Studium o Chopinie oraz Nasze snoby (bądź Snoby polskie) uznaje się za zaginione. We Francji powstały powieści: Oksana (1869), Niecnota (1871), Rocznica (1873), Sąsiedzi (1875), Meleszkowie (1880), Pani Borejszyna (1880) oraz Stryj Innocenty (1879), który sprowokował uszczypliwą fraszkę Norwida Przepis na powieść warszawską. Utwory te powstały dla zarobku i nie wyróżniają się szczególnie wśród typowej produkcji literackiej epoki.

Epizody twórczości krytycznej. Sadowska krytyką literacką zajmowała się jedynie okazjonalnie. W „Gazecie Codziennej” z 1853 r. opublikowała dwie recenzje utworów Jadwigi Szwykowskiej. Na wstępie surowej oceny Reginki zauważa, że powieść nie jest gatunkiem łatwym, jakby się powszechnie wydawało, a zatem stawiała przed nią wysokie wymagania: „Dziś już powieść przestała być potrawą dla konkokcji żołądka, używaną w salonach na wety po dobrym obiedzie. Przestała też być zabawką, mającą na celu śmiech, pustotę, dowcip lekki itp. Dzisiejsza powieść przybrała charakter surowy, poważny, historyczny, filozoficzny; przestała być łataniną łachmanów zagranicznych. Ale powinna stać się europejską, samoistną, gdzie prawda, charakter, piętno narodu wybitnie i czysto uprzytomni nam obraz dziejowej przeszłości” (Słów kilka o powieści „Reginka” przez J. Szwykowskę, „Gazeta Codzienna” 1853, nr 206). Za wzór takiej powieści uważa Listopad Henryka Rzewuskiego. W następnej recenzji nawiązuje do swoich uwag o gatunku powieści, dodając, że jako „utwór światowy – utwór więcej wyobraźni jak serca” może ona „podlegać wszelkim przepisom surowości krytyki” ([rec.] „Poranki religijne” przez p. J. Szwykowską, tamże, nr 267), w tym kontekście przychylniej ocenia skromne co do ambicji wychowawcze dziełko Szwykowskiej.

Wydaje się, że wypowiedzi krytyczne Marii Brzeziny, publikowane na łamach „Przeglądu Tygodniowego”, były zainspirowane przez Wiślickiego, który zlecając autorce napisanie recenzji, chciał ją wspomóc finansowo. Nie jest wykluczone, że podobnie jak w przypadku jej humoresek spuścizna krytyczna pisarki jest rozproszona i niewystarczająco rozpoznana. Wobec kwestii kobiecej. Znane wypowiedzi krytyczne Sadowskiej skupiają się wokół dwóch kwestii: pisarstwa kobiet oraz gatunkowej tożsamości humoreski. Temat „kobiecy” inicjuje artykuł Rzuty („Przegląd Tygodniowy” 1866, nr 12), a zaanonsowany przez redakcję jako „z prywatnego listu urywek”, w którym pisarka kąśliwie charakteryzowała „czeredę pół autorek”, wyznając: „Przyznam się, że nie cierpię kobiet piszących, jak mężczyzn robiących pończochę! […] te gąski rozgęgane zanadto się uwijają po czasopismach, piszcząc na swoich fujarkach sentymentalnych, aż czasem ckliwo się robi, słuchać tych eufonicznych melodii i chciałoby się, żeby jaki bęben zagłuszył te elegie”. Spośród ówczesnych polskich literatek wyróżnia jedynie Narcyzę Żmichowską: „Przed Gabrielą biję czołem i powiadam, tak pisać, nie żal się narodzić kobietą. Cześć, uwielbienie i miłość dla autorki Białej Róży, Poganki i tych wszystkich idealnych śliczności wypowiedzianych prozą i wierszem” (tamże).

Swój krytyczny stosunek do literatury pisanej przez kobiety najmocniej wyraziła, atakując twórczość George Sand (Pani Sand, tamże, nr 42–43; Ha! Jeszcze o pani Sand, tamże, nr 48). Niedostateczna wiedza na temat biograficznego kontekstu opublikowanych filipik Sadowskiej przeciwko autorce Lélii nie pozwala na formułowanie jednoznacznych wniosków. Wydaje się, że jej ostra reakcja łączyła w sobie niezgodę na rozpoznaną nieszczerość Pamiętników Sand oraz skojarzony z tematyką jej powieści styl i charakter „kobiecej pisaniny”. Sadowska występowała przeciwko romansowej egzaltacji oraz destrukcyjnemu jej zdaniem absolutyzowaniu emocjonalności.

O gatunkowości humoreski. Najważniejszym wątkiem krytycznych wypowiedzi autorki Pamiętnika muchy pozostaje tożsamość jej ulubionego gatunku prozatorskiego – humoreski, w której widziała gatunek w pełni romantyczny, łączący „łzy ze śmiechem” w filozoficzny komentarz rzeczywistości. W rozmowie z Kirkorem przyznawała się do inspiracji twórczością pisarzy europejskich: Moritza Gottlieba Saphira i Jean-Paula Richtera. Wśród swych mistrzów wymieniała także E.T.A. Hoffmanna, Heinricha Heinego i pisarzy angielskich, zwłaszcza Williama Makepeace’a Thackeraya. W anonimowej recenzji „Kalendarza Humorystycznego na Rok 1866” (tamże, nr 2) ostro krytykowała krajową „produkcję humorystyczną”, domagając się uznania w humoryście filozofa, w humorze zaś sposobu rozumienia świata. Podkreślała też, że o istocie gatunku stanowi nie żartobliwy śmiech, lecz wzniosły humor, który śmiech łączy ze łzami, a ludzką słabość z patosem: „Śmiech prawdziwego humorysty to wcielenie się w straszny dramat rzeczywistości; przedzierzga się on w naturę ludzi, o których opowiada, przejmuje w siebie ich wady, ich choroby, pragnienia, bóle, rozpacze – i mierząc to […] siłą swego geniuszu, wydaje z siebie czysty, dźwięczny głos śmiechu serdecznego – budzący różnorodne echa w sercach słuchaczy” (Słów kilka o humorystyce i humorystach polskich, „Przegląd Tygodniowy” 1876, nr 49).

Inspiracja tradycją humoru angielskiego i niemieckiego wyjaśnia odrębność i oryginalność pisarstwa Sadowskiej na gruncie polskim. Pisarka uważała, że humor jest „posągową ironią ducha”, „sfinksem, na którego czole zarzucona osłona sprawiedliwości tajemniczej, nie ludzką ręką wymierzonej – ale sądem własnego sumienia”, podczas gdy rodzima tradycja skłaniała raczej do porównań z jowialnymi facecjonistami spod znaku Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”, a także z „blagieryzmem” Francuzów, którzy humor traktują tak samo jak dowcip, żart czy kalambur (tamże, nr 50). Na prośbę Adama Wiślickiego pisarka precyzowała, na czym polega jej opór względem humoresek publikowanych w polskiej prasie: „A wiesz pan jak u nas humor pojęty?… Niestety! my go wcale nie rozumiemy i nie mamy. U nas tylko popłacają wolne żarty! […] Anglik nigdy nie śmieje się trywialnie – śmiech jego jest poważny, głęboki, filozoficzny; tam na dnie każdego żartu myśl pełna powagi spoczywa” ([rec.] „Kalendarz Humorystyczny”).

Choć z przekonaniem powtarzała, że dotąd „humorystów nie rodziła ziemia nasza”, czyniła jednak pewne wyjątki dla Ignacego Krasickiego („okolił satyrę obłokiem estetycznym, niby królewską szatą”), Jana Potockiego oraz – z zastrzeżeniami – Ludwika Sztyrmera jako autora Frenofagiusza i Frenolestów. Podjęte przez Sadowską próby teoretycznego opisania specyfiki humoresek prowadziły ją z jednej strony do umieszczenia gatunku w bliskim sąsiedztwie moralistyki usiłującej oddziaływać na rzeczywistość, a z drugiej – w sąsiedztwie prozy filozoficznej. W humoreskach pisarka widziała synkretyczny gatunek, pragnący oddać za pomocą groteski i paraboli prawdę o człowieku i otaczającym go świecie. Niezbywalnym elementem tej strategii stawała się „ironia bólu”, której ostrze „jak szpilka bezustannie kole nasze sumienie” i która wdziera się „w każdy atom krwi i budząc ze snu apatycznego, przypomina ciągle cichym swoim śmiechem to zło i to głupstwo, z którego szydzi” (tamże).</document>
<document nplp_id="13188" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-2">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.4

--

Kluszczyński Ryszard W., „Hipermedialność i remediacja druku. Zarys zagadnień, "Polszczyzna w dobie cyfryzacji",2020.

Ślósarz Anna, Od remediacji do sterowania zbiorowymi emocjami. Interferencje dyskursu literackiego i technologii, "Rocznik Komparatystyczny" 8 (2017), s. 279–296.

Żmigrodzki Piotr, Słowo - słownik - rzeczywistość: z problemów leksykografii i metaleksykografii, Kraków 2008.</document>
<document nplp_id="13191" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-3">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.3.3

--

A Plan S for Academic Books: Voices from the Community, SPARC Europe. 16 grudzień 2020.

Avanço Karla, Balula Ana, Błaszczyńska Marta, Buchner Anna, Caliman Lorena, Clivaz Claire, Carlos Costa et al., Future of Scholarly Communication . Forging an Inclusive and Innovative Research Infrastructure for Scholarly Communication in Social Sciences and Humanities, Zenodo 2021.

Balula Ana, Leão Delfim, Is Multilingualism Seen as Added-Value in Bibliodiversity?: A Literature Review Focussed on Business and Research Contexts, w: ELPUB 2019 23d International Conference on Electronic Publishing, OpenEdition Press 2019.

Bednarek Julia, Pod lupą: Jak osiągnąć dziś zmianę? O rzecznictwie NGO [PDF] , ngo.pl, 7 marzec 2023.

Błaszczyńska Marta, „OPERAS Polish National Node OPERAS-PL”. virtual event, 9 grudnia 2021.

Budapest Open Access Initiative b.d. Dostęp 13 kwiecień 2023. https://www.budapestopenaccessinitiative.org/.

Edmond Jennifer (red.), Digital Technology and the Practices of Humanities Research, Cambridge: Open Book Publishers 2020.

Ernst Elisabeth, Ekanger Aysa , Franczak Mateusz, Katsaloulis Iraklis, Töpfer Marlen, Wnuk Magdalena, How-to-Advocacy: OPERAS Practical Guide on Advocating for Open Scholarly Communication in the Social Sciences and Humanities, czerwiec 2021.

Falling Walls Lab Warsaw | Finał już 15 sierpnia 2022. 2022. 10 maj 2022. .

Fenrich Wojciech, Lewandowski Tomasz, Siewicz Krzysztof, Starczewski Michał, Stępińska-Ustasiak Lidia, Szprot Jakub, Otwarty dostęp w instytucjach naukowych, ICM 2015.

Fiske Susan T., Taylor Shelley E., Social Cognition. 2nd ed., McGraw-Hill Series in Social Psychology. New York 1991.

Frączak Piotr, Rzecznictwo, czyli co?, ngo.pl, 24 kwietnia 2008.

Gumkowska Marta, Charycka Beata, Bednarek Julia, Efekt mrożący. O kondycji rzecznictwa organizacji pozarządowych,Warszawa 2022.

Henseler Christine, Extraordinary Partnerships: How the Arts and Humanities Are Transforming America, Lever Press 2022.

How Many Photos Are There? (Statistics &amp;amp; Trends in 2023), b.d. Dostęp 17 sierpień 2023.

Nielsen Jakob, How Users Read on the Web, Nielsen Norman Group (blog),  30 września 1997.

Nielsen Jakob, 2008a. How Little Do Users Read?, 5 maja 2008.

Nielsen Jakob, 2008b. „Writing Style for Print vs. Web”, 8 czerwca 2008.

Nielsen Jakob, How Long Do Users Stay on Web Pages?,  11 września 2011.

Salazar Kim, Zigzag Image–Text Layouts Make Scanning Less Efficient, Nielsen Norman Group (blog), 26 listopada 2017.

Kollin Zoltán, Myth #1: People read on the web - UX Myths, 2015.

Korytkowski Przemysław, Kulczycki Emanuel, The Gap between Plan S Requirements and Grantees Publication Practices | Elsevier Enhanced Reader, "Journal of Informetrics" 15 (2) 2021.

Liu Chao,  White Ryen W., Dumais Susan, Understanding Web Browsing Behaviors through Weibull Analysis of Dwell Time, w: Proceedings of the 33rd International ACM SIGIR Conference on Research and Development in Information Retrieval, Geneva Switzerland 2010, s. 379–386.

Maryl Maciej, Błaszczyńska Marta, Szulińska Agnieszka, Rams Paweł, The Case for an Inclusive Scholarly Communication Infrastructure for Social Sciences and Humanities, "F1000Research" 9 (październik) 2020.

Moran Kate, How to Present Scientific Findings Online, 6 sierpień 2017.

Nauki humanistyczne i społeczne potrzebują więcej otwartości, 30 czerwiec 2021.

Pamuła-Cieślak Natalia, Przyczyny niepowodzeń. Dlaczego wielu polskich czasopism otwartych nie ma w Directory of Open Access Journals?, Katowice 2017.

Pernice Kara, Whitenton Kathryn, Nielsen Jakob,  How People Read on the Web: The Eyetracking Evidence, Nielsen Norman Group 2014.

«Plan S» and «cOAlition S» – Accelerating the transition to full and immediate Open Access to scientific publications,b.d. Dostęp 13 kwiecień 2023. .

Rigutto Cristina, The landscape of online visual communication of science, "Journal of Science Communication" 16 (02) 2017.

rzecznictwo, Słownik języka polskiego PWN, b.d. W . Dostęp 9 sierpień 2023.

Sójkowska Iwona, Gruenpeter Natalia, Polityki otwartości w Polsce, KOED 2019.

Speicher Lara, Bargheer Margo, Maryl Maciej, Fund Sven, Mosterd Max, OPERAS White Paper: Open Access Business Models, University of Nebraska 2018.

Szprot Jakub, Leśniak Andrzej, Morys-Twarowski Michael, Siewicz Krzysztof, Starczewski Michał, Stępińska-Ustasiak Lidia, Otwarta nauka w Polsce 2014: diagnoza, Warszawa 2014.

TEDx Talks, reż. 2015. Science and Storytelling | Lucy Hawking | TEDxSalford.

TEDx Talks, reż. 2018. How to Become a Passionate Advocate for Science | Jonathan Berman | TEDxSanAntonio.

Tóth-Czifra Erzsébet, Błaszczyńska Marta, Buchner Anna, Maryl Maciej, OPERAS-P Deliverable D6.6: Report on Quality Assessment of Innovative Research in SSH, kwiecień 2021.

Treisman Anne, Preattentive Processing in Vision, "Computer Vision, Graphics, and Image Processing" 31 (2) 1985, s. 156–177.

Vienni Baptista Bianca, Fletcher Isabel, Maryl Maciej, Wciślik Piotr, Buchner Anna, Lyall Catherine, Spaapen Jack, Pohl Christian, Final Report on Understandings of Interdisciplinary and Transdisciplinary Research and Factors of Success and Failure, marzec 2020.

Wagner Izabela, Selektywna analiza problemu publikacji humanistów i przedstawicieli nauk społecznych w języku angielskim, "Przegląd Socjologii Jakościowej" 8 (1) 2012, s. 166–187.</document>
<document nplp_id="13196" title="Jak skutecznie prowadzić komunikację w&amp;nbsp;sieci?" slug="jak-skutecznie-prowadzic-komunikacje-w-sieci">Poprzedni fragment

&amp;nbsp;

Jak pokazały wywiady z przedstawicielami i przedstawicielkami nauk humanistycznych, jest to dziedzina wciąż mocno przywiązana do tradycyjnych form komunikacji naukowej (Avanço i in. 2021). Niektórzy respondenci nazwali drukowaną monografię naukową wręcz „ukoronowaniem” kariery akademickiej każdego szanującego się humanisty i humanistki. Dlatego mimo dynamicznego rozwoju nowszych, bardziej innowacyjnych form to publikacje tradycyjne — artykuły naukowe i książki papierowe — pozostają domyślnymi formami przekazywania wiedzy szerokiej publiczności, obok bardziej performatywnych działań, jak np. publiczne wykłady popularyzatorskie czy współpraca z instytucjami kultury w zakresie organizacji wystaw. W rezultacie komunikacja naukowa w świecie humanistyki charakteryzuje się przekazem głównie tekstowym, zamkniętym w formie i dość obszernym, uzupełnianym o odwołania do innych publikacji, częste mniej lub bardziej skomplikowane metafory oraz liczne – charakterystyczne dla dostrzegających skomplikowaną naturę rzeczy badaczy i badaczek – dopowiedzenia.

Tymczasem komunikacja cyfrowa rządzi się nieco innymi prawami, począwszy od tego, że jak podają aktualne statystyki, w całym internecie jest obecnie ok. 750 miliardów zdjęć: sam Google Images rejestruje 136 miliardów fotografii, a szacuje się, że do 2030 roku liczba ta wzrośnie do 382 miliardów („How Many Photos Are There?” (Statistics &amp;amp; Trends in 2023)). Informacje tekstowe w porównaniu z wizualnymi nie mają szans pod względem szybkości odbioru i przetwarzania przez człowieka – obrazek zawsze wyprzedzi tekst, jak dowodzą teorie przetwarzania przeduwagowego z zakresu psychologii poznawczej (Treisman 1985). Wiedzą o tym doskonale twórcy znaków drogowych i infografik użytkowych w miejscach publicznych, wiedzą o tym autorzy i autorki tekstów naukowych z zakresu nauk ścisłych i medycznych, którzy chętnie okraszają teksty wykresami, ilustracjami botanicznymi czy rysunkami anatomicznymi. Niestety, w przypadku tradycyjnych nauk humanistycznych, o ile materiał wizualny nie jest bezpośrednim przedmiotem analizy, nie jest zbyt chętnie dodawany do tekstu, a jako nośnik informacji używany jest raczej rzadko. Tymczasem elementy graficzne stanowią nie tylko atrakcyjny dodatek, ale potrafią także ułatwić zrozumienie np. skomplikowanych relacji pomiędzy pojęciami i mogą stać się integralną częścią publikacji.

Mimo tak częstego wykorzystania materiałów wizualnych w internecie jednak przede wszystkim czytamy — ogromna ilość treści przekazywanych cyfrowo to tekst. W tym zakresie konkurencja również jest bezlitosna: co sekundę powstają 3 strony internetowe, a każdego dnia aż 252 tysiące — a to i tak o 46% mniejszy przyrost niż w 2018 roku! (How Many Websites Are There in the World? (2023) - Siteefy). Nie powinno zatem dziwić, że jako użytkownicy i użytkowniczki nie nie jesteśmy w stanie zapoznać się ze wszystkim i musimy w trosce o własne zasoby percepcyjne filtrować przyswajane informacje. Zjawisko to nazywane jest w psychologii percepcji „skąpstwem poznawczym” i ma ogromny wpływ na nasze sposoby użytkowania internetu (Fiske i Taylor 1991). Użytkownicy i użytkowniczki często opuszczają strony internetowe po upływie zaledwie 10-20 sekund, a w tym czasie czytają 20-28% opublikowanych na niej słów (dowodzą badania prowadzone na anglojęzycznych odbiorcach; (Jakob Nielsen 2008a)).</document>
<document nplp_id="13216" title="Wstęp" slug="wstep-5">Zmieniające się potrzeby użytkowników, wzrost liczby wydawanych publikacji oraz pojawiające się nowe typy dokumentów i rodzaje nośników wpływały na rozwój bibliografii i przyczyniały się do rozwoju warsztatu dokumentalistycznego, kompetencji i wypracowania nowych metod i narzędzi. Różnego rodzaju pomoce bibliograficzne rozwijały się w odpowiedzi na różne potrzeby, a każdy z nich miał wpływ na te już istniejące (Hale 1970). Jerzy Reizes-Dzieduszycki [1996] wskazuje nawet na ciąg przyczynowo-skutkowy między odpowiedzią bibliografów na wyzwania nowoczesności a podstawą ukształtowania się informacji naukowej jako dyscypliny wiedzy. Również powszechna cyfryzacja i rozwój technologii wpłynęły na formę bibliografii, nawyki naukowców i naukowczyń z niej korzystających, a także same możliwości tworzenia baz danych z odniesieniami do zasobów i identyfikatorów zewnętrznych oraz technologii Linked Open Data (por. Koper&amp;amp;Umerle 2017).

Bibliografie najogólniej można zdefiniować jako uporządkowane i dobrane według określonych kryteriów spisy dokumentów, mających określone zadanie informacyjne (Czarnowska 1970; Birkenmajer, Kocowski &amp;amp; Trzynadlowski 1971). Dla naukowców i naukowczyń z poszczególnych dyscyplin najważniejsze będą bibliografie dziedzinowe obejmujące swoim zakresem tematycznym zagadnienia istotne z perspektywy prowadzonych badań. W przypadku nauk o literaturze znaczącą rolę odgrywają także bibliografie osobowe twórców i twórczyń w zakresie przedmiotowym i podmiotowym. Warto zaznaczyć, że w naukach humanistycznych bibliografie retrospektywne i bibliografie bieżące mają status równorzędny.

Bibliografie dziedzinowe ze względu na metodę sporządzania opisu mogą mieć charakter prymarny (materiał opracowywany z autopsji) lub pochodny (materiał zaczerpnięty z innych źródeł bibliograficznych). W przypadku bibliografii bieżących – zmagających się z ciągłym wzrostem materiału podlegającemu opracowaniu – istotne okazują się możliwości połączenia obu metod i automatyzacja pozyskania informacji z zewnątrz.

Warto przy tym zauważyć, że bibliografie dziedzinowe obecnie nie są postrzegane jako obiektywne, przejrzyste zasoby, ale stanowią zarówno epistemologiczne, jak i społeczno-polityczne konstrukcje. Funkcjonują w ustalonym, złożonym i dynamicznym ekosystemie infrastruktur cyfrowych, który w ostatnich dekadach uległ cyfrowej transformacji (Malinek&amp;amp;Umerle 2022; Umerle i in. 2022). Wszystkie te zmiany wpływają na przemiany w dwóch wymiarach: formy i struktury bibliografii oraz kompetencji i zakresu prac dokumentalistycznych.

W niniejszym artykule prezentujemy model rozwoju bibliografii od wydawnictwa drukowanego poprzez cyfrową bazę danych po infrastrukturę badawczą. Jest to model zaczerpnięty z doświadczeń zespołu opracowującego „Polską Bibliografię Literacką”, ale – przy pewnym założeniach – aplikowalny do innych podobnych przedsięwzięć.

Ów model koncentruje się bowiem na szerszych procesach przemian technologicznych i kompetencyjnych, które szczegółowo opisujemy. Wymiar technologiczny tych przemian dotyczy przekształcenia bibliografii od formy wydawnictwa drukowanego do cyfrowej bazy danych online, a następnie cyfrowej infrastruktury badawczej (research infrastructure). W tym wymiarze przemiany dokonują się na trzech polach: a) zmiany sposobu pracy (workflow) z manualnej na zautomatyzowany przebieg pracy w modelu human-in-the-loop (rozumianej jako zautomatyzowany proces przetwarzania danych połączony trwale z intelektualną i manualną pracą człowieka nie tylko zarządzającego procesem, ale i go modyfikującego), b) wprowadzeniu nowych modeli danych i usług (standaryzacja oraz nowoczesne interfejsy użytkownika) oraz c) zmianie modelu biznesowego na model badawczej infrastruktury cyfrowej. Przemiany te w przypadku PBL przebiegały przez III etapy: remediacji wydawnictwa drukowanego do bazy danych (1998-2001), I etapu transformacji cyfrowej (2015-2018), II etapu transformacji cyfrowej (2019-2022). W wymiarze kompetencyjnym przemiany dotyczyły dywersyfikacji ról bibliograficznych oraz włączenia nowych specjalizacji do prac bibliograficznych (w szczególności dotyczących kompetencji programistycznych, z zakresu data analysis i data science).

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="13222" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-4">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.2

--

„Baudelaire Song Project – 200+ Poems but How Many Songs Settings?” b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Digital Panopticon”. 2013. DHI (blog). 2 październik 2013.

„Manifold Possibilities”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Atlas Literatury Zagłady”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Atlas Polskiego Romantyzmu”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Konstelacje modernizmu”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Korzenie Janusza Korczaka”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » O tworzeniu kolekcji – komentarz”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Prus Plus » Leksykon Lalki”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Prus Plus”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Przestrzenie Henryka Sienkiewicza”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Przestrzenie Henryka Sienkiewicza » Dekady Henryka Sienkiewicza”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej » Sienkiewicz Ponowoczesny”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Nowa Panorama Literatury Polskiej”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„PROJECTS – DHI”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Records | The Digital Panopticon”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Rekomendacje uczestników Konferencji Programowej Ku Nowej Polonistyce”, Katowice 2023.

„Ruskin at Walkley”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Topo-Grafie | Kolejna witryna oparta na WordPressie”. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

„Warszawy Prusa”. 2012. Płyta CD. Narodowe Centrum Kultury. Koncepcja merytoryczna, koncepcja audiowizualna, scenariusz: B. Szleszyński, K. Niciński, K. Tuszyńska, projekt graficzny: K. Stanny

Birchall Clare, Hall Gary, Zylinska Joanna, Living Books About Life Home. b.d. Dostęp 7 maj 2023.

Bryant John,  Płynny tekst: teoria zmienności tekstów i edytorstwa w dobie książki i ekranu, przeł. Łukasz Cybulski, Filologia XXI 13, Warszawa 2020.

Janneke Adema, On Liquid Books and Fluid Humanities, w: Living Books, sierpień 2021.

Jubb Michael, Academic Books and Their Future. A Report to the AHRC and the British Library, Academic Book of the Future 2017.

Kuhn Virginia, The Digital Monograph? Key Issues in Evaluation, w: Shaping the Digital Dissertation : Knowledge Production in the Arts and Humanities, red. Anke Finger, Cambridge: Open Book Publishers 2021, s. 35–48.

Maryl Maciej, Błaszczyńska Marta, Szulińska Agnieszka, Buchner Anna, Piotr Wciślik, Melinščak Zlodi Iva, Stojanovski Jadranka et. al., OPERAS-P Deliverable D6.5: Report on the Future of Scholarly Writing in SSH, kwiecień 2021.

Nowa Panorama Literatury Polskiej, reż. 2018. Jak powstaje warstwa wizualna Nowej Panoramy Literatury Polskiej?

Shoemaker Robert, Lessons from the Digital Panopticon, w: Proceedings of the Digital Humanities Congress 2018, b.d. Dostęp 7 maj 2023.

Szleszyński Bartłomiej, Niciński Konrad, Kochańska Agnieszka, Jak przekazywać naukową wiedzę w Internecie.  (Na marginesach kolekcji PrusPlus w Nowej Panoramie Literatury Polskiej),  Napis XXI 2015, s. 348–359.

Szleszyński Bartłomiej, Kilka uwag o intymności kolekcji cyfrowych przy okazji prac nad projektem Sienkiewicz ponowoczesny – laboratorium cyfrowe, "Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie" 15 (1) 2019, s. 111-121.</document>
<document nplp_id="13227" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-adok">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.2.3

--

Düring Martin, Cheat Sheet: Social Network Analysis for Humanists, 2015.

Graham Shawn, Milligan Ian, and Weingart Scott, Exploring Big Historical Data: The Historian’s Macroscope, Chapter 6: Network Analysis, 2016.

Grandjean Martin, Jacomy Mathieu, Translating Networks. Assessing Correspondence Between Network Visualisation and Analysis, Digital Humanities 2019, Utrecht 2019.

Maryl, Maciej, Marta Błaszczyńska, Bartłomiej Szleszyński, i Tomasz Umerle. „Dane badawcze w literaturoznawstwie”. Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja, nr 2: 13–44.

Maryl, Maciej, i Maciej Eder. „Słowozbiory «Tekstów Drugich»”. Teksty Drugie, nr 1 (1 styczeń 2023): 346–64. https://doi.org/10.18318/td.2023.1.21.

Weingart Scott, Demystifying Networks I &amp;amp; II, "Journal of Digital Humanities", Vol. 1, No. 1 (Winter) 2011.</document>
<document nplp_id="13228" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-nlp">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.2.2

--

Burrows John,  Computation into criticism: A study of Jane Austen’s novels and an experiment in method, Oxford 1987.

Derwojedowa Magdalena, Językoznawstwo komputerowe i inżynieria lingwistyczna po 1989 roku, Język Polski XCVII (1) 2017, s. 7–17.

Eder Maciej, Słowa znaczące, słowa kluczowe, słowozbiory – o statystycznych metodach wyszukiwania wyrazów istotnych, "Przegląd Humanistyczny", nr 60(3) 2016.

Eder Maciej, Stylistic fingerprints, POS-tags, and inflected languages: A case study in Polish,  "Journal of Quantitative Linguistics", 30 (1) 2023, s. 86–103.

Eder Maciej, Piasecki Maciej, Walkowiak Tomasz, An Open Stylometric System Based on Multilevel Text Analysis, "Cognitive Studies | Études Cognitives", nr 17 (grudzień) 2017.

Kieraś Witold, Kobyliński Łukasz, Ogrodniczuk Maciej, Korpusomat – a Tool for Creating Searchable Morphosyntactically Tagged Corpora, "Computional Methods in Science and Technology"  24 (1) 2018. ]

Kieraś Witold, Woliński Marcin, Morfeusz 2 – analizator i generator fleksyjny dla języka polskiego, "Język Polski" 97 (1) 2017.

Köhler R., Altmann G., Piotrowski R. (red.), Quantitative Linguistik / Quantitative Linguistics. Ein Internationales Handbuch / An International Handbook, Berlin - New York 2005.

Kuraszkiewicz Witold, Język Mikołaja Reja, Warszawa 1953.

Kuraszkiewicz Witold,  Statystyczne badanie słownictwa polskich tekstów XVI w., Polskie Studia Slawistyczne. Prace Językoznawcze i Etnogenetyczne, Warszawa 1958..

Kuraszkiewicz Witold, Rzeczowniki w «Wizerunku» Mikołaja Reja, Pamiętnik Literacki, nr 4/1969.

Kuraszkiewicz Witold, Łukaszewicz J., Ilość różnych wyrazów w zależności od długości tekstu, Pamiętnik Literacki, nr 1/1951.

Lewandowska-Tomaszczyk Barbara (red.), Podstawy językoznawstwa korpusowego, Łódź 2005.

Love Harold, Attributing Authorship: An Introduction, Cambridge 2002.

Lutosławski Wincenty, The origin and growth of Plato’s logic: with an account of Plato’s style and of the chronology of his writings, London 1897.

Marcińczuk Michał, Kocoń Jan,  Oleksy Marcin, Liner 2 ‒ a Generic Framework for Named Entity Recognition, w: Proceedings of the 6th Workshop on Balto-Slavic Natural Language Processing, Valencia 2017.

Marcińczuk Michał, Oleksy Marcin, Inforex — a Collaborative System for Text Corpora Annotation and Analysis Goes Open, w: Recent Advances in Natural Language Processing, Varna 2019.

Maryl Maciej, Piasecki Maciej, Walkowiak Tomasz, Literary Exploration Machine A Web-Based Application for Textual Scholars, w: Selected papers from the CLARIN Annual Conference 2017, 128–144,  Linköping University Electronic Press 2018.

Mayenowa Maria Renata (red.), Poetyka i matematyka, Warszawa 1965.

Moretti Franco, Distant Reading, London 2013.

Pawłowski Adam, Lingwistyka kwantytatywna a humanistyka cyfrowa: ciągłość czy zmiana?, w: Polszczyzna w dobie cyfryzacji, Warszawa 2020.

Piasecki Maciej, User-Driven Language Technology Infrastructure – the Case of CLARIN-PL, Information Society, 7/2014.

Piasecki Maciej, Walkowiak Tomasz, Eder Maciej, Open Stylometric System WebSty: Integrated Language Processing, Analysis and Visualisation, w: Computational Methods in Science and Technology,  24 (1) 2018.

Rybicki Jan, Pierwszy rzut oka na stylometryczną mapę literatury polskiej, Teksty Drugie, nr 2/2014.

Rybicki Jan, Drugi rzut oka na stylometryczną mapę literatury polskiej, Forum poetyki, nr 8/2017.

Rybicki Jan, A Third Glance at a Stylometric Map of Native and Translated Literature in Polish, w: Retracing the History of Literary Translation in Poland, red. M. Heydel i Z. Ziemann. New York 2021.

Sambor Jadwiga, Badania statystyczne nad słownictwem (na materiale „Pana Tadeusza”), Wrocław‒Warszawa‒Kraków 1969.

Walkowiak Tomasz, Language Processing Modelling Notation – Orchestration of NLP Microservices, w: Advances in Dependability Engineering of Complex Systems: Proceedings of the Twelfth International Conference on Dependability and Complex Systems DepCoS-RELCOMEX, 2017.</document>
<document nplp_id="13230" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-7">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.1

&amp;nbsp;

ACDH-CH. Toma Tasovac. 2023. Digital Humanities &amp;amp; the (unsurprising?) Tenacity of the Print Mind.

Barabucci Gioele, Fischer Franz, The formalization of textual criticism Bridging the gap between automated collation and edited critical texts, w: ADVANCES IN DIGITAL SCHOLARLY EDITING Papers presented at the DiXiT conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp, 2017 

Baillot Anne, Busch Anna, Editing for Man and Machine. Digital Scholarly Editions and Their Users, "Variants. The Journal of the European Society for Textual Scholarship", nr 15–16 (lipiec 2021), s. 175–87. 

Biasi Pierre-Marc de, Prussak Maria, Kwiatek Filip,  Genetyka tekstów, Filologia XXI 5, Warszawa 2015.

Bleeker Elli, Modelling Process and the Process of Modelling: The Genesis of a Modern Literary Text, w: ADVANCES IN DIGITAL SCHOLARLY EDITING Papers Presented at the DiXiT Conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp, 2017

Bleier Roman, Bürgemeister Martina, Klug Helmut W., Neuber Frederike, Schneider Gerlinde (red.), Digital Scholarly Editions as Interfaces, T. 12. Norderstedt: BoD2018.

Blondel Christine, Segala Marco, 2017. „Towards open, multi-source, and multi-authors digital scholarly editions The Ampère platform”. W ADVANCES IN DIGITAL SCHOLARLY EDITING Papers Presented at the DiXiT Conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp. https://www.sidestone.com/books/advances-in-digital-scholarly-editing.

Bryant John, Płynny tekst: teoria zmienności tekstów i edytorstwa w dobie książki i ekranu, przeł. Łukasz Cybulski, Filologia XXI 13, Warszawa 2020.

Cummings James, Beshero-Bondar Elisa, It’s Alive! The Frankenstein Variorum and Adventures in Machine-Assisted Collation, ATNU Virtual Speaker Series, 2022.

Cummings James,  The Present and Future of Encoding Text(s), w: The Bloomsbury Handbook to the Digital Humanities, red. James O’Sullivan,  Bloomsbury Publishing Plc. 2023, s. 147–58.

Cunningham Richard, Theorizing a Digital Scholarly Edition of Paradise Lost, w: Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the Dixit Conferences in the Hague, Cologne, and Antwerp, 2017.

Cybulski Łukasz, Krytyka tekstu na rozdrożach: anglo-amerykańska teoria edytorstwa naukowego w drugiej połowie XX w., Filologia XXI 10, Warszawa 2017.

De Keyser Tom, Neyt Vincent, Nixon Mark, Van HulleDirk,  The digital libraries of James Joyce and Samuel Beckett, w: In Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the Dixit Conferences in the Hague, Cologne, and Antwerp, 2017.

Del Turco Roberto Rosselli, After the Editing Is Done: Designing a Graphic User Interface for Digital Editions, "Digital Medievalist" 7 (0) 2012.

„Dramat polski. Reaktywacja/kontynuacja”, nr 11H 17 0139 85, kierownik: Jacek Kopciński, IBL PAN

Dumont Stefan, Grabsch Sascha, Müller-Laackman Jonas, Sander Ruth, Sobkowski Steven (red.), correspSearch – Connect Scholarly Editions of Correspondence (2.2.0) [Webservice]. Berlin-Brandenburg Academy of Sciences and Humanities 2022.

Fischer Frank, Börner Ingo, Göbel Mathias, Hechtl Angelika, Kittel Christopher, Milling Carsten, Trilcke Peer, Programmable Corpora: Introducing DraCor, an Infrastructure for the Research on European Drama, Utrecht 2019.

Institute for Documentology and Scholarly Editing, Criteria for Reviewing Digital Editions and Resources, RIDE – A review journal for digital editions and resources 2014.

Jansen Leo, Digital editions of artists’ writings First Van Gogh, then Mondrian, w: Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the Dixit Conferences in the Hague, Cologne, and Antwerp, 2017.

Kjeldsen Alex Speed, Reproducible editions, w: Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the Dixit Conferences in the Hague, Cologne, and Antwerp, 2017.

Martinez Merisa, Critical Approaches to ‘Clerical’ Work: Textual Transmission in Two Swedish Digital Resources, LIBER Quarterly 29 (1) 2019.

Maryl Maciej, Błaszczyńska Marta, Szulińska Agnieszka, Buchner Anna, Wciślik Piotr, Melinščak Zlodi Iva, Stojanovski Jadranka et. al., OPERAS-P Deliverable D6.5: Report on the Future of Scholarly Writing in SSH, kwiecień 2021.

McGann Jerome J., A Critique of Modern Textual Criticism, Foreword David C Greetham, Charlottesville 1983.

McGann Jerome J. (red.), The Complete Writings and Pictures of Dante Gabriel Rossetti, 2000.

LexiconSE. A Lexicon for Scholarly Editing, 2012.

Ohge Christopher, Re-Experiencing Composition: Meditations on Digital Scholarly Editing at the “Melville Electronic Library",  "Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie" 23 (1) 2023, s. 15–27.

Orlandi Tito, Informatica Testuale: Teoria e Prassi, 2010.

Pierazzo Elena, Driscoll Matthew James, Introduction: Old Wine in New Bottles?, w: Digital Scholarly Editing: Theories and Practices, Open Book Publishers 2016.

Pierazzo Elena, What Future for Digital Scholarly Editions? From Haute Couture to Prêt-à-Porter, "International Journal of Digital Humanities" 1 (2) 2019, s. 209–220.

Sahle Patrick, What Is a Scholarly Digital Edition?, w: Digital Scholarly Editing: Theories and Practices, red. Matthew James Driscoll, Elena Pierazzo, Open Book Publishers 2016. 

Skolimowska Anna, Turska Magdalena, Jasińska-Zdun  Katarzyna et al., CORPUS of Ioannes Dantiscus’ Texts &amp;amp; Correspondence, first published 2010-07-01.

Skolimowska Anna, Turska Magdalena, Długie trwanie edycji cyfrowej. Przypadek «Korpusu Tekstów i Korespondencji Jana Dantyszka», "Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie" 23 (1) 2023: s. 7–13.

Spadini E., Barabucci Gioele, Turska Magdalena, Data vs. Presentation. What Is the Core of a Scholarly Digital Edition?, w: Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the DiXiT Conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp 2017. „Data vs. Presentation. What Is the Core of a Scholarly Digital Edition?” Advances in Digital Scholarly Editing: Papers Presented at the DiXiT Conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp.

Szleszyński Bartłomiej, Szulińska Agnieszka, Błaszczyńska Marta, Predicting the future of Digital Scholarly Editions in the context of FAIR data principles, w: Twenty-First Century Editing and Publishing, red. James O’Sullivan [złożona do druku] 2022.

Szleszyński Bartłomiej, Krajobraz naukowego edytorstwa cyfrowego – możliwości i wyzwania, „Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie" 23 (1) 2023, s. 85–101.

Szulińska Agnieszka, Pomiędzy światami. Anotacja semantyczna w naukowej edycji cyfrowej, „Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie" 23 (1) 2023, s. 121–131.</document>
<document nplp_id="13233" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-8">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.3

--

Biesiada Jacek, Matysiak Maciej, “Polska Bibliografia Literacka” w Bazie Danych i Internecie, w: INFOBAZY’99 - Bazy Danych Dla Nauki. Materiały z Konferencji Organizowanej Pod Patronatem Komitetu Badań Naukowych, Gdańsk 30 Sierpnia - 1 Września 1999 r., red. A. Nowakowski, J. Nowakowska, M. Hryciuk, Gdańsk 1999, s. 224–229.

Bilikiewicz-Blanc Danuta, Karłowicz Anna (red.), Czwarta Ogólnokrajowa Narada Bibliografów: Warszawa, 7-9 Czerwca 1995: Referaty i Dyskusja, Prace Instytutu Bibliograficznego 28. Warszawa 1996.

Birkenmajer Aleksander, Kocowski Bronisław, Trzynadlowski Jan (red.), Encyklopedia Wiedzy o Książce, Wrocław -Warszawa-Kraków 1971.

Bolter J. David. Przestrzeń pisma: komputery, hipertekst i remediacja druku, przeł. Aleksandra Małecka, Michał Tabaczyński, Cyfrowa Humanistyka, Kraków-Bydgoszcz 2014.

Bolter J. David, Grusin Richard A., Remediation: Understanding New Media, Cambridge 1999.

Cybulski, Radosław, Stan i Perspektywy Rozwoju Bibliografii w Polsce, w: Trzecia Ogólnokrajowa Narada Bibliografów, red. Barbara Karamać, Elżbieta Czemarmazowicz, Prace Instytutu Bibliograficznego 24, Warszawa 1980.

Czapliński Przemysław, Nycz Ryszard, Antonik Dominik, Dauksza Agnieszka, Misun Jakub, Bednarek Joanna B. (red.), Nowa Humanistyka: Zajmowanie Pozycji, Negocjowanie Autonomii, Nowa Humanistyka, t. XXXVIII, Warszawa 2017.

Czarnowska Maria, Statystyka Wydawnictw a Bibliografia, w: Z Problemów Bibliografii, red. Maria Lenartowicz, Janina Pelcowa, Henryj Sawoniak, Prace Instytutu Bibliograficznego 16, Warszawa 1970, s. 23–36.

Deja Marek, Rak Dorota, Bell Brigitte, Digital Transformation Readiness: Perspectives on Academia and Library Outcomes in Information Literacy, "The Journal of Academic Librarianship" 47, no. 5 (September 2021): 102403.

Domosławska Beata, Jaworska Karolina, Szkudlarska Małgorzata, Polska Bibliografia Literacka - Nieprzerwanie w Drodze Ku Nowoczesności, w: Bibliografia. Historia, Teoria, Praktyka, red. Jadwiga Woźniak-Kasperek, Jerzy Franke, Warszawa 2016.

Domosławska Beata, Szymańska Zyta, “Polska Bibliografia Literacka” on-Line. Tworzenie Bazy, Ograniczenia, Innowacje i Dalszy Rozwój, w: Bibliograficzne Bazy Danych: Kierunki Rozwoju i Możliwości Współpracy. Bydgoszcz, 27-29 Maja 2006, red. Lidia Derfert-Wolf, Barbara Szczepańska, EBIB Materiały Konferencyjne 19, [Warszawa] 2009.

Dwornik Agnieszka, Dystrybucja Metadanych Bibliograficznych Na Świecie – Źródła, Sposoby Pozyskiwania, Problemy (Wybrane Aspekty Praktyczne)’, Biuletyn EBIB [Online], no. 2 (2018).

Freire Nuno, Isaac Antoine, Robson Glen, Howard John Brooks, Manguinhas Hugo, A Survey of Web Technology for Metadata Aggregation in Cultural Heritage, red. Leslie Chan, Fernando Loizides, Information Services &amp;amp; Use 37, no. 4 (2018), s. 425–36.

Hale Barbara M., The Subject Bibliography of the Social Sciences and Humanities, International Series of Monographs on Library and Information Science 12, Oxford  1970.

Koper Beata, Przystosowanie Bazy Bibliograficznej Do Prac Badawczych. Przypadek “Polskiej Bibliografii Literackiej”, w: Bibliografie Specjalne. Rozwój i Otwartość, red. Bartłomiej Włodarczyk, Jadwiga Woźniak-Kasperek, Media Początku XXI Wieku 35, Warszawa 2018, s. 171–182.

Koper Beata, Umerle Tomasz, Nowa bibliografia dla nowej humanistyki? O przemianach funkcji bibliografii naukowej, w: Nowa humanistyka: zajmowanie pozycji, negocjowanie autonomii, red. Przemysław Czapliński, Ryszard Nycz, Dominik Antonik, Agnieszka Dauksza, Jakub Misun, Bednarek, Nowa Humanistyka, t. XXXVIII, Warszawa 2017, s. 499–511.

Nahotko Marek, Knowledge Organization Affordances in a Faceted Online Public Access Catalog (OPAC), "Cataloging &amp;amp; Classification Quarterly" 60, no. 1 (2 January 2022), s. 86–111.

Reizes-Dzieduszycki Jerzy, Bibliografia między tradycją a nowoczesnością, w: Czwarta Ogólnokrajowa Narada Bibliografów: Warszawa, 7-9 czerwca 1995: referaty i dyskusja, red. Danuta Bilikiewicz-Blanc, Anna Karłowicz, Prace Instytutu Bibliograficznego 28, Warszawa 1966, s. 296–304.

Szymańska Zyta, Bibliografia Literacka w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk (1948-2010) - Geneza, Dokonania, Perspektywy, "Biblioteka" 14 (2010).

Szymańska Zyta,  Funkcje bibliografii literackich, praca doktorska, Uniwersytet Wrocławski Wydział Filologiczny, Wrocław 2011.

Umerle Tomasz, Malínek Vojtěch, Literarybibliography.Eu - Modelový Příklad pro Tvorbu Mezinárodní Oborové Bibliografie, "Česká Literatura" 70, no. 5 (November 2022), s. 579–95.

Whitelaw Mitchell. Generous Interfaces for Digital Cultural Collections, "Digital Humanities Quarterly" 009, no. 1 (21 May 2015).</document>
<document nplp_id="13235" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-9">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.1.6

--

Artomius Piotr, Tanatomachija, to jest bój z śmiercią, oprac. A. Nath-Dokurno, Warszawa 2021.

Bibliografia kanonu źródeł „Słownika”, w: Słownik polszczyzny XVI wieku, t. 1: A-BANY, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966, s. XLIII-CXIV.

Cybulska-Bohuszewicz Ewa, Mars za Wenerą skryty. Jeszcze jedna próba rozwiązania „Gadki” Jana Kochanowskiego, „Pamiętnik Literacki” 2018, z. 4, s. 125-163.

Górski Konrad, Kuraszkiewicz Władysław, Pepłowski Franciszek, Saski Stefan, Taszycki Witold, Urbańczyk Stanisław, Wierczyński Stefan, Woronczak Jerzy, Zasady wydawania tekstów staropolskich. Projekt, Wrocław 1955.

Górski Rafał L., Król Magdalena, Eder Maciej, Zmiana w języku. Studia kwantytywno-korpusowe, Kraków 2019.

Górski Rafał L., Diateza nacechowana w polszczyźnie. Studium korpusowe, Kraków 2008.

Gruszczyński Włodzimierz, Korpusy językowe narzędziem pracy historyka języka, w: Polszczyzna w dobie cyfryzacji, red. A. Hącia, K. Kłosińska, P. Zbróg, Warszawa 2020, s. 255-265

Hrabec Stefan, Historia „Słownika”, w: Słownik polszczyzny XVI wieku, t. 1: A-BANY, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966, s. V-VII.

Instrukcja do zbierania materiałów dla kartoteki „Słownika polszczyzny XVI wieku”, w: Słownik polszczyzny XVI wieku. Zeszyt próbny, Wrocław 1956, s. XX-XXVI.

Kochanowski Jan, Dzieła wszystkie. Wydanie sejmowe, t. 5: Fragmenta, oprac. E. Buszewicz, B. Milewska-Waźbińska, W. Ryczek, K. Wilczewska, Z. Zawadzki, Warszawa 2022.

Król Magdalena, Gruszczyński Włodzimierz, Derwojedowa Magdalena, Górski Rafał L., Opaliński Krzysztof, Potoniec Patrycja, Woliński Marcin, Kieraś Witold, Eder Maciej, Narodowy Korpus Diachroniczny Polszczyzny. Projekt, „Język Polski”, XCIX(1) 2019, s. 92-101.

Michalska-Górecka Paulina, Muncerianie, rakowianie, tropiści. Nazwy sekwatywne w polszczyźnie XVI wieku, Poznań 2021.

Piotrowski Tadeusz, Szafran Krzysztof, The dictionary of Polish of the 16th c. and the computer: from paper to (structured) file, w: Computational Lexicography (pod red. F. Kieler, G. Kiss, J. Pajs), Budapeszt 2005, s. 171-180.

Prinke Rafał T., Fontes ex machina: komputerowa analiza źródeł historycznych, Poznań 2000, s. 120-191.

Rej Mikołaj, Psałterz Dawidów (1543), oprac. D. Kowalska, Łódź 2022.

Saloni Zygmunt, Analiza i formalny opis struktury Słownika polszczyzny XVI wieku, Krzysztof Szafran (recenzja), „Język Polski” Tom LXXXIX Nr 4-5 2009, str. 358-360.

Słownik polszczyzny XVI wieku. Uwagi i recenzje, Warszawa 1957.

Słownik polszczyzny XVI wieku. Zeszyt próbny, Wrocław 1956.

Szafran Krzysztof, 2007, Analiza i formalny opis struktury „Słownika polszczyzny XVI wieku”, Warszawa 2007.

Jarmark małżeński serdecznej miłości. Toruńskie wiersze weselne przełomu XVII i XVIII wieku, oprac. P. Potoniec, K. Obremski, K. Mikulski, Toruń 2020.

Mayenowa Maria Renata, Woronczak Jerzy, Zasady i układ edycji [w:] Kochanowski Jan, Dzieła wszystkie. Wprowadzenie wydawnicze do edycji, oprac. M.R. Mayenowa, J. Woronczak, M. Kaczmarek, E. Głębicka, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łodź 1983, s. 35- 57.

Mayenowa Maria Renata, Charakterystyka „Słownika”, w: Słownik polszczyzny XVI wieku, t. 1:  A-BANY, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966, s. VIII-XIII.

Wilczewska Krystyna, Instrukcja redakcyjna „Słownika polszczyzny XVI wieku”, Toruń 1976.

Wstęp. Charakter „Słownika”, w: Słownik polszczyzny XVI wieku. Zeszyt próbny, Wrocław 1956, s. V-XIX.

Żmigrodzki Piotr, Słownik jako korpus tekstów – korpus tekstów jako słownik. Perspektywy polskiej leksykografii naukowej, „Poradnik Językowy” 2005, nr 6, s. 3-14.

Żmigrodzki Piotr, Słowo – słownik – rzeczywistość. Z problemów leksykografii i metaleksykografii, Kraków 2008.</document>
<document nplp_id="13240" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-11">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.3.1

—

„Biuletyn Polonistyczny”, Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN, biuletynpolonistyczny.pl/pl/

ALLEA, allea.org/

Avanço, Karla, Ana Balula, Marta Błaszczyńska, Anna Buchner, Lorena Caliman, Claire Clivaz, Carlos Costa, et al. “Future of Scholarly Communication . Forging an Inclusive and Innovative Research Infrastructure for Scholarly Communication in Social Sciences and Humanities.” Zenodo, 2021. doi.org/10.5281/zenodo.5017705.

Błaszczyńska, Marta, Melinščak Zlodi, Iva, Morka, Agata, Proudman, Vanessa, &amp;amp; Stone, Graham. (2023). “Collaborative models for OA book publishers (Version 2.0) (2.0)”. doi.org/10.5281/zenodo.7780754.

Carroll, J. M., i Rosson, M. B. 2007. Participatory design in community informatics. Design studies, 28(3), 243-261

Centrum Humanistyki Cyfrowej, chc.ibl.waw.pl/pl/

Czarnecki, S. 2017. Promocja humanistyki. W stronę strategicznej komunikacji z wykorzystaniem narzędzi marketingu i public relations. In: Komunikacja naukowa w humanistyce, E. Kulczycki (red.), 215-235.

Forbes, P. i inni. 2021. ‘TRIPLE Deliverable: D3.2 Report on Co-Design of the Innovative and New Services’, September. doi.org/10.5281/zenodo.5660961.

Forbes, Paula, Stefano De Paoli, Marta Błaszczyńska, and Maciej Maryl. “TRIPLE Deliverable: D3.1 Report on User Needs,” 2020. doi.org/10.5281/zenodo.4533919.

Franczak, Mateusz, Yoann Moranville, Judith Schulte, Maciej Maryl, Agnieszka Szulińska, Pierre Mounier, Chloé Lebon, and Marta Błaszczyńska. “OPERAS-P Deliverable D3.4: Living Book,” February 26, 2021. doi.org/10.5281/zenodo.4817743.

Go Triple Platform, OPERAS Research Infrastructure, gotriple.eu

JISC, www.jisc.ac.uk/.

OPERAS Innovation Lab, OPERAS Research Infrastructure, lab.operas-eu.org/

OPERAS-PLUS,OPERAS Research Infrastructure, operas-eu.org/projects/operas-plus/

Popiel, M. 2019. Czym jest „Geopolonistyka”?, nagranie dostępne pod adresem internetowym: youtu.be/qm-DYm59qXI, playlista „Geopolonistyka” – wirtualny most pomiędzy kulturami : youtube.com/playlist?list=PL1Mf5Qb3t9pE45NCpVNZ85ZFwUKrKyetY.

Prahalad, C. K., i Ramaswamy, V. 2000. Co-opting customer competence. Harvard business review, 78(1)

Repozytorium OPERAS Innovation Lab, Zenodo, zenodo.org/communities/operaslab/

Research Data Management Working Group, DARIAH-EU, www.dariah.eu/activities/working-groups/research-data-management/

Roman A. i L. Stapp. 2022. Certyfikowany tester ISTQB®: poziom podstawowy. Gliwice: Helion.

Skolik, S. 2017. Prywatne przestrzenie wikipedystów. Studium przypadku nad formami oswajania cyberprzestrzeni. In: Przestrzeń społeczna w badaniach naukowych, H. Kawalec, J. Kinal (red.), 127-141.

The Social Sciences and Humanities Open Marketplace, DARIAH, CLARIN i CESSDA, marketplace.sshopencloud.eu/

VERA: Virtual Ecosystem for Research Activation,  OPERAS Research Infrastructure, vera.operas-eu.org/en/home

Wielki Słownik Języka Polskiego pod red. Piotra Żmigrodzkiego, Instytut Języka Polskiego PAN, wsjp.pl/index.php

Wilczak, M. 2020. „Biuletyn Polonistyczny” w przestrzeni społecznej – kierunki przemian , „Media i Społeczeństwo” 12, 39-51.

Wizyta studentów polonistyki rzymskiego Uniwersytetu Sapienza w Warszawie, „Biuletyn Polonistyczny” z 21.11.2022; „Spotkania Biuletynu”: Spotkanie 1: Jesienne warsztaty z Geopolonistyką

Wnuk, Magdalena. “Konferencja OPERAS ‘The Future of Scholarly Communication.’” Biuletyn Polonistyczny, 2021. biuletynpolonistyczny.pl/pl/events/summary/konferencja-operas-the-future-of-scholarly-communication,2334/details.

Wróblewska, Maria Natalia. “Ewaluacja „wpływu Społecznego” Nauki.  Przykład REF 2014 a Kontekst Polski.” Nauka i Szkolnictwo Wyższe 1(49) (2017). doi.org/10.14746/nisw.2017.1.5.</document>
<document nplp_id="13415" title="Budowanie Laboratorium Innowacji OPERAS wokół faktycznych potrzeb środowiska naukowego" slug="budowanie-laboratorium-innowacji-operas-wokol-faktycznych-potrzeb-srodowiska-naukowego">Poprzedni fragment

OPERAS Innovation Lab, laboratorium innowacji europejskiego konsorcjum OPERAS,  jest obecnie rozwijane w ramach europejskiego projektu infrastrukturalnego OPERAS-PLUS (2022-2025). Ma być rodzajem hubu, międzynarodowego miejsca spotkań, które pozwala na odnalezienie osób do współpracy, informacji o innowacyjnych projektach w zakresie komunikacji naukowej czy studiów przypadku korzystających z konkretnych rozwiązań technologicznych. Lab stanowi punkt styku dla różnych spojrzeń na innowację, jak również nowych pomysłów wartych uwagi i istniejących rozwiązań, które mogą je wesprzeć.

[caption id="attachment_13484" align="aligncenter" width="1024"] Il. 15 Platforma OPERAS Innovation Lab, źródło: lab.operas-eu.org[/caption]

Projekt OPERAS-PLUS jednak nie jest pierwszym krokiem w stronę innowacji wykonanym przez konsorcjum. Podwaliny pod Lab powstały już w poprzednich latach, kiedy – w ramach projektu OPERAS-P – CHC IBL PAN koordynowało obszerne badania społeczności i obecnych oraz potencjalnych użytkowników. Przebadano innowacyjne działania w ramach komunikacji naukowej z różnych perspektyw i aktywności, w tym zarządzania infrastrukturą, modeli biznesowych dla książek, danych, wielojęzyczności, pisania naukowego oraz publikowania, ewaluacji działań badawczych. Przeprowadzono wywiady, ankiety, warsztaty, spotkania grup fokusowych poświęcone tym tematom.

&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13531" align="aligncenter" width="660"] Il. 16 Osoby badane i uczestniczące w inicjatywach poprzedzających utworzenie OPERAS Innovation Lab, źródło: raport „Future of Scholarly Communication”, oprac. graficzne: Agnieszka Zalotyńska[/caption]

Wartą podkreślenia była także obszerna analiza istniejących projektów, portali i innych działań w obszarze humanistyki i nauk społecznych, które można było w jakimś zakresie uznać za innowacyjne. Wstępne wyniki poddane konsultacjom z szeroko pojętym środowiskiem naukowym, m.in. w formie paneli eksperckich i poprzez walidację wyników tj. umożliwienie widowni włączenia się do dyskusji oraz skomentowania efektów projektu i zadania dodatkowych pytań (Wnuk 2021)[przypis]Konferencja OPERAS „Future of Scholarly Communication”.[/przypis].

Ze szczegółami dotyczącymi metodologii, odkryć i wniosków oraz rekomendacji można zapoznać się czytając wieloautorski raport „Future of Scholarly Communication. Forging an inclusive and innovative research infrastructure for scholarly communication in Social Sciences and Humanities” (Avanço i in. 2021). Zawiera on rekomendacje dla różnych interesariuszy – samego konsorcjum OPERAS, instytucji ewaluacyjnych, prowadzących badania, naukowców i naukowczyń.

[caption id="attachment_13486" align="aligncenter" width="980"] Il. 17 Konferencja OPERAS „The Future of Scholarly Communication”[/caption]

Materiały i prezentacje z seminariów są dostępne tutaj.

To właśnie te badania były punktem wyjścia do późniejszego wniosku dla projektu infrastrukturalnego OPERAS-PLUS i wspierania innowacji w publikowaniu naukowym poprzez działania wielotorowe. Z jednej strony, postanowiono stworzyć stronę internetową Labu, swoiste obserwatorium innowacji w komunikacji naukowej w Europie. Z drugiej zaś Laboratorium prowadzi własne działania dotyczące studiów przypadków dotyczących konkretnych wdrożeń projektowych i systemów ewaluacji innowacyjnych rozwiązań. Współpraca z konkretnymi projektami cyfrowymi będzie opierać się na łączeniu ich wykonawców z ekspertami oraz ekspertkami, którzy borykali się z podobnymi problemami i wspólnym poszukiwaniu rozwiązań postawionych problemów.

Istotnym działaniem laboratorium jest również prototypowanie nowatorskich rozwiązań technologicznych i refleksja nad nimi. Tutaj warto przywołać publikacje white paperów OPERAS na stronie konsorcjum w formie living booka, opatrzone wstępem wprowadzającym czytelników do tego specyficznego formatu (Franczak i in. 2021). Dyskusja wokół miejsca, jakie Innovation Lab ma mieć w ramach całej infrastruktury OPERAS nadal trwa i testowane są nie tylko techniczne rozwiązania dla projektów, ale i różne drogi dla samego laboratorium. Pewnym wydaje się jednak, że użytkownik pozostanie w centrum proponowanych rozwiązań i kierunków.</document>
<document nplp_id="13419" title="„Biuletyn Polonistyczny”: budowanie społeczności i&amp;nbsp;tworzenie wspólnoty wokół dyscypliny" slug="biuletyn-polonistyczny-budowanie-spolecznosci-i-tworzenie-wspolnoty-wokol-dyscypliny">W przypadku infrastruktur humanistyki cyfrowej możemy mówić o budowaniu społeczności wokół dyscyplin i wspólnych zainteresowań badawczych. Kluczowe wyzwanie stanowi jednak utrzymanie zaangażowania użytkowników platform i narzędzi w sposób stosunkowo trwały.

&amp;nbsp;
Biuletyn Polonistyczny
Od początku swego istnienia „Biuletyn Polonistyczny” miał być redagowany przez samych polonistów. Idea współtworzenia go przez zaangażowanych badaczy znalazła odzwierciedlenie w przyjętym modelu prac redakcyjnych, który polega na wprowadzaniu i współredagowaniu danych na temat własnych ośrodków dydaktyczno-badawczych przez ich przedstawicieli. Jego „ekosystem” stworzono z myślą o jak największym zaangażowaniu jego użytkowników. Złożyły się na niego:

 	struktura portalu i bazodanowy charakter znacznej części zawartych w nim informacji, które docelowo miały stanowić podbudowę pod hipertekstowe, leksykograficzne opracowanie historii polonistyk,
 	natura “Biuletynu” jako „projektu w procesie”, będącego odpowiedzią na potrzeby środowiska polonistycznego,
 	hybrydowy charakter, łączący cechy portalu internetowego, bazy danych, czasopisma i mapy („Geopolonistyka” - integracja bazy danych z interaktywną mapą, prezentującą dorobek instytucji polonistycznych z różnych zakątków świata. O początkach „Geopolonistyki”, której pomysłodawczynią jest prof. dr hab. Magdalena Popiel z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych, napisano w innych artykułach (Wilczak 2020), opowiedziano w prezentacjach konferencyjnych i nagraniach.

Temu modelowi pracy służyć miał podział ról użytkowników i ich uprawnień:

 	redaktorzy-koordynatorzy (w planach jest zbadanie, czym jest spowodowany bardzo zróżnicowany stopień zaangażowania w tej grupie użytkowników),
 	Rada „Biuletynu” (pełniąca funkcję doradczą, udzielająca wsparcia w komunikacji ze środowiskiem naukowym),
 	zespół redakcyjny (z siedzibą w IBL PAN, odpowiedzialny za koordynację i animowanie działań oraz ostateczną redakcję treści).

Twórcom „Biuletynu” towarzyszyło przekonanie o możliwości oswojenia przestrzeni cyfrowej i wzmocnienia w ten sposób tworzącej się społeczności platformy. Sebastian Skolik, analizując wirtualną przestrzeń Wikipedii w artykule Prywatne przestrzenie wikipedystów. Studium przypadku nad formami oswajania cyberprzestrzeni (Skolik 2017), podkreślił, że jednym z aspektów przestrzeni społecznej jest jej dostępność zarówno dla zbiorowości, jak i jednostek. Jest ona rozumiana także „jako możliwość przyswojenia przestrzeni, postrzegania i odczuwania jej jako własnego miejsca”, „zaadaptowania jej poprzez modyfikację i nadawanie znaczeń jej elementom”.

Również angażowanie instytucji naukowych, zapraszanych do społeczności „Biuletynu”, w społeczny dialog dotyczący upowszechniania nauki, było procesem, który przebiegał nie bez oporów, i w którym elementem wzmacniającym współpracę były np. spotkania i warsztaty dla Redaktorów-koordynatorów czy cykl spotkań pt. „Tour de Polonistyka”, odbywających się w instytucjach partnerskich, otwartych dla badaczy, studentów, uczniów i wszystkich zainteresowanych humanistyką cyfrową i rozwojem portalu z zespołem „Biuletynu”.

&amp;nbsp;
Moduł "Geopolonistyka" i budowanie społeczności
Realizowany w 2022 roku projekt „Geopolonistyka” – wirtualny most pomiędzy kulturami pokazał, jak wielką rolę, jako elementu scalającego działania w świecie cyfrowym, odgrywają bezpośrednie kontakty, warsztaty, spotkania - budowanie społeczności wokół platformy „Biuletynu Polonistycznego”. Działania „pozacyfrowe” wpłynęły na poziom zaangażowania i kształtowanie się społeczności, co znalazło swój wyraz w wypowiedziach uczestników projektu, będących jednocześnie użytkownikami „Biuletynu” (Wizyta studentów polonistyki rzymskiego Uniwersytetu Sapienza w Warszawie, „Biuletyn Polonistyczny” z 21.11.2022; „Spotkania Biuletynu”: Spotkanie 1: Jesienne warsztaty z Geopolonistyką).

[caption id="attachment_13491" align="aligncenter" width="1024"] Il. 20 Projekt „Geopolonistyka”, źródło: biuletynpolonistyczny.pl/pl/map[/caption]

Realizacji wspomnianego projektu, finansowanego przez Narodową Agencję Wymiany Akademickiej w programie Promocja Języka Polskiego, przyświecała również idea budowy wspólnotowości polonistów, czy szerzej – humanistów związanych zawodowo z Polish Studies, a także nawiązanie międzynarodowej, międzykulturowej i międzypokoleniowej współpracy. Wspólnym mianownikiem dla działań zrealizowanych w projekcie była „Geopolonistyka”, która, jako unowocześniona dzięki pracom Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego, multimedialna mapa połączona z kompendium wiedzy o instytucjach polonistycznych, stała się miejscem publikacji powiązanych ze sobą treści dotyczących historii i współczesności polonistyki w Łucku, Rzymie i Wilnie. Do wcześniejszych starań o zwiększenie zaangażowania użytkowników dołączyło wyznaczenie „Geopolonistyki” roli narzędzia narracji, korzystającego ze wspólnych struktur znaczących i storytellingu - opowieści o historii badań, instytucjach i twórcach polonistyki: badaczach, dydaktykach i studentach.

Narracja, jako środek, za pomocą którego ludzie rozumieją siebie, świat społeczny i swoje miejsce w tym świecie, jest zarazem strukturą czasową i skończoną, nadającą „sens i koherencję złożonym splotom wydarzeń, czynom bohaterów i okolicznościom, które składają się na opowieść” (Rosner 2006). Do tworzenia tego rodzaju narracji dedykowane są rozbudowane narzędzia, m.in. ArcGIS StoryMaps, Learn How to Be a Storyteller | ArcGIS StoryMaps Resources, Blog, Help (esri.com), Mapping and Timelines - Digital Humanities - Research Guides at New York University (nyu.edu), StoryMapJS (knightlab.com). Przykładem zastosowania „map opowiadających” są np. Forgotten Heritage, Migration Trial, Charles Booth’s London. Poverty maps and police notebooks, a więcej o mapie jako narzędziu narracji piszą w swoim rozdziale Konrad Niciński i Agnieszka Zalotyńska.

W projekcie, w którym „Geopolonistyce” nadano znaczenie tytułowego „mostu pomiędzy kulturami”, wyeksponowano jej wagę jako repozytorium opowieści o historii badań nad językiem polskim i literaturą polską, o instytucjach prowadzących dydaktykę i badania polonistyczne, o ludziach, którzy te badania uprawiali i stwarzali im warunki rozwoju. Narratorami opowieści o ich pracy w instytucjach i o studentach - przyszłych badaczach i dydaktykach języka polskiego, są badacze, dydaktycy i studenci. Opowiadają o historii w formie nagranych wypowiedzi, zrealizowanych filmów, dokumentacyjnych opracowań i ich tłumaczeń. Każdy z nich ma swój wkład w budowanie narracji o polonistyce na świecie, o badaniach nad językiem polskim i literaturą polską, o tym, jaką wartość niesie nauka języka polskiego. Jest to zarazem opowieść o polskiej literaturze, sztuce i historii. Instytucje osadzone są na wspólnej mapie świata, a przejście od ich lokalizacji do kart instytucji pozwala na rozwinięcie zarówno aktualnych, podstawowych informacji o ośrodku, jak i materiałów tekstowych, audiowizualnych i podcastów, składających się na jego historię.

Wspólne działania pozwoliły uczestnikom projektu „Geopolonistyka - wirtualny most pomiędzy kulturami” doświadczyć kulturowej i lokalnej różnorodności polonistyk na świecie, a jednocześnie wspólnotę zainteresowań i wartości, pomimo różnych uwarunkowań historycznych, geograficznych, kulturowych.

Wszystkie doświadczenia i refleksje znalazły swój wyraz w materiałach, które sukcesywnie są udostępniane w „Biuletynie Polonistycznym”, dając świadectwo temu, jak oswajanie przestrzeni świata dzięki cyfrowej mapie, pozwala odnaleźć wspólne znaczenia odległych geograficznie miejsc i staje się punktem wyjścia do zacieśnienia międzyludzkich więzi, budowania mostów pomiędzy kulturami, narodami, pokoleniami. Studenci opowiedzieli o tym we wspólnie nagranych podcastach (zob. odcinek podcastu „Ludzie Kulturalni” Radia Znad Wilii, premierowy odcinek podcastu „Spotkania Biuletynu”  oraz podcast w języku włoskim).

&amp;nbsp;



&amp;nbsp;

Studenci Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie przetłumaczyli na język polski swoją relację z pobytu w Warszawie Wizyta studentów polonistyki rzymskiego Uniwersytetu Sapienza w Warszawie, zamieszczoną pierwotnie na blogu polonistycznym pt. Soggiorno e Workshop NAWA a Varsavia commentato dagli studenti – PolonisticaSapienza. Wraz z profesor Moniką Woźniak wzięli również udział w nagraniu filmu Katedra Języka i Literatury Polskiej - Uniwersytet La Sapienza, udostępnionego również na stronie instytucji.

&amp;nbsp;



&amp;nbsp;

Przekłady studentów wzbogaciły opis Katedry Języka i Literatury Polskiej Wydziału Studiów Europejskich, Amerykańskich i Międzykulturowych na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie (tłum. Angela Baldinu, Martyna Cichomska, Paulina Musiał, Eleonora Tosi, Przemysław Wiśniewski), informacje o pracownikach Katedry Języka i Literatury Polskiej na Uniwersytecie La Sapienza (tłum. Laura Szablan).

Studenci polonistyki Wołyńskiego Uniwersytetu Narodowego im. Łesi Ukrainki w Łucku dokonali przekładów artykułów o twórcach związanych z Wołyniem (Józef Łobodowski i Wołyń - tłum. Yaroslav Petrovskyi oraz (Nie)znani Wołyniacy: łucki artysta Łukasz Niewisiewicz - tłum. Nadiia Kryshtof) oraz historią Łucka. Stworzyli swego rodzaju przewodnik po Łucku, wzbogacając "Biuletyn Polonistyczny" o takie teksty jak: Łuckie Gimnazjum imienia Kościuszki, czyli trzy projekty okazałego budownictwa (tłum. Khrystyna Babii), Bolesław Zieliński, czyli wyjątkowy prezydent Łucka (tłum. Inna Poliszczuk), Ogród Jordanowski w Łucku. Niezwykły pomysł profesora ginekologii z 1930 roku (tłum. Anna Zotowa), Kościół Świętych Piotra i Pawła (tłum. Viktoriya Bobro).

Już w 2019 roku „Geopolonistyka” wzbudziła duże zainteresowanie badaczy z zagranicy, w tym m.in. z Wielkiej Brytanii, Włoch, Bułgarii, Ukrainy, Białorusi, Litwy, a nawet z Brazylii. Wyrazem tego była ich odpowiedź na rozesłane ankiety, dotyczące działalności instytucji i badaczy. Przesłało je 26 instytucji zagranicznych i 77 badaczy. Warto również zauważyć, że na przełomie września i października 2019 roku, czyli w chwili uruchomienia modułu „Geopolonistyka”, „Biuletyn Polonistyczny” miał największą od kilku miesięcy liczbę wejść na stronę – ponad 900 użytkowników dziennie. W 2022 roku, w okresie trwania projektu “Geopolonistyka” - wirtualny most pomiędzy kulturami wyraźnie (o 50%) zwiększyła się liczba odwiedzin geopolonistycznej mapy. Liczba odwiedzin strony z ogólną informacją o „Geopolonistyce” zwiększyła się o ponad 30%.

&amp;nbsp;
Problemy trwałości w budowie zaangażowanych społeczności "Biuletynu Polonistycznego"
Dla maksymalnego zaangażowania użytkowników optymalne byłoby zachowanie ciągłości wszystkich wymienionych wyżej rodzajów działań na rzecz społeczności i wspólnoty. Wymagałoby to jednak regularnej ewaluacji „Biuletynu” jako „projektu w procesie” i potrzeb jego grup docelowych, stałe pozyskiwanie informacji o ich zmieniających się oczekiwaniach wobec platformy. W chwili powstania tego artykułu brak jednak ludzi i środków na przeprowadzanie tych działań.

Nie bez znaczenia jest stopień społecznej świadomości dotyczącej roli promocji humanistyki, nie ograniczającej się do popularyzacji nauki, jej upowszechniania, ale rozumianej „jako zapewnienie społecznego zrozumienia i poparcia dla uprawiania nauk humanistycznych” (Czarnecki 2017).

U źródeł problemów z zachowaniem ciągłości prac znajduje się kwestia finansowania długofalowych przedsięwzięć tego typu. Tryb konkursowy zdobywania finansowania w przypadku „Biuletynu” wielokrotnie spotkał się z odmową przyznania funduszy. Problematyczne dla recenzentów były m.in. niejednorodność, hybrydowość projektu, trudność w przypisaniu go do jednego rodzaju „cyfrowych bytów”, niezrozumienie jego specyfiki. Przykładowa recenzja wyglądała następująco: „unikatowość rozwiązania jest wątpliwa, gdyż infrastruktura stanowi portal/serwis internetowy i domenową bazę wiedzy. W opinii Zespołu, liczba użytkowników aktywnych, którzy rozpoczęli korzystanie z aparatury lub infrastruktury w okresie 24 miesięcy poprzedzających złożenie wniosku jest niewielka. Ze względu na charakter infrastruktury informatycznej i relatywnie niewielkie znaczenie praktyczne wyników, Zespół ocenił wniosek negatywnie” (uzasadnienie z 16.08.2022). Niektóre uzasadnienia tłumaczą, że „Biuletyn” powinien być finansowany ze środków statutowych – w sytuacji, gdy te środki statutowe nie są wystarczające na utrzymanie pięcioosobowego Zespołu Redakcyjnego, który nieprzerwanie do 2018 roku zapewniał „Biuletynowi” dynamiczny rozwój.

Do rozważenia pozostają „raczkujące” dopiero na gruncie polskim metody pozyskiwania finansowania, takie jak crowdfunding, fundraising. Należy rozważyć, czy - w obecnej sytuacji i wobec wspomnianych uzasadnień - nie są to najwłaściwsze sposoby finansowania, utrzymywania infrastruktury przez samych użytkowników, wzmacniającego jednocześnie budowę społeczności?

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="13426" title="Inspire: jak badać „społeczność bez&amp;nbsp;społeczności” – polskich humanistów cyfrowych?" slug="inspire-jak-badac-spolecznosc-bez-spolecznosci-polskich-humanistow-cyfrowych">Poprzedni fragment

W ramach projektu infrastrukturalnego DARIAH Lab założono powstanie „platformy wymiany wiedzy pomiędzy instytucjami prowadzącymi badania, ale także odbiorcami wyników badań” (cyt. za studium wykonalności projektu). Realizacji tego zadania podjęły się dwa zespoły: zespół CHC, odpowiedzialny za merytoryczne opracowanie szczegółowych wymagań w zakresie funkcjonalności oraz zespół techniczny z PCSS.

[caption id="attachment_13429" align="aligncenter" width="1024"] Il. 4 Infrastruktura badawcza dla humanistyki i nauk o sztuce Dariah.lab[/caption]

Punktem wyjścia do projektu platformy było hasło: „Dane, narzędzia, metody”, które sugerowało zakres tematyczny wiedzy, która miała być wymieniana, jednak szybko okazało się, że te trzy elementy nie staną się obiektem wymiany bez kluczowego komponentu — tych, którzy mieliby się tą wiedzą wymieniać, a więc użytkowników i użytkowniczek. W ten sposób przeszliśmy do procesu projektowania platformy zorientowanego na użytkownika, a hasło przewodnie zostało wzbogacone o czwarty człon: „Dane, narzędzia, metody, ludzie”.</document>
<document nplp_id="13487" title="Working groups, czyli grupy zainteresowań" slug="working-groups-czyli-grupy-zainteresowan-2">Ciekawym zjawiskiem, oczywiście występującym nie tylko w humanistyce cyfrowej, ale bardzo w niej popularnym, jest uczestnictwo w działaniach tzw. grup roboczych. Trudno byłoby bez niego mówić o użytkownikach i użytkowniczkach czy wspólnocie naukowej, choć często ich aktywności są bardziej oddolne niż w przypadku opisanych w innych miejscach sposobów angażowania społeczności, jak włączanie zewnętrznych testerów do procesów projektowych, organizowanie wydarzeń konsultacyjnych czy warsztatów wydobywczych.

Grupy robocze zakładają często wspólne zainteresowania (lub interesy) członków i członkiń, chęć pogłębienia i wymiany wiedzy oraz przynajmniej częściowo wolontaryjne uczestnictwo. W historii Centrum Humanistyki Cyfrowej jego pracownicy i pracowniczki włączali się w działalność grup istniejących m. in. w ramach infrastruktur DARIAH i OPERAS czy organizacji ALLEA. Przyjrzyjmy się nieco bardziej szczegółowo przykładom Research Data Management Working Group (grupie roboczej w ramach DARIAH) oraz Open Access Business Models Special Interest Group w konsorcjum OPERAS.

W przypadku DARIAH wartym podkreślenia projektem jest właśnie powstała w 2020 roku Research Data Management Working Group. Inicjatorką jej stworzenia była dr Erzsébet Tóth-Czifra, wówczas specjalistka ds. otwartej nauki zatrudniona przez główne biuro samej infrastruktury, co było o tyle nietypowe, że często podobne grupy w ramach DARIAH powstają oddolnie. Są zakładane przez osoby zawodowo niezwiązane z zarządzaniem instytucją macierzystą w ramach której powstają.

[caption id="attachment_13488" align="aligncenter" width="1024"] Il. 18 Grupy robocze działające w konsorcjum DARIAH-EU w 2023 roku, źródło: DARIAH[/caption]

Grupa robocza od początku była poświęcona nie tylko badaczom i badaczkom zainteresowanym tematyką danych, ale również np. osobom zatrudnionych w rolach specjalistów ds. danych humanistycznych i o sztuce (np. stewardów danych) w instytucjach naukowych czy pracownikom sektora GLAM (galerii, bibliotek, archiwów i muzeów). W 2022 roku otrzymała finansowanie od DARIAH w ramach grantu dla grup roboczych, który pozwolił na realizację writing sprintu, wspólnego pisania publikacji o rozwoju struktur wokół danych badawczych dla humanistyki i nauk o sztuce w Europie (w formule hybrydowej w Warszawie i online). Celem tekstu było zwrócenie uwagi na wielość oraz różnorodność doświadczeń autorek oraz autorów i systemów – na poziomie instytucjonalnym, lokalnym i krajowym – w których pracują.

W przypadku grupy roboczej OPERAS poświęconej modelom OA dla książek, Open Access Business Models Special Interest Group, sprawa wyglądała nieco inaczej. Jej geneza była odgórna, a ten obszar działań został określony jako strategicznie istotny z perspektywy raczkującej wówczas infrastruktury badawczej. Liderem grupy roboczej została brytyjska organizacja non-profit Jisc, jeden z członków zarządzających konsorcjum.

Do celów grupy należy ekploracja modeli dla książek naukowych (ze szczególnym naciskiem na humanistykę i nauki społeczne), które umożliwiają otwarty dostęp. Osadzenie w infrastrukturze, która realizuje projekty finansowane ze środków Komisji Europejskiej pozwoliła grupie na wiele synergii – przeprowadzona przez nią ankieta koncentrowała się na modelach biznesowych wydawnictw, które są oparte na współpracy, by uzupełnić działania podjęte w ramach OPERAS-P. Co więcej, ostatni raport (Błaszczyńska i in. 2023) przedstawia rekomdendacje dla kolejnych projektów jak DIAMAS, PALOMERA, czy OPERAS-PLUS.</document>
<document nplp_id="13530" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-5">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.3.2

--

Adema Janneke, Tobias Steiner, “Part 2: A Typology of Experimental Books.” , w: Books Contain Multitudes: Exploring Experimental Publishing, PubPub, 2021. 

Eder Maciej, Metody Ścisłe w Literaturoznawstwie i Pułapki Pozornego Obiektywizmu–Przykład Stylometrii, „Teksty Drugie” no. 2, s. 90–105.

European Commission, Legal Framework for a European Research Infrastructure Consortium : ERIC : Practical Guidelines, Brussels 2010.

Harrower Natalie, Maryl Maciej , Timea Biro, Beat Immenhauser, ALLEA Working Group E-Humanities, “Sustainable and FAIR Data Sharing in the Humanities: Recommendations of the ALLEA Working Group E-Humanities., ALLEA - All European Academies. Digital Repository of Ireland, Berlin 2020.

International Alliance of Independent Publishers. 2018. “Bibliodiversity.” January 17, 2018.

Kubis Marek. 2021. Quantitative Analysis of Character Networks in Polish 19th- and 20th-Century Novels, "Digital Scholarship in the Humanities" 36 (Supplement_2), s. ii175–81.

Maryl Maciej, Błaszczyńska Marta, Szleszyński Bartłomiej, Umerle Tomasz, Dane badawcze w literaturoznawstwie, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja” , no. 2 (March) 2021, s. 13–44.

Maryl Maciej, Błaszczyńska Marta, Szulińska Agnieszka, Buchner Anna, Wciślik Piotr, Melinščak Zlodi Iva, Stojanovski Jadranka et al., OPERAS-P Deliverable D6.5: Report on the Future of Scholarly Writing in SSH, April 2021.

Maryl Maciej, Piasecki Maciej, Walkowiak Tomasz, Literary Exploration Machine A Web-Based Application for Textual Scholars, w: Selected Papers from the CLARIN Annual Conference 2017, Linköping University Electronic Press 2018, s. 128–44.

Shearer Kathleen, Chan Leslie, Kuchma Iryna, Mounier Pierre,  Fostering Bibliodiversity in Scholarly Communications: A Call for Action, Zenodo 2020.

Umerle Tomasz, Rosiński, Cezary, Bibliograficzna socjologia literatury - badania na danych dotyczących polskich konkursów i nagród literackich w latach 1990-2001, w: Współczesne życie literackie, red. K. Muca, J. Osiński, Toruń 2018, s. 77–98.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="13592" title="Książki polskie i&amp;nbsp;tłumaczone" slug="ksiazki-polskie-i-tlumaczone">Książki polskie stanowią ponad 1/3 lilipuciej oferty tytułowej (310 tytułów; 36,4%), a przekłady na język polski – niecałe 2/3 (538 tytuły; 63,3%). Trzy książki wydane nakładem oficyn lilipucich ukazały się w językach obcych (0,4%). Wydawcy proponowali polskim czytelnikom tłumaczenia z 18 różnych języków, przede wszystkim:

 	 szwedzkiego (191 tytułów), 
 	francuskiego (108), 
 	angielskiego (75), 
 	niemieckiego (47), 
 	hiszpańskiego i niderlandzkiego (po 31), 
 	norweskiego (11), 
 	katalońskiego (10), 
 	włoskiego, portugalskiego i japońskiego (po 7), 
 	fińskiego (5), 
 	koreańskiego, litewskiego, islandzkiego i słoweńskiego (po 2) 
 	czeskiego i hebrajskiego (po 1 tytule).

Najbardziej uderzającą cechą oferty wydawnictw lilipucich jest duży udział przekładów – przekraczający 63%, z czego aż 22,5% stanowią przekłady z języka szwedzkiego, a tylko 8,8% – tłumaczenia z języka angielskiego. Dla porównania, w całej produkcji wydawniczej dla dzieci i młodzieży w tym samym okresie proporcje te znacząco się różnią, bo odsetek przekładów wynosi jedynie 47,5%, przy czym prym wiodą przekłady z języka angielskiego, stanowiąc 32% całej oferty, natomiast tłumaczenia tytułów szwedzkich to niewiele ponad 2%[przypis]Obliczenia na podst. danych z Ruchu Wydawniczego w Liczbach dotyczących lat 2000–2015.[/przypis].

[caption id="attachment_13602" align="alignnone" width="1024"] Il. 14. Barbara Dubus, Thekla Dubus, Thekla i jej chłopakowy świat, Wytwórnia [poz. 643] – fragment książki polsko-francusko-angielskiej.[/caption]Interesujące są preferencje wydawców dotyczące trzech najczęściej wybieranych języków źródłowych. Za wysoki udział języka szwedzkiego w ofercie odpowiada niemal w całości wydawnictwo Zakamarki (169 tytułów), choć literatura szwedzka pojawia się – w znacznie mniejszym zakresie – także w ofercie oficyn EneDueRabe (18 tytułów) i Dwie Siostry (4 tytuły). Przekłady z języka francuskiego z kolei figurują w ofercie aż 11 różnych wydawców, z których żaden nie ma znaczącej przewagi. Muchomor zaproponował przekłady 22 tytułów, Zakamarki – 18, Dwie Siostry – 16, Babaryba – 14, Format – 12, Wytwórnia – 9, Entliczek – 7, a cztery inne wydawnictwa – po jednym lub po kilka tytułów. Za znaczącą obecność tłumaczeń z języka angielskiego odpowiada siedem wydawnictw, przede wszystkim Dwie Siostry (35 tytułów), a w mniejszym stopniu Tatarak (12), Muchomor (8), Format (7) i trzy inne oficyny.



Kwestia języka stanowiącego podstawę polskich przekładów czasami bywa nieoczywista, bo nie zawsze jest on tożsamy z językiem, w jakim powstał oryginał. Nie zawsze też książka ukazuje się najpierw w języku, w którym tekst został napisany przez autora. Na przykład prawa autorskie do książki Czerwony kapturek [poz. 566] braci Grimmów z ilustracjami Joanny Concejo wydawnictwo Tako zakupiło od wydawcy koreańskiego, w tym bowiem języku ukazał się oryginał tej wersji edytorskiej. Jednak tłumacz Łukasz Musiał jako podstawę polskiego przekładu wykorzystał pierwsze niemieckie wydanie baśni Rotkäppchen z 1812 roku. Natomiast książka Tokio [poz. 565] japońskiego twórcy Taro Miury przygotowana została na zlecenie hiszpańskiego wydawcy w języku japońskim. Następnie manuskrypt ten przetłumaczono na hiszpański i w tym języku ukazał się po raz pierwszy. Podstawą polskiego przekładu, wydanego przez Tako, stała się natomiast pierwotna, nieopublikowana wersja japońska. Podobnie kształtowały się losy dwóch książek współtworzonych przez francuskiego pisarza Gérarda Moncomble’a i polskiego ilustratora Pawła Pawlaka: Kotek, który merdał ogonem [poz. 483] oraz Zagadkowa koperta listonosza Artura [poz. 370]. Ich teksty powstały w języku francuskim, lecz na język polski zostały przełożone z nieopublikowanych manuskryptów. Francuski oryginał pierwszego utworu pojawił się na rynku w 2010 roku, czyli dwa lata po polskiej premierze, natomiast drugi utwór ukazał się po francusku wyłącznie jako aplikacja na iPad. Podobnie rzecz się miała z autorską książką Joanny Chmielewskiej Kłopot [poz. 648], która powstała po polsku, jednak jako pierwsze ukazało się jej wydanie koreańskie, a polskie pojawiło się dopiero po dwóch latach.

[caption id="attachment_13603" align="alignnone" width="1024"] Il. 15. Jorge Lujan, il. Mandana Sadat, Zimowe popołudnie, Czerwony Konik [poz. 32] – fragment książki polsko-angielskiej.[/caption]Oprócz oryginalnych książek polskich i przekładów na polski w dorobku wydawnictw lilipucich figurują też trzy tytuły opublikowane w językach obcych i 13 tytułów dwu- lub wielojęzycznych. Te pierwsze to powstała bezpośrednio w języku angielskim książka Let’s go monsters Aleksandry i Daniela Mizielińskich [poz. 162] oraz francuski i angielski przekład z języka polskiego książki Marka Bieńczyka z ilustracjami Joanny Concejo Książę w cukierni [poz. 374 i 377].

Wśród książek wydanych równolegle w dwóch lub więcej językach znajdują się na przykład polsko-francuska wersja książki Hervé’a Tulleta Naciśnij mnie [poz. 5] czy polsko-angielskie książki Kurczę blade [poz. 2], Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka [poz. 4], Smok ze Smoczej Jamy [poz. 6] i Kto prowadzi? [poz. 15] wydawnictwa Babaryba. W Bajce o kochaniu [poz. 335] wydawnictwa Format zamieszczono tekst aż w pięciu językach (polskim, japońskim, angielskim, francuskim i niemieckim), a w książkach Thekla i jej chłopakowy świat [poz. 643] oraz Dzień dobry do widzenia. Magiczny słownik antonimów [poz. 656] – w trzech (po polsku, francusku i angielsku).

Najczęściej jedna z zamieszczonych w wielojęzycznej książce wersji językowych jest oryginałem, a kolejna lub kolejne – jej tłumaczeniem. Oryginał może być polski, jak w przypadku wspomnianych już książek Kurczę blade [poz. 2] i Thekla i jej chłopakowy świat [poz. 643], lub obcojęzyczny, jak w przypadku Naciśnij mnie [poz. 5] czy Zimowego popołudnia [poz. 32]. Ale na przykład książka Kto prowadzi? = Who’s driving? [poz. 15] zawiera dwa tłumaczenia z niderlandzkiego: polskie i angielskie. Dwa słowniczki obrazkowe wydawnictwa Muchomor Kolory = Colours [poz. 501] i Zwierzęta = Animals [poz. 511] powstawały zapewne jednocześnie po polsku i angielsku, na to przynajmniej wskazuje brak nazwiska tłumacza.

Koniecznie trzeba też wspomnieć Czarną książkę kolorów [poz. 608] zapisaną nie tylko w sposób tradycyjny, ale również w alfabecie Braille’a. Oryginalna hiszpańska wersja utrzymanej w czerni książki otrzymała New Horizons Award w 2007 roku na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii.

[caption id="attachment_14629" align="alignnone" width="1024"] Il. 15a Menena Cottin, il. Rosana Faría, Czarna książka kolorów, Widnokrąg [poz. 608].[/caption]</document>
<document nplp_id="13594" title="Książki dawne i&amp;nbsp;nowe" slug="ksiazki-dawne-i-nowe">Z naszych analiz wynika, że wydawcy lilipuci najchętniej sięgają po utwory współczesne, powstałe w XXI wieku, które stanowią ponad 71% ich oferty. Jednak ta ogólna wartość kryje znaczne różnice między książkami polskimi i tłumaczonymi, bo w przypadku tych pierwszych odsetek książek najnowszych sięga niemal 86%, a w przypadku przekładów – 63%. Ta znaczna niewspółmierność wynika z tego, że wydawcy lilipuci proponują obcojęzyczne utwory z drugiej połowy XX wieku, które z różnych przyczyn wcześniej do Polski nie dotarły (150 utworów) lub które były już znane, lecz wydawcy uznali je za warte wznowienia (32 tytuły). Z kolei utwory sprzed 1950 roku stanowią niewielki odsetek wszystkich tytułów (31 tytułów, ponad 3,5%).



Za najstarszy utwór w ofercie oficyn lilipucich uznać można szesnastowieczną Gargantuę François Rabelais’go (przekład jej współczesnej francuskiej adaptacji opublikowany został przez wrocławski Format [poz. 361]), siedemnastowieczne Bajki La Fontaine’a (ich tłumaczenia zostały wznowione przez Widnokrąg [poz. 620]) oraz baśń o Czerwonym Kapturku Wilhelma i Jacoba Grimmów z 1812 roku (przekład opublikowały Dwie Siostry [poz. 62] i Tako [poz. 566]). Pod koniec XIX wieku powstały też Królewna i goblin oraz Królewna i Curdie autorstwa George’a MacDonalda – szkockiego prekursora literatury fantastycznej, które z ilustracjami Piotra Bednarczyka wydał Muchomor [poz. 503, 514].

[caption id="attachment_14630" align="alignnone" width="773"] Il. 16a. George MacDonald, il. Piotr Bednarczyk, Królewna i goblin, Muchomor [poz. 503].[/caption]Z dziewiętnastowiecznej literatury polskiej Dwie Siostry przypomniały cztery utwory dla dzieci Aleksandra Fredry, Stanisława Jachowicza i Marii Konopnickiej, dając im nowoczesną oprawę graficzną projektu Katarzyny Boguckiej [poz. 75, 79, 84, 86].

Z początku XX wieku pochodzą wydane przez Zakamarki dwa utwory napisane i zilustrowane przez szwedzką artystkę Elsę Beskow: Zimowa wyprawa Ollego (1907 [poz. 762]) i Słoneczne jajo (1932 [poz. 746]). Warto tu nadmienić, że inna książka Elsy Beskow Przygody Puttego w jagodowym lesie (Puttes äventyr i blåbärsskogen) stała się literackim i ilustratorskim pierwowzorem znanego poematu Marii Konopnickiej Na jagody[przypis]Na temat związków między oboma utworami zob. E. Teodorowicz-Hellman, Epos dziecięcy Na jagody! Marii Konopnickiej a książka obrazkowa Elsy Beskow, „Ruch Literacki” 1997, nr 5, s. 643–652.[/przypis].

[caption id="attachment_13605" align="alignnone" width="1024"] Il. 16b. Elsa Beskow, Słoneczne jajo, Zakamarki [poz. 746].[/caption]W przywoływanej już serii „Mistrzowie Ilustracji” oficyna Dwie Siostry opublikowała reprinty trzech anglojęzycznych utworów z pierwszej połowy XX wieku. Są to: Mała księżniczka (1905 [poz. 192]), Śniadanie króla (1924 [poz. 120]) oraz Pan Popper i jego pingwiny (1938 [poz. 83]).

Wydawcy sięgnęli również do dwudziestowiecznej polskiej literatury sprzed II wojny światowej: oficyna Ezop przypomniała wydane po raz pierwszy w 1929 roku Prawidła życia Janusza Korczaka [poz. 313], Widnokrąg zaproponował reprinty obrazkowych książek Franciszki i Stefana Themersonów z lat 30. i 40. [poz. 610, 616 i 617], a Muchomor i Wytwórnia wznowiły przedwojenną poezję Juliana Tuwima [poz. 456, 464, 466, 467, 641]. W 1943 roku powstały wiersze Czesława Miłosza zebrane następnie w tomie Świat: poema naiwne, który po raz pierwszy ukazał się w 1989 roku, a do młodego czytelnika przekierował je w 2012 roku Muchomor [poz. 506].

[caption id="attachment_14631" align="alignnone" width="554"] Il. 16c. Czesław Miłosz, il. Mikołaj Chylak, Świat: poema naiwne, Muchomor [poz. 506].[/caption]Oficyny lilipucie zaproponowały pierwsze na polskim rynku przekłady wielu klasycznych książek obrazkowych, które zrewolucjonizowały w latach 50., 60. i 70. XX wieku ten gatunek[przypis]M. Anstey, G. Bull, The Picture Book. Modern and Postmodern, [w:] International Encyclopedia of Children’s Literature, red. P. Hunt, Londyn – Nowy Jork 2004, s. 331–335; I. Nières-Chevrel, Introduction à la littérature de jeunesse, op. cit., s. 51.[/przypis] i które cieszą się w krajach pochodzenia dużą popularnością. Prace te nie dotarły do naszego kraju wcześniej ze względu na dużą hermetyczność rynku książki dla dzieci w okresie Polski Ludowej, a także ze względu na to, że rzadko w tym czasie importowano ilustracje zagraniczne. Nie bez znaczenia było też – co dobitnie wykazała Małgorzata Cackowska[przypis]M. Cackowska, Czym jest książka obrazkowa? O pojmowaniu książki obrazkowej dla dzieci w Polsce, cz. I: „Ryms” 2009, nr 5, s. 5; cz. II: „Ryms” 2009, nr 6, s. 14–16; cz. III: „Ryms” 2009/2010, nr 8, s. 12–13; Książka obrazkowa. Wprowadzenie, red. M. Cackowska, H. Dymel-Trzebiatowska, J. Szyłak, Poznań 2017.[/przypis] – marginalizowanie znaczenia książek obrazkowych, przeciwstawianych „prawdziwym książkom”. W związku z takim podejściem książki obrazkowe były nieobecne zarówno w polskich badaniach nad literaturą dla dzieci i młodzieży, jak i w badaniach nad historią sztuki. Rzadko pojawiały się też w ofercie wydawniczej za czasów Polski Ludowej, a liczni wydawcy z lat 90. XX wieku importowali niemal wyłącznie komercyjne książki obrazkowe utrzymane w estetyce „disneyowskiej” i o niskiej wartości artystycznej.

Dopiero dzięki oficynom lilipucim polscy czytelnicy zyskali możliwość zapoznania się z twórczością takich artystów, jak Maurice Sendak (np. Where the wild things are, 1963, wyd. pol. 2014, Dwie Siostry [poz. 174]), Tomi Ungerer (np. The three robbers, 1961, wyd. pol. 2009, Format [poz. 346]), Leo Lionni (Little blue and little yellow, 1953, wyd. pol. 2015, Babaryba [poz. 24], The color of his own, 1975, wyd. pol. 2015, Tatarak [poz. 604]), Eric Carle (np. The very hungry caterpillar, 1969, wyd. pol. 2008, Tatarak [poz. 579]), Miroslav Šašek (cykl o stolicach, 1959–1960, wyd. pol. 2013–2015, Dwie Siostry [poz. 144, 168, 169, 197]) czy Dick Bruna (cykl o Miffy, od 1955, wyd. pol. od 2008, Format [poz. 339 i in.]).

[caption id="attachment_13606" align="alignnone" width="1024"] Il. 17a. Maurice Sendak, Tam, gdzie żyją dzikie stwory, Dwie Siostry [poz. 174].[/caption][caption id="attachment_13607" align="alignnone" width="520"] Il. 17b. Miroslav Šašek, Oto jest Paryż, Dwie Siostry [poz. 144].[/caption][caption id="attachment_13608" align="alignnone" width="520"] Il. 17c. Miroslav Šašek, Oto jest Nowy Jork, Dwie Siostry [poz. 197].[/caption]Oprócz zagranicznych książek obrazkowych w ofercie oficyn lilipucich znalazły się też tłumaczenia wielu opowiadań i powieści, szczególnie lubianych w krajach pochodzenia. Dwie Siostry zaproponowały na przykład wznowienia książek szwedzkiego pisarza Åke Holmberga o detektywie Ture Sventonie, pochodzących z końca lat 40. i z lat 50. XX wieku [poz. 66, 104, 121], wznowienia powieści angielskiej autorki Mary Norton o Pożyczalskich [poz. 109, 171, 172] oraz norweskiej pisarki Anne-Cathariny Vestly o rodzinie wielodzietnej (cykl „8 + 2” [poz. 152, 179]). Zakamarki i EneDueRabe wydawały również pochodzące z tego okresu utwory klasycznych pisarek skandynawskich Astrid Lindgren [poz. 668, 688, 689, 716] i Tove Jansson [poz. 223].

Proste opowiadania o dwójce przedszkolaków autorstwa Holenderki Annie M.G. Schmidt z lat 60. znalazły się najpierw w katalogu Hokus-Pokus (jako cykl o Julku i Julce [poz. 382 i in.], a dziesięć lat później – Dwóch Sióstr (jako cykl o Jasiu i Janeczce). Muchomor i Dwie Siostry sięgnęły też do twórczości znanego polskim czytelnikom niemieckiego pisarza Ericha Kästnera z lat 50. i 60. XX wieku [poz. 81, 482]. W ofercie Tataraku pojawiły się książki niemieckojęzycznego pisarza Dimitra Inkiowa z cyklu „Ja i Klara”, powstałe w latach 70 [poz. 581, 592]. Z tej dekady pochodzą też niektóre utwory włoskiego pisarza Gianniego Rodariego, które opublikował Muchomor [poz. 438, 432], a także wychodzący nakładem Zakamarków cykl książek obrazkowych Gunilli Bergström o Alfonsie Åbergu, w Polsce znanym jako Albert Albertson [poz. 763, 768 i in.].

Z lat 80. XX wieku pochodzą książki obrazkowe o małym Maksie Szwedki Barbro Lindgren z katalogu Zakamarków [poz. 667, 671 i in.] oraz Szwajcara Markusa Osterwaldera o gryzoniu Bobo z katalogu oficyny Hokus-Pokus [poz. 403, 414]. Format publikuje w Polsce wydawane we Francji od końca tej dekady krótkie, oparte na absurdalnych pomysłach opowiadania Bernarda Friota [poz. 372, 373 i 375].

W ostatnim dziesięcioleciu XX wieku powstało wiele książek, które weszły potem do pakietu wydawniczego małych oficyn, na przykład poetycko-filozoficzno-dowcipne opowiadania Holendra Toona Tellegena (Dwie Siostry [poz. 140, 177]) czy refleksyjne książki obrazkowe Belgijki Kitty Crowther (EneDueRabe, Dwie Siostry [poz. 207, 221]).

Większość przywołanych twórców to laureaci krajowych i międzynarodowych nagród w dziedzinie literatury dla dzieci, na przykład nazywanej „Małym Noblem” Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, przyznawanej co dwa lata przez IBBY, czy prestiżowej Nagrody im. Astrid Lindgren, ustanowionej przez szwedzki rząd w 2002 roku na cześć szwedzkiej pisarki dla dzieci. To, że oficyny lilipucie decydowały się na przekładanie i wydawanie dzieł autorstwa tak cenionych twórców, świadczy o dużej wadze przykładanej do jakości utworów proponowanych polskim odbiorcom. Według podobnego klucza wybierane są książki najnowsze, których w ofercie „liliputów” jest najwięcej.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="13596" title="Najpopularniejsi autorzy i&amp;nbsp;ilustratorzy" slug="najpopularniejsi-autorzy-i-ilustratorzy">Szerokie zróżnicowanie oferty tytułowej wydawnictw lilipucich wynika między innymi z tego, że proponowane książki są dziełem ponad 380 różnych autorów tekstów i ponad 340 różnych ilustratorów, z których niektórzy płynnie łączą obie role. Dotyczy to szczególnie twórców książek obrazkowych, stanowiących znaczną część produkcji badanych oficyn. Nie sposób wymienić wszystkich pisarzy i artystów, których twórczość znalazła się w ofercie oficyn lilipucich, ale warto przywołać nazwiska tych, których mali wydawcy publikują szczególnie chętnie.

Najwięcej opublikowanych tytułów przypada na twórców ze Szwecji, co wydaje się efektem działania strategii przyjętej przez głównego jej wydawcę – Zakamarki, preferującego wieloczęściowe cykle. Dwa pierwsze miejsca zajmują zatem pisarz Martin Widmark i ilustratorka Helena Willis, autorzy bestsellerowego cyklu „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai”. Za nimi sytuują się Astrid Lindgren, a także Eva Eriksson, która zilustrowała książki z cykli o Duni, o Maksie i o Meli. Powracają też często nazwiska takich twórców, jak Pija Lindenbaum (cykl o Nusi) i Gunilla Bergström (cykl o Albercie Albertsonie), Barbro Lindgren (cykle o Maksie oraz o Bolusiu), Sven Nordqvist i Jujja Wieslander (współtworzący cykl o Mamie Mu), pisarka Moni Nilsson (cykle „Tsatsiki” i „Przygody w Raju”), ilustratorka Ilon Wikland oraz autorka książek obrazkowych Catarina Kruusval (cykle o Eli oraz o Eli i Olku).

[caption id="attachment_13611" align="alignnone" width="527"] Il. 18a. Martin Widmark, il. Helena Willis, Tajemnica mumii, Zakamarki [poz. 735].[/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13609" align="alignnone" width="528"] Il. 18b. Rose Lagercrantz, il. Eva Eriksson, Życie według Duni, Zakamarki [poz. 851].[/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_13610" align="alignnone" width="503"] Il. 18c. Pija Lindenbaum, Nusia i wilki, Zakamarki, [poz. 673].[/caption]Z twórców francuskich wydawnictwa lilipucie najczęściej publikują prace ilustratora Benjamina Chauda, współpracującego z pochodzącą z Rumunii Ramoną Bădescu (cykl o Pomelo) oraz ze Szwedką Evą Susso (cykl „Binta, Lalo, Babo”). W katalogach wydawniczych często pojawia się też Hervé Tullet, twórca interaktywnych książek obrazkowych, z których kilkanaście dotarło do Polski za sprawą oficyn lilipucich. Po kilka tytułów mają również na koncie pisarz Thierry Lenain i ilustratorka Delphine Durand, współtwórcy cyklu o Zuzie, poświęconego różnym kwestiom związanym z seksualnością. Ceniony jest też Serge Bloch, który oszczędną kreską zilustrował sześć różnych książek, w tym jedną autorską.

[caption id="attachment_13615" align="alignnone" width="494"] Il. 19c. Serge Bloch, Wielka historia małej kreski, Zakamarki [poz. 846].[/caption]Polscy twórcy, mający najwięcej opublikowanych w oficynach lilipucich tytułów, to Aleksandra i Daniel Mizielińscy – małżeństwo znane przede wszystkim za sprawą wspomnianych już Map, które stały się polskim towarem eksportowym, a także współpracujący z różnymi autorami i wydawcami wrocławski ilustrator Paweł Pawlak.

[caption id="attachment_13618" align="alignnone" width="537"] Il. 20. Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Miasteczko Mamoko, Dwie Siostry [poz. 80].[/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_15117" align="alignnone" width="615"] Il. 20a. Gérard Moncomble, il. Paweł Pawlak, Kotek, który merdał ogonem, Muchomor [poz. 483][/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_15118" align="alignnone" width="660"] Il 20b. Wojciech Widłak, il. Paweł Pawlak, Podręczny nieporadnik. Rękawiczka, Czerwony Konik [poz. 37][/caption]Często publikowane są też utwory Anny Czerwińskiej-Rydel, autorki tekstów do książek wydanych przez Muchomora w cyklach „Biografie Słynnych Polaków”, „Trylogia Gdańska” i „Trylogia Gdańska o Kobietach” oraz wydanej przez Wytwórnię „Serii Muzycznej”, w której ukazała się nagrodzona Bologna Ragazzi Award 2012 książka Wszystko gra [poz. 645]. Agnieszka Żelewska tworzy publikowane przez Muchomor książki obrazkowe dla najmłodszych, nawiązując chętnie do polskiego folkloru, a Dorota Łoskot-Cichocka zilustrowała między innymi książki z serii o słynnych Polakach i o świętych, opublikowane przez tę samą oficynę. Nie można też nie wspomnieć o twórczości poetyckiej Juliana Tuwima oraz artystycznej nestorów polskiej szkoły ilustracji, Bohdana Butenki i Józefa Wilkonia, do której chętnie sięgają różne oficyny lilipucie. Jeśli chodzi o ilustracje, to odnotować należy też nazwiska młodszych polskich artystów: Jana Bajtlika, Katarzyny Boguckiej, Oli Cieślak, Emilii Dziubak, Agaty Dudek, Moniki Hanulak, Marty Ignerskiej, Anny Niemierko czy Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej.



Wśród pisarzy często pojawiających się w katalogach wydawców lilipucich wymienić warto jeszcze związanych z oficyną Ezop Annę Onichimowską (autorkę podejmującą niełatwe tematy w powieściach dla nastolatków), Przemysława Wechterowicza (autora zabawnych opowiadań dla dzieci), Lilianę Bardijewską (autorkę bajek dla najmłodszych) i Macieja Wojtyszkę (twórcę cyklu o Brombie, który wszedł do kanonu książek dla dzieci i młodzieży), a także tworzącego dla Czerwonego Konika Wojciecha Widłaka oraz współpracującą głównie z Dwiema Siostrami Tinę Oziewicz.

Wydawnictwa lilipucie sięgają nie tylko do dorobku pisarzy i artystów szwedzkich, francuskich i rodzimych, ale też do twórczości reprezentantów innych narodowości. Są to na przykład:

 	kataloński pisarz Enric Lluch (cykl „Skrzynka Potworów”, Tako), 
 	amerykański klasyk książki obrazkowej Eric Carle (Tatarak), 
 	Holendrzy: Dick Bruna (cykl o Miffy, Format) i Annie M.G. Schmidt (cykl o Julku i Julce, Hokus-Pokus), 
 	Niemcy: Rotraut Susanne Berner (cykl o ulicy Czereśniowej, Dwie Siostry) i Wolf Erlbruch (Hokus-Pokus), 
 	a także brytyjska pisarka Mary Norton (cykl o Pożyczalskich; Dwie Siostry).
</document>
<document nplp_id="13598" title="Współtwórcy – tłumacze" slug="wspoltworcy-tlumacze">Współtwórcami dostępnych polskim czytelnikom wersji są również tłumacze, jako że 2/3 oferty proponowanej przez wydawców lilipucich stanowią przekłady. Za 538 tytułów tłumaczonych z języków obcych odpowiada 128 różnych tłumaczy, z czego 23 osoby mają na koncie powyżej 5 tytułów, a 11 – po 10 i więcej. Najczęściej tłumaczenia publikowane przez oficyny lilipucie są nowe, jednak w ofercie tych wydawców można znaleźć także przekłady dawniejsze, na przykład Anny Węgleńskiej (utwory Astrid Lindgren) czy Teresy Chłapowskiej (cykl Åke Holmberga o Ture Sventonie).

Co ciekawe, rolę tłumacza często biorą na siebie sami wydawcy. Dzieje się tak w przypadku 130 tytułów, czyli niemal w czwartej części całej oferty przekładowej. Rekordzistka, Katarzyna Skalska z Zakamarków, przetłumaczyła 83 tytuły opublikowane we własnym wydawnictwie (głównie ze szwedzkiego, ale też z francuskiego). Jadwiga Jędryas z Dwóch Sióstr jest autorką 24 przekładów, które ukazały się nakładem tego wydawnictwa, a także dwóch wykonanych dla oficyn Ezop i Hokus-Pokus (z języków angielskiego, niderlandzkiego i francuskiego), zaś Joanna Rzyska z tej samej oficyny odpowiada za cztery przekłady z francuskiego. Z tego języka tłumaczy też Dorota Hartwich z Formatu (9 tytułów, 3 inne z niemieckiego i angielskiego), Anna Nowacka-Devillard z Widnokręgu (3 tytuły) oraz Maria Deskur z Muchomora (2 tytuły).

Łączenie obu ról jest możliwe dzięki wykształceniu neofilologicznemu, którym legitymują się wydawczynie-tłumaczki. Czynnikiem sprzyjającym podejmowaniu się przez nie roli tłumacza może też być skromna objętość tekstu w wielu publikowanych książkach. Niektórzy wydawcy sygnalizowali też, że czasem – zwłaszcza na samym początku istnienia oficyn – nie było ich stać na zatrudnienie tłumaczy, inni wspominali też o negatywnych doświadczeniach związanych z podejmowaną z nimi współpracą.

Do łączenia ról dochodziło szczególnie w początkowej fazie działalności wydawnictw, jednak w przypadku Dwóch Sióstr i Zakamarków za tłumaczenie wielu tytułów nadal odpowiadają współwłaścicielki. W wywiadach podkreślały, że praca tłumacza przynosi im wiele satysfakcji, pozwala na zaangażowanie się w cały proces produkcji książki, dzięki czemu mają pełniejszy wpływ na jej ostateczny kształt.

Wydawczynie bywają nie tylko tłumaczkami, ale i autorkami czy ilustratorkami publikowanych książek. Dorota Hartwich z wydawnictwa Format jest autorką trzech tytułów: Bajka o kochaniu, Dobrej nocy i sza oraz Małe Instrumenty grają Chopina [poz. 335, 338, 347], a Ewa Stiasny z wydawnictwa Dwie Siostry stworzyła ilustracje do czterech wydanych jego nakładem książek: Tydzień Konstancji Olgi Masiuk [poz. 70], Ucieszki Cieszka Zdenka Svěráka [poz. 150] oraz Nie każdy umiał się przewrócić i Urodziny prawie wszystkich Toona Tellegena [poz. 140 i 177]. Dwie ostatnie książki tłumaczyła Jędryas, stanowią więc one ciekawy efekt kumulowania się wielu ról twórczych wydawców.

Tłumaczami często są także pracownicy lub stali współpracownicy wydawnictw, na przykład Marta Tychmanowicz z oficyny Babaryba, Maciej Byliniak z Dwóch Sióstr czy Barbara Gawryluk i Agnieszka Stróżyk współpracujące z Zakamarkami. Przekłady kilku tytułów przygotowała też ilustratorka Ewa Kozyra-Pawlak, czasem we współpracy z mężem, ilustratorem Pawłem Pawlakiem. W niektórych przypadkach był to przekład pośredni z angielskiego.</document>
<document nplp_id="13600" title="Tematy trudne i&amp;nbsp;lekkie" slug="tematy-trudne-i-lekkie">Książki wydawnictw lilipucich na początku XXI wieku znacząco różniły się od ogólnodostępnej oferty zarówno z punktu widzenia tematyki i sposobu jej podejmowania, jak i formy edytorskiej. W tej części zasygnalizujemy kilka tematów charakterystycznych – naszym zdaniem – dla propozycji nowatorskich oficyn, natomiast ich odmienność wizualna stała się tematem pogłębionej analizy w kolejnym rozdziale.

Oficyny lilipucie zaproponowały polskim czytelnikom całą listę książek, które na wiele różnych sposobów poruszają szerokie spektrum tematów określanych mianem trudnych lub tabu. Należą do nich z jednej strony tematy związane z fizjologią i seksualnością, a z drugiej – kwestie choroby, starości, śmierci, ale też przemocy i wojny, przed którymi dorośli starają się zwykle dzieci chronić. Podjęcie jednych i drugich wymaga od twórców pomysłu i wyczucia, a od wydawców – nieszablonowego podejścia oraz odwagi.

[caption id="attachment_14442" align="alignnone" width="796"] Il. 23. Werner Holzwarth, il. Wolf Erlbruch, O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę, Hokus-Pokus.[/caption]

Kwestie fizjologii jako pierwsza w Polsce podjęła wydana w 2005 roku przez Hokus-Pokus książka O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę [poz. 385] Wernera Holzwartha z ilustracjami Wolfa Erlbrucha. Dochodzenie prowadzone przez tytułowego bohatera w sprawie pozostawionej na jego głowie niemiłej niespodzianki stanowi pretekst do zapoznania małego czytelnika z różnorodnym wyglądem efektów trawienia u poszczególnych zwierząt. Temat ten pogłębia wydana rok później nakładem wydawnictwa Dwie Siostry książka Kupa: przyrodnicza wycieczka na stronę [poz. 52] Nicoli Davies i Neala Laytona, która zapoznaje dziecko z celami procesu wydalania u istot żywych i możliwościami wykorzystania jego produktów. Podobny charakter ma także polska książka Pupy, ogonki i kuperki [poz. 17] Mikołaja Golachowskiego (tekst) i Marii „Mroux” Bulikowskiej (ilustracje), która w dowcipny sposób pokazuje ciekawostki związane z tylną częścią ciała różnych zwierząt. Natomiast zachęcenie dziecka do korzystania z nocnika stało się celem książki Tronik [poz. 635] Martyny Skibińskiej z ilustracjami Joanny Olech. Mała bohaterka, zwana królewną Gucią, nie lubi siedzieć na tytułowym tronie, bo po prostu woli... pieluchy. Temat fizjologii pojawia się również w innych wydanych przez oficyny lilipucie tytułach, na przykład w książce Grubsza sprawa [poz. 158] spółki pisarskiej Meyer–Lehmann–Schulze mowa jest o niemiłych skutkach używania zbyt dużej ilości papieru toaletowego, a bohater książeczki Kupa siku [poz. 161] tworzącej we Francji Amerykanki Stephanie Blake lubuje się w powtarzaniu dwóch tytułowych słów.

Szeroko pojęta seksualność, biologiczne i kulturowe różnice między płciami, a także relacje między nimi to kolejne tematy „tabu” podejmowane w niektórych książkach wydawców lilipucich. Pojawiają się one w publikowanym przez Entliczek cyklu o Zuzie francuskiego duetu Thierry Lenain (tekst) i Delphine Durand (ilustracje), na który składają się między innymi tomiki: Czy Zuza ma siurka? [poz. 252], Zuza chce mieć dzidziusia [poz. 253] czy też Zuza chce pocałować Maksa [poz. 254]. Twórcy cyklu podchodzą do tematu z dużym poczuciem humoru i bez nadmiernej dosłowności.

[caption id="attachment_13613" align="alignnone" width="583"] Il. 19a. Thierry Lenain, il. Delphine Durand, Czy Zuza ma siurka?, Entliczek [poz. 252].[/caption]Metaforycznie natomiast potraktowała problem dojrzewania Iwona Chmielewska w Królestwie dziewczynki [poz. 256]. O stereotypach związanych ze społecznymi oczekiwaniami w zakresie płci mówią też Pija Lindenbaum w książce Igor i lalki [poz. 715] oraz Katarzyna Bogucka w rymowanej Lalce Lolka [poz. 423], a także – w poważniejszym tonie – Gro Dahle i Svein Nyhus w Grzecznej [poz. 218]. Poza utarte schematy społecznie akceptowanych ról wychodzą bohaterki „Trylogii Gdańskiej o Kobietach” Anny Czerwińskiej-Rydel, w której autorka przybliża postaci: astronomki Elżbiety Heweliusz, śpiewaczki i malarki Konstancji Czirenberg, a także dorastającej Johanny Schopenhauer [poz. 517, 519 i 527].

Wiele „lilipucich” książek porusza również trudną tematykę emocji. O szczęściu w niebanalny sposób opowiada Marek Bieńczyk w książce Książę w cukierni [poz. 368], wydanej we wrocławskim Formacie w trzech wersjach językowych (polskiej, angielskiej i francuskiej). Siłę uczuć w pełnej ciepła i optymizmu książce Proszę mnie przytulić [poz. 320] pokazują Przemysław Wechterowicz (tekst) i Emilia Dziubak (ilustracje). Jej bohaterowie, Tata Niedźwiedź i Niedźwiadek, przytulają każdą napotkaną osobę, bo chcą, by świat stał się piękniejszy. W Bajce o kochaniu [poz. 335] o miłości w pięciu językach pisze, wchodząc w rolę autorki, właścicielka oficyny Format Dorota Hartwich.

[caption id="attachment_15120" align="alignnone" width="596"] Il. 19c. Przemysław Wechterowicz, il.Emilia Dziubak, Proszę mnie przytulić, Ezop [poz. 320].[/caption]Cała gama emocji i uczuć pojawia się w książkach z cyklu o małym słoniu Pomelo, na przykład Pomelo jest zakochany [poz. 769] czy Pomelo i kolory [poz. 818]. Nierozerwalnie związana z miłością tęsknota stanowi temat autorskiej książki Sveina Nyhusa Tato! [poz. 212], której bohaterowi dotkliwie brakuje ojca.

[caption id="attachment_13614" align="alignnone" width="734"] Il. 19b. Ramona Bădescu, il. Benjamin Chaud, Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem, Zakamarki [poz. 770].[/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_15124" align="alignnone" width="499"] Il. 19d. Svein Nyhus, Tato!, EneDueRabe [poz. 212].[/caption]Ważnym tematem podejmowanym w książkach z lilipucich oficyn są emocje związane z odmiennością – własną i cudzą. Autorzy często uciekają się tu do symboliki kolorów. Na przykład Zielony wędrowiec [poz. 272] Liliany Bardijewskiej to historia o przyjaźni, która zawiązuje się między stworkami o różnych barwach. Bohaterami książki Jak dwie krople wody [poz. 215] Vanessy Simon Catelin z ilustracjami François Soutifa są Julek i Ninka, pochodzący z wrogich krain Tu i Tam. Mieszkańcy pierwszej mają kolor niebieski, drugiej – żółty, a kontakt między nimi prowadzi do straszliwego „zazielenienia”. Opozycja kolorów wykorzystana została też w książce obrazkowej Kitty Crowther Mój przyjaciel Szymon [poz. 221], opowiadającej o przyjaźni białej mewy o imieniu Szymon i czarnego kosa – Tymona. Szymon zaprasza Tymona do swojej wioski, jednak jej mieszkańcy odrzucają „innego” przybysza. Brak akceptacji przez „swoich” to temat książki Szary chłopiec [poz. 251] hiszpańskiego autora Lluisa Farré i argentyńskiego artysty o pseudonimie Gusti. Tytułowy bohater nie przypomina ani wiosennie zielonej rodziny mamy, ani krewetkowej rodziny taty, a w dodatku wydaje się, że nie przejawia żadnych uczuć.

[caption id="attachment_14443" align="alignnone" width="828"] Il. 24. Lluis Farré, il. Gusti, Szary chłopiec, Entliczek [poz. 251].[/caption]Mali wydawcy nie unikają również tematu wojny, który nieustannie przewija się w powszechnym dyskursie, więc i tak ostatecznie musi stać się przedmiotem dziecięcej refleksji. W sposób najbardziej dramatyczny horror wojny oddają Antón Fortes (tekst) i Joanna Concejo (ilustracje) w książce Dym [poz. 532]. Jej narrator, dziecko, trafia z rodzicami do nazistowskiego obozu zagłady i ginie w komorze gazowej. Przejmujące są także inne poruszające temat Holokaustu pozycje: książka obrazkowa Otto: autobiografia pluszowego misia [poz. 357] Tomiego Ungerera czy opowiadanie XY [poz. 510] Joanny Rudniańskiej. Pierwsza pozycja opowiada o losach zabawki należącej do żydowskiego chłopca, druga – o historii rozdzielonych w niemowlęctwie bliźniaczek: Hani X i Hani Y, które trafiają do dwóch różnych rodzin: polskiej i żydowskiej. W obrazkowej książce Wróg [poz. 826] duetu Davide Cali (tekst) i Serge Bloch (ilustracje) oddany został natomiast cały absurd wojny – jej bohater odkrywa bowiem, że straszliwy wróg, który kryje się w drugim okopie i którym go straszono, to taki sam człowiek jak on.

[caption id="attachment_14444" align="alignnone" width="490"] Il. 25. Antón Fortes, il. Joanna Concejo, Dym, Tako [poz. 532].[/caption]&amp;nbsp;

[caption id="attachment_14445" align="alignnone" width="488"] Il. 25a. Davide Cali, Serge Bloch, Wróg, Zakamarki [poz. 826].[/caption]O strachu i przemocy w rodzinie w przejmujący sposób opowiadają pisarka Gro Dahle i ilustrator Svein Nyhus w książce obrazkowej Zły Pan [poz. 237]. Kwestii tych dotyka też Książka wszystkich rzeczy [poz. 110] Guusa Kuijera, w której ojciec dziewięcioletniego Thomasa stosuje przemoc wobec najbliższych, wskutek czego chłopiec traci wiarę w Boga. Zupełnie inny, bo poradnikowy charakter mają cztery książki wydawnictwa Muchomor, gdzie czytelnik znajdzie wskazówki, jak rozpoznać różne aspekty przemocy i jak sobie z nimi radzić: Przemoc, nie!, Rasizm i nietolerancja, nie!, Poniżanie, nie! i Zły dotyk, nie! [poz. 472-475].

W serii „Trudny Temat” wydawnictwa Ezop z tematem choroby zmierzyła się Monika Zięba w książkach: Moja mama ma raka i Bo ja idę do szpitala [poz. 296 i 303]. Pisząc prostym językiem, autorka stara się oswoić małego czytelnika z lękiem towarzyszącym przeżywaniu choroby i wynikającą z niej trudną sytuacją emocjonalną. Norweska pisarka Gro Dahle podejmuje temat choroby, która dotyka psychiki. Tytułowa bohaterka książki Włosy mamy [poz. 222], ilustrowanej przez Sveina Nyhusa, cierpi na depresję. Symbolem choroby stają się jej długie, splątane włosy, które prostują się i „tańczą”, gdy choroba odchodzi. Kwestia upośledzenia umysłowego, czy może raczej względności akceptowanej społecznie normy zdrowia psychicznego, pojawia się, choć nie wysuwa na plan pierwszy, w powieści niemieckiej autorki Sylvii Heinlein Różowe środy albo podróż z ciotką Huldą [poz. 204], której bohaterka Sara ucieka z domu z nieco mniej sprawną intelektualnie ciotką.

O starości i śmierci bez patosu mówi Ulf Stark w powieści Czy umiesz gwizdać, Joanno? [poz. 681]. Jej bohater Bertil bardzo chciałby mieć dziadka, dlatego przyjaciel zabiera go tam, gdzie dziadków jest bardzo wielu, czyli do domu starców. W książce Szwedki Åsy Lind Chusta babci [poz. 783] dwoje dzieci staje się świadkami powrotu babci ze szpitala, a parę dni później – jej śmierci. Dziewczynka i drzewo kawek [poz. 580] Finki Riitty Jalonen to opowiedziana z punktu widzenia dziecka historia żałoby po jednym z rodziców. Temat starości i śmierci jako naturalnych etapów życia oswaja również Ulf Nilsson w książce Żegnaj, panie Muffinie! [poz. 213], opisując „ostatnie pożegnanie” ukochanej świnki morskiej.

Temat śmierci w niezwykle oryginalny sposób podejmuje Bruno Gibert w książce obrazkowej Niebo [poz. 644]. Chłopiec wspomina w niej zmarłego dziadka i zastanawia się, co się z nim teraz dzieje. Warstwę ilustracyjną książki tworzą różne symbole piktograficzne, przede wszystkim znaki drogowe. Refleksyjnie i niezwykle bezpośrednio o życiu, przemijaniu oraz śmierci mówią do dzieci (i dorosłych) też Davide Cali i Serge Bloch w książce A ja czekam... [poz. 392]. W pięknej i przejmującej książce obrazkowej niemieckiego twórcy Wolfa Erlbrucha Gęś, śmierć i tulipan [poz. 396] gęś rozmawia ze śmiercią o przemijaniu i śmiertelności. W Wielkim pytaniu [poz. 391] tegoż autora różni bohaterowie odpowiadają na niezadane wprost pytanie o sens istnienia. Treścią książek tego rodzaju pozostaje nie tyle opis emocji bohaterów skonfrontowanych ze śmiercią, ile filozoficzne rozważania o istocie życia.

[caption id="attachment_15125" align="alignnone" width="380"] Il. 25b. Bruno Gibert, Niebo, Wytwórnia [poz. 644][/caption][caption id="attachment_14446" align="alignnone" width="490"] Il. 26. Wolf Erlbruch, Gęś, śmierć i tulipan, Hokus-Pokus [poz. 396].[/caption]Oficyny lilipucie równie odważnie mierzą się też z zagadnieniami filozofii. Warszawski Muchomor zainicjował serię „Muchomor – Filozofia”, w której do roku 2015 opublikował trzy książki Michela Piquemala (Bajki filozoficzne [poz. 453], Bajki filozoficzne: jak żyć razem? [poz. 500], Bajki filozoficzne: jak żyć na Ziemi? [poz. 524]) oraz jedną Sophie Boizard (Filozofowie do dzieci [poz. 495]). Seria szybko zyskała sporą popularność wśród nauczycieli. Wydawnictwo opublikowało także dwa utwory znanego polskiego filozofa Leszka Kołakowskiego. W roku 2006 ukazała się zabawna opowieść Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? [poz. 471], napisana w roku 1966 i niedopuszczona do druku przez cenzurę PRL, a trzy lata później – Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości [poz. 486].

Temat filozofii zagościł także w poznańskich Zakamarkach, które publikują serię książek Oscara Brenifiera „Dzieci Filozofują” [poz. 777, 785, 801, 809], a także refleksyjne powieści, w których autorzy opowiadają o problemach i ideach małych oraz wielkich w sposób przystępny dla dzieci (Jak tata pokazał mi wszechświat [poz. 691], seria „Piaskowy wilk” [poz. 676 i in.]).

Niektóre wydawnictwa lilipucie, w szczególności Muchomor i Dwie Siostry, proponują również książki, które w sposób świeży i niebanalny ujmują tematykę religijną. Muchomor już w 2003 roku zaoferował najmłodszym czytelnikom cykl czterech twardostronicowych książek „Zwierzaki Pana Boga” [poz. 436, 442, 443, 448], w których Geneviève Laurencin prostymi słowami opowiada historię zwierząt będących świadkami wydarzeń biblijnych, oraz serię „Święci” o świętych Faustynie, Franciszku i Mikołaju [poz. 445-447].

Dla dzieci najmłodszych przeznaczona jest książka wczesnokonceptowa[przypis]Pod pojęciem książek wczesnokonceptowych (z ang. early concept books) rozumiemy książki dla dzieci najmłodszych (w wieku 12–24 miesięcy) służące do nauki podstawowych pojęć. Zob. B. Kümmerling-Meibauer, J. Meibauer, Early-concept books. Acquiring nominal and verbal concepts [w:] Emergent Literacy. Children’s books from 0 to 3, red. B. Kümmerling-Meibauer, Amsterdam – Philadelphia 2011, s. 91.[/przypis] Minibiblia w obrazkach [poz. 117], opublikowana przez Dwie Siostry w 2012 roku, w której francuska autorka Soledad Bravi na 100 opatrzonych pojedynczymi słowami ilustracjach przedstawia kluczowe motywy, sceny i postaci biblijne. Już poza badanym okresem ta sama oficyna opublikowała również obszerną Biblię: Wielkie opowieści Starego Testamentu (2017). Pisarz Frédéric Boyer i ilustrator Serge Bloch, bez cenzury oraz bez dziecięcej „taryfy ulgowej”, opowiadają tam 35 biblijnych historii za pomocą prostych zdań i oszczędnych ilustracji. Na pograniczu nurtu filozoficznego i religijnego usytuować można wydane przez Hokus-Pokus poetyckie opowiadanie Barta Moeyaerta Stworzenie [poz. 386] z ilustracjami Wolfa Erlbrucha, gdzie niezwykle sympatyczny Pan Bóg tworzy świat, a narrator – mały człowiek w meloniku – z podziwem ogląda jego dzieło.

Oferta oficyn lilipucich zawiera nie tylko książki podejmujące tematy uznawane za kłopotliwe czy trudne. Wiele propozycji skupia się bowiem na codziennym życiu dziecięcych bohaterów. W cyklach obyczajowych przeznaczonych dla początkujących czytelników w ciepłym, pogodnym świetle ukazywane jest zwyczajne życie współczesnych dzieci. Niderlandzka autorka Annie M.G. Schmidt prostym językiem pisze o perypetiach dwójki mieszkających obok siebie pięciolatków, o ich wspólnych zabawach, kłopotach i radościach [poz. 382, 383, 384, 393, 394]. Norweżka Maria Parr w Tonji z Glimmerdalen [poz. 149] opowiada o życiu jedynego dziecka w całej górskiej dolinie. Codzienność rodziny wielodzietnej z dużą dozą poczucia humoru odmalowuje kolejna norweska pisarka Anne-Catherina Vestly w powieściach z serii „8 + 2” [poz. 152, 179]. Rodzinę tę współtworzą mama, tata i ośmioro dzieci w różnym wieku: Maren, Martin, Marta, Mads, Mona, Milly, Mina i mały Morten. O dużo mniejszej rodzinie opowiada szwedzka pisarka Rose Lagercrantz w cyklu o przygodach pierwszoklasistki Duni, która po śmierci matki mieszka tylko z ojcem [poz. 767, 791, 811, 851]. Z dziecięcymi bohaterami tego pokroju mały czytelnik może łatwo się zidentyfikować, bo świat przedstawiony nie jest pozbawiony znanych mu problemów, a postacie – naturalnych wad i śmiesznostek. Na przykład dziewięcioletnia Tilda z cyklu „Gdybym...” [poz. 687, 787, 765] autorstwa Ingelin Angerborn ma skłonność do mijania się z prawdą i koloryzowania, przez co nieustannie wikła się w różne zabawne perypetie. Wątek obyczajowy może łączyć się też z kryminalnym, jak w cieszącym się ogromną popularnością wśród polskich czytelników cyklu „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” [poz. 680 i in.] publikowanym przez Zakamarki. Obyczajowy charakter opowieści nie wyklucza również obecności elementów fantastycznych, jak ma to miejsce na przykład w cyklu „Piaskowy Wilk” [poz. 676 i in.] Szwedki Åsy Lind.

Co ciekawe, kilka pozycji wydanych przez oficyny lilipucie poświęconych zostało tematowi rodzicielstwa. Książka obrazkowa Szczęśliwi rodzice [poz. 369] Laetitii Bourget z ilustracjami Emmanuelle Houdart to malarska, pełna refleksji, a zarazem ironicznego dystansu opowieść o rodzicielstwie – z wszystkimi jego blaskami i cieniami. Opowiadania Ulfa Starka: Jak mama została Indianką, Jak tata pokazał mi wszechświat i Jak tata się z nami bawił [poz. 690, 691, 752] to pozornie historie obyczajowe jakich wiele, jednak autorowi udało się w nich uchwycić i oddać magiczny charakter więzi między rodzicem a dzieckiem.

[caption id="attachment_14447" align="alignnone" width="542"] Il. 29. Laetitia Bourget, il. Emmanuelle Houdart, Szczęśliwi rodzice, Format [poz. 369].[/caption]Oficyny lilipucie zaproponowały młodym czytelnikom i ich rodzicom wiele książek, które koncentrują się wokół kategorii polskości. Opowiadają one o historii naszego kraju, o znanych Polakach, polskich symbolach, obyczajach, kulturze oraz zabytkach architektury. Z książek biograficznych wymienić można wydany w Muchomorze cykl „Biografie Słynnych Polaków” Anny Czerwińskiej-Rydel [poz. 504, 516, 520, 521]. Inną publikacją poświęconą znanym Polakom jest leksykon Pionierzy, czyli poczet niesamowicie pracowitych Polaków [poz. 146] autorstwa Marty Dzienkiewicz z ilustracjami Joanny Rzezak i Piotra Karskiego, wydany nakładem Dwóch Sióstr. Poszczególne hasła ubarwione zostały rozmaitymi anegdotami, a całość ukazuje młodym czytelnikom sylwetki odważnych Polaków, żyjących dawniej i współcześnie, których życie stanowi dowód na to, że „Polak potrafi!”.

Za wyjątkową można uznać publikację Joanny Olech (tekst) i Edgara Bąka (ilustracje) Kto ty jesteś? [poz. 649], wydaną przez Wytwórnię w 2013 roku. Pomysłodawczynią książki była Magdalena Kłos-Podsiadło, właścicielka wydawnictwa, która zaproponowała autorce napisanie krótkich haseł będących parafrazą Katechizmu polskiego dziecka Władysława Bełzy. Była to oryginalna i nowatorska inicjatywa na polskim rynku książki dla dzieci, do tego stopnia nowa, że w pierwszej chwili Olech uznała temat za zbyt – jak to określiła – „srogi” i długo zwlekała z pisaniem[przypis]Joanna Olech i Edgar Bąk o książce „Kto ty jesteś?”, Ryms. Wortal o książkach dla dzieci i młodzieży, 14.08.2013, &amp;lt;http://ryms.pl/artykul_szczegoly/145/joanna-olech-i-edgar-bak-o-ksiazce-kto-ty-jestes.html&amp;gt; [dostęp: 28.01.2018].[/przypis]. Ostatecznie książka powstała i w prostych słowach opowiada dzieciom o tym, co to znaczy być patriotą: porządnym człowiekiem i obywatelem, i to nie od święta (państwowego), ale w codziennym życiu. Propozycja Wytwórni została doceniona przez nauczycieli i jest przez nich chętnie wykorzystywana jako kontekst lekturowy do rozmów o patriotyzmie. Dla pary prezydenckiej Anny i Bronisława Komorowskich książka stała się inspiracją do zorganizowania w 2013 roku obchodów Dnia Dziecka pod hasłem „Kto Ty jesteś?”[przypis]Zob. Para Prezydencka zaprasza na Dzień Dziecka, Prezydent.pl [portal], 31.05.2013, &amp;lt;http://www.prezydent.pl/archiwum-bronislawa-komorowskiego/aktualnosci/wydarzenia/art,2568,para-prezydencka-zaprasza-na-dzien-dziecka.html&amp;gt; [dostęp: 28.01.2018].[/przypis].

[caption id="attachment_14450" align="alignnone" width="485"] Il. 31. Joanna Olech, il. Edgar Bąk, Kto ty jesteś?, Wytwórnia [poz. 649].[/caption]Ciekawą propozycją jest także opublikowany w roku 2015 nakładem Muchomora Alfabet polski [poz. 523] Anny Skowrońskiej, w którym autorka zamieściła 54 hasła opowiadające o dawnej i współczesnej Polsce, przedstawiła wybrane przez siebie zwyczaje, postacie, wydarzenia i miejsca. Efektowną oprawę graficzną stworzyły ilustratorki Agata Dudek i Małgorzata Nowak, które na swój własny sposób, lekko i z humorem, pokazały, jak rozumieją słowo „Polska”.

Sporo książek o tematyce historycznej ma w swoim dorobku Muchomor. Wiele z nich mówi o wydarzeniach dotychczas nieobecnych w polskiej literaturze dla młodych czytelników, między innymi dwie książki o Powstaniu Warszawskim, napisane na podstawie wspomnień żyjących jeszcze wówczas jego uczestników (Halicz: na podstawie wspomnień Henryka Kończykowskiego i Mały Powstaniec: na podstawie wspomnień Tymoteusza Duchowskiego [poz. 476, 477]). Oficyna wznowiła też Wojtka spod Monte Cassino [poz. 509] Wiesława Antoniego Lasockiego z ilustracjami Jana Bajtlika – wzruszającą historię niedźwiedzia Wojtka, przygarniętego przez żołnierzy z Armii Andersa w Persji, który z polskimi żołnierzami przeszedł cały szlak bojowy, a resztę życia spędził w edynburskim zoo. Historii najnowszej dotyczy także Solidarność 1980–1986: krótka historia dla dzieci [poz. 492] Szymona Sławińskiego z ilustracjami Agnieszki Malmon i Marcina Strzembosza. Książki wydane nakładem Muchomora dotyczą też historii dawniejszej, jak na przykład Bitwa pod Grunwaldem [poz. 489] Tomasza Diatłowickiego z ilustracjami Jana Bajtlika i Agnieszki Malmon, wydana z okazji 600. rocznicy bitwy, a także PKP czyli Poczet Królów Polskich [poz. 490], zabawnie zrymowana historia królów polskich od Mieszka I do Stanisława Poniatowskiego, którą na początku lat 90. wyśpiewali T-Raperzy znad Wisły, a 15 lat później zilustrował Butenko.

Wydany nakładem Dwóch Sióstr wielobarwny portret 50 ważnych miejsc w Polsce Kropka pe el: przewodnik po Polsce dla dzieci [poz. 94] autorstwa Andrzeja Paulukiewicza (tekst) oraz Dominika Cymera i Rafała Szczepaniaka (ilustracje) zyskał uznanie rodziców, a także został ogłoszony najlepszą publikacją turystyczną roku 2011 w kategorii Przewodnik dla dzieci. Dwie Siostry opublikowały również Kto to widział?: przewodnik dla dzieci po Łazienkach Królewskich [poz. 95] stworzony przez Izabelę Koczkodaj (tekst) oraz Agatę Dudek i Małgorzatę Nowak (ilustracje). Ten niezwykły przewodnik, służący też do uzupełniania i rysowania, zawiera informacje o Ogrodzie Łazienkowskim i jego zabytkach, a także wiele ciekawostek o królu Stanisławie Auguście i jego czasach.

Ciekawym projektem dla młodzieży jest także poświęcona stolicy Polski książka Warszawa [poz. 575], opublikowana w roku 2015 przez toruńskie Tako. Powstała według koncepcji i projektu graficzki Grażki Lange, a nad publikacją pracowało 26 autorów, którzy zaprezentowali czytelnikom niezwykłą książkę poświęconą życiu stolicy. Również wydawnictwo Babaryba wprowadziło do swojej oferty wydawniczej akcent warszawski, publikując dwie książki poświęcone gwarze warszawskiej: Mała książka o gwarze warszawskiej [poz. 10] oraz Jak bum cyk cyk: powiedzonka warszawskie [poz. 20].

Awangardowi wydawcy nie zawahali się przedstawić czytelnikom tematu polskości, patriotyzmu i tradycji w nowatorski sposób. Sięgnęli do ciekawych, nieszablonowych form literackich, łącząc je z odważnymi, czasami zaskakującymi formami graficznymi. Powstały w ten sposób interesujące lektury, które ucząc, a zazwyczaj także bawiąc, zapadają w pamięć dzieci i rodziców.

Choć przeważająca większość tytułów wydawnictw lilipucich skierowana jest do dzieci młodszych, to jednak mają one w swojej ofercie także książki przeznaczone dla nastolatków (około 12+). W przypadku oficyn Dwie Siostry i Wytwórnia wybór padł na teksty autorów zagranicznych. Propozycje francuskie to powieści fantasy (trylogia Meto Yvesa Greveta [poz. 165 i 195], trylogia Podpalacze książek [poz. 658, 659] Marine Carteron, E-den [poz. 56] Mikaëla Olliviera i Raymonda Clarinarda), natomiast propozycje autorów anglojęzycznych mają charakter obyczajowy (Kasieńka Sarah Crossan [poz. 190], Bezdomny ptak Glorii Whelan [poz. 61]). Ezop publikuje powieści dla nastolatków autorów polskich, których z powodzeniem promuje. Są wśród nich Grzegorz Gortat z cyklem „Lepiej w to uwierz!” [poz. 317, 319, 327, 332] i Anna Onichimowska z cyklem zapoczątkowanym powieścią Hera, moja miłość [poz. 322, 324, 325]. Literaturę dla młodzieży w ostatnim dwudziestoleciu w Polsce publikują jednak głównie duże komercyjne wydawnictwa. Wydawcy lilipuci podkreślali, że ich intencją nie jest konkurowanie z liderami w tej dziedzinie, lecz dostarczenie polskiej młodzieży książek ich zdaniem ciekawych, cieszących się popularnością za granicą, które im samym się spodobały i które zapragnęli wprowadzić do swojej oferty.

[caption id="attachment_14452" align="alignnone" width="486"] Il. 33. Marine Carteron, oprac. graf. Anna Niemierko, trylogia Podpalacze książek, Wytwórnia [poz. 659, 658; tom 3 wydany po 2015 r.].[/caption]</document>
<document nplp_id="13628" title="Przedmowa do&amp;nbsp;bibliografii" slug="przedmowa-do-bibliografii">Bibliografia obejmuje druki zwarte dla dzieci i młodzieży z zakresu literatury polskiej oraz obcej, niezależnie od języka publikacji, wydane w latach 2000–2015 w Polsce przez 16 wydawnictw lilipucich, które spełniają wyznaczone przez nas kryteria i stały się przedmiotem prowadzonych przez nas badań[przypis]Szczegółowe informacje znajdują się we wstępie do monografii, której częścią jest niniejsza bibliografia.[/przypis]. Są to (w kolejności alfabetycznej):

 	Babaryba, 
 	Czerwony Konik, 
 	Dwie Siostry, 
 	EneDueRabe, 
 	Entliczek, 
 	Ezop, 
 	Format, 
 	FRO9, 
 	Hokus-Pokus, 
 	Ładne Halo, 
 	Muchomor, 
 	Tako, 
 	Tatarak, 
 	Widnokrąg, 
 	Wytwórnia, 
 	Zakamarki.

Pominęłyśmy zatem tytuły, które ukazały się nakładem wymienionych wydawnictw, ale nie były skierowane do młodych czytelników. W ramach tak ustalonego zakresu i zasięgu dążyłyśmy do zgromadzenia kompletnego materiału.

Bibliografia ma charakter pochodny, większość opisów zgromadzono na podstawie następujących źródeł: Katalog Biblioteki Narodowej[przypis]&amp;lt;http://katalogi.bn.org.pl/iii/encore/;jsessionid=7911A454DBB8CB79AB1D16358FEA759E?lang=pol&amp;gt;[/przypis], Katalog Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy[przypis]&amp;lt;http://www.koszykowa.pl/bazy-danych/katalogi-biblioteki-na-koszykowej&amp;gt;[/przypis], Narodowy Uniwersalny Katalog Centralny NUKAT[przypis]&amp;lt;http://katalog.nukat.edu.pl/search/query?theme=nukat&amp;gt;[/przypis], katalog WorldCat[przypis]&amp;lt;https://www.worldcat.org/&amp;gt;[/przypis], strony internetowe i katalogi wydawców. Część opisów, w związku z ich brakiem w wymienionych wyżej źródłach, powstała z autopsji, w oparciu o zbiory własne autorek oraz bogaty księgozbiór Działu Pracy z Dziećmi w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej im. T. Mikulskiego we Wrocławiu. Zebrane informacje zostały następnie sprawdzone, uzupełnione i zatwierdzone przez wydawców, dzięki czemu możliwe było ustalenie wielu brakujących elementów opisów bibliograficznych poszczególnych tytułów.

Podstawą opisów jest norma PN-N-01152-1:1982. Opis bibliograficzny. Książki oraz PN-N-01152-1/A1:1997. Opis bibliograficzny. Książki (Zmiana A1). Przyjęto drugi stopień szczegółowości opisu. Znaczną część opisów uzupełniają adnotacje, w których zamieszczono: tytuł i rok wydania oryginału (w przypadku tytułów obcych[przypis]Pisownia tytułów anglojęzycznych według opisów bibliograficznych w katalogach British Library i Biblioteki Kongresu USA, natomiast pisownia tytułów francuskojęzycznych według opisów bibliograficznych w katalogu Bibliothéque nationale de Paris.[/przypis]), w przypadku wznowień tytułów polskich i obcych – rok pierwodruku w Polsce, informacje o polskich i zagranicznych nagrodach i dofinansowaniach przez instytucje kultury, a także informacje o wznowieniach, kolejnych nakładach i dodrukach opisywanej pozycji. Jeśli w jednym roku dana książka miała więcej niż jeden dodruk lub kolejny nakład, ich liczbę podawano w okrągłym nawiasie. Ustalenie tych danych przysporzyło wielu trudności, nie zawsze bowiem ukazujące się kolejne egzemplarze danego tytułu jednoznacznie zakwalifikować można do określonej kategorii. Przyjęto zatem, zgodnie z normą ISO 9707:2008 Statystyka produkcji i dystrybucji książek, gazet, czasopism i publikacji elektronicznych, że wznowienie (nowe wydanie) to publikacja, która różni się od wydań poprzednich i w związku z tym posiada nowy numer ISBN, natomiast dodruk to nowy nakład tej samej publikacji, bez zmiany numeru ISBN, ale różniący się rokiem wydania. Przy niektórych opisach pojawiają się adnotacje o kolejnych nakładach – ma to miejsce wówczas, gdy wydawca wyraźnie zaznaczał, że publikacja jest kolejnym nakładem wydania pierwszego i konsekwentnie zachowywał ten sam numer ISBN.

Bibliografia zawiera 851 pozycji numerowanych. Zastosowano układ formalny, alfabetyczny według wydawców, a w ich obrębie opisy uszeregowano według chronologii wydawniczej wstępującej. W obrębie poszczególnych lat przyjęto porządek alfabetyczny haseł tytułowych.

Bibliografię uzupełniają dwa indeksy:

 	autorski – obejmujący nazwiska autorów, ilustratorów, tłumaczy i innych współtwórców dzieł wskazanych w opisach bibliograficznych, a także pseudonimy, rozwiązane w miarę możliwości, 
 	indeks tytułów i serii wydawniczych – zawierający główne tytuły dzieł, wskazane w adnotacjach tytuły oryginalne dzieł tłumaczonych, a także tytuły dzieł współwydanych i współoprawnych oraz wszystkie nazwy serii wydawniczych.
</document>
<document nplp_id="13630" title="Skróty i&amp;nbsp;znaki zastosowane w&amp;nbsp;bibliografii" slug="skroty-i-znaki-zastosowane-w-bibliografii">adapt. – adaptacja

alf. – alfabet

ang. – angielski

aut. – autor

bibliogr. – bibliografia

b.m.w. – brak miejsca wydania

dwustr. – dwustronny

fot. – fotografie

fr. – francuski

gł. – głównie

graf. – graficzny

jap. – japoński

il. – ilustracje

jęz. – język

k. – karta

kolor. – kolorowe

narys. – narysował(a), narysowali

nazw. – nazwisko

niem. – niemiecki

okł. – okładka

oprac. – opracowanie, opracował(a)

oryg. – oryginał

podst. – podstawa

pol. – polski

popr. – poprawione

poszerz. – poszerzone

proj. – projekt

przeł. – przełożył(a)

r. – rok

red. – redakcja

repr. – reprodukcja

równol. – równolegle

rys. – rysunki

s. – strona

starofr. – starofrancuski

tabl. – tablica

tł. – tłumacz

typogr. – typografia

tyt. – tytuł

współpr. – współpraca

współwyd. – współwydane

wyd. – wydanie

złoż. – złożone

zred. – zredagował(a)</document>
<document nplp_id="13633" title="Babaryba [poz. 1-30]" slug="babaryba">2010


1. Gałgankowy skarb / Zbigniew Lengren ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 14 × 21 cm.
— ISBN 978-83-931805-1-6
Pierwsze wydanie w formie zeszytowej ukazało się w roku 1978 nakładem Wydawnictwa Lubelskiego.
2. Kurczę blade = What a cheek! / Wanda Chotomska ; il. Edward Lutczyn ; tł. Barbara Bogoczek, Tony Howard. — Warszawa : Babaryba, 2010.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm. — Tekst równol. w jęz. ang. i pol.
— ISBN 978-83-931805-2-3
Pierwsze wydanie – tylko w języku polskim – ukazało się w 1985/6 roku w formie zeszytowej nakładem wyd. Interpress.
3. Porwanie w Tiutiurlistanie / Wojciech Żukrowski ; il. Paweł Kłudkiewicz. — Warszawa : Babaryba, 2010.
— 224 s. : il. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-931805-0-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 1946 r. nakładem Wydawnictwa Księgarni S. Kamińskiego w Krakowie.
2011


4. Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka / Petr Horacek ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2011.
— [34] s. : il. kolor. ; 28 cm. — Tekst równol. w jęz. ang. i pol.
— ISBN 978-83-629650-0-7
Tyt. oryg.: Suzy Goose and the Christmas Star (2009)
5. Naciśnij mnie / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2011.
— [59] s. : il. kolor. ; 23 cm. — Tekst równol. w jęz. pol. i fr.
— ISBN 978-83-931805-3-0
Tyt. oryg.: Un livre (2010)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-62965-17-5
Nagroda Główna konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2013, w kategorii Kultura, organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Laureat plebiscytu czytelników miesięcznika „Dziecko” – Najlepszy Produkt Roku 2013 – w kategorii Najlepsza książka dla dzieci. Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français.
6. Smok ze Smoczej Jamy = The dragon from the Dragon’s den / Wanda Chotomska ; il. Edward Lutczyn ; tł. Barbara Bogoczek, Tony Howard. — Warszawa : Babaryba, 2011.
— [24] s.: il. kolor. ; 19 cm. — Tekst równol. w jęz. pol. i ang.
— ISBN 978-83-931805-7-8
Pierwsze wydanie – tylko w jęz. polskim – w wersji zeszytowej, ukazało się w 1989 r. nakładem Wydawnictwa Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek w Warszawie.
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-62965-57-8
Wyd. 3 2015. — ISBN 978-83-62965-24-3
2012


7. Turlututu. A kuku, to ja! / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2012.
— [24] s. : il. kolor.; 20 cm.
— ISBN 978-83-62965-01-4
Tyt. oryg.: Coucou, c’est moi! Turlututu (2009)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2013 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français.
2013


8. A gdzie tytuł? / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Pauline Hamel. — Warszawa : Babaryba, 2013.
— 68 s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-62965-04-5
Tyt. oryg.: Sans titre (2013)
9. Auta / Stephan Lomp ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2013.
— [10] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-62965-02-1
Tyt. oryg.: Auto Wimmelbuch (2011)
Laureat plebiscytu czytelników miesięcznika „Dziecko” – Najlepszy Produkt Roku 2013 – w kategorii Najlepsza książka dla dzieci. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
10. Mała książka o gwarze warszawskiej / Maria „Mroux” Bulikowska ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2013.
— [48] s. : il. (w tym kolor.) ; 28 cm.
— ISBN 978-83-62965-05-2
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Kultura.
11. Na budowie / Stephan Lomp ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2013.
— [10] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-62965-03-8
Tyt. oryg.: Baustelle Wimmelbuch (2013)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Kultura.
2014


12. 10 razy 10 / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2014.
— [122] s. : il. kolor. ; 20 × 20 cm.
— ISBN 978-83-62965-12-0
Tyt. oryg.: Dix fois dix (2003)
13. Auto Moto / Stefan Seidel ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2014.
— [10] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-62965-10-6
Tyt. oryg.: Das große Auto Wimmelbuch (2013)
14. Kolory / Hervé Tullet ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2014.
— [64] s. : il. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-62965-07-6
Tyt. oryg.: Les couleurs (2014)
15. Kto prowadzi? = Who’s driving? / Leo Timmers ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2014.
— [32] s. : il. kolor. ; 26 cm. — Tekst równol. w jęz. pol. i ang.
— ISBN 978-83-62965-11-3
Tyt. oryg.: Wie rijdt? (2010)
16. Liczę do 100 / Magali Bardos ; il. aut. —Warszawa : Babaryba, 2014.
— [100] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-62965-06-9
Tyt. oryg.: Jusqu’à 100 (2012)
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
17. Pupy, ogonki i kuperki / Mikołaj Golachowski ; il. Maria „Mroux” Bulikowska. — Warszawa : Babaryba, 2014.
— 123, [5] s. : il. kolor.; 21 cm.
— ISBN 978-83-62965-13-7
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2015


18. Duży czy mały / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [20] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (A Kuku!).
— ISBN 978-83-62965-20-5
Tyt. oryg.: Petit ou grand (2014)
19. Figle migle / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba; 2015.
— [62] s. : il. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-62965-27-4
Tyt. oryg.: On joue? (2015)
20. Jak bum cyk cyk : powiedzonka warszawskie / Maria „Mroux” Bulikowska ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [48] s. : il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-62965-09-0
21. Już jadę! / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [20] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (A Kuku!).
— ISBN 978-83-62965-23-6
Tyt. oryg.: J’arrive (2014)
22. Klapu klap / Madalena Matoso ; il. aut. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [36] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62965-15-1
Tyt. oryg.: Livro clap (2014)
Wydano dzięki dofinansowaniu Direcção-Geral de Livro, Dos Arquivos e das Bibliotecas w Portugalii.
23. Kliknij mnie! / Salina Yoon ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [40] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-62965-16-8
Tyt. oryg.: Tap to play! (2014)
24. Mały żółty i mały niebieski / Leo Lionni ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [41] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-62965-25-0
Tyt. oryg.: Little blue and little yellow (1959)
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2016 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
25. Mieszkamy w książce / Mo Willems ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [57] s. : il. ; 24 cm. — (Świnka Malinka i Słoń Leon).
— ISBN 978-83-62965-18-2
Tyt. oryg.: We are in a book! (2010)
26. Super tata / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [20] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (A Kuku!).
— ISBN 978-83-62965-21-2
Tyt. oryg.: Fort, vraiment fort! (2000)
27. Turlututu, gdzie jesteś? / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz ; oprac. graf. Maria Łepkowska. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [47] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-62965-19-9
Tyt. oryg.: Où es-tu Turlututu (2015)
28. Turlututu na wakacjach / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Pauline Marie Hamel ; oprac. graf. Maria Łepkowska. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [111] s., [2] k. tabl. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978- 83-62965-08-3
Tyt. oryg.: Vacances de Turlututu (2011)
29. Ufo kuku! / Hervé Tullet ; il. aut. ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [20] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (A Kuku!).
— ISBN 978-83-62965-22-9
Tyt. oryg.: Copain? Kôpain! (1999)
30. Zęboszczotki / Francesco Pittau ; il. Bernadette Gervais ; tł. Marta Tychmanowicz. — Warszawa : Babaryba, 2015.
— [57] s. : il. kolor. ; 18 × 27 cm.
— ISBN 978-83-62965-14-4
Tyt. oryg.: Les brosses à dents (2008)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français.</document>
<document nplp_id="13635" title="Czerwony Konik [poz. 31-47]" slug="czerwony-konik">2008


31. Owadzie opowieści / Jan Sienkiewicz ; il. Ola Krzanowska. — Kraków : Czerwony Konik, 2008.
— 36, [2] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-926726-0-9
32. Zimowe popołudnie / Jorge Lujan ; il. Mandana Sadat ; tł. Maria Filipowicz-Rudek ; tekst ang. Elisa Amado. — Kraków : Czerwony Konik, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm. — tekst równolegle w jęz. pol. i ang.
— ISBN 978-83-926726-4-7
Tyt. oryg.: Tarde de invierno (2005)
2009


33. Mrówka wychodzi za mąż / Przemysław Wechterowicz ; il. Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Kraków : Czerwony Konik, 2009.
— [30] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-926726-8-5
Nagroda główna w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2009 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2009 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2009 w kategorii Ilustrator. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2010 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
34. Podręczny nieporadnik. Młotek / Wojciech Widłak ; il. Paweł Pawlak. — Kraków : Czerwony Konik, 2009.
— [28] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-926726-1-6
Nagroda główna w kategorii Ilustrator w konkursie Książka Roku 2009 Polskiej Sekcji IBBY. Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2009 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Duży Dong 2009.
2010


35. Pierwsze urodziny prosiaczka / Aleksandra Woldańska-Płocińska ; il. aut. — Kraków : Czerwony Konik, 2010.
— [32] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-926726-2-3
Dodruki: 2013, 2014, 2015
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Wyróżnienie w konkursie Must Have 2010 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi. Książka znalazła się na liście 10 najlepszych książek polecanych przez polskich bibliotekarzy w ramach projektu The World Through Picture Books.
36. Podręczny nieporadnik. Grzebień / Wojciech Widłak ; il. Paweł Pawlak. — Kraków : Czerwony Konik, 2010.
— [28] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-926726-5-4
37. Podręczny nieporadnik. Rękawiczka / Wojciech Widłak ; il. Paweł Pawlak. — Kraków : Czerwony Konik, 2010.
— [28] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-926726-9-2
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książka dla dzieci w wieku 5–12 lat.
2011


38. Cyferki / Jacek Cygan ; il. Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Kraków : Czerwony Konik, 2011.
— [17] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-933934-0-4
Dodruk: 2014
Wyróżnienie w konkursie Must Have 2011 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.
39. Marchewka z groszkiem / Aleksandra Woldańska-Płocińska ; il. aut. — Kraków : Czerwony Konik, 2011.
— [38] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-926726-3-0
40. Samotny Jędruś / Wojciech Widłak ; il. Joanna Rusinek. — Kraków : Czerwony Konik, 2011.
— 45 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-926726-7-8
2012


41. Drugie urodziny prosiaczka / Aleksandra Woldańska-Płocińska ; il. aut. — Kraków : Czerwony Konik, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-933934-5-9
Dodruk: 2015
Wyróżnienie w konkursie Must Have 2012 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
42. Spacer / Łukasz Łęcki ; il. Marta Liszka. — Kraków : Czerwony Konik, 2012.
— Harmonijka ([10] s.) : il. kolor. ; 18 × 19 cm.
— ISBN 978-83-933934-2-8
43. Wielkie małe kobietki / Aleksandra Polewska ; il. Ola Krzanowska. — Kraków : Czerwony Konik, 2012.
— 119, [1] s. : il. kolor. ; 23 cm.
—ISBN 978-83-933934-1-1
2013


44. Tyranozaur i traktorzystki / Tina Oziewicz ; il. Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Kraków : Czerwony Konik, 2013.
— [38] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-933934-6-6
2014


45. Dzicy lokatorzy / Tina Oziewicz ; il. Marta Szudyga. — Kraków : Czerwony Konik, 2014.
— 59, [3] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-933934-8-0
Wyróżnienie w Ogólnopolskiej Nagrodzie Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego 2015.
46. NIEkalendarz / Wojciech Widłak ; il. Paweł Pawlak. — Kraków : Czerwony Konik, 2014.
— [128] s. : il. kolor. ; 17 cm.
— ISBN 978-83-933934-7-3
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. I miejsce w Międzynarodowym Konkursie Kalendarzy ZOOM ART w kategorii Kalendarz książkowy.
47. Trzecie urodziny prosiaczka / Aleksandra Polewska ; il. Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Kraków : Czerwony Konik, 2014.
— [51] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-933934-4-2
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.</document>
<document nplp_id="13637" title="Dwie Siostry [poz. 48-209]" slug="dwie-siostry">2004


48. Elmer / David McKee ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2004.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 83-921525-0-6
Tyt. oryg.: Elmer (1989)
Nagroda specjalna Hit „Mamo to ja” 2007.
2006


49. Babcia na jabłoni / Mira Lobe ; il. Mirosław Pokora ; tł. Maria Kurecka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2006.
— 164 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 83-922807-1-7
Tyt. oryg.: Die Omama im Apfelbaum (1965)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1968 r. nakładem Naszej Księgarni.
Wyd. 2 2009. — ISBN 978-83-60850-80-0
Dodruki: 2008, 2010, 2011, 2012 (2), 2013, 2014, 2015 (2)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2006 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Nagroda specjalna Hit „Mamo to ja” 2007.
50. Bóg się rodzi / Maciej Krupa, Kuba Szpilka ; il. Józef Wilkoń. — Warszawa : Agora : Dwie Siostry, 2006.
— 200 s. : il. kolor. ; 20 cm + płyta CD. — (Biblioteka Gazety Wyborczej).
— ISBN 83-602255-5-9
51. Klementyna lubi kolor czerwony / Krystyna Boglar ; il. Bohdan Butenko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2006.
— 195, [9] s. : il. ; 20 cm. —  (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 83-922807-2-5
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1970 r. nakładem Naszej Księgarni.
Wyd. 2 2008. — ISBN 978-83-922807-2-9
Dodruki: 2009, 2010, 2011, 2012, 2013
Wyróżnienie dla Wydawnictwa w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2005/2006 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2006 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
52. Kupa : przyrodnicza wycieczka na stronę / Nicola Davies ; il. Neal Layton ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2006.
— 64 s. : il. (gł. kolor.) ; 16 × 25 cm.
— ISBN 83-922807-0-9
Tyt. oryg.: Poo : a natural history of the unmentionable (2004)
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-64347-03-0
Dodruki: 2008, 2010, 2015
53. Uniwersytet Dziecięcy : mądre odpowiedzi na trudne pytania / Urlich Janssen, Ulla Steuernagel ; il. Klaus Ensikat ; tł. Renata Baranowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2006.
— 224 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Uniwersytet Dziecięcy).
— ISBN 83-922807-4-1
Tyt. oryg.: Die Kinder-Uni : Forscher erklären die Rätsel der Welt (2003)
Wyd. 2 2009. — ISBN 978-83-60850-01-5
Wyd. 3 2013. — ISBN 978-83-63696-88-7
Dodruk: 2014 (2)
Współfinansowanie: Goethe-Institut, Polska Fundacja Upowszechnienia Nauki.
2007


54. Arcytrudny alfabet / Marta Pokorska ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— [52] s. : il. kolor. ; 16 × 30 cm.
— ISBN 978-83-922807-9-8
Dodruk: 2008
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2007 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Wydawnictwo edukacyjne. Nagroda specjalna Hit „Mamo to ja” 2007. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2007 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
55. Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami / Hilda Hewett ; il. Maria Orłowska-Gabryś ; tł. Krystyna Tarnowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— 279 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji). — Nazw. aut.: Clare Compton.
— ISBN 978-83-608-5000-8
Tyt. oryg.: Harriet and the „Cherry Pie” (1963)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1976 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruki: 2009, 2011, 2012, 2013
56. E-den / Mikaël Ollivier, Raymond Clarinard ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— 178 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-922807-7-4
Tyt. oryg.: E-den (2006)
57. Gałka od łóżka / Mary Norton ; il. Jan Szancer ; tł. Irena Tuwim. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— 282 [5] s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-608-5042-8
Tyt. oryg.: Bedknob and broomstick (1957)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1966 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruki: 2009, 2011, 2013, 2015
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2007 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci 5–12 lat.
58. O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką i inne bajki / Tina Oziewicz ; il. Bogna Pniewska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— 105, [3] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-922807-8-1
Zbiór zawiera następujące utwory: O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką ; O łyżeczce, która latała samolotem ; O prysznicu, który myślał, że jest wężem; O makaronie, który poturlał się w świat; O żabce, która nie chciała być zielona; O liściu kasztanowca, który chciał zerwać się z drzewa; O muchomorku, który miał zły dzień; O ziarnku piasku, które szukało swojej mamy.
Zob. również poz. 167.
59. Odwiedziła mnie żyrafa / Stanisław Wygodzki ; il. Mirosław Pokora. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— 37, [3] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-636- 9600-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 1967 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruki: 2010, 2012
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2007 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci 5–12 lat. Nagroda specjalna Hit „Mamo to ja” 2007.
60. Świat jest dziwny / Grażka Lange ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2007.
— [48] s. : il. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-922807-3-6
Nagroda dla ilustratora w konkursie PS IBBY Książka Roku 2007.
2008


61. Bezdomny ptak / Gloria Whelan ; il. Ola Cieślak ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 224 s. ; il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-60850-08-4
Tyt. oryg.: Homeless bird (2000)
62. Czerwony kapturek / Jacob Grimm, Wilhelm Grimm ; il. Květa Pacovská ; tł. Wojciech Samborski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— [28] s. : il. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-608-5056-5
Tyt. oryg.: Rotkäppchen (1812)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1896 r. nakładem J. Karłowicza i G. Gebethnera. Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci w wieku do lat 5.
63. Elmer i Wilbur / David McKee ; il. aut. ; tł. Aneta Porczyk. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-608-5044-2
Tyt. oryg.: Elmer and Wilbur (1994)
64. Elmer i zaginiony miś / David McKee ; il. aut. ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-608-5048-0
Tyt. oryg.: Elmer and the lost teddy (1999)
65. Joachim Lis, detektyw dyplomowany / Ingemar Fjell ; il. Teresa Wilbik ; tł. Maria Olszańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 156 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-608-5060-2
Tyt. oryg.: Joakim Räv, diplomerad detektiv (1961)
Pierwsze polskie wydanie w 1974 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruk: 2014
66. Latający detektyw / Åke Holmberg ; il. Anna Kołakowska ; tł. Teresa Chłapowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 152 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-608-5038-1
Tyt. oryg.: Ture Sventon privatdetektiv (1960)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1967 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruki: 2009, 2011, 2013
67. Pan Maluśkiewicz i wieloryb / Julian Tuwim ; il. Bohdan Butenko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— [16] s. : il. kolor. ; 26 × 41 cm. — Wyd. kolekcjonerskie.
— ISBN 978-83-63696-56-6
Pierwsze wydanie ukazało się w 1950 r. nakładem Wydawnictwa Czytelnik w innej oprawie graficznej.
Wyd. 2 2008. — [16] s. : il. kolor. ; 28 × 41 cm. — ISBN 978-83-608-5064-0
Wyd. 3 2013. — [16] s. : il. kolor. ; 17 × 24 cm. — ISBN 978-83-63696-56-6
Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2010 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
68. Pelikan : opowieść z miasta / Leena Krohn ; il. Manuel Blazquez ; tł. Iwona Kosmowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 254, [4] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60850-04-6
Tyt. oryg.: Ihmisen vaatteissa : kertomus kaupungilta (1976)
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Duży Dong 2008.
69. Robale czyli Co nas zżera w środku / Nicola Davies ; il. Neal Layton ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 61 s. : il. kolor. ; 16 × 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-52-7
Tyt. oryg.: What’s eating you? : parasites –the inside story (2007)
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-64347-06-1
Dodruki: 2009, 2013
70. Tydzień Konstancji / Olga Masiuk ; il. Ewa Stiasny. — Warszawa : Dwie Siostry, 2008.
— 130 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-922807-6-7
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w kategorii Książki dla dzieci w wieku 5–12 lat.
2009


71. D.O.M.E.K. : doskonałe okazy małych i efektownych konstrukcji / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2009.
— 155 s : il. kolor. ; 21 × 21 cm. — (S.E.R.I.A.).
— ISBN 978-83-60850-40-4
Wyd. 2 zmienione 2009. — ISBN 978-83-60850-88-6
Wyd. 3 2009. — ISBN 978-83-60850-30-5
Dodruki: 2010 (2), 2011, 2012 (2), 2013, 2014, 2015
Nagroda główna w kategorii graficznej konkursu PS IBBY Książka Roku 2008. Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2009 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci w wieku 5–12 lat. Książka wpisana na Listę Honorową IBBY 2010 w kategorii Ilustrator. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2010 Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Deutsches Architekturmuseum Architectural Book Award 2010 – nagroda DAM dla najlepszej książki architektonicznej roku (w kategorii Książki dla dzieci). W marcu 2010 niemieckie wydanie książki zdobyło prestiżową nagrodę Luchs, przyznawaną co miesiąc najlepszej książce dla dzieci przez najważniejszy niemiecki tygodnik – „Die Zeit” i trafiło na listę „Die Besten 7”, czyli comiesięczną listę 7 najlepszych książek dla dzieci publikowaną przez radio Deutschlandfunk i czasopismo „FOCUS-magazine”. Książka znalazła się na liście 10 najważniejszych książek dla dzieci na 10-lecie kampanii „Cała Polska czyta dzieciom” (2012).
72. Malutka Czarownica / Otfried Preussler ; il. Danuta Konwicka ; tł. Hanna Ożogowska, Andrzej Ożogowski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2009.
— 155, [5] s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-34-3
Tyt. oryg.: Die kleine Hexe (1958)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1976 r. nakładem Naszej Księgarni.
Wyd. 2 2009. — ISBN 978-83-60850-68-8
Dodruki: 2010, 2011, 2012, 2013 (2), 2014, 2015 (2)
73. Od A do Z / Janusz Minkiewicz ; il. Bohdan Wróblewski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2009.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60850-96-1
Pierwsze wydanie ukazało się w 1947 r. nakładem Łódzkiego Instytutu Wydawniczego pt. Literki dziecięce od A do Z z il. J.M. Szancera.
Dodruk: 2011
Wyróżnienie w konkursu Świat Przyjazny Dziecku 2009 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w kategorii Książki dla dzieci w wieku do lat 5.
74. Uniwersytet Dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu / Urlich Janssen, Klaus Werner ; il. Klaus Ensikat ; tł. Ewa Kopsik, Grażyna Subocz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2009.
— 224 s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Uniwersytet Dziecięcy).
— ISBN 978-83-60850-92-3
Tyt. oryg.: Hat der Weltraum eine Tür? : die Kinder-Uni erklärt die Geheimnisse des Universum (2007)
Dodruki: 2014, 2015
2010


75. Chory kotek / Stanisław Jachowicz ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 978-83-608-5057-2
Pierwsze wydanie ukazało się w 1860 r. nakładem B. M. Wolffa.
Wyróżnienie w Konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2010/2011 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”.
76. Co z Ciebie wyrośnie / napisali i narys. Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; zred. i swoje dopisał Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [128] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-45-9
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2010 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2010. Wyróżnienie Bologna Ragazzi Award 2011 w kategorii Non Fiction. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2011 Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Nagroda Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych – Książka Zimy 2010/2011.
77. Czarodziejski młyn / Alina i Jerzy Afanasjewowie ; il. Teresa Wilbik. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— 112 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-21-3
Pierwsze wydanie ukazało się w 1961 r. nakładem Wydawnictwa Morskiego.
Książka została wybrana przez użytkowników serwisu Allegro w konkursie Ulubiona książka z dzieciństwa zorganizowanym na stronach Allegro.pl.
78. D.E.S.I.G.N. : domowy elementarz sprzętów i gratów niecodziennych / Ewa Solarz ; il. Aleksandra i Daniel Mizielińscy. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— 163, [5] s : il. kolor. ; 21 cm. — (S.E.R.I.A.).
— ISBN 978-83-63696-29-0
Dodruki: 2010 (2), 2011, 2012, 2013, 2015
Wyróżnienie jury dziecięcego w konkursie PS IBBY Mały Dong 2010. Wyróżnienie profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong 2010.
79. Małpa w kąpieli / Aleksander Fredro ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 978-83-60850-61-9
Pierwsze wydanie komedii Pan Jowialski, której część stanowi Małpa w kąpieli, ukazało się w 1834 r. nakładem Wytłoczni Narodowej Ossolińskich. Wyróżnienie w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2010/2011 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”.
80. Miasteczko Mamoko / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm. — (Miasteczko Mamoko).
— ISBN 978-83-60850-13-8
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-60850-46-6
Dodruki: 2010, 2011 (4), 2012 (3), 2013 (4), 2014 (2), 2015 (2)
Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2010 w kategorii Książka obrazkowa. Wyróżnienie w konkursie Zabawka Przyjazna Dziecku 2010 organizowanym przez Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2009 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Najlepszy Produkt 2011 magazynu „Dziecko”, III miejsce, nagroda czytelników. Seria „Miasteczko Mamoko” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
81. Michałek z pudełka od zapałek / Erich Kästner ; il. Zbigniew Rychlicki ; tł. Tadeusz Polanowski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— 239 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-49-7
Tyt. oryg.: Der kleine Mann (1963)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1966 r. nakładem Naszej Księgarni.
82. Od 1 do 10 / Ola Cieślak ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [22] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60850-05-3
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-63696-45-0
Dodruki: 2011, 2013, 2015
Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2010 w kategorii Książka obrazkowa.
83. Pan Popper i jego pingwiny / Richard i Florence Atwater ; il. Zbigniew Lengren ; tł. Stefania Wortman. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— 132 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-84-8
Tyt. oryg.: Mr. Popper’s penguins (1938)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1961 r. nakładem Naszej Księgarni.
84. Paweł i Gaweł / Aleksander Fredro ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 978-83-60850-65-7
Pierwsze wydanie komedii Pan Jowialski, której część stanowi Paweł i Gaweł, ukazało się w 1834 r. nakładem Wytłoczni Narodowej Ossolińskich. Wyróżnienie w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2010/2011 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”.
85. Powidoki : książka inspirowana obrazem Władysława Strzemińskiego „Powidok słońca” / Tina Oziewicz ; il. Ola Cieślak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— 61 s. : il. kolor. ; 18 cm. — (Mały Koneser).
— ISBN 978-83-60850-17-6
86. Stefek Burczymucha / Maria Konopnicka ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [16] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 978-83-60850-53-4
Pierwsze wydanie ukazało się w 1895 r. w zbiorze Szczęśliwy światek nakładem Michała Arcta.
Wyróżnienie w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2010/2011 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”.
87. Wrony i wąż / Aldous Huxley ; il. Agata Dudek ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Serio).
— ISBN 978-83-60850-25-1
Tyt. oryg.: The crows of Pearblossom (1967)
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
2011


88. 30 lutego / Wanda Chotomska ; il. Mirosław Pokora. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 24 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-10-7
Pierwsze wydanie ukazało się w 1962 r. nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”.
89. Dawno temu w Mamoko / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— [14] s : il. kolor. ; 32 cm. — (Miasteczko Mamoko).
— ISBN 978-83-60850-18-3
Dodruki: 2011, 2012, 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
Seria „Miasteczko Mamoko” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
90. Dzień cukierka bez papierka czyli Ekozosia sprząta świat / Katarzyna Sowula ; proj. okł. i rys. Agata Dudek. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 64 s. : il. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-60850-77-0
91. Felek i Tola / Sylvia Vanden Heede ; il. Thé Tjong-Khing ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 144 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Felek i Tola ; 1).
— ISBN 978-83-60850-78-7
Tyt. oryg.: Vos en Haas (1998)
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-63696-28-3
Dodruki: 2012, 2014, 2015
Dofinansowanie: Flemish Literature Fund oraz Dutch Foundation for Literature i Mondriaan Foundation.
92. Gadu gadu, kwa kwa! czyli Zwierzęce rozmówki / Nicola Davies ; il. Neal Layton ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 61 s. : il. kolor. ; 16 × 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-97-8
Tyt. oryg.: Talk, talk, squawk! : how and why animals communicate (2011)
93. Gucio i Cezar / Krystyna Boglar ; il. Bohdan Butenko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— [268] s. : il. (w tym kolor.) ; 19 × 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-62-6
Nowe – jednotomowe – wydanie zawiera wszystkie odcinki przygód „Gucia i Cezara”, które w latach 60. i 70. XX w. ukazywały się w postaci niewielkich zeszytów, najpierw nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”, a następnie Krajowej Agencji Wydawniczej.
Dodruki: 2012, 2013
Nagroda specjalna w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2011 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2011.
94. Kropka pe el : przewodnik po Polsce dla dzieci / Andrzej Paulukiewicz ; il. Dominik Cymer, Rafał Szczepaniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 244 s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-60850-14-5
Wyd. 2 uaktualnione 2015. — ISBN 978-83-63696-60-3
Dodruk: 2014
Nagroda główna Magellana – Najlepsze publikacje turystyczne 2011 w kategorii Przewodnik dla dzieci.
95. Kto to widział? : przewodnik dla dzieci po Łazienkach Królewskich / Izabela Koczkodaj ; il. Agata Dudek, Małgorzata Nowak. — Warszawa : Wydawnictwo Dwie Siostry : Ośrodek Edukacji Muzealnej Muzeum Łazienki Królewskie, 2011.
— 128 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-50-3
Nagroda w konkursie Must Have 2013 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.
96. M.O.D.A. : Metki, Obcasy, Dżinsy, Adidasy / Katarzyna Świeżak ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 144 s. : il. kolor. ; 21 cm. — (S.E.R.I.A.).
— ISBN 978-83- 60850-26-8
Dodruki: 2012, 2013, 2015
97. Raz czterej mędrcy / Antoni Marianowicz ; il. Janusz Stanny. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— [40] s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-33-6
Pierwsze wydanie ukazało się w 1962 r. nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”.
98. S.Z.T.U.K.A. : Szalenie Zajmujące Twory Utalentowanych i Krnąbrnych Artystów/ Sebastian Cichocki ; il. Aleksandra i Daniel Mizielińscy. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
—216 s. : il. ; 21 cm. — (S.E.R.I.A.).
— ISBN 978-83-60850-82-4
Dodruki: 2012, 2013 (2), 2015
Wyróżnienie profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong 2011.
99. Wielka, większa i największa / Jerzy Broszkiewicz ; il. Gabriel Rechowicz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 320 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-86-2
Pierwsze wydanie ukazało się w 1960 r. nakładem Naszej Księgarni.
100. Zając : książka inspirowana rysunkiem Albrechta Dürera „Młody zając” / Grzegorz Kasdepke ; il. Ola Cieślak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 28 s. : il. kolor. ; 18 cm. — (Mały Koneser).
— ISBN 978-83-60850-73-2
101. Zwierzaki cudaki : księga najdziwniejszych zwierząt świata / Bibi Dumon Tak ; il. Fleur van der Weel ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
— 88 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60850-85-5
Tyt. oryg.: Bibi’s bijzondere beestenboek (2006)
Dodruk: 2011
Wyróżnienie profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong 2011. Dofinansowanie Dutch Foundation for Literature.
102. Zwierzyniec państwa Sztenglów / Vera Ferra-Mikura ; il. Jerzy Flisak ; tł. Tadeusz Polanowski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2011.
—184 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-41-1
Tyt. oryg.: Die gute Familie Stengel (1959)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1967 r. nakładem Naszej Księgarni.
2012


103. Cyrk / Maciej Byliniak ; plakaty Bohdan Bocianowski, Czesław Borowczyk, Antoni Cetnarowski, Roman Cieślewicz, Marek Freudenreich, Wiktor Górka, Janusz Grabiański, Maciej Hibner, Hubert Hilscher, Leszek Hołdanowicz, Henryk Tomaszewski, Jerzy Treutler, Maciej Urbaniec ; oprac. graf. Grażka Lange. — Warszawa : Dwie Siostry : Muzeum Plakatu w Wilanowie. Oddział Muzeum Narodowego, 2012.
— [65] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-60850-59-6
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2012 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012.
104. Detektyw na pustyni / Åke Holmberg ; il. Anna Kołakowska ; tł. Teresa Chłapowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 176 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978- 83-60850-39-8
Tyt. oryg.: Ture Sventon i öknen (1949)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1975 r. nakładem Naszej Księgarni.
105. Garnitur na każdą okazję / Sylvia Plath ; il. Agnieszka Skopińska ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 50 s. : il. 29 cm. —(Serio).
— ISBN 978-83-60850-07-7
Tyt. oryg.: The it-doesn’t-matter suit (1996)
106. Gdzie jest moja czapeczka? / Jon Klassen ; il. aut. ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-60850-98-5
Tyt. oryg.: I want my hat back (2011)
107. Gdzie jest wydra? czyli Śledztwo w Wilanowie / Dorota Sidor ; il. Aleksandra i Daniel Mizielińscy. — Warszawa : Dwie Siostry : we współpr. z Muzeum Pałacu w Wilanowie, 2012.
— 80 s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60850-63-3
Dodruk: 2013
III nagroda w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2012 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012. Nagroda Literacka m.st. Warszawy 2013 w kategorii Literatura dziecięca – tekst i ilustracje.
108. Jesień na ulicy Czereśniowej / il. Rotraut Susanne Berner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [16] s. : il. kolor. ; 34 cm. — (Ulica Czereśniowa).
—ISBN 978-83-60850-75-6
Tyt. oryg.: Herbst-Wimmelbuch (2005)
Dodruki: 2013, 2014, 2015 (2)
Seria „Ulica Czereśniowa” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
109. Kłopoty rodu Pożyczalskich / Mary Norton ; il. Emilia Dziubak ; tł. Maria Wisłowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 256 s. : il. ; 20 cm. — (Pożyczalscy).
— ISBN 978-83-60850-71-8
Tyt. oryg.: The Borrowers (1952)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1961 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruk: 2014
110. Książka wszystkich rzeczy / Guus Kuijer ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 124 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-12-2
Tyt. oryg.: Het boek van alle dingen (2004)
Dodruk: 2013
Główna Nagroda w konkursie PS IBBY Mały Dong 2012. Wyróżnienie profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong 2012. Nagroda drukarni Ozgraf 2012 w kategorii Książka z (za)wartością. Nagroda w plebiscycie Serca „Gagi” w kategorii Książka roku 2013. Współfinansowane przez Dutch Foundation for Literature.
111. Księga dźwięków / Soledad Bravi ; il. aut. ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 116 s. : il. kolor. ; 14 × 14 cm.
— ISBN 978-83-60850-06-0
Tyt. oryg.: Livre des bruits (2004)
Wyd. 2 2012. — ISBN 978-83-63696-20-7
Dodruki: 2013 (2), 2014 (3), 2015 (2)
112. Lato na ulicy Czereśniowej / il. Rotraut Susanne Berner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [16] s. : il. kolor. ; 34 cm. — (Ulica Czereśniowa).
— ISBN 978-83-60850-94-7
Tyt. oryg.: Sommer-Wimmelbuch (2004)
Dodruki: 2013 (2), 2014 (1), 2015 (2)
Seria „Ulica Czereśniowa” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
113. Mamoko 3000 / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm.— (Miasteczko Mamoko).
— ISBN 978-83-63696-04-7
Dodruki: 2012, 2013 (2), 2014 (2), 2015
Seria „Miasteczko Mamoko” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
114. Mam oko na liczby / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [22] s. : il. kolor. ; 15 × 23 cm. — (Miasteczko Mamoko).
— ISBN 978-83-60850-87-9
Dodruki: 2012, 2013 (3), 2014 (2), 2015 (3)
Seria „Miasteczko Mamoko” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
115. Mam oko na litery / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [22] s. : il. kolor. ; 15 × 23 cm.— (Miasteczko Mamoko).
— ISBN 978-83-60850-83-1
Dodruki: 2012, 2013 (4), 2014 (2), 2015 (3)
Seria „Miasteczko Mamoko” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
116. Mapy : obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. ; red. i korekta Maciej Byliniak, Izabela Wojtyczka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 105, [3] s. : il. kolor. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-60850-95-4
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-63696-64-1
Wyd. 3 2015. — ISBN 978-83-63696-91-7. — Na opasce: Największy międzynarodowy sukces polskiej książki dziecięcej. 1 500 000 sprzedanych egzemplarzy. 25 wydań zagranicznych. Prestiżowe nagrody krajowe i zagraniczne.
Wyd. 4 2015. — ISBN 978-83-65341-04-4. — Na opasce: Największy międzynarodowy sukces polskiej książki dziecięcej. 2 000 000 sprzedanych egzemplarzy. 25 wydań zagranicznych. Prestiżowe nagrody krajowe i zagraniczne.
Dodruki: 2012, 2013 (4), 2014 (3), 2015 (2)
Wyróżnienie jury dziecięcego w konkursie PS IBBY Mały Dong 2012. Nagroda główna Magellana: Najlepsze Publikacje Turystyczne 2012 w kategorii Przewodnik dla dzieci. Nagroda Travelery 2012 miesięcznika „National Geographic” w kategorii Podróżnicza książka roku. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Prix Sorcières 2013 w kategorii Non-fiction– najważniejsza francuska nagroda dla książek dziecięcych, przyznawana przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy. Premio Andersen 2013 w kategorii Non-fiction – najważniejsza włoska nagroda dla książek dziecięcych. Luchs – Dezember 2013 – nagroda przyznawana co miesiąc najlepszej książce dla dzieci przez najważniejszy niemiecki tygodnik „Die Zeit” oraz Radio Bremen. Wyróżnienie w konkursie Must Have 2013 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi. Nagroda North Somerset Teachers’ Book Award 2015 w kategorii Książka edukacyjna. Książka współfinansowana ze stypendium przyznanego autorom przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Młoda Polska w 2012.
117. Minibiblia w obrazkach / Soledad Bravi ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [102] s. : il. kolor. ; 14 × 14 cm.
— ISBN 978-83-60850-02-2
Tyt. oryg.: Minibible en images (2009)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63696-70-2
118. Potwór / Grzegorz Kasdepke ; il. Piotr Socha. — Warszawa : Dwie Siostry ; Zakopane : Tatrzański Park Narodowy, 2012.
— 59, [5] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-60850-15-2
119. Różnimisie / Agata Królak ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [28] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60850-27-5
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-63696-37-5
Dodruki: 2012, 2014, 2015
120. Śniadanie króla / Alan Alexander Milne ; il. Eryk Lipiński ; tł. Antoni Marianowicz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [32] s. : il. kolor.; 28 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-66-4
Tyt. oryg.: The king’s breakfast (1924)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1957 r. nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”.
121. Ture Sventon w Sztokholmie / Åke Holmberg ; il. Anna Kołakowska ; tł. Teresa Chłapowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— 175 s. : il. ; 19 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-91-6
Tyt. oryg.: Ture Sventon i Stockholm (1954)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1976 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruk: 2013
122. W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko / Grzegorz Kasdepke ; il. Tomek Kozłowski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [40] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60850-19-0
Dodruk: 2013
Wyróżnienie literackie w konkursie Polskiej Sekcji IBBY Książka Roku 2012. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2013 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
123. Wiosna na ulicy Czereśniowej / il. Rotraut Susanne Berner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [16] s. : il. kolor. ; 34 cm. — (Ulica Czereśniowa).
— ISBN 978-83-60850-90-9
Tyt. oryg.: Frühlings-Wimmelbuch (2004)
Dodruki: 2013 (2), 2014, 2015 (2)
Seria „Ulica Czereśniowa” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
124. Zima na ulicy Czereśniowej / il. Rotraut Susanne Berner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2012.
— [16] s. : il. kolor. ; 34 cm. — (Ulica Czereśniowa).
—ISBN 978-83-60850-79-4
Tyt. oryg.: Winter-Wimmelbuch (2003)
Dodruki: 2013, 2014, 2015 (3)
Seria „Ulica Czereśniowa” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
2013


125. Atlas wysp odległych : pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę / Judith Schalansky ; il. aut ; tł. Tomasz Ososiński. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 144 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-63696-33-7
Tyt. oryg.: Atlas der abgelegenen Inseln : Fünfzig Inseln, auf denen ich nie war und niemals sein werde (2009)
Dodruk: 2014
Współfinansowanie: Goethe-Institut ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych Niemiec.
126. Auto / J.M. Brum ; il. Jan Bajtlik. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 26 s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-63696-24-5
Dodruki: 2014, 2015
127. Bardzo proste abecadło / il. Agnieszka Bałdyga, Edyta Marszałek. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [23] k. : il. kolor. ; 22 × 14 cm.
— ISBN 978-83-63696-25-2
128. Chrupek i Miętus : dzikie zwierzęta / Delphine Bournay ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 112 s. : il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-63696-36-8
Tyt. oryg.: Grignotin et Mentalo : animaux sauvages (2012)
129. Chrupek i Miętus : wrażliwcy / Delphine Bournay ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 73 s. : il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-63696-48-1
Tyt. oryg.: Grignotin et Mentalo (2006).
130. Ciekawe, co myśli o tym królowa / Paweł Mildner ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-63696-68-9
131. Detektyw Nosek i porywacze / Marian Orłoń ; il. Jerzy Flisak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 116 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-63696-84-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 1973 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruk: 2015
132. Do zobaczenia, Felku i Tolu / Sylvia Vanden Heede ; il. Thé Tjong-Khing ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 144 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Felek i Tola ; 2).
— ISBN 978-83-63696-28-3
Tyt. oryg.: Tot kijk, Vos en Haas (1999)
Dofinansowanie: Flemish Literature Fund oraz Dutch Foundation for Literature i Mondriaan Foundation.
133. Dziewczynka z cienia : książka inspirowana obrazem Andrzeja Wróblewskiego / Jan Karp ; il. Marta Ignerska. — Warszawa: Dwie Siostry, 2013.
— [52] s. : il. (w tym kolor.) ; 21 cm. — (Mały Koneser).
— ISBN 978-83-63696-49-8
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2013.
Współfinansowanie: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
134. Gabryś, nie kapryś / Wiktor Woroszylski ; il. Henryk Tomaszewski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [24] s. : il. (gł. kolor.) ; 22 cm.
— ISBN 978-83-60850-93-0
Pierwsze wydanie ukazało się w 1967 r. nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”.
Współfinansowanie: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
135. Jak detektyw Nosek zadziwił Lipki Nowe / Marian Orłoń ; il. Jerzy Flisak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 88 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-63696-21-4
Pierwsze wydanie ukazało się w 1976 r. nakładem Naszej Księgarni.
136. Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa / John Boyne; il. Oliver Jeffers ; tł. Tina Oziewicz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 304 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-92-4
Tyt. oryg.: The terrible thing that happened to Barnaby Brocket (2012)
137. Mapownik czyli Praktyczny kurs mazania po mapach / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [72] s. : il. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-63696-80-1
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-64347-33-7
Dodruk: 2014
138. Misiowa piosenka / Benjamin Chaud ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 32 cm.
— ISBN 978-83-63696-52-8
Tyt. oryg.: Une chanson d’ours (2011)
139. Narwańcy, uwodziciele, samotnicy. Atlas tych, co fruwają, skaczą i nurkują / Adrienne Barman ; il. aut. ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 216 s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-64347-00-9
Tyt. oryg.: Drôle d’encyclopédie (2013)
Dofinansowanie: Szwajcarska Fundacja dla Kultury Pro Helvetia.
140. Nie każdy umiał się przewrócić / Toon Tellegen ; il. Ewa Stiasny ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 116 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-60850-70-1
Tyt. oryg.: Bijna iedereen kon omvallen (1993)
Pierwsze wydanie ukazało się w roku 2005 nakładem wydawnictwa Kowalska/Stiasny, które otrzymało za nie nagrodę profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong – Dziecięcy Bestseller Roku 2005.
Dodruk: 2015
Współfinansowanie: Dutch Foundation for Literature.
141. Nie odrobiłem lekcji, bo... / Davide Cali ; il. Benjamin Chaud ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [36] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-96-2
Tyt. oryg.: I didn’t do my homework because... (2013)
142. Noc na ulicy Czereśniowej / il. Rotraut Susanne Berner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [16] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-63696-40-5
Tyt. oryg.: Nacht-Wimmelbuch (2008)
Dodruki: 2014, 2015
Seria „Ulica Czereśniowa” zdobyła pierwszą nagrodę w plebiscycie miesięcznika „Dziecko” Najlepszy Produkt Roku 2012 w kategorii Książki dla dzieci.
143. Ostatnia przygoda detektywa Noska / Marian Orłoń ; il. Jerzy Flisak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 136 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-55-8
Pierwsze wydanie ukazało się w 1968 r. nakładem Naszej Księgarni.
Dodruk: 2015
144. Oto jest Paryż / Miroslav Šašek ; il. aut ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 57 s. : il. kolor. ; 32 cm. — (Oto jest...).
— ISBN 978-83-63696-44-3
Tyt. oryg.: This is Paris (1959)
Dodruki: 2014, 2015
145. Pamiątka z Paryża : książka inspirowana obrazem Wilhelma Sasnala / Tina Oziewicz ; il. Jacek Ambrożewski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 49 s. : il. kolor. ; 18 cm. — (Mały Koneser).
— ISBN 978-83-60850-43-5
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2013 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2013.
Współfinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
146. Pionierzy czyli Poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków / Marta Dzienkiewicz ; il. Joanna Rzezak, Piotr Karski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 112 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-63696-05-4
Dodruki: 2014 (2), 2015
147. Pora na potwora / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [20] s. : il. kolor. ; 30 × 19 cm.
— ISBN 978-83-63696-01-6
Dodruki: 2013, 2014 (2), 2015
148. Robimisie / Agata Królak ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— [24] s. : il. ; 20 × 19 cm.
— ISBN 978-83-63696-72-6
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-63696-41-2
Dodruk: 2015
149. Tonja z Glimmerdalen / Maria Parr ; il. Helen Brulot ; tł. Aneta W. Haldorsen. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 280 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-32-0
Tyt. oryg.: Tonje Glimmerdal (2009)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63696-66-5
Dofinansowanie NORLA.
150. Ucieszki Cieszka / Zdeněk Svěrák ; il. Ewa Stiasny ; tł. Dorota Dobrew. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 144 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-60850-35-0
Tyt. oryg.: Radovanovy radovánky. Jak se Radovan naučil hvízdat a další příhody (2008)
Dodruk: 2015
Dofinansowanie: Ministry of Czech Republic.
151. Zróbmy sobie arcydziełko / Marion Deuchars ; il. aut. ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2013.
— 244 s. : il. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-60850-47-3
Tyt. oryg.: Let’s make some great art (2011)
Dodruki: 2013, 2014, 2015
2014


152. 8+2 i domek w lesie / Anne-Catharina Vestly ; il. Marianna Oklejak ; tł. Milena Skoczko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 192, [4] s. : il. ; 20 cm. — (8+2).
— ISBN 978-83-63696-13-9
Tyt. oryg.: Mormor og de åtte ungene i skogen (1958)
Dodruk: 2015
Dofinansowanie: NORLA.
153. Ale patent! : księga niewiarygodnych wynalazków / Małgorzata Mycielska ; il. Aleksandra i Daniel Mizielińscy. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 122 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-63696-06-1
Dodruk: 2015
154. Co wypanda, a co nie wypanda / Ola Cieślak ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [26] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60850-20-6
Dodruki: 2014, 2015 (2)
155. Cześć, wilki! / Dorota Kassjanowicz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 228 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60850-81-7
Dodruk: 2015
Nagroda literacka PS IBBY Książka Roku 2014. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2015 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
156. Dołek jest do kopania : książka pierwszych definicji / Ruth Krauss ; il. Maurice Sendak ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [48] s. : il. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-63696-57-3
Tyt. oryg.: A hole is to dig (1952)
157. Felek i Tola na wyspie / Sylvia Vanden Heede ; il. Thé Tjong-Khing ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
—112 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Felek i Tola ; 3).
— ISBN 978-83-63696-53-5
Tyt. oryg.: Vos en Haas op het eiland (2000)
Dofinansowanie: Flemish Literature Fund oraz Dutch Foundation for Literature i Mondriaan Foundation.
158. Grubsza sprawa / Meyer, Lehmann, Schulze ; il. Susanne Göhlich ; tł. Anna Bittner. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Potworne Maluchy). — Nazw. aut.: Monika Osberghaus i Thomas Engelhardt.
— ISBN 978-83-63696-14-6
Tyt. oryg.: Mara muss mal (2009)
Współfinansowane przez Goethe Institut.
159. Ja nie chcę do przedszkola / Stephanie Blake ; il. aut. ; tł. Joanna Rzyska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [25] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-63696-93-1
Tyt. oryg.: Je veux pas aller à l’école (2007)
160. Korek / Jan Bajtlik ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [25] k. : il. kolor. ; 22 × 14 cm.
— ISBN 978-83-63696-85-6
161. Kupa siku / Stephanie Blake ; il. aut. ; tł. Joanna Rzyska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [32] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-63696-89-4
Tyt. oryg.: Caca boudin (2002)
Dodruk: 2015
162. Let’s go monsters / Aleksandra i Daniel Mizielińscy ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [20] s. : il. kolor. ; 19 × 30 cm.
— ISBN 978-83-63696-42-9
Kontynuacja Pory na potwora (2013) w angielskiej wersji językowej.
163. Maleńka pani Flakonik / Alf Prøysen ; il. Krystyna Witkowska ; tł. Andrzej Nowicki. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 84 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-60850-31-2
Tyt. oryg.: Gumman som blev liten som en tesked (1956)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1970 r. nakładem Naszej Księgarni.
164. Mam oko na miasteczko : karty do układania / Aleksandra i Daniel Mizielińscy. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— Teka (25 k. dwustr.) : il. ; 14 × 22 cm.
— ISBN 978-83-60850-31-2
Dodruk: 2015
165. Meto : dom / Yves Grevet ; tł. Paweł Łapiński. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 240 s. ; 22 cm. — (Meto ; 1).
— ISBN 978-83-63696-22-1
Tyt. oryg.: Méto : la maison (2008)
Współfinansowane przez Institut français.
166. Nowy / Meyer, Lehmann, Schulze ; il. Susanne Göhlich ; tł. Anna Bittner, Magdalena Cicha-Kłak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Potworne Maluchy). — Nazw. aut.: Monika Osberghaus i Thomas Engelhardt.
— ISBN 978-83-63696-97-9
Tyt. oryg.: Neue (2009)
167. O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką / Tina Oziewicz ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [49] s. : il. kolor. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-63696-73-3
Pierwsze wydanie ukazało się w 2007 r. nakładem wydawnictwa Dwie Siostry – zob. poz. 58.
168. Oto jest Londyn / Miroslav Šašek ; il. aut. ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 57 s. : il. kolor. ; 32 cm. — (Oto jest...).
— ISBN 978-83-63696-76-4
Tyt. oryg.: This is London (1959)
Dodruk: 2015
169. Oto jest Rzym / Miroslav Šašek ; il. aut. ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 57 s. : il. kolor. ; 32 cm. — (Oto jest...).
— ISBN 978-83-63696-69-6
Tyt. oryg.: This is Rome (1959)
170. Pieniek otwiera muzeum / Åshild Kanstad Johnsen ; il. aut. ; tł. Milena Skoczko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [33] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-63696-61-0
Tyt. oryg.: Kubbe lager museum (2010)
Dodruk: 2015
Współfinansowanie: NORLA.
171. Pożyczalscy idą w świat / Mary Norton ; il. Emilia Dziubak ; tł. Maria Wisłowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 304 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pożyczalscy).
— ISBN 978-83-60850-67-1
Tyt. oryg.: The Borrowers afield (1955)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1963 r. nakładem Naszej Księgarni.
172. Pożyczalscy na wyspie / Mary Norton ; il. Emilia Dziubak ; tł. Maria Wisłowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 276 s. : il. ; 20 cm. — (Pożyczalscy).
— ISBN 978-83-63696-02-3
Tyt. oryg.: The Borrowers afloat (1959)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1965 r. nakładem Naszej Księgarni.
173. Słodkie abecadło / Jerzy Bielunas ; il. Grażka Lange. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [56] s. : il. kolor. ; 22 × 29 cm.
— ISBN 978-83-60850-37-4
174. Tam, gdzie żyją dzikie stwory / Maurice Sendak ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
—[40] s. : il. kolor. ; 24 × 27 cm.
— ISBN 978-83-63696-17-7
Tyt. oryg.: Where the wild things are (1963)
Dodruk: 2015
175. Typogryzmol / Jan Bajtlik ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [156] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-60850-23-7
Dodruk: 2015
Wyróżnienie Bologna Ragazzi Award 2015 w kategorii Non Fiction.
176. Uniwersytet Dziecięcy : mądre odpowiedzi na trudne pytania : semestr drugi / Urlich Janssen, Ulla Steuernagel ; il. Klaus Ensikat ; tł. Robert Kędzierski. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— 223 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Uniwersytet Dziecięcy).
— ISBN 978-83-63696-09-2
Tyt. oryg.: Die Kinder-Uni : Forscher erklären die Rätsel der Welt : zweites Semester (2004)
177. Urodziny prawie wszystkich / Toon Tellegen ; il. Ewa Stiasny ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [138] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-60850-74-9
Tyt. oryg.: De verjaardag van alle anderen (1998)
Dofinansowanie: Dutch Foundation for Literature.
178. Wigilia Małgorzaty / India Desjardins ; il. Pascal Blanchet ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2014.
— [72] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-63696-10-8
Tyt. oryg.: Le Noël de Marguerite (2013)
Współfinansowanie: Conseil des Arts du Canada.
2015


179. 8+2 i ciężarówka / Anne-Catharina Vestly ; il. Marianna Oklejak ; tł. Adela Skrentni. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 236 s. : il. ; 19 cm. — (8+2).
— ISBN 978-83-63696-03-0
Tyt. oryg.: Åtte små, to store og en lastebil (1957)
Pierwsze polskie wydanie pt. Ośmioro małych, dwoje dużych i ciężarówka ukazało się w 1978 r. nakładem Naszej Księgarni z ilustracjami Marii Uszackiej. Dofinanswanie: NORLA.
180. Animalium : muzeum zwierząt / Jenny Broom ; il. Katie Scott ; tł. Katarzyna Rosłan. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 104 s. : il. kolor. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-63696-31-3
Tyt. oryg.: Animalium : welcome to the museum (2014)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-64347-15-3
Wyd. 3 2015. — ISBN 978-83-64347-39-9
181. Arcypalce / Marion Deuchars ; il. aut. ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [128] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-63696-19-1
Tyt. oryg.: Let’s make some great fingerprint art (2012)
182. Banzai : Japonia dla dociekliwych / Zofia Fabjanowska-Micyk ; il. Joanna Grochocka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 164 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Świat dla Dociekliwych).
— ISBN 978-83-63696-15-3
183. Benek i spółka / Patrycja Zarawska ; il. Tomasz Minkiewicz. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 159 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-63696-86-3
184. Co by tu wtrąbić / Ola Cieślak ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [26] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-63696-46-7
185. Ćwir! / Joke van Leeuwen ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 176 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-34-4
Tyt. oryg.: Iep! (1996)
Dofinansowanie: Dutch Foundation for Literature.
186. Głupi dzidziuś / Stephanie Blake ; il. aut. ; tł. Joanna Rzyska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [34] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-63696-23-8
Tyt. oryg.: Bébé cadum (2006)
187. Idziemy na niedźwiedzia / Michael Rosen ; il. Helen Oxenbury ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [36] s. : il. kolor. ; 27 × 29 cm.
— ISBN 978-83-64347-12-2
Tyt. oryg.: We’re going on a bear hunt (1989)
188. Jejku-Jejku chce coś zmienić / Magali Le Huche ; il. aut. ; tł. Joanna Rzyska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Świat dla Dociekliwych).
— ISBN 978-83-64347-09-2
Tyt. oryg.: Quelle est la couleur préférée de Non-Non? (2011)
189. Jestem najsilniejszy / Mario Ramos ; il. aut. ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [26] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Polecone z Zagranicy).
— ISBN 978-83-63696-62-7
Tyt. oryg.: C’est moi le plus fort (2001)
190. Kasieńka / Sarah Crossan ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 232 s. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-63696-39-9
Tyt. oryg.: The weight of water (2011)
191. Król, muzy i pomarańcze, czyli co się kryje w Starej Oranżerii / Aleksandra Pawlińska ; il. Wojciech Pawliński ; Warszawa : Wydawnictwo Dwie Siostry : Muzeum Łazienki Królewskie, 2015.
— 128 s. : il. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-63696-43-6
192. Mała księżniczka / Frances Hodgson Burnett ; il. Antoni Uniechowski ; tł. Wacława Komarnicka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 292 s. : il. ; 20 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-63696-87-0
Tyt. oryg.: A little princess (1905)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1931 r. nakładem wydawnictwa Schyllinga.
193. Mamma mia : Włochy dla dociekliwych / Monika Utnik-Strugała ; il. Anna Ładecka. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
—152 s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Świat dla Dociekliwych).
— ISBN 978-83-63696-65-8
Wyróżnienie kapituły Nagrody Literackiej im. L. Staffa 2015 dla najlepszych książek o tematyce włoskiej i przekładów z języka włoskiego.
194. Matemoto: książka do nauki liczenia / il. Dominik Cymer. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [14] s. : il. ; 17 × 24 cm.
— ISBN 978-83-63696-83-2
Dodruk: 2015
195. Meto : wyspa / Yves Grevet ; tł. Paweł Łapiński. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 228 s. ; 22 cm. — (Meto ; 2).
— ISBN 978-83-63696-50-4
Tyt. oryg.: Méto: l’île (2008)
Dofinansowanie: Institut français.
196. Okularki / Ewa Madeyska ; il. Kasia Matyjaszek. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 40 s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Małe Katastrofy).
— ISBN 978-83-63696-07-8
197. Oto jest Nowy Jork / Miroslav Šašek ; il. aut. ; tł. Katarzyna Domańska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 57 s. : il. kolor. ; 32 cm. — (Oto jest...).
— ISBN 978-83-63696-27-6
Tyt. oryg.: This is New York (1960)
198. Pięciu Nieudanych / Beatrice Alemagna ; il. aut. ; tł. Ewa Nicewicz-Staszowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [35] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Polecone z Zagranicy).
— ISBN 978-83-63696-63-4
Tyt. oryg.: I cinque malfatti (2014)
199. Pod wodą / Aleksandra i Daniel Mizielińscy; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 110 s. : il. kolor. ; 37 × 27,20 cm. — Oprawne w kierunku przeciwstawnym. Współwyd.: Pod ziemią.
— ISBN 978-83-63696-54-2
Dodruk: 2015
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2015 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Tytuł Najlepszej Dziecięcej Książki roku 2015 przyznany przez chiński tygodnik „The Beijing News Weekly Review”. Nagroda w konkursie na najlepszą książkę popularyzującą naukę wśród młodzieży zorganizowanym przez Politechnikę Wrocławską oraz blog Crazy Nauka – marzec 2016. Nagroda La science se livre 2017 za najlepszą książkę popularnonaukową dla dzieci przyznawaną przez francuski departament stołeczny oraz instytucje popularyzujące naukę.
200. Pożyczalscy pomszczeni / Mary Norton ; il. Emilia Dziubak ; tł. Urszula Gutowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 416 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pożyczalscy).
— ISBN 978-83- 63696-51-1
Tyt. oryg.: The Borrowers avenged (1982)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1987 r. nakładem Naszej Księgarni.
201. Pożyczalscy w przestworzach / Mary Norton ; il. Emilia Dziubak ; tł. Maria Wisłowska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 264 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pożyczalscy).
— ISBN 978-83-63696-98-6
Tyt. oryg.: The Borrowers aloft (1961)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1967 r. nakładem Naszej Księgarni.
202. Pszczoły / oprac. tekstu Wojciech Grajkowski ; il. Piotr Socha. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [72] s. : il. kolor. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-63696-55-9
Tytuł Najpiękniejszej Książki Roku 2015 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży w konkursie PTWK. Nagroda w kategorii Ilustracja w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą EDYCJA 2015/2016 organizowanym przez miesięcznik „Wydawca”. Nagroda w konkursie Must Have 2016 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2016 Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Tytuł Najlepszej Książki Naukowej października 2016, przyznany przez Forum Naukowe na Uniwersytecie w Poczdamie. Nagroda główna w konkursie Wissenschaftsbuch des Jahres 2017 na najlepszą naukową książkę roku w kategorii Książka dziecięca organizowanym przez austriackie Federalne Ministerstwo Nauki, Badań Naukowych i Gospodarki (BMWFW).
203. Rozbójnicy z Kardamonu / Thorbjørn Egner ; il. Mirosław Pokora ; tł. Beata Hłasko. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 112 s. : nuty ; 24 cm. — (Mistrzowie Ilustracji).
— ISBN 978-83-63696-78-8
Tyt. oryg.: Folk og øovere i Kardemomme by (1971)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1973 r. nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
204. Różowe środy albo Podróż z ciotką Huldą / Sylvia Heinlein ; il. Anke Kuhl ; tł. Tomasz Ososiński. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 154 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-11-5
Tyt. oryg.: Mittwochtage oder „Nichts wie weg!”, sagt Tante Hulda (2011)
205. Spóźniłem się do szkoły, bo... / Davide Cali ; il. Benjamin Chaud ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [36] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63696-59-7
Tyt. oryg.: Funny thing happened on the way to school... (2015)
206. Sto nóg stonogi Fruzi / Agnieszka Horubała ; il. Zosia Dzierżawska. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 60 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-63696-74-0
207. Szur szur ćwir plum! / Kitty Crowther ; il. aut. ; tł. Maciej Byliniak. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [34] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Polecone z Zagranicy).
— ISBN 978-83-63696-90-0
Tyt. oryg.: Scritch scratch dip clapote! (2002)
208. Wielkie gotowanie na ulicy Czereśniowej : przepisy na cztery pory roku / Dagmar von Cramm ; il. Rotraut Susanne Berner ; tł. Anna Gamroth. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— 141 s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Ulica Czereśniowa).
—ISBN 978-83-63696-82-5
Tyt. oryg.: Das Große Wimmel-Kochbuch mit Rezepten für alle Jahreszeiten (2014)
209. Zakątki czyli kto tu mieszka / Michalina Rolnik ; il. aut. — Warszawa : Dwie Siostry, 2015.
— [40] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-63696-79-5
Książka powstała jako rozwinięcie projektu graficznego nagrodzonego w międzynarodowym konkursie na projekt ilustrowanej książki dla dzieci JASNOWIDZE 2014.</document>
<document nplp_id="13639" title="EneDueRabe [poz. 210-247]" slug="eneduerabe">2008


210. Gdzie jest moja siostra / Sven Nordqvist ; il. aut. ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2008.
— [30] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-927462-0-1
Tyt. oryg.: Var är min syster? (2007)
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-62566-09-9
Kolejny nakład: 2014
211. Gdzie jest tort? / Thé Tjong-Khing ; il. aut. — Gdańsk : EneDueRabe, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-927462-8-7
Tyt. oryg.: Waar is de taart? (2004)
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-62566-14-3
212. Tato! / Svein Nyhus ; il. aut. ; tł. Helena Garczyńska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-927248-4-1
Tyt. oryg.: Pappa! (1998)
213. Żegnaj, panie Muffinie! / Ulf Nilsson ; il. Anna-Clara Tidholm ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2008.
— [43] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-927462-1-8
Tyt. oryg.: Adjö, herr Muffin (2002)
2009


214. Billy jest zły / Birgitta Stenberg ; il. Mati Lepp ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Billy).
— ISBN 978-83-927462-5-6
Tyt. oryg.: Billy blir arg (2006)
II miejsce w konkursie Empiku Przecinek i Kropka 2009 organizowanym przez Empik.
215. Jak dwie krople wody / Vanessa Simon Catelin ; il. François Soutif ; tł. Michał Rusinek. — Gdańsk : EneDueRabe, 2009.
— [33] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-927462-2-5
Tyt. oryg.: Comme deux gouttes d’eau (2007)
2010


216. Billy i tajemniczy kot / Birgitta Stenberg ; il. Mati Lepp ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska.
— Gdańsk : EneDueRabe, 2010. — [28] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Billy).
— ISBN 978-83-62566-00-6
Tyt. oryg.: Billy och den mystiska katten (2007)
217. Co za szczęście! : opowieść o tym, co się nie wydarzyło / Thomas Halling ; il. Eva Eriksson ; tł. Anna Schmit. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010.
— [44] s. : il. kolor. ; 22 cm. — oprawne w kierunku przeciwstawnym. Współwyd.: Co za pech! : opowieść o tym, co się nie wydarzyło.
— ISBN 978-83-927462-7-0
Tyt. oryg.: Det var tur! ; Det var synd! (2005)
Najlepsza Książka Dziecięca 2010 w konkursie Przecinek i Kropka organizowanym przez Empik.
218. Grzeczna / Gro Dahle ; il. Svein Nyhus ; tł. Helena Garczyńska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010.
— [32] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-03-7
Tyt. oryg.: Snill (2002)
219. Inne życie / Amanda Eriksson ; il. aut. ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Życie).
— ISBN 978-83-927462-6-3
Tyt. oryg.: Mitt andra liv (2006)
220. Kamyki Astona / Lotta Geffenblad ; il. aut. ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-927462-4-9
Tyt. oryg.: Astons stenar (2005)
Kolejny nakład: 2015
221. Mój przyjaciel Szymon / Kitty Crowther ; il. aut. ; tł. Klementyna Suchanow. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-62566-01-3
Tyt. oryg.: Mon ami Jim (1996)
222. Włosy mamy / Gro Dahle ; il. Svein Nyhus ; tł. Helena Garczyńska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2010. — [32] s. : il kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-927462-3-2
Tyt. oryg.: Hår til Mamma (2007)
Wyróżnienie jury dziecięcego nagrody PS IBBY Mały Dong 2010.
2011


223. Co było potem? : książka o Mimbli, Muminku i Małej Mi / Tove Jansson ; il. aut. ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak. — Gdańsk : EneDueRabe, 2011.
— [24] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-62566-02-0
Tyt. oryg.: Hur gick det sen? : boken om Mymlan, Mumintrollet och Lilla My (1952)
2012


224. Billy i potwór / Birgitta Stenberg ; il. Mati Lepp ; tł. Barbara Gawryluk. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— [27] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Billy).
— ISBN 978-83-62566-28-0
Tyt. oryg.: Billy och monstret (1994)
225. Czarne życie / Amanda Eriksson ; il. aut. ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Życie).
— ISBN 978-83-62566-06-8
Tyt. oryg.: Mitt svarta liv (2007)
226. Kurt i ryba / Erlend Loe ; il. Kim Hiorthøy ; tł. Helena Garczyńska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— 74, [3] s. : il. ; 24 cm. — (Kurt).
— ISBN 978-83-62566-10-5
Tyt. oryg.: Fisken (1994)
227. Mały duszek Wierciuszek / Christine Nöstlinger ; il. Franciszka Biermann ; tł. Anna Gamroth. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— [58] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-62566-13-6
Tyt. oryg.: Sache mit dem Gruselwusel (2009)
228. Różowe życie / Amanda Eriksson ; il. aut. ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2011.
— [28] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Życie).
— ISBN 978-83-62566-05-1
Tyt. oryg.: Mitt rosa liv (2005)
229. W dżungli / Bénédicte Guettier ; według pomysłu Catherine Hurtut ; il. aut. ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— [12] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-62566-27-3
Tyt. oryg.: Dans la jungle (2001)
230. Wielki piknik / Thé Tjong-Khing ; il. aut. — Gdańsk : EneDueRabe, 2012.
— [26] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-62566-12-9
Tyt. oryg.: Picknick met tart (2005)
2013


231. Billy i gwizdek / Birgitta Stenberg ; il. Mati Lepp ; tł. Barbara Gawryluk. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Billy).
— ISBN 978-83-625-6617-4
Tyt. oryg.: Billy och visselpipan (1989)
232. Ernest / Catherine Rayner ; il. aut. ; tł. Anna Gołębiowska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [24] s. (w tym złoż.) : il. kolor. ; 26 × 26 cm.
— ISBN 978-83-62566-32-7
Tyt. oryg.: Ernest (2009)
Dodruk: 2014
233. Gruffalo / Julia Donaldson ; il. Axel Schef er ; tł. Michał Rusinek. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [31] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-21-1
Tyt. oryg.: The Gruffalo (1999)
Pierwsze wydanie ukazało się w 2005 r. nakładem wydawnictwa Amber.
234. Kret sam na scenie / Ulf Nilsson ; il. Eva Eriksson ; tł. Anna Schmit. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [33] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-15-0
Tyt. oryg.: Ensam mullvad på en scen (2012)
235. Kto pocieszy Maciupka / Tove Jansson ; il. aut. ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm + List Maciupka do Drobinki : 1 k.
— ISBN 978-83-62566-25-9
Tyt. oryg.: Vem ska trösta Knyttet? (1972)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1980 r. nakładem Naszej Księgarni.
236. Miejsce na Miotle / Julia Donaldson ; il. Axel Scheffler ; tł. Michał Rusinek. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-62566-23-5
Tyt. oryg.: Room on the Broom (2001)
237. Zły Pan / Gro Dahle ; il. Svein Nyhus ; tł. Paweł Urbanik. — Gdańsk : EneDueRabe, 2013.
— [38] s. : il kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-20-4
Tyt. oryg.: Sinna Mann (2003)
2014


238. Billy w szkole / Birgitta Stenberg ; il. Mati Lepp ; tł. Barbara Gawryluk. — Gdańsk : EneDueRabe, 2014.
— [26] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Billy).
— ISBN 978-83-62566-82-2
Tyt. oryg.: Billy i skolan (1993)
239. Historia błękitnej planety / Andri Snær Magnason ; il. Aslaug Jonsdottir ; tł. Jacek Gondek. — Gdańsk : EneDueRabe, 2014.
— 95 s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-33-4
Tyt. oryg.: Sagan af bláa hnettinum (1999)
240. Mały Gruffalo / Julia Donaldson ; il. Axel Scheffler ; tł. Michał Rusinek. — Gdańsk : EneDueRabe, 2014.
— [32] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-70-9
Tyt. oryg.: Gruffalo Child (2004)
241. Mmmmm / Monika i Adam Świerżewscy ; il. aut. — Gdańsk : EneDueRabe, 2014.
— [20] s. : il. kolor. ; 22 × 22.5 cm.
— ISBN 978-83-62566-04-4
242. Niebezpieczna podróż / Tove Jansson ; il. aut. ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak. — Gdańsk : EneDueRabe, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-62566-30-3
Tyt. oryg.: Den farliga resan (1977)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1986 r. nakładem Naszej Księgarni.
2015


243. Góra trzech grot / Per Olov Enquist ; il. Stina Wirsén ; tł. Barbara Gawryluk. — Gdańsk : EneDueRabe, 2015.
— 136 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-62566-22-8
Tyt. oryg.: De tre grottornas berg (2003)
244. Huśtawka / Timo Parvela ; il. Virpi Talvitie ; tł. Iwona Kiuru. — Gdańsk : EneDueRabe, 2015.
— 88 s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-62566-26-6
Tyt. oryg.: Keinulauta (2006)
245. Kochane zoo / Rod Campbell ; il. aut. ; tł. Magdalena Łońska. — Gdańsk : EneDueRabe, 2015.
— [20] s. : il. kolor. ; 19 × 19 cm.
— ISBN 978-83-62566-34-1
Tyt. oryg.: Dear Zoo (1982)
246. Muminki komiks. Tom 1 / Tove Jansson ; il. aut. ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak. — Gdańsk : EneDueRabe, 2015.
— 96 s. : il. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-62566-29-7
Tyt. oryg.: Moomin Book One: The complete Tove Jansson Comic Strip by Tove Jansson (2006)
247. Prezenty Astona / Lotta Geffenblad ; il. aut. ; tł. Barbara Gawryluk. — Gdańsk : EneDueRabe, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-62566-24-2
Tyt. oryg.: Aston presenter (2008)</document>
<document nplp_id="13641" title="Entliczek [poz. 248-261]" slug="entliczek">2011


248. Zbyt późno / Giovanna Zoboli ; il. Camilla Engman ; tł. Małgorzata Flor. — Warszawa : Entliczek, 2011.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-63156-01-5
Tyt. oryg.: Troppo tardi (2010)
2012


249. Dokąd iść? Mapy mówią do nas / Heekyoung Kim ; il. Krystyna Lipka-Sztarbałło ; tł. Jiwone Lee. — Warszawa : Entliczek, 2012.
— [40] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-63156-04-6
Tyt. oryg.: Maps are always talking to me (2009)
Dodruk: 2014
Wyróżnienia w konkursach PS IBBY – Duży Dong 2012 i Książka Roku 2013 w kategorii Ilustracje.
Nagroda specjalna w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2012.
Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012.
250. Mój dom / Delphine Durand ; il. aut. ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2012.
— [40] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-63156-02-2
Tyt. oryg.: Ma maison (2000)
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Duży Dong 2012.
251. Szary chłopiec / Lluis Farré ; il. Gusti ; tł. Beata Haniec. — Warszawa : Entliczek, 2012.
— [40] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-63156-03-9
Tyt. oryg.: El nen gris (2006)
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Duży Dong 2012.
2013


252. Czy Zuza ma siurka? / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2013.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-05-3
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie a-t-elle un zizi? (1998)
Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1998 r. nakładem wydawnictwa Siedmioróg pod tytułem Czy Kasia to chłopak? Nagroda główna dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci w wieku 5–12 lat.
253. Zuza chce mieć dzidziusia / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2013.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-06-0
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie veut un bébé (2001)
Nagroda główna dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci w wieku 5–12 lat.
254. Zuza chce pocałować Maksa / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2013.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-07-7
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie veut embrasser Max (2007)
Nagroda główna dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2014 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książki dla dzieci w wieku 5–12 lat. Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
2014


255. Anatomia farmy / Julia Rothman ; il. aut. ; tł. Barbara Burger. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— 224 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-63156-12-1
Tyt. oryg.: Farm anatomy: the curious parts &amp;amp; pieces of country life (2001)
Dodruk: 2015
256. Królestwo dziewczynki / Iwona Chmielewska ; il. aut. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— [40] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-63156-10-7
Nagroda w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2014. Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2014.
257. Profesor Astrokot odkrywa kosmos / Dominic Walliman ; il. Ben Newman ; tł. Andrzej Stołecki. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— [68] s. : il. kolor. ; 30 × 30 cm.
— ISBN 978-83-63156-11-4
Tyt. oryg.: Professor Astro Cat’s frontiers of space (2013)
Dodruk: 2015
258. Zuza i sukienka dla Maksa / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-09-1
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie et la robe de Max (2010)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
259. Zuza jest zazdrosna / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-13-8
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie déteste la maîtresse (2012)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
260. Zuza ma adoratorów / Thierry Lenain ; il. Delphine Durand ; tł. Marek Puszczewicz. — Warszawa : Entliczek, 2014.
— 32 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Zuza).
— ISBN 978-83-63156-08-4
Tyt. oryg.: Mademoiselle Zazie a trop d’amoureux (2009)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
2015


261. Mój pierwszy słownik obrazkowy / Ole Könnecke ; il. aut. ; tł. Andrzej Stołecki. — Warszawa : Entliczek, 2015.
— 20 s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-631-5614-5
Tyt. oryg.: Das große Buch der Bilder und Wörter (2010)</document>
<document nplp_id="13642" title="Ezop [poz. 262-333]" slug="ezop">2000


262. Dobry potwór nie jest zły / Anna Onichimowska ; il. Maria Ekier. — Warszawa : Ezop, 2000.
— 159 [3] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 83-900153-8-2
Pierwsze wydanie ukazało się w 1996 r. nakładem wydawnictwa Podsiedlik-Raniowski i Spółka.
Wyd. 2 2003. — ISBN 83-89133-02-4
Wyd. 3 2012. — 135, [3] s., [2] s. tabl. : il. ; 22 cm. — ISBN 978-83-89133-54-0
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2000 w kategorii Literatura dla dzieci. Książka została włączona do Kanonu Literatury dla Dzieci i Młodzieży.
263. Saga rodu Klaptunów / Maciej Wojtyszko ; il. Kazimierz Wiśniak. — Warszawa : Ezop, 2000.
— 111 s., [2] s. tabl. : il. ; 22 cm. — (Książka z Pegazem).
— ISBN 83-900153-7-4
Pierwsze wydanie ukazało się w 1985 r. nakładem Naszej Księgarni.
2001


264. Bałwanka Gapiszona / Bohdan Butenko ; il. i oprac. graf. aut. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [36] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 2).
— ISBN 83-914684-4-5
Kontynuacja przygód jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów polskich komiksów. Gapiszon powstał jako postać rysowana na żywo w programie telewizyjnym w 1958 r. Następnie jego przygody ukazywały się w „Misiu”, a w końcu doczekały się wydań książkowych.
265. Kolorowa bajka / Zofia Beszczyńska ; il. Ela Waga. — Warszawa : Ezop, 2001.
— 18, [2] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 1).
— ISBN 83-914684-3-7
266. O kocie w butach / Ewa Miller-Stefańska ; il. Elżbieta Grozdew. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [28] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 4).
— ISBN 83-914684-6-1
267. O królewnie Śnieżce / Liliana Bardijewska ; il. dzieci z Pracowni Malarskiej Hanny Stefańskiej w warszawskim Pałacu Młodzieży. — Warszawa : Ezop, 2001.
— 30 [2] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 83-914684-7-X
268. O smutnej królewnie : według Sadoka Barącza / Anna Onichimowska ; il. Ela Waga. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [20] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 3).
— ISBN 83-914684-5-3
269. O małej syrence : według H.Ch. Andersena / Justyna Zarzycka ; il. Joanna Plakiewicz. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [24] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 6).
— ISBN 83-89133-05-9
270. Sen, który odszedł / Anna Onichimowska ; il. Krystyna Lipka-Sztarbałło. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [40] s. : il. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-914684-2-9
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-89133-55-7
Wyd. 3 2015. – ISBN 978-83-64600-04-3
Medal na międzynarodowym Biennale Ilustracji w Bratysławie w 2001 r. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2001 w kategorii Literatura dla dzieci. Nagroda Literacka i Graficzna PS IBBY w konkursie Książka Roku 2001. Książka wpisana na Listę Honorową IBBY 2002 w kategorii Ilustrator.
271. Świąteczny elf / Agnieszka Tyszka ; il. Maria Ryll. — Warszawa : Ezop, 2001.
— [24] s. : il. kolor. ; 15 cm. — (Twoja Bajka ; 5).
— ISBN 83-914684-8-8
272. Zielony wędrowiec / Liliana Bardijewska ; il. Adam Kilian. — Warszawa : Ezop, 2001.
— 57, [7] s. : il. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-900153-9-0
Wyd. 2 2008. — il. Katarzyna Czerner-Wieczorek. — 64 s. : il. kolor. ; 20 cm. — ISBN 978-83-89133-39-7
Wyd. 3 2015. — oprac. graf. Emilia Dziubak. — [56] s. : il. kolor. ; 27 cm. — ISBN 978-83-65230-00-3
Nagroda Literacka i Graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2001. Książka wpisana na Złotą Listę książek polecanych przez Fundację ABC XXI – Cała Polska czyta dzieciom.
2002


273. Alfabet teatru dla analfabetów i zaawansowanych / Tadeusz Nyczek ; il. Kazimierz Wiśniak. — Warszawa : Ezop, 2002.
— 195 s. : il. ; 24 cm. — bibliogr., indeks.
— ISBN 83-89133-00-8
Wyd. 2 poszerz. i polepszone 2005. — 208 s. : rys. ; 24 cm. — ISBN 83-89133-21-0
Nagroda Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i Książka Wiosny 2002.
274. Latawce / Anna Bolecka ; il. Štefan Adamik. — Warszawa : Ezop, 2002.
— 204, [6] s. : il. ; 21 cm. — (Książka z Pegazem).
— ISBN 83-89133-01-6
2003


275. Bromba i inni (po latach także...) / Maciej Wojtyszko ; il. aut. — Warszawa : Ezop, 2003.
— 130 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 83-89133-03-2
Wyd. 2 2004. — ISBN 83-89133-12-1
Wyd. 3 2006. — ISBN 83-89133-30-X
Wyd. 4 2008. — ISBN 978-83-89133-38-0
Wyd. 5 2013. — ISBN 978-83-89133-49-6
Wyd. 6 2015. — ISBN 978-83-89133-79-3
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2003/4 w kategorii Literatura dla dzieci. Książka została włączona do Kanonu Literatury dla Dzieci i Młodzieży.
276. O księżniczce i o ziarnku grochu : według H.Ch. Andersena / Liliana Bardijewska ; il. Paweł Pawlak. — Warszawa : Ezop, 2003.
— [20] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Twoja Bajka ; 7).
— ISBN 83-89133-04-0
2004


277. Bajka o szczęściu / Izabela Degórska ; il. Aleksandra Kucharska-Cybuch. — Warszawa : Ezop, 2004.
— [36] s. : il. kolor. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-89133-09-1
278. Bractwo Srebrnej Łyżeczki / Liliana Bardijewska ; il. Edward Lutczyn. — Warszawa : Ezop, 2004.
— 146, [6] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Książka z Rumakiem).
— ISBN 83-89133-06-7
Nagroda Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i tytuł Książka Zimy 2003/4.
279. Gapiszon, krokodyl i... / Bohdan Butenko ; il. aut. — Warszawa : Ezop, 2004.
— [48] s. : il. kolor. ; 22 × 25 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-89133-07-5
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2003/4 w kategorii Literatura dla dzieci.
280. Korniszonek / Grażyna Bąkiewicz ; il. Agnieszka Cieślikowska. — Warszawa : Ezop, 2004.
— 162 s. : il. ; 20 cm. — (Książka z Rumakiem).
— ISBN 83-89133-15-6
Nagroda Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i tytuł Książka Zimy 2004.
281. Kruk między innymi : historia intymna dla mniej lub bardziej nieopierzonych / Joanna Haręża ; il. Jola Kudela. — Warszawa : Ezop, 2004.
— 116 s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 83-89133-10-5
Wyd. 2 2008. — ISBN 978-83-89133-37-3-
Dodruk: 2013
Nagroda w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2003 w kategorii Literatura piękna.
282. Moje – nie moje / Liliana Bardijewska ; il. Krystyna Lipka-Sztarbałło. — Warszawa : Ezop, 2004.
— [32] s. : il. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-89133-11-3
Wyd. 2 ze zmienioną okładką 2014. — ISBN 978-83-64600-00-5
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2003/4 w kategorii Literatura dla dzieci. Książka wpisana na Złotą Listę książek polecanych przez Fundację ABC XXI – Cała Polska czyta dzieciom.
283. Tajemnica szyfru Marabuta / Maciej Wojtyszko ; il. Grażyna Dłużniewska. — Warszawa : Ezop, 2004.
— 172 s. : il. kolor. ; 19 × 19 cm.
— ISBN 83-89133-16-4
Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1978 nakładem Naszej Księgarni.
284. Tajemnicza ścieżka / Zofia Beszczyńska ; il. Zdzisław Witwicki. — Warszawa : Ezop, 2004.
— 20 s. : il. kolor. ; 19 × 19 cm.
— ISBN 83-89133-08-3
2005


285. Królewna w koronie / Maria Ewa Letki ; il. Maria Ekier. — Warszawa : Ezop, 2005.
— [48] s. : il. ; 22 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 83-89133-20-2
Wyróżnienie Graficzne PS IBBY w konkursie Książka Roku 2005. Wyróżnienie w konkursie Ogólnopolska Nagroda Literacka im. Kornela Makuszyńskiego 2006.
286. Niebieskie nitki / Małgorzata Gutowska-Adamczyk. — Warszawa : Ezop, 2005.
— 248 s. ; 21 cm.
— ISBN 83-89133-17-2
287. Okruszek z Zaczarowanego Lasu / Jacek Lelonkiewicz ; il. Paweł Pawlak. — Warszawa : Ezop, 2005.
— 82, [2] s. : il. ; 19 × 19 cm. — (Książka z Rumakiem).
— ISBN 83-89133-14-8
Wyróżnienie Literackie PS IBBY w konkursie Książka Roku 2005. Nagroda Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i tytuł Książki Lata 2005. Nagroda Wrocławskich Promocji Dobrych Książek „BESTSELLER-ek” 2005 za najlepszą książkę dla dzieci 2005.
288. Śpiące wierszyki / Joanna Papuzińska ; il. Agnieszka Cieślikowska. — Warszawa : Ezop, 2005.
— 32 s. : il. kolor. ; 28 × 15 cm. — (Skrzydlata Seria).
— ISBN 83-89133-19-9
2006


289. Baśń o latającym dywanie / Henryk Bardijewski ; il. Bohdan Butenko. — Warszawa : Ezop, 2006.
— 76 s. : il. ; 20 × 20 cm.
— ISBN 83-89133-24-5
Zrealizowano w ramach Programu Operacyjnego Promocja Czytelnictwa ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
290. Co się komu śni, a nawet i nie śni / Joanna Kulmowa ; il. Maria Ekier. — Warszawa : Ezop, 2006.
— 43 s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Skrzydlata Seria).
— ISBN 83-89133-23-7
291. Tajemnicze notesy Tywonki / Danuta Parlak ; il. Gosia Mosz. — Warszawa : Ezop, 2006.
— 132 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Książka z Rumakiem).
— ISBN 83-89133-31-8
Zrealizowano w ramach Programu Operacyjnego Promocja Czytelnictwa ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
292. Twarożek Białej Damy i inne dania prosto z bajki / Beata Biały ; il. Ewa Olejnik. — Warszawa : Ezop, 2006.
— 80 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 83-89133-25-3
293. Upadki / Anne Provoost ; tł. Jadwiga Jędryas. — Warszawa : Ezop, 2006.
— 28 s. ; 21 cm.
— ISBN 83-89133-22-9
Tyt. oryg.: Vallen (1994)
2007


294. Dziwny kraj / Zofia Beszczyńska ; il. Tomek Bogacki. — Warszawa : Ezop, 2007.
— 44 s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Skrzydlata Seria).
— ISBN 978-83-89133-34-2
295. Historia Złotego Promyczka / Marcin Pałasz ; il. Krystyna Michałowska. — Warszawa : Ezop, 2007.
— [48] s. : il. kolor. ; 22 × 25 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 978-83-89133-33-5
296. Moja mama ma raka / Monika Zięba ; il. Agnieszka Cieślikowska. — Warszawa : Ezop, 2007.
— 32 s. : il. ; 20 × 20 cm. — (Trudny Temat).
— ISBN 978-83-89133-35-9
Mecenasem wydania książki jest Fundacja Kredyt Banku i Warty – Razem możemy więcej, a Partnerem Wielka Kampania Życia – Avon kontra rak piersi.
297. Słonecznikowa zima / Nora Schuurman ; tł. Iwona Kosmowska. — Warszawa : Ezop, 2007.
— 138 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89133-36-6
Tyt. oryg.: Auringonkukkatalvi (2005)
298. Trzynaste piórko Eufemii / Maciej Wojtyszko ; il. Grażyna Dłużniewska. — Warszawa : Ezop, 2007.
— [104] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-89133-32-8
Pierwsze wydanie ukazało się w 1977 r. nakładem Naszej Księgarni.
2008


299. Niezwykła wędrówka Ślimaka Lazura / Liliana Bardijewska ; il. Katarzyna Czerner-Wieczorek. — Warszawa : Ezop, 2008.
— 72 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-89133-40-3
300. Okruszek rusza na Kraj Świata / Jacek Lelonkiewicz ; il. Paweł Pawlak. — Warszawa : Ezop, 2008.
— 108 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Książka z Rumakiem).
— ISBN 978-83-89133-42-7
2009


301. Bromby i Fikandra wieczór autorski / Maciej Wojtyszko ; il. aut. — Warszawa : Ezop, 2009.
— 80 s. : il. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-89133-43-4
Nagroda Literacka Miasta Stołecznego Warszawy 2009 w kategorii Literatura dla dzieci i młodzieży.
302. Piecyk, czapeczka i budyń / Anna Onichimowska ; il. Agata Dudek. — Warszawa : Ezop, 2009.
— [44] s. : il. kolor. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 978-83-89133-44-1
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-64600-03-6
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2009 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2009. Wyróżnienie literackie PS IBBY w konkursie Książka Roku 2010.
2010


303. Bo ja idę do szpitala / Monika Zięba ; il. Agnieszka Cieślikowska. — Warszawa : Ezop, 2010.
— 48 s. : il. ; 20 × 20 cm. — (Trudny Temat).
— ISBN 978-83-89133-46-5
Książka wydana we współpracy z Fundacjami Cor Infantis i Lux Cordis.
304. Lukrecja / Przemysław Wechterowicz ; il. Diana Karpowicz. — Warszawa : Ezop, 2010.
— 32 s. : il. kolor. ; 28 × 31 cm.
— ISBN 978-83-89133-45-8
305. Myszka Chrapiszka / Katarzyna Ewa Kozubska ; il. Aleksandra Kucharska-Cybuch. — Warszawa : Ezop, 2010.
— 28 s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-89133-47-2
Wyd. 2 2012. — ISBN 978-83-89133-69-4
306. W cieniu arki / Anne Provoost; tł. Ryszard Turczyn. — Warszawa: Ezop, 2010.
— 376 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89133-50-2
Tyt. oryg.: De Arkvaarders (2001)
Tłumaczenie książki sfinansowano ze środków Flemish Literature Fund.
307. Wyszedł z domu / Marja-Leena Tiainen ; tł. Iwona Kiuru. — Warszawa : Ezop, 2010.
— 242 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89133-48-9
Tyt. oryg.: Poistui kotoaan (2005)
308. Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci / Aneta Górnicka-Boratyńska ; oprac. graf. Bohdan Butenko. — Warszawa : Ezop, 2010.
— 60 s. : il. ; 26 × 31 cm.
— ISBN 978-83-89133-51-9
Wyd. 2 2011 — ISBN 978-83-89133-53-3
2011


309. Kocham Pana, Panie Tygrysie! / Przemysław Wechterowicz ; il. Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Warszawa : Ezop, 2011.
— [52] s. : il. kolor. ; 31 × 27 cm.
— ISBN 978-83-89133-52-6
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
2012


310. Gwiazdka z nieba / Liliana Bardijewska ; il. Ewa Poklewska-Koziełło. — Warszawa : Ezop, 2012.
— [40] s. : il. ; 22 × 24 cm. — (Książka z Zebrą).
— ISBN 978-83-89133-72-4
311. List w butelce / Agnieszka Sobich, Marta Kurczewska ; il. Marta Kurczewska. — Warszawa : Ezop, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-89133-70-0
312. Myszka Chrapiszka i Tarapatka / Katarzyna Ewa Kozubska, il. Aleksandra Kucharska-Cybuch. — Warszawa : Ezop, 2012.
— 28 s., il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-89133-69-4
313. Prawidła życia : pedagogika dla młodzieży i dorosłych / Janusz Korczak ; il. Agnieszka Cieślikowska. — Warszawa : Ezop, 2012.
— 136 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89133-73-1
Pierwsze wydanie ukazało się w 1930 r. [i.e. 1929] w Warszawie i Krakowie nakładem wydawnictwa Jakuba Mortkowicza.
Dodruki: 2013, 2014
Książka wydana z okazji Roku Korczakowskiego wspólnie z Międzynarodową Kapitułą Orderu Uśmiechu. Wydanie dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
314. Tajemnica Malutkiej / Anna Onichimowska ; il. Agata Dudek. — Warszawa : Ezop, 2012.
— 44 s. + alonż : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-89133-71-7
Wyróżnienie w Konkursie Książki Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej w 2012 roku. Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012. Nagroda w konkursie Najlepsza Książka na lato 2013 organizowanym przez redakcję serwisu Granice.pl.
315. W pogoni za życiem / Przemysław Wechterowicz ; il. Emilia Dziubak. — Warszawa : Ezop, 2012.
— [56] s. : il. kolor. ; 26 × 26 cm.
— ISBN 978-83-89133-67-0
2013


316. Co drzemie w nas / Joanna Kulmowa ; il. Anna Niemierko. — Warszawa : Ezop, 2013.
— 40 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-89133-86-1
Wyróżnienie w Konkursie Książki Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej w 2013 roku. Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2013. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2013.
317. Ewelina i Czarny Ptak / Grzegorz Gortat ; il. Marta Krzywicka. — Warszawa : Ezop, 2013.
— 118 s. : il. ; 20 cm. — (Lepiej w to Uwierz!).
— ISBN 978-83-89133-89-2
Wyróżnienie Literackie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2013.
318. Myszka Trapiszka i Dom pod Kocią Łapką / Katarzyna Ewa Kozubska ; il. Aleksandra Kucharska-Cybuch. — Warszawa : Ezop, 2013.
— 28 s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-89133-87-8
319. Nie budź mnie jeszcze / Grzegorz Gortat ; il. Marta Krzywicka. — Warszawa : Ezop, 2013.
— 132 s. : il. ; 20 cm. — (Lepiej w to Uwierz!).
— ISBN 978-83-89133-90-8
320. Proszę mnie przytulić / Przemysław Wechterowicz ; il. Emilia Dziubak. — Warszawa : Ezop, 2013.
— [36] s. : il. kolor. ; 26 × 26 cm.
— ISBN 978-83-89133-82-3
Dodruki: 2014, 2015
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2013. Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2013. Nagroda Literacka Miasta Stołecznego Warszawy 2014 w kategorii Literatura dziecięca – tekst i ilustracje. Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2014 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
321. Wtorek, godz. 15.00 / Małgorzata Szyszko-Kondej. — Warszawa : Ezop, 2013.
— 112 s. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89133-83-0
2014


322. Demony na smyczy / Anna Onichimowska. — Warszawa : Ezop, 2014.
— 172 s. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-64600-02-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 2010 r. nakładem wydawnictwa Świat Książki.
323. Głos / Michał Bogdanowicz ; il. Julia Cybis. — Warszawa : Ezop, 2014.
— [36] s. : il. kolor. ; 22 × 24 cm.
— ISBN 978-83-64600-01-2
324. Hera, moja miłość / Anna Onichimowska. — Warszawa : Ezop, 2014.
— 164 s. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-89133-98-4
Pierwsze wydanie ukazało się w 2003 r. nakładem wydawnictwa Świat Książki.
325. Lot Komety / Anna Onichimowska. — Warszawa : Ezop, 2014.
— 164 s. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-89133-99-1
Pierwsze wydanie ukazało się w 2004 r. nakładem wydawnictwa Świat Książki.
326. Łazienkowe pytania / Krystyna Lipka-Sztarbałło ; il. aut. — Warszawa : Ezop, 2014.
— [48] s. : il. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-89133-96-0
Nagroda specjalna w Konkursie Książki Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2014. Wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2014.
327. Miasteczko Ostatnich Westchnień / Grzegorz Gortat ; il. Marta Krzywicka. — Warszawa : Ezop, 2014.
— 170 s. : il. ; 20 cm. — (Lepiej w to Uwierz!).
— ISBN 978-83-89133-94-6
Wydanie dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
328. Uśmiech dla Żabki / Przemysław Wechterowicz ; il. Emilia Dziubak. — Warszawa : Ezop, 2014.
— [36] s. : il. kolor. ; 26 × 26 cm.
— ISBN 978-83-89133-97-7
2015


329. Bogaś z Zielonej Łąki / Ingrida Vizbaraite ; il. Marija Smirnovaite ; tł. Małgorzata Gierałtowska. — Warszawa : Ezop, 2015.
— 56 s. : il. kolor. ; 20 × 20 cm.
— ISBN 978-83-64600-07-4
Tyt. oryg.: Karžygiuko istorija (2012)
Książka wydana w ramach projektu Nasza Mała Biblioteka.
330. Cyrk Antoniego / Peter Svetina ; il. Damijan Stepančič ; tł. Katarina Šalamun-Biedrzycka. — Warszawa : Ezop, 2015.
— [44] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-64600-05-0
Tyt. oryg.: Antonov cirkus (2008)
Książka wydana w ramach projektu Nasza Mała Biblioteka. Książka została wydana przy wsparciu finansowym Fundacji Trubar, działającej przy Stowarzyszeniu Pisarzy Słoweńskich, Lublana, Słowenia.
331. Mała zima / Kęstutis Kasparavicius ; il. aut. ; tł. Małgorzata Gierałtowska. — Warszawa : Ezop, 2015.
— 80 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-64600-08-1
Tyt. oryg.: Mažoji žiema (2010)
Polskie wydanie znalazło się na Złotej Liście książek polecanych przez Fundację ABC XXI – Cała Polska czyta dzieciom. Książka wydana w ramach projektu Nasza Mała Biblioteka.
332. Piętnaście kroków / Grzegorz Gortat ; il. Marta Krzywicka. — Warszawa : Ezop, 2015.
— 249 s. : il. ; 20 cm. — (Lepiej w to Uwierz!).
— ISBN 978-83-65230-01-0
333. Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu / Jana Bauer ; il. Caroline Thaw ; tł. Katarina Šalamun-Biedrzycka. — Warszawa : Ezop, 2015.
— 104 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-64600-06-7
Tyt. oryg.: Groznovilca v Hudi Hosti (2011)
Książka wydana w ramach projektu Nasza Mała Biblioteka. Książka została wydana przy wsparciu finansowym Fundacji Trubar, działającej przy Stowarzyszeniu Pisarzy Słoweńskich, Lublana, Słowenia.</document>
<document nplp_id="13643" title="Format [poz. 334-377]" slug="format">2006


334. Puszka-Cacuszko / Lech Janerka ; il. Tomasz Broda. — Łagiewniki : Format, 2006.
— 44 s. : il. kolor. ; 22 cm + 1 płyta (CD). — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 83-921483-1-2
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2006 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Pióro Fredry 2007.
2007


335. Bajka o kochaniu / Dorota Hartwich ; il. Tomasz Jakub Sysło ; tł.: na ang. Anna Krysztafkiewicz, na niem. Sven Röben i Justyna Badura, na fr. Dorota Hartwich, na jap. Akira Matsumoto i Henryk Lipszyc. — Łagiewniki : Format, 2007.
— [70] s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Książki dla Małych i Dużych). — Tekst równol. pol., jap., ang., fr., niem.
— ISBN 978-83-921483-4-0
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2007 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2007. Wyróżnienie w konkursie Pióro Fredry 2007.
336. Nochal Czarodziej / Agnieszka Wolny-Hamkało ; il. Antek Wajda. — Łagiewniki : Format, 2007.
— [40] s. : il. kolor. ; 20,5 × 20,5 cm. — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-921483-3-3
Seria nagrodzona Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2008


337. Anastazy / Przemysław Wechterowicz ; il. Jagoda Kidawa. — Łagiewniki : Format, 2008.
— [25] s. : il. kolor. ; 16 × 31 cm. — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-61488-00-2
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Najlepsza książka roku.
338. Dobrej nocy i sza / Dorota Hartwich ; il. Jerzy Głuszek. — Łagiewniki : Format, 2008.
— [44] s. : il. kolor. ; 20,5 × 20,5 cm + CD-ROM. — (Książki dla Małych i Dużych). — Teksty częściowo w różnych jęz.
— ISBN 978-83-61488-04-0
Publikacja dofinansowana przez Miasto Wrocław.
339. Miffy / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-921483-6-4
Tyt. oryg.: Nijntje (1955)
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
340. Miffy w zoo / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-921483-8-8
Tyt. oryg.: Nijntje in de dierentuin (1955)
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
341. Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach / Wojciech Widłak ; il. Paweł Pawlak. — Łagiewniki : Format, 2008.
— 37, [4] s. : il. ; 22 cm. — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-921483-9-5
Wyróżnienie w konkursie Książki Jesieni 2008 Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu. Nagroda Literacka Srebrny Kałamarz im. Hermenegildy Kociubińskiej (2009). Publikacja dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
342. Urodziny Miffy / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-921483-8-8
Tyt. oryg.: Het feest van Nijntje (1970)
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2009


343. Miffy, dziadek i babcia / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2009.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-12-5
Tyt. oryg.: Opa en oma pluis (1988)
344. Miffy i króliczątko / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2009.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-16-3
Tyt. oryg.: Kleine pluis (2002)
345. Płaszcz Józefa / Simms Taback ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich, Magdalena van der Kroft. — Łagiewniki : Format, 2009.
— [34] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-20-0
Tyt. oryg.: Joseph had a little overcoat (1977)
Grand Prix Książka Roku w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2009 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Specjalne wyróżnienie w konkursie PS IBBY Duży Dong 2009.
346. Trzej zbójcy / Tomi Ungerer ; il. aut. ; tł. Michał Rusinek. — Łagiewniki : Format, 2009.
— [39] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-08-8
Tyt. oryg.: The three robbers (1963)
2010


347. Małe Instrumenty grają Chopina / Paweł Romańczuk, Dorota Hartwich ; il. Marcin Ożóg. — Wrocław : Format, 2010.
— 164 s. tabl. kolor. : il. ; 21 × 21 cm + 1 dysk optyczny (CD-ROM). — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-61488-44-6
348. Miffy nad morzem / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Wrocław : Format, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-36-1
Tyt. oryg.: Nijntje aan zee (1963)
349. Miffy w przedszkolu / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Wrocław : Format, 2010.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-40-8
Tyt. oryg.: Nijntje op school (1984)
350. Przygody rodziny Mellopsów / Tomi Ungerer ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław: Format, 2010.
— 176 s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-48-4
Tyt. oryg.: The Mellops go flying (1958), The Mellops go diving for treasure (1957), The Mellops strike oil (1957), The Mellops go spelunking (1963), Christmas Eve at the Mellops (1960)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny 2011 Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Publikacja dofinansowana ze środków pochodzących z programów pomocowych Culturesfrance francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Europejskich.
351. Yumi / Annelore Parot ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2010.
— [41] s. (w tym złoż.) : il. kolor. ; 22 × 22 cm. — (Strony Świata).
— ISBN 978-83-61488-32-3
Tyt. oryg.: Yumi (2009)
2011


352. A kuku, Miffy! / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Wrocław : Format, 2011.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-60-6
Tyt. oryg.: Kiekeboe! wie is daar, Nijntje? (2004)
353. A kuku! Miffy w zagrodzie / Dick Bruna ; il. aut. ; tł. Magdalena van der Kroft. — Wrocław : Format, 2011.
— [26] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-64-4
Tyt. oryg.: Kiekeboe! wie zit daar, Nijntje? (2004)
354. Aoki / Annelore Parot ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2011.
— [48] s. (w tym złoż.) : il. kolor. ; 22 × 22 cm. — (Strony Świata).
— ISBN 978-83-614-8856-9
Tyt. oryg.: Aoki (2010)
355. Bajki / Ezop ; adapt. Jean-Philippe Mogenet ; il. Jean-François Martin ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2011.
— 59, [2] s. : il. kolor. ; 33 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-80-4
Tyt. oryg.: Fables (2011)
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2012 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka w kategorii Książka dla dzieci w wieku 5–12 lat.
356. Księżycolud / Tomi Ungerer ; il. aut. ; tł. Michał Rusinek. — Wrocław : Format, 2011.
— [42] s. : il. kolor. ; 31 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-68-2
Tyt. oryg.: Moon man (1967)
Książkę wydano w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński, dzięki dofinansowaniu przez Wydział Kultury Ambasady Francji w Polsce.
357. Otto : autobiografia pluszowego misia / Tomi Ungerer ; il. aut. ; tł. Michał Rusinek. — Wrocław: Format, 2011.
— [44] s. : il. kolor. ; 31 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-72-9
Tyt. oryg.: Otto (1999)
358. Słony skarb. Przewodnik dla dzieci po Wieliczce / Barbara Gawryluk ; il. Dorota Rewerenda-Młynarczyk. — Wrocław : Format, 2011.
— [43] s. : il. kolor. ; 21 × 21 cm.
— ISBN 978-83-61488-52-1
Wyróżnienie w kategorii Przewodnik dla dzieci w konkursie Najlepsze Publikacje Turystyczne Magellan 2011.
2012


359. Bangsi / Hubert Klimko-Dobrzaniecki ; il. Marcin Dopieralski. — Wrocław : Format, 2012.
— [56] s. : il. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-61488-88-0
360. Cyrkowcy / Marie Desplechin ; il. Emmanuelle Houdart ; tł. Marzena Dupuis. — Wrocław: Format, 2012.
— 51, [2] s. : il. ; 38 cm.
— ISBN 978-83-61488-96-5
Tyt. oryg.: Saltimbanques (2011)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
361. Gargantua / François Rabelais ; starofr. oryg. uwspółcześnił i wyboru dokonał Christian Poslaniec ; wersję fr. przeł. na podst. tł. Tadeusza Boya-Żeleńskiego Jan Maria Kłoczowski ; il. Ludovic Debeurme. — Wrocław: Format, 2012.
— [56] s. : il. kolor. ; 37 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-09-5
Tyt. oryg.: Gargantua (2004) Podstawę adaptacji stanowiło wydanie z 1534 r.
Wydano dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce oraz Institut français w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński. Publikacja dofinansowana przez Centre national du livre.
362. Nussi i coś więcej / Marek Bieńczyk ; il. Adam Wójcicki. — Wrocław : Format, 2012.
— [34] s. : il. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-61488-05-7
Ilustrator Adam Wójcicki otrzymał nagrodę główną w 3. edycji konkursu Książka Dobrze Zaprojektowana – zacznijmy od dzieci, organizowanym przez Akademię Sztuk Pięknych w Katowicach (2012). Pióro Fredry 2012.
363. To nie jest książka : burz i twórz! : 86 rzeczy, które zawsze chcieliśmy zrobić z książką, a których nam stanowczo zabraniano / tekst i proj. graf. Stephanie Rothmeier ; il. Noel ; adapt. typograficzna i proj. okł. Julita Gielzak ; tł. Anna Wziątek. — Wrocław : Format, 2012.
— [176] s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-61488-84-2
Tyt. oryg.: Kein Buch (2009)
364. Wynalazca / Jean-François Martin ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2012.
— 29 s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-61488-01-9
Tyt. oryg.: L’inventeur (2010)
Wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
365. Złota księga kokeshi / Annelore Parot ; il. aut. ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2012.
— [78] s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Strony Świata).
— ISBN 978-83-614-8892-7
Tyt. oryg.: Ami(e)s (2011)
2013


366. Auto Ferdynand / Janosch ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak, Dorota Hartwich, Piotr Mras. — Wrocław : Format, 2013.
— [12] s. : il. kolor. ; 21 cm. — Nazw. aut.: Horst Eckert.
— ISBN 978-83-61488-41-5
Tyt. oryg.: Das Auto hier heißt Ferdinand (1964)
Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
367. Cztery zwykłe miski / Iwona Chmielewska ; il. aut. — Wrocław : Format, 2013.
— [42] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-29-3
Pióro Fredry 2013.
II nagroda w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2013. Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
368. Książę w cukierni / Marek Bieńczyk ; il. Joanna Concejo. — Wrocław : Format, 2013.
— Harmonijka ([90] s.) : il. kolor. ; 34 × 15 cm. — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-61488-45-3
Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2013 w kategorii Ilustracje. Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
369. Szczęśliwi rodzice / Laetitia Bourget ; il. Emmanuelle Houdart ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2013.
— [34] s. : il. ; 33 cm. — (Książki dla Małych i Dużych).
— ISBN 978-83-61488-33-0
Tyt. oryg.: Les heureux parents (2009)
Wydano dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce oraz Institut français w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński.
370. Zagadkowa koperta listonosza Artura / Gérard Moncomble ; il. Paweł Pawlak ; tł. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak. — Wrocław : Format, 2013.
— 30, [1] s., [2] k. tabl. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-61488-37-8
Tyt. oryg.: L’enveloppe mystérieuse d’Arthur le facteur
Polski przekład został opracowany na podstawie nieopublikowanej wersji francuskiej.
2014


371. Crictor i inne niesamowite stwory / Tomi Ungerer ; il. aut. ; tł. Beata Hrycak. — Wrocław : Format, 2014.
— 187 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Światowi Mistrzowie Dzieciom).
— ISBN 978-83-61488-57-6
Tyt. oryg.: Crictor (1958); Adelaide (1959); Emil (1960); Rufus (1961); Orlando (1966)
372. Historyjki na raz / Bernard Friot ; il. Adam Wójcicki ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2014.
— 109 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-61488-61-3
Tyt. oryg.: Histoires pressées (1988)
Wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego oraz dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński.
373. Nowe historyjki na raz / Bernard Friot ; il. Adam Wójcicki ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2014.
— 109 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-61488-65-1
Tyt. oryg.: Nouvelles histoires pressées (1991)
Wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego oraz dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński.
374. Prince in a Pastry Shop / Marek Bieńczyk ; il. Joanna Concejo ; tł. Benjamin Paloff. — Wrocław : Format, 2014.
— Harmonijka ([92] s.) : il. kolor. ; 14 × 32,5 cm.
— ISBN 978-83-61488-53-8
Tyt. oryg.: Książę w cukierni (2013)
2015


375. Jeszcze raz historyjki na raz / Bernard Friot ; il. Adam Wójcicki ; tł. Dorota Hartwich. — Wrocław : Format, 2015.
— 112 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-61488-69-9
Tyt. oryg.: Encore des histoires pressées (1997)
Wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego oraz dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński.
376. Romeo i Julia : moje pierwsze cyfry : książka dwujęzyczna / Jennifer Adams ; il. Oliver Alison ; tł. Miron Malejki. — Wrocław : Format, 2015.
— [22] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (BabyLit®). — Tekst równol. w jęz. pol. i ang.
— ISBN 978-83-61488-73-6
Tyt. oryg.: Romeo &amp;amp; Juliet (2011)
377. Un Prince à la pâtisserie / Marek Bieńczyk ; il. Joanna Concejo ; tł. Nicolas Véron. — Wrocław : Format, 2015.
— Harmonijka ([92] s.) : il. kolor. ; 14 × 32,5 cm.
— ISBN 978-83-61488-77-4
Tyt. oryg.: Książę w cukierni (2013)</document>
<document nplp_id="13644" title="FRO9 [poz. 378-381]" slug="fro9">2004


378. Leon i kotka, czyli jak rozumieć mowę zegara / Grażyna Ruszewska ; il. Piotr Fąfrowicz. — Łódź : FRO9, 2004.
— 23, [1] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 83-920384-0-1
Nagroda w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2004 w kategorii Książki dla dzieci.
Wyróżnienia: literackie, graficzne za ilustracje i opracowanie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2003. Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2005 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
379. Rynna / Roksana Jędrzejewska-Wróbel ; il. Agnieszka Żelewska. — Łódź : FRO9, 2004.
— 23, [1] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 83-920384-2-8
Wyróżnienie dla wydawnictwa za konsekwentne wydawanie wysmakowanych książek przyznane w 2005 r. przez Fundację Świat Dziecka.
2005


380. Wielkie zmiany w dużym lesie / Grażyna Ruszewska ; il. Piotr Fąfrowicz. — Łódź : FRO9, 2005.
— 63, [1] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 83-920384-4-4
Nagroda Książka Roku 2006 PS IBBY w kategorii Ilustracje.
Nagroda w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2005 w kategorii Książki dla dzieci. Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2007 Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Książka wpisana na Listę Honorową IBBY 2008 w kategorii Ilustrator.
381. Żółta zasypianka / Anna Onichimowska ; il. Krystyna Lipka-Sztarbałło. — Łódź : FRO9, 2005.
— [40] s. : il. kolor. ; 15 cm.
— ISBN 83-920384-3-6
Wyróżnienie Graficzne PS IBBY w konkursie Książka Roku 2005.</document>
<document nplp_id="13646" title="Hokus-Pokus [poz. 382-421]" slug="hokus-pokus">2004


382. Julek i Julka. Cz. 1 / Annie Maria Geertruida Schmidt ; il. Fiep Westendorp ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2004.
— 156, [2] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 83-919621-0-5
Tyt. oryg.: Jip en Janneke. 1 (1963)
Wyd. 2 2005. — ISBN 83-919621-4-8
Wyd. 3 2006. — ISBN 83-919621-3-X
Wyd. 4 popr. 2009. — ISBN 978-83-60402-19-1
Wyd. 5 2010. — ISBN 978-83-60402-29-0
Wyd. 6 2010. — ISBN 978-83-60402-37-5
Wyd. 7 2011. — ISBN 978-83-60402-44-3
Wyd. 8 2012. — ISBN 978-83-60402-44-3
Wyd. 9 2013. — ISBN 978-83-60402-44-3
383. Julek i Julka. Cz. 2 / Annie Maria Geertruida Schmidt ; il. Fiep Westendorp ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2004.
— 156, [3] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 83-919621-2-1
Tyt. oryg.: Jip en Janneke. 2 (1964)
Wyd. 2 2005. — ISBN 83-60402-00-0
Wyd. 3 2007. — ISBN 978-83-60402-07-8
Wyd. 4 popr. 2009. — ISBN 978-83-60402-22-1
Wyd. 5 2010. — ISBN 978-83-60402-31-3
Wyd. 6 2010. — ISBN 978-83-60402-38-2
Wyd. 7 2011. — ISBN 978-83-60402-52-8
Wyd. 8 2013. — brak ISBN
2005


384. Julek i Julka. Cz. 3 / Annie Maria Geertruida Schmidt ; il. Fiep Westendorp ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2005.
— 158, [2] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 83-919621-9-9
Tyt. oryg.: Jip en Janneke. 3 (1964)
Wyd. 2 2005. — ISBN 83-919621-7-2
Wyd. 3 2007. — ISBN 978-83-60402-08-5
Wyd. 4 popr. 2009. — ISBN 978-83-60402-23-8
Wyd. 5 2010. — ISBN 978-83-60402-39-9
Wyd. 6 2011. — ISBN 978-83-60402-53-5
385. O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę / Werner Holzwarth ; il. Wolf Erlbruch ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2005.
— [24] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm.
— ISBN 83-919621-8-0
Tyt. oryg.: Vom kleinen Maulwurf, der wissen wollte, wer ihm auf den Kopf gemacht hat (1989)
Wyd. 2 2008. — ISBN 978-83-604021-3-9
Wyd. 3 2011. — ISBN 978-83-60402-43-6
Wyd. 4 2015. — ISBN 978-83-60402-67-2
386. Stworzenie / Bart Moeyaert ; il. Wolf Erlbruch ; tł. Jadwiga Jędryas, Łukasz Żebrowski.
— Warszawa : Hokus-Pokus, 2005.
— [32] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 83-919621-5-6
Tyt. oryg.: De Schepping (2003)
2006


387. Kinga i co z niej wyrośnie / Melania Kapelusz ; il. Jan Ciecierski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2006.
— 54, [2] s. : il. ; 17 × 21 cm.
— ISBN 83-60402-01-9
388. Minu / Annie Maria Geertruida Schmidt ; tł. Joanna Borycka-Zakrzewska. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2006.
— 153, [7] s. ; 21 cm.
— ISBN 83-604-0202-7
Tyt. oryg.: Minoes (1970)
389. O wędrowaniu przy zasypianiu / Iwona Chmielewska ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2006.
— [24] s. : il. ; 20 × 27 cm.
— ISBN 83-60402-05-1
390. Pippi, dziwne dziecko / Jacek Podsiadło. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2006.
— 144 s. ; 21 cm.
— ISBN 83-60402-03-5
391. Wielkie pytanie / Wolf Erlbruch ; il. aut. ; tł. Julian Kutyła. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2006.
— [48] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 83-60402-04-3
Tyt. oryg.: La grande question (2003)
2007


392. A ja czekam... / Davide Cali ; il. Serge Bloch ; tł. Julian Kutyła. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2007.
— [49] s. : il. ; 12 × 28 cm.
— ISBN 978-83-604021-2-2
Tyt. oryg.: Moi, j’attends (2005)
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-604025-9-7
393. Julek i Julka. Cz. 4 / Annie Maria Geertruida Schmidt ; il. Fiep Westendorp ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2007.
— 156, [4] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60402-06-1
Tyt. oryg.: Jip en Janneke. 4 (1964)
Wyd. 2 2009. — ISBN 978-83-60402-10-8
Wyd. 3 2010. — ISBN 978-83-60402-40-5
Wyd. 4 2011. — ISBN 978-83-60402-54-2
394. Julek i Julka. Cz. 5 / Annie Maria Geertruida Schmidt ; il. Fiep Westendorp ; tł. Joanna Borycka-Zakrzewska. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2007.
— 157, [3] s. : il. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-60402-11-5
Tyt. oryg.: Jip en Janneke. 5 (1964)
Wyd. 2 popr. 2009 — ISBN 978-83-60402-20-7
Wyd. 3 2010. — ISBN 978-83-60402-41-2
Wyd. 4 2011. — ISBN 978-83-60402-55-9
395. Straszna piątka / Wolf Erlbruch ; il. aut. ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2007.
— [32] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm.
— ISBN 978-83-604-020-92
Tyt. oryg.: Die fürchterlichen Fünf (1990)
2008


396. Gęś, śmierć i tulipan / Wolf Erlbruch ; il. aut. ; tł. Łukasz Żebrowski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2008.
— [32] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-604021-6-0
Tyt. oryg.: Ente, Tod und Tulpe (2007)
397. Kinga i jak ją rozgryźć / Melania Kapelusz ; il. Jan Ciecierski. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2008.
— 76, [4] s. : il. ; 17 × 20 cm.
— ISBN 978-83-604021-4-6
398. Kocur mruży ślepia złote / Maria Ekier ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2008.
— [24] s. : il. kolor. ; 20 × 27 cm.
— ISBN 978-83-604021-5-3
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2008 w kategorii Ilustrator. Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej.
2009


399. 1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów / Elia Barceló, Heinrich Böll, Andrea Camilleri, Didier Daeninckx, Max Frisch, Jiři Kratochvil, Ludmiła Pietruszewska, Ingo Schulze, Olga Tokarczuk, Miklós Vámos ; il. Henning Wagenbreth ; pod red. Michaela Reynoldsa. — Warszawa : Hokus-Pokus : Wytwórnia, 2009.
— 96 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-921964-5-7
Tekst tł. z różnych jęz.
400. Fikus / Wanda Mycielska ; il. i tł. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2009.
— 82 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-60402-21-4
Tyt. oryg.: Zuzuquinho (1964)
401. Kici kici miau : (kocia kołysanka) / Józef Wilkoń ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2009.
— [32] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60402-18-4
Nagroda główna w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2009 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
402. Lądowanie rinowirusów : przeziębienie / Wojciech Feleszko ; il. Ignacy Czwartos. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2009.
— 32 s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Na Sygnale).
— ISBN 978-83-60402-24-5
Wyd. 2 2011. — ISBN 978-83-60402-42-9
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2009 w kategorii Ilustracje.
2010


403. Bobo : historyjki obrazkowe dla najmłodszych dzieci / Markus Osterwalder ; il. aut. ; tł. Maria Borzęcka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
—127, [1] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Bobo).
— ISBN 978-83-60402-33-7
Tyt. oryg.: Bobo Siebenschläfer : Geschichten für ganz Kleine (1984)
404. Co krasnale mają w nosie / Dorota Matloch ; il. Agata Juszczak. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
— [57] s. : il. ; 16 × 22 cm.
— ISBN 978-83-60402-32-0
405. Król i morze : 21 krótkich opowiastek / Heinz Janisch ; il. Wolf Erlbruch ; tł. Maria Borzęcka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
— [48] s. : il. kolor. ; 20 × 23 cm.
—ISBN 978-83-60402-30-6
Tyt. oryg.: Der König und das Meer : 21 Kürzestgeschichten (2008)
406. Mała szansa / Marjolijn Hof ; tł. Joanna Borycka-Zakrzewska. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
— 92 s. ; 22 cm. — (Seria z Tulipanem).
— ISBN 978-83-60402-26-9
Tyt. oryg.: Een kleine kans (2006)
407. Nóż w palcu : skaleczenie / Wojciech Feleszko ; il. Ignacy Czwartos. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
— 32 s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Na Sygnale).
— ISBN 978-83-60402-28-3
408. Paproch / Eliza Piotrowska ; il. Maria Ekier. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2010.
— 42 s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60402-36-8
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
2011


409. Psie życie / Józef Wilkoń ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2011.
— [38] s. : il. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-60402-57-3
Nagroda główna w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2011 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
410. Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw / Agnieszka Wolny-Hamkało ; il. Józef Wilkoń. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2011.
— [32] s. : il. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-60402-45-0
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2011 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
2012


411. Brud / Olga Woźniak ; il. Patryk Mogilnicki. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2012.
— 35, [1] s. : il. kolor. ; 16 × 21 cm. — (Czego Nie Widać).
— ISBN 978-83-60402-47-4
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2012 w kategorii Ilustracje. Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2013 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
412. Król liter : litery drukowane / Eveline Hasler ; il. Christine Sormann ; tł. Maria Borzęcka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2012.
— 30 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Poznaję Litery).
— ISBN 978-83-60402-34-4
Tyt. oryg.: Buchstabenköning (1981)
413. Sztuka latania / Jan Bajtlik ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2012.
— [36] s. : il. kolor. ; 20 × 23 cm.
— ISBN 978-83-60402-58-0
2013


414. Bobo poznaje świat : historyjki obrazkowe dla najmłodszych dzieci / Markus Osterwalder ; il. aut. ; tł. Maria Borzęcka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2013.
— 127 s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Bobo).
— ISBN 978-83-60402-50-4
Tyt. oryg.: Bobo Siebenschläfer macht munter weiter (1986)
415. Pelerynek i pogoda pod psem / Wouter van Reek ; il. aut. ; tł. Iwona Mączka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2013.
— [32] s. : il. kolor. ; 20 × 20 cm.
— ISBN 978-83-60402-51-1
Tyt. oryg.: Keepvogel – noodweer (2005)
416. Wielki grzmot : biegunka / Wojciech Feleszko ; il. Ignacy Czwartos. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2013.
— 34 s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Na Sygnale).
— ISBN 978-83-60402-60-3
2014


417. Raz dwa trzy psy / Nadia Budde ; il. aut. ; tł. Iwona Mączka. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2014.
— [18] s. : il. kolor. ; 18 × 22 cm.
— ISBN 978-83-60402-64-1
Tyt. oryg.: Eins zwei drei Tier (1999)
418. Złotouste zero w zenicie / Maria Ekier ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2014.
— [52] s. : il. kolor. ; 19 × 19 cm.
— ISBN 978-83-60402-66-5
Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2014 w kategorii Książka obrazkowa. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2014.
419. Zoolitery / Agata Juszczak ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2014.
— [52] s. : il. kolor. ; 20 × 27 cm.
— ISBN 978-83-60402-65-8
2015


420. Dźwięk / Irena Cieślińska ; il. Patricija Bliuj-Stodulska. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2015.
— 57 s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm. — (Czego Nie Widać).
— ISBN 978-83-60402-61-0
421. Zbuntowany elektron / Józef Wilkoń ; il. aut. — Warszawa : Hokus-Pokus, 2015.
— [45] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60402-68-9
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2014 w kategorii Książka obrazkowa. Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2015.</document>
<document nplp_id="13647" title="Ładne Halo [poz. 422-427]" slug="ladne-halo">2011


422. Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem / Maciek Blaźniak ; il. aut. — Łódź : Ładne Halo, 2011.
— [48] s. : il. kolor. ; 20 × 20 cm.
— ISBN 978-83-62856-84-8
2012


423. Lalka Lolka / Katarzyna Bogucka ; il. aut. — Łódź : Ładne Halo, 2012.
— [35] s., [2] s. tabl. złoż. : il. kolor. ; 18 × 25 cm.
— ISBN 978-83-62856-16-9
Nagroda w konkursie Must Have 2013 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.
424. O psie, który szukał / Joanna Guszta ; il. Marta Szudyga. — Łódź : Ładne Halo, 2012.
— [44] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-62856-83-1
2013



425. Sklepy / Joanna Guszta ; il. Maciek Blaźniak. — Łódź : Ładne Halo, 2013.
— [24] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-62856-77-0
2014



426. Ptakty / Paweł Mildner ; il. aut. — Łódź : Ładne Halo, 2014.
— [29] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-62856-99-2
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2014 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Złoty medal Klubu Twórców Reklamy w kategorii Ilustracja (2015). Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2015 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
427. Skrytki / Mateusz Wysocki ; il. Agata Królak. — Łódź : Ładne Halo, 2014.
— [34] s. : il. kolor. ; 16 cm.
— ISBN 978-83-62856-24-4
Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2014. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2014 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Brązowy medal Klubu Twórców Reklamy w kategorii Ilustracja (2015). Nagroda w konkursie Must Have 2015 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.</document>
<document nplp_id="13649" title="Muchomor [poz. 428-529]" slug="muchomor">2002


428. Jadą, jadą misie! / il. Agnieszka Żelewska. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— [22] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-917214-3-4
Dodruki: 2004, 2005
Wyd. 2 2010. — ISBN 978-83-89774-38-5
Wyd. 3 2014. — ISBN 978-83-89774-72-9
429. Jaki to miesiąc / Marcin Strzembosz. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 83-917214-2-6
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-89774-80-4
430. Kolędy / oprac. muz. Marta Gerus ; il. Magdalena Świercz. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— 79, [1] s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 83-917214-4-2
Dodruk: 2012
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-89774-71-2
431. Książeczka-poduszeczka o przeciwieństwach / Kinga Janiak ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— [10] s. : il. kolor. ; 17 × 16 cm.
— ISBN 83-917214-1-8
432. Pinokio rymowany / Gianni Rodari ; il. Raul Verdini ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— 67 s. : il. kolor. ; 21 × 26 cm.
— ISBN 83-917214-7-7
Tyt. oryg.: Filastrocca di Pinocchio (1974)
433. Różni, najróżniejsi : książka do rozkładania / Emma Damon ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2002.
— 14 s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 83-917214-0-X
Tyt. oryg.: All kinds of people. A lift-the-flap book (1995)
2003


434. Franciszek po uszy zakochany / Angelika Glitz ; il. Annette Swoboda ; tł. Maciej Łęczycki. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [32] s. : il. kolor. ; 22 × 28 cm.
— ISBN 83-917214-5-0
Tyt. oryg.: Prinz Franz total verliebt (2000)
435. Gdzieżeś ty bywał, czarny baranie? / il. Agnieszka Żelewska. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [12] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-919311-3-7
Dodruk: 2005
Wyd. 2 2010. — ISBN 978-83-89774-35-4
Wyd. 3 2014. — ISBN 978-83-89774-76-7
Wyróżnienia graficzne PS IBBY w konkursie Książka Roku 2003.
436. Gołębica / Geneviève Laurencin ; il. Éric Gasté ; tł. Katarzyna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [16] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Zwierzaki Pana Boga).
— ISBN 83-918667-1-8
Tyt. oryg.: Les Bêtes à Bon Dieu. Colombe (2001)
437. Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty / Gianni Rodari ; il. Paweł Pawlak ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— 36 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 83-917214-9-3
Tyt. oryg.: Le favolette di Alice (1995)
Dodruki: 2004, 2006
Nagroda Graficzna PS IBBY w konkursie Książka Roku 2003. Książka wpisana na Listę Honorową IBBY 2004 w kategorii Tłumacz.
438. Interesy Pana Kota / Gianni Rodari ; il. Joanna M. Kołyszko ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— 40 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 83-9193-11-5-3
Tyt. oryg.: Gli affari del signor Gatto (1972)
Dodruk: 2004
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-89774-62-0
439. Jaka to epoka? / Marcin Strzembosz ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [26] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 83-917214-8-5
440. Książeczka-poduszeczka o zwierzętach / Agnieszka Żelewska ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [10] s. : il. kolor. ; 17 × 16 cm.
— ISBN 83-917214-6-9
Dodruki: 2004, 2007, 2009
441. Listonosz : [książka do rozkładania] / Emma Damon ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [16] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 83-919311-0-2
Tyt. oryg.: Postman Fox (2003)
442. Osiołek / Geneviève Laurencin ; il. Éric Gasté ; tł. Maria Deskur. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [16] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Zwierzaki Pana Boga).
— ISBN 83-918667-3-4
Tyt. oryg.: Les Bêtes à Bon Dieu. Petit ânon (2001)
443. Owieczka / Geneviève Laurencin ; il. Éric Gasté ; tł. Maria Deskur. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [16] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Zwierzaki Pana Boga).
— ISBN 83-918667-4-2
Tyt. oryg.: Les Bêtes à Bon Dieu. Brebis (2001)
444. Przepraszam, czy jesteś czarownicą? / Emily Horn ; il. Paweł Pawlak ; tł. Marta Umińska. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 83-919311-8-8
Tyt. oryg.: Excuse me... Are you a witch? (2002)
Dodruk: 2005
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-897-7484-2
445. Święta Faustyna / Krzysztof Kopciński ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [36] s. : il. ; 19 cm. — (Święci).
— ISBN 83-918667-0-X
446. Święty Franciszek / Anna Tyczyńska-Skowrońska ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [36] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Święci).
— ISBN 83-919311-6-1
Wyd. 2 popr. 2013. — ISBN 978-83-89774-64-4
447. Święty Mikołaj / Jarosław Mikołajewski ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [36] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Święci).
— ISBN 83-919311-7-X
448. Wielka ryba / Geneviève Laurencin ; il. Éric Gasté ; tł. Katarzyna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [16] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Zwierzaki Pana Boga).
— ISBN 83-918667-2-6
Tyt. oryg.: Les Bêtes à Bon Dieu. Gros poisson (2001)
449. Instrumenty / Alain Crozon ; il. aut. ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [12] s. : il. kolor. ; 28 × 12 cm. — (Zgaduj Zgadula).
— ISBN 83-918667-7-7
Tyt. oryg.: En avant la musique! (data wyd. oryg. nieustalona)
450. Pojazdy / Alain Crozon ; il. aut. ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [12] s. : il. kolor. ; 28 × 12 cm. — (Zgaduj Zgadula).
— ISBN 83-918667-6-9
Tyt. oryg.: Qu’est-ce qui roule? (1999)
451. Sport / Alain Crozon ; il. aut. ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [12] s. : il. kolor. ; 28 × 12 cm. — (Zgaduj Zgadula).
— ISBN 83-918667-8-5
Tyt. oryg.: Sports à gogo! (data wyd. oryg. nieustalona)
452. Zwierzęta / Alain Crozon, Aurélie Lanchais ; il. Alain Crozon ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2003.
— [12] s. : il. kolor. ; 28 × 12 cm. — (Zgaduj Zgadula).
— ISBN 83-918667-5-0
Tyt. oryg.: Qui suis-je? (1998)
2004


453. Bajki filozoficzne / Michel Piquemal ; il. Agnieszka Malmon ; tł. Helena Sobieraj. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— 70, [2] s. : il. ; 20 cm. — (Muchomor – Filozofia).
— ISBN 83-89774-08-9
Tyt. oryg.: Les philo-fables (2003)
Wyd. 2 2010. — ISBN 978-83-89774-36-1
Dodruki: 2005, 2008, 2009, 2012, 2014, 2015
454. Był sobie dwa razy baron Lamberto czyli Tajemnice wyspy San Giulio / Gianni Rodari ; il. Ewa Poklewska-Koziełło ; tł. Jarosław Mikołajewski. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— 127 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 83-89774-07-0
Tyt. oryg.: C’era due volte il barone Lamberto ovvero I misteri dell’isola di San Giulio (1982)
455. Czerwony kapturek / Zofia Stanecka ; il. Bartek Drejewicz. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Baśniowy Muchomor).
— ISBN 83-89774-01-1
456. Dyzio marzyciel / Julian Tuwim ; il. Joanna M. Kołyszko. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [10] s. : il. kolor. ; 12 × 17 cm.
— ISBN 83-919311-1-0
Wiersz ukazał się po raz pierwszy w zbiorze O panu Tralalińskim i inne wierszyki opublikowanym przez wydawnictwo J. Przeworski w 1938 r.
457. Jaś i Małgosia / Zofia Stanecka ; il. Bogna Pniewska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Baśniowy Muchomor).
— ISBN 83-89774-02-X
458. Jedzie pociąg z daleka / il. Ewa Kozyra-Pawlak. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [12] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-89774-06-2
Dodruk: 2006
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-89774-77-4
Wyróżnienie Graficzne PS IBBY w konkursie Książka Roku 2004.
459. Kopciuszek / Zofia Stanecka ; il. Iwona Chmielewska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Baśniowy Muchomor).
— ISBN 83-89774-03-8
460. Książeczka-poduszeczka o kolorach / Agnieszka Żelewska ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [18] s. : il. kolor. ; 16 cm.
— ISBN 83-89774-00-3
461. Medal pana zająca / Becky Bloom ; il. Paweł Pawlak ; tł. Katarzyna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [34] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 83-89774-05-4
Tyt. oryg.: The hare and the tortoise (2004)
462. Miała baba koguta / il. Joanna Jung. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [12] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-89774-09-7
463. Przybieżeli do Betlejem / il. Agnieszka Żelewska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [12] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-89774-10-0
464. Ptasie plotki / Julian Tuwim ; il. Piotr Rychel. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [10] s. : il. kolor. ; 12 × 17 cm.
— ISBN 83-919311-4-5
Pierwsze wydanie ukazało się w 1946 r. nakładem wydawnictwa E. Kuthana.
465. Ptaszek z Łobzowa / il. Agnieszka Żelewska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [12] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 83-919311-9-6
466. Spóźniony słowik / Julian Tuwim ; il. Ewa Poklewska-Koziełło. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [10] s. : il. kolor. ; 12 × 17 cm.
— ISBN 83-918667-9-3
Wiersz ukazał się po raz pierwszy w zbiorze Słoń Trąbalski opublikowanym przez wydawnictwo J. Przeworski w 1938 r.
467. Taniec / Julian Tuwim ; il. Agnieszka Żelewska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [10] s. : il. kolor. ; 12 × 17 cm.
— ISBN 83-919311-2-9
Wiersz ukazał się po raz pierwszy w zbiorze Słoń Trąbalski opublikowanym przez wydawnictwo J. Przeworski w 1938 r.
468. Trzy świnki / Zofia Stanecka ; il. Elżbieta Wasiuczyńska. — Warszawa : Muchomor, 2004.
— [24] s. : il. kolor. ; 19 cm. — (Baśniowy Muchomor).
— ISBN 83-89774-04-6
2005


469. Dla małych o dużych, dla dużych o małych / Janusz Weiss ; il. Zuzanna Weiss, Sabina Weiss. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— 69, [3] s. : il. ; 20 × 24 cm.
— ISBN 83-89774-16-X
470. Jajuńciek : bajeczka trochę irlandzka, którą napisał i narysował Paweł Pawlak. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 83-89774-15-1
Książka zdobyła Złote Jabłko 2005 na Biennale Ilustracji w Bratysławie.
471. Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? / Leszek Kołakowski ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— [36] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 83-89774-17-8
Pierwsze wydanie ukazało się w 1986 r. nakładem Oficyny Literackiej.
Książka napisana w 1966 r. – ówczesna cenzura nie dopuściła jej do druku.
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-89774-86-6
472. Poniżanie, nie! / Dominique de Saint-Mars ; il. Serge Bloch ; tł. Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— 35 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Nie! ; 1).
— ISBN 83-89774-13-5
Tyt. oryg.: Maltraitance, non! (2004)
473. Przemoc, nie! / Dominique de Saint-Mars ; il. Serge Bloch ; tł. Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— 35 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Nie! ; 3).
— ISBN 83-89774-12-7
Tyt. oryg.: Violence, non! (2004)
474. Rasizm i nietolerancja, nie! / Florence Dutheil ; il. Henri Fellner ; tł. Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— 35 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Nie! ; 2).
— ISBN 83-89774-14-3
Tyt. oryg.: Intolérance et racisme, non! (2004)
475. Zły dotyk, nie! / Delphine Saulière ; il. Bernadette Després ; tł. Anna Skowrońska. — Warszawa : Muchomor, 2005.
— 34 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Nie! ; 4).
— ISBN 83-89774-11-9
Tyt. oryg.: Abus sexuels, non! (2004)
2006


476. Halicz : na podstawie wspomnień Henryka Kończykowskiego / Roksana Jędrzejewska-Wróbel ; il. Ewa Poklewska-Koziełło. — Warszawa : Muchomor, 2006.
— 56, [1] s. : il. ; 25 cm. — (Warszawa 1944).
— ISBN 83-89774-22-4
Dodruk: 2014.
Tytuł na okł.: Powstaniec Halicz.
Książka powstała z inicjatywy i we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.
477. Mały Powstaniec : na podstawie wspomnień Tymoteusza Duchowskiego / Szymon Sławiński ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Warszawa : Muchomor, 2006.
— 36 s., [1] k. tabl. złoż. : il. kolor. ; 25 cm. — (Warszawa 1944).
— ISBN 83-89774-21-6
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-89774-21-7
Książka powstała z inicjatywy i we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.
478. Marek i Mirek / Gianni Rodari ; il. Joanna Jung ; tł. Agnieszka Kuciak. — Warszawa : Muchomor, 2006.
— 56 s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 83-89774-24-0
Tyt. oryg.: Storie di Marco e Mirco (1994)
479. Operacja Czerwone Jerycho / Joshua Mowll ; tł. Janusz Ochab. — Warszawa : Muchomor, 2006.
— 273, XIII, [1] s., [8] s. tabl. złoż. : il. ; 20 cm. — (Trylogia Gildii ; 1).
— ISBN 83-89774-20-8
Tyt. oryg.: Operation Red Jericho (2004)
2007


480. Mój tata król / Michel Amelin ; il. Colette Camil ; tł. Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2007.
— 29 s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Opowieści Muchomora).
— ISBN 978-83-89774-26-2
Tyt. oryg.: Mon papa le roi (1995)
481. O księciu Oliwierze, który nie chciał się myć / Odile Hellmann-Hurpoil ; il. Patrick Benson ; tł. Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2007.
— 29 s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Opowieści Muchomora).
— ISBN 978-83-89774-25-5
Tyt. oryg.: Le prince Olivier ne veut pas se laver (1991)
482. Żywot i czyny przemyślnego rycerza Don Kichota / Erich Kästner ; il. Horst Lemke ; tł. Emilia Bielicka. — Warszawa : Muchomor, 2007.
— 63, [1] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-89774-27-9
Tyt. oryg.: Don Quichotte (1956)
2008


483. Kotek, który merdał ogonem : historia, którą napisał Gérard Moncomble, a zilustrował Paweł Pawlak, który tę historię też wymyślił / tł. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak. — Warszawa : Muchomor, 2008.
— 31, [1] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-89774-29-3
Tyt. oryg.: Le chat qui aboyait
Polski przekład został opracowany na podstawie nieopublikowanej wersji francuskiej.
Wyd. 2 popr. 2015. — ISBN 978-83-89774-83-5
484. Przemyt / Beata Sroka ; il. Bogna Sroka-Mucha. — Warszawa : Muchomor, 2008.
— 49, [1] s. : il. kolor. ; 24 × 25 cm.
— ISBN 978-83-89774-30-9
485. Zachęta do sztuki : sztuka współczesna dla dzieci / Zofia Dubowska-Grynberg ; il. Natka Luniak ; fot. Joanna Kinowska i in. — Warszawa : Zachęta Narodowa Galeria Sztuki : Muchomor, 2008.
— [64] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-60713-12-9 (Zachęta) ; ISBN 978-83-89774-28-6 (Muchomor)
2009


486. Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości / Leszek Kołakowski ; oprac. graf. Monika Hanulak. — Warszawa : Muchomor, 2009.
— [12] k. złoż. : il. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-89774-34-7
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2009 w kategorii Ilustracje.
Książka uznana za jedną ze stu najciekawiej wydanych książek na świecie na „3rd CJ Picture Book Festival” w Korei Pd.
487. Wszyscy mają psa, tylko nie ja / Jarosław Mikołajewski ; il. Ewa Poklewska-Koziełło. — Warszawa : Muchomor, 2009.
— [32] s. : il. kolor. ; 18 × 21 cm.
— ISBN 978-83-89774-33-0
488. Zakochana Akiko : bajka Zen / Antoine Guilloppé ; il. aut. ; tł. Katarzyna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2009.
— [26] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89774-32-3
Tyt. oryg.: Akiko l’amoureuse : petit conte zen (2008)
2010


489. Bitwa pod Grunwaldem / Tomasz Diatłowicki ; il. Jan Bajtlik, Agnieszka Malmon. — Warszawa : Muchomor, 2010.
— 49 s. : il. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-89774-40-8
490. PKP czyli Poczet Królów Polskich / Grzegorz Wasowski ; oprac. graf. Bohdan Butenko. — Warszawa : Muchomor, 2010.
— 128, [8] s. : il. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-89774-39-2
Pierwsze wydanie, z innymi il., ukazało się w 1997 r. nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Nagroda Główna w Konkursie Literatury Dziecięcej im. H. Skrobiszewskiej 2010 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2010.
491. Słoniątko / Adam Jaromir ; il. Gabriela Cichowska. — Warszawa : Muchomor, 2010.
— [32] s. : il. kolor. ; 32 cm.
— ISBN 978-83-89774-41-5
Wyróżnienie Bologna Ragazzi Award w kategorii Opera Prima.
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. H. Skrobiszewskiej 2010 i wpisanie na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2010. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2011 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
492. „Solidarność” 1980–1986 : krótka historia dla dzieci / Szymon Sławiński ; il. Agnieszka Malmon, Marcin Strzembosz. — Warszawa : Muchomor, 2010.
— 64, [2] s. : il. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-89774-42-2
493. Zarafa / Adam Jaromir ; il. Paweł Pawlak ; tł. Adam Jaromir. — Warszawa : Muchomor, 2010.
— XLIII, [5] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-89774-37-8
Tyt. oryg.: Zarafa (2009)
Wyróżnienie literackie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2011.
2011


494. Ciepło-zimno : zagadka Fahrenheita / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Agata Dudek. — Warszawa : Muchomor, 2011.
— 96 s : il. ; 22 cm. — (Trylogia Gdańska ; 2).
— ISBN 978-83-89774-47-7
Dodruki: 2012, 2014
Wyróżnienie literackie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2012.
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2011 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
495. Filozofowie do dzieci / Sophie Boizard ; il. Agnieszka Malmon ; tł. Tymek Skowroński. — Warszawa : Muchomor, 2011.
— 57 s. : il. ; 20 cm. — (Muchomor – Filozofia).
— ISBN 978-83-89774-43-9
Tyt. oryg.: Les grands philosophes parlent aux petits philosophes (2010)
496. Tosia i karteczka / Agata Loth-Ignaciuk ; il. Agata Loth-Ignaciuk, Hania Ignaciuk. — Warszawa : Muchomor, 2011.
— [24] s. : il. ; 28 cm. — (Tosia).
— ISBN 978-83-89774-46-0
497. Tosia i pudełko / Agata Loth-Ignaciuk ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2011.
— [24] s. : il. ; 28 cm. — (Tosia).
— ISBN 978-83-89774-48-4
498. W poszukiwaniu światła. Opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Dorota Łoskot-Cichocka. — Pelplin : Wydawnictwo Bernardinum ; Warszawa : Muchomor, 2011.
— 123, [3] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-62994-31-1 (Bernardinum) ; ISBN 978-83-89774-45-3 (Muchomor)
499. Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Agata Dudek, Małgorzata Frąckiewicz. — Warszawa : Muchomor, 2011.
— 96 s : il. ; 23 cm. — (Trylogia Gdańska ; 1).
— ISBN 978-83-89774-44-6
Dodruki: 2012, 2014
Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2011 w kategorii Ilustracje.
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2011 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
2012


500. Bajki filozoficzne : jak żyć razem? / Michel Piquemal ; il. Agnieszka Malmon ; tł. Maria Braunstein, Michał Krasicki. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 72 s. : il. ; 21 cm. — (Muchomor – Filozofia).
— ISBN 978-83-89774-52-1
Tyt. oryg.: Les philo-fables pour vivre ensemble (2007)
Dodruk: 2014
501. Kolory = Colours / Andrzej Owsiński ; il. aut. — Warszawa : Muchomor : Państwowe Muzeum Etnograficzne, 2012.
— [10] s. : il. kolor. ; 15 × 15 cm. — Tekst równol. pol. i ang.
— ISBN 978-83-89774-55-2
Dodruk: 2014
502. Krakowiaczek jeden / il. Agnieszka Żelewska.— Warszawa : Muchomor, 2012.
— [10] s. :il. kolor. ; 15 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 978-83-89774-58-3
Dodruk: 2014
503. Królewna i goblin / George MacDonald ; il. Piotr Bednarczyk ; tł. Magda Sobolewska. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 242, [4] s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-89774-59-0
Tyt. oryg.: The princess and the goblin (1872)
Pierwsze wydanie polskie ukazało się w 2005 r. nakładem wydawnictwa Fronda (w innym przekładzie i z innymi ilustracjami).
Współfinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
504. Po drugiej stronie okna : opowieść o Januszu Korczaku / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Dorota Łoskot-Cichocka, Tomek Głowacki. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 163, [2] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Biografie Słynnych Polaków ; 1).
— ISBN 978-83-89774-54-5
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2012 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012.
505. Stary niedźwiedź / il. Agnieszka Żelewska.— Warszawa : Muchomor, 2012.
— [10] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 978-83-89774-61-3
506. Świat : poema naiwne / Czesław Miłosz ; il. Mikołaj Chylak. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 72 s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-89774-57-6
Wiersze powstały w 1943 r. Pierwsze wydanie ukazało się w 1999 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2012 w kategorii Ilustracje.
507. Tańcowały dwa Michały / il. Jan Bajtlik. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— [10] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — ([Piosenki Ludowe]).
— ISBN 978-83-89774-49-1
508. Tosia i żarówka : dla wszystkich, którzy nie lubią gasić światła / Agata Loth-Ignaciuk ; il. aut. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— [24] s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Tosia).
— ISBN 978-83-89774-50-7
509. Wojtek spod Monte Cassino / Wiesław Antoni Lasocki ; projekt graf. Jan Bajtlik i Urszula Woźniak ; il. Jan Bajtlik. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 138, [2] s. : il. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-89774-51-4
Dodruk: 2015
Pierwsze wydanie ukazało się w 1987 r. nakładem wydawnictwa Prom.
510. XY / Joanna Rudniańska ; il. Jacek Ambrożewski. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 57, [9] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-89774-60-6
Nagroda główna w konkursie Literatury Dziecięcej im. H. Skrobiszewskiej 2012 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012.
511. Zwierzęta = Animals / Andrzej Owsiński ; il. aut. — Warszawa : Muchomor : Państwowe Muzeum Etnograficzne, 2012.
— [10] s. : il. kolor. ; 15 × 15 cm. — Tekst równol. pol. i ang.
— ISBN 978-83-89774-56-9
Dodruk: 2014
512. Życie pod psem według Artura Schopenhauera / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Agata Dudek, oprac. graf. Małgorzata Frąckiewicz. — Warszawa : Muchomor, 2012.
— 127, [2] s. : il. ; 22 cm. — (Trylogia Gdańska ; 3).
— ISBN 978-83-89774-53-8
2013


513. Co się dzieje kiedy śpisz / Maciej Łazowski. — Warszawa : Muchomor, 2013.
— [31] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-89774-66-8
514. Królewna i Curdie / George MacDonald ; il. Piotr Bednarczyk ; tł. Magda Sobolewska. — Warszawa : Muchomor, 2013.
— 184 s. : il. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-89774-69-9
Tyt. oryg.: The princess and Curdie (1883)
Współfinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
515. Luneta Czasu i Konstytucja 3 maja / Katarzyna Ostrowska-Biernacka ; il. Ryszard Kajzer. — Warszawa : Stowarzyszenie Nasza Historia : Muchomor, 2013.
— 27, [5] s. : il. ; 15 cm.
— ISBN 978-83-89774-65-1
516. Mistrz : spotkanie z Witoldem Lutosławskim / Anna Czerwińska-Rydel, Paweł Rydel ; projekt graf. i il. Agata Dudek, Małgorzata Nowak. — Warszawa : Muchomor, 2013.
— 51, [1] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-89774-67-5
Współfinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
2014


517. Bałtycka syrena : historia Konstancji Czirenberg / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 91, [3] s : il. ; 22 cm — (Trylogia Gdańska o Kobietach).
— ISBN 978-83-89774-78-1
518. Baśnie polskie / David Walser ; il. Jan Pieńkowski ; tł. Magda Sobolewska. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 96, [4] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-89774-70-5
Współfinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
519. Którędy do gwiazd : historia Elżbiety Heweliusz, pierwszej kobiety astronom / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 47, [47] s. : il. kolor. ; 23 cm — (Trylogia Gdańska o Kobietach).
— ISBN 978-83-89774-75-0
Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2014 w kategorii Ilustracje.
520. Moc czekolady : opowieść o Wedlach i czekoladzie / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Małgorzata Frąckiewicz, Alicja Kobza ; przepisy Janusza Profusa. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 149 s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Biografie Słynnych Polaków ; 2).
— ISBN 978-83-89774-68-2
521. (Prawdziwa!) Historia sztuki / Sylvain Coissard ; il. Alexis Lemoine ; notki o malarzach Katarzyna Radziwiłł. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 51 s. : il. kolor. ; 15 × 25 cm.
— ISBN 978-83-89774-73-6
Tyt. oryg.: Les (vraies !) histoires de l’art (2012)
522. Sto tysięcy kartek : opowieść o Józefie Ignacym Kraszewskim / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Jan Bajtlik. — Warszawa : Muchomor, 2014.
— 146, [2] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Biografie Słynnych Polaków ; 3).
— ISBN 978-83-89774-63-7
2015


523. Alfabet polski / Anna Skowrońska ; il. Agata Dudek ; oprac. graf. Małgorzata Nowak. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— 92 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-89774-85-9
524. Bajki filozoficzne : jak żyć na Ziemi? / Michel Piquemal ; il. Agnieszka Malmon ; tł. Maria Braunstein, Michał Krasicki. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— 80 s. : il. ; 21 cm. — (Muchomor – Filozofia).
— ISBN 978-83-89774-81-1
Tyt. oryg.: Les philo-fables : pour la Terre (2010)
525. Historie Mona Lizy / Piotr Barsony ; il. aut. ; tł. Jolanta Kozłowska, Joanna Woyciechowska. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— 55 s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-89774-82-8
Tyt. oryg.: Histoires de Joconde (2007)
526. Jak zdobyć Nagrodę Nobla? / Katarzyna Radziwiłł ; il. Daniel de Latour. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— 96, [9] s. : il. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-897-7491-0
Nagroda w konkursie Mądra Książka Roku 2015 dla dzieci.
527. Lustra Johanny : opowieść o Johannie Schopenhauer / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— 106, [4] s. : il. (w tym kolor.) ; 23 cm. — (Trylogia Gdańska o Kobietach).
— ISBN 978-83-89774-89-7
Nagroda w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej.
528. Prawda o tramwajach / Światopełk Karpiński ; il. Maciej Łazowski. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— [18] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm.
— ISBN 978-83-774-79-8
529. Wielka księga pociągów / John Porter ; il. Mattias De Leeuw ; tł. Aleksandra Bienias. — Warszawa : Muchomor, 2015.
— [44] s. : il. ; 33 cm.
— ISBN 978-83-89774-88-0
Tyt. oryg.: Het Grote Treinenboek (2015)</document>
<document nplp_id="13651" title="Tako [poz. 530-577]" slug="tako">2011


530. Biegnij dynio, biegnij / na podst. tradycyjnego opowiadania portugalskiego Eva Mejuto ; il. André Letria ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-06-2
Tyt. oryg.: Corre corre, cabaciña (2006)
531. Czekolada / Marisa Núñez ; il. Helga Bansch ; tł. Sylwia Kopeć. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-01-7
Tyt. oryg.: Chocolata (2006)
532. Dym / Antón Fortes ; il. Joanna Concejo ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2011.
— [36] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-05-5
Tyt. oryg.: Fume (2008)
533. Kukuryk / na podst. tradycyjnego opowiadania birmańskiego Marisa Núñez ; il. Helga Bansch ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-02-4
Tyt. oryg.: Cocorico (2007)
Dodruk: 2014
534. O księżniczce, która bez przerwy ziewała / Carmen Gil ; il. Elena Odriozola ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-03-1
Tyt. oryg.: La princesa que bostezaba a todas horas (2005)
535. O żółwiu, który chciał spać / Roberto Aliaga ; il. Alessandra Cimatoribus ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-00-0
Tyt. oryg.: La tortuga que quería dormir (2008)
Dodruk: 2014
536. Trzy świnki / na podst. tradycyjnego opowiadania Raquel Méndez ; il. Helga Bansch ; tł. Sylwia Kopeć. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-04-8
Tyt. oryg.: Os tres porquiños (2008)
537. Zły wilk / na podst. tradycyjnej bajki rosyjskiej Patacrúa ; il. Chené Gómez ; tł. Sylwia Kopeć. — Toruń : Tako, 2011.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO). — Na książce pseud. il., właśc.: José Manuel Gómez Prieto.
— ISBN 978-83-62737-07-9
Tyt. oryg.: Loboferoz (2006)
2012


538. CZARY! / Charo Pita ; il. Madalena Matoso ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-15-4
Tyt. oryg.: Maxia! (2011)
539. Mama bohatera / Roberto Malo, Francisco Javier Mateos ; il. Marjorie Pourchet ; tł. Filip Łobodziński. — Toruń : Tako, 2012.
— [36] s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-11-6
Tyt. oryg.: La madre del héroe (2011)
540. Maska lwa / Margarita del Mazo ; il. Paloma Valdivia ; tł. Weronika Pérez Borjas. — Toruń : Tako, 2012.
— [44] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-08-6
Tyt. oryg.: La máscara del león (2009)
541. Niedzielna wizyta / Matteo Gubellini ; il. aut. ; tł. Sylwia Kopeć. — Toruń : Tako, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-10-9
Tyt. oryg.: Lavisita de los domingos (2011)
542. Orzechowy łasuch / na podst. ludowej bajki Roberto Mezquita ; il. Bernardo Carvalho ; tł. Filip Łobodziński. — Toruń : Tako, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-14-7
Tyt. oryg.: El gallo traganueces (2011)
543. Wielka podróż / Anna Castagnoli ; il. Gabriel Pacheco ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2012.
— [36] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-09-3
Tyt. oryg.: El gran viaje (2009)
544. Wojna liczb / Juan Darién ; il. aut. ; tł. Filip Łobodziński. — Toruń : Tako, 2012.
— [44] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-12-3
Tyt. oryg.: La guerra de los números (2009)
2013


545. Antonino w walce z czasem / Juan Arjona ; il. Lluïsot ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm. — (Antonino ; 1).
— ISBN 978-83-62737-33-8
Tyt. oryg.: Antonino contra el tiempo (2011)
546. Czarownica / Enric Lluch ; il. Óscar T. Pérez ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2013.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 1).
— ISBN 978-83-62737-21-5
Tyt. oryg.: La bruixa (2010)
547. Drzewa po drodze / Régine Raymond-Garcia ; il. Vanina Starkoff ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2013.
— 32 s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-18-5
Tyt. oryg.: Árboles en el camino (2012)
548. Dziad z workiem / Enric Lluch ; il. Miguel Ángel Díez ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2013.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 3).
— ISBN 978-83-62737-24-6
Tyt. oryg.: L’home del sac (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
549. Niedźwiedź łowca motyli / Susanna Isern ; il. Marjorie Pourchet ; tł. Weronika Perez Borjas. — Toruń : Tako, 2013.
— 32 s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-17-8
Tyt. oryg.: Oso cazamariposas (2012)
550. Pan G. / Gustavo Roldán ; il. aut. ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2013.
— [36] s. : il. kolor. ; 19 cm.
— ISBN 978-83-62737-34-5
Tyt. oryg.: El señor G. (2009)
551. Wampir / Enric Lluch ; il. Fernando Falcone ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2013.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 2).
— ISBN 978-83-62737-22-2
Tyt. oryg.: El vampir (2010)
552. Wielka księga portretów zwierząt / Svjetlan Junaković ; il. aut. ; tł. Marta Bręgiel-Benedyk. — Toruń : Tako, 2013.
— 44 s. : il. kolor. ; 35 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-30-7
Tyt. oryg.: Grande livro dos retratos de animais (2006)
Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
553. Zombi / Enric Lluch; il. Oriol Hernández ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2013.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 4).
— ISBN 978-83-62737-25-3
Tyt. oryg.: El zombi (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
2014


554. Antonino tam i z powrotem / Juan Arjona ; il. Lluïsot ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm. — (Antonino ; 2).
— ISBN 978-83-62737-57-4
Tyt. oryg.: Antonino va y viene (2011)
Współfinansowanie: Komisja Europejska.
555. Antonino ze snu w sen / Juan Arjona ; il. Lluïsot ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 16 × 22 cm. — (Antonino ; 3).
— ISBN 978-83-62737-56-7
Tyt. oryg.: Antonino de sueño en sueño (2012)
556. Czy dosięgnie? / Taro Miura ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2014.
— [22] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Pracujące Pojazdy ; 1).
— ISBN 978-83-62737-47-5
Tyt. oryg.: Todokukana (2007)
557. Duch / Enric Lluch ; il. Rodrigo Luján ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2014.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 5).
— ISBN 978-83-62737-49-9
Tyt. oryg.: Elfantasma (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
558. Hej, ho! / Taro Miura ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2014.
— [22] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Pracujące Pojazdy ; 2).
— ISBN 978-83-62737-55-0
Tyt. oryg.: Yoisho (2007)
559. Jaś i Małgosia / na podst. baśni braci Grimm Tina Meroto ; il. Iratxe López de Munáin ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2014.
— [36] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm + 1 dysk optyczny (CD). — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-51-2
Tyt. oryg.: Hansel y Gretel (2014)
Wydanie współfinansowane przez Komisję Europejską.
560. Maryna / na podst. polskiej piosenki ludowej Eva Mejuto ; il. Mafalda Milhões ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2014.
— [24] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-52-9
Tyt. oryg.: María (2014)
Wydanie współfinansowane przez Komisję Europejską.
561. Mumia / Enric Lluch ; il. Pablo Tambuscio ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2014.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 6).
— ISBN 978-83-62737-60-4
Tyt. oryg.: La mòmia (2010)
Wydanie współfinansowane przez Institut Ramon Llull.
562. Pazurzak / Margarita del Mazo ; il. Charlotte Pardi ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2014.
— [36] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-61-1
Tyt. oryg.: Camuñas (2012)
563. Piersi / Gen-ichiro Yagyu ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Moje Ciało ; 2).
— ISBN 978-83-62737-53-6
Tyt. oryg.: Oppai no himitsu (1989)
564. Strupek / Gen-ichiro Yagyu ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2014.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Moje Ciało ; 1).
— ISBN 978-83-62737-50-5
Tyt. oryg.: Kasabuta kun (1997)
565. Tokio / Taro Miura ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2014.
— [104] s. : il. kolor. ; 18 × 18 cm. — (Moje Wspaniałe Miasto ; 1).
— ISBN 978-83-62737-58-1
Tyt. oryg.: Tokio (2006)
Pierwsze zagraniczne wydanie książki ukazało się w języku hiszpańskim, jednak polskie wydanie to tłumaczenie oryginalnej wersji z języka japońskiego.
Wydanie dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
2015



566. Czerwony kapturek / Wilhelm Grimm ; Jacob Grimm; il. Joanna Concejo ; tł. Łukasz Musiał. — Toruń : Tako, 2015.
— [64] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-62737-77-2
Tyt. przekł.: Little Red Riding Hood (2014)
Podst. przekł.: Rotkäppchen (1812)
Oryginał książki w wersji z ilustracjami Joanny Concejo ukazał się w 2014 r. w języku koreańskim. Polskiego przekładu dokonano z języka niemieckiego z pierwszego wyd. baśni braci Grimmów z 1812 r.
Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
567. Dzień na plaży / Bernardo Carvalho ; il. aut. ; tł. Jakub Jankowski. — Toruń : Tako, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-62737-69-7
Tyt. oryg.: Um Dia na Praia (2008)
Współfinansowane przez Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas, Portugalia.
568. Kościotrup / Enric Lluch ; il. Mercè López ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 8).
— ISBN 978-83-62737-68-0
Tyt. oryg.: L’esquelet (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
569. Morze / Ricardo Henriques ; il. André Letria ; tł. Jakub Jankowski. — Toruń : Tako, 2015.
— 56, [1] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-627-37-79-6
Tyt. oryg.: Mar : atividário (2012)
Dofinansowano ze środków: Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas oraz Instytutu Camõesa, Portugalia.
570. Nie trzeba słów / Armando Quintero ; il. Marco Somá ; tł. Beata Haniec. — Toruń : Tako, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 24 × 26 cm. — (Kolekcja OQO).
— ISBN 978-83-62737-72-7
Tyt. oryg.: No hace falta la voz (2013)
571. Ogr / Enric Lluch ; il. Cecilia Varela ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 7).
— ISBN 978-83-62737-67-3
Tyt. oryg.: L’ogre (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
572. Pępek / Gen-ichiro Yagyu ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Moje Ciało ; 3).
— ISBN 978-83-62737-76-5
Tyt. oryg.: Oheso no himitsu (1998)
573. Potwór z szafy / Enric Lluch ; il. Pablo Zamboni ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 9).
— ISBN 978-83-62737-87-1
Tyt. oryg.: El monstre de l’armari (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
574. Świat w sekundzie / Isabel Minhós Martins ; il. Bernardo Carvalho ; tł. Jakub Jankowski. — Toruń : Tako, 2015.
— [48] s. : il. kolor. ; 18 × 18 cm.
— ISBN 978-83-62737-78-9
Tyt. oryg.: O Mundo num Segundo (2008)
Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas, Portugalia.
575. Warszawa / pomysł i oprac. graf. Grażka Lange ; teksty Michał Bielawski, Andrzej Bieńkowski, Sylwia Chutnik, Ola Cieślak, Anna Czajkowska, Agata Czarnacka, Jacek Dehnel, Dorota Dobrew, Agnieszka Drotkiewicz, Andrzej Marek Grabowski, Grzegorz Kasdepke, Łukasz Klesyk, Michał Komar, Tomasz Kwaśniewski, Mikołaj Łoziński, Weronika Majchrzak, Weronika Naszarkowska-Multanowska, Janusz Noniewicz, Joanna Olech, Wojciech Orliński, Tina Oziewicz, Michał Rusinek, Katarzyna Sowula, Tomasz Ulanowski, Maryla Weiss, Maciej Wojtyszko. — Toruń : Tako, 2015.
— 70, [2] s., [28] k. tabl. złoż. : il. kolor. ; 18 × 18 cm. — (Moje Wspaniałe Miasto ; 2).
— ISBN 978-83-62737-73-4
Nagroda główna w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą 2014/2015 organizowanym przez magazyn ,,Wydawca” wspólnie z Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie. Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2015. Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
576. Wilkołak / Enric Lluch ; il. Pere Mejan ; tł. Karolina Jaszecka. — Toruń : Tako, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 23 cm. — (Skrzynka Potworów ; 10).
— ISBN 978-83-62737-88-8
Tyt. oryg.: L’home llop (2010)
Dofinansowanie przekładu przez Institut Ramon Llull.
577. Zostaw to mnie / Taro Miura ; il. aut. ; tł. Karolina Radomska-Nishii. — Toruń : Tako, 2015.
— [22] s. : il. kolor. ; 16 × 16 cm. — (Pracujące Pojazdy ; 3).
— ISBN 978-83-62737-54-3
Tyt. oryg.: Makasetoke (2007)</document>
<document nplp_id="13653" title="Tatarak [poz. 578-604]" slug="tatarak">2007


578. Wilczek / Gerda Wagener ; il. Józef Wilkoń ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak : Bohempress, 2007.
— [32] s. : il. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-925929-0-7
Tyt. oryg.: Wölfchen (1993)
Książka otrzymała Nagrodę Honorową w konkursie PS IBBY Książka Roku 2007.
2008


579. Bardzo głodna gąsienica / Eric Carle ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 13 × 18 cm.
— ISBN 978-83-925929-3-8
Tyt. oryg.: The very hungry caterpillar (1969)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1998 r. nakładem wydawnictwa Philip Wilson z Warszawy.
Wyd. 2 2009. — brak ISBN
Wyd. 3 2010. — brak ISBN
Wyd. 4 2011. — ISBN 978-83-932561-5-0
Wyd. 5 2012. — ISBN 978-83-932561-5-0
Wyd. 6 2013. — ISBN 978-83-635220-7-0
Wyd. 7 2013. — [26] s. : il. kolor. ; 30 × 21 cm. — ISBN 978-83-63522-14-8
Wyd. 8 2014. — ISBN 978-83-63522-23-0
Wyd. 9 2015. — ISBN 978-83-63522-43-8
Wyd. 10 2015. — [26] s. : il. kolor. ; 30 × 21 cm. — ISBN 978-83-63522-41-4
580. Dziewczynka i drzewo kawek / Riitta Jalonen ; il. Kristiina Louhi ; tł. Iwona Kosmowska. — Warszawa : Tatarak, 2008.
— 45, [3] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-925929-4-5
Tyt. oryg.: Tyttö ja naakkapuu (2004)
Projekt zrealizowany dzięki wsparciu FILI.
581. Ja i moja siostra Klara / Dimiter Inkiow ; il. Justyna Mahboob ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2008.
— 126, [2] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Ja i moja siostra Klara).
— ISBN 978-83-925929-1-4
Tyt. oryg.: Ich und meine Schwester Klara (1977)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1994 r. nakładem wydawnictwa Polonia z Warszawy.
Wyd. 2 popr. 2009. — ISBN 978-83-925929-8-3
Wyd. 3 2012. — ISBN 978-83-932561-6-7
Wyd. 4 2014. — ISBN 978-83-63522-27-8
582. Od stóp do głów / Eric Carle ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2008.
— [26] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-925929-2-1
Tyt. oryg.: From head to toe (1997)
Dodruk: 2010
Wyd. 2 2012. — ISBN 978-83-63522-00-1
2009


583. Co?! / Kate Lum ; il. Adrian Johnson ; tł. Jędrzej Butkiewicz. — Warszawa : Tatarak, 2009.
— [27] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-925929-7-6
Tyt. oryg.: What! (1998)
584. Czy chcesz być moim przyjacielem? / Eric Carle ; il. aut. ; tł. Jędrzej Butkiewicz. — Warszawa : Tatarak, 2009.
— [32] s. : il. kolor. ; 13 × 18 cm.
— ISBN 978-83-925929-5-2
Tyt. oryg.: Do you want to be my friend (1971)
Dodruk: 2010
Wyd. 2 2012. — [28] s. : il. kolor. ; 13 × 18 cm. — ISBN 978-83-63522-01-8
Wyd. 3 2014. — [32] s. : il. kolor. ; 13 × 18 cm. — ISBN 978-83-63522-25-4
585. Ja, Klara i zwierzaki / Dimiter Inkiow ; il. Justyna Mahboob ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2009.
— 107, [4] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Ja i moja siostra Klara).
— ISBN 978-83-925929-6-9
Tyt. oryg.: Ich und Klara und die Tiere (2003)
Wyd. 2 2012. — ISBN 978-83-932561-7-4
Wyd. 3 2014. — ISBN 978-83-63522-28-5
2011


586. Maryna, gotuj pierogi! / il. Katarzyna Bogucka ; [tekst na podstawie tradycyjnej piosenki ludowej]. — Warszawa : Tatarak, 2011.
— [28] s. : il. kolor. ; 18 × 22 cm.
— ISBN 978-83-932561-4-3
587. Moja pierwsza książka o liczbach / Eric Carle ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2011.
— [40] s. : il. ; 18 × 13 cm.
— ISBN 978-83-932561-0-5
Tyt. oryg.: My very first book of numbers (1974)
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-63522-22-3
Dodruk: 2015
588. Moja pierwsza książka o słowach / Eric Carle ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2011.
— [20] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-932561-1-2
Tyt. oryg.: My very first book of words (1974)
589. Na wsi / Ali Mitgutsch ; il. aut. ; tł. Krystyna Podhajska. — Warszawa : Tatarak, 2011.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm. — (1001 Drobiazgów).
— ISBN 978-83-932561-2-9
Tyt. oryg.: Bei uns im Dorf (1970)
Dodruk: 2013
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63522-36-0
590. W mieście / Ali Mitgutsch ; il. aut. ; tł. Krystyna Podhajska. — Warszawa : Tatarak, 2011.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm. — (1001 Drobiazgów).
— ISBN 978-83-932561-3-6
Tyt. oryg.: Unsere grosse Stadt (1988)
Dodruk: 2013
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63522-37-7
2012


591. Czaro-statki i paro-dzieje : historia oparta na wydarzeniach prawdziwych / Paweł Pawlak ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2012.
— [48] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-63522-02-5
Książka otrzymała wyróżnienie w konkursie PS IBBY Książka Roku 2012 w kategorii Książka obrazkowa.
592. Sto pociech z Klarą / Dimiter Inkiow ; il. Justyna Mahboob; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2012.
— 126 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Ja i moja siostra Klara).
— ISBN 978-83-63522-29-2
Tyt. oryg.: Ich und meine Schwester Klara : die lustigsten Geschichten zum Vorlesen (1977)
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-932561-8-1
2013


593. Bardzo głodna gąsienica i przyjaciele : kolorowanka / Eric Carle ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2013.
— [47] s. : il. ; 33 cm.
— ISBN 978-83-63522-11-7
Tyt. oryg.: Rupsje Nooitgenoeg en vriendjes Vingerverfboek (2013)
594. Nad wodą / Ali Mitgutsch ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2013.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm. — (1001 Drobiazgów).
— ISBN 978-83-63522-04-9
Tyt. oryg.: Komm mit ans Wasser (1971)
595. Pajączek / Eric Carle ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 13 × 18 cm.
— ISBN 978-83-63522-05-6
Wyd. 2 2014. — ISBN 978-83-63522-24-7
Tyt. oryg.: Very busy spider (1984)
596. Piraci / Ali Mitgutsch ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2013.
— [16] s. : il. kolor. ; 32 cm. — (1001 Drobiazgów).
— ISBN 978-83-63522-03-2
Tyt. oryg.: Das grosse Piraten Wimmelbuch (2004)
2014


597. 365 pingwinów / Jean-Luc Fromental ; il. Joëlle Jolivet ; tł. Jarosław Wróbel. — Warszawa : Tatarak, 2014.
— [44] s. : il. kolor. ; 37 cm.
— ISBN 978-83-63522-26-1
Tyt. oryg.: 365 pingouins (2006)
598. Biedronka / Eric Carle ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2014.
— [40] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-63522-19-3
Tyt. oryg.: The grouchy ladybug (1977)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63522-40-7
599. Moja pierwsza książka o kolorach / Eric Carle ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2014.
— [40] s. : il. ; 18 × 13 cm.
— ISBN 978-83-63522-21-6
Tyt. oryg.: My very first book of colours (2005)
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-63522-38-4
600. Wyspa Pramela / Max Kruse ; il. Erich Hölle ; tł. Iwona Politt. — Warszawa : Tatarak, 2014.
— [2], 156, [2] s. : il. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-63522-10-0
Tyt. oryg.: Urmel aus dem Eis (1969)
2015


601. 999 kijanek / Ken Kimura ; il. Yasunari Murakami ; tł. Julia Kownacka. — Warszawa : Tatarak, 2015.
— 40 s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-63522-60-5
Tyt. oryg.: 999-hiki no Kyôdai no Ohikkoshi (2003)
602. Miś patrzy! / Bill Martin Jr., il. Eric Carle ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-63522-39-1
Tyt. oryg.: Brown bear, brown bear, what do you see? (1967)
Pierwsze wydanie ukazało się w 2003 r. nakładem wydawnictwa Prodoks.
603. Wiosna, lato, jesień, zima / Ali Mitgutsch ; il. aut. — Warszawa : Tatarak, 2015.
— [16] s. : il. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-63522-35-3
Tyt. oryg.: Mein Wimmel-Bilderbuch: Frühling, Sommer, Herbst und Winter (2008)
604. Własny kolor / Leo Lionni ; il. aut. ; tł. Monika Perzyna. — Warszawa : Tatarak, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 18 cm.
— ISBN 978-83-63522-32-2
Tyt. oryg.: Colour of his own (1975)</document>
<document nplp_id="13655" title="Widnokrąg [poz. 605-628]" slug="widnokrag">2011


605. Apetyt na Maroko. Tadżin / Anna Nowacka-Devillard ; il. Justyna Styszyńska. — Warszawa : Widnokrąg, 2011. — Wyd. 2 popr.
— 34, [2] s. : il. (gł. kolor.) ; 21 × 28 cm. — (Apetyt na Świat).
— ISBN 978-83-932984-1-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 2009 r. nakładem Fundacji Edukacji Międzykulturowej.
606. Pojazdy i nie tylko. Z notatnika młodego podróżnika / Katarzyna Węgierek ; il. Ryszard Niedzielski. — Warszawa : Widnokrąg, 2011.
— 65 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-932984-0-2
2012


607. Apetyt na Meksyk. Familia / Katarzyna Węgierek ; il. Maria Gromek. — Warszawa : Widnokrąg, 2012. — Wyd. 2 popr.
— 34, [2] s. : il. (gł. kolor.) ; 21 × 28 cm. — (Apetyt na Świat).
— ISBN 978-83-932984-3-3
Pierwsze wydanie ukazało się w 2009 r. nakładem Fundacji Edukacji Międzykulturowej.
608. Czarna książka kolorów / Menena Cottin ; il. Rosana Faría ; tł. Marta Jordan. — Warszawa : Widnokrąg, 2012.
— [26] s. ; 18 × 29 cm. — Tekst równol. pol., w alf. Braille’a.
— ISBN 978-83-93298-42-6
Tyt. oryg.: El libro negro de los colores (2006)
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
2013


609. Bajka o Smoku Mlekopiju / Adam Górski ; il. Anna Orbaczewska. — Warszawa : Widnokrąg, 2013.
— [22] s. : il. kolor. ; 15 × 20 cm.
— ISBN 978-83-932984-6-4
610. Był gdzieś haj taki kraj / Stefan Themerson ; il. Franciszka Themerson. — Warszawa : Widnokrąg, 2013.
— 20, 18, [1] s. : il. ; 20 cm. — Oprawne w kierunku przeciwstawnym. W części obrazkowej repr. oryg.: Komisja Wydawnicza, Paryż 1947. Współwyd.: Była gdzieś taka wieś / Stefan Themerson ; il. Franciszki Themerson.
— ISBN 978-83-932984-9-5
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
611. Emigracja / José Manuel Mateo ; il. Javier Martínez Pedro ; tł. Marta Jordan. — Piaseczno : Widnokrąg, 2013.
— Harmonijka (20 s.) : il. ; 32 cm.
— ISBN 978-83-93298-44-0
Tyt. oryg.: Migrar (2011)
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
612. Pankaganga = Myślobieg / Vala Pórsdóttir ; il. i tł. Agnieszka Nowak, Jacek Godek. — Piaseczno : Widnokrąg, 2013.
— 233, [12] s. : il. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-932984-8-8
Polskie wydanie książki ukazało się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
2014


613. 88/89 / Michał Rzecznik ; il. Przemek Surma. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014.
— [80] s. : il. kolor. ; 17 × 24 cm.
— ISBN 978-83-938652-1-5
Książka znalazła się w zestawieniach najlepszych komiksów dla dzieci w 2014 roku przygotowywanych przez Instytut Książki i portal culture.pl.
614. Apetyt na Wietnam. NEM / Anna Nowacka-Devillard ; il. Anna Orbaczewska. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014. — Wyd. 2 popr.
— 34, [2] s. : il. (gł. kolor.) ; 21 × 28 cm. — (Apetyt na Świat).
— ISBN 978-83-932984-5-7
Pierwsze wydanie ukazało się w 2010 r. nakładem Fundacji Edukacji Międzykulturowej.
615. Czerwony i Zielony / Gabriel Gay ; il. aut. ; tł. Anna Nowacka-Devillard. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014.
— [33] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-938652-0-8
Tyt. oryg.: Rouge et Vert (2013)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
616. Narodziny liter / Stefan Themerson ; il. Franciszka W. Themerson. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014.
— [18] s. : il. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-938652-3-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 1931 r. [b.m.w.].
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
617. Poczta / Stefan Themerson ; il. Franciszka W. Themerson. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014.
— [44] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-938-6522-2
Pierwsze wydanie ukazało się w 1932 r. nakładem wydawnictwa tygodnika „Płomyk”.
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
618. Zabawny ptaszek / Jennifer Yerkes ; il. aut. ; tł. Anna Nowacka-Devillard. — Piaseczno : Widnokrąg, 2014.
— [40] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— ISBN 978-83-932984-7-1
Tyt. oryg.: Drôle d’oiseau (2010)
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
2015


619. 52 tygodnie / Anne Crausaz ; il. aut. ; tł. Anna Nowacka-Devillard. — [Piaseczno] : Widnokrąg, 2015.
— 52, [3] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-942952-2-6
Tyt. oryg.: L’oiseau sur la branche (2014)
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
620. Bajki = Fables / La Fontaine ; il. Agnieszka Srokosz, Agnieszka Świętek, Ada Birecka, Mateusz Piestrak, Paweł Mildner, Monika Jaworowska-Duchlińska, Joanna Bartosik, Anna Chmielnik ; tł. Władysław Noskowski, Ignacy Krasicki, Stanisław Komar, Franciszek Kniaźnin. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— 59, [4] s. : il. kolor. ; 21 cm + 1 płyta (CD). — Tekst równol. w jęz. pol. i fr. Lektor CD-ROM: Elisabeth Duda.
— ISBN 978-83-938652-8-4
Wyd. oryg. 1668-1694
Ilustracje wykonane w ramach konkursu ilustratorskiego zorganizowanego przez Wydawnictwo Widnokrąg.
621. Bieguny i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy / Michał Koziński ; il. Justyna Styszyńska. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [46] s., [4] k. tabl. : il. ; 19 × 18 cm. — (Zwykli-Niezwykli Mieszkańcy).
— ISBN 978-83-942952-5-7
622. Działka Dziadka Działkowicza / Katarzyna Bogucka ; il. aut. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [52] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-942952-9-5
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
623. LAS i jego zwykli-niezwykli mieszkańcy / Michał Koziński ; il. Justyna Styszyńska. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [30] s., [4] k. tabl. : il. ; 19 × 18 cm. — (Zwykli-Niezwykli Mieszkańcy).
— ISBN 978-83-938652-7-7
624. Maja z Księżyca / Katarzyna Babis ; il. aut. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [47] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-938652-6-0
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
625. O Mikołaju, który zgubił prezenty / Danuta Parlak ; il. Joanna Bartosik. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [53] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-942952-3-3
626. Pucułka i Pocopotek / Barbara Lewandowska ; il. Janina Krzemińska. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— 66, [2] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-942952-1-9
Pierwsze wydanie książkowe historii, która ukazywała się w odcinkach w l. 80 XX w. w czasopiśmie „Miś”.
627. Skąd się wzięły małpy w Internecie? / Artur Janicki ; il. Przemek Surma. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— 92, [5] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-942952-0-2
628. Żona dyplomaty / Michał Rzecznik ; il. Leszek Wicherek. — Piaseczno : Widnokrąg, 2015.
— [32] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Kot).
— ISBN 978-83-942952-4-0</document>
<document nplp_id="13657" title="Wytwórnia [poz. 629-664]" slug="wytwornia">2005


629. Kazio i nocny potwór / Martyna Skibińska ; il. Anna Niemierko. — Warszawa : Wytwórnia, 2005.
— [42] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 83-921964-1-4
630. Nieobliczalne owieczki / Martyna Skibińska; il. Joanna Olech ; projekt graf. Justyna Wróblewska. — Warszawa : Wytwórnia, 2005.
— 20 s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 83-921964-2-2
631. Prąd / Witek Koroblewski ; il. Gosia Urbańska. — Warszawa : Wytwórnia, 2005.
— [24] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 83-921964-0-6
2006


632. Baśń o królu Dardanelu / Janusz Stanny ; il. aut. — Warszawa : Wytwórnia, 2006.
— [24] s. : il. ; 28 × 29 cm.
— ISBN 83-921964-3-0
Pierwsze wydanie ukazało się w 1971 r. nakładem Naszej Księgarni.
633. O Malarzu rudym jak cegła / Janusz Stanny ; il. aut. — Warszawa : Wytwórnia, 2006.
— [24] s. : il. ; 30 cm.
— ISBN 83-923486-0-5
Wyd. 2 2013. — ISBN 978-83-64011-00-9
Pierwsze wydanie ukazało się w 1961 r. nakładem Biura Wydawniczego „Ruch”.
634. Smonia / Monika Hanulak ; il. aut. — Warszawa : Wytwórnia, 2006.
— [26] s. : il. ; 30 × 32 cm.
— ISBN 83-923486-1-3
Wyróżnienie Graficzne PS IBBY w konkursie Książka Roku 2006.
2007


635. Tronik / Martyna Skibińska ; il. Joanna Olech ; oprac. graf. Marta Ignerska. — Warszawa : Wytwórnia, 2007.
— 30 s : il ; 24 × 20,5 cm.
— ISBN 978-83-923486-2-7
636. Tuwim. Wiersze dla dzieci / Julian Tuwim ; il. Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Agnieszka Kucharska-Zajkowska, Anna Niemierko, Gosia Urbańska, Justyna Wróblewska. — Warszawa : Wytwórnia, 2007.
— [138] s. : il. kolor. ; 21 × 29 cm.
— ISBN 978-83-923486-3-4
Wyd. 2 popr. 2008. — ISBN 978-83-923486-4-1
Wyd. 3 2013. — Wydanie z pięcioma różnymi okładkami, specjalnie zaprojektowanymi przez pięć ilustratorek.
— ISBN 978-83-64011-02-3
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2007 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Wyróżnienie specjalne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2007. Bologna Ragazzi Award 2008 w kategorii Poezja. Wyróżnienie specjalne Międzynarodowego Biennale Ilustracji w Bratysławie (BIB) w 2009 r. Książka wpisana do katalogu Białych Kruków – White Ravens 2009 Internationale Jugendbibliothek w Monachium.
2008


637. Dużo śmiechu trochę smutku to historia o mamutku / Wiktor Woroszylski ; il. Józef Wilkoń. — Warszawa : Wytwórnia, 2008.
— [36] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-921964-4-0
Pierwsze wydanie ukazało się w 1961 r. nakładem Wydawnictwa Czytelnik.
638. Muk w podróży dookoła świata / Marc Boutavant ; il. aut. ; tł. Anna Ciostek. — Warszawa : Wytwórnia, 2008.
— [28] s. : il. ; 30 × 30 cm.
— ISBN 978-83-923486-5-8
Tyt. oryg.: Le tour du monde de Mouk (2007)
Wyd. 2 2014. — Zmiana imienia tytułowego bohatera na Muki.
— ISBN 978-83-64011-06-1
Wydanie z 2014 jest wersją z naklejkami: Tyt. oryg.: Le tour du monde de Mouk à vélo et en gommettes! (2007)
2009


639. Babcia robi na drutach / Uri Orlev ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Wytwórnia, 2009.
— [48] s. : il. kolor. ; 22 × 31 cm. — Nazw. aut.: Jerzy Henryk Orłowski.
— ISBN 978-83-923486-6-5
Tyt. oryg.: Savta soreget (1981)
Wyróżnienie dla ilustratora w konkursie PS IBBY Książka Roku 2009.
2010


640. Brzechwa. Wiersze dla dzieci / Jan Brzechwa ; il. Grażka Lange, Maciej Buszewicz, Piotr Młodożeniec, Lech Majewski. — Warszawa : Wytwórnia, 2010.
— 144 s. : il. kolor. ; 21 × 29 cm.
— ISBN 978-83-921964-9-5
Nagroda główna w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży.
641. O panu Tralalińskim / Julian Tuwim ; il. Katarzyna Bogucka. — Warszawa : Wytwórnia, 2010.
— 12] s. : il. kolor. ; 14 × 20 cm. — (Jeden Wiersz).
— ISBN 978-83-921964-6-4
Pierwsze wydanie O panu Tralalińskim i inne wierszyki ukazało się w 1938 r. nakładem Wydawnictwa J. Przeworskiego.
642. Pampilio / Irena Tuwim ; il. Monika Hanulak. — Warszawa : Wytwórnia, 2010.
— [32] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-921964-7-1
Pierwsze wydanie ukazało się w 1962 r. nakładem Naszej Księgarni.
Nagroda główna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2010 w kategorii Nagroda graficzna/ilustracje. Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2010 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Wyróżnienie Honorowe w konkursie Best Book Design From All Over the World 2012 organizowanym przez Stiftung Buchkunst/Book Art Foundation we Frankfurcie.
643. Thekla i jej chłopakowy świat = Thekla et les garçons = Thekla and the boys / Barbara i Thekla Dubus ; fot. Barbara Dubus ; tł. na jęz. fr. Barbara Dubus, tł. na jęz. ang. Agnieszka Rataj ; oprac. graf. Anna Niemierko. — Warszawa : Wytwórnia, 2010.
— [122] s. : il. kolor. ; 19 × 28 cm. — Tekst równol. w jęz. pol., fr., ang.
— ISBN 978-83-921964-8-8
Nagroda główna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2010 w kategorii Nagroda graficzna/książka obrazkowa.
2011


644. Niebo / Bruno Gibert ; il. aut. ; tł. Julian Kutyła. — Warszawa : Wytwórnia, 2011.
— [48] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-931412-0-3
Tyt. oryg.: Paradis (2007)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français i francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Europejskich w ramach programów wsparcia wydawniczego.
645. Wszystko gra / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Marta Ignerska. — Warszawa : Wytwórnia, 2011.
— [37] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Seria Muzyczna ; 1).
— ISBN 978-83-931412-1-0
Wyd. 2 2015. — ISBN 978-83-64011-10-8
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2011 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens Internationale Jugendbibliothek w Monachium. III miejsce w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2011 i wpis na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2011. Nagroda w konkursie Must Have 2012 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi. Srebrny medal w międzynarodowym konkursie European Design Awards 2012 w kategorii Book layout/Projekt książki. Bologna Ragazzi Award 2012 w kategorii Non-fiction. Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2012. Książka wpisana na Listę Honorową IBBY 2014 w kategorii Ilustrator.
2012


646. Co tu jest grane? / Anna Czerwińska-Rydel ; il. Katarzyna Bogucka ; oprac. graf. Anna Niemierko. — Warszawa : Wytwórnia : Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, 2012.
— [36] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Seria Muzyczna ; 2).
—ISBN 978-83-931412-2-7
Projekt zrealizowany wspólnie z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina.
647. Ilustrowany elementarz dizajnu, czyli 100 rzeczy narysowanych przez 25 ilustratorów / Ewa Solarz ; oprac. graf. Anna Niemierko ; il. Bartek Arobal Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata ENDO Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Marta Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska. — Warszawa : Wytwórnia, 2012.
— 106, [6] s. : il. kolor. ; 20 × 22 cm.
— ISBN 978-83-931412-6-5
648. Kłopot / Iwona Chmielewska ; il. aut. ; oprac. typograf. Anna Niemierko. — Warszawa : Wytwórnia, 2012.
— [52] s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-931412-3-4
Tyt. oryg.: An accident (2010)
Przekład na język polski z języka koreańskiego.
Wyróżnienie w Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej 2012. Książka wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2012. Nagroda w konkursie Must Have 2013 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.
2013


649. Kto ty jesteś? / Joanna Olech ; il. Edgar Bąk. — Warszawa : Wytwórnia, 2013.
— [52] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-64011-01-6
Nagroda główna w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2013 w kategorii Książki dla dzieci i młodzieży. Nagroda w konkursie Must Have 2013 organizowanym przez Międzynarodowy Festiwal Designu w Łodzi.
650. Lokomotywa / IDEOLO / Julian Tuwim ; [koncepcja] Małgorzata Gurowska, Joanna Ruszczyk ; wybór tekstów Joanna Ruszczyk ; projekt graf. Małgorzata Gurowska. — Warszawa : Fundacja Sztuczna, Wytwórnia, 2013.
— Harmonijka ([180] s.) : il. ; 24 × 26 cm.
— ISBN 978- 83-64011047
Wyróżnienie w konkursie PTWK Najpiękniejsze Książki Roku 2013 w kategorii Katalogi, bibliofilskie i inne. Wyróżnienie graficzne w konkursie PS IBBY Książka Roku 2014. Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2015
Internationale Jugendbibliothek w Monachium. Grand Prix Nami Concours 2017 dla Małgorzaty Gurowskiej. Książka wydana na zlecenie Instytutu Książki.
651. W naszym domu jest... / Isabel Minhós Martins ; il. Madalena Matoso ; tł. Anna Topczewska. — Warszawa : Wytwórnia, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 23 cm.
— ISBN 978-83-931412-5-8
Tyt. oryg.: Cá em casa somos (2013)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas w Portugalii.
652. Wytwórnik domowy / Agata Królak ; il. aut. — Warszawa : Wytwórnia, 2013.
— [12] s. : il. ; 41 cm — (Wytwórniki ; 1).
— ISBN 978-83-64011-03-0
2014


653. Ballada / Blexbolex ; il. aut. ; tł. Anna Topczewska. — Warszawa : Wytwórnia, 2014.
— [289] s. : il. kolor. ; 19 cm. — Nazw. aut.: Bernard Granger.
— ISBN 978-83-64011-08-5
Tyt. oryg.: Romance (2013)
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
654. Mam prawo i nie zawaham się go użyć! / Joanna Olech ; il. Edgar Bąk. — Warszawa : Wytwórnia, 2014.
— 88 s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-64011-07-8
Książka powstała w 25. rocznicę Konwencji o Prawach Dziecka.
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
655. Wytwórnik kulinarny / Katarzyna Bogucka, Szymon Tomiło ; il. aut. — Warszawa : Wytwórnia, 2014.
— [12] s. : il. ; 41 cm. — (Wytwórniki ; 2).
— ISBN 978-83-64011-09-2
Wyróżnienie specjalne Bologna Ragazzi Award 2015 w kategorii Books &amp;amp; Seeds. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2015


656. Dzień dobry do widzenia. Magiczny słownik antonimów / Delphine Chedru ; il. aut. ; tł. Katarzyna Pałysa. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [44] s. : il. kolor. ; 29 cm + 1 karta (filtr). — Polsko-francusko-angielski słownik antonimów – wyrazy o przeciwstawnym znaczeniu ukazują się po zastosowaniu czerwonego lub niebieskiego filtru.
— ISBN 978-83- 64011-14-6
Tyt. oryg.: Bonjour au revoir. Les contraires dans un album magique (2014)
657. Kern. Wiersze dla dzieci / Ludwik Jerzy Kern ; il. Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Agnieszka Kucharska-Zajkowska, Anna Niemierko, Gosia Urbańska-Macias, Justyna Wróblewska. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [204] s. : il. kolor. ; 21 × 29 cm.
— ISBN 978-83-64011-18-4
Nagroda główna w konkursie Dobre Strony 2016 na Najlepszą Książkę dla Dzieci i Młodzieży Targów Dobre Strony we Wrocławiu. Nagroda graficzna w konkursie PS IBBY Książka Roku 2016. Wydanie książki dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
658. Moja siostra wojowniczka / Marine Carteron ; proj. okł. Anna Niemierko ; typogr. Robert Oleś ; tł. Przemysław Szczur. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— 383, [1] s. ; 21 cm. — (Podpalacze Książek ; 2).
— ISBN 978-83-64011-16-0
Tyt. oryg.: Ma sœur est une artiste de guerre (2014)
659. Mój brat strażnik / Marine Carteron ; proj. okł. Anna Niemierko ; typogr. Robert Oleś ; tł. Przemysław Szczur. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— 327, [1] s. ; 21 cm. — (Podpalacze Książek ; 1).
— ISBN 978-83-64011-12-2
Tyt. oryg.: Mon frère est un gardien (2014)
660. Mój cień / Mélanie Rutten ; il. aut. ; tł. Jacek Mulczyk-Skarżyński. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— 56 s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-64011-17-7
Wydanie książki dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Tytuł oryg.: L’ombre de chacun (2013)
661. Nowy Jork : piżamorama / Michaël Leblond, Frédérique Bertrand we współpracy z Frédérikiem Reyem ; fotograwiura Cédric Cailhold ; tł. Przemysław Szczur. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [24] s. : il. kolor. ; 32 cm + folia. — (Piżamorama).
— ISBN 978-83-64011-11-5
Tyt. oryg.: New York en pyjamarama (2011)
662. Paryż : piżamorama / Michaël Leblond, Frédérique Bertrand we współpracy z Frédérikiem Reyem ; fotograwiura Cédric Cailhold ; tł. Przemysław Szczur. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [24] s. : il. kolor. ; 32 cm + folia. — (Piżamorama).
— ISBN 978-83-64011-15-3
Tyt. oryg.: Paris en pyjamarama (2014)
663. Wytwórnik ekologiczny / Edyta Bielańska, Agnieszka Pakalska, Magda Kłos-Podsiadło, Sylwia Wiśniewska ; proj. graf. Edyta Bielańska, Agnieszka Pakalska (Baobaby Studio). — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [23] s. : il. kolor. ; 41 cm. — (Wytwórniki ; 4).
— ISBN 978-83- 64011-13-9
664. Wytwórnik górą / Madalena Matoso ; il. aut. ; tł. Jakub Jankowski. — Warszawa : Wytwórnia, 2015.
— [24] s. : il. kolor. ; 41 cm. — (Wytwórniki ; 3).
— ISBN 978-83-64011-05-4
Książkę wydano dzięki wsparciu Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas z Portugalii.
Wyróżnienie specjalne Bologna Ragazzi Award 2018 w kategorii Art, Architecture and Design.</document>
<document nplp_id="13658" title="Zakamarki [poz. 665-851]" slug="zakamarki">2007


665. Ach, ten Emil! / Astrid Lindgren ; il. Björn Berg ; tł. Anna Węgleńska ; tł. piosenki Hanna Dymel-Trzebiatowska, Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 31, [1] s. : il. kolor. ; 22 × 28 cm. — (Emil).
— ISBN 978-83-60963-04-3
Tyt. oryg.: Den där Emil (1972)
Kolejne nakłady: 2008, 2013
666. Boże Narodzenie w Bullerbyn / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [32] s. : il. kolor. ; 22 × 28 cm. — (Bullerbyn).
— ISBN 978- 83-60963-17-3
Tyt. oryg.: Jul i Bullerbyn (1963)
Kolejne nakłady: 2008, 2009, 2010, 2012, 2015
667. Ciastko Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [28] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-06-7
Tyt. oryg.: Max kaka (1981)
Wyd. 2 2015. — [14 s.] : il. kolor. ; 16 cm. — ISBN 978-83-7776-093-2
668. Czy znasz Pippi Pończoszankę? / Astrid Lindgren ; il. Ingrid Vang Nyman ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 26 s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Pippi).
— ISBN 978-83-60963-02-9
Tyt. oryg.: Känner du Pippi Långstrump? (1947)
Kolejne nakłady: 2011, 2013, 2015
669. Mama Mu na huśtawce / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [25] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-08-1
Tyt. oryg.: Mamma Mu gungar (1993)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
670. Mama Mu na sankach / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [28] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-09-8
Tyt. oryg.: Mamma Mu åker bobb (1994)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
671. Miska Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [26] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-07-4
Tyt. oryg.: Max balja (1982)
Wyd. 2 2015. — [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — ISBN 978-83-7776-094-9
672. Miś Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [28] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-05-0
Tyt. oryg.: Max nalle (1981)
Wyd. 2 2015. — [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — ISBN 978-83-7776-092-5
673. Nusia i wilki / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— [34] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Nusia).
— ISBN 978-83-60963-10-4
Tyt. oryg.: Gittan och gråvargarna (2000)
Kolejne nakłady: 2011, 2013, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2011 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
674. Patrz, Madika, pada śnieg! / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 34 s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-60963-16-6
Tyt. oryg.: Titta, Madicken, det snöar! (1983)
675. Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 34, [1] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Lotta).
— ISBN 978-83-60963-03-6
Tyt. oryg.: Visst kan Lotta cykla (1971)
Kolejny nakład: 2008
676. Piaskowy Wilk / Åsa Lind ; il. Kristina Digman ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 120, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Piaskowy Wilk).
— ISBN 978-83-60963-11-1
Tyt. oryg.: Sandvargen (2002)
Kolejne nakłady: 2008, 2010, 2011, 2012, 2013 (2), 2014, 2015 (2)
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
677. Przygody Astrid – zanim została Astrid Lindgren / Christina Björk ; il. Eva Eriksson ; tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska. — Poznań : Zakamarki, 2007.
— 93 s. : il. (w tym kolor.) ; 26 cm.
— ISBN 978-83-60963-01-2
Tyt. oryg.: Astrids äventyr – innan hon blev Astrid Lindgren (2007)
Kolejny nakład: 2007
2008


678. Auto Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-21-0
Tyt. oryg.: Max bil (1981)
Wyd. 2 2015. — [16] s. : il. kolor. ; 16 cm. — ISBN 978-83-7776-095-6
679. Binta tańczy / Eva Susso ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Binta, Lalo, Babo).
— ISBN 978-83-60963-30-2
Tyt. oryg.: Binta dansar (2007)
Kolejne nakłady: 2011, 2012, 2014, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
680. Brązowa księga. Detektywistyczne łamigłówki Lassego i Mai / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk, Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 32 s., [2] k. tabl. : il. ; 30 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-43-2
Tyt. oryg.: Bronsboken. LasseMajas kluriga uppdrag (2007)
Kolejne nakłady: 2010, 2011, 2012, 2014, 2015
681. Czy umiesz gwizdać, Joanno? / Ulf Stark ; il. Anna Höglund ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 47, [1] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-60963-29-6
Tyt. oryg.: Kan du vissla Johanna (1992)
Kolejny nakład: 2013
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Dziecięcy Bestseller Roku DONG 2008.
682. Ela i Olek bawią się / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [12] s. : il. ; 13 × 13 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-13-5
Tyt. oryg.: Ellen och Olle leker (2002)
Kolejny nakład: 2014
683. Ela i Olek jedzą / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [12] s. : il. ; 13 × 13 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-12-8
Tyt. oryg.: Ellen och Olle äter (2002)
Kolejny nakład: 2014
684. Ela i Olek jeżdżą / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [12] s. : il. ; 13 × 13 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-14-2
Tyt. oryg.: Ellen och Olle åker (2005)
Kolejny nakład: 2014
685. Ela i Olek kąpią się / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [12] s. : il. ; 13 × 13 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-15-9
Tyt. oryg.: Ellen och Olle badar (2005)
Kolejny nakład: 2014
686. Emil i ciasto na kluski / Astrid Lindgren ; il. Björn Berg ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [2], 31, [1] s. : il. kolor. ; 22 × 27 cm. — (Emil).
— ISBN 978-83-60963-47-0
Tyt. oryg.: Emil med paltsmeten (1995) (Pierwotne wydanie w 1966 r. w książce Nya hyss av Emil i Lönneberga).
Pierwsze wydanie ukazało się w 2005 r. nakładem Naszej Księgarni w książce Przygody Emila ze Smalandii.
687. Gdybym nie pomyliła psów / Ingelin Angerborn ; il. Magda Chodorowska ; tł. Katarzyna Ottosson. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 93, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tilda).
— ISBN 978-83-60963-28-9
Tyt. oryg.: Om jag bara inte råkat byta ut tant Doris hund (2003)
Kolejne nakłady: 2011, 2013
688. Ja też chcę chodzić do szkoły / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [30] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Peter i Lena).
— ISBN 978-83-60963-20-3
Tyt. oryg.: Jag vill också gå i skolan (1951)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1992 r. nakładem Naszej Księgarni.
689. Ja też chcę mieć rodzeństwo / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [30] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Peter i Lena).
— ISBN 978-83-60963-19-7
Tyt. oryg.: Jag vill också ha ett syskon (1954)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1992 r. nakładem Naszej Księgarni.
690. Jak mama została Indianką / Ulf Stark ; il. Mati Lepp ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-60963-44-9
Tyt. oryg.: När mamma var indian (2002)
Kolejne nakłady: 2011, 2013, 2015
691. Jak tata pokazał mi wszechświat / Ulf Stark ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-60963-25-8
Tyt. oryg.: När pappa visade mej världsalltet (1998)
Kolejne nakłady: 2009, 2010, 2012, 2013, 2014, 2015
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Dziecięcy Bestseller Roku DONG 2008. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2008 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
692. Lampa Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-38-8
Tyt. oryg.: Max lampa (1982)
693. Mama Mu buduje / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [27] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-36-4
Tyt. oryg.: Mamma Mu bygger koja (1995)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
694. Mama Mu sprząta / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-26-5
Tyt. oryg.: Mamma Mu städar (1994)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
695. Nocnik Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-23-4
Tyt. oryg.: Max potta (1986)
Kolejny nakład: 2015
696. Nusia i baranie łby / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [34] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Nusia).
— ISBN 978-83-60963-27-2
Tyt. oryg.: Gittan och fårskallarna (2001)
Kolejne nakłady: 2011, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2011 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
697. Nusia i bracia łosie / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [34] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Nusia).
— ISBN 978-83-60963-37-1
Tyt. oryg.: Gittan och älgbrorsorna (2003)
Kolejne nakłady: 2011, 2013
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2011 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
698. O zimie / Görel Kristina Näslund ; il. Kristina Digman ; tł. Katarzyna Ottosson. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60963-48-7
Tyt. oryg.: Lilla vinterboken (2005)
699. Pewnie, że Lotta umie prawie wszystko / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 28, [2] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Lotta).
— ISBN 978-83-60963-46-3
Tyt. oryg.: Visst kan Lotta nästan allting (1977)
700. Piaskowy Wilk i ćwiczenia z myślenia / Åsa Lind ; il. Kristina Digman ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 120, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Piaskowy Wilk).
— ISBN 978-83-60963-35-7
Tyt. oryg.: Mera Sandvargen (2003)
Kolejne nakłady: 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
701. Pieluszka Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [28] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-22-7
Tyt. oryg.: Max blöja (1994)
Wyd. 2 2015. — [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — ISBN 978-83-7776-096-3
702. Piłka Eli / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [27] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-32-6
Tyt. oryg.: Ellens boll (1994)
703. Piłka Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-39-5
Tyt. oryg.: Max boll (1982)
704. Pippi na wyspie Kurrekurredutt / Astrid Lindgren ; il. Ingrid Vang Nyman ; tł. Teresa Chłapowska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 36 s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Pippi).
— ISBN 978-83-60963-45-6
Tyt. oryg.: Pippi Långstrump på Kurrekurreduttön (2004) (Pierwotne wydanie ukazało się w 1948 r. w książce Pippi Långstrump i Söderhavet). Pierwsze wydanie ukazało się w 1984 r. nakładem Naszej Księgarni w książce Fizia Pończoszanka na Południowym Pacyfiku.
705. Smoczek Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-24-1
Tyt. oryg.: Max napp (1994)
706. Tajemnica diamentów / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 72, [2] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-41-8
Tyt. oryg.: Diamantmysteriet (2002)
Kolejne nakłady: 2009, 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
707. Tajemnica hotelu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— 68 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-42-5
Tyt. oryg.: Hotellmysteriet (2002)
Kolejne nakłady: 2009, 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
708. Ubranka Eli / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [27] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-31-9
Tyt. oryg.: Ellen (1994)
709. Wiosna w Bullerbyn / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [32] s. : il. kolor. ; 22 × 27 cm. — (Bullerbyn).
— ISBN 978-83-60963-18-0
Tyt. oryg.: Vår i Bullerbyn (1965)
Kolejny nakład: 2011
710. Wózek Maksa / Barbro Lindgren ; il. Eva Eriksson ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2008.
— [14] s. : il. kolor. ; 16 cm. — (Maks).
— ISBN 978-83-60963-40-1
Tyt. oryg.: Max dockvagn (1986)
2009


711. Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów / Ulf Stark ; il. Charlotte Ramel ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Cynamon i Trusia).
— ISBN 978-83-60963-58-6
Tyt. oryg.: Kanel och Kanin. Dikter om kroppen (2006)
Kolejne nakłady: 2010, 2013, 2014
712. Dzień Dziecka w Bullerbyn / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [24] s. : il. kolor. ; 22 × 28 cm. — (Bullerbyn).
— ISBN 978-83-60963-57-9
Tyt. oryg.: Barnens Dag i Bullerbyn (1966)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1992 r. nakładem Naszej Księgarni.
Kolejny nakład: 2011
713. Ela na plaży / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-54-8
Tyt. oryg.: Ellen på stranden (1996)
714. Gdzie idziemy? / Anna-Clara Tidholm ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60963-34-0
Tyt. oryg.: Ut och gå! (1993)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
715. Igor i lalki / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [33] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-60963-66-1
Tyt. oryg.: Kenta och barbisarna (2007)
Kolejne nakłady: 2011, 2015
716. Ja nie chcę iść spać / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [27] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-60963-73-9
Tyt. oryg.: Jag vill inte gå och lägga mig (1947)
Kolejne nakłady: 2011, 2015
717. Jabłonka Eli / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-52-4
Tyt. oryg.: Ellens äppelträd (2006)
Kolejne nakłady: 2013, 2015
718. Jest tam kto? / Anna-Clara Tidholm ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-60963-33-3
Tyt. oryg.: Knacka på! (1992)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
719. Kolorowanka Mamy Mu i Pana Wrony / Jujja Wieslander ; il. Sven Nordqvist. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-51-7
Tyt. oryg.: Mamma Mu och Kråkans målarbok (2008)
720. Kolorowanka Pippi Pończoszanki / Astrid Lindgren ; il. Ingrid Vang Nyman. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. ; 30 cm. — (Pippi).
— ISBN 978-83-60963-50-0
Tyt. oryg.: Pippi Långstrumps målarboki (2008)
721. Kwiaty od Eli / Catarina Kruusval ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Ela i Olek).
— ISBN 978-83-60963-53-1
Tyt. oryg.: Blommor från Ellen (1996)
722. Lalo gra na bębnie / Eva Susso ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Binta, Lalo, Babo).
— ISBN 978-83-60963-65-4
Tyt. oryg.: Lalo trummar (2009)
Kolejne nakłady: 2011, 2012, 2013, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
723. Linnea w ogrodzie Moneta / Christina Björk ; il. Lena Anderson ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 51 s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Linnea).
— ISBN 978-83-60963-64-7
Tyt. oryg.: Linnea i Målarens Trädgård (1985)
Pierwsze wydanie ukazało się w 1994 r. nakładem Wyd. Łódzkiego.
Kolejne nakłady: 2010 (2), 2014
724. Mała Ida też chce psocić / Astrid Lindgren ; il. Björn Berg ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 34, [1] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Emil).
— ISBN 978-83-60963-62-3
Tyt. oryg.: När lilla Ida skulle göra hyss (1982 w antologii Första Läseboken, 1984 jako oddzielna książka)
725. Mama Mu nabija sobie guza / Jujja Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [27] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-60963-68-5
Tyt. oryg.: Mamma Mu får ett sår (2006)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
726. Mela na rowerze / Eva Eriksson ; il. aut. ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Mela).
— ISBN 978-83-60963-56-2
Tyt. oryg.: Malla cyklar (2003)
727. Mela na zakupach / Eva Eriksson ; il. aut. ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Mela).
— ISBN 978-83-60963-55-5
Tyt. oryg.: Malla handlar (1998)
728. Pewnie, że Lotta jest wesołym dzieckiem / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— [2], 28, [2] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— (Lotta). — ISBN 978-83-60963-61-6
Tyt. oryg.: Visst är Lotta en glad unge (1990)
729. Piaskowy Wilk i prawdziwe wymysły / Åsa Lind ; il. Kristina Digman ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 130, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Piaskowy Wilk).
— ISBN 978-83-60963-67-8
Tyt. oryg.: Sandvargen och hela härligheten (2004)
Kolejne nakłady: 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
730. Skąpy nie jestem, powiedział Emil / Astrid Lindgren ; il. Björn Berg ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 42, [1] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Emil).
— ISBN 978-83-60963-72-2
Tyt. oryg.: Inget knussel, sa Emil i Lönneberga (1984 w antologii Tredje Läseboken, 1986 jako oddzielna książka)
731. Srebrna księga. Detektywistyczne łamigłówki Lassego i Mai / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Katarzyna Skalska, Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 32 s., [2] k. tabl. : il. ; 30 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-71-5
Tyt. oryg.: Silverboken. LasseMajas kluriga uppdrag (2007)
Kolejne nakłady: 2010, 2011, 2012, 2014, 2015
732. Tajemnica cyrku / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 72, [1] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-59-3
Tyt. oryg.: Cirkusmysteriet (2003)
Kolejne nakłady: 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015 (2)
733. Tajemnica kawiarni / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 72, [1] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-60-9
Tyt. oryg.: Cafémysteriet (2003)
Kolejne nakłady: 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013, 2014 (2), 2015
734. Tajemnica kina / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 82, [5] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-70-8
Tyt. oryg.: Biografmysteriet (2004)
Kolejne nakłady: 2010 (2), 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015 (2)
735. Tajemnica mumii / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 81, [2] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-69-2
Tyt. oryg.: Mumiemysteriet (2004)
Kolejne nakłady: 2010 (2), 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
736. Tsatsiki i Mamuśka / Moni Nilsson ; il. Pija Lindenbaum ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 151, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tsatsiki).
— ISBN 978-83-60963-49-4
Tyt. oryg.: Tsatsiki och Morsan (1995)
Kolejne nakłady: 2011, 2012, 2014
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
737. Ucieczka Pippi / Astrid Lindgren ; zdj. Bo-Erik Gyberg ; tł. Anna Węgleńska, tł. piosenek Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2009.
— 50, [1] s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Pippi).
— ISBN 978-83-60963-75-3
Tyt. oryg.: På rymmen med Pippi Långstrump (1971)
Kolejny nakład: 2014
2010


738. Babo chce / Eva Susso ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— [28] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Binta, Lalo, Babo).
— ISBN 978-83-60963-82-1
Tyt. oryg.: Babo pekar (2010)
Kolejne nakłady: 2011, 2012, 2014, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
739. Cynamon i Trusia. Wierszyki na okrągły rok / Ulf Stark ; il. Charlotte Ramel ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— [28] s. : il. ; 28 cm. — (Cynamon i Trusia).
— ISBN 978-83-60963-84-5
Tyt. oryg.: Kanel och Kanin letar efter sommaren (2008)
Kolejny nakład: 2014
740. Filip i mama, która zapomniała / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-60963-83-8
Tyt. oryg.: När Åkes mamma glömde bort (2005)
Kolejne nakłady: 2011, 2013
741. Gdybym nie zrobiła z taty astronauty / Ingelin Angerborn ; il. Magda Chodorowska ; tł. Katarzyna Ottosson. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 125, [2] s. : il. ; 21 cm. — (Tilda).
— ISBN 978-83-60963-63-0
Tyt. oryg.: Om jag bara inte råkat göra pappa till astronaut (2004)
Kolejny nakład: 2013
742. Matematyka ze sznurka i guzika. Zabawy w liczenie, mierzenie i układanie / Kristin Dahl ; il. Mati Lepp ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 44 s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-60963-78-4
Tyt. oryg.: Kul med matte (2009)
Kolejne nakłady: 2013, 2015
743. O duchu, który się bał / Sanna Töringe ; il. Kristina Digman ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— [25] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-60963-77-7
Tyt. oryg.: Rädda spöket (2009)
Kolejny nakład: 2014
744. Pamiętnik detektywa / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 91 s. : il. ; 19 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-87-6
Tyt. oryg.: Kompisboken (2006)
Kolejne nakłady: 2011, 2012, 2013, 2014 (2), 2015
745. Rok z Linneą / Christina Björk ; il. Lena Anderson ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 57, [3] s. : il. kolor. ; 28 cm. — (Linnea).
— ISBN 978-83-60963-76-0
Tyt. oryg.: Linneas årsbok (1982)
Kolejny nakład: 2011
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
746. Słoneczne jajo / Elsa Beskow ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— [28] s. : il. (w tym kolor.) ; 25 × 30 cm.
— ISBN 978-83-60963-88-3
Tyt. oryg.: Solägget (1932)
Kolejny nakład: 2015
747. Tajemnica gazety / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 90 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-80-7
Tyt. oryg.: Tidningsmysteriet (2005)
Kolejne nakłady: 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015 (2)
748. Tajemnica pociągu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 91 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-79-1
Tyt. oryg.: Tågmysteriet (2005)
Kolejne nakłady: 2010, 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
749. Tajemnica szkoły / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 86 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-85-2
Tyt. oryg.: Skolmysteriet (2006)
Kolejne nakłady: 2011 (2), 2012 (3), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (3)
750. Tajemnica złota / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 88 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-60963-86-9
Tyt. oryg.: Guldmysteriet (2006)
Kolejne nakłady: 2011 (2), 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015 (2)
751. Tsatsiki i Tata Poławiacz Ośmiornic / Moni Nilsson ; il. Pija Lindenbaum ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2010.
— 148, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tsatsiki).
— ISBN 978-83-60963-81-4
Tyt. oryg.: Tsatsiki och Farsan (1996)
Kolejne nakłady: 2012, 2014
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2010 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2011


752. Jak tata się z nami bawił / Ulf Stark ; il. Mati Lepp ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— [27] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-010-9
Tyt. oryg.: Kvällen när pappa lekte (2004)
Kolejny nakład: 2015
753. Księżniczki i smoki / Christina Björk ; il. Eva Eriksson ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— [34] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-7776-004-8
Tyt. oryg.: Prinsessor och drakar (2011)
Kolejne nakłady: 2012, 2014, 2015
754. Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego / Ulf Stark ; il. Magdalena Kucharska ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 128, [2] s. : il. ; 20 cm. — (Trylogia Stureby).
— ISBN 978-83-7776-011-6
Tyt. oryg.: Min vän Percys magiska gymnastikskor (1991)
Kolejny nakład: 2011
Wyróżnienie profesjonalnego jury w konkursie PS IBBY Duży Dong 2011.
755. Mama Mu na rowerze i inne historie / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 128 s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-7776-003-1
Tyt. oryg.: Mamma Mu och Kråkan (1991)
Kolejne nakłady: 2012, 2013, 2015
756. Nusia się chowa / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Nusia).
— ISBN 978-83-7776-008-6
Tyt. oryg.: Gittan gömmer bort sej (2011)
Kolejny nakład: 2013
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2011 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
757. Tajemnica biblioteki / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 78, [4] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-007-9
Tyt. oryg.: Biblioteksmysteriet (2007)
Kolejne nakłady: 2012 (2), 2013, 2014 (2), 2015
758. Tajemnica meczu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 83 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-002-4
Tyt. oryg.: Fotbollsmysteriet (2008)
Kolejne nakłady: 2011, 2012 (3), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
759. Tajemnica szafranu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 84, [7] s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-006-2
Tyt. oryg.: Saffransmysteriet (2006)
Kolejne nakłady: 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015
760. Tajemnica zwierząt / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 95 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-001-7
Tyt. oryg.: Zoomysteriet (2007)
Kolejne nakłady: 2011, 2012 (3), 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
761. Tylko Tsatsiki / Moni Nilsson ; il. Pija Lindenbaum ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— 136, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tsatsiki).
— ISBN 978-83-7776-005-5
Tyt. oryg.: Bara Tsatsiki (1997)
Kolejny nakład: 2013
762. Zimowa wyprawa Ollego / Elsa Beskow ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2011.
— [30] s. : il. (w tym kolor.) ; 28 cm.
— ISBN 978-83-7776-012-3
Tyt. oryg.: Olles skidfärd (1907)
2012


763. Dobranoc, Albercie Albertsonie / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [25] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-025-3
Tyt. oryg.: God natt, Alfons Åberg (1972)
Kolejny nakład: 2015
764. Dziwne zwierzęta / Lotta Olsson ; il. Maria Nilsson Thore ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 102, [4] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Mrówkojad i Orzesznica).
— ISBN 978-83-7776-016-1
Tyt. oryg.: Konstiga djur (2011)
Kolejny nakład: 2013
Wyróżnienie w konkursie PS IBBY Mały Dong 2012.
765. Gdybym nie powiedziała prawdy / Ingelin Angerborn ; il. Magda Chodorowska ; tł. Katarzyna Ottosson. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 121, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tilda).
— ISBN 978-83-7776-009-3
Tyt. oryg.: Om jag bara inte råkat säga sanningen (2005)
766. Mama Mu czyta / Jujja Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-7776-015-4
Tyt. oryg.: Mamma Mu läser (2011)
Kolejny nakład: 2014
767. Moje szczęśliwe życie / Rose Lagercrantz ; il. Eva Eriksson ; tł. Marta Dybula. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 134, [2] s. : il. ; 22 cm. — (Dunia).
— ISBN 978-83-7776-014-7
Tyt. oryg.: Mitt lyckliga liv (2010)
Kolejne nakłady: 2013, 2014 (2), 2015
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2012 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
768. Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [24] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-026-0
Tyt. oryg.: Aja baja, Alfons Åberg (1973)
Kolejny nakład: 2015
769. Pomelo jest zakochany / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [92] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-020-8
Tyt. oryg.: Pomelo est amoureux (2003)
Kolejny nakład: 2014
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2012 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
770. Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [92] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-019-2
Tyt. oryg.: Pomelo est bien sous son pissenlit (2002)
Kolejne nakłady: 2014, 2015
Wyróżnienie dla serii w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2012 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
771. Pospiesz się, Albercie / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [25] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-027-7
Tyt. oryg.: Raska på, Alfons Åberg (1975)
Kolejny nakład: 2015
772. Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk / Åsa Lind ; il. Kristina Digman ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 374, [1] : il. ; 22 cm. — (Piaskowy Wilk).
— ISBN 978-83-7776-017-8
Tyt. oryg.: Stora Boken om Sandvargen (2006)
Kolejne nakłady: 2013 (2), 2014, 2015
773. Tajemnica galopu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 89 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-028-4
Tyt. oryg.: Galoppmysteriet (2009)
Kolejne nakłady: 2013 (2), 2014, 2015 (2)
774. Tajemnica kempingu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 90 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-018-5
Tyt. oryg.: Campingmysteriet (2010)
Kolejne nakłady: 2012 (2), 2013 (2), 2014, 2015 (2)
775. Tajemnica miłości / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 91 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-013-0
Tyt. oryg.: Kärleksmysteriet (2009)
Kolejne nakłady: 2012 (2), 2013, 2014 (2), 2015 (2)
776. Tsatsiki i miłość / Moni Nilsson ; il. Pija Lindenbaum ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 131, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tsatsiki).
— ISBN 978-83-7776-022-2
Tyt. oryg.: Tsatsiki och kärleken (1999)
Kolejny nakład: 2014
777. Uczucia, co to takiego? / Oscar Brenifier ; il. Serge Bloch ; tł. Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [96] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Dzieci Filozofują).
— ISBN 978-83-7776-029-1
Tyt. oryg.: Les sentiments, c’est quoi? (2004)
Kolejne nakłady: 2013, 2014
Nagroda główna w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2012 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
778. Yeti / Eva Susso ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [27] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Uno i Mati).
— ISBN 978-83-7776-035-2
Tyt. oryg.: Snömannen (2012)
779. Zlatanka i ukochany wujek / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— [32] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-024-6
Tyt. oryg.: Lill-Zlatan och morbror raring (2006)
780. Złota księga. Detektywistyczne łamigłówki Lassego i Mai / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk, Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2012.
— 32 s., [2] k. tabl. : il. ; 30 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-023-9
Tyt. oryg.: Guldboken. LasseMajas kluriga uppdrag (2008)
Kolejne nakłady: 2013, 2014, 2015
2013


781. A dlaczego? / Anna-Clara Tidholm ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-7776-034-5
Tyt. oryg.: Varför då? (1993)
Kolejny nakład: 2014
782. Albert i tajemniczy Molgan / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-047-5
Tyt. oryg.: Alfons och hemlige Mållgan (1976)
783. Chusta babci / Åsa Lind ; il. Joanna Hellgren ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 29 cm.
— ISBN 978-83-7776-044-4
Tyt. oryg.: Mormors sjal (2012)
Nagroda specjalna w konkursie Dobre Strony 2014 organizowanym przez Targi Książki Dobre Strony we Wrocławiu.
784. Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości / Ulf Stark ; il. Charlotte Ramel ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [28] s. : il. ; 28 cm. — (Cynamon i Trusia).
— ISBN 978-83-7776-031-4
Tyt. oryg.: Kanel och Kanin och alla känslorna (2012)
Kolejny nakład: 2015
785. Dobro i zło, co to takiego? / Oscar Brenifier ; il. Clément Devaux ; tł. Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [96] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Dzieci Filozofują).
— ISBN 978-83-7776-040-6
Tyt. oryg.: Le bien et le mal, c’est quoi? (2004)
Kolejny nakład: 2014
786. Inna podróż / Lotta Olsson ; il. Maria Nilsson Thore ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 106, [5] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Mrówkojad i Orzesznica).
— ISBN 978-83-7776-038-3
Tyt. oryg.: En annan resa (2012)
787. Kto obroni Alberta? / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-048-2
Tyt. oryg.: Vem räddar Alfons Åberg? (1976)
788. Lato Stiny / Lena Anderson ; il. aut. ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [72] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 78-83-7776-042-0
Tyt. oryg.: Stinas sommar (2012)
Na książkę składają się: Storm-Stina (1988) i Stina och Stortruten (1989).
Kolejny nakład: 2014
789. Lotta. Trzy opowiadania / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 96, [3] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Lotta).
— ISBN 978-83-7776-050-5
Tyt. oryg.: Visst kan Lotta cykla (1971), Visst kan Lotta nästan allting (1977), Visst är Lotta en glad unge (1990)
Kolejny nakład: 2015
790. Mama Mu na drzewie i inne historie / Jujja Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 100 s. : il. kolor. ; 22 cm. (Mama Mu).
— ISBN 978-83-7776-039-0
Tyt. oryg.: Mamma Mu klättrar i träd (2005)
Kolejny nakład: 2014
791. Moje serce skacze z radości / Rose Lagercrantz ; il. Eva Eriksson ; tł. Marta Dybula. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 118, [3] s. : il. ; 22 cm. — (Dunia).
— ISBN 978-83-7776-036-9
Tyt. oryg.: Mitt hjärta hoppar och skrattar (2012)
Kolejne nakłady: 2014, 2015 (2)
792. Pomelo i przeciwieństwa / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [122] s. : il. kolor. ; 17 × 16 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-021-5
Tyt. oryg.: Pomelo et les contraires (2011)
Kolejny nakład: 2014
793. Pomelo śni / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [92] s. : il. kolor. ; 20 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-041-3
Tyt. oryg.: Pomelo rêve (2004)
Kolejny nakład: 2015
794. Sonia śpi gdzie indziej / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [34] s. : il. kolor. ; 30 cm.
— ISBN 978-83-7776-045-1
Tyt. oryg.: Siv sover vilse (2009)
795. Sprytnie, Albercie / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-049-9
Tyt. oryg.: Listigt, Alfons Åberg! (1977)
796. Tajemnica pływalni / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 87 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-046-8
Tyt. oryg.: Simborgarmysteriet (2011)
Kolejne nakłady: 2014 (2), 2015 (2)
797. Tajemnica szpitala / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 89 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-037-6
Tyt. oryg.: Sjukhusmysteriet (2010)
Kolejne nakłady: 2013 (2), 2014 (2), 2015 (2)
798. Tsatsiki i Retzina / Moni Nilsson ; il. Pija Lindenbaum ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 149, [1] s. : il. ; 21 cm. — (Tsatsiki).
— ISBN 978-83-7776-043-7
Tyt. oryg.: Tsatsiki och Retzina (2001)
799. Wierzcie w Mikołaja! / Lotta Olsson ; il. Benjamin Chaud ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— 99 s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-7776-051-2
Tyt. oryg.: Tro på tomten (2013)
800. Wymyśl coś! / Anna-Clara Tidholm ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [28] s. : il. kolor. ; 20 cm.
— ISBN 978-83-7776-033-8
Tyt. oryg.: Hitta på! (1993)
801. Życie, co to takiego? / Oscar Brenifier ; il. Jérôme Ruillier ; tł. Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2013.
— [96] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Dzieci Filozofują).
— ISBN 978-83-7776-030-7
Tyt. oryg.: La vie, c’est quoi? (2004)
Kolejne nakłady: 2013, 2014
2014


802. Albert i potwór / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [29] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-061-1
Tyt. oryg.: Alfons och odjuret (1978)
803. Ależ, Bolusiu! / Barbro Lindgren ; il. Olof Landström ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [27] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Boluś).
— ISBN 978-83-7776-076-5
Tyt. oryg.: Nämen Benny (1998)
804. Anioły, ciastka i wypadające zęby / Moni Nilsson ; il. Elin Lindell ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [60] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Przygody w Raju).
— ISBN 978-83-7776-071-0
Tyt. oryg.: Änglar, kakor och tappade tänder (2012)
805. Antykwariat pod Błękitnym Lustrem / Martin Widmark ; il. Katarina Strömgård ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 168, [1] s. : il. ; 19 cm. — (Dawid i Larisa).
— ISBN 978-83-7776-067-3
Tyt. oryg.: Antikvariat Blå Spegeln (2006)
806. Bullerbyn. Trzy opowiadania / Astrid Lindgren ; il. Ilon Wikland ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 84, [3] s. : il. kolor. ; 22 × 27 cm. — (Bullerbyn).
— ISBN 978-83-7776-065-9
Tyt. oryg.: Vår i Bullerbyn (1965), Barnens Dag i Bullerbyn (1966), Jul i Bullerbyn (1963)
Kolejny nakład: 2015
807. Co się stało z Albertem? / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [30] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-078-9
Tyt. oryg.: Var är bus-Alfons? (1982)
808. Czy jesteś tchórzem, Albercie? / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [29] s. : il. kolor. ; 24 cm.
— (Albert Albertson). — ISBN 978-83-7776-062-8
Tyt. oryg.: Är du feg, Alfons Åberg? (1981)
809. Ja, co to takiego? / Oscar Brenifier ; il. Aurélien Débat ; tł. Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [96] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Dzieci Filozofują).
— ISBN 978-83-7776-058-1
Tyt. oryg.: Moi, c’est quoi? (2004)
810. Kajtek i Miś / Jujja Wieslander, Tomas Wieslander ; il. Olof Landström ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 123, [3] s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-7776-064-2
Tyt. oryg.: Lillebror och Nalle (1990)
Kolejny nakład: 2015
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
811. Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa / Rose Lagercrantz ; il. Eva Eriksson ; tł. Marta Dybula. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 118, [3] s. : il. ; 22 cm. — (Dunia).
— ISBN 978-83-7776-066-6
Tyt. oryg.: Sist jag var som lyckligast (2014)
Kolejny nakłady: 2015 (2)
812. Kto straszy, Albercie? / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [30] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-079-6
Tyt. oryg.: Vem spökar, Alfons Åberg? (1983)
813. Ładnie, Bolusiu! / Barbro Lindgren ; il. Olof Landström ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [27] s. : il. kolor. ; 26 cm. — (Boluś).
— ISBN 978-83-7776-077-2
Tyt. oryg.: Jamen Benny (2001)
814. Moja mama Gorylica / Frida Nilsson ; il. Lotta Geffenblad ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 160, [3] s. : il. ; 21 cm.
— ISBN 978-83-7776-052-9
Tyt. oryg.: Apstjärnan (2005)
815. Mój przyjaciel szejk w Stureby / Ulf Stark ; il. Magdalena Kucharska ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 128, [2] s. : il. ; 20 cm. — (Trylogia Stureby).
— ISBN 978-83-7776-032-1
Tyt. oryg.: Min vän shejken i Stureby (1995)
816. Najlepsi przyjaciele / Moni Nilsson ; il. Elin Lindell ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [60] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Przygody w Raju).
— ISBN 978-83-7776-070-3
Tyt. oryg.: Bästa vänner (2012)
817. Pobawimy się? / Pija Lindenbaum ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [34] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-081-9
Tyt. oryg.: Ska vi va? (2013)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
818. Pomelo i kolory / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [122] s. : il. kolor. ; 17 × 16 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-060-4
Tyt. oryg.: Pomelo et les couleurs (2011)
819. Pomelo się zastanawia / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [92] s. : il. kolor. ; 21 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-059-8
Tyt. oryg.: Pomelo se demande (2006)
820. Prezent dla Cebulki / Frida Nilsson ; il. Maria Nilsson Thore ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 101, [3] s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-7776-085-7
Tyt. oryg.: God Jul, Lilla Lök (2014)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
821. Rycerze i smoki / Christina Björk ; il. Eva Eriksson ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [34] s. : il. kolor. ; 25 cm.
— ISBN 978-83-7776-053-6
Tyt. oryg.: Riddare och drakar (2013)
Kolejny nakład: 2015
822. Sens życia / Lotta Olsson ; il. Maria Nilsson Thore ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 102, [5] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Mrówkojad i Orzesznica).
— ISBN 978-83-7776-063-5
Tyt. oryg.: Meningen med livet (2013)
823. Tajemnica urodzin / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 89 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-054-3
Tyt. oryg.: Födelsedagsmysteriet (2012)
Kolejne nakłady: 2014, 2015 (2)
824. Tajemnica wyścigu / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— 91 s. : il. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-083-3
Tyt. oryg.: Cykelmysteriet (2013)
Kolejny nakład: 2015
825. Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony / Jujja Wieslander ; il. Sven Nordqvist ; tł. Michał Wronek-Piotrowski. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [26] s. : il. kolor. ; 30 cm. — (Mama Mu).
— ISBN 978-83-7776-084-0
Tyt. oryg.: Mamma Mu och Kråkans jul (2008)
826. Wróg / Davide Cali ; il. Serge Bloch ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2014.
— [58] s. : il. kolor. ; 31 cm.
— ISBN 978-83-7776-080-2
Tyt. oryg.: L’ennemi (2007)
Nagroda główna w konkursie Dobre Strony 2015 na Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży Dobre Strony we Wrocławiu. Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2015 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
2015


827. Albert i Mika / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [32] s. : il. (gł. kolor.) ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-112-0
Tyt. oryg.: Alfons och Milla (1985)
828. Chrum, chrum, Bolusiu! / Barbro Lindgren ; il. Olof Landström ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm. — (Boluś).
— ISBN 978-83-7776-101-4
Tyt. oryg.: Nöff nöff Benny (2007)
829. Co cieszy Alberta? / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [26] s. : il. kolor. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-091-8
Tyt. oryg.: Lycklige Alfons Åberg (1984)
830. Duch z butelki / Eva Susso ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [26] s. : il. kolor. ; 29 cm. — (Uno i Mati).
— ISBN 978-83-7776-108-3
Tyt. oryg.: Anden i flaskan (2015)
831. Hokus-pokus, Albercie / Gunilla Bergström ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 55, [1] s. : il. ; 24 cm. — (Albert Albertson).
— ISBN 978-83-7776-113-7
Tyt. oryg.: Hokus pokus, Alfons Åberg (1987)
832. Ilustrowany inwentarz drzew / Virginie Aladjidi ; il. Emmanuelle Tchoukriel ; tł. Katarzyna Skalska, Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [6], 57, [2] s. : il. kolor. ; 31 cm. — (Ilustrowany Inwentarz).
— ISBN 978-83-7776-056-7
Tyt. oryg.: Inventaire illustré des arbres (2012)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2016 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
833. Ilustrowany inwentarz zwierząt / Virginie Aladjidi ; il. Emmanuelle Tchoukriel ; tł. Katarzyna Skalska, Magdalena Kamińska-Maurugeon. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [4], 65, [2] s. : il. kolor. ; 31 cm. — (Ilustrowany Inwentarz).
— ISBN 978-83-7776-055-0
Tyt. oryg.: Inventaire illustré des animaux (2009)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2016 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
834. Legenda o Sally Jones / Jakob Wegelius ; il. aut. ; tł. Agnieszka Stróżyk. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 105, [1] s. : il. kolor. ; 28 cm.
— ISBN 978-83-7776-099-4
Tyt. oryg.: Legenden om Sally Jones (2008)
835. Mats i Roj. Ktoś się wprowadza / Eva Lindström ; il. aut. ; tł. Marta Wallin. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 121, [2] s. : il. kolor. ; 22 cm.
— ISBN 978-83-7776-057-4
Tyt. oryg.: Någon flyttar in. Berättelser om Mats och Roj (2002)
836. Najlepsze najgorsze urodziny / Moni Nilsson ; il. Elin Lindell ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [60] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Przygody w Raju).
— ISBN 978-83-7776-116-8
Tyt. oryg.: Bästa värsta födelsedagen (2013)
837. Noc duchów / Moni Nilsson ; il. Elin Lindell ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [59] s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Przygody w Raju).
— ISBN 978-83-7776-105-2
Tyt. oryg.: Spöknatt (2013)
838. Pierwsza książka o mnie. Chłopiec / il. Catarina Kruusval ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [48] s. : il. ; 24 × 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-087-1
Tyt. oryg.: Första boken om mig (2010)
Kolejny nakład: 2015
839. Pierwsza książka o mnie. Dziewczynka / il. Catarina Kruusval ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [48] s. : il. ; 24 × 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-086-4
Tyt. oryg.: Första boken om mig (2010)
Kolejny nakład: 2015
840. Pippi się wprowadza i inne komiksy / Astrid Lindgren ; il. Ingrid Vang Nyman ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [56] s. : il. kolor. ; 25 cm. — (Pippi).
— ISBN 978-83-7776-107-6
Tyt. oryg.: Pippi flyttar in och andra serier (2010)
Pierwotnie opublikowano w odcinkach w czasopiśmie dla dzieci „Klumpe Dumpe” (1957–1958). Pierwsze wydanie książkowe w dwóch tomach: Pippi flyttar in (1969), Pippi är starkast i världen (1970). Pierwsze wydanie, zawierające 6 z 12 komiksów, ukazało się nakładem Naszej Księgarni w 1993 r. w książce Pippi jest najsilniejsza na świecie.
841. Pomelo i kształty / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [124] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-104-5
Tyt. oryg.: Pomelo et les formes (2013)
842. Pomelo wyrusza za mur ogrodu / Ramona Bădescu ; il. Benjamin Chaud ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [92] s. : il. kolor. ; 17 cm. — (Pomelo).
— ISBN 978-83-7776-103-8
Tyt. oryg.: Pomelo s’en va de l’autre côté du jardin (2007)
843. Skrzat nie śpi / Astrid Lindgren ; il. Kitty Crowther ; tł. Anna Węgleńska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [28] s. : il. kolor. ; 27 cm.
— ISBN 978-83-7776-119-9
Tyt. oryg.: Tomten är vaken (1960)
844. Tajemnica pożarów / Martin Widmark ; il. Helena Willis ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 90 s. : il. kolor. ; 22 cm. — (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai).
— ISBN 978-83-7776-114-4
Tyt. oryg.: Brandkårsmysteriet (2014)
Kolejny nakład: 2015
845. Trzynasty gość / Martin Widmark ; il. Katarina Strömgård ; tł. Barbara Gawryluk. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 193, [1] s. : il. ; 19 cm. — (Dawid i Larisa).
— ISBN 978-83-7776-106-9
Tyt. oryg.: Den trettonde gästen (2006)
846. Wielka historia małej kreski / Serge Bloch ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [85] s. : il. kolor. ; 26 cm.
— ISBN 978-83-7776-120-5
Tyt. oryg.: La grande histoire d’un petit trait (2014)
847. Zapiski babci. Wspomnienia dla moich wnuków / tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 64 s. ; 23 × 20 cm.
— ISBN 978-83-7776-088-8
Tyt. oryg.: Farmor och farfars bok. Samlade minnen till vårt barnbarn (2013)
Kolejny nakład: 2015
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2016 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
848. Zapiski dziadka. Wspomnienia dla moich wnuków / tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 64 s. ; 23 × 20 cm.
— ISBN 978-83-7776-089-5
Tyt. oryg.: Mormor och morfars bok. Samlade minnen till vårt barnbarn (2013)
Wyróżnienie w konkursie Świat Przyjazny Dziecku 2016 organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
849. Złodziej kury / Béatrice Rodriguez ; il. aut. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [26] s. : il. kolor.; 16 × 27 cm. — (Historia bez Słów).
— ISBN 978-83-7776-090-1
Tyt. oryg.: Voleur de poule (2005)
850. Żegnaj, Skarpetko! / Benjamin Chaud ; il. aut. ; tł. Katarzyna Skalska. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— [34] s. : il. kolor. ; 34 cm.
— ISBN 978-83-7776-110-6
Tyt. oryg.: Adieu Chaussette (2010)
851. Życie według Duni / Rose Lagercrantz ; il. Eva Eriksson ; tł. Marta Dybula. — Poznań : Zakamarki, 2015.
— 103, [4] s. : il. ; 22 cm. — (Dunia).
— ISBN 978-83-7776-109-0
Tyt. oryg.: Livet enligt Dunne (2015)
Kolejny nakład: 2015</document>
<document nplp_id="13659" title="Indeks autorski" slug="indeks-autorski">Indeks obejmuje nazwiska wszystkich współtwórców książek zamieszczonych w bibliografii. Numeracja przy nazwiskach odnosi się do pozycji w bibliografii.



A
Adamik Štefan 274
Adams Jennifer 376
Afanasjew Alina 77
Afanasjew Jerzy 77
Aladjidi Virginie 832, 833
Alemagna Beatrice 198
Aliaga Roberto 535
Alison Oliver 376
Amado Elisa 32
Ambrożewski Jacek 145, 510
Amelin Michel 480
Andersen Hans Christian 269, 276
Anderson Lena 723, 745, 788
Angerborn Ingelin 687, 741, 765
Arjona Juan 545, 554, 555
Atwater Richard 83
Atwater Florence 83



B
Babis Katarzyna 623
Bădescu Ramona 769, 770, 792, 793, 818, 819, 841, 842
Badura Justyna 335
Bajtlik Jan 126, 160, 175, 413, 489, 507, 509, 522, 647
Bałdyga Agnieszka 127
Bansch Helga 531, 533, 536
Baranowska Renata 53
Barącz Sadok 268
Barceló Elia 399
Bardijewska Liliana 267, 272, 276, 278, 282, 299, 310
Bardijewski Henryk 289
Bardos Magali 16
Barman Adrienne 139
Barsony Piotr 525
Bartosik Joanna 620, 624
Bauer Jana 333
Bąk Edgar 649, 654
Bąkiewicz Grażyna 280
Bednarczyk Piotr 503, 514
Benson Patrick 481
Berg Björn 665, 686, 724, 730
Bergström Gunilla 763, 768, 771, 782, 787, 795, 802, 807, 808, 812, 827, 829, 831
Berner Rotraut Susanne 108, 112, 123, 124, 142, 208
Bertrand Frédérique 661, 662
Beskow Elsa 746, 762
Beszczyńska Zofia 265, 284, 294
Biały Beata 292
Bielańska Edyta 663
Bielawski Michał 575
Bielicka Emilia 482
Bielunas Jerzy 173
Bienias Aleksandra 529
Bieńczyk Marek 362, 368, 374, 377
Bieńkowski Andrzej 575
Biermann Franciszka 227
Birecka Ada 620
Bittner Anna 158, 166
Björk Christina 677, 723, 745, 753, 821
Blake Stephanie 159, 161, 186
Blanchet Pascal 178
Blazquez Manuel 68
Blaźniak Maciek 422, 425
Blexbolex (pseud.) zob. Granger Bernard
Bliuj-Stodulska Patricija 420
Bloch Serge 392, 472, 473, 777, 826, 846
Bloom Becky 461
Bocianowski Bohdan 103
Bogacki Tomek 294
Bogdanowicz Michał 323
Boglar Krystyna 51, 93
Bogoczek Barbara 2, 6
Bogucka Katarzyna 75, 79, 84, 86, 96, 423, 586, 622, 641, 646, 647, 655
Boizard Sophie 495
Bolecka Anna 274
Böll Heinrich 399
Borowczyk Czesław 103
Borycka-Zakrzewska Joanna 388, 394, 406
Borzęcka Maria 403, 405, 412, 414
Bourget Laetitia 369
Bournay Delphine 128, 129
Boutavant Marc 638
Boy-Żeleński Tadeusz 361
Boyne John 136
Braunstein Maria 500, 524
Bravi Soledad 111, 117
Brenifier Oscar 777, 785, 801, 809
Bręgiel-Benedyk Marta 552
Broda Tomasz 334
Broom Jenny 180
Broszkiewicz Jerzy 99
Brulot Helen 149
Brum J.M. (pseud.) 126
Bruna Dick 339, 340, 342, 343, 344, 348, 349, 352, 353
Brzechwa Jan 640
Buchholc Ada 647
Budde Nadia 417
Bulikowska Maria ”Mroux “ 10, 17, 20
Burger Barbara 255
Burnett Frances Hodgson 192
Buszewicz Maciej 640
Butenko Bohdan 51, 67, 93, 264, 279, 289, 308, 490
Butkiewicz Jędrzej 583, 584
Byliniak Maciej 64, 76, 103, 111, 116, 139, 144, 151, 187, 207



C
Cailhold Cédric 661, 662
Cali Davide 141, 205, 392, 826
Camil Colette 480
Camilleri Andrea 399
Campbell Rod 245
Carle Eric 579, 582, 584, 587, 588, 593, 595, 598, 599, 602
Carteron Marine 658, 659
Carvalho Bernardo 542, 567, 574
Castagnoli Anna 543
Catelin Vanessa Simon 215
Cetnarowski Antoni 103
Chaud Benjamin 138, 141, 205, 679, 722, 738, 769, 770, 778, 792, 793, 799, 818, 819, 830, 841, 842, 850
Chedru Delphine 656
Chłapowska Teresa 66, 104, 121, 704
Chmielewska Iwona 256, 367, 389, 459, 648
Chmielnik Anna 820
Chodorowska Magda 687, 741, 765
Chotomska Wanda 2, 6, 88
Chutnik Sylwia 575
Chylak Mikołaj 506
Cicha-Kłak Magdalena 166
Cichocki Sebastian 98
Cichowska Gabriela 491
Ciecierski Jan 387, 397
Cieślak Ola 61, 82, 85, 100, 154, 184, 575
Cieślewicz Roman 103
Cieślikowska Agnieszka 280, 288, 296, 303, 313
Cieślińska Irena 420
Cimatoribus Alessandra 535
Ciostek Anna 638
Clarinard Raymond 56
Coissard Sylvain 521
Compton Clare 55
Concejo Joanna 368, 374, 377, 532, 566
Cottin Menena 608
Cramm Dagmar von 208
Crossan Sarah 190
Crowther Kitty 207, 221, 843
Crozon Alain 449, 450, 451, 452
Cybis Julia 323
Cygan Jacek 38
Cymer Dominik 94, 194
Czajkowska Anna 575
Czarnacka Agata 575
Czerner-Wieczorek Katarzyna 272, 299
Czerwińska-Rydel Anna 494, 498, 499, 504, 512, 516, 517, 519, 520, 522, 527, 645, 646
Czwartos Ignacy 402, 407, 416



D
Daeninckx Didier 399
Dahl Kristin 742
Dahle Gro 218, 222, 237
Damon Emma 433, 441
Darién Juan 544
Davies Nicola 52, 69, 92
De Leeuw Mathias 529
Débat Aurélien 809
Debeurme Ludovic 361
Degórska Izabela 277
Dehnel Jacek 575
Desjardins India 178
Deskur Maria 442, 443
Desplechin Marie 360
Després Bernadette 475
Deuchars Marion 151, 181
Devaux Clément 785
Diatłowicki Tomasz 489
Díez Miguel Ángel 548
Digman Kristina 676, 698, 700, 729, 743, 772
Dłużniewska Grażyna 283, 298
Dobrew Dorota 150, 575
Domańska Katarzyna 106, 156, 168, 169, 181, 190, 197
Donaldson Julia 233, 236, 240
Dopieralski Marcin 359
Drejewicz Bartek 455
Drotkiewicz Agnieszka 575
Dubowska-Grynberg Zofia 485
Dubus Barbara 643
Dubus Thekla 643
Duchowski Tymoteusz 477
Duda Elisabeth 620
Dudek Agata 87, 90, 95, 302, 314, 494, 499, 512, 516, 523, 647
Dumon Tak Bibi 101
Dupuis Marzena 360
Durand Delphine 250, 252, 253, 254, 258, 259, 260
Dutheil Florence 474
Dybula Marta 767, 791, 811, 851
Dymel-Trzebiatowska Hanna 210, 213, 214, 216, 219, 220, 225, 228, 665, 677
Dzienkiewicz Marta 146
Dzierżawska Zosia 206
Dziubak Emilia 109, 171, 172, 200, 201, 272, 315, 320, 328, 647



E
Eckert Horst 366
Egner Thorbjørn 203
Ekier Maria 262, 285, 290, 398, 408, 418
Engelhardt Thomas 158, 166
Engman Camilla 248
Enquist Per Olov 243
Ensikat Klaus 53, 74, 176
Eriksson Amanda 219, 225, 228
Eriksson Eva 217, 234, 667, 671, 672, 677, 678, 691, 692, 695, 701, 703, 705, 710, 726, 727, 753, 767, 791, 811, 821, 851
Erlbruch Wolf 385, 386, 391, 395, 396, 405
Ezop 355



F
Fabjanowska-Micyk Zofia 182
Falcone Fernando 551
Faría Rosana 608
Farré Lluis 251
Fąfrowicz Piotr 378, 380
Feleszko Wojciech 402, 407, 416
Fellner Henri 474
Ferra-Mikura Vera 102
Filipowicz-Rudek Maria 32
Fjell Ingemar 65
Flisak Jerzy 102, 131, 135, 143
Flor Małgorzata 248
Fortes Antón 532
Frąckiewicz Małgorzata 499, 512, 520
Fredro Aleksander 79, 84
Freudenreich Marek 103
Friot Bernard 372, 373, 375
Frisch Max 399
Fromental Jean-Luc 597



G
Gamroth Anna 208, 227
Garczyńska Helena 212, 218, 222, 226
Gasté Éric 436, 442, 443, 448
Gawryluk Barbara 224, 231, 238, 243, 247, 358, 680, 706, 707, 731, 732, 733, 734, 735, 736, 744, 747, 748, 749, 750, 751, 757, 758, 759, 760, 761, 773, 774, 775, 776, 780, 796, 797, 798, 804, 805, 816, 823, 824, 836, 837, 844, 845
Gay Gabriel 615
Geffenblad Lotta 220, 247, 814
Gerus Marta 430
Gervais Bernadette 30
Gibert Bruno 644
Gielzak Julita 363
Gierałtowska Małgorzata 329, 331
Gil Carmen 534
Glitz Angelika 434
Głowacki Tomek 504
Głuszek Jerzy 338
Gniady Joanna 647
Godek Jacek 612
Göhlich Susanne 158, 166
Golachowski Mikołaj 17
Gołębiowska Anna 232
Gómez Chené 537
Gondek Jacek 239
Gortat Grzegorz 317, 319, 327, 332
Górka Wiktor 103
Górnicka-Boratyńska Aneta 308
Górski Adam 609
Grabiański Janusz 103
Grabowski Andrzej Marek 575
Grajkowski Wojciech 202
Granger Bernard 653
Grevet Yves 165, 195
Grimm Jacob 62, 559, 566
Grimm Wilhelm 62, 559, 566
Grochocka Joanna 182
Gromek Maria 607
Grozdew Elżbieta 266
Gubellini Matteo 541
Guettier Bénédicte 229
Guilloppé Antoine 488
Gurowska Małgorzata 636, 647, 650, 657
Gusti (pseud.) 251
Guszta Joanna 424, 425
Gutowska Urszula 200
Gutowska-Adamczyk Małgorzata 286
Gyberg Bo-Erik 737



H
Haldorsen Aneta W. 149
Halling Thomas 217
Hamel Pauline Marie 8, 28
Haniec Beata 251, 530, 532, 533, 534, 535, 538, 543, 545, 547, 550, 554, 555, 559, 560, 562, 570
Hanulak Monika 486, 634, 636, 642, 647, 657
Haręża Joanna 281
Hartwich Dorota 335, 338, 345, 347, 350, 351, 354, 355, 364, 365, 366, 369, 372, 373, 375
Hasler Eveline 412
Heinlein Sylvia 204
Hellgren Joanna 783
Hellmann-Hurpoil Odile 481
Henriques Ricardo 569
Hernández Oriol 553
Hewett Hilda (pseud.) zob. Compton Clare
Hibner Maciej 103
Hilscher Hubert 103
Hiorthoy Kim 226
Hłasko Beata 203
Höglund Anna 681
Hof Marjolijn 406
Hölle Erich 600
Holmberg Åke 66, 104, 121
Holzwarth Werner 385
Hołdanowicz Leszek 103
Horacek Petr 4
Horn Emily 444
Horubała Agnieszka 206
Houdart Emmanuelle 360, 369
Howard Tony 2, 6
Hrycak Beata 371
Hurtut Catherine 229
Huxley Aldous 87



I
Ignaciuk Hania 496
Ignerska Marta 133, 167, 517, 519, 527, 635, 636, 639, 645, 647, 657
Inkiow Dimiter 581, 585, 592
Isern Susanna 549



J
Jachowicz Stanisław 75
Jalonen Riitta 580
Janerka Lech 334
Janiak Kinga 431
Janicki Artur 626
Janisch Heinz 405
Jankowski Jakub 567, 569, 574, 664
Janosch (pseud.) zob. Eckert Horst
Janssen Urlich 53, 74, 176
Jansson Tove 223, 235, 242, 246
Jaromir Adam 491, 493
Jaszecka Karolina 546, 548, 551, 553, 557, 561, 568, 571, 573, 576
Jaworowska-Duchlińska Monika 620
Jeffers Oliver 136
Jezierski Tymek 647
Jędryas Jadwiga 48, 52, 56, 61, 69, 87, 91, 92, 101, 105, 110, 128, 129, 132, 138, 140, 141, 157, 174, 177, 178, 185, 189, 205, 293, 386
Jędrzejewska-Wróbel Roksana 379, 476
Johnsen Åshild Kanstad 170
Johnson Adrian 583
Jolivet Joëlle 597
Jónsdóttir Áslaug 239
Jońca Paweł 647
Jordan Marta 608, 611
Junaković Svjetlan 552
Jung Joanna 462, 478
Juszczak Agata 404, 419



K
Kajzer Ryszard 515
Kamińska-Maurugeon Magdalena 777, 785, 801, 809, 832, 833
Kapelusz Melania 387, 397
Karp Jan 133
Karpiński Światopełk 528
Karpowicz Diana 304
Karski Piotr 146
Kasdepke Grzegorz 100, 118, 122, 575
Kasparavicius Kęstutis 331
Kassjanowicz Dorota 155
Kästner Erich 81, 482
Kern Ludwik Jerzy 657
Kędzierski Robert 176
Kidawa Jagoda 337
Kilian Adam 272
Kim Heekyoung 249
Kimura Ken 601
Kinowska Joanna 485
Kiuru Iwona 244, 307
Klassen Jon 106
Klesyk Łukasz 575
Klimko-Dobrzaniecki Hubert 359
Kłoczowski Jan Maria 361
Kłos-Podsiadło Magda 663
Kłudkiewicz Paweł 3
Kniaźnin Franciszek 620
Kobza Alicja 520
Kociemba Bartek Arobal 647
Koczkodaj Izabela 95
Kołakowska Anna 66, 104, 121
Kołakowski Leszek 471, 486
Kołyszko Joanna M. 438, 456
Komar Michał 575
Komar Stanisław 620
Komarnicka Wacława 192
Könnecke Ole 261
Konopnicka Maria 86
Konwicka Danuta 72
Kończykowski Henryk 476
Kopciński Krzysztof 445
Kopeć Sylwia 531, 536, 537, 541
Kopsik Ewa 74
Korczak Janusz 313, 504
Koroblewski Witek 631
Kosmowska Iwona 68, 297, 580
Kotowska Karolina 647
Kownacka Julia 601
Koziński Michał 621, 622
Kozłowska Jolanta 525
Kozłowski Tomek 122
Kozubska Katarzyna Ewa 305, 312, 318
Kozyra-Pawlak Ewa 223, 229, 235, 242, 246, 366, 370, 458, 483
Krasicki Ignacy 620
Krasicki Michał 500, 524
Kratochvil Jiři 399
Krauss Ruth 156
Kroft Magdalena Van der 339, 340, 342, 343, 344, 345, 348, 349, 352, 353
Krohn Leena 68
Królak Agata 119, 148, 427, 652
Krupa Maciej 50
Kruse Max 600
Kruusval Catarina 682, 683, 684, 685, 702, 708, 713, 717, 721, 838, 839
Krysztafkiewicz Anna 335
Krzanowska Ola 31, 43
Krzemińska Janina 625
Krzywicka Marta 317, 319, 327, 332
Kucharska Magdalena 754, 815
Kucharska-Cybuch Aleksandra 277, 305, 312, 318
Kucharska-Zajkowska Agnieszka 636, 657
Kuciak Agnieszka 478
Kudela Jola 281
Kuhl Anke 204
Kuijer Guus 110
Kulmowa Joanna 290, 316
Kurczewska Marta 311
Kurecka Maria 49
Kutyła Julian 391, 392, 644
Kwaśniewski Tomasz 575



L
La Fontaine Jean de 620
Lagercrantz Rose 767, 791, 811, 851
Lanchais Aurélie 452
Landström Olof 803, 810, 813, 828
Lange Grażka 60, 103, 173, 575, 640
Lasocki Wiesław Antoni 509
Latour Daniel de 526
Laurencin Geneviève 436, 442, 443, 448
Layton Neal 52, 69, 92
Le Huche Magali 188
Leblond Michaël 661, 662
Lee Jiwone 249
Lelonkiewicz Jacek 287, 300
Lemke Horst 482
Lemoine Alexis 521
Lenain Thierry 252, 253, 254, 258, 259, 260
Lengren Zbigniew 1, 83
Lenica Jan 103
Lepp Mati 214, 216, 224, 231, 238, 690, 742, 752
Leśniak Tomasz 647
Letki Maria Ewa 285
Leeuwen Joke van 185
Letria André 530, 569
Lewandowska Barbara 625
Lind Åsa 676, 700, 729, 772, 783
Lindell Elin 804, 816, 836, 837
Lindenbaum Pija 673, 696, 697, 715, 736, 740, 751, 756, 761, 776, 779, 794, 798, 817
Lindgren Astrid 665, 666, 668, 674, 675, 686, 688, 689, 699, 704, 709, 712, 716, 720, 724, 728, 730, 737, 789, 806, 840, 843
Lindgren Barbro 667, 671, 672, 678, 692, 695, 701, 703, 705, 710, 803, 813, 828
Lindström Eva 835
Lionni Leo 24, 604
Lipiński Eryk 120
Lipka-Sztarbałło Krystyna 249, 270, 282, 326, 381
Lipszyc Henryk 335
Liszka Marta 42
Lluch Enric 546, 548, 551, 553, 557, 561, 568, 571, 573, 576
Lluïsot 545, 554, 555
Lobe Mira 49
Loe Erlend 226
Lomp Stephan 9, 11
Lońska Magdalena 245
López de Munáin Iratxe 559
López Mercè 568
Loth-Ignaciuk Agata 496, 497, 508
Louhi Kristiina 580
Lujan Jorge 32
Luján Rodrigo 557
Lum Kate 583
Luniak Natka 485
Lutczyn Edward 2, 6, 278



Ł
Ładecka Anna 193
Łapiński Paweł 165, 195
Łazowski Maciej 513, 528
Łepkowska Maria 27, 28
Łęcki Łukasz 42
Łęczycki Maciej 434
Łobodziński Filip 539, 542, 544
Łoskot-Cichocka Dorota 445, 446, 447, 471, 477, 498, 504
Łoziński Mikołaj 575



M
MacDonald George 503, 514
Madeyska Ewa 196
Magnason Andri Snær 239
Mahboob Justyna 581, 585, 592
Majchrzak Weronika 575
Majewski Lech 640
Malejki Miron 376
Malmon Agnieszka 453, 489, 492, 495, 500, 524
Malo Roberto 539
Marianowicz Antoni 97, 120
Marszałek Edyta 127
Martin Bill Jr. 602
Martin Jean-François 355, 364
Martínez Pedro Javier 611
Martins Isabel Minhós 574, 651
Masiuk Olga 70
Mateo José Manuel 611
Mateos Francisco Javier 539
Matloch Dorota 404
Matoso Madalena 22, 538, 651, 664
Matsumoto Akira 335
Matyjaszek Kasia 196
Mazo Margarita del 540, 562
Mączka Iwona 415, 417
McKee David 48, 63, 64
Mejan Pere 576
Mejuto Eva 530, 560
Méndez Raquel 536
Meroto Tina 559
Meyer, Lehmann, Schulze (pseud.) zob. Monika Osberghaus i Thomas Engelhardt (nazw.)
Mezquita Roberto 542
Michałowska Krystyna 295
Mikołajewski Jarosław 432, 437, 438, 447, 449, 450, 451, 452, 454, 487
Mildner Paweł 130, 426, 620
Milhões Mafalda 560
Miller-Stefańska Ewa 266
Milne Alan Alexander 120
Miłosz Czesław 506
Minkiewicz Janusz 73
Minkiewicz Tomasz 183
Mitgutsch Ali 589, 590, 594, 596, 603
Miura Taro 556, 558, 565, 577
Mizielińska Aleksandra 71, 76, 78, 80, 89, 98, 107, 113, 114, 115, 116, 137, 147, 153, 162, 164, 199
Mizieliński Daniel 71, 76, 78, 80, 89, 98, 107, 113, 114, 115, 116, 137, 147, 153, 162, 164, 199
Młodożeniec Jan 103
Młodożeniec Piotr 640
Moeyaert Bart 386
Mogenet Jean-Philippe 355
Mogilnicki Patryk 411
Moncomble Gérard 370, 483
Mosiński Marek 103
Mosz Gosia 291
Mowll Joshua 479
Mras Piotr 366
Mroszczak Józef 103
Mulczyk-Skarżyński Jacek 660
Murakami Yasunari 601
Musiał Łukasz 566
Mycielska Małgorzata 153, 400



N
Näslund Görel Kristina 698
Naszarkowska-Multanowska Weronika 575
Newman Ben 257
Nicewicz-Staszowska Ewa 198
Niedzielski Ryszard 606
Niemierko Anna 316, 629, 636, 643, 646, 647, 648, 657, 658, 659
Niepsuj Ola 647
Nilsson Frida 814, 820
Nilsson Moni 736, 751, 761, 776, 798, 804, 816, 836, 837
Nilsson Ulf 213, 234
Noel (pseud.) 363
Noniewicz Janusz 575
Nordqvist Sven 210, 669, 670, 693, 694, 719, 725, 755, 766, 790, 825
Noskowski Władysław 620
Norton Mary 57, 109, 171, 172, 200, 201
Nöstlinger Christine 227
Nowacka-Devillard Anna 605, 614, 615, 618, 619
Nowak Agnieszka 612
Nowak Małgorzata 95, 516, 523
Nowicka Agata ENDO 647
Nowicki Andrzej 163
Núñez Marisa 533
Nyczek Tadeusz 273
Nyhus Svein 212, 218, 222, 237



O
Ochab Janusz 479
Odriozola Elena 534
Oklejak Marianna 152, 179, 647
Olech Joanna 575, 630, 635, 649, 654
Olejnik Ewa 292
Oleś Robert 658, 659
Ollivier Mikaël 56
Olsson Lotta 764, 786, 799, 822
Olszańska Maria 65
Onichimowska Anna 262, 268, 270, 302, 314, 322, 324, 325, 381
Orbaczewska Anna 609, 614
Orlev Uri zob. Orłowski Jerzy Henryk
Orliński Wojciech 575
Orłoń Marian 131, 135, 143
Orłowska-Gabryś Maria 55
Orłowski Jerzy Henryk 639
Osberghaus Monika 158, 166
Ososiński Tomasz 125, 204
Osterwalder Markus 403, 414
Ostrowska-Biernacka Katarzyna 515
Ottosson Katarzyna 687, 698, 741, 765
Owsiński Andrzej 501, 511
Oxenbury Helen 187
Oziewicz Tina 44, 45, 58, 85, 136, 145, 167, 575
Ożogowska Hanna 72
Ożogowski Andrzej 72
Ożóg Marcin 347



P
Pacheco Gabriel 543
Pacovská Květa 62
Pakalska Agnieszka 663
Paloff Benjamin 374
Pałasz Marcin 295
Pałysa Katarzyna 656
Papuzińska Joanna 288
Pardi Charlotte 562
Parlak Danuta 291, 625
Parot Annelore 351, 354, 365
Parr Maria 149
Parvela Timo 244
Patacrúa (pseud.) zob. Prieto José Manuel Gómez (nazw.)
Paulukiewicz Andrzej 94
Pawlak Paweł 34, 36, 37, 46, 276, 287, 300, 341, 370, 437, 444, 461, 470, 483, 493, 591
Pawlińska Aleksandra 191
Pawliński Wojciech 191
Pérez Borjas Weronika 540, 549
Pérez Óscar T. 546
Perzyna Monika 578, 579, 581, 582, 585, 592, 594, 595, 596, 598, 602, 604
Pieńkowski Jan 518
Piestrak Mateusz 620
Pietruszewska Ludmiła 399
Piotrowska Eliza 408
Piquemal Michel 453, 500, 524
Pita Charo 538
Pittau Francesco 30
Plakiewicz Joanna 269
Plath Sylvia 105
Pniewska Bogna 58, 457
Podhajska Krystyna 589, 590
Podsiadło Jacek 390
Poklewska-Koziełło Ewa 310, 454, 466, 476, 487
Pokora Mirosław 49, 59, 88, 203
Pokorska Marta 54
Polanowski Tadeusz 81, 102
Polewska Aleksandra 43, 47
Politt Iwona 600
Porczyk Aneta 63
Pórsdóttir Vala 612
Porter John 529
Poslaniec Christian 361
Pourchet Marjorie 539, 549
Preussler Otfried 72
Prieto José Manuel Gómez 537
Profus Janusz 520
Provoost Anna 293, 306
Prøysen Alf 163
Puszczewicz Marek 250, 252, 253, 254, 258, 259, 260



Q
Quintero Armando 570



R
Rabelais François 361
Radomska-Nishii Karolina 556, 558, 563, 564, 565, 572, 577
Radziwiłł Katarzyna 526
Ramel Charlotte 711, 739, 784
Ramos Mario 189
Rataj Agnieszka 643
Raymond-Garcia Régine 547
Rayner Catherine 232
Rechowicz Gabriel 99
Reek Wouter van 415
Rewerenda-Młynarczyk Dorota 358
Rey Frédéric 661, 662
Reynolds Michael 399
Röben Sven 335
Rodari Gianni 432, 437, 438, 454, 478
Rodriguez Béatrice 849
Roldán Gustavo 550
Rolnik Michalina 209
Romańczuk Paweł 347
Rosen Michael 187
Rosłan Katarzyna 180
Rothman Julia 255
Rothmeier Stephanie 363
Rudniańska Joanna 510
Ruillier Jérôme 801
Rusinek Joanna 40, 647
Rusinek Michał 215, 233, 236, 240, 346, 356, 357, 575
Ruszczyk Joanna 650
Ruszewska Grażyna 378, 380
Rutten Mélanie 660
Rychel Piotr 464
Rychlicki Zbigniew 81
Rydel Paweł 516
Ryll Maria 271
Ryski Dawid 647
Rzecznik Michał 613, 628
Rzezak Joanna 146
Rzyska Joanna 159, 161, 186, 188



S
Sadat Mandana 32
Saint-Mars Dominique de 472, 473
Šalamun-Biedrzycka Katarina 330, 333
Samborski Wojciech 62
Šašek Miroslav 144, 168, 169, 197
Saulière Delphine 475
Schalansky Judith 125
Scheffler Axel 233, 236, 240
Schmidt Annie Maria Geertruida 382, 383, 384, 388, 393, 394
Schmit Anna 217, 234
Schulze Ingo 399
Schuurman Nora 297
Scott Katie 180
Seidel Stefan 13
Sendak Maurice 156, 174
Sidor Dorota 107
Sienkiewicz Jan 31
Skalska Katarzyna 665, 667, 671, 672, 673, 678, 679, 680, 681, 682, 683, 684, 685, 690, 691, 692, 695, 696, 697, 701, 702, 703, 705, 708, 710,
713, 714, 715, 717, 718, 721, 722, 731, 738, 740, 743, 746, 752, 754, 756, 762, 763, 768, 769, 770, 771, 778, 779, 780, 781, 782, 785, 792, 793, 794, 795, 800, 802, 803, 807, 808, 812, 813, 815, 817, 818, 819, 826, 827, 828, 829, 830, 831, 832, 833, 838, 839, 841, 842, 846, 847, 848, 850
Skibińska Martyna 629, 630, 635
Skłodowska-Curie Maria 498
Skoczko Milena 152, 170
Skopińska Agnieszka 105
Skowrońska Anna 475, 523
Skowroński Tymek 495
Skrentni Adela 179
Sławińska Marta 647
Sławiński Szymon 477, 492
Smirnovaite Marija 329
Sobich Agnieszka 311
Sobieraj Helena 453
Sobolewska Magda 503, 514, 518
Socha Piotr 118, 202
Solarz Ewa 78, 647
Somá Marco 570
Sormann Christine 412
Soutif François 215
Sowula Katarzyna 90, 575
Sroka Beata 484
Sroka-Mucha Bogna 484
Srokosz Agnieszka 620
Stanecka Zofia 455, 457, 459, 468
Stanny Janusz 97, 632, 633
Stark Ulf 681, 690, 691, 711, 739, 752, 754, 784, 815
Starkoff Vanina 547
Stefańska Hanna 267
Stenberg Birgitta 214, 216, 224, 231, 238
Stepančič Damijan 330
Steuernagel Ulla 53, 176
Stiasny Ewa 70, 140, 150, 177
Stołecki Andrzej 257, 261
Strömgård Katarina 805, 845
Stróżyk Agnieszka 676, 700, 711, 723, 726, 727, 729, 737, 739, 742, 745, 753, 764, 772, 783, 784, 786, 788, 799, 810, 814, 820, 821, 822, 834
Strzelecka Maria 647
Strzembosz Marcin 429, 439, 492
Styszyńska Justyna 605, 621, 622
Subocz Grażyna 74
Suchanow Klementyna 221
Surma Przemek 613, 627
Susso Eva 679, 722, 738, 778, 830
Svěrák Zdeněk 150
Svetina Peter 330
Swoboda Annette 434
Sysło Tomasz Jakub 335
Szancer Jan Marcin 57, 73
Szczepaniak Rafał 94
Szczur Przemysław 658, 659, 661, 662
Szpilka Kuba 50
Szudyga Marta 45, 424, 647
Szyszko-Kondej Małgorzata 321




Ś
Świercz Magdalena 430
Świerzy Waldemar 103
Świerżewska Monika 241
Świerżewski Adam 241
Świeżak Katarzyna 96
Świętek Agnieszka 620





T
Taback Simms 345
Talvitie Virpi 244
Tambuscio Pablo 561
Tarnowska Krystyna 55
Tchoukriel Emmanuelle 832, 833
Tellegen Toon 140, 177
Thaw Caroline 333
Thé Tjong-Khing 91, 132, 157, 211, 230
Themerson Franciszka W. 610, 616, 617
Themerson Stefan 610, 616, 617
Thore Maria Nilsson 764, 786, 820, 822
Tiainen Marja-Leena 307
Tidholm Anna-Clara 213, 714, 718, 781, 800
Timmers Leo 15
Tokarczuk Olga 399
Tomaszewski Henryk 103, 134
Tomiło Szymon 655
Topczewska Anna 651, 653
Töringe Sanna 743
Treutler Jerzy 103
Tullet Hervé 5, 7, 8, 12, 14, 18, 19, 21, 26, 27, 28, 29
Turczyn Ryszard 306
Tuwim Irena 57, 642
Tuwim Julian 67, 456, 464, 466, 467, 636, 641, 650
Tychmanowicz Marta 4, 5, 7, 12, 15, 18, 19, 21, 23, 24, 25, 26, 27, 29, 30
Tyczyńska-Skowrońska Anna 446
Tyszka Agnieszka 271




U
Ulanowski Tomasz 575
Umińska Marta 444
Ungerer Tomi 346, 350, 356, 357, 371
Uniechowski Antoni 192
Urbaniec Maciej 103
Urbanik Paweł 237
Urbańska Gosia zob. Urbańska-Macias Gosia


Urbańska-Macias Gosia 631, 636, 657
Uszacka Maria 179
Utnik-Strugała Monika 193



V
Valdivia Paloma 540
Vámos Miklós 399
Vanden Heede Sylvia 91, 132, 157
Vang Nyman Ingrid 668, 704, 720, 840
Varela Cecilia 571
Verdini Raul 432
Véron Nicolas 377
Vestly Anne-Catharina 152, 179
Vizbaraite Ingrida 329



W
Waga Ela 265, 268
Wagenbreth Henning 399
Wagener Gerda 578
Wajda Antek 336
Walliman Dominic 257
Wallin Marta 835
Walser David 518
Wasiuczyńska Elżbieta 468
Wasowski Grzegorz 490
Wechterowicz Przemysław 33, 304, 309, 315, 320, 328, 337
Weel Fleur van der 101
Wegelius Jakob 834
Weiss Janusz 469
Weiss Maryla 575
Weiss Sabina 469
Weiss Zuzanna 469
Werner Klaus 74
Westendorp Fiep 382, 383, 384, 393, 394
Węgierek Katarzyna 606, 607
Węgleńska Anna 665, 666, 668, 674, 675, 686, 688, 689, 699, 709, 712, 716, 724, 728, 730, 737, 789, 806, 840, 843
Whelan Gloria 61
Wicherek Leszek 628
Widłak Wojciech 34, 36, 37, 40, 46, 341
Widmark Martin 680, 706, 707, 731, 732, 733, 734, 735, 744, 747, 748, 749, 750, 757, 758, 759, 760, 773, 774, 775, 780, 796, 797, 805, 823, 824, 844, 845
Wieslander Jujja 669, 670, 693, 694, 719, 725, 755, 766, 790, 810, 825
Wieslander Tomas 669, 670, 693, 694, 755, 810
Wikland Ilon 666, 674, 675, 688, 689, 699, 709, 712, 716, 728, 789, 806
Wilbik Teresa 65, 77
Wilbraham Klara 400
Wilkoń Józef 50, 401, 409, 410, 421, 578, 637
Willems Mo 25
Willis Helena 680, 706, 707, 731, 732, 733, 734, 735, 744, 747, 748, 749, 750, 757, 758, 759, 760, 773, 774, 775, 780, 796, 797, 823, 824, 844
Wirsen Stina 243
Witkowska Krystyna 163
Witwicki Zdzisław 284
Wisłowska Maria 109, 171, 172, 201
Wiśniak Kazimierz 263, 273
Wiśniewska Sylwia 663
Wojda Dennis 647
Wojtyczka Izabela 116
Wojtyszko Maciej 263, 275, 283, 298, 301, 575
Woldańska-Płocińska Aleksandra 33, 35, 38, 39, 41, 44, 47, 309, 647
Wolny-Hamkało Agnieszka 336, 410
Woroszylski Wiktor 134, 637
Wortman Stefania 83
Woyciechowska Joanna 472, 473, 474, 480, 481, 525
Woyciechowska Katarzyna 436, 448, 461, 488
Woźniak Olga 411
Woźniak Urszula 509
Wójcicki Adam 362, 372, 373, 375
Wronek-Piotrowski Michał 669, 670, 693, 694, 725, 755, 766, 790, 825
Wróbel Jarosław 597
Wróblewska Justyna 630, 636, 657
Wróblewski Bohdan 73
Wygodzki Stanisław 59
Wysocki Mateusz 427
Wziątek Anna 363



Y
Yagyu Gen-ichiro 563, 564, 572
Yerkes Jennifer 618
Yoon Salina 23



Z
Zamboni Pablo 573
Zarawska Patrycja 183
Zarzycka Justyna 269
Zięba Monika 296, 303
Zoboli Giovanna 248



Ż
Żebrowski Łukasz 382, 383, 384, 385, 386, 393, 395, 396
Żelewska Agnieszka 379, 428, 435, 440, 460, 463, 465, 467, 502, 505
Żukrowski Wojciech 3

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="13672" title="Mańkowski Bolesław" slug="mankowski-boleslaw">Redaktor, pedagog.


Informacje biograficzne. Bolesław Ferdynand Mańkowski urodził się 20 XI 1852 w Lubaczowie w pow. cieszanowskim, był synem Juliana, lekarza w miejscowym szpitalu, późnej lekarza miejskiego w Sokalu, i Józefy z Richterów. Uczył się w szkole ludowej w Sokalu, następnie w gimnazjum Franciszka Józefa we Lwowie (1863–1869) oraz Gimnazjum Akademickim (1869–1871). W 1871 r. podjął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu we Lwowie, był m.in. uczniem Romana Pilata, Ksawerego Liskego i Euzebiusza Czerkawskiego (prywatne wykłady z pedagogiki w l. 1874–1876; po śmierci Czerkawskiego w 1896 r. miał opracować do druku jego studia rękopiśmienne z pedagogiki, jednak nie zostały one opublikowane). W trakcie studiów i bezpośrednio po ich ukończeniu zdobywał doświadczenia bibliotekarskie (wolontariusz i bibliotekarz w Bibliotece Włodzimierza Dzieduszyckiego we Lwowie w l. 1875–1876) oraz redaktorskie (praca w redakcji Encyklopedii dla krajoznawstwa Galicji, 1874–1875; etat w „Gazecie Lwowskiej” w 1877 r.). Wysyłał (niepodpisywane) korespondencje ze Lwowa dla „Przeglądu Tygodniowego” w l. 1875–1876. Oceniał w nich bieżący ruch prasowy, życie literacko-kulturalne miasta, występując z ideowych pozycji zwolennika pracy organicznej, krytykując studentów za zabawowy styl życia, a Stanisława Tarnowskiego za jego wystąpienie Porcje (1874) w sprawie wyzysku chłopów przez ziemian. Hasła pozytywistyczne głosił też w przemówieniu na uroczystości ku czci Józefa Ignacego Kraszewskiego w październiku 1879 r. w Berlinie (przedstawiał się tam jako delegat lwowskiej Czytelni Akademickiej). W 1877 r. (niektóre nekrologi podają tu 1878 r.) dzięki stypendium Fundacji ks. Leona Sapiehy przez dwa lata kontynuował studia w zakresie filozofii, psychologii i pedagogiki na uniwersytetach w Lipsku i Berlinie, pracując m.in. pod kierunkiem Wilhelma Wundta, Friedricha Paulsena, Emanuela Mendla, Emila du Bois-Reymonda. Uczestniczył w seminariach pedagogicznych i psychologicznych, odbył praktykę pedagogiczną, zwiedzał szkoły w Saksonii i Wirtembergii, zapoznając się z systemem organizacji edukacji. Owocem tych studiów była książka O psychicznych zboczeniach fantazji. Szkic psychologiczno-pedagogiczny (1879). Kształcenie fantazji uznawał za ważne zadanie wychowawcze. Niewłaściwy rozwój fantazji prowadzi – jego zdaniem – do postaw niepożądanych: marzycielstwa, idealizmu, fanatyzmu (religijnego i politycznego). Studium Mańkowskiego nie zostało dostrzeżone przez krytykę psycho-pedagogiczną. Po powrocie do kraju pracował jako archiwista i bibliotekarz w bibliotece ks. Adama Sapiehy w Krasiczynie (1880–1887), następnie przeniósł się do Lwowa na stanowisko nauczyciela w gimnazjum niemieckim (1887–1891), nadal uczył też m.in. pedagogiki w Liceum im. Królowej Jadwigi (1911–1913). W 1890 r. na Uniwersytecie Lwowskim uzyskał stopień doktora filozofii na podstawie pracy Über die absolut-apriorischen Elemente der theoretischen Erkenntnis. Od 1889 r. (formalnie od 1890 r.) do 1915 r. był redaktorem odpowiedzialnym „Muzeum”, pisma wydawanego przez Towarzystwo Nauczycieli Szkół Wyższych. Jednocześnie od 1891 r. pracował w Bibliotece Uniwersytetu, gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble zawodowej kariery do dyrektora placówki włącznie (od 1912 r.). Jako bibliotekarz był cenionym specjalistą, o czym świadczy powierzenie mu obowiązków kontrolera zbiorów Muzeum Polskiego w Raperswilu w skandalicznej sprawie zaniedbań tej placówki (1913). Jako pedagog i historyk oświaty wielokrotnie występował w dyskusjach podczas zjazdów naukowych pedagogów i historyków polskich, a po przemianach ustrojowych w Królestwie Polskim bywał zapraszany do Warszawy w charakterze obserwatora i doradcy szkolnictwa polskiego. W lipcu 1903 r. na podstawie pracy O przeciążeniu młodzieży habilitował się z pedagogiki na Uniwersytecie Lwowskim. Objął tam wykłady jako docent prywatny, zorganizował Seminarium Pedagogiczne, w l. 1907–1920 kierował Studium Pedagogicznym Uniwersytetu Lwowskiego. Był członkiem zarządu utworzonego we Lwowie w 1914 r. Towarzystwa Docentów, którego działalność koncentrowała się na materialnych podstawach zawodu pracowników szkół wyższych. Prowadził ożywione akcje odczytowe w ramach tzw. powszechnych wykładów uniwersyteckich na prowincji, Związku Naukowo-Literackiego i Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych. Domagał się liberalizacji przepisów dotyczących zakresu swobód uczniowskich (ale jednocześnie opowiadał się za obowiązkowymi legitymacjami dla uczniów), akceptował ideę obowiązkowego języka „ruskiego” w niektórych gimnazjach polskich, często wypowiadał się na temat funkcji rodziny w procesie wychowawczym. Program pedagogiczny miał jasny: zerwać z tradycją „niańczenia dzieci, zostawić młodzieży więcej swobody”, wszczepiać „ideał pracy dla kraju i narodu” („Muzeum” 1893, nr 7). Z młodzieńczych idei pozytywistycznych zostało mu przekonanie o oświacie i pracy jako „czynnikach duchowej wolności człowieka”. W wykładach z dydaktyki i teorii wychowania kładł nacisk na konieczność podtrzymywania przez szkołę „ducha narodowego” i formowania „narodowych ideałów”. Teorię wychowania opierał na wartościach: dążenia do prawdy, sprawiedliwości, szlachetności, zespolenia z Bogiem. Teoretycznego systemu pedagogiki nie zdołał w całości opracować, wydano jedynie niektóre litografowane wykłady uniwersyteckie. Warunki wojenne wpłynęły na stan zdrowia Mańkowskiego, musiał zrezygnować z kierowania „Muzeum” i ograniczał działalność dydaktyczną. Zmarł 26 VIII 1921 we Lwowie.

Organizator prac krytycznych. Mańkowski nie był krytykiem, a co najwyżej recenzentem i autorem adnotowanych notek bibliograficznych. Takich publikacji nie podpisywał nazwiskiem ani kryptonimem, ze wspomnień Wiktora Hahna, który był jego współpracownikiem, wiadomo, że niepodpisywane teksty drukowane w „Muzeum” są autorstwa Mańkowskiego, ale były to zwykle krótkie notki informacyjno-oceniające, na tej podstawie można jednak próbować ująć statystycznie wyniki jego prac redakcyjnych. Krytykowany za rzekome lekceważenie w „Muzeum” działu krytyki, Mańkowski wyliczył, że w siedmiu rocznikach pisma ogłoszono 465 recenzji, zatem przeciętnie publikowało ono 66–67 recenzji rocznie, w tym siedem omawianych publikacji miało po dwie recenzje, co dowodzi, że poddano je ocenie gruntownej i wszechstronnej („Muzeum” 1892, nr 5). Na krytycznoliteracki obraz pisma Mańkowski miał wpływ jako jego redaktor wyznaczający listę zamawianych recenzji, uzgadniający kierunki ocen i poprawiający cudze pisma. Zasadą kwalifikowania prac do zrecenzowania w piśmie była dewiza Mańkowskiego: zamieszczać oceny prac złych, aby zapobiegać ich wpływowi, i dobrych, by je promować. Redaktor sam zamawiał recenzje u wybranych autorów i kontaktował się z nimi dla wprowadzenia zalecanych przezeń poprawek, gdyż w jego wizji recenzje nie powinny „tchnąć osobistą zawiścią” ani „uwłaczać powadze pisma”. Dlatego Mańkowski stosował surową selekcję: „zwracał” teksty lub wykreślał z nich wszystko, co zakrawało na „osobistą wycieczkę”. Oczekiwał ocen „ściśle przedmiotowych”, w przypadku recenzji prac naukowych postulował: „Wystarczy bowiem podać wynik, do którego autor dochodzi, i zwięzły sąd o wartości rozprawy pod względem naukowym i metodycznym” (tamże). Za przyświecające „Muzeum” credo krytyczne, którym kierowali się recenzenci oraz redaktor pisma, można uznać tę wypowiedź: „Nauka filologiczna rozbiera utwory znakomitych poetów i pisarzy na poszczególne ustępy, wykazuje w nich szczegółowo rozwój myśli, znaczenia obrazowania, sposób przedstawienia, właściwości językowe i gramatyczne – lecz utwory te napisane zostały nie dla gramatyki i ćwiczenia dowcipu i krytyki [...], lecz dla idei prawdy i piękna, przebijającej się dopiero z całości utworu, w tej dopiero formie przemawiającej do duszy człowieka” („Muzeum” 1889, nr 3). Analiza musi więc prowadzić do zrozumienia „całkowitej idei” utworu. Poglądy Mańkowskiego i praktyka krytycznoliteracka „Muzeum” wpisują się w nurt osiągnięć polskiej ergografii. Wyróżniały się zwłaszcza oryginalne i przemyślane metodycznie studia analityczne Antoniego Mazanowskiego dotyczące utworów Mickiewicza, które były często wzmiankowane w piśmiennictwie pedagogicznym oraz literacko-kulturalnym, co jest pośrednim dowodem ich wpływu na praktyki analiz literackich w środowisku szkolnym, a zapewne również wśród inteligencji przełomu XIX i XX w.

Szkoła warsztatu krytycznego. Publikowane w piśmie rozprawy analityczne zwracały uwagę i bywały komentowane w codziennej prasie lwowskiej (nawet jako newsy). Tym samym przyczyniały się do utworzenia modelu praktyki krytycznoliterackiej, były jakby szkołą warsztatu krytycznego dla inteligencji Galicji, choć bywały też dyskutowane w środowisku warszawskim, zwłaszcza w latach ważnych dla szerzenia kultu Adama Mickiewicza. W „Muzeum” publikowali warszawscy pedagodzy (A. Szycówna) i krytycy (W. Marrené). Galicja w 2. poł. XIX w. nie miała tak rozwiniętego rynku tygodników jak Warszawa, kariery pism tygodniowych i dodatków do dzienników trwały krótko. Periodyki („Przegląd Polski”, „Przegląd Powszechny”, „Przewodnik Naukowy i Literacki”) były albo wyraźnie zorientowane ideologicznie, albo koncentrowały się na problematyce historycznej, nie otwierając się na bieżącą produkcję literacką. Na tle krytyki ukazującej się w dziennikach – hołdującej eseistycznej poetyce, nieuporządkowanej argumentacyjnie, skojarzeniowej – recenzje i omówienia zamieszczane w „Muzeum” wyróżniały się dyscypliną myślową, konsekwencją metody, logiczną konstrukcją, wyraźnym celem wychowawczym i stabilną perspektywą etyczną ocen. Pismo pod kierunkiem Mańkowskiego przez ćwierć wieku było dla inteligencji galicyjskiej wzorem rzeczowej, przemyślanej, nieuprzedzonej wypowiedzi analityczno-krytycznej, wglądem w arkana rzemiosła krytycznego. Ta wzorcotwórcza praktyka była widoczna w licznych polemikach oraz replikach autorów i recenzentów – bywały zasadnicze i ostre, lecz zawsze podporządkowane nadrzędnemu celowi poznawczemu i służyły poszukiwaniu prawdy. „Muzeum” odrzuciło estetykę Hippolyte’a Taine’a, opowiadając się za neoidealizmem i psychologizmem, przestrzegając przed „hipertrofią estetyzmu” i dowodząc rzeczywistego istnienia „społecznego wpływu pisarzy” (H. Biegeleisen, Współczesne prądy literatury, „Muzeum” 1893, z. 2–3). Proponowało zasady systematycznej, uporządkowanej, teleologicznej analizy pojedynczych utworów, dyskretnie przypominając, że „nie rozkosz estetyczna ani zobrazowanie piękna, lecz dobro jest najwyższym celem życia i wychowania” (A. Mazanowski, Lektura dzieł A. Mickiewicza w szkole średniej, „Muzeum” 1895, z. 1–2; tegoż, O metodzie w szkolnych rozbiorach arcydzieł literatury polskiej, „Muzeum” 1895, z. 8/9–10). Wskazywało dwufazowość procesu analitycznego: przez „rozbiór estetyczny” do rozbioru psychologicznego i etycznego. W recenzji poradnika Władysława Mieczysława Kozłowskiego Jak czytać utwory piękna zaznaczano warsztatowe powinności krytyka: przeprowadza on interpretację utworu „na drodze studiowania dzieła i ujawnienia związku jego z chwilą dziejową i ideami przewodnimi wieku”, łącząc ocenę estetyczną z oceną etyczną („Muzeum” 1910, t. 2, z. 1). Pismo zalecało interpretowanie utworów lirycznych w całości, by nie tracić istotnego waloru lektury, jakim jest przeżycie. Ciekawą i pożyteczną szkołą postępowania krytycznego w ramach nurtu „psychologicznego badania literatury” było dokładne zreferowanie przez Henryka Biegeleisena pracy Richarda M. Wernera Lyrik und Lyriker, wyróżniającej stadia procesu twórczego od „pobudki” do tekstu, z jednoczesnym pokazowym zastosowaniem tej metody do analizy utworów Zygmunta Krasińskiego („Muzeum” 1893, z. 2). 

Przełamywanie rezerwy wobec literatury najnowszej. W żywych na przełomie XIX i XX w. sporach o historię literatury czy lekturę utworów jako podstawie szkolnego poznawania literatury redaktor „Muzeum” twierdził, że fundamentem jest osobisty kontakt czytelnika z utworem. Mniej oczywista była jego postawa wobec literatury współczesnej. Zasadniczo podzielał stanowisko, aby nie „czytać dzieł, na których farba drukarska jeszcze nie obeschła”, gdyż krytyka „stwarza sobie jednodniowe bóstwa” i odrzuca je, „gdy zjawi się nowy talent, by panować – do jutra” („Muzeum” 1910, t. 2, z. 3). Instrukcja szkolna z 1905 r. wprowadzała zalecenie, aby na podstawie wypisów zapoznawać uczniów z pracami Antoniego Małeckiego, Stanisława Tarnowskiego, Adama Asnyka, Marii Konopnickiej, Elizy Orzeszkowej, Bolesława Prusa, ale utworów tych autorów wypisy nie zawierały. Współczesność z trudem wchodziła do szkół. W 1889 r. „Muzeum” stało na stanowisku, że „przy sposobności”, ale „tylko mimochodem”, można poszerzać wiedzę o gatunkach literackich wzmiankami o „pisarzach nowszych, np. o Konopnickiej, Blizińskim, Bałuckim i innych” („Muzeum” 1889, z. 3). Presja ważnych politycznie wydarzeń rozbijała to zachowawcze stanowisko, toteż od 1905 r. literatura współczesna, niemająca bezpośredniego związku z programami szkolnymi, coraz częściej była omawiana na łamach „Muzeum” (np. w 1906 r. zamieszczono recenzje Syzyfowych prac S. Żeromskiego, Pana Twardowskiego L. Rydla, później znajdowano miejsce dla omówień Sobola i panny J. Weyssenhoffa, Jarzma miłosnego T. Lubińskiej, powieści F. Hoesicka, W. Perzyńskiego, W. Sieroszewskiego, C. Walewskiej, H. Zbierzchowskiego, które z pewnością nie były pisane z myślą o odbiorcy-uczniu). Recenzje literatury najnowszej drukowane w „Muzeum” preferowały podróżopisarstwo z uwagi na jego funkcje poznawczo-kształceniowe, choć żadna z recenzowanych „podróży” niczym się nie upamiętniła w piśmiennictwie. Drugie miejsce zajmowała powieść współczesna (przy jej ocenach stale zwracano uwagę na zagadnienia moralno-obyczajowe, odradzając młodzieży lekturę utworów zawierających wątki erotyczne). Pismo jakby nie dostrzegało współczesnego dramatu i z rezerwą traktowało lirykę. Przykładem jest poezja Jana Kasprowicza. W 1910 r. Materiały do reformy języka polskiego w gimnazjach z polskim językiem wykładowym wprost nakazywały „przeczytać jeden z hymnów Kasprowicza”, ale w 1912 r. lekturę Hymnów odradzano nawet w kółkach literackich. Materiały do reformy jednoznacznie nakazywały dokładną znajomość literatury z „ostatnich 30 lat”, w tym utworów Stanisława Wyspiańskiego, Stefana Żeromskiego i Henryka Sienkiewicza. Pośrednią drogą kontaktów ze współczesnością były w „Muzeum” recenzje prac krytycznoliterackich: Piotra Chmielowskiego, Michała Janika, Ignacego Matuszewskiego, Antoniego Potockiego. Niektóre z wymienionych drukowano w Programach szkolnych, co było znakiem, że współczesność nieodwołalnie wkroczyła do gimnazjów. Tematyka współczesna była kontrolowana pod kątem moralnym, np. w 1892 r. „Muzeum” donosiło o „prawdziwych tajemnicach Krakowa”, którymi okazały się gorszące romanse i ilustracje erotyczne dostępne w antykwariatach sprzedających wydawnictwa dla uczniów.

Literatura dla młodzieży. Zachowując czujność, pismo coraz bardziej otwierało się na literaturę dla młodzieży. Od początku redaktorstwa Mańkowski umieszczał w „Muzeum” recenzje wydawnictw dla młodych czytelników. Zastrzegał, że nie jest to problem palący, gdyż książki nabywane dla bibliotek szkolnych podlegają wstępnej ocenie i selekcji, nim się dostaną do rąk uczniów. Początkowo nie był zwolennikiem takich recenzji, twierdził: „Krytyka w tym wypadku pożądana jest tylko dla autorów, o ile by wskazywała zasadnicze warunki użyteczności tych książek” („Muzeum” 1892, z. 5). Wnet po sformułowaniu tego stanowiska ogłosił jednak artykuł Książki do biblioteki uczniów (tamże, z. 6/7) zawierający „wykaz polskich książek do czytania” stosownych dla uczniów pod względem „języka, jak i treści”. Wykaz wyróżniał działy tematyczne, łącznie zawierał 218 pozycji, w tym 103 tytuły z literatury pięknej i 44 z literaturoznawstwa (zalecano m.in. Serce E. Amicisa, ale też Ducha puszczy M. Birda w przeróbce W. Anczyca, Ostatniego Mohikanina J.F. Coopera, Skarb watażki W. Łozińskiego i po kilka powieści przygodowych J. Verne’a i T. Mayne Reida). W redagowanym przez Floriana Łagowskiego „Przeglądzie Pedagogicznym” osobne recenzje publikacji z zakresu literatury dla młodzieży zamieszczano od 1887 r., nie szczędziła im miejsca w „Bluszczu” Maria Ilnicka, toteż „Muzeum” musiało zmienić stanowisko (publikacje wyjaśniające tę potrzebę drukowano w l. 1892–1895). Zgodzono się na odważną tezę, że: „Literatura dla młodzieży rozwija się tak szybko i pomyślnie, że [...] w dzisiejszych podręcznikach osobny dział by już jej wyznaczyć należało” („Muzeum” 1894, z. 12). Wykaz tytułów zamieniono na obszerny przegląd treści, względami psychologii rozwojowej uzasadniano „potrzebę czytania”, za Taine’em zakładano, że lektura taka przynosi korzyści wychowawcze, gdyż „z dzieci robi od razu małych obywateli kraju, świadomych jego praw i dążności, przygotowanych do życia, gdy w nie już wejść mają” („Muzeum” 1893, z. 5). Na początku lat 90. recenzje takie drukowano osobno, w końcu 1894 r. wprowadzono specjalny dział Wydawnictwa dla młodzieży, ogłaszano też przeglądy pt. Czasopisma dla młodzieży. Czasem takie recenzje były włączane do działu Recenzje i sprawozdania, na początku pierwszej dekady XX w. utworzono dział Książki dla młodzieży. Jego ranga wzrosła, kiedy w 1913 r. „Przewodnik Oświatowy” zaprzestał prowadzenia ocen tej literatury. Preferowano wydawnictwa popularnonaukowe oraz powieści przygodowe popularyzujące idee skautingu. Tym samym literaturę dla młodzieży traktowano jako dopełnienie systemu dydaktyczno-wychowawczego szkoły, choć pojawiły się próby wyjścia poza system przybliżające koncepcje child study. Zasadniczo dział ten zalecał dzieła ze względu na „etycznie dobre tendencje”. Były one rozumiane elastycznie, np. w 1914 r. omówiono tu pracę Józefa Piłsudskiego 22 stycznia 1863 r. z jasnym przekazem, że książka jest „potrzebna z tego względu, że uczy patrzeć krytycznie na dzisiejszy obraz rozwijających się wypadków, które przygotowują nas do odegrania poważnej roli na terenie ogólnodziejowym” („Muzeum” 1914, t. 1, z. 4). Nowością na tle ówczesnej krytyki literatury dla młodzieży było omówienie twórczości poetyckiej Janusza Bednarskiego, zmarłego w wieku 16 lat poety-ucznia, którego utwory były zalecaną lekturą dla uczniów oraz dla rodziców jako „wskazówka i pomoc do zrozumienia i odczucia dusz młodzieży” („Muzeum” 1913, t. 2, z. 1). To już była „pierwsza jaskółka” autonomii literatury dla młodego czytelnika i początek odchodzenia od paternalizmu w wychowaniu. Mańkowski jako krytyk miał w tych procesach niewielki udział osobisty, ale jako organizator prac krytycznych przez 26 lat kierujący wpływowym i popularnym wśród inteligencji czasopismem tej ewolucji humanistyczno-pedagogicznej przysłużył się niemało.</document>
<document nplp_id="13676" title="Marchlewski Julian" slug="marchlewski-julian">Ekonomista, polityk, publicysta, redaktor, wydawca, robotnik. Pseudonimy i kryptonimy: Baltazar z Kujaw; J.K.; J. Karski; Jahannes Kaempfer; Kujawski.


Informacje biograficzne. Julian Baltazar Józef Marchlewski urodził się 17 V 1866 we Włocławku. Jego ojciec Józef Franciszek Marchlewski (1830–1907) wywodził się z rodziny szlacheckiej, zajmował się handlem zbożem, prowadził także hotel. Matka Augusta Rückersfeldt (1836–1918) była Niemką pochodzącą z rodziny oficersko-urzędniczej. Julian miał liczne rodzeństwo, jeden z braci, Leon Paweł Marchlewski (1869–1946), wybitny chemik, pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, siostry zaś prowadziły pensjonat w Zakopanem. Julian Marchlewski uczęszczał krótko do niemieckiej szkoły w Toruniu, a następnie do gimnazjum we Włocławku i w Warszawie, które ukończył w 1887 r. W połowie lat 80. związał się z powstającym na ziemiach polskich ruchem robotniczym, należał do kółka marksistowskiego. Po maturze podjął pracę robotnika, by zostać farbiarzem, pracował w Polsce, w Warszawie i Łodzi, a także w Szwajcarii, w Zurychu. W polemice z poglądami Bolesława Prusa (Atak na pracę, „Wolny Głos” 1911, nr 23) wspominał, że pracował „jako czeladnik, majster, kierownik zakładu lat osiem w różnych krajach”. Od listopada 1891 r. został osadzony na rok w cytadeli warszawskiej. Od 1893 r. przebywał znowu w Zurychu, gdzie współtworzył Socjaldemokrację Królestwa Polskiego i Litwy. W tym roku podjął studia na miejscowym uniwersytecie. W 1896 r. przedstawił dysertację Der Physiokratismus in Polen (wyd. w 1897 r. w skróconej wersji pt. Fizjokratyzm w dawnej Polsce). Po ukończeniu studiów zamieszkał w Monachium, gdyż bawarskie miasto gotowe było przyjąć emigranta politycznego poszukiwanego przez władze rosyjskie. W l. 1902–1905 prowadził wydawnictwo Dr J. Marchlewski und Co. Verlag Slavischer und Nordischer Literatur. Ambitny projekt zakładał z jednej strony popularyzację najnowszych dzieł literatury polskiej i rosyjskiej, a z drugiej prawną ochronę tłumaczeń literatury wydanej w Rosji, która nie podpisała międzynarodowych układów dotyczących prawa autorskiego. Marchlewski dążył do wydawania nowych dzieł polskich pisarzy na prawach pierwodruku w Niemczech, co gwarantowało utrzymanie prawa do publikacji przekładu. W zachowanej korespondencji ze Stefanem Żeromskim, z Władysławem Orkanem i Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem ujawnia się Marchlewski jako doskonały znawca współczesnej literatury, skrupulatny redaktor, a przede wszystkim czytelnik wyczulony na urodę języka zarówno w polskim oryginale, jak i w przekładach. Wydawnictwo opublikowało ponad 30 książek (m.in. M. Gorkiego, I. Bunina, W. Sieroszewskiego, A. Dygasińskiego). Plany Marchlewskiego sięgały jednak jeszcze dalej – miał nadzieję na wydanie nowych powieści Henryka Sienkiewicza, którego cenił jako stylistę, choć dystansował się do ideowej treści jego utworów. Po kilku latach działalności fundusze wydawnictwa wyczerpały się, ambitne projekty, poza książkami Maksyma Gorkiego, nie przyniosły zysków i przedsięwzięcie zostało zlikwidowane. W 1905 r. Marchlewski udał się do Warszawy, by brać udział w rewolucji jako publicysta i organizator działalności partyjnej. Od 1908 r. znowu przebywał w Niemczech, publikował w gazetach socjaldemokratycznych, mieszkał też wtedy w berlińskiej dzielnicy Steglitz, niedaleko Róży Luksemburg oraz innych działaczy lewego skrzydła niemieckiej socjaldemokracji. Po wybuchu I wojny światowej Marchlewski sprzeciwił się poparciu, jakiego niemiecka socjaldemokracja udzieliła kredytom wojennym. W 1914 r. został skazany na trzy miesiące więzienia za opublikowanie antymilitarystycznego artykułu. W l. 1916–1918 był osadzony w różnych więzieniach, pracował nad przekładem Pamiętników Jana Chryzostoma Paska, zarysem historii Polski, a także nad bieżącą publicystyką. W 1918 r. znalazł się w Rosji Radzieckiej, przekazany w ramach wymiany jeńców. Opuścił Niemcy razem z żoną i córką. Ostatnie siedem lat życia poświęcił pracy w nowym państwie – w dyplomacji i w szkolnictwie wyższym. Wspierał też rewolucję w Niemczech, m.in. w Zagłębiu Ruhry, po kilku miesiącach musiał jednak stamtąd uciekać, gdyż groziło mu aresztowanie i śmierć. W 1920 r. stanął na czele Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski. W wyniku długotrwałej choroby nerek zmarł 22 III 1925 w Bogliasco k. Nervi we Włoszech. Został pochowany w Berlinie obok Róży Luksemburg i Karla Liebknechta. W 1950 r. władze stalinowskie przeniosły jego szczątki do Warszawy.

Krytyka literacka. Marchlewski przez całe życie pisał i publikował głównie artykuły o treści ekonomicznej i politycznej. Wiele z jego prac do dziś zachowuje dużą wartość naukową, jak choćby badania historii fizjokratyzmu czy analizy ekonomicznej sytuacji ziem polskich zaboru pruskiego. Jego praca o antysemityzmie jest jedną z pierwszych analiz socjologicznych i historycznych tego zjawiska. Działalność krytyczna dotycząca sztuki i literatury stanowi margines jego bogatej twórczości, choć w całej biografii można znaleźć ślady intensywnego odbioru kultury. Pierwszą wypowiedzią świadczącą o zainteresowaniu literaturą jest przemowa nad trumną Adama Mickiewicza wygłoszona 28 VI 1890 w imieniu polskiej kolonii robotniczej. Marchlewski podkreśla w niej rewolucyjną działalność poety, jego zaangażowanie w walkę z caratem. Najwyżej ocenia Dziady i Pana Tadeusza, które uznaje za „odzwierciedlenie” narodu polskiego (Adam Mickiewicz. Zum hundertsten Jahrestage seiner Geburt, „Sächsische Arbeiter-Zeitung” 1898, nr 298). To słowo, topos krytyki marksistowskiej, zostaje tu użyte na opisanie relacji nie między kulturą a klasą społeczną, lecz charakteryzuje zdolność artykulacji najgłębszych problemów całego narodu. Pochwała Mickiewicza przekracza ramy tekstu okazjonalnego, wpisuje się natomiast w skomplikowany stosunek Marchlewskiego do polskości. Mimo że większość życia poświęcił pracy dla lewicy niemieckiej i radzieckiej, zaskakująco czule wyrażał się o polskiej szlachcie, a najwyższą wartość w ocenie innych osób przyznawał „szlachetności”.

Artykuły dotyczące literatury i sztuki Marchlewski opublikował głównie w l. 1900– –1902 w „Ateneum”, „Prawdzie” oraz „Poradniku dla Czytających Książki” i „Krytyce”. Niewielka objętościowo spuścizna krytyczna Marchlewskiego stanowi serię wypowiedzi nie teoretyka, lecz raczej czytelnika, którego interesuje estetyczna wartość utworów próbujących odpowiedzieć na wyzwania nowoczesnego życia, a także na problemy globalnego kapitalizmu monopolistycznego, jak twórczość holenderskiego pisarza Eduarda Douwes-Dekkera (pseud. Multatuli) krytykującego wyzysk kolonialny (Multatuli, „Prawda” 1901, nr 36). 

Spór z Miriamem. Najważniejszy artykuł krytycznoliteracki Marchlewskiego Chimeryczny pogląd na stosunek społeczeństwa do sztuki (tamże, nr 19–20) stanowi polemikę z Walką ze sztuką Zenona Przesmyckiego (Miriama), który przedstawia obraz sztuki zagrożonej ze strony nowej publiczności kształtującej się od czasów rewolucji francuskiej, w wyniku rozwoju kapitalizmu, industrializacji, urbanizacji i edukacji powszechnej. Rozprawa i poglądy Miriama en bloc stały się przedmiotem gwałtownego ataku ze strony Stanisława Brzozowskiego (Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung), Marchlewski natomiast podkreślał, że wchodzi tu w spór jako ekonomista i „społecznik”, ale znajduje dla siebie punkt zaczepienia w wypowiedziach Przesmyckiego dotyczących społeczeństwa współczesnego, w obrazach „miast pijawczych” i „przymusu demokratycznego” (Chimeryczny pogląd, nr 19). W krótkich dygresjach historycznych publicysta podważył obraz walki ze sztuką, jaka miałaby charakteryzować wyłącznie współczesność przeciwstawioną czasom uznania dla tej dziedziny ludzkiej aktywności. Marchlewski argumentował, że sztuka od czasów starożytnych często była traktowana jako rozrywka i ornament. W innym świetle jawiło mu się miejsce Prusa, którego Miriam włączył do grona przeciwników sztuki. Marchlewski widział w nim ideologa drobnomieszczaństwa. Klasową perspektywę odnalazł też u Przesmyckiego, zarzucając mu „fenomenalne nieuctwo” oraz „żabią perspektywę”. Takim żabim światem jest system pojęć służących do zaznaczenia różnicy klasowej między drobnomieszczaństwem a proletariatem. I Prus, i Miriam mają reprezentować przeciwstawne pozycje w tej samej grupie społecznej. Prusa określa odrzucenie sztuki na rzecz użyteczności i tendencji, Miriama zaś – próba utrzymania sztuki w rękach wąskiej grupy postrzeganej jako elita, która odróżnia się od rosnącego w siłę proletariatu umysłowego. Marchlewski w miejsce alternatywy: odrzucenie sztuki albo jej elitarność, proponuje zmianę sposobu myślenia. Jeśli prawdą jest, jak głosi Miriam, że „sztuka to nie zbytek, lecz chleb powszedni duszy, nie upiększenie życia, lecz życie samo”, czyż można jej odmawiać milionom (tamże)? Broni masowych odbiorców sztuki walczących o dostęp do niej, mimo zmęczenia wielogodzinną pracą. Z socjologicznej perspektywy dostrzega też powiązanie wielkiej sztuki z ofiarami mas, z „wonią zgnilizny trupów tysiąca niewolników” (tamże). W tej alegorii dostrzega strukturę społeczeństwa nowoczesnego, w którym odebranie prawa do sztuki masom wiąże się z prawem do zbytku przyznanym burżuazji.


Rola literatury. Pogląd na temat literatury Marchlewski wyraził najdokładniej w liście do Orkana z 5 X 1902. Za „najżywotniejsze sprawy, jakie mogą być”, uznał „sprawy walk i starć społecznych”. Literatura powinna przedstawić je „w odbiciu indywidualnego losu jednostki”.

Marchlewski dystansuje się od idei powieści tendencyjnej, odrzucając „dzieło-zbytek”, zabawę dla smakoszów literackich. Podsumowuje: „Nie agitatorem politycznym czy społecznym chciałbym widzieć poetę, lecz mistrzem, który wtłacza w łby masy przeświadczenie o tym, że ten tylko jest człowiekiem, którego obchodzą do żywego losy ludzkie, a te nie kończą się na sferze uczuć osobistych i cierpień jednostkowych” (Listy do Stefana Żeromskiego i Władysława Orkana).

W stronę sztuki stosowanej. Więcej miejsca w publicystyce Marchlewskiego zajmują wypowiedzi o szeroko pojmowanej sztuce, głównie refleksje na temat obrazów oglądanych w galeriach niemieckich. Dużo uwagi krytyk poświęcił paryskiej wystawie światowej w 1900 r. (Z wystawy powszechnej, „Ateneum” 1900, t. 4), a szczególnie idei sztuki użytkowej, wpływu sztuki na przemysł (Postępy techniki a kwestia społeczna. Wrażenia z wystawy powszechnej w Paryżu, „Ateneum” 1901, t. 1). W nawiązaniu do Johna Ruskina i Williama Morrisa publicysta w kilku artykułach popularyzował potrzebę złączenia sztuki bezpośrednio z życiem. Odrzucał uprzedzenia wobec produkcji maszynowej, gdyż tandeta produkcji jest skutkiem kapitalistycznego dążenia do zysku, a nie środka produkcji. Przykłady współczesnej sztuki przemysłowej, obecnej już na wielu wystawach, skłaniały go do przekonania, że „potęga techniki może być oddana na służbę piękna” (Sztuka stosowana, „Prawda” 1901, nr 26). Obok wątków krytyki ideologicznej w publicystyce Marchlewskiego pojawiają się także wyrazy poparcia dla literatury i sztuki, która, daleka od tendencji, próbuje znaleźć miejsce w życiu społeczeństwa masowego, naznaczonego biedą i dehumanizacją, ale potrzebującego dostępu do piękna przekazanego w odpowiedniej formie.</document>
<document nplp_id="13678" title="Massonius Marian" slug="massonius-marian">Filozof, pedagog, psycholog, tłumacz i publicysta, nauczyciel, działacz oświatowy.

Informacje biograficzne. Marian Piotr Massonius urodził się 21 I 1862 w Kursku w Rosji jako syn Piotra, generał-majora w armii rosyjskiej (zm. w 1874 r.), i Heleny z d. Ślizień, córki Ottona Ślizienia, filarety, uczestnika powstania listopadowego. Uczęszczał do gimnazjów w Kursku, Mińsku Litewskim i Warszawie. W l. 1881–1883 był słuchaczem wydziału prawa na uniwersytecie w Warszawie. W 1882 r., w trakcie studiów, których nie ukończył, poślubił Anielę Houwalt. Pięcioletni pobyt za granicą w l. 1885–1890 poświęcił studiom filozoficznym i pedagogicznym z zakresu historii sztuki oraz studiom pedagogicznym w Lipsku, Pradze, Berlinie, Monachium. Okres ten został zakończony uzyskaniem stopnia doktora na uniwersytecie w Lipsku na podstawie rozprawy doktorskiej Über Kant’s transcendentale Äesthetik napisanej pod kierownictwem Maxa Heinzego i wydanej w 1890 r. Następnie przebywał przez dwa lata w Petersburgu, współredagował czasopismo „Kraj”, jednocześnie publikując tu artykuły, dzięki kontaktom i rekomendacji Włodzimierza Spasowicza opracował też zarys polskiej filozofii do rosyjskiego przekładu dzieła Heinzego i Friedricha Ueberwega (1890).

W 1892 r. opuścił Rosję, na krótko osiadł w Sosnowcu, a potem przeniósł się do Warszawy, gdzie uczył w kilku gimnazjach. Doprowadził do powstania gimnazjum w Mińsku Litewskim, ponadto sprawował funkcję dyrektora Liceum koedukacyjnego im. Władysława Syrokomli w Nieświeżu. Włączył się także w nurt kształcenia pedagogicznego kobiet. Wykładał na dwuletnich kursach Leontyny Rudzkiej, a od 1907 r. w Towarzystwie Kursów Naukowych. Prowadził wykłady z filozofii, psychologii, logiki i estetyki aż do 1914 r. Uczestniczył aktywnie w legalnej i nielegalnej działalności politycznej. Od 1906 r. był posłem gub. mińskiej do I Dumy Państwowej, należąc do koła Związku Autonomistów i Federalistów Lednickiego. Lata wojny spędził w majątku rodzinnym Marianówka k. Baranowicz. W l. 1915–1918 był dyrektorem gimnazjum w Mińsku Litewskim, pełnił także obowiązki referenta oświatowego I Korpusu Polskiego. W l. 1918–1919 kierował pracą polskiego gimnazjum koedukacyjnego w Nieświeżu. W tym czasie został dwukrotnie aresztowany przez bolszewików i skazany na śmierć, uwolniony w ramach wymiany w styczniu 1920 r. Po Bitwie Warszawskiej wrócił do Wilna i został mianowany profesorem filozofii i pedagogiki Uniwersytetu Stefana Batorego. W okresie wileńskim Massonius był szefem Kancelarii Uniwersyteckiej, następnie w l. 1921–1925 prodziekanem i dziekanem Wydziału Humanistycznego, ponadto wiceprezesem Państwowej Komisji Egzaminacyjnej dla Kandydatów na Nauczycieli w Wilnie. W l. 1931–1933 wchodził w skład Komisji dyscyplinarnej dla personelu administracyjnego Uniwersytetu Stefana Batorego. Jako przewodniczącego komisji maturalnej w swoim gimnazjum (1929) wspomina go Czesław Miłosz w Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada. Brał czynny udział w działalności Wileńskiego Towarzystwa Filozoficznego. Od 1932 r. przebywał na emeryturze. Przyjaźnił się z Marianem Zdziechowskim. Zmarł po długiej chorobie 20 VII 1945 w Wilnie.

Twórczość filozoficzna – ogólny kierunek. Znaczenie twórczości Massoniusa polega na krytycznej analizie filozofii kantowskiej i próbie stworzenia krytycyzmu w wydaniu polskim. Pośród problemów, które poruszał, można wymienić: zagadnienie możliwości i granic oraz prawdziwości poznania; kwestię przedmiotu filozofii naukowej i jej zakresu; zagadnienie nieredukowalności umysłowości ludzkiej do sfery intelektu. Próbował ponadto rozstrzygać kontrowersje wokół pozytywistycznego i krytycystycznego rozumienia filozofii. Sądził, że nauka i religia są dziedzinami odrębnymi. Podkreślał, że ograniczenia poznawcze człowieka wykluczają absolutystyczny charakter wszystkich sądów realnych – w tym również tych o treści religijnej. Publikował w czasopiśmie „Kraj”, współpracował z „Głosem”, „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Ateneum”, „Wisłą”, „Gazetą Warszawską” oraz z Wielką encyklopedią powszechną ilustrowaną. Był założycielem i pierwszym redaktorem miesięcznika „Książka”, czasopisma poświęconego krytyce i bibliografii polskiej oraz członkiem redakcji „Przeglądu Filozoficznego”.

Filozofia krytyczna, czyli neokantyzm. Massonius wyróżnił dwa przedmioty badań filozofii krytycznej: poznanie podmiotowe i przedmiotowe – choć generalnie chodziło mu o poznanie w ogóle. Trzecie jest jego zdaniem poznanie naukowe, metodyczne, zmierzające do odkrycia, opisania i wyjaśnienia stałych relacji między zjawiskami i stałych praw nimi rządzących. Chodzi o konstrukcję pojęcia nauki, zastosowanie kategorii intuicji do krytycznej analizy poznania naukowego, określenie granic poznania lub wykazanie ich braku oraz metodologię ogólną. Przedmiotem filozofii krytycznej jest także analiza i krytyka podstaw i metod badawczych danej nauki szczegółowej.

Massonius zmierzał do utożsamienia filozofii z teorią poznania, stąd jego zainteresowanie myślą Immanuela Kanta oraz założenie, że problem obiektywności poznania jest nierozwiązywalny. Gdy badamy podstawy poznania, to faktycznie krytycznie analizujemy jego elementy. Zdaniem Massoniusa „królewiecki filozof” zainicjował nowy początek filozofii, ponieważ stworzył osobną naukę: krytykę władz poznania, i wyznaczył jej nowy cel. Jak komentuje współczesna autorka: „[...] filozof zatem trafnie uznał za specyficzną cechę neokantyzmu znaczenie, jakie przypisuje się drodze krytycznej w nowym uzasadnieniu i zdefiniowaniu zadań filozofii. Najogólniej mówiąc, filozofia ma być – według Massoniusa – krytyczną teorią umysłu, oczywiście rozumianego jako pewna abstrakcyjna struktura poznawcza” (B. Szotek). Massonius twierdził, że dzięki filozofii krytycznej oczywiste jest, że większość naszej wiedzy jest niepewna, stąd postulat krytyki zasad poznania i nauki, a tym samym filozoficzny sceptycyzm i agnostycyzm. Miało to określone konsekwencje dla krytyki wszelkiej metafizyki oraz wiary religijnej. Anna Dziedzic, parafrazując Massoniusa, pisze: „[...] fakt istnienia ograniczeń ludzkich możliwości poznawczych wykluczał apodyktyczny charakter wszystkich sądów realnych – nie tylko z obszaru zainteresowań nauki, ale również tych o treści religijnej. I tak, jeśli wiara jest podstawą całego poznania realnego, to także wiara religijna nie może być zastąpiona religijną wiedzą – a to oznacza, że próby konstruowania apodyktycznie przekonujących rozumowych dowodów na istnienie Boga, podejmowane przez teologów tomistycznych, są nieporozumieniem”.


Teoria sztuki a krytyka. Wszystkie scharakteryzowane czynniki i relacje miały wpływ na poglądy Massoniusa dotyczące sztuki oraz na krytykę twórczości literackiej. „Sztuką dla sztuki” nazywał taki rodzaj twórczości artystycznej, w którym celem jest „Piękno”. Zwracał uwagę, że to nie rym i styl dzieła sztuki jest podstawą piękna, choć to właśnie te przejawy zewnętrzne sztuki oddziałują na zmysły człowieka. Jego zdaniem wrażenia, które wywołują dzieła sztuki, nie są jednak zmysłowe. Pisał, że „przyjemność więc, jakiej doświadczamy, patrząc na piękny obraz lub słuchając pięknej melodii, nie jest istotą wrażenia estetycznego, lecz tylko jednym z przymiotów Piękna” (Szkice estetyczne, 1884). Sztuka daje przyjemność, ale i dużo więcej, ponieważ przyjemność to rzecz względna. Każde wybitne dzieło zawiera wybitną myśl. To jednak także nie stanowi o jego wybitności. Wybitnym jest ono wtedy, gdy jego autor w procesie twórczym dąży do piękna. Piękno jest zatem czymś więcej niż prostą przyjemnością. Jest ono związane z fizyczną i duchową stroną człowieka. Człowiek, aby tworzyć, musi żyć. Musi zaspokajać swoje potrzeby. Człowiek jednak zdaniem Massoniusa to przede wszystkim życie duchowe, które nie da się niczym innym wytłumaczyć, jak „wrodzonym dążeniem do doskonałości”. To stwierdzenie stanowi nawiązanie do Kanta, który uważał, że człowiek aktywnie zmierza do przetrwania (w sferze cielesnej), współpracy z innymi ludźmi w świadomym i samorefleksyjnym działaniu, rozwijając w sobie ideę człowieczeństwa, a także do kształtowania własnej osobowości.

Istotnym przymiotem doskonałości jest prawda: „Istota doskonała musi być prawdziwą i znać prawdę, tj. być mądrą; drugim istotnym przymiotem doskonałości jest Dobro. Lecz istota obdarzona tymi dwoma przymiotami nie byłaby jeszcze doskonałą bez trzeciego przymiotu istotnego – bez Piękna [...]. W połączeniu Prawdy, Dobra i Piękna zamyka się zbiór wszystkich innych doskonałości” (tamże). Im piękniejsze jest zatem dzieło sztuki, tym wznioślejsza idea wciela się w artystyczną formę. Problemem jest jednak to, że zdaniem Massoniusa wielkiej idei „prawie nikt nie dostrzeże”, ponieważ „jest ona tym głębiej ukryta, im piękniejszym jest dzieło” (tamże). Dlatego sztuka dla autora Rozdwojenia myśli polskiej jest trzecim objawem życia duchowego po filozofii i moralności. Jest jedną z najważniejszych potrzeb ducha ludzkiego. Uznanie i uwielbienie Piękna w dziele Bożym jest pierwszym stopniem życia estetycznego człowieka. Drugim jest „pojęcie Piękna”. Człowiek musi zrozumieć, od czego zależy „Piękno”, jaka treść jest zawarta w formach artystycznych. Zrozumieć, że wszystko jest urzeczywistnieniem właściwych sobie idei, które zgrupowane wyrażają ogólniejszą ideę, a wszystko, świat cały, zlewa się w najwyższą, najogólniejszą ideę. Stąd rozmaitość i jedność. Można także dostrzec, że „im obszerniejszą jest idea, tym piękniejszą musi być forma i odwrotnie; idea bowiem ogólniejsza bliższą jest do Najogólniejszej i Najwyższej Idei; tak, im większym jest człowiek, tym piękniejszym zjawiskiem jest przebieg jego życia; lecz charakterystyczną cechą wielkiego człowieka jest właśnie jego ogólność; ogarnia on daleko więcej niż ludzie pospolici; duchy ludzi pospolitych są jakby cząstkami jego ducha” (tamże). Stąd wniosek, że dwie sprzeczne zasady są charakterystyczne dla „Piękna”: zasada ogólności, czyli typowości i oryginalności, a nawet indywidualizmu.

Kolejnym stopniem życia estetycznego człowieka jest według Massoniusa twórczość artystyczna. Pojawia się wtedy, gdy człowiek czuje potęgę i boskie pochodzenie swego ducha – od „Ducha Bożego”. Człowiek nie ma żadnych idei, których nie ma w Bogu. Ponadto nie tworzy żadnych form, które nie istniałyby w „przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości”. Zatem formę artystyczną musi napełniać i ożywiać taka treść wewnętrzna, „jaka napełnia i ożywia zjawisko rzeczywiste” (tamże). Zdaniem Massoniusa, oceniając dzieło sztuki, nie można wniosków filozoficznych, moralnych lub teoretycznych uznać za główną myśl w nim zawartą. Ta jest głęboko ukryta, artysta bowiem, nadając pewnym ideom formy, „jakby wkłada idee w formy”. Według niego zatem „aby idee okazać, potrzeba formę rozbić, a nie zbudować; im doskonalszą jest forma, tym trudniej jest to uczynić; im piękniejsze jest dzieło, tym mniej widoczną jest jego myśl” (tamże). Nie należy w dziele sztuki na siłę szukać jakiejś idei przewodniej (tendencji), ponieważ są takie dzieła, z których żadnych wniosków logicznych nie da się wyprowadzić, oraz takie, które dostarczają nadmiar wniosków (należą do nich Boska komedia Dantego, Don Kichot M. de Cervantesa oraz Faust J.W. Goethego). To nie tendencja, idea przypisana dziełu, stanowi jego esencję. Dla twórczości ważny jest podziw dla piękna, „proste oddanie się szlachetnemu zadowoleniu estetycznemu”. Jest ono jedynym sensownym wrażeniem, jakie powinno być efektem oddziaływania na nas dzieła sztuki. Te wrażenia estetyczne są czymś innym niż krytyka estetyczna. Człowiek, który w sztuce szuka „Piękna” i nie podejmuje krytyki, stoi na gruncie zgodnym z istotą rzeczy. Kto zaś analizuje swoje wrażenia estetyczne, szuka idei ożywiających formy artystyczne, stara się je wyjaśnić, ten jest krytykiem szukającym częściej myśli niż „Piękna”, przypisując nierzadko dziełu idee (tendencje), które z niego logicznie nie wynikają. Taka krytyka jego zdaniem jest bezmyślna; „bierze bowiem pozory rzeczy za ich istotę, rzeczy najmniejsze za największe, zamiast dzieła sztuki krytykuje nie wiadomo co” (tamże).

Trzy kierunki w sztuce. Massonius dostrzegał trzy kierunki w sztuce: naturalizm, idealizm – zwany także idealizmem metafizycznym – oraz realizm. Pierwszy, kierunek naturalistyczny, w którym autor daje poznać czytelnikowi przedmiot przez jego obiektywne „pokazywanie”, jest przez niego oceniany negatywnie. Pisał: „Naturalizm jest już ostatnim szczeblem poniżenia, na jaki mogła zejść sztuka” (tamże). Dzieła naturalistów są martwe. Nawet u Émile’a Zoli to, co zgodne z naturą, nie jest zgodne z jego teorią naturalizmu. Kierunek metafizyczny próbuje ukazać to, co było istotą rzeczy piękna. Massonius, przywołując Adama Mickiewicza, dostrzegał „fatalną jałowość” metafizyki, rozumiał, że nie daje „niemożliwości objaśniania rozumowego całości” – a tym bardziej istoty świata. Pisał, że „dzięki swojemu przepysznemu rozsądkowi, wybornie rozumiał [A. Mickiewicz] wartość nauki zmierzającej do poznania nie całości świata i nie »istoty« rzeczy, lecz faktów i zjawisk oraz związków pomiędzy nimi” (Rozdwojenie myśli polskiej, w: Nasze sprawy, cz. 3: Szkice w kwestiach ekonomicznych i społecznych, 1902). Krytyka metafizyki dotyczyła jednak jej dążności do stania się nauką. Idealistyczny kierunek w sztuce był natomiast dla niego jedynym kierunkiem racjonalnym, „wszyscy wielcy artyści byli idealistami”. Ich twórczość artystyczna jest z jednej strony czerpaniem z rzeczywistości, z drugiej tworzeniem na nowo, czyli nadawaniem ideom odpowiednich form. Trzeci kierunek w sztuce – realizm – jest trudny do określenia, ponieważ jest tyle realizmów, ilu realistów. Massonius zachęcał, aby sztuka była idealizacją dającą się ująć w rozumowaniu „trzeźwym i oględnym”. W żadnym wypadku nie powinna być kopiowaniem rzeczywistości, ponieważ nie prowadzi ono do prawdy, lecz do „fałszu, nienaturalności i martwości”. Twórca powinien być przenikliwym badaczem „charakterów rozumów”, bystrym, ścisłym, metodycznym, ogromnej erudycji autorem nieulegającym „fałszywym wdziękom metafizyki”, ale także na drodze dedukcyjnej powinien rozpoznawać „idealnie prawdziwą formę swojego dzieła”. Pisał, że artysta „pragnący przedstawić ludzi i wypadki w ich prawdzie wewnętrznej, powinien nie tylko odrzucić to, co się działo skutkiem okoliczności przypadkowych, lecz i dodać to, co skutkiem tylko tych okoliczności nie miało miejsca” (Szkice estetyczne). W tym kontekście wspominał postać krytyka literackiego, Michała Grabowskiego. Sądził, że umysł polski, choć na wskroś uszlachetniony romantyczną wrażliwością, nie wyniszczył w duszy polskiej zdolności do „twórczości obiektywnej i naturalistycznej”. Przykładem miała być twórczość Józefa Korzeniowskiego i Józefa Blizińskiego.

Praktyka recenzencka. Massonius był popularyzatorem różnorodnej twórczości. Jednocześnie był wnikliwym krytykiem treści, z którymi się nie zgadzał. Czynił to nawet w przypadku cenionych przez siebie idei. Doceniając Najogólniejsze ideały życiowe (1901) Bolesława Prusa, życzliwie przedstawił treść książki, ale krytycznie ocenił zastosowaną w niej metodę porównań. Jego zdaniem Prus traktuje swoje schematy porównań jako rzeczywistość, jako „opis poznanej na drodze spostrzeżeń natury duszy” i wnioskuje z nich, a nie z faktów. Dlatego jego wnioski nie są zasadne, choć „zawarte w przenikniętej gorącą i niemal mistyczną miłością do wszystkiego, co istnieje, książęce rady i przepisy są słuszne” („Książka” 1901, nr 1). Znacznie bardziej krytyczny Massonius był w przypadku omawiania książki ks. Władysława Michała Dębickiego Studia i szkice religijno-filozoficzne (1901). Ważna jest zwłaszcza uwaga dotycząca pierwszego szkicu Buddyzm i chrystianizm. Zdaniem krytyka Dębicki, polemizując z poglądami doszukującymi się analogii między buddyzmem a chrześcijaństwem, stosuje metodę krytyki historycznej do podań buddyjskich, a nie stosuje jej do podań chrześcijańskich. Tak wszystko, co twierdzą buddyści, staje się wątpliwe, a wszystko, o czym uczy tradycja chrześcijańska, jest prawdziwe. Massonius wytyka też Dębickiemu emocjonalne zaangażowanie w przypadku krytyki filozofii Friedricha Nietzschego czy udziału Zoli w sprawie Alfreda Dreyfusa. Omawiając Wincentego Rapackiego Do światła. Powieść z XV wieku (1887, 1900), Massonius zwraca uwagę, że nieskomplikowana treść (przygody Jadwigi Nawojówny, która ucieka z rodzinnego domu do Krakowa, by studiować) przedstawiona jest pięknie i zajmująco, tak jak i jej tło historyczne. Utwór nosi cechy powieści odrodzeniowej, został stworzony metodą pisarską „Giraldino Cintiego i Boccacia”: „[...] wypadków, które fabułę powieści stanowią, autor nie wyzyskuje pod względem estetycznym i dlatego nie zatrzymuje się nad żadnym dłużej, niż to jest koniecznym dla jasnego i dokładnego opowiedzenia samego wypadku” („Książka” 1901, nr 3).

Massonius doceniał krytykę rzetelną (jako metodę poznania), nie cenił zaś pseudokrytyki. Za taką uznał książkę Józefa Nowińskiego Sienkiewicz (1901). Jego zdaniem jest to „ekstatyczny hymn pochwalny”. Tymczasem krytyka powinna być wyrazem namysłu i rozważnej analizy uczuć (tamże, nr 5). Trzymając się tych zasad, Massonius krytycznie ocenił pracę zbiorową Jedno stulecie. Ruch wszechświatowy w ciągu XIX wieku (1901). Już cel książki, czyli apologia roli Kościoła katolickiego w XIX w., był dla niego wątpliwy. Autor uznał za tendencyjne próby przekonania czytelnika m.in. do tego, że Kościół zawsze uznawał za zasadne zrównanie zasady wolności i równości, że był zawsze przeciwko wszelkiemu absolutyzmowi. Pisał: „Niepodobna brać na serio studium o literaturze wieku XIX, w którym nazwisko Zoli jest wprawdzie raz przygodnie wspomniane, ale działalność tego tak bardzo wybitnego i wpływowego pisarza nie jest ani jednym słowem scharakteryzowana, w którym nie znajdujemy żadnych, choćby najpobieżniejszych, uwag o wpływie i charakterze twórczości Balzaca i Flauberta” (tamże). Przy okazji Massonius krytykuje prace Nietzschego, uznaje, że książka o postaci Zaratustry nie zawiera niczego oprócz „strzępów myśli, nieopracowanych, nieuporządkowanych i bardzo mało interesujących, wyłożonych chaotycznie i niedołężnie”; „Naturalnie, przy dobrej woli, można w tym wszystkim upatrywać i wielkość oraz tajemniczą głębokość myśli, co zresztą, jak wiadomo, można zrobić i z każdym sprawozdaniem giełdowym, wyjętym z kurierka” (tamże, nr 6). Massonius cenił twórczość Leopolda Staffa za oszczędność słowa, powściągliwość i energię wyrażania myśli. Jednak pojmowanie krytyki przez autora Rozdwojenia myśli polskiej nie pozwoliło mu na pomijanie wad twórczości poety, a konkretnie poematu Mistrz Twardowski. Pięć śpiewów o czynie (1902). Cenił poemat za język, ganił za rozwlekłość („Książka” 1902, nr 3).

Podsumowanie. Massonius był filozofem wybitnym, oryginalnym i samodzielnym. Jego neokantyzm wpłynął korzystnie na zasadne unowocześnienie myślenia pozytywistycznego, skierował uwagę pisarzy i publicystów w stronę bardziej skomplikowanego pojmowania realizmu, prawdy, faktu; nałożył pewne ograniczenia na sposób rozumienia estetyki, procesu twórczego, intuicji. W konkretnej praktyce krytycznoliterackiej oryginalność Massoniusa zanikała. Dość schematycznie egzekwował od autorów adekwatność ich dzieł do teorii sztuki. Jak to nierzadko bywa, najsilniejsza broń (w tym przypadku – logika, precyzja, porządek) zmieniała się w pewne obciążenie.</document>
<document nplp_id="13679" title="Matuszewski Ignacy" slug="matuszewski-ignacy">Estetyk, historyk i krytyk literatury, publicysta.


Informacje biograficzne. Ignacy Erazm Stanisław urodził się 2 VI 1858 w Wilanowie k. Warszawy. Jego ojciec, Ignacy Matuszewski, buchalter w wilanowskim browarze, ożeniony z Eufemią z Lisieckich, brał udział w powstaniu styczniowym. Zesłany na Syberię, zmarł w 1878 r. – niedługo po powrocie na ziemie polskie. Z domu rodzinnego przyszły krytyk literacki wyniósł zamiłowanie do nauk ścisłych oraz szacunek dla tradycji niepodległościowych. Okazując uznanie dla patriotycznej postawy ojca, jako uczeń warszawskiego gimnazjum realnego wstąpił do konspiracyjnego koła samokształceniowego. Tam poznał m.in. przyszłego działacza oświatowego, Mieczysława Brzezińskiego, oraz późniejszego dramatopisarza, Jana Gadomskiego. W l. 1875–1878 uczył się w Szkole Handlowej im. Leopolda Kronenberga w Warszawie słynącej z wykładów m.in. historyka-pozytywisty Tadeusza Korzona oraz historyka literatury Romana Plenkiewicza. Po ukończeniu szkoły Kronenberga odbył studia handlowe w Öffentliche Handelslehranstalt w Lipsku. Tam poznał filozofię Immanuela Kanta, którą zaczął interpretować w duchu pozytywistycznym, uznając zawarte w niej koncepcje metafizyczne, subiektywistyczne, za relatywne, równoważąc je kultem wiedzy i wiarą w obiektywizm poznawczy. W 1880 r. zakończył naukę w Niemczech i po powrocie do Warszawy objął posadę w Banku Handlowym Kronenberga.

Pełniąc funkcję urzędnika bankowego, równolegle rozpoczął karierę jako krytyk literacki. W warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym” publikował artykuły sprawozdawcze w rubryce Bieżące piśmiennictwo niemieckie (1883–1892). W 1884 r. ożenił się z Heleną Garfunkel (1860–1887), w 1885 r. urodziła im się córka Halina Aniela. W 1888 r. zawarł powtórnie związek małżeński z Anielą Wirginią Bein (pochodzącą z mieszczańskiej rodziny żydowskiej, jej dziadkiem był Z. Merzbach), z którą miał pięcioro dzieci: Janusza (zm. 1890 w wieku 12 miesięcy), Halinę (ur. 1890, urzędniczkę), Ignacego Hugona (1891–1946, późniejszego ministra skarbu II RP), Tadeusza (1896–1945, mikrobiologa) i Marię (działaczkę POW).

Ignacy Matuszewski wykładał na tzw. Uniwersytecie Latającym na kierunkach filologiczno-historycznym, pedagogicznym i matematyczno-przyrodniczym. W l. 1898–1907 pełnił funkcję kierownika literackiego w „Tygodniku Ilustrowanym”. Na łamach tego pisma starał się popularyzować literaturę modernistyczną. Brał udział w licznych projektach wydawniczych, m.in. włączając się w prace nad Encyklopedią powszechną Samuela Orgelbranda, Wielką encyklopedią ilustrowaną oraz serią wydawniczą „Biblioteki Dzieł Wyborowych”. W l. 1912–1915 zajmował stanowisko prezesa Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, w 1916 r. został członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Obok działalności literackiej, naukowej i dziennikarskiej rozwijał zainteresowania dydaktyczne. Wykładał m.in. literaturę polską i powszechną na kursach pedagogicznych Jana Miłkowskiego i Leontyny Rudzkiej (od 1907 r.) oraz w Towarzystwie Kursów Naukowych (1909–1919). Powołany w 1919 r. na stanowisko profesora Uniwersytetu Warszawskiego, nie zdążył objąć posady. Zmarł 10 VII 1919 w Warszawie.

Czas przełomu antypozytywistycznego. Charakterystyczną cechą programu krytycznoliterackiego Matuszewskiego był eklektyzm ideowy wynikający m.in. z tego, że autor formował go w warunkach przełomu pozytywistyczno-modernistycznego. Ten eklektyzm wyrażał się głównie w tendencji do zespalania pozytywistycznej – polihistorycznej i genetyczno-kulturowej metodologii badań nad tekstami z subiektywizmem krytycznym, negatywną oceną empiryzmu, scjentyzmu, materializmu oraz waloryzowaniem zjawisk metafizycznych, irracjonalnych podyktowanym zainteresowaniami modernistycznymi. Rozgłos przyniosły Matuszewskiemu przede wszystkim obszerne rozprawy, w których ten program realizował i rozwijał.

Pozytywistyczne stanowisko, inspirowane m.in. myślą Hippolyte’a Taine’a, ujednolicające perspektywę krytycznej refleksji wobec dzieł dawnych i współczesnych (polihistoryzm), traktujące każdy tekst, nie tylko z zakresu literatury pięknej, ale też publicystyki czy filozofii, jako genetyczny wytwór historii i dokument kultury (metodologia genetyczno-kulturowa), widoczne jest w pracy Diabeł w poezji. Studium krytyczno-porównawcze (1894). Matuszewski przedstawił w niej historię literackich obrazów diabła, porównując ze sobą motywy zawarte w utworach i dokumentach pochodzących z różnych epok oraz kręgów kulturowych – polskich i obcych. Ukazując zagadnienie zła w perspektywie dziejów ludzkiej myśli – od piśmiennictwa ludów przedchrześcijańskich aż po utwory Charles’a Baudelaire’a i dekadentów 2. poł. XIX w. – dał wyraz postawie filozoficzno-krytycznej, którą w charakterystyce pism Taine’a (Pisma pośmiertne Hipolita Taine’a, „Gazeta Polska” 1894, nr 262–263) określił jako zwyczaj doszukiwania się „poza zmiennymi zjawiskami [...] praw stałych, ogólnych”. Metoda badawcza zastosowana w Diable w poezji odzwierciedlała próbę ścisłej, naukowej systematyzacji i oceny faktów kulturowych (estetycznych i ideowych) związanych ze sferą wyobrażeń metafizycznych. ówczesna postawa krytyczna Matuszewskiego odpowiadała bowiem tendencjom do badania wyobraźni artystycznej przy użyciu narzędzi normatywnych. Funkcjonowała w obrębie koncepcji scjentystycznych wyrażonych m.in. przez Piotra Chmielowskiego w rozprawie Artyści i artyzm („Niwa” 1873, nr 40–47), według których nauka, nawet jeśli wyprowadza „na jaw diabły, upiory, strachy i czarodziejstwa”, winna twórczość artystyczną „rozjaśnić i pewniejsze drogi dla niej nakreślić”.

Kolejna praca Matuszewskiego, Czarnoksięstwo i mediumizm. Studium historyczno-porównawcze (1896), choć w metodologii bliska założeniom pozytywistycznym, w sferze tematycznej znacznie odbiegała od założeń światopoglądowych tej epoki. Magia, okultyzm, nekromancja, wątki literackie i zjawiska niepopularne wśród pozytywistów, za to chętnie podejmowane przez artystów młodopolskich ufających irracjonalnym środkom poznania, stały się przedmiotem krytyki środowiska, z którego poglądami estetycznymi Matuszewski wcześniej się identyfikował. Publicyści, wśród których znaleźli się Chmielowski, Cezary Jellenta, Julian Ochorowicz i Aleksander Świętochowski, sceptycznie ocenili nie tyle to, jak autor Czarnoksięstwa i mediumizmu nakreślił opisywane zagadnienia, ile samo zainteresowanie tematyką ulotną, społecznie mało użyteczną, trudną do naukowego przedstawienia i sprecyzowania.


Modernistyczny estetyzm. Zwrot ku charakterystycznemu dla modernizmu estetyzmowi w krytyce, a przy tym rozwinięcie komparatystycznej metody przedstawiania zjawisk artystycznych (talent do kojarzenia i porównywania motywów literackich Matuszewski zaprezentował zarówno w Diable w poezji, jak i Czarnoksięstwie i mediumizmie) można zaobserwować w pracy Słowacki i nowa sztuka (modernizm). Twórczość Słowackiego w świetle poglądów estetyki nowoczesnej. Studium krytyczno-porównawcze (1902). Autor nie tylko rozszerzył w niej pozostającą poza obszarem zainteresowań pozytywistów perspektywę badań nad metafizycznym wymiarem sztuki. Zaprezentował też nową koncepcję metodologii krytycznoliterackiej. Na przykładzie romantyzmu i modernizmu pokazał, że cenne wyniki badawcze można osiągnąć, zestawiając ze sobą tendencje estetyczne ujawniające się w dwóch pozornie odległych, nienastępujących po sobie okresach literackich. Nie stronił przy tym od kojarzenia poetyki tekstów ze stylistyką obrazowania w dziełach plastycznych. Koncepcję takiej komparatystyki interdyscyplinarnej zaprezentował wcześniej w szkicu Żywioły plastyczne w poezji Słowackiego („Ateneum” 1901, t. 2). Sytuując w Słowackim i nowej sztuce twórczość poety w perspektywie estetyki modernistycznej, której Juliusz Słowacki, jak sądził, był prekursorem, stworzył interpretację nowatorską, znacząco wzbogacającą skromny w pierwszej dekadzie XX w. stan badań na temat późnego, tzw. genezyjskiego okresu w pisarstwie autora Króla-Ducha.

Poglądy metakrytyczne. Subiektywizm. Jako twórca studiów poświęconych zagadnieniom z dziedziny teorii krytyki i estetyki oraz artykułów i esejów o tematyce krytycznoliterackiej Matuszewski ogłosił zbiory: Swoi i obcy. Pokrewieństwa i różnice. Zarysy literacko-estetyczne (1898), Twórczość i twórcy. Studia i szkice estetyczno-literackie (1904) oraz Studia o Wyspiańskim (1916). Pośmiertnie ukazały się jeszcze Studia o Żeromskim i Wyspiańskim (1921). Szkice, publikowane m.in. na łamach „Przeglądu Tygodniowego”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Gazety Polskiej”, „Biblioteki Warszawskiej”, „Ateneum”, „Ogniwa”, „Sfinksa” i „Myśli Polskiej” oraz te, które po raz pierwszy ukazały się w wymienionych zbiorach, pozwalają zrekonstruować istotę poglądów krytyka kształtujących się również w jego późnych pracach na granicy pozytywistycznego i modernistycznego myślenia o sztuce.

Wśród tekstów poświęconych teorii krytyki i myśli estetycznej charakter rozprawek programowych mają m.in. niektóre artykuły z cyklu Bieżące piśmiennictwo niemieckie, a także prace: Subiektywizm w krytyce („Biblioteka Warszawska” 1897, t. 2), Artyści i krytycy. Przyczynek do psychologii krytyki (w: Twórczość i twórcy), Cele sztuki (tamże), Miara estetyczna w polemice („Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 51–52), O krytyce polskiej („Tygodnik Ilustrowany” 1905, nr 39). W latach 80. w Bieżącym piśmiennictwie niemieckim Matuszewski występował zrazu jako zwolennik normatywizmu w estetyce i krytyce literackiej. Wysoko cenił twórczość utrzymaną w zgodzie z zasadami obiektywizmu, prawdopodobieństwa, regułami gatunkowości, umiaru językowo-stylistycznego. Koncepcję tak pojętego normatywizmu zaczął modyfikować w latach 90. W artykule Subiektywizm w krytyce zaczął głosić prawo do indywidualistycznej oceny twórczości artystycznej. Odwołując się w nim m.in. do Kantowskiej Krytyki władzy sądzenia, nazwał sąd krytyczny „szczerą spowiedzią z wrażeń indywidualnych, ale spowiedzią motywowaną” (Subiektywizm w krytyce). Dużą rolę w odczytywaniu znaczeń zawartych w tekście literackim przypisał intuicji, a także odczuciom psychicznym (psychologizm krytyczny). Równocześnie podkreślił, że spór o to, „czy krytyka powinna być subiektywną, czy obiektywną”, wynika „z nieporozumienia”. Sądził bowiem, że „każdy rodzaj krytyki ma rację bytu, ale – we właściwej chwili i na właściwym miejscu” (tamże). Sądził zatem, że nie należy rezygnować z nauki jako obiektywnego środka badania literatury. Jednak zarazem był przekonany, że te właściwości dzieła, których niepodobna zbadać i określić w sposób naukowy, należy poznawać, dopuszczając do głosu odczucia subiektywne. Twierdził, że „granice subiektywizmu w krytyce kończą się tam, gdzie się kończy analiza czysto estetyczna, a zaczyna naukowa lub moralna”. W Subiektywizmie w krytyce zawarł też jeden z odważniejszych poglądów sytuujących go wśród entuzjastów impresjonistycznej, artystowskiej teorii krytyki. Mianowicie powołując się na pisma młodej generacji francuskich literatów „z Anatolem France’em i Juliuszem Lemaître’em na czele”, stwierdził, że coraz więcej argumentów przemawia za tezą, „że krytyka nie jest nauką, lecz sztuką, krytyk zaś nie może być zimnym badaczem, lecz uzdolnionym artystycznie pośrednikiem pomiędzy poetą a ogółem” (tamże). Przekonania te następnie zweryfikował w szkicu Artyści i krytycy. Przyczynek do psychologii krytyki. „Krytyk – pisał – jeśli jest krytykiem z powołania, nie z przypadku – musi prócz poczucia piękna posiadać ciekawość intelektualną [...]. Ta ciekawość, ta żądza poznania i zrozumienia mechanizmu twórczości i wrażliwości estetycznej [...], wyróżnia krytyka od innych osobników miłujących sztukę i piękno, a więc i od artystów”.

Teoretyczne rozważania Matuszewskiego o krytyce literackiej kształtowały się na fundamencie przemyśleń na temat istoty, form i celów sztuki. Tendencje do łączenia pozytywistycznych i modernistycznych koncepcji estetycznych można dostrzec w rozprawie Cele sztuki (prwdr. pt. Sztuka i społeczeństwo, „Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 10–12) napisanej w odpowiedzi na programowy tekst Stanisława Przybyszewskiego Confiteor („Życie” 1899, nr 1). Ujawniają się one w postaci rozbieżności między pojmowaniem celów sztuki z perspektywy świadomości artysty i użyteczności społecznej. Jak pisał Matuszewski, nawiązując do słów Przybyszewskiego, „dla artysty sztuka jest »sama sobie celem«” (Sztuka i społeczeństwo). Jednak przyjmując w tym samym szkicu społeczny punkt widzenia, definiował cele twórczości artystycznej, zbliżając się do organicznikowskich koncepcji Auguste’a Comte’a i twierdząc, że „w organizmie społecznym samoistność i swoboda rozwoju nauki, moralności i sztuki może wyjść jedynie na korzyść nie tylko każdego z tych odłamów twórczości, ale i samego społeczeństwa, którego wzrost i dobrobyt duchowy zależy od nieprzerwanego i dokładnego wcielania się w czyn wszystkich idealnych aspiracji, jakie w łonie ludzkości drzemią” (tamże). Zatem sztuka dla artysty może być sama w sobie celem, absolutem. Gdy jednak spojrzeć na nią z perspektywy zbiorowości stanowiącej rozwijający się organizm – ma cel, którego artysta, jako jednostka spełniająca w nim określoną rolę, nawet nie musi sobie uświadamiać. Jest nim gwarantowanie wzrostu „dobrobytu duchowego” społeczeństwa.


Impresje krytyczne. Od inspiracji założeniami filozoficzno-estetycznymi myślicieli romantycznych, pozytywistycznych czy modernistycznych Matuszewski uwalniał się w krótkich impresjach krytycznych stanowiących spontaniczne refleksje na temat stylów wypowiedzi literackich lub wartości merytorycznych konkretnych publikacji. Do takich lapidarnych rozprawek można zaliczyć Miarę estetyczną w polemice, w której przestrzegał przed zaobserwowaną w tekstach publicystycznych, a zgubną dla ich spójności intelektualnej, skłonnością do posługiwania się językiem imitującym „urojony szał bachiczny lub arystofanesowski humor”, pełnym barokowej ornamentyki, „najwspanialszych frazesów”, które bynajmniej nie podwyższają wartości wypowiedzi – przeciwnie, najczęściej burzą ich logikę. Inny przykład takiej miniaturowej refleksji stanowi artykuł O krytyce polskiej będący omówieniem czwartego tomu dzieła Wilhelma Feldmana Piśmiennictwo polskie (1880–1904) prezentującego współczesną krytykę literacką w Polsce. Autor powrócił w nim do tematu krytyki jako jednej z kategorii twórczości, podkreślając, że „o ile przedtem krytyk grał rolę karciciela i sędziego, o tyle teraz, zwłaszcza wobec wielkich i prawdziwych dzieł sztuki literackiej, musi być niejako współtwórcą” (tamże). Uwagę zwracają wyrazy uznania dla pracy Feldmana, który zdaniem Matuszewskiego dostrzegł tę prawidłowość wśród wielu prądów współczesnego piśmiennictwa krytycznego, a przy tym potrafił ją opisać z precyzją godną wrażliwego obserwatora.

Publicystyka krytyczna Matuszewskiego obejmowała także analizę konkretnych utworów literackich. W tego typu szkicach autor rozpatrywał teksty poszczególnych pisarzy na tle własnej koncepcji estetycznej oraz zjawisk i prądów artystycznych znamiennych dla epok, w których powstawały.


O pisarzach z pokolenia pozytywistów. Eklektyczny, łączący elementy organicyzmu społecznego, scjentyzmu z subiektywizmem i szacunkiem dla niezależności twórczej, charakter myśli krytycznej Matuszewskiego odzwierciedlają rozważania na temat prozy Elizy Orzeszkowej, Henryka Sienkiewicza i Bolesława Prusa. Szkic Z dogmatem. E. Orzeszkowa: „Dwa bieguny” („Przegląd Tygodniowy” 1893, nr 41) przyniósł refleksję dotyczącą zjawiska tendencyjności w literaturze XIX w. Zdaniem autora nie ma niczego złego w podejmowaniu przez artystów tematyki ogólnospołecznej. Jednak nie powinna ona być przedstawiana tendencyjnie. Z dzieła – twierdził – nie można robić trybuny czy kazalnicy, podporządkowując „wymogi artystyczne hasłom partii, doktryny lub szkoły”. Wówczas bowiem twórca sprzeniewierza się samemu sobie i staje niewolnikiem aktualnych kierunków myślowych w etyce, polityce itp. Każdy pisarz powinien wyrażać własne przekonania moralne, społeczne, bo to czyni go wolnym, a jego teksty – wartościowymi. O autentyczność artystycznego przekazu walczył również, oceniając Rodzinę Połanieckich Sienkiewicza („Przegląd Tygodniowy” 1895, nr 19–20). Dostrzegł mianowicie i potępił fałsz literacki ujawniający się w dążeniu do apologetycznego przedstawienia mentalnego wizerunku głównego bohatera powieści. Charakterystyczne dla pozytywizmu waloryzowanie poznawczych wartości literatury pojawiło się w Nowym zwrocie w twórczości Prusa („Przegląd Tygodniowy” 1897, nr 6–14). Matuszewski, chwaląc zaprezentowane w Faraonie „rozległe horyzonty dziejowe, społeczne i myślowe”, ze szczególnym uznaniem odniósł się do wstępu, który – jego zdaniem – mógłby nawet przyczynić się do popularyzacji egiptologii wśród czytelników. Kilka lat później, w recenzji Lalki („Tygodnik Ilustrowany” 1905, nr 38), za jedną z najznakomitszych jej cech uznał realizm, podkreślając, że nie ma obrazu literackiego ukazującego z większą precyzją epokę przełomową, gdy „romantyzm konał, pozytywizm triumfował”, a „uwarstwienie społeczne zaczynało się zmieniać pod wpływem nowych warunków ekonomicznych i ideowych”.


Wobec romantyzmu. Jak wskazuje rozprawa Słowacki i nowa sztuka, zainteresowania Matuszewskiego literaturą modernizmu kierowały jego myśl w stronę estetyki romantycznej. Artykuły publikowane w periodykach również odzwierciedlają tę tendencję. W Subiektywizmie w krytyce znalazł się np. pogląd, że „realiści, naturaliści i tak zwani »moderniści« wyciągnęli tylko konsekwencje z postulatów romantyzmu, stosując je do życia teraźniejszego”. W związku z takim przekonaniem Matuszewski, pisząc o literaturze współczesnej, chętnie odwoływał się do koncepcji myślowych Johanna Gottfrieda Herdera, Augusta Wilhelma i Friedricha Schleglów, cytował fragmenty poezji Adama Mickiewicza. W szacunku dla tradycji romantycznej posunął się nawet dalej – niektóre z tekstów poświęcił w całości – jak mniemał – ciągle aktualizującym się teoriom i zjawiskom artystycznym 1. poł. XIX w. W szkicu Lord Byron i wpływ jego na literaturę polską (dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1889, półr. 1), nawiązując do romantycznych postaw twórczych, starał się przeciwstawiać postulatom wyrażającym dążenia do odwzorowywania w dziełach rzeczywistości w sposób mechaniczny. Przekonywał, że artysta nie może ujmować świata wyłącznie przedmiotowo. Powinien odwoływać się do własnych wrażeń i uczuć, dzięki nim „potęgować i koncentrować rzeczywistość”, w przeciwnym wypadku nie będzie twórcą, lecz „zwykłym fotografem i modelatorem”. W artykule Stanowisko Mickiewicza w literaturze wszechświatowej („Tygodnik Ilustrowany” 1902, nr 1–9) wyjaśniał, że w procesie kreacji należy zachować równowagę między tendencją do indywidualnego ujmowania zjawisk i potrzebą wyrażania idei ogólnonarodowych czy ogólnospołecznych. Jak pisał, „sam indywidualizm poety [...] nie zdoła zbudować nic pomnikowego”. Mickiewicz był według niego przykładem artysty, który potrafił łączyć ze sobą obie te tendencje i przez pryzmat własnego „ja” ukazywać dążenia ideowe epoki. Podobnie wypowiadał się o Słowackim, przekonując, że analiza twórczości geniuszów może przynieść rozpoznanie specyfiki uczuć i myśli tkwiących w narodzie (Mistyka Słowackiego, 1898). W artykule „Król Duch” czy „Królowie Duchy” (przyczynek do wyjaśnienia niektórych punktów niedokończonej epopei Słowackiego) („Sfinks” 1909, t. 7) zauważył, że artysta może wprawdzie stylizować życie, ale „żaden z rzetelnych poetów nie oderwał się nigdy od życia zupełnie”. 

Wobec Młodej Polski. Równowaga między indywidualizmem artystycznego przekazu i dążeniem do realistycznego przedstawiania świata urosła ostatecznie do rangi wartości, do której Matuszewski chętnie odwoływał się, oceniając prozę młodopolską. Dlatego m.in. w artykule Przemysł w powieści („Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 48–49), nie tając uznania dla malowniczo-opisowego talentu Władysława Stanisława Reymonta, równocześnie nie mógł pogodzić się z tym, że w Ziemi obiecanej zabrakło psychologicznego i socjologicznego realizmu. Rozważając w Powieści naszej w ostatniej chwili („Ogniwo” 1902, nr 1) sytuację, w której nowatorska, służąca wyrażaniu wartości metafizycznych estetyka gwałtownie rozwijającej się poezji Młodej Polski mogła zostać przeniesiona na prozę i zaszkodzić jej artystycznemu poziomowi, z zadowoleniem zauważał, że tak jednak się nie stało, że proporcje między neoromantycznym uduchowieniem i realistycznym zbliżeniem do świata zewnętrznego zostały w powieści współczesnej zachowane, a zwrot do kunsztownych form ekspresji oddziałał na prozę „odżywczo, przeduchowił ją, wysubtelnił, wyzwolił z jarzma banalności”. W tym ko tekście oceniał Wacława Berenta jako pisarza, który w Próchnie umiejętnie połączył prezentację własnego kunsztu artystycznego z wnikliwym przedstawieniem – jak to określił – ludzkiej nędzy duchowej („Tygodnik Ilustrowany” 1903, nr 12–13). W refleksjach poświęconych Stefanowi Żeromskiemu i Dziejom grzechu wyzwolił się z obaw o to, że moderniści zerwą z realizmem w literaturze, przyznając, że w zasadzie „nie ma utworu artystycznego, choćby o najbardziej subiektywnym charakterze, gdzie by nie można odnaleźć wrażeń świata zewnętrznego, zwanego realnym” („Sfinks” 1908, t. 1–2).

Osobną kwestię stanowiła w dorobku krytycznoliterackim Matuszewskiego analiza twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Autor „impresji” Powieść nasza w ostatniej chwili, koncentrujący uwagę na zjawiskach literackich znamionujących prozę modernistyczną, nie miał wielkiego doświadczenia w refleksji nad współczesną sztuką dramatyczną. Można tym tłumaczyć m.in. wyraźną niespójność metodologiczną pojawiającą się w szkicu Wyspiański i Hamlet („Myśl Polska” 1915, t. 1), którego treścią jest zestawienie psychologicznego portretu twórcy Wesela – z osobowością Hamleta, bohatera tragedii Williama Shakespeare’a. Artykuł, nawiązujący do studium Wyspiańskiego o Hamlecie, okazał się kontrowersyjną w konstrukcji charakterystyką autora Wyzwolenia jako wzorcowego modernistycznego artysty – pełnego metafizycznych rozterek, borykającego się z rozmaitymi sprzecznościami tkwiącymi w jego własnej osobowości. Mimo że Matuszewski w ocenach dramaturgii Wyspiańskiego nie był oryginalny (jego wypowiedzi na ten temat przypominają opinie Chmielowskiego), w polemicznym tekście Weyssenhoff i „laury” Wyspiańskiego („Sfinks” 1910, t. 9) wystąpił w obronie jego artystycznego talentu. Józefa Weyssenhoffa, który w 1909 r. na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” przeciwstawiał się przesadnemu kultowi Wyspiańskiego, nie umniejszając przy tym rangi jego pisarstwa – potraktował jako ignoranta w dziedzinie historii literatury i metodologii uprawiania krytyki.

Postawa krytyczna Matuszewskiego, naznaczona myślowym eklektyzmem i niekiedy wynikającymi z niego niekonsekwencjami, stanowiła wyraz poglądów znamiennych dla umysłowości rozwijającej się w warunkach intensywnych przemian kulturowych końca XIX w. Wykształcony w atmosferze szacunku dla normatywizmu oraz obiektywizmu estetycznego i krytycznego, autor Diabła w poezji modyfikował poglądy tak, że umożliwiały zarazem analizę dorobku literackiego pozytywistów i ocenę skoncentrowanej na wartościach metafizycznych twórczości romantyków i modernistów. Ta elastyczność dała Matuszewskiemu sposobność do objęcia refleksją sztuki jako całości, niezależnie od utrwalonych podziałów historycznych, genologicznych czy różnic między poszczególnymi dyscyplinami artystycznymi. Sprawiła, że jego opinie nabrały charakteru sądów wieloperspektywicznych, uniwersalnych, odpornych na zmieniające się mody w krytyce.</document>
<document nplp_id="13680" title="Mazanowski Antoni" slug="mazanowski-antoni">Krytyk literacki, historyk literatury, pedagog, tłumacz. Kryptonimy: A.M.; Antoni M.; Antoni Maz...; M; M*; Ma; ±.


Informacje biograficzne. Antoni Gabriel Mazanowski urodził się 10 VIII 1858 we wsi Horostyta k. Włodawy na Podlasiu jako jedno z pięciorga dzieci Jana Mazanowskiego (księdza unickiego, administratora lokalnej parafii, następnie parafii w Witorożu na Podlasiu pod Białą) i Anny z Szymańskich. Ojciec wskutek odmowy przejścia na prawosławie stracił probostwo, był internowany przez władze rosyjskie w Siedlcach, a następnie otrzymał nakaz osiedlenia się w Radomiu. Unikając dalszych represji, uciekł wraz z rodziną przez zieloną granicę i osiedlił się na stałe w Galicji. Antoni naukę rozpoczął w Białej Radziwiłłowskiej, następnie kontynuował ją w Siedlcach i Radomiu, a od 1876 r. w Gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie, gdzie w 1879 r. zdał maturę. W l. 1879–1883 studiował filologię polską oraz klasyczną, a także historię i filozofię na Uniwersytecie Lwowskim. Był m.in. słuchaczem Romana Pilata, Zygmunta Węclewskiego, Ludwika Ćwiklińskiego i Ksawerego Liskego. W 1881 r. został stypendystą Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, a w 1882 r. aplikantem w Krajowym Archiwum Akt Grodzkich i Ziemskich we Lwowie. Po uzyskaniu stypendium sapieżyńskiego kontynuował studia na uniwersytetach w Monachium (1884/1885) i Bazylei (1885/1886). Jeszcze przed ukończeniem studiów od 1883 r. publikował artykuły na tematy literackie na łamach: „Ziarna”, „Dziennika Polskiego”, „Przewodnika Naukowego i Literackiego”, „Tygodnika Powszechnego”, „Kłosów”, „Prawdy”, „Gazety Lwowskiej” i „Muzeum”. W 1886 r. ożenił się z Anielą Pstrokońską. Po studiach wyjechał do Krakowa, ale nie otrzymawszy tam oczekiwanej posady nauczyciela gimnazjalnego, przeniósł się do Warszawy, gdzie w l. 1887–1888 pracował jako dziennikarz. W tym okresie współpracował z „Przeglądem Tygodniowym”, publikował również w „Ateneum” i „Tygodniku Ilustrowanym”. Ze względu na trudne warunki materialne przez krótki okres pomagał teściowi w gospodarowaniu majątkiem w Badowych Mściskach. Po kilku latach spędzonych w gub. warszawskiej wrócił do Galicji. Od 1891 r. nauczał w tamtejszych gimnazjach, początkowo jako zastępca nauczyciela w Gimnazjum IV we Lwowie, a po złożeniu egzaminu nauczycielskiego od 1893 r. na stanowisku nauczyciela gimnazjum w Stryju, następnie w Podgórzu k. Krakowa i w III Gimnazjum (im. Jana III Sobieskiego) w Krakowie, prowadząc równolegle badania nad literaturą polską i obcą oraz uprawiając krytykę literacką. W 1897 r. został członkiem Komisji do Badań w Zakresie Literatury i Oświaty w Polskiej Akademii Umiejętności. W l. 1908–1914 był dyrektorem Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego Heleny Strażyńskiej oraz wykładał literaturę polską XIX w. na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Branieckiego. Jako aktywny dydaktyk objął stanowisko kuratora wydawanego przez uczniów szkół średnich miesięcznika „Znicz” (1907–1913). Założył też pierwszą w Galicji czytelnię dla uczniów (1906). W 1908 r. otrzymał tytuł radcy szkolnego. Jako autor Uwag o nauce literatury polskiej w szkole średniej (1904) był zaangażowany w reformowanie dydaktyki nauczania języka polskiego w szkołach galicyjskich. Pod koniec życia opracował także Wypisy polskie na VII i VIII klasę gimnazjalną (1914). W 1913 r. wszedł w skład zarządu głównego Towarzystwa Popierania Prasy Katolickiej. Zmarł 24 XI 1916 w Krakowie, został pochowany na Nowym Cmentarzu Podgórskim.

Na pograniczu historii literatury i krytyki literackiej. Jako badacz literatury zajmował się przede wszystkim utworami okresu romantycznego i Młodej Polski, choć interesowali go też wybrani twórcy doby staropolskiej i pozytywiści. Od początku w pracach o profilu historycznoliterackim posługiwał się także aparatem krytycznoliterackim, a jego wypowiedzi często nie zachowywały obiektywizmu i były silnie nacechowane emocjonalnie. Zadebiutował rozprawką poświęconą wczesnej fazie romantyzmu polskiego: Balladomania po pierwszym wystąpieniu Mickiewicza („Ziarno” 1883, nr 8–11). Jego zainteresowania tą epoką ujawniły się też w następnych pracach z tego zakresu. Najważniejsze z nich to: studium Adam Mickiewicz od roku 1829–1832. Życie, rozwój umysłowy, geneza dzieła (1885), Przyczynek do życiorysu Antoniego Malczewskiego („Gazeta Lwowska” 1885, nr 7; według W. Hahna mylnie przypisywany A. Małeckiemu), rozprawa Stosunki i wzajemne sądy Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1888, t. 2, wyd. osob. 1890), szkic Jedno z przeczuć Juliusza Słowackiego („Echo Muzyczne i Teatralne” 1890, nr 345–346), Kornel Ujejski („Przegląd Literacki” 1897, nr 17), „Balladyna” Słowackiego w szkole średniej („Muzeum” 1898), Klucz do symboliki „Anhellego” (1909). Większość tych prac charakteryzuje połączenie dyskursu historycznoliterackiego z dyskursem krytycznoliterackim. W ostatniej z wymienionych rozpraw Mazanowski odwołuje się do badań krytycznoliterackich nad twórczością Słowackiego i sprzecznych osądów krytyki dotyczących jego dzieła. Praca ta stanowi erudycyjne studium analityczne osadzające zarówno twórczość Juliusza Słowackiego, jak i analizowany utwór w kontekście estetycznym epoki. Mazanowski zauważa swoistą odrębność koncepcji poetyckich i przekonań filozoficznych poety – i cechę tę wysoko ocenia. Krytycznie odnosi się natomiast do zarzutów „bluszczowatości”, które wobec twórczości Słowackiego jako pierwszy sformułował Stanisław Tarnowski, broni także oryginalności Anhellego. We wczesnym okresie aktywności naukowo-krytycznej osobne szkice Mazanowski poświęcał również pisarzom z pokolenia pozytywistów: Elizie Orzeszkowej (Eliza Orzeszkowa, dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1887, t. 1) i Michałowi Bałuckiemu (tamże). Interesowała go też literatura obca i nowe prądy literackie (Granice naturalizmu w sztuce i literaturze, „Tygodnik Ilustrowany” 1888, nr 283–284); w ocenie tych tendencji nie wyszedł poza niemal powszechne w rodzimej krytyce narzekania na amoralizm Émile’a Zoli i jego następców, których prace nie wywołują wstrząsu etycznego, jak pełne poruszających scen dzieła wielkich historyków starożytności, lecz budzą wstręt. Niejako przy okazji wspominał o „wyuzdaniu wyobraźni” romantyków minorum gentium. Pisał też o Georgu Brandesie (Jerzy Brandes, „Tygodnik Powszechny” 1885, nr 6–8). Śledził i komentował najnowsze tendencje we współczesnych badaniach literaturoznawczych. W studium Przegląd najnowszych badań z historii literatury polskiej (1893–1896) (1897) krytykował biografizm i przecenianie przez współczesnych badaczy i krytyków literackich znaczenia wpływów literatur obcych na rodzimą twórczość. W późniejszym okresie osobne studium poświęcił również pisarzom rosyjskim Gorkij, Czechow, Wieresajew, Andrejew. Studia (1907). Interesowały go także zagadnienia teoretycznoliterackie (Nasza najnowsza powieść i jej wzory, „Biblioteka Warszawska” 1911, t. 4). 

Najważniejsze pisma krytycznoliterackie. Już w okresie warszawskim wypowiadał się na temat krytyki literackiej w Niemczech (O krytyce literackiej w Niemczech, „Ateneum” 1887, t. 1, z. 1), a po powrocie do Galicji – na temat niemieckiej estetyki (Ze studiów nad niemiecką estetyką, „Sprawozdanie Dyrektora c.k. Gimnazjum w Podgórzu za rok 1901–1902”, 1901–1902). W „Ateneum” pisał: „Krytyka jest »najmłodszym« geniuszem ludzkości – z wieku. Rozwija się ten geniusz i wzrasta potężnie, nie zadowala się bierną rolą interpretacji, lecz częstokroć staje się w pochodzie nowożytnych społeczeństw – inicjatywą. Obala on i niszczy zmurszałe dawne bogi. Krytyka wykazała ułomność romantyzmu – na całej przestrzeni Europy, krytyka zabiła niemiecką metafizykę, ona dopomogła francuskiej literaturze do zachowania dawnej przewagi, zachwianej przez romantyzm, ona duńskiej produkcji wyjednała prawo europejskiego obywatelstwa. Wszędzie, gdziekolwiek ją szanują i cenią, świadczy niezliczone dobrodziejstwa” (O krytyce literackiej). Jednocześnie zarzucał krytyce niemieckiej lat 80. XIX w. zamknięcie się w kręgu sztuki narodowej, zaniechanie badań komparatystycznych, stronniczość, rzemieślniczy poziom, a przede wszystkim szowinizm (tamże). W 1890 r. opublikował też recenzję Lalki Bolesława Prusa („Kłosy” 1890, nr 1288), zgłaszając m.in. zastrzeżenia do wiarygodności psychologicznej postaci Stanisława Wokulskiego.

Na początku drugiego dziesięciolecia modernizmu polskiego jako jeden z pierwszych dokonał syntetyzującego przeglądu literatury Młodej Polski (Młoda Polska w powieści, liryce i dramacie, 1902), zdając sobie sprawę, że jest to ujęcie niepełne, określił je jako „tendencyjne”. Termin „Młoda Polska” traktował szeroko i odnosił do pokolenia młodych autorów urodzonych ok. 1860 r. Uważał również, że w twórczości tego pokolenia trudno wskazać jeden dominujący prąd. Choć praca miała znamiona nowatorskie, spotkała się z negatywnym przyjęciem krytyki młodopolskiej. Wiele zarzutów, m.in. niezrozumienie najnowszych tendencji w literaturze, zwłaszcza typowego dla twórczości tego okresu indywidualizmu i podejmowania nowych tematów przez autorów współczesnych, subiektywność w wyborze omawianego materiału, a także dyletantyzm historycznoliteracki, wypunktował Antoni Potocki w recenzji tomu Mazanowskiego („Pamiętnik Literacki” 1902, z. 1–2). Pisał np., że „brak metody, indywidualność krytyczna rezonerska a niezdecydowana – odejmują tej książce wartość. Trzecia zaś okoliczność, że jest pierwszą pracą w swoim rodzaju, łagodzi zapewne winę, lecz nie uniewinnia”. Potocki twierdził także, że Mazanowskiego razi w autorach współczesnych to, co jest ich największą siłą. Negatywna opinia sprowokowała Mazanowskiego do dyskusji i obrony własnej koncepcji w artykule polemicznym (Panu Antoniemu Potockiemu w odpowiedzi na recenzję książki pt. „Młoda Polska w powieści, liryce i dramacie”, tamże). Ostatecznie nie zraziły go niepochlebne opinie krytyki modernistycznej na temat jego prekursorskiej syntezy i w następnych latach publikował utrzymane w podobnym duchu szkice o współczesnej literaturze.

Zasadniczą działalność krytycznoliteracką Mazanowski rozwinął na początku lat 90. XIX w., zaczął wówczas uprawiać także krytykę naukową. Po ponownym osiedleniu się w Galicji był sprawozdawcą literackim, a następnie współredaktorem wydawanego przez jezuitów „Przeglądu Powszechnego”. Literaturę współczesną rozpatrywał ze stanowiska katolickiego. Podobnie jak to zademonstrował w studium o Młodej Polsce, w literaturze najnowszej raził go indywidualizm, pesymizm, estetyzm, także erotyzm. W związku z tym tylko nieliczni twórcy tej epoki zyskali jego uznanie.

W tym czasie najpoważniejsze studia z zakresu krytyki naukowej publikował na łamach „Pamiętnika Literackiego”. Jeden z najobszerniejszych artykułów recenzyjnych poświęcił najnowszym rozprawom dotyczącym twórczości Henryka Sienkiewicza („Pamiętnik Literacki” 1902, z. 1–2). W recenzji omawiał najnowsze prace o Sienkiewiczu (S. Kozłowski, Trylogia historyczna. „Ogniem i mieczem”, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”. Szkic krytyczny, 1900; J. Nowiński, Sienkiewicz, 1901; P. Chmielowski, Henryk Sienkiewicz w oświetleniu krytycznym, 1901), postulując potrzebę wydania większości rozproszonych artykułów na ten temat w jednym tomie. Dwa pierwsze analizowane studia ocenił jako mierne, za ich słabą stronę uznał koncentrowanie się ich autorów na zagadnieniach małej wagi. W uwagach o rozprawie Stanisława Kozłowskiego powoływał się na strategie w ocenie dzieła stosowane w krytyce romantycznej.

Z dezaprobatą odniósł się do uwag autora na temat kreacji bohaterów Sienkiewicza – zarówno męskich, jak i żeńskich. Sposoby argumentacji stosowanej przez Kozłowskiego określał mianem „archeologii estetycznej”. Stwierdził również, że książka nie przyczyni się do lepszego rozumienia twórczości pisarza. Józefatowi Nowińskiemu zarzucał z kolei nadmierny emocjonalizm w ocenie dzieł Sienkiewicza oraz przewagę dygresji niezwiązanych bezpośrednio z omawianą problematyką, a promujących własne osiągnięcia badawcze. Z pewną dozą aprobaty wyraził się o zadeklarowanym przez Nowińskiego entuzjastycznym uwielbieniu dla Sienkiewicza. Zdecydowanie wyżej ocenił szczegółowo książkę Piotra Chmielowskiego, uznając, że jego dzieło o Sienkiewiczu należy do najlepszych studiów, jakie wydano o autorze Trylogii. Oprócz wyżej wskazanych prac w artykule recenzyjnym odniósł się także do dwóch innych drobnych przyczynków dotyczących twórczości Sienkiewicza (O. Marucchi, G. Semeria). Następny ważny artykuł recenzyjny autorstwa Mazanowskiego ogłoszony w „Pamiętniku Literackim” (1902, z. 3) został poświęcony książce Ferdynanda Hoesicka Sienkiewicz jako felietonista. Zapomniane kartki z teki Litwosa (1873–1883). Mazanowski pozytywnie ocenił zastosowaną w niej koncepcję narracji. Ważnym głosem w dyskusji nad kondycją polskiego literaturoznawstwa była też ogłoszona przez Mazanowskiego w „Pamiętniku Literackim” (1904, z. 3) recenzja rozprawy Konstantego Wojciechowskiego Werter w Polsce (1904). Krytyk uwypuklił w niej znaczenie ówczesnych badań komparatystycznych. Docenił również sumienność opracowania Wojciechowskiego, uznając je za wyczerpujące i wszechstronne. Na łamach „Przeglądu Powszechnego” publikował również inne szkice z pogranicza historii literatury i krytyki literackiej (np. Powieść dawniej a dziś, „Przegląd Powszechny” 1916, z. 5; Współczesna galeria powieściopisarek polskich, tamże, z. 6). Pod koniec życia napisał także aprobatywny szkic o poezji legionowej (O poezji Legionów. Szkic tymczasowy, tamże, z. 1).

Metodyk, pedagog i popularyzator wiedzy o literaturze. Jako nauczyciel i pedagog z zamiłowania czynnie angażował się też w reformę nauczania języka polskiego w galicyjskich szkołach średnich. Wraz z bratem Mikołajem napisał Podręcznik do dziejów literatury polskiej (1901). W szkicu Uwagi o nauce literatury polskiej w szkole średniej (1904) domagał się większej samodzielności uczniów w recepcji lektur, wprowadzenia do programów nauczania zagadnień z obszaru estetyki dzieła literackiego, a do programów szkolnych literatury współczesnej w większym wyborze. Z myślą o unowocześnieniu sposobów nauczania w gimnazjach galicyjskich opracował Wypisy polskie na VII–VIII klasę gimnazjalną (1914). Miały one charakter nowatorski ze względu na staranną selekcję materiału doprowadzonego do współczesności, choć nie były pozbawione usterek. Ponadto na użytek młodzieży szkolnej i szerokiej popularyzacji wiedzy o polskich pisarzach i literaturze rodzimej opracował również charakterystyki znanych i uznanych pisarzy i poetów: Adama Mickiewicza (1897), Kornela Ujejskiego (1898), Jana Kochanowskiego (1898), Ignacego Krasickiego (1901), Stanisława Wyspiańskiego (1907), Kazimierza Tetmajera (1911) i Marii Konopnickiej (1912). Weszły one do „Biblioteki Powszechnej” wydawanej w Złoczowie przez Wilhelma Zuckerkandla.

Podsumowanie. Działalność krytycznoliteracka Mazanowskiego nakładała się na jego aktywność historycznoliteracką, popularyzatorską i dydaktyczną. Był on zarówno obserwatorem i komentatorem najnowszych zjawisk i tendencji w literaturze polskiej i sporadycznie obcej, jak i badaczem literatury romantycznej. W sądach o literaturze współczesnej cechował go swoisty konserwatyzm wynikający z jego przekonań religijnych i społecznych, bliska mu była perspektywa narodowa i katolicka. Jego wypowiedzi budziły różne polemiki, zwłaszcza w środowisku krytyków młodszego pokolenia, był również ostro krytykowany za rozmaite nieścisłości w opracowaniach charakterystyk pisarzy polskich i w streszczeniach dzieł literackich. Mimo to zapisał się jako prekursor syntetyzujących badań nad literaturą Młodej Polski. Podejmował też nowe tematy, takie jak np. współczesne pisarstwo kobiet czy problematyka topografii w Panu Tadeuszu. Był niestrudzonym popularyzatorem wiedzy o literaturze. W pewnym okresie oprócz krytyki literackiej uprawiał również krytykę naukową. Współpracował z ważnymi polskimi organami prasowymi, a przede wszystkim ze szkołą.</document>
<document nplp_id="13681" title="Minkiewicz Romuald Kazimierz" slug="minkiewicz-romuald-kazimierz">Dramatopisarz, poeta, publicysta, przyrodnik, działacz społeczny i polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: K. Romin; Kazim. Romin; Kazimierz Romin; Marmeladka; R.M.; Zenon.

Informacje biograficzne. Urodził się w Suwałkach 17 II 1878 jako syn Kazimierza, urzędnika suwalskiego, oraz Karoliny z Michałowskich. Miał brata, gen. Henryka Minkiewicza (1880–1940), zamordowanego w Katyniu. Uczył się w Mariampolu (gimnazjum). Studiował nauki przyrodnicze (1895–1900) na Uniwersytecie Petersburskim. W czasie studiów związał się z PPS. Aresztowany za działalność konspiracyjną, wydalony z Petersburga i uczelni, ukończył studia na Uniwersytecie Państwowym w Kazaniu, gdzie został zatrudniony jako asystent prowadzący zajęcia w Katedrze Zoologii i Anatomii Porównawczej. W 1909 r. doktoryzował się w Kazaniu. Debiutował naukowo w 1901 r. pracami z zakresu protozoologii (nauki o pierwotniakach). W Kazaniu uczestniczył aktywnie w życiu tamtejszych Polaków. W l. 1898–1907 prowadził badania hydrobiologiczne w Bołogoje w Rosji, w Sewastopolu, Banyuls-sur-Mer, Villefranche-sur-Mer k. Nicei. Należał do Warszawskiego Okręgowego Komitetu Robotniczego PPS, jego frakcji wzywającej do czynnego oporu. Został aresztowany 20 VIII 1905, więziony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Zwolniony po 30 X 1905. Chory na płuca, wyjechał do Zakopanego, dokąd od 1904 r. powracał przez kilkanaście lat. W Zakopanem, Poroninie i Kościelisku tworzył grupę zwolenników myśli Edwarda Abramowskiego wraz z Władysławem Orkanem, Józefem i Dionizym Bekami, Julianem Kowalczykiem, pielęgnując ideę „komuny duchowej” (O pełni życia i o komunie duchowej, 1907). W Zakopanem prowadził aktywne życie kulturalne, odczytowe, prezentując swe utwory literackie i idee naukowe. Debiutował poetycko w 1903 r. utworami Smutna bajka. Kołysanka robotnicza, a w dziedzinie dramatu napisanym w 1909 r. Lucjanem. Dramatem współczesnym i przyszłych pokoleń. Pięcioma aktami z prologiem (1911) dedykowanym pamięci Słowackiego („Prochom bezdomnym Króla-Ducha poezji polskiej”). Szczególne nasilenie jego twórczości dramaturgicznej, poetyckiej i krytycznoliterackiej przypada na l. 1905–1927, po 1927 r. wydawał głównie prace publicystyczne. Pracę naukową (1903–1913) kontynuował we Francji i w Belgii, Monako, Villefranche-sur-Mer, stacji oceanicznej Roscoff na Półwyspie Bretońskim, Paryżu i Brukseli. W l. 1914–1916 mieszkał w Zakopanem, od 1916 r. do końca życia w Warszawie. Od 1918 r. w Wolnej Wszechnicy Polskiej wykładał biologię, był honorowym docentem, profesorem biologii na Wydziale Nauk Matematyczno-Przyrodniczych Wolnej Wszechnicy Polskiej (1918–1939). W 1918 r. był współinicjatorem powołania Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim (Instytut powołano w 1920 r.) i wielu innych instytucji. Był też sygnatariuszem listu protestacyjnego przeciw usunięciu z katedry na UW prof. Szymona Askenazego (1920). Publikował pisma propagujące idee socjalizmu i zwalczające jego błędy w „Trybunie”, „Robotniku”, a także w broszurze-pamflecie Klika warszawska O.K.R.P. P. S. (1928). Bronił idei nauki polskiej i niezależności uniwersytetu (Młodzież a uniwersytet (z powodu zajść krakowskich). Rozważania ogólne i historyczne, przedłożenia doraźne, konkretne plany naprawy stosunków, 1911; O polską twórczość naukową, 1922). Był zafascynowany postacią Józefa Piłsudskiego (wiersz Nim zorza zagaśnie, „Trybuna” 1907). Minkiewicz angażował się w życie Suwałk i Suwalszczyzny. W 1920 r. w czasie wojny z bolszewikami pisywał płomienne artykuły w „Dzienniku Suwalskim”. Jako przedstawiciel Zarządu Rady Ludowej Okręgu Suwalskiego prowadził rozmowy z dowódcami wojsk litewskich, które wkroczyły do Suwałk, opowiadając się jednoznacznie za przynależnością Suwalszczyzny do Polski. II wojna światowa zastała go w Warszawie, gdzie pracował naukowo. Trafiony w kolano w czasie powstania warszawskiego, zmarł w szpitalu 24 VIII 1944. Był żonaty z Aleksandrą z Borkowskich Przewoską, bezdzietny. Jego archiwum przechowuje Pracownia Etologii Zakładu Neurofizjologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego. Spoczywa na cmentarzu Czerniakowskim w Warszawie.

Kręgi zainteresowań. Zajmował się popularyzacją nauki w pismach „Przyroda”, „Wszechświat” i broszurach (Pochodzenie człowieka, 1912; Rozwój ziemi i życia, 1912; Historia ziemi i istot żyjących, 1904). Był zaangażowanym publicystą i redaktorem (w sumie ok. 100 artykułów m.in. w „Myśli Wolnej”, „Życiu Wolnym”, „Robotniku”, „Ogniwie”). Niektóre jego prace z obszaru nauki i jej popularyzacji wpisywały się w dyskusje światopoglądowe toczone przez modernistów, np. recenzja książki Ilji Miecznikowa O naturze ludzkiej. Zarys filozofii optymistycznej (1905), z którą polemizował w pracy O dysharmoniach w naturze ludzkiej, śmierci naturalnej i tzw. instynkcie śmierci (Uwagi krytyczne nad książką prof. Miecznikowa) („Ogniwo” 1905, nr 3–4, 682, wyd. osob. 1905). Gros swoich poglądów zawarł w książkach: O pełni życia i o komunie duchowej (1907) oraz U wiecznych wrót tęsknicy (1910). Prace literackie publikował w „Sfinksie”, „Ogniwie”, „Naprzodzie”, „Przedświcie”, „Nowej Gazecie” i „Robotniku”, „Trybunie”, „Wolnomyślicielu Polskim”. Twórczość literacka Minkiewicza nie zyskała ani popularności, ani uznania z wielu powodów (język młodopolski, trudne treści).

Poglądy krytycznoliterackie. Praca krytycznoliteracko-filozoficzno-społeczna Minkiewicza O pełni życia i o komunie duchowej była pierwotnie odczytem prezentowanym w Krakowie (14 V 1906). Zawierająca motta z Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego książka była poprzedzona wstępem z cytatmi z prac Tancrediego Canonica, włoskiego znawcy idei Andrzeja Towiańskiego, oraz Maurice’a Maeterlincka i Friedricha Nietzschego. Tom składał się z czterech części. W części pierwszej Akt stworzenia (odwołującej się do idei F. Nietzschego, M. Stirnera, R. Wagnera, M. Maeterlincka) autor głosił pochwały indywidualizmu, „odsłonięcia świętej tajemnicy mojej Jaźni”. Tę nienową ideę „stworzenia siebie”, „ja” głębokiego ukierunkowuje jednak antypesymistycznie, przeciw wielkim formom pasywizmu, nihilizmu i abnegacji. Od postulatu „poszukiwania Boga swego” (w sobie) i „stworzenia siebie” przechodzi do apologii socjalizmu jako formy wolności i aktywizmu (powołuje się przy tym na K. Marksa, F. Engelsa i K. Kautsky’ego). Jego celem jest „stworzenie realnej możności swobodnego określania siebie i rozwoju dla każdej jednostki człowieczej”. Przeciwnik komunizmu i sowieckiego totalitaryzmu (w latach międzywojnia), Minkiewicz nadawał idei socjalistycznej rys wyraźnie antropologiczny, prezentując ją jako nowoczesną formę samowyzwolenia umożliwiającego naukowe, estetyczne i nawet filozoficzno-metafizyczne poszukiwania tajemnicy świata. Pisarz odrzucał skrajny scjentyzm, akcentując, że istotą człowieczeństwa jest wolne, nieskrępowane penetrowanie nieodgadnionej tajemnicy istnienia. Z tego punktu widzenia osądzał też literaturę i pisarzy, polemizując z poglądami Tadeusza Micińskiego (Fundamenty Nowej Polski). W części trzeciej Akordy przyszłości formułuje postulat stworzenia więzi duchowej między ludźmi: „Komuna duchowa to spontaniczny, zupełnie luźny [...] związek jednostek dążących do znalezienia i urzeczywistnienia siebie, jednostek, pomiędzy duszami których srebrzysty pająk sympatii przeciągnął już swą jedwabną niteczkę” (tamże, cz. 3). Koncepcje Minkiewicza nosiły znamiona utopii antropologicznej, epistemologicznej i estetycznej. Zwłaszcza idea wewnętrznego Boga in statu nascendi, „ludzi bogów”, „Chrystusowych sobowtórów” wypływała z tak sprzecznych źródeł, jak nietzscheanizm, idee Króla-Ducha Słowackiego, socjalizm (którego założenia wyraźnie zwracały się w kierunku indywidualistycznym), ezoteryzm, które współbrzmiały z ideami Chrystusowego lucyferyzmu Tadeusza Micińskiego, Boga ewolucji (P. Teilhard de Chardin) i Maxa Schelera (Miejsce człowieka w kosmosie).

Idee te znalazły rozwinięcie w jedynej książce stricte krytycznoliterackiej Minkiewicza U wiecznych wrót tęsknicy zawierającej części: 1. Tchnienie wieczności w poezji Stanisława Wyspiańskiego; 2. Hymny Jana Kasprowicza (o sercu człowieczym powieść hiobowa) i 3. Mądrość i pogoda Leopolda Staffa (pisane w Zakopanem). Książkę poprzedza dedykacja: „Wędrowcom tęskniącym i drogą znużonym i tym, co wchodzą w szlaki tułacze, ten Kielich Goryczy i Mocy podaję”. W Słowie wstępnym Minkiewicz odrzuca ideę „psychologii twórczości”, co jest wyraźnym gestem antymodernistycznym: „Bowiem nie jest mi tajne, że zamkniętą jest dla nas na zawsze i niedostępną dziedzina pojawiania się następczego stanów twórczych w duszy jakiegoś twórcy, wiązanie się ich wzajemnego w długie spojone ogniwa wyświetlania się ich zarysów i wykrystalizowania kształtów, uzewnętrznianych wreszcie w skończonej formie tworu” (tamże). Inspirowany naukowymi badaniami Minkiewicza sceptycyzm (agnostycyzm) poznawczy odrzuca możliwość stworzenia „psychologii twórczości”, „bowiem poznanie jej, zbadanie i odtworzenie jest absolutnie niemożliwe”. Autor pisze językiem wzniosłym, zmetaforyzowanym, przerywając tok myślenia długimi, doskonale dobranymi cytatami. Część poświęcona Wyspiańskiemu to „Przemówienie na obchodzie żałobnym w Krakowie w dniu 8 grudnia 1907 roku”. Imituje ono poetykę rapsodu, hymnu, trenu. Wyspiański to „Wieszcz, Mocarz spiżowych, nieprzebrzmiałych słów”, „Harfiarz gędźnych, z tęczowych snów zwitych strun serca człowieczego, łkających wieczystą tęsknotą »za tem, co hej – w oddali«” (tamże, cz. 1). W rozwinięciu tej wzniosło-poetyckiej części krytyk wskazuje oryginalne cechy muzy autora Achilleis: odrzucenie „żalów egotycznych”, ideę twórczości jako „niewyczerpanej” aktywności człowieka, „zbratanie się ze śmiercią”, „zespolone [...] z twórczością”, idee „Wieczności”, „Nieskończoności” wyrażające się w twórczości (a nie w religii).

Analizując Hymny Kasprowicza (tamże, cz. 2), Minkiewicz akcentuje heroizm istnienia, który wydobywa poeta: „[...] nad rozsypującym się, przez pleśnie niemocy i świdrujące robactwo grzechu i cierpień toczonych jej próchnem przeróżne się krzewią rośliny” (tamże). Pisarz tworzy z cytatów poetyckich swoisty poemat krytycznoliteracki (występując bardziej jako rapsod i retor niż interpretator), podkreślają rangę bolesnych „Hiobowych”, „Dantejskich”, „miarę ludzką przechodzących hymnów” (tamże). Wychodząc z tych samych przesłanek, Minkiewicz przeprowadza analizę poezji Leopolda Staffa, akcentuje optymizm poety („»Prawdą jest, co duszę cieszy«”), który poddaje z kolei krytyce jako formę eskapizmu, egoizmu i „burżuazyjnej mądrości użycia” kulminującej w „rozpasaniu” (tamże, cz. 3). Minkiewicz propaguje ideał Epikteta, który charakteryzują: czyn, cel, tworzenie i poszukiwanie. Ocena poezji Staffa wypada negatywnie: „Gałęzi kwitnącej, na grobie twej duszy wyrosłej, przyjąć nie mogę” (tamże).

Ideę okucia tęsknoty (nastroju, melancholii), opanowania rozpaczy egzystencjalnej przez wolę, pracę, czyn wyrażają wszystkie pisma krytyczne Minkiewicza. Jako polemista i krytyk potrafił być ironiczny i sarkastyczny. Do pism polemicznych o charakterze naukowym przemycał cytaty z pism literackich i filozoficznych (od A. Asnyka i A. Mickiewicza po A. Cieszkowskiego). Zaprzyjaźniony ze Stefanem Żeromskim, miał odwagę przeprowadzić krytyczną analizę Róży w artykule Dramat duszy polskiej (Józefa Katerli: „Róża” – dramat niesceniczny) („Krytyka” 1909, t. 4, z. 8–9). W dziele dostrzegł „przejrzenie na wskroś polskiego życia” i jego diagnozy: „[...] kajdany niemocy własnej i obcej niewoli”, wynikającej z „niemocy Ducha Narodu”. Egzaltowany styl wypowiedzi o duszy polskiej po rewolucji 1905 r. („Stargał się ofiarny lud. Wyniszczał w głodzie strajków”) prowadzi do krytycznej oceny niekonsekwencji Żeromskiego w warstwie światopoglądowej.

W pracach polemicznych (także naukowych i publicystycznych, politycznych, wolnomyślicielskich) Minkiewicz bywał ostry, dosadny. Odpowiadając na krytyczny artykuł Józefa Weyssenhoffa O laurach Wyspiańskiego w artykule Czyn Imci pana Józefa Podfilipskiego z Konopi („Krytyka” 1909, t. 3, z. 10), pisał ironizująco: „Nagle nadeszła skądciś wielce »uczona« owca z tysięcznej trzody panów Podfilipskich, co wielce smakowała w liściu laurowym, a nigdy do gajów, kędy laur się krzewi, trafić nie mogła... Aż tu, o dobry Panurgu! – leży stos laurów, gotowy! Głowa w radości szale kołuje (zwykła owcom słabość). Więc rzuca się żądzą opętana, i żre, i pożera wezgłowia Mistrza laury... A zjadłszy liści sporo, pojrzała wzgardliwie na zewłok Mocarza, i pędem wraca ku stadu, z daleka bekliwie wołając: »Widziałam! Leży... Nieciekawy... Taki prawie, jak nasz pastuch z Konopi. Już to nasz dziedzic, pan Józef, stokroć od niego piękniejszy!«. Zgodziły się siostry trzodne... Aliści niektóre – zazdrosne czy ciekawe – pobiegły truchcikiem na Skałkę, zerknąć i laurów uszczknąć wiązeczkę...” (tamże). 

Opozycje. Działalność krytycznoliteracka Minkiewicza tylko z pozoru wpisuje się w główny nurt krytyki młodopolskiej operującej cytatem z dzieła, kwiecistym, metaforycznym językiem, którego słowami-symbolami są „tęsknica”, „wieczność”, „nieskończoność”. Na powierzchowną diagnozę wskazuje modernistyczna maniera stylistyczna autora, którą przełamuje on tylko w partiach polemicznych, ironicznych lub zabarwionych filozoficznie. Minkiewicz stale przekracza horyzont tego, co dopuszczalne w nauce, za sprawą literackiej metafizyki twórczości oraz indywidualizmu, i zarazem kwestionuje to, co panuje w literaturze jego czasów, przez przywoływanie inspiracji płynących z filozofii, nauk biologicznych, a nawet ezoteryki i ideologii. Słabą stroną jego pisarstwa jest język uwięziony w stylistycznej manierze młodopolskiej. Odkrycie, że za tym językiem kryje się myśl własna, nowa, pełna sprzeczności, prowadzi do konkluzji, że był on na tle krytyki młodopolskiej postacią nietuzinkową i oryginalną.</document>
<document nplp_id="13682" title="Méyet Leopold" slug="meyet-leopold">Adwokat, edytor, historyk literatury, pisarz, redaktor, publicysta, plenipotent wydawniczy. Kryptonimy: L.M.; L... M...


Informacje biograficzne. Urodził się w 1850 r. w Warszawie w rodzinie żydowskiej jako syn Ludwika, obywatela francuskiego, i Pauliny z Kursberskich. Ukończył pensję Jana Nepomucena Leszczyńskiego, w której terminowali przyszli przedstawiciele „pokolenia Szkoły Głównej” i kreatorzy życia społeczno-kulturalnego, w tym Stanisław Moniuszko, Zygmunt Gloger, Henryk Elzenberg, Adolf Jakub Cohn, Stanisław Lesznowski, Leopold Mikulski. Poznał tam również Józefa Mickiewicza. Ukończył następnie I Gimnazjum Realne w Warszawie i rozpoczął studia (1866) w warszawskiej Szkole Głównej na Wydziale Prawa i Administracji. Uzyskał dyplom (1869) i kontynuował naukę w Lipsku pod kierunkiem Oskara Peschla (1870–1872). Po powrocie do Warszawy był jednym z współtwórców tzw. pierwszej „Niwy” (1872), z którą współpracował do 1877 r. Działał aktywnie w redakcji Słownika języka polskiego oraz wydawanych w oficynie Salomona Lewentala „Kłosów”. Prawniczą działalność zawodową rozpoczął od aplikacji wstępnej w sądownictwie. Był patronem przy Trybunale Cywilnym, następnie adwokatem przysięgłym. W 1882 r. ożenił się z Seweryną Kaftal, w tym samym roku małżeństwo zostało zerwane. Zmarł bezpotomnie 27 I 1912. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w Warszawie przy ul. Okopowej.

Kręgi działalności. Był członkiem towarzystw naukowych: Komisji Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty w Polsce, Akademii Umiejętności (od 1903 r.) oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1908 r.). Wraz z lekarzem Henrykiem Dobrzyckim założył Sekcję Chopinowską Towarzystwa Muzycznego w Warszawie, w której pełnił funkcję sekretarza. Zasiadał w jury konkursu na pomnik Chopina w Warszawie. Obok Józefa Ignacego Kraszewskiego i Felicjana Faleńskiego był jednym z największych zbieraczy i kolekcjonerów XIX w. o niearystokratycznym pochodzeniu. Utrzymywał kontakty z Władysławem Mickiewiczem, a także jego córką Heleną. Gromadził autografy, pamiątki, portrety, pierwodruki Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza oraz innych autorów. Około 1872 r. Méyet poznał Elizę Orzeszkową i z czasem został jej plenipotentem wydawniczym, powiernikiem, przyjacielem, opiekunem spuścizny pisarki. Owocem znajomości jest bogata korespondencja – zachowane listy Orzeszkowej do adwokata datowane są od 1876 r., adwokata do pisarki od 1878 r. W testamencie Méyet zapisał bogate zbiory instytucjom publicznym. Część majątku przeznaczył dla miasta Warszawy jako fundusz na otwieranie i wspomaganie szkół i klas rzemieślniczo-przemysłowych. W 1931 r. otwarto wybudowany z Funduszu im. Leopolda Méyeta kompleks szkół polsko-żydowskich.

Dziedziny twórczości. Działalność pisarską Méyet realizował na czterech polach: publicystycznym (tematyka prawna i społeczno-gospodarcza), literackim (twórczość nowelistyczna), historycznoliterackim (życie i twórczość czołowych przedstawicieli romantyzmu) i edytorskim (edycje tekstów artystycznych i korespondencji). Zasłynął artykułem Działalność naukowa prawników naszych („Niwa” 1872, nr 8), którym walnie przyczynił się do utworzenia serii wydawniczej „Biblioteka Umiejętności Prawnych”. Działał w redakcji Słownika języka polskiego, gdzie odpowiadał za hasła z dziedziny prawnej. Na polu literackim debiutował w początku lat 70. utworami poetyckimi zamieszczanymi bezimiennie m.in. w „Kłosach”. W latach 80. wydał zbiór nowel Do nieznajomej. Nowele (1882). Książka była jedną z pierwszych propozycji wileńskiego wydawnictwa Orzeszkowej, stanowiła swoiste podsumowanie kilkuletniej znajomości prawnika i pisarki. W 1895 r. adwokat opublikował tom szkiców i fragmentów Liście. W twórczości literackiej Méyeta widać fascynację romantyzmem z jego hybrydycznością i synkretyzmem.

Największy rozgłos Méyet zdobył na polu edytorsko-wydawniczym. Działalność w tym zakresie umożliwiły prace kolekcjonerskie. Na podstawie autografów Słowackiego opracował korespondencję poety: Listy do matki, Nieznane listy Juliusza Słowackiego, następnie (we współpracy ze S. Krzemińskim) przygotował dwutomową edycję jego Listów (1899, tom trzeci ukończył M. Kridl w 1915 r.). Wraz z Ferdynandem Hoesickiem wydał Dzieła Słowackiego (t. 1–6, 1903–1904). Ponadto ustalił dane genealogiczne dotyczące rodziny Słowackich i Januszewskich. W ramach prac nad spuścizną Mickiewicza uporządkował informacje o 347 wizerunkach wieszcza; wydał też nieznane autografy poety. Z innych prac edytorskich warte odnotowania jest m.in. opracowanie Listów Teofila i Hersylii (z domu Bécu) do Józefa Mianowskiego, Listów Salomei Słowackiej-Bécu do Antoniego Edwarda Odyńca (1826–1829), podanie do druku dwóch listów Juliana Klaczki do Teofila Lenartowicza, nieznanego autografu Mikołaja Reja. Publikował odnalezione listy Zygmunta Krasińskiego, Wincentego Pola, Fryderyka Chopina. Méyet interesował się oświeceniem, badał problem przestępstw popełnianych w okresie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na tej podstawie planował opracowanie monografii poświęconej stanowi moralnemu społeczeństwa.

Był inicjatorem i założycielem „Spółki Nakładowej”, której celem było udostępnianie czytelnikom cennych dzieł literatury polskiej niezależnie od głównych przedsiębiorstw wydawniczych. Redagował serię „Książeczek Dziesięciogroszowych” – tanich publikacji dla dzieci o charakterze dydaktycznym i popularnonaukowym. Dzięki staraniom Méyeta ukazała się praca poświęcona dwudziestopięcioleciu pracy pisarskiej Orzeszkowej.

Działalność krytyczna. Krytyka literacka Méyeta miała charakter przyczynkarski i popularyzacyjny, wiązała się przede wszystkim z działalnością edytorską i wydawniczą. Doceniał wartość dokumentu osobistego (na czele z korespondencją i pamiętnikiem) jako punktu wyjścia do badań biograficznych i literackich. Za rodzaj autobiografii poety uznawał Listy Słowackiego. Dla wzmocnienia takiego postrzegania edycji przez czytelników uzupełnił ją fragmentami pamiętnika poety. Jak zauważa Agnieszka Markuszewska, Méyet traktował listy jako rezerwuar wiedzy nie tylko o nadawcy i odbiorcy, lecz także o kontekście historycznym, społecznym i kulturowym. Podkreślał dokumentacyjne funkcje epistolografii, ale starał się traktować ją jako zamkniętą całość artystyczną, wydobywać i eksponować jej literackość, co miało prowadzić czytelnika do odkrywania zapisanych w wypowiedziach listowych doświadczeń egzystencjalnych. Tak zarysowane cele osiągał przez zabiegi tekstologiczne i edytorskie. Postulował wierność autografom, unikanie ingerencji redaktorskich w brzmienie tekstu (bez modernizowania osobliwych form pisarza). Salomeę Bécu określał jako postać wybitną, niedostrzeżoną przez badaczy. Podkreślał jej wpływ na twórczość syna. We wstępie do Listów nazwał Słowackiego jednym z największych poetów świata, a jego twórczość epistolograficzną „arcydziełami stylu i myśli”, przykładem „podniosłego pierwiastka etycznego” charakterystycznego dla twórczości poetów romantycznych. Widział w nich także zapis przemian, jakie zachodziły w osobowości poety.

Przybliżył polskim czytelnikom twórczość Francisa Bret Harte’a. Przywoływał opinie Charlesa Dickensa i Ferdinanda Freiligratha, sytuujące Bret Harte’a w gronie najlepszych pisarzy 2. poł. XIX w. Wskazywał na umiejętność odnajdywania „żaru uczucia” pod zasłoną dzikości pionierów kalifornijskich. Doceniał zwięzłość i prostotę opowiadań, humor i oryginalność. Jako cechę wyróżniającą wskazywał obiektywizm autora w konstruowaniu postaci, przedstawianie tak, „jak je sam widzi, a nie tak, jak je pojmuje”.

Krytyka literacka w listach. Opus magnum Méyeta to korespondencja z Orzeszkową, w której zamieszczał wypowiedzi na temat twórczości adresatki i innych twórców oraz komentował bieżące życie literackie. Cenił Nad Niemnem (pełny obraz odłamu społeczeństwa litewskiego, „piękna i wzniosła tendencja”), wskazywał pokrewieństwo „duchowe” powieści z Czerwoną czapką Jana Zachariasiewicza. Wypowiadał się pozytywnie o Bene nati jako uzupełnieniu Nad Niemnem. Za najlepszą powieść Orzeszkowej uznawał Chama: „[...] wspaniała epopeja chłopska, którą bez zarzutu podpisać mógł najsławniejszy pisarz europejski – a wykończona tak przedmiotowo, że na Chama zgodziłby się Zola – a »Przegląd Katolicki« z podziękowaniem by wydrukował”. Zachwycał się Czcicielem potęgi („rzecz klasyczna”, proponował wprowadzenie powieści na listę lektur szkolnych w Galicji). W utworach Orzeszkowej cenił przede wszystkim głębię psychologiczną postaci, wierne odwzorowywanie realiów, „szlachetną ideę”. Doceniał „prawdę życiową” i „znajomość serca”, komentował dobór tematów. Posługiwał się często strategią empatycznej krytycznoliterackiej oceny dokonań artystycznych Orzeszkowej, wkładając w usta swoich rozmówców krytyczne opinie na temat jej dzieł („ktoś” uznał Nad Niemnem za powieść zbyt rozwlekłą w pierwszym tomie, „komuś” nieprawdopodobne wydało się małżeństwo Justyny z Janem). Wypowiedzi wiązały się często z przygotowywaniem utworów do druku i z sugestiami unikania treści mogących wzbudzać niechęć cenzury lub negatywne emocje społeczne. Dbał o możliwość publikacji w zaborze rosyjskim, starał się także o propagowanie twórczości pisarki w Wielkopolsce i Galicji, zabiegał o przekłady. Komentarze odnosił przede wszystkim do warstwy źródłowej i dokumentacyjnej nadsyłanych rękopisów (uwagi o charakterze historycznym, prawnym i ekonomicznym do studium O Żydach i kwestii żydowskiej). Unikał sporów, stosował strategię zasłaniania się opiniami innych, podkreślając każdorazowo dbałość o dobre imię pisarki. Kiedy np. informował o niechęci „Kłosów” do druku Mirtali (powieść miała rozjątrzyć chrześcijan w stosunku do Żydów), podkreślał, że jest to zdanie redakcji; w kontekście Ardeliona sugerował autorce, że redakcja zażąda przeróbek fragmentów, w których jest mowa o kwestiach religijnych; w odniesieniu do Babuni twierdził, że mowa o polonezie i kwadratowej czapeczce to „rzeczy wprost ciągnione za włosy”. Wskazywał na niekonsekwencje fabularne (np. „W Bene nati jest maleńka niedokładność. Na str[onie] 135 powiedziano, że Końcowa ma przyjechać, a na str[onie] 141, że dopiero wyjeżdża”), prostował nieścisłości w warstwie rzeczowej utworów (uwagi o kurantach zegarowych w Babuni: „Więc sceny z zegarem trzeba »technicznie«, że się tak wyrażę, zmienić, gdyż inaczej ludzie powiedzą, że autorka opisuje to, czego nigdy nie widziała”). Odnosił się do użycia określonych wyrazów lub fraz (krytykował np. używanie wyrazu „płomię” w rodzaju nijakim i formy „przędza” w liczbie mnogiej). Sądy o utworach Orzeszkowej stawały się czasem przyczyną konfliktów z autorką (np. sugestie skróceń w początkowych rozdziałach Nad Niemnem).

W listach do Orzeszkowej formułował sądy o profilu redakcji i wydawnictw, które miały wpływ na wybory wydawnicze pisarki. Odnosił się niechętnie do prasy konserwatywnej (głównie „Słowa”), współpracy z Teodorem Jeske-Choińskim, przestrzegał przed współpracą z „Krajem”. Wywierał znaczący wpływ na opinie Orzeszkowej dotyczące twórczości innych pisarzy. Cenił twórczość Zygmunta Kaczkowskiego, Aleksandra Świętochowskiego, Marii Konopnickiej, Adama Asnyka. Niepochlebne opinie wygłaszał przede wszystkim w stosunku do prozaików kojarzonych z linią konserwatywną, cieszących się większą poczytnością niż Orzeszkowa, a także tych, którzy wyrażali krytyczne uwagi o jej twórczości. Był niechętnie usposobiony do Henryka Sienkiewicza, którego sukcesy przypisywał uwielbieniu dlań „kliki arystokratycznej”. Krytykował twórczość Marii Rodziewiczówny, oskarżając ją o brak talentu i powielanie „mordgeschichtów” (brak sytuacji dramatycznej, niejasne, nieuzasadnione, naiwne wątki, reminiscencje z innych powieści w Dewajtisie; werwa pisarska i „powiew świeżej atmosfery”, ale nieumiejętność radzenia sobie z tendencją, skupienie na „malowaniu zewnętrznym”, brak obserwacji psychologicznej w Strasznym dziaduniu; Kwiat lotosu określił jako „rzecz głupią”, choć według jego informacji powieść była jedną z najlepiej sprzedających się ówcześnie książek). Bolesława Prusa krytykował za wypowiedzi dotyczące kwestii żydowskiej publikowane po „judenhecy” 1881 r. Uznał je za element ataku antysemickiego, który nastąpił w prasie warszawskiej i prowincjonalnej, wzmacniany przez cenzurę.

Listy pokazują znakomite rozeznanie Méyeta w badaniach historycznoliterackich, historycznych, prawnych, ekonomicznych i społecznych. Adwokat miał też dogłębne rozeznanie europejskich stosunków wydawniczych oraz współczesnej krytyki literackiej. Cenił twórczość krytycznoliteracką Kazimierza Kaszewskiego, Piotra Chmielowskiego, Wojciecha Bogusławskiego i Świętochowskiego; odnosząc się do zarzutów Orzeszkowej o niedocenianiu jej twórczości przez krytykę, pisał: „[...] o tych zdanie przede wszystkim iść powinno”. Krytykę warszawską, utożsamianą z Jeske-Choińskim i Władysławem Rabskim, nazywał „hołotą”. Wartość dzieła mierzył popularnością czytelniczą, sugerując Orzeszkowej niezważanie na opinie krytyków.

Po śmierci Orzeszkowej opublikował powstałe na jego prośbę fragmenty pamiętnika pisarki, opatrując je Słowem wstępnym i Posłowiem. We wstępie zawarł szczegóły genealogiczne dotyczące rodziny Pawłowskich, w tym ojca Elizy – Benedykta (jak pisze I. Wiśniewska, ustalenia Méyeta znajdują potwierdzenie w dokumentach zachowanych po L.B. Świderskim). W Posłowiu jako ciąg dalszy wspomnień wskazywał cykl Gloria victis!: „Przepadły fakty i daty historyczne, lecz literaturze polskiej przybyła piękna książka”. Rok 1863 uznał za przełomowy w życiu pisarki, którą określił mianem najpoczytniejszej w Polsce, obok Kraszewskiego, Sienkiewicza i Prusa.

Zainteresowania krytycznoliterackie Méyeta wiązały się z działalnością kolekcjonerską i edytorską skupioną na twórczości pisarzy romantycznych, z promowaniem twórczości Elizy Orzeszkowej oraz kreowaniem współczesnego życia literackiego i kulturalnego w zaborze rosyjskim. W ocenie dzieł literackich zwracał uwagę na dobór tematów, psychologię postaci, walory artystyczne. Cenił twórców kojarzonych z nurtem postępowym. Krytykę literacką traktował utylitarnie, dostrzegał jej powiązania z linią ideologiczną czasopism. Jako obiektywną miarę wielkości pisarza wskazywał popularność wśród czytelników.</document>
<document nplp_id="13683" title="Minasowicz Józef Dionizy" slug="minasowicz-jozef-dionizy">Poeta, tłumacz, teoretyk i krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Br. Członek honorowy; F.Y.Z.; J.D.M.; J.D.M.P.P.O.P.G.


Informacje biograficzne. Urodził się 3 X 1792 w Warszawie jako syn Augustyna, kupca z rodu ormiańskiego osiadłego w Warszawie. Był stryjecznym wnukiem literata Józefa Epifaniego Minasowicza. Uczył się w Liceum Warszawskim, po studiach prawniczych w Lipsku (1810–1814) był zawodowo związany z warszawskimi instytucjami jako urzędnik w prokuratorii i sądach (tu: obrońca); wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim (1818–1821), referendarz stanu Królestwa Kongresowego, od 1834 r. był w randze nadzwyczajnego referendarza stanu w Wydziale Przychodu i Skarbu. Ożeniony w 1828 r. z Ludwiką Anthonim, miał troje dzieci. Bywał w salonie literackim Wincentego Krasińskiego. W 1832 r. kupił majątek Potycz k. Czerska, w którym często przebywał. Od 1819 r. był członkiem wolnomularstwa w VI stopniu (od loży Astrea poczynając), mówcą i współtwórcą pieśni okolicznościowych. Od lat szkolnych parał się literaturą. Był tłumaczem poezji (łacińskiej, m.in. Horacego, M.K. Sarbiewskiego i O. Kopczyńskiego, a także – pośród juweniliów jeszcze oświeceniowych – m.in. J. Delille’a i Ch. Gellerta, następnie – niemieckiej, F. Schillera i J.W. Goethego) oraz pieśni (np. śpiewki z Cudu, czyli Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego przełożył na niemiecki) i dramatu muzycznego (m.in. librett Otella czy Niemej z Portici). Drobne tłumaczenia i własne utwory poetyckie (m.in. anakreontyki, bajki, fraszki, nenia) publikował w czasopismach, w których zaistniał też jako teoretyk i krytyk literacki, recenzent teatralny, ale przede wszystkim bardzo zainteresowany wierszem miarowym współpracownik Karola Kurpińskiego jako redaktora (od 1820 r.) pierwszego polskiego magazynu i informatora teatralnego (na wzór pism francuskich) „Tygodnika Muzycznego” (z tytułem poszerzonym w 1821 r. o człon „i Dramatycznego”). Z muzyką tego kompozytora Minasowicz wydał swoje Pieśni (Pienia) nabożne (1825). Na pięć lat przed śmiercią ukazała się edycja zbiorowa jego pism: Twory (t. 1–4, 1844) i ponownie w 1872 r. (w trzech rękopisach BJ zachowane są odpisy jego utworów i prac, a w BN autograf mowy do J. Łuszczewskiej z 1848 r.). Minasowicz zmarł 26 VIII 1849 w Warszawie.

Działalność krytycznoliteracka. Obejmowała trzy – często splecione ze sobą – kwestie: muzyczności języka polskiego i wiersza miarowego, estetyki libretta operowego oraz przekładu. Charakterystyczny jest dla niej późnoklasycystyczny punkt wyjścia nakazujący deklarować kult stylistycznej jasności i cyzelatorstwa rodem z poetyki Horacego. Niewystarczalność tego ideału w nowych czasach zaznacza wiersz Minasowicza Słowo-mierz: „Nie dziw się, że Antoni [...] błędy da wytykać i do rad się skłoni, / zanim napisze, pomyśli, / czyta, odczyta i kreśli, / że styl jego jest jasny, wiersz gładki, poprawny, / mowa czysta”. Ale autor dodaje i drugą możliwość w puencie: „Antoni jeszcze nie jest sławny!” (Twory, III, 169). Minasowicz w tomie trzecim Tworów zdecydował się jednak opublikować „młodociane” tłumaczenie fragmentu Listu do Pizonów, a znamienność tej decyzji dotyczy zarówno przekładu jego tytułu jako Sztuka rymotwórcza Horacjusza, jak i wyboru wersów 1–45 potraktowanych jako Przepisy stylu, „warte – jak zaznacza w nagłówku tytułowym – wznowienia” (w 1844 r.). Poeta rzymski, jak wiadomo, odrzuca tu hybrydyczność jako zasadę tworzenia mimo przyznania twórcy kreacyjnej wolności; w tłumaczeniu Minasowicza uderza wzmocnienie wymowy wersów o granicach licencji poetyckiej określeniem jej przekroczeń jako... niewybaczalnych; „dzieło ma być prostym, części z sobą zgodne”, a dalej „rzecz obrana zręcznie” (tj. nie nad siły twórcy) wystawiona ma być „porządnie, jasno i wdzięcznie” (Twory, III). Co do ostatniej kategorii estetycznej (tytułowej w wierszu z 1816 r.: Wdzięk; Twory, I), to charakterystyczne jest jej wykorzystanie w procesie waloryzowania utworów poetyckich, co potwierdza np. opinia z Kilku rad dla piszących poezje do śpiewania, a w szczególności dla tłumaczów tekstów operowych o przybieraniu się poezji „we wszystkie wdzięki swoje” (Twory, II). Korespondują z ideałami klasycyzmu ostatnie zdania tej praktycznie nastawionej rozprawki: poeta doskonali w przekładach dzieł operowych swoje możliwości warsztatowe i jego poezja ma być „śpiewna, mowa czysta, wyrażenia właściwe, zwroty giętkie, myśl [...] jasna i wyrazista” (Kilka rad).

Minasowicz jest najpierw kontynuatorem oświeceniowych refleksji o genezie i melicznej naturze poezji (np. T. Nowaczyńskiego, O prozodii i harmonii języka polskiego, 1781). W kwestii wiersza miarowego jawi się bezpośrednim następcą Józefa Franciszka Królikowskiego, który zebrał swe publikacje w książce Prozodia polska, czyli o śpiewności i miarach języka polskiego (1821), oraz Józefa Elsnera. W konsekwencji nałożenia refleksji genetycznej i opinii o melicznej istocie poezji na stary sposób myślenia o poezji przez jej formę wierszową Minasowicz jest jednym z współtwórców i teoretyków wersyfikacyjnej rewolucji w naturalnym dla polszczyzny, a ustalonym od czasów Jana Kochanowskiego w postaci „ścisłej”, sylabicznym wzorcu poezji polskiej. Następny w kulturze europejskiej zwrot do wzorów greckich (i antycznej meliki) w późnym oświeceniu sprzyjał w zgodzie z europejskimi trendami wykształcaniu świadomie tworzonego sylabotonizmu polskiego. Wersolodzy (K. Budzyk, M. Dłuska) zauważali, że rozwijał się on wprawdzie w 2. poł. XVIII w., ale „wybuchł” i osiągnął rozkwit w XIX w.

Oba te wątki służą łącznie staraniom o polską operę narodową, stanowiąc przedłużenie XVIII-wiecznych dyskusji na temat zdatności innych języków niż włoski do realizacji gatunku. Przyjmowany jako wyróżnik syntezy sztuk w teatrze operowym przez Minasowicza zmysłowy sposób recepcji odsuwa na dalszy plan (typową dla racjonalistycznie motywowanej poetyki klasycyzmu) problematykę dramaturgiczną – czy dotyczyłaby opera seria (genologicznie bliskiej tragedii), czy opery komicznej wylansowanej w sporze buffonistów z przeciwnikami w toku rywalizacji włosko-francuskiej w połowie XVIII w. W największej rozprawce Minasowicza, Kilka rad dla piszących poezje do śpiewania, z natury pracy translatologicznej kwestia równorzędności, równowagi słowa i muzyki i ich współpracy nie sięga kwestii konstrukcji dramaturgicznej dzieła (jak w XVIII-wiecznych propozycjach reform teatru operowego P. Metastasia czy Ch.W. Glucka zabiegających o nobilitację tekstu słownego, libretta i wyznaczających drogę ku dramatowi muzycznemu), a odnosi się do „szaty słownej”, która winna być współbieżna z wyrazem sugerowanym przez partyturę muzyczną przekładanego dzieła. Autor zbywa szybko problemy wymagań wobec poezji do śpiewania, bo wypowiedział już się na ten temat we wstępie do pieśni nabożnych z 1825 r. (Twory, I, 1). Zaznacza krótko, że praca poety w porównaniu z kompozytorem jest trudniejsza (z punktu widzenia podlegania naturalnej w muzyce miarowości). We wstępie do pieśni nabożnych uderza w podporządkowanie założeniu, że słowa do muzyki powinny być układane miarowo, tymczasem obserwacja polskich pieśni w użytku kościelnym każe mu stwierdzić, że „łamią zasady prozodii polskiej” i „żadna nie była dotąd” miarową. Autor ocenia dorobek polskiej pieśni pobożnej, „idąc [...] za czuciem”: co do śpiewu „więcej jest on tkliwym niż wzniosłym, [...] czasem [...] rozrzewniającym”. Taka waloryzacja i jej kryteria korespondują z opinią w Kilku radach, że „poeta musi przejmować się uczuciami, które muzyka wyraża”, i dlatego łatwiej przekłada się recytatywy, od których wymaga się, by dla spełnienia ich podstawowych funkcji (informacyjnych w przebiegu akcji) „opowiadający wyrażał się jasno i bezprzysadnie”. W operze poważnej trudności przysparzają „subtelniejsze uczucia”, namiętności i wymaganie wzniosłości. Autor nie kwestionuje tu klasycystycznej zasady aptum/ decorum/ bienséance kształtującej wyobrażenia o gatunkach dramatycznych. Jako kontynuację oświeceniowej walki o odnowienie języka polskiego (ufundowanej na przekonaniu o jego wartości) i o polszczyznę operową należałoby widzieć enuncjację Minasowicza, że mowa polska jest „zdolną i zdolniejszą od niemieckiej i francuskiej [!], że brzmienia jej są nader urozmaicone, że jest dźwięczną i śpiewną, słodką i pieszczoną, gdzie trzeba jędrną i groźną”. Klasycystyczny jest też ideał doskonałości formalnej i rys normatywistyczny widoczny w sformułowaniach: „nie wolno iść [poecie-tłumaczowi] za natchnieniem własnym”; „Nie godzi się zapełniać wierszy śpiewanych zbytecznymi lub nic nieznaczącymi wyrazami”; „Wszystko [...], co kaziłoby wiersz czytany, tym staranniej unikanym być powinno w wierszu przeznaczonym do śpiewu”. Nowe kryterium oceny (przynajmniej tekstu spolszczonego libretta) wynika stąd, że muzyka nie pokrywa wad lada jakiej poezji, zatem: „Wiersz jest kamieniem probierczym dobrej wiersza budowy”. Ostatnie stwierdzenie da się bodaj uogólnić jako przekonanie autora wymagającego od twórców poezji bardzo świadomego podążania za nowym trendem wersyfikacyjnym, nadawania jej kształtu sylabotonicznego.

Poglądy na przekład. W trzecim wątku, przekładoznawczym, związanym z recepcją tłumaczeniową Friedricha Schillera, znaczenie ma wstęp z 1843 r. do czwartego tomu Tworów Minasowicza, który zawiera Poezje Fryderyka Szyllera po polsku. Tłumacz powołuje się na swą fascynację jeszcze z czasu szkolnej młodości, gdy jako 17-latek na ćwiczenie z przekładu wziął z własnego wyboru (w świetle tego, co tu wykazywano znamiennie) Bogów Grecji Schillera, „najświetniejszej gwiazdy”, niedawno objawionej w ówczesnym polskim życiu literackim. Nowe podejście do tradycji antycznej przez aktualną modę literacką dobrze charakteryzuje ciągłość przemiany kulturowej, w jakiej Minasowicz aktywnie uczestniczył. Znać już działanie wykształconej w oświeceniu elity krytycznoliterackiej i znaczenie eksperckiego podejścia do literatury, jakkolwiek wspomnienie dotyczy sytuacji oceny szkolnej. Nauczyciel i literaturoznawca Feliks Bentkowski potwierdził, że czytał ćwiczenie ucznia, a ów powściągnął swe ambicje literackie: profesorskie Legi nie było sygnałem, by pracę tę dać „pod krytykę publiczną swych ziomków”, nazwanie zaś tłumaczenia „wolnym” zostało przyjęte z pokorą jako „złagodzenie sądu”, że nie odpowiada ono „godnie” wielkości podziwianego wzoru. Charakterystyczna dla nowej kultury literackiej, kształtującej się w kontakcie z niemieckim klasycyzmem okresu burzy i naporu, jest egzaltacja w kulcie poety – Minasowicz jako student w Lipsku wynajmuje mieszkanie w Golis, gdzie Schiller „wyśpiewał Odę do radości” (nb. przełożoną przezeń i ogłoszoną w 1816 r.); tam, na ścieżkach przez „boskiego wieszcza deptanych”, „pijąc powietrze, którym on niegdyś oddychał”, młody adept poezji „trzeźwił się w martwości powołania swego [...], co raz w piersi zawrzało”. Z biegiem lat, ciesząc się z pojawiania się polskich tłumaczeń, które pozwalają rodakom poznać twórczość ubóstwianego wieszcza, próbował też nadal przekładać jego poezje, ale „wnikając w ducha”, „głębię myśli”, chcąc ogarnąć „całą moc jego uczuć, podołać wszystkim odcieniom wrażeń tego mistrza wszystkich mistrzów stylu”, przekonywał się raczej o nieprzekładalności ze względu na spojenie formy („miary pierwotnej”) z poezji tej „duszą”. Minasowicz rozwija tę metafizyczną koncepcję słowa poetyckiego jako inkarnacyjną (słowo ziarno, ten wątek boski wciela się, by zamieszkać między ludźmi, w okruch chaosu, jakim jest ciało i serce poety; to ostatnie jest metronomem, ale i światem). Dalsze uwagi o ruchu w poezji znaczonej stopami antycznymi wiodą Minasowicza do wniosku o tonie uderzającym w serce czytelnika z serca „marzącego wieszcza” oraz trudności oddania „ognistych uniesień”. Publikujący jedynie wybór swych przekładów oddaje je szanowanej „powszechności”, licząc na „sąd poważny”. Można uchwycić w tym ostatnim passusie wstępu, że koncepcja krytyki podejmującej dialog z publicznością, jaką realizowało 20 lat wcześniej czasopismo Kurpińskiego i Minasowicza, pozostała dla poety aktualna.</document>
<document nplp_id="13685" title="Minasowicz Józef Epifani" slug="minasowicz-jozef-epifani">Wydawca, redaktor, publicysta, poeta, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Author Speciminis Musae Latinae; Cześnik Parnawski; Eudox Prawdzicki; J.E.M.; J.K. Mci Sekr. i in.; Muzofil Wierszopolski; Patriałowski; proboszcz utopiński; Radosz Ochotnicki; Tomasz Czytelnicki.

Informacje biograficzne. Józef Epifani Minasowicz (inna znana forma nazwiska: Minasiewicz) urodził się 7 IV 1718 w Warszawie jako syn bogatego kupca pochodzenia ormiańskiego wywodzącego się ze szlacheckiego rodu h. Przyjaciel, Mikołaja Minasowicza, oraz Anny (nazwisko rodowe nieznane). Ojciec Minasowicza był tytularnym sekretarzem króla Augusta II. Józef Epifani uczył się od siódmego roku życia w szkołach pijarskich i jezuickich, a od 1737 r. studiował w Akademii Krakowskiej, którą ukończył jako doktor „obojga praw” (ta powszechnie przyjmowana informacja nie jest potwierdzona w spisach promocji). Po powrocie do Warszawy związał się z tamtejszym środowiskiem literacko-naukowym i poznał Józefa Andrzeja Załuskiego, z którym współpracował aż do śmierci biskupa kijowskiego (Minasowicz był jednym z wykonawców jego testamentu). Współpraca z Załuskim dotyczyła głównie przedsięwzięć edytorskich oraz prac związanych z gromadzeniem i porządkowaniem księgozbioru Załuskich. Młody literat, który pisarstwem zajął się w latach 30. XVIII w., został otoczony mecenasowską opieką. Dzięki związkom rodziny z Wettynami Józef Epifani został tytularnym sekretarzem Augusta III, a po objęciu przez Załuskiego biskupstwa kijowskiego (1758) otrzymał kanonię katedry kijowskiej z siedzibą w Żytomierzu. Wtedy także rozpoczął studia teologiczne w warszawskim seminarium księży misjonarzy, które ukończył w 1763 r., i przyjął niższe święcenia kapłańskie. Minasowicz był redaktorem i korektorem kilku polskich periodyków, w tym „Monitora”. U schyłku życia wydawał niewiele i pisał historię narodu ormiańskiego, którą pozostawił w rękopisie. Ostatnie lata spędził w niedostatku, wysyłając prośby o wsparcie do króla oraz prymasa, otrzymał pomoc od Ignacego Krasickiego. Zmarł 16 X 1796 w Warszawie.

Działalność edytorska i literacka. Minasowicz był płodnym literatem. W wydanej w l. 1752–1756 edycji Załuskiego Zebranie rytmów przez wierszopisów żyjących lub naszego wieku zeszłych pisanych tomy czwarty i piąty zawierały pisma kanonika kijowskiego. Za pośrednictwem Załuskiego Minasowicz nawiązał kontakt z Wawrzyńcem Mitzlerem de Kolof; został korektorem i redaktorem wydawanych w jego oficynie periodyków: „Nowych Wiadomości Ekonomicznych i Uczonych” (od 1758 r.) i „Patrioty Polskiego” (od 1761 r.). Jego staranność i dbałość o poprawną polszczyznę zaowocowała współpracą z „Monitorem”, w którym był korektorem i cenzorem (od 1765 r.), a także autorem artykułów. W l. 1765–1770 był członkiem Towarzystwa Literatów w Polszcze Ustanowionego, pełnił również funkcję kierownika (właściwie głównego redaktora) działającego w drukarni Mitzlera wydawnictwa Towarzystwa Literackiego do Wydawania Najlepszych i Najpożyteczniejszych Książek, a w l. 1771–1773 współpracował z „Zabawami Przyjemnymi i Pożytecznymi”. W l. 1769–1771 de facto pełnił funkcję redaktora naczelnego „Monitora” oraz zapełniał periodyk własnymi artykułami, co w ostatniej fazie trwania pisma umożliwiło jego istnienie. W 1782 r. wydał Zbiór mniejszy poezji polskich drobniejszych, albo suplement do Zbioru większego rytmów jego ojczystych..., który, jak zaznaczył w tytule, zawiera jego utwory, głównie niepublikowane, ale również drukowane wcześniej w periodykach lub drukach ulotnych. Istotną część dorobku literackiego Minasowicza stanowiły przekłady. Jako translator sięgał po poetów zarówno klasycznych (Horacy, Wergiliusz), jak i nowożytnych (F. Petrarca, S. Szymonowic, F. Fénelon, P. Metastasio, Voltaire). W l. 1773–1775 we współpracy z Adamem Naruszewiczem przygotował do druku Horacego Pieśni wszystkie przekładania różnych (t. 1–2) z wieloma własnymi tłumaczeniami.

Poglądy teoretycznoliterackie. Funkcje literatury. Minasowicz rozpoczynał działalność kulturowo-literacką jeszcze w epoce saskiej, ale w czasach stanisławowskich zaangażował się w realizację programu przemian kulturowych nowej epoki. Poglądy na literaturę formułował głównie w utworach wierszowanych, które zawierają rozważania metaliterackie, a także wypowiedzi o charakterze krytycznoliterackim. Działalność wydawniczą i pisarstwo traktował jako formę oddziaływania na czytelników, uznając za nadrzędną funkcję dydaktyczno-moralizatorską literatury. Sam również pragnął kształtować poglądy i postawy czytelników oraz ich kompetencje językowe przez staranną formę wydawanych pism. O swej misji redaktorsko-cenzorskiej pisał w liście do króla Stanisława Augusta: „[...] nie tylko omyłek w druku nie folgując oczom dopilnowaniem moim gratis dozieram, ale też, aby co zdrożnego od prawideł panującej religii i stanu państwa nie weszło” (cyt. za: K.W. Wójcicki). Traktując piśmiennictwo jako narzędzie oddziaływania na odbiorców, pisał o negatywnym wpływie na ich poglądy twórczości Voltaire’a, któremu poświęcił kilka wierszy, oraz przełożył List Diabła do J.P. Woltera (Z francuskiego przekładania J.E.M. wierszem nierytmowym, 1761).

W wierszu Invenias multos, rebus qui tempore nostro/ Perverse imponunt nomina prava bonis (Zbiór mniejszy poezji) pisał m.in. o „struciu wolteryzmem” oraz o zgubnym wpływie filozofa na postawy religijne czytelników, w utworze Na książkę Woltera „Traité de la Tolerance” (tamże) wyrażał z kolei podobnie nieprzychylne sądy na jego temat. Orientacja na dydaktyczno-moralizatorską funkcję literatury widoczna jest też w doborze artykułów w „Monitorze”. 

Piśmiennictwo a język. Kwestia łaciny. Jednym z ważnych postulatów i celów działań Minasowicza była dbałość o język wypowiedzi literackich, i to zarówno w polszczyźnie, jak i w łacinie, którą traktował jako medium ważne na równi z językiem ojczystym. Pisał o tym w wierszu O zaniedbaniu łaciny (Zbiór mniejszy poezji), w którym zwracał uwagę na uniwersalny i źródłowy charakter tego języka oraz jego rolę w rozwoju literatury polskiej, odwołując się do wcześniejszych kronikarzy i poetów (m.in. J. Dantyszka, J. Kochanowskiego). Podobnie jak w przypadku innych wychowanków szkół jezuickich (A. Naruszewicz) i pijarskich świadomość filologiczna Minasowicza wyrastała z wykształcenia opartego w znacznej mierze na literaturze klasycznej i religijnej.

Proces twórczy. Przedmiot literatury. Minasowicz w kilku utworach podejmował kwestię procesu twórczego, który pojmował jako uprawianie trudnego rzemiosła, a nie jako przypływ natchnienia. Zwłaszcza o własnym przypadku pisał np., że muza dla niego nie dość łaskawa i że przy większości utworów musiał „nagryźć paznogci”, zanim znalazł dobry rym. Nie kwestionował jednak tego, że niektórzy twórcy mogą mieć większą łatwość pisania. Minasowicz był zwolennikiem klasycystycznego poglądu o imitacyjnym charakterze piśmiennictwa, w którym nie liczy się nowość czy oryginalność podejmowanych tematów, ale kształt językowy wypowiedzi oraz sposób ujęcia i opracowania nawet powtarzalnych motywów. Jego dążeniem nie było epatowanie nowością czy zaskakującymi rozwiązaniami, ale uzyskanie językowej klarowności utworu i zaprojektowanego celu moralnego: „[...] czyliż dla próżnej chluby, bym między autory / był policzon, dziwackie mam pisać potwory?” (Nugæ bullatæ). W Przedmowie krótkiej do powieści i rozmów moralnych François Fénelona pisał: „[...] ja podług przedsięwzięcia / wybrałem mego, w polskie ustroiwszy słowa / francuskie myśli, co jest rzecz u nas nie nowa, / abyś w krótkim powieści tych moralnych liku, / zabawę i pożytek znalazł czytelniku” (Przedmowa krótka). Poczucie przynależności do śródziemnomorskiego kręgu kulturowego pozwalało Minasowiczowi korzystać z całej literatury europejskiej (zarówno antycznej, jak i ówczesnej) do opracowywania znanych motywów w nowych ujęciach, ponieważ, jak stwierdzał: „[...] wiem, że nic nowego pod słońcem i myśli / dawne, sposobem tylko nowym każdy kryśli, / dając onym kształt niby nowy przez swe słowa” (Nugæ bullatæ). 

Krytyka literacka. Wypowiedzi krytycznoliterackie Minasowicza mają formę wierszowaną i dotyczą współczesnej twórczości. Przedstawiał w nich również swoje rozumienie krytyki, odrzucając postawę złośliwego Zoila (wiersz Do Zoilów, w: Zbiór mniejszy poezji) na rzecz bezstronnej oceny dzieła. Prawo do opinii o cudzej twórczości przyznawał każdemu czytelnikowi, ale przede wszystkim tym, którzy sami znają trud tworzenia. W wierszu Na rymotwórcę potwarnego pisał: „Kto uczony, uczczony; ma prawo do sławy. / Sławy z osławy szukać – postępek nieprawy” (Zbiór mniejszy poezji). Podobny pogląd zawarł w wierszu Na Muzogarda, sławie poetów zazdrosnego, w którym podnosił wartość literackich dokonań godnych sławy i wymieniał twórców schyłku epoki saskiej: Załuskiego, Józefa Aleksandra Jabłonowskiego, Udalryka Radziwiłła, a nade wszystko Elżbietę Drużbacką nazwaną „Safo słowiańską” i „Muzą dziesiątą sarmacką” (Zbiór rytmów polskich, t. 2, 1756). Taki sam charakter miał późniejszy Wiersz Muzofila Wierszopolskiego o poetach żyjących (1775, druk ulotny) będący zwięzłą prezentacją portretów oraz najważniejszych dokonań poetów stanisławowskich (począwszy od A. Naruszewicza, I. Nagurczewskiego, J. Koblańskiego, G. Piotrowskiego, po F. Zabłockiego, F.D. Kniaźnina, M. Kończę). Osobne wiersze pochwalne Minasowicz poświęcił Drużbackiej (Na „Zbiór rytmów polskich”) oraz Erotykom Franciszka Dionizego Kniaźnina, których wartość ukazuje przez porównanie do Anakreonta (O Erotykach Franciszka Dionizego Kniaźnina i O tychże). Pochwalnie pisał też o utworach oryginalnych i przekładach Załuskiego (Przypiski czy Na „Sidła zbawienne”). Minasowicz poddawał ocenie także kazania, w których oprócz walorów dydaktycznych podkreślał talent oratorsko-literacki kaznodziei, np. Bernarda Gołaszewskiego (Wiersze), oraz przekłady pism religijnych, w których podziwiał talent twórców, np. w wierszu poświęconym tłumaczeniu Polityka chrześci-ańskiego przez Mikołaja Jaśkiewicza: „[...] autor określił pracowitym piórem / łącząc myśli wyborne z równym słów wyborem”.

Józef Epifani Minasowicz był literatem w pełnym tego słowa znaczeniu i realizował się na wszystkich polach literackich: pisał poezje, przekładał cudze teksty, zajmował się krytyką literacką i dbał o poprawność językową. Był człowiekiem zasłużonym dla kultury swojego czasu. Przyczynił się do rozwoju ruchu wydawniczego w latach 50. XVIII w., wyróżniał się jako płodny poeta i tłumacz, a także stał się prekursorem rozwoju krytyki literackiej i refleksji na temat sposobów jej uprawiania.</document>
<document nplp_id="13688" title="Mizler de&amp;nbsp;Kolof Lorenz (Wawrzyniec)" slug="mizler-de-kolof-lorenz-wawrzyniec">Wydawca, pisarz, krytyk literacki, drukarz, księgarz, tłumacz, teoretyk muzyki, lekarz. Pseudonimy i kryptonimy: ein Gelehrter aus Wilna; M. de K. (łac. Laurentius Mizlerus, niem. Lorenz Christoph Mitzler).

Informacje biograficzne. Lorenz Christoph (Wawrzyniec Krzysztof) Mizler (Mitzler, Micler) de Kolof urodził się 25 VII 1711 w Heidenheim w Wirtembergii jako syn Johanna Georga Mizlera, urzędnika w służbie margrabiego von Brandenburg-Ansbach, oraz Anny Barbary z d. Stumpff. W 1731 r. podjął studia teologiczne i filozoficzne na uniwersytecie w Lipsku, a następnie studiował medycynę i prawo w Wittenberdze. Od 1737 r. wykładał w Lipsku matematykę, filozofię i historię muzyki. W l. 1736–1754 wydawał czasopismo „Musikalische Bibliothek”, był również współzałożycielem pierwszego niemieckiego Towarzystwa Muzycznego (Correspondirende Societät der musikalischen Wissenschaften), do którego należeli m.in. Georg Friedrich Händel i Johann Sebastian Bach, oraz właścicielem księgarni nakładowej dzieł muzycznych. Oparta na racjonalistycznych założeniach Christiana Wolffa naukowa teoria dźwięków, której podstawy Mizler opracował i ogłosił w rozprawie Anfangsgründe des Generalbasses (1739; Podstawy do nauki kontrapunktu), odbiła się głośnym echem w niemieckim środowisku intelektualnym, przynosząc również wiele reakcji krytycznych. Do Polski Mizler przybył w 1743 r. jako protegowany Johanna Christopha Gottscheda (opublikował z własną przedmową polski przekład jego dzieła Pierwsze prawdy całej filozofii, 1760) i objął w Końskich posadę nauczyciela oraz bibliotekarza w domu podkanclerza (późniejszego kanclerza) wielkiego koronnego Jana Małachowskiego. W 1747 r. na uniwersytecie w Erfurcie uzyskał stopień doktora medycyny. Od 1749 r. mieszkał w Warszawie, gdzie początkowo utrzymywał się z praktyki lekarskiej, otrzymując w 1753 r. tytuł lekarza nadwornego Augusta III. Przy wsparciu referendarza koronnego (późniejszego biskupa kijowskiego) Józefa Andrzeja Załuskiego założył w 1753 r. pierwsze w Warszawie czasopismo uczone „Warschauer Bibliothek”, którego wydawania musiał jednak zaprzestać w 1755 r. z powodu zamieszczanych na jego łamach krytycznych uwag pod adresem polskiej szlachty. W l. 1755–1756 dzięki mecenatowi księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego wydawał czasopismo uczone „Acta Litteraria”, a od 1758 r. „Nowe Wiadomości Ekonomiczne i Uczone”, pierwsze czasopismo popularnonaukowe w Warszawie. Mizler był właścicielem uruchomionej w 1756 r. pierwszej w Warszawie świeckiej drukarni, w której wydawał m.in. dzieła pochodzące ze zbiorów Biblioteki Załuskich. Za naukową edycję Historiarum Poloniae Wawrzyńca Jana Rudawskiego w 1755 r. otrzymał tytuł historiografa Królestwa Polskiego, a za wydanie pięciotomowego zbioru Historiarum Poloniae et Magni Ducatus Lithuaniae (1761–1777) król odznaczył go medalem Merentibus. Mizler był jednym z inicjatorów powołania Towarzystwa Literatów w Warszawie w 1765 r. Od 1765 r. aż do śmierci uczestniczył w wydawaniu warszawskiego „Monitora” (1765–1785), początkowo tylko jako drukarz, później również jako redaktor i autor. W 1768 r. sejm potwierdził tytuł szlachecki nadany mu przez Augusta III w 1755 r. Mizler de Kolof zmarł 8 V 1778 w Warszawie.

Działalność recenzencka. Na kształtowanie się poglądów Mizlera największy wpływ miały oświeceniowe teorie Wolffa oraz Gottscheda, z którymi zetknął się podczas studiów i pobytu w Lipsku w l. 1731–1743. Od Gottscheda, czołowego reformatora kultury i literatury w Niemczech 1. poł. XVIII w., Mizler przejął optymistyczne przekonanie o możliwości postępu społecznego opartego na racjonalizmie i utylitaryzmie. W tym duchu podejmował próby transferu nowych sposobów myślenia oraz infrastruktury naukowej na grunt polski. Swoją działalność w Polsce traktował jako misję i kontynuował ją niezrażony konfliktami, jakie wynikały z konfrontacji oświeconego Niemca mieszczańskiego pochodzenia z polskim sarmatyzmem i konserwatyzmem. Siebie samego określał przy tym jako jednego „z pierwszych apostołów filozofii Wolffa” w Polsce („Warschauer Bibliothek” 1754, z. 2). Jego pionierska rola w polskiej kulturze XVIII w. znalazła potwierdzenie we współczesnych badaniach naukowych, które przyniosły mu status „prekursora oświecenia” (M. Klimowicz) czy „radykalnego reformatora” (L. Felbick). Działalność krytycznoliteracka Mizlera związana była głównie z wydawanymi przez niego w Warszawie czasopismami. W publikowanej po niemiecku „Warschauer Bibliothek” (1753–1755) oraz jej łacińskiej kontynuacji „Acta Litteraria” zamieszczał m.in. wyciągi z rękopiśmiennych i drukowanych dzieł z XVI i XVII w. z Biblioteki Załuskich, opatrując je komentarzami krytycznymi bezpośrednio w tekście lub w przypisach. Przełomowy charakter dla kształtowania się krytyki naukowej i literackiej miały jednak stałe rubryki poświęcone polskim nowościom wydawniczym (Neue polnische Bücher i Nova litteraria Polonica). Obok not bibliograficznych znalazły się w nich również krótsze i dłuższe omówienia spełniające kryteria wypowiedzi recenzyjnej z wyraźnie zaznaczonymi elementami deskryptywnymi i wartościującymi. W zamieszczonym w „Warschauer Bibliothek” omówieniu zbioru wierszy łacińskich Podhorecensia (1754) Jerzego Karola Skopa krytycznej analizie autor poddał błędy językowe, stylistyczne i metryczne. W wydanym przez Jabłonowskiego spisie pisarzy polskich Museum Polonum (1752) zwracał natomiast uwagę na błędy rzeczowe i brak pełnej informacji bibliograficznej. Recenzja przyjętej w Polsce z oburzeniem adaptacji satyr Nicolasa Boileau pióra Załuskiego (1753) posłużyła z kolei Mizlerowi za pretekst do rozważań nad prawem do wolności wypowiedzi i uprawiania krytyki, które w Polsce było jego zdaniem kwestionowane: „Wielu w Polsce nie może znieść prawdy. Pomimo tego, że ma tu panować wolność, chce się najuczciwszych pisarzy uczynić niewolnikami” („Warschauer Bibliothek” 1754, z. 3; jeśli nie podano inaczej, tu i dalej tłumaczenie własne). Najdłuższe omówienie w „Warschauer Bibliothek” Mizler poświęcił trzem pierwszym tomom zbioru poezji i dramatów Zebranie rytmów przez wierszopisów żyjących lub naszego wieku zeszłych pisanych (1752–1756) zawierającym utwory Elżbiety Drużbackiej i Załuskiego. Chwalił w nich m.in. czystość języka i inwencję poetycką, broniąc jednocześnie polskiej poezji przed zarzutami cudzoziemców: „Szkoda, że tak niewielu cudzoziemców zna dobrze język polski [...]. Zagraniczni krytycy nie znaleźliby w polskich wierszach więcej powodów do krytyki niż w ich własnych” („Warschauer Bibliothek” 1755, z. 4). Wśród wypowiedzi krytycznych w „Acta Litteraria” zwraca natomiast uwagę recenzja Komedii konwiktowych (1755) Franciszka Bohomolca, w której Mizler podjął próbę usytuowania omawianych utworów w szerszym kontekście historycznoliterackim: „Nigdy przedtem [...] nie wyszły w Polsce drukiem lepsze komedie i, kto dobrze zna ich reguły, pozna, czytając, że czcigodny ojciec Bohomolec korzystał w znacznym stopniu wśród starożytnych z Terencjusza, a wśród nowych z Moliera” („Acta Litteraria” 1755, z. 1; cyt. za: M. Klimowicz). Rejestrację i krytyczną ocenę bieżącej produkcji wydawniczej w obu czasopismach Mizler traktował jako część swojej misji opartej na dążeniu do ożywienia nauk humanistycznych w Polsce realizowanym przez Załuskiego. Jak podkreślał we wstępie do pierwszego numeru „Warschauer Bibliothek”, zależało mu na tym, aby „Polaków zachęcić do większej pilności w naukach”, a „cudzoziemcom dać okazję do poznania polskich pisarzy” („Warschauer Bibliothek” 1753, z. 1).

O teatrze. Drugim obok recenzji prasowej obszarem aktywności krytycznoliterackiej Mizlera były pisma dotyczące teatru zamieszczane w l. 1773–1774 w „Monitorze” oraz w serii listów Brief eines Gelehrten aus Wilna an einen bekannten Schriftsteller in Warschau die polnischen Schaubühnen betreffend ukazujących się pojedynczo w l. 1775–1776, a następnie wydanych w 1776 r. w jednym tomie z przedmową wydawcy oraz rejestrem widowisk teatru warszawskiego z okresu od stycznia 1775 do marca 1776 r. Za wzór posłużyły Mizlerowi utrzymane w podobnej, epistolograficznej konwencji XVIII-wieczne wydawnictwa niemieckie, wśród nich tygodnik „Briefe die neueste Literatur betreffend” (1759–1765) redagowany w Berlinie przez Gottholda Ephraima Lessinga, Mosesa Mendelssohna i Friedricha Nicolai. W zbiorze Brief eines Gelehrten Mizler sformułował pierwszy w Polsce program teatru mieszczańskiego nawiązujący do rozpraw Versuch einer kritischen Dichtkunst (1730) oraz Erste Gründe der gesamten Weltweisheit (1734) Gottscheda adresowany do twórców teatru oraz autorów polskich sztuk teatralnych. Niewiele miejsca poświęcił w nim jednak poetyce dramatu, uznając kwestie ideowe za nadrzędne. Podobnie jak Gottsched Mizler podkreślał rolę teatru w walce o reformę obyczajów i propagowanie wartości moralnych. Zgodnie z jego założeniami scena „miała być szkołą dla narodu, miała czynić go mądrzejszym i cnotliwszym” (Brief eines Gelehrten). Realizacji tej idei służył zawarty w Brief eines Gelehrten wykaz wad i cnót, które dramatopisarz powinien piętnować lub stawiać za wzór. Mizler postulował też wprowadzenie do teatru bohaterów wszystkich klas społecznych, mieszczanie i chłopi mieli znaleźć się zarówno na scenie, jak i na widowni. W „Monitorze” oraz Brief eines Gelehrten zamieszczał również krytyczne komentarze dotyczące bieżącej produkcji teatralnej. Poddawał w nich ocenie treść wystawianych sztuk, muzykę, grę aktorską czy reakcje widowni, za najważniejsze kryterium przyjmując jednak wartości wychowawcze. W tym kontekście bardzo surowo potraktował niemiecką adaptację francuskiej farsy La Farce de maître Pathelin czy komediofarsę Ślepak widzący, uznając obie sztuki za niegodne sceny warszawskiego teatru, chwalił natomiast komedie: Marnotrawcę Bohomolca oraz Pieniacza Ignacego Krasickiego. Krytycznie oceniał nastawioną na rozrywkę publiczność teatralną w Warszawie, która jego zdaniem nie dojrzała jeszcze do tego, by docenić to, co „subtelne, prawdziwie piękne i pouczające” (Brief eines Gelehrten), i dlatego obojętnie przyjęła popularne we Francji i w Niemczech tragedie: Zaïrę Voltaire’a oraz Emilię Galotti Lessinga.

Do najważniejszych czynników kształtujących działalność krytyczną Mizlera należały oświeceniowa idea utylitaryzmu, przekonanie o zasadniczej dla postępu społecznego roli nauki i literatury oraz przywiązanie do „ojczyzny z wyboru” – rozumiane jako praca na rzecz dobra publicznego. Wydawane przez niego omówienia dzieł literackich i przedstawień teatralnych charakteryzowała duża różnorodność, nierzadko też ogólnikowość i dygresyjność. Mimo że nie odwoływały się one do jednolitego kanonu kryteriów i poruszały zazwyczaj te kwestie, które w danym momencie leżały w sferze zainteresowań ich autora, zapewniły Mizlerowi de Kolof status prekursora krytyki literackiej i teatralnej w Polsce.</document>
<document nplp_id="13690" title="Mieszkowski Adam" slug="mieszkowski-adam">Pisarz, dziennikarz, publicysta, recenzent teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: A.M.; Aem; Antoni Józef Sęk; M.; M-ski; Nemo; Puk.


Informacje biograficzne. Antoni Wincenty Mieszkowski urodził się 7 VI 1865 w Kozłowie w okolicach Pułtuska jako syn Antoniego, właściciela ziemskiego, oraz Franciszki z Markowskich. Ukończył gimnazjum realne w Warszawie, następnie w l. 1880–1882 uczył się w prywatnej średniej szkole handlowej Leopolda Kronenberga. Stamtąd przeniósł się do Krakowa, gdzie studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (1884–1886). W tym okresie rozpoczął też pracę dziennikarską, publikując m.in. recenzje teatralne na łamach „Nowej Reformy” oraz „Kuriera Krakowskiego”. Wydawał także utwory literackie – m.in. „kartki z niedawnej przeszłości” Bawmy się w żołnierzy (1885) i Sługa boży (1885), których osnową uczynił powstanie styczniowe i obojętność przedstawicieli szlachty oraz duchowieństwa wobec narodowego zrywu. Pod pseudonimem Antoni Józef Sęk ogłosił zbiór Nowele (1888), w którym z zacięciem psychologa, a nieraz i ironisty, kreślił sylwetki bohaterów ze świata małomieszczańskiego i wiejskiego. Do twórczości literackiej Mieszkowski będzie zresztą epizodycznie powracał przez całe swoje życie, specjalizując się w krótkich formach prozatorskich portretujących środowisko teatralne i dziennikarskie.

Po powrocie do Warszawy ogłosił drugą serię Nowel (1890). Kontynuował działalność prasową m.in. jako sekretarz redakcji „Kuriera Warszawskiego” (1887), a następnie „Wieku” i „Tygodnika Ilustrowanego” (od 1891 r.). Wśród jego artykułów należy wyróżnić publikowany na łamach „Tygodnika” cykl kronik Z tygodnia na tydzień (1893–1896), a także późniejsze recenzje teatralne i literackie. W l. 1894–1896 Mieszkowski pełnił funkcję redaktora prowadzącego (kierownika, jak podawano w nekrologach) „Kuriera Codziennego”, gdzie pod pseudonimem Puk publikował felietony Lusterko warszawskie (1885). To „kierownikowanie” wmieszało go w skandal – miał zostać napadnięty na ulicy przez Cezarego Jellentę i Wacława Nałkowskiego z powodu opublikowania niepochlebnej recenzji Adama Dobrowolskiego z tomu nowel Jellenty W przesileniu. Od 1894 r. datuje się znajomość redaktora z Władysławem Stanisławem Reymontem, którego list zaświadcza, że Mieszkowski był adresatem prośby Reymonta o pomoc w sprawie wystawienia przez teatr łódzki sztuki Ścigana Tadeusza Ewarysta Jaroszyńskiego.

Mieszkowski jest ważną postacią w historii czasopiśmiennictwa łódzkiego. Jako jeden z pierwszych warszawskich publicystów zainteresował się tematem wielkiego ośrodka przemysłowego, czego owocem był m.in. drukowany w „Wieku” cykl felietonów Łódź – miasto i ludzie (1891–1892; pod kryptonimem autorskim XYZ ukrywali się Mieszkowski i A. Glisczyński), pierwszy obszerny reportaż o tym mieście. Z inicjatywy Mieszkowskiego powstała w Łodzi agencja „Wieku”, w połowie 1892 r. zaś został on kierownikiem działu kulturalnego „Dziennika Łódzkiego”, pierwszej polskiej gazety w mieście, która jednak w grudniu tego roku – prawdopodobnie nie bez udziału cenzury – przestała się ukazywać. Następnie, w 1898 r., objął redakcję „Gońca Łódzkiego” (razem z Glisczyńskim ogłaszają tu cykl Łódź w obrazkach), a także kierownictwo literackie „Ogniska Rodzinnego”, łódzkiego tygodnika o charakterze religijno-patriotycznym. W czasopismach tych pracował jednak zaledwie do 1899 r., ponieważ z powodu postępującej choroby płuc powrócił do Warszawy, gdzie pełnił krótko funkcję sekretarza „Wieku”. Zmarł 7 VIII 1900 w Warszawie. W drodze na Powązki towarzyszyli mu matka, żona, córka i bracia.

Recenzje teatralne w okresie krakowskim. Pierwsze wypowiedzi krytyczne Mieszkowski publikował w l. 1885–1887 na łamach czasopism krakowskich: „Nowej Reformy”, „Przeglądu Literackiego i Artystycznego” oraz „Kuriera Krakowskiego”. Większość dotyczy spektakli Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Wyłania się z nich postać recenzenta świadomego instytucjonalnych uwarunkowań sztuki teatralnej i napięcia między poziomem artystycznym dramatów a wymaganiami społeczno-ekonomicznymi. Z wyraźnym dystansem Mieszkowski pisze np. o Teodorze Victoriena Sardou: „Jakość zwycięstwa odniesionego w Krakowie dzieli się na dwóch wodzów, z których Sardou jest drugim – pierwszym przedsiębiorca teatru, dla którego łupem wojennym sześć »pełnych spektakli«. Tryumf redukuje się do zajęcia publiczności bajką sztuki i scenerią, to już zwycięstwo Sardou” („Przegląd Literacki i Artystyczny” 1885, nr 16–18). Krytyk narzeka również na braki repertuarowe objawiające się niedostatkiem samodzielnych i oryginalnych utworów rodzimych dramatopisarzy, co dyrektorzy i reżyserzy starają się niwelować, sięgając albo po lekkie komedie francuskie, albo po gatunki nieteatralne: „[...] wszelkie przeróbki powieści na scenę są niestosowne. Ta krawiecczyzna literacka, łatanie dziur kasowych kosztem pracy powieściopisarskiej, jest to »najdelikatniej mówiąc«, przyznaniem się do braku własnych pomysłów i przygotowania sobie rozczarowań” (tamże). Poziom artystyczny repertuaru jest ściśle związany z działalnością teatru-przedsiębiorstwa, zakulisowymi rozgrywkami o władzę w nim, zjawiskiem powszechnej protekcji, sporami kompetencyjnymi (krytyk nazywa te kwestie eufemistycznie „nieunormowaniem stosunków”). Mieszkowski obawia się, że przerabianie utworów powieściowych dla teatru, które określa jako „demoralizatorstwo”, będzie skutkowało wynalezieniem „recepty na pisanie powieści łatwo dających się przerobić na scenę, i gotowiśmy mieć utwory, z których do woli będzie można robić nowele, powieść lub dramat, zupełnie jak z owymi laskami, które mogą być użyte jako stołek, cybuch i wędka” („Przegląd Literacki i Artystyczny” 1886, nr 1).

Przykładem szczególnie nieudanej przeróbki scenicznej jest dla Mieszkowskiego Pan Tadeusz w opracowaniu Lucjana Kwiecińskiego. Strategią oceny przyjętą przez krytyka jest wykazanie niezgodności treści dzieła Adama Mickiewicza z realizacją teatralną, do której reżyser włączył także „wiersze własnego pióra”, „najohydniejsze rymy”, co skutkowało „spaczeniem wszystkich bez wyjątku figur epopei” („Nowa Reforma” 1886, nr 99). Różnice między dziełem literackim a spektaklem obejmują nie tylko skróty treściowe i dodatki pochodzące od reżysera, ale i teatralne środki artystyczne, na które recenzent nie godzi się, oceniając spektakl Kwiecińskiego jako próbę groteskową. Mieszkowski jawi się jako recenzent, który zgodnie z duchem epoki oczekuje od spektaklu teatralnego wiernego przedstawienia treści zawartej w dziele literackim, dlatego przeróbka nigdy nie może być utworem w pełni wartościowym. Pisze o tym w omówieniu Sienkiewiczowskiego Potopu w opracowaniu Józefa Nikodema Popławskiego, rozprawiając się przy tym z argumentem, jakoby przenoszenie literatury na scenę służyło jej popularyzacji: „Nie odniesie nikt korzyści z czytania książki, z której wydarto kilkanaście stronic, nie odniesie jej też z poznania utworu, który w szacie scenicznej traci swe charakterystyczne piętno i który, będąc najzręczniejszym nawet zlepkiem scen efektownych, jest fałszowaniem myśli autora” („Nowa Reforma” 1887, nr 8).

Kolejnym wątkiem podejmowanym przez krytyka jest zagadnienie roli teatru. Mieszkowski podkreśla, że narodowa scena powinna służyć rozwojowi rodzimego dramatopisarstwa i kształceniu talentów aktorskich, a w tym celu powinno przesunąć się na drugi plan zapewnienie instytucji zysku materialnego („Nowa Reforma” 1886, nr 221). Recenzent wyraźnie łaskawszym okiem spogląda na dramaty pisane przez Polaków, gotowy jest wybaczać im nawet widoczne usterki. Od autorów dramatów oczekuje podejmowania tematyki ważnej dla polskiej publiczności, a więc rodzimych stosunków społecznych. W omówieniu spektaklu na podstawie dramatu Bez pieniędzy Stanisława Rzewuskiego Mieszkowski zauważa talent autora do kreślenia realistycznego obrazu i tropienia wad ludzkich charakterów, lecz jednocześnie wskazuje Rzewuskiemu, że polskie społeczeństwo „ma swoje odrębne dążenia i cele z pewnością wzniosłe i godne piór nawet genialnych, ale ma też swoje ideały, które trzeba uwydatnić przy najsurowszej nawet chłoście wad, nie popadając w jednostronność” („Kurier Krakowski” 1887, nr 24). Dramatopisarz powinien tedy użyć swego talentu, aby pokazać widzowi ważki problem społeczny. Taką zasługę ma chociażby Adam Asnyk jako autor poświęconej kondycji artystów sztuce Przyjaciele Hioba (tamże, nr 41–42).

Zagadnienie narodowości teatru polskiego Mieszkowski podejmuje nie tylko z perspektywy decyzji repertuarowych i tematów wybieranych przez dramatopisarzy, ale formułuje również pod adresem aktorów uwagi dotyczące konstrukcji roli: „W teatrach zagranicznych repertuar jest wyłącznie lub przeważnie miejscowy, stąd też aktorzy wytwarzają sukcesyjnie pewną tradycję gry i interpretacji typów pewnych, zaś za pochwały godną rzecz poczytują odtworzenie postaci z cudzoziemskiego repertuaru. U nas inaczej, gramy i doskonale Francuzów, Niemców, Hiszpanów, Amerykanów, ale Polaków najgorzej indywidualność aktorska przesiąka charakterystyką figur i kosmopolityzuje typy swojskie” (tamże, nr 97). Recenzent potrafi ocenić grę aktorską ze znawstwem, opisać szczegółowo środki stosowane przez odtwórców ról. Zwraca przy tym szczególną uwagę na sposób podawania tekstu. W tej dziedzinie przyznaje mistrzostwo Wincentemu Rapackiemu (tamże, nr 120); często odnosi się do scenografii i kostiumów, oceniając ich zgodność z prawdą historyczną epoki lub staranność wykonania tego, co publiczność widzi w pierwszej odsłonie, czyli wystawy („Nowa Reforma” 1886, nr 221).


O teatrze w końcu XIX stulecia. Następne artykuły poświęcone teatrowi Mieszkowski publikował na łamach „Wieku” (1891–1892), „Kuriera Codziennego” (1894–1895), „Tygodnika Ilustrowanego” (1893–1896), a także „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego” (1896–1897). W tym ostatnim czasopiśmie zamieszczał przede wszystkim sylwetki popularnych i uznanych aktorów, m.in. Antoniny Hoffmann, Anastazego Trapsza czy Michaliny Rogińskiej. Artykuły z „Wieku” przynoszą głównie oceny kolejnych debiutów aktorskich oraz krótkie omówienia grywanych w teatrach warszawskich fars francuskich, które według Mieszkowskiego przeminą bez śladu w historii literatury („Wiek” 1892, nr 9). Niekiedy w repertuarze, oprócz komedii francuskich, pojawia się dzieło wybitne, jak chociażby Manfred George’a Gordona Byrona, wówczas Mieszkowski snuje ogólniejszą refleksję nad relacją między powołaniem teatru a kształceniem publiczności. Krytyk uważa, że wprowadzanie ambitnego repertuaru jest słuszne, ale realizacja tego pomysłu – niefortunna, bo bez przygotowania publiczności pokazuje się jej dzieło zbyt trudne (tamże, nr 58).

Funkcją teatru, którą Mieszkowski także akcentuje w swych wypowiedziach, jest zapoznawanie publiczności z ważnymi zjawiskami w skali światowej. Takim autorem jest Henrik Ibsen: „[...] Ibsen bardzo zachęca do poważnego myślenia, do głębszych refleksji, i [...] ta jego zaleta nie może być obojętna dla widzów pragnących poważniejszej strawy w teatrze i zadokumentowania poważniejszych celów instytucji” (tamże, nr 277).

Nieco inny charakter ma kilka recenzji Mieszkowskiego drukowanych w „Tygodniku Ilustrowanym”. Można z nich wyprowadzić kryteria oceny dramatów stosowane przez krytyka. Z pewnością przywiązuje on dużą wagę do związanych ze sobą kwestii konstrukcji utworu i kreacji postaci, te ostatnie powinny raczej działać niż popadać w wielosłowie. Konstrukcja sztuki i pomysł na przedstawienie tematu podlegają u Mieszkowskiego ocenie jako pierwsze, ponieważ ich ewentualne niedostatki wpływają na tempo akcji, prawdopodobieństwo postaci i wrażenie wywierane na widzach. Ciąg negatywnych konsekwencji Mieszkowski zaobserwował w dramacie Już go mam Ryszarda Ruszkowskiego: „[...] ten despotyzm autora, to zawiązanie wszystkim oczu na rzecz najprostszą, uszczupliło mu najwięcej efektu, widz bowiem nie mógł już ulec złudzeniom pomyłki. Koniecznym następstwem takiego nieobliczenia się musiało być nieustosunkowanie rozwoju akcji i co za tym idzie, rozwlekłość jej” („Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 170). Mieszkowski oczekuje od dramatu konstrukcji wyrazistej i uporządkowanej, od wykreowanej postaci zaś – prawdy psychologicznej, ale domaga się również umiejętnej redukcji zbędnych detali przez autora („Tygodnik Ilustrowany” 1896, nr 32).

Recenzje Mieszkowskiego na łamach „Kuriera Codziennego” nie dodają już wielu nowych rysów do portretu krytyka. Nadal ze szczególną radością – nawet jeśli zmąconą słabą grą aktorską – autor wita na deskach teatru sztuki polskie. Znać też preferencję Mieszkowskiego dla logiki i porządku w rozwoju akcji, a także żywiołu realistycznego. Niezbyt przychylnie patrzy on na pierwiastki fantastyczne w dramacie, jeśli zaburzają one kompozycję sztuki i negatywnie wpływają na konstrukcję postaci („Kurier Codzienny” 1895, nr 322).

O naturalizmie. Recenzje teatralne to główna i najważniejsza część dorobku Antoniego Mieszkowskiego. Oprócz nich autor ten uprawiał publicystykę społeczną, zajmował się literaturą piękną, wreszcie podjął również próbę refleksji ogólnej nad sztuką, aktem twórczym, relacją sztuki i natury. Owoc tego namysłu stanowi artykuł Granice naturalizmu w sztuce („Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1897, nr 5, 7). Mieszkowski zaczyna od przedstawienia za pomocą metaforyki batalistycznej sytuacji walki między rozmaitymi prądami estetycznymi i artystycznymi. Podziały te widzi następująco: „Utworzyły się – jak to bywa zazwyczaj – stronnictwa, podjęto hasła, stoczono bój [...]; dopiero gdy zapał ostygł nieco, przetarły się ostrza, rozpłynęła mgła pobojowiska, dopiero teraz w głąb rzeczy jaśniej wejrzeć można i wyrzec sąd spokojniejszy. Prerafaeliści, impresjoniści, naturaliści w sztuce plastycznej, mistycy i naturaliści w literaturze – to nazwiska szermierzy” (tamże). Autor poddaje analizie naturalizm i pyta, czy jego założenia są w ogóle możliwe do realizacji. Szukając odpowiedzi, rozpatruje najpierw naturę procesu twórczego. Opowiada się zarówno przeciwko „duchowi twórczemu”, „natchnieniu nadprzyrodzonemu”, jak i przeciw pozytywistycznemu zrównywaniu pracy twórczej artysty z działalnością zwierząt budujących gniazda, jako że człowieka wyróżniają rozum, świadomość, samorozwój i nieustanne przekształcanie dziedziczonej po przodkach tradycji. Istotę działalności artystycznej Mieszkowski widzi w fantazji twórczej, czyli w „produktywnym stosunku ducha do objawów świata zewnętrznego” (tamże). Choć fantazja czerpie z rzeczywistego świata, może przekształcić przedmioty tak, że nie będą one przypominać żadnych realnych obiektów i relacji. Fantazja twórcza działa u wszystkich ludzi, jednak różnice w owocach jej pracy wynikają z indywidualności artystów oraz treści pochodzących ze świata zewnętrznego.

Mieszkowski jawi się jako zwolennik powrotu do natury stanowiącej źródło inspiracji artystycznej: „Niedawne to czasy, kiedy za artyzm miano zmyślenia rozbujanej wyobraźni, tworzącej niesłychane dziwactwa. Przypatrywanie się naturze wprowadziło nie tylko ład do artystycznej twórczości, lecz także zwróciło ją ku realizmowi, z którego znów wytrysnął, jako odrośl jeszcze bardziej krańcowa – naturalizm” (tamże). Jednakże krytyk wskazuje, że jeśli naturalizm rozumieć jako dążenie do naśladownictwa, czyli kopiowania pierwowzorów pochodzących z natury, to jest on możliwy tylko teoretycznie, lecz nie w praktyce twórczej. Argumentacja przeciwko możliwości wiernego przedstawienia natury prowadzi Mieszkowskiego do określenia celów działalności artystycznej. „Sztuka będzie zawsze idealizować, to znaczy będzie usiłowała wynajdywać znamiona główne zjawisk, łączyć je w harmonijną całość, odtwarzać jakąś myśl, budzić wrażenia estetyczne i wywoływać uczucia” (tamże).

Opublikowana na łamach „Echa” rozprawa o naturalizmie jest ostateczną redakcją drugiej części artykułu ogłoszonego prawie dekadę wcześniej. Wówczas krytyk poprzedził swą ogólną refleksję estetyczną szczegółowymi rozważaniami o „naturalizmie literackim”, który rozumiał jako opozycję wobec romantyzmu: „Jedną z podstaw zasadniczych metody literackiej naturalizmu jest zdanie, że powieść – to nauka, głównym zaś jej celem – mechanizm duszy ludzkiej” (Granice naturalizmu w literaturze i sztuce, „Tygodnik Ilustrowany” 1888, nr 283). Mieszkowski od razu wyjawiał też swoje krytyczne stanowisko w kwestii możliwości realizacji tej scjentystycznej koncepcji, operując przykładami z twórczości Émile’a Zoli, Jeana Richepina czy braci Edmonda i Jules’a de Goncourtów: „Przyczyniły się one [rojenia autorów naturalistycznych] wprawdzie do pogłębienia treści utworów artystycznych i do skomplikowania formy zewnętrznej, ale pod żadnym względem nie zdołały stwierdzić założenia, jakoby powieść mogła zastąpić badania naukowe” (tamże). Innym wyróżnikiem naturalizmu była skłonność pisarzy tego nurtu do przedstawiania ujemnych stron świata i człowieka. Krytyk opowiadał się przeciwko absolutyzowaniu takiej perspektywy, ponieważ prowadzi ona do „uczucia moralnego i estetycznego pognębienia” (tamże).


Sposób pisania. Nie rezygnując ze streszczenia utworu literackiego lub fabuły teatralnej, Mieszkowski na ogół nie wyodrębniał tego elementu recenzji, ale wplatał w wywód. Przydawało to standardowej wypowiedzi krytycznoliterackiej dynamizmu, odsłaniało jej wrażliwy nerw. Czasami ambitna inscenizacja stanowiła pretekst do podjęcia kwestii ogólnokulturowych, statusu odbiorców, ich nieprzystosowania do uczestniczenia w obiegu kultury „wysokiej” itd. Wystąpienie teoretyczne (poświęcone naturalizmowi) Mieszkowski rozpisał na wiele przykładów (i metafor) zastępujących wywód naukowy. Wybór takiej strategii pisarskiej mógł wynikać z potrzeby dotarcia do czytelnika, pokonania własnych ograniczeń lub zbliżenia do modernistycznych koncepcji krytyki.

Dziennikarskie młyny. We wspomnieniach o Mieszkowskim powtarza się przekonanie, że nie dane mu było w pełni rozwinąć talentu literackiego i krytycznego, bo pochłaniała go i eksploatowała bieżąca praca redaktorska. „Wśród wyczerpującej i denerwującej pracy dziennikarskiej [...] marnują się częstokroć wybitne talenty pisarskie. Bo doprawdy potrzeba silnej organizacji umysłowej i fizycznej, aby podołać tej gorączkowej krętaninie, wśród której dziennikarz z zawodu wciąż obracać się musi, tej potrzebie pisania z dnia na dzień, z chwili na chwilę” – taką refleksją rozpoczynał się nekrolog Mieszkowskiego na łamach łódzkiego „Rozwoju” (1900, nr 180). Krótko i dobitnie wyraził się o Mieszkowskim anonimowy „towarzysz pracy” z „Kuriera Codziennego”: temperament i wybitny talent pisarski starły się „w młynie dziennikarskim na drobne pyłki...” („Kurier Codzienny” 1900, nr 216).</document>
<document nplp_id="13692" title="Morawski Franciszek Dzierżykraj" slug="morawski-franciszek-dzierzykraj">Poeta, dramatopisarz, tłumacz, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Wizyty w sąsiedztwie; F.M.; Fr.M.; X.


Informacje biograficzne. Franciszek Dzierżykraj Morawski urodził się 2 IV 1783 w wielkopolskich Pudliszkach jako drugi z czterech synów Wojciecha Morawskiego i Zofii ze Szczanieckich. Odebrał staranne wykształcenie, uczył się w renomowanym ewangelickim gimnazjum w Lesznie, dopełnił edukacji pod okiem guwernera francuskiego, ks. Petera Francisa Bienaimégo, w 1798 r. podjął studia prawnicze we frankfurckiej Viadrinie, gdzie zetknął się z nowszą, głównie niemieckojęzyczną myślą z zakresu estetyki, literatury, historii i filozofii. Wykład z filozofii, prowadzony przez ucznia Immanuela Kanta – Wilhelma Traugotta Kruga, łączył zagadnienia metafizyczne i epistemologiczne z problematyką estetyczną, co niewątpliwie oddziałało na profil teoretyczny przyszłego poety i krytyka.

Po studiach ukończonych w 1802 r. odbywał praktykę sądowniczą we Frankfurcie nad Odrą i w Kaliszu, po czym przez krótki czas wiódł żywot ziemianina w podkaliskim Kotowiecku i Luboni k. Leszna, gdzie po zawierusze powstania listopadowego osiadł na stałe. Wybuch wojny Napoleona z Prusami przywitał z entuzjazmem, po zwycięstwie pod Jeną w 1806 r. zaciągnął się do formowanej w Poznaniu gwardii honorowej Napoleona. Odtąd aż do końca wojny polsko-rosyjskiej 1831 r. odbywał służbę wojskową, przechodząc kolejne stopnie oficerskie – od podporucznika (1806) do generała brygady (1819). Po przekształceniu armii Księstwa Warszawskiego w wojsko polskie Królestwa Kongresowego (1815) pełnienie obowiązków podszefa sztabu głównego i dowódcy brygady piechoty Morawski łączył z intensywną aktywnością literacką – uprawianiem poezji, tłumaczeniami dramatów, pisaniem recenzji i krytyk oraz znaczącym udziałem w życiu kulturalnym Warszawy, Puław i Lublina. Był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk (od 1819 r.), uczestniczył też w krytycznoliterackich działaniach Towarzystwa Iksów (1815–1819).

Jako dowódca brygady piechoty Morawski stacjonował w l. 1819–1826 w Lublinie, potem na krótko w Radomiu, skąd w 1828 r. został znów odkomenderowany do Lublina. To służbowe przypisanie do miejsca Morawski godził z pobytami w podlubelskim majątku Koźmianów – Piotrowicach, a także w Warszawie i przede wszystkim w Puławach. Właśnie tutaj jego talent literacki i otwartość na zbieżne z promowanymi przez księżnę Izabelę Czartoryską trendy kulturowe – osjanicznie zabarwiony historyzm i preromantyczny naturocentryzm – znalazły uznanie i sprawiły, że Morawski stał się jednym z współtwórców sybillińskiego modelu kultywowania pamięci narodowej. Tak ujęta teoretycznie i uwewnętrzniona pamięć była dla Morawskiego bodźcem do postulowania w listach poetyckich ugruntowanej na wspólnym poszanowaniu kulturowego dziedzictwa narodowego zgody między klasycznie i romantycznie piszącymi poetami. W 1820 r. poślubił wychowanicę księżnej Izabeli, Anielę Wierzchowską, owdowiał w 1825 r. Morawski uczestniczył w kampanii napoleońskiej, a później – w powstaniu listopadowym jako dowódca brygady, a od września 1831 r. – minister wojny. Otrzymał kilka wysokich odznaczeń wojskowych, w tym krzyż kawalerski Virtuti Militari i Legię Honorową. Po upadku insurekcji został zesłany do Wołogdy, skąd wrócił w 2. poł. 1833 r. i osiadł w Luboni. Zmarł tamże 12 XII 1861.


Między klasycznością a romantycznością. Poglądy estetycznoliterackie Morawskiego. Przynależność do literackiego środowiska Puław zaowocowała przyswojeniem kultywowanego tu wzorca pamięci historycznej i nie kolidowała z aktywnością w zdominowanym przez reprezentantów klasycyzmu salonie gen. Wincentego Krasińskiego. Nie wynikało to z oportunizmu Morawskiego; w istocie jego preferencje estetyczne były heterogeniczne, sytuowały się w punkcie przecięcia, a właściwie nakładania się klasycznego i romantycznego paradygmatu literatury. Krytyk zdawał sobie z tego sprawę. Trafne samorozpoznanie, ujawniane w korespondencji z Andrzejem Edwardem Koźmianem, uzasadniało jego sądy o literaturze. Jednak w przypadku równoczesnego funkcjonowania w obu środowiskach zasadniczym czynnikiem sprawczym była przyjęta już w pierwszych recenzjach teatralnych z 1816 r. perspektywa historyczna decydująca o ocenie zjawisk literackich. „Nie widzisz rzeczy z dość wysokiego stanowiska” – pisał Morawski do Koźmiana (list b.n.d. z 1829 r., rkps PAU 2034/1), zarzucając mu ahistoryczność kryteriów w ocenie dramatów Williama Shakespeare’a. Ogląd literatury z „wysokiego stanowiska” pozwalał Morawskiemu interpretować współistnienie opozycyjnych względem siebie wzorców jako przejaw dynamiki rozwoju sztuki słowa w konkretnym momencie historycznym. Co warte podkreślenia, nie tylko siebie postrzegał Morawski jako, by tak rzec, płynnie uczestniczącego w jednym i w drugim modelu literatury; krytykując Koźmianowski aprioryzm w sądach o poezji, równocześnie wskazywał na powinowactwo Ziemiaństwa polskiego (powst. 1802–1830) z estetyką romantyzmu: „Śmiało więc oddam mu [Koźmianowi] tę pochwałę, że Ziemiaństwo wiele się przysłuży do wykształcenia romantyzmu. Wiem ja, że wolałby być posądzony o Alkoran i Biblię Lutra niż o romantyzm, ale cóż ja temu winien, że go na każdej znajdują karcie czary, widma, duchy, zabobony, tradycje miejscowe, obyczaje narodowe i najgminniejsze przedmioty. Powie on, że w Wirgiliuszu i Tassie toż samo się znajduje, lecz nie życzyłbym użyć tego dowodu na zgnębienie romantyzmu, bo mogłoby się okazać, że romantyzm ten jest w naturze poezji, ponieważ już wówczas w najklasyczniejszych przebijał się pismach” (List do W. Krasińskiego b.n.d. z 1829 r., rkps PAU 2033). Mickiewicza widział zaś jako kontynuatora klasycystycznych założeń twórczych: „[...] znajduję, że w tych właśnie Sonetach Mickiewicz zwrócił się na drogę klasyczności” (List do A.E. Koźmiana b.n.d. z 1828 r., rkps PAU 2033).

Współistnienie obu wzorców literatury jest zdaniem Morawskiego stanem, w którym obowiązuje prawo postępu, czyli osiągania pozycji dominującej przez wzorzec czasowo późniejszy, nowszy – przy czym wzorzec zajmujący dotychczas pozycję hegemona nie zanika zupełnie, lecz podlega hibernacji, a trwając w kulturze literackiej, może być w określonych okolicznościach pobudzony do aktywności. Najpełniejszy wyraz tym przekonaniom Morawski dał w Klasykach i romantykach polskich (powst. 1825–1828, wyd. 1829), gdzie „chrapiącą klasyczność” pogrążoną w „słodkim śnie” samouwielbienia i jedynowładztwa w dziedzinie poezji budzą gwałtownie „gockie ballady” romantyzmu, co sprawia, „że może z niejednej wypoczętej głowy [klasyka] / Wymuszą kiedyś wreście jaki obraz nowy” (tamże).

Estetyka dramatu. Pierwsze publikowane w dodatku do „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” krytycznoliterackie sądy Morawskiego dotyczą głównie dwu istotnych kwestii: uprawomocnienia innego modelu niż ten klasycystycznie definiowany dzieła dramatycznego oraz traktowania języka wypowiedzi literackiej jako podstawowego probierza jej artystycznej i ideowej wartości. Morawski jako jeden z Iksów dystansował się wobec reprezentowanej przez nich klasycystycznej estetyki dramatu. Posiłkując się inspiracjami estetycznoliterackimi z kręgu Johanna Gottfrieda Herdera i Augusta Wilhelma Schlegla, dowodził racji współistnienia – obok wzorca klasycznego – stworzonego przez twórcę Hamleta paradygmatu dzieła dramatycznego. Liberalizm Morawskiego wobec sytuacji dramatu w ówczesnym teatrze i w literaturze przejawiał się nie tylko w odjęciu dramatowi klasycznemu prawa wyłączności do reprezentowania tej dziedziny, ale również w podważeniu zasadności negatywnej oceny Shakespeare’a przez ortodoksyjnych klasyków. Ich ocena nie jest miarodajna, gdyż – po pierwsze – wynika z celowego pominięcia drugiego po grecko-rzymskim źródła literatury europejskiej – herderowsko pojętej poezji ludów Północy (upomniał się o to dopełnienie w wystawionej w Teatrze Narodowym w 1818 r. scenie lirycznej Sen poety), co skutkuje przyznaniem „monopolium na sztukę poezji” naśladowcom antycznych i XVII-wiecznych francuskich mistrzów oraz odmową uznania za poetów tych, którzy, tak jak Shakespeare, do owych naśladowców genetycznie, z racji północnego rodowodu nie należą. Po drugie – fałszywość takiej oceny wynika z przyjęcia niewłaściwych kryteriów w jej formułowaniu: spojrzenia na dramat szekspirowski przez pryzmat nieprzystających do tego typu dzieła prawideł wywiedzionych z antyczno-francuskiego wzorca dramatu: „Możnaż więc te dwa rodzaje [dramatu], tak różne od siebie, jednymi ścieśnić prawidły i tę samą narzucać im formę [...]?” (Hamlet, dod. „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 63).

Nawiązując do Schleglowskiej koncepcji dramatu szekspirowskiego jako malowidła, panoramicznego obrazu, Morawski akcentuje znaczenie „nieforemności” (resp. nieregularności) tej formy i uznaje ją za cechę dystynktywną dzieł Shakespeare’a. Mimo tego liberalizmu pozostaje jednak wierny rudymentom estetyki klasycyzmu, gdy stwierdza, że owa „nieforemność”, aczkolwiek sama w sobie estetycznie pociągająca, z formalnego punktu widzenia jest jednak „błędem” i, pomijając osiągnięcia geniuszu Shakespeare’a, może przyczynić się do słabości dzieła. Podkreśla także znaczenie „śmiałości” w procesie twórczym, ale – rozumiejąc ją jako nowatorstwo w dziedzinie poezji dramatycznej dzieł „rodzaju romantycznego” – przyzwala na jej zastosowanie tylko poecie genialnemu, pozostałym zaś radzi temperować „śmiałe zapędy” klasycystycznymi prawidłami pod groźbą „obłąkania się” w dziedzinie poezji (tamże).

Recenzje Bolesława Wtórego Antoniego Hoffmanna oraz Bolesława Śmiałego Franciszka Wężyka (dod. „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 102–104) nie mają tak programowego tonu jak recenzja Hamleta, jednak aprobata dla akcentów szekspirowskich w tragediach historycznych polskich autorów (rzecz znamienna, przywołując tragedię Hoffmanna, Morawski nie rozważa przenikającego jej strukturę alfieryzmu) oraz umiejętności ich zharmonizowania z klasycznymi prawidłami budowy dzieła – są kontynuacją wyłożonych wcześniej poglądów.

Kwestia języka dzieła. Ideę języka dzieła poetyckiego nie tylko jako przejawu jego artystycznej wartości, ale również jako kryterium miary tej wartości Morawski odnajdywał w kanonicznych poetykach klasycyzmu. Klasycystycznie pojęta zgodność języka z odzwierciedloną przezeń myślą, troska o harmonię sensów wypowiedzi i komunikatywne ich przekazanie mają w istocie, tak jak to postrzega Morawski, charakter operacyjny: dostosowanie języka do myśli przesądza o wartości utworu. Naruszenie tej zasady Morawski ostro pokazuje w recenzji romansu Ludwika Skomorowskiego, w którym mnożące się „brednie” i „niedorzeczności” wynikają tak z mizernej konceptualizacji fabuły, jak z nieumiejętności operowania językiem jako nosicielem sensu: „Satyra najostrzejsza nie ośmieli się być tak surową jak sam autor [Hrabiego Ostroroga] na siebie, kiedy tłumacząc uczucia czytelnika, na karcie 59 wyraża: »Jakie tu nam WPan piszesz bazgraniny«, a na karcie 215: »Słucham cierpliwie, co bredzi«” („Hrabia Ostroróg albo Okropna tajemnica” – Powieść, „Gazeta Narodowa Codzienna i Obca” 1819, nr 125). Anonimowy obrońca tej powieści próbował odeprzeć zarzuty Morawskiego, tłumacząc, że każde dzieło pisane po polsku, nawet jeśli cechują je wady wynikające z „młodości” i „niedoświadczenia” autora, przyczynia się do rozkrzewienia literatury ojczystej. Sprowokował tym recenzenta do dalszego ciągu krytyki, zogniskowanej tym razem prawie wyłącznie na językowej nieporadności pisarza i jego adwokata (Uwagi nad „Uwagami bezstronnego obrońcy Ostroroga”, tamże, nr 177). Wcześniej, w opublikowanym w 1818 r. Nowym Parnasie, parodystycznie ukazującym aspiracje skupionej wokół „Tygodnika Polskiego i Zagranicznego” Brunona Kicińskiego „sarmackiej młodzi”, piętnował cechujący ją przerost ambicji i słabość warsztatową (wzorem negatywnym był J.I. Przybylski, ironicznie potraktowany jako prekursor i mistrz młodych poetów dobijających sławy) oraz uprawianie niskich form wypowiedzi obliczonych na łatwe pozyskanie czytelnika. Satyrycznie ukazany wyścig rymopisów tygodnikowych, do których Morawski zaliczył także zdolnych autorów: Antoniego Goreckiego czy Pawła Czajkowskiego, okazał się skutecznym działaniem prowadzącym do zamilknięcia kilku poetów.

Stosunek do języka wypowiedzi literackiej Morawski zawdzięczał znajomości poglądów Herdera, który przyjmował m.in. w Rozprawie o pochodzeniu języka (Abhandlung über den Ursprung der Sprache, 1772), że myśl i język są tożsame. Zgodność języka podmiotu wypowiedzi literackiej z jego myślą konkretyzującą się w danej wypowiedzi stanowi o wartości utworu, co pozornie koresponduje z Boileau’wskim kryterium zgodności języka i myśli. Jednak Herderowska tożsamość myśli i jej wyrazu nie ma charakteru operacyjnego; nie jest efektem czynności, lecz jest cechą podmiotu wypowiedzi. Oglądana z tej perspektywy wypowiedź jawi się jako jedyna w swoim rodzaju, raz na zawsze zamknięta, gotowa (a więc teoretycznie niemożliwa do poprawienia) i – jako przedmiot krytyki – podlegająca ocenie nie ze względu na stopień ujawnionej w niej zdolności twórczej, lecz ze względu na podmiotowo uwarunkowaną jakość określającej ją tożsamości języka i myślenia.


Język wypowiedzi literackiej a narodowość piśmiennictwa. Po 1822 r. zagadnienie języka wypowiedzi literackiej staje się dla Morawskiego głównym punktem refleksji. Łączy się ono w tym okresie ściśle z kwestią „narodowości” literatury, uaktualnioną przez coraz gorętszy klimat polityczny lat 20. XIX w. Morawski, postulując odwołanie się do „narodowości” poezji, funkcjonalizuje Herderowską tożsamość języka i myślenia. Powołując się w przypisie 6 do drugiego listu Klasyków i romantyków polskich na Kazimierza Brodzińskiego – promotora „narodowości” w poezji polskiej – i oddając mu należny z tego tytułu hołd („[...] warto przecież posłuchać i rodaka, który trafniej podobno niż wszyscy obcy uczeni stanowić może, jaka poezja właściwszą jest naszym wyobrażeniom, zwyczajom, podaniom i dziejom” – Klasycy i romantycy polscy, 1829) – Morawski niejako okrężną drogą powraca do Herdera i jego koncepcji poezji „narodowej”.

Klasycy i romantycy. Krytykę twórczych założeń i literackich przejawów poezji klasycznej i romantycznej w poezji polskiej lat 20. XIX w. Morawski zawarł w listach poetyckich powstałych w l. 1825–1828 adresowanych do obu zwaśnionych stron i opatrzonych w pierwodruku tytułem Klasycy i romantycy polscy. Morawski skupił w nich uwagę na określeniu cech dystynktywnych „nowoczesnego” klasycyzmu i nowych kierunków poetyckich sygnowanych nazwiskami George’a Gordona Byrona i Adama Mickiewicza oraz na wskazaniu słabszych stron obu wariantów poetyckiego tworzenia. Klasycyzm tego czasu różni się – zdaniem Morawskiego – od klasycyzmu poprzednich epok, ten współczesny cechuje stagnacja, tamten natomiast podlegał wewnętrznemu rozwojowi – od Homera do Voltaire’a; obecny tylko mechanicznie naśladuje doskonałe wzory poezji. Dlatego Morawski nazywa klasycyzm XIX-wieczny, pozbawiony tego immanentnego dynamizmu, „chrapiącą klasycznością”, a jego reprezentantów, skazanych na wyłącznie bierne naśladowanie, na „smutną małpienia potrzebę”, porównuje do wędrowców, którzy „od wieków wyrytą wlokąc się koleją, / [...] wreście w rozjeżdżonej zarznęli już drodze” (tamże). Dostrzegł jednak i docenił – zwłaszcza w kontekście krytyki szkoły romantycznej – wartość wspólnego dla klasyków „nowoczesnych” i dawniejszych dążenia do doskonałości artystycznej. Tożsamość estetycznoliteracka szkoły romantycznej wspiera się na negacji tego dążenia i na zneutralizowaniu (a w przypadku poetów miernych – na zlekceważeniu) zasady klarowności językowego przekazu myśli. To, co w ocenie romantyzmu może skutkować lichą bądź żadną wartością artystyczną, w sferze praktyki literackiej zostaje zrównoważone przez wskazaną już w recenzjach z 1816 r. cechę „romantycznego rodzaju” poezji – śmiałość: „Czemuż, czemuż nie mają jakieś śmielsze wieszcze / Nowy nam poezji Eden odkryć jeszcze / [...] / Bracia! Trzeba śmiałości! Szczęście śmiałym sprzyja” (tamże). Dzięki „śmiałości” poeta tworzy „nowy poezji Eden”, wychodzi poza powszechnie obowiązujące pojmowanie poezji i odkrywa, niczym Kolumb, nowe możliwości realizowania wartości estetycznych.

W dokonaniach klasyków konkretyzacje poetyckie mogą przybrać postać niewolniczego kopiowania schematów językowo-wyobraźniowych dawnej poezji („Śmiać się śmiechem Rzymianów, płakać łzami Greków”, tamże), programowego unikania tematyki współczesnej, a przez to oderwania od spraw aktualnych i od życia („Zawsze żyją z przeszłością, nigdy z swoim wiekiem / I tak patrzą za siebie, a szczególnym losem, / Tego widzieć nie mogą, co mają przed nosem”, tamże) czy wynikającego z politycznie motywowanego instrumentalizowania poezji, by „składać podłe hołdy Augustom, Ludwikom, / Więzy nieszczęsnych ludów uzłacać niegodnie / I zbrodnią poezji wspierać tronu zbrodnie” (tamże). Romantyczna „śmiałość” nobilituje z kolei niechcący całą masę grafomańskich utworów objawiających zarówno niezborność językowo-myślową wypowiedzi, jak i nade wszystko jej niechlujstwo w zakresie poprawności gramatycznej i stylu („Gdzież on [„język naddziadów”] jest, gdzie, powiedzcie niebaczni pisarze, / Któż go pozna w tym gminnym i rozlazłym gwarze, / Wśród te twarde przybysze, wśród te chwasty szpetne”, tamże). Czytelne aluzje do konkretnych zjawisk literackich, wzmianki o nich w przypisach do obu listów czy wreszcie kryptocytaty pozwalają wskazać będące obiektem krytyki utwory i poetów, m.in. Zamek kaniowski (1828) Seweryna Goszczyńskiego, Kurhanek Maryli (1822) i Dziady kowieńsko-wileńskie (1821–1823) Mickiewicza, którego twórczą ponadprzeciętność Morawski jednak widział i którego bronił przed bezpardonowymi atakami Kajetana Koźmiana.

Spór o Mickiewicza w kontekście reinterpretacji Listu do Pizonów. Spór o Mickiewicza na dobre rozgorzał między Morawskim a Koźmianem w 1827 r. po ukazaniu się Sonetów krymskich. Wcześniej autor Ballad i romansów równie mocno interesował obu adwersarzy, jednak w przypadku Morawskiego, ceniącego niepospolitość tego poety na tle pism innych młodych zwolenników romantyzmu (czego sugestywnym wyrazem stała się bajka Kogutek i gąsięta, 1827 – rodzaj krytycznego ucinka na miernych kopistów „piania” Mickiewicza), casus wileńskiego orędownika poezji gminnej i „cieniów myśli” w 1823 r. po opublikowaniu cz. II i IV Dziadów był traktowany raczej instrumentalnie – jako następny mocny dowód prawdziwości eksponowanej już w recenzji Hamleta tezy o genetycznej dwoistości współczesnej literatury i o prawie do istnienia „romantycznego rodzaju” w poezji polskiej: „Z rozkoszą Mickiewicza piękne płody słyszę – / Lecz w swoich chmurnych Dziadach tak mi ciemno pisze, / Iż zda się, że chwytając same cienie myśli, / Cień wieszcza cieniem pióra cienie wierszów kryśli” (Na „Dziadów” Mickiewicza, rkps BJ 9302 II, Franciszka Morawskiego bajki i wiersze. Autograf). W 1827 r. obrona Mickiewicza przed ciosami Koźmiana, niewahającego się prowokacyjnie cenić wyżej uznanego za symbol grafomanii Kajetana Jaksa-Marcinkowskiego, miała już inny charakter. W listach do umiarkowanych zwolenników szkoły klasycznej – Andrzeja Edwarda Koźmiana, Konstantego Świdzińskiego i do Wincentego Krasińskiego – Morawski akcentuje fakt bycia poetą przez Mickiewicza i stara się to wyjaśnić przez odwołanie do Listu do Pizonów (ok. 19 r. p.n.e.). Dzieło to, podstawowe dla założeń estetycznoliterackich klasycyzmu, ma być głównym orężem w tej batalii. Jednak by broń ta okazała się skuteczna, by pozwalała odsłonić istotę wartości poety i jednocześnie usunąć „przesądy klasyków nowoczesnych”, należy dokonać omówienia De arte poetica w wersji wolnej od dodanych do rzymskiego dzieła przez jego XIX-wiecznych interpretatorów obwarowań i drobiazgowych komentarzy. Podjętą w tym czasie w kręgu liberalnych klasyków inicjatywę stworzenia nowego przekładu Listu do Pizonów Morawski gorąco popiera, deklarując swój współudział w jej realizacji: „[...] dla dowiedzenia mu [Kajetanowi Koźmianowi], że uwielbianie Szyllera nie sprzeciwia się dziwieniu Horacemu i że nie chcę tak kłaść jak on [Koźmian] monopolium na literaturę i sztuki, przyrzekłem należeć w części do przekładu wiersza De arte poetica; tym chętniej to nawet czynię, że sam Horacjusz tym wierszem na wiele przesądów klasyków nowoczesnych pomocne niesie lekarstwo. Jest to Biblia druga, z której klasycy Talmud robią, chociaż prawdy jej są tak święte, czyste, jasne i proste” (List do W. Krasińskiego b.n.d. z 1827 r., rkps PAU 2033). Dzięki odczytaniu O sztuce poetyckiej, pozbawionemu naleciałości deformujących sens twierdzeń rzymskiego klasyka, wytłumaczony, można rzec, klasycznie Mickiewicz mimo popełnionych wcale licznych „niedorzeczności” (tak jak popełniający przecież „błędy” geniusz Shakespeare’a przywołany w recenzji z 1816 r.) ma swoje miejsce w rzędzie poetów.

Jednak już w 1829 r., po publikacji Konrada Wallenroda (1829), Morawski zmienia swoje nastawienie do rzymskiego prawodawcy klasycyzmu. Pod wpływem wielokrotnej lektury Powieści z dziejów litewskich i pruskich, w klimacie gorących dyskusji o powinnościach literatury w życiu narodu i w aurze coraz wyraźniej radykalizującego się napięcia między młodzieżą prącą do zbrojnej insurekcji a starszym pokoleniem szukającym rozsądnych kompromisów z zaborcą Morawski zaczyna postrzegać Horacego nie jako twórcę i mistrza prawideł poezji, ale jako poetę – wyraziciela prawdy życia. W podjętej w 1830 r. i kontynuowanej – po powrocie z zesłania w 1833 r. – krytyce autora Konrada Wallenroda Horacy traktowany jest – podobnie jak wcześniej Shakespeare, a w dobie przedpowstaniowej Byron i właśnie Mickiewicz – jako „filozof ”, znawca natury człowieka. Nie jest to zatem Horacy pomnikowy, lecz poeta-człowiek, który w konfrontacji z Mickiewiczem przegrywa jednak jako „filozof ”: „Teraz go [Mickiewicza] dopiero oceniłem. Tak wdzięcznego, czułego, wzniosłego i głębokiego poety nie tak prędko świat się doczeka. Jest to bezzawodnie największy poeta-filozof z wszystkich wieków. Czytałem go zaraz po filozoficznym także Horacjuszu i to immediate zaraz po nim. Uwielbiam i tego, lecz przez przyjaźń dla ciebie nie będę czynił ich porównania. Obaj poeci, obaj filozofowie, lecz jaka różnica jednego od drugiego!” (List do K. Koźmiana b.n.d. z 1829 r., rkps PAU 2034/1), gdyż Horacy nie dociera tak głęboko do prawdy życia, jak czyni to twórca poematu o Wallenrodzie: „Niechże mi teraz Flaccus przychodzi z swoim aequam mentem. Łatwo się tak prawi przy massyku, wpośród róż Tyburu, ale zajrzawszy w rzeczywistość życia, w głębię serc, w źrzódła tylu boleści, nie tak się do człowieka przemawia. Nie mówi mu się zapewne – becz! Ale też nie rzuca się tak srogiego lodu w sam ogień uczucia. Ten człowiek nigdy nie musiał łzy widzieć. Kiedy dernął z placu bitwy, gdzież było owe aequam mentem?” (List do A.E. Koźmiana z marca/ kwietnia 1834 r., rkps PAU 2034/1). Ta śmiała, budząca zrozumiały sprzeciw Koźmiana pochwala Mickiewicza, która szybko przeobraziła się w krytykę Horacego, zamyka pierwszą, najpłodniejszą fazę wypowiedzi krytycznoliterackich Morawskiego.

Krytyka literacka w późnej epistolografii. Od 1833 r. refleksja krytyczna Morawskiego staje się wyłącznie domeną prywatnej wymiany myśli, głównie z Koźmianami – Kajetanem, Andrzejem Edwardem, Stanisławem Egbertem. W lubońskim zaciszu śledzi i komentuje w listach do przyjaciół bieżące życie literackie: obserwuje postępy romantyzmu osiągającego w poezji Cypriana Norwida swój „ostatni szczyt” myślowo-językowej aberracji, odnotowuje fakty związane z życiem i twórczością znanych literatów – uwikłanie Mickiewicza w działalność Koła Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego, śmierć Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, ukończenie przez Romana Zmorskiego prac nad przekładem Sagi Frithjofa szwedzkiego biskupa i poety, Esaiasa Tegnéra, którego postać i dzieło przykują jego uwagę na dłużej (sam podejmie się częściowego tłumaczenia „sławnego poematu szwedzkiego”). Czyta najnowsze i wzbudzające kontrowersje publikacje: Mickiewicza odsłonionego i towiańszczyznę Władysława Gołembiowskiego, Literaturę słowiańską Mickiewicza, „dwa poemata” Norwida – List i Vendôme, potem Promethidiona, zastanawia się nad artystycznym i ideowym fenomenem 19-letniej improwizatorki Deotymy. W powstałych w tym czasie wypowiedziach istotny walor krytyczny mają celne diagnozy interesujących Morawskiego zjawisk: rosnącego znaczenia literackiej „narodowości” i „czasowości” poezji (list do K. Koźmiana z 5 II 1847) oraz fenomenu polskiej Korynny – Jadwigi Łuszczewskiej – i improwizacji jako formy wypowiedzi genialnego poety (list do S.E. Koźmiana z 23 II 1853). Pierwsza z przywołanych wypowiedzi jest polemiką z romantycznym dążeniem do postrzegania poezji jako przejawu historycznie rozumianej teraźniejszości („czasowość” to dla Morawskiego synonim teraźniejszości), będącej jednocześnie wyrazem aktualnego stanu „ducha narodu”, czyli obyczajowości, mentalności, tendencji ideowych, politycznych i społecznych, cechujących w „teraźniejszej chwili” ogół Polaków. Morawski kategorycznie odrzuca takie pojmowanie obu kategorii i akcentuje, podobnie jak przed laty w liście poetyckim do romantyków, konieczność ścisłej relacji poezji z aktualnie toczącym się życiem, polegającej jednak na selektywnym, nie zaś całościowym wyrażaniu jego przejawów. Selekcja ta winna przebiegać wedle intuicyjnie stosowanego przez poetę kryterium „narodowości”, tj. wedle uznania, że tylko konstytutywne, ponadczasowe składniki duchowej tożsamości narodu winny być podstawą wyrażanej przez poetę „czasowości”. To sięgające myśli Herdera, a zaadaptowane do warunków i stanu kultury polskiej początków XIX w. przez Brodzińskiego definiowanie wyróżnika tożsamości kulturowej ludów słowiańskich, nieco już anachroniczne w końcu lat 40. XIX w., potwierdza wierność Morawskiego przyjętym przed z górą trzema dekadami pryncypiom.

W adresowanym do Stanisława Egberta Koźmiana wywodzie, wysoko oceniając talent improwizatorski młodej Łuszczewskiej, Morawski zwraca z kolei uwagę przede wszystkim na „myśl”, „jasność” i „poprawność” języka – prymarne wyznaczniki artystycznej wartości wypowiedzi poetyckiej, którymi posługiwał się od początków swojej recenzenckiej działalności; klasycznie i zarazem Herderowsko pojęta spójnia języka i myśli stanowi dla Morawskiego jedyną podstawę sądów wartościujących o wypowiedzi poetyckiej.


Rozbiór jako forma wypowiedzi krytycznej. Przyjętej w pierwszych wypowiedziach recenzenckich metodzie krytycznego oglądu dzieła Morawski pozostał wierny do końca życia. Wyniesiona ze „szkół i akademii niemieckich”, z uniwersyteckich prelekcji Kruga i z lektury wykładów Schlegla, ale też równolegle mająca proweniencję „klasyczną” – tj. wynikająca z oświeceniowego paradygmatu poznania analitycznego – polegała na „rozbiorze” dzieła, na oglądzie tworzących je elementów językowo-stylistycznych i wyobraźniowo-pojęciowych, przy czym punktem dojścia była „klasycznie” wybrzmiewająca sfera znaczeń. „Klasycznie” stanowiło tu synonim przysłówka „jednoznacznie”; wieloznaczność czy raczej nawet nieostrość semantyczną w zakresie komunikowanych przez dzieło sensów Morawski traktował zawsze jako przejaw „ciemnego” pisania – począwszy od zarzutów adresowanych do Skomorowskiego i autora Dziadów kowieńsko-wileńskich, a skończywszy na odrzuceniu Promethidiona: „Ciemnych pism jak zmąconej wody nienawidzę, / Co stąd zda się głęboką, że jej dna nie widzę” (Ciemny styl, rkps BJ 9302 II, Franciszka Morawskiego bajki i wiersze. Autograf). Metoda „rozbioru” u Morawskiego daleka jest od Herderowskiej metody historycznej; skupienie uwagi na elementach budowy formalnej dzieła, określanie ich wzajemnych relacji i związania w jedną całość, a w konsekwencji wskazanie celu tak związanego układu, czyli idei, którą ma wyrażać, przypomina najbardziej ujawnioną w Dramaturgii hamburskiej metodę Lessinga (przedmiotem pierwszych krytyk Morawskiego było wszak dzieło dramatyczne). „Rozbioru” jako metody postępowania krytycznego ukierunkowanej na wykład sensów dzieła Morawski oczekiwał nie tylko ze strony bliskich mu pokoleniowo i formacyjnie opiniodawców; domagał się jej stosowania – jako jedynie zasadnej w formułowaniu sądów wartościujących o dziele – przez reprezentantów romantyzmu: „Jeden Mo[chna]cki i drugi Mic[kiewicz] umieją rozbierać jak należy. Tamten Wallenroda, a ten Nie-Boską komedię rozebrał i ocenił dokładnie” (List do A.E. Koźmiana z 30 I 1848, rkps PAU 2034/2), a nieumiejętność posługiwania się nią uznawał za istotny mankament krytyki romantycznej: „Czytałem dziś rozbiór nowego poematu Słowackiego, wymierzonego przeciw Mic[kiewiczowi]. Lecz jeżeli tyle się dowiem z poematu, co z jego rozbioru, to muszę się zrezygnować na zupełną ignorancją rzeczy. Mają słuszność, że rozbiory dawnej klasyczności nadto i wyłącznie prawie drobiazgami się zajmowały, ale podług mnie przynajmniej treść była rozłożoną, wyjaśnioną dobrze. Teraz sam diabeł nie zrozumie, o czym mówią” (tamże).


Podsumowanie. Krytyka literacka, mimo że uprawiana na obrzeżu własnej twórczości poetyckiej i prozatorskiej, stanowiła trwały element działalności Morawskiego. Prowadzona półoficjalnie, bez deklaratywnego – w odniesieniu do uznanych autorytetów w dziedzinie wyrokowania o literaturze – manifestowania swojego stanowiska i bez przywiązywania wagi do upublicznienia formułowanych ocen w druku, obejmowała szeroki i czasowo rozciągający się na ponad 40 lat obszar zjawisk polskiego życia literackiego. Częste i literacko owocne kontakty ze środowiskiem księżnej Izabeli Czartoryskiej i Marii Wirtemberskiej, przynależność do Towarzystwa Iksów i udział w aranżowanych przez Wincentego Krasińskiego salonowych spotkaniach zwolenników klasycznej szkoły poezji z wielbicielami Byrona łączyły się w przypadku Morawskiego z wyraźnym preferowaniem dyskusyjnych form wyrażania własnych opinii – form zapewniających z jednej strony ujawnienie natychmiastowej reakcji na przedmiot dyskusji (wypowiedź krytyka jest głosem w dyskusji, z założenia równorzędnym z innymi głosami), z drugiej natomiast pozwalających na uniknięcie bądź przytłumienie imperatywnego tonu wypełniającej je refleksji. Stąd bierze się skłonność do wyrażania sądów w prywatnych listach do przyjaciół, w niepublikowanych, satyrycznie nacechowanych wierszach – czasem tylko odręcznie kopiowanych, czytanych i kolportowanych w niewielkim gronie znawców poezji – w rozprawkach pisanych do szuflady i poddawanych pod rozwagę tylko wybranemu partnerowi literackiej dyskusji, najczęściej Andrzejowi Edwardowi Koźmianowi (takich jak ogłoszona drukiem w 1938 r. przez J. Birkenmajera odpowiedź Morawskiego na krytykę jego poematu Dworzec mojego dziadka, wyd. 1851, zamieszczoną w „Przeglądzie Poznańskim” przez S.E. Koźmiana), będących zazwyczaj utrwaleniem na piśmie spostrzeżeń i uwag rodzących się w trakcie lektury danego utworu. Decyzję o publikacji drukiem swoich krytyk Morawski podejmował tylko w początkowym okresie (1816–1829), i to jest, wolno domniemywać, główna przyczyna tego, że w pamięci potomnych Morawski-krytyk zapisał się jako twórca znaczących wprawdzie, ale tylko pojedynczych epizodów w rozwoju krytyki literackiej XIX w.</document>
<document nplp_id="13694" title="Narzymski Józef" slug="narzymski-jozef">Literat, krytyk teatralny, tłumacz, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: A.K.; A.Z.; J.N.; Józef N.; Sikora; Z.


Informacje biograficzne. Urodził się 8 II 1839 w Radzikach Małych (pow. lipnowski) w rodzinie szlacheckiej. Jego rodzice, Jan i przedwcześnie zmarła Katarzyna z Grąbczewskich, zamieszkiwali w Bogatem – tam dorastał Narzymski. W l. 1852–1857 uczył się w gimnazjum w Płocku. Po jego ukończeniu jako właściciel ziemski spędzał czas, gospodarując otrzymanym od ojca majątkiem. Po śmierci Jana w 1859 r. wyjechał do Warszawy i utrzymywał kontakt z tamtejszym środowiskiem literackim, m.in. z twórcami związanymi z cyganerią warszawską (W. Wolski, R. Zmorski, A. Niewiarowski); był mu również bliski krąg przedburzowców. Zaangażował się w działalność konspiracyjną – był członkiem Komitetu Godlewskiego, potem dołączył do grupy związanej z Ignacym Chmieleńskim. Został ranny w czasie manifestacji warszawskich w 1861 r. Z tego też roku pochodzą najwcześniejsze zna- ne drukowane utwory literackie pisarza. Przypuszczalnie w roku następnym ponownie wy- jechał do Paryża (po raz pierwszy udał się tam w 1860 r.) i do Włoch – w celu nawiązania kontaktów z europejskimi rewolucjonistami (m.in. z G. Garibaldim). W 1862 r. dołączył do Komitetu Centralnego czerwonych. Brał udział w przygotowaniach do powstania styczniowego. Krótko przed jego wybuchem zawarł małżeństwo z Aleksandrą Krajewską. Aresztowano go 19 III 1863, niedługo po tym, jak wystąpiły u niego objawy zaawansowanej gruźlicy. Po wydostaniu się z więzienia urządził w swym warszawskim mieszkaniu miejsce spotkań dla lewicowej opozycji. Brał udział w zamachu stanu w maju 1863 r., podjął współpracę z rządem Karola Majewskiego, a kilka miesięcy później został członkiem rządu Chmieleńskiego. W 1864 r. przebywał już na emigracji – mieszkał w Paryżu, Dreźnie i Prusach, by w 1868 r. osiąść w Krakowie. Lata popowstaniowe upłynęły mu na intensywnej pracy twórczej. Nie- chętny środowiskom konserwatywnym, zbliżył się do redakcji „Kaliny” i „Kraju”, utrzymywał również kontakty z demokratami poznańskimi, publikował w czasopismach wielkopolskich, m.in. w „Tygodniku Wielkopolskim” oraz w „Sobótce”. Trzydziestotrzyletni pisarz zmarł 4/5 VII 1872 w Jaworzu na Śląsku po powrocie z podróży do Włoch. Został pochowa- ny na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Wokół dramatu i teatru. Narzymski, uznawany początkowo za sprawą Piotra Chmielowskiego głównie za twórcę komedii społecznej, nie tylko zajmował się twórczością literacką (zarówno dramatyczną, jak i poetycką oraz prozatorską), lecz był także autorem docenionych z czasem tekstów teoretycznych i historycznych – studiów i rozpraw poświęconych teatrowi i krytyce teatralnej. W l. 1869–1871 „Dziennik Poznański” publikował ponadto cykl jego felietonów O tym i o owym dotyczących częściowo zagadnień teatralnych; jak zauważył Tadeusz Budrewicz, krytyk poruszał je przede wszystkim w publikacjach ogłaszanych w dzienniku w 1869 r. W artykułach nadsyłanych zwykle co kilkanaście dni z Krakowa pisał też o współczesnych zjawiskach literackich. Już w 1869 r. zauważył wzrost popularności poezji wśród twórców galicyjskich (spośród których pozycję wyjątkową przyznawał A. Asnykowi) kontrastujący z zastojem w dziedzinie dramatu. Jako że w teatrze widział największy potencjał, jeśli chodzi o możliwość kształtowania świadomości odbiorców, poszukiwał przyczyn wspomnianego niedostatku i wiązał go z polityką repertuarową, zniechęcającą rodzimych twórców do pracy nad nowymi sztukami. Dramat nie mógł istnieć poza sceną, był też w mniemaniu krytyka najważniejszym składnikiem przedstawienia teatralnego, o czym pisał m.in. w 1871 r. w artykule Słówko o teatrze, znaczeniu tegoż i o moralności scenicznej. Położenie polskich dramatopisarzy w porównaniu do twórców powieści czy nawet poetów oceniał zaś jako trudne zarówno pod kątem finansowym, jak i pod względem możliwości docierania do publiczności – czy to w formie inscenizacji, którą często utrudniały plany repertuarowe (a czasem względy cenzuralne), czy w postaci publikacji na łamach czasopism („Dziennik Poznański” 1869, nr 51). Promował rodzimą twórczość – domagał się oryginalnej literatury polskiej w teatrze, sprzeciwiał się publikowaniu przekładów na łamach czasopism („Dziennik Poznański” 1871, nr 25).

Krytyk zaangażowany. „Wszystko, co zdolniejsze, rwie się do powieści, bo ta i chleba kawałek, i sławy trochę dać może” – pisał Narzymski („Dziennik Poznański” 1869, nr 258). Sytuacja socjalno-bytowa literatów stanowiła przedmiot jego uwagi, o czym świadczy np. proponowanie w felietonach rozwiązań wspierających autorów, takich jak tworzenie komitetów doradczych powoływanych do oceny sztuk nadsyłanych do teatrów albo zwiększenie uposażeń autorskich czy wreszcie unormowanie kwestii tantiem. Żywe zainteresowanie pisarza położeniem drugiego człowieka i zdolność do aktywnej, praktycznej pomocy potwierdza też historia jego znajomości z Władysławem Szancerem (Ordonem). Młody Narzymski poznał go, gdy ten jeszcze jako dziecko pracował w płockiej restauracji. Doceniwszy niebanalną osobowość chłopca, pomógł mu w znalezieniu opieki i zdobyciu wykształcenia. Recenzował zbiorek młodego utalentowanego poety („Dziennik Poznański” 1870, nr 24), przychylnie wyrażając się o formie wierszy i zręczności poetyckiej autora, nie pomijając wad zbioru, takich jak brak oryginalności czy niewielka ranga ideowa (przy innej znów okazji, kilka miesięcy później, nie szczędził mu uszczypliwości z powodu pewnej porażki). Doniosłość problematyki i przesłanie moralne były bowiem dla Narzymskiego podstawowymi kryteriami oceny dzieła. Krytyk nb. wypracował oryginalne pojęcie moralności scenicznej rozumianej politycznie, niezwiązanej ze sferą tradycyjnie rozumianej obyczajowości, a połączonej z interesem narodowym.

Literatura a wspólnota. Jak podkreślił Tomasz Sobieraj w kontekście działalności Narzymskiego jako krytyka teatralnego, program estetyczny pisarza można „uznać za przykład realizmu tendencyjnego o wydźwięku politycznym”: oświeceniowo-pozytywistyczne zasady utylitaryzmu i dydaktyzmu sztuki wzbogacił o komponent patriotyczny o romantycznej proweniencji. Preferował dzieła wzmacniające świadomość narodową i poruszające trudne zagadnienia, które trapiły współczesne społeczeństwo, odradzał zaś sięganie do lekkiej tematyki twórcom zmuszonym do działania w sytuacji niewoli (był np. zdecydowanym przeciwnikiem fars, w poezji zaś nie cenił wysoko tematyki erotycznej). „Poeta nie jest niczym innym jak harfą polską, brzmiącą wszystkimi bólami, tęsknotami i nadziejami narodu... Śpiewak, który by wobec strasznych katuszy Polski rzeźbił spokojnie choćby homerowskie epopeje, nie byłby prawdziwym poetą. Naturalnie, że nie idzie tu o deklamacje na nutę patriotyczną, nie o puste frazesa, ale o ducha pieśni” – twierdził (tamże, nr 71). Zgodnie z ideałem „sztuki dobrze zrobionej” warstwa ideowa dzieła miała być połączona z zajmującą intrygą. Wykreowane postaci powinny reprezentować typy społeczne i posługiwać się adekwatnym, naturalnym językiem, nawet jeśli był on dosadny. Z uwagi na społeczno-polityczne znaczenie dzieła Narzymski z uznaniem pisał o reportażowej Czarnej księdze 1863–1868 Ferdynanda Władysława Czaplickiego (1869), analizując ją w kontekście literatury pamiętnikarskiej poświęconej zesłaniom na Sybir. Dostrzegał literackie walory utworu, widząc nawet w jego fragmentach podobieństwo do tragedii szekspirowskiej, nie koncentrował się jednak na artystycznej stronie dzieła, podkreślając raczej jego dokumentalny charakter („Dziennik Poznański” 1869, nr 40). Wzorem twórcy był dla niego Apollo Korzeniowski, którego cenił za obywatelską postawę i poświęcenie.

Odpowiedzialność i wolność. Felieton był dla Narzymskiego formą pozwalającą wprawdzie na swobodę wypowiedzi, ale wymagającą poczucia obowiązku – „gdzież hulać, jeżeli nie w odcinku” – pisał żartobliwie, dodając: „Czarna linia znaczy, że na niej kończy się odpowiedzialność redakcji, a zaczyna odpowiedzialność jednostek” (tamże, nr 16). Przykładem jego dążenia do obiektywizmu była rzetelność, z jaką traktował przeciwników ideowych, np. Józefa Szujskiego. Uznał go obok Wincentego Pola za jednego z najlepiej władających polszczyzną żyjących pisarzy. Sam w korespondencjach pozwalał sobie na potoczny język, dowcipny ton (czasem o cechach czarnego humoru) i autoironię. Efekt humorystyczny osiągał, spoufalając się z odbiorczyniami, stosując zdrobnienia – często zwracał się właśnie bezpośrednio do kobiet („czytelniczki moje”); niekiedy podobny rodzaj bliskiej relacji z publicznością czytającą próbował tworzyć, adresując utrzymaną w przyjacielskim tonie wypowiedź bezpośrednio do twórcy, o którym pisał. Dążył zatem zarówno do oddziaływania na czytelników, jak i do wpływania na autorów. Za swoje zadania jako krytyka uznawał przede wszystkim współkształtowanie polityki repertuarowej teatrów (O repertuarze teatralnym, „Tygodnik Wielkopolski” 1871, nr 42), a poza tym wskazywanie twórcom kierunków rozwoju, sugerowanie lepszych rozwiązań albo wskazywanie popełnionych błędów zgodnie z przekonaniem, że warte zainteresowania utwory – takie jak np. Dwaj Radziwiłłowie Adama Bełcikowskiego – zasługują na rzetelną ocenę („Dziennik Poznański” 1869, nr 62). Wreszcie celem krytyka było oddziaływanie na świadomość narodową rodaków.</document>
<document nplp_id="13696" title="Niemirowski Adam Aleksander" slug="niemirowski-adam-aleksander">Prawnik, publicysta.

Informacje biograficzne. Adam Aleksander Niemirowski urodził się 4 VI 1841 w Płocku. Jego matką była Elżbieta z Karszowieckich, córka miejscowego artysty malarza, ojciec zaś, również Adam, był nauczycielem geometrii i bibliofilem, kolekcjonerem książek z dziedzi­ny prawa, matematyki, literatury i historii. Po ukończeniu gimnazjum w Płocku Niemirowski studiował prawo na uniwersytecie w Petersburgu, a następnie na Wydziale Prawa Szkoły Głównej Warszawskiej. Po studiach pracował jako asesor warszawskiego Sądu Policji Po­prawczej, a potem, od 1873 r., był podpisarzem Sądu Apelacyjnego. Z powodu rusyfikacji or­ganów prawnych w Królestwie Polskim nie ziściły się marzenia młodego prawnika o karie­rze notariusza lub adwokata. Pracował natomiast naukowo, w czym pomagała mu znajomość języków obcych. Od 1876 r. Niemirowski zaangażował się w działalność dziennikarską i pu­blicystyczną. Współpracował z rozmaitymi czasopismami, przede wszystkim z „Kłosami” i „Kurierem Warszawskim”, ale też z „Nowymi Modami Paryskimi”, „Gazetą Polską”, „Tygo­dnikiem Ilustrowanym”, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Echem”, „Wiekiem”, petersburskim „Krajem” i lokalnymi periodykami ziemi płockiej i lubelskiej. W 1889 r. ożenił się z Francisz­ką Mielęcką i wraz z żoną zamieszkał w Ćwiersku k. Raciąża. Kolekcjonował, podobnie jak ojciec, książki, medale, ryciny i zegary. Zaangażował się w ruch na rzecz wprowadzenia języ­ka polskiego do administracji gminnej, za co przesiedział w 1905 r. kilka miesięcy w areszcie. W czasie I wojny światowej majątek w Ćwiersku spłonął, a Niemirowski przeniósł się do Płocka. Tam po chorobie nowotworowej zmarł 31 X 1921.

Prace naukowe. Publikacje Niemirowskiego z zakresu nauk prawnych, zwłaszcza historii notariatu, przedstawiają do dziś dużą wartość. Rozpoczął od wydania pracy magisterskiej Pogląd dziejowy i zasadniczy na stanowisko obrońcy (1869), następnie ogłaszał artykuły po­święcone notariatowi (również angielskiemu, w l. 1874–1875 zdobywał wiedzę w Anglii) na łamach najważniejszego pisma prawniczego w Królestwie – „Gazety Sądowej Warszawskiej”, a także lwowskiego „Prawnika”. Wkrótce napisał następne dzieła: O aktach urzędowych z pod­pisem prywatnym (1873), O odpowiedzialności rejentów (1873) i wreszcie Wykład notaria­tu dziejowy i porównawczy. Część szczegółową (1876) – pierwszą polską monografię porów­nawczą dotyczącą notariatu. Autor kontynuował badania z tego zakresu w pracach Przegląd ustaw notarialnych obowiązujących obecnie w Europie (1880) oraz Bibliografia powszech­na notariatu (1884) – stanowiącą do dziś najważniejszy polski wykaz literatury światowej na temat tej instytucji. Nadto przetłumaczył na język polski pracę Szkic dziejowy notariatu od czasów najdawniejszych aż do dni naszych (1884) Chorwata Vladimira Pappafavy.

Działalność publicystyczna i dziennikarska. Niemirowski podejmował bardzo różne te­maty (w tym ciekawostki historyczne i społeczne), recenzował z nerwem polemicznym dzie­ła naukowe, pisał biogramy zasłużonych prawników. Tworzył humoreski (np. Kury w lite­raturze, „Kurier Warszawski” 1883, nr 238b), przesyłał korespondencje, ogłaszał felietony dotyczące ogólnych kwestii społecznych, artykuły z dziedziny prawa, ekonomii, pedagogi­ki, polityki, historii, drukował sprawozdania na podstawie źródeł zagranicznych. Stworzył też bibliografię własnych artykułów (Moje prace dziennikarskie), którą umieścił jako do­datek do pracy Notariat hiszpański. Fragment z dziejów prawodawstwa tego kraju (1887). Obejmuje ona również wypowiedzi krytycznoliterackie.

Życiorysy. Bibliografię swych prac Niemirowski podzielił tematycznie. Najobszerniej­szy dział stanowią życiorysy, w których autor się specjalizował, poświęcając je zasłużonym prawnikom, historykom, politykom, duchownym, malarzom, muzykom, a także literatom. Zadaniem, jakie stawiał przed sobą, było przekazanie czytelnikom podstawowych wiado­mości o zapomnianym literacie, nie zaś krytycznoliteracka ocena jego dorobku. Jeśli w bio­gramie znajdziemy ślady wartościowania, będzie to nie sąd wyrażony przez Niemirowskie- go, lecz opinia przytaczana za tymi, którzy znali opisywaną postać. Nie stanowi to jednak reguły. Wspominając Gustawa Zielińskiego, Niemirowski ocenia jego powieść poetycką Kirgiz (1842), zwracając uwagę na domniemaną wierność obrazu i walory poetyki dzieła: „[…] prawda psychologiczna nigdzie w utworze Zielińskiego nie doznaje obrazy. […] praw­da plastyczna wydaje nam się równie dosadną jak wewnętrzna. Poetyczność pomysłu, artystyczność malowania obrazów, żywość słowa są rękojmią żywota poematu” („Kurier War­szawski” 1881, nr 267). Zasadniczo w publikacjach znawcy notariatu obserwujemy mimo wszystko ograniczenie pierwiastków krytycznoliterackich na rzecz wątków biograficznych, co wynika przede wszystkim z charakteru życiorysów pisanych przez Niemirowskiego, które często są nekrologami. Z tego względu znamienne jest w nich przesunięcie akcentów z dzie­ła na osobę twórcy, np. w wypowiedzi dotyczącej Antoniego Edwarda Odyńca: „Była to wy­jątkowa w naszej epoce organizacja ducha, którego pogody nie zdołały nigdy zamącić naj­dotkliwsze troski i udręczenia. Można by prawie powiedzieć, że duch ten krzepił się w miarę cierpień – a im więcej do kielicha doświadczeń płynęło goryczy, tym charakter poety sta­wał się słodszym, tym bardziej wzmacniał się i dojrzewał jego talent” („Gazeta Polska” 1885, nr 12). W życiorysach powtarza się też figura człowieka znoszącego nieszczęścia z poko­rą mającą swe źródło w religijności. O Marii Wirtemberskiej Niemirowski napisał: „Wyso­ka ta chrześcijańska dusza, po dniach znikomego wesela, umiała się pogodzić z ubóstwem i znosić je bez szemrania. Ta pokora i szlachetne poddanie się woli Opatrzności, widoczne w listach, jest najpiękniejszym świadectwem dla jej pamięci, a dla czytelników doskonałym pod względem etycznym przykładem” („Kurier Warszawski” 1886, nr 96b). Z uznaniem wy­powiadał się też o Ludwiku Sztyrmerze, który „pod szatą gorzkiej ironii, a nawet wstrętu do świata i ludzi, […] wyłuszczył zdrowe i uczciwe zasady społeczeństwa naszego, wołając o po­moc. […] Niedobrane pary, małżeństwa z interesu i próżność ludzka w celach wariatów zna­lazły swój refleks; szkice te pod piórem autora tchną całą świeżością obserwacji, a co ważniej­sza, wniknięciem w naturę ludzką” („Gazeta Polska” 1886, nr 137).

Zdarzało się i tak, że Niemirowski dokonywał zwięzłej charakterystyki dorobku literac­kiego swego bohatera, kładąc nacisk na wartość utylitarną jego dzieł, tak było w przypadku spuścizny Eugeniusza Żmijewskiego („Kłosy” 1885, nr 1037) i utworów Jana Kantego Gregorowicza („Kurier Warszawski” 1885, nr 168b).

O Kraszewskim. W przedmowie do powieści zmarłej w 1847 r. siostry, Heleny Niemirowskiej (Oda. Powieść osnuta na tle dziejowym, 1878), publicysta przywołał postać Józefa Igna­cego Kraszewskiego, „który pierwszy urzeczywistnił myśl opowiedzenia naszej przeszłości w ten sposób”. Dzieło autora Starej baśni jest dla Niemirowskiego godne podziwu, tym bar­dziej że pisarz historyczny musi mierzyć się z niedostatkiem źródeł naukowych: „[…] po­dziwiać należy jego umysł intuicyjny, wyobraźnią twórczą, która zdawałoby się wśród ciem­ności, że wszystko widzi przed sobą… bez tego daru niepodobnym byłoby zapuszczanie się w głęboką przeszłość, do jakiej na podstawie szerszej badania źródłowego nikt nie utorował drogi” (tamże).

Taką opinię o pisarzu i jego wyobraźni artystycznej Niemirowski powtórzy w recenzji rozprawy Ernesta Świeżawskiego Pięć ustępów z cyklu powieści historycznych J.I. Kraszewskie­go („Wiek” 1879, nr 136). Omówienie tego dzieła ujawnia pośrednio poglądy Niemirowskie- go na kwestię powieści historycznej i oczekiwań wobec literatury: „Krytyk [Świeżawski] roz­patruje prace Kraszewskiego z podwójnego stanowiska: jako utwory beletrystyczne oraz jako elementarze do nauki dziejowej, dla szerszego przeznaczone koła czytelników. Ten ostat­ni wzgląd, zaledwie w części usprawiedliwiony, prowadzi pana Świeżawskiego do pewnych przesadzonych wymagań pod względem ścisłości, która w powieści przed celem estetycz­nym nieraz ustąpić musiała. Zarzuty w pomienionym względzie z pedantyzmem czasami graniczą, krytyk bowiem autora poprawia w datach (gdy chodzi nawet o najmniejsze różni­ce), nazwiskach (niekiedy co do jednej litery) oraz innych okolicznościach, które by zasłu­giwały zaledwie na uwagę w poważnym wykładzie historycznym” (tamże). Wyobraźnia lite­racka – stwierdza Niemirowski – jest niezbędna, by móc uznać utwór za powieść. W zwięzłej formie powtórzył pogląd na strategie oceny dzieł naukowych i w wypowiedzi metakrytycznej Parafrazy („Echo” 1881, nr 156): „W pracach naukowych żądaną jest ścisłość od ich twórcy, który obowiązany jest liczyć się niemal z każdym wyrazem. W płodach wyobraźni, gdzie pole natchnienia daleko jest szersze, inne są wymagania. Głęboka myśl, szlachetna dążność i wykwintna forma stanowią warunki wartości pracy. Oceniać ją matematycznie, z cyrklem w ręku jak papier rysunkowy, prowadzi do śmieszności. A jednak w ostatnich czasach nawet bezpretensjonalne artykuliki dziennikarskie ofiarą padają tego rodzaju krytyki”.

Najobszerniejszą wypowiedzią Niemirowskiego na temat autora Ulany jest recenzja Książki jubileuszowej dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J.I. Kraszew­skiego („Echo” 1880, nr 12). Podobnie jak w przypadku artykułu o pracy Świeżawskiego także tutaj Niemirowski ujawnia swe poglądy niejako przy okazji komentarzy na temat jubileuszo­wej publikacji; jest więc raczej wnikliwym recenzentem rozprawy niż krytykiem. Często – ze względu na gatunek wypowiedzi i ograniczenia objętościowe – autor poprzestaje na stwier­dzeniach ogólnych: „[…] duch jego [Kraszewskiego] nie oddzielał się nigdy od społeczeń­stwa, natchnienie do wszelkiej produkcji czerpał w otoczeniu, w potrzebach ogółu szukał najsilniejszej pobudki do pracy”. Gdy Henryk Struve stwierdzał, że wiara Kraszewskiego była włączona w żywioł filozoficzny, co odbyło się kosztem prymatu dogmatów katolickich, Nie- mirowski odpowiadał z pewną ironią: „Bywają wypadki, że penitenci robią publiczne wyzna­nie wiary, aby jednak wyręczał ich w tym ktoś drugi, rzadko zapewne się zdarza. Tej przy­jacielskiej posługi podjął się p. Struve” (tamże, nr 38). Filozofia, w tym również heglizm, zdaniem Niemirowskiego nie tylko nie przeczyła wierze Kraszewskiego, ale wspierała ją, słu­żąc za jeszcze jeden teren poszukiwań ideałów moralnych dla ludzkości.

Literatura a etyka. W spuściźnie Niemirowskiego można wyróżnić jeszcze grupy artyku­łów tematycznie nawiązujących do problematyki literackiej. Pierwsza z nich to wypowie­dzi podejmujące kwestię etyczną. Autor podkreśla znaczenie pracy jednostki na rzecz ogól­nego pożytku. Diagnozuje m.in. na przykładzie artystów, którzy nie spełnili pokładanych w nich w młodości nadziei, negatywne zjawisko nadmiernego entuzjazmu społeczeństwa wobec utalentowanych jednostek. Tymczasem właściwą drogą rozwoju uzdolnionego arty­sty lub naukowca jest konfrontowanie się z przeszkodami, w tym z obojętnością otoczenia, nie zaś słuchanie pochlebstw. Niemirowski wskazuje głównie na cnoty rozsądku, skromności i wytrwałości w trudzie pracy (Obiecujący!…, „Kurier Warszawski” 1880, nr 252).

Literatura angielska. Następna grupa pism dotyczy natomiast działalności popularyzator­skiej Niemirowskiego zmierzającej do informowania czytelników o nowych dziełach litera­tury anglojęzycznej. W artykule Literatura angielska („Nowe Mody Paryskie” 1880, nr 31) autor zdaje sprawę z nowości literackich na angielskim rynku wydawniczym, krótko je recen­zując. Wzmianki te pozwalają wskazać kryteria wartościowania literatury. Niemirowski od powieści oczekuje, jak widzieliśmy już w pisanych przez niego życiorysach, realizmu i praw­dy w ukazywaniu świata, co również – podobnie jak swoisty antropocentryzm – jest według niego naturalne. Dlatego z aprobatą określa dominującą tendencję w powieściopisarstwie an­gielskim: „[…] celem piszących jest wierne malowanie życia, bez szukania jego nadzwyczaj­ności […] działających na nerwy” (tamże). Wątek ten Niemirowski kontynuuje w artykule Upadek romansu („Nowe Mody Paryskie” 1881, nr 1), zdając sprawozdanie z dyskusji teore­tycznych toczących się w zachodnich czasopismach. Jak wskazuje, niemożliwy jest już po­wrót do epoki romantycznej i ówczesnych konwencji powieściowych: „Dzisiejsi powieściopisarze zapewne nie więcej umieją od Scotta i wiedząc o tym, nie zapuszczają się w epokę, wymagającą studiów; pomijają tedy zaczarowany period długich płaszczów i pałaszy, czarow­nic i rozbójników”.

Niemirowski śledził również prace, które przynosiły czytelnikom zachodnim wiado­mości o powieściopisarstwie polskim. Informował o rozprawie Polnische Belletristik in den letzten zwanzig Jahren Ottona Hausnera (O nas, „Kurier Warszawski” 1882, nr 229) i w spra­wozdaniu z niej dostarczonym angielskiej publiczności (Poezja polska w Anglii, „Echo” 1882, nr 170). Syntetyczny, skrótowy obraz polsko-angielskich stosunków kulturalnych dał z kolei w artykule Pośród obcych („Kurier Warszawski” 1883, nr 306b, 334b). Choć wypowiedzi te nie wnoszą wiele nowego do portretu Niemirowskiego jako krytyka, to świadczą z pewnością o jego zainteresowaniach. O ich rozległości mówią przedstawiciele środowiska literackiego i naukowego. „Praca – dla pracy, praca dla – idei, oto była przewodnia modła działalności niezmordowanego erudyty. Szukał on jej wszędzie, wynajdując dla umysłu swego najprzeróż­niejsze męczarnie, byleby tylko nie odpoczywał w gnuśności” – taki obraz Adama Niemirowskiego utrwalił Aleksander Kraushar.</document>
<document nplp_id="13697" title="Mahrburg Adam" slug="mahrburg-adam">Filozof, psycholog, metodolog, tłumacz i publicysta.


Informacje biograficzne. Adam Tadeusz Mahrburg urodził się 6 VIII 1855 w Czykach k. Mińska. Władysław Spasowski twierdził, że rodzina Mahrburga pochodziła ze Styrii. Jego dziad miał przybyć na ziemie polskie wraz z armią Napoleona Bonapartego, gdzie pełnił obowiązki chirurga. Osiadł na stałe w okolicach Mińska i po kilkunastu latach dorobił się majątku i nabył wiejską posiadłość Czyki. Adam wchodził w życie jednak jako zdeklasowany ziemianin, który musiał zarabiać na utrzymanie korepetycjami. Mahrburgowie (ojciec – Konstanty, matka – Emilia z d. Jabłószewska – zm. 1871) mieli oprócz Adama synów Bronisława i Wiktora. W 1875 r. Adam ukończył gimnazjum w Mińsku, do 1881 r. studiował na Uniwersytecie Petersburskim na Wydziale Historyczno-Filozoficznym, uzyskując stopień kandydata nauk filozoficznych (zajmował się teoriami W. Wundta, M. Müllera, N. Hartmanna i Ch. Darwina). W 1882 r. po raz pierwszy spędził kilka miesięcy w Królestwie Polskim. W l. 1883–1889 pracował w Petersburgu w redakcji „Kraju”. W styczniu 1887 r. udał się do Lipska, słuchał wykładów Wundta, uczęszczał do jego pracowni psychologicznej. W 1890 r., po nieudanej próbie zrobienia habilitacji na UJ, a także po niepowodzeniu na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie dzięki protekcji prof. Lucjana Malinowskiego i pomocy prof. Władysława Nehringa starał się o posadę lektora języków polskiego i rosyjskiego, osiadł w Warszawie. Tam wykładał na tajnym uniwersytecie. Nigdy nie otrzymał posady akademickiej; 16 lat był prywatnym nauczycielem filozofii. W 1898 r. poślubił śpiewaczkę Janinę Wróblewską (1875–1966), z tego związku urodzili się syn Adam Zygmunt (1904–1981) oraz córki Janina (1899–1964, zam. Chodorowska), Wanda (1901–1971, zam. Meizner) i Jadwiga (1902– –1943). 23 XII 1899 został aresztowany, prawdopodobnie po denucjacji przez Michała Radziwiłła, i osadzony na trzy miesiące w cytadeli. W 1907 r. pojawiły się pierwsze objawy choroby umysłowej. Przez następne lata, ciężko pracując, zmagał się z chorobą. Zmarł 20 XI 1913 w Warszawie.

Twórczość. Znaczenie twórczości Mahrburga polega głównie na popularyzacji problematyki filozoficznej oraz na krytycznej refleksji humanistycznej. Publikował w tygodniku „Kraj”, w „Przeglądzie Filozoficznym”, „Książce”, „Ogniwie”, „Ateneum”. Pisał hasła dla Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej, współpracował z „Poradnikiem dla Samouków”, opracowywał terminologię filozoficzną dla Słownika języka polskiego. Jego główne dzieła to: Teoria celowości ze stanowiska naukowego (1888), Pisma filozoficzne (t. 1–2, 1914), hasła Fenomen oraz Fenomenalizm (Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana, 1898, t. 21), Filozofia i metafizyka („Poradnik dla Samouków” 1902, nr 4), Filozofia współczesna („Ogniwo” 1903, nr 6, 8–9), W sprawie naukowości metafizyki (tamże, nr 32–37, 39). W jego twórczości często pojawiało się zagadnienie humanizmu. Podkreślał wartości natury ludzkiej i życia oraz krytykował średniowieczny typ myśli i kultury, a także roszczenia metafizyki do naukowości. W tym kontekście formułował i uściślał rozumienie idei wolności i indywidualizmu, pobudzał do krytycyzmu wobec współczesnej mu kultury.

Inspiracje filozoficzno-teoretyczne. Mahrburg utożsamiał filozofię z krytyczną teorią poznania i ogólną metodologią nauk. Tak rozumiana filozofia miała formułować zasady ją samoograniczające oraz teoretyczne warunki prawomocności nauki i jej podstawy metodologiczne. Sądził, że poznajemy świat nie takim, jakim jest, niezależnie od naszego umysłu, lecz budujemy wiedzę o świecie z materiału doświadczalnego zgodnie ze swoistą organizacją naszego umysłu.

Naukę definiował jako teorię, usystematyzowany i sprawdzalny system pojęć i sądów odnoszący się do ludzkiego doświadczenia, jej istotą miała być ogólność, konsekwencja, sprawdzalność i systemowość. Nauka była dla niego zarówno działaniem, jak i jego skutkiem, stając się przez to „jednym ze składników kultury w ogóle”. Historia nauki – jego zdaniem – dowodzi, że jej istotą jest „przystosowanie pojęć i sądów do coraz szerszego zakresu doświadczeń, usuwania sprzeczności, uogólniania i systematyzowania” (Historia nauki, „Poradnik dla Samouków”, cz. 2: Nauki filologiczne. Nauki historyczne, 1899).

Definiowanie nauki jako jednego z fundamentów kultury było w tamtym czasie nowatorskie i pozwalało na traktowanie nauki jako swoistej aktywności człowieka. Mahrburg zgodnie ze swoimi przekonaniami próbował doprecyzować to pojęcie. Uważał, że można je odnieść do ogółu uświadomionych materialnych i duchowych potrzeb człowieka oraz środków niezbędnych do ich tworzenia. Jego zdaniem „wyraz ten oznacza uprawę przyrodzonych zdolności człowieka i otoczenia jego, czyli przyrody. Pojęcie kultury obejmuje zarazem wszelkie usiłowania zmierzające ku przeobrażeniu człowieka i przyrody, jak również ogół osiągniętych przez te usiłowania skutków, które z kolei stają się podstawą i narzędziem dalszej uprawy. Zatem kulturą jest ogół potrzeb materialnych, religijnych, etycznych, estetycznych, poznawczych, społecznych itd., ale kulturą jest także ogół narzędzi i przyrządów, wytwory rzemiosła i przemysłu, stroje i budowle, język, obyczaje, wierzenia, kult, wiedza i nauka, sztuka i jej dzieła, prawa, instytucje społeczne i państwowe, bo to są środki, które nie tylko zaspakajają w pewnym stopniu potrzeby człowieka, lecz sumując w sobie wyniki pracy już wykonanej, służą za podstawę do dalszej uprawy” (tamże). W kulturze mamy do czynienia z celowymi wytworami człowieka i z tym, co człowiek czyni. Stąd świat kultury jest też światem wartości.


Krytyka kultury. Literatura jako dobro duchowe. Jako zwolennik pozytywizmu domagał się jasnego, logicznego myślenia, oceniał twórczość nie tylko naukową w „świetle ściśle określonych pojęć”, raziła go „mgławica duchowa, co się zazwyczaj nazywa mistycyzmem i przybiera postaci mitologiczne, marzycielskie, naiwne” (W. Spasowski). Stąd jego krytyka mistycyzmu, uwielbienie dla Williama Shakespeare’a oraz pozytywny stosunek do twórczości Jean-Marie Guyau i Friedricha Nietzschego. O tym ostatnim Mahrburg pisał: „[...] jeżeli już kogo, to niewątpliwie tego genialnego aforystę, tego arystokratę ducha, romantyka szamocącego się w sieci prądów społecznych i umysłowych drugiej połowy zeszłego stulecia – trzeba przede wszystkim czytać, trzeba przeżyć z nim razem wszystkie dreszcze nurtujących go namiętności, wżyć się w jego idiosynkrazję, zaawanturować się w jego urojone rodowody moralności, buntować się z nim razem przeciwko wszystkiemu, co jest utartym komunałem życiowym, rozprężać siły żywiołowe, wiekami zakute w skorupie, zwanej kulturą, i myślą niespokojną nurzać się w orgiach obrazów i paradoksów. Z tego bezpośredniego obcowania z Nietzschem wyłoni się nie gotowy system filozoficzny, ale jakieś zbudzenie i wyzwolenie tego, co dany skład warunków kulturalnych znieczula i tłumi” ([rec.] H. Vaihinger, „Filozofia Nietzschego”, przeł. K. Twardowski, „Książka” 1904, nr 2).

Był zwolennikiem arystokratyzmu i twórczego indywidualizmu: „Najbardziej istotnym znamieniem wyższości duchowej jest oryginalna indywidualność, zdolna nasycić pod pewnym względem ducha ludzkiego w ogóle, stać się dobrem powszechnym. Tak duch ludzki odżywia się i rośnie przez wieki, wchłaniając i rozczyniając w sobie pierwiastki indywidualne, o ile te są rozpuszczalne, o ile przyswoić się dają” (Znamiona wyższości duchowej, „Książka” 1903, nr 9). Sądził, że zrozumienie utworu zależy w głównej mierze od przygotowania do jego odczytania i odczuwania. Tym wyższą ma on wartość, im bardziej może stać się dobrem duchowym ludzkości, im bardziej sprzyja wzbogaceniu życia duchowego. Także prosta fikcja literacka mogła wzbogacać życie duchowe człowieka, a zwłaszcza czytelników nieprzygotowanych do odbioru treści artystycznych wyższego poziomu. Wzmacnia ona ciekawość, nie wymagając wysiłku umysłowego, kształtuje wyobraźnię, wywołuje wzruszenie, sympatie i antypatie. Czytelnik przeżywa świat fikcyjny wewnętrznie, nie ponosząc żadnego ryzyka w świecie rzeczywistym. Ponadto utwór fikcyjny pozwala czytelnikowi wyjść ze swojej klatki, „poza widnokrąg jego rzeczywistej sytuacji życiowej, wyrywa go z ciasnego koła powszechności”, przeżywać to, czego nie doświadczy w świecie rzeczywistym: „[...] utwór fikcyjny przez podkreślanie i uwydatnianie jednych szczegółów, tłumienie zaś lub przemilczanie innych, zmusza czytelnika do przenoszenia się na rozmaite stanowiska, czyni życie jego wewnętrzne mniej jednostronnym, wzbogaca je i urozmaica w różnych kierunkach” (tamże). 

Fikcja, snobizm, tłum. Jest jednak jego zdaniem także druga strona zbyt dużego zainteresowania literaturą fikcyjną. Gdy żyjemy bardziej fikcją niż światem realnym, to zazwyczaj rzeczywistość oceniamy przez pryzmat „szablonów fikcyjnych”. Poszukujemy tego, co fikcja nam zaproponowała, oceniamy innych ludzi przez pryzmat fikcji. Nasze wymagania względem świata i ludzi nie są zgodne z rzeczywistością. „Wzrok odzwyczaja się od bezpośredniego oglądania rzeczywistości i wszystko się zaczyna widzieć w sztucznym świetle fikcji artystycznej” (Fikcja literacka i życie, „Książka” 1904, nr 10). Można to zauważyć nawet w mowie potocznej, w której nieszczęście nazywa się tragedią, zatarg – dramatem, życie wiejskie – sielanką, piszemy o symfonii duszy, dysonansach małżeńskich, arenie życia itd. Ostatecznie Mahrburg dochodzi do wniosku, że „nadmiar fikcji zagraża naszemu wzrokowi duchowemu, który powinien możliwie być otwarty na rzeczywistość” (tamże).

Duży wpływ na ducha przemiany ma szybka demokratyzacja społeczeństw rozumiana jako ewolucyjny i długotrwały proces znoszenia barier między różnymi klasami społecznymi. Proces ten ma również strony negatywne: snobizm, pozory kultury: „Jest to chorobliwy, ale bodaj nieunikniony, narost na zdrowym pniu demokratyzacji. Symptom ten w znacznym stopniu objaśnia, jak sądzę, rozmaite objawy współczesne, jak i słynną legendę o bankructwie nauki, jak i manię nowych prądów literackich i w ogóle artystycznych, jak i pozę niedoścignionej oryginalności” (Tłum i twórczość duchowa, „Książka” 1903, nr 7). Mahrburg uznaje, że większość nowych prądów literackich i artystycznych swą metafizycznością chce wyodrębnić się z masy, ale jednocześnie zwrócić na siebie za wszelką cenę jej uwagę. Stąd świadome lub nieświadome schlebianie tłumowi, „zniżanie się do jego poziomu, wszelkiego rodzaju wulgaryzacja”, a także „wyzyskiwanie ambitnej pretensjonalności tłumu”. Jego zdaniem dzisiaj to wielki tłum rości sobie prawo do oceny twórczości duchowej, jest on bowiem jego głównym odbiorcą. Dlatego to nie dzieła naukowe decydują o duchowości tłumu, lecz literatura: „Zola, rozwijający z gruntu fałszywą teorię dziedziczności w całym cyklu romansów, rozchodzi się w setkach tysięcy egzemplarzy i działa nie tylko jako artysta, lecz jako doktryner, wulgaryzuje poglądy wśród niekrytycznego ogółu” (tamże). Tłum wierzy, że w utworach powieściopisarzy rozwiązuje się problemy filozoficzne, psychologiczne, etyczne czy społeczne. Są to często jedyne źródła jego wiedzy oraz główne źródła zabawy. Autor powieści bowiem nie wymaga od czytelnika myślenia, lecz stawia go we „wdzięcznej roli sędziego” (tamże). Mahrburg uważa, że temu procesowi towarzyszy wszelkiego rodzaju mistycyzm i dążenie do uporania się z przestarzałymi formami ducha. Stąd namiętnie – jego zdaniem – zwalczany jest wszelki klasycyzm. Choć w zamian masy oferują przede wszystkim „chaos pożądań nieokreślonych” w postaci mitologicznych, marzycielskich, naiwnych poglądów, które „odstręczają umysły wdrożone do myślenia” (tamże).

Konflikt poglądów i ich ścieranie jest nieuniknione. Autor kończy swoją ocenę, pisząc po heglowsku: „Duch ludzki nigdy nie pali mostów za sobą, zawsze buduje na fundamentach przeszłości, wcielając stare pojęcia i ideały swoje w nowe rozleglejsze, bardziej wszechstronne. Z drugiej strony duch ludzki nigdy długo nie poprzestaje na nieokreślonych przeczuciach i marzycielstwie mistycznym. Z czasem wszelkie mgławice myśli i uczuć zwierają się w idee wyraźne, w określony skład pojęć i poglądów, które staje się klasycznym i kierowniczym w kulturze swojej epoki, aż przyjdzie nowa fala ze swoim nowym namułem” (tamże). 

Dwie metody analizy utworów literackich. Mahrburg proponował dwie metody analizy utworów literackich. Pierwsza z nich polegała na analizie sformułowań połączonych w „barwną tkaninę, gdzie wyobraźnia splotła myśl i uczucia w jedno”. W tym kontekście badacze analizują szczegóły życia twórcy, „śledzą okruchy zdarzeń i rzeczy, wpływów i wspomnień”, które mają znaczenie w procesie powstawania wybitnego dzieła. Sięgając głębiej w tajniki twórczości badacze mają „podsłuchiwać tętna machiny psychicznej”, w której się „równoważyć muszą czynniki uczuć, umysłu i wyobraźni, wytwarzając tyle odmiennych, różnym wiekom i narodom właściwych indywidualności”. Drugą metodę nazwał metodą syntetyczną. Polega ona na wczytywaniu się w pojedyncze utwory, dostrzeganiu różnorodności przedmiotów w nich przedstawianych oraz różnorodności psychicznych nastawień twórcy w poszukiwaniu istotowego, jednolitego i stałego źródła twórczości. W ten drugi sposób badał m.in. twórczość Adama Mickiewicza, stwierdzając w podsumowaniu, że był on „wielkim poetą ducha ludzkiego, protestującego przeciwko naturalnemu porządkowi rzeczy, szamocącego się w zapasach z tym światem, który się nie harmonizuje z jego popędami moralnymi; był on poetą serca, które kocha wiele i cierpi wiele, [...] był natchnionym malarzem przyrody zewnętrznej, jej barw, kształtów i dźwięków, ale w źwierciadle geniuszu jego nie odbił się spokojny, niezmącony i głęboko sięgający obraz wszechświata, całego i w sobie skończonego, gdzie człowiek miałby wyznaczone przynależne sobie stanowisko” (Poglądy na wszechświat w utworach Mickiewicza, w: Książka zbiorowa ku uczczenia pamięci Adama Mickiewicza w setną rocznicę urodzin poety, 1889).

Obie metody stosował, wyjaśniając poglądy Arthura Schopenhauera. Zaznaczał przy tym, że nawet jeżeli filozofia tego autora była przede wszystkim wynikiem projekcji jego pogardy do gatunku ludzkiego na świat, to nie powinniśmy na tej podstawie negować wartości sądów autora: „Dla nas Schopenhauer może mieć tylko znaczenie jako charakterystyczny pisarz niemiecki, świetny prozaik, niezwykle jasny stylista, pełen ciętego dowcipu, barwny i zajmujący. Z tego względu stanowczo powiedzieć można, że pisarz przeżyje w nim filozofa, tak jak chorobliwy temperament jego za życia przytłumił w nim człowieka” (Artur Schopenhauer, w: Pisma filozoficzne Adama Mahrburga, t. 2, 1914).


Polemista. Polemiki Mahrburga ze Stanisławem Brzozowskim ([rec.] S. Brzozowski, „Zasady psychologii popularnie wyłożone”, „Książka” 1905, nr 8), ks. Stefanem Pawlickim (Historia filozofii, „Poradnik dla Samouków” 1899, cz. 2), z Kazimierzem Twardowskim ([rec.] K. Twardowski, „Psychologia wobec fizjologii i filozofii”, „Przegląd Filozoficzny” 1897/1898, nr 2) nie zawsze miały podstawę merytoryczną. Negatywnie do charakteru sporu prowadzonego przez filozofa odniósł się Brzozowski, niewolny od pewnej autorytarności: „Mahrburg nie jest w stanie zrozumieć, że jakikolwiek inny niż jego własny, punkt widzenia może istnieć, więc też uważa każdą potępioną przez się pracę za zamach przez złą wolę przeciwko filozofii uknuty. Przekonanie to oczywiście wzrasta w nim jeszcze, gdy spotyka się z jakąś krytyką przeciwko sobie wymierzoną. Nie będąc w stanie zrozumieć samej możliwości zajmowania odmiennego niż jego własne stanowiska, widzi w każdym słowie, przeciwko sobie skierowanym, dzieło złej wiary, wynik intrygi, spisku itd.” (Nasz oświecony oportunizm i jego akademicy, „Głos” 1905, nr 2).

Mimo oschłości i samotnictwa filozof miał wielu sympatyków i środowisko, które go doceniało: „Mahrburg potrafił budzić cześć dla wiedzy, umiał rozniecać jej pragnienie. Jedno i drugie bowiem jasnym płomieniem paliło się w jego piersi, tworzyło cechę zasadniczą jego sylwetki filozoficznej. O szacunek dla nauki, o wolność jej badań, o ścisłość metody naukowej, o wartość krytycyzmu walczył Mahrburg, a walka ta nie była łatwą, jeśli się uwzględni ówczesne stosunki” (F. Kierski, Adam Mahrburg, „Literatura i Sztuka”, dod. „Dziennika Poznańskiego” 1913, nr 48). Bardzo wysokie świadectwo talentu wystawili Mahrburgowi m.in. Henryk Struve (Historia logiki jako teorii poznania w Polsce, 1911), Władysław Tatarkiewicz (Historia filozofii, t. 3, 1950) i uczeń filozofa – Marian Massonius (Mahrburg jako uczony, „Przegląd Filozoficzny” 1914, nr 1).</document>
<document nplp_id="13699" title="Malewski Franciszek" slug="malewski-franciszek">Prawnik, filomata, wydawca, urzędnik. Pseudonimy i kryptonimy: F.M.; Franc Semenowicz; Jarosz.

Informacje biograficzne. Franciszek Hieronim Malewski urodził się 21 VIII 1800 w Wilnie jako syn Szymona Malewskiego (1759–1832), rektora Uniwersytetu Wileńskiego w l. 1817– –1822, i Katarzyny z Witakowskich (zm. 1859). Po ukończeniu gimnazjum wileńskiego (1815) rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Wileńskim. W listopadzie 1817 r. na wniosek Adama Mickiewicza został przyjęty do Towarzystwa Filomatów, stając się jednym z najaktywniejszych jego członków. Był sekretarzem generalnym Towarzystwa (od 7 IX 1818), sekretarzem jego zarządu (2 IX 1820–15 X 1821) oraz naczelnikiem Wydziału I (24 VI 1818–7 IX 1818; 8 X 1819–1 III 1821). Współtworzył Towarzystwo Filaretów, którego był wiceprezydentem przez cały okres jego istnienia (1820–1823). Współautor większości ustaw filomackich i filareckich oraz licznych projektów reform obu Towarzystw. Działał również w Związku Przyjaciół, w jego obrębie zorganizował Komitet Statystyczny i wspólnie z Tomaszem Zanem opracował i wydał jako tajny druk Opis jeograficzny (1821), szczegółowe opracowanie statystyczno-geograficzne prezentujące opis fizjograficzny oraz gospodarczy ziem polskich.

Był jednym z najbliższych przyjaciół Mickiewicza, któremu w czasach wileńskich dostarczał lektur, zabiegał też dla niego o względy władz uniwersytetu.

Wybitnie uzdolniony, rozpoczynając karierę akademicką, w listopadzie 1821 r. wyjechał na koszt Uniwersytetu Wileńskiego do Berlina, by uzupełnić studia prawnicze. Uczęszczał tam m.in. na wykłady Friedricha Carla von Savigny’ego. Jesienią 1822 r. wręczył w Pradze dyplom honorowego członka Uniwersytetu Wileńskiego Václavowi Hance. Aresztowany przez pruską policję 20 XII 1823 w związku z procesem filaretów, przetrzymywany w więzieniu berlińskim (z tego okresu pochodzi Dziennik więzienny), w lutym 1824 r. został wydany władzom rosyjskim i sprowadzony do Warszawy, gdzie przesłuchał go wielki książę Konstanty. W czasie śledztwa Malewski ujawnił, nie zdając sobie sprawy, że jest to ukrywane, istnienie Towarzystwa Filomatów. Razem z innymi filomatami skazany na zesłanie, znalazł się z Mickiewiczem w Petersburgu. W lutym wspólnie odbyli podróż do Odessy, próbując uzyskać pozwolenie władz na osiedlenie się. Malewski, nie otrzymawszy takiej zgody, w lipcu 1825 r. wyjechał do Moskwy (wkrótce dołączył do niego Mickiewicz), a w grudniu 1827 – także z Mickiewiczem – do Petersburga. Listy Malewskiego z tego okresu są istotnym źródłem do ówczesnej biografii Mickiewicza, z czasów tych pochodzi też tzw. książeczka, w której Malewski notował różne informacje dotyczące autora Konrada Wallenroda (zaginęła; fragm. opublikował W. Mickiewicz w 1898 r.). W Petersburgu bywał z Mickiewiczem w tamtejszych salonach, m.in. u Marii Szymanowskiej, poznał literatów rosyjskich. W 1827 r. Malewski we współpracy z Mickiewiczem podjął starania (bezskuteczne) o pozwolenie na wydawanie w Rosji czasopisma „Iris” poświęconego polsko-rosyjskim stosunkom literackim. Prowadził także, również po wyjeździe poety z Rosji, jego sprawy wydawnicze.

Osiadłszy na stałe w Petersburgu, w 1829 r. został urzędnikiem w Metryce Litewskiej (agendzie archiwizującej odpisy dokumentów sejmowych oraz wychodzących z kancelarii Wielkiego Księstwa) przy III Departamencie Senatu. W 1830 r. powołano go do układania praw dla guberni polskich, za co otrzymał wysoką nagrodę pieniężną i Order św. Anny. W tym samym roku został współzałożycielem „Tygodnika Petersburskiego”. W 1837 r. Malewski został starszym pomocnikiem w Oddziale Kancelarii Cesarskiej, kilka lat później – dyrektorem Metryki Litewskiej z tytułem tajnego radcy (urząd ten sprawował do przejścia na emeryturę). Wówczas też zaproponowano mu godność senatora, którą odrzucił, podobnie jak stanowisko dyrektora Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Królestwa Polskiego. W 1832 r. ożenił się z córką Marii Szymanowskiej Heleną, z którą miał czworo dzieci, m.in. Marię, późniejszą żonę Władysława Mickiewicza. Dom Malewskich był miejscem znanym z działalności charytatywnej w kręgu więźniów i zesłańców polskich (tu znalazł pomoc m.in. wracający w 1837 r. z Orenburga T. Zan). Zmarł 10 IV 1870 w Petersburgu.


Współpraca z „Tygodnikiem Petersburskim”. Periodyk nawiązywał do wcześniejszej idei Mickiewicza i Malewskiego utworzenia polskojęzycznego, literackiego czasopisma „Iris”. W porozumieniu z Mickiewiczem ponowne starania podjął Mikołaj Malinowski, który w 1828 r. otrzymał pozwolenie na wydawanie „Tygodnika St. Petersburskiego”. Okoliczności życiowe zmusiły go do opuszczenia Petersburga, inicjatywę przejęli więc Józef Przecławski i Malewski. „Tygodnik Petersburski” był pomyślany jako pismo „uniwersalne”, dzięki któremu „utrzymywać się będzie [...] życie języka i literatury polskiej” oraz stworzy się „przytułek jakikolwiek dla kolegów, jeśli odzyszczą możność rozporządzania sobą” (list F. Malewskiego do J. Lelewela z 11 VIII 1829, w: Archiwum filomatów). Malewski wskazywał na francuski „Globe” jako bezpośredni wzór, Mieczysław Inglot widzi tu jednak przede wszystkim inspiracje pisarstwem Towarzystwa Szubrawców na łamach wileńskich „Wiadomości Brukowych”.

Pierwszy numer czasopisma ukazał się 15 I 1830, ale już w lutym Malewski z powodu pracochłonnej posady w kancelarii carskiej musiał znacznie ograniczyć swoją z nim współpracę, która stawała się dla niego tym trudniejsza, że w okresie powstania listopadowego „Tygodnik Petersburski”, by utrzymać się na rosyjskim rynku wydawniczym, przekształcił się w narzędzie carskiej propagandy. Malewski definitywnie zerwał współpracę z Przecławskim w atmosferze konfliktu pod koniec 1834 r., w emocjonalnym liście wskazując, że nie tylko miał swój wkład finansowy w uruchomienie procesu wydawniczego, ale też, że „w ustaleniu pisma, nadania mu pewnego charakteru, radą [...], pracą, przerabianiem, uczeniem najmocniejszy miał udział” i że „więcej niż 1⁄3 »Tygodnika« ręką [jego] dotąd była pisana” (list do J. Przecławskiego z końca 1834 r., w: Archiwum filomatów). Swoje pisma Malewski ogłaszał jednakże anonimowo, badaczom nie udało się przypisać mu konkretnych artykułów. Zbigniew Sudolski twierdzi, że musiało ich być niewiele, Jerzy Borowczyk dostrzega wpływ Malewskiego na dobór materiałów drukowanych w „Tygodniku” w latach 30., a także sugeruje autorstwo Malewskiego w przypadku artykułu Prawoznawstwo rosyjskie („Tygodnik Petersburski” 1830, nr 19–21), pozostającego w bezpośrednim związku z zawodowo-naukowymi zainteresowaniami dawnego filomaty i filarety. Zapewne z Malewskim można powiązać również przynajmniej niektóre noty dotyczące wileńskiego ruchu wydawniczego, choćby informację zatytułowaną O Bogumile [!] Groddeck („Tygodnik Petersburski” 1831, nr 75), której autor wyraża zadowolenie z tego, że w jednym z numerów „Jahrbücher für wissenschaftliche Kritik” pojawiła się „pochlebna wzmianka” o Initia historiae Graecorum litterariae i komentuje: „Kto czuje całą wartość pracy podjętej dla dobra szkół krajowych, ten zapewne uczuje wdzięczność, niestety już tylko dla imienia nauczyciela, który nam przed 20 laty dał dzieło tak wysoko dziś nawet w Niemczech cenione” (tamże).

W zgodzie z poglądami krytycznoliterackimi Malewskiego wyrażonymi w jego listach pozostają też np. komentarze redakcji do artykułu Jana Sowińskiego O nowożytnych poetach polskich („Tygodnik Petersburski” 1833, nr 50), w którym pojawia się odniesienie do rozprawki Mickiewicza O krytykach i recenzentach warszawskich z uwagą: „Życzyć jednak należy, aby przemowa wielkiego poety do dzieł jego wyszłych w Paryżu nigdy w późniejszych edycjach powtórzoną nie była”. Redaktor „Tygodnika Petersburskiego” (Malewski?) ripostuje: „Autor artykułu myli się. Przemowa Mickiewicza O krytykach i recenzentach warszawskich wyszła najpierwej nie w paryskim, lecz przy petersburskim dzieł jego wydaniu. Przemowa ta zawiera tak jasny wykład prawd, nie dość jeszcze w literaturze i krytycyzmie polskim upowszechnionych, iż bynajmniej nie podzielamy życzenia autora, który chciałby ją z następnych wydań wyłączyć. Również nie możemy zgadnąć, dlaczego znakomity pisarz jak Mickiewicz nie miałby się bronić od miotanych na niego pocisków [...]. Jeżeli samego Mickiewicza sława nie potrzebowała żadnej apologii, toć wymagał jej ogólny interes literatury i krytyki ojczystej. Jego kilka słów o krytykach i recenzentach warszawskich więcej, ile nam wiadomo, przyłożyło się do sprostowania pojęć niż całe estetyczne kursa i traktaty” (tamże). Do uwagi Sowińskiego, który radził krytykom literackim, by mitygowali się w swoich sądach, bo mogą one zaszkodzić twórczości ocenianych autorów, pojawia się przypis: „I tu nie możemy się żadną miarą zgodzić z autorem. Krytyka jest koniecznie potrzebną we wszystkich dziełach sztuki, a najwięcej w literaturze. Jak zaś najostrzejsza krytyka, nawet niesprawiedliwa lub przesadzona niezdolną jest zatłumić prawdziwego geniuszu, najlepszym tego przykładem Byron” (tamże).

Można też przypisać Malewskiemu przynajmniej współautorstwo koncepcji działu Literatura w pierwszych latach „Tygodnika” wiążącej się z dążeniem do pogodzenia „indywidualności narodowej i plemiennej z ogólnym europejskim ukształceniem” („Tygodnik Petersburski” 1830, nr 1) oraz z zamysłem prezentowania literatury rodzimej w kontekście relacji o dziełach obcych. Redaktorzy uznali, że „Tygodnik Petersburski” jest predysponowany do realizacji tego typu idei, ponieważ „Petersburg jest ważnym miejscem składowym nie tylko różnych europejskich literatur, lecz i wschodnich” (tamże). Koncepcja ta została doprecyzowana w Prospekcie na rok 1831, gdzie wydawcy, diagnozując stan aktualnej polskiej świadomości krytycznoliterackiej, zdeterminowanej przez „szkolarskie podziały na klasyczność i romantyczność”, co wymaga od nich opowiedzenia się po jednej ze stron, w pierwszej kolejności z dezaprobatą scharakteryzowali obóz klasyków i jego pojmowanie klasycyzmu: „[...] gruntuje się na przypuszczeniu, że literatura dawno już dosięgła najwyższego szczytu wykształcenia, do jakiego geniusz ludzki dojść może”, żąda respektu dla „niezmiennych wzorów”, z czego wyciąga „mnóstwo dowolnych prawideł i ograniczeń zasadzonych na niewolniczym naśladownictwie”, które „jak wszystkie przesądy, ścieśniają nieskończenie szranki literatury, a przez nieuchronne swe skutki zagłuszają w samym zalążku wszelkie poetyckie natchnienie i zmuszając geniusz ludzki nie inaczej się objawiać jak tylko w pewnych, raz odlanych formach, krążyć wiecznie po jednej orbicie, oglądać się zawsze na jedne i te same wzory, rozstawione jakby jakie wiechy na bezdrożu myśli” (tamże). Następnie przedstawili „rodzaj obejmujący nieskończenie większą przestrzeń, daleki od fanatycznego zamiłowania pewnych tylko płodów, owszem przypuszczający stopniowe kształcenie się sztuk pięknych” – czyli romantyzm, podkreślając jego antynormatywizm, pluralistyczny charakter w odniesieniu zarówno do treści, jak i formy poetyckiej i deklarując stanowczo: „W takim sposobie widzenia rzeczy wybór przez Redakcję jednego z tych rodzajów nie mógł być wątpliwym. Tygodnik więc nie jest pismem klasycznym” (tamże). Manifest ten zyskał uzupełnienie w dopisku wydawców do anonimowego artykułu O wpływie higienicznym fantastyczności w literaturze („Tygodnik Petersburski” 1832, nr 89). Przy tej okazji wcześniejszy podział na klasyczność i romantyczność został przez redaktorów „Tygodnika Petersburskiego” rozwinięty następująco: „1. Rodzaj klasyczny, który by można nazwać czystoprawidłowym. Ten więził przez długi czas geniusz ludzki w obrębie prawideł dowolnych, nienaturalnych, nieopartych na niczym; 2. Romantyczny, właściwie rodzaj z natchnienia, który pozwala geniuszowi iść za natchnieniem, lecz naznacza mu za kres polotu, za prawidło, smak dobry i zdrowy rozsądek; i 3. Rodzaj francuski [...], który jest wyjściem ze wszelkich granic rozsądku i smaku, starganiem wszelkich przyzwoitości umysłowych, moralnych i społecznych, prawdziwą rozpustą literacką” (tamże). Opowiadając się za tak rozumianym „rodzajem romantycznym”, w pełni zgodnym z wyrażanymi w listach poglądami estetycznoliterackimi Malewskiego, redaktorzy „Tygodnika Petersburskiego” w latach współpracy publikowali fragmenty dzieł Johanna Wolfganga Goethego, Friedricha Schillera, George’a Gordona Byrona, Waltera Scotta, Jean-Paula, Friedricha Schlegla, Stendhala, Honoré de Balzaca. Przedrukowywali te recenzje z pism zagranicznych, które pozostawały w zgodzie z obranym przez nich kierunkiem estetycznoliterackim, m.in. z berlińskiego „Jahrbücher für wissenschaftliche Kritik”. Tutaj też przywołano aprobatywnie założenia recenzentów tego periodyku: „[...] nie drukować krytyk bez podpisu imienia recenzentów i ograniczyć się rozbiorami takich dzieł tylko, które z jakiego bądź względu godnymi uwagi wydadzą się”, to jest „Allgemeine Zeitung”, „Revue de Paris”, „Blackwood’s Magazine”, „Edinburgh Review”, „The Foreign Quarterly Review”. Do nielicznych oryginalnych recenzji, które na początku lat 30. opublikował „Tygodnik Petersburski”, należy zaliczyć, poza fragmentami Pamiętników rozumowanych Przecławskiego, przede wszystkim O poezji narodowej Michała Grabowskiego („Tygodnik Literacki” 1834, nr 39–41). W listach Malewskiego brak jednakże jakichkolwiek wzmianek poświęconych tym kwestiom, a jedynym jego potwierdzonym, oficjalnie wyrażonym sądem o charakterze krytycznoliterackim jest ogólnikowe zdanie na temat pism Josepha de Maistre’a zawarte w nekrologu Józefa Oleszkiewicza podpisanym inicjałami F.M.: „Z nowszych [pisarzy] najwięcej cenił [Oleszkiewicz] Demestra (de Maistre), lubo miłość przemagająca w duszy Oleszkiewicza różniła go wyraźnie w zdaniach od Turyńskiego patrycjusza: bo kiedy tamten gwałtownymi środkami schorzałą ludzkość chciał leczyć, Oleszkiewicz w nieprzebranym zdroju łaski Pańskiej widział pewniejszy dla niej ratunek. W pozostałych po nim rękopisach nie ma żadnej takiej karty gniewu i pomsty, jakimi Demestr gromił swoich bliźnich” (Nekrolog, „Tygodnik Petersburski” 1830, nr 41).

Krytyka w obiegu prywatnym. Myśl krytycznoliteracka Malewskiego rozwijała się nieoficjalnie w jego listach, zwłaszcza do przyjaciół. Pisma te poświadczają jego duże oczytanie w literaturze zachodnioeuropejskiej oraz subtelną znajomość poezji, głównie Schillera i Byrona, którymi potrafił zainteresować filomatów, w tym Mickiewicza. Malewski bywał też często pierwszym, nieformalnym recenzentem pism autora Konrada Wallenroda. W historii literatury trwale zapisała się jego formuła określająca Odę do młodości jako „chrzestną córkę Schillera” (list do A. Mickiewicza z 20 XII 1820, w: Mickiewicz w oczach współczesnych). To Malewski, przywołując wersy Horacego „Ut pictura poesis erit, quae, si proprius stes, / Te capiet magis et quaedam, si longius abstes”, wskazał filomatom – kontestującym początkowo Mickiewiczowską odę – ten kontekst interpretacyjny. Dostrzegł też w niej „jakąś Andacht” i tłumaczył Mickiewiczowi, który w autografie przy metaforze „świat ducha” dopisał słowo Geisterwelt, że jest to nietrafny odpowiednik, bo „dotąd »duch« u nas nic nie ma platońskiego, owszem, zawsze jest upiorowaty” (tamże); pouczał, że Schillera „można więcej niż innych czuć fałszywie, można w nim ubóstwiać sztukę, a zapomnieć o jego Lebensidealen” (list do A. Mickiewicza z 10 II 1821, tamże). Te trafne, lapidarne myśli, sformułowane na użytek najbliższego kręgu przyjaciół, silnie oddziały także na późniejszą praktykę interpretacyjną twórczości młodego Mickiewicza. To przede wszystkim one zapewniły Malewskiemu miejsce na kartach historii krytyki literackiej.</document>
<document nplp_id="13701" title="Niewiarowski Aleksander" slug="niewiarowski-aleksander">Dziennikarz, krytyk literacki, teatralny i artystyczny, poeta, powieściopisarz, redaktor, tłu­macz. Pseudonimy i kryptonimy: A.N.; A. Niewiarowski; Al.; Al.N.; Al. Niewiarowski; Al. Pół.; Al. Półkozic; Ale. Niewiarowski; Aleksander N…; Aleksander Półkozic; Aleksy Półkozic; Alexander N.; N.; N.A.; P.A.; Półkozic Alex*; Półkozic; *;

Informacje biograficzne. Urodził się najprawdopodobniej w 1825 r. w Warszawie (dane z aktu zgonu; jako miejsce urodzenia w opracowaniach podawane są też miejscowości Nieciecza oraz Prostyń) jako syn Pawła i Marianny z Krasnodębskich. Od 1836 r. uczęszczał do gimnazjum warszawskiego na Lesznie, z którego został usunięty z powodu „łobuzerii i nie­poprawnego nieuctwa” (PSB), a następnie przeniesiony do gimnazjum gubernialnego. Naj­prawdopodobniej w l. 1836–1837 poznał w Warszawie braci Norwidów, Cypriana i Ludwika, a w 1842 r. m.in. Seweryna Filleborna i grono literatów, które po latach określił „cygane­rią warszawską”. Debiutował wierszem Człowiek w „Przeglądzie Naukowym” (1842). Naj­prawdopodobniej ok. 1847 r. udał się do Paryża i za pośrednictwem Ludwika Norwida po­znał Juliusza Słowackiego – przez wiele lat pozostawał pod wrażeniem poematu Król-Duch i innych utworów poety. Realia pobytu Niewiarowskiego w Paryżu są mało znane – przy­puszcza się, że nie obfitowały w twórczość literacką, a autor prowadził zabawowy tryb życia. Zaniepokojony wpływem, który wywierał Andrzej Towiański na członków Wielkiej Emi­gracji, opublikował w „Trzecim Maju” list będący krytyką działań towiańczyków i wyraża­jący obawę o przyszłość Polski. W 1848 r. Niewiarowski opuścił na krótko Francję, by wziąć udział w Wiośnie Ludów, co nie doszło do skutku, więc wrócił do Paryża. W czerwcu 1849 r. uczestniczył w powstaniu badeńskim pod przywództwem Ludwika Mierosławskiego. Po po­wrocie do kraju w 1850 r. został osadzony w cytadeli warszawskiej, a następnie skazany na pół roku twierdzy w Zamościu, zwolniony we wrześniu 1850 r. Ożenił się z Julią Brzozowską h. Korab (1827–1891), pianistką i kompozytorką, siostrą Karola Brzozowskiego. Tworzyli wielodzietną rodzinę.

Od 1854 r. Niewiarowski był autorem „Gazety Warszawskiej”, w której publikował co tydzień felietony opatrywane gwiazdką. W 1861 r. został aresztowany „za to, że w piśmie swoim rozporządzeń rządowych zamieszczać nie chciał” („Głos” 1861, nr 90), choć oficjal­ny zarzut władz pod adresem Niewiarowskiego brzmiał inaczej – oskarżano go o to, że „żyje z Epsteinem w zmowie”, a chodziło o zawieszenie orła białego na gmachu dyrekcji Towa­rzystwa Kredytowego. Pisarz opuścił twierdzę w Modlinie dzięki zmianom w sądownictwie. W latach 60. publikował m.in. w „Bibliotece Warszawskiej”, „Gazecie Warszawskiej”, „Dzien­niku Warszawskim”, „Gazecie Polskiej”, a w następnym dziesięcioleciu w „Dzienniku War­szawskim”, „Echu” (warszawskim). Po śmierci trojga dzieci (w l. 1883–1887) i żony (1891) podupadł na zdrowiu i aktywności twórczej. Zmarł 13 XI 1892, został pochowany na cmen­tarzu Powązkowskim w Warszawie.

Działalność literacka i dziennikarska. W 1852 r. Niewiarowski opublikował Rękopism mego kuzyna wariata, powieść dedykowaną Józefowi Glince „na pamiątkę chwil spędzonych w gościnnym jego domu”. Utwór ten został przyjęty entuzjastycznie, uznano go za obiecują­cą zapowiedź dalszej twórczości. W 1854 r. wydał dwa utwory prozatorskie: Laokoon. Szkic obyczajowy oraz powieść Rotmistrz bez roty. W tym samym roku w „Dzienniku Warszaw­skim” zamieścił też utwór Samobójca. Wyjątek z moich wędrówek po Alpach („Dziennik War­szawski” 1854, nr 309–313). W l. 1855–1856 r. na łamach „Gazety Codziennej” opublikował powieść Życie na żart oraz osobno użytkowy Zbiór powinszowań. W 1857 r. wydał utwór Sta­ra osa. Kilka rysów towarzyskich. W końcu 1857 r. objął redakcję „Gazety Codziennej”, którą redagował do połowy 1859 r. W krótkim czasie podniósł jej poziom i poczytność, publikując utwory Józefa Korzeniowskiego, Władysława Syrokomli i in., starannie dobierając też prze­kłady (m.in. po raz pierwszy w Polsce tłumaczenia opowiadań E.A. Poego). W 1860 r. wyda­wał broszurę Gwiazdka swojego autorstwa (ukazało się 18 zeszytów z zapowiedzianych 36). Tytuł ten był bezpośrednim nawiązaniem do podpisu, którym posługiwał się w felietonach drukowanych w „Gazecie Warszawskiej”. Gwiazdka przekształciła się w tytuł prasowy wyda­wany do grudnia 1860 r. Niewiarowski zakupił podupadającą „Kronikę Krajową i Zagranicz­ną”, której tytuł zmienił w 1861 r. na „Pszczoła”; redagował ją wraz z Józefem Aleksandrem Miniszewskim, Romanem Zmorskim i Ludwikiem Brzozowskim. Pisał o celach nowego cza­sopisma: „[…] głównym zadaniem nowego pisma będzie uwydatniać i podnosić te właśnie przedmioty, które w innych dziennikach warszawskich nie znajdują miejsca. Tytuł »Pszczoły« ma nie tylko jako symbol pracowitej jedności wyrażać godło pismo, ale przypominać za­razem, że pszczoła posiada żądło, którym nie waha się zranić przeciwnika, choćby to samo miała przypłacić życiem” (Kronika, „Głos” 1861, nr 3). Po kilku miesiącach wydawania „Pszczoły” Niewiarowski zapowiedział nowe czasopismo pod swoim patronatem, co nie do­szło do skutku, wkrótce też „Pszczołę” odsprzedał Ludwikowi hr. Krasińskiemu.

W l. 1862–1864 wydawał i redagował założone przez siebie pismo tygodniowe „Ku­rier Niedzielny. Tygodnik Polityczny, Literacki i Humorystyczny”. W 1863 r. rozpoczął tak­że współpracę z „Dziennikiem Powszechnym” (przekształconym wkrótce na „Dziennik War­szawski”), do którego pisał felietony. Współpraca z czasopismem rządowym przyczyniła się do jawnej niechęci do niego, postawa pisarza była wielokrotnie krytykowana. Kompletował i popularyzował wiedzę na temat historii dziennikarstwa polskiego. W 1872 r. wygłosił w Re­sursie Obywatelskiej w Warszawie cykl sześciu wykładów na ten temat („Kurier Codzien­ny” 1872, nr 290). W 1876 r. był wydawcą czasopisma „Antrakt. Gazeta Teatralna” – tytuł ten, zgodnie z deklaracjami zawartymi w prospekcie, miał ukazywać się codziennie (tak­że w święta), upadł szybko, gdyż redaktor nie wypłacał honorariów. W 1877 r. rozpoczął współpracę z „Echem”, a w l. 1882–1887 z „Wiekiem”. Zadziwiająco niepochlebną opinię na temat Niewiarowskiego (charakter „po prostu lichy i handlował swym piórem”) przekazał potomnym Piotr Chmielowski (Historia literatury polskiej, t. 6).

Krytyka literacka. Niewiarowski kojarzony jest przede wszystkim jako felietonista, przez sobie współczesnych nazywany był „pierwszym felietonistą polskim” (W. Marrené-Morz- kowska). Wiktor Gomulicki, porównując dorobek felietonowy Niewiarowskiego i Bolesła­wa Prusa, zauważał: „[…] Prus jest felietonistą podszytym socjologiem, czy też właściwiej: socjolog posługujący się formą felietonową, w Niewiarowskim zaś widziało się zawsze felie­tonistę zespolonego z poetą”. Działalnością krytycznoliteracką Niewiarowski zajmował się od latach 40. XIX w. W 1844 r. napisał recenzję Prześladowcy Stanisława Bogusławskiego, w której scharakteryzował rolę krytyka literackiego: „[…] środkiem zapobieżenia szkodzie jest […] krytyka – ktokolwiek przeto bierze na siebie obowiązek recenzenta, niechże pier­wej zajrzy w siebie i zastanowi się, czy może ufać własnym siłom i czy sąd jego wolnym jest od osobistych widoków i podrzędnych względów – wtedy dopiero, zapatrując się na dzieło ze stanowiska wyrobionego a postępowego, niech zda sprawę powszechności o nowym list­ku, co na ukochanym rozwinął się drzewie” („Przegląd Naukowy” 1844, t. 3, nr 20). Kryty­kował utwory Adama Amilkara Kosińskiego, w których raziła go przede wszystkim kreacja bohaterów wzorowanych na postaciach z XVIII-wiecznych romansów („Przegląd Naukowy” 1845, nr 7). Cenił Ramoty i ramotki Augusta Wilkońskiego (tamże, nr 9). Zabrał głos także na temat Chłopca spod Skalmierza (1845) Marcelego Skotnickiego i powieści Pod włoskim nie­bem (1845) Józefa Ignacego Kraszewskiego („Przegląd Naukowy” 1846, nr 26). Za wybitne­go polskiego powieściopisarza uważał Ludwika Sztyrmera („Przegląd Naukowy” 1845, nr 3), a z jego twórczością wiązał ogromną nadzieję – „pomnożona liczba utworów jak Sztyrmera może postawić naszą powieściową literaturę na równi z zagranicznymi, a nawet wyżej od nich” (tamże). Wiele ujęć wartościujących na temat współczesnej Niewiarowskiemu literatu­ry i krytyki literackiej można odnaleźć w Gwiazdce. Omawiał tu aktualny ruch piśmienniczy, w szczególności utwory literackie publikowane na łamach czasopism w zaborze rosyjskim i austriackim. Akcentował, że działalność krytyka ma służyć przede wszystkim czytelnikom, nie zaś autorom dzieł – wyjątkiem są komentarze dotyczące juweniliów, które dla debiutują­cego literata mogą okazać się szczególnie użyteczne (Gwiazdka, 1861, t. 2, cz. 15). Kilkakrot­nie wskazywał przełomowe daty w literaturze polskiej XIX w. – za ważny moment uważał opublikowanie przez Zmorskiego Wieży siedmiu wodzów (1850) oraz tomiku Gwido i dum­ki Henryka Jabłońskiego (1857). Cenił Kornela Ujejskiego, Adama Pajgerta, Józefa Szujskie­go i Mieczysława Romanowskiego (Gwiazdka, 1860, t. 1, cz. 5) za to, że w swej twórczości zerwali z „sielankowymi” formami charakterystycznymi dla dorobku Syrokomli. Zamieścił m.in. wyjaśnienie odnośnie do genezy utworu Cypriana Norwida Do Tytusa M. (Gwiazdka, cz. 1). W broszurze wskazywał przyczyny kryzysu poezji – pisał o „koszlawym bożku korzy­ści i suchej nimfie praktyczności” (tamże). Dostrzegał też kryzys powieści, którego przeja­wem była nadprodukcja artystyczna, uważał, że „dobra powieść zawsze będzie w literaturze pożądanym gościem, a na dzisiejszym przesileniu tylko miernostki stracą” (tamże). Przypi­sywał obyczajowej powieści cel moralny.

Zdaniem Gomulickiego Niewiarowski jako pierwszy poznał się na talencie Aleksan­dra Michaux (Mirona). Za twórcę zdecydowanie wyróżniającego się na tle poetów swego po­kolenia Niewiarowski uznał z kolei właśnie Gomulickiego. Krytyk pisał, że można się roz­miłować w „subtelnych pięknościach samej rzeźby [jego] wiersza”. Uważał też, że poeta ten ma dar „przechowywania w piórze: ognia młodości, czci dla ideału i gorącego kultu dla ar­tyzmu w formie” („Kurier Warszawski” 1887, nr 91). Niewiarowski był także przekonany o talencie poetyckim Marii Konopnickiej (Poezje Marii Konopnickiej: seria III, „Tygodnik Mód i Powieści” 1888, nr 9). Wielokrotnie wypowiadał się na temat twórczości Deotymy (J. Łuszczewskiej), jej utwory stawiał – w wymiarze ideowym – obok dorobku Zygmunta Krasińskiego (Przegląd literacki, „Kłosy” 1887, nr 1129). Nie wszystkie rozpoznania kryty­ka były trafne; na pewno należy do nich obszerne wspomnienie o Norwidzie („Kłosy” 1886, nr 1115–1117) zainspirowane najprawdopodobniej warszawską ekspozycją dzieł Pantaleona Szyndlera przedstawiających poetę. Niewiarowski jest autorem sformułowania „cyganeria warszawska” (Cyganeria warszawska, „Kurier Warszawski” 1881). Widział jej przedstawicieli (S. Filleborn, C. Norwid, R. Zmorski, T. Lenartowicz, E. Wasilewski, R. Berwiński, N. Żmichowska, W. Wolski) jako „garstkę młodych poetów”, którzy wyrośli „na dziko, na spieczo­nej glebie duchowej, jak dziewanna na mazowieckim piasku” (Poezje Włodzimierza Wolskie­go, „Kurier Warszawski” 1882, nr 200).</document>
<document nplp_id="13703" title="Odyniec Antoni Edward" slug="odyniec-antoni-edward">Poeta, dramaturg, pamiętnikarz, publicysta, tłumacz, krytyk literacki, redaktor i wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: A.E.O.; A.E.O........ ; Ant. O.; Innocenty Staruszkiewicz; O******; O***; ***.

Informacje biograficzne. Urodził się 25 I 1804 w Giejstunach. Pochodził z zamożnej rodzi­ny ziemiańskiej z pow. oszmiańskiego (dzisiejsza Białoruś). Jego matką była Teresa z Gnatowskich, ojcem zaś był Tadeusz Odyniec (wicemarszałek pow. oszmiańskiego). Małżeństwo miało siedmioro dzieci. Antoni Edward najpierw pobierał nauki domowe, a w l. 1813–1820 uczęszczał do sześcioklasowej szkoły prowadzonej przez bazylianów w Borunach k. Giejstun. W 1820 r. podjął studia prawnicze na Wydziale Nauk Moralnych i Politycznych Uniwersy­tetu Wileńskiego; był również słuchaczem wykładów z literatury polskiej i łacińskiej na Wy­dziale Literatury i Sztuk Wyzwolonych tegoż uniwersytetu. W trakcie studiów 20 XI 1820 zo­stał przyjęty do tajnego Towarzystwa Filaretów, gdzie nawiązał liczne kontakty towarzyskie i przyjaźnie studenckie, z których część przetrwała aż do końca jego życia (m.in. z A. Mic­kiewiczem, T. Zanem, F. Malewskim, J. Czeczotem, O. Pietraszkiewiczem, J. Jeżowskim, I. Domeyką, A. Suzinem, A. Chodźką, A. Goreckim, J. Korsakiem, a także A. Frejentem). Od 1821 r. był częstym gościem w wileńskim salonie Salomei Bécu, z którą rychło połączy­ła go serdeczna przyjaźń. Na czas studiów przypadł również jego debiut poetycki – przekład ballady Gottfrieda Augusta Bürgera Myśliwiec („Dziennik Wileński” 1822). Studia ukończył w 1823 r., uzyskując dyplom kandydata obojga praw.

W październiku 1823 r. został aresztowany przez policję carską w związku z tzw. proce­sem filomatów i filaretów. Uniewinniony, pozostał w Wilnie niemal do końca 1825 r., przygo­towując również do druku pierwsze wydanie Poezji. Okres 1826–1829 spędził w Warszawie. Został zatrudniony przez ordynata Stanisława Zamoyskiego do kształcenia jego syna Augu­sta, a także do redagowania – będącego w fazie projektów – czasopisma „Pamiętnik im. Za­moyskich”, którego celem miało być ułatwienie samokształcenia niezamożnej młodzieży (edycja periodyku nie doszła do skutku). Odyniec szybko stał się uczestnikiem burzliwe­go życia literackiego przedlistopadowej Warszawy: bywał w salonach literackich, stał się zna­nym poetą i tłumaczem, a wkrótce również – cenionym redaktorem almanachów. W salonie Wincentego Krasińskiego spotykał się m.in. z Kajetanem Koźmianem, Franciszkiem Moraw­skim i Ludwikiem Osińskim, przed którymi – jak pisał – bronił racji romantyków. Nawią­zał wówczas osobiste, niejednokrotnie przyjacielskie kontakty z wieloma przedstawicielami warszawskiego środowiska artystycznego i naukowego, wywodzącymi się zresztą nie tylko z romantycznego grona – byli wśród nich Kazimierz Brodziński, Józef Bohdan Zaleski, Ste­fan Witwicki, Jan Kazimierz Ordyniec, Franciszek Salezy Dmochowski, a ponadto Fryde­ryk Chopin oraz – znany jeszcze z Wilna – Joachim Lelewel. Odyniec wprowadzał ponadto w warszawskie kręgi literackie młodego Juliusza Słowackiego przybyłego z Wilna do stolicy Królestwa Polskiego w lutym 1829 r.

W maju 1829 r. udał się do Petersburga na spotkanie z Adamem Mickiewiczem. Tam właśnie poznał Marię Szymanowską i jej córki oraz Józefa Oleszkiewicza; tam też uzgodnił z Mickiewiczem projekt wspólnej podróży po Europie. Zaplanowana eskapada rozpoczęła się kilka miesięcy później, w sierpniu 1829 r., i trwała do października 1830 r. Mickiewicz z Odyńcem spotkali się wówczas w Karlsbadzie, a następnie zwiedzili Niemcy, Szwajca­rię, Włochy i znowu Szwajcarię (Genewę, Alpy Szwajcarskie; na tym ostatnim etapie do podróżników dołączył Z. Krasiński). Oprócz niecodziennych wrażeń turystycznych i kra­joznawczych owocem tej podróży było zawarcie licznych znajomości w europejskich śro­dowiskach artystycznych i literackich – z Johannem Wolfgangiem Goethem, Augustem Wil­helmem Schleglem, Ludwigiem Tieckiem, Jamesem Fenimorem Cooperem, Alessandrem Manzonim, Johannem Nepomukiem Hummlem. Odyniec kontynuował europejską po­dróż w pojedynkę – odwiedził wtedy Paryż (gdzie poznał V. Hugo i A. de Vigny’ego) oraz Londyn, gdzie z kolei zastała go wiadomość o wybuchu powstania listopadowego. Opuś­cił wtedy miasto z zamiarem powrotu do kraju, dotarł wprawdzie aż do Saksonii, ale nie przekroczył granicy Królestwa Polskiego i ostatecznie zatrzymał się w Dreźnie, gdzie do­wiedział się o upadku insurekcji. Mimo że nie wziął udziału w powstaniu, nie powrócił do kraju, a niedopełnienie przezeń obowiązku uzyskania nowego paszportu stało się po­wodem zajęcia przez władze rosyjskie jego majątku w Giejstunach. Odyniec przebywał w Dreźnie od lutego 1831 r. do maja 1832 r. Wtedy to jego drogi ponownie zeszły się z przy­bywającym z Rzymu Mickiewiczem, a także z wieloma uczestnikami powstania listopado­wego zmuszonymi do opuszczenia Królestwa Polskiego (m.in. S. Garczyńskim, I. Domeyką, W. Polem, A. Goreckim). W okresie drezdeńskim (1832–1837) Odyniec trudnił się pracą przekładową, wydawniczą i redakcyjną. Przygotowywał do edycji tłumaczenia głównie an­gielskich i niemieckich utworów romantycznych, został jednym z założycieli i współpra­cowników powstałego w 1834 r. w Lesznie czasopisma „Przyjaciel Ludu”, współpracował ponadto przy popularnej serii wydawniczej „Biblioteka Kieszonkowa Klasyków Polskich” zainicjowanej przez Jana Nepomucena Bobrowicza w lipskim wydawnictwie Breitkopf und Härtel, dla której przygotowywał biogramy polskich pisarzy (m.in. E. Drużbackiej, S. Szymonowica i B. Zimorowica).

Odyniec ożenił się w 1832 r. z Zofią z Mackiewiczów – ślub odbył się 5 lipca tego roku w Królewcu. Małżeństwo miało czworo dzieci – najstarsza córka zmarła tuż po porodzie (ur. i zm. 1833), następnie przyszły na świat Antonina (1834–1841), Maria (1837–1843) i Teresa (1846–1907), po mężu Stanisławowa Chomętowska. Za sprawą dramatycznych

wypadków osobistych (m.in. śmierci ojca oraz śmierci najstarszej córki), a także kłopotów finansowych dojrzewała w nim myśl o powrocie w strony rodzinne. W 1837 r. po długich staraniach udało się mu uzyskać zdjęcie rosyjskiego sekwestru z majątku w Giejstunach, co umożliwiło mu powrót do kraju i stabilizację finansową. Małżonkowie przybyli do Giejstun jesienią 1837 r. W 1839 r. Odyniec podjął pracę w Wilnie, w wydawnictwie Teofila i Augusta Glücksbergów jako redaktor Encyklopedii powszechnej (ukazały się tylko cztery tomy tej edy­cji), a następnie – od 1840 r. – jako redaktor „Kuriera Wileńskiego”, rosyjskiego czasopisma rządowego wychodzącego w rosyjskiej i polskiej wersji językowej (tę funkcję Odyniec spra­wował przez 20 lat, do 1860 r.). W 1858 r. wziął udział w publikacji dwujęzycznego (polsko­-rosyjskiego), wiernopoddańczego Album wileńskiego (Na pamiątkę pobytu Najjaśniejszego Cesarza Jego Mości Aleksandra II w Wilnie 6 i 7 września 1858, 1858) przygotowanego z oka­zji przyjazdu do Wilna cara rosyjskiego Aleksandra II. Otwierający tę edycję wiersz Odyńca Przyjdź Królestwo Boże! wywołał oburzenie wśród patriotycznie nastawionej publiczności czytelniczej i na lata okrył go złą sławą lojalisty, a nawet „odstępcy”.

W 1866 r. Odyniec z małżonką przeprowadzili się do Warszawy, gdzie nieco wcześniej zamieszkała również ich córka Teresa wraz z mężem. Pisarz kontynuował tam swe prace lite­rackie, redakcyjne i wydawnicze. Początkowo przyjęty chłodno, z biegiem czasu coraz głę­biej wrastał w warszawskie środowisko kulturalne. Wydatnie pomogła mu w tym publika­cja wspomnień Listy z podróży, w których odtwarzał młodzieńcze wędrówki z Mickiewiczem po Europie (swoje wspomnienia zaczął publikować w odcinkach w 1867 r. na łamach czaso­pisma „Kronika Rodzinna”, a następnie zebrał je w czterotomowym wydaniu książkowym, 1875–1878). Sławę Odyńca utrwaliła publikacja Wspomnień z przeszłości opowiadanych Deo­tymie (pierwodruk w odcinkach na łamach „Wieku” oraz „Kroniki Rodzinnej” od 1879 r.; wyd. osob. 1884), w których pisarz powracał pamięcią do czasów studenckich oraz kreślił portrety osobiście znanych mu pisarzy polskich.

Odyniec stał się wówczas gwiazdą warszawskiego salonu Deotymy, jego utwory (zwłaszcza wspomnieniowe) cieszyły się ogromną popularnością, wyprawiano na jego cześć fety literackie i jubileusze (choć swoimi zachowaniami towarzyskimi zapracował sobie też na pogardliwy przydomek „Pana Cmoktalskiego”). Jego osoba i twórczość spotykały się rów­nież z krytyką – formułowaną zwłaszcza przez zwolenników pozytywizmu. Okres ten nie był pozbawiony dramatycznych wydarzeń: w 1871 r. zmarła żona Odyńca Zofia, w 1874 r. zaś jego wnuczka, imienniczka żony. Pisarz umarł 15 I 1885, a jego warszawski pogrzeb stał się tłumną manifestacją patriotyczną.

Działalność krytycznoliteracka – charakterystyka ogólna. Odyniec rzadko wcielał się w rolę typowego krytyka literackiego, ale wątki krytycznoliterackie można odnaleźć w wie­lu jego wypowiedziach o literaturze, we wspomnieniach, a także w korespondencji. Silnie na­sycone tymi treściami są jego przedmowy do własnych utworów, przekładów oraz redago­wanych almanachów (zwłaszcza Przemowa do pierwszego tomu Poezji, wprowadzenia do dramatów Felicyta, Barbara Radziwiłłówna i Jerzy Lubomirski, przedmowy do pierwszego tomu almanachu „Melitele” oraz do pierwszego tomu Tłumaczeń). Wiele refleksji o literatu­rze i twórczości pisarzy (polskich i zagranicznych) zawierają Listy z podróży (prwdr. „Kro­nika Rodzinna” 1867–1878) oraz Wspomnienia z przeszłości opowiadane Deotymie (prwdr. całości „Kronika Rodzinna” 1879–1883). W dorobku Odyńca znajdują się ponadto nielicz­ne pisma stricte krytycznoliterackie (Odpowiedź na artykuł p. F.K. pt. „Romantyzm i jego skutki”).

Poglądy estetycznoliterackie Odyńca miały charakter eklektyczny. Mimo dominacji idei romantycznych można w nich odnaleźć przekonania właściwe klasycyzmowi oraz bie­dermeierowi. Trwałe piętno wywarła na nich również formacja światopoglądowa pisarza: jego niezachwiana religijność katolicka, poglądy konserwatywne i lojalistyczne. Podstawą koncepcji literackich Odyńca były przeświadczenia o zasadniczej roli czynników etycznych w literaturze, a także o służebnym wobec prawdy charakterze piśmiennictwa artystyczne­go oraz o dominacji treści wypowiedzi artystycznej nad jej formą (w przedmowie do dra­matu Barbara Radziwiłłówna, 1858, dowodził, że „sztuka ma być nie sama sobie bożysz­czem, lecz kapłanką Prawdy i Ducha”). Tym założeniom towarzyszył romantyczny pogląd, zgodnie z którym najdoskonalszą formą wypowiedzi literackiej jest poezja, i to ona stanowi nośnik prawdziwych wartości etycznych i estetycznych – czyli „poetyczności”. Zdarzało się jednak, że Odyniec uzasadniał swoje romantyczne preferencje twórcze argumentami czerpa­nymi częściowo z repertuaru klasycystycznych założeń estetycznych, jak w przedmowie do Poezji (1825), gdzie dowodził, że „w każdym rodzaju poezji są pewne fundamentalne zasady, do których [poeta] się stosować musi”.

Wypowiedzi programowe. Wyłożone preferencje dochodziły do głosu również w krytycz­noliterackich wypowiedziach Odyńca. Miały one różnoraki charakter: najczęściej programotwórczy i postulatywny, w następnej kolejności opisowy i wartościujący, a najrzadziej – polemiczny. Treści programowe wypełniają przedmowę do debiutanckiego tomu Poezji (1825) – wzorowaną na Przemowie do pierwszego tomu Poezji (1822) Mickiewicza – któ­rą pisarz poświęcił charakterystyce ballady jako nowego gatunku literackiego. Podkreślając zarazem epicki i liryczny wymiar ballady, akcentował konieczność ukształtowania wartkiej akcji oraz wyrazistych kreacji postaci, ale jednocześnie zwrócił uwagę na istnienie ballad o dominującym komponencie lirycznym – charakteryzują się one tym, że zamiast „wikła­nia się akcji” czy „malowania charakterów” wzbudzają zainteresowanie czytelnicze „pięk­nym opowiedzeniem jakiego szlachetnego czynu lub trafnym wydaniem uczucia”. Ody­niec podkreślał ponadto różnorodność tematyczną ballad, zalecał nawiązywanie do podań gminnych własnego narodu, dopuszczając element fantastyczny. Przypisywał ballado­wej „dziwności” ważną rolę – twierdził, że z jej pomocą poeta „przenosi […] myśl czy­telnika w czasy, które maluje”, oraz „obudza […] przestrach rzeczy niepojętych, przeczu­cie tajemniczych władz natury”, ale opinie te opatrywał zastrzeżeniami motywowanymi oświeceniowym szacunkiem dla prawdy.

W skierowanym Do czytelnika wprowadzeniu do pierwszego tomu Tłumaczeń (1838) Odyniec wyłożył swoją teorię przekładu poetyckiego. Zasadza się ona na trzech filarach: „wierności” w oddaniu „myśli”, „stylu” oraz „tonu” oryginalnego tekstu. Wedle Odyńca pierwszy odpowiada za semantyczną adekwatność tłumaczenia wobec oryginału, dru­gi umożliwia odzwierciedlenie specyfiki jego ukształtowania językowego, trzeci zaś pozwa­la oddać jego atmosferę światopoglądową i klimat emocjonalny. O ile postulat wiernego odtworzenia myśli można uznać za oczywisty na tle ówczesnych praktyk przekładowych, o tyle adekwatność stylu, a zwłaszcza odpowiedniość „tonu”, stanowiły wartościową innowa­cję (zdarzało się bowiem, że utwory poetyckie tłumaczono wówczas prozą, nie przywiązu­jąc nadmiernej wagi do jakości artystycznej przekładu). W przedmowie do dramatu Felicyta, czyli męczennicy kartagińscy (1849) Odyniec rozwinął własną koncepcję „poezji chrześcijań­skiej”. I znowu oparł ją na właściwym romantyzmowi przekonaniu, że przedmiotem wielkiej poezji jest nieprzenikniona, wymykająca się poznaniu rozumowemu sfera doświadczenia wewnętrznego, metafizycznego i religijnego człowieka. Owocem życia duchowego jest „we­wnętrzna moc duszy ludzkiej, podniesionej do najwyższej swojej potęgi, to jest do przejęcia się Bogiem i do połączenia się z Bogiem”. Owa moc pozwala rozstrzygnąć najpoważniejsze dylematy moralne („walki duszy ludzkiej ze słabością natury i ciała”), umożliwia podejmo­wanie odważnych wyborów życiowych („przezwyciężenie w samych sobie wrodzonej miło­ści życia, obawy cierpień i śmierci, pokus myśli i ponęt światowych”), skłania do poświęcenia („wyrzeczenie się wszelkich uczuć ziemskich dla Nieba”). Dramat o kartagińskiej męczenni­cy Felicycie miał być właśnie ilustracją tego rodzaju doświadczeń i postaw.

Po upływie kolejnej dekady w przedmowie do dramatu Barbara Radziwiłłówna (1858) Odyniec sformułował własną koncepcję dramatu historycznego (rozwinął ją i potwierdził we wprowadzeniu do dramatu Jerzy Lubomirski, 1861). Tym razem wyjaśniał, że cel utworów tego typu nie powinien się ograniczać do prezentacji postaci, realiów czy wydarzeń z prze­szłości w formie scen dramatycznych. Autor dramatu historycznego winien sięgać głębiej, tj. oddawać najgłębszą prawdę o przeszłości tak, by „za pomocą poezji, w formie dramatycz­nej, pewną historyczną […] chwilę w duchowej jej prawdzie przedstawić i psychicznie nie­jako objaśnić”. Odyniec nie akceptował żadnej dowolności w przedstawianiu wydarzeń hi­storycznych; przeciwnie – wierność faktom uważał za podstawową, choć niewystarczającą powinność dramaturga odwołującego się do przeszłości.

Ważne akcenty programotwórcze zawierają również wprowadzenia do Listów z podró­ży oraz Wspomnień z przeszłości opowiadanych Deotymie. Oba dzieła, poprzedzone pełnią­cymi funkcje przedmów „listami” skierowanymi do Aleksandry Borkowskiej, redaktorki cza­sopisma „Kronika Rodzinna”, zawierają uwagi dotyczące potrzeby spisywania pamiętników jako ważnej skarbnicy wiadomości do historii literatury rodzimej. Pisarz wskazywał tu na znamienny „brak wiadomości o osobistym i towarzyskim życiu najsławniejszych pisarzy na­szych z epok przeszłych, których współcześni czy przez lenistwo, czy przez obawę sądów ludzkich spisać nie chcieli, podczas kiedy we wszystkich literaturach innych anegdotyczna historia autorów tak obszerne i ważne zajmuje miejsce”.

Komponent opisowo-wartościujący. W dyskursie krytycznoliterackim Odyńca uwidocz­nia się on zwłaszcza w biogramach pisarzy polskich otwierających wybrane tomy „Biblioteki Kieszonkowej Klasyków Polskich”, przybiera on kształt „krótkich wiadomości o życiu i pis­mach poetów polskich”. Ten rodzaj wypowiedzi krytycznoliterackich nawiązywał do gatunku „pochwał” popularnego na początku XIX w. Charakterystyki Odyńca zawierały wiadomo­ści biograficzne na temat polskich pisarek i pisarzy oraz lakoniczne omówienia ich twór­czości, w których autor zwracał uwagę na ich narodowy charakter, tematykę oraz profil genologiczny. W swoich opiniach Odyniec odwoływał się ponadto do popularnych wówczas kategorii opisowych, takich jak „rodzimy talent”, „żywa wyobraźnia”, „pełne prawdy uczucie”, „gładkość wiersza”, „czystość i moc języka”, a także forma i treść (z przekonaniem o domina­cji treści nad formą). W ten nurt refleksji krytycznoliterackiej Odyńca wpisują się również jego opinie o zagranicznych i polskich pisarzach, gęsto rozsiane na kartach Listów z podró­ży oraz Wspomnień z przeszłości opowiadanych Deotymie. Jawi się on tu głównie jako apolo­geta osoby i twórczości Mickiewicza, którego konsekwentnie prezentuje jako największego polskiego poetę, przenikliwego myśliciela i człowieka niezwykłej miary etycznej, przerasta­jącego wielkością nie tylko innych polskich pisarzy (bardzo krytycznie wyrażał się o J. Sło­wackim), ale nawet największych twórców europejskich – Goethego, George’a Gordona Byrona czy Augusta Wilhelma Schlegla.

Komponent polemiczny. W wypowiedziach Odyńca o literaturze rzadziej dochodził do gło­su komponent polemiczny. Znalazł on swoje odzwierciedlenie w niektórych fragmentach wspomnień pisarza (choćby w obecnych na kartach Listów z podróży refleksjach poświęco­nych sporom klasyczno-romantycznym w latach 20. XIX w.), a w sposób najwyrazistszy – w artykule polemicznym Odpowiedź na artykuł p. F.K. pt. „Romantyzm i jego skutki”. W tej ostatniej pracy Odyniec podjął polemikę z głośnym wówczas artykułem ks. Franciszka Kru­pińskiego Romantyzm i jego skutki („Ateneum” 1876, t. 2, z. 4), którego autor zwracał uwagę na negatywne konsekwencje oddziaływania literatury romantycznej (wymieniał tu zwłasz­cza pogardę dla rozumu oraz propagowanie niewłaściwych wzorców osobowych). W swo­jej polemice Odyniec nie odniósł się prawie w ogóle do literatury romantycznej, lecz swą od­powiedź oparł na odwołaniach do pism filomackich, a także do biografii przedstawicieli tego środowiska, absolwentów Uniwersytetu Wileńskiego (m.in. Mickiewicza, I. Domeyki, J. Ko­walewskiego, J. Jeżowskiego, F. Kułakowskiego i T. Zana). Pisarz używał tu dość osobliwych argumentów, jakoby tylko oni byli ludźmi, „którzy to pierwsze i jedyne prawdziwe grono ro­mantyków u nas składali”. Omawiał zatem szczegółowo ich zasługi w dziedzinie nauki i tech­niki, starając się wykazać, „co jako uczeni dla nauki, a jako ludzie dla pożytku społeczeń­stwa ludzkiego uczynili”. Pisarz prawie nie wspomniał o dziełach, które już wtedy uchodziły za najwybitniejsze przykłady poezji romantycznej (zwracał jedynie uwagę na dokonywane przez filomackie grono przekłady starożytnych, klasycznych utworów poetyckich).

Nie poglądy Odyńca przyniosły mu popularność, ale jego osoba wyrażająca jeden z wa­riantów XIX-wieczności: lojalizm nieodłączny od patriotyzmu, romantyzm podszyty potrze­bą klasycznego umiaru i wartości rodzimych.</document>
<document nplp_id="13704" title="Pawiński Adolf" slug="pawinski-adolf">Historyk, archiwista, edytor, redaktor, publicysta, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Alf; Trzeci; A.P.
Informacje biograficzne. Urodził się 7 V 1840 w Zgierzu. Jego ojciec Jan, właściciel zakła­du farbiarskiego, pochodził z Brandenburgii (dziadek używał nazwiska Pfau), matka Ama­lia Krohn była córką pastora. Miał dwie siostry i dwóch braci, jednym z nich był Józef Pawiński (1851–1925), znany lekarz kardiolog. Nauki gimnazjalne Adolf Pawiński pobierał w Piotrkowie, gdzie uczestniczył w pracach kółka literackiego m.in. z Henrykiem Struvem, Bronisławem Grabowskim, Mścisławem Edgarem Trepką. Od 1859 r. studiował na wy­dziale historyczno-filologicznym w Petersburgu (tu poznał się z W. Spasowiczem), a od 1862 r. w Dorpacie, skłaniając się coraz bardziej ku metodom niemieckiej historiografii. W 1865 r. wyjechał do Berlina na seminarium Leopolda Rankego, a następnie do Getyngi, by w 1867 r. uzyskać dyplom doktora pod kierunkiem Georga Weitza. W 1868 r. został zatrud­niony jako docent prywatny, a potem adiunkt w Szkole Głównej w Warszawie; po jej prze­kształceniu w 1869 r. w Cesarski Uniwersytet Warszawski otrzymał etat docenta; w tym celu musiał ponownie uzyskać doktorat na uczelni rosyjskiej w Petersburgu (w 1871 r. został pro­fesorem nadzwyczajnym, w 1875 r. profesorem zwyczajnym historii powszechnej). W 1868 r. zaczął pracę w Głównym Archiwum Królestwa Polskiego, w 1875 r. został jego naczelnikiem. W 1890 r. mianowano go rzeczywistym radcą stanu, co ułatwiało mu udostępnianie materia­łów archiwalnych kolegom historykom zza kordonu. Uczestniczył w kongresach archeolo­gicznych w Budapeszcie (1876), Lizbonie (1880), Paryżu (1889), Moskwie (1892). Od 1873 r. był członkiem korespondentem, a od 1891 r. członkiem czynnym Akademii Umiejętności. Od 1875 r. z Aleksandrem Walerianem Jabłonowskim wydawał Źródła dziejowe, wielotomo­wą edycję dokumentów historycznych XVI i XVII w.; opracował m.in. Skarbowość w Polsce i jej dzieje za Stefana Batorego (1881). Badanie dziejów wewnętrznych uważał za najpilniejszą potrzebę w rekonstrukcji pełnego obrazu historii. Wśród jego późnych książek historycznych pojawiły się ujęcia portretowe, np. Ostatnia księżna mazowiecka, obrazek z XVI wieku (1892), Młode lata Zygmunta Starego (1893). Współpracował z Wielką encyklopedią powszechną ilustrowaną, działał w Towarzystwie Dobroczynności, m.in. w l. 1877–1884 kierował sek­cją Czytelni Bezpłatnych. W 1871 r. ożenił się z Anielą Moldenhawer (1848–1909), z któ­rą miał syna Stanisława (1872–1913) i córkę Marię zam. Chrostowską (1875–1934). Zmarł 24 VIII 1896 w Grodzisku Mazowieckim.
Działalność krytyczna. Rozpoczynając pracę w Szkole Głównej, Pawiński wygłosił wykład dotyczący popularnego wśród młodzieży akademickiej Henry’ego Thomasa Buckle’a, postu­lującego przekształcenie historiografii w naukę dążącą do ustalenia praw dziejowych, wy­znającego determinizm i radykalny optymizm poznawczy (H.T. Buckle, „Biblioteka War­szawska” 1868, t. 4). Krytycznie ocenił tę propozycję metodologiczną pretendującą do rangi uniwersalnej zasady badawczej. Przyznając Buckle’owi rozległą wiedzę i szerokie horyzon­ty, wytknął logiczne słabości i podważył przełomowość jego teorii, wskazując na dawniejsze zasługi filozofii historii (G. Vico, A. Cieszkowski). Ideał nowoczesnej historiografii określił we wstępie do dziesięciotomowej edycji przekładu Dziejów Anglii od wstąpienia na tron Ja­kuba II Thomasa Babingtona Macaulaya (1873–1874), której był inicjatorem: „Jeżeli prawid­ła sztuki dziejopisarskiej nie dały się dla braku skończonego wzoru ująć w stałe kształty peł­nego systematu – to Macaulaya dzieła stały się dla historii ową prawodawczą, kanoniczną księgą”. Walory pisarstwa historycznego Macaulaya wiązał z nieustępującą nauce niemiec­kiej bezstronnością sądów, trafnością ujęć, łączeniem rzeczowości wywodu z literacko atrak­cyjną formą, wzbogaceniem relacji wydarzeń szerokim tłem („podać Anglikom XIX wieku wierny obraz żywota przodków”; tamże). Cenił tego autora za gruntowną znajomość kultu­ry badanych epok („rozczytywał się w dziejopisach Grecji i Rzymu, oswajał się z mówcami i poetami, zbierał ballady, czytał wszystkie gazety”). Podkreślał jego artystyczny talent i zain­teresowanie poezją, którego przejawem były studia nad Johnem Miltonem. Pod kierunkiem Pawińskiego wydano też dwutomowy przekład Dziejopisarstwa polskiego wieków średnich Heinricha Zeissberga (1877).
Równolegle z zajęciami ściśle naukowymi Pawiński współpracował z redakcjami cza­sopism, drukując artykuły popularnonaukowe, recenzje, przeglądy, omówienia utworów literackich i dzieł naukowych, listy z podróży odbywanych w celach badawczych (np. z wyko­palisk archeologicznych, kwerend archiwalnych). W „Bibliotece Warszawskiej” oprócz roz­prawy o Buckle’u zamieszczał prace historyczne, przeglądy prasy, opisy podróży i odkryć geograficznych oraz inne wiadomości naukowe. Przez kilka lat należał do redakcji pisma. Opuścił ją, by zaangażować się wraz z Włodzimierzem Spasowiczem w tworzenie „Ateneum” powstałego w 1876 r. Jego pragnieniem było powołanie nowoczesnego pisma prezentujące­go gruntowne studia i sprawozdania z literatury naukowej i beletrystyki na wzór francuskie­go przeglądu „Revue des Deux Mondes” (tytuł nawiązywał do wcześniejszego „Athenaeum” Kraszewskiego). Ogłaszał tu swoje prace historyczne. W 1890 r. występował jako współre­daktor miesięcznika.
Pisywał też do dzienników i tygodników. Opublikował artykuł Edward Lytton Bulwer („Tygodnik Ilustrowany” 1873, nr 307–308) stanowiący pośmiertny portret pisarza (najwy­żej Pawiński ocenił powieść Ostatnie dni Pompei), historyka i polityka. Zrecenzował esej Ernesta Legouvégo L’Art. De la lecture („Tygodnik Ilustrowany” 1878, nr 107), monografię Jeana Fleury’ego Rabelais et ses œuvres (tamże, nr 108), zalecając ją jako wzór dla prac pol­skich o pisarzach XVI w., wydanie pism Edgara Quineta, komentując jego relację z Adamem Mickiewiczem (tamże, nr 109) – artykuły te stanowiły Kronikę literatury zagranicznej w „Ty­godniku Ilustrowanym”. W 1883 r. zamieścił wspomnienie pośmiertne o Józefie Szujskim, podkreślając literacki i translatorski talent zmarłego („Tygodnik Ilustrowany” 1883, nr 6). W latach 1883–1884 był współwłaścicielem tygodnika.
Erudycyjne listy z podróży do Hiszpanii, odbywanej dla badań archiwalnych, nadsy­łane do redakcji „Wieku” i „Gazety Warszawskiej”, złożyły się później na dwutomową edycję Hiszpania. Listy z podróży (1881); w tym samym roku ukazał się tom Portugalia. Listy z po­dróży. Drukował też w „Słowie” Listy z Grecji i Azji Mniejszej (od września 1888 r. do lutego 1889 r.). Opublikował również artykuł Jeden z pierwszych drukarzy w Hiszpanii, Stanisław Po­lak („Kłosy” 1882, nr 863–863). W 1884 r. w ramach Dzieł wszystkich. Wydania pomnikowego Jana Kochanowskiego opracował i opatrzył przypisami Jezdę do Moskwy; w tym samym roku w „Tygodniku Ilustrowanym” (1884, nr 57) ogłosił przyczynek do bibliografii poety.</document>
<document nplp_id="13706" title="Pawilkowski Jan Gwalbert" slug="pawilkowski-jan-gwalbert">Działacz społeczny, polityczny i kulturalny; pedagog, historyk literatury, poeta, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: i.g.p; J.B.K.; Jeden z członków; Paweł Brona.

Informacje biograficzne. Urodził się 18 III 1860 w Medyce. Pochodził z zasłużonego dla polskiej kultury rodu Pawlikowskich h. Cholewa. Był absolwentem Gimnazjum św. Anny w Krakowie (1878), studiował następnie prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krako­wie i Wiedniu. W 1885 r. uzyskał stopień doktora praw; następnie podjął studia agronomicz­ne (Halle, Dublany) i ekonomiczne (Wiedeń). Od 1887 r. zarządzał majątkiem rodzinnym w Medyce, od 1893 r. mieszkał we Lwowie. W l. 1891–1904 wykładał ekonomię w szkole rol­niczej w Dublanach, od 1902 r. teorię statystyki w szkole nauk politycznych we Lwowie. Był też działaczem samorządowym i rolniczym. W l. 1898–1914 prezesował Związkowi Nauko- wo-Literackiemu we Lwowie, był także redaktorem „Wiedzy i Życia”. W l. 1905–1919 piasto­wał funkcję prezesa Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, a od 1912 r. prezesa Sekcji Ochrony Tatr w Towarzystwie Naukowym we Lwowie. Działał na rzecz ochrony przyrody – od 1925 r. jako referent ustaw Państwowej Rady Ochrony Przyrody. W 1925 r. został człon­kiem Polskiej Akademii Umiejętności. Zmarł 6 III 1939 we Lwowie.

Krytyka i edytorstwo. Niezależnie od oryginalnej twórczości literackiej Jan Gwalbert Paw­likowski był znawcą, edytorem i interpretatorem dzieł Juliusza Słowackiego, jednym z naj­ważniejszych obok Juliusza Kleinera jego badaczy i edytorów. Był właścicielem oryginalnych rękopisów poety (m.in. karty z tekstem Beniowskiego, Króla-Ducha, pism filozoficznych; ry­sunku z podróży po Egipcie z Raptularza wschodniego; w 2009 r. zakupione od K. Pawlikow­skiego, BJ sygn. 11561 III). Osobisty i emocjonalny stosunek Pawlikowskiego do wieszcza wyraził się w 1909 r. jego zdecydowanym sprzeciwem wobec podjętej przez Stefana Żerom­skiego (z inicjatywy H. Sienkiewicza) akcji na rzecz pochówku zwłok Słowackiego w skal­nej ścianie Kościelca. O twórczości Słowackiego wygłosił wiele odczytów; zaś w 1913 r. cykl wykładów o Królu-Duchu, poemacie, który stanie się centralnym przedmiotem jego zainte­resowania jako krytyka literackiego i edytora. Fascynacja myślą poety wyraziła się w książ­ce Mistyka Słowackiego (1909) oraz w rozprawie Społeczno-polityczne idee Słowackiego w dobie mistycyzmu (1930). Publikacje te przedziela opublikowane w 1924 r. dwutomowe wydanie „zupełne i komentowane” Króla-Ducha. Współwydawcą poematu był syn, Michał Pawlikowski, który podjął się odczytania bardzo trudnego w lekturze rękopisu. Zaintereso­wania Pawlikowskiego Słowackim są skupione na tzw. mistycznym etapie jego twórczości. Prace odnoszące się właściwie tylko do tego okresu życia poety są ważnymi dziełami w ka­nonie literatury jemu poświęconej i obejmują trzy ważne kręgi zagadnień: idee mistyczne, społeczno-polityczne i problemy edytorskie.

Kulturowo-literackim przeżyciem generacji Pawlikowskiego było „zwycięstwo zza gro­bu” Słowackiego, wydanie jego utworów pozostawionych w rękopisach przez Antoniego Ma­łeckiego, publikacja ineditów w czasopismach. Ponowne odkrycie Słowackiego, wynikające po części z publikacji ineditów, zbiegło się z nowymi prądami literackimi Młodej Polski. Paw­likowski, nie nadając charakteru polemicznego swoim tekstom, umiejscawia własne analizy na przeciwnym biegunie pracy Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka (moder­nizm) (1902). Młodopolski zachwyt był ufundowany na prekursorskiej wobec modernizmu roli Słowackiego przede wszystkim za sprawą symboliki utworów – na wyraźnym pryma­cie wyobraźni i fantazji. Pawlikowski widział twórczość poety w zupełnie innym rejestrze; ponad estetyką odbieraną jako współczesna dostrzegał przekaz prawd mistycznych. Wyka­zywał spójność systemu myślowego poety i jego kompatybilność z prądami romantyzmu. Rewelacje tajemnic genezyjskich pokazywał na tle różnych nurtów przekazu transcenden­talnego jako równoprawne i wiarygodne świadectwo poety. W Mistyce Słowackiego (publi­kowanej we fragmentach w „Pamiętniku Literackim” w 1907 i 1908 r. jako Źródła i pokre­wieństwa towianizmu i mistyki Słowackiego oraz w „Lamusie” 1908/1909 Słowacki w okresie mistycyzmu) umieścił filozoficzno-mistyczne koncepcje poety na szerokim, komparatystycznym tle filozofii i literatury, także pozaeuropejskiej. Jego idee filozoficzne i religijne analizo­wał w szerokim kontekście źródeł egipskich, hebrajskich oraz indyjskich. Oprócz tradycji myśli mistycznej Pawlikowski był wyczulony na paralele scjentystycznych idei Słowackie­go, również w naukach ścisłych, jak biologia, geologia, astronomia, optyka, a także humani­stycznych, jak językoznawstwo, socjologia, politologia. Taki szeroki zakres porównawczy był możliwy dzięki niezwykłym kompetencjom Pawlikowskiego – wszechstronnie wykształco­nego erudyty – które wykorzystywał z niezwykłą intuicją i elegancją. Wystrzegał się przy tym genetycznego powiązania tych idei z dziełem poety, zwracając uwagę na liczne zbieżności i analogie. Przeciwny był jednak entuzjastycznemu i niemającemu odpowiednika w faktach pisaniu o „prekursorstwie” wobec idei ewolucjonizmu. W refleksjach poświęconych Genezis z Ducha zwracał uwagę: „Nauka genezyjska ma swoją logikę i stanowi budowę poetycką jed­nolitą i harmonijną, ale ta logika nie ma nic wspólnego z logiką poznawczą, przyrodniczo- -naukową” (Na marginesie pism genezyjskich Słowackiego, „Pamiętnik Literacki” 1928).

Pomnikowym osiągnięciem Pawlikowskich – Jana Gwalberta i jego syna Michała – była dwutomowa edycja Króla-Ducha. Rapsody, niewydane za życia poety i pozostawione na luźnych, gęsto zapisanych i czasem słabo czytelnych kartkach, po raz pierwszy zostały uło­żone w porządku odmian, który w zasadniczym swoim zarysie nie został zakwestionowa­ny do dzisiaj. Główne zastrzeżenia dotyczyły niektórych koniektur i nawet większych rekon­strukcji, z punktu widzenia warsztatu filologicznego nieuprawnionych, poprawiających bądź sporadycznie nawet „sztukujących” tekst Słowackiego.

W dwudziestoleciu międzywojennym Pawlikowski pisywał recenzje, przede wszystkim dzieł związanych z tematyką tatrzańską (m.in. w wydawanym przez Towarzystwo Tatrzańskie czasopiśmie „Wierchy”), oraz szkice o wybitnych poetach związanych z Tatrami (O uczcze­nie pamięci Adama Asnyka, „Słowo Polskie” 1927, nr 7; Janowi Kasprowiczowi na pożegna­nie, „Wierchy” 1926).

Osiągnięcia Pawlikowskiego, który z wykształcenia był prawnikiem i ekonomistą, jako krytyka i edytora na polu filologii zostały wysoko ocenione przez specjalistów, a jego teks­ty krytyczne i praca edytorska weszły do kanonu bibliografii przedmiotowej Juliusza Słowac­kiego.</document>
<document nplp_id="13708" title="Pękalski Wojciech" slug="pekalski-wojciech">Dramatopisarz, librecista, poeta, tłumacz, redaktor, krytyk teatralny, wolnomularz.
Informacje biograficzne. Wojciech Pękalski h. Odrowąż urodził się ok. 1780 r. jako syn Ignacego, subdelegata grodzieńskiego piotrkowskiego (1776), wychowanka i brygadiera Szkoły Rycerskiej. Uczył się w szkołach pijarskich w Piotrkowie. W 1802 r. rozpoczął ka­rierę w warszawskiej policji, godząc to zajęcie z rolą librettopisarza oraz autora tłumaczeń i adaptacji na potrzeby Teatru Narodowego. Debiutował przeróbką komedii Augusta F. Kotzebuego Figle pazia (premiera 21 X 1804); przetłumaczył z języka francuskiego, niemiec­kiego i włoskiego blisko 50 sztuk, napisał trzy – uznawane za oryginalne – libretta operowe, stając się jednym z najczęściej grywanych na scenach warszawskich autorów obok Ludwi­ka Adama Dmuszewskiego i Alojzego Żółkowskiego. Drukiem ukazało się tylko jedno dzie­ło sceniczne Pękalskiego – libretto Rotmistrz Gorecki (1807). Większość pozostałych dzieł, pozostawionych w rękopisach, zaginęła, a informacje o nich podawane są najczęściej za źród­łami z epoki, zwłaszcza za afiszami teatralnymi, recenzjami i omówieniami premier.
W l. 1807–1809 Pękalski zajmował stanowisko sekretarza biura ministra sprawied­liwości Księstwa Warszawskiego, od 1808 r. pełnił dodatkowo obowiązki sekretarza Rady Nadzorczej Szkoły Prawa i Administracji Publicznej, a później także inne funkcje w admi­nistracji sądowej. Należał do Towarzystwa Szaradarskiego, które spotykało się w mieszka­niu Dmuszewskiego. W l. 1815–1816 był sekretarzem w biurze Rządu Królestwa Polskiego. Od 10 II do 30 III 1814 działał w Dyrekcji Rządowej Teatrów, a po śmierci Hipolita Wyżewskiego (1813) od 1814 r. przejął obowiązki redaktora „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, z którą już wcześniej współpracował jako krytyk teatralny, nie sygnując jed­nakże nazwiskiem – zgodnie z dominującą w epoce konwencją – swoich recenzji.
Był wolnomularzem Wielkiego Wschodu Narodowego: w l. 1805–1809 należał do „Świątyni Mądrości”, potem do „Świątyni Izis”, piastował w niej urząd mówcy, w 1816 r. prze­szedł do loży „Kazimierz Wielki”. Pisał okolicznościowe wiersze masońskie. Zachowały się Wiersze przyjaźni i wdzięczności… oraz Pieśń ogólna przypominająca podstawowe założe­nia masonerii, także Kantata na dzień urodzin Ludwika Osińskiego z muzyką Józefa Elsnera, o której informują źródła, zaginęła.
W styczniu 1817 r. Pękalski wyszedł z domu, informując rodzinę, że udaje się do Wiej­skiej Kawy, po czym zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Przyjęto, że popełnił samo­bójstwo, topiąc się w Wiśle. Pozostawił żonę Józefę z Chwałkowskich (vel Fałkowskich) (ślub w 1808 r.) i czworo dzieci (we wrześniu 1817 r. urodził się jego syn Wojciech Filip).
Kręgi twórczości. Pękalski jako tłumacz sięgał po utwory zróżnicowane stylistycznie i ga­tunkowo, kierując się nie tyle ich wartością artystyczną, ile pragmatyzmem, który nakazywał mu respektować gust i upodobania szerszej publiczności. Obok komedii Carla Goldoniego wybierał sztuki drugo- i trzeciorzędnych autorów francuskich, komedie i niemieckie dramy mieszczańskie oraz libretta pogodnych oper i komediooper. Taki dobór repertuaru teatral­nego był wówczas mocno kontestowany przez krytyków o orientacji klasycystycznej. Stąd na łamach warszawskiej prasy pojawiły się liczne utyskiwania przedstawicieli Towarzystwa Ik­sów wypowiadających się przy okazji premier sztuk przekładanych przez Pękalskiego prze­ciwko dramie i melodramie. Jeden z Iksów na łamach „Gazety Korespondenta Warszawskie­go i Zagranicznego” pisał: „Porzućmy ten nieszczęśliwy gust tłumaczenia bez wyboru dzieł obcych i dawania tak częstego sztuk podobnych Żelaznej masce, a pewny jestem, że i publicz­ność, i antrepryza lepiej na tym wyjdą”. Przetłumaczoną przez Pękalskiego Żelazną maskę Heinricha Zschokkego określił przy tym jako „[rzecz] pisaną bez mocy, bez myśli, bez gustu, płód obcej krainy”, którego na polską scenę nie warto wprowadzać („Gazeta Koresponden­ta Warszawskiego i Zagranicznego” 1815, nr 78). Inny, po premierze Puszczy pod Hermannstadt Louisa Caigneza, następnego dzieła, które wziął na warsztat Pękalski, dziwił się, że „ci sami aktorowie, którzy przed kilku dniami pewnej dosięgli doskonałości w Otellu, w Alzy- rze, do takich sztuk się zniżają i nawet, jak nam się słyszeć zdarzyło, lubią się zniżać” (tamże, nr 70). Iksowie nie popierali także tłumaczenia przez Pękalskiego na język polski miernych sztuk epigonów klasycyzmu. W związku z wystawieniem Regulusa Claude’a Josepha Dorata jeden z nich deklarował: „[…] całym moim zamiarem jest skłonić go [tłumacza] do lepsze­go dzieł wyboru i do omijania tych tworów, których blask przemijający nie zdołał uratować od zupełnego upadku i które już dawno zapomnianymi zostały w ojczyźnie Rasyna i Korne­la” („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 71).
Najpopularniejszym dziełem Pękalskiego jest Rotmistrz Gorecki. Opera narodowa w 3 aktach, która z muzyką Jana Stefaniego i w doborowej obsadzie została wystawiona na scenie Teatru Narodowego 3 IV 1807, zykując uznanie publiczności. Widzowie dobrze re­agowali na akcenty polityczne związane z Napoleonem („Gazeta Warszawska” 1807, nr 28).
Pękalski napisał jeszcze dwie jednoaktówki: komediooperę Echo w lesie (1808) i zagi­nione intermezzo Benefis (1810). Ich akcja opiera się na schemacie qui pro quo. W Benefisie odnotowano aluzje do sytuacji politycznej i choć recenzent uznał, że: „Wzmianka […] o Po­lakach zdaje się być nieco naciągniętą”, zwłaszcza w tym kontekście, docenił „zręczność” librecisty oraz „komiczność lekką i nie bez przesady” („Gazeta Korespondenta Warszawskie­go i Zagranicznego” 1810, nr 10). W podobnym duchu wypowiedział się krytyk „Gazety Warszawskiej” (1810, nr 9): „Myśl wcale nowa, rzecz zwięźle napisana i styl piękny są zale­tą tego intermezza mile od publiczności przyjętego i z tego jeszcze względu, iż bardzo dobrze było grane”.
Redaktor i krytyk teatralny. Redagowany przez Pękalskiego od 1814 r. dział teatralny „Ga­zety Korespondenta Warszawskiego i Teatralnego”, obok analogicznej rubryki w „Gazecie Warszawskiej”, odegrał podstawową rolę w rozwoju polskiej krytyki teatralnej. Obie gaze­ty zainicjowały w prasie warszawskiej nurt bieżących, systematycznych recenzji i omówień przedstawień wystawianych na scenie narodowej. Na ich łamach odbywały się najważniej­sze wówczas dyskusje dotyczące sposobu uprawiania krytyki, zasad gry aktorskiej i inter­pretacji sztuki teatralnej, a zwłaszcza – doboru repertuaru prezentowanego w Teatrze Naro­dowym. W sytuacji rywalizowania w repertuarze teatru warszawskiego regularnej tragedii i nowych odmian dramatu tematykę recenzji i omówień publikowanych w „Gazecie Kore­spondenta Warszawskiego i Zagranicznego” zdominowała batalia między – reprezentowa­nymi od 1815 r. przez Towarzystwo Iksów – zwolennikami „wysokiego”, elitarnego repertua­ru klasycystycznego a obrońcami sztuk o charakterze bardziej egalitarnym, mieszczących się w ramach dramy, melodramy, komedioopery.
Styl uprawiania krytyki teatralnej w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagra­nicznego” zmieniał się na przestrzeni lat. W l. 1807–1809 recenzje, spośród których więk­szość jest przypisywana Wojciechowi Pękalskiemu (choć jego autorstwo pozostaje niepew­ne), przede wszystkim objaśniały i omawiały treść sztuki (posługując się niekiedy obszernymi cytatami z wystawianych dzieł), zamieszczały podstawowe informacje na temat autora, rela­cjonowały przebieg spektaklu, koncentrując się zwłaszcza na obsadzie aktorskiej. Jeśli poja­wiały się passusy o charakterze krytycznym, dotyczyły gry aktorskiej lub – nieco rzadziej – scenografii. Do bardziej interesujących należy relacja z premiery Rzymu oswobodzonego, czyli Powrotu wojowników Franciszka Wężyka („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagra­nicznego” 1809, nr 103), w której autor po omówieniu treści dzieła i zacytowaniu obszernych jego fragmentów skoncentrował się na aktorach (okazali oni „wiele gorliwości w wystawie­niu sztuki”) i – przede wszystkim – na inscenizacji, która nie spełniła jego oczekiwań. Za­równo scenografia, jak i kostiumy wydały mu się „mało starożytnymi” w stosunku do tematu sztuki, Wojciech Bogusławski zaś jako reżyser miał popełnić różne nadużycia wobec orygi­nału. Na uwagi recenzenta odpowiedział Bogusławski, broniąc swojej koncepcji i zarzucając krytykowi nieznajomość finansowych uwarunkowań, z jakimi musi mierzyć się teatr, a au­torowi dramatu pospieszność w jego pisaniu oraz brak starannych didaskaliów („Gazeta Ko­respondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1810, nr 3). To z kolei sprowokowało Wężyka do szczegółowej odpowiedzi, w której wytknął Bogusławskiemu poważne luki w znajomości historii starożytnej przyczyniające się zarówno do błędnej interpretacji dramatu w jego sce­nicznej wersji, jak i innych usterek inscenizacyjnych (tamże).
Polemiki krytycznoteatralne w „Gazecie Korespondenta”. Dyskusja, dość nietypowa dla sposobu uprawiania krytyki na tych łamach, stała się poniekąd zapowiedzią zmiany jej tonu na bardziej polemiczny. W marcu 1810 r. zaczął tu bowiem pisywać Jan Żebrowski, któ­ry negatywnie odniósł się do stylu dotychczasowych, przypisywanych Pękalskiemu recenzji, zarzucając mu, że „ślizga się częstokroć tam, gdzie go widoczna chropowatość zastanawiać powinna, a zbyt gorliwie ostrzega o głębiach, których widoczna przepaść najnieprzezorniejszego wstrzymuje, a tym samym nie grozi niebezpieczeństwem” („Gazeta Koresponden­ta Warszawskiego i Zagranicznego” 1810, nr 21). Głos ten zainicjował polemikę dotyczącą formy, celu i granic dyskursu krytycznoteatralnego. Pękalski (?), konsekwentnie występując bezosobowo jako recenzent Teatru Narodowego, zarzucił Żebrowskiemu nadmierną ogól­nikowość, tendencję do „mistycznych napomknień, z których się tylko tyle zdaje wyjaśniać, że nie każda głębia bywa przecie zgłębioną i ślizgać się po chropowatościach byłoby szcze­gólną sztuką” oraz opieranie się na „niesprawiedliwych urojeniach, naciąganych najczęściej” po to, by lepiej zaprezentować się w prasie publicznej (tamże, nr 23). Żebrowski z kolei, od­powiadając, wskazał najistotniejsze jego zdaniem dyrektywy, którymi powinien kierować się dobry krytyk teatralny: 1) recenzje winny dotyczyć tylko sztuk wartościowych, pomijać zaś dzieła „jarmarczne i nie warte teatru stolicy”; 2) obok zalet inscenizacji powinny wskazywać również wady, dzięki czemu odegrają rolę wychowawczą, kształtującą publiczność; 3) recen­zent powinien mieć prawo pisania w tonie „surowym”, ponieważ „ostrzejsza trochę krytyka większe zrobi wrażenie”; 4) przy tym wszystkim recenzentowi nie wolno przekroczyć „gra­nic grzeczności” ani kierować się osobistymi animozjami (tamże, nr 25, 30). Pękalski, pod­pisując już odpowiedź własnym imieniem i nazwiskiem, przyznawał, że krytyka teatralna powinna doskonalić gust publiczności, ale obstawał przy poglądzie, że recenzent musi zaj­mować się także przedstawieniami „niewartymi tej stolicy”, choćby z tego względu, że „tego rodzaju sztukom udaje się zbyt często bardzo dobre przyjęcie”. Nie popierał też zachęty do „ostrości sądzenia”, od postulowanej przez Żebrowskiego „surowości” bardziej ceniąc „dale­ką od petimetrowskiej żółci delikatność” (tamże, nr 28). Takie poglądy Pękalskiego (oraz do­konane przez niego wybory sztuk, które zdecydował się przetłumaczyć z myślą o wystawie­niu ich na scenie narodowej) raczej nie pozwalają zidentyfikować go ze słynnym Hiacyntem Suflerowiczem – krytykiem, który podpisawszy się tym pseudonimem, przyjął perspekty­wę zwolennika reguł tragedii klasycystycznej. Utrzymaną w ostrym tonie recenzją Włady­sława pod Warną Juliana Ursyna Niemcewicza (tamże, nr 92) sprowokował do dyskusji licz­nych polemistów, zachęcił też do snucia domysłów nad tożsamością Suflerowicza. Sugestie, że mógłby nim być Pękalski, pojawiały się już wtedy, gdy spór ten budził burzliwe emocje na warszawskich salonach. Potwierdza to zainteresowanie poemat heroikomiczny Józefa Fran­ciszka Królikowskiego Suflerois, czyli wojna piór uczonych („Pamiętnik Warszawski” 1817, t. 7, kwiecień). Akcja tego utworu kończy się próbą samobójczą Hiacynta Suflerowicza, któ­ry usiłuje utopić się w Wiśle, lecz zbroja rycerska, w której toczył swą walkę, zrobiona – jak przystało na krytyka literackiego – z piór, nie pozwala mu utonąć. Powodem wojny była zaś nieopanowana skłonność recenzenta, którego imienia nie poznajemy, do wyrażania niepo­chlebnych opinii wobec sztuki dobrze przyjętej przez publiczność. Autor poematu sugeru­je, że nie chodzi o obronę konkretnych wartości i gustów, ale o potrzebę siania krytycznego zamętu.
Suflerowiczem Pękalski raczej nie był, zresztą po stoczeniu polemiki z Żebrowskim za­milkł jako krytyk teatralny, koncentrując się na pracy pisarza Sądu Kryminalnego. Objąw­szy zaś stanowisko redaktora „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” (od 1814 r.), zadowalał się publikacjami recenzji przedstawicieli Towarzystwa Iksów, choć – jak zauważa Zbigniew Przychodniak – współpraca ta niekoniecznie układała się harmonijnie, o czym może świadczyć wydrukowanie przez Pękalskiego w tym samym numerze (nr 19 z 1816 r.) dwóch, znacznie się różniących, napisanych przez Iksów recenzji opery Kopciu­szek Nicola (N. Isouarda), żeby czytelnicy mogli je porównać i wyrobić sobie na tej podstawie własną opinię. Być może też Pękalski identyfikował się z autorami podpisanymi jako „Towa­rzystwo Przyjaciół Prawdy”, którzy z polemiczną intencją przeanalizowali – poświęconą ko- mediooperze Jan Kochanowski w Czarnym Lesie (J.U. Niemcewicz, K. Kurpiński) – recenzję Iksów. „Być może”, ponieważ „Gazeta Korespondenta” z tym artykułem ukazała się 18 I 1817 (nr 5), czyli w miesiącu nagłego zaginięcia Pękalskiego.
Jego działalność literacka i krytycznoteatralna znakomicie wpisuje się w atmosferę cza­sów Księstwa Warszawskiego i zasługuje na uwagę jako interesujący przyczynek do studiów nad kulturą tej epoki. Znaczenie tej działalności zasadza się nie tyle na osobistym wkładzie recenzji tego autora do dziejów krytyki teatralnej i literackiej, ile na pełnieniu przezeń funkcji inspiratora dyskusji na temat sposobów uprawiania krytyki, jej celów i adresu społecznego.</document>
<document nplp_id="13709" title="Popiel Paweł (syn)" slug="popiel-pawel-syn">Filolog klasyczny, profesor prawa rzymskiego, wykładowca Szkoły Głównej, tłumacz, publicysta. Kryptonimy i pseudonimy: przy nazwisku – dla odróżnienia od ojca – dodawano: „syn”, „młodszy”, „dr”.

Informacje biograficzne. Paweł Konstanty Antoni Popiel (właśc. Chościak-Popiel) urodził się 25 I 1838 w Ruszczy k. Krakowa. Pochodził z rodziny arystokratycznej pieczętującej się herbem Sulima, jego ojcem był Paweł Popiel (1807–1892), konserwatywny polityk, prawnik, uczestnik powstania listopadowego, współzałożyciel „Czasu”, konserwator zabytków w okręgu krakowskim i członek krakowskich towarzystw naukowych, poseł do Galicyjskiego Sejmu Krajowego; matką była Emilia Sołtyk, która wniosła do małżeństwa jako posag majątek Kurozwęki, dokąd małżonkowie przenieśli się po śmierci jej brata Stanisława i pożarze majątku Popielów w Ruszczy (lipiec 1840 r.). Popielowie mieli dziewięcioro dzieci, Paweł był ich czwartym dzieckiem (trzecim synem). Nauki początkowe pobierał w domu pod opieką ojca i nauczyciela domowego, uczył się m.in. języka niemieckiego i łaciny. Wraz z braćmi Marcinem i Janem jako dziewięciolatek został oddany do gimnazjum katolickiego w Nysie (na terenie zaboru pruskiego). Po maturze (14 VIII 1856) studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, pod koniec studiów jeden semestr na Uniwersytecie Praskim. Po powrocie do Krakowa złożył egzaminy ustne i po przedstawieniu rozprawy De duobus reis stipulandi et promittendi uzyskał stopień doktora obojga praw (22 VII 1862). W drodze konkursu 15 IX 1862 otrzymał katedrę prawa rzymskiego w Szkole Głównej Warszawskiej. Podczas rocznego urlopu naukowego odbył studia uzupełniające w Lipsku, Heidelbergu i Paryżu.

W Szkole Głównej wykładał prawo rzymskie (tzw. pandekta; wykład całoroczny dla II kursu w wymiarze 4–6 godzin tygodniowo). Od 1865 r. bezskutecznie ubiegał się o awans na profesora nadzwyczajnego, ostatecznie profesurę uzyskał 6 XII 1867. Podczas pobytu w Warszawie był inwigilowany przez rosyjską żandarmerię: „[…] decyzją szefa żandarmerii warszawskiej z dnia 15 X 1867 prof. Popiel oddany był pod sekretny nadzór policyjny na skutek denuncjacji, jakoby podczas swego pobytu w Krakowie przed kilku miesiącami brał udział w zebraniu młodzieży akademickiej, gdzie wygłosił przemówienie, w którym »jasno wyraził swoją nienawiść do rządu rosyjskiego«. Nieustanna dalsza obserwacja na gruncie warszawskim nie dawała żadnych wyników. Gdy więc w rok potem Popiel zamierzał ponownie udać się do Krakowa i wszczął starania o uzyskanie zezwolenia na paszport zagraniczny, to naczelnik żandarmerii w poufnej korespondencji do kuratora zaznaczył, że wyjazd jego jest bardzo wskazany, gdyż da możność »dokładnego ustalenia jego politycznej nieprawomyślności«. Dalsze obserwacje zawiodły wprawdzie nadzieje żandarmerii, jednakże nadzoru nad Popielem nie zdjęto i był on pod nim przez cały dalszy ciąg pozostawania na stanowisku profesorskim” (Szkoła Główna Warszawska 1862–1869. Wydział Prawa i Administracji, 1937). Po przekształceniu Szkoły Głównej w uniwersytet rosyjski, „po dwuletnim czasokresie – stosownie do wymogów Ustawy o państwowej służbie cywilnej – zwolniono go ze służby” (tamże). Odrzucił propozycję namiestnika Galicji, Agenora Gołuchowskiego i marszałka Leona Sapiehy objęcia katedry we Lwowie (według S. Tarnowskiego). Powrócił w rodzinne strony. W 1868 r. ożenił się z Marianną (Marią) Zamoyską, córką hrabiego Augusta. W 1873 r. małżonkowie otrzymali od Pawła Popiela ojca majątek Ściborzyce. Mieli pięcioro dzieci: Elfrydę (przedwcześnie zmarłą), Cecylię, Marię, Wacława i Ludwika (P. Popiel, Rodzina Popielów herbu Sulima z przydomkiem Chościak. Rys historyczny, 1936). Osiadłszy na wsi, zajął się gospodarowaniem majątkiem, działalnością pisarską i odczytową. Uczestniczył w zjazdach Towarzystwa Goerresowego, które działało na rzecz nauki w katolickich Niemczech. Lubił konie i muzykę. Zmarł 11 V 1910 w Krakowie. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Działalność. Paweł Popiel udzielał się jako tłumacz i publicysta. Współpracował m.in. z „Biblioteką Warszawską”, „Kurierem Warszawskim”, „Przeglądem Powszechnym”, „Przeglądem Polskim”, „Przeglądem Katolickim”, „Czasem”. Na łamach prasy ogłaszał wspomnienia pośmiertne, szkice o religii, Kościele katolickim i papieżach (Klemensie VIII, Grzegorzu Wielkim, Leonie XIII), szkolnictwie i restauracji Katedry na Wawelu. Zasłynął jako tłumacz i znawca prawa rzymskiego. Przełożył „wierszem miarowym” Iliadę Homera (fragm.: „Przegląd Polski” 1875, z. 7 [Pieśń I], 1876, z. 10 [Pieśń VI], 1878, z. 2 [Pieśń XV]; Trzecią pieśń „Iliady”, „Biblioteka Warszawska” 1877, t. 3; wyd. osob. całości: 1880, wyd. 2: 1882, wyd. wznowione: 1900), satyry i listy Horacego (Q.F. Horatius, Satyra I, 1, 1894; Q.F. Horatius, Satyry i listy, t. 1–2, 1903). Przygotował do druku wybór prac ojca (Pisma, t. 1–2, 1903). W swoich badaniach nad literaturą zajmował się recepcją starożytności w wiekach późniejszych. Bronił klasycyzmu i „ducha klasyczności”. Szczególnie interesował się odrodzeniem. W 1876 r. ogłosił rozprawę Jan Zamoyski w Padwie i Wenecji („Przegląd Polski” 1876, t. 4, z. 11, odb.) ofiarowaną Augustowi Zamoyskiemu. Na łamach prasy zrecenzował monografię Kazimierza Morawskiego Andrzej Patrycy Nidecki, jego życie i dzieło (Przyczynek do dziejów Odrodzenia w Polsce, „Przegląd Powszechny” 1884, t. 3) i Juliana Klaczki Rome et la Renaissance. Essais et esquisses. Jules II (O studiach Juliana Klaczki nad Odrodzeniem, „Przegląd Polski” 1899–1900, t. 134–135). Był przekonany o istnieniu zależności między epoką a sztuką czy nauką: „Niejednemu uczonemu, najbardziej zaś humanistom się zdawało, że oni to całym umysłowym ruchem swego czasu kierowali, że bez nich Odrodzenia wcale by nie było. Rzecz ma się wprost przeciwnie; Odrodzenie wytworzyło humanistów i tylko na tym gruncie powstać i do takiego znaczenia dojść mogli” (tamże, t. 134, z. 4). Renesans, a zwłaszcza jego nawiązania do antyku, oceniał krytycznie, z pozycji konserwatywnych, estetycznych i etyczno-religijnych. W studium o Klaczce pisał: „Czasy Odrodzenia, mimo zapału, jaki takowe, zwłaszcza w płytkich wywołują umysłach, były jednymi z najbardziej dla ludzkości niebezpiecznych i szkodliwych. Bezwzględne ubóstwienie formy, czy to w literaturze, czy to w sztuce w całym zakresie, było rzekomo szlachetnym czynnikiem; powrót do starożytnych tradycji sztuki był do pewnego stopnia celem pożądanym, ale tu zaraz godzi się przypomnieć, że ten powrót odnosił się głównie do rzymskich, dużo zaś mniej do greckich wzorów. […] była to sztuka już zwyrodniała, uprawiana przez naród upadły i dzieliła ją cała przepaść od najwyższych i najszlachetniejszych wzorów helleńskich. […] W literaturze zacietrzewienie w starożytnym stylu, w pięknych, ale bądź co bądź napuszystych Cycerona wzorach, wywołało całe piśmiennictwo humanistów, puste, nudne, do przesytu monotonne […]. Żeby się chociaż byli na tym ograniczyli i nabytą wprawę stylową obrócili na godziwe cele, ale iskra niewiary i rozpusty była już rzucona, a wskutek czysto pogańskich poglądów, które większością ludzi uczonych i wykształconych jakby rodzajem opętania owładnęły, buchnęły one niebawem potężnym płomieniem” (tamże, t. 135, z. 7). W 1881 r. wygłosił odczyt na dochód osad rolnych O związku ducha klasycznego z nowoczesną literaturą, co odnotowała prasa warszawska (m.in. „Kurier Warszawski” 1881, nr 72; „Gazeta Polska” 1881, nr 71).

O Zoli. W 1902 r. Popiel ogłosił szkic o Émile’u Zoli (w związku ze śmiercią pisarza – Z powodu śmierci Zoli, „Przegląd Polski” 1902, t. 2), prezentujący sylwetkę twórczą i pisarstwo autora Nany z perspektywy psychoi socjogenetyzmu. Swoje rozważania o Zoli opatrzył zastrzeżeniem: „Nie mamy zamiaru pisać krytyki literackiej i oceny jego działalności […]. Pragniemy tylko się zastanowić nad genezą tej bądź co bądź niezwykłej indywidualności pisarskiej, której kardynalnych wad nie zdołały jednak zwyciężyć ani artyzm słowa, ani ciętość pióra, ani wprost wyjątkowa zdolność obrazowania” (tamże). Za dominantę osobowościową, charakterologiczną Zoli, a zarazem „sprężynę całej jego twórczości” Popiel uważał pesymizm wynikający, jak domniemywał, z dumy lub próżności, która nakazuje człowiekowi stanąć ponad innymi, na „piedestale charakteru, cnoty, prawości” (tamże), w poczuciu własnej wyższości i wyjątkowości. Krytyk nie kwestionował talentu czy walorów artystycznych pisarstwa Zoli, z niepokojem, podyktowanym przede wszystkim względami natury moralnej, troską o przyszłość i kondycję duchową społeczeństwa, konstatował jedynie upowszechnianie się naturalizmu w literaturze i wśród publiczności literackiej. Autorowi Nany jako „najgłośniejszemu bodaj naszych czasów pisarzowi” (tamże), któremu w zakresie obrazowania zdołał dorównać jedynie Henryk Sienkiewicz, zarzucał „przewrotność, zgubną działalność i fatalne skutki, jakie całe jego życie piśmiennicze na szerokie bardzo wywarło koła” (tamże). Jak przekonywał, Zola, przyjmując za podstawę swojej koncepcji człowieka i świata determinizm biologiczny, a odrzucając ideę duszy i wolnej woli, zafałszowuje rzeczywistość – widzi podłość ludzką i brzydotę, ale nie chce albo nie potrafi (na skutek „osobliwego umysłu skrzywienia”) zobaczyć tego, co pogodne i piękne. Pokazuje dziedziczenie występku, ale nie dobra. Popiel zarzucał Zoli brak patriotyzmu, a nawet zdradę narodową (przez rozpowszechnianie wśród zagranicznych czytelników negatywnego obrazu narodu francuskiego), schlebianie gustom publiczności, szukanie rozgłosu (temu miało służyć m.in. jego zaangażowanie w sprawę A. Dreyfusa) i korzyści materialnych, wreszcie propagowanie pornografii. Przyznając pisarzowi dar obserwacji, drobiazgowość i przenikliwość w spojrzeniu na rzeczywistość, ubolewał: „Cóż, kiedy swoje badania ogranicza do samych ujemnych i grzesznych stron życia społecznego objawów” (tamże).

Konserwatywny model krytyki. W swoim rozrachunku z Zolą i naturalizmem Popiel posługiwał się kryterium społecznej odpowiedzialności literatury. Pisał o szkodliwym wpływie brzydoty i występku na czytelników, przestrzegał przed moralnymi skutkami przekraczania kolejnych granic obyczajowych, wprowadzania do literatury „sprośności”, wulgaryzacją języka: „[…] przyzwyczajenie do tego środowiska wszelkiego paskudztwa, oswojenie się z tym wyuzdanym językiem, niecofającym się przed żadnym, nawet najbrzydszym wyrazem, musi w końcu ujemnie na czytającego wpłynąć” (tamże). Od pisarzy wymagał postawy patriotycznej i społecznikowskiej, zaangażowania na rzecz podniesienia moralnego swojego narodu. „Wyjątkowe zdolności, urok i barwność stylu, siła, rozmach i temperament – na wszystko się zgadamy, ale wielkiego pisarza bez etycznej postawy – nie uznajemy i nie uznamy! Za wielkiego pisarza uważamy takiego, który swą pracą do rozwoju i poprawy narodu własnego się przyczynił” (tamże).

Popiel pisał o literaturze i sztuce tylko okazjonalnie. Nie wypracował własnego języka opisu dzieł literackich. Reprezentował model krytyki silnie zideologizowanej, typowej dla kręgu konserwatystów krakowskich. W ocenach dzieł literackich ponad ich walory artystyczne przenosił kwestię natury religijno-moralnej: stosunek do religii i Kościoła katolickiego, rodziny, tradycji i narodu. Potępiał tendencje wolnomyślicielskie, liberalne i laickie, indyferentyzm narodowy i religijny, a w zakresie estetyki – odchodzenie od idei piękna, dobra i prawdy w sztuce.</document>
<document nplp_id="13711" title="Pronaszko Witold" slug="pronaszko-witold">Prawnik, adwokat, publicysta.

Informacje biograficzne. Witold Wincenty Pronaszko urodził się w 1849 r. we wsi Wincenta k. Kolna. Był synem Wincentego, rewizora okopów warszawskich, wcześniej urzędnika w Augustowie i okolicach, i Amelii (Amalii) z d. Böhm (Bem), miał liczne rodzeństwo. Ojciec obumarł go w 1854 r. w wieku 48 lat. Mimo rodzinnego nieszczęścia zgromadzone dobra pozwoliły Witoldowi i kilku jego braciom zdobyć wykształcenie i w przyszłości sprawować funkcje urzędnicze średniego szczebla; Mieczysław Klemens Pronaszko (1834– –1908) został powołany na stanowisko naczelnika kancelarii magistratu za prezydentury Sokrata Starynkiewicza, w 1857 r. dostał od cara odznaczenie za udział w wojnie 1853–1856; Bolesław Pronaszko wykonywał któryś z zawodów medycznych. Mniej wiemy o Witoldzie, za l. 1849–1853 nie zachowały się dokumenty metrykalne ani w Archiwum Państwowym w Białymstoku (Oddział w Łomży), ani w Archiwum Archidiecezjalnym w Łomży, ani w innych miejscach, a akta adwokatury warszawskiej, której Pronaszko był aktywnym członkiem, spłonęły w czasie powstania 1944 r. Witold Pronaszko studiował w Szkole Głównej, a po jej zamknięciu przeniósł się na Wydział Prawny Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, w 1878 r. objął posadę „obrońcy przysięgłego” według nomenklatury rosyjskiej, czyli obrońcy z urzędu, w Warszawskim Okręgu Sądowym. Został członkiem warszawskiego oddziału Koła Prawników Polskich, reprezentantem – obok m.in. Emila Stanisława Rappaporta i Adolfa Suligowskiego – adwokatury warszawskiej na V Zjeździe Prawników i Ekonomistów Polskich w 1912 r. we Lwowie, był adwokatem czynnym do śmierci. W 2. poł. lat 70. i w latach 80. XIX w. współpracował z „Niwą”. W 1885 r. zawarł związek małżeński z Anną Kosterą, trzy lata wcześniej usynowił dziecko Anny, przyznając się do ojcostwa, dając mu swoje nazwisko i imiona Witold Tadeusz (dziecko umarło wkrótce po ślubie rodziców). Zmarł w 1920 r.

Działalność publicystyczna. Starcie ze Świętochowskim. Witold Pronaszko, obdarzony talentem polemicznym wysokiej próby, dokonał krytycznej oceny polskiej wersji pracy doktorskiej Aleksandra Świętochowskiego O powstawaniu praw moralnych (1877). Mimo elegancji pióra recenzja ujawniała nieskrywaną niechęć do autora książki. Publicysta wskazał jednak kilka dyskusyjnych punktów rozprawy zredagowanej w luźny sposób, ułatwiający lekturę, ale daleki – zdaniem Pronaszki – od precyzji obowiązującej teksty naukowe. Świętochowski stwierdzał m.in., że wobec faktów słowa nie mają znaczenia, tak jak imiona nadawane dzieciom, i do precyzji nie dążył. Powołując się na autorytet Johna Locke’a, który w księdze trzeciej dzieła An Essay Concerning Human Understanding (1690) oddzielał słowa od idei, przypisując tym pierwszym tworzenie chaosu poznawczego, unikał rozbudowanych definicji. Przede wszystkim jednak autor recenzji nie mógł zaakceptować stanowiska wywiedzionego z odprysków „niedonoszonego pozytywizmu” (czyli przedwczesnego, ułomnego, niedojrzałego), które za źródło praw moralnych uznawało egoizm jednostki nastawionej na ochronę własnego bytu (Kilka uwag z powodu książki dra fil. Aleksandra Świętochowskiego „O powstawaniu praw moralnych”, „Niwa” 1877, t. 12, nr 69). Publicysta przyjął, że książka jest „luźną mięszaniną etnograficznych faktów z dialektycznymi wywodami »oczytanego człowieka«, których wartość naukowa jest bardzo niewielka” (tamże). Świętochowski odpowiedział krótko i obraźliwie, w sposób świadczący o jakichś wcześniejszych zatargach: „Witoldowi Pronaszce z »Niwy«. Jak poprzednio brzydziłem się dotknięciem Pańskiego nieuctwa, tak dziś brzydzę się dotknięciem Pańskiej niegodziwości. Przeciw temu zaś, co Pan o mnie piszesz na szlachecko-dziennikarskim łachmanie, mam lekarstwo w tych słowach Ksenofanesa: gdyby zwierzątko nawet Boga malować zaczęło, wymalowałoby go w swej własnej postaci” (Do wszystkich, „Przegląd Tygodniowy” 1877, nr 46). Obszerną i merytoryczną polemikę z oponentami Świętochowski przeprowadził rok później, głosu polemicznego Pronaszki nie odnotował, nawet nie wymienił nazwiska publicysty (O powstawaniu praw moralnych, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 13–14).

Starcie prawników. W 1880 r. Pronaszko poddał krytycznej ocenie rozprawę prawnika Karola Dunina, domagając się, jak w przypadku rozprawy Świętochowskiego, precyzji terminologicznej. Nie godził się też z tezą, że każde prawo pociąga za sobą obowiązki, którą autor „dziełka” postawił, szukając – inaczej niż socjaliści – nie tyle osłabienia prawa własności, ile powiązania go z utylitarną postawą właścicieli (Pogląd krytyczny na dziełko „Prawo własności, rzecz ekonomiczno-prawna dla nie prawników” przez Karola Dunina. Warszawa 1880, „Niwa” 1880, nr 133). W 1883 r. adwokaci mieli raz jeszcze stanąć naprzeciw siebie w sprawie sądowej o zniesławienie, jaką założyciel i redaktor petersburskiego „Kraju” Erazm Piltz wytoczył Świętochowskiemu. Dunin miał bronić redaktora „Prawdy”, Pronaszko Piltza (ostatecznie do rozprawy nie doszło, konflikt został zażegnany przez sąd honorowy). Jak wynika z kilku dokumentów, adwokaci znali się prawdopodobnie ze studiów i obdarzali zaufaniem: Dunin był w 1882 r. świadkiem procedury zgłoszenia urodzin syna Pronaszki. Może był jego powinowatym: bratowa Witolda, żona Stanisława Pronaszki, była z domu Duninówna.

Krytyka „niedonoszonego pozytywizmu” – małe podsumowanie. Aktywność publicystyczna Pronaszki, choć wykraczająca poza krytykę literacką sensu stricto, dotyczyła spraw związanych ze sporami ideowymi lat 70. i 80. XIX w., które kształtowały literaturę tamtego czasu. Przez analogię do klasyfikacji bibliograficznych można ten rodzaj wypowiedzi nazwać krytyką sekundarną. Odnosi się do literatury nie wprost, a pośrednio, w tym przypadku przez podważanie założeń pozytywistycznych idei, a przede wszystkim jednej z nich, wykluczającej metafizykę, religię chrześcijańską („jeden pasterz, jedna owczarnia”) z pola dociekań naukowych.</document>
<document nplp_id="13712" title="Przyborowski Walery" slug="przyborowski-walery">Powieściopisarz, publicysta, historyk. Pseudonimy i kryptonimy: Anonym; Autor Bitwy pod Raszynem; Autor Dziejów 1863 roku; Autor Historii dwóch lat; Autor Króla Kraka i Królewny Wandy; Autor Nocy z 3 na 4 Grudnia; Autor Sokoła królewskiego; Imci pan Niemira; Sigma; Sulima L.; W.; W.P.; W.P. Walery; Walery; Walery P.; Walery Przy…; Wanda; Wanda L…; Z.L.S.; Zygmunt L. Sulima; Zygmunt Ludwik Sulima; Ż.K.; Żelisław Krzywda. Pseudonimy wątpliwe i błędne: Eksdziennikarz; J. Waligóra; Walery z Przyborowa; Sulima A.; Sulima Z.S.

Informacje biograficzne. Walery (Walerian) Zygmunt Lucjan Przyborowski urodził się 27 XI 1845 w Domaszewicach k. Kielc. Był synem Ignacego (ur. 1808), uczestnika powstania listopadowego, który prawdopodobnie po ukończeniu seminarium duchownego został księdzem w Kielcach, ale ok. 1844 r. porzucił stan kapłański, przeszedł na protestantyzm, ożenił się z Teklą Biechońską, matką ochrzczonego w kościele ewangelickim Walerego i został nauczycielem w ludowej szkole w Domaszewicach. Walery Przyborowski uczył się w Kielcach i w gimnazjum w Radomiu, skąd z kolegami uciekł do oddziałów powstańczych w 1863 r. Wspominał, że był ranny i więziony, ale w aktach śledczych powstania styczniowego nie ma jego nazwiska. Po ukończeniu radomskiego gimnazjum zapisał się na Wydział Filologiczno-Historyczny Szkoły Głównej Warszawskiej. W czasie studiów Przyborowski żył biednie, ale zdolny, ambitny i pracowity, z dużą łatwością pisania – szybko – bo w 1867 r. nawiązał kontakty z grupą tzw. młodych pozytywistów skupionych wokół kierowanego przez Adama Wiślickiego „Przeglądu Tygodniowego”. W 1872 r. skończyły się na krótko kłopoty materialne: Przyborowski ożenił się z majętną wdową, Bronisławą Różą z Müllerów Blumową, z którą miał pięcioro dzieci. Zamieszkali na warszawskim Starym Mieście, a popularny wkrótce autor musiał zarabiać piórem na utrzymanie coraz liczniejszej rodziny. Po śmierci pierwszej żony (1899) Przyborowski ożenił się z Józefą Sokołowską (miał z nią syna Walerego Ignacego, 1909–1975) i przeniósł się do Radomia, gdzie pracował jako nauczyciel.

Zmarł 13 III 1913 w Warszawie, został pochowany najpierw na cmentarzu ewangelickim, po kilku miesiącach zwłoki przeniesiono na cmentarz Powązkowski, prawdopodobnie przez rodzinę drugiej żony.

W „Przeglądzie Tygodniowym”. Przyborowski jeszcze w czasie studiów debiutował jako historyk artykułem Jak dotąd pisano dzieje („Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 7–8). Poszczególne odcinki podpisane są: W.P. i Walery Przy   , z informacją „pisałem w Warszawie d. 14/8 66 r.”, a w spisie treści rocznika podano pełne imię i nazwisko przyszłego historyka, powieściopisarza i publicysty. Tekst opatrzony jest uwagą redakcyjną, pewnie pióra Adama Wiślickiego: „Jakkolwiek Redakcja uznaje pewną przesadę w wypowiedzianych w tym artykule zdaniach, drukuje go w całości, oczekując dyskusji, która by ważną dla nas kwestię historiografii odmłodniła i na nowe, a pożyteczniejsze dla nas tory, wprowadziła dziejopisarstwo”. Przyborowski kończył swój artykuł niemal patetycznym apelem: „Zostawmy więc Niemcom na pastwę Rzym i Grecję, dajmy pokój Słowiańszczyźnie, a badajmy przede wszystkim kwestie czasu”, skończmy „z ciężko uczonymi frazesami, bo ich nikt nie czyta […]. Niech każde pismo będzie przystępne dla mas, by i one się kształciły” (tamże). Jako dziennikarz i publicysta Przyborowski wystąpił w końcu 1867 r. i w 1868 r. Opublikował cykl zatytułowany Listy o kobiecie („Przegląd Tygodniowy” 1868, nr 78–79) sygnowane pseudonimami Wanda, Wanda L., Wanda L. z Brzozówki, opowiadające się za emancypacją kobiet i za szerszym dostępem do nauki i kultury; anonimowo lub podpisując się literami W., W.P., Walery P., Przyborowski publikował recenzje, przeglądy prasy, sprawozdania z odczytów, np. O tendencyjnej powieści w sztuce („Przegląd Tygodniowy” 1870, nr 15 – tu został podsumowany przez sprawozdawcę jako twórca frazesów, który „idealistów nie pokonał, a realistom zrobił krzywdę”), nawet krótkie omówienia literatur obcych, przekłady z niemieckiego i francuskiego, wreszcie – może wspólnie z Wiktorem Gomulickim – cykl felietonów obyczajowych pt. Sylwetki. Drogi Wiślickiego i Przyborowskiego rozeszły się z powodu sporu po publikacji anonimowej recenzji wydanych w 1869 r. Szkiców Klina, tj. Juliana Kaliszewskiego (Nul, dat. 10 II 1869), a zatytułowanej Nule („Przegląd Tygodniowy” 1869, nr 41), w której jej autor-redaktor, czyli Adam Wiślicki, zaatakował bardzo ostro nie tylko Klina – autora, ale także „starą” prasę. Przyborowski w drukowanym w „Kurierze Warszawskim” (1869, nr 225) oświadczeniu odciął się od autorstwa czy współautorstwa tego tekstu.

Dziennikarz warszawski. Przyborowski opublikował w „Tygodniku Mód” z l. 1869–1870 cykl 11 artykułów zatytułowanych Listy o literaturze i literatach (młodych literatach) warszawskich i adresowanych do nieznajomej kobiety (ich bohaterami byli: B. Aspis, Miron, S.M. Rzętkowski, J. Wojciechowski, K. Podwysocki, A. Kraushar, W. Bełza, F. Gumowski, W. Gomulicki, W. Ordon, A. Maszewski i in.). Odniósł się do częstych w epoce dyskusji o miejscu poezji i poetów: „Mówią powszechnie, że w zimnych piersiach naszych wymarła poezja. Chociaż tak źle nie jest, by poezja całkiem już ze swych eterycznych krain nie spłynęła na ziemię. Przybiera ona tylko inny kierunek, wprawdzie znacznie niższej wartości wewnętrznej jak owe wiekopomne utwory, marzy o oczach z lazuru, o pocałunkach skradzionych kochanej lub zagłębia się w tonie filozoficznej idei jakiejś” (Listy o literaturze i literatach warszawskich, „Tygodnik Mód” 1869, nr 49). Za najwybitniejszego przedstawiciela młodych poetów warszawskich Przyborowski uważał Bogumiła Aspisa. Odnajdując w jego poezji bajronowskie nawiązania, dostrzegał też specyficznie rodzime tony, które tworzyły początek pewnego nurtu w poezji postyczniowej: „Kiedy z piersi zdarto złudzenia, kiedy marzeń zabrakło dla ducha, wtedy zwrócił się [Aspis] ku filozofii, owej matce spokoju” (tamże). Przyborowski jako krytyk koncentruje się na ideach, nie stawia sobie zadania, by głębiej wnikać w arkana sztuki poetyckiej: „Tak więc poeta [Aspis] ostatecznie znajduje ukojenie swych bólów w sztuce, w której się odradza. Czy to jest prawdziwym, nie będę tego rozbierał. Język czysty, wiersz, jak widzisz z licznych ustępów, którem ci przytoczył, gładki, poważny, rzeźbiony, choć czasami zbyt twardy znamionuje ten utwór” (tamże). Chce widzieć w poezji także uczestniczkę życia społecznego: „Poezja bowiem już od najdawniejszych czasów dźwigała na sobie brzemię społecznej doniosłości, wspomnij sobie na spartańskiego wieszcza, Tyrteusza… biada więc temu, kto może, a nie chce dłonią własną sondować ran socjalnych!…” (tamże, nr 50). Pisząc o Mironie (A. Michaux), zauważa: „[…] potrafi on [Miron] odczuć wszystko szczęście i radości ludzkie, a w dziwnej organizacji swego ducha postawi je zaraz obok smutków czarnych. Stąd wywiązuje się kontrast silny, efekt wielki i głębia poetyczna…” (tamże). Krytyk dystansuje się nieraz od emocjonalności i poetyki młodych warszawskich poetów, traktując ich jako epigonów romantyzmu: „Zadziwi to i ciebie zapewne, że poeci nasi, mianowicie młodsza generacja, tak lubuje się w tym wyszarzanym typie bajronowskim, typie, który już nie istnieje na ziemi, bo i świat dzisiejszy nie rad zdobywa się na tego rodzaju osobistości. Inne czasy, inni ludzie. Co do mnie, pamiętam, że od chwili, w której przeczytałem dwóch nieśmiertelnych Don Żuanów, tj. Bajrona i Moliera, uczułem do podobnych osobistości niesmak i niechęć i dziwi mię niezmiernie, jakim sposobem można się lubować w donżuanerii. Jest to, przyznasz sama, donkiszonada literacka…” (tamże).

Wkrótce Przyborowski współpracował już z większością dzienników i periodyków warszawskich, z grupy zarówno „starej”, jak i „młodej prasy”, a także np. z „Gazetą Kielecką”, „Gazetą Radomską”, „Kaliszaninem”, z czasopismami innych zaborów, chociażby z „Gazetą Krakowską”, krakowskim „Przeglądem Powszechnym”, z lwowskim „Przeglądem Politycznym, Społecznym i Literackim”, petersburskim „Krajem”, „Tygodnikiem Wielkopolskim”, nawet z polskojęzyczną prasą emigracyjną, np. „Dziennikiem Chicagowskim” czy „Zgodą”. Bywał też redaktorem i właścicielem czasopism, „Kuriera Codziennego” w 1881 r. czy „Echa” w 1883 r., w końcu w 1885 r. stał się właścicielem i głównym autorem dziennika „Chwila”, ale po kilkunastu miesiącach zbankrutował, pewnie z powodu niemal bojkotu tytułu przez czytelników zrażonych ugodowością wobec zaborcy, szczególnie po artykule My i oni. (Kilka słów o stosunku towarzyskim Polaków i Rosjan) z 64 numeru z 1886 r., a podpisanym pseudonimem Sigma.

Atrybucja Starej i młodej prasy. Największą chyba przesłanką do określania Walerego Przyborowskiego mianem krytyka literackiego byłaby pseudonimowa publikacja Stara i młoda prasa. Przyczynek do historii literatury ojczystej (1866–1872). Kartki ze wspomnień Eksdziennikarza. Praca ta, drukowana w Krakowie w 1896 r., ale z adresem wydawniczym Petersburg 1897, to książka głośna i czytana oraz cytowana od końca XIX w. do dziś, a od ok. przełomu marca i kwietnia 1913 r., tj. od ukazaniu się trzech (spośród wielu innych) nekrologów, została połączona z nazwiskiem Walerego Przyborowskiego, występującego rzekomo pod pseudonimem Eksdziennikarz. Nikt tego nie kwestionował, ale i nie dokumentował. Wątpliwości pojawiły się w okresie prac nad Słownikiem pseudonimów pisarzy polskich powstającym w IBL PAN pod kierunkiem Edmunda Jankowskiego. Efektem różnych badań były artykuł Walery Przyborowski czy Eksdziennikarz. Rozważania o autorstwie „Starej i młodej prasy” oraz reedycja – po prawie 100 latach – książki Eksdziennikarza. Zaproponowano zmianę atrybucji pseudonimu Eksdziennikarz i połączono go z nazwiskiem Juliana Kaliszewskiego oraz starano się zgromadzić argumenty dla tej zmiany.

Inna działalność. Cenione w dorobku Przyborowskiego są opracowania dotyczące dziejów Warszawy oraz powstania styczniowego (Ostatnie chwile powstania styczniowego, t. 1–4, 1887–1888; Dzieje 1863 roku, t. 1–5, 1897–1905) oparte na zespole oryginalnych, zakupionych i przez wiele lat zbieranych archiwaliów. W Przyczynach upadku Polski (1909) Przyborowski pisał gorzko o powstaniu 1863 r.: „Było ono błędem już nie wodzów, nie pojedynczych ludzi, ale całego tłumu i niedouczonej młodzieży. Nie przedstawia też ono ani jednego faktu, na którym by oko historyka zatrzymać się mogło i poddać pod sąd dziejowy winnych i niewinnych. Tu byli wszyscy winni i wszyscy niewinni”.</document>
<document nplp_id="13713" title="Olizarowski Tomasz August" slug="olizarowski-tomasz-august">Poeta, dramaturg. Pseudonimy i kryptonimy: A.; Dydym; Dydym Olifir; Olizar; T. Oliz…; T. Oliza…; T.A.O.
Informacje biograficzne. Tomasz August Olizarowski urodził się prawdopodobnie 10 III 1811 w Wojsławicach (pow. sokalski). Był synem Joanny z Aleksandrowiczów i Jaku­ba, pochodzącego z drobnej szlachty wołyńskiej oficera Legionów Dąbrowskiego. Dzieciń­stwo spędził na Wołyniu w gronie sióstr, po czym został oddany na nauki do Liceum Krze­mienieckiego, w którym spędził osiem lat; otrzymał stypendium hrabiego Gustawa Olizara (1798–1865). Przerwał naukę, by przystąpić do powstania listopadowego, zasilając przyby­ły na Wołyń korpus gen. Józefa Dwernickiego. Razem z oddziałem przedostał się do Gali­cji, następnie, jak podaje kilka źródeł, po krótkiej niewoli przedostał się do Królestwa. Po po­wstaniu, podobnie jak inni, ukrywał się prawdopodobnie we Lwowie, a także w Krakowie, gdzie miał możliwość korzystania z czytelni bibliotek i bywania w teatrach, o czym świad­czy erudycyjność jego rozprawki O literaturze dramatycznej polskiej („Przegląd Poznański” 1850, t. 11, z. 4) i publicystyka z łamów „Trzeciego Maja”. W 1836 r. na mocy ukazu carskiego został przez władze austriackie aresztowany, skazany na wygnanie i wywieziony do cytadeli w Trieście. Po pół roku odzyskał wolność i przez dziewięć lat przebywał w Londynie. W tym czasie współpracował z poznańskim „Tygodnikiem Literackim”, był dyrektorem Towarzys­twa Trzeciego Maja w Anglii, wiceprezesem Grona Historycznego Polskiego w Londynie, re­daktorem w tygodniku paryskim „Trzeci Maj”. Ostatecznie w 1845 r. przeniósł się do Paryża, dał się poznać jako stronnik Adama Jerzego Czartoryskiego, ideolog Hotelu Lambert, dzia­łacz Stronnictwa Trzeciego Maja (Czartoryskich). W 1848 r. opuścił Paryż, być może z za­miarem wzięcia udziału w Wiośnie Ludów. Dotarł do Drezna; z powodu represji policyjnych Olizarowski przyjął zaproszenie gen. Dezyderego Chłapowskiego do jego majątku w Turwi w Wielkopolsce. Spędził tam trzy lata, w 1852 r. udał się do Wrocławia i tam wydał trzyto- mowy zbiór poetycki Dzieła Tomasza Olizarowskiego. Wydalony przez rząd pruski z Księs­twa Poznańskiego przeniósł się do Belgii. Tu przez sześć lat uczył języka i literatury polskiej w kolegium jezuickim w Tirlemont, gdzie pobierała nauki polska młodzież. W 1858 r. przy­był do Paryża. W sytuacji skrajnego ubóstwa, choroby astmatycznej i braku środków do ży­cia przygarnął go do swojego mieszkania jego przyjaciel, Leon Niedźwiedzki. W 1864 r. poe­ta znalazł miejsce w Zakładzie św. Kazimierza w Ivry. Przepisał własne dzieła, a jako kopista dorabiał do skromnego zasiłku rządowego. Ostatnie 15 lat życia znamy z relacji trzech na­ocznych świadków i przyjaciół, ludzi pióra, Agatona Gillera i Seweryny Duchińskiej, a tak­że przebywającego w domu weteranów polskich współtowarzysza niedoli – Cypriana Nor­wida. Olizarowski zmarł 3 V 1879 w Zakładzie św. Kazimierza w Paryżu. Został pochowany w grobie zbiorowym razem z Norwidem.
Literatura emigracyjna. Olizarowski w syntetycznym artykule O literaturze emigranckiej („Trzeci Maj” 1842, nr [35], [38–39], [40–41]) zwraca uwagę, że literatura emigracyjna jest fenomenem XIX w. wartym opisania i analizy, i choć wiele dzieł nie wytrzymuje krytyki ze stanowiska estetycznego, to „stopień ducha, do jakiego niektóre z nich dochodzą, nie jest na­wet oznaczony na termometrze poezji” (nr [35] z 8 X). Próbuje pokusić się o definicję poe­zji, zdając sobie sprawę, że jest to zadanie niemożliwe i łatwiej określić, czym ona nie jest, niż czym jest. W swoje wywody na temat poetyczności wplata oceny twórczości Franciszka Kar­pińskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Alojzego Felińskiego i Antoniego Malczewskiego.
Zwraca przy tym uwagę na nieusuwalny konflikt między rolą pisarza a rolą Polaka, dlatego tak ważna jest samoświadomość twórców polskich; „Obowiązkiem Polaka, szczególniej w ni­niejszej dobie, zastanawiać się nad rzeczami gruntownie. Śród ruin, przy trumnach, na gro­bach winno być uroczyste, głęboko patrzące oko refleksji” (nr [38–39] z 7 XI).
O dramacie. Najważniejszą wypowiedzią krytycznoliteracką Olizarowskiego jest rozprawa O literaturze dramatycznej polskiej, w której formułuje własne poglądy estetyczne, w tym zwłaszcza na temat polskiego dramatu. Język rozprawy jest wyszukany, cechuje go stosowa­nie hiperboli, rozbudowanych, oryginalnych porównań, frazeologizmów, latynizmów i ła­cińskich sentencji oraz odniesień do świata kultury starożytnej. Rozprawa podejmuje dys­kusję z opinią wyrażoną na łamach „Przeglądu” przez Stanisława Piłata, jakoby na polską literaturę dramatyczną składały się wyłącznie sztuki naśladujące dramat francuski. Autor manifestuje swoją niezgodę na ten sąd i na dowód swoich racji prezentuje polską naro­dową sztukę dramatyczną „na scenę” od dzieł najdawniejszych po współczesne. Poglądy Olizarowskiego dotyczące sztuki scenicznej 2. poł. XVIII i początku XIX w. wyrażają się w postawie ponadprądowego synkretyzmu czy estetycznoliterackiego eklektyzmu. Autor nie odrzuca dokonań klasycyzmu, broniąc go przed zarzutami wtórności i naśladownic­twa. Świadomy odmiennych sposobów modelowania świata przedstawionego w dziełach klasycystycznych i romantycznych, zwraca uwagę, że geniusz może objawić się w obu mo­delach pod warunkiem, że będą one zachowywać równowagę formy i ducha: „Pierwej po­trzeba w krytyce przyjść do zasady estetycznej: że w świecie sztuki forma z duchem muszą się równoważyć, ażeby wydać doskonałość, a zatem przyjdzie uznawać wszelkiego rodzaju formy; bo pod każdą formą może się duch pokazować, i pod każdą wydać w nim doskona­łość. Że zaś forma tak nazwana klasyczna jest tym w sztuce, czym arystokratyczna w spo­łeczeństwie, więc albo przyjąć zasadę, że dzieło geniuszu nie może się wyjawić przez for­mę klasyczną, czyli jak chcą konwencjonalną, albo i z formy konwencjonalnej zdjąć klątwę wypada” (O literaturze dramatycznej polskiej). Za dzieła zachowujące tę równowagę uznał zarówno Dziady Adama Mickiewicza i Nie-Boską komedię Zygmunta Krasińskiego (oba dzieła stawiane obok Hamleta i Fausta), jak i twórczość okresu stanisławowskiego i po- stanisławowskiego, w tym dramatopisarstwo Adama Kazimierza Czartoryskiego, Wacława Rzewuskiego, Franciszka Zabłockiego, Franciszka Dionizego Kniaźnina, Alojzego Feliń­skiego jest według niego dziełem narodowej sztuki dramatycznej, ale nie chce zdyskredy­tować twórczości poety: „Są ludzie, z którymi potrzeba pierwej zjeść beczkę soli, to jest: dobrze się zapoznać, ażeby ich polubić, zaprzyjaźnić się z nimi, należycie ocenić” (tamże). W podobnym tonie pozostają oceny twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego i Lucjana Siemieńskiego, których Olizarowski ani nie gani, ani nie ceni, a jedynie doradza; pierwsze­mu, aby „odpoczął i zabrał się za dramat”, drugiemu, aby swój poemat Trąby w Dnieprze (1838) „w kształt dramatyczny” oblekł, „a będzie miał chwałę jako poeta dramatyczny” (tamże).
Olizarowski z dystansem wypowiada się tu o polskim romantyzmie: „Nowe poko­lenie sztukmistrzów może skończy się na nadziei, zaczęło od rozpaczy. Tłem u nich nie­nawiść, potępienie, przekleństwo, całun […]. Zwrot do prostoty i naturalności nie udał się. Razi przesada w formie; ale przesada w treści jest potwornością w istocie. Potworność górującym żywiołem jest dziś w sztuce. Nie ma więc sztuki” (tamże). Zawartą tu kryty­kę najnowszego dramatu romantycznego w dużej mierze można wiązać z oceną przydat­ności scenicznej gatunku, stąd być może bierze się utyskiwanie na „przesadę w formie”.
Za wartościowy dla teatru krytyk uważał taki utwór dramatyczny, który uwzględnia w budowie wewnętrznej perspektywę inscenizacji.
O krytyce literackiej. Olizarowski sformułował też w rozprawie uwagi o roli krytyka i za­daniach krytyki. Upominał się więc przede wszystkim o profesjonalizm i obiektywizm są­dów krytycznych, wskazywał też powinności krytyki: „[…] główniejszą, a nawet główną rze­czą jest przegląd szczegółów, rozbiór, analiza, nie zaś takie sposoby oceniania dzieł, jakie to mamy w obecnych czasach, gdzie przedmiot służy recenzentowi właściwie tylko za temat do fantazji, studiów itd., dla krytyki właściwej względu nie będzie, zawsze będą wymagania, aże­by jej towarzyszyła jak największa znajomość przedmiotu” (tamże). Apeluje o sprawiedliwe oceny, a takimi będą jedynie sądy „na własną miarę”, to znaczy takie, w których nie porów­nuje się polskiej sztuki ze sztuką innych narodowości: „Dobrze jest zapatrzeć się w piękno­ści Szekspira, ale źle jest nie widzieć potem nic więcej tylko Szekspira, a gorzej jeszcze stać się przez to niesprawiedliwym sędzią. Przynajmniej w świecie sztuki możemy i chcemy być mie­rzeni na własną miarę, nie na miarę obcą, angielską, niemiecką, hiszpańską lub francuską” (tamże). Ważnym zadaniem krytyki jest kształtowanie estetycznych wyborów publiczności, lecz bez filozoficzno-naukowych pretensji. Tymczasem – w opinii Olizarowskiego – krytyka, choć chce sterować smakiem publiczności, to jednak nie zamierza brać na siebie odpowie­dzialności za rozwój sztuki i edukację estetyczną odbiorców. Ponadto między gustami kry­tyków a upodobaniami publiczności istnieje ogromna rozbieżność, publiczność bagatelizuje bowiem formę i podlega w swoich ocenach aktualnie panującej modzie „tematycznej”, której nie bierze pod uwagę krytyka: „Dzisiejsza krytyka – surowo ocenia ją Olizarowski – ustępu­je niby smakowi publicznemu, wypowiada się przeciw formom; mimo to jednak, kiedy sądzi Kornela i Rasyna, patrzy na Szekspira i Goethego na modłę Kornela i Rasyna. Różnica za­chodzi w tym, że dawniej wiedziano przynajmniej, jakich w sądach trzymać się prawideł; te­raz od krytyki zależy przyjąć lub odrzucić prawidła: stosownie do publiczności, do pobudek czasowych, miejscowych, do potrzeby nadania lub odjęcia wartości dziełu” (tamże). Ważne są opinie Olizarowskiego o kształtowaniu gustu publiczności, tym bardziej że autor oddzie­lał je od natrętnej dydaktyki.</document>
<document nplp_id="13715" title="Olizar Gustaw" slug="olizar-gustaw">Poeta, publicysta, pamiętnikarz. Pseudonimy: A. Filipowicz; Anastasios; Atanazy.
Informacje biograficzne. Urodził się 3 V 1798 w Korosteszowie na Wołyniu jako najmłod­szy syn Filipa Nereusza (zm. 1816) i Ludwiki z Niemirowiczów-Szczyttów (1769–1802); wywodził się ze starego rodu rusko-wołyńskiego. W l. 1808–1812 był uczniem gimna­zjum krzemienieckiego w czasach jego największej świetności; uczył się m.in. z Michałem Wiszniewskim, Józefem Korzeniowskim, Antonim Malczewskim. Edukację musiał prze­rwać z powodu choroby ojca. W 1815 r. poślubił włoską hrabinę, Carolinę de Molo, z któ­rą miał dwoje dzieci, rozwiódł się kilka lat później. Zadebiutował w 1819 r. przekładem wiersza Antoine-Vincenta Arnaulta na łamach „Pamiętnika Naukowego”. W 1820 r. został marszałkiem powiatowym, a w 1821 r. – marszałkiem gubernialnym kijowskim.
Biografia hrabiego Olizara, człowieka o szerokich zainteresowaniach, inicjatora przed­sięwzięć w wielu dziedzinach, obfituje w znajomości z ważnymi postaciami życia literackie­go i politycznego epoki. Pierwszą z nich był zaprzyjaźniony od wielu lat z Olizarami Alojzy Feliński. Wywarł on znaczący wpływ na młodego hrabiego, inspirując go do podjęcia pra­cy translatorskiej i literackiej. Po śmierci autora Barbary Radziwiłłówny Olizar opiekował się jego spuścizną i pomógł wdowie w wydaniu drugiego tomu Pism własnych i przekładań wierszem (1821) Felińskiego. W 1821 r. dołączył do towarzystwa uczestniczącego w spotka­niach literackich w salonie gen. Wincentego Krasińskiego. Spotykał się tam z twórcami nur­tu klasycystycznego, m.in. Kajetanem Koźmianem, Franciszkiem Morawskim, Franciszkiem Salezym Dmochowskim, Ludwikiem Osińskim i Julianem Ursynem Niemcewiczem. Wraz z nimi w tonie satyrycznym oceniał rodzący się romantyzm, choć prąd ten stał mu się z cza­sem bardzo bliski. Podczas pobytu w Warszawie zacieśnił również stosunki z postępową in­teligencją rosyjską (zadzierzgnięte w 1819 r. wizytą w Petersburgu). Był członkiem Towarzys­twa Patriotycznego o rodowodzie wolnomularskim (w działalność lóż Olizar zaangażował się pod wpływem brata, Narcyza), które z czasem zbliżyło się do spiskowców rosyjskich. Waż­nym wątkiem w biografii Olizara są też jego kontakty z Aleksandrem Puszkinem, którego hrabia poznał w 1821 r. w Kiszyniowie lub w Kijowie, trzy lata później zaś rozpoczął z nim wymianę listów poetyckich, oddając adresatowi, którego nazwał „potężnym wieszczem Pół­nocy”, hołd utworem Do Puszkina. Rosyjski poeta odpowiedział utworem Do hr. Olizara, wskazując poezję jako pole możliwego przezwyciężenia dziejowego konfliktu polsko-rosyj­skiego. W czasie powstania dekabrystów Olizar pomógł uciekającemu przed aresztowaniem Michaiłowi Bestużewowi-Riuminowi, sam również został dwukrotnie aresztowany za ak­tywność antycarską jako członek Towarzystwa Patriotycznego. Na początku 1825 r. spędził kilka tygodni w twierdzy pietropawłowskiej, następnie odbywał karę w koszarach pruskich w Warszawie. Po wyjściu z więzienia wyjechał do swojej posiadłości na Krymie. W 1825 r. poznał w Odessie Adama Mickiewicza. Obaj zaangażowali się w kontakty między Stowa­rzyszeniem Południowym (spiskujący dekabryści działający na terenie Ukrainy) a członka­mi Towarzystwa Patriotycznego. W czasie pobytu na Krymie w 1825 r. Mickiewicz miesz­kał w posiadłości Olizara. Najprawdopodobniej – według zapisów w pamiętnikach Olizara, a także jego korespondencji z Józefem Ignacym Kraszewskim i Marią Rajewską-Wołkońską – to jemu Mickiewicz poświęcił dwie ostatnie strofy sonetu Ajudah. W 1827 r. Olizar wyjechał na Kaukaz.
Na osobną uwagę zasługuje działalność polityczna Olizara składająca się z kilku epizo­dów. W l. 1821–1826 hrabia pełnił funkcję gubernialnego marszałka kijowskiego. Tuż przed powstaniem listopadowym deportowany do Kurska, po upadku zrywu wyjechał do Włoch wraz z drugą żoną Józefiną Ożarowską (poślubioną w Krzemieńcu 17 VII 1830). W Rzy­mie mieszkał w l. 1831–1832, został wówczas agentem księcia Adama Jerzego Czartorys­kiego. W 1836 r. przekazał gubernatorowi kijowskiemu Aleksandrowi Guriewowi napisany przez siebie memoriał dla rządu traktujący o tragicznej sytuacji Polaków mieszkających poza Królestwem Polskim po objęciu władzy przez cara Mikołaja I. Olizar zaliczał się także do sympatyków tzw. koterii petersburskiej. Bliskie stosunki łączyły go zwłaszcza z Henrykiem Rzewuskim, choć różnili się poglądami politycznymi. Do innego ważnego spotkania w ży­ciu Olizara doszło w Ostendzie, gdzie w 1847 r. poznał Juliusza Słowackiego. Olizar bywał częstym gościem jego matki, Salomei Bécu, opiekując się schorowaną kobietą, wspierając ją finansowo i przekazując listy od syna.
Inny memoriał skierował, przebywając w l. 1848–1849 w Dreźnie, do Frankfurckie­go Zgromadzenia Narodowego, podnosząc kwestię niepodległości Polski. W latach 50. hra­bia Olizar przedstawił też postępowy projekt powołania udzielającego kredytów Banku Zie­miańskiego, co miałoby umożliwić włościanom wykup ziemi. Miał kontakty ze Stanisławem Moniuszką. Zaczął tłumaczyć fragmenty Halki na język włoski, napisał też własne libretto do jego opery Wanda. Zmarł 2 I 1865 w Dreźnie.
Kręgi twórczości. Olizar pozostawił po sobie bardzo różnorodną spuściznę. Począwszy od 1818 r. pisał wiersze, bajki, poematy, pisma prozą, przekłady poezji i dramatów z języka ro­syjskiego, francuskiego, włoskiego, m.in. rozdział i obszerne streszczenie powieści historycz­nej Nicolo de Lapi (1841) Massima d’Azeglia (ogłoszone w „Athenaeum” 1842, t. 6). Jego pi­sane przez całe życie liryki dokumentują wątki biograficzne, m.in. wydarzenia polityczne dotyczące dekabrystów czy nieszczęśliwą miłość do Marii Rajewskiej, w przyszłości Wołkoń- skiej (uczucie to podzielał zresztą z Puszkinem). Młodzieńcze utwory Olizara są utrzymane w poetyce klasycystycznej, po 1820 r. twórczość ma już charakter romantyczny (np. wiersze zawarte w tomiku Spomnienia, 1840, cykl Pielgrzymki, „Athenaeum” 1841, t. 3). Bodaj naj­ważniejszym utworem Olizara są pisane w l. 1840–1855 Pamiętniki (wyd. 1892), a dopro­wadzone przez autora do 1825 r. Ważną grupę jego pism stanowią również utwory religijne, m.in. nieopublikowane fragmenty, które miały złożyć się na dzieło Duch wyznań św. Augu­styna. Drukował też na łamach „Tygodnika Petersburskiego” Gawędki Pana Jacka (1853) kry­tykujące współczesne obyczaje.
Po stronie Mickiewicza. Choć krytyka literacka nie była głównym zajęciem Olizara, to w jego bogatej twórczości znajdziemy też wypowiedzi o pokrewnym jej charakterze. Kil­ka z nich pozostawił w Pamiętnikach. Wspomina swe związki z towarzystwem skupionym w salonie gen. Krasińskiego, ze wstydem relacjonując ówczesne kpiny z poezji romantycz­nej. W tonie pełnym dystansu wspomina, że „w obrębie pojęć koterii warszawskiej miota­no obelgi na tych wielkich poetów Litwy, na Adama, który geniuszem swoim znowu nas istniejących światu wykazał, bo nikt za granicami Lechii o Koźmianie, Osińskim, Mo­rawskim nie wspominał, a poezje Mickiewicza na różne przełożone języki całemu świa­tu poznać go dały!” (Pamiętniki). Olizar był również uczestnikiem wierszowanej polemi­ki z Ludwikiem Kropińskim, którego zapamiętał jako najbardziej wyważonego w sądach członka towarzystwa: „Z zagorzałych zaś gallo-klasyków warszawskich, Kropiński jeden nie targał się na poczynającą wzrastać sławę Mickiewicza; owszem pomnę, jak się zachwy­cał nad Kurhankiem, Świtezianką itd., bo w rodzaju piosnek ludowych uważał siebie za mistrza” (tamże). Kropiński napisał adresowany do Olizara wiersz Do G.O., w którym ra­dził młodemu twórcy, by ten obrał poetykę klasycystyczną, która przyniesie mu wieczną chwałę w przeciwieństwie do chwilowej romantycznej mody. Przy okazji w swoim utworze zawarł krytykę Mickiewicza: „Nie lubię, kiedy dziwaczy / Lub w paroksyzmy szaleństwa wpada / I ja nie wiem, co mi gada” (cyt. za: Walka romantyków z klasykami, 1963). Olizar w lipcu 1829 r. napisał Odpowiedź w obronie Mickiewicza, posługując się aluzją do końco­wych partii Farysa: „Lecz Ty puszczaj Mickiewicza, / Rumak dzielny – jeździec taki / Niech powietrzne zwiedza szlaki, / Niech nam gwiazdy, słońca zlicza, / Niech ten Farys polskiej zie­mi / Aż tej krainy dosięga, / Gdzie żal, rozpacz, łzy… i z niemi / Olbrzymów gaśnie potęga!…” (cyt. za: tamże). Zresztą dystans do stanowiska klasyków, którego z czasem nabrał Olizar, jest również widoczny w pamiętnikarskiej ocenie twórczości Felińskiego – pełnej szacunku, ale wyważonej: „Jako poeta będzie i on w cechu rzemieślniczym zaliczony; nie kuł wprawdzie wierszy, jak Dmochowski, ale je odlewał w formie i mocno szlifował; językowi się zasłużył bez wątpienia w najgładszych, jakie mamy, przekładach i tragedią Barbara [Radziwiłłówna], która jako dramat jest zbiorowym naśladowaniem klasycznego Rasyna” (Pamiętniki).
Wobec Rzewuskiego. W sierpniu 1841 r. w Wilnie ukazały się Mieszaniny obyczajowe – szki­ce moralne, satyryczne i filozoficzne Henryka Rzewuskiego (ukrywającego się pod pseudoni­mem Jarosz Bejła). Zbiór został natychmiast uznany w środowisku patriotycznym za skandal, przede wszystkim z powodu prowokacyjnego twierdzenia o braku przyszłości dla narodu pol­skiego. Powszechne oburzenie wzbudziły też opinie Rzewuskiego (Bejły) o Liceum Krzemie­nieckim – mieli z niego wychodzić absolwenci o wybitnych światowych manierach i przeko­nani o własnej znakomitości, lecz zupełnie nieprzygotowani do polityczno-ekonomicznych realiów życia pod zaborami. Olizar jako jeden z nielicznych – obok Michała Grabowskie­go, Tadeusza Bobrowskiego i początkowo tylko przychylnego Mieszaninom Kraszewskiego – podjął próbę obrony Rzewuskiego przed powszechnym potępieniem. Opublikowane w 1842 r. Pomieszanie Jarosza Bejły, objawione przez A. Filipowicza było jednak próbą osobliwą, opartą na pomyśle mistyfikacyjnym. Otóż Atanazy Filipowicz przedstawia się jako sąsiad i przyja­ciel Jarosza Bejły. Odwiedzając go, zobaczył, że Bejła zapadł na gorączkę i delirium. Lekarz uznał, że należy pozwolić choremu pisać, dlatego w ciągu 22 dni podyktował on swojemu se­kretarzowi, Szpakowiczowi, Mieszaniny. Tymczasem sekretarz miał samowolnie pomieszać „rzeczywiste prace” Rzewuskiego z jego „bredzeniem gorączkowym” i te „pomieszane” ręko­pisy zanieść księgarzowi. Pomieszanie Jarosza Bejły Olizara-Filipowicza zdaje sprawę z roz­mowy przyjaciół, którzy wspólnie przeglądają następne szkice składające się na Mieszaniny, wyłapując przekłamania i fragmenty dodane przez Szpakowicza.
Tak więc kontrowersyjny fragment o śmierci narodu zostaje zreinterpretowany tak, by jednak dawał mu nadzieję na przyszłość, przesłanie dotyczące opiekuńczego protektoratu rosyjskiego zaś zmienia się w pragnienie wspólnoty słowiańskiej. Dodatkiem Szpakowicza miały być oczywiście również krytyczne uwagi pod adresem absolwentów Liceum Krzemie­nieckiego. Przeinaczeniami nieistniejącego sekretarza zostają usprawiedliwione także opinie Rzewuskiego o środowisku literackim. Olizar (Filipowicz) oskarża Szpakowicza na kartach Pomieszania: „[…] trzeba było być pisarzem, ale prowentowym tylko, żeby imiona Grabow­skich, Kraszewskich, Kefalińskich (z tegoczesnych), a Felińskich, Koźmianów z dawniej­szych autorów, tak niezgrabnie i niepotrzebnie w swoje regestra pozapisywać!” (Pomieszanie Jarosza Bejły).
Rozdział Mieszanin zatytułowany Poezja narodowa miał z kolei – według Olizara-Filipowicza – istotnie wyjść spod pióra Bejły, ale nie był on przeznaczony do druku. Chciał on rzekomo – jak mówi Filipowiczowi – sądzić literatów, biorąc pod uwagę czas, w którym tworzyli, nie zaś według współczesnych mu kryteriów: „Delil, Feliński, Kropiński nie byli nudziarzami swego czasu, dogadzali owszem gustowi istniejącemu, i byli jego przedstawi­cielami; mieli zaś swoich nudziarzy, w czasie, tak jak my dzisiaj mamy naszych dziwaków” (tamże). Najbardziej kontrowersyjny fragment Pomieszania znalazł się w komentarzu doty­czącym części Bardowie polscy. Filipowicz oddawał hołd Bejle, deklarując: „[…] ja w nim widzę Szekspira, Moliera i Ezopa razem! […] nie gardzi on i tą prostotą rozmowy, która zdaje się być czasem nie dla salonowych słuchaczy przygotowaną; tak jak Szekspir, co w naj­piękniejszych dramatach i o galerii nie zapominał. Jego paradoksa, mistyfikacje, są pełne oryginalności!” (tamże).
Jednak wkrótce Olizar zmienił swoje stanowisko. Następną wypowiedzią krytyka na temat Mieszanin – opartą zresztą na podobnie mistyfikacyjnym zamyśle – była nieopubli- kowana ze względu na ingerencje cenzury Recenzja na tom 2-gi „Mieszanin obyczajowych” pt. Recydywa Jarosza Bejły. Olizar na wstępie informował, że napisał przychylną recenzję pierwszego tomu dzieła, ponieważ Rzewuski w rozmowie z nim powiedział, że tworząc Mie­szaniny, starał się wpłynąć na zaborców tak, by uratować przed zamknięciem wileńskie dru­karnie Józefa Zawadzkiego i Teofila Glücksberga. Jednak w drugim tomie, jak pisze Olizar, „już było mniej dobrych, ogólnych uwag, a więcej przymilania się ohydnemu rządowi” (Re­cenzja na tom 2-gi „Mieszanin obyczajowych”). Olizara oburzyły również późniejsze Pamięt­niki Bartłomieja Michałowskiego (1855–1857) pióra Rzewuskiego, które mogły spowodować „spaczenie wszystkich wyobrażeń sprawiedliwie dotąd powziętych o ostatnich smutnych wypadkach nieszczęśliwego kraju naszego, ponieważ zamiarem zmyślonego pseudonima było potępić to i tych, których dotąd Naród oszacował, a wychwalać niecnotę czynności, po­wszechną pogardą potępioną”. Olizar zamierzał napisać recenzję Pamiętników „dla zostawie­nia śladu przyszłym bibliomanom, że w czasie wyjścia tej książki z druku odezwał się żyjący, ówczesny świadek, iż ona jest wierutnym fałszem”, jednakże jego wypowiedź na ten temat ni­gdy nie ujrzała światła dziennego.
Gustaw Olizar, chociaż nie przeszedł do historii literatury ani jako utalentowany poe­ta, ani jako znaczący krytyk literacki, towarzyszył czołowym osobistościom swoich czasów, służąc im duchową i materialną pomocą niejednokrotnie za cenę wyrzeczeń, zasługując na „dobrą sławę” i pamięć.</document>
<document nplp_id="13718" title="Nalepiński Tadeusz" slug="nalepinski-tadeusz">Poeta, prozaik, publicysta, krytyk literacki, tłumacz. Pseudonim: Swastica (ros.).

Informacje biograficzne. Urodził się 9 I 1885 w Łodzi jako syn Aleksandra, inżyniera kolei, i Zofii z Röhrów. Od 1887 r. mieszkał w Petersburgu, gdzie jego ojciec objął stanowisko urzędnika ministerialnego. Tu ukończył z wyróżnieniem IV Gimnazjum, po czym przeniósł się do Krakowa. W l. 1902–1906 studiował na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kształcąc się pod kierunkiem prof. Mariana Zdziechowskiego, uczestniczył w spotkaniach Klubu Słowiańskiego. Na łamach wydawanego przez to stowarzyszenie czasopisma „Świat Słowiański” opublikował swój pierwszy artykuł poświęcony literaturze rosyjskiej. W 1907 r. obronił doktorat w Pradze na podstawie studium On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji, którego promotorem był Tomáš Masaryk. W następnych latach często przebywał w Petersburgu w związku z chorobą i śmiercią ojca w 1908 r. Nawiązał w tym czasie kontakty z petersburskim środowiskiem literacko-artystycznym, z rosyjskimi symbolistami oraz członkami Towarzystwa Religijno-Filozoficznego, m.in. z Aleksandrem Błokiem, Fiodorem Sołogubem i Dmitrijem Mereżkowskim. Podjął też współpracę z czasopismem „Wiestnik Jewropy”, gdzie zamieszczał artykuły popularyzujące literaturę młodopolską. Na łamach prasy krajowej opublikował z kolei w l. 1907–1909 cykl Młoda Rosja („Prawda”, „Świat”) poświęcony najnowszym zjawiskom w literaturze rosyjskiej. Jeszcze w czasie krakowskich studiów związał się ze środowiskiem zakopiańskim, utrzymując kontakty ze Stanisławem Witkiewiczem i Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, a przede wszystkim z Tadeuszem Micińskim, którego uznawał za swego mistrza. W 1909 r. rozpoczął się okres licznych podróży Nalepińskiego po Europie Zachodniej i świecie. Pierwszą połowę 1910 r. spędził w Paryżu, obracając się w kręgu polskich artystów. Zbliżył się w tym czasie do przebywających tam Stefana Żeromskiego i Andrzeja Struga, aktywizując się politycznie. W 1912 r. zatrzymał się na dłużej w Londynie, biorąc udział w życiu kulturalnym miejscowej Polonii oraz towarzysząc pobytowi skautów polskich w tym mieście w 1913 r., o czym pisał. Stamtąd odbył podróż na Islandię, a wraże-nia z tej wyprawy utrwalił w cyklu reportaży publikowanych w „Bluszczu”. W l. 1913–1914 zwiedził Grecję, Turcję, Hiszpanię, a także Stany Zjednoczone. Po wybuchu I wojny światowej, odpowiadając na apel Struga, zgłosił się do I Brygady Legionów Polskich i wziął udział w potyczkach tej formacji pod Miechowem i Kielcami. Z powodu słabego zdrowia musiał zrezygnować ze służby wojskowej. W 1915 r. przeniósł się do Włoch, gdzie poślubił poznaną w 1910 r. w Paryżu Cecylię Trzaskę. W 1916 r. wyjechał do Szwajcarii. W tym okresie zajmował się działalnością publicystyczno-dziennikarską prowadzoną na rzecz odzyskania niepodległości; zaczął też tworzyć poemat Ave Patria!... W l. 1917–1918 pracował w Biurze Prasowym Naczelnego Komitetu Narodowego w Rapperswilu. Zmarł w Bernie 13 XI 1918 na atak serca, po tym jak zachorował na grypę „hiszpankę”.

Kręgi twórczości. Nalepiński debiutował tomikiem poetyckim Gaśnienie (1905) chłodno przyjętym przez krytykę jako wyraz dekadenckiej afektacji. Od początku swojej drogi twórczej pozostawał pod wpływem Tadeusza Micińskiego, zamieszczając w prasie recenzje utworów pisarza. Przez ówczesnych krytyków Nalepiński był postrzegany jako „herold idei Micińskiego” (E. Czekalski). Pisarzy łączyło ze sobą również szczególne zainteresowanie sztuką teatralną. Nalepiński tłumaczył na język rosyjski dwie wersje dramatu Bazylissa Teofanu z przeznaczeniem na scenę. Jest też autorem dramatu lirycznego w trzech aktach Książę niewolny, który ukazywał się we fragmentach w prasie w l. 1911–1913 (nie zachował się w całości). Nalepiński bezskutecznie starał się o wystawienie sztuki na scenach warszawskich.

Dziełem, które wywołało najgłośniejsze echa wśród czytelników, była rozprawa On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji. Nalepiński, odwołując się do myśli Georga Wilhelma Friedricha Hegla i koncepcji Juliusza Słowackiego, uznał, iż w piśmiennictwie rosyjskim można dostrzec „negacyjne pierwiastki”, które są wyrazem samoświadomości ducha narodu. Jego zasadniczą treścią – rozumianą jako zadanie metafizyczne – jest dążenie do ostatecznego wyzwolenia, przybierające postać „nihilizmu fatalnego”. ówczesną sytuację w Rosji Nalepiński odczytywał jako „mierzenie się sił nierównych białych mistyków z nadciągającą czerwoną lawiną”, przejaw zmagania się dwóch destrukcyjnych pierwiastków: „gaśnienia” i „niszczenia”. Twórczość Fiodora Dostojewskiego, mistyka i nihilisty, była zwornikiem obu tych tendencji, odsłaniając „niebo i piekło wolności”. Pierwsza z nich ujawniła się najpełniej w dziełach takich pisarzy rosyjskich, jak Anton Czechow, Lew Tołstoj czy Dymitrij Mereżkowski; druga ucieleśniła się w postaci Bazarowa z powieści Iwana Turgieniewa (Ojcowie i dzieci), w bosiaku Maksyma Gorkiego, osiągając swe apogeum w „procesie przebóstwienia przez siłę” w tytułowym bohaterze dramatu Sawa Leonida Andrejewa. Nadejście człowieka-Antychrysta, w pełni wyzwolonego, niezłomnego mściciela, nienawidzącego ludzi, obwieszczał tytuł rozprawy On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji. Styl eseju sprawił, że porównywano go do poematu (W. Feldman, W. Gostomski, J. Lorentowicz), ale rację miał raczej Adolf Černý: „Jest to praca po części naukowa, a po części intuicyjna, krytyczna i artystyczna zarazem” („Slovanský Přehled” 1908, nr 1).

W 1910 r. Nalepiński opublikował trzyczęściowy, pisany oktawą poemat rapsodyczny Chrzest. Fantazja polska. Duża część liryki i prozy pisarza pozostaje rozproszona na łamach ówczesnej prasy. Za życia autora ukazał się tylko jeden zbiór małych form narracyjnych Śpiewnik rozdarty (1914). Po jego śmierci opublikowano drugi tom prozatorski Kazia: powiastka o niegrzecznej pannie (1919) zawierający tytułowe opowiadanie oraz utwory Księżniczka Inez i Homo nactus. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, staraniem Ludwika Hieronima Morstina i przy wsparciu Funduszu Kultury Narodowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, wydano epopeję legionową Ave Patria! Opowieść z czasów wielkiej wojny, powracającej nam byt niepodległy. Ksiąg sześć i intermezzo (1939).


Działalność krytyczna. Młoda Polska. W wielu wypowiedziach Nalepiński zaznaczał, że nie postrzega siebie jako profesjonalnego krytyka literackiego. W liście do Żeromskiego z 26 VI 1912, odwołując się do prac recenzyjnych poświęconych twórczości Micińskiego i powieści Wacława Berenta Ozimina, podkreślał subiektywistyczny charakter swojej działalności: „[...] alboż nie jestem w każdym z tych »krytycznych« pism zawsze tylko sobą, nigdy nie drapując się w togę rzeczowego Sędzi?”. Recenzował głównie prace zaprzyjaźnionych i bliskich mu ideowo artystów. Był przede wszystkim miłośnikiem twórczości Micińskiego; pisał o prawie każdym jego dziele. A że robił to w stylu podobnym do stylu Micińskiego, choć własnym i niezależnym, odmawiano mu oryginalności, nazywając go „heroldem idei Micińskiego” (E. Czekalski, Pan Nalepiński jako herold idei Micińskiego, „Prawda” 1911, nr 50–51). Wielu krytyków ujmowało sprawę trafniej; dostrzegając podobieństwa, uznano, że dzięki nim Nalepiński może lepiej niż inni zrozumieć autora Bazylissy Teofanu (nb. dzieło to na prośbę pisarza Nalepiński przetłumaczył na język rosyjski; niestety przekład nie został wydany). Tom W mroku gwiazd Nalepiński traktuje jako wyraz mistyki Micińskiego, jako spojrzenie uwięzionego w studni i patrzącego w górę: „Mistycyzm jego – to nie milczenie, to eruptywne zmaganie się z materią przesłaniającą nagość czystej, astralnej formy Lucyfera. Walkę wypowiada ciemnościom chłonącym magiczną światłość, w imię – nie Krzyża, nie Golgoty, lecz antychrześcijańskiej pełni” ([rec.] „Bazylissa Teofanu”, „Krytyka” 1909, t. 2). Nalepiński objaśnia, że lucyferyzm Micińskiego to lucyferyzm chrześcijański, jeszcze niewyzwolony z kultu ofiary. Kosmiczne wizje pisarza powiązane są z obrazem Polski. Miciński nawołuje do obudzenia duszy polskiej, odrodzenia wiedzy i wiary. Niczego bowiem duch polski nie może zapożyczyć ani z myśli zachodniej, ani z Judei. Przechodząc do interpretacji Bazylissy Teofanu, Nalepiński proponuje trzy punkty widzenia: dramat jako wspaniałe płótno historyczne malujące przepych bizantyjskiego Wschodu; dramat jako misterium opowiadające o Tajemnicy Jaźni; dramat jako prawda wolnego człowieka, który sięgnął horyzontów Lucyfera. Krytyk uważa, że współczesne mu techniki teatralne pozwalają dramat Micińskiego przenieść na scenę. Wydobywa nieziemskość jego twórczości i osoby (jaźni) w artykule O Micińskim („Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 18; tu pastel K. Sichulskiego ze stylizowaną głową bohatera eseju).

Metoda tłumaczenia ignotum par ignotum stanowi jedną z zasad close reading krytyki młodopolskiej. Na opinie Nalepińskiego pewien wpływ ma nie tylko język Micińskiego i innych twórców młodopolskich, ale też metafizyczna perspektywa Wielkiej Zmiany, która obejmowała możliwość wskrzeszenia Polski; m.in. z tego powodu Nalepiński nisko cenił Oziminę Berenta, odczytywał powieść jak dzieło gabinetowe, wysnute nie z życia, ale suchej myśli, pesymistyczne, melancholijne, przeestetyzowane, wyzbyte wszelkiej nadziei ([rec.] „Ozimina”, „Literatura i Sztuka” 1911, nr 5). Te same powody kazały mu wielbić Andrzeja Struga, pisarza rewolucji, patrzącego na świat z perspektywy warszawskiego bruku (O Strugu, tamże, nr 17).

Młoda Rosja. Nalepiński starał się popularyzować dorobek cenionych twórców w Rosji, publikując na łamach tamtejszej prasy artykuły poświęcone Stanisławowi Wyspiańskiemu, Micińskiemu, Witkiewiczowi, Żeromskiemu („Wiestnik Jewropy”, „Jeżegodnik Imperatorskich Tieatrow”). Polskich czytelników zapoznawał z kolei z twórczością pisarzy rosyjskich z najmłodszego pokolenia, takimi jak: Leonid Andrejew, Michaił Arcybaszew, Konstantin Balmont, Błok, Walery Briusow, Gieorgij Czułkow, Wiaczesław Iwanow, Mereżkowski, Nikołaj Minski, Aleksiej Remizow, Sołogub, Konstantin Sünnerberg i in.

Zgodnie z ogólną tendencją widoczną w krytyce modernistycznej Nalepiński jako propagator literatury rosyjskiej rozpatrywał ją przede wszystkim w kategoriach historiozoficznych i antropologiczno-metafizycznych, nie zaś w kategoriach estetycznoliterackich. Wyraźnie uwidoczniło to się w rozprawie On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji. Podstawowym założeniem, na którym autor oparł swój wywód, była koncepcja artysty zbieżna z koncepcją wyłożoną przez Stanisława Przybyszewskiego w eseju Confiteor. Pisarz rosyjski to – zdaniem Nalepińskiego – w odróżnieniu od pisarzy zachodnioeuropejskich mag, „kapłan-kaznodzieja” pośredniczący między narodem a jego ideą. Stąd zadaniem krytyka jest „drogą psychologii i intuicji wyczuć ducha kapłanów tych z ich żywych słów, [...] wejrzeć i pojąć ezoteryczne tajniki Króla-Ducha Rosji” (On idzie!). W przekonaniu Nalepińskiego najpełniejszą inkarnację Króla-Ducha Rosji stanowi właśnie Dostojewski: „Tajemnica dwoistej natury jego, to tajemnica Rosji. Jak dusza jego zmieniała się raz w piekło Antychrysta, raz w paradisum, tak samo najpotężniejszy symbol, największy car Rosji – Piotr, [...] posiał dwoistość monarchizmu i anarchizmu, których starcie, walkę na śmierć, dziś widzimy” (Idee narodowe i słowiańskie Dostojewskiego, „Świat Słowiański” 1906, nr 14/15). Tę linię interpretacji literatury rosyjskiej autor kontynuował w cyklu szkiców Młoda Rosja, wskazując – przy analizach pism Rosjan – na potrzebę maksymalnego zbliżenia podmiotu krytycznego do podmiotu twórczego oraz na konieczność wzajemnego wchłaniania elementów cudzej duchowości, jednoczesnego bycia pochłaniającym i pochłanianym: „W poetów rosyjskich wejść – to rozdrobnić duszę własną na miriady półżywych, półmartwych – zawsze efemerycznych, przymglonych chwil [...]. Poetów rosyjskich dzisiejszych odczuć – znaczy pochłonąć misterium pustki wszystkich tych szarych dni i nocy białych lub kategorycznie czarnych” (Poeci rosyjscy, „Prawda” 1907, nr 51). Omawiając twórczość pisarzy rosyjskich, Nalepiński niejednokrotnie odnosił się do polskiego kanonu modernistycznego, posługując się m.in. słowami kluczami, takimi jak Chochoł czy próchno: „Jeżeli najtragiczniejszą zmorą ezoteryczną duszy polskiej na przełomie dwóch stuleci jest słomiany róży krzak – Chochoł, to w sumieniach dzisiejszych »ludzi zbytecznych« w Rosji, w duszach niewyzwolonych z tragicznej, graniczącej z czynem »toski« Czechowa – zmorą taką [...] jest bies: plugawy, wariacki, parszywy Chochlik” (Teodor Sołogub, „Prawda” 1908, nr 5). Przedmiotem porównania i krytycznej oceny stają się też konkretne zagadnienia czy rozwiązania ideowe: „W zestawieniu z Dziejami grzechu powieść rosyjskiego autora uderza płytkością postawienia problemu płci, ciasnym kątem widzenia kobiety” (Ecce homo! „Sanin” Arcybaszewa, tamże, nr 25). 

O dramacie, scenie i stylu. Zainteresowania Nalepińskiego zagadnieniami teatralnymi wiążą się z jego fascynacją twórczością Wyspiańskiego i Micińskiego. Obszerną recenzję dramatu W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu kończą słowa: „Dziś na scenie dokonywują się twórcze cuda. Inwencja artystyczna reżyserii przypomina wahadło: od genialnego jasnowidztwa do ślepej a karkołomnej wirtuozerii. Ostatnio na przedstawieniu L’Oiseau bleu Maeterlincka w teatrze Stanisławskiego pomyślałem o Bazylissie... Jest to problem, który by się sam wymownie rozstrzygnął na scenie, tak jak Noc listopadowa lub w przyszłości Akropolis” („Krytyka” 1909, t. 2). Myśl o zainteresowaniu rosyjskich działaczy teatralnych polską twórczością dramaturgiczną pojawia się również w wypowiedziach Nalepińskiego poświęconych Wyspiańskiemu. W artykule omawiającym Hamleta zwraca uwagę na podobieństwo myśli teatralnej krakowskiego artysty i poszukiwań rosyjskich reformatorów teatru w rodzaju Wsiewołoda Meyerholda czy Nikołaja Jewreinowa. Odwołuje się także do teoretycznych rozważań Briusowa na temat „zamierzonej umowności” teatru symbolicznego (O „Gamlecie” na scenie, „Jeżegodnik Imperatorskich Tieatrow” 1910, nr 5). „Stojąc blisko różnorodnych poszukiwań rosyjskich pedagogów sceny – dowodził Nalepiński, pisząc o Weselu – bardzo wyraźnie widzę, ile korzyści mogliby oni wynieść z twórczości Wyspiańskiego, którego znają jedynie ze słyszenia”, i zachęcał, by pojechali do Krakowa, gdzie „żyje teatr Wyspiańskiego i gdzie – Wesele wystawia się dokładnie tak, jak wyobraził go na scenie autor” (Iz nowiejszej polskoj dramaticzeskoj litieratury – „Swad’ba” St. Wyspianskogo, „Jeżegodnik Imperatorskich Tieatrow” 1912, nr 1; cyt. za: Z. Żakiewicz).

Nalepiński, zainteresowany eksperymentalnymi praktykami scenicznymi, stał się rzecznikiem tzw. teatru stylizowanego. W studium „programowym” Tabula rasa. Szkic o teatrze w Polsce pisał: „Idea stylizacji, tak ciekawie rozwinięta przez Craiga, Reinharda, G. Fuchsa, Stanisławskiego, Meyerholda, a więc głównie w Berlinie (i Monachium) oraz w Moskwie (i Petersburgu), doprowadziła w swych najdalszych przeciw realizmowi wycieczkach do teatru istot nieruchomych, których życie na scenie uwarunkowano kilku symbolicznymi gestami, do teatru marionetek” („Sztuka” 1911, nr 1). Przykładem zastosowania koncepcji stylizacji była zdaniem Nalepińskiego inscenizacja sztuki Christiana Dietricha Grabbego Żart, satyra, ironia i głębsze znaczenie w reżyserii Bolesława Leśmiana w Teatrze Artystycznym. Krytycznie oceniając wszelkie próby „podrabiania rzeczywistości” w teatrze, stwierdzał: „I to jest istotą wszelkiej stylizacji: prześwietlić rzecz materialną promieniami wyrzuconymi z jednego zbiorowego ogniska wyobraźni. Zwyciężyć jawę, dać urok widziadła. Zapoznać szczegóły realnych przypadkowości, kreować syntezę treści irrealnej” (O stylu w teatrze. Z powodu wystawienia komedii Grabbego w Teatrze Artystycznym, „Kurier Warszawski” 1911, nr 143). Postulat, by „zbagatelizować realność”, przekładał się na wykorzystanie innych środków ekspresji scenicznej, takich jak sekwencje pantomimiczne, silny pierwiastek rytmiczno-muzyczny czy stylizacja ruchu. Jak podkreślał Nalepiński: „Wielki styl musi być ograniczeniem rzeczywistości przez twórczą wolę artysty” (tamże).


Podsumowanie. Już we wczesnym artykule poświęconym Dostojewskiemu Nalepiński wskazał na podstawowe zadanie, jakie stoi przed „obiektywnym badaczem” literatury. Powinien on „starać się uchwycić syntezę jego [pisarza] ducha, odczuć, odnaleźć oś myślową”, sięgając w głąb duszy (Idee narodowe i słowiańskie Dostojewskiego). To dążenie uwidoczniło się także w późniejszych wypowiedziach Nalepińskiego. Talent krytycznoliteracki autora rozprawy On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji trafnie ocenił Wilhelm Feldman, pisząc: „Specjaliści będą mówili o znawstwie – krytyk literacki hołd tylko oddać musi głębokiej intuicyjności i darowi charakteryzacji, jaka się przebija z mnóstwa portretów literackich”. Podkreślając skłonność autora do ujęć syntetycznych, redaktor „Krytyki” puentował: „[...] to odgadywacz dusz, portrecista literacki pierwszej miary” („Krytyka” 1907, t. 2).</document>
<document nplp_id="13720" title="Korzeniowski Apollo Nałęcz" slug="korzeniowski-apollo-nalecz">Poeta, dramaturg, publicysta, tłumacz, krytyk literacki, działacz niepodległościowy. Pseudonimy i kryptonimy: A.K.; A.N.K.; Ap.K.; Ap…. Nałęcz K..ski; Apol. N.K.; Apolin N.K.; Apollo Nałęcz K.; Apollo Nałęcz K***.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 II 1820 we wsi Honoratka na Ukrainie w niezamożnej rodzinie szlacheckiej jako syn Teodora, oficera z czasów Księstwa Warszawskiego oraz powstania listopadowego, i Julii z Dyakiewiczów. Po nauce w szkołach w Kamieńcu Podolskim, Niemirowie, Winnicy i Żytomierzu w 1840 r. rozpoczął studia prawnicze, orientalistyczne i literackie w Petersburgu. Od 1846 r., najpierw z ojcem, później samodzielnie, parał się dzierżawą majątków ziemskich na Podolu. Podczas wojny krymskiej brał udział w przygotowaniach do polskiego powstania. Ożenił się 4 V 1856 z Eweliną Bobrowską, siostrą Tadeusza, autora głośnych Pamiętników (1900), oraz Stefana, naczelnika Warszawy podczas powstania styczniowego. Małżonkowie zamieszkali w Łuczyńcu, następnie w Derebczynce, w końcu w Terechowej. W Berdyczowie urodził się ich syn, Józef Teodor Konrad, w przyszłości pisarz Joseph Conrad (1857–1924). Po niepowodzeniach gospodarskich rodzina w 1859 r. przeniosła się do Żytomierza, gdzie Korzeniowski włączył się w działalność kulturalną (m.in. wydawniczą i teatralną), społeczną i niepodległościową. Został też korespondentem prasy warszawskiej. W maju 1861 r. przeniósł się do Warszawy, by wziąć udział w przygotowaniach do powstania narodowego. Przyczynił się do stworzenia Komitetu Ruchu stanowiącego zalążek instytucji państwa podziemnego. Po aresztowaniu w nocy 20/21 X 1861 był więziony w cytadeli, a następnie wspólnie z żoną skazany na zesłanie. Z synem przebywali w Wołogdzie, a następnie w Czernihowie, gdzie 18 IV 1865 zmarła Ewelina. Pod koniec 1867 r. ciężko chory Korzeniowski uzyskał zgodę władz na wyjazd za granicę. Zatrzymał się z synem we Lwowie, później podjął kilkumiesięczną kurację w Topolnicy (pow. starosamborski). W lutym 1869 r. przeniósł się do Krakowa, gdzie miał uczestniczyć w redagowaniu demokratycznego pisma „Kraj”, którego pierwszy numer ukazał się 1 marca. Zmarł 23 V 1869, w jego pogrzebie uczestniczyły tłumy, oddając cześć patriocie i twórcy. Spoczywa na cmentarzu Rakowickim.

Działalność krytyczna. Korzeniowski rekomendował twórczość pisarzy, którzy kontynuowali etos romantyczny, m.in. Leonarda Sowińskiego. W wypowiedziach krytycznych często podnosił kwestię etycznego wymiaru literatury, w tym kontekście pisał m.in. o powieściach Adama Pługa i Józefa Ignacego Kraszewskiego. Obu tych pisarzy bronił przed zarzutami konserwatywnych krytyków. Działalność krytyczną łączył z pracą na polu wydawniczym, kierując się w obu sferach tymi samymi przesłankami. W 1859 r. pracował w Stowarzyszeniu Księgarsko-Wydawniczym w Żytomierzu, które w serii „Biblioteka Domowa” publikowało elementarze, katechizmy, syntezy i źródła historyczne, poradniki gospodarskie.

Pisma krytyczne: zadania literatury. W wypowiedziach krytycznych Korzeniowskiego zwraca uwagę próba uzgodnienia założeń szlacheckiego demokratyzmu z dylematami współczesności. W oryginalnej gawędzie Cuique suum. Rzecz zapewne mało komu potrzebna, ale prawdziwa („Tygodnik Ilustrowany” 1866, nr 330) przekonywał, że lektura, mająca często charakter rozmowy z umarłymi, jest czynnością podnoszącą na duchu, zwłaszcza w ponurych czasach. Za przejaw współczesnego kryzysu kultury uznawał materializm i prymat zysku finansowego. Dlatego krytyka powinna być „rozjemcą wieczystego sporu ducha z rzeczywistością i kojarzyć te dwie strony istnienia” („Z życia, okruchy poematu”, przez Leonarda Sowińskiego. Kijów, 1861 roku, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 83). Podkreślał aktualność romantycznej idei ofiarnej walki, a kryteriami oceny znacznie ważniejszymi od „chwilowego interesu materialnego” były dla Korzeniowskiego „prawda narodu” i „dobro ziomków”. Pisząc o Sowińskim, wskazywał, że rolą krytyka jest „we własnej i ogólnej pamięci zanotować” wpływ lektury na duchowość czytającego, a także zyskaną wiedzę (tamże).

Dwukrotnie stawał w obronie współczesnych powieściopisarzy, polemizując z krytykami konserwatywnymi. Jego sprzeciw wzbudził artykuł Michała Grabowskiego Przegląd literatury krajowej. Kraszewski („Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 222–223). W polemicznej odpowiedzi Korzeniowski przekonywał, że najważniejszym kryterium oceny literatury nie może być „wdzięk i zręczność” (Korespondencja „Gazety Warszawskiej”. Nieruszek, dnia 30 listopada 1856, „Gazeta Warszawska” 1857, nr 23). Jego zdaniem autor Chorób wieku stawiał tamę „dżumie zarobkowania bez względu na nic”. Grabowskiego zaś uznawał za krytyka zwalczającego pisarza mającego „zbawienny wpływ” na społeczeństwo. Podstawowe zadanie literatury, wypełniające się w twórczości najważniejszego współczesnego pisarza polskiego, ujął Korzeniowski następująco: „[…] każde tętno naszego życia uosabia się – idealizuje – ugadnia słowem, pracą, natchnieniem Kraszewskiego” (tamże). W innym miejscu krytyk wysoko ocenił powieść Kraszewskiego Caprea i Roma, którą zrozumiał jako przedstawienie w kostiumie historycznym aktualnych postaw i obyczajów (Korespondencje „Tygodnika Ilustrowanego”. Żytomierz, 1 marca 1860 r., „Tygodnik Ilustrowany” 1860, nr 26).

Z argumentami krytyki konserwatywnej polemizował (podpisując się „Katolik, ale i polski szlachcic”) w odpowiedzi na opublikowaną w „Czasie” (1860, nr 69) recenzję Ducha i krwi Adama Pługa. Krytykowi F.K. zarzucił fałszywą moralność, a krakowskiemu pismu, że się „zamienia w katedrę, z której usystematyzowana ciemnota i zidealizowana zwierzęcość na czytelników płynie” (Korespondencje. Żytomierz, 15 lipca 1860 r., „Dziennik Literacki” 1860, nr 66). Wysoko oceniał bezkompromisowość pisarza w ukazywaniu trudnych wyborów moralnych bohaterów. Wcześniej pozytywnie podsumował rolę twórczości Pługa zawierającej „bardzo prawdziwą treść zabużnego życia” (Zza Buga, d. 28 lutego 1860 r., „Gazeta Codzienna” 1860, nr 80) i krytykowanej właśnie z powodu prawdy obyczajowej i moralnej trudnej do przyjęcia przez recenzentów. Uznawał jego powieści za dobry środek przeciw kosmopolityzmowi służący obronie obyczajów rodzimych. Jako krytyk i wydawca wysoko cenił twórczość oraz zaangażowanie Stanisława Jachowicza w prace Towarzystwa Dobroczynności. Podkreślał walory wychowawcze jego pism dla dzieci, z nich bowiem uczyć się można „zacności i poczciwości – cnót, których żadne skarby okupić nie zdołają” (Wspomnienie o Stanisławie Jachowiczu, 1860).

Zadaniom narodowym Korzeniowski podporządkował także czasopiśmiennictwo. Obszernie, szczegółowo i w wielu punktach krytycznie zanalizował poziom polskiej publicystyki w artykule Czasopiśmiennictwo nasze (dod. mies. „Słowa” 1859, z. 1). Podkreślał, że dzięki prasie toczy się codzienny dialog z publicznością, nazwał czasopiśmiennictwo „drukowanym społeczeństwem”, bo „co w społeczeństwie myślą i czynem, to w czasopiśmiennictwie myślą i słowem” (tamże). Krytyk sprzeciwiał się drukowi powieści w odcinkach, gdyż przyjęcie takiej konwencji świadczy o lekceważącym, nieodpowiedzialnym traktowaniu czytelnika i literatury. Od 15 XI 1861 miał ukazywać się pod jego redakcją „Dwutygodnik”, jednak plany te przekreśliło aresztowanie pisarza („Biblioteka Warszawska” 1861, t. 1).

O dramatopisarstwie. Za szczególnie doniosłą uznawał rolę sztuki dramatycznej. Pisał o niej m.in. w przedmowie do własnego przekładu Chattertona Alfreda de Vigny’ego, dramatu będącego „wymowną obroną tych, na których świat nie zważa, a często depce spieszącą ku zarobkowaniu nogą” (Od tłumacza, 1857). Na kanwie tłumaczonego dzieła charakteryzował współczesny status i rolę poety, pogardliwie traktowanego przez zmaterializowane otoczenie. Podkreślał, że w polskich realiach twórcy literatury „muszą odzywać się jako kapłani prawdy, piękna, szlachetności codziennego, jakie mamy, a nie jakiegoś wyłącznego życia” (tamże). Za ważniejsze od artystycznej doskonałości uważał moralne przesłanie dzieła. W innym miejscu podkreślał, że przedstawienie teatralne, skierowane do zbiorowości, wywołuje „spółczucie”, sprawia, że „ludzie zebrani tłumnie, widze i słuchacze jednego i tego samego czynu, zespalają się w jednym, powszechnym, ludzkim wrażeniu” (Studia nad dramatycznością w utworach Szekspira, „Biblioteka Warszawska” 1868, t. 2). Uroczyste przeżycie sztuki dramatycznej od dawien dawna tworzyło wspólnotę i udoskonalało ją w świetle ideałów dobra, piękna i prawdy. Jednak, zauważał Korzeniowski, dramat stopniowo odchodził od tak pojętej powszechności, stając się jedynie rozrywką elit.

Dużo uwagi krytyk poświęcił komedii. Zastanawiając się nad szekspirowskimi realizacjami tego gatunku, stanowiącymi pierwszy etap i swoisty fundament całej twórczości dramaturga, komizm uznawał za sposób ujęcia „każdego prawie pomysłu, każdego położenia, każdego czynu, wszelkich żądz i namiętności, każdego stopnia cnoty i zbrodni, które pod słońcem prawdy przeznaczeń przybierają olbrzymie i straszliwe kształty i wywołują zachwyty i przerażenia w jego tragediach i dramatach historycznych” (tamże). O znaczeniu komedii we współczesnym życiu społecznym Korzeniowski pisał m.in. na przykładzie Miodu kasztelańskiego Kraszewskiego. W omówieniu żytomierskiego wystawienia komedii kontuszowej przedstawił jej autora jako twórcę i obywatela w każdym utworze pracującego dla kraju, a w tym przypadku piętnującego hipokryzję i świętoszkowatość (Korespondencje „Tygodnika Ilustrowanego”. Żytomierz, 1 marca 1860 r.). Omawiając z kolei twórczość Jana Chęcińskiego, krytyk zauważał, że powinnością komediopisarza jest odważne i jasne odsłanianie skrywanej prawdy, czemu jednak współcześni autorzy nie są w stanie sprostać. Chęciński, twórca Porządnych ludzi, choć słusznie – zdaniem Korzeniowskiego – sięgnął po aktualną problematykę, to jednak użył „nie rylca, a ołówka pobłażliwego” (Przegląd piśmienny. „Porządni ludzie, komedia” J. Chęcińskiego, „Tygodnik Ilustrowany” 1867, nr 179). Korzeniowski zwrócił uwagę także na dramat Koleżeństwo szkolne młodego autora Konstantego Budkiewicza charakteryzujący się „ukochaniem szlachetności” i „poczciwą pobłażliwością” (Korespondencja roczna. Podole, Wołyń, Ukraina w grudniu 1860, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 67).

Rola przekładów i kompetencje tłumacza. We wstępie do Chattertona Alfreda de Vigny’ego wskazywał, że tłumaczone dzieło może w kulturze polskiej odegrać inną rolę niż w rodzimym kontekście: „Jeżeli więc dramat p. Alfreda de Vigny w oryginale broni wyłącznie stanowiska poety w towarzystwie spieniężałym, w polskim przekładzie staje się już obroną wszystkich zacnych, niesprzedających swych zasad i pojęć, a biednych ludzi, postawionych w towarzystwie spszeniczałych i rublowiczy” (Czatterton). Podkreślał też konieczność rozważnego wyboru dzieł do przekładu. Omawiając np. premierę Margaretty (czyli Damy kameliowej) Alexandre’a Dumasa syna w teatrze żytomierskim, uznał ją za „obyczajową” dla publiczności paryskiej, „spolszczona zaś i dla naszych niewiast jest po prostu nieobyczajną” (Korespondencja „Tygodnika Ilustrowanego”. Żytomierz, 2 stycznia 1860 r., „Tygodnik Ilustrowany” 1860, nr 20). Zalecał, by w przypadku komedii sięgać po repertuar rodzimy, zwłaszcza sztuki Aleksandra Fredry.

Obszerny szkic Korzeniowski poświęcił autorowi Hamleta (Studia). W tej najważniejszej publikacji krytyk podkreślał obecność w twórczości Williama Shakespeare’a wartości narodowych i patriotycznych. W wymiarze artystycznym nowatorstwo dramaturga polegało na nowym ujęciu zasady trzech jedności. Za powinność tłumacza Korzeniowski uważał dostrzeżenie i przekazanie uniwersalnego przesłania dzieła, „zasadniczych prawd sztuki, które jako dobro pospólnie zdobył, ukazał i pozostawił po sobie mistrz-geniusz” (tamże). Korzyścią z przekładów może być, przekonywał dalej, rozwój dramaturgii rodzimej polegający nie na naśladownictwie, ale podjęciu oryginalnej kontynuacji wzoru. Publikowane w prasie własne przykłady wierszy Victora Hugo Korzeniowski opatrzył komentarzem: autorzy rozmaitych omówień zazwyczaj zniekształcają postać wielkiego twórcy, przedstawiając „karła zamiast olbrzyma, hulaszczego w ogródku i podochoconego literata zamiast natchnionego poety” (Wiktor Hugo i jego „Śpiewki z ulic i gajow”, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, nr 348). Wobec tego starał się zaprezentować fascynującą osobowość romantyka i porównał jego artyzm z osiągnięciami współczesnych realistów, by podkreślić wyższość sztuki rodzącej się z natchnienia nad operującą ścisłością opisu.

Można dodać, że jedynym wysoko ocenianym przez Korzeniowskiego tłumaczem był Stanisław Trembecki. Chwalił jego przekłady fragmentów Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa (ogłoszone pod nazwiskiem Alberta Miera) i Eneidy Wergiliusza. Z jednej strony krytyk podkreślał bogactwo, oryginalność i „jędrność” języka poety, z drugiej zaś zgryźliwie komentował jego życiowe wybory: „[…] kto potrafił siebie tak przekładać z człowieka na nic i coś gorszego, jak to zrobił Trembecki, ten mógł i Tassowi podołać” („Cuique suum”).

Podsumowanie. Działalność krytyczna Korzeniowskiego nie była systematyczna i konsekwentna, do czego przyczyniły się okoliczności życiowe. Pozostawała w ścisłym związku z jego zaangażowaniem w działalność obywatelską, a także teatralną i wydawniczą. Rolę literatury widział w kontekście dążeń niepodległościowych; podkreślał uszlachetniający lub demoralizujący wpływ lektury, estetyczne walory ocenianych dzieł nie były zaś dla niego najistotniejsze. Romantyczny idealizm łączył się w jego sądach z przekonaniem, że literatura musi rejestrować najważniejsze cechy i dylematy współczesności. Mając osobiste doświadczenia na tym polu, doceniał pracę tłumaczy, a przekłady recenzował podług ich przydatności dla kultury rodzimej. Był aktywnym i wyrazistym w swych poglądach uczestnikiem życia literackiego i teatralnego na Podolu oraz Wołyniu, a później w Warszawie. Mimo aresztowania, zesłania i osobistych nieszczęść nie zaprzestał aktywności pisarskiej, ze względu na swoją postawę obywatelską i uczestnictwo w konspiracji cieszył się dużym autorytetem, zwłaszcza w kręgach demokratycznych.</document>
<document nplp_id="13722" title="Ordyniec Jan Kazimierz" slug="ordyniec-jan-kazimierz">Redaktor, tłumacz, wydawca, krytyk literacki, działacz emigracyjny. Kryptonim: J.K.O.

Informacje biograficzne. Jan Kazimierz Romuald Ordyniec urodził się w 1797 r. w Kobryniu w rodzinie szlacheckiej jako syn Michała (zm. 1829) i Scholastyki z Chruścickich. Miał brata Feliksa Leonarda (zm. 1875 w Paryżu). Ukończywszy Liceum Krzemienieckie, studio­wał na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wileńskiego (dyplom w 1824 r.), gdzie zaprzy­jaźnił się z Joachimem Lelewelem. Początkowo pracował jako nauczyciel w Winnicy, następ­nie zaś został sekretarzem prefektury policji w Warszawie. Wówczas też na prośbę Stanisława Zamoyskiego podjął się wspólnie z Antonim Edwardem Odyńcem zebrania materiałów do projektowanego przez ordynata czasopisma „Pamiętnik im. Zamoyskich”. Choć przedsię­wzięcie to zakończyło się fiaskiem, Ordyniec nie zrezygnował ze współpracy z Zamoyskim, zostając jego bibliotekarzem oraz nauczycielem jego syna. W 1828 r. w Warszawie ożenił się z Marianną Podbielską. W l. 1828–1831 sprawował funkcję dyrektora Drukarni Komisji Rzą­dowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, co ułatwiło mu indywidualną działal­ność wydawniczą. Redagował i wydawał odkupiony od Michała Podczaszyńskiego „Dzien­nik Warszawski” (1826–1829) oraz jego kontynuację „Dekameron Polski” (1830, t. 1–3). W „Dzienniku Warszawskim” starał się początkowo kontynuować tradycje Maurycego Mochnackiego, publikując wartościowe rozprawy o tematyce literackiej oraz krytycznolite­rackiej (autorstwa m.in. T. Sierocińskiego, J.L. Żukowskiego, K.W. Wójcickiego), stopniowo jednak obniżał poziom, zapełniając szpalty przedrukami i notatkami z zakresu poradnictwa domowego. Również „Dekameron Polski”, mający być w zamierzeniu wydawcy wszechstron­nym, erudycyjnym czasopismem kulturalnym, nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie uczestniczył też w literackich sporach epoki. W tym okresie Ordyniec ogłosił także balla­dę Trzy krzyże pod Brykowem („Dziennik Wileński” 1826, t. 1), kilka artykułów o tematy­ce estetyczno-artystycznej i krytycznoliterackiej oraz tłumaczenia z języka niemieckiego. Po­wodzeniem cieszyły się jego przekłady z niemieckiego powieści Aleksandra Bronikowskiego, parokrotnie wznawiane.

Po wybuchu powstania listopadowego Ordyniec zaangażował się w działalność poli­tyczną jako członek Towarzystwa Patriotycznego. Zabrał też głos w sprawie zarzutów Bruno­na Kicińskiego pod adresem Lelewela, w obszernym artykule Niepodległość podług „Polaka

Sumiennego” („Kurier Polski” 1831, nr 495) wskazując na patriotyczne zasługi wileńskie­go cenzora. Po klęsce powstania wyemigrował do Paryża. Wstąpiwszy do Towarzystwa De­mokratycznego Polskiego, został jego bibliotekarzem oraz współredaktorem, razem z Janem Nepomucenem Janowskim i Kazimierzem Pułaskim, czasopisma „Towarzystwo Demokra­tyczne Polskie” – jednego z organów demokratów. Wskutek oskarżeń o defraudację pienię­dzy Towarzystwa w styczniu 1833 r. skreślono Ordyńca z listy jego członków. Już w 1834 r. został on jednak sekretarzem Komisji Funduszów Emigracji, a rok później zaczął redago­wać czasopismo satyryczno-literackie „Pospolite Ruszenie. Dzieło poświęcone Sprawie Na­rodowej”. W jedynym zeszycie opublikowano obok m.in. biografii Mochnackiego przekład poezji Friedricha Schillera oraz wiersze Seweryna Goszczyńskiego, anonimowe Pamiętni­ki młodości ks. Ksawerego Stanisławicza przez niego samego spisane. (Wyjątek z rękopismów). Jest to stylizacja na pamiętnik Ksawerego Franciszka Druckiego-Lubeckiego, która miała na celu skompromitować przeszłość Adama Jerzego Czartoryskiego w carskiej służbie dyplo­matycznej. W 1838 r. w Paryżu Ordyniec ożenił się z Adélaide Pascale Meslier (1803–1878). W l. 1837–1843 współpracował z redakcją „Pisma Komisji Korespondencyjnej” (Poitiers). Jego poglądy polityczne stopniowo zaczęły przyjmować charakter konserwatywny. Daw­ny członek TDP, w latach 50. związał się z Hotelem Lambert i zaczął pisywać do „Trzecie­go Maja”. Został też kustoszem Biblioteki Polskiej (1854–1862) oraz członkiem Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. W lutym 1860 r. przyjęto go do redakcji paryskich „Wia­domości Polskich”. Zmarł 29 IV 1863 w Paryżu, a 1 V 1863 został pochowany na cmentarzu Montparnasse.

Poetyka, estetyka i krytyka. Kwestie z zakresu teorii literatury oraz estetyki literackiej i ar­tystycznej interesowały Ordyńca głównie w latach 20., a ich wyrazem są tłumaczone z nie­mieckiego Zasady poezji i wymowy Johanna Schwaldoplera posługującego się pseudonimem K.L. Schaller (t. 1–2, 1826–1827) oraz dwuczęściowa rozprawa O związku i powinowactwie sztuk pięknych w ogólności, a mianowicie poezji z muzyką („Dziennik Warszawski” 1828, t. 11, nr 34). Handbuch der deutschen Dicht- und Redekunst, aus Beispielen entwickelt (1806) Schwaldoplera, drugorzędnego tłumacza literatury francuskiej i monografisty Schillera, miała charakter popularyzatorski. Zyskała ona jednak spore uznanie wśród współczesnych przede wszystkim jako podręcznik szkolny. Korzystano z niego także na ziemiach polskich. Egzemplifikacji Schwaldoplerowi dostarczała twórczość autorów Sturm und Drang: Schille­ra, Johanna Wolfganga Goethego, Friedricha Gottlieba Klopstocka oraz Friedricha Matthis- sona. Wyraźną inspirację myślą Johanna Gottfrieda Herdera z jego postulatami oryginalno­ści sztuki narodowej można dostrzec również w doborze autorytetów teoretycznoliterackich i filozoficznych. W ogólnych zarysach Handbuch Schwaldoplera opiera się na tradycjach kla- sycystycznej genologii i estetyki zmodyfikowanych zgodnie z nowymi tendencjami charakte­rystycznymi zwłaszcza dla twórców Sturm und Drang. Wśród gatunków, którym poświęcono uwagę, znajdują się więc, tradycyjnie, bajka, idylla, elegia, poemat opisowy, poemat boha­terski, poemat bohaterski komiczny, dramat, tragedia, komedia, ale też gatunki nowe, nie- uwzględniane lub nie zawsze uwzględniane w klasycystycznych poetykach, jak powieść poe­tycka, opera, triolet, epigramat, sonet. Podstawowe kategorie estetyczne przywołane przez Schwaldoplera, takie jak smak, geniusz, piękność, górność, stosowność, naturalność, po­prawność, prawda, prawdopodobieństwo, także rozumiane są jeszcze w duchu klasycystycz- nym, choć zauważalne są pewne innowacje. Osobno np. teoretyk traktuje kategorię komiczności (zob. list dziewiąty O śmieszności), omawianą zaś przy okazji stylu kategorię ozdobności wiąże nie tylko z kwestiami formalnymi, ale i ze sferą myśli, emocji i wzruszeń autora. Zgod­nie z nowymi tendencjami literackimi i estetycznoliterackimi Schwaldopler sporo uwagi po­święca także zagadnieniom związanym z prozodią oraz „wierszami miarowymi”.

Ordyniec w swoim dedykowanym hrabinie Zofii Zamoyskiej przekładzie w zasadzie przejmuje zarówno formalne, jak i estetycznoliterackie założenia „Szallera”, choć można też dostrzec znamienne różnice. Przede wszystkim nisko oceniając kulturę literacką i wiedzę estetyczno-artystyczną w Polsce (jako wyjątek zostały wymienione jedynie prace S.K. Potoc­kiego, E. Słowackiego oraz „nieznane jeszcze światu literackiemu” wykłady L. Borowskie­go i K. Brodzińskiego), swoje dzieło Ordyniec kieruje nie tyle do czytelników masowych, ile do twórców literatury. „Teoria sztuk pięknych, co w Niemczech, Anglii i Francji wysoko stoi i której wszystkie części uczeni 18. i 19. wieku wyczerpali już prawie, nader mało jeszcze roz­szerzona jest w naszym narodzie […]. Ten niedostatek literatury naszej co do dzieł teoretycz­nych o smaku obudził we mnie chęć przysłużenia się miłośnikom sztuk pięknych tłumacze­niem elementarnego w Niemczech dzieła Szallera” – pisze w Przemowie tłumacza (Zasady poezji i wymowy, t. 1). Podkreśla też, że próbując zastąpić przykłady niemieckie przykłada­mi polskimi, często napotykał komplikacje, gdyż „w literaturze polskiej nie zawsze natrafić można na wzorowe płody” (tamże). Stąd konieczne okazało się sięgnięcie po polskie tłuma­czenia literatury obcej. Zdaniem Ordyńca najważniejszymi autorytetami dla rodzimych lite­ratów winni na razie pozostać przede wszystkim „Homer, Maron, Tasso, Milton, Klopsztok, Bayron” (List I. Pożytek badań estetycznych, w: Zasady poezji i wymowy, t. 1), ewentualnie Ludovico Ariosto, Gotthold Ephraim Lessing, Goethe, Matthisson, Schiller. Polskich przy­kładów dostarczają Ordyńcowi przeważnie autorzy oświeceniowi, wczesnoromantyczni lub tacy, u których splatają się konwencje właściwe literaturze XVIII i 1. poł. XIX w. W listach poświęconych miarom wierszowym (list XV i XVI) tłumacz opiera się zaś na pracach Józefa Elsnera i Franciszka Królikowskiego.

Dokonywane przez niego wartościowanie dzieł literackich bywa zaskakujące. Wśród autorów wzorcowych – obok Ignacego Krasickiego, Adama Naruszewicza, Franciszka Kar­pińskiego, Franciszka Dionizego Kniaźnina, Alojzego Felińskiego, Ludwika Kropińskiego i Kazimierza Brodzińskiego – przywoływani są bowiem np. Karol Sienkiewicz, Franciszek Morawski i Odyniec. Na korzyść smaku literackiego Ordyńca mogłoby przemawiać zamiesz­czenie w liście wykładającym prawidła sonetu aż sześciu sonetów krymskich Adama Mic­kiewicza, gdyby nie to, że wyraźnie inspirował się tutaj artykułem Mochnackiego O sone­tach Adama Mickiewicza („Gazeta Polska” 1827), za krytykiem romantycznym nazywając też poetę „naszym młodym Petrarką” (Zasady poezji i wymowy, t. 2). Mickiewicz zresztą nie docenił gestu Ordyńca, zaliczając go do wyszydzanych przez siebie „krytyków i recen­zentów warszawskich” jako autora uwag o bajce Myszka, kot i kogut Stanisława Trembeckie­go. Ordyniec dostrzegł w niej uchybienia stylistyczne oraz nieakceptowalny kolokwializm (tamże, t. 1). Ta uwaga, reprezentatywna dla myślenia o literaturze utrwalonego w Zasa­dach poezji i wymowy, spotkała się z następującą ripostą Mickiewicza: „Ogólny wyrok recen­zentów przeciwko prowincjonalizmom jest wypadkiem metody przejętej od starych gaze­ciarzy francuskich. Oni to, mając siebie za stróżów języka, co krok odwołują się do słownika Akademii. Rzeczywiście miło jest recenzentom i pewnym czytelnikom myślić, że nabywszy słownik, mają w kieszeni trybunał, gotowy rozstrzygać najdelikatniejsze spory tyczące się poetyckiego wysłowienia” (A. Mickiewicz, Do czytelnika. O krytykach i recenzentach war­szawskich). Mimo wszystko sąd ten należy uznać za nieco krzywdzący dla Ordyńca, który w swoim wartościowaniu dzieła sztuki starał się wychodzić poza kwestie latinitas skupiające uwagę krytyków postanisławowskich. Świadczy o tym rozprawa O związku i powinowactwie sztuk pięknych w ogólności, a mianowicie poezji z muzyką.

Autor, odwołując się do klasycystycznych kategorii estetycznych, stara się je interpre­tować zgodnie z nowszymi tendencjami, zwłaszcza o proweniencji niemieckiej. Także jest mu bliżej niż do klasycystów weimarskich, do przedstawicieli Sturm und Drang takich jak Herder, a zwłaszcza do Lessinga, oraz do jenajczyków, szczególnie do refleksji o sztuce Lud­wiga Tiecka i Wilhelma Wackenrodera. Pierwsza część rozprawy ma charakter wprowadza­jący w te zagadnienia związane z estetyką, które teoretyk uznał za podstawowe, druga doty­czy – intensywnie wówczas dyskutowanej – problematyki syntezy sztuk, przede wszystkim relacji między poezją i muzyką. Ordyniec skupia się początkowo na takich zagadnieniach, jak źródła i początki sztuki, jej istota, przymioty i cele. Za „zasadę twórczą” każdego dzieła uznaje imaginację i rozum, któremu powinno być podporządkowane „uczucie estetyczne”. Piękne jest bowiem to, „co się zgadza z prawami estetycznej władzy pojmowania” (tamże) oraz jest efektem właściwej dla geniusza umiejętności „przedstawienia przedmiotu mają­cego zaspokoić rozum przez upodobanie” (tamże). Geniusz natomiast to z jednej strony „święty dar natury”, z drugiej – siła twórcza umysłu i talent wyrażający się w owej umie­jętności przedstawiania zasilanej przez imaginację dostarczającą wyobrażeń („Imaginacja więc dostarcza materiałów, siła twórcza je składa i stąd powstaje całość, która jest dopie­ro ideałem”; tamże). Ordyńcowi bliska pozostaje przy tym kategoria mimesis. Można zaś naśladować „podług jakiegoś wzoru” (przykładem Zeus Fidiasza wyrzeźbiony „na wzór wierszów Homera”), za pomocą rysunku (jak Apelles oddający rysy Aleksandra Wielkie­go), gry aktorskiej (czyli „znaków naturalnych” – vide Talma wcielający się w postać Augu­sta), muzyki i poezji, które opierają się na „znakach dowolnych”. Stąd proponowany przez Ordyńca – za traktatem Laokoon, czyli o granicach malarstwa i poezji Lessinga – podział sztuk na sztuki plastyczne, czyli „kształcące, które przedmioty swoje w przestrzeni po więk­szej części przedstawiają”, i pragmatyczne, czyli „czynne, przedstawiające najwięcej w cza­sie” (tamże). Te pierwsze zostały podzielone dodatkowo na „kształtowne” (rzeźbiarstwo i sztuka ogrodowa) i „malarskie” (rysunek, malarstwo, ognie sztuczne, czyli Feuerwerk). Do sztuk pragmatycznych zostały zaś zaliczone aktorstwo, taniec, poezja i muzyka. W zgo­dzie z nowszymi tendencjami estetycznymi Ordyniec jednak uznaje, że sztuki piękne nie mają stałych granic. Dlatego też wyodrębnia grupę sztuk mieszanych (sztuka dramatyczna, pantomima i balet), a na koniec dodaje jeszcze sztuki stosowane (architektura, wykonaw­stwo muzyczne i deklamacja). Poza tą klasyfikacją, co znamienne, została umieszczona re­toryka, której celem – według autora – ma być dążenie do odsłonięcia prawdy, podczas gdy pozostałe sztuki skupiają się przede wszystkim na zaspokojeniu umysłu za pomocą emo­cji zrodzonych pod wpływem doznań estetycznych. W tym rozumowaniu, uprzywilejowu­jącym retorykę, Ordyniec nie pozostaje jednak konsekwentny. Jako najistotniejszy przy­miot sztuk pięknych – obok „piękności”, „znaczenia”, „rozmaitości”, „ukończenia”, intuicji (czyli „najwyższej zmysłowości”), wdzięku i stosowności – wymienia bowiem „idealność”, która pozwala wznieść się ponad „rzeczywistość poziomą” (tamże). W duchu neoplatońskim dowodzi zatem, że im wznioślejszy ideał, który próbuje wyrazić dzieło sztuki, tym staje się ono wartościowsze, czego przykładem są Madonny Rafaela. Ordyniec podąża tu­taj za Tieckiem i Wackenroderem jako autorami Wynurzeń serdecznych rozmiłowanego w sztuce braciszka zakonnego. Podobnie jak pierwsze pokolenie romantyków niemieckich konstatuje także, że ów ideał „staje się rzeczywistością” dzięki formie. Dzieło sztuki postrze­ga bowiem jako harmonijną syntezę treści („materii”) i formy, przyznając przy tym prymat – także zgodnie z nowymi już tendencjami – tej pierwszej: „[…] geniusz stwarza pierwej ideał, podług którego formę swoim utworom nadaje” (tamże). Stąd według Ordyńca proces twór­czy powinien polegać w pierwszej kolejności na sformułowaniu przez artystę koncepcji dzie­ła („wnętrznego ideału”), a dopiero później na nadaniu mu kształtu formalnego, czyli „zew­nętrznej szaty”. Wcielając „ducha”, czyni go ona „widzialnym zmysłom” za pomocą sposobu ujęcia tematu, stylu autora oraz – w przypadku literatury – znaków interpunkcyjnych, któ­re mają znaczenie prozodyczne. Przy czym niespójność treści i formy obniża w tym rozumo­waniu wartość dzieła sztuki, co Ordyniec podkreśla, kontestując dzieła starożytnych Greków. W przeciwieństwie do winckelmannistów nie traktuje ich jako wzoru do naśladowania, lecz wskazuje na niedostatek technicznej zręczności, w efekcie którego „wprawa nie odpowia­dała estetycznemu ideałowi” (tamże). Ideał bowiem wymaga „wyższego stopnia umysłowe­go i technicznego ukształcenia” (tamże), a to Ordyniec odnajduje dopiero w sztuce renesan­su, kiedy to „Geniusz skrzydłami imaginacji wzniesiony” wystąpił jako „przeciwnik natury” w dziełach Canovy, Rafaela, Correggia i Michała Anioła. Do współczesnych kontynuacji tej tradycji autor zaliczył Sofiówkę (ogród S. Szczęsnego Potockiego) jako wytwór geniu­szu „rozgniewanego na samą tylko naturę” (tamże) oraz pieśni Karola Lipińskiego. Pierwszą część swoich rozważań Ordyniec kończy utrwaloną już w romantycznej krytyce artystycz­nej konstatacją, że wprawdzie każda sztuka mówi swoim językiem, ale dopiero połączone „wdzierają się do świątyni duszy”, dzięki czemu mogą na niej odcisnąć „piętno nieskończo­ności” (tamże). To zaś z kolei każe mu najwyżej w hierarchii sztuk postawić muzykę – sztu­kę, która „wewnętrzność bezpośrednio przedstawia” i która ma zdolność „wyrażania harmo­nijnym językiem wszelkich poruszeń duszy” (tamże). Prowadzi go to także do pozytywnej rewaloryzacji opery, ponieważ „wszystkie prawie sztuki piękne są w niej połączone” (tamże), a to z kolei najsilniej działa na zmysły, pobudzając „uczucie estetyczne”.

Poezja a muzyka. Drugą część rozważań Ordyniec poświęca relacjom muzyki i poezji, po­nownie sięgając po kategorię nieskończoności – podstawowe pojęcie programowe wczes­nej fazy polskiego romantyzmu. Mówi więc językiem Mochnackiego: „Żadna ze sztuk pięknych z taką mocą jak muzyka i poezja na duszę naszą nie działa. Tamta nasze serca za­chwyca, ta duszę porywa, a obie nieskończoności uczucia w nasze piersi wlewają”, doda­jąc jednak w duchu klasycystycznym, że „obiedwie na malowanie natury są przeznaczo­ne” („Dziennik Warszawski” 1828, t. 11, nr 34). Ordyniec najwyżej ceni muzykę wokalną, która „najbardziej przemawia do duszy”, wspierając poezję i podwajając jej oddziaływanie. Przywoływane przykłady idealnej syntezy sztuk także są konwencjonalne, spopularyzowa­ne przez pierwsze pokolenie romantyków polskich. Przede wszystkim są to opery Wolfgan­ga Amadeusa Mozarta i Freischütz Carla von Webera. Do oryginalnych nie należą również myśli Ordyńca na temat powinowactwa literatury i muzyki. Tutaj autorytetem jest dla nie­go w pierwszej kolejności nie Prozodia polska Królikowskiego, lecz Elsner i jego Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego. Podobnie jak Elsner twierdzi więc, że me­trum poetyckie jest odpowiednikiem taktu w muzyce oraz wyrazem „ideału” wpisanego w dzieło. Dalej podkreśla podobne znaczenie pauzy w poezji i muzyce, motyw muzyczny (czyli – jak to ujmuje – „myśl muzyczna”) zestawia z tematem wiersza, wskazuje też na po­dobieństwo wykonawstwa muzycznego i deklamacji poezji, dzięki którym dopiero w pełni zostają wydobyte treści utrwalone na papierze. Jako przykłady tak rozumianej „muzycznej poezji” Ordyniec przywołuje cz. IV Mickiewiczowskich Dziadów i klasycyzujące, epigońskie wiersze Karola Sienkiewicza.

Zarówno Elsner, jak i Królikowski, nawiązując do Herdera oraz Brodzińskiego, od­nosili się do kwestii narodowej tożsamości rodzimej poezji i muzyki. Podobnie postępu­je Ordyniec, zauważając, że sztuka nosi na sobie „piętno charakteru narodowego”, i doda­jąc: „[…] na tę narodowość muzyki również jak i poezji wpływ niezmierny położenie kraju, klimat, forma rządu, duch panujący wywiera” (tamże). Dlatego w dumkach ukraińskich i śpiewkach litewskich wyrażają się klęski narodowe oraz „poddaństwo uciążliwe” (tamże). Tak jak Królikowski Ordyniec jest zwolennikiem pieśni przekomponowanej. Zauważa, że jeśli z jakiegoś powodu kompozytor nie decyduje się na taką formę, winien odnaleźć domi­nujące w umuzycznianym wierszu emocje i do nich dostosować melodię, np. Przypomnie­nie dawnej miłości Karpińskiego winno być opracowane w tonacji f-moll, która – zdaniem teoretyka – odpowiada „czułej melancholii” wiersza. Muzyka jest bowiem „tłumaczem ser­ca” i sensów poezji, dlatego muzyk powinien „przejąć się jej duchem” (tamże). W toku wy­wodu Ordyniec zdaje się zmieniać zdanie na temat hierarchii sztuk. Stopniowo odchodzi od przekonania, że muzyka zajmuje w niej pierwsze miejsce na rzecz tezy, że należy się ono poezji. Głównie dlatego, że ta ostania jako sztuka, która „sumuje zmysłowość z umysłowością” (tamże), pełni funkcję cywilizacyjną i kulturotwórczą. Tę klasycystyczną konsta­tację Ordyniec jednak modyfikuje, dodając, że współcześnie poezja winna przede wszyst­kim odsłaniać „[n]ajszanowniejsze religii i moralności prawidła”, wzmagając u jej odbiorcy tęsknotę za wartościami „wielkimi i szlachetnymi” (tamże).

Krytyk w „Dekameronie Polskim”. Kryteria oceny poezji wyłożone w rozprawie O związ­ku i powinowactwie sztuk pięknych Ordyniec próbował zastosować w odniesieniu do Poe­zji biblijnych Stefana Witwickiego, których recenzję zamieścił w „Dekameronie Polskim” (1830, t. 1, nr 6–9). Praktyka krytycznoliteracka Ordyńca opiera się na obszernym stresz­czaniu i cytowaniu fragmentów recenzowanego cyklu przy stosunkowo oszczędnych ko­mentarzach. Oceniając przychylnie próby Witwickiego, krytyk uznaje ostatecznie, że przy­niosły one „[…] tyle zasługi dla naszej literatury, ile wybór przedmiotu zaszczytu dla jego charakteru moralnego” (tamże, nr 6). Pochwał doczekała się przede wszystkim imaginacja poety, inspirowana „pięknym sercem” i „czystą moralnością”, jego „prawdziwy za­pał” oraz prostota, naturalność, wdzięk i harmonia wiersza napisanego piękną na ogół polszczyzną. Krytyk dostrzega także wady tej twórczości, jak choćby niedostatek „poe­tycznego natchnienia”, który sprawia, że Ordyniec, mimo chęci, nie może nazwać Wit- wickiego „polskim Klopstockiem”, gdyż Poezje biblijne nie są tak piękne i wzniosłe jak Mesjasz czy kantyczki niemieckiego poety (tamże). Recenzent wskazuje jednak głów­nie na usterki warsztatowe, jak „zbyt częste użycie wiersza krótkiego i jednozgłoskowego rymu”, co – według niego – nie odpowiada ani tematowi cyklu, ani naturze języka pol­skiego (tamże). Ordyńca rażą również „mniej zręczne wyrażenia”, lecz nie wyjaśnia, na czym one polegają. Ten schemat i ogólnikowy sposób prowadzenia wywodu jest powie­lany w następnych częściach recenzji. Krytyk pisze np., zacytowawszy uprzednio obszer­ny fragment komentowanego fragmentu: „Cały ten poemat dziwnie jest piękny; prosto­ta myśli, uczucia religijne i zapał […], wszystko naturalnie, wszystko z wdziękiem jest oddano. Nic w nim nie razi, tylko dwa rymy” (tamże, nr 9).

Jan Kazimierz Ordyniec nie był wybitnym krytykiem literackim. Nie aspirował zresztą do takiej roli, poświęcając się działalności politycznej. Mimo wszystko zasługuje na miejsce w historii polskiej krytyki literackiej jako popularyzator niemieckiej myśli estetycznoliterackiej przełomu oświeceniowo-romantycznego i wczesnoromantycznego oraz postanisławowski teoretyk, którego pisma dowodzą, że w tym okresie możliwe było nieantagonistyczne współistnienie kategorii właściwych estetyce klasycystycznej i romantycznej.</document>
<document nplp_id="13724" title="Majorkiewicz Jan" slug="majorkiewicz-jan">Filozof, publicysta, historyk literatury, krytyk literacki, działacz niepodległościowy, prawnik. Pseudonimy i kryptonimy: J.M.; J. z Płońskiego; J... z Płońska; Jan z Płońska; Jan M.; M.; M. z P.; M. z Pł.; Mazur; Mazur z Pł; Mazur z Płoc.; Mazur z Płockiego.


Informacje biograficzne. Feliks Jan Nepomucen Majorkiewicz urodził się w 29 V 1820 (niektóre źródła podają błędną datę 1 VI) w Płońsku jako syn Andrzeja Majorkiewicza, burmistrza Płońska w l. 1806–1853, i Salomei z d. Milczeńskiej. Pierwsze nauki pobierał w domu, edukację kontynuował w Żurominie w szkole prowadzonej przez ojców reformatów. W 1836 r. przeniósł się do gimnazjum w Płocku, gdzie został uczniem działu technicznego. Już wtedy sam zarabiał na swoje utrzymanie, udzielając korepetycji. Był zaangażowany również w działalność tajnych kółek uczniowskich. Sporo czasu poświęcał także na studiowanie pism filozoficznych, tworzył też własne utwory (m.in. opublikowane w 1841 r. w „Nadwiślaninie” Myśli i uwagi, dat. 1839). Gimnazjum ukończył w 1840 r., otrzymując z większości przedmiotów oceny celujące. W tym samym roku na łamach „Piśmiennictwa Krajowego” ukazał się jego pierwszy artykuł O filozofii życia.

Po uzyskaniu matury Majorkiewicz wyjechał do Warszawy. Przez rok uczestniczył w prowadzonych przez warszawskie gimnazjum kursach: pedagogicznym i prawnym, coraz więcej pisał i publikował. Wydał m.in. rozprawę na temat metodologii nauczania geografii Nowa metoda uczenia się jeografii (1841). Nawiązał również kontakty ze środowiskiem cyganerii warszawskiej oraz z kołem entuzjastów i entuzjastek. Po otrzymaniu stypendium rządowego w 1841 r. wyjechał do Moskwy, gdzie podjął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Moskiewskiego. Prawdopodobnie uczestniczył także w zajęciach na wydziale filologicznym. Samodzielnie studiował dzieła filozoficzne i pracował nad rozprawą Historia serca i rozumu. Przez cały czas studiów nadsyłał korespondencje, recenzje i artykuły do wychodzących w Warszawie czasopism. Włączył się też w działalność konspiracyjną, w którą był zaangażowany do końca życia. Studia zakończył w 1845 r. z wyróżnieniem złotym medalem. Po powrocie do kraju pracował jako aplikant sądowy w trybunale w Płocku, później przeniesiony do Warszawy, został urzędnikiem Komisji Rządowej Sprawiedliwości. Zajmował się także pisaniem obszerniejszego opracowania poświęconego historii literatury polskiej, którego pierwszy tom Literatura polska w ujęciu historycznym ukazał się w 1847 r. Ogłaszał szkice, recenzje i artykuły o różnorodnej tematyce. We wspomnieniach znajomych i przyjaciół Majorkiewicz przedstawiany był jako człowiek sumienny, skromny i niezwykle pracowity. Być może nadmierna praca przyczyniła się do jego przedwczesnego zgonu, chorował bowiem na gruźlicę, która w ostatnich miesiącach jego życia znacznie nasiliła swoje objawy. Zmarł 23 III 1847 w Warszawie. Pogrzeb, który odbył się na cmentarzu Powązkowskim, przybrał charakter manifestacji patriotycznej.

Kilka lat po śmierci autora, w l. 1851–1852, wznowiono Historię, literaturę i krytykę, wydano z rękopisów Historię serca i rozumu, a także w dwóch tomach zebrano i opublikowano rozproszone pisma Majorkiewicza.


Kręgi zainteresowań. Pierwsze artykuły Majorkiewicz publikował na łamach „Piśmiennictwa Krajowego”. Po przybyciu do Warszawy w 1840 r. zbliżył się do środowiska cyganerii warszawskiej. Przyjaźnił się z Sewerynem Fillebornem, Karolem Brodowskim, Romanem Zmorskim, Włodzimierzem Wolskim i z innymi przedstawicielami grupy. Mimo że twórcy związani z cyganerią słynęli z ekstrawaganckich zachowań i pomysłów, Majorkiewicz nie był ich uczestnikiem. Brał udział w spotkaniach kręgu entuzjastów i entuzjastek organizowanych najczęściej w domu Hipolita i Anny Skimborowiczów, co upamiętniła Narcyza Żmichowska we Wstępnym obrazku w Pogance, umieszczając inspirowaną Majorkiewiczem postać filozofa Alfreda w gronie przyjaciół zbierających się „przy kominkowym ogniu”. Wśród warszawskich znajomych autora znaleźli się późniejsi redaktorzy „Przeglądu Naukowego” – Edward Dembowski oraz Skimborowicz. Nawiązane podczas rocznego pobytu w Warszawie kontakty zaowocowały współpracą Majorkiewicza z „Nadwiślaninem” i „Przeglądem Naukowym”. Nawet po wyjeździe do Moskwy regularnie nadsyłał do czasopism artykuły, recenzje i korespondencje, przez pewien czas był jednym z głównych publicystów „Przeglądu”.

Szczególne miejsce w twórczości Majorkiewicza zajmowały artykuły filozoficzne. W Rzutach filozoficznych przybliżał czytelnikom „Przeglądu Naukowego” najnowsze dzieła z dziedziny filozofii. W innym artykule omawiał pisma niemieckich filozofów, zwracając uwagę na ich trudny język, stosowanie rozbudowanej terminologii i nieuwzględnianie zasady, że głównym celem filozofii powinno być dotarcie do jak największego grona ludzi (O ciemności pism filozoficznych niemieckich, „Nadwiślanin” 1841, t. 1). Przypominał znaczenie dokonań Jakuba Górskiego dla rozwoju filozofii w Polsce (Jakób Górski i filozofia, tamże). Poza tym prezentował własne poglądy i własną wizję dziejów filozofii. Tę ostatnią wyłożył m.in. w artykułach Periody dziejów filozofii (tamże) i Rozporządkowanie dziejów filozofii (tamże). Ważnym wątkiem rozważań filozoficznych Majorkiewicza było również zagadnienie braku sprzeczności między rozumem a uczuciem i wiarą, czemu poświęcił m.in. obszerną rozprawę Historia uczucia i rozumu, w całości opublikowaną jednak dopiero kilka lat po jego śmierci.

W pracach literackich podejmował kwestie dotyczące rozwoju literatury, analizował i omawiał twórczość wybranych autorów, opublikował m.in. Słowo o Krasickim i duchu pism jego („Przegląd Naukowy” 1846, nr 8/9), O literaturze polskiej od czasów saskich do najnowszych czasów (tamże, nr 10), O Schillerze (urywek z badań o literaturze, w: Pisma pomniejsze Jana Majorkiewicza, 1852). Interesował się pedagogiką (O znaczeniu mnemoniki w pedagogice, w: tamże, cz. 1), geografią (Rys historii jeografii, „Przegląd Naukowy” 1843, nr 23–25) i prawem (Charakter rapsodyczny dawnego prawa polskiego, „Athenaeum” 1848, oddział 2, z. 1). Opublikował też kilka krótkich artykułów o tematyce krajoznawczej, poświęconych opisom terenów położonych wzdłuż Wisły (Młodość moja i przejażdżki po kraju, w: tamże), a także spostrzeżenia z podróży przez Litwę i Ruś w drodze do Moskwy (Wspomnienia z podróży po Litwie, Rusi Czarnej i Rusi Białej; Jeszcze wspomnienia z podróży po Litwie i Rusi; Myśli, postrzeżenia i wrażenia z podróży po Litwie, Rusi i Mazowszu, w: tamże, cz. 2). Poza publikacjami w czasopismach Majorkiewicz ogłosił osobno dwie rozprawy: Nową metodę uczenia się jeografii (1841) oraz Historię, literaturę i krytykę (1847).


Działalność krytyczna. Jako krytyk debiutował w 1840 r. na łamach „Piśmiennictwa Krajowego” recenzją broszury Rys elektromagnetycznego systematu świata fizycznego oraz uwaga świata moralnego pod względem elektromagnetycznym („Piśmiennictwo Krajowe” 1840, nr 50), w której sprzeciwiał się mieszaniu przez autora (J. Żochowskiego) uczuć religijnych z wywodem filozoficznym. Pisma krytyczne publikował też w „Nadwiślaninie”, „Przeglądzie Warszawskim” i przede wszystkim w „Przeglądzie Naukowym” (recenzje, rozbiory, noty zamieszczone w dziale Kronika piśmiennicza polska). Majorkiewicz recenzował utwory literackie, filozoficzne, prace geograficzne i metodyczne, książki o tematyce religijnej, fizycznej czy technicznej, dzieła polskich autorów, przekłady.

Ostrze krytyki Majorkiewicza było wymierzone głównie w stronę twórców związanych ze środowiskiem koterii petersburskiej oraz z czasopismem „Pielgrzym”. Surowo oceniał dzieła ks. Ignacego Hołowińskiego, Józefa Żochowskiego, Eleonory Ziemięckiej czy Placyda Jankowskiego (piszącego pod pseudonimem John of Dycalp). Reprezentując poglądy postępowe i demokratyczne, sprzeciwiał się szerzeniu myśli nieracjonalistycznych i zachowawczych. Autorom niejednokrotnie wytykał zacofanie i uleganie przesądom. Żochowskiemu zarzucał, że w swoim dziele Filozofia serca, czyli mądrość praktyczna filozofię chrześcijańską przeciwstawiał racjonalizmowi, co zdaniem krytyka czyniło religię chrześcijańską bezrozumną. O książce Doktor Panteusz w przemianach Jankowskiego pisał, że jest to „jedno z tych licznych dzieł, w których stronnictwo ociemnicieli, w innej niż dawniej przed laty postaci, usiłuje przygasić ostatnią iskierkę światła tlejącą na niwie literatury” (Kronika piśmiennicza polska, „Przegląd Naukowy” 1845, nr 31). Mimo że dzieło było humoreską, krytyk nie odnajdywał w nim ani elementów służących zabawie, ani tym bardziej nauce. Z równie ostrą krytyką spotkał się autor książki Rys powinności chrześcijanina, Zenonim Ancyporowicz, którego pisanie przypominało Majorkiewiczowi „metodę średniowiekową”, a dzieło – „najniedołężniejszą [...] kompilację katechizmu”, w dodatku wykładaną w sposób suchy i nudny (Myśli i uwagi z powodu książek p.n. „Rys powinności chrześcijanina”, p. Z. Ancyporowicza, „Filozofia serca, czyli mądrość praktyczna” przez J. Żochowskiego, „Przegląd Naukowy” 1846, nr 8/9). Wypowiedzi najbardziej krytyczne zazwyczaj podpisywał jedynie inicjałem M. lub publikował anonimowo.

Znacznie wyżej oceniał twórczość Józefa Korzeniowskiego, w którym widział jednego z najzdolniejszych współczesnych dramaturgów. Analizując jego dzieła, wskazywał także ich słabości, jak np. niezbyt udane poprowadzenie intrygi czy słabe charakterystyki bohaterów. Uważał bowiem, że pisarzy nie należy oceniać jednostronnie. O problemie tym pisał przy okazji rozbioru ustępu Historii literatury polskiej Kazimierza Władysława Wójcickiego poświęconego kaznodziejstwu w Polsce. Podczas gdy Piotr Skarga według Majorkiewicza wzorcowo posługiwał się językiem polskim, to treść pism kaznodziei nie zawsze jego zdaniem zasługiwała na pochwałę (Słówko o ks. Piotrze Skardze Pawęskim, tamże, nr 14). Toteż nawet w przychylnych recenzjach Majorkiewicz nieraz wytykał niedociągnięcia i błędy, a niekiedy pośród ogólnych sądów krytycznych można znaleźć wzmianki o „prześlicznych framentach”. Takie potraktowanie utworu Hołowińskiego Dzieciątko Jezus (Słów kilka z powodu rozbioru „Dzieciątka Jezus”, w: Pisma pomniejsze Jana Majorkiewicza, cz. 1–2, 1852) spotkało się z ostrą odpowiedzią ze strony Żochowskiego, który zarzucił recenzentowi postawę Baala, jednocześnie złorzeczącego i błogosławiącego prawdziwemu Bogu.

Majorkiewicz doceniał, że coraz częściej na język polski tłumaczy się pisma klasyków filozofii. Recenzując przekład Feliksa Kozłowskiego Dzieł Platona, podkreślał, że autor tym tłumaczeniem przysłużył się literaturze polskiej. Zwracał jednak uwagę na jakość przekładów. Z surową krytyką spotkało się tłumaczenie Klemensa Żukowskiego M.T. Cycerona księgi dwie o wynalezieniu retorycznym. Majorkiewicz w ostrych słowach wytykał błędy, a nawet stwierdzał, że tłumacz nie zna polskiej gramatyki i posługuje się staroświeckim językiem. Nisko oceniał też Obraz Cebesa i doręcznik Epikteta w przekładzie ks. Hołowińskiego. Tutaj raziły go głównie „szkodliwe” uwagi i objaśnienia tłumacza, a także jego ujęcie systemów filozoficznych.

Oceniając prace o charakterze naukowym, Majorkiewicz zwracał szczególną uwagę na poprawność merytoryczną. Choć cenił erudycję i styl Jana Szwajnica, zauważał jednak

pojawiające się w pracy Historia narodu i państwa rzymskiego omyłki, niedociągnięcia i brak zrozumienia współczesnej filozofii. Dla odmiany bardzo dobrze oceniał książkę Dominika Szulca (O znaczeniu Prus dawnych), który, jak zauważał, potrafił tak trafnie posługiwać się źródłami historycznymi, że pokonał niemieckiego historyka Johannesa Voigta jego własną bronią i dowiódł tym samym polskiego rodowodu Prus.

Koncepcja historii literatury. Największym osiągnięciem Majorkiewicza była pionierska praca poświęcona rozwojowi literatury polskiej Historia, literatura i krytyka, której pierwszy i jedyny tom nosił tytuł Literatura polska w rozwinięciu historycznym (1847). Majorkiewicz podjął tu próbę całościowego ujęcia dziejów polskiego piśmiennictwa, analizując rozwój literatury polskiej także w kontekście literatury europejskiej i światowej. Swoje badania zamierzał skoncentrować na treści dzieł, uważał bowiem, że literatura jest jednym ze sposobów wyrażania się świadomości narodu i odzwierciedla się w niej życie społeczeństwa. Jak twierdził: „Najwyższym więc zagadnieniem literatury jest życie, ale życie (jak widzimy) ześrodkowane, spromienione, tj. zebrane w uczuciu piękna. [...] Literatura, ceniąc przedmioty estetyczne, bezstronnie sądzić je powinna, tj. uważać głównie jako wpływ całego życia, usposobienia wewnętrznego, powstającego w nas w skutku po łączonej działalności teoretycznej i praktycznej, wyrobionego przez myślenie i życie, pod których wpływem staliśmy się tym, czym jesteśmy” (tamże).

Krytycznie odniósł się również do stosowanej przez innych badaczy periodyzacji dziejów literatury. Zaproponował kategorię zwrotów, wyróżniając w piśmiennictwie polskim zwrot pierwszy, drugi i trzeci. Swoją wizję rozwoju literatury oparł na idei heglowskiej triady. Pierwszy zwrot był w kierunku rozumu, drugi – uczucia, a trzeci, który rozpoczął się w XVIII w. i trwał do czasów współczesnych, miał być syntezą pierwszego i drugiego, a także łączyć w sobie pierwiastki zarówno rozumu, jak i uczucia.

Opracowanie Majorkiewicza było cenione przez współczesnych, już po czterech latach ukazało się nowe wydanie książki, choć pojawiły się również głosy krytyczne wobec jego koncepcji.


Podsumowanie. Działalność pisarska i krytyczna Jana Majorkiewicza trwała zaledwie siedem lat. W tym czasie autor dał się poznać jako krytyk i filozof o wszechstronnych zainteresowaniach. Obok Dembowskiego był jednym z głównych publicystów postępowego „Przeglądu Naukowego”. Poza pracami krytycznymi pisał artykuły, w których przedstawiał własną wizję historii filozofii, głosił konieczność syntezy wiary i rozumu. Jako jeden z pierwszych podjął też próbę inspirowanego heglizmem całościowego opracowania dziejów literatury polskiej w Historii, literaturze i krytyce. Majorkiewicz został jednak zapamiętany nie tylko jako krytyk i publicysta, ale przede wszystkim jako niemal powszechnie szanowany człowiek, o czym pisała Żmichowska: „[...] cenili w nim niezmordowaną pracę, nieskażoną moralność, dobre chęci i lepsze jeszcze nadzieje”.</document>
<document nplp_id="13726" title="Miłkowski Zygmunt (Jeż Teodor)" slug="milkowski-zygmunt-jez-teodor">Prozaik, publicysta, krytyk literacki, żołnierz, polityk. Pseudonimy: Teodor Tomasz Jeż; Władysław Bonar.


Informacje biograficzne. Zygmunt Fortunat Miłkowski urodził się 23 III 1824 w Saracei na Podolu w rodzinie szlacheckiej, był synem Józefa, oficera napoleońskiego i powstańca listopadowego, oraz Balbiny z Brudzewskich. Po gimnazjum w Niemirowie oraz liceum w Odessie w 1847 r. podjął studia na uniwersytecie w Kijowie. Wziął udział w powstaniu węgierskim 1848–1849, po którym rozpoczął tułaczkę emigracyjną i wstąpił do Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Jako emisariusz tej organizacji udał się w 1851 r. na Ukrainę, a podczas wojny krymskiej współpracował z gen. Józefem Wysockim w organizacji legionu polskiego. Brał udział w pogrzebie Adama Mickiewicza w Stambule. W l. 1856–1860 przesyłał regularnie do „Dziennika Literackiego” korespondencje pt. Pamiętniki włóczęgi, następnie podjął współpracę (przesyłając utwory literackie, recenzje, sprawozdania, relacje z podróży) z wieloma pismami, m.in.: „Ateneum”, „Biblioteką Warszawską”, „Biesiadą Literacką”, „Bluszczem”, „Dziennikiem Poznańskim”, „Kłosami”, „Krajem”, „Kurierem Codziennym”, „Kurierem Warszawskim”, „Niwą”, „Prawdą”, „Przeglądem Tygodniowym”, „Przeglądem Wszechpolskim”, „Strzechą”, „Tygodnikiem Ilustrowanym”. W 1861 r. ożenił się z Zofią Wróblewską. Podczas powstania styczniowego został mianowany naczelnikiem zrywu na Podolu ze stopniem pułkownika. W 1864 r. z polecenia Rządu Narodowego udał się do Belgradu, podczas dwuletniego pobytu w Serbii zgromadził wiedzę spożytkowaną następnie w powieściach i studiach historycznych. Podczas następnych lat emigracji mieszkał m.in. w Brukseli, Lozannie, Genewie, Paryżu. W 1882 r. z okazji jubileuszu dwudziestopięciolecia aktywnej pracy pisarskiej pozytywiści ofiarowali mu księgę Ognisko, a w roku następnym polska młodzież zorganizowała w Genewie uroczystość ku czci popularnego pisarza. W l. 1887–1898 kierował wydawanym w Paryżu pismem „Wolne Słowo Polskie”, organem prasowym Ligi Polskiej, którą współzałożył. Przyczynił się też do powstania ponadzaborowego, patriotycznego Związku Młodzieży Polskiej „Zet” (1887). W broszurze Rzecz o obronie czynnej i o skarbie narodowym (1887) dowodził aktualności idei aktywnego dążenia do niepodległości, krytykował bierność i ugodowość, a także propagował zamysł gromadzenia środków finansowych na cele narodowe. W 1908 r. zerwał współpracę z Ligą Narodową i ograniczył działalność polityczną, nie godząc się z polityką wobec Rosji prowadzoną przez Romana Dmowskiego. Zmarł 11 I 1915 w Lozannie.

Kręgi twórczości. Liczne (ponad 70) powieści Jeża były cenione przez współczesnych czytelników, a on sam uznawał się za „bojownika, który [był] zmuszony zmienić karabin na pióro” (Od kolebki przez życie, t. 3, 1936–1937). Twórczość pisarza dotyczyła najważniejszych zagadnień społecznych i narodowych, w dużej mierze wiązała się z jego doświadczeniami biograficznymi i pracą polityczną. Program działalności narodowej Jeż wyraził w haśle „obrony czynnej”, również w beletrystyce i wypowiedziach krytycznych istotne miejsce zajmowało wspieranie polskich dążeń niepodległościowych. Za przykład może posłużyć Za gwiazdą przewodnią. Powieść na tle powstania styczniowego (1905, prwdr. „Nowa Reforma” 1896), w której przedstawił panoramę wysiłków niepodległościowych na Ukrainie i w Warszawie: spiski gimnazjalistów, działalność emisariuszy przybywających z emigracji, konspirację młodzieży akademickiej, manifestacje religijno-patriotyczne i powstanie styczniowe. Walkę narodów z obcą tyranią opisał także w powieściach osadzonych w realiach bałkańskich, uchodził za znawcę tej tematyki, krytyka wysoko oceniła zwłaszcza Uskoki (1882, prwdr. „Kłosy” 1870). W postaciach literackich nierzadko karykaturalnie przedstawiał skłonności do patetycznych deklaracji i pustych gestów, np. w Dyplomacji szlacheckiej (1885, prwdr. pt. Szkice z Poznańskiego, „Wędrowiec” 1884), jałowy patriotyzm szlachty przeciwstawił aktywizmowi młodego pozytywisty. Konsekwentnie deprecjonował postawy lojalistyczne wobec zaborców, był też nieufny wobec programów skupionych na kwestii bytu materialnego, dlatego krytycznie zrecenzował Myśl ogólną fizjologii powszechnej (1860) Józefa Supińskiego. W kręgu zainteresowań Jeża znalazły się także losy emigrantów i zadania stojące przed polskim wychodźstwem, m.in. w powieści Nad rzekami Babilonu (1899, prwdr. „Kłosy” 1886) oraz w zbiorze wspomnień Sylwety emigracyjne z doby minionej (1904). Podejmował wielokrotnie kwestię ukraińskich aspiracji narodowych. Historii relacji polsko-ruskich poświęcił obszerny szkic Bohdan Chmielnicki („Dziennik Literacki” 1861, nr 10–17) będący polemiczną reakcją na poświęconą hetmanowi kozackiemu książkę Nikołaja Kostomarowa. Wątek solidarnej walki z zaborcą wprowadził do swej pierwszej powieści Wasyl Hołub (1909, prwdr. „Dziennik Literacki” 1858), a genezę powstania kozackiego z 1648 r. przedstawił w powieści Z burzliwej chwili (1880–1882). We wzajemnych relacjach widział negatywny wpływ Rosji, którą zawsze przedstawiał jako państwo zwalczające wszelkie przejawy wolności (np. w powieści Nihilista, „Strzecha” 1870). Za ważne zadanie uważał zwłaszcza naprawienie społecznych krzywd i włączenie ludu w główny nurt spraw narodowych (np. w Historii o pra-pra-pra...wnuku i o pra-pra-pra...dziadku, 1863, prwdr. „Gazeta Warszawska” 1860–1861). Przekonywał czytelników o potrzebie edukacji kobiet, w tym kontekście można wymienić Jaskółki (1900, prwdr. „Tygodnik Ilustrowany” 1891), powieść o polskich studentkach na szwajcarskim uniwersytecie. Odnosił się także do kwestii asymilacji Żydów i krytykował antysemityzm. Tak więc w beletrystyce i publicystyce Jeża zostały poruszone kwestie najważniejsze dla polskiej kultury XIX i początków XX w.

Zadanie prozy współczesnej i rola krytyki. Kwestia tendencyjności. Miłkowski podejmował niejednokrotnie spór z krytykami, również w kwestii oceny własnych utworów. Taki charakter ma artykuł O recenzjach u nas („Kłosy” 1879, nr 705), którego punktem wyjścia jest rozróżnienie pisarzy krytykowanych, którzy powinni zachować taktowne milczenie, i napadanych, którzy mają prawo i obowiązek się bronić. Zadanie recenzentów widział w wiernej prezentacji i ocenie nowości literackich, by przygotować tak materiał dla przyszłych, pełniejszych szkiców krytycznych. Współczesnym krytykom zarzucał, że nie kierują się rzetelnymi kryteriami etycznymi i estetycznymi, formułują natomiast tendencyjne sądy aprioryczne: jedne utwory są bez podania argumentów ogłaszane arcydziełami, inne również bez uzasadnień uznawane za mierne. Zjawisko to zilustrował przykładem recepcji własnych powieści: ponieważ polską historię przedstawiał krytycznie, recenzenci inaczej oceniający narodową przeszłość uznali je za liche, powieści z dziejów Słowiańszczyzny południowej mianowano natomiast arcydziełami. „Posiadamy literaturę, posiadamy i krytyków, nie posiadamy krytyki” (tamże) – zauważał i dodawał, że niemiarodajne recenzje nie wzbudzają zainteresowania nowościami literackimi i nie wspierają ich lektury wskazówkami dla czytelników. Negatywnie też wpływają na kształt syntez piśmiennictwa mających m.in. zadanie edukacji młodego pokolenia. Artykuł Miłkowski zakończył wezwaniem: „Pora, doprawdy, opatrzyć się i powstrzymać na tej drodze bezwzględności tendencyjnej, depczącej nogami wszystko, co poza pewną tendencją stoi, i tak bardzo niewłaściwej tym, co występują w charakterze sędziów” (tamże).

Jako autor broszury List T.T. Jeża o książce d-ra Piotra Chmielowskiego i jej krytykach (1881) wziął udział w jednej z najważniejszych polemik epoki. Podkreślał przede wszystkim zasługę autora Zarysu literatury polskiej z ostatnich lat szesnastu polegającą na dostrzeżeniu współczesnego ruchu intelektualnego, ożywczego także na polu literatury: „Do krwi literackiej dostała się kropeleczka krwi świeżej i fizjognomia literatury podrumieniła się troszeczkę” (tamże). Uważał, że wbrew konserwatywnej krytyce Chmielowski udowodnił istnienie obozu postępowego, który wyrażał swe stanowisko na łamach tzw. młodej prasy. Jeż zauważał przy tym, że w polskim przypadku współcześnie „na polu dziennikarskim przeważnie, jeżeli nie wyłącznie, ześrodkował się ruch umysłowy” (tamże).

Jako krytyk doceniał zwłaszcza nonkonformizm i wyrazistość stylu pisarzy, co podkreślał w obszernym artykule Nowele i obrazki M. Bałuckiego („Kraj” 1884, nr 49–52). Przy okazji jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy pisarskiej autora Grubych ryb skoncentrował się na jego prozie. Na wstępie charakteryzował różnicę między nowelą a powieścią: w przypadku pierwszej „osią krystaliczną” (tamże, nr 49) są pojedyncze zdarzenia, akcja powieściowa natomiast opiera się na działających postaciach. Analiza beletrystyki Bałuckiego doprowadziła Jeża do wniosku, że wpływ na nią ma temperament dramatyczny autora, a w rezultacie „powieści jego są to dramaty [...] transponowane” (tamże), co widać w uproszczonych psychologicznie kreacjach postaci, opisach przypominających didaskalia, kompozycji analogicznej do podziału na akty, roli rekwizytów i prowadzeniu intrygi. Wysoko oceniając opowiadanie Do kraju, traktujące o niefortunnym powrocie emigranta politycznego, jako kryterium oceny przyjął zgodność ze znanymi mu dobrze realiami życia wychodźczego. W szkicu nazwał Bałuckiego „idealistą realistycznym i tendencyjnym” i dodawał, że takie połączenie jest właściwe każdemu „obrazującemu życie pisarzowi”, czego krytyka współczesna zdaje się nie rozumieć. W odniesieniu do Elizy Orzeszkowej – jako autorki Nizin i Gedalego – tendencję krytyk streścił w haśle: „Oświata forever!” (Ze świata, „Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 46). Pisarka przedstawiła rzeczywistość z rzeczowością właściwą francuskiemu naturalizmowi, ale dodała jeszcze „konkluzję praktyczną, jawiącą się czytelnikowi po zamknięciu książki” (tamże). Kwestię tendencyjności Miłkowski poruszył także w artykule W sprawie powieści („Lalka” Bolesława Prusa) („Świat” 1891, nr 6–8). Gatunek powieściowy uznał tu za byt pograniczny dla sztuk pięknych i nauki, mający charakter fantastyczno-racjonalny, a przy tym zawsze tendencyjny, gdyż żaden pisarz „nie potrafi wobec objawów życiowych zająć stanowiska bezwzględnie przedmiotowego” (tamże, nr 6). W Lalce dostrzegł więc połączenie pierwiastka analitycznego i tendencji: „Jest ona analityczną [...], analiza w niej atoli nie idzie w próżnię pozwalającą czytelnikowi wyciągać wnioski, jakie się mu podoba, lecz podąża ku celowi, który na widoku mając, autor grupuje wypadki wchodzące do akcji powieściowej” (tamże, nr 8).

W artykule Zadania powieści polskiej („Tydzień”, dod. „Kuriera Lwowskiego” 1894, nr 41–46) z początków ludzkości i z walki o przeżycie wywodził zwyczaj opowiadania, będący odtąd zawsze próbą „zdawania sobie sprawy, tłumaczenia sobie – że się tak dzisiejszym wyrażę językiem – sytuacji własnej” (tamże, nr 41). Uniwersalnym zadaniem powieści, nazwanej przez Jeża „zwierciadłem życiowym” (tamże, nr 43), jest więc docieranie do wiedzy o relacji człowieka z naturą i otoczeniem społecznym, przekazywanie rad i ostrzeżeń, inicjowanie zmian. Wskazywał przy tym na wszechstronność podejmowanej problematyki zarówno współczesnej, jak i historycznej, a także na zdolność projektowania przyszłości. Po raz kolejny podkreślił znaczenie tendencji rozumianej jako wniosek ze społecznej diagnozy i postulat zmiany. Można zauważyć, że Jeż włączał powieść w szeroko pojętą „obronę czynną”, oczekując, by służyła podtrzymywaniu oporu wobec zaborców.


Dwa warianty powieści historycznej. Znaczenie epiki historycznej Miłkowski docenił szczególnie, poznawszy realia bałkańskie. W artykule Historia upieśniona („Przegląd Literacki”, dod. „Kraju” 1889, nr 24) przypomniał, że po klęsce na Kosowym Polu Serbia przetrwała jedynie w świadomości chłopstwa, które „w duszy swojej przetworzyło państwo serbskie, przystroiło je w barwy i blaski fantastyczne, przerobiło na baśń, w baśń tę uwierzyło i uczyniło z niej przedmiot ukochania synowskiego” (tamże). Jako powieściopisarz i krytyk podjął próbę ustalenia kryteriów oceny beletrystyki historycznej, gdyż „krytyk każdy, oraz każdy, co się za krytyka ma, inną mierzy ją miarą” (Słowo wstępne. Pogląd na powieść historyczną w ogóle, w: Z burzliwej chwili, 1880). Wskazywał, że ciągle praktykowana jest ocena przez anachroniczny pryzmat walterskotyzmu (a w przypadku utworów o tematyce współczesnej – przez nieaktualne porównania z wzorcem balzakowskim). Charakteryzując powieściopisarstwo w ogóle, Jeż podważał zasadność podziału na współczesne i historyczne, gdyż zawsze opisywane są zdarzenia przeszłe, zawsze też „związane z chwilą obecną tą nicią, która, w rozmaitych życia objawach, ciągnie się z przeszłości najodleglejszej, dochodzi teraźniejszości i nie urywa się wcale” (tamże). Najważniejszym zadaniem powieści jest przedstawienie przemian, przy czym dotyczą one otoczenia człowieka, gdyż natura ludzka pozostaje niezmienna. W beletrystyce odnoszącej się do odleglejszej przeszłości wyróżniał dwie odmiany: kronikarską i historyczną. W obu przypadkach zadaniem pisarza jest notowanie i ocenianie faktów, a różnica polega na stosowaniu odmiennych pespektyw. W typie pierwszym pisarz stara się osiągnąć wrażenie opisywania zdarzeń z punktu widzenia właściwego przedstawianej epoce, a w drugim – spogląda z perspektywy współczesnej. Charakteryzując swoją twórczość, Jeż wskazywał na formułowane z perspektywy współczesnej krytyczne oceny przeszłości narodowej i dodawał: „My pierwsi śród polskich historycznych powieściopisarzy wzięliśmy postęp za przewodnika” (tamże).

Na początku obszernej recenzji Ogniem i mieczem („Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 15–18) Jeż zauważył, że po raz pierwszy w dziejach polskiej literatury zdarzyło się, by natychmiast po wydaniu utwór został uznany za arcydzieło. Włączył tę powieść do typu kronikarskiego, dodając, że jej „autor założył sobie skreślenie obrazu, o ile można najdokładniejszego, momentu dziejowego bardzo ważnego, ogromnie ciekawego i nader bogato zaopatrzonego w materiał dramatoi powieściopisarski” (tamże, nr 16). Za atut uznawał więc wybór przedmiotu opowieści, a także sposób jej prowadzenia budzący zaciekawienie i wywołujący emocje. Krytycznie oceniał natomiast kreacje postaci, zwracając uwagę na to, że działania drugoplanowych bohaterów, Rzędziana i Zagłoby, odgrywają w przebiegu fabuły rolę poważniejszą od ruchów głównych postaci: wzdychającego Skrzetuskiego, parę razy wskrzeszanego Bohuna i bezwolnej Heleny. Za skazę tej, jak sądził, kronikarskiej powieści uznawał fałszywe przedstawienie historycznych postaci: Jeremiego Wiśniowieckiego i Bohdana Chmielnickiego, przy czym zaznaczał, że odstępstwa Sienkiewicza nie dotyczyły drobiazgów. Krytyk negatywnie ocenił ujęcie przyczyn powstania kozackiego, zarzucił też Sienkiewiczowi nieznajomość realiów etnograficznych i przyrodniczych Ukrainy. Inne zarzuty dotyczyły kwestii stylu i kompozycji: „Styl, przeplatany wyrazami i zwrotami cudzoziemskimi, koloryzowany barwą lokalną, niewłaściwie używaną, miejscami szorstki, nie ratuje kompozycji bezwarunkowo słabej” (tamże, nr 18).

Patron książkowego debiutu Jana Kasprowicza. Miłkowski był autorem jednego z ważniejszych szkiców o wczesnej twórczości Kasprowicza opublikowanego w pierwszym tomie wierszy poety w 1888 r. Wcześniej, na łamach redagowanego przez Jeża pisma „Wolne Polskie Słowo”, w l. 1887–1889 pojawiały się utwory Kasprowicza, wzmianki o jego perypetiach życiowych, przychylne omówienia twórczości. Również w korespondencji przesłanej do organu warszawskich pozytywistów krytyk rekomendował młodego poetę: „Cóż to za talent oryginalny i potężny!” (Ze świata, „Przegląd Tygodniowy” 1888, nr 48). Podsumowaniem komentarzy dotyczących Kasprowicza stała się krótka, ale znacząca Przedmowa do Poezji (1888) napisana w konwencji serdecznego listu dojrzałego pisarza do twórcy na początku drogi. Swą wypowiedzią Jeż włączał się w dyskusję o współczesnej sytuacji poezji, podkreślając, że bohater szkicu dał wzór przezwyciężenia postromantycznego epigonizmu. 

Podsumowanie. Jeż cieszył się dużym autorytetem w świecie literackim, jego opinie miały też duże znaczenie dla czytelników. Mimo kilkudziesięcioletniej emigracji zachował dobrą orientację w sprawach krajowych, systematycznie komentował nowości literackie, pozostawiając ogromny dorobek krytyczny. Pod koniec XIX w. zyskał wpływ na zaangażowaną w działalność społeczną i polityczną część młodego pokolenia, która ceniła wyrazistość jego poglądów demokratycznych i patriotycznych, a także konsekwentną drogę życiową. We własnej i w cudzej twórczości podkreślał znaczenie tendencji, czyli najważniejszej idei przekazywanej przez autora czytelnikowi.</document>
<document nplp_id="13728" title="Osiński Ludwik" slug="osinski-ludwik">Poeta, dramatopisarz, tłumacz, krytyk, historyk literatury, mówca. Kryptonimy: O…; O.L. 
Informacje biograficzne. Urodził się 24 VIII 1775 w Kocku, był bratem Alojzego – histo­ryka i językoznawcy. Wychowanek szkół pijarskich (uczeń m.in. F.K. Dmochowskiego), w 1790 r. wstąpił do tego zgromadzenia i nauczał w Szczuczynie, kontynuując studia w lo­kalnych kolegiach zakonnych. Uczestniczył w powstaniu kościuszkowskim. Przeszedł do sta­nu świeckiego (choć oficjalne zwolnienie ze ślubów uzyskał dopiero w 1808 r.) i wkrót­ce rozpoczął pracę jako nauczyciel. W 1799 r. ogłosił swój debiut literacki (Zbiór zabawek wierszem). W 1800 r. Teatr Narodowy wystawił Alzyrę Voltaire’a w jego przekładzie, potem Osiński osiągnął sławę zwłaszcza jako adaptator tragedii Pierre’a Corneille’a i autor prze­kładów oper. W 1801 r. został przyjęty do Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Od 1802 r. współpracował jako recenzent z „Gazetą Warszawską” i „Nowym Pamiętnikiem Warszawskim”. W 1808 r. ożenił się z Rozalią, córką Wojciecha Bogusławskiego, aktorką (1786–1866). W l. 1808–1809 wydawał „Pamiętnik Warszawski”. W 1814 r. objął dyrekcję Teatru Narodowego. Wykładał język i literaturę polską w Szkole Dramatycznej (1814–1824). W l. 1818–1830 osiągnął rozgłos jako wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, był po­wszechnie podziwiany jako doskonały mówca. Po powstaniu listopadowym pełnił funkcję referendarza stanu w Radzie Stanu (Wydział Wyznań i Oświecenia Publicznego). Należał do masonerii. Zmarł 27 XI 1838 w Warszawie.
Działalność krytycznoliteracka. Myśl krytycznoliteracka Osińskiego ukształtowała się w sferze wpływów kilku środowisk istotnych dla kultury polskiej przełomu XVIII i XIX w. Dla sformułowania podstawowych koncepcji dotyczących języka, retoryki i poetyki oraz dla wyboru wzorców literackich (antyk i klasycyzm francuski) duże znaczenie miała edukacja pisarza w szkołach pijarskich oraz znajomość poglądów m.in. Ignacego Krasickiego i Ada­ma Kazimierza Czartoryskiego. W l. 1800–1814 Osiński współpracował z Bogusławskim, choć jego propozycje repertuarowe nie wpisywały się w główny nurt działalności ówczes­nego dyrektora Teatru Narodowego. Pokoleniowo i towarzysko był związany z Iksami i po­dzielał poglądy na literaturę dramatyczną rozpowszechniane przez niektórych spośród nich. Dokumenty krytycznoliterackiej aktywności Osińskiego można podzielić na kilka grup.
Recenzje prasowe. Pierwsze pisma Osińskiego zawierające wątki krytycznoliterackie to omó­wienia spektakli publikowane w l. 1802–1803 w „Gazecie Warszawskiej”. Niesygnowane arty­kuły (obok Osińskiego pisali je A. Lesznowski, W. Pękalski i G.M. Witowski) ustaliły schemat polskiej recenzji teatralnej zawierającej dokładniejszy opis i ocenę dramatu, a następnie opi­nie o grze aktorów (wzorzec ten znalazł rozwinięcie w pracy Iksów). Grupę krytyków „Ga­zety Warszawskiej” od początku charakteryzował protekcjonalny stosunek do gatunków nie- klasycystycznych oraz skłonność do drobiazgowej analizy przekładów. Na tematy teatralne Osiński wypowiadał się również w „Nowym Pamiętniku Warszawskim” (1801–1805) i we wspomnianej „Gazecie Warszawskiej” (1809–1810). Zamieszczane w l. 1809–1810 w „Pa­miętniku Warszawskim” artykuły o teatrze i dramacie nadal nie były sygnowane, status Osiń­skiego jako redaktora naczelnego periodyku pozwala widzieć w nim autora tych publikacji. Dominują tu recenzje teatralne wzorowane na wspomnianym już schemacie (zawierające też uwagi o muzyce oper). Wśród nich w dziale Poezja znajduje się również recenzja dramatu Katon w Utyce Aleksandra Chodkiewicza („Pamiętnik Warszawski” 1809, nr 6). W obu przy­padkach analiza utworu zawiera dwa podstawowe elementy: streszczenie i tzw. rozbiór prze­biegający według wzorca rozpowszechnionego przez Liceum, czyli kurs literatury starożytnej i współczesnej (1799) Jean-François de La Harpe’a.
W recenzjach z „Pamiętnika Warszawskiego” uderza obecność podwójnej skali ocen. Pierwszą z nich, stosowaną do tragedii, cechuje szczególna surowość, widoczna zwłasz­cza w drobiazgowym omówieniu rzekomych mankamentów Glińskiego Franciszka Wężyka (Gliński traiedia w 5. aktach wierszem, „Pamiętnik Warszawski” 1810, nr 3). Druga, apliko­wana do dramatu i melodramatu, nakazuje większą wyrozumiałość, np. uwagi o Puszczy pod Hermannstadt – „dzieło jedno z lepszych w nienajlepszym rodzaju” (tamże, nr 2) – czy po­zytywna opinia o twórczości René-Charles’a Guilberta de Pixerécourta. Punktem odniesie­nia jest poetyka tragedii pochodzenia arystotelesowskiego. Osiński dopatruje się w niej zna­mion ponadgatunkowej teorii fabuły, co ma uzasadnić odnoszenie jej do wszystkich utworów teatralnych opartych na reprezentacji zorganizowanego logicznie ciągu zdarzeń.
Kolejną grupę wypowiedzi prasowych Osińskiego tworzą recenzje poświęcone in­nym typom twórczości niż twórczość dramatyczna: omówienie relacji z podróży (Briefe… C.T. Uklanskiego), pisma o Eneidzie Franciszka Salezego Dmochowskiego („Pamiętnik War­szawski” 1809, nr 8) i o przekładzie Raju utraconego Evariste’a de Parny’ego autorstwa Pa­wła Czajkowskiego (tamże, nr 6). W wypowiedzi o Eneidzie Osiński nawiązuje m.in. do tez Jacques’a Delille’a na temat właściwej poezji Wergiliusza harmonie imitative, wskazując wyż­szość dźwiękonaśladowczych rozwiązań zaproponowanych przez Dmochowskiego nad tymi, które stosuje francuski tłumacz. Artykuł O pierwiastkowej drammatyce w Polszcze („Sybilla Nadwiślańska” 1821, nr 1, 3) to jedyny drukowany za życia Osińskiego fragment Wykładu literatury porównawczej.
Artykuły biograficzne. Oddzielne miejsce zajmują wypowiedzi poświęcone zmarłym człon­kom Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Mimo koncentracji na kwestiach bio­graficznych i ogólnie pochwalnego tonu zawierają one elementy krytyki literackiej, tym istotniejsze dla formowania się koncepcji Osińskiego w tej dziedzinie, że stanowią najwcześ­niejsze sygnowane wypowiedzi autora poświęcone systematycznemu omówieniu i ocenie cu­dzej twórczości. Fragmentaryczny charakter refleksji o literaturze w artykułach biograficz­nych nie wyklucza odtworzenia podstawowego systemu pojęć teorii literatury występujących w kolejnych pismach Osińskiego. W Krótkim rysie życia i zasług J.W. Albertrandego („Gazeta Warszawska” 1808, nr 6) Osiński formułuje pierwsze tezy na temat roli przekładów w kultu­rze języka docelowego. Mowa O życiu i pismach F. Dmochowskiego („Pamiętnik Warszawski” 1809, nr 2–3) to z kolei najpełniejsza prezentacja jego wczesnych poglądów krytycznych. We­dług autora proces nabywania przez Franciszka Ksawerego Dmochowskiego nowych kom­petencji naukowych i artystycznych odzwierciedlał hierarchię nauk i sztuk uchodzącą wów­czas za obiektywną i prowadzącą od filozofii (lektura É. Condillaca, J. Locke’a i F. Bacona) do umiejętności szczegółowych. Podobna droga naukowa przedstawiona jest jako wzorcowa.
W mowie odnajdujemy charakterystyczne również dla późniejszej refleksji Osińskiego ście­ranie się myślenia w kategoriach historycznych i normatywnych, przy czym norma stano­wi pojęcie nadrzędne, organizujące narrację chronologiczną. Następstwo etapów w rozwoju dowolnego zjawiska utożsamiane jest często z osiąganiem przez nie kolejnych stopni dosko­nałości. Po raz pierwszy w równie rozbudowanej formie odnajdujemy tu przekonanie o roli dzieł doskonałych w rozwijaniu wiedzy o literaturze. Jako podstawowa metoda fachowej re­fleksji o literaturze jawi się obserwacja drogi twórczej autora wzorcowego, rolą krytyka nato­miast jest wyrażanie expressis verbis prawd i wskazań uniwersalnych, zapisanych implicytnie w jednostkowych osiągnięciach.
Osiński formułuje tu pierwsze uwagi o krytyce: „[…] miał już nieomylną przewodnią krytykę umiejącą czuć piękności, wady postrzegać, naśladować pierwsze, chronić się od dru­gich” (tamże). Zostaje ukazane pierwszeństwo rozwijania zmysłu krytycznego wobec kształ­cenia się talentu twórczego. Osiński opisuje też proces lektury jako moment poetyckiego na­tchnienia („W czytaniu […] odzywało się w nim […] boskie natchnienie”, tamże), a uwagę tę można odnieść nie tylko do działalności Dmochowskiego, ale ogólnie do twórczości literac­kiej opartej na praktykach intertekstualnych. Wszystkie wymienione elementy łączą mowę o Dmochowskim z późniejszym Wykładem literatury porównawczej. W Wiadomości o życiu i pismach Cypriana Godebskiego („Pamiętnik Warszawski” 1809, nr 4) Osiński chwali Wiersz do Legiów polskich, akceptując jego swobodną i epizodyczną konstrukcję jako odrębną wo­bec Arystotelesowskiego wzorca epopei. Ceniąc osiągnięcia Godebskiego w dziedzinie saty­ry, krytyk uważa jednak wprowadzenie tonu prześmiewczego do Wiersza za błąd. W swojej ocenie posługuje się normatywnie stosowanym pojęciem prawdopodobieństwa. Wszystkie artykuły biograficzne dostarczają też przykładu krytyki swoiście holistycznej uwzględniają­cej wszystkie wymiary życia literatów, łącznie z pewnymi zjawiskami pozaliterackimi (taki­mi jak temperament).
Elementy krytycznoliterackie w korespondencji. Elementy myśli krytycznoliterackiej Osińskiego zachowały się też w korespondencji. Listy do Kajetana Koźmiana z l. 1830–1832 dotyczą aktualnego życia literackiego w epoce porozbiorowej (zawierają m.in. opinie o karie­rze A. Mickiewicza) i przywołują stały repertuar tekstów kanonicznych (np. Sztukę poetycką N. Boileau). Korespondenci Osińskiego potwierdzają zainteresowanie krytyka szczegółową analizą techniki translatorskiej: w ich listach mowa m.in. o poszukiwaniu stosownych odpo­wiedników pojęć francuskich (K. Giedroyciówna do L. Osińskiego, Korespondencja Ludwika Osińskiego 1804–1833, rkps BJ 6233 III) i o prozodii w przekładzie librett francuskich (J. Ko­rzeniowski do L. Osińskiego, tamże). Ważnym śladem działalności Osińskiego są odręcz­ne adnotacje na rękopisach cudzych utworów literackich (np. Voltaire, Śmierć Cezara, przeł. D. Lisiecki, rkps BN BOZ 1039).
Wykład literatury porównawczej. Jako krytyk literacki Osiński został zapamiętany przede wszystkim za sprawą swej działalności uniwersyteckiej wykraczającej poza krąg studentów, wygłaszał bowiem odczyty otwarte. Jego prelekcje, długo pozostające w rękopisie, wydali pośmiertnie w pracy Wykład literatury porównawczej Dmochowski i Jan Kanty Wołowski (Dzieła, t. 2–4, 1861). Powołany na stanowisko profesora literatury polskiej Osiński samo­dzielnie rozszerzył zakres swojego kursu o elementy literatury porównawczej. W tej kwestii pisał do władz: „[…] katedra literatury polskiej nie może […] ograniczyć się tym, co nam ję­zyk ojczysty w tej mierze dostarcza” (list z 14 IV 1818, w: J. Bieliński, Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), t. 3, 1912). Kurs dzielił się na dwie części: pierwszą, poświęconą poezji (z podziałem na rodzaje i gatunki), drugą – prozie (m.in. z podziałem na rodzaje reto­ryczne i uwagi o stylu). Sformułowany w 1823 r. Program kursu literatury porównawczej, sta­nowiący prawdopodobnie wstęp do całego cyklu, silnie akcentuje zarówno podstawową tezę wykładu – istnienie zespołu uniwersalnych reguł twórczości literackiej powiązanych ze sma­kiem – jak i przyjętą przez profesora metodę badawczo-dydaktyczną opartą na indukcji oraz dokonanym w ograniczonym wymiarze porównaniu literatury polskiej i obcych. Wywodze­nie zasad ogólnych z obserwacji poszczególnych dzieł wzorcowych uzasadnione jest zda­niem Osińskiego porządkiem historycznego rozwoju poetyki, ukształtowanej nie a priori, ale na podstawie kontaktu z dokonaniami wcześniejszych pokoleń. Dalej Osiński odnosi się bezpośrednio do nurtów antyklasycystycznych, coraz lepiej widocznych w życiu literackim epoki. Spór o romantyczność postrzegany jest przezeń jako nieporozumienie terminologicz­ne. Odwołując się do pism Friedricha Schlegla, Osiński pisze: „[…] romantyczność chlu­bę swoją, wzory i początek prowadzi od Homerów i Sofoklów, równie jak tychże samych ojców poezja klasyczna za swoich prawodawców uznaje” (Dzieła, t. 2). Nie oznacza to zaak­ceptowania literatury romantycznej jako wzorca, ale zakłada prawo krytyki klasycystycznej do formułowania ocen jej dotyczących.
We wstępie do drugiej części kursu Wymowa. Wstęp czytany przy rozpoczęciu powtór­nego kursu literatury porównawczej problem oceny nowej literatury zostaje zaakcentowany silniej: „Oswojeni raz z dobrem i pięknem nie omylimy się łatwo wtenczas nawet, kiedy uj­rzymy w nieznanym dotąd kształcie utwór poezji lub krasomówstwa” (tamże, t. 4). Już w roz­poczęciu prelekcji odnajdujemy też uwagi dowodzące samoświadomości Osińskiego na te­mat subiektywnej podstawy niektórych własnych sądów („Nie przypisuję sobie, abym w tak wielkiej liczbie dzieł ustrzegł się mniej trafnego wyboru”, tamże). Następujący potem zwrot do słuchaczy („Przybyliście tu panowie […] z żywym zamiłowaniem prawd, równie opar­tych na rozumowaniu nauki, jak na wrażeniach serc waszych”, tamże) można traktować jako próbę zakorzenienia własnej propozycji badawczo-dydaktycznej w uniwersalnych katego­riach, pojmowanych intuicyjnie przez ogół oraz na podstawie kryteriów spontanicznego odbioru emocjonalnego.
Współistnienie perspektyw historycznej i normatywnej nabiera w Wykładzie szcze­gólnego znaczenia. Utrwaliła się opinia o nienaukowym rysie prelekcji widocznym w ze­stawieniu z nowoczesnymi pracami krytycznoliterackimi Niemców i Francuzów oraz z wy­kładem Kazimierza Brodzińskiego. Osiński nie ignoruje jednak całkowicie ani nie odrzuca współczesnych badań historycznych, czego dowodzą liczne nawiązania do Vorlesungen über dramatische Kunst und Literatur Augusta Wilhelma Schlegla. Część z nich utrzymana jest w tonie polemicznym, np. odparcie zarzutów niemieckiego krytyka sformułowanych pod adresem Horacjuszów Corneille’a (tamże, t. 2) i Skąpca Molière’a (tamże, t. 3) lub próba wy­kazania sprzeczności zawartych w pochwale Williama Shakespeare’a (tamże, t. 2). Nie po­winno to przesłaniać obecności licznych aprobatywnych przywołań tez Schlegla, zwłaszcza jego opinii o dramaturgii antycznej oraz nowożytnym teatrze hiszpańskim, angielskim i nie­mieckim. W tej ostatniej dziedzinie Osiński pisze: „Sądy jednak Szlegla, acz ogólne i krótkie, tak są ważne i zupełne, iż je sprawiedliwie poczytać należy za treściwe wnioski najdojrzalszej rozwagi” (tamże, t. 3).
Złożony stosunek Osińskiego do osiągnięć nowoczesnej krytyki historycznej widać na przykładzie jego rozważań nad twórczością tragediopisarzy francuskich. Choć dzieła Jeana Racine’a wskazane są jako wzór ponadczasowy, odnajdujemy w Wykładzie ślady znajomo­ści prac autorów początku XIX w. krytycznych wobec tego dramatopisarza. Prowadzą one do osłabienia wymowy pochwał Racine’a, co widać chociażby w stosunku do Liceum La Harpe’a: warszawski profesor odwraca chronologię omawianych sztuk i rozpoczyna wykład od roz­bioru Atalii (1691), a więc ostatniej tragedii poety, szczególnie wysoko ocenionej nawet przez krytyków nieprzychylnych poetyce francuskiego klasycyzmu. Przechodząc później do An- dromachy (1667), kończy z kolei jej omówienie obszernym cytatem ze Schlegla (tamże, t. 2). W wywodzie o karierach Corneille’a i Racine’a odnajdujemy echo traktatu Germaine de Staël De la littérature dans ses rapports avec les institutions sociales z 1799 r. (refleksje o wpływie kobiet na kulturę wieku Ludwika XIV). Nadaje to Wykładowi rys kompromisowy.
Wobec klasycyzmu i romantyzmu. Kwestia stosunku Osińskiego do romantyzmu jest skomplikowana. Autor neguje istnienie szkoły romantycznej jako formacji przeciwstawnej nurtowi klasycznemu, wspomina natomiast często o literaturze nowej, odbiegającej od do­skonałych wzorców przeszłości grecko-rzymskiej, lecz nie nadaje jej nazwy. Co do klasycz- ności, przeciwstawia się nadużywaniu tego pojęcia („wyraz ten […] zdaje się utracać właści­we swoje znaczenie”, tamże). W sferze deklaracji Osiński postrzega klasyczność jako rodzaj elitarnej kultury literackiej nawiązującej do antycznych wzorców, lecz potencjalnie otwartej, nawet inkluzywnej. Powołanie się na nią uzasadnia – dokonaną w ramach modelu heury­stycznego – dezintegrację wybitnych dzieł niezgodnych z kanonem starożytnym i wyodręb­nienie w nich obszarów „klasycznych” oraz „nieklasycznych” (dotyczy to utworów Dantego, W. Shakespeare’a i L. Ariosta). Wymusza też szacunek dla arcydzieł grecko-rzymskich, po­tępiając ich niewolniczą imitację. Reguły poetyki są zbiorem ustalonym, ale potencjalnie ot­wartym (nowe dzieło doskonałe może wytyczyć nieznane wcześniej zasady). W sferze wybo­ru konkretnych wzorców Osiński zdecydowanie faworyzuje wierność modelom antycznym i francuskim.
Interpretacji wymaga związana z klasycyzmem kategoria wzoru doskonałości (lub arcydzieła). Osiński nie żywił ambicji samodzielnego wzbogacania ustalonego kanonu kla­sycyzmu. Zaproponowany przez niego repertuar wzorców jest w znacznej mierze obiegowy i składa się z utworów, których ranga uzyskała liczne potwierdzenia oficjalne (w formie ho­norariów autorskich, nagród, pochwał, edycji krytycznych, upamiętnień itp.). W tym kon­tekście arcydzieło jawi się jako dobro symboliczne, którego wartość mierzona jest siłą real­nych instytucji zaangażowanych w podtrzymywanie jego wyjątkowej społecznej roli.
Zarówno w toku swoich prelekcji, jak i we wstępach do obu ich cyklów Osiński wy­mienia autorów stanowiących główne źródła jego inspiracji (są to m.in. Horacy, Kwintylian, M.G. Vida, J. Scaliger, Ch. Batteux, J.-F. Marmontel, H. Blair, ale też F. Schlegel, choć ten ostatni czytany jest wybiórczo). W kwestii całościowego zarysu kursu najsilniejszy – choć, jak widzieliśmy, niedecydujący – wpływ wywarło nań Liceum La Harpe’a. Naśladownic­two, eklektyzm i kompromisowość Osińskiego trzeba interpretować w kontekście nawyków i oczekiwań literackiej publiczności przełomu XVIII i XIX w. Przy tym Wykład nie jest wy­powiedzią teoretyczną, ale ujawnia swój wymiar performatywny: działalność uniwersytecka krytyka stawiała sobie za cel wdrażanie hic et nunc praktyki kulturowej opartej na pamięci. Przyczynia się do tego m.in. strategia dyskursywna, świadomie unikająca zwrotów oraz sfor­mułowań wpisujących się w zakres retoryki nowości (w ramach której mówca podkreśla ory­ginalność własnego przekazu), lecz eksponująca gest przypominania treści powszechnie już znanych w ramach swoiście pojmowanej retoryki anamnezy.
Refleksja o języku. Osiński zapożycza u Georges-Louisa Leclerca de Buffona (Discours sur le style, 1753) definicję stylu jako „porządku i ruchu, który piszący myślom i wyobrażeniom swoim nadaje” (Wykład, t. 4). Pierwsze miejsce wśród przymiotów stylu zajmuje jasność mowy zapewniana przez czystość (zgodność z rodzimą normą przy oszczędnym użyciu za­pożyczeń i neologizmów), właściwość i dokładność (adekwatność doboru słów do myśli pi­sarza). Osiński zaleca przeplatanie okresów dłuższych okresami krótszymi, przy czym mia­rą pożądanej rozległości zdań są zdolności percepcyjne słuchacza. Następną cechą stylu jest jego piękno, przez które Osiński rozumie harmonię apelującą do zmysłu słuchu za sprawą naprzemienności samogłosek i spółgłosek oraz stosowne użycie figur, spośród których szcze­gółowo omawia wyłącznie prozopopeję. Najważniejszym przymiotem stylu jest jego moc. Rodzi się ona z wrodzonej mówcy siły wyobrażeń i myśli, a widać ją w wypowiedziach bu­dzących entuzjazm, posługujących się – pośród innych środków – stylem wzniosłym. Temu typowi dyskursu poświęcony jest odrębny rozdział Wykładu – Geniusz, szczytność, w któ­rym można dopatrzyć się troski o scharakteryzowanie ideału wymowy nowoczesnej, zara­zem jednak alternatywnej wobec tendencji romantycznych, bo opartej na wzorcach klasycz­nych. Związane z jasnością mowy kwestie normy językowej zostały rozwinięte w omówieniu książki Onufrego Kopczyńskiego Poprawa błędów w ustnej i pisanej mowie polskiej (1808) („Pamiętnik Warszawski” 1809, nr 7) i w późniejszej Rozprawie o pisowni. O używaniu liter j, y, i, powstałej w ramach cyklu Rozprawy i wnioski o ortografii polskiej, przez Deputacyją od Królewskiego Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk wyznaczoną (Dzieła, t. 4).
Język krytyki. W terminologii krytycznej Osińskiego największą rolę odgrywają pojęcia od­noszące się do psychologicznych uwarunkowań twórczości literackiej oraz tożsamych naj­częściej z tymi pierwszymi kompetencji odbiorczych koniecznych do oceny gotowego dzieła. Najważniejsze jest zagadnienie smaku, dookreślanego w sferze źródeł jako zjawisko zmys­łowe i rozumowe zarazem, a w sferze socjologii literatury – jako fenomen o pewnym za­sięgu społecznym i czasowym. Jako pojęcie normatywne Osiński rozumie smak wypraco­wany przez percepcję przedmiotów budzących przyjemne wrażenia („powab, upodobanie”, tamże) uzupełnione o namysł nad nimi („przekonanie rozumu”, tamże), podzielany przez większe grupy społeczne („smak powszechny”, tamże) w dłuższej perspektywie czasu („smak trwały”). W tworzeniu i odbiorze dzieł sztuki istotną rolę odgrywają ponadto wyobraźnia, zdolność odczuwania silnych namiętności i wrażliwość na brzmienie języka. Rozwój sma­ku prowadzi do wypracowania trafnej krytyki, a jej przedmiot – w dziedzinie sztuk słowa – określany jest jako literatura stanowiąca zarazem całość piśmienniczego dziedzictwa kultury, jak i dyscyplinę uniwersytecką poświęconą jego badaniu. Pojęciem charakteryzującym wy­łącznie twórców jest geniusz, przy tym Osiński przeciwstawia się opinii o sprzeczności mię­dzy najwyższym stopniem talentu a troską o przestrzeganie reguł poetyki. Znacznie mniej­szą rolę odgrywają w pismach Osińskiego terminy techniczne i zalecenia odnoszące się do szczegółów procesu twórczego.
Krytyka i konwersacja. Według Władysława Kazimierza Wójcickiego biegłość w dziedzi­nie akcji oratorskiej oraz deklamacji stanowiła jeden z czynników popularyzujących odczy­ty profesora. Ten sam autor przytacza wiele anegdot dotyczących nieoficjalnych wypowiedzi Osińskiego, m.in. dwuwiersza wymierzonego w Adama Mickiewicza. Przychylny Osiń­skiemu Władysław Miniewski tak opisuje wpływ ustnej krytyki Osińskiego: „[…] wstrzy­mywał innych rozwoje zjadliwym swym dowcipem” (Korespondencja „Dziennika Warszaw­skiego”. (Dokończenie), „Dziennik Warszawski” 1855, nr 87). W interakcjach z aspirującymi pisarzami Osiński przyjmował władczą, a zarazem naznaczoną wolterowską ironią postawę przywodzącą na myśl relacje międzyludzkie w oświeceniowych salonach literackich i w spo­łecznościach dworskich epoki przedrewolucyjnej.
Osiński w historii polskiej krytyki literackiej. Przegląd wypowiedzi Osińskiego o literatu­rze pozwala sformułować pewne wnioski ogólne. Dla rozpowszechniania krytycznoliterac­kiego stanowiska Osińskiego największe znaczenie miał bezpośredni kontakt z rozmówcami/ słuchaczami. Na zespół omówionych artykułów prasowych składają się niesygnowane omówienia teatralne (do 1810 r.) i wypowiedzi powstałe przy okazji pełnienia przez auto­ra funkcji w instytucjach naukowych. Osiński należy do ostatniego pokolenia krytyków, dla których uprzywilejowanym punktem odniesienia wiedzy o literaturze pozostaje filozofia. Umiejętność tworzenia i oceny poezji wpisana jest w triadę rozsądku, wyobraźni i pamię­ci, zasadniczą dla antropologii filozoficznej pochodzenia scholastycznego, w której te dwa ostatnie pojęcia określały zmysły wewnętrzne. Również inne ważne dla Osińskiego zjawiska (smak, wrażenia jako przedrozumowa kategoria oceny estetycznej, namiętności ukazywane w utworach i budzone w odbiorcach) wykazują związek z tą teoretyczną podstawą. Stało się to jedną z przyczyn kwestionowania naukowości Wykładu w okresie rozwoju metod nowo­czesnej historii literatury. W krytyce Osińskiego refleksja w kategoriach normatywnych do­minuje nad myśleniem historycznym, chociaż autor Wykładu wyciąga realne konsekwen­cje z wybiórczej lektury Schlegla. Ważny element refleksji Osińskiego stanowi problematyka przekładu literackiego, przy czym krytyk wprowadza m.in. porównanie dwóch tłumaczeń tego samego pierwowzoru dokonanych w różnych językach. Działania Osińskiego egzempli­fikują wielość i różnorodność właściwych jego czasom strategii budowania autorytetu kryty­ka. Choć nie zostaje to powiedziane wprost ani w Wykładzie, ani w zachowanej koresponden­cji uniwersyteckiej, autorytet Osińskiego jako profesora wspierany był prestiżem Osińskiego jako dyrektora Teatru Narodowego – instytucji, w której literackie osiągnięcia otrzymywa­ły wymierną gratyfikację symboliczną i ekonomiczną. Społeczna pozycja krytyka określana więc była zarówno w świetle faktów powszechnie znanych, jak i za sprawą niedopowiedzeń, niezbędnych choćby ze względu na możliwe konflikty interesów wynikające z kumulowania przez jedną osobę wielu funkcji (łączy go to z Iksami). Niezależnie od merytorycznej zawar­tości swoich wypowiedzi, Osiński stanowi ważną postać w historii krytyki rozumianej jako forma sprawowania władzy w środowisku literackim przez głoszenie przekonań usiłujących pełnić lub realnie pełniących funkcje regulatywne.</document>
<document nplp_id="13730" title="Podbereski Romuald" slug="podbereski-romuald">Wydawca, publicysta, tłumacz, redaktor czasopism. Pseudonimy i kryptonimy: Faustyn Wszędobylski; P.R.; R.P.; Rld.P.; Rld.Pdb.; Rld. Podb.; Rld.Pods.; (Wyd.); Wydawca; Wydawca „Rocznika Literackiego”; Romuald Druckij-Podbierieskij (ros.).

Informacje biograficzne. Konsekwentnie w rozmaitych dokumentach podawał fałszywą datę i miejsce swego urodzenia, co w kompendiach utrwalili badacze. W rzeczywistości Podbereski przyszedł na świat 19 III 1809 w Ejnarowiczach nad Niemnem. Pochodził z rodziny szlacheckiej wywodzącej się, jak utrzymywał, od kniaziów Druckich. Był synem Andrzeja Karola Józefa (1773–ok. 1835), sędziego ziemskiego pow. trockiego, w 1828 r. aresztowanego i prawdopodobnie zesłanego na Syberię za przestępstwa urzędnicze, oraz Petroneli Barbary z Łyków (ok. 1780–1837). Miał ośmiu braci i pięć sióstr. W l. 1825–1830 uczęszczał kolejno do gimnazjów w Kownie i Wilnie. W 1830 r. rozpoczął studia na Wydziale Literackim Uniwersytetu Wileńskiego, wkrótce przerwane z powodu przeniesienia akcji powstańczej na tereny byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, a następnie likwidacji tej wileńskiej instytucji naukowej. Na początku lat 30. rodzina utraciła znaczną część majątku przejętego przez wierzycieli, co skłoniło Podbereskiego do podjęcia pracy. W 1835 r. wyjechał w głąb Rosji z poznanym w Wilnie oficerem wojsk rosyjskich, u którego otrzymał posadę guwernera. W l. 1837–1841 studiował na Uniwersytecie Moskiewskim, przez pierwszy rok na Wydziale Filologicznym, a następnie Prawnym (z roczną przerwą). Początkowo utrzymywał się z guwernerki, a od 1839 r. uczestniczył w organizacji moskiewskiego przedstawicielstwa ekspedycyjnego Mińskiej Kompanii Handlowej, którego został kierownikiem. Nawiązał w tym czasie współpracę z „Tygodnikiem Petersburskim” i planował wydanie „Noworocznika Moskiewskiego”. Narażenie Kompanii na znaczne straty, a także niepowodzenia na studiach skłoniły Podbereskiego do przeniesienia się w maju 1841 r. do Petersburga, gdzie zaczął podawać się za potomka książęcego rodu. Nie przeszkadzało mu to trudnić się guwernerstwem. Przez pewien czas w 1842 r. organizował w swoim mieszkaniu wieczory literackie. Redagował nieregularny „Rocznik Literacki” (1843, 1844, 1846) i prowadził działalność wydawniczą. Intensywnymi podróżami naznaczony był okres między sierpniem 1843 a październikiem 1844 r. (Białoruś, Inflanty Polskie, Ukraina, wycieczka wybrzeżem bałtyckim przez Finlandię, Inflanty i Żmudź). W konsekwencji tych wyjazdów powstała sieć dystrybucji dla „Rocznika Literackiego” i innych wydawnictw Podbereskiego. Od 1845 r. dodatkowo parał się handlem dziełami sztuki, których odbiorcą była bogata klientela szlachecka. W l. 1847–1848 publikował w petersburskim czasopiśmie „Iłłustracija”. W wyniku nieporozumień z jednej strony z Tadeuszem Ładą-Zabłockim, z drugiej z Michałem Grabowskim i innymi niezadowolonymi kontrahentami, którzy zarzucali mu wprost oszustwo i sprzeniewierzenie pieniędzy, ucierpiała jego reputacja. Z tego powodu zmuszony był w 1848 r. przenieść działalność do Wilna, gdzie wydał ostatni tom „Rocznika Literackiego” (1849), i dzięki pozyskaniu zamożnej donatorki w osobie Zofii z Chłopickich Desztrungowej (późniejszej Klimańskiej) mógł powołać do życia nowy periodyk – „Pamiętnik Naukowo-Literacki” (1849–1850; 6 zeszytów) i rozwinąć aktywność wydawniczą. Publikacja powieści z kluczem Człowiek niewidzialny, czyli cudowny kapelusz (1850) Klimańskiej (Podbereski był jej wydawcą), zawierającej satyryczne portrety przedstawicieli lokalnego establishmentu i ich rodzin, odegrała rolę iskry zapalnej, wywołując zakulisowe działania tego grona skutkujące m.in. denuncjacjami i wszczęciem śledztwa przez władze. Także nonszalancja Podbereskiego, zalegającego z płatnościami w drukarni Zawadzkich, jak i uporczywie prowadzona głównie przez Józefa Ignacego Kraszewskiego kampania szkalująca doprowadziły do otwartego sporu między redaktorem a Adamem Zawadzkim. W tym czasie, mimo uzyskania zezwolenia na kontynuację „Pamiętnika Naukowo-Literackiego”, Podbereski znalazł się we wrześniu 1850 r. w Warszawie. Doprowadził tam do wydania siódmego z kolei zeszytu „Pamiętnika Naukowo-Literackiego” (1851). Nad ranem 13 I 1851 po wieczorze spędzonym w salonie Seweryny z Żochowskich Pruszakowej (2° voto Duchińskiej) i nocnym spotkaniu z dwójką miejscowych dziennikarzy redaktor został aresztowany i osadzony w warszawskiej cytadeli pod zarzutem bliżej nieokreślonych „przewinień politycznych”. Po zakończeniu śledztwa pod koniec kwietnia 1851 r. Podbereski został przewieziony do Wilna i poddany dodatkowemu przesłuchaniu. Skazany na osiedlenie na północy Rosji, 11 VI 1851 znalazł się w Archangielsku, gdzie wkrótce otrzymał zatrudnienie w redakcji czasopisma „Archangielskije Gubiernskije Wiedomosti”, a także jako nadzorca rządowej drukarni. Po wybuchu wojny krymskiej w listopadzie 1853 r. przeniesiono go do Szenkurska, a w kwietniu 1854 r. – do Pinegi. Wznowił tam handel obrazami i zorganizował przemyt bezdebitowych druków do Królestwa Polskiego. Ustanowienie nadzoru policyjnego i wprowadzenie pełnej kontroli jego korespondencji postawiło Podbereskiego w trudnej sytuacji uniemożliwiającej prowadzenie interesów. Od grudnia 1854 r. przebywał na oddziale szaleńców archangielskiego szpitala zapewne z powodu załamania nerwowego, choć możliwe, że symulował chorobę psychiczną. Zmarł tamże 22 X 1856 tuż przed zakończeniem procedury ułaskawieniowej.

Kręgi aktywności. Działalność Podbereskiego ogniskuje się w kilku obszarach: redaktora, tłumacza, wydawcy i publicysty. Redaktor reprezentował typ nowoczesnego literata wyspecjalizowanego w pracach redakcyjnych, co w latach 40. było bagatelizowane i wyśmiewane np. przez Kraszewskiego. Jako tłumacz miał na warsztacie utwory takich autorów, jak Christopher Martin Wieland, Michaił Lermontow, Pantełejmon Kulisz czy Nikołaj Gogol (Martwe dusze), których z różnych przyczyn nie opublikował. Kontakty ze środowiskiem moskiewskich słowianofilów zaowocowały przekładami kilkunastu rosyjskich baśni ludowych (skazek), z czego jedynie siedem ukazało się w wileńskim „Athenaeum” (1841, t. 6; 1842, t. 1, 2, 6; 1843, t. 1). Szczególną wagę Podbereski przywiązywał do pieśni Der Wanderer Georga Philippa Schmidta von Lübecka, do której muzykę ułożył Franz Schubert, publikował jej przekład aż trzykrotnie z intencją identyfikacji własnego losu z literackim ujęciem toposu homo viator. Najważniejszym przekładem literackim w dorobku Podbereskiego pozostanie minipowieść Adelberta von Chamisso Peter Schlemihls wundersame Geschichte (Przygody człowieka, który sprzedał swój cień, 1850), niesłusznie uchodząca przez długi czas w kompendiach specjalistycznych jedynie za przeróbkę tego dzieła. Z innych translacji warto przywołać pracę Wissariona Bielińskiego Wzgljad na russkuju litieraturu 1847 goda, której fragmenty ukazały się jako List wydawcy „Pamiętnika” do Alberta Gryfa („Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1849, z. 3). Wobec istnienia zapisu cenzorskiego eliminującego Bielińskiego z przestrzeni medialnej należy traktować ten utwór jak utajnione tłumaczenie, a zamianę przykładów z literatury rosyjskiej na literaturę polską za konieczny kamuflaż. Był to istotny głos w toczonej dyskusji polskich zwolenników „szkoły naturalnej” ze środowiskiem „Gwiazdy”. Kilka innych tłumaczeń z języka rosyjskiego (m.in. T. Bułharyna), a również z litewskiego i angielskiego znalazło miejsce na łamach periodyków Podbereskiego. Przekładał także na rosyjski autorów polskich, zamieszczając ich prace w petersburskiej „Iłłustracji”.

Słabo rozpoznana była działalność Podbereskiego jako wydawcy druków polskich. Odnośnie do okresu petersburskiego można mówić o zjawisku pakietu wydawniczego, gdy niemal równocześnie z tomem „Rocznika Literackiego” na rynek trafiały wydawnictwa towarzyszące w formie promowanego utworu literackiego i druków muzycznych. Cechą charakterystyczną tego pakietu były ozdobne, ilustrowane edycje. Odbiega od tego paradygmatu dużo skromniejszy tomik Poezji Tadeusza Łady-Zabłockiego (1845) zrealizowany na marginesie podstawowej praktyki wydawniczej. W latach 40. Podbereski należał do czołówki wydawców druków polskich w Petersburgu (obok J. Eynerlinga i J. Przecławskiego), mając w dorobku 10 wolumenów. Jeszcze ostatni „Rocznik Literacki” (1849) utrzymał ozdobność jako wyróżnik edycyjny firmy Podbereskiego, nie współtworzył natomiast już pakietu. Również zeszyty „Pamiętnika Naukowo-Literackiego” z 1849 r. były wydawnictwami „osamotnionymi”, a do tego radykalnie zubożonymi pod względem zdobnictwa graficznego.

Do pomysłu pakietu wydawniczego Podbereski powrócił w 1850 r., wprowadzając nawet bezpłatne broszury dla prenumeratorów swojego periodyku. Niezależnie od tego przedsięwzięcia w okresie wileńskim wydał kilka książek. Ostatni, warszawski zeszyt „Pamiętnika Naukowo-Literackiego” był przez 140 lat uznawany za stracony dla kultury narodowej. Dopiero na początku lat 90. XX w., dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, dyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi Andrzej Kempa odnalazł dwa egzemplarze tego wydania. Zeszyt 7 był pod względem estetycznym wydawnictwem wprost ascetycznym, porównywalnym z bezpłatnymi broszurami. Ponadto Podbereski zajmował się wydawaniem litografii i dokonał kilku edycji dokumentów dawnych.

Publicystyka. Podbereski debiutował recenzjami z koncertów na łamach „Tygodnika Petersburskiego”. Do ciekawszych publikacji należą protoreportaże zaskakujące swymi walorami literackimi (Krótka historyczność Niżgorodu i szkic makarijewskiego jarmarku, „Tygodnik Petersburski” 1839, nr 72–73; Listy o Białejrusi, „Tygodnik Petersburski” 1844, nr 79, 81–82; Kalejdoskop. O wszystkim, o wielu rzeczach i o niczym, „Rocznik Literacki” 1849, z. 1–2). Kilkuczęściowy artykuł O Mińskiej Handlowej Kompanii i kilka słów o potrzebie u nas i ważności przemysłu pod materialnym i moralnym względami („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 8–9, 11) w części poświęconej założeniu, organizacji i strategii handlowej litewsko-białoruskiej korporacji był efektem moskiewskich doświadczeń zawodowych Podbereskiego, a w części dywagacyjnej oparty na rozprawach Jeremy’ego Benthama, Augusta Luedera i Aleksandra Kurca. Do ogólnych rozważań o pracy, bogactwie, przemyśle i moralności Podbereski powrócił w rozprawce O ruchu spółczesnym nauk społeczności w ogólności („Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1851, z. 7). Kilka artykułów zaświadcza o zainteresowaniach nowinkami technicznymi: O nowym sposobie kucia koni bez ćwieków za pomocą tak zwanych hipposandałów („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 52), O nowym zastosowaniu użycia pary, podług wynalazku polowego inżyniera kapitana Meltzera (tamże, nr 81), Niedogodności ocieplania mieszkań za pomocą przeciągów ogrzewalnych (tamże, nr 82). Szczególne miejsce w dorobku Podbereskiego zajmuje budząca zainteresowanie badaczy przedmowa do ostatniego „Rocznika Literackiego” (1849) z uwagi na postawione diagnozy i manifestacyjnie zaprezentowaną nową formułę ideową pisma. Jest też zarazem jednym z pierwszych świadectw rodzącej się nowej klasy społecznej, charakterystycznej dla Europy Środkowo-Wschodniej, przeciwstawiając „arystokracji–szkatuły arystokrację–myśli”.

Działalność krytyczna. Podbereski nie zajmował się bieżącą krytyką literacką. Z dwóch jego recenzji jedna była świadectwem popularności kontrowersyjnego zjawiska kulturowego, jakim były popisy w improwizacji poetyckiej, w tym przypadku w języku włoskim (Improwizator Giovanni Giustiniani w Moskwie, „Tygodnik Petersburski” 1841, nr 59). Druga, traktująca o trzecim tomie „Niezabudki”, została natomiast przez redakcję „Tygodnika Petersburskiego” odrzucona. Jego działalność na tym polu postrzegana jest przez pryzmat rozprawy Białoruś i Jan Barszczewski (wstęp do: J. Barszczewski, Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach, t. 1, 1844), która była jednym z najważniejszych, pionierskich syntez dotyczących literatury polskiej północno-wschodniego pogranicza, przywoływanych do dziś przez badaczy kultury kresowej. Publikacja prezentowała przekonanie o duchowym odrodzeniu Białorusi, uważanej dotąd powszechnie za „stronę zapadłą” państwa rosyjskiego, a przedtem Rzeczypospolitej. Autor, dyskredytując pisarstwo klasycystyczne, uwypuklał homogeniczność lokalnej literatury i wskazywał jej cechy stałe, formujące tzw. szkołę białoruską na wzór i podobieństwo szkół romantycznych w literaturze, m.in. ukraińskiej czy litewskiej. Wstęp do Szlachcica Zawalni obok Listów o Białejrusi i niezrealizowanej prolegomeny do opowieści Drewniany dziadek Jana Barszczewskiego miały utworzyć komplet pism poświęconych zagadnieniom regionalnym. Wśród niewielu artykułów utwierdzających mylne przekonanie o działalności krytycznoliterackiej Podbereskiego znajdują się prace z zakresu folklorystyki („Athenaeum” 1841, t. 6; 1842, t. 1; 1843, t. 1; 1845, t. 5), dające spojrzenie na stan refleksji teoretycznej w nauce rosyjskiej, i większy szkic okolicznościowy Wicehrabia D’Arlincourt w Petersburgu („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 57–58) poświęcony osobie i twórczości „księcia romantyków” – Charles-Victora Prévota. Pozostałe pisma z kręgu literackiego mają charakter stricte informacyjny i dotyczą własnych wydawnictw redaktora. Z publikacji rosyjskich udało się zidentyfikować dwa artykuły o tematyce folklorystycznej: Narodnyje tancy („Iłłustracyja” 1847, nr 33) i Biełorusskaja swat’ba („Iłłustracyja” 1848, nr 1). W „Archangielskich Gubernskich Wiedomostiach” miał się ukazać nieznany z tytułu szkic historyczno-statystyczny o gub. archangielskiej.

O muzyce i sztuce. W większym zakresie Podbereski zaistniał w krytyce muzycznej i publikacjach dotyczących sztuk pięknych. Kilkanaście artykułów poświęconych życiu muzycznemu ukazało się w „Tygodniku Petersburskim” w latach 1839–1845. Dotyczyły przede wszystkim popularyzacji artystów polskich występujących na terenie Imperium Rosyjskiego: skrzypka Karola Lipińskiego, dyrygenta i kompozytora Wiktora Każyńskiego, mezzosopranistek Anny Ksawery Deybel i Wilhelminy Skibińskiej czy Antoniny i Zofii Kaplińskich, solistek moskiewskiej Opery Cesarskiej. Oprócz bieżących sprawozdań i recenzji do ważniejszych artykułów tematycznych należą: Czym była Pasta i kilka słów o śpiewie dramatycznym („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 53), tekst omawiający znaczenie Giuditty Pasty, „primadonny I poł. XIX w.” w historii sztuki wokalnej, a na tle rozwoju opery zmiany gustów „przedmasowej” publiczności, oraz Kilku pianistów współczesnych („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 2), tekst porównujący manierę artystyczną wybitnych pianistów jednego pokolenia: Sigismunda Thalberga, Leopolda von Meyera, Adolfa von Henselta, Ferenca Liszta i Fryderyka Chopina, z interesującymi uwagami na temat talentu tego ostatniego, mającego skłonność „ku posępnym obrazom”. Problematykę zarysowaną w tym artykule rozwinął redaktor po dziewięciu latach w rozbudowanej rozprawie O estetycznym znaczeniu nowszej fortepianowej szkoły („Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1851) ukazującej Chopina jako artystę przełomu.

Na uwagę zasługuje duży cykl sześciu publikacji pod porządkującym tytułem (znaczne różnice w tytułach poszczególnych modułów) Kilka słów o pracach malarskich w petersburskiej Akademii Sztuk oraz o polskich artystach tamże pracujących, w szczególności z powodu rocznej wystawy w tejże Akademii („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 36, 44, 51, 53, 59, 69, 71–72), którego poszczególne części poświęcone były aktualnej wystawie (Artykuł I), prezentacji rodzajów malarstwa, pojęć funkcjonujących w sztuce i warunków formowania się stylu (Artykuł II), charakterystyce twórczości szwajcarskiego malarza Luisa Leopolda Roberta (Artykuł III), malarstwu rosyjskiemu (Artykuł IV). Dwa ostatnie artykuły tego cyklu (Artykuł V i VI) formułują natomiast zarys kompendium w rodzaju słownika artystów polskich działających na terenie państwa rosyjskiego, wyprzedzając o kilka lat Ikonothekę Józefa Ignacego Kraszewskiego. Podpisana nazwiskiem zaprzyjaźnionego z Podbereskim artysty Protestacja przeciw daguerreotypowi („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 98) neguje wyrażany w prasie francuskiej pogląd o rychłym upadku sztuki portretowej. Artykułem Kilka słów o Kanutym Rusieckim, malarzu w Wilnie („Ruch Literacki” 1844) publicysta zainicjował ciąg wypowiedzi w następnych tomach „Rocznika Literackiego” mających zapełniać deficyt informacyjny dotyczący czynnych artystów polskich. W ramach tej inicjatywy ukazał się jeszcze materiał O Antonim Abramowiczu, artyście muzycznym („Ruch Literacki” 1846), w tomie wileńskim zaś – artykuł omawiający kantatę Stanisława Moniuszki (do słów E. Chłopickiego) Milda („Ruch Literacki” 1849).</document>
<document nplp_id="13732" title="Motty Marceli" slug="motty-marceli">Filolog, nauczyciel gimnazjalny, działacz społeczny, felietonista, publicysta, pamiętnikarz, redaktor, tłumacz literatury antycznej. Pseudonimy i kryptonimy: M.M.; Wojtuś; Wojtuś z Zawad.


Informacje biograficzne. Marceli Maciej Motty urodził się 5 VI 1818 w Poznaniu jako pierworodny syn Jana Baptysty Mottego (1790–1856), Francuza o włoskich korzeniach, przyrodnika i pedagoga, oraz Apolonii z Herwigów (1799–1878), poznanianki polsko-niemieckiego pochodzenia. Miał braci Seweryna i Stanisława oraz siostrę Walentynę (późniejszą żonę H. Cegielskiego). Nauki pobierał prywatnie, następnie w niemieckiej szkole elementarnej na Grobli, a od 1826 r. w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Uczył się malarstwa i gry na skrzypcach. Studiował filologię klasyczną i filozofię w Berlinie (1836–1840), słuchał wykładów znakomitych filologów, m.in. Augusta Böckha, Karla Gottloba Zumpta oraz filozofów heglistów. Uzyskał 21 VII 1840 stopień doktora na podstawie dysertacji o mitologii antycznej De Fauno et Fauna sive Bona Dea eisque mysteriis (1840). W tym samym roku zdał państwowy egzamin nauczycielski pro facultate docendi.

W kwietniu 1841 r. rozpoczął pracę nauczycielską w Szkole Realnej w Międzyrzeczu, uczył języków starożytnych, historii i języka polskiego. W 1842 r. otrzymał stypendium naukowe na roczny pobyt w Paryżu w celu doskonalenia warsztatu pedagogicznego i znajomości języka. Zetknął się tam ze środowiskiem naukowym i artystycznym polskiej emigracji, poznał m.in. Juliusza Słowackiego, Michała Czajkowskiego, Adama Jerzego Czartoryskiego, braci Antoniego i Władysława Oleszczyńskich, Cypriana Norwida. Bywał na czwartkowych spotkaniach towarzyskich w domu Klementyny Tańskiej-Hoffmanowej, zaprzyjaźnił się m.in. z Witoldem Ludwikiem Orpiszewskim i Antonim Szymańskim, mieszkał z Michałem Sokolnickim. Uczęszczał na wykłady o literaturze słowiańskiej Adama Mickiewicza w Collège de France, ponadto słuchał prelekcji Jules’a Micheleta, Jean-Antoine’a Letronne’a, Michela Chevaliera czy Edgara Quineta; poznał wybitnych uczonych, m.in. Jean-Baptiste’a Lajarda, Philippe’a Lebasa, Charles’a Lenormanta. Interesował się także działalnością oo. zmartwychwstańców (H. Kajsiewicza, A. Jełowickiego, E. Duńskiego).

Po powrocie do Poznania w 1843 r. Motty objął posadę nauczyciela historii w niemieckim Gimnazjum Fryderyka Wilhelma, a następnie nauczyciela pomocniczego w Gimnazjum św. Marii Magdaleny – uczył łaciny, języka francuskiego, historii i geografii. W 1846 r., razem z Hipolitem Cegielskim, Antonim Bronikowskim i Stanisławem Gruszczyńskim, został relegowany z pracy za protest przeciwko decyzji władz pruskich nakazujących rewizję kwater młodzieży w związku z działalnością polityczną. Zmuszony do zmiany zawodu, za namową Macieja Mielżyńskiego i Tytusa Działyńskiego Motty zdobył kwalifikacje urzędnika leśnego (studia w Akademii Leśnej w Neustadt-Eberswalde pod Berlinem). Po wybuchu rewolucji marcowej wziął udział w deputacji do króla pruskiego z prośbą o uwolnienie więzionych w Moabicie rodaków, następnie wrócił do Poznania.

W marcu 1848 r. rozpoczął pracę w „Gazecie Polskiej” (organie Ligi Polskiej), od października 1848 do marca 1849 r. pełnił funkcję redaktora naczelnego. Kontynuował umiarkowanie liberalną, legalistyczną politykę założyciela gazety – Cegielskiego. Artykuły i felietony ogłaszał anonimowo. W 1848 r. Motty podjął pracę nauczyciela w poznańskiej Wyższej Żeńskiej Szkole założonej przez swoją babkę – Teklę Herwig. W 1849 r. ożenił się z ziemianką Walerią z Bukowieckich (1829–1893). Miał sześcioro dzieci, trzech synów i trzy córki. W wyniku amnestii objął ponownie posadę nauczyciela w Gimnazjum św. Marii Magdaleny, cztery lata później przeniósł się do Szkoły Realnej w Poznaniu. W 1857 r. przejął kierownictwo nad Wyższą Szkołą Żeńską Katarzyny Poplińskiej (dawniej: szkoła Tekli Herwig), a potem otrzymał tytuł i dyplom profesora nadany przez Ministerstwo w Berlinie. W 1872 r. kierował zastępczo Szkołą Realną, starał się o posadę dyrektora, jednak władze pruskie odrzuciły kandydaturę Polaka. W 1887 r. Motty przeszedł na emeryturę, dalej uczył języka francuskiego w szkole żeńskiej Anny Danysz.

Motty był członkiem Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Ponadto od 1857 r. należał do grona działaczy Towarzystwa Przyjaciół Nauk (w obu instytucjach pełnił wysokie funkcje). Zrezygnował z członkostwa w 1875 r. z powodu zakazu wstępowania nauczycieli do towarzystw polskich. Udzielał się w Kole Towarzyskim, organizował spotkania kulturalne, wygłaszał wykłady. Działał także w towarzystwach charytatywnych i amatorskich zespołach teatralnych.

Zmarł 17 I 1898 w Poznaniu. Został pochowany na Cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan. Pogrzeb był wielką manifestacją narodową.

Prace literackie, przekładowe, historyczne. Twórczość pisarska Mottego obejmuje: tłumaczenia poetów starożytnych, publicystykę (korespondencje z Paryża, częściowo ogłoszone w „Orędowniku Naukowym” i dwa zbiory felietonów), prace z zakresu historii. Najwcześniej, bo już w 1841 r., w Międzyrzeczu Motty rozpoczął działalność translatorską, którą kontynuował do końca życia. Przełożył na język polski Satyry, Listy, Ody, Epody Horacego (heksametrem wzorowanym na Mickiewiczu), Bukoliki Wergiliusza, Chmury Arystofanesa. Antoni Danysz, bliski krewny Mottego i autor cennego rysu biograficznego, twierdzi, że przetłumaczył on 11 komedii Arystofanesa, nie zostały one opublikowane z powodu sprzeciwu Augusta Cieszkowskiego, który uznał je za zbyt nieprzyzwoite. Sławę i uznanie przyniosły mu dwa obszerne zbiory felietonów: Listy Wojtusia z Zawad do Panfusia (1865–1867) oraz Przechadzki po mieście (1888–1891) ogłaszane anonimowo w „Dzienniku Poznańskim”, dzięki którym zyskał tytuł „króla poznańskiego felietonu”. Motty jest ponadto autorem trzech wspomnień pośmiertnych: o Hipolicie Cegielskim, Józefie Łukaszewiczu i ks. Józefie Brzezińskim.

Listy Wojtusia z Zawad. Felietony Mottego pod wspólnym tytułem De omibus rebus et quibusdam aliis, czyli o wszystkich rzeczach i o niektórych innych, znane jako Listy Wojtusia z Zawad, ukazywały się na łamach „Dziennika Poznańskiego” w l. 1865–1867. Ich adresatem był fikcyjny emigrant Panfuś (w Przechadzkach po mieście pojawia się Panfucy Dygasiński), a nadawcą jest Wojtuś z Zawad. „Chcesz – objaśniał autor w Liście I – bym Ci pisał o niebie, o ziemi, o ludziach i zwierzętach, wsiach i miastach, rodzinach i osobach, słowem, de omibus rebus et quibusdam aliis, jak się wyrażasz, byleby nasz świat poznańsko-polski obchodziły – nawet, obstupui!... o książkach!...” (List I, „Dziennik Poznański” 1865, nr 165; dalej: DP). Listy Wojtusia z Zawad cieszyły się ogromną popularnością wśród poznaniaków. W odpowiedzi na liczne pytania o ich tajemnicze autorstwo Motty poinformował czytelników, że portret Wojtusia – wykonany przez Tytusa Maleszewskiego – można oglądać w księgarni Jana Konstantego Żupańskiego. Fotografię portretu mężczyzny w garniturze i cylindrze, z ogromną lornetą utrudniającą rozpoznanie, udostępniono także w jednym z zakładów fotograficznych Poznania za dobrowolną opłatą na rzecz pogorzelców z Żegrza. Motty nie ujawniał swojej tożsamości z powodu ewentualnych konsekwencji ze strony władz pruskich zakazujących nauczycielom – urzędnikom państwowym – współpracy z prasą, chociaż bliscy znajomi i uczniowie doskonale wiedzieli, kto kryje się pod pseudonimem. Oficjalnie zagadkę rozwikłano dopiero w 1929 r.

W 54 listach Motty omawiał aktualne wydarzenia społeczne, polityczne i kulturalne Poznania i Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Anegdotycznie, z subtelnym dowcipem i ze swadą komentował najważniejsze zagadnienia nauki, literatury i sztuk pięknych. Popularyzował z reguły dorobek twórców rodzimych, potępiając naśladownictwo i cudzoziemczyznę. Konstatował: „[...] mniej miłości do Paryżów, Dreznów i Berlinów, a więcej pamięci o własnym kraju, mniej ubóstwiania francuskich romansobazgraczy i szansonierów, legitymistów i dewotów, a więcej względu dla naszych autorów i poetów!” (List XX, DP 1865, nr 277; List XXXI, DP 1866, nr 46). Listy Wojtusia rozpoczynają się „introdukcją” (zbiorem rozmaitych informacji, ciekawostek, plotek). Środkowa część, czyli „korpusik”, jak określił ją Motty, dotyczyła konkretnych zagadnień i problemów. List wieńczył „ogonek”, który z reguły wypełniały treści z zakresu: literatury (nowości wydawnicze, publicystyczne), sztuki (artyści, ważne dzieła, wystawy), teatru i muzyki. Układ ten ulegał niekiedy zmianie, co Motty komentował następująco: „Widzę, że trzymając ustawicznie literaturę i mądre rzeczy w tylnej straży, niemałą im krzywdę wyrządzam, bo zaczynam o nich prawić, gdy mi już kończyć wypada; muszę zatem dzisiaj zmienić mon ordre de bataille i zacząć od końca” (List LIII, DP 1867, nr 64).

Sięgając po pióro felietonisty, Motty nie stronił od moralizatorstwa. Był to bodaj najważniejszy – obok rozśmieszania czytelników (czy jak pisał Motty, „częstowania anegdotką”) – cel listów Wojtusia zgodnie z deklaracją: „[...] nie chodzi mi bynajmniej w moich listach [...] o zgłębianie przedmiotów, chcę tylko żgać ludzi i budzić, aby oczy swoje raz w tę, raz w tamtą zwrócili stronę i nie tonęli w falach błogiego kwietyzmu” (List XLVI, DP 1866, nr 210). Motty nie pochwalał powstań narodowych i związanych z nimi nielegalnych działań, jednak ubolewał nad tragedią powstańców i ze szczególnym zainteresowaniem omawiał publikacje o tematyce martyrologicznej (List XVI, DP 1865, nr 253). Piętnował rusyfikatorów, nie uznawał Niemców w służbie carskiej, a na tyle, na ile umożliwiała to cenzura, komentował politykę zaborcy pruskiego (List XXIV, DP 1865, nr 298).

W Listach Wojtusia Motty skrupulatnie odnotowywał interesujące aktywności twórcze społeczeństwa funkcjonującego w warunkach pruskiej niewoli. Poświęcał uwagę nowościom wydawniczym i ich autorom, wyszczególniał wydawnictwa poznańskie, warszawskie i krakowskie. Był admiratorem twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, tego – jak nazywał – „Balzaka polskiego” (List VI, DP 1865, nr 190).

Odbiorcy Listów Wojtusia dowiadywali się, co warto czytać, czego nie wypada nie znać. Motty wypowiadał się np. o pracach krytycznoliterackich Juliana Klaczki w „Revue des deux mondes” (List VI, DP 1865, nr 190; List XXXVIII, DP 1866, nr 118), o działalności wydawniczej synów Mickiewicza w Paryżu (List XLIII, DP 1866, nr 176), powieściach Czajkowskiego (tamże), o twórczości Jana Zachariasiewicza (List VI, DP 1865, nr 190), Józefa Bohdana Zaleskiego (List VIII, DP 1865, nr 201), Józefa Szujskiego (List XLI, DP 1866, nr 154), Pauliny Wilkońskiej (tamże), Jana Aleksandra Fredry (tamże) i Jana Kantego Turskiego (List L, DP 1866, nr 257), Zygmunta Kaczkowskiego (List XXXV, DP 1866, nr 85), Józefa Łepkowskiego (List XXXV, DP 1866, nr 85) i in.

Prezentował też sądy o poezji. Jako filolog klasyczny wychowany na lekturach oświeceniowych stronił od „ciemności przeromantyzowanych”, „chorobliwych snów”, „szumu”, „błyskotek”, pozorów i „wybujałej fantazji”, którymi – jak zauważał – „rozkoszuje się najnowsza generacja naszych poetów”. Ubolewał, że liryka nie jest tak popularna jak dawniej. Uświadamiał Panfusia: „Młodsze generacje naszych poetów nadto nam napuszczały baniek mydlanych, natworzyły swawolnych dziwadeł wyobraźni, naroiły chorobliwych marzeń, w których ani umysł, ani serce nie znajdzie pokarmu, iżbyśmy mogli aplauz dawać nowym tego rodzaju pojawom” (List XXXVIII, DP 1866, nr 118). Z listów Wojtusia czytelnicy czerpali wiadomości np. o najnowszych wydaniach dzieł Słowackiego i pracach Antoniego Małeckiego poświęconych twórczości poety, które Motty komplementował z uznaniem jako gruntowne i zajmujące (List LIV, DP 1867, nr 93). Dzieła Słowackiego wydały się Mottemu trudne w odbiorze: „Części drugiej poezji lirycznych i ulotnych zgoła prawie nie rozumiałem; są to dla mnie hieroglify”, porównywał doświadczenie tej lektury z poezją Norwida, którego nie poważał (tamże). Informując o drugim tomie Pism (1866) Słowackiego, stwierdził: „Są to wszystko ułamki, którym brak końca, częstokroć i związku, disjecta membra poetae, ale jakiego poety! Nie wiem, czy mu którykolwiek na świece wyrówna ogromem i gwałtownością fantazji, blaskiem myśli i obrazów, zespoleniem głębokiej uczuciowości z drażliwością, ironią, goryczą i dziwactwem; z poetów polskich z pewnością żaden nie doszedł do tego heroizmu języka, którym Słowacki skręca, targa i rzuca na wszystkie strony, jak ów jeździec w cyrku pokazujący na ognistym rumaku karkołomne sztuki ku zdziwieniu i przerażeniu widzów” (List XXXIII, DP 1866, nr 64). Cenił Teofila Lenartowicza, Wincentego Pola, Kornela Ujejskiego, Aleksandra Kraushara. Wyróżniał tych, których twórczość ma praktyczny wpływ na naród. Nie rozumiał Norwida. Zastanawiając się, w czym tkwi sekret jego talentu, próbował ośmieszyć Fortepian Szopena: „Nie wiem nawet, czy on po polsku pisze, czy też może jakimś jugosłowiańskim narzeczem” (List VII, DP 1865, nr 196).

Oprócz komentarzy dotyczących literatury i sztuk plastycznych w Listach Wojtusia można znaleźć emocjonalne uwagi o muzyce i teatrze, którego Motty był admiratorem, angażował się w organizację amatorskich przedstawień. Z entuzjazmem odnotował wizytę w Poznaniu teatru krakowskiego w 1866 r. pod dyrekcją Adama Skorupki i Stanisława Koźmiana. Podziwiał Helenę Modrzejewską. Kpił zaś – wierny swoim oświeceniowym gustom, niechętny estetyce romantycznej – z Lesława. Poematu fantastycznego Romana Zmorskiego, twierdząc, że: „[...] hamleto-fausto-szekspiro-bajryzowanie, zwłaszcza jeśli nie jest wybuchem transcendentalnego talentu, mało komu już teraz przypadnie do smaku” (List XXXVIII, DP 1866, nr 118).

Poznańskie biografie. Przechadzki po mieście, uważane za dzieło życia Mottego, określane „apologią czołowych organiczników z połowy XIX wieku w Poznańskiem” (W. Jakóbczyk), ukazywały się na łamach „Dziennika Poznańskiego” w l. 1888–1891. Motty tworzył je już na emeryturze, łączył opis ówczesnego Poznania i okolic (ulic, placów, budynków), życia mieszkańców z własnymi wspomnieniami. W zajmujących, pamiętnikarsko-gawędziarskich zapiskach pierwszoplanową rolę odgrywa przeszłość, zresztą jedną z inspiracji powstania Przechadzek miała być właśnie obok pasji pisarskiej tęsknota za czasem minionym i dawnym Poznaniem. Narracja nie jest chronologiczna, obejmuje l. 1825–1875 z drobnymi wyjątkami. Autor oprowadza po Poznaniu fikcyjnego jegomościa – Pana Ludwika – a czas tej, jak określił ją Motty, „Odysei poznańskiej” obejmuje ok. trzech lat.

Motty deklarował, że przechadzka „to jeden z najpewniejszych, a przy tym najtańszych środków higienicznych podtrzymywania i krzepienia starych organizmów, zaiste, lepszy niż piwo bawarskie, węgrzyn lub morfina” (DP 1888, nr 110). Zapiski zostały podporządkowane pięciu spacerom po określonych częściach miasta. Celem Mottego, świadka epoki, było przypominanie czytelnikom dawnych czasów, czyli 1. poł. XIX w. Najwięcej miejsca zarezerwował dla przedstawicieli inteligencji oraz zamożnego mieszczaństwa, reprezentujących ważne dlań wartości, czyli etos pracy, poświęcenie, zaangażowanie społeczne. Biografie – niekiedy mistrzowsko nakreślone – zajmują w Przechadzkach najważniejsze miejsce, ale pojawiają się także obok rozlicznych apoteoz krytyczne uwagi np. wobec przedstawicieli obozu demokratycznego. Po publikacji Przechadzek Motty stał się nieomal legendarną postacią Poznania. Kraszewski w niepozbawionym nieścisłości faktograficznych szkicu o Mottym pisał: „Chlubi się nim Poznańskie jako jedną ze swych znakomitości” (Prof. Marceli Motty, „Kłosy” 1882, nr 863).</document>
<document nplp_id="13733" title="Mickiewicz Adam" slug="mickiewicz-adam">Poeta, dramatopisarz, prozaik, publicysta, wykładowca, polityk, krytyk literacki, tłumacz.

Informacje biograficzne. Urodził się 24 XII 1798 w majątku Zaosie pod Nowogródkiem w rodzinie drobnoszlacheckiej jako syn Mikołaja Karola Mickiewicza h. Poraj (1765–1812), adwokata przy sądach nowogródzkich, i Barbary z Majewskich (1767–1820). W l. 1815–1819 studiował na Uniwersytecie w Wilnie najpierw nauki fizyczno-matematyczne, a potem literaturę powszechną i historię. Był współzałożycielem Towarzystwa Filomatów i podległych mu innych organizacji studenckich. Po studiach, z których wyniósł znakomite wykształcenie humanistyczne (jego profesorami byli m.in. G.E. Groddeck, J. Lelewel, L. Borowski), objął posadę nauczyciela w kowieńskiej szkole powiatowej, odpracowując tak stypendium uniwersyteckie. W l. 1823–1824 został aresztowany za udział w działalności zdelegalizowanego Towarzystwa Filomatów i po procesie skazany na zesłanie w głąb Rosji. W l. 1824–1829 przebywał w Petersburgu, Odessie, Moskwie, odbył słynną podróż na Krym (1825) otoczony już sławą wybitnego poety romantycznego. Z okresu studiów pochodzą jego pierwsze próby poetyckie w duchu klasycystycznym (m.in. Już się z pogodnych niebios..., Oda do młodości) i szkice krytycznoliterackie, a także debiut na łamach „Tygodnika Wileńskiego” w 1818 r. (wiersz Zima miejska). Popularność zdobył już pierwszym tomikiem Poezje (1822) z nowatorskimi Balladami i romansami poprzedzonymi słynną przedmową O poezji romantycznej, ugruntowując swoją pozycję na nowym parnasie polskiej literatury następnym tomem Poezji (1823) zawierającym m.in. powieść epicką Grażyna oraz Dziady cz. II i Dziady cz. IV, które wyznaczyły ramy gatunkowe dla polskiego dramatu romantycznego. Do legendy literackiej przeszła romantyczna miłość młodzieńcza Adama do Maryli Wereszczakówny (Puttkamerowej), z którą spotykał się w majątku Tuhanowicze (echa tego uczucia zawarł w poezji lirycznej i w dramatach). Mickiewicz swoimi wystąpieniami literackimi zapoczątkował okres dominacji estetyki romantycznej w Polsce, stworzył modę na romantyzm zwłaszcza pośród młodego pokolenia Polaków, umiejętnie przemycał treści patriotyczne pod maską opowieści średniowiecznych, rozwijając i doskonaląc środki wyrazu poetyckiego w następnych wybitnych utworach z okresu rosyjskiego, m.in. w Sonetach krymskich (1826) i Konradzie Wallenrodzie (1828). Przyjaźnie i znajomości zawarte w Rosji pozwoliły mu zdobyć paszport i wyruszyć w podróż po Europie, z której już nigdy nie wrócił w rodzinne strony. W l. 1829–1831 zwiedził Niemcy, Szwajcarię, Włochy, a po powstaniu listopadowym, w którym nie wziął udziału, osiadł na stałe w Paryżu, dzieląc los polskich emigrantów, których był nieformalnym przywódcą duchowym. Na trwale wpisał się w historię literatury polskiej emigracyjnymi dziełami: Dziadami cz. III (1832), Księgą narodu i pielgrzymstwa polskiego (1833) oraz Panem Tadeuszem (1834), a także wierszami patriotycznymi Do matki Polki (1830), Redutą Ordona (1832) i liryką. Do legendy literackiej przeszedł jego spór estetyczno-ideowy z Juliuszem Słowackim, znany w historiografii jako „antagonizm wieszczów”. W Paryżu inicjował przedsięwzięcia wydawnicze, m.in. „Pielgrzyma Polskiego” (1833) i „Trybunę Ludów” (1849), prowadził żywą działalność publicystyczną i polityczną, utrzymywał dobre stosunki z kręgami francuskiej socjety intelektualnej, zazwyczaj nie opowiadał się wyraźnie za żadnym stronnictwem czy partią, choć pod koniec życia sprzyjał ruchom rewolucyjnym i niepodległościowym, głosząc przy tym radykalne idee społeczne. Był organizatorem tzw. legionu włoskiego w okresie Wiosny Ludów. Wykładał na Uniwersytecie w Lozannie literaturę klasyczną (1839–1840), a w Paryżu w Collège de France wygłaszał cyklicznie wykłady z historii literatur słowiańskich (1840–1844). Był współzałożycielem i członkiem Koła Sprawy Bożej (od 1841 r.), sekty parareligijnej Andrzeja Towiańskiego, co przysporzyło mu wiele kłopotów osobistych i wizerunkowych; w niektórych kręgach emigracji zapanował nawet swoisty ostracyzm i piętnowanie poety narodowego, który wikłał się w niejasne stosunki z Towiańskim. Żonaty od 1834 r. z Celiną Szymanowską, córką znanej pianistki, doczekał się szóstki dzieci: Marii, Władysława, Heleny, Aleksandra, Jana i Józefa. Pod koniec życia poeta pracował jako bibliotekarz w paryskim Arsenale. Zmarł w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach 26 XI 1855 w Stambule (prawdopodobnie na cholerę), gdzie przebywał z misją formowania polskich oddziałów wojskowych, które miały wziąć udział po stronie Turcji w wojnie przeciw Rosji. Prochy Mickiewicza, ekshumowane z cmentarza w Montmorency, uroczyście złożono w krakowskiej krypcie wawelskiej 4 VII 1890, a powtórny pochówek na ziemiach polskich przerodził się w wielką manifestację patriotyczną.

Filomackie początki. Wczesna twórczość krytycznoliteracka Mickiewicza, zapoczątkowana wprawkami czytanymi na posiedzeniach Towarzystwa Filomatów, nosi wyraźne znamiona dyskursu klasycystycznego, który będzie obecny także w jego późniejszych wystąpieniach publicystycznych. Inną ważką cechę tej części jego pisarstwa stanowi poznawczy horyzont naznaczony poezją. To krytyk-poeta uwielbiany przez wielu młodych czytelników, stąd jego nieliczne zresztą wystąpienia krytyczne były odbierane zazwyczaj jako głos poety. Z tej perspektywy walczył z plagą „zoilizmu”, ośmieszał nieudane i złośliwe komentarze adwersarzy, którzy nie praktykowali sztuki słowa poetyckiego; pośrednio w swoich wypowiedziach ujawniał też własny program poetycki. Występował jako „znawca” poezji, sytuując omawiane utwory na skonkretyzowanym tle historycznym, obyczajowym, estetycznym oraz ideowym, nie stroniąc przy tym od wytykania wad i odstępstw od reguł poetyckich, co zbliżało go do dyskursu klasycystycznego, ale w jego pozytywnej odmianie. Był rzecznikiem umiaru i postawy racjonalnej, czego dobrym przykładem są wczesne niepublikowane próby krytycznoliterackie. To, jak Mickiewicz traktował problematykę genologiczną w okresie filomackim, zbliża go do krytyków oświeceniowych, choć normatywizm nigdy nie był dla niego „wyrocznią” i jedyną wykładnią wartości literatury. Specyficzny autorytaryzm poety-krytyka w ujawnianiu niedociągnięć literackich kolegów filomatów służył doskonaleniu utworu, nie zaś krytyce negatywnej. Mickiewicz ćwiczył tym samym własną wyobraźnię, był otwarty na oryginalne pomysły i koncepcje w zakresie rozwiązań kompozycyjnych i gatunkowych, poszukiwał indywidualnego tonu autorskiego w omawianym przez siebie utworze. Wpływ wykładów uniwersyteckich Joachima Lelewela i Leona Borowskiego na działalność krytyczną Mickiewicza w tym okresie ujawnił się m.in. przez akcentowanie genezy utworów literackich (m.in. Uwagi nad dumą, 1818; Recenzja operetki w 1 akcie „Małgorzata z Zębocina”, 1819/1820) oraz potrzebę właściwego sytuowania na mapie historycznej autorów, których zasługi można oceniać, zastanawiając się „nad ich geniuszem, nad wzorami, na których się kształcili, nad okolicznościami, do których stosować się musieli, na koniec nad duchem czasu, w którym żyli” (Początek i postęp poezji dramatycznej u Greków i Rzymian). Także gatunki literackie należy rozpatrywać w perspektywie historycznej, o czym przekonują wspomniana Recenzja operetki w I akcie pt. „Małgorzata z Zębocina” oraz Uwagi nad pisemkiem „O początkach moralnych czynności” (1817/1818). Fascynacja historią pozwalała poecie na wskazywanie niedociągnięć i anachronizmów, choćby w poemacie Jagiellonida Dyzmasa Bończy-Tomaszewskiego czy w wierszu Onufrego Pietraszkiewicza Dumanie u rozwalin zamku Giedymina. Pogłębienie studiów przez lektury teoretyków niemieckich (J.G. Sulzer) i francuskich (Madame de Stäel) oraz wpływ twórczości estetycznoliterackiej Kazimierza Brodzińskiego utrwaliły w poecie przekonanie, że tylko historyczny kontekst, nawet jeśli jest w dużej mierze wyobrażony, daje asumpt do oceniania utworów literackich. Mickiewicz wyzwala się więc stopniowo spod wpływu „uniwersalistycznej” krytyki klasycystycznej i szuka własnej drogi twórczej również na obszarze publicystyki literackiej. Okres filomacki ujawnia cechy pisarstwa krytycznoliterackiego Mickiewicza trwale obecne także w jego późniejszych wystąpieniach. W analizie literackiej dochodzą do głosu subiektywne preferencje recenzenta, dzieło literackie traktowane jest jako złożona całość zależna od uwarunkowań historycznych, ważne staje się poszukiwanie idei autorskiej oraz poetyki tekstu, wartościowanie zaś zostaje oparte nie tylko na zewnętrznych kryteriach „podręcznikowych” i normatywnych, ale też na wyrażonych w utworze intencjach autorskich, które krytyk powinien ujawnić. W dyskursie krytycznym Mickiewicza dominuje postawa poznawcza, z którą koresponduje forma „rozbioru” i obszernej recenzji skupionej na samym dziele i wewnętrznych regułach z niego wynikających. Recenzje filomackie (poza Uwagami nad „Jagiellonidą”, „Pamiętnik Warszawski” 1819, t. 3) były znane tylko w wąskim kręgu zaprzyjaźnionych odbiorców i nie wpisały się znacząco w dyskurs epoki.

Projekt krytyki historycznej. Wstęp O poezji romantycznej do pierwszego tomiku poetyckiego Mickiewicza okazał się równie znaczący w dziejach literatury polskiej co przedmowa Williama Wordswortha do drugiego wydania Ballad lirycznych (1800) w dziejach literatury angielskiej – obie prefacje stanowiły manifesty nowej literatury romantycznej, fundowały perspektywę historycznego, a zarazem emotywnego i podmiotowego (indywidualnego) oglądu sztuki poetyckiej, a pośrednio zostały wymierzone także w dominującą jeszcze poetykę klasycystyczną. Mickiewicz swoją przedmową wpisywał się w gorącą polemikę, jaka rozgorzała u nas po opublikowaniu artykułu Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818). Jednak swoją formą, spokojną retoryką i staranną argumentacją przedmowa odbiegała od wypowiedzi napastliwych czy emocjonalnych, różnił się tedy i od Jana Śniadeckiego diatryby O pismach klasycznych i romantycznych (1819), i od późniejszej polemiki Maurycego Mochnackiego Niektóre uwagi nad poezją romantyczną z powodu rozprawy Jana Śniadeckiego (1826). Mickiewicz przyjął tu pozornie obiektywną postawę znawcy dziejów literatury europejskiej, nadając następnym okresom literackim właściwą im rangę bez wyrazistego wartościowania, uwzględniając przy opisie kategorie zmieniających się relacji historycznych i narodowych. Poezja romantyczna urosła w starannie przemyślanym wywodzie poety-krytyka do miana pełnoprawnej – obok poezji klasycystycznej – sztuki nowożytnej, której korzenie sięgają czasów średniowiecza i Williama Shakespeare’a, a na jej rozwój istotnie wpłynęły warunki geopolityczne oraz przemiany historyczne. Autor stara się ukazać walory każdej literatury, która potrafiła oddać charakter narodowy bez względu na dominujący w danym okresie wzorzec artystyczny. Tak więc w klasycznej Grecji „talent twórczy sztukmistrza [...] był wypadkiem równowagi pomiędzy imaginacją, uczuciem i rozsądkiem”, w klasycystycznej Francji o kształcie literatury decydował „polor towarzyskiego życia”, w Anglii podstawową rolę odegrało położenie geograficzne, a w Niemczech „duch kosmopolityczny” (O poezji), który umożliwił rozwój wielu stylów. Wszystkie rodzaje twórczości można opisywać tylko z uwzględnieniem relatywnych historycznych i narodowych uwarunkowań, choć obecne są też w procesie twórczym stałe zasady moralne oraz uniwersalia artystyczne (rodzajowe i gatunkowe). W myśleniu Mickiewicza o poezji znajduje się przestrzeń zarówno dla literatury dawnej opartej na wzorcach normatywnych, jak i dla ballad średniowiecznych, poezji trubadurów czy rodzimej pieśni gminnej jako przykładów poezji romantycznej, która jest jednym z wielu sposobów wypowiedzi artystycznej. Rozprawa O poezji romantycznej jako wypowiedź krytycznoliteracka to przede wszystkim swoisty przewodnik po historycznej mapie inspiracji kulturowych (estetycznych), z jakimi może zetknąć się współczesny twórca i odbiorca literatury, a także projekt krytyki historycznej. Projekt ten, wskazujący rolę dynamicznie zmieniających się kontekstów historycznych i społecznych, znacząco determinujących kształt kultury i literatury w danym okresie, został szybko zaanektowany przez innych publicystów z kręgu romantycznego. Mickiewiczowskie pojmowanie procesu twórczego jako siły dynamicznej i zmiennej różni się od pasywnego i odtwórczego traktowania historii w wypowiedziach krytycznych Brodzińskiego, który pierwszy wskazał na odmienność klasycystycznego i romantycznego rodzaju poezji. W projekcie krytyki historycznej Mickiewicza, której założeniom poeta-krytyk będzie zawsze wierny, chodzi o ukazanie w dziełach literackich złożonych relacji między artystą a czasem, w którym przyszło mu tworzyć. Dotyczy to w równej mierze dzieł dawnych, co współczesnych, o czym przekonują też choćby nieopublikowane za życia portrety literackie z 1827 r. – [Franciszek Karpiński] oraz Goethe i Bajron. Wstęp O poezji romantycznej przynosi także powiązanie koncepcji krytyki historycznej z nowoczesnym (etnicznym w duchu koncepcji J.G. Herdera) ujęciem romantycznej kategorii narodowości jako zespołu cech różnicujących charakter i ducha poszczególnych nacji, co przydaje literaturze europejskiej, w tym polskiej, walorów różnorodności i oryginalności. Znakomitą ilustracją koncepcji krytycznoliterackich Mickiewicza są powstałe tuż po opublikowaniu pierwszego tomu Poezyj zawierającego słynny wstęp anonimowe Objaśnienia do poematu „Zofijówka” (1822) napisane na zamówienie wileńskiego wydawcy. Poeta-krytyk ukazał inspirujące wpływy dzieł z kanonu poezji opisowej, ważne dla genezy utworu Stanisława Trembeckiego, oraz przedstawił oryginalne cechy poematu, które pozwalają sytuować go w obszarze poezji europejskiej jako przykład twórczego podejścia do języka, tematyki oraz wzorców artystycznych. Zdaniem Mickiewicza nowatorskie ujęcie przez Trembeckiego składni języka polskiego i twórcze wykorzystywanie zasobów leksykalnych dawnej polszczyzny złożyły się na zajmujący i oryginalny kształt dzieła. Tym zasadom będzie hołdować i Mickiewicz jako poeta. Krytycznoliterackie refleksje i uwagi dotyczące innych twórców towarzyszą mu w procesie poszukiwania własnej tożsamości artystycznej, a język krytyki i język poezji pozostają tu względem siebie w ścisłej relacji na wielu płaszczyznach.

Krytycznoliteracka prowokacja. Dwutomowe wydanie Poezyj (1829) zostało poprzedzone kolejną przedmową Mickiewicza, tym razem napisaną w całkowicie odmiennej stylistyce. Zazwyczaj historycy literatury upatrują w niej znamion pamfletu tudzież ostrej odpowiedzi na krytyczne napaści, których jakoby mieli dopuszczać się zoile warszawscy w odniesieniu do twórczości poety. Mickiewicz przebywający wówczas w Rosji nie w pełni zdawał sobie sprawę, że krytyka romantyczna spod znaku Mochnackiego bardzo ceniła, a nawet hołubiła jego twórczość, negatywne sądy zaś, choćby Franciszka Salezego Dmochowskiego (także B. Cieplińskiego i T. Sierocińskiego), utrzymane w duchu klasycystycznych „sędziów na parnasie”, nie dominowały już w przestrzeni publicznej. Wręcz przeciwnie – Mickiewicz w kręgu warszawskich krytyków był uznawany za przywódcę ruchu romantycznego, złośliwe sądy zaś pojawiały się zazwyczaj przy okazji salonowych dysput i były znane tylko ich uczestnikom. Poeta podczas pobytu w Rosji otrzymywał raczej szczątkowe informacje o odbiorze swoich utworów i trwającej gazetowej wojnie między klasykami a romantykami, co w porównaniu do wysokiego poziomu krytyki rosyjskiej wydało mu się obskuranckie, anachroniczne i fałszywe. Trudno dociec, jakie publikacje krytycznoliterackie przesyłał mu w różnym czasie Lelewel czy Antoni Edward Odyniec, na pewno nie miał wglądu we wszystkie enuncjacje prasowe. Zareagował tedy ostrym atakiem z perspektywy poety, sprowadzając niesłusznie wszystkich krytyków żywo debatujących w prasie warszawskiej o języku poezji romantycznej do miana złośliwych zoilów niepojmujących nowej poezji. Emocjonalny pamflet odegrał ważną rolę w środowisku warszawskich krytyków. Szybko przedrukowany przez „Gazetę Polską” (1829) skonsolidował romantyczny obóz i zradykalizował, a przy tym uprościł język wypowiedzi krytycznoliterackich, w tym licznych polemik, które od tego momentu stały się często bardziej ekspresyjne i prowokujące, mniej zaś filozofujące, skrywając przy tym nierzadko pod wierzchnią szatą sporów estetycznych treści rewolucyjne i wolnościowe.

Narodowe i moralne powinności literatury. Artykuły krytyczne Mickiewicza z okresu emigracji paryskiej spełniały już inną funkcję. Obciążone obowiązkiem służenia „narodowej sprawie”, na plan dalszy przesuwały kwestie estetyczne oraz spory ideowe, a ich podstawowym zadaniem, podobnie jak w pismach wielu krytyków z kręgu emigracyjnego, było dostarczanie informacji o polskojęzycznych nowościach wydawniczych, zwłaszcza tych, które obok postaw patriotycznych przedstawiały dawną obyczajowość, rodzime tradycje i przywiązanie do języka. Najdobitniej program ten w jednym celnym zdaniu Mickiewicz sformułował w recenzji Pieśni „Pielgrzyma Polskiego” Konstantego Gaszyńskiego („Pielgrzym Polski” 1833, 12 kwietnia): „Nie czas teraz krytycznie twory literackie rozbierać”. Pisanie o literaturze, jak i sama literatura podporządkowane są aktualnym problemom narodowym, stąd poeta na łamach „Pielgrzyma” opisuje pamiętnik Karola Różyckiego o powstaniu, anonsuje wiersze Gaszyńskiego, Poezje Słowackiego i wojenne Sonety Józefa Hieronima Kajsiewicza. Mickiewicz zdaje sobie sprawę z wątpliwej wartości artystycznej utworów Kajsiewicza, a mimo to „ich duch wojenny”, który przebił się do gatunku sonetu zazwyczaj poświęconego tematyce miłosnej lub refleksyjnej, decyduje o wysokiej ocenie bitewnych „obrazków”. Wszystkie recenzje Mickiewicza z „Pielgrzyma Polskiego” to skromne noty wydawnicze utworów polecanych przez redaktora, który na łamach stworzonego przez siebie pisma zajmował się wszak nade wszystko publicystyką polityczną i narodową. Na tym tle interesującym dokumentem krytycznoliterackim jest przedmowa Mickiewicza do własnego przekładu Giaura George’a Gordona Byrona (1835), przynosząca ciekawe uwagi o dziełach angielskiego romantyka opisywanych „pod względem moralnego ich charakteru i dążenia”. Tłumacz nie zgadza się z sądami tych krytyków, którzy widzieli w Byronie przedstawiciela nihilizmu („apostoł sceptycyzmu”). Angielski poeta tworzył w okresie zapaści moralnej Europy po rewolucji francuskiej, gdy literatura nosiła znamiona „trwogi umysłowej i moralnego upadku”. Dlatego bohaterowie Byrona noszą ślady tego czasu, uciekają od praw zdrowego rozsądku, zazwyczaj są uwikłani w moralne zło, jednak w przeciwieństwie do racjonalnych „sofistów” mają sumienie moralne zdolne do właściwej oceny. W Przemowie tłumacza Mickiewicz próbuje odwrócić uwagę czytelników od walorów estetycznych Giaura, podkreślając nade wszystko przymioty duchowe i etyczne bohaterów. Na literaturę należy dziś patrzeć pod kątem wartości moralnych całości dzieła, unikać szczegółowych rozbiorów i skupić się na ideowym przesłaniu (Przemowa tłumacza, w: Poezje Lorda Byrona, 1835). Podobnie ocenia dzieła Aleksandra Puszkina w napisanym po francusku na wieść o tragicznej śmierci rosyjskiego poety obszernym artykule Puszkin i ruch literacki w Rosji („Le Globe” 1837, nr 1). W zgodzie z własnymi założeniami krytyki historycznej przedstawia dzieła Puszkina jako dokument czasu i złożonej sytuacji politycznej Rosji. Docenia walory estetyczne jego poezji sprzed powstania dekabrystów, po czym akcentuje rodzącą się u autora Eugeniusza Oniegina fascynację rosyjską narodowością, narodowymi pieśniami, folklorem i historią, by wskazać drogę moralnego przeobrażenia się Puszkina jako artysty i człowieka. To, jak Mickiewicz komentuje utwory i biografię poety rosyjskiego, zdradza jego własne poszukiwanie nowej drogi dla poezji i dalszego życia. Mickiewicz opublikował w l. 1835–1839 także kilka innych pism krytycznych w języku francuskim (portrety literackie, artykuły o charakterze ogólnym), które nie odegrały wprawdzie ważnej roli w dyskursie krytycznoliterackim epoki, ale są ciekawym świadectwem prób obecności poety na francuskim rynku wydawniczym oraz dokumentują przemyślenia autora zmierzającego w tym czasie do przemiany duchowej (m.in. [Sztuka dramatyczna w Polsce], [Goethe i Byron], powst. 1827, „Gazeta Codzienna” 1860, nr 110; Rzut oka na Dziady, O współczesnym niemieckim malarstwie religijnym, „Revue du Nord” 1835, nr 1; Jakob Boehme, 1853).

W perspektywie emigracyjnej, w obliczu nowych zadań dla polskiej literatury i krytyki, kryteria moralne i narodowe stają się fundamentem „władzy sądzenia”. Poeta-krytyk odszedł w tym czasie od znanej z okresu filomackiego różnorodności w waloryzowaniu literatury, zachował wprawdzie historyczny punkt odniesienia ocen literackich, ale jednocześnie zredukował zadania krytyki do towarzyszenia jej w przemianach narodowych i społecznych. Każda dziedzina sztuki, w tym dzieło literackie, powinny ujawniać narodowy charakter, realizować przesłanie moralne skierowane do współczesnego odbiorcy i pozostawać w ścisłym związku z postawą religijną autora (O współczesnym niemieckim malarstwie religijnym). Literatura słowiańska i każda inna, o czym przekonywał poeta choćby w kursie II prelekcji w Collège de France, są ściśle powiązane z życiem duchowym i politycznym narodu, tworząc nierozdzielną całość kulturową. Do tego dochodzi uniwersalny wymiar dzieła literackiego. Mickiewicz-profesor sądzi, że literatura polska zanurzona w Słowiańszczyźnie (przez język, tradycję, obyczajowość, historię) ma także wymiar ogólnoludzki w kontekście wartości religijnych i metafizycznych, jakie ze sobą niesie. Przekonuje o tym w zawartych w prelekcjach analizach twórczości Juliana Ursyna Niemcewicza, Antoniego Malczewskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Stefana Garczyńskiego i Zygmunta Krasińskiego. Na uwagę zasługuje zwłaszcza rozbiór poematu Wacława dzieje Garczyńskiego (wykłady XXX–XXXII kursu II), gdzie Mickiewicz posłużył się powszechnie przyjętą podówczas terminologią krytycznoliteracką dla stworzenia projektu literatury narodowej. „Filozoficzność”, „narodowość”, „geniusz” nabierają tu jeszcze jednego znaczenia: są znakami wizji literatury i kultury duchowej narodu o charakterze mesjanistycznym, co ostatecznie pod wpływem nauk Towiańskiego zdominuje refleksję poety w następnych wykładach. Mickiewicz drobiazgowo analizuje sensy utworu Garczyńskiego, próbuje odtworzyć idee wpisane w przestrzeń poematu i jednocześnie umieszcza utwór w szerszej perspektywie poznawczej: zapowiada przyszłe zjawiska, których widomym znakiem są już Wacława dzieje, stając niejako na granicy krytyki hermeneutycznej, rozumiejącej oraz wizjonerstwa postulującego model literatury narodowo-mesjanistycznej i literatury czynu rewolucyjnego, co przeobrazić ma Polskę i Europę w przestrzeń wolności ducha, wolności słowa i niepodległości. Nie-Boska komedia Krasińskiego będzie odczytywana już z taką właśnie mesjanistyczno-wizjonerską tezą (kurs III, wykłady VIII–XI, 1843), czym ostatecznie Mickiewicz zamknie obszar krytycznoliterackich zmagań na rzecz profetyzmu religijnego.

W rejestrze prywatnym. Skromne uwagi recenzenckie poeta zamieszczał także w korespondencji do zaprzyjaźnionych i zaufanych adresatów. Kierowane do prywatnych odbiorców, nie były rzecz jasna znane szerzej i nie odegrały żadnej roli w kształtowaniu dyskursu krytycznoliterackiego epoki. Można wyraźnie dostrzec, że najwięcej wypowiedzi typu krytycznoliterackiego jest w listach z okresu filomackiego i z czasów podróży rosyjskich, potem stopniowo zanikają wraz z mesjanistycznym przeobrażeniem duchowym poety. Należy podkreślić, że Mickiewicz realizował ściśle prywatny dyskurs epistolarny bez związku z popularnymi wówczas formami listu o literaturze, znanymi choćby z twórczości Aleksandra Tyszyńskiego, Ludwika Sztyrmera, Michała Grabowskiego czy Józefa Kremera. Recenzenckie wycieczki poety w listach mają zazwyczaj charakter przypadkowy, są lakoniczne, niekiedy też stanowią odpowiedź na przesyłane mu do oceny wiersze (J. Kowalewskiego, A.E. Odyńca, J.B. Zaleskiego, C. Daszkiewicza, S. Garczyńskiego). Uwagi te są formułowane zazwyczaj z perspektywy poety w przyjacielskim tonie, często z humorem i sugerują kolegom „po piórze” trafniejsze rozwiązania formalne, leksykalne, składniowe. Trwałą cechę korespondencji „recenzenckiej” Mickiewicza stanowią wywiedzione z ducha klasycyzmu pouczenia co do stylu, trafności doboru fraz, pojedynczych wyrazów albo konstrukcji obrazów poetyckich. W swoich uwagach nadawca listu skupia się na komunikacie słownym, sugeruje precyzję w doborze leksyki oraz wytrwałość w poszukiwaniu właściwej metaforyki. Listy poety dokumentują jego trwałe przywiązanie do tradycyjnej krytyki warsztatu poetyckiego, którą wyniósł z czasów wileńskich z filologicznej szkoły Borowskiego i Groddecka.</document>
<document nplp_id="13735" title="Niemcewicz Julian Ursyn" slug="niemcewicz-julian-ursyn">Poeta, dramaturg, powieściopisarz, pamiętnikarz, mówca, działacz polityczny, historyk, kry­tyk literacki, tłumacz. Kryptonimy: J.N.; J.U.N.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 II 1758 w Skokach (woj. brzeskolitewskie) w średnio zamożnej rodzinie szlacheckiej. W 1770 r. trafił do Szkoły Rycerskiej w Warszawie. Po ukoń­czeniu edukacji (1777) został adiutantem księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i z jego inicjatywy podjął się pierwszych (nie licząc niedochowanego poematu Wojna kobiet) prac literackich. Są to głównie tłumaczenia francuskich romansów historycznych, dobranych o tyle nieprzypadkowo, że mających dowodzić, iż „i w tym rodzaju pisma łączyć się może wybornie pożytek z rozbawieniem”, a za ówczesną degradację romansu nie gatunek, „ale piszących winować należy” (Do czytelnika, w: Ch.-R. de Caumont de La Force, Historia Małgo­rzaty z Walezji, królowej Nawarry, 1781).

Na kształtowanie się kultury literackiej Niemcewicza wpływają odbywane w latach 80. u boku mecenasa podróże po krajach zachodniej Europy (m.in. Austria, Włochy, Fran­cja, Anglia). Za translacjami idą utwory własnego autorstwa: listy poetyckie, dumy, ero­tyki, wiersze okolicznościowe i debiut dramatopisarski Władysław pod Warną (powst. 1786–1787). W treści większości z nich zostaje odzwierciedlone, stanowiące z czasem istot­ny składnik artykułowanego na rozmaite sposoby przez Niemcewicza programu literac­kiego, przekonanie, że jednym z podstawowych obowiązków pisarza jest nadanie swoim dziełom charakteru narodowego, ścisłe związanie ich tematyki z kulturowymi, w tym historyczno-politycznymi uwarunkowaniami życia zbiorowości. Pochodzące z tego czasu Duma o Żółkiewskim i Duma o Stefanie Potockim wejdą po latach do zbioru Śpiewów hi­storycznych (1816) – przedmowa do niego (powst. 1810) jest jedną z najważniejszych wy­powiedzi krytycznoliterackich autora ukształtowanego w dużej mierze przez środowisko sentymentalnych Puław.

W l. 1788–1792 jako poseł inflancki uczestniczył w pracach Sejmu Czteroletniego, re­prezentując stronnictwo patriotyczne i będąc jednym z najbardziej czynnych uczestników obrad. Okres ten przyniósł również ugruntowanie pozycji Niemcewicza-literata. Na kilka miesięcy przed uchwaleniem Ustawy rządowej został wystawiony i opublikowany Powrót po­sła (1791) – pierwsza z jego licznych komedii. Wraz z nią ukazały się w druku bajki pisa­ne w reakcji na bieg politycznych spraw. Gatunkowi temu poświęci po latach najważniej­szą ze swoich wypowiedzi z zakresu wiedzy o literaturze (Rozprawa o bajce, powst. 1814, wyd. 1817). Po przystąpieniu króla do targowicy i zamknięciu „Gazety Narodowej i Obcej” Niemcewicz jako jej współredaktor (1791–1792) był zmuszony do emigracji (Prusy, Au­stria, Włochy). Wrócił do Polski po wybuchu insurekcji, obejmując funkcję osobistego se­kretarza Tadeusza Kościuszki. Dwuletni (1794–1796) pobyt w petersburskiej twierdzy po klęsce maciejowickiej owocuje licznymi pracami literackimi, pośród których należy wyróż­nić cykl Smutki w więzieniu moskiewskim pisane do przyjaciela stanowiący obok powstałej jeszcze na wiedeńskiej emigracji Wiosny (1793) i znacznie późniejszych Trenów wygnańca (powst. 1832) najciekawszy przykład elegijnej liryki pisarza.

Kolejna dekada (1797–1807) to pobyt w Stanach Zjednoczonych, dokąd udaje się u boku Naczelnika po decyzji władz carskich uniemożliwiającej im obu powrót na ziemie polskie. Ważną cezurę w tym okresie życia stanowi związana ze śmiercią ojca kilkunastomie- sięczna wizyta w ojczyźnie (1802–1804), kiedy to zostaje przyjęty do Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Niebawem stał się jednym z aktywniejszych członków tej instytucji (od 1827 r. – pre­zesem), przygotowując recenzje i rozbiory krytyczne – również w ramach kilkuosobowych zespołów, tzw. deputacji – oraz wygłaszając oracje dotyczące problematyki nie tylko literac­kiej czy teatralnej, ale i językowej, co wynikało m.in. z poczucia zagrożenia cudzoziemszczy­zną (Pan Nowina, 1815).

Okres Księstwa Warszawskiego przynosi Niemcewiczowi prezesowanie (1810–1814) świeżo powołanej Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowego i zleconą przez TPN pracę nad Śpiewami. Wtedy też powstają jego pierwsze powieści: Nieszczęścia występnej zalotności (powst. 1814, wyd. 2019) i Dwaj panowie Sieciechowie (1815) przyczyniające się do odnowie­nia tego gatunku w naszej literaturze. Począwszy od 1815 r. Niemcewicz dzieli swą około- literacką aktywność między TPN a zajmujące się krytyką teatralną Towarzystwo Iksów. Trudno jest jednoznacznie ocenić udział pisarza w tym przedsięwzięciu, firmowane przez Iksów recenzje były bowiem anonimowe. Niebezpodstawne wydaje się jednak twierdzenie, że mimo – mających się ujawniać podczas posiedzeń Towarzystwa – despotyzmu i „gwał­towności” w formułowaniu sądów (H. Biegeleisen) Niemcewicz był bardziej skłonny niż np. Ludwik Osiński czy Kajetan Koźmian do tolerowania zjawisk wykraczających poza re­prezentowany przez grupę klasycystyczny program. Z pewnością natomiast przyczyniał się w tamtych latach do rozwoju polskiej dramaturgii jako twórca kolejnych tragedii i komedii wykorzystujących czasami niemieszczącą się w kanonie gatunków formę opery (Jan Kocha­nowski w Czarnym Lesie, 1817), opatrywanych przy tym nierzadko metatekstowymi komen­tarzami. Na ten sam okres przypada apogeum kariery politycznej pisarza – sprawuje on wy­sokie funkcje w senacie i rządzie Królestwa Polskiego (m.in. w Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego). Nasilające się w latach 20. represje caratu wobec polskich elit do­tykają także Niemcewicza. Osiada on wówczas w podwarszawskim majątku (Dumania w Ur­synowie, powst. 1824–1825, wyd. 1990–1991), koncentrując się na pracy w TPN, gdzie za­biera głos m.in. w sprawie sporu między klasykami a romantykami. Równolegle redaguje pierwszą część Pamiętników czasów moich (wyd. 1957) i publikuje następne powieści: Lejbę i Siorę (1821) oraz Jana z Tęczyna (1825).

Po upadku powstania listopadowego Niemcewicz pozostał w Londynie (działał tam jako emisariusz władz powstańczych), skąd w 1833 r. przeniósł się na stałe do Francji. Mimo zaawansowanego wieku pozostał aktywny jako twórca (np. poemat Moje marzenia, powst. 1835?–1836, wyd. 1965) i uczestnik życia kulturalnego emigracji, czego efektem jest m.in. otwarcie przy jego istotnym udziale Biblioteki Polskiej w Paryżu (1839). Pisarz umarł 21 V 1841 w Paryżu.

Poglądy na krytykę literacką. Ważnym składnikiem estetycznoliterackich zapatrywań Niem­cewicza było jego stanowisko w sprawie krytyki. W niepublikowanym wstępie do ukończo­nego w czasach Księstwa Warszawskiego poematu Cztery pory życia ludzkiego (wyd. 1973) zawarł postulat powołania do życia „dziennika krytycznego”, którego zadaniem byłoby „kształcić gust piszących i czytających” (Przemowa, rkps BN BOZ, sygn. 1056). To ostatnie miałoby przyczyniać się do wychodzenia rodzimego piśmiennictwa z „nałogu obcości”, do­tkliwego zwłaszcza w prozie („czyli bezrymnym rodzaju pisania”) posługującej się – w prze­ciwieństwie do poezji – przesyconym francuszczyzną językiem potocznym. Uwagi o „krytyce tak nieodbicie dla ukształcenia stylu i dobrego smaku potrzebnej” Niemcewicz powtórzy po latach (maj 1828) na forum TPN w kontekście zgłoszonego przez Kazimierza Brodzińskiego pomysłu dokonania przez członków Towarzystwa „rozbioru krytycznego” kilku spośród opu­blikowanych wówczas po polsku (nie tylko zresztą literackich) prac. Inicjatywę tę Niemcewicz określił z pewną przesadą „pierwszym krokiem bezstronnej i gruntownej krytyki dzieł na przyszłość wychodzić u nas mających” (Zagajenie posiedzenia publicznego TKWPN, „Roczni­ki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1830). Z przesadą, ponieważ jeszcze w poprzedniej dekadzie (1814) był współautorem Zdania sprawy o piśmie Francisz­ka Wężyka o poezji dramatycznej, gdzie rzetelną analizę tej rozprawy poprzedzono stwierdze­niem o umacnianiu „zdrowej krytyki” jako jednym z głównych motywów podejmowania się przez deputatów TPN działań, w których chodziło o to, by „piszącym proste, niemylne i po­wszechnym sądem uczonych przyjęte wskazać prawidła”, a czytelnikom przez przykłady za­stosowania „niewzruszonych sztuki przepisów” pokazać „prawdziwą do celu drogę” („Archi­wum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce” 1878, t. 1).

Za przedmiot krytyki literackiej Niemcewicz uznawał wszystko, co mieściło się w po­jęciu piśmiennictwa. Wnoszony przez niego postulat gruntowności krytycznego komentarza miał przy tym w tle na wskroś klasycystyczne przekonanie o istnieniu zespołu reguł, których respektowanie jest warunkiem uzyskania właściwego efektu artystycznego, a przez to zapew­nienia sobie przez twórcę skuteczności w sferze oddziaływania na odbiorcę. Tak rozumianą użyteczność – bliską w treści Horacjańskiemu utile dulci miscere inspirującemu niegdyś re­dakcję „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych” – należy widzieć jako jeden z podstawowych elementów estetycznej refleksji Niemcewicza. Znaczenie tej literackiej utilitas wiązało się jed­nocześnie ze wspomnianym już akcentowaniem przez autora Powrotu posła wyjątkowej roli języka ojczystego jako najtrwalszego składnika „istności” Polaków.

Krytyka a sytuacja narodu. Tego rodzaju postrzeganie literatury i mającej ją modelować krytyki pozwala mówić o zdominowaniu praktyki krytycznej Niemcewicza przez orienta­cję dającą się określić jako „narodowa”. Myśl, że „język stanowi naród” ([Mowa w sprawie monografii historycznych], powst. 1808), a w związku z tym dbałość o jego stan powinna być elementarnym obowiązkiem twórców, zwłaszcza po utracie przez Polaków państwowości, formułowana jest w wielu wypowiedziach pisarza. Na podobne przeświadczenie nakładały się oczekiwania związane z tematyką dzieła. Na miano „poety prawdziwie narodowego” za­sługiwał przede wszystkim ten, kto przywoływał chwalebne momenty z dziejów Polski, bu­dując wokół postawy bohaterów tamtych zdarzeń – władców, wodzów, ale i myślicieli czy pisarzy – etyczne przesłanie tekstu. Jedną z wypowiedzi, w których stanowisko to prezento­wane jest szczególnie dobitnie, pozostaje Mowa na pochwałę Jana Kochanowskiego wygło­szona przez Niemcewicza na posiedzeniu TPN w listopadzie 1808 r. („Gazeta Koresponden­ta Warszawskiego i Zagranicznego” 1808, nr 93) jako kolejna z laudacji przygotowanych na cześć „znakomitych” przodków. W oracji tej podkreśla się nie tylko wpływ „gładkich, wynio­słych i wdzięcznych rytmów” poety na kształtowanie kultury literackiej w Polsce, ale również „cnoty obywatelskie i domowe” ich autora (to te ostatnie sprawiły, że „cały ojczystym poświę­cił się muzom”). Nieprzypadkowo zostaje tu wyeksponowany czarnoleski segment biografii Kochanowskiego – dopiero w „wiejskiej zaciszy”, oazie narodowego obyczaju, jego pisarstwo mogło osiągnąć „geniusz”. Ujawniające się w „brzmieniu złotej lutni” zakorzenienie w tym, co rodzime, swojskie, przesiąknięte tradycją, było dla Niemcewicza nie mniej ważne niż eru­dycja twórcy Proporca (rangę tego sławiącego potęgę państwa Jagiellonów utworu podnosi się tutaj nie bez powodu) czy „miara, gładkość i tok” jego wierszy. Skądinąd wyliczone tak ich walory wyraźnie wskazują na intensywną obecność klasycyzmu w Niemcewiczowskich oce­nach. Normatywizm, integralny składnik klasycystycznej estetyki, ujawni się w podkreślają­cym fundamentalną rolę Kochanowskiego w dziejach polskiej poezji stwierdzeniu, że był on „stanowiącym [jej] prawidła”. Jednak autor pochwały, wyczulony jak zawsze na sprawy stylu (jego chropowatość zarzucał nawet tym, których gloryfikował za „moralność i użyteczność publiczną”; Obraz życia i czynów Stanisława Staszica, „Roczniki Towarzystwa Królewskie­go Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1828), wytyka poecie dostrzegalne jakoby u niego „nie­dbalstwo” nieprzystające temu, kto obok „żywych imaginacji” ma „czysty rozsądek” i „serce najtkliwsze”. Krytycyzm Niemcewicza nie szedł pod tym względem aż tak daleko, by nie za­uważył on trafnie, że także w tej kwestii autora Jezdy do Moskwy i porównywanego z nim Mi­kołaja Reja „przedzielają […] wieki”.

Znaczenie „wydoskonalania” mowy ojczystej, a więc i nasilającą się po upadku państwa potrzebę pisania utworów oryginalnych, Niemcewicz podniósł w odezwie dotyczącej sceny publicznej wystosowanej po mianowaniu go prezesem Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowe­go (wrzesień 1810). Wypowiedź ta, mająca charakter postulatywny, potwierdzała oczekiwania pisarza co do tematyki rodzimej literatury. Najmilej widziane byłyby utwory, „które albo nam przywodzą sławne przodków czyny, stawią wzory dusz bohaterskich, wlewają miłość ojczy­zny”, albo też „malują […] domowego życia obrazy”, przez co „na łonie samej zabawy oświeca­ją i uczą” (A. Kraushar, Towarzystwo Królewskie Przyjaciół Nauk 1800–1832, ks. 2, t. 1, 1901). Narodowy charakter polskiego teatru miał więc ściśle łączyć się z utylitarnym, bliskim trady­cji stanisławowskiej jego pojmowaniem. Uwagi wygłaszane z dyrektorskiego stanowiska znaj­dowały pokrycie w komentarzach, jakimi Niemcewicz opatrywał w tamtym czasie swoje włas­ne sztuki. Dobrym tego przykładem jest wstęp do komedii Samolub (1814), gdzie utwór ten przedstawia się jako „dramatyczną sztukę narodową” napisaną w odpowiedzi na zalew cudzo­ziemszczyzny i będące jego rezultatem traktowanie „widowisk publicznych” jako „czczych tyl­ko i przemijających zabaw”. Autorowi chodzi bowiem przede wszystkim o to, by „scena nasza ojczysta” sprzyjała – obok upowszechniania przyzwoitej polszczyzny – „utrzymaniu charak­teru narodowego”, a to może dokonać się jedynie wówczas, gdy za cel obierze sobie ona także ugruntowującą moralność „poprawę nagannych wad i obyczajów”.

Kwintesencją Niemcewiczowskiej koncepcji literatury narodowej były Śpiewy histo­ryczne, przy czym mowa tu zarówno o samym dziele, jak i o odautorskiej przedmowie, w któ­rej przedstawiono motywy towarzyszące jego powstaniu, nie kryjąc, że „zwięzłość rymów” i „wdzięk pienia” kształtujące literackość tekstu miały służyć skuteczniejszemu, niż działo się to za sprawą historiografii, „zaszczepianiu w narodzie silnego przywiązania do kraju”. Przez literaturę można było bowiem nie tylko „wystawić”, ale i utrwalić w pamięci czytelni- ka-rodaka „wszystko […], co nosi narodowości cechę”. Ważny był tu nie tyle dydaktyczny, ile świadomościowy wymiar pisarstwa, co zresztą skutkowało przyznaniem wyjątkowej roli poetom – narodowym bardom – „potrafiącym przenieść w dalsze pokolenia […] miłość kra­ju”. To ostatnie przekonanie da znać o sobie wielokrotnie, kiedy Niemcewicz będzie się wy­powiadał podczas posiedzeń TPN na temat utworów innych pisarzy: Barbary Radziwiłłówny Alojzego Felińskiego, Ziemiaństwa polskiego Kajetana Koźmiana, prozatorskich dzieł Kle­mentyny Hoffmanowej czy Aleksandra Bronikowskiego. Pośród wskazywanych przez recen­zenta (bądź współrecenzenta) zalet wymienianych tekstów na pierwszym miejscu znajdu­jemy „miłość ojczyzny”, „ducha w świetnym sposobie narodowego”, „oswajanie z ważnymi narodu naszego przygodami”, wreszcie „obywatelskość”. Potrafił on jednak odmówić literac­kiej wartości także dziełom tych autorów, do patriotyzmu których nie miał najmniejszych za­strzeżeń, co dowodzi, widocznej zwłaszcza w końcowym okresie życia pisarza, otwartości na stosowanie innych niż tak definiowane kryteriów oceny. W ten sposób potraktował choćby poezję Franciszka Dionizego Kniaźnina, kompana z czasów puławskich, człowieka o „duszy prawdziwie polskiej”, aczkolwiek niezdradzającego „bystrego geniuszu” (Żywoty znacznych w XVIII w. ludzi, powst. 1839–1840, wyd. 1904).

Kwestia historyczności w literaturze. Nobilitacja narodowej historii jako źródła tematów dla literatury oraz podkreślanie zasług twórców, którzy udowodnili swym pisarstwem, że „w wysokim stopniu posiadali dusze polskie” – to m.in. decydowało o uznaniu Adama Na­ruszewicza i Ignacego Krasickiego za najznakomitszych poetów 2. poł. XVIII w. (Pamiętniki czasów moich, t. 1) – połączyły się u Niemcewicza z refleksją nad sposobem prezentowania wydarzeń historycznych w dziele literackim. Dotyczące tego zagadnienia uwagi odnajdzie- my w przedmowie do Śpiewów (mająca cechować poetę-dziejopisa selektywność – winien on „zawrzeć” w tekście, „co było pamięci godnego” – nie zdejmuje z niego „obowiązku trzyma­nia się prawdy”), i wcześniej jednak, i później autor poruszał ten problem również z innej niż tam perspektywy. W przedmowie do tragedii Zbigniew (1819) obok akcentowania precyzji faktograficznej pojawiają się mianowicie spostrzeżenia na temat relacji między czerpanym z historii materiałem fabularnym a dramatyczną konstrukcją tekstu. Nawiązując do klasycz­nej zasady trzech jedności, Niemcewicz akcentuje konieczność budowania wizerunku głów­nego bohatera z wykorzystaniem metody reprezentatywności. Zajmujący twórcę fragment życiorysu postaci trzeba przedstawić zatem „w jednym objęciu i w jednym czasie”, co będzie odpowiadać „przepisanym przez Arystotelesa i francuskich autorów prawidłom”. Tych ostat­nich nie chce się tu wszakże naśladować „niewolniczym sposobem”, dopuszczając np. naru­szanie jedności miejsca, jeśli miałoby to uczynić sztukę bardziej interesującą dla „widzów polskich”. W kontekście tak rozumianego liberalizmu w odniesieniu do teatralnej tradycji wątpliwe wydaje się tym samym, by niechętne szekspirowskiemu nowatorstwu tezy, zamiesz­czone w nieco tylko wcześniejszym raporcie członków TPN o rozprawie Wężyka, wyszły akurat spod ręki Niemcewicza.

Do kwestii reprezentatywności przedstawienia pisarz odnosił się nie tylko w związku z kreacją konkretnego bohatera, ale i „obrazem stanu towarzystwa”. Oblicze tego ostatnie­go w danym momencie dziejowym należało poznawać – wskazywał w przedmowie do Jana z Tęczyna – tyleż posiłkując się pojęciem prawdy historycznej, co respektując sprzyjającą zbiorowej prezentacji postaci zasadę prawdopodobieństwa. Jeszcze innym sposobem uzy­skiwania zbliżonej, klasycystycznej z ducha jedności estetycznego efektu miało być – suge­rowane już we wstępie do Powrotu posła – nagromadzenie określonych cech w charakte­rologicznej konstrukcji negatywnego bohatera komedii („skupienie w nim, co tylko człeka […] nagannym uczynić może” – przedmowa do Samoluba). Takie jego ukazanie ułatwia­ło kształtowanie opinii odbiorcy dzieła w zamierzony przez autora sposób i w zgodzie z wpisaną w strukturę gatunku funkcją moralizatorską.

Stanowisko w sprawie sztuki dramatycznej. Dramatowi, którego istotę widział w „trafnym wyobrażeniu pasyj [tragedia] i śmieszności ludzkich [komedia]”, Niemcewicz przypisywał zresztą wyjątkowe znaczenie. To dzieła wystawiane na scenie miały w jego przekonaniu naj­surowszych recenzentów w postaci „doświadczenia, natury i geniuszu” ([Odezwa prezesa Dy­rekcji Rządowej Teatru Narodowego], 1810). Był przy tym świadom odrębności wymagań, jakie stawia się teatralnym „reprezentacjom” tekstów. Nie wszystko bowiem, co brzmiało do­brze jako „rzecz rymotwórcza” – czytamy w pochodzącej ze stycznia 1816 r. opinii o Barbarze Felińskiego (A. Kraushar, Towarzystwo, ks. 3, t. 1) – wytrzymywało próbę sceny. I choć o zada­niach, jakie stoją przed dramaturgami, mówił dość często, zwłaszcza w kontekście własnych utworów, nie zostawił po sobie pokaźnej liczby recenzji czy analiz poświęconych tego rodza­ju twórczości. Z całkowitą pewnością możemy potwierdzić autorstwo Niemcewicza zaledwie w przypadku jednego z ponad 200 tekstów napisanych pod patronatem Towarzystwa Iksów. Chodzi tu mianowicie o recenzję włoskiej opery Fraskatanka pióra Giovanniego Paisiellego z librettem Filippa Livigniego przetłumaczonym przez Wojciecha Bogusławskiego („Ga­zeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1815, nr 64). Co charakterystyczne dla autora, znanego w ówczesnej Warszawie z sarkastycznego dowcipu, nie była ona wol­na od kąśliwych uwag. Pochwałę muzycznej strony przedstawienia („piękna kompozycja”) neutralizowały tam bowiem stwierdzenia o niedorastaniu do niej tekstu – sztuki, o której „mało co powiedzieć można”. Niemcewicza irytowała zwłaszcza rządząca akcją przypadko­wość. Krytycznie oceniał „zadziwiające przemiany”, przeciw obecności których w drama­cie występował zresztą już we wspomnianej odezwie z 1810 r., wskazując wówczas dzieła Pierre’a Corneille’a, Jeana Racine’a czy Molière’a również jako wzorce fabularnego uporząd­kowania i z niechęcią spoglądając na pisarzy odchodzących od „natury i zdrowych prawideł”. Stosunkowo dużo miejsca – na ogół w przychylnym tonie – poświęcił aktorom, co było tyleż znamienne dla praktyki krytycznej Iksów, co wynikało z predylekcji recenzenta (ujawniającej się też np. w liście do L. Kropińskiego przesłanym mu po warszawskiej premierze Ludgardy – kwiecień 1816 r.) do akcentowania znaczenia gry aktorskiej i jej scenograficznej oprawy dla powodzenia utworu, a tym samym wypełniania przez „autorów dramatycznych” misji „stró­ży obyczajów” (przedmowa do Pana Nowiny).

Koncepcja bajki. W tym samym okresie powstała najistotniejsza z krytycznych wypowiedzi Niemcewicza – Rozprawa o bajce. Była ona jedną z kilku, jakie działający w ramach TPN au­torzy zobowiązali się przedstawić, realizując plan opracowania w perspektywie historycznej „każdego rodzaju literatury”. Jej przygotowanie poprzedzała bogata twórczość bajkopisarska. W niektórych fragmentach Rozprawy znajdziemy zresztą sądy pokrywające się ze stwierdze­niami, jakie zawarł w mającej otwierać edycję jego apologów (Bajki i powieści, 1817) – osta­tecznie niewydrukowanej za życia pisarza – Przemowie do bajek (powst. 1815) przyjmują­cej formę dialogu autora (N.) z fikcyjnym rozmówcą. Do stwierdzeń tych należy np. opinia, że „bajki dobrze pisane są najlepszą moralności nauką”, co powoduje, że „każdy wiek korzy­stać z nich może”. Ma ona rozwiać ewentualne wątpliwości co do przystojności publikowa­nia podobnych utworów („lekki płód”) kosztem „poważniejszych pism” w okolicznościach, w jakich znaleźli się wówczas Polacy. Z jej treścią koresponduje uderzające w środowisko­we snobizmy przekonanie o czytelniczym sukcesie dzieł tworzonych „w języku naszym” (Przemowa do bajek, w: B. Gubrynowicz, Z nieznanych autografów J.U. Niemcewicza, 1925). Warunek powodzenia jest jeden – delectare musi łączyć się z przynoszącym użytek docere. O tyle łatwiej go spełnić, że – o czym czytamy już w Rozprawie – bajka ze swej narracyjnej natury „zaostrza […] ciekawość” człowieka i „bawi imaginacją”, przez który to „szczęśliwy wynalazek” umożliwia dotarcie do prawdy.

Spory fragment Rozprawy stanowi przegląd europejskich bajkopisarzy od starożytności po rodzimą twórczość XVIII w. W tych lapidarnych, typowych dla krytycznego języka Niem­cewicza charakterystykach następnych autorów zwraca uwagę dowartościowywanie „prosto­ty”, „gładkich i trafnych wierszów”, „naturalnych […] wyrazów” przeciwstawianych makaro- nizowaniu i rozwlekłości. To te pierwsze kształtowały, dokładnie tu zresztą niezdefiniowany, „tok narodowy” charakteryzujący twórców pokroju Naruszewicza czy – na razie ocenianego jeszcze bez dystansu – Kniaźnina. Obu przewyższał wszakże Krasicki, tylko on bowiem wy­pracował sobie „własny swój styl”, gdzie za epigramatyczną zwięzłością szło to, co przydawało bajce skuteczności, czyli dowcip. Nawet jemu jednak Niemcewicz potrafi zarzucić brak dra­matycznej konstrukcji konkretnego apologu zaprzeczający – idzie tutaj autor za tezami Jean- -Pierre’a Claris de Floriana – gatunkowej specyfice bajki (jako „pewien rodzaj dramatu” ma ona „swoje wyłożenie, swój węzeł i rozwinięcie”) i uniemożliwiający czytelnikowi odczucie moralnego „zadowolenia”. Nie będąc zbyt precyzyjnym, jeśli chodzi o kryteria podziału ba­jek, za ich naczelną zasadę uznaje przekazywanie moralnej prawdy, stwierdzając przy tym, że sens takich utworów nie może być ani „ciemny”, ani zbyt wyszukany. Jednocześnie w trosce o odpowiednie przeżycie dzieła apeluje do twórców, by przedwcześnie nie „zdzierali zasłony alegorii”. Interesująca wydaje się w tym kontekście przypominająca postulaty teoretyków lite­rackiego rokoka opinia o „trafności, lekkości, zwięzłości” jako „pierwszych […] zaletach” ga­tunku, którego „najtrudniej jest przepisać prawidła”. Stylistyczny powab, uzyskiwany dzięki tak pojmowanej „stosowności [języka] do rzeczy”, pozwala bajkowej „iluzji” (fikcji) zawład­nąć odbiorcą, bez czego pożytek z bajki byłby zbliżony do tego, jaki mogliby z podobnych rozpraw odnieść – z przekąsem konstatuje autor – mało utalentowani poeci.

Wobec klasyczności i romantyczności. Konsekwentne podkreślanie przez Niemcewicza ważności prawideł i językowego smaku nie przeszkodziło mu z umiarkowaniem odnieść się do toczonego w okresie przedlistopadowym sporu między zwolennikami klasyczności i romantyczności. Jego stanowisko w tej sprawie najpełniej wyraża mowa wygłoszona w kwiet­niu 1830 r. w TPN ([Stanowisko w sporze o nową sztukę], w: Walka romantyków z klasykami, 1960). U jej źródeł znajdujemy dedykowane „bezstronnemu sędziemu płodów ojczystej lite­ratury” (Niemcewiczowi) listy poetyckie: Do klasyków i Do romantyków napisane przez Fran­ciszka Morawskiego (wyd. 1829). Tonacja wszystkich tych wypowiedzi jest zbieżna – ponie­waż „obydwie strony zbyt są zapalone, by postrzec stan prawdziwy rzeczy”, należy starać się o trzeźwe, niepodlegające estetycznemu dogmatyzmowi spojrzenie na przyszłość literatury. Niemcewicz nie ma wprawdzie zamiaru wyzbywać się przywiązania do honorowanych przez pisarzy jego pokolenia przepisów, lecz nie zgadza się na przyjęcie założenia, że „na włos od­dalić się od drogi tej byłoby niedarowanym występkiem”. Skoro „wszystko podlega odmia­nom” (zwracał na to również uwagę, pisząc o wyzwaniach stojących przed współczesną mu bajką, często poprzestającą na nieudolnym naśladownictwie Lafontaine’owskiej klasyki ga­tunku), literaturę trudno traktować jak wyjątek, tym bardziej że winna być ona także „obra­zem obyczajów wieku każdego”. Mogący sprostać takiemu zadaniu pisarski geniusz nie może być więc „ścieśniany”.

Pokrewne opinie pojawiają się w jego licznych, znajdujących się w prywatnej kores­pondencji bądź diariuszowych zapiskach komentarzach na temat twórczości Adama Mic­kiewicza, pod której wielkim wrażeniem pozostawał, sugerując twórcy Dziadów (list z lutego 1833 r.) napisanie „poema epicznego powstania naszego, w rodzaju Danta”. W jednej z prze­syłek (luty 1828 r.) znalazła się deklaracja Niemcewicza, że nie jest on „niewolniczo klasycz­nym”. W ślad za nią idzie jednak będący rodzajem przestrogi dla adresata-geniusza, przy­pominający nieco antyromantyczne filipiki Jana Śniadeckiego, sprzeciw wobec „głębokości metafizycznych” – efektu „nierozważnej” lektury ówczesnej literatury niemieckiej – przyczy­niających się do kształtowania złego gustu. Powraca tam więc, uwypuklona przed laty w mo­wie prezesa Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowego, niechęć do tych, co „wolą zmysły oma­miać niż umysł zachwycać”. W skrajnej postaci da ona znać o sobie niebawem w gorzkich, niestroniących zarazem od lekceważenia uwagach nad francuskim piśmiennictwem doby romantycznej, której skłonność do wywoływania za wszelką cenę „gwałtownych […] wra­żeń” Niemcewicz podsumuje stwierdzeniem, że „jak w polityce, tak w literaturze w pięknych sztukach ludzie opili się opium” (Pamiętniki. Dziennik pobytu za granicą, t. 2, 1834). Tak miało kończyć się „tratowanie wszystkich prawideł” i zawierzenie wyłącznie „zagorzałym urojeniom swoim”. W podobnej sytuacji o „serca rozczulaniu” i „umysłu podnoszeniu” ([Sta­nowisko w sporze o nową sztukę], 1830) nie mogło być mowy, a na to sentymentalnie usposo­biony człowiek oświecenia przystać nie potrafił.

Ukształtowany jako pisarz w atmosferze dworu puławskiego, gdzie oddziaływanie tradycji klasycznej przenikało się z duchem patriotycznie zorientowanego sentymentali­zmu – również wypowiadając się na temat literatury, jej wartości artystycznych i społecznej roli – Niemcewicz wykazywał przywiązanie do utrwalanych przez stulecia, nietraktowanych jednak ortodoksyjnie reguł tworzenia (i ukształtowanych w zgodzie z nimi wzorów piękna), a wpisaną w nie kategorię użyteczności łączył przede wszystkim z potrzebą pielęgnowania polskości w sytuacji, w której naród znalazł się z końcem XVIII w. W jego komentarzach, ob­jaśnieniach czy programowych przemowach, pochodzących w głównej mierze z czasów dzia­łalności w TPN, dominowało przekonanie o szczególnym znaczeniu tożsamościowej funkcji piśmiennictwa. Znajdujące się tam oceny i apele podnoszące rangę polszczyzny jako języ­ka literackiego przekazu oraz postulaty, opinie, sugestie dotyczące sięgania przez autorów po problematykę związaną na różne sposoby – zwłaszcza w wymiarze historycznym – z tym, co rodzime, wypada uznać za istotne świadectwo kulturotwórczej roli, jaką odgrywała wy­mieniona instytucja, w końcowym okresie swojego istnienia kierowana przez Niemcewicza. Obok Rozprawy o bajce – tekstu niezależnie od swojej rangi (nobilitacja gatunku) o tyle dla niego niecharakterystycznego, że sytuującego się na pograniczu rozbudowanej refleksji teoretycznoliterackiej – pozostają one najważniejszym elementem jego krytycznego dorobku, niewątpliwie znaczącego, mimo że nie zawsze nadążającego za estetyczną różnorodnością i nowatorstwem jego własnej twórczości.</document>
<document nplp_id="13737" title="Niemojewski Andrzej" slug="niemojewski-andrzej">Pisarz, eseista, publicysta, krytyk literacki, religioznawca, tłumacz, działacz społeczny i po­lityczny. Pseudonimy i kryptonimy: (a); A. Lubieniec; A.N.; And. N; Autor Listów człowieka szalonego; L-o; Lambro; Lmbr; (n); Rokita; Z-o.
Informacje biograficzne. Urodził się 24 I 1864 w Rokitnicy na terenie zaboru rosyjskiego (obecnie woj. kujawsko-pomorskie). Jego ojciec Feliks Niemojewski h. Rola (1824–1896), bi­bliotekarz, pochodził z rodziny o długich tradycjach udziału w życiu publicznym i walkach wyzwoleńczych. Matka Józefa z d. Noskowska h. Łada (1833–1902) była siostrą kompozyto­ra Zygmunta, kształciła się muzycznie u Feliksa Dobrzyńskiego, ucznia Fryderyka Chopina. Oboje rodzice byli przyjaciółmi i wyznawcami Andrzeja Towiańskiego, więc Andrzej Nie- mojewski odziedziczył po twórcy Koła Sprawy Bożej imię i otrzymał religijne, choć dalekie od katolickiej ortodoksji wychowanie. Uczył się w niemieckiej szkole w Brodnicy i w szko­łach polskich w Krakowie i Nowym Sączu. Studiował następnie prawo w Dorpacie. Studiów nie ukończył, ale w ich trakcie działał w kołach studenckich i zbliżył się do środowiska lewi­cowego, odcinając się od korzeni szlachecko-ziemiańskich. Po powrocie do kraju w 1888 r. przez pewien czas mieszkał w Warszawie, później w Krakowie. Zawarł wówczas bliższą zna­jomość z działaczami socjalistycznymi – Ignacym Daszyńskim i Józefem Piłsudskim. Po­dejmował się dorywczych prac dających utrzymanie, publikował drobne rzeczy w czasopis­mach. W l. 1891–1897 znalazł zatrudnienie jako naczelnik sekretariatu Towarzystwa Kopalń i Zakładów Hutniczych w Sosnowcu. Pisał wtedy wiersze Z cyklu „Polonia irredenta” (cz. 1–5, 1895–1896) – o radykalnej wymowie społecznej, obserwacja naturalistyczna sąsiaduje w nich z retorycznym apelem mającym poruszyć społeczną wrażliwość odbiorców. Podobną proble­matykę mają opowiadania z tomów Poezje prozą. Obrazy (1891) i Listopad (1896).
Ożenił się ze Stanisławą z Mikiewiczów (1868–1917) pochodzącą z ziemiańskiej ro­dziny, która ożenek ten uznała za mezalians. Małżeństwo było szczęśliwe, żona wspierała męża, a nawet w ostatnich latach życia prowadziła finanse „Myśli Niepodległej”. Doczekali się czworga dzieci; córka Zofia Niemojewska-Gruszczyńska (1892–1960), doktor polonisty­ki, pozostawiła po sobie biografię ojca (wyd. 2018).
W 1897 r. Niemojewski wraz z rodziną przeniósł się do Warszawy, gdzie pracował jako urzędnik. Zamieszczał swe wiersze, fragmenty prozy i dramatów, felietony, sprawozdania z wydarzeń kulturalnych (przede wszystkim teatralnych) w czasopismach: „Prawda”, „Tygo­dnik Ilustrowany”, „Wędrowiec”, „Głos”, „Krytyka”, krakowskie „Życie”. Za udział w tajnym nauczaniu w 1899 r. został aresztowany przez władze carskie i osadzony na trzy miesiące w cytadeli. W tym okresie dużo pisał, głównie prozę. Pierwszą jego powieścią są Listy czło­wieka szalonego (1899), utwór krytyczny wobec postaw artystowskich Młodej Polski, w tym przede wszystkim „przybyszewszczyzny”.
Rozgłos przynoszą mu Legendy (1902) – tom apokryficznych opowiadań nawiązują­cych do wątków ewangelijnych w sposobie ujęcia tematu bliskich Żywotowi Jezusa Ernesta Renana. Legendy, niedopuszczone przez cenzurę katolicką do druku w Warszawie, ukazują się we Lwowie, choć prawie cały nakład z nakazu cenzorskiego zostaje wycofany z księgarń i skonfiskowany. Na skutek interpelacji w sejmie wiedeńskim Legendy zostają wydane jako Tytuł skonfiskowany (1903). Cała sprawa wywołała polemiczną burzę, która toczyła się bar­dziej wokół spraw religijnych i obyczajowych niż literackich. Według przeciwników utwór miał godzić w podstawy wiary, negując dogmaty Kościoła. W sprawie Legend kierowana
przez Wilhelma Feldmana „Krytyka” rozpisała ankietę (jej wyniki przynosi „Krytyka” 1902, z. 3–4). Dominowały głosy poparcia dla Niemojewskiego, które podkreślały „inkwizycyjne” metody cenzury usiłującej dławić przejawy śmiałej myśli. Jerzy Żuławski pisał: „Wezwać na pomoc policję i prokuratorię to tak, jakby kto chciał wygnać z pokoju pogrzebaczem pro­mień słońca, który mu rano spać nie daje” (tamże, z. 3); Stanisław Witkiewicz: „Myśli ludz­kiej nic nie jest w stanie skrępować”; Leo Belmont: „Wyklęci – zmartwychwstają” (tamże, z. 4). W obronie Legend czy raczej wolności słowa (bo w 1902 r. Legend po konfiskacie nikt prawie nie znał) stanęli także m.in. Maria Konopnicka, Piotr Chmielowski, Adam Wiślicki, Artur Górski, Ignacy Matuszewski, Ludwik Szczepański.
Pokłosiem odbytej w l. 1903–1904 wyprawy Niemojewskiego na Wschód (Konstanty­nopol, Palestyna, Egipt, Grecja) są pisma prozą Spod pyłu wieków (1906), Epoka eunuchów nad wodami rzeki Idiglat (1906), a także tłumaczenia Renana Żywota Jezusa (1904) oraz Józe­fa Flawiusza Dzieje wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom (1906). Pisarz pogłębia wówczas swoje pasje religioznawcze. Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 r. zakłada niele­galny miesięcznik społeczno-polityczny „Kuźnica” wydawany we Lwowie i stamtąd kolpor­towany na teren zaboru rosyjskiego (ukazywał się przez rok). Angażuje się słowem i piórem w wydarzenia rewolucji 1905 r., przez co ściąga na siebie represje – zostaje aresztowany i wy­dalony z Królestwa Polskiego; przez rok przebywa w Galicji. Literackim obrazem wydarzeń są Ludzie rewolucji (1906) oraz Boruch (1907) – apoteozy wydarzeń rewolucyjnych i hołd dla jej bojowników.
W 1906 r. Niemojewski założył w Warszawie czasopismo „Myśl Niepodległa” (wycho­dziło trzy razy w miesiącu), które redagował i zapełniał w dużym stopniu swoimi artykuła­mi, recenzjami, tłumaczeniami (po jego śmierci syn Adam prowadził je do 1931 r.). Okres ten przyniósł diametralną zmianę poglądów społeczno-politycznych Niemojewskiego. W obro­nie wolnej od przesądów religijnych, racjonalnej myśli pisarz podejmuje polemikę z katolicy­zmem (m.in. Objaśnienie katechizmu, 1907; Katechizm wolnego myśliciela, 1908), czego skut­kiem jest proces sądowy i wyrok skazujący na rok pobytu w cytadeli w 1911 r. Niemojewski krytykuje też judaizm, głosząc przy tym poglądy antysemickie (m.in. Żydzi a wolna myśl, „Myśl Niepodległa” 1907, nr 23; Skład i pochód armii piątego zaboru, 1911), co poróżnia go definitywnie ze środowiskiem lewicowym. Jego zainteresowania religioznawcze idą w stro­nę astralistyki i numerologii, które traktuje jako klucz do rozumienia nie tylko Biblii i wszel­kich religii (m.in. Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych, 1909), ale także historii (Polskie niebo, 1924) i literatury (Dawność a Mickiewicz, 1921).
W czasie poprzedzającym wybuch Wielkiej Wojny i w jej trakcie w swych poglądach zbliża się do endecji (część jego artykułów z „Myśli Niepodległej” ma przedruki w endeckim lwowskim „Słowie Polskim”). W niepodległość Polski wchodzi jako naczelny antysemita kra­ju zapowiadający rychłą wojnę polsko-żydowską. Z entuzjazmem przyjmuje zaproszenie na kongres Zjednoczenia Narodowego w 1919 r. W tym roku jeszcze raz trafia do więzienia za obrazę sejmu ustawodawczego (Sejm niewczesny, „Myśl Niepodległa” 1919, nr 440). Sukce­sy polityczne i militarne Piłsudskiego sprawiają wszakże, że związki Niemojewskiego z ende­cją ulegają osłabieniu, Adam Grzymała-Siedlecki sugeruje nawet, że możliwe byłoby przej­ście redaktora „Myśli Niepodległej” do obozu piłsudczyków. Rozwój wypadków przerwała jednak jego śmierć (atak serca). Pisarz zmarł 3 XI 1921 w Warszawie.
Krytyka literacka. Formy i tematy. Ewolucja poglądów społeczno-politycznych Nie- mojewskiego nie wpłynęła zasadniczo na jego poglądy jako krytyka literackiego. Trzon
niezmiennego w zasadzie, uznawanego przezeń modelu literatury stanowiły światopogląd racjonalistyczny o korzeniach oświeceniowych, pozytywistyczny scjentyzm i społeczny prag­matyzm. W literackich preferencjach zatrzymał się on właściwie u progu Młodej Polski, któ­rej literaturę czytał selektywnie i dość nieuważnie. Swojej wizji gotów był bronić ostrym, ironicznym słowem, wolnym wszakże od młodopolskiej maniery językowej. Zarabiał pió­rem, więc jako krytyk pisał do czasopism recenzje literackie i teatralne; były to najczęściej krótkie formy konstruowane według jednego schematu (autor, treść sztuki, konteksty, wy­konanie sceniczne w przypadku recenzji teatralnych, odbiór). Pisał też dłuższe artykuły o tematyce literackiej, w których często eksponował zarówno własne oczytanie, jak i wiedzę naukową oraz wchodził w polemiki z adwersarzami, był jednak wstrzemięźliwy w pochwa­łach. Tworzył charakterystyczne dla krytyki literackiej tamtego czasu portrety, w których empatycznie traktował ich bohaterów, jest ich jednak niewielu (A. Mickiewicz, J. Słowacki, S. Wyspiański).
Można wskazać trzy zasadnicze założenia jego krytyki. Po pierwsze – literatura jest wartościowa tylko wtedy, gdy angażuje się w życie społeczeństwa, kształtuje ludzkie przeko­nania, unika postaw eskapistycznych i artystowskich. Po drugie – pragmatyczna funkcja lite­ratury wymaga komunikatywnych środków wyrazu, bez udziwnień i manieryzmów. Po trze­cie – krytyk zachowuje dystans wobec literatury popularnej i rozrywkowej.
Wobec realizmu i Młodej Polski. Niemojewski podkreśla swoje przywiązanie do tradycyj­nych wzorów realistycznych XIX w. Miarę literacką ustanawiają według niego Bolesław Prus, Aleksander Świętochowski, Henryk Sienkiewicz; oczywiście – nie cały Sienkiewicz. Nie- mojewski, podobnie jak Stanisław Brzozowski i Wacław Nałkowski, nisko ocenia Rodzinę Połanieckich i Quo vadis? („Myśl Niepodległa” 1907, nr 24). Wprost do swych autorytetów literackich odnosi się jednak rzadko i hasłowo, recenzuje przede wszystkim dokonania po­mniejszych naśladowców czy kontynuatorów tradycyjnego realizmu. Klemensa Junoszę (Sza­niawskiego) chwali za celne obserwacje obyczajowe, wiarygodność psychologicznych portre­tów postaci i sprawny język narracji w Pokoju przy familii i Przez różowe szkiełka (Przewodnik dla kupujących książki, „Wędrowiec” 1895, nr 4). Zręcznym rzemieślnikiem słowa jest dlań dramaturg Kazimierz Gliński, choć krytyk wytykał mu przesadną łatwość rymowania („Ty­godnik Ilustrowany” 1898, nr 9). Michał Bałucki już jednak grzeszy według Niemojewskiego skłonnością do karykatury, zacierając prawdę o świecie i człowieku („Prawda” 1898, nr 19). Krytyk odnotowuje powieściowy debiut Wacława Berenta, docenia w Fachowcu „misterną analizę psychologiczną” i odwagę stawiania diagnoz społecznych („Wędrowiec” 1895, nr 20). Następnych utworów Berenta już jednak nie zauważa. Jest umiarkowanym zwolennikiem naturalizmu, który ma co prawda według niego walor chłodnej, naukowej obserwacji, jed­nak zawęża jej zakres jak w przypadku Felki Ignacego Dąbrowskiego („Prawda” 1898, nr 19). Krytyk dostrzega walkę Gabrieli Zapolskiej z mieszczańską kołtunerią („Myśl Niepodległa” 1910, nr 155; 1913, nr 241). Recenzja powieści Gustawa Daniłowskiego Maria Magdalena jest właściwie pretekstem do wyeksponowania erudycji religioznawczej krytyka (Glossy do „Marii Magdaleny”, „Myśl Niepodległa” 1913, nr 242).
Młodopolskie arcydzieła Niemojewski czyta bardzo selektywnie. Korzenie moderni­zmu, zaprowadzonego u nas jako sztuczna moda, były według niego kosmopolityczne. Arty­stą, który dokonał jego twórczej adaptacji na rodzimy grunt, był zdaniem krytyka Stanisław Wyspiański: „On modernizm w Polsce zaszczepiony wyhodował, polskim uczynił” (Sta­nisław Wyspiański. Studium literackie, 1903), czego przejawem było podjęcie przez twórcę
tematów ze słowiańskich mitów i z polskiej historii, które pod piórem Wyspiańskiego nie tyle objaśniają przeszłość, ile przynoszą wnikliwe diagnozy teraźniejszości. Nawet gdy Wys­piański sięga po mity greckie, pisze tak naprawdę utwory współczesne. Nad fabułą, w pew­nym stopniu traktowaną pretekstowo, zostaje nadbudowana warstwa symboliczna: „Każdy jego dramat jest jednym wielkim symbolem czegoś, co się wśród nas dzieje, co nas boli, radu­je, drażni, tęskni, cni, co marzymy, za czym wybiegamy w przyszłość” (tamże). Siłę symbolu wzmacnia przekaz teatralny, magia widowiska scenicznego, co szczególnie dobitnie ujawnia się w przypadku Wesela, ale także równie wysoko ocenianego Wyzwolenia. Dlatego też – uważa krytyk – można wobec Wyspiańskiego zastosować bliskie Brzozowskiemu określenie: „literatura to czyn” (tamże). Ale nawet omawiając twórczość Wyspiańskiego, Niemojewski pozostaje wierny swemu programowi krytycznemu: literatura powinna przynosić wyrazi­ste i odważne diagnozy społeczne; najwybitniejszym dramatem Wyspiańskiego jest zatem Klątwa – utwór, który „w literaturze naszej jest unikatem, a w literaturze wszystkich wieków należy do rzędu arcydzieł” (tamże).
Krytyk akceptuje także, choć w ogólnikowych formułach, prześmiewczy ton Jana Au­gusta Kisielewskiego, który daje karykaturalny obraz środowiska artystycznego („Prawda” 1899, nr 50). W skąpych słowach chwali talent dramatyczny Adolfa Nowaczyńskiego, za­uważa, że w jego sztukach można znaleźć „obraz obyczajowy, nutą swojską niekiedy wprost czarującą” (Cyganeria i pochód, „Myśl Niepodległa” 1912, nr 218). Nowaczyński jest dlań dramaturgiem polskim, który „podniósł scenę do tej wyżyny, na której sztuka współczes­na bierze się za bary z żywym życiem narodu, a nie unika go lękliwie i małodusznie” ([rec.] A. Nowaczyński, „Nowe Ateny”, tamże, nr 241). W wyobrażonej na użytek felietonu scen­ce każe młodym ludziom zachwycać się Stefanem Żeromskim i Władysławem Stanisławem Reymontem (Komedia w dwu aktach, „Głos” 1902, nr 10), lecz na próżno byłoby szukać krytycznych omówień ich twórczości. Kazimierza Przerwę-Tetmajera (z którym zresztą pozostawał w przyjacielskich relacjach) ceni nie tyle za melancholijne i nastrojowe wiersze, choć pisane, jak podkreśla, z pewnym talentem („Prawda” 1900, nr 50), ile przede wszyst­kim za prozę (Ksiądz Piotr zestawiany jest z Ojcem Makarym A. Świętochowskiego i Klą­twą S. Wyspiańskiego), która przynosi wiarygodne portrety ludzkie (Księża trzech pokoleń, „Głos” 1901, nr 26–31). Jan Kasprowicz ze swymi hymnami już jednak hołduje wedle Nie- mojewskiego „modnej średniowieczyźnie”; może jedynym w miarę akceptowalnym poe­tą Młodej Polski jest dla krytyka Antoni Lange, erudyta i wolnomyśliciel ([rec.] A. Lange, „Pierwszy dzień stworzenia. Pieśni społeczne”, „Myśl Niepodległa” 1907, nr 24).
Negatywnym bohaterem epoki jest Stanisław Przybyszewski. Krytyk odcina się zdecy­dowanie od eskapistycznej, jak podkreśla, idei „sztuki dla sztuki”, nie aprobuje także aktor­skiej pozy, kreowania legendy życia, która staje się ważniejsza od literatury (Prorok wykole­jeńców, „Głos” 1902, nr 5). Przybyszewski okazuje się jednak niekiedy społecznie użyteczny, choć wbrew własnym intencjom: dramat Złote runo, pomyślany jako typowa literatura skan­dalu, prowokuje pozasceniczny ferment emancypacyjny w środowisku warszawskim (Jęki Katonów, „Głos” 1901, nr 51). Drugim negatywnym bohaterem Młodej Polski jawi się Ta­deusz Miciński. Obaj twórcy diametralnie różnili się w swych poglądach religioznawczych. O ile Miciński widział w przesłaniu Biblii (w tym przede wszystkim w osobie Chrystusa) war­tość duchową, o tyle Niemojewski, najpierw z perspektywy renanowskiego scjentyzmu (Le­gendy), później z punktu widzenia astralistyki, podważał historyczną wiarygodność Księ­gi (np. Mit, mistyka, mistyfikacja a Miciński, „Myśl Niepodległa” 1911, nr 175). Stwierdzał:
„Mistycyzm nowoczesny jest – o naszych stosunkach mówimy – zawsze tylko objawem nieuctwa” (Dyskusja galicyjska, „Myśl Niepodległa” 1910, nr 139). Według niego Miciński w swych deklaracjach religijnych nie ma nic wspólnego z tradycją mistyki romantycznej, a jego pseudomistyczna twórczość, powielająca „gminne zabobony i przesądy”, jest jedynie dowodem umysłowego obskurantyzmu (Potęga ciemnoty, „Myśl Niepodległa” 1913, nr 246). Niemojewski dyskredytował całą twórczość literacką Micińskiego, która była dla niego wy­łącznie ucieczką od życia w stronę chorej (i nadmiernie przeerotyzowanej) wyobraźni, po­zornie tylko proponowała remedia odrodzenia wewnętrznego i duchowej rewolucji (Wyuz­danie czy obłąkanie, tamże, nr 248).
Wobec języka wypowiedzi literackiej. Jako zwolennik pragmatycznych funkcji literatury Niemojewski uważał, że wymaga ona komunikatywnych środków wyrazu, bez udziwnień i manieryzmów. Sam nie był językowym nowatorem ani jako pisarz, ani jako krytyk. Styl uważał za neutralny środek przekazu będący maksymalnie wiernym zapisem myśli i emo­cji. Wzorem języka z przeszłości pozostaje dla niego Jan Chryzostom Pasek, który „pisał pro­sto z mostu, pisał jak żył, jak widział, jak czuł, a nawet jak łgał” (Pasek i literatura obecna, „Głos” 1901, nr 36). Najważniejszą rolę w uformowaniu polskiego języka, nie tylko literackie­go, odegrała wedle krytyka poezja romantyczna (Juliusz Słowacki, 1902). Ceni lirykę Konop­nickiej za komunikatywność, w mniejszym stopniu za sprawność wersyfikacyjną, którą naj­wyżej uznaje za piękny dodatek (Maria Konopnicka, „Głos” 1902, nr 11). Nie akceptuje poezji parnasistowskiej traktującej język jako pole doświadczalne dla poety szukającego na siłę ory­ginalności (omówienie Poezji K. Przerwy-Tetmajera, „Prawda” 1898, nr 19).
Także na poziomie językowym krytykuje twórczość Micińskiego jako udziwnioną, ma­nieryczną, źle napisaną. W recenzji Nietoty stwierdza: „Przeczytałem 100 stron dzieła pana Micińskiego i nie zrozumiałem absolutnie nic” („Myśl Niepodległa” 1910, nr 139); o Xię- dzu Fauście pisze: „Rzecz to równie pretensjonalna i bezsensowna, jak skandalicznie niegra- matyczna i niestylistyczna” (Wyuzdanie czy obłąkanie). Poezje i dramaty Micińskiego Nie- mojewski zbywa już całkowitym milczeniem, ale jednocześnie w pełni aprobuje stylistyczne ekstrawagancje Wyspiańskiego, które, jak uważa, wymagają od czytelnika jedynie nieco większego skupienia i wysiłku.
Wobec kultury popularnej. Jako recenzent utworów kultury popularnej lekceważy teatr, który oferuje jedynie tanią rozrywkę komediową, jak np. sztuki Kazimierza Zalewskiego („Prawda” 1899, nr 34) czy Juliana Wieniawskiego („Prawda” 1897, nr 51), a także senty­mentalne, łzawe wzruszenia jak dramat Jan Kochanowski Zapolskiej („Prawda” 1899, nr 37). Odrzuca puste gry znanymi i czytelnymi konwencjami z przeszłości w dramacie Lucjana Rydla, chwalonego wszakże przez bałamutną i koteryjną młodopolską krytykę, „która nie umie odróżnić poetyckiego ananasa od laskowego orzecha”, wmawiającą odbiorcom, że ob­cują z arcydziełem (tamże, nr 41). Nie bardzo wierzy w intencje twórców pragnących po­wołać do życia tzw. teatr ludowy, który, aby przetrwać, będzie musiał oferować repertuar na obniżonym poziomie. Choć krytyk widział potrzebę pracy nad kształtowaniem gustu ma­sowego odbiorcy (Teatr ludowy, „Krytyka” 1901, z. 2), chętnie zaglądał do teatrów amator­skich, zauważał jednak, że publiczność tych scen składała się wyłącznie z miejskich elit. Nie- mojewski jako działacz społeczny domagał się praw dla robotników, podziwiał ich odwagę i determinację w czasie wydarzeń rewolucyjnych 1905 r., traktował ich jednak jak kulturo­we dzieci, zagubione w świecie artyzmu, które dopiero należy stopniowo formować, adaptu­jąc do dobrej, wartościowej sztuki. Jednak już wobec chłopów Niemojewski podkreślał swoją
całkowitą bezradność, przyznawał się, że nie zna chłopskiej mentalności (Proroctwo rzezi ga­licyjskiej wobec historii, 1902).
Podsumowanie. Niemojewski jako krytyk był indywidualistą, chodził własnymi ścieżka­mi na przekór modnym tendencjom literackim tamtego czasu. Jego gust literacki uformo­wał XIX w., zarówno romantyzm, który doceniał za siłę wyrazu i język, jak i realizm, w któ­rym widział sztukę najlepiej odpowiadającą potrzebom społecznym. Nie szedł jednak drogą pozytywistycznej krytyki literackiej, odrzucił formułę „życie i twórczość”, uznając w duchu młodopolskim, że dzieło to przekaz ekspresji artysty. Był wszakże empatycznym hermeneutą właściwie tylko w odniesieniu do twórczości Wyspiańskiego, inne dzieła młodopolskie czy­tał pobieżnie i najczęściej krytycznie, jakby wychodząc z założenia, że najlepsza krytyka lite­racka to taka, która prowokuje do dyskusji, jest swego rodzaju pojedynkiem na słowa. Pobu­dzony taką wymianą zdań czytelnik zapewne gotów będzie myśleć samodzielnie. Poważnie o Niemojewskim pisał Juliusz Kleiner: „Z takich jak on byli u nas bohaterowie i warchoły, wodzowie i rokoszanie. Zrodził się do walki i do zwady, do inicjatywy i do buntu”. Żartobli­wie – Julian Tuwim i Antoni Słonimski, parodiując nieistniejące dzieło poświęcone pisarzo­wi: „Czym był Palestrina dla grafiki holenderskiej, Byron dla arytmetyki, Mantegazzo dla Ka­tarzyny II, Zygmunt Waza dla impresjonizmu, Voltaire dla chiromancji? Niczym! Andrzej Niemojewski jest zaś wszystkim”.</document>
<document nplp_id="13739" title="Marcinkowski Antoni" slug="marcinkowski-antoni">Powieściopisarz, publicysta i folklorysta, krytyk. Pseudonimy: Albert Gryf; Antoni Nowosielski.


Informacje biograficzne. Antoni Albert Jaksa-Marcinkowski h. Gryf urodził się 29 I 1823 we wsi Mostyszcze k. Kijowa w rodzinie szlacheckiej jako syn Ignacego i Brygidy z Grabowskich. Uczył się w domu, a później przez pół roku na pensji męskiej Józefa Korzeniowskiego w Kijowie, następnie w gimnazjum kijowskim. W 1841 r. wstąpił na wydział filologiczno-historyczny Uniwersytetu św. Włodzimierza w Kijowie, naukę przerwał po trzech latach z powodu choroby (podczas studiów przeżył okres fascynacji niemiecką filozofią idealistyczną, I. Kanta, F.W.J. Schellinga i – zwłaszcza – G.W.F. Hegla, stał się też entuzjastą B. Trentowskiego, do którego poglądów i terminologii ostentacyjnie nawiązywał w swych wczesnych artykułach). Dalej kształcił się samodzielnie, mieszkając w swoim majątku Mostyszcze. W l. 1846–1848 był współpracownikiem kijowskiej „Gwiazdy”. W 1848 r. wydał w Kijowie pismo zbiorowe „Lewiathan”. W 1850 r. odbył podróż do Odessy i na Krym. Zmarł 12 IX 1880 w Kijowie.

Publikował w czasopismach, almanachach i noworocznikach wychodzących w latach 40. na południowo-wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej, po klęsce Wiosny Ludów – głównie w prasie warszawskiej. Artykuły i recenzje umieszczał m.in. w takich periodykach, jak: „Biblioteka Warszawska” (1861, 1867), „Dziennik Warszawski” (1852–1864), „Gazeta Codzienna” (1858–1860), „Gazeta Polska” (1870–1871), „Gazeta Warszawska” (1854–1858), „Kłosy” (1869, 1876–1877), „Kronika Rodzinna” (1876), „Kurier Wileński” (1861), „Nowiny” (1854–1855), „Pamiętnik Naukowo-Literacki” (1849–1850), „Przegląd Katolicki” (1866), „Przegląd Tygodniowy” (1868), „Tygodnik Ilustrowany” (1860–1862), „Tygodnik Petersburski” (1843–1844), „Tygodnik Powszechny” (1878), „Wiek” (1873–1874). Rękopisy 15 artykułów dla „Dziennika Warszawskiego” znajdują się w zbiorze korespondencji Wacława Szymanowskiego (Biblioteka Jagiellońska, sygn. 6712).


Dwa oblicza. Pierwsze wystąpienia Marcinkowskiego (Co jest żywiołem dzisiejszej literatury i jakie jej właściwe cechy postępowe?, „Rocznik Literacki” (Petersburg) 1846) świadczą o poszukiwaniu własnej drogi programowej i wypracowywaniu stylu dyskursu krytycznoliterackiego. Przyszłość literatury autor wiąże z dziełami (głównie powieściowymi) przenikniętymi żywiołem filozoficznym, język emocji podporządkowującymi pogłębionej refleksji intelektualnej. Mają one obrazować idee socjalne, obyczajowe i ekonomiczne swego czasu, nie zaś – jak dawniej – „czysto imaginacyjne dziwy” i „czcze marzenia”. Są to jednak na razie supozycje nie nazbyt klarowne. W jego pracach z zakresu krytyki literackiej uwyraźniło się dążenie do autonomizacji estetyki, do ukonstytuowania jej jako odrębnej dyscypliny opartej na podstawach filozoficznych i zmierzającej do ujęć systemowych. Młodzieńcze swe wystąpienia sygnował pseudonimem Albert Gryf utworzonym z drugiego imienia i nazwy herbu rodowego. Pod tym pseudonimem zasłynął jako niepospolicie utalentowany, obdarzony ostrym i celnym piórem polemista petersbursko-kijowskiej „Gwiazdy” w jej zażartych bojach toczonych z procarską, ultrakonserwatywną grupą „Tygodnika Petersburskiego”. Z początkiem lat 50. diametralnie zmienił orientację ideową – stał się gorliwym wyznawcą i obrońcą ortodoksyjnie pojętego katolicyzmu, niemal utożsamiającym przedmiot filozofii z przedmiotem teologii. Zewnętrznym przejawem tej duchowej metamorfozy był nowy pseudonim, pod którym występował do końca swej drogi pisarskiej: Antoni Nowosielski (utworzony od nazwy dziedzicznego majątku Nowosiółki).


W sporze z koterią petersburską. Znacznie wyraźniej liberalno-demokratyczne przekonania ideowe Marcinkowskiego zarysowały się w cyklu artykułów publikowanych w „Gwieździe” Listy Alberta Gryfa do Benedykta Dołęgi [pseudonim Jakuba Jurkiewicza] w przedmiotach krytyki, filozofii i historii („Gwiazda” 1846–1847) kierujących swe ostrze przeciwko dwu głównym filarom „Tygodnika Petersburskiego”: Michałowi Grabowskiemu i Henrykowi Rzewuskiemu. W wystąpieniach tych, stanowiących najcenniejszą i najbardziej interesującą część jego spuścizny tak w dziedzinie krytyki literackiej, jak w zakresie refleksji filozoficznej, program pozytywny Gryfa formował się w ścisłym sprzężeniu polemicznym z poglądami adwersarzy.

Marcinkowski frontalnie zaatakował metodę Grabowskiego, zarzucając mu (wcześniej czynili to K. Libelt i J. Kremer) brak logicznie spójnego, niezależnego od indywidualnego gustu, zespołu przekonań filozoficzno-estetycznych jako koniecznej i wymiernej podstawy sądów o sztuce broniącej krytyka przed impresyjnością i subiektywizmem aksjologicznym. Odwołując się do zaczerpniętej z myśli estetycznej Friedricha Schellinga i Georga Wilhelma Friedricha Hegla kategorii obiektywnego piękna absolutnego, mającego cel samo w sobie, najwyższą władzę epistemologiczną upatrywał w rozumie spekulatywnym, czyli samodzielnym umyśle (kantowski Vernunft), nie zaś w rozumie zmysłowym (empirycznym), czyli w tzw. zdrowym rozsądku (Verstand), stanowiącym – wedle Gryfa – busolę krytyczną Grabowskiego. Rozważania, przebiegające na pozór w sferze dyskursu ogólnoestetycznego, miały swój utajony podtekst: tzw. empiryzm w krytyce stawał się dogodnym parawanem maskującym protekcjonalność, koteryjną stronniczość i taktyczną giętkość kryteriów wartościowania uzależnionych w decydujący sposób od czynników pozaliterackich.

Kryptopolityczny charakter miały polemiki z Henrykiem Rzewuskim, któremu wytykał awersję do filozofii w ogóle jako wolnomyślicielskiego, zuchwałego mędrkowania zwróconego przeciwko wierze i tradycji oraz – już w sposób mocno zakamuflowany przez wzgląd na cenzurę – skrajny konserwatyzm i katastroficzny nihilizm prowadzący autora Mieszanin obyczajowych do opcji rusofilskich.

W płomiennym sporze toczonym z Józefem Ignacym Kraszewskim i Grabowskim na temat oceny twórczości Eugène’a Sue Marcinkowski w duchu umiarkowanego reformizmu bronił francuskiej „literatury szalonej” (w której autor Literatury i krytyki widział jedynie przejaw degeneracji moralnej i zagrożenie dla podstaw ładu społeczno-politycznego). Uwydatniał związek powieści Sue z ideami socjalizmu utopijnego, popierał postulat etycznej reedukacji warstw uciskanych, podzielając wiarę, że zło można skutecznie wykorzenić, likwidując nędzę materialną danej zbiorowości (O dziełach Eugeniusza Sue z powodu artykułu o „Żydzie tułaczu” umieszczonego w 1-m zeszycie „Athenaeum” z r. 1846, „Gwiazda” 1847, nr 2). Podziwiał rzekomy „takt prawdziwie artystowski”, z jakim romansopisarz francuski swe koncepcje przetworzył w dzieła sztuki literackiej. Wszakże nie tyle dorobek powieściowy twórcy Żyda wiecznego tułacza, będący de facto jedynie dogodnym pretekstem, ile postawiony przez Sue problem jezuitów i oceny ich roli w dziejach absorbował uwagę Gryfa. Kwestia tzw. jezuityzmu odegrała niezmiernie istotną rolę w strategii polemicznej „Gwiazdy” jako pisma opozycyjnego – określenie to było dla członków grupy kryptonimem postawy „koterii tygodnikowej” (O jezuitach. (Rys ściśle historyczny Zakonu „Societatis Jesu”, przedsięwzięty w celu zreflektowania zagorzałych jego apologistów, osobliwie pana Michała Grabowskiego), „Gwiazda” 1848, nr 3). Pod pojęciem tym rozumiano: fałsz religijny, dogmatyczny fanatyzm, wrogość wobec postępu i zaciekłą pogardę dla wszelkiej autonomicznej filozofii jako przejawu wolności umysłu ludzkiego, żądzę władzy, zawiść i pychę, a także – marazm intelektualny, płaski sybarytyzm i polityczne wstecznictwo.

Z zagadnieniem jezuityzmu ściśle wiązał się protest przeciwko tradycjonalistycznemu, ciasnemu i doktrynerskiemu modelowi religijności (polemika z I. Hołowińskim i H. Rzewuskim jako autorem Listopada). Gryf energicznie dowodził prawa umysłu ludzkiego do racjonalizacji światopoglądu religijnego, do jego filozoficznej reinterpretacji. Głęboko wierzył w moralny postęp chrześcijański i stawał po stronie „żywego kościoła Chrystusowego” rozwijającego esencjalne prawdy ewangeliczne. Buntował się przeciw katolicyzmowi zinstytucjonalizowanemu i skostniałemu, wszak nie tylko dlatego, że obwiniał go o zafałszowanie duchowych treści wiary. W zhierarchizowanym, świętoszkowatym Kościele oficjalnym młody Marcinkowski widział gwaranta „rozsądku” i „ładu” – podporę lojalizmu politycznego.

Koncepcja humoru. Własny program estetycznoliteracki zarysował w rozprawce O humorze („Gwiazda” 1846, nr 1); był to jedyny jego tekst w „Gwieździe” wolny od doraźnych uwikłań polemicznych. Humor to dla autora zarówno dyspozycja emocjonalno-psychiczna, jak i kategoria filozoficzno-estetyczna związana ze swoistym sposobem odczuwania i rozumienia antynomicznego charakteru bytu. Zdefiniowany w duchu koncepcji Jeana Paula (Vorschule der Ästhetik, 1804) i E.T.A. Hoffmanna jako „na pozór wesołe, a w gruncie pełne rzewności i goryczy nastrojenie umysłu”, zbliża się w pewnym stopniu do zakresu znaczeniowego ironii romantycznej, choć terminem „ironia” Gryf skłonny był określać (za Jeanem Paulem) chwilowy w postawie twórcy przejaw szyderczej destrukcji, przezwyciężonej następnie przez „humor”. Humorystyczne widzenie świata to bolesny wyraz rozdźwięku między harmonijnym pięknem idealnych prawd wiecznych a jego zdeformowanym odbiciem w nikczemnej, przeżartej głupotą i przewrotnością ludzką rzeczywistości skończonej. Głębokim smutkiem i melancholijną zadumą zabarwiony jest nieludyczny zgoła śmiech pisarza humorysty, nieustannie oscylującego między wiekuistym ideałem a jego ziemską profanacją, która musi budzić odrazę w człowieku moralnie wrażliwym. Zbywszy milczeniem problem humorystyczno-ironicznych technik pisarskich, za najbardziej rasowego pisarza humorystę uznał Nikołaja Gogola (uwagi Marcinkowskiego w tej materii określono później jako jedną z najbardziej wnikliwych i najoryginalniejszych ówczesnych wypowiedzi polskich o autorze Martwych dusz).


Kryteria wartościowania. Aksjologia krytycznoliteracka Gryfa odsłoniła się również w artykule o powieściach historycznych Rzewuskiego (Listy Alberta Gryfa, „Gwiazda” 1847, nr 2). Komplementując geniusz „czysto malarski” pisarza, sugerował, że jego talent wyczerpuje się w obrazowaniu scen i figur barwnie rodzajowych (wysoką notę wystawił kreacji postaci księcia Karola Radziwiłła z Pamiątek Soplicy). Listopad obnaża niedostatki sztuki literackiej Rzewuskiego: główną słabość tego „nużąco monotonnego” dzieła upatrywał w nieudolnej konstrukcji wątku miłosnego, w papierowości sylwetek bohaterów romansu, w braku przekonującej psychologicznie i historycznie motywacji ich postępowania, w sentymentalnej emfazie ich peror, w natrętnym, moralizatorskim dydaktyzmie. Ekspresja powikłanych stanów i rozterek duchowych – dowodził – to zadanie, które leży znacznie powyżej pułapu możliwości artystycznych pisarza. Zestawiwszy Rzewuskiego z Walterem Scottem, dochodził do wniosku, że autor Waverleya tworzył swe powieści „z natchnienia”, czując intymną, empatyczną więź ze światem wyobrażonym, Rzewuski zaś, cierpiący na niedowład poetyckiej fantazji, koncypuje „na zimno”. Przekreśla to rzecz jasna jego szanse zostania pisarzem prawdziwie wielkim.


Zwrot światopoglądowy. Z początkiem lat 50. dokonała się definitywna reorientacja światopoglądu Marcinkowskiego. Uznając katolicyzm za jedynego prawego depozytariusza chrystianizmu, głosił bezwzględną supremację objawienia nad poznaniem rozumowym, którego wszak całkowicie nie odrzucał. Przyznawał mu służebną rolę epistemologiczną, przestrzegając, że racjonalny ogląd świata, niewsparty wiarą religijną, może podstępnie zwieść na manowce niedojrzałą istotę ludzką, z natury ułomną i podatną na grzech pychy. Odcinał się bezapelacyjnie od idealistycznej filozofii niemieckiej, od jej martwego, abstrakcyjnego spekulatywizmu i antropoteistycznych uroszczeń. Przekonania te tworzyły niepodlegający już dalszym metamorfozom fundament jego sądów w kwestiach filozoficznych, społeczno-obyczajowych oraz estetycznoliterackich.

W rozważaniach z zakresu filozofii sztuki określił się teraz jako zdecydowany przeciwnik apriorycznych ujęć systemowych; z pozycji nieubłaganego moralisty i tradycjonalisty katolickiego zdeprecjonował założenia oraz cele promotorów socjalizmu utopijnego, nieustępliwie przeciwstawiał się niektórym prądom ery pozytywizmu – materialistycznemu scjentyzmowi i darwinizmowi, wrogo odnosił się do ruchu emancypacji kobiet, widząc w nim wyzwanie rzucone etycznemu ładowi świata (O kwestii kobiecej, „Gazeta Polska” 1870, nr 126–127); z poglądami Marcinkowskiego w tej sprawie polemizowała młoda Eliza Orzeszkowa.

Liczne wypowiedzi o literaturze (rozprawy, recenzje i felietonowe przeglądy nowości wydawniczych publikowane w prasie stołecznej) ugruntowały Antoniemu Nowosielskiemu renomę jednego z wybitniejszych krytyków krajowych między powstaniami. Najcelniejsze artykuły pomieścił w dwutomowym wyborze Pism krytyczno-filozoficznych (1857). Wystąpienia te utraciły niemało zalet pióra Gryfa. Rozluźnieniu uległa konstrukcja i dyscyplina wywodu, osłabła jego dynamika, zmętniała klarowność argumentacji, złagodniał nerw polemiczny, przybladła wyrazistość sformułowań. Mimo tych uchybień głos Nowosielskiego wyróżniał się na tle obfitej wprawdzie, ale dość anemicznej intelektualnie produkcji krytycznoliterackiej lat 50. XIX w.

Prawda i zmyślenie w romansie historycznym. W toczącym się w l. 1853–1855 sporze na temat relacji „prawdy” i „zmyślenia” w romansie historycznym zajął pozycję oponenta Juliana Bartoszewicza, który opowiadał się za modelem powieści dokumentarnej, maksymalnie ograniczającej rolę fikcji literackiej i kreślącej wierne źródłom obrazy zacnego „życia domowego” szlachty. Nowosielski uprzywilejował wzorzec walterskotowski, widząc w nim epokowe dzieło sztuki rządzące się niezawisłymi regułami prawdy artystycznej (Znaczenie romansu historycznego w dziejach sztuki, w: Pisma, t. 1). Jego rozpoznanie istoty historyzmu Scotta uderza wnikliwością i trafnością. Ścinając się z Bartoszewiczem i broniąc Zygmunta Kaczkowskiego, postulował wprowadzenie do powieści historycznej figur ze środowisk plebejsko-chłopskich. Nie po to wszakże, by ukazać na ich przykładzie niedolę „prostego gminu” i oskarżać rodzimą przeszłość. Żywioł ludowy to dla krytyka niezbywalny współkomponent malowniczości poetyzowanego świata, skutecznie strzegący dzieło przed monotonią artystyczną.

Koncepcja powieści. Ogólna koncepcja powieści jako zwycięskiego gatunku literackiego ujawniła się najpełniej w rozprawce Kilka myśli o powieści i jej formie (dat. 1855; w: Pisma, t. 1). Nowosielski połączył tu perspektywę badacza dziejów piśmiennictwa z ambicjami krytyka pragnącego bezpośrednio oddziałać na rozwój polskiej prozy narracyjnej – jego zdaniem niewykrystalizowanej jeszcze dostatecznie i nieposiadającej swej odrębnej formuły. Program, z jakim pragnąłby związać losy literatury ojczystej, mającej wybić się na odrębność i europejską niezależność, zawiera się w koncepcji, którą można by określić jako „idealizm realistyczny”. Właściwą jej treść daje się wyeksplikować dopiero w kontekście innych dotyczących istoty sztuki jako takiej wypowiedzi krytyka. Akt twórczy jest dlań intensyfikacją i idealizującą sublimacją zmysłowej formy rzeczywistości skończonej. Artysta-pisarz to kapłan i prorok obdarzony mocą kreacyjną, nie może przeto sprofanować swojej charyzmatycznej misji, kreśląc zaledwie dagerotypową kopię otaczającego świata i ukazując jego przyziemną, tuzinkową rodzajowość. Czerpiąc z własnych zasobów duchowych, musi dokonać uwznioślającej i upiększającej transformacji życia. Musi nadać swemu bohaterowi walor symboliczności, a jego doświadczeniu – wymiar metafory filozoficznej ujawniającej najgłębsze, istotowe sedno bytu. Powieściopisarz, oscylujący między ideałem a jego ziemską karykaturą, winien przeniknąć „myśl Bożą, moralny sens ludzkiego żywota” – odnaleźć przejawy absolutnego piękna etycznych prawd chrześcijańskich, skryte pod „fenomenalną skorupą” rzeczywistości empirycznej, i ukazać człowieka, jakim być powinien.

Propozycje Marcinkowskiego, ilustrowane odwołaniami do koncepcji estetycznych Jeana Paula, do twórczości Hoffmanna oraz do własnej teorii humoru, są tylko frazeologicznie zbieżne z postulatami realizmu psychologicznego postaci czy życiowej wiarygodności fabuły. Utrzymane na poziomie filozoficznego uogólnienia, w zasadzie pomijają – jako akcydentalny – problem poetyki gatunku. Niepotwierdzone przez dalszy rozwój procesu literackiego ani przez własną twórczość autora, w założeniach ogólnych zbliżają się do idealistycznej teorii sztuki Józefa Kremera, w swym moralizującym podtekście zaś korespondują po trosze z wzorcem powieści katolickiej lansowanym przez Eleonorę Ziemięcką.


Portrety pisarzy. Zamysł nakreślenia jubileuszowego studium biograficzno-literackiego o zaprzyjaźnionym i często recenzowanym Kraszewskim, studium ukazującego jego rozwój duchowy, Nowosielski pragnął urzeczywistnić w ostatniej swojej pracy krytycznej rozpoczętej na rok przed śmiercią. Zdążył opublikować tylko jej obszerną część początkową obejmującą wileńsko-wołyński dorobek pisarza (Józef Ignacy Kraszewski w literaturze i społeczności naszej, „Tygodnik Mód i Powieści” 1879, nr 23–30). Na tle „stanu umysłowo-moralnego społeczności” śledził w niej podejmowane przez Kraszewskiego uporczywe i różnokierunkowe próby odnalezienia własnej drogi twórczej.

Wśród innych artykułów krytycznych Nowosielskiego warto wyróżnić udatny portret Aleksandra Grozy jako rdzennego poety „polskiej Ukrainy” (Aleksander Groza i jego poezje, „Gazeta Warszawska” 1854, nr 238–241) oraz znakomity esej poświęcony literackim wartościom Pamiętników Jana Chryzostoma Paska (Reszty rękopismu Jana Chryz. Paska, wydane z egzemplarza Cesarskiej Publicznej Biblioteki w Petersburgu przez St. Lachowicza, w: Pisma, t. 1). Z wielką intuicją autor analizował w nim „obrazy [...] napiętnowane przedziwnym artyzmem, osobliwszą sztuką ugrupowania, oświetlenia, nadania życia i charakteru fizjonomii figur” i wydobywał analogie między typem wyobraźni Jana Chryzostoma oraz Scotta.</document>
<document nplp_id="13741" title="Norwid Cyprian" slug="norwid-cyprian">Poeta, dramatopisarz, prozaik, artysta plastyk, krytyk sztuki i literatury, publicysta. Krypto­nimy: C.K.N.; C.N.; Cyp. N.; Cyp. N…; Cyprian N.; Cyprian N…; Cyprian z Głuchów pod Warszawą; N.
Informacje biograficzne. Urodził się 24 IX 1821 w Laskowie-Głuchach na Mazowszu (niedaleko Radzymina) w rodzinie szlacheckiej jako syn Jana i Ludwiki ze Zdzieborskich (zm. 1825). Nauki pobierał razem ze starszym bratem Ludwikiem w Warszawie, w l. 1831–1837 był uczniem Gimnazjum Praktyczno-Pedagogicznego przy ul. Leszno, którego nie ukończył, kontynuował zaś naukę w szkole malarskiej Aleksandra Kokulara i w pracowni malarza Jana Klemensa Minasowicza. Wczesna twórczość poetycka, na którą składają się wiersze publikowane od 1840 r. w czasopismach, charakteryzuje świadomość przynależno­ści do pokolenia kształtowanego w kraju po klęsce powstania listopadowego, była życzliwie przyjęta przez środowisko literackie stolicy. Utrzymywał związki z kręgiem pisarzy tzw. cyga­nerii warszawskiej, m.in. z Sewerynem Fillebornem, Józefem Bogdanem Dziekońskim, Ro­manem Zmorskim, Włodzimierzem Wolskim.
Od 1842 r. przebywał poza krajem, początkowo w Dreźnie i Monachium, od 1843 r. we Włoszech (m.in. w Wenecji, Weronie, Padwie, we Florencji, w Neapolu), w maju 1844 r. przybył do Rzymu, który na zawsze stał się dla niego kulturowym centrum świata. Z poby­tem we Włoszech wiążą się dalszy rozwój edukacji artystycznej Norwida (studia rzeźbiar­skie), kontakty polityczne ze stronnictwem ks. Adama Jerzego Czartoryskiego i nieszczęśliwa miłość do Marii Kalergis. W marcu 1845 r. przy bierzmowaniu przyjął imię Kamil. W 1846 r. przebywał w Berlinie, gdzie został aresztowany przez władze pruskie i osadzony na miesiąc w więzieniu, po zwolnieniu wyjechał do Brukseli, gdzie spotkał się z gen. Janem Zygmun­tem Skrzyneckim i Joachimem Lelewelem. W okresie Wiosny Ludów był w Rzymie, utrzy­mywał kontakty z Zygmuntem Krasińskim, angażował się w obronę zagrożonego działania­mi rewolucyjnymi papieża Piusa IX i występował przeciwko działalności politycznej Adama Mickiewicza, który organizując w Rzymie swój Legion (Legion Mickiewicza), ogłosił Skład zasad. Od 1849 r. przebywał w Paryżu. Z wydarzeniami Wiosny Ludów wiąże się zbiór utwo­rów, w których Norwid przedstawił swój program ideowy, należą do nich m.in. traktaty poe­tyckie Wigilia, Pieśń społecznej cztery stron, Niewola, Psalmów-psalm, Promethidion, dramat Zwolon. Utwory te nie zostały dobrze przyjęte i ugruntowały opinię o Norwidzie jako poe­cie niezrozumiałym.
W 1852 r. Norwid wyjechał do Ameryki, mieszkał głównie w Nowym Jorku, w 1854 r. powrócił do Paryża, zatrzymując się uprzednio na kilka miesięcy w Londynie. Osiadłszy na stałe w Paryżu, ówcześnie stolicy Drugiego Cesarstwa Francji, na nowo rozwijał swoją twór­czość poetycką i podjął w obszernym poemacie Quidam (1855–1857) temat cywilizacji eu­ropejskiej, akcentując jej antyczny rodowód kulturowy. Poemat ten ukazał się w tomie Poe­zji wydanym w Lipsku w 1862 r. (z datą 1863 r.), razem z wieloma innymi utworami, jak m.in. traktaty poetyckie Pięć zarysów, Rozmowa umarłych, rozprawa krytyczna O sztuce (dla Polaków), nowele Bransoletka, Cywilizacja, proza poetycka Garstka piasku, dramat misteryjny Krakus. Tom ten nie wywołał zainteresowania czytelników, a najważniejszy projekt poetycki Norwida – cykl stu wierszy Vade-mecum przygotowany do druku w okresie 1865–1866 – nie znalazł wydawcy za życia poety. Opublikował natomiast w 1861 r. wygłoszone uprzednio (1860) wykłady O Juliuszu Słowackim, w których określił swój stosunek do dzie­dzictwa romantycznej poezji. Drukiem ukazał się też prezentowany publicznie traktat poe­tycki Rzecz o wolności słowa (1869). W rękopisach pozostały m.in. poemat Assunta (1870), dramaty z l. 1862–1872 (Aktor, Pierścień Wielkiej Damy, Za kulisami, Kleopatra i Cezar), traktat Milczenie (1882) i nowele (Stygmat, „Ad leones!”, Tajemnica lorda Singelworth) z ostat­nich lat życia poety. W 1877 r. zamieszkał w Domu św. Kazimierza, na dalekim przedmieś­ciu Paryża, w pobliżu dworca Ivry, co przyniosło pewną bytową stabilizację w jego życiu, ale nie odmieniło tragedii „poety nieznanego”. Norwid zmarł tam 23 V 1883. Zainteresowanie jego twórczością w okresie Młodej Polski za sprawą Zenona Przesmyckiego rozpoczęło dzie­je jej XX-wiecznej recepcji, która przywróciła Norwidowi należne mu miejsce w historii lite­ratury polskiej.
Sztukmistrz jako krytyk. Najważniejszą cechą krytycznych sądów Norwida jest ich arty­styczny wymiar uwzględniający kompetencje literackie, jak i znajomość sztuk plastycznych. Za każdym razem mówi do nas artysta, który nazwał siebie sztukmistrzem (m.in. w auto­biograficznym poemacie [Wędrowny Sztukmistrz] z 1855 r.), a jego przekonania estetyczne kształtowane w kontekście XIX-wiecznej korespondencji sztuk dotyczą podstawowych po­jęć, takich jak piękno, prawda i dobro. Ta triada pojęć stoi u podstaw poglądów Norwida na sztukę w Promethidionie (1851), który sprowokował słynną wypowiedź Juliana Klaczki „Promethidiony, Zwolony i inne androny” („Goniec Polski” 1851, nr 209). Ten poemat o dialogo­wej strukturze przedstawia problematykę sztuki w połączeniu z tematem miłości, pracy i su­mienia. Sztuka ma charakter tyle narodowy, co sakralny – zachęca do pracy, która umożliwia człowiekowi rozpoznanie w sobie boskiego wymiaru, a ten stanowi o pięknie. Związek pięk­na, dobra i prawdy bierze w Promethidionie swój początek z antyku, a sztuka chrześcijańska uczyniła ze związku tych wartości najważniejszą zasadę swego istnienia. Wartości te stano­wiły miernik oceny współczesnej Norwidowi sztuki i literatury, o ich brak oskarżał dzieła rozwijające założenia estetyki realizmu.
O trwałości tego stanowiska świadczą wypowiedzi z czasów, gdy realizm w literatu­rze i sztuce od dawna już święcił swój triumf, np. Obywatel Gustaw Courbet. Zarys – publi­cystom, artystom, krytykom i korespondentom polskich dzienników poświęcony (powst. 1872). U kresu życia w recenzji (Salon paryski 1881) werystycznej technice przedstawiania nagości przeciwstawiał kanony estetyczne Michała Anioła. Norwid w Promethidionie nadawał po­staci mówiącej w jego imieniu charakter nie tyle krytyka, ile „Pawłowego proroka”. Nie uwa­żał się za krytyka w powszechnym rozumieniu, kondycję krytyki w swojej epoce oceniał ne­gatywnie, a o jego ironicznym stosunku do profesji krytyka świadczy najlepiej karykatura Zoilus (rys. tuszem, powst. 1841). Był w swym negatywnym osądzie krytyków, zwłaszcza krytyków sztuki, konsekwentny i trwały, co obrazuje karykaturalne przedstawienie krytyka w pisanej u kresu życia noweli Ad leones!, w której bronił transcendentnego wymiaru rzeź­by. O transcendentnym aspekcie sztuk plastycznych traktuje też przypis do IV pieśni poe­matu Assunta zatytułowany Spojrzenie ku niebu, w którym silnie łączy ten wymiar sztuki z chrześcijaństwem.
Do jego najważniejszych wypowiedzi krytycznych dotyczących sztuki należy rozpra­wa O sztuce (dla Polaków) (1858), która była polemiczną reakcją na broszurę Klaczki Sztuka polska („Wiadomości Polskie” 1857, nr 21, 23, 41). Norwid zanegował jego zasadniczą tezę, że sztuki plastyczne w Polsce nie mają możliwości, by stać się dziedziną sztuki narodowej. Autor Sztuki polskiej uzasadniał swe stanowisko założeniami romantycznej „geografii kultu­rowej”, przyjmując, że narody Północy są pozbawione zmysłu plastycznego, mają natomiast szczególną predylekcję do słowa. Nawiązywał tym przekonaniem do poglądów Mickiewi­cza i romantycznej etymologii nazwy „Słowianie” (synowie słowa). Polemizując ze stanowi­skiem Klaczki, Norwid akcentował społeczne znaczenie piękna związanego ze sztukami pla­stycznymi, wskazywał, że piękno wpływa na życie zbiorowości i je kształtuje. Etymologizując słowo „piękny”, wskazywał na różnicę swoistości semantycznych właściwych językom naro­dowym i uzasadniał potrzebę i możliwości rozwoju sztuk plastycznych w Polsce, odwołu­jąc się do romantycznej korespondencji sztuk. Rozprawa O sztuce (dla Polaków) wpisała się w szerszy nurt polemiczny ze stanowiskiem Klaczki, miała silny i pozytywny odzew i pozo­stawiła trwałą pamięć wśród potomnych Norwida (wspominano o niej w nekrologach poety), który cenił ją wysoko, umieszczając na pierwszym miejscu swych dokonań w Autobiografii artystycznej (1872).
W utworach Norwida odnajdziemy nawiązania do biografii wielkich artystów, m.in. Michała Anioła i Rafaela, poświęcił też pamięci Wita Stwosza poemat Wita-Stosa pamię­ci estetycznych zarysów siedem (1856), w którym podjął problematykę ikonoklazmu w sztu­ce, pisał o Benvenucie Cellinim jako sztukmistrzu we Wstępie do przekładu jego utworu i nadał mu tytuł Capitolo fatto in prigione e lode di detta prigione (1855). Pisał o współczes­nych sobie artystach – przedstawił literacki portret Paula Delaroche’a w Czarnych kwia­tach (1857), już we wczesnym okresie swej artystycznej biografii podczas pobytu we Wło­szech charakteryzował twórczość ówczesnych rzeźbiarzy w szkicu O rzeźbiarzach florenckich dziś żyjących (1845). O jego systemowych próbach studiowania sztuki świadczy niedokoń­czona Sztuka w obliczu dziejów (1847), a także monumentalny zbiór notatek i różnorakich prac plastycznych zatytułowany Album Orbis, nad którym Norwid pracował przez wiele lat w okresie późnej twórczości.
Krytyk romantyzmu. Literatura romantyczna, jej twórcy, idee i formy były tematem licz­nych wypowiedzi Norwida mających niekiedy charakter krytycznoliteracki, zazwyczaj jed­nak stanowiły one część koncepcji programowych wielu jego utworów, polemicznie nasta­wionych wobec romantyzmu jako prądu literackiego. We wczesnej twórczości należały do nich przede wszystkim: przedmowa do Niewoli (1849), Psalmów-psalm (1850) i Promethidion (1851), diagnozujące romantyzm w literaturze polskiej jako epokę programowo nie­spełnioną, kształtowaną głównie przez Mickiewicza, którego twórczość Norwid oceniał negatywnie. Wskazywał na odwrót od rzeczywistości jako główne zaniedbanie roman­tycznej poezji w Polsce i postulował jej rozwój przezwyciężający opozycję klasycyzm–romantyzm. Jego krytyczne nastawienie do romantyzmu wynikało z przyczyn historycznych, należał do formacji literackiej niezwiązanej pokoleniowo z Mickiewiczem. Program opozy­cyjny wobec Mickiewiczowskiego mesjanizmu rozwinął już w artykule Głos niedawno do wychodźstwa polskiego przybyłego artysty (1846). Poglądy Mickiewicza w okresie Wiosny Ludów określał jako „radykalizm mistyczny”, stwierdzając: „Ten człowiek straszny jest dla Polski” (list do gen. J.Z. Skrzyneckiego, 1848). W Listach o emigracji (1849) dawał wyraz po­mysłom organicznikowskim i wzywał do zastąpienia nimi dotychczasowych „niewczesnych poświęceń”. Krytykę rewolucyjnego mesjanizmu kontynuował w Memoriale o Młodej Emigracji (1850).
W swych postulatach rozwoju literatury polskiej romantyzm traktował niejedno­znacznie, wskazując na potrzebę wykroczenia poza krąg problemowo-ideowy w twórczo­ści romantyków, podkreślał jednocześnie potrzebę polemicznej kontynuacji niektórych elementów romantycznego światopoglądu, np. przez podjęcie dziedzictwa myśli Mau­rycego Mochnackiego, co podnosił w Psalmów-psalmie, wskazywał też w tym utworze na prekursorską rolę Antoniego Malczewskiego, doceniając jego zasługi we wprowadze­niu do literatury narodowej przedstawienia kobiety Polki (Objaśnienia do Psalmów-psalmu i wstęp do Pierścienia Wielkiej Damy). Maria Malczewskiego, przywoływana w jego wczesnej i późnej twórczości w licznych aluzjach i nawiązaniach, stała się krytycznoliterac­kim probierzem oceny współczesnej mu literatury. Jednym z powodów tak wysokiej pozy­cji tego utworu w literackiej aksjologii Norwida był związek Marii z wzorcami twórczości George’a Gordona Byrona. Kult autora Don Juana Norwid utrwalał, dokonując mitologizacji własnej biografii przez połączenie daty swych urodzin z czasem śmierci angielskiego poety, o czym pisał wielokrotnie (O tłumaczeniach Byrona, Autobiografia artystyczna, U ko­lebki narodu). Zbieżności swojego losu i losu Byrona upatrywał we wspólnej (według nie­go) normandzkiej genealogii, podobieństwie nieszczęśliwej miłości i braku zrozumienia u potomnych. Norwid stworzył legendę o Byronie (Epimenides, Rozmowa umarłych, O Ju­liuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach), odmienną od Mickiewiczowskiej le­gendy o autorze Giaura. Byron Norwida łączy ze sobą sprzeczności w swej biografii, jako bohater romantycznego mitu osobowego podąża za Chrystusowym wzorem, co oznaczało wykroczenie poza horyzont romantycznych interpretacji jego życia i twórczości.
Niejednoznaczna ocena pozycji literatury romantycznej i jej szans rozwojowych była związana z ewolucją założeń programowych twórczości Norwida, które podlegały silnym zmianom między okresem Wiosny Ludów a czasem klęski powstania styczniowego – utopij­na wiara w możliwość osiągnięcia „wsze–chdoskonałości” na ziemi przez „ludy” (Niewo­la) została zastąpiona przekonaniem wyrażonym w Fortepianie Szopena (1865): „– Piętnem globu tego – niedostatek”. Po okresie Wiosny Ludów w twórczości Norwida obserwujemy ponowną próbę oceny dziedzictwa romantyzmu, połączoną z obroną własnej drogi poetyc­kiej, m.in. we wstępie do poematu Quidam kierowanym do Krasińskiego (Do Z.K. Wyjątek z listu, 1859) oraz w liście poetyckim Do Walentego Pomiana Z. (1859), a także w niektó­rych wierszach wchodzących w skład Vade-mecum (1865), zwłaszcza w wierszu [Klaskaniem mając obrzękłe prawice] (1857).
Mimo ocieplenia osobistych relacji z Mickiewiczem w ostatnich latach życia autora Dziadów, czego świadectwem jest jego nostalgiczny portret literacki w Czarnych kwiatach, krytycyzm Norwida wobec twórczości najważniejszego przedstawiciela polskiego romanty­zmu nasila się i wykazuje cechę trwałości. Świadczy o tym [Uwaga o „Wielkiej Improwizacji”] z 1856 r., w której Norwid dezawuuje znaczenie najistotniejszego w ówczesnej opinii utwo­ru Mickiewicza: „Poemat Dziady, pisany w czasie udręczeń i szarpań, jakie najszlachetniejsze serca polskie obległy, jest raczej notatką geniuszu ziemię spod nóg swych tracącego”. Towa­rzyszy tej krytycznej ocenie Dziadów przekonanie o niskiej wartości Pana Tadeusza, które­go Norwid wprawdzie zalicza w swych odczytach o Słowackim (1860) w poczet epopei, ale w późniejszych prześmiewczych wypowiedziach uznaje go jedynie za satyrę na społeczność polską (list do J.I. Kraszewskiego, 1866; list do K. Ruprechta, 1866). Krytyka Mickiewicza dotyczyła sposobu rozumienia narodowości przez Norwida, z tego punktu widzenia nazywał autora Pana Tadeusza „poetą wyłącznym”. „Genialny ten poeta był wyłączny, nienarodowy – dlatego ślicznie on pomyślił swój wstęp, kiedy powiada: »Litwo, ojczyzno…« – tj. Pro­wincjo! tj. Wyłączności! Sam najlepiej to orzekł był” – pisał w liście do Mariana Sokołowskie­go (1864). Za twórcę artystycznej pełni uważał Fryderyka Chopina, co zaświadczył w wierszu Fortepian Szopena.
Odczyty poświęcone twórczości Słowackiego, pomyślane polemicznie wobec wcześ­niejszych paryskich wykładów Klaczki o Mickiewiczu, dowartościowują znaczenie twórczo­ści Słowackiego wraz z dopełniającą je rozprawą Do M…S… O „Balladynie” i stanowią naj­poważniejszą wypowiedź w dorobku krytycznoliterackim Norwida. Odczyty te odbywały się w kwietniu oraz maju 1860 r. w Czytelni Polskiej w Paryżu przy Passage du Commer- ce 25 i miały pierwotny tytuł O dziełach i stanowisku Juliusza Słowackiego w sprawie naro­dowej; zgromadziły liczną publiczność, wzbudzając żywy odzew. Zostały przygotowane do druku na podstawie notatek uczestniczących w odczytach i wydane w formie książki O Ju­liuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach. Norwid kontynuował w początkowych wykładach swój program estetyczny przedstawiony w rozprawie O sztuce (dla Polaków), przechodząc w kolejnych do omawiania twórczości Słowackiego na przykładzie Anhellego, Beniowskiego i Króla-Ducha (znanego współczesnym jedynie na podstawie opublikowanego w 1847 r. pierwszego rapsodu). Zaprezentowana lektura miała charakter kontekstowy: kon­centrowała uwagę słuchaczy na rozwoju literatury w perspektywie cywilizacyjnej i społecz­nej, uwzględniała podstawowe znaczenie twórczości Byrona i prymarne znaczenie epopei, przywoływała też twórczość Krasińskiego („dwaj są wodzowie epopei polskiej”) na przykła­dzie poematu Wigilia Bożego Narodzenia. Była podporządkowana chrześcijańskiej wykładni dziejów akcentującej szczególną rolę cezury objawienia związanego z narodzinami Chrystu­sa. Norwid przedstawił typologię rozwoju epopei chrześcijańskiej, posługując się ugrunto­wanym w estetyce romantycznej kryterium geograficznym: Jerozolima wyzwolona Torquata Tassa była „epopeją wschodu”, Don Kichot Miguela de Cervantesa „epopeją zachodu”, Pan Tadeusz Mickiewicza „epopeją południa”, a Król-Duch Słowackiego „epopeją północy”. Mó­wił o „warunkach światła” wyznaczanych przez słońce, które decyduje o porach dnia, tym sa­mym przedstawiona przez niego typologia rozwoju epopei miała charakter nie tylko prze­strzenny, ale także temporalny, nawiązywała do romantycznej historiozofii, a jednocześnie uwzględniała znaczenie symboliki solarnej w twórczości Słowackiego. Epopeję Norwid utoż­samiał z kształtem historii, akcentując jej siłę sprawczą w dziejach. Przedstawiając Pana Tadeusza jako „epopeję południa”, mówił, że przynależy ona do „czasu wakacji”, przeciw­stawiał poematowi Mickiewicza Króla-Ducha – w pełni romantyczną „epopeję północy”. Na­zwał ją też „epopeją fenomenologiczną”, dając pierwszą w dziejach krytyki literackiej w Pol­sce pozytywną próbę lekturowego zmierzenia się z utworem współtworzącym kanon pism mistycznych Słowackiego.
Najważniejszą kategorią estetyczną zaznaczającą się w lekturze przywoływanych w wy­kładach utworów Słowackiego było piękno rozumiane jako dzieło artysty. Norwid rozwi­nął tak myśl wypowiedzianą w rozprawie O sztuce, że Słowacki „najwyłączniej ze wszystkich poetów polskich jest artystą”. Uwagę też skoncentrował na języku poety, dowodząc, że inni poeci epoki romantycznej „nie mieli, tak jak Juliusz, w jednej lirze języków wszystkich wie­ków”, w czym pozostaje bliski dzisiejszym rozpoznaniom na temat wielogłosowości poezji Słowackiego. Wykłady Norwida o Słowackim to przede wszystkim diagnoza stanu literatury polskiego romantyzmu z wyodrębnieniem kategorii współczesności („Beniowski jest Anhellim po dzisiejszemu”), z krytyczną oceną współczesnej literatury europejskiej, która nie potrafi sprostać wymaganiom epopei: „[…] charakterem dzisiejszej poezji jest to, że za bo­haterów bierze ona idee albo bezosobiste fenomena – wszystko to są jeszcze Manfredy, Hamlety, Wertery, Gustawy, Fausty itd. – nie są to jeszcze właściwe epopeje”. Wykłady stanowią także komentarz do twórczości Norwida i jej negatywnej recepcji. Słowacki, przedstawiony w nich jako poeta „źle znany”, jest figurą autora Quidama. Dodany do opublikowanych wy­kładów fragment o Balladynie stanowił próbę konkretyzacji założeń lekturowych, zawierał interpretację alegoryczną dramatu Słowackiego.
Wysoka ocena Króla-Ducha w wykładach była zawoalowaną polemiką z Krasińskim, który uważał ten utwór za niezrozumiały, podobną rolę odgrywały aprobatywne wypowie­dzi Norwida o Beniowskim; znaczenie tego dzieła dla literatury polskiej autor Przedświtu ot­warcie podważał. Norwid trafnie rozpoznał i sugestywnie opisał ironiczną formę gatunko­wą Beniowskiego lapidarnym stwierdzeniem: „[…] forma tak ironiczna, że nawiasy są celem”. Rozważania o tym utworze w wykładach są polemicznym dopełnieniem dawnego i znanego szkicu Krasińskiego Kilka słów o Juliuszu Słowackim (1841).
Twórczość Krasińskiego była przez wiele lat ważnym punktem odniesienia dla rozwo­ju programu literackiego Norwida, który prawo dla swej odrębnej drogi literackiej najsilniej wyartykułował najpierw w eseju Jasność i ciemność (1850), wprost adresowanym do Krasiń­skiego i Augusta Cieszkowskiego. Programowy charakter ma także późniejsza wypowiedź Do Z.K. Wyjątek z listu poprzedzająca Quidama, w którym Norwid zwraca się do Krasińskie­go jako autora Irydiona. W opozycji do tego dramatu Norwid projektuje swą własną wizję antyku i charakteryzuje bohatera swojego poematu jako człowieka „niedziałającego” i ano­nimowego, skonstruowanego polemicznie wobec romantycznych indywidualistów. Wska­zując na paraboliczną formę Quidama, dystansuje się od form powieściowych dominują­cych w połowie XIX w. Formułuje też pytanie o stan współczesnej mu cywilizacji, które jest przesłaniem poematu: „Cywilizacja składa się z nabytków wiedzy izraelskiej–greckiej– –rzymskiej, a łono Jej chrześcijańskie, czy myślisz, że w świadomej siebie rzeczywistości już tryumfalnie rozbłysło?”.
Norwid pozostawał w kontakcie z wieloma pisarzami i poetami swego czasu i for­mułował często w korespondencji z nimi opinie na temat literatury oraz jej zadań, zwłasz­cza w listach do Teofila Lenartowicza, którego szczególnie cenił za zbiór wierszy Lirenka. Wypowiedzi o charakterze krytycznoliterackim pojawiają się także w listach m.in. do Józe­fa Ignacego Kraszewskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego. Literatura i sposób jej poznawania bywa tematem w listach do Marii Trębickiej. Usystematyzowane poglądy estetyczne Norwida w jego późnej twórczości zawiera traktat Milczenie opublikowany wiele lat po śmierci poety w „Chimerze” (1902), który jest esejem z pogranicza filozofii i literatury. Milczenie, tak waż­ne w praktyce poetyckiej Norwida, przedstawione jest tu jako „żywotna część mowy”, prze­jawia się zarówno w akcie interpersonalnej komunikacji, jak i na przestrzeni dziejów ukła­dających się w porządek formowany przez legendę, epopeję, historię, anegdotę i rewolucję. To przekonanie, że formy literatury mają strukturę homologiczną wobec form historycznych i cywilizacyjnych, wywodziło się z estetyki romantycznej, nawiązywało do historiozofii Geor­ga Wilhelma Friedricha Hegla oraz Cieszkowskiego. Krytyczny stosunek Norwida do ro­mantycznego dziedzictwa literatury nie oznaczał akceptacji dla rodzącego się w połowie wie­ku realizmu. Najlepiej świadczy o tym stosunek poety do powieści z tego okresu wyrażony w liście do Kraszewskiego: „Nigdy romansów nie czytam – w życiu przeczytałem całych trzy” (1858).
Krytyczna chwila. „Krytyczna chwila” to określenie, którego Norwid użył w poprzedzają­cym Vade-mecum wstępie Do czytelnika, a dotyczyło ono stanu poezji polskiej. Wyraża się w nim przekonanie poety, że jego współczesność dotknięta jest kryzysem cywilizacyjnym, co potwierdza motto zaczerpnięte z Byrona zawierające się w tym wstępie, zwłaszcza fragment: „żyjemy w wieku upadku”. W programie poetyckim Vade-mecum najważniejsza jest „strona moralna”: „W ogóle literatury naszej moraliści zbyt szczupłym są zastępem dlatego, że po­łożenie narodu daje więcej folgi głosom o prawa wołającym niźli zajmującym się obowiąz­kami”. Realizacja programu poezji opartego na silnym dydaktyzmie prowadziła do krytycz­nego osądu współczesnej Norwidowi literatury i społecznej rzeczywistości. Nie wykluczało to stałej potrzeby upominania się o estetyczny wymiar sztuki i poezji: „Ani Polacy, ani język polski nie mają pojęcia o istnej liryce – to, co Polacy nazywają liryką, jest zawsze mazurkiem i tętnem pańszczyźnianych cepów na klepisku – to zawsze młockarnia i pańszczyzna – kro­ku w niczym nie zrobili naprzód – oni by radzi lirykę Ezechiela na nutę Trzeciego maja ma­zurkiem podrygać w butach palonych – ram tam tam! ram tam tam!” (list do W. Bentkow­skiego, 1867).
Krytycyzmowi Norwida towarzyszy ironia kształtująca zarówno poetyckie, jak i pro­zatorskie formy wypowiedzi. Krytycyzm poety, który wyrażają wiersze z cyklu Vade-me- cum, ma swe dopełnienie w wypowiedziach o charakterze publicystycznym zawierających się w notach adresowanych do prasy, przemówieniach publicznych, a także w koresponden­cji prywatnej i zapiskach sporządzanych na swój własny użytek. Na przykład często podej­mowana w listach refleksja o potrzebie czytania i sformułowany w wierszu Ciemność (Vade-mecum) postulat samodzielnej lektury poezji przez czytelnika erudycyjnego dopełnia uwa­ga z listu do Mariana Sokołowskiego: „Inteligencja dzisiejsza przywykła do czytania bro­szur trwałych dwa miesiące i pamfletów w dzienniczkach, śniadając… trzeba jej więc dużo czasu, nim oceni rzecz wyższej mądrości” (1865). Ten rodzaj krytycyzmu ma kontynua­cję w polemicznej wypowiedzi Norwida na temat stanu czytelnictwa w Polsce i roli litera­tury wobec historii wyrażonej sentencją: „Kraj! – gdzie każdy-czyn za wcześnie wschodzi, / / Ale – książka-każda… za późno!…” (wiersz Do Spółczesnych, 1867). Zależność ta doty­czy także innych utworów z okresu późnej twórczości, np. publicystyczna uwaga na temat pojęcia słowa: „Publicystyka dzisiejsza absolutnie zaniedbała pojęcie słowa i ani pamię­ta o tym, iż słowo nie tylko jest środkiem… jest i celem” (list do M. Sokołowskiego, 1876), ma swój szerszy kontekst w studiach poety o dziejach słowa, które przedstawiają traktat poetycki Rzecz o wolności słowa czy wiersze dotyczące tematyki słowa (np. Wielkie słowa z cyklu Vade-mecum). Wiele utworów z tego cyklu ma znaczenie dla propozycji krytycz­noliterackich Norwida, zwłaszcza te, które dotyczą literatury: Za wstęp, Ogólniki, Ciemność, Powieść, Dziennik i epos, Bohater. W wierszach zamieszczonych w tym zbiorze poeta for­mułuje ważne definicje poświęcone kategoriom estetycznym, np. ironii, która jest „koniecz­nym bytu cieniem” (Ironia), czy antropologicznym – „Człowiek?… jest to kapłan bez wiedny / I niedojrzały” (Sfinks [II]). Również w innych utworach z późniejszego okre­su twórczości Norwid wypowiada poglądy na literaturę, np. w wierszu Przepis na powieść warszawską (1879) podkreśla swój negatywny stosunek do współczesnej powieści, parodiu­jąc jej koncepcję bohatera, konstrukcję jej świata przedstawionego i styl. We wstępie do dra­matu Pierścień Wielkiej Damy (1872) określa swoje rozumienie terminu „komedia-wysoka”.
W rozprawie „Boga-rodzica” – pieśń ze stanowiska historyczno-literackiego odczytana (1873) definiuje rozumienie epopei: „Epopeja jest utworem nastroju wysokiego opiewającym bo­haterstwo o czynności jednej i wybranej jako określnik całości jakiej sprawy obchodzącej naród i epokę. »Achilla gniew!…« jest wszystko”.
Rozwinięcie problematyki epopei w rozprawie o Bogarodzicy wiąże się z etosem ry­cerskim, którego dzieje Norwid rekonstruuje w swej analizie pieśni. Koncentruje się bar­dziej na jej kontekście kulturowym niż na aspektach filologicznych. Jego odczytanie uwzględ­nia wcześniejsze lektury Piotra Skargi oraz Jakuba Wujka i traktuje ten utwór jako odmianę literatury dydaktycznej, rodzaj katechizmu i pouczeń moralnych dla walczących za ojczy­znę. W analizie Norwida lektura tej pieśni prowadziła do rozpoznania charakteru narodo­wego. Autor rozprawy podejmował temat utworu, o którym Mickiewicz mówił w wykładach w Collège de France, a później Klaczko w swych wykładach o Mickiewiczu (1858). Etos ry­cerski, który zajmuje Norwida, nie łączy się ze słowiańską rodzimością, autor rozprawy o Bo­garodzicy wiąże dzieje szlachty i rycerstwa polskiego z historią rycerstwa zachodnioeuro­pejskiego, co można odczytać jako polemikę z wykładnią dziejów Polski dokonaną przez Joachima Lelewela.
Publicystyczne wypowiedzi poety charakteryzuje wysoki stopień krytycyzmu. Norwid zabierał nieustannie głos w sprawie niewoli narodowej, łącząc w swych analizach sytuację w kraju z wypowiedziami na temat polityki europejskiej, co nasiliło się zwłaszcza w okresie wybuchu powstania styczniowego. Pisał noty i przekazywał opinie kierowane w korespon­dencji prywatnej, m.in. do gen. hr. Władysława Zamoyskiego (Nota z dziewięciu paragrafów, 1863). W [Nocie o konieczności presji moralnej], kierowanej do Władysława Bentkowskiego w 1863 r., podnosił niedojrzałość społeczną inteligencji polskiej: „Inteligencja polska nic nie robi – –” i wskazywał na potrzebę powołania przez powstańczy Rząd Narodowy „umysło­wego organu”, który mógłby wywierać presję moralną na „elementa składowe państwa”. Z po­dobnym projektem powołania dziennika jako czasopisma, które momentem swojej genezy usytuowane jest „w łonie rzeczy”, zwracał się w liście do Kraszewskiego (1863), ów dziennik miał się pojawić tam, gdzie pojawia się prawdziwa historia, i przypominał epos. Paralelę tych dwóch tak różnych form pisarskich Norwid przedstawił w wierszu Dziennik i epos (z cyklu Vade-mecum). Te wypowiedzi na temat konieczności powołania nowego organu prasowe­go uzupełniają inne, adresowane do Władysława Czartoryskiego i Augusta Cieszkowskiego (nota Philoctet), i łączą się z Memoriałem o prasie (1863), który Norwid złożył na ręce Karo­la Ruprechta, paryskiego pełnomocnika Rządu Narodowego.
Poeta, obok wypowiedzi reagujących na dramatyczne wydarzenia polityczne, pozosta­wił w swojej spuściźnie niedokończone pisma podejmujące szerszą refleksję – m.in. fragment rozprawy [Filozofia historii Polski] (1870) i historiozoficzną rozprawkę [Znicestwienie naro­du] (1870), w której dowodził, że narody nie upadają bez świadomego współdziałania swo­ich obywateli.
Norwid, mimo oddalenia od Polski, zawsze interesował się życiem kulturalnym na te­renie zaborów. W późnej twórczości krytycznie wypowiadał się o modzie na organizowa­nie jubileuszy w środowiskach artystycznych w kraju, przejawem tego była wypowiedź zaty­tułowana Jubileatyzm (1882), a związana z benefisem aktora Alojzego Żółkowskiego (syna) w Teatrze Wielkim w Warszawie, łącząca się tematycznie z krótkimi żartobliwymi wierszami wykpiwającymi huczny jubileusz Kraszewskiego (1879) w Krakowie. W filipice Jubileatyzm, przesłanej listownie do Franciszka Duchińskiego, pisał: „[…] mam niestety obrzydzenie do polskiego jubileuszowania: to jest zawsze dowodem umarłości narodu i społeczeństwa”. Jednocześnie autor tych słów troszczył się o zachowanie pamięci artystów i pisarzy niedoce­nionych za życia. Posłał do „Echa” sprostowanie do opublikowanego w tym piśmie rysu bio­graficznego o Józefie Bogdanie Dziekońskim (1877). Do redaktora „Echa” Aleksandra Nie­wiarowskiego przesłał też wspomnienie o zmarłym poecie Tomaszu Auguście Olizarowskim (1879), którego twórczość bardzo cenił. Z tego samego roku pochodzi wspomnienie o Ho­racym Delaroche (1879), synu artysty malarza Paula, o którym przed laty pisał w Czarnych kwiatach.
Jednym z najważniejszych tematów podejmowanych polemicznie przez Norwi­da w późnej twórczości jest teoria ewolucji Charlesa Darwina, do której odnosił się wielo­krotnie – w rozprawce [Słowo i litera] (1851), przede wszystkim w Rzeczy o wolności słowa i w Przyczynku do „Rzeczy o wolności słowa” („Lamus” 1908/1909, t. 1, nr 1), a także w Me­moriale w sprawie „Towarzystwa Uszanowania Człowieka” (1875). Za kontynuację tej pole­micznej refleksji trzeba uznać esej Fabulizm Darwina (1882) z tezą, że doktryna autora dzieła O pochodzeniu człowieka stanowi rodzaj bajki zwierzęcej. O różnorodności tematycznej kry­tycznych wypowiedzi autora Vade-mecum świadczy ostatni artykuł publicystyczny – Eman­cypacja kobiet (1882), w którym stwierdzał: „Jednym słowem – emancypacja kobiety, mnie­mam, iż nie przez u-męstwienie jej atrybutów, ale właśnie że przez kobiecości podwyższenie w zakreślonym tak znamienicie jej kierunku, dopełni się”.
Konkluzja. Działalność krytyczna Norwida przejawiała się nie tylko w wypowiedziach o cha­rakterze ściśle krytycznoliterackim, ale także w wypowiedziach publicystycznych, w trak­tatach estetycznych, wykładach o literaturze, szkicach i w literackich portretach twórców, w listach, w których poeta komentował swoje lektury literatury dawnej i współczesnej. Kry­tyczne postulaty odnośnie do rozwoju literatury i sztuki zawierają też jego utwory poetyckie wchodzące często w relacje intertekstualne z utworami innych twórców. Krytycyzm jest ce­chą osobowości twórczej Norwida, decyduje o jego stosunku do współczesnej mu sztuki, lite­ratury i rzeczywistości społecznej. Te jego wypowiedzi krytyczne, które mają charakter dyskursywny, należy rozpatrywać w kontekście całości jego dokonań. Miały one, podobnie jak twórczość Norwida, znikomy wpływ na współczesnych, stały się natomiast jednym z najważ­niejszych głosów kształtujących świadomość kulturową w Polsce w XX w.</document>
<document nplp_id="13743" title="Ortwin Ostap" slug="ortwin-ostap">Krytyk literacki, animator życia literackiego, publicysta, poeta. Pseudonimy i kryptonimy: Hoplita Kartacz; J.H.; Jacek Hoplita; O.K.; Ort.; Ortw.; Ost. Ort.; Ostap; ył; 2O.
Informacje biograficzne. Ostap Ortwin (właśc. Oskar Katzenellenbogen) urodził się 23 XI 1876 w Tłumaczu w sięgającej średniowiecza znakomitej rodzinie zasymilowanych Żydów (pochodzących prawdopodobnie z Nadrenii, gdzie zachowały się ruiny zamku Katzenellenbogenów) jako syn Henryka (inżyniera, dyrektora cukrowni) i Marii. Od ósmego roku życia uczył się w Stanisławowie: w szkole powszechnej i w ośmioklasowym c.k. Gimnazjum Wyższym. Egzamin dojrzałości zdał w 1894 r. z odznaczeniem i rozpoczął zgodnie z życze­niem rodziców studia na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Lwow­skiego. Równocześnie zaangażował się w działalność studenckiej Czytelni Akademickiej i dyskusje na zebraniach Kółka Filozoficznego, Krajoznawczego, Germanistycznego, Prawniczo-Ekonomicznego, Literackiego; brał udział w ćwiczeniach Kółka Szermierczego. Rok akademicki 1896/1897 spędził na Uniwersytecie Wiedeńskim (wykłady prawnicze L. Pfaffa i A. Mengera). Z Wiednia (od listopada do marca 1897 r.) przesyłał do warszawskiego „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego” korespondencje zamieszczane w cyklu List­ki wiedeńskie. Po powrocie do Lwowa kontynuował studia prawnicze i uczęszczał na semina­rium Kazimierza Twardowskiego. Rozpoczął działalność w Studenckim Stowarzyszeniu Kształcącej się Młodzieży „Zjednoczenie” o sympatiach socjalistycznych, organizując sekcję literacką i stając się jej głównym prelegentem. Powrócił też do udziału w kółkach Czytelni Akademickiej, gdzie odgrywał rolę inspirującą. Po ukończeniu studiów w lipcu 1898 r. odby­wał od lutego 1899 r. roczną praktykę sądową w Sądzie Krajowym we Lwowie, jednocześnie piastując funkcję przewodniczącego Kółka Literackiego Czytelni Akademickiej. Od grudnia 1898 r. do października 1899 r. należał do komitetu redakcyjnego lwowskiej filii pisma „Mło­dość” założonego z inicjatywy krakowskiego „Zjednoczenia”. W 1900 r. odbywał praktykę w kancelarii adwokackiej stryja, Leopolda Katzenellenbogena, w Stanisławowie, pod ko­niec roku powrócił do Lwowa na dalszą praktykę adwokacką, którą ukończył w 1904 r. W 1900 r. Ortwin próbował odebrać sobie życie (strzał uszkodził płuco). W l. 1901–1905 był wraz z Leopoldem Staffem częstym gościem w salonie literackim Maryli Wolskiej na Zaświeciu. Od 1900 r. pracował w Księgarni Bernarda Połonieckiego, początkowo jako recen­zent wewnętrzny (dzięki jego recenzji wydrukowano w 1903 r. Pałubę K. Irzykowskiego), a od 1905 r. jako kierownik działu wydawniczego. W 1906 r. Ortwin zainicjował też biblio­tekę Sympozjonu, w której wydawano tłumaczenia pism wybitnych myślicieli i pisarzy. Równolegle w l. 1904–1906 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskie­go. Był także aktywny w dyskusjach założonego w 1898 r. lwowskiego Związku Naukowo-Literackiego. Współpracował z „Przeglądem Tygodniowym” Adama Wiślickiego i z „Krytyką” Wilhelma Feldmana, w której ukazały się m.in. jego odkrywcze studia o Stanisławie Wys­piańskim. Talent polemiczny i pamfletowy Ortwina ujawnił się w lwowskim „Małpim Zwier­ciadle” z 1903 r., efemerycznym, satyrycznym piśmie wzorowanym na wiedeńskiej „Die Fackel”. W 1905 r. leczył przestrzelone płuco na kuracji w Lussin (dzisiejsza Chorwacja). Pod koniec 1905 r. nawiązał kontakt ze Stanisławem Brzozowskim w sprawie wydania u Bernar­da Połonieckiego tomu jego artykułów. W 1907 r. Ortwin podjął pracę recenzenta teatralne­go w lwowskim „Głosie”, organie PPSD, a w 1908 r. publikował w „Naszym Kraju” pod redak­cją Tadeusza Pawlikowskiego. Po oskarżeniu Brzozowskiego o szpiegostwo na rzecz carskiej ochrany Ortwin i Irzykowski opublikowali broszurę w obronie pisarza Lemiesz i szpada przed sądem publicznym (1908). Ortwin odsunął się w tym czasie od ruchu socjalistycznego, nie­chętnego Brzozowskiemu. W synagodze reformowanej we Lwowie 10 XII 1908 wziął ślub z Różą Frenkel. Małżeństwo pozostało bezpotomne. W 1912 r. Ortwin opublikował też czte­ry artykuły na łamach „Jedności”, pisma asymilatorskiego, gdzie odrzucał syjonizm, jedno­cześnie krytykując uproszczenia publicystyki endeckiej i brak pomysłów na pozyskanie Ży­dów dla polskości. W 1913 r. podjął decyzję o wycofaniu się ze współpracy z Połonieckim i założeniu własnego wydawnictwa pod nazwą Ateneum, którego cele przedstawił w artyku­le O zadaniach i celach naszego księgarstwa („Książka” 1914, nr 6). Dalszą pracę przekreśliło powołanie Ortwina do wojska austriackiego. Służył początkowo w 55. Pułku Piechoty, a po­tem (od kwietnia 1916 r.) w sądach polowych w Morawskiej Ostrawie i we Lwowie. W Zako­panem, gdzie przebywał na kuracji, 1 XI 1918 przyjęto go do Wojska Polskiego, służył następ­nie w sądach polowych różnego szczebla, kończąc karierę wojskową w maju 1922 r. w stopniu majora. W czasie I wojny światowej powstało studium o Księdze ubogich Jana Kasprowicza (1917) oraz O samobójstwie rzekomym Odysa słów kilkoro (1918). W listopadzie 1919 r. za­proszono Ortwina do współpracy z warszawskim „Nowym Przeglądem Literatury i Sztuki” (red. W. Kościelskiego). Szybko zaczął jednak sam wydawać literacki dodatek niedzielny do „Kuriera Lwowskiego” pt. „Tydzień Literacki” (15 V 1921–4 VI 1922). W l. 1922–1932 Ort- win był kierownikiem biura propagandy prasowej Międzynarodowych Targów Wschodnich we Lwowie. Równocześnie w 1922 r. przyjął propozycję Stefana Kołaczkowskiego współpra­cy z „Przeglądem Warszawskim” (trwającej do 1923 r.) jako recenzent zbiorków poetyckich. W styczniu 1925 r. Ortwin otrzymał nagrodę Związku Wydawców Polskich za działalność sprawozdawczo-krytyczną. Do 1934 r. spełniał funkcję łącznika międzypokoleniowego, mimo bezmyślnie agresywnej wypowiedzi Juliana Przybosia („Zwrotnica” 1927, nr 11), życz­liwie przyjmując pojawienie się generacji młodych poetów, jednak od 1935 r. nastąpiło ochło­dzenie stosunków. W następnych latach porzucił rolę recenzenta bieżącej produkcji literac­kiej. Około 1926 r. pracował nad wyborem utworów Kasprowicza dla „Biblioteki Narodowej” oraz wyborem jego artykułów, do którego miał przygotować obszerny wstęp. Oba przedsię­wzięcia nie zostały zrealizowane (podobnie jak wybór poezji K. Przerwy-Tetmajera dla „Bi­blioteki Narodowej”). Po zakończeniu pracy w biurze Międzynarodowych Targów Wschod­nich w 1932 r. jedynym stałym źródłem utrzymania krytyka była odziedziczona w 1921 r. kamienica we Lwowie przy ul. Okólskiego 4, w której Ortwin mieszkał z żoną na parterze, wynajmując pozostałe lokale. Od roku akademickiego 1934/1935 brał aktywny udział w dys­kusjach seminarium Romana Ingardena. W 1935 r. Polska Akademia Literatury przyznała Ortwinowi Srebrny Wawrzyn. W 1936 r. ukazał się tom prac Ortwina Próby przekrojów. Ze studiów nad teatrem, liryką i powieścią 1900–1935 (ze wstępem J. Kleinera i W. Kozickiego). Od 1920 r. Ortwin działał też w oddziale lwowskim Związku Zawodowego Literatów Pol­skich jako członek zarządu (1920–1925), wiceprezes (1925–1931), a od 1934 r. prezes. Od 1932 r. był również delegatem do Zarządu Głównego w Warszawie. Po wybuchu II wojny światowej, w czasie okupacji sowieckiej, nie przyjął do wiadomości rozwiązania ZZLP i po­wołania sowieckiego Związku Pisarzy. Ciężko przeżył śmierć schorowanej żony w czerwcu 1940 r. Nie wiadomo dokładnie, co działo się z Ortwinem po wkroczeniu do Lwowa Niem­ców w czerwcu 1941 r. Na podstawie zachowanych relacji wiadomo, że nie chciał się ukrywać i nosić opaski z gwiazdą Dawida. Przyjął chrzest i imię Roman 28 III 1942 w kościele św. Ma­rii Magdaleny (rodzicami chrzestnymi byli A.L. Czerny oraz R. Ingarden). Dalsze losy Ort- wina nie są znane. Według różnych relacji, m.in. M.R. Frenkla, „zachował godność wolnego człowieka”: codziennie, nie zważając na niebezpieczeństwo, prowokacyjnie wychodził na spacer w ciągu dnia i wieczorem, aby słuchać zakazanych audycji radiowych w domach zna­jomych. Nie wiadomo dokładnie, gdzie i kiedy został zamordowany. Kazimierz Brończyk, opierając się na zasłyszanych wiadomościach, twierdził, że Ortwin został aresztowany w sie­dzibie ZZLP przy ul. Kopernika, gdzie się schronił. Miał szamotać się z gestapowcami, krzy­cząc, że jest majorem wojska polskiego. Józef Wittlin (Mój Lwów, 1946) podał z kolei, że Ort- wina zastrzelono na ulicy. Nie wiadomo, gdzie spoczęło ciało krytyka, który do dziś nie ma nawet symbolicznego grobu ani tablicy pamiątkowej. Jako czas jego śmierci podaje się lato 1942 r. (jedynie R. Ingarden wskazywał 1943 r.).
W kręgu dramatu. Ortwina interesowała geneza współczesnego teatru i w rozważaniach historyczno-programowych lub w recenzjach prezentował preferowany kształt sztuki sce­nicznej, odrzucając słabe utwory oraz mieszczański, zaściankowy gust publiczności i kry­tyki. Szydził z lwowskich recenzentów, wytykając im niekompetencję, nierozumienie sztuk, naiwność, szablonowość, blagierstwo. W studium Ibsen w rozwoju dramatu („Promień” 1900, nr 3, 5, 7) Ortwin prezentował tezę o wzajemnej zależności wydarzeń społecznych i politycz­nych, atmosfery epoki z „wytworami ducha”. Uważał, że najbujniejszy rozwój kultury przypa­da na czas równowagi dwóch pierwiastków: indywidualizmu i życia wspólnotowego. Dramat jest najczulszym sejsmografem duchowej atmosfery jako sztuka najbardziej społeczna, „skrót perspektywiczny życia duchowego społeczeństwa” (tamże, nr 3). Za Friedrichem Nietzschem traktował wystawiony dramat, a zwłaszcza tragedię, jako „prąd elektryzujący mocą jednego akumulatoru” widzów, którzy stają się pod jego wpływem wspólnotą „o atawistycznych włas­nościach klanu zgromadzonego w świętym gaju na pogańską uroczystość bożków” (tamże). Widzowie według Ortwina poddają się kształtującej woli autora, który podważa ich poglą­dy i podnosi wspólnotę na wyższy poziom życia duchowego, dając jej estetycznie najwyższe wzruszenie – doznanie tragizmu. Tragizm jest domeną „konieczności, bezwzględnej deter­minacji pobudek i nie pozostawia niczego osobom do dowolnego wyboru, a potem żąda de­klarowanej jawnie i naocznie katastrofy, do której wiedzie nieodparty mus, a nie większa lub mniejsza racja motywów psychicznych” (tamże). Dodawał, że nie ma „tragizmu wypadków życiowych bez ideowej, religijnej czy filozoficznej interpretacji” oraz tragizmu konfliktów hi­storycznych bez kontekstu historiozoficznego. Dramat współczesny, którego przykładem jest dzieło Henrika Ibsena, „ma być czymś, co łączy się ze wspólnymi pragnieniami dusz, wyra­zem wspólnej metafizyki społeczeństwa, owego duchowego komunizmu”. On ma być mito­logią publiczności, bohaterską mitologią czasów obecnych i przyszłych, symbolem współ­czesnego człowieczeństwa – per analogiam do funkcji dramatu greckiego dla Greków. Ibsen stworzył według Ortwina tragizm współczesny, polegający na obnażeniu bezsilności człowie­ka wobec potęgi i fatalizmu losu; tragizm, którego sam człowiek jest sprawcą, a wobec które­go przyjmuje postawę bohaterską, dionizyjsko ją afirmując.
Dramaturgia Wyspiańskiego. Do 1918 r. krytyk najwięcej uwagi poświęcił twórczości dra­matycznej Wyspiańskiego (do 1918 r. 6 studiów, łącznie 13). Wyzwolenie uważał za realizację teatru tragicznego, ale tezy tej nie rozwinął, skupiając się na omówieniu – najpierw w formie artystycznej parafrazy z użyciem mowy pozornie zależnej, a potem w języku dyskursywnym – zasady konstrukcyjnej dramatu, za jaką uznał kontrast rzeczywistości i sztuki iluzji teatru (O „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskiego, „Krytyka” 1903, z. 2). Ortwin wskazał, że punktem wyjścia dla dramatów Wyspiańskiego był moment ożywania „posągów i grup” – przeniesionych z twórczości plastycznej do dramaturgicznej – „moment powtórny wyzwo­lenia duszy w dziele sztuki uwięzionej” (Konstrukcja teatru Wyspiańskiego, „Krytyka” 1906, z. 1). Dzieła sztuki, choć z pozoru martwe, tętnią energią – postaci w utworach są „prawdzi­we, żywotne i żywe, choć nieżyjące”. Ortwin wprowadził tu istotny motyw myślowy podjęty później w Żywych fikcjach („Nasz Kraj” 1908, z. 12/13). Studium to było prekursorskie wo­bec Ingardenowskiej koncepcji konkretyzacji i miejsc niedookreślonych utworu literackie­go. Zdaniem Ortwina istota sztuki rodzi się z odczytania powierzchni życia według logiki artystycznej – równoważnej wobec prawdy rzeczywistości. Ortwin podkreślał wartość rze­czywistości, z której sztuka czerpie swą treść, tworząc powierzchnię przedstawienia. Głębię odbiorca konstruuje na podstawie („ukształtowania”) powierzchni, korzystając z własnych doświadczeń lub obserwacji, podobnie jak w przypadku Ingardenowskiej konkretyzacji. Jako powierzchnię wyrażającą duszę Ortwin traktuje język: „[…] dźwiękowy zbiornik wszystkich przedmiotów, przedstawień, wyobrażeń, myśli i idei”. Język odgrywa w dramacie taką rolę jak kształt w posągu.
Ortwin odrzucał opinie krytyków, jakoby konstrukcja dramatów Wyspiańskiego była wyłącznie efektem natchnienia albo wyrastała z marzeń sennych. Zwracał natomiast uwagę na dużą rolę świadomości oraz na upodobanie Wyspiańskiego do form architektonicznych w dramacie, które wprowadzał nie jako realizację założeń teoretycznych, lecz jako przejaw samowiedzy i wrażliwości artystycznej. Argumentował, że Wyspiański nie koncentruje się na przedstawieniu charakterów, ponieważ postacie są dla niego tylko elementem przebiegu akcji (konstrukcji).
Krytyk traktował dzieła Wyspiańskiego jako próbę wzbudzenia – niemal zupełnie utraconego w czasie zaborów – poczucia jedności narodowej i woli walki o niepodległość, zaktywizowania postawy heroicznej. Taki cel zakładał istnienie wspólnej istoty gatunko­wej człowieka, jak pisał Ortwin, „wspólne dno czystego człowieczeństwa” (Wspomnienie o W. Kozickim, „Nowe Czasy” 1936, nr 2), świat „bożych herosów”, których szczątki są obecne „w duszy najlichszego robaka na ziemi” (O teatrze tragicznym, „Tygodnik Słowa Polskiego” 1902, nr 20). Za dążeniem do jedności wywołanej archetypicznym przeżyciem estetycznym stał ideał przedstawiony w Narodzinach tragedii Friedricha Nietzschego. Krytyka literacka. Idee i wartości. Krytyka literacka Ortwina miała charakter sprawo­zdawczy, programowy, a zarazem walczący. Krytyk podejmował zagadnienia teoretyczne i omawiał konkretne utwory lub ich cykle. Przedmiotem krytyki, raczej argumentującej i nie wprost oceniającej, czynił dramat i prozę, po 1918 r. także poezję. W grudniu 1896 r. Ortwin wygłosił w Wiedniu dla polskich studentów odczyt Z powodu „Forpocztów” Jellen- ty i Komornickiej powtórzony we Lwowie w 1897/1898 w kółku literackim Czytelni Akade­mickiej (prwdr. 2015). Traktował Forpoczty jako początek nowego okresu w polskiej lite­raturze, powrót do tematyki istotnej, odnowienie powagi sztuki, łączności kultury polskiej z modernistycznym ruchem europejskim (wśród młodych obiecujących artystów wymie­niał S. Żeromskiego, W. Sieroszewskiego, I. Dąbrowskiego, Z. Niedźwiedzkiego, W.S. Rey­monta). W 1899 r. opublikował recenzję tomu Stefana Żeromskiego Rozdzióbią nas kruki i wrony (Maurycy Zych, „Promień” 1899, nr 6), podkreślając budzenie przez pisarza sumień i na poły umarłego już instynktu walki o niepodległość, umiejętność zarażania czytelni­ków silnymi emocjami, ironię i gorycz. Zauważał, że walka z caratem była dla Żeromskie­go przejawem walki dobra ze złem. W tym kontekście aprobował twórczość Kasprowicza i Wyspiańskiego, widząc w niej podnoszenie ducha i wzmacnianie żywotności narodu. Staffa nazywał „wybawicielem instynktu życia”.
Ortwin cenił w literaturze wartości krzepiące wolę zwycięstwa, potęgujące „spraw­ność życiową grupy społecznej”. Nie docenił Oziminy Wacława Berenta m.in. ze względu na typ narracji prowadzonej z pozycji niezaangażowanego obserwatora. Widział w tym wy­raz postawy duchowej autora, która rodzi sztukę pasożytującą na życiu, podczas gdy po­winna ona być owocem jego intensywności (S. Borowska-Kazimiruk uważa nawet, że Ort- win upomina się o „nowy typ nowoczesnej podmiotowości, o odmiennych, już naocznych, a nie intuicyjnych strategiach recepcji”). Ortwin sądził, że narracja Berenta, której zarzu­cił m.in. brak perspektywy, nie sprostała głównemu zadaniu, by „w skrajnym uproszcze­niu i śmiałym skrócie odemknąć widnokrąg rozległy na cały splot stosunków, rzucić snop światła z przeszłości i klinem reflektora wbić się w mgłę przyszłości pewnego osobnika czy pewnej zbiorowości” (O stylu i metodzie „Oziminy” Wacława Berenta. Przyczynek do teorii powieści, powst. 1911, wyd. 1936).
Zadania literatury. Literatura i sztuka miały ukazywać formy życia intensywniej niż for­my realne. „Rzeczywistością drugiego rzędu” był według Ortwina sposób istnienia bohate­rów literackich, bliski legendzie i mitowi. Michał Głowiński, komentując studium O „Skał­ce” Wyspiańskiego („Krytyka” 1907, z. 1), zauważył, że krytyk pojmował legendę jako formę „szczególnie silnego oddziaływania społecznego”, ponieważ nie będąc pasywnym odwzo­rowaniem dziejów, staje się ona czynem. Ten sam postulowany performatywny aspekt dzieł literackich i artystycznych skierował uwagę Ortwina w stronę koncepcji mitu Georges’a So- rela – jako religii społecznej, środka oddziaływania na teraźniejszość. Mit będący w tym ujęciu tworem intuicji przyczynia się do wzbudzania emocji, które pomagają w urzeczy­wistnieniu ideałów. Sztuka i literatura miały zastąpić religię (wobec kryzysu wartości ab­solutnych), zachowując jej utopijny i jednoczący charakter, zawierały bowiem obraz spraw najważniejszych dla każdego człowieka w symbolicznym skrócie. Ortwin jako zwolennik tzw. realizmu socjologicznego i niedeterministycznego socjobiologizmu zakładał, że społe­czeństwo jest tworem uprzednim wobec jednostek, a wszelkie zmiany, jeśli mają mieć zna­czenie, muszą dotyczyć dużych grup ludzi. Jednostki wybitne natomiast, korzystając z na­gromadzonych zasobów myślowych, kształtują społeczeństwo, wpływając na zmianę jego organizacji na bardziej celową, pożądaną, wyższą.
W Ortwinowskim myśleniu o literaturze – oprócz potęgowania i kondensowania życia – istotna jest kategoria jedności tworzonej i wywoływanej. Chodziło o osiągnięcie w sztuce syntezy, zamkniętej, organicznej formy, dającej zdaniem krytyka perspektywę na­wet kosmiczną, transformującą wizję jednostkową w obiektywną i reprezentatywną. Ten proces uważał za istotową wartość liryki (O liryce i wartościach lirycznych, „Przegląd War­szawski” 1924, nr 28). Antypsychologiczne traktowanie stanów duchowych prezentowa­nych w liryce, a mających „anonimowość ogólnoludzkich przeżyć”, określa całą krytykę literacką Ortwina poszukującego obiektywizujących kryteriów i strategii opisu dzieła. Or­ganiczność dzieła (kategoria znana z pism A.A.C. Shaftesbury’ego) decydowała zatem we­dług krytyka o sile oddziaływania utworu. Liryka była dla Ortwina próbą przetłumaczenia muzyki duszy na słowa (tamże).
Zadania krytyki. Krytyk wśród pisarzy. Również krytyka literacka miała stać się formą potęgowania życia: „[…] samym swym istnieniem promieniując, stwarza i szerzy bowiem dookoła siebie atmosferę kulturalną wysokiego ciśnienia, podnosi poziom umysłowego życia, jego wymogów i kryteriów. W takim tylko klimacie rodzić się i powstawać mogą dzieła szczytowej formy i rzadkich walorów, o wytężonym napięciu duchowym, które bu­dzić mogą daleki oddźwięk i mir w świecie intelektualnym” (Samoistność krytyki literackiej, „Sygnały” 1934, nr 10/11).
Już w 1899 r. Ortwin sformułował metodę ujmowania w krytyce osobowości twór­czej: „Aby uwydatnić fizjonomię duchową jakiegokolwiek pisarza, należy odrzucić wszyst­ko, co jest mu wspólne z innymi, a wyszczególnić i podkreślić te zasadnicze rysy, które tyl­ko jemu są właściwe, które się specyficznością swoją najbardziej rzucają w oczy i wrażają w umysł czytelnika, należy uchwycić nerw przebiegający przez cały szereg jego utworów, odczuć atmosferę, którą on te utwory przepaja, znaleźć podobieństwo motywów, w któ­rych on szuka natchnienia twórczego i sposobności do wypowiedzenia się i w ten sposób jego indywidualność artystyczną i ludzką w pewną zrozumiałą i określoną ująć formułkę” (Maurycy Zych).
Program krytyki literackiej w jej odmianie satyryczno-pamfletowej brzmiał następują­co: „[…] ślubujemy sobie tępić na tym miejscu wszystko, co pachnie w modernizmie hum- bugiem, pozą, ne wełykim kosztom, »szparagowym« indywidualizmem bez indywidualno­ści, naśladownictwem z drugiej ręki, jałową poetycznością, dekoracją i kulisami. Chcemy w ten sposób wietrzyć zakłamaną atmosferę literatury i krytyki, tej ostatniej zwłaszcza, at­mosferę, w której szerszym płucom na serio trudno wyżyć” (Glossy do literatury, „Małpie Zwierciadło” 1903, nr 1). Ortwin wyśmiewał tu publiczność polską i rodzimą krytykę lite­racką za bezmyślne przejęcie definicji i atrybutów modernizmu sugerowanych przez kryty­kę i twórców zachodnich, zwłaszcza definiowanie modernizmu jako subiektywnego indy­widualizmu. Podkreślał, że indywidualizm jest „immanentną cechą wszelkiej prawdziwej twórczości” (tamże). Powodu „małpiarstwa” upatrywał w zaniku samodzielnego myśle­nia. Zasadniczy rys modernizmu definiował jako działalność rewidującą ideały i tworzenie nowych z całą świadomością ich relatywności i iluzoryczności.
Jako przykład upraszczania dzieł Juliusza Słowackiego wskutek czytania jego twórczo­ści przez pryzmat modernizmu uznał dzieło Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztu­ka (modernizm). Twórczość Słowackiego w świetle poglądów estetyki nowoczesnej. Studium krytyczno-porównawcze (1902). Myśl Matuszewskiego podchwycili zdaniem Ortwina kra­kowscy moderniści, nie ufając sile własnych idei i zdolnościom artystycznym celem „wżebrania się w charakterze progenitury Słowackiego […] w łaskę publiczności”; Stanisława Przyby­szewskiego ganił za „blagierską apostrofę do Króla Ducha” (Glossy do literatury).
Swoją rolę jako krytyka Ortwin rozumiał również w kategoriach przybliżania wspólno­cie twórczości artystycznej. Własną twórczość krytyczną od początku sytuował w perspek­tywie wspólnotowych celów i pożądanych w konkretnej sytuacji historycznej wartości naro­dowych i społecznych. Pytanie Ortwina-krytyka brzmiało: jak spowodować, by twórczość indywidualna stała się wartością dla wszystkich? Krytyka odgrywa w tym procesie wiel­ką rolę, odnosząc się do słowa, które jest „aktem wyrazu duszy” i „zewnętrznym sygnałem porozumienia się” (Konstrukcja teatru Wyspiańskiego). Inaczej mówiąc, jest indywidualne i społeczne zarazem.
Krytyk uważał słowo za jedyny, choć niedoskonały pomost między postrzegalną po­wierzchnią a wnętrzem człowieka (emocjami i myślami). Wyrażało ono duszę, tak jak mi­mika, gest, rysunek twarzy (tamże). Badając wytwór człowieka, „nadindywidualną obiek­tywizację ideodźwiękową” (U podstaw staffizmu, „Wiadomości Literackie” 1929, nr 28), Ortwin dążył w krytyce literackiej do uzyskania intersubiektywnych sądów o wartości na­ukowej. Dwoistość słowa – materiału, w którym artysta „wykuwa […] projekcje wizji swe­go świata”, ale też „aktu dramatycznego człowieka, jego działania i przedłużenia jego fizjono­mii duchowej, jego mimiki i gestykulacji” (O stylu i metodzie „Oziminy”) – stała się ważnym czynnikiem w badaniu stylu jako sposobu posługiwania się materiałem językowym oraz – szerzej – postawy pisarza wobec życia. Począwszy od 1911 r. umacniała się w działalności Ortwina przewaga naukowego badania dzieła nad jego opisem poetyckim, co prowadziło do redukcji środków artystycznych w (młodopolskim zdaniem Głowińskiego) języku kry­tyka. Tymon Terlecki określił styl Ortwina jako „trudny, złożony, zdradzający skłonność do zdania po cycerońsku długiego, często apokaliptycznie spiętrzonego, nieprawdopodobnie zagęszczony, bezpowietrzny, zbity jak zakalec” (w zb.: Spotkania ze swoimi, 1999).
Ortwin nie rozrywał związku artysta–dzieło, choć zajmował pozycję antybiograficzną i antypsychologiczną. Przekonanie o zobiektywizowanej, niezależnej od subiektywnego
gustu strukturze dzieła, wyrażającej także duchową osobowość autora, korespondowało z za­łożeniami Twardowskiego oraz z inspiracją husserlizmem, którym, jak wspominał Terlecki, Ortwin żywo się interesował. Metodę Ortwina można określić formułą: przedstawiać (una­ocznić) i wyjaśniać. Przedstawienie jako element artystyczny miało uplastyczniać i przekazać emocje, wyjaśnianie było naukowym komentarzem precyzującym. Odpowiadało to w pracy krytycznej Ortwina uzupełniającym się (nieraz w jednym tekście) dwóm metodom: poetyc­kiej (pisanie literackiej improwizacji o utworze, czyli – jak zauważał Głowiński – literackie­go ekwiwalentu) oraz metodzie naukowego badania dociekającego istoty dzieła. Krytyk jest artystą równouprawnionym i równowartościowym z autorem.
Język krytyki. W krytyce mającej ambicje oddziaływania artystycznego i badania naukowe­go Ortwin natrafił jednak na aporię: o sztuce chciał mówić językiem ścisłym, by uczynić swój sąd intersubiektywnym, ale też wskazać obiektywne wartości i opisać budowę dzieła. Zintelektualizowany opis był czymś innym niż przeżycie poezji, nie dorównywał sile bezpośred­niego oddziaływania literatury: „[…] to wszystko wydaje się Wam suchym i abstrakcyjnym, ale w poemacie to ma żywą cerę i nerwowe gesty” (O „Wyzwoleniu” Stanisława Wyspiańskie­go). Nie dało się więc w krytyce niczego wypowiedzieć w pełni, uchwycić w swej istocie: „Jak utwór muzyczny, jak zapach ziół na połoninie […] konkretna istota poezji nie da się niko­mu wypowiedzieć bez reszty. Ta reszta bowiem jest właśnie jej najwłaściwszą istotą” (Podsta­wy liryki Kasprowicza, w: Żywe fikcje, 1970). Pozostawały więc opis i parafraza jako środki zbliżania się do niewypowiedzianej istoty, ale też poszukiwanie cech zasadniczych i charak­terystycznych, by przełamać subiektywność odbioru. Hiperbolizacja, metaforyczność języka zwiększały siłę ekspresji krytyki, przybliżając ją do poezji. Wiele artykułów Ortwina zawie­ra retoryczne elementy apelu lub przemowy (część z nich była pierwotnie wygłaszana przed publicznością). Przez środki retoryczne („gęsty” opis, rozbudowane przydawki, enumeracyj- ne określenia) krytyk próbował wskazywać na to, co w języku (według L. Wittgensteina) da się pokazać, a czego nie można powiedzieć. Ortwin, jak zauważył Głowiński, stosuje powtó­rzenia, zwłaszcza szeregi „paralelnie względem siebie ułożonych elementów, z których pew­ne co jakiś czas powracają”.
Ewolucja myślenia o roli krytyki. Od 1934 r. Ortwin odchodzi od romantycznego, indywi­dualistycznego patrzenia na dzieło, traktując je jako wyraz wartości i nowy element więk­szej całości – tradycji i kultury. Punktem ogniskowym, do którego odsyła dzieło, nie jest już zasadniczy gest autora, lecz przede wszystkim usytuowanie utworu wobec dotychczasowe­go literackiego dorobku ludzkości i wspólnoty narodowej. W latach 30. Ortwin dystansu­je się również wobec roli krytyka jako pośrednika między autorem i czytelnikiem, podkreś­lając autonomię krytyki jako „odrębną, samoistną formę twórczej pracy umysłowej o celach własnych i wyłącznie poznawczych” (Samoistność krytyki literackiej). Krytyk nie zajmuje się bezpośrednio autorami i czytelnikami, ponieważ jego zadanie jest inne: „[…] chce rozwijać krytykę, doskonalić środki i bogacić narzędzia, mnożyć wiedzę o literaturze, ustalać i spraw­dzać kryteria, pogłębiać i rozszerzać widnokręgi” (tamże). Ortwin miał nadzieję na rychłe powstanie we Lwowie „ścisłej naukowej i obiektywnej krytyki” nawiązującej do estetycznych konwersatoriów Ingardena. Krytyka problematyzuje literaturę, nie upraszcza żadnej spra­wy, a wszystko supła i wikła. Dystans do doraźnych zadań krytyki na rzecz jej intelektualne­go oddziaływania przez budowanie teorii i problematyzowanie literatury, jak i poszukiwanie obiektywizującego punktu odniesienia – zbliża Ortwina do stanowiska Karola Irzykow­skiego. Sposób wyjścia Ortwina poza subiektywność sądów przez stworzenie sztucznego metajęzyka krytyki wykazuje podobieństwa do poszukiwań przedstawicieli szkoły lwowsko- -warszawskiej. Idealna krytyka, twierdził w 1934 r. Ortwin, potrafiłaby się obyć nawet bez dzieł realnie istniejących. W tym przypadku krytyka staje się metakrytyką i nauką o dzie­le lub o krytyce. Oznacza to przejście od badania i prezentowania odbiorcom utrwalonych w utworze wartości indywidualnych na poziom ocen i klasyfikacji elementów struktury dzie­ła z punktu widzenia pewnych systemów nadrzędnych, praw ogólnych twórczości, zagadnień formalnych, gatunkowych i tradycji literackiej.
W artykule Z propedeutyki krytyki literackiej („Nowe Czasy” 1936, nr 7) Ortwin wzy­wał do wysubtelnienia i uprecyzyjnienia wrażliwości i języka krytyka, by mógł on dotrzymać kroku precyzji nauk ścisłych. Za najważniejsze umiejętności krytyka uznał osobistą elastycz­ność w poznawaniu cudzych przeżyć, a równocześnie zdolność lokowania ich w maksymal­nie pojemnym systemie ogólnych praw, w którym każde indywidualne przeżycie byłoby przykładem pewnej prawidłowości lub jej rozwinięciem. Dzieło stawało się próbką w eks­perymencie krytyka, który na podstawie badania umieszcza ją w obrębie systemu lub na tej podstawie system poszerzał, stąd krytyków nazwał zwiadowcami i alchemikami. Doszedł do wniosku, że łatwiej jest nakreślić portret psychologiczny osobowości twórczej na podstawie charakterystycznych i odrębnych cech stylu niż badać te elementy budowy dzieła, dzięki któ­rym „wchodzi ono jako wartościowa pozycja w skład zobiektywizowanego już i tym samym uspołecznionego i kolektywnego dorobku literatury” (tamże). Podkreślał, że indywidualność jest koniecznym, ale nie strukturalnym, konstruktywnym czynnikiem utworu i jego warto­ści, zalecając powrót do estetyki XVIII-wiecznej, która „niewiele wiedziała o indywidualno­ści i subiektywnych wartościach twórczości poetyckiej” (tamże). Wartość indywidualnego dorobku polegała więc teraz przede wszystkim „na rozszerzeniu współwłasności zbiorowej”. Ortwin wzywał nawet do odrzucenia dziedzictwa romantycznego krytyka Charles-Augustina Sainte-Beuve’a i powrót do normatywnej postawy Nicolasa Boileau.
Jedność dzieła. Formy ekspresji. Ortwin nie uznawał analizy jedynie technicznych, formal­nych chwytów warsztatowych pisarza bez zdania sobie sprawy, że łączy je ścisły związek z po­stawą moralną i założeniami filozoficznymi twórcy. Dlatego uważał, że istnieje jedna, najlep­sza forma dla danej treści (Listy Ortwina do W. Feldmana, Ossolineum, sygn. 12 282/ III). Idzie tu zapewne za tradycją entelechii Arystotelesa (cenioną przez K. Twardowskiego). Wy­obraźnię autora Ortwin nazywał „centralnym punktem ciężkości” (U podstaw staffizmu) lub „centralnym punktem organizacji duchowej” (O stylu i metodzie „Oziminy”). Punkt ten gwarantował i fundował istnienie organicznej jedności dzieła, którego wszystkie czę­ści są konieczne i połączone ze sobą wewnętrzną logiką: „[…] domacywać się raczej i do­cierać do ukrytych związków wewnętrznej jedności dzieła, węszyć jak za zwierzyną, iść za tropem krętych meandrów logiki, z jaką krystalizacja jego do skutku dochodzi, uważałem zawsze i do dziś uważam za pierwszy obowiązek i naczelne zadanie w każdej myśliwczej wyprawie na łowach literackich, choćby za cenę spudłowania przy tym kilku na ślepo od­danych strzałów” ([rec.] M. Choromański, „Zazdrość i medycyna”, „Lwowskie Wiadomo­ści Literackie i Muzyczne” 1933, nr 74). Do tego „rdzenia wewnętrznej formy i konstruk­cji” ([rec.] A. Słonimski, „Godzina poezji”, „Droga na wschód”, „Przegląd Warszawski” 1924, nr 33) Ortwin dochodził już nie tylko przez wczucie, ale i (co go wyróżnia na tle epoki) przez analizę językowej ekspresji jako wytworu niepowtarzalnej indywidualności, a równo­cześnie utrwalony rezultat jego czynności twórczych, który można obiektywnie analizować (M. Głowiński uważa ten model za zbliżony do propozycji L. Spitzera).
Ortwin jako krytyk nie zadowalał się w akcie odbioru sztuki utożsamieniem osoby z przedmiotem sądu (wczucie, identyfikacja jako warunek wniknięcia w istotę i wydania sądu prawdziwego), lecz wchodził na wyższy poziom, mówiąc o „czynnej kontemplacji do­znawanych uczuć” oraz o trwałej obiektywizacji przeżyć w formie językowej. Kontemplacja uczuć to „czynny i obiektywny akt wyobraźni” (O liryce i wartościach lirycznych). Jak trafnie napisał Kazimierz Wyka, Ortwin „poddaje się czarom poezji świadomie”.
Wychodząc z założenia, że człowiek to nie istota ciągła i jednolita, lecz „szereg ma­nifestacji jakościowo i ilościowo zróżnicowanych”, połączonych w całość jedynie tożsamoś­cią osoby, Ortwin zakładał w 1906 r. (Konstrukcja teatru Wyspiańskiego), że w akcie odbio­ru widz lub czytelnik, sięgając do swoich doświadczeń i przeżyć, dokonuje połączenia tych punktowych manifestacji w organiczną całość. Pobrzmiewa tu być może inspiracja empirio­krytycyzmem Ernesta Macha (przekonanie o zmiennym i nieciągłym charakterze tożsamo­ści ludzkiego „ja”), żywa na gruncie lwowskim, choćby w twórczości Irzykowskiego i zna­nego Ortwinowi Mariana Olszewskiego, oraz myśl Wilhelma Diltheya. Ortwin był zdania, że zwłaszcza w dramacie, w teatrze autor może dać „żywą ekspresję człowieka”.
Podsumowanie. W okresie do 1918 r. w twórczości Ortwina dominowały rozważania o dra­macie, glosy teatralne i publicystyka społeczno-polityczno-kulturalna (m.in. krytyka róż­nych wydarzeń i zjawisk życia Lwowa w warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym” w 1902 r. oraz polemika z Z. Wasilewskim w socjalistycznym lwowskim „Głosie” w 1905 r.), a także odczyty (odczytem była nowatorska analiza Oziminy Berenta). Dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym pojawiły się teoretyczne studia o liryce i krytyce oraz recenzje tomów poe­zji i prozy. Jednak już w analizach dramatów, w Żywych fikcjach i w poszukiwaniach defini­cji prawdy w sztuce (polemika z W. Witwickim) ujawnił zacięcie teoretyczne i wyartykułował założenia własnej metody krytycznej. Po 1918 r. zajmował się teatrem i dramatem incyden­talnie, wyjąwszy twórczość Wyspiańskiego.
Ortwin był krytykiem oryginalnym i wybitnym, w swojej epoce niedocenionym. Jak zauważył Głowiński, Ortwin, którego styl językowy pozostał w dużej mierze młodopolski, przez cały okres działalności znajdował się w awangardzie poszukiwań w zakresie teorii/ kry­tyki literackiej. Juliusz Kleiner nazwał go słusznie krytykiem-odkrywcą.</document>
<document nplp_id="13744" title="Orzeszkowa Eliza" slug="orzeszkowa-eliza-2">Powieściopisarka, nowelistka, publicystka. Pseudonimy i kryptonimy: Bąk (z Wa-Lit-No); E.O.; Gabriela Litwinka; Li…ka; Litwinka.
Informacje biograficzne. Eliza (właśc. Elżbieta) Orzeszkowa z Pawłowskich (2° voto Nahorska) pochodziła z zamożnej rodziny szlacheckiej. Urodziła się 6 VI 1841 w majątku Milkowszczyzna jako córka Benedykta Pawłowskiego (1788–1843), prawnika, masona, i jego dru­giej żony, Franciszki z Kamieńskich (ok. 1814–1878). Uczyła się w domu pod kierunkiem guwernantek i na pensji sióstr sakramentek w Warszawie (1852–1857). W 1858 r. poślubi­ła Piotra Orzeszkę (ok. 1825–1874) i zamieszkała w majątku męża w Ludwinowie na Pole­siu Litewskim. Małżeństwo zostało unieważnione z inicjatywy Orzeszkowej w 1869 r. Pisar­ka uczestniczyła aktywnie w powstaniu styczniowym. Jesienią 1863 r. Piotr Orzeszko został aresztowany i jako podejrzany o pomaganie powstańcom zesłany w głąb Rosji. Orzeszkowa wróciła do Milkowszczyzny, rozpoczęła intensywną pracę samokształceniową i pisarską (de­biut w 1866 r.). W 1869 r. osiadła na stałe w Grodnie, związała się ze Stanisławem Nahorskim (1826–1896); wzięła z nim ślub w 1894 r.

W 1879 r. założyła w Wilnie spółkę księgarsko-wydawniczą „E. Orzeszkowa i S-ka” zamkniętą przez władze w maju 1882 r.; właścicielkę internowano w Grodnie. W 1891 r. i w l. 1906–1908 obchodzono jubileusze pisarki. W 1904 r. zgłoszono jej kandydaturę do Nagrody Nobla (bez powodzenia). W ostatnim dziesięcioleciu zmagała się z postępującą chorobą serca. Od 1907 r. do śmierci kierowała działem literackim wileńskiego dziennika „Kurier Litewski”. W l. 1908–1909 patronowała pracy grodzieńskiego stowarzyszenia kul­turalno-oświatowego „Muza”. Zmarła 18 V 1910 w Grodnie. Została pochowana na tamtej­szym cmentarzu katolickim. Jej pogrzeb (23 V 1910) zgromadził tłumy żałobników różnych wyznań i narodowości.
Napisała kilkadziesiąt powieści i opowiadań oraz kilkaset utworów publicystycznych. Pozostawiła bogatą korespondencję. Jej utwory tłumaczono na wiele języków świata. Była osobistością znaną w naszej części Europy, uczestniczącą w ogólnej debacie publicznej na te­mat emancypacji kobiet, asymilacji Żydów, modernizacji i patriotyzmu. W wielu kwestiach wyszła poza krąg myśli pozytywistycznej, deklarując w dojrzałej fazie życia wiarę w Boga osobowego i nadrzędność etyki wobec wiedzy profesjonalnej. Była nie tylko pisarką, ale też autorytetem i instytucją życia publicznego.
Skomplikowana geneza – integralny projekt. Dzięki edycji Edmunda Jankowskiego twór­czość krytycznoliteracka Orzeszkowej jest dostępna i dobrze znana. Składa się na nią ok. 50 pism różnej wagi i objętości – od obszernych studiów po krótkie wypowiedzi, przedmowy i recenzje. Zawarte w nich spostrzeżenia, sądy i definicje przywykliśmy traktować jako prze­jaw akceptacji zasad krytyki pozytywistycznej. Wiele argumentów uzasadnia takie rozpozna­nie: Orzeszkowa podnosiła walory powieści jako gatunku, wyraźnie dowartościowując po­wieść tendencyjną, ironizowała na temat współczesnej poezji, pokazując jej anachronizm i oderwanie od życia, stawiała rozum ponad imaginację, jasność wywodu ponad zawiło­ści stylu. W tym duchu zgody z pozytywizmem pisali o krytycznych pracach Orzeszkowej jej badacze: Janina Kulczycka-Saloni, Stanisław Frybes, Antoni Baczewski, Ewa Paczoska, a głos Marii Żmigrodzkiej, próbującej zmącić ten jednoznaczny obraz, nie został do końca wysłuchany.
Orzeszkowa uwikłana jest nie tylko w XIX-wieczny genetyzm (zależność dzieła od warunków jego powstania), ale i w idealizm heglowski, powtarzając niekonsekwencję wie­lu umysłów epoki oraz dyskontując świadome lub bezwiedne nawiązania do Georga Wil­helma Friedricha Hegla, jakie można rozpoznać w comte’yzmie i w dziełach Henry’ego Tho­masa Buckle’a, bohatera jej wczesnych artykułów publicystycznych (O „Historii cywilizacji angielskiej”, „Gazeta Polska” 1866, nr 157–158). Postęp (i nie jest to pogląd jedynie młodej Orzeszkowej, jak przyjmuje M. Żmigrodzka) wiązał się według pisarki nie tylko z przyro­stem materialnego bogactwa, ale także – a może przede wszystkim – z rozwojem duchowym: „[…] duch ludzki w ciągłym jest pochodzie – wieki całe krokami jego. Nigdy nie stojąc – to idzie naprzód, to cofa się niekiedy, aby później z wezbraną gwałtownością na nowo przebiec porzuconą drogę. W każdym lat dziesiątku kiełkuje idei nowej zaród, w drugim dojrzewa, w trzecim się utrwala” (Kilka uwag nad powieścią, tamże, nr 285). Zasadnicze dla jej myślenia o historii i kulturze jest przekonanie, że źródło postępu stanowi duch ludzki wspinający się na wyższe, doskonalsze piętra rozwoju, które zostają „powtórzone” w formach materialnych stanowiących podstawę procesów biologicznych i społecznych. Literatura mieści się w tym porządku. Tak jak całe społeczeństwo, bierze udział w postępie ducha albo go – okresowo – spowalnia. Publicystyka teoretyczno- i krytycznoliteracka Orzeszkowej zmierza do ustale­nia relacji, jakie konkretny utwór, pisarz lub gatunek nawiązują z duchowym kierunkiem epoki i jej materialnymi atrybutami. Uznawszy, że XIX w. zrodził się „z potrzeby nasycenia nie tylko wyobraźni, ale i rozumu”, przyjęła adekwatne do tego rozpoznania kryteria warto­ściowania dzieł literackich i zgodną z nim hierarchię gatunków. Z czasem, gdy przekonanie o nieustającym postępie ducha osłabło, publicystka wypełniła pustkę imperatywem moral­nym nałożonym na pisarza, zobowiązując go do szerzenia idei dobra (Literatura, „Kurier Li­tewski” 1907, nr 110–111). Uznanie dla wiedzy i rozumu wiązało się w pismach Orzeszkowej z przekonaniem o duchowej ewolucji świata. Tylko zbieżność obu tych porządków – nauko­wego i duchowego – mogła zapewnić cywilizacji ludzkiej powodzenie.
Powieść – królowa gatunków. Uwagi o literaturze i sztuce. Zdaniem Orzeszkowej XIX w. jest wiekiem powieści, a właściwie stał się nim po przebyciu długiej drogi, poddanej „wyobraź­ni niepowściągnionej rozumem, wybujałej, młodzieńczej” (Kilka uwag nad powieścią). Ludz­kość weszła w stan dojrzałości lub dojrzewania, porzucając twory fantazji, oddając się nauce i poszukiwaniu prawdy. Zdezaktualizowały się lub nawet zanikły gatunki dominujące w prze­szłości – baśnie i ballady średniowieczne – oraz XVII- i XVIII-wieczne utwory satyrycz­ne i komediowe, te ostatnie próbujące dokonać krytycznej oceny rzeczywistości. Podobnie jak pierwsze powieści (nowożytne – doprecyzujmy), np. Nowa Heloiza Jean-Jacques’a Rous­seau, były niedoskonałym, niepełnym sposobem anonsowania nadchodzącej zmiany. Dopie­ro powieść XIX-wieczna, stanowiąca połączenie fantazji i prawd rozumowych, dogoniła po­chód ducha. W artykule z 1866 r. Orzeszkowa utożsamia tę pożądaną (awangardową, by tak rzec) postać gatunku z powieścią tendencyjną, czyli taką, która „wywiera więcej działania na rozum niż na wyobraźnię” (tamże), która stroni od ukazywania zdarzeń cudownych, przed­stawia myśl szeroką i pożyteczną, ideę doniosłą. Orzeszkowa wierzy w możliwość połącze­nia jasnej myśli z atrakcyjną stroną artystyczną. Wiarę tę uprawdopodobniają przytoczone przykłady: Victor Hugo przechodzi od najfantastyczniejszych „awantur” do wspaniałych po­wieści natchnionych poważną myślą (Nędznicy, Pracownicy morza). Podobny kierunek ewo­lucji publicystka widzi w twórczości George Sand. Pisarzy powielających niezwykłe fabuły i niewiarygodne perturbacje bohaterów – Paul Féval, w późniejszych artykułach w roli od­niesień negatywnych także: Émile Gaboriau, Xavier de Montépin, a czytanych przez niewy­robioną publiczność Orzeszkowa nazywa „ludźmi z chorym umysłem” (tamże). W polskiej literaturze trudno jest znaleźć przykłady podobnej (szczęśliwej) ewolucji: od pisarza fanta­zji do pisarza idei, dlatego przyszła autorka Marty po krótkiej prezentacji rodzimych tradycji powieściowych (F. Wężyk, J. Korzeniowski, J.I. Kraszewski, Z. Kaczkowski) wskazuje na (sła­bą nie tylko z dzisiejszej perspektywy) powieść Adama Pługa Duch i krew (1859) jako przy­kład – jej zdaniem – pożądanej tendencyjności w literaturze. Ta wątpliwa egzemplifikacja świadczy o tym, że literatura polska nie dysponowała w połowie lat 60. udanymi przykładami roman à thèse. Artykuł Orzeszkowej dopiero przecierał szlaki.
Ponad 10 lat później jej poglądy na temat powieści wyglądały podobnie; pisarka wysubtelniła aparat krytyczny, ale nie zmieniła sposobu myślenia. Nadal uważała wybory ga­tunkowe za ważną wskazówkę umożliwiającą trafną ocenę konkretnego dzieła, które stanowi lepszą lub gorszą realizację norm określonego gatunku. Nadal w centrum jej zainteresowania pozostawała powieść, którą nazywała teraz „dziełem umysłowości ludzkiej mieszanym; z jed­nej strony należy ona niewątpliwie do dziedziny artyzmu i bez żywiołów piękna zeń czerpa­nych posiąść nie może szlachetnych ponęt formy; z drugiej jednak – szerokim szlakiem wpły­wa w dział wiedzy, ten szczególniej, który streszcza w sobie wyniki nauk wszelkich, a zwie się filozofią, i pozbawiona prawd, które w nim istnieją, traci wszelką wagę i powagę treści” (O powieściach T.T. Jeża z rzutem oka na powieść w ogóle. Studium, „Niwa” 1879, z. 97–101).
Publicystka stawiała gatunkowi narracyjnemu poważniejsze zadania: powieść powinna sku­piać się nie tylko na nieudziwnionym opisie współczesnego świata, ale przede wszystkim na analizie i objaśnianiu genezy przedstawianych zjawisk. To nie jest zwykłe zwierciadło: może­my je porównać „do szkieł jakich magicznych” (tamże). Pisarz podejmuje się swego zadania, konfrontując pomysł, połączenie zmysłu obserwacji i wrażliwości, z zasobami wiedzy. Pod­stawowa staje się zdaniem Orzeszkowej równoczesność kształtowania pomysłu i stanowiącej o jego doniosłości idei. Tak można uniknąć przewagi, jaką bierze treść nad formą, gdy szu­ka się fabuły ilustrującej ideę, lub odwrotnie – forma nad treścią, gdy „cacka ładnie wymalo­wane” nie mają istotnej wagi (tamże). Drugi element pracy powieściopisarza to kompozycja, czyli porządkowanie części składowych narracji.
Natura powieści jest dwoista; natura pisarza natomiast – zdaniem publicystki – po­winna obejmować umiejętności trojakiego rodzaju: estetyczne (związane ze zdolnością ope­rowania słowem jak malarz pędzlem lub rzeźbiarz dłutem), naukowe (prowadzące do rozu­mienia opisywanych zjawisk) i moralne (wyrażające się w miłości do ludzi, woli i odwadze dążenia do prawdy, czystości intencji, surowości obyczajów). Talent, czyli naturę umiejętno­ści estetycznych, możemy poznawać jedynie po objawach; to czułość i wrażliwość zmysłów, bystrość spostrzegania, intuicja. Ważnym potwierdzeniem naukowych umiejętności pisa­rza jest zdolność tworzenia typów. Tylko wiedza pozwala oddzielić „zjawiska przelotne, wy­padkowe, cząstkowe od zjawisk stałych, z przyczynami sięgającymi najdalszej głębi natury świata i ludzi” (tamże). Moralna strona artysty nie objawia się – wbrew obiegowej formule – przez styl jego utworów („Style istnieć mogą sztuczne”, tamże), ale przez „pełny obraz jego działalności” (tamże).
W domenie narracyjnej Orzeszkowa pozostaje w kręgu terminów i pojęć wypracowa­nych w latach 60. i 70., modyfikując jedynie wprowadzone wówczas kategorie. W odpowie­dzi na ankietę Konstantego Wojciechowskiego dotyczącą powieści i noweli (1892) pisarka przypomniała klasyczną definicję gatunku powieściowego jako zwierciadła, precyzując (po­dobnie jak wcześniej), że to zwierciadło szczególne, malujące nie tylko powierzchnię rzeczy, ale i głębię zjawisk. Pojawiła się tutaj nowa metafora – powieści jako mikrokosmosu; total­ność przedstawienia (Orzeszkowa nie używa tego terminu) stanowiła zdaniem pisarki źró­dło popularności gatunku. Publicystka podkreślała tym razem związki powieści nie tylko ze sztukami plastycznymi, ale i ze sceną oraz (powracając do dawnych wątków) z „rozumo­waniem przybliżającym ją do czystej myśli – jakkolwiek pod tym ostatnim względem kry­tyka nowa nakłada na nią pęta bardzo surowe, poniekąd słusznie, ale poniekąd i zbyt bez­względnie” (K. Wojciechowski, Powieść a nowela, powst. 1892, wyd. 1913). Ta ostatnia uwaga jest próbą utrzymania własnego stanowiska w obliczu krytyki skierowanej przeciw powieści tendencyjnej.
Gdy Orzeszkowa kilkanaście lat później pisała o genezie i istocie literatury, miejsce „po­mysłu” zajęła „wizja” kierowana „wzrokiem wewnętrznym” artysty, uwolniona – jak się zda- je – od bezpośredniej presji idei dyskursywnej (Literatura). Orzeszkowa nie rezygnuje jednak z innych niż wizjonerskie (estetyczne) powinności sztuki; kwestionuje przypisywany pewnej „szkole estetycznej” (jak można sądzić – modernizmowi) postulat „sztuki dla sztuki”. Sztu­ka nie może tylko „śpiewać, malować i rzeźbić słowami” (tamże). Dzięki przedstawianym kontrastom (dobra i zła) stanowi poruszające źródło poznania, a więc sztuka także – myśli. Orzeszkowa utrzymuje, że ta powinność (myślenie) została wykluczona przez „pewną szkołę estetów” (tamże). Została też wykluczona sztuka-moralność i sztuka-patriotyzm. Rozprawkę zamykają fragmenty dwu fikcyjnych listów, które mają świadczyć o tym, że lektura powie­ści (dzieła literackiego) przynosi ulgę w cierpieniach, ratuje przed depresją i pesymizmem.
W duchu jeszcze wyraźniej manifestowanej wzniosłości pisarka definiuje słowo (Sło­wo, powst. 1908). Wywód dyskursywny zmienia się (jak prawie cała późna publicystyka Orzeszkowej) w prozę poetycką, w ciąg metafor (słowo to „muszla perłami napełniona”, „po­budka wojenna”, „poseł stref wysokich”, „latarnik szarzyznę życia iluminujący”, „przyjaciel zmęczonych”, „towarzysz samotnych”, „pocieszyciel smutnych”). Odnosząc się do Sonetów krymskich Adama Mickiewicza, publicystka akcentuje – dokonujący się za pośrednictwem tonu i dotąd pomijany na rzecz powinowactw powieści i sztuk plastycznych – związek poezji i muzyki: „Siostry to są silnie ze sobą spojone w działaniu i oddziaływaniu” (tamże).
Poezja i poeci. Relacja artysty ze zbiorowością. Istotnym motywem wypowiedzi Orzeszko­wej na temat współczesności jest odnotowanie dokonującego się jej zdaniem rozbratu poezji z rzeczywistością, który wynika zarówno z pewnej marginalizacji tego rodzaju literackiego, jak i z reakcji obronnej jego twórców: „Tegocześni poeci utrzymują, że świat ich otaczający, taki, jakim uczynił go duch XIX wieku, nie udziela dostatecznego bodźca ich fantazji, zbyt ciasne przedstawia im pole do upatrywania i odtwarzania poetycznych obrazów, w lodowe kleszcze ujmuje ich uczucia, nie zawierając w sobie nic, co by godnym ich było, co by w szero­ki, twórczy i trwały płomień rozniecić by mogło. Co do przyrody, jest ona wedle mniemania poetów tych zepsutą i oszpeconą dymami podnoszącymi się z kominów fabrycznych, gospo­darstwem leśnym, posługującą się machinami przy uprawie gruntów i tym podobnymi dzia­łaniami i wynalazkami. Przemysł, jeometria, ekonomia społeczna zepsuły, oszpeciły pier­wotną piękność przyrody; jest to w tegoczesnej poezji rzecz znana i uznana, nieodmiennie ustanowiona i w komunał żadnego rozbioru nie cierpiący przemieniona” (Listy o literaturze. List 1. Wiek XIX i tegocześni poeci, „Niwa” 1873, z. 43–44, 46–48). Pisarka nie miała wątpliwo­ści, kto przegra spór między duchem czasu a grupą frustratów, bo taki obraz współczesnych poetów odmalowała w artykule (cytując wiersze L. Sowińskiego, A. Michaux, W. Gomulic- kiego). I nie miała wątpliwości, że stratę poniosą czytelnicy pozbawieni „jednego z najgoręt­szych swych natchnień” (tamże, nr 46).
Poboczny wątek artykułu stanowi pytanie o przedmiot przedstawienia poetyckiego: „[…] ażali same tylko wielkie i niepospolite zjawiska mają przywilej na rozpalanie serc, na rozbudzanie wyobraźni, na przypinanie skrzydeł myślom poetów? Wzniosłość, nieskazitel­ność, bohaterskość, ciche lub głośne, w tych lub innych objawiające się kształtach, muszą ko­niecznie, przez samą już ułomną naturę ludzką, przez same już plątaniny i niedoskonałości urządzeń społecznych, a z nich wynikające pokusy i trudności, niepospolitymi w świecie być zjawiskami. O nichże to tylko, o tych niepospolitościach, o tych rzadkich klejnotach tej zie­mi śpiewać mogą wieszcze, ich tylko wnętrze przenikać i rozumieć, w nich tylko dopatry­wać żywiołów poetycznych?” (tamże). Orzeszkowa dowodzi, że i zwykły żywot ludzki może skrywać dramat godzien uwagi wieszcza. Problem „uzwyczajniania” literatury, skierowa­nia jej uwagi na szersze przestrzenie społeczne i życiowe, pojawiał się także w późniejszych wypowiedziach pisarki (List z ustronia I, seria druga, „Kraj” 1889, nr 51).
W Listach o literaturze publicystka wraca do kwestii łączącego pisarza (poetę) i społe­czeństwo związku, którą poruszyła m.in. w artykule Kilka uwag nad powieścią: „Więc nie au­tor, jakkolwiek potężny, tworzy ogół, ale ogół tworzy autora; a on jako silny pomaga dźwiga­niu się tego, co go stworzyło; rozpierzchnione promienie, z których światło swoje zaczerpnął, w jedno sprowadza słońce, aby jaśniało wszystkim; słabe nicie ducha ludzkiego zbiera i wiąże
z nich łańcuch, którym spaja umysły i serca. Talent wszelki wzrasta wśród społeczności jak kłos wśród ziemi kęsa. Ziemia mu matką; z jej wewnętrznych, żywotnych soków bierze ist­nienie. Ale ażeby rodziła znowu i coraz obficiej, kłos oddaje ziemi ziarna ukształtowane z jej własnych pierwiastków – a z posiewu jego nowe wykwitają kłosy”. W artykule Listy o litera­turze dodaje: „[…] poeta rozczochrany, zgrzytający, wiecznie wpółsenny lub nieprzytomnym szałem porwany – to fikcja, przesąd, komunał, a poeta prawdziwy, duch prawdziwie wiel­ki, mądry i twórczy – to rodzony, lubo najstarszy, brat ludzkości, mistrz jej dumny i zarazem jej pokorny uczeń, natchniony wieszcz i zarazem towarzysz miły, i wyrozumiały jej przyja­ciel, wychowawca jej i zarazem wychowaniec, a nawet wychowaniec wprzódy jak wychowaw­ca, to słowem, według wspaniałego wyrażenia Byrona, który nim określił jednego ze swych przyjaciół-poetów, to cor cordium, serce serc” (Listy o literaturze).
Wypowiedzi te (i wiele innych podobnie brzmiących) nie są jednoznaczne. Mogą wskazywać na XIX-wieczny genetyzm, w duchu Hippolyte’a Taine’a wiążący pisarza i sze­roko pojęte środowisko (przyroda, historia, doświadczenie zbiorowe), z którego pochodzi. Mogą sugerować, jak chce Maria Żmigrodzka i za nią Piotr Lehr-Spławiński, inspirację pis­mami Pierre’a Proudhona (Orzeszkowa mogła je znać), który przyjmował, że pisarz jest aku- szerem idei. W powiązaniu z wielokrotnie formułowanymi apelami o poszerzanie zasobu wiedzy przez społeczeństwa może stanowić pozytywistyczną wersję Goetheańskiej Bildung: poeta, pisarz – to ten, który oświeca, będąc przez innych oświecony; ktoś, kto umiejętnie ko­rzysta z pozyskanej wiedzy, by ją poszerzać i mnożyć; ktoś, kto należy do sfery kultury i za­chęca innych, by ją również uprawiali (metafora ziemi i kłosa!). Może też stanowić ukrytą polemikę z ujęciami romantycznymi, które wyposażały poetę w nadzwyczajne predyspozycje i prerogatywy, a poezji przypisały zdolność kreowania rzeczywistości.
Wobec romantyzmu. Stosunek Orzeszkowej do romantyzmu był ambiwalentny, podobnie jak innych pisarzy tej epoki. Nie akceptowała romantycznych uzurpacji, ironizowała na te­mat poezji epigońskiej. Przyjmując zasadę pochodu ducha przez dzieje, odcinała się od moż­liwości powrotu do historycznych scenariuszy zarysowanych w romantyzmie. Nie przestała natomiast czytać i podziwiać romantycznej poezji. Owoce tej lektury przedstawiała w odczy­tach (rzadziej w druku), gdy takie – w nowym stuleciu – mogły być publicznie prezentowane.
Ocena romantyzmu wiązała się z „rozbiorem” zagadnienia wieszczów, wielkiej trój­cy. Mickiewicz stanowił dla Orzeszkowej „upostaciowanie” uczucia i siły; Juliusz Słowacki – wyobraźni i blasku, Zygmunt Krasiński – myśli i głębi. W języku krytycznym pisarki myśl była tożsama z ideą i Krasiński, w tym ujęciu przedstawiciel poezji filozoficznej, wydawał się Orzeszkowej bratnim duchem, dobrze współbrzmiącym z jej definicją powieściopisarstwa jako aktywności nie tylko artystycznej, ale również rozumowej, intelektualnej. Krasińskie­mu przypisała zdolność posługiwania się symbolem, który traktowała – można powiedzieć: po swojemu – jako narzędzie prezentacji idei, myśli abstrakcyjnych, ulotnych, niepoddających się pracy wyobraźni i trudnych do ujęcia dyskursywnego. Sięgając coraz częściej po mowę figuratywną, Orzeszkowa mogła mieć poczucie nawiązywania do podobnych wzorów stylistycznych używanych we wspólnym celu (przedstawić nieprzedstawialne). Dostrzega­ne i pożądane powinowactwo obejmowało także inne cechy poezji Krasińskiego: religijność, patriotyzm, doskonalenie moralne, jak również – o czym publicystka wprost nie mówiła – konserwatyzm społeczny, lęk przed rewoltą (O Zygmuncie Krasińskim, powst. 1901).
W 1890 r., kiedy składano na Wawelu trumnę ze zwłokami Mickiewicza, Orzeszkowa uczciła tę chwilę okolicznościowym tekstem, w którym wskazywała na siłę uczuć wieszcza i jego geniusz ([Gama uczuć ludzkich], „Świat” 1890, nr 13). W jubileuszowym 1909 r. po­wstały dwa szkice o Słowackim stanowiące omówienie Lilli Wenedy, zakończone konklu­zją przyznającą poezji „wielką nad narodami moc” (O Lilii, Róży i harfiarzach, „Kurier War­szawski” 1909, nr 1). Honoratywny ukłon w stronę wieszczów był standardem krytycznym; więcej o stosunku do poprzedniej epoki mówi ocena konwencjonalnych tekstów romantycz­nych, które zostały poddane przez publicystkę surowej ocenie graniczącej z prześmiewczą dezaprobatą.
Wobec modernizmu. Publicystka nie poświęciła nowym prądom odrębnej wypowiedzi (co w przypadku autorki tak płodnej świadczy o pewnej bezradności), zastępując rozbudowaną refleksję wzmiankami rozsypanymi po wielu artykułach i korespondencji prywatnej. Orzesz­kowej rozumienie modernizmu nie obejmowało całej epoki, która nadeszła w ostatnich la­tach XIX w., ale jej szczególną postać, utożsamianą – zdaniem pisarki – z objawami negatyw­nymi, tzn. dekadentyzmem, hasłem „sztuka dla sztuki”, erotyzacją literatury, pesymizmem. Takiego modernizmu pisarka nie ceniła; w artykule napisanym po śmierci Jadwigi Łusz­czewskiej (Deotymy) przypomniała aluzyjnie, że: „[…] poetka z wielką powagą utrzymywała w literaturze polskiej dobre jej tradycje, to jest: czystość myśli, skromność i wzniosłość słowa, tkliwą dbałość o sumienie, o interes, o losy społeczeństwa rodzinnego” (Na mogiłę Deo­tymy, „Kurier Litewski” 1908, nr 212). Były one przeciwieństwem modernizmu. W przed­mowie do powieści Eugenii Żmijewskiej Dola Orzeszkowa mówiła wprost, że życzyłaby so­bie w utworach „młodych” mniej fizjologii i patologii, a bohaterów utworu nazywała wilka­mi, amoralnymi, aspołecznymi, po których fala cywilizacji, uspołecznienia i chrystianizmu spłynęła bez śladu (Przedmowa, w: E. Żmijewska, Dola. Powieść, 1909). Rozerotyzowany, przeestetyzowany modernizm traktowała jako aberrację lub chwilową modę.
Spod tej oceny wyłączała jednak niektóre utwory wybranych pisarzy. Ceniła poezję Adama Asnyka, napisała pean na cześć Wacława Sieroszewskiego i jego powieści W matni (Gwiazda wschodzi, „Tygodnik Ilustrowany” 1898, nr 6–8), fascynował ją John Ruskin, przy­swojony być może dzięki książce Roberta de la Sizerrane’a (Ruskin et la religion de la beauté, 1897), z aprobatą wzmiankowała o poezji Maryli Wolskiej (O książkach. II Maurycy Maeter- linck „L’Intelligence des fleurs”, „O rozumie kwiatów”, „Kurier Litewski” 1907, nr 245, 247, 249–250). W korespondencji prywatnej komplementowała niektóre dzieła Stefana Żerom­skiego, Władysława Stanisława Reymonta, Stanisława Wyspiańskiego. Po przeczytaniu opo­wiadania Żeromskiego Rozdzióbią nas kruki, wrony cieszyła się w liście do Jana Karłowicza z poznania „pierwszorzędnej zdolności pisarskiej”; jeden z listów do Tadeusza Garbowskie- go jest pastiszem modlitwy żołnierza z Popiołów (Listy zebrane, t. 3), w innym miejscu smu­tek i zły nastrój nazwała „fizyczną chorobą duszy”, frazą zaczerpniętą z tejże powieści (list do A. Drogoszewskiego, tamże, t. 5). W liście do Ignacego Baranowskiego chwaliła publicy­stykę Jerzego Żuławskiego, ale pozostałą zawartość tygodnika „Strumień” określiła jedno­znacznie – „do wyrzucenia przez okno”; w notce do tego samego korespondenta przedkłada­ła Listy człowieka szalonego Andrzeja Niemojewskiego nad Ludzi bezdomnych (tamże, t. 4). Narzekała na niezrozumiałość dramatów Wyspiańskiego, ale próbowała przełamać dla nich swoją predylekcję do lektur jasnych, przejrzystych (list do I. Baranowskiego, tamże). W liście do Tadeusza Bochwica nazwała Reymonta „wielkim pisarzem” (tamże, t. 5).
To jednak, co publicystka akceptowała w młodej literaturze, wykraczało w jej mnie­maniu poza modernizm; stanowiło wcielenie odwiecznych cnót poety-nauczyciela naro­du, poety-obywatela, poety-współczującego ze światem. I choć wysp wspólnych między nią a przedstawicielami młodego pokolenia było wiele (zob. M. Żmigrodzka, J. Bachórz), choć dopatrzyć się można wpływów nowej estetyki na dyskurs krytyczny i literacki Orzeszkowej (poetyzacja, liryzacja prozy; figuratywność zastępująca określenia metakrytyczne), to trzeba przyjąć, że Orzeszkowa odnosiła się do modernizmu utożsamianego z jego dekadencko-ar- tystowskim skrzydłem z dużym dystansem lub nawet niechętnie. Pisarka nie widziała w no­wym prądzie siły unowocześniającej kulturę polską, lecz jedynie niebezpieczne zjawisko. Ważna jest też bardzo słaba reprezentacja modernizmu w pismach krytycznoliterackich; jego przejawy stawały się częściej tematem literackim (Argonauci, Melancholicy) lub przedmiotem wypowiedzi epistolarnych. Próby skonstruowania większej wypowiedzi krytycznej nie wy­padały dobrze; pisarka właściwie nie wychodziła poza ogólniki (Słowo wstępne, powst. 1909, wygłoszone w grodzieńskim towarzystwie „Muza” uwagi o S. Wyspiańskim, J. Kasprowiczu, J. Żuławskim). Wielu modernistów mogła podziwiać za talent, który bezbłędnie rozpozna­wała, ale zasad ich pracy twórczej nie rozumiała lub raczej nie chciała zrozumieć. Stanowili zaprzeczenie tego, co uważała za podstawę wielkości i co sama praktykowała: uskromnione- go ego, kontroli emocji (przede wszystkim erotyzmu), dominacji celów społecznych nad am­bicjami jednostkowymi, dążenia do jednoznaczności i jasności przekazu. Rozerotyzowanym, niestabilnym emocjonalnie artystom, bo tak ich postrzegała, nie mogła przekazać klucza do labiryntu polskiej kultury.
Artykuły historyczno- i krytycznoliterackie. Kilka obszernych omówień (streszczeń) dzieł literatury obcej Orzeszkowa napisała we wczesnych latach 70., biorąc na warsztat prace Ju­lie Daubié, Édouarda Renégo Lefebvre’a de Laboulaye’a, Camille’a Flammariona. Wyraźniej sproblematyzowanymi recenzjami zajmowała się głównie jako kierownik działu literackie­go „Kuriera Litewskiego” (streszczenie i ocena książek m.in. M. Maeterlincka, M. Konop­nickiej, A. Nowaczyńskiego, Z. Rabskiej). Była też autorką kilku rozpraw z pogranicza histo­rii literatury i krytyki literackiej (Drugie dziesięciolecie, 1840–1850, w: Książka jubileuszowa dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J.I. Kraszewskiego, 1880; O Janie Ko­chanowskim. Drobny szkic, „Pobudka” 1910, nr 2; szkice o Krasińskim). Omówienie pewne­go etapu aktywności literackiej Kraszewskiego dało interesujące uwagi na temat rozwoju pol­skiej powieści (autor Ulany nazwany „twórcą nowożytnej powieści polskiej”), inne szkice historycznoliterackie miały charakter edukacyjny i niewiele wnosiły do wiedzy o literaturze. Ważnym narzędziem używanym przez Orzeszkową-recenzentkę jest streszczenie połączo­ne z obfitym cytowaniem omawianego lub prezentowanego dzieła (podobny charakter nosi­ły wstępy i przedmowy Orzeszkowej m.in. do Doli E. Żmijewskiej, do wspomnień Z. Ćwirki Po szczęście, 1909). W „późnych” recenzjach streszczenie przechodzi często w parafrazę utworu osiąganą dzięki wykorzystaniu mowy pozornie zależnej, absorbującej język pisarza.
W wyjątkowej poetyce utrzymana jest recenzja dramatu Adolfa Nowaczyńskiego Dy­mitr Joannowicz. Car Samozwaniec („Kurier Litewski” 1908, nr 55–56). Orzeszkowa stara się tak oddać treść i ideę utworu, aby najazd na obcy kraj wypadł zupełnie niewinnie, przy czym – wprost nie wartościując, ale sugerując wyższość jednej nacji nad drugą – wydoby­wa konflikt dramatyczny wynikający niejako naturalnie ze zderzenia dwu różnych narodów, władców, mentalności.
Polemiki, pamflety, pastisze. Orzeszkowa była osobą taktowną i ostrożną, a mimo to kil­kakrotnie angażowała się w awantury literackie. Jedną z nich wywołała sama, odpowiada­jąc gwałtownym artykułem Emigracja zdolności („Kraj” 1899, nr 16) na rozprawę Wincen­tego Lutosławskiego utrzymującego, że ludzie zdolni, tak jak Joseph Conrad-Korzeniowski,
powinni rozwijać swoje umiejętności za granicą (W. Lutosławski, Emigracja zdolności, „Kraj” 1899, nr 12). Publicystka uważała taki wyjazd za „absolwowanie się” od dzielenia wspólnego losu z rodakami. Zgodnie ze swoimi przekonaniami, które wykluczały przyznanie artystom jakichkolwiek przywilejów, a nawet rozumienie ich motywacji, potraktowała decyzję Con­rada z pogardą: „A kiedy mowa o książkach, to powiedzieć muszę, że ten pan, który po an­gielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie, o mało mię ataku nerwowego nie nabawił. Czułam, czytając o nim, taką jakąś rzecz śliską i niesmaczną, podłażącą mi pod gar­dło” (Emigracja zdolności).
Pisarka nie stroniła od form pamfletowych, w powiastce Muzy („Kurier Warszawski” 1888, nr 106) parodiowała trzy style pisarskie: dworsko-arystokratyczny („obrazowość, wy­kwint, subtelność”), sentymentalny („natchnienie swe czerpać on [pisarz] powinien z ser­ca, które czuje, nie z głowy”), naturalistyczny („Żadnego fantazjowania, żadnych ozdób, żadnych ideałów”). Charakterystyczne, że obok dwu stylów „dawnych” (dworskość nasuwa skojarzenia z powiastką oświeceniową, sentymentalizm z kulturą 1. ćwierci XIX w.) w gronie krytykowanych pojawia się naturalizm, co świadczy o dystansie do współczesnej jej estetyki. 
Naturalizm. W kilku artykułach Orzeszkowa polemizuje nie tyle z poetyką, ile z filozofią powieści naturalistycznej, którą sytuuje na przedprożach źle pojętego modernizmu (usu­nięcie podstaw rozwoju duchowego, zepsucie obyczajów, histeria smaku), a modernizm – pośród symptomów wyradzającego się, dzikiego odłamu kultury śródziemnomorskiej syg­nowanego imionami Lukullusa, Petroniusza, Nerona czy Heliogabala (Excelsior!, „Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 40–41). Naturalizm, tak jak modernizm, jest konsekwencją „ru­chu wahadłowego” kultury. Nie jest synonimem postępu; przeciwnie – jest powrotem do ciemnych ścieżek cywilizacji.
Orzeszkowa wiąże zamiłowanie Émile’a Zoli do opisu degrengolady, zła, rozwiązło­ści erotycznej z demonami konkretnymi, nękającymi od dawna kulturę francuską (F. Ra- belais, A.-R. Lesage, Voltaire, G. Sand, H. de Balzac, G. Flaubert, Ch. Baudelaire, J. Barbey d’Aurevilly, C. Mendès; Excelsior!), a autora Nany nazywa „najposępniejszym z posępnych pi­sarzy świata” (O smutku i śmiechu w literaturze, „Kurier Codzienny” 1891, nr 81).
Podsumowanie: ruch wahadłowy. W tekstach krytycznych Orzeszkowa rzadko odwoływała się do słownika pojęciowego swojej epoki. Pisała wprawdzie z uznaniem o powieści (również tendencyjnej), krytykowała naturalizm, ale zupełnie incydentalnie używała takich termi­nów, jak realizm, typ czy prawdopodobieństwo. Rzadko analizowała kompozycję recenzo­wanych utworów, konstrukcję bohaterów, język dzieła. Istotne dla niej były przede wszyst­kim przesłanie, prawda utworu, myśl przewodnia, idea. Dyskurs krytyczny ewoluował od stylu wypowiedzi publicystycznej (zbliżonej do stylu naukowego), wspomaganej elementami narracyjnymi, dialogowymi, w stronę prozy poetyckiej i mowy figuratywnej.
Można powiedzieć, że teoretyczno- i krytycznoliteracki dorobek Orzeszkowej poddaje się również – zauważonemu przez nią przy innej okazji – ruchowi wahadłowemu. W la­tach 60. i 70. pisarka wychyla się w stronę współczesności, domaga się poszerzenia świa­ta przedstawianego. Jest niesprawiedliwie surowa wobec współczesnych poetów i twórców literatury drugorzędnej, ale jednocześnie otwarta na inspiracje płynące z Zachodu. W po­lemice ze Stanisławem Nowińskim, który uznał, że tłumaczenia dzieł obcych są dla kultury polskiej szkodliwe, ponieważ nie jesteśmy „skosmopolityzowani” i nasz rozwój biegnie włas­nym trybem (Kilka słów w przedmiocie przekładów z języków obcych na polski, „Tygodnik Wielkopolski” 1872, nr 4), Orzeszkowa obszernie replikowała, mówiąc m.in.: „Nie należy przed narodem zamykać drzwi świata” (O przekładach, „Tygodnik Mód i Powieści” 1872, nr 27). W tym czasie publicystka uparcie poszukiwała równowagi między oryginalnym in­dywiduum autorskim a społeczeństwem, z którego wyrasta i dla którego tworzy. Zbliżyła się (być może intuicyjnie, bez stosownych lektur) do kategorii Bildung wyprowadzonej od Im- manuela Kanta (m.in. Grundlegung zur Metaphysik der Sitten, 1785; Über Pedagogik, 1803) i rozwiniętej przez klasycyzm niemiecki końca XVIII w. (m.in. F. Schiller, Über die ästhe- tische Erziehung des Menschen, 1795; J.W. Goethe, Wilhelm Meisters Lehrjahre, 1796; tegoż Wilhelm Meisters Wanderjahre, 1821), rozumianej jako proces kształtowania osobowości w zgodzie ze społeczeństwem i ku pożytkowi zbiorowemu.
Wahadło osiągnęło stabilność, „stopień zero” dyskursu krytycznego w znakomitym eseju o Erneście Renanie, kiedy publicystka zafascynowana postacią filozofa, nie znajdując wspólnego mianownika dla jego bogatej biografii i twórczości, przyjęła, bez zbytniego moralizowania i ideologizacji, skromną i trafną formułę sceptycyzmu jako cechy wyróżniają­cej tę postać (Ernest Renan, „Ateneum” 1886, t. 2, z. 1–3). W następnych latach wektor kry­tyczny skierowała wyraźniej w stronę etyki; oceniała literaturę z perspektywy uznawanych przez siebie wartości kardynalnych (patriotyzm, surowość obyczajów, braterstwo ludów, zgo­da narodowa, powaga misji pisarskiej), jakkolwiek ten wybór podyktowany był nie tylko wy­sokimi standardami moralnymi, lecz stanowił również – jak zauważył Ludwik Fryde – unik wobec komplikującej się rzeczywistości społecznej i politycznej. Orzeszkową trzeba uznać nie wyłącznie za krytyka literatury, ale także, a może przede wszystkim, za krytyka idei.</document>
<document nplp_id="13745" title="Ossoliński Józef Maksymilian" slug="ossolinski-jozef-maksymilian">Historyk, historyk literatury, pisarz, tłumacz, krytyk literacki, edytor, bibliotekarz. Kryptoni­my: J.H.O.K.C.; J.M.h.O.; J.M.h.T.O.; J.M.h.z.T.O.; J.M.O.
Informacje biograficzne. Przyszedł na świat w rodzinie szlacheckiej w 1754 r. w Woli Mie­leckiej. Podawana powszechnie data urodzenia (1748) nie jest właściwa; świadczy o tym data ślubu rodziców Michała i Anny z Szaniawskich (22 V 1753) oraz data chrztu w Zagórsku 8 VI 1754. W 1762 r. Ossoliński rozpoczął edukację w Warszawie w jezuickim Collegium Nobilium zakończoną dziewięć lat później wygłoszeniem 16 VII 1771 mowy na temat prawa o kontrakcie przedażnym („Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” 1771, t. 4, cz. 1). Pobyt w War­szawie wykorzystywał na prowadzenie prac naukowych i literackich, odwiedzając w tym celu Bibliotekę Załuskich czy Bibliotekę Królewską. Najprawdopodobniej też uczestniczył spora­dycznie w wydawanych przez Stanisława Augusta Poniatowskiego „obiadach czwartkowych”, czego jedynym świadectwem jest według Władysławy Jabłońskiej pisany po łacinie list Jerze­go Chrystiana Arnolda z 20 V 1822 do Ossolińskiego, w którym nadawca wspomina wspól­ne zasiadanie u stołu „ojca ojczyzny” (Korespondencja Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, dalej: KJMO). Po I rozbiorze dobra Ossolińskiego znalazły się w zaborze austriackim, po­wrócił więc do Galicji, gdzie zajął się sprawami rodzinnymi, oraz kontynuował prace ba­dawcze i literackie. W tym czasie nawiązał znajomość z austriackim politykiem Johannem Amadeusem Franzem Thugutem, która trwała aż do jego śmierci w 1818 r. Ożenił się 18 IX 1785 z Teresą Jabłonowską, małżeństwo było bezdzietne i trwało sześć lat. Na począt­ku lat 90. zaangażował się w działalność polityczną, m.in. przewodniczył deputacji galicyj­skiej proponującej cesarzowi Leopoldowi II Habsburgowi przeprowadzenie reform w Gali­cji. Kontakty z dworem austriackim utrzymywał też w trakcie insurekcji kościuszkowskiej. W 1793 r. przeprowadził się na stałe do Wiednia, co pozwoliło mu nie tylko zacieśnić stosun­ki z rządem (m.in. w 1807 r. otrzymał za zasługi cywilne Order Świętego Stefana, 5 I 1808 zo­stał natomiast tajnym radcą dworu cesarskiego), lecz również aktywnie uczestniczyć w życiu naukowo-kulturalnym Galicji (m.in. w l. 1808–1823 był kuratorem galicyjskiego instytutu ekonomicznego w Wiedniu). Został mianowany 16 II 1809 prefektem Cesarskiej Bibliote­ki Nadwornej, którą kierował do śmierci. Od początku XIX w. Ossoliński czynił starania o utworzenie instytucji naukowo-bibliotecznej, której zapleczem miały stać się jego boga­ty księgozbiór oraz inne gromadzone przez lata zbiory (rękopisy, mapy, pieczęcie, numizma­ty, ryciny, obrazy). Ostateczną strukturę instytucji, Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z siedzibą we Lwowie, zatwierdził 4 VI 1817 cesarz Franciszek I. Ossoliński był członkiem licznych towarzystw naukowych (m.in. od 1800 r. Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, od 1808 r. – Towarzystwa Naukowego w Getyndze, od 1811 r. – Towarzystwa Na­ukowego w Pradze, od 1818 r. – Towarzystwa Rolniczego w Wiedniu), przyczynił się też do utworzenia katedry języka i literatury polskiej na Uniwersytecie Lwowskim. W 1823 r. stracił wzrok, co nie przeszkodziło mu w kontynuowaniu prac naukowych, przekładowych czy lite­rackich. Zmarł w Wiedniu 17 III 1826. Został pochowany na nieistniejącym dziś cmentarzu Matzleindorf.
Działalność literacka i przekładowa. Twórczość literacką oraz translatorską Ossoliński uprawiał przez całe dorosłe życie, ale tylko niewielka część z tego dorobku doczekała się dru­ku, zdecydowana większość ze względu na swą fragmentaryczność bądź też brak ostatecz­nych redakcji pozostaje nadal w rękopisach. Wśród utworów literackich Ossolińskiego próż­no szukać dzieła, które ukazywałoby go jako twórcę oryginalnego, chociaż opublikowany w 1780 r. wiersz Do Jaśnie Wielmożnej Jejmci Pani z hrabiów Ossolińskich hrabiny Jabłonow­skiej, mimo że jest zależny od konsolacyjnych pism Seneki, stanowi bodajże najbardziej sa­modzielną jego próbę artystyczną. Rozpoczęta ok. 1779 r. i niedokończona powieść Wiek mój wykazuje z kolei duży związek z dorobkiem prozatorskim Ignacego Krasickiego, zwłaszcza Historią czy Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkami. Wydane pośmiertnie w 1852 r. Wie­czory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach, mające w zamierzeniu wyśmiewać wia­rę w zabobony, nawiązują natomiast do utworów m.in. Alain-René Lesage’a (Diabeł kulawy), Molière’a (Don Juan) czy Jana Długosza. W dorobku ma także bajki, nieukończone kome­die, drobne wiersze oraz prozatorskie utwory wspomnieniowo-refleksyjne, jak Obrona au­torstwa, Rozmyślania ślepego, Do przyjaciela myślącego się żenić lub O cnocie i powinnościach.
Większą wagę niż do twórczości własnej Ossoliński przywiązywał do prac translator- skich, biorąc na warsztat przede wszystkim spuściznę pisarzy i historyków antycznych. Spo­śród przekładów tylko dwa ukazały się drukiem za jego życia: Tytusa Liwiusza Rozmowa Pyr- ra z Fabrycjuszem o dostatkach i ubóstwie obywatelskim („Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” 1771, t. 3, cz. 2) oraz O pocieszeniu ksiąg troje Luciusa Annaeusa Seneki (1782). Pozostałe tłu­maczenia albo zostały opublikowane już po śmierci, albo pozostają w rękopisach. Za waż­ne w swojej twórczości przekładowej uznawał tłumaczenie mów Jerzego Ossolińskiego, któ­re opublikował w Warszawie w 1784 r., poprzedzając je Przedmową, która ukazuje rangę stylistyczną i polityczną tych pism. Spod ręki Ossolińskiego wyszły także przekłady utworów pisarzy jemu współczesnych, takich jak Bernard Fontenelle (rkps Ossol. 1295), Albrecht von Haller (rkps Ossol. 1295) czy Jean-François Marmontel (rkps Ossol. 1295).
Działalność naukowa. Największy rozgłos przyniosły Ossolińskiemu prace naukowe z za­kresu historii dotyczące m.in. dziejów Słowian, dynastii Piastów czy obyczajowości, kultury, literatury i polityki XVI w., jednak tylko niewielka ich część ukazała się drukiem za jego ży­cia. Powodem braku publikacji mogła być mentalność Ossolińskiego, jego badawcze usposo­bienie, które nie pozwalało mu nadać ostatecznego kształtu pracy naukowej bez uprzedniego zapoznania się z możliwie wszystkimi dostępnymi źródłami. Do 1826 r. zostały opubliko­wane tylko trzy tomy z zakrojonej znacznie szerzej pracy Wiadomości historyczno-krytycznych do dziejów literatury polskiej (t. 1–2, 1819; t. 3, 1822), na którą złożyło się 28 biogra­mów pisarzy religijnych, historyków i uczonych renesansu tworzących szeroką panoramę umysłowości tego czasu. Tom czwarty Wiadomości historyczno-krytycznych wydrukowano pośmiertnie we Lwowie w 1851 r. Niektóre z pozostawionych w manuskryptach rozprawy ukazywały się na łamach periodyków wydawanych w XIX w. przez Zakład Narodowy im. Os­solińskich, inne – w postaci notatek, brulionów, niedokończonych pomysłów – znajdują się nadal w jego spuściźnie rękopiśmiennej przechowywanej w Ossolineum. Do prac nauko­wych Ossolińskiego trzeba zaliczyć również recenzję rozprawy Jerzego Samuela Bandtkiego Historia Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (1821) opublikowaną dwukrotnie w 1822 r. – jako część przypisu XLI zamieszczonego do sylwetki Stanisława Orzechowskiego (Wiadomości historyczno-krytyczne, t. 3, cz. 2) oraz osobno w Poznaniu.
Działalność krytyczna. Ossoliński nie pozostawił po sobie rozprawy, która w jego zamyśle miałaby być przeznaczona do druku i przedstawiać spójną koncepcję zarówno piśmiennic­twa, jak i uprawiania historii jako nauki. Niemniej w jego twórczości i korespondencji moż­na odnaleźć osobiste refleksje dotyczące tych zagadnień. Są one jednak formułowane zawsze skrótowo czy ogólnie, np. w dedykacji Krasickiemu powieści Wiek mój Ossoliński pochleb­nie wypowiada się o jego stylu, jednocześnie podkreślając, że to on jako „pierwszy ugła­skać potrafił ostrość polszczyzny” (rkps Ossol. 1295). Opinię tę powtórzył w Przedmowie do edycji mów Jerzego Ossolińskiego, co niewątpliwie świadczy o jego głębokim przekonaniu o konieczności dążenia współczesnej mu polszczyzny do językowej poprawności: „Łagod­ne i wdzięczne dzieła Książęcia Biskupa Warmińskiego, tudzież wiersz gładki, snadny i czy­sty w tłumaczeniu Kościoła Knidejskiego, powinny by przekonać, iż słowa polskie jakowoś mniemaną chropowacizną nawet miętkich warg nie zadrasną” (Przedmowa, w: J. Ossoliński, Mowy, 1784). W Obronie autorstwa Ossoliński zamieścił z kolei opis wydarzenia, do jakiego doszło w jednej z krakowskich księgarni (pierwowzorem mógł być tu Chudy literat A. Naru­szewicza), w której kupujący zamiast nabyć Historię narodu polskiego Adama Naruszewicza wziął wymienione tylko z tytułu Zabawki rymem i prozą. Zajście to komentuje Ossoliński: „Taki jest smak dzisiejszego wieku czytelników” (Obrona autorstwa, „Czasopismo Naukowe od Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich Wydawane” 1831, z. 1), który ujawnia jego stanowisko na temat potrzeby prowadzenia badań historycznych i ich odbioru.
W spuściźnie Ossolińskiego znajduje się kilka rękopisów, których zawartość pozwa­la określić je jako wypowiedzi o charakterze krytycznym, np. O potrzebach literatury polskiej (rkps Ossol. 1295), Naruszewicz jako krytyk (rkps Ossol. 127120), O literaturze (rkps Ossol. 12717). Ich niewielka objętość, fragmentaryczny charakter, urywany tok wywodu nie pozwa­lają jednak na dokładne scharakteryzowanie poglądów Ossolińskiego. Niemniej z rozprawy
o Naruszewiczu można wnioskować, że głównym jego zarzutem wobec prac autora Histo­rii narodu polskiego jest zawiły tok rozważań i selektywna analiza zgromadzonych źródeł uniemożliwiająca sformułowanie klarownych konkluzji: „Dlatego też nie prowadzi czytelni­ka ani kieruje do pewnego celu, ani tego, z czego w dalszej kolei wielkie wynikły skutki, nie wystawia z pierwszego początku w jaśniejszym świetle, jak tyle drobnych trafunków, któ­re skoro się migną, gasną zaraz i przemijają ni tuszy, ni cienia po sobie, ni dalszych zdarzeń zostawiając. Częstokroć krzesze i omija te ich okoliczności, które są ważniejsze w dalszym postępie, niż za te ma główne zdarzenie” (Naruszewicz jako krytyk). Autograf zatytułowa­ny O potrzebach literatury polskiej jest z kolei fragmentem najprawdopodobniej zarzuconej rozprawy, w którym porusza on głównie kwestie związane z pochodzeniem języka polskie­go i jego rozwojem w XVI w. Rozważania zamieszczone w trzecim z wymienionych rękopi­sów sprowadzają się do ogólnego spostrzeżenia, że literatura jest najobszerniejszą z nauk, gdyż obejmuje zagadnienia związane z całym dorobkiem piśmiennictwa.
Koncepcja badań historycznych. List w przedmiocie historii literatury polskiej. Pisany z Wiednia przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego do Księcia A.C. („Dziennik Warszaw­ski” 1825, t. 2) był pierwotnie prywatną korespondencją Ossolińskiego skierowaną do Ada­ma Jerzego Czartoryskiego i wysłaną z Wiednia 30 I 1823 (KJMO). Zamieszczone tam, a wynikające z wieloletnich doświadczeń Ossolińskiego jako badacza przemyślenia na te­mat profesji historyka, użyteczności piśmiennictwa wieków przeszłych czy koncepcji prac nad minionymi dziejami kraju sprawiły, że adresat poprosił o zgodę na ich upublicznienie, którą otrzymał w korespondencji zwrotnej (List J.M. Ossolińskiego do A.J. Czartoryskiego z 16 VI 1823, Baden).
Zdaniem Ossolińskiego współczesna mu wiedza o piśmiennictwie wieków minionych przypomina „prawdziwie nieznajome ziemie” (KJMO). Przyczyn braku informacji o spuściźnie intelektualnej przodków nadawca listu upatruje przede wszystkim w braku szacunku dla świadectw dokumentujących dzieje kraju, w utracie zasobu bibliotecznego braci Załuskich, w kasatach zakonnych zgromadzeń i roztrwonieniu znajdujących się tam księgozbiorów czy w niespełnianiu wymogów jakościowych w pracach bibliograficznych. Dopiero zgromadze­nie źródeł i szczegółowe ich rozpoznanie da podstawy do rozpoczęcia rzetelnych studiów historycznych, choć poprzedzające te studia czynności są niezwykle trudne i czasochłon­ne: „Wypada więc drogich szczątków naszej literatury, Bóg wie gdzie, po świecie śledzić, a to bez szlaku, bez przewodnika, albowiem nie mamy ani typograficznych roczników, ani kra­jowej bibliografii, ani nawet kupieckich spisów” (KJMO). Istotne w tej materii jest rozpo­wszechnianie zgromadzonych przez badaczy dokumentów albo za pośrednictwem udostęp­niania własnych zbiorów czy sporządzania ich odpisów, albo za pomocą przygotowywanych do druku edycji, gdyż: „Co prasę porzuci, to już się będzie mogło za pewny zysk, za nie cof- niony liczyć zarobek” (KJMO). Za źródło Ossoliński uznawał wszelkie przejawy intelektu­alnej aktywności przodków, pominięcie jakiegoś dokumentu mogłoby bowiem wpłynąć nie tyle na rzetelność pracy historyka, ile na niepełny obraz tego, co on opisuje: „Za wczesnym pochopem zamierzenia sobie tegoż samego przedsięwzięcia przekonany, że literatura nasza najwięcej składa się z drobnych, luźnych, polotnych pisemek, które rzadko w ogóle łączo­ne bywając wydania samopas, tym łatwiej niszczały, krzątałem się te, ile ich tylko dostać mogłem, w bibliotekę moję zgromadzić” (KJMO). Za przykład dzieła, które niedostatecz­nie dokumentuje piśmiennictwo polskie, Ossoliński uznaje Historię literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego. Jego zdaniem napisanie pracy ukazującej w szerokim spektrum dzieje kraju i dorobek piśmienniczy osób w nim żyjących winno być poprzedzone powstaniem licznych studiów, które obejmowałyby węższą tematykę i mniejszy przedział czasowy. Praca history­ka z jednej strony powinna opierać się na rzetelności, która wyklucza pośpiech, z drugiej – na uświadomieniu sobie, co jest istotą tej profesji. A jest nią według Ossolińskiego nieustan­ne dążenie do poszerzania wiedzy na temat dziejów przeszłych, czyli powinność rozpisana na lata, którą zajmować się mają następne pokolenia badaczy, odsuwając od siebie poku­sę własnej sławy. Przykładem prowadzonych tak prac naukowych, uwarunkowanych zasa­dą kontynuacji i skromności, są dla Ossolińskiego środowiska intelektualne Europy Zachod­niej: „Wszelkie niemal owe okazałe dzieła, którymi niemiecka, francuska, angielska literatura zadziwia, z drobnego i poziomego pniaka bądź powtórzonymi staraniami pierwszego sadźcy, bądź późniejszym różnych rąk hodowaniem wybujały na rozłożyste i ledwo nie niebo­tyczne drzewa. Niestety! u nas tylko częścią przesada miłości własnej, a gdybym prawdę miał powiedzieć, to i nieświadomość trudności i rozległości przedsięwzięcia w chlubę wprowa­dza popisania się naraz z przepychem” (KJMO). Zdając sobie sprawę z problemów, z jakimi musi zmierzyć się historyk, oraz z potrzeb współczesnej nauki, Ossoliński stara się uświado­mić podejmującym pracę badawczą, że w tej profesji ważne są nie tylko znajomość źródeł, lecz również umiar – rozsądne, racjonalne korzystanie ze zgromadzonego materiału. Postę­powanie w myśl tej zasady pozwoli rozpowszechnić efekty badań i tym samym dać impuls do ich kontynuowania: „Potrzeby literatury naszej są rozmaite, liczne, główne; rozpoczę­cie bez przysposobienia materiałów budowli grozi zawodem; opóźnianie się z przygotowa­niem ich odwleka skutek. O to tu szczególnie idzie, żeby je w dobrej porze na plac wywieść, żeby do publiczności zachowania oddać, żeby wskazać mogącym je zapomóc, czego braku­je” (KJMO). Sformułowana na końcu listu do Czartoryskiego myśl o popularyzacji dorob­ku badacza wybrzmiewa niczym przestroga w kontekście praktyki rozpowszechniania przez Ossolińskiego własnych efektów pracy.</document>
<document nplp_id="13747" title="Ostrowski Józefat Bolesław" slug="ostrowski-jozefat-boleslaw">Publicysta, redaktor, dziennikarz, krytyk literacki, autor rozpraw filozoficznych i politycz­nych, pisarz i działacz polityczny, emigrant. Pseudonimy i kryptonimy: B.J.O.; Generał Rybiński; Ibuś; J.B; J.B.O.; J.B. z Pobujan na Podolu; Krytyk.
Informacje biograficzne. Urodził się ok. 1803 r. w majątku Pobujany nieopodal Kamień­ca Podolskiego w rodzinie szlacheckiej jako syn Jana, oficera w powstaniu kościuszkow­skim. Odebrał staranne wykształcenie domowe, ukończył szkoły powiatowe w Piotrkowie i Lublinie, po czym w 1824 r. wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studia ukończył ze stopniem magistra w 1827 r. i do wybuchu powstania listopadowego pracował jako aplikant sądowy w Warszawie, debiutował w roli krytyka literackiego obszerną recen­zją broszury gen. Franciszka Morawskiego Klasycy i romantycy polscy w dwóch listach wier­szem („Dziennik Powszechny Krajowy” 1829, nr 248). Współpracował także z „Kurierem Polskim” oraz powstańczą „Nową Polską”, którą początkowo współredagował z Maurycym Mochnackim i Janem Ludwikiem Żukowskim, a od lutego 1831 r. przede wszystkim z Żu­kowskim. Ostrowski i Mochnacki na łamach „Kuriera Polskiego” jako pierwsi sformułowali tezę, przyjętą potem w historiografii literackiej, że pod maską sporów o romantyzm kryła się w istocie dyskusja o kształcie politycznym Polski. W grudniu 1830 r. został zastępcą sekre­tarza generalnego w Komisji Rządowej Ministerium Sprawiedliwości, był też wiceprezesem Towarzystwa Patriotycznego, reprezentując skrajne skrzydło lewicy powstańczej. W licznych artykułach politycznych atakował dyktaturę i Sejm, domagał się radykalnych kroków w dzie­dzinie reform społecznych (sprawa włościańska), odwoływał się do idei rewolucji francu­skiej oraz haseł jakobinizmu. W walkach powstańczych nie brał udziału, ale wskutek zaan­gażowania publicystycznego i politycznego został skazany przez rosyjski Sąd Kryminalny na karę śmierci, zamienioną następnie na karę wiecznej banicji. Osiadł w Paryżu jako emi­grant. W l. 1837–1839 znalazł się w Londynie po przymusowej ekstradycji z Francji 23 I 1837 wskutek opublikowanej w numerze grudniowym „Nowej Polski” pochwały zamiaru zabi­cia cara Mikołaja I, co wywołało protest ambasady rosyjskiej. Wiele wskazuje na to, że Os­trowski działał zarówno na rzecz wywiadu rosyjskiego, jak i policji francuskiej. Pod koniec 1833 r. wznowił w Paryżu wydawanie „Nowej Polski” jako dziennika początkowo związanego z Towarzystwem Demokratycznym Polskim. Na powrót zradykalizował swoje poglądy, od­suwając się od działaczy demokratycznych, w tym Joachima Lelewela, Tadeusza Krępowieckiego i Jana Czyńskiego oraz współpracującego z nim początkowo Mochnackiego. Wpraw­dzie został powołany w 1835 r. do Komitetu Sekcji Centralnej Poitiers (tzw. Centralizacja), a następnie w 1842 r. wszedł na krótko do Komitetu Zjednoczenia Emigracji Polskiej, ale nie chciano z nim wspólnie zasiadać w trakcie obrad, stąd nie miał wpływu na poczynania wspo­mnianych ugrupowań. Atakował bezpardonowo obóz księcia Adama Czartoryskiego i kry­tykował wszelkie poczynania Adama Mickiewicza, nie oszczędzał też demokratów. Szybko zjednał sobie wielu wrogów wskutek personalnych ataków na niemal wszystkie znaczące oso­by przebywające na emigracji, często bez wyraźnych powodów, w czym można dopatrywać się rysów psychopatologicznych. „Nowa Polska” od 1835 r. stała się pismem prezentującym przede wszystkim osobiste poglądy redaktora prowadzącego, uznanego przez emigrację za paszkwilanta, „szalonego oszczercę” (J.U. Niemcewicz), obrazoburcę, radykała, „antychry­sta” (J.B. Zaleski), postrzeganego jako przykład „spodlenia w gazeciarstwie” (M. Mochnac­ki) i konfidenta policji francuskiej – nie bez racji, jak miało się okazać, zachowały się bowiem jego donosy na emigrantów, w tym na Mickiewicza (odpisy raportów są przechowywane w Bibliotece Polskiej w Paryżu). Ostrowski przedstawiał na łamach wznowionej „Nowej Pol­ski” oraz w licznych broszurach własne rewolucyjne idee oraz poglądy społeczne (reforma chłopska), odrzucając wszelki dogmatyzm (w tym religię) czy polityczny ład na rzecz skraj­nego liberalizmu oraz nowej organizacji świata, choć nie precyzował, co miało kryć się pod tym hasłem; prezentował poglądy sprzeczne, niespójne i często niezrozumiałe, a dyktowane zazwyczaj emocjami politycznymi i osobistymi urazami. Zwalczał arystokrację (to stały mo­tyw jego publicystyki), krytykował katolicyzm za sprzyjanie możnym i władcom, nieustannie postponował zawartość innych czasopism emigracyjnych oraz poglądy ich redaktorów, pisał także w duchu antyżydowskim artykuły na temat roli Izraelitów w dziejach Polski. Od 1844 r. pracował w prefekturze policji paryskiej jako tłumacz, faktycznie zaś był denuncjatorem i agentem policyjnym w środowisku polskim, o czym zresztą emigranci mówili często w listach, przestrzegając się wzajem przed kontaktami z „Ibusiem”. Jako krytyk literacki za­słynął w krótkim okresie poprzedzającym powstanie listopadowe artykułami polemiczny­mi propagującymi romantyzm, w okresie emigracji tylko sporadycznie zajmował się oceną utworów literackich (zawsze w kontekście politycznym), co przyniosło mu uznanie Stanisła­wa Ropelewskiego (próbowali go także bronić S. Goszczyński, J.N. Janowski, W. Krasiński i L. Niedźwiecki). Od lat 40. można dostrzec w jego pisarstwie wzrost zainteresowania pro­blematyką religijną, historyczną oraz słowianofilstwem, zdecydowana część spuścizny z tego okresu obejmuje prace popularyzatorskie z dziedziny filozofii i historii oraz artykuły i pole­miki polityczne. W zawierusze Komuny Paryskiej, obawiając się samosądu rodaków, uciekł z Paryża do Meaux, gdzie osamotniony zmarł w szpitalu w 1871 r.
Ze związku z Eléonore Petit-Prés miał synów Kazimierza Bolesława (ur. 1840), Pawła Bolesława (1844–1864), Józefa Bolesława (ur. 1845).
Krytycznoliteracki agon. Józefat Bolesław Ostrowski swoimi artykułami wpisał się w dys­kusję ideowo-estetyczną przedlistopadowej Warszawy, broniąc romantyzmu oraz idealizmu niemieckiego. Należał do grupy młodych romantyków, którzy mimo różnic w kwestiach szczegółowych byli skonsolidowani wokół programu przekształcania kultury narodowej w duchu nowoczesności, krytyka i publicystyka literacka stanowiły zaś skuteczne narzędzie szerzenia haseł wolnościowych. W recenzji pojednawczej broszurki Morawskiego Klasycy i romantycy polscy w dwóch listach wierszem (wydanej anonimowo) dominuje poszukiwanie tych myśli autora, które można zakwestionować w perspektywie romantyzmu i filozofii nie­mieckiej. Krytyk unieważnia wypowiedź Morawskiego jako niewnoszącą żadnych nowych treści, wyszydzającą według Ostrowskiego „formę i ducha poezji romantycznej”. W recen­zji tej odnajdujemy swoisty program estetyczny Ostrowskiego zbieżny z uwagami Mochnac­kiego znanymi z „Gazety Polskiej” i „Kuriera Polskiego”, program akcentujący „umiejętną” (tj. naukową) krytykę opartą na estetycznych badaniach, które ukazują romantyzm jako etap w rozwoju cywilizacji: „[…] romantyczność nie jest tym, co sobie autor z swoimi braćmi wy­marzył; jest reprezentantką rozumowej wiary narodu, europejskiej ludzkości, jest koniecz­nym wypadkiem umysłowego życia” (tamże).
Dla Ostrowskiego utwór literacki lub wypowiedź estetyczna, a później polityczna sta­ją się zazwyczaj pretekstem do snucia własnych dywagacji i uwag o rozmaitym charakterze, polemika stopniowo jest zastępowana zespołem argumentów ad personam, w jego dyskur­sie dominują swoista „filozofia” negacji oraz niechęć do rzeczowego dialogu. Świadczy o tym polemika z G.M. (gen. Morawskim), który w „Gazecie Polskiej” publikuje obszerny i pojed­nawczy artykuł z dystansem omawiający wartości literatury romantycznej wraz z przykła­dami twórczości Friedricha Schillera, George’a Gordona Byrona, Waltera Scotta i Williama Shakespeare’a. Ostrowski nie kryje ironii i w całości odrzuca wszystkie zawarte tam tezy, uda- je, że po prostu nie rozumie wielu fragmentów z wypowiedzi G.M. Próbuje wyłożyć własne stanowisko w duchu filozofii Immanuela Kanta i Friedricha Wilhelma Josepha Schellinga, tej jedynej i właściwej, „reformującej” dotychczasowe wyobrażenia, albowiem „piękne sztu­ki są córami umysłowej wolności, myśli samej siebie objawiającej” („Dziennik Powszechny Krajowy” 1829, nr 278).
W obszernym rozbiorze Kursu poezji Józefa Korzeniowskiego pojawia się koncept kry­tycznoliteracki opierający się na dowodzeniu niezrozumienia przez autora książki podstawo­wych pojęć i zasad wynikających z nowoczesnej estetyki. Ostrowski, stojąc na gruncie myśli Mochnackiego, zarzuca Korzeniowskiemu nieprzystawalność jego podręcznika do nowych wyobrażeń naukowych, autor omawianej książki „nie podnosi estetyki do filozoficznej god­ności; wierzy, iż myśl organizująca twórcza, a myśl uorganizowana, w przedmiot wcielona, są dwiema udzielnymi istotami” („Dziennik Powszechny Krajowy” 1830, nr 75), podczas gdy w istocie są one organiczną całością, także w odniesieniu do kategorii piękna i wznios­łości. Krytyk wykłada w zagmatwanym wywodzie własne estetyczne poglądy oparte na filo­zofii kantowskiej (tamże). W rezultacie takich założeń poznawczych wszystkie rozumowa­nia Korzeniowskiego o smaku, pięknie i wzniosłości są „fałszywe, nieusprawiedliwione, logicznie nierozwinięte, nie mają filozoficznej zasady” (tamże). Krytyk staje po stronie ro­mantyzmu, dystansuje się wobec oświeceniowej, racjonalnej i empirycznej szkoły estetyki. W artykule O „Edmundzie” P. Stefana Witwickiego (tamże, nr 118) Ostrowski obszerne frag­menty poświęca negowaniu wszystkich sądów o utworze Witwickiego, które dotąd zagościły na łamach prasy warszawskiej, nie szczędząc przy okazji razów zasłużonym tytułom – „Ga­zecie Polskiej” i „Pamiętnikowi Warszawskiemu”. W utworze Witwickiego krytyk próbuje natomiast zgłębić istotę i przyczyny „czarnej rozpaczy” bohatera. Wyraźnie sytuuje Edmun­da w kontekście twórczości Byrona, a negując ciągle obecne w niektórych recenzjach wzor­ce klasycznej literatury, wydobywa egzystencjalną wymowę utworu. Ostrowski oryginalnie i nowocześnie interpretuje tytułową postać jako naznaczonego tragizmem indywidualistę, zbliżonego swym charakterem do bohaterów bajronicznych (Lara, Childe Harold) – Edmund jest „marą dla ludzi, nie ma żadnej przeszłości, żadnych wspomnień” (tamże). Ostrowski jawi się tu jako krytyk wnikliwy, erudyta świetnie obeznany z literaturą europejską, umie­jętnie budujący właściwe konteksty interpretacyjne, jednak cenny wywód jest ciągle prze­rywany chaotycznymi i kąśliwymi uwagami pod adresem czasopism oraz inaczej myślących recenzentów.
Przykładem swoistej strategii „pretekstowej” jest najbardziej znany artykuł Ostro­wskiego Co są prawidła? (tamże, nr 130) wpisujący się w obszerną dyskusję na temat pierwszego tomu Pism Kazimierza Brodzińskiego. Publicystę sprowokowała do wypo­wiedzi rozprawa O krytyce, idąca jakby na przekór romantycznym tendencjom w kryty­ce literackiej, albowiem autor odnawia tam klasycystyczny model myślenia o literaturze jako ostoi dobrego smaku i zdrowego rozsądku z regułami poetyk włącznie. Tymczasem według Ostrowskiego prawidłowością procesu historycznego jest doskonalenie się ducha ludzkiego i myśli (G.W.F. Hegel), a nie statyczne i bierne pozostawanie w kręgu dawnych wyobrażeń: „[…] myśl sama sobie jest prawem, rozwija się podług praw własnych” (tam­że). Całkowicie zanegował sens koncepcji Brodzińskiego w perspektywie nowoczesnej filozofii progresywizmu zakładającej ciągły postęp myśli ludzkiej doskonalącej się dzięki temu, że „gwałci, że odrzuca prawidła, że ma sama w sobie nieskończone żywioły życia, że sama w sobie jest początkiem i wykończeniem” (tamże). Zapewnia w ostrzegawczym to­nie, że „młode pokolenie podnosi rzuconą rękawicę” (tamże), nawołuje też do boju i sta­nowczej walki w celu „usamodzielnienia myśli” i działania – „bój trwać musi”. Zdaniem krytyka Brodziński nie chce pojąć prawdy, że „polemika myśli” oraz współczesne „po­wszechne wstrząśnienie panującymi wyobrażeniami o naukach jest nieomylnym świa­dectwem umysłowej wielkiej czynności, dowodem doskonalenia się i postępu” (tamże). Brodziński zareagował dość nerwowo na artykuł młodego publicysty, podważając w pole­micznym i ostrym adresie wątpliwą argumentację, manipulowanie cytatami i niestosow­ne słownictwo recenzenta (tamże, nr 134). Wymiana poglądów i stanowisk ideowych na temat rozprawy Brodzińskiego trwała jeszcze w następnych numerach „Dziennika Po­wszechnego”, a także w innych czasopismach, co Ostrowski skwitował ostatecznie z samo­zadowoleniem: „Mocno winszuję sobie, żem napisał uwagi nad pismami Brodzińskiego” (tamże, nr 140), które spowodowały „ważne i wiele zajmujące spory o literaturze” (tam­że). Wkrótce wybucha powstanie, a Ostrowski może już po zniesieniu cenzury powiedzieć wprost: „My pod chorągwią romantyczności burzącej dawne prawidła w sztukach, filozo­fii wzywającej niczym nieskrępowanej wolności myślenia, wzywaliśmy polityczną rewolu­cję” („Kurier Polski” 1830, nr 374).
Pisarstwo krytycznoliterackie Ostrowskiego przed powstaniem listopadowym, a także jego publicystyka okołoliteracka w okresach późniejszych nacechowane są „bojową” retory­ką i negatywnymi sądami. Krytyk unika oceny formalnej utworu, chętnie natomiast nicuje poglądy autorów (wyłączywszy Witwickiego, z którym się podówczas przyjaźnił). Za pomo­cą odpowiednio dobranych fragmentów tekstu stara się zdyskredytować przeciwników przez dowiedzenie nieznajomości stosowanych pojęć. Wszystkie artykuły Ostrowskiego mają cha­rakter jednoznacznie polemiczny z wpisanym w nie każdorazowo przeciwnikiem ideowym, którego należy zwalczyć, a boje swoje krytyk toczy na utartym placu przedlistopadowych sporów w imię obrony romantyzmu przed klasycyzmem. Preferuje postawę otwartości i in­dywidualizmu, zwalcza natomiast ograniczające twórczość „prawidła” oraz zasady (także moralne). Zachęca do zgłębiania współczesnej estetyki i „reformującej wyobrażenia” filozo­fii postępu, jednak robi to nieumiejętnie, zazwyczaj przedstawiając wywód mało precyzyjnie, z wyraźnym nadmiarem górnolotnych słów i deklaracji. Należy bez wątpienia do nowoczes­nej szkoły krytycznej Mochnackiego, przynajmniej w ogólnych jej założeniach dotyczących krytyki filozoficznej, jednak obracanie się w kręgu ciągle tych samych pojęć („myśl”, „wol­ność”, „rozdwojenie”, „dążenie naukowe”) i kategorii opisu (popularna wykładnia kantyzmu) znamionują u niego prymat myślenia ideologicznego, „hasłowego” nad poważniejszą refleksją systemową. Ostrowski jest ideologiem stawiającym sobie za cel zaszczepienie myś­lenia „wolnościowego”, zgodnego z wyobrażeniami filozofii idealizmu (w wersji popularnej), co ma prowadzić ostatecznie do rewolucji narodowej.
Przeciw Mickiewiczowi. W okresie emigracji Ostrowski opublikował wiele artykułów i pamfletów, broszur politycznych, książek o charakterze popularyzatorskim, jednak prace krytycznoliterackie ukazywały się sporadycznie i niemal zawsze miały wydźwięk aktualizu­jący. Bohaterem w politycznym teatrze Ostrowskiego stał się Mickiewicz, do którego krytyk z niejasnych powodów żywił nieskrywaną niechęć. Littérature polonaise au XIX siècle – Mic­kiewicz, pierwszy artykuł o Mickiewiczu opublikowany po francusku na łamach efemerycz­nego periodyku redagowanego m.in. przez Ksawerego Bronikowskiego i Karola Straszewicza „Souvenirs de la Pologne, historiques, statistiques et littéraires”, jest rzetelnym szkicem przed­stawiającym francuskojęzycznemu czytelnikowi syntetyczny zarys dotychczasowej twórczo­ści poety. W uwagach o Dziadach pojawiają się jednak pęknięcia, mianowicie Ostrowski obok cech narodowych dostrzega w dramacie tendencję jego zdaniem niewłaściwą, a nasi­lającą się w późniejszych pracach Mickiewicza, która zmierza w kierunku naśladownictwa księdza Félicité-Roberta de Lamennais’go. Krytykowi nie podoba się „katolicka ortodoksja”, która zagłusza głos genialnego poety narodowego. Podobne zarzuty czynił Mickiewiczowi zaprzyjaźniony z Ostrowskim renegat Adam Gurowski, co wygląda na wspólnie podjętą kru­cjatę przeciw poecie. Ostrowski bacznie obserwował poczynania Mickiewicza i z narastają­cą agresją już we wznowionej „Nowej Polsce” atakował poetę, uporczywie nawiązując do gło­szonej już wcześniej refleksji Kanta o wolności myśli jako niezbędnym warunku idei postępu, którą Ostrowski zdawał się wówczas pojmować jako rewolucję społeczną. Cieszący się auto­rytetem Mickiewicz stał na przeszkodzie w krzewieniu radykalnych dążeń części uchodź­stwa. Poeta „nie pojmuje usamodzielnienia myśli, jej pełnego i swobodnego życia; pojmuje jej tylko wieczną uległość katolickiemu dogmatowi” (Pielgrzym – Adam Mickiewicz, „Nowa Polska” 1833, oddz. 1). Także redagowany przez poetę „Pielgrzym Polski” przejawia zdaniem Ostrowskiego to samo dążenie. W artykułach z l. 1836–1843 publicysta zaczyna instrumen­talnie traktować twórczość poety, wydobywać z niej to, co akurat mu pasuje do własnych tez i politycznego kontekstu, by ukazać odejście Mickiewicza od rewolucyjnych i narodowych zasad na rzecz doktryny katolickiej, a nawet sekciarstwa. Zdaniem Ostrowskiego „Mickie­wicz był wielki, narodowy i prawdziwie historyczny przez wyobrażenia, przez wielkość swo­jej społeczności, przez niezmierzoność jej dążeń, przez jej stan przeobrażania” („Nunc Dimittis Domine” przez J.H. Kajsiewicza, „Nowa Polska” 1836, oddz. II). Jednak bezwolnie poddał się doktrynie katolickiej i teraz stał się „antykwariuszem poezji”. Nadto „skarłowaciał” i stra­cił swoich wielbicieli. „Zachował jeszcze naśladowce, niewolniki, ma dwór” (tamże). Ostro­wski w niewybredny sposób obrażał też ks. Hieronima Kajsiewicza, ujawniając niekompeten­cję autora (nierzetelne przytaczania przez księdza podań biblijnych).
Styl publicysty-agresora. Ostrowskiemu nie można odmówić talentu. Pisał z werwą, dy­namicznie, zajmująco. Przez współczesnych był postrzegany przede wszystkim jako dzien­nikarz i na tym tle wyróżniał się prowokującą publicystyką, odwagą i nastawieniem pole­micznym. Podziwiał go Ropelewski, również niestroniący od ironii czy złośliwości w swoich recenzjach, wskazując, że „język dziennikarski to coś nieokreślone, które nie jest ani książ­kowym, ani mówionym językiem narodu, styl dziennikarski równie daleki od tonu rozmów towarzyskich, jak i od typów urobionych przez głównych pisarzy” (Wspomnienie o piśmien­nictwie polskim w emigracji, 1839) – ów styl dziennikarski charakteryzuje jego zdaniem właś­nie Ostrowskiego. Z prawniczego fachu przejął retoryczne konstrukcje składniowe, potrójne wyliczenia i gradacje. Stosował na dużą skalę ironię i sarkazm jako skuteczny oręż do zwal­czania przeciwników ideowych traktowanych jak wrogów. Wykorzystywał poetykę pamfletu, nie obawiał się używania inwektyw oraz dowodzenia z wykorzystaniem argumentów ad personam. W tej dziedzinie Ostrowski bez wątpienia wyprzedził swój czas.</document>
<document nplp_id="13749" title="Pieńkowski Stanisław" slug="pienkowski-stanislaw">Poeta, publicysta, krytyk literacki i teatralny, tłumacz. Kryptonim: St.P.
Informacje biograficzne. Urodził się 11 II 1872 w Siedlcach w rodzinie Jana, pracownika ko­lei, i Konstancji z Mańkowskich. Usunięty z czwartej klasy gimnazjum rosyjskiego za dzia­łalność patriotyczną, trafił do gimnazjum rządowego w Warszawie (o klasę niżej). Z powodu konfliktu z księdzem katechetą opuścił szkołę, hodując w sobie bunt wobec świata i katoli­cyzmu. Powrócił do Siedlec i kształcił się samodzielnie, studiując m.in. Charlesa Darwina i teksty hinduskie. Po śmierci ojca znalazł się wraz z rodziną w Warszawie, gdzie nawiązał ważne znajomości literackie i polityczne. Za udział w manifestacji ku czci Jana Kilińskiego 17 IV 1894 zapłacił najpierw uwięzieniem w cytadeli, a w rok później wygnaniem z zabo­ru rosyjskiego. Wyjechał wówczas do Krakowa, nawiązał współpracę z tamtejszym „Życiem” i zaczął systematycznie publikować poezje oraz teksty publicystyczno-krytyczne. Był krót­ko związany z czasopismem „Strumień” wydawanym w Warszawie przez Wacława Gąsiorowskiego (1900). Współpracował z pismami „Głos”, „Ateneum”, „Książka”, „Krytyka”, „Nasz kraj”. Zajmował się krytyką literacką, malarstwem, architekturą oraz kulturą, teatrem i filozo­fią hinduską (przekładał hymny Rigwedy). W czasie I wojny światowej znalazł się w Kijowie, gdzie związał się z teatrem „Studio” Stanisławy Wysockiej, przez krótki czas nawet jako jego szef. W 1918 r. powrócił do Warszawy i jako krytyk teatralny publikował recenzje i artykuły w prasie endeckiej („Gazeta Poranna”, „Rzeczpospolita”, „Słowo Polskie”, „Myśl Narodowa”, „Gazeta Warszawska”). Stał się jednym z czołowych publicystów i krytyków literackich obozu narodowego, w swych agresywnych wystąpieniach napastliwie i brutalnie zwalczał ekspery­menty poetyckie, najostrzej atakując skamandrytów. Endecki okres w jego twórczości zaowo­cował publikacjami książkowymi: Dwa żywioły. (Głos w sprawie żydowskiej) (1913), W ogniu walki. Szkice w sprawie żydowskiej (1929). Pewne elementy obsesji antyżydowskiej znalazły się również w książce Maski życia ([1925]) zbierającej wypowiedzi krytyczne z l. 1910–1920. Pieńkowski był publicystą wyrazistym. Swoje przekonania wypowiadał w sposób i zmetaforyzowany, i dosłowny, stylem dobitnym, choć orzeczenia umieszczane na końcu zdania nieco szkodziły czytelności tekstów, ale gdy w jakiejś kwestii miał wyrobione zdanie, a zwykle tak było, wypowiadał je zdecydowanie i w mocnych słowach. Z tego powodu uchodził za kryty­ka bezwzględnego i odważnego, mówiono nawet, że stał się „postrachem” wśród ludzi sztu­ki. Zrazu otwarty światopoglądowo lewicowiec i antyklerykał, w międzywojniu i wcześniej zajmował pozycje narodowe i antysemickie.
Był dwukrotnie żonaty, syn z pierwszego małżeństwa z pochodzącą ze Żmudzi Ma­rią Cumft (1868–1920), tłumaczką – Stanisław Strzembosz-Pieńkowski (1900–1989), peowiak, pozostawił dokument Rodzina i jej środowisko (rkps BJ 9893). Z drugiego małżeństwa zawartego w 1926 r. z aktorką i malarką Eugenią (Giną) Jakubowską (1890–1965) miał córkę Wandę (1919–2007, zam. Mlicka), dziennikarkę i tłumaczkę. Stanisław Pieńkowski zmarł w Częstochowie 16 IX 1944 wysiedlony ze zburzonej Warszawy.
Poezja i przekłady. Epizod poetycki trwał krótko, kilkadziesiąt wierszy, przeważnie sone­tów, Pieńkowski napisał w l. 1895–1898, w okresie współpracy z krakowskim „Życiem”. Są to wiersze epigońskie, powtarzają dekadenckie motywy dobrze już zadomowione w młodopol­skiej poezji („[S]mutek, melancholia, płacz, rozpacz wyznaczają dominantę uczuciową jego poezji…”; M. Urbanowski, Wstęp, w: Dusza tłumu i inne wiersze, 2005), choć edytor nie od­mawia im piękna i autentyczności. Zgodnie też z ówczesną manierą, ale popartą własnymi lekturami, przemyśleniami, a nawet tłumaczeniami, odwoływał się do kultury, filozofii i poe­zji Wschodu. Te zainteresowania spowodowały odrzucenie Biblii na rzecz Rigwedy, ale nie­wykluczone, że Pieńkowski uważał Biblię za „żydowską księgę”. W międzywojniu raz jesz­cze objawił się jako poeta, pisząc cykl Sonetów morskich, niejako śladem Wiatru od morza Stefana Żeromskiego (którego nb. agresywnie atakował: Duch w sztuce, „Gazeta Warszaw­ska” 1910, nr 261–262; [rec.] S. Żeromski, „Biała rękawiczka”, „Gazeta Warszawska” 1921, nr 69–70). Pierwszy z tych artykułów gorąco oprotestowała Savitri (Anna [Hanna] Zahorska), wynosząc Żeromskiego jako miarę ludzkiego sumienia (Savitri, Prawda w sztuce. Z powodu artykułu St. Pieńkowskiego „Duch w sztuce”, „Krytyka” 1910, t. 4, z. 10).
Pieńkowski zajmował się także przekładami. Oprócz 12 hymnów Rigwedy (wątpliwe, żeby przekładał z sanskrytu) przetłumaczył Piosenkę jesienną (Chanson d’automne z tomu Poèmes saturniens, 1866) Paula Verlaine’a, wraz z żoną przełożył Friedricha Nietzschego Tak mówił Zaratustra (1901, część pierwszą z czteroczęściowej rozprawy, fragm. „Głos” 1900, nr 39). W artykule Fryderyk Nietzsche („Głos” 1900, nr 37) przedstawił myśl filozofa („Książ­ka, w której się streścił cały geniusz Nietzschego Tak mówił Zaratustra, jest jednym porywają­cym hymnem na cześć życia”), co wywołało zaczepną replikę Leo Belmonta (Darwin i Nietz­sche, tamże, nr 41), na co z kolei autor odpowiadał, podtrzymując tezę (kwestionowaną przez oponenta) na temat istotnych pokrewieństw łączących Charlesa Darwina i Nietzschego (Od­powiedź na artykuł Pana Belmonta, tamże, nr 42). W artykule Człowiek wyższy czy nadczłowiek? (Zamknięcie polemiki) (tamże, nr 44) wypowiedzieli się obaj polemiści, zasadniczo zo­stając przy swoich stanowiskach.
Człowiek rasowy i człowiek pospolity. Krytyk posługiwał się kategoriami „człowieka raso­wego” i „człowieka pospolitego”, ten pierwszy najwyraźniej łączył się z pochodzeniem szla­checkim (nie arystokratycznym, bo akurat w arystokracji Pieńkowski nie widział nic do­brego), ten drugi był wytworem nowych czasów; podobne opinie głosili nieco później José Ortega y Gasset oraz Gustave Le Bon. „Człowiek rasowy różni się od pospolitego, jak lew od małpy. Lew jest samotny, drapieżny, rycerski, odważny, silny, wspaniałomyślny; małpa jest stadna, tchórzliwa, słaba, mściwa” (Rozłam sztuki, „Gazeta Warszawska” 1910, nr 32). Po od­zyskaniu niepodległości jego publicystyka nabrała jeszcze wyrazistszych cech antysemic­kich. Posługiwał się np. kategorią chaosu, „którego organizatorami są Żydzi” (Ludzie chaosu, „Gazeta Warszawska” 1920). Stale podkreślał patos, który ma jakoby charakteryzować duszę polską (Nike Apteros, „Przedświt” [Kijów] 1916), i stwierdzał: „Istotnym nosicielem, krze­wicielem i szerzycielem Chaosu jest intelektualista (mózgowiec) rasy żydowskiej. Żyd jest urodzonym mózgowcem, nie odczuwa przeto z tego powodu tragedii. Jest to jego stan przy­rodzony” (tamże). Atakował środowisko Skamandra, szczególnie wulgarnie Juliana Tuwi­ma, Antoniego Słonimskiego, a także równie brutalnie Bolesława Leśmiana i Józefa Wittlina, w ogólności zaś tzw. nową sztukę, używając niewybrednych, a nawet wulgarnych, poniżają­cych pojęć i porównań. Posunął się do stwierdzenia, że: „Wobec Boga, prawdy i ludzkości Po­lacy z dumą będą mogli powiedzieć, że są antysemitami” (Polski antysemityzm, „Myśl Naro­dowa” 1925, nr 15). Nowe tendencje w sztuce, literaturze i filozofii kojarzył niedwuznacznie z elementem żydowskim, który przeniknął i – jego zdaniem – opanował oraz zatruł te dzie­dziny (Poezja kryptożydowska, „Myśl Narodowa” 1926, nr 41). Twierdził, że polskim życiem społecznym kierowały dotąd dwie siły: Patos i Chaos. „Teraz najwyższy już czas na stworze­nie trzeciego [modelu człowieka], który będzie ogniwem między dwoma tamtymi: ma u nas powstać człowiek etyczny” (Nike Apteros). Za tym hasłem krył się zwyczajny pragmatyzm: 
chodziło o to, aby szewc robił porządne buty, a np. dobre malarstwo było upowszechnia­ne w reprodukcjach i albumach, ogólnie zaś – aby każdy wykonywał swój zawód starannie i z pełnym poświęceniem. Ten apel wiązał się z przekonaniem, że szlachta przestała już być „warstwą przodującą w narodzie” (Pożar we dworze, „Gazeta Warszawska” 1912). Teraz nale­ży zadbać o stworzenie „tęgiego człowieka średniego” (tamże).
Literatura i sztuka. Pieńkowski potępiał nowoczesną literaturę, a zwłaszcza poezję, zarzuca­jąc jej talentyzm i estetyzm („Ocena li tylko estetyczna dzieł sztuki i ich twórców jest zacieś­nianiem widnokręgów życia i ujmą dla sztuki”; Człowiek w artyście, „Gazeta Warszawska” 1910, nr 269), które kryją pustkę ideową. Uważał, że sztuka ma służyć sprawom społecz­nym i narodowym. „Są dwa rodzaje sztuki. Jest sztuka wielka, sztuka człowieka rasowe­go, i mała sztuka, sztuka człowieka pospolitego, sztuka pospolitości i tłumu” (Rozłam sztu­ki, tamże, nr 32). Z postępującego pomieszania tych dwóch rodzajów sztuki wynikać ma „stan obniżenia gustu artystycznego i kultury, na który skarżymy się obecnie” (tamże). Sztu­ka niska, określana mianem realizmu, podejmuje tematy pospolite, związane ze środowi­skiem plebejskim i umiera razem ze swoim pokoleniem, sztuka „rasowa” zaś chwyta zagad­nienia ponadczasowe, wieczne. Krytyk odwołuje się do wybitnych postaci (M. Kopernika, J. Kochanowskiego, F. Chopina, A. Mickiewicza, J. Słowackiego, J. Matejki, S. Wyspiańskie­go), atakuje Żeromskiego, gdyż uważa go za „element rozkładowy w twórczości ducha pol­skiego, za przedstawiciela typu ciemnego, nieudanego, chorego i słabego” (Człowiek w ar­tyście). „Wszystko, co się łamie, co jest złamane, wszystko robaczywe, podkopujące życie, wszystko ohydne, brudne, biedne, małostkowe – skrzętnego ma w Żeromskim zbieracza, chętnego i uważnego widza” (Duch w sztuce, „Gazeta Warszawska” 1910, nr 261). Uważa, że do właściwego rozumienia literatury wystarczy dokładna analiza tekstu, znajomość „oso­by i życia” autora niewiele tu wnosi (tamże). Cenił Henryka Sienkiewicza, Trylogię uważał za epos ważniejszy niż Iliada; także Władysława Stanisława Reymonta za Chłopów, ale już Rok 1794, a szczególnie część Ostatni sejm Rzeczypospolitej, był przykładem dzieła nieuda­nego („Temat zmiażdżył Reymonta”; Z powodu najnowszej powieści W.S. Reymonta, „Gaze­ta Warszawska” 1914, nr 77, przedr. pt. Meduza dziejów, w: Maski życia). W polemice z Ro­manem Dmowskim (R. Dmowski, Powieść historyczna Reymonta, tamże, nr 106) na temat tej powieści ujawnił powody, dla których cenił artystów, takich jak Matejko czy Sienkiewicz. Przyznawał, że można u nich wykryć pewne nieścisłości. „Mimo to oba obrazy [Kazanie Skargi i Reytan Matejki] są arcydziełami sztuki, albowiem, po pierwsze, porywają i wzrusza­ją, po drugie, niosą w sobie syntezę prawdy historycznej, mianowicie jej ducha” (O powieść Reymonta, tamże, nr 126, przedr. pt. Dwie prawdy, w: Maski życia). „W Sienkiewiczu jest wielkość i duch prawdy historycznej – pomimo że mu różne nieprawdy małe i błędy wytykano” (tamże).
Krytyka. W obszernym artykule Zadania krytyki Pieńkowski szkicuje podstawy własnej ak­tywności krytycznej, jak i ogólne ramy postępowania krytycznego. Uważa, że krytyk musi mieć wyraziste poglądy na sztukę, „gust określony i jakąś jedną ideę” (Zadania krytyki, „Ga­zeta Warszawska” 1914), czyli indywidualność. Uwagi te wypowiadał, używając metafory­ki wojennej („Uważam się za żołnierza swojego narodu […]. Względem dzieł sztuki jestem […] żołnierzem, który walczy za lub przeciw danemu dziełu. Na wojnie zaś, jak na woj­nie!”; tamże). Naród polski porównuje do Hamleta z dramatu Williama Shakespeare’a, „któ­remu brak zmysłu czynu i zmysłu rzeczywistości” (tamże). Własne stanowisko ocenia wyso­ko, wskazując, że – w przeciwieństwie do postaw estetyzujących i „olimpijskich” – u źródeł jego krytyki stoją „życie i czyn”. A życie i czyn bez wojny obyć się nie mogą. „Otóż więc sztu­ka jest czynem, rozkazem, zaborczością, tworzeniem i, co za tym idzie, wojną” (tamże). Dzie­ło opublikowane czy wystawione „staje się czynem społecznym, narodowym” (tamże) przez moc swojego oddziaływania, kształtowania wyobraźni i postaw. Krytyk powinien podcho­dzić do niego z wyraźnymi przekonaniami, a nie jak troskliwy ogrodnik, który będzie pod­trzymywał przy życiu rachityczne bądź delikatne roślinki. Krytykowi wypada jasno i twardo mówić, co według niego jest dobre i pożyteczne dla życia narodu, a co nie. Zarzucał dotych­czasowej krytyce, że dostrzega wyłącznie wartość estetyczną dzieł, zaniedbując warstwę psy­chologiczną i moralną. O sobie pisał: „Nie jestem ciepłym krytykiem urzędowym. Jestem człowiekiem wolnym, który zna cenę i dobroczynny wpływ każdej wojny uczciwej. Ja zaś walczę uczciwie” (tamże). W myśl tego przekonania potępiał tzw. nową sztukę, która za­dowala się formą z „pominięciem treści” (Nowa sztuka, „Placówka. Ilustracja Polska” 1920, z. 22/23). Zarzucał jej pustkę, „swawolę formy”, brak woli, niejasność ideologiczną, zaniedba­nie filozofii i ogólnie wprowadzenie do sztuki chaosu i „nihilizmu ducha” itp. W poezji ce­nił dyscyplinę formy, której przykładem w Europie jest sonet (sam uprawiał z upodobaniem ten gatunek), a w kulturze japońskiej ośmiowersowa uta. Poezję polską uważał za wielosłowną, której daleko do kultury milczenia i zwartości poezji Dalekiego Wschodu. Wśród uda­nych wierszy krótkich wymieniał tylko niektóre treny Kochanowskiego, „dwa wiersze małe Mickiewicza […], również jeden lub dwa wiersze Słowackiego” (Psychologia sonetu i uty, „Przegląd Narodowy” 1912, nr 1). „Osławione sonety Mickiewicza są ubogie – trzeba to raz szczerze powiedzieć”, „wzruszający i piękny” jest natomiast wiersz Polały się łzy moje czys­te, rzęsiste (tamże). W okolicznościowym artykule Złote mosty. (Na zgon H. Sienkiewicza) („Dziennik Kijowski” 1916) w podniosłych słowach i uroczystym stylem charakteryzował zasługi zmarłego pisarza kulminujące w opinii: „Sienkiewicz jest pierworodnym i prawo­witym twórcą epopei polskiej. […] Iliada gaśnie przy porównaniu z Trylogią. Ze wszystki­mi należnymi względami Odyseja zaledwie wytrzymuje z nią zestawienie” (tamże). Nie wy­trzymują porównania z Trylogią ani Pan Tadeusz Adama Mickiewicza („jest poematem wsi polskiej”), ani Zygmunt Krasiński czy Juliusz Słowacki (choć Pieńkowski wspomina Beniow­skiego i Króla-Ducha). Zasługą Sienkiewicza było dotarcie do „całego narodu”, „[r]omantyzm przemawiał do wybranych” (tamże), Sienkiewicz zaś ożywił dla sztuki polski lud, łącząc go z Polską szlachecką, dzięki czemu powołał w swoim dziele do istnienia Polskę narodową. „I powstał epos […]. Albowiem on jest Homerem Polski narodowej” – brzmi ostatnie zda­nie tego artykułu (tamże). Homer jako element tego równania pojawia się zapewne dlatego, że „Polska jest Grecją świata nowożytnego” (tamże).
Krytyk wypowiadał się także o malarstwie, architekturze, muzyce i teatrze. Spektakle teatralne omawiał starannie i dokładnie, wypowiadał przy tym wiele uwag na temat isto­ty pracy reżysera i relacji łączącej go z aktorami ([rec.] T. Rittner, „W małym domku”. Teatr Reduta, „Gazeta Warszawska” 1920, nr 68). W malarstwie widział zjawiska krańcowo różne (biegunowość ujęć stanowiła jedną z cech jego warsztatu krytycznego); za negatywną uznał bezbarwność („tchórzostwo koloru”) i odsyłał malarzy na wieś, gdzie produkuje się prze­piękne kilimy, zapaski, fartuchy itp. Wieś zachowała według Pieńkowskiego świeżość wi­dzenia i umiejętność kojarzenia barw. „Cały świat dzisiaj jest szary, tylko wieś nasza płonie barwami tęgimi, jak przed wiekami […]. W kilimie polskim, w rańtuchu, w zapasce wiej­skiej odnajdzie malarstwo polskie to, co Europa odnalazła w malarstwie japońskim” (Z filo­zofii malarstwa. Odwaga i kolor, „Prawda” 1912, nr 40). Z malarzy starszej daty wskazywał Matejkę, z młodszych zaś Witolda Wojtkiewicza. Uważał go – w jednej osobie – za „mędrca, poetę i artystę” (Witold Wojtkiewicz, „Kłosy” 1914, nr 6), choć wstrząsające obrazy artysty nie realizowały podnoszonych przez krytyka ideałów siły i aktywizmu, a technika malarska była daleka od realizmu. Nie tylko tym razem był niekonsekwentny; cenił Matejkę, zgadzając się jednocześnie z poglądami Stanisława Witkiewicza na malarstwo historyczne i podziwiając wyrastającą ze sporu o sztukę nowoczesną jego książkę („Matejko” Stanisława Witkiewicza. „Krytyka” 1909, t. 2, z. 1). Uwielbiał obrazy Jacka Malczewskiego, a szczególnie hipnotycz­ny styl (w przeciwieństwie do stylu rozumowego) jego dzieł, np. Melancholię („Grosz czyn­szowy” Jacka Malczewskiego, tamże). Pochwalał obecność i wartość karykatury, której „czło­wiek rasowy” się nie lęka, ba! ma ją nawet za sprzymierzeńca. „Tylko słabi i tylko słabości od takich draśnięć umierają. Silni – zdrowieją!” (Karykatura, „Kłosy” 1914, nr 5). Pejzaż archi­tektoniczny także go nie zadowalał, zwłaszcza miast: „A dowcip zawsze dowcipnej Warsza­wy określił styl naszej stolicy jako »Mojsze Barok i Srul Renesans«” (Patos i etos architektury, „Przedświt” [Kijów] 1916). Należy pokazywać dobre wzorce, popularyzować udaną archi­tekturę, wydawać albumy z ilustracjami budowli niemieckich czy paryskich. Naprawy do­magało się budownictwo zarówno wiejskie, jak i miejskie. „Chłop nasz buduje się jak bo­cian. Mieszczanin – jak Żyd. A szlachcic – jak kukułka” (tamże). Nie do końca wiadomo, co się kryje pod tymi metaforami, jest jednak oczywiste, że są wyrazem negatywnej oceny tych form budownictwa. Przed architektami stoją więc wielkie zadania i wyzwania. Nie podoba­ły mu się świeżo zbudowany Teatr Polski w Warszawie, jak i jego kierownictwo: Arnoldowi Szyfmanowi zawsze wypominał żydowskie pochodzenie, Leonowi Schillerowi zaś – niemiec­kie. Do obu miał pretensje o nijakość programową, nieprzemyślany, przypadkowy repertuar; drugi składnik nazwy teatru zawsze brał w cudzysłów: Teatr „Polski”.
Próba podsumowania. Pieńkowski był wybitnym samoukiem, obdarzonym inteligencją i ta­lentem pisarskim. Jego opinie sięgały z reguły dalej i głębiej niż rozpoznania innych kry­tyków. Nawet trudno mówić o „opiniach”, bo formułował stanowiska – mocne i dobitne. Niezrozumiała jest jednak jego wściekła nienawiść do tego, co żydowskie. Ta postawa i anty­semicki światopogląd u krytyków tak inteligentnych, jak Pieńkowski czy Adolf Nowaczyński, z którym go porównywano, pozostanie niejasna i niewyjaśniona.</document>
<document nplp_id="13750" title="Podczaszyński Michał" slug="podczaszynski-michal">Historyk, publicysta, krytyk literacki, tłumacz, reportażysta, wydawca, edytor. Pseudonimy i kryptonimy: M.P.; M. Podczasz.; Wydawca.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 IX 1800 w Krzemieńcu. Pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej zamieszkującej Lipawę w gub. mitawskiej. Ojciec – Józef Podczaszyński h. Rawicz – pełnił obowiązki urzędnika komory celnej, o matce nie zachowały się wiadomości. Stryj – Karol Podczaszyński (1790–1860) – był znanym architektem, profesorem Uniwersytetu Wileńskiego; po aresztowaniach członków tajnych stowarzyszeń w Wilnie (1823), w których udział miał również stryj jako pełnomocnik uniwersytetu, kontakty zostały zerwane. Edukację szkolną Michał Podczaszyński odbył w Brześciu Litewskim i najprawdopodobniej w Krzemieńcu lub w Wilnie (gimnazjum), po czym 18 IX 1819 wstąpił na Wydział Matematyczny Uniwersytetu Wileńskiego, by po roku przenieść się na Wydział Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (wpis z 16 X 1820). W Warszawie próbował kariery urzędniczej, pracując w Ministerstwie Skarbu, zgłosił też akces do wojska (nie został jednak przyjęty do pułku Lejb-Gwardii ze względu na słaby stan zdrowia). Związany był ze środowiskami literatów i artystów w Wilnie, Warszawie i Paryżu; próbował sił jako poeta, tłumacz i publicysta (debiutował utworem Szczęśliwa plantacja. Sielanka tłumaczona z francuskiego, „Tygodnik Wileński” 1818, nr 118). W Wilnie poznał Leonarda Chodźkę, członka Towarzystwa Filaretów i Towarzystwa Wspierania Niedostatnich Uczniów, a w Warszawie Maurycego Mochnackiego, u którego zamieszkał przy ul. Długiej. Skromny majątek odziedziczony po rodzicach przeznaczył na założenie „Dziennika Warszawskiego” (de facto tygodnika), który wydawał razem z Mochnackim (1825–1826). Współpracował też z redagowaną przez Mochnackiego „Gazetą Polską” (1827–1829) i „Nową Polską” (1831), drukował artykuły na łamach „Gazety Warszawskiej”. Przyjaźń z Chodźką i Mochnackim oraz kontakty z kręgami literackimi okazały się trwałe i zadecydowały w dużym stopniu o dalszych losach Podczaszyńskiego. W 1827 r. z powodów finansowych wyjechał u boku Tekli Potockiej do Francji (oficjalnie w roli guwernera dzieci dobrze sytuowanej arystokratki), w następnym roku odbył następną grand tour (po Sabaudii i Alpach, podążając śladami A. Malczewskiego w masywie Mont Blanc i na lodowcu Glacier des Bois) sfinansowaną przez hrabinę Klementynę z Sanguszków Ostrowską, z którą łączyły go dość zażyłe stosunki. Co pewien czas wracał do Warszawy, jednak bez widoków na posadę urzędniczą w Polsce, na stałe osiedlił się w Paryżu pod koniec 1829 r., w czym wydatnie pomógł mu Chodźko, podówczas sekretarz Michała Ogińskiego, dzięki któremu Podczaszyński poznał środowisko literackie stolicy Francji i uzyskał posadę współpracownika w „Revue Encyclopédique”, znaczącym piśmie literacko-politycznym redagowanym przez Marc-Antoine’a Julliena de Paris. Pozostał we Francji także po powstaniu listopadowym. Z Chodźką, braćmi Antonim i Władysławem Oleszczyńskimi, Pawłem Dubois, Adamem Przygodzkim oraz Teodorem Morawskim współtworzył nieformalną grupę polonijną, która starała się pozyskać dla sprawy polskiej poparcie znaczących osobistości, w tym gen. Marie-Josepha de La Fayette’a, premiera Jacques’a Laffitte’a, Victora Hugo i Benjamina Constanta. W Metzu pod koniec 1831 r. Podczaszyński był czynnym członkiem Komitetu Franco-Polskiego gen. La Fayette’a organizującego pomoc materialną dla uchodźców polskich zmierzających do Francji (pomagał m.in. braciom Mochnackim). Współpracował z emigracyjnymi stowarzyszeniami: był członkiem Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich oraz Towarzystwa Literackiego, które również współtworzył. Artykuły i recenzje literackie zamieszczał w prasie francuskiej, najczęściej w „Revue Encyclopédique”, „Revue des Deux Mondes” i „Temps” (nie wszystkie publikacje udało się dotąd zidentyfikować). Z Mochnackim założył w Paryżu pierwsze ważne czasopismo emigrantów polistopadowych, „Pamiętnik Emigracji Polskiej” (1832–1833), które niemal w całości redagował samodzielnie. Po przedwczesnych zgonach przyjaciół żył w skrajnym ubóstwie. W ostatnich miesiącach jego egzystencja stała się dramatyczną i honorową walką o godne trwanie (nie chciał przyjmować jałmużny, choć dostawał pewne wsparcie od emigracyjnych organizacji).

Zmarł 4 VII 1835 w Paryżu w wieku 35 lat najprawdopodobniej z powodu wycieńczenia organizmu głodem i chorobami, w tym gruźlicą. Jego martwe ciało odnaleziono na ławce nieopodal domu przy rue Dauphin 4, w którym wynajmował pokój na poddaszu (narożna kamienica z widokiem na Pont Neuf, dziś już nieistniejąca). Został pochowany na Cimetière Montparnasse 5 VII 1835 w koncesji czasowej w części nazwanej „fosse à part”, rząd 12, grób 12. Miejsce pochówku zostało szybko zapomniane.

Publicysta literacki, entuzjasta dzieł historycznych, przyjaciel romantyków. Podczaszyński zasłynął przede wszystkim jako autor obszernych artykułów historycznych, recenzji literackich w języku francuskim, korespondencji reportażowych nadsyłanych do kraju z Francji oraz animator ruchu czasopiśmienniczego w okresie przed powstaniem listopadowym i na emigracji. Na łamach „Dziennika Warszawskiego”, który stał się pierwszym znaczącym organem polskich romantyków, drukował obszerne rozprawy historyczne, programowe, literackie, również polemiki, ujawniając wpływ romantycznej „szkoły historycznej” Joachima Lelewela m.in w artykułach: Historyczne pomniki języka i uchwał polskich i mazowieckich z XV i XVI wieku („Dziennik Warszawski” 1825, t. 1, nr 2), O naukach dających poznawać źródła historyczne. Z powodu wyszłego pod tym tytułem dzieła (tamże, t. 2, nr 6), O Rycerzach Jaszczurkowych w Prussiech („Dziennik Warszawski” 1826, t. 3, nr 9–10). Do „Gazety Polskiej” nadsyłał z Francji korespondencje, artykuły krytycznoliterackie i geograficzne opisy podróży, m.in. z wycieczki po Sabaudii, i obszerną relację z paryskiej „wojny romantyków z klasykami”. Wcześniej w l. 1822–1826 drukował na łamach „Wandy”, „Dziennika Wileńskiego”, „Warszawianina” i „Rozmaitości Warszawskich” przede wszystkim oryginalne próby poetyckie, tłumaczenia oraz artykuły historyczne. Na łamach „Revue Encyclopédique” recenzował dla francuskiego czytelnika m.in. poezje Jana Pawła Woronicza, Adama Mickiewicza, Kazimierza Brodzińskiego, Stefana Witwickiego oraz edycje dzieł pisarzy staropolskich (seria wydawana przez J. Muczkowskiego), przyjmując perspektywę krzewiciela idei romantycznych i narodowych.

W Paryżu ściśle współpracował z Chodźką, chociażby jako autor obszernej rozprawy Fragments sur la littérature ancienne de la Pologne przygotowanej dla drugiego wydania znanego dzieła geograficzno-historycznego Conrada Malte-Bruna Tableau de la Pologne ancienne et moderne (1830) i jako autor biogramów w encyklopedycznym kompendium Biographie universelle et portative des contemporains, ou Dictionnaire historique des hommes célèbres, morts ou vivants avant, pendent et depuis la révolution française (1826–1830, éd. A. Rabbe), gościł też w znaczącej edycji Histoire générale de la Pologne d’après les historiens polonais... (1832) oraz przygotował samodzielnie znakomitą polską edycję Dzieł Ignacego Krasickiego (1830).

Literatura kształtowana przez ducha historii. Program krytycznoliteracki Podczaszyńskiego został sformułowany w ogniu przyjacielskiej polemiki z Mochnackim przy okazji artykułu O pierwszym tomie „Poezyj” Odyńca, z krótką wzmianką o poezji narodowej („Dziennik Warszawski” 1825, t. 1, nr 3), w którym czytamy m.in.: „[…] wielu tłumaczy znaczenie poezji narodowej, ograniczając ją samymi historycznymi podaniami, gdy tymczasem ona w sobie wszystko zawierać powinna, cokolwiek jest własnością narodu, to jest podania prawdziwe, podania bajeczne, charakter ludu, mowę, sposób wyrażania ich myśli, mniemania, przesądy nawet itd.”. W przeciwieństwie do Mochnackiego, który dowodził, że literatura narodowa jest zawsze romantyczna, metafizyczna, pełna tajemnic i czerpie natchnienie oraz pomysły ze starożytności słowiańskiej, mitologii ludów Północy i ducha wieków średnich, Podczaszyński sądził, że poezja narodowa nie musi być koniecznie romantyczna lub klasycystyczna (to sprawa konwencji estetycznej i formy), ważne, by wypływała z obyczajów własnego narodu, aby mówiła o jego historii, narodowym charakterze, przywoływała „pamiątki przeszłych wieków” i na podstawie bogatej, szeroko rozumianej tradycji – kształtowała współczesnego czytelnika. Poglądy te wpłynęły znacząco na idee Mochnackiego, który także podążył w podobnym kierunku w swojej dalszej twórczości krytycznoliterackiej. Przy tym powinna to być nade wszystko twórczość w pełni oryginalna. Podczaszyński kategorię „oryginalności” tłumaczy jednak nie w duchu niemieckiej metafizyki (F. Schlegel), ale w znaczeniu zbliżonym do zapatrywań Mickiewicza wyrażonych we wstępie do Ballad i romansów, skąd wynika, że „najpiękniejsza poezja oryginalna”, by stać się narodową, musi być wywiedziona z własnych dziejów i podań ludowych. Znać tu również wpływ umiarkowanych propozycji Kazimierza Brodzińskiego i Lelewelowskiej koncepcji dziejów narodowych opartej na krytycznej analizie źródeł. Podczaszyński do końca będzie wierny tak nakreślonemu programowi, który sprawdził się zwłaszcza w recenzjach francuskojęzycznych, przybliżających w historycznych kontekstach idee narodowe i niepodległościowe Polaków.

Podstawowe zadanie krytyki to ukazanie historycznego charakteru narodu wyłaniającego się z dzieł dawnych i współczesnych pisarzy, autorów podań, historiografów. Krytyk spełnia tu funkcję nie tyle znawcy literatury jako dziedziny sztuki, ile przyjmuje rolę mentora lub przewodnika dla młodego pokolenia, czemu służyć mają m.in. portrety literackie i biogramy pisane osobno tudzież wykorzystywane w strukturze recenzji. „Historia” i „naród” to słowa kluczowe w krytycznym aparacie pojęciowym Podczaszyńskiego. Przewijają się w jego publicystyce historycznej, politycznej i literackiej, stanowiąc dla rozmaitych dziedzin i tematów ważne spoiwo, które łączy ze sobą i dopełnia myślową całość. Historia występuje jako pojęcie opisowe i rozumiana jest tu w zgodzie z nowoczesną podówczas wykładnią Lelewela akcentującego rolę wielu źródeł tekstowych: żywotów, dokumentów politycznych, zapisków, pamiętników, podań, legend (stąd też bierze się wielki szacunek Podczaszyńskiego dla literatury staropolskiej) oraz źródeł materialnych i pomocniczych (dzieje systemów ekonomicznych, gospodarki, geografii, polityki monetarnej itp.), które w całości współtworzą wizję przeszłości. Naród to z kolei pojęcie opisowe i zarazem aksjologiczne. Pojmowany jest na sposób romantyczny jako zespół pojęć etniczno-językowo-przestrzennych, z których z czasem wyłoni się pojęcie narodu jako kategoria polityczna, u Podczaszyńskiego znakomicie już widoczna w innych kategoriach (m.in. O narodowości litewskiej w emigracji, „Pamiętnik Emigracji Polskiej” 1832, nr 4).

Krytyk prezentuje zazwyczaj te dzieła, które dają się waloryzować pozytywnie w ramach przyjętej strategii opisu. I tak z perspektywy „historycznej” i „narodowej” jako świetni i „celujący” uznawani są tacy pisarze, jak Jan i Piotr Kochanowscy, Mikołaj Rej, Mikołaj Sęp Szarzyński, Ignacy Krasicki, Jan Paweł Woronicz, Aleksander Chodźko, Józef Massalski, Kazimierz Brodziński, Adam Mickiewicz, Stefan Witwicki, Antoni Edward Odyniec. Nigdy nie przeciwstawia sobie współcześnie żyjących pisarzy, jeśli spełniają oni kryteria narodowości. W ten sposób i młodzi romantycy, i uznani klasycy mogą bezpiecznie współegzystować, bez obawy o literacką reputację. Podczaszyński unika agresywnych wypowiedzi, ostrych dyskusji czy polemik, które były wówczas na porządku dziennym, z lekką kpiną wypowiada się o walce romantyków z klasykami w Paryżu, jest zazwyczaj stonowany i łagodny w ferowaniu ocen, umiarkowany w sądach i konsekwentny w doborze historyczno-narodowych dzieł. Preferuje rozpowszechniony podówczas typ recenzji opartej na przedstawieniu biografii autora, streszczeniu problematyki i wskazaniu walorów poznawczych oraz edukacyjnych dzieła. Wyróżniają go subtelna ironia i dystans w prezentacji rozmaitych przejawów życia społecznego i literackiego, umiejętność trafnej obserwacji, dokładność i rzeczowość, w czym ujawnia też swoje zamiłowania historyczne i edytorskie.</document>
<document nplp_id="13752" title="Potocki Antoni" slug="potocki-antoni">Krytyk literacki, historyk literatury i sztuki, publicysta, działacz kulturalny. Pseudonimy i kryptonimy: A.P. Ordyński; Jerzy Grot; J. Stasiak; Ant. P.; A.P.; A.P.O.; p.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 IX 1867 w Kojdanowie niedaleko Mińska jako syn Aleksandra, dzierżawcy majątku, oraz Kasyldy z Jabłońskich (zm. 1896). Jego starszy brat, Józef Karol Potocki (1854–1898), był współzałożycielem czasopisma „Głos”, a jego siostra Felicja była powieściopisarką (zam. Popławska, zm. 1944). Potocki uczęszczał do gimnazjum w Mińsku, a następnie kształcił się w Warszawie, m.in. pod kierunkiem brata. W 1892 r. ożenił się z Zofią Małyszczycką, z tego związku miał córkę Marię Antoninę (zm. 1975). W 1893 r. wykładał historię literatury powszechnej na kursach im. Adriana Baranieckiego w Krakowie. Lata 1894–1897 spędził w Paryżu, gdzie studiował nauki polityczne w École Libre des Sciences Politiques; pracę dyplomową napisał na temat germanizacji na ziemiach polskich (w Poznańskiem). Działał w stowarzyszeniu Spójnia, a podczas ostatniego roku nauki jako jeden z założycieli Koła Polskiego Literacko-Artystycznego pełnił funkcję jego sekretarza. Po ukończeniu studiów w 1897 r. wrócił do Krakowa i ponownie prowadził wykłady historii literatury powszechnej na kursach im. Adriana Baranieckiego. W 1900 r. ożenił się z aktorką Marią Henryką Przybyłko (1873–1944); z tego związku urodziła się córka Łucja. Małżeństwo trwało niecały rok, a kiedy się rozpadło, Potocki znów wyjechał do Paryża, gdzie pozostał niemalże do śmierci. Aktywnie działał tam na rzecz kultury polskiej, nazywano go nawet jej ambasadorem. Udzielał się jako redaktor, edytor i publicysta, a także pełnił liczne funkcje społeczne i kulturalne związane z życiem Polonii paryskiej. W l. 1900–1904 opracowywał album książkowy La Pologne contemporaine. Le pays, la nation, la situation économique, w l. 1904– –1905 redagował miesięcznik „Sztuka”, a w l. 1915–1917 dwutygodnik „La Revue de Pologne”. Wielokrotnie dawał odczyty, m.in. o Stanisławie Wyspiańskim (1908, 1933), współczesnej literaturze polskiej (1911), polskiej kulturze (1912, 1913). Wygłosił też słowo wprowadzające przed paryską inscenizacją Wesela (1923) oraz przemawiał w czasie uroczystości odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Paryżu (1929). W 1928 r. razem z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim reprezentował Polskę na II Międzynarodowym Kongresie Teatralnym w Paryżu. Zorganizował dwie wystawy: „Souvenir Franco-Polonaise” (1919) oraz „La Pologne en 1830, 1920, 1930” (1930–1931). Druga z nich była prezentowana w trakcie Wystawy Paryskiej, podczas której Potocki pełnił także funkcję komisarza rządu polskiego. W l. 1927–1931 publikował w czasopiśmie „La Pologne Politique, Économique, Littéraire et Artistique”. Pisywał również do „La Pologne” oraz „Pologne Littéraire”. Wydał w formie książkowej dwie prace po francusku: France et Pologne. Garantes de la paix européenne (1921) oraz Mickiewicz. L’homme et sa légende (1930).

Potocki stale brał udział w paryskim życiu kawiarni artystycznych i literackich. Ponadto wraz z przyjazdem do Francji wznowił aktywność w Kole Polskim Literacko-Artystycznym. Od 1909 r. był też członkiem Komitetu Francusko-Polskiego. Od 1910 r. pełnił natomiast funkcję wiceprezesa Towarzystwa Pracy Społeczno-Kulturalnej dla Wychodźstwa Polskiego we Francji, a następnie – Towarzystwa Wymiany Literacko-Artystycznej między Francją a Polską. W tym samym roku wstąpił do Polskiego Towarzystwa Literacko-Artystycznego w Paryżu. W 1911 r. został członkiem Towarzystwa Artystów Polskich. Podczas I wojny światowej pracował w paryskim Komitecie Wolnej Polski (od 1914 r.), a w 1917 r. objął funkcję wiceprezesa w założonym wtedy Związku Narodowym Polskim. W 1925 r. rząd francuski odznaczył go Legią Honorową. W 1935 r. na wniosek Polskiej Akademii Literatury otrzymał „Złoty Wawrzyn Akademicki” za wybitną twórczość krytycznoliteracką, naukową i publicystyczną w dziedzinie literatury pięknej. Krótko przed wybuchem II wojny światowej wrócił do Polski. Zmarł 5 X 1939 w Warszawie.

Kręgi działalności krajowej. Potocki zadebiutował jako publicysta, krytyk i literat już w 2. poł. lat 80., w „Głosie” zaczęły ukazywać się jego recenzje, artykuły, wiersze i nowele. Okres jego największej aktywności pisarskiej przypadł na przełom XIX i XX w. Początkowo przejawiał zainteresowania społeczne (wynikające z wpływu środowiska, w którym debiutował). W 1890 r. razem z Zygmuntem Wasilewskim wydał Kwestionariusz w sprawie szkolnictwa ludowego. Publikował też w „Głosie” takie artykuły, jak Ze statystyki literackiej (1892) czy Prowincja i prasa (1893), w „Przeglądzie Pedagogicznym” zaś teksty dotyczące dydaktyki (1895–1896). W formie książkowej ukazały się także jego prace popularnonaukowe: Opowiadanie o Krzysztofie Kolumbie, czyli o tym, kto pierwszy był w Ameryce (1891) i O Janie Gutenbergu i o tym, jak ludzie nauczyli się pisać i drukować (1893). Ponadto zajmował się przekładami z języka francuskiego, zarówno dzieł literackich, jak i teoretycznych, m.in. dwutomowej rozprawy Roberta de la Sizeranne’a Ruskin i kult piękna (1898). Jednocześnie ogłaszał własne nowele i opowiadania zebrane następnie w tomie Martosia i my (1900); pisał też poezje i utwory dramatyczne. Jego twórczość literacka nie wzbudziła wtedy szerszego zainteresowania i jest pomijana również współcześnie.

W l. 1898–1900 redagował ze Stanisławem Szczepanowskim serię wydawniczą „Czytelnia Polska” (t. 1–14), w 1902 r. – almanach „Melitele. Noworocznik literacki” wydany z okazji jubileuszu Sienkiewiczowskiego. Zamieścił tam artykuł krytyczny Wyspiański będący skróconą wersją publikacji książkowej Stanisław Wyspiański. Studium literackie (1902). W tym okresie opublikował pracę Maria Konopnicka. Szkic literacki (1902). Studia te sytuują się na pograniczu portretu literackiego i monografii historycznoliterackiej. Potocki wydał także dwie książki zawierające niektóre spośród jego pomniejszych pism. W Szkicach i wrażeniach literackich (1903) zawarł część z pisanych przez ponad 15 lat recenzji oraz artykułów krytycznych o cechach portretu literackiego. W Wychowawczych zadaniach ogółu (1907) – kilka publikacji pedagogicznych. Zajmował się również sztuką, a w szczególności malarstwem. W 1907 r. ukazała się jego obszerna, ilustrowana książka monograficzna Grottger oraz rozprawa Portret i krajobraz angielski. Wydał też Katalog dzieł Jana Ziarnki, malarza i rytownika polskiego z XVI i XVII w. Z życiorysem artysty (1911).

W 1908 r. przez parę miesięcy redagował „Gazetę Polską” w zastępstwie śmiertelnie chorego szwagra, Jana Ludwika Popławskiego. Spędził wtedy pewien czas w Polsce, gdzie podczas wizyty w Krakowie rozpoczął pracę nad syntezą historycznoliteracką Polska literatura współczesna (cz. 1: Kult zbiorowości 1860–1890, cz. 2: Kult jednostki 1890–1910, 1912). Po jej wydaniu ograniczył swoją aktywność pisarską, choć nadal publikował pojedyncze felietony, recenzje i artykuły. Pracował wtedy głównie jako korespondent „Kuriera Porannego” (1920–1931) i „Gazety Polskiej” (1934–1938).

O krytyce, czyli o krytyku. Potocki nie zaproponował usystematyzowanej refleksji dotyczącej metod, form i zadań krytyki literackiej. W swoich artykułach zamieszczał jednak liczne uwagi (choć nie zawsze spójne), które w połączeniu z analizą preferowanego przez niego sposobu wypowiedzi dają podstawy, by wnioskować o jego ujęciu tej kwestii. Przede wszystkim definiuje on właściwości krytyki przez pryzmat modelowej postawy jej twórcy. Już w pierwszych recenzjach jednoznacznie opowiada się za subiektywistycznym podejściem do omawianego tematu i wyraziście zaznacza własną perspektywę: „Niech więc zawczasu wybaczą mi zwolennicy »bezwzględnego obiektywizmu« w krytyce, iż uchylę się tu od tej świętej tradycji polubownych sądów i społecznej niemocy, a stanąwszy od razu na gruncie sympatii i poglądów czytelnika »młodej« warstwy – w tym oświetleniu postaram się obejrzeć fizjonomię autorki” ([rec.] M. Konopnicka, „Poezje. Seria III”, „Głos” 1887, nr 32). Potrzebę porzucenia sztucznego i ograniczającego obiektywizmu Potocki wspomina w swoich artykułach parokrotnie. Co więcej, często bezpośrednio komunikuje w nich oceny i opinie, przy czym nie kryje osobistych sympatii i antypatii: „Jestem gorącym, szczerym wielbicielem talentu Reymonta” (O „Ziemi obiecanej” Reymonta, w: Szkice i wrażenia literackie). Wyraża więc emocjonalny stosunek do autorów i dzieł oraz ujawnia własne zaangażowanie w poruszane zagadnienia.

Braku poznawczego dystansu Potocki wymaga również od czytelnika wypowiedzi krytycznych. Relację między ich nadawcą i odbiorcą określa jako ścisły związek, a nawet zażyłość: „W niej […], zdaniem moim, tkwi jedyna wartość literatury krytycznej. Upadają formuły i przepisy estetyczne, zmieniają się same podstawy sądu – pozostaje człowiek o takim, a nie innym składzie umysłu, sentymentu, o takich, a nie innych rozterkach, pragnieniach” (Od autora, w: tamże). O wartości krytyki decydują zatem predyspozycje jej twórcy, który proponuje czytelnikowi w swoich wypowiedziach „osobiste widzenie epoki” (tamże). Takie ujęcie oznacza wyraziste konstruowanie podmiotowości krytycznej, wyrażającej w swojej wypowiedzi nie tylko zdanie, lecz także osobowość autora. Właśnie tak postępuje Potocki, który najczęściej rezygnuje z uporządkowanego wywodu, rzetelnych analiz i obszernej argumentacji na rzecz lapidarnych komentarzy, efektownych metafor i relacjonowania własnych wrażeń z lektury: „Czytelnik zapewne doświadczał przykrego wrażenia, jakiego doznajemy, kiedy natężenie muskułów nie odpowiada ciężarowi, kiedy np. naprężamy rękę, chcąc podnieść ciężki dzban wody, a dzban okazuje się pustym i lekkim? Podobnego bardzo wrażenia dostarcza Dewajtis […]: temu napięciu uwagi i uczucia, jakie on zrazu budzi – nie odpowiada ostateczne wrażenie” ([rec.] M. Rodziewiczówna, „Dewajtis”, „Głos” 1889, nr 11). Potocki wprost sprzeciwia się postawie, zgodnie z którą krytyk „pragnie koniecznie kreślić same niezbite pewniki, […] uważając za niegodne »swej misji« wszystko, co […] [jest] szczerym wrażeniem, myślą przelotną” (Jubileusz pokolenia, „Życie” 1897, nr 1). Uznaje więc, że wypowiedź krytyczna stanowi sprawozdanie z odczuć i przeżyć jej twórcy, zapisane zgodnie z zasadą „zupełnej, bezwzględnej szczerości” (Od autora).

W tej sytuacji szczególne znaczenie zyskują takie właściwości wydawanych osądów, jak ich aktualność i momentalność. Potocki namawia do szybkiego reagowania na powstającą twórczość literacką: „[…] mamy […] nałóg robienia tzw. rachunków post factum, tj. wtedy, gdy się one zdać mogą jedynie dziejopisom. Mamy zaś równocześnie […] wstręt zgłębiania się w to, co jeszcze żyje, drga i staje się w nas samych, dookoła nas” (Jubileusz pokolenia). Zajmuje się więc głównie utworami dla niego współczesnymi lub nieodległymi czasowo. Podkreśla przy tym, jak duże znaczenie ma ustosunkowanie się do nich właśnie w takim momencie. Dzięki temu krytyk ukazuje nie tylko indywidualną prawdę o dziele (i autorze), lecz także o aktualnym kontekście odbioru. Takie działanie Potocki określa mianem „błyskawicy twórczej na chwilę rozświetlającej horyzont literacki” (Od autora). Jego podejście wynika z postrzegania literatury jako obszaru nieustannych przemian. Szczególne znaczenie zyskują w związku z tym krótkie wypowiedzi krytyczne: zwłaszcza recenzje oraz artykuły. To w nich krytyk może doraźnie komentować aktualną sytuację, przy pełnej świadomości nietrwałości, a nawet potencjalnej błędności własnych osądów. Wartość jego pracy tkwi bowiem przede wszystkim w ciągłym przeprowadzaniu ocen i rewizji oraz prowokowaniu starć, które pozwalają mu współdziałać z pisarzem w „wielkim dziele tworzenia” (tamże).

Wobec młodopolskich koncepcji krytyki. Scharakteryzowane poglądy Potockiego realizują założenia krytyki impresjonistycznej, modelowo zastosowane przezeń w artykule Henryk Sienkiewicz (w: Szkice i wrażenia literackie). Wprost wyraża on w nim swoje uwielbienie dla pisarza, a zarazem podkreśla, że ważniejsze niż wczuwanie się w jego psychikę jest ukazanie własnego sposobu odbioru omawianej twórczości: „[…] tak rozumiem bohatera i akcję Trylogii, a jest mi nawet rzeczą obojętną, czy tak rozumiał autor” (tamże). Swoje wrażenia zapisuje w formie swobodnych spostrzeżeń i skojarzeń oraz mnoży wątki i dygresje, co prowadzi do rozluźnienia kompozycji artykułu i jej fragmentaryczności. Jawnie odnosi się też do własnego warsztatu i stosowanych strategii twórczych: „[…] o tym pisarzu […] można przecież i nawet należy napisać raz, nie zaglądając już do cytat i notatek, lecz improwizując niejako o nim z własnej duszy” (tamże). Potocki przyjmuje koncepcję krytyki impresjonistycznej – całkowicie lub częściowo – w wielu swoich artykułach, choć nie w każdym; nie obejmuje więc ona wszystkich stosowanych przez niego metod praktyki krytycznej. Przede wszystkim odnosi się on do często wówczas współwystępującej, choć nietożsamej, problematyki ekspresji i empatii, np. w artykule O „czującym widzeniu” Żeromskiego (tamże). Za dominantę twórczości tego pisarza uznaje wyrażaną w nich uczuciowość przenikającą treść i formę jego prozy: „»Czujące widzenie« Żeromskiego […] jest wyrazem coraz wyższego napięcia strun duszy ludzkiej” (tamże). Podczas komentowania zakończenia Ludzi bezdomnych wskazuje zaś, że współodczuwanie stanu jego bohaterów umożliwia zrozumienie dzieła i jego twórcy: „Trzeba odczuć samorzutną, nieodpartą moc rozrostu sumienia w takiej organizacji. Wszystkie rozdźwięki jej trzeba boleśnie w sobie zestrzelić, a wtedy błyśnie w nich piorun losu i zrozumiemy, co druzgocze już nie szczęście nawet, ale samą zdolność do szczęścia w ludziach” (tamże). Tak odsuwa na dalszy plan postulat osobistego odbioru powieści na rzecz utożsamienia się z wyrażonym w niej zamysłem twórczym autora.

Szczególne miejsce w refleksji Potockiego zajmuje kwestia związku między pisarzem i utworem. Według niego stanowi ona podstawę pracy krytycznej, w której „obowiązującym zawsze, tj. niezależnie od tej lub owej doktryny, kryterium jest dzieło i autor. Literatura nie jest wiązanką idei i pomysłów, dowolnie »na wyrywki« wybieranych przez recenzenta, lecz zbiorem dzieł dokonanych przez zbiorowisko twórców. Kto […] pisze studium literackie, ten przede wszystkim mówić musi o dziełach i autorach jako jedynych nierozerwalnych całościach” ([rec.] A. Mazanowski, „Młoda Polska w powieści, liryce i dramacie”, „Pamiętnik Literacki” 1902). Zasadę tę Potocki stosuje dość konsekwentnie w swoich wypowiedziach krytycznych, w których zajmuje się głównie objaśnianiem i komentowaniem utworów literackich. Niezależnie od tego, czy skupia się wtedy na perspektywie własnej, czy też przyjmuje perspektywę autorską, nie podejmuje pogłębionych rozważań filozoficznych i ideologicznych: „Jak bardzo np. bajka o skałotoczu […] charakteryzuje p. Antoniego Sygietyńskiego! Po prostu niepodobna po przeczytaniu jej myśleć o czym innym, tylko o nim – i czyż nie ciekawszym w istocie zajęciem jest rozejrzenie się w indywidualności żywego człowieka niż dorabianie morału ogólnego do jego ograniczonej koncepcji życia lub pewnej dziedziny życia?” (Żywot skałotocza, „Kurier Warszawski” 1900, nr 9). Jego celem jest więc poznanie danej osobowości twórczej lub określenie własnego stosunku wobec niej.

Zainteresowania Potockiego koncentrują się zatem głównie wokół jednostki i wyrażanych przez nią odczuć. Z tego powodu bliski jest mu również psychologizm. Często doszukuje się w omawianych dziełach tematyki psychologicznej oraz ocenia pod tym względem konstrukcję ich postaci. Niekiedy określa też poszczególne teksty jako psychologiczne, np. gdy zestawia i objaśnia treść utworów Józefy Kisielnickiej (Estei) i Jadwigi Wittówny w kontekście psychiki ich autorek: „Wartość tych dwóch powieści psychologicznych podnosi jeszcze fakt, że są one płodem samoanalizy kobiety, która zrzekłszy się szablonów, sięgnęła do własnej duszy i wydobyła pełen prawdy materiał psychologiczny” (Z życia kobiety, „Głos” 1890, nr 41). Uznaje zatem ludzką psychikę za główny przedmiot treści utworów literackich.

Syntezy i ujęcia całościowe. Dążenie do syntetycznego ujęcia indywidualności pisarskiej autora, właściwości jego dzieła czy całej twórczości jest charakterystyczną cechą pism Potockiego: zarówno recenzji oraz artykułów, jak i obszernych studiów monograficznych. Komentarze prezentujące własne wrażenia i opinie popiera on cytatami oraz dokonywanymi w tym celu streszczeniami: „Posłuchajcie […] tej rozmowy, w której sam autor streszcza całą zawartość Sielanki” ([rec.] H. Sienkiewicz, „Ta Trzecia”. „Sachem”. „Sielanka”, tamże, nr 50); „[…] starałem się dać z Legionu te momenty, które zdaniem moim najwyraźniej ujawniają poetycką historiozofię autora” (Stanisław Wyspiański). Jego wywód w dłuższych, podsumowujących pracach różni się jednak pod pewnymi względami od tego prowadzonego w krótkich artykułach krytycznych. Przede wszystkim jest on bardziej precyzyjny i w większym stopniu uporządkowany. Zbliżające się do portretu literackiego studium monograficzne o Konopnickiej Potocki rozpoczyna od podania zewnętrznych i wewnętrznych warunków, w jakich kształtowała się jej twórczość: wyróżnia je i omawia po kolei. Dzięki temu zarysowuje kontekst przedstawianych utworów i określa indywidualność poetki. Nie oznacza to jednak, że rezygnuje ze sprawozdawania z wrażeń lekturowych: „Ogólne wczytanie się w autora (zwłaszcza w poetę-liryka) samo tylko daje pewną bodaj względną bezpośredniość jego odczucia. Pozostaje w nas po nim pewien nierozkładalny jakby pierwiastek, wypadkowa wrażeń. Nie jest to zapewne jeszcze sama indywidualność poety, lecz coś, co, w nas przynajmniej, jest jej ostatecznym przybliżeniem nastrojowym. Dalsza rozumowa już analiza tego nierozkładalnego emocjonalnie pierwiastku – wzmocni jego charakter lub osłabi […]. Krytyk winien obie takie swoje prawdy – i tę odczutą bezpośrednio, i tę wyprowadzoną następnie metodycznie – dać poznać czytającemu” (Maria Konopnicka).

Obszerniejsze prace Potockiego wyróżniają się też wprowadzaniem elementów dyskursu naukowego. Najbardziej zbliża się do niego w syntezie historycznoliterackiej Polska literatura współczesna. Autor wprost wykłada w niej swoje założenia i swoją metodę: jako podstawową kategorię przyjmuje pokolenie twórców, których łączy ze sobą wspólnota przeżyć prowadząca do podobieństw w ich pisarstwie. Pierwszy tom poświęca więc pozytywistom (definiowanym przez zainteresowanie zbiorowością i pracą), drugi – młodopolanom (skupiającym się na problematyce indywidualności i prawdy wewnętrznej). Następnie omawia różnice między poszczególnymi twórcami. Tego typu podejście pozwala mu opisać przemiany zachodzące w literaturze. Zakreśla jej tło społeczne, narodowe i historyczne oraz bierze pod uwagę gatunki i rodzaje literackie. Sporo miejsca poświęca także refleksji o języku oraz zamieszcza w pracy rozdziały dotyczące działalności krytycznoliterackiej następnych pokoleń.

Odchodzi od podkreślania osobistych opinii, nadal stosuje zaś zasadę całościowego ujmowania sylwetki autora i jego utworów: „[…] człowiek żywy – twórca i krystalizacja jego – dokonane dzieło – oto jedyne pewniki historii literatury” (Polska literatura współczesna, cz. 1). Rzadziej skupia się na pojedynczych utworach: „Nie zamierzamy więc tutaj […] dać obrazu, że tak powiem wszystkiego Kraszewskiego. Pragniemy tylko w całości jego przemian wskazać najgłębiej tkwiące i dosadnie wyrażone powinowactwa jego z czasem, gdyż pod tym względem prawdziwie jest Kraszewski wprost opatrznościową postacią” (tamże). Wymienia dzieła i skrótowo je komentuje, aby wydobyć cechy twórczości danego pisarza, a także usytuować go w kontekście epoki – jej uwarunkowań społeczno-historycznych oraz indywidualności innych autorów. Niektórym utworom poświęca jednak sporo uwagi: „Nie znając tu innej hierarchii nad wartość dokonanego dzieła sztuki, o Próchnie i Chłopach będziemy mówili najpierwej” (tamże). Ocenia je więc również i hierarchizuje. Swoją syntezę Potocki napisał w opozycji do Współczesnej literatury polskiej Wilhelma Feldmana, nie wzbudziła ona jednak uznania ówczesnych odbiorców, nie miała wznowień, a jej autorowi powszechnie zarzucano stronniczość i powierzchowność sądów, błędy merytoryczne i metodologiczne oraz brak rzetelności. Mniej kontrowersji budziły studia dotyczące Konopnickiej i Wyspiańskiego (nie zebrały wyłącznie pozytywnych ocen, bywały jednak bardzo chwalone, np. przez I. Chrzanowskiego).

Wartościowanie i język oceny. W ujęciu Potockiego najwyższą wartość ma twórczość wyjątkowa, niepowtarzalna i oddająca indywidualność autora. Szczególnie entuzjastycznie odnosi się on więc do pisarzy uznanych za oryginalnych: „[…] porównać Kasprowicza z kimkolwiek przez podobieństwo – jest dziś istotnie rzeczą niemożliwą. Jest coś odrębnego, całkiem własnego w mowie tego poety, coś, co jego samego wyodrębnia spośród innych i pozwala go uważać za całą oddzielną kategorię, cały rodzaj poetycki nowo kreowany” (Jan Kasprowicz, w: Szkice i wrażenia literackie). Tego typu osądy z reguły dotyczą młodopolan (choć ceni i wybranych twórców poprzedniego pokolenia, np. Sienkiewicza). Nie koncentruje się tylko na osobności autorów – pozytywne wartościowanie wynika również z dostrzeganej w ich utworach cechy „swojskości”. Tak jest w wypadku Jana Kasprowicza: „Jednocześnie – i tu jest dowód, że tak oryginalny talent nie jest jakimś dziwactwem, jakimś curiosum literackim, lecz literackim zjawiskiem doniosłego znaczenia – w odrębności tej ucho łowi ton potężny, swojski” (tamże). Dzieła artysty powinny być zatem osadzone w kontekście polskiej tradycji i kultury oraz polskiego języka.

Prezentowane przez Potockiego emocjonalne podejście do omawianych zagadnień sprawia, że jego dyskurs krytyczny jest nasycony wartościującymi określeniami. Za ich pomocą ocenia on zarówno treść: „[…] wszystkie bez wyjątku [utwory] w treści swej zapowiadają głębszą, współcześnie czującą duszę autora” ([rec.] A. Niemojewski, „Poezje prozą”, „Głos” 1891, nr 20), jak i formę utworów: „Kazimierz Tetmajer […] [m]a wielką wrodzoną wytworność formy, która się przejawia w samorodnej rytmiczności wiersza” (Młode loty, „Tydzień. Dodatek Literacki »Kuriera Lwowskiego«” 1894, nr 30). Szczególną wagę przywiązuje do języka i stylu wypowiedzi, przy czym interesuje go przede wszystkim to, czy są one spójne z indywidualnością twórcy i jego koncepcją artystyczną. Czasami wprost wylicza popełniane przez autora błędy: „Po prostu szanowny krytyk pojęcia nie ma o języku naszym: używa np. wyrazu donica zamiast doniczka – […]; mówi fotel kołysany (zamiast bujający) – słowem »całkiem sponiewierał«, jak się wyraża, tzw. styl” (Dwa manifesty, tamże, nr 26). Parokrotnie negatywnie odnosi się też do maniery używania wielokropków: „W pauzie tej kryje się cała nowa powieść, całe dzieje człowieka, po których dopiero moglibyśmy osądzić, czy jest prawda i jedność w założeniach psychologicznych i w ich ostatecznym rozwiązaniu. Wypada życzyć autorowi, ażeby wielokropkami nie maskował trudności kompozycji i do niej nie dorabiał zbyt wydętej na ramy obrazka tendencji” ([rec.] W. Berent, „Fachowiec. Powieść współczesna”, „Głos” 1895, nr 7). Zdaniem Potockiego ten znak interpunkcyjny służy ukrywaniu braków kompozycyjnych, a niekiedy nawet miałkości treści. Powyższe oceny oddają propagowany przez niego pogląd o „jedności formy i treści w sztuce”, której efektem jest „doskonałość, nieśmiertelność dzieła” (Przesąd treści i formy, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 14).

Na dyskurs krytyczny Potockiego składają się wyrażane wprost opinie, wartościujące określenia i opisy oraz rozbudowane metafory, co w połączeniu z założeniami dotyczącymi wrażeniowości prowadzi do nieprecyzyjności, niejasności i dowolności sformułowań. Mimo programowego braku kryteriów i terminów Potocki konsekwentnie używa jednak niektórych określeń jako wartościujących pozytywnie. Najważniejszym z nich jest „szczerość”, której obecność lub brak decydują o zaletach lub wadach utworu: „[…] razi […] tu trupia barwa romantyczno-sentymentalnej formy. Frazeologia i efekty nadają wymownym nawet obrazom jakiś charakter nieszczerego, chłodnego zapału. Słowem – zdaje się […], że utwory te nie są wiernie i rozumnie odczutym życiem, ale […] są »wymyślone z głowy«” ([rec.] A. Niemojewski, „Poezje prozą”). Zazwyczaj pozytywne zabarwienie w jego artykułach krytycznych ma przymiotnik „młody”. Często używane przez niego pojęcia, takie jak: „życie”, „dusza”, „nastrój”, „psychologia”, opisują zaś pożądane elementy lub właściwości dzieł. Odnoszą się one także do ich twórców.

Stałym elementem wypowiedzi Potockiego są wyrażenia związane z malarstwem (m.in. „obraz”, „malować”, „kreślić”, „rysunek”, „plastyka”, „barwa”, „kolor”, „odcień”, „farba”, „paleta”, „kontur”, „perspektywa”) oraz – nieco rzadziej – muzyką (m.in. „śpiew”, „pieśń”, „akord”, „rytm”, „dźwięk”). Zwykle Potocki wskazuje za ich pomocą pozytywne właściwości dzieła, choć nie jest to reguła: „[…] p. Zapolska mimo całej obfitości swej palety maluje niewyraźnie; obrazy jej tłoczą się jeden przy drugim, jaskrawe, krzyczące, kłócące się ze sobą, lecz całość splata się w kłąb bezkształtny, gdzie właśnie giną i owe ostre kontury, i perspektywy, i postacie, pozostawiając po sobie świeczki w oczach i szum wyrazów. Paleta więc służy p. Zapolskiej nie do malowania. […] [to] mieszanie »barw na oku« czytelnika, polegające na wyrzucaniu z siebie bez odetchnięcia całych stosów określeń, rzeczowników, przymiotników itp.” ([rec.] G. Zapolska, „Szmat życia”, „Głos” 1893, nr 3). Konsekwentne stosowanie tego typu sformułowań wynika z wprost wypowiadanego przez Potockiego przekonania o jedności sztuk.</document>
<document nplp_id="13754" title="Prus Bolesław" slug="prus-boleslaw">Powieściopisarz, nowelista, dziennikarz. Właściwe nazwisko: Aleksander Głowacki. Inne pseudonimy: Jan w Oleju.

Informacje biograficzne. Aleksander Głowacki h. Prus urodził się 20 VIII 1847 w Hrubieszowie jako syn ekonoma Antoniego Głowackiego i Apolonii Trembińskiej (zm. 1850). Po wczesnej stracie rodziców wychowywał się u krewnych. Uczęszczał do szkół w Lublinie i Siedlcach, skąd przeniósł się do Kielc, gdzie nauczycielem był jego starszy brat, Leon (1834– –1907), działacz „czerwonych”. Walczył w powstaniu styczniowym 1863–1864, ranny znalazł się w szpitalu, a potem w więzieniu. Po odbyciu kary ukończył gimnazjum w Lublinie i w 1866 r. rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej. Po dwóch latach przerwał je i próbował podjąć ponownie w Instytucie Rolnictwa i Leśnictwa w Puławach, skąd został wydalony. Przez pewien czas był guwernerem w dworach ziemiańskich, pracował również jako robotnik w Warszawie. Publikował od 1864 r., ale za właściwy debiut uważał szkice Listy ze starego obozu (wydane pod pseudonimem B. Prus, „Opiekun Domowy” 1872). W tym czasie rozpoczął też współpracę z „Niwą”, pismami humorystycznymi „Mucha” i „Kolce” oraz z „Kurierem Warszawskim”, w którym w l. 1875– –1887 (z krótką przerwą) ogłaszał cykl felietonów Kroniki tygodniowe. Publikował je także m.in. w „Ateneum”, „Nowinach” (redaktor naczelny 1882–1883), „Kurierze Codziennym”, „Tygodniku Ilustrowanym”. Pierwszą dużą powieścią Prusa była Placówka (1886), w następnych latach powstały jego najsłynniejsze utwory, m.in. Lalka (1890), Emancypantki (1894), Faraon (1897).

W 1875 r. ożenił się z kuzynką, Oktawią Trembińską (1851–1936). Większą część życia spędził w Warszawie, dwukrotnie tylko wyjeżdżał za granicę, najczęstszym celem podróży krajowych był Nałęczów. Jako uznany pisarz i dziennikarz uczestniczył w wielu inicjatywach społecznych (np. w 1881 r. w związku z powstaniem kas rzemieślniczych, w 1897 r. – Towarzystwa Higienicznego), brał udział w działalności stowarzyszeń i instytucji (Towarzystwo Kolonii Letnich, Kasa im. Józefa Mianowskiego). Chociaż niechętnie podejmował się pełnienia funkcji publicznych, był prezesem Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych (1906), prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich (1910–1911). Przez całe życie miał ambicje naukowe. Zarys własnego systemu filozoficzno-etycznego przedstawił w pracy Najogólniejsze ideały życiowe (1901). Zmarł 19 V 1912 w Warszawie.

Krytyka literacka w kronikach. Działalność krytycznoliteracka Bolesława Prusa wiązała się zarówno z jego działalnością jako kronikarza, kiedy to szukając nowych tematów, omawiał ukazujące się właśnie na rynku wydawniczym książki, jak i z jego własną twórczością, której towarzyszyła szeroka znajomość współczesnej literatury, a także – przynajmniej niekiedy – potrzeba polemiki z sądami innych autorów. Pisma należące do krytyki literackiej znajdziemy więc w jego Kronikach, ale też w osobno publikowanych rozprawach; o działalności krytycznoliterackiej autora Placówki możemy mówić od czasu ukazania się pierwszych Kronik po ostatnie z nich.

Już w felietonach Na czasie pisywanych do „Kolców” w 1874 r. spotkamy obszerną wzmiankę na temat twórczości związanej z obozem postępowym młodej powieściopisarki i poetki, Marii Szeligi, której pisarz broni przed atakami „Gazety Polskiej”. Istotniejsza jednak wydaje się zaprezentowana tutaj koncepcja gatunku felietonowego i lista wymagań wobec jego twórców: „Sumienność w notowaniu faktów, intencja w wynajdywaniu przyczyn, subtelny krytycyzm w sprawozdaniu, a na koniec obrazowość w kombinowaniu wszystkich poprzednich elementów – oto, zdaniem naszym, przymioty, bez których felietonista nie wart złamanego szeląga” (Na czasie, „Kolce” 1874, nr 12). Rola i zadania kronikarza oraz kształt felietonu były dla młodego pisarza sprawą podstawową, skoro do tej problematyki wraca jeszcze kilkakrotnie w Sprawach bieżących prowadzonych przez niego w l. 1874–1876 w „Niwie”. Najobszerniejsze i najistotniejsze ujęcie pojawia się w siódmym tomie tego czasopisma, gdzie Prus ostro przeciwstawia „dawnego” felietonistę felietoniście „obecnemu”. Tego pierwszego wiąże z obowiązkiem donoszenia o wszelkich szczegółach życia towarzyskiego i z bywaniem w salonach, drugiego zaś – i jest to program autora kroniki – z obowiązkiem uczestniczenia w całości życia społecznego epoki, uczestniczenia bezpośredniego, jak i znajomości piśmiennictwa literackiego, społecznego i naukowego: „Dzisiejszy felietonista także musi być wszędzie i wiedzieć o wszystkim. Musi zwiedzać nowo zabudowujące się place, ulice pozbawione chodników, tamy, mosty, targi wełniane i wołowe, muzea, teatry, uczone psy, cyrkowe konie […]. Musi czytywać i robić wyciągi ze wszystkich pism, sprawozdań, nowych książek” (Sprawy bieżące, „Niwa” 1875, t. 7, nr 8). Ujęcie to – wzbogacone później deklaracjami o potrzebie wszechstronności i obiektywnego rozpatrywania faktów „z naukowego i realnego stanowiska” („Ateneum” 1876, t. 4, nr 12) – tłumaczy zarówno wprowadzenie do Kronik tematyki krytycznoliterackiej, jak i założony przez pisarza sposób jej traktowania.

Po stronie „młodych”. Pierwsza batalia krytycznoliteracka, w której uczestniczył Prus, dotyczyła młodej poetki, Marii Bartusówny. Jej atakujące współczesność poezje pisarz – traktujący ich ton jako znamienny dla wielu ówczesnych poetów (dziś ten krąg zwiemy epigonami romantyzmu) – ujął parodystycznie i bardzo krytycznie, oskarżając autorkę o niedocenianie rozwoju cywilizacyjnego i polecając jej „wsłuchać się w tętno wieku” (Sprawy bieżące, „Niwa” 1876, t. 9, nr 27), a tym samym bardzo wyraźnie wpisując się w grono „młodych”, których program przy tej okazji wykłada. Nowej generacji chodzi przede wszystkim o czynne włączenie się twórców do życia społecznego, o propagowanie nowych idei. Biorący w obronę „młodociany talent” Bartusówny oraz wyrażane przez nią idee (w tym także niewątpliwy patriotyzm poetki) przed „trefnisiami”, rzekomo naruszającymi „zasady przyzwoitości społecznej”, przedstawiciele „starej” prasy używają wobec kronikarza wielu inwektyw (zwąc go m.in. „pajacem” i „ropuchą”), on kontratakuje, podnosząc temperaturę polemiki.

Wobec bojów „młodych” Prus zajął jeszcze raz bardzo wyraźne stanowisko w kronikach tygodniowych pisywanych od 1875 r. do „Kuriera Warszawskiego”, w pełni aprobując główne tezy artykułu Franciszka Krupińskiego Romantyzm i jego skutki, zwłaszcza zaś przekonanie, że: „[…] poezja i cała w ogóle literatura przykładać się winny do postępu społeczeństwa tudzież stawiać wzniosłe i użyteczne cele” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1876, nr 98–99), tym samym deklarując się jako zwolennik utylitaryzmu w sztuce. Przy okazji zaś naraził się tej części opinii patriotycznej, która w romantyzmie widziała uzasadnienie walki zbrojnej z zaborcami. Podobnie stało się, gdy niespełna dwa lata później aprobatywnie omówił odczyt ugodowo nastawionego Włodzimierza Spasowicza przedstawiający krytycznie Wincentego Pola, a także skrytykował zachowanie się na tym odczycie patriotycznie i postępowo nastawionej młodzieży. Komentarz Prusa na temat owego zachowania stał się podstawą niedoszłego pojedynku, znieważenia pisarza przez kilku studentów, co spowodowało trwały psychiczny uraz.

Kryteria oceny dzieła. Prus w swych Kronikach wiele razy przedstawia bardziej lub mniej wybitne utwory współczesnej sobie polskiej literatury. Krytycznie ocenia obrazek dramatyczny Aleksandra Świętochowskiego Poddanka, dostrzegając talent autora, lecz potępiając jednostronność jego wizji historii i… brak tendencyjności: „Tam bowiem nie dotyka się kwestii współczesnej, nie uczy się nikogo i do niczego nie zachęca” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1877, nr 47), a także przeciwstawiając ten utwór Szkicom węglem Henryka Sienkiewicza. To ostatnie dokonanie kronikarz omówił nieco szczegółowiej w „Ateneum” (1877, z. 1), traktując je jako „arcydzieło” i akcentując zawartą w nim „prawdę życiową”. Kryteria oceny dzieła literackiego w tych wszystkich wczesnych ujęciach krytycznych Prusa przede wszystkim bowiem wiążą się ze stosunkiem omawianego twórcy do pozaliterackiej rzeczywistości, a tym samym ze „społecznym znaczeniem” utworu, w znacznie mniejszym zaś stopniu dotyczą środków wyrazu artystycznego. Stąd m.in. wysoka ocena twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, o którego działalności – z okazji jubileuszu – pisał m.in.: „[…] wielce się przyczyniła do wzbogacenia umysłowych zasobów narodu” („Ateneum” 1878, z. 2), aprobując głównie uczczenie pisarza tanim zbiorowym wydaniem jego pism. Kronikarz zabierał głos także z powodu dwudziestopięciolecia działalności firmy wydawniczej i księgarni Gebethnera i Wolffa, doceniając jej osiągnięcia na polu polskiej kultury i oświaty i stwierdzając m.in., że „w ich wydawnictwie odbija się duch epoki i smak ogółu” („Kurier Warszawski” 1882, nr 334).

Ocena dzieła sztuki ze względu na jego stosunek do rzeczywistości pozaliterackiej, w tym szczególnie historycznej, znalazła najdobitniejszy wyraz w napisanej przez Prusa obszernej recenzji Ogniem i mieczem Sienkiewicza. Wobec powieści historycznej stosował – podobnie zresztą jak ten autor – dewizę „należy odtwarzać prawdopodobnie”, a tym samym za jedno z jej zadań uważał „wypełnianie luk” w materiałach źródłowych, postulując, by opisywane zdarzenia były zgodne z wiedzą historyczną, a przynajmniej by jej nie przeczyły. Przypominając, że historii znane jest tylko nazwisko Skrzetuskiego i jego przedarcie się z oblężonego Zbaraża, stwierdza: „[…] autor miał prawo, nawet obowiązek, z jednego rysu odbudować takiego rycerza, to samo robił Cuvier ze szczątkami dawno wygasłych mieszkańców ziemi. Takie odbudowywania, o ile są prawdopodobne, należą do najwznioślejszych dzieł ludzkiej twórczości” („Ogniem i mieczem”. Powieść z lat dawnych Henryka Sienkiewicza, „Kraj” 1884, nr 28–30).

Program realizmu. Postulat ten wiąże się przede wszystkim z koncepcjami zaczerpniętymi z estetyki Hippolyte’a Taine’a. W omawianej recenzji – bezpośrednio nawet odwołując się do tego francuskiego estetyka – Prus formułuje tezy znacznie wykraczające poza hasło mimetyczności pojmowanej jako naśladowanie czy to innej literatury, czy też realnej rzeczywistości. Postuluje, ażeby autor utworów o tematyce historycznej umiał w biegu zdarzeń dopatrzyć się cech „głównych” (tj. istotnych) i aby potrafił je „dobrze uzupełnić” opartymi na prawdopodobieństwie i nauce hipotezami dotyczącymi zwłaszcza przyczyn opisywanych konfliktów. Krytykuje więc Sienkiewicza m.in. za to, że: „Wymalował on tylko cyferblat zegara, ale kółek i sprężyn nie pokazał […]. W jego powieści nie widzimy ani wyzyskiwanego ludu, ani pogardzanych popów, ani weteranów […]. Nie widzimy ani chciwych grosza panów i panków, ani zgrai Żydów” (tamże).

Konsekwencją dążenia do literackiego ujęcia zarówno powierzchni, jak i głębi jest sformułowanie definicji wielkiej sztuki stanowiące istotę jego programu realizmu: „Teraz rozumiemy, co stanowi rdzeń sztuki wielkiej; oto przedstawienie najogólniejszych przyczyn i najstalszych praw, jakie rządzą światem, przede wszystkim naturalnie światem ludzkim, tudzież – najogólniejszych i najstalszych cech, jakie spotykamy w zjawiskach, ale przedstawienie tego w sposób plastyczny, zrozumiały dla ogółu” (tamże). Ujęcie to, w którym również można dopatrzyć się wpływu autora Filozofii sztuki, stanowi clou Prusowskiego widzenia realizmu. Wiąże w sobie bowiem zarówno pojmowanie literatury jako pola badań nad społeczeństwem (co implikuje traktowanie pisarza jako badacza i odkrywcy), jak i postulat przekazu plastycznego, łatwiej przemawiającego do odbiorcy. Stanowi także dopełnienie czy nawet swoiste przezwyciężenie koncepcji wąsko pojętego realizmu (mimetyzmu), gdyż pojawia się w nim żądanie wprowadzenia do dzieła literackiego wiedzy naukowej – zwłaszcza socjologicznej i historycznej, ale i wiedzy przyrodniczej (socjologia i historia są w ujęciu Prusa pokrewne przyrodoznawstwu) – składającej się na ugruntowaną w nauce wizję świata literackiego. Ważny jest również postulat liczenia się z możliwościami percepcyjnymi odbiorcy. Kategoria zrozumiałości jest dla pisarza zawsze istotna, będzie często przywoływana w jego późniejszych wypowiedziach. Wielokrotnie pisarz usiłuje też wskazać na potrzebę stworzenia stałych kryteriów oceny dzieła literackiego, wśród których niebagatelna rola ma przypaść – szczególnie jest to widoczne w ocenie działań sądu konkursowego, przyznającego w 1886 r. główną nagrodę słabemu i fałszywemu ze względu na przedstawienie wydarzeń historycznych wierszowanemu dramatowi historycznemu Albert, wójt krakowski Stanisława Kozłowskiego – prawdzie historycznej i prawdopodobieństwu w kreacji postaci, a oprócz nich bezstronności („Albert, wójt krakowski”, „Kraj” 1886, nr 34–36).

Estetyka „zdrowego rozsądku”. Na l. 1884–1885 przypada zarówno nasilenie się krytycznoliterackiej działalności Prusa, jak i pojawienie się właśnie na jej terenie nowo ukształtowanych zasad estetyki. Zwiastowała je zapowiedź posługiwania się „estetyką zdrowego rozsądku”: „W »estetyce« poniżej wyłuszczonej nie będę się opierał na powadze autorów, ale na tak zwanym zdrowym rozsądku; nie wymagam też, aby do słów moich przywiązywano wagę dogmatu, ale chcę po prostu pokazać, jakim łokciem będę mierzył utwory sztuki” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1885, nr 18). Estetyka owa wiąże się ze znamiennym ujęciem sztuki, która nie powinna być przeciwstawiana nauce, gdyż – zdaniem Prusa – razem tworzą „dwa skrzydła, za pomocą których ludzkość wznosi się coraz wyżej nad świat zwierzęcy” (tamże), a tym samym jej funkcja polega nie tylko na wydobywaniu piękna z rzeczywistości i na nauce dostrzegania owego piękna w zwykłym życiu, lecz także odwołuje się do strony rozumowej. Można więc nie tylko opisać, ale nawet zmierzyć artyzm, a zdrowy rozsądek – i to zdrowy rozsądek czytelników – powinien być uznany za podstawowy miernik wartości dzieła sztuki. Żądając stosowania weryfikowalnych mierników oceny dzieła literackiego, Prus świadomie przeciwstawia się romantycznemu i modernistycznemu sposobowi patrzenia na sztukę wiązaną przede wszystkim z natchnieniem i nieświadomą emanacją ludzkiego ducha, geniuszu. Wskazuje konkretne źródła metod badania dzieła sztuki. Są to metody charakterystyczne dla nauk zwanych w XIX w. naukami ścisłymi, ze szczególnym uwzględnieniem nauk przyrodniczych, a także matematyki, a precyzując: statystyki.

„Krytyka realna”. Problem stylu. W tym samym 1885 r., w którym Prus występuje z programem estetyki „zdrowego rozsądku”, publikuje w petersburskim „Kraju” analizę Mickiewiczowskiego Farysa („Kraj” 1885, nr 46). Tu już nie pisze o estetyce zdrowego rozsądku, lecz występując jako przedstawiciel „krytyki realnej”, sytuuje się opozycyjnie do „krytyki idealnej” i broni weryfikowalnych metod analizy dzieła literackiego. Odrzuca w tym wypadku niektóre roszczenia zdrowego rozsądku sensu stricto, tj. analizując metaforykę poematu i polemizując z imputacjami, że „chłodny rozum” musi traktować poetyckie przenośnie jako fałsze, zauważa głęboką prawdę mowy figuratywnej, dochodząc wreszcie do wniosku: „[…] poeci mierzą świat nie tylko myślą, ale i uczuciem, […] organizacje ich posiadają w dużym stopniu władzę współczucia” (tamże; słowo „współczucie” jest przez Prusa pojmowane w znaczeniu „współodczuwania”, czyli postawy psychicznej określanej dziś mianem empatii).

Dostrzegając i próbując ukazać „organiczną jedność” Mickiewiczowskiego poematu, Prus posługuje się pozytywistyczną metodą arytmetyczno-statystyczną, w której zastosowaniu do badań literackich był na ziemiach polskich prekursorem (W. Lutosławski wydał swą główną pracę z tej dziedziny, Principes de stylométrie, w 1890 r.). Realną, „pożywną” część mowy stanowią jego zdaniem rzeczowniki, przymiotniki i czasowniki; najważniejsze zaś są rzeczowniki. Przyjąwszy to założenie, Prus wyliczył, że u Mickiewicza na 100 wyrazów przypada 30–39 rzeczowników, 8–12 przymiotników oraz 12–21 czasowników, co mu pozwala na mówienie o procentach ich występowania w języku poety (38% rzeczowników, 9% przymiotników, 15% czasowników), a także o istnieniu złotej proporcji w stosunku między z jednej strony „realnymi” i „pożywnymi”, czyli „znaczącymi”, a z drugiej „nieznaczącymi” (autor studium wymienia tu spójniki, przysłówki, zaimki i liczebniki) częściami mowy. Takie proporcje pisarz uważa za wzorcowe i poleca ich stosowanie. W studium o Farysie obok problemów stylu istotna rola przypada również ogólnej ocenie romantyzmu. Zdaniem Prusa Mickiewicz wniósł do polskiej literatury wspaniały, godny nadal naśladowania artyzm, szczególnie widoczny w języku, lecz stworzył też wiele postaci, które – tak jak tytułowy farys – nie powinny być wzorem postępowania, gdyż w tym przypadku na piedestale został postawiony „krańcowy indywidualizm, awanturniczość i próżniactwo” (tamże). Tutaj dodatkowym miernikiem wartości dzieła literackiego staje się nigdy przez pisarza nienegowana użyteczność społeczna.

Słówko o krytyce pozytywnej. Kategoria zdrowego rozsądku znajduje się również u podstaw późniejszych polemik literackich, w których Prus uczestniczył pod koniec XIX w. Jedna z nich dotyczy ataku Świętochowskiego i obrony własnej postawy wobec świata oraz wiążącej się z tym koncepcji humoru. Odpowiadając w Słówku o krytyce pozytywnej („Kurier Codzienny” 1890, nr 308–316) na zarzuty Świętochowskiego, przedstawiającego Prusa zwłaszcza jako niepoważnego „urodzonego humorystę” (co ma tu służyć degradacji jego pisarstwa), autor Lalki prezentuje się jako przedstawiciel zdrowego rozsądku, a także wykłada swoją koncepcję „rzeczy zabawnych czy komicznych”, czyli dowcipu i humoru. Zanim Prus omówi te kategorie, dostrzega rolę istniejących w naturze niespodzianek, które potrafią wywoływać śmiech, tworząc domenę zdarzeń komicznych. Dowcip i humor uważa zaś za kategorie wytwarzane przez ludzki umysł. Pierwszą z nich, dowcip, charakteryzuje następująco: „Dowcip najgłębszy jest taką kombinacją pojęć, w której za pozorną niedorzecznością kryje się trafne spostrzeżenie. […] Bardzo wiele może być gatunków dowcipu: każdy z nich jednak jest przede wszystkim produktem twórczej fantazji”; tamże). Dowcip jest tu więc ujmowany – podobnie jest w notatkach pisarza, gdzie kategoria ta dość często się pojawia – jako dzieło intelektu lub produkt fantazji.

Pojęcie humoru. Optymizm i pesymizm. Prusowskie ujęcie humoru wiąże się z zauważeniem różnych sposobów widzenia świata w literaturze: „Czytająca publiczność ma kilka […] szkieł, czyli sposobów widzenia. Jeden, zupełnie przezroczysty, który nazywa się »realizmem« i pokazuje świat takim, jaki widzimy w utworach Homera albo Szekspira. Inny pogląd będzie różowy, »optymistyczny«, ukazuje świat takim, jaki jest na przykład w romansach i dramatach Hugo. Inny znowu pogląd jest czarny, »pesymistyczny«, jaki spotykamy w dziełach Zoli i »naturalistów«. Jeszcze inny pogląd na poły pstry, na poły realny, jest to pogląd »humorystyczny«, jaki widzimy w powieściach Dickensa” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1889, nr 149). Ujawnia się tu – nie tak często spotykany w krytykach Prusa bezpośrednio – stosunek do naturalizmu. Co prawda już w 1883 r. krytykuje on ukazywanie w literaturze dominującego zła i spraw drastycznych, pisząc m.in.: „Realizm […], uciekając ze świątyni magów i kuglarzy, tak się rozmachał, że – jedną nogą wpadł do chlewa” (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1885, nr 18), a w 1886 r., dostrzegając talent Gabrieli Zapolskiej i zasadniczo aprobując jej Kaśkę Kariatydę, widzi w naturalizmie przede wszystkim „przekorność” wobec romantyzmu, tj. celowo odmienną perspektywę w stosunku do idealnej, używanej przez romantyzm, a także zbytnią „drobiazgowość” i quasi-obiektywność opisów (Kronika tygodniowa, „Kurier Warszawski” 1886, nr 103b). Przypomnijmy, że również Prusowi, który przecież posługiwał się wieloma elementami poetyki naturalistycznej, niejednokrotnie pesymizm zarzucano i musiał się bronić, pisząc m.in.: „[…] skąd pisarz współczesny ma tworzyć nowele czy powieści optymistyczne, jeżeli życie toczy się w zupełnie innym kierunku? […] Ze wszystkich stron mrok nas otacza, więc też ludzie mówią i piszą o mroku” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1886, nr 134).

Na opozycję „optymizm–pesymizm” nakłada się w tej polemice ze Świętochowskim również inna opozycja: „realizm–idealizm”, gdzie realizm zostaje powiązany (nie do końca jednak!) z pesymizmem, idealizm lub fantazja – tu niewymienione bezpośrednio – z optymizmem, humor zaś jest traktowany jako swoisty konglomerat realizmu oraz „pstrego” spojrzenia na świat, w którym możemy się domyślać zarówno optymizmu, jak i pesymizmu. Ostatecznie humor zostaje tu ujęty następująco: „[…] humor […] polega nie na tworzeniu kombinacji fantastycznych, nie na grze wyrazów, ale na sumiennym oglądaniu rzeczy co najmniej z dwu stron: dobrej i złej, małej i wielkiej, ciemnej i jasnej. […] Humorysta w wielkim stylu niczego nie usiłuje zdobyć, nikogo nie nawraca i nikomu nie ulega; on raczej obserwuje wszystko i wszystkich z pobłażliwym spokojem. Nie uznaje żadnych dogmatów, nie uważa nic za konieczne ani za niemożliwe, lecz tylko za prawdopodobne” (Słówko o krytyce pozytywnej). Patrząc na twórczość literacką z punktu widzenia zdrowego rozsądku, Prus traktuje humor jako sposób patrzenia na świat „co najmniej z dwu stron”. Ta różność punktów widzenia ma prowadzić do spojrzenia jak najbardziej obiektywnego. Prus nie preferuje ani czystego realizmu, który w tym wypadku wiąże przede wszystkim z pesymizmem i naturalizmem, ani też czystego idealizmu, łączonego tutaj z optymizmem. Dopiero ich skrzyżowanie czy wypadkowa mają dać to, co nie tyle jest realne, ile „najprawdopodobniejsze”, tj. prawdziwą wizję rzeczywistości, uzyskaną także – być może – za pomocą ujęć fantastycznych. Teoria ta z pewnością mieści się w obrębie poetyki sformułowanej realizmu sensu largo.

Robinson i Don Kichot. Jeszcze dobitniej kategoria zdrowego rozsądku ujawnia się w wypowiedziach Prusa w zapoczątkowanej przez Ludwika Straszewicza pod koniec lat 90. XIX w. dyskusji na temat postaci Robinsona i Don Kichota. Pisząc w petersburskim „Kraju” o wojnie hiszpańsko-amerykańskiej, Straszewicz utożsamiał przegrywających Hiszpanów z ich bohaterem – Don Kichotem, a zwycięskich Anglosasów – z Robinsonem, którzy są w rozumieniu publicysty bohaterami wyrażającymi cechy obu narodów, przy czym wzorem godnym naśladowania okazuje się tylko Robinson (Dwa typy – dwie idee, „Kraj” 1898, nr 43). Straszewicz w Don Kichocie odnajduje pokrewieństwo z Polakami, których przestrzega przed marzycielstwem błędnego rycerza. Prus pisał podobnie: „Robinson […] był […] jednym z najwznioślejszych bohaterów ludzkości. Owszem, jeżeli chodzi o symbole, to Robinson był właśnie symbolem ludzkości, rzuconej bez żadnych środków na ziemską wyspę, wśród nieskończonego oceanu niedoli i tajemnic…” (Kronika tygodniowa. Znowu awantura o Don Kichota i Robinsona, „Kurier Codzienny” 1898, nr 335). Don Kichota pisarz uważa za postać niejednolitą i taką, która nie może być wzorem postępowania, gdyż funkcji wychowawczej nie powinien pełnić chory psychicznie marzyciel: „[…] poczciwy skądinąd Don Kichot, który uważał świniarkę za księżniczkę, a wiatraki za olbrzymów, był autentycznym wariatem, który naprawdę chorował na halucynacje…” (tamże). Krytyczna ocena postawy życiowej Don Kichota wiąże się ze stosunkiem Prusa do romantyzmu, wynikając pośrednio z tego samego źródła, które decyduje o niechęci pisarza do tej epoki. O ile jednak w przypadku romantyzmu, a Mickiewicza zwłaszcza, autor Omyłki aprobuje zachowania patriotyczne i idee narodowe, o tyle postać Don Kichota nie może być oceniona pozytywnie, gdyż kłóci się zdaniem Prusa z rzeczywistością i realnymi potrzebami współczesności, co ma być społecznie niebezpieczne. Prus nie zauważa istniejącej w Don Kichocie gry iluzji i deziluzji, nie rozpatruje wartości literackich utworu, decydująca jest dlań postawa społeczna głównego bohatera. Wiąże się to z pewnością z przyjętą przez pisarza zasadą użyteczności, prowadzącą go do aprobaty utworów i postaci reprezentujących postawy – z jego punktu widzenia – prospołeczne i do potępienia postaw przeciwnych.

Zasada użyteczności. Zadania pisarza. Podobnie omawiając kilka lat wcześniej twórczość Marii Rodziewiczówny, bierze w obronę tę pisarkę (mocno atakowaną w 1890 r. przez prasę, zwłaszcza postępową). Obrona ta, z pewnością związana także z aprobatą zarówno dla „prześlicznych zdolności” autorki Dewajtisa i jej „podniosłych ideałów” (czyli zapewne patriotyzmu, o którym bezpośrednio nie można było pisać i którego pisarz en bloc nie odrzucał), jak i w jakimś stopniu dla dydaktyzmu jej powieści, ujawnia również poglądy Prusa na wyposażenie intelektualne pisarza. Powinien on bowiem, zdaniem autora Lalki, stale się uczyć: „Przeciętny Polak »wykształcony« wie o tym, że na lekarza, adwokata, inżyniera trzeba uczyć się cztery do pięciu lat […]. Ten światły Polak ani domyśla się, że powieściopisarzem można zostać… ot tak… natychmiast, byle mieć talent!… […] powieściopisarz musi odbywać jakieś specjalne studia. Że wybornie musi znać loikę, gdyż praca jego polega na ciągłych obserwacjach, rozumowaniach, definicjach i sprawdzaniach. Że powinien na wylot umieć psychologię […], również umieć socjologię […], a nareszcie, że musi choć po łebkach obeznać się z mnóstwem innych nauk i bardzo wiele czytać” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1890, nr 64).

Pisanie więc to nie jedynie sprawa talentu – sądzi Prus – lecz także, a nawet przede wszystkim solidnej pracy. Stąd dyrektywa odnosząca się nie tylko do Rodziewiczówny: „Dużo obserwować i czytać, bardzo dużo i bardzo porządnie czuć i myśleć, niewiele pisać, ale za to nadzwyczaj wiele poprawiać” (tamże).

Kategoria typowości. Oceniając bieżącą twórczość (zwłaszcza dramatyczną, gdyż oglądanie przedstawień teatralnych i opiniowanie ich należało w pewnym sensie do obowiązków kronikarza), autor Placówki domaga się korelacji między węzłem dramatycznym a autentycznymi problemami społecznymi oraz przemyślnego budowania postaci, które powinny charakteryzować się „typowością”. Jego negatywne zdanie o sztukach Hermanna Sudermanna Honor i Gniazdo rodzinne („Kurier Codzienny” 1891, nr 98) i pozytywne o Filipocie Jules’a Lemaître’a bardzo wyraźnie wiąże się z kategorią typowości, której wymogom zdaniem Prusa Sudermann nie sprostał, natomiast – niezbyt zdaje się interesującą pod względem artystycznym – Filipotę uznał za „sztukę wielkiej wartości” ze względu na „społeczne znaczenie utworu” („Kurier Codzienny” 1893, nr 313). Kategorii typowości jednak pisarz nie precyzuje, chociaż wydaje się, że w jego ujęciu oznacza ona uwzględnienie przez artystę zjawisk i charakterów powszechnie spotykanych, charakterystycznych dla określonych środowisk i czasów.

O Mickiewiczu. Z nadchodzącym jubileuszem Mickiewicza (1898) wiązał się skomplikowany stosunek Prusa do projektowanych i budowanych z tej okazji pomników. Już w 1882 r. wyrażał w Kronikach swój sceptyczny pogląd na rolę monumentów, opowiadając się – w związku z dylematami sądu konkursowego w Krakowie – przeciwko pomnikowi wystawiającemu tylko postać poety, a bardziej za takim, który składałby się z postaci z jego utworów, czyli byłby nawet „pomnikiem dla Mickiewicza bez Mickiewicza” („Kurier Warszawski” 1882, nr 96).

Później zaś wielokrotnie wypowiadał się przeciwko budowie pomnika poety w Warszawie. Pisząc w 1885 r. o „zatargu konkursowym”, ostro akcentuje, że organizując konkurs na pomnik, „wcale nie pomyślano, że dzieła sztuki są kosztownym zbytkiem” („Kraj” 1885, nr 12). Podobnie, choć ostrzej, Prus – niedoceniający, jak się wydaje, społecznej roli mitów i potrzeby podtrzymywania pamięci zbiorowej – formułuje ten sąd w 1887 r.: „[…] jeżeli kto, to właśnie wielki poeta nie potrzebuje pomników, bo on sam sobie stawia najtrwalszy w sercach i pamięci narodu” („Kurier Warszawski” 1887, nr 195).

Nic więc dziwnego, że omawiając wystawione w 1885 r. projekty tego pomnika, pisarz odrzuca przede wszystkim rozmaite „figury dodatkowe”, a zwłaszcza alegorie, dochodząc do wniosku: „[…] rzeźba nie jest w stanie przedstawić poematów”, i motywuje to zdanie zdrowym rozsądkiem, który nakazuje w pierwszej kolejności realizację ważniejszych potrzeb społecznych (Wystawa projektów na pomnik Mickiewicza, „Kurier Warszawski” 1885, nr 180b). W polemice ze Świętochowskim, odwołując się znów do zdrowego rozsądku, stwierdza: „[…] ważniejszymi dla społeczeństwa są tanie kuchnie aniżeli koncert Patti, ludowe łaźnie aniżeli nowe dekoracje, szkoła rzemieślnicza aniżeli pomnik dla Mickiewicza itd.” (Słówko o krytyce pozytywnej).

W 1888 r. zdecydowanie aprobuje czterotomowe tanie wydanie pism poety przygotowane przez Gebethnera i Wolffa, przy okazji ujmując zwięźle swój stosunek do pozostałych wieszczów i to, co najbardziej ceni w twórczości autora Dziadów: „[…] Mickiewicza zrozumieją wszyscy. Krasiński przemawia do czytelnika jak Jowisz owinięty w chmurę do Jowisza również owiniętego w chmurę; Słowacki rozlewa się w błyskawice albo rozsypuje się w perły i brylanty. […] On widzi – jak wszyscy, on czuje – jak wszyscy, on mówi, jak mówią wszyscy, językiem zwykłych śmiertelników” („Kurier Codzienny” 1888, nr 175).

Do myśli tych Prus wraca – wychodząc od postawionego przez siebie pytania: „Za co wielkim poetom stawiamy pomniki?” – bezpośrednio po obchodach jubileuszowych, w poświęconej wyłącznie wielkiemu poecie kronice („Kurier Codzienny” 1899, nr 6). Omawiając twórczość poety, Prus akcentuje szczególnie jego patriotyzm i zrozumiałość jego poezji dla wszystkich. Szczególnie ceni Pana Tadeusza, nazywając dzieło „poematem społecznym” i stwierdzając, że nowa, „praktyczna” faza rozwoju polskiego ducha społecznego (nastąpiła ona wedle kronikarza po epoce romantycznej i pozytywnej) wymaga odpowiednich wzorów działania. Jej bohaterami powinni być ludzie w rodzaju Livingstone’a czy Stanleya, a nie Mickiewiczowskiego farysa.

O literaturze młodopolskiej. Rozum i rozsądek jako kryteria oceny dzieł literackich szczególnie mocno zaważyły także na stosunku Prusa do literatury młodopolskiej. Pisarz wiele razy wypowiadał się o nowej literaturze i poszczególnych modernistach. W jego postawie do młodej generacji literackiej przejawia się dążenie do obiektywizmu i usiłowanie zrozumienia zarówno tego, „na czym polega nowość i niezwykłość nowej szkoły” („Młoda literatura polska”, „Kurier Codzienny” 1899, nr 15), jak i ogólnych mechanizmów następowania po sobie literackich pokoleń i ich wzajemnych relacji. W zakończeniu pierwszej obszerniejszej Kroniki poświęconej młodej literaturze Prus pisze aprobatywnie: „W każdym razie witamy naszą »młodą literaturę«, przyklaskując jej zwrotowi do psychologii, jej stylowi bogatemu i kipiącemu życiem. Nie wątpimy, że czas i doświadczenie rozwiną jej zalety, a uzupełnią braki” (tamże). Dwa lata później będzie życzył powodzenia powstałej właśnie „Chimerze”, obdarzonej przezeń epitetem „oryginalna” („Kurier Codzienny” 1901, nr 36). W przywoływanym artykule o młodej literaturze przedstawia cechy poetyki modernizmu na przykładzie analizy utworu Stanisława Przybyszewskiego Z cyklu wigilii oraz jego artykułu programowego Na drogach duszy. O Przybyszewskim wypowiada się przy tym pochlebnie, przyznając mu zdolności, a nawet „zadziwiający talent” („Młoda literatura polska”). W młodopolskiej literaturze natomiast zauważa – drogą analizy, w której zostają też przywołane nazwiska Tadeusza Micińskiego i Zdzisława Dębickiego – przede wszystkim nieokreśloność czasoprzestrzenną fabuły. Prus wiąże ją z programowym dążeniem modernistów do prezentacji „wrażeń duszy”, czego w zasadzie nie aprobuje: „[…] gardzą oni [autorzy „nowej szkoły”] czy tylko pozują na pogardę dla świata zewnętrznego i – lubią zagłębiać się w zjawiska własnej duszy” (tamże). W innym miejscu pisze, że „według modnych dziś teorii” poeta jest pojmowany jako nadczłowiek (Poeta, wychowawca narodu, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 14; użycie tego terminu – krytyczne zresztą – świadczy o znajomości koncepcji F. Nietzschego przez Prusa, który jednak prawdopodobnie znał go tylko z drugiej ręki).

Sądy tego rodzaju pojawiają się w Kronikach, zwłaszcza już w XX w., najczęściej w kontekście omawiania ogólnej problematyki „nowej” literatury. Poszczególni pisarze nie są jednak bynajmniej gremialnie potępiani. Pozytywnie Prus ocenia więc „powieść pisaną z nietuzinkowym talentem”, czyli Próchno Wacława Berenta („Kurier Codzienny” 1901, nr 326). Zachwyca się prozą poetycką Marii Komornickiej i poezjami Jana Kasprowicza. Czyta dość krytycznie Antoniego Langego („Kurier Codzienny” 1896, nr 95). Ceni dramaty Stanisława Wyspiańskiego, chociaż nie zawsze chyba je w pełni rozumie (Poezja i poeci, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 50). Polemizuje z koncepcjami sztuki Zenona Przesmyckiego („Kurier Codzienny” 1901, nr 326).

Prusa interesował zwłaszcza symbol jako podstawowa kategoria młodej literatury. Znał książkę Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka i w poświęconej jej kronice skupił się na pojęciu symbolu. Wychodząc od opisu reprodukcji obrazu Arnolda Böcklina, pisarz wyjaśnia pojęcie nastroju i symbolu: „Symbol więc jest to grupa dźwięków, kolorów i postaci albo też wyrazów i zdań, za pomocą których artysta wywołuje w widzach i czytelnikach jakieś uczucie czy wrażenie – »nastrój«” („Kurier Codzienny” 1891, nr 326). Ujęcie to, akcentujące przede wszystkim plastyczność symbolu, jest oparte jednak nie tylko na omawianej przez Prusa książce Matuszewskiego, lecz również na innych koncepcjach. Przy okazji autor Lalki kpi trochę z programowanych treści nowej sztuki, która chce „jak religia, metafizyka, mistyka, […] być oknem ku nieskończoności… ” (tamże). Aprobuje natomiast język młodopolskiej poezji, uważając go nawet za „najsilniejszą broń bojowników nowej sztuki” (tamże).

Sprawą podstawową w stosunku Prusa do Młodej Polski jest jednak jej estetyzm, tj. popierane hasło „sztuka dla sztuki”. Polemizując wiele razy z tym hasłem i sposobem jego ujęcia przez modernistów, pisarz m.in. akceptująco przywołuje koncepcję Lwa Tołstoja, którego esej Co to jest sztuka? właśnie się ukazał, a niespełna rok później, recenzując jego Zmartwychwstanie, ocenia je bardzo wysoko i stwierdza m.in.: „[…] dzieło literackie, które ma oddziałać na społeczeństwo, nie może być utworem naukowo-abstrakcyjnym, ale – musi wypływać z bezpośrednich obserwacji, robionych nad rzeczywistymi ludźmi i ich rzeczywistym życiem. Dlatego traktaty socjologiczne, etyczne, filozoficzne zawsze będą miały nielicznych czytelników, podczas gdy powieść może zachwycać i kształcić miliony. Dlatego też powieść winna być realistyczną” („Zmartwychwstanie” – powieść hrabiego L.N. Tołstoja, „Kurier Codzienny” 1900, nr 158).

Cytując sformułowania Przesmyckiego z artykułu Walka ze sztuką, gdzie wyznawca modernizmu namiętnie neguje hasło służby społecznej literatury i atakuje krytyków nowych prądów (w tym także Prusa) jako przeciwników sztuki w ogóle, pisarz ostro polemizuje. Nową literaturę ocenia jako „chorobliwą”, dla Polaków szczególnie niebezpieczną, gdyż – co kilkakrotnie wspomina – stawia się w ten sposób na piedestał zjawiska estetyczne i różne dziwactwa oraz patologie, deprecjonując natomiast – słabo u nas rozwinięte – naukę i technikę (Rozdekadentyzowana opinia publiczna – i – lekceważenie ludzi z inicjatywą, „Kurier Codzienny” 1901, nr 145). Padające nań ze strony „nowej szkoły” mniej lub bardziej bezpośrednie obelgi pisarz przyjmuje spokojnie, próbując wyjaśnić ogólny mechanizm walki pokoleń: „Ojcowie nasi nazywali się »romantykami« i wymyślali »klasykom«; nasze pokolenie wydało »pozytywistów«, którzy wymyślali »romantykom« […]. Dzisiaj zaś przychodzi »młoda literatura polska«, która będzie wymyślała pozytywistom, dopóki znowu około 1930 roku nie wystąpią »najmłodsi z młodych«” („Młoda literatura polska”). Modernizm przeminie – zdaniem autora Faraona – tak jak przeminęły inne generacje. Jest w tym stwierdzeniu odcień satysfakcji.

Koncepcja „poety”. Po raz ostatni chyba znamienną dla Prusa utylitarystyczną koncepcję sztuki spotykamy w jego dwóch artykułach opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym”: Poezja i poeci (1909) i Poeta, wychowawca narodu (1910). W obu tekstach rozważania wychodzą od problematyki związanej z twórczością Mickiewicza, ale mają charakter ogólny i dotyczą również współczesności. Zawarte w pierwszym z nich ujęcie funkcji poezji, a właściwie całej literatury, przywołuje w skrótowej formule wcześniejsze koncepcje Prusa: „[…] wielka poezja, to znaczy wielka idea, wypowiedziana w sposób jak najbardziej plastyczny, nie jest zabawką próżniaków, ale pokarmem i ambrozją, którymi podtrzymywały się nieśmiertelne przymioty bogów” (Poezja i poeci). Prus w imię służby społecznej literatury, jasno tu ujmowanej jako służba narodowi, jednoznacznie potępia odwrócenie się modernistów od świata społecznego (Poeta, wychowawca narodu). Młodopolską koncepcję poety Prus przedstawia tu w krzywym zwierciadle: „[…] poeta jest to bombonierka, napełniona nie ideami i zasadami, ale gestami i nastrojami, a przyczepiona do bańki mydlanej, która nazywa się – sztuką dla sztuki” (tamże).

Jak wskazuje już tytuł szkicu, poeta (czyli pisarz) powinien być wychowawcą narodu. Takim poetą był według Prusa przede wszystkim Mickiewicz. Odwołując się do książki Józefa Kallenbacha Nieznane pisma Adama Mickiewicza (1817–1823). Z archiwum filomatów, Prus prezentuje tezę, że autor Ody do młodości – mimo często cytowanego hasła „mierz siły na zamiary” – nie miał w pogardzie „szkiełka i oka”, i filomatom oraz całemu narodowi polecał rzetelną naukę w imię dobra narodowego. Mickiewicz jest więc raczej prekursorem pracy organicznej, „obywatelem-patriotą”, a nie „marzycielem” czy „nadartystą”, „dla którego świat nie istnieje poza ładnym rymem, nową metaforą albo antytezą” (tamże). W szkicu Poezja i poeci autor Lalki przywoływał Mickiewicza, zestawiając Dziady z Weselem Wyspiańskiego. U autora dramatu romantycznego dopatruje się wielkiej idei, ale w Weselu już tego nie widzi, nie uważając tego utworu za arcydzieło i pisząc, że jego twórca gra na „klawiszu patriotyzmu”, a odbiorcom swoim mówi: „[…] wszyscy, zarówno chłopi, jak inteligencja – jesteście »durnie«” (Poezja i poeci). Zrozumiałości i klarowności języka Mickiewicza przeciwstawia młodopolską „gadaninę” (tamże). Przyjęcie użyteczności jako podstawowego kryterium oceny dzieła sztuki i obecności wielkiej idei – utożsamianej przede wszystkim ze służbą narodowi – jako synonimu wielkiej literatury prowadzi Prusa do deprecjacji „nowej” poezji. Nigdy też – mimo obietnicy zachowania obiektywizmu – nie obdarza nowej literatury mianem neoromantyzmu.</document>
<document nplp_id="13756" title="Przecławski Józef Emanuel" slug="przeclawski-jozef-emanuel">Redaktor, publicysta, dziennikarz, tłumacz, krytyk, wydawca, urzędnik instytucji polskich i rosyjskich. Pseudonimy i kryptonimy: Antoni Ciemięga; Ciprinus; Cyprynus; E.G.; E.J.; J.E. herbu G.; J.Em. herbu G.; J.Em. Herbu Glaubicz; J.P.; J. Phalena; J.Prz.; (J.Prz.); J.Przec.; M.; Micros; Mikros; (Mikros); O.P; P.; Przec.; Red.; Red. Tyg.; (W.T.); (Wyd.); Wyd. T.; Wyd. Tyg.; (Wyd.Tyg.); Wydawca; Wydawca Tyg.; Wydawca „Tygodnika”; (Wydawca „Tygodnika”); Wydawca „Tygodnika Petersburskiego”; Ципринус (Ciprinus); C.B.

Informacje biograficzne. Pochodził z wielodzietnej rodziny szlacheckiej. Był najstarszym synem Antoniego (ok. 1770–1814), podkomorzego, a następnie prezesa sądu apelacyjnego, granicznego pow. słonimskiego, i Krystyny z Ginettów (ok. 1770–1856), których ślub w Słonimiu 28 IX 1798 z powodu pokrewieństwa odbył się za indultem władz kościelnych. Wbrew podawanej w opracowaniach informacji można stwierdzić, że z pewnością nie urodził się na terenie parafii Różana (pow. słonimski), choć data urodzin (1799) wydaje się pewna (w akcie ślubu rodziców podano Talkowszczyznę). W Różanie natomiast przyszło na świat jego rodzeństwo: Emilia (1800–1861, zam. Łukaszewicz), Romuald (1802–1855), Paweł Ryszard (1804–1805), Leon (1805–przed 1856) i Maria Petronela (1806–przed 1856). Możliwe, że wkrótce po narodzinach najmłodszego z wymienionych dzieci rodzina osiadła w dziedzicznym majątku Lwowszczyzna na płn.-wsch. od Słonimia. Nie wiadomo, które z gimnazjów Przecławski ukończył, studia odbył zaś na Wydziale Fizyczno-Matematycznym Uniwersytetu Wileńskiego, uzyskując stopień kandydata filozofii już w 1817 r. Z tego czasu datuje się znajomość z Adamem Mickiewiczem i kręgiem jego przyjaciół. W l. 1818–1821 pełnił urząd pisarza pow. słonimskiego. W domu swego krewnego, Feliksa Brońskiego – podówczas marszałka tegoż powiatu – miał okazję obserwować swobodny styl życia Nikołaja Nowosilcowa, wysokiego urzędnika rosyjskiego, a także dzierżawcy olbrzymich dóbr rządowych w pow. słonimskim. Według własnego świadectwa w Petersburgu znalazł się już w 1820 r. (ewentualnie w 1821 r.) w związku z procesem sądowym prowadzonym przez marszałka Brońskiego. W 1821 r. został członkiem nowogródzkiej loży wolnomularskiej „Węzeł Jedności”. Po uzyskaniu korzystnego wyroku ten czasowy pobyt w stolicy Rosji (z pewnością z przerwami) przeszedł w stały wraz z rozpoczęciem w lutym 1824 r. kariery urzędniczej w kancelarii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (kolejno w wydziałach: gospodarczym i ds. budowy soboru św. Izaaka). Nawiązał tu wiele znajomości, nawet trwałych przyjaźni z licznie osiedlającą się Polonią, m.in. z Gasparem Żelwietrem czy Tadeuszem Bułharynem, którego poglądy w wielu kwestiach podzielał. Kontakty z rosyjskimi elitami politycznymi i kulturalnymi wyrobił sobie dzięki małżeństwu swej kuzynki, Julii z Narbuttów, 1° voto Łobarzewskiej, z Aleksandrem Szyszkowem, patronem ugrupowania literackiego Biesiada Miłośników Słowa Rosyjskiego (1811–1816) i ministrem oświaty (1824–1828). W czasie pierwszego pobytu Mickiewicza w Petersburgu (XI 1824–II 1825) służył jemu i grupce towarzyszących zesłańców za cicerone. Wiadomo, że zapoznał wówczas poetę z Józefem Oleszkiewiczem i Józefem Sękowskim. W czasie następnych pobytów Mickiewicza w stolicy należał do grona jego najbliższych znajomych. Już w 1827 r. miał być wraz z Mickiewiczem, Franciszkiem Malewskim i Mikołajem Malinowskim zaangażowany w projekt polskiego czasopisma literackiego, na którego wydawanie uzyskano zgody w 1828 r. i powtórnie w 1829 r., gdy Przecławski zaktualizował dokumentację w Głównym Zarządzie Cenzury na swoje nazwisko. Ostatecznie przedsięwzięcie przybrało postać „Tygodnika Petersburskiego”, który ukazywał się w 1830 r. jako tygodnik, a w l. 1831–1858 dwa razy w tygodniu. W 1. poł. lat 30. trzon redakcyjny tworzyli obok Przecławskiego Franciszek Malewski i Aleksander Parczewski, organizatorzy i partnerzy, partycypujący finansowo zarówno w kosztach, jak i zyskach. Później redagowaniem czasopisma zajmował się wyłącznie Przecławski, wykupiwszy uprzednio udziały wspólników. Na czas wyjazdów zastępował go Stanisław A. Lachowicz. Jak podają niektóre ze źródeł, Przecławski miał nauczać synów cara Mikołaja I literatury i języka polskiego. Obok pełnienia obowiązków naczelnego redaktora w dalszym ciągu zatrudniony był w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych na stanowisku sekretarza. W 1831 r. pojął za żonę Elżbietę Florentynę (ok. 1792–1872), zamożną wdowę po bezpośrednim przełożonym Arsieniju Chwostowie (krewnym pisarza, hrabiego D.I. Chwostowa), z pochodzenia Francuzkę, właścicielkę domu w Petersburgu i majątku w gub. twerskiej, stając się ojczymem dla dwójki jej dzieci z pierwszego małżeństwa, Nikołaja i Sofii. W 1833 r. przeszedł do Komisji Kodyfikacyjnej Królestwa Polskiego na stanowisko głównego tłumacza języka rosyjskiego, awansując w IV 1840 na dyrektora kancelarii tejże komisji. Niepowodzeniem zakończyły się podjęte w tamtym czasie starania o wydanie dwóch almanachów kulturalnych: „Zorzy Północnej” (1840) i „Pamiętnika. Zbioru Prac Literackich” (1841). Od 1853 r. dodatkowo jako plenipotent Królestwa Polskiego został członkiem Głównego Zarządu Cenzury. Wspierał Józefata Ohryzkę w staraniach o uzyskanie zezwolenia na czasopismo „Słowo” zarówno jako pracownik cenzury, jak i redaktor gazety, wzmiankując kilkakrotnie o nowej polskiej inicjatywie wydawniczej na rynku petersburskim, koniecznej wobec zamiaru likwidacji własnego medium. Przed zakończeniem kariery kilkakrotnie wyjeżdżał za granicę, m.in. w 1851 r. do Warszawy, w 1859 r. do Paryża, w 1863 r. do Karlsbadu. Pracę w Komisji Kodyfikacyjnej zakończył w 1861 r., a tuż przed przejściem na emeryturę objął na krótko (1864–1865) zastępstwo na stanowisku prezesa Głównego Zarządu Cenzury. Karierę urzędniczą zakończył bardzo wysoką godnością tajnego radcy (III klasa w rosyjskiej tabeli rang) z prawem do honorowego tytułu ekscelencji, rzadko osiąganą przez Polaków w Cesarstwie Rosyjskim. Możliwe, że już w latach 60. opuścił Petersburg, przenosząc się do gub. twerskiej. Mieszkał bądź w majątku żony, bądź w Twerze. Podawany w opracowaniach 1872 r. jako data przenosin może być wynikiem błędnej interpretacji, tym bardziej że data ta dotyczy śmierci żony (2 II 1872) w miejscowości Pierwitienie, zapewne będącej jej własnością. Plany powołania w Warszawie wspólnie z Wojciechem Gersonem i Hipolitem Skimborowiczem czasopisma „Nowa Ilustracja Warszawska” (w tym celu w 1875 r. udał się do Królestwa) rozwiały się wobec niedostatecznych funduszy. Zmarł 22 XII 1879 w mieście Twer, pozostawiając poza pasierbami syna Antoniego i córkę Eugenię (zam. de Kok; błędnie: de Choch).

Kręgi działalności. Przecławski debiutował już w czasie studiów uniwersyteckich w 1817 r. przekładem fragmentów pracy Louisa J. Thénarda Chemia. Sposoby poznawania materiałów („Pamiętnik Magnetyczny” 1817, t. 2). Większość jego tłumaczeń zarówno literackich, jak i dziennikarskich zawiera „Tygodnik Petersburski”. Przekłady z literatury pięknej ukazywały się przede wszystkim w 1. poł. lat 30. W późniejszym okresie ten rodzaj aktywności twórczej Przecławskiego należy do rzadkości. Ukazała się jeszcze Przedmowa Honoré de Balzaca do jego Komedii ludzkiej („Tygodnik Petersburski” 1846, nr 99–100), a ostatnim spolszczonym utworem literackim była powiastka Nathaniela Hawthorne’a Grzech nieodpuszczony („Tygodnik Petersburski” 1853, nr 5–6). Zdarzały się także Przecławskiemu przekłady pism teoretycznych, takich jak Myśli o literaturze, o krytyce i o sztukach pięknych Augusta W. Schlegla („Tygodnik Petersburski” 1830, nr 12, 13, 15) czy Friedricha Ancillona O stosunku ideału i rzeczywistości („Tygodnik Petersburski” 1832, nr 13–14). Ostatnią większą pozycją był przekład wykładów Hippolyte’a Taine’a O filozofii sztuki („Szkice Społeczne i Literackie” 1876, nr 17–24). Znaczna część dorobku translatorskiego redaktora „Tygodnika Petersburskiego” dotyczy rozmaitych materiałów dziennikarskich z prasy obcojęzycznej.

Oryginalna twórczość literacka Przecławskiego jest niewielka i obejmuje kilka wierszy zamieszczonych w „Tygodniku Wileńskim” (1820, nr 158) i przede wszystkim w „Tygodniku Petersburskim” (1835, nr 11, 15; 1841, nr 1, 4, 6). Wiersz Do Deotymy z powodu jej improwizacyj („Tygodnik Petersburski” 1853, nr 81) był przez długi czas przypisywany Mickiewiczowi, co wystawia dobre świadectwo możliwościom rymotwórczym jego faktycznego autora. Jedynym znanym utworem prozy literackiej jest opowiadanie Śmierć i odrodzenie (1844).

Przecławski uprawiał także pisarstwo historyczne. Tak można zaklasyfikować kilka szkiców (np. Ibrahim Pasza, „Tygodnik Petersburski” 1840, nr 57; Feldmarszałek hrabia Radecki, „Tygodnik Petersburski” 1858, nr 1; Ostatni Stuart, „Athenaeum” 1848, t. 4). Z własnych wspomnień zamieścił kilka ważnych artykułów w prasie rosyjskiej ujętych w dwa cykle jako Kalejdoskop wospominanij („Russkij archiw” 1872, nr 9–10, 12; wyd. osob. 1874) i Wospominanija („Russkaja starina” 1874, t. 11; 1875, t. 13–14; 1876, t. 16; 1878, t. 21; 1883, t. 39; 1890, t. 66; wyd. osob. 2010), z których jedynie fragmenty dotyczące Mickiewicza (Wspomnienie o pobycie Adama Mickiewicza w Petersburgu, „Tygodnik Ilustrowany” 1872, nr 260– –261) i Oleszkiewicza (Józef Oleszkiewicz. Ze wspomnień Petersburga, „Prace Komisji do Badań nad Historią Literatury i Oświaty” 1914, t. 1) zostały przyswojone publiczności polskiej. Problemem pozostaje atrybucja tekstów przypisywanych Przecławskiemu (lub niewiązanych z nim) mimo ustalenia wielu jego pseudonimów. Niewykluczone, że jakaś część wypowiedzi nie została właściwie (lub w ogóle) atrybuowana. Całkowicie pomijana w opracowaniach jest działalność wydawnicza Przecławskiego. Był on w latach 40. jednym z trzech (obok J. Eynerlinga i R. Podbereskiego) aktywnych wydawców polskich druków w Petersburgu. W sumie ma na swoim koncie 12 wolumenów takich autorów, jak Ludwik Sztyrmer czy Henryk Rzewuski.

Pozycja „Tygodnika Petersburskiego”. Przecławski należał do przeciwników działań zbrojnych wobec Rosji. Jako Polak z Litwy utożsamiał się z dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego, a nie Korony. Formułowana jest opinia o całkowitym lojalizmie redakcji „Tygodnika” wobec caratu i tym samym – poparciu dla działań pacyfikacyjnych Imperium Rosyjskiego. Należy pamiętać, że redakcja miała związane ręce i z wiadomości politycznych mogła zamieszczać jedynie przedruki z koncesjonowanej prasy rosyjskiej. Niemniej postawę redakcji z tego czasu uznano za haniebną, co skutkowało orzeczeniem zaocznej kary śmierci dla Przecławskiego i współredaktorów wydanej przez samozwańczy trybunał emigracyjny w Paryżu, który dokonał symbolicznego spalenia portretów skazanych. Jednak ówczesna redakcja (a nie tylko Przecławski) pod koniec 1830 r. stanęła nie tyle przed problemem oceny narodowego zrywu i stosunku do niego, ile przed kwestią dalszego wydawania świeżo powołanego medium. Sprawę tę celnie podsumował Ludwik Bazylow, traktując lojalizm „Tygodnika Petersburskiego” jako konieczną daninę w warunkach wojny, cenzury prewencyjnej i dodatkowo wzmożonej czujności tej ostatniej wobec polskiej prasy w Petersburgu.

Na łamach „Tygodnika Petersburskiego” publikowali niektórzy członkowie przyszłej koterii petersburskiej na długo przed zjazdem założycielskim w Cudnowie w czerwcu 1841 r. Proces krystalizowania się tej grupy (jeszcze nie „petersburskiej”) nie objął wówczas Przecławskiego. Czynnikiem dezintegrującym zwartość ukraińskiego towarzystwa pod względem osobowym i ideowym okazały się tezy zawarte w głośnej książce Rzewuskiego Mieszaniny obyczajowe (t. 1, 1841), stawiające pod znakiem zapytania intencje, a zarazem cały koteryjny program „wywalczenia dla kresów polskiej autonomii kulturalnej”. Publikacja ta wywołała wiele nieprzychylnych komentarzy, często w postaci aluzyjnej, również na łamach „Tygodnika”. Przeniesienie się do Petersburga w poł. 1842 r. ks. Ignacego Hołowińskiego, członka koterii, lecz sceptycznego wobec wymowy Mieszanin, tych krytycznych tendencji nie wygasiło. Wraz z wystąpieniem pod koniec 1842 r. Ludwika Sztyrmera z cyklem artykułów Listy z Polesia zaczął się prawdziwy ferment krytyczny o wymowie antykoteryjnej. Ujawnienie kompromitującego listu Michała Grabowskiego do Juliusza Strutyńskiego dodatkowo zaogniło sytuację. W 1844 r. rola Sztyrmera została zmarginalizowana, a właściwa koteria, nazywana pentarchią tygodnikową, odbudowała się na warunkach narzuconych przez Przecławskiego i Hołowińskiego wokół „Tygodnika Petersburskiego”. Od chwili, gdy w 1845 r. Rzewuski zamieszkał na kilka lat w Petersburgu, można przyjąć, że nazwa „koteria petersburska” stała się adekwatna dla grupy literackiej skupionej wokół „Tygodnika Petersburskiego”.

Cykle publicystyczne. Od pierwszych lat funkcjonowania „Tygodnika Petersburskiego” Przecławski usiłował wprowadzić swój autorski dział publicystyczny. Taką próbę stanowił zestaw tekstów ukazujących się pod wspólnym tytułem Pamiętniki rozumowane ogłaszany w l. 1831–1833, a zaplanowany jako mozaika luźno bądź wcale niepowiązanych ze sobą rozważań z rozmaitych dziedzin życia. Z dłuższych wywodów zwracają uwagę dociekania na temat romantycznego grafomaństwa („Tygodnik Petersburski” 1831, nr 52), stylu w muzyce, negatywnego wpływu na czytelniczki sentymentalnych romansów pań Genlis, Cottin, jak również Julii i Adolfa Ludwika Kropińskiego (tamże, nr 97) czy rozwoju księgarstwa („Tygodnik Petersburski” 1832, nr 30). W ramach cyklu niektóre części miały charakter jednorodny, dotycząc wybranego zagadnienia: najwcześniejszy z segmentów to artykuł traktujący o poczytności romansów Waltera Scotta („Tygodnik Petersburski” 1831, nr 10), inny to recenzja powieści Victora Hugo Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu (tamże, nr 62), jeszcze inny – wyróżniony odrębnym tytułem esej Kilka słów o rozumie i rozumowaniu („Tygodnik Petersburski” 1832, nr 47). Po dłuższej przerwie Przecławski wznowił w 1837 r. druk następnych modułów Pamiętników rozumowanych, w których dominowały już formy aforystyczne, znacznie rzadziej obecne w latach wcześniejszych. Ostatnią publikacją z tego cyklu były eseistyczne Domysły o przyszłości rodzaju ludzkiego („Tygodnik Petersburski” 1837, nr 91). Osobno Pamiętniki rozumowane (jako t. 1) ukazały się w Wilnie w 1844 r.

Znacznie lepiej pomyślana, bo osadzona całkowicie na gruncie dziennikarskim, była nieco późniejsza inicjatywa Przecławskiego zapoczątkowana w 1834 r. (nr 90) i choć prowadzona nieregularnie, dotrwała do końca funkcjonowania „Tygodnika Petersburskiego”. Cykl wykrystalizował się pod tytułem Rzeczy petersburskie. List do przyjaciela na prowincję, opatrzony (od czwartej części) mottem „de omnibus rebus…” ukazywał się w dziale Rozmaitości bądź też jako oddzielny segment – właśnie Rzeczy petersburskie (poza jednym wyjątkiem umieszczonym w dziale Muzyka). Stosując poetykę listu prywatnego, autor używał wymiennie dyskursu krytyczno-sprawozdawczego, formuł felietonowych, rzadziej eseistycznych dla relacjonowania spostrzeżeń i wydarzeń ograniczonych do przestrzeni Petersburga i okolic (wyjątkiem jest list dodatkowo zatytułowany Wycieczka w głąb Rosji – „Tygodnik Petersburski” 1835, nr 71–72). Mimo bogactwa poruszanych kwestii podstawową dominantą tematyczną całego cyklu było petersburskie życie muzyczne. Oprócz działalności kilku stałych teatralnych trup narodowych w krąg zainteresowań wchodziły występy ówczesnych europejskich gwiazd operowych i baletowych ściągających na sezonowe występy do stolicy Rosji, rozważania o kompozycji oper włoskich, refleksje na temat miejsca muzyki narodowej w dziełach operowych, bale i koncerty dobroczynne, a nawet okoliczności występów kapel cygańskich. Nie zabrakło również obserwacji i refleksji z występów artystów polskich, których zresztą „Tygodnik Petersburski” przez liczne omówienia i recenzje był orędownikiem. Jako wyjątek w ramach tego pakietu pism można odnotować list poświęcony problematyce sztuk pięknych („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 91). W sumie Przecławski opublikował w ramach cyklu 35 odcinków swego autorstwa. Poza tym jeszcze pięć artykułów, w tym jeden własny (Zakład p. Jourdan wychowania dzieci płci męskiej, „Tygodnik Petersburski” 1845, nr 20), nieujętych w formę wypowiedzi epistolarnej, firmował dział Rzeczy petersburskich. Próbą stworzenia paralelnego cyklu, tylko nakierowanego na sprawy stolicy Królestwa Polskiego, były efemeryczne Rzeczy warszawskie (1840–1841, 5 cz.) z publikacjami głównie Aleksandra Tyszyńskiego. Po latach pewne nawiązanie do tamtej inicjatywy będą stanowić czteroczęściowe Wrażenia z podróży stołecznego parafianina (1851) nadsyłane do redakcji „Tygodnika Petersburskiego” przez Przecławskiego przebywającego wówczas w Warszawie.

Działalność krytyczna. Rozpiętość zainteresowań Przecławskiego odzwierciedlona w pracach krytycznych, jak i publicystyce była zaiste znaczna. Z większych publikacji warto przywołać artykuły dotyczące filozofii języka. Artykuł O puryzmie w ogólności i niektórych względach szczególnych („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 30–31, 35, 45) propaguje aspekt praktyczny i akceptację naturalnych zmian i zapożyczeń w przestrzeni mowy. Późniejsze, niedokończone Uwagi lingwistyczne („Tygodnik Petersburski” 1853, nr 52, 55) wpisywały zachodzące przemiany w historiozofię teleologiczną, ukazując ideę czystości języka jako skutek normatywistycznych zapędów klasycyzmu przełamanych rozwojem nowych tendencji w kulturze, w tym działalnością twórców nurtu romantycznego, w szczególności wpływami pisarstwa Waltera Scotta. Podobny w wymowie, tyle że akcentujący rolę Sękowskiego w odniesieniu do zmian w języku rosyjskim, a przy okazji także prezentujący działania braci Śniadeckich, Leona Borowskiego i Mickiewicza wraz z gronem naśladowców w przekształcaniu polszczyzny był wcześniejszy artykuł O piśmie periodycznym rosyjskim „Biblioteka” i o krytycyzmie w Rosji w ogólności („Tygodnik Petersburski” 1836, nr 56). Inną grupę artykułów tworzą recenzje dzieł naukowych, użytkowych, religijnych.

Krytyka muzyczna. Obok nieregularnie prowadzonych Rzeczy petersburskich muzyczne zainteresowania Przecławskiego uwidoczniły się w trzyczęściowych Studiach nad Lisztem i Rubinim („Tygodnik Petersburski” 1843, nr 50, 53, 56), zakończonych socjologicznymi refleksjami, w których charyzmę i wirtuozerię jednostek twórczych krytyk przeciwstawiał upowszechniającej się pozie kabotyńskiej w środowiskach aspirujących do miana środowisk artystycznych. Po latach wokół wątku pseudoartystycznej bohemy, której lawinowy rozrost autor obserwował w stolicy Rosji, została osnuta Muzykalna pora roku w Petersburgu 1856 („Tygodnik Petersburski” 1856, nr 27, 32, 85) poświęcona sukcesom artystów polskich. Na łamach „Tygodnika Petersburskiego” ukazało się ponad 20 recenzji i sprawozdań różnej objętości autorstwa Przecławskiego, przeważnie z występów polskich muzyków i kompozytorów. „Tygodnik Petersburski” promował działalność artystyczną Polaków na terenie Rosji.

Krytyka literacka. Aktywność stricte krytycznoliteracka Przecławskiego w „Tygodniku Petersburskim” obejmuje ok. 15 lat i gaśnie w poł. lat 40. Obok artykułów ukazujących się anonimowo lub z podpisem pseudonimowym Przecławski posługiwał się przypisami do artykułów innych autorów jako alternatywną formą wypowiedzi krytycznych, na którą mógł sobie pozwolić jako redaktor naczelny. Można twierdzić, że przez tę dwutorowość wypowiedzi uczestniczył w większości ferowanych opinii, polemik i dyskusji prowadzonych na łamach „Tygodnika Petersburskiego” nie tylko zresztą w kwestiach literackich.

Jednym z trwale propagowanych przekonań była dezaprobata dla nurtu literatury francuskiej określanego stworzonym przez Grabowskiego terminem „literatura szalona”. Wystąpienia krytyczne Przecławskiego na ten temat wyprzedzały późniejsze refleksje prymasa krytyków. Według opinii Mieczysława Inglota „na zaostrzenie sądów redaktora o kulturze i cywilizacji francuskiej” wpłynęła groteska Sękowskiego Wielkie posłuchanie u Lucypera. Przecławski jednak, w przeciwieństwie do Sękowskiego, oddzielał literaturę romantyczną, uwolnioną z gorsetu sztucznych prawideł klasycyzmu, a definiowaną przez pojęcia geniuszu, natchnienia, dobrego smaku i zdrowego rozsądku, od „rodzaju francuskiego” (zwanego też „ultraromantyczną szkołą francuską”), „który jest wyjściem ze wszelkich granic rozsądku i smaku, starganiem wszelkich przyzwoitości umysłowych, moralnych i społecznych, prawdziwą rozpustą literacką” (przypis do: [b.a.], O wpływie higienicznym fantastyczności w literaturze, przeł. J. Przecławski, „Tygodnik Petersburski” 1832, nr 89). Ganiąc amoralność, potrafił docenić talent autorów tego nurtu, zachęcając do tłumaczeń ich mniej kontrowersyjnych utworów (O prospekcie na romanse Paul de Kocka, tamże, nr 43) zamiast tuzinkowych pisarzy francuskich. Opinie krytyczne serwował w pismach publikowanych na początku lat 30., a także w ramach cyklu publikacji Pamiętniki rozumowane, powracając do nich okazjonalnie i później. Pewnego rodzaju podsumowaniem był artykuł Kilka słów o literaturze szalonej (z powodu dzieła p. Gr...ego i artykułów p. Kraszewskiego) („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 69) kładący nacisk na szkodliwość podejmowanej w dziełach tej szkoły analizy uczuć i możliwych skutków demoralizacji u niewyrobionych czytelników „zatrutych czarną myślą pesymizmu i bezsilnym szamotaniem się przeciw zwykłemu rzeczy porządkowi”. Jeszcze po latach niechęć do adeptów tego nurtu skłoni Przecławskiego do krytycznych publikacji spowodowanych ogłoszeniem w prasie francuskiej przedmowy do pierwszego wydania Komedii ludzkiej (Uwaga nad artykułem poprzedzającym, „Tygodnik Petersburski” 1846, nr 100; tu również tłumaczenie tej przedmowy) bądź publikacją nekrologu zmarłego architekta, bez wątpienia naznaczoną okolicznościową przesadą przez przebywającego w Petersburgu autora Trzech muszkieterów (Próbka stylu p. Alex. Dumas pod 60 stopniem szerokości północnej, „Tygodnik Petersburski” 1858, nr 54). Daje się natomiast zauważyć pewna ewolucja poglądów Przecławskiego w spojrzeniu na romantyzm, którego początkowo był admiratorem, zmienił się jego stosunek do tzw. czarnego romantyzmu, m.in. do bajronizmu (przypis do N.N., Duch poezji pana Kraszewskiego, „Tygodnik Petersburski” 1839, nr 81). Był zwolennikiem podań ludowych poddanych artystycznej obróbce, a nie surowego oryginału (Umieszczając niniejsze nadesłane…, tamże, nr 23). Niezmiennie był Przecławski wielbicielem geniuszu Adama Mickiewicza. Prowadząc bieżącą krytykę literacką, wielokrotnie sięgał do pojęć kojarzących się z jego poezjami (np. Noworocznik Litewski na rok 1831, „Tygodnik Petersburski” 1831, nr 13), a oceniając tomiki zatytułowane Poezje (np. Nowe dzieła, „Tygodnik Petersburski” 1837, nr 7, 12), odwoływał się do wydania z 1822 r. W recenzji almanachu „Melitele” („Melitele”, noworocznik na rok 1837, tamże, nr 50, 53), zresztą wysoko ocenionego, dokonał przedruku wiersza Mickiewicza Do M.Ł. W dzień przyjęcia komunii św., a w zapowiedzi nowej powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Historia o bladej dziewczynce spod Ostrej Bramy zestawił rozwój jego talentu z artystycznym dojrzewaniem Mickiewicza (Nowe dzieła, „Tygodnik Petersburski” 1841, nr 18). Do większych wypowiedzi krytycznych należą te poświęcone dwutomowym Nowym poezjom Juliana Korsaka („Tygodnik Petersburski” 1840, nr 46–47, 86, 88) i Poezjom Aleksandra Grotta Spasowskiego („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 74, 78). Mimo wielu krytycznych uwag recenzent docenił predyspozycje poetyckie obu autorów. Bardzo wysoką ocenę Przecławski przyznał tomikowi Aleksandra Grozy (Nowe dzieła, „Tygodnik Petersburski” 1837, nr 7). Stosunkowo niewiele recenzji, bo jedynie kilka, zostało poświęconych dziełom prozatorskim takich autorów, jak Kraszewski, Tyszyński, Hołowiński, Placyd Jankowski czy Edward Massalski.</document>
<document nplp_id="13758" title="Przewóska Maria Czesława" slug="przewoska-maria-czeslawa">Prozaiczka, poetka, publicystka, tłumaczka, filozofka. Pseudonimy i kryptonimy: Helia; Helja; M.C.P.; M.Cz.; M.Cz.P.; M.Cz.Przew.; Maria Czesława; Maria Prz…ska; P.; Swastyka; Zawisza.

Informacje biograficzne. Urodziła się 29 XI 1868 w Siedlcach w rodzinie kontrolera kasy powiatowej Dominika Augusta Przewóskiego (ok. 1820–1879) i Leontyny z Doliwa-Klimeckich, była siostrą Edwarda Przewóskiego (1851–1895) oraz Zofii Przewóskiej-Czarnockiej (zm. 1936). W l. 1889–1891 studiowała psychologię i fizjologię w Paryżu – przebywała tam razem z bratem. W czasie studiów na Sorbonie zainteresowała się okultyzmem, brała udział w wydarzeniach organizowanych przez środowiska spirytystyczne, m.in. w popularnych wykładach neurologa prof. Jules’a Bernarda Luys’a w klinice uniwersyteckiej w szpitalu Charité.

Po powrocie do Warszawy pracowała jako działaczka oświatowa, angażując się – z gronem osób zgromadzonych wokół Cecylii Śniegockiej – w prace nad tajnym nauczaniem. W 1900 r. odbyła ponownie podróż do Paryża, gdzie na kongresie „De l’humanité” zaprezentowała odczyt Kobieta i postęp ludzkości. Około 1906 r. zawarła znajomość z Mieczysławem Geniuszem. Wspierała go m.in. w 1910 r. w próbie utworzenia Ogniska Badań Ezoterycznych i Metapsychicznych – ośrodka badań wiedzy tajemnej; wraz z nim wstąpiła także w 1919 r. do zrzeszenia Konfederacja Polska ks. Czesława Oraczewskiego. Po śmierci Geniusza podjęła się założenia Ogniska Uświadomienia Narodowego jego imienia (1926–1935), którego zadaniem było pielęgnowanie spuścizny po „mędrcu z Port Saidu” i krzewienie jego idei. Była też członkinią Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich – w 1928 r. jego działacze wystąpili z wnioskiem o przyznanie jej emerytury. W czasie intensywnej pracy w OUN pisarka, borykająca się od wielu lat z problemami finansowymi, a ponadto dorabiająca jako korepetytorka, podupadła na zdrowiu, po likwidacji instytucji z powodu zagrożenia bezdomnością jej stan jeszcze się pogorszył. Zmarła 23 XI 1938 w Warszawie.

Między Paryżem a Warszawą. Jeszcze podczas pobytu we Francji dzięki wsparciu brata pomagającego jej w rozwijaniu zainteresowań nawiązała kontakty z emigracją polską. Serdecznie przyjęto ją w Passy w domu Seweryny i Franciszka Duchińskich. Jako studentka uczestniczyła we wtorkowych wizytach w ich salonie, później zaś pomagała Duchińskiemu, którego teorie znał i popierał Przewóski, w porządkowaniu jego rękopisów. Prace poświęcone literaturze ogłaszała co najmniej od lat 90. XIX w. i jako literatka pozostawała aktywna niemal do śmierci. Po powrocie do kraju swoje wypowiedzi zamieszczała w czasopismach warszawskich, m.in. w „Bluszczu”, „Niwie”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Przeglądzie Filozoficznym” oraz „Głosie”. W przedmowie do powieści Kato Ludwiki Godlewskiej (1912) wspominała o udziale w niedzielnych spotkaniach kręgu osób skupionych wokół Józefa Karola Potockiego.

Debiutowała w 1887 r. opublikowanym w „Gazecie Świątecznej” opowiadaniem Przygody Marynki Wójnikówny na warszawskim bruku, które zostało rok później ogłoszone jako książka (wyd. 2 – 1895). Publikowała utwory prozatorskie w czasopismach oraz zbiorach W nieskończoność (1905, wyd. 2 – 1911) czy Sursum corda (1932), a także przekłady z literatury czeskiej (takich autorów, jak A.V. Šmilovský, K. Světlá, J. Zeyer) i artykuły m.in. o tematyce etycznej i pedagogicznej oraz sprawozdania z odczytów (np. A. Wróblewskiego, M. Zdziechowskiego, I. Chrzanowskiego). Wciąż żywo interesował ją ezoteryzm, czego świadectwem był tom Z nowych dni. Syntetyczny zarys końca wieku (1901), w którym znalazły się publikowane wcześniej na łamach periodyków pisma o tematyce społeczno-kulturalnej, w tym literackiej.

Wobec tradycji i współczesności. Źródłem inspiracji i odniesienia było początkowo dla pisarki piśmiennictwo europejskie – Przewóska to autorka pierwszej polskiej monografii poświęconej Friedrichowi Nietzschemu (Fryderyk Nietzsche jako moralista i krytyk. Studium filozoficzne, 1894). Uwagą obdarzyła takich pisarzy, jak Maurice Maeterlinck (za Z. Przesmyckim postrzegany przez nią jako mistyk) albo Ola Hanson, których twórczość rozpatrywała w kontekście ogólnoeuropejskich zmian kulturowych. Istotne miejsce w dorobku Przewóskiej zajmował także polski romantyzm, ważna była zwłaszcza mesjanistyczna myśl Zygmunta Krasińskiego syntetyzująca w jej ujęciu idee dwóch pozostałych wieszczów. Pisarka poświęciła twórcy m.in. osobne artykuły (Krasińskiego filozofia czynu, „Bluszcz” 1912, nr 10–11; O ideę Krasińskiego. Zarys syntezy, „Bluszcz” 1913, nr 5, 7–8, 10, 13, 15, 17–18, 22, 25–26, 29–30, 32). Do romantycznej historiozofii jako fundamentu odrodzenia narodowego nawiązywała również w międzywojniu (Polska i jej twierdze bytu. Skład zasad narodowej samowiedzy twórczej. Wydanie jubileuszowe, 1923).

Przewóska deklarowała niechęć do pozytywizmu, a zwłaszcza naturalizmu. Nie negowała osiągnięć nauk przyrodniczych, lecz sprzeciwiała się głównie redukcjonizmowi epistemologicznemu oraz współczesnemu sceptycyzmowi i pesymizmowi, dopatrując się źródeł „newrozy schyłkowej” w odrzuceniu metafizyki, a przy tym pośrednio krytykując także eudajmonizm. W drugim wydaniu zbioru W nieskończoność pisała o nieprzychylnym odbiorze własnej twórczości literackiej przez krytykę pozytywistyczną i dopatrywała się w tej recepcji analogii do odrzucenia dzieł Maeterlincka przez część komentatorów. W poszukiwaniu rozwiązania problemów końca wieku odwoływała się m.in. do idei okultystycznych, szansę na odrodzenie cywilizacji „z ducha” widziała bowiem w syntezie nauk doświadczalnych i starożytnej wiedzy; inspirację znalazła również np. w pośmiertnie opublikowanym komentarzu Adama Mickiewicza do odczytów Ralpha Waldo Emersona Man the Reformer (Adam Mickiewicz. Jak uczynić człowieka doskonalszym, „Niwa” 1894, nr 18–19). W rozdziale Wiedza tajemna i jej wyznawcy z książki Z nowych dni pisała: „Moment dziejowy, który przeżywamy, wydaje nam się gruntem nader podatnym do przyjęcia w siebie ideałów literatury o charakterze par excellence etycznym, umoralniającym”.

Odrodzenie moralne ludzkości. Przewóska literaturę postrzegała więc przede wszystkim jako nośnik wartości etycznych oraz środek kształtowania postaw społecznych, a za najważniejszy uważała komponent ideowy dzieł. Ceniła zwłaszcza utwory o potencjale dydaktycznym oraz emancypacyjnym, utrzymane jednak przeważnie w duchu konserwatywnym. Łączyło się to z jej zainteresowaniem ideą odrodzenia ludzkości, w którym najważniejszą rolę wyznaczała kobiecie – twórczość pisarek zajmowała w jej dorobku wyjątkowe miejsce. Szczególnym jej uznaniem cieszyła się Eliza Orzeszkowa, „bliźnia siostra Krasińskiego po duchu jego szczytnych dążeń” (O ideę Krasińskiego). Przewóska poświęciła jej artykuł Eliza Orzeszkowa i jej stanowisko w ruchu kobiecym („Świat Kobiecy” 1905, nr 1–5), w następnych latach przedrukowany dwukrotnie jako książka. Po publikacji nawiązała znajomość z pisarką, planowała nawet utworzyć Związek Etyczny Kobiet, którego patronką miała być Orzeszkowa. W pracy przedstawiła w syntetycznej formie życie i twórczość powieściopisarki, eksponując promowane przez nią wartości i dostrzegając jej geniusz, którego oznaką miała być m.in. skłonność do idealizmu przejawiająca się np. w rysunku postaci (szczyt artyzmu Orzeszkowa osiągnęła zdaniem Przewóskiej w Dwóch biegunach i w powieści epistolarnej Ad astra napisanej wraz z T. Garbowskim). Orzeszkowej, ale także Godlewskiej, przeciwstawiała Gabrielę Zapolską – po pierwsze, z powodu nadużywania przez nią „barw ciemnych, jednotonnych” i jednostronnego przedstawiania psychiki ludzkiej, po drugie zaś – z powodu jej kosmopolitycznej świadomości kontrastującej ze swojskością kreowanych przez Orzeszkową „prawnuczek królowej Jadwigi” (tamże).

„Nowy człowiek”. Już w artykule Dobre i złe sugestie. Bankructwo przeżytych haseł. Brzaski odrodzenia. Reakcja na korzyść idealizmu) („Głos” 1891, nr 15) pisała o nowym, idealistycznym kierunku w literaturze, który powinien ukształtować protagonistę przeciwnego popularnym ówcześnie typom literackim: przedmiotem obserwacji pisarzy winna stać się sfera duszy. Z tego zapewne wynikała skłonność Przewóskiej do analizowania psychiki postaci oraz uznanie dla typów uduchowionych bohaterek-idealistek, szlachetnych i doskonałych pod względem moralnym; w późniejszych latach uwagę krytyczki zwróciła tematyka metapsychiczna obecna w powieści Marii Rodziewiczówny Atma („Bluszcz” 1911, nr 30). Ocenie moralnej podlegali nie tylko bohaterowie, ale i twórcy – Przewóska, która pisanie postrzegała jako służbę obywatelską, chętnie formułowała sądy na temat ich stosunku do pracy społecznej albo zastanawiała się nad tym, czy wcielają w czyn idee promowane przez siebie w tekstach literackich (tak było chociażby w przypadku zarysu o E. Orzeszkowej). Zgodnie z konwencją we wspomnieniach pośmiertnych poświęconych Władysławie Nideckiej i Józefie Sawickiej (Ostoi) albo w sylwetce z okazji jubileuszu Eweliny z Łaszczewskich Badowskiej podkreślała bohaterstwo, wytrwałość, poświęcenie oraz patriotyczną postawę pisarek.

Literatura w służbie idei. Koncepcja odrodzenia moralnego ludzkości ściśle wiązała się z problematyką zniewolenia ojczyzny. Kwestia ta początkowo była kojarzona przez pisarkę z Maeterlinckowskim „przebudzeniem się duszy” i szerzej – z kulturowym zwrotem ku transcendencji i mistycyzmowi oraz wygasaniem idei pozytywistycznych. Później Przewóska odnosiła się do niej w duchu neomesjanistycznym, nawiązując do rodzimej twórczości romantyków, a zwłaszcza do spuścizny Krasińskiego. Żywiąc przekonanie o niezwykłej randze spraw narodowych, poszukiwała we współczesnej poezji, która miała kształtować hart ducha i mężność, tonów tyrtejskich, a jednocześnie sprzeciwiała się nastrojowi pesymizmu i rozpaczy. Za szczególnie wartościowe uważała np. wiersze pisarek starszego pokolenia: Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy), Teresy Prażmowskiej oraz pokrewnej jej duchowo „poetki-spartanki” Seweryny Duchińskiej. O dwóch ostatnich pisała: „Wiara, nadzieja i męstwo w miłości są obu powołanych piewczyń naszych tak świętym puklerzem otuchy, że stają one wysoko ponad tłumem zdrobniałego pokolenia pieśniarzy, w jęki swych żalów osobniczych wsłuchanego bezpodzielnie. Niby orlice szerokoskrzydłe, z oczyma w jaźń słoneczną wpatrzonymi beztrwożnie, sięgają duchem tam, gdzie wzrok nie sięga, przeto szybują nieulękłe, górnie” ([rec.] „Z domów niewoli – Pokłon ziemi”, „Bluszcz” 1911, nr 9). W recenzji czterotomowego zbioru Poezji Wacławy Grodzickiej-Czechowskiej z aprobatą odniosła się także do jej twórczości, chwaląc „szczytnie patriotyczny diapazon jej lutni” ([rec.] „Z niwy poetyckiej”. Wacława Grodzicka-Czechowska, „Gazeta Warszawska” 1925, nr 162).

Przewóska nie zapisała się trwale w historii literatury, choć współtworzyła ważne dla swojej epoki tendencje. Popularności z pewnością nie przysporzył Helii język wypowiedzi, który oceniano jako sztuczny i afektowany (zawiły i abstrakcyjny styl wypominali pisarce nawet krytycy zasadniczo jej przychylni). Nie bez znaczenia było też prawdopodobnie użytkowe postrzeganie przez nią roli krytyki, która – jak wynika z jej praktyki pisarskiej – miała być głównie narzędziem kształtowania postaw i tożsamości narodowej.</document>
<document nplp_id="13759" title="Przybylski Jacek Idzi" slug="przybylski-jacek-idzi">Tłumacz, filolog, bibliotekarz, poeta, wykładowca, polemista w kwestiach literatury, języka i krytyki literackiej. Pseudonimy i kryptonimy: H.P.; J.P.; J.P. akademik krakowski; J.P. jeden z akademików krakowskich; Przełożyciel Śpiewów Homera i Kwinta.

Informacje biograficzne. Urodził się 1 IX 1756 w Krakowie. Wywodził się z rodziny mieszczańskiej, a kształcił w Akademii Krakowskiej, gdzie w 1774 r. uzyskał tytuł bakałarza. Nauczał w związanych z Akademią szkołach w Tarnowie, Chełmnie, Krakowie, Lublinie, Warszawie. W 1775 r. przyjął niższe święcenia kapłańskie (ze stanu duchownego zrezygnował kilka lat później) oraz otrzymał stopień doktora filozofii. Popularność przyniosła mu mowa napisana z okazji 100. rocznicy odsieczy wiedeńskiej. W 1784 r. dzięki poparciu Hugona Kołłątaja został bibliotekarzem w Szkole Głównej Koronnej, otrzymał także patent na stanowisko profesora starożytności. Potem wyjechał do Wiednia i Rzymu, ale w 1786 r. był znowu w Krakowie i objął dawne stanowisko. Oprócz kierowania biblioteką zajmował się pracą literacką i naukową. W 1788 r. opublikował Dysertację o kunszcie pisania u starożytnych, która stała się przedmiotem krytycznych uwag w Zakusie nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej (1789) wydanym anonimowo w Warszawie (wśród autorów był F.K. Dmochowski). Przybylski, któremu zarzucono głównie niepoprawne używanie języka (przede wszystkim w dziedzinie słowotwórstwa), zareagował napisaniem wzorowanego na Duncjadzie Alexandra Pope’a satyrycznego poematu heroikomicznego Heautoumastix, czyli Bicz na siebie samego, gdzie starał się skompromitować i wyśmiać swoich oponentów warszawskich. Wywołał tym dowcipną odpowiedź Dmochowskiego w postaci poematu Urywek Bicza kręconego w Krakowie. W 1791 r. objął Katedrę Języka i Literatury Greckiej. Po germanizacji uczelni Przybylski zrezygnował z pracy, ale powrócił w 1809 r., w roku następnym został zaś dziekanem Wydziału Filozoficznego. W 1813 r. przeszedł na emeryturę, ale kontynuował pracę pisarską i aktywność społeczną. W 1816 r. został członkiem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego oraz Towarzystwa Dobroczynności. Spuścizna pisarska po Przybylskim jest bogata. Był autorem mów, pisał wiersze, a głównie tłumaczył, przede wszystkim Homera (obydwa eposy), Kwintusa ze Smyrny, Wergiliusza, Horacego, Owidiusza, ale też autorów nowożytnych: Luisa Vaz de Camõesa, Johna Miltona, Pope’a, Voltaire’a. Przełożył niektóre teksty biblijne (Siedm psalmów pokutnych, Treny Jeremijasza). Zmarł 11 IX 1819 w Krakowie.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Przybylski, jakkolwiek nie pozostawił oddzielnych prac poświęconych wyłącznie zagadnieniom teoretycznoczy krytycznoliterackim, wielokrotnie jednak wypowiadał się na temat literatury i języka przy okazji omawiania innych zagadnień, także w utworach okolicznościowych oraz dotyczących jego samego jako autora. Był wyczulony na wypowiedzi krytyczne pod swym adresem, które odbierał jako niesprawiedliwe, i starał się – jak w przypadku Heautoumastix – odpierać zarzuty i tłumaczyć w obszernych przypisach swoje pomysły słowotwórcze. Opinie dotyczące kwestii literackich czy językowych Przybylski formułował we wstępach i w komentarzach do dzieł translatorskich, zwłaszcza eposów antycznych. Dość szczegółowe uwagi zamieścił w Przystępie do śpiewów Homera i Kwinta w języku polskim, stwierdzenia dotyczące krytyki sformułował zaś we wstępnym Zastanowieniu poprzedzającym drugi tom tłumaczenia Eneidy. Najobszerniejsze jego refleksje na temat języka, krytyki i literatury znajdują się w zawierającym ponadto bogate informacje na temat starożytności Kluczu staroświatniczym, najpierw w odniesieniu do Homera, a potem w ramach pomieszczonego tam długiego artykułu Język polski. O zainteresowaniu Przybylskiego teoretyczną refleksją nad poezją świadczy też jego tłumaczenie Listu do Pizonów Horacego oraz Wiersza o krytyce Pope’a, „jednego z najdowcipniejszych poetów i krytyków angielskich” (Przystęp do śpiewów Homera i Kwinta w języku polskim).

O poezji, języku i tłumaczeniu. Przybylski szczególnie wysoko cenił twórców antycznych, przede wszystkim epickich, na których przyswojeniu językowi polskiemu bardzo mu zależało. Na czoło wysuwa się tutaj wielokrotnie przezeń chwalony Homer, „mąż nadzwyczajny, jakiemu podobni rzadko się zjawiają w towarzystwie, wynalezca najkunsztowniejszej pracy ludzkiego rozumu: epopei, i najdowcipniejszy uwiekopomniciel bohatyrów grajsko-troskich” (Klucz staroświatniczy, cz. 1, 1816). Podnosił jego literackie zasługi, akcentując jego skromność i nienaganne obyczaje, wielkość i wszechstronność. Autorytetem w zakresie zarówno twórczości, jak i poglądów teoretycznych był dla Przybylskiego Horacy. Tłumaczenie Listu do Pizonów starannie podzielił na rozdziały i opatrzył tytułami. Tam właśnie, jego zdaniem, „się najjaśni wykazują niezaprzeczenie słuszne prawidła, podług których należy sądzić o pismach, zwłaszcza o poezji” (tamże). Przepisy Horacego dotyczące poezji uważał za ważne i uniwersalne, przekonany, że jego „przestrogi i dla pisarzów, i dla pismosądców […] są na każdym punkcie zamieszkanej ziemi i w każdym wieku najużyteczniejszym światłem” (tamże). Poglądy estetycznoliterackie Przybylskiego mieszczą się w ramach estetyki klasycyzmu, a jeśliby odnieść je do sporu starożytników z nowożytnikami, sytuowałyby się wyraźnie po stronie tych pierwszych. W tym kontekście zrozumiałe jest jego przekonanie o potrzebie zachowania porządku wypowiedzi, w czym przyznaje rację nawet autorowi Zakusu: „[…] porządek miły mi zawsze będzie i w prozie, i w wierszu” (Heautoumastix, czyli Bicz na siebie samego, 1789). Sporo uwagi Przybylski poświęcał zagadnieniom tłumaczenia dzieł obcych, przede wszystkim antycznych epopei, odnosząc się z reguły do własnej praktyki w tym zakresie, którą traktował jako powinność wobec społeczeństwa i do której także zachęcał innych. Pięć niezbędnych umiejętności tłumacza to według niego: „[…] gruntowna znajomość języka, z którego przekłada, równa języka, na który przekłada, biegłość w historii starego świata, mistrzowski talent tłumacza i gorejący duch poety” (Przystęp). Wyrażał nadzieję, że i w Polsce pojawią się twórcy, którzy znajdą inspirację we wzorowych dziełach antycznych będących „tak rzetelną biblią dla poetów, jak są pewniki Auklidesa dla matematyków lub aforyzmy Hipokrata dla medyków” (Klucz staroświatniczy, cz. 1). Krytycznie odnosił się do nierespektowania w innych przekładach Iliady realiów homeryckiego świata, piętnując np. wprowadzenie elementów czy nazywających je słów właściwych późniejszym wiekom. Postulował wierne tłumaczenie, oddające w całości i rzetelnie treść, a także nacechowanie stylistyczne i wymowę dzieła przekładanego, bo „nie wolno tłumaczowi poprawiać i przeinaczać autora”, co nie oznacza, że poszczególne wersy przekładu mają dokładnie odpowiadać poszczególnym wersom oryginału. Dążąc do zadośćuczynienia wymogom dobrego smaku, uważał, że „nie godzi się hołdować samym charytom kosztem prawdy, ani też prawdzie służyć kosztem wdzięków” (Przystęp).

Na Horacego powołuje się, gdy akcentuje „przywilej szczepienia słów nowych w jakimkolwiek języku każdemu pisarzowi przyznany” (Klucz staroświatniczy, cz. 1). Z tegoż przywileju Przybylski ochoczo korzysta, tworząc wiele neologizmów, które miały zastąpić słowa obce, a przy tym trafnie oddać tok myśli przez czytelną strukturę słowotwórczą zakorzenioną w systemie języka polskiego. Koncepcja nie była oryginalna, gdyż takie tendencje, wynikające ze świadomości potrzeby ciągłej pracy nad doskonaleniem rodzimego języka, wówczas istniały, jednak postulowano dużą ostrożność w tym zakresie, wiążąc to z reguły z przekonaniem, że sprawą wzbogacania słownika winna zająć się celowo do tego powołana instytucja. Przybylski podszedł do tej kwestii „samowolnie”, z przesadną – jak powszechnie uznano – skrupulatnością, co sprawiło, że jego teksty, także dotyczące zagadnień językowych i literackich, szczególnie te z początku XIX w., stały się nieraz trudno zrozumiałe z powodu nadmiaru zaskakujących swym kształtem neologizmów. Jak wyjaśnia, był „przywykły wadzić i wartocić każdy wyraz nie na czubie kozosmoczej chimery, lecz na szalkach jednotwarzej zgodośledni, wskazującej jasne i niezawodne stosunki wyrazów do pierwiastkowego ducha znanych [mu] języków” (Przystęp). Pisząc np. w rozprawie o języku polskim na temat wersyfikacji, używa takich słów, jak „złogi” (sylaby) czy „rozpołowki” (średniówki). Wcześniej gdzie indziej na określenie sonetu wprowadził słowo „wydźwięk” (Na imieniny Jaśnie Wielmożnego Imci pana Feliksa z Przybysławic Oraczewskiego […], 1788).

Przybylski przywiązuje dużą wagę do prozodii i wersyfikacji, zwłaszcza w najważniejszej dlań poezji epickiej, wciąż przy tym odwołując się do wzorów starożytnych, ale ze świadomością, że antyczne wiersze oparte na układzie stóp rytmicznych winny zostać w polskiej poezji zastąpione przez wiersze rymowe, a każdy dystych powinien stanowić odrębną całość, zawierać „myśl pełną, na kształt dewizy ukończoną” (Zastanowienie nad niniejszym przekładaniem „Eneidy” Wirgilowskiej). Postuluje zatem zachowanie jednakowej liczy sylab w wersie, wprowadzenie średniówki przy dłuższych wersach, rymy parzyste półtorazgłoskowe. Dużo uwagi poświęca właśnie rymom, podkreślając, że są one istotne przede wszystkim „w epopei lub w dramaturgii” (Klucz staroświatniczy, cz. 2), nieco mniejsze znaczenie mają w krótkich utworach lirycznych. Dodaje jednak, że o akustycznej stronie polskiego wiersza decyduje nie tylko rym, lecz także „ścisły szyk wyrazów rytmowy, gładka rozpołowka i myśl dowcipna, jak najodkrojni wydana” (tamże). Przybylski niechętnie odnosi się do wierszy białych, traktując je jako „gatunek mówienia i pisania” pośredni „między prozą a rytmem” (tamże), jakkolwiek projekt „dowcipnego męża”, Tadeusza Nowaczyńskiego, w tym względzie uważa za „użyteczny”. W odniesieniu do wszystkich piszących wierszem wprowadza również pojęcia wskazujące na ich rolę „rymowników” i poetów, twierdząc, że można być wyłącznie rymownikiem lub wyłącznie poetą. Docenia jednak twórców, „którym samo niebo dało wieszczowskiego ducha i których napuszenia żadna sztuka między ludźmi nie poskromi” (tamże).

O krytyce i krytykach. Wypowiadając się na temat krytyki, Przybylski przywołał własne, negatywne doświadczenia w tym zakresie. Reagując na zawarte w Zakusie uwagi krytyczne, przedstawił w Heautoumastix owych krytyków pod postaciami „geniuszków”, łącząc próby ich ośmieszenia z wyznaniem osobistego żalu pod ich adresem jako kierujących się złą wolą, złośliwością, chęcią wyrządzenia szkody bez rzetelnej oceny przedmiotu wypowiedzi, a przy tym – co akcentuje jako bardzo naganne – występujących anonimowo. Nie neguje jednak potrzeby krytyki, będąc przekonanym, że żadne z dokonań ludzkich nie jest doskonałe: „[…] najlepszyzna jest dziełem samych nieśmiertelnych, a nie kruchych synów Adama i Ewy” (Przystęp).

Do tej kwestii wrócił ponad dwie dekady później w wypowiedziach towarzyszących edycjom jego przekładów epopei antycznych. Uogólniając swe przekonania, dowodził, że krytyka, zwana przezeń „pismosądnią”, może być zarówno bardzo pożyteczna, jak i szkodliwa. Pożyteczna wówczas, gdy jej sądy są formułowane uczciwie i w dobrej wierze, z szacunkiem dla autora ocenianego dzieła, wtedy staje się „siostrą nieśmiertelnej prawdy […], nigdy się nie odzywa językiem potwarczym” (Klucz staroświatniczy, cz. 2). Jest jednak szkodliwa, kiedy zajmą się nią ludzie nieodpowiedzialni, niekompetentni i nieuczciwi. Podobne poglądy odnośnie do krytyki, wskazujące rolę czynnika etycznego, formułowano wówczas nierzadko. Wypowiedzi Przybylskiego na ten temat wyróżniają się, oprócz zaznaczanego jego własnego poczucia krzywdy w tym względzie, językiem mocno nacechowanym emocjonalnie, a przy tym sporą pomysłowością w zakresie nagromadzenia negatywnych określeń i fraz odniesionych do aktywności owych nieuczciwych krytyków prowadzonej przeważnie anonimowo lub pod zmyślonymi nazwiskami. Konstatuje, że „ich wyjawione imiona mogłyby wyręczyć wzgardzonego po wszystkie wieki Zoila” (tamże). Dystansuje się wobec tych nieświadomych czytelników, którzy „całą rodzinę szmieszków, szczypaczów i wybrydników raczą nazwiskiem krytyków”, bo tak owi „ciemni świadkowie literackich wojen” upowszechniają – jego zdaniem – błędną w odniesieniu do krytyki w ogóle opinię, wedle której czasownik „krytykować” oznacza to samo co „szkalować” (tamże). O właściwie rozumianej krytyce Przybylski pisze, przywołując kategorie rywalizacji rycerskiej, nieraz nawet ostrej, lecz prowadzonej przy poszanowaniu szlachetnych zasad. „Takie walki są chwalebne i użyteczne ojczyźnie, a służą za doświadczenie i wprawę samym walecznikom” (tamże). Akceptuje, jak twierdzi, poglądy innych, ale deklaruje także obronę własnych przekonań i gotowość odpowiedzi każdemu, kto będzie formułował swoje oceny w dobrej wierze i „jawnoimiennie”.

Opinie o innych autorach. W wypowiedziach na temat konkretnych polskich autorów czy ich dzieł Przybylski ogranicza się do krótkich komentarzy i ocen, z reguły nawiązujących do jego ogólnych przekonań. W ramach omawiania własnego tłumaczenia Iliady krytycznie odnosi się do niektórych wcześniejszych przekładów epopei Homera, akceptując odmienność rozwiązań w tym zakresie, ale piętnując m.in. różne absurdy – jak to określa – „lisogąski” (Przystęp). Dla ilustracji cytuje wiele przykładów z tłumaczenia Dmochowskiego (choć bez podawania jego nazwiska). Pochlebnie, jakkolwiek bardzo ogólnie, wypowiada się o głównych poetach naszego oświecenia. Na wysoką ocenę zasługują jego zdaniem „trzej znakomici zaszczyciciele poezji ojczystej w wieku Stanisława Augusta: Stanisław Trembecki – poeta malarz, Ignacy Krasicki – poeta-snycerz i Adam Naruszewicz – poeta-muzyk” (tamże). Wspominając o Batrachomyomachii, traktowanej jako dzieło Homera, dodaje: „Naśladowanie takiej poezji przedziwnie oddał polski Myszeidos” (Wieki uczone starożytnych Greków i Rzymian, 1789). Pochwałę Naruszewicza zawiera wiersz dedykacyjny dołączony do przekładu Luzjad. Przybylski podkreśla w nim zasługi tego poety jako „Horacego w słowiańskim Rzymie”, w tworzeniu ód, sielanek, także dzieła historycznego, wobec którego konstatuje: „O, ile nasion na epopeję!” (Do Jaśnie Wielmożnego Imci P. Adama Stanisława Naruszewicza). Pochlebnie wypowiada się na temat zasług Józefa Szymanowskiego oraz Franciszka Karpińskiego, „szanownego poety”, którego wiersze określa jako „piękne, melodyjne i pełne namaszczenia” (Klucz staroświatniczy, cz. 2).

Szczególnie istotnym kryterium oceny autorów czy ich dzieł jest dla Przybylskiego wkład w doskonalenie języka polskiego i stylu. Za to właśnie chwali tłumaczenie Przygód Telemecha François Fénelona dokonane przez Abrahama Trotza, wysoko ocenia świeżo wydaną Malwinę Marii Wirtemberskiej, która „przekonywa, jak nasz język jest pełnowyrazisty i niezmiernie bogaty” (tamże), a przy tym pokazuje, że w „stylu uroczystym” można obejść się bez makaronizmów. Podkreśla także rolę Adama Kazimierza Czartoryskiego zarówno jako mecenasa „wielu uczonych rodaków”, jak i autora, który „zasłużył się ojczyźnie i rozszerzeniem świateł, i zbogaceniem języka, tak w radach stanowych, jak w pismach krytycznych” (tamże). Wspomina o zasługach polskiego teatru, który przyczynił się do „oczyszczenia mowy macierzystej przez dowcipne wyśmianie wszelkiego rodzaju nie swojszczyzny” (tamże). Jako wzór wierszowania przywołuje przekład Ogrodów i Ziemiaństwa Jacques’a Delille’a dokonany przez Alojzego Felińskiego, który „szczęśliwie przodkuje od czasu wygórowania sztuki wierszopiskiej w Polszcze” (tamże).

Przybylski pozostał w historii piśmiennictwa jako erudyta, przede wszystkim świetny znawca i obrońca tradycji starożytnej, spośród gatunków poetyckich szczególnie ceniący epopeję. Wciąż mogą być inspirujące jego refleksje dotyczące zasad przekładu literackiego. Nie wniósł w zasadzie oryginalnych treści w sferze myśli krytycznej; wyróżnił się głównie zaangażowaniem w piętnowanie niesprawiedliwych i nieuczciwych praktyk w tym zakresie, co zaszkodziło rzeczowej recepcji merytorycznej zawartości jego wypowiedzi na ten temat. Podobny efekt przyniosła jego przesadnie konsekwentna praktyka w zakresie tworzenia zastępujących słowa obce neologizmów, oparta na zrozumiałych i godnych uwagi zasadach, ale dająca efekty przeważnie odbierane jako niefortunne (choć kilka jego propozycji, jak „wszechnica” czy „pomnik”, przyjęło się w polszczyźnie na trwałe).</document>
<document nplp_id="13760" title="Rabski Władysław" slug="rabski-wladyslaw">Krytyk teatralny i literacki, publicysta, felietonista, dramaturg, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: Kaprys; Lector; Mariusz; Sulla; W.R.

Informacje biograficzne. Urodził się 27 IV 1865 w Kępnie (Poznańskie) w rodzinie sędziego powiatowego. Uczęszczał do gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, gdzie zaprzyjaźnił się z Janem Kasprowiczem. Za udział w tajnym stowarzyszeniu patriotycznym został usunięty ze szkoły i przeniósł się w 1887 r. do gimnazjum w Wągrowcu, gdzie zdał maturę (1888) razem ze Stanisławem Przybyszewskim. Na uniwersytecie berlińskim studiował slawistykę, historię sztuki i filozofię. Młodego Rabskiego cenił Aleksander Brückner i pomagał mu w opublikowaniu rozprawy doktorskiej Über die Satiren des Christoph Opaliński (1892). W stolicy Cesarstwa Niemieckiego krytyk poczynił liczne znajomości w świecie artystycznym; poznał m.in. Gerharta Hauptmanna, a z malarką Anną Costenoble łączyła go bliska zażyłość. W „Der Zeitgenosse” (Nowy Korbut) lub „Grenzboten” (W. Feldman) miał ogłosić rozprawę Das junge Polen. Publikował również w „Magasin für inund ausländische Literatur”. Nadsyłał artykuły do prasy warszawskiej („Głos”, „Tygodnik Mód i Powieści”, „Życie”) i poznańskiej („Dziennik Poznański”). Okres studiów i atmosfera berlińskiego życia przyczyniły się w dużym stopniu do ukształtowania osobowości intelektualnej i artystycznej Rabskiego.

W 1892 r. osiadł w Poznaniu i związał się z „Dziennikiem Poznańskim”, w którym pełnił funkcję felietonisty i krytyka teatralnego. Był przez trzy lata sekretarzem wydziału historycznego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz przewodził młodzieży poznańskiej skupionej w Sokole; przeciwstawiał się polityce germanizacyjnej, krytykował ugodowość sfer ziemiańskich i klerykalnych, szerzył ideologię narodowo-demokratyczną. Wygłaszał odczyty poświęcone nowej generacji twórców, która niebawem przyjmie nazwę Młodej Polski. W 1894 r. objął redakcję „Przeglądu Poznańskiego”. Kierując pismem przez trzy lata, propagował najnowsze prądy europejskie w literaturze, nauce i sztuce, upowszechniając założenia ideowo-artystyczne modernizmu. Zapoznawał czytelników z twórczością pisarzy tzw. Młodej Skandynawii. Prowadził tu stały felieton Na wyłomie (łącznie 134 odcinki), pisał recenzje teatralne, artykuły publicystyczne. Jest autorem dwóch utworów dramatycznych powstałych z inspiracji ibsenowskich, które wystawił teatr poznański: Asceta (1893) i Zwyciężony (1895).

Po upadku „Przeglądu Poznańskiego” (1896) Rabski opuścił Poznań i z początkiem 1897 r. przeniósł się do Warszawy. Pobytu w Wielkopolsce nie wspominał ciepło, narzekał na ataki kół klerykalnych: „Doszło przecież do tego, że kucharki podjudzane w różnych bractwach dewocyjnych, wymawiały mi służbę, utrzymując, że jestem… masonem” (Kandydatura poznańska, „Kurier Warszawski” 1909, nr 339). Krytyczny obraz życia kulturalnego Wielkopolski przedstawił w artykule Ruch umysłowy w Poznańskiem („Głos” 1897, nr 12–15, 17). W Warszawie podjął współpracę z „Wiekiem”, po czym związał się na stałe jako felietonista i krytyk teatralny z „Kurierem Warszawskim” (cykle: Listy z Krakowskiego Przedmieścia, 1899–1903; O czym mówią, 1900–1905; Kartki ulotne, 1919–1925). Współpracował także m.in. z „Bluszczem”, „Kurierem Polskim”, „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Wędrowcem”.

Na początku 1906 r. ożenił się z Zuzanną Krausharówną (1888–1960), początkującą wówczas nowelistką i poetką. Rabscy w swoim mieszkaniu przy Krakowskim Przedmieściu 5 przyjmowali pisarzy, dziennikarzy, poetów i artystów (bywali tam m.in. F. Nowicki, W.S. Reymont, K. Tetmajer). Szczególnym kultem Rabski otaczał Henryka Sienkiewicza, wydając „myśli” wybrane z jego utworów w książce Światła i kwiaty (1896). Kampania antysienkiewiczowska prowadzona przez „Glos” wywoływała w nim oburzenie, któremu dawał wyraz w artykułach polemicznych (Obcy człowiek, „Kurier Warszawski” 1903, nr 75). Podważał geniusz Przybyszewskiego (Nadludzie bez maski, „Kurier Warszawski” 1901, nr 171). Występował przeciwko Stanisławowi Brzozowskiemu, zakładając w procesie o jego współpracę z Ochraną winę pisarza (W bagnie, „Kurier Warszawski” 1909, nr 57).

W poł. 1914 r. udał się do Berlina, a w roku następnym ewakuował się do Piotrogradu w obawie przed represjami niemieckimi za działalność publicystyczną. W listopadzie 1916 r. został współredaktorem endeckiego pisma „Dziennik Polski”. Odegrał znaczącą rolę w stworzonym oraz kierowanym przez Narodową Demokrację Związku Wielkopolan. Opublikował broszurę Wielkopolska a wojna. Mowa wygłoszona na plenarnych posiedzeniach „Klubów Narodowych” w Piotrogradzie i Moskwie (1917). Był świadkiem wybuchu rewolucji październikowej. Po powrocie do Warszawy (czerwiec 1918 r.) i krótkim pobycie w cytadeli wrócił do pracy dziennikarskiej w „Kurierze Warszawskim”, zajmując się przede wszystkim problematyką polityczną. Znalazł się wówczas wśród czołowych publicystów Narodowej Demokracji, wśród których pozostanie do końca życia, zwalczając wszelkie ugrupowania i kierunki lewicowe. Od 1922 r. był posłem na Sejm z ramienia stronnictwa narodowego. Bezwzględnie występował przeciwko nowym kierunkom w sztuce, dyskredytując je kryteriami rasowymi i politycznymi – jako żydowskie i bolszewickie. Zwalczał grupę Skamandra. Wybór z olbrzymiej liczby swych felietonów politycznych z „Kuriera Warszawskiego” (ok. 600) wydał w antologii Walka z polipem (1925). W tym samym roku opublikował wybór recenzji teatralnych Teatr po wojnie. Zmarł 31 VIII 1925 w Warszawie.

Teatralia. O naturalizmie i modernizmie. Rabski był przede wszystkim krytykiem teatralnym; poświęcał teatrowi recenzje i – rzadziej – większe studia, zgodne w swej strukturze z założeniami krytyki pozytywistycznej. Najbardziej znana rozprawa Rabskiego dotyczyła twórczości Gerharta Hauptmanna (Gerhart Hauptmann, „Przegląd Poznański” 1894, nr 14–18), dostarczając informacji biograficznych, a także przynosząc charakterystykę osobowości pisarza oraz omówienie jego twórczości w porządku chronologicznym. Przywołując młodzieńczy poemat symboliczny Promethidenlos (1885), Rabski stwierdził, że w prologu tego utworu autor zawarł projekt całej twórczości. Inspiracją dla Hauptmanna – stwierdził Rabski – nie był naturalizm francuski, lecz była nią „wojownicza północ”; Hauptmannowi bliżej do „subiektywnego polemisty Ibsena niż do obiektywnego Zoli…” (tamże, nr 15). Omawiając dramat Przed wschodem słońca (1889), ukazujący upadek bogatej rodziny chłopskiej, zauważał, że zapoczątkował on naturalizm na scenie niemieckiej. W dramacie widział przede wszystkim obraz społecznej patologii: „Socjalizm w walce z kapitalizmem, ponury obraz rodzinnych stosunków, brutalna lubieżność, alkoholizm i dziedziczność, wszystko to plącze się i wyrasta przed okiem widza do rozmiarów posępnego obrazu dantejskiego piekła” (tamże). Chwalił konstrukcję postaci, która w teatrze powinna dążyć do upraszczania typu (tamże, nr 17). Dramat Tkacze określił mianem „jednej z najpiękniejszych kart literatury niemieckiej – wspaniałym krzykiem miłosierdzia nad czeluścią nędzy…” (tamże, nr 16); zwrócił też uwagę na podobieństwo utworu do rzymskich tragedii Williama Shakespeare’a (tamże, nr 18).

Studium o Hauptmannie świadczyło o dobrej orientacji autora we współczesnych zjawiskach artystycznych, takich jak np. naturalizm. I o sympatii dla modernizmu. W późniejszym okresie publicysta zmienił – na bardziej krytyczny – swój stosunek do tendencji naturalistycznych w sztuce i do modernizmu, zwłaszcza skandynawskiego. Jednym z sygnałów tej przemiany była daleka od entuzjazmu recenzja z inscenizacji dramatu Knuta Hamsuna w warszawskich „Rozmaitościach”: „Knut Hamsun u nas? Skąd się to wzięło? Skąd dramat nie wystawiany ani w Paryżu, ani w Berlinie, ani w Wiedniu, ani w ogóle w żadnym z ton nadających teatrów Europy znalazł drogę do Warszawy, trzymającej się przecież z dawien dawna zasady: vestigia semper adora?” ([rec.] K. Hamsun, „U królewskich wrót”, „Kurier Warszawski” 1908, nr 339). Doceniał powieściowy talent Hamsuna, nie widział jednak w jego sztukach zapowiedzi talentu dramaturgicznego. Inscenizacje w teatrach Krakowa i Warszawy wiązał z „głodem” dobrych ról. W latach 20. XX w. publicysta przekonał się do Ibsena, dostrzegając niegasnącą karierę sceniczną jego dramatów (Rosmersholm, „Kurier Warszawski” 1920, nr 336).

W poszukiwaniu komedii. Ceniąc kulturę popularną i recenzując codzienny repertuar teatralny, Rabski siłą rzeczy odnosił się do komedii, fars, jednoaktówek; w dyskusję włączył się Józef Kotarbiński, dyrektor teatru krakowskiego (W sprawie komedii polskiej. List otwarty z powodu artykułu Wł. Rabskiego „Bankructwo komedii polskiej”, „Kurier Warszawski” 1904, nr 109), upatrując przyczyn zaniku utworów komediowych i braku takich inscenizacji – w trudnej sytuacji politycznej, w pewnej stagnacji piśmiennictwa francuskiego w tym zakresie (głównie Francuzi dostarczali zgrabnych komedii), w zagarnięciu sceny przez ponurych dramaturgów skandynawskich. Tylko z repliki Kotarbińskiego możemy wnioskować, że podtrzymywał on stanowisko Rabskiego; artykułu inicjującego wymianę zdań nie udało się odnaleźć. Do tematu Rabski wrócił u schyłku życia w recenzji z jubileuszu Edwarda Lubowskiego: „Były to »lata chude« teatru polskiego, lata, w których Fredro już zamilkł, a z wyjątkiem Blizińskiego żaden talent królewskiej miary nie przemawiał z desek sceny narodowej” (Jubileusz Lubowskiego, „Kurier Warszawski” 1922, nr 85). W tej sytuacji twórczość Lubowskiego, skromna, niewychodząca poza wąskie ramy dramatów i komedii mieszczańskich, nabierała znaczenia.

O literaturze najnowszej. Wypowiedzi Rabskiego na tematy literackie mają charakter doraźny. W odczycie O najnowszych prądach w poezji polskiej wygłoszonym w Poznaniu 13 XI 1892 prelegent dokonał surowej oceny romantyzmu polskiego, a przede wszystkim niemieckiego. Uważał, że dzikość niemieckich romantyków była reakcją na lata racjonalizmu, który wystudził serca, i stąd (zgodnie z prawem odchylonego wahadła) „szamotanie konwulsyjne, stąd owa wiara sztuczna, pełna kabalistycznych wierzeń” („Dziennik Poznański” 1892, nr 265). Lepszą ocenę Rabski wystawił pozytywistom, wymieniając Marię Konopnicką, porównaną do Louise Ackermann, i Adama Asnyka, zestawionego z Urielem Acostą. Jego stosunek do obojga poetów był ambiwalentny; krytyk wskazywał jedynie na objawy decydujące o jego rezerwie, nie dociekał natomiast przyczyn psychicznego rozedrgania przypisywanego artystom: „[…] nerwy ich jeszcze stargane i myśli w głowach się mącą” (tamże). Pewną ambiwalencją opinii odznaczają się też inne recenzje Rabskiego, co pokazuje, że krytyk nie szukał w omawianych dziełach określonych form lub idei, raczej ulegał urokom literatury lub piętnował jej braki; kryterium podstawowym był gust i temperament piszącego ([rec.] C. Walewska, „Z paradoksów życia. Studia i obrazki”, tamże, nr 156).

Rabski odnotował nadejście nowej fali w literaturze, która jego zdaniem wiązała się ze stopniowym zanikiem zainteresowania problematyką historyczną (w Polsce residua tego zainteresowania zawsze będą żywsze z powodów oczywistych), z rozkwitem dramatu i powieści. Wywód Rabskiego bywał często pełen niekonsekwencji, co wynika z braku precyzji i zamiłowania do atrakcyjnych formuł, np. krytyk dostrzega wyraźnie wpływ Rosji i – przede wszystkim Północy – na Teodora Tomasza Jeża, Elizę Orzeszkową, Aleksandra Mańkowskiego, Marię Konopnicką i Henryka Sienkiewicza, którego powieść Bez dogmatu stanowi nowy ton w literaturze polskiej; natychmiast dodaje: „Kierunek [ten] rozwija się w Polsce samoistnie, nie hołdując na wzór niemiecki przesadnemu ibsenizmowi ani strojąc się w tak modne strzępy Zoli, Dostojewskiego lub Tołstoja. Te same prądy przenikają całą Europę, ale nie kopiowanie pewnych genialnych pionierów nowoczesnego kierunku, lecz wyciśnięcie na ogólnych prądach własnej indywidualności lub narodowej odrębności jest postulatem rozwojowym literatury” (O najnowszych prądach w poezji polskiej).

Był też rys stały, choć nie znajdziemy go we wczesnych artykułach ([rec.] W. Motty, „Demon miłości”, „Dziennik Poznański” 1891, nr 232) – stanowiła go niechęć do pisarzy modernistycznych nadmiernie eksploatujących tematy erotyczne. Tym samym Rabski solidaryzował się z opinią Sienkiewicza na temat literatury erotyczno-zmysłowej wyrażoną w odpowiedzi na ankietę dotyczącą repertuaru teatralnego („Kurier Teatralny” 1903, nr 12). Brzozowski replikował artykułem I smutek tego wszystkiego („Głos” 1903, nr 10), ubolewając, że artysta tej klasy co Sienkiewicz ograniczył swoją wypowiedź do jednego, opacznie pojętego elementu, nazwał pisarza „człowiekiem obcym”, który utracił kontakt z istotnymi problemami rzeczywistości społecznej. Oburzony Rabski nawiązał polemicznie do użytej przez Brzozowskiego formuły obcości, wytykając mu, że przyjął nagrodę (za dramat Mocarz) w konkursie, który rozstrzygał m.in. Sienkiewicz. Retoryka felietonu była dość obraźliwa, protekcjonalna, mnożąca zwroty adresatywne typowe dla wypowiedzi potocznej i rozmowy z kimś niżej postawionym na drabinie społecznej: „O, panie Brzozowski” („Obcy człowiek”, „Kurier Warszawski” 1903, nr 75).

Rabski nie miał też uznania dla kobiecych nurtów w sztuce. Nie znajdował podstaw dla pojęcia „twórczość kobieca”, traktując je jako wyraz myślenia importowany z Zachodu. Nie może więc dziwić, że bardzo krytycznie ocenił i pomysł, i zawartość wystawy „Koła Artystek Polskich” w Salonie Krywulta. Wprawdzie wyróżnił Olgę Boznańską, Zofię Stankiewiczównę, Marię Gersonównę, Marię Czajkowską, lecz pisał przede wszystkim o „secesji dyletantyzmu kobiecego” i – w duchu Karola Irzykowskiego – „o szczegółach i szczególikach”, gdzie „głębszego artyzmu nie widać” (Z salonów artystycznych, „Kurier Warszawski” 1899, nr 269). Wiele zjawisk awangardowych komentował równie lekceważąco, nie dociekając istoty rzeczy, przyjmując, że zainteresowanie publiczności wynika ze snobizmu lub z obawy, by nie znaleźć się po stronie „mydlarzy”, tj. tych, którzy nie rozumieją owej sztuki i wybierają gładkie, opatrzone konwencje. Hurtowo rozprawiał się z „pretensjonalną” powieścią Irzykowskiego Pałuba. Sny Marii Dunin, a także z francuską modą na malarstwo i teatr japoński, który – jego zdaniem – mógł wydawać się zajmujący wyłącznie „jako osobliwość etnograficzna” (Snobizm i mydlarstwo, „Kurier Warszawski” 1904, nr 7).

Zdecydowanie aprobatywny stosunek krytyk wyrażał wobec twórczości Kasprowicza wyłączonego z pola literatury dekadenckiej. Rabski nie poddawał jego poezji (jak prawie żadnej innej) analitycznym rozbiorom, raczej pieczętował metaforycznymi formułami: „Pierwszy tomik poezji jego był jak dźwięk ligawki pastuszej i dzwon buntu młodzieńczego. A potem coraz głębsze, coraz harmoniniejsze odzywały się pieśni, aż z piersi męskiej zabrzmiał hymn potężny, pełen majestatu boleści i grozy: Święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny” (Kasprowicz, „Kurier Warszawski” 1901, nr 177). Na tym poziomie ogólności, podbudowanej silnymi emocjami i przekonującą retoryką, pozostawał również w odniesieniu do innych autorów. We wstępie do pierwszego wydania sentencji wybranych z twórczości Sienkiewicza pisał, że dzieło to zasługuje na wysiłek analityczny, ale antologia stawia sobie inny cel; zmierza do prawdy „odsłaniającej w formach aforystycznych duchowe oblicze poety, mozaikę jego poglądów na etykę, społeczeństwo, kobietę, sztukę, filozofię i tłum różnorodnych zagadnień życiowych” (Przedmowa, w: Światła i myśli).

Styl. „Szkice piórkiem” – tak Rabski określał uprawiany gatunek publicystki artystycznej (Przedmowa, w: Teatr po wojnie). Jeszcze lepiej charakteryzowały go słowa, którymi oddawał styl Kazimierza Zalewskiego jako recenzenta teatralnego: „Przeważnie opowiadał tylko to, co się działo na scenie, przeplatając swoje uwagi ironicznymi uśmiechami lub delikatnym mlaśnięciem języka. Dyskusji teoretycznych unikał, za to podawał sztukę publiczności jakby na półmisku z dobrej porcelany” (Po zgonie Kazimierza Zalewskiego, w: tamże). Także charakterystyka innego recenzenta teatralnego, Wojciecha Bogusławskiego, któremu Rabski przypisał formułę „L’homme de feuilleton”, odnoszącą się do francuskiego dziennikarza Francisque’a Sarcey’ego, stosuje się do niego samego (Władysław Bogusławski, w 70. rocznicę urodzin, „Kurier Warszawski” 1908, nr 40). Łatwość pisania na każdy temat i lekki styl stanowiły podstawy jego osiągnięć dziennikarskich.

Wilhelm Feldman, nazywając Rabskiego we Współczesnej krytyce literackiej w Polsce „bardzo dobrym mieszczańskim pisarzem”, podkreślał, że zawsze miał on oko otwarte na Europę, a to, co napisał o Henriku Ibsenie, Gabrielu D’Annunziu, przerastało poziomem artykuły dziennikarzy warszawskich; „Nikt tak dobrze jak on – pisał Feldman – w dwanaście godzin po przedstawieniu nie odtworzy wrażeń inteligentnego widza, z werwą, z życiem, bez ciasnoty parafialnej, bez ustępstw dla zakonnej gawiedzi”. Rabski nie zrewanżował się Feldmanowi podobną przychylnością; kiedy po publikacji piątego wydania Feldmanowskiej Współczesnej literatury polskiej wybuchł skandal zaogniony bezpardonowym starciem autora z Jerzym Żuławskim, Rabski stanął po stronie tego drugiego, krytykując Feldmana, nazwanego „wojowniczym Ajaksem socjalizmu”, za arogancję, bałamutność i pomijanie uznanych autorytetów (Głośna książka. O p. Feldmanie, „Kurier Warszawski” 1909, nr 164).

Bilans (z rzutem oka na międzywojnie). Rabski to przede wszystkim świetny dziennikarz. Ogólnikowość i pewna arbitralność opinii literackich paradoksalnie służyły jego sławie wspomaganej umocowaniem materialnym i towarzyskim. Liczono się z jego zdaniem, artykuły przedrukowywano, głównie w prasie lwowskiej, choć z reguły nie zabierał głosu w sprawach zasadniczych, np. w dyskusjach na temat krytyki literackiej. Sytuacja zmieniła się wraz z końcem I wojny, kiedy pojawiło się w Warszawie nowe pokolenie poetów i pisarzy, krytycznych wobec sztuki mieszczańskiej, tradycyjnego teatru, butnych, pewnych swego. Rabski odnosił się do nowych prądów krytycznie, a skamandryci odpowiadali kpiną, pisząc o nim: „Rozmawia sobie po felietonach z Panem Bogiem, do poważnego poety Hauptmanna mówi po imieniu, raz po raz irytuje się w recenzji »i niech mi tutaj nikt nic nie mówi«, albo też zwierza się cynicznie, »że stała się wtenczas ze mną rzecz dziwna«” ([J. Lechoń], Pieńkowski i Rabski, „Pro Arte” 1919, nr 5). Wytykano mu, podobnie jak Stanisławowi Pieńkowskiemu, antysemityzm, co nie było bezpodstawne. Jednak w tym przypadku nazywanie skamandrytów „bolszewizującymi Żydkami”, Jarosława Iwaszkiewicza „erotomanem”, akolitów – „degeneratami płciowymi” wypływało także z obawy przed konkurencją; skargi na burdy urządzane przez skamandrytów w teatrach wystawiających słabe komedie, cieszące się dotąd uznaniem nie tylko publiczności, ale i krytyków, wynikało z próby obrony sztuki mieszczańskiej zadowalającej przeciętny gust, sztuki popularnej, rozrywkowej, nieeksperymentalnej, a także własnej pozycji – prominentnego recenzenta tych przedstawień. Ale już domysł, że przedstawiciele nowych prądów i nowych sposobów komunikacji artystycznej są kierowani przez kogoś, kto dąży do podważenia „całego gmachu kultury polskiej”, wywodzi się wprost z języka konserwatywno-klerykalno-prawicowych polityków (Bojówki literackie, „Kurier Warszawski” 1921, nr 72).</document>
<document nplp_id="13761" title="Rakowska Maria" slug="rakowska-maria">Tłumaczka, historyczka literatury, krytyczka literacka, publicystka. Pseudonimy i kryptonimy: Radwan; M. Radwan; R.; M.R.

Informacje biograficzne. Marianna Rakowska urodziła się 4 IX 1864 w Sannikach jako córka Hipolita i Aleksandry z Drozdowskich (takie dane znajdują się w akcie ślubu). Uczyła się w III Gimnazjum Żeńskim, po czym razem z Bronisławą Skłodowską (1865–1939, zam. Dłuską), siostrą Marii Curie, wyjechała do Paryża, gdzie studiowała nauki przyrodnicze na Sorbonie. We Francji weszła w kręgi polskiej inteligencji, związała się z członkami Gminy Narodowo-Socjalistycznej, do której, obok Tadeusza Jaroszyńskiego, Antoniego Langego, Jana Lorentowicza, Edwarda Przewóskiego, należał jej przyszły mąż, okulista i działacz socjalistyczny – Władysław Marian Ratuld (1862–1912). W Paryżu w 1887 r. wzięli ślub, w 1894 r. wyjechali zaś na dwa lata do Teheranu, gdzie Władysław zakładał klinikę okulistyczną. W małżeństwie urodziły się dzieci: Wanda Aleksandra (1888–1979, zam. Caussé, lekarka) oraz Andrzej Ratuld (1894–1915; poległ jako żołnierz w I wojnie światowej). Książka podróżnicza Podróż Polki do Persji (t. 1–2, 1904) została podpisana: Maria Ratuld-Rakowska; inne publikacje autorka sygnowała nazwiskiem panieńskim (małżeństwo było w separacji; istnieją przekazy o nałogach męża). Zajmowała się przede wszystkim tłumaczeniami. Przełożyła m.in. Arthura de Gobineau Polowanie na karibu i inne wspomnienia z podróży (1872, przekład 1925), Roberta Louisa Stevensona Dziwną historię doktora Jekylla i mister Hyde’a (1886, przekład 1909), Eugène’a Labiche’a List rekomendowany; komedia w 1 akcie (1877, przekład 1895). Czytelnikowi francuskiemu udostępniła wybrane pozycje z twórczości Wacława Sieroszewskiego, Marii Konopnickiej, Bolesława Prusa, Stefana Żeromskiego, Andrzeja Struga, a także Moją podróż do Rosji Antoniego Słonimskiego (Misère et grandeur de la Russie rouge, 1934). Zajmowała się również historią literatury, napisała Zarys literatury angielskiej od początków do naszej doby (t. 1–3, 1910–1911), pierwszą polską syntezę historii literatury anglojęzycznej, do której wprowadziła informacje na temat literatury amerykańskiej i australijskiej. Współpracowała z polską prasą, w tym z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Biblioteką Warszawską”, „Wędrowcem”, „Nową Gazetą”, „Wiadomościami Literackimi”, „Przeglądem Warszawskim”. Czasami publikowała, ale zwykle tłumaczyła z języka polskiego dla tytułów francuskich („La Revue”, „Mercure de France”, „Foi et Vie”). Zmarła w Paryżu w październiku 1940 r.

Publicystyka społeczna. Rakowska rzadko pisała na tematy społeczne i niepodległościowe (choć w 1929 r. przełożyła na francuski artykuł K. Marksa La Question polonaise devant l’Assemblée de Francfort). Krótki, zwięzły artykuł poświęciła Stowarzyszeniu „Ludu Polskiego”, charakteryzując okoliczności powstania tej organizacji, jej skład społeczny i powody rozpadu. Członkowie Stowarzyszenia protestowali przeciwko użytkowaniu „wspólnej ziemi” i wyzyskiwaniu ludzi przez warstwy uprzywilejowanych. Autorka wiązała postulaty byłych powstańców z wpływami zachodnioeuropejskich ideologów Henriego de Saint-Simona, Charles’a Fouriera i Filippa Michelego Buanarottiego. Ich koncepcje trafiały na podatny grunt przygotowany – jej zdaniem – przez Joachima Lelewela, który zaprzeczał, jakoby istniała w prawie polskim kategoria własności jednostkowej. Własność była zawsze wspólna, jednostka to posiadacz, a nie właściciel (possesionatus, a nie: proprietatus). Artykuł miał charakter historyczny, ale przez miejsce i czas publikacji brzmiał aktualnie (Stowarzyszenie „Ludu Polskiego” na emigracji polskiej z r. 1831-go, „Nowa Gazeta” 1906, nr 211).

Artykuły krytycznoliterackie. Francuski (i angielsko-irlandzki) łącznik. Rakowska weszła na nową ścieżkę działalności pisarskiej omówieniem wydanej w Paryżu korespondencji Zygmunta Krasińskiego z Henrym Reeve’em (Correspondance de Sigismond Krasiński et de Henry Reeve, 1902). Mimo odwoływania się do toposu skromności i zastrzeżeń, że właściwy rozbiór listów pozostawia w rękach kompetentnych krytyków, jej esej wprowadzający jest cenną publikacją. Z subtelnością i wyczuciem przedstawia Rakowska stan ducha poety i jego angielskiego przyjaciela. Dostrzega świetny rozwój intelektualny Krasińskiego, rozumie jego niezręczne położenie wynikające z miłości i przywiązania do autorytarnego ojca, lojalnego wobec cara i Rosji, fenomen przyjaźni ogarniającej wszystkie sfery ducha, o której Reeve w jednym z listów napisał: „Nasza korespondencja zawiera w sobie romans nie mniej skończony niż Nowa Heloiza” (Korespondencja Zygmunta Krasińskiego i Henryka Reeve, „Wędrowiec” 1902, nr 9). Rakowska coraz częściej zabierała głos w kwestiach literackich, stała się łącznikiem między kulturą francuską (i angielsko-irlandzką) a rodzimym czytelnikiem. To autorka pierwszego polskiego szkicu o twórczości Josepha Conrada. Podkreśla niezależność pisarza, który, inaczej niż np. Bernard Shaw, nigdy nie podejmował działań reklamowych i komercyjnych, nie pisał dla sławy, a mimo to zdobył uznanie: „Wyrosły z obcej rasy, pisarz stał się epikiem narodowego żywiołu Anglików”. Ale nie to decydowało o wielkości Conrada, jego wyjątkowość sięgała głębiej: „Niezwykła przenikliwość jego analizy psychologicznej w połączeniu z najrzadszym ze wszystkich darów – darem widzenia, uwydatnia się najbardziej może w obrazowaniu tych krytycznych momentów, gdy na szali waży się ostatecznie kwestia zwycięstwa lub porażki i gdy z głębokich swych skrytek wyłaniają się najistotniejsze cechy natury, która wyzbywa się w tych chwilach całkowitej, acz nieświadomej może szczerości wszystkich nabytych przyzwyczajeń i pozorów, komplikujących w zwykłym trybie rzeczy fizjonomię moralną ludzi o najprostszym nawet mechanizmie duchowym. Patrzymy wraz z nim na spokojne lub zuchwałe bohaterstwa, wolne jednako w obydwóch wypadkach od wszelkiego konwencjonalizmu i wszelkiej patetyczności, bo objawiające się jako naturalne gesta pewnego rodzaju ludzi – ludzi czynu i prostego ducha, najczęściej nie znających wahań i nie domyślających się zgoła, że dokonywają czynów, chrzczonych »w stylu dziennikarskim« – jak mówi pogardliwie Conrad – mianem heroicznych” (Józef Conrad (Konrad-Korzeniowski), „Biblioteka Warszawska” 1908, t. 3). To pierwsza autorka, która informowała rodzimą publiczność literacką o twórczości wybitnych Irlandczyków, tj. o poezji Williama Butlera Yeatsa, o twórczości dramatopisarza Johna Mellingtona Synge’a i o spostrzegawczości Fiony Macleod (właśc. William Sharp). Rakowska dramatycznie przedstawiała życie Irlandczyków, narodu podbitego przez społeczność angielską, budującą swą wielkość na głodzie, biedzie, nieszczęściu innych. Pokazywała, jak wespół z oporem i organizacjami konspiracyjnymi powstawały instytucje literackie, pisma, stowarzyszenia. Poezja długo tchnęła nienawiścią i żądzą odwetu; zdaniem krytyczki, ulegając tym emocjom, nie stanowiła niezależnej twórczości. Dopiero Młoda Irlandia wyzwoliła żywioł uczucia i pozwoliła literaturze narodowej stanąć na szczycie dokonań duchowych (Literatura Młodej Irlandii, „Literatura i Sztuka. Dodatek do »Nowej Gazety«” 1908, nr 2–3). John Merchant, pisząc współcześnie o trudności w odbiorze Synge’a przez pisarzy Młodej Polski, choćby ze względu na dominujące w recepcji wątki narodowo-tożsamościowe, wyróżnił dwoje krytyków, którzy uchronili się od tej praktyki – Adolfa Nowaczyńskiego i Marię Rakowską. Opinię oparł na znajomości wypowiedzi krytycznych Rakowskiej na temat dzieł anglojęzycznych (List angielski, „Krytyka” 1909, t. 10; Teatr irlandzki, „Krytyka” 1911, t. 32; John Mellington Synge, „Przegląd Warszawski” 1923, nr 27; Zarys literatury angielskiej). Artykuł o przyczynach upadku teatru angielskiego po Shakespearze stanowi znakomicie uargumentowany wywód, godzien profesjonalnego teatrologa; autorka wini za zapaść sceny brytyjskiej z trudem przełamywane zakazy nałożone na teatr w epoce purytańskiej, które przyczyniły się do całkowitego spowszednienia gustów publiczności (Współczesny teatr angielski, „Biblioteka Warszawska” 1908, t. 1). Równie kompetentnie zabrała głos w kwestii teatru irlandzkiego (Teatr irlandzki).

Dziesięć lat później, znów jako pierwsza, przekazywała polskiej prasie informacje o prozie Marcela Prousta, dokonując ogólnego wprowadzenia do jego cyklu powieściowego; opinia Rakowskiej nie była odkrywcza, ale nie taki był cel wypowiedzi. Przesadę stanowi dopatrywanie się w jej artykule błędów interpretacyjnych, co podnoszą współcześni krytycy i historycy literatury, nb. bez sięgania do źródła (Marcel Proust, „Tydzień Polski” 1922, nr 21; u tych autorów w przypisach i bibliografii pojawiła się błędna lokalizacja artykułu, która nie została nigdzie zweryfikowana, a więc – jak można wnioskować – artykuł nie był w ogóle czytany). Tak się złożyło, że eseistyką Waltera Patera pierwsi zainteresowali się Włosi, zaraz po nich polscy krytycy (lub polskiego pochodzenia, jak Théodore de Wyzewa), którzy publiczność własną i francuską zaznajamiali z twórczością wybitnego historyka sztuki. Rakowska przełożyła na język polski esej Patera Pico della Mirandola („Sfinks” 1910, nr 8–9) i kilka innych jego tekstów. Pisała też o wzmożonej emigracji Anglików i Irlandczyków do Australii i Kanady, poświęcając szczególną uwagę poecie Williamowi Bliss Carmanowi (Literatura Młodej Anglii, „Nasz Kraj” 1908).

Równocześnie informowała prasę francuską o polskich autorach, jej esej napisany po śmierci Stanisława Wyspiańskiego, konsekwentnie włączający jego twórczość w nurt sztuki współczesnej, przez połączenie funkcji informacyjnej z funkcją stricte krytycznoliteracką stanowił prawdziwy majstersztyk (Stanislas Wyspianski, „La Revue” 1909, vol. 5). Współpraca z „Mercure de France” oraz „Fois et Vie” dotyczyła – jak można przypuszczać – wewnątrzredakcyjnego przekładu materiałów polskich lub konsultacji. Krytyczka podjęła ją w trudnym okresie wojny (1914–1916). Ale, jak wynika ze słów Zygmunta Lubicz Zaleskiego – krytyka literackiego i członka polskiej wspólnoty artystycznej w Paryżu w różnych latach – anonimowe prace redakcyjne, np. prowadzenie kroniki polonijnej, lub prace przekładowe Rakowska mogła wykonywać również później: „Godzi się natomiast przypomnieć o zbożnej pracy literackiej p. Marii Rakowskiej, pracy tym trudniejszej, że na obcym gruncie, a tym cenniejszej i bardzo cenionej, że sumiennej i dyskretnej” (Jak tu nie być feministą?, „Kurier Warszawski” 1924, nr 57). Artykuły przeglądowe na temat literatury polskiej zamieszczała też w organach prasowych organizacji polonijnych, np. w „Bulletin Polonais Littéraire, Scientifique et Artistique”, i w innych pismach emigracyjnych wydawanych we Francji.

Kilka słów na zakończenie. Mieszkała w Paryżu, ale garnęła się do spraw polskich. Informowała Francuzów o położeniu rodzinnego kraju. Współpracowała z Wojciechem Korfantym podczas plebiscytu śląskiego (PSB). Dostarczała Polakom wiedzy na temat kultury i literatury zachodniego świata, w tym także pasa transatlantyckiego. Francuzom przekazywała starannie przemyślany obraz indywidualności polskiego życia literackiego. Najtrwalszym rodzajem jej pracy były tłumaczenia, literackie i nieliterackie, sygnowane nazwiskiem i anonimowe. Jedne i drugie wykonywała z taką samą starannością.</document>
<document nplp_id="13763" title="Rettinger Mieczysław" slug="rettinger-mieczyslaw">Krytyk, publicysta, działacz polityczny, bibliofil. Pseudonimy i kryptonimy: Karol Miecz.; Jan Opolski; Ret.; R.; r.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 X 1890 we Lwowie jako syn Zygmunta i Jadwigi z Chądzyńskich (1865–1949); był starszym bratem Kazimierza (1891–1933), oficera, prawnika, Stefana (1892–1940) i Romana (1899–1958), oficerów i lekarzy. Edukację gimnazjalną rozpoczął prawdopodobnie we Lwowie w 1900 r. i w jej trakcie poznał uczącego się na zasadzie tzw. prywatysty Piotra Dunin Borkowskiego, z którym przyjaźnił się przez całe życie. W 1903 r. zaczął uczęszczać do I Gimnazjum w Stanisławowie, udzielał się tam w kółku teatralnym, w czerwcu 1908 r. zdał maturę. W tymże 1908 r. wszedł w skład kierownictwa lwowskiej młodzieżowej socjalistyczno-niepodległościowej organizacji Promień, w 1909 r. w jego organie, „Promieniu”, debiutował jako krytyk literacki. W 1909 r. wstąpił na Uniwersytet Lwowski, studiował filologię, a według niektórych źródeł także pedagogikę. Podczas uroczystości czterechsetlecia bitwy grunwaldzkiej uczestniczył w upamiętniającym wydarzenie pochodzie robotniczym i pod pomnikiem Adama Mickiewicza wygłosił orację jako przedstawiciel „młodzieży postępowej wszystkich odcieni”. Dnia 11 X 1910 na pogrzebie Marii Konopnickiej przemawiał w imieniu studentów lewicowych zrzeszonych w międzyuczelnianym Towarzystwie Polskiej Postępowej Młodzieży Akademickiej „Życie”. W organizacji tej, stanowiącej przedłużenie Promienia, pełnił funkcję członka Komisji Lustracyjnej, należąc jednocześnie do Komitetu Centralnego Promienia. Prowadząc dość intensywną działalność odczytową, wygłaszał prelekcje m.in. o Felicjanie Faleńskim, Stanisławie Brzozowskim i jego Płomieniach, o fantazji romantycznej. Udzielał się też w Akademickim Kole Polonistów (wystąpienie O estetyce Słowackiego). Uzyskał stopnień doktora, prawdopodobnie na podstawie rozprawy na temat powieści Kraszewskiego (w 1912 r. „Pamiętniku Literackim” ogłosił Notatki. O technice powieści Kraszewskiego, informując, że to „część większej całości”). W 1911/1912 r. był aplikantem we lwowskim Gimnazjum VI, natomiast od 10 IX 1912 zastępcą nauczyciela języka polskiego w Żółkwi. W tym czasie zacieśniły się jego relacje uczuciowe z Ludwiką, zwaną Wichuną (nazwisko panieńskie nieznane), z którą połączył się węzłem małżeńskim. Od 1911 r. – razem z Romanem i ze Stefanią Jaworskimi, z Romanem Zrębowiczem i Piotrem Dunin Borkowskim – współtworzył Klub Konstrukcjonalistów, wspierany niekiedy przez Karola Irzykowskiego; Klub odbywał regularne spotkania w kawiarni Szkockiej. Swoje prace krytyczne Rettinger publikował we lwowskim „Życiu”, które współredagował, w „Widnokręgach”, do których zespołu też należał, w krakowskiej „Krytyce”, „Pamiętniku Literackim”, „Bibliotece Warszawskiej”, a po I wojnie światowej w „Krokwiach”. W 1913 r. opublikował dwie książki krytyczne Wśród współczesnych liryków polskich oraz Notatki o pozytywistach. W l. 1915–1917 był zatrudniony w ulokowanym najpierw we Lwowie, od września 1915 r. w Krakowie, a od listopada w Wiedniu – Biurze Prasowym Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego (NKN), do którego zadań należało śledzenie prasy austriackiej, szwajcarskiej i niemieckiej, a także podsuwanie pracującym dla niej dziennikarzom tematyki polskiej dotyczącej w szczególności osiągnięć militarnych oraz omawianie niemieckich publikacji na temat Polaków i Polski. W 1917 r. został oddelegowany do pracy tłumacza i referenta w biurze Departamentu Spraw Politycznych Tymczasowej Rady Stanu. Na przełomie marca i kwietnia 1917 r. zamieszkał wraz żoną w Warszawie. Artykuły publicystyczne i krytycznoliterackie ogłaszał wówczas głównie w „Wiadomościach Polskich”. Jeździł po kraju z odczytami dotyczącymi problematyki politycznej i prasoznawczej (O imperializmie angielskim w wojnie obecnej; Rola prasy w polityce międzynarodowej). W 1919 r. objął redakcję „Przeglądu Dyplomatycznego”. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 201. pułku piechoty. W l. 1924–1926 przebywał w Berlinie jako korespondent „Wiadomości Literackich”, w „Przeglądzie Współczesnym” opublikował studium Niemcy w roku 1924. Fakty i spostrzeżenia (1924, nr 27–28). Nie zaprzestawał działalności odczytowej o charakterze zarówno politycznym, jak i literackim (m.in. O twórczości Wedekinda). Swoje artykuły drukował na łamach „Dźwigni”, „Kuriera Lwowskiego”, „Kuriera Polskiego”, „Kuriera Warszawskiego”, „Krokwi”, „Przeglądu Współczesnego”, „Południa”, „Przełomu”. Zaangażowany w politykę po stronie piłsudczykowskiej, był prawą ręką Piotra Dunin Borkowskiego, kiedy ten w l. 1928–1929 piastował stanowisko wojewody poznańskiego. W styczniu 1929 r. Rettinger zaczął wydawać prorządową „Gazetę Zachodnią”, która wychodziła do 1930 r. Od początku lat 30. wspomagał w działaniach wojewodę wołyńskiego Henryka Józewskiego, został sekretarzem Izby Rzemieślniczej w Łucku, prowadził czasopismo „Samorząd Rzemieślniczy”, należał do zespołu tygodnika „Wołyń”. W połowie dekady zmienił sympatie polityczne, przystąpił do Frontu Morges, współzałożył periodyk „Odnowa” i wspierał swoim piórem antysanacyjny „Zwrot”. Mieszkanie Rettingerów przy ul. Flory 1 miało charakter salonu literackiego. Oboje pozostawali w przyjaźni z osobami z ich środowiska lwowskiego: Dunin Borkowskim, Jaworskim, a także Stanisławem Vincenzem, gościli u niego w Bystrzcu oraz w Słobodzie Runguskiej, w pensjonacie prowadzonym przez jego pierwszą żonę Lenę. W związku z długotrwałą chorobą nowotworową Ludwiki Rettingerowej w 2. poł. lat 30. regularnie jeździli oni na Huculszczyznę – również do Worochty, Kosowa pod Kołomyją, Zełemianki, często w towarzystwie Jerzego Stempowskiego, który nie tylko był zafascynowany Ludwiką (poświęcił jej Zapiski dla zjawy, powst. 1940–1942) i przyjaźnił się z obojgiem, ale przez wiele lat był ich współdomownikiem. Ludwika zmarła na przełomie 1939 i 1940 r. w domu Vincenzów w Słobodzie, a Mieczysław po jej śmierci przebywał jeszcze kilka tygodni w Kosowie na Huculszczyźnie. Po powrocie do Warszawy włączył się intensywnie w organizację Polskiego Państwa Podziemnego i jego sił zbrojnych. Według wspomnień Janiny Orynżyny miał się wówczas powtórnie ożenić. Na przełomie 1942 i 1943 r. prawdopodobnie wraz z zaangażowanym w tę sprawę Dunin Borkowskim uczestniczył w negocjacjach z Ukraińcami, które zmierzały do zawarcia strategicznego porozumienia w obliczu wspólnych nieprzyjaciół. Aresztowany przez Niemców w lutym 1943 r., był torturowany w alei Szucha, a następnie przetransportowany do KL Sachsenhausen i umieszczony w Zellenbau, w wydzielonej, najsilniej strzeżonej części obozu. Został tam zamordowany w pierwszym tygodniu sierpnia 1944 r., prawdopodobnie równocześnie z gen. Stefanem Roweckim Grotem.

We lwowskim „Promieniu”. W roli krytyka literackiego Rettinger zaczął występować w 1909 r., pisząc najpierw dla „Promienia” pod pseudonimem Karol Miecz., a następnie już pod własnym nazwiskiem dla „Krytyki”, „Widnokręgów”, „Biblioteki Warszawskiej”, „Pamiętnika Literackiego” i in. Recenzje i szkice powstałe dla „Promienia”, w którym publikował do 1911 r., odznaczają się dużą jak na 18-letniego debiutanta wnikliwością i bezkompromisowością osądów, pogłębianych o spostrzeżenia na temat ówczesnych nastrojów w polskim społeczeństwie. W swojej interpretacji Wirów Henryka Sienkiewicza i Dzieci Bolesława Prusa uznał, że wartość artystyczna stała się w obu wypadkach drugorzędna wobec zamiaru ukazania negatywnych konsekwencji przedstawionych w nich postaw: „[…] są Dzieci właściwie jedną z Kronik tygodniowych Prusa. Jak tamte – mają Dzieci ten sam ton, to samo opracowanie i taką samą całość składającą się z założenia, dowodu i… morału. Nic dziwnego, że fałszywe założenie sprowadziło niedokładny dowód i wręcz nieodpowiedni morał”. Sienkiewicz natomiast jego zdaniem „zagrał va banque! i przegrał, jak zdaje się ostatecznie”, ponieważ Wiry stanowią „miejsce zupełnych odpustów” oraz „sumienny alembik dla swojskości wszelkiej myśli” (Poskramiacze [„Wiry” H. Sienkiewicza i „Dzieci” Prusa], „Promień” 1910, nr 6). Ocena ta nie dziwi, skoro zbiorcza recenzja czterech utworów Andrzeja Struga: Jutra…, Dziejów jednego pocisku, jak też Ze wspomnień starego sympatyka i W twardej służbie, czyli drugiej i trzeciej serii Ludzi podziemnych – stanowi gloryfikację sportretowanych tam rewolucjonistów (w „aureoli bohaterskiego czynu”), a zarazem pochwałę sztuki autora, rapsoda „podziemnych”, którą wzmacniają cytaty ze Stanisława Wyspiańskiego i Stanisława Witkiewicza oraz kontrastowe porównanie z Nie-Boską komedią Zygmunta Krasińskiego (Andrzej Strug, „Promień” 1910, nr 8–9). Uczestników socjalistycznej konspiracji krytyk przedstawił jako potężne indywidua, zrelacjonował ich różnorodne losy i całkowicie zignorował elementy tendencyjności i mechanizmy heroizacji. Tak samo jest w recenzji Sułkowskiego Stefana Żeromskiego, krytyk skupił się w niej na analizie motywacji tytułowego bohatera, skreślił swego rodzaju konterfekt psychologiczny postaci historycznej, pomijając przy tym ocenę artystyczną dramatu ([rec.] S. Żeromski, „Sułkowski. Tragedia”, „Promień” 1911, nr 1–3).

Artykuły Rettingera odnosiły się do bieżących wydarzeń z życia literackiego: na setną rocznicę urodzin Juliusza Słowackiego przedstawił dzieje, przejawy i znaczenie jego kultu, zauważając, że opinia publiczna z okazji tego jubileuszu skoncentrowała się na dalszoplanowej kwestii miejsca pochówku wieszcza zamiast rozważyć sens pozostawionych przez niego utworów i ich rolę w najnowszych dziejach narodu polskiego. „Klęską jest dodawanie rzeczy, leżących poza sferą twórczości Słowackiego” – pisał. „Jego sposób myślenia jest niesłychanie ważnym i do pewnego stopnia historycznie rozstrzygającym”. Następnie wskazał właściwy jego zdaniem, choć z pewnością niewolny od wpływu wcześniejszych, nietzscheańskich interpretacji, kierunek dalszego odczytywania myśli wieszcza: „Wypracowanie wewnętrzne Jego wskazań (nieustanna wola ku wielkości człowieka) jest motywem i treścią kultu Słowackiego” (Kult Słowackiego, „Promień” 1909, nr 1).

Wnikliwe, patetyczne, poważne w tonie, jakkolwiek niewolne od akcentów ironicznych studium osobowości i zasług poetki stanowi portret pośmiertny Marii Konopnickiej. Wspominając jej pogrzeb, Rettinger nazywa ją „pisarką bólu”, urastającą nawet do miana „spracowanej wieszczki”, przypomina nadany jej kiedyś „czcigodny przydomek: poetki proletariatu”. Krytyk podejmuje próbę nakreślenia całościowego wizerunku Konopnickiej, z dorobku autorki wyróżnia studium o Mickiewiczu i Pana Balcera. Uderza w afirmatywne tony, kiedy przypomina jej zasługi, lecz nie unika nawet w tej szczególnej sytuacji pewnych złośliwości: „Szła jak Lilla Derwidowa z harfą siedmiostruną przez dziesiątki lat pracy, nie borykając się z niczym tak bardzo, jak z codziennymi sposobnościami roztrwaniania siebie na drobną monetę wierszyków cudnych, lecz, jak niezłączone perły, mało widocznych” (Maria Konopnicka, „Promień” 1910, nr 10–11).

We lwowskim „Życiu”. Rok 1910 był niezwykle twórczy i znaczący w biografii młodego recenzenta. Oprócz „Promienia” swoje prace opublikował on wówczas w „Widnokręgach”, a równolegle rozpoczął ścisłą współpracę z „Życiem” i regularną z „Krytyką”; ta ostatnia będzie trwała prawie do I wojny światowej. W artykułach zamieszczanych we lwowskim „Życiu” Rettinger – już pod swoim własnym nazwiskiem – kontynuował omawianie bieżącej produkcji literackiej. Na przykładzie wydanych wtedy powieści Gabrieli Zapolskiej – Szaleństwa, Śmierci Felicjana Dulskiego, O czym się nie mówi oraz Kaśki Kariatydy – przedstawił zagadnienie pisarstwa kobiecego, zwracając uwagę na zasługi autorki w „pokazywaniu, jak wygląda uwolniona od męskich wzorców wyobraźnia kobieca”, dzięki czemu ostatecznie docenił jej twórczość mimo sformułowanego równolegle osądu, że nie wyszła ona „poza stadium generalnej próby” (Powieści Zapolskiej, „Życie” 1910, z. 8). W artykule pośmiertnym o Faleńskim podkreślił gatunkowe i tematyczne zróżnicowanie pozostawionego przez niego dorobku, określonego mianem „niecodziennego” oraz „stworzonego w wielkim, a zawsze bezinteresownym wysiłku” (Felicjan Faleński, tamże, z. 5). Wskazywał wielkość, czcigodność tego twórcy jako poety, dramaturga, publicysty (także jako popularyzatora A.E. Poego czy M. Sępa Szarzyńskiego) i uzasadniał swoje oceny argumentami płynącymi z gruntownej znajomości jego dzieła, czym pośrednio tłumaczył stwierdzenie, że uporczywie doczepiana do Faleńskiego „pseudotragiczna maska zapomnianego jest fałszywą i filisterską” (tamże); dorobek poety Rettinger przedstawił szerzej i sklasyfikował podczas odczytu w sali „Życia” 15 XI 1910 (Z sali odczytowej, „Kurier Lwowski” 1910, nr 535; wyd. popołud.).

Równą gruntownością w przygotowaniu cechuje się Studium o Reymoncie („Życie” 1910, nr 31–33, 34–36). Zawiera ono wprawdzie akcenty krytyczne, lecz zarazem dowodzi „bezinteresowności” – za nią chwalił też Faleńskiego, który odszedł od zauroczenia zaangażowaniem literatury, pisał również o artystycznej doniosłości i „prawowitości formalnej” prac powieściopisarza (tamże, nr 31–33). W zamiarze krytyka studium to miało niejako otworzyć drogę do badań nad sztuką powieściopisarską Władysława Stanisława Reymonta inspirowanych np. metodą Ferdinanda Brunetière’a (tamże). Prace Rettingera, będącego wszak wówczas studentem, świadczą o imponującym czytelniczym rozeznaniu, znajomości poetyki i filozofii literatury oraz wiedzy o jej socjologicznych uwarunkowaniach. W sposób dowcipny, pamfletowy krytyk użył jej w artykule Lwowska bohème („Życie” 1911, z. 39, 41) będącym zbiorowym, pełnym nieczytelnych już dzisiaj aluzji portretem lwowian paradujących po bulwarach i niezobowiązująco stylizujących się na cyganów (wśród nich członków „Koła Literacko-Artystycznego”). Rettinger podejmował rozważania filozoficzne, przybliżając czytelnikom „Życia” co istotniejsze ustalenia ze Śmiechu Henriego Bergsona, skupiając się przede wszystkim na zagadnieniach społecznej natury śmiechu, opozycyjnej do indywidualistycznego tragizmu, ilustrując tezy myśliciela fragmentami jego traktatu („Życie” 1911, z. 38). Fascynacja problematyką filozoficzną idzie w parze ze skłonnością do filozofowania, która niejednokrotnie odbija się negatywnie na języku artykułów Rettingera, grawitującemu miejscami ku ekskluzywizmowi.

W „Widnokręgach”. Z powodu zbieżności zainteresowań autorzy „Widnokręgów”, zmierzający do pogłębienia refleksji o kulturze, włączyli Rettingera do swojego grona. Druk w tym czasopiśmie, dbałym o poziom refleksji, stanowił dla młodego autora niewątpliwe wyróżnienie. Zamieścił on tam recenzję Rówieśnic Zofii Nałkowskiej, omówienie twórczości Mieczysława Srokowskiego w związku ze śmiercią prozaika oraz szkic Sztuka Orzeszkowej będący po części polemiką z rozprawą Walerego Gostomskiego Praca u podstaw w powieściach Orzeszkowej oraz z literaturą na temat tej autorki. Pierwszy akapit recenzji Rówieśnic realizuje młodopolską konwencję „mówienia z wnętrza dzieła” (M. Głowiński), dalej autor zachowuje dystans zarówno do języka, jak i przedmiotu ocenianych utworów, dążąc do wskazania stosunku bohaterek powieści „do konwencji”, a następnie do uchwycenia jej cech formalnych oraz odniesienia jej do kilku innych utworów Nałkowskiej ([rec.] Z. Nałkowska, „Rówieśnice”, „Widnokręgi” 1910, z. 7). W aforyzmie kończącym w intencjach łagodną, wyrozumiałą, ale w istocie dość krytyczną charakterystykę Srokowskiego: „Przeżycie jest tylko trafunkiem, lecz poznawanie zasługa” (Mieczysław Srokowski, „Widnokręgi” 1914, nr 17) – Rettinger wyraził jedną z myśli przewodnich swojego pisarstwa, a mianowicie niezgodę na ekspansję emocji w literaturze, które wskutek nadużywania tracą siłę wyrazu i konwencjonalizują się; dominacja sfery uczuciowej nad sferą intelektualną prowadzi do „przerabiania ludzi z męczenników myśli na męczenników instynktu”, jak u Guy de Maupassanta (tamże). Krytyk nazwał to „zabijaniem całkowitości w człowieku” i sprzeciwiał się temu procesowi. W imię integralności człowieka upomniał się o docenienie pierwiastka artystycznego w dziełach Elizy Orzeszkowej, ich wartości estetycznych, a nie tylko etycznych (Sztuka Orzeszkowej, „Widnokręgi” 1910, nr 14). Wśród prób wydobycia tych ostatnich wyróżnił krytyczne uwagi Karola Irzykowskiego jako recenzenta Ad astra (Glosy do współczesnej literatury polskiej, „Głos” 1905, nr 3, 10); taki dialog z Irzykowskim, czy to za pomocą bezpośrednich odwołań, czy aluzyjnie, np. przez wspomnienie Friedricha Hebbla (parokrotne), Rettinger prowadził przez wiele lat. W sposobie uprawiania przezeń krytyki można wskazać też sporą zależność od Stanisława Brzozowskiego: na poziomie kompozycji (dialog w szkicu otwierającym Współczesnych liryków polskich), stylu (np. mieszanie długich okresów zdaniowych z okresami krótkimi, aforystycznymi, częste przywoływanie znaczących, niekiedy tych samych nazwisk, m.in. Momberta), budowy dyskursu na zasadzie charakterystyk porównawczych.

W „Krytyce”. W kręgu Klubu Konstrukcjonalistów. Pierwszą pracą młodego autora ogłoszoną w „Krytyce” była recenzja Uśmiechów godzin Leopolda Staffa, w której w sposób sobie właściwy niemal od początku działalności próbuje uchwycić istotne cechy nie tylko tego tomu, ale całej metody twórczej poety. Jest ona w opinii krytyka wyrozumowana, beznamiętna, izolująca poszczególne stany psychiczne, „mozaikowa”, aktorska, choć nie teatralna, skupiona na człowieku w ogóle, a nie na osobnym indywiduum (w przeciwieństwie do Ch. Baudelaire’a, R. Dehmla, J. Laforgue’a, T. Micińskiego). Mimo dystansu, a nawet pozorów niechęci, Rettinger dostrzega i docenia indywidualność poetycką lwowskiego autora. Chociaż zauważa: „Kto zaś poćwiartował uczucie, ten nie zaznał namiętności”, przy końcu pisze z uznaniem: „Czysto i dźwięcznie brzmi chromatyczna gama odegrana bez opuszczenia żadnego ćwierćtonu” (Ostatnie poezje Leopolda Staffa, „Krytyka” 1910, t. 4, z. 11, listopad). Swoje wypowiedzi krytyk buduje z serii sądów lub ich obrazowych ekwiwalentów, niekiedy tak złożonych, że trudnych do rozszyfrowania albo skondensowanych do nieczytelności, hermetycznych, innym razem celnych czy co najmniej godnych zastanowienia.

Trudność w obcowaniu z pisarstwem krytycznym, w którym ujawniają się napięcia między ambicjami artystycznymi i filozoficznymi, polega na tym, że niejednokrotnie wymaga ono sporego wysiłku interpretacyjnego. Najwyraźniej potrzebna jest tu znajomość „sztuki zgłębiania zagadek” postulowana przez Rettingera w stosunku do opowiadań Jaworskiego. Odniesienie tej formuły do krytyka tłumaczy przynależność obu autorów do tego samego ugrupowania, tj. do nieuznającego granic między krytyką a sztuką Klubu Konstrukcjonalistów. Swoją afiliację twórczą Rettinger ukazał już w tytule recenzji Historii maniaków, nadając mu postać Nowe konstrukcje („Krytyka” 1911, t. 30, z. 3), a po prawie 10 latach uwierzytelnił, przygotowując artykuł o charakterze programowym, Rodowód wartości literackich („Krokwie” 1920, z. 1). Niewątpliwe w swojej interpretacji krytyk podejmuje kwestie dyskutowane w Klubie, przywołuje The Man Who Was Thursday Gilberta Keitha Chestertona, powieść cenioną i omawianą przez Romana Zrębowicza, odnosi się polemicznie do koncepcji „ocalania istoty rzeczy” wyłożonej przez Irzykowskiego w ramach recenzji Historii maniaków (K. Irzykowski, Ocalanie istoty rzeczy, „Widnokręgi” 1910, z. 16–17). Prawdopodobnie również ze spotkań w Szkockiej, które odbywały się w atmosferze dandyzmu, Rettinger wiedział, że dla Jaworskiego ważne były też nazwiska André Gide’a, Remy’ego de Gourmonta, Maurice’a Barrèsa i je w swojej cennej recenzji przywołał. Dominantą odczytania uczynił problem maniactwa jako odbicia idealistycznego uporu, indywidualizmu, samotności, melancholii, wyrafinowania, a wreszcie swego rodzaju dyscypliny twórczej, słowem – konstrucjonalizmu. „Maniacy – zauważa Rettinger w myśl zasad dandysowskich – nie znoszą niespodzianek, gdyż przypadek psuje najczęściej wymarzoną linię. Odbiera jej określony już przedtem zakres, […] gdy najcudniejszą i najbardziej wartościową jest konsekwencja manii” (Nowe konstrukcje). Sztuka zgłębiania zagadek wymaga odwagi, sił koniecznych do podjęcia intelektualnego wyzwania, zdolności do „rozplątywania opowieści”, które mozolnymi drogami prowadzi czytelnika do nagrody, do swego rodzaju objawienia dającego mu możność odczucia pełni, „bez żadnej szkody ni na ciele, ni na duchu” (tamże). Niekiedy jednak to wprowadzenie w arkana rozwikływania zagadek samo robi się zagadkowe i wówczas właśnie rola ich wykładacza staje się problematyczna, jako że nie można obejść się bez następnego piętra egzegezy. Łatwiej na nie wejść, jeżeli krytyk staje się przy tym – jak to proponował Oscar Wilde – artystą, trudniej, jeżeli tylko filozofem czy psychologiem.

Od mało przejrzystej refleksji Rettinger zaczął recenzję Synów ziemi (O „Trylogii” Przybyszewskiego, „Krytyka” 1911, t. 32, wrzesień), by uwolnić oceniany utwór od opinii, że stanowi on jedynie „suplement”, „komentarz” do przeżyć autora, z których część on ujawnia, a część kamufluje – i skupić się na kwestiach psychologicznych i etycznych, na mechanice uczuć i decyzji bohaterów, bez najmniejszych odniesień do biografii, legendy czy plotki (od których tak bardzo się dystansuje, że nawet ich wprost nie wspomina). Stwierdził, że Synowie ziemi odbiegają, a szczególnie druga część tej trylogii – Dzień sądu, zasadniczo od wcześniejszych utworów i „są pokonaniem liryzmu Przybyszewskiego” (tamże). Postawił przy tym tezę, że powieść powstała dla analizy tej samej sytuacji, której kondensację stanowi dramat Gody życia. Istotnego dla epoki słowa „życie” użył w swojej recenzji niejednokrotnie.

Następne publikacje Rettingera w „Krytyce” stanowiły omówienia twórczości George’a Bernarda Shawa i Augusta Strindberga (Dwa warsztaty. (Organizacja Shawa i Strindberga), „Krytyka” 1912, t. 34), dwóch monografii o Johannie Wolfgangu Goethem (Goethe, [rec.] H.S. Chamberlain, „Goethe”; G. Simmel, „Goethe”, „Krytyka” 1913, t. 38, 40) oraz czterech prac, które według Rettingera łączy ze sobą dążenie do wyekstrahowania esencji ludzkiej wielkości (Krytyka wielkości, [rec.] S. Ibsen, „Menschliche Quintessenz”; A. France, „Les Dieux ont soif ”; M. Harden, „Köpfe”; E. Ludwig, „Bismarck”, tamże). Bardzo chętnie Rettinger sięgał po pozycje wydane po niemiecku. Doskonała znajomość tego języka zapewniała mu wgląd nie tylko w kulturę krajów niemieckojęzycznych, ale też – za pośrednictwem tłumaczeń – angielską czy szwedzką. Błyskotliwe zestawienie Shawa i Strindberga zaczyna się od ustalenia stosunku ich obu do kłamstwa konwencjonalnego, z którego ujawnieniem dla pierwszego „sprawa się kończy”, a dla drugiego „dopiero zaczyna” (Dwa warsztaty). Artykuł ukazuje nie tylko twórczość ich obu, ale i maksymalistyczną metodę krytyka ujawniającą się w stwierdzeniu, że „pisma Strindberga właściwej wagi i oświetlenia nabywają dopiero przy próbach ogarnięcia ich całości i nieraz całkiem inaczej wyglądają samoistnie, a inaczej w zespole z innymi. Dzieła Shawa układają się natomiast zawsze tak samo, choćby odrębnie i w odmiennym porządku czytane” (tamże). Dla tego „społecznego korektora”, jak go nazywa, „wszelka konstrukcja całości jest zbędną”, a „u Strindberga szkielet jest czymś stałym i to on formuje resztę organizmu” (tamże).

Obszerny, dwuczęściowy szkic napisany w związku z dwoma syntetycznymi ujęciami Goethego: Houstona Stewarda Chamberlaina i Georga Simmla, starannie zredagowany, uwidacznia rozległość zainteresowań i wnikliwość spojrzenia Rettingera. Referuje on, a zarazem z dystansem komentuje metodę i rezultaty badań tudzież dociekań ich obu, zderza je ze sobą w paradoksie: „W dziele Chamberlaina uczymy się rozumieć myślenie Goethego, w dziele Simmla myślimy o rzeczach, które Goethe rozumiał”. Zachowuje przy tym niezależność wobec obu filozofów i dotrzymuje im pola. Szkic o Goethem ściśle wiąże się ze zbiorczą recenzją prac kontynuujących myśl Ralpha Waldo Emersona z jego Przedstawicieli ludzkości czy Thomasa Carlyle’a z jego Bohaterów i podejmujących refleksję o sukcesach czy porażkach człowieka w dążeniu do wielkości.

Artykuły z „Krytyki” trzeba uznać za najlepsze w dorobku pisarza, być może również dzięki zasłudze kompetentnej redakcji. Nie może też dziwić, że do bardzo dopracowanych i udanych tekstów należy recenzja naukowa monografii Stanisława Tarnowskiego Julian Klaczko („Biblioteka Warszawska” 1911, t. 3) wykorzystana nieco później w Notatkach o pozytywistach oraz ów „urywek z większej całości” zatytułowany O technice powieści Kraszewskiego. Uwagi ogólne („Pamiętnik Literacki” 1912, z. 3). „Konstruujemy tutaj wizerunek typowej powieści Kraszewskiego” – Rettinger wyjaśniał cel tego fragmentu swojej pracy, która do dzisiaj znajduje pewien oddźwięk w badaniach naukowych.

O pozytywistach. O poetach. Ukazanie się w 1913 r. dwóch książek – Wśród współczesnych liryków polskich oraz Notatek o pozytywistach – powinno stanowić punkt zwrotny w biografii Rettingera i jako krytyka, i jako uczonego. Tymczasem z pewnością mu one nie pomogły w być może rozważanym wejściu na płaszczyznę akademicką, a może i zaszkodziły, jako że w obu publikacjach silnie dały o sobie znać negatywne cechy jego warsztatu pisarskiego i naukowego, a także sprzeczna z gruntownością wiedzy – nonszalancja. Żaden z bohaterów pracy o pozytywistach: Stanisław Krzemiński, Bronisław Chlebowski, Bolesław Prus i Julian Klaczko nie da się określić jako pozytywista bez zastrzeżeń, większości z nich nie da się tak nazwać w ogóle. Wśród współczesnych liryków polskich sprawia wrażenie odwrotności Notatek, a to z powodu nadmiernego zagęszczenia myśli („Chcę ścieśnić zagadnienie Kasprowicza do wymiarów koniecznych” – deklaruje krytyk) i splątania wątków interpretacyjnych. Także w tym erudycyjnym zbiorze szkiców można szukać celnych czy dających do myślenia spostrzeżeń na temat Jana Kasprowicza, Leopolda Staffa, Tadeusza Micińskiego, a przy okazji wielu innych twórców. Stałe w refleksji Rettingera dążenie do ustalania „zgodności wewnętrznej istoty pisarza z jego artystyczną świadomością” (Sztuka Orzeszkowej) było zbyt maksymalistyczne, by zawsze mogło dawać satysfakcjonujące rezultaty. Tym bardziej nie przyniósł ich ostatni szkic zbioru, Wobec przyrody, obiecujący intelektualne opanowanie szalejącej w literaturze „zawieruchy duchowej”, napisany jednak na takim poziomie ogólności, który sam przyprawia o zawrót głowy.

Przesilenie. Rok 1913 był w karierze Rettingera rokiem przesilenia. Wskutek przedwczesnego uzewnętrznienia skłębionych i niejednokrotnie niedojrzałych jeszcze idei doszło, jak można sądzić, do załamania spodziewanej kariery naukowej i zwątpienia w kompetencje krytyczne. Podczas I wojny światowej zajmował się on głównie problematyką polityczną i społeczną – w praktyce i teorii. Poruszał ją w „Wiadomościach Polskich”, m.in. pisząc o stanowisku Niemiec w sprawie przyszłości Kurlandii i Inflant („Wiadomości Polskie” 1917, nr 98) bądź przedstawiając charakterystykę imperializmu (tamże, nr 141). Nie zrezygnował jednak całkowicie z roli krytyka literatury, recenzując na łamach tygodnika najnowsze publikacje książkowe, takie jak Koniec epopei Kazimierza Przerwy-Tetmajera (tamże, nr 118), Antyk Wyspiańskiego Tadeusza Sinki (tamże, nr 119) czy Święty ogień Antoniego Sygietyńskiego („Wiadomości Polskie” 1918, nr 174). W 1916 r. dał apoteozę zmarłego w tym czasie Henryka Sienkiewicza („Wiadomości Polskie” 1916, nr 104). Również w dwudziestoleciu raz po raz sięgał po pióro recenzenta, omawiając utwory autorów, o których pisał już wcześniej, m.in. Chimerę Struga („Wiadomości Polskie” 1918, nr 171), Wesele hrabiego Orgaza Jaworskiego („Przegląd Współczesny” 1925, t. 13) czy Lodowe pola („Przegląd Współczesny” 1927, t. 20) i Choucas Zofii Nałkowskiej (tamże, t. 21).

Podsumowanie. W 1914 r. w stałym dziale Wśród współczesnych krytyków ukazał się artykuł Kazimierza Błeszyńskiego Mieczysław Rettinger („Krytyka” 1914, t. 42, z. 6). Jest to jedyny portret tego lwowianina jako krytyka, niestety wyłącznie duchowy, wyspekulowany. Błeszyński jak najsłuszniej nazywa bohatera swojego artykułu „krytykiem-myślicielem” (tamże) i parokrotnie podkreśla złożoność jego dociekań i stylu, wskutek czego „studia o »lirykach współczesnych« nie są lekturą łatwą – lekturą dla wszystkich lub choćby dla wielu” (tamże). Niektóre oceny Błeszyńskiego znajdują potwierdzenie w innych wypowiedziach współczesnych: z jednej strony „p. R. uchodzi […] za krytyka bardzo zdolnego, subtelnego, o odcieniu filozoficznym”, z drugiej – obok pochwały erudycji oraz „zdolności spekulatywnych” spotyka go zarzut ciemności myśli, nieskładności języka, nieumiarkowania. „Autor czyni sobie wielką krzywdę” – pisał Zygmunt Matkowski w recenzji pracy krytycznej o liryce. „Rozsiał w formie niedomówień i roztopił w mglistości wiele cennych intuicyjnych założeń, które rozpoznać zdoła tylko ktoś, kto pokrewnymi chodził drogami” („Książka” 1914, nr 3). Pojawia się też dezaprobata dla „zbyt gorączkowego dążenia do zdobycia syntezy” (K. Wojciechowski). Stanisław Wasylewski, którego lekkie podejście do literatury znajdowało się na antypodach metody Rettingera, określił jego „artykuły literackie i recenzje” jako „najeżone załapanymi z Bergsona, Norwida i estetyków modernistycznych terminami tak, aby czytelnik nie więcej mógł pojąć niż sam mętnogłowy autor”. Stwierdził przy tym, że Rettinger stworzył własną szkołę krytyczną, w jakiej przez pewien czas, na szczęście krótki, miał niby terminować Roman Zrębowicz, „bardziej jednak wartościowy i pozytywny”. Wasylewski nie pierwszy raz minął się w tym miejscu z prawdą, mgliście, jak można sądzić, pamiętając o przynależności obu do Klubu Konstrukcjonalistów, ignorując natomiast wpływ Brzozowskiego na autorów tego kręgu.</document>
<document nplp_id="13765" title="Ropelewski Stanisław" slug="ropelewski-stanislaw">Krytyk, leksykograf, poeta, żołnierz. Pseudonimy i kryptonimy: Z.K.; Janusz W.; Nałęcz.

Informacje biograficzne. Urodził się 15 I 1814 w Sulejowie k. Sandomierza jako syn Franciszka Ropelewskiego h. Suchekomnaty (zm. 1829) i Karoliny Andrzejowskiej (zm. 1829); miał brata Konstantego (1810–1896) i trzy siostry: Pelagię (1811–1813), Izabelę (ur. 1812) i Juliannę (1823–1856). W l. 1825–1829 uczęszczał do szkół w Kielcach, później prawdopodobnie podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim. Mając 17 lat, walczył w powstaniu listopadowym, a następnie znalazł się na emigracji we Francji. W 1832 r. krótko był członkiem Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, a w 1833 r. wyruszył ponownie do kraju, uczestnicząc w straceńczej wyprawie porucznika Józefa Zaliwskiego. Następne lata spędził w Paryżu, zajmując się pracą literacką. Był współzałożycielem powstałego w 1834 r. Towarzystwa Słowiańskiego. Wydał tomik poezji zatytułowany Wiersze Nałęcza (1836), które jednak nie wzbudziły zainteresowania emigracyjnej publiczności. Od 1838 r. związał się z czasopismem „Młoda Polska. Wiadomości historyczne i literackie”, zajmując się na jego łamach krytyką literacką. Większość recenzji publikował anonimowo (stąd problemy z ustaleniem autorstwa), używał inicjału Z.K. Był współautorem słownika polsko-francuskiego (Dictionnaire français-polonais, 1839), opublikował też dwie większe rozprawy krytycznoliterackie poświęcone literaturze emigracyjnej (Wspomnienie o piśmiennictwie polskim w emigracji, „Kalendarz Pielgrzymstwa Polskiego na rok 1840”) oraz obszerną przedmowę do wydania drugiego Pamiątek Soplicy Henryka Rzewuskiego (1841). Od 1841 r. należał do Towarzystwa Historyczno-Literackiego. W l. 1844–1845 wykładał historię w Szkole Polskiej w Batignolles w zastępstwie Ludwika Mierosławskiego. W 1848 r. porzucił działalność krytyczną i osiadł w Wielkopolsce. Zmarł 17 VII 1865 w Górce pod Śremem.

Antagonista Słowackiego. Ropelewski był jednym z najwybitniejszych krytyków literackich Wielkiej Emigracji, choć jego dorobek został wnet zapomniany, a krytyk był postrzegany jedynie jako autor niesprawiedliwej recenzji Balladyny i niedoszły przeciwnik Juliusza Słowackiego, którego wyzwał na pojedynek. Do wyjątków należą sądy m.in. Marii Straszewskiej i Mirosława Strzyżewskiego uznające jego działalność krytyczną za ważne zjawisko w emigracyjnych dyskusjach i sporach literackich i przypisujące mu znakomity warsztat erudycyjny oraz rzeczowość i trafność w ocenie literatury emigracyjnej. Należy zrewidować dotychczasowe powierzchowne sądy przypisujące Ropelewskiemu bezinteresowną złośliwość wobec Słowackiego czy też – odwrotnie – bycie jedynie posłusznym narzędziem w ręku wrogiej poecie koterii. Sprawa konfliktu między Ropelewskim i Słowackim została bowiem dalece uproszczona i zmistyfikowana, wpisana w schemat nękanego złośliwymi napaściami genialnego poety i pozbawionego talentu tchórzliwego krytyka. Tymczasem krytyczny stosunek do Balladyny i innych utworów Słowackiego nie był wynikiem prywatnej niechęci krytyka do poety, lecz naturalną konsekwencją wyznawanych przez niego poglądów literackich. Niewątpliwie jego oceny utworów Słowackiego mogą być przykładem krytyki nie tylko wyjątkowo ostrej, ale nawet złośliwej. Wystarczy przytoczyć fragment artykułu o Balladynie („Młoda Polska” 1839, nr 29), w której taką tendencyjną bronią krytyka okazuje się metoda streszczania utworu, wyliczająca po prostu kolejne, krwawe zdarzenia fabularne i pomijająca jednocześnie ich sens w planie całości dramatu. Nie wydaje się jednak, aby przyjęta przez Ropelewskiego metoda krytyczna wynikała z niezrozumienia dramatu czy była dowodem niekompetencji i naiwności krytyka. Ropelewski postępował swoiście pragmatycznie, wiedząc, że tego typu ośmieszenie utworu będzie skuteczne i zniechęci potencjalnych czytelników.

Również sprawa niedoszłego pojedynku Ropelewskiego ze Słowackim, do którego miało dojść 13 VI 1841, wydaje się niezgodna z przyjętą interpretacją tego zajścia. Jak wiadomo, wyzwał on Słowackiego na pojedynek w reakcji na słowa z III pieśni Beniowskiego, będące atakiem na środowisko przyjaciół Adama Mickiewicza, wraz z Eustachym Januszkiewiczem i wskazanym z nazwiska Ropelewskim, na pojedynek jednak się nie stawił. Jeśli odrzucimy podejrzenie o zwykłe tchórzostwo – a biografia krytyka nie daje podstaw do takich posądzeń, młodszy od poety i mający za sobą żołnierską przeszłość Ropelewski miałby w tym pojedynku niewątpliwą przewagę – pozostaje tylko przypuszczenie, że tego pojedynku po prostu miało nie być. Autorzy owej intrygi liczyli, że Słowacki się zlęknie i podpisze kompromitujące go oświadczenie, które utwierdzi na emigracji przekonanie o tchórzliwości poety. Można więc przyjąć, że krytyk nie stawił się na pojedynek nie z powodu obawy o własne życie, lecz przeciwnie – zdał sobie sprawę, że lekkomyślnie wdał się w awanturę, w wyniku której mógł ucierpieć porywczy poeta, zatem poświęcając własny honor, wycofał się.

Styl. Ostry temperament krytyczny Ropelewskiego i bezkompromisowość jego sądów w nie mniejszym stopniu dotykały innych autorów, których utwory omawiał w zamieszczanych na łamach „Młodej Polski” recenzjach. Styl krytycznych not i rozpraw Ropelewskiego był bowiem zawsze pełen bezkompromisowych ataków, ironii, kpiących uwag i zwyczajnych złośliwości. I tak np. o poezjach i dramatach Ludwika Mierosławskiego pisał, że „wyrażają anarchiczną dążność owej bękarciej szkoły, która już nie jest romantyzmem, a jeszcze nie jest szaleństwem” („Młoda Polska” 1838, nr 12), podsumowując swe wywody stwierdzeniem, że „rozwiązanie całego dramatu [Żelazna Maryna] serio każe nam się pytać, czy pan Mierosławski po trzeźwemu pisze swoje poezje” (tamże). Podobnie ocenił Trzy struny Seweryna Goszczyńskiego jako „obrzydliwe strofy, kończone szalonym hasłem do mordu […]. Tak zupełne chybienie ideału dowodzi, że Goszczyński nie jest lirykiem” (Wspomnienie o piśmiennictwie polskim). Jednocześnie o stopniu niezależności Ropelewskiego jako krytyka i niekoniunkturalności jego sądów mogą świadczyć oceny twórczości Mickiewicza, którego bezwzględnie uważał za największego spośród współczesnych poetów, broniąc jednak prawa do nieskrępowanej oceny jego dzieł. I tak np. o Dziadów cz. III pisał krytycznie, że „na rzeczywisty dramat brak mu poważnych pierwiastków przedmiotowości […]. Ci spiskowi są to tylko studenci, ów Tyberiusz jest to tylko bankrut, opilec i szuler. Tamtych zbrodniami zakazane piosenki, tego tyrania obrzydliwa, niegodna” (tamże).

W krytycznej ocenie twórczości Słowackiego przez Ropelewskiego chodziło więc niewątpliwie o bezkompromisowe zwalczanie niektórych jej cech, które krytyk uznawał za sprzeczne ze swoją wizją literatury. Pojawiających się w pismach Ropelewskiego pozytywnych ocen powieści poetyckich Słowackiego, przeciwstawianych późniejszym jego utworom, nie można więc traktować jako ironii, tym bardziej że np. w przedmowie do Pamiątek Soplicy Rzewuskiego sugeruje, że to właśnie Słowacki powinien zmierzyć się z tematem konfederacji barskiej, ma bowiem niezaprzeczony talent epicki, czego dowodem jest według Ropelewskiego Beniowski – jego podziw budzi epickość poematu, choć odrzuca on wszystko, co poza ową epickość wykracza, a więc całą jego warstwę dygresyjną.

Pojmowanie literatury. Krytyka Balladyny wyrastała z konkretnej wizji literatury, którą Ropelewski zawarł we Wspomnieniu o piśmiennictwie polskim w emigracji: „Poza przedmiotowością nie upatrujemy poezji” (tamże). Nie chodziło tu bynajmniej o klasycystyczne postulaty „naśladowania natury” czy zasadę prawdopodobieństwa fabuły. Formuła ta w istocie wyrażała metafizyczną koncepcję poezji jako „wcielonego ideału”. Ropelewski uważał, że „twórczość jest bierną pośredniczką dwóch światów, duchowego i realnego: […]. Tworzyć w sztuce znaczy widniejszym zrobić, co już ma istność swoją bądź w świecie fizycznym, bądź w powszechnym sumieniu ludzi. Utwór poezji jest to wcielony ideał, którego poślednie, lecz wierne podobieństwa napotykamy co krok w rzeczywistości. Poeta widzieć powinien lepiej, ale nie inne rzeczy, jak drudzy” (tamże).

Ropelewski opowiadał się przeciwko wczesnoromantycznej koncepcji poezji jako kreacji „nowych światów”, gry wyobraźni, pełnej fantazji i subiektywizmu oraz potępiał takie tendencje w poezji, widząc w nich zagrożenie dla rozwoju literatury, która zdążyła się otrząsnąć z klasycznych więzów naśladownictwa, lecz stanęła przed nowym niebezpieczeństwem niczym nieograniczonej swobody kreacji: „[…] dziś myślim, że mamy różdżkę czarnoksięską, którą nam dość uderzyć, aby stanęły wnet światy po naszym kaprysie budowane. Stąd w liryzmie ta dążność ekscentryczna, duchowidna, zrywająca rozumowy stosunek poety ze światem. Stąd fantastyczność brana jako element poezji, tak dziś podobna do szczerej niedorzeczności” (tamże). Jako przykład negatywny Ropelewski przywoływał dramatopisarstwo historyczne, nie wymieniając konkretnie nazwisk ani utworów, ale gdy stwierdzał: „Ktoś pisze tragedie, to odsyła ich scenę w czasy, które nie zostawiły po sobie żadnego wzoru dla artysty, żadnego znaku dla potomnych, po czym by się rozeznać na tym obszarze; niżeli rysować osoby i sceny, o których podobieństwie świat mógłby sądzić umiejętnie, […] woli mocą fantazji zaludniać historyczne pustkowie i jakby z nudy kreślić figury dowolne” (tamże), ten opis idealnie pasował do Balladyny.

Bo też istotnie Słowacki – o czym rzadko się pamięta – pisząc Balladynę, drastycznie łamał reguły romantycznego historyzmu, który nakazywał odtwarzać koloryt historyczny, ujawniać rządzące historią prawa i mechanizmy, ale i „wczuwać się” w niepowtarzalny klimat minionych czasów. Słowacki szukał inspiracji w swej własnej wyobraźni wspartej lekturą Williama Shakespeare’a, zamiast odtwarzać ową przeszłość kreował jej całkowicie baśniową, fantastyczną wizję. Czytając krytyczne uwagi Ropelewskiego na temat Balladyny, trzeba sięgnąć jednocześnie po jego uwagi o dramatach Zygmunta Krasińskiego, zwłaszcza Irydionie, w którym krytyk znajdował wszystko, czego mógł oczekiwać po romantycznym dramacie historycznym. Odrzucając wczesnoromantyczne tendencje fantastycznego kreacjonizmu, wiodącego jego zdaniem na manowce, Ropelewski opowiadał się za powszechnie podzielanymi na emigracji poglądami na dramat historyczny jako utwór mający odsłaniać mechanizmy dziejów, a nie tylko bawić czytelnika wirtuozerią formy.

Koncepcja krytyki. Ropelewski miał konsekwentny program literacki oraz skrystalizowane poglądy na rolę i zadania krytyki. Za swego mistrza uważał Maurycego Mochnackiego, uznanego za najwybitniejszego krytyka polskiego. Jego dorobkowi poświęcił osobny szkic („Młoda Polska” 1840, nr 1), włączony później w obręb Wspomnienia o piśmiennictwie polskim, będący wyrazem swoistego wyznania wiary Ropelewskiego-krytyka. Pojmował on krytykę literacką jako sztukę samą w sobie, ale jednocześnie opartą na konkretnych kryteriach eliminujących dowolność sądów. Formułował też opinie dotyczące roli i zadań krytyki, które przynoszą uzasadnienie jego metod. I tak np. w notce, którą poprzedził zamieszczoną w „Trzecim Maju” odpowiedź Słowackiego na krytykę Balladyny, stwierdzał, że „krytyka nawet niesprawiedliwa lepsza jest dla poety od zimnego milczenia obojętności” („Młoda Polska” 1839, dod. do nr. 9).

A dowodząc, że największymi wrogami pisarza są jego naśladowcy, których utwory rzucają cień na ich pierwowzór, bronił krytyki przed zarzutem wrogości, „bo nawet zawistna i bezsumienna, cóż robi? wytykając wady zamilcza o zaletach, które głos powszechny podejmuje się za nią obwieścić” (Wspomnienie o piśmiennictwie polskim). Krytyk nie jest więc nieprzyjacielem autora ani jego dzieła, nie ma też monopolu na swoje sądy – założeniem jego działalności jest bowiem uczestnictwo w swoistym wielogłosie, z którego powinna się wyłonić w miarę obiektywna ocena dzieła. Krytyka negatywna czy nawet złośliwa nie jest wyrokiem skazującym dzieło na niebyt – to tylko jeden głos z całej palety zróżnicowanych głosów.

Narodowość literatury. Ropelewski nie był oryginalny w swych poglądach na rozwój literatury powszechnej, powtarzając za Mickiewiczem i Mochnackim schemat przeplatających się epok literatury oryginalnej i naśladowczej począwszy od starożytnej Grecji i Rzymu. Z dorobku literatury współczesnej najbardziej cenił twórczość Mickiewicza i dramaty Krasińskiego oraz Wacława dzieje Stefana Garczyńskiego. Ciekawy jest natomiast pogląd Ropelewskiego na jedno z najważniejszych romantycznych kryteriów oceny literatury, mianowicie jej narodowość. Wyraźnie modyfikuje on to pojęcie w porównaniu np. z poglądami Kazimierza Brodzińskiego czy Maurycego Mochnackiego. Wyróżnia dwa rodzaje odniesień dzieła literackiego funkcjonujących niezależnie od siebie i wyznaczających odpowiednio odmienne wartościowanie dzieła. Inaczej zostaje ocenione dzieło, jeśli rozpatruje się jego znaczenie w kontekście literatury własnego narodu – miarą wartości staje się wówczas jego rola i wpływ na ową literaturę narodową, nawet jeśli w kontekście literatury powszechnej byłoby ono wtórne i mało oryginalne. Inne jednak kryteria trzeba stosować, gdy rozpatrujemy wartość dzieła w odniesieniu do kryteriów literatury powszechnej, gdyż aby osiągnąć sławę na miarę ponadnarodową, „potrzeba mieć co dorzucić do ogólnej pracy ludzkości […], aby szczyt europejskiej myśli czemsiś nowym uwieńczyć, trzeba umieć pożyczyć, jak geniusz pożycza – u Boga” (tamże). Wydaje się, że to rozróżnienie, rzadko uświadamiane przez polskich romantyków, a zawsze rozstrzygane na rzecz owego pierwszego, narodowego kontekstu, miało znaczący wpływ na praktykę krytyczną Ropelewskiego. Widoczne jest to chociażby w ocenach dramatów Krasińskiego i poematu Wacława dzieje Garczyńskiego, a także rozłożeniu akcentów w krytyce twórczości Mickiewicza (tamże).

Opinie o literaturze emigracyjnej. Przenikliwym krytykiem Ropelewski okazywał się również wtedy, gdy snuł refleksje nad rolą emigracji. Jego poglądy świadczą o umiejętności uchwycenia istoty dokonujących się w kulturze emigracyjnej przemian. Stawia on tezę, że emigracja była nie tylko szukaniem ocalenia przed represjami, ale jednocześnie stała się formą ocalenia życia narodowego i narodowej kultury. Jednocześnie obserwuje paradoksalne zjawisko ujawnienia się w warunkach politycznej i literackiej swobody tego wszystkiego, co było tłumione przez dziesięciolecia w warunkach niewoli. W ten sposób według krytyka pojawiły się na emigracji anachroniczne już poglądy i podziały, negatywne zjawiska społeczne, które – wydawałoby się – odeszły w przeszłość wraz z przedrozbiorową Rzeczpospolitą.

Ciekawe spostrzeżenia – potwierdzone przecież przez późniejszych historyków literatury – Ropelewski poczynił także w odniesieniu do kwestii ciągłości między literaturą przedpowstaniową i emigracyjną. Zwracając uwagę, że „na pozór można by mniemać, że piśmiennictwo emigracji nie przedstawia wcale nowych charakterów”, gdyż „mało nazwisk przybyło na liście pisarzy narodowych”, krytyk uważał, że naprawdę nie ma tu wcale relacji ciągłości, gdyż „piśmiennictwo emigracyjne znalazło się w logicznej zależności nie od piśmiennictwa poprzedzającej epoki, nie od normalnego rozwinięcia indywidualności uświetniających oba okresy, ale od galwanizującego wszystkie umysły politycznego wydarzenia” (tamże), jakim były powstanie listopadowe i Wielka Emigracja. Sądził, że od nich zależały nie tylko dalsze losy pokolenia romantyków, ale także kształt literatury emigracyjnej, zdeterminowanej bezwzględnie poczuciem klęski.

Ambiwalentny był również stosunek krytyka do obserwowanej przez niego zależności literatury od uwarunkowań politycznych. Nie będąc zwolennikiem sojuszu literatury i polityki, zauważał jednak jego nieuchronność w sytuacji, w jakiej znalazła się emigracja, i miał nadzieję, że „nas usprawiedliwią następne pokolenia, że robiąc broń ze wszystkiego dla wywalczenia im wolności, nabijaliśmy kusze blokami marmuru, zamiast z nich ciosać posągi; a dłuto przeznaczone wydobywać piękność z opoki zmieniliśmy na sztylet, aby nim sięgać serc wrogów” (tamże). Mimo nieuchronności owego zjawiska krytyk przestrzega przed jego negatywnymi skutkami zarówno dla literatury, jak i polityki, rozgraniczając odmienność roli obu dziedzin. Wskazując przykład Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza, dowodzi nieskuteczności posługiwania się literaturą jako orężem politycznym, przekonując, że „zapał, z jakim przyjęto książkę, nie był przecież triumfem myśli politycznej Mickiewicza” (tamże). Jednak zdaniem Ropelewskiego zaangażowanie polityczne osłabia także walory literackie dzieła. I znów sięgnął po przykład z twórczości Mickiewicza, tym razem Pana Tadeusza, w którym dopatrywał się zbytniego skażenia namiętnościami politycznymi epoki, zarzucając poecie, „że swój obraz z przeszłości kreślił ze zbytecznym oglądaniem się na dzisiaj i na jutro” (tamże).

Spostrzeżenia te prowadzą do sformułowanego przez Ropelewskiego pozytywnego programu literackiego, w którym wyraźne są echa poglądów Mochnackiego, zwłaszcza jego koncepcji literatury jako „uznania się narodu w jestestwie swoim”. Tworząc dzieło, autor powinien więc mieć rozległą perspektywą czasową przeszłości i przyszłości narodu, wyzwalając się z ograniczeń miejsca i czasu. Tutaj łączą się ze sobą rozróżniane przez Ropelewskiego kryteria oceny dzieła literackiego w aspekcie narodowym i literatury powszechnej. O ile zgodnie ze wskazaniami Mochnackiego dzieło powinno według niego być owym „węzłem pomiędzy wczorajszą dobą a jutrem ojczystej myśli” (tamże), to równocześnie pisarz nie powinien porzucać perspektywy ogólnoludzkiej, która jest dopiero właściwą miarą dzieła.</document>
<document nplp_id="13767" title="Rosienkiewicz Marcin" slug="rosienkiewicz-marcin">Teoretyk literatury, pisarz, publicysta, pedagog, artysta malarz. Pseudonim: Polonus.

Informacje biograficzne. Urodził się 11 XI 1792 prawdopodobnie na Wołyniu. Po zakończeniu nauki w gimnazjum w Krzemieńcu pracował jako nauczyciel historii i literatury w tym mieście, a następnie udzielał korepetycji w domach podolskich ziemian. Brał udział w powstaniu listopadowym (zob. pamiętnik O powstaniu powiatów winnickiego, jampolskiego i mohylowskiego, 1839). Po upadku partyzantki Józefa Zaliwskiego (1833) został aresztowany przez władze austriackie, a później internowany w pierwszym polskim masowym transporcie do Stanów Zjednoczonych w grupie 234 Polaków (1833/1834).

Miejscem jego emigracyjnej działalności stała się Filadelfia. Z myślą o rodakach opracował podręcznik pod tytułem Dialogues to Facilitate the Acquisition of the English Language by the Polish Emigrants (1834) uważany za pierwszą polską książkę wydaną w Stanach Zjednoczonych. Pełniąc funkcję przewodniczącego Komitetu Narodowego Polskiego, założył szkołę języka angielskiego dla polskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych, jak i bibliotekę polską. Z Pensylwanii pochodziła żona Rosienkiewicza, Louise (ur. ok. 1815), z którą doczekał się dwóch córek: Louise i Alice. Zarabiał na życie, nauczając języka francuskiego i rysunków w renomowanych szkołach, prowadził także własną szkołę malowania oraz nauki francuskiego, wykonując również na zamówienie obrazy olejne i akwarele. W 1840 r. przygotowywał dekoracje z okazji wrześniowego kongresu w Cincinnati. W czasie swojego pobytu w Stanach był „najpoważniejszym korespondentem” polskich czasopism we Francji (E. Żuk). Przez wiele lat relacjonował działalność wychodźców w Ameryce i dementował nieprawdziwe informacje na ich temat, pozostając w kontakcie z przedstawicielami emigracji europejskiej. Reprezentował interesy polskich wychodźców na łamach amerykańskich periodyków.

Pod koniec lat 30. XIX w. Rosienkiewicz przeniósł się do Chillicothe, gdzie prowadził szkołę rysunku. Z powodu problemów finansowych i zdrowotnych otworzył później sklep z cukierkami. W l. 1854–1855 oraz 1855–1856 pracował jako nauczyciel w Wesleyan Female College. Ostatnie kilkanaście lat życia spędził w Cincinnati, gdzie 22 X 1859 zmarł i został pochowany.

Działalność krytycznoliteracka. Analiza pisarstwa Rosienkiewicza pozwala wyróżnić urozmaicony zasób materiałowy związany z wypowiedziami krytycznoliterackimi: to przedmowa do Pism pośmiertnych Augusta Antoniego Jakubowskiego, cykl artykułów na łamach „The Scioto Gazette” stanowiący próbę przybliżenia amerykańskiej publiczności historii polskiej literatury, komentarze i recenzje zawarte we własnej twórczości literackiej (O powstaniu powiatów), opinie prezentowane zarówno w prasie emigracyjnej, jak i korespondencji prywatnej.

Zainteresowania krytycznoliterackie Rosienkiewicza oscylują wokół ogólnej problematyki polskiego piśmiennictwa, periodyzacji rodzimej literatury, twórczości polskich autorów, dawnych oraz współczesnych, szeroko recypowanych, a także mało znanych (głównie tworzących w Stanach Zjednoczonych). Nie zajmowały go jako krytyka rozważania formalne, genologiczne (więcej uwagi poświęcił rozwojowi bajki jako rodzajowi mowy ezopowej, aktualnej w rzeczywistości porozbiorowej). Nie rozwodził się nad stanem powieści, pierwsze miejsca przyznając w tej dziedzinie Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi, Feliksowi Bernatowiczowi i Fryderykowi Skarbkowi. Józefa Korzeniowskiego, który przedstawił uczniom Liceum Krzemienieckiego założenia tragedii romantycznej, Rosienkiewicz ukazał jako nowatora w dziejach polskiego dramatu. Polonus nie podzielał negatywnej opinii o Aleksandrze Fredrze, tak jak wielu ówczesnych krytyków, uważając, że przewyższył innych komediopisarzy jako autor komedii obyczajowych dotyczących życia szlachty. Wypowiedzi krytycznoliterackie Rosienkiewicza zwykle były związane z ówczesną sytuacją kulturalno-literacką, pojawiały się często jako reakcja na określone publikacje – On the Literature of Poland stało się odpowiedzią na antypolską propagandę uprawianą na łamach amerykańskich pism przez Williama Darby’ego, impulsem do napisania pamiętnika było natomiast poczucie „obowiązku sprostowania uchybień i niedostateczności” w dziele Feliksa Wrotnowskiego Powstanie na Wołyniu, Podolu i Ukrainie w roku 1831 (1837–1838).

Poszukiwanie na amerykańskim rynku wydawniczym publikacji związanych z polską historią znalazło swoje odzwierciedlenie także w krótkich recenzjach tych utworów przesyłanych Niemcewiczowi zainteresowanemu utrzymywaniem kontaktu z emigrantami w Stanach Zjednoczonych. Również publikowanie w Nowym Jorku pierwszego w Stanach polskiego i slawistycznego czasopisma spotkało się z oceną Rosienkiewicza jako krytyka wyrażaną zarówno na łamach prasy („Dziennik Narodowy”), jak i w korespondencji przedstawiającej ewolucję sądów dawnego nauczyciela krzemienieckiego na temat wartości pisma i zdolnościach redaktorów. Przełom lat 30. i 40. (w świetle znanych listów Polonusa) to czas jego kontaktów z przedstawicielami emigracji paryskiej (Niemcewiczem, E. Januszkiewiczem) oraz angielskiej (K. Lachem Szyrmą), dzięki którym pozyskiwał publikacje pomocne w swojej pracy naukowej i zasilające bibliotekę polską w Filadelfii.

Między klasycyzmem a romantyzmem. W przedmowie Rosienkiewicza do Pism pośmiertnych (1839) Augusta Antoniego Jakubowskiego wyraźnie zaznacza się dwugłos krytyki romantycznej i oświeceniowej. Z jednej strony możemy zaobserwować personalizację krytyki, emocjonalny i wspomnieniowy ton wypowiedzi dotyczącej współwygnańca i przyjaciela, połączonej z fabularyzacją wywodu oraz dążeniem do wniknięcia w podmiotowy świat autora dzieł doświadczanych i przeżywanych przez krytyka dzielącego się z czytelnikiem swoimi wrażeniami z lektury. Z drugiej strony Polonus przykładał do utworów Jakubowskiego klasycystyczne kryteria oceny, zwracając uwagę na „zaniedbanie w wierszowaniu”, „stan niepoprawności”, brak wydoskonalenia „niepośledniego” talentu poetyckiego i niemożność ukończenia edukacji ze względu na wypadki powstania listopadowego. Warto jednak zaznaczyć, że Rosienkiewicz usprawiedliwiał młodego poetę w duchu romantycznym, podkreślając, że nawet te utwory, które są dalekie od doskonałości, „malują duszę jego”, którą wypełniały miłość i tęsknota za ojczyzną, ukochaną matką i „czystość uczuć”. Postanowił on opatrzyć Pisma pośmiertne sentencją z ballady programowej Adama Mickiewicza: „Miej serce i patrzaj w serce”, świadczącą o przenikliwości Rosienkiewicza jako krytyka.

Przybliżając amerykańskiemu czytelnikowi obraz literatury polskiej, Rosienkiewicz korzystał z sądów krytyki zarówno oświeceniowej, jak i romantycznej. Chętnie sięgał do klasycznych wzorów, nie postrzegając oświecenia jako epoki naśladownictwa dalekiej od „poezji serca”. Polonus starał się udowodnić, że „patriotyzm i ożywienie spowodowane nadzieją odnowienia upadłego gmachu narodowego lśnią wszystkimi błyskotliwościami w ówczesnych produkcjach literackich”, niepozbawionych tonów serca jak twórczość Franciszka Kajetana Kniaźnina oraz Franciszka Karpińskiego.

O literaturze polskiej dla Amerykanów. Najambitniejszym przedsięwzięciem Rosienkiewicza w Stanach Zjednoczonych stała się seria artykułów poświęconych historii polskiej literatury On the Literature of Poland, które ukazywały się w odcinkach od listopada 1841 do marca 1842 r. na łamach „The Scioto Gazette”. Korespondencja z Henrykiem Kałłusowskim oraz list Polonusa do redakcji pokazują, że gazeta opublikowała jedynie fragmenty pochodzące ze znanej tylko z tytułu Rozprawy o polskiej literaturze (Treatise on the Literature on Poland), która miała być zbyt obszerna, aby w całości zamieścić ją w czasopiśmie. On the Literature of Poland przyniosło dopełnienie panoramy polskiej literatury przedstawionej w pionierskiej pracy Jakubowskiego (The Remembrances of a Polish Exile, 1835), a także ukazywało poszczególne zjawiska literackie i twórców w nowym świetle. Esej ten stał się tym samym obok książki Jakubowskiego drugą i najpoważniejszą pracą o ojczystej literaturze stworzoną w Stanach przez emigrantów polistopadowych, przygotowującą ukazanie się Poets and Poetry of Poland Pawła Sobolewskiego.

Artykuły z „The Scioto Gazette” były kierowane do masowego czytelnika wychowanego w odmiennej kulturze, co niosło ze sobą decyzję o uproszczeniu periodyzacji rodzimej literatury w stosunku zarówno do podręcznika Feliksa Bentkowskiego, jak i wykładów Kazimierza Brodzińskiego oraz konieczność selekcji materiału. Największy nacisk został położony na przybliżenie najnowszej polskiej literatury, ukazanie ciągłości rodzimej kultury pod zaborami wobec antypolskich akcentów w amerykańskiej prasie.

Kategoria narodowości literatury. Rosienkiewicz, podobnie jak Brodziński, literaturę łączył ściśle z życiem narodu, ukazywał każdą epokę na tle historyczno-kulturalnym, porządkował materiał chronologicznie, ujmując go częściej syntetycznie niż analitycznie. Rosienkiewicz zauważał, że polska literatura we wszystkich swoich okresach miała narodowy charakter przyjmujący szczególną postać w zależności od biegu historii. Polonus kładł nacisk głównie na ukazywanie patriotyzmu i przejawów ducha narodowego, co widać w wyborze omawianych autorów (m.in. F. Karpiński, J.U. Niemcewicz) i w przytaczanych tłumaczeniach w języku angielskim (np. H. Kołłątaj, F.D. Kniaźnin, I. Krasicki, P. Skarga, K. Brodziński, A. Gorecki).

W eseju pojawiają się sądy zbieżne z pismami Brodzińskiego na zasadzie parafrazy lub wiernego tłumaczenia. Podobieństwa dotyczą przede wszystkim rozprawy O elegii i przedstawionego w niej obrazu poezji porozbiorowej, a także takiej samej charakterystyki twórczości Jana Pawła Woronicza. W artykułach zostały zawarte również sądy zgodne z myślą Adama Mickiewicza wyrażoną w Prelekcjach paryskich, które Polonus planował przetłumaczyć na język angielski, oraz z Nauką nową Giambattisty Vica, pismami Jean-Jacques’a Rousseau, jak i Johanna Gottfrieda Herdera, w którego duchu Rosienkiewicz pisał o narodowości.

On the Literature of Poland pokazuje także, że Rosienkiewicz (w przeciwieństwie do Brodzińskiego) uwzględniał tradycję legionową, widząc w niej istotne ogniwo w łańcuchu walk niepodległościowych. W zarysowanych portretach autorów eksponował prześladowania przez zaborców (A. Gorecki, A. Mickiewicz).

Poglądy na temat poezji. Rosienkiewicz, podobnie jak Michał Wiszniewski (Historia literatury polskiej, 1840), opisywał istnienie okresu przedchrześcijańskiego – opartego na przekazach oralnych poprzedzających czasy piśmienne. Jako autentyczny zabytek poezji Słowian z tego okresu zgodnie z ówczesną krytyką romantyczną wskazywał na rękopis opublikowany przez Vaclava Hankę. Polonus, propagując w czasopismach emigracyjnych emancypację włościan, tak jak wielu romantycznych pisarzy eksponował tezę o związku między twórczością dawnych Słowian a wrodzoną predyspozycją gminu do tworzenia poezji. Początki poezji dostrzegał w pieśniach pochwalnych ku czci bogów – takie przekonanie pojawiło się już w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości (1781–1783) Ignacego Krasickiego. Poezję widział jako rówieśniczkę ludzkiej społeczności zgodnie z osądem Leona Borowskiego, który podkreślał, że stan człowieka i zarazem społeczności w pierwszych epokach życia społecznego jest zawsze poetycki. Polonus wyrażał przekonanie, że poezja wyprzedza prozę (w myśl teorii G. Vica, J.G. Herdera i J.-J. Rousseau), co znalazło swoje odzwierciedlenie wiele lat później w rozprawie Cypriana Norwida Milczenie.

Kryteria oceny dzieł literackich i funkcje krytyki. Narodowość i oryginalność stanowiły dla Rosienkiewicza podstawę wartościowania. Przy tym Polonus ukazywał zarówno zalety, jak i słabości rodzimej sztuki poetyckiej w odniesieniu do indywidualnych twórców, a także do syntetycznego ujęcia epok. Najbardziej ambiwalentny obraz pisarza został ukazany w sylwetce twórczej Stanisława Trembeckiego. Podobnie jak Stefan Witwicki w Wieczorach pielgrzyma, Rosienkiewicz krytykował poetę dworskiego za brak moralności, zdradę i pobyt na dworze carycy po rozbiorach. Polonus doceniał walory artystyczne Sofiówki, jednocześnie konkludując, że skala piękna tego utworu równa się z poziomem wszechobecnego w nim pochlebstwa.

Fascynacja literaturą i przeszłością splata się z poczuciem obowiązku edukowania zagranicznego czytelnika, przeciwstawienia się antypolskiej propagandzie, jak i chęcią indywidualnej ekspresji. Rosienkiewicz jako krytyk nie przestaje być nauczycielem i pedagogiem, zwraca uwagę na społeczną użyteczność prezentowanych utworów, umiejscawiając je w perspektywie wartości dostępnych kulturalnym doświadczeniom odbiorcy (eksponuje udokumentowane literacko wspólne obu narodom umiłowanie wolności oraz loci communes polsko-amerykańskiej historii, wspominając o T. Kościuszce i szczegółowo opisując zasługi Niemcewicza dla Stanów Zjednoczonych). Polonus staje się przewodnikiem po literaturze polskiej ukazującym jej rolę i zadania pod zaborami, świadomym znaczenia podejmowanych zabiegów poznawczo-wartościujących wobec publiczności amerykańskiej. Funkcja krytyki literackiej łączy się w tym przypadku z modelowaniem czytelniczego odbioru dzieła, krytyk jawi się tutaj jako instancja pośrednicząca między twórcami a publicznością.

Refleksje metakrytyczne. Rosienkiewicz staje się także uczestnikiem wielopoziomowego dialogu, a jego artykuły bezpośrednio interferują z innymi wypowiedziami krytycznymi przywoływanymi w jego dziele. Chociaż w centrum zainteresowania Rosienkiewicza nie była refleksja nad zestawem reguł i norm procesu krytycznego, działalność wybranych twórców jako krytyków znalazła swoje miejsce w literackich portretach zarysowanych na kartach eseju. Polonus, podobnie jak Jakubowski, przełom w literaturze polskiej widział w twórczości Mickiewicza, jawiącego się jako burzyciel zastanego porządku w literaturze i krytyce oraz inspirator nowych tendencji, które zapoczątkowały nową epokę pomimo ostrych ataków ze strony „starych mistrzów”. Z uznaniem wypowiadał się o Maurycym Mochnackim jako krytyku wyróżniającym się natchnieniem i zapałem, którym niewielu mogło dorównać. Nie wnikając w skonstruowany przez niego program krytyki hermeneutycznej, Rosienkiewicz skupił się w dużej mierze na oryginalności języka jego utworów, niezwykle plastycznego, obrazowego, a zarazem sugestywnego i precyzyjnego. Polonus zwracał też uwagę na charakterystyczne dla pism Mochnackiego zaangażowanie, głos pełen pasji i ognia, a zarazem harmonii i muzyczności, co jest ciekawą uwagą, zważywszy na muzyczne zdolności pisarza (legenda o konkurowaniu z F. Chopinem) oraz działalność krytyczną na tym polu.

Język krytycznoliteracki. Rosienkiewicz konstruuje swój wywód w sposób logiczny i ciekawy, przystępny dla czytelnika, dążąc do zainteresowania go egzotyczną dla niego literaturą. Posługuje się poprawną angielszczyzną, w której zaznacza się stylistyczna inwencyjność przez porównania malarskie oraz ciekawą metaforykę. Polonus, jako nauczyciel malarstwa i rysunku, posługiwał się obrazowymi przenośniami, jak również plastycznymi porównaniami, odwołując się do przykładów zaczerpniętych z historii malarstwa. Styl jego wypowiedzi ukazuje predylekcję do ujęć porównawczych, poszukiwania zależności, co prowadzi do konstatacji nieoczekiwanych często podobieństw na różnych płaszczyznach i poziomach. Polonus, aby zilustrować znaczenie polskich pisarzy, zestawiał ich z reprezentatywnymi twórcami europejskimi, zwłaszcza brytyjskimi, cytując również fragmenty recenzji angielskich stanowiących ważny punkt odniesienia dla literackich gustów amerykańskiej publiczności (m.in. Karpińskiego przyrównał do szkockiego poety R. Burnsa, natomiast Niemcewicza do W. Scotta oraz francuskiego powieściopisarza Ch.-V. Prévota d’Arlincourta, uwydatniając przy tym podobieństwo, również zewnętrzne, pisarza do B. Franklina). Polonus, wychowany na tradycjach Liceum Krzemienieckiego, chcąc ukazać doskonałość wybranych pisarzy, punktem odniesienia czynił tradycję antyczną, odwołując się do Homera, Wergiliusza, Horacego, Owidiusza czy Anakreonta.

Poczucie misji krytyka-popularyzatora towarzyszyło Rosienkiewiczowi także wobec rodaków pozostałych w Europie. Ideę odrodzenia narodowego łączył z nauką płynącą ze „smutnych doświadczeń” przeszłości, widząc w niej inspirację dla zadań współczesnych, co wiązało się z orientacją krytyki romantycznej. Aktywność krytycznoliteracka Rosienkiewicza łączy się z paradygmatem krytyki romantycznej, starającej się współtworzyć rynek czytelniczy, zapoznającej czytelnika z wybranymi utworami, jak również mającej na uwadze kulturę narodową i kształtowanie społeczeństwa.</document>
<document nplp_id="13769" title="Rosner Ignacy" slug="rosner-ignacy">Prawnik, publicysta, polityk, działacz społeczny, krytyk teatralny i literacki. Kryptonimy i pseudonimy: Neros; Zm; Infaustus; I.R.; (r); (r.); *; i.r.; ir; Ignacy R.; wątpliwe: R.

Informacje biograficzne. Ignacy Juliusz Rosner urodził się 1 I 1865 w Krakowie. Pochodził z rodziny żydowskiej, był synem Amelii (1844–1910) z Ohrensteinów i Antoniego Rosnera (1831–1896), pioniera polskiej dermatologii i wenerologii, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownika pierwszej na ziemiach polskich kliniki dermatologicznej, członka Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego i Akademii Umiejętności, lekarza domowego książąt Czartoryskich w Krakowie. W l. 1876–1882 uczył się w krakowskim Gimnazjum św. Anny. W 1882 r. rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczęszczał na seminarium Stanisława Smolki i seminarium historycznoliterackie Stanisława Tarnowskiego. Zajmował się Kroniką polsko-węgierską, czego efektem stała się rozprawa Kronika węgiersko-polska. Studium krytyczne z historiografii średniowiecznej („Rocznik Filarecki” 1886). W 1887 r. doktoryzował się. Pracował jako aplikant w Archiwum Akt Grodzkich i Ziemskich w Krakowie za dyrekcji Michała Bobrzyńskiego. W l. 1889–1890 kontynuował studia prawnicze i ekonomiczne w Berlinie i Lipsku. Po powrocie do Krakowa pracował w sądzie i w kancelarii adwokackiej Karola Pieniążka. W l. 1890–1892 publikował na łamach krakowskiego „Świata”, który umożliwił debiuty grupie dawnych uczestników seminarium Tarnowskiego, teraz z zainteresowaniem przyglądających się nowym prądom: Adamowi Dobrowolskiemu, Kazimierzowi Ehrenbergowi, Ferdynandowi Hoesickowi, Lucjanowi Rydlowi i Stanisławowi Estreicherowi. Rosner uchodził za „przywódcę” tego grona, od jego nazwiska Adam Grzymała-Siedlecki nazwał ich „rosnerowcami”. Od marca 1891 r. krytyk był związany z redakcją „Czasu”, w którym drukował artykuły wstępne, krytykę teatralną i publicystykę polityczną. Z czasem porzucił działalność adwokacką i dziennikarską na rzecz kariery urzędniczej, choć nie zaniechał pisania tekstów publicystycznych i krytycznych do prasy. W 1893 r. poślubił Zofię (1867–1950), córkę Karola Estreichera, z którą miał dwie córki: Annę (zm. w dzieciństwie) i Janinę (ur. 1904, doktora medycyny, żonę profesora W. Bincera) oraz trzech synów: Antoniego (1896– –1942, oficera Legionów Polskich, uczestnika kampanii wrześniowej i walk we Francji), Karola (1904–1944, chemika, żołnierza Armii Krajowej) i Jana (1906–1991, prawnika). Od listopada 1893 r. Rosner był związany z administracją austriacką. Został urzędnikiem w Ministerstwie Wyznań i Oświaty kierowanym przez Stanisława Madeyskiego. Sprawował urząd galicyjskiego komisarza Namiestnictwa we Lwowie, w 1894 r. otrzymał awans na ministerialnego wicesekretarza i radcę prezydialnego, funkcję tę pełnił do 1895 r., następnie został powołany przez Kazimierza Badeniego do Prezydium Rady Ministrów (za protekcją E. Rittera) na zastępcę, a potem, w okresie premierostwa Franza Thuna, kierownika biura prasowego. W 1899 r. otrzymał stopień najstarszego radcy ministerialnego i został przeniesiony do Ministerstwa dla Galicji. Współpracował z Wojciechem Dzieduszyckim. W l. 1907–1918 był związany ze Stronnictwem Prawicy Narodowej. W 1910 r. za swoją służbę został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Leopolda.

W 1911 r., dzięki poparciu namiestnika Michała Bobrzyńskiego, wszedł do Izby Posłów austriackiej Rady Państwa, wybrany z okręgu Mielec-Tarnobrzeg z list Stronnictwa Prawicy Narodowej. Był członkiem komisji budżetowej. Zasiadał w Kole Polskim. W parlamencie zasłynął wystąpieniami, w których przestrzegał przed dominacją Prus i zagrożeniem ze strony Rosji. Po wybuchu wojny współuczestniczył w powstaniu Naczelnego Komitetu Narodowego (16 III 1914). Brał udział w delegacjach do Berlina i Warszawy. Był orędownikiem rozwiązania „austro-polskiego” zakładającego powstanie federacji austro-węgiersko-polskiej, czemu dał wyraz w swoich artykułach ogłaszanych na łamach prasy i w broszurze W krytycznej chwili (1915). Po ustanowieniu w styczniu 1917 r. Tymczasowej Rady Stanu został zastępcą komisarza rządu austro-węgierskiego. Na wieść o traktacie brzeskim 9 II 1918, który położył kres koncepcji austro-polskiej, podał się do dymisji i wyjechał do Wiednia. Wraz z innymi przedstawicielami Koła Polskiego sprzeciwiał się polityce ministra spraw zagranicznych Ottokara Czernina, ostatecznie odwołanego z tego stanowiska. Powróciwszy do Warszawy, jesienią 1919 r. rozpoczął współpracę z „Kurierem Polskim” jako publicysta i komentator polityki zagranicznej. W lipcu 1920 r. objął redakcję pisma, którym zarządzał sprawnie, zachowując ostrożność w sądach i angażując do współpracy wytrawnych dziennikarzy, publicystów i literatów, na czele ze skamandrytami (działem literackim kierował A. Słonimski). W l. 1921–1924 pełnił funkcję wiceprezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich. Sympatyzował z Józefem Piłsudskim, ale nie angażował się w działalność partyjną. W 1922 r. dla „Kuriera Polskiego” przeprowadził dwa głośne wywiady z Piłsudskim (wyd. 3 i 9 I 1923). Na przełomie 1925 i 1926 r., po załamaniu się dotychczasowej linii programowej dziennika (na skutek groźby przejęcia pisma przez gen. W. Sikorskiego), co doprowadziło do rozłamu w zespole redakcyjnym, odszedł z redakcji i wspierany przez grupę dawnych współpracowników dziennikarzy powołał do istnienia „Nowy Kurier Polski” (pierwszy numer pisma ukazał się 1 II 1926), który stał się „jednym z zalążków późniejszego systemu prasowego sanacji” (A. Paczkowski). Wkrótce po powołaniu do istnienia nowego pisma Rosner zachorował i 23 III 1926 w Warszawie zmarł na serce. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Poglądy ideowo-estetyczne, twórczość krytyczna. Rosner uchodził za „wybornego publicystę” (K. Chłędowski). W artykułach o tematyce politycznej zamieszczanych na łamach „Czasu” stał na stanowisku konserwatywnym, bliskim stańczykom. Pisywał recenzje teatralne i literackie (sygnowane kryptonimami, w „Czasie” na zmianę z T. Pawlikowskim i K.M. Górskim), „które niezwykłą wytwornością sądu zwracały na siebie powszechną uwagę” (list Estreichera do Faleńskich z 4 VII 1891). W Wiedniu zaprzyjaźnił się z Tadeuszem Rittnerem. Jako pierwszy zrecenzował na łamach „Czasu” napisany po niemiecku, a później wystawiony po polsku dramat Rittnera Don Juan (Trzy wieki „Don Juana”, „Czas” 1909, nr 108–112). W recenzji przedstawił europejską tradycję tego motywu. W okresie międzywojennym popierał młodych skamandrytów, zapraszając ich na łamy „Kuriera Polskiego”. Jako krytyk zajmował się głównie teatrem. W „Świecie”, komentując proces w Lipsku przeciw niemieckim naturalistom: Kondradowi Albertiemu, Hermannowi Conradiemu i Wilhelmowi Wallothowi, oskarżonym w 1890 r. o propagowanie niemoralności i nieobyczajności, bronił autonomii sztuki wobec prób jej inkryminowania i skazywania przez sądy na podstawie przepisów prawa, powołując się m.in. na filozofię Arthura Schopenhauera. Wierzył w możliwość powstania „krytyki przyszłości” zgodnej z postulatami Zenona Przesmyckiego (Miriama) z Dysonansów i harmonii, która stanie się „urzędem obywatelskim”. „[…] krytyka właśnie powołaną będzie przez społeczeństwo do orzeczenia, co jest dziełem sztuki, a co nędzną w artystycznym »złym zamiarze« sklejoną ramotą; ona to powagą opartą na głębokim poczuciu swego społecznego zadania z jednej, na zaufaniu publiczności z drugiej strony, sądzić będzie, co ma być czytane, grane w teatrze, wystawione w galeriach, a co »odcięte i w ogień rzucone«. A wyrokowi jej podda się chętnie poeta i artysta, bo będzie sądzony nie wedle przepisów ustawy karnej, ale wedle jedynej zasady sztuki, zasady, która w treści swej jest tą samą u Arystotelesa, Boileau, Lessinga i Bleibtreua: »naśladuj naturę!«” (Sztuka przed sądem, „Świat” 1891, nr 13). W artykule deklarował się jako „ewolucjonista z przekonania” (tamże).

Ze spuścizny Rosnera jako krytyka do historii przeszedł jego artykuł o Wyzwoleniu Stanisława Wyspiańskiego („Czas” 1903, nr 66–68), napisany wkrótce po premierze dramatu w krakowskim Teatrze Miejskim, i udział w kampanii antyfeldmanowskiej. Za „myśl przewodnią” twórczości Wyspiańskiego, coraz wyraźniejszą w następnych jego dziełach, krytyk uznał walkę z „potężnym widmem przeszłości”, odpowiedzialnym „za ciężkie kalectwo ducha narodowego”. Ewolucję postawy Wyspiańskiego łączył ze zmianą formy i stopnia natężenia jego sprzeciwu wobec kultu „dawności”: od oskarżeń, przez opór, aż do niezachwianego przekonania o zwycięstwie. „W Kazimierzu Wielkim gest, w Weselu krzyk, w Wyzwoleniu czyn!” Obu Konradów – Mickiewiczowskiego i Wyspiańskiego – Rosner rozumiał jako antytezę: bunt wobec niewoli narodu i bunt wobec niewoli nakładanej na bohatera przez naród, który uwierzył w swoją niewolę (przeciw „narodowości polskiej […] o przeszłość opartej”). Akcentował widoczny w Wyzwoleniu konflikt między jednostką a zbiorowością, zarazem jednak, wdając się w polemikę z „myślą przewodnią” dramatu, bronił historii jako spoiwa konstytuującego naród. Dzieło Wyspiańskiego oceniał wysoko ze względu zarówno na jego walory ideowe, jak i artystyczne – malarskość i „ukształtowanie” sceniczne. W 1926 r., we wspomnieniu pośmiertnym poświęconym Rosnerowi, Jan Lechoń nazwał jego studium o Wyzwoleniu „legendarnym arcywzorem literackiego eseju i dokumentem niepospolitego artystycznego smaku” („Wiadomości Literackie” 1926, nr 14). Tradycja (począwszy od redagowanego przez A. Nowaczyńskiego „Liberum veto”) czyni Rosnera bohaterem satyrycznego wiersza Wyspiańskiego [Był u mnie ktoś, direkt von Wien, / z Galicji jednak rodem], który poeta wysłał 7 VIII 1904 z Bad Hall w Austrii do Adama Chmiela.

Rosner był jednym z najzagorzalszych oponentów Wilhelma Feldmana. W 1908 r., po ukazaniu się piątego wydania Współczesnej literatury polskiej, w którym Feldman skorygował swoje dotychczasowe poglądy i krytycznie odniósł się do niektórych pisarzy współczesnych, m.in. Kazimierza Przerwy-Tetmajera i Jerzego Żuławskiego, Rosner jako jeden z pierwszych zabrał głos, publikując recenzję („Czas” 1908, nr 277–279), która zainicjowała głośną kampanię antyfeldmanowską z udziałem krytyków, pisarzy i dziennikarzy, nie tylko krakowskich czy galicyjskich. Wśród zarzutów, jakie skierował pod adresem Feldmana, znalazły się m.in. brak znajomości podstaw gramatyki języka polskiego, zwłaszcza w zakresie frazeologii i składni (co zilustrował cytatami), błędne rozumienie pojęć (-izmów) i podłoża ideowego epok, „manię bezdusznej systematyki”, „oschłość umysłu i pedanterię w połączeniu z niesłychaną jaskrawością sądu i formy”, przesadę w ganieniu i w chwaleniu, niezrozumienie psychologicznych uwarunkowań twórczości i „ducha” polskiej sztuki. O roli krytyki literackiej w życiu społeczno-kulturalnym pisał w kategoriach misji, której celem jest wskazywanie publiczności literackiej tego, co w literaturze wartościowe. Feldman odpowiedział Rosnerowi w artykule „Współczesna literatura polska” w oświetleniu krytyków i pseudokrytyków („Krytyka” 1909, t. 2). Swojemu oponentowi zarzucił fałszowanie cytatów, nieuctwo, wysługiwanie się sferom konserwatywno-salonowym spod znaku „Czasu”. Echa sporu obu krytyków pojawiły się w Zielonym Baloniku, m.in. w Szopce krakowskiej na 1911 r.

Rosner nie krył swojej niechęci do rewolucji i ruchów socjalistycznych. Dzieje grzechu („Czas” 1908, nr 98) odczytywał jako credo filozoficzne Stefana Żeromskiego będące rezultatem jego „pracy umysłowej nad rewolucją”. W recenzji powieści sugerował jej związek ze współczesną myślą rosyjską, której z kolei zarzucał bałamuctwo i barbarzyńskość. Ubolewał nad polskimi pisarzami, „których los wepchnął w kołowaciznę rosyjskiego ruchu umysłowego” („Uważają się oni za Polaków do szpiku kości, są nimi pewnie sercem – ale umysłowość ich staje się coraz częściej i coraz bardziej rosyjską” – tamże), wreszcie w odniesieniu już do Żeromskiego, którego poglądy rekonstruował na podstawie wypowiedzi i działań jego powieściowych postaci, pisał o „furii rewolucjonisty przeciw wszystkim siłom moralnym i społecznym, stojącym rewolucji na wspak”. Powątpiewał w jego socjalizm. „Reprezentuje właściwie tylko bardzo zdecydowaną w formie, a w treści zupełnie nieokreśloną histerię polityczną, społeczną, moralną” (tamże). Tezę o szkodliwości socjalizmu, adaptowanego, jak przekonywał, na grunt polski wprost z Rosji (a odmiennego od socjalizmu zachodnioeuropejskiego, niemieckiego), krytyk rozwinął w recenzji Jaskółki Gustawa Daniłowskiego („Czas” 1908, nr 126–127). Bohaterom powieści odmawiał prawa do miana kontynuatorów tradycji powstańczej. „[…] p. Daniłowski myli się i bluźni, kiedy socjalizmowi wojującemu każe wrastać w szczelinę starej blizny polskich walk orężnych” (tamże). Pisarza uważał za jednego z grona naśladowców Żeromskiego. W ocenie Rosnera Daniłowski był talentem „więcej niż większym, bo wielkim”, ale niesamodzielnym. Co więcej, pisał zdaniem krytyka „strasznym” językiem i stylem.

Rosner zapisał się w pamięci swoich kolegów i współpracowników jako osoba odznaczająca się „wybitnym talentem organizacyjnym, świetną orientacją w stosunkach politycznych i literackich, piórem dobrym i dużym urokiem osobistym” (S. Lam). Sławę zyskał zwłaszcza w dwudziestoleciu międzywojennym. Po latach Jarosław Iwaszkiewicz tak charakteryzował jego poglądy i talent dziennikarski: „Był to typ konserwatywnego dziennikarza zachodnioeuropejskiego, o przekonaniach dość nieokreślonych, potrafił przerzucać się pomiędzy jednym artykułem a drugim do skrajnie różnych pozycji, ale wszystko, co pisał, było tak świetne, tak przekonywające, robiło wrażenie tak dojrzałego i poważnego, że codzienne artykuły Rosnera w »Kurierze Polskim« czytało się z najwyższą przyjemnością”.</document>
<document nplp_id="13770" title="Rzążewski Adam" slug="rzazewski-adam">Historyk literatury, krytyk literacki, pisarz, wydawca, publicysta, dziennikarz. Pseudonim: Aёr.

Informacje biograficzne. Urodził się 3 XI 1844 w Cieleśnicy na Podlasiu jako syn Wincentego i Antoniny. Do szkoły powiatowej uczęszczał w Białej Podlaskiej (cztery klasy), gimnazjum ukończył w Lublinie, a następnie rozpoczął studia na Wydziale Filologiczno-Historycznym warszawskiej Szkoły Głównej. Studia (przerwane wybuchem powstania styczniowego) ukończył w 1869 r. Rok wcześniej opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” pierwsze pisma naukowe. Po uzyskaniu fachowego przygotowania (Hohenheim k. Stuttgartu) osiadł we wsi Klonowica na Podlasiu, gdzie później nabył wieś Komarno. Ożenił się z Anielą Dobrzyńską, z którą miał dwoje dzieci (syna Adama i córkę Marię). Powstały wtedy m.in. monografia o Wespazjanie Kochowskim (1871) i studium literackie o twórczości Józefa Korzeniowskiego, a także beletrystyczne Opowiadanie pana Erazma („Biblioteka Warszawska” 1870, t. 1). Był kilka lat sędzią gminnym. W 2. poł. 1880 r. wyemigrował do Francji z powodów ostatecznie niewyjaśnionych. Przyczyny podane w napastliwej broszurze Jana Nepomucena Rayskiego (problemy finansowe i niezgodna z prawem próba ich rozwiązania) są sprzeczne z informacją z nekrologu Rzążewskiego, w którym wskazano powody polityczne (Rzążewski bronił unitów, co groziło więzieniem). Bez dotarcia do dokumentów trudno wyrokować; znamienne, że w obronie Rzążewskiego stanęli wybitni emigranci (m.in. J.I. Kraszewski); żona z dziećmi dołączyła do niego w 1883 r. w Paryżu. Rzążewski intensywnie współpracował z licznymi czasopismami polskimi (m.in. „Ateneum”, „Kurier Warszawski”, „Gazeta Narodowa”, „Gazeta Polska”, „Gazeta Lwowska”, „Dziennik Poznański”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Świt”), a także francuskimi i angielskimi. Przez pewien czas (1882) pracował w redakcji „Le Contemporain”. W tym czasie podjął kolejne prace krytyczne (nad A. Mickiewiczem), historyczno-społeczne (Nihilizm rosyjski przedstawiony w historycznym rozwoju. Studium historyczno-społeczne, „Przegląd Polski” 1881–1882) i beletrystyczne, pracował też jako wydawca (m.in. opiekował się wydaniem „Teki Nieczui” – przyjaźnił się z Z. Kaczkowskim). Zmarł w Paryżu 11 VIII 1885; został pochowany na cmentarzu Batignolles, a następnie przeniesiony na cmentarz polski w Montmorency.

Kręgi zainteresowań i formy pisarskie. Najważniejszą część twórczości Rzążewskiego stanowią prace krytyczne i historycznoliterackie zapoczątkowane już pod koniec studiów. Opublikował zbeletryzowaną biografię Franciszka Dionizego Kniaźnina (Pierwszy romantyk, t. 1–2, 1883), która uzyskała sporą popularność. Pisze o niej interesująco Jan Zieliński, wspominając, że młody Żeromski, będący guwernerem dzieci Rzążewskiego, niewątpliwie zafascynowany ową biografią, wykorzystał jej fragment w jednym ze swych opowiadań z cyklu Rozdzióbią nas kruki, wrony… (1895). Rzążewskiego Opowiadania i studia (1885) to zbeletryzowane epizody z życia wielkich polskich twórców (A. Mickiewicza, F. Chopina, J. Kochanowskiego i J. Słowackiego). Rzążewski pisał i wydawał także biografie historyczne: księcia Józefa Poniatowskiego (Złudzenia. Opowieść z czasów księcia Józefa Poniatowskiego, 1899), unitów, Jana III Sobieskiego. Opublikował fragmenty pamiętników Leona Dembowskiego („Ateneum” 1882–1883, „Biblioteka Warszawska” 1884–1886) i Historię powstania listopadowego Stanisława Barzykowskiego (1883–1884). Współpracował ze Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego (hasła o Podlasiu) i Samuela Orgelbranda encyklopedią powszechną.

Działalność krytyczna. Jeszcze przed zakończeniem studiów powstał artykuł (związany z opublikowaną później pracą magisterską) Jan Gundulicz [właśc. Ivan Gundulić] i poemat jego „Osman” („Biblioteka Warszawska” 1868, t. 1 i odb.) będący omówieniem utworu chorwackiego poety barokowego poprzedzonym paroma zdaniami o literaturze Dubrownika, dopełnionym analizą bohaterów poematu dokonywaną na tle porównawczym Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa. Obszerny artykuł napisany po latach na podstawie pracy magisterskiej Złoty wiek literatury Dubrownika („Pamiętnik Akademii Umiejętności w Krakowie. Wydziały Filologiczny i Filozoficzno-Historycznej” 1885, t. 5) jest niewątpliwie dojrzalszy, szerszy i ciekawszy. Rzążewski nie tylko opisuje przekrojowo rozwój i specyfikę tej mikroliteratury, analizując twórczość najwybitniejszych poetów Dubrownika (cała galeria poezji twórców dubrownickich, skrótowo komentowana i oceniana), lecz także ukazuje syntetycznie jej wyjątkowość jako przejawu kultury pogranicza. Rzążewski opublikował również artykuł (określany jako nekrolog) Roman Zmorski. Kilka słów poświęconych pamięci zmarłego w dniu 18 lutego 1867 r. poety („Biblioteka Warszawska” 1868, t. 1 i odb.). Krytyk kreśli tu całościową sylwetkę poety „drugiej fali” romantyzmu. Omawia szczegółowo dwa najważniejsze utwory Zmorskiego, poematy Lesław oraz Wieża siedmiu wodzów. W Lesławie analizuje siłę uczucia, osadzając poemat w tradycji romantycznej (J.W. Goethe, G.G. Byron, A. Mickiewicz). W Wieży siedmiu wodzów nawiązuje do motywów ludowych (śpiewy obrzędowe, śpiewy wieśniaków, obrazy prac codziennych), a także do działań tajemnych, czarodziejskich, podkreślając ich oryginalność, a zarazem autentyzm. Omawia też drobne liryki Zmorskiego, wspominając również o jego zdolnościach improwizatorskich. Podkreśla, że w tłumaczeniach poezji serbskiej Zmorski przekroczył cechującą go inercję, poziom czystych emocji, angażując talent do długotrwałego wysiłku twórczego. Porównując tłumaczenia Zmorskiego i Józefa Bohdana Zaleskiego, wskazuje większą wierność i plastyczność tłumaczeń Zmorskiego. Przy tej okazji Rzążewski odsłania swoją wiedzę o serbskiej poezji i jej poetyce (brak rymów, waga rytmu).

Studium Hieronim Wespazjan Nieczuja z Kochowa Kochowski (1871) o późnobarokowym poecie stanowi pierwszą dojrzałą i całościową pracę historycznoliteracką Rzążewskiego. Szkicuje on biografię poety (życie żołnierza i ziemianina) i omawia szczegółowo jego twórczość. Włącza w analizy wiele ważnych problemów ogólnych, wskazując np. zasadę rządzącą myśleniem i twórczością poety – zespolenie w jedną całość uczuć religijnych i patriotycznych, co wytworzyło obraz Polski jako krainy sakralizowanej i wyjątkowej. Krytyk przedstawia związki takiego myślenia z regresem kultury w Polsce czasów Kochowskiego, wpływ jezuitów na szkolnictwo i forsowany przez nich model życia. Kontynuację tego sposobu myślenia krytyk widzi w Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza (zestawia z nimi Psalmodię polską Kochowskiego) i w romantycznym mesjanizmie. Analizując twórczość liryczną poety (Niepróżnujące próżnowanie), zwraca uwagę także na jej cechy poetyckie: plastyczność obrazowania, różnorodność rytmiczną, język (często rubaszny, lecz jędrny), kunszt poetycki (tu dostrzega też potknięcia, brak wykształcenia i systematycznej pracy nad artystyczną stroną twórczości). Centrum pism Kochowskiego utrwalających historię stanowią cztery Klimaktery (one zbudowały jego wysoką pozycję jako historyka); Rzążewski interesująco analizuje w kontekście historii również jego utwory epickie (Kamień świadectwa).

Ściśle krytycznoliteracki charakter ma tekst Józef Korzeniowski. Studium literackie („Biblioteka Warszawska” 1875, t. 1). Rzążewski skupia się na kreacjach bohaterów i relacjach między nimi. Analizuje powieści (Krewni, Wdowiec, Garbaty), a także dramaty Korzeniowskiego (m.in. Piękna kobieta, Karpaccy górale). Nie szczędzi autorowi uwag krytycznych (niekonsekwencje i nieprawdopodobieństwa fabularne i podobne błędy w konstrukcji postaci). Ciekawe wydaje się dostrzeżenie zdolności pisarza do nadawania wartości artystycznej prostym scenom czy przedmiotom.

O Mickiewiczu. Szczególną wagę w historycznoliterackim dorobku Rzążewskiego mają dwa artykuły mickiewiczowskie napisane po przyjeździe do Paryża. Podjął w nich próbę weryfikacji wiedzy o Mickiewiczu i jego twórczości. Mickiewicz w Odessie i twórczość jego z tego czasu („Ateneum” 1884, t. 3–4, wyd. osob. 1898) stanowi cząstkę szerszej encyklopedycznej pracy o Mickiewiczu (napisanej, lecz niewydanej). Krytyk opiera się na wspomnieniach uczestników, listach i dokumentach oraz na utworach poety. Opisuje środowisko Odessy (Polonia odeska i związani z nią rosyjscy notable). Splata opisy osób i analizy utworów Mickiewicza. Z jednej strony wykorzystuje rekonstrukcje spotkań, romansów jako kontekst interpretacyjny utworów poety, z drugiej owe utwory stanowią dla niego istotny materiał służący weryfikacji (dointerpretowaniu) zdarzeń znanych ze wspomnień uczestników. Ciekawie rozważa powiązania romansu w twórczości poetyckiej i realnych fascynacji poety, a także ocenę tychże podwójnych zdarzeń. Szczególnie dokładnie analizuje romans z D.D. i jego echa w utworach, konfrontując je ze wspomnieniami o Maryli i rozważając różne wymiary i formy miłości (realną i poetycką). Przytacza sonety Francesca Petrarki i jego następców, zestawia z nimi Sonety odeskie, unaoczniając bogactwo wyrażonej przez Mickiewicza gamy uczuć i aspektów miłości. Wycieczkę na Krym rekonstruuje szczegółowo jako tło powstałego tam cyklu krymskiego. Dyskutuje z krytyczną oceną sonetu jako formy poezji opisowej, ukazując rolę objętości i formalnego rygoru tej formy poetyckiej dla wyrażenia skondensowanego bogactwa wschodniej natury krymskiego świata.

Drugi z artykułów to próba opisania kształtu poetyckiego Pana Tadeusza („Dziennik Poznański” 1884, nr 120–136). Rzążewski chce wydobyć „myśl przewodnią” utworu, badając jego nowoczesną epopeiczność (polemizuje tu z teorią Iliady jako utworu ludowego). Wskazuje, że wprawdzie rdzeniem eposu jest wojna (tu precyzyjne analizy bitwy w Soplicowie), ale w istocie jest ona tylko tłem, a rzeczywistą treść stanowi życie religijne, społeczne, obyczajowe i domowe. Twierdzi, że Pan Tadeusz jest w tym obrazie bliski Iliadzie. Krytyk analizuje dokładnie kompletność obrazów życia społecznego w Mickiewiczowym poemacie, dostrzegając tylko marginesową obecność niższych klas (lud, mieszczaństwo), ale i piękny wizerunek Jankiela. W centrum eposu znajduje się klasa ziemiańsko-szlachecka, stanowi ona bowiem wówczas główną, aktywną siłę społeczną Rzeczypospolitej. Ciekawe, twórcze i wielowymiarowe wydają się odczytania wizerunków Jacka Soplicy (najszersza amplituda – od zdrady do świętości i ofiary), pełnowymiarowy obraz Gerwazego, Hrabiego (konwencje), Tadeusza (tabula rasa – człowiek w momencie stwarzania siebie), a także Zosi. Krytyk podkreśla, że Mickiewicz, wykorzystując osiągnięcia nowożytnej tradycji literackiej i nowe techniki poezji, przewyższa czasem w swym eposie Homera.

Próba syntezy. W całościowym oglądzie twórczości naukowej i literackiej Rzążewskiego dostrzega się jej bogactwo i różnorodność, zadziwiającą w konfrontacji z jego przedwczesną śmiercią. Oto podstawowe rysy jego prac krytycznych: ujmuje on analizowaną literaturę na szerszym tle historycznoliterackim, kulturowym czy historycznym; próbuje jednocześnie analizować, opisywać konkretne aspekty poetyckie utworów na różnych poziomach literackości; wyodrębnia obrazy poetyckie, rysy bohatera, opisuje fabułę, omawia rytm, strofikę, warstwę brzmieniową i szerzej – język poetycki. Formy genologiczne (sonet, gawęda, fraszka, poemat opisowy, epos, satyra) rozpatrywane są precyzyjnie, lecz w sposób otwarty, twórczy. Krytyk stosuje charakterystyczne dla literaturoznawstwa 2. poł. XIX i początków XX w. wiązanie w analizach problemów literatury i życia (najwyrazistsze może w Mickiewiczu w Odessie, lecz także w studiach o Zmorskim czy Kochowskim); opisując te skomplikowane sploty, nie miesza odmiennych sfer i nie odczytuje literatury naiwnie. Czuje, wie, na czym polega rzeczywisty autentyzm twórczości ludowej, jej kształt poetycki i duch. Nieobca jest mu postawa krytyczna (odczytania utworów Korzeniowskiego). Pisze językiem plastycznym, konkretnym (co szczególnie wyraziste w wypowiedziach zbeletryzowanych). Szeroki zakres twórczości krytycznej, dociekliwość, próby opisania zjawisk dotąd niezbadanych, a także walory językowe pozwalają wysoko ocenić jego wkład w literaturoznawstwo 2. poł. XIX w.</document>
<document nplp_id="13772" title="Ruszczyńska Maria" slug="ruszczynska-maria">Nauczycielka, literatka, publicystka, krytyczka, redaktorka, działaczka społeczna, tłumaczka, poetka, zakonnica. Pseudonimy i kryptonimy: Ayram; em-er.; Em. Er.; er.; M.R.; r.

Informacje biograficzne. Maria Walentyna Ruszczyńska urodziła się 14 II 1877 w Łabiszynie (pow. szubiński). Jej rodzicami byli Józef (1824–1888) – zarządca ziemski, oraz Helena z Nałęcz-Grąbczewskich (1848–1921) – rentierka. Miała czworo rodzeństwa: Karola (1882–1940), Felicję Antoninę (1878–1920?, zam. Żochowska), Adama (1875–1930) oraz Kazimierza (1885–1929). W roku akademickim 1900/1901 uczestniczyła w Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego w Krakowie, następnie studiowała na Uniwersytecie we Wrocławiu (1901/1902, sem. II) i Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczyła w prywatnym seminarium żeńskim Sebaldyny Münnichowej w Krakowie (Historyczny przewodnik po Krakowie i okolicy, 1907), w Prywatnym Wyższym Gimnazjum Żeńskim w Krakowie, a później jako nauczycielka domowa pracowała m.in. w Gałowie. Ruszczyńska była członkinią Polskiego Związku Kobiet Katolickich w Krakowie, sekretarką sekcji kolonii wakacyjnych dla pracownic i działaczką krakowskiego Stowarzyszenia Opieki nad Uwolnionymi Więźniami („Kalendarz Krakowski Józefa Czecha” 1913, R. 82), „znana z szerokiej działalności na polu humanitarnym w Krakowie” (Opieka nad uwolnionymi więźniami, „Nowa Reforma” 1911, nr 232). Uczestniczyła w Kongresie Polaków w Winterswijk w Holandii 1–2 XI 1913. Powołano wówczas Komitet Wykonawczy koordynujący działalność polskich organizacji na zachodzie Niemiec. Według danych niemieckiej policji politycznej Ruszczyńska pełniła funkcję sekretarki Wydziału ds. Kobiet w Bochum, zajmowała się szkoleniem kobiet i dziewcząt do pracy w ruchu kobiecym. W maju 1914 r. powstał z jej inicjatywy Związek Polskich Towarzystw Kobiecych na Zachodzie Niemiec. Opuściła Westfalię w lipcu 1914 r. Zaręczyła się z Michałem Kwiatkowskim – wydawcą z Herne.

Przed I wojną światową współredagowała „Kurier Poznański”, później dział literacki w „Gazecie Narodowej”. W okresie międzywojennym współpracowała z „Dziennikiem Poznańskim”. 14 IX 1920 wyruszyła w podróż pociągiem ufundowanym przez Poznański Czerwony Krzyż z darami dla żołnierzy z 14. Dywizji Piechoty walczących na froncie wschodnim, później przebywała na Śląsku. Za działalność na rzecz współpracy polsko-francuskiej otrzymała order Officiers de l’Académie française. Była członkinią Wydziału Propagandy w Dyrekcji Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu. W sierpniu 1927 r. opracowała projekt „Domu Polki”, Pawilonu Pracy Kobiecej dla kobiet z całego świata. W celu pozyskania funduszy wygłosiła ponad 20 referatów w różnych organizacjach społecznych i kulturalnych, publikowała artykuły w prasie kobiecej, zyskała poparcie Michaliny Mościckiej – pierwszej damy. Od 1927 r. współpracowała jako autorka artykułów i redaktorka z organem prasowym Powszechnej Wystawy Krajowej (PWK). Za swoją działalność została uhonorowana srebrnym krzyżem zasługi w 1929 r. Była członkinią Związku Zawodowego Literatów Polskich – Oddział w Poznaniu, a także Stowarzyszenia Pań Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. 27 XI 1931 wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej w Dębowej Łące, przyjęła imię Helena; 18 V 1940 wystąpiła ze Zgromadzenia. W 1943 r. mieszkała w Tarnowie, w 1944 r. przebywała w Jeżówce w Sochaczewie. Po wojnie powróciła do Sióstr (Dom Nowicjacki) w Dębowej Łące, gdzie zmarła 26 X 1945. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Jabłonowie-Zamku.

Działalność twórcza. W dorobku pisarskim Ruszczyńskiej znajdują się utwory dramatyczne, poetyckie, prozatorskie oraz prace krytyczne o literaturze pięknej, recenzje literackie, teatralne, a ponadto korespondencje i artykuły o kwestii kobiecej. W 1901 r. ukazały się Zwierzenia podpisane anagramem imienia oraz imieniem i nazwiskiem: Ayram (M. Ruszczyńska), z dedykacją dla uczennic: Janiny i Elżbiety – hrabianek Konarskich. Ten niewielki sztambuch przywołuje na myśl albumy, książki-pamiętniki charakterystyczne dla obyczajowości XIX-wiecznej i salonowej kultury towarzyskiej, służące do kolekcjonowania życzeń czy utworów poetyckich. W 1909 r. Ruszczyńska opublikowała studium analityczno-porównawcze Konrad – Wacław – Kordian, w którym zdradziła swoje literackie sympatie do literatury romantycznej. Analizując kreacje głównych bohaterów Dziadów cz. III Adama Mickiewicza, Wacława dziejów Stefana Garczyńskiego oraz Kordiana Juliusza Słowackiego, doszła do wniosku, że Słowacki współzawodniczył z Mickiewiczem, „ale nie miał na celu przeciwstawiać bohaterowi cierpiącemu – bohatera działającego. Słowacki chciał pokazać, jak typ chorobliwy z epoki przedstawi się w działaniu, czyli jak się na działanie zdobędzie” (tamże). Zdaniem autorki Wacław nie był inspiracją dramatu Słowackiego. Stanisławowi Tarnowskiemu poświęciła dwa artykuły (S. Tarnowskiemu w 80. rocznicę urodzin, „Dom Polski” 1917, nr 48; Nad świeżą mogiłą, „Gazeta Narodowa” 1918, nr 8–9, 11–13). W tym samym roku w Krakowie ukazały się dwa utwory dramatyczne z dedykacją dla młodzieży szkolnej. Ogłosiła także nowelkę Przyjaciele, której tematem jest PWK. W 1936 r., zafascynowana działalnością Marii Karłowskiej, opublikowała Historię Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Boskiej (1936). Zajmowała się też przekładami z języka francuskiego.

Wygłaszała wykłady i odczyty, np. O Wyspiańskim (1908), w ramach działalności sekcji odczytowej Związku Kobiet Katolickich; o Nowym typie szkół żeńskich na zjeździe kobiet katolickich w Wiedniu („Przegląd Powszechny” 1910, t. 106); o Znaczeniu karności w życiu dziecka w ramach kursu społeczno-pedagogicznego („Dziennik Poznański” 1913, nr 95); O najnowszych powieściach polskich w Czytelni dla Kobiet (tamże, nr 38); O twórczości Sienkiewicza na zebraniu Ziemianek z Powiatu Szamotulskiego („Gazeta Narodowa” 1916, nr 151, 153); O „Weselu” S. Wyspiańskiego (w Teatrze Poznańskim 24 XI 1918) czy o statusie starej panny w rodzinie i społeczeństwie („Dziennik Poznański” 1923, nr 96–97).

Twórczość krytycznoliteracka. Interesowała się szczególnie twórczością Stanisława Wyspiańskiego, którego uważała za „nowego ducha archanioła, co lud wiedzie” (W pierwszą rocznicę. 28 XI 1908, „Łan Młodzieży” 1908, nr 11). W 1909 r. ogłosiła studium o artyście (Stanisław Wyspiański. Próba charakterystyki, 1910). Znała i komentowała prace naukowe o Wyspiańskim, w emocjonalnym tonie wypowiedziała się np. o rozprawie Adama Grzymały-Siedleckiego (Nowe studium o Stanisławie Wyspiańskim, „Literatura i Sztuka” 1910, nr 43). Pisała także recenzje ze spektakli teatralnych na podstawie sztuk Wyspiańskiego. Ceniła Legion za „nadziejność, bijąc[ą] w Polskę współczesną mocnym głosem wiary” („Legion” Wyspiańskiego na scenie krakowskiej, „Kronika Powszechna” 1911, nr 50; Na marginesie „Warszawianki” i „Sędziów”, „Gazeta Narodowa” 1918, nr 252). Wesele uważała za „rzecz wielką, świetną, natchnioną” (O „Weselu” Wyspiańskiego, tamże, nr 272; Około „Wesela”, tamże, nr 293). Dla Ruszczyńskiej – krytyczki teatralnej – ważny był każdy szczegół przedstawienia teatralnego (zwracała uwagę np. na niepoprawną dykcję aktorów). Ponadto w orbicie jej zainteresowań recenzenckich znalazły się spektakle na podstawie sztuk Gabrieli Zapolskiej, Augusta Strindberga, Williama Shakespeare’a, Zygmunta Przybylskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Stanisława Przybyszewskiego.

Apelowała o ograniczenie młodym ludziom swobody w doborze lektur, spektakli teatralnych, dzieł kinematografii i przedstawień cyrkowych. Wskazywała książki, które uczeń powinien poznać jako człowiek dojrzały „albo nie powinien poznać wcale” („Kronika Powszechna” 1911, nr 46), wśród tych ostatnich wymieniła: Płomienie Stanisława Brzozowskiego, Dzieje grzechu Stefana Żeromskiego i Pani El Marii-Jehanne Wielopolskiej (kilka lat później o konflikcie z Ruszczyńską Wielopolska napisze – Gontowszczyzna. Wspomnienia z rebelii ukraińskiej w Małopolsce Wschodniej, 1925). Ruszczyńska utyskiwała na brak autorytetów religijnych, społecznych, artystycznych. Stwierdzała: „[…] otwarcie wzruszamy ramionami na »starzyznę«, na Matejków, Chopinów, Mickiewiczów” (Wzgarda autorytetu, „Kronika Powszechna” 1911, nr 36), czym wzbudziła sprzeciw Stanisława Lama (O autorytet. Odpowiedź na artykuł p. M. Ruszczyńskiej, tamże, nr 40). Na marginesie recenzji literackich odnotowywała uwagi o kondycji literatury dawnej i współczesnej. Przy okazji wypowiedzi o powieściach Józefa Weyssenhoffa pisała: „Cała nasza literatura dawna z gruntu sielskiego wyrosła i sielską była, tylko zmieniały się niejako akcesoria. Zrazu była sielską tak zupełnie, że mówić sobie o tym nie potrzebowała; to Kochanowski, Szymonowicz; potem tchnęła całą szlachetczyzną, obyczajem dworskim, wiejskim przez usta Potockiego czy Samuela ze Skrzypny; wreszcie udając dworszczyznę, francuszczyznę, modę, stała się madrygałem, ale z poczuciem dla malowniczości trawnika i pasterzy – choćby w jedwabiach. Wreszcie poprzez pryzmat tęsknoty ukazała wieś polską, tę, jaka jest, i tę, jaka już nie będzie w Tadeuszu” („Soból i panna”. „Znaj pana i inne nowele”. Ostatnie powieści Weyssenhoffa, „Przegląd Powszechny” 1912, t. 114).</document>
<document nplp_id="13773" title="Rzewuski Henryk" slug="rzewuski-henryk">Powieściopisarz, publicysta. Pseudonimy: Jarosz Bejła; H.R.; H. hr. R.; Rajmund Hreczka; Wojciech Rybka; Seweryn Soplica; cześnik parnawski; stary szlachcic litewski; Petroniusz Tetera; Teterowianin.

Informacje biograficzne. Urodził się 3 V 1791 w Sławucie na Wołyniu w magnackiej rodzinie jako syn Adama Wawrzyńca, kasztelana witebskiego, i skoligaconej z Radziwiłłami Justyny z Rdułtowskich. Początkowe nauki pobierał w konwikcie karmelickim w Berdyczowie, następnie przez trzy lata uczył się w instytucie wychowawczym księdza Nicole’a w Petersburgu, w l. 1806–1807 brał prywatne lekcje w Krakowie. Wziął udział w kampanii 1809 r. jako porucznik wojsk Księstwa Warszawskiego. W l. 1810–1811 przebywał w Szwajcarii, po powrocie mieszkał w Krakowie, na Wołyniu i w Petersburgu, gdzie został członkiem masonerii i współtwórcą loży „Orzeł Biały”. W 1818 r. udał się w następną podróż po Europie. Zwiedził Niemcy, Francję, Włochy, Anglię i Turcję. Na dłużej zatrzymał się w Paryżu, gdzie przez trzy lata uczęszczał na uniwersytet jako wolny słuchacz na wydziałach filozofii, prawa i literatury. W 1823 r. powrócił na Wołyń, skąd w 1825 r. wybrał się, zaproszony przez siostrę Karolinę Sobańską, na wycieczkę na Krym, w czasie której poznał Adama Mickiewicza. W 1826 r. poślubił Julię z Grocholskich. W l. 1829–1832 przebywał we Włoszech; w Rzymie ponownie spotkał Mickiewicza. Po powrocie do kraju osiadł w Cudnowie i został marszałkiem pow. żytomierskiego. Urząd piastował do 1836 r. W l. 1840–1850 był stałym współpracownikiem „Tygodnika Petersburskiego” i przewodził grupie konserwatywnych twórców skupionych wokół pisma, a określanych mianem „koterii petersburskiej”, „koterii tygodnikowej”, „koterii litewsko-wołyńskiej” lub „pentarchii”. U szczytu popularności, oprócz Rzewuskiego i Michała Grabowskiego, do grupy należeli: Ignacy Hołowiński, Józef Ignacy Kraszewski, Gustaw Olizar, Konstanty Podwysocki, Aleksander Przeździecki, Ludwik Sztyrmer. Do grona sympatyków zaliczali się w różnych okresach także: Kazimierz Bujnicki, Stanisław Chołoniewski, Placyd Jankowski, Michał Jezierski, Juliusz Strutyński, Konstanty Świdziński.

W l. 1845–1849 Rzewuski mieszkał w Petersburgu, prawdopodobnie wtedy popadł w poważne kłopoty finansowe, licząc na otrzymanie rządowej emerytury, podjął współpracę z rosyjską administracją. W 1850 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie został urzędnikiem do szczególnych poruczeń przy namiestniku Iwanie Paskiewiczu. W 1851 r. założył „Dziennik Warszawski”, który miał być dochodowym, ale i ambitnym przedsięwzięciem wydawniczym, wzorowanym na prasie zachodnioeuropejskiej. Redaktorską przygodę zakończyło bankructwo pisma w 1856 r. W 1852 r. Rzewuski został radcą dworu, a rok później otrzymał odznaczenie za wierną służbę i został mianowany rzeczywistym radcą stanu. W 1856 r. powrócił do swego majątku Cudnów. W 1857 r. podróżował do Francji, gdzie dzięki swym siostrom Ewelinie de Balzac i Karolinie – wówczas żonie Jules’a Lacroix, nawiązał kontakty z elitą intelektualną. W 1865 r. zamieszkał w Dreźnie. Zmarł 28 II 1866 w Cudnowie.

Twórczość w kręgu krytyki. Największy sukces literacki przyniósł Rzewuskiemu zbiór opowieści Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego, powszechnie uznanych za arcydzieło gatunku określanego jako romantyczna gawęda szlachecka. Zbiór ukazał się anonimowo w Paryżu (1839–1841), poprzedzony wstępem Stefana Witwickiego, następne wydanie paryskie zostało uzupełnione przedmową Stanisława Ropelewskiego.

Załamanie popularności Rzewuskiego przyniosła publikacja Mieszanin obyczajowych (1841–1843) – zbioru szkiców i obrazków rodzajowych odczytanych jako wyraz bezprecedensowego krytycyzmu autora wobec współczesnych mu Polaków oraz kultury polskiej. W dyskusjach szczególnie podawano w wątpliwość patriotyzm autora i jego niewiarę w możliwość odrodzenia się Polski. Pisane ze stanowiska skrajnie konserwatywnego Mieszaniny oburzyły opinię publiczną i sprowokowały wieloletnią debatę nad granicami lojalności wobec „rządu egzystującego” oraz przyszłością kultury polskiej. Utrwaliły także opinię na temat Rzewuskiego, który teraz był przeklinany i nazywany zdrajcą oraz przeniewiercą. Jednym z ubocznych efektów debaty stały się ostra polaryzacja stanowisk twórców literatury krajowej (polemistami Rzewuskiego byli m.in. E. Dembowski, F. Zieliński, G. Olizar, T. Szczeniowski) oraz włączenie do dyskursu publicznego refleksji nad dziedzictwem kultury sarmackiej. Rzewuski swe poglądy rozwijał i uzasadniał w następnych zbiorach szkiców publicystyczno-filozoficznych: Głos na puszczy (1847), Teofrast polski (1851), Wędrówki umysłowe (1851), Cywilizacja i religia („Dziennik Warszawski” 1851) czy w opublikowanych już po śmierci Próbkach historycznych (1868), a także w przypisach i wstępach do innych swych dzieł.

Mimo kontrowersji, jakie wzbudzały jego poglądy, Rzewuski cieszył się uznaniem współczesnych jako autor popularnych powieści historycznych, twórczo rozwijających tradycję walterskotowską i wzbogacających ją w kontuszowe tradycje sarmackie. W jego powieściowym dorobku szczególnie ceniony jest Listopad (1845–1846), uznawany za najlepszą polską powieść historyczną powstałą przed Henrykiem Sienkiewiczem. Karierę literacką Rzewuskiego zamyka publikacja wielotomowych fingowanych Pamiętników Bartłomieja Michałowskiego (1856–1857), które zostały przez współczesnych krytyków potraktowane jako apologia koniunkturalizmu i narodowego indyferentyzmu – choć dostrzegano ich podobieństwo do wciąż podziwianych Pamiątek, powieść zyskała miano symbolu ostatecznego upadku autora.

Tematy krytycznoliterackie. Włączenie Henryka Rzewuskiego do grona XIX-wiecznych krytyków literackich może wydać się ryzykowne. Przez współczesnych postrzegany był jako ceniony prozaik i wielce kontrowersyjny publicysta, sam zaś uważał się za moralistę, który piętnował współczesnych za odstępstwo od tradycji ojców. Na wagę tematów literackich w obrębie twórczości Rzewuskiego wskazuje jednak zbiór znajdujących się w Bibliotece Narodowej rękopisów dzieł, które nie zostały dopuszczone do druku przez carską cenzurę. Rękopisy te są niekompletne, czasem mocno zniekształcone przez cenzorskie ingerencje, ale nawet w tym ułomnym kształcie poświadczają duże zainteresowanie pisarza kwestiami szeroko rozumianej krytyki literackiej. Wiele spośród problemów w nich poruszonych znalazło swe miejsce w literackiej i publicystycznej twórczości Rzewuskiego.

Spuścizna krytyczna Rzewuskiego odbiega od standardu obowiązującego w literaturze krajowej poł. XIX w. Swą rolę widział on nie tyle jako autora recenzji i przeglądów zamieszczanych w prasie, ile moralisty, który na dzieła kultury patrzy z perspektywy etycznej i historiozoficznej. W świetle konserwatywnych poglądów Rzewuskiego, przedstawiającego się jako zaciekły przeciwnik kultury współczesnej i zdeklarowany apologeta dawnej Polski, konieczne okazuje się przedefiniowanie tradycyjnej atrybucji genologicznej jego publicystyki (Mieszaniny obyczajowe, Teofrast polski, Głos na puszczy czy Wędrówki umysłowe), czytanej do tej pory wyłącznie jako proza społeczna i polityczna. Wpisana w te dzieła refleksja na temat kultury okazuje się jednym ze stale obecnych wątków historiozoficznych rozważań na temat doświadczanego kresu cywilizacji. Rozpoznając swą współczesność jako „epokę konwulsyjną” – czas między odchodzącą przeszłością a jeszcze nieznaną przyszłością, Rzewuski zjawiska literackie opisuje jako konsekwencje i emanacje zachodzących procesów cywilizacyjnych. W kontekście europejskim takim momentem krytycznym był dla niego wybuch rewolucji francuskiej, w Polsce zaś triumf idei oświeceniowej, która pogrzebała dawną tradycję sarmacką. Dlatego z jednej strony Rzewuski tak bardzo interesował się kulturami „wyczerpanymi”: problemem „śmierci kultury” (Rzut oka na literaturę starożytną, w: Mieszaniny, t. 2) i utrwalał tradycje przedoświeceniowej kultury sarmackiej, a z drugiej strony podejrzliwie przyglądał się niedającemu się zaprzeczyć rozkwitowi współczesnej mu literatury polskiej (rozdziały Poezja narodowa i Popularność literacka, w: tamże, t. 1). Te przeciwstawne zjawiska pisarz uspójniał, interpretując „wybuch” polskiego romantyzmu (który sam, będąc autorem Pamiątek Soplicy i wielbicielem twórczości Mickiewicza, współtworzył) jako przedśmiertny spazm, ostatni akt narodowej tragedii, poprzedzający ostateczne roztopienie się polskości w triumfującej Słowiańszczyźnie reprezentowanej przez Imperium Rosyjskie (tamże).

Rzewuski refleksję historiozoficzną łączył z uwagami o literaturze, na plan pierwszy wysuwając potrzebę dowartościowania przedoświeceniowej kultury sarmackiej oraz specyficznej tradycji oralno-performatywnej dostrzeżonej w bardach polskich, których symbolami uczynił: Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”, Benedykta Hulewicza czy Józefa Hohola i Adama Wąsowicza (Bardowie polscy, w: tamże). Ta właśnie tradycja miała mieć charakter źródłowy dla gawędy szlacheckiej. Ważnym wątkiem tych rozważań staje się tożsamościowy wymiar tradycji szlacheckiej postrzeganej przez Rzewuskiego jako tradycja narodowa: „Każdy naród tej ziemi ma swoje właściwe podania, które to sprawiają, że jest tym, a nie innym narodem. Każdy [naród] ma swoją poezję, filozofię, uczuciowość własną, tak jak historię i obyczaje, które z jego właściwych podań się rozwijają” (Listy z Warszawy, „Dziennik Warszawski” 1852, nr 303).

Ważnym nurtem swych rozważań uczynił obronę wartości i tradycji kultury sarmackiej: atakował współczesne sobie wynaturzenia kultury szlacheckiej (baragułów, skarnawalizowaną kulturę kontraktów), krytykował krzemieniecki typ nowoczesnej edukacji, dopominał się o sprawiedliwą ocenę jezuickiej Ratio Studiorum, zaściankowej szlachcie dającej poczucie dumy z własnej tożsamości, ale i poczucie przynależności do wielkiej tradycji kultury klasycznej. Był prekursorem zainteresowań epoką saską, jej kulturą prawną i instytucjami politycznymi; inspirował inicjatywy wydawania dawnych opowieści szlacheckich.

Przedmowy do wielu swych powieści Rzewuski potraktował jako ważną przestrzeń refleksji krytycznoliterackiej, np. w Zamku krakowskim, gdzie we wstępie objaśniał genezę własnej twórczości gawędowej (tu: problem tekstów „z nie swojej teki” i polemika z krytykami zarzucającymi mu nieoryginalność Pamiątek Soplicy), ale też formułował zarys definicji gawędy szlacheckiej. Powieściowe prefacje w postaci listów dedykacyjnych lub zwrotu do czytelników Rzewuski wykorzystywał także, by objaśniać swe stanowisko oraz kontynuować wszczynane polemiki. We wstępie do Rycerza Lizdejki pisał: „Zarzucano mi niejednokrotnie, że jestem umysłem wstecznym, że dlatego, że nigdy nie taiłem mojego wstrętu do tego ruchu umysłowego, który się przebija i w literaturze, i w stanie towarzyskim Zachodu Europy, ale nie idzie za tym, żebym roił sobie powrót dzisiejszego pokolenia do dawnej naszej obyczajowości, bo jakkolwiek przeszłość wpływać musi koniecznie na teraźniejszość, przecie teraźniejszością być nie może. Ani czasy upłynnione nie mogą się odnowić w tożsamości, ani rzeki powracać do swoich źródeł. Ale dlaczegoż nie szanować dawnych pamiątek i pogardzać tym, co nasi ojcowie miłowali” (Do prenumeratorów „Dziennika Warszawskiego”, w: Rycerz Lizdejko. Powieść z czasów panowania Jana Kazimierza, t. 1, 1851). W Przedmowie do Teofrasta polskiego (w formie listu adresowanego do L. Trypolskiego) Rzewuski rozważał kwestię relacji między pisarzem a publicznością literacką, a także zastanawiał się nad źródłami współczesnej „pisomanii utrwalającej swoje płody szkaradnym wynalazkiem Fausta, czy jak chcą nasi, Twardowskiego”. Zauważał: „Pisarzów można podzielić na dwie kategorie, bez względu na stopień ich wartości. Jedni piszą, bo nie mogą nie pisać. Jest to natura, która swoich praw koniecznie dopełnić musi, i w ciągu swojego zawodu niczym się nie zrazi. […] Drudzy piszą dlatego tylko, że tamci piszą: jak ta bajeczna żaba, która nogę nadstawia, dlatego że widzi, iż konia kują. Już część rzemieślnicza pisarstwa tak jest ułatwioną, że bez wielkiego zachodu można tom wyklecić” (Teofrast polski, w: Pisma, t. 3, 1851).

Najmocniej uwikłana w dyskusje krytycznoliterackie jest powieść Paź złotowłosy, czyli wieczory sułtana (ukończ. 1847, wyd. osob. 1858), której wstęp i pierwsze rozdziały stanowią z jednej strony rodzaj porachunku z „warszawskimi księgarzami”, z drugiej zaś próbę uzasadnienia przekonania o wyczerpaniu się możliwości powieści jako gatunku: „[…] powieściopisarstwo, nie tylko obyczajowe, ale nawet historyczne, wedle mojego zdania już się wyczerpało, albo przynajmniej jest tego bliskie. I na tym opieram moje przekonanie, że już i pierwsze, i drugie uformowało jakieś mizerne a płodne szkolarstwo, kolej, w którą wpada każda forma literatury, skoro już jest zużytą; a więc potrzeba szukać nowych form, inaczej publiczność nasza zaskorupieje w chińskiej głupocie. Coraz nudniejsze elukubracje wychodzą spod pras” (tamże, t. 1). Na planie fabularnym powieści Rzewuski umieścił złośliwy pamflet wymierzony w Kraszewskiego, którego sportretował jako posiadacza „fakundotypu” (nazwa nawiązuje do pseudonimu, jakim posługiwał się pisarz) – machiny pozwalającej mu w nieskończoność mnożyć swe teksty.

Miejscem istotnym dla twórczości krytycznej Rzewuskiego są też przypisy, którymi hojnie opatrywał swe rozprawy publicystyczne i powieści. Idąc śladem Waltera Scotta, przypisy wykorzystywał dla przekazania informacji – tłumaczył niejasne dla czytelnika terminy czy kontekst kulturowy, częściej jednak zamieszczał tam polemiki ze swymi krytykami, odnosił się do stawianych mu zarzutów bądź objaśniał swe stanowisko. W przypisach można znaleźć rzucane w trybie dygresji uwagi na temat zjawisk artystycznych: „W sztuce realizm nie może być dowolnie odłączony od idealizmu. I w tym geniusz artysty jest silniejszy od własnej jego woli” (Teofrast polski, t. 1), oraz komentarze do lektur: „Romanse Aleksandra Dumas i Eugeniusza Sue nie mają nic prawdy, nawet względnej: każdy jest zbiorem scen sztucznych, których efekt jest wyrachowany. W tych wszystkich figurach zamiast życia są poruszenia galwaniczne i to nie może być inaczej, bo ani jedna z nich nie jest oryginalną, wszystkie są przesadzone kopie typów już znanych w dawnym romansopisarstwie, w melodramatach, w Szekspirze, w Walter Scotcie i tak dalej. Są to reminiscencje obrobione z wielkim talentem i nic więcej. Jerzy Sand [George Sand], jakkolwiek wyraziciel i apostoł najohydniejszych doktryn, jest potężnym geniuszem. Wszystkie jego osoby są pełne życia, wszystkie u niego skutki nie wypływają z czegoś umówionego, ale z natury; u niego namiętności są szkaradne, a przecie logiczne. Zresztą jego styl, zawsze barwny i ognisty, często przypomina prozatorów francuskich wielkiego wieku” (tamże, t. 2).

Wstępy i przypisy do własnych dzieł stawały się przestrzenią dla komentarzy i polemik, których publikacji w pismach poświęconych literaturze wzbraniała Rzewuskiemu cenzura, a których ze względów ambicjonalnych nie chciał toczyć na łamach czasopism – uznawanych za „grunt” jego przeciwników.

Działalność krytyczna. Aktywność Rzewuskiego jako krytyka literackiego ogranicza się do kilku rozpraw opublikowanych w „Tygodniku Petersburskim” oraz cyklu Listów z Warszawy pisanych w l. 1852–1853 dla redagowanego przez siebie „Dziennika Warszawskiego”.

W l. 1840–1849 ogłosił w „Tygodniku Petersburskim” dziewięć artykułów, z czego większość można potraktować jako „koleżeńskie kontrybucje” członka „koterii petersburskiej” wspierającego przyjaciół po piórze (recenzje Witoloraudy J.I. Kraszewskiego i Stanicy hulajpolskiej M. Grabowskiego) czy doraźne korespondencje literackie. Za najistotniejszą wypowiedź krytyczną pisarza z tego okresu należy uznać artykuł Czy jest konieczną historyczna prawda w romansie („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 98–100), gdzie objaśniając swoje stanowisko w kwestii powieści historycznej, Rzewuski kategorycznie deklarował: „Ja prawdę historyczną uważam za główną treść w romansie. Tło epoki powinno być użyczone domyślanym postaciom i niejako przelewać się w ich barwie. Jest to koloryt obrazu. Właściwąż, aby ten koloryt działał wspacznie na źródło, skąd sam nabiera blasku?” (tamże, nr 98). Pisane w formie listów Dzieje spółczesne („Tygodnik Petersburski” 1848, nr 97–100; 1849, nr 1) w eseistycznej formule podejmowały ważne dla konserwatystów kwestie pokoleniowego transferu tradycji. Rzewuski, powołując się na autorytet Mickiewicza, podkreślał znaczenie niedającej się zamknąć w wiedzę książkową tradycji narodowej: „Bo gdyby nauka czerpała się tylko nauczaniem urzędowym i książkami, nauki musiałyby kwitnąć wszędzie, gdzie są szkoły i księgozbiory, a jednak nic prawdziwszego nad to, co wyrzekł Niemeński wieszcz, że nadzwyczajni mężowie kunsztu i nauki nie wyszli z jakiejś szkoły, ale swoją wielkość wyrobili głębokim wtajemniczeniem się do wielkich podań swoich narodów” (tamże, nr 97).

Za najważniejszą i najspójniejszą wypowiedź krytyczną Rzewuskiego trzeba uznać cykl 10 Listów z Warszawy („Dziennik Warszawski” 1852, nr 12; 1853, nr 22 z przerw.). Listy były próbą nawiązania bliższego kontaktu z czytelnikami i w przystępnej, konwersacyjnej formule prezentowały krytycznoliterackie poglądy hrabiego. Specyfikę tego cyklu określa wybrana forma gatunkowa – listu, który oscylował między bliską gawędzie opowieścią o poznanych ludziach i przemyślanych problemach a rodzajem felietonistycznej medytacji nad współczesnością: „Miałem stosunki częstokroć ścisłe z największymi romantykami naszego stulecia, jako Byronem, Walterem Scottem, Puszkinem, Tieckiem, Wernerem, Mickiewiczem, Manzonim i zaręczam, że każdy z nich był głęboko uczonym, a co więcej, wielbicielem starożytnej literatury, że nieraz słyszałem, z jaką pogardą się odzywali o tych pseudopisarzach, którzy bez nauki, bez zgłębienia starożytności podszywali się pod ich mniemaną szkołę. Jeżeli romantyzm i klasycyzm mają oznaczać, że pierwszy dla dzieł sztuki żadnych praw ani przepisów nie przypuszcza, a drugi ma jakieś uzupełnione prawidła, których jeniuszowi nie wolno przekroczyć pod żadnym względem, i jedni, i drudzy przeciw takiemu zdaniu powstaną” („Dziennik Warszawski” 1852, nr 230).

Wyciągając wnioski z burzliwej dyskusji, jaka wybuchła wokół rozprawy Cywilizacja i religia, Rzewuski wyraźnie zmienił styl i konwencję wypowiedzi – nie prowokował ani nie pouczał już swych czytelników, a zapraszał do wspólnej refleksji nad obserwowanymi przemianami: „Dawniej pisarstwo było powołaniem lub przynajmniej usiłowało za takie uchodzić, stąd każdy pisarz musiał być koniecznie z jakiegoś względu moralistą. Publiczność była wyrozumiałą na ostrość pióra gromiącego jej zboczenia, bo czuła, że pisarz nie bronił zasad samowolnie przez siebie albo przez innego pisarza wymyślonych, ale opierał się na wierzeniach wszystkim wspólnych lub na podaniach niemniej świętych swojego społeczeństwa. Stawał więc w obronie nie własnej myśli, ale publicznego skarbu. Ale odkąd ten skarb moralny omalże nie rozproszonym został, namiętności dzienne publiczności przybrały pewną powagę, którą bezkarnie nie można naruszać. Czytelnicy domagają się od piszącego, żeby ich bawił, żeby im podchlebiał […]. Tym sposobem krytyka literacka zgasła, bo dotykając pisarza, choćby tylko chwilowo wziętego, tym samym obraziłaby publiczność, której miał szczęście się podobać […]. W tej anarchii intelektualnej pisarze przestali być skromnymi nauczycielami publiczności, a zostali jej pochlebcami” (tamże, nr 205).

Tematy podejmowane przez Rzewuskiego w Listach z Warszawy pozostają zasadniczo te same, co w przynoszących tyle kontrowersji tomach publicystycznych, wywód jednak został wyraźnie wzbogacony w pogłębioną refleksję nad znaczeniem literatury dla życia narodowego („Literatura narodu jest to kwiat rozwinięty z wszystkich jego sił umysłowych”, tamże, nr 302) oraz próbą opisu współczesnego życia literackiego: „Nie można zaprzeczyć, że w publiczności naszej jest dziś większa ilość czytających polskie książki niżeli przed pięćdziesiąt laty, że możemy pokazać trzech wieszczów, produkt nieznany dotąd na naszej ziemi, że mamy wielu pisarzy nie bez talentu, że […] kiedy w początkach niniejszego stulecia literaci omalże nie wyłącznie zajmowali się przekładem dzieł zagranicznych, teraz jawią się często pisma oryginale, a przynajmniej wprost nietłumaczone twory nam obce. A jednak pomimo tych zasobów literatura znacznie się zniżyła w opinii powszechnej” (tamże, nr 276).

Dopominając się o szacunek dla profesjonalnej i uczciwej krytyki literackiej: „Jakże tu ma być krytyka, kiedy każda, choćby najumiarkowańsza, jest przyjętą za pocisk osobisty, byle tylko rozbiór pisma zrobiła. A jednak krytyka jest tym dla literatury, czym sól dla kucharki” (tamże), postulując zacieśnienie współpracy między pisarzami z różnych regionów Polski, Rzewuski w Listach z Warszawy ujawnił zupełnie nowe oblicze. Można odnieść wrażenie, że redagując „Dziennik” i próbując wpływać na warszawskie życie literackie, chciał się sprawdzić w diametralnie innej roli niż zwykle – nie tradycjonalisty krytykującego wszelkie nowości, ale pisarza organizującego nowoczesny polski rynek wydawniczy; pisarza, który podejmuje się roli integratora środowiska.

Z jednej strony Listy z Warszawy są świadectwem dokonujących się w poł. XIX w. zmian w relacjach między twórcami, czytelnikami, wydawcami a kompetentną i sprofesjonalizowaną krytyką literacką: „Odkąd krytycy zaczęli siebie nazywać estetykami, krytyka literacka znikła. Wszystkie te dość rzadko jawiące się na świat rozprawy niby krytyczne są zbiorem jakichś ogólników o sztuce, istne komunały krążące po ulicach Berlina i Lipska, a które o pismach, jakie im posłużyły do tej rozprawy, istotnego wyobrażenia nie dają. W żadnym dzienniku tutejszym nie ma recenzji pism wychodzących, o co redaktorów obwiniać nie byłoby słusznie, gdyż połowa przynajmniej tutejszych autorów czuje, że ich pisma porządnej krytyki wytrzymać nie mogą, a więc każda krytyka, która nie będzie panegirykiem, koniecznie ich obrazi” (tamże). Z drugiej zaś zdają się one odsłaniać nieznane oblicze Rzewuskiego, człowieka trafnie diagnozującego zmiany statusu literatury w nowym kapitalistycznym świecie, a także przedsiębiorcy, który próbuje pogodzić wysoki standard wydawanej gazety z potrzebą kształtowania nowego typu czytelników – ludzi wykształconych, świadomych i krytycznych wobec zachodzących zmian. Na poły gawędziarska formuła listów, nasycenie ich pierwiastkami o charakterze autobiograficznym oraz intymność tego epistolograficznego wyznania czynią z Listów z Warszawy gatunkową hybrydę, która łączy felieton, pamiętnik intelektualny z wypowiedzią o charakterze programowym. Rzewuski zaś, jako człowiek pióra, wydawca, ale też zatroskany współczesnością konserwatywny myśliciel, staje się figurą niemal symboliczną. Zdaje się jednać świat dawnych tradycji literackich z wymogami nowoczesnej prasy, kulturę szlacheckiej prowincji z wielkomiejską, inteligencką i dalece już zdemokratyzowaną Warszawą, wreszcie nawet na poziomie wykorzystywanych gatunków literackich łączy tradycyjną gawędę i nowoczesny felieton. W jego przemyśleniach wybrzmiewa świadomość krytycznego momentu dziejów, w którym ważą się losy polskości: „Idzie o rzecz nader ważną. O to, żeby nasza literatura i poezja po tym swoim wybuchu raptownym nie oniemiały. Wszakże tak stało się z grecką po okresie Peryklesa, z rzymską po Auguście, włoską po Medyceuszach. Więcej podobnych przykładów przytoczyć by można, ale gdyby był tylko jeden, już ten przerażać by nas powinien. Bo jeżeli literatura nasza przestanie się rozwijać, cóż nam pozostanie?” (tamże, nr 278).

W ocenie dorobku krytycznego Rzewuskiego powinien zostać uwzględniony także, podkreślany przez wszystkich współczesnych, jego wybuchowy temperament. Niemal w każdą jego wypowiedź publiczną wpisany był agon. Rzewuski był prowokatorem i zaciekłym polemistą, przy czym nie były to wybuchy jego gwałtownego charakteru, ale świadomie wybierana postawa „ptaka, co własne gniazdo kala” (tematyzowana w Mieszaninach obyczajowych i wielu szkicach autobiograficznych). Tym samym krytycznej spuścizny Rzewuskiego nie sposób sprowadzać jedynie do konkretnych wypowiedzi, raczej winno się postrzegać ją jako rodzaj konsekwentnej postawy krytycznej.</document>
<document nplp_id="13774" title="Rzewuski Wacław" slug="rzewuski-waclaw">Poeta, dramatopisarz, teoretyk poezji i wymowy, pisarz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: J.R.S.D.G.L.W.K.; Józef Rzewuski starosta drohobycki, Generał Lejtnant Wojsk Koronnych; Pewien Kompacjent; S.R.S.C.R.P.W.K. JKMci; Stanisław Rzewuski; W.R.W.K.H.P.K.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 X 1706 w Rozdole (woj. ruskie) jako syn hetmana polnego koronnego (później wielkiego) Stanisława Mateusza Beydo-Rzewuskiego h. Krzywda i podczaszanki czernihowskiej Ludwiki Kunickiej h. Bończa. Szkolną edukację uzupełnił w trakcie podróży zagranicznych, podczas których zwiedził Austrię, Francję, Anglię, Holandię i Włochy. W 1732 r. poślubił księżną Annę Lubomirską h. Drużyna, z którą miał dzieci, wśród nich syna Seweryna Rzewuskiego (1743–1811), późniejszego targowiczanina. Od 1752 r. piastował urząd hetmana polnego koronnego. Szczególnie burzliwe okazały się dlań czasy stanisławowskie. W 1767 r. przystąpił do konfederacji radomskiej będącej odpowiedzią na zawiązane przy wsparciu Rosji konfederacje dysydenckie w Słucku i Toruniu. Wystąpienie na sejmie (1767) przeciw równouprawnieniu innowierców skończyło się dla niego tragicznie – na rozkaz Nikołaja Repnina został porwany i wywieziony do Kaługi. Po pięcioletnim zesłaniu osiadł w Siedliskach, by już nigdy nie powrócić do utraconych na rzecz Austrii w I rozbiorze Podhorzec. W 1773 r. otrzymał godność hetmana wielkiego koronnego. W tym samym roku był jednak zmuszony zrzec się hetmańskiej buławy z powodu złego stanu zdrowia. Zmarł 27 X 1779 w Siedliskach.

Pisarz czasów przełomu. Działania hetmana na płaszczyźnie kulturalnej były związane przede wszystkim z należącym niegdyś do Sobieskich zamkiem w Podhorcach. Na deskach tamtejszej sceny teatralnej odegrano liczne sztuki, wśród których znalazły się też utwory gospodarza (Władysława pod Warną wystawiono również w Nieświeżu). Podhorce mogły pochwalić się także prywatną drukarnią oraz świetnie zaopatrzoną biblioteką. Przez historyków literatury sceniczne utwory Rzewuskiego nie zostały ocenione zbyt wysoko: Wacław Borowy uznał je za „nieprzekonujące”, Janina Majerowa, komentując Żółkiewskiego i Władysława pod Warną, stwierdziła natomiast, że choć „nie zawiodło Rzewuskiego poczucie gatunku dramatycznego”, to brakło mu „siły pisarza”. Przychylniejsze sądy możemy znaleźć w rozprawie Stanisława Pietraszki, w którego przekonaniu wspomniane już tragedie odegrały doniosłą rolę w procesie konstytuowania się rodzimej odmiany klasycyzmu zarówno dzięki niezwykłej dbałości o język, jak i przez wzgląd na wykorzystanie tematu zainspirowanego dziejami Rzeczypospolitej. Życie i twórczość Rzewuskiego, przypadające głównie na czasy saskie, noszą znamiona przełomu. W literackiej spuściźnie hetmana można odnaleźć tendencje barokowe (m.in. wiersze powstałe przed 1760 r.) oraz klasycystyczne (traktat O nauce wierszopiskiej). Ich współwystępowanie da się zauważyć nie tylko w działalności pisarskiej Rzewuskiego, ale we wszelkiego rodzaju inicjatywach kulturalnych podejmowanych na jego dworze; Marek Prejs określił hetmana mianem „neofity klasycyzmu”, nieskutecznie walczącego z późnobarokowymi „nawykami i przyzwyczajeniami własnej kultury”. Wyrazem artystycznej samoświadomości Rzewuskiego są wiersze dedykacyjne, którymi opatrzył swoje sztuki. Żółkiewski (1758) został poprzedzony prośbą skierowaną do Elżbiety Lubomirskiej o życzliwe przyjęcie ofiarowanego utworu. Wykorzystanie toposu skromności jest czytelną wskazówką dla odbiorcy, który prezentowanym utworem powinien się zainteresować nie dla jego walorów estetycznych, lecz ze względu na prekursorskie uczynienie bohaterem tragedii hetmana Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W tym świetle istotnego znaczenia nabiera to, że dzieło zadedykowano księżnej Lubomirskiej, która „Jagiełłów z ojca, wielu wodzów z matki / Krwią zacna” ponadto – jako żona wojskowego – jest „żon chwalebnych wzorem” (Do JO Księżny JMCI z książąt Czartoryskich Lubomirskiej Strażnikowej Wielkiej Koronnej). Rzewuskiemu tego typu pokierowanie lekturą Żółkiewskiego w pełni się udało, co potwierdzają wypowiedzi Józefa Andrzeja Załuskiego, Ignacego Krasickiego, Franciszka Ksawerego Dmochowskiego oraz opinie współczesnych teatrologów, którzy w scenicznych utworach hetmana widzą początek polskiej odmiany tragedii historycznej.

Poglądy teoretycznoi krytycznoliterackie. Z większym uznaniem ze strony badaczy spotkał się traktat poetycki O nauce wierszopiskiej (1762), który jest określany jako „pierwszy manifest klasycyzmu w Polsce XVIII w.” (A. Pietrusiewicz), jego autor zyskał zaś zaszczytne miano najwybitniejszego „z wczesnych propagatorów i teoretyków klasycyzmu” (P. Buchwald-Pelcowa). Utwór O nauce wierszopiskiej został wydany pod imieniem syna Józefa w zbiorze Zabawki wierszopiskie i krasomówskie, w którym ukazała się też rozprawa poświęcona oratorstwu O nauce krasomówskiej podejmująca niektóre problemy poruszone w poemacie.

Z pozostającego pod patronatem Listu do Pizonów Horacego i Sztuki poetyckiej Nicolasa Boileau traktatu O nauce wierszopiskiej wyłania się konsekwentna, oparta na zasadzie umiaru i postulacie harmonii oraz prostoty koncepcja poety i poezji. Wyraziście jawią się w nim echa poematu Wenuzyjczyka, wymienianego zresztą w utworze kilkakrotnie, a dobrze znanego poetom staropolskim i oświeceniowym. Nieco inaczej przedstawia się kwestia wpływu L’art poetique, przez Rzewuskiego przemilczana. Nazwisko jej autora ani razu nie pada w traktacie, czego być może powodem były ożywione spory narosłe wokół satyr Boileau, które w poł. XVIII w. trafiły do rąk polskich czytelników dzięki przekładom Załuskiego.

Podmiot traktatu, wsparty autorytetem Horacego, prezentuje swoje stanowisko na temat tytułowej „nauki wierszopiskiej”. Ze względu na ów autorytet nie jest ono jednak wyrazem jednostkowego poglądu na wspomniane kwestie, lecz aspiruje do bycia powszechnie akceptowanym i uznawanym za ważkie zbiorem zaleceń normotwórczych. Autorowi nieobce są intencje dydaktyczne i moralizatorskie, co również można uznać za kontynuację tradycji horacjańskiej. Na stylizację horacjańską wskazują też rozsiane w utworze Rzewuskiego pośrednie i bezpośrednie zwroty do odbiorcy, stawiające go w pozycji adepta sztuki poetyckiego tworzenia. Osoba mówiąca konstruuje swoją wypowiedź tak, że może ona przywodzić na myśl wykład – dobrze skomponowany, a do tego ujęty w ramy oktawy. Już w początkowych strofach zostają przybliżone fenomen i źródła poezji, do której wrodzone zamiłowanie (co w XVIII w. nie było stanowiskiem odosobnionym) cechuje każdego człowieka: „Nieba wyroki, nasze przyrodzenie / Znać, że nam wierszów miłość w serca wlały” (O nauce wierszopiskiej). Następnie podmiot wskazuje najważniejsze uwarunkowania działalności artystycznej. W przyznaniu pierwszeństwa miastu, jako miejscu cywilizowanemu, sprzyjającemu twórczości poetyckiej, pobrzmiewają echa zakorzenionej w antyku opozycji: rusticitas (prostota, nieokrzesanie) a urbanitas (zespół cech ludzi wychowanych i ukształtowanych w kulturze miejskiej, którzy rozwinęli talent oraz dowcip, kształtują normy elegancji i zachowują umiar). W kontekście nieuczonej, prostej pieśni pojawia się odwołanie do docenianej w XVIII w. (zapewne nie bez wpływu rzymskiej „Arkadii”, do której należał chociażby Załuski) tradycji poezji pasterskiej.

Wyłania się tu swoista typologia poezji. Jej odmianę reprezentowaną przez twórczość Wergiliusza można by określić umownym mianem „poezji właściwej/ uformowanej”, przeciwstawionej „poezji naturalnej” – upatrywanej nie tylko w „piosnce pasterki”, ale też w świecie przyrody: „Uznasz w śpiewaniu ptasząt wiersza ślady, / Postrzeżesz w pieniu ich liczbę i składy” (tamże). W tym rozróżnianiu daje o sobie znać obecny w poetykach normatywnych XVII i 1. poł. XVIII w. podział poezji na artystyczną (artificialis), powstałą dzięki znajomości norm oraz reguł, i naturalną (naturalis), której twórca, obdarzony wrodzoną dyspozycją do poezjowania, był jednak pozbawiony wiedzy teoretycznej i umiejętności jej wykorzystywania w praktyce literackiej.

Przytoczony dystych, który stanowi pointę V oktawy, przypomina o „wykładowym” charakterze poematu. Znamienną cechą wywodu jest próba przybliżenia odbiorcy fenomenu poezji przez analogie, w tym przypadku – do świata przyrody. Podobne zabiegi mające na celu ukonkretnienie abstrakcyjnych zjawisk i pojęć świadczą o tym, że osoba mówiąca zdaje sobie sprawę, że poruszane kwestie charakteryzują się wysokim stopniem komplikacji. Dlatego podmiot, po wskazaniu swoistej genezy poezji i nakreśleniu jej podstawowej typologii, podejmuje zadanie przedstawienia sposobu, w jaki wiersz działa na człowieka. Kwestia ta zostaje wprowadzona przez ogólną, popartą powszechnym doświadczeniem obserwację, że różne rodzaje głosów i dźwięków mogą budzić w odbiorcy rozmaite reakcje. Narrator jako exemplum kolejny raz przywołuje zjawiska ze świata przyrody. „Miłe śpiewanie, śliczny głos słowika” (tamże) jako źródło pozytywnych wrażeń odbiorców, którzy mają szczęście je usłyszeć, przeciwstawiono pohukiwaniom sowy budzącym uczucie smutku i znudzenia.

Korzystając z autorytetu Horacego i – pośrednio – Boileau, Rzewuski odwołuje się też do zadomowionej w kulturze epok dawnych topiki antycznej, wskazującej nadnaturalną genezę poezji i boskie natchnienie poety: „Wierszopiskiego kto z was nie ma ducha, / Z Minerwą w próżne niech nie wchodzi spory. / Dla niego Pegaz chromy, Muza głucha / I mocne będą Parnasu zapory” (tamże). Rzewuski uznaje talent i natchnienie za istotne dyspozycje poety, ale nie lekceważy znajomości reguł poetyckiego tworzenia. Wskazując rangę owych dyspozycji, uwypukla jednocześnie właściwości wiersza idealnego: „Powiem, co czyni wiersz bez skazy i wady” (tamże). Sformułowanie to, po którym zostają wymienione cechy wzorcowego utworu, uderza swoją lakonicznością i świadczy o pewności osoby mówiącej, która nie widzi potrzeby uzasadnienia prezentowanego stanowiska. Owo narzucane czytelnikowi przekonanie o słuszności i niepodważalności głoszonych sądów znajduje swoje odpowiedniki u Horacego i Boileau. W wyszczególnionych przez podmiot normach i zaleceniach można dostrzec typowe dla klasycyzmu postulaty, zgodnie z którymi „wiersz bez skazy i wady” musi charakteryzować się przejrzystą kompozycją („Początek z końcem, a środek z obiema / Niechaj się łączą i jednoczą składnie”), a także jasnością i zwięzłością („Jeśli co ciemnym wierszopis być mniema, / Niech się objaśni lub z dzieła wypadnie” – tamże). Nadrzędną zasadą jest ideał umiaru, który poeta może osiągnąć, podporządkowując – co charakterystyczne dla wczesnej fazy klasycyzmu – dowcip rozsądkowi.

Ważne miejsce w rozważaniach hetmana zajmuje zagadnienie oddziaływania poezji na odbiorcę, wskazywane już na początku poematu, a uzupełnione w oktawie XIV: „Że wiersz powinien być pięknym obrazem, / Horacyjusza jest to wyrok dawny. / Jakbyś z Hektorem żył i bił się razem, / Tak ci go Homer odmalował sławny” (tamże). Przywołanie przypisywanej Wenuzyjczykowi formuły ut pictura poesis staje się przy tym pretekstem do podkreślenia mocy poetyckiego słowa. W refleksjach twórców epok dawnych formuła ta częstokroć konotowała zagadnienie unaocznienia i skuteczności opisu poetyckiego angażującego wyobraźnię odbiorcy. W XVIII w. problematyka jednostkowych dyspozycji czytelnika zyskiwała coraz większe znaczenie. Oktawę XXX, poświęconą odpowiedniemu doborowi słów, domyka dystych: „Lecz wszystkie ujdą, którym się poszczęści / W uszach dam, świata najpiękniejszej części” (tamże). Jest to echo zachodnioeuropejskiej kultury salonowej i wyraz rosnącego w XVIII w. znaczenia gustu. W tym przypadku nie jest on ujmowany jako niezbędna dyspozycja poety, ale odbiorcy. To jego doznania, wywołane przez obcowanie z dziełem, stają się ważnym świadectwem artystycznej wartości utworu, dla której uzyskania warto złamać usankcjonowane tradycją i autorytetem (nawet Horacego) reguły: „Nic to, że z dawnych praw scena wykroczy: / Dobra jest, kiedy łzy wyciska z oczy” (tamże). Dwuwers ten, chyba najczęściej komentowany, bywał przez niektórych odczytywany jako przejaw uznania hetmana dla teatru elżbietańskiego czy pochwała rodzącego się w Anglii dramatu czułego (M. Szyjkowski, W. Borowy, B. Judkowiak). Niewykluczony jest tu też wpływ teatralnych pism Voltaire’a, biorąc pod uwagę nawiązanie do jego Śmierci Cezara, użytej jako argument w obronie swobody artysty w przekraczaniu norm w celu budzenia emocji odbiorcy.

Kwestie języka krytycznego. Podejmując próbę przybliżenia odbiorcy fenomenu poezji i eksponując jej funkcję impresywną, autor O nauce wierszopiskiej stara się też zwrócić uwagę na szczegółowe zagadnienia dotyczące niezbędnych dyspozycji poety. W tę problematykę wprowadza czytelnika początek oktawy IX: „Ktokolwiek myśli, że mu się wiersz zdarza / Niechaj się mierzy wprzód miarą swej piędzi” (tamże). Skierowane do adeptów tytułowej „nauki wierszopiskiej” zalecenie zweryfikowania własnych możliwości twórczych zostało oddane dzięki użyciu sformułowania wyzyskanego także w traktacie O nauce krasomówskiej. W utworze adresowanym do przyszłych mówców zawarto „krótkie zebranie słów, ani podłych, ani zbyt wyszukanych, ale niby potocznych, a przecież poważnej mierności bliższych”, które „może być zdatne w nagłej robocie krasomowskiej” (O nauce krasomówskiej). Właśnie w owym „zebraniu” wykorzystano zwrot „piędzią się mierzyć”, odnotowany też przez Samuela Bogumiła Lindego w Słowniku języka polskiego (1858), w którym przytoczono użycie Łukasza Górnickiego w przekładzie Rzeczy o dobrodziejstwach Seneki: „Każdy ma się sam oszacować, i swą piędzią zmierzyć, z co go być może, a co nie może”. Nie jest możliwe rozstrzygnięcie, czy Rzewuski, pisząc swoje traktaty, miał w pamięci tłumaczenie jednego z wybitniejszych przedstawicieli polskiego renesansu. Nie ulega jednak wątpliwości, że wykorzystanie w obu rozprawach konkretnego sformułowania to zabieg celowy, świadczący o konsekwencji i językowej wrażliwości autora. Tę konstatację umacnia to, że przywołany wers poematu O nauce wierszopiskiej to wyraziste echo Listu do Pizonów Horacego i L’art poetique Boileau, których polskie przekłady powstały po 1762 r. Pragnienie wyrażenia w ojczystym języku sformułowanych w antyku, a przejętych i zreinterpretowanych przez francuskich klasyków poglądów dotyczących twórczości poetyckiej jest świadectwem podjętej przez Rzewuskiego próby rozwinięcia polszczyzny w sferze artystycznej i metakrytycznej.

Szczególną uwagę Rzewuski poświęca odpowiedniemu doborowi słów. Zarówno w poemacie O nauce wierszopiskiej, jak i w rozprawie o sztuce oratorskiej dopuszcza tworzenie neologizmów, przestrzegając jednocześnie przed zapożyczeniami. Tematyka poruszana w tych utworach wpisuje się w krąg zagadnień podejmowanych w poł. XVIII w., rozwijanych (oraz pogłębianych) w czasach stanisławowskich. Nieustannie eksponowana w traktatach Rzewuskiego dbałość o język i powtarzane nakazy umiaru dotykają także kwestii stylistycznych. Przestrzega on mówców przed „zapędami dowcipu” i azjańską ozdobnością, uznając taki sposób wysławiania się za „nadęty, nudny, uszy obrażający”, wykorzystywany tylko „w zapadłych krajach i miasteczkach” (O nauce krasomówskiej). W poemacie O nauce wierszopiskiej zagadnienie to poruszono w XXVIII oktawie: „Strzeż się wiersz pisać pyszny i nadęty”. Użyte przez Rzewuskiego określenia, nacechowane aksjologicznie, jednoznacznie wskazują, jak pisać nie wolno. Te i im podobne sformułowania należały do stałego repertuaru wypowiedzi polskich oświeconych o charakterze krytycznoliterackim, wyrażających programowy sprzeciw wobec późnobarokowych konwencji stylistycznych. Postulat wstrzemięźliwości w używaniu środków literackiego obrazowania wysunął także Rzewuski w obu swoich utworach, odnosząc się do metafory, która – jak kwiaty na łące – występuje rzadko.

Z traktatów Rzewuskiego wyłania się pewien zespół idei i postaw, które można uznać za świadectwo zainteresowania się klasycyzmem w Polsce czasów saskich. Koncepcje hetmana, choć wiele zawdzięczające tradycji antycznej i francuskiemu klasycyzmowi, znajdują silne zakorzenienie w epoce i kulturze, w których zostały sformułowane. W zaleceniach skierowanych do poetów Rzewuski pozostaje wierny nakazom umiaru, ładu, harmonii i jasności, co odnajdujemy też w jego rozprawie O nauce krasomówskiej. Wyrazista w obu traktatach kreacja podmiotu-nauczyciela i prawodawcy, usankcjonowanych zarówno ponadczasowym „zdrowym rozsądkiem”, jak i tradycją reguł posługiwania się słowem, wyrasta z problemów i zagadnień często podnoszonych na gruncie polskim w poł. XVIII w., takich jak walka o język polski czy dowartościowanie kultury rodzimej. Rzewuski próbował sprostać tym zadaniom w wypowiedziach metaliterackich i w dramatach będących wyrazem samoświadomości artystycznej człowieka, dla kogo aktywność pisarska była raczej zajęciem dodatkowym, działalnością typu otium negotiosum, podejmowaną również z myślą o sferze publicznej.</document>
<document nplp_id="13775" title="Rzętkowski Stanisław Marek" slug="rzetkowski-stanislaw-marek">Poeta, dramatopisarz, prozaik, krytyk literacki i teatralny, dziennikarz, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Floryan; F.R.; Rz.; St.M.R.; St.M.Rz.; (St.M.Rz.); St.R.; St.Rz.; (St.Rz.); x.

Informacje biograficzne. Urodził się 25 IV 1843 w rodzinie inteligencko-urzędniczej w Warszawie jako syn Juliana i Marianny z Bułakowskich. Ukończywszy warszawskie gimnazjum gubernialne, studiował w l. 1865–1867 na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej (studiów nie ukończył), pobierał też naukę muzyki (u A. Kątskiego i A. Münchheimera). W 1862 r. rozpoczął współpracę z „Kurierem Niedzielnym” i „Pszczołą” (głównie jako poeta podpisujący się pseudonimem Florian); od 1865 r. pełnił przez 20 lat funkcję sekretarza redakcji i pomocnika redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”. W l. 1888–1891 był kierownikiem literackim warszawskiego tygodnika „Życie” (objął to stanowisko po Zenonie Przesmyckim i, niestety, spowodował obniżenie poziomu pisma). Przez sześć lat wykładał estetykę i teorię muzyki w konserwatorium muzycznym w Warszawie.

Przejawiał wielką aktywność w środowisku literackim Warszawy (publikował na łamach „Biblioteki Warszawskiej”, „Bluszczu”, „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego”, „Kuriera Warszawskiego”, „Tygodnika Mód i Powieści”, „Wędrowca” i in.). Jako poeta naraził się swoimi epigońskimi utworami na surową, sarkastyczną krytykę Adama Wiślickiego w jego słynnym artykule Groch na ścianę. Parę słów do całej plejady zapoznanych wieszczów naszych („Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 49; 1868, nr 1). Autor Starej i młodej prasy określił go mianem „zwyczajnego wierszoroba”. Spośród twórczości artystycznej Rzętkowskiego duży rozgłos zdobył jedynie jednoaktowy dramat Livia Qunitilla ogłoszony w 1867 r. w „Bluszczu”, rok później wystawiony w teatrze krakowskim staraniem Heleny Modrzejewskiej, która kreowała rolę tytułową. Następne inscenizacje dramatu odbyły się w Warszawie (1869 i ponownie w 1885), we Lwowie (1890) i w Lublinie (1891). W 1898 r. Zygmunt Noskowski skomponował na motywach dramatu Rzętkowskiego operę Livia Quntilla (autorem libretta był L. German). Chwilowy rezonans w warszawskim środowisku literackim wywoływały też felietony Listy ze Starego Miasta drukowane w 1888 r. na łamach „Gazety Warszawskiej” oraz publikowane od 1874 r. cotygodniowe kroniki w „Tygodniku Ilustrowanym”. W 1869 r. ożenił się z Teklą Paschalis-Jakubowicz, z którą miał troje dzieci. Zmarł 8 X 1897 w Warszawie.

Twórczość krytycznoliteracka i krytycznoteatralna. Stanowisko estetyczno-krytyczne. Jako krytyk literacki (i teatralny) Rzętkowski nie wypracował nowatorskiego programu estetycznego; pisał naglony licznymi zamówieniami i potrzebami recenzenckimi. Jego poglądy ewoluowały od idealizmu estetycznego (w wariancie dość umiarkowanym i kompromisowym), uwidocznionego w jego wczesnych pracach z początku lat 70., do estetyki i poetyki realizmu, której hołdował w latach 80. i 90. Swoje najwcześniejsze przeświadczenia ideowo-estetyczne przedstawił w kilku studiach i szkicach o ambicjach teoretycznych ogłoszonych w 1. poł. lat 70.: Pogadanka o rzeczach literackich i artystycznych („Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 200), Pogadanka o rzeczach literackich, artystycznych i naukowych („Tygodnik Ilustrowany” 1874, nr 315), Rozprawki o sztuce (I. Forma w sztuce, „Wędrowiec” 1870, nr 4; II. Naturalność w sztuce, tamże, nr 14). Krytyk był nadto bardzo aktywnym recenzentem; omawiał wiele utworów prozatorskich, poetyckich i dramatycznych. W jego dorobku znajdują się recenzje i omówienia m.in. Nizin Elizy Orzeszkowej („Kurier Codzienny” 1886, nr 157), Placówki (tamże, nr 289; „Wiek” 1886, nr 289) i Emancypantek Bolesława Prusa („Tygodnik Mód i Powieści” 1894, nr 8–9), Potopu Henryka Sienkiewicza („Życie” 1887, nr 25– –31), Wysadzonego z siodła Antoniego Sygietyńskiego („Tygodnik Mód i Powieści” 1892, nr 23), a także bardzo liczne recenzje teatralne (np. sztuk M. Bałuckiego, E. Lubowskiego, K. Zalewskiego).

O poezji. Poglądy estetyczno-krytyczne Rzętkowskiego – zdominowane zrazu przez idealizm, potem zaś bliższe realizmowi – cechował pewien eklektyzm, widoczny zwłaszcza w tym, że objawiały się w nich treści zarówno romantyczne, jak i klasycystyczne oraz realistyczne. Na początku lat 70. – w szkicu Pogadanki o rzeczach literackich i artystycznych – krytyk oponował przeciwko konwencjom poezji współczesnej zdominowanym przez postawy bajroniczne (oprócz G.G. Byrona za patronów ówczesnych poetów uznawał A. de Musseta i H. Heinego). Widział w nich przejaw mody czy pozy poetów naśladujących popularny wzorzec. Rzętkowskiego szczególnie odstręczały światopoglądowe cechy bajronizmu, w którym miał zogniskować się duch XIX w., czyli „przeczenie” i nieustanna negacja porządku świata. Krytyk rad był widzieć we współczesnej liryce splot treści idealistycznych (w sensie etycznym i światopoglądowym) oraz specyficznie pojętej życiowej prawdy. „Otóż nam się zdaje, że poezja nie powinna być ani mrzonką, ani fotografią życia, ale czymś środkującym między jednym a drugim. Niech bierze z życia prawdę, co tętni w ludzkich piersiach, a mrzonkę zmieni na polot zapału, sięgającego po prawdę do jej skarbnicy wiekuistej, wypełnionej ideałami ludzkości” (Pogadanki o rzeczach literackich i artystycznych, „Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 200). Taka poezja „rozgrzeje lody, pogruchocze głazy, wstrząśnie masami i stanie na wyżynach” (tamże). Ów idealistyczny model poezji (niewątpliwie daleki pogłos romantycznej filozofii i estetyki) jako sztuki syntetyzującej wszelkie ludzkie doświadczenie, skupionej na uwznioślaniu go za pomocą ideałów, Rzętkowski rozwinął potem w swojej drugiej Pogadance. Była ona „obroną idealizmu” (K.W. Wójcicki), ukształtowaną w znacznej części jako polemika z poglądami pozytywistycznego krytyka Antoniego Pileckiego wyłożonymi w studium Stanowisko poezji wobec pozytywnego kierunku naszej umysłowości („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 34–35) oraz w artykule Echa W. (tamże, nr 44), poglądami propagującymi idee utylitarne i ścisły związek twórczości poetyckiej z życiem współczesnym, z duchem czasu. Rzętkowski, szermując obiegową argumentacją estetyki idealistycznej, pisał: „Poezja nie jest analizą… ona nie potrzebuje badać, rozbierać; ona składa w całość, ożywia i opromienia” (tamże). Według krytyka nie sposób formułować żadnej normatywnej poetyki poezji, gdyż „podkładem dla sztuki w ogóle jest uczucie”, jej niekwestionowanym zaś prawodawcą – geniusz ożywiony „iskrą poezji”, zdolny czerpać natchnienie z „jej istoty wewnętrznej, z tego niebiańskiego ognia, który w niej żyje, rusza się, przemawia i który nią wyłącznie kieruje” (Pogadanki o rzeczach literackich, artystycznych i naukowych, „Tygodnik Ilustrowany” 1874, nr 315). Krytyk zarzucał doktrynerską jednostronność pozytywistom postulującym konieczność tworzenia poezji zaangażowanej, skupionej na analizie różnych aspektów i bolączek życia codziennego. Przekonywał, że gdyby pozytywistyczni publicyści właściwie pojmowali istotę poezji, to „by jej nie kazali odgrywać roli arcyhumanitarnej moralistki, badaczki życia w objawach najzwyklejszych i opiewać to, o czym tylko mówić trzeba, i to mówić z poparciem cyfr i całego rynsztunku statystyki” (tamże). Normatywna poetyka poezji, forsowana przez pozytywistów narzucających jej funkcje służebne, znajdowała pewien posłuch wtedy, gdy na niwie poetyckiej praktykowali twórcy pomniejszego talentu. Wielki talent, a zwłaszcza geniusz, „gnany siłą natchnienia, podeptał[by] owe recepty i zadał im kłamstwo” (tamże). Źródła i zasady poezji Rzętkowski wyprowadzał – zgodnie zresztą z obiegowym stanowiskiem krytyki idealistycznej – z „jej istoty wewnętrznej, z tego niebiańskiego ognia, który w niej żyje, rusza się, przemawia i który nią wyłącznie kieruje” (tamże).

Filozofia i teoria sztuki. Rzętkowski rozważał również problematykę filozoficzno-estetyczną oraz związaną z nią teorię sztuki. Na tym polu przejawiło się jego przywiązanie do ideałów estetyki klasycystycznej oraz idealizmu estetycznego i metafizycznego. Krytyk roztrząsał w 1870 r. kwestię stosunku treści i formy w dziele sztuki. Kontynuował tu silnie ugruntowaną w polskiej refleksji filozoficzno-estetycznej i krytycznej koncepcję dualistyczną, według której dwie te płaszczyzny – treść i forma – stanowią dwa różne aspekty dzieła. Rozpoczynał swój wywód od tezy metafizycznej: zakładał, że istnieje obiektywny świat idealny, złożony z „idealnej treści, którą stanowią ostateczne bytu przyczyny”, nazywane „wszechmocą i wszechmądrością Stwórcy” (Rozprawki o sztuce. I. Forma w sztuce, „Wędrowiec” 1870, nr 4). Dzieło artystyczne powinno zasadzać się na kompozycyjnej harmonii formy i treści. Rzętkowski przekonywał bowiem, że: „Równowaga formy z treścią jest najwyższą artystyczną doskonałością w sztukach pięknych. Jest to równowaga materii z duchem – więc zupełne i doskonałe wniknięcie ducha w materię, więc, nawzajem, subtelne i dokładne wypełnienie się formy treścią” (tamże). Taką wzorcową równowagę krytyk dostrzegał przede wszystkim w greckiej rzeźbie stanowiącej przykład „przecudownej jedności formy z ideą”. Doskonałość w rzeźbie osiągali Grecy dzięki nastrojowi „własnej umysłowości, który całe zewnętrzne otoczenie przedstawił im jako wyborną formę, najdokładniej duchem przejętą” (tamże). W sztuce chrześcijańskiej widział natomiast dominację pierwiastka spirytualnego, co miało ścisłe uzasadnienie światopoglądowe, albowiem do wywyższenia ducha upoważnia religia chrześcijańska, dla której „ciało jest garstką gliny i popiołu”. Wartości duchowe stały się – zdaniem Rzętkowskiego – najistotniejszym czynnikiem rozwoju sztuki europejskiej; im należy się przeto prymat, forma powinna być z kolei „służebnicą treści”, „jej narzędziem”. Piękno sztuki – nb. rodzącej się z uczucia – było kategorią (jakością) metafizyczną i esencjalną, cechowała je uniwersalność i niezmienność, choć jego (piękna) zewnętrzny wyraz ulegał określonym zmianom historycznym. Ów wyraz, czyli formę, Rzętkowski uznawał za „materialną powłokę” treści, czyli ducha; domagał się, by forma, „ujawnienie ducha”, nabierała w dziele znamion „widomego, konkretnego materiału” (tamże). W swojej drugiej rozprawce o sztuce krytyk skupił się na zagadnieniu „naturalności” przedmiotów przedstawionych w sztuce, podjął więc istotną kwestię estetyki mimesis: związek przedmiotu artystycznego z domniemanym obrazem natury (rzeczywistości). Rzętkowski przeciwstawił się „naiwnemu” realizmowi i empiryzmowi, który rozpatrywał sztukę jako „fotograficzne” odtwarzanie świata; zwrócił uwagę, że twórczość prawdziwie artystyczna pełni wobec natury (rzeczywistości) funkcję idealizacyjną (w znaczeniu głównie etycznym), a więc „przedstawić ją musi w idealnym świetle – ożywioną, uduchowioną, doskonalszą […] ekspresją idealnej harmonii, w którą zaklina ją duch twórczy” (Rozprawki o sztuce. II. Naturalność w sztuce, „Wędrowiec” 1870, nr 14). Krytyk wyszczególnił dwa główne rodzaje przedmiotów artystycznych: typ i ideał. Ten pierwszy – pojmowany przez krytyka na sposób całkiem bliski Hippolyte’owi Taine’owi – ma z reguły walor naturalności; stanowi on „umiejętne połączenie wszelkich cech piętnujących charaktery pokrewne”, cech w rzeczywistości rozproszonych (jako przykład typu „spanoszonego głupca” przywołał Fredrowskiego Geldhaba). W kategorii „typu” Rzętkowski dostrzegał „rodzajowość” przedstawienia, jego naturalność, czyli związek z życiową prawdą (najwyższy stopień zgodności z naturą wykazują przy tym sztuki plastyczne). Typ – zdaniem krytyka – jest jakby „doskonałym powtórzeniem natury”; jego naturalność jest równoznaczna z prawdopodobieństwem życiowym. Ale sztuka autentycznie wartościowa (pod względem zarówno artystycznym, jak i poznawczym) powinna – zdaje się sugerować Rzętkowski – łączyć naturalność (typowość) przedstawienia z jego wymiarem idealnym (np. postać idealna jawi się autorowi jako „wyśniony ideał”, usytuowany „na jakiejś wyżynie względem powszednich charakterów i jednostek”, których jest „wzorem, ale nie ich zwierciadlanym odbiciem”; tamże). Przykładem sztuki „naturalno-idealnej” mogłaby być poezja; Rzętkowski postuluje, aby równie intensywnie przejawiły się w niej wymiary idealizacyjny i prawdziwościowy: „Poezja […] o tyle jest prawdziwą, o ile opiera się na prawdach życiowych, które dla niej są spójnią z bytem ziemskim. Ilekroć […] poezja odrywa się od tych prawd, sięgając tylko po wymarzoną idealność, tyle razy jest raczej mrzonką niż natchnioną pieśnią. Ilekroć znowu jest obrazem realnego bytu bez ożywienia idealnym tchnieniem, tyle razy przestaje być poezją, stając się natomiast prostym natury wizerunkiem” (tamże). Rzętkowski odnajdywał komponent idealny przede wszystkim w tragedii, a typowość i naturalność świata przedstawionego, w szczególności bohaterów, były wyznacznikiem komedii.

Praktyka krytyczna. Wobec Henryka Sienkiewicza. Stanowisko przedstawione w szkicach filozoficzno-estetycznych znalazło potem częściowe zastosowanie w twórczości krytycznej Rzętkowskiego. Nie odegrała ona jednak istotniejszej roli w procesie kształtowania się dyskursu krytycznoliterackiego w pozytywizmie; akcenty idealistyczne sytuowały ją – zwłaszcza w latach 70. XIX w. – w dość już wtedy anachronicznym nurcie krytyki literackiej. Silniejszy związek z duchem epoki zaznaczył się w krytyce Rzętkowskiego z chwilą, gdy zaczął on silniej propagować estetykę realizmu; formułował wówczas sądy bardziej pogłębione i merytorycznie lepiej uzasadnione. Jego krytycznoliterackie recenzje (skupione niemal wyłącznie na prozie i dramacie) wypełniało z reguły streszczenie zawartości fabularnej utworu, przeplatane – lub wieńczone – uwagami wartościującymi. Najobszerniejszą recenzją Rzętkowskiego – upodobnioną do studium krytycznego – okazało się omówienie Potopu Sienkiewicza („Życie” 1887, nr 25–31), w przeważającej swojej części przekształcone, niestety, w nużące streszczenie fabuły. Krytyk z uznaniem wyczuwał w powieści „duch[a] dziejów o obliczu ponurym, krwawym upiora”; sądził, że Sienkiewicz stworzył w niej kompozycyjną harmonię bez „najbardziej chwilowego rozdźwięku”, uwidocznioną w ścisłej łączności zdarzeń fabularnych z charakterami postaci, co w efekcie wywoływało wrażenie życiowego prawdopodobieństwa. Potop – zdaniem Rzętkowskiego – to dzieło o wielkich walorach ideowo-poznawczych i artystycznych, upodobnione do epopei wskutek „uwydatnienia epoki krwawej, piorunami i klęskami brzemiennej…”. Krytyka zachwycały kreacje bohaterów Sienkiewicza; według niego np. Oleńka „jest jedną z najpiękniejszych postaci niewieścich w ogóle, a najpiękniejszą w literaturze ojczystej”; w Kmicicu ujęła go z kolei wewnętrzna metamorfoza, przeprowadzona „bardzo umiejętnie i bardzo psychologicznie”. Do wielkich zalet powieści Rzętkowski dołączył też jej język, „bynajmniej nie archaiczny, ale barwą swą wybornie odpowiadający czasom i ludziom”, umiejętnie wystylizowany i zindywidualizowany. Ale i sens ogólny Potopu wzbudził wielkie uznanie krytyka; dobitnie podkreślał on to, że przedstawiony przez Sienkiewicza „prąd odrodzenia” narodu w trakcie wojny ze Szwecją „nie przychodzi z góry, lecz z dołu”, wzniecony przez niższe warstwy społeczne. Potop bezsprzecznie dowiódł „potężnego talentu [Sienkiewicza], który w powieściopisarstwie polskim wszystkich wyprzedził, a wielu najcelniejszych przewyższył” („Potop” H. Sienkiewicza. Dokończenie, tamże, nr 31). Obszerna recenzja Rzętkowskiego nie wniosła (ani pod względem poznawczym, ani – tym bardziej – metakrytycznym) nic odkrywczego do recepcji drugiej części Trylogii Sienkiewicza. Dominowały w niej ogólniki, zdroworozsądkowa charakterystyka bohaterów i pedantyczne streszczenie fabuły. Recenzja Potopu ujawniła ewidentne słabości dyskursu krytycznoliterackiego Rzętkowskiego, przede wszystkim niedostatek odpowiedniej aparatury terminologicznej.

O Bolesławie Prusie i Elizie Orzeszkowej. W innych pracach krytycznych Rzętkowskiego uwidoczniały się te same właściwości jego dyskursu, choć czasem udawało mu się sformułować obserwacje trafne, oddające istotę poetyki danego utworu. Jego uwagę przyciągała też twórczość innych wybitnych pisarzy z pokolenia pozytywistów (B. Prusa, E. Orzeszkowej, A. Świętochowskiego). Bardzo wysoką notę wystawił np. Placówce. Sądził, że Prus jako artysta szczęśliwie „zapomina o wszystkich doktrynach, wyplątuje się z teoryjek i podporządkowuje je jedynemu, najwyższemu u siebie prawodawcy, jakim jest dobro ogółu” (Literatura. „Placówka”, powieść przez Bolesława Prusa, „Kurier Codzienny” 1886, nr 289). Rzętkowski określił Placówkę jako powieść społeczną, przy czym jej charakter ludowy uznał za „łupinę zewnętrzną”, skoro najważniejszym problemem utworu było – jego zdaniem – „utrzymanie się przy ziemiańskiej spuściźnie wieków” (tamże). Krytyk nie dostrzegł w powieści procesu uobywatelnienia chłopa, degenerację ziemiaństwa zbył ogólnikami, unosił się zaś nad prawdą przedstawienia, nad kreacjami postaci, które „wszystkie wzięte [są] z życia”. W kompozycji Placówki splatały się ze sobą treści dramatyczne i humorystyczne, całość sprawiała wrażenie obrazu jednolitego, lekko tylko zamąconego ostatnią sceną. Lekturę powieści Prusa Rzętkowski traktował jako obowiązek, przekonując, że ma ona doniosły cel społeczny, porusza bowiem istotny problem życia zbiorowego. Dzięki temu jest ona ważniejszą pozycją aniżeli obce romanse oferujące wyłącznie historie miłosne, a nawet powieści Émile’a Zoli, „nie dla nas przeznaczone i w stosunku do najbliższych spraw naszych obce” (tamże). Do Placówki Rzętkowski powrócił dwa miesiące później, pod koniec 1886 r., gdy opublikował na łamach „Wieku” drugą recenzję tej powieści. W pełni podtrzymał wysoką ocenę utworu, stwierdzając, że jest on „niewątpliwie dziełem pierwszorzędnych zalet i ozdobą literatury bieżącej” (Przegląd piśmienniczy. „Placówka”, powieść przez Bolesława Prusa, „Wiek” 1886, nr 289). Z właściwym konserwatystom dystansem odniósł się do wrzawy publicystycznej, jaka wokół kwestii ludowej wytwarzała się w Polsce i za granicą, a która nie przynosiła dodatnich skutków praktycznych. Niemniej Rzętkowski odnotował zwrot literatury współczesnej w stronę tematyki ludowej; wszakże domagał się, by ujmować ją przez pryzmat „prawdy i korzyści społeczeństwa” (tamże). Tym razem skupił już większą uwagę na portretach ziemian, dostrzegając w nich nieco „przesady w tej szacie nienaturalnej, wyjątkowej chyba, dobrze [przecież] malującej ową lekkość nieliczącą się z jutrem” (tamże). Przyznał wszakże dalej, że nikt nie może pomylić się w moralnej ocenie ziemian z Placówki. Prawdziwe mistrzostwo artystyczne cechowało – jego zdaniem – słynną scenę kuligu, w której Prus „sięga […] do wyżyn dramatu, staje się satyrykiem wnikającym w samą głąb kolizji społeczno-dziejowej – bez moralizowania, bez żółci, bez szyderstwa, z ową miłością gorącą i żalem tętniącymi w każdym słowie” (tamże). Rzętkowski pogłębił też analizę bohaterów Placówki; odnalazł w nich charaktery zindywidualizowane, ujmujące życiowym i psychologicznym prawdopodobieństwem. I co w kwestii kreacji tych bohaterów najistotniejsze: „Autor nikogo […] nie idealizuje, nikogo nie krzywdzi”, gdyż stworzone przezeń „postaci to najprawdziwsi ludzie z mieszaniną zalet i przywar, źli i dobrzy zarazem, co u nich zależy od okoliczności” (tamże). Żaden z bohaterów Placówki nie został zniekształcony autorską tendencją i nie stanowił ucieleśnienia odgórnej idei ani konwencji. Józef Ślimak to chłop autentyczny, wykreowany przez Prusa z dużą znajomością psychiki chłopskiej, ktoś, kto „czuje, myśli i działa po chłopsku” (tamże).

Ciekawe uwagi znalazły się w recenzji Emancypantek. Rzętkowski dostrzegł właściwości odcinkowej metody tworzenia i publikacji powieści; sądził, że jaskrawo przejawiły się one już w Lalce, która wskutek tego szwankowała w kwestii „konsekwentności” kompozycyjnej, gdyż np. jej protagonista „stracił wiele na jednolitości charakteru i wcale w rezultacie […] na bohatera nie wyglądał”. Metoda odcinkowa miała i konsekwencję ideową, mianowicie w poglądach społecznych Prusa: na początku powieści zajmował on stanowisko filosemickie, na końcu zaś – antysemickie, co Rzętkowski odnotował, niestety, z aprobatą. W przypadku zaś Emancypantek można by mówić o nieskrystalizowanej koncepcji wyjściowej, skoro „plan szczegółowy utworu przy jego zaczęciu był inny, a inny, gdy się dobiegało do końca”. W toku prac nad powieścią myśl Prusa „zmieniała się, dojrzewała […] w taki a nie inny kierunek, a to widocznie dlatego, że pracę poczynał bez jasnego postawienia postaci i sytuacji w wyobraźni własnej” (Piśmiennictwo. „Emancypantki”, powieść Bolesława Prusa, „Tygodnik Mód i Powieści” 1894, nr 8). Rzętkowski z uznaniem podkreślał zgodność obrazu świata przedstawionego w Emancypantkach z rzeczywistością. „Tych ludzi, których nam ukazuje, poznajemy tak dokładnie, że znajomość z nimi trwa długo, a prócz tego tkwi nam dosyć żywo w pamięci ogólne tło obrazu, zapewne dlatego, że obraz ten odpowiada wiernie życiu i odtwarza je w szczegółach najdrobniejszych” (tamże). W swoim stylu Rzętkowski mozolnie streścił wielowątkową fabułę Emancypantek, zauważając przy tym, że problem wyzwolenia kobiet nie został przez Prusa opracowany jednoznacznie. Powodem tego miał być „chaos nie do rozwikłania” panujący w świecie kobiecym. W kompozycji Emancypantek – podobnie jak w Lalce – uwidocznił się nieporządek, który był efektem pośpiesznego tworzenia. Zdaniem Rzętkowskiego powieść zyskałaby na skrótach, uzupełnieniach i koncentracji fabuły. Mimo pewnych usterek Emancypantki były powieścią zajmującą, nie arcydziełem, ale utworem, którym można autentycznie się zająć. Czytelniczy odbiór całych Emancypantek był niejako powtórzeniem reakcji na główną bohaterkę. „Zupełnie jak sympatyczna Madzia, z pozorów emancypantka, w rzeczywistości istota bierna, kawałek anioła, trochę gąski, czysta, choć błądząca, bardzo wdzięczny kameleonik o kształtach milutkiego dziewczęcia – coś niewyraźnego, nieokreślonego: ponętna zagadka dla czytelnika” (tamże, nr 9).

Z twórczości Orzeszkowej Rzętkowski zrecenzował Niziny oraz Jędzę. Tę pierwszą powieść ocenił bardzo wysoko, choć znowu posługiwał się ogólnikami. Pisarka po raz kolejny dowiodła swoich nieprzeciętnych umiejętności analityczno-obserwacyjnych, wykazała się bowiem zupełnym przygotowaniem do odpowiedniego „traktowania przedmiotu”. Rzętkowski – swoim zwyczajem – streścił całą fabułę Nizin, formułując przy okazji kilka interesujących uogólnień. Zauważył np., że powieść zawiera istotną tendencję ideowo-społeczną, tyle że tendencja ta wypływa z fabuły, ma charakter implikowany, nie narzuca się czytelnikowi w postaci odgórnie przyjętej tezy. Jego zdaniem: „Niziny są bardzo powściągliwe, a przecież wymowne; uchylają zasłonę, ukazują życie ludu w rysach prawdziwych, w oświetleniu szlachetnego realizmu, a resztę zostawiają domyślności czytelnika. I on się też domyśla: wnioskuje, odczuwa, boleje, pragnie poprawy bytu ludowego i kary na te wszystkie uboczne wpływy, które podłością i wyzyskiem do ostatniego upadku popychają prostaczą łatwowierność” (Dwie nowości literackie, „Kurier Codzienny” 1886, nr 157). Rzętkowski zachwycał się kreacjami zróżnicowanych i zindywidualizowanych postaci Orzeszkowej, dostrzegał w nich plastyczność zarówno charakterystyk wewnętrznych, jak i oblicza zewnętrznego. Niziny to – w jego odczuciu – dzieło „[ś]wietne pomysłem, mistrzowskie wykonaniem, zajmujące treścią, szlachetne ukrytą tendencją” (tamże). Mniej znana powieść Orzeszkowej Jędza spotkała się również z aprobatą krytyka. W lakonicznej notce o utworze zawarł ciekawe spostrzeżenie dotyczące poetyki; w jego mniemaniu pisarka ponownie zrealizowała wszystkie postulaty realizmu. „Patrzy ona na życie – pisał Rzętkowski o autorce Jędzy – ze stanowiska surowej i przedmiotowej obserwatorki, a widzi je i ukazuje w świetle prawdy i rzeczywistości. To ją broni od chorobliwego sentymentalizmu, który autorom bardzo nieraz lichym zapewnia łatwą i szeroką popularność” (Piśmiennictwo, „Tygodnik Mód i Powieści” 1891, nr 5). Wysoka ocena przedmiotowej narracji powieści Orzeszkowej nie oznaczała bynajmniej rezygnacji krytyka z promowania literatury „dążnościowej”, a więc uszlachetniającej i umoralniającej. Przykładem może tu być recenzja Księżniczki Zofii Urbanowskiej; tę „piękną” powieść Rzętkowski zalecał „wszystkim panienkom, które rozumieją, iż życie nie jest igraszką i balem, i wszystkim matkom, które pragną, aby ich córki były czymś więcej niż salonowymi lalkami” (Powieść konkursowa, „Kurier Codzienny” 1886, nr 12).

Naturaliści polscy. Rzętkowski komentował też twórczość polskich naturalistów: Adolfa Dygasińskiego, Antoniego Sygietyńskiego i Gabrieli Zapolskiej. Pozytywną notę wystawił powieści Pan Jędrzej Piszczalski Dygasińskiego, uznając ją za dzieło o dużych walorach literacko-artystycznych, tytułowego bohatera zaś – za wcielenie typu społecznego, którego udana charakterystyka odbywa się „w akcji i w plastycznie uwydatniających się epizodach”. Krytyk interesująco określił kompozycję fabularną powieści Dygasińskiego. Jego zdaniem jest ona wolna od balastu romansowego, sensacyjnego i moralizatorskiego, a jej oś konstrukcyjną stanowi „wyborny i subtelnie wykończony wizerunek człowieka” (Piśmiennictwo, „Tygodnik Mód i Powieści” 1890, nr 44). Zdolność wnikliwej obserwacji świata była cechą wielu utworów Dygasińskiego. Charakteryzowała ona nowele ze zbioru Wywczasy młynowskie, w tym tytułowego bohatera obrazka Kwiatek, psa, który został sfotografowany równie wiernie jak bohaterowie ludzcy (Literatura, „Gazeta Polska” 1895, nr 228).

Z dużym uznaniem Rzętkowski pisał również o Wysadzonym z siodła Sygietyńskiego. Za największą zaletę tej powieści uznawał „wyborne, zasadniczo psychologiczne przedstawienie […] straszliwego upadku człowieka w gruncie dosyć szlachetnych instynktów”. Uwagę krytyka skupiły nadto: brak śladów jawnej autorskiej tendencji, luźność kompozycji fabularnej oraz ewidentnie realistyczny charakter świata przedstawionego, w niektórych swoich aspektach nazbyt realistyczny. Sygietyński, zdeklarowany przeciwnik tendencyjności w literaturze, „najwyraźniej sądzi[ł], że czytelnik jako »czuły słuchacz« dośpiewa sobie sens moralny w duszy na jej niemały pożytek” (Piśmiennictwo, „Tygodnik Mód i Powieści” 1892, nr 23).

Obiektem krytycznych rozważań Rzętkowskiego stała się ponadto Zapolska jako autorka przeróbki dramatycznej Małaszki wystawionej w 1886 r. w warszawskim teatrze ogródkowym Alhambra. Swoim zwyczajem krytyk skoncentrował się na kreacjach bohaterów, stosując w ich opisach i charakterystykach kryteria zdroworozsądkowe, powiązane z potocznie rozumianym realizmem psychologicznym. Tytułowa bohaterka sztuki była dla Rzętkowskiego „kobietą demonicznego pokroju”, hrabia z kolei – „bardzo pospolitym łotrem, w którym nie ma nic ludzkiego, okrom chyba łotrowskiej samowiedzy” (Małaszka, „Kurier Codzienny” 1886, nr 377). Wprawdzie krytyk dostrzegał niejaką przesadę w wizerunku Małaszki, lecz nie uważał tego za przejaw słabości poetyki naturalistycznej. Wszakże w ocenie „obrazu dramatycznego” Zapolskiej nie posłużył się argumentami właściwymi krytyce konserwatywnej, ostro piętnującej rzekomą niemoralność i przejaskrawienia literatury naturalistycznej. Interesowała go głównie faktura dramatyczna Małaszki, analizował bowiem ten utwór z punktu widzenia krytyka teatralnego. Kompozycja tego „obrazu scenicznego” – jak nazwała swoją przeróbkę Zapolska – zdradzała jeszcze niewprawną rękę dramatopisarską autorki, co uwidoczniło się zwłaszcza w początkowych fragmentach sztuki pozbawionych nerwu sceniczności. Od aktu trzeciego żywioł dramatyczny (sceniczny) – zajmujący uwagę widzów – zintensyfikował się i doprowadził akcję do mocnego finału. Całość jednak wymagałaby skrótów; Rzętkowski, sądząc tak, dawał wyraz swemu przywiązaniu do modelu „sztuki dobrze zrobionej” (ono też wpłynęło na jego krytyczną uwagę o muzycznej „oprawie” sztuki, skomponowanej przez Z. Noskowskiego, a rzekomo przeszkadzającej biegowi akcji).

Grupę wypowiedzi krytycznych Rzętkowskiego o nowych zjawiskach artystycznych w literaturze i krytyce domykają glosy o Stanisławie Witkiewiczu. Krytyk z dużym uznaniem podnosił walory obrazowe zbioru Na przełęczy, przekonując, że stworzony przez Witkiewicza wizerunek Tatr wyróżnia się malowniczością i wiernością wobec natury. Nie potrafiąc jeszcze uchwycić właściwej tendencji estetycznej Na przełęczy, podkreślał jednak nowatorstwo zbioru: „Nie mieliśmy dotąd opisu Tatr tak wiernego, tak bogatego w charakterystykę głęboko odczutą i plastycznie a wiernie słowem oddaną. Natura górska żyje w tej opowieści, rusza się, zmienia, kwitnie i śniegiem pokrywa, burzy się, dąsa, piorunami strzela i w ponurej grozie duma nad wiekuistymi kolejami swymi” (Piśmiennictwo, „Tygodnik Mód i Powieści” 1891, nr 2). Rzętkowskiego urzekał język Na przełęczy, oddający poetyckiego ducha Tatr. Zgoła odmiennie potraktował tom Witkiewicza Sztuka i krytyka u nas. Z nieukrywaną pobłażliwością odmówił autorowi tego głośnego dzieła miana wybitnego krytyka, zarzucił mu megalomanię i nieuzasadniony zapał polemiczny. „Sprawy sztuki i krytyki – wyrokował Rzętkowski o książce Witkiewicza – nie prowadzi ani o włos naprzód, mąci o nich pojęcia, do umysłu czytelnika wprowadza ferment niepokojący wskutek pomiatania wszystkim i wszystkimi” (tamże, nr 21).

O dramacie i teatrze. Znaczną część dorobku krytycznego Rzętkowskiego wypełniły recenzje teatralne i artykuły poświęcone polskiej dramaturgii. Krytyk omawiał premiery sztuk Michała Bałuckiego, Kazimierza Zalewskiego, Kazimierza Lubowskiego, Juliana Wieniawskiego (Jordana), Aleksandra Świętochowskiego, Zygmunta Przybylskiego, Adolfa Abrahamowicza. W 1884 r. opublikował portret krytyczny Bałuckiego z okazji dwudziestopięciolecia twórczości komediopisarza. Podkreślił w nim niezależność galicyjskiego pisarza od stronnictw politycznych i jego wierność określonym pryncypiom ideowym. Postępowość Bałuckiego pojmował jako żarliwy zapał do „wszystkiego, co nie trąci zastojem i co ludziom jest niezbędne, aby się nie zdrzemali na wieki” (Michał Bałucki, „Tygodnik Ilustrowany” 1884, nr 95). Sferą społeczną najbliższą sercu pisarza byli „prostaczkowie”; w ich losach odnajdywał zarówno cienie, jak i blaski. Demaskował to, co wymagało poprawy, i apoteozował np. „ciche strzechy domowe, pod którymi życie płynie pogodnie i jasno” (tamże). Ponieważ Bałucki wierzył w ludzkość, więc był niejako z natury swojej predestynowany do uprawy niwy komediowej. Osiągnął na tym polu niezaprzeczone sukcesy, zyskując dużą popularność i autentyczną sympatię publiczności. Na strategię twórczą Bałuckiego miały składać się takie cechy, jak: „[…] znajomość ludzi, obserwacja baczna, drobnostkowa, podchwytywanie na uczynku rysów charakterystycznych nie w ich zewnętrznej martwocie, ale w tej ruchliwej, która jest prawdziwym życiem na ziemi, a najlepszą akcją na scenie” (tamże). Charakterystyczne przy tym – podkreślał Rzętkowski – że Bałucki nie ujawniał w swoich sztukach żadnych uprzedzeń stanowych, nie podchodził do ludzi i warstw społecznych z odgórnym negatywnym założeniem, był po prostu „sprawiedliwym obserwatorem”, który z humorem rejestrował różne ludzkie słabostki i śmieszności. Krytyk uważał nadto, że Bałucki nie posługiwał się jaskrawymi barwami w kreacjach swoich bohaterów, lecz raczej cieniował ich wizerunki, co wynikało z jego osobowości: pogodnej i kochającej. Sztuki komediopisarza przenikała ogólna aura humorystyczna, nasycona „wesołością, która pozwala śmiać się dużo i serdecznie, ale nigdy zgryźliwie i szyderczo” (tamże). Strukturę komedii Bałuckiego Rzętkowski określił – z dużą zresztą przesadą – jako oryginalną, wolną od wpływów francuskich, często wprawdzie nieharmonijną wewnętrznie, ale skomponowaną „bez dostawek i przybudówek, bez sztucznych korytarzyków i karkołomnych schodków, tak niezbędnych w wyrafinowanych pomysłach autorów francuskich” (tamże). Choć akcji w komediach Bałuckiego przytrafiały się mankamenty, to jednak nie można jej było odmówić wewnętrznej logiki.

Rzętkowski cenił również dorobek innych polskich dramatopisarzy. Wysokie noty wystawiał wielu utworom Kazimierza Zalewskiego i Edwarda Lubowskiego. W twórczości tego pierwszego autora dostrzegał „postęp i rozwój, a raczej rozszerzenie myśli coraz większe”. Uważał, że Zalewski „ani na chwilę nie spuszcza z uwagi zarówno formy, jak treści”. Jego wszystkie sztuki cechuje tematyczna różnorodność; w każdej autor ma na celu „człowieka, jego trafną charakterystykę; jego serce i sumienie, wszędzie też u niego człowiek jest prawdziwym, pierwiastki jego składowe, naturalne i dobrze w całość zharmonizowane” (Kazimierz Zalewski. (Sylwetka), „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1885, nr 80). Analiza dorobku Zalewskiego dowodziła, że Rzętkowski był zwolennikiem spójnej akcji dramatycznej, skomponowanej według reguł „sztuki dobrze zrobionej”, ale zarazem wolnej od przesadnych efektów teatralnych, które – w jego odczuciu – niweczyły poczucie rzeczywistości. Teatr powinien oddziaływać na publiczność uszlachetniająco, przy czym jego artystyczna strona miała też duże znaczenie. Rzętkowski poszukiwał w sztukach – i wysoko waloryzował – przemyślaną budowę całości, podporządkowaną regułom sceniczności, wewnętrzną logikę akcji oraz odpowiednie „obrobienie” charakterów postaci. Krytyk był świadom postępującego zróżnicowania gatunków teatralnych, w tym kariery farsy, którą często nazywał krotochwilą. Jeśli dana krotochwila (farsa) miała jakąś tezę moralną, jakiś cel, to wówczas upodabniała się do komedii. Najczęściej jednak jej konstytutywnym żywiołem był śmiech.

Poetyka krotochwili (farsy) okazywała się znacznie swobodniejsza niż w przypadku komedii, albowiem obraz świata w niej ukazany, szkicowy i stereotypowy ślizgał się „po powierzchni życia i charakterów” (Z teatru. „Ptaki niebieskie”, komedia w trzech aktach […] Zygmunta Przybylskiego, „Kurier Poranny” 1889, nr 262), podlegając prawu mechanicznego ruchu scenicznego, który miał wywoływać nieustanne zainteresowanie widza i pobudzać jego wesołość.

Jakkolwiek Rzętkowski uznawał prawo krotochwili (farsy) do obecności we współczesnym życiu teatralnym, to jednak zdecydowanie przeciwstawiał się zbyt radykalnemu obniżaniu się poziomu sztuki scenicznej w teatrzykach ogródkowych, które uznawał nawet za spekulację handlową, gdyż dochodziło w nich do ewidentnego „rozbratu sceny ze sztuką” (Teatry ogródkowe, „Biesiada Literacka” 1876, nr 23). Ekspansja tej formy sztuki popularnej miała – zdaniem krytyka – bardzo negatywne konsekwencje: psuła smak estetyczny publiczności, wywoływała jej nieodpowiednie reakcje w czasie przedstawienia, wreszcie przyczyniała się do upadku „pojęć moralnych tej części publiki, która się składa z niedorostków, tak ochotnie przecież i licznie uczęszczających na wszelakiego rodzaju widowiska” (tamże, nr 24). Rzętkowski miał ogromne zastrzeżenia do repertuaru teatrzyków ogródkowych, w którym prym wiodły „najlichsze farsy, komedie bez sensu, dramaty zatrważającej… komicznie okropności!” (tamże). Największą odpowiedzialnością za rozwój tej pseudosztuki scenicznej obarczał obrotnych antreprenerów poszukujących za wszelką cenę zysku finansowego. Na „brudnym ołtarzu rozhulałej muzy…” (tamże, nr 25) bezceremonialnie poświęcano smak estetyczny i społeczną moralność. Tymczasem teatr powinien kształcić i bawić, respektując ideę piękna „pod jakąkolwiek formą, w jakimkolwiek rodzaju, w jakichkolwiek rozmiarach” (tamże, nr 23).

Rola twórczości krytycznej Stanisława Marka Rzętkowskiego. Rzętkowski nie odegrał wybitniejszej roli w dziejach polskiej krytyki literackiej 2. poł. XIX w., choć jego dorobek zasługuje na uwagę jako interesujący przykład dyskursu odwzorowującego różne koncepcje ideowo-estetyczne tamtej epoki. W dorobku tym odzwierciedlało się stanowisko łączące ze sobą treści idealistyczne i realistyczne; te drugie z czasem wysuwały się na plan pierwszy. Twórczość krytyczną i artystyczną Rzętkowski uprawiał naglony pośpiechem i przytłoczony trudną pracą dziennikarską. Na ten jego wyrobniczy los zwracali uwagę współcześni, podkreślający niewykorzystany przez Rzętkowskiego talent. We wspomnieniu pośmiertnym, opublikowanym na łamach „Głosu”, Władysław Jabłonowski podkreślał, że postawę krytyka dałoby się określić jako „uczciwą pracę dziennikarską, zaprzątniętą nieustannie tym wszystkim, co z dobrem społeczeństwa własnego miało jaki bądź związek” (Głosy, „Głos” 1897, nr 42).</document>
<document nplp_id="13776" title="Sabowski Władysław" slug="sabowski-wladyslaw"> Powieściopisarz, poeta, dramatopisarz, komediopisarz, tłumacz, publicysta, dziennikarz, redaktor, humorysta. Pseudonimy i kryptonimy: A. Błędowski; Ab…X.; Aureli Kurcz; Błydowski; A. Błydowski; Bolesław Bolesny; Erazm; Kwiryn Anastazy; O. Mikron; Omikron; Omikron Błędowski; Radwan; s.; Tłumacz „Wallensteina”; W. Błydowski; W.S.; W. Sab.; Wł.S.; Wł. Sab.; Wł. Sabowski; Wład. S.; Wład. Sab.; Władysław S.; Władysław Sab.; Władysław Skiba; Wołody Skiba; –ws–; Z.X.; ?–?; §; Ω.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 III 1837 w Warszawie w rodzinie urzędniczej. Był absolwentem gimnazjum filologicznego w Warszawie (4 klasy) i w Piotrkowie (5 klasa) oraz wydziału budownictwa Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Pracował jako urzędnik w warszawskiej komorze celnej. Przed wybuchem powstania styczniowego działał w organizacji miejskiej „czerwonych”. W 1862 r. wraz z Zenonem Rappaportem redagował „Telegraf Brukowy”, zamknięty przez cenzurę. Współpracował także z „Dziennikiem Warszawskim”, „Gazetą Warszawską”, „Kroniką Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, „Pszczołą”. W trakcie powstania styczniowego pełnił funkcje: referenta w Wydziale Prasowym Rządu Narodowego, sekretarza naczelnika miasta (redagował „Rozkaz Dzienny Naczelnika Miasta Warszawy”), dyrektora drukarń narodowych, wydawał nielegalne pismo „Prawda” (19 IV–27 VII 1863) oraz satyryczną „Kosę” (1 nr). W grudniu 1863 r. został dyrektorem Wydziału Prasy Rządu Narodowego.

W 1864 r. opuścił kraj wraz z żoną Ludwiką Komar. W Dreźnie współpracował z Józefem Ignacym Kraszewskim w komitecie pomocy dla emigrantów, w Lipsku – razem z Agatonem Gillerem – redagował „Ojczyznę”, w Brukseli – z Włodzimierzem Wolskim – wydawał pismo Rządu Narodowego „Wytrwałość” (1864–1865), organ lewicy. Odwiedził Norymbergę, Magdeburg, Hamburg, Francję i Szwajcarię. W Belgii spędził kilka miesięcy w więzieniu z powodu zarzutu fałszowania banknotów rosyjskich (Po latach dwudziestu, „Kurier Warszawski” 1883, nr 22).

Od grudnia 1868 r. przebywał w Krakowie, był członkiem redakcji tamtejszego „Kraju” (do października 1869 r.), gdzie pisywał o sprawach galicyjskich, następnie – wraz ze Stanisławem Służewskim – redagował humorystyczny słownik „Abecadlnik” (1869–1870) wymierzony w stańczyków. Pracował wytrwale i dużo, publikował opowiadania, humoreski, komedie, tłumaczenia. Po odejściu z „Kraju” założył dziennik „Kurier Krakowski” (1870), redagował dwutygodnik humorystyczny „Coś” (1871–1872), dwutygodnik „Dziennik Mód. Pismo dla Polek” (1872–1876) przekształcony we współredagowaną z Adolfem Dygasińskim „Modę” (1876). Współpracował z czasopismami lwowskimi: „Gazetą Lwowską” (1880–1882 – członek redakcji), „Gazetą Narodową”, „Dziennikiem Literackim”, „Tygodnikiem Literackim, Artystycznym, Naukowym i Społecznym”; wielkopolskimi: „Dziennikiem Poznańskim”, „Tygodnikiem Wielkopolskim”; a także z warszawskimi: „Tygodnikiem Mód”, „Opiekunem Domowym”, „Gazetą Polską”, „Kłosami”. W 1883 r. został sekretarzem redakcji „Kuriera Warszawskiego”, w l. 1884–1887 pełnił funkcję redaktora naczelnego (pisał m.in. Kronikę tygodniową). Od maja 1887 r. do końca życia był członkiem redakcji „Kuriera Codziennego”. Zmarł 19 III 1888 na chorobę serca. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Twórczość pisarska. Sabowski uchodził za erudytę i „omninbusa dziennikarskiego”. Znał siedem języków obcych, imponował encyklopedyczną wiedzą, zwłaszcza przyrodniczą i techniczną, miał łatwość pisania, zdolność zainteresowania czytelnika oraz poczucie humoru. „Jest to jeden z tych literatów – pisał Teodor Jeske-Choiński – którzy mogą w razie potrzeby zapełnić cały numer dziennika bez czyjejkolwiek pomocy” („Echo Muzyczne i Teatralne” 1886, nr 159). Zasłynął lirykami okolicznościowymi: Rozmowa cara z Gorczakowem, Bóg z Wami, Wiersz o czterech namiestnikach. W 1860 r. ukazały się Ziarna i plewy, zbiór utworów oryginalnych, tłumaczeń, satyrycznych gawęd i poematów nawiązujących do tradycji romantycznej. Popularność przyniosła mu publikacja przekładu Białej szaty Moritza Hartmanna, która stała się inspiracją wojenną dla młodych powstańców. Po 1863 r. ogłosił liczne przekłady twórczości Sándora Petőfiego, popularyzował dorobek Móra Jókaiego. Ponadto tłumaczył pisma: Émile’a Augiera, Alexandre’a Dumasa, Franza Holtzendorffa, Victora Hugo, Michaiła Lermontowa, Alfreda de Musseta, Friedricha Rückerta, Arthura Storcha, Hippolyte’a Taine’a i in. Na łamach czasopism publikował tłumaczenia utworów poetyckich, m.in. George’a Gordona Byrona, Heinricha Heinego, Aleksandra Puszkina. W dorobku dramatycznym Sabowskiego wyróżniają się komedia Pół miliona (1868) oraz dramat Wolni strzelcy w Wogezach (1870) oraz utwory napisane wraz z Józefem Narzymskim.

Sabowski-krytyk i bystry obserwator rzeczywistości angażował się w dyskusję nad tradycją niepodległościową i sensem zrywu 1863 r., czemu dał wyraz np. w Niepodobnych (1873), powieści-żywocie uchodźcy popowstaniowego, emigranta na obcej ziemi, opublikowanej następnie pod tytułem Na paryskim bruku (1886). Do osobistych doświadczeń i oceny powstania nawiązał również w powieściach Nad poziomy oraz w Chrzcie Polski (współautorstwo z J. Dzierzkowskim, 1877), a także w napisanej z Józefem Narzymskim tendencyjnej komedii politycznej Emigrant w Galicji (1869). Samobójcy. Powieść karpacka (1867) uważana jest za pierwszą polską powieść kryminalną.

Krytyka literacka. Sabowski był płodnym publicystą i krytykiem literackim. Głośna była jego reakcja na artykuł Wskazania polityczne Aleksandra Świętochowskiego zamieszczony w Ognisku. Książce zbiorowej wydanej dla uczczenia 25-letniej pracy T.T. Jeża (1882). Sabowski podważył argumenty Posła Prawdy w Kronice tygodniowej („Kurier Warszawski” 1883, nr 33), w dowcipnym i złośliwym tonie odrzucił postawę rezygnacji i perspektywę ugody z rządem carskim. Świętochowski w odpowiedzi krytykował adwersarza (Liberum veto, „Prawda” 1883, nr 7), na co Sabowski zareagował Polemiką („Kurier Warszawski” 1883, nr 40).

Sabowski interesował się kwestią kondycji publiczności teatralnej. W Siostrzanej duszy. Z pamiętników dramaturga („Echo Muzyczne i Teatralne” 1884, nr 40) nawiązał do prowadzonej tamże polemiki na temat roli i zadań publiczności teatralnej, w tym artykułów Stanisława Koźmiana Nasza publiczność, Edwarda Lubowskiego Jeszcze o „Naszej publiczności”, komedii Aleksandra Fredry Odludki i poeta (1825) oraz powieści Teodora Tomasza Jeża Siostrzane dusze (1872).

Ogłosił gruntownie opracowane biogramy i wspomnienia pośmiertne o: Fryderyku Skarbku (1867), Zenonie Fiszu (1870), Janie Kantym Turskim (1870), Józefie Hauke-Bosaku (1871), Gertrudzie Komorowskiej (1871), Józefie Ignacym Kraszewskim (1879, z A. Nowoleckim), Ignacym Piotrze Legatowiczu (1885) i Wacławie Szymanowskim (1887). Uporządkował też dorobek Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, poety i podróżnika, zestawiając alfabetycznie jego prace (1878). Promował kobiety piszące. W pochwalnym i niemal ekstatycznym artykule Nieznajoma poetka zachwycił się twórczością i niezwykłym talentem Marii Bartusówny, porównując jej dokonania z dorobkiem Teofila Lenartowicza („Ognisko Domowe” 1875, nr 60–61). Sądy o twórczości Bartusówny zamieścił także w formie listu do autorki („Dziennik Mód” 1875, nr 22). W piśmie tym Sabowski – redaktor naczelny – realizował misję upamiętniania portretów, jak to określił, „znakomitszych żyjących polskich autorek”. Przypomniał czytelnikom sylwetkę twórczą Pauliny Wilkońskiej („Dziennik Mód” 1873, nr 10). Jego zainteresowania wpłynęły znacząco na kształt repertuaru literackiego prezentowanego na szpaltach tej gazety. Dbał, by publikowano artykuły dotyczące kwestii kobiecej, biografie, korespondencje, kroniki, teksty krytyczne, ciekawostki naukowe. Obok recenzji literackich, przekładów, prozy i poezji rezerwował miejsce dla często nieznanych twórców (dział Z kraju i ze świata). W orbicie zainteresowań Sabowskiego znalazła się również Eleonora Ziemięcka. Dzieła filozofki zestawił z dorobkiem Gabrieli Puzyniny. Przy okazji, poruszając kwestię emancypacji, zaprezentował charakterystykę życia umysłowego Warszawy i Lwowa; uznał, że atmosfera lwowska nie sprzyja społecznej aktywności kobiet („Opiekun Domowy” 1870, nr 32).

Sabowski pojmował krytykę jako „sąd oparty na zasadach rozumu i smaku, niezmiennych i niedających się nagiąć ani do wymagań reklamy, ani do chętki szykanowania”. Ubolewał, że „kontrola działalności literackiej, za jaką uważamy krytykę, nie rozciąga się zupełnie na to, co się w pismach periodycznych drukuje”, preferując omówienia drobnej komedyjki lub słabej rzeźby (Przegląd literatury polskiej. „Orbeka”, powieść J.I. Kraszewskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1868, nr 23). Jako recenzent doceniał przede wszystkim temat dzieła, inwencję autora, oryginalność myśli, umiejętność wzbogacenia literatury (Odczyty Deotymy w Poznaniu, „Tygodnik Ilustrowany” 1883, nr 7). Wychowany na literaturze romantycznej, popularyzował wiedzę na jej temat (omówienie poświęconego A. Mickiewiczowi numeru petersburskiego „Kraju”; „Kurier Warszawski” 1885, nr 333b).

Komentarz. Adam Dominik Bartoszewski zwrócił uwagę, że płodnością pisarską Sabowski przewyższał Józefa Ignacego Kraszewskiego („Towarzysz” 1870, nr 13). Pisał bowiem nie tylko o literaturze, ale także o rolnictwie, przemyśle, handlu, technologii, naukach przyrodniczych, medycynie, astronomii, teorii kartografii, dyskutował z Bolesławem Prusem o sztuce fotografii (Dokument. Do teki rozmyślań nad kronikami, „Kurier Codzienny” 1888, nr 27), jako szef biura stenograficznego ogłosił artykuł Stenografia („Dziennik Mód. Pismo dla Polek” 1873, nr 18) i na łamach „Dziennika Mód” zamieszczał zagadki logiczne, wskazał błędy w rozumowaniu Gottfrieda Wilhelma Leibniza (Pomyłka w dodawaniu popełniona przez Leibniza, „Tydzień Literacki” 1877, nr 46–47), wypowiadał się na temat zwolenników darwinizmu (Darwinizm, „Dziennik Mód. Pismo dla Polek” 1873, nr 19–20) czy teorii pisania listów (Wzorowy sekretarz polsko-francuski obejmujący 250 sposobów pisania listów, publikacja wzorowana na oryginale francuskim, zachowane wydanie opiewające 300 sposobów pisania listów, 1884). Sabowski uprawiał dziennikarski model krytyki literackiej – pisał dużo, szybko, lekko. Wiązało się to z kwestią finansową; niełatwo było zarobić na życie pracą pióra. Nie zapomniał jednak ideałów młodości, które połączył z hasłami emancypacyjnymi i działaniami na rzecz demokratyzacji społeczeństwa.</document>
<document nplp_id="13777" title="Sarnecki Zygmunt" slug="sarnecki-zygmunt">Dramatopisarz, prozaik, tłumacz, dziennikarz, publicysta, kierownik scen teatralnych, redaktor pism, krytyk: teatralny, malarski, literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Meliton; Minor; Nie-Apelles; Orgon; Protazy; Radost; Jan Radost; Smok; Remigiusz Starowiejski; Wincenty Szarża; Ślepowron; W. Ślepowron; Wacław Ślepowron; or…; Zyg. Sar.; Z.; S.; z.s.; (z.s.); (zs.); zs; Z.S.; (Z.S.).

Informacje biograficzne. Urodził się 20 XI 1837 w Hołodkach k. Baru na Podolu w bogatej rodzinie ziemiańskiej. Jego ojciec Wincenty Sarnecki h. Ślepowron był kapitanem gwardii wojsk napoleońskich, marszałkiem szlachty pow. lityńskiego oraz właścicielem dóbr Kalus i Hołodki na Ukrainie, matka Melania hr. Scipio de Campo, herbu własnego, była właścicielką majątku Bychawa w gub. lubelskiej. Do 10 roku życia Zygmunt uczył się (podobnie jak jego starsze rodzeństwo: Maria i Napoleon) w domu, nabywając umiejętność władania jednocześnie dwoma językami. Atmosfera domu rodzinnego, w którym kultywowano polską tradycję zrywu niepodległościowego, rozmawiano o literaturze romantycznej, czczono Napoleona, czytano francuskie dzieła literackie z końca XVIII i początków XIX w., a także organizowano amatorskie przedstawienia teatralne, wpłynęła na ukształtowanie zainteresowań i światopoglądu przyszłego dramatopisarza. Światopogląd ten ugruntowała późniejsza nauka w prywatnej szkole w Odessie (1847–1851) prowadzonej przez Jana Sowińskiego (szwagra J. Korzeniowskiego), a następnie – edukacja w Gimnazjum Realnym w Warszawie (1852–1858). W okresie gimnazjalnym napisał dramat Brat i żebrak (niedruk.) oraz nawiązał współpracę z „Gazetą Codzienną”, gdzie od 1856 r. publikował swoje felietony. Jako korespondent tejże gazety wyjechał w 1859 r. do Francji i Włoch, skąd nadsyłał artykuły dotyczące życia literackiego i teatralnego, spraw artystycznych, politycznych i religijnych. Poznał wówczas wybitnych przedstawicieli polskiej emigracji (m.in. K. Libelta, C. Norwida, M. Szeligę, Z. Kaczkowskiego i W. Mickiewicza), a także paryskie środowisko teatralne. W Paryżu również jako wolny słuchacz uczęszczał do Sorbony i Collège de France na wykłady z literatury i historii.

Po powrocie do kraju otrzymał od ojca majątek i w 1862 r. ożenił się z Wandą Dolińską h. Sas (1842–1922), z którą miał syna Antoniego (ur. ok. 1870). Przed wybuchem powstania styczniowego uaktywnił się w ruchu konspiracyjnym jako emisariusz emigracyjnego działacza politycznego Seweryna Elżanowskiego. W l. 1863–1866 ponownie przebywał we Francji i Włoszech, gdzie wiódł wystawne życie wielkoświatowca, trwoniąc niemal wszystkie kapitały rodzinne. Powróciwszy do Królestwa Polskiego, po sprzedaniu zadłużonego majątku i rozstaniu z żoną, przeniósł się do Lublina, gdzie w 1872 r. razem z Józefem Tekslem założył teatr, którego przez trzy miesiące był dyrektorem. W październiku 1872 r. objął kierownictwo Teatru Polskiego w Poznaniu. Tu wystawił ok. 70 premier, z których najgłośniejszą była prapremiera Halki Stanisława Moniuszki (1873). W czerwcu 1873 r. przeniósł się wraz z zespołem poznańskim do Kalisza, gdzie objął dyrekcję miejscowego teatru. Nasilające się problemy finansowe przyczyniły się jednak do rychłej rezygnacji z tego stanowiska i wyjazdu do Warszawy. Tu początkowo próbował zorganizować zespół teatralny na nowy sezon do Poznania, ale wkrótce tę pracę porzucił i zarządzanie zespołem przekazał Zygmuntowi Jaraczewskiemu. Od tej pory praktycznie już nie działał w teatrze, poza pełnieniem w sezonie 1885/1886 funkcji kierownika literackiego w teatrze krakowskim. W środowisku teatralnym poznał swoją następną partnerkę życiową, aktorkę Aleksandrę Disterlo (ok. 1853–1928), z którą w 1873 r. wziął ślub i osiadł w Warszawie. Tu nawiązał współpracę dziennikarską z „Wiekiem” Fryderyka Henryka Lewestama. W l. 1877–1881 wydawał i redagował konserwatywny dziennik warszawski „Echo”. W 1881 r. wyjechał do Lwowa, skąd po roku przeniósł się do Krakowa. W l. 1884–1885 ponownie bawił w Paryżu, przesyłając do polskich czasopism korespondencje. Po powrocie z Francji zamieszkał w Krakowie.

Na początku 1900 r. przeniósł się z Krakowa do Warszawy, ale po kilku miesiącach wyjechał do Lwowa, gdzie do 1903 r. wydawał i redagował dziennik „Przedświt”, po czym powrócił do Krakowa, by osiedlić się tu już na stałe. Najpierw nawiązał współpracę z „Nową Reformą”, a w 1904 r. otworzył w Kamienicy Gostkowskich przy ul. Brackiej pierwszy salon sprzedaży dzieł sztuki „Ars”. Gdy próba zajęcia się handlem skończyła się finansową ruiną, wyjechał do Zakopanego, gdzie przebywał przez ostatnie lata swojego życia. Zmarł 9 I 1922 w Krakowie w przytułku dobroczynnym im. Ludwika i Anny Helclów. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Kręgi twórczości. Pasje literackie Sarneckiego ujawniły się przede wszystkim na polu dramaturgii. Od początku lat 70. XIX w. z zapałem tłumaczył utwory francuskich i włoskich dramatopisarzy. Przekłady dramatów francuskich i przeróbki sztuk na zamówienie teatrów zainspirowały go do pisania własnych utworów dramatycznych. Były to głównie komedie poruszające aktualne problemy społeczno-obyczajowe i wpisujące się w model pozytywistycznego dramatu mieszczańskiego. Spośród nich największą popularność zdobyły: Zemsta pani hrabiny (1870), Febris aurea (1870), Dworacy niedoli (1876), Słonecznik (1883), Urocze oczy (1893), Harde dusze (1897) oraz Szklana góra (1897). Pisał też małe prozy, zebrane w ośmiu tomach. Płodność beletrystyczna Sarneckiego nie szła jednak w parze z odkrywczością formalną i oryginalnością tematyki jego utworów, które reprezentują nurt pisarstwa popularnego, powtarzają ograne wątki i schematy fabularne, sytuując się na dalszym planie ówczesnego dramatopisarstwa spod znaku Michała Bałuckiego, Józefa Blizińskiego czy Kazimierza Zalewskiego.

W historii piśmiennictwa utrwaliła się jego działalność wydawnicza i publicystyczna. Najbardziej znaczącym okresem aktywności krytycznoliterackiej Sarneckiego były lata redakcji krakowskiego dwutygodnika literacko-artystycznego „Świat” (1888–1895), w którym zamieszczał m.in. utwory młodopolan, tłumaczenia najnowszych dzieł francuskich modernistów, a także reprodukcje obrazów wybitnych polskich malarzy. Dwa lata po zamknięciu „Świata” ogłosił Historię literatury francuskiej ułożoną podług najświeższych opracowań obcych (1897).

Praca dziennikarska i literacka (zwłaszcza przekładowa) była jedynym źródłem utrzymania Sarneckiego od momentu, kiedy utracił rodzinne kapitały. Na łamach różnych czasopism publikował swoje szkice literackie, recenzje teatralne, przeglądy kulturalne, artykuły o malarstwie i rozmaite teksty okolicznościowe. Poza „Gazetą Codzienną”, „Wiekiem”, „Echem”, „Światem”, „Przedświtem” i „Nową Reformą” współpracował m.in. z „Czasem”, „Biesiadą Literacką”, „Gazetą Lwowską”, „Głosem Narodu”, „Kłosami”, „Kurierem Codziennym”, „Tygodnikiem Ilustrowanym” i „Wędrowcem”. Ugruntowawszy zaś za granicą dobre maniery, ogłosił przekład poradnika Louise de Rieupeyroux Zwyczaje towarzyskie („le savoir-vivre”) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane (1876 i wyd. następne), który cieszył się ogromną popularnością.

De omnis rebus et quibusdam aliis. Tytułowa formuła debiutanckich felietonów Sarneckiego zamieszczanych na łamach „Gazety Codziennej” w 1857 r. stała się wyznacznikiem nie tylko jego młodzieńczej pracy dziennikarskiej, ale także późniejszej działalności krytycznoliterackiej. Pisząc „prawie o wszystkim i czymś więcej”, chciał jak najszybciej docierać do odbiorców z aktualną informacją o wydarzeniach kulturalnych, w których uczestniczył, i dzielić się z nimi zdobytą wiedzą literacką. Dlatego jego artykuły cechowała kronikarska informacyjność, a analizy dzieł literackich – powierzchowność skutkująca ogólnikowością interpretacji. Wczesne poglądy estetyczne Sarneckiego kształtowały się pod wpływem konserwatywnej części krytyki warszawskiej lat 70. XIX w. Wpływ ten uwidaczniały zwłaszcza jego artykuły publicystyczne i recenzje publikowane na łamach „Echa” (1877–1881). Referował w nich sprawy bieżące związane przede wszystkim z teatrem i aktualnymi wydarzeniami artystycznymi.

Eklektyzm albo pluralizm estetyczny. Skłonność krytyka do pisania „prawie o wszystkim i czymś więcej” wykazują również jego pisma z okresu redakcji „Świata” (1888–1895). Ogólny profil pisma kształtowały w dużej mierze liberalne gusty estetyczne redaktora i jego silne przywiązanie do tradycji polskiego romantyzmu. Ważny był też czas, w którym krakowski dwutygodnik się ukazywał, z jednej strony doszło już bowiem do głosu młode pokolenie literackie, z drugiej – uznani przedstawiciele starej generacji wciąż jeszcze byli czynni. Dziennikarska werwa Sarneckiego ujawniła się przede wszystkim w otwarciu na nowe prądy literackie, które starał się propagować w piśmie. Pod ich wpływem deklarował walkę ze skostnieniem sztuki i głosił jej niezależność od zobowiązań pozaartystycznych, jednocześnie przestrzegał przed zamknięciem „literatury w ciasne formuły kierunków, czy starych, czy nowych”, co – jak sądził – byłoby „stawianiem zapory ich rozwojowi, który postępem jest wtedy nawet, kiedy cofa się do form i kształtów dawnych, zwłaszcza gdy artyści lub pisarze są w stanie tchnąć w nie świeżość pomysłu i uczucia, nieśmiertelność artystycznego życia” (Książki i ludzie, „Świat” 1895, nr 3). Dlatego obok utworów przedstawicieli młodego pokolenia (J. Kasprowicza, K. Tetmajera, Z. Przesmyckiego, J. Żuławskiego, A. Górskiego, L. Rydla, M. Wolskiej, S. Wyrzykowskiego i in.) oraz przekładów poetów modernistycznych (Ch. Baudelaire’a, Leconte’a de Lisle’a, Th. Banville’a, P. Verlaine’a, A. Rimbauda, É. Verhaerena, É. van Arenbergha, M. Maeterlincka) zamieszczał utwory pozytywistów (np. H. Sienkiewicza, E. Orzeszkowej, M. Konopnickiej, A. Asnyka, T.T. Jeża i M. Bałuckiego), a w ich sąsiedztwie publikował dzieła romantyków (A. Mickiewicza, T. Lenartowicza, J.I. Kraszewskiego, Z. Krasińskiego czy J.B. Zaleskiego). Zasada pluralizmu estetycznego powodowała, że propagowaniu hasła swobody twórczej i niezależności od wszelkich „szkół, stronnictw i koterii, czy literackich, czy artystycznych” towarzyszyła chęć popierania „każdego dzieła ładnego, szlachetnego lub pożytecznego”, bez względu na to, „spod jakiego wyszło stempla i kto na nim znamię swoje położył” (Do Czytelników „Świata”, „Świat” 1888, nr 24).

Otwartość i wielostronność zainteresowań literackich redaktora manifestowały również jego artykuły krytyczne publikowane na łamach „Świata”. Pisał wspomnienia pośmiertne i komentował aktualności wydawnicze. Skupiał się głównie na pisarstwie dramatycznym, ale zajmowała go też poezja i proza, ciekawiła go literatura zarówno wysokoartystyczna, jak i popularna. Wielokrotnie krytykował pozytywistyczną tendencyjność, przekonując, że „tylko piękno jest celem literatury” (Kronika, „Świat” 1891, nr 20), deprecjonował utwory, w których „teza” górowała nad wykonaniem artystycznym, sądząc, że prowadzi ona do tworzenia „dziwolągów niemających nic wspólnego z pięknem” (tamże). Godził się jednakże na obecność idei przewodniej w utworze, jeśli była ona umiejętnie wcielona w kształt artystyczny całości, oraz zdecydowanie faworyzował te dzieła, które zawierały myśli narodowo-społeczne służące dobru ogółu.

W artykułach Sarnecki ujawniał niekiedy świadomość metakrytyczną – twierdził wówczas, że nadrzędnym zadaniem krytyka literackiego jest profesjonalna, obiektywna ocena jakości estetycznej dzieła. Obowiązkiem krytyka wobec odbiorców nie było bowiem „narzucanie im apodyktycznych sądów, ale prostowanie pojęć przez rozbiór sumienny, bezstronny, przedmiotowy, a nie zbyt niewolniczo hołdujący rutynie” (Teatr krakowski, „Świat” 1888, nr 5). Poglądy krytycznoliterackie Sarneckiego zaczęły się wyraźniej krystalizować w momencie, kiedy opublikował w „Świecie” cykl polemicznych szkiców Zenona Przesmyckiego (Miriama) Harmonie i dysonanse (1891). Sarnecki, dążąc – podobnie jak Przesmycki – do obiektywizmu i naukowości refleksji krytycznoliterackiej, był jednak dużo bardziej liberalny niż Miriam, hołdował różnym prądom i odwoływał się do rozmaitych metod estetycznego rozbioru dzieła, co powodowało, że czasem widział zalety utworów dosyć przeciętnych. Zdecydowanie wyróżniał tych twórców, którzy pozostawali w ścisłym związku z narodową tradycją literacką i potrafili odtwarzać prawdę życiową. Dlatego Józefa Ignacego Kraszewskiego i Elizę Orzeszkową konsekwentnie oceniał jako znakomitych powieściopisarzy, w powieściach Jana Gnatowskiego (Łady) dostrzegał malarskie, „bardzo realne, wierne obrazy życia” (Jan Łada, „Świat” 1895, nr 10), a Kazimierza Zalewskiego określał „mistrzem czerstwego realizmu” (Dwudziestopięcioletnia działalność komediopisarska Kazimierza Zalewskiego, „Świat” 1894, nr 6). Dramaty tego ostatniego, omawiane w obszernym szkicu okolicznościowym, stanowiły dlań przykład wysokiego kunsztu scenicznego, podporządkowanego regułom prawdopodobieństwa, odznaczały się rzetelnością obserwacji, obiektywnością ocen, budującymi ideami społeczno-narodowymi.

Z niewielkiego zespołu artykułów Sarneckiego omawiających w „Świecie” twórczość młodopolan wyróżnia się szkic Nowa poezja („Świat” 1893, nr 22), w którym krytyk sytuował „rzeszę młodych poetów, głoszących nowe hasła […], ale przejętych mistycyzmem odrodzonym, łączącym ich z odleglejszą, wielką przeszłością poezji” w kontekście twórców tzw. epoki przełomu (tj. A. Asnyka, F. Faleńskiego, M. Konopnickiej, Deotymy, K. Ujejskiego). Jako typowego przedstawiciela „nowej poezji” wskazywał Miriama, będącego dlań nie tylko prekursorem modernistycznej sztuki, prawdziwym wirtuozem słowa, jednoczącym rozmaite kierunki literackie (od parnasizmu, przez impresjonizm i symbolizm, do neomistycyzmu), lecz także godnym dziedzicem przeszłości, „dalszym ciągiem łańcucha ogólnoeuropejskiej produkcji poetycznej” (tamże). Skłonny do eklektyzmu krytyk zauważał w liryce autora Z czary młodości wpływy Leconte’a de Lisle’a, Théophile’a Gautiera, Charles’a Baudelaire’a, Juliusza Słowackiego, Heinricha Heinego i Adama Asnyka, mimo to nie odmawiał jej „wyjątkowej indywidualności”. Obok Miriama wyróżniał Jana Kasprowicza, Kazimierza Tetmajera i Stanisława Rzewuskiego. Oceniając w innym szkicu przeobrażenia współczesnej literatury polskiej, podkreślał, że „baczny krytyk” potrafi dostrzec w najnowszych dziełach „związek ich duchowy z przeszłością”, która przedstawia się „w nowej gradacji barw i w nowym oświetleniu” (Książki i ludzie, „Świat” 1895, nr 3).

Przedmiotem omówień krytycznych Sarneckiego w „Świecie” bywała też (zazwyczaj okazjonalnie) współczesna literatura europejska, szczególnie dramatopisarstwo francuskie. Wśród nich zwracają uwagę trzy obszerniejsze artykuły. W dwóch wypadkach powodem ich napisania była śmierć pisarzy: Eugène’a Labiche’a i Émile’a Augiera, w trzecim – wystawienie w teatrze krakowskim najnowszej sztuki Édouarda Paillerona. Omówienia dokonań pisarskich zmarłych dramaturgów (utrzymane w tonie sprawozdawczo-referującym) poprzedzały krótkie prezentacje ich biografii. Zdaniem krytyka Augier był najwybitniejszym spośród współczesnych dramaturgów francuskich następcą Molière’a. Co prawda dostrzegał w jego utworach niedostatki w zakresie rzemiosła scenicznego (zaliczał do nich m.in. łamanie reguł klasycznej kompozycji dramatycznej), ale do rangi mistrzostwa podnosił umiejętność kreślenia przez Augiera „obrazów bieżącej chwili” (Emil Augier, „Świat” 1889, nr 23), prostotę stylu, jasność i komunikatywność przekazu ideowego. Przekonywał, że jest dużo wnikliwszym „badaczem prawdy” (tamże) niż Émile Zola, ponieważ potrafi wiarygodniej ukazać swoją epokę. W porównaniu z Augierem niedoszły adwokat Labiche był dlań jedynie zręcznym wodewilistą. Mimo to cenił jego satyryczne spojrzenia na świat mieszczański, podkreślał zalety stylu, logiczność kompozycji farsowej opartej na „zawsze doskonałej budowie scenicznej” (Eugeniusz Labiche, „Świat” 1888, nr 4) oraz wyrazisty rysunek charakteru postaci podporządkowany nadrzędnej idei utworu. Pailleron, odnoszący sukcesy w teatrach francuskich w 2. poł. lat 80., nie dorównywał z kolei talentem, jak sądził, Labiche’owi i obecnie wykazywał zanik zdolności twórczych, o czym przekonywał jego najnowszy dramat, „nudny i banalny” (Edward Pailleron i jego „Myszka”, tamże, nr 9).

Redagowany przez Sarneckiego „Świat” bezdyskusyjnie utorował drogę dominującej na początku XX w. formacji kulturowej (poprzedzając „Życie” S. Przybyszewskiego i „Chimerę” Miriama), choć nie stał się forpocztą polskiego modernizmu. Redaktor, otwierając swoje pismo na nowe środki ekspresji artystycznej, jako krytyk literacki nie umiał ich wykorzystać, a zatem nie uczestniczył w dyskusjach programowych Młodej Polski. Interpretację dzieł literackich sprowadzał zazwyczaj do streszczania fabuły i wskazywania idei przewodnich utworu, odwoływania się do kontekstu biograficznego i formułowania ogólnikowych uwag na temat uniwersalnego piękna, formalnego artyzmu albo oryginalności treści. Z reguły jego refleksje krytyczne, publikowane na łamach dwutygodnika, miały charakter okolicznościowy, były nacechowane stylistycznym patosem i nużącą sprawozdawczością. Niekwestionowane zasługi Sarneckiego jako wydawcy „Świata” sprowadzają się do pełnienia w piśmie funkcji nie tyle krytyka literackiego, ile sprawnego animatora życia kulturalnego, dzięki któremu artyści młodego pokolenia mogli swobodnie wypowiadać swoje poglądy na temat autonomii sztuki oraz konieczności zerwania z utylitaryzmem.

Preferencje estetyczne i struktura artykułów. Aktywność literacka Sarneckiego po zamknięciu „Świata” nie zwolniła tempa. Nadal z zainteresowaniem obserwował zmiany zachodzące w najnowszej literaturze i zamieszczał na łamach czasopism krótkie omówienia krytyczne – najczęściej były to recenzje utworów dramatycznych wystawianych aktualnie w teatrach. Ujawniał w nich swój stosunek do współczesnych kierunków literackich. Zdecydowanie najbliższy jego gustom estetycznym był realizm i parnasizm, najdalszy – naturalizm, jednak wyznając zasadę obiektywizmu sądu, nie opowiadał się jednoznacznie za żadnym z tych prądów. W swoich artykułach zazwyczaj unikał nadużywania etykiet i nazw kierunków literackich. W poglądach krytycznych Sarneckiego bezkonfliktowo łączyły się rozmaite kryteria: bezosobistość wyznawców hasła „sztuka dla sztuki” z egotyzmem romantyków, antytendencyjność z przesłaniem moralnym, zasada mimetyzmu z wolnością twórczą, prawda artystyczna z socjogenetyzmem Hippolyte’a Taine’a, aspekty narodowe z wymiarem uniwersalnym – słowem, jako krytyk wykazywał skłonność do łączenia ze sobą właściwości różnych szkół literackich. Jednak najwyżej cenił te utwory, które odwoływały się do tradycji romantycznej albo realistycznej, z niechęcią odnosił się natomiast do twórców, którzy rozwijali „naturalizm pesymistyczny lub sceptyczny” (Z teatru, „Czas” 1895, nr 212). Ten ostatni, jak zauważał, „wywołał reakcję neoidealizmu i symbolizmu”, które z kolei zapoczątkowały witany przez niego z nadzieją „najświeższy optymistyczno-obiektywny kierunek” (tamże).

Po zamknięciu „Świata” nie uległ też zmianie sposób konstruowania recenzji i omówień krytycznoliterackich. Z reguły zbudowane były z trzech segmentów nierównej objętości – stanowiły je: 1) wprowadzenie natury ogólnej; 2) referujące streszczenie problematyki omawianego dzieła (najobszerniejsza część artykułu); 3) krótka puenta ujawniająca stosunek komentatora do przedmiotu opisu, najczęściej zawierająca wyrażoną wprost ocenę dzieła. Skupienie uwagi na streszczeniu fabuły i zdominowanie wywodu referowaniem problematyki dzieła, będące dziedzictwem krytyki pozytywistycznej, nader rzadko ustępowało miejsca głębszej analizie i interpretacji.

Historia literatury francuskiej. Zgodnie z założeniem Sarneckiego Historia literatury francuskiej ułożona podług najświeższych opracowań obcych (1897) miała być zarysem podręcznikowym przeznaczonym dla młodzieży. Jej pierwsza część, prezentująca literaturę francuską od jej początków do końca XVI w., stanowiła streszczenie (a w wielu fragmentach dosłowny, skrócony przekład) poglądów krytycznych René Doumica zawartych w Histoire de la littérature française, do czego Sarnecki lojalnie przyznawał się we wstępie. Uwagi Doumica były niekiedy uzupełniane „krytyką własną lub wiadomościami czerpanymi z innych dzieł uznanej wartości”, co uwidaczniało się zwłaszcza w drugiej części pracy będącej kompilacją sądów różnych krytyków francuskich, powodując mniej spójną i logiczną kompozycję poszczególnych rozdziałów. Pracę tworzyły sylwetki poszczególnych twórców, komponowane wedle tego samego schematu (krótki życiorys, zwięzła charakterystyka talentu, omówienie ważniejszych utworów), który skutkował powierzchownością analiz i brakiem wnikliwej interpretacji, a także niemożnością uwydatnienia istoty wpływu pisarzy francuskich na kształt literatury europejskiej. Mimo odtwórczego toku myślenia praca Sarneckiego była jedną z pierwszych u nas syntez piśmiennictwa francuskiego, przy czym była to synteza, jak stwierdzał Piotr Chmielowski, „wolna od wady wspólnej wszystkim niemal podręcznikom naszym, od odstręczającej suchości i bibliograficznego pedantyzmu” („Historia literatury francuskiej”, „Kurier Codzienny” 1898, nr 243).

Na progu XX stulecia. Pełen werwy dziennikarskiej Sarnecki w pierwszym dwudziestoleciu XX w. wciąż obserwował nowe zjawiska literackie, dostrzegając wśród nich osiągnięcia ważne. Kiedy na rynku wydawniczym ukazała się Miriamowska „Chimera”, zauważał trafnie: „Słowo o Zeyerze, Los geniuszów i przekład Na Synaj – cudne. Część krytyczno-sprawozdawczo-polemiczna – wyborna. […] Poemat Kasprowicza [Moja pieśń wieczorna] uważam za jedno z najcelniejszych dzieł poezji naszej. Przybyszewskiego powieść [Synowie ziemi] – jeśli skończy się tak, jak zaczyna – postawię wyżej nad wszystkie poprzednie, wyjąwszy dramat Dla szczęścia, który jest jej równoległy” (list do Z. Przesmyckiego z 17 II 1901). W tym samym roku zamieścił artykuł Kazimierz Tetmajer. Szkic impresyjny („Gazeta Lwowska” 1901, nr 204–206), nietypowy dlań, ponieważ krytyk dokonał w nim próby wnikliwej analizy czterech serii poezji Tetmajera. Analiza pozwoliła mu zobaczyć charakterystyczną ewolucję tematyki i postawy twórczej poety. Swoje „impresje krytyczne”, przeplatane bardzo obszernymi cytatami fragmentów wierszy Tetmajera, poprzedził krótkim wprowadzeniem, w którym podkreślił jego znaczącą rolę wśród poetów młodopolskich, zamknął zaś wyrażeniem przekonania, że „ciągle odmładzająca się twórczość” Tetmajera będzie ewoluować w stronę „ludzkiej sfery czynu” (tamże). Kilka lat później, w książce zbiorowej poświęconej Adamowi Krechowieckiemu (1908), Sarnecki zamieścił następny dłuższy artykuł zatytułowany Teatr Alfreda de Musset i Stan. Przybyszewskiego. Szkic porównawczy, będący bezpośrednią (sprawozdawczo-recenzyjną) reakcją na świeżo obejrzane inscenizacje dramatów obu twórców. Tekst ten pokazuje konsekwencję wyborów estetycznych krytyka – odsłania jego wyraźne ciążenie ku tradycji realistycznej i niezmienną adorację twórczości wieszczów romantycznych, a także zdecydowany dystans do literatury symbolistycznej. Przenoszoną na scenę dramaturgię Alfreda de Musseta oceniał jako wiecznie żywą, w zestawieniu z nią pisarstwo Przybyszewskiego postrzegał jako przebrzmiałe i martwe. Porównania twórczości dramatopisarskiej obu artystów dokonał na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, przyjrzał się wątkom autobiograficznym w kreacji postaci. Po drugie, poddał analizie problematykę zmysłowo-erotyczną, która – jak przekonywał – w dramatach Musseta porywa widza, ponieważ jest szczera i wiarygodna, u Przybyszewskiego zaś nuży odbiorcę ze względu na sztuczną retorykę, mistycyzm, chorobliwość i nieumiejętność odzwierciedlania realnego życia. Zamknięcie artykułu było jednoznacznym opowiedzeniem się za sztuką uniwersalną – Sarnecki stwierdzał: „Sztuka prawdziwa, jeśli oceniać ją będziemy z historycznego punktu widzenia, nie może być własnością wybranych, lecz dziedzictwem wszystkich” (tamże).

Oba szkice – „impresyjny” o Tetmajerze i „porównawczy” o Mussecie i Przybyszewskim – mimo że odbiegają od typowej praktyki recenzyjnej Sarneckiego, trudno traktować jako dowód ewolucji myśli estetycznej krytyka, ponieważ jego sposób oceny dzieła literackiego zasadniczo się nie zmienił. Stałość jego przekonań estetycznych potwierdza również jedna z ostatnich jego rozpraw poświęcona analizie najnowszego poematu Kasprowicza Marchołt gruby a sprośny. Niemal w całości wypełnia ją drobiazgowe streszczenie fabuły utworu Kasprowicza obficie przeplatane cytatami. Sarneckiemu nie podoba się niejasna artykulacja głębszych myśli dzieła, niezrozumiałych dla szerokiego kręgu odbiorców. Zauważa w Marchołcie obecność elementów naturalizmu i symbolizmu, próbuje zdefiniować przynależność gatunkową poematu oraz dokonuje naiwnej oceny utworu, stwierdzając, że jest on „dziełem na wskroś romantycznym, chociaż stworzonym pod wpływem aktualnych wypadków. Fantazja poety przyodziała go w formę realistyczną, przepieprzoną niekiedy nad miarę naturalizmem” (Nowy poemat Kasprowicza, „Tygodnik Ilustrowany” 1920, nr 43).

Rekapitulacja. Krytyka literacka Sarneckiego, podobnie jak jego twórczość beletrystyczna, z pewnością nie była najwyższych lotów. Zdecydowanie bliższe były mu teatr i dziennikarstwo prasowe. Swoje artykuły krytyczne adresował do przeciętnych czytelników, dlatego wypełniała je przede wszystkim treść informacyjno-sprawozdawcza. Sarnecki jako krytyk literacki nie miał ambicji rewelatora „nowych prawd” ani temperamentu burzyciela obowiązujących kanonów estetycznych, toteż nie odegrał jakiejś szczególnej roli w krytyce modernistycznej, ale jako reprezentant pokolenia przejściowego próbował przełamywać stereotypy myślowe przez popieranie (przynajmniej w teorii) hasła autonomii sztuki i propagowanie najnowszych osiągnięć literatury europejskiej – tym samym włączał się w nurt młodej literatury i pośrednio wpływał na kształtowanie nowej świadomości artystycznej.</document>
<document nplp_id="13778" title="Sienkiewicz Karol" slug="sienkiewicz-karol">Historyk, bibliotekarz, wydawca, tłumacz, poeta, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Karol z Kalinówki; K.; K.S.; S.; YY.; Exilé de Pologne.

Informacje biograficzne. Karol Kazimierz Sienkiewicz h. Sieniuta urodził się 20 I 1793 w Kalinówce na Ukrainie jako syn Antoniego, komornika (później sędziego) taraszczańskiego, i Józefy z Taniszewskich. Ukończywszy szkołę bazylianów w Humaniu i szkołę podwydziałową w Winnicy, w 1810 r. rozpoczął naukę od razu na pierwszym roku trzeciego kursu w Gimnazjum Wołyńskim w Krzemieńcu. Szkołę ukończył w 1812 r. Po odbyciu krótkiego stażu u kijowskiego rejenta Chodykiewicza powrócił do Krzemieńca, by zostać prywatnym sekretarzem Filipa Platera, członka Komisji Edukacyjnej, wkrótce następcy Tadeusza Czackiego na stanowisku wizytatora gub. wołyńskiej, podolskiej i kijowskiej.

W 1816 r. rozpoczął współpracę z ks. Adamem Jerzym Czartoryskim, ówczesnym kuratorem wileńskiego okręgu naukowego, który – planując powierzyć Sienkiewiczowi posadę guwernera – wysłał go w zagraniczne podróże naukowe. W l. 1817–1819 zwiedzał Szwajcarię, Włochy i Niemcy, opiekując się synami Stanisława i Zofii Zamoyskich, uczęszczając przy okazji na zajęcia z zakresu historii i filozofii w Akademii Genewskiej oraz ucząc się matematyki, francuskiego i angielskiego. W okresie 1819–1822 przebywał w Niemczech, Szwajcarii, we Francji i w Wielkiej Brytanii, przygotowując się do pracy bibliotekarza Czartoryskich (poznawał zasady funkcjonowania wielkich bibliotek europejskich, opracowywał katalogi poloników, uzupełniał zbiory puławskie o cenne pozycje wytropione na aukcjach bibliofilskich). W 1822 r. osiadł w Puławach, przyjmując posadę sekretarza księcia Czartoryskiego i – po odejściu Łukasza Gołębiowskiego – kierownika Biblioteki Puławskiej, z której uczynił jeden z najważniejszych ośrodków bibliotecznych i naukowych na ziemiach polskich.

Po wybuchu powstania listopadowego Sienkiewicz zaciągnął się do warszawskiej Gwardii Narodowej, prowadził jednak przede wszystkim działalność literacko-publicystyczną. Napisał w tym czasie swoje najsłynniejsze dzieło – Warszawiankę, trawestację La Varsovienne Casimira Delavigne’a, która z muzyką Karola Kurpińskiego stała się polską pieśnią narodową (wyd. 1831). Złożył też na ręce marszałka sejmu powstańczego projekt powołania na tron Polski Adama Jerzego Czartoryskiego. Zdoławszy uprzednio ocalić przed zniszczeniem przez wojska rosyjskie znaczną część zbiorów puławskich, wyemigrował, osiadając na stałe w Paryżu i do końca lat 30. pozostając sekretarzem Czartoryskiego. Prowadził działania polityczne i publicystyczne na rzecz Hotelu Lambert, był m.in. współredaktorem, a w l. 1836–1838 faktycznym redaktorem „Kroniki Emigracji Polskiej”.

W 1838 r. Sienkiewicz doprowadził do utworzenia – wyodrębnionego z Towarzystwa Literackiego Polskiego – Wydziału Historycznego (później: Towarzystwo Historyczne Polskie) z Julianem Ursynem Niemcewiczem jako prezesem, sam został sekretarzem Wydziału, energicznie angażując się w organizację zebrań naukowych, gromadząc polonika i prowadząc prace na rzecz utworzenia Biblioteki Polskiej. Na podstawie jego projektu została ona otwarta 24 III 1839; Sienkiewicz był jej sekretarzem i skarbnikiem, w 1841 r. bibliotekarzem, a w 1851 r. – oficjalnym dyrektorem. W 1853 r. – na znak protestu przeciwko częściowej prywatyzacji Biblioteki – zrezygnował z tych stanowisk oraz z członkostwa w Towarzystwie, skupiając się na pracy naukowej i edytorskiej.

Z małżeństwa ze Świętosławą z Borzęckich Sienkiewicz miał czterech synów (jeden nie przeżył wieku niemowlęcego) i córkę. Zmarł 7 II 1860 w Paryżu, został pochowany na cmentarzu w Montmorency.

Obszary działalności. Kształcąc się pod kierunkiem ks. Alojzego Osińskiego i Alojzego Felińskiego, mając jako kolegów Tymona Zaborowskiego i Adolfa Dobrowolskiego, Sienkiewicz poddał się atmosferze literackiej Krzemieńca zwanego „wołyńskimi Atenami”, tworząc wiersze utrzymane w poetyce klasycystycznej oraz tłumacząc Owidiusza, Jeana Racine’a, Jamesa Thomsona i Johna Drydena. Jego twórczość, bardzo ceniona przez ówczesnych krzemieńczan, ma na ogół charakter epigoński. Efektem wypraw zagranicznych jest natomiast Dziennik podróży po Anglii (wyd. 1953) oraz tłumaczenie angielskiej poezji, m.in. doceniony przez krytyków pierwszy polski przekład The Lady of the Lake Waltera Scotta (1822).

Jesienią 1815 r. Sienkiewicz stanął na czele nowo powołanego Klubu Piśmienniczego zrzeszającego siedmiu członków (zgodnie z Ustawą Klubu było to nawiązanie do siedmiu strun lutni), m.in. Zaborowskiego, Józefa Korzeniowskiego i Teodozego Sierocińskiego. Według Aleksandra Kamińskiego był to „pierwszy literacki w typie klubowym związek młodzieży polskiej”. Na posiedzeniach czytano i komentowano dzieła klasyków, aktualności literackie oraz własną twórczość, przygotowywano też wspólny przekład Renégo François-René de Chateaubrianda (perypetie związane z tym nieudanym przedsięwzięciem opisuje Zaborowski w poemacie Klub Piśmienniczy).

W 1828 r. Sienkiewicz zainicjował działanie Drukarni Puławskiej. Wydał w niej m.in. polski przekład Hernaniego Victora Hugo (1830), Dumy podolskie Zaborowskiego (1830) oraz osiem numerów „Skarbca dla Dzieci” (1830). Seria ta, nawiązująca do Bilderbuch für Kinder Friedricha Bertucha oraz Library of Entertaining Knowledge Charlesa Knighta, jako pierwsza wprowadziła do polskiego czasopiśmiennictwa dziecięcego kolorowane ryciny. Wydawca, koncentrując się na popularyzacji wiedzy z zakresu geografii, nauk historycznych i przyrodniczych oraz sztuki rzemieślniczej, kładł duży nacisk na nowoczesną naukę języków obcych.

Wydał także m.in. zredagowaną przez siebie serię Skarbiec historii polskiej (1839–1842), Niemcewicza Notes sur ma captivité à Saint-Pétersbourg, en 1794, 1795 et 1796 (przedmowa Sienkiewicza, 1843) oraz swoją pracę Portée et validité des traités entre Russie et la Pologne (1854). Ostatnią jego inicjatywą wydawniczą były trzy tomiki „Biesiady Krzemienieckiej” (wyd. 1858–1861) poświęconej corocznym spotkaniom byłych uczniów Gimnazjum Wołyńskiego (Liceum Krzemienieckiego) w rocznicę założenia tej szkoły i kultywującej jej tradycję oraz pamięć o dokonaniach Czackiego.

Podróże po Anglii i Szkocji piórem krytyka. Do nielicznych rozpraw krytycznoliterackich Sienkiewicza należy recenzja dzieła Krystyna Lacha Szyrmy Anglia i Szkocja, przypomnienia z podróży roku 1820 i 1824 (1828–1829). Doceniając, że jest to „[p]ierwsze […] pismo o Anglii i Szkocji, krajach z tylu względów nader ciekawych, przez Polaka napisane” („Dziennik Wileński” 1829, t. 8), co przynajmniej częściowo wypełnia lukę rodzimego rynku wydawniczego zdominowanego przez perspektywę gallocentryczną, oraz wskazując, że Szyrma „daje dosyć wierne wyobrażenie Anglii” (tamże), Sienkiewicz koncentruje się jednak na dostrzeżonych przez siebie uchybieniach, zaczynając od usterek inwencyjnych i kompozycyjnych. Według krytyka autor zyskałby, gdyby przestrzegał „prawideł Horacjusza”, dzięki czemu „opisanie jego Anglii i Szkocji może by nie zawierało tylu drobiazgów, które nikogo nie obchodzą, licznych i szalenie dalekich zboczeń […], suchych rejestrów kamieni i rzeczy w muzeach znajdujących się, a nade wszystko tych arcynudnych ogólników, którymi Autor rozdziały swoje zaczyna”, co „trąci księgoróbstwem” (tamże). Najwięcej uwagi poświęca polemikom oraz sprostowaniom szczegółowych informacji zawartych w Anglii i Szkocji. Krytyk gorszy się np. sposobem potraktowania przez Szyrmę Oksfordu i Cambridge: „Ile z książki jego wnosić można, widać, że Autor nie był […], a wszelako opisuje te dwa starożytne przybytki Muz jako siedlisko swobodnych próżniaków i opojów” (tamże). Przywołując „cienie Lokka, Newtona, Pitta, Foxa”, Sienkiewicz przedstawia więc krótki wykład na temat naukowych osiągnięć Anglików oraz snuje rozważania dotyczące zasług Roberta Owena. Nawet styl pisarski Szyrmy, „niekiedy miłą naturalnością ujmujący”, ostatecznie razi krytyka „wymuszonymi wyrażeniami” i tonem „jakby ex cathedra, a to w rzeczach czytelnikom może lepiej znajomych, jak Autorowi” (tamże). Być może to sarkastyczne nacechowanie recenzji było spowodowane także tym, że Szyrma ubiegł kolegę, publikując wcześniej swoje wspomnienia.

Sienkiewicz zdecydował się bowiem pozostawić w rękopisie swój Dziennik podróży do Anglii 1820–1821. W tekście tym interesująco opisuje swoje podróże po Anglii i Szkocji śladami Williama Shakespeare’a, George’a Gordona Byrona, Waltera Scotta oraz Jamesa Macphersona. Przy okazji nieco nieoczekiwanej nobilitacji doczekał się tu teatr warszawski: „[…] nie wydaje mi się teatr londyński tak wspaniały, jak sobie myślałem o nim w Polsce. […] Duchy tu są nawet śmieszne. Cień Hamleta ojca w zbroi jasnej wędruje po teatrze, a że nic nie mówi, zdaje się, że to stróż teatralny wyszedł niepotrzebnie na scenę. Teatr tak zaludniony upiorami powinien by je dobrze prezentować. W Warszawie przynajmniej Hamlet wychodzi w więcierzu, a tu spodziewałem się rogali” (Dziennik podróży). Sienkiewicz słuchał też wspaniałego śpiewu Angeliki Catalani w Argyll Room, co opisał w dzienniku w stylu nieco przypominającym krytycznomuzyczną prozę E.T.A. Hoffmanna jako autora Don Juana. Sterne’owskiego temperamentu Sienkiewicza mogą dowodzić natomiast m.in. jego opisy Scotta, którego kilkakrotnie zobaczył w parlamencie brytyjskim i w oksfordzkiej bibliotece: „Fizjonomia jego wcale prosta; ani geniuszu, ani dobroci, ani delikatności w niej nie widać. Oczy siwe, blondyn, łysy cokolwiek, około 50 lat ma, do tego krzywy i kiedy idzie, gęsto się kłania. Ubrany tu w todze adwokackiej. Twarzy krągłej, tłustej, czerwonawej lekko” (tamże).

Literatura jako świadectwo historii. W 1818 r. w periodyku absolwentów Gimnazjum Wołyńskiego „ukazał się anonimowy artykuł O romansach” („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 2) przypisywany – za Marią Danilewiczową – Sienkiewiczowi bądź Sierocińskiemu. Jest to jedna z pierwszych w polskiej krytyce literackiej próba stworzenia teorii tego gatunku (termin „romans” odnosi się tutaj do nowego typu prozy fabularnej, czyli do powieści). Przyczyn niskiego na ogół poziomu tego typu twórczości krytyk upatruje przede wszystkim „w łatwym mieszaniu się i łączeniu [romansów] z innymi rodzajami, co pociąga za sobą niewymowną trudność pojednania z sobą i ułożenia rozmaitych, i często sprzecznych rysów, kolorów i cieniowań”. Tak więc zestawiając powieść z dramatem, wskazuje na naturalność powieściowej fabuły przeciwstawianą ekspresji dramatycznej akcji (w dziełach teatralnych „wystawia się wszystko w niejakim natężeniu i skupieniu, z wielu charakterów podobnych ukształca się jeden celniejszy podniesiony do wysokiego stopnia mocy i natężenia, albo wybiera się z historii obrazy najmocniej uderzające i te się widzom przedstawia w samym działaniu, a to w oznaczonym miejscu i określonym czasie” – tamże) oraz na zerwanie z zasadą trzech jedności. Pisze o tym w sposób przywodzący na myśl eksperymenty Laurence’a Sterne’a: „[…] w tym rodzaju pisania działanie może się podług okoliczności zwalniać, zawieszać, zwracać, przeciągać. Może tu autor nad wydarzeniami przez siebie w romansach wprowadzonymi czynić oddzielne uwagi, może wydawać swoje zapały i uniesienia niby wyzywając wcześnie swoich czytelników, aby się równie jak on zajmowali losem osób przez niego stworzonych lub odżywionych [!], może nareszcie też same osoby sam zastępować i wyręczać, a nawet powinien, gdzie tego wymaga przerywające się działanie […], co za niebezpieczna wolność” (tamże). Liczne podobieństwa krytyk dostrzega natomiast między powieścią a prozą historiograficzną. Nie dlatego, że dobra powieść powinna być – w duchu Jean-Jacques’a Rousseau – „historią serca ludzkiego”, lecz dlatego, że (oparta na prawdzie moralnej wynikającej z głębokiego poznania natury ludzkiej, mająca za cel poprawę obyczajów) powinna przede wszystkim wiernie odtwarzać rzeczywistość historyczną, stając się dokumentem epoki z jej kulturą i obyczajami. Różnice między prozą fabularną i historyczną opierają się – zdaniem krytyka – głównie na stylu: „[…] ten [rodzaj historyczny] powinien być poważnym bez nadętości, potoczystym, mocnym i pełnym, bez przesady i zbyteczności, tamtem [romans] tkliwym bez miękkości i rozwolnienia, łagodnym bez omdlałej niemocy. Co się zaś tyczy samego układu i kształtu, romanse więcej się zbliżać powinny do pamiętników historycznych opisujących szczególne jakie zdarzenie lub biografii niżeli do historii ogólnej jednego lub wielu narodów” (tamże).

Takie ujęcie problematyki dotyczącej powieści uprawdopodabnia tezę o Karolu Sienkiewiczu jako autorze rozprawy O romansach. Jest ono bliskie np. spojrzeniu na prozę fabularną, a nawet na poezję w redagowanym i wydawanym przez niego Skarbcu historii polskiej, gdzie wybrane wiersze są drukowane „nie jako zabytki sztuki, lecz jako pomniki uczuć i barwy lat swoich” (Przedmowa, w: Skarbiec historii polskiej, t. 1). Do „lepszych pisarzów w wieku Stanisława Augusta” zostaje zaliczony zaś Jędrzej Kitowicz, którego Opis obyczajów za panowania Augusta III („galeria obrazów ówczesnego życia polskiego”) zachwyca Sienkiewicza: „Wszystko to nie stylem nakamiennym, nie w szkieletach statystycznych, lecz we krwi, w ciele, w życiu swoim stawia ci się przed oczy, rusza się, wszystko ma swój własny krój, swoją fizjonomię, swoje namiętności, uciechy i smutki. Prawdziwe te malowidła szkoły flamandzkiej ciągną ci oczy szczerotą rysunku, sumiennością szczegółów, bujnością i swobodą przygód. Oglądasz tam ciekawie to nawet, co lichym i drobiazgowym osądzisz” (tamże).

Głos autora rozprawy O romansach zdaje się też pobrzmiewać w krótkiej notce Sienkiewicza, którą zamieścił on w swojej Bibliografii krzemienieckiej 1857–1858, komentując prozę Korzeniowskiego. Twórczość autora Kollokacji to „obrazy z życia polskiego”, którymi „Polskę bawi i uczy”: „Urokiem stylu, trafnością charakterów, powabem snujących się wypadków ujmuje [Korzeniowski] czytelników i osładza gorzkie prawdy, dążąc do zasiewania czystej moralności, do okrzesywania zgubnych narowów, do krzewienia cnót domowych, bez których nie masz cnót publicznych, nie masz siły, nie masz spójności w narodzie. W każdym dziele autora góruje myśl uzacnienia człowieka, która jest gruntem uzacnienia obywatelskiego” („Biesiada Krzemieniecka” 1858 [1859]).

Nie rozstrzygając ostatecznie kwestii autorstwa artykułu O romansach, należy jednak podkreślić, że najbardziej cenieni przez Sienkiewicza byli konsekwentnie ci autorzy, którzy dostrzegali „oczywiste związki” między literaturą i historią. Stąd jego uwielbienie dla Niemcewicza, który „pierwszy upowszechnił, upospolitował u nas wiadomości historyczne. Z odludzia szkolnego, uczonego, erudycyjnego przeniósł je w pośrodek powszechnego życia, rozsiewał je po wszelkich niwach i wszelakim nasieniem: w poezji, na scenie, w śpiewach, w poważnych książkach i w powieściach, i w podróżach, i w pamiętnikach” (Przedmowa, w: Skarbiec). Stąd też jego zainteresowanie Adamem Naruszewiczem, „mistrzem poszukiwań historycznych”, „restauratorem języka polskiego” (O Adamie Naruszewiczu, w: tamże). „Historia jego [Naruszewicza] nie jest historią malowaną, czytać jej nie można dla odetchnienia, dla krotochwili, nie podnosi ona do krain spekulacji. Surowy autor szanuje tylko prawdę i rzecz, o której pisze, czytelnikowi poszanowanie to nakazuje i trwałe wrażenie sprawia. Styl Naruszewicza przyrównywają do stylu Tacyta”, pisze Sienkiewicz (tamże). I chociaż w rozprawie O Adamie Naruszewiczu Sienkiewicz koncentruje się na autorze Redut jako na historyku „znakomitym ścisłością nauki, biegłością krytyki, ogromem pracy i powagą wykładu” i na jego Historii narodu polskiego, to i tak większą głębię myśli i większą społeczną wartość dostrzega w Naruszewiczowskim Głosie umarłych, gdzie „żywymi słowy maluje się polityczne uczucie historyka” (tamże), a literatura pozostaje świadectwem historii.</document>
<document nplp_id="13780" title="Sierpiński Seweryn" slug="sierpinski-seweryn">Pisarz, poeta, historyk, krytyk literacki, regionalista. Kryptonim: S.Z.S.

Informacje biograficzne. Seweryn Zenon Franciszek Jan Ludwik Narcyz Sierpiński urodził się 7 X 1815 w Krasnymstawie, był synem Ludwika Jana, komornika sądowego pow. krasnostawskiego, i jego drugiej żony Franciszki z Hussów. Od 1828 r. uczył się w szkole elementarnej w Szczebrzeszynie, już wtedy wyróżniał się talentem literackim. Około 1834 r. wyjechał do Lublina, aby kontynuować naukę w zawodzie prawniczym. Odbył aplikację w wydziale cywilnym sądu lubelskiego i w tamtejszym sądzie pokoju. Rozwijał zainteresowania literackie, historyczne i plastyczne (m.in. wykonywał szkice zabytków i pejzaży okolic Lublina). W 1838 r. Sierpiński odbył podróż krajoznawczą po Lubelszczyźnie. W 1839 r. opublikował Obraz miasta Lublina ilustrowany własnymi rysunkami. W tymże roku wyjechał do Warszawy, gdzie zakończył praktykę sądową w Trybunale Cywilnym. Sierpiński nie uzyskał stałego zatrudnienia (wydał podręcznik Treść kodeksu karzącego polskiego dla użytku tak mieszkańców, jak też kandydatów na egzamina prawne sposobiących się, 1841). Utrzymywał się głównie z udzielania korepetycji z literatury polskiej i łaciny oraz przepisywania cudzych tekstów. Związał się z tzw. cyganerią warszawską. Po śmierci pisarza ukazały się wydanie drugie monografii Historyczny obraz miasta Lublina (1843) oraz rozprawa Rys dziejów Akademii Zamojskiej („Jaskółka” 1843). Sierpiński zmarł 5 II 1843 w warszawskim szpitalu. Śmierć tego oddanego nauce człowieka, który nie miał warunków do prowadzenia badań i żył w ubóstwie, odbiła się głośnym echem w prasie warszawskiej i poznańskiej.

Kręgi twórczości. Sierpiński publikował w czasopismach warszawskich utwory beletrystyczne (krótkie powieści, opowiadania, gawędy) i szkice historyczne o tematyce regionalnej. W „Piśmiennictwie Krajowym” wydał szkic historyczny Krasnystaw i okolice (1840, nr 5–7/8) oraz wiersz Narzeczona (1840, nr 10); w „Nadwiślaninie” ukazały się kolejno rozprawa historyczna Gierada, hergewet, wiano, posag, dziedzictwo u dawnych mieszczan w Polsce (1841, t. 1), esej Sława (1841, t. 1), szkic historyczny Miasto Grabowiec (1841, t. 2); w „Przeglądzie Warszawskim” m.in. szkic biograficzno-historyczny Simonides (1840, t. 3), szkic Stanisław z Łazów Duńczewski (1841, t. 1) oraz Ułamki historyczne (1841, t. 2); utwór Wożuczyn. (Gawęda pana Bartosza) („Gazeta Teatralna” 1843, nr 64–65). Artykuły Sierpińskiego ukazały się też w petersburskiej „Niezabudce” (1841) oraz w poznańskich pismach periodycznych: Pan Zelman. Z podań i zabaw gminnych Czerwonej Rusi („Tygodnik Literacki” 1843, nr 33) i Plan dzieła pt. „Akademia Zamojska, jej dzieła i uczeni”, wiadomość bibliograficzno-historyczna do dziejów literatury polskiej („Orędownik Naukowy” 1842, nr 13). Sierpiński pisał utwory beletrystyczne o tematyce historycznej, obyczajowej, społecznej, a także opowiadania oparte na baśniach i podaniach ludowych. W l. 1840–1842 zebrał i opublikował trzytomowy ich zbiór Nowy gabinet powieści. W 1843 r. wydał Pięć powieści oryginalnych (Janusz Werycha, Bez czucia, Tajemnica, Dziennik panny Ludwiki, Astronom).

Działalność krytyczna. Sierpiński nie publikował typowych recenzji. Uwagi krytyczne na temat poszczególnych pisarzy, ich utworów literackich wplatał zręcznie w szkice biograficzne, historyczne bądź w przegląd zawartości danego pisma. W szkicu biograficzno-historycznym Simonides („Przegląd Warszawski” 1840, t. 3) wytykał wtórność i naśladownictwo sielanek Szymona Szymonowica względem poezji greckiej, jednocześnie nie odmawiając im lirycznej piękności, słodyczy, prostoty i prawdziwego – jak to ujął – nacechowania uczuciem. W szkicu biograficzno-bibliograficznym Stanisław z Łazów Duńczewski (1701–1767) („Przegląd Warszawski” 1841, t. 1) poza informacjami biograficznymi o XVIII-wiecznym uczonym znajdują się szczegółowe uwagi o zawartości kalendarzy opracowanych przez Duńczewskiego. Sierpiński chwalił autora za umieszczenie w nich cennych wiadomości geograficznych i historycznych. Jednocześnie miał ambiwalentny stosunek do panegiryków Duńczewskiego. Doceniał ich wartość artystyczną, jednak „wszędzie przytłumia duch scholastyczny, który swoim tyle wybitnym fatalizmem napiętnował wszystkie prawie ówczesne pisma. Porównania dziwne i niedorzeczne; same słowa, a rzeczy mniej niż nic: bo gdyby nawet zawichrzyło się co dobrego, to tak niegodziwie pstrą sukienką jezuickich bałamuctw zeszpecone, iż czytelnik znudzony z gniewem rzuci ramotę. To, cośmy tutaj wyrzekli, nie jest może winą Duńczewskiego, podobne wady przypisać należy ogólnemu stanowi piśmiennictwa naszego w owym czasie” (tamże).

Sierpiński ogłosił recenzję „Piśmiennictwa Krajowego” Hipolita Skimborowicza („Przegląd Warszawski” 1841, t. 2). Najwięcej miejsca poświęcił analizie poglądów Eleonory Ziemięckiej na temat sztuki ówczesnej, które wyłożyła w rozprawie Sztuka i Ole-Bull. Wytknął autorce posługiwanie się trywializmami i zbytnią pretensjonalność w głoszeniu konserwatywnych poglądów na temat sztuki, które są świadectwem niezrozumienia dzieł XIX-wiecznych. Skrytykował konkretny utwór, ale nie przesądzał o talencie i umysłowości pisarki. Przytoczył krytyczną opinię Edwarda Dembowskiego na jej temat („Czas” 1841, nr 18), by zaprotestować przeciwko bezwzględności i arogancji tej wypowiedzi: „Trudno może przekonać będzie czytelnika, ile bolesną dla mnie jest rzeczą tak cierpkie ocenienie artykułu pani Ziemięckiej – mam wiele szacunku należnego jej istotnym zdolnościom, należnego jej jako damie wyższego ukształcenia i najlepszych może chęci, która jeszcze obok naturalnego obowiązku dobrej żony i matki może w literaturze nawet użytecznie pracować, i z chlubą dla siebie, byle głębokie rozbadywania metafizyki i filozofii komu inne mu pozostawić zechciała” (tamże). Sierpiński wyróżnia w tym roczniku Sumienie w literaturze Józefa Ignacego Kraszewskiego, przyznając, że jest to jego ulubiony pisarz. W innym fragmencie, komentując utwór Wspomnienie Cypriana Norwida, syntetyzował: „Luba prostota, łatwość i szczęśliwe obrazy cechują każden utwór tego młodego poety, który zapewne nie przestanie nas ciągle obdarzać; godząc natchnienie z artystycznem obrobieniem, a unikając przesady” (tamże).

Podsumowanie. Sierpiński – oczytany samouk, szanowany przez członków cyganerii warszawskiej – był przede wszystkim autorem utworów beletrystycznych. Jak pisał Hipolit Skimborowicz, ta część twórczości powstawała „dla miłego grosza” („Orędownik Naukowy” 1843, nr 9). Prawdziwą pasją Sierpińskiego była działalność naukowa, dlatego szkice historyczne o tematyce regionalnej oraz planowaną rozprawę o Akademii Zamojskiej można uznać za realizację jego właściwych zainteresowań. Wiązała się z nimi aktywność krytycznoliteracka. Był krytykiem dyskretnym i odpowiedzialnym, unikał polemik, swoje uwagi wplatał w szkice biograficzno-historyczne albo – jak w przypadku opinii o rozprawie Eleonory Ziemięckiej – włączał w refleksje na temat zawartości czasopisma. Przykładał wagę do postaw moralnych, nie lubił pozornej mądrości i nadmiernej stylizacji, ale potrafił docenić w pracach literackich ich wartość poznawczą i sztukę edycji. Idea omawiania zawartości czasopisma, komentowania konkretnych utworów składających się na jego charakterystykę jest w wykonaniu Sierpińskiego rozwijana w sposób ciekawy i bardzo cenny, autor nie szczędzi bowiem detali związanych z historią pisma, pozostawiając jedyne czasami źródło wiedzy na jego temat.</document>
<document nplp_id="13783" title="Skrodzki Eugeniusz" slug="skrodzki-eugeniusz">Prozaik, autor wspomnień i gawęd, publicysta, dziennikarz, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Wielisław; Łukasz Wielisław; E.S.

Informacje biograficzne. Eugeniusz Kajetan Skrodzki urodził się 7 VIII 1821 w Warszawie. Był synem Józefa Karola Skrodzkiego (1787–1832), wykładowcy fizyki na Królewskim Uniwersytecie Warszawskim i współredaktora „Pamiętnika Warszawskiego”, oraz Ludwiki z Cichowskich (1800–1859). W Warszawie spędził dzieciństwo i młodość. Dom rodzinny Skrodzkich, ważny ośrodek życia kulturalnego stolicy, skupiał środowisko tamtejszej inteligencji, której wielu przedstawicieli – m.in. Mikołaja Chopina, Kazimierza Brodzińskiego, Joachima Lelewela, Onufrego Lewockiego czy Krystyna Lacha Szyrmę – późniejszy pisarz wtedy poznawał, po latach zaś opisywał w szkicach wspomnieniowych. Duży wpływ na twórczość Skrodzkiego miały jego kontakty z salonami literackimi Anny Nakwaskiej i Katarzyny Lewockiej oraz podróże do Niemiec, Austrii, Francji, Grecji i Włoch. Po podróżach próbował bez powodzenia gospodarowania w Piotrkowskiem.

Wzmożoną działalność literacką rozpoczął w końcu lat 60., stając się współpracownikiem prasy warszawskiej (publikował na łamach „Kuriera Warszawskiego”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Kroniki Rodzinnej”, „Kłosów”, „Bluszczu”, „Niwy”, „Biblioteki Warszawskiej”, „Biesiady Literackiej”, „Wieczorów Rodzinnych”, „Wędrowca”). W Warszawie przebywał do poł. lat 70., kiedy to przeniósł się do domu siostry w Radomiu, gdzie został współpracownikiem założonej w 1884 r. „Gazety Radomskiej”. Zmarł 20 X 1896 w Radomiu.

Wspomnienia i gawędy. Twórczość Skrodzkiego nie wykroczyła poza żywot czasopiśmienniczy. Autor pisał opowiadania, szkice prozatorskie o charakterze wspomnieniowym, felietony, artykuły krytyczne, historyczno-obyczajowe gawędy z czasów stanisławowskich i z 1. poł. XIX w. (upodobnione czasem w swej strukturze gatunkowej do fizjologii). Właśnie w poetyce gawędy utrzymane są Wieczory piątkowe (drukowane w l. 1875–1877 w „Bluszczu”), cykl barwnych wspomnień obyczajowych z życia gromadzącej się w salonach warszawskiej inteligencji i artystów, zawierający udane portrety („fizjologie”) wielu wybitnych po staci (np. S. Staszica, S.K. Potockiego, S.B. Lindego, F. Skarbka) poznanych przez Skrodzkiego bądź osobiście, bądź dzięki relacjom innych osób. Na tematykę Wieczorów złożyły się też ogólniejsze zjawiska kulturowe i literackie, np. spór romantyków z klasykami czy dzieje polskiej powieści. Obserwacje Skrodzkiego – acz powierzchowne – zasadniczo nie odbiegały od sądów późniejszej historii literatury. Autor umiarkowanie krytycznie odniósł się do pseudoklasycyzmu i jego przedstawicieli, choć usiłował zachować pozycję niezaangażowanego obserwatora, nie utożsamiając się z prądem romantycznym. Co prawda zdarzało mu się formułować sądy zdumiewająco nietrafne i nawet kompromitujące, jak w krótkiej glosie krytycznej o powieści Poeta i świat Józefa Ignacego Kraszewskiego, którą – mimo że jej autora skądinąd wysoko cenił – niefortunnie uznał za utwór budzący jeszcze po latach „niesmak w odczytywaniu” (Salon pani Lewockiej, w: Wieczory piątkowe i inne gawędy, 1962). Pisarz ciekawie zrelacjonował tu reakcje salonowego towarzystwa Warszawy na ten głośny utwór Kraszewskiego. Bardzo surowy osąd Poety i świata wypowiedział Franciszek Salezy Dmochowski. Jak wspominał Skrodzki: „Powieść promieniała romantyzmem, to właśnie uprzedziło przeciw niej pana Salezego. Trafił on nieszczęściem na jakąś mniej przystojną scenę i zaczął czytać […] tak, jak się czyta, gdy się chce utwór w opinii ogółu zdyskredytować, prostując przy czytaniu błędy gramatyczne, składni, stylu i przecinkowania. […] Znajdująca się w gronie naszym późniejsza ksieni panien kanoniczek panna Dunin odezwała się, że to są sceny karczemne, utwór niemoralny. […] Pan Salezy, że był człowiekiem zacności i sumienia i wielkim gospodyni domu wielbicielem, uważał za stosowne, odprowadziwszy na stronę ciotkę Kraszewskiego, dziś wielbionego naszego powieściopisarza, doradzać jej, aby do siostrzeńca swego napisała, niech zaprzestanie się bawić i poniewierać literaturą, bo do niczego przez swoją niepoprawność, lekceważenie form i reguł nie dojdzie” (tamże). Ten bezwzględny ostracyzm konserwatywnych salonów wobec literatury Skrodzki uznawał za wysoce niewłaściwy i niesprawiedliwy, choć przyznawał, że Poeta i świat „nie należał do [dzieł] moralnych, tylko do siejących zwątpienie” (tamże).

Teoria powieści. W twórczości krytycznoliterackiej Skrodzkiego na uwagę zasługują jego dwa studia z dziedziny teorii powieści: Słówko o powieści i jej mistrzach („Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 208) oraz obszerny artykuł Powieść i powieściopisarstwo („Kłosy” 1875, nr 498, 501, 503, 505), powstałe w okresie formułowania poetyki tendencyjnej wczesnego pozytywizmu. Autor – deklarujący się jako zagorzały konserwatysta, przeciwnik realizmu i społecznie postępowej tendencyjności, wreszcie zwolennik estetyki idealistycznej – podjął zrazu ogólnikowe rozważania nad genezą powieści, zwracając uwagę na odległą genealogię gatunku, głęboko – jego zdaniem – zakotwiczonego w tradycji kulturowej ludów Wchodu oraz w kulturze antycznej. Powieść (pojmowana tu nader elastycznie, bo skupiająca różne gatunki narracyjne) stała się „dziełem natchnienia, fantazji”; jej przeznaczeniem było (i jest) przemawiać do „ogółu […] serc i umysłów” (Słówko o powieści i jej mistrzach, „Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 208). Ta pierwotna funkcja przenika także powieść współczesną, gdyż, jak przekonuje Skrodzki, „przemawianie do mas za pomocą powieści jest rodzajem apostolstwa, kapłaństwa, wymagającego wyższego namaszczenia” (Powieść i powieściopisarstwo, „Kłosy” 1875, nr 498).

Wielkie dziedzictwo powieści jako gatunku spełniającego funkcję idealizacyjną (w znaczeniu aksjologicznym) w szczątkowej tylko postaci przejawiło się jeszcze na początku XIX w., gdy: „Geniusz Walter Scotta umiał ją przynajmniej zużytkować dla obeznania czytających z pełnymi chwały dziejami przodków” (Słówko o powieści i jej mistrzach). Niestety, później nastała faza rozwoju powieści tendencyjnej o postępowym obliczu ideowo-społecznym, którą Skrodzki ostro postponował, formułując pod adresem jej autorów zarzuty głównie natury moralnej: „[…] byli ludźmi talentu, ale chwiejnych zasad a skażonej moralności, piszącymi wyłącznie dla zabawy, dla obudzenia w czytelniku chorobliwej drażliwości lub, co gorsza, dla zysku” (tamże). Skrodzki, owszem, akceptował prymarne miejsce powieści w hierarchii gatunków literackich, zastrzegał jednak, że winna ona budzić „porywy imaginacji ku dobremu celowi” (Powieść i powieściopisarstwo). Jego zdaniem funkcja poznawcza powieści ściśle się splatała z funkcją pragmatyczną, szczególnie istotną w warunkach polskiej literatury, na której ciążył obowiązek podtrzymywania i obrony ducha narodowego w czasie zaborów. Skrodzki pisał: „[…] za pomocą powieści można nawet budzić do życia społeczeństwa obumarłe, uśpione, […] można z wolna przy wytrwałości skierować je do najwyższych celów” (tamże). Niestety, można też „przez nią skazić i zepsuć smak i uczucia narodu, stąd zachwiać go i zatrzymać w pochodzie do prawdy”. Jedynym bodaj elementem łączącym poglądy Skrodzkiego z autorami poetyki sformułowanej powieści tendencyjnej wczesnego pozytywizmu była teza, że „powieść ściśle odpowiada usposobieniom epoki” (Powieść i powieściopisarstwo).

Pozornie bliski sformułowaniom pozytywistycznej teorii powieści był ogólny sąd Skrodzkiego: „Wszelka powieść winna być w zasadzie swej i treści obroną, przedsięwziętą dla pożytku ludzkiego, pewnej jakiej prawdy […]. Celem jej przeto nie może być co innego, jak zagnieżdżenie w umysłach i sercach wszelkimi sposobami prawd i wiadomości ogółowi pożytecznych”. Na powieściopisarzu – jako strażniku praw moralnych i religijnych – spoczywa poważny obowiązek „obrony prawdy obrażonej obyczajami, nałogami, przesądami, […] zwyczajem, choćby i płochością mody”, jak również „walki z materializmem i zezwierzęceniem, które i tak aż nadto […] gotowe brać przewagę nad społeczeństwami, zacierając w nich popęd do tego, co szlachetne a dobre” (tamże). Powieściopisarz musi dysponować stosunkowo rozległą wiedzą; wzorem krytyków pozytywistycznych Skrodzki, dość nieoczekiwanie, przyznaje, że „znajomością przedmiotu” winien się on równać wielu „specjalistom”. Wszelako we współczesnej sobie literaturze krytyk nie dostrzega wybitniejszych powieści ani powieściopisarzy. Ubolewa nad tym, że tak trudno jest autorom odtwarzać w swoich dziełach ideał wzorcowego bohatera, w którym zazwyczaj „nie czuć […] ludzkiej krwi i kości” (tamże). Preferują oni, niestety, typy ujemne, znacznie łatwiejsze do wykreowania, bardzo przecież niebezpieczne z punktu widzenia moralnego. Zbyt rzadko sobie uświadamiają, że to właśnie „odmalowanie doskonałe ideału stanowi całą wyższość jednej powieści nad drugą” (tamże, nr 501), przy czym musi się ono skupiać na oddaniu „ideału chrześcijańskich pojęć rzeczy”. Brak bohatera idealnego Skrodzki uznał za znamienną cechę twórczości Honoré de Balzaca, który jakkolwiek objawił się jako „głęboki analityk serc ludzkich”, to jednak – wskutek niemożności stworzenia postaci prawdziwie idealnej – nie ma „prawa sięgać po palmę nieśmiertelności autorskiej”. Krytyk ubolewał nad upodobaniem współczesnych powieściopisarzy do tworzenia bohaterów zdeprawowanych (np. kurtyzan) jako ludzi cnotliwych. Dostrzega w tym „zeszpecenie […] zbytnim realizmem”, które „dzieje się w imieniu i powoływaniu na prawdę” (tamże). Dochodzi do tego jeszcze „sarkastyczny” krytycyzm współczesnych powieściopisarzy wobec instytucji małżeństwa, religii, surowości prawodawstwa, rodzinnego wychowania i rzekomego upośledzenia kobiety. Efekty stają się zdaniem Skrodzkiego nadzwyczaj niebezpieczne: powieść tendencyjna (w istocie społeczno-obyczajowa) stanowi często wielkie zagrożenie dla porządku społecznego i moralnego. Krytyk więc bardzo ostro przeciwstawia się preferencjom tematycznym i wymowie ideowej powieści tendencyjnej („celowej”); niekiedy zdecydowanie przecenia wpływ literatury na życie społeczne, sugerując, iż utwory Victora Hugo albo Eugène’a Sue „mogły przygotować wypadki rewolucyjne we Francji” albo nawet „rzezie 1848 r.” (tamże, nr 503). Przestrzega przed rozpowszechnianą zarówno przez prasę, jak i literaturę powieściową atmosferą konfliktów socjalnych, proponując jako antidotum na nędzę środki chrześcijańskiego miłosierdzia i filantropii. W świetle swoich poglądów społeczno-politycznych Skrodzki doprecyzowuje konstytutywną funkcję „prawdziwej” powieści tendencyjnej: „Wszczepiać w umysły ludzkie poznanie i zamiłowanie odwiecznych prawd, wzniecać w ogóle entuzjazm do spełniania swoich obowiązków i ciężkich zadań życia, zarazem wykazywać całą ohydę fałszu, kłamstwa […], a budzić i potęgować odrazę ku występkowi i złemu: to powinno być […] wyłącznym celem tendencyjnej powieści” (tamże, nr 505). Perswazyjną skuteczność zapewni jej „przystępność w przedstawianiu najzawilszych przedmiotów, czyli popularność”. Skrodzki formułuje zarazem postulat utrzymania w powieści jednolitego tonu nastrojowego oraz użycia, by tak rzec, odpowiedniej konwencji estetyzującej w odtwarzaniu świata zewnętrznego. W tej ostatniej kwestii – często zresztą podnoszonej przez ówczesną krytykę konserwatywną – autor połączył „prawdziwość” przedstawienia z idealizmem: „Jeśli mówimy, iż powieść obyczajowa powinna być odzwierciedleniem czasu, otoczenia, społeczeństwa, obyczaju – mylimy się. Powieściopisarza zadaniem jest: być malarzem, a nie fotografem; to jest: łagodzić uprzedzenia, szpetności; gdzie tego potrzeba, uwydatniać brzydotę dla większego wrażenia; podnosić piękno tam, gdzie go nie dostrzegają inni, a to przy zachowaniu zawsze przyzwoitych względów prawdziwości obrazu” (tamże). Skrodzki ostro wszakże protestował przeciwko zbyt daleko posuniętemu realizmowi w odtwarzaniu dziejów własnych, szermując argumentacją moralistyczną („Rozjaśniać brudy dziejów własnych jest dla nas takim samym występkiem, jak uwłaczać pamięci ojca, matki, a zatem i własnej godności”; tamże). Powieść historyczna ma przeszłość narodową idealizować, jej wnikliwy opis należy zaś do zadań historiografii. Krytyk oponował przeciwko przesadnej archaizacji języka w tej odmianie gatunkowej.

Studium Powieść i powieściopisarstwo zawiera nadto postulat dotyczący techniki narracyjnej oraz sposobów komponowania powieści, a także podsumowującą uwagę o najważniejszej funkcji gatunku. Autor występuje przeciwko manierze „gawędziarskiej” w narracji wywołującej i pewną rozwlekłość akcji, i kompozycyjną niespójność całości. Maniera ta jest często wynikiem odcinkowej metody tworzenia narzucanej przez reguły funkcjonowania prasy. Społeczne znaczenie powieści szacował wysoko. Odwołując się do argumentów z arsenału estetyki idealistycznej, podkreślał podstawową funkcję powieści: „[…] jeśli po przeczytaniu jakiej powieści […] czujemy się podniesieni na duchu, orzeźwieni na umyśle, jeżeli w nas żywiej bije serce ku szlachetnym przedsięwzięciom, […] to możemy wnioskować na pewno, iż powieść jest dobra. Przeciwnie zaś, gdy czujemy zwątpienie, omdlałość, niechęć do życia, do jego zatrudnień, […] wówczas powieść, mimo że mogła nas zająć, zaciekawić, roznamiętnić, jest zła co do kierunku, celu i wpływu swojego” (tamże). Status arcydzieła krytyk jest skłonny przyznać tylko takim powieściom, które respektując klasyczne ideały: prawdy, dobra i piękna, osiągają wyżyny „ludzkiego ducha” w wymiarze uniwersalnym i ponadczasowym, nie są więc podatne na zgubny upływ czasu i zmiennych mód czytelniczych. Wszakże wszyscy powieściopisarze zdaniem Skrodzkiego winni starać się przede wszystkim „umoralnić, uobyczaić i uszczęśliwić ogół” (tamże).

Powieść kobieca. W końcowej partii studium Powieść i powieściopisarstwo Skrodzki pomieścił interesujące uwagi o roli płci w literaturze powieściowej. Zdradzają one skrajny, by tak rzec, androcentryzm autora Wieczorów piątkowych. Z pozycji autorytatywnej pisał on o naturalnej różnicy płci (powołanie kobiety sprowadzał głównie do „uobyczajnienia mężczyzny […] potęgą wdzięku i rozumu oraz powabami skromności i cnoty”); z dużym dystansem odnosił się do literackiej aktywności kobiet, uznając, że ani poziomem artystycznym, ani pod względem poznawczym nigdy nie dorównają one mężczyznom. „Stronami ujemnymi utworów kobiecych – przekonywał Skrodzki – zawsze pozostaną: naprzód brak tego majestatu powagi męskiej, […] po wtóre, chwiejność w zdaniu wynikająca z wrażliwości i ruchliwości uczuć kobiety, a również wybujałość fantazji […]. U wielu nadto spotykamy: szał namiętności, który czyni je w ocenieniu rzeczy niesprawiedliwymi […]. W ogóle zaś panuje w ich pismach pewna miękkość, elastyczność, zmienność, która tylko podnosi urok, powab i barwistość niewieściego stylu, i zaćmiewając swym blaskiem wzrok czytelnika, niełatwo daje dojrzeć niedostatków utworu” (tamże). Choć Skrodzki dostrzegał proces emancypowania się kobiet na różnych polach aktywności zawodowej i przekonywał o równości płci, to jednak był głęboko przeświadczony, że z powodu swojej natury kobiety powinny spełniać się raczej w życiu rodzinnym i uczuciowym. Lepiej by było – oznajmiał Skrodzki w stylu właściwym konserwatystom – gdyby powinność swoją realizowały „powabami skromności i cnoty”. Przyszłość twórczości kobiecej jawiła się krytykowi nader mgliście.

Glosa metakrytycznoliteracka. Dość nieoczekiwaną treść zawierała niewielka glosa metakrytycznoliteracka, którą Skrodzki wplótł w swoje rozważania o poetyce powieści. Krytyk uważał, że właściwy sąd o danym utworze jest w stanie sformułować każdy, kto potrafi odnaleźć i odczuć w nim właściwe przesłanie moralne. Jest ono ważniejsze aniżeli artystyczna strona powieści. Skrodzki zdawkowo, ale bardzo interesująco wspomniał o krytyce profesjonalnej, która posługuje się metodą naukową, zbliżoną do procedur obowiązujących na gruncie przyrodoznawstwa. Było czymś zgoła nieoczekiwanym i zaskakującym, że Skrodzki, jawny konserwatysta i zwolennik estetyki idealistycznej, zestawił krytyka literackiego z „anatomem, bardziej jeszcze chemikiem, analitykiem, który się posługuje nauką, jej zasadami i różnymi środkami pomocniczymi, używając pewnych stałych metod w wypróbowaniu rzeczywistych zalet dzieła” (tamże). Ta nieoczekiwana, nieomal scjentystyczna deklaracja metakrytyczna nie znalazła wszakże żadnego potwierdzenia w praktyce twórczej Skrodzkiego: literaturę oceniał on przez pryzmat wartości ideowych i moralnych, jawnie określając swoje światopoglądowe preferencje.</document>
<document nplp_id="13786" title="Strug Andrzej" slug="strug-andrzej">Prozaik, publicysta, krytyk, scenarzysta filmowy, działacz konspiracyjny, żołnierz, polityk, wolnomularz. Prawdziwe nazwisko: Tadeusz Gałecki. Inne pseudonimy i kryptonimy: Andrzej Gąsienica; a.-s.; A.S.; A.U.; Alibi; August; Kudłaty; Stanisław Borsza.

Informacje biograficzne. Tadeusz Gałecki urodził się 28 XI 1871 w Konstantynówku k. Lublina w rodzinie ziemiańskiej o silnych tradycjach patriotycznych; był synem Władysława i Pauliny z Miklaszewskich. Po ukończeniu gimnazjum w Lublinie podjął naukę w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach, gdzie włączył się w nielegalną działalność oświatowo-polityczną wśród ludności wiejskiej. W 1895 r. został aresztowany i po pobycie w cytadeli warszawskiej zesłany do gub. archangielskiej (1897–1900). Po powrocie wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, zaangażował się w pracę wśród robotników i chłopów oraz podjął studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W dziedzinie krytyki literackiej debiutował omówieniem pisarstwa Stefana Żeromskiego, którym wygrał konkurs lwowskiego Związku Naukowo-Literackiego (1902). W 1904 r. opublikował opowiadanie Nekrolog, które weszło następnie w skład Ludzi podziemnych. Podczas rewolucji 1905–1906 kierował Wydziałem Wiejskim PPS oraz redagował popularną wśród mieszkańców wsi „Gazetę Ludową”. W tym okresie zaczął posługiwać się pseudonimem Andrzej Strug pochodzącym od nazwiska woźnicy z ojcowskiego folwarku. W 1907 r. został aresztowany. Kiedy pierwotną karę zesłania zmieniono na przymusowy wyjazd za granicę, udał się do Paryża, gdzie przebywał do 1914 r. Na emigracji aktywnie działał w strukturach PPS Frakcji Rewolucyjnej. W tamtym okresie był żarliwym zwolennikiem Józefa Piłsudskiego. W 1914 r. wrócił do kraju i walczył jako ułan w Legionach. W 1918 r. na krótko został wiceministrem propagandy w rządzie Ignacego Daszyńskiego. W l. 1918–1926 zajmował się pracą twórczą, współorganizował struktury Związku Zawodowego Literatów Polskich, którego był dwukrotnie prezesem (1924, 1935), oraz pełnił ważne funkcje w polskim wolnomularstwie. Po przewrocie majowym stał się jednym z najbardziej nieprzejednanych krytyków sanacji, czemu m.in. dawał wyraz, sprawując urząd senatora w l. 1928–1930. Głośnym echem odbiły się jego protesty w sprawach procesu brzeskiego oraz obozu w Berezie Kartuskiej. W ramach niezgody w 1933 r. nie przyjął członkostwa w Polskiej Akademii Literatury. W 1934 r. stanął na czele Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Był dwukrotnie żonaty: z Honoratą Rechniowską (1901) i Eleonorą (Nelly) Grzędzińską (1929).

Zmarł 9 XII 1937 w Warszawie. Został pochowany na Powązkach wojskowych, a jego pogrzeb stał się wielotysięczną manifestacją, w której wzięły udział „wszystkie mniejszości narodowe, wszystkie wyznania, wszystkie grupy opozycyjne, wszystkie odcienie polskiego socjalizmu i postępu” (H. Mortkowicz-Olczakowa).

Problemy twórczości. Zróżnicowana twórczość Struga układa się w kilka kręgów problemowych. Pierwszy z nich wiąże się z zaangażowaniem pisarza w działalność socjalistyczną. W jego skład wchodzą: cykl nowel Ludzie podziemni (1908) oraz powieści Jutro (1908), Dzieje jednego pocisku (1910), Portret (1912) i Chimera (1918). Kolejny, ciążący ku dokumentalnym funkcjom literatury, buduje mit Piłsudskiego (Odznaka za wierną służbę, 1921) oraz przedstawia odyseję wojenną Polaka w służbie austriackiej (Mogiła nieznanego żołnierza, 1922). Inny nurt stanowią powieści polityczne: Pokolenie Marka Świdy (1925) ukazujące fiasko idealistycznych wizji Polski niepodległej oraz Wielki dzień (1926) – posługująca się sztafażem zakopiańskim satyra na politykę lat 20. i polski charakter narodowy. Komizm i kontekst tatrzański charakteryzują również wcześniejszą powieść Zakopanoptikon (1913–1914) zaliczaną do nurtu późnomłodopolskiej groteski. Nurt satyryczny w jego pisarstwie reprezentują zbiór opowiadań Kronika święciechowska (1924) i niedokończona powieść W Nienadybach byczo jest (1937). Strug był też autorem Żółtego krzyża (1933) – powieściowej trylogii o I wojnie światowej. Cykl ten, wykorzystując poetykę ekspresjonizmu oraz chwyty właściwe literaturze popularnej (melodramatyzm, sensacyjność), cechuje się wyraźnym przesłaniem pacyfistycznym. Inny krąg stanowią utwory podejmujące krytykę kapitalizmu: Pieniądz (1921) i jego kontynuacja, nieukończone Miliardy (1937) oraz – częściowo – robinsonada Wyspa zapomnienia (1920). Twórczość Struga, oscylująca między ekspresjonizmem i realizmem, wykazuje również w zakresie techniki pisarskiej i kształtu fabuł wpływ kina – artysta był jednym z nielicznych prozaików dwudziestolecia, którzy jako scenarzyści i kierownicy literaccy zaangażowali się we współpracę z przemysłem filmowym. Oddziaływanie kina na wyobraźnię pisarza widać np. w powieści Kariera kasjera Śpiewankiewicza (1928).

Debiut krytyczny. Debiut Gałeckiego był poświęcony wczesnym powieściom Żeromskiego (Stefan Żeromski [powst. 1901], w: Charakterystyki literackie, 1902). Dostrzegając oryginalność twórcy, zauważył negatywne aspekty jego metody pisarskiej: mało przejrzystą kompozycję powieści, nieliczenie się z możliwościami odbiorcy czy przeładowanie tekstów problematyką psychologiczno-filozoficzną. Omawiane utwory stanowiły jego zdaniem rodzaj dzienników intymnych bohaterów rozumianych wyłącznie przez autora. Gałecki zwraca również uwagę na brak w nich poczucia humoru. Za zalety tej prozy uważa jej wielostylowość oraz troskę o przyjemność estetyczną czytelnika. Podkreśla także literackie walory opisów zdegradowanej przez przemysł przyrody oraz głębię psychologiczną postaci kobiecych, które, choć zostają sprowadzone do popularnego w literaturze polskiej typu „bohaterki poświęcenia”, mają „duszę i ciało”. Za najistotniejszą cechę tego pisarstwa uznaje jednak jego aspekt społeczny – analizy „nędzy, wyzysku, krzywdy”, kontrastujące z wcześniejszymi, forsującymi publicystyczną tezę lub moralizatorskimi ujęciami tematu. Nędza u Żeromskiego jest, jak pisze Gałecki, przerażająca w swej zwyczajności i wszechobecna. Protagoniści Promienia i Ludzi bezdomnych, wyposażeni przez autora w „sumienie społeczne”, nie zostają jednak zredukowani do reprezentacji określonych idei, ale charakteryzują się pogłębionym portretem psychologicznym, co sprawia, że ich dylematy wynikające ze świadomości mają charakter całkowicie realistyczny. Zestawiając Leona Płoszowskiego z Bez dogmatu z protagonistą Ludzi bezdomnych, recenzent dochodzi do wniosku, że bohater Henryka Sienkiewicza to symbol odchodzącego „starego świata”, podczas gdy Judym „jest jednym z pierwszych pionierów tego ruchu moralnego, do którego należy przyszłość […]. Jest pierwszym osobnikiem nowego gatunku ludzi”. Opis powstawania nowego typu psychicznego stanowi zdaniem krytyka największą zdobycz powieści Żeromskiego – twórcy literatury, która swoją nowatorską formą i problematyką służy „urabianiu dusz”.

O literaturze młodopolskiej. Późniejszy dorobek krytyczny pisarza nie jest obszerny. Jego wzmożona aktywność na tym polu przypada na okres współpracy z pismem „Ogniwo” w l. 1903–1904. Na jego łamach ogłosił on studia poświęcone Wyzwoleniu Stanisława Wyspiańskiego, W roztokach Władysława Orkana, Próchnu Wacława Berenta oraz Popiołom Żeromskiego. Wszystkie z tych prac podpisał jako Tadeusz Gałecki. W recenzji Wyzwolenia (Ostatnie dzieło Wyspiańskiego, „Ogniwo” 1903, nr 8–9) ukazuje rozdźwięk między oczekiwaniami publiczności literackiej pragnącej widzieć w twórcy dramatu „czwartego” wieszcza a Wyspiańskim ironistą, który posługując się „szyderstwem bezlitosnym z […] obrzędów-form” (tamże, nr 8), krytykuje mity narodowe oraz funkcje przypisywane poezji od romantyzmu. Omawiając inne aspekty utworu, akcentuje „jasełkowo prosty, naiwny w formie” styl kompozycji znany z Wesela (tamże, nr 9) oraz otwartość znaczeniową dramatu zmuszającą odbiorcę do samodzielnej refleksji. Podkreśla również przywiązanie artysty do teraźniejszości i specyficznie polskiej problematyki.

W tym samym 1903 r. publikuje omówienie W roztokach (tamże, nr 14–15). Zdaniem recenzenta Orkan we wcześniejszych utworach koncentrował się wyłącznie na codzienności chłopów z Podhala i na ich zmaganiach z nędzą, prezentując rzeczywistość ograniczoną „ciasnym widnokręgiem […] kilku wsi” (tamże, nr 14). Na kartach W roztokach tworzy zaś uniwersalną opowieść, zachowując jednocześnie walory werystycznego obrazu życia określonej kulturowo społeczności. Według Gałeckiego najistotniejsze novum powieściowe stanowi postać Franka Rakoczego – bohatera – „syntezy filozoficznej” i symbolu dotychczas uśpionej energii mas ludowych (tamże). Indywidualizm Rakoczego oraz jego klęska w życiu osobistym i działaniach reformatorskich upodabniają go do doktora Judyma; „obaj miotają się i walczą z całym światem w niezgodzie” (tamże). W przekonaniu krytyka splot „poetycznego światopoglądu” z realizmem łączy utwór z twórczością ludową i decyduje o poematowym charakterze całości (tamże, nr 15).

Dominantę rozważań nad Próchnem (tamże, nr 31–33) stanowi motyw konfliktu jednostki z nowoczesnym społeczeństwem, antagonizmu określanego przez zasady bezwzględnego darwinizmu społecznego. Jak pisze recenzent, istotę wielkomiejskiego życia cechują skrajna mechanizacja oraz podporządkowanie wszystkich sfer ludzkiej aktywności dyktatowi rynku, w rezultacie czego jednostki niemogące się do tych zasad przystosować, w tym bohaterowie Berenta, zostają zepchnięci na boczny tor: „W Próchnie widzimy męczenników sztuki, spędzonych z rynku sławy, skazanych na »myśli bezpłodne«, na szarpanie się bezowocne i na rozpaczliwą samotność wśród pustyni milionowego miasta” (tamże, nr 31). Wybór miejsca akcji powieści wynika według krytyka ze słabego zakorzenienia dekadentyzmu w kulturze polskiej w przeciwieństwie do cywilizacji zachodniej, w odniesieniu do której „może być mowa o istotnej ciężkiej chorobie wieku” (tamże). Krytyk podkreśla zróżnicowanie postaci dekadentów w powieści, uwypuklając brak jakiejkolwiek jednoznacznej oceny ze strony narratora, co decyduje o zaliczeniu powieści do literatury „z formy, ale i z ducha nowoczesnej” (tamże, nr 32), z zasady nastawionej na sensotwórczą aktywność czytelnika.

W recenzji Popiołów („Ogniwo” 1904, nr 5–8) krytyk akcentuje z kolei „bogactwo treści psychologicznej”, artyzm postaci oraz uniwersalność narracji oscylującej między historycznym konkretem a refleksją związaną ze specyfiką przełomu XIX i XX w. (tamże, nr 5). Ocenia też fragmentaryczność budowy powieści jako nowatorską zdobycz literatury najnowszej, która pozwala wykreować realistycznych bohaterów, w powieści historycznej umożliwia zaś wprowadzenie metody opowiadania o przeszłości innej od wzorca stworzonego przez Sienkiewicza. W recenzji pojawia się także interesująca uwaga o głównym zadaniu utworu historycznego polegającym nie na propagowaniu treści dydaktycznych czy snuciu historiozoficznych rozważań, ale na „ożywieniu” przeszłości i żyjących w niej ludzi (tamże, nr 6). Gałecki podkreśla też występujący w tryptyku prymat analizy psychologicznej nad fabułą oraz ulokowanie na pierwszym planie „ludzi z tłumu”, a nie rzeczywistych bohaterów procesu dziejowego (tamże). W dalszej kolejności eksponuje znaczenie, które narracja nadaje dwóm postaciom: Rafałowi Olbromskiemu oraz Krzysztofowi Cedrze. Pierwszy z nich uosabia „duszę szlachecką” skonfrontowaną z gwałtownymi przemianami historycznymi, drugi natomiast, silniej zindywidualizowany, ma cechy psychiczne bliskie wrażliwości ludzi z początku XX w. (tamże, nr 7). Następnie krytyk, wychodząc z założenia, że: „Dzieło sztuki nie jest rebusem ani szaradą, nie idzie mu o odgadnięcie odpowiedzi, tylko o poruszenie duszy człowieczej”, akcentuje nacisk narracji Popiołów na aktywność wyobrażeniową czytelnika (tamże, nr 8). Jego zdaniem literatura nowoczesna opiera się bowiem na niedopowiedzeniach, „niedokończonych myślach, urwanych słowach” (tamże).

Przedmowy. Na tle studiów z „Ogniwa” zupełnie incydentalny charakter mają dwie przedmowy do tomików poetyckich opublikowane pod literackim pseudonimem w następnych dekadach. Pierwsza z nich otwiera zbiór wierszy Przed złotym czasem… (1917) poety legionisty Stanisława Długosza (pseud. Jerzy Tetera), druga natomiast stanowi wstęp do tomu zatytułowanego Przed świtem (1922) Józefa Korczaka – uczestnika wojny polsko-bolszewickiej. Co charakterystyczne, Strug w obu tekstach skoncentrował się nie tyle na literackości obu tomów, ile na ich wartości patriotycznej związanej z walką omawianych twórców o niepodległość. Przedstawiając sylwetkę Długosza, podkreślił aktywność polityczno-społeczną młodzieży akademickiej, a juwenilia przedwcześnie zmarłego poety uznał za „żywy dokument do dziejów wewnętrznych najmłodszego pokolenia…” zaangażowanego w czyn zbrojny. W podobnym tonie została utrzymana krótka, dwustronicowa prezentacja twórczości Józefa Korczaka.

W l928 r. Strug napisał obszerny wstęp do tłumaczenia dzieł Fiodora Dostojewskiego, którego uważał za jednego z najgenialniejszych twórców w historii literatury. Paląca konieczność przyswojenia twórczości rosyjskiego pisarza wynika w jego przekonaniu z historii oraz geopolityki państwa polskiego. Opierając się na przesłankach ewolucjonistycznych, Strug podkreśla powolny charakter przeobrażeń „ducha” narodowego. Dostojewski jest zatem o tyle istotny, o ile „dał nam klucz do duszy rosyjskiej”, pełniący swą funkcję również w odniesieniu do Rosji sowieckiej. Znaczenie twórcy opiera się przede wszystkim na „nieporównanej głębi analizy psychologicznej”, jego bohaterowie, którym przypisywano szaleństwo, są zaś ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu. Utwory Dostojewskiego wykraczają w opinii Struga poza standardową definicję literatury. To „rewelacja wiedzy ukrytej, nauka wtajemniczenia”, artykulacja doświadczeń ostatecznych. Całość jest natomiast podporządkowana celom moralnym uzasadniającym uwielbienie pisarza dla „boskiej postaci Chrystusa” i znajduje szczególny wyraz w Zbrodni i karze. Zdaniem Struga występująca u Dostojewskiego apoteoza katartycznej mocy cierpienia ma charakter rdzennie rosyjski i pochodzi z mądrości ludowej podziwianej przez pisarza. Autor Jutra podkreśla następnie antyokcydentalizm Rosjanina i jego graniczący z fanatyzmem podziw dla cara i prawosławia, w związku z czym: „Można by go nazwać czarnym reakcjonistą, gdyby nie jego swoisty rewolucjonizm, który odrzucał wręcz całą »bezbożną« kulturę współczesnego świata”. W zakończeniu Strug zestawia Komedię ludzką Honoré de Balzaca, „jasnego syna Francji”, z twórczością „posępnego syna ziemi rosyjskiej”, którą nazywa „Dramatem Człowieka”.

Podsumowanie. Twórca Pokolenia Marka Świdy stawiał literaturze maksymalistyczne wymagania. Domagał się od niej ukazania ludzkiej psychiki w jej całej złożoności, z uwzględnieniem wszelkich odstępstw od normy (choroby psychiczne, skrajne emocje, sny, omamy). Pełną realizację tych postulatów dostrzegał w twórczości „liryka-psychologa” Żeromskiego (rec. Popiołów) oraz Dostojewskiego, w którego powieściach działania protagonistów całkowicie determinują „namiętności”, „instynkty” oraz „urojenia” stanowiące rodzaj nowoczesnego „fatum” (przedmowa, 1928). Psychologizm obu pisarzy oddziaływał na praktykę pisarską Struga chętnie eksplorującego obszar zaburzeń psychicznych i tworzącego w konwencji „ekspresjonizmu halucynacyjnego” (J. Kwiatkowski). Istotną rolę w refleksji twórcy odgrywa także wątek społeczny związany z etycznymi powinnościami literatury oraz implikowany przez „etos lewicy” (A. Mencwel), który twórca wyznawał przez całe życie. Ostatnią z dominant tematycznych krytyki Struga stanowią rozważania z kręgu teorii powieści, przede wszystkim zaś uwagi na temat nowoczesności pisarstwa posługującego się formą otwartą i apelującą do wrażliwości oraz intelektu odbiorcy.</document>
<document nplp_id="13787" title="Styczyński Jan Gwalbert" slug="styczynski-jan-gwalbert">Krytyk literacki, bibliograf, poeta, powieściopisarz, tłumacz.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1786 r. w niezamożnej rodzinie szlacheckiej na Litwie. Po ukończeniu szkół średnich pracował jako nauczyciel domowy. Studiował najpierw w Akademii Połockiej, a później na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wileńskiego. Po ukończeniu studiów pracował od 1818 r. jako nauczyciel gramatyki, stylistyki, retoryki, logiki i literatury polskiej w Gimnazjum Podolskim w Winnicy. Był współpracownikiem „Dziennika Wileńskiego”. W tym okresie powstała większa część jego twórczości literackiej. Publikował także w wileńskim periodyku dostępne mu w rękopisach dzieła innych autorów: Franciszka Bohomolca, Bończy Tomaszewskiego, Rajmunda Korsaka i Stanisława Trembeckiego. W 1823 r. został przeniesiony do szkoły w Niemirowie. W roku szkolnym 1828/1829 pracował w szkole powiatowej w Klewaniu na Wołyniu, a następnie w gimnazjum w Żytomierzu, od 1832 r. był zaś nauczycielem łaciny w gimnazjum w Kamieńcu Podolskim. W 1844 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 9 V 1845 w Kamieńcu.

Publikacje krytycznoliterackie. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie, które publikował na łamach „Dziennika Wileńskiego” w 1817 r., są związane przede wszystkim z oceną podejmowanych wówczas prób napisania klasycznej epopei. Pewne znaczenie jako ilustracja jego poglądów dotyczących języka ma tutaj artykuł Jakobinizm literacki. Z powodu dzieła F. Jarońskiego „O filozofii” („Dziennik Wileński” 1817, t. 5, nr 26), gdzie próbuje ośmieszyć nadużywanie neologizmów w książce poświęconej zagadnieniom filozoficznym. W numerze sierpniowym „Dziennika” ukazała się opublikowana przez Styczyńskiego Jagiellonida, poemat Dyzmy Bończy Tomaszewskiego w treści i wyjątkach przez Jana Gwalberta Styczyńskiego (tamże, t. 6, nr 32). Wydał on tekst poematu w wyborze, pomijając niektóre części przedstawione jedynie w zwięzłych streszczeniach i opatrzone oceniającymi je uwagami. W tym samym numerze „Dziennika” ogłosił recenzję wydanego w 1803 r. w Połocku dzieła Nikodema Muśnickiego zatytułowaną Uwagi nad „Pułtawą”, poematem bohatyrskim (tamże, nr 26). Zawarta tam opinia spotkała się z zamieszczoną w tym piśmie krytyką ze strony Wincentego Buczyńskiego (tamże, nr 30), na którą Styczyński zareagował Odpowiedzią… ks. Wincentemu Buczyńskiemu SJ co do krytyki poematu ks. Muśnickiego pod tytułem „Pułtawa” (tamże, nr 36). Podłożem tego sporu, sytuującego się w kontekście prowadzonej w pierwszym dwudziestoleciu XIX w. dyskusji o kształcie eposu, były zapewne w jakiejś mierze także animozje między wileńskim środowiskiem literackim a ośrodkiem połockich jezuitów. Styczyński jako bibliograf czy historyk literatury występował raczej w publikowanych w różnych numerach „Dziennika” uzupełnieniach do Historii literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego.

Spór o Pułtawę. Styczyński wiele miejsca poświęca streszczaniu i cytowaniu partii utworów, nie tylko – co oczywiste ze względu na charakter publikacji – w wypadku Jagiellonidy, ale także w dużej mierze Pułtawy. Recenzja tego drugiego dzieła zaczyna się od jego przedstawienia i zaprezentowania treści kolejnych pieśni. Ocena utworu Muśnickiego jest dość szczegółowa i w przeważającej mierze krytyczna, prowadząca recenzenta do konstatacji, że dzieło to „nie zasługuje na chlubne imię epopei” (Uwagi nad „Pułtawą”). Styczyński skupia się przede wszystkim na tych aspektach utworu, które są traktowane jako wyznaczniki gatunku z punktu widzenia klasycznej poetyki. Omawiając je po kolei, zauważa, że „sprawa”, która stanowi temat dzieła, jest „ważna i z wielu względów godna bohatyrskiego wiersza”, gdyż przypomina „sławne zwycięstwo” oraz wielkiego bohatera, czyli „mądre i przezorne panowanie Piotra W.” (tamże). Jednak dalej dowodzi, że Muśnicki występuje bardziej jako „dziejopis” niż jako poeta. Zdaniem recenzenta stara się nadmiernie o wierność historyczną, w małym stopniu odwołuje się natomiast do wyobraźni, którą w wypadku Pułtawy trudniej było się posłużyć, dlatego że przedstawia ona temat za bliski czasowo jak na wymogi epopei, zbyt dobrze znany odbiorcom. Słabą stroną dzieła są też prezentacje bitew, które, jak zauważa Styczyński, zajmują zbyt dużą część utworu, a przy tym są do siebie podobne, co narusza wymóg różnorodności przedstawienia. Na pozytywną ocenę zasługują tu jedynie „sposoby, jakimi giną na pobojowisku rycerze” (tamże). Autor Pułtawy winien był zatem w wielu miejscach odejść od prostego referowania faktów historycznych, a „oddać się imaginacji” (tamże).

Za poważny mankament dzieła Styczyński uznaje sposób wprowadzenia przez Muśnickiego machiny cudownej. Podkreśla, że odgrywający tu istotną rolę Mars i Minerwa nie należą przecież do religii chrześcijańskiej, a czytelnik „widzi [ich] być sługami tylko cara i króla” (tamże). Przypominając odmienne odnośnie do cudowności epickiej stanowiska Nicolasa Boileau i Charles’a Batteux, jednoznacznie przyjmuje opinię tego drugiego, który domaga się zgodności machiny z religią autora i czytelników. Autor Uwag podkreśla, że „wprowadzać bogów z mniemaniami naszymi niezgodnych jest to najmocniej wykroczyć przeciwko prawidłom tego rodzaju poezji” (tamże). Jego zastrzeżenia budzą również liczne w Pułtawie retoryczne mowy bohaterów, zbyt rozwlekłe, nudne i pozbawione wyrazu ich uczuć.

Styczyński ogólnie pozytywnie wypowiada się na temat wizerunków bohaterów poematu, zwłaszcza Mazepy, ale także głównych antagonistów, choć zauważa, że postacią ciekawszą niż kreowany na obraz modelowego władcy Piotr I jest tu Karol XII. Najwyżej natomiast ocenia opisy, „w których Muśnicki okazał, że miał imaginacją w zmyśleniach poetycznych i znaczny talent w oddaniu” (tamże). Recenzent dostrzega w Pułtawie wiele mankamentów w zakresie języka; rażą go zbyt częste przerzutnie, mało urozmaicony styl, „w wielu miejscach niepoprawny, a czasem ciemny”, używanie słów w niewłaściwych znaczeniach. Stwierdza m.in., że „jedne wyrażenia obraźliwe i nieprzystojne, drugie śmieszne albo i niezrozumiałe” (tamże); wśród dobrze ocenionych elementów stylu wymienia porównania. Opinie te ilustruje obszernymi cytatami z utworu. W konkluzji stwierdza, że dzieło Muśnickiego można uważać „tylko za historyczne bitew opisanie, gdzieniegdzie zmyśleniami poetycznymi upstrzone” (tamże).

Odpowiadając na krytykę jego recenzji sformułowaną przez Buczyńskiego, który zakwestionował jego negatywne opinie o Pułtawie, Styczyński (który krytykę tę potraktował jako nieuzasadnioną i krzywdzącą, niesłusznie przypisującą mu intencję zniesławienia Muśnickiego i w ogóle połockich jezuitów) podtrzymuje zarzuty pod adresem tego dzieła, podając przy tym w wątpliwość zarówno bezstronność, jak i kompetencje swojego adwersarza. Wskazuje, że nawet w wypowiedziach autorów, których ten przywołał jako autorytety, by pokazać, że w sformułowanych przez nich definicjach epopei nie pojawia się wymóg dawności tematu, znajdują się jednak zdania wprost domagające się, aby ów temat nie był zbyt świeży. Jako dowód cytuje odpowiednie opinie Charles’a Batteux, Hugha Blaire’a, Jacques’a Delille’a. Pierwszych dwóch przywołuje również, by obronić swe przekonania co do cudowności w Pułtawie. Podtrzymuje też zarzuty odnośnie do stylu. Ostatecznie jednak z wyrozumiałością, a nawet uznaniem, jakkolwiek nie bez wyraźnego poczucia wyższości, odnosi się do Muśnickiego ze względu na warunki, w jakich ten pracował – „pozbawiony naukowych skarbów i zachęcenia w zgromadzeniu, które od lat kilkudziesiąt żadnego nie wystawiło pisarza, walcząc z przeszkodami, potrafił wydać dzieła, w których bezstronna krytyka znajduje miejsca szczęśliwe i czasem piękne” (Odpowiedź… ks. Wincentemu Buczyńskiemu). Uwagi Styczyńskiego są konkretne i w dużej mierze uzasadnione, lecz można sądzić, że wydobywanie głównie mankamentów dzieła mogło być w pewnym stopniu spowodowane przez krytyczny stosunek środowiska wileńskiego do uznawanego za wsteczny ośrodka jezuitów połockich.

Opinie o Jagiellonidzie. Epopeja Dyzmy Bończy-Tomaszewskiego spotkała się natomiast ze strony Styczyńskiego z oceną raczej pochlebną, choć wypowiada się na jej temat bardzo lakonicznie. O jego stosunku do tego dzieła świadczy już publikacja jego obszernych fragmentów w nadziei, że sprawi „przyjemność czytelnikom”. Wysoko zatem Styczyński ocenia podjęty przez Tomaszewskiego temat, nie kwestionując właściwie (jak uczynił to w odniesieniu do Pułtawy) przynależności tego utworu do epopei: „Dzieło to w rodzaju poezji bohatyrskiej wzbogacające ojczystą literaturę zawsze będzie mile czytane od ziomków, którzy w uwielbionym Władysława Jagiełły panowaniu widzą sławę swojego narodu” („Jagiellonida”). W lakonicznych streszczeniach części opuszczonych znajdują się także drobne elementy waloryzujące, np. w uwadze o przedstawionym zdarzeniu, „które tu poeta zręcznie wprowadził” (tamże).

Kryteria oceny epopei. Jak widać, według Styczyńkiego w ocenie epopei ważny jest sposób realizacji wymogów gatunku sformułowanych w poetykach klasycystycznych i realizowanych w utworach uznawanych za wzorcowe. Jednak w sytuacji narastającego eklektyzmu ówczesnych teoretyków, którzy przejmowali poglądy wykraczające poza normy doktryny, przywoływał on na równych prawach autorytetu wypowiedzi takich autorów, jak z jednej strony Arystoteles, Horacy, Nicolas Boileau-Despréaux, Filip Neriusz Golański, a z drugiej – Charles Batteux, Hugh Blair czy Euzebiusz Słowacki, podkreślając tak bezstronność swoich opinii. Wpisywał się zatem w dominujące wówczas oczekiwanie względem krytyka, żeby formułował opinie wedle wcześniej ustalonych i traktowanych jako obiektywne reguł. Odmiennie niż Buczyński w kontekście sporu starożytników z nowożytnikami sytuowałby się – głównie ze względu na stosunek do kwestii machiny cudownej – po stronie tych drugich. Istotnym warunkiem uznania poematu za epopeję jest dlań jego wysoka wartość w aspekcie zarówno estetycznym (ten jest bardziej eksponowany), jak i etycznym. Duże znaczenie Styczyński przykładał do językowo-stylistycznego kształtu utworu, podkreślając potrzebę zachowania wysokiego stylu epickiego; z rezerwą podchodził do tworzenia neologizmów. Charakterystyczne było też mocne zaakcentowanie – zgodnie z ówczesną tendencją – roli w dopełnianiu przekazów historycznych niezbędnej w poezji wyobraźni, której niedostateczne wykorzystanie może stanowić istotny mankament dzieła lub jego fragmentów. Stąd ważne, aby temat utworu był wystarczająco odległy w czasie, „osłoniony grubą chmurą wieków” (Uwagi nad „Pułtawą”). Jak zaś pokazuje pozytywna ogólnie ocena Jagiellonidy, nie bez znaczenia była również dlań wzrastająca wówczas rola poezji w budzeniu i wyrażaniu uczuć narodowych.

Opinie Styczyńskiego o epopei, bardziej rzeczowe i przekonujące niż jego adwersarza w dyskusji o Pułtawie, nie wykraczając poza podstawowe założenia klasycyzmu, skupiają się na wybranych formalnych aspektach dzieła, bez podejmowania kwestii jego całościowego sensu czy często wskazywanego w refleksji estetycznoliterackiej na początku XIX w. nastawienia epopei na budzenie podziwu odbiorcy. Odsłaniają jednak częściowo odczucie sztuczności realizacji gatunku ściśle wedle klasycznych reguł i wzorów w nowej atmosferze duchowej i kontekście artystycznym, kiedy w prezentowaniu minionych zdarzeń wzrasta znaczenie wyobraźni, a skostniałe formuły i tyrady retoryczne zastępowane są mową bardziej naturalną, bezpośrednio wyrażającą doświadczenia i emocje, także związane z refleksją o narodowej przeszłości.</document>
<document nplp_id="13789" title="Suesser Ignacy" slug="suesser-ignacy">Działacz polityczny, współtwórca obozu polskich socjalistów w Galicji, prawnik, tłumacz, krytyk literacki i artystyczny, publicysta społeczny, poeta. Pseudonimy i kryptonimy: Jerzy Szumilas; Surma; Essi; J. Sylwa-Suesser; Sue I.; A.; Dr. I.S.; Dr. J. Sue…; I.S.; I. Sue; Ig.S.; Ign. S…; Ign. Sue; is; J.S.; s.; S.

Informacje biograficzne. Ignacy Isaak Suesser (Süsser) urodził się 22 III 1869 w Krakowie w rodzinie żydowskiej jako syn kupca winnego Maurycego Mojżesza Suessera i Symy Langer. Od 1879 r. uczęszczał do Gimnazjum św. Anny w Krakowie razem ze Stanisławem Wyspiańskim, z Józefem Mehofferem i ze Stanisławem Estreicherem. Po uzyskaniu tamże matury rozpoczął w 1888 r. studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, wykazując też zainteresowanie przedmiotami humanistycznymi; uczęszczał m.in. na seminarium literackie Stanisława Tarnowskiego. Pod koniec lat 80. rozpoczął współpracę z warszawskim tygodnikiem „Izraelita”, organem zasymilowanej inteligencji żydowskiej, na którego łamach publikował krótkie utwory prozatorskie, recenzje i artykuły krytycznoliterackie (m.in. Żydzi w poezji dramatycznej, „Izraelita” 1888, nr 49–50). Jego utwory ogłaszano we lwowskim dwutygodniku „Ojczyzna”, krakowskiej „Krytyce”, w warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym” i dodatku miesięcznym do tego pisma. Był współzałożycielem socjalistycznego dwutygodnika „Naprzód” (1892). W latach 90. współpracował też z periodykami austriackimi i niemieckimi, m.in. z „Allgemeine Kunst-Chronik” i „Die Gesellschaft”.

Jako student zaangażował się w działalność społeczno-polityczną, przyłączając się do grona radykalnej młodzieży uniwersyteckiej. Został wybrany do zarządu Czytelni Akademickiej i podjął współpracę z „Ogniskiem”, a po likwidacji instytucji i periodyku założył wespół z Arturem Górskim radykalne pismo „Ruch” (pomyślane jako kontynuacja „Ogniska”), które po ukazaniu się pierwszego numeru zostało zlikwidowane przez władze. Suesser odegrał znaczącą rolę w utworzeniu galicyjskiej Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej (był delegatem socjalistów krakowskich na pierwszy kongres PPSD we Lwowie w 1892 r.). Jako organizator kółek socjalistycznych w krakowskich gimnazjach był nękany rewizjami przez policję. W 1892 r. uzyskał na UJ absolutorium, a dwa lata później doktorat z prawa karnego. Pracował w kancelarii prawnej Adolfa Grossa, świadczył bezpłatne porady robotnikom. Ogłaszał publikacje z zakresu prawa pracy. W 1895 r. został prezesem działającego na UJ Związku Naukowego, którego celem było popularyzowanie wśród studentów wiedzy o aktualnych problemach społecznych i politycznych. Dwa lata później zorganizował w krakowskiej Czytelni Starozakonnej Młodzieży Handlowej zgromadzenie, na którym udzielono poparcia Ignacemu Daszyńskiemu w wyborach do Rady Państwa. Pod koniec lat 90. ogłaszał komentarze do ustawy o prawie prasowym i ochronie praw autorskich oraz do ustawy przemysłowej.

Żywe zainteresowanie dramaturgią skandynawską i niemiecką przejawił w pracy translatorskiej, na której polu osiągnął znaczące sukcesy. Przełożył na język polski dramaty Augusta Strindberga (Ojciec, Panna Julia) oraz Henrika Ibsena (Upiory, Wróg ludu, Mistrz Solness), a także Samotnych Gerharta Hauptmanna.

Suesser zmarł przedwcześnie 21 I 1903 w Wiedniu, nie przeżywszy operacji, jakiej poddał się w tym mieście. Pochowano go w Krakowie na cmentarzu żydowskim przy ul. Miodowej.

Na polu recenzenckim. Suesser sporadycznie uprawiał twórczość recenzencką. Na uwagę zasługują jego recenzje zbioru Menażeria ludzka Gabrieli Zapolskiej, nowel, obrazków i szkicu powieściowego Wilhelma Feldmana, a także tomu poetyckiego Antoniego Langego. Oceniając te dzieła, ujawniał swoje preferencje ideowo-estetyczne i literackie, stosował określoną terminologię krytycznoliteracką. Zapolska była dlań pisarką namiętnie odkrywającą „najciemniejsz[e] stron[y] życia, ukryt[e] za kulisami przyzwoitości” (Przeglądy literackie, „Przegląd Tygodniowy” 1893, nr 3). Suesser dostrzegał ewolucję strategii twórczej Zapolskiej, która stopniowo i coraz wnikliwiej zaczęła odtwarzać skomplikowaną rzeczywistość, ujawniając „dążność do ogarnięcia szerszych widnokręgów i chęć oparcia się na trwałej i silnej podstawie etycznej” (tamże). Początkowe upodobanie w efektach i „niewolnicz[ym] naśladownictw[ie]” zostało wyparte przez skrupulatną obserwację świata i bardziej szczegółową charakterystykę postaci. Pisarka potrafiła zdemaskować ukryte motywacje bohaterów, piętnowała ich zepsucie, fasadową moralność i „zezwierzęcenie”. W mniemaniu Suessera Zapolska uwypukliła obłudę mieszczaństwa, z taką ironią i sarkazmem piętnowaną podówczas przez Strindberga w słynnych Historiach małżeńskich. Sympatie autorki stały zawsze po stronie słabych i wykluczonych, co świadczyło o „głębszym przejęciu się […] niedolą jednostki wtrąconej w nią zazwyczaj siłą wypadków, a nie własną winą” (tamże). Pewne zastrzeżenia recenzenta budziły portrety mężczyzn, niekiedy przejaskrawione i wyzbyte psychologicznego pogłębienia; zabrakło mu tutaj takich osobowości męskich, które byłyby zdolne do walki z kobietami o „prawo przewództwa w miłości”. Mężczyźni tego formatu występowali – zdaniem krytyka – w wysoko przezeń ocenianej twórczości Strindberga. Zapolska przedstawiała najczęściej różne przypadki kobiecej niewoli w małżeństwach zdominowanych przez typy męskie. Postacie kobiet pisarka kreowała z „prawdziwym zrozumieniem kobiecej natury i wniknięciem w najsubtelniejsze tony jej ducha”. Toteż bohaterki jej „nie są to już ani demony, ani lalki drewniane, ale ludzie żyjący ciałem i duszą” (tamże).

Dostrzeżone przez Suessera zalety prozy Zapolskiej świadczyły o przywiązaniu krytyka do poetyki realistycznej. Skrupulatna obserwacja świata zewnętrznego, umiejętność analizy psychologicznej oraz odtwarzania świata w sposób żywy, barwny, uplastyczniony – to wszystko mieściło się w kanonach poetyki sformułowanej realizmu. Suesser uzupełniał ją o ważki element: ideowe i etyczne zaangażowanie pisarzy. Niekwestionowaną wartość tomu Menażeria ludzka określał następująco: „Śmiała, niekrępująca się względami ubocznymi otwartość, z jaką autorka występuje w obronie poniżonych praw człowieka i jego godności – nadaje dziełu jej znamię wybitnej tendencji społecznej, która ożywia wszystkie jego karty i podnosi wartość etyczną samego wystąpienia” (tamże). Splot realizmu z tendencyjnością społeczną i autorskim zaangażowaniem ideowym składał się na postulowany przez krytyka model literatury. Zarazem jednak nadmiar tendencyjności szkodził dziełu, jeśli przesłaniała ona realizm przedstawienia. Tak np. w szkicu prozatorskim Hawa Iwana Franki – skądinąd ocenionym dość przychylnie – „za mało […] prawdy, aby ukryć wyraźną tendencję”. Suesser żywił nadzieję, że jeśli tylko Franko z „ciasnego w tej [żydowskiej] sprawie punktu widzenia dzisiejszego wstąpi na obszerniejszy i z wyższego stanowiska rzecz traktować zechce, stworzy obraz stosunków badanych – odpowiedniejszy prawdzie życiowej i jego własnym intencjom jako pisarza społecznego” (Z piśmiennictwa, „Izraelita” 1889, nr 8).

Dużo uwagi Suesser poświęcił prozie Wilhelma Feldmana, asymilującego się Żyda polskiego, ponieważ w swojej twórczości podejmował tematykę skomplikowanych dróg życiowych młodych Żydów, których nierzadko dramatyczne losy odwzorowywały stosunki „żywiołu żydowskiego, trzymanego w odosobnieniu społecznym przez tyle wieków i otoczonego chińskim murem wyłączności prawodawczej i formalistyki religijnej, a dziś z wielkim trudem zrywającego krępujące go pęta” (Z piśmiennictwa, tamże, nr 12). Losy młodego Jechoka Grafa, tytułowego „Żydziaka” ze szkicu powieściowego Feldmana, to udana od strony psychologicznej historia życiowych rozczarowań bohatera wyrywającego się z sztetlu i poszukującego szans rozwoju w wielkim mieście (we Lwowie). Jako „utwór wybitnie tendencyjny”, jako „szkic psychologiczno-społeczny” (tamże) Żydziak spełniał swoją funkcję edukacyjną, choć wykazywał pewne słabości artystyczne, choćby w konstrukcji akcji, niekiedy zbyt chaotycznej i luźnej. Następny zbiór nowel Feldmana (1889) Suesser potraktował jako jeszcze jeden przykład pozytywnej ewolucji warsztatu artystycznego pisarza. Jego zdaniem w utworach opartych na autopsji, a więc osnutych wokół tematyki z życia Żydów, została zachowana równowaga między tendencyjnością a artyzmem. Suesserowi przypadły do gustu ujęcia wątków miłosnych oraz kreacje żydowskich kobiet. Feldman nie wypracował jeszcze stylu przedmiotowego, nie był zdolny do obserwacji beznamiętnej, jednak emanowało z jego utworów szczere uczucie.

Dużym zainteresowaniem Suesser darzył twórczość nowelistyczną. W 1896 r. omówił trzy nagrodzone na konkursie krakowskiego „Czasu” nowele: Księdza Piotra Kazimierza Tetmajera, Nauczycielkę Tadeusza Micińskiego i Bibliomana Konstantego Marii Górskiego. Księdzem Piotrem krytyk się zachwycał, podkreślając mistrzostwo Tetmajera w „odczuci[u] delikatnych drgnień duszy ludzkiej” i w „ujęci[u] nieuchwytnych niemal odgłosów przyrody” (Debiuty nowelistyczne, „Krytyka” 1896, z. 3). Tę nowelę stawiał wyżej aniżeli Nauczycielkę Micińskiego, w której idealizacja przedmiotu sprawiała wrażenie „jakby przeźrocz[ej] iluzj[i] rozpostart[ej] nad szarym tłumem drobnych istot i stosunków” (tamże). Suesserowi zabrakło w Nauczycielce śladów prawdy życiowej i psychologicznej; Miciński nie potrafił – jego zdaniem – utrafić w „odpowiedni ton” i nie uchwycił tętna rzeczywistości. Jeszcze surowiej recenzent potraktował Bibliomana Górskiego. Pomysł utworu uznał za interesujący, taki, który krył w sobie spory potencjał, jednak Górskiemu zabrakło „wszelkiego artystycznego zacięcia” (tamże) i rezultat okazał się nieudany. Pisarz nie stworzył noweli, nie zdołał skonstruować dialogów żywych, nie nadał opisom plastyczności; napisał Bibliomana jako kronikarz, nie jako artysta. Suesser zawsze najwyżej cenił u twórców poczucie rzeczywistości i zdolność do ukazywania skomplikowanych stosunków społecznych połączoną z ideowym i etycznym zaangażowaniem po stronie wykluczonych. Tego brakowało Antoniemu Langemu, który uprzywilejował lirykę refleksyjno-filozoficzną, skupioną na „dążeni[u] do ogarnięcia szerokich widnokręgów myśli”. Poza nielicznymi wyjątkami w utworach poety „nie ma […] jednego widomego znaku zżycia się z prądami społecznymi doby dzisiejszej”. Zbieżności z poezją Percy’ego Bysshe Shelleya Suesser uznawał za walor poezji Langego, jednak nie omieszkał dodać, że w całym tomie młodopolskiego poety „nie ma ani jednego szczerego oddania natury” (Sprawozdania i krytyki, „Krytyka” 1896, z. 2).

W dorobku recenzenckim Suessera istotne miejsce zajęła też recenzja Forpoczt, książki Wacława Nałkowskiego, Cezarego Jellenty i Marii Komornickiej. Dominuje w niej ton wyraźnej aprobaty dla postawy ideowej trojga autorów. Najwięcej uwagi krytyk poświęcił analizie antropologiczno-kulturowych rozważań Nałkowskiego o Nietzscheańskiej kategorii biologicznej „siły”, którą współautor Forpoczt proponował podporządkować potrzebom społecznym danej chwili dziejowej. Suesser sytuował Forpoczty na płaszczyźnie socjologiczno-literackiej, sądził, że mogą one odegrać rolę ozdrowieńczą i „wyplenić ten chwast nepotyzmu i miernoty z niwy dziennikarskiej, którym ona od lat tylu tak obficie zarosła, że niezadługo padnie pod głuszącym jego wpływem i ta odrobiny roślinności pożywnej, która się jeszcze na niej ostała” (Literatura i sztuka. „Forpoczty”, „Przegląd Poznański” 1896, nr 2).

Projekt literatury i sztuki zaangażowanej. Suesser dysponował wcale rozległą świadomością estetyczną. W latach 90. napisał kilka ważnych prac teoretycznych i programowych, w których przedstawił projekt literatury i sztuki zaangażowanej. Projekt ten miał ewidentne nacechowanie ideologiczne, z jednej strony służył bowiem demaskacji kultury burżuazyjnej, funkcjonującej wedle mechanizmów kapitalistycznych, z drugiej zaś – orientował się na promowanie sprawiedliwości społecznej i emancypacji klas uciśnionych, przede wszystkim proletariatu. Motywem przewodnim poglądów Suessera na sztukę i literaturę – sytuujących się na lewym skrzydle polskiego modernizmu – było przeświadczenie o nierozerwalnym, ścisłym związku między twórczością a społeczeństwem oraz jej postulowanym (koniecznym) oddziaływaniu na masy. W studium Prądy społeczne w sztuce współczesnej (dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1893, półrocze II) Suesser ukazał historyczny rozwój relacji między różnymi typami społeczeństw a sztuką, zwracając uwagę na klasowe determinanty twórczości: „Sztuka współczesna, starłszy z siebie piętno wpływów feudalnych, przywdziała na się szaty i złoty łańcuch przewagi burżuazyjnej i podobnie jak w wiekach ubiegłych ulegała woli i zachceniu magnackich protektorów swoich, tak i dzisiaj spełnia posługi zlecone jej przez utrzymujące ją kupiectwo współczesne. I jak wówczas wybitną cechą charakteryzującą wyznawców Piękna była pogarda i nienawiść dla tłumu, tak i dzisiaj wobec szarej masy ludowej ujawniają oblicze pełne pychy i wyniosłości, której podstawą bogactwo a treścią bezmyślność” (tamże). Z uznaniem krytyk pisał o malarzach zwracających się w stronę życia warstw ludowych i ukazujących ich ciężki los ze współczuciem i przy użyciu konwencji realistycznych. Promowana przezeń koncepcja sztuki miała charakter egalitarny i emancypacyjny, cechowało ją ideowe i etyczne zaangażowanie.

Tę konstrukcję myślową Suesser stosował też w analizach europejskiego dramatu i teatru, którego był niepoślednim znawcą. Dziewiętnastowieczny teatr mieszczański oparty na modelu sceny zamkniętej surowo krytykował, oskarżając go o schlebianie gustom, burżuazji, czyli przekształcenie się w „miejsc[e] uciech i zabawy klas uprzywilejowanych i zamożnych” (Ewolucja sceny nowożytnej, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1892, nr 438). Tymczasem nowy dramat i teatr powinny przemawiać do proletariatu i wszystkich uciśnionych. Za kryterium wartości dramaturgii najnowszej Suesser przyjmował „przystępność jej dla szerokich mas proletariatu…” (tamże). Ten pozytywny proces zachodził powoli. Krytyk z nadzieją zapatrywał się na powstające podówczas awangardowe sceny teatralne, które przełamywały artystyczny i ideologiczny monopol burżuazji. Taką funkcję spełniały Théâtre Libre André Antoine’a i Freie Bühne Ottona Brahma. Jednym z głównych celów tych antrepryz było – według Suessera – „stworzenie nowego dramatu i ułatwienie młodym, żywotnym talentom nieograniczonego rozwoju przez zniesienie konwencjonalnej granicy »dozwolonej« i »niedozwolonej« na scenie maniery” (tamże). Krytyk cenił wysoko działania niektórych reformatorów teatru zmierzające do stworzenia nowych projektów scenicznych, widząc w nich próby nadania teatrowi charakteru sztuki egalitarnej. Tak było w przypadku sceny ludowej (Volksschauspielhaus) w Wormacji albo wprowadzanych przez Karla von Perfalla reform technicznych teatrów monachijskich.

Literatura, socjalizm, naturalizm. Suesser był przekonany, że nowa sztuka i literatura stanowią ważny oręż w walce o postęp społeczny i emancypację proletariatu. Dostrzegał w niej idee promujące socjalizm. Całą tę problematykę przedstawił w wydanej w 1894 r. broszurze Sztuka a socjalizm oraz w artykule Socjalizm na scenie („Naprzód” 1895, nr 4–5). Jego uwagę przyciągały tendencje socjalistyczne w malarstwie, rzeźbie i literaturze. Kryterium waloryzacji dzieł sztuki była ich postępowość i stopień krytycyzmu w stosunku do systemu kapitalistycznego. Suesser odrzucał stereotypy krytyki konserwatywnej pomawiającej socjalizm o pogardę dla kultury i sztuki. Przekonywał, że w programach socjalistów kwestia sztuki odgrywa rolę znaczącą, ponieważ chodzi im nie tylko o zmiany w strukturze społeczno-ekonomicznej, lecz również duchowej. Jak bowiem pisał, „socjalizm dążący do zerwania z wszelkim wyzyskiem […] występuje do walki […] także w imię niezależności duchowej proletariatu i możności równego korzystania z wszystkich zdobyczy współczesnej kultury z wyjątkiem tych, które dotknął trąd kapitalizmu i skazał na wytępienie przez oczyszczającą rękę proletariatu” (Sztuka a socjalizm).

Mimo dominacji stosunków kapitalistycznych na rynku sztuki Suesser z nadzieją odnotowywał zjawiska nowe, zapowiadające przypływ idei socjalistycznych. Przejawiały się one na polu dramaturgii naturalistycznej, w której zaangażowanie społeczne splatało się nierzadko z wysokimi walorami literackimi. Z uznaniem odnosił się do dramatu Tkacze Gerharta Hauptmanna. Po premierze tej sztuki na scenie berlińskiego Deutsches Theater pisał on o jej performatywnej mocy: „Dramat Hauptmanna […] podziałał silniej na masy niż wszystkie mowy i odezwy agitacyjne; ukazał bowiem oczom publiczności kawał prawdziwego, tętniącego życia warstwy robotniczej bez żadnych kłamliwych osłonek i upiększeń i tym właśnie silniejsze wywarł na wszystkich wrażenie” (Socjalizm na scenie, „Naprzód” 1895, nr 4). Hauptmann zarzucił konwencje dramatu i teatru mieszczańskiego, unikając w Tkaczach „olśniewających efektów” i „przemyślnego zmysłu kombinacyjnego”. Zastąpił je „jędrną charakterystyką postaci i stosunków społecznych” oraz „szereg[iem] wspaniałych obrazów rzeczywistości” (tamże, nr 5). To właśnie naturalizm niósł w sobie największy potencjał krytyki społecznej wymierzonej w fundamenty kapitalistycznego świata. Przykładem była tu powieść Germinal Émile’a Zoli, pisarza burżuazyjnego, który wprawdzie socjalizmu w całości nie popierał, ale z podziwu godną przedmiotowością potrafił „przyznać [robotnikom] stanowczą wyższość moralną nad przedstawicielami kapitału” (Sztuka a socjalizm).

We współczesnej literaturze polskiej nowe prądy społeczne przejawiały się słabiej aniżeli na Zachodzie albo w Rosji, ponieważ zbyt silne były u nas „przesądy jezuicko-feudalne i tradycje szlachecko-burżuazyjne” (tamże). Z wolna jednak najważniejszy konflikt społeczny współczesności, czyli starcie pracy z kapitałem, znajdował coraz częściej wyraz w utworach prozatorskich i poetyckich autorów młodszej generacji. Ideowe zaangażowanie literatury nie musiało ograniczać jej horyzontów poznawczych, wszak twórcy wyznający idee socjalistyczne w „życiu rzeczywistym i w walkach milionów widzą niewyczerpane źródło natchnienia” (tamże). Projektowana przez Suessera sztuka przyszłości miała powstać jako reakcja na zwyrodnienia moralne, ideowe i estetyczne sztuki burżuazyjnej. Rozpowszechnioną w kręgach modernistycznych koncepcję „sztuki dla sztuki” Suesser ostro krytykował i zdecydowanie odrzucał, widząc w niej objaw patologiczny, wyrosły na gruncie społeczeństwa kapitalistycznego. Określenie fin de siècle – często przez modernistów używane – odnosiło się według niego do zwyrodnienia ich sztuki, oznaczało „koniec jej przewagi, zbliżający się szybko” (tamże). Suesser nie znajdował też uzasadnienia dla skrajnego, aspołecznego indywidualizmu niektórych modernistów. Dał temu wyraz, krytykując idee Friedricha Nietzschego, Maxa Stirnera i nawiązującego do nich Johna Henry’ego Mackaya (Bieżące piśmiennictwo niemieckie, „Przegląd Tygodniowy” 1893, nr 51).

Kult Skandynawów i dramatu społecznego. W pracach krytycznych Suesser konsekwentnie splatał wątki literackie z wątkami teatralnymi, a całość problematyki osadzał na fundamencie socjologicznym. Dramaturgia współczesna – tworzona przez wybitnych Skandynawów, Strindberga i Ibsena – sytuowała się w opozycji do dominującego wcześniej modelu teatru mieszczańskiego, którego repertuar zasilali swoją mierną, konformistyczną i „lekką” produkcją autorzy wywodzący się z szkoły pièce bien faite. Suesser odegrał wybitną rolę jako popularyzator i tłumacz dramaturgii naturalistycznej w Polsce. Najwyżej cenił autora Ojca. W słowie od tłumacza poprzedzającym polskie wydanie Panny Julii napisał: „[…] Strindberg należy do najwybitniejszych współczesnych pisarzy i koryfeuszów realistyczno-społecznego kierunku, znaczenie zaś jego nie da się zamknąć w granicach rodzimej […] szwedzkiej literatury” (Od tłumacza, w: A. Strindberg, Panna Julia. Dramat naturalistyczny, dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1890, półrocze I). Znaczenie twórczości Strindberga było niekwestionowane, albowiem „wprowadził [on] żywioł na wskroś nowoczesny, poruszając najżywotniejsze idee współczesne z podziwu godną przedmiotowością, która go stawia w rzędzie najznakomitszych pisarzy realistycznych literatury europejskiej” (tamże). Drugie polskie wydanie dramatu Ojciec Strindberga Suesser poprzedził obszernym portretem krytycznym autora, w którym zawarł szczegółowy opis jego biografii i twórczości skoncentrowany na płaszczyźnie ideologicznej. To była zresztą cecha znamienna studiów tego krytyka poświęconych dramatopisarzom naturalistycznym. Interesowały go głównie przekonania światopoglądowe pisarzy oraz ich stosunek do najistotniejszych problemów społecznych współczesności. W portrecie Strindberga – bodaj najważniejszym swoim tekście krytycznym – Suesser zaakcentował jego wielki wybuchowy temperament, rozsadzający niekiedy kompozycję utworów. Kontrowersyjność szwedzkiego pisarza nigdy nie pozostawiała czytelnika obojętnym. „Dla niego – przekonywał Suesser – nie istnieją karby konwenansu ani względy czułostkowej delikatności. Gdy wali, to taranem; gdy ćwiczy, to kolczugą. Przed siłą jego uderzeń nie ostał się najpotężniejszy filar obłudy dźwigający błyskotliwą fasadę monogamicznej rodziny, za którą kryły się gruzy idealizmu lub pustki zimne i przerażające”. Strindberg zradykalizował przesłanie swojego wielkiego konkurenta Ibsena, bo gdy tamten „błyskawicą oświetlił ciemne zaułki moralności – to Strindberg zburzył je uderzeniem piorunu” (August Strindberg. Zarys literacki, w: A. Strindberg, Ojciec, 1898).

Stanowisko ideowe Ibsena Suesser określał jako przykład mieszczańskiego liberalizmu. Odrzucał opinie tych krytyków, którzy zarzucali autorowi Nory zatruwanie publiczności i czytelników „zgubnym jadem zwątpienia sączącym się z dzieł poety fiordów i borów norweskich” (Nowe studium o Ibsenie, „Ateneum” 1896, t. 2, z. 6). Pesymizm Ibsena wynikał – zdaniem Suessera – z głębokiego rozczarowania i reakcji szlachetnego serca na brak ideałów w społeczeństwie mieszczańskim, nie niósł on jednak ze sobą żadnych destrukcyjnych treści. W mniemaniu krytyka twórczość Ibsena zasadzała się na określonym fundamencie myślowym; dramatopisarz był twórcą formułującym problemy zasadnicze, nieskorym jednak do udzielania na nie jednoznacznych odpowiedzi. Suesser ujmował tę sprawę następująco: „[…] Ibsen jest »poetą problemów«, jak nim musi być każdy poeta-myśliciel, ale nie jest propagatorem tendencji społecznych ani filozoficznych, a tym mniej politycznych. Od Björnsona i jego adherentów odróżnia go wybitnie obiektywny spokój obserwatora, który zjawisko dane widzi i reprodukuje z artyzmem niepospolitym, ale się do niego ani nie zapala, ani nad nim nie załamuje rąk” (tamże).

Suesser przestrzegał przed przypisywaniem poglądów bohaterów sztuk Ibsena autorowi, co często przytrafiało się recenzentom i krytykom. W jego mniemaniu wielki dramaturg nigdy nie zatracił swojej oryginalnej indywidualności, pewnej zmianie ulegało jedynie jego credo ideowe: od wczesnej wiary w zwycięstwo sprawiedliwości do późniejszego zwątpienia i sceptycyzmu.

Pod wpływem twórczości skandynawskiej rozwijał się talent Hauptmanna. Był to w mniemaniu Suessera „realist[a] czystej wody”, który już w pierwszym swoim dramacie Przed wschodem słońca zrywał z „tradycją niemieckiego sentymentalizmu i francuskiej techniki” i zmierzał – w ślad m.in. za Ibsenem – do stworzenia „jędrnego i silnego dramatu społecznego” (Gerhart Hauptmann. Zarys literacki, „Ateneum” 1893, t. 3, z. 7). Dramat Przed wschodem słońca doczekał się tu bardzo interesującej interpretacji, skupionej i na płaszczyźnie społecznej, i na psychologii postaci. Suesser postawił utwór na równi z Potęgą ciemnoty Lwa Tołstoja. W jego odczuciu świat przedstawiony w utworze niemieckiego dramatopisarza nosił znamiona porażającej prawdy życiowej: „Blask wschodzącej jutrzni oświeca widownię tragedii, a głuchy odgłos podziemnych grzmotów zapowiada zbliżający się przewrót. Sceny szalonej rozpusty i wyuzdania, rozgrywające się w trakcie dramatu, rysują się wyraziście na tle strasznej nędzy proletariatu wiejskiego; a w czerwonej łunie wschodzącego słońca ukazują się postaci skarlałe i niskie, z piętnem zaguby na czole”. Od tych bohaterów odstaje Helena, „wyrosła z kałuży jak kwiat na bagnisku, tęskniąca za czystszym, zdrowszym powietrzem, żądna wolnego oddechu, a skazana na zgubę bez nadziei ocalenia” (tamże). Hauptmann osiągnął tutaj szczyty naturalizmu, porównywalne z utworami Strindberga. Kwestie dziedziczności, determinizmu środowiskowego oraz przykłady psychofizjologicznych patologii zostały przez autora Przed wschodem słońca opracowane z właściwą naturalizmowi jaskrawością. Święto pojednania Suesser nazwał z kolei „dramatem nerwów, pozbawionym tragicznego bohatera lub bohaterki i miłosnej intrygi jako motoru akcji” (tamże). Wysoką ocenę przyznał też Samotnym, dramatowi, w którym „odzwierciedla się życie rodzinne »fin-de-siècle’u« aż do najdrobniejszych szczegółów”, a całość to „prawdziwa tragedia życia codziennego, zaobserwowana w jednym z licznych wypadków rzeczywistych i oddana z całą bezwzględnością realizmu i zamiłowaniem prawdy” (tamże).

Studia o Ibsenie, Hauptmannie i Sudermannie stanowiły kwintesencję ideowo-estetycznych poglądów Suessera, były reprezentatywną próbką jego dyskursu krytycznego, ukazały jego ścisły związek z poetyką realistyczną i naturalistyczną, nosiły też wyraziste ślady autorskiego zaangażowania po stronie prawdy życiowej i postępu społecznego. Mimo swojej otwartości światopoglądowej Suesser był jednak przywiązany do postarystotelesowskiej kompozycji dramatu; świadczyły o tym rozproszone w portretach krytycznych i recenzjach uwagi wartościujące pozytywnie logicznie skonstruowaną, spójną, ciągłą akcję i jednolitą strukturę całości pozbawioną heterogennych efektów.

Ideał artysty. William Morris. Krótko po śmierci angielskiego twórcy Suesser ogłosił jego portret; był to wyraz hołdu dla Anglika, dla jego postawy ideowo-etycznej i puścizny artystycznej, jaką pozostawił. Tony epitafijne nasyciły się tutaj nieukrywanym entuzjazmem krytycznym. Na wstępie, skupiając się na wyglądzie artysty, krytyk zanotował uwagi fizjonomiczne: „Twarz marzyciela, który zgoła z marzeń swoich nie rezygnuje, lecz je urzeczywistnia; twarz poety, który nie buja po niebiosach, szukając tam raju, lecz go na ziemi tworzy i ludzkością zaludnia” (William Morris. Szkic do portretu, „Krytyka” 1896, z. 8). Znaczenie biografii i twórczości Morrisa nie ulegało wątpliwości. Był on apostołem nowych idei, człowiekiem moralnie nieskazitelnym, przeświadczonym o możliwości stworzenia sprawiedliwego świata. Suesser z uznaniem pisał o Morrisie jako młodzieńczym buntowniku zrywającym więzy narzuconej mu przez ojca kariery zawodowej. Poczuwszy wolność, mógł oddać się swojej pasji – sztuce. Raził go brak gustu estetycznego głównie własnej klasy, mieszczaństwa, planował więc szeroko zakrojoną reedukację społeczeństwa; marzyło mu się przezwyciężenie złego smaku i braku ideałów w społeczeństwie. Toteż, jak to ujął Suesser, „[c]hciał [Morris] zreformować życie współczesne i ożywić je zamiłowaniem do sztuki”. Miało ono wyprzeć płaski materializm, wywołać „zapał dla piękna i przeszczepić na grunt nowoczesny cudowną roślinę hellenizmu” (tamże).

Największe zainteresowanie Suessera przyciągnęła postawa ideowa Morrisa ewoluująca ku socjalizmowi. Krytyk stwierdził, że „[s]ocjalistyczne przekonania […] były naturalnym etapem ostatecznym jego dążności”. Inspirując się poglądami Johna Ruskina, Morris odczuwał niechęć do „cywilizacji współczesnej”, poszukiwał rzeczy pięknych, w końcu skłonił się ku walce o „przewrót ustroju społecznego, w którym gwałt i ohyda, przeciwne prawom natury, rej wiodą” (tamże). Suesser uwypuklił starania Morrisa o zapoznanie się z ideami socjalistycznymi u źródeł, przy czym zasugerował, że sympatie artysty kierowały się w ich stronę również z przyczyn estetycznych, bo wedle jego przekonania „jedynym celem socjalizmu jest wywalczenie dla ludu wolnej i jasnej przyszłości, umożliwienie mu nieograniczonego korzystania z tworów przyrody i piękna” (tamże). Wyzwolenie proletariatu i uzyskanie przezeń możliwości obcowania ze sztuką (piękną) było przewodnią ideą Suessera. W ujęciu Morrisa świat socjalistyczny jawił się jako utopia progresywna, w której pojawia się „obraz uroczej sielanki przyszłości”. Suesser zachwycał się tym obrazem; wolność, równość, sprawiedliwość i piękno panowały w świecie powieści Morrisa. „Człowiek – zauważał krytyk – nie jest tu [w Wieściach znikąd] […] dodatkiem do jakiegoś olbrzymiego, wszystko zaspakajającego mechanizmu, ale indywidualnością swobodną, rozwijającą się dzięki udogodnieniom, które stworzyła udoskonalona technika uwalniająca go od wykonywania poślednich robót fizycznych” (tamże). Ten projekt antropologiczny był bardzo bliski Suesserowi. Interpretując ideowe przesłanie Wieści znikąd, krytyk ujmował je przez pryzmat własnych preferencji ideologicznych. Morris był dla Suessera człowiekiem wewnętrznie prawym, bezkompromisowym i uczciwym, przykładem „żarliwej indywidualności”. Oddany interesom robotniczym, angażował się nierzadko w działania polityczne; cechował go „talent niepospolity, nieskazitelny charakter i zapał ognisty dla świętej sprawy” (tamże).

Promotor polskiej sztuki i literatury. W l. 1891–1895 Suesser publikował na łamach niemieckiego miesięcznika „Die Gesellschaft”, organu sztuki realistycznej i naturalistycznej, krótkie recenzje dzieł z literatury polskiej. Miały one charakter informacyjno-popularyzatorski. Wyróżniła się wśród nich i objętością, i wartością krytycznoliteracką notka poświęcona Lalce Prusa („Die Gesellschaft” 1891, I kwartał). Suesser określił ją jako powieść społeczną z dużą dozą humoru przypominającego twórczość Charlesa Dickensa, Williama Thackeraya i Nikołaja Gogola, złożoną z dość luźnych obrazów i epizodów. Szczególne uznanie krytyka zyskał stary subiekt i jego pamiętnik, mniejsze – Wokulski, który miał według niego popełnić samobójstwo. Wśród utworów wyróżnionych przez Suessera znajdowała się też krótka powieść Śmierć Ignacego Dąbrowskiego poświadczająca duże zdolności analityczne autora i rzadko spotykaną u tak młodych pisarzy znajomość najsubtelniejszych zakamarków duszy ludzkiej („Die Gesellschaft” 1893, I kwartał). Na łamach wiedeńskiego „Allgemeine Kunst-Chronik” oraz niemieckich magazynów „Amsler &amp;amp; Ruthardt’s Wochenberichte” i „Kunst-Salon” Suesser ogłaszał z kolei sprawozdania i listy o sztuce polskiej, omawiając twórczość wielu malarzy, m.in. Jana Matejki, Wojciecha Kossaka, Aleksandra Gierymskiego, Jacka Malczewskiego, Włodzimierza Tetmajera, Władysława Podkowińskiego. Jako krytyk sztuki Suesser stosował literackie kryteria opisu dzieł plastycznych, nie wypracował spójnego systemu estetycznego, powielał kategorie stosowane przez siebie na gruncie krytyki literackiej, a więc: prawdę przedstawienia, zgodność artefaktu z naturą, szczerość, indywidualność. Nieprzypadkowo z ogromną atencją odnosił się do Stanisława Witkiewicza, którego tom Sztuka i krytyka u nas uznał za dzieło znakomite nawet w skali ogólnoeuropejskiej. Znamienne, że Suesser z uznaniem pisał zarówno o Matejce, jak i np. o Jacku Malczewskim. W obrazach poszukiwał ideowego przesłania, określonej tonacji nastrojowej, prawdy przedstawienia, nierzadko dedukował literacką „treść” danego dzieła.

O literaturze i teatrze żydowskim. Suesser umarł młodo w wieku niespełna 34 lat. W jego twórczości nierozerwalnie splatał się żywioł żydowski z żywiołem polskim. Socjalista, zwolennik postępu i emancypacji klas uciśnionych nie wyrzekł się nigdy związków ze swoim środowiskiem. Położył duże zasługi w inicjowaniu badań nad literaturą jidysz (zwaną podówczas żargonową). Jego stosunek do niej ewoluował w kierunku umiarkowanie aprobatywnym. W 1890 r. napisał: „[…] nie przyznając […] żargonowi nazwy i praw języka narodowego, nie odmawiam mu racji bytu jako gwarze i narzeczu ludowemu; owszem, jako takiemu przyznaję mu niezaprzeczoną wagę i bardzo doniosłe znaczenie” (Kilka słów o żargonie i teatrze żydowskim, „Izraelita” 1890, nr 25). Język spełniał zatem ważką funkcję cywilizacyjną: za jego pośrednictwem możliwy był dostęp do szerokich kręgów ludu żydowskiego. Dużą wartość poznawczą miała przeprowadzona przez Suessera charakterystyka teatru żydowskiego i jego twórcy Abrahama Goldfadena. O jego sztukach pisał, że stanowią one „nieprzebraną skarbnicę rodzimego humoru żydowskiego; czyta się je lub słucha ich z wzrastającym ciągle zajęciem”. I dodawał: „Siła satyry, śmiałość w wypowiadaniu gorzkiej prawdy – po prostu zastanawiające! Jakże drobne i małoznaczne wydają się wobec tych samorodnych niemal tworów ludowej muzy – płytkie zwykle, bezmyślne często, a karykaturalne zawsze farsy francuskich majstrów i ich naśladowców” (tamże, nr 27).</document>
<document nplp_id="13792" title="Sygietyński Antoni" slug="sygietynski-antoni">Prozaik, krytyk literacki, muzyczny i teatralny, inicjator i współtwórca przełomu naturalistycznego, pianista. Pseudonim: Gosławiec.

Informacje biograficzne. Urodził się 5 III 1850 w Gosławicach (Łódzkie) jako syn Leona Sygietyńskiego (1822–1891), literata i tłumacza, oraz Malwiny z Krzyżanowskich (zm. 1896). Doświadczeniem, które silnie wpłynęło na jego późniejsze działania i wybory artystyczne, było powstanie styczniowe. W wyniku udziału rodziny w jego organizacji majątek w Gosławicach został skonfiskowany. W czasie powstania zginął także starszy brat Sygietyńskiego – Karol. Antoni wychowywał się i dorastał w Warszawie. Rozpoczął studia matematyczne w Szkole Głównej, ale jego prawdziwą pasją była muzyka. W l. 1869–1874 podjął naukę w klasie fortepianu w warszawskim Instytucie Muzycznym; był uczniem Stanisława Moniuszki i Władysława Żeleńskiego. W l. 1875–1881 kontynuował edukację muzyczną w Lipsku (1875–1876) oraz Wiedniu, następnie podjął studia w zakresie estetyki i historii sztuki w Paryżu – już wtedy rozpoczął współpracę z kilkoma warszawskimi czasopismami, początkowo skupiając się na krytyce i estetyce muzycznej. Do Warszawy powrócił w 1881 r. z żoną (Ubalda da Silva Martins – córka argentyńskiego farmera), z którą miał troje dzieci. W 1883 r. objął stanowisko profesora w warszawskim Instytucie Muzycznym, gdzie prowadził wykłady z estetyki. W 1904 r. ożenił się powtórnie – z Heleną Golińską (1871–1958), działaczką niepodległościową (w 1931 r. odznaczoną Krzyżem Niepodległości). Mieli troje dzieci, w tym syna Tadeusza Sygietyńskiego (1896–1955), kompozytora, muzyka, założyciela zespołu pieśni i tańca „Mazowsze”.

W l. 1888–1893 Sygietyński był działaczem Ligi Polskiej. Angażował się także w działalność polityczną, współpracował ze Związkiem Demokratycznym, redagował jego czasopismo. W 1907 r. został na krótko osadzony w cytadeli warszawskiej. Był członkiem Polskiej Partii Postępowej oraz Stronnictwa Narodowo-Postępowego. Pod koniec życia pełnił funkcję naczelnika wydziału prasowo-widowiskowego w Komisariacie Rządu. Zmarł 14 VI 1923 w Warszawie. Spoczywa na cmentarzu Powązkowskim.

Kręgi zainteresowań. Zadebiutował jako krytyk muzyczny w 1871 r. na łamach „Warszawskiego Rocznika Literackiego” krótkim omówieniem Pamiętnika do nauki harmonii Stanisława Moniuszki. Współpracował z czasopismami „Ateneum” oraz „Przeglądem Tygodniowym”. W l. 1884–1887 był współredaktorem czasopisma „Wędrowiec”, a w 1906 r. redaktorem dziennika społeczno-politycznego „Przełom”, w którym nakreślił swoje poglądy społeczne, zaangażował się też w działania niepodległościowe. W 1884 r. opublikował powieść opisującą życie rybaków w Normandii – Na skałach Calvados, a w 1890 r. – powieść Wysadzony z siodła zawierającą elementy autobiograficzne, mówiącą o deklasacji szlachty po 1863 r. Był także autorem opowiadań i nowel zebranych w zbiorze Drobiazgi (1900), w którego skład weszły m.in. Gemma, Aktorka, Ciocia Teosia, Nasza Kochana Pani, najlepiej oddające jego talent i dokładność wynikającą z głębokiej pisarskiej świadomości i autokrytycyzmu. Przełożył m.in. dzieła Hippolyte’a Taine’a.

Działalność krytyczna. Jak stwierdził Wilhelm Feldman, Antoni Sygietyński był pierwszym w Polsce teoretykiem naturalizmu, a Zygmunt Szweykowski określił go nawet mianem „pioniera i bojownika polskiego naturalizmu”. Potwierdza to działalność Sygietyńskiego na łamach „Wędrowca” wraz ze Stanisławem Witkiewiczem. W l. 1884–1887 był współredaktorem tego czasopisma i toczył intensywny spór z krytyką akademicką, promował młodych twórców reprezentujących nurt realistyczny (w malarstwie i literaturze). Jednocześnie, zgłębiając zarówno historię, jak i najnowsze osiągnięcia, głównie pisarzy francuskich, przygotowywał grunt dla naturalizmu i jego artystycznych realizatorów. Niemały ferment krytyczny wywołał artykuł Sygietyńskiego „Pan Tadeusz” w świetle krytyki p. Biegeleisena („Wędrowiec” 1886, nr 10–17), w którym autor przede wszystkim bronił Mickiewiczowskiego realizmu i stwierdzał, że epika wieszcza po prostu przekracza schemat i czytelnicze przyzwyczajenia, oraz porównywał go z naturalistami.

Działalność krytyczną zaczął jednak wcześniej. Będąc w Lipsku, korespondował z „Ateneum” oraz „Przeglądem Tygodniowym”. Na łamach „Ateneum” w l. 1881–1883 opublikował cztery części jednego ze swoich najważniejszych dzieł w zakresie krytyki literackiej – Współczesna powieść we Francji. Przedstawiał w nim sylwetki wybranych twórców, dokładnie i wnikliwie analizując nie tylko treść dzieł, ale także filozofię pisarzy, przyglądając się estetyce i miejscu poszczególnych twórców w procesie historycznoliterackim. Następne części to studium twórczości, w którym polskim odbiorcom zostali przybliżeni kolejno: Gustaw Flaubert („Ateneum” 1881, t. 2), Alfons Daudet (tamże, t. 3), Emil Zola („Ateneum” 1882, t. 4) oraz Bracia Goncourt („Ateneum” 1883, t. 2). Wspierając naturalizm – choć rozumiany nieco inaczej niż w definicjach, które można znaleźć w podręcznikach – jednocześnie postulował odejście od dekadentyzmu i sentymentalizmu.

Jedno z ważniejszych dokonań Sygietyńskiego stanowi Album Maksymiliana i Aleksandra Gierymskich (1886). Autor zawarł w nim nie tylko omówienia dzieł braci Gierymskich (mimo zatargów i nieporozumień z Aleksandrem), ale także swoje przemyślenia na temat malarstwa. Był inicjatorem projektu, ale całość prac konsultował ze Stanisławem Witkiewiczem. Jak pisze Sygietyński, jego „uwagi i obserwacje weszły w znacznej części do niniejszej pracy”. Sygietyński powrócił do twórczości braci Gierymskich w książce Maksymilian Gierymski (1906), która była właściwie powtórzeniem zawartości opublikowanego wcześniej albumu z rozwinięciem informacji biograficznych dotyczących jednego z braci. Estetyki i krytyki sztuki malarskiej dotyczy wstęp do przetłumaczonej przez Sygietyńskiego Podróży po Włoszech Taine’a (t. 1–2, 1885–1887).

Sygietyński był też aktywnym krytykiem teatralnym. W l. 1883–1914 recenzował sztuki wystawiane w warszawskich teatrach, m.in. Karykatury, Zaczarowane koło, Mazepę, Verbum nobile, Edypa króla, Balladynę, Dyletantów, Damy i huzarów, a jego wypowiedzi o teatrze dramatycznym publikowane w „Prawdzie”, „Wędrowcu” czy „Kurierze Warszawskim” stanowiły nie tylko krytyczne omówienia, ale drobne, acz wnikliwe studia na temat rozwoju polskiej sceny teatralnej.

Teoria estetyczna. Naturalizm. We wstępie do Drobiazgów (1900) Sygietyńskiego Piotr Chmielowski napisał, że ich autor „czegokolwiek się dotknął, wszędzie wybitny ślad po sobie zostawił, bo wszędzie był sobą, czy w krytyce malarskiej, czy literackiej, czy muzycznej, czy w powieściopisarstwie”. Szczególnie ważne jest jego rozumienie naturalizmu. Polemika z Henrykiem Biegeleisenem pokazuje, że naturalizm był dla Sygietyńskiego właściwie tożsamy z realizmem: „Cała siła Flauberta, tak jak zresztą cała siła nowego pokolenia francuskich pisarzy nazywających się obecnie naturalistami, leży właśnie w tym, że daje nam życie takim, jak ono jest w rzeczywistości…” (Gustaw Flaubert, „Nowiny” 1880, nr 134).

Już w sprawozdaniach, które pisał z wystaw paryskich (1878–1880), przeciwstawiał się sztuce o tematyce religijnej i historycznej (nie z powodów ideowych, ale z obawy, że „wielkość” tematu przyćmi kwestie artyzmu), wspierając malarstwo, które poszukiwało inspiracji w naturze (odsłaniając jej odwieczne prawa, obrazując nieprzerwany proces rozwoju), w życiu współczesnym i jego różnorodnych przejawach. Nie chodziło jednak tylko o mimetyczne przedstawienie i odwzorowanie, ale o odzwierciedlenie autorskiego, indywidualnego przeżywania i doświadczania rzeczywistości. Wyraziste było także stanowisko Sygietyńskiego wobec wpływu społeczeństwa na sztukę (oraz sztuki na społeczeństwo), zwłaszcza w czasie jego współpracy z Witkiewiczem. Krytyk uważał, że społeczeństwo oddziałuje na rozwój sztuki, akceptuje lub nie kierunek jej zmian, równocześnie wyrażał krytykę warunków rozwoju społeczeństwa polskiego (odnosił się głównie do politycznych czynników zewnętrznych), które nie miało warunków, aby to obustronne oddziaływanie urzeczywistniać. Dlatego skupiał się właściwie na indywidualnych talentach twórców, interesowała go m.in. kwestia nazywana za Zolą temperamentem. Jednocześnie dążył do uchwycenia kierunków, które charakteryzowałyby sztukę polską. Z różnych powodów było to trudne: „Żadnej ciągłości, żadnej równoległości w rozwoju poszczególnych działów, które by mogły doprowadzić do rezultatów pożądanych do podniesienia cywilizacji we wszystkich kierunkach, do wywołania istotnego postępu na wszystkich drogach społecznego i umysłowego życia. Toteż, gdy krytyka zagraniczna charakterystykę danego artysty niemal zawsze rozpoczyna od pokazania znamion wspólności jego z otoczeniem i poprzednimi artystami, u nas od dochodzenia ojcostwa powstrzymywać się musi: artyści nasi są albo z nieprawego łoża, albo też owocem samorództwa. […] Nie ma gruntu, mniej niż nasz, przygotowanego pod uprawę sztuki” (Maksymilian Gierymski). Wiązało się to z pewnym przesunięciem akcentów w estetycznej teorii Sygietyńskiego – początkowo natura, a z czasem przeżycia wewnętrzne, aspekt społeczny i indywidualne postrzeganie rzeczywistości przez twórcę stało się według niego najważniejszym źródłem artystycznej inspiracji. Sprzeciwiał się jednocześnie konwencji i manierze: „Najśmieszniejsze prawa i najniedorzeczniejsze wnioski wychodzą z mózgu tych estetyków, którzy poddańczo kłaniają się absolutowi, byle tylko twórczość artystyczną ująć w stałe normy i indywidualność artysty ograniczyć w jej wyłącznych dążeniach” (Rzeźba na wystawie w Paryżu, „Ateneum” 1879, t. 1, z. 2) Podobnie jak Witkiewicz Sygietyński pytał nie o to, co przedstawia sztuka, ale w jaki sposób to robi i czy dzieło sztuki staje się wyrazem wewnętrznych przeżyć twórcy – nie tyle więc chodziło o technikę, ile o prawdziwość, autentyzm dzieła. Skupiał się na technice i stylu, ale także na miejscu instytucji artystycznych w rozwoju społeczeństwa. Bez względu na to, czy koncentrował się w swoich pismach na malarstwie, literaturze czy teatrze, pierwszym pytaniem, jakie stawiał, było pytanie o warsztat artysty stanowiący podstawę integralności dzieła.

Pisma krytyczne i polemiki, które publikował Sygietyński, miały na celu nie tylko komentowanie najnowszych zjawisk artystycznych, ale także wykreowanie nowej estetyki, zmianę dominującego w malarstwie paradygmatu akademickiego. Cele te zostały częściowo osiągnięte. Sygietyński uczestniczył w procesach prowadzących do ożywienia profesjonalnej debaty o sztuce, jej roli i znaczeniu. Przecierał drogi twórcom nowoczesnym.</document>
<document nplp_id="13794" title="Synoradzki Michał" slug="synoradzki-michal">Publicysta, dramatopisarz, działacz kulturowy. Pseudonimy i kryptonimy: ał. syn.; -dz-; Halina Mazur; Karol Mohort; Koroniarz; Kustosz; Litwin; m.dz.; -M.-Dz.; m.s.; -m,s-; m.sdz.-; M. Syn.; M. S-dzki; M. Syn-dzki; Michał Halina; Michał Mazur; Walentynian; Żeglarz; Ignacy Zagłoba.

Informacje biograficzne. Michał Ludwik Synoradzki urodził się 25 VIII 1857 w Płocku jako syn Antoniego, „wysadzonego z siodła” przedstawiciela starej szlachty h. Rola, i Augusty z Lewandowskich pochodzącej ze szlacheckiej rodziny podkreślającej powinowactwo z Chopinami. Dzieciństwo i młodość spędził w domu rodzinnym w Płocku, wychowywany w atmosferze typowego „gniazda szlacheckiego”, pozostając pod wpływem konserwatywnego środowiska inteligencji płockiej. W 1873 r. ukończył tamtejsze Gimnazjum Gubernialne. W l. 1878–1881 w związku z podjęciem studiów (prawdopodobnie nieukończonych) na wydziale historyczno-przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego na krótko opuszczał rodzinne miasto. W 1881 r. poślubił Walentynę Chądzyńską i przeniósł się do Bieżunia, gdzie jako właściciel apteki i założonej przy niej agentury księgarskiej zajął się działalnością kulturalną i literacką, czyniąc ze swojego domu lokalną enklawę życia intelektualnego i towarzyskiego. Na przełom lat 70. i 80. przypadają pierwsze próbki literackie i związki pisarza z amatorskim ruchem teatralnym oraz początki pracy dziennikarskiej, których zwieńczeniem było w l. 1886–1887 objęcie redakcji „Korespondenta Płockiego”. Po przeprowadzce do Warszawy Synoradzki rozpoczął współpracę z prasą stołeczną: „Kolcami”, „Gazetą Warszawską”, „Rolą”, „Niwą Polską”, „Dzwonkiem Częstochowskim”, „Przyjacielem Dzieci”, „Biesiadą Literacką” jako sekretarz redakcji (od 1890 r.), współredaktor (1904–1907), a od 1909 r. jej właściciel. Problemy finansowe redakcji doprowadziły do zaprzestania wydawania czasopisma w 1917 r. Rok później pisarz objął stanowisko sekretarza Zarządu Miast Polskich. Z zadania, jakim było opracowanie historii miast polskich, nie pozwoliła mu się wywiązać „krótka, lecz ciężka choroba” („Kurier Polski” 1922, nr 27). Zmarł 26 I 1922 w Warszawie, pochowano go na cmentarzu Powązkowskim.

Działalność literacka i publicystyczna. Juwenilia przypadają na okres płocki i studencki epizod biografii pisarza. Ćwicząc literackie pióro aspirującego beletrysty, pisał „powieść po powieści, choć na razie nic nie drukował” (L. Krzywicki). Czytelniczy rezonans uzyskuje dzięki wprawkom dramatycznym tworzonym na potrzeby sceny amatorskiej, a nade wszystko dzięki aktywności publicystycznej: współpracy z „Opiekunem Domowych i Pożytecznych Zwierząt”, „Chwilą” i zwłaszcza z „Korespondentem Płockim” (od 1876 r.). Zdobywający ostrogi dziennikarskie literat był pierwszym wśród współpracowników, który podjął się pisania kronik, dowodząc dużej orientacji w nośnych hasłach pozytywizmu. W 1879 r. zaczął redagować Kronikę miejską, później włączył się w prace przyczynkarskie na podstawie źródeł historycznych (materiały do historii szkół i kościołów w Płockiem), a przejawem wyższych ambicji były rozprawki naukowe i opowiadania historyczne.

Najwięcej utworów prozatorskich Synoradzkiego pojawiło się w prasie płockiej w l. 1879–1886. Objęcie funkcji redaktora „Korespondenta Płockiego” było konsekwencją zdobywanego sukcesywnie prestiżu literackiego. Dzięki zainicjowaniu w 1880 r. batalii o zachowanie zbiorów archiwum płockiego oraz promowaniu projektu opracowania archeologicznej mapy pow. płockiego Synoradzki nawiązał kontakt z Józefem Ignacym Kraszewskim, a zachęcony przez niego do kontynuowania prac nie tylko społecznych, ale i literackich obrał rolę powieściopisarza historycznego i publicysty, którą kontynuował jako naturalizowany warszawiak do końca życia.

Dojrzała działalność publicystyczna będzie wiązać Synoradzkiego z „Biesiadą Literacką” i jej konserwatywnym programem ideowym nakreślonym przez założyciela Władysława Maleszewskiego. Profil pisma Synoradzki podtrzyma, przejmując redakcję „Biesiady”. Tradycjonalistyczny, opierający się na przeszłości historycznej i religii chrześcijańskiej światopogląd pisarza będzie determinować również dokumentarną, epigońską, noszącą znamiona neosarmackie prozę historyczną. Wzmożona działalność literacka, określana przez współczesnych pisarzowi krytyków „płodnością króliczą” (W. Feldman), obejmuje ponad 40 utworów beletrystycznych. Wybór drogi twórczej realizujący usankcjonowany społecznie kanon, a także potrzeba identyfikacji z narodową wspólnotą przez chęć wpisania się w jej topoi kulturowe naznaczyły pisarza stygmatem epigona, tradycjonalisty i nacjonalisty, ale i regionalisty, popularyzatora dziejów lokalnych, promującego wydarzenia spoza wielkiego planu historii, wykazującego staranność w wyzyskiwaniu surowego materiału źródłowego, przywiązującego wagę do kwerend archiwalno-bibliotecznych i wartości tzw. historii prywatnych.

Poglądy na prozę historyczną. „Albo czas zgryzie i zdławi ojczyste zabytki, albo umyślnie je zniszczą… wrogowie. Wszak pozwalać na to nie można” – pisał Synoradzki (list do J.I. Kraszewskiego z 27 VII 1880, rkps BJ 6530 IV). Przekonanie o potrzebie zabezpieczania archiwaliów zadecydowało, że pisarz propagował dokumentarny (antykwaryczny) model powieści historycznej. Według niego wymóg dowodzenia rozległej kompetencji zobowiązywał do kwerend poprzedzających proces beletryzacji, których odbycie deklarował: „Wówczas corocznie kilka tygodni poświęcałem na poszukiwania w płockim Archiwum Akt Dawnych. […] Zdobyte dane spożytkowałem następnie do powieści i rozmaitych prac dziejowych” (Ci, których znałem…, „Biesiada Literacka” 1916, nr 35).

Krytyczna analiza twórczości innych autorów dokonywana przez Synoradzkiego obejmowała badanie zgodności utworu z faktami historycznymi. W pośmiertnym artykule poświęconym Waleremu Przyborowskiemu przeczytamy: „[…] tak mało jeszcze wtedy Przyborowski czuje się rasowym historykiem, tak bardzo jeszcze pamiętnikarzem i beletrystą, że te niesłychanej wagi dane przedstawia bez cytowania źródeł, jako prostą opowieść. […] Zrozumiał on jednak doskonale znaczenie dokumentu i świadectwa” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1913, nr 13). W uwagach poświęconych pisarstwu Władysława Łozińskiego pobrzmiewają niegdysiejsze postulaty koterii petersburskiej (kult przeszłości, dążenie do rekonstrukcji dawnych obyczajów i genealogii szlacheckich, uzupełnianie narracji historycznej o epizody pomijane przez historiografów). Omawiany autor jest komplementowany za włączanie w dokumentarny dyskurs rozwiązań gawędowych i próbę realistycznego osądu rzeczywistości XVII w. (Z Warszawy, tamże, nr 26).

Synoradzki jest też świadomy eskapistycznych pokus, jakie mogą czyhać na wracającego do obrazów z przeszłości twórcę prozy historycznej uwikłanego w opresyjną rzeczywistość rozbiorową. Ultrakonserwatywne, katolickie, apologetyczne postulaty „pentarchii”, którym bliski jest także panslawizm, próbował pogodzić z metodyczną, erudycyjną koncepcją pracy Kraszewskiego i „krzepiącą serca”, mityzującą dzieje lekkością beletryzacji uprawianą przez Henryka Sienkiewicza. Swoim ugruntowanym poglądom daje wyraz jako krytyk pracy Szymona Askenazego (Józef Książę Poniatowski w Warszawie po raz ostatni, „Biesiada Literacka” 1905, nr 5–6). Synoradzki, konfrontując dwa źródła: opracowanie historyczne i materiał intymistyczny, nobilituje poznawczą wartość tego drugiego. Wykazuje, że ma świadomość doboru środków zależnie od celu przyświecającego dziełu. Funkcjonalnie operuje pojęciem wielkiego i małego czasu historycznego, jego wymiaru globalnego i osobistego. Ceni zarówno studia ad fontes, jak i refleksję historiozoficzną (daje temu wyraz chociażby we wspomnieniu pośmiertnym o A.W. Jabłonowskim). W kreacjach uzasadnionych potrzebą lepszego obrazowania ducha epoki lub wizerunku postaci dopuszcza również swobodniejszą, angażującą wyobraźnię beletryzację. Pod koniec życia coraz chętniej i częściej Synoradzki będzie się wypowiadać, nadając refleksji traktującej o przeszłości rys historiozoficzny, próbując odnaleźć swoisty aurea mediocritas między megalomanią ideologii sarmackiej a cierpiętniczym wymiarem romantycznego mesjanizmu (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1913, nr 1).

Pisarz wobec kulturowych tendencji epoki. W zakresie estetyki Synoradzki prezentował labilność poglądów. Odrzucał literaturę kryminalną i detektywistyczną, odmawiając jej jakichkolwiek walorów artystycznych i wychowawczych, określając mianem „oplątańczego kąkolu” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1909, nr 14). Literatura fantastyczna i fantastycznonaukowa cieszy się jednak jego niekłamanym uznaniem (J. Verne, H.G. Wells). Był za to przeciwnikiem literatury modernistycznej, widząc w niej przede wszystkim zatrute źródło moralności, rozpowszechniania tendencji niezdrowych i zgubnych, które można podsumować w rozpoznaniu, że „życie nie ma żadnego celu, jest niedorzeczne, pełne trosk, przygniata, osłupia, nudzi i zezwierzęca” (Z Warszawy, tamże, nr 2). Proza fin de siècle’u jest zdaniem Synoradzkiego synonimem upadku, bo zrodziła się z „otchłani nudy”, pozbawiona Boga, „budzi namiętność bólu i nieszczęścia”, zostaje podporządkowana przeznaczeniu rozumianemu jako panowanie śmierci. Jednocześnie pisarz docenia Charles’a Baudelaire’a, określając go mianem poety „wielkiego i bolesnego”, przedziwnej wrażliwości, któremu bliskie były mistycyzm i znudzenie, a w swoim mistrzowskim stylu nie znajdował dość biegłych naśladowców.

Programowa dla „Biesiady” niechęć do naturalizmu wyjaskrawia się w pismach Synoradzkiego jeszcze silniej, bo obejmuje on krytyką realizm w jego balzakowskim kształcie. Pisarza mierzi „ton potocznej rozmowy” powieści realistycznej, jej zwrot w kierunku „rzeczy zwykłych i szarych” oraz to, że „zagląda do naszych miast, do naszych domów, do każdego pokoju naszych mieszkań” (tamże), odciągając od dalekosiężnych planów, inspirujących marzeń, od Boga. Realizowany nakaz, by odtwarzać zwykłe życie, wymaga „odrzucenia surm epopei” na rzecz potocznej rozmowy przywołującej znane z autopsji miejsca. Powieść nowożytna „wysila się, aby ciągle być z nami, jak powieść starożytna wysilała się, aby się od nas oderwać. […] Ongi była napuszoną i mdłą; teraz stała się jaskrawą i zjadliwą. Powieść starożytna spaczyła treść życia rzeczywistego; pierwsza obłąkała wyobraźnię; druga obłąkała – serce” (tamże).

W niełasce u redaktora „Biesiady” jest też lżejsza muza uosabiana przez kabaret i operetkę, choć pisarz ma za sobą niemały epizod współpracy z satyrycznymi „Kolcami”. Wedle Synoradzkiego kabaret demoralizuje, odciąga czytelnika od zajmującej, cennej lektury, a widza teatralnego od klasycznej, wartościowszej inscenizacji. Podobnie sceptyczny jest w stosunku do teatrów kinematograficznych, które „podkopują sztukę, każą smak, odzwyczajają umysły od myślenia, od prawdziwego piękna, od zgłębiania twórczości artystycznej i rozkoszowania się nią” („Quo vadis” Sienkiewicza w kinematografie, „Biesiada Literacka” 1913, nr 15).

Kroniki i felietony. Młodzieńcze felietony Synoradzkiego, drukowane przede wszystkim w „Korespondencie Płockim”, wykazują silne inspiracje kronikami Bolesława Prusa. Autor ma świadomość, że prowadzona przezeń rubryka jest swoistą stylizacją. Uatrakcyjniające dyskurs rozwiązania formalne dowodzą oczytania w prasie warszawskiej, ale nie są tworem autorskim, czego z humorem i autokrytycyzmem dowodzi Synoradzki: „Patentowana kronika […] jest pisana na sposób, na wzór […] pewnych pism stołecznych. […]. Nie tracą na tym ani czytelnicy, ani redakcja, ani autor. Idzie o poczytność. […] Aby artykuł był poczytnym, trza go napisać lekko, zrozumiale, wrażliwie i dosadnie. […] Autora mniej pracy kosztuje, a więcej daje groszy” (Z Bieżunia, „Korespondent Płocki” 1885, nr 8).

Zupełnie inny charakter ma cykl Z Warszawy zamieszczany w „Biesiadzie Literackiej”. Pozbawione komizmu odcinki zbliżają się raczej do artykułu popularnonaukowego czy recenzji. Autor, wypowiadając się z pozycji autorytetu, komentuje aktualne problemy życia społecznego. Odwołuje się do zjawisk, zdarzeń spoza Warszawy, omawiając życie kulturalne i artystyczne nie tylko stolicy. Zabiera głos przy okazji rocznic i jubileuszy, reaguje na zgony wybitnych osób. Kusi się również o recenzje teatralne, refleksje na marginesie lektur. Felieton w takim wydaniu stawał się jedną z form popularyzatorskich historii, literatury, teatru, sztuki, propagowanej idei bądź wiedzy o współczesnym świecie. Zatracał jednak swoją amorficzność i synkretyzm, lekkość i barwność. Przejmował romantyczną metaforykę, kaznodziejską retorykę i czasami biblijne obrazowanie. Synoradzki wielokrotnie powołuje się na tradycje polskiej homiletyki.

Recenzje i portrety. W „Biesiadzie Literackiej” Synoradzki wystąpił również jako autor recenzji i twórca portretów literackich. Jego artykuły były zbudowane na ukształtowanym i praktykowanym przez „młodych” w latach 70. trzyczęściowym modelu, na który składał się: opis (streszczenie), objaśnienie (interpretacja) i osąd (wartościowanie). Ze względów praktycznych ocena była zdawkowa, interpretacja podporządkowana określonej tezie, opis ograniczał się do streszczenia głównego wątku fabularnego, stając się najobszerniejszą częścią artykułu krytycznego. Z czasem Synoradzki próbował przedstawiać treść dzieła w sposób sproblematyzowany, wyjaskrawiając dominującą tendencję i już na tym etapie przemycając opinię. Kontekst biografii twórcy czy genezy dzieła był przedstawiany w sposób wartościujący, a w praktyce sprowadzał się do frazesów wyjaskrawiających wybitność twórcy w zestawieniu z trudnymi warunkami życia. Dla Synoradzkiego szczególnie cennymi komponentami decydującymi o ostatecznej wartości dzieła były wymowa ideowa, stosunek do prawdy historycznej i moralne przesłanie tekstu. Recenzje teatralne rozbudowywał o informacje prezentujące ewolucję gatunku czy kontekst innych dzieł dramaturga i w tych miejscach zbliżał się do prozy eseistycznej czy popularnonaukowej.

Informacje o śmierci zasłużonych osób, rocznice i jubileusze motywowały Synoradzkiego do tworzenia popularnych w XIX w. portretów literackich ukształtowanych pod wpływem estetyki Hippolyte’a Taine’a oraz prac Włodzimierza Spasowicza i Piotra Chmielowskiego. Synoradzki, budując portret literacki, często wykorzystywał elementy opowieści biograficznej. Nierzadko są to sceny śmierci bohatera opowieści (np. fabularyzacje śmierci wielkich romantyków czy zgonu J.I. Kraszewskiego), wyjazdu z kraju bądź powrotu do domu rodzinnego (np. portret literacki J. Zajączka) czy inne spointowane punkty życiorysu. Inwersje czasowe dynamizują narrację zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenia z przeszłości są prezentowane w czasie teraźniejszym. Ten sam cel jest uzyskiwany przez wprowadzenie partii dialogowych. Faktograficzny walor tekstu konstytuują autentyczne listy, przywołane relacje, dokumenty, skrupulatnie odnotowywane daty i nazwy własne oraz przemyślany wybór ikonografii. Najciekawszym przedsięwzięciem wydają się strukturalne, generalizujące ujęcia portretowanych sylwetek osadzające ich dokonania w modelu określonej formacji historycznoliterackiej (na różnych tego procesu poziomach: poetyki, estetyki, stylistyki, idei). Tak dzieje się w artykule motywowanym 100. rocznicą urodzin Kraszewskiego oraz publikowanych cyklicznie w roku śmierci Sienkiewicza fragmentach monumentalnego w zamierzeniu zarysu życia i twórczości Litwosa.</document>
<document nplp_id="13795" title="Szarota Jan" slug="szarota-jan">Nauczyciel, pedagog, romanista, redaktor, krytyk literacki, działacz oświatowy i społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: J.Sz.; S.; Sz.; Orwid [?].

Informacje biograficzne. Urodził się 2 VI 1881 w Woli Kurowskiej (parafia Wielogłowy) k. Nowego Sącza. W Nowym Sączu skończył gimnazjum. Studiował w Krakowie i Paryżu, gdzie w l. 1904–1907 pracował jako zastępca nauczyciela w Szkole Polskiej (Batignolskiej). W 1906 r. złożył egzaminy umożliwiające objęcie posady nauczyciela gimnazjalnego i od 1907 r. pracował jako nauczyciel języków polskiego i francuskiego w gimnazjach kolejno – Krosna, Krakowa i Lwowa. Między jesienią 1918 r. a styczniem roku następnego, w okresie walk o miasto, redagował wespół z Janem Przybyłą (pseud. Refleks), Arturem Schröderem, Janiną Walicką lwowską „Pobudkę”, organ Komitetu Obywatelskiego VI Okręgu m. Lwowa (od nr. 4: organ Komitetu Obywatelskiego m. Lwowa). „Pobudka”, przygotowywana do druku przy ul. Leona Sapiehy 7, uchodzi za pierwszą na ziemiach polskich gazetkę wojenną (nie wojskową) wspomagającą mieszkańców i odciążającą agendy wojskowe od działań porządkująco-informacyjnych. W 1919 r. Szarota kierował pismem „Muzeum” wydawanym we Lwowie w l. 1885–1939, organem lwowskiego oddziału Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych (później wydawcą było Towarzystwo Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych) poświęconym dziejom edukacji i jej bieżącym potrzebom. W pracy redakcyjnej stykał się z wybitnymi humanistami: Janem Kasprowiczem, Juliuszem Salonim, Bogdanem Nawroczyńskim, Marianem Janellim. W 1919 r. w czasie pierwszego zjazdu nauczycieli szkół średnich i wyższych, zwanego Sejmem Nauczycielskim, zredagował obejmujący pięć numerów biuletyn Zjazd Nauczycielski. Sprawozdanie ze zjazdu nauczycielstwa polskiego w Warszawie w dniach 14, 15, 16 i 17 kwietnia 1919. W tym samym roku został powołany do pracy w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, gdzie najpierw pełnił funkcje urzędnicze w Wydziale Programowym, a następnie został naczelnikiem Wydziału Wydawniczego i szefem Komisji Głównej oceniającej podręczniki obowiązujące w polskich szkołach. W l. 1921–1923 Szarota wydawał pod auspicjami MWRiOP czasopismo „Bibliografia Pedagogiczna” przynoszące w części urzędowej tytuły książek przeznaczonych zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli, zalecanych i dozwolonych w polskich szkołach, a w części nieurzędowej bardzo obszerne, instruktywne recenzje publikacji ocenianych pod kątem przydatności w procesie edukacji przez wybitnych uczonych: Manfreda Kridla, Tadeusza Sinkę, Konstantego Wojciechowskiego, Józefę Joteykównę, Marię Grzegorzewską, Jana Jakóbca i in. Szarota był autorem cenionych podręczników do nauczania języka francuskiego, literatury i kultury francuskiej w szkołach średnich.

Praca pedagogiczna i urzędnicza nie wyczerpywała wszystkich zajęć Szaroty. Poświęcił obszerne, erudycyjne prace twórczości Stanisława Wyspiańskiego, a przede wszystkim współczesnej literaturze francuskiej, ze szczególnym uwzględnieniem poezji końca XIX i początków XX w. Jak wynika ze wzmianek osób bliskich, zostawił po sobie materiały do dzieł poświęconych literaturze francuskiej XVII w., teatrowi francuskiemu i twórczości polskich pisarek.

Zmarł 26 VII 1926 w Warszawie po krótkiej, ale ciężkiej chorobie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Nekrolog w „Kurierze Warszawskim” podpisała żona – to jedyna poświadczona informacja na temat życia osobistego Szaroty.

Prace krytycznoliterackie. Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego. Szarota był wrażliwym czytelnikiem i sprawnym krytykiem literackim, choć w przypadku dzieł literatury polskiej – okazjonalnym. Wyraźnymi względami darzył Wyspiańskiego, przywoływał twórcę w pracach na inny temat, a jego dramatowi Wyzwolenie (1903) poświęcił obszerną rozprawę „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego w stosunku do jego dzieł poprzednich (1903). Tytuł jest nieco mylący. Praca odwoływała się do Wesela (1901), do Legionu (1900, wyst. 1911) raczej incydentalnie, jej treścią był „rozbiór” Wyzwolenia obejmujący wszystkie warstwy dramatu – społeczne, narodowe i stricte artystyczne. W pewnym sensie wcześniejsze dzieła pisarza grały tu istotną rolę, jeśli przyjąć, tak jak to robi Szarota, że Wyzwolenie jest „koroną wszystkich rozmyślań Wyspiańskiego na ten [narodowy] temat, a łączy w sobie wszystkie składniki, które już autor poprzednio w dziełach wypowiedział mniej lub więcej jasno, i przynosi nowe zupełnie” (tamże). Powtarzały się tezy o niemocy inteligencji, bierności ludu, które znamy choćby z Wesela. Cenne i nowe – to powiązanie dojrzałości narodu z emancypacją sztuki, z uwolnieniem tkwiącej w niej mocy. Szarota opowiadał się za optymistyczną interpretacją dramatu. Wprawdzie w akcie trzecim Konrad stoi „sam już na wielkiej pustej scenie”, ale obrazu tego nie należy łączyć z klęską, lecz raczej z poczuciem skromnego wyczekiwania na moment przebudzenia narodu, co jest – zdaniem krytyka – zaprzeczeniem pychy Adama Mickiewicza i marzeń jego bohatera, by sprawować rząd dusz. Szarota podkreślał znaczenie figury Hestii wznoszącej pamięć o rodzinie i świętości polskiego domu.

Autor wyjawił, że jednym z powodów napisania książki o Wyzwoleniu była bezradność wielu krytyków, którzy nie rozumiejąc dramatu, sięgali po środki zastępcze: żarty, kpiny, kompromitujące opinie na temat Wyspiańskiego.

Współczesna literatura francuska. Szarota był znawcą XIX-wiecznej i XX-wiecznej poezji francuskiej. Kreślił sylwetki („portrety”) autorów wierszy symbolistycznych. Ważne szkice poświęcił Paulowi Verlaine’owi, belgijskiemu poecie Émile’owi Verhaerenowi, Jules’owi Laforgue’owi, Jeanowi Moréas, Henriemu de Régnierowi oraz nowej fali poetyckiej, która – zdaniem krytyka – zmyła poprzedników ze sceny literackiej. Artykuły te, wcześniej publikowane (np. w „Bibliotece Warszawskiej”), wraz z innymi szkicami złożyły się na obszerny tom Współczesna poezja francuska 1880–1914 (1917). Sposób uprawiania przez Szarotę refleksji krytycznej mieścił się w paradygmacie młodopolskim, akcentując wymagania wynikające – być może – z potrzeb dyktowanych praktyką nauczycielską, tj. kwestię zrozumiałości. Krytyk próbował wniknąć w świat poety, zająć jego pozycję egzystencjalną, empatycznie podążać jego śladem. Informacje biograficzne, stanowiące prawie zawsze punkt wyjścia szkicu, nie pełniły funkcji wyjaśniającej jak u Hippolyte’a Taine’a lub w krytyce pozytywistycznej; stanowiły nurt poboczny, płynący czasami w tę samą, a czasami w inną stronę niż poezja. Człowiek dopuszczający się rozpusty i zbrodni (jak P. Verlaine) mógł zatem być autorem wspaniałych, uduchowionych wierszy. Szarota nie moralizował, raczej podkreślał fenomen poezji zanurzonej w egzystencji i jednocześnie wyrastającej ponad życiowe uwikłania. W artykułach omawiających twórczość konkretnego poety nie poświęcał nadmiernej uwagi sztuce pisania, językowi poetyckiemu. Te zagadnienia przeniósł do osobnego rozdziału (Technika symbolizmu). Interesowały go przede wszystkim strona duchowa twórczości artystycznej, jej spersonalizowany wyraz, dramatyzm, wrażenie wywoływane w czytelniku.

Metoda ta sprawdzała się w przypadku wybranych poetów francuskich (P. Verlaine, A. Rimbaud, J. Laforgue, J. Moréas), poetów Młodej Belgii (É. Verhaeren, G. Rodenbach, M. Maeterlinck) i wielu innych twórców, zawodziła, gdy była mowa o Stéphanie Mallarmém. Szarota stosował tutaj te same kryteria, które odnosił do pozostałych twórców, nie zauważając lub nie doceniając awangardowego charakteru tej poezji, jej dominującego intelektualizmu, eksperymentatorstwa, które realizowało się m.in. w próbie zbliżenia wiersza do muzyki (np. przez wprowadzenie wartości ekspresyjnej czystego dźwięku). Konkluzje krytyka brzmiały surowo: „Mallarmé zgrzeszył przeciw elementarnym prawom mowy ludzkiej, która różni się od muzyki zasadniczo” (tamże). Nieakceptowalna okazała się teoria czystych dźwięków nieniosących jasnych treści. Komunikacyjne obligacje, spoczywające na języku, nie przestawały obowiązywać zdaniem krytyka także w poezji, podobnie jak zasada zrozumiałości.

Szarota przekonująco komentował krótki żywot symbolizmu, sztuki elitarnej, trudnej, przepełnionej poszukiwaniami absolutu i nastrojami dekadencji. Odpowiedź przyszła ze strony tych, którzy hasło „sztuki dla sztuki” zastąpili hasłem „sztuka dla życia”. W nowym nurcie poetyckim krytyk wyróżnił cztery kierunki: naturyzm, humanizm, integralizm i odrodzenie łacińskie, czyli klasycyzm. Naturyzm (nazwa miała pochodzić od H. van de Putte’a// Vandeputte’a) – kierunek w sztuce (pojawił się ok. 1895 r.) – nawoływał do powrotu do życia, do realizmu, do poszukiwania nie duszy, ale obrazu człowieka zanurzonego w konkretnej pracy. „Naturyzm jest w ostatnim rozbiorze naturalizmem przefiltrowanym przez grube bibuły z krainy idealizmu; to Zola castigatus, którego usiłowano nagiąć i przykroić do potrzeb jakiejś poezji realistycznej” (tamże). Humanizm został zaanonsowany w 1903 r., kiedy krytyk i poeta, Fernand Gregh (L’Humanisme, „Le Figaro” 1902, nr 346 z 12 XII), napisał o potrzebie „poezji ludzkiej”, innej niż poezja artystyczna, wyrażającej „całego” człowieka, nie zaś wyłącznie jego wrażenia – plastyczne lub muzyczne. Nieco bardziej skomplikowana jest geneza i przesłanie integralizmu. W 1902 r. ukazała się książka zbiorowa La Foi nouvelle zwrócona przeciw symbolizmowi. Jej współautorzy odwoływali się do terminów matematycznych, by wyrazić związek życia indywidualnego ze wszechświatem. Poezja integralistów sprzyjała wizyjności, hiperbolizacji, patosowi. Nazwa „odrodzenie łacińskie” nie jest ścisła. Francja, kraj nowożytnego klasycyzmu, już kilkakrotnie w dziejach stwarzała ideał sztuki oparty na wzorach starożytnych. Ideolodzy nowego klasycyzmu nawiązywali do Johanna Wolfganga Goethego, przyjmując, że to, co zdrowe, jest klasycyzmem, a to, co chore – romantyzmem, a ponadto wprowadzali do doktryny zaskakujący w tym miejscu pierwiastek narodowy. Zwiedzeni pozorną analogią między dawną Romą a współczesną im Francją, przestrzegali, że zatrata pierwotnego charakteru kultury może doprowadzić sztukę francuską do upadku. Żadnemu z tych kierunków Szarota nie przypisał głównej roli. Rozstrzygnięcia pozostawił czasowi.

„Technika symbolizmu”. Wiersz wolny. Technika symbolizmu to podtytuł jednego z podrozdziałów omawianej pracy poświęconego założeniom ideowo-estetycznym i językowi poezji symbolistów. Ponieważ symboliści odwoływali się do wrażeń i stanów niewyrażalnych, nieuchwytnych, nie mogli posługiwać się wyłącznie środkami wywołującymi sugestie bezpośrednie (proste skojarzenia), lecz także takimi, które powodują sugestie pośrednie, czyli symbolami. Szarota dzielił je na trzy grupy: znaki (np. Chochoł z Wesela S. Wyspiańskiego), obrazy (np. scena aktu II Wesela: rozmowa Gospodarza z Wernyhorą), fabuły (np. opowieść o Korze w Nocy listopadowej). Żeby zrozumieć symbol, trzeba przejść tę samą drogę, jaką szedł poeta, ulegając – kierowanej ku niemu – „sympatii psychologicznej” (tamże).

Poezja przełomu wieków stawiała sobie zadanie przekraczania własnych granic: „[…] geniusz ludzki cierpi – zda się – na ogromne pożądanie wydobycia się z samego siebie. Anywhere out of the world!” (tamże). Parnasiści („parnasczycy” – jak mówi Szarota) współzawodniczyli z malarstwem i rzeźbą, symboliści z muzyką. Na drodze umuzycznienia poezji pracował wytrwale Mallarmé; kontynuator tego dzieła, René Ghil, budując oparty na próbach Arthura Rimbauda system zależności między głoskami a rodzajem dźwięków wydawanych przez określone instrumenty i towarzyszącymi im uczuciami, sprowadził problem do absurdu. A jednak próba wzmocnienia sugestywnej siły słowa pozostawiła trwały ślad w języku poetyckim przez stworzenie wiersza wolnego. Wiersz ten był – zdaniem autora – największą rewolucją w świecie reguł francuskiej poezji. W XVII w. zmieniająca się prozodia języka francuskiego wykształciła 12-zgłoskowy aleksandryn, z dwoma stałymi akcentami na głosce 6 (cezura) i 12. Sztywne trzymanie się tej formy spowodowało wyraźną stagnację i konwencjonalizację sztuki poetyckiej, a próby rozluźnienia zasad formalnych, podejmowane np. przez Victora Hugo przesuwającego akcent z 6 głoski na inną i wprowadzającego bogate rymy, pozwoliły wykształcić wiersz romantyczny.

Pewnej systematyzacji rozluźnionych zasad prozodii w czasie poprzedzającym awantaż symbolistów dokonał – z pozoru najmniej do tego predystynowany – Verlaine, ale dopiero 1886 r. okazał się chwilą przełomową. Zupełne uwolnienie wiersza od jakichkolwiek obligacji formalnych ogłosił jeden z poetów symbolistów – Gustave Kahn; wsparli go Rimbaud, Laforgue i Marie Krysinska, kompozytorka i poetka polskiego pochodzenia. Według Szaroty zdefiniowanie wiersza wolnego przez Kahna: „[…] jest to równoczesne zatrzymanie się myśli i formy tej myśli” – stanowi w gruncie rzeczy definicję zdania. Zdanie, posiekane na mniejsze cząstki i zapisane w sposób przypominający strofę wierszową, nie jest mową wiązaną, bo o jej istocie decyduje rytm, swobodny, żywiołowy, tworzony spontanicznie przez skupienie pewnej liczby wyrazów w dłuższe lub krótsze zdania. Aby jednak mówić o poezji, trzeba zmianę rytmu poddać harmonijnemu falowaniu. Według Szaroty tylko spotkanie obu tych zasad: rytmizacji i harmonii regulującej zmianę rytmu daje mowę wiązaną. Zaproponowana ostatecznie przez krytyka definicja wiersza wolnego brzmi następująco: „Wiersz […] można określić jako jednostkę mowy wiązanej, zbudowaną ze stóp rytmicznych, następujących po sobie symetrycznie według praw harmonii danego języka” (tamże).

Szarota odróżnia rytm starego wiersza oparty na z góry ustalonych zasadach i rytm wiersza nowego: „Dawna technika jest formalistyczną. Nowa kieruje się zasadą logiczną i wzruszeniową” (tamże). Krytyk radzi rozsądne korzystanie z obu tych technik. Jego zdaniem to właśnie zbliża do ideału wiersza wolnego.

Kłopoty z identyfikacją, kłopoty z atrybucją. Eustachy Czekalski („Romans i Powieść” 1917, nr 13) i Zdzisław Dębicki („Kurier Warszawski” 1917, nr 60–63) wystawili książce o poezji francuskiej wysokie noty, nie podważając tożsamości autora. Imponujący poziom rozprawy Szaroty musiał jednak wzbudzić wątpliwości innych publicystów i skłonić do sformułowania pytania, czy autorem tak wartościowej pracy może być mało znany nauczyciel, bo uznano imię i nazwisko Jana Szaroty – i opinia ta okazała się zaskakująco trwała – za pseudonim Jana Lorentowicza, znawcy teatru i literatury francuskiej. Na tę sugestię mogły wpłynąć punkty pozornego przecięcia się obu biografii prowadzące do nietrafnej identyfikacji postaci: studia w Paryżu, choć w różnym czasie, wydawanie pisma „Pobudka”, choć były to zupełnie inne tytuły, zainteresowanie poezją francuską, tworzenie „portretów” wybranych poetów, co najmniej jedna publikacja Szaroty w piśmie „Literatura i Sztuka”, dodatku do „Nowej Gazety”, założonym i redagowanym przez Lorentowicza, praca Szaroty w Szkole Batignolskiej, artykuł Lorentowicza o szkole itd. Błąd został sprostowany, ale w wielu artykułach i bibliografiach, np. w Nowym Korbucie, nadal dezorientuje czytelnika.

Pozostaje do wyjaśnienia inna kwestia: kim jest Orwid, autor cyklu artykułów na temat współczesnej literatury francuskiej (poezja, dramat, powieść, bieżące życie kulturalne) zatytułowanego Ruch literacki we Francji i ukazującego się w latach 1908–1914 w „Bibliotece Warszawskiej” (1908, t. 1–4; 1909, t. 1–2, 4; 1910, t. 3–4; 1911, t. 1, 3–4; 1912, t. 2, 4; 1913, t. 1, 3; 1914, t. 1, 3). Autorstwo przypisano mechanicznie Gustawowi Daniłowskiemu, który posługiwał się pseudonimem Władysław Orwid, ale jest to atrybucja niepoprawna i od lat kwestionowana. Okoliczności biograficzne wykluczają autora Jaskółki z grona „podejrzanych”, co potwierdza także monografistka pisarza – Grażyna Legutko. Historia działu francuskiego w „Bibliotece Warszawskiej” doczekała się komentarza, który jednak nie jest rozstrzygający: Kazimierz Woźnicki, obejmujący w 1907 r. funkcję paryskiego korespondenta, przypomniał, że przez długie lata dział ten był prowadzony dorywczo przez Jana Nepomucena Leszczyńskiego, Bolesława Podczaszyńskiego, Antoniego Szabrańskiego, Konstantego Wolickiego. Dopiero od lat 50. XIX w. stałą korespondentką była Zofia Węgierska, a po niej Seweryna Duchińska. Na początku XX w. do Kroniki paryskiej pisywał okazjonalnie Antoni Potocki, po nim prezentacją literatury francuskiej i życia literackiego we Francji zajmował się romanista i mediewista – Henryk (Joachim Henryk) Reinhold (Ruch umysłowo-literacki we Francji, „Biblioteka Warszawska” 1905, t. 2; 1906, t. 1). Nazwiska znakomitych poprzedników Woźnicki odnotowywał z pewną obawą, czy sprosta wysokiemu poziomowi korespondencji (Ruch piśmienniczy we Francji, „Biblioteka Warszawska” 1907, t. 2). Już w tomie czwartym z tego roku tytuł rubryki zmienił się nieznacznie na: Ruch literacki we Francji, a autorem korespondencji omawiającej najnowsze powieści był Antoni Potocki. Od 1908 do 1914 r. rubrykę tę podpisywał Orwid. Nazwisko Woźnickiego zniknęło z działu francuskiego. Czy rzeczywiście nie sprostał wymaganiom i własnym ambicjom, czy też włączywszy się energicznie w sprawy publiczne (pomagał H. Sienkiewiczowi w przeprowadzeniu ankiety Prusy a Polska), musiał wycofać się ze sprawozdawania na tematy literackie?

Stawiamy hipotezę, opartą na analizie porównawczej sygnowanych imieniem i nazwiskiem rozpraw Szaroty i artykułów z „Biblioteki Warszawskiej” podpisywanych pseudonimem Orwid, że Jan Szarota był (współ)autorem cyklu, autorem przynajmniej jednej jego części (zob. Ruch literacki we Francji, „Biblioteka Warszawska” 1908, t. 1, z. 1). Czy dzielił z kimś ten pseudonim, a jeśli tak, to z kim? – na to pytanie nie znaleźliśmy jednoznacznej odpowiedzi. Czy mógł to być Henryk Reinhold, który po dwu nieudanych próbach przystąpienia do habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim (była też trzecia również zakończona klęską) został nauczycielem szkół średnich i współpracował, podobnie jak nieco później Szarota, z redakcją pisma „Muzeum”?

Konkluzje. Skromny nauczyciel galicyjskich szkół awansował do pierwszego szeregu krytyków zajmujących się francuską poezją symboliczną i twórczością Wyspiańskiego. Jego rozprawy pozostające w zgodzie z postulatami krytyki młodopolskiej uznającej empatię i odtworzenie procesu twórczego za drogę prowadzącą do zrozumienia dzieła literackiego cechują erudycja, rzetelność, imponujący zasób wiedzy historycznej i teoretycznej oraz przyjazny stosunek do opisywanych postaci. Jan Szarota to wybitny romanista prezentujący zjawiska literackie na tle przemian, jakim ulegały język i kultura francuska. W przeciwieństwie do Jana Lorentowicza i Zygmunta Lubicz-Zaleskiego nie przyjął roli ambasadora polskiej kultury we Francji; konsekwentnie realizował misję romanisty zaznajamiającego polskiego czytelnika z dziełami Francuzów. Jego aktywność budzi też refleksje innego rodzaju: w okresie poprzedzającym I wojnę, a także w międzywojniu, polska szkoła średnia pozostawała w kontakcie z uczonymi uniwersyteckimi, a jej pracownicy osiągali nieraz poziom akademicki.</document>
<document nplp_id="13796" title="Szczepanowski Stanisław" slug="szczepanowski-stanislaw">Polityk, poseł, ekonomista, przemysłowiec, społecznik, wydawca, publicysta. Pseudonimy: Piast; Stanisław Antoni Prus.

Informacje biograficzne. Stanisław Antoni Szczepanowski (Prus-Szczepanowski) urodził się 12 XII 1846 w wielkopolskim Kościanie. Był synem Jana Władysława Szczepanowskiego, inżyniera, doktora prawa, i Wandy (z Poplińskich), której ojciec, Antoni, był znanym pedagogiem, dziennikarzem, wydawcą i dyrektorem Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu; miał brata zmarłego w niemowlęctwie i trzy siostry: Teofilę (zam. Smoluchowską), Benignę (zam. Wolską), Marię (zam. Jarecką). W l. 1854–1857 uczył się w gimnazjum w Chełmnie nad Wisłą, a w 1862 r. ukończył szkołę realną w Wiedniu. Przez następne dwa lata przebywał wraz z ojcem na budowie kolei w południowych Węgrzech. Studiował w Wiedniu, Paryżu i Londynie. Pracował w India Office (Londyn), brytyjskim ministerstwie do spraw Indii, gdzie miał okazję poznawać mechanizmy i skutki kolonialnego wyzysku. W 1877 r. otrzymał obywatelstwo brytyjskie, a do Polski wrócił w 1879 r., by podjąć się zadania rozwoju polskiego przemysłu naftowego, w czym upatrywał szansy na likwidację opóźnień cywilizacyjnych Galicji. 16 VI 1881 ożenił się we Lwowie z Heleną Karoliną Antoniną z Wolskich, córką Franciszka i Florentyny z d. Schätzel, z którą miał sześcioro dzieci (uzdolnionych artystycznie). W pracy nafciarskiej na Podkarpaciu wprowadzał innowacyjne techniki wydobywcze; zbudował również nowoczesną rafinerię w Peczeniżynie (w okolicach Kołomyi). Reformował także styl pracy, wykonując wraz z robotnikami ich zadania, by poznać ich warunki i codzienność. Propagował rozwój kooperatyw, widząc w nich szansę na wytworzenie silnych ośrodków przemysłowych. Te idee miało krzewić czasopismo „Pomoc Własna”, które założył w Kołomyi. W 1889 r. został posłem do Sejmu Krajowego, podjął walkę o rozszerzenie autonomii Galicji, wyższe dotacje na rzecz oświaty, komunikacji, przemysłu i rolnictwa na ziemiach polskich. Był przeciwnikiem polityki rządu austriackiego, który marginalizował problemy Galicji, prowadząc jej wyzysk; efekty przedstawił w głośnej pracy Nędza Galicji w cyfrach i program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego (1888). We Lwowie wydawał pismo „Ekonomista Polski” propagujące idee ekonomicznej i gospodarczej reformy. Był inicjatorem i założycielem (wraz z A. Asnykiem i T. Romanowiczem) Towarzystwa Szkoły Ludowej. Działał też w ruchu spółdzielczym, stojąc na czele Związku Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych. Był ponadto prezesem Towarzystwa Pedagogicznego i Towarzystwa Politechnicznego. W marcu 1897 r. przejął wydawane we Lwowie „Słowo Polskie”, pierwszy wielkonakładowy dziennik galicyjski, w którym publikował artykuły pod pseudonimem „Piast”. Przejęcie wiązało się z kłopotami finansowymi redakcji, którym Szczepanowski chciał zaradzić przez wysokie dofinansowanie i podniesienie poziomu trybuny demokratów. Na początku lat 90. Szczepanowski otrzymał kredyty z Galicyjskiej Kasy Oszczędności, dzięki którym mógł rozpocząć, nieudane ostatecznie, poszukiwania węgla. W 1899 r. został niewypłacalnym dłużnikiem, występując z wolnej stopy w procesie za nadużycia wytoczonym dyrektorowi Kasy Franciszkowi Zimie (1827–1899). Szczepanowski został uniewinniony z zarzutu współdziałania z dyrektorem (a prywatnie swoim dawnym przyjacielem). Zmarł 31 X 1900 w niemieckim uzdrowisku Bad Nauheim z powodu choroby serca. Zwłoki sprowadzono do Lwowa i 26 IV 1902 pochowano na cmentarzu Łyczakowskim. Życie i działalność Szczepanowskiego stały się kanwą dwóch powieści Ignacego Sewera-Maciejowskiego (Nafta, 1894; Ponad siły, 1900) oraz dramatu Wilhelma Feldmana (Czyste ręce, 1902).

Inicjator odrodzenia narodowego. Neomesjanizm. Szczepanowski nie był ani historykiem literatury, ani krytykiem w sensie ścisłym. O literaturze wypowiadał się przede wszystkim w związku z jej znaczeniem dla własnego programu wychowania narodowego zorientowanego na odzyskanie niepodległości. Twórczość traktował instrumentalnie i tak też funkcjonowała w jego pismach. Jako inicjator neomesjanistycznego odrodzenia inspirował się ideami romantycznego mesjanizmu, a literaturę oceniał wyłącznie w perspektywie skutecznego przekazywania idei Polski jako narodu wybranego i stymulowania aktywizmu. Przypisywał wartość tym dziełom, które pozwalały jego zdaniem modelować materię narodową w kierunku postępu cywilizacyjnego i duchowego.

W artykule Walka narodu polskiego o byt („Pomoc Własna” 1886, nr 2–4) pisał o czterech cywilizacjach powszechnych (starogreckiej, starorzymskiej, włoskiego odrodzenia i francuskiej XVIII w.), z których każda na początku była cywilizacją narodową, a następnie stała się cywilizacją kosmopolityczną, świetną pod względem rozwoju materialnego, lecz pozbawioną wyższych celów i natchnienia. Sądził, że braki cywilizacyjne sprzyjają docenieniu wartości narodowych i rozbudzeniu patriotyzmu, w czym uczestniczą literatura i sztuka. Warunkiem odrodzenia narodowego jest zmiana duchowa jednostek, o czym przekonywał, powołując się na idee Adama Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego (Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych, „Słowo Polskie” 1897, nr 148). W odczycie O potrzebie swojskiego kierunku w literaturze polskiej (1894) deklarował zainteresowanie literaturą tylko w takim zakresie, w jakim „rozbudza ona ducha narodowego”, „pokrzepia ducha narodowego”, „wlewa nową otuchę”, wreszcie „jest nową bronią do dopięcia celów naszych”. Za zbytek uznawał „literaturę dla literatury” i „sztukę dla sztuki”, czyli estetyzm propagowany w kilku młodopolskich programach (Myśli o odrodzeniu narodowym, 1903). Uważał, że podstawowym odniesieniem literatury jest rzeczywistość, do której twórczość jest komentarzem, godząc tym samym w przekonanie o pierwszeństwie literatury nad życiem. Mimo wysokiej oceny literatury romantycznej, której wyraźnie przeciwstawiał konformizm twórczości okresu stanisławowskiego, Szczepanowski nie szczędził krytyki romantycznemu odwrotowi od codzienności i spraw społecznych. Romantykom zarzucał tworzenie „powstańców, a nie obywateli” (Nędza Galicji), a przez to niezdolność do wspierania umiejętności praktycznych i politycznych, a nawet krytykę działań służących poprawie bytu narodowego. Stanowisko to przeformułował w latach 90. XIX w. w związku z rozwijaniem idei neomesjanizmu, przewartościowując ocenę dorobku romantycznych wieszczów, którzy na nowo przezeń zinterpretowani „wołają: poezja ma być ewangelią życia, jedynym probierzem poezji to czyny, do których pobudza” (Idea polska). Szczepanowski bronił mesjanicznych romantyków przed tymi, którzy oskarżali ich o uprawianie mglistej mistyki, sam natomiast traktował ich pisma jako „objawienia” porównywane do tych biblijnych (Aforyzmy o wychowaniu, 1901). Istotne znaczenie dla tej oceny miały chrześcijańska etyka, powiązanie dziejów politycznych z religią i przeciwstawienie jednostkowego objawienia instytucjonalnym dogmatom Kościoła jako urzędu. Za Mickiewiczem i Andrzejem Towiańskim uznawał odrodzenie moralne za warunek odzyskania ojczyzny, od Augusta Cieszkowskiego wziął natomiast przekonanie o niezbędnej syntezie ideowej pierwiastków romantyzmu i pozytywizmu, co przysporzyło mu zwolenników i kontynuatorów wśród galicyjskiego ruchu odrodzeniowego przełomu XIX i XX w. Jego mesjanizm pracy organicznej był obliczony na wyjście Galicji z zacofania gospodarczego. Poświęcił osobny odczyt (ok. 1880) Farysowi Mickiewicza, traktując go jako literaturę, która „pokrzepia i utwierdza wiarę w nasze siły, tchnie poczuciem i pewnością zwycięstwa” (Farys – zwycięzca, w: Myśli o odrodzeniu narodowym). Czytał utwór przez pryzmat Mickiewiczowskiego myślenia idealistycznego o różnicach między narodem polskim a rosyjskim, które pokazują historię „walki myśli i idei szlachetnej z brutalną potęgą materialną”. Tym samym wiersz miał skłaniać do refleksji nad koniecznością kształcenia indywidualnego ducha narodowego przez wyższe idee zapobiegające przekształcaniu wolności w anarchię i samowolę. W odczycie tym zadeklarował niechęć do „literackiego” traktowania literatury, przeciwstawiając mu przekonanie o statusie literatury jako części „życia praktycznego” (tamże).

O poezji, literaturze i swojskości. Swoje pojmowanie poezji Szczepanowski zawarł w artykule inspirowanym publikacją poematu Sen Jermaka Jana Sawy (właśc. Marii Konopnickiej) (Do redaktora „Przełomu”, „Przełom” (Wiedeń) 1895, nr 11). Otwarcie deklarował, że w poezji nie szuka uczuć (tkliwości, upojenia czy pociechy), lecz siły i zachęty do walki. Poemat Konopnickiej określił jako „nowe zjawisko w literaturze męczeństwa”, za którym stoi głęboka wiara w dziejowe posłannictwo Polski pozwalająca poetce ukazać fałsz i podłość jako fundament potęgi Rosji. Atakując w szkicu Dezynfekcja prądów europejskich („Słowo Polskie” 1898, nr 40) zależność współczesnej polskiej literatury od zagranicznych wzorców, Szczepanowski powtarzał zarzuty, które wcześniej postawił twórcom pozytywistycznym. Doceniając rolę ruchu pozytywistycznego po wyczerpaniu się romantyzmu, wprost pisał o „powodzi obczyzny”, czyli uzależnieniu literatury od wpływów zewnętrznych, domagając się powrotu do rodzimych źródeł kultury (Myśli o odrodzeniu narodowym). Postulując literacki powrót swojskości, Szczepanowski podkreślał, że nie dąży do zamknięcia literatury w ramach języka i historii narodowej. Przekonywał, że największa polska literatura romantyczna opierała rodzimą treść na wszechstronnej wiedzy o europejskich wzorcach, które wchłaniała. Współczesna twórczość miała dowodzić natomiast braku takiej wiedzy i wynikającej stąd konieczności bezpośredniego naśladowania obcych form. By zbudować dla niej przeciwwagę, Szczepanowski sformułował cechy „wielkiej literatury”, które pozwalały odróżniać ją od innych literatur europejskich: odrzucenie nienawiści rasowej i dążenie do urzeczywistnienia głoszonych idei. Cechę pierwszą łączył z uniwersalnością literackiej kreacji, która nienawiść zastępuje patriotyzmem; drugą – z towianizmem, którego bronił przed zarzutami o chaos i niejasność formułowanych myśli (tamże).

Przeciwnik estetyzmu. W okresie intensywnego rozpowszechniania haseł młodopolskich Szczepanowski wystąpił jako zdecydowany przeciwnik nowej sztuki i obrońca starego porządku estetyczno-ideowego – obok m.in. Mariana Zdziechowskiego i Teodora Jeske-Choińskiego. Głośnym szkicem Dezynfekcja prądów europejskich zainicjował istotną dyskusję literacką, w której jego przeciwnikami byli Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Artur Górski i Ludwik Szczepański. Szczepanowski zabrał głos w związku z artykułem poświęconym twórczości Gabriela D’Annunzia (T. Konczynski, Gabriel D’Annunzio, „Słowo Polskie” 1898, nr 37), który sprowokował go do wypowiedzi na temat zależności ówczesnej polskiej literatury od obcych wzorców i wynikającego stąd zaniku ducha narodowego. Zagraniczną twórczość, tak chętnie naśladowaną przez polskich twórców, znamionuje „partactwo naukowe, ślepota duchowa, nieznajomość nabytków cywilizacyjnych”, czego przykładem jest twórczość Émile’a Zoli, którego Szczepanowski nazywa „hurtownym fabrykantem […] guana literackiego” (Dezynfekcja prądów europejskich). Z równą niechęcią publicysta pisał o modernistycznej autoteliczności, uznając ją za ideę zagrażającą prawdziwemu celowi twórczości, jakim dla najwybitniejszej europejskiej literatury był zawsze „czyn bohaterski”. Po dodatkowe argumenty sięgał do literatury antycznej i nieodległej tradycji romantycznej, której źródło widział w pragnieniu odbudowania ojczyzny. Dlatego wobec przyswajanych ówcześnie prądów europejskich postulował „dezynfekcję” pozwalającą na wybór wyłącznie tych tendencji, które odpowiadałyby narodowym zadaniom sztuki. Zachęcał do poznawania literatury i filozofii niemieckiej, gdzie dostrzegał wartości etyczne (sumienie, wolność, sprawiedliwość), jak i zainteresowanie kulturą ludową uznaną za źródło narodowej twórczości (Nędza Galicji).

Polemikę ze Szczepanowskim Szczepański podjął, wskazując, że czerpanie z obcych wzorców nie stanowi zagrożenia, polskim twórcom potrzeba bowiem jeszcze wiele pracy, by sprostać naśladowanym oryginałom. Na Dezynfekcję prądów europejskich Górski zareagował także cyklem artykułów Młoda Polska, w których określił zarzuty Szczepanowskiego jako krzywdzące i lekkomyślne. Z wyrazem poparcia dla publicysty wystąpił natomiast Marian Zdziechowski oskarżający literaturą młodych o brak patriotyzmu i moralnych ideałów. Głos Szczepanowskiego wpisywał się w szersze tło dyskusji, jakie w XIX w. toczono w związku z potrzebą określenia roli wpływów kultur zachodnich na literaturę polską.

Kontynuacje. Neomesjański program Szczepanowskiego podjęło po jego śmierci środowisko lwowskiego miesięcznika „Odrodzenie”, który powstał w celu propagowania działalności pioniera naftowego, jego misji edukowania ludności wiejskiej oraz doskonalenia moralnego. Szczepanowskiego program kształcenia w duchu narodowym przez propagowanie aktywnego odnoszenia się do rzeczywistości wpłynął w pewnym stopniu na poglądy Romana Dmowskiego i Stanisława Grabskiego, ideologów Stronnictwa Narodowego propagujących narodowy kształt gospodarki i kultury.</document>
<document nplp_id="13797" title="Szczepański Ludwik" slug="szczepanski-ludwik">Prozaik, dziennikarz, publicysta, poeta, krytyk literacki, krytyk teatralny, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Jan Z.; Jan Zabiełło; Ludwik Sz.; Ludwik Szcz.; L. Szcz.; L. Szczep.; Liks; liks; L.S.; L. Sz.; L. Sz-i; L. Szi; Ls; ls; Lsi; lsi; Lsz; Lszi; (lszcz); s.L.; Szcz.; Wincenty Ogórek; Wincenty O.; XY; X i Y; xy; x.y.; (xy).

Informacje biograficzne. Urodził się 5 III 1872 w Krakowie jako syn dziennikarza i literata Alfreda Szczepańskiego (1840–1909) oraz Heleny z Zieleniewskich. Dzieciństwo i lata młodości spędził w Wiedniu, gdzie ojciec pełnił funkcję sekretarza Österreichische Länderbank. Nie zachowały się informacje dotyczące jego edukacji na niższych szczeblach, udokumentowane pozostają jedynie dwa lata nauki (1889–1891) w badeńskim gimnazjum. Rodzice prowadzili salon otwarty skupiający ówczesną elitę Wiednia, dzięki czemu podzielający literackie pasje ojca Szczepański szybko wniknął w polsko-austriackie środowisko kulturalne. W l. 1891–1893 (cztery semestry) studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, później w Wiedniu, by ostatecznie zrezygnować z tego kierunku. Stały bywalec Café Central, kawiarniane życie wespół z elitą artystyczną „młodego Wiednia” łączył z literacko-publicystyczną aktywnością, dzięki współpracy z polskimi i austriackimi czasopismami zaistniał jako krytyk dwujęzyczny. W 1897 r. powrócił do Krakowa, by podjąć trud wydawcy pisma propagującego nowe kierunki w sztuce. W składzie redakcji ukazującego się od września „Życia. Tygodnika Ilustrowanego Literackiego, Artystycznego, Naukowego i Społecznego” zasiedli również: Artur Górski, Stanisław Wyrzykowski, Stanisław Wyspiański, Zenon Parvi i Antoni Potocki. Po latach za swój sukces z czasów redagowania „Życia” Szczepański uzna odkrycie Adolfa Nowaczyńskiego, który zadebiutował na łamach periodyku. W maju 1898 r. Szczepański sprzedał generujące straty finansowe pismo. Jego przejęciu przez Ignacego Maciejowskiego towarzyszyły nieporozumienia, w efekcie literat zrezygnował z dalszej współpracy. Na początku XX w. przedsięwziął w rodzinnym mieście kolejne inicjatywy wydawnicze: od 1901 r. zaczęła się ukazywać „Ilustracja Polska”, od 1903 r. „Nowiny dla Wszystkich”. W przededniu pierwszej wojny zadłużony dziennik przejął koncern „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, a Szczepański na długie lata zasilił szeregi dziennikarzy tej popularnej gazety. W burzliwych czasach Wielkiej Wojny z uwagi na działalność patriotyczną został aresztowany (1916), następnie wcielony karnie do armii austriackiej. Po krótkim pobycie we Lwowie (1918–1919) powrócił do Krakowa, w którym, wyjąwszy czasy wojennej tułaczki (1944–1945), spędził resztę długiego życia, angażując się w inicjatywy kulturalne i społeczne (założyciel Towarzystwa Krzewienia Świadomego Macierzyństwa; od 1935 r. przewodniczący Towarzystwa Metempsychicznego). Zmarł 19 II 1954 w Krakowie w biedzie i osamotnieniu. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Kręgi twórczości. U schyłku XIX w. Szczepański wydał dwa wyrastające z klimatu epoki tomiki poezji: Srebrne noce. Lunatica (1897) oraz Hymny (1897). Wśród przedstawicieli młodego pokolenia rozgłos zyskał zwłaszcza wiersz Żegluga – „żart – program liryczny młodych, kawiarnianych argonautów poezji” (A. Potocki, Polska literatura współczesna, cz. 2, 1912). Na łamach XX-wiecznych czasopism („Ilustracji Polskiej”, „Nowin”, „IKC”, „Pobudki”, „Przekroju”) Szczepański publikował satyryczne wierszyki podpisane na ogół pseudonimem Wincenty Ogórek bądź kryptonimami. Sił próbował również jako prozaik, czego świadectwem pozostają powieści: W naszej letniej stolicy, czyli przygody rejenta Nowakowskiego w Zakopanem (1903) oraz fantastyczna, futurystyczna dylogia: Król powietrza (1909) i Przewrót (1911). Pokłosiem zainteresowań Szczepańskiego spirytyzmem i metafizyką były wydane w dwudziestoleciu międzywojennym pozycje: Czy umarli mówią z nami? Spirytyzm współczesny (1936), Mediumizm współczesny i wielkie media w Polsce (1936), Cuda współczesne (1935), Wiedza tajemna, wróżbiarstwo, magia dni naszych (1939).

Działalność krytyczna. Już w 1894 r. Szczepański zamieścił w „Niwie” sprawozdania z przedstawień teatrów niemieckich, opowiadając się jednoznacznie za nowym dramatem, podkreślał prekursorskie znacznie Die Freie Bühne, na której zaistnieli Henrik Ibsen, August Strindberg, Gerhart Hauptmann, „by stamtąd rozpocząć swój pochód po teatrach całej Europy” (Teatra niemieckie, „Niwa” 1894, nr 10). Za miasto narodzin nowej sztuki uważał Paryż, „gdzie poeta wsłuchuje się w bicie serca Europy, gdzie artysta woła: sztuka dla piękna, sztuka dla ideału” (tamże). Spośród austriackich krytyków najwyżej stawiał swego mistrza – Hermanna Bahra, którego cenił za bezkompromisowość i odwagę w walce z „motłochem teatralnym” podjętą w imię zwycięstwa nowego repertuaru. Dystansował się od oceny dzieła literackiego dokonywanej na podstawie identyfikacji z określonym prądem, dysputy dotyczące estetycznych preferencji Gerharta Hauptmanna wartościowanych w ten właśnie sposób ucinał autorytatywnym stwierdzeniem: „Wielki poeta jest wielkim i jako naturalista, i jako symbolista” (tamże, nr 11). Pięć lat później, w innym sprawozdaniu, z satysfakcją konstatował dynamiczny rozwój modernistycznego dramatu równoznaczny ze scenicznym triumfem „Młodych Niemców”. Zamieszczał na łamach „Życia” recenzje z krakowskich przedstawień, nie pomijał przy tym okazji, by upomnieć się o miejsce dla sztuk Williama Shakespeare’a, Juliusza Słowackiego, Henrika Ibsena i Hauptmanna. Aktywność recenzencką kontynuował w „Nowinach. Dzienniku niezawisłym demokratycznym ilustrowanym”, uwagę koncentrował tu głównie na repertuarze młodopolan, celnie na ogół punktując wszelkie artystyczne uchybienia (Jeńcy L. Rydla, Meleager S. Wyspiańskiego, Dla szczęścia S. Przybyszewskiego, Białe pawie T. Konczyńskiego, Car Samozwaniec, Wielki Fryderyk A. Nowaczyńskiego).

W roli krytyka literackiego zadebiutował obszernym, syntetycznym artykułem Henryk Ibsen. Garść uwag („Świat” 1894, nr 23–24), w którym uwzględnił również kwestię burzliwej recepcji dzieł sławnego Norwega. „Szekspira XIX wieku” Szczepański przedstawiał jako genialnego dramaturga: wybitnego myśliciela, „herolda przyszłości”, patrona nowej epoki, buntownika i idealistę – „socjalnego arystokratę”, wnikliwego obserwatora swoich czasów: „Wiek XIX przedstawia się w typach Ibsena” (tamże). Dopatrywał się w jego twórczości przesłania optymistycznego, gdyż, jak dowodził, dramaturg „nawołuje do życia intensywnego, pełen wiary w lepszą przyszłość burzy, co uznał za złe, aby wznieść świetniejszy gmach na trwalszych podwalinach” (tamże, nr 24). Spośród twórców europejskich, oprócz Ibsena, portret literacki pióra Szczepańskiego zyskał również patron modernistów – Paul Verlaine, którego tłumaczył na język polski. „Poetę przeklętego” przedstawił jako „reformatora poetyckiego”, wiernego sztuce nonkonformistę, niezabiegającego o poklask tłumu. Podobnie jak inni młodopolscy krytycy Szczepański postrzegał twórczość jako formę duchowej autobiografii, toteż znaczną wagę przywiązywał do kategorii szczerości, składając hołd artyście, konkludował: „[…] była to dusza mistyka trawiona żarem wiecznego nieukoju […]. Wielkość jego talentu polega na doskonałości, z jaką uczuciom swoim umiał zawsze nadać artystycznie piękny kształt w pieśni i wierszu” (Paweł Verlaine. Szkic do portretu, „Czas” 1896, nr 262). Bronił go przed krytyką Émile’a Zoli, któremu nb. nie odmawiał geniuszu (Do młodych, „Przegląd Poznański” 1896, nr 8). U schyłku XIX w. i na początku następnego stulecia Szczepański nie stronił od polemik literackich, poczynając od odpowiedzi Adamowi Asnykowi w formie wiersza Szkic do portretu współczesnego. (Cieniom Podkowińskiego) („Kraj” 1895, nr 23). Kompetencje „starej” krytyki warszawskiej podważał z kolei w artykule Komiwojażerstwo literackie („Przegląd Tygodniowy” 1897, nr 20), w którym z ironiczną werwą przedstawił portret recenzenta dyletanta-komiwojażera, ucieleśniony jego zdaniem w osobie Teodora Jeske-Choińskiego (autora Na schyłku wieku, Rozkład w życiu i literaturze). Z wetem krytyka spotkał się artykuł Iwana Franki Poeta zdrady deprecjonujący twórczość Adama Mickiewicza (W obronie czci, „Przegląd Tygodniowy” 1897, nr 21; Hajdamaka, „Dziennik Polski” 1897, nr 133). Na łamach czasopism austriackich („Rundschau Wien”, „Neue Revue”), czeskich („Politik”) popularyzował literaturę polską, prezentując twórczość zarówno młodszego, jak i starszego pokolenia (Z. Przesmycki, K. Tetmajer, a także H. Sienkiewicz, M. Konopnicka). Naśladownictwo literatury obcej, „korny dogmatyzm” wskazywał jako słabość twórczości rodzimej niepozostającą bez wpływu na nikłe zainteresowanie jej obrazem za granicą (Literatura nasza za granicą, „Przegląd Tygodniowy” 1897, nr 1). Szczepański zapewnił sobie sławę opublikowanym na łamach „Życia” programowym, wielokrotnie przedrukowywanym w antologiach artykułem Sztuka narodowa („Życie” 1898, nr 10), polemicznym względem tekstu Stanisława Szczepanowskiego Dezynfekcja prądów europejskich, z celną diagnozą współczesności wyrażoną w lapidarnym, często później cytowanym stwierdzeniu: „Żyjemy w epoce mundurów”. Postulował wolność warunkującą szczerość artystyczną, jednoznacznie określając istotę i zadania sztuki – „twierdzy indywidualizmu”: „Tylko ta sztuka ma wartość, w której twórca daje nam istotnie całą treść swego ducha”. Dla odparcia zarzutów o brak patriotyzmu kierowanych pod adresem młodych powoływał się na twórczość Stefana Żeromskiego, jednocześnie proponował nowe rozumienie „sztuki narodowej” wykraczające poza ciasne ramy dydaktyzmu i utylitaryzmu: „Sztuka w znaczeniu swoim jest kosmopolityczną […]. Jeżeli twórczość naszą ożywia kult prawdy – jeśli artysta polski stara się być sobą i wyrazić treść ducha swego w oryginalny, a estetycznie najdoskonalszy sposób – sztuka taka ma w sobie siłę rozwoju i jest piękną, »pożyteczną« i narodową” (tamże). Dezaprobatę wobec krytyków starszego pokolenia Szczepański wyraził również w związku z ich postawą w kampanii antysienkiewiczowskiej: „Niepotrzebnie więc warszawscy krytycy rzucili się hurmem na odsiecz Sienkiewiczowi; on ich pomocy nie potrzebował i sława jego stoi niewzruszenie, a krytyka określa, co jest jej prawem, naturę i granice jego talentu” (Echa z Warszawy, „Ilustracja Polska” 1903, nr 17). Z rodzimych przedstawicieli nowej sztuki szczególną uwagę poświęcił Stanisławowi Wyspiańskiemu – spadkobiercy romantycznej „lutni złotostrunnej”: „On pierwszy znów odważył się – i miał moc po temu, by powiedzieć, że »Polska to jest wielka rzecz«” („Wyzwolenie”, tamże, nr 6). Wyzwolenie traktował jak kontynuację Wesela, dramat o charakterze konfesyjnym, miała to być – „tragiczna skarga, spowiedź i satyryczna chłosta artysty” (tamże). Popularnemu w epoce Lucjanowi Rydlowi odmawiał natomiast miejsca w gronie młodopolan, gdyż w jego twórczości nie odnajdywał nowych idei, pasji poszukiwania. Zaangażowany w bieżące wydarzenia lat 1914–1918, u progu odzyskania niepodległości opracował zbiór „lirycznych dokumentów chwili” zatytułowany Pieśń polska w latach wielkiej wojny (1916), uwzględnił w nim kilka swoich wierszy (Na przełomie roku, Wśród nocy, Strofy dnia). Antologię dopełniał obszerny, wydrukowany później również w formie broszury, zdążający ku syntezie artykuł Nowy romantyzm w poezji polskiej czasu wielkiej wojny (1917), w którym akcentował jej anachroniczność i epigonizm wynikający z bezkrytycznej inspiracji romantyzmem.

W historii literatury Szczepański zapisał się jako założyciel, pierwszy wydawca i redaktor krakowskiego „Życia”. Propagator wiedeńskiej secesji, gorliwy orędownik nowej sztuki, jej wartość upatrywał przede wszystkim w indywidualizmie i nonkonformizmie wyrastającym z imperatywu duchowego buntu: „»Młoda Polska« jest to pojęcie łączące najróżnorodniejsze, nawet bardzo sprzeczne elementy: jedną atoli zasadniczą cechę stwierdzić możemy u wszystkich przedstawicieli tej grupy, mianowicie szukanie nowych dróg, prąd ku wytworzeniu nowego życia, (powiedzmy za Słowackim) rewolucyjność ducha” (P. Lucjan Rydel i jego dramaty, „Ilustracja Polska” 1903, nr 19). Za główną misję sztuki uznawał „wyzwolenie ducha z pęt”, najwyżej cenił nowatorskie dzieła wyznaczające nowe „słupy milowe, które duch ludzki stawia w swym pochodzie ewolucyjnym” (Literatura nasza za granicą), w ich poczet wpisywał m.in. utwory Verlaine’a, Ibsena, Hauptmanna, Bjørnstjerne Bjørnsona. Sądząc po jego atencji dla Tadeusza Boya-Żeleńskiego, od krytyków Szczepański oczekiwał pasji polemicznej, odwagi, umiejętności „odkrywania nieznanych lądów” (Polski Wolter, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1930, nr 32).</document>
<document nplp_id="13798" title="Sztyrmer Ludwik" slug="sztyrmer-ludwik">Powieściopisarz, krytyk literacki, teoretyk wojskowości. Pseudonimy: Eleonora Sztyrmer; Gerwazy Bomba; Gerwazy Bomba, szlachcic z Polesia; Sebastian Taratutka; Taratutka Weredyk.

Informacje biograficzne. Karol Ludwik Konstanty Sztyrmer urodził się 1 V 1809 w Płońsku w rodzinie mieszczańskiej. Ojciec, Ludwik Sztyrmer (Stürmer) (1771–1830), był lekarzem wojskowym, co miało wpływ na kierunek edukacji syna. Jego matką była Julianna z Linkowskich (ok. 1780–po 1848; 1° voto Kraszewska). Ludwik uczył się najpierw w Siedlcach, potem w l. 1821–1825 w Korpusie Kadetów w Kaliszu, powoli rozsmakowując się w naukach, szczególnie w matematyce i językach obcych. W 1825 r. rozpoczął edukację w Szkole Wojskowej Aplikacyjnej (wyższej oficerskiej) w Warszawie, którą ukończył w 1829 r. w stopniu podporucznika artylerii pieszej. Szkole zawdzięczał wykształcenie wojskowe, własnemu samokształceniu – pogłębione zainteresowania literacko-filozoficzne i psychologiczne. Debiutował w 1830 r. w „Pamiętniku Umiejętności Moralnych i Literatury” rozprawką O magnetyzmie zwierzęcym, w racjonalny sposób wyjaśniającą stany jasnowidzenia i wprowadzającą ważny w całej późniejszej twórczości pisarza, także krytycznej, dualizm duszy i ciała. Służbę wojskową odbywał w Kozienicach. W powstaniu listopadowym walczył m.in. pod Grochowem; dostał się do niewoli i jako jeniec został wywieziony do Rosji. W 1832 r. wstąpił, nie bez oburzenia współtowarzyszy niedoli, do wojska rosyjskiego i został skierowany do służby wojskowej w Finlandii. W 1834 r. rozpoczął studia w Akademii Wojskowej w Petersburgu, zajmując się – podobnie jak w Warszawie – nie tylko naukami fachowymi, ale i filozofią oraz literaturą piękną. Około 1838 r. ożenił się z Eleonorą Janowską (1815–1891), z którą miał siedmioro dzieci (Aleksandra, zam. Szulc, 1839–1904; Leon, 1842–1852; Maria Michalina, 1847–1852; Helena, zam. Godlewska, 1848–1920; Paweł, 1850–1851; Jan i Konstanty). Kiedy w latach 40. osiągnął apogeum sławy literackiej, równocześnie dosłużył się (1843) stopnia pułkownika sztabu generalnego i został naczelnikiem wydziału w departamencie osad wojskowych. W 1849 r. otrzymał rangę pułkownika, dekadę później generała majora, w 1867 r. – generała lejtnanta (a także nominację na członka Generalnego Komitetu Cenzury), w 1883 r. – generała piechoty (jednocześnie przeniesiono go do rezerwy; od 1880 r. był uznawany za niepoczytalnego). Po rosyjsku wydawał prace fachowe z dziedziny wojskowości, po polsku – pod pseudonimem żony – utwory literackie, a potem po związaniu się z „Tygodnikiem Petersburskim” rozprawy krytycznoliterackie pod pseudonimem Gerwazego Bomby i Sebastiana Taratutki zatytułowane Listy z Polesia (cykl siedmiu listów do wydawcy „Tygodnika Petersburskiego” o bardzo zróżnicowanej strukturze formalnej). W 1872 r. osiadł z rodziną w Landwarowie k. Wilna.

Kiedy po długotrwałej chorobie umierał 4 VI 1886 w Wilnie, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że odszedł nie tylko wysoki rangą rosyjski wojskowy, ale także polski pisarz, który pozostawił trwały ślad w literaturze narodowej. Został pochowany na Rossie.

Tajemnice twórczości. Ludwik Sztyrmer nie był pisarzem wybitnym, ale niezmiernie interesującym; w literaturze polskiej zajmuje miejsce szczególne jako prekursor nowoczesnej powieści psychologicznej, w której wykorzystał swe wczesne zainteresowania filozoficzno-psychologiczne oraz doświadczenia niełatwej biografii (autobiografizm jego prozy uwyraźnia się w świetle pamiętników znanych dziś tylko z fragmentów cytowanych przez P. Chmielowskiego w szkicu zamieszczonym w Naszych powieściopisarzach). Zrozumienie osobliwości jego literackich i światopoglądowych poszukiwań może dostarczyć przesłanek ułatwiających z kolei rozpoznanie specyfiki jego działalności krytycznej dążącej, podobnie jak twórczość literacka, do jakiejś pełni, której ciągle nie udawało się pochwycić.

Twórczość to niezbyt obszerna, ogłaszana od 1841 r. w almanachach i czasopismach. Debiutował powiastką Pantofel. Historia mojego kuzyna (1841), która została przyjęta nader przychylnie przez krytykę i wyznaczyła kierunek późniejszych działań cyklotwórczych pisarza. Kiedy w 1844 r. wyszło wydanie zbiorowe rozproszonych po czasopismach utworów, Sztyrmer nadał mu tytuł Powieści nieboszczyka Pantofla z papierów po nim pozostałych wybrane i ogłoszone przez Eleonorę Sztyrmer (t. 1–2, 1844). Debiutanckie opowiadanie, tworząc ramę kompozycyjną cyklu, ustanowiło ważny dla całej twórczości pisarza obszar zainteresowań, jakim jest subtelna, psychologiczna penetracja wnętrz ludzi wrażliwych, bezwolnych, bezbronnych wobec świata, skłonnych do autoanalizy i namysłu nad tragicznym uwikłaniem w egzystencję; wprowadziło groteskę, parodię, ironię jako stałe wyznaczniki pisarstwa. Wieloraką wymowę miało także posłużenie się kobiecym pseudonimem; nie tylko kamuflowało dane personalne pułkownika w wojsku rosyjskim i autorski ekshibicjonizm, ale wskazywało na specyficzne media narracyjne: słabego, inteligentnego mężczyznę o kobiecych cechach i kobietę umiejącą dostrzec i docenić ten typ osobowości. Tworzenie wielu ram wstępnych, sztucznych oddaleń i przybliżeń narracji okazało się również ważną cechą jego pisarstwa krytycznoliterackiego.

Na pierwszy okres twórczości Sztyrmera obok opowiadania debiutanckiego składają się następujące utwory, które weszły do wspomnianego wyżej wydania zbiorowego: Urywki z pamiętnika oryginalnie wychowanej kobiety oraz Frenofagiusz i Frenolesty (1842), Dusza w suchotach, Trupia główka (1843), Błogosławieństwo matki i Czarne oczy (1844) oraz kilka utworów wierszowanych pod wspólnym tytułem Wiersze znalezione w papierach nieboszczyka Pantofla.

Drugi okres twórczości Sztyrmera, przez badaczy określany jako „mistyczny” i traktowany zwykle jako czas wygasania talentu pisarskiego, wyznaczają daty 1846–1860. Powstają wówczas utwory, których podtytuły wskazują na uporczywe dążenie do zamknięcia całej twórczości w ramach jednego cyklu „powieści Pantofla”: Kataleptyk. Powieść nieboszczyka Pantofla (1846), Światło i cienie. Powieść nieboszczyka Pantofla (1847), Noc bezsenna. Rozmyślania i pamiątki nieboszczyka Pantofla z papierów po nim pozostałych ogłoszone (1859). Wznowienie zbioru Powieści nieboszczyka Pantofla w 1860 r. zamyka ten okres. Od tego momentu Sztyrmer nie uczestniczy już w życiu literackim i staje się powoli pisarzem doszczętnie zapomnianym.

Krytyka literatury i krytyka krytyki. Działalność krytycznoliteracka, która przypada na lata 1842–1843, a więc na moment rozkwitu jego talentu literackiego, jest równie efemeryczna jak twórczość beletrystyczna: rozkwita nagle, wywołując ferment w środowisku literackim, i równie nagle, w sposób niezapowiadany i nie do końca wyjaśniony, wygasa. Sztyrmer związał się wtedy z tzw. koterią petersburską, grupą konserwatywnych pisarzy wschodnich ziem dawnej Rzeczypospolitej skupioną wokół „Tygodnika Petersburskiego”. Na jego łamach ukazały się też Listy z Polesia, jedyne jego artykuły o treści krytycznoliterackiej i publicystycznej. „Tygodnik” rozpoczął ich druk od poł. listopada 1842 r. (trzy pierwsze w nr. 88, 92, 98–100) i kontynuował do końca 1843 r. (cztery dalsze, znacznie obszerniejsze, od nr. 20–99 z przerw.).

Nadrzędną formą ułatwiającą wypowiedź krytyczną jest tu list do wydawcy; w jego ramy wpisane są rozważania o zróżnicowanej strukturze formalnej: klasyczna recenzja, felieton, rozprawka, artykuł, esej czy nawet tekst quasi-fabularny, bliski obrazkowi rodzajowemu. Ta genologiczna niejednorodność nie zmienia tego, że – tak jak w wypadku utworów literackich – mamy do czynienia ze świadomie kształtowanym cyklem, który czytany w całości zyskuje nowe sensy, staje się „opowieścią” o wewnętrznych i zewnętrznych ograniczeniach dyskursu krytycznego, o przygodach krytyka próbującego, jakby mimo i przeciw koteryjności, wybić się na niezależność. Szczególne napięcie i swoistą dramaturgię tworzy nie to, co jawne, ale to, co skrywane, kamuflowane, podskórne; to, co zawsze „zaczepione” o cudze słowo, dialogowe, polemiczne, kąśliwe, ironiczne i autoironiczne, wystawione na ciosy, które prowokuje. Za sprawą tych polemicznych spięć, dziś dla przeciętnego odbiorcy mało czytelnych, bo operuje się inicjałami i aluzjami, Listy z Polesia można uznać także za krytykę krytyki literackiej. W tak czytanym cyklu list siódmy, ostatni, stanowi swoistą kulminację. Liczne noty wydawcy (J.E. Przecławskiego), którymi został opatrzony, noty wyraźnie i bez zbytnich ceregieli dystansujące się wobec bronionego dotychczas autora, nie pozostawiają złudzeń co do możliwości dalszej współpracy. W tym sensie zamilknięcie nie jest zaskakujące. Mógł do tego zresztą dążyć sam Sztyrmer, który nie potrafił poskromić swojego temperamentu polemicznego, ale nie chciał też doprowadzić do rozbicia koterii petersburskiej alergicznie reagującej na kolejne listy. Siła krytycznego rażenia okazała się również dla autora niewspółmiernie wielka w stosunku do kalibru zastosowanej broni. To, co na zasadzie cichej umowy z Przecławskim i ks. Ignacym Hołowińskim miało odsunąć od „Tygodnika” podejrzenia o krytykę nieobiektywną, ożywić pismo, przywrócić mu prestiż i popularność w społeczeństwie, obróciło się przeciwko niemu; krytyk stawał się coraz popularniejszy, atakowani nie do niego mieli bowiem pretensje, a do wydawcy, czytelnicy nie bez powodu wietrzyli jakąś nielojalność Przecławskiego wobec współpracowników. Świetność „Tygodnika” stawała się przeszłością. „Głupie koncepta Bomby”, wedle określenia Michała Grabowskiego, przyczyniły się do rozproszenia współpracowników, zmobilizowały przeciwników (np. działalność „Gwiazdy” kijowskiej w l. 1844–1849), zachwiały jednością koterii tak, że owa – żeby raz jeszcze odwołać się do Grabowskiego – „wielka spółka umysłowego życia” coraz bardziej traciła na znaczeniu. Tak więc Listy z Polesia nieuchronnie wywołują z historii również tę opowieść: o koterii petersburskiej, potem pentarchii, o frondzie „Tygodnika Petersburskiego” i próbie zdobycia przewagi w dziedzinie krytyki literackiej nad Grabowskim i Henrykiem Rzewuskim.

Persony krytyczne. Znany nam z twórczości literackiej ton groteski, parodii i niepowagi wprowadzają do omawianego cyklu krytycznego już oba pseudonimy, którymi Sztyrmer podpisywał Listy z Polesia, a także związane z nimi i ujawniane z dużą pieczołowitością szczegóły rodzinno-sąsiedzkie i topograficzne. Gerwazy Bomba (Chmielowski sądził, że to przetworzenie pseudonimu używanego w pismach młodzieńczych: Berthold = Canon = de la Bombe), „szlachciura” z głuchego Polesia, programowo nieczytający gazet, kierujący się „odrobiną zdrowego rozsądku i gustu”, a nie uczonymi kryteriami estetycznymi, pisuje swe listy, a to „na kępie pińskich błot, w okolicach stodoły”, a to „na wysokościach browaru”, w „otchłaniach lodowni” lub „z kępy na granicy posesji Protazego Tromby”. Prowincjonalizm i ignorancja, podkreślane tak usilnie, nie są jednak cechami stałymi. Krytyk zamieni je – bez specjalnych wyjaśnień i znowu bez należytej powagi – na uczoność potwierdzoną patentami magistra rozlicznych nauk, gdy w liście czwartym prześle wzorcową recenzję książki Józefa Bychowca Sztuka zapobiegania chorobom. Podpisze się wtedy: Gerwazy Bomba, ex-magister phrenologiae et philosophiae et medicinae et chirurgiae et omnium scientiarum. Przywołany przez niego do pomocy w liście szóstym i siódmym sąsiad, Sebastian Taratutka h. Szpak, to z kolei człowiek ogarnięty pasją czytania, „żywa czytelnia, chodząca literatura”. On to, jako erudyta świetnie zorientowany w najnowszej produkcji literackiej, dokonuje przeglądu noworoczników i utworów tam ogłaszanych. Przegląd ten, jako osobny artykuł Kilka słów o literaturze szpargalikowej („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 60–64), Bomba włącza do swego listu, mocno podkreślając, także w zakończeniu, kto jest jego autorem: „To tylko Taratutka pozwala sobie na takie excessa […]. Ja sobie tatarkę sieję”. Mistyfikuje więc i zwielokrotnia w znany nam już sposób instancje nadawcze, pozornie osłabiając rozpoznanie przez brak powagi, w istocie wzmacniając ostrze krytyki za sprawą wskazania, że kierujący się zdrowym rozsądkiem prowincjusze lepiej niż eksperci potrafią zdiagnozować stan polskiej literatury. Pragmatyka tego cyklu krytycznego nastawiona jest na osiągnięcie podwójnego celu. Z jednej strony na rozbawienie przeciętnego czytelnika niezainteresowanego bezpośrednio polemicznymi utarczkami, ale żywo reagującego na docinki ad personam i snującego na ten temat chętne domysły. Z drugiej – na dotkliwe, przez parodię, ironię, groteskowe wyolbrzymienie lub pomniejszenie, smaganie koryfeuszy krytyki literackiej w imię kryteriów nie tyle estetycznych, ile ideowo-moralnych; w konsekwencji na ustalenie miejsca i roli „Tygodnika” w krytyce krajowej.

Zadania literatury w Listach z Polesia. W składni Listów jako całości daje się także rozpoznać podwójny system budowy. Szczególna dramaturgia, o której była już mowa, dotyczy tego, co podskórne i co możliwe do pełnego uchwycenia tylko przy założeniu dobrej znajomości kontekstu polityczno-literackiego. Jednak to, co dla semantyki tekstu najistotniejsze, wykładane jest ze zwracającą uwagę logiką, konsekwencją i dążeniem do przekształcania szczegółowego (omawiane przykłady) w uniwersalne, obowiązujące zawsze, dotyczące całej polskiej krytyki.

Trzy pierwsze listy definiują pojęcie literatury, a w niej „belletryczności”, z czego wynika namysł nad treścią (dusza) i formą (ciało) utworu literackiego; określają funkcję recenzji i recenzentów, pokazują podejście pisarzy do aktu twórczego, co z kolei prowadzi do rozważań na temat sławy i dążenia do nieśmiertelności, bez czego pisanie książek jest tylko zadrukowywaniem papieru i dostarczaniem pożywienia molom i myszom. Sążniste, solenne listy (IV, VI, VII) to przykłady recenzji napisanych w myśl przyjętych przez krytyka zasad. Kolejność omawiania nie jest obojętna, bo wynika właśnie ze zrozumienia literatury jako „zasobów użytecznych treści dla tych, co tylko czytają”. Mamy więc najpierw wnikliwe omówienie wydawnictwa praktycznego z pogranicza medycyny, filozofii i religii (książka J. Bychowca Sztuka zapobiegania chorobom), literatury „szpargalikowej” (tak określa Bomba/ Taratutka literaturę okazjonalną, wszystkie drobne dziełka drukowane w pismach zbiorowych) oraz na koniec – utworów literackich, w tym dwutomowego wydania Poezji Adama Pługa. Niejakim naruszeniem tak odtwarzanej logiki wykładu okazuje się list piąty. Jest on polemiczną reakcją na artykuł Ewy Felińskiej (Wenerandy Kokosz) Myśli o postępie ludzkości umożliwiającą sformułowanie kąśliwych uwag na temat kobiet parających się filozofią, co dla Sztyrmera zawsze było przykładem wynaturzeń emancypacyjnych (patrz fragment zatytułowany Kobieta filozofka w opowiadaniu Frenofagiusz i Frenolesty). List ten obrazuje otwartość cyklu, jego – ujawniającą się w tym momencie przy całej przemyślanej konstrukcji uniwersalizującej – gotowość do wchłonięcia i krytycznego spożytkowania każdego interesującego wydarzenia z dziedziny szeroko rozumianej literatury.

Sztyrmer pojmuje bowiem literaturę szeroko jako wszystkie gałęzie piśmiennictwa („ogół wiadomości rozlanych w kraju”) wzajemnie powiązane, inspirujące się i wspierające. O niedojrzałości literatury polskiej („nazywam naszą literaturę dzieckiem”) świadczy nie tylko zaniedbanie wielu gałęzi, sprzeczność kierunków, w których zdążą literatura naukowa, ale przede wszystkim zbyt bujny i chaotyczny rozwój beletrystyki wynikający z niezrozumienia jej istoty i funkcji. Zarzucając piśmiennictwu niezdrowe tendencje, np. nastawienie na ilość, nie jakość dzieł („płodowitość zrobiła sobie ogromną i prawdziwie tajemniczą wziętość” – aluzja do J.I. Kraszewskiego), modę na erudycyjne popisy („encyklopedyczność”), krytyk wykłada równocześnie swoje rozumienie dzieła literackiego, o którym sądzi „zupełnie tak samo, jak o człowieku”. W dziele beletrystycznym widzi więc dwie części nierozłącznie ze sobą związane: duszę i ciało. Ciało, czyli forma, to sposób „obrobienia przedmiotu”, to gust, fantazja, styl i język, bardzo dla Sztyrmera/ Bomby ważny, co widać w przykładowych recenzjach wywyższających w tym względzie pełnych umiaru klasyków nad skłonnych do „wybryków, wykręceń i fantazjowania” romantyków. Duszą utworu, a więc jego treścią, jest główna myśl, „dążność” i cel, do którego zmierza. I choć forma jest dla krytyka niezmiernie ważna, z niej bowiem „wnioskujemy o myśli, jak z twarzy o duszy”, to jednakowoż – gdyby trzeba dokonać wyboru – „mniej znacząca jak myśl utworu”, bo żadne artystostwo nie uczyni dzieła pięknym, jeśli nie ma w nim prawdy i pożytku. Takie rozumienie literatury ułatwiało Sztyrmerowi rzecz jasna sądzenie zgodne z ideologią koterii, choć głosił się „wielkim nieprzyjacielem stronnictw w literaturze”, ale – o czym też trzeba pamiętać – nie odbiegało zbytnio od ówczesnego myślenia o tym przedmiocie krytyki krajowej, dla której cele, dążności, idee wysuwały się zawsze na plan pierwszy w rozważaniach nad dziełem literackim.

Dzieło a życie pisarza. Ciekawe, trochę pro domo sua, są myśli Gerwazego Bomby o posługiwaniu się pseudonimami literackimi oraz o problemie: biografia pisarza a jego dzieło. W tej ostatniej sprawie wypowiada sądy stanowcze na marginesie analizy niezrozumiałego dlań passusu z Sonetów krymskich Adama Mickiewicza (drobna i rzadka uszczypliwość w stosunku do poety niezmiernie przez Sztyrmera cenionego). Jest to przede wszystkim krytyka krytyki, która ocenia dzieło nie na podstawie jego wartości, ale tego, kto je napisał. Tymczasem, zdaniem autora Listów z Polesia, sąd o dziele powinien zależeć tylko od tego, „co się w nim zawiera”. Jeśli utwór wymaga dodatkowych komentarzy wyjaśniających „aluzje biograficzne, miejscowe, czasowe”, przemawia to na jego niekorzyść: „[…] im lepiej utwór sam siebie objaśnia, tym jest doskonalszy”. Autorytet pisarza i stojące za nim dokonania literackie nie mogą więc skłaniać krytyków do ślepej admiracji, a publiczność nie powinna kierować się tylko nazwiskiem recenzenta przy rozstrzyganiu o jego racjach i wartości dzieła. Dlatego pseudonimy są bardzo użyteczne, „bo przy ich pomocy nie powaga imienia, lecz myśl, dowody i talent kierują sądem publiczności”. Krytyk to dla Gerwazego Bomby miłośnik prawdy, człowiek sumienny, sprawiedliwy, tłumiący osobiste gusta i sympatie.

Zadania krytyki. Poszukiwanie kryteriów. Sens metakrytyczny mają też wszystkie rozsiane w Listach, szczególnie kumulujące się w liście pierwszym, uwagi o praktyce krytycznej „Tygodnika Petersburskiego”. Dotyczyły one przede wszystkim zbytniej tolerancji, pobłażliwości, bezkrytycznego panegiryzmu w stosunku do znanych pisarzy, braku konkluzji w recenzjach, co wiąże się z jakimś niezdecydowaniem krytyka. Sztyrmer kpi z tego także np. w Duszy w suchotach, pisząc, że w momencie, gdy autorstwo stało się rzemiosłem, krytyka powinna uszlachetniać ten zawód, a nie być „jak dobra ślepowata staruszka”, która oszczędza pokrzywę, bo myśli, że to melon, polewa blekot, ciesząc się, że wyrosną winne grona. Recenzja (dobra i pełna) powinna zastąpić dzieło i uchronić czytelnika od próżnego wysiłku czytania utworu mało wartościowego, dlatego musi dawać najpierw jasne pojęcie o treści (czasem – Bomba pisze o tym w liście szóstym – wyłuszczenie treści okazuje się już rodzajem krytyki, zwłaszcza w stosunku do utworów miernych), potem dokonać szczegółowego rozbioru myśli i formy, a w końcu sformułować ostateczny i jednoznaczny sąd o dziele. Jeśli łamy pism są dla takich recenzji zbyt szczupłe, należy dążyć do wypowiedzenia zdań, które – acz krótkie – będą sprawiedliwe, pewne i przez to właśnie użyteczne. Jednak tylko szczegółowy rozbiór dzieła, wyłożenie jego głównej myśli i dążności, zacytowanie kilku zwrotek, jeśli mówi się o poemacie, uprawnia krytyka do udzielania porad czytelnikom i autorowi. Dlatego spotykamy ostry sprzeciw Gerwazego Bomby wobec tego, co się ustaliło w polskiej krytyce literackiej i co ma kształt, jak on to określa, recepty krytycznej: na początku długi (za długi) wstęp dotyczący literatury bieżącej, który, z małymi odmianami, obsługuje omówienie różnych dzieł, a potem krótki wyrok lub rada dla autora.

Wobec krytyki i krytyków, w tym także tych, którzy pisywali w „Tygodniku Petersburskim”, wobec ich stronniczości, dezynwoltury, braku jasnych kryteriów ocen, jest więc autor Listów z Polesia bezlitosny. Trudno też się dziwić, że Przecławski, wydawca „Tygodnika”, już po liście pierwszym ocenił, że „znakomity estetyk” narobił w literaturze bieżącej to, „co bomba zwykła robić w szeregach nieprzyjacielskich” („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 90). Bomba jednak dążył również do sformułowania programu pozytywnego i w swym poszukiwaniu wyrazistych kryteriów zwrócił się ku klasykom, a romantyków oskarżył przy okazji o rozmycie pojęć estetycznych oraz ich zsubiektywizowanie. Historycy literatury niejednokrotnie zwracali uwagę na rozbieżność wypowiadanych expressis verbis (także w utworach literackich) sądów o romantyzmie i działań twórczych pisarza, w których niewątpliwie spożytkowywał on wzory romantyczne w stylu E.T.A. Hoffmanna, Nikołaja Gogola, Adelberta von Chamisso, Jean-Paula Richtera. W działalności krytycznej zapisanie się pod „chorągiew klasyczną” wynikało z faktu, że pisarze spod tego znaku mieli „statut Horatio–Boileau–Dmochowskiego”. Mimo udanego ataku romantyków część tych ustaleń ocalała i na nie można z „niejaką pewnością” rachować. Klasyk, klasyczny to dla Sztyrmera kategorie o funkcji systematyzacyjno-oceniającej, którym próbuje przywrócić reputację sprzed walki klasyków z romantykami, krytyce literackiej zaś zaszczepić to, co wtedy było cenne: porządek, reguły, dyscyplinę myślową. Na klasyków powołuje się też omawiany krytyk, gdy trzeba uzasadnić (list siódmy) szczegółowe, nawet pedantyczne rozpatrywanie pojedynczych wersów z utworów Grozy. Tę „klasycystyczną” praktykę własną Sztyrmer jest gotów podnieść do rangi zasady: gdyby autorzy wiedzieli, że krytycy będą tak „ważyli na szalach” składniki utworów, dopracowywaliby każdy szczegół, a to podniosłoby wartość powstających dzieł. Odwołując się do dawnego zwyczaju klasyków, Bomba/ Taratutka porównuje także ostatnie wydanie Poezji Grozy z ich „pierworzutem”, co pozwala mu ujawnić nietrafność sądów krytycznych Grabowskiego, którego rady ukierunkowały pracę nad nowym kształtem poematów zawartych w zbiorze.

Znaczenie. Pseudonimy, inicjały, aluzje, nawiązania są w Listach z Polesia nietrudne do rozszyfrowania, kiedy rozpatruje się wystąpienie publicystyczno-krytyczne Sztyrmera w kontekście życia literackiego lat 40. XIX w. Gerwazy Bomba, choć dość długo, bo do początków 1843 r., nierozpoznany (podejrzewano P. Jankowskiego, J. Korzeniowskiego, G. Olizara), pozostawił jednak w całym cyklu sporo śladów umożliwiających identyfikację tym, którzy znali jego twórczość literacką. Chodzi nie tylko o wskazywany tu dualizm duszy i ciała (treści i formy), ale także o „pantoflizm”, czy – jak to zostanie określone w liście drugim – pierwiastek pantoflostwa, kategorię równie u Sztyrmera wyrazistą jak Gombrowiczowska „gęba” i rozpatrywaną dogłębnie (w opozycji do „bucizmu”) już w powiastce Pantofel. Historia mojego kuzyna. Inne tropy to: kpiny z frenologii i kobiet parających się filozofią, znawstwo w dziedzinie wojskowości (ujawnione w liście szóstym przy okazji recenzji Pamiętników księdza Jordana K. Bujnickiego), a także predylekcja do wskazywania nietrafnych ujęć krytycznych przede wszystkim w odniesieniu do twórczości Eleonory Sztyrmer.

Działalność krytyczną, tak jak twórczość literacką, Ludwik Sztyrmer uprawiał na marginesie swojej wyczerpującej działalności zawodowej i naukowej, podczas wykradanych pracy i rodzinie „nocy bezsennych”, na co skarżył się w listach do Kraszewskiego. A jednak wniósł do krytyki krajowej pewien potrzebny ferment, jak i – równie w niej pożądane – dążenie do porządku, bezstronności, rzetelności, do oparcia działalności recenzenckiej na zdefiniowanych i racjonalnych kryteriach.</document>
<document nplp_id="13800" title="Szukiewicz Maciej" slug="szukiewicz-maciej">Dramatopisarz, poeta, historyk sztuki, krytyk teatralny i literacki, tłumacz, kustosz. Pseudonimy i kryptonimy: Cyprian; Cyprian Sz.; Feliks Cyprian; Odrowąż; ąż; Sem.; b.

Informacje biograficzne. Maciej Feliks Cyprian Szukiewicz h. Odrowąż urodził się 13 V 1870 w Sztokholmie, gdzie po powstaniu 1863 r. w obawie przed represjami wobec uczestników zrywu wyemigrował jego ojciec Feliks Oktawian (1840–1914), żonaty z Bronisławą z Malinowskich (1830–1900); miał brata Wojciecha Stanisława (1867–1944), działacza społecznego, i siostrę Antoninę (1863–1934, zam. Szołayską), pianistkę. To drugie małżeństwo matki, która wcześniej była żoną Karola Henryka Bauma h. Bem, urodziła pięciu synów. Dzieciństwo spędził w Krakowie, gdzie ukończył Gimnazjum św. Anny. Maturę zdał w 1890 r. i równocześnie zadebiutował poezją na łamach „Przyszłości”, organu krakowskiej młodzieży akademickiej. Studiował chemię technologiczną na niemieckiej politechnice w Pradze, gdzie zapoznał się z literaturą czeskiego modernizmu i niemieckimi utworami Stanisława Przybyszewskiego. Wtedy właśnie nawiązał z Przybyszewskim korespondencję, której fragmenty udostępnił czytelnikom w pionierskim na gruncie polskim szkicu poświęconym autorowi De profundis. Obiecująca znajomość, nastawiona na uczynienie z Szukiewicza tłumacza twórczości Przybyszewskiego, zakończyła się szybko, gdy dramat Dla szczęścia nie zyskał uznania w konkursie „Kuriera Warszawskiego”. Szukiewicz pozostał jednak zafascynowany europejskim modernizmem, co odcisnęło się również na jego własnej twórczości poetyckiej. Przez jakiś czas pracował fizycznie, nie mając pieniędzy na dokończenie edukacji. W 1900 r. ukończył historię sztuki na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 80. XIX w. poślubił Zofię Antoninę Wąsowicz (1868–1957), a od 1899 r. pracował jako kustosz w krakowskim Muzeum Narodowym i w Domu Jana Matejki. Wykształcenie i zainteresowania historyka sztuki znalazły ujście w licznych publikacjach poświęconych m.in. sztuce starożytnej, a także w monografii twórczości Jana Matejki. W trakcie studiów Szukiewicz współpracował m.in. z „Dziennikiem Krakowskim” (1896–1897) i ze studenckim czasopismem „Młodość” (1898–1900). Jego artykuły (głównie krótkie sprawozdania z wystaw, również wiersze i proza) pojawiały się w „Czasie”, „Bluszczu”, „Gazecie Lwowskiej”, „Głosie Rzeszowskim”, „Kronice Rodzinnej”, „Krytyce”, a od 1897 r. w „Życiu”. U schyłku lat 90. dramaty Szukiewicza, pisane z myślą o krakowskim Teatrze Miejskim, były wystawiane dzięki aprobacie jego dyrektora, Tadeusza Pawlikowskiego (najczęściej ani wcześniej, ani później nie były drukowane; rękopisy spoczywają w BJ oraz Ossolineum). W tym czasie Szukiewicz zainteresował się kulturą skandynawską, wysoko ceniąc literaturę i twórczość plastyczną krajów Północy. Podróż do Szwecji i Norwegii odbył latem 1899 r., jej owocem był zbiór szkiców Z ziemi fiordów i fieldów: luźne kartki z podróży (prwdr. „Czas” 1899, nr 182–212, wyd. osob. 1900). Jako twórca literacki Szukiewicz jest autorem 18 dramatów i 2 tomów wierszy, a także popularyzatorskich opowieści historycznych o kulturze i sztuce miast (Lwowa i Krakowa). W kilku dziennikach krakowskich prowadził rubryki teatralne, intensywnie współpracował z „Głosem Narodu” po 1918 r. Zmarł 28 IX 1943 w Krakowie.

Poglądy na krytykę teatralną. Szukiewicz nie był metakrytykiem, a o krytyce teatralnej i jej podstawowej formie – recenzji – wypowiadał się okazjonalnie. Szczególnym dokumentem jego poglądów na tę kwestię jest wypowiedź z łamów „Głosu Narodu”, gdzie przyznawał, że recenzje pisane w czasach mu współczesnych znacząco odbiegają od ideału, który z nostalgią lokował w przeszłości, w krytycznoteatralnych artykułach Feliksa Konecznego, Tadeusza Pawlikowskiego czy Ignacego Rosnera. W odróżnieniu od wypowiedzi poprzedników współczesne recenzje koncentrują się na „banalnościach pod adresem aktorów” i opisie fabuły sztuki. Zwłaszcza nadmiar uwag dotyczących fabuły wpływał na nieskuteczność recenzji, które mylnie brały fabułę za treść sztuki, w efekcie streszczając czytelnikom to, co albo znali dobrze i bezpośrednio ze spektaklu, albo – gdy jeszcze go nie widzieli – to, czego nie rozpoznawali później w teatrze. W konsekwencji ówcześni recenzenci nie opatrują sztuki wartościowym komentarzem. Szukiewicz za treść sztuki uznawał „rysunek i barwę dusz przechodzących przez scenę”, czyli odpowiednio: dialogi i sytuacje tekstowe oraz aktorską mimikę i intonację. Dominację uwag o fabule w bieżącym pisarstwie recenzenckim postrzegał jako zawód sprawiony autorom sztuk, publiczności i zespołowi wykonawców. Ci ostatni nie czerpali z takiej oceny żadnych korzyści, ponieważ pochwały i nagany brzmiały gołosłownie, jako że nie były ugruntowane w analizie krytycznej przedstawienia. Szukiewicz podziwiał recenzje z l. 1840–1850, o których czytał w Historii teatru w Polsce Karola Estreichera. Krytyka ta potrafiła przekonująco ukazać autorom i aktorom niedostatki ich warsztatów; błędy koncepcyjne i wykonawcze. Zdaniem Szukiewicza współczesna mu krytyka teatralna przyczynia się do upadku teatru, którego fundamentem jako instytucji narodowej winna być doradcza aktywność krytyczna.

Recenzje teatralne: ocena dramatu i inscenizacji. Jako recenzent teatralny Szukiewicz znany jest głównie ze względu na swoje wypowiedzi na łamach „Głosu Narodu”, gdzie od sezonu 1926/1927 zajął po Karolu Hubercie Rostworowskim miejsce stałego recenzenta. Przed 1918 r. pisał natomiast (pod kryptonimem b.) przez kilka miesięcy (1898–1899) recenzje w dziale Z teatru w krakowskim „Czasie”, gdzie – zgodnie z rozumieniem recenzji jako formy analizującej krytycznie sposób podania treści utworu – na warsztat brał przede wszystkim konstrukcję dramatu. Często stwierdzał jego niesceniczność, był to przypadek dotyczący głównie dzieł z tezą – społeczną, religijną lub polityczną. Wówczas, jak w recenzji z Nowego getta Teodora Herzla, akcentował „jednostronność tendencji” i dziennikarski przekaz („Nowe getto”, sztuka w 4 aktach T. Herzla, „Czas” 1898, nr 48). Z podobnych względów uznał za nieudaną komedię Wędrowna muza Michała Bałuckiego, nisko oceniając grę aktorską. Krytyk wskazał na złą budowę sztuki, w której zabrakło istotnego elementu techniki dramatycznej – akcji. W efekcie, przekonywał Szukiewicz, Wędrowna muza składa się z pozbawionych intrygi epizodów z udziałem rozmaitych postaci. Im również recenzent odmówił wartości, ukazując brak plastycznej wyrazistości i złożoności charakterów („Wędrowna muza”, komedia w trzech aktach Michała Bałuckiego, tamże, nr 250).

Recenzje literackie. Szukiewicz jest autorem stosunkowo niewielu wypowiedzi o literaturze. Kilka recenzji opublikował na łamach „Tygodnia” (dodatku literackiego do „Kuriera Lwowskiego”) pod pseudonimem Cyprian. Pisał m.in. o tomie poetyckim Z czary młodości Zenona Przesmyckiego (Miriama), który docenił za kunsztowną formę i oryginalność realistycznych opisów przyrody, skrytykował jednak przesadną sztuczność obrazowania dającą wrażenie „poetyckiej kaligrafii” (Miriam. „Z czary młodości. Liryczny pamiętnik duszy” (1881–1891), „Tydzień” 1894, nr 2). Ostatecznie uznał ten tomik poetycki za istotny dla ówczesnej poezji polskiej, a Miriama za wzór dla młodych twórców. Na łamach „Tygodnia” Szukiewicz wysoko ocenił również Naftę Ignacego Maciejowskiego (Sewera) jako znakomity portret społeczny nakreślony z wiernością i znajomością realiów. Tym razem skoncentrował się na przedstawieniu powieściowych postaci i powiązaniu pisarskiej tendencji Maciejowskiego z kondycją polskiej beletrystyki. Unikał natomiast streszczania powieściowej fabuły, podkreślając raczej jej estetyczno-formalne jakości (Sewer Maciejowski, „Nafta”, tamże, nr 5). Na łamach „Tygodnia” omówił też czwarty tom poezji Adama Asnyka, którego pokazał przede wszystkim jako twórcę poddanego filozofii pozytywnej, zainteresowanego naukami ścisłymi, rozdartego jednakże między stanowiskiem rozumowym a ideałami anachronicznego romantyzmu. Uwagę krytyka przykuła zmiana tonu obserwowana w recenzowanym zbiorze. Dostrzegł w nim zwątpienie poety we wcześniej głoszoną wiarę w nowe, faworyzujące rozum prądy. Swoją recenzję Szukiewicz oparł na wydobyciu egzystencjalnego pęknięcia między różnymi nastrojami poetyckimi a jego źródłami ulokowanymi w biografii intelektualnej Asnyka („Poezje” przez El...y. Tom IV, tamże, nr 15).

Czeska moderna. W l. 1897–1898 Szukiewicz publikował na łamach „Życia” artykuły poświęcone czeskiemu modernizmowi, m.in. twórczości Otokara Březiny, poety symbolistycznego, którego charakteryzował jako „duszę wielką, głęboką, niesłychanie wrażliwą, ze wszystkimi znamionami lunatyzmu i zapatrzenia w harmonię stref niebieskich” (Ze współczesnych Czech. Otokar Březina, „Życie” 1897, nr 7). Artykuł Szukiewicza był szeroko zakrojonym szkicem, a zarazem portretem literackim wprowadzającym polskiego czytelnika zarówno w położenie Czechów jako społeczeństwa i narodu, jak i w problematykę artystyczną twórców nowej generacji. Szukiewicz zadeklarował kolejne prezentacje czeskich autorów; jednak do tego nie doszło, a pismo wkrótce upadło. Podobny charakter miały wstępy poprzedzające edycję twórczości Jaroslava Vrchlickiego, Juliusa Zeyera, Aloisa Jiráska i in. Nie wszystkie doczekały się publikacji, a o pionierskich zasługach Szukiewicza z czasem zapomniano.

Przybyszewski i Skandynawowie. Największą rolę Szukiewicz odegrał nie jako okazjonalny recenzent, lecz jako autor pionierskiego na gruncie polskim studium o twórczości Stanisława Przybyszewskiego. W trzech numerach „Przeglądu Tygodniowego” omówił sylwetkę artystyczną pisarza, lokując ją na szerokim tle ówczesnych prądów intelektualno-artystycznych, głównie dekadentyzmu, któremu poświęcił obszerny fragment pierwszej części portretu (Stanisław Przybyszewski. Próba sylwetki literackiej, „Przegląd Tygodniowy” 1897, nr 14). W informacyjnym fragmencie odniósł się do zasadniczych cech nurtu, wskazał na jego europejskich przedstawicieli, kreśląc przy tym nie tylko ideologię estetyczną dekadentyzmu, ale i wynikającą zeń społeczną pozycję artysty. Umieszczając pisarza na tle europejskiego prądu, Szukiewicz wiele uwagi poświęcił przybliżeniu filozofii Przybyszewskiego i jego poglądom na sztukę; szczegółowo opisał artystyczną wizję miłości, osadzając ją w poglądach Arthura Schopenhauera. Opis ten umożliwił krytykowi wyjaśnienie szczególnych zachowań powieściowych bohaterów, których kondycja psychiczna i etyczna ściągnęła na twórcę niechęć krytyki i publiczności. Szkic Szukiewicza służy odparciu zarzutów przez dokładne omówienie zawartości utworów Przybyszewskiego i wskazanie pokrewieństwa jego wizji z ideami Lwa Tołstoja, Augusta Strindberga oraz Richarda Wagnera. I choć krytyk jest świadom wielu czytelniczych reakcji na omawianą prozę, swój szkic kończy jej rekomendacją w przekonaniu, że kryje „pierwszorzędne piękności” (tamże, nr 16).

O swoich preferencjach literackich Szukiewicz napisał w zbiorze szkiców powstałych pod wpływem podróży do Szwecji i Norwegii. Dał w nich wyraz uznania dla twórczości pisarzy skandynawskich, których cenił za „wyłączny patent na wierne odtwarzanie dzisiejszego człowieka i dzisiejszego życia – odtwarzanie tak wielostronne i doskonałe, że obejmujące wszystkie objawy doby końca wieku, zamknęło w sobie pewien etap umysłowego rozwoju ludzkości i wyczerpało do dna jej duszę” (Z ziemi fiordów i fieldów). Za największego dramaturga XIX w. Szukiewicz uznawał Henrika Ibsena, wysoko cenił również Knuta Hamsuna, którego opowiadania Pan. Z pamiętnika porucznika Glana. Nowele (1923) przełożył na język polski.

Język krytyczny. Na stylu krytycznym Szukiewicza wyraźnie odcisnął się młodopolski liryzm (zwłaszcza w zakresie metaforyki), na kompozycjach recenzji – analityczny schematyzm, niemniej pod względem argumentacji krytycznoliterackich ocen pozostawał rzecznikiem własnego poglądu o potrzebie wyprowadzania sądów z analizy problematyki utworów i ich formalnych jakości.</document>
<document nplp_id="13801" title="Szydłowski Ignacy" slug="szydlowski-ignacy">Poeta, tłumacz, redaktor i wydawca, krytyk literacki, nauczyciel, cenzor. Pseudonimy i kryptonimy: Gulbi; R.W. [?].

Informacje biograficzne. Urodził się w 1793 r. w Hajnie (pow. borysowski, gub. mińska) jako syn Józefa, proboszcza unickiego. Po ukończeniu gimnazjum w Mińsku od 1810 r. studiował literaturę w seminarium nauczycielskim przy Uniwersytecie Wileńskim. W 1814 r. zdobył stopień kandydata filozofii, po czym objął posadę nauczyciela poezji i wymowy w gimnazjum w Świsłoczy. W 1817 r. rozpoczął pracę jako nauczyciel w gimnazjum przy Uniwersytecie Wileńskim; uczył m.in. Aleksandra Chodźkę i Ludwika Spitznagla. Wstąpił też do Towarzystwa Szubrawców, przyjmując pseudonim Gulbi. Jako „zastępca strażnika łopaty” i „witajnik drugiego rzędu” był jednym z najaktywniejszych członków Towarzystwa oraz współautorem „Wiadomości Brukowych”. W l. 1818–1822 redagował „Tygodnik Wileński”, zaś w l. 1834–1843 – początkowo z Leonem Rogalskim, później samodzielnie – „Wizerunki i Roztrząsania Naukowe” mające ambicje czasopisma elitarnego, nawiązującego do ideałów kulturalnooświatowych wileńskiej prasy przedpowstaniowej i stawiającego sobie za cel wychowanie „człowieka oświeconego” (Przemowa, „Wizerunki i Roztrząsania” 1834, cz. 1). Współpracował również z „Dziennikiem Wileńskim”, „Dziejami Dobroczynności Krajowej i Zagranicznej”, „Bałamutem Petersburskim” (od 1831 r. „Bałamutem”) i „Tygodnikiem Petersburskim”. Opublikował z papierów pośmiertnych Prawidła wymowy i poezji Euzebiusza Słowackiego (1826) oraz – z własnymi tłumaczeniami – Lekcje łacińskie literatury i moralności albo zbiór prozą i wierszem najpiękniejszych wyjątków z autorów starożytnych, z rozbiorami przez Cycerona, Kwintyliana, Aula-Gelliusza, Rollina i innych François-Josepha Noëla i François de Laplace’a (t. 1–2, 1829). Wydał także podręcznik swojego autorstwa Przykłady stylu polskiego, w rozmaitych rodzajach wymowy i poezji zebrane i ułożone… (t. 1: Proza, 1829) pomyślany jako rodzaj antologii prezentującej wzorcowe „wyjątki” z „przedniejszych pisarzów polskich”, uporządkowane tak, by mogły posłużyć jako ilustracja teorii zawartej w Prawidłach wymowy i poezji Słowackiego (tamże, Przemowa). W l. 1826– –1828 Szydłowski sprawował funkcję cenzora rządowego, stając się jednym z najbardziej zaufanych współpracowników Wacława Pelikana, ówczesnego rektora Uniwersytetu Wileńskiego. Przypisuje mu się współautorstwo – wskazującego na polityczną wymowę Konrada Wallenroda – raportu Nowosilcowa dla Wielkiego Księcia Konstantego. Popadłszy w alkoholizm, Szydłowski zmarł 12 III 1846 w Wilnie w samotności i nędzy. Został pochowany na cmentarzu Bernardyńskim.

Poeta. Szydłowski był autorem chętnie publikowanych w czasopismach bajek, epigramatów, fraszek i szczególnie cenionych przez współczesnych okolicznościowych ód (w większości tłumaczeń z Horacego, J.-B. Rousseau, P. Lebruna, N. Gilberta). Spośród jego oryginalnych wierszy największe uznanie zyskały oda Szczęście i pokój pisana w czasie wojny 1812 (1815), Oda do Jana Śniadeckiego (1819), Dobroczynność. Oda (1823). Uwagę XIX-wiecznych historyków literatury zwróciły przede wszystkim jego wierszowane mowy pisane na potrzeby Towarzystwa Szubrawców, zwłaszcza Mowa Pana Gulbi witajnika drugiego rzędu na przyjęcie nowego członka do Towarzystwa Szubrawskiego („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 12), nazwana przez Józefa Tretiaka Odą do szubrawstwa o „nadzwyczajnej mocy i oryginalności”, bliską miejscami Mickiewiczowskiej Odzie do młodości.

Był wymieniany przez swoich współczesnych jako jeden z koryfeuszy „poezyj w Wilnie”. Zestawiany z Ludwikiem Osińskim i Kajetanem Koźmianem, Szydłowski został zapamiętany przede wszystkim jako „klasyk od pięt do głowy” (S. Morawski) oraz „szermierz wyobrażeń klasycznych” (A.E. Odyniec), chociaż zdarzyło mu się tłumaczyć także George’a Gordona Byrona (m.in. publikowane w „Dzienniku Wileńskim” w l. 1822–1823 fragmenty Giaura).

„Szermierz wyobrażeń klasycznych”. Na poglądach Szydłowskiego – utrwalonych w jego nielicznych drukowanych wypowiedziach noszących znamiona programu estetycznoliterackiego – piętno odcisnęły idee Jana Śniadeckiego i myśl Euzebiusza Słowackiego, którego Prawidła wymowy i poezji zostały nazwane w przedmowie Szydłowskiego do Przykładów stylu polskiego „najzupełniejszym […] zbiorem prawideł smaku i stylu, w którym rozmaitych rodzajów prozy i poezji najdokładniej są oznaczone różnice i najlepiej wskazane przepisy”. W duchu Słowackiego, podkreślając znaczenie „prawideł dobrego pisania i poprawnego mówienia”, „wzorów i przykładów” oraz wskazując konieczność kształcenia stylu przez naśladowanie, Szydłowski zwracał także uwagę na rolę indywidualnego talentu i imaginacji w procesie tworzenia („Bez dzielnej pomocy przyrodzonego daru sztuka niewiele przyczyni”; Przemowa). Pozostając zaś w zgodzie z myślą oświecenia w ujęciu Śniadeckiego, podnosił utylitarne oraz moralne znaczenie literatury podporządkowanej racjonalizmowi: „[…] usiłowaliśmy napełnić zbiór nasz rzeczami zdolnymi ukształcić […] żądzę uczciwą poświęcania interesu własnego pożytkom bliźnich, wzgardę dla przewrotności, podstępów, obłudy, oszczerstwa i wszelkiego rodzaju zdrożności, które zarażając towarzystwo, dla ukształcenia moralnego i naukowego stawiają ciężkie do zwyciężenia przeszkody. Bo skażenie gustu zawsze się prawie łączy z zepsuciem moralnym, […] umysł nie może się obłąkać, żeby zaraz na też bezdroża i serca za sobą nie pociągnął” (tamże).

Do popularnego wśród Szubrawców Śniadeckiego Szydłowski nawiązywał również jako redaktor „Wizerunków i Roztrząsań Naukowych”, proponując program oparty na poznawaniu wzorcowych dzieł literackich i wypowiedzi krytycznoliterackich (z powodu niskiego poziomu twórczości rodzimej przede wszystkim zagranicznych), ostro występując przeciwko żądzy oryginalności w literaturze oraz podporządkowując piśmiennictwo celom naukowo-poznawczym i moralnym.

Krytyk literacki. Zoil. Cenzor. Epistolografia z 1. poł. XIX w., zwłaszcza z kręgu filomatów i filaretów, oraz literatura wspomnieniowa utrwaliły wizerunek Szydłowskiego jako traktiernianego intelektualisty-gawędziarza, zajadłego krytyka młodych poetów, głównie Adama Mickiewicza. Taki anegdotyczny portret został ugruntowany przez Powieść bez tytułu (1855) Józefa Ignacego Kraszewskiego, w której konserwatywny i zawistny zoil Iglicki, przeciwnik romantyzmu, jest karykaturą Szydłowskiego.

O tym, że w istocie bywał on dość surowym krytykiem młodych autorów, mogą świadczyć jedyne przypisane Szydłowskiemu, opublikowane w prasie recenzje: O dziełku P. Kraszewskiego pod tytułem „Kościół Święto-Michalski w Wilnie, obraz historyczny z pierwszej połowy XVII wieku” („Tygodnik Petersburski” 1833, nr 28) oraz „Rok ostatni panowania Zygmunta III. Obraz historyczny”, przez Józefa Ignacego Kraszewskiego (tamże, nr 47). W pierwszej z nich krytyk uznał Kraszewskiego za pisarza utalentowanego, ale pozbawionego dobrego smaku, zaś jego styl za „lekki”, lecz „tak płaski, że tej lekkości, tchnącej wszystkimi wadami Paul de Kocka, bynajmniej za zaletę uważać nie można”. W drugiej, podtrzymując swoje zastrzeżenia do Kościoła Święto-Michalskiego (1833) jako „tworu płaskiego, dziecinnego”, jeszcze ostrzej skwitował Rok ostatni panowania Zygmunta III (1833) – „gawędę dla ubicia czasu”, „paplaninę pełną przesady” i „wnioskowań zarozumiałych”. Porównawszy powieść Kraszewskiego do rysunku początkującego ucznia, który „dopadłszy pędzla, zabazgrał całe płótno urywkami różnych figur, bez żadnego związku i charakteru” oraz do „bajek o wilczku i o koniku, które znudzone niańki prawią od niechcenia i bez sensu dzieciom, aby tylko je uśpić” (O dziełku), krytyk poradził autorowi, żeby – jeśli już musi pisać – zrezygnował z prozy historycznej na rzecz obyczajowej. Chociaż zdaniem krytyka Wielki świat małego miasteczka (1832) Kraszewskiego to „niedołężne naśladowanie bytu miasteczek zachodniej Europy”, gdzieniegdzie widać jednak „zarody talentu”, o czym świadczą urywki przypominające Podróż sentymentalną Laurence’a Sterne’a. Niemniej nie byłoby o czym wspominać, „gdyby tak wybitna ochota P. Kraszewskiego do pisania nie zagrażała nam jeszcze obfitszymi płodami” – kończy Szydłowski swój wywód (tamże).

Podobny ton pojawia się we fragmentach – być może współtworzonego przez Szydłowskiego – raportu Nowosilcowa o Konradzie Wallenrodzie. Autor skupia się, co oczywiste, na politycznej wymowie dzieła, które przedstawia jako niemoralne, a głównego bohatera jako „najwyższy stopień rozkiełznania umysłu i serca ludzkiego”, negatywny wzór mogący zdeprawować młodzież bardziej niż Zbójcy Schillera (Kopia raportu Senatora Nowosilcowa), znajduje jednak miejsce na ocenę formalną. Według niej Konrad Wallenrod to dzieło mierne, które „wprawdzie zawiera miejscami bardzo dobre wiersze, ale także i wiele słabszych, i bez znaczenia, składa się jakby z różnobarwnych gałganków, z nierównych części” (tamże). Szydłowski miał sabotować również wydanie pierwszego tomu Poezji Mickiewicza, stwierdzając – na prośbę wydawcy Józefa Zawadzkiego, który przedłożył mu rzecz do oceny – „tego nawet nie warto drukować”.

Wobec romantyzmu. Przeciwko poezji nowego pokolenia Szydłowski występował jako redaktor „Wizerunków i Roztrząsań Naukowych”, uznając romantyczne „obrazy imaginacji”, dalekie od „wzoru całkowitego w naturze rzeczy”, za prowadzące na bezdroża umysłowych i moralnych „obłąkań”. Pozytywnym punktem odniesienia pozostaje „rzetelne oświecenie”, które „czyniąc człowieka rozsądnym, sprawiedliwym i dobrym, wprowadza go do przybytków błogich doskonałego pokoju, przy uciszeniu tłumnych i drażliwych namiętności, przy wyzuciu się z przesądów i uprzedzeń, do przybytków […] nigdy nie zachwianej pogody” (Przemowa). Szydłowski zarzucał też romantykom nadmierny egotyzm, dyletantyzm i brak prawdziwego indywidualizmu w rozumieniu Georges-Louisa Buffona: „Poezja dzisiejsza składa się z improwizacji, rzadko gdzie widać wypracowanie i wyrobienie języka przez wielokrotne raz rzeczy napisanej poprawianie i przepisywanie, co wszyscy wszakże wielcy pisarze czynili, którzy chcieli ukształcić styl sobie właściwy; styl, który według Bufona stanowi człowieka indywidualność” (Przemowa, „Wizerunki i Roztrząsania Naukowe. Poczet Nowy” 1836, t. 1). Jako lekarstwo zalecał lekturę „pisarzów starożytnych i obcych”, bowiem tylko tłumacząc i naśladując ich dzieła, „potrafimy się kiedyś postawić w możności myślenia i pisania oryginalnie” (tamże).

Szydłowski dopuszczał też niekiedy w swoim czasopiśmie do głosu romantyków (np. w drugim tomie „Wizerunków” z 1834 r. opublikował obszerne fragmenty Über Dramatische Kunst und Literatur A.W. Schlegla) oraz dążących do obiektywizmu krytyków związanych z romantyzmem (jak Ch.-A. Sainte-Beuve). Chociaż nawiązanie przez tytuł „Wizerunki i Roztrząsania Naukowe” do Critiques et portraits littéraires nie ma tutaj charakteru zobowiązującego, warto odnotować, że Szydłowski przedrukował niektóre studia Sainte-Beuve’a, np. jego „portret literacki” poświęcony Victorowi Hugo (Wiktor Hugo w roku 1831, „Wizerunki i Roztrząsania”, cz. 4).

Ignacy Chodźko napisał o Szydłowskim: „Trwał on stale, aż do śmierci, w swym klasycznym uporze, a najście nowej hordy romantyków na wiekuisty Parnas odpierał już to tomikami »Wizerunków Naukowych«, których był redaktorem, już to ostrą bronią dowcipu”. Wydaje się, że ów „klasyczny upór” Szydłowskiego nie zawsze był równie konsekwentny – nieprzypadkowo przecież najbardziej cenił akurat Prawidła wymowy i poezji Euzebiusza Słowackiego, który próbował godzić doktrynę klasycystyczną z nowszymi tendencjami w literaturze zachodnioeuropejskiej. Obecność romantyków w czasopiśmie, które redagował, świadczy, że Szydłowski pozostawał również do pewnego stopnia otwarty na nowe tendencje w krytyce literackiej.</document>
<document nplp_id="13803" title="Szymanowska Natalia" slug="szymanowska-natalia">Powieściopisarka, tłumaczka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Anatol; Anatol Krzyżanowski; An. Krzyż.; An. Krz.

Informacje biograficzne. Jak podają źródła (niemetrykalne, PSB), Natalia Janina Szymanowska urodziła się w 1858 r. we wsi Rębowo/ Rębów (pow. gostyński; nie: gostyniński). Jej ojcem był Edmund Leon Jakub Krzyżanowski h. Świnka, obywatel ziemski, matką była zaś Józefa Ksawera z Racięckich. Miała cztery siostry: Marię Pulcherię (zam. Wiercińską), Krystynę Julię Teresę, Krystynę i Helenę Józefę. W 1898 r. zawarła związek małżeński z Janem Nepomucenem Michałem Szymanowskim, urzędnikiem Kolei Żelaznej w Warszawie, synem Jana i Marii z Kosińskich, liczącym 24 lata. Jeśli data urodzenia Natalii jest poprawna, to w dniu ślubu miała lat 40, a nie 29, jak podała. Byłaby więc 16 lat starsza od małżonka. Nie wiadomo też, kiedy nazwisko mężowskie zostało poprzedzone przydomkiem Korwin. Nekrolog podpisany przez męża, siostry i rodzinę komunikuje śmierć Natalii Korwin-Szymanowskiej („Kurier Warszawski” 1922, nr 284). Nb. nekrolog jej matki również zawiera przydomek, wcześniej niepodawany przy jej nazwisku rodowym: Józefa z Pomian-Racięckich Krzyżanowska („Kurier Warszawski” 1915, nr 53). Być może istniał nieformalny (może nawet nielegalny) obyczaj przypisywania sobie i bliskim prestiżowych przydomków (herbów) należących do innych linii rodzinnych. Nie wiadomo, gdzie przyszła pisarka pobierała nauki, odebrana edukacja dała jej świetną znajomość kilku języków europejskich, m.in. francuskiego i angielskiego, i duże oczytanie. Sporo pisała (powieści, recenzji), a także tłumaczyła. Podróżowała po Europie, dzieląc się wrażeniami z Wiednia. Opublikowała opowiadania W więzach: zbiór nowel (1897), Przełom i inne nowele (1898), Satysfakcja honorowa (1918), Dwa prądy: powieść na tle współczesnym (1890; odznaczenie w konkursie „Kuriera Warszawskiego”), Mimoza (1894), Galatea: powieść współczesna (1896), Pasierby: powieść na tle współczesnym (1897; ze wstępem H. Sienkiewicza), Psyche (1894), Ogniwa: powieść spółczesna (1904), Na strażnicy (1901), Odrodzenie: powieść współczesna (1907), U progu nowego życia (1908), Wobec sumienia (1908), W ogniu próby: z dni trwogi i zamętu (1910), Za cudze winy: powieść współczesna (1912), Promień Boży: powieść współczesna (1914). Przetłumaczyła na język polski powieść Rudyarda Kiplinga The Light That Failed (Zwodne światło, 1893), nowelę Roberta Louisa Stevensona (Olalla, 1889), powieść Quille-Penne’a (właśc. John Sholto Douglas) Salon i kulisy (1887), powieść Argles (pseud. Margaret Wolfe Hungerford) Gorzka nagroda (1889). Współpracowała z kilkoma redakcjami: „Tygodnikiem Mód i Powieści”, „Bluszczem”, „Nową Reformą”, „Wędrowcem”. Zmarła 14 X 1922 w Pruszkowie (w akcie zgonu podano, że miała lat 54). Została pochowana w Warszawie na Powązkach.

Twórczość powieściowa i krytycznoliteracka. Natalia Szymanowska, pisząca konsekwentnie pod pseudonimem Anatol (anagram imienia Natalia) Krzyżanowski, ma na swoim koncie kilkadziesiąt powieści obyczajowych i opowiadań, często wyposażonych w wątek kryminalny. W nielicznych wzmiankach są one określane jako utwory drugorzędne. Wypowiedzi krytyczne mają znacznie wyższy status; ujawniają estetyczne i społeczne upodobania autorki i poniekąd epoki. Szymanowska skłania się ku powieściom w stylu bien fait, tzn. skomponowanym według jasnego wzoru o prostej architektonice, przypominającego regułę „trzech jedności”, pozbawionego epizodów, wtrąceń, przedakcji itd. Lalka Bolesława Prusa nie spełnia tych wymagań, dlatego autorka ocenia utwór ambiwalentnie, przyznając mu jednak wiele zalet przewyższających wady: zgodność z rytmem przedstawianego życia, jego bogactwo. Polemizuje natomiast z przejawiającym się w kreacjach kobiecych mizoginizmem autora (Prądy społeczne w zwierciadle literatury, „Tygodnik Mód i Powieści” 1890, nr 7–9). Małe formy narracyjne ocenia, stosując podobne kryteria (zwięzłość), przy stosunkowo szerokim tle społecznym (Wincenty Kosiakiewicz: sylwetka literacka, tamże, nr 25–27). Jak wiele krytyczek przełomu wieków podejmuje się również oceny dzieł malarskich. Tolerancja Szymanowskiej dla nowych technik malarskich, w tym dla impresjonizmu, była ograniczona: była skłonna je akceptować, gdy dotyczyły obrazów fantastycznych lub niefiguralnych (J. Pankiewicz); malowanie natury metodą rozmytych plam wydawało jej się błędem w sztuce, jak np. w przypadku Władysława Podkowińskiego („Tygodnik Mód i Powieści” 1889, nr 25; 1890, nr 12, 21).

Émile Hennequin. Estopsychologia. Szymanowska nie hołdowała konsekwentnie żadnej konkretnej teorii krytycznej; ale jej kryteria oceny dzieła literackiego nie były też przypadkowe. Wydaje się, że wiele czerpała z koncepcji Émile’a Hennequina, którego miała „zaszczyt językowi polskiemu przyswoić” („Nowa Reforma” 1891, nr 143; opublikowany po polsku przekład La critique scientifique (1888) jest dziełem innego autora). Niejednokrotnie przywoływała pojęcie estopsychologii, którą Hennequin definiował jako naukę składającą się z trzech składników: z analizy utworu, jego treści i sposobów wyrażania; z hipotezy psychofizjologicznej odtwarzającej obraz, wyobrażenia umysłu, którego dzieło jest wytworem; z przyjęcia założenia, że dzieło jest znakiem zewnętrznym tych, którym się podoba, będąc jednocześnie znakiem autora (Zarys krytyki naukowej, przeł. F.A. Gawroński, 1892). Krytyczka nie zdobywa się na gest francuskiego autora, by zerwać z koncepcją Taine’a (Hennequin twierdził, że taine’owskie czynniki wpływu, zwłaszcza środowisko i rasa, oddziałują znacząco na twórcę tylko w warunkach kultury pierwotnej). W recenzji powieści Adolfa Dygasińskiego Pan Jędrzej Piszczalski („Nowa Reforma” 1891, nr 141–143) pokazuje, że można i trzeba obie koncepcje łączyć dla pełnego rozumienia utworu literackiego. Wiele inspiracja Hennequinowska wyjaśnia: tolerancję krytyczki dla powracającej fali tendencyjności; tu autorka polemizuje z Zenonem Przesmyckim (Jan Żagiel) na temat Piękna jako naczelnej wartości dzieła sztuki, stwierdzając, że tendencyjność nie wyklucza piękna (dowodem są powieści Prusa, Orzeszkowej, Jeża i in.). Przychylność dla tendencji tłumaczy wagę przywiązywaną do zwięzłości, prostej architektoniki dzieła. W żadnej ze swoich wypowiedzi krytycznych Szymanowska nie zamyka się w kręgu utworu. Idzie dalej, au-delà. Podkreśla, że dzieło mówi wiele o autorze, ale także o społeczeństwie, które je czyta, nie tylko o tej jego części, której dzieło się podoba. Tę korektę teorii francuskiego krytyka Szymanowska sformułowała, być może obserwując recepcję Lalki. Pisała o zastanawiająco długim milczeniu prasy, a zatem każda reakcja dostarcza badaczowi ważnych informacji socjologicznych i winna być wzięta pod uwagę. W recenzji powieści Szary wilk Adama Krechowieckiego („Tygodnik Mód i Powieści” 1892, nr 28) autorka, oszołomiona brutalnością obrazów, nie podważa ich wartości, przywołując jeszcze jedną zasadę krytyczną zapożyczoną tym razem od Ferdinada Brunetière’a: „Ktokolwiek chciałby oceniać autora nie według jego dążeń, ale według własnych tendencji, tego sąd może otrzymać wszelkie inne miano, lecz nie zasłuży nigdy na nazwę krytyki” (tamże). Można zatem mówić o eklektyzmie krytycznym Szymanowskiej, utkanym z wątków wybranych w sposób przemyślany i wewnętrznie niesprzeczny.

Ze świata. Szymanowska dostarczała nie tylko informacji na temat literatury i kierunków rozwoju sztuki w różnych krajach, ale też komentowała zachodzące zmiany. Koniec wieku przynosi zwyżkującą formę powieści angielskiej; pojawia się George Meredith, autor powieści psychologicznych, i Rider Haggard, którego zasługą nieartystyczną i niewielkiej wagi, a jednak ciekawą, jest nawiązanie do telepatycznych zdolności człowieka przedstawionych przez Camille’a Flammariona w dziele Uranie (1889) (Telepatia w powieści, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1892, nr 14). Znacznie przychylniej wartościuje powieść amerykańską, m.in. utwór Johna Alsopa Paine’a, poświęconą żywotowi Chrystusa (Notatki z literatur obcych, powieść amerykańska, tamże, nr 46). Krytyczka docenia prasę angielską, poświęcając jej interesujący, choć zaczerpnięty co do faktów z czasopisma francuskiego „La Revue politique et littéraire” artykuł Prasa angielska i jej potęga („Wędrowiec” 1893, nr 49). Wymienia dziesiątki tytułów angielskich – od prasy codziennej po czasopisma wysoce specjalistyczne. Prasa brytyjska rozwija się tak dynamicznie, bo jest tania, a niskie ceny rekompensuje liczba sprzedawanych egzemplarzy. Czytanie bowiem, czytanie gazet nie jest w Anglii jedynie rozrywką, to obowiązek obywatelski dający poczucie uczestniczenia w życiu społecznym.

O kobietach w życiu i powieści. Szymanowska ceniła twórczość kobiet, ale nie bezkrytycznie. Nie odmawiała Józefie Kisielnickiej talentu i ubolewała nad pomijaniem przez krytykę pisarzy/ pisarek minorum gentium, ale wytknęła jej monotematyczność: flirt w wielu odsłonach (Ostatnie powieści Estei, „Tygodnik Mód i Powieści” 1892, nr 18–19). Z ironią pisała o nudzie powieści angielskiej bijącej z utworów kobiecych, gdzie poszukiwanie zaginionego testamentu trwa koniecznie przez trzy tomy, po czym cnotliwe córki pastora wiążą się z lordami. W powieści Zofii Kowerskiej Rózia („Nowa Reforma” 1891, nr 261) dostrzegała niejasne podobieństwo do tych utworów, co uniemożliwiło utalentowanej pisarce i jej bohaterkom przybicie do innego portu niż małżeństwo ofiarowane w nagrodę za bierność i zacność. Chwaliła geniusz Deotymy (J. Łuszczewskiej) szykującej się do jubileuszu czterdziestopięciolecia pracy literackiej, ale zauważała, że nie jest ona taką wieszczką jak Adam Mickiewicz; brakuje jej popularności, szerokiego uznania (Deotyma, „Słowo” 1897, nr 120). Nie wiązała z artyzmem kobiet wyraźnych nadziei; inne nastawienie miała do kobiecych działań społecznych, które ujawniły swoją rangę podczas przygotowań do Wielkiej Wystawy Światowej otwartej w Chicago 1 V 1893. Natalia Szymanowska relacjonowała przebieg zdarzeń, zdaje się, zaocznie, nie opuszczając Warszawy. I sama była zdziwiona wielotorowością kobiecych aktywności.

Podsumowanie. Oba skrzydła twórczości Szymanowskiej, fikcjonalne i krytyczne, wzajemnie się w tym przypadku oświetlały. Jeśli zastanawiamy się, dlaczego dobrze wykształcona osoba zajmowała się pisaniem skromnych i prostych powieści obyczajowych, to warto wziąć pod uwagę taką oto okoliczność: Szymanowska doceniała np. u Dygasińskiego czy Klemensa Junoszy Szaniawskiego budowanie postaci charakterystycznych, typowych. „Typowe” bohaterki i „typowi” bohaterowie jej powieści skracali drogę do rozpoznania środowisk społecznych, gdzie znajdowali aplauz (trzecia zasada Hennequina). A że jej powieściom towarzyszyło duże zainteresowanie, nie ma wątpliwości: wznawiano je co kilka lat, Pasierbów w ciągu 25 lat od pierwszego wydania 8 razy. Szkoda, że autorka nie zdobyła się na analizę własnego przypadku.</document>
<document nplp_id="13804" title="Szymanowski Józef" slug="szymanowski-jozef">Poeta, tłumacz, prawnik. Kryptonim: J.S.

Informacje biograficzne. Józef Maciej Ignacy Szymanowski h. Jezierza (inaczej Ślepowron) urodził się 19 II 1748 w Kaskach w ziemi sochaczewskiej jako syn Macieja, starosty wyszogrodzkiego, kasztelana rawskiego, i Anny z Łuszczewskich. Obie rodziny należały do znaczących rodów szlachty mazowieckiej i od wielu pokoleń uczestniczyły w życiu politycznym i publicznym Polski. Dzięki znajomości i kontaktom ojca ze Stanisławem Konarskim Józef uczęszczał w l. 1761–1765 do pijarskiego Collegium Nobilium w Warszawie. W 1764 r. wraz z ojcem uczestniczył w elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po zakończeniu nauki nawiązał bliskie relacje z rodziną Czartoryskich, stając się częstym gościem Pałacu Błękitnego w Warszawie, odwiedzał Powązki, a następnie Puławy. Był również uczestnikiem królewskich obiadów czwartkowych. W 1773 r. król nadał mu godność szambelana. Przyjaźń z Adamem Kazimierzem Czartoryskim zaowocowała w l. 1768–1774 wspólnymi zagranicznymi podróżami do Francji, Anglii, Niemiec i prawdopodobnie Włoch. Szymanowski jako poeta zadebiutował w 1770 r. w „Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych” (t. 1, cz. 2) sielankami Ismena i Koryl. Pasterka (na wzór p. Fontelelle) oraz Kaimak (kolejne przedruki w „Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych” 1775 t. 11, cz. 2; 1776, t. 14, cz. 2). W l. 1771–1772 należał też – obok Wincentego Skrzetuskiego, Karola Wyrwicza i Waleriana Piwnickiego – do grona pisarzy skupionych wokół Adama Naruszewicza, tworząc Towarzystwo Przyjaciół Kilku i przygotowując wraz z nimi Historię polityczną państw starożytnych od pewnego towarzystwa napisaną. Opracował w niej rozdział O zwierzchności krajowej w Atenach. Historia (wyd. całości 1772). W 1772 r. przełożył z francuskiego i ogłosił anonimowo Pamiętniki o dawnym rycerstwie Jean-Baptiste’a de La Curne’a, a także powiastkę Voltaire’a Zadyg albo przeznaczenie. Historia wschodnia z francuskiego na polski wyłożona język roku 1773 (1773). Sławę poetycką przyniósł Szymanowskiemu wierszowany przekład Świątyni Wenery w Knidos Charles-Louisa de Secondat, barona de la Brède i de Montesquieu, który ukazał się w Warszawie w 1778 r. W l. 1777–1778 brał udział w zebraniach Towarzystwa Nauk Fizycznych, któremu patronował Ignacy Potocki. Aktywnie uczestniczył również w spotkaniach u księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego w Pałacu Błękitnym, w trakcie których projektowano powołanie Towarzystwa Krytycznego. Towarzystwo nie zostało ostatecznie utworzone, ale efektem prac nad jego powołaniem były dwa Listy o guście, czyli smaku Szymanowskiego dołączone do wydanej w 1779 r. i dedykowanej Szymanowskiemu komedii Czartoryskiego Kawa. Szymanowski angażował się też w życie polityczne kraju. W 1780 r. został wybrany na posła z ziemi sochaczewskiej. Zasiadał w Komisji Ekonomicznej Królewskiej. Jako prawnik występował w imieniu Adama Kazimierza Czartoryskiego w sprawie podziału majątku po śmierci Augusta Czartoryskiego. W 1784 r. Szymanowski wyjechał na kurację do Włoch. Po uchwaleniu Konstytucji 3 maja został członkiem Zgromadzenia Przyjaciół Konstytucji Rządowej. W czerwcu 1791 r. znalazł się w składzie deputacji opracowującej kodeks prawa cywilnego i karnego. Zajmował się przygotowaniem projektów prawa karnego i w październiku 1791 r. zlecono mu – a także Grzegorzowi Piramowiczowi i Scipione Piattoliemu – opracowanie ostatecznej wersji przepisów kodeksu. Z tego okresu pochodzą szkice i rozprawy Szymanowskiego na temat prawa, np. Myśli do prospektu procesu kryminalnego. Podczas wojny polsko-rosyjskiej 1792 r. Szymanowski przebywał w Galicji, głównie w Sieniawie Czartoryskich. W grudniu 1792 r. wrócił do Warszawy i wszedł w skład Komisji Ekonomicznej Skarbu Królewskiego. Po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej w kwietniu 1794 r. mianowano go sędzią Sądu Kryminalnego Rady Najwyższej Tymczasowej dla Księstwa Mazowieckiego, a w maju Tadeusz Kościuszko powierzył mu funkcję zastępcy radcy w Wydziale Sprawiedliwości w Radzie Najwyższej Narodowej. W tym czasie Szymanowski sprawował nadzór nad całym polskim sądownictwem kryminalnym i wojskowym. Po upadku powstania został aresztowany 23 XII 1794 i osadzony na krótko w areszcie domowym. Zwolniony na początku 1795 r., zamieszkał w majątku Grądy pod Błoniem. W 1800 r. coraz bardziej podupadający na zdrowiu poeta przeniósł się do Warszawy. Tutaj 16 XI 1800 uczestniczył w posiedzeniu inauguracyjnym Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Zmarł 16 II 1801 w Warszawie. Pochowany pierwotnie na cmentarzu Świętokrzyskim, spoczął ostatecznie w grobowcu rodzinnym na Powązkach.

Poglądy krytyczne. Józef Szymanowski był ceniony przez swoich współczesnych przede wszystkim jako poeta, autor sielanek i tłumacz Świątyni Wenery w Knidos oraz wybitny znawca smaku estetycznego kształtowanego na najdoskonalszych wzorcach literatury polskiej i powszechnej. Stanisław Kostka Potocki w Pochwale Józefa Szymanowskiego wygłoszonej po śmierci pisarza na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk 9 V 1801 mówił: „Stróż pilny gustu i rozsądku, umiał Szymanowski surowość sądów swoich w łagodną mienić poradę; traciła krytyka swą ostrość w ustach jego, nabywała słodyczy przychylności, podwajała zniewalającą moc rozsądku obok słusznych zarzutów niewymuszona pochwała” (S.K. Potocki, Opis życia i prac uczonych Józefa Szymanowskiego). Przyjmując słowa Potockiego sine ira et studio, można założyć, że Szymanowski cenił w literaturze porządek myśli i przejrzystość sposobu jej wyrażania. Podkreślał znaczenie „wdzięku”, który miał towarzyszyć „prostocie” utworu, a także – jak pisał Potocki – „zagrzewał oziębłość”, „ograniczał wielomówność”, „zacierał nadętość” i zalecał „rozsądku niezmienne prawidła” (tamże). „Otwarty występku i podłości nieprzyjaciel gardził ukrytą satyrą; nigdy ona ani pióra, ani porad jego nie skaziła” (tamże). Z tych przytoczeń wyłania się czytelna lista kryteriów, takich jak prawda, elegancja stylu, prostota języka, uczuciowość i lekkość konstrukcji utworu, które Szymanowski niewątpliwie stosował, oceniając przedstawiane mu do krytycznej lektury teksty literackie. Nie zachowały się niestety żadne sformułowane przez niego wypowiedzi, listy czy oceny konkretnych utworów literackich i ich autorów. Nie pozostawił po sobie „pism krytycznych” w ścisłym sensie. W tej kwestii pozostaje więc polegać tylko na przekazach i opiniach pośrednich takich jak przytoczona pochwała autorstwa Potockiego. Franciszek Dionizy Kniaźnin z kolei uczynił Szymanowskiego adresatem wiersza Do Józefa Szymanowskiego, w którym krytykując plagę panegiryzmu szerzącą się w poezji polskiej, odwołał się wprost do autorytetu autora Listów o guście jako arbitra smaku i elegancji.

Szymanowski w pierwszym Liście o guście, czyli smaku, nawiązując do tez projektu powołania Towarzystwa Krytycznego, pisał: „Krytyka sama powinna być istotnym doskonałego pisania wzorem, inaczej nie tylko zamierzonego chybia celu, ale gorszym przykładem umacnia te złego gustu wady, które wykorzenić miała” (tamże). Głosił potrzebę „sprawiedliwej krytyki”, którą autor dzieła powinien przyjąć jako „dobroczynne światło, które wytyka mu jego błędy, ale i prawdziwą skazuje drogę, żeby odtąd nie błądził” (tamże). Zadanie krytyki miałoby zatem sprowadzać się do wyznaczania wzorców, które pisarz mógłby wykorzystywać i naśladować w swojej pracy. Ponadto wypowiedź krytyczna powinna spełniać nie tylko funkcję kierującą i prowadzącą wobec autora i dzieła, ale jako rodzaj sprawiedliwego sądu o dziele musi być wzorcowa pod względem merytorycznym, argumentacyjnym i językowym.

Refleksje na temat krytyki, jej zadań i sposobów działania zawarte w Liście o guście stanowią wyraźne i rzeczowe dopełnienie uwag Adama Kazimierza Czartoryskiego dołączonych do komedii Kawa (1779). Szymanowski w swoich sądach na temat poezji i krytyki odwoływał się do kanonu ówczesnych europejskich autorytetów w sprawach literatury, jak Jean-Baptiste Dubos, Antoine Houdar de La Motte, Jean Le Rond d’Alembert, Alexander Gerard (An Essay on Taste, wyd. 1759), Voltaire (artykuł Gout w Encyklopedii D. Diderota).

O guście, czyli smaku. Istota smaku. Obraz wzorcowej krytyki literackiej Szymanowski wiązał z pojęciem gustu. W Liście pierwszym Szymanowski ujmował problem krytyki w kontekście gustu następująco: „Żeby zaś i krytykujący swego dopiął zamiaru, i czytający krytykę istotną z niej odniósł korzyść, starać się należy o wydoskonalenie gustu, który w każdym piśmie daje nam czuć prawdziwą jego piękność” (tamże). Smak był dlań kategorią nadrzędną i w pełni odpowiedzialną za poziom estetyczny dzieła literackiego. Podejmując kwestię gustu, odpowiadał najpierw na pytanie o jego istotę, a następnie o przyczyny jego zepsucia i sposoby naprawy. O istocie smaku decydują według Szymanowskiego trzy elementy: czułość, delikatność i trafność stanowiące fundament estetyczny dzieła. Przez czułość twórca nawiązuje z wrażliwymi i delikatnymi czytelnikami szczególny rodzaj bliskiego kontaktu. Czułość ujawnia w dziele „te piękności, które tkliwym duszom podobać się mogą” (tamże). Brak czułości wywołuje wrażenia nieprzyjemne i przykre. Bliska czułości delikatność miała nadawać dziełu jak najdoskonalszą postać, aby mogło poruszać i zachwycać: „Delikatność dalej idzie; doskonałe zna wzory, do których jak najbliżej stara się przymykać”, ale też „nowości szuka, niewolniczą brzydzi się kopią” (tamże). Związana z imaginacją, ma służyć jak najdoskonalszemu przedstawieniu czułych treści i podtrzymywaniu w umyśle odbiorcy stałego „zachwycenia”. Działaniu delikatności Szymanowski przypisuje „wystawienie takiego doskonałości wzoru, który zbiorem będąc najszczęśliwszych myśli, najprzyjemniejszych wyrazów, przewyższa całkiem najchwalebniejsze dzieła” (tamże). Tak wyłania się koncepcja wzoru – modelu – będącego stałym punktem odniesienia w procesie twórczym. Krytyk odrzuca natomiast regułę wiernego i biernego zachowywania reguł, które traktuje jako zjawisko historyczne, późniejsze wobec doskonałych dzieł: „Gdyby krytyka w pierwiastkach swoich w inne, nie Arystotelesa wpadła była ręce, ileż by przeciwnych może podano nam reguł” (tamże). W duchu poglądów nowożytników dystansuje się też wobec traktowania jako uniwersalnych wzorów dzieł antycznych, „dlatego tylko, że w oddalonych od naszego zrobione były wiekach” (tamże).

Następnym elementem gustu jest trafność, czyli wyważone, kierowane rozsądkiem rozeznanie, które pozwala uporządkować i właściwie ocenić poszczególne składniki struktury estetycznej dzieła. Trafność „dzieli górność od wysady, szczerość od prostoty, żartobliwość od szydności, pozór od istoty, czułość od słabości, delikatność od wytworności” (tamże). Trafność pozwalała osiągnąć piękno dzieła dostrzegane przez czytelnika. Obecność tych właściwości decydowała o doskonałości dzieła, a także wywoływała stan zadowolenia w umyśle odbiorcy. Brak choćby jednej z tych właściwości sprawia, że utwór „jest złym” (tamże). Tak rozumiany smak, będąc źródłem najdoskonalszych i najwznioślejszych przeżyć, odgrywał rolę czynnika racjonalnie ograniczającego nadmierną ekspresję twórczego zapału autora, kontrolował zbytnie uniesienia geniuszu i stał na straży właściwych proporcji stylu. Smak miał ostatecznie decydować o wartości przedstawionego dzieła literackiego.

O doskonaleniu i psuciu smaku. W Liście drugim Szymanowski przedstawiał i komentował te czynniki, które służą rozwojowi lub degradacji smaku. Uważał, że smak podlega doskonaleniu w procesie kształcenia władz poznawczych człowieka. Każdy, dodawał, jest obdarowany zdolnością odczuwania, ale konieczna jest praca nad właściwym kształtowaniem i formowaniem uczuć, aby zachowały one odpowiedni poziom. Uczucia należy więc rozważnie „osłabiać”, oddając się właściwym i dobrym lekturom. „[…] z tego osłabienia rodzi się delikatność smaku i ta, czyniąc nas obojętnym na pospolite pisma, w doskonalszych prawdziwą odkrywa nam słodycz” (tamże). Jednocześnie przypominał, że wybór wzorców powinna cechować ostrożność i staranność. Dobór autorów nie może być przypadkowy. Naśladowanie pozornej doskonałości prowadzi, mówił Szymanowski, do zepsucia smaku. Ostrzegał także, aby „w próżną nie wpaść wykwintność” (tamże). Prawdziwie dobry gust nie pozwala na dążenie do próżnej oryginalności. Szymanowski cenił w dziele prostotę i skromność w sposobach przedstawiania treści i wyrażania uczuć. Zalecał pilne i dokładne studiowanie dzieł wzorcowych, mówiąc, że uważna lektura ćwiczy rozum i pomaga odróżniać dobre rozwiązania od złych. Jednocześnie podkreślał: „Zbytnia skrupulatność jest nikczemnością smaku i w tych pospolicie znajduje się ludziach, którzy brak przymiotów od natury sobie odmówionych pracowitą chcąc zastąpić nauką, mniemają, że wyborne doskonalą dzieło, kiedy najmniejszego w niczym nie uchybi przepisu” (tamże). Szymanowski był przeciwnikiem niewolniczego kopiowania i naśladowania wzorów oraz mechanicznego stosowania reguł poetyki. Dzieła nie są doskonałe dlatego, że powstały w odległych epokach, ale dlatego, że odznaczają się delikatnością i trafnością. Szymanowskiemu chodziło przede wszystkim o umiejętność dokonywania wyborów, o odróżnienie tego, co dobre, od tego, co gorsze lub niewłaściwe w dziele literackim. Oprócz uważnej i pilnej lektury zalecał także rozmowy i dyskusje o literaturze „z znającymi świat ludźmi” (tamże). W gronie życzliwych sobie i mądrych przyjaciół rozwija się – twierdził – wrażliwość, możliwe jest prawdziwie twórcze współzawodnictwo i doskonalenie smaku. Jego wydoskonalenie, pisał Szymanowski, zależy również od wdzięku i delikatności płci pięknej. Artysta („kunsztownik”), chcąc osiągnąć w swojej sztuce najwyższy poziom smaku, powinien zatem nie tylko sięgać do najlepszych wzorów, ale i konfrontować swoją sztukę z innymi twórcami oraz czerpać z naturalnego źródła wdzięku, jakim kobiety obdarzają świat. Smak był według Józefa Szymanowskiego czynnikiem decydującym o wartości dzieła literackiego, określającym zarazem obraz literatury narodowej. Doskonalenie smaku było zadaniem także dla krytyki, która winna analizować dzieło pod kątem realizacji w nim delikatności, czułości i trafności oraz kierować szczególnie szukających swej drogi twórczej artystów ku właściwym źródłom i wzorcom. Smak, odgrywający ważną rolę w procesie twórczym i przeżyciu estetycznym, służył krytycznej ocenie dzieła.

Kształcenie czułości, delikatności i trafności Szymanowski zalecał również młodym ludziom (Wyprawa na wojaż, 1801) udającym się w podróż edukacyjną do obcych krajów. Tam powinni oni szukać ludzi mądrych i doświadczonych, którzy mogliby te cechy w ich sercach i umysłach rozwinąć i utrwalić, doskonaląc tak nie tylko postawę etyczną, ale także smak estetyczny służący rozwojowi sztuki pisarskiej.</document>
<document nplp_id="13805" title="Śniadecki Jan" slug="sniadecki-jan">Astronom, matematyk, geograf, filozof, pedagog, teoretyk języka, poeta. Pseudonimy i kryptonimy: J.S.; Krytykiełło Zachariasz; Przemyślanka; Szczeropolski Zygmunt.

Informacje biograficzne. Urodził się w Żninie 29 VIII 1756 w rodzinie mieszczańskiej o korzeniach szlacheckich. Był bratem Jędrzeja (1768–1838), lekarza, naukowca, publicysty. Uczył się w szkole parafialnej w Żninie, potem w Kolegium Lubrańskiego w Poznaniu i Akademii Krakowskiej (1772–1775). W 1778 r. wyjechał na studia zagraniczne (Getynga, Leyda, Utrecht, Collège de France w Paryżu). Do kraju wrócił w 1781 r., wezwany przez Komisję Edukacji Narodowej do objęcia katedry matematyki i astronomii w Szkole Wyższej Koronnej w Krakowie (wykładał w języku polskim). W 1782 r. został członkiem Komisji Wizytatorskiej i sekretarzem uczelni, zaangażował się w reformy Kołłątajowskie. W 1787 r. kontynuował studia astronomiczne w Anglii. Należał do przeciwników rektora Feliksa Oraczewskiego, zainicjował kampanię Towarzystwa Krytycznego, która doprowadziła do jego odwołania. Śniadecki jednak nie przyjął tej funkcji, został natomiast prezesem Kolegium Fizycznego. W 1791 r. założył Obserwatorium Astronomiczne. Podczas konfederacji targowickiej zabiegał o utrzymanie Szkoły Głównej Koronnej. W czasie powstania kościuszkowskiego działał w Komisji Porządkowej w Krakowie, następnie ukrywał się w Żywieckiem. Od 1795 r. kontynuował wykłady uniwersyteckie. Na początku 1796 r. przebywał w Wiedniu, zabiegając o zachowanie krakowskiej uczelni. Od 1801 r. czynnie działał w Towarzystwie Warszawskim Przyjaciół Nauk. W 1803 r. na własną prośbę został emerytowany z Uniwersytetu Krakowskiego i udał się w podróż do Niemiec, Francji i Włoch. Od jesieni 1806 r. przebywał w Wilnie. W l. 1806–1825 był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego, a w l. 1807–1815 jego rektorem. Powołał na Katedrę Literatury Polskiej Euzebiusza Słowackiego (1811) i Leona Borowskiego (1814). W czasie rządów Napoleona został członkiem Tymczasowej Komisji Rządowej na Litwie (1812) i przewodniczącym Komitetu Oświecenia i Wyznań Religijnych. To stało się powodem usunięcia go z funkcji rektora. Po przejściu na emeryturę w 1826 r. przebywał w Jaszunach (dziś Jašiūnai w Litwie) w majątku bratanicy, gdzie zmarł 21 XI 1830, i tam też został pochowany. Był jednym z najważniejszych polskich intelektualistów doby rozbiorowej i przedlistopadowej, uczonym światowego formatu, niestroniącym od zaangażowania w sprawy publiczne, autorytetem intelektualnym i moralnym.

Czym jest nauka o literaturze? Działalność literaturoznawcza stanowi margines twórczego dorobku Śniadeckiego. Pisma o tym charakterze pochodzą przede wszystkim z okresu wileńskiego. Na myślenie Śniadeckiego o literaturze i preferencje estetyczne decydujący wpływ wywarły scjentystyczny, oświeceniowy światopogląd i wynikające z niego przeświadczenie o uniwersalnej naturze piękna, patriotyzm wyrażający się m.in. w trosce o język i literaturę ojczystą, a także wieloletnia praktyka pedagogiczna i związane z nią przekonanie o doniosłości literatury jako środka oddziaływania moralnego i intelektualnego oraz o potrzebie religii jako gwaranta ładu poznawczego i społecznego. Śniadecki postrzegał naukę i religię jako kontinuum. Pisał: „W naukach fizycznych nie możemy poznawać – tylko same skutki i fenomena, dochodząc, jak jedne wynikają z drugich; pierwsza i najodleglejsza przyczyna tych fenomenów jest niedostępną dla zmysłów i fizyki tajemnicą, bo stanowi inny i oddzielny rząd wiadomości. Obraz Najwyższej Mądrości, tak znacznie wyryty w cudach stworzenia i widowisku świata, kończąc pasmo fenomenów fizycznych, zaczyna łańcuch prawd moralnych”; dlatego „oświecenie młodzi w naukach łączymy ze światłem religii i z prawidłami czystej pobożności” (Zagajenie sesji publicznej uniwersytetu w dzień 15 września 1811 roku v. s. w rocznicę koronacji Najj. Imperatora Aleksandra I, przy rozpoczęciu roku szkolnego nauk., 1810).

W ramach tego kontinuum Śniadecki widział potrzebę badania i nauczania literatury. Definiował on naukę o literaturze następująco: „[…] literatura [jako nauka] jest to smakowne i umiejętne rozbieranie pisarzów wzorowych do upatrzenia w nich prawideł porządku, mocy i piękności i do sądzenia z pożytkiem o ich sztuce pisania. Tam to dopiero widzieć, jak geniusz pełni prawa, o których może nie słyszał, ale które mu natchnęła prawda; jak stwarza te, których nie znano, jak rozmaite i przyjemne daje farby i postaci myślom i nauce, jak nie chcąc, wyciska znamiona swego charakteru, umysłu i wychowania, słowem, jak malując rzeczy, sam się w nic nie myśląc o tym, maluje” (O literaturze, w: Pisma rozmaite, t. 3, 1818). Śniadecki zastrzegał też: „Odsłonienie całej […] tajemnicy i talentu pisarza być powinno przedmiotem literatury. Nie jest to więc traktat gramatyki, retoryki, estetyki, dialektyki, hermeneutyki itd., ale jest to wybór i przystosowanie tych wszystkich przepisów, które służą do odkrycia i dokładnego poznania mocy, przyjemności, bogactw umysłowych i przywar pisarzów wzorowych” (tamże). Postrzegał on zatem literaturoznawstwo jako złożoną dyscyplinę korzystającą z dorobku językoznawstwa, retoryki, filozofii i podporządkowaną ogólnym, społecznym celom praktyki badawczo-dydaktycznej.

O klasykach i romantykach. Z takich założeń wyrastają poglądy Śniadeckiego na dawne i współczesne mu utwory literackie. W swojej najgłośniejszej rozprawie krytycznej O pismach klasycznych i romantycznych („Dziennik Wileński” 1819, t. 1) dezawuował wartość dzieł Williama Shakespeare’a, przyznając mu wprawdzie talent i „nadzwyczajną moc i zwięzłość” niektórych „zdań i uwag”, ale zarzucając zarazem brak wykształcenia, sprzyjanie niskim gustom „publiczności bez smaku”, „grubą i nieprzystojną żartobliwość” oraz to, „że się więcej starał bawić niż uczyć”. O słabości „dram” Shakespeare’a decydowało ponadto łączenie w jednym utworze pierwiastków tragicznych i komicznych, a także i to, że „[j]ęzyk angielski nie miał jeszcze [wtedy] ani gramatyki, ani prawideł pewnych” (tamże).

Z podobnym zdecydowaniem Śniadecki krytykował literaturę romantyczną. Zarzucał tej „szkole zdrady i zarazy” „swobodną rozpustę” nieskrępowanej rozumnymi regułami wyobraźni, przecenianie intuicji („jak prędko [ludzie] wbili sobie w głowę, że dusza ma w sobie jaką tajemną siłę widzenia bez granic”), niedocenianie nauki i „rozsądku”, „uporczywą rządzę znaczenia i ambicję oryginalności”, porzucenie „prawideł” oraz „durzenie” ludzi. Literatura polska – konkluduje Śniadecki – nie powinna iść w ślady Shakespeare’a: „My, Polacy, zostawmy obcym to pole chwały […], szanujmy od dwóch tysięcy lat przepisane prawa […]. Nie słuchajmy tych poduszczeń spiskowych […]. Nie wchodźmy w zapasy z żadnym obcym narodem” (tamże). Rozprawa O pismach klasycznych i romantycznych wywołała dyskusję, w której brali udział m.in. Franciszek Wężyk i Maurycy Mochnacki.

O języku literatury i nauki. Podobną argumentację Śniadecki przedstawił wcześniej w rozprawie O języku polskim (powst. 1814–1815, fragm. „Dziennik Wileński” 1815, t. 1). Tam również przestrzegał przed nowinkami, kazał traktować polszczyznę jako język w pełni ukształtowany, elastyczny i niepotrzebujący nowych słów (jeśli okazałoby się, że jakieś specjalistyczne słownictwo jest jeszcze potrzebne, to oczywiście należy je wypracować, zawsze jednak tak, by nie niszczyć harmonii i jasności wypracowanej przez wieki – O języku narodowym w matematyce. Rzecz czytana na posiedzeniu literackim Uniwersytetu Wileńskiego dnia 15 listopada roku 1813) ani zmian w ortografii. „Doskonalenie języka” polega na tym, by czynić go coraz bardziej „jasnym, prostym i dostatnim”. Co istotne, przymiot jasności, polegający na tym, „aby każda rzecz była właściwie nazwana i to nazwisko wszystkim rzecz znającym zrozumiałe” (O języku polskim), zdaje się odbierać wartość regionalnemu, dialektalnemu zróżnicowaniu polszczyzny.

W obu rozprawach Śniadecki przedstawia się jako zwolennik racjonalności i dawnych wzorców. Jego myśl humanistyczna jest syntetyczna i niepodległa historii. Grecko-rzymskie kanony piękna i – analogicznie – wypracowane przez minione pokolenia normy stylistyczne i ortograficzne polszczyzny pozostają w mocy jak prawa przyrody, niezależnie od zmian społecznych i presji teraźniejszości.

Ważną pozycją w literaturoznawczym dorobku Śniadeckiego jest również stosunkowo obszerne, krytyczne omówienie Historii literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego zatytułowane O literaturze. Na marginesie książki Bentkowskiego Śniadecki formułuje swoją koncepcję literatury i języka co najmniej równie dobitnie jak w omówionych już, bardziej znanych wypowiedziach. Pisze np.: „Jak to [wierność i zarazem polska odrębność przekładu Jerozolimy wyzwolonej pióra P. Kochanowskiego] powinno zawstydzić i poprawić tych, którzy utyskując na jakąś ułomność mowy naszej, ośmielają się przerabiać ten język, z którego Kochanowski jeszcze przed dwoma wiekami tyle bogactw i piękności wydobył, bez naruszenia jego wyrazów” (O literaturze, w: Pisma rozmaite, t. 3, 1818).

Serce i rozum. O prawidłach. Najważniejszym stricte krytycznoliterackim wystąpieniem Śniadeckiego jest rozbiór „prawdziwie narodowej” powieści Marii Wirtemberskiej zatytułowany „Malwina”. List stryja do synowicy pisany z Warszawy 31 stycznia 1816 r. v. s. z przesłaniem nowego pod tym tytułem romansu („Dziennik Wileński” 1816, t. 3). Śniadecki omawia najpierw rozmaite uchybienia „autora” przeciwko prawdopodobieństwu oraz wytyka wiele błędów językowych, poza tym jednak ceni powieść wysoko, przede wszystkim przez wzgląd na jej walory moralne: „Tak, moja Zosiu! Szczęście prawdziwe i trwałe prawie nigdy nie jest udziałem przemijającej gorączki serca, ale poruszeń łagodnych, zaszczepionych przez rozsądek, a utwierdzonych przez doświadczenie” (tamże).

Śniadecki sformułował zaskakujące, niezwykle istotne zastrzeżenie (w zawiązkowej formie obecne zapewne także w przywoływanej krytyce Shakespeare’a): „Wszystkie prawidła i przestrogi wyciągnione po większej części z uwagi nad tym, co się podoba, a co nudzi, mogą nas wprawić w poznawanie i cenienie piękności, mogą nas ochronić od przywar i wykroczeń, ale nas nie uczą być wymownymi. Talent nawet przez nadzwyczajną siłę może w złamaniu prawidła pokazać się świetnym i całą naszą teorię metafizyczną wywrócić, bo to jest istota, której drogi i granice ani się wyrachować, ani ustatkować nie dają” (O literaturze). Słowa te dowodzą, że uczony nie był ciasnym doktrynerem, lecz oryginalnym myślicielem, przekraczającym i scalającym obszary nauki, literatury i religii, przywiązanym do swoich scjentystycznych założeń teoriopoznawczych, przekonanym o obiektywnym charakterze norm literackich i estetycznych, świadomie zaprzęgającym literaturę do zadań edukacyjnych i wychowawczych, ale zarazem – czasem przynajmniej – otwartym na to, co niespodziewane i wyjątkowe. Być może zatem należy uwierzyć Michałowi Balińskiemu, który twierdził, że Śniadecki u schyłku życia czytywał utwory Adama Mickiewicza „razem z dziełami Byrona” i „zdawał się żałować uprzedzeń swych przeciw romantyczności” (Pamiętnik o Janie Śniadeckim, t. 1, 1865).</document>
<document nplp_id="13807" title="Świderska Alina" slug="swiderska-alina">Powieściopisarka, tłumaczka, krytyczka literacka, działaczka społeczna. Kryptonimy i pseudonimy: A.S.; A.Ś.; Al… [?]; Al. S-a; Al. S-ka; Al. S-ska; al. św.; Al. Św.; al. świd.; AL. ŚWID.; Al. Świd…; Al. Świda; Alska.; (as).; As.; Juliusz Sielski; J. Sielski; Świd. Al.; Paulina Gajewska [?].

Informacje biograficzne. Julia Alina Józefa Świderska urodziła się 13 I 1875 w Krakowie; jej rodzicami byli: Tytus, historyk literatury, nauczyciel gimnazjalny, i Maria z Bohowitynów-Kozieradzkich, literatka. Po śmierci ojca w 1880 r. wyjechała z matką, która zatrudniła się jako guwernantka, do Markowiec w Sanockiem; po powrocie do Krakowa uczyła się w domu i na pensji Seweryny Górskiej. Lekcje muzyki pobierała u Władysława Żeleńskiego, w l. 1888–1894 kontynuowała naukę w klasie fortepianu Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie i w Instytucie Muzycznym w Warszawie. W l. 1897–1901 była słuchaczką nadzwyczajną Wydziału Filozoficznego UJ; studiowała romanistykę i germanistykę, znała biegle jeszcze kilka innych języków. Uczyła się dodatkowo na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego, skończyła „kurs dopełniający” w Szkole Wydziałowej Żeńskiej im. św. Scholastyki. Udzielała się społecznie w Towarzystwie Szkoły Ludowej oraz w stowarzyszeniach „Czytelnia dla Kobiet”, „Opieka nad Pracownicami”, a także w Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa (udział w III Zjeździe Historyków, 4–6 VI 1900 w Krakowie) oraz w Towarzystwie Polska Sztuka Stosowana.

Debiutowała w 1897 r. jako tłumaczka w „Ateneum”, a jako recenzentka w „Przeglądzie Literackim”. Współpracowała następnie m.in. z „Ateneum”, „Głosem”, krakowskim „Przeglądem Literackim”, „Gazetą Polską”, w 1900 r. próbowała bezskutecznie nawiązać kontakty z „Chimerą” (list do S. Korab-Brzozowskiego, rkps BN 7140). W 1901 r. wydała powieści Promyczek i (pod pseud. J. Sielski) Wpół drogi. W 1903 r. podjęła współpracę z lwowskim „Słowem Polskim”, gdzie w 1903 r. publikowała powieść (jednocześnie z drukiem w „Gazecie Polskiej” i od 1904 r. w „Dzienniku Polskim” wydawanym w Dortmundzie). W l. 1906–1907 mieszkała we Lwowie. Tu na łamach „Słowa Polskiego” ukazały się jej powieści i nowele (Młodzi, Świętokradcy, niedokończony Prorok poświęcony W. Lutosławskiemu). W l. 1907–1911 wysyłała artykuły dotyczące głównie polskiego ruchu emancypacyjnego kobiet do wiedeńskiego „Polnische Post”; w l. 1913–1914 publikowała recenzje w „Dzienniku Kijowskim”. Razem z grupą kobiet (m.in. z E. Orzeszkową) podpisała w 1908 r. List otwarty kobiet polskich do kobiet niemieckich wzywający je do wychowania synów w duchu etyki chrześcijańskiej i poczucia sprawiedliwości (reakcja na ustawy prowadzące do masowych wywłaszczeń Polaków w zaborze pruskim). W Krakowie pracowała jako nauczycielka francuskiego i historii literatury powszechnej w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim Heleny Strażyńskiej. W 1912 r. weszła w skład krakowskiego komitetu przygotowującego w Pradze wystawę „Kobieta Polska”. Lata wojny spędziła w Ukrainie, po zakończeniu działań wojennych w l. 1918–1920 mieszkała w Warszawie, pełniąc obowiązki tłumaczki w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Po powrocie do Krakowa zajęła się tłumaczeniem Boskiej komedii Dantego; przekład ukazał się w 1947 r. (zebrał świetne recenzje). Została członkinią polsko-włoskiego Towarzystwa im. Dantego Alighieri. Do czasu II wojny, nie licząc krótkiego pobytu w Pradze w Poselstwie Polskim, gdzie pełniła funkcje urzędnicze, pracowała nad biografiami romantyków. Napisała trzyczęściową książkę o Richardzie Wagnerze i jego kręgu, monografię Zygmunt.

Powieść biograficzna o Zygmuncie Krasińskim. Zaczęła pracę nad monografią poświęconą Adamowi Mickiewiczowi. Wojnę spędziła w Krakowie. Działała w Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej; jej mieszkanie służyło za lokal konspiracyjny i magazyn broni oraz ulotek. Po wojnie nawiązała współpracę ze „Słowem Polskim”, z „Tygodnikiem Powszechnym”, ze „Słowem Powszechnym”, „Współczesnością”, z „Życiem Literackim”, a także z Instytutem Badań Literackich PAN oraz Towarzystwem Literackim im. Adama Mickiewicza. Zawsze dużo tłumaczyła z hiszpańskiego, włoskiego, angielskiego, czeskiego. Uhonorowana odznaczeniami państwowymi, zmarła 12 I 1963 w Krakowie. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim.

Prace krytyczne. Recenzje. Debiutowała na polu krytycznym recenzjami w krakowskim „Przeglądzie Literackim”. Poezje Jerzego Żuławskiego potraktowała z wyrozumiałością należną debiutantowi („Przegląd Literacki” 1897, nr 10). Faraona Bolesława Prusa krytyczka omówiła, skupiając się na sylwetce Ramzesa, unikała aktualizacji powieściowych zdarzeń. Przyjęła uniwersalną wykładnię warstwy znaczeniowej powieści: działanie pozbawione „hartu moralnego” nie mogło przynieść powodzenia (tamże, nr 11). Później jej recenzje ukazywały się przede wszystkim w „Słowie Polskim”. Był to okres jej największego zainteresowania położeniem kobiet i ich aktywnością intelektualną. Podejmowała także inne tematy wynikające z bieżących obowiązków regularnie piszącej recenzentki. Krótkie recenzje, umieszczane w podrubryce Piśmiennictwo (rubryka główna nosiła tytuł Literatura i sztuka), miały charakter informacyjny. Autorka znajdowała jednak przynajmniej jeden rys charakterystyczny omawianego dzieła, co podnosiło wartość notek; w zbiorku poezji Wiktora Gomulickiego zauważyła opanowanie formy i nadmiar tendencyjności, który jej zdaniem negatywnie wpływał na odbiór lekturowy („Słowo Polskie” 1907, nr 78); w nowym wyborze poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera podkreśliła znamienne wyłączenie cyklu erotyków, co pozwoliło dobitniej wybrzmieć innym rodzajom wierszy tego autora (tamże, nr 112). W l. 1913–1914 nawiązała współpracę z „Dziennikiem Kijowskim”, gdzie prowadziła trzy rubryki: Z niwy poetyckiej, Z literatury powieściowej, Z literatury pobratymczej. Jej recenzje ogłaszane w prasie codziennej wyróżniały się, co było rzadkością wśród krytyków tego czasu, troską o komfort odbioru czytelnika oraz elegancją, co nie prowadziło do przemilczenia słabości książki lub do nadmiaru pochlebstw. Krytyczka miała szacunek do autorów mimo ich potknięć i szacunek dla czytelnika, który mógł znaleźć przyjemność w smakowaniu dzieła nie najwyższych lotów. Raziły ją rutyna i tendencyjność, dlatego omawiając powieść Artura Gruszeckiego Kandydat i dziełko Macieja Wierzbińskiego Oaza miłości, wyżej oceniła utwór debiutancki. Widziała w twórczości Gruszeckiego znamiona talentu, spostrzegawczość, odstręczało ją, że pisarz „produkuje swoje utwory z taką fabryczną niemal szybkością”, gubiąc zalety pióra („Dziennik Kijowski” 1913, nr 300).

W kręgu twórczości kobiet. Świderska interesowała się twórczością kobiet i miała dla niej dużo zrozumienia. Na potknięcia i niedoskonałości patrzyła jakby z lotu ptaka, pamiętając o całokształcie twórczości i o tym, że zalety łatwo zamieniają się w wady. W Księciu Zofii Rygier-Nałkowskiej dostrzegła różnicę między pierwszą a drugą częścią powieści; pierwsza jest egotyczna, ale właśnie z tego powodu prawdziwa, druga, „wysnuta li tylko ze świata fantazji”, zadziwia powściągliwością w malowaniu gwałtownych stanów uczuciowych. Dodawała przy tym: „W ogóle Pani R[ygier] Nałkowska to talent szczery, świadomy siebie i swych środków, organizacja trzeźwa, zaprawiona snać od lat najmłodszych do bardzo drobiazgowej autoanalizy, a przy tym obdarzona polotem poetyckim” („Słowo Polskie” 1906, nr 479). Omawiając książki wydane przez kobiety – Marion (Cecylię Glücksman), Zofię Rogoszównę, Zofię Nałkowską, Eugenię Żmijewską – krytyczka doskonale zdawała sobie sprawę z dzielącej je różnicy poziomu, wskazała jednak zalety każdej z pisarek; dostrzegła też wady; w przypadku Narcyzy Nałkowskiej była to pewna maniera stylistyczna, nadużywanie galicyzmów („Słowo Polskie” 1910, nr 562). Krytyczka chętnie recenzowała książki „parami”, nie starając się o wskazanie pokrewieństw między nimi. Tak było w przypadku zbioru nowel Emmy Jeleńskiej i eseju-dziennika Marceliny Kulikowskiej Z dziejów duszy. Takie zestawienia odsłaniały rozpiętość tematyczną i stylistyczną kobiecej twórczości („Słowo Polskie” 1911, nr 545).

W poezji kobiecej ceniła umiar, skromność, zdrową uczuciowość, w zbiorku Władysławy Panek – umiejętne posługiwanie się gwarą góralską; krytyczka postawiła autorce jeden tylko zarzut, że używa męskiej formy swego nazwiska ([rec.] W. Panek, „Kaj ten smrek siwy”, „Słowo Polskie” 1907, nr 45). W tym samym numerze czasopisma znalazła się niepodpisana, niewykluczone, że autorstwa Świderskiej, informacja o jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy Bronisławy Neufeldówny, pierwszej polskiej dziennikarki. O twórczości trzech poetek, Kazimiery Iłłakowiczówny, Marii Czerkawskiej i Stanisławy Korczak (właśc. Stanisławy D. Popławskiej), pisała powściągliwie i beznamiętnie, sam wybór przedmiotu recenzji zdradzał jej zainteresowania (Z twórczości kobiecej, „Słowo Polskie” 1913, nr 42). Kiedy Świderska brała na warsztat poezję wybitną, omawiała doskonałość języka i stylu i to, co wykracza poza technikę: „[…] powiedzieć, że Br[onisława] Ostrowska opanowała formę, byłoby banalnością dającą się dziś zastosować do pierwszego lepszego wierszoroba, gdyby nie to, że owo opanowanie formy jest u niej istotne, rzetelne, nie uchwycone z drugiej ręki wrażliwością »literacką« wskutek ciągłego obijania się o uszy pewnych harmonijnych linii dźwięku, ale wyczute bezpośrednio przez wżycie się w cudzą twórczość genialną [Słowackiego]” („Dziennik Kijowski” 1913, nr 293). Wśród artykułów poświęconych twórczości kobiecej trafiają się recenzje krytyczne wytykające skazę w hierarchii wartości ustanowionej przez Świderską niewybaczalną – rutynę czy dyktowane pośpiechem lub koniunkturą obniżenie lotów ([rec.] E. Jeleńska, „Obrączka”, „Słowo Polskie” 1906, nr 498). Na książki pisarek podważające społeczne i intelektualne aspiracje kobiet reagowała z pewnym niedowierzaniem. Dotyczyło to np. Heddy Hinczówny; krytyczka konstatowała, że jeśli uznać jej nowele za akt świadomy i celowy, to trzeba je określić jako antyfeministyczną satyrę na kobiece marzenia o wyższych studiach („Słowo Polskie” 1913, nr 250).

Na łamach „Polnische Post”. W niemieckojęzycznym czasopiśmie poświęconym sprawom kultury polskiej (wychodzącym w Wiedniu w l. 1907–1915) krytyczka prezentowała w encyklopedycznym skrócie bieżącą historię ruchu kobiecego na ziemiach polskich, zaczynając od Królestwa Polskiego, gdzie jej zdaniem aktywność kobiet nie mogła się rozwijać aż do czasu liberalnych wiatrów wiejących w Cesarstwie Rosyjskim. Świderska dokonywała specyficznego podziału aktywności kobiet: dostrzegała publicystki podejmujące bardziej teoretyczne zagadnienia, np. Paulinę Kuczalską-Reinschmit, i aktywistki organizujące instytucje pomocy kobietom – kasy zapomogowe, kasy przezorności, lecznice, wyjazdy wakacyjne itd. Przegląd obejmował także Wilno, Kowno. O Podolu, Wołyniu i dalszej Ukrainie pisała, że ziemie te „wciąż pogrążone są w głębokim śnie” (Die Frauenbewegung in Polen, „Polnische Post” 1907, Nr. 16–18). Dwa lata później krytyczka prezentowała nową sytuację ruchu kobiecego po rewolucyjnym przewrocie 1905 r., dokonując przeglądu sylwetek wybitnych Polek w dziedzinie medycyny i innych nauk, w polityce i w literaturze; pisała m.in. o Marii Komornickiej (Aus der polnischen Frauenbewegung. Schriftstellerinen, „Polnische Post” 1909, Nr. 25).

W kręgu romantyków. Świderską zajmował świat twórców romantycznych, co potwierdzają wybór utworów do tłumaczenia (Epipsychidion P.B. Shelleya, Kain G.G. Byrona) oraz prace okresu międzywojennego i z lat późniejszych – fabularyzowane biografie Zygmunta Krasińskiego, Juliusza Słowackiego (Juliusz i Salomea, niedok., fragm. drukowane w latach 50.) i Adama Mickiewicza (Adam, t. 1–2, 1955–1956), Richarda Wagnera (Prometeusz i perliczka, 1936; Królowie, 1938; Mocarze, 1961).

Wcześniej Świderska podjęła polemikę z głośną pracą Józefa Tretiaka o Słowackim, opierając wywód na przekonujących spostrzeżeniach: liczne tezy autora wynikały z założeń pozbawionych jakichkolwiek dowodów lub zgoła błędnych ustaleń, np. twierdzenie, że „po poznaniu Pana Tadeusza pycha, zawiść, nienawiść, wszystkie usposobienia i urazy [Słowackiego wobec Mickiewicza] topniały w majestacie piękności” (W obronie Słowackiego. (Z okazji 1. tomu dzieła prof. Tretiaka „Juliusz Słowacki”), „Słowo Polskie” 1904, nr 7). Krytyczkę oburzał stawiany Słowackiemu przez Tretiaka zarzut braku patriotyzmu, obwinianie go o pozerstwo, „teatralność”, kierowanie się fantazją poetycką we wszystkich momentach życia, nawet w czasie podróży do grobu Chrystusa (tamże, nr 10). Równie irytujące było dla niej posądzenie poety o nieoryginalność i niskie pobudki skłaniające go do pracy twórczej. Autorka zdawała sobie sprawę, że jej młodzieńczą polemikę z książką uznanego profesora odbiorcy mogą wziąć za zuchwalstwo. „Ale nie mogę inaczej”, pisała (tamże, nr 12). Jeśli nie liczyć drobnych wzmianek, zabrała głos w sprawie Słowackiego przynajmniej raz jeszcze, w recenzji książki ks. Jana Ciemniewskiego Juliusz Słowacki w świetle swoich pism religijnych (1910) („Słowo Polskie” 1910, nr 179).

O przekładach. W omówieniach twórczości pisarzy komentowała również ich osiągnięcia w dziedzinie translatoryki. Tłumaczenie nie było dla niej pracą odtwórczą, ale wymagało talentu, empatycznej wrażliwości i wysokich zdolności warsztatowych: „Przekłady są w poezji czymś podobnym, jak w malarstwie kopia. I tu, i tam trzeba się wmyśleć w duszę wielkiego artysty, wyzbyć się własnej indywidualności i wniknąwszy w to, co w danej chwili czuł tamten twórca, proces tworzenia po raz drugi odbyć z nim razem” (Przekłady J. Kasprowicza, „Słowo Polskie” 1907, nr 229). W przypadku antologii Jana Kasprowicza Poeci angielscy (1907) krytyczka komplementowała nie tylko jakość przekładów, ale także układ książki wyposażonej w notki biograficzne i wprowadzenia do kolejnych działów, w czym widziała wielką wartość poznawczą. Dodawała, że społeczeństwo ma „dług wdzięczności” wobec pracy tłumaczeniowej Kasprowicza. Dostrzegła też rangę „wykonanych doskonale” przekładów w omawianym zbiorze Bronisławy Ostrowskiej („Dziennik Kijowski” 1913, nr 293).

Krytyka eklektyczna. Uwagi na temat sztuki przekładowej odsłaniały z reguły milcząco stosowane założenia metakrytyczne Świderskiej. Gdyby słowa „eklektyzm”, „eklektyczny/a” nie miały dziś konotacji pejoratywnych, tym właśnie mianem można by nazwać uprawianą przez nią sztukę krytyczną. Pojawiały się w jej twórczości wyraźne sygnały przynależności do flanki modernistycznej: pojęcia „wczucia się”, „wżycia”, traktowanie krytyki jako sztuki porównywalnej z twórczością prymarną. Nie brakowało również odwołań do języków innych szkół krytycznych o starszej proweniencji, być może XVIII-wiecznej. Znaczenia nabierają gust, smak, elegancja, harmonia; kryteriów klasycystycznych ani modernistycznych Świderska nie akcentowała nadmiernie, ponieważ wprowadziła do swoich rozważań kolejne elementy równoważące dwa pierwsze: figurę czytelnika podejmującego własną ścieżkę lektury i pojęcie wartości poznawczej dzieła literackiego, czasem nazywanej zamysłem „pedagogicznym”. Splot tych jakości (empatia, gust, przyjemność lektury, nabywana wiedza), stosowanych rozdzielnie, dobranych do przedmiotu roztrząsań, nadaje krytycznemu pisarstwu Świderskiej wartość wyjątkową, choć rozpoznawalną jedynie przy całościowej lekturze jej artykułów i recenzji.</document>
<document nplp_id="13808" title="Świętochowski Aleksander" slug="swietochowski-aleksander">Pisarz, publicysta, działacz społeczny, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: A.; A.H.; A.S.; A.Ś.; A.Św.; Al.Ś.; Ari; As; Buraczkiewicz; D.; Dr; Dr A.S.; dr A.Ś.; Gezyasz; h.; H.; H.A.; Henryk Dołęga; H.D.; J.A.; Juliusz Polkowski; K.; Liber; m.; M.; N.; m.G.; Nauczyciel; O.; O. Remus; Okoński; Or.; Oremus; p.; P.; p.p.; P.P.; Poseł Prawdy; Red.; S.; S.S.; Stary Dziennikarz; w.; W.; W.O.; W. Okoński; Was; Wł. Okoński; Władysław Okoński; Wo.

Informacje biograficzne. Urodził się 18 I 1849 w Stoczku (Łukowskim) jako syn Feliksa i Michaliny ze Skupniewskich h. Belina. Uczył się w Kazimierzu, Siedlcach i Lublinie. W l. 1866–1870 studiował na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej. Po uzyskaniu dyplomu zaczął współpracę z „Przeglądem Tygodniowym”, czyniąc z tej gazety główny organ kampanii pozytywistycznej (współredagował tu felieton zbiorowy Echa warszawskie). W 1874 r., nie zrywając kontaktu z prasą Królestwa i nie zarzucając twórczości literackiej, wyjechał na studia do Lipska, gdzie w 1875 r. uzyskał stopień doktora filozofii (na podstawie pracy O powstawaniu praw moralnych, wyd. niem. 1876, pol. 1877). W Wigilię 1875 r. znalazł się w Krakowie, zabiegał tu bezskutecznie o posadę docenta na którymś z uniwersytetów galicyjskich (w tym czasie nawiązał współpracę z lwowskim „Tygodniem Literackim, Artystycznym, Naukowym i Społecznym”). W 1876 r. wrócił do Warszawy, gdzie przez dwa lata prowadził redakcję „Przeglądu Tygodniowego”. W sierpniu 1878 r. objął redakcję „Nowin” (tu: cykl felietonowy Listy z Paragwaju oraz Pamiętnik). W 1881 r. założył tygodnik „Prawda”, który redagował do 1902 r.; był autorem ważnych artykułów publicystycznych oraz felietonu Liberum veto podpisywanego: Poseł Prawdy. Choć był zwolennikiem jawności sfery publicznej, brał udział w życiu konspiracyjnym, przygotowując broszurę Stan ogólny Królestwa Polskiego (1891) pod pseudonimem T.L. (pierwsza wersja 1889 r.). W 1905 r. uaktywnił się politycznie, założył Związek Postępowo-Demokratyczny i został jego prezesem, a w 1906 r. – Towarzystwo Kultury Polskiej. Wydawał czasopisma „Kultura Polska” (1908–1912), „Humanista Polski” (1913–1915). Od 1910 r. dzielił czas między Warszawę a Gołotczyznę k. Ciechanowa (w 1930 r. zamieszkał tu na stałe), gdzie funkcjonowała założona przez Aleksandrę Bąkowską szkoła rolnicza dla dziewcząt („Krzewnia”); na podarowanej parceli Świętochowski zbudował szkołę dla chłopców („Bratne”). Obie placówki przekazano w 1920 r. państwu. W 1915 r. był razem z Józefem Weyssenhoffem i Henrykiem Konicem założycielem organizacji Klub Demokratyczny opowiadającej się za sojuszem z państwami koalicji. W wolnej Polsce stał się krytykiem kolejnych rządów, Piłsudskiego i sanacji; związał się z prasą prawicową – „Myślą Narodową”, „Gazetą Warszawską”, „Prosto z Mostu”, od 1931 r. incydentalnie drukował w „Wiadomościach Literackich” i prasie centrowej.

Był żonaty z Wandą Trzcińską, miał kilkoro dzieci: Maurycego, zmarłego w dzieciństwie, Aurelego, Ryszarda i Reginę, Zenona (zmarł przedwcześnie). Małżeństwo było nieudane i przez lata istniało tylko formalnie (separacja, brak zgody żony na rozwód). Po śmierci żony w 1932 r. poślubił Marię Żydowo, z którą był związany przez lata. Zmarł w Gołotczyźnie 25 IV 1938. Został pochowany na cmentarzu w Sońsku.

Obok twórczości publicystycznej uprawiał dramat (Niewinni, 1875; Helvia, 1876; trylogia dramatyczna Nieśmiertelne dusze, 1876–1878; Aspazja, 1885; Aureli Wiszar, 1888; Regina, 1899), pisał opowiadania (O życie, 1879; Klemens Boruta, 1880; Tragikomedia prawdy, 1893; Klub szachistów, 1894), powieści (Drygałowie, 1913–1914, wyd. osob. 1915; Nałęcze, 1929; Twinko, 1935–1936, wyd. osob. 1936), eseje (Dumania pesymisty, 1876, wyd. osob. 1877; Poeta jako człowiek pierwotny, 1896), rozprawy z historii filozofii (Wolter, 1878; O epikureizmie, 1880; Źródła moralności, 1912) i nauk społecznych (O prawach człowieka i obywatela, O prawach mniejszości, 1906, wyd. osob. 1907; Ofiarność obywatelska, 1911; Genealogia teraźniejszości, 1935, wyd. osob. 1936). Był autorem prac historycznych (Utopie w rozwoju historycznym, 1909, wyd. osob. 1910; Historia chłopów polskich w zarysie, t. 1–2, 1925–1928).

Wystąpienia bojowe. Niepodpisywane (na ogół) artykuły wstępne publikowane przez Świętochowskiego we wczesnych latach 70. na łamach „Przeglądu Tygodniowego” trudno nazwać wystąpieniami programowymi w dziedzinie literatury i sztuki. Nie znajdziemy w nich konkretnych postulatów ani jasnych idei przewodnich. Publicysta skupia się na wskazywaniu stanu kryzysowego, co miałoby zniechęcać użytkowników kultury do konsumpcji istniejącej produkcji literackiej. W artykule Pasożyty literackie („Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 29) autor przedstawia współczesnych sobie literatów jako gromadę ludzi niewykształconych, próżniaczych, nastawionych na poklask ze strony równie niewyrobionych odbiorców kultury. Wśród wielu gatunków „literackich pasożytów” wymienia humorystów korzystających z wątpliwej umiejętności bawienia tłumów i szkodników wyższej rangi, czyli „dystrybutorów opinii”, rozdających patenty na wielkość. Literatura jest drzewem, które oblazło plugawe robactwo – konkluduje. Poza Józefem Ignacym Kraszewskim nikt z żyjących nie ma szans na obronę przed bezpardonową agresją publicysty. W roli arbitrów pojawiają się romantyczni poeci, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Adam Mickiewicz, a także Maurycy Mochnacki, krytyk domagający się od twórców kultury poważnej refleksji intelektualnej. W następnym artykule Świętochowski wyjawia swoje stanowisko w kwestii przewodniej roli literatury; powinna iść o krok przed społeczeństwem, oswajając je z nadchodzącymi zmianami, postępem (Pleśń społeczna i literacka, tamże, nr 31). Niezależnie od poglądów własnych, wyznawanych w zaciszu domowym, literaci nie stają po stronie postępu, siejąc przesąd, bojaźń, obskuranckie poglądy, stosując uniki. „Tych genialnych wieszczów, którzy kamienieją na widok spustoszenia, jakie nauka w ich wycacanym świecie zrobiła, należy uważać jako szkodliwe owady, jako ostatki maruderów, których po kątach wystrzeliwać należy” (tamże).

W następnych artykułach krytyk wskazuje siły, które są zdolne odmienić bieg zdarzeń. Źródło zmian stanowią „młodzi”, w perspektywie publicysty – bezkompromisowi, otwarci, zdolni, przejęci ideałami pracy i gotowi podjąć wysiłek dla dobra ogółu. Ich przeciwnikiem jest zbiorowość „starych” uwikłana w układy, przywiązana do stereotypów, niezdolna do działania (My i wy, tamże, nr 44; Młodzi, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 23; Starzy, tamże, nr 24). Świętochowski nie wierzy w harmonijną wymianę międzypokoleniową. Domaga się bezwarunkowej kapitulacji „starych”. Atakując młode pokolenie, „starzy” przypieczętowali swoją klęskę. Publicysta nie charakteryzuje żadnego z obozów, nie wymienia ani nazwisk, ani działań, które pozwalałyby na identyfikację stron. Wyjaśnia jedynie, że nie chodzi o młodość i starość w sensie wyłącznie metrykalnym. Młody wiekiem może być zarażony starością. Inkluzywne „my” to zbiorowość aktywnie wyznająca – bliżej nieokreślone – ideały postępowe, żywe, wolne od martwoty. Dopiero artykuły z 1872 r. wskazują na genealogię „młodych” ukształtowanych w Szkole Głównej i w redakcjach pism postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Opiekun Domowy”, „Przyroda i Przemysł”). Publicysta różnicuje też zbiorowość „starych”. Obok ludzi aktywnych i ludzi całkowicie biernych, istniejących poza czasem, funkcjonuje grupa jednostek zawiedzionych, niespełnionych, jak można sądzić – przegranych w bojach z historią (przemilczane słowo: powstania), którzy kibicują nowemu pokoleniu, pokładają w nim nadzieje. Tych Świętochowski gotów jest obdarzyć szacunkiem, którego odmawia innym (Starzy).

Młodzieńcze wystąpienia publicysty stanowią czystą retorykę; nie ma w nich elementów programowych, następuje mniej lub bardziej radykalny podział sceny publicznej, wyjątkowo wyrazisty rytuał intronizacyjny, którego agresywność można tłumaczyć tylko reakcją, jaką wzbudzał.

Praktyka recenzencka i krytycznoliteracka. Jedynie w pierwszym dziesięcioleciu aktywności publicystycznej Świętochowski prowadził systematyczną działalność recenzencką (pisał także recenzje i komentarze teatralne, niekiedy relacjonował też wrażenia z wystaw malarskich). Bliska mu była literatura podejmująca poważne zagadnienia społeczne. Temperament krytyczny i niezależność intelektualna często brały górę nad założeniami ogólnymi, pozwalając na swobodę sądów uwolnionych od wpływu konkretnej doktryny. To różniło Świętochowskiego od innych krytyków, ściśle podporządkowanych linii pisma, w którym pracowali, lub wyznawanemu światopoglądowi. Publicysta nierzadko zaskakiwał surowością opinii na temat dzieła zgodnego z programem pozytywistycznym. Zdarzało się też, choć rzadko, że komplementował utwór ideowo indyferentny, nic niewnoszący do zasadniczego sporu światopoglądowego, jaki rozgorzał w Królestwie Polskim w latach 70. XIX w. między zwolennikami, umownie ujmując, „tradycji” i „postępu”.

Dobrym przykładem takiej strategii krytycznej jest m.in. recenzja powieści Elizy Orzeszkowej Cnotliwi. Publicysta ceni powieściowe ujęcie zjawiska moralności, dalekie od absolutyzowania cnót, pokazujące związek między etyką a uwarunkowaniami społecznymi. Ujęcie to, bliskie filozoficznym zainteresowaniom Świętochowskiego, nie znalazło jednak zdaniem publicysty właściwego rozwiązania artystycznego, zbudowanego wokół „jednego nikłego frazesu”, nieciekawych postaci, sprawiając, że powieść „w całym wykonaniu jest mdłą, nudną i pustą” („Cnotliwi” Elizy Orzeszko, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 26). O twórczości Orzeszkowej będzie pisał Świętochowski wielokrotnie: z szacunkiem, ale bez entuzjazmu, o co zresztą w jego przypadku było trudno. Chwalił Pana Grabę, dostrzegając ważne treści społeczne (zależność między życiem zbiorowości a sposobem wychowania jednostek), a także doskonałą realizację idei i pomysłu. Błędem psychologicznym było natomiast zdaniem publicysty przeciąganie relacji łączącej Kamillę z jej występnym mężem („Pan Graba”, powieść w 3. częściach Elizy Orzeszkowej, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 32). Doceniał piękność Nad Niemnem, dystansował się jednak pośrednio od prawdziwości przedstawionego obrazu, pisząc: „Dajmy Nad Niemnem do przeczytania Zoli – roześmieje się i powie: romans na wyspie szczęścia!” (E. Orzeszkowa, „Nad Niemnem”, powieść, trzy tomy, „Prawda” 1888, nr 22).

W latach 70. Świętochowski obejmował recenzenckim okiem znaczną część bieżącej produkcji literackiej. Nie mógł (a może i nie chciał) ograniczać się do utworów najlepszych (najgłośniejszych). Recenzowanie twórczości słabej lub przeciętnej dawało wgląd w gust zwykłego czytelnika i w ambicje autorów aspirujących do popularności. Pozwalało też na wyrażenie sprzeciwu wobec literatury rozrywkowej, pustej, pisanej dla chleba. Powieść Edwarda Lubowskiego Aktorka nie tylko chwyta się modnego tematu, ale czyni to nieudolnie, skrótowo, w sposób pozbawiony logiki („Aktorka”, powieść Edwarda Lubowskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 18). Recenzja nie jest wolna od argumentów ad personam: zdaniem publicysty autor powieści stanowi uosobienie przeciętności, która staje się również miarą jego obfitej produkcji literackiej. Recenzując Piękną Panią Kraszewskiego, krytyk powątpiewa, czy patologiczne sytuacje i patologiczne charaktery, które dostrzega w tym utworze, stanowią właściwy materiał na powieść, czy można napisać dobrą powieść rozumianą jako studium patologii („Piękna Pani”, powieść-studium J.I. Kraszewskiego, tamże, nr 34). Wątpliwość ta oddaje krytyczny stosunek publicysty do naturalizmu i szkoły pisarskiej Émile’a Zoli. Dobrym wykładnikiem tych zastrzeżeń jest komentarz odredakcyjny Świętochowskiego do entuzjastycznego wobec Zoli artykułu Józefa Freudensohna Naturalizm powieściowy wobec „anarchii warszawskiej” („Prawda” 1883, nr 22–23). Komentator zarzuca Zoli dogmatyzm, utrzymuje, że istnieje hierarchia tematów literackich; nie wszystkie zasługują na zainteresowanie i poważne traktowanie (Redakcja, [komentarz do:] J. Freudensohn, Naturalizm…, „Prawda” 1883, nr 23). Nie ceniąc w Zoli powieściopisarza i teoretyka powieści, Świętochowski szanował jego odwagę cywilną i bezkompromisowy udział w obronie Alfreda Dreyfusa; uważał, że sławny pisarz, szczególnie taki, który cieszy się uznaniem światowym, jest niejako powołany do obrony pokrzywdzonych (Liberum veto. Prądy zarazy, „Prawda” 1898, nr 4). Umiarkowane otwarcie na pozaideowe walory literackie (postawa nieczęsta u krytyków tej epoki) Świętochowski demonstruje w recenzji powieści Michała Bałuckiego Żydówka. Krytyk dostrzega podjęcie kolejnego modnego tematu, zauważa pogmatwaną i niewiarygodną fabułę, ale ulega „dziwnemu” – jak pisze – urokowi tej powieści, którą „czyta się z zajęciem, a kończy z prawdziwym zadowoleniem” („Żydówka”, powieść Michała Bałuckiego, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 20).

Struktura recenzji. Recenzje Świętochowskiego cechowały się określonym układem, specyficzną formą. Ich struktura miała własności „gatunkowe” stosowane również przez innych krytyków, ale miała też cechy osobnicze, własne. Ważny element recenzji stanowiło streszczenie utworu. Ponieważ Świętochowski omawiał głównie utwory prozatorskie, robiąc wyjątek dla kilku zaledwie poetów – Felicjana Faleńskiego, Marii Konopnickiej, Marii Bartusówny, Adama Asnyka, Heinricha Heinego w przekładzie na język polski (romantycy rodzimi pojawiali się we właściwej sobie roli), streszczał fabułę, wskazywał główne zawęźlenia akcji oraz epizody, które traktował na ogół jako zaburzenie jasnego biegu zdarzeń. Może się nawet wydawać, że przesadne skupienie uwagi na streszczeniu fabuły stanowi czasami unik pozwalający odsunąć od krytyka obowiązek oceny dzieła, którego ze względu na szacunek dla autora nie chciał deprecjonować (J.I. Kraszewski, Powieści historyczne, IV: „Masław”, „Przegląd Tygodniowy” 1877, nr 20; atrybucja niepewna). Uprzywilejowanie streszczenia w artykule krytycznym stanowi obiegowy rys recenzji pozytywistycznej. Nie jest natomiast obiegowe poprzedzanie recenzji właściwej omówieniem szerszego zjawiska, które znajduje swoje potwierdzenie (lub zaprzeczenie) w analizowanym utworze. Wyznaczony tak horyzont intelektualny może uchodzić za znak firmowy recenzji Świętochowskiego.

Profile, czyli portrety literackie. Znaczącym postaciom życia literackiego Świętochowski poświęcał obszerne omówienia ich biografii i twórczości. Jeśli nie liczyć szkolnego jeszcze szkicu o Sewerynie Goszczyńskim (Seweryn Goszczyński: szkic biograficzno-literacki, „Opiekun Domowy” 1871, nr 16–17), najskromniej wypada pierwszy artykuł z serii Profile skoncentrowany na Felicjanie Faleńskim, głównie zaś na omówieniu dwu zbiorków jego poezji – Kwiaty i kolce (1856) oraz Odgłosy z gór (1871). Ewolucję talentu Faleńskiego uznał krytyk za niekorzystną, a późną poezję – w przeciwieństwie do liryki opisowej pierwszego zbiorku – za pretensjonalną. Profil Faleńskiego nie zawiera żadnych informacji biograficznych i kontekstualnych (Felicjan (Faleński), „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 14). I tym się różni od następnych ogniw tego nieformalnego cyklu.

Znacznie pełniejszy, dociekliwszy wywód stanowi omówienie twórczości Narcyzy Żmichowskiej (Gabryelli). Po ogólnym przedstawieniu pisarki krytyk dokonuje szczegółowego rozbioru jej utworów (ukazały się w czterotomowym wydaniu w 1861 r.; trudno zatem wskazać bezpośredni powód zajęcia się tą właśnie postacią). I w tym szkicu brakuje informacji biograficznych, jedynie kobiecość Żmichowskiej znalazła się w polu widzenia krytyka: jego zdaniem obdarzona świetnym talentem Gabryella marnuje dary natury, nie mogąc ich zainwestować w – niedostępne wiedzy i doświadczeniu kobiecemu – tematy istotne, realne, społeczne. Tworzy z ulotnej materii marzeń i powoli przełamywanych dogmatów. Nie zna świata, odwołuje się więc do skromnych doświadczeń własnych, które przesyca dydaktyzmem, nadmiernie rozbudowaną wrażliwością religijną i pewnego rodzaju dziwactwem. Nie przekonują też Świętochowskiego eksperymenty formalne pisarki: narracje urwane, wątki niedokończone, rękopisy odnajdywane i gubione zaciemniają sens i nie trafiają prostą drogą do czytelnika. Mimo talentu milczenie Żmichowskiej wydaje się w tej sytuacji prawie naturalne (Gabryela. Narcyza Żmichowska, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 14, 17–20).

Prawdziwym majstersztykiem jest (już bez wprowadzania tego terminu) „profil” Henryka Sienkiewicza. Autor szkicu kreśli wspólną genealogię pokolenia Szkoły Głównej, osobność Sienkiewicza w tym gronie, jego niestabilność światopoglądową, typową – zdaniem krytyka – dla wielu beletrystów, którzy mają upodobania, a nie zasady (Sienkiewicz przyszedł do literatury z „proporcem czerwonym”, ale w demokratyzmie pisarza można było bez trudu rozpoznać „żyłki szlacheckie”). Omówiwszy pierwsze utwory Litwosa, krytyk podkreślił rolę podróży amerykańskiej w kształtowaniu się talentu pisarza („wyjazd do Ameryki był dla Sienkiewicza rzutem niezmiernie szczęśliwym”). Nowy kontynent dostarczył pisarzowi niebagatelnego materiału obserwacyjnego, poza tym wyraźnie go zdemokratyzował, czego dowodem są ostre i krytyczne wobec rodzimego społeczeństwa Szkice węglem. Niedługo po powrocie do kraju Sienkiewicz dokonał rachunku strat i zysków i dramatem Na jedną kartę zgłosił swój akces do obozu konserwatywnego. Wybór przypieczętował powieścią historyczną Ogniem i mieczem, przeciw której krytyk wytacza rozmaite argumenty: po pierwsze, uznaje gatunek za źródło blagi, po drugie, ma poważne zastrzeżenia do prawdy historycznej w ujęciu Sienkiewicza, przedstawione wypadki nie mają genezy, po trzecie, opisy są realistyczne i barwne, ale rysunki postaci – fantastyczne i nieprawdopodobne (Henryk Sienkiewicz (Litwos), „Prawda” 1884, nr 28–32). Swego rodzaju dopełnieniem tego cyklu artykułów jest recenzja Potopu. Świętochowski dokładnie streszcza powieść, by wyprowadzić z fabuły wnioski radykalne; powieść maluje zupełne rozprzężenie obyczajów i pokazuje taką społeczność, w której istnienie wątpią etnolodzy: zbiorowość bez żadnej moralności (H. Sienkiewicza „Potop”, tomów sześć, „Prawda” 1887, nr 17). Zamknięcie zaś zmagań Świętochowskiego z Sienkiewiczem przynosi utrzymany w tonie apologii artykuł O Sienkiewiczu, w którym krytyk dokonuje paraleli między pisarzem historycznym a Janem Matejką, zauważając, że ich obrazy nie mają rysów prawdziwych, lecz zrodziły się z geniuszu „owładniętego bezmierną miłością ojczyzny i oczarowały cały naród” (O Sienkiewiczu, „Gazeta Warszawska” 1924, nr 294).

Najgłośniejszym bodaj echem w krytyce i pamięci czytelników odbił się „profil” Prusa (Aleksander Głowacki. (Bolesław Prus), „Prawda” 1890, nr 32–39). Po interesującym wstępie metakrytycznym, do którego powrócimy, krytyk nakreślił pewne fakty z biografii pisarza, zaznaczając, że był on raczej luźno związany ze środowiskiem pozytywistycznym i grał w nim rolę „kaznodziei zdrowego rozsądku” (tamże, nr 33). Talent Prusa rozwijał się powoli; w Listach ze starego obozu był przede wszystkim piewcą common sense’u, później gust pisarza przesunął się w stronę humoru, nie zawsze najwyższego lotu. Kłopoty babuni Świętochowski nazywa „zwitkiem dziecinnych konceptów w starokalendarzowym stylu”, zaś Pałac i ruderę – pierwszym ogniwem w łańcuchu Prusowskich „tragikomedii” (tamże). Pisząc o Prusie, krytyk stosuje strategię „ganić, chwaląc”. Docenia spostrzegawczość i dowcip pisarza m.in. jako felietonisty, który jednak zdecydował się publikować Kroniki tygodniowe w „Kurierze Warszawskim”, piśmie konserwatywnym raczej niż postępowym. Świętochowski przekonuje, że decyzja ta jest wyrazem ideowego zagubienia Prusa, a nie racjonalnej decyzji. Gatunkowo kroniki – zauważa krytyk – odpowiadają talentowi ich autora, którego umysł jest „zwinny”, ale „przyziemny” (tamże, nr 34). Podobnie jak opowiadania i nowelki uświęcające zmarginalizowanych, biednych, cierpiących bohaterów. Świętochowski zauważa, że realizm Prusa jest sui generis – tkwi w szczegółach. Im większa, bardziej rozbudowana forma, im ambitniejszy zamysł twórczy, tym więcej potknięć (Omyłkę określa krytyk jako „odrażający melodramat”, podziwia Anielkę, roztrząsa połowiczność sukcesu Placówki; tamże, nr 37). Ta cecha talentu Prusa, przyziemność, umiejętność kreślenia postaci charakterystycznych, zaważyła również na Lalce, szczególnie zaś na próbie naszkicowania mocnego charakteru, jakim miał być Wokulski. Rezultat nie sięgnął zamiarów; bohater Lalki pozostał postacią wewnętrznie sprzeczną, nieprzekonującą. W konkluzji artykułu Świętochowski zarzucił Prusowi bezideowość i fałszywą diagnozę rzeczywistości społecznej, do której rozpoznania od młodości aspirował. Prus odpowiedział polemiką Słówko o krytyce pozytywnej („Kurier Codzienny” 1890, nr 308, 310–316), prowokując Świętochowskiego do nowego cyklu polemicznego Unikat literacki („Prawda” 1890, nr 47–50). Krytyk zapewniał, że przystąpił do pracy z zamiarem dokonania życzliwej i bezstronnej charakterystyki warsztatu literackiego Prusa. Rękojmią jego działań była metoda Hippolyte’a Taine’a, który – zdaniem Świętochowskiego – wymaga nakreślenia znamiennych rysów omawianej postaci. Ani pochwała, ani krytyka, lecz zrozumienie wewnętrznych uwarunkowań warsztatu Prusa stanowiło więc cel artykułu. Inkrustując wypowiedź obszernymi cytatami z artykułu Prusa, Świętochowski odsuwał zarzuty, posługując się kpiną i ironią. Uznał, że poważny autor byłby wdzięczny za poświęcenie mu obszernego i – w jego mniemaniu – rzetelnego studium, a polemikę nazwał „wstrętną rozprawą” (tamże, nr 50).

„Profilem” jest też cykl artykułów składających się na sylwetkę Jana Lama (Jan Lam, „Prawda” 1886, nr 33–37), w której autor podkreślał związki pisarza z dziennikarstwem i jego talent satyryczny (talent karykaturzysty).

Nieco skromniejszy zamysł przyświecał omówieniu sylwetki Voltaire’a w stulecie jego śmierci (Jubileusz Voltaire’a, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 23). Publicysta przypomniał krańcowo różne opinie na temat filozofa, jakie ujawniły się we współczesnej Francji z okazji jubileuszu (protest kleru wobec uroczystości urzędowych). Cytował też entuzjastyczną opinię markiza de Condorcet (pochodzącą prawdopodobnie z jego pracy Vie de Voltaire, 1789) i jeśli nawet tonował jej wymowę, to w pełni potwierdzał wielkość jubilata i jego zasługi nie tylko dla Francji, ale i dla Europy. Przyznał mu wyższość wobec Jean-Jacques’a Rousseau, którego koncepcjom przypisał wartość historyczną. Obaj myśliciele przygotowali mentalnie wielką rewolucję, Voltaire – od strony umysłowej, Rousseau – od strony społecznej (Stuletni jubileusz Rousseau, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 27). Artykuły poświęcone Voltaire’owi i Rousseau sytuowały się na granicy dwu podgatunków publicystyki literackiej: profili, których pomysł i wykonanie zaczerpnął Świętochowski od Taine’a, a może także innych krytyków francuskich, oraz wypowiedzi okolicznościowej odnoszącej się do śmierci znaczącej osoby, czyli obituary.

Obituaries. Świętochowski żartował, że długi żywot, którego doświadczał, obliguje go do redagowania wspomnień pośmiertnych dotyczących bliskich lub znanych mu osób. Żegnał przedwcześnie zmarłego Józefa Szujskiego, rozpoznając w nim przeciwnika o najwyższych umiejętnościach, zaangażowanego w budowanie naukowej historiografii i nowej sceny politycznej, z której podstawami Świętochowski się nie zgadzał, ale wysiłek ten doceniał (Józef Szujski. (Wspomnienie pośmiertne), „Prawda” 1883, nr 7). Intrygujący jest szkic poświęcony Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu. Krytyk uznał, że poeta przeżył siebie samego. Liryzm jego wierszy jest powierzchowny, a poglądy polityczne, zdaniem Świętochowskiego bliskie ultramontanizmowi, nie budzą zainteresowania (Józef Bohdan Zaleski. (Wspomnienie pośmiertne), „Prawda” 1886, nr 15–16). Po śmierci Kraszewskiego pisał, że ubył nie jeden, ale wielu w jednym. I szybko dokonywał podliczenia „kadr”, wymieniając zaledwie kilkoro powieściopisarzy, którzy i tak nie zastąpią mistrza w płodności (Liberum veto. Rozmyślania nadgrobne, „Prawda” 1887, nr 13). Kapitalnie charakteryzował Zygmunta Kaczkowskiego, postrzegając go jako typ „na wskroś polski”: „Demokrata, ale szlachecki, liberał, ale religijny, tolerant, ale z upodobaniami kastowości, radykał, ale wróg wszelkiej rewolucji” (Zygmunt Kaczkowski. (Wspomnienie pozgonne), „Prawda” 1896, nr 38). Zasługi Antoniego Gustawa Bema wyliczał z przekonaniem (Antoni Gustaw Bem. (Wspomnienie pośmiertne), „Prawda” 1902, nr 22). Serdecznie żegnał Piotra Chmielowskiego; przypomniał obiegową opinię na temat zmarłego wytykającą mu brak wrażliwości artystycznej. Świętochowski podtrzymywał to rozpoznanie, dodając wszakże, że w pracy krytycznej „nie chodzi wyłącznie o wybuchy podziwu lub obrzydzenia, o kiperstwo estetyczne”, to przede wszystkim szkoła umiejętności obejmująca chłodną analizę, powinowactwa, zależności – i w tej materii Chmielowski radził sobie świetnie (Piotr Chmielowski. (Wspomnienie pozgonne), „Prawda” 1904, nr 18).

Świętochowski jako teoretyk i historyk kultury. Trwanie „długiego dnia”. Świętochowski nie był historykiem literatury, od lat 80. XIX w. nie prowadził też systematycznej działalności krytycznej. Uwagi na temat konkretnych dzieł lub zjawisk stanowiły część felietonów z Liberum veto. Tym samym wypowiedzi na temat dawnej i współczesnej literatury włączały się w rozważania poświęcone kulturze, ewolucji społecznej, mentalności, prawidłowościom historycznym. Trudno w nich szukać przede wszystkim ocen krytycznoliterackich, często są to tylko lub aż przyczynki do dyskusji na tematy pozaliterackie albo argumenty w sporach natury ideowej (estetycznej, społecznej, politycznej). Okoliczności te nie odbierają znaczenia wypowiedziom, komplikują natomiast ich interpretację. Stopień aktualizacji podjętych tematów jest oczywiście różny: raz dominuje temperament polemiczny autora, innym razem – jego wiedza i badawcza dociekliwość, a jeszcze innym – czysty podziw wyrażany mimo wszelkich różnic i zastrzeżeń. Zwykle jednak miernikiem oceny jest współczesność, pozytywistyczny rodowód krytyka, który szuka w kulturze prawd o wartości społecznej wyrażonych jasno, przejrzyście, zrozumiale. Wspomnienie o Kochanowskim (Liberum veto, „Prawda” 1884, nr 38) jest okazją do kpin ze współczesnej poezji: „Żadna wołowa skóra nie zmieściłaby tych banialuk, jakie wyśpiewali i wyśpiewują idealni kuzynowie Apollina na warszawskim bruku” (tamże), a także wyrazem niechęci do galicyjskich uniwersytetów, które zdaniem publicysty windowały na katedry ludzi średnich zdolności (opinia na temat R. Pilata), pomijając innych (np. P. Chmielowskiego). Obszernie komentując korespondencję Jana Śniadeckiego Listy w sprawach publicznych od r. 1788 do 1830 pisane wydane z autografów przez Kraszewskiego (1878), dziwił się, że dla astronoma ważniejsze były kwestie uczelniane niż ogólnopaństwowe (Listy Jana Śniadeckiego, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 32), być może wyrażając tak swój stosunek do elit oświeceniowych. Kuźnicę Kołłątajowską, scharakteryzowaną w monografii Władysława Smoleńskiego Kuźnica Kołłątajowska, studium historyczne (1885), Świętochowski określił jako jedno z nielicznych źródeł polskiej myśli liberalnej (Kuźnica Kołłątajowska, „Prawda” 1885, nr 41–42).

Najciekawsze są wypowiedzi na temat romantyków, Świętochowski nie ma wobec nich kompleksów, są dla niego postaciami wybitnymi, ale historycznymi, w sensie weberowskim „odczarowanymi”, poddającymi się racjonalnej ocenie. Omawiając pracę austriackiego publicysty Wilhelma Goldbauma Entlegene Kulturen (1877), krytyk akceptuje wyrażone w niej opinie, podziwia ich trafność, wynosi ponad rodzimą historię literatury, która negliżuje pisarza i przedstawia go w szlafroku (za taką książkę uważa monografię A. Małeckiego o J. Słowackim). Świętochowski szczególnie dużo miejsca poświęca fenomenowi Zygmunta Krasińskiego, pobożnego heglisty, który skomplikowaną architektonikę niemieckiego filozofa usiłował przenieść do poezji. „Nigdzie heglowska dialektyka nie zrządziła tyle szkody, ile między Polakami, których, nie wyłączając Cieszkowskiego i Libelta, na świętoszków zamieniła”, zauważa (Z polskiego Parnasu, „Przegląd Tygodniowy” 1877, nr 25). Krasiński popadł w ortodoksję narodową i religijną; wytrwał w niej do końca. Mickiewicz porwany przez mistycyzm, któremu autor Irydiona nie uległ – zamilkł. Krasiński nie jest nowatorem i nie jest mistrzem formy, a jednak postawienie go obok Mickiewicza i Słowackiego nie stanowi pomyłki. Historiografię Krasińskiego krytyk nazywa utopijną i wspaniałą, podniesienie sprawy narodowej do rangi sprawy boskiej – imponuje (tamże, nr 25). Idąc za Goldbaumem, Świętochowski przypomina casus Aleksandra Fredry, komediopisarza oskarżonego o nienarodowość, który naznaczony „klątwą” przez jednego z wczesnych rewolucjonistów sceny literackiej (S. Goszczyńskiego) usunął się w cień, ale tworzył dalej, zostając – wprawdzie po śmierci – autorem wybitnym i docenionym.

Świętochowski był szczególnie wyczulony na zgodność sposobu życia z ideałami literackimi, na jedność prawdy i poezji (świadczy o tym np. artykuł Tołstoj i tołstoizm, „Prawda” 1904, nr 43, dystansujący się wobec Apostoła ubóstwa, arystokraty żyjącego w dostatku). Zdaniem krytyka pośród rozmaitych pisarzy „narodowych” tylko biografia Mickiewicza spełnia warunek pełnej zgodności prawdy życia i prawdy poezji. Dlatego uwielbienie Polaków dla autora Dziadów jest tak bezgraniczne, tak zasłużenie wyjątkowe (Liberum veto. Dla Mickiewicza, „Prawda” 1897, nr 12). Krytyk powtórzy tę opinię bez zastrzeżeń, z niespotykaną u niego dziecinną ufnością i wiarą, w jubileuszowym wspomnieniu przygotowanym na 50. rocznicę śmierci poety (Pamiętnik. Rocznica, „Prawda” 1905, nr 45–46). Charakteryzując korespondencję romantyków, a konkretnie wydawane systematycznie przez Leopolda Méyeta (w l. 1893–1909) listy Słowackiego, Świętochowski podkreślał ich podniosły ton, nieustające oddanie sprawom zbiorowości. Zwraca uwagę stosunek publicysty do towianizmu. Świętochowski, indyferentny religijnie, być może ateista, nazywał towianizm obłędem, ale dostrzegał w mistycyzmie romantycznej diaspory siłę ducha tworzącą „najwspanialszy obłęd w dziejach literatury powszechnej” (A. Świętochowski o listach wielkich romantyków, „Tydzień”, dod. „Kuriera Lwowskiego” 1898, nr 51).

Z tego samego punktu widzenia, wyznaczonego przez jasno sformułowane ideały kulturowe i społeczne, Świętochowski oceniał modernizm. Rozumiał, że piękny obraz mocniej zapada w duszę czytelnika niż czysta idea; oczekiwał jednak od utworów wybitnych wrażeń trwalszych od dystrakcji estetycznych (Liberum veto. Idee w sztuce, „Prawda” 1899, nr 1). Nie odmawiał niektórym dziełom i autorom przełomu wieków oryginalności i talentu; z zastrzeżeniem wobec pornograficznej wyobraźni akceptował Stefana Żeromskiego, doceniał Stanisława Wyspiańskiego, choć ganił za niejasność, dostrzegał walory dzieł Wacława Sieroszewskiego, Gustawa Daniłowskiego, Andrzeja Niemojewskiego, zarzucał im natomiast rozmijanie się z oczekiwaniami społecznymi, niezrozumiałość, mglistość, manieryzm: „Młode pokolenie dzwoni na jutrznię odrodzenia, ale społeczeństwo, zebrawszy się na nabożeństwo, odprawiane przez reformowanych kapłanów, widząc czarowniczy sabat i widząc jakieś niezrozumiałe pokrzyki, rozumie tylko, że dawny kult umiera i nowy po nim nastąpi” (Znaczenie ostatniej fali w sztuce, „Prawda” 1903, nr 43). Krytyk wyrażał nadzieję, że po burzy nastanie słoneczny i orzeźwiający dzień (tamże). Dopóki tak się nie stanie, osoby głośno wypowiadające swój sprzeciw wobec niezrozumialstwa nowej sztuki będą się narażać na miano kabotynów (Głos kabotyna, „Prawda” 1904, nr 3). Artykuł Znaczenie ostatniej fali w sztuce sprowokował reakcję Stanisława Brzozowskiego, który dał wyraz rozczarowaniu, jakie wywołały słowa szanowanego przedstawiciela starej generacji, jedynego zasługującego na podziw i uwielbienie. Brzozowski przyznawał się do pewnego pokrewieństwa ze Świętochowskim, co odpowiadało zresztą ocenom późniejszych historyków kultury: „Poseł Prawdy jest nam wzorem ducha, który nie zniżył nigdy swej myśli, nie zwęził i nie okaleczył swego czynu. Młoda Polska potrafi wytrwać przy tym wzorze – choćby nawet wbrew wszystkim i wbrew samemu swemu wzorodawcy. Samotności nasze są różne, lecz pomimo to mogą być w różności swej jednako piękne” (List otwarty do Posła Prawdy, „Głos” 1903, nr 44). Replikując, Świętochowski stwierdzał, że współczesna poezja rozmija się z oczekiwaniami cywilizacyjnymi; jest powrotem do muzycznych efektów poezji dawnej, a przez swój wysoki estetyzm sytuuje się poza zasięgiem demokratyzującego się społeczeństwa (Odpowiedź, tamże, nr 46). Reakcja krytyka po przedwczesnej śmierci Brzozowskiego była bardzo powściągliwa: „Był to duży, ale chory talent” (Po śmierci S. Brzozowskiego, „Kultura Polska” 1911, nr 6).

Istnieje pewien rozdźwięk między prywatnymi ocenami Świętochowskiego na temat twórczości modernistów a jego wypowiedziami oficjalnymi. Zwykle dzieje się odwrotnie; to, co się mówi głośno, jest wygładzoną formą tego, co myślimy naprawdę. W tym przypadku te opinie prywatne są znacznie pochlebniejsze od publikowanych, tak jak gdyby krytyk odmawiał sobie przyjemności wygłoszenia otwartej pochwały. W listach do Żeromskiego obdarzał adresata komplementami („Prześliczny talent Wasz”, pisał w korespondencji z 27 XII 1899, BN akc. 17 2018/39), zachwycając się głównie opowiadaniami młodszego kolegi, które – jak można wnioskować z daty listów – znał, zanim ukazały się drukiem m.in. w „Prawdzie” (Tabu, „Prawda” 1896, nr 41–42; list z 8 VII 1896, tamże).

Publikując utwory (niektórych) modernistów, krytyk nie przestawał przed nimi przestrzegać. Nowa fala w sztuce to według niego awantaż postaci i działań narzucanych siłą odbiorcom: „Niedawno ktoś wydobył z ukrycia lub zapomnienia utwory C[ypriana] Norwida i ogłosił je za arcydzieła literatury polskiej, wychłostawszy jej historyków za to, że go należycie nie ocenili, dotąd jeszcze trwają obchody bezgranicznej i bezkrytycznej czci dla Wyspiańskiego, wzbił się nagle pod niebiosa hymn uniesień dla J. Słowackiego, a zwłaszcza dla jego Króla-Ducha; wydawnictwo »Chimery«, będące prawdziwym rogiem obfitości dla rymów mistycznych, uznane zostało za pomnikowe, nawet tak potężną, w duchowym swym kształcie wyraźną postać jak Mickiewicz przetopiono w ogniach obecnej doby i odlano według nowej formy (Monsalwat)” (Nastrojowość naszego czasu, „Kultura Polska” 1908, nr 6). To, że tak łatwo przyjmują się prądy i kierunki emanujące niejasnością, mistycyzmem, brakiem logiki, wypływa, po pierwsze, z naśladowania obcych wzorów (głównie francuskich), po drugie – ze słabego treningu umysłowego rodzimego społeczeństwa, które – nie znając właściwie nauki – łatwo ulega wierze w fałszywych bogów (tamże). Miarą rzeczy pozostawały dla Świętochowskiego lata 70. i 80. XIX w., kiedy młodzi pozytywiści popełniali swoje „zbrodnie”: tłumaczyli i wydawali dzieła naukowe, zachęcali do nadganiania cywilizacyjnych zapóźnień. Literatura i prasa przełomu stuleci nie spełnia swego zadania. Naukę popularyzuje się ze stanowiska „szkolno-podręcznikowego”. „Dlatego ogół roznamiętnia się artyzmem, a nudzi się i straszliwie ziewa przy źródłach wiedzy” (Artyzm i nauka, „Prawda” 1899, nr 14).

Metoda, styl, język i zadania krytyki. Krytyka literacka nie była głównym zajęciem intelektualnym Świętochowskiego. Teoretycznym uwarunkowaniom jej roli i funkcji publicysta nie poświęcał zbyt dużo miejsca. O sposobie realizowania zadań krytycznych dowiadujemy się raczej z praktyki dziennikarsko-eseistycznej niż z ustaleń teoretycznych. Publicysta przyjmował, że rolą krytyka jest informowanie społeczności czytającej o wartości (lub braku wartości) dostarczonego jej dzieła („Skrupuły”, powieść przez Kazimierza Chłędowskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 36). Poczucie obowiązków wobec publiczności oraz irytacja z powodu działań ad usum Delphini serwowanych dorosłym czytelnikom powodowało, że Świętochowski piętnował nieuczciwych edytorów, którzy poprawiali dzieła autorskie, odrzucając treści ich zdaniem niemoralne lub anachroniczne – działalność inkwizytorska dosięgła utworów Łukasza Górnickiego, Ignacego Krasickiego i in. (Nadużycia edytorów, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 19).

Dopiero 1890 r., przynoszący gruntowne omówienie twórczości Prusa, wyzwolił w publicyście potrzebę ściślejszego przemyślenia i wyrażenia założeń krytycznych. Mieściły się one w oryginalnie pojętym wzorcu Taine’owskim, tj. w dążeniu do opisu reguł rządzących twórczością analizowanego pisarza, które tłumaczyłyby skłonność do konstruowania przez niego określonych fabuł, sytuacji, bohaterów. Świętochowski tak właśnie pojmował rolę krytyki – wyjaśnianie pewnych prawidłowości typowych dla tego, a nie innego twórcy. Wyjaśnianie, które jedynie wtórnie mogło zawierać elementy oceny (np. przez odniesienie do wzorcowego poety czy utworu), prymarnie stanowiłoby opis konkretnego przypadku, podobny do opisu przyrodnika klasyfikującego gatunki roślin lub zwierząt (Aleksander Głowacki. (Bolesław Prus). I, „Prawda” 1890, nr 32). Ujęcie to tylko z pozoru dawało akces do humanistyki zredukowanej, podszytej dominacją przyrodoznawstwa. W rzeczywistości uwalniało krytyka od konieczności sytuowania analizowanego dzieła w hierarchii estetycznej, która każe wybierać między klasycyzmem a romantyzmem, między jednym kierunkiem a drugim. Ujęcie opisowe pozwala na utrzymywanie otwartego rejestru zjawisk artystycznych, bez uporczywego obstawania przy rozwiązaniach zastanych: „Żaden inny myśliciel nie ulega w tym stopniu co krytyk artystyczny naiwnemu złudzeniu, że natura objawiająca się również – jak rzekliśmy – w sztuce wyczerpała już swoje pomysły i że pozostaje już tylko badać, porządkować i formułami związać postacie jej dotychczasowe” (tamże). Formuła Taine’a w ujęciu Świętochowskiego znosiła tę dolegliwość: każdy utwór był klejnotem i zasługiwał na uwagę; krytyk powinien wskazać jego pierwiastki składowe i zasadę krystalizacji (tamże). W innym tekście polemicznym dodawał: „Z wszelkich metod krytycznych najwłaściwsza wydaje mi się ta, której zasady dał H. Taine, a która wzorem nauk przyrodniczych nie mierzy autorów opatentowanym łokciem, nie wtłacza ich w formy szablonu, nie urządza literackiej superrewizji, nie chwali i gani, lecz przyjmuje tę rację bytu, jaką sami sobie wytworzyli, wykrywa ich rysy znamienne, ocenia ich siły, tłumaczy i objaśnia” (Unikat literacki, „Prawda” 1890, nr 47). W przypadku Świętochowskiego metoda krytyczna nawiązująca do paradygmatu naukowego i przyrodniczego nie stanowiła ograniczenia, nie zmuszała do zestandaryzowanych poszukiwań, lecz przeciwnie – przynosiła wolność dociekań ujętych w formułę respektującą integralność dzieła. Uwalniała też od tromtadracji krytycznej nakazującej obowiązek uwznioślenia przedmiotu badań; na przekłamania tego rodzaju były narażone zdaniem publicysty przede wszystkim prace biograficzne, w polskiej krytyce na ogół nierzetelne, oparte nie na faktach, lecz na „kokonach legend, zmyśleń i plotek” (Powieści biograficzne, „Prawda” 1896, nr 23).

Refleksję na temat natury poety i poezji przynosi rozprawa Poeta jako człowiek pierwotny (1896), w której publicysta buduje paralelę między animizmem charakteryzującym człowieka pierwotnego a wyobraźnią poetycką, która w podobny sposób odwołuje się do obrazów materii ożywionej (nierzadko uczłowieczonej). Punktem wyjścia były teorie XIX-wiecznych antropologów, m.in. Edwarda Tylora, Charles’a Letourneau, Henry’ego Lewisa Morgana, Friedricha Maxa Müllera, Macaulaya Hutchesona Posnetta, którzy badali społeczeństwa pierwotne; materiałem poddanym analizie była poezja Mickiewicza, Słowackiego, Goszczyńskiego, Krasińskiego, Zaleskiego, Kornela Ujejskiego i Marii Konopnickiej. Świętochowski uznał, że poeci wykorzystują pokłady animistycznej wyobraźni tkwiącej w języku. I że ta własność jest tożsama z poetyckością, choć istnieje także w języku codziennym. Myśl autora biegnie tym samym tropem co rozpoznania Giambattisty Vica, filozofa włoskiego oświecenia przeżywającego swój renesans w epoce modernizmu.

Świętochowski był nazywany czasami hetmanem albo papieżem pozytywizmu. Przypisywana mu władczość nie wynikała jedynie z rozmachu intelektualnego, rzetelnej, wciąż pogłębianej erudycji. Była też funkcją stylu: rozległej frazy, śmiałych porównań, zaskakujących metafor, misternych aforyzmów. Wszystkie te własności stawiały przed czytelnikiem pewien pułap wymagań i trudności, którym musiał sprostać, by móc podążać za mistrzem. Ten zaś nie oszczędzał ani odbiorcy, ani bohaterów swoich wypowiedzi. Nie stronił od kpiny, ostrego dowcipu, gryzącej ironii. Był mistrzem polemik, ale przede wszystkim wyróżniała go pewność siebie zbudowana na wierze w siłę rozumu i jasną wizję kultury.

Na ogół styl Świętochowskiego, także styl jego rozpraw krytycznych, ceniono wysoko. Z aprobatą, a nawet z zachwytem pisali o języku Posła Prawdy – Wilhelm Feldman, Władysław Prokesch, Adam Dobrowolski, Samuel Sandler, Maria Brykalska i in. Weryfikował te opinie Stefan Kołaczkowski (studium międzywojenne, wyd. 1968); zdaniem badacza styl Świętochowskiego – artystowski, dialektyczno-retoryczny – przegrywał w porównaniu z dziełami Aleksandra Brücknera, Cezarego Jellenty, Antoniego Potockiego.

Podsumowanie. Krytyka literacka uprawiana przez Aleksandra Świętochowskiego była zgodna z jego poglądami społecznymi i filozoficznymi; nie była jednak ich mechanicznym urzeczywistnieniem. Publicysta cenił literaturę wysoką, która niesie wyraźny przekaz ideowy, zbieżny z kierunkiem rozwoju cywilizacji. Kierunki te wyznaczała myśl zbudowana na filozofii przyjętej przez pozytywistów. Nie akceptował literatury, która rozwijała jedynie stronę estetyczną dzieła. Uważał ją za „bezcelową” (Smutna literatura, „Prawda” 1900, nr 7). Był jednym z najzagorzalszych przeciwników hasła „sztuka dla sztuki” (tamże). Ale był też przeciwnikiem literatury rozrywkowej, epatującej czytelnika oklepanymi fabułami, tanią erotyką. Łączył ten kierunek rozwoju sztuki z oddziaływaniem kultury francuskiej, której bieguny wyznaczał z jednej strony Zola, z drugiej – Alexandre Dumas syn, pośród autorów zażywających sławy przykład literata wyjątkowo „ograniczonego” (Po śmierci A. Dumas, „Prawda” 1895, nr 49). Niechęć do erotyki, połączona z mizoginizmem Świętochowskiego, była jednym z mierników jego stosunku do literatury współczesnej i w jakiejś mierze ciążyła na jego wypowiedziach krytycznych wyrażających m.in. niezgodę na modernizm.

Dysponując z pozoru dość wąsko określonym idealnym modelem dzieła literackiego (literatura wysoka, zorientowana społecznie, „racjonalna”, odwołująca się do współczesnej wiedzy o kulturze i cywilizacji), publicysta nie popadał w schematyzm. Jego najlepsze prace krytyczne („profile” i gatunki pokrewne) realizowały myśl o integralności dzieła literackiego i jego związkach z biografią autora, aktywowaną z umiarem, inteligentnie, bez uporczywego genetyzmu (sylwetka Prusa i późniejsza polemika z nim). Integralność zakładała też wysoki poziom oczekiwań estetycznych; nikt ostrzej niż Świętochowski nie wyśmiewał utworów „słusznych”, ale nudnych, źle skonstruowanych, o czym mogła przekonać się np. młoda Orzeszkowa.

Świętochowski był nie tylko pozytywistą, był również liberałem. Trudno powiedzieć, czy nieposkromione prawo do wolności słowa było źródłem (wielu wątpliwych i zaskakujących) wolt ideowych, jakie zaczęły się u niego przed I wojną światową. Nie zaznaczyły się w jego krytyce literackiej, bo w późniejszym okresie prawie jej nie uprawiał.</document>
<document nplp_id="13810" title="Tokarzewicz Józef" slug="tokarzewicz-jozef">Publicysta, krytyk literacki, prozaik, tłumacz, działacz społeczny, uczestnik powstania 1863 r. Pseudonimy i kryptonimy: Hodi; J.T. Hodi; H-i; Tok.; Bazyli Niebiast; B. Niebiast; B. Nieb.; Borzyc; Jan Kalisiewicz; J. Grodzicki; Krajowiec; Laudator; Prawdzic; Rajczyc; J. Rajczyc; J. Rusticus; J. Rus; J. R-s; K. Włost; K. Włostowski; Kazimierz Włostowski i in.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 I 1841 w Bielsku Podlaskim w rodzinie Bazylego Tokarzewicza, burmistrza i starosty cerkwi Preczystieńskiej, i Joanny z d. Kalisiewicz. Miał rodzeństwo: Aleksandrę i Konstantego oraz przyrodnią siostrę Antoninę ze związku owdowiałego ojca z Konstancją Minkiewiczówną. Uczył się w szkółce parafialnej w Bielsku, następnie w pijarskiej pięcioklasowej szkole powiatowej w Drohiczynie i w Gimnazjum Białostockim, które ukończył w 1859 r. W 1860 r. rozpoczął naukę na Wydziale Fizyczno-Matematycznym Uniwersytetu Moskiewskiego, uczestniczył jednocześnie w wykładach z zakresu filozofii, historii i prawa. Jesienią 1861 r. brał udział w wystąpieniach studenckich w Moskwie, po czym powrócił do Bielska, gdzie wraz z przyjaciółmi, Mikołajem Śnieżyńskim, Aleksandrem Mańkowskim i Włodzimierzem Prokopowiczem, zaczął wydawać pismo satyryczne „Bijak”, wtedy też związał się z tajnymi organizacjami. W październiku 1861 r. został aresztowany w drodze do Moskwy za przyłączenie się do petersburskich protestów studenckich przeciwko reformom ministra oświaty Jewfimija Putiatina i osadzony w twierdzach Pietropawłowska i Kronsztadu, następnie skazany na roczny dozór policyjny. 11 XII 1862 przerwał naukę w Uniwersytecie Moskiewskim (wraz z 18 innymi studentami). Był uczestnikiem powstania styczniowego. W lutym 1863 r. stał na czele bielskich kosynierów, brał udział w walkach pod Siemiatyczami, a także w innych działaniach powstańczych na Kurpiach i Lubelszczyźnie (oddziały Zygmunta Padlewskiego „Wojewody”, Marcina Borelowskiego „Lelewela”). Przez pewien czas przebywał we Lwowie i w Krakowie, gdzie uczestniczył w wykładach Juliana Dunajewskiego. Pod koniec 1863 r. udał się na emigrację do Paryża. W grudniu tego roku rozpoczął studia w założonej przez księcia Adama Jerzego Czartoryskiego Wyższej Szkole Polskiej na Montparnasse. Za redagowanie nielegalnej gazety „Montparnasse” w czerwcu 1864 r. został usunięty ze szkoły. Naukę kontynuował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Paryskiego. Był zaangażowany w życie społeczno-polityczne polskiej emigracji. W kwietniu 1866 r. został zmuszony do opuszczenia Paryża. W 1870 r. w trakcie wojny Francji z Prusami zaciągnął się jako ochotnik do 207. Batignolskiego Batalionu paryskiej Gwardii Narodowej. W 1871 r. został aresztowany przez wersalczyków i więziony, najpierw w wersalskich piwnicach, następnie w Cherbourgu (zwolniony dzięki wstawiennictwu przyjaciół i braku dowodów winy). Zmagania ideowe tego okresu opisał m.in. w szkicu wspomnieniowym Wśród zwyciężonych nazajutrz po klęsce (powst. 1872–1874) oraz wspomnieniach W dniach wojny i głodu (wyd. 1900). W 1872 r. podróżował po Szwajcarii, Belgii, Francji i Anglii. W 1874 r. ożenił się z emigrantką Wandą z Hermanowskich, z którą miał syna Kazimierza. W 1882 r. opuścił Paryż i – nie mając pozwolenia na osiedlenie się w Królestwie Polskim – przybył do Petersburga; pracował w redakcji „Kraju”. W 1886 r. przebywał w Warszawie. W 1893 r. przeniósł się do Grodziska Mazowieckiego. W l. 1902–1903 mieszkał w Wilnie, a w l. 1907–1908 w Kijowie. W obu miastach współpracował z polską prasą. Zmarł 2 VIII 1919 w Grodzisku Mazowieckim. Został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Początki działalności. W końcu 1864 r. Tokarzewicz zainicjował działalność Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Polskich. W 1866 r. wydawał tygodnik akademicki „Przyszłość”. W l. 1866–1867 był współredaktorem polskiego pisma socjalistycznego „Gmina” wydawanego (wraz z J. Brzezińskim) w Genewie. Korespondował z rosyjskim filozofem, socjalistą Aleksandrem Hercenem. W l. 1869–1870 był redaktorem naczelnym czasopism „Niepodległość” i wydawanej w Zurychu „Zmowy” – wraz z Janem Antonim Medekszą i Włodzimierzem Rożałowskim. Od 1869 r. należał do Komitetu Reprezentacyjnego Zjednoczenia Emigracji Polskiej. W 1870 r. napisał – przeniknięty radykalizmem – Manifest Zjednoczonej Emigracji na Wychodźstwie (w tym czasie pozostawał pod wpływem poglądów P.-J. Proudhona, A. Hercena i N. Bakunina). Zawarte w Manifeście idee (m.in. wszechwładztwo ludu, koncepcje gminowładcze) pojawiają się w większości pism publicystycznych Tokarzewicza poświęconych zagadnieniom politycznym (Z. Żabicki).

W 1878 r. w Paryżu redagował dwutygodnik „Listy Polskie” – wraz z Alfredem Ciszkiewiczem i Edwardem Siwińskim. Artykuły publicystyczne drukował głównie na łamach polskich pism („Kłosy”, „Wiek”, „Nowiny”, „Przegląd Tygodniowy”, „Biblioteka Warszawska”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Opiekun Domowy”). Na emigracji przyjaźnił się z Cyprianem Norwidem, o którym pisał: „Żyje w Paryżu od lat kilkunastu pisarz mało w kraju znany, artysta mniej jeszcze głośny, poeta-dziwaczny, stylista-hieroglif, którego każdy wiersz trzeba sylabizować po dziesięć razy, żeby zeń cokolwiek wydobyć – człowiek ze wszech miar godny zastanowienia i czci: szlachetny dziecinnie – naiwny i nieszczęśliwy egzagerat…” (George Sand. Studium psychologiczne, „Kłosy” 1873, nr 422). W Paryżu poznał również Henryka Sienkiewicza, spotykał się z Józefem Ignacym Kraszewskim oraz Tomaszem Teodorem Jeżem. W okresie paryskim Tokarzewicz był aktywny jako tłumacz. Za jego najwybitniejsze osiągnięcie translatorskie uznaje się wydany w 1876 r. przekład powieści Victora Hugo Katedra Najświętszej Panny Paryskiej (znana w Polsce pod tytułem Dzwonnik z Notre Dame).

Działalność publicystyczna i literacka. W l. 1872–1886 Tokarzewicz przygotował cykl szkiców historyczno-filozoficznych Samorząd społeczny dawny i nowy, w którym opisał działalność samorządów w Niemczech, Anglii, we Francji, Włoszech, w Szwajcarii, Hiszpanii. Cały rozdział tej publikacji poświęcił rodzinnemu Bielskowi, ukazując miejscowe praktyki samorządowe w kontekście europejskim. W 1881 r. w Warszawie opublikował powieść psychologiczno-obyczajową Pan Ślepy-Paweł (pod pseud. T. Hodi), której akcja dzieje się na unickiej wsi podlaskiej i która zawiera ważne przesłanie dotyczące duchowej kondycji jednostki, roli tradycji, wspólnoty, zakorzenienia. W 1882 r. rozpoczął w Petersburgu współpracę z pismem „Kraj”. W 1884 r. został kierownikiem działu literackiego tego pisma i publikował tam artykuły przeglądowe poświęcone polityce międzynarodowej, felietony o literaturze, szkice, m.in. Realizm w powieści naszej („Kraj” 1884, nr 12–14, 20– –21), Adam Mickiewicz w Collège de France („Kraj” 1885, nr 46), Pamiętnik Dembowskiego (tamże, nr 10–12). W 1886 r. współpracował z Adamem Pługiem w redakcji pisma literackiego „Kłosy”. W 1891 r. w Petersburgu wydał drugą powieść Pan Głuchy Gaweł opartą na wątkach biograficznych z okresu wojny francusko-pruskiej (publikacja w odcinkach w 1882 r. w „Kłosach”). Interesował się kulturą pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego. Po przeniesieniu się do Grodziska w 1893 r. publikował w prasie warszawskiej recenzje powieściowe, głównie w „Ateneum” (1895–1897). W 1898 r. wydał w Warszawie Wybór prac literackich, w którym znalazły się artykuły i szkice w większości drukowane wcześniej w „Ateneum”, „Niwie” i „Kłosach”. Wbrew umyślnie chyba mylącemu tytułowi znajdowała się tam tylko jedna praca – fragmenty dziennika Tokarzewicza, prezentująca od najlepszej strony jego talent pisarski. Pozostałe rozprawy odnosiły się do autorskich koncepcji socjologicznych, antropologicznych i językoznawczych, Hodi wykorzystywał w nich wiedzę wyniesioną z lektury dzieł m.in. Maxa F. Müllera, Hansa Lassena Martensena, Friedricha Schlegla, Adolphe’a Picteta, ale sedno rozważań było jego własne. W l. 1902–1904 współpracował z historykiem i etnografem Michałem Federowskim, który w 1921 r. w gazecie „Rząd i Wojsko” opublikował opowieści Tokarzewicza z okresu powstania styczniowego („Rząd i Wojsko” 1921, nr 23). Głównym obszarem współpracy były zainteresowania Tokarzewicza folklorem i działalnością etnografów (m.in. J. Karłowicza). Na przełomie 1905/1906 współpracował z „Nowinami Wileńskimi”, w których do 1907 r. pełnił funkcję sekretarza redakcji. W 1908 r. był sekretarzem wydawanego w Kijowie miesięcznika „Nasza Przyszłość”. Tokarzewiczowi przypisuje się także autorstwo dzieła „Łyki” i „Kołtuny”. Pamiętnik mieszczanina podlaskiego (1790–1816) wydanego w 1918 r. w Krakowie przez Kazimierza Bartoszewicza pod jego nazwiskiem.

Realizm i naturalizm. Tokarzewicz w latach 70. XIX w. zaczął wypowiadać się jako krytyk literacki. Jego rozważania były często rozsiane w artykułach publicystycznych o innej tematyce. Jak pisał Zbigniew Żabicki: „Literatura interesowała go bowiem niemal wyłącznie w swej relacji do problemów politycznych i społecznych; ze szczególnym zainteresowaniem pisał też Tokarzewicz o związkach dzieła sztuki z gustami odbiorców, o potrzebie sztuki użytkowej, o konieczności przełamywania izolacjonizmu ludowego i regionalnego – a zatem poruszał się w kręgu tych zagadnień, które antycypowały niejako sferę zainteresowań publicystyki kulturalnej w wieku XIX”. Krytyka Tokarzewicza kształtuje się na przecięciu zasad obiektywizmu (stopniowo przełamywanego – Nasza krytyka tegoczesna, „Prawda” 1895, nr 28, 30–31) i silnego zaangażowania społecznego, a także jest próbą odniesienia się do duchowej natury człowieka uwolnionego od dominacji któregokolwiek wyizolowanego „zmysłu” – rozumu, uczucia lub wyobraźni (Filozoficzne i socjalne pojęcia Mickiewicza. Rzecz osnuta na „Panu Tadeuszu”, „Kłosy” 1872, nr 374, 390; 1873, nr 393–394). Hodi postulował realizm w literaturze; sporo miejsca poświęcił naturalizmowi francuskiemu. Uważał, że proza realistyczna powinna łączyć „małe widzenie” z zagadnieniami ideowymi i problematyką historyczną. Podkreślał istotną rolę kompozycji w utworach prozatorskich. W studium Realizm w powieści pisał: „Powieść jest także swego rodzaju gmachem. Ostatnia karta to niby powała zarzucająca cienie na światła naw kompozycji. Ona akcję jednoczy, całość jej spaja i nakrywa. O nią tedy, o tę ostatnią kartę, najbardziej dbać powinien artysta, ją mieć na oku, do niej stosować wejścia, podwaliny, kolumny” (Realizm w powieści, dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1880, II półrocze). We wczesnych latach 80., polemizując z naturalistami, stał na stanowisku, że sztuka powinna nie tylko odtwarzać rzeczywistość, ale też wyrażać zamysł artystyczny: „W powieści prawda polega nie tylko na naturalizmie czynników do niej wprowadzonych, lecz przede wszystkim na ustosunkowaniu ich, na proporcjach” (Z natury, „Prawda” 1882, nr 5). Podkreślał również wagę analizy psychologicznej, umiejętność budowania psychologicznie pogłębionych i spójnych postaci. Za wzór w tym zakresie stawiał Honoré de Balzaca i Gustave’a Flauberta. Omawiając zbiór sześciu opowiadań składających się na tom Les Soirées de Médan (1880) – autorami byli Émile Zola, Guy de Maupassant, Joris-Karl Huysmans, Henry Céard, Léon Hennique oraz Paul Alexis – wymiennie stosował pojęcia realizmu i naturalizmu (Realizm w powieści. Studium, dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1880, II półrocze). Po latach, rozszerzając definiowane pojęcie, podkreślał, że realizmu nie można ograniczyć do mnożenia detali, upominał się o subiektywny punkt widzenia, co zbliżało go do głęboko przemyślanej doktryny naturalistycznej: „Bez niego, bez podmiotowego owego cementu, byłby to obrazek bez rysunku i bez koloru, jakich setki co dzień w każdej głowie powstają bez planu i bez wrażenia nikną. Właściwością tego subiektywizmu w Sygietyńskim, główną cechą jego naczelną: żywy, głęboki w autorze zasób wzgardy, poniewierki i obrzydzenia dla wszystkiego, co jest takim, jakim jest w jego wieku i otoczeniu” (Realizm w powieści naszej, „Kraj” 1884, nr 21). Polemizował jednak z poglądem Zoli o zrównaniu powieści z dziełem naukowym, a procedur artystycznych – z eksperymentem badawczym: „Jakakolwiek byłaby wartość tych usiłowań w dziejopisarstwie, przeniesienia postulatów Buckle’owskich i Spencerowskich na pole beletrystyki współczesnej, wtedy tylko mogłoby być uwzględnione zasadniczo, gdyby kto dowiódł, że umiejętne badanie zjawisk społecznych jest równoznacznym z artystycznym ich uwydatnieniem, gdyby w ogólności dało się okazać, że cel, zadania i metody nauki ściśle odpowiadają celom, metodom i zadaniom sztuki” (Artur Gruszecki, „Ateneum” 1899, t. 1, z. 1). Był przeciwny kanonizowaniu jakichkolwiek wzorców stylowych, uważał, że gusty literackie są historycznie zmienne (Faustyna, „Prawda” 1882, nr 7).

Zadania krytyki i literatury. Do najważniejszych zadań krytyka literackiego zdaniem Tokarzewicza należy nieustanna ingerencja w proces rozwoju literatury i stawianie wobec niej określonych postulatów. W szkicu O rzeczach powszednich („Wiek” 1874, nr 46) określił rolę artysty jako promotora ruchów społecznych. Podejmowanie problematyki społecznej uznawał za jeden z najważniejszych wyznaczników literackiego realizmu. Cenił myśl krytycznoliteracką i filozoficzną Hippolyte’a Taine’a oraz Johna Stuarta Milla. W ślad za Millem protestował przeciwko naturalistycznej redukcji psychologii do fizjologii (John Stuart Mill, „Kłosy” 1873, nr 415). W 1874 r. stwierdzał: „[…] zadanie sztuki niekoniecznie ma być zawsze tak podniosłym i zaobłocznym […]; daleko większe znaczenie i większą daleko godność przypisujemy pierwiastkom jej realnym, powszednim, codziennym”, jednakże i w takich dziełach nie widział tendencji unoszącej na stopień „o jeden cal dalszy od warunków obecnych” (Listy paryskie IV, „Wiek” 1874, nr 110). W przekonaniu Tokarzewicza pisarz nie może być osobą bezstronną, powinien wyraźnie zaznaczać swoje stanowisko względem ukazanych w utworze problemów. W obszernej, bardzo krytycznej rozprawie Poezja polska o świcie XX-go stulecia („Ateneum” 1900, t. 2, z. 5–6; t. 3, z. 7–8), napisanej pod pseudonimem Kazimierz Włostowski, zauważał (za W. Nehringiem), że pierwsze wypowiedzi poetyckie w XIX w. nie podejmowały problematyki społecznej lub politycznej: „Przepaść oddziela romantykę tę genezyjnie rzewną, w obyczaju skupioną i zamkniętą, w przyrodzie rozkochaną, w serce zapatrzoną, sielską i cudotwórną – od romantyki przewrotnych Wallenrodów, potępieńczo-butnych Konradów (z Dziadów cz. III), namiętnych Kordianów, uczonych Wacławów (Stefana Garczyńskiego), dalekowidzących Irydionów i krwiożerczych Pankracych, wyzywających ziemię i niebo do boju, siejących dokoła burze i pioruny, gestykulujących na sposób jakobinów paryskich, a z rozumem i zdradą niemiecką szermujących dialektyką i sztuką krzyżacką… – rzadko krzyżową” (tamże, z. 5). Po tym burzliwym czasie, którego ukoronowaniem był Król-Duch i Pan Tadeusz, poezja polska popadła w rzewny liryzm. O potędze poetyckiego idiomu przypomina jedynie Adam Asnyk, ale i jego muza nie łagodzi zawodu, jaki sprawia poezja modernistyczna (nb. Hodi nie używa tego terminu, traktując młodych poetów jako następną odsłonę przeżytego romantyzmu).

Tokarzewicz biografię pisarza traktował jako ważny składnik refleksji krytycznej. W szkicu Z życia poety (tamże, t. 1, z. 3) pisał: „Każde, najwspanialsze nawet dzieło sztuki jest niewątpliwie agregatem życiowych doświadczeń twórcy – ale doświadczeń ściągniętych z tylu najrozmaitszych zakątków duszy i scalonych według tak misternych, a chybkich norm kompozycji psychologicznej i estetycznej, że związek tych odwzorów, wyrównanych i spotęgowanych artystycznie, z pierwowzorami wrażeń i wyobrażeń realnych ginie dla nas w pomroce niezbadanych tajemnic obcowania jaźni z otoczeniem”.

Praktyka recenzencka. Typowych recenzji Tokarzewicz napisał niewiele. Patrzył na literaturę z innej perspektywy niż analiza wrażeń, jakie wywołuje ta czy inna powieść. Szukał prawdziwego spełnienia, czyli dzieła łączącego realizm z idealizmem, obiektywizm z subiektywizmem, poruszającego, przełomowego. Lubił ironizować, uchylać się od jednoznacznych ocen; przewrotnie wskazywał nieistotność poruszanej problematyki i naiwność przedstawianych dylematów np. w utworach Elizy Orzeszkowej z lat 90. XIX w. ([rec.] E. Orzeszkowa, „Australczyk”, „Prawda” 1896, nr 7; [rec.] E. Orzeszkowa, „Pieśń przerwana”, tamże, nr 50). Zbliżenie do ideału odnalazł w twórczości Edmunda Chojeckiego, Alkhadara i inne jego prace uznał za przełamanie obowiązujących schematów (Edmund Chojecki. Fragmenty literackie, dod. mies. „Przeglądu Tygodniowego” 1882, I półrocze). Spośród pisarzy krajowych najbardziej cenił Józefa Korzeniowskiego za skromność, mądrość, mistrzowskie wykończenie rysunku postaci, rozsądne otwieranie się na świat aktywności gospodarczej. Jemu właśnie, jeśli nie liczyć kilku wzmianek o Kraszewskim, Janie Zachariasiewiczu, Michale Bałuckim, Edwardzie Lubowskim i sprawiającym kłopot intelektualny Henryku Rzewuskim (Pamiątki Soplicy zdradzały talent konserwatywnego autora), krytyk poświęcił obszerną rozprawę Fragment z dziejów naszej powieści („Kłosy” 1874, nr 447, 449, 457–458, 466, 470). Z czasem listę dobrych pisarzy Tokarzewicz poszerzył o nazwiska Kazimierza Glińskiego (Kazimierz Gliński, „Prawda” 1895, nr 44–45), Artura Gruszeckiego (Artur Gruszecki, „Ateneum” 1899, t. 1), Mariana Gawalewicza ([rec.] M. Gawalewicz, „Bluszcz”, „Przegląd Tygodniowy” 1895, nr 40). Umiał też docenić drobne utwory beletrystyczne Wiktora Gomulickiego, Anieli Milewskiej, Józefata Nowińskiego (rubryka Literatura polska, „Prawda” 1897, nr 3).

O krytyce i krytykach. Tokarzewicz wielokrotnie charakteryzował dokonania polskich krytyków literackich, posługując się kluczem historycznym i osobowym. Uznał oświecenie za czas narodzin dojrzałej refleksji krytycznej; pierwsze lata XIX w. – za okres wymiany pokoleniowej, ale nie stagnacji: „[…] azaliż dorzecznym byłoby przypuszczenie, że stalowe owe krzesiwo odnowienia, złożone na początku bieżącego stulecia w rękach Mickiewiczów, Mochnackich, Grabowskich, mogło było ogniem zajaśnieć od prostego uderzenia o nicość, o marę, o pył i tuman Osińskich, Dmochowskich, Śniadeckich” (Krytyka nasza w XIX wieku. Kilka ogniw z rozerwanej całości połączył…, „Kłosy” 1873, nr 426). Znał wartość publicystyki Maurycego Mochnackiego, ale najwyżej cenił Kazimierza Brodzińskiego za umiar, łagodność, koncyliacyjność, umiłowanie ludu (tamże). W swoich rozprawach najczęściej przywoływał prace Piotra Chmielowskiego; nie podzielał jego fascynacji pozytywizmem, za to w dziełach z końca XIX w. odnajdywał wspólnotę sądów na temat modernistów ([rec.] P. Chmielowski, „Zarys najnowszej polskiej literatury”; „Nasi powieściopisarze”; „Współcześni poeci polscy”, „Ateneum” 1895, t. 4).

Podsumowanie. Podkreślano talent, pracowitość i determinację Tokarzewicza w dążeniu do realizacji wyznaczonych celów, ale nie zawsze właściwie go rozumiano. Teodor Jeske-Choiński pisał o nim jak o bohaterze prozy awanturniczej: „Z danych biograficznych Józefa Tokarzewicza (Hodiego) można by spleść bardzo ciekawą, bardzo zajmującą powieść. Gdzie nie był, czego nie widział, czego nie robił! Był na wozie i pod wozem, walczył o byt, jak Syzyf, spychany ciągle wypadkami na dół góry życia” (Przedmowa, w: W dniach wojny i głodu, 1900); Sienkiewicz postrzegał go jako posępnego Rusina: „Człowiek wykształcony bardzo, rozmyślający, ustawicznie zamyślony, pogrążony w sobie, posępny – na pozór zamknięty, a w gruncie rzeczy nad wszelką miarę uczuciowy. Posiada on pierwszorzędne zdolności. Czytająca publiczność nieraz musiała zwracać uwagę na jego świetne korespondencje z Paryża, które zamieszczał w swoim czasie w »Kłosach«” („Słowo” 1882, nr 58). Bliższy uchwycenia istotnych cech osobowościowych Hodiego i ewolucji, jaka dokonywała się w jego poglądach, był Wilhelm Feldman: „Oryginalna w wysokim stopniu indywidualność, inteligencja paradoksalna i nieuchwytna, stylista, rozkochany w niespodziankach i błyskotliwości Hodi przechodził w swoim życiu – także umysłowym – rozmaite koleje” (Współczesna krytyka literacka w Polsce, 1905). Tokarzewicz pisał szybko, nerwowo, a jednocześnie z eseistyczną rozrzutnością, w sposób głęboko przemyślany. Nie odwoływał się w pismach do swojej biografii, ale określała ona szerokie pola jego doświadczeń, wiedzy, odczuć i wyobraźni. Bogata spuścizna krytycznoliteracka zapewniła mu w historii polskiej krytyki literackiej pewne miejsce – ale oceniano go znacznie poniżej jego talentu. Naukową i społeczną integralność prac Hodiego „zakłócały”, rzucone jak gdyby mimochodem, pytania o moralność, o Boga. Indagowany, dlaczego publikuje w ideowo różnych, czasami wrogich sobie tytułach prasowych, pisał: „Nie zdarzyło się ani razu, abym barwę moich przekonań brał od pisma; na odwrót – trafiało się niekiedy, że czasopisma nabierały trochę barwy ode mnie. Byłem i jestem tak dalece samym sobą, że w publicystyce polskiej nie istnieje w tej chwili ani jeden organ, który by całkowicie odpowiadał memu osobistemu wyznaniu wiary społecznej i politycznej” („Gazeta Warszawska” 1896, nr 80, cyt. za nekrologiem „Kurier Warszawski” 1919, nr 213, wyd. poranne). Nie miał swojej redakcji, swojej książki, swojego domu.</document>
<document nplp_id="13811" title="Tretiak Józef" slug="tretiak-jozef">Historyk literatury polskiej i ukraińskiej, krytyk literacki i teatralny, historyk, pisarz, tłumacz oraz edytor. Pseudonimy: Józef Trzywdar; Trzeciak.

Informacje biograficzne. Urodził się 28 IX 1841 w Małych Biskupicach na Wołyniu w rodzinie szlacheckiej. Ukończył gimnazjum w Równem. Studiował w Kijowie (1859–1864). W trakcie powstania styczniowego pracował w radzie miejskiej Kijowa, a także pełnił funkcję zastępcy komisarza województwa kijowskiego. Po upadku powstania wyemigrował. Podjął studia w Zurychu (1865–1866) i Paryżu (1866–1867), a następnie we Lwowie (1875–1877), gdzie również pracował jako nauczyciel gimnazjalny i dziennikarz. W 1886 r. osiadł w Krakowie, rozpoczynając pracę jako nauczyciel w żeńskim Seminarium Nauczycielskim. Uzyskał doktorat w zakresie filozofii (Mickiewicz w Wilnie i Kownie. Życie i poezja, 1885) i habilitację na podstawie rozprawy Mickiewicz i Trembecki (1890). W 1888 r. został członkiem korespondentem, a w 1900 r. członkiem czynnym Akademii Umiejętności (PAU); w l. 1898–1922 pełnił w niej funkcję sekretarza Wydziału I, w l. 1893–1900 sekretarza i (1902–1917) przewodniczącego Komisji do Badań w Zakresie Historii Literatury i Dziejów Oświaty w Polsce, a w l. 1900–1908 przewodniczącego Komisji Językowej. Od 1890 r. był docentem literatury polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1893 r. docentem języka i literatury ruskiej; od 1894 r. profesorem, początkowo nadzwyczajnym, później zwyczajnym (1898); kierował Zakładem Języka i Literatury Ukraińskiej. Ustąpił z katedry w 1911 r., a w 1919 r. został profesorem honorowym UJ. Był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie oraz Towarzystwa Naukowego we Lwowie, a także pierwszym prezesem Związku Literatów w Krakowie. Współpracował jako członek redakcji z „Pamiętnikiem Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”. Do grona uczniów Tretiaka należeli m.in. Stanisław Pigoń, Roman Pollak, Tadeusz Lehr-Spławiński. Syn Andrzej Tretiak (1886–1944) był profesorem historii literatury angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim i tłumaczem. Józef Tretiak zmarł 18 III 1923 w Krakowie.

Twórczość. Początek drogi twórczej Tretiaka wiąże się z publikacją felietonów i pism literackich (poemat Z pogańskich światów. Pieśń miłości, 1870; wierszowana powieść historyczna Królewska para, 1871; powieść obyczajowa Pamiętniki Daniela. Powieść współczesna, 1873; nowela Mazurek Szopena, 1877). Szczególnie bliski był Tretiakowi Adam Mickiewicz, któremu poświęcił książkę monograficzną Mickiewicz w Wilnie i Kownie (t. 1–3, 1882–1884; wyd. pow. Młodość Mickiewicza. Życie i poezja, 1898), a po ukazaniu się archiwum filomatów – monografię Adam Mickiewicz w świetle nowych źródeł 1815–1821 (1917) oraz wiele artykułów. Z zamiłowaniem do autora Pana Tadeusza szła w parze u Tretiaka niechęć do Juliusza Słowackiego. W l. 1903–1904 badacz opublikował poświęconą mu dwutomową pracę monograficzną Juliusz Słowacki. Historia ducha poety i jej odbicie w poezji. Tretiak przyjął funkcjonujący już w romantyzmie pogląd o Słowackim – poecie egotyku, nieautentycznym i pragnącym sławy, o wybujałej fantazji, kształtującym się w rywalizacji z Mickiewiczem. Krytykował autora Kordiana w perspektywie moralnej i patriotycznej, odmawiając poecie miana wieszcza, a zarazem doceniał, nie bez zastrzeżeń, jako artystę słowa. Tretiak otrzymał za swoją książkę nagrodę Akademii Umiejętności w 1904 r., co spotkało się z protestami. Ze sprzeciwem wystąpił np. oddział Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza we Lwowie; pracę krytykowali m.in. Wilhelm Feldman i Stanisław Brzozowski; Piotr Chmielowski określił ją mianem pamfletu. Spór o monografię Słowackiego stał się okazją do estetycznej i politycznej polemiki modernistów z konserwatywnymi stańczykami krakowskimi oraz pretekstem do krytyki pozytywistycznej metody badawczej operującej biograficzną faktografią. Tretiak jest ponadto autorem studiów o Zygmuncie Krasińskim oraz monografii poświęconej Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu; wstępami opatrzył edycje Zamku kaniowskiego i Króla zamczyska Seweryna Goszczyńskiego (dla serii „Biblioteka Narodowa”). Wydał pamiętniki Kazimierza Brodzińskiego i Ignacego Domeyki, a także pośmiertne prace Oskara Kolberga. Pisał o późnych romantykach: Kornelu Ujejskim i Teofilu Lenartowiczu.

Badacz uwagę poświęcił również literaturze staropolskiej i oświeceniowej (Dawna pieśń żołnierska, 1899; Piotr Skarga w dziejach i literaturze unii brzeskiej, 1912; Franciszek Karpiński i jego poezja, 1878; O satyrach Ignacego Krasickiego, 1893). Zajmował się ponadto literaturą rosyjską (Mickiewicz i Puszkin, 1906), ukraińską (Dawna poezja ruska, 1918; Pro wpływ Mickewycza na poezyju Szewczenka, 1892), czeską (Bożena Nemcowa, jej znaczenie w literaturze czeskiej, 1915), francuską (Molière jako komediopisarz, 1881), fińską („Kalewala”, epopeja fińska, 1882) oraz staroindyjską (O dramacie indyjskim, 1879). Pisał o legendzie Tadeusza Kościuszki w literaturze (Historia legendy maciejowickiej i jej rozwiązanie, 1921), motywach maryjnych (Najświętsza Panna w poezji polskiej, 1904) i wpływach George’a Gordona Byrona na polską poezję (O byronizmie w poezji polskiej, 1879). Mierzył się też z kwestiami historycznoliterackimi o charakterze syntetycznym: Główne kierunki poezji polskiej XIX w. (1890) i Podział historii literatury polskiej na okresy (1900). Napisał Historię wojny chocimskiej 1621 (1899). Tretiak był również tłumaczem, przełożył powieść Fiodora Dostojewskiego Wspomnienia z martwego domu w katordze (1897), którą ponadto opatrzył wstępem, a także kilka prac historycznych.

Metoda historycznoliteracka. Literatura w ujęciu badacza wyraża życie narodu, jego ducha. Tretiak z jednej strony wpisuje się w dyskurs historycznoliteracki pozytywizmu. Łączy biografizm z teorią środowiska Hippolyte’a Taine’a; jest zorientowany na fakty i unika ocen w perspektywie religijnej; zajmuje się źródłami i uwzględnia prace poprzedników; prowadzi badania porównawcze. Skutkuje to kreśleniem szerokiego genetycznego tła omawianej twórczości. Z drugiej strony dystansuje się od racjonalizmu pozytywistycznego (m.in. polemizując z P. Chmielowskim w związku z jego odczytaniem Dziadów cz. II – Mickiewicz w Wilnie i Kownie. Życie i poezja, t. 3) – w imię ideałów i perspektywy moralnej; podobnie dystansuje się od naukowego, przyrodniczego redukcjonizmu w ujęciu człowieka. Tretiak unika też właściwego metodzie pozytywistycznej przyczynkarstwa, nie ceni tendencyjności i prostego dydaktyzmu, choć przyjmuje ideały cywilizacyjne. Znamienna jest krytyka, w której poddał w recenzji/ sprawozdaniu poglądy Taine’a na sztukę („Philosophie de l’art en Italie” par H. Taine, „Dziennik Literacki i Polityczny” 1867, nr 2). Kwestionował ograniczanie jej definicji do naśladowania natury, domagał się uwzględnienia kompozycji oraz – wiążącego się czasem z naruszeniem mimetyczności – docierania do istoty rzeczy; nie godził się ponadto na deterministyczne ujęcie twórczości, akcentując kwestię wolnej woli artysty i jego zdolność do przekraczania środowiskowych ograniczeń. W pozytywistycznym literaturoznawstwie biografia służyła interpretacji literatury, a ta pozwalała wnioskować na temat empirycznie pojętej osobowości autora. Tretiak ukazuje twórców jako dojrzewających i harmonijnie rozwijających się, kształtujących swojego ducha, zmierzających do określonych celów, wypracowujących swoją indywidualność. Rozważaniom biograficznym i kreślonemu tłu środowiskowemu towarzyszy u badacza o wiele skromniejszy rozbiór tekstu, prowadzony w zgodzie z modelem treść–forma.

Działalność krytyczna. Działalność krytyczna – literacka i teatralna – Tretiaka pozostaje mało znana. Publikował artykuły poświęcone współczesnym mu pisarzom w prasie (przede wszystkim lwowskiej – np. „Tydzień” – i krakowskiej – np. „Czas”, także w petersburskim „Kraju”, warszawskim „Tygodniku Ilustrowanym” czy wielkopolskim „Dzienniku Poznańskim”; można tu też odnotować praktykę przedruku; wiele recenzji np. w lwowskiej „Gazecie Narodowej” nie ma podpisu). Interesowali go głównie twórcy bliscy mu pokoleniowo, odznaczający się podobnymi jak on doświadczeniami, zapewne znani krytykowi osobiście. Znaczące zdaje się w zasadzie pominięcie przez Tretiaka twórczości modernistów (uwagę poświęcił jednak opowiadaniu Ksiądz Piotr K. Przerwy-Tetmajera, „Przegląd Literacki” 1894, nr 4). Mógł go razić duch pesymizmu i rozczarowania, brak ideałów – pesymizm nie podobał mu się także u realistów podejmujących kwestie społeczne – a zapewne też kult Słowackiego i mająca w nim źródło, jak przyjmował, niezdrowa fantazja; swoją współczesność traktował jako czas przejściowy, w którym pojawiają się różne mody. Tretiak pisał o Adamie Asnyku, którego, jak się zdaje, cenił szczególnie, postrzegając w nim poetę refleksji. Poświęcone mu artykuły zebrał w tomie Adam Asnyk jako wyraz swojej epoki (1922). Tytuł ten ukazuje sposób ujęcia poety i jego twórczości w powiązaniu z czasem, w którym powstawała – okresem kryzysu i przełomu, katastrofy popowstaniowej, zderzenia świata romantycznego z pozytywizmem i związanego z tym zamieszania ideowego, cierpienia, utraty nadziei i poszukiwania sensu. Podobnie Maria Konopnicka jest dla Tretiaka poetką czasów przełomowych, dawnej romantycznej formy i nowego światopoglądu 2. poł. XIX w.; twórczynią podejmującą kwestie społeczne i filozoficzne, nierezygnującą z nadziei (Nowa poetka. Maria Konopnicka, „Poezje”, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1881, nr 8). Krytyk zajmował się ponadto m.in. Stanisławem Grudzińskim i Wiktorem Gomulickim – poetami, jak akcentował, wywodzącymi się z nurtu romantycznego, hołdującymi idealizmowi. Tretiaka interesowali też współcześni mu prozaicy: Henryk Sienkiewicz (Henryk Sienkiewicz, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1880, nr 2), Eliza Orzeszkowa (Piśmiennictwo polskie, „Tydzień” 1877, nr 45), Jan Lam (Jan Lam. Talent i charakter, „Przegląd Literacki” 1886, nr 49–51), Zygmunt Kaczkowski, a także Adam Krechowiecki (Powieść historyczna, „Przegląd Literacki” 1889, nr 50–52), Ignacy Hołowiński, Justyn Hoszowski, Ignacy Maciejowski (Sewer), Mieczysław Dzikowski oraz Józef Bliziński, o którym krytyk pisał również w związku z wystawieniem jego sztuk. Tretiak poświęcił ponadto uwagę powieści Alphonse’a Daudeta (Romans francuski, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1880, nr 1), epopei kaszubskiej Jana Derdowskiego (Kaszubska epopea, „Gazeta Lwowska” 1880, nr 274) oraz polsko-ukraińskiemu pisarzowi Paulinowi Święcickiemu (Paulin Święcicki i jego niewydane dramata, „Tydzień” 1878, nr 39–40).

Pisma krytyczne Tretiaka charakteryzuje nastawienie przedmiotowe, poznawcze. To najczęściej recenzje (określane też mianem „sprawozdania”), czasem przeglądy piśmiennictwa czy portrety literackie (np. Asnyk i jego liryka, „Ateneum” 1881, t. 1). Krytyk kładzie nacisk raczej na psychologiczne cechy pisarza (charakter, zalety i przywary, życie duszy, np. Jan Lam. Talent i charakter, „Przegląd Literacki” 1886, nr 49–51) niż na szczegóły biograficzne. Przybliżając utwór, operuje streszczeniem, opisem, niejednokrotnie podaje cytaty; ukazuje problematykę i bohaterów, wpisane w utwór emocje, refleksję, rozwój akcji, perspektywę idei; rozważa przeżycia podmiotu, wyjaśnia znaczenia obrazów. Korzysta z ujęć porównawczych, eksponuje podobieństwa i różnice – zarówno pozwalające przybliżyć ukazywaną twórczość, jak i poddać ją ocenie. Jako że zdaniem Tretiaka to Mickiewicz był geniuszem, który ukształtował polski naród (dał mu wzorzec heroizmu, wartości społeczne i narodowe), wielokrotnie staje się on też punktem odniesienia w dyskursie krytycznoliterackim; romantyzm zresztą wyraźnie wyznacza światopoglądowy i poetologiczny horyzont Tretiaka, choć zarazem krytykuje on nietwórczy epigonizm nawiązujący do tej formacji. Zaproponowany przez krytyka tryb lektury polega na odsłanianiu – tam, gdzie jest to niezbędne – znaczeń zaszyfrowanych w tekście, mających swoje jednoznaczne odczytanie; czasem zdarza się autorowi pisać o nieokreśloności sensów utworu, co może być też określeniem negatywnym (tak jest np. w rozważaniach o Słowackim, a także o poetach, którzy usiłowali go naśladować). Tretiak sporadycznie wplata w swoje rozważania uwagi ogólne poświęcone literaturze. W związku z Asnykiem pojawia się np. sprawa splotu poezji z refleksją – krytyk akcentuje konieczność równowagi refleksji, uczucia, wyobraźni, ale, jak powiada, o mocy poezji świadczą zwłaszcza te dwa ostatnie elementy (Asnyk i jego liryka); w związku z humoreskami Włodzimierza Stebelskiego pisze o roli parodii w czasie wyczerpania form (Piśmiennictwo polskie, „Tydzień” 1878, nr 21); w omówieniach utworów Zygmunta Kaczkowskiego i Adama Krechowieckiego rozważa sprawę powieści historycznej i jej możliwości dotarcia do przeszłości (Powieść historyczna, „Przegląd Literacki” 1889, nr 50).

Tretiak jest krytyczny nawet wobec twórców, których ceni (przykładem może być pośmiertny artykuł poświęcony Lamowi, gdzie krytyk pisze m.in. o jego deficytach godnościowych i upodobaniu do knajp, uznając przy tym pisarza za genialnego satyryka – Jan Lam. Talent i charakter); bywa również złośliwy wobec grafomanów – jak w przedstawieniu twórczości Bolesława Eulenfelda, pseud. Bolesławicz (Piśmiennictwo polskie, „Tydzień” 1878, nr 20); ma talent i odwagę podejmowania polemik. Eklektycznie ceni realizm (wierność rzeczywistości, prawdziwość postaci) i poetyczność (idealizowanie rzeczywistości). Trzeba tu dodać połączenie wartości romantycznych: oryginalności, autentyczności i związanych z tym poszukiwań twórczych z wartościami o charakterze klasycznym/ klasycystycznym – zwłaszcza w wymiarze formalnym. W dyskursie Tretiaka kategorie opisowe są zarazem kategoriami wartościowania; widać też, jak język aksjologii literackiej jest zasilany przez język potoczny (mętność, duszność, żywość – to niektóre ze stosowanych przez krytyka kategorii opisu i oceny utworu, co zdaje się podkreślać związek świata dzieł ze światem rzeczywistym).

W mniejszym stopniu i zazwyczaj w drugiej kolejności, często łącząc tę kwestię z oceną, Tretiak zwraca uwagę na formę utworu. Pisze o kompozycji (całości i harmonii), stylu (jego zróżnicowaniu i bogactwie, przejrzystości, obrazowości; negatywnie kwalifikowana jest np. nienaturalność – Nowa poetka), kategoriach estetycznych, a w przypadku poezji o rodzaju wiersza. Dostrzega związki literatury z innymi sztukami – zwłaszcza malarstwem i muzyką. Zwraca uwagę na adekwatność użytych środków do osiągnięcia odpowiednich celów, na to, czy omawiany utwór stał się prawdopodobny i przekonujący.

Perspektywa moralna. Pisarz, zdaniem Tretiaka, ma obowiązki wobec zbiorowości, nie chodzi tu jednak o właściwą dla pozytywizmu perspektywę tendencyjną, a raczej o wskazywanie, w duchu romantycznym, na ideały, mobilizowanie do poszukiwań i rozwoju, gruntowanie wiary w możliwości oraz kształtowanie postaw heroicznych. Ocena dzieła, niesionych przez nie walorów moralnych, staje się zarazem oceną twórcy, jego postawy moralnej, której zaprezentowanie stanowi cel biografizmu Tretiaka (np. Asnyk i jego liryka; Jan Lam. Talent i charakter).

Spór o naturalizm. Tretiak wziął udział w polemice z naturalizmem (Romans eksperymentalny, „Gazeta Lwowska” 1880, nr 41–42) w polskiej krytyce literackiej w latach 80. XIX w. – z udziałem m.in. Henryka Sienkiewicza czy Stanisława Tarnowskiego. Interesujące wszakże, że we wcześniejszym artykule Emil Zola i jego utwory („Tydzień” 1878, nr 44) traktował francuskiego pisarza jako wykluczanego przez krytykę i środowisko literackie geniusza, który zainspirowany Honoré de Balzakiem, pragnie zbliżyć się do rzeczywistości. W tym celu pisarz podejmuje szerokie studia nad ukazywanym przedmiotem, poszukuje zasad rządzących społeczeństwem; potrafi przy tym zapanować nad całością ogromnego, pełnego szczegółów materiału. Zostały wówczas oddalone przez Tretiaka zarzuty o niemoralność Zoli – tym, co go legitymizuje, jest dążenie do prawdy. W późniejszym ujęciu krytyk pisze natomiast o absurdalności formuły eksperymentu w powieści, o pseudonaukowości (nieudanej analogii do pracy uczonego, którą wprowadza Zola) i krytykuje amoralizm. Zola w świetle Romansu eksperymentalnego okazuje się naiwnym arogantem. Na dodatek niebezpiecznym, gdyż potencjalnie demoralizującym przez pozbawienie wiary w ideały i sianie pesymizmu. W projekcie literatury naturalistycznej Tretiak tym razem widzi modę i dążenie do rozgłosu.

Krytyka teatralna. Tretiak był też autorem recenzji teatralnych poświęconych m.in. wielu wystawianym na scenie lwowskiej spektaklom na podstawie utworów Aleksandra Fredry (np. „Wielki człowiek do małych interesów: komedia w 5 aktach” – recenzja teatralna, „Kronika Codzienna” 1877, nr 10), a także Michała Bałuckiego, Jana Zachariasiewicza, Gustawa Fiszera, Gustava Mosera, Aleksandra Dumasa i Piotra Newskiego, Władysława Koziebrodzkiego, Ignacego Maciejowskiego, Ignacego Hołowińskiego i Józefa Blizińskiego. Krytyk recenzował również krakowską prapremierę Dziadów Mickiewicza w reżyserii Stanisława Wyspiańskiego („Dziady” na scenie krakowskiej, „Czas” 1901, nr 252–253, 255). Recenzje te, podobnie jak artykuły poświęcone literaturze, są zorientowane przedmiotowo. Ujawniają przekonanie o szczególnej wadze utworu dramatycznego: zawierają streszczenie sztuki, uwagi o jej formie i estetyce, różnych mniej lub bardziej celnych aspektach, a także na koniec wzmianki o grze aktorów, czasem o reakcji publiczności. Warto też zwrócić uwagę na brak zaufania do werdyktu widzów, świadczący o przekonaniu co do istnienia obiektywnych i dostępnych zwłaszcza znawcom kryteriów oceny sztuki. Józef Tretiak to osobowość wszechstronna o zdecydowanych poglądach, bardziej labilna w wyborze inspiracji metodologicznych mieszczących się w orbicie zmodyfikowanej optyki pozytywistycznej.</document>
<document nplp_id="13812" title="Turski Jan Kanty" slug="turski-jan-kanty">Poeta, prozaik, tłumacz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Ich Stryjaszek; J.; J.K. Rogala; J.K.T.; Jan Kanty; Jan Kanty Rogala; K.; Piotr Krakowianin; Pietrek Pszonkowicz były listonosz; Rog…; T.; Tur…; ☉.

Informacje biograficzne. Urodził się 19 X 1833 w Krakowie w rodzinie inteligenckiej. Jego ojciec Szczepan Turski, napoleończyk, zmarł wcześnie; matka Felicjanna pochodziła z rodziny Stanclów. Jan Kanty Turski uczęszczał do Gimnazjum św. Anny, gdzie poznał m.in. Józefa Szujskiego. Po ukończeniu szkoły rozpoczął studia prawnicze i filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował krótko w Nowym Sączu jako nauczyciel języka i literatury polskiej, po czym na kilka miesięcy został uwięziony z powodu podejrzeń o działalność polityczną. Związał się później ze środowiskiem demokratów galicyjskich. Należał do grona młodych artystów i literatów spotykających się w krakowskiej pracowni Parysa Filippiego, ze względu na zdolności organizatorskie, towarzyskie usposobienie i niezwykłą aktywność pisarską (oprócz kilkunastu książek publikował w licznych czasopismach i kalendarzach) stał się obok Szujskiego jednym z nieformalnych przywódców grupy. Bliskie relacje utrzymywał m.in. z Michałem Bałuckim. Wraz z innymi twórcami z kręgu „przedburzowców” publikował m.in. na łamach „Czytelni dla Młodzieży”, w l. 1860–1863 współredagował też „Niewiastę”. Od 1864 r. przebywał w Warszawie, gdzie w l. 1865–1867 był redaktorem tygodnika „Bazar”; współpracował również z „Przyjacielem Dzieci”, „Kłosami”, „Opiekunem Domowym” i „Tygodnikiem Ilustrowanym”. Przez całe życie borykał się z problemami finansowymi, które zmuszały go do intensywnej pracy. W 1866 r. poślubił Lidię Filippi, siostrę Parysa. Po powrocie z żoną do Galicji w 1867 r. i krótkim pobycie w Krakowie objął ponownie posadę nauczyciela w Kołomyi, gdzie pracował przez rok, po czym znów zamieszkał w rodzinnym mieście. Zmarł 7 VI 1870 w Krakowie.

Literatura i życie narodu. Turski zasilał swym piórem kolumny czasopism, nadsyłając do redakcji wiersze, utwory prozatorskie oraz artykuły poświęcone sztuce i recenzje dzieł historycznych, językoznawczych, literackich. Rozproszona w różnych periodykach twórczość krytyczna pisarza nie cieszy się wielkim uznaniem wśród historyków literatury, choć bywa przez nich przywoływana m.in. jako przykład charakterystycznego dla przedburzowców stosunku do poezji albo egzemplifikacja ich ambiwalentnego stosunku do religii. Janusz Maciejewski recenzję Turskiego z książki Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy) Polska w pieśni („Niewiasta” 1860, nr 10) uznał za niezbyt odkrywczą, lecz istotną „jako wyraz negatywnego stosunku do określonego – […] niebagatelnego dla ludzi 1860 r. – modelu poezji”. Już pomysł przedstawienia dziejów w formie fantastycznego poematu wzbudził sprzeciw krytyka, który swoje przekonania na temat roli literatury i jej relacji z historią wyraził, dyskredytując przy okazji w ironicznym tonie umiejętności warsztatowe Deotymy, zaliczając ją do grona samozwańczych poetów uprawiających „dziecinną szermierkę rymami”. Docenił wprawdzie jej erudycję i znajomość Słowiańszczyzny, ale zaprotestował np. przeciwko próbom poszukiwania racjonalnych uzasadnień i wyjaśnień dla legend i podań ludowych – tę opinię powtórzył, porównując podobne zabiegi do „uderzeń kilofa i młota o Wandy mogiłę” (O tradycjach narodowych Józefa Łepkowskiego, „Niewiasta” 1861, nr 4). „Kto jej przebaczy – pisał o Łuszczewskiej – nazwanie poezją pieśnią rymowanych wyimków z Lelewela […] i innych dziejopisów?” („Niewiasta” 1860, nr 10). Jednocześnie Turski zdecydowanie podkreślał związek poezji z życiem społeczeństwa, uznając jej wspólnototwórczą rolę i na sposób prowidencjalistyczny widząc w niej przejaw nieśmiertelnego ducha narodu podlegającego Opatrzności (Poezja, „Niewiasta” 1862, nr 1). „Poetą serca”, cenionym przez niego szczególnie wysoko, był Edmund Wasilewski, którego za Bronisławem Trentowskim nazwał lirykiem narodowym („Tygodnik Ilustrowany” 1860, nr 51).

Dużą wartość literacką miały dla Turskiego również Portrety przez Nie-Van-Dyka (J. Szujskiego) opublikowane we Lwowie w 1861 r. Krytyk cenił w nich trafne zobrazowanie typów społecznych i realizm: „Jako utwór obrazowy stoją one niezawodnie wyżej od powieści, najwyższą tendencją naszpikowanej” (Portrety przez Nie-Van-Dyka, „Niewiasta” 1861, nr 34). Afabularność cyklu Szujskiego nie stała na przeszkodzie, by publikację bliskiego mu ideowo pisarza ocenić wysoko. O tym, że darzył go szacunkiem, świadczy częste odnoszenie się w wypowiedziach krytycznych do jego dzieł oryginalnych i przekładów. Prawda życiowa, zawarta w portretach poszczególnych typów i charakterów, stanowiła dla Turskiego wyznacznik dobrej powieści, nisko w hierarchii stanęły zaś wytwory czystej fantazji będące dla niego „czczym – nudów czas skracającym tylko – matactwem i krętactwem” (tamże). Krytyk, z dużą aprobatą przyjmujący np. skrajnie konserwatywne stanowisko Szujskiego w kwestii roli i zadań kobiet w społeczeństwie, podzielał sprzeciw autora wobec egzaltacji, także jeśli miała ona charakter religijny lub patriotyczny.

W obronie religii. Związek religii z życiem publicznym oraz sytuacją polityczną wybrzmiewał w tekstach Turskiego bardzo wyraźnie. Prekursorski charakter jednego z jego wystąpień – prawdopodobnie pierwszego polskiego omówienia dzieła Henry’ego Buckle’a History of Civilisation in England (dod. mies. „Czasu” 1860, t. 19) – doceniła Renata Stachura-Lupa. Autor w obszernym omówieniu z entuzjazmem odnotował rozmach dzieła angielskiego historyka, sformułował jednak zarzuty dotyczące rozumienia przez niego religii i kwestii moralnych, uznając błędne jego zdaniem interpretacje za wynik anglikanizmu. Stachura-Lupa podkreśliła patriotyczny wymiar obrony katolicyzmu dokonanej przez Turskiego, występujący również w innych recenzjach (Obrazki z życia świątobliwych i bogobojnych Polaków i Polek…, „Niewiasta” 1861, nr 7–8).

Dydaktyczne funkcje krytyki. Turski pisał także krótkie, kilkuzdaniowe noty recenzyjne na temat ukazujących się w całym kraju nowości, dobierając je pod kątem użyteczności dla projektowanej grupy odbiorców. Informacje o ruchu wydawniczym są rozsiane w jego korespondencjach z Krakowa nadsyłanych do redakcji „Kłosów”. W czasopiśmie „Bazar” polecał czytelniczkom wyłącznie takie książki, które według niego mogły przynieść im „korzyść naukową lub moralną”, w tym publikacje o charakterze pedagogicznym albo religijnym, ale i utwory beletrystyczne, takie jak np. dramat historyczny Ludwika Kubali Michał Gliński, a także oczekujące na druk dzieła Wincentego Pola, Józefa Dzierzkowskiego lub pośmiertne pisma Juliusza Słowackiego. Podobny charakter miały też omówienia nowych książek dla młodzieży publikowane w „Przyjacielu Dzieci”. Turski ograniczał się tu do wydawnictw przeznaczonych do użytku szkolnego, ale zwraca uwagę szacunek, z jakim traktował dorastającego czytelnika. W swoich recenzjach nie tylko zachęcał do zdobywania wiedzy z zakresu historii literatury polskiej, kultury antycznej i nauk przyrodniczych, lecz i zwięźle wskazywał na niedostatki i zalety poszczególnych książek, np. na kompozycję, język i dobór autorów tekstów wydrukowanych w Wypisach polskich Jana Łukomskiego. Pozytywnie ocenił zwłaszcza uwzględnienie przez autora wypisów twórczości takich pisarzy, jak Józef Szujski i Felicjan Faleński, dążąc do poszerzenia świadomości czytelniczej młodzieży i kształtowania młodego odbiorcy. Popularyzatorską formę miały też artykuły poświęcone postaciom dawnych pisarzy (Erazm Rotterdamczyk, „Przyjaciel Dzieci” 1865, nr 223; Elżbieta Drużbacka, „Opiekun Domowy” 1865, nr 41; Jan Kochanowski, tamże, nr 48). Sylwetki te, pisane z myślą o czytelniku niewykształconym, językiem pełnym zdrobnień, epitetów i wykrzyknień, charakteryzowały się dydaktyzmem i silnym nacechowaniem emocjonalnym. Eksponowały np. pożądane cechy charakteru pisarzy, podkreślały te epizody w biografiach, które świadczyły o zmaganiach twórców z przeciwnościami losu, zawierały również spekulacje na temat możliwych uczuć bohaterów w określonych sytuacjach życiowych. W prezentacjach dzieł Jana Kochanowskiego czy Elżbiety Drużbackiej epizody te miały zilustrować wyobrażenia o rzekomych doświadczeniach wewnętrznych pisarzy albo określone fakty biograficzne.

Rola, jaką Turski odgrywał jako krytyk literacki, była dwojaka. Po pierwsze, próbował on za pomocą swego autorytetu wpływać na wybory czytelnicze i kształtować postawy odbiorców. Jak w przypadku wielu twórców w warunkach zaborów, jego działalność miała też pośrednio charakter polityczny, a jej celem było wzmacnianie tożsamości narodowej przez eksponowanie godnych uwagi aspektów polskiego piśmiennictwa. Po drugie – prostował nieścisłości albo błędne sądy na temat literatury polskiej (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1865, nr 322) i brał udział w tworzeniu przestrzeni dla dyskusji nad polską tradycją i współczesnością literacką.</document>
<document nplp_id="13813" title="Tyszyński Aleksander" slug="tyszynski-aleksander">Krytyk literacki, pisarz, publicysta, filozof, prawnik. Kryptonimy: A.T.; Al. T..…ski; A. Tysz......; Aut. Amer.; Autor Amerykanki w Polsce; T; -ty-ski; Tysz...ski A.; Wydawca Moreny; X.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 V 1811 w Petersburgu, ale i tradycja rodzinna, i biografia wiązały go z Wileńszczyzną. Jego ojciec – Erazm Tyszyński – był plenipotentem księcia Michała Ogińskiego. Aleksander spędził dzieciństwo w rodzinnym majątku Miassota (pow. wilejski), uczył się w Mołodecznie w szkole oo. trynitarzy. Następnie studiował prawo na Uniwersytecie Wileńskim, jego zainteresowania skupiały się przede wszystkim na literaturze i filozofii. Ukończył studia w 1829 r. i podjął urzędniczą pracę najpierw w Wilejce, a potem w Mińsku. W tym czasie nawiązał współpracę z „Tygodnikiem Petersburskim”, a jednocześnie zaczął pisać swoją debiutancką powieść Amerykanka w Polsce, którą ukończył w 1835 r., o takiej dacie zamknięcia pracy nad dwutomowym romansem świadczy zezwolenie rosyjskiej cenzury na jego druk datowane 7 VIII 1835. Powieść została wydana w Petersburgu dwa lata później. Tyszyński, już jako autor dobrze przyjętego przez krytykę debiutanckiego utworu (M. Grabowski, Do Pana A.T., autora listów Amerykanki, „Tygodnik Petersburski” 1838, nr 56), osiedlił się w Warszawie. Pracował w Komisji Spraw Wewnętrznych; swoje urzędnicze obowiązki łączył z udziałem w życiu literackim. W 1841 r. znalazł się w gronie założycieli „Biblioteki Warszawskiej” i został redaktorem tego pisma odpowiedzialnym za dział krytyki literackiej oraz autorem wielu artykułów. W 1855 r., po śmierci brata, powrócił do Miassoty, by zarządzać rodzinnym majątkiem, ale nadal uczestniczył w życiu literackim jako publicysta. Po 10 latach ponownie osiedlił się w Warszawie, gdzie powierzono mu Katedrę Literatury Polskiej w Szkole Głównej; jego uczniami byli m.in. Piotr Chmielowski i Bronisław Chlebowski. Profesorską funkcję pełnił w l. 1866–1869, a zrezygnował z niej po przekształceniu uczelni w Uniwersytet Rosyjski. Powtórnie powrócił do rodzinnego majątku i spędził tam ostatnią dekadę życia. Poświęcił ten okres na pogłębianie swoich zainteresowań filozoficznych oraz na porządkowanie własnych prac historycznoliterackich i koncepcji dotyczących filozofii krytyki literackiej. Rezultatem tych działań są jego ostatnie dzieła: Pierwsze zasady krytyki powszechnej (1870) oraz Wizerunki polskie (1875). Zmarł 5 XI 1880 w Miassocie.

Amerykanka w Polsce. Kształt gatunkowy Amerykanki w Polsce zapowiadał dwoistość pisarskich predyspozycji autora wahającego się między uprawianiem literatury a wyborem roli krytyka literackiego. Forma romansu w listach, nadrzędna dla kompozycji utworu, wskazuje na konwencję prozy artystycznej, której cechy stopniowo w utworze zanikają, ustępując miejsca prozie dyskursywnej. Listy Zbigniewa – głównego bohatera romansowego wątku – luźno wiążą się z epistołami tytułowej „Amerykanki”, które wprowadzają do utworu konwencję rozprawy krytycznoliterackiej. Autor informuje i przestrzega czytelnika oczekującego dominacji romansowego wątku przed dwoistością i niekoherencją swojego dzieła: „Winniśmy tu uprzedzić i ostrzec, że te Amerykanki listy, które obecny przeplatają romans, żadnego z ciągiem jego nie mają wiązania, że zatem przez miłośników powieściowej treści wygodnie opuszczone albo na koniec odkładane być mogą” (Amerykanka w Polsce, cz. 1, 1837). Fabularna rama dyskursywnego wątku wiąże się z przedakcją powieści. Oto w 1802 r. polski rozbitek Adolf Rajecki został ocalony u wybrzeży Ameryki Północnej przez Karystę – Amerykankę wywodzącą się z plemienia kanadyjskich Indian. Niebawem ją poślubił. Topos miłości uratowanego rozbitka i jego wybawicielki sięga Odysei, a romantykom przypomniał go George Gordon Byron w IV pieśni Don Juana. Tyszyńskiemu był on potrzebny jedynie jako inicjalny wehikuł zdarzeń. Istotniejszą inspirację stanowił kompozycyjny chwyt polegający na wprowadzeniu bohatera i zarazem narratora z obcej kultury do rodzimej dla autora przestrzeni cywilizacyjnej, spopularyzowany w literaturach europejskich za sprawą recepcji Listów perskich Monteskiusza. Powieściowa akcja toczy się ćwierć wieku później od inicjalnego epizodu i rozpoczyna, gdy pani Rajecka wraz z dorosłą córką udaje się w ojczyste strony męża i ojca, by poznać kulturę jego rodzinnego kraju. Karysta, zainteresowana językami i literaturą, pisze regularnie do Adolfa obszerne listy, z których każdy nabiera cech epistolarnej rozprawy. W następnych rozdziałach Tyszyński stopniowo zaciera kompozycyjne wyznaczniki listu, co dodatkowo podkreśla, nadając odrębne tytuły poszczególnym fragmentom tej korespondencji, np. Rys historyczny oświecenia Polski (List XXI) czy O szkołach poezji polskiej (List XXII). Nie rezygnuje wprawdzie całkowicie z konwencji epistolarnej, ale zaznacza ją wyraźniej jedynie na początku poszczególnych rozdziałów. Bohaterka powieści stopniowo „zapomina” o listowej konwencji, staje się porte-parole autora jako krytyka i historyka literatury. W pamięci polskich filologów pozostał na dłużej List XXII o szkołach literackich w poezji polskiej, w którym Tyszyński wyróżnił w jej pierwszych dekadach XIX w. cztery regionalne szkoły: wileńską – z Adamem Mickiewiczem, Antonim Edwardem Odyńcem, Julianem Korsakiem, Aleksandrem Chodźką, Józefem Korzeniowskim i Stefanem Witwickim; ukraińską – z Antonim Malczewskim, Sewerynem Goszczyńskim, Maurycym Gosławskim, Józefem Bohdanem Zaleskim oraz Tymonem Zaborowskim; puławską – z Józefem Szymanowskim, Julianem Ursynem Niemcewiczem, Franciszkiem Dionizym Kniaźninem, Franciszkiem Karpińskim, Franciszkiem Zabłockim, Janem Pawłem Woroniczem, Dyzmą Bończą Tomaszewskim oraz Ignacym Tańskim; krakowską – z Wojciechem Bogusławskim i Kazimierzem Brodzińskim. Kryterium wyróżnienia poszczególnych formacji ma charakter geograficzny, ale z zestawienia przedstawicieli poszczególnych szkół wynika, że geopoetyka Tyszyńskiego nie była konsekwentna; czasami kryterium geograficzne okazywało się niewystarczające. Biografie Witwickiego i Korzeniowskiego, zaliczonych do szkoły litewskiej, nie wiązały się topograficznie z Litwą, ale w tonacji emocjonalnej i stylu ich utworów krytyk odnalazł cechy zbieżne z poezją „Litwinów”.

List O szkołach poezji polskiej został przez XIX-wiecznych czytelników odebrany jako dowartościowanie romantycznego regionalizmu, koncepcji mocno już wówczas zakorzenionej w piśmiennictwie, zainspirowanej przez trzy różne źródła: po pierwsze, przez polską recepcję „rozdziału słowiańskiego” z Myśli o filozofii dziejów Johanna Gottfrieda Herdera, zwłaszcza w wersji Brodzińskiego; po drugie, przez wpływ idei panpoetyzmu ukształtowanej w kręgu szkoły jenajskiej (F. Schlegel, F.W. Schelling), a w Polsce przypomnianej przez Goszczyńskiego w czasie, gdy Tyszyński pisał swoją powieść. Trzecim czynnikiem był sprzeciw wobec klasycystycznego uniwersalizmu i przeciwstawianie mu regionalizmu, swojskości, prowincjonalności. Zaowocowało to przekonaniem o związku poetów czy – szerzej – artystów i ich dzieł z rodzimym krajobrazem i lokalnymi tradycjami. Koncepcja Tyszyńskiego padła na podatny grunt. Podjęli ją aprobatywnie i rozpropagowali tak różni myśliciele i literaci, jak Michał Grabowski, Edward Dembowski, Henryk Rzewuski, Kazimierz Władysław Wójcicki (M. Grabowski, Literatura i krytyka, t. 2, cz. 2, 1837; E. Dembowski, O rozwijaniu się poezji naszej w XIX stuleciu, „Przegląd Naukowy” 1843, nr 1; H. Rzewuski, Mieszaniny obyczajowe, t. 1, 1841).

Kolejność prezentacji wyróżnionych przez Tyszyńskiego szkół nie wynika z chronologii, lecz jest wskazówką wartościującą. Szkoły wileńska i ukraińska ukształtowały się później od puławskiej i krakowskiej, ale zostały umieszczone na pierwszym planie i scharakteryzowane najszerzej. Wynikało to z uznania przez autora ich dominującej roli w kształtowaniu ówczesnego życia literackiego. Nieistotne dla Tyszyńskiego były genologiczne kryteria wyodrębniania szkół, co harmonizowało poniekąd z synkretyzmem jego powieści; Karysta tak pisała na ten temat: „Pozwolisz mi więc, mój drogi, że o poezji i poetach waszych nie czasowym, czyli chronologicznym mówić będę porządkiem, ale przedstawię dzisiejszą w ogólnej jak uderzyła mnie masie; i że nie będę jej dzielić na bajki, elegie itp., ale na te wielkie oddziały, które duchem i stylem w mych oczach silnie się odznaczają i stale” (Amerykanka w Polsce, cz. 2). Ważne w dalszym wywodzie okazują się przeciwstawione sobie kategorie wyobraźni („imaginacji”) i „poetyczności”. Krytyk ukryty za zasłoną listów Karysty wiąże poetyczność z konwencjonalnością, której nadmiar uznaje za czynnik krępujący wyobraźnię. „Imaginacja” jest z kolei jego zdaniem tym wyższej próby, im wyraźniej prowadzi ku myślom i uczuciom nadzmysłowym, niepochwytnym lub tylko sugerowanym. Taki pogląd sytuuje autora Amerykanki w kręgu propagatorów romantycznego wzorca poezji, także w jego wariancie profetycznym. Zarazem jednak jest on zwolennikiem dyscyplinowania wyobraźni jasnością myśli, co jest śladem klasycystycznego dziedzictwa. Harmonia między wyobraźnią a „poetycznością” i jasnością języka jest dla Tyszyńskiego ważnym kryterium oceny utworów i wyróżnionych szkół poetyckich.

Teoria i praktyka w krytyce literackiej. Tyszyńskiego-krytyka interesowało rozpoznawanie kategorii tak szerokich, jak „duch” i „styl” utworów literackich, co otwierało drogę do poszukiwania uniwersalnych zasad krytyki literackiej w filozofii, zwłaszcza w jej nurcie epistemologicznym. W 1854 r. pisarz wydał obszerny zbiór swojego dorobku krytycznoliterackiego uzupełniony o pisma dotychczas nieopublikowane (Rozbiory i krytyki, t. 1–3, 1854). Pierwszy tom został w całości poświęcony filozofii. Wychodząc od wskazania najważniejszych tendencji i koncepcji w XIX-wiecznej filozofii polskiej, Tyszyński powraca następnie do źródeł i daje zarys dziejów refleksji filozoficznej od starożytności po swoją współczesność. Skupia uwagę przede wszystkim na kształtowaniu się pojęć „myśli” i „ducha”. Nie przyjmuje jednak żadnej doktryny jako obowiązującej, uznaje bowiem procesualny charakter dochodzenia do prawdy poznawanej zawsze częściowo; jej całość jest niedostępna ludzkiej myśli. Wysiłku umysłu i wyobraźni nie uważa wszakże za wysiłek bezowocny, ponieważ kumulujący się dorobek filozofii odsłania stopniowo prawdę o harmonii istnienia. Biorąc na warsztat filozofów krajowych, najobszerniej relacjonuje koncepcje Bronisława Trentowskiego – także ze względów polemicznych. Zestawienie własnej refleksji z myśleniem Trentowskiego pozwala mu wskazać różnice między katolickim nurtem filozofii chrześcijańskiej (której przedstawicielem się czuje) a nurtem protestanckim.

Perspektywa geopoetyki i historiozofii, szkicowo zarysowana już w listach Amerykanki, znalazła rozwinięcie w drugim tomie Rozbiorów i krytyk. Autor pisał o dziełach z zakresu polskiej historiografii: dotyczących początków państwa polskiego (F.H. Lewestam, Pierwotne dzieje Polski; W.A. Maciejowski, Pierwotne dzieje Polski i Litwy; M. Baliński, Pamiętniki o Królowej Barbarze), sięgał po prace konfrontujące rodzimą historię z kulturą śródziemnomorską (W. Wężyk, Podróże po starożytnym świecie) i ujawniał swoje komparatystyczne predylekcje, np. pisząc o pracy Jana Majorkiewicza Historia, literatura i krytyka. Podążając tropem „ducha polskiego”, popularyzował prace z dziedziny estetyki, m.in. Józefa Kremera Listy z Krakowa, czy językoznawstwa, np. rozprawy Feliksa Jezierskiego. Piśmiennictwo, któremu Tyszyński poświęcił dwa pierwsze tomy Rozbiorów i krytyk, miało dla autora autonomiczne walory poznawcze, ale zarazem jego lektura i analiza tworzyły szeroki kontekst interpretacyjny dla odbioru literatury pięknej.

Krytyka literacka koncentrująca się na poezji i prozie polskiej wypełnia ostatni tom zbioru, w którym autor zamieścił artykuły publikowane wcześniej w czasopismach, przede wszystkim w „Bibliotece Warszawskiej”. Zebrane w jednym wolumenie i uporządkowane według kryterium gatunkowego odsłaniają pośrednio literackie upodobania autora. Zostały ujęte w działy: poezji, przekładów, powieści i niejednoznacznych genologicznie „rozmaitości”. Tyszyńskiego interesowała głównie literatura krajowa, zwłaszcza taka, której autorzy podejmowali tematy historyczne lub unaoczniali współczesną panoramę życia społecznego. Zwracał także uwagę na moralne przesłanie utworów. Pierwszoplanowymi bohaterami krytycznoliterackiej publicystyki są w trzecim tomie Rozbiorów i krytyk Józef Ignacy Kraszewski i Kazimierz Władysław Wójcicki. Przedmiotem analiz krytyka były również jakości estetyczne: adekwatność stylu wobec tematu, walory obrazowania literackiego i – zwłaszcza w poezji – harmonia dźwiękowa frazy poetyckiej.

Ku krytyce uniwersalnej. Tyszyńskiego-filozofa nurtowało zagadnienie miejsca i zadań krytyki w panoramie kultury oraz powiązanie teoretycznej świadomości z publicystyczną praktyką. Rozważaniu tych kwestii poświęcił ostatnie lata życia i dwie ostatnie książki: Pierwsze zasady krytyki powszechnej (t. 1–2, 1870) oraz Wizerunki polskie (1875). Pisarz podkreślił w punkcie wyjścia, że źródłem i zarazem wyrazem krytyki (powszechnej, a nie wyłącznie – literackiej) jest „moment myślenia”, który przejawia się przez wydawanie sądu, opinii, oceny. By sąd miał charakter intersubiektywny i możliwie bliski prawdzie o przedmiocie, potrzeba zrozumienia natury i struktury ocenianego i zasad, wedle których wydajemy sąd. I tak, mówiąc o człowieku, należy pamiętać o trzech pierwiastkach jego istnienia: ciele, myśli i duchu oraz o tym, że każdy z tych pierwiastków podlega rozwojowi zmierzającemu do osiągnięcia wewnętrznej harmonii całej złożonej, ontycznej struktury. Posługując się organiczną analogią, Tyszyński przenosi tak rozpoznane cechy antropologiczne na rozumienie dziejów ludzkości. Uznaje, że ciałem tejże jest forma cywilizacji w danej epoce, myślą – „szereg umiejętności i nauk”, czyli kultura, a duchem – religia. Postęp polega na harmonizowaniu tych pierwiastków, w różnych okresach dziejów odczuwanych jako antagonistyczne. „Zasadą naszą jest, iż wierzymy w istnienie harmonii w świecie ludzkości, równie w świecie wewnętrznym, czyli rozwiciu myśli, jak i w świecie zewnętrznym, czyli w rozwiciu dziejów; oraz iż treścią i celem harmonii tej jest: rozwinięcie się bytu w lepszą erę ludzkości w obu kierunkach” (Wizerunki polskie). Tak rozumiana przez Tyszyńskiego w punkcie wyjścia krytyka powszechna ma charakter teorii oceniającej ludzkie działania i dotyczy aktywności w różnych obszarach. Autor dostrzegł trudność w jej prostym przeniesieniu na grunt krytyki literackiej czy szerzej – artystycznej. Wprawdzie utrzymywał, że ocena idei dzieła sztuki powinna wynikać z rozpoznania, w jakim stopniu służy ono harmonizowaniu „ciała, myśli i ducha”, ale zarazem przyznawał, że to dążenie może być realizowane różnorodnie, a zadaniem krytyka literackiego jest analiza indywidualnych cech utworu poprzedzająca formułowanie ocen. Stwierdzał: „Mając pisać o danym pisarzu, piśmie, staramy się jednak jakby zapomnieć i o tych celach, i o tym naszym kodeksie; gdy bowiem dzieło, pismo są to już przedmioty nie z nazwiska tylko nam znane, jak ideały, lecz dotykalnie, […] tedy staramy się owszem z całą wyłącznością możliwą przejść w sferę praktyki” (tamże).

Prezentując w Wizerunkach polskich sylwetki kilkunastu pisarzy, od Mikołaja Reja po Wincentego Pola, Tyszyński sprawdzał sformułowane na gruncie filozoficznym zasady krytyki, starając się nie naruszać autonomii dzieł literackich i unikać tendencyjności.</document>
<document nplp_id="13815" title="Ochorowicz Julian" slug="ochorowicz-julian">Psycholog, filozof, publicysta, tłumacz, literat, wynalazca. Pseudonimy i kryptonimy: Dr J.O.; J. …; J.O.; Julian Mohort; Julian O.; Mortuus.
Informacje biograficzne. Urodził się 23 II 1850 w Radzyminie k. Warszawy jako syn Julia­na, inspektora Instytutu Nauczycieli Elementarnych w Radzyminie, oraz Jadwigi Teresy z Su­mińskich, nauczycielki, autorki publicystyki pedagogicznej, przekładów prac o wychowaniu i książek dla dzieci. Matce (na której po śmierci męża spoczął obowiązek wychowania i wy­kształcenia syna) Ochorowicz zadedykował Pogadanki i spostrzeżenia z dziedziny fizjologii, psychologii, pedagogiki i nauk przyrodniczych (1879). Kształcił się początkowo w III Gimna­zjum Męskim w Warszawie, następnie (po wysiedleniu matki z Warszawy na skutek popo­wstaniowych represji) od 1864 r. kontynuował naukę w lubelskim gimnazjum, gdzie poznał Aleksandra Świętochowskiego i Aleksandra Głowackiego (B. Prusa). Wspomnienie lat szkol­nych zawarł w artykule Przed trzydziestu laty („Kurier Codzienny” 1897, nr 1). W 1866 r. roz­począł studia na Wydziale Filologiczno-Historycznym warszawskiej Szkoły Głównej, a po jej zamknięciu przeniósł się na Wydział Matematyczno-Fizyczny w Cesarskim Uniwersyte­cie Warszawskim, który ukończył w 1872 r. ze stopniem „kandydata nauk przyrodniczych”. Od 1867 r. udzielał się w ruchu młodych pozytywistów skupionych wokół „Przeglądu Ty­godniowego”, jednak w 1872 r., zrażony radykalizmem i napastliwością Świętochowskie­go, przeszedł na pozycje bardziej umiarkowane – związał się z „Opiekunem Domowym” i „Niwą”. W 1873 r. wyjechał do Lipska, by podjąć w tamtejszym uniwersytecie – m.in. pod kierunkiem Gustava Theodora Fechnera, Moritza Wilhelma Drobischa i Wilhelma Wundta – studia uzupełniające z filozofii, nauk przyrodniczych i psychologii. Zwieńczył je w 1874 r. uzyskaniem tytułu doktora filozofii. Po powrocie do Warszawy objął redakcję „Niwy” i kiero­wał nią od czerwca 1874 do listopada 1875 r.
Pod koniec 1875 r. przeniósł się do Lwowa, gdzie uzyskał habilitację. W l. 1876–1882 pracował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego, będąc zarazem pierwszym w kraju i jednym z pierwszych w Europie docentów psychologii empirycznej. Badał zja­wiska z zakresu parapsychologii (zwłaszcza hipnotyzmu i właściwości elektrycznych ciała ludzkiego). Nowatorskie w treści i metodzie wykłady, których program obejmował zagad­nienia z psychologii teoretycznej, indukcyjnej, stosowanej, kryminalnej, z teorii wrażeń, patognomiki, psychologii twórczości, psychologii historii i cywilizacji oraz etnopsychologii, cieszyły się dużą popularnością. Brał udział w życiu kulturalno-naukowym Lwowa, m.in. za­angażował się w utworzenie Macierzy Polskiej (w 1882 r. był członkiem jej Rady Wykonaw­czej), był wiceprezesem Koła Literacko-Artystycznego (1881–1882), członkiem redakcji „Ty­godnia Literackiego, Artystycznego, Naukowego i Społecznego” (w 1878 r. jako redaktor), należał do zarządu Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika (ściśle związał się z jego organem prasowym – „Kosmosem” – w 1878 r. jako współredaktor), współpracował z Towarzystwem Lekarzy Galicyjskich. Eksperymentował też w dziedzinie elektryczności i elektromagnetyzmu. W 1878 r. opublikował studium O możliwości zbudowania przyrządu do przesyłania obrazów optycznych na odległość („Kosmos” 1878), zapowiadając wynalazek telewizji. Wskutek fermentu, jaki wywołała ta publikacja w środowisku akademickim Gali­cji, uznano go za szarlatana. Ze względu na „naukową niekonwencjonalność” nie przyzna­no mu tytułu profesora.
Pozbawiony możliwości awansu zawiesił wykłady we Wszechnicy Lwowskiej i w maju 1882 r. wyjechał do Paryża, gdzie przebywał do 1892 r., zyskując sławę wybitnego uczone­go i wynalazcy w dziedzinie elektroakustyki. Równolegle prowadził badania nad hipnotyzmem (traktując go jako dział psychologii) i magnetyzmem. Wyniki obserwacji i nowe teorie (m.in. ideoplastii), prezentowane w prasie (m.in. w „La Revue scientifique”) oraz na posie­dzeniach francuskiego Towarzystwa Biologicznego, spotkały się z dużym zainteresowaniem środowiska naukowego, głównie medycznego. Eksperymentował m.in. w klinice psychia­trycznej w Salpêtrière, testując pod okiem specjalistów – Jean-Martina Charcota i Augusta Voisina – opracowaną przez siebie terapię magneto-hipnotyczną; następnie prowadził samo­dzielną praktykę leczniczą. W 1889 r. wziął udział w zainicjowanym przez siebie I Międzyna­rodowym Kongresie Psychologii Fizjologicznej w Paryżu. Przez współpracę z ówczesną prasą pozostawał w stałym kontakcie z Warszawą, do której powrócił w 1892 r. Publikował arty­kuły m.in. w „Ateneum”, „Kurierze Warszawskim”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Wędrowcu”.
Sukcesy odniesione na arenie międzynarodowej wzbudziły w kraju zainteresowa­nie jego działalnością. Z ostrą krytyką wystąpiła przeciwko niemu „Gazeta Lekarska”, pięt­nując jego nowatorskie terapie i teorie. W 1893 r. na zaproszenie Henryka Siemiradzkie­go udał się do Włoch, by przeprowadzić eksperymenty z osławionym medium – Eusapią Palladino. Wnioski z doświadczeń (nb. powtórzonych na przełomie 1893/1894 r. w War­szawie, Nowy dział zjawisk, „Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 183–203) wywołały zawzię­tą polemikę, w którą jako główni oponenci Ochorowicza włączyli się Świętochowski i Bro­nisław Rejchman. Aktywność budząca kontrowersje wśród rodaków została doceniona za granicą: Ochorowicz został wyróżniony członkostwem różnych towarzystw naukowych z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Węgier i USA. W kwietniu 1900 r. powołano go na prezesa warszawskiej Kasy Literackiej.
W 1901 r. osiadł w Wiśle na Śląsku Cieszyńskim, gdzie wybudował pod wynajem domy letniskowe. Ożywił tamtejsze życie kulturalno-oświatowe, powołując m.in. Macierz Szkol­ną. Wiślańską „Ochorowiczówkę” (prywatną willę z pracownią) odwiedzali m.in. Bolesław Prus, Maria Konopnicka i Władysław Stanisław Reymont. W Wiśle Ochorowicz kontynu­ował działalność naukową z zakresu psychologii doświadczalnej, foto- i elektrotechniki, włączając ponadto w zakres swych zainteresowań etykę.
Podtrzymywał nadal kontakty z francuskimi psychologami i lekarzami. W 1905 r. zo­stał członkiem komitetu redakcyjnego „Annales des sciences psychiques”, a rok później se­kretarzem Międzynarodowego Instytutu Psychologii w Paryżu. Około 1912 r. przeniósł się do podwarszawskiego Żerania. Od 1914 r. mieszkał w Warszawie. Związał się z Polskim To­warzystwem Psychologicznym, w l. 1915–1916 był jego wiceprezesem. Wykładał psychologię w średniej szkole handlowej Edwarda Rontalera.
Przez kilkanaście lat (1888–1899?) pozostawał w związku małżeńskim z Marią Hele­ną Leszczyńską (późniejszą Monatową), publicystką i autorką popularnych książek kuchar­skich. Zmarł nagle 1 V 1917 w Warszawie. Spoczął na cmentarzu Powązkowskim.
Kręgi twórczości. Ochorowicz debiutował w 1867 r. liryczno-refleksyjnymi wierszami o za­barwieniu romantycznym ogłoszonymi na łamach „Kuriera Lubelskiego” (Żebrak miłości, nr 110; Żal i pociecha, nr 126). Jako poeta występował jeszcze w latach 70., sygnując wier­sze pseudonimem Julian Mohort (wiersz-manifest Naprzód!, „Opiekun Domowy” 1873, nr 1; Fragment, „Opiekun Domowy” 1875, nr 3; Odwieczne drogi, tamże, nr 11).
Publikacja zapowiadająca jego karierę naukową (Jak należy badać duszę? czyli o Me­todzie badań psychologicznych, 1869), nagrodzona srebrnym medalem w konkursie Szkoły Głównej, określiła główny kierunek jego zainteresowań – „nową psychologię”, której teorie konsekwentnie rozwijał w późniejszych latach. Zainteresowanie psychologią kierunkowało go ku zagadnieniom twórczości i percepcji dzieła literackiego. Refleksje na ten temat zawarł w rozprawce O twórczości poetyckiej ze stanowiska psychologii („Tydzień Literacki, Artystycz­ny, Naukowy i Społeczny” 1877, nr 35–45). Ważnym etapem poprzedzającym tę publikację było dwuletnie (1874–1875) redagowanie „Niwy”, którą Ochorowicz przekształcił w maga­zyn kulturalno-oświatowy i literacki, zapewniając pismu współpracę wybitnych krytyków (P. Chmielowskiego, F. Bogackiego, A.G. Bema), pisarzy i felietonistów (m.in. T.T. Jeża, E. Orzeszkowej, B. Prusa). Na jej łamach wyraził w programowych artykułach Roman­tycy i realiści oraz Pozytywizm i negatywizm („Niwa” 1875, t. 7) swój stosunek do trady­cji, w tym literackiego dziedzictwa romantyzmu. Rozwinął i uszczegółowił tu zagadnienia podjęte uprzednio w książce Wstęp i pogląd ogólny na filozofię pozytywną (1872) wydanej w ramach serii „Biblioteka Filozofii Pozytywnej”, której był redaktorem.
W latach 80. pojawiają się w jego dorobku prace z zakresu magnetyzmu i hipno- tyzmu pisane głównie po francusku (m.in. Le sens du toucher et le sens du magnétisme, „La Revue scientifique” 1884; Note sur un critère de la sensibilité hypnotique, „Comptes rendus de la Société de biologie” 1884). Szczytowym osiągnięciem tego okresu jest De la suggestion mentale (wyd. franc. 1887, ang. 1891, pol. 1935) z przedmową Charles’a Richeta. Podsumowaniem wieloletnich badań w dziedzinie parapsychologii jest publikacja Zjawiska mediumiczne (t. 1–5, 1913–1914).
W ramach „Biblioteki Dzieł Wyborowych”, której od 1898 r. był współredaktorem (wraz z P. Chmielowskim, T. Jeske-Choińskim i J.A. Święcickim), ogłosił kilka własnych prac literackich (pod jedną okładką): Wiedza tajemna w Egipcie. Opowiadanie przyrodniczo-hi­storyczne oraz Istota bytu. Legenda historyczno-filozoficzna (1898), Listy do przyszłej narze­czonej razem z Do cudzej żony Klemensa Junoszy-Szaniawskiego (1898), Przelotne wrażenia z podróży do Rzymu (1899) oraz przekładów (m.in. G. Le Bon, Psychologia rozwoju narodów, 1897; V. Hugo, Rzeczy widziane. 1848–1849. Z niewydanych rękopismów, 1900). Wiele publi­kacji ukazujących się w tej serii opatrzył przedmowami – m.in. z zakresu literatury podróżni­czej (Pieszo do Chin. Wrażenia z podróży K. Rengartena; Szlakiem wychodźców. Wspomnienia z podróży do Brazylii J. Siemiradzkiego, Obrazy Kaukazu. Kartki z podróży E. Strumpfa), sztu­ki i estetyki (Listy z Włoch o sztuce kościelnej ks. A. Brykczyńskiego), medycyny (Istota i gra­nice wiedzy lekarskiej E. Biernackiego), pedagogiki (Jak u nas chowano dzieci? Zarys dziejów pedagogiki polskiej G. Dolińskiego).
Nowatorskie spojrzenie na etykę jako dziedzinę nauki zawarł w pracy Metoda w ety­ce zgłoszonej na konkurs „Przeglądu Filozoficznego” (prwdr. tamże: 1906, z. 1; wyd. osob. 1906). Interesowało go również zagadnienie „charakteru narodowego”, czego świadectwem jest rozprawa Pierwiastki charakteru narodowego. Szkic z psychologii i kultury pierwotnej Sło­wian centralnych (1907). Krystalizująca się wówczas koncepcja filozofii narodu została do­precyzowana w ostatniej jego książce Psychologia – Pedagogika – Etyka. Przyczynki do usi­łowań naszego odrodzenia narodowego (1917), którą bez wahania można nazwać summą psychologiczno-pedagogicznych doświadczeń i etycznych przemyśleń Ochorowicza. 
Koncepcje krytycznoliterackie (w teorii i praktyce). Spór o tradycję. Określenie genezy koncepcji krytycznoliterackich Ochorowicza nie jest sprawą prostą, gdyż mamy do czynie­nia nie tyle z publicystą literackim, ile z uzdolnionym, twórczym umysłem filozoficznym i wybitnym psychologiem, nadto z wpływowym reprezentantem pokolenia pozytywistów. Wykształcenie kierunkowało go w stronę nauk empirycznych, jednak wachlarz jego zainte­resowań obejmował również zagadnienia z dziedziny estetyki. Literatura wprawdzie nie sta­nowiła centrum jego badań, ale nie można zaprzeczyć, że była ważnym punktem odniesienia jako argument w dowodzeniu.
Problem związków współczesnej epoki z „tradycją” Ochorowicz rozważał już w głośnej wówczas rozprawie Wstęp i pogląd ogólny na filozofię pozytywną. Badając europejską myśl fi­lozoficzną, uzasadniał mechanizm „postępu” ludzkości współwystępowaniem zjawiska ciąg­łości i przeciwstawności. Twierdził: „Postęp, który nie wyrósł na niwie tradycji mocą natu­ralnego rozwoju, przestaje być postępem, staje się rozprzężeniem, wstecznością” (Tradycja, „Opiekun Domowy” 1872, nr 18). Rozważania o tradycji kontynuował w Bezwiednych trady­cjach ludzkości (1895). Podjął tu próbę ugruntowania poznawczego paradygmatu antropolo­gii, nadając jej wymiar „wiedzy pewnej” (w znaczeniu kartezjańskim). Pewność ta opierała się według niego na spoistości odkrywanych przez archeologię i etnografię „śladów” oraz na poznawczym uprawomocnieniu metody ich badania.
Ochorowiczowi towarzyszyła świadomość wagi dziedzictwa romantycznego. Dokona­nia poetyckie romantyków uznawał za bezsporne (Romantycy i realiści). Adamowi Mickiewi­czowi wyznaczał miejsce naczelne, wskazując na jego więź z „życiem zbiorowości”, w Juliuszu Słowackim widział mistrza formy i przenikliwego krytyka współczesności, Zygmunta Kra­sińskiego definiował jako myśliciela, poezję Władysława Syrokomli cenił za prostotę wyrazu i odbijającą się w niej wrażliwość społeczną. Według rozpoznań Ochorowicza „Krasiński nie wywrze nigdy takiego wpływu jak Syrokomla – a Słowacki nigdy nie będzie tak popularny jak autor Mohorta [W. Pol]. Tylko geniusz Mickiewicza łączący prostotę z wzniosłością może być dla nas wszystkich przystępny, chociaż i on zawsze znanym będzie i rozumianym raczej jako autor Pana Tadeusza”. Epopeja narodowa zajęła w hierarchii Ochorowicza, podobnie jak u innych krytyków pozytywistycznych, miejsce ważne, nie tylko jako wzór pisarstwa reali­stycznego, ale też jako wykład patriotyzmu (O twórczości poetyckiej, 1877).
Psychologia a literatura. Kategoria „spółczucia”. Spojrzenie Ochorowicza na literaturę odpowiadało założeniom ówczesnej krytyki opartej na Filozofii sztuki Hippolyte’a Taine’a. Twierdził, że może ona na równi z nauką, ale właściwymi sobie środkami (obrazowość, fikcja), ukazywać mechanizmy zachodzące w sferze psychologicznej i socjologicznej. Ob­darzony przenikliwą świadomością metodologiczną sprawdzał przydatność odkryć i dok­tryn psychologicznych dla wyjaśnienia zjawisk artystycznych (w tym literackich). Wyraził pogląd, że „tylko psychologia może nam wskazać właściwe zadanie sztuki; to bowiem, do czego sztuka zmierza, jest ostatecznie wrażeniem ducha, więc wchodzi w zakres psycho­logii” (Zastosowania psychologii, „Ateneum” 1879, t. 2). Jako zwolennik empirycznie zo­rientowanej psychologii występował przeciw koncepcjom idealistycznym, które twórczość literacką podporządkowują wyobraźni jako autonomicznej władzy duszy ludzkiej. Z na­ciskiem stwierdzał – polemizując z Karolem Libeltem – że wyobraźnia nie jest źródłem no­wych doświadczeń, ale jedynie dokonuje różnorodnych kombinacji na podstawie uprzed­nio nagromadzonych wrażeń. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o wpływ wrażeń na podmiot twórczy opierał się na prawie odwrotności, konkretyzującym się w zjawisku ideoplastii, objaśnianym przez niego jako „urzeczywistnienie fizjologiczne danego wy­obrażenia” (Sur l’idéoplastie, „Comptes rendus hebdomadaires des séances de l’Académie des Sciences” 1884; De la suggestion mentale; Ideoplastia, w: Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej, 1893). Ochorowicza interesowała geneza fantazji i jej funkcjo­nowanie w psychice poety. „Jeżeli pamięć jest martwą wyobraźnią – pisał – to fantazja jest wyobraźnią w stanie czynnym” (O twórczości poetyckiej). Analizując pod tym kątem poezję romantyczną, wskazał podstawowe „czynności fantazji”, które wyznaczały schemat anali­tyczny m.in. dla takich utworów, jak: Konrad Wallenrod, Stepy akermańskie Adama Mickie­wicza czy Hymn (Smutno mi, Boże!) i W Szwajcarii Juliusza Słowackiego. W analizie Wiel­kiej Improwizacji nie tylko zwracał uwagę na wyjątkowość porównań, symboli, przenośni i toku fantazji twórczej, co również eksponowali inni krytycy (P. Chmielowski, A. Święto­chowski, J. Kotarbiński), ale badał mechanizm przechodzenia od opisów wrażeń zmysło­wych do pojęć, uznając go za główną zasadę wyobraźni poetyckiej Mickiewicza. Opierając się na własnym założeniu dotyczącym funkcji fantazji w kształtowaniu poezji, snuł namysł nad stosunkiem świata realnego do świata poezji. Przy „rozbiorze” Stepów akermańskich rozważał, jak z punktu widzenia „fantazji poetyckiej” należałoby rozumieć nadsłuchiwa­nie „głosu z Litwy” i doszedł do wniosku: „Poezja leży tu nie w lekceważeniu prawdy zew­nętrznej, ale w potężnym uwydatnieniu prawdy wewnętrznej, psychologicznej”, skumulo­wanej w doświadczeniu „tęsknoty za Ojczyzną” (tamże).
Ochorowicz wprowadził kategorię „spółczucia psychologicznego” na oznaczenie umiejętności wykorzystywania własnych (jednostkowych) przeżyć dla zrozumienia podob­nych, istniejących w świecie w makroskali, i ujęcia ich w literacką formę (Jak należy badać duszę?). Definicję tego pojęcia rozszerzał w późniejszych pracach (O twórczości poetyckiej ze stanowiska psychologii), przestrzegając, by współczucia psychologicznego nie mylić ze współ­czuciem moralnym (litością). Koncepcja „spółczucia” psychologicznego miała wpływ na kształtowanie się metody krytycznoliterackiej Piotra Chmielowskiego, który przeniósł to po­jęcie z obszaru teorii twórczości w zakres odbioru dzieła (Spółczucie psychologiczne w bada­niach historycznoliterackich, „Pamiętnik III Zjazdu Historyków Polskich w Krakowie” 1900). Współczucie psychologiczne pozwalało również odbiorcy (w tym badaczowi literatury) na odtwarzanie uczuć, jakich w danych okolicznościach (i w samym procesie tworzenia) do­świadczał artysta, a to znacząco uzupełniało informacje o autorze. Biografia pisarza, zgod­nie z estetyką Taine’a, była dla ówczesnej krytyki szczególnym przedmiotem zainteresowania. Jej analizę Ochorowicz traktował, podobnie jak Chmielowski (Metodyka historii literatury polskiej, 1899), jako konieczny element refleksji krytycznej (odczyt O Henryku Sienkiewiczu ze stanowiska psychologii, 1917).
Ochorowicz literaturę postrzegał jako formę poznania, ale z uznaniem jej swoistości i zrozumieniem roli, jaką odgrywają konwencje artystyczne, dlatego zastrzegł, że „krytyka sztuki musi być co najmniej podwójną: estetyczną i psychologiczną. Estetyk zajmie się war­tością typów, pięknem sytuacji, tendencją; psycholog zaś – prawdą charakterów, mechani­ką uczuć i przyczynowością zdarzeń. Jedno bez drugiego będzie dopiero połową krytyki” (Zastosowania psychologii). W tym kluczu, debiutując w roli recenzenta teatralnego, doko­nał analizy dramatu Świętochowskiego Niewinni („Niwa” 1875, nr 21). Główną uwagę po­święcił motywacji postępowania osób dramatu, odrzucając oskarżenia innych krytyków (m.in. L. Niemojewskiego, Kronika warszawska, „Tydzień” 1875, nr 41) o szkodliwość ten­dencji utworu. Odwołując się do teorii przyczynowości, badał, czy postać nie jest „fałszywa psychologicznie”. W recenzji wyraził pogląd, że recenzenci w „krytyce teatralnej muszą być deterministami”.
Współcześni badacze zwracają uwagę na prepsychologiczne intuicje Ochorowicza, który wyprzedził psychoanalityczną interpretację sztuki zaproponowaną przez Sigmunda Freuda (L. Magnone). Już w 1877 r. w odczycie O twórczości poetyckiej ze stanowiska psycho­logii zawarł zasadnicze elementy teorii psychoanalizy – rozważał kwestię skojarzeń bezwied­nych, porównał twórczość literacką do pracy marzenia sennego, postawił tezę o popędowym źródle twórczości.
Mediumizm. Badania Ochorowicza nad procesem twórczym generowały zainteresowanie sferą życia nieświadomego (bezwiednego), m.in. mechanizmami halucynacji i marzeń sen­nych oraz hipnotyzmem i mediumizmem (Z historii magnetyzmu i hipnotyzmu, „Kraj” 1886, nr 3–5; Odczyty o magnetyzmie i hipnotyzmie, 1890). Interesował go też sen jako swoista ak­tywność umysłu (Z dziennika psychologa. Wrażenia, uwagi i spostrzeżenia w ciągu dziesięciu lat spisane, 1876; Między snem a czuwaniem. Szkic psychologiczny, „Bluszcz” 1880). Według jego koncepcji „śnieniem” rządzą te same władze umysłu, które leżą u podstaw twórczo­ści artystycznej, w tym poetyckiej. W ujęciu Ochorowicza sen (podobnie jak w romanty­zmie) odgrywa doniosłą rolę w zgłębianiu tajemnic antropologicznych i kosmologicznych, a śnienie (jako stan bezwiedny) wiedzie człowieka do „wrót tajemnicy wszechświata”. Mediumizm jawił się Ochorowiczowi jako szansa na naukowe rozstrzygnięcie dylematów dotyczą­cych istnienia Boga czy duszy nieśmiertelnej. Badania nad bezwiednymi rodzajami aktyw­ności umysłu („zjawiskami mediumicznymi”) pozwoliły mu sformułować tezę, że „człowiek w ogóle przestaje być »rzeczą między rzeczami«, stając się cząstką jednej wielkiej całości” (Zjawiska mediumiczne, 1893).
Zwrócenie przez Ochorowicza uwagi publiczności czytającej na nadzwyczajne feno­meny psychiczne (w tym na podświadomość, stany halucynacyjne, poetykę marzenia senne­go) prowadziło pośrednio do unowocześnienia warsztatu ówczesnych pisarzy, ferment zaś, jaki wywołały jego publikacje o mediumizmie, ożywił krytykę literacką i ostatecznie skiero­wał ją ku mistycyzmowi. W dyskusję-spór na temat spirytyzmu włączyli się wybitni publicy­ści, m.in. Prus, Świętochowski, Ignacy Matuszewski, Józef Karol Potocki, Karol Hertz.
Literatura a naród. Ochorowicz na marginesie rozważań z zakresu etyki i pedagogiki roz­winął filozofię narodu. Jej istotą była koncepcja „nałogu dziejowego”, tj. bezwiednie (za spra­wą podświadomej tradycji zbiorowości) utrwalonych wad społecznych (Pierwiastki charak­teru narodowego). Przedstawił tu charakterystyczne cechy nacji, jej zalety i wady, wskazując na uwarunkowania wewnętrzne (podmiotowe) i zewnętrzne (przedmiotowe). Uświadomie­nie ich w wymiarze społecznym to według niego istotny element odrodzenia narodowego. Za doskonałe narzędzie pomocne w rozbudzeniu i kształtowaniu tej świadomości Ochoro- wicz uznawał literaturę. Kreśląc literacki portret Sienkiewicza podczas „akademii żałobnej” ku czci pisarza, odniósł się do katalogu polskich przywar, który zestawił w ostatniej swo­jej publikacji (Psychologia). Ochorowicz przekonywał, że autor Trylogii był „z pozoru prze­ciwieństwem typu polskiego. Ale ten umysł niezwykły, trzymający w garści własne zapędy, był podszyty wulkanem – wulkanem […] »typowo polskim«. W głębi jego duszy zbiegły się wszystkie płomienie polskich ideałów […]. Polska, wymazana z kart Europy, wymieciona z życia publicznego […], z książek i pieśni, żyła w jego obrazach, […] dźwięczała w każdym zdaniu jego spiżowej, prostej, a tak wnikającej do duszy polszczyzny. Sienkiewicz miał prawo powiedzieć »Polska – to ja!«” (O Henryku Sienkiewiczu ze stanowiska psychologii, w: Szkoła Główna Sienkiewiczowi, 1917). Wartość dzieł noblisty według krytyka tkwiła przede wszyst­kim w tym, że „nauczył masy myśleć i czuć po polsku”. Dlatego rodakom „wzmocnionym du­chem Sienkiewicza” wskazywał konieczność przebudzenia się „z wiekowej niewoli, z myślą o długiej oczekującej nas pracy odrodzenia” (tamże).
Zdaniem Ochorowicza literatura powinna odzwierciedlać stan świadomości narodu, a głównym zadaniem krytyka jest ocena, selekcjonowanie i hierarchizowanie dzieł, które dla istnienia narodu wydają się najistotniejsze. Kompetencji właściwych krytykowi literatury wymagał od nauczycieli polonistów. Potępiał, za Andrzejem Niemojewskim, wyłącznie ro­zumowe i formalistyczne podejście do wykładów z historii i historii literatury polskiej, gdyż pod ich wpływem możliwe było wniknięcie w „duszę narodu” i wytyczenie dróg jego rozwoju (Psychologia). Swoje stanowisko w kwestii, czym dla narodu jest literatura (nie używając jesz­cze kategorii „charakteru narodowego”), przedstawił już w latach 70. XIX w., kiedy dla zob­razowania roli, jaką odegrały dzieła romantyków, posłużył się metaforą o skupieniu w twór­czości Mickiewicza „promieni życia narodowego” (Spostrzeżenia, rozbiory i doświadczenia, „Niwa” 1875, t. 7).</document>
<document nplp_id="13817" title="Lutosławski Wincenty" slug="lutoslawski-wincenty">Filozof, publicysta, krytyk kultury i literatury. Pseudonimy i kryptonimy: Alfarli; Ari; Ariel; Chrobczyc Dobrosław; Dak-Łaj; Dobiesław; Egol; Eiron; El; Elmiar; Els; Erami; Henri Erami; Jarema; Klimak; Kowal; Ksiądz Robak; L; Maciek; Misjonarz; Nauczyciel; Ojciec Jelita; Poietes; Wierny; ΘΕΟΔΙΦΗΣ.

Informacje biograficzne. Urodził się 6 VI 1863 w Warszawie jako pierworodny syn Franciszka Dionizego Lutosławskiego h. Jelita i Marii ze Szczygielskich (zm. 1869). Wychował się w majątku rodzinnym w Drozdowie (pow. łomżyński). Po śmierci matki ojciec wstąpił w kolejny związek małżeński z siostrą zmarłej, Pauliną, z którego przyszło na świat czterech przyrodnich braci Wincentego: Marian (inżynier-wynalazca, twórca m.in. pierwszej na ziemiach polskich elektrowni z silnikiem Diesla, działacz endecki, rozstrzelany w 1918 w Moskwie), Jan (agronom, wieloletni redaktor „Gazety Rolniczej”), Kazimierz (ksiądz katolicki, jeden z twórców polskiego skautingu, poseł na Sejm II RP z ramienia Narodowej Demokracji – twórca pierwszego projektu ustawy o numerus clausus) i Józef (ojciec kompozytora Witolda, rozstrzelany wraz z Marianem). W 1881 r. Wincenty Lutosławski rozpoczął studia chemiczne na Politechnice Ryskiej; po dwóch latach przeniósł się na Uniwersytet w Dorpacie, gdzie kontynuował ten kierunek i podjął jednocześnie drugi – filozofię, z którą związane były jego dalsze losy. Pozostawał pod opieką Gustava Teichmüllera, idealisty ze szkoły postleibnizowskiej, jednego z twórców modernistycznego ujęcia personalizmu. Według własnego świadectwa przeżył podczas lektury Platona objawienie mistyczne. W 1885 r. uzyskał na każdym z kierunków tytuł kandydata, po czym wyjechał do Paryża, gdzie przez rok pod kierunkiem Gastona Parisa uczył się analizy filologicznej tekstu literackiego. W 1887 r. uzyskał w Dorpacie tytuł magistra filozofii; w tym samym roku zawarł związek małżeński z hiszpańską poetką Sofią Perez Eguia y Casanova (małżeństwo miało trzy córki: Marię, Izabelę i Halinę). W 1890 r. uzyskał docenturę na Uniwersytecie w Kazaniu, gdzie przebywał następne trzy lata; w 1894 r. zamieszkał z żoną w majątku rodzinnym w Drozdowie. Rok później małżonkowie przeprowadzili się do Hiszpanii, gdzie przez trzy lata prowadzili dom w Playa de la Mera nieopodal La Coruñi. W tym okresie Lutosławski podróżował wiele po Europie, a także wyprawił się do Stanów Zjednoczonych; najczęściej i najdłużej przebywał w Londynie. Na podstawie m.in. prowadzonych tam prac w 1896 r. ustalił chronologię pism Platona (głównie wykorzystując metodę stylometrycznej analizy L. Campbella) w porządku, który jest przyjmowany również współcześnie. Wyniki badań w wydaniu książkowym opublikował rok później (The Origin and Growth of Plato’s Logic, with an Account of Plato’s Style and of the Chronology of His Writings, 1897), co uczyniło zeń historyka filozofii cieszącego się międzynarodową sławą, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie o jego książce o Platonie pisała nawet prasa codzienna. Upowszechnił też wówczas – w skali międzynarodowej – pojęcie stylometrii. W 1898 r. uzyskał stopień doktora filozofii na Uniwersytecie w Helsinkach.

W 1899 r. Lutosławski powrócił na ziemie polskie i osiedlił się w Krakowie. Miało to związek ze spodziewanym stałym zatrudnieniem na Uniwersytecie Jagiellońskim, w oczekiwaniu na to stanowisko Lutosławski wykładał jako Privatdozent i działał w Lidze Narodowej. Do stałego zatrudnienia w Krakowie jednak nie doszło ze względu na ekscentryczne zachowania Lutosławskiego, m.in. ekstatyczne przemowy w miejscach publicznych i związaną z tym aurę skandalu. Zamiast tego w 1901 r., uzyskawszy habilitację, znalazł zatrudnienie na uniwersytecie w Lozannie, gdzie pracował przez rok. Regularnie powracał jednak do Polski. W 1903 r. założył w Krakowie Stowarzyszenie Eleusis, które miało wcielać w życie koncepcje Lutosławskiego dotyczące formowania nowego człowieka. Od 1904 r. znów regularnie przebywał w Londynie, gdzie wykładał na University College. W 1907 r. doszło do wyraźnego rozłamu w Eleusis, Lutosławski pozostał poza główną strukturą ruchu (w 1912 r. wystąpił ze stowarzyszenia). Rok później osiadł w Warszawie, gdzie mieszkał do 1910 r., rozwijając działalność odczytową i wydawniczą. W 1909 r. opublikował Rozwój potęgi woli, pierwszą polską interpretację nauk jogi, a w 1910 r. – Ludzkość odrodzoną zawierającą wykładnię jego idei formacyjnych. W 1910 r. ponownie wyjechał z Polski – po kilkumiesięcznych pobytach w Paryżu, Londynie i Algierze (gdzie bez powodzenia usiłował stworzyć nowy ośrodek formacyjny, „Kuźnicę”) w 1912 r. osiadł w Szwajcarii, gdzie zamieszkał w Château Barby pod Genewą, jednocześnie podejmując pracę na Uniwersytecie Genewskim. W 1913 r. po unieważnieniu pierwszego małżeństwa ożenił się z Wandą Peszyńską, adeptką Eleusis, z którą miał syna Aleksandra Tadeusza (obrane nazwisko: Aleksander Jordan) i córkę Janinę, filolożkę angielską. Pod koniec I wojny światowej ponownie włączył się w polski ruch niepodległościowy; w 1919 r. na zaproszenie Romana Dmowskiego uczestniczył w pracach Polskiego Biura Prac Kongresowych podczas konferencji pokojowej w Wersalu. W tym samym roku objął katedrę na reaktywowanym Uniwersytecie Wileńskim, gdzie pozostał do czasu przejścia na emeryturę profesorską w 1929 r. Po kilkuletnim okresie częstych podróży po Europie w 1932 r. powrócił na stałe do Polski, zamieszkał na Śląsku Cieszyńskim, a następnie w Krakowie. Na emeryturze kontynuował ożywioną działalność publicystyczną, wydał następne książki, w tym autobiografię Jeden zwykły żywot (1933). Wojnę i czasy stalinowskie przeżył pod opieką córki Janiny w Krakowie, w l. 1946–1948 wykładał na UJ. Zmarł 28 XII 1958 i został pochowany na cmentarzu Salwatorskim.

Rola Lutosławskiego. Rolę Lutosławskiego na scenie młodopolskiej krytyki literackiej można mierzyć rozmaicie: postrzegać go jako postać pierwszoplanową – uczestnika najważniejszych dyskusji programowych epoki, ale też jako nieczęstego gościa na krytycznoliterackiej arenie, zajmującego się działalnością krytyczną sporadycznie pośród wielu innych pisarskich zatrudnień. W związku z tym w jego działalności pisarskiej w okresie młodopolskim można wydzielić trzy zakresy: 1) udział filozofa w dyskusjach programowych epoki; 2) wypowiedzi o literaturze i odczytania dzieł literackich, niemające jednak charakteru krytycznoliterackiego w sensie ścisłym; 3) wypowiedzi stricte krytycznoliterackie, przybierające formę recenzji książek, ale i refleksji teatralnych, a niekiedy stanowiące krótkie dygresje wplecione w wypowiedzi o innym charakterze.

Dyskusje światopoglądowe. Pierwsza z wyodrębnionych grup to po części działalność publicystyczna, niezwiązana z literaturą wprost; w dyskusjach, w których Lutosławski uczestniczył (czy raczej: które zainicjował), brali jednak udział ludzie pióra – i choćby z tego względu współtworzą one obraz literacki epoki. Szczególnie ważka, a także odzwierciedlająca przekonania pokolenia pozytywistów w późnym okresie tworzenia, wydaje się polemika, którą wywołał artykuł Emigracja zdolności („Kraj” 1899, nr 12) kreślący na kanwie losów Josepha Conrada, ale i na własnym przykładzie, program jak największej aktywności młodych Polaków w życiu intelektualnym poza krajem jako modelu nowego patriotyzmu. Spotkał się on z wieloma mocnymi odpowiedziami wyrażającymi niepokój, czy postulat Lutosławskiego nie służy zanikowi patriotyzmu; pojawiły się w związku z tym głosy m.in. Tadeusza Żuka-Skarszewskiego („Kraj” 1899, nr 14), Elizy Orzeszkowej (tamże, nr 16) i Bolesława Prusa (tamże, nr 104). Notabene dwa ostatnie artykuły zostały ogłoszone wraz z tekstem Lutosławskiego w tomie jego prac Iskierki warszawskie (1911). Najgłośniejsza jednak dyskusja rozgorzała między Lutosławskim a Stanisławem Przybyszewskim i Tadeuszem Micińskim, rozpoczęta pobytem obu twórców na zaproszenie Lutosławskiego w jego domu w Playa de la Mera między grudniem 1897 a marcem 1898 r. „Niesamowite spotkanie literackie” (jak nazwał je S. Pigoń), postrzegane przez badaczy najczęściej jako chybiony eksperyment formacyjny mający na celu włączenie obu twórców Młodej Polski w planowany przez filozofa ruch odnowy duchowej, zakończyło się trwałym konfliktem między Przybyszewskim a Lutosławskim i wyraźnym ochłodzeniem stosunków z Micińskim. W pamflecie Bańki mydlane. Pogląd krytyczny na tak zwany Satanizm nagich a pijanych dusz (1899) Lutosławski zawarł krytykę dekadentyzmu Przybyszewskiego i jego naśladowców. Mimo pozornego usytuowania dyskusji w kręgu literackim, należy ją rozpatrywać jako konflikt światopoglądowy.

Prace pograniczne wobec historii literatury i krytyki literackiej. Wśród odczytań dzieł literackich niewątpliwie największą rolę odegrała egzegeza twórczości Juliusza Słowackiego: Losy jaźni u Słowackiego („Pamiętnik Literacki” 1908), Darwin i Słowacki („Sfinks” 1909, t. 4), Metafizyka w poezji Słowackiego („Biblioteka Warszawska” 1909, t. 4), Zadania prac nad Słowackim („Eleusis” 1909, t. 5), Na drodze ku wielkiej przemianie (1912). W tym wypadku odczytanie Słowackiego zostało włączone w przekaz ruchu odnowy duchowości polskiego społeczeństwa. Interpretacje Lutosławskiego, akcentujące dychotomiczną ścieżkę interpretacji („lucyferyzm chrystusowy”), nosiły silny ślad myśli neoplatońskiej, co zapewne wynikało tyleż z ich charakteru, co z formacji filozoficznej i upodobań myślowych egzegety. Wyraźne soteriologiczne ciążenie „ku światłu”, stale obecne w interpretacji Lutosławskiego, stanowi próbę chrystianizacji twórczości Słowackiego (zwłaszcza genezyjskiej), choć w heterodoksyjnym duchu, przede wszystkim jednak pokazuje koncepcje antropologiczne i eschatologiczne Lutosławskiego (a także jego synkretyczne zainteresowania duchowe skutkujące zacieraniem granicy między chrześcijańską heterodoksją a panteizmem). Koncepcje te wpłynęły na recepcję dzieł Słowackiego w okresie młodopolskim, głównie na wzrost zainteresowania twórczością okresu genezyjskiego.

Artykuły krytycznoliterackie. Artykuły, którym można bezdyskusyjnie przyznać charakter krytycznoliteracki, są reprezentowane w spuściźnie Lutosławskiego dość licznie, ich zdecydowana większość powstała jednak w dwudziestoleciu międzywojennym. W okresie młodopolskim takie wypowiedzi pojawiały się rzadko i były podpisywane pseudonimami (być może nie wszystkie udało się dotychczas rozpoznać), jak np. recenzja z krakowskiej premiery Kordiana („Kordian” na scenie w rocznicę listopadowego powstania, „Słowo Polskie” 1900, nr 6) opublikowana pod pseudonimem Maciek. Dokonanie takiego rozpoznania utrudnia to, że w okresie młodopolskim Lutosławski nie podjął stałej współpracy z żadnym czasopismem. Często wracał na łamy lwowskiego i warszawskiego „Tygodnika Ilustrowanego”, były to jednak publikacje nieregularne (dopiero w latach 30. został stałym recenzentem „Pionu” i „Prosto z Mostu”). Prawdopodobnie pierwszym znanym tekstem krytycznoliterackim Lutosławskiego jest recenzja powieści Artura Gruszeckiego Szachraje opublikowana pod tytułem Ofiary giełdy („Czas” 1899, nr 179). Co ciekawe, można znaleźć w niej cechy znamionujące praktyki krytycznoliterackie pozytywistów (lub ogólnie mówiąc, krytyki XIX-wiecznej: utylitarne traktowanie tekstu, w którym odczytanie przekazu i jego intencji znacznie góruje nad jakimkolwiek rozpoznaniem formy artystycznej, a także tendencję do obszernych streszczeń). Najważniejsze pisma krytyczne Lutosławskiego z tego okresu mają jednak odmienny charakter, stanowią przykład żywiołowego dzielenia się wrażeniami w formie quasi-konfesyjnej lub quasi-epistolarnej. Owa „wyznaniowość” dotyczy przede wszystkim recenzji dzieł Stanisława Wyspiańskiego, które ze względu na premierowy charakter wystawień jego sztuk znajdują się na pograniczu krytyki literackiej i recenzji teatralnej. Szczególną rolę należy przypisać zwłaszcza entuzjastycznej recenzji Wesela („Słowo Polskie” 1901, nr 207). Stanowi ona aktualne i powielane do dziś rozpoznanie najważniejszych cech dramatu i jego znaczenia. Bezsporną jej wartością pozostaje też precyzyjne ukazanie ciągłości dziedzictwa Mickiewiczowskiego w twórczości Wyspiańskiego. Do sprawy zakorzenienia poezji młodopolskiej w twórczości Adama Mickiewicza Lutosławski wraca w poświęconej spuściźnie po wieszczu recenzji Legion Mickiewicza („Słowo Polskie” 1911, nr 197). Recenzje charakteryzujące dzieło Wyspiańskiego stanowią też rzadki u Lutosławskiego przykład odczytania skupionego na analizie formy artystycznej dzieła.

Formę epistolarną Lutosławski nadał z kolei swojej bodaj najbardziej uderzającej dzisiejszego czytelnika recenzji W pustyni i w puszczy (Pustynia Sienkiewicza, „Tygodnik Ilustrowany” 1912, nr 28). W jakimś sensie jest to odczytanie bardzo współczesne, Lutosławski eksponuje w tekście dokładnie te same wątki, które literaturoznawcy dostrzegają w powieści Sienkiewicza obecnie, czyli dominujący dyskurs patriarchalny i kolonialny. Główna różnica tkwi w tym, że są one źródłem entuzjazmu recenzenta. Jest to też rzadki w twórczości Lutosławskiego przykład wypowiedzi o charakterze jednoznacznie rasistowskim, w nowoczesnym jego sensie, niedającym się usprawiedliwić przesądami szlacheckimi czy XIX-wiecznym dyskursem.

W rosnącej liczebnie, ale wyraźnie słabnącej jakościowo działalności krytycznoliterackiej Lutosławskiego w okresie międzywojennym ciekawie prezentują się artykuły poświęcone literaturze młodopolskiej. Lutosławski powtarza – podkreślając ich trafność – przedwojenne sądy o Wyspiańskim („Wesele” Wyspiańskiego, „Słowo” 1926, nr 16), powraca w jednoznacznie laudacyjnym tonie do twórczości Orzeszkowej (Wskrzeszenie Orzeszkowej, „Prosto z Mostu” 1937, nr 15–16), a także podsumowuje swoje wcześniejsze spory literackie. Szczególne znaczenie należy przypisać rekapitulacji trudnych związków intelektualnych z Micińskim (Lucyferyzm Tadeusza Micińskiego, „Tygodnik Ilustrowany” 1931, nr 44) w recenzji pośmiertnego wydania poematu Niedokonany, utrzymanej w tonie jednoznacznie krytycznym, nietypowym dla Lutosławskiego, nastawionego zwykle życzliwie do utworów Micińskiego. Warto jednakowoż ten tekst przeczytać nie jak polemikę czy paszkwil, ale jak gorzkie podsumowanie różnic dzielących niegdysiejszych przyjaciół. Zasadniczy problem odrzucenia twórczości dążącej do mistyki, tworzonej bez przeżycia epifanii, znajduje w tej recenzji autorskie rozwinięcie.</document>
<document nplp_id="13818" title="Lubomirski Edward" slug="lubomirski-edward">Poeta, teoretyk romantyzmu, prozaik, tłumacz. Pseudonimy: Obywatel Kaliski; Tłumacz tragedii Faust.


Informacje biograficzne. Książę Edward Kazimierz Lubomirski h. Szreniawa bez Krzyża urodził się w Dubnie na Wołyniu w 1796 r. w rodzinie arystokratycznej. Jego matką była Magdalena z Raczyńskich (1765–1847), a ojcem Michał Lubomirski (1752–1809), generał, poseł i sędzia sejmowy, targowiczanin. Edward był najmłodszym z pięciorga dzieci, z których Kazimierz (1784–1812) zmarł na tyfus w czasie kampanii napoleońskiej, zakładając lazarety, Marceli (1792–1809) zginął od kuli austriackiej podczas szturmu na Sandomierz. Edward odebrał edukację domową, następnie trafił do szkoły w Wiedniu. Wstąpił do carskiej służby dyplomatycznej i brał udział w obradach kongresu wiedeńskiego. W Austrii gruntownie poznał literaturę niemiecką i austriacką, uczęszczał do teatru, interesował się romantyzmem niemieckim. Po misji wiedeńskiej był na placówkach w Berlinie i Londynie. W Londynie zainteresował się historią Anglii i modelem państwa oraz kultury opisanym w Rysie Anglii (1829, wyd. pośm.). Był członkiem Zakonu Maltańskiego od 1814 r. (kawalerem Honoru i Dewocji w Wielkim Przeoracie Katolickim w Rosji i być może wolnomularzem). W 1820 r. powrócił do Królestwa Kongresowego, osiadając w dobrach w Radzyminie, „trzy mile” od Warszawy. Dał się poznać jako doskonały gospodarz, filantrop i reformator. W tym okresie rozwinął zainteresowania literackie. Przyjaźnił się z kuzynami ze strony matki: hrabią Edwardem Raczyńskim (1786–1845) i hrabią Atanazym Raczyńskim (1788–1874), na rzecz których poczynił zapisy i których uczynił wykonawcami swej ostatniej woli. Zmarł w tragicznych okolicznościach. Na balu charytatywnym odmówił „odbijanego” oficerowi Grocholskiemu, który uznał to za afront i 15 I 1823 wyzwał Lubomirskiego na pojedynek.

W wyniku odniesionych ran książę zmarł 26 II 1823. Przed pojedynkiem podyktował list (testament) do Edwarda Raczyńskiego, czyniąc m.in. ogromny zapis 400 tys. złp na „założenie jakie dobroczynne”. Raczyński, wypełniając jego wolę, powołał szpital okulistyczny w Warszawie (Instytut Oftalmiczny im. Księcia Edwarda Lubomirskiego), który działał w latach 1823–1944, wydał – zgodnie z wolą zmarłego – Rys Anglii, do edycji innych prac nie doszło. Dzieła sztuki Lubomirski zapisał m.in. Atanazemu Raczyńskiemu (jego Dziennik jest źródłem do biografii Lubomirskiego w ostatnich miesiącach życia pisarza). Został pochowany w kościele w Radzyminie, gdzie ufundowano w 1932 r. tablicę pamiątkową.


Twórczość pisarska. W Wiedniu Lubomirski zainteresował się literaturą i teatrem krajów niemieckojęzycznych. Na wiedeńskiej scenie widział premierę Fausta. Tragedii w pięciu aktach (1816) Augusta Ernsta Friedricha Klingemanna (1777–1831), niemieckiego pisarza, autora Straży nocnych, wyd. pod pseudonimem Bonawentura (Nachtwachen von Bonaventura, 1804), i przełożył to dzieło na język polski, poprzedziwszy je obszernym Wstępem, w którym dał wyraz fascynacji literaturą romantyzmu niemieckiego i mitem Fausta. Zaproponował tam dramatopisarzom polskim i rodzimej publiczności literackiej odejście od wzorów francuskich, klasycystycznych na rzecz dzieł z ducha romantycznych odwołujących się do inspiracji niemieckiej (Wstęp, w: Faust: tragedia w 5 aktach, 1819).

Obraz historyczno-statystyczny Wiednia, oryginalnie 1815 r. wystawiony z planem tegoż miasta (wydany pod pseudonimem Obywatel Kaliski w 1821 r.) został skonfiskowany mimo zgody cenzury na druk. Powodem konfiskaty mogły być jedenasty rozdział dzieła zawierający krytyczny opis kongresu wiedeńskiego oraz inne fragmenty rozprawy. Główne rozdziały,

przywołujące obrazy miasta wyposażonego w dobra ogólne (szpitale, instytucje charytatywne), włączały się w polski nurt reformatorski 1. poł. XIX w. Próbą jego realizacji były gospodarskie reformy w dobrach radzymińskich, które zaprowadził (1820–1823).

W 1821 r. Lubomirski wydał Groby w dniu śmierci Tadeusza Kościuszki. Dumy rycerskie oryginalnym wierszem napisane przez tłumacza tragedii „Faust. Cz. 1”. Jak pisał Kazimierz Brodziński, „[d]zieło to obiecuje narodowej literaturze znakomitego poetę” („Pamiętnik Warszawski” 1822, t. 1, nr 3). Oryginalne dumy rycerskie poświęcone Kościuszce łączą w poetyckim kształcie język klasycyzmu, sentymentalizmu, osjanizmu i youngizmu z elementami romantycznymi. Napisane językiem „epoki przejściowej” między oświeceniem a romantyzmem, wprowadzają pierwiastek idealizmu w opisie bohatera i jego ukochanej oraz uczucia miłości, tworząc spójną narrację poetycką o charakterze symboliczno-mitycznym. Rys statystyczny i polityczny Anglii... dzieło pogrobowe (1829; fragm. „Kolumb” 1829, nr 41–43) zawiera opracowaną na podstawie dzieł historyków i ekonomistów brytyjskich zwięzłą historię oraz zasady organizacji państwa angielskiego. Być może stanowił on część szerszego projektu reformatorskiego.


Zapowiedź nowej estetyki. Obszerny Wstęp Lubomirskiego do przekładu Fausta Klingemanna to złożona wypowiedź o charakterze krytycznoliterackim i metateoretycznym. Przesłanie Wstępu to: zachęta do zmiany literackiej w kulturze polskiej; autor zarysował istotne cechy nowej sztuki opartej na wzorach niemieckich, pośrednio określił rolę krytyki w warunkach przełomu kulturowego, a także sylwetkę odbiorcy wirtualnego: „Mało mam nadziei, żeby ta sztuka znaleźć miała w Narodzie Polskim łaskawych dla siebie czytelników”, gdyż „sprzeciwia się widocznie ta tragedia dzisiejszemu smakowi moich współziomków” (tamże). Swój gest jako tłumacza określa metaforą: „[...] ośmieliłem się przeciw wodzie płynąć”. Lubomirski ma świadomość odmienności swojej publikacji podważającej „prawidła, jakich się Francuzi trzymają”. Jej główne założenia to: zakorzenione w średniowieczu (szerzej: w wiekach dawnych) temat i fabuła, nowy bohater, nowy cel sztuki, która winna wzbudzać „wzrastającą stopniami uwagę, litość i przerażającą grozę”.


O dramacie i o przekładzie. Krytyk omawia warunki historyczne, które ukształtowały w Niemczech mit Fausta („Niektórzy nie wierzą w realne istnienie Fausta”). Z ogromną erudycją kreśli dzieje Fausta od XV w. w Niemczech, tłumacząc okoliczności, które spowodowały pojawienie się „wiary w czarcią sztukę”. Wprowadza jako źródłowe dla mitu faustycznego następujące kategorie: „żywe wyobrażenie”, „życie rycerskie”, „miłosne przygody”, „zabobony”, „religia”, „romantyczność” i „czuciozapał”. Mając świadomość, że tłumaczeniem Fausta Klingemanna podważa poetykę normatywną klasycyzmu, Lubomirski próbuje mediować między obiema postawami estetycznymi: klasycystyczno-oświeceniową i nową, która później zyska miano romantycznej. Dlatego bardzo często tłumaczy postępowanie Fausta „zabobonem”, co było zgodne z oczekiwaniami czytelników wiernych estetyce klasycyzmu i z tradycyjnie ukształtowaną rolą krytyki i sztuki (uczyć, wzruszać, sprawiać przyjemność). Zbrodnicze działania Fausta, który po zawarciu paktu z diabłem zabija swoich bliskich, dzieją się w gotyckim entourage’u, towarzyszą im grzmoty burzy i muzyka. Sztuka ma pewne cechy operowe, jest niezwykle efektowna, a równocześnie niewolna od pierwiastków tragicznych. Do tłumaczenia Lubomirski wprowadził neologizmy, m.in. „czuciozapał, czuciozapalczywy, czuciopałać”, jako przekład niemieckiego die Schwärmerei i francuskiego exaltation du sentiment. Słowo „czuciozapał” miało oddawać „jeden z głównych rysów charakteru narodu niemieckiego w wieku, który był wiekiem rycerskim”. Składały się na tę cechę „religia i miłość”, „skłonność do osobliwości i cudów życia”, „żywe wyobrażenie”, „młodość i niedojrzałość rozumu”. Tak tłumacz wprowadzał główne kategorie charakteryzujące romantyzm do polskiej refleksji historycznoliterackiej i estetycznej. Akcja i postaci sztuki budują nowy typ bohatera: pokazują jednostkę gotową na wszystko w imię niezgody z losem, świat Fausta to świat estetyki nocy (gotyckiej), siłą napędową akcji są namiętności, a nie rozum. Sztuka ma wywołać katharsis polegającą na wstrząsowym przeżyciu. Tak Lubomirski wprowadza za pomocą medium dramatu nowe doznania estetyczne oparte nie na harmonii, ale na dysharmonicznym wstrząsie. Jego przekład nie jest zupełnie wierny, w ważnych miejscach staje się parafrazą dostosowaną do mentalności ówczesnych odbiorców. Lubomirski pomija antykatolickie tyrady bohatera stworzonego przez protestanta Klingemanna: „Opuściłem wszystkie zwroty do świętych, cytaty z Biblii i z kościelnych obrządków, a także pominąłem krytykę kleru. W krajach innego wyznania są one w użyciu. Lecz u nas sprzeciwiałyby się naszej wierze” (tamże). Tłumacz zeufemizował lub opuścił „bluźnierstwa Fausta”, a w finale stonował jego złorzeczenia, zastępując je „skruchą”, tym samym przechodząc od tłumaczenia do parafrazy.

Przedwczesna śmierć sprawiła, że Lubomirski pozostał w historii jako bohater anegdoty historycznej o pojedynku i jako filantrop, fundator Instytutu Oftalmicznego. Jego Wstęp do przekładu Fausta Klingemanna został na długo zapomniany, mimo że zawierał zapowiedź nowej estetyki.</document>
<document nplp_id="13820" title="Lipiński Józef" slug="lipinski-jozef">Powieściopisarz, poeta, pedagog, krytyk literacki i teatralny, tłumacz. Kryptonimy: J.L.; J.L.R.D.E.; X.


Informacje biograficzne. Urodził się w rodzinie szlacheckiej w 1764 r. w Tetyjowie na Kijowszczyźnie. O jego młodości niewiele wiadomo, niemniej pewne jest, że ukończył prowadzone przez pijarów warszawskie Collegium Nobilium. Wówczas też zaprzyjaźnił się z Ignacym i Stanisławem Kostką Potockimi. Najprawdopodobniej po III rozbiorze na krótko osiadł na wsi, być może u brata Stanisława (majora Wojska Polskiego) mieszkającego w Debreczynie, a po jego śmierci podjął się opieki nad jego dziećmi Tymoteuszem i Katarzyną. Od 1805 r. należał do Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, w 1809 r. został jego członkiem czynnym. W l. 1807–1812 był członkiem Izby Wojennej i Administracyjnej oraz sekretarzem generalnym Izby Edukacyjnej Księstwa Warszawskiego. Po utworzeniu Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego pod kierownictwem Stanisława Kostki Potockiego objął urząd radcy Komisji, a w 1817 r. stanowisko najwyższego po ministrze funkcjonariusza zarządzającego sprawami szkolnymi. Wizytatorem generalnym szkół (1821) pozostał do śmierci. Działalność oświatowa zaowocowała powstaniem licznych prac z tej dziedziny. Ich problematyka koncentrowała się na kwestiach związanych z organizacją i finansowaniem edukacji, jej etapami i typami, zarządzaniem szkołami i sprawowaniem nad nimi nadzoru, treściami programowymi, funkcjonowaniem szkolnych bibliotek i gabinetów muzealnych oraz prawami uczniów czy kryteriami powoływania nauczycieli. Do najważniejszych publikacji oświatowych Lipińskiego należy zaliczyć: Regulament pensji i szkół płci żeńskiej (1810), Plan nauk dla szkół departamentowych (1812), Wewnętrzne urządzenie szkół departamentowych (1812), Katechizm dla korpusów kadeckich (1813), O edukacji publicznej i jej udoskonaleniu w kraju naszym (1815), Wykład sposobu wzajemnego uczenia zwanego metodą Lankastra dla dokładnego objaśnienia chcących ten sposób zaprowadzić, a mianowicie dla nauczycieli do prowadzenia szkoły według tego urządzenia sposobiących się (1819), O wychowaniu i Instrukcji. Myśli z P. Bonald („Pamiętnik Umiejętności, Sztuk i Nauk” 1824). Wypełniając obowiązki z zakresu administracji publicznej, angażował się także w działalność społeczną i kulturalną – był m.in. uczestnikiem spotkań określanych jako „błękitne soboty” organizowanych w Warszawie w l. 1808–1816 przez Marię Wirtemberską, członkiem zainicjowanego przez Juliana Ursyna Niemcewicza w 1815 r. Towarzystwa Przyjaciół Języka Ojczystego oraz działającego między 1815 a 1819 r. Towarzystwa Iksów. W 1814 r. został prezesem utworzonej głównie z jego inicjatywy Dyrekcji Rządowej Teatru, trzy lata później – członkiem Rady Ogólnej Uniwersytetu Warszawskiego. Przyczynił się też do powstania w Warszawie Towarzystwa Dobroczynności. Za swoją działalność został odznaczony dwukrotnie Orderem św. Stanisława: 4 V 1819 otrzymał order III klasy, 9 X 1823 – II klasy. Był członkiem loży wolnomularskiej Bouclier du Nord. Najprawdopodobniej przez całe życie pozostał kawalerem. Zmarł po długiej chorobie 23 IX 1828, został pochowany na nieistniejącym już dziś cmentarzu Świętokrzyskim w Warszawie.

Działalność literacka. W 1804 r. Lipiński zaangażował się w edytorskie przedsięwzięcie Tadeusza Mostowskiego, przygotowując do publikacji w jego Wyborze powieści moralnych i romansów kilka przekładów oraz krótkich autorskich utworów powieściowych, z których najciekawszym jest Halina i Firlej, czyli Niebezpieczne zapały (t. 1, 1804), pozostałe to: Rotmistrz Gorecki (t. 4, 1804), Ismenida i Hylas (t. 9, 1804), Artur i Sofronia, czyli Miłość i tajemnica (t. 14, 1805). Za powieści oryginalne Lipińskiego uznawane są także: Idda z Tokenburgu (t. 4, 1804), Roman i Karolina (t. 8, 1804), Bianka i Izabella. Powieść historyczna (t. 13, 1805). Charakterystyczną cechą prozy Lipińskiego jest przedstawianie w sposób konwencjonalny i nieskomplikowany losów bohaterów z perspektywy ich życia wewnętrznego, które to zostało sprowadzone do rozwijającej się między nimi miłości i towarzyszących temu uczuciu niepokojów i cierpień. Mamy więc do czynienia z dziełami realizującymi estetykę sentymentalizmu, która została jednak podporządkowana dydaktycznym celom.

Lipiński jest także autorem kilkunastu utworów poetyckich własnych bądź tłumaczonych, pozostających w autografach bądź odpisach, z których tylko część ukazała się drukiem za jego życia: Olind i Sofronia. Epizod z Jerozolimy wyzwolonej Tassa („Nowy Pamiętnik Warszawski” 1803, t. 9; Wybór powieści moralnych i romansów, t. 9, 1804), Wezwanie do komina („Nowy Pamiętnik Warszawski” 1804, t. 13), Duma o Sokorze (Wybór powieści moralnych i romansów, t. 1, 1804), Do mowy ojczystej („Dziennik Wileński” 1806, t. 3), Wezwanie do Towarzystwa Filantropicznego, jakie się w Wilnie aktualnie formuje (tamże, t. 4), Wyjątek z Owidiusza ks. V Fastorum („Pamiętnik Warszawski” 1809, t. 1), Wierzba płacząca i brzoza. Bajka („Tygodnik Wileński” 1818, t. 5), Do Ikopecia (tamże), Pieśń 4 i 16 Jerozolimy wyzwolonej („Pamiętnik Warszawski” 1819, t. 13), Zegar. Bajka („Pamiętnik Warszawski” 1823, t. 5; „Roczniki Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1824, t. 17), Rok stary i nowy. Bajka („Melitele” 1829), Na laur w Wilanowie (Biblioteka Czartoryskich, rkps 1962), [Znasz przychylnej fortuny obsypanych dary?] (Biblioteka Czartoryskich, rkps 1962), Sosna i małe drzewa (Biblioteka Czartoryskich, rkps 1962), Zazdrość (Biblioteka Czartoryskich, rkps 1962), Miłość i Obojętność (Biblioteka Czartoryskich, rkps 6122), Miłość i Zazdrość (Biblioteka Czarto-yskich, rkps 6122), Miłość i Przyjaźń (Biblioteka Czartoryskich, rkps 6122), Wyjątek z gazety Olimpu! (Biblioteka Czartoryskich, rkps 6122), Z tejże okoliczności [otwarcia w Puławach Świątyni Sybilli] (Biblioteka Ossolineum, rkps 4873).

Lipiński włączył się także do prac nad projektowanym przez Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk słownikiem synonimów (Synonima polskie), czego rezultatem była publikacja w 1809 r. na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” następujących haseł: Męstwo, Waleczność, Dzielność, Chrobrość, Żwawość, Dziarskość, Nadzieja, Otucha, Spodziewanie się, Wyglądanie, Moc, Siła, Władza, Potęga.


Działalność krytycznoliteracka i pisma teatralne. Aktywność Lipińskiego jako krytyka przypada na l. 1815–1819, wtedy ukazują się drukiem jego dwie rozprawy dotyczące teatru i literatury. Najprawdopodobniej jest także autorem recenzji teatralnych, ale ich sygnowanie, zdradzające przynależność Lipińskiego do Towarzystwa Iksów, nie pozwala jednoznacznie rozstrzygnąć tej kwestii. Oba zakresy działalności krytycznej były pochodną nie tyle zaangażowania Lipińskiego w sprawy społeczne czy pełnionych przez niego wówczas urzędów, ile aktywnego uczestnictwa w życiu literackim, naukowym i teatralnym Warszawy. To ono spowodowało, że już w 1806 r. dostrzegał potrzebę dyskusji nad literaturą i ukazującymi się pracami naukowymi. Dawał temu wyraz w rozmowach zarówno publicznych, jak i prywatnych, o czym świadczy fragment listu do Adama Kazimierza Czartoryskiego wysłanego z Warszawy 23 I 1806: „Powtarzam to w Towarzystwie Przyjaciół Nauk, iż póki trwać będzie ta fałszywa delikatność i bojaźń nieprawa urazy jedni drugich, zabraniająca krytyki dzieł wychodzących, nie można się spodziewać ich wzrostu. Ta przyjaźń nauk jest podobną do przyjaźni ludzi słabych, nieśmiejących mówić prawdy przyjacielowi, a krytyka choćby nie tak sprawiedliwa, nie tak łaskawa, jak ta, którą WKMość zaszczycał moją pracę, ale nawet zbyt surowa i stronna nawet, pożyteczniejszą byłaby i milszą być powinna samym piszącym, jak to pobłażanie podobne do obojętności” (Biblioteka Czartoryskich, rkps 6040, t. 2).

Koncepcja teatru. Lipiński jako prezes Dyrekcji Rządowej Teatru wygłosił w lutym 1815 r. mowę inaugurującą działalność Szkoły Dramatycznej Teatru Narodowego. Treść wystąpienia była rozwinięciem przedstawionej wcześniej, 10 II 1814 na pierwszym posiedzeniu Dyrekcji Teatru Narodowego, koncepcji teatru, która zakładała nie tylko realizację wysokoartystycznych przedstawień, lecz również uwzględniała jego społeczną użyteczność. Swoje stanowisko formułował wówczas Lipiński także w imieniu pozostałych członków Dyrekcji: „Ci przejęci szlachetnym celem swego powołania, duchem obywatelstwa, mają na pilnej baczności i staraniu zachowanie i pielęgnowanie tych korzyści, które teatr przez dobry gust, czystość mowy ojczystej, ton przyzwoity, przystojny i szlachetny, przez dowcip, powszechności przynosi” („Gazeta Poznańska” 1814, nr 23). Tekst przemówienia z 4 II 1814 ukazał się na łamach „Gazety Warszawskiej” (nr 11, 13). Ze względu na zamieszczone w nim spostrzeżenia na temat celu i funkcji teatru wystąpienie Lipińskiego nosi znamiona wypowiedzi krytycznej. Kwintesencją teatru nie jest dlań tekst sztuki scenicznej, czyli prymarny komponent przedstawienia, lecz wszystko to, co widz może usłyszeć i zobaczyć podczas spektaklu. Traktuje on zatem teatr jako przestrzeń, w której „wszystkie sztuki podają sobie rękę dla dzielniejszych sprawienia skutków” („Gazeta Warszawska” 1815, nr 11). Każda z nich – rymotwórcza (do której krytyk zalicza nie tylko dzieło literackie, lecz również sposób jego artykulacji), muzyczna, plastyczna (scenografia, kostiumy), gry aktorskiej (gest, ruch) – wymaga nieustannego ulepszania czy dopracowywania, dzięki czemu teatr może w pełni realizować trzy najważniejsze cele: „[...] moralny, cel zabawy i cel doskonalenia sztuk pięknych” (tamże). Sformułowane poglądy ukazują Lipińskiego jako klasyka, dla którego najistotniejszym zadaniem sztuki scenicznej jest dydaktyzm oraz prawda. I właśnie na ostatnim z wymienionych pojęć, rozumianym przez Lipińskiego jako kategoria poznawcza, powinna opierać się gra aktorska. Jego zdaniem kształtowanie umiejętności aktorskich ma polegać głównie na obserwacji zachowań osób reprezentujących różne profesje i stany, dzięki czemu uczestnik przedstawienia będzie mógł zobaczyć postać, a nie aktora odgrywającego powierzoną mu rolę. Atutem potwierdzającym wysokie kwalifikacje aktorskie winna być znajomość zasad gry, przede wszystkim artykulacji. Odróżnia to aktora od osób, których gra w sztukach scenicznych ogranicza się do afektacji. Formułowane przez Lipińskiego postulaty odsłaniają jego wizję teatru – powinien on dążyć do prezentowania sztuki wysokiej, opartej na regułach i prawdzie, pozwalającej kształtować gust odbiorcy. Ten ulega bowiem nieustannemu wypaczeniu za sprawą cieszących się dużą popularnością dram, przedstawień odchodzących ideowo od klasycystycznych założeń sztuki scenicznej.

Ze względu na okoliczności wygłoszenia mowy – otwarcie szkoły dramatycznej – estetyczno-teatralne poglądy Lipińskiego przybrały charakter postulatywny i programowy. Zupełnie inaczej natomiast zaczęły wybrzmiewać w recenzjach teatralnych ukazujących się w l. 1815–1819 na łamach „Gazety Warszawskiej” oraz „Gazety Korespondenta Warszawskiego”, pisanych przez członków Towarzystwa Iksów, do którego Lipiński należał. Artykuły te, charakteryzujące się mentorskim tonem i poczuciem nieomylności krytyka, zawierały omówienia inscenizacji teatralnych (programowo ocenie nie podlegały treści przedstawienia), a więc koncentrowały się na realizacji tych wszystkich aspektów sztuki scenicznej, o których doskonalenie zabiegał Lipiński w przemówieniu. Recenzje były też wyrazem przekonania Lipińskiego, że to rozum (kierowanie się kategorią racjonalności) jest naczelną instancją umożliwiającą ocenę przedstawienia. Według takich zasad zostały sporządzone także analizy dwóch przedstawień, do których inscenizacji Lipiński się przyczynił, tłumacząc sztuki Jean-François Collina d’Harleville’a Zamki na lodzie albo Słodkie marzenia (premiera 7 V 1816, recenzja ukazała się 14 V) oraz Louis-Emmanuela Dupaty’ego Młoda osoba romansowa, czyli Julia (premiera opery G. Catrufo z librettem Dupaty’ego 15 XII 1816, recenzja opublikowana 14 I 1817).

Koncepcja sielanki. Poglądy klasycystyczne Lipiński prezentował także w rozprawie O poemacie sielskim, odczytanej 11 I 1815 na posiedzeniu TWPN. Rozprawa pomyślana była jako część powstającego z inicjatywy Towarzystwa wieloautorskiego, naukowego opracowania współczesnej teorii genologicznej. Skrócona wersja rozprawy ukazała się w „Pamiętniku Warszawskim” (1815, t. 1), pełna na łamach „Roczników TWPN” (1817, t. 10). Uwagi na temat najważniejszego gatunku literatury pastoralnej (ich zarys możemy odnaleźć w Przedmowie do wydanych w 1805 r. tłumaczeń Bukolik Wergiliusza) w kwestiach estetycznych oraz koncepcyjnych powielają poglądy XVIII-wiecznych europejskich teoretyków literatury, zwłaszcza Bernarda le Bovier de Fontenelle’a, Charles’a Batteux i Hugha Blaira. Lipiński zaczerpnął od nich m.in. typologię sielanki, u której podstaw leżał sposób przedstawiania życia pasterzy (H. Blair). Pierwszy typ odnosił się do kategorii wyobraźni, dzięki której egzystencja bohaterów eklogi była opisywana w sposób wyidealizowany, drugi – do kategorii prawdopodobieństwa, czyli takiego przedstawiania życia wieśniaków, aby nie tylko ukazywało ono codzienne ich zatrudnienia, lecz również ich stany emocjonalne, drobne troski czy niepokoje, trzeci natomiast – do kategorii rzetelności czy obiektywności, a więc zakładał sumienną, zgodną z rzeczywistością prezentację życia pasterzy. W omówieniu typu trzeciego można dostrzec aluzyjne nawiązanie do współczesności, czyli ocenę kondycji ekonomicznej wsi: „Stan trzeci, czyli rzetelny, ten, nieszczęściem, nie podaje sielance przedmiotu. Nie tam bowiem umysł szukać może pocieszającego obrazu pokoju i szczęścia, a raczej unika oko widoku niedoli, smutkiem przenikającego serce. Ten stan może być bardzo tkliwej elegii, nie eklogi przedmiotem” („Roczniki TWPN” 1817, t. 10).

Rozprawę O poemacie sielskim Lipiński dzieli na część teoretyczną i krytyczną. W pierwszej zostały zamieszczone ogólne uwagi na temat pochodzenia gatunku (Teokryt, Wergiliusz), podejmowanej w nim tematyki (opiewanie uroków wiejskiego życia, przy jednoczesnym pomijaniu obrazów wojen czy ludzkich nieszczęść), roli, jaką odgrywa w nim natura (tu zostały omówione nie tylko sposoby jej opisów, lecz również wzory idealizacji przestrzeni), formy wypowiedzi (prosty, niewyszukany język, preferowana mowa wiązana) czy jej celowości (charakterystyka odbiorcy, społeczna użyteczność gatunku, jego dydaktyzm). Zdefiniowany tak wzorzec genologiczny Lipiński odnosi następnie do znanych mu realizacji europejskich i polskich sielanek. Ta część rozprawy z jednej strony ukazuje go jako osobę dość dobrze orientującą się w twórczości sielankopisarzy, z drugiej natomiast – jako krytyka, którego sądy nie skupiają się wyłącznie na ocenie cech estetyczno-formalnych, lecz uwzględniają również czas powstania danego dzieła oraz prezentują indywidualne predyspozycje literacko-językowe jego twórcy. Pozwala to Lipińskiemu zwrócić uwagę na warstwę stylistyczną utworów i – jak w przypadku twórczości Adama Stanisława Naruszewicza – wykazać, że znajomość reguł gatunkowych często nie przekłada się na językowe wyczucie czy tonację wypowiedzi.

Prezentowane w rozprawie O poemacie sielskim opinie o konkretnych utworach nie są rozbudowane, Lipiński skupia się zazwyczaj na kilku aspektach formalno-estetycznych omawianego dzieła bądź ogólnie prezentuje jego autora. Wypowiedź jest syntetyczna, ale porządkuje wiedzę na podjęty temat. Ową zwięzłość rozważań należy łączyć z charakterem przedsięwzięcia naukowego zainicjowanego przez TWPN, której częścią miało stać się studium Lipińskiego.</document>
<document nplp_id="13821" title="Limanowski Bolesław" slug="limanowski-boleslaw-lukasz">Historyk, socjolog, publicysta społeczny i polityczny, popularyzator nauki, senator, pamiętnikarz. Pseudonimy: J. Płakań; Janko Płakań; kryptonimy: B.L.; L.B.; X.Y.; y.


Informacje biograficzne. Urodził się 18 X 1835 w Inflantach Polskich (dzisiejsza Łotwa) w majątku Podgórze w wielodzietnej rodzinie jako syn Wincentego h. Alemanni i Katarzyny z Wysłouchów. Bolesław został oddany na wychowanie do babki Wysłouchowej, u której spędził pierwszych siedem lat życia. Wincenty Limanowski żywił wobec zaborcy uczucia neutralne, jeśli nie przyjazne, wieloletnia służba w rosyjskiej armii skłaniała go do gwałtowności wobec poddanych, co nie pozostało bez wpływu na społeczną wrażliwość dorastającego Bolesława, jak i do snucia planów skierowania syna na podobną do ojcowskiej ścieżkę kariery zawodowego oficera przez umieszczenie go w korpusie kadetów. Nagła śmierć ojca w 1847 r. spowodowała gwałtowne pogorszenie sytuacji materialnej rodziny, Bolesław zaś trafił ostatecznie do gimnazjum w Moskwie, gdzie po ukończeniu klasy piątej usamodzielnił się i na pięć lat związał z rodziną moskiewskiego kupca Syrejszczyka, u którego pracował jako guwerner. Pragnął podjąć studia historyczne lub prawnicze, okazało się to jednak niemożliwe. W 1854 r. zapisał się na wydział medyczny Uniwersytetu Moskiewskiego, nie ukończył go jednak. Od 1856 r. włączył się w prace samopomocowej i samokształceniowej organizacji polskich studentów w Moskwie „Ogół”. Ostatni rok studiów medycznych zdecydował się kontynuować na uniwersytecie w Dorpacie, ostatecznie jednak zrezygnował z egzaminu końcowego uprawniającego do podjęcia praktyki lekarskiej (czego potem żałował) i zapisał się na wydział filozoficzny. Krótko gospodarował we własnym majątku, następnie udał się do Paryża, by wstąpić do legionu Ludwika Mierosławskiego. W 1861 r. wziął udział w antyrosyjskich wystąpieniach w Wilnie, został aresztowany i skazany na zesłanie do gub. archangielskiej, gdzie w miejscowości Mezeń otrzymał nakaz pracy w administracji tamtejszego sądu ziemskiego. Podjęta próba ucieczki nie powiodła się. Przeniesiony do Pawłowska w gub. woroneskiej spędził na zesłaniu czas do 1867 r. Zwolniony wyjechał do Warszawy, gdzie imał się różnych zajęć, przez pewien czas pracował m.in. jako robotnik – co po latach pozwoliło mu napisać, że patriotyzm prowadził go ku demokracji, demokracja zaś – ku socjalizmowi, którego sprawie pozostał wierny do śmierci. W Warszawie, potem w Gałęzowie, pracował jako nauczyciel, by w 1870 r. przenieść się na dłużej do Lwowa, gdzie pracował m.in. jako dziennikarz. Wygłaszał odczyty na tematy społeczne (O kwestii robotniczej, 1871). W 1876 r. na Uniwersytecie Lwowskim uzyskał stopień doktora filozofii na podstawie rozprawy Socjologia Augusta Comte’a (1875), która była pierwszą gruntowną pracą na ten temat w języku polskim. Publikacja broszury Socjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju (1879) doprowadziła do wydalenia Limanowskiego z Galicji. Życie emigranta zaczął w Genewie, gdzie utrzymywał się z pracy publicystycznej (głównie współpraca z lwowskim „Tygodniem Polskim” i warszawskim „Przeglądem Tygodniowym”), tłumaczeń (dokonywanych wraz z żoną Wincentyną), omówień, działalności wydawniczej. Z Genewy przeniósł się do Zurychu, stamtąd, po dwóch latach, do Paryża, gdzie uzyskał posadę urzędnika w towarzystwie asekuracji. W 1892 r. przewodniczył paryskiemu zjazdowi delegatów socjalistycznych, na którym powołano Zagraniczny Związek Socjalistów Polskich, uznawany za początek działalności PPS. Władze galicyjskie zezwoliły Limanowskiemu na powrót do kraju (zamieszkał w Krakowie w 1907 r.). Był członkiem PPS frakcji rewolucyjnej, działaczem niepodległościowym, współpracownikiem Józefa Piłsudskiego. Po odzyskaniu niepodległości przeniósł się do Warszawy, z ramienia PPS był senatorem I, II i III kadencji Senatu II Rzeczypospolitej. Jako senator-senior otworzył pierwsze posiedzenie senatu 28 XI 1922. Powiedział wtedy: „Jest to ważny znak czasu, że pierwsze posiedzenie, rozpoczynające czynność Senatu, otwiera [...] socjalista, starzec, który doszedł do swoich przekonań nie tylko z badań naukowych, ale któremu w długim jego życiu sam bieg wypadków wskazał, do jakiego celu i jaką drogą one prowadzą”. Z czasem stał się żarliwym krytykiem sanacji. W liście otwartym do prezydenta RP z 1929 r. pisał m.in.: „Od dawna odbywa się u nas codzienne łamanie prawa, dochodzi do szczytu rozpasanie, samowola władz centralnych i ta rozpościera się, jak zaraza, na całe Państwo, rodząc samowolę we wszystkich szczeblach władzy”.

Był dwukrotnie żonaty: z Wincentyną z Szarskich (1874), z którą miał trzech synów – Mieczysława, Zygmunta i Witolda – a po jej śmierci z Marią z Goniewskich (1887), z tego związku pochodził syn Stanisław. Bolesław Limanowski zmarł 1 II 1935 w Warszawie, dożywszy 100 lat, wielu zaszczytów, w tym doktoratu honorowego Uniwersytetu Warszawskiego, oraz głębokiego rozczarowania odzyskanym państwem.

Był autorem licznych prac z historii i socjologii; najważniejsze z nich to: Historia ruchu narodowego od 1861 do 1864 (t. 1–2, 1882), Historia powstania narodu polskiego 1863 i 1864 r. (1882), Historia ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII stulecia (1888), Galicja przedstawiona słowem i ołówkiem (1892), Historia demokracji polskiej w epoce porozbiorowej (1901), Naród a państwo (1906), Odrodzenie i rozwój narodowości polskiej na Śląsku (1911), Szermierze wolności (1911), Historia ruchu rewolucyjnego w Polsce w 1846 r. (1913), Studwudziestoletnia walka narodu polskiego o niepodległość (1916), Socjologia (cz. 1–2, 1919); opracował też biografie Stanisława Staszica, Stanisława Worcella, Emilii Plater, Hugona Kołłątaja. 

Działalność krytycznoliteracka. Krytyka literacka nie zajmowała centralnego miejsca w działalności publicystycznej Limanowskiego, była zajęciem podejmowanym dla zarobku i stanowiła jeden ze składników jego korespondencji z zagranicy, pisanych przez wiele lat i w różnej formie. Uprawiał ją z różną intensywnością w l. 1869–1885, by wyjątkowo do niej wrócić w 1907 r. Oprócz kilku młodzieńczych recenzji pisywał o literaturze w formie omówień, korespondencji zagranicznych, listów o literaturze i piśmiennictwie. Główne artykuły na ten temat publikował w „Przeglądzie Tygodniowym” (z przerwą, kiedy redakcją zarządzał A. Świętochowski) i w „Bluszczu”. Problematyka literacka pojawia się w korespondencjach ze Szwajcarii publikowanych we lwowskim „Tygodniu Polskim”.

Jego gust literacki kształtował się głównie przy lekturze pisarzy doby międzypowstaniowej. Jako ważnych twórców dla swego rozwoju wymieniał Józefa Ignacego Kraszewskiego i Zygmunta Kaczkowskiego, którzy rozbudzili jego zamiłowanie do studiów nad historią. Rzadko wspominał polskich romantyków, choć ich cenił; Adam Mickiewicz wyznaczał zdaniem Limanowskiego kanon języka polskiego. Generalnie wydaje się, że Limanowski był człowiekiem raczej prozy niż poezji, raczej powieści niż eposu, faktu niż poetyckiego zmyślenia. Jednak jak romantycy był po stronie ludu, demokracji, przeciw tyranii. Usiłował połączyć romantyczne czucie i wrażliwość ze szkiełkiem i z okiem uczonego. Nieco starszy od pokolenia pozytywistów, odnotował wczesne powieści Elizy Orzeszkowej, chwalił Niziny, choć bez bliższego rozbioru (jako kontrapunkt dla powieści P. Bourde’a La Fin du vieux temps, „Przegląd Tygodniowy” 1885, nr 6). Dojrzałość polskiego pozytywizmu przypadła na okres, gdy Limanowski zaprzestaje działalności krytycznoliterackiej. Warto też odnotować, że koryfeuszy polskiego pozytywizmu szczególnie nie cenił. Aleksandra Świętochowskiego nie akceptował z powodu panslawizmu i nadmiernej prorosyjskości, Bolesława Prusa uważał za dziwaka, Henryka Sienkiewicza za konserwatystę stojącego na przeszkodzie postępowi społeczeństwa, Orzeszkową za stosunkowo słabą pisarkę, przynajmniej w pierwszym okresie jej twórczej działalności. Rezerwę do pozytywistów warszawskich mógł pogłębiać krytyczny i nieco lekceważący wobec pracy Limanowskiego artykuł młodego Ludwika Straszewicza (Społeczne kierunki w teorii i w życiu. Pozytywizm, „Prawda” 1883, nr 40).

Założenia pracy krytycznoliterackiej. Jako krytyk pozostawał socjologiem ewolucyjnym, zwolennikiem i głosicielem metody pozytywnej, czcicielem rzeczywistości i literatury opartej na Świętym Graalu XIX-wiecznej prozy – obserwacji świata i odwzorowywaniu prawdziwego życia. Powieść – bo wyłącznie o takiej się wypowiadał – nie była dlań w pierwszej kolejności dostarczycielką przeżycia estetycznego, lecz analizą społeczną i realistycznym obrazem konkretnego fragmentu życia społecznego; obrazem udanym lub nie, studium zrobionym z natury, zbeletryzowaną socjologią. Literatura dla Limanowskiego miała zawsze cele społeczne i powinności względem ogółu. Kwestiami stylistycznymi zajmował się tylko o tyle, o ile albo uczuwał, że musi (zdawkowe zdanie poświęcone stylowi kończące recenzję), albo relacjonował poglądy innych na tę kwestię. Jedynie przy okazji uwag o biografii i twórczości Léona Cladela, uogólniając swoje refleksje, uskarżał się na wyraźną u pisarzy owego czasu tendencję do niemal całkowitej rezygnacji z intrygi powieściowej, o którą „nowa szkoła powieściopisarska we Francji wcale się nie troszczy”, na rzecz nadmiernej dbałości o styl. Uznawał to wszystko za wadę. Pisał, że „zwrócenie prawie wyłącznie całej uwagi na zewnętrzną formę, zabija jej treść wewnętrzną, jej ducha. [...] Staje piękny posąg, ale zimny – bez czucia, martwy – bez życia. Można go podziwiać, ale po pewnym czasie zaczyna nudzić” („Przegląd Tygodniowy” 1883, nr 24).

Limanowski bardzo dbał o krytyczną rzetelność i bezstronność. Potrafił wyraźnie oddzielić poglądy opisywanych autorów od własnych sądów, które wygłaszał z rzadka i tylko w sprawach z jego punktu widzenia najważniejszych. Nie był jednak krytykiem pozbawionym pasji. Nigdy nie przestawał być przede wszystkim działaczem socjalistycznym, zawsze trwał w ideowym sporze z inaczej myślącymi, ale zawsze był gotów do pochwał, do poparcia tych, z którymi odczuwa ideową wspólnotę. Zawsze dostrzeże w kimś „szczerego demokratę”, pochwali tolerancję, zawsze z radością podkreśli wrażliwość na społeczną krzywdę, zawsze zgani klerykalizm lub tanie, niepoparte dowodem z życia moralizatorstwo. Gotów jest też jednak zwalczać antyklerykalizm, gdy uzna go za niesprawiedliwy lub przesadzony. Wraca często do kwestii kobiecej, na którą był mocno wyczulony. W tym zakresie najbardziej leżała mu na sercu sprawa wykształcenia kobiet oraz problem prostytucji; widać to w artykule o powieściach André Léo (właśc. Victoire Léodile Béra), gdzie zawarł biogram autorki i krótki rys jej twórczości („Przegląd Tygodniowy” 1880, nr 14, 25). Popierał krytykę europejskiego imperializmu i kwestię tę potrafił wypowiedzieć przy użyciu aktualnych także dzisiaj argumentów. Omawiając powieść Pierre’a Loti (właśc. Louis-Marie-Julien Viaud) Le Mariage de Loti, pisał: „[...] trudno powiedzieć, co nas pociąga więcej w powieści, czy delikatna analiza miłości wzajemnej dwóch ludzkich istot, które czują, że cywilizacja i rasa odgradzają je przepaścią niemal nieprzebytą, czy też smutkiem powleczone studium nad obyczajowością plemienia [...], które kona w zdradliwych uściskach cywilizacji europejskiej. Smętna nuta współczucia dla społeczeństw, które zachowały swój oryginalny charakter z przeszłości, a które koło dziejowe zaczyna już nieubłaganie miażdżyć” („Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 2). Jako badacz zjawisk społecznych był wrażliwy na to, co dziś nazywamy socjologią odbioru, zajmował go odbiorca tekstów, usiłował też przewidywać, w jaką stronę będzie rozwijać się czytelnictwo. Dostrzegał np. zależność, jaka zachodziła jego zdaniem między tematyką nowych powieści francuskich a faktem, że ich czytelniczkami są niemal wyłącznie kobiety. Widział też, jak powieść się demokratyzuje wraz z postępującą alfabetyzacją niższych warstw społecznych. „Wbrew zdaniu Zoli – pisał poza tym – że powieść jest największą literacką potęgą [...], muszę, przynajmniej z tego, co widzę we Francji, przyjść do innego wniosku. Nie powieść, ale dziennikarstwo jest niewątpliwie największą dzisiaj literacką potęgą. [...] Powieść przestała dzisiaj we Francji istnieć samodzielnie. Wyprowadza ją w świat zawsze dziennik i dopiero spod jego skrzydła dostaje się ona na półki księgarskie” („Przegląd Tygodniowy” 1880, nr 34).

Powieści polskie. Uwagi o ideologii. Klasyczne recenzje literackie (dzieł popularnonaukowych, naukowych, biografii itp. jest oczywiście nieco więcej) Limanowski napisał dwie. Dotyczyły powieści Mąż upatrzony Jana Zachariasiewicza („Przegląd Tygodniowy” 1869, nr 23) i Urocza Teodora Tomasza Jeża (tamże, nr 20). Tę drugą chwalił za tendencję krytyczną wobec wyższych warstw społecznych, ganił natomiast za fabularne nieprawdopodobieństwa, słabość motywacji psychologicznej i sztuczność postaci. Pisał, że Jeż „dowolnie sobie poczyna z doświadczalną psychologią. I dlatego osoby działające w jego powieści wyglądają na marionetki, które się ruszają nie same przez się i które nie z własnych pobudek robią to i owo, ale którymi kieruje dosyć widocznie ręka autora i w imieniu których on sam przemawia” (tamże). Powieść – uważa Limanowski – charakteryzuje się brakami konstrukcyjnymi i sprawia wrażenie niedopracowanej niczym starannie podmurowany budynek, którego jednak „ściany stawiano już z pośpiechem, a dach rzucono byle było jakieś pokrycie” (tamże). W recenzji Złotego Jasieńka Kraszewskiego Limanowski przyznaje, że w powieściopisarstwie polskim schyłku lat 60. XIX w. najwyżej ceni tego autora oraz Jeża, Zachariasiewicza i Walerię Morzkowską. O roli Kraszewskiego w literaturze polskiej pisze: „[...] wpływ jego był ogromny, a i dzisiaj najchętniej go czytają. Przyczyną tego jest niezawodnie to, że ma serce i patrzy w serce. Nie artyzmem, nie zaostrzaniem ciekawości podbija nas głównie jego powieść, ale tym, że odczuwamy w niej drgania własnego serca, a wiejące w niej uczucie czyni nas surowszymi w ocenianiu samych siebie” (tamże, nr 51). Omawiany utwór łączy w sobie cechy budzącego sumienia traktatu moralnego z dobrze wykonanym (namalowanym) obrazem współczesności, głębokim studium obyczajowym oraz właściwą tendencją moralną. I choć ważniejsze od artyzmu i czytelniczej ciekawości jest serce, to jednak w podsumowaniu dowiadujemy się, że „tok powieściowy rozwija się szybko, zgodnie z prawdą i wśród okoliczności urozmaiconych, które ciekawość w zaostrzeniu ciągłym utrzymują. W zawiązywaniu i rozwiązywaniu intrygi, w malowaniu sytuacji czuć biegłą rękę pisarza artysty” (tamże).

W tych pierwszych recenzjach Limanowski zwraca uwagę na sprawy, do których przez najbliższe lata jako krytyk będzie powracał: powieść, realizm, prawda, studium, obraz, tendencja, motywacja działań postaci. Nie są tu one co prawda sformułowane jako program – tego ani w odniesieniu do własnej działalności krytycznej, ani wobec krytyki literackiej w szerszym znaczeniu Limanowski nigdy nie zrobił, ale niewątpliwie wyznaczają pole pojęciowe i pole zainteresowań czytelniczych, które jako krytyk będzie odtąd stosował i uprawiał. Wybory te wpisują Limanowskiego w główny nurt krytyki XIX w. Od tego nurtu odróżnia go to, co później będzie nazywane lewicowością, wrażliwość społeczna i przekonanie, którego może by w ten sposób nie sformułował, że nie istnieje wypowiedź apolityczna ani nieideologiczna. ów wyostrzony polityczny zmysł wytrenowały w nim powracające z różnym natężeniem prześladowania, jakich doświadczał jako socjalista, kształtujące przekonanie, że główny nurt myślenia nie jest neutralny lub naturalny, ale – przeciwnie – że ma charakter zideologizowanej przemocy, symbolicznej hegemonii, która swą naturalność wymusza tak na innych, jak na sobie samej.

W tym kontekście wyrazistości nabierają zdania o powieści tendencyjnej. Limanowski w zasadzie każdą powieść uważa za tendencyjną, w pewnym sensie nawet taką, której autor ostentacyjnie ucieka od polityczności, bo w takiej sytuacji tendencyjności niby nie widać, ale podskórnie ona jednak istnieje, bo autor „nie należy czyli – raczej powiedzieć – chce nie należeć do żadnego obozu polityczno-społecznego” („Przegląd Tygodniowy” 1883, nr 32). W takiej więc sytuacji tendencyjność schodzi na dalszy plan, na pierwszy wybija się czysta fantazja, czytelnik zaś może doświadczyć przyjemności. Tak jest w jednym przypadku powieści Ludovika Halévy’ego Criquette: „[...] czyta się ją z przyjemnością. I to podług mnie najważniejsza jej zaleta” (tamże).


O współczesnej literaturze francuskiej. Najobszerniejszą i zapewne najciekawszą częścią dorobku krytycznego Limanowskiego są Listy o współczesnej francuskiej literaturze ukazujące się w „Przeglądzie Tygodniowym” w l. 1879–1885. Poświęcone są one nie tylko literaturze pięknej, lecz – szerzej – piśmiennictwu i publicystyce społecznej, historycznej czy filozoficznej, a czasem nawet ważniejszym tłumaczeniom na francuski literatury obcej. Zarówno z przyczyn objętościowych, jak i ze względu na swą krytycznoliteracką doniosłość na pierwszy plan w Listach wysuwają się fragmenty poświęcone kwestii naturalizmu i realizmu. Limanowski podejmuje te wątki w związku z dyskusjami toczącymi się na ten temat we Francji, przede wszystkim wokół twórczości Émile’a Zoli, Alphonse’a Daudeta, Gustave’a Flauberta i braci Goncourtów. Omawia broszurę La Littérature et la république (1879) Zoli, którego uważa za pełnokrwistego pozytywistę: „Pozytywizm nowoczesny wkracza i do dziedziny beletrystyki” („Tydzień Polski” 1879, nr 43). Głównym założeniem broszury jest postrzeganie naturalizmu i realizmu w szerszym niż estetyczny kontekście naukowym, ustrojowym i filozoficznym, można powiedzieć – nowoczesnym: „[...] stosownie do nowoczesnego umysłowego ruchu, który objawia się w obserwowaniu i badaniu, nie zaś stwarzaniu i wymyślaniu faktów, jedynie słusznym kierunkiem jest: w nauce – pozytywistyczny, w literaturze – realistyczny, w polityce – faktyczny” („Przegląd Tygodniowy” 1879, nr 22). Ten ostatni punkt nie dotyczy reakcyjnego trwania w politycznym status quo, lecz zrozumienia i wdrażania faktycznych (rzeczywistych) potrzeb społeczeństwa, „zadość im uczynienia” (tamże). Zola, a w ślad za nim bez sprzeciwu Limanowski, zarzuca francuskim republikanom, że nie dostrzegają „łączności, jaka zachodzi pomiędzy realistycznym kierunkiem literatury a przyszłością rzeczpospolitej” (tamże). Mało tego: fundamentem rzeczypospolitej jest realizm, którego brak likwiduje w istocie res publicae. „Naturalna szkoła w literaturze – cytuje Limanowski Zolę – jest republikańska, jeśli pod rzeczpospolitą rozumieć rządy humanitarne i przeważnie oparte na powszechnym zbadaniu mnóstwa dostarczanych społeczeństwu faktów, słowem takie, które odpowiadają spostrzeżonym i zbadanym potrzebom narodu. Cała pozytywna nauka naszego stulecia przemawia za tym” (tamże). Kierunek naturalistyczny w literaturze to tutaj jakby stopień wyższy realizmu. Realistyczny, a nawet naturalistyczny – mówi się często. Ale i czasem jest to stopień niższy, ponieważ między realizmem a naturalizmem zachodzi proces redukcji wyobraźni, który grozi w efekcie oschłością serca. „Powieść – podług naturalistów – powinna być historią współczesnego nam życia, powinna być prawdziwym dokumentem istniejącego stanu rzeczy, dokumentem, który by nie samą tylko wyobraźnię bawił, ale który dawałby przy tym obfity materiał do myślenia” (tamże). Dążność ta jednak grozi osunięciem się w opisy patologii, ponieważ – napomina polemicznie Limanowski – powieść francuska częściej „zajmuje się patologią aniżeli fizjologią społeczną. Zapuszcza nieustannie sondę do nabrzmiałych wrzodów, prawie już nie widzi zdrowego ciała”. Polemika odbywa się więc – jak widać – w orbicie myślenia organicystycznego, biologistycznego, zbudowanego na fundamencie nauki pozytywnej. Chodzi jednak o to, by zachować w pisaniu – mimo naturalistycznej metody dążącej do uogólnienia faktów społecznych – cząstkę patrzącej, odczuwającej i analizującej osobowości pisarza, czyli – pozostać po trosze tendencyjnym. Tymczasem naturaliści „nie chcą być tendencyjnymi, dążą do obiektywizmu w powieściopisarstwie” (tamże). Limanowski, zgadzając się z potrzebą uprawiania owej fizjologii społecznej, wskazuje na walor tendencyjności. „Powieściopisarz musi być po trosze tendencyjnym. Idzie o to, aby był szczery, aby nie oszukiwał samego siebie i innych, aby nie wmawiał tego, w co sam nie wierzy”. Odzywa się w nim uczeń romantyków: „Serce w takim razie nie tylko nie stanie na zawadzie, ale nawet dopomoże do sprawiedliwego ocenienia stanu rzeczy. »Miej serce i patrzaj w serce« – wielka to prawda” (tamże).

Między Victorem Hugo, Flaubertem a Zolą nie zachodzi istotna różnica, a to, co uległo zmianie, to – jedynie i aż – otocze społeczne. „Szkoła naturalistyczna jest dalszym stopniem demokratyzowania się literatury francuskiej” („Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 23). Tu Limanowski relacjonuje krytycznoliterackie osiągnięcia pierwszego nadwornego krytyka naturalistów – Louisa Despreza, autora pracy L’Évolution naturaliste (1884). Chodzi o demokratyzację pierwszych osiągnięć francuskich romantyków takich jak Hugo, którego wpływ „na Flauberta, a nawet Goncourtów był ogromny” (tamże). Ale chodzi też o coś więcej: naturaliści co prawda zaprzeczają romantykom, odcinają się od nich, ale jednak pozostają ich spadkobiercami o tyle, o ile uznają prymat rzeczywistości nad fantazją. Zdaniem francuskiego krytyka „hugonowski liryzm dźwięczy w ich dziełach” (tamże). „Ludzie, dla których świat widzialny istnieje – tym się określa całe pokolenie pisarzy. Victor Hugo był wielkim inicjatorem”, z którego wyrośli Goncourtowie, Flaubert, Zola. Jest tak dlatego, gdyż pierwszy, „choć niewyraźnie przeczuciem geniuszu wprowadził do wierszy i prozy barwność wielkich płócien, był przede wszystkim malarzem w poezji” (tamże). A stąd niedaleko już do postrzegania literatury jako malowidła życia, a nawet literatury jako jego fotografii: „Ażeby wyobraźnia mogła mniej bruździć, trzeba niejako pozbyć się subiektywizmu, tylko obserwować i fotografować. Taką fotografią jest Pani Bovary Flauberta” (tamże). Utwór, w którym „Flaubert objawił się [...] realistą, więcej nawet – naturalistą. Powieść jego mniej jest utworem wyobraźni, a więcej wynikiem sumiennych i ścisłych spostrzeżeń człowieka myślącego” („Przegląd Tygodniowy” 1880, nr 25). Romantyzm w literaturze francuskiej oznaczał wyzwolenie z przestarzałych i skostniałych form literackich. Słowem kluczem jest wolność: „Wielkim hasłem Victora Hugo wolność, wolność wybierania przedmiotu, wolność wybierania formy. [...] Granicą jednak tej wolności jest prawda” („Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 23). Właśnie dlatego „Champfleury i Duranty domagają się dokładności, wierności i szczerości w malowaniu społeczeństwa i jego życia, inaczej bowiem popełniamy kłamstwo i oszustwo” (tamże). Tak oto naturalizm wyznacza romantyzmowi granice, przejmuje odeń wolność i realizm, wyzbywając się nadmiaru fantazji wiodącej na manowce fałszu. Tak rodzi się ostatecznie literatura prawdziwa.

Rozważaniom tym wtóruje omówienie metody twórczej Zoli, które Limanowski daje nieco wcześniej w „Tygodniu Polskim”. Otóż dla Zoli intryga powieściowa to część najtrudniejsza i dlatego paradoksalnie nie zajmuje się nią. Intryga jest efektem długotrwałej analizy środowiska, charakterów, związków logicznych mogących zachodzić między ludzkimi działaniami i objawia się pisarzowi niejako na końcu procesu twórczego. Wcześnie Zola wybiera głównego bohatera, koncypuje postaci bliższe mu i dalsze, analizuje możliwości interakcyjne. „Bierze główną osobę swej przyszłej powieści i rozważa, jaki jej temperament, jakie usposobienie rodziny, z której wyrosła, jakie wrażenie najwcześniej mogła otrzymać i w jakiej warstwie społecznej żyć musi. Dalej rozmyśla nad ludźmi, z którymi bohater będzie miał stosunki, nad jego otoczeniem, mieszkaniem, zawodem, obyczajami” („Tydzień Polski” 1879, nr 15). Rozmyślaniom tym towarzyszą studia z natury oraz uzupełniające wiedzę pisarza lektury, analizy środowiska, zwyczajów i zachowań pogłębione prawdopodobieństwem psychologicznym. Dla każdej postaci Zola tworzy oddzielny formularz, gdzie spisuje „spostrzeżenia i uwagi” (tamże). Po kilku miesiącach takich studiów i rozmyślań świat powieści jest gotowy. Dopiero wtedy następuje wprawienie postaci w ruch, a „zamiast wyobraźni pomaga sobie logiką” (tamże). Bywa jednak, że świat nie chce się dać wprawić w ruch. Wtedy Zola czeka na właściwą chwilę, która zwykle przychodzi po kilku miesiącach. Potem proces zaczyna się od nowa i tak dalej, aż do ukończenia utworu. W 1879 r. Limanowski jest pewien, że metoda naturalistyczna w powieściopisarstwie zdobędzie dominację w świecie literatury: „Liczba powieści naturalistycznych mnoży się” (tamże).

Na osobną uwagę zasługuje żarliwa politycznie recenzja Mickiewicz jako publicysta („Trybuna” 1907, nr 6) będąca z jednej strony reakcją Limanowskiego na ukazanie się pełnego wydania artykułów Mickiewicza z „Trybuny Ludów” (La Tribune des Peuples, 1907), z drugiej na wypadki rewolucyjne 1905 r. i na niechętną im reakcję części polskich elit intelektualnych i artystycznych. Zawarte tu myśli są po części powtórzeniem tych, które zawarł w przedmowie do książki Artykuły polityczne Adama Mickiewicza (1893). W recenzji pisał: „Gdyby Adam żył w dzisiejszych czasach, to jesteśmy najmocniej przekonani, że nie nazwałby wespół z Sienkiewiczem bandytami naszych bojowców [...]. Dowodem tego są artykuły w »Trybunie Ludów«”. Mickiewicz, podkreśla Limanowski, „wystąpił jako otwarty wyznawca zasad socjalizmu. Nie tylko odczuł on wysoką ich wartość wewnętrzną, nie tylko mu przepowiedział wielką przyszłość, lecz jeden z pierwszych mu nadał wybitny charakter międzynarodowy, wskazując rodzinie narodów europejskich, że najpilniejszym jej zadaniem jest wyzwolenie ludów ujarzmionych, albowiem wówczas tylko despotyzm straci wszelką oporę, i wówczas tylko stanie się możliwym ukształtowanie wolnych republik ludowych” (Mickiewicz jako publicysta). Władysław Mickiewicz, wydawca pism ojca, nazywany zresztą przez Limanowskiego „obywatelem Władysławem”, nie pojął do końca wagi mickiewiczowskiego socjalizmu ani nawet tego, że socjalizm autora Pana Tadeusza bliższy jest współczesnemu, niż można by na pozór sądzić. To, że dawniej był on pod „wypływem podniosłych uczuć”, że miał religijny charakter, a dziś ma charakter naukowy i płynie z prawideł socjologii ewolucyjnej, wynika z postępu ludzkiej wiedzy, a nie z przemian istoty socjalizmu, który tak wtedy, jak teraz ma na oku uszlachetnienie świata i naprawę ludzkiego bytu. Tak samo wtedy, jak dziś to socjalizm najwyżej unosi sztandar narodowej wolności, wówczas – piórem Mickiewicza, dziś – walką młodych bojowców. Limanowski widzi continuum politycznych podziałów i sił w całym XIX w. z przedłużeniem na XX w., podkreśla przy tym rolę nacjonalistycznie nastawionych reakcjonistów (orleanistów we Francji, narodowych demokratów na ziemiach polskich) w utwierdzaniu starego, niesprawiedliwego porządku w krajach Europy. Nie ma rozdźwięku między „sprawą narodowościową” a socjalizmem, dopóki sprawa ta jest naturalną konsekwencją więzi rodzinnych i – właśnie jak w rodzinie – członkowie społeczeństwa gotowi są do najwyższych poświęceń w imię wielkiej narodowej rodziny, co możliwe jest tylko pod egidą socjalizmu. W przeciwnym razie zwycięża niesprawiedliwość, ponieważ wyzysk staje się ustrojem państwa, a w dalszej kolejności jego naczelnik z natury rzeczy staje się naczelnikiem tylko przeciwnych demokracji wyzyskiwaczy. Dopiero socjalistyczne i demokratyczne rządy mogą zwrócić się w stronę internacjonalizmu, ponieważ „sprawy narodowe trzeba rozważać zawsze ze stanowiska powszechnej federacji europejskiej”. Wielką wagę ma tu metafora rodziny, która wpierw jest związkiem krwi, potem zasadą narodową, w końcu – internacjonalistyczną, w której można dostrzec wyraźnie zarysowaną ideę Unii Europejskiej, którą Limanowski w 1907 r. wywodzi z pism Mickiewicza z lat 40. XIX w.: „Narody europejskie, jako członkowie wielkiej rodziny europejskiej, powinny wspierać się wzajemnie, powinny walczyć o wyzwolenie wszystkich narodów, albowiem wówczas tylko rodzina europejska, kiedy wszyscy jej członkowie będą wolni, uzyszcze możność urządzenia tak swych stosunków, ażeby najbardziej odpowiadały jej pragnieniom i potrzebom” (tamże). Na przeszkodzie urzeczywistnienia owych idei stoi wyzysk, konserwująca go reakcja, wreszcie Rosja, wszystko to jednak uda się socjalistom przezwyciężyć, ponieważ urok „potęgi moskiewskiej, który rozpościerał swe czarne skrzydła na umysłowość francuską, znika” (tamże). W owym czasie tak zarysowany ewolucyjny model postępu wolności, demokracji i nacjonalizmu urzeczywistniającego internacjonalizm wydawał się Limanowskiemu nie tylko logiczny, ale i konieczny.

Mimo wieloletnich krytycznych zatrudnień niełatwo uznać Limanowskiego za pełnokrwistego krytyka literackiego. Podobnie jak literaturę postrzegał też krytykę literacką jako działalność ideologiczną, społeczną i użyteczną, pracę i zadanie szerzenia wiedzy i naprawiania świata. Nietrudno też zrozumieć, dlaczego porzucił tę działalność, zdaje się bez żalu, na wiele lat, a jeśli do niej na chwilę wrócił, to w pierwszej kolejności jako socjalista społecznik, w drugiej dopiero – jako krytyk literacki.</document>
<document nplp_id="13823" title="Leśmian Bolesław" slug="lesmian-boleslaw">Poeta, prozaik, dramaturg, eseista, krytyk literacki i teatralny, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: B.; B.L.; Bol. L.; Felicjan Kostrzycki; Jan Łubin; Jerzy Ziembołowski; L.B.

Informacje biograficzne. Bolesław Lesman urodził się 22 I 1877 w Warszawie w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej; syn Józefa Lesmana, redaktora czasopisma „Przyroda i Przemysł”, i Emmy Sunderland, córki właściciela fabryki fajansu w Iłży. Młodość (1879–1901) spędził w Kijowie, gdzie uczył się w rosyjskim Gimnazjum Klasycznym przy Bibkowskim Bulwarze. Ulegając presji ojca, w 1896 r. wstąpił na Wydział Prawny Uniwersytetu św. Włodzimierza, który ukończył w lipcu 1901 r. Będąc jeszcze w gimnazjum, angażował się w działania niepodległościowe, uczestniczył w patriotycznych manifestacjach antycarskich, z tego powodu był więziony w celi na Łukianówce. Od 1895 r. brał udział w życiu literacko-artystycznym Kijowa, występował na wieczorach literacko-muzycznych towarzystw, współorganizował niektóre z nich. Debiutował w 1895 r. wierszem Sekstyny opublikowanym w „Wędrowcu” (nr 50). Następne utwory ogłaszał w krakowskim „Życiu”, warszawskiej „Chimerze”. Od 1901 r. przebywał w Warszawie. W 1903 r. udał się w podróż do Niemiec i Francji, gdzie zaprzyjaźnił się ze środowiskiem rosyjskich emigrantów. Pisał wiersze w języku rosyjskim, publikując je w czołowych pismach moskiewskich „Zołotoje runo” i „Wiesy” (1906–1907). W Paryżu poznał, a w 1905 r. poślubił malarkę Zofię Chylińską, tam też na świat przyszła ich pierwsza córka Maria Ludwika. Po powrocie do kraju w 1906 r. pracował jako radca prawny w biurze Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. W 1909 r., po krótkim wyjeździe z rodziną do Włoch, podjął współpracę z prasą warszawską, w szczególności z „Nową Gazetą”, „Prawdą”, „Myślą Polską”. Poezje umieszczał m.in. w wydawanej przez Zenona Przesmyckiego „Chimerze”. W tym czasie został jednym ze współzałożycieli eksperymentalnego Teatru Artystycznego. W 1911 r. zadebiutował w roli reżysera. Po wystawieniu dwu spektakli w listopadzie odciął się od działalności Teatru. Pod koniec 1912 r. ponownie wyjechał z rodziną do Francji, gdzie z przerwami mieszkał do 1914 r. W 1912 r. ogłosił pierwszy tom poezji – Sad rozstajny. Następne jego tomiki poetyckie ukazywały się w serii „Pod Znakiem Poetów” w oficynie Jakuba Mortkowicza (Łąka, 1920; Napój cienisty, 1936; Dziejba leśna, 1938, wyd. pośmiertne). Wojnę spędził w Łodzi, gdzie pracował jako kierownik literacki w Teatrze Polskim (obecnie im. S. Jaracza). Po jej zakończeniu, jesienią 1918 r., przeniósł się do Hrubieszowa. Dzięki staraniom ówczesnego wiceministra Eugeniusza Śmiarowskiego otrzymał tam notariat i rozpoczął pracę zawodową jako prawnik. W 1922 r. przeniósł się do Zamościa, gdzie miał własną kancelarię notarialną. Po europejskich podróżach lata spędzone w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie królowały zawiść i niewybredne dowcipy na temat jego poezji, odczuwał raczej jako ponure wygnanie, zwłaszcza że po początkowym okresie stabilizacji finansowej spotkały go poważne kłopoty związane z defraudacją dużej sumy przez niekontrolowanego dependenta kancelarii. Mimo to właśnie w tym okresie powstawały jego najpiękniejsze poezje i utwory dramatyczne. W 1933 r. został członkiem Polskiej Akademii Literatury. W 1935 r. przeniósł się wraz z żoną i dwiema córkami do Warszawy. Zmarł 5 XI 1937 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim, w grobie siostry Aleksandry.

Prace krytycznoliterackie. W okresie Młodej Polski Leśmian uprawiał bogatą twórczość krytycznoliteracką, publicystyczną i eseistyczną, współpracując z czasopismami warszawskimi, głównie z „Literaturą i Sztuką” Jana Lorentowicza, tygodniowym dodatkiem literacko-artystycznym do dziennika „Nowa Gazeta” (zamieścił w nim ponad 70 artykułów); z „Prawdą”, tygodnikiem założonym przez Aleksandra Świętochowskiego (ponad 10 publikacji); z „Myślą Polską”, miesięcznikiem Mortkowicza (5 artykułów). Publikował również w „Przeglądzie Krytyki Artystycznej i Literackiej”, „Kurierze Warszawskim”, „Tygodniku Polskim”, „Złotym Rogu”, „Kulturze Polskiej”, w „Roczniku Polskiej Akademii Literatury”, „Pionie” i w poznańskiej „Tęczy”. Zdecydowana większość Leśmianowskich recenzji, artykułów publicystycznych oraz esejów o problematyce kulturalnej, estetycznej i filozoficznej (ponad 80) powstało w l. 1909–1914, a więc względnie na początku jego drogi twórczej, po debiucie poetyckim i publikacji poematów w języku rosyjskim (Pieśni Wasylisy Przemądrej i cykl Księżycowe upojenie, 1906–1907), a równolegle z publikacją pierwszego zbioru poetyckiego Sad rozstajny, pracą nad tomami prozy baśniowej: Klechdy sezamowe (1913), Przygody Sindbada Żeglarza (1913), Klechdy polskie (wyd. 1956) oraz przekładami nowel Edgara Allana Poego (Opowieści nadzwyczajne, 1913). Czas aktywności recenzenckiej i eseistycznej Leśmiana zbiegł się też z jego pracą w warszawskim Teatrze Artystycznym (którego był współzałożycielem i reżyserem), później w Teatrze Polskim w Łodzi (gdzie był kierownikiem literackim). Szczególne zainteresowanie teatrem zaowocowało ponad 20 artykułami teatralnymi: recenzjami z przedstawień, recenzjami książek dotyczących dramatu polskiego i obcego, a także szkicami, rozprawami krytycznymi o polskim repertuarze narodowym, esejami podejmującymi krytykę teatru werystycznego i kreślącymi ideę „teatru stylizowanego”, „teatru idealnego, idealnego widza i aktora” (Tajemnice widza i widowiska, „Kurier Warszawski” 1909, nr 134). W latach 30., kiedy po kilkunastoletniej przerwie poeta wrócił do eseistycznej publicystyki, zdążył wydać już tylko cztery rzeczy w „Kurierze Warszawskim”: dwa wywiady (w „Tęczy” i „Pionie”) i jeden wielki esej dla Polskiej Akademii Literatury zatytułowany Z rozmyślań o poezji (1938). Publikowane w l. 1909–1914/1915 recenzje i eseje poety doczekały się wielu omówień i niejednokrotnie sprzecznych ze sobą ocen. Przez niektórych badaczy uznawane były za utwory wczesne, coś w rodzaju „poligonu, na którym autor ćwiczył swe pióro” (A. Kaliszewski); podkreślano niejednolitość ich poziomu, „obok zamierzeń bardzo ambitnych” widziano w nich „dorywczą pracę recenzyjną czy nawet dziennikarską”, o której przydatności rozstrzygały prawdopodobnie względy finansowe (J. Trznadel). Niektórzy tłumaczyli, że to „fatalny poziom omawianych przez Leśmiana zbiorów zaważył niewątpliwie źle na samych omówieniach”, pisałby ciekawiej w okresie późniejszym, kiedy to kształtowała się nowa poezja (M. Głowiński). Jednak zebrane przez Jacka Trznadla szkice literackie poety, mimo doraźności niektórych z nich, są uważane za „bogaty komentarz do skomplikowanej twórczości poetyckiej Leśmiana” (J. Trznadel), „załącznik do jego własnej twórczości poetyckiej”, „wykład jego poetyki sformułowanej”. Poetyka ta według niektórych „była bardziej etapem twórczości niż jej współbieżnym akompaniamentem teoretycznym” (J. Sławiński), według innych – wyrazem nie ewoluującego, lecz konsekwentnego, nowoczesnego światopoglądu wybitnego przedstawiciela czy nawet ojca modernizmu polskiego (R. Nycz, K. Zięba).

Leśmian jako krytyk. Z recenzji literackich Leśmiana wyłania się obraz krytyka niezwykle wymagającego, surowego, ale wyjątkowo delikatnego, świadomego, że nikogo tak naprawdę nie sposób dogłębnie i prawdziwie ocenić. Bycie krytykiem, recenzentem, publicystą to dla niego nade wszystko rodzaj misji. Było, powtórzonym za Wyspiańskim, wołaniem o Czyn, to jest „budzeniem myśli krytycznej w społeczeństwie” (Bezkrólewie ducha, „Prawda” 1910, nr 34), otwieraniem mu oczu na jego własne niemoce i skarby, podnoszeniem jego ducha ze stanu bierności, lenistwa duchowego i samozachwytu, rozżarzaniem narodowej twórczości, ponieważ „wobec zbyt utrudnionego rozwoju innych potęg życia – literatura ma dla nas podwójne i potrójne, i postokrotne znaczenie [...]. Jest ona Snem Wspólnym, który nas zrzesza duchowo, spaja w jedność niepodzielną, nieci świadomość siebie samych, syci i przechowuje święty ogień w naszej świątyni” (tamże). Świadomy tak wysokiego i zobowiązującego powołania literatury, pracy naukowej i kulturalnej Leśmian nieubłaganie piętnował epigonizm, zaściankowość, brak nowych pomysłów, będący świadectwem duchowej bezczynności, skostnienia, nieuctwa i przeciętności. Bardzo surowo oceniał ówczesne życie kulturalne, oskarżając literatów o merkantylizm, jałowość, poddawanie się prawom kultury masowej – to jest prawom „kawiarni, handlu i nieuctwa” (O potrzebie pracy kulturalnej, „Nowa Gazeta” 1910, nr 495), prawom „państwa Przeciętności” (Sen nocy letniej, tamże, nr 103, 105). Publicystów oskarżał o asekuranctwo, swary partyjne i lęk przed prawdziwą, to jest odważną, szczerą i domagającą się zmian, krytyką (zob. Bezkrólewie ducha; Spowiedź dziennikarza, „Myśl Polska” 1915, z. 1; Poradnik dla recenzentów literackich, tamże, z. 2). W recenzjach i kronikach poetyckich z wielkim impetem i pasją iście inkwizytorską odsiewał więc dobre ziarno od nagromadzonych w obfitości, zagłuszających je chwastów, cierpliwie poszukiwał pereł zagubionych wśród tych, których nie wahał się określić jako „męty literackie”, „natręci literaccy”, miernota, „dręczyciele Apollina” ([rec.] F.J. Galiński, „Wnętrze”, „Literatura i Sztuka” 1910, nr 6). Bardzo wzburzonych, obciążonych emocjami słów używał, występując przeciw młodopolskiej manierze, rozgadanej i nudnej nastrojowości, ubranej w „pretensjonalne szaty zdziwaczałej i drobnostkowej egotyczności” ([rec.] „Pieśni” Jana Mieczysława, „Literatura i Sztuka” 1911, nr 26). Drażniły go sentymentalizm, schematyzm i banalność, „zawiły i rozwlekły labirynt umęczonych rytmem pragnień”, „niejasne utyskiwania [...] w czepliwym gąszczu bezwolnych zdań” ([rec.] S. Szyldberg, „Pieśni samotności”, tamże, nr 24). Tracił cierpliwość, czytając poezje ckliwe, rzewne, lamentujące. Jednak też był świadomy, że „nikt [...] nie ma prawa, ani możności wkraczania do cudzej duszy z poradą lub wskazówką”, swoje recenzje traktował więc często nie jako ostateczny werdykt, wyrocznię, ale „rozmyślania”. Gdy wyczuwał szczerość poetyckich zamierzeń, młodzieńczą szlachetność uczuć, „gesty prometejskie”, tj. „ożywcze dążenia do czynu, do rzeczywistości, do celów konkretnych” ([rec.] H. Wroński, „Pobudki”, „Literatura i Sztuka” 1910, nr 29), powstrzymywał się od negatywnych sądów, opuszczał miłosiernie zasłonę milczenia na niedociągnięcia i niedoskonałości formalne omawianych utworów. Tych, którzy wypowiadali się szczerze, choćby byli niewprawnymi, skazanymi na zapomnienie poetami, jak np. Stanisława Szadurska, Ksawery Glinka czy Henryk Wroński, otaczał życzliwością i okazując sympatię, chwalił: „szczerze i płomiennie spowiada się ze swoich wrażeń, upojeń i szałów”, „autor posiada szczerą zdolność widzenia przeczuwanych przezeń światów” ([rec.] K. Glinka, „Po drodze”, tamże, nr 31). Były to pochwały bardzo znaczące, ponieważ „zapatrzenie w przyszłość” ([rec.] H. Wroński, „Pobudki”) oraz szczerość należały do najważniejszych kategorii składających się na aparat krytyczny Leśmiana, świadczyły według niego o prawdziwości poezji. „Być szczerym to znaczy – być śmiałym. Być sobą to znaczy – wyzwolić się ze wszelkich kajdan i krępów, ze wszelkich przesądów i schematów twórczych”; „być sobą – nie znaczy wcale – być niepodobnym do innych, lecz znaczy to raczej czuć się zupełnie samotnym i niezależnym w swej twórczości”. Spokrewniona z wolnością, brakiem przymusu i sztuczności „szczerość jest triumfalnym wynikiem całego szeregu wysiłków wewnętrznych, jest ona plonem prób ogniowych, pogłębień i starć, po których zostaje ta cudowna reszta, której żadna rdza nie zniszczy” ([rec.] Z. Różycki, „Zielone oczy”, „Literatura i Sztuka” 1913, nr 3). Szczerość m.in. była warunkiem prawdziwego artyzmu, za szczerość właśnie oceniał tak wyjątkowo wysoko poezję Bronisławy Ostrowskiej czy Marii Konopnickiej, a za jej brak skrytykował Leopolda Staffa. Liryzm takich artystek jak Ostrowska – pisał poeta – „płynie z najserdeczniejszych głębi, gdzie nieśmiałość i obawa spotyka się z nieodpartą szczerością” ([rec.] B. Ostrowska, „Aniołom dźwięku”, tamże, nr 5); ich poezja to „senne, kojące ducha dążenie do prostoty i do czarownego bezprzymusu serdecznych wynurzeń” ([rec.] B. Ostrowska, „Chusty ofiarne”, „Literatura i Sztuka” 1911, nr 30). Staffowi natomiast nie mógł darować „pseudoklasycznej przebiegłości” będącej zaprzeczeniem prostoty i szczerości. W recenzji tomu W cieniu miecza stwierdzał z ubolewaniem, że poeta przeobraził się w estetę, tzn. że jego prostota już „nie jest jedynym i najwłaściwszym mu trybem istnienia twórczego, lecz zamysłem artystycznym, chwilowym może upodobaniem”, „prostota jego bowiem wyradza się w pseudoklasyczną, pretensjonalną nieco skrupulatność rozumowań, podszczutych chłodną częstokroć stylizacją wiersza” (Na drogach prostoty, tamże, nr 34).

Do najważniejszych i najczęstszych pochwał w Leśmianowskich recenzjach – obok afirmacji „szczerości”, serdeczności i prostoty uczucia – należały śpiewność i subtelne „napomykanie” o zaświatach, umiejętność ekspresji mistycznych przeczuć. Można by powiedzieć, że to one były dla Leśmiana wyznacznikami prawdziwej poezji, która istnieje po to, by przypominać o boskim pochodzeniu duszy, o pokrewieństwie człowieka z zaświatami. Ukazując ułudę, kruchość i zmienność świata rzeczy ma podsycać „orientalne marzenia” duszy, czyli tęsknotę do wyśnionych, bajecznych wyżyn, do lotu ku cudom upatrzonym w oddali ([rec.] W. Bukowiński (Selim), „Na przełomie”, „Literatura i Sztuka” 1913, nr 13; [rec.] Z. Wojnarowska, „Poezje”, tamże, nr 6). Poezja powinna wzbudzać tęsknotę ku niedającej się wysłowić Tajemnicy, bo sama jest obcowaniem z pozalogiczną tajemnicą; ma czarować, niepokoić ducha, „napomykać – to znaczy – wiedzieć coś więcej ponad wiedzę samą” (Poezja żalu, [rec.] Z. Dębicki, „Oglądam się za siebie”, tamże, nr 10). Najpełniej, najdoskonalej realizuje się to dzięki melodyjności, rytmowi, śpiewności, wprawianiu słów w taniec. Utwór, który jest prawdziwą pieśnią, „myślą rozkołysaną” spokrewnia się z zaświatami, nawiązuje „rytmiczną spójnię z całym światem” ([rec.] J. Lipińska, „Pierścień”, tamże, nr 12), z tą źródłową istotą bytu, z której płynie wszelka poezja. Mistrzowskimi realizacjami prawdziwej poezji, sugestywności i śpiewności były dla Leśmiana utwory Konopnickiej, której przyznał miano „duszy najśpiewniejszej” (Maria Konopnicka, „Nowa Gazeta” 1910, nr 461), Ostrowskiej, częściowo także, z pewnymi zastrzeżeniami, Savitri (A. Zahorskiej). Wśród dostrzeżonych przez Leśmiana prawdziwych artystów, którzy umieli stworzyć dla swych słów „nowy pląs” i udatnie wprawiali słowa w nieznany, nowy taniec, znaleźli się: Aleksander Szczęsny i przedwcześnie zmarły Stanisław Korab-Brzozowski, „elf jakiś skrzydlaty, skazany na bolesne przemilczenie swych marzeń pajęczych, swych baśni tęczowych, swych cudnych nieporozumień ze światem i z ludźmi” (Pod znakiem poetów, „Prawda” 1910, nr 12). Poezja Szczęsnego została wyróżniona przez Leśmiana za „wielkie uciszenie, głęboką i prostą serdeczność spojrzeń w świat rzuconych, śpiewne zastanowienie się nad tajemnicami tego świata, a wreszcie dopatrywanie się tych tajemnic w przedmiotach jakoby wzgardzonych lub upośledzonych dla ich maluczkości lub zaniedbania i prześlepienia przez innych”. Recenzja tomiku tego zapomnianego dziś poety jest jedną ze szczególnie interesujących i wyjątkowo ważnych w dorobku Leśmiana. Tu bowiem została sformułowana teoria szczegółu „napomykającego” o całości. To właśnie Szczęsny, opętany „maluczkością świata”, umiał według Leśmiana jak nikt inny wydobyć z otaczającego go świata szczegół, który nam całość zjawia jednym, nikłym jakoby napomknieniem ([rec.] A. Szczęsny, „To, co się stało”, „Literatura i Sztuka” 1912, nr 10).


Język krytyczny. Wypowiedzi Leśmiana są typowym, ale i wybitnym przykładem młodopolskiego antyscjentycznego i antypozytywistycznego dyskursu krytycznoliterackiego z jego skłonnością do redukcji tekstu krytycznego do wymiaru ideologicznego czy filozoficznego, „ekspresywizmem” i zasadą empatii, wczucia (M. Głowiński), dążeniem do uwewnętrznienia dzieła i dialogowego kontaktu z podmiotem twórczym. Ta nowatorska, niejako prehermeneutyczna, postawa krytyczna usiłowała oddać dynamikę procesu twórczego, wydobywać najgłębszy sens utworu w intymnej rozmowie z dziełem i jego twórcą. Dlatego też dyskurs Leśmiana, podobnie jak innych krytyków epoki, unikał systematyzowania, klasyfikowania, terminów literaturoznawczych, gościła w nim metafora, wieloznaczne „słowa-sygnały”, poetyckie sformułowania, symbole, które w konkretnych użyciach były różnorako nacechowane emocjonalnie i aksjologicznie. Krytyk nie dowodził, nie przekonywał, nie argumentował, ale empatycznie dialogował, próbując identyfikować się z przeżywaną twórczością, względnie ją samą do takiego przeżywania tajemnic życia zachęcając.

Filozoficzne źródła myśli krytycznej Leśmiana. Idea rytmu. Składające się na aparat krytyczny pojęcia szczerości, ulotności i subtelności, śpiewności, taneczności, rytmu, tęsknoty i „napomykania” o całości są w recenzjach Leśmianowskich pochodnymi kategorii estetycznych wywiedzionych z pojęć filozoficznych, jakie zostały zarysowane w esejach: Przemiany rzeczywistości („Przegląd Krytyki Literackiej i Artystycznej” 1910, nr 36; 1911, nr 37), Rytm jako światopogląd („Prawda” 1910, nr 43), U źródeł rytmu („Myśl Polska” 1915, z. 2), Z rozmyślań o Bergsonie („Nowa Gazeta” 1910, nr 366, 368, 375, 377), Z rozmyślań o poezji. Prelekcja odczytana pośmiertnie na posiedzeniu Polskiej Akademii Literatury w dn. 30 marca 1938 (ogł. „Rocznik PAL” 1937/1938), Artysta i model („Przegląd Krytyki Literackiej i Artystycznej” 1911, nr 38), Znaczenie pośrednictwa w metafizyce życia zbiorowego („Prawda” 1910, nr 39–42). To w nich mimo języka, podobnie jak w recenzjach, silnie zmetaforyzowanego, precyzyjnie została wyłożona teoria rytmu skupiająca w sobie jak w soczewce wszystkie inne podstawowe zagadnienia filozoficzne – a więc m.in. poglądy poety na naturę rzeczywistości, na sposoby i możliwości jej poznania, jego wizję współczesnej kultury, mechanizmów nią sterujących, wreszcie zagadnienia estetyczne, dotyczące sztuki, poezji, słowa poetyckiego, koncepcje jej prawdziwości i możliwości epistemologicznych. Koncepcja rytmu u Leśmiana korespondowała z dominującą tendencją w europejskiej teorii i praktyce poetyckiej, a mianowicie z wykorzystywaniem przez poezję nowoczesną tzw. magii języka związanej głównie z jego walorami brzmieniowymi. Bliska myśli filozoficznej symbolistów rosyjskich, ale i poetyckim eksperymentom symbolistów francuskich, posiłkowała się kategoriami wywiedzionymi częściowo z neoplatonizmu i filozofii Jana Szkota Eriugeny oraz filozofii życia z bergsonizmem na czele, tj. kategoriami przeciwstawiającymi istnienie dynamiczne, istnienie jako trwanie albo jako czynienie, stawanie się (natura naturans) oraz istnienie statyczne, martwe, skostniałe, w gruncie rzeczy pozbawione prawdziwego, żywego istnienia (natura naturata). Teoria rytmu została związana w poetyckim systemie filozoficznym Leśmiana zarówno z pewną wizją ontologiczną, wizją struktury rzeczywistości, jak i z wymiarem gnoseologicznym, koncepcją poznania i ideą prawdziwości. Rytm był więc dla Leśmiana podstawą rzeczywistości, świat stawał się rytmiczną pieśnią, bezsłowną melodią, twórczym procesem, wichrem życiowym mającym swą melodię. „Wszakże – pisał – i kwiat najlichszy, i ziele byle jakie nie bezładnie, jeno rytmicznie rozkwita, pieśnią bez słów poprzedzone, jako jej dzieło pośmiertne i świadectwo jedyne na powierzchni ziemi. Świadectwem takim jest świat cały, a rytm owej pieśni, która pierwsze jego trwanie poprzedziła i dotąd następnym jego trwaniom towarzyszy, udziela się strunom lutni, i słowom pieśni, i ciału, gdy taniec je unosi” (U źródeł rytmu). Płynna, niesubstancjalna podstawa rzeczywistości, istnienie-muzyka (melos, nie logos) ukrywała się według Leśmiana niejako pod powierzchnią tego, co widzialne i dotykalne, co zaciemnia istotę rzeczy. Aby do niej dotrzeć, aby ją poznać, trzeba się do niej upodobnić, trzeba własne myślenie „przepoić”, „oszołomić winem” rytmu poza nami bytujących potęg, wyzwalając je spod władzy abstrakcyjnych, suchych pojęć: „[...] świat, badany myślą rozśpiewaną i upojoną, bliższy jest może prawdy niż ów drugi, postrzeżony myślą suchą, ubiegającą się o zaszczytne miano ścisłej” (Rytm jako światopogląd). Słowo poetyckie, uprzywilejowane w owym procesie zbliżania się do sedna rzeczywistości, dzięki swej muzyczności mające magiczną moc – w przeciwstawieniu do słowa potocznego, skostniałego w codziennej komunikacji, czy do słowa pojęciowego, będącego abstrakcyjnym znakiem wskazującym na przedmiot oznaczany – jest „słowem wyzwolonym”, „słowem bez czapki-niewidymki” (Z rozmyślań o poezji).

Podsumowanie. W twórczości krytycznoliterackiej Leśmian swoim zainteresowaniem objął literaturę polską i obcą (rosyjską, francuską i francuskojęzyczną), zarówno poezję, prozę, jak i dramat. W pewnym stopniu Leśmianowska krytyka oddawała emocjonalność i ducha epoki, a zarazem odważnie kwestionowała uznane autorytatywnie prawdy. Była ciekawa także jako pisarstwo pełne werwy, pomysłowości, cechujące się oryginalnym językiem, zaskakującą metaforą, emocjonalnością, poetyckością. U jej podstaw leżała nowatorska wizja literatury, poezji, teatru jako sztuk bezpośrednio wprowadzających w najgłębsze tajemnice rzeczywistości, wobec których bezradne jest słowo pojęciowe, społecznie zużyte.

Krytyka jest ważnym dopełnieniem twórczości eseistycznej poety, wykładnią podstawowych zagadnień filozoficznych, kulturowych, estetycznych, składających się na całościową Leśmianowską wizję Sztuki. Leśmian, „obdarzony talentem i w tej dziedzinie, musi być brany pod uwagę w rozwoju polskiej krytyki literackiej, zwłaszcza że działa w okresie niezbyt wielkiego fermentu myślowego, jeśli nie liczyć dużych nazwisk (jak np. K. Irzykowski), tylko ogólną atmosferę kulturalną” (J. Trznadel).</document>
<document nplp_id="13825" title="Weyssenhoff Józef" slug="weyssenhoff-jozef">Powieściopisarz, nowelista, poeta.

Informacje biograficzne. Józef Emanuel Maria Lucjan Weyssenhoff urodził się 8 IV 1860 we wsi Kolano na Podlasiu jako syn Michała barona Weyssenhoffa i Wandy Marii hr. Łubieńskiej. Wychowywał się na Litwie Kowieńskiej, ukończył IV Rządowe Gimnazjum Filologiczne w Warszawie. Wyższe wykształcenie prawnicze zdobył na uniwersytecie w Dorpacie. Jak wynika z prywatnych zapisków, chętnie czytał dzieła m.in. Mikołaja Reja, Jana Chryzostoma Paska, Henryka Rzewuskiego, Ignacego Chodźki, Wincentego Pola, Józefa Korzeniowskiego i Zygmunta Kaczkowskiego. Po studiach Weyssenhoff na pewien czas osiadł w odziedziczonych Samoklęskach (obecnie pow. lubartowski). W 1885 r. ożenił się z Aleksandrą Emilią Blochówną – córką znanego przemysłowca, pozostawał z nią w separacji wskutek skandalu, jakim była gigantyczna kwota rubli przegrana przez pisarza na jachcie cesarskim. Od 1891 r., poruszony złą sytuacją finansową miesięcznika „Biblioteka Warszawska”, zaczął wydawać go własnym kosztem aż do 1896 r. Mimo że formalnie objął on stanowisko także redaktora pisma, funkcję tę realnie sprawował Dionizy Henkiel – ceniony znawca literatury, a prywatnie przyjaciel Weyssenhoffa, który istotnie wpłynął na jego światopogląd i twórczość (Cześć pamięci Dionizego Henkiela, „Kurier Warszawski” 1920, nr 148). Liczne podróże, w tym wyjazd do Grecji w 1892 r., pogłębiły w pisarzu zamiłowanie do sztuki. W l. 1894–1896 był wiceprezesem warszawskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Pod koniec lat 90. zintensyfikowała się działalność literacka Weyssenhoffa – publikował nowele, poezje, wypowiedzi krytyczne w „Bibliotece Warszawskiej”, ale również w „Tygodniku Ilustrowanym” i „Kurierze Warszawskim”. Był zwolennikiem Narodowej Demokracji, co nie pozostało bez wpływu na jego zapatrywania estetyczne i niechęć do nowych nurtów w sztuce. W l. 1905–1910 mieszkał w Niemczech, zaś od 1915 do 1918 r. w Rosji. Po powrocie do kraju najpierw osiadł w Bydgoszczy, a potem w Warszawie. Po 1909 r. prawie całkowicie zrezygnował z aktywności dziennikarskiej na rzecz pisania powieści. W 1914 r. został nagrodzony za powieść Soból i panna (1911) przez Komitet Kasy Literackiej w Warszawie, w 1929 r. otrzymał nagrodę literacką m. Poznania, a w 1932 r. nagrodę literacką m. Warszawy. Jubileusz pisarza uczczono opublikowaniem w 1932 r. jego Dzieł zebranych. Weyssenhoff otrzymał również godność członka honorowego Związku Zawodowego Literatów Polskich w Poznaniu, został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł 5 VIII 1932 w Warszawie; został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Krytyk dekadentyzmu. Pierwszym artykułem krytycznoliterackim Weyssenhoffa jest studium Nowy fenomen literacki. Maurycy Maeterlinck i dekadentyzm symboliczny („Biblioteka Warszawska” 1891, t. 2). Krytyk, obok Zenona Przesmyckiego (Miriama) i Antoniego Langego, był jednym z pierwszych, który przedstawił polskim czytelnikom założenia i główne cechy twórczości symbolistów francuskich. Weyssenhoff prezentuje wobec symbolistów stanowisko inne niż Miriam (Maurycy Maeterlinck i jego stanowisko we współczesnej literaturze belgijskiej, „Świat” 1891, nr 3–12, 14, 18, 21–24), jednak nie ustępuje mu wnikliwością i celnością wypowiedzianych sądów. Nową szkołę literacką określa mianem „dekadentyzmu symbolicznego”, dekadentyzmem nazywa zaś kierunek literacki. Termin „symbolizm” jest dla niego jeszcze wtedy określeniem synonimicznym wobec pojęć „nastrojowość” i „impresjonizm”. Krytyk charakteryzuje osobowość twórczą Charles’a Baudelaire’a – ojca dekadentów, docenia jego wizję sztuki, powierzchownie kontynuowaną przez dekadentów-symbolistów, których dzieła nazywa „kalectwami”. Druga część rozważań poświęcona jest utworom Maurice’a Maeterlincka. Krytyk nie dostrzega w nich sensu, nastrojowości, a jedynie instrumentację poetycką, nieregularność rymów i charakterystyczne powtórzenia. Stwierdza, że „tylko próżniactwo myśli, połączone z anormalnym stanem nerwów, może wydać takie wiersze” (Nowy fenomen literacki). Zdaniem Weyssenhoffa dzieło powinno być zrozumiałe dla każdego czytelnika, a nie tylko dla znawców dziedziny mających dostęp do teorii i kontekstów. Krytyk nie widzi w dramacie cech, które zapowiadał w swoich założeniach Maeterlinck, zwraca uwagę zwłaszcza na brak przenikania się doświadczeń zmysłowych (barw i dźwięków). Ostatecznie jego opinia jest jednoznaczna: „[…] to nowatorstwo stylowe, całe pojęcie dramatu bez pojedynczych odrębności charakterów, zawarte w ogólnych rysach ciążącego nad akcją przeczucia nieszczęść i grozy potęgowanej przez analogiczne wpływy przyrody – wszystko to zmierza do jednego celu. Cel to wszakże szkolny, a nie artystyczny” (tamże). Krytyk stwierdza, że Maeterlinckowi brak „siły twórczej”, dekadenci zaś jako „zrodzeni z nerwowej choroby wieku” jedynie „oddają się zmysłowym wrażeniom zabarwiania dźwięków, przeczuć sennych, haszyszowych wizji, podnosząc wrażenia te do godności czynników intelektualnych”, a to właśnie doprowadziło do tego, że „z newrozy poetów urodziła się poezja newrozy” (tamże).

O Wyspiańskim. Wiele kontrowersji wzbudziła seria artykułów Weyssenhoffa poświęcona twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Zapoczątkował je szkic Z Anatolem o geniuszu („Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 29). Ma on formę dialogu między wyimaginowanym myślicielem Anatolem a krytykiem. Anatol uosabiał nowoczesne zapatrywania i gusta literackie, był więc zwolennikiem poezji dekadentów francuskich i entuzjastą twórczości autora Warszawianki. Weyssenhoff wyrażał zaś swoją dezaprobatę dla twórczości Wyspiańskiego: „Jeżeli wizja poety pozbawiona jest myśli przewodniej, idei w znaczeniu artystycznym, przestaje być dziełem sztuki” (tamże). Jego zdaniem utwory Wyspiańskiego nie realizują głównego zadania literatury, którym jest „tworzyć znaczące życie” (tamże). Weyssenhoff nie potrafił też zaakceptować idei syntezy sztuk, która była nierozerwalnie złączona z wizją teatru Wyspiańskiego.

W artykule O laurach Wyspiańskiego („Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 30–31) Weyssenhoff znów występuje w roli obrońcy tradycyjnej estetyki. Określa cel wypowiedzi, którym ma być przywrócenie „ładu i równowagi we współczesnych pojęciach o literaturze” (tamże). Krytyk zarzuca dziełom Wyspiańskiego m.in. antyintelektualizm, przedkładanie obrazowości dzieła nad jego zawartość myślową, a także niezrozumiałość oraz nielogiczność przesłania do narodu: „Z lenistwa autora rodzi się migotliwość słów niespodziewanych, lekkość myśli rozpierzchłej na zamiary dziwacznie zmienne, wśród sensacji dźwiękowo-obrazowych […]. Z lenistwa widza powstaje pociąg do tej sztuki, niewymagającej natężonego myślenia, bawiącej wyobraźnię przez nowość […]. I oba instynkty – lenistwo autora i lenistwo widza – godzą się z sobą, zlewają w rodzaj magnetycznej sympatii” (tamże). Krytyk podważa oryginalność dzieł Wyspiańskiego, wykazując ich podobieństwa i odwołania do Biblii, mitologii, a także utworów Williama Shakespeare’a, Maeterlincka, Adama Mickiewicza czy Juliusza Słowackiego; stwierdza: „Jego indywidualność zwiera się przede wszystkim w obfitości wielkich i niedojrzałych projektów, do których wykonania przystępuje z ogromnym temperamentem, z bezgranicznym zaufaniem w swą moc i nieomylność” (tamże). Artykuły Weyssenhoffa o Wyspiańskim spotkały się z falą krytyki, która dotykała nie tylko kompetencji krytycznoliterackich ich autora, ale również podważała jego zdolności powieściopisarskie (J. Kleczyński, S. Lam, I. Matuszewski).

O Sienkiewiczu i Konopnickiej. W recenzji Listów z Afryki Henryka Sienkiewicza ([rec.] Henryk Sienkiewicz. „Listy z Afryki”, „Biblioteka Warszawska” 1893, t. 1) Weyssenhoff docenia zwłaszcza opisy przyrody, które określa jako najlepsze w literaturze europejskiej. Najwięcej uwagi poświęca jednak stylowi wypowiedzi Sienkiewicza, uwypuklając niejednorodność tonu, prostotę słowa zbliżoną do gawędy, która pozwala czytelnikowi „współtowarzyszyć” pisarzowi w wyprawie, podzielając jego wrażenia. Zwraca uwagę na posługiwanie się przezeń metodą impresjonistyczną: „Mniej chodzi o zarysy i wymienienie wszystkich szczegółów obrazu niż o plamy świateł i barw, […] a przede wszystkim o udzielenie czytelnikowi specjalnego wrażenia” (tamże). Warto zaznaczyć, że jest to jedna z pierwszych definicji impresjonizmu na gruncie polskim. Z tonu wypowiedzi Weyssenhoffa wynika, że odrzuca on założenia filozoficzne impresjonizmu, jednak akceptuje możliwość wzbogacania tak stylu wypowiedzi.

Weyssenhoff niezmiennie dawał wyraz swojemu zachwytowi dziełami Henryka Sienkiewicza. Z okazji budowy pomnika pisarza w Bydgoszczy wygłosił przemówienie na cześć autora Trylogii (J. Weyssenhoff o Sienkiewiczu, „Kurier Poznański” 1926, nr 510). Zwrócił uwagę na rozmaite powiązania jego twórczości z innymi pisarzami, m.in. Piotrem Skargą czy Janem Chryzostomem Paskiem. Podkreślał nadrzędny cel tej twórczości związany z podnoszeniem na duchu rodaków: „[…] zawsze darzy nas wrażeniem triumfu dobrego nad złem, szlachetności nad podłością, piękna nad brzydotą i budzi to rozkoszne przekonanie, że w życiu […] warto być dzielnym współtwórcą rozkwitu. Ochota do życia i do czynu, zaczerpnięta z pięknego dzieła literackiego, ta ożywcza pogoda ducha, jest właśnie »pokrzepieniem serc«, które nam zapowiedział i szczodrze dotrzymał Mistrz promienisty” (tamże).

Innym pozytywnym odniesieniem krytyki literackiej Weyssenhoffa jest poezja Marii Konopnickiej (Odpoczynek, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 37–38), stwarzająca okazję do odpoczynku od „chorej wizji Wyspiańskiego” (tamże). Krytyk stawia tezę, że Konopnicka przewyższa siłą twórczą autora Warszawianki i bardziej niż on zasługuje na zaliczenie do grona wybitnych pisarzy Młodej Polski: „Próżno by szukać dla Marii Konopnickiej jakiej przegrody polskiego Parnasu, w której by jej twórczość zmieściła się […]. To są harmonie, to są podboje w dziedzinie wrażeniowej, to są loty wyobraźni twórcze, syntetyczne” (tamże).Niedługo potem krytyk opublikował artykuł poświęcony poematowi Pan Balcer w Brazylii („Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 5), w którym kolejny raz wyraził swe uznanie dla talentu pisarki.

O powieściach młodopolskich. Refleksje na temat Dziejów grzechu Stefana Żeromskiego („Biblioteka Warszawska” 1908, t. 3) Weyssenhoff rozpoczyna od nakreślenia sylwetki idealnego twórcy, który powinien na podobieństwo dyktatora w pełni panować nad percepcją czytelnika, to jest nad jego myślą, nerwami i zabawą. Taki efekt może uzyskać tylko pisarz odpowiednio przygotowany do aktu tworzenia, utalentowany, a do tego mający kompletną wizję tworzonego dzieła i świadomość własnej nieomylności. Krytyk z uznaniem wypowiada się o temacie podjętym w Dziejach grzechu, który określa jako „dzieje duszy ludzkiej współczesnej” (tamże). Poddaje analizie psychologicznej bohaterów utworu, zwracając uwagę na niewspółmierność opisu postaci z ich językiem, w którym dostrzega podobieństwo z „barwnym językiem autora”. Z dezaprobatą wypowiada się o kształtowaniu losów i zachowaniu Ewy Pobratyńskiej, które to w efekcie wpływają na liczne niekonsekwencje w fabule powieści. Krytyk z niechęcią pisze na temat nieuzasadnionej brutalności wybranych scen, lecz docenia kreację niektórych postaci.

Z grona twórców młodopolskich szczególnym uznaniem krytyka cieszył się Władysław Stanisław Reymont, czego dowodem może być artykuł poświęcony Chłopom, zaliczanych przez Weyssenhoffa do utworów wybitnych (Epopeja chłopska, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 19–20). Autor analizuje poszczególne komponenty „epopei chłopskiej”, przeciwstawiając je nowym nurtom w literaturze. Docenia częste opisy przyrody, w których nie dostrzega elementów obrazowania impresjonistycznego, lecz podkreśla ich walory kolorystyczne i muzyczne. Dużo miejsca poświęca oryginalnemu językowi narracji: „[…] nie dostrzegamy nigdzie zawodowego literata […]. Jakiś tytaniczny chłop opowiada nam dzieje wsi polskiej” (tamże). Zaznacza się tu świadomość krytyka dotycząca rozróżnienia między autorem utworu a narratorem. Krytyk zwraca także uwagę na indywidualne kreacje bohaterów Reymonta, uwydatnia przedstawienie przywiązania do ziemi rodzimej, podkreśla doskonałą charakterystykę zbiorowości chłopskiej.

Weyssenhoff podjął osobno temat literackiego przedstawienia kobiety lekkich obyczajów (Gamratka w literaturze polskiej, tamże, nr 41), przywołując postaci Ewy z Dziejów grzechu, Jagny z Chłopów i Franki Wątorek z powieści O czym się nie mówi Gabrieli Zapolskiej. Docenia u Zapolskiej „ogromne zalety pisarskie tej znawczyni chorób współczesnych, gorliwej i wymownej ich lekarki, pełnej kobiecego odczucia i polsko-kobiecej zabiegliwości o dobro publiczne” (tamże). Dostrzega artystyczne zdolności pisarki, podkreślając jej talent do opisów życia codziennego, i nazywa ją „duchową krewną Maupassanta”. Podstawowy zarzut kierowany w stronę powieści Żeromskiego dotyczy braku doprowadzenia czytelnika do ocen moralnych.

Weyssenhoff poświęcił też uwagę powieści Maryna z Hrubego Kazimierza Przerwy-Tetmajera (Najnowsza powieść historyczna, tamże, nr 49). Zauważa potencjalne trudności towarzyszące powieści historycznej wymagającej od pisarza umiejętnego łączenia sztuki pisarskiej z wiernością historii. Z dezaprobatą odnosi się do Dumy o hetmanie Stefana Żeromskiego, w której pisarz zdaniem krytyka posłużył się formą powieści historycznej do przedstawienia własnych poglądów na sprawy bieżące. Powieść Przerwy-Tetmajera zalicza zaś do nowej szkoły powieści historycznej: „Talent rodzimy, indywidualność pisarska do nikogo niepodobna, zmysł i smak filologiczny pierwszorzędny” (tamże). Doceniał łączenie przez pisarza XVII-wiecznego stylu epickiego z ludową gwarą tatrzańską. Dostrzegał również melodyjność języka Maryny z Hrubnego, a nawet określał powieść jako „śpiewaną”. Porównując powieść z Buntem Napierskiego Jana Kasprowicza, stwierdzał, że choć więcej „barwy i dźwięku” ma dzieło Przerwy-Tetmajera, to jednak „Kasprowicz szczerzej patrzy w oczy prawdzie historycznej i psychologicznej w swym dramacie niż Tetmajer, który, pod pozorami ściślejszej historyczności, stara się przerobić sens naszych dziejów szlacheckich dla apoteozy swego Skalnego Podhala” (tamże).

Oblicza tradycjonalizmu. W zapiskach Weyssenhoffa można wielokrotnie natrafić na jego refleksje dotyczące realizmu w literaturze. Uważał się za przedstawiciela owego nurtu, a także aprobował ten rodzaj przedstawiania świata w twórczości innych pisarzy. W studium Tołstoj jako artysta („Gazeta Warszawska” 1910, nr 320) wyrażał szczególny zachwyt Anną Kareniną oraz Wojną i pokojem. Mimo że koncepcje społeczne przedstawione w utworach rosyjskiego pisarza krytyk uważał za utopijne, to jednak dostrzegał w nich realizm i niezwykły zmysł opisu rzeczywistości. O Tołstoju pisał: „[…] aby stworzyć taką powieść, trzeba stać na szczycie swego społeczeństwa, znać je i rozumieć lepiej niż wszyscy” (tamże).

Bez trudu można zauważyć zamiłowanie Weyssenhoffa do literatury epok minionych, a w szczególności jego uwielbienie dla twórczości Juliusza Słowackiego. W artykule Muzyka wiersza Słowackiego („Kurier Warszawski” 1909, nr 1) krytyk określa poetę mianem „genialnego śpiewaka” i zwraca uwagę na doskonałość języka i niezwykły dar muzyki słowa. Zaznacza również, że aby w pełni pojąć artyzm sztuki pisarskiej romantycznego poety, „trzeba znać język polski do gruntu, a zarazem mieć dobry słuch muzykalny, gdyż ten potentat mowy ojczystej włada nią w sposób niemal arbitralny i zdaje się liczyć na gruntowne przygotowanie czytelnika” (tamże).

Weyssenhoff wielbił tradycję, nowości traktował natomiast z wrogością, której dawał upust w wielu wypowiedziach krytycznych. Zagadnienie tradycji literackiej i typy nawiązań do dzieł z epok minionych krytyk omówił w artykule Wartość społeczna literatury pięknej („Tygodnik Ilustrowany” 1918, nr 40). Dostrzegał niezaprzeczalny związek między źródłem odwołań pisarzy do innych twórców z ich aspiracjami artystycznymi i zaspokajaniem pragnień czytelniczych. Wielkich pisarzy określał mianem „kapłanów sztuki”, którzy nie powinni poddawać się presji czytelników. Zadaniem artystów jest tworzenie dzieł dla społeczeństwa, w których jednym z głównych elementów powinna być teza, którą rozumiał jako: „[…] myśl przewodnią, panującą nad obrazami, melodiami i nastrojami” (tamże). Weyssenhoff zdecydowanie odrzucał hasło „sztuki dla sztuki”: „Nikt nie miele mąki dla rozkoszy mielenia, jeno dla przygotowania chleba” (tamże). W artykule Nowa estetyka („Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 43) określa zadania krytyka, który powinien wszelkie nowości literackie zestawiać z „wielką estetyką”, a także oceniać to, na ile zamiar twórczy został zrealizowany w ostatecznym kształcie utworu. Zdaniem krytyka „brak syntetycznego zamiaru w dziele sztuki jest gorszą jeszcze wadą niż tzw. tendencyjność” (tamże). Wartość dzieła zależna jest również od jego oryginalności, która powinna być „nowością ewolucyjną”, czerpiącą z tradycji i prowadzącą do postępu. Niestety na drodze do takiego rozwoju sztuki stoją zdaniem Weyssenhoffa moda i gusta „leniwej” publiczności.

Pośród artykułów Weyssenhoffa można znaleźć także wypowiedzi poświęcone innym krytykom literackim epoki. Estetyka pana Klejnota (tamże, nr 26) jest atakiem na Wilhelma Feldmana, któremu zarzuca się tu brak wyrazistości poglądów. Ocena dokonań Feldmana została przeprowadzona przez pryzmat jego żydowskiego pochodzenia, toteż krytyk stwierdzał: „[…] obowiązkiem staje się obrona tradycji i cech naszych narodowych od możnego wpływu skonfederowanego i apostołującego Izraela” (tamże). Napastliwy ton wypowiedzi Weyssenhoffa odbił się echem w środowisku i wywołał wiele polemik.

Pod koniec życia Weyssenhoff opublikował autokreacyjny Mój pamiętnik literacki (1925), w którym udowadniał, że to służba narodowi przyświecała jego aktywności literackiej. Poruszał także problem narracji pierwszoosobowej i narratora wszechwiedzącego, wypowiadał się na temat kreacji postaci czy stosunku autora do czytelnika: „Pisarz przez wybór tematu, przez samą technikę powieści […], wywiera na czytelnika coś w rodzaju wpływu magnetycznego […] w jakimś przedsięwziętym celu. Otóż to, cele autorskie powinny być, według mego przekonania, etyczne i dobroczynne” (tamże).

Podsumowanie. Dla Weyssenhoffa literatura była przede wszystkim sposobem budowania tożsamości narodowej. Wielokrotnie głoszone przez krytyka hasła prostoty stylu, znaczenia myśli przewodniej dzieła, wagi literackiego przedstawienia zwykłego życia, hołdowanie wzorowi literatury, która ma oddziaływać na społeczeństwo i spełniać obywatelskie zadania, a także jego tradycjonalistyczne zapatrywania na istotę sztuki – wszystko to stało w jawnym konflikcie z twórczością nowoczesną – wyzwoloną, pełną niedopowiedzeń i wieloznaczności. Wypowiedzi krytyczne Weyssenhoffa można interpretować jako obraz walki tradycji z nowoczesnością, której wynik od początku wydawał się przesądzony.</document>
<document nplp_id="13826" title="Węclewski Zygmunt" slug="weclewski-zygmunt">Filolog hellenista, tłumacz klasyków greckich i łacińskich, leksykograf, nauczyciel akademicki, publicysta. Kryptonimy: W.Z.; Z.Wę.

Informacje biograficzne. Urodził się 1 V 1824 w Międzyrzeczu w Wielkopolsce jako syn Sylwestra Węclewskiego (1794–1871), urzędnika sądowego, i Tekli z Zakęskich (1796–1852). Pochodził z wielodzietnej rodziny, w której ceniono wykształcenie. Od 1832 r. uczył się w katolickiej szkole miejskiej w Poznaniu, a następnie w poznańskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny (z językiem polskim jako wykładowym) i w Gimnazjum Fryderyka Wilhelma, które ukończył z odznaczeniem w 1845 r. W tym samym roku jako stypendysta Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego został studentem filologii na uniwersytecie we Wrocławiu. W 1848 r. zdał rządowy egzamin pedagogiczny wyższego stopnia z prawem wykładania języków klasycznych. Do 1863 r. pracował jako nauczyciel w Gimnazjum św. Marii Magdaleny. Był dwukrotnie żonaty: z Władysławą Sławską (zm. 1852), a następnie z Jadwigą Grabską (1829–1915), z którą miał sześcioro dzieci.

Po uzyskaniu stopnia doktora na Uniwersytecie Marcina Lutra w Halle w 1863 r. (na podstawie pracy poświęconej Królowi Edypowi Sofoklesa) objął katedrę filologii klasycznej Szkoły Głównej w Warszawie. Posadę tę stracił w 1869 r. po przekształceniu Szkoły w Cesarski Uniwersytet Warszawski. W tym czasie, do 1872 r., utrzymywał się głównie z pracy publicystycznej. Pod koniec 1872 r. przyjął stanowisko profesora zwyczajnego na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie pracował od 1 I 1873 do końca życia. W l. 1869–1874 pełnił funkcję sekretarza Wydziału Filologiczno-Historycznego, potem dziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego (1876–1877) i rektora uczelni lwowskiej (1877–1878). W 1874 r. został członkiem Akademii Umiejętności, a w l. 1874–1875 głosami mieszkańców Krakowa powołano go do Rady Szkolnej Krajowej we Lwowie. Zmarł 14 VIII 1887 we Lwowie.

Kręgi działalności. Swoje rozprawy naukowe o literaturze antycznej, artykuły literackie i przekłady publikował na łamach m.in. „Biblioteki Warszawskiej” (1859, 1861, 1863–1865), „Gazety Polskiej” (1870–1871), „Tygodnika Ilustrowanego” (1870–1873), „Czasu. Dodatku Miesięcznego” (1859–1860), „Przewodnika Naukowego i Literackiego” (dod. do „Gazety Lwowskiej” 1876–1879), „Pamiętnika Akademii Umiejętności w Krakowie” (1874–1876). Był tłumaczem przede wszystkim dzieł starożytnych greckich, ale też klasyki weimarskiej: Johanna Wolfganga Goethego i Friedricha Schillera, autorem podręcznika gramatyki łacińskiej i słowników (Słownik łacińsko-polski do autorów klasycznych zwykle po gimnazjach czytanych, 1851; Słownik grecko-polski, 1869). Uprawiał również krytykę naukową poświęconą głównie refleksji translatologicznej (krytyczna ocena przekładów tłumaczy literatury klasycznej) oraz krzewił wiedzę o życiu i twórczości klasyków w kulturze XIX-wiecznej. Pisał: „Podług mego zdania, nie dość rzecz samą i ducha starożytnego odtworzyć, ale kształt także i formę, zwłaszcza też tragika, ze wszelką możliwą ścisłością zachować należy” (Studia w Polsce nad literaturą grecką w czterech przeszłych wiekach i przekłady tragików na język polski, „Biblioteka Warszawska” 1861, nr 4).

Opracował również sylwetki ważnych dla historii literatury polskiej postaci, m.in. Andrzeja Schoneusa („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1879, nr 4) oraz Gotfryda Ernesta Groddecka („Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Filologicznego Akademii Umiejętności” 1876, nr 4), a także „uwieńczonych” poetów XVI-wiecznych: Adama Schroettera („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1879, nr 4), Klemensa Janickiego („Biblioteka Warszawska” 1868, t. 4; wyd. osob. 1869) i Andrzeja Krzyckiego („Pamiętnik Akademii Umiejętności” 1874, t. 1).

O sztuce przekładu. Węclewski był przede wszystkim badaczem hellenistą i akademikiem, krytykiem raczej bywał (np. w swej pracy wykładowej). Wierność tłumaczenia przedkładał (również w ocenie warsztatu innych tłumaczy) nad artyzm: „Nie będąc poetą i nie mając do tego pretensji, obawiałem się, abym uganiając się za rymem, nie odstąpił od prawdy i wierności oryginału. […] wolałem […] pozostać ścisłym wierszopisem niż fałszywym tłumaczem” (Studia w Polsce nad literaturą grecką…, „Biblioteka Warszawska” 1861, t. 4). Zwracał uwagę na brak zainteresowania literaturą grecką wśród tłumaczy i badaczy, dokonując przy tym wnikliwej oceny nielicznych przekładów utworów greckich, podkreślając jednocześnie zasługi biskupa krakowskiego Piotra Tomickiego. Po tym krótkotrwałym okresie zainteresowania literaturą hellenistyczną nastał „[w]iek ciemnoty i zepsucia” (tamże), renesans przeżywać będzie ona dopiero w początkach XIX w. głównie za sprawą Groddecka, Tadeusza Eliaszewicza, Kazimierza Kaszewskiego, Alfonsa Walickiego i Wincentego Szmacznińskiego. Węclewski ocenia język tych tłumaczeń: „Język Kaszewskiego jasny, wspaniały i świetny; Walickiego za ciemny, jałowy i zaniedbany, […] daleki od poety greckiego, choć trudno mu miejscami i powagi odmówić, ścisłego trzymania się tekstu i unikania zbytecznych ozdob” (tamże), w przypadku tłumaczenia Antygony Szmacznińskiego stwierdza nawet: „Nie wygląda to na przekład, ale raczej na wolne jakieś naśladowanie Antygony, skracanej dowolnie lub powiększanej, z ujmą dla pierwowzoru” (tamże). Chwali przekłady Antoniego Małeckiego i Lucjana Siemieńskiego. Tłumaczom poezji Janickiego, m.in. Władysławowi Syrokomli, Franciszkowi Zagórskiemu, Józefowi Sygiertowi, zarzuca niedostateczną znajomość realiów, przeinaczanie myśli poetyckiej czy przejmowanie błędów z poprzednich wydań wynikające często z braku wiedzy: „Ileż to bowiem mylnych, błędnych i fałszywych zdań, ileż niedorzeczności wcisnęło się do literatur, przekładów, monografii z powodu niedokładnej znajomości łacińskiego tylko języka” (Wiadomość o życiu, pismach, wydaniach i przekładach poezji Klemensa Janickiego, 1869).

Wzorce w literaturze dawnej. Węclewski jako wnikliwy badacz greckich utworów dramatycznych dokonuje oceny porównawczej „trzech tytanów tragedii greckiej”, przyjmując za kryterium stosunek formy do treści: „U Eschylosa silna, ogromna treść nie zawsze dostatecznie rozwinięta; u Eurypidesa rozmaitość górę bierze nad formą; u Sofoklesa treść z formą w najzupełniejszej równowadze i bogactwo myśli bez przymusu w największym jest ładzie. […] Pierwszy zdumiewa, drugi litość zbudza, Sofokles zadziwia. […] Eschylos jest prosty bez sztuki, u Sofoklesa prostota wynikłością jest sztuki, u Eurypidesa jest rozmaitość ze szkodą sztuki” (O sztuce dramatycznej w Attyce, „Czas. Dodatek Miesięczny” 1860, t. 18). W pracy o Janickim zwraca uwagę na styl poety odznaczający się „wierszem gładkim i wysłowieniem płynnym, lekkim, Owidiuszowym” (Wiadomość o życiu).

Aleksander Świętochowski w artykule Na wyłomie stawiał Węclewskiego pośród ludzi „prawdziwej pracy, zdolności, zasługi, zacnych i niezmordowanych usiłowań” („Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 50). Współcześnie zwraca się uwagę, że to właśnie autor Historii literatury greckiej (1867) wprowadził Ajschylosa do świadomości Polaków (B. Bibik). Działalność naukowa Węclewskiego, który filologiczną krytykę tekstu zaliczał do nauk pomocniczych filologii klasycznej (Filologia klasyczna, „Wieniec” 1872, nr 27), miała pośredni wpływ na samoświadomość literatury polskiej XIX w., ponieważ, jak pisano, swoimi pracami badacz ten „przyswaja literaturze naszej najpiękniejsze perły z klasycznej literatury” („Przegląd Lwowski” 1879, t. 17).</document>
<document nplp_id="13828" title="Węgierska Zofia" slug="wegierska-zofia">Pisarka, publicystka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Bronisława Kamińska; Ʃ; Z.W.

Informacje biograficzne. Zofia z d. Kamińska (1º voto Mielęcka, 2º voto Węgierska) urodziła się 16 IX 1822 w Górkach Borzych (pisownia oboczna: Bożych) na Mazowszu w parafii korytnickiej jako jedno z trojga dzieci Barbary Felicjanny Wierusz-Walknowskiej z Wielkopolski i Ludwika Kamińskiego (1786–1867), nieślubnego syna Michała Kazimierza Paca i – tu otwiera się cała lista domysłów – guwernantki Anny Żmijewskiej (zam. Kamińskiej), Eleonory Kamińskiej (według ustaleń A. Siemińskiej), a nawet, jak suponowała Narcyza Żmichowska, Heleny z Przeździeckich Radziwiłłowej. Ojciec, świetnie wykształcony, poliglota, poeta i tłumacz, szczególnie ceniony za przekłady utworów Alexandra Pope’a, a także „Tassa i Danta”, uczestniczył w kampanii napoleońskiej, walczył w powstaniu listopadowym, po klęsce zesłany do Wiatki, zimą 1834 r. zwolniony, odzyskał skonfiskowany majątek; poza tym interesował się botaniką, którą praktykował w powszechnie podziwianej oranżerii założonej w Górkach. Przekazy na temat relacji rodzinnych są sprzeczne. W oczach Narcyzy Żmichowskiej Kamiński był tyranem domowym, który być może, choć są też inne hipotezy, zadecydował o wczesnym zamążpójściu Zofii, która w wieku 18 lat poślubiła bogatego, ale i starszego od niej o 20 lat ekswojskowego Edmunda Jana Henryka Mielęckiego, i był to związek nieudany, rozwiązany w październiku 1848 r. Przeczą temu inne świadectwa, np. relacja Prota Lelewela, brata Joachima, zaprzyjaźnionego z Kamińskim, a także czuła i niekonwencjonalna dedykacja położona na wydanych pod pseudonimem Legendach historycznych Zofii: „Ojcu, Nauczycielowi, Przyjacielowi”, wreszcie wspomnienie Żmichowskiej, która dom Kamińskich uznała za intrygujące i bardzo przyjazne miejsce. Jedno jest pewne: ojciec Zofię faworyzował i rozpieszczał, przede wszystkim jednak poświęcał jej dużo czasu; ucząc się tylko w domu pod jego opieką i kontrolą, posiadła wysokie umiejętności w wielu dziedzinach. Świetnie rysowała, miała piękny głos, była oczytana i władała wieloma językami. „Niczego się nie uczyła, wszystko umiała”, mówiono o niej w rodzinie.

Być może w Pornic 1844 r. poznała Juliusza Słowackiego (hipoteza niepewna, przekonująco zakwestionowana przez B. Zakrzewskiego, 1972), na pewno spotkali się we Wrocławiu w 1848 r. Jak twierdzą komentatorzy ich biografii, parę łączył głęboki związek, który nie ma dotąd nazwy w psychologii uczuć. Zenon Przesmycki (Miriam) poświęcił ogromne studium, by udowodnić ich wcześniejsze spotkanie i wpływ Węgierskiej na ostatnie pięć lat życia i twórczości Słowackiego („Chimera” 1907). Cypriana Norwida znała od dzieciństwa; sąsiedzi Kamińskich – Jan i Ignacy Sobiescy – byli kuzynami poety, jego dziad stryjeczny – był ojcem chrzestnym Zofii. Adama Mickiewicza chyba nie poznała, utrzymywała natomiast kontakty z jego synem Władysławem, szczególnie częste od 1867 r., gdy prowadził on Księgarnię Luksemburską, a Węgierska zabiegała o publikacje emigrantów.

Jeszcze w czasie separacji z Mielęckim Zofia nie kryła bliskiej relacji z Feliksem Stanisławem Józefem Węgierskim, działaczem konspiracyjnym, emisariuszem, poznanym w kręgu rodziny i przyjaciół Żmichowskiej. Poślubiła go w 1848 r. we Wrocławiu, natychmiast po unieważnieniu pierwszego małżeństwa. Zamieszkali w Krakowie przy Rynku, Feliks dostał posadę dziennikarza w „Czasie”. Prowadzili salon literacki cieszący się zainteresowaniem: u jednych Zofia miała opinię kobiety skandalizującej, nazywano ją George Sand „w kieszonkowym wydaniu”, u innych – intrygującej, wolnej. W Krakowie 1850 r. spotkały Węgierską dwie tragedie: zmarło jej nowo narodzone dziecko, a wkrótce potem umarł mąż. Owdowiałej Zofii pomagał, jeszcze przed wstąpieniem do zgromadzenia zmartwychwstańców, Walerian Kalinka.

Około 1851 r. wyjechała do Paryża, zamieszkała przy ul. de Laval 25. Samodzielną drogę pisarską zaczęła od książek dla dzieci i młodzieży, jeśli nawet stanowiły naśladowanie form obcych, zapożyczonych z kultury niemieckiej czy angielskiej, mogły budzić zaciekawienie młodych odbiorców, ale nie obudziły przychylności krytyki. Z Paryża (w l. 1853–1869) nadsyłała mistrzowskie, jak powiadano, felietony, kroniki do „Biblioteki Warszawskiej”, od 1859 r. również do „Gazety Codziennej” Józefa Ignacego Kraszewskiego (później „Gazeta Polska”), w l. 1860–1864 drukowała Kroniki w „Kurierze Wileńskim”, od 1865 r. Nowiny paryskie w „Bluszczu”, a także Tygodniki paryskie w „Czasie” (1865–1869). Z powodzeniem prowadziła salon literacki, a właściwie miejsce spotkań i wzajemnej pomocy, dom (w niedziele) otwarty, w którym znajdowali wytchnienie polscy artyści i emigranci – Seweryn Goszczyński, Tytus Maleszewski, Marceli Guyski, Władysław Żeleński, Zygmunt Szczęsny Feliński, Feliks Wrotnowski, Józef Ignacy Kraszewski, Stefan Buszczyński, Bronisław Zaleski, od 1868 r. – Cyprian Norwid.

Zmarła 8 XI 1869 w Paryżu po kilkudniowej chorobie, ale objawy niezdrowia pojawiły się już wcześniej. Norwid uważał, że była śmiertelnie przepracowana. By utrzymać się w Paryżu, nie tylko musiała pisać dużo i często, ale także wykonywać wiele innych prac (np. sama szyła swoje suknie). Spoczęła na cmentarzu Montmartre 11 XI 1869. W styczniu następnego roku przeniesiono jej zwłoki do nekropolii Montmorency. Spuścizną materialną po Zofii Węgierskiej zarządzała rodzina. Przybyły do Paryża siostrzeniec zmarłej, Kazimierz Gawroński, zniszczył bezpowrotnie wiele listów, część z nich pochłonęły zawieruchy dziejowe.

Dorobek literacki. Pod pseudonimem Bronisławy Kamińskiej opublikowała następujące dziełka: Obrazy wieku dziecinnego (1850, 1864), Legendy historyczne (1852, 1863), Marynka Czarownica (1852), Staś i Jadwisia, powiastki dla grzecznych dzieci (1853), Podróż malownicza podług Humboldta i innych znakomitych podróżnych i badaczy natury dla młodzieży płci obojej (1853, 1858), Nowe wiązanie Helenki. Nouvelles étrennes à Hélène (1853, 1866), Nowa podróż, czyli obrazy Ameryki, Afryki i Australii (1860, 1871). Książki dla dzieci wyposażone w bogatą fabułę wypełniały chłopięce fantazmaty (były to pozycje adresowane często do młodego odbiorcy męskiego) lepiej niż literatura dostarczana przez innych pisarzy, np. Stanisława Jachowicza, z którym Węgierska nie mogła się równać pod względem popularności i uznania.

Kronika paryska. W 1853 r. hrabia Leon Łubieński zaproponował Zofii Węgierskiej współpracę z „Biblioteką Warszawską”. Od tej pory aż do śmierci drukowała na łamach pisma Kronikę paryską literacką, naukową i artystyczną (początkowo jej felieton nosił tytuł Kronika z Paryża, literacka, naukowa i artystyczna, a w l. 1854–1856: Kronika zagraniczna…). W 192 zeszytach znajdują się obszerne, liczące 20–25 stronic kroniki, które, jak stwierdza redakcja w nekrologu autorki, „zebrane w całości zajęłyby 40 przeszło zeszytów formatu i objętości »Biblioteki«”. Anonimowy autor, być może Kazimierz Władysław Wójcicki, dodawał: „W kronikach tych zajmuje ciągle wybór przedmiotów zawsze dla nas nowych, ciekawe przedstawienie, trafne zdania, dowcip świeży, styl konwersacyjny, lekki, wdzięczny, zarazem ton prawdziwie wyższego wychowania, ton pełen zacności, a nade wszystko musi uderzać, musi się podobać ten umysł niepospolity, śmiały, który dzielnie ściga pochód światła dzisiejszej cywilizacji i jej kierunku” („Biblioteka Warszawska” 1859, t. 4). Charakterystyka ta zdaje się zdradzać mimowolnie płeć autora Kroniki, niektóre opinie formułowane są wyraźnie w języku komplementowania stylu kobiet. Węgierska była bardziej konsekwentna w przemilczaniu własnej tożsamości: pisała anonimowo, używała form męskich, nie korzystała nawet z tej niedoskonałej zasłony, którą daje pseudonim, nie robiła żadnych aluzji osobistych nawet wtedy, gdy poruszała tematy bliskie swoim doświadczeniom biograficznym (analiza kodeksu Napoleona pod kątem praw kobiet np. do rozwodu; tamże, t. 1). Styl Węgierskiej istotnie był „lekki, wdzięczny”, ale nie tylko te jakości charakteryzowały jej twórczość, co każe zastanowić się nad nazwą gatunkową wybranej przez nią formuły pisania. Jej relacje nie mieszczą się w formie felietonowej. Pisarka stworzyła własny typ wypowiedzi i nadała mu trafną nazwę „kronika”. W kronice obowiązuje chronologia, rzetelność, systematyczność relacji. Inne cechy podlegają wariantom indywidualnym. Węgierska dodała szczyptę dowcipu, niewymuszonego, stosowanego z umiarem, kroplę ironii, własny komentarz, często krytyczny, oddzielony od trybu ściśle sprawozdawczego, inteligencję bystrej obserwatorki, własne upodobania światopoglądowe i estetyczne decydujące głównie o wyborze tematów oraz żelazną logikę wywodu, która nie gubi się w niezliczonych informacjach i detalach.

Tematy i konteksty. Autorka Kronik pisała o nauce, sztuce i literaturze. Ceniła cywilizację i naukę jako jej podstawę. Nie wierzyła wprawdzie w zbawienny wpływ wiedzy na ludzkie charaktery, ale uważała, że współpraca, w naturalny sposób rozwijana na polu nauki, może zapobiec wojennym konfrontacjom, do których skłonne były mocarstwa. Spośród wielu wynalazków wyróżniała przede wszystkim te, które poprawiały komunikację między ludźmi: kolej, rozszerzanie jej sieci, podróże balonem jako przedsmak komunikacji lotniczej, telegraf. Referowała coroczne posiedzenia Instytutu Francuskiego składającego się z pięciu Akademii, m.in. Akademii Nauk, która inicjowała i nagradzała wynalazki uczonych zarówno czysto teoretyczne, jak i praktyczne, istotne dla rolnictwa, meteorologii czy medycyny (np. wziernik otolaryngologiczny). Krytyka artystyczna obejmowała muzykę, malarstwo, rzeźbę i sztuki łączące ze sobą wszystkie te dziedziny lub niektóre z nich, np. inscenizacje operowe – Giuseppe Verdiego, Gioacchina Rossiniego, podobno nielubianych przez Francuzów; Giacoma Meyerbeera, Hectora Berlioza, Jules’a Barbiera, Jacques’a Offenbacha, Richarda Wagnera; medalierstwo; biżuterię artystyczną; meble; tkaniny. Wystawy organizowane w Paryżu w 1855 i 1867 r. zbliżyły do siebie sztukę sensu stricto i sztukę użytkową. Posługując się innym kryterium, można powiedzieć, że publicystka odwoływała się w Kronikach do sporów ideologicznych (awantaż prasy katolickiej, głównie pisma „Universe”, domagającej się ograniczenia wykształcenia klasycznego opartego na wiedzy o antyku, „kwestia kobieca”, prześmiewczo pokazany spirytyzm, nędza społeczna); rytuałów – relacje z pogrzebów Charles-Augustina Sainte-Beuve’a, Alphonse’a de Lamartine’a, Alfreda de Musseta obok opisu praktyk klakierskich w teatrach; wydarzeń artystycznych i naukowych (ważne premiery, prestiżowe nagrody, wystawy malarstwa i rzeźby, Wystawy Przemysłowe, posiedzenia Akademii i Instytutu Francuskiego); biogramów pisarzy, dziennikarzy – publicystka szczególnie ceniła Jules’a Janina, krytyka teatralnego w „Journal des débats”. Architektonikę Kronik kwartalnych (trzy odcinki) wyznaczała kompozycja mozaikowa pozwalająca porzucać wątki długo eksploatowane i powracać do nich; porządek wewnątrz wątku autorka zawdzięczała często stosowanej perspektywie porównawczej: Rousseau analizowany równolegle z postacią Voltaire’a, Shakespeare omawiany w parze z Johannem Wolfgangiem Goethem, Historia Anglii Thomasa Babingtona Macaulaya z książką François Guizota o Cromwellu; i ulubione zestawienie: kultura francuska versus kultura angielska. Węgierska stosunkowo najmniej miejsca poświęcała literaturze, choć pojęcie to rozumiała bardzo szeroko, obejmując nim publicystykę, a nawet napisane z talentem artystycznym dzieła historyczne, wspomnieniowe. Co najmniej raz na kwartał omawiała szczegółowo wybraną pozycję literacką, ale było to albo dzieło naukowo-eseistyczne (np. V. Hugo, J. Micheleta, J. Simona czy kogoś podobnej klasy) lub historyczne, albo dzieło cieszące się popularnością, która przerastała jego „obiektywne” walory; tu w grę wchodziły najczęściej komedie, wodewile, świetnie realizujące reguły teatru popularnego, a więc sztuki-inscenizacje Augustina Eugène’a Scribe’a, Octave’a Feuilleta, Victoriena Léandre’a Sardou, Jacques’a Étienne’a Arago, Émile’a Augiera, Jules’a Sandeau, Alexandra Dumasa, ojca i syna; ceniła twórczość wybitniejszych autorów powieści popularnej, np. Paula Henriego Corentina Févala, jednego z ojców literatury kryminalnej i horroru.

Trzeci romantyzm. Ewidentnie brakowało w Kronikach omówienia nowych zjawisk literackich. Węgierska wskazywała udane dzieła, utalentowanych autorów, ale na ogół milczała o kierunkach, tendencjach. Uważała, że literaturze francuskiej XIX w. stulecie przyniosło jedynie karłowacenie sztuki romantycznej stworzonej przez wielkich pisarzy, omawianych nie bez uwag krytycznych: François-Renégo Chateaubrianda, inspirowaną ożywieniem kultury niemieckiej panią de Staël; Victora Hugo, Alfreda de Musseta (choć jego ceniła mniej), George Sand i na trochę innej zasadzie Honoré de Balzaca, Stendhala, ojca piosenki, Pierre-Jeana Bérangera. Drugi romantyzm – to czas „ornamencistów”, jak powiada krytyczka: „Dano główną wagę częściom niższym w sztuce; nie mówiono już do ducha, ale do oczu, poświęcano wszystko dla malowniczości: rym się bogacił kosztem sensu. Wyszukiwano nowych wyrazów, pisarzy klasyfikowano wedle bogactwa ich słownika” („Biblioteka Warszawska” 1863, t. 1). Czasy jej współczesne nazywała romantyzmem „trzecim”. Nie chciała rozumieć zachwytów, jakimi świat obdarzał dzieła Gustave’a Flauberta i Ernest-Aimégo Feydeau (powieść Fanny, 1858). O Pani Bovary Węgierska wspominała jedynie aluzyjnie (pewnie z powodu ciągnącego się procesu), powieść Salambo odrzuciła jako krańcowy przejaw poetyki okrucieństwa: „Trzeba jakiegoś niepojętego upodobania w szkaradzie, żeby z duszą utonąć w tym świecie, na wieki przepadłym, dzięki niebu! Wszystko tam straszne, potworne i okrutne: bogi srogie, ludzie monstrualni, obyczaje wściekłe, złość tak wielka, że przywodzi na myśl przedpotopowe bestie. Czym mógł być lud, który krzyżował swoich wodzów zwyciężonych; który oblężony przez Agathoklesa, w ciągu jednego dnia rzucił na stos Molocha, dwieście dzieci i trzystu mężów. Okrucieństwo przemaga nawet w klasycznym bohaterze afrykańskim Annibalu. Annibal kazał powrzucać w studnie i wydusić po łaźniach senatorów kampanii; kazał spalić żywcem żony Brutiena, skoro opuścił jego stronnictwo; kazał wyrżnąć w pień całe wojsko włoskie, które nie chciało z nim iść do Italii” (tamże). Obie książki Flauberta znalazły się wkrótce na indeksie ksiąg zakazanych przez Kościół. Publicystka nie dostrzegła zaczątków nowej szkoły (epoki) w chłodno ocenianym pisarstwie braci Goncourtów, dandyzmie Jules’a Barbey d’Aurevilly’ego, poezji Charles’a Baudelaire’a, o którym mówiła: „Z utworów Baudelaire’a można się dowiedzieć, co to jest upadek literatury: on nam dał poczucie tego upadku, w któryśmy przedtem nie wierzyli. Sądziliśmy, że upadek literatury to czcze słowo, którym starzy potępiają niezrozumiałe sobie utwory młodych; sądziliśmy, że wszystko jest względne, że każda epoka ma swój język, swoje piśmiennictwo, i że to piśmiennictwo dobre, dlatego że wyraża myśl ludzi w pewnej chwili społeczeństw. Teraz przekonaliśmy się, że jest w płodach umysłu ludzkiego wiek, jak w człowieku: jest młodość, dojrzałość, zgrzybiałość, chwila literacka, w której inteligencja słabnie, język kołczeje, kształt się bezkształci, w której z pięknego jędrnego mówcy robi się szpetny, niedołężny gaduła…” („Biblioteka Warszawska” 1869, t. 3).

Dowody upadku Węgierska dostrzegała nie tylko po stronie literatury, choć te wydawały się jej wyjątkowo bolesne, dotykające bezpośrednio sfery ducha. Widziała je także w sztukach plastycznych, które zatraciły jej zdaniem szeroko rozumiane proporcje, np. między wielkością dzieła a wartością przedmiotu przedstawienia (tamże). Widziała też rosnące i szkodzące sztuce na wszystkich etapach jej funkcjonowania upolitycznienie dotykające publicystykę francuską, teatr, prasę, a nawet literaturę i Akademię. Węgierska nie formułowała żadnych hipotez na przyszłość, wydaje się jednak, że nie widziała jej w zupełnie czarnych barwach. Siła retoryczna francuskiej écriture pozwalała myśleć o przekraczaniu najgłębszej cezury w historii Francji dzielącej dzieje przedi porewolucyjne. Wciąż istotny wpływ Rousseau i Voltaire’a, którzy powracali w następnym stuleciu (i w Kronikach Węgierskiej) jako ikony myśli zakorzenionej z jednej strony – w chrześcijaństwie, z drugiej zaś – w wolnomyślicielstwie, przywoływał dawny spór ideologiczny przyjmujący teraz formę walki o szkołę, wolne dziennikarstwo, wolną naukę, a jednocześnie czynił go cechą niezbywalną kultury francuskiej („Biblioteka Warszawska” 1853, t. 1; kolejne Kroniki z lat 60.).

L’écriture française. Upodobania krytyczki, honorowanie nieprzekraczalnej granicy wyznaczonej przez elegancję, wytworność, precyzję częściowo dają się tłumaczyć wysokimi tradycjami „narodowego piśmiennictwa francuskiego”. Wykształciły się wcześnie i stworzyły ramę niepoddającą się bez strat zabiegom modernizacyjnym. Zdaniem Węgierskiej w żadnym innym języku nie czyta się literatury dla smakowania stylu. Żaden inny język nie jest tak wrażliwy na piękno, cenione wyżej niż oryginalność. Żaden inny język nie broni tak konsekwentnie swego status quo: „Romantyzm usiłował zdobyć duchowi francuskiego języka zalety, na których mu zbywało. Zdobyli je geniusze dla siebie, ale nie utworzyli szkoły: rozkiełznany ogół na tym skończył, że zatracił dawne przymioty, a nie nabył nowych” („Biblioteka Warszawska” 1865, t. 1). Na gruncie francuskim nowatorstwo jest ryzykowne. Łatwo pomylić je z błędem, brakiem słuchu literackiego, potknięciem artystycznym.

Warsztat pisarski i język krytyczny. Autorka Kronik omówiła setki dzieł; wśród nich również dzieła krytyczne, właściwie nie odróżniając dyskursu historycznoliterackiego od wypowiedzi krytycznych, Węgierska ceniła przede wszystkim rzetelność, wiedzę, trafność i kompletność ujęcia. Nie lubiła z jednej strony – zbytniej drobiazgowości w rozbiorze (dyssekcji) dzieła (szczególnie, gdy była ona oparta na zawczasu przyjętych założeniach), z drugiej zaś – objaśnień usytuowanych z dala od dzieła, wiążących dzieło sztuki z klimatem, filozofią czy religią. Ze śmiechem przytoczyła wypowiedź pewnego badacza, który rodzaj muzyki kościelnej uzależniał od tego, jak określone społeczeństwo pojmuje grzech pierworodny. Komplementowała dzieła Hippolyte’a Taine’a, ale uproszczone rozumienie jego teorii o związku twórczości z otoczeniem naturalnym uważała za niepoważne. Kroniki nie dają podstaw do zrekonstruowania sposobu pracy publicystki, ale prowokują pytania. Jak gromadziła materiał pozwalający na stworzenie ex post szczegółowych opisów kilkuset, a może kilku tysięcy obrazów, rzeźb, eksponatów wystawowych, inscenizacji teatralnych i operowych? Czy kupowała książki, o których pisała? Wydaje się, że zawierała korzystne dla obu stron (reklama!) umowy z wydawcami i księgarzami, którzy wypożyczali konkretne dzieła; tym bardziej że stosunkowo często Węgierska, zainteresowana materialną i artystyczną stroną edycji, omawiała książki ekskluzywne, bogato ilustrowane, a więc bardzo kosztowne.

By oddać jakość jej języka, ulegamy pokusie przywołania przymiotnika z pozoru obciążonego wielością znaczeń, a w tym przypadku jedynego: „nowoczesny”. Wspomniana „lekkość” ma takie właśnie korzenie; wiąże się z porzuceniem staropolskiej składni opartej na retorycznych periodach, z pojedynczymi przypadkami stosowania konstrukcji zanikających, np. aorystu, z odświeżeniem słownictwa. Największy udział w unowocześnianiu języka ma dominująca w narracji kronikarskiej – parataksa. Pisząc do gazet codziennych, Węgierska dokonywała inteligentnego przykrojenia artykułów do potrzeb chwili i miejsca. Aktualizowała zapis, opatrując go – jak np. w „Gazecie Polskiej” – datą dzienną, skupiała uwagę na doniesieniach politycznych. Pisząc do „Bluszczu”, omawiała (często, nie zawsze) premiery teatralne. Znajdowała odpowiednie klucze do wszystkich zamków: „Niczego się nie uczyła, wszystko umiała”.</document>
<document nplp_id="13830" title="Wężyk Franciszek" slug="wezyk-franciszek">Dramaturg, powieściopisarz, poeta, senator-kasztelan Królestwa Polskiego, wolnomularz. Pseudonimy i kryptonimy: F.W.; F.W.S.; Ildefons Kobiałkiewicz; Mieszkaniec Krakowa.

Informacje biograficzne. Urodził się 7 X 1785 w Witulinie na Podlasiu w zamożnej, półarystokratycznej rodzinie szlacheckiej. Jego ojcem był Kazimierz Wężyk, stolnik wiślicki, matką była Marianna z Bogusławskich. Naukę rozpoczął w Białej Radziwiłłowskiej (1792–1795) i choć tam ją ukończył (1799–1801), wcześniej przenosił się do pijarów w Łukowie (1795– –1796) i na prywatną pensję Karola Möllera w Warszawie (1798–1799). W 1801 r. na polecenie ojca podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, uczęszczając również na wykłady Jacka Przybylskiego z literatury. W l. 1806–1807 po śmierci matki przebywał w rodzinnym Witulinie, następnie przeprowadził się do Warszawy i objął stanowisko asesora tamtejszego Sądu Apelacyjnego. W l. 1808–1809 pełnił funkcję sędziego trybunału I instancji departamentu warszawskiego. Przez kilka następnych lat był związany równolegle z Warszawą oraz Krakowem. W 1810 r. wybrano go na posła pow. bialskiego na sejm warszawski. Rok później został członkiem przybranym Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1812 r. przystąpił do Rady Generalnej Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego. Od 1814 r. przebywał w Witulinie, prowadził rodzinne gospodarstwo rolne, opierając się „werbunkowi” Adama Jerzego Czartoryskiego do grona osób tworzących „Nową Polskę” w 1815 r. W 1816 r. ożenił się z Felicją z Mieroszewskich, z którą miał dzieci. W 1830 r. przeniósł się do odziedziczonego przez żonę majątku Siedliski w woj. krakowskim. W pierwszych miesiącach powstania listopadowego Wężyk przybył do Warszawy. W 1831 r. rząd powstańczy wręczył mu nominację na senatora-kasztelana Królestwa Polskiego, 25 I 1831, podobnie jak zdecydowana większość ówczesnych senatorów, podpisał akt detronizacji Mikołaja I Romanowa. Ponownie zamieszkał w Krakowie od 1838 r., przyjmując – za namową swego brata Aleksego – obywatelstwo Rzeczypospolitej Krakowskiej. Miasto nazywano w tamtym czasie „twierdzą klasycyzmu”, romantyzm – reprezentowany przez grono poetów z Józefem Łapsińskim na czele – miał bowiem tutaj mniejszą przestrzeń do rozwoju niż w Warszawie. W przypadku Wężyka wybór miejsca stałego pobytu okazał się szczególnie znaczący, gdyż wbrew jego sugestiom reform mających na celu „przewietrzenie doktryny” nigdy nie zrezygnował z deklarowania się jako sympatyk klasycyzmu. Jednak choć związał się m.in. z tamtejszym salonem arystokratycznym hrabiego Artura Potockiego w Pałacu pod Baranami, okres 1830–1848 był dlań czasem stagnacji twórczej i intelektualnej. Powodem były – jak przyznał – ogólne „przygnębienie” wywołane klęską powstania listopadowego, niepowodzenia pisarskie i „obojętność młodszego pokolenia”. Dopiero w poł. XIX w. odżyła w nim „chętka lat młodszych do uczestnictwa w ruchu literackim”. W 1848 r. przyjął propozycję członkostwa w Towarzystwie Naukowym Krakowskim, a w l. 1856–1860 pełnił funkcję jego prezesa. Mimo tych trwałych związków z Krakowem Franciszka Wężyka uznaje się za człowieka epoki Księstwa Warszawskiego. Choć twórczą, społeczną i polityczną aktywność wykazywał przez całe życie, największą na polu kultury i nauki popularność wypracował jako dwudziestokilkulatek. Znaczący rozgłos przyniosły mu utwory poetyckie, przede wszystkim poemat opisowy Okolice Krakowa (1809–1813) oraz ody (Oda do Polaków napisana w miesiącu grudniu 1806, Oda na powrót wojska polskiego do stolicy 18 grudnia 1809 roku), jednak jako artysta spełniał się głównie dzięki ambicjom realizowanym w dziedzinie dramaturgii. O skali jego sukcesu najlepiej świadczy to, że „scena historyczna” Rzym oswobodzony oraz dwie tragedie: Gliński (wyst. 1810, wyd. 1821) oraz Barbara Radziwiłłówna (wyst. 1811, wyd. 1822), otworzyły autorowi nie tylko drzwi TPN, ale wyjednały też dostęp do grona osób pracujących nad kodyfikacją polskiej porozbiorowej kultury.

Odzyskana po młodzieńczych rozczarowaniach oraz po klęsce powstania listopadowego wiara w siebie i swe możliwości pozwoliła Wężykowi rozmyślać nad nowymi projektami, także odnawiać tudzież zacieśniać znajomości z gronem przedstawicieli polskiej kultury i polityki. Autor Okolic Krakowa z satysfakcją wyznał pod koniec życia, że szczególnie ważny był dla niego wówczas dar przyjaźni z takimi osobami, jak Kajetan Koźmian, Antoni Zygmunt Helcel, Józef Kremer, Karol Szajnocha czy Zygmunt Kaczkowski. Franciszek Wężyk zmarł 2 V 1862 w Krakowie.

Działalność krytycznoliteracka. Wężyk jest autorem dwóch rozpraw teoretycznoliterackich, w których zawarł poglądy dotyczące literatury: O poezji dramatycznej (1811) oraz O poezji w ogólności (1815). Wypowiadał je również w niepublikowanych Notatach do 4-ch odczytów o Poezji, które miały nastąpić w r. 1849, lecz nie doszły dla późno uzyskanego pozwolenia od Rządu (rkps Ossol., sygn. 12545/III). Refleksje o literaturze i szeroko pojętej sztuce zawierają ponadto jego utwory poetyckie, m.in. Do poezji (1808), Do K.K. (1813), Do żądających krytyki. Na płody piśmienne w roku 1827, F.W. do A.M. (1828; następne redakcje: Do Adama Mickiewicza 1828 r. po ogłoszeniu Wa[l]lenroda, F.W. do A.M. po wydaniu Wal[l]enroda w Petersburgu i w czasie pobytu jego we Włoszech), Do Fr. Liszta (1843) czy cykl wierszy do Deotymy z l. 1853–1855. Na uwagę zasługuje też jego korespondencja, przede wszystkim listy do Floriana Szeligi Łaszowskiego z l. 1828–1831 oraz do Kajetana Koźmiana z l. 1845– –1856, gdzie także znalazły się liczne wypowiedzi o charakterze krytycznoliterackim.

U progu kariery literackiej Wężyk wykazywał doskonałą znajomość niemieckich reformatorów doby Sturm und Drang, powołując się na ich ustalenia na kilka lat przed Adamem Mickiewiczem. Z okresu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim znał wykłady wiedeńskie Augusta Wilhelma Schlegla. Silny wpływ wywarła na niego „retoryka dynamiczna” Friedricha Schillera, nie bez znaczenia pozostał Johann Georg Sulzer jako autor rozprawy Allgemeine Theorie der Schönen Künste. Wężyk niechętnie wymieniał źródła swych poglądów filozoficzno-estetycznych. W rozprawie z 1811 r. zabrakło tak głośnych w tamtym okresie nazwisk, jak Denis Diderot czy Pierre Beaumarchais, Louis-Sébastiena Merciera przywołał natomiast dopiero w Przedmowie do wydania Bolesława Śmiałego (1822). Kontekstowo pojawią się w jego pismach również tacy myśliciele, jak Aleksander Gottlieb Baumgarten, Babtiste Du Bos, Johann Jakob Bodmer, Johann Jakob Breitinger czy Immanuel Kant. Zdecydowanie więcej uwagi Wężyk poświęcał artystom. Williama Shakespeare’a w 2. dekadzie XIX w. otwarcie nazywał „największym może poetą”, 10 lat później podobnym mianem określił Mickiewicza. Tę opinię na tyle sugestywnie uargumentował w liście do najgorliwszego obrońcy doktryny polskiego klasycyzmu, Kajetana Koźmiana, że wymusił na nim zaskakującą deklarację, jakoby autor Ziemiaństwa polskiego ani Mickiewiczowi, ani tym bardziej Shakespeare’owi nigdy wielkości nie odmawiał, a to w imię przekonania, że „dla prawdziwych geniuszów formy niepotrzebne, bo oni nie szukają form, ale je dają” (list z 1 I 1852).

Nowatorstwo rozprawy O poezji dramatycznej. Wysoka w epoce Księstwa Warszawskiego pozycja Wężyka jako dramaturga i poety spowodowała powierzenie mu opracowania jednego z tematów w projekcie TPN, który Stanisław Staszic opisał następująco: „[…] zebrać w każdym rodzaju nauk pięknych najdokładniejsze w narodowym języku wzory, przyłączyć oraz prawidła i porównanie z wzorami tegoż rodzaju w obcych językach” („Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk” 1817, t. 10). Rozprawa O poezji dramatycznej była gotowa już w 1811 r., minęła się jednak z oczekiwaniami TPN. Autor prezentował spojrzenie nowatorskie, oparte głównie na myśli Augusta Wilhelma Schlegla, Friedricha Schillera, Johanna Georga Sulzera oraz Gottholda Ephraima Lessinga. Zasadność podjętej przez siebie misji Wężyk motywował potrzebą usunięcia „mnogich zawad” hamujących rozwój kultury polskiej, wśród których wymieniał „niepewność zasad, wzory fałszywe, zakorzenione przesądy” (O poezji dramatycznej). Na plan pierwszy wysuwał potrzebę reform w teatrze, obecne „płody dramatyczne” miały bowiem prezentować obraz pozbawionej natchnienia „mierności”. Problemem stawały się nie tylko „obfitość” sztuk, ale też nadmiar przepisów. Niektóre z nich – na czele z zasadą trzech jedności – nie pomagały i zdawały się ewidentnie szkodzić, uniemożliwiając objawienie się „prawdziwego genijusza”, polskiego Shakespeare’a. Wężyk potępiał podstawowy dogmat klasycyzmu, czyli naśladowanie bons modèles, choć „smutna potrzeba kopiowania” miała dotykać w równym stopniu epigonów „francuskich pisarzy wieku Ludwika XIV” co twórców wykazujących się predylekcją do „okropności angielskich” czy „rozmaitości niemieckich”. Krytyk zalecał studiowanie dzieł geniuszy pod kątem ich warsztatu artystycznego, a nie konkretnych tematów, wątków czy toposów. Pod tym względem zdecydowanie korzystnie prezentowali się „nieśmiertelny Shakespeare” oraz Schiller, nazwany „jednym z największych poetów dni naszych” (tamże), „wzorem do unikania” miał być z kolei m.in. Pierre Corneille jako autor tragedii Rodogune. „Poezję dramatyczną” Wężyk definiował jako „sztukę wystawiania znakomitych działań ludzkich w takim sposobie i kształcie, jak gdybyśmy tych ludzi mówiących i działających przed sobą widzieli, czyli raczej: poezja dramatyczna jest naocznie wystawionych czynów ludzkich poezją” (tamże). Cel tego typu dzieł był trojaki: „[…] albo moralny, albo polityczny, albo religijny; albo też z dwóch lub trzech dopiero wytkniętych celów złożony” (tamże). O bohaterach dramatu pisał pryncypialnie, że „im ich mniej, tym lepiej”, za najważniejsze uznając te postaci, „które same działają”. Zalecał odsuwanie na dalszy plan bohaterów, którzy „innym są ku pomocy w działaniu”, a jeśli w ogóle można się bez nich obejść, „tym więcej doskonałości nabędzie poema”, nic bowiem – konkludował – „piękniejszego nad dzieła, do których same tylko działające osoby wpływają” (tamże). Wężyk postulował też zwrot ku historyzmowi („rozjaśnienie stosunków, w których poezja dramatyczna z narodami i wieki zostawać może”), utylitaryzmowi (wychowawcza rola sztuki), dydaktyzmowi oraz tematyce narodowej: „Niech dla nas teatr stanie się wzorową obyczajów szkołą. Niech wielkie prawdy, dążące do obudzenia dzielności narodowego ducha, niech sławne czasy wielkości i potęgi ojczystej, niech znakomite naddziadów czyny w żywych obrazach odnowią się przed oczyma naszymi” (tamże).

Rozprawę Wężyka pod koniec XIX w. uznano za wyznacznik początku epoki wieszczów (S. Tomkowicz). Również XX w. badacze zgodnie przekonywali, że można w tej kwestii mówić o „pierwszym wystąpieniu (pre)romantycznej krytyki” (J. Kleiner, A. Kowalczykowa, B. Czwórnóg-Jadczak). Jest zatem zrozumiałe, że areopag „krytyków i recenzentów” przedlistopadowej Warszawy, dążący do umocnienia doktryny polskiego klasycyzmu za pośrednictwem „deputacji” złożonej z Ludwika Osińskiego, Kajetana Koźmiana, Jana Tarnowskiego i Juliana Ursyna Niemcewicza, negatywnie ocenił teoretyczno-krytyczne koncepcje Wężyka. Wydarzenie to zaważyło na dalszych losach oraz usposobieniu autora rozprawy, który opublikował ją dopiero w latach 20. XIX w. we fragmentach we wstępach do trzech swoich tragedii: Glińskiego (1821), Barbary Radziwiłłówny (1822) oraz Bolesława Śmiałego (1822). Finalny tekst został pozbawiony problematycznych w opinii TPN ustępów o Shakespearze, zmianie uległ również – oryginalnie polemiczny – ogólny ton wypowiedzi. Pierwotne brzmienie rozprawy znamy dzięki Stanisławowi Tomkowiczowi (wnukowi Wężyka), który wydał ją w 1878 r. Przykre wspomnienie swego „błędu młodości” krytyk podsumował w liście do Koźmiana z 1846 r. następującą refleksją: „Poczytano mię za barbarzyńca […]. Powiedziałem sobie: ja głupi. I to mię zwracało z drogi, po której nieraz miałem ochotę iść dalej”.

Ewolucja poglądów teoretycznych. Niechęć Wężyka do otwartego wyrażania poglądów dobrze obrazuje przykład następnego, opublikowanego anonimowo (wbrew wiedzy i woli autora) teoretyczno-krytycznego studium O poezji w ogólności („Pamiętnik Warszawski” 1815, t. 3). Porównanie go z tekstem O poezji dramatycznej odsłania kierunek ewolucji myśli estetycznoliterackiej Wężyka. O poezji w ogólności była formą polemiki z oceną „deputacji” TPN z 1814 r. Miała zarazem charakter programowy i nie tylko podtrzymywała uprzednie poglądy krytyka odnośnie do reform, ale je rozszerzała o pierwiastki „nowatorskie”, wykorzystane już zresztą w praktyce, choćby w Odzie do poezji (1808). Utwór wyraża pogląd, że poezja powstaje z boskiego natchnienia, jest „pierworodną córą” „wrzących uczuć i myśli”, a objawia się w „wyroczniach”. Istotnym elementem drugiej rozprawy było m.in. kwestionowanie zasadności traktowania Horacego jako wzoru do naśladowania. Zamiast tego Wężyk sugeruje uważną lekturę dzieł Schillera. Poezję nazywa tutaj „samym szczytem udoskonaleń ludzkich posady” (O poezji w ogólności). Każdy utwór poetycki – w jego opinii – składa się z dwóch części: wewnętrzną tworzą „silne uczucia piękności i prawdy w każdym przedmiocie”, zewnętrzną natomiast „sposoby przyzwoitego objawienia tego uczucia” (tamże). Aby być poetą, nie wystarczy „czuć piękność i prawdę w wielu przedmiotach”, niezbędne jest natchnienie, które Wężyk definiuje jako „moc jakąś wyższą”, potrafiącą „natchnąć pierś niezwyciężoną chęcią udzielania w szczególnym a nadzwyczajnym sposobie tego, co mu dobroczynne bóstwo o piękności i prawdzie w jakim przedmiocie natchnęło” (tamże). Jak przekonywał – prawidła i zasady powinny dotyczyć jedynie zewnętrznej formy poezji, ponieważ „harmonia więcej trafia do ucha niż do umysłu i duszy” (tamże). Jednocześnie zastrzegał, że najważniejsza ma być treść, a nie sposób jej przekazu, o czym epoka klasycystyczna zdawała się według krytyka zapominać.

Wężyk przez całe aktywne życie na bieżąco śledził polską literaturę, teatr, naukę oraz krajowe i emigracyjne nowości wydawnicze, co znajduje odzwierciedlenie nie tylko w obu rozprawach, ale też w jego korespondencji oraz twórczości literackiej, jak mający kilka redakcji wiersz Do A.M. po wydaniu Wal[l]enroda w Petersburgu i w czasie pobytu jego we Włoszech oraz Do Ixów i ich plemienia wołającego o krytykę płodów literatury polskiej w Ru. 1827. Wężyk wystąpił w nich jako apologeta Mickiewicza, nie stroniąc nawet od emfazy i patosu: „Zabrzmiał słowik – ziemia słucha – / Umilkł gwar ptactwa na dźwięk niezrównany”, „Władca ptaków, orzeł śpiewa!” (Pisma Franciszka Wężyka, t. 3). Romantycznego poetę Wężyk bronił zarówno przed napastliwością i skonstatowaną przez siebie bezzasadnością zarzutów ze strony warszawskich klasyków, jak i przed pospolitym ruszeniem młodych jego epigonów.

Wobec „walki klasyków z romantykami”. Wypowiedzi metapoetyckie oraz korespondencja świadczą, że Wężyk nie pozostawał bierny wobec estetyczno-ideowych polemik lat 20. XIX w., które historia literatury opatrzyła upraszczającym zwrotem „walki romantyków z klasykami”, wtłaczając w wąskie ramy toposu międzypokoleniowej niezgody. Śledził on uważnie i ze wzrastającą fascynacją nie tylko pojawiające się płody młodej literatury, ale i aktualne wypowiedzi o krytyczno-teoretycznym nachyleniu. Do dyskusji chętnie się włączał, wiedziony jednak urazą z młodości odnośnie do publicznych wystąpień, ograniczał się do komentarzy w wąskim gronie przyjaciół, a także do rozmów w formie korespondencyjnej. Nie obrał jednoznacznego stanowiska ideowo-estetycznego, nie deklarował poparcia ani dla „obozu” klasyków, ani tym bardziej dla grona coraz liczniejszych ich przeciwników. Nie chciał też ich godzić, jak Franciszek Morawski. Znamienny w tym względzie jest jego list do Zygmunta Łaszowskiego z 8 II 1830, w którym pisał: „[…] trwa wojna pocieszna w Warszawie między tak zwanymi romantykami a klasykami, która z powodu pisma Chodźki odnowiła się z moim wielkim zgorszeniem” (cyt. za wyd. K. Wojciechowskiego). Ową „wojnę” porównał z XVI-wiecznymi sporami religijnymi, które „doprowadziły jedynie do większego fanatyzmu”, a cały wątek spuentował znamienną uwagą: „My, nie uporni przy zasadach, będziemy tylko wielbili to, co jest piękne, pod jakimkolwiek kształtem to się objawi” (tamże). Tego stanowiska konsekwentnie się trzymał. W liście ze stycznia 1829 r. do Łaszowskiego wyznał, że Voltaire to poeta, którego „wielbić nie może”, Rajmunda Korsaka nazwał „zwichniętym naśladowcą Trembeckiego”, Stanisława Doliwę Starzeńskiego „nieuległym talentem”, a większość świeżo przeczytanych autorów romantycznych napiętnował mianem „pseudopoetów podrzyźniających Mickiewicza” (tamże). W marcu tegoż roku wyartykułował uwagę o „śpiących smacznie na swych laurach” poetach klasycystycznych, a świeżo wydaną Andromachę Morawskiego skomentował zgryźliwie, że coś tak okropnego „mogło wyjść w takiej postaci spod takiego pióra”. Wątek ten spuentował uszczypliwie: „[…] snadniej jest pisać piękne bajeczki”, wyśmiewając predylekcję Morawskiego do tej właśnie formy twórczości (tamże).

Młodych poetów romantycznych Wężyk ocenił tak jak ich poprzedników – odnosząc ich twórczość do określonych norm i zasad (np. celu tworzonej sztuki, stosunku do tradycji, wyrobienia warsztatowego, talentu itd.), za punkt wyjścia uznając ustalenia estetyki klasycznej i niemieckiej przełomu XVIII i XIX w. Widać to nie tylko w ocenach autorów nielubianych (J. Korzeniowski, Z. Kaczkowski i J.I. Kraszewski, krytykowani za pośpiech w pisaniu oraz nadobfitość utworów), ale również twórców podziwianych (J. Łuszczewska, A. Mickiewicz), a nawet przyjaciół, bowiem mimo konwencjonalnych słów szacunku ogólna ocena Koźmianowego Stefana Czarnieckiego wydaje się surowsza niż ta, którą wystawił temu dziełu Zygmunt Krasiński. Korespondencja Wężyka z Koźmianem dotyczyła zarówno twórczości obu interlokutorów (m.in. uwagi obu krytyków na temat dramatu Bezkrólewie I F. Wężyka oraz Stefana Czarnieckiego K. Koźmiana), jak i utworów Antoniego Malczewskiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Norwida, Seweryna Goszczyńskiego czy Antoniego Goreckiego. O bezpardonowości ocen Wężyka świadczy np. list do Koźmiana z końca 1845 r., gdzie o Mickiewiczu pisał, że jego „imię na wierzch wypływa, imię znakomite i świetne, znane od swoich i obcych”, ale całą resztę pisarzy owej epoki nazwał bez ceremonii „motłochem”. Za opłakany obraz ówczesnej literatury Wężyk winił ogólne „rozproszenie po wszystkich częściach świata”, jakie dotknęło Polaków. Stracili na tym głównie twórcy najmłodszego pokolenia, którzy nie mieli okazji do terminowania pod okiem doświadczonych mistrzów pióra, ale i starsi „poprzestrajali swe lutnie na odmienne od pierwiastkowych tony” (Listy Wężyka do Łaszowskiego).

Eklektyzm krytyczno-pragmatyczny. Współcześni charakteryzowali Wężyka jako człowieka o antypatycznym charakterze, osobowości malkontenta i ironisty. „Trudno być – informował Andrzej Edward Koźmian – złośliwszym często z dowcipem, trudno być ostrzejszym krytykiem, trudno wszystko czarniej widzieć jak p. Franciszek”, a w następnym liście nazwał go wprost „satyrą i epigramatem wcielonym”. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć przede wszystkim w korespondencji Wężyka, gdzie często posługiwał się językiem dalekim od pobłażliwości. W związku ze wspomnianą niechęcią do opowiadania się za określoną koterią postrzegano go jako zwolennika kompromisów, propagatora „drogi pośredniej” między klasycyzmem a romantyzmem. W rzeczywistości Wężyk jako czynny dramatopisarz i poeta, w mniejszym stopniu teoretyk czy krytyk, wykazywał się niechęcią do utrwalonych schematów, gotowych teorii i zasad, które w rezultacie i tak będą musiały ustąpić potrzebom artystycznej praktyki. Sam to zresztą podkreślał już w 1811 r.: „Prawidła dramatycznej sztuki, które wyłożyć zamyślam, są czerpane z przyrodzenia rzeczy, z doświadczenia i kilkoletniej rozwagi” (O poezji dramatycznej). Przedstawiana na posiedzeniu TPN rozprawa miała za zadanie nie tyle lansować oryginalny model narodowej sztuki, opozycyjny wobec dotychczas obowiązującego tudzież atrakcyjniejszy od innych propozycji, ile wskazać pęknięcia między klasycystyczną teorią a realnymi potrzebami wynikającymi ze specyfiki nowych czasów i niesionych przez nie wyzwań. Również uprzywilejowanie tematyki narodowej sugerował on nie tylko z pobudek patriotycznych i ze względu na spostrzeżone w tym aspekcie zapóźnienia w stosunku do innych krajów – oprócz niemieckiego czy angielskiego kręgu kulturowego krytyk uwzględniał Francję okresu walki starożytników z nowożytnikami – brał też pod uwagę znane sobie preferencje ówczesnej warszawskiej czy krakowskiej publiczności, która tego typu treści zdecydowanie się domagała.

Jeśli zatem chcemy mówić o tendencji Wężyka do eklektyzmu, należałoby opatrzyć ten eklektyzm epitetem „krytyczno-pragmatyczny”. Pisarzowi, jak się zdaje, w mniejszym stopniu chodziło o zgromadzenie pod sklepieniem jednej teorii niekoherentnych elementów z konkurencyjnych prądów, bardziej o eksperymenty polegające na łączeniu pierwiastków w nieoczywisty sposób adekwatnych, bez względu na ich doktrynalną proweniencję. Widać to nie tylko w wypowiedziach teoretycznych, ale zwłaszcza w twórczości literackiej. Jego powieści historyczne okazały się w istocie „rodzajem eksperymentów pisarskich na gruncie tego gatunku” (B. Czwórnóg-Jadczak). Ze względu na jego predylekcję do nowatorstwa historycy literatury, którzy za teoretyczno-ideowy fundament analiz i interpretacji obierali czy to paradygmat romantyczny, czy nowożytno-oświeceniowy, koncentrowali się na katalogowaniu niekonsekwencji i niespójności w wypowiedziach Wężyka. Zalecał on bowiem rozwiązania niejednokrotnie sprzeczne, jak choćby postulat respektowania – odpowiednio zmodyfikowanych i okrojonych – klasycystycznych kodeksów przy jednoczesnej możliwości ich pełnego ignorowania, pod warunkiem że autor wykaże się „niepojętymi zdolnościami”, tworząc „tajną harmonię” dzieła. Z jego teoretycznych sugestii oraz krytycznego spojrzenia na wzrastającą liczbę tworzonych utworów („nic obfitszego nad płody dramatyczne, nic mierniejszego nad one”) – wypływała wyraźna tęsknota za artystycznymi wielkościami, geniuszami, dziełami wybitnymi.

Autor i krytyk. Od początku drogi twórczej Wężykowi towarzyszyło przeświadczenie o schyłku epoki, poczucie wyczerpywania się dotychczasowego paradygmatu kultury, o czym miała świadczyć np. bezwzględność obowiązujących ujęć teoretycznoliterackich. Nie postrzegał owego kryzysu w podobnych do Koźmiana kategoriach degradacji czy upadku określonych wartości, lecz wręcz przeciwnie – jako szansę rozwoju. Jeśli zmiany miały postępować drogą ewolucji, należało – postulował – przemyśleć niektóre dogmaty klasycyzmu. Jednak nie chodziło Wężykowi tylko o ustalenia teoretyczne, zdecydowanie większy nacisk położył na sferę praxis. Przeświadczenie o uprzywilejowanej roli artysty wobec krytyka czy teoretyka wypływa bezpośrednio z rozpraw Wężyka. O poezji w ogólności niesie m.in. przesłanie, że „autor, przede wszystkim zaś autor-poeta, został tutaj wyniesiony ponad krytyka. Twórcą literatury mianowano pisarza, on i jego dzieło wyznaczały jej drogi. Krytyk, roszczący sobie prawo do roli wiodącej, to uzurpator” (I. Kitowiczowa). Wężyk wpisywał się tym przekonaniem w ogólnoeuropejskie przemiany w pojmowaniu istoty poezji, która przestała być w XIX w. postrzegana jako umiejętność nabyta, zaczęto ją rozumieć w kategoriach daru i powołania. Doświadczenie i wiedza zeszły w tworzeniu sztuki na dalszy plan. Poecie-wieszczowi daleko było do XVIII-wiecznego sztukmistrza słowa; tego ostatniego należało – sugerował Wężyk – określać mianem „wierszopisa” i „wierszoklety” (O poezji w ogólności). Skoro poezja zmieniła swój status, również rola arbitra „dobrego smaku” musiała ulec przeformułowaniom. Nie chodziło o negację potrzeby uprawiania krytyki, ale o zdecydowane podporządkowanie tej dziedziny aktywności literaturze i sztuce. Wężyk artykułował pogardę nie tylko wobec krytyków czy teoretyków, ale też filozofów – przynajmniej wtedy, gdy chodziło o zestawienie filozofa z poetą-wieszczem. Za błąd kardynalny uznawał mieszanie dwóch płaszczyzn twórczości: filozoficznej i poetyckiej. W 1853 r. w liście do Koźmiana napisał dosadnie: „Ja nie lubię filozoficznych bredni w poezji”, komentując nieudaną według obu „matuzalemów klasycyzmu” improwizację Deotymy. Korespondencja Wężyka przesiąknięta jest gorzkimi uwagami pod adresem Józefa Kremera, Józefa Gołuchowskiego czy Hipolita Cegielskiego. Do filozofii Wężyk podchodził równie pragmatycznie jak do literackich dogmatów. Chociaż więc propagował np. prowidencjalizm jako postawę gwarantującą ład i porządek świata historycznego, to historię traktował tendencyjnie, wybierając jako przedmiot poetyckiej refleksji te elementy, które dyktowała potrzeba wzmocnienia przekazu artystycznego.</document>
<document nplp_id="13832" title="Winiarski Leon" slug="winiarski-leon">Socjolog, krytyk literacki, filozof, tłumacz, ekonomista społeczny, historyk ekonomii, pionier stosowania metod matematycznych w socjologii, twórca teorii mechaniki społecznej. Pseudonimy i kryptonimy: Eipon; Dr L.W.; L.W.

Informacje biograficzne. Urodził się 15 II 1865 w Warszawie w żydowskiej rodzinie mieszczańskiej. Uczęszczał do warszawskiego V Rządowego Gimnazjum Filologicznego. W roku akademickim 1884/1885 podjął studia prawnicze w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. W trakcie studiów związał się z Socjalno-Rewolucyjną Partią Proletariat (tzw. Wielkim Proletariatem). Należał do grupy Marii Bohuszewiczówny (wnuczki T. Kościuszki) zajmującej się działalnością oświatową, publicystyczną i popularyzatorską. Przygotowywał broszury streszczające dzieła Karola Marksa. Po prowokacji agenta Pińskiego (P. Piotrowskiego) w nocy 29/30 IX 1885 w wyniku masowych aresztowań działaczy I Proletariatu Winiarski został uwięziony przez policję carską. Łagodny wyrok (dwa miesiące więzienia oraz rok dozoru policyjnego) został zatwierdzony administracyjnie w Petersburgu dopiero w 1887 r., co spowodowało przedłużenie aresztu (w X Pawilonie Cytadeli Aleksandrowskiej w Warszawie) do 12 miesięcy. We wrześniu 1886 r. młody marksista został wypuszczony za kaucją. Od razu wyjechał z Warszawy i nigdy już do niej nie wrócił, udał się na emigrację. Tego samego roku podjął studia prawnicze i ekonomiczne na Sorbonie w Paryżu, aktywnie uczestnicząc w zagranicznym ruchu proletariackim. Przetłumaczył wówczas na polski dzieło ekonomiczne Marksa Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej (trzykrotne wyd. w l. 1889–1907). Podczas Międzynarodowego Kongresu Robotniczego w Paryżu (lipiec 1889 r.) pełnił funkcję tłumacza i sprawozdawcy (historycy przypisują Winiarskiemu rolę polskiego delegata lub przedstawiciela na I Kongres II Międzynarodówki w Paryżu). Działał w sekcji polskiej Ligi Słowiańskiej jako reprezentant polskiej emigracji. W 1887 r. rozpoczął współpracę z warszawskimi czasopismami. W 1888 r. wyjechał do Londynu i tam kontynuował (do końca 1889 r.) rozpoczęte w Paryżu studia. W 1890 r. przeniósł się na stałe do Szwajcarii. W latach 1890–1893 studiował na Uniwersytecie w Lozannie (według niektórych źródeł – na Uniwersytecie w Genewie), finalizując studia obroną doktoratu z ekonomii w 1894 r. Był uczniem Léona Walrasa i Vilfreda Pareto (profesorów Uniwersytetu w Lozannie, twórców „szkoły lozańskiej w ekonomii”, zw. szkołą matematyczną). Po uzyskaniu stopnia naukowego docteur en lettres Winiarski rozpoczął karierę naukową na Uniwersytecie w Genewie, prowadząc od semestru zimowego 1894 r. wykłady jako docent prywatny ekonomii politycznej, a od 1902 r. jako profesor nadzwyczajny nowo utworzonej Katedry Finansów i Statystyki na Wydziale Literatury i Nauk Społecznych. W 1899 r. został członkiem Amerykańskiej Akademii Nauk Społecznych i Politycznych, w 1900 r. – Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego w Paryżu. W 1903 r. powołano go na stanowisko profesora nadzwyczajnego nauki finansów i statystyki Uniwersytetu w Lozannie. Wówczas też zakończył z nieznanych powodów działalność pisarską. Po sześciu latach powrócił do Genewy (w 1909 r.) i na tamtejszym uniwersytecie pracował już do śmierci. Zmarł 2 IV 1915 w Genewie w wieku 50 lat.

Działalność krytyczna. Jako krytyk literacki Winiarski był związany z polskimi czasopismami („Przegląd Tygodniowy”, „Prawda”, „Ateneum”, „Krytyka”, „Strumień”). W wydawnictwach zachodnich publikował głównie prace ekonomiczne i socjologiczne (w językach francuskim, włoskim, niemieckim), m.in. w „Économiste Français”, „Revue International de Sociologie”, „Revue Philosophique”, „Rivista Italiana di Sociologia”, „Sozialistische Monatsschrift”, „Humanité Nouvelle”. Uprawiana przezeń krytyka literacka była utrzymana w emocjonalnym stylu i antyfilisterskim nastroju, wyraźnie zdradzającym upodobanie do jednych, a dezaprobatę wobec innych twórców. Winiarskiego zajmowała twórczość Dantego, Percy’ego Bysshe Shelleya, George’a Gordona Byrona, Edwarda Burne-Jonesa, Williama Morrisa, Gabriela D. Rossettiego czy Walta Whitmana. Pomijał twórczość w typie Henrika Ibsena – charakteryzującą się „małomieszczańską gadatliwością”, czyli literaturę, która rejestrowała potoczną świadomość. Przeciwstawiał jej sztukę wielkich indywidualności. Niepochlebnie wypowiadał się na temat Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza, z sarkazmem akcentując np. „efekty jasełkowe” – „sztuczki tanie i trywialne” w Ogniem i mieczem. W Faraonie zauważał wiele typów będących reminiscencją bohaterów z Emancypantek, w Lalce – zaledwie dobrze skomponowane epizody. Mówiąc o Alphonsie Daudecie, że jest „w poglądach ograniczony”, sugerował, że „jego miejsce naturalne jest w jakimś zaścianku, gdzie obok Prusów i Sienkiewiczów błyszczałby gwiazdą pierwszorzędną” („Goethyzm” w literaturze francuskiej, „Prawda” 1893, nr 3). Z niechęcią kierował uwagę na naturalistów; „wada naturalizmu Zoli polega nie na tym, iż on przedstawia brzydotę i ohydę – sztuka przed niczym cofać się nie powinna! – ale że przedstawia ją z punktu widzenia najniższego motłochu psychicznego, najmarniejszej i najpospolitszej trzody ludzkiej” (Rzeczywistość i poezja w literaturze, „Prawda” 1897, nr 3). W procesach demokratyzacyjnych upatrywał przyczyny obniżenia poziomu literatury i sztuki („Naturalizm jest poglądem na świat tłumu, kwitnie w epokach demokratycznych”; „Literatura realistyczna i naturalistyczna, nawet w lepszych swych okazach, czyni często wrażenie literatury dla mamek i strażaków – formą i treścią” – Poezja i wiedza, tamże, nr 9). Z dezaprobatą Winiarski wypowiadał się o powieści realistycznej, twierdząc, że realizm jest najlichszym rodzajem sztuki, ponieważ zapoznaje prawa sugestii, nie pobudza wyobraźni. Manifestował oczarowanie romantyzmem, z uznaniem przyjmował poetów ekstazy i marzenia oraz wielkich namiętności. Szukał w literaturze liryzmu, żywiołu i harmonii, tonów melancholicznych, kolorytu obrazów poetyckich mających źródło w spontanicznej wyobraźni, dźwięcznych słów, języka silnego, obrazowego i świeżego, fikcji nieskrępowanej regułami rzeczywistości („Fantastyczny świat, zbudowany przez wielkiego poetę, jest tyleż realny, co i istniejący” – Znużenie i fantastyczność, „Prawda” 1892, nr 40). Z zaciekawieniem prezentował utwory, które zdradzały psychologiczną intuicję (np. Faust Ch. Marlowe’a). Oczekiwał od literatury wartości ideowych i społecznych. Był zdecydowanie niechętny chłopomanii.

Istota literatury i sztuki. Winiarski dokonywał oceny dzieł m.in. ze względu na możliwości ekspresyjne, czyli zdolność projektowania przeżycia estetycznego. Proces estetyczny rozpatrywał w świetle mechaniki: uważał, że działanie ciążenia powszechnego i prawo przemiany są w zupełności wystarczające do jego filozoficzno-naukowego wytłumaczenia. Opracował teorię równowagi estetycznej, opierając ją na wiedzy z zakresu antropologii i etnografii. Sądził (przed teorią psychoanalizy S. Freuda), że źródła przeżyć estetycznych tkwią w popędzie rozrodczym, w energii seksualnej: „Sztuka, jako objaw energii biologicznej, z punktu widzenia mechaniki społecznej odgrywa absolutnie takąż samą rolę, co i piękno naturalne, stanowiące środek przyciągania płciowego i rozmnażania” (Mechanika społeczna. Równowaga estetyczna, „Ateneum” 1899, t. 1, z. 2). Z analizy żywiołowości poezji Whitmana, jej „tchnienia liryzmu barbarzyńskiego” oraz panteizmu manifestującego się „bezgranicznym upojeniem kosmosu” Winiarski wnioskował, że egoizm i zło stanowią materiał artystyczny w nie mniejszej mierze niż sympatia i dobro. Utwierdzał się w tym przekonaniu, dokonując oglądu dzieł Oscara Wilde’a czy Charles’a Baudelaire’a. Stwierdzał: „W sztuce wszystkie kierunki są dobre, byleby były istotnie piękne. Musimy więc przyjąć i dekadentów, i Nietzschego, chociażbyśmy ich uważali za chorobliwych, a nawet szkodliwych” (Walt Whitman, „Prawda” 1893, nr 9). Uważał, że stan umysłu geniusza w chwilach tworzenia jest taki jak stan umysłu szaleńca. Zapytywał więc: „Czyż jest chociażby jedno wielkie dzieło, które by nie sprawiało wrażenia, że wariat je tworzył?” (Dante Gabriel Rossetti, tamże, nr 14). Powątpiewał w ten koncept Winiarskiego już redaktor wydania numeru „Prawdy”, w którym był drukowany jego artykuł, opatrując zdanie przypisem: „A Iliada lub Pan Tadeusz?”. Winiarski przekonywał, że „jest rzeczą absolutnie niemożliwą, żeby umysł niewyprowadzony gruntownie z równowagi, przynajmniej w chwilach natchnienia, mógł stworzyć to, co jest istotnie wielkim w sztuce i poezji” (tamże). Podstawę wszelkiej twórczości przypisywał nieświadomości. Z tego powodu postulował badanie chorób nerwowych, na które zapadali ludzie genialni, gdyż tylko to mogłoby wyjaśnić istotę natchnienia i geniuszu.

Krytyka literacka jako dziedzina nauki. Geniusz i społeczeństwo. Winiarski oponował przeciw włączaniu krytyki literackiej do dziedziny sztuki, wiążąc jej warsztat z metodami naukowymi. Postulował, by łączyć krytykę z estetyką (doszedł do przekonania, że zjawiska estetyczne można analizować z matematyczną ścisłością) oraz antropologią i socjologią (Piękno nowożytne, „Prawda” 1898, nr 26). Jednocześnie przestrzegał, by nie ograniczać spektrum krytyki do narzędzi socjologicznych, gdyż te nie są wystarczające do opisu literatury, zważywszy na to, że socjologia koncentruje się na tym, co powszechne, powtarzalne, typowe w społeczeństwie i podlega jakimś ogólnym prawom, podczas gdy istota geniuszu w literaturze i sztuce nie wykazuje zależności od praw rozwoju społecznego, będąc wyrazem indywidualności, jednostkowości i oryginalności (Krytyka i socjologia, tamże, nr 14). Zaznaczał przy tym, że relacja twórcy z otoczeniem społecznym może wyrażać się uleganiem mu, jak też manifestować się buntem przeciwko środowisku.

„Geniusz” jest pojęciem mocno akcentowanym w refleksji Winiarskiego (wiąże się z jego zwrotem od marksizmu ku psychologii w początkach lat 90.). Krytyk przekonywał, że genialną jednostkę cechują: samotność (mająca podstawę w egoizmie), wszechstronność możliwości i uzdolnień oraz intuicja (typowa dla człowieka pierwotnego). Argumentował, że wszechstronność znamionowała Friedricha Schillera, Victora Hugo, Adama Mickiewicza czy Aleksandra Puszkina – w ich dziełach odbijała się świadomość narodowa. Na jeszcze wyższym stopniu sytuował twórców, którzy wyrażali całą ludzkość, np. Leonardo da Vinci i Richard Wagner (Przyczynek do teorii geniusza, „Prawda” 1896, nr 42).

Dostrzegając ograniczoność wiedzy przyrodniczej w zakresie poznania człowieka, Winiarski wyrażał wątpliwość, czy faktycznie krytyka literacka może zyskać status stricte naukowy: „[…] ideałem krytyki naukowej byłaby taka, która by potrafiła klasyfikować twórców według budowy ich mózgów”, „krytyka naukowa twórczości tylko wówczas będzie możliwa, gdy antropologia da nam dokładną klasyfikację mózgów” (Krytyka i antropologia, „Prawda” 1898, nr 6). Skrupulatnie odnotowywał rzeczników krytyki naukowej, wskazując przykład Hippolyte’a Taine’a (ten, szukając głównie rodowodu dzieła i artysty, „zrobił z krytyki rozdział psychologii”), Hutchesona Macaulaya Posnetta, Georges’a Renarda lub Giosuè Carducciego. Odmienne postawy badawcze konstytuują różne rodzaje krytyki literackiej („Prawda” 1893, nr 12), m.in. krytykę o podłożu psychologicznym (akcentującą psychologiczne uwarunkowania dzieła i artysty), impresjonistyczną (kierującą uwagę na wrażenia i sugestie – która zdaniem Winiarskiego w znacznym stopniu jest nieporozumieniem – Impresjoniści.

Anatole France, „Prawda” 1892, nr 25), społeczną i moralną (interpretującą dzieło jako fakt społeczny wywołujący wiele skutków o znaczeniu istotnym dla innych).

Sztuka prerafaelitów. Jako zadeklarowany marksista Winiarski rewidował swoje poglądy pod wpływem brytyjskich prerafaelitów, wyraźnie zafascynowany estetyką Bractwa (w tym procesie krystalizowania się przekonań można dopatrywać się również znaczenia filozofii F. Nietzschego afirmującej indywidualizm). Z obserwacji twórczości Rossettiego (malarskiej i poetyckiej) Winiarski wyprowadzał wnioski o wrażliwości artystów, którzy doświadczeni tragicznymi zdarzeniami, wycofują się z życia społecznego, dziwaczeją w samotności, a ludzie widzą w nich już tylko niemoralnych wariatów. Ten mechanizm ma ilustrować zemstę tłumu odpłacającego się tak za dumę i pogardę jednostki wydelikaconej (pesymizm i zgorzknienie twórców zrodzone z tego konfliktu Winiarski rozpatrywał także na przykładzie A. Mickiewicza, Z. Krasińskiego, A. Schopenhauera, L. Tołstoja czy F. Dostojewskiego). Wyrażał przekonanie, że dla człowieka o takiej uczuciowości, jaką miał Rossetti, „świat cały jest jakąś wielką i stałą halucynacją, zbiorem symbolów, przybierających plastyczne postacie, i form, pod którymi kryją się symbole” (Dante Gabriel Rossetti). W Williamie Morrisie Winiarski widział jedną z najwspanialszych postaci swoich czasów – pisarza o olbrzymiej zdolności dostrzegania napięć dramatycznych, wielkiego artystę, malarza mającego „wrodzone poczucie mistycyzmu”. Uznawał go, tak jak Rossettiego, za pierwszorzędnego kolorystę, z powodzeniem przetwarzającego uczucie na kolor. Krytyk dostrzegał muzykalność i malowniczość poezji Morrisa: „[…] miał dar rytmu, […] posiadał harmonię kwiatów, roślin, linii, barw, dźwięków muzykalnych, wierszy – i harmonię życia, szlachetnego i ułożonego jak przepyszne dzieło sztuki” (William Morris, 1900).

W teoriach Johna Ruskina dostrzegał wiele sprzeczności i nienaukowych paradoksów, nie mógł jednak odmówić jego dziełom atrakcyjności czytelniczej. Nie zgadzał się z Ruskinowskim przedkładaniem sztuki średniowiecznej nad sztukę starożytną i renesansową („Dla Ruskina epoka odrodzenia była tylko epizodem, rodzajem plagi miejscowej” – H.F. Brown…, „Prawda” 1896, nr 36; „Teorie Ruskina można byłoby właściwie nazwać protestantyzmem w sztuce. Oskarżenia, które on rzuca na Renesans, mają głębokie podobieństwo do napadów skierowanych przez Reformację przeciw katolicyzmowi” – Teorie estetyczne Ruskina, „Prawda” 1894, nr 12). W prerafaelityzmie krytyk lokował początek wszystkich nowych kierunków w malarstwie europejskim, także źródła współczesnej poezji: symbolizmu, estetyzmu, dekadencji i mistycyzmu.

Podsumowanie. Winiarski żywo reagował na nowo wydawane dzieła oraz monografie i inne omówienia twórczości artystycznej, także rozprawy filozofów, psychologów czy socjologów związane z literaturą i sztuką. W „Prawdzie” Aleksandra Świętochowskiego prowadził stałe rubryki poświęcone literaturze angielskiej, francuskiej i włoskiej. Na bieżąco zapoznawał polskich czytelników z najnowszymi metodami nauk humanistycznych w Europie Zachodniej. I w tym przede wszystkim tkwi doniosłość i znaczenie jego prac. Niewątpliwą zasługą jest też próba opracowania koncepcji geniusza oraz systematyczny namysł nad teoriami, które uczyniłyby z krytyki literackiej dziedzinę naukową.</document>
<document nplp_id="13834" title="Barszczewski Jan" slug="barszczewski-jan">Prozaik, poeta, redaktor, epistolograf. Kryptonimy: J.B.; Jan B.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1790 lub 1791 r. we wsi Morohy (Moruchy) w dawnym woj. połockim nad jeziorem Nieszczerda w niezamożnej rodzinie szlacheckiej unickiego księdza. O rodzinie nie wiemy nic. Kształcił się w kolegium jezuitów w Połocku, z którego wyniósł doskonałą znajomość łaciny, greki, poetyki, literatury klasycznej i retoryki. Po skończeniu nauki był zatrudniany w domach szlacheckich jako nauczyciel. Nieszczęśliwie kochał się w jakiejś bogatszej pannie. Wędrował po ziemiach dawnego woj. połockiego i Inflant Polskich, obserwując zwyczaje polskiej szlachty i ludu białoruskiego. Nie skończył studiów. W latach 20. XIX w. przeniósł się do Petersburga, gdzie łatwiej było o dobrze płatną pracę w domach polskich (uczył języków klasycznych, literatury łacińskiej i greckiej). Prawdopodobnie był też zatrudniony jako urzędnik (krótko), co umożliwiło mu morskie podróże do Anglii, Francji i Finlandii. Związał się z kolonią polską w Petersburgu. Prowadził tu wypożyczalnię zakazanych polskich książek, wprowadzał nowo przyjeżdżających na studia do salonów znaczniejszych rodzin szlacheckich i arystokratycznych. Wedle zeznań Wincentego Dawida złożonych w Warszawskiej Komisji Śledczej we wrześniu 1843 r. do salonów Abramowiczów i Ostaszkiewiczów wprowadził go Barszczewski. W okresie petersburskim prowadził dość bogate życie towarzyskie. Latem odbywał wędrówki po dworach i miastach Połocczyzny i Inflant Polskich, w czasie których gromadził opowieści ludu i szlachty, które potem przetworzył literacko w Szlachcicu Zawalni (1844–1846). W stolicy bywał też w salonach literatów „ruskich”, choć niechętnie o tym pisał. Nie chciał pojechać do Moskwy. W Petersburgu poznał Tarasa Szewczenkę i Adama Mickiewicza, który przeczytawszy jego wiersze i poprawiwszy kilka, pochwalił go jako poetę. Od tej pory Barszczewski miał pisać ballady i wiersze w duchu romantycznym. Zgromadziwszy wokół siebie grono oddanych studentów i redaktorów, zaczął wydawać almanach literacki „Niezabudka” (1840–1844), zwany też „noworocznikiem”. Utrzymywał kontakt z dworami ziem północno-wschodnich (bezpośredni i korespondencyjny), z krajem (od Wilna po Warszawę) i zapewne z emigracją. Sam zdobywał prenumeratorów „Niezabudki”. Związany był towarzysko i korespondencyjnie z kręgami czasopism: „Gwiazda”, „Rubon”, „Athenaeum”, „Rocznik Literacki”, w których rzadko publikował. W 1845 r. nagle przerwał wydawanie „Niezabudki” i przeniósł się do Cudnowa w dawnym pow. żytomierskim do majątku Rzewuskich. W tym czasie zafascynował się ziemiami ukraińskimi, odbył w celach leczniczych podróż do Odessy, wydał w Kijowie tom Proza i wiersze (1847). Do kręgu jego bliskich przyjaciół w okresie cudnowskim należeli: protektorka hrabina Julia Rzewuska, lekarz Krzysztof Koehler i pisarz Konstanty Piotrowski. Nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci. Kilka lat ciężko chorował. Zmarł 28 II 1851 w Cudnowie i tam został pochowany. Dopiero w 2019 r. odkryto tablicę nagrobną pisarza, która nie pozostawia wątpliwości, że zmarł w wieku 60 lat („żył cnotliwie lat 60”). Określa też ona pisarza jako „miłośnika Boga, natury i ludzi, pisarza natchnień i czucia”, co znajduje potwierdzenie w jego biografii.

Tożsamość. Barszczewski był pisarzem polskim, nieukrywającym swego patriotyzmu. Posługiwał się alfabetem łacińskim nawet w zapisach w gwarze białoruskiej. W XX w. na Białorusi podjęto próbę uczynienia go narodowym pisarzem białoruskim, przekładając prawie wszystkie jego prace na język białoruski, opatrując przypisami eksponującymi jego rzekome tylko białoruskie zakorzenienie, wpisywano go nawet w kontekst literatury rosyjskiej (z czym polemizowała w Polsce M. Janion). Zwłaszcza tendencja do zastępowania literatury białoruskiej sztucznym konstruktem „literatury Białorusi” (czyli przestrzeni współczesnej Białorusi) narastała od 1994 r. Barszczewski zadomowił się jednak także w niezależnej lekturze białoruskiej i jest dziś pisarzem dwóch literatur: polskiej i w przekładach białoruskiej. On sam białoruskość rozumiał jednak jako literacką odmianę romantycznego regionalizmu w literaturze polskiej, inspirując się osiągnięciami szkoły litewskiej (A. Mickiewicz) i ukraińskiej (A. Malczewski, S. Goszczyński, J.B. Zaleski).

Program krytycznoliteracki: „Niezabudka”. Wobec ograniczeń cenzuralnych i prześladowań politycznych pisarz wybrał drogę z pozoru bezpieczną: nie manifestował poglądów krytycznoliterackich bezpośrednio, lecz wyrażał je w skomplikowany, ale czytelny dla Polaków sposób jako twórca i redaktor „Niezabudki”, autor prozy fantastycznej i poeta. Nie znamy żadnej bezpośredniej wypowiedzi krytycznoliterackiej Barszczewskiego poza tymi wpisanymi w jego dzieła jawnie lub aluzyjnie. Ambicją Barszczewskiego było, po pierwsze, utworzenie literackiego forum, pisma kształtującego gusta twórców polskich różnych pokoleń przebywających w Petersburgu i na ziemiach północnych; po wtóre, ukształtowanie w literaturze polskiej nowej regionalnej „szkoły” literackiej: białoruskiej czy połockiej; po trzecie, propagowanie literatury najnowszej, także emigracyjnej, w tym przede wszystkim romantycznej; po czwarte, utrwalenie w duchu patriotyzmu polskości na ziemiach północnych i w petersburskiej kolonii polskiej.

Pierwszym głosem w tej sprawie było powołanie „noworocznika” „Niezabudka” w Petersburgu. Był to polski almanach literacki redagowany przez Barszczewskiego z pomocą współpracowników: Juliana Bartoszewicza, Stanisława Augusta Lachowicza, Wincentego Dawida, Wincentego Gozdawy Reutta, Gaudentego Szepielewicza, Rudolfa Żukowskiego. W nagłośnieniu i rozprowadzaniu „Niezabudki” pomagali: Józef Ignacy Kraszewski, Romuald Podbereski i współpracownicy z kręgu „Gwiazdy”. Program pisma redaktor wyłożył w motcie będącym fragmentem wiersza Józefa Korzeniowskiego potępiającego życie bez idei: „[...] kto bez jutra żyje, / Wlecze się bez nadziei, niknie bez pamiątek”. Zawoalowaną programowość przekazywał wiersz Wincentego Dawida Wyjazd. Dumka, który pokazywał rolę, wartość tytułowej niezapominajki, czyli pamięci niezbędnej dla utrzymania tożsamości. Tytuł pisma podkreślał aluzyjnie rolę pamiętania o historii, tradycji i polskiej tożsamości w stolicy Imperium Rosyjskiego. Pismo operowało estetyką daleką od romantycznych skrajności, łącząc elementy romantyczności z sentymentalizmem, gotycyzmem, balladomanią i przetworzonymi elementami ludowości. Barszczewski, znając emigracyjne dzieła Mickiewicza i Juliusza Słowackiego, zdawał sobie sprawę z tego, że jest to w latach 40. estetyka już przebrzmiała. Wiedział jednak, że w połączeniu z tematyką pochodzącą z obszarów słabo eksplorowanych w literaturze polskiej (północno-wschodnich, Petersburga) daje ona nową jakość w tej literaturze. Dużą wagę Barszczewski przywiązywał do tych środków estetycznych i tematów, które umożliwiały operowanie aluzją, alegorią, mową ezopową. Jego własne wiersze przesycone są cudownością i fantastyką. W „Niezabudce” dzięki Barszczewskiemu debiutował w 1841 r. Ludwik Sztyrmer. Jak pisze Barszczewski w liście do Julii Korsak, pierwszy tomik „Niezabudki” został poddany ostrej cenzurze, usunięto z niego m.in. Fantazję. (Z czasów pierwszego najścia Tatarów). Krytyczny program redaktora był oparty też na kultywowaniu polszczyzny jako sygnalizatora tożsamości (drukarnie petersburskie wydawały polskie książki z licznymi błędami). „Niezabudka” nie publikowała artykułów programowych, bo było to niemożliwe i ze względów cenzuralnych, i z powodu poglądów redaktora, który nie miał protekcji ani majątku i dlatego zapewne czuł się zagrożony.

Dyskursy zastępcze. Nie mogąc samemu zabierać głosu, by nie narażać „Niezabudki” i środowiska, z którym był związany (głównie młodzi studenci polscy w Petersburgu, lecz też urzędnicy na posadach w carskiej administracji), Barszczewski musiał uciekać się do różnych form użycia krytycznoliterackich dyskursów zastępczych: propagowania w „Niezabudce” wysoko zmetaforyzowanych, operujących symbolem, mitem form literackich (ballada, proza fantastyczna), nasyconych aluzjami (taką formą aluzji był np. wybór przez autorów do poetyckich przeróbek poetów zagranicznych o wyrazistej sylwetce ideowej). Drugim sposobem zastosowanym przez Barszczewskiego jako „milczącego” krytyka było zamówienie wstępu do swego opus magnum, Szlachcica Zawalni, u Podbereskiego, ruchliwego, radykalnego redaktora, pisarza i konspiratora. Trzecią formą zastępczego dyskursu krytycznoliterackiego było wpisanie poglądów autora w jego dzieło, przypisania ich postaciom literackim. W Szlachcicu Zawalni Barszczewski zastosował wszystkie te sposoby. Jest to utwór inspirowany z jednej strony Mickiewiczowskim Panem Tadeuszem, folklorem wschodniosłowiańskim z Połocczyzny, Inflant Polskich, życiem szlachty na kresach północno-wschodnich, z drugiej – silnie przekształcający inspiracje E.T.A. Hoffmanna, na dalszym planie odwołujący się do schematu fabularnego Baśni z tysiąca i jednej nocy, Dekameronu Giovanniego Boccaccia, a przede wszystkim spożytkowujący erudycję klasyczną autora, jego znajomość Homera, Wergiliusza, Hezjoda. Cykl 14 opowieści fantastycznych, których słuchają i o których dyskutują zebrani w dworku szlachcica Zawalni śnieżną i mroźną zimą ludzie różnych stanów, został tak ukształtowany, aby wyrazić jako jedną z głównych idei dzieła ideę powołania następnej regionalnej odmiany polskiego romantyzmu: północno-wschodniej, białoruskiej, połockiej. Barszczewski w Szlachcicu Zawalni i tym dziełem, nawiązując do Amerykanki w Polsce (1837) Aleksandra Tyszyńskiego i zawartej w niej teorii polskich szkół poetyckich, stawia postulat włączenia w krwiobieg literatury polskiej ziem północnych (obejmują one w jego rozumieniu dawne woj. połockie, czyli ziemie z dużym elementem folkloru białoruskiego, i Inflanty Polskie, czyli, co podkreśla, ziemie, na których dominuje kultura wielkich rodów, często niemieckiej proweniencji). W pełni i niewątpliwie za zgodą Barszczewskiego ideę nowej szkoły regionalnej w romantyzmie polskim wyraża wstęp Podbereskiego Białoruś i Jan Barszczewski, będący też pierwszą biografią Barszczewskiego. Podbereski obszernie omawia twórczość poetów z ziem północno-wschodnich, w tym tych nielicznych, którzy używają gwary ludu białoruskiego, i pokazuje Barszczewskiego i jego dzieło jako przykład literatury narodowej w jej regionalnej, białoruskiej odmianie. Rozumienie tych kategorii nie ma nic wspólnego z ich dzisiejszym znaczeniem. „Narodowy” oznacza tu regionalną identyfikację, przypisanie do konkretnych ziem, gdzie mówi się i pisze tak po polsku, jak w gwarze białoruskiego ludu. Są to ziemie nie dzisiejszej Białorusi, ale dawnego woj. połockiego i Inflant Polskich (Barszczewski nie znał nawet Wilna). Podbereski inspiruje się myślą Maurycego Mochnackiego, pokazuje, jak na dalekiej północnej prowincji dochodzi do „uznania siebie w jestestwie swoim”, do wyrażenia samoświadomego bytu części kraju, regionu nieobecnego dotychczas w kulturze polskiej. Wstęp Podbereskiego zarówno wskazuje tropy estetyczne, do których nawiązuje Barszczewski, jak i je (celowo) zaciera. Nazywa strategię autora „białoruskim hoffmanizmem”, ale nie dostrzega inspiracji zakazanym przez cenzurę Panem Tadeuszem. Celnie wskazuje, że Barszczewski nie jest folklorystą, zbieraczem ludowych opowieści, lecz „przejawiaczem ich w sztuce”. Krytyk kreuje Barszczewskiego na poetę natury, mówiącego symbolami i mitami (zaczerpniętymi z podań ludu i przerobionymi), na rapsoda, Homera szlachty prowincjonalnej i ludu białoruskiego, który w literaturze pozwolił obserwować „pierwsze pojawienie się ducha gminu białoruskiego”, co oznacza dla Podbereskiego (m.in. wileńskiego redaktora) odkrycie nowego regionalnego nurtu w literaturze polskiej. Jego wstęp miał duże znaczenie w XX w. dla rodzącej się literatury białoruskiej.

Pisma Barszczewskiego odegrały znaczącą rolę w dziejach literatury polskiej i białoruskiej. W XIX w. wskazano na istnienie białoruskiej szkoły w literaturze polskiej (choć to określenie nieścisłe, bo obszar, który pisarz penetruje, jest obszarem polsko-białorusko-niemiecko-inflancko-rosyjskim). Rodząca się literatura białoruska chciała widzieć w Barszczewskim jednego ze swych protoplastów. Twórcę uznano także za pisarza ważnego dla kultury ukraińskiej, o czym świadczy odsłonięcie w 2020 r. popiersia Barszczewskiego w Cudnowie.</document>
<document nplp_id="13835" title="Bogacki Feliks" slug="bogacki-feliks">Prawnik, publicysta, krytyk literacki. Kryptonimy: F; F.B.


Informacje biograficzne. Urodził się 22 II 1847 w Zasławiu na Wołyniu, skończył gimnazjum w Równem, odbył studia na wydziale prawnym uniwersytetu w Odessie. Doradzał przez dekady magistratowi odeskiemu. Jednocześnie pisał do polskiej prasy („Przegląd Tygodniowy”, „Prawda”), publikował też po polsku rozprawy z psychologii, która stanowiła wyróżniający się obszar jego zainteresowań naukowych, i z filozofii. Według PSB razem z Tomaszem Milatyckim, nauczycielem szkół odeskich, i Marianem Dubieckim (udział Dubieckiego jest mało prawdopodobny, skoro określił on swój pobyt w mieście nad Morzem Czarnym jako przygodny) wykładał na tajnych kursach w Odessie (1884–1887). Brał udział w tworzeniu tamże Domu Polskiego (1906). Ożenił się i miał co najmniej dwoje dzieci, przedwcześnie zmarłych synów – Wacława i Władysława. Zmarł 4 V 1916 w Odessie. Był wybitnym przedstawicielem XIX-wiecznej Polonii w Imperium Rosyjskim.

Rozprawy psychologiczne i filozoficzne. Bogackiego intrygowało zjawisko życia, w tym życie psychiczne i społeczne człowieka badane przez analizę funkcjonujących w nauce twierdzeń i hipotez (własnych badań nie prowadził). Do tych zagadnień odnosiła się rozprawa Mnemonika jako nauka i umiejętność (1873), gdzie mechanizmy zapamiętywania autor powiązał z napływem określonych wrażeń. Poruszając naturę zjawisk psychicznych, Bogacki odrzucił teorie materialistyczne i wbrew Jacobowi Moleschotowi, Augustowi Christopherowi Carlowi Vogtowi, Théodule-Armandowi Ribotowi i in. twierdził, że fakty psychiczne nie są ani zjawiskami fizjologicznymi, ani chemicznymi, ani fizycznymi (mechanicznymi), choć wymienione procesy biorą udział w ich tworzeniu. Odrzucając ostrożną tezę Charlesa Darwina, nie uznawał uczuć moralnych za konsekwencję zjawisk ewolucyjnych. Drogą eliminacji innych stwierdzeń („Dotarliśmy na koniec do samego dna tej przepaści, do którego nas wtrąciła nieubłagana logika następstw”; Istota zjawisk psychicznych, 1883) przyjął, że o zjawiskach psychicznych można powiedzieć tyle, że ich istotą jest świadomość. W rozprawie Prawo rytmu (1899) uznał ruch (wahadłowy, kołowy, naprzemienny, powtarzalny) za cechę materii i życia świadomego, ale zwrócił uwagę również na to, że cykl poruszeń zakłada powrót do stanu poprzedniego, czyli stałość, bezruch.

Krytyk poszukiwał też istoty zjawisk społecznych, tj. zasad, które umożliwiają funkcjonowanie wspólnoty. Dostrzegł je w organicystycznej budowie społeczeństw – w podziale pracy, wzajemnych współzależnościach (Stronnictwa w społeczeństwie, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 35–41). W Zagadnieniach etyki (1909) omówił subtelne mechanizmy regulatywne rządzące życiem zbiorowości. Powołując się na rosyjskiego autora, który uznał, „że moralność jest stanem ruchomej równowagi pomiędzy ludźmi”, pisał: „[...] ja idę jeszcze dalej, bo wskazuję na przyczynę tego zjawiska, spoczywającą w istnieniu biernego społecznego współczucia, właściwego ludziom żyjącym w społeczeństwie, pozwalam przeto sobie uważać wypowiedziane przeze mnie myśli za wypowiedziane w literaturze etycznej po raz pierwszy, a więc za zupełnie oryginalne i dotychczas nieznane. Prace Drummonda [Henry, szkocki pisarz i teolog] jakkolwiek mające ten sam, co i praca moja, cel, traktują kwestię z zupełnie innego stanowiska, bo ze stanowiska teologicznego, przeciw któremu nie protestuję, lecz uważam je za jedyną ucieczkę dla wszelkiej niewiadomości, z którą naukowe traktowanie rzeczy nie może mieć nic wspólnego” (tamże).

Historycy filozofii zaliczają Bogackiego do ścisłego grona twórców pozytywizmu warszawskiego. Jego orientację teoriopoznawczą wiążą z akceptacją ustaleń Johna Stuarta Milla (przetłumaczył w 1873 r. jego Utylitaryzm i – prawdopodobnie – niewydaną rozprawę O wolności, rkps BN 5801/11) oraz Herberta Spencera. Widzą podobieństwa łączące Bogackiego z pozytywizmem, nie dostrzegają różnic.

Istota, znaczenie i cel krytyki. Artykuł Bogackiego o krytyce odwoływał się do jego szerokich zainteresowań filozoficzno-psychologicznych. Definicję Alexandra Baina na temat atrybutów myślenia jako takiego Bogacki przeniósł na grunt krytyczny: „Krytyka jest czynność umysłowa, polegająca na porównywaniu dwóch zjawisk i ocenieniu jednego przez drugie” (Istota, znaczenie i cel krytyki, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 11). Zasadą, która podtrzymuje sąd krytyczny, jest wiedza, aplikowana możliwie bezstronnie, prawie obojętnie, oraz dążenie do prawdy, które może narazić krytyka na przykrości, zgodnie z zasadą Józefa Baki: „Kto w ul dmuchnie, temu pysk spuchnie” (tamże, nr 13). Najważniejsze jest wszak to, że istnienie krytyki dowodzi wolności myślenia, mówienia i pisania, z której należy bezkompromisowo korzystać. Za dowód tej postawy, uwzględniającej jednak ogólne warunki polityczne, można uznać co najmniej parę artykułów Bogackiego (Kilka uwag o krytycyzmie naukowym czasopisma „Kłosy”, „Przegląd Tygodniowy” 1870, nr 50; Historia filozofii Laforêta, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 5), gdzie autor piętnuje niski poziom intelektualny prasy warszawskiej i podważa zamiar wydania przełożonej na język polski miernej pracy ks. Nicolasa Josepha Laforêta (tłumaczenie W. Miłkowskiego). Trzecim przykładem mistrzowskiego zastosowania metody krytycznej jest recenzja pracy Juliana Ochorowicza Pogląd ogólny na filozofię pozytywną, gdzie siedmioma błyskotliwie uargumentowanymi zarzutami koryguje i uzupełnia omawiane dzieło („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 2–4). Artykuł ten jest też wzorcowym przykładem bezstronnej, pozbawionej argumentów ad personam polemiki naukowej. Jak bardzo Bogackiemu zależało na poprawieniu wzorów komunikacyjnych w świecie nauki, świadczy jego artykuł Z rosyjskiej literatury („Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 46–47) referujący polemikę dwóch uczonych, którzy mając identyczne zdanie na temat zniesienia pańszczyzny w Rosji, z racji innych różnic traktują siebie nawzajem z wrogością.

Stosowanie krytyki, krytycyzm jest jedynym środkiem służącym celom pozytywnym, tzn. zbudowanym na wiedzy i prawdzie. Związki łączące krytykę (także krytykę literacką) z pozytywizmem mają charakter organiczny: jedno nie jest możliwe bez drugiego. Idąc za Émile’em Littrém, Bogacki nazywa pozytywizm la doctrine vivifiante, myślą orzeźwiającą. Filozof odróżnia krytycyzm naukowy od osądu sytuacji życiowych. Wobec prawd naukowych nie można stosować kompromisów. Osąd życia wymaga elastyczności, uwzględnienia wielu czynników. Stanowisko to pozostawia furtkę dla krytyków literackich. Ich zadaniem jest objaśnienie własnego stanowiska wobec utworu i rozumienia, choć niepodzielania, osądu innych (Pozytywizm a krytycyzm, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 35). 

„Luźna” teoria powieści. Zainteresowania filozoficzno-społeczne Bogackiego skłoniły go do zajęcia się bliżej teorią powieści. Krytyk zwrócił uwagę na jej różnorodność jako gatunku, wyróżniając powieść sentymentalną, romansowo-rycerską, historyczną, romans, który jak pharmakon „smakuje, ale parzy”, powieść opisową, realną, przygniecioną drobiazgami (Powieściopisarstwo wobec społeczeństwa, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 28). Główny element strukturalny nowej współczesnej powieści to tendencja rozumiana przez krytyka jako nić Ariadny prowadząca przez meandry pojęć i uczuć autora; główny miernik wartości dzieła to artyzm polegający na umiejętności gospodarowania szczegółami powiązanymi z całością, główny przedmiot powieści – to charakter ludzki postrzegany jako typ. Trafny wybór typu wymaga wiedzy o społeczeństwie, zaangażowania w jego sprawy. Bogacki posługuje się standardowymi pojęciami krytyki pozytywistycznej (tendencja, typ), ale nieco inaczej je definiuje, nie zwalnia autora z obowiązku i przyjemności umiejętnego komponowania całości, zostawia mu więcej swobody, światła, powietrza. Nazwa nowej odmiany powieści, nastawionej na penetrację różnych środowisk i typów charakterologicznych, pada w następnym artykule: „powieść socjalna”. Krytyk lokalizuje jej pierwsze przejawy w balladach Adama Mickiewicza i przede wszystkim w ludowych powieściach Józefa Ignacego Kraszewskiego (Tło powieści wobec tła życia, tamże, nr 49–53), przypominając pisarzom, że z wielu względów nie tylko piękno, ale też brzydota zasługuje na literacką reprezentację. Współczesny historyk widzi w rozprawie Bogackiego zapowiedź dużo późniejszych dyskusji o naturalizmie (M. Kabata).

Pozytywizm niedogmatyczny. Podobno śmierć dzieci miała wpływ na spowolnienie pracy publicystycznej i na przesunięcie zainteresowań Bogackiego w stronę metafizyki. Pierwsze zjawisko potwierdza bibliografia jego dorobku, drugie pozostaje w sferze domysłów: późniejsza publicystyka Bogackiego nie jest konwersją, ale kontynuacją podjętych tematów i metod. Bogacki z ostrożnością stąpa po ziemi, przekonany o ograniczonych możliwościach ludzkiego umysłu, który mimo swych ułomności dostarcza nam pewnej, przynajmniej na określonym etapie rozwoju, wiedzy o świecie i o nas samych. Jeśli mówić o pewnym przesunięciu w zainteresowaniach krytyka, to należy przywołać m.in. rozprawę Rodowód cyfr i liczb („Przyroda i Przemysł” 1879, nr 16–24), o której Samuel Dickstein powiedział: „Jest to na dobrych źródłach oparte studium, należące właściwie do historii kultury” („Prace Matematyczno-Fizyczne” 1890). Kierując się nie tylko pozytywistyczną presją metody empirycznej, Bogacki złamał granicę między naturą a kulturą, pokazując – jak Giambattista Vico – na przykładzie kształtowania się systemu cyfr i liczb udział codziennych doświadczeń człowieka „pierwotnego” w tworzeniu języka, symboli i abstrakcji. Można tylko żałować, że ten fenomenalnie oczytany publicysta, samodzielnie i niedogmatycznie myślący, tak mało miejsca poświęcił literaturze.</document>
<document nplp_id="13836" title="Bogusławski Władysław" slug="boguslawski-wladyslaw">Krytyk teatralny, literacki i muzyczny, tłumacz, reżyser, prawnik. Kryptonimy: W-; W.B.; wb.; Wł.B.; Wł. B-ski; Wład. Bog.

Informacje biograficzne. Urodził się 9 II 1839 w Warszawie. Pochodził ze słynnej rodziny teatralnej – był synem aktora i komediopisarza Stanisława Bogusławskiego (1805–1870) i aktorki oraz tancerki Katarzyny Fröhlich (1811–1886), wnukiem Wojciecha Bogusławskiego (1757–1829). Otrzymał wszechstronne wykształcenie; ukończył klasę fortepianu pod kierunkiem Ignacego Dobrzyńskiego; w l. 1858–1863 przebywał w Moskwie, Petersburgu, Paryżu i Heidelbergu, gdzie studiował nauki prawno-administracyjne oraz filozofię, literaturę i muzykę. Po powrocie do Warszawy w styczniu 1863 r. zapisał się na Wydział Prawa i Administracji w Szkole Głównej oraz uczestniczył w powstaniu (jako referent prasy zagranicznej w Departamencie Prasowym Rządu Narodowego R. Traugutta i współredaktor powstańczej „Prawdy”). Aresztowany w styczniu 1864 r., w procesie polskiego Rządu Narodowego został skazany na karę śmierci przez powieszenie, lecz dzięki staraniom rodziny wyrok zamieniono na dożywotnią katorgę, a potem 10-letnie roboty na Syberii w miejscowości Usolia, a po roku – osiedlenie w Irkucku (tam zajmował się organizacją życia muzycznego w polskiej kolonii). Po ułaskawieniu w 1869 r. wrócił do Warszawy, gdzie podjął działalność publicystyczną, nawiązując współpracę z rozmaitymi pismami. W 1871 r. ożenił się z Julią Norblin (1847–1922), prawnuczką słynnego malarza, z którą miał córkę Zofię (1873–1951), późniejszą żonę dramaturga Stanisława Kozłowskiego (1860–1922). W kwietniu 1876 r. otrzymał nominację na stanowisko reżysera zespołu dramatu i komedii Warszawskich Teatrów Rządowych, które zajmował do końca listopada tegoż roku. Przystąpił wtedy do zasadniczych reform w pracy zespołu, zaplanował ambitny repertuar (m.in. dzieła W. Shakespeare’a, F. Schillera, A. Fredry, J. Słowackiego, S. Moniuszki), ale nie sprostał praktycznym zadaniom inscenizatora. Podjęte działania spotkały się ze zorganizowaną opozycją najbardziej wpływowych aktorów i warszawskiego środowiska dziennikarskiego, co spowodowało decyzję o dymisji. Podsumowaniem tych doświadczeń była książka Siły i środki naszej sceny (1879). Do praktyki teatralnej Bogusławski więcej nie powrócił, choć otrzymał propozycję objęcia kierownictwa artystycznego Teatru im. hr. Skarbka we Lwowie (1879). W l. 1880–1882 był członkiem teatralnej Komisji dla Dramatu i Komedii, której powierzono zbadanie sytuacji warszawskich scen (w 1901 r. znalazł się w składzie komitetu do reformy tych teatrów). Wraz z kilkoma aktorami warszawskimi projektował w 1881 r. założenie przy Teatrze Małym kameralnej sceny eksperymentalnej, która byłaby „pepinierą” młodych talentów i szkołą doborowego repertuaru; wielokrotnie uczestniczył w pracach komisji konkursów dramatycznych. Od 1885 r. zajmował posadę urzędnika w biurach Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, co dało mu możliwość odbycia licznych kształcących podróży. Znalazł się w gronie pierwszych polskich informatorów o operze wagnerowskiej, do przełomowych zjawisk na tle ówczesnej krytyki należało jego studium Teatr meiningeński i reforma sceny („Echo Muzyczne i Teatralne” 1883/1884), a 20 lat później z entuzjazmem wypowiadał się o teatrze Konstantina Stanisławskiego. Był aktywnym członkiem wielu organizacji: od 1879 r. należał do Association Littéraire et Artistique Internationale (jako polski delegat uczestniczył w kongresach w Paryżu, Londynie, Rzymie i Wenecji), brał udział w pracach warszawskiej Kasy Literackiej (pełnił też funkcję przewodniczącego), został pierwszym prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich (1909). Zmarł 18 VIII 1909 w Warszawie.

Obszary działalności twórczej. Pierwsze, przeważnie opisowo-analityczne i nieco kurtuazyjne recenzje Bogusławskiego (debiut: List muzyczno-artystyczny z Moskwy, „Kurier Warszawski” 1858, nr 339) zdradzały dużą kulturę piszącego, zainteresowanie muzyką oraz solidne oczytanie w zakresie literatury i aktualnych studiów na jej temat. Obejmując po powrocie z zesłania dział teatralny i muzyczny w „Kurierze Warszawskim”, miał już pełną świadomość intelektualnej stagnacji lat popowstaniowych, co skłoniło go do stawiania wysokich wymagań wobec teatru, jedynej oficjalnej polskiej instytucji kulturalnej. W l. 1872–1876 był redaktorem czasopisma „Wieniec”; zamieszczał dłuższe artykuły o teatrze, literaturze i muzyce m.in. w „Tygodniku Ilustrowanym” (1874–1904), „Ateneum” (1877, 1881, 1885), „Kurierze Codziennym” (1878, 1887–1889), „Tygodniku Powszechnym” (1881–1882), „Echu Muzycznym, Teatralnym i Artystycznym” (1883–1885, 1887, 1889), „Gazecie Polskiej” (po wystąpieniu z redakcji „Kuriera Codziennego” w l. 1889–1898 prowadził felieton teatralny na zmianę z H. Sienkiewiczem i K. Zalewskim), „Przeglądzie Tygodniowym” (1880–1892), „Przeglądzie Politycznym, Społecznym i Literackim” (1885–1888, 1898). Nawiązał stały kontakt z paryskim czasopismem „Revue d’Art Dramatique” (syntetyczny szkic Le Théâtre en Pologne, tamże, 1889, nr 88–89). W 1890 r. został obok Dionizego Henkiela współredaktorem „Biblioteki Warszawskiej”, gdzie od 1891 r. do końca życia publikował sprawozdawcze kroniki oraz obszerne studia literackie i muzyczno-teatralne. Równolegle realizował własne ambicje twórcze, pisywał nowele i wiersze drukowane w czasopismach polskich i obcych. Pozostawił też spory dorobek translatorski (przetłumaczył m.in. Rok dziewięćdziesiąty trzeci V. Hugo, Margrabiego de Villemer G. Sand, Romantyzm we Francji G. Brandesa). Ważne miejsce w jego dorobku zajmuje także krytyka muzyczna. Ogłosił część nieznanej korespondencji Ferenca Liszta, kreśląc znamienne rysy wizerunku muzyka (Nieznane listy Liszta, „Biblioteka Warszawska” 1896, t. 20); prezentował sylwetki m.in. Władysława Żeleńskiego, Giuseppe Verdiego, Richarda Wagnera, dokonując nieraz interesujących zestawień komparatystycznych.

Zadania krytyki. Bogusławski w swojej działalności krytycznej posługiwał się wyrazistymi poglądami metakrytycznymi. Za cel krytyki uważał kierowanie opinią publiczną w sprawach teatralnych, pośredniczenie między dramatopisarzami i aktorami a publicznością. Wychowanek epoki romantycznej, zarazem kształtujący poglądy na gruncie racjonalistycznych tradycji sięgających oświecenia, wszedł w literaturę w okresie pełnego rozkwitu pozytywizmu, ale nie dołączył do „stronnictwa postępu”. U początku pisarskiej drogi Bogusławskiego stały rodzime źródła kulturowe i tradycje piśmiennictwa wywodzące się z krytyki Towarzystwa Iksów, teatralny program Wojciecha Bogusławskiego oraz wiedza o nowych kierunkach rozwoju europejskich scen, zwłaszcza Wagnerowska idea teatru jako syntezy sztuk. Przeświadczony o posłannictwie zawodu krytyka, podkreślał zasadniczą różnicę między rzetelną krytyką a uzurpującą sobie nieomylność sądów pseudokrytyką operującą pamfletem. Ta pierwsza na równi zwraca uwagę na zalety i wady dzieła, konstruktywnie wskazując możliwości ich uniknięcia; pamflet zaś ogranicza się tylko do wytykania słabości czy nawet krzewienia osobistych niechęci (Krytyka i pamflet, „Wieniec” 1872, nr 28). Sumienność, trzeźwość, bezstronność sądu i miłość prawdy to w opinii Bogusławskiego podstawowe zasady kodeksu krytycznego.

Krytyka teatralna. W ciągu 40 lat aktywności pisarskiej Bogusławski stworzył rozległy program reform teatralnych, który znacznie wyrastał ponad lokalne problemy scen warszawskich schyłku XIX w. Obejmował on: wartościowy repertuar, jasno zarysowaną koncepcję reżyserii, której podporządkowani mieli być aktor i pozostali twórcy przedstawienia, wreszcie właściwą organizację sceny oraz kulturowe przygotowanie widza. W koncepcji Bogusławskiego odpowiedzialną rolę rzecznika literatury powinien sprawować kierownik artystyczny (najlepiej niebędący aktorem), obdarzony rozległą wiedzą literacką i estetyczno-teatralną, który zajmowałby się planowaniem i realizacją programu teatralnego, a ponadto czuwałby nad rozwojem indywidualności aktorskich. Władza ściśle wykonawcza spoczywałaby natomiast w ręku reżysera, który miał koncentrować się na techniczno-teatralnych aspektach inscenizacji.

Mimo powtarzanego stwierdzenia, że teatr to literatura, a nie aktorstwo, wiele wnikliwych studiów Bogusławski poświęcił problematyce gry aktorskiej. W licznych szkicach utrwalił koryfeuszy XIX-wiecznego teatru, ukazywał ich w ruchu i działaniu, nie cofał się przed pokazywaniem chwil słabości i przygasania twórczego potencjału, nie szczędził słów konstruktywnej krytyki, czemu zawdzięczał opinię najbezwzględniejszego spośród warszawskich recenzentów. Postulował zniesienie monopolu ról i odejście od zasady emploi, godził w przywileje aktora-gwiazdy, żądając pełnego poświęcenia się dla sztuki opartego na odpowiedzialnej pracy intelektualnej oraz pogłębianiu świadomości kulturowej. W koncepcji Bogusławskiego twórczość aktorska była z natury przedmiotowa, polegała raczej na zdolności odtwarzania niż samoistnego tworzenia. Równocześnie krytyk nie odmawiał aktorowi twórczej inicjatywy, cenił oryginalną pomysłowość, uważając ją za wykładnik prawdziwej sztuki. Z aktorów 2. poł. XIX w. najwyższe miejsce zyskał Alojzy Żółkowski syn jako jedyny, którego Bogusławski obdarzył mianem „geniusza sceny”. Za najwybitniejsze aktorki epoki gwiazd uważał Wiktorynę Bakałowiczową oraz Helenę Modrzejewską.

Przeświadczony o umowności sztuki teatru, Bogusławski niechętnie odnosił się do nowej szkoły realizmu, występując zarówno przeciwko ściśle laboratoryjnej analizie, jak i fotograficznej dosłowności w kopiowaniu rzeczywistości na scenie. Zgadzając się na realizm aktorski, traktował go nie jako cel sam w sobie, ale środek niezbędny do stworzenia pełnej prawdy postaci. Podobnie nie aprobował wywiedzionej od naturalistów iluzjonistycznej dekoracji teatralnej, która mogła grozić odciągnięciem uwagi widza od słowa. Punktem wyjścia jego rozważań o plastyce scenicznej była obrona myśli-idei w teatrze będąca wyrazem troski o to, aby jej wymowy nie przytłumił nadmiar formy. Zwolennik umiaru efektów plastycznych, preferował ograniczanie przesadnej inwencji w zakresie środków scenograficznych, od dekoracji po kostium i charakteryzację aktora. Podkreślał, że nie wolno oddzielać gry aktorskiej od artystycznego całokształtu widowiska, w związku z czym mise-en-scène i scenografia nie są problemem wyłącznie natury technicznej.

W epoce egzaltowanych uniesień recenzenckich Bogusławski należał do nielicznych krytyków, którym obca była metoda monumentalizacji, unikał jej nawet w nekrologach czy w artykułach jubileuszowych. Cechowała go powściągliwość, chłodny obiektywizm, nie poddawał się bez zastrzeżeń urokom teatralnych przeżyć, unikał wyrażania wzruszeń. Choć chętnie pisywał pod bezpośrednim wrażeniem spektaklu, recenzje jego pióra nie noszą piętna tymczasowości; wypowiadane sądy opierały się na wnikliwej i wszechstronnej analizie utworu oraz dogłębnej znajomości uwarunkowań kulturowych.

W ostatnich latach działalności Bogusławskiemu towarzyszyły stałe akcenty pesymizmu, które odzwierciedlają także tytuły szkiców: Pod znakiem tymczasowości („Biblioteka Warszawska” 1906, t. 3), Tragedia naszego teatru („Biblioteka Warszawska” 1907, t. 2), Chroniczny przełom w teatrze (tamże, t. 4), Rok zmarnowany w teatrach warszawskich („Biblioteka Warszawska” 1908, t. 1). Trudności finansowe, przeciążenie biurokracją, spadek poziomu artystycznego to zagadnienia, które wciąż powracały w rozważaniach krytyka, niestrudzenie dociekającego sedna niepokojącej go sytuacji warszawskich scen rządowych i stawiającego pytania o przyszłość polskiej kultury.

Krytyka literacka. Nadrzędne miejsce w teatrze Bogusławski zdecydowanie przyznawał literaturze, dlatego za niebezpieczne uważał wszelkie przejawy odchodzenia od źródeł kultury literackiej, z nieufnością śledził nurty reform sięgających do parateatralnych i pozajęzykowych środków wyrazu (m.in. wyrażał sceptycyzm wobec młodopolskiej fascynacji teatrem japońskim, z dezaprobatą notował deprecjonujące rolę słowa wizje E.G. Craiga). W wielu artykułach krytycznych konfrontował swoje wyobrażenie o narodowym teatrze wysokoartystycznym z komercyjnymi realiami scen mieszczańskich. Z dużą rezerwą odnosił się do społecznej komedii tendencyjnej, niepokoiło go obniżenie poziomu popularnej produkcji. „Teatr jest instytucją artystyczną, nie przyrządem do sztucznego wylęgania płodów; [...] krytyka jest sumieniem literackim, nie komorą faworyzującą krajowy towar kosztem zagranicznego” – stwierdzał kategorycznie („Biblioteka Warszawska” 1897, t. 1). Konsekwentnie bronił praw wielkiej poezji – „ożywicielki ducha”, podczas gdy na scenie panowały melodramaty i „sztuki dobrze skrojone” dostarczane przez wiernych naśladowców Eugène’a Scribe’a czy Victoriena Sardou. Szczególnie bliskie mu były wybitne dzieła romantyczne, literatura francuska i dramaty Williama Shakespeare’a zaliczane do ponadczasowych arcydzieł repertuaru scenicznego.

Przywiązany do tradycji, żywo reagował na nowe zjawiska artystyczne. Krytyczną postawę zajmował wobec modernistycznych tendencji w dramaturgii przełomu XIX/XX w., zwłaszcza w stosunku do sztuk wyrosłych na gruncie mglistego symbolizmu i psychologicznych eksperymentów. Z dystansem obserwował zjawisko nazywane Ibsenschwindel. Aprobując w twórczości Henrika Ibsena wrażliwość poetycką oraz nerw satyryka w obrazowaniu mieszczańskiej kultury i moralności, zarzucał pisarzowi, że w ostatnich utworach „zamknął się w obłoku symbolizmu”. W prognozach Bogusławskiego Ibsen miał pozostać poetą przejściowym, autorem wielu wartościowych dzieł scenicznych, prekursorem dramatu przyszłości, ale zbyt słabym, by trwale oddziaływać na jego przyszłe oblicze (Skandynawizm w literaturze, „Biblioteka Warszawska” 1891, t. 4). Uwagę krytyka przykuwała za to problematyka społeczna w ujęciach dramatopisarzy włoskiego i niemieckojęzycznego kręgu kulturowego (m.in. R. Bracco, H. Sudermanna, A. Schnitzlera, G. Hirschfelda). Surowe oceny formułował często pod adresem dramaturgii Młodej Polski, z rezerwą rejestrując rozprzestrzeniającą się „przybyszewszczyznę”, obsesyjną powtarzalność problemu erotyzmu i wolnej miłości. Ale równocześnie pozytywnie wypowiadał się na temat intuicji teatralnej Stanisława Przybyszewskiego, która przejawiała się w przejrzystej konstrukcji, zwięzłym dialogu i powściągliwej charakterystyce postaci. Spore natomiast uznanie w oczach Bogusławskiego znalazły W sieci i Karykatury Jana Augusta Kisielewskiego, zinterpretowane głównie jako satyra na modernizm; cenił też rosnące postępy dramaturgiczne Gabrieli Zapolskiej i jej umiejętność twórczego reagowania na nowe prądy w sztuce, także aktorskiej. Znaczne nadzieje wiązał z twórczością młodego Tadeusza Rittnera, zachęcał warszawskie teatry do zaznajomienia publiczności z dramatami Stanisława Wyspiańskiego, mimo że był nieufny wobec zjawiska określanego mianem „wyspiańszczyzny”. Choć sceptycznie podchodził do osiągnięć literatury młodopolskiej, starał się dostrzegać w niej odbicie przemian współczesnego świata, wyraz niepokojów człowieka przełomu stuleci.

Niekwestionowane miejsce w dorobku Bogusławskiego zajmują analityczne studia literackie, przynoszące szczegółowe charakterystyki formy i treści omawianych dzieł, poparte z reguły odwołaniami do aktualnych prac naukowo-badawczych oraz toczonych dyskusji. W twórczości prozaików poszukiwał obecności pierwiastków poetyckich, prostoty i szczerości, z rezerwą odnosił się do nadmiernych skłonności filozoficznych, bardzo niechętnie witał przejawy naturalistycznego postrzegania świata (np. Emil Zola, „Biblioteka Warszawska” 1902, t. 4). Opublikował wiele studiów o Henryku Sienkiewiczu, które miały znaczący udział w recepcji dorobku pisarza. Był entuzjastą Józefa Ignacego Kraszewskiego, o którym pisał m.in. we wstępie do wydania jego Utworów dramatycznych (1890). Stwierdzenia, że „Kraszewski nie miał temperamentu teatralnego”, a jego dramaty „nazwać by można dialogowanymi powieściami” (tamże), nieodłącznie towarzyszyły późniejszym recenzentom. Bogusławski bardzo cenił Józefa Weyssenhoffa i Bolesława Prusa, u tego ostatniego zwłaszcza humorystyczny zmysł felietonisty i poetycką lekkość stylu. Wysoko stawiał twórczość Marii Konopnickiej i Elizy Orzeszkowej.

Rzetelność opinii, dbałość o język, dogłębna znajomość dramatu i literatury, świadomość zadań teatru jako instytucji artystycznej oraz wymagań stawianych autorom i aktorom, wrażliwość na różne aspekty sztuki, wysoka kultura estetyczna – te m.in. cechy zadecydowały o wyjątkowej pozycji Bogusławskiego-krytyka, którego format intelektualny wyrastał ponad poziom przeciętnych sprawozdawców literackich i teatralnych epoki. Jego bogata spuścizna ma dużą wartość dokumentacyjną, stanowi istotny przyczynek do dziejów polskiej kultury teatralnej, muzycznej i literackiej 2. poł. XIX i pierwszych lat XX w. Publikację wielotomowej serii pism krytycznych Bogusławskiego planował Mieczysław Rulikowski, rozpoczynając ją od filologicznego opracowania Sił i środków naszej sceny (wyd. 1961). W obszernych przypisach do tej edycji podkreślał, że wszystkie wypowiedzi krytyka „cechuje gruntowna znajomość przedmiotu, głębokie ujęcie poruszanych spraw, sąd niezależny, wreszcie piękna forma”. Inicjatywę tę popierał Leon Schiller, lecz została ona jedynie częściowo zrealizowana, opublikowano jeszcze tylko ponad 40 szkiców na temat aktorstwa w zbiorze Aktorzy warszawscy (wyd. 1962).</document>
<document nplp_id="13837" title="Bogusławski Wojciech" slug="boguslawski-wojciech">Dramatopisarz, krytyk literacki, historyk teatru, aktor, antreprener, reżyser, nauczyciel sztuki aktorskiej.

Informacje biograficzne. Urodził się 9 IV 1757 w Glinnie pod Poznaniem jako syn Leopolda Bogusławskiego h. Świnka (1723–1793) i Anny Linowskiej h. Pomian (1734–1762). O jego czasach szkolnych nie mamy wiarygodnych informacji. Kształcił się być może u pijarów w Piotrkowie (1768), w Szkołach Nowodworskich w Krakowie (1770–1772/1773), potem może w pijarskim Collegium Vesta w Warszawie. Edukację zapewne dopełnił w gwardii pieszej litewskiej, gdzie służył w l. 1775–1778. W tym samym roku debiutował na scenie publicznej jako aktor, śpiewak operowy i autor dramatyczny oraz został przyjęty do grona wolnomularzy. Większa część jego życia była związana z Warszawą, jakkolwiek grał i prowadził teatry także we Lwowie, w Wilnie, Poznaniu, Kaliszu i innych miastach. W 1783 r. został dyrektorem zespołu polskiego i po pół roku otworzył własną antrepryzę. W l. 1785–1789 prowadził teatr w Wilnie, a w lutym 1790 r. na wezwanie Stanisława Augusta objął scenę narodową. W l. 1795–1799 kierował teatrem lwowskim, a do 1814 r. – ponownie teatrem warszawskim, który w tymże roku przekazał swemu zięciowi Ludwikowi Osińskiemu. Występował do 1827 r. Był autorem, tłumaczem i adaptatorem ok. 80 sztuk dramatycznych i librett operowych. W 1812 r. wydał własny podręcznik gry aktorskiej Dramaturgia, czyli nauka sztuki scenicznej dla Szkoły Teatralnej napisana (do 1814 r. wykładał tu „dramatykę praktyczną”, czyli grę aktorską). W l. 1820–1823 opublikował dwunastotomowe Dzieła dramatyczne, w których zawarł teksty tłumaczonych lub adaptowanych dramatów wystawianych na scenie warszawskiej, krytycznoliteracką analizę każdego z nich, a także własne utwory sceniczne oraz – w tomie 1 i 4 – Dzieje Teatru Narodowego, dopełniając wszystkie tomy biografiami aktorów sceny warszawskiej. Zmarł 23 VII 1829 w Warszawie.

Krytyka teatralna i literacka: podstawy estetyczne. Działalność krytyczną rozpoczął późno, w 1820 r., wiążąc ją z edycją zbioru swoich dramatów. Jak wyznawał – był krytykiem z przypadku, autorem z musu; „rozkazem monarchy postawiony na czele Sceny Narodowej”, a „pozbawiony pomocy od wszystkich ówczesnych autorów [...], już tylko we własnej pracy jedyną utrzymania powierzonej mi antrepryzy widziałem nadzieję” (Wstęp, w: Dzieła dramatyczne, t. 1). A skoro „dawniej pisanych scenicznych dzieł celem była nauka korzystania z cudzych” (Uwagi nad „Henrykiem VI”, w: Dzieła, t. 5), i on podążył tym dobrze wydeptanym traktem, zaczynając od przeróbek i tłumaczeń, by z czasem zacząć pisać własne utwory. Doskonale znał swoje miejsce – przede wszystkim na scenie, dopiero w dalszej kolejności – z piórem w ręku. We wstępie do swych Dzieł dramatycznych pisał: „Wolny od wszelkiej żądzy autorskiej sławy, prawdziwy literat z biedy, nie myślałem nigdy o wydaniu pism moich na świat”; nie miał też „najmniejszej myśli wystawiania onych za wzorowe”, o czym świadczyły pozostawione w nich „pomniejsze uchybienia” (Wstęp). I choć zdawał sobie sprawę, że teatr zawsze musi „stosować się do czasu” i „usuwając wszelkie staroświecczyzny”, dogadzać „smakowi i zdaniom obecnego pokolenia” (Uwagi nad komedią „Szkoła kobiet”, w: Dzieła, t. 7), to przypominał dawne sztuki „dla lubej zawsze polskim sercom narodowości” (Uwagi nad operą „Lodoiski”, w: tamże). Publikując je jednak w innej sytuacji społecznej, politycznej i artystycznej, a de facto w innej epoce, wiedział, że mogą one jedynie służyć „za wzór wstecznego w widowiskach smaku” (Wstęp), zwłaszcza że wtedy słowo „klassiczność” stało się hasłem, pod którym gazety i pisma periodyczne ogłaszały codziennie niemal recenzje” (Powody napisania melodramy „Izkahara”, w: Dzieła, t. 7). W chwili gdy zaczynał swoją karierę, istniało jeszcze odrębne środowisko pijarskie, które w podręcznikach poetyki z lat 80. sformułowało zasady polskiego klasycyzmu ceniącego bardziej wzory niż reguły i wzbogaconego o refleksy sentymentalizmu, w drugiej dekadzie stulecia do głosu dochodzili natomiast rygorystyczni klasycy. Jednym z nich jest Osiński, od 1814 r. kierujący teatrem warszawskim. Obok niego pojawia się grono krytyków spod wymienionego w nazwie znaku – Towarzystwo Iksów, stowarzyszenie „ludzi uczonych i pierwszej dostojności” działających na przecięciu sztuki i władzy Królestwa Kongresowego, a trudniący się „oczyszczeniem onej [sceny] z tak zwanych brudów przez pisma publiczne, wytykające wszelakie błędy w dziełach tak krajowych, jako i obcych autorów i przez sprostowanie uchybień w grze artystów” (Powody napisania melodramy „Izkahara”, w: tamże).

Do klasycystycznej poetyki sięga więc Bogusławski, by sformułowanymi w niej zasadami tworzenia dramatów kierować się przy prezentacjach i rozbiorach tekstów, „ubezpieczając” tak wydawane pisma. Znamienne, że nie pomieścił w nich swej najważniejszej sztuki, Krakowiaków i Górali. Z poetyki klasycystycznej pochodzą zasadnicze kryteria, którymi będzie się kierował w omawianiu dramatów, nawet cokolwiek naginając swe analizy. Krytyk posługuje się najczęściej regułą trzech jedności, często przywołuje kategorię prawdopodobieństwa i uwzględnia kategorię gatunku, ta ostatnia determinuje sposób pisania i analitycznego podejścia do dzieła; następnie sięga po zasady konstrukcji postaci – „doskonale trafione charaktery” wymagające wycieniowania „przez sprzeczności obok działających” (Uwagi nad komedią „Figiel za figiel”, w: tamże, t. 7; Powody napisania komedii „Spazmy modne”, w: tamże, t. 2). Inne kryterium to przesłanie moralne omawianego utworu, także zresztą zharmonizowane z wymogami gatunku. Cały zbiór publikowanych dramatów Bogusławski traktuje jednak szczególnie – jako ukłon w stronę zawsze przezeń cenionej publiczności, „hołd najczulszej wdzięczności za łaski, którymi mnie w chęciach służenia sobie nieprzerwanie wspierała” (Wstęp). W zawartych w publikacji Dzieje Teatru Narodowego wyznaniach pisze: „[...] wszystko, co w pomyślniejszych czasach wziąłem od Publiczności, oddałem jej w krytycznych, w równej zawsze świetności utrzymując Scenę Ojczystą” (Mayer, w: Dzieła, t. 4). 

Budowa wypowiedzi krytycznej. Każdy omawiany utwór (z niewielkimi wyjątkami) Bogusławski wpisuje w swoistą ramę, którą tworzą dwie formy pisarskie: bardziej lub mniej szczegółowy biogram autora dramatu, niekiedy sięgający do opinii francuskich lub niemieckich krytyków, uwzględniający uprawiane gatunki, oraz prezentacja i bardziej lub mniej dokładna analiza jego dzieła według wzorów francuskich – Jean-François de La Harpe’a i Julien-Louisa Geoffroya, pomnożona uwagami o wystawieniu utworu. Tu właśnie, w seriach takich Uwag o.../ nad..., Wiadomościach o..., wchodzi w rolę krytyka – głównie zresztą literackiego. Zdaje on sobie bowiem sprawę, że spektaklu już nie przywoła i w najlepszym wypadku może wymienić grających w nim aktorów. Przedstawia jednak współczesnemu czytelnikowi sztuki tak, jak były wystawiane na scenie warszawskiej. A pragnąc pogłębić wiedzę odbiorcy, staje się krytykiem jednego rodzaju literatury – dramatu. Powoduje nim – jak zaznacza – wdzięczność dla publiczności dopełniana swoistą pasją pedagogiczną, jaką pielęgnowało oświecenie. Tak czy inaczej wdzięczność to najdziwniejsza i chyba nader rzadko spotykana (może w ogóle nieobecna) motywacja do podjęcia, często uważanej za niewdzięczną, roli krytyka. 

Dyspozycje Bogusławskiego jako krytyka. Czym dysponował Bogusławski w tej roli? Przede wszystkim miał ogromne doświadczenie sceniczne umożliwiające ocenę walorów dramatu, a praktyka aktorska oraz funkcja nauczyciela zasad gry scenicznej pozwalała mu niemal jednym rzutem oka objąć rolę i poza nią dojrzeć postać dramatu. Miał ogromne doświadczenie translatora i adaptatora, a ówczesnych zasad literatury dramatycznej uczył się niejako „w biegu”, pracując nad następnymi tekstami i traktując reakcję widowni jako sprawdzian wartości dramatów, zawsze też w jakiś sposób odnoszących się do rzeczywistości. Nigdy przecież nie mieszał dramatu ze spektaklem, zbyt dobrze znał rozłączność literatury i sceny. A odpowiadając w 1816 r. w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego” na zaczepkę Iksa w sporze o komedię Kotzebuego Dwaj Klingsbergowie, zauważył, że chociaż znamy „piękne dramatyczne płody” Williama Shakespeare’a i Molière’a, „ale te nikogo grać nie nauczyły” (Stary Klingsberg do JPana X, „Gazeta Warszawska” 1816, nr 19). Swoje Dzieła dramatyczne adresował przede wszystkim do czytelników, i to z przyszłego pokolenia, które nie tylko będzie chciało się zapoznać z minionym smakiem, ale także dowiedzieć się, jakim dana sztuka „podlega prawidłom i do jakiego rodzaju należy”. Szanując bowiem niewymienionych z imienia znawców (najpewniej Iksów), stosował prosty chwyt retoryczny – prosił ich, aby „pozwolili udzielić tyle [wiadomości o zasadach tworzenia], ile ich posiadam, tym, który nie mieli sposobności zajmować się poznaniem onych” (Uwagi nad operą „Józef w Egipcie”, w: Dzieła, t. 2). Drugim adresatem pozostaje teatr – wszak jeszcze wtedy z tego dorobku mógł skorzystać, przynajmniej do początku lat 30. pozostawał bowiem pod wpływem oświeconych. Z tym bagażem Bogusławski zapoczątkował u nas tradycję publikacji autorskich zbiorów sztuk – kontynuowali ją potem Ludwik Adam Dmuszewski, Fryderyk Skarbek, Jan Tomasz Jasiński, Aleksander Fredro. Tyle że wydawali oni dramaty pozbawione analiz i komentarzy. Można powiedzieć, że oddzielili rolę autora od roli krytyka, które Bogusławski tutaj połączył. I tylko on jeden tak uczynił.

Układ genologiczny: tragedia. Konstrukcja poszczególnych tomów jest przemyślana i określona przez hierarchie gatunkowe. Na początku tomu znajduje się dzieło najważniejsze – najlepiej tragedia lub poważna drama, po niej Bogusławski kładł komedię, następnie libretto operowe, na końcu jeden z „pomniejszych płodów”, zwykle „zabawną sztuczkę” jednoaktową. Także w ocenie utworów kryterium podstawowym pozostawały normy gatunkowe – wszak dramat nie mógł być pisany i oceniany według zasad innego gatunku. Pierwsze miejsce tragedii było zobowiązujące, ale tragedia tragedii nierówna. Dlatego Bogusławski wybierał do publikacji dzieła w dorobku danego autora oceniane jako najwybitniejsze lub najlepsze (np. Saula V. Alfieriego). Nie wahał się jednak – mimo pochwalnych opinii innych krytyków – wyrażać przeciwnego zdania i oceniać utwór według kryteriów normatywnych, choć jego autor ich nie akceptował. Tak zachował się wobec Emilii Galotti Gottholda Ephraima Lessinga, uznając śmierć bohaterki za „równie niesprawiedliwą i okrutną, jak nieużyteczną” (Uwagi nad „Emilią Galotti”, w: tamże, t. 3)..Głównym argumentem był sąd warszawskiej publiczności – tragedia Lessinga nie wywołała takiego wrażenia, jak późniejsze Wirginie Vittoria Alfieriego i Aleksandra Chodkiewicza. Osobne miejsce wśród tragedii zajmie Hamlet Shakespeare’a, „twórczego i wyniosłego geniusza”, który odrzucając „kajdany obcych prawideł”, szedł śmiało własną drogą, „samej natury ręką prowadzony”. „Sam w sobie wszystko znajdował, wszystko sobie był winien” (Shakespeare, w: tamże, t. 4). Mimo to Bogusławski odnotowuje jego „mnogie uchybienia” znane z opinii ówczesnych krytyków: brak reguł, „uboczne zdania”, nieprzyzwoite osoby „poniżające godność tragedii”, „odrażające widoki”, brak celu moralnego. Uznaje wszakże jego dzieła za tak mocne i pociągające, że oprzeć się im niepodobna, postacie zaś oceniane pod względem prawdopodobieństwa „są żywym różnych stanów i obyczajów obrazem” (Uwagi nad „Hamletem”, w: tamże).

Drama i melodrama. W niektórych tomach na pierwszym miejscu pojawiają się tragedia miejska (Eleonora F. Zieglera), nadto melodramat, czyli własny Iskahar król Guaxary, oraz dramy. Wśród dram znajdziemy Ojca familii Denisa Diderota, Uczciwego winowajcę Fenouillot de Falbaire’a, Pustelnika na wyspie Formentera czy Powtórzone wesele Kotzebuego. Szczególnym wypadkiem jest Lanassa, wdowa Malabaru, dowód zarówno na pokrewieństwo dramatu i tragedii, jak i na znaczenie sądu widowni. Wszak pierwotnie była to tragedia Antoine-Marie Lemierre’a przerobiona przez Karla Martina Plumickiego na dramę, która „z wielkim zapałem przyjęta była” i dlatego w tej postaci została przełożona (Lemierre, w: tamże, t. 10). Bogusławski jest obrońcą dramy atakowanej wtedy przez klasyków, choć broni jedności tonu dzieła z powodów artystycznych – wszak „podwójne uczucie szkodzi głównemu celowi sztuki” i „jedno przez drugie osłabiać musi”. Drama zawodzi też oczekiwania widzów wtedy, kiedy przychodzą do teatru, by płakać, a śmiać się muszą. Uznaje jednak, że przez „domowego życia zdarzenia wyciska łzy litości z oczu patrzących” i dzięki temu zbliża się do tragedii. To bowiem, „co nas wszystkich dotyka”, winno nas bardziej obchodzić. „Czy tylko heroiczna tragedia ma łzy wyciskać? Codzienny więc rodzaj koniecznie potrzebny i użyteczny” (Uwagi nad „Ojcem familii”, w: tamże, t. 2).

Jeżeli układ dramy Diderota (mimo uchybień), „jako ze wszech miar doskonałej, może służyć za wzór mającym chęć pisania sztuk w podobnym rodzaju” (tamże), inne okazywały się dalekie od doskonałości, zwłaszcza Uczciwy winowajca czy Powtórzone wesele, wymagające znacznych przeróbek i skrótów wskutek rozwlekłości dialogów i nużącej powtarzalności myśli, które „natężenie litości w obojętność przemieniają” (Uwagi nad „Uczciwym winowajcą”, w: tamże, t. 5). Bezwzględnie krytycznie podchodzi do popularnego Pustelnika Kotzebuego, zastanawiając się: „Jakim sposobem niepodobne wcale do wiary zdarzenie może zajmować umysły i poruszać serca patrzących”. Uznaje, że zależało to od „powszechnego upodobania” „w romantyczności ubiegłego wieku”, zatem od wyobrażeń żeglugi morskiej, bezludnych wysp, dzikich ludzi i zadziwiających opowieści. Cudem chyba zostaje sklejona osnowa, spośród postaci wyłącznie bohaterka „jest jak powinna” i tylko kilka scen poruszających stanowi całą wartość „dramy Pustelnika” (Uwagi nad dramą „Pustelnika”, w: tamże, t. 9).

Jedyna w zbiorze melodrama, Izkahar, to de facto drama heroiczna, nazwana melodramą „z losem Ojczyzny naszej niejednie miało podobieństwo” (Dzieje Teatru Narodowego, cz. 2, t. 4). „Melodrama nie jest tworem dzisiejszym” – pisze Bogusławski, broniąc tego gatunku. Wskazuje na jego protektora, Ludwika XIV, który obok wzorowych dzieł kazał wystawiać sztuki z muzyką, baletami, śpiewem. W nich pantomimy „i wszelkiego rodzaju okazałości zgromadzano bardziej dla oczu niżeli umysłu zadowolnienia”. Takie sztuki pisał Molière na królewskie festyny, zwąc je komedio-baletami, i tylko nazwa różniła je od współczesnych melodram, gdyż „były istotnie tym samym rodzajem widowisk” (Uwagi nad melodramą „Iskahara”, w: tamże, t. 7). Takie widowiska nie zawsze mogą zachowywać przepisy sztuki dramatycznej, ale choćby jedności akcji przestrzegać powinny. Bogusławski stwierdza, że on sam w Izkaharze starał się zachować wszystkie jedności.

Komedia. Drugie miejsce w poszczególnych tomach rezerwuje Bogusławski dla komedii, doskonale zdając sobie sprawę z jej wielu odmian gatunkowych dostosowanych do założonego odbiorcy. I tak Kobiety Charles’a Demoustiera są przeznaczone dla „wyższego stanu osób”, gdyż „znajomość dobrego tonu i delikatnych uczuć nadaje im więcej prawdy i przyjemności” (Uwagi nad komedią „Kobiety”, w: tamże, t. 9), a Mieszczki modne Florenta Dancourta i jego własna farsa Trzej bracia bliźnięta reprezentują komizm w stylu Jean-François Regnarda, czyli powodują „więcej wesołej myśli niżeli wielkiego śmiechu” (Dancourt, w: tamże, t. 6). Istotną cechą gatunku pozostają różnorakie związki komedii z rzeczywistością. Przede wszystkim to związek z obyczajem, znamienny dla odmiany komedii obyczajowej. Wydobywa go w przypadku Spazmów modnych, które ściągnęły nań „wiele zagniewanych spojrzeń” i „dotkliwych przycinków” (Powody napisania komedii „Spazmy modne”, w: tamże, t. 2), Mieszczek modnych, stanowiących kopię „jednej części społeczeństwa” i stąd zagrożonych przygotowywanym (acz niedoszłym) wyświstaniem, obecnie już niegroźnym, gdyż „zbliżenie wszystkich stanów”, „dawną różnicę” niwelując, „wszystkim zarówno jednakowych zbytków dozwala” (Uwagi nad „Mieszczkami modnymi”, w: tamże, t. 6). Z kolei Szkołę kobiet Molière’a „do krajowych przystosowałem obyczajów, bo równie naówczas wszystkie komedie chciano mieć poprawiającymi domowe wady i miłość cudzoziemszczyzny mniej jeszcze zajmowała serca Polaków” (Uwagi nad komedią „Szkoła kobiet”, w: tamże, t. 7). Opisuje „najzabawniejszy rodzaj komiczności”, jakim jest omyłka, przez Molière’a podwojona („wielkiego geniuszu wynalazek”), a ranga autora wymaga od niego wytłumaczenia się z dokonanych zmian, zresztą bardziej teatralnych niż literackich, które zmodyfikowały układ całego dzieła „bez nadwyrężania najdowcipniejszej osnowy” (tamże).

Obok nieuniknionych przeróbek obyczajowych wzgląd na prawdopodobieństwo wymuszał dostosowanie komedii do aktualnych wydarzeń i pojęć, z zastrzeżeniem, że to, co pozostaje z nimi w sprzeczności, zostaje opuszczone (np. w przypadku Człowieka, jakich mało na świecie, w: tamże, t. 10). Do „zrozumialszego rozwiązania osnowy” posłużyła w Szkole kobiet „ówczesna domowa wojna” (konfederacja barska), a Figiel za figiel Fryderyka Brühla zawiera „wspomnienie świeżo okazanych dowodów męstwa spółrodaków”, czyli wojny 1792 r. w obronie Konstytucji (Uwagi nad komedią „Figiel za figiel”, w: tamże, t. 4). Henryk VI na łowach pochodzi z kolei z czasu, kiedy okoliczności (targowica) „dały powód do zastosowania niektórych wyrazów do krajowych zdarzeń, a razem przypomnienia świętych obowiązków, jakie dobrzy synowie swojej matce... Ojczyźnie są winni” (Uwagi nad „Henrykiem VI”, w: tamże, t. 5). Proponując czytelnikowi porównanie Stanisława Augusta z fikcyjnym Henrykiem, Bogusławski traktuje patriotyzm jako wymóg moralny. Króla wspomni jeszcze przy okazji Szkoły obmowy Richarda Sheridana, sztuki, której tekst miał on poprawiać własną ręką (Uwagi nad „Szkołą obmowy”, w: tamże).

Wśród komedii są także utwory odwołujące się do wydarzeń w innych krajach, np. Taczka occiarza, która odnosi się do sytuacji w przedrewolucyjnej Francji, do dziś może śmieszyć scenami pokazującymi, jak bogactwo wyrównuje różnice stanowe (Uwagi nad „Taczką occiarza”, w: tamże, t. 8).. Inne walory dostrzega autor w komedii Kotzebuego Dwaj Klingsbergowie, która wywołała atak Iksów na Bogusławskiego grającego rolę starego Klingsberga. Ich intencje rozszyfrował niejaki J...cz, wytykając autorom dążenie do poniżenia „najzasłużeńszego na scenie narodowej” (J...cz, Z powodu recenzji komedii „Dwaj Klingsbergowie”, „Gazeta Warszawska” 1816, nr 10).. Bogusławski odpowiedział Iksom, broniąc siebie, teatru i publiczności, ku której nie „zniża się”, a wprost przeciwnie – „wznosi się”, składa się ona bowiem „z ludzi oświeconych, znających się na sztuce”. Udowadnia też, że to Iksowie nie mają stosownej wiedzy na temat postaci noszącej nazwisko Klingsberg, które tu „wydaje się bez znaczenia”. Tymczasem nazwisko Klingsberg znaczyło wiele w Wiedniu, gdzie sukces odniosła komedia Friedricha Ludwiga Schrödera z bałamutem i rozpustnikiem Klingsbergiem w roli głównej. Stał się on wzorem dla takich postaci w dramacie niemieckim (Uwagi nad komedią „Dwaj Klingsbergowie”, w: Dzieła, t. 3; Stary Klingsberg do Pana X, „Gazeta Warszawska” 1816, nr 10).. Zaletą komedii Kotzebuego jest „letki, zawsze krotofilny styl, który połączony z prawdziwą w osnowie rzeczy będącą komicznością, zawsze przyjemną słuchającym sprawia zabawę”, niezależnie od oskarżeń Iksów o „upodlenie” postaci (Uwagi nad komedią „Dwaj Klingsbergowie”, w: Dzieła, t. 3). Według Bogusławskiego – chociaż utwór, jak wszystkie dzieła niemieckie, nie zachowuje prawideł „i zdaje się, jakby cała rzecz z samych się epizodów składała” – jego cel jest moralny, a komiczność zawarta w osnowie „wyrównuje” Molière’owi (Kotzebue, w: tamże).

Opera. Trzecie miejsce w dziełach Bogusławskiego należy do oper. Przy czym już w tomie 1, przy okazji Józefa w Egipcie, autor rozróżnia odmiany tego gatunku. Na początku stawia poważną operę, potem wielką operę niemiecką, biorącą początek w Wiedniu od Emanuela Schikanedera. Ale za najdoskonalszą uznaje wielką operę tragiczną; następna odmiana to opery krotofilne w trzech narodowych wariantach: buffa włoskie, zawierające bufonady i arlekinady, francuskie opery komiczne (jak Czary bez czarów, w: tamże, t. 10) i niemieckie, naturalniejsze w osnowie (jak jego i kompozytora J. Elsnera opera heroiczno-komiczna Herminia, czyli Amazonki, w: tamże, t. 12). Wyodrębnia też romantyczną operę historyczną, która swą pośredniością przypomina dramy. Są to Józef w Egipcie i powszechnie wysoko ceniona Lodoiska z muzyką Luigi Cherubiniego, jedna z trzech opartych na tej samej historii. Wybór tej najdoskonalszej i najbliższej polskim obyczajom wymagał od tłumacza pogłębienia elementów charakterystycznych dla narodowości. Jest to „nader prawdziwy, niestety, obraz dawnej samowoli Panów naszych” (Uwagi nad operą „Lodoiski”, w: tamże, t. 3). Operą heroiczną jest Axur, król Ormus Antonio Salieriego, słusznie nazywany „najpiękniejszym lirycznym dziełem XVIII wieku” (Uwagi nad operą „Axura”, w: tamże, t. 9). Do wielkich oper zalicza Bogusławski Przerwaną ofiarę z muzyką Petera von Wintera. Uznaje ją za „nieledwie najpiękniejszą” wśród oper niemieckich, choć szkodzi jej „Szekspirowski sposób pisania, który niemieccy autorowie za wzór obrali, a który obok najokropniejszych śmieszne wprowadza zdarzenia”. „Zachwycająca muzyka” „równie słuchowi jako i uczuciu znawców muzyki dogodzić umie”, a naturalna osnowa budzi politowanie i przestrach (Uwagi nad „Przerwaną ofiarą”, w: tamże, t. 8).

Wielu oper dotyczą uwagi krytyczne. „Prawdziwym dramatycznym potworem” okazuje się źle zakomponowana Genowefa, królewna szkocka Szymona Mayera – wszystko w niej pomieszane, nieumotywowane, „źle pozszywane i niepodobne do wiary” (Uwagi nad operą „Genowefy”, w: tamże, t. 4), podobnie Kamilla Ferdinanda Paera złożona „z nieklejących się z sobą przypadków” (Uwagi nad operą „Kamilla”, w: tamże, t. 3). Niekiedy to muzyka (L. Cherubiniego) „pokrywa niedoskonałości libretta”, jak w mających charakter historyczny Dwóch dniach trwogi Jean-Nicolas Bouilly’ego (Bouilly, w: tamże, t. 4).

Sztuki „małe”. Czwarte miejsce w Dziełach dramatycznych jest rezerwowane dla wielogatunkowych jednoaktówek, oper, komediooper i komedii. Małych oper jest tu sporo – w tomie 12 to Nędza uszczęśliwiona Macieja Kamieńskiego, którą ze względu na jej prekursorstwo pragnie Bogusławski „zachować od zatraty”. W tomie 10 – słynna Sługa panią Giovanni Paesiella, w 4 – opera krotofilna Nic nadto, czyli Dwa parawany, „zabawna fraszka” „podług wszelkich prawideł sztuki napisana” (Uwagi nad operą „Nic nadto”, w: tamże, t. 2). Najwyżej wśród tych operetek stawia Bogusławski Jedną godzinę małżeństwa, głównie ze względu na autora tekstu, sławnego podówczas Charles-Guillaume Étienne’a, twórcy cenionej i grywanej w Warszawie komedii Dwaj zięciowie. Obszerna prezentacja pisarza uwzględnia zarówno jego charakter (pełen pychy), jak i anegdotyczną stronę jego biografii, niemniej przedstawia go jako pełnego „dowcipu, gładkości stylu”, mającego „talent wynajdywania osobliwszych sytuacji, które operom jego nadają przyjemną zaletę nowości” (Etienne, w: tamże, t. 8). Komediooperę Miłość i tajemnica Josepha Paina zalicza Bogusławski do sztuk benefisowych, wszak jej jedynym celem było ukazanie talentów komicznych trzech aktorów (Uwagi nad komediooperą „Miłość i tajemnica”, w: tamże, t. 4).

Wśród komedii zwraca uwagę Amant, autor i sługa „nieznajomego autora”, osobista pamiątka Bogusławskiego, jego pierwsza sztuka (1778), „bardzo pięknie według przepisów ułożona” (Uwagi nad komedią „Amant, autor i sługa”, w: tamże, t. 5). Szczególny przypadek stanowi angielska komedia Susanny Centlivre Kobieta dotrzymująca sekretu, która musiała zostać przez Bogusławskiego dostosowana do krajowych obyczajów i mocno przerobiona z komedii pięcioaktowej na jednoaktówkę, bowiem z jej zagmatwanej akcji „ledwo w kilku po całej sztuce rozrzuconych scenach kobietę dotrzymującą sekretu wyśledzić można” (Uwagi nad komedią „Kobieta dotrzymująca sekretu”, w: tamże, t. 3).

W ocenach małych sztuk, w poważnym podejściu do biogramów autorów tych drobiazgów, niekiedy wykorzystujących anegdoty, innym razem opisujących burzliwe życie autora, oceniających jego talent i wiedzę czy troszczących się o jego pamięć, Bogusławski kompromituje (być może celowo) znamienne dla Iksów pogardliwe traktowanie jednoaktówek. Uważali oni, że „głębsze rozbiory ważniejszym przedmiotom zachowane być muszą” (Iks, „Kacperek w szczęściu”, przer. A. Żółkowskiego, „Gazeta Warszawska” 1817, nr 36). Wiele z nich „jako mniej godne dobrego tonu widzów ostrymi surowej krytyki piorunami rażone, zaraz w dniu urodzin swoich albo wkrótce potem skonały”. Bogusławski jest daleki od takiego traktowania najmniejszych płodów dramatycznych. Wszak wie, że w tej sytuacji „niska” część publiczności ucieka do innych widowisk, „aż do nikczemnych marionetek”, pociągając swoim przykładem pozostałą, „wysoką” część widowni (Powody napisania melodramy „Izkahara”, w: Dzieła, t. 7).

Przyjęta przez Bogusławskiego rola krytyka była złożona. Nie tylko ze względu na wielość autorów – w operach librett, jak muzyki, na różnorodność gatunków, ale też w związku ze świadomością zmian spowodowanych biegiem czasu, prowadzących do konfrontacji minionego z aktualnym, tak w obyczaju, jak w twórczości. Świadomość historyczna dyktowała mu konieczność zachowania niektórych dzieł dla potomnych, a wiedza o rozbieżności między dramatem a sceną zmuszała go do ograniczenia ingerencji inscenizacyjnych. Była to rozmowa nie tyle z widzami spektakli, ile z czytelnikami dramatów, z widzami rozmawiał bowiem – zwłaszcza w epoce stanisławowskiej – przez afisze, a w późniejszym czasie – niekiedy w dziennikach. Teraz sięgnął po czytelników.

Potraktował ich tak, jak swą teatralną widownię – poważnie i z szacunkiem. Wszak – jak napisał w Powodach napisania melodramy „Izkahara” (tamże): „Najpierwszym i koniecznym każdego publicznych widowisk przedsiębiorcy staraniem być powinno podobać się publiczności”. Kierując się takim przekonaniem, wprowadzał barwne biogramy autorów i kompozytorów wyposażone w emocjonalne uwagi – np. o geniuszu Józefa Elsnera czy Molière’a, nie unikał barwnych anegdot (np. o Dancourcie, dworaku Ludwika XIV, który stał się nabożnisiem i w kaplicy swego pałacu wystawił sobie grobowiec). Nie stronił od emocjonalnych streszczeń źródeł, na których oparli się autorzy (np. F. de Falbaire wykorzystał relację F. Marmontela z prawdziwego zdarzenia, a on sam posłużył się w Henryku VI powiastką opublikowaną w zbiorze Dodsleya). Wyjaśniał też czytelnikom treść sztuk, komentował działania i charaktery postaci, tłumaczył się ze skrótów, przywoływał elementy historii dramatu i teatru (dlaczego Uczciwy winowajca dzieje się na ulicy zamiast w pokoju), w ocenach muzyki powoływał się na opinie znawców, choć bezceremonialnie traktował literackie autorytety (polemizował z Geoffroyem w obronie cnót i obowiązków) i uczciwie informował, że autor jest mu nieznany.

Ze swymi czytelnikami prowadził dialog dotyczący zarówno kwestii moralnych („istotna prawda mało dziś znaczy, jeżeli w olbrzymiej nie występuje postaci”; Uwagi nad operą „Koncert przerywany”, w: Dzieła, t. 6), jak i artystycznych („Wszystko, co przechodzi granice naturalnej komiczności, nie jest prawdziwie śmiesznym”; Uwagi nad komedią „Duch sprzeciwieństwa”, w: tamże). Nie obawiał się angażować środków literackich – pytań retorycznych („Do czegoż gwałtowna młodocianej duszy miłość przywieść nie może”; Uwagi nad komedią „Amant, autor i sługa”, w: tamże, t. 5), nie unikał żartu („Co za naukę odnieść można na przykład z komedii [...] Kotzebuego pod nazwiskiem Kozioł? Tę chyba, że w cudzej żonie przyjemniej jest kochać się, jak w swojej. Ah! Ta umiejętność tak już upowszechniną została, że nieledwie dziwić się wypada, jeżeli jeszcze w jakiem małżeństwie nie jest znajomą”; Uwagi nad „Mieszzczkami modnemi”, w: tamże, t. 6). Posługiwał się też ironią. Gdy swego Henryka nazwał klasyczną komedią – natychmiast dodał: „Przebóg! słyszę już szyderskie śmiechy zapalonych krytyków... Widzę ich porywających pióra na zawstydzenie mojej dumy, zuchwalstwa, nierozsądku, nieumiejętności, nie... nie... Ale stójcie Panowie! Odetchniejcie z waszych zapałów! Nazywam ja sztukę moją klasyczną, nie żeby miała być wzorową, ale [...] szkolną dlatego, że ją po wszystkich szkołach, liceach i konwiktach najczęściej uczniowie grywać zwykli” (Wiadomość o angielskiej powieści, z której wziętą jest myśl komedii „Henryka VI”, w: tamże, t. 5).

Bogusławski w swych rozmowach z czytelnikami nie zapominał o scenie. Dlatego wyjaśniał, że potrójna rola w Trzech braciach bliźniętach daje aktorowi szansę popisu, że starcia dwóch rycerskich narodów – Greków i Amazonek – wymagają wielu osób na scenie dla „prawdziwego omamienia” (Uwagi nad operą „Amazonki”, w: tamże, t. 12), a Przestroga pod spisem postaci w Czarach bez czarów dotyczy porządku, w jakim powinny one stać na scenie – pierwszy wymieniony na początku sceny „jest pierwszym od prawej strony grających” (tamże, t. 10). W sumie czytelnik Dzieł dramatycznych otrzymywał żywe, doskonale napisane kompendium wiadomości o dramatach i teatrze swego czasu, w którym zasady klasycyzmu stawały się powoli poręcznym warsztatem autora. Taki charakter miały też dla Bogusławskiego, niezależnie od jego wszelkich zapewnień dotyczących zachowywania reguł, które adresował do ówczesnych literackich augurów. Klasycyzm kształtował przecież od lat jego świadomość literacką, aczkolwiek moderowaną przez wymagania sceny. W takim kształcie jego dzieła nie mieścili się Krakowiacy i Górale, niezależnie od wszelkich możliwych kłopotów, jakie mogłaby sprawić publikacja tego utworu. Znamienne, że właśnie on znajdował się całkowicie po stronie teatru, nie literatury.</document>
<document nplp_id="13838" title="Bohomolec Franciszek" slug="bohomolec-franciszek">Komediopisarz, wydawca, krytyk literacki, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Daniel Robinson; F.B.; F.B.S.J.; M.Z.S.W.; N.N.; Ochotnicki; Śmiałecki; Szkolnicki; Theosebes; Uczciwski i in.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 I 1720 na Witebszczyźnie. Po nauce w wileńskim kolegium jezuickim i wstąpieniu tu w 1737 r. do Towarzystwa Jezusowego związał się na stałe z zakonem. Studiował filozofię w Wilnie, nauczał tu do 1747 r., kiedy na dwa lata pojechał na studia (retoryki i teologii) do Rzymu, gdzie zetknął się też z literackim środowiskiem Arkadii. Wracając do Wilna, pół roku probacji na przełomie 1749/1750 spędził w Czechach. Wkrótce oddelegowano go do Warszawy (od poł. 1751 r. uczył już wymowy w Gymnasium Zaluscianum, od 1752 r. – Collegium Nobilium SJ). Wcześnie dał się poznać jako literat: tworzył dla teatru szkolnego, głównie komedie (opublikował je w pięciu tomikach w l. 1755–1760 i wznowił w l. 1772–1775), wydawał ćwiczenia poetyckie i retoryczne współtworzone ze swymi uczniami (Zabawki poetyckie, 1754; Zabawki oratorskie, 1755), a w 1763 r. ogłosił też Rozrywki ucieszne i Orationes, które potwierdzają, że wszedł do środowiska Józefa Andrzeja Załuskiego. Jego wczesne prace były dobrze przyjęte (np. W. Mitzler de Kolof na łamach pisma „Acta Litteraria” recenzował komedie szkolne, wskazując ich pionierstwo, oraz Zabawki poetyckie, chwaląc je za inwencję, elokwencję, wdzięk języka i siłę wyrazu). Uznanie reformatorsko nastawionych elit (m.in. S. Konarskiego) zyskał już w 1752 r. po publikacji De lingua Polonica (pol. Rozmowa o języku polskim w Zabawkach, 1754, wyd. osob. 1758) oraz dzięki zwycięstwu (dwoma drukami z 1752 r.: Pro ingeniis Polonorum oratio oraz Ubaldo Mignonio S.P. „Noctium Sarmaticarum” auctori) w polemice z krytyczną oceną zdolności umysłowych Polaków, ogłoszoną przez włoskiego wizytatora szkół pijarskich Ubalda Mignoniego. Podczas tej pierwszej w XVIII w. dyskusji literackiej Bohomolec przywoływał jako argument za równością intelektualną Polaków oświeceniowe przekonanie o postępującym rozwoju społeczeństw oraz o dorobku kulturowym złotego wieku kultury polskiej. W l. 1761–1773 był wydawcą i redaktorem „Kuriera Polskiego” i „Wiadomości Uprzywilejowanych Warszawskich”, a w l. 1767–1768 współredaktorem i felietonistą „Monitora”. Od 1762 r. kierował warszawską drukarnią jezuicką (po 1773 r. przekształconą w nadworną). W l. 1764–1768 wydał (przy wsparciu księcia J.A. Jabłonowskiego) Zbiór dziejopisów polskich oraz Kroniki Sarmacji europejskiej Aleksandra Gwagnina (A. Guagnini) w przekładzie Marcina Paszkowskiego, a ponadto, niekiedy we własnym tłumaczeniu: poezje Jana Kochanowskiego (1767, 1768) i poezje łacińskie Macieja Kazimierza Sarbiewskiego (1769), Andrzeja Kazimierza Kryszpina-Kirszenszteina Stateczność umysłu, czyli nauka polityczna o statecznej cierpliwości (1769), Stanisława Herakliusza Lubomirskiego Księgi moralne, polityczne i pobożne (1771), biografie sławnych Polaków: Stanisława Orzechowskiego Żywot i śmierć Jana Tarnowskiego (1773), Życie Jana Zamoyskiego (1775, na podstawie łacińskiego manuskryptu R. Heidensteina De vita Joannis Zamoscii, powst. 1606), Życie Jerzego Ossolińskiego (t. 1–2, 1777); opracował i wydał Opisanie krótkie państwa tureckiego (1770) oraz przekłady Listów [...] od misjonarzów SJ (1767) i Historię o podróżach (t. 1) Jean-François de La Harpe’a (1783). W l. 1765–1779 na prośbę króla współtworzył polski repertuar dla sceny publicznej (Komedie na teatrum, 1767); Nędzą uszczęśliwioną (1770) i Prostotą cnotliwą (1779) inicjował również z kompozytorem Maciejem Kamieńskim rozwój tzw. opery wiejskiej. Udzielał się w środowisku „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych” (drobne utwory poetyckie opublikował w różnych czasopismach, m.in. słynny Kurdesz nad kurdeszami). Postulował utworzenie Akademii Języka. Zmarł 24 IV 1784 w Warszawie. Zważywszy na skalę aktywności pisarskiej, redakcyjnej i edytorskiej, opiniotwórczą rolę Bohomolca w ówczesnym życiu literackim trzeba ocenić wysoko. 

Zasługi dla rozwoju krytyki literackiej. Opinia o znaczeniu kulturotwórczym szkolnych komedii Bohomolca, „które naówczas cały prawie naród czytał i przez nie smak do czytania innych książek zabierał”, zrodziła się za życia autora i została odnotowana w nekrologu w „Magazynie Warszawskim” (cyt. za: T. Kostkiewiczowa), w enumeracji jego dokonań. Warto zauważyć, że Bohomolec tworzył warunki rozwoju krytyki literackiej: pozyskiwał nowe kręgi odbiorców literatury, wpływał na kształcenie nawyków obcowania z publikacjami literackimi, zachęcał do lektury własnej dzieł komediowych (niezależnie od świadomości walorów dodanych przez realizację teatralną, o czym pisał w przedmowie do swych utworów dramatycznych – Komedie konwiktowe, t. 1). Wzorzec coraz bardziej świadomego czytelnika, zorientowanego w aktualnych trendach ideowych i estetycznych, wyposażonego w odpowiedni aparat pojęciowy wpisany jest w wypowiedzi Bohomolca o charakterze programowo klasycystycznym. Zaczynając od walki o nowy model stylistyczny polszczyzny, zarówno komunikacyjnej, jak i literackiej (czystej, unikającej barbaryzmów, czerpiącej wzory z tradycji polskiego „złotego wieku” i jasnej, w prostocie stylu, odwołującej się do logicznego myślenia, zdroworozsądkowej i rzeczowej argumentacji), Bohomolec współtworzył warunki wyłaniania grupy ekspertów zdolnych oddziaływać na odbiorców literatury.

Te dwa ideały nowej kultury literackiej, tj. rozwój czytelnictwa i dbałość o poziom polszczyzny, propagowały nie tylko przywołana już Rozmowa o języku polskim, ale także artykuły w „Monitorze” (np. „Monitor” 1768, nr 31, 94) oraz przedmowy i dedykacje. Ich specyfikę wyznacza splot wypowiedzi dwojako oddziałujących na odbiorców: ustępy postulatywno-programowe kształtują ich wiedzę i przekonania, a dialogiczno-polemiczne formuły – umiejętności i nawyki krytyczne.

Cechą charakterystyczną wstępów Bohomolca jest kontrowanie przewidywanych lub przytaczanych (np. po premierach spektakli teatralnych) opinii odbiorców („obmowy przyganiaczów”). W przedmowie do komedii szkolnych (Komedie konwiktowe) pozytywne przyjęcie przez widzów uznał autor za dostateczną legitymację do udostępnienia ich drukiem, choć sformułowanie obawy, że „tyle w nich upodobania czytelnik nie znajdzie, ile z czytania francuskich lub włoskich”, i że „nie z jednakim od wszystkich będą smakiem czytane”, wykracza poza tradycyjną topikę skromności właściwą dla proemium. W samoocenie pisarza istotnym motywem waloryzującym przedsięwzięcie pisarskie jest chęć wypełnienia luki w polskim dorobku dramatycznym („ledwie kilka komedii polskich [...] wyszło”). W autorskiej argumentacji zachęcającej do lektury mieszczą się przekonania klasyków (i właściwe szkolnemu korzystaniu z postulatu utile dulci z Listu do Pizonów Horacego), że gatunek mający na celu poprawę złych obyczajów oferuje zajęcie „uczciwe i pożyteczne”, a czytelników może ucieszyć i „oświecić”. Istotne dla budowania modelu krytyki jest potwierdzenie pluralizmu postaw i opinii: „Wolno każdemu bronić swoje zdanie bez uszczerbku inaczej trzymających”, skądinąd wpisane w polemikę jezuitów z pijarami dotyczącą eliminowania w teatrze szkolnym postaci kobiecych, oraz związane z tym tłumaczenie trudności warsztatowych, „klejenia i łatania” osnowy, nieuniknione przy adaptacji cudzych wzorów (w przypadku Bohomolca były to nawiązania do Terencjusza, Molière’a, C. Goldoniego i in.). Na spodziewane „szarpanie” (wszak „ganić każdy może”) odpowiedzią Bohomolca jest tradycyjne wezwanie emulacyjne do napisania lepszych utworów. Obserwujemy zatem przekształcanie retorycznie motywowanej poetyki wypowiedzi wprowadzającej tak, aby mieściła więcej motywów i procedur krytycznoliterackich oraz pozwalała na łączenie ról: autora proponującego pewien model twórczości, „jednego z członków społeczności odbiorców oceniających dzieło” i krytyka „przypisującego sobie prawo kształtowania opinii i sugerowania określonego sposobu odbioru” (T. Kostkiewiczowa, Krytyka). W praktyce Bohomolca niekiedy poniechanie konwencjonalnego zachwalania dzieła usprawiedliwiała zachęta rozumnego czytelnika do roztropnego osądzenia, „czego jest warte” (Do czytelnika, w: A. Kryszpin, Stateczność umysłu, 1769). Miejsce pochwał zajmowało rzeczowe objaśnianie tematu i charakteru dzieła, jego źródeł lub losów tekstu. U historiografów uczył się Bohomolec doceniać pracę ze źródłami, a we wszystkich przedmowach do reedycji dzieł staropolskich wracały wskazywane już tu kwestie językowe (znane z Rozmowy i artykułów „Monitorowych”). Duża liczba Bohomolcowych dedykacji objęła szeroki krąg adresatów, co nie jest bez znaczenia dla ich aktywizacji. Dedykacje przyjmowały postać epistolarną (listu otwartego, publicznego), respektującą konwencję rozmowy oraz laudacji adresata, która z reguły propagowała nowy wzór osobowy człowieka – oprócz akcentowania charakteru (cnót, zacności) i wykształcenia (oraz dbałości o oświatę czy rozwój nauk) warto zauważyć wydobycie kategorii intelektu („dowcipu”), jak i... serca. Bohomolec pochwalał np. zasługi adresata finansującego wydanie poezji Kochanowskiego służące zachowaniu dziedzictwa piśmienniczego narodu i wskrzeszeniu prawdziwego gustu literackiego. Nb. moralizatorskie podejście kazało wydawcy „oczyścić” lirykę renesansowego mistrza z utworów zbyt swawolnych, o czym lojalnie informuje w tytule i we wstępie, powołując się na rozsądek („Rymy wszystkie w jedno zebrane, prócz tych, które wolniejszymi żartami uczciwych czytelników odrażały” – głosi napis na karcie tytułowej). Warto jednak zauważyć, że Bohomolec już w Rozmowie przyznał Kochanowskiemu rolę autorytetu w sprawach językowo-literackich. Zdarzają się dedykacje bliskie wypowiedziom krytycznoliterackim. Dedykacja kroniki Kromera zawiera ocenę warsztatu pisarskiego autora i tłumacza oraz walorów językowych dzieła, podobnie jest w przypadku edycji Przysłów mów potocznych Aleksandra Maksymiliana Fredry – mistrza stylu zwięzłego, zrozumiałego i dostarczającego przyjemności lekturowej. W dedykacji Komedii na teatrum (1767) wykładał Bohomolec wiedzę o komedii jako „szkole cnoty i dobrego gustu”, nawiązując do przedmowy do komedii szkolnych (t. 1). Powracające pojęcie gustu-smaku zostało zdefiniowane już w przedmowie do Rozrywek (1763) przez zindywidualizowanie tych jakości, czego konsekwencją jest akceptowanie subiektywnych upodobań literackich odbiorców. Bohomolec wracał do indywidualnych predylekcji traktowanych jako synonim kultury w powiązaniu z reformowaniem edukacji, języka i literatury („Monitor” 1767, nr 33, 72; 1768, nr 42; 1769, nr 18). Również komedia Monitor (1767) stwarzała okazję do wyrażenia rozbieżnych ocen na temat artykułów i felietonów autora – urażonym czytelnikom przedstawił Bohomolec w finale krótką opinię odsyłającą do pojęć dyskursu krytycznoliterackiego: obok pożytecznych uwag politycznych, ekonomicznych i moralnych Monitor przynosi „dosyć zdań krytycznych, które niejednemu gust dobry zalecić mogą” (Komedie na teatrum). Głosy krytyki legitymizują władzę sądzenia o wartościach poezji i podnoszą wagę społeczną tych opinii, jak dowodzi tego zdanie z przedmowy Bohomolca do wydania liryków (ód) Naruszewicza, w której deklaruje, że jako „Wydawca [...] czyni przysługę krajowi całemu, a osobliwie tym, którzy mają znajomość i smak w sztuce rymotworskiej i według tego przyzwoitą dać jej cenę umieją” (A. Naruszewicz, Liryka, t. 1, 1778).

Uwagi metaliterackie. Bohomolec korzystał z różnych form wypowiedzi zdolnych unieść treści metaliterackie. Fragmenty dyskursu krytycznego pojawiają się już w szkolnych komediach, które pośród celów dydaktycznych realizują kształcenie językowe przez ukształtowanie dialogu (satyrycznie zaprezentowane zmanierowanie stylu), a niekiedy i bezpośrednie enuncjacje wartościujące. Komedia Urażający się niesłusznie o przymówki (obok Paryżanina polskiego i Kawalerów modnych) expressis verbis gani modę mieszania francuszczyzny i powierzchownie poznanej łaciny do wypowiedzi w języku polskim. Autor pozwala jednemu z bohaterów przeciwstawić modzie francuskiej opinię o nieprześcignionej wartości dorobku antycznych pisarzy (Komedie konwiktowe). Nie był jednak Bohomolec w tym sporze konsekwentnym zwolennikiem stanowiska starożytników, skoro w Rozmowie uznał dorobek Kochanowskiego za dorównujący wzorom antycznym, tłumaczom przyznawał zaś znaczną wolność przystosowania dzieła do gustów współczesnych odbiorców.

W tomie Bohomolcowych komedii uwagę przyciąga Przedmowa do Małżeństwa z kalendarza (nie tylko z uwagi na próbę przeniesienia dyskusji o sztuce na łamy „Monitora”, jakkolwiek list w tej sprawie, ostatecznie wówczas nieopublikowany, pozostał w redakcyjnych tekach z 1766 r.; Komedie na teatrum). Dla krytyków bardziej interesująco niż dyskusja nad stosunkiem zawartości treściowo-ideowej do rzeczywistości (czy ucierpiał honor szlachecko-narodowy) brzmi narzucana tu apodyktycznie opinia autora, że komedią nie można nazwać dzieła aspirującego do realizacji reguł tego gatunku, które by nie zmierzało do wyśmiewania przywar i zniechęcania umysłów do tego, co jest naganne – skądinąd podtrzymywana konsekwentnie aż po dziełko Autor komedii, co tłumaczy ówczesne „złamanie pióra” przez Bohomolca-komediopisarza, który poza funkcją komediowego satyryka i moralizatora nie widzi dla siebie roli pośród twórców repertuaru. Tej ostatniej komedii Bohomolca z 1779 r. należy przyznać szczególne miejsce w krytycznoliterackim dorobku autora, skoro stanowi ona rozpisany na sceny traktat o rozmijaniu się literata z wymaganiami publiczności. Dowodzi wyczerpania się dotychczasowego modelu genologicznego (opartego na antycznych, francuskich i włoskich wzorcach komedii regularnej respektującej m.in. zasadę jedności, podporządkowującej tematykę miłosną nie tylko wymogom przyzwoitości, ale i projektowanemu moralnemu oddziaływaniu utworu). Toteż i świat przedstawiony, i ekspresja werbalna stanowią płaszczyzny przejawiania się tu „orientacji krytycznoliterackiej” nastawionej na rozważania o poetyce gatunku i jego funkcjach. Poszukiwanym ideałem Prawdomówskiego, autora komedii przedstawionego w tej sztuce, jest „intryga naturalna”, która służyłaby – bawiąc – poprawie obyczajów, „oświeceniu w błędach” (Komedie na teatrum). Oto „komedia ma prawo wytykać tylko powszechne przywary”, lecz nie powinna obrażać, by „uczynić przysługę społeczeństwu”. Ucieszyński zwraca jednak uwagę na zmianę mody i upodobań widzów (oczekujących „uczucia komicznego”, tj. dwornością osłoniętych „tłustych żartów”). Na to autor odwołuje się do autorytetu: „Rozumna i gruntowna przedmowa” do Panny na wydaniu (1771) Adama Kazimierza Czartoryskiego jest wypowiedzią polecaną, która daje najlepszą wiedzę o gatunku („unarodowionym”). A jednak publiczność spodziewa się od komedii obyczajowej wyłącznie rozrywki – morały nudzą, a krytyka wad mierzi. Pośród odbiorców autor wyodrębnia krytyków – „mędrków”, „którzy kilka książeczek francuskich lekko przeczytawszy, chcą o wszystkim sądzić, i tych, którzy lata swe na naukach starli, uporczywie i ze wzgardą poprawiać śmieją”; zauważa opiniotwórcze ambicje dam; podejmuje dyskusję o adaptacji wzorów molierowskich i ogólniej francuskich, w tym nowej odmiany gatunkowej – comédie larmoyante (komedia łzawa). Ogólnie Bohomolec przedkłada ideał czystości gatunkowej nad inne walory, a także przyjmuje tezę o przewadze komedii nad tragedią (dzięki dobremu wpływowi na ludzką psychikę). W końcu przypomina cel krytyki: znajdować i niedoskonałości, i „pisma, które są warte szacunku”.

O przekładzie. Bohomolec był też dla potrzeb szkolnych teoretykiem przekładu (Rozmowa o języku polskim, najprzód po łacinie napisana i towarzyszący jej tekst Do Czytelnika, 1758): rzecznikiem swobody tłumacza nieprzywiązanego do słów, który pod patronatem Horacego („Nec verbum verbo...” z Listu do Pizonów) ingeruje w sferę myśli; dopuszczał daleko idące przekształcenia, aż do granic parafrazy. Erudycyjny dyskurs ujęty w dialog elizejski przyznaje Kochanowskiemu rolę autorytetu w sprawach językowo-literackich, pozycję wzorca rodzimego. Tłumacz według Bohomolca – z przywołaniem wzoru europejskiego, czyli Voltaire’a, który „angielskich poetów [...], ich niskie myśli podniósł, nadęte zniżył, niepotrzebne poodcinał” – realizuje uprawnienia krytyka, korygując dzieło według ideałów swego czasu.

Wypowiedzi krytyczne Bohomolca, które respektują niekiedy ducha nowego czasu, ze względu na potrzeby konkretnego społeczeństwa bronią tego, co wartościowe w tradycji, towarzysząc z pewną elastycznością przemianom kultury i systemu literackiego. I tak np. rozważając pojęcie naturalności i natury, pozwala wprawdzie krytyk rozluźniać w pewnych obszarach gatunkowych (np. epistolografia kobiet) dyktat reguł sztuki i zmniejszyć znaczenie wykształcenia, ale mimo tych ustępstw na rzecz praktyki pisarskiej pozostaje przy klasycznym rozumieniu wrodzonych uzdolnień (dyspozycji, talentu) oraz jedności umysłu i praw natury jako kosmicznego modelu piękna, harmonii, ładu stworzonego.</document>
<document nplp_id="13839" title="Dunin Borkowski Aleksander (Leszek)" slug="dunin-borkowski-aleksander-leszek">Poeta, prozaik, publicysta, krytyk literacki, tłumacz, redaktor, poseł. Pseudonimy i kryptonimy: D. Adam Sportek; L. Szczutkiewicz; L.; L.B.; L.D.-B, L.D.B., Leszek.

Informacje biograficzne. Urodził się 11 I 1811 w Gródku nad Dniestrem (pow. zaleszczycki), był drugim synem hr. Franciszka Antoniego Dunin Borkowskiego h. Łabędź (1773–1860) i hr. Franciszki Dzieduszyckiej h. Sas (1783–1852). Uczył się pod okiem guwernerów w domu, a od 1822 r. ze starszym bratem Józefem (1809–1843) w gimnazjum we Lwowie. W 1824 r., mając zaledwie 13 lat, opublikował pierwszy artykuł (O handlu książek w czasach starożytnych, „Rozmaitości” 1824, nr 23), a rok później wydrukował wiersz Kupido omylił („Rozmaitości” 1825, nr 51). W l. 1827–1828 wśród greckich uchodźców w Czerniowcach poznawał podstawy klasycznej filozofii, po czym studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim. Od grudnia 1830 r. brał udział w powstaniu listopadowym – awansował na porucznika i adiutanta gen. Jana Krukowieckiego. Po upadku Warszawy studiował język i literaturę sanskrycką w Królewcu. Jego pierwszy, zauważony przez krytykę utwór (Kozak. Powieść wierszem) został wydrukowany w „Haliczaninie” (1830, t. 1), nazywanym manifestem galicyjskiego romantyzmu. W 1832 r. powrócił do Lwowa, a od 1834 r. zajął się prowadzeniem majątków stryja Stanisława Dunin Borkowskiego (1782–1851), zatrudniając się w charakterze oficjalisty Augusta Bielowskiego. W 1837 r. poślubił Sewerynę Cielecką h. Zaremba (1817–1895), z którą miał córkę Jadwigę (1838–1900, zam. Wandalin-Mniszech) i syna Witolda (1842–1875). Po przekazaniu odziedziczonych dóbr ziemskich synowi po 1862 r. gospodarował w podlwowskich Krzywczycach.

Po powstaniu listopadowym brał czynny udział w życiu kulturalnym Lwowa. Współuczestniczył w procesie redagowania almanachów („Ziewonia. Noworocznik”, wyd. A. Bielowski, t. 1, 1834; „Ziewonia wydanie powtórne, pomnożone”, 1839) i sfinansował skonfiskowaną przez lwowską policję edycję drugiego tomu pisma („Ziewonia” t. 2, 1838). Od 1840 r. współtworzył „Dziennik Mód Paryskich”. Współpraca z tym czasopismem (1840–1848) była najaktywniejszym okresem w życiu twórczym Borkowskiego (m.in. Dialog o miłości, „Dziennik Mód Paryskich” [dalej: DMP] 1842, nr 1, Coś i jakoś, DMP 1842, nr 8; O wszystkim, DMP 1843, nr 1; Szczerość, DMP 1843, nr 11). Felietony te weszły w skład tomu (Niepowieści i nierozprawy, t. 1, 1846), z którego dochód przeznaczono na potrzeby ofiar wylewów Sanu. Borkowski dokończył też po bracie wydanie zbioru prac literatów galicyjskich (Album na korzyść pogorzelców. Wydane przez Józefa Dunina Borkowskiego, 1844).

W okresie Wiosny Ludów pracował w konstytuancie wiedeńsko-kromieryskiej, po której rozwiązaniu przebywał na emigracji w Poznaniu i Dreźnie. Wybrany posłem do sejmu galicyjskiego w 1861 r., wsławił się jako główny zwolennik „idei polskiej” (Mowy Leszka Dunina-Borkowskiego, 1897). W 1875 r., po samobójczej śmierci syna, literata, złożył mandat poselski, skupiając się na prowadzeniu (do 1884 r.) lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych i Towarzystwa Weteranów 1831 r. Zmarł 30 XI 1896 we Lwowie.

W kręgu polemik. Jako krytyk literacki Dunin Borkowski z przyczyn cenzuralnych bardzo często wysyłał recenzje do różnych pism poza Galicję. Swoją aktywność w tej dziedzinie rozpoczął od polemik z modelem „słowianofilstwa” realizowanym przez Stanisława Jaszowskiego („Pamiętnik Naukowy” 1837, t. 3, z. 8; „Tygodnik Literacki” 1839, nr 29). Drugim przeciwnikiem Borkowskiego był wydawca „Lwowianina”, Ludwik Zieliński, który niską jakością artykułów i poparciem urzędowym swojej działalności sprowokował cykl Uwagi ogólne nad literaturą w Galicji („Tygodnik Literacki” 1842, nr 12, 17, 49–52). Borkowski uważał, że Zieliński wykorzystuje milczenie utalentowanych pisarzy i kompromituje galicyjski ruch literacki, łamiąc zasadę, że „[p]rzeznaczeniem literatury jest wyrozumiewać potrzeby narodu, oświecać go” (tamże, nr 17).

Krytyka teatralna. W l. 1840–1843 Dunin Borkowski napisał dla „Dziennika Mód Paryskich” 22 recenzje teatralne. Patronowało im założenie: „nie będziemy zwracać uwagi na lichotę, chociażby się i komu podobała; zostawiamy to tym, którzy się godnymi poczuwają takiego zawodu” (DMP 1841, nr 14). Dunin Borkowski uważał pisanie recenzji teatralnych za formę działalności publicystycznej, więc nie odwoływał się do jakiejkolwiek utrwalonej w estetyce koncepcji sztuki. Były one zsubiektywizowane i miały zazwyczaj charakter „impresyjnej” relacji pisanej z perspektywy widza. Autor Parafiańszczyzny wychodził z założenia, że celem krytyki musi być nie tylko wpływanie na repertuar teatru, ale zwłaszcza wyposażenie odbiorców w kompetencję oceniania. Charakterystyczna dla jego recenzji jest drobiazgowa analiza warstwy słownej tekstu sztuki, a nie koncentrowanie się na reżyserskiej koncepcji widowiska. Ogromna różnorodność repertuaru wynikająca z komercjalizacji teatru powodowała, że Borkowski zwalczał sztuki błahe, pozbawione walorów dydaktycznych; sztuki powinny wychowywać, ale także dostarczać wiedzy na temat kondycji współczesnego świata. W jego mniemaniu przemyślana struktura nie potrzebuje „eksperymentalnych” rozwiązań, w których aktorzy „rozchodzą się po lożach i stamtąd się odzywają” (DMP 1843, nr 22). Borkowski jednak docenił np. pomysł Józefa Korzeniowskiego, który dramat o zdradzie małżeńskiej „na piątym tylko ograniczył akcie, zostawiając cztery poprzednie za kulisami” (DMP 1840, nr 24), ponieważ – wbrew wielu własnym tezom – fabuła mająca „w sobie coś nad wysłowienie uroczystego” (tamże, nr 21) rekompensuje wady kompozycyjne. Zdecydowanie odrzucał przy tym w teatrze zachowania irracjonalne, przekonując, że do komedii nie trzeba karykatur, a najlepszym dramatem, tragedią czy komedią jest „umniczo obrobiona” historia. „Umniczy” twórca powinien ją interpretować „według swojego sposobu widzenia i swoich uczuć, według potrzeb moralnych, jakie mieć mogą widzowie i wiary, jaką chce ich natchnąć” (DMP 1843, nr 23). W przeciwnym razie – „ruszone niebo i piekło, pełno przesady i wykrzykników, pełno błyskotek”, „pocieszne koncepty, płaskie dowcipy, grube żarty, szturchańce i koziołki” (tamże) znajdują poklask u niewykształconych widzów.

Literatura w służbie idei. Borkowski uważał romantyzm za wynikający ze stanu wiedzy i postępu proces dziejowy, dzięki któremu społeczeństwo może uniknąć tych wydarzeń, jakie były sumą doświadczeń krajów Zachodu. Studiując historię Polski, uznał za przyczynę jej upadku „zdradę elit”. Niewątpliwym inspiratorem takiej koncepcji był Józef Borkowski, który – jako autor Sonetów pełtewnych – kształtował krytycyzm brata wobec Mickiewiczowskiej poetyki zachwytu. Częścią cyklu publicystycznego Parafiańszczyzna miały być felietony o arystokracji, z których pierwszy bez zastrzeżeń cenzury został wydrukowany w dwutygoniku Tomasza Kulczyckiego (Parafiańszczyzna. Wizyta pierwsza, DMP 1842, nr 5) i wywołał burzę wśród czytelników. Autorowi zabroniono drukowania następnych odcinków, dlatego rozsyłał je do pism wydawanych poza zasięgiem cenzury galicyjskiej („Orędownik Naukowy”, „Athenaeum”). Całość wyszła w dwóch bezimiennie opublikowanych tomach (Parafiańszczyzna, t. 1, 1843; Parafiańszczyzna, t. 2, 1849).

Właśnie z felietonistyki zrodziły się polemiki literackie Borkowskiego skonkretyzowane w wymownie zatytułowanym dziele Cymbalada. Poema heroiczne wypadków naszego czasu (t. 1–2, 1845–1848). Bohaterem negatywnym utworu był Walenty Chłędowski, który sprzeciwił się niepochlebnej recenzji tragedii Karola Szajnochy i przypomniał Borkowskiemu jego debiut („Gazeta Lwowska” 1843, nr 71). Spór rozpoczął się od podjęcia przez środowisko „Gazety Lwowskiej” zakłócenia procesu wydawania Albumu na korzyść pogorzelców i skoncentrowaniu uwagi publiczności na konkurencyjnym Gołębiu pożaru (dochód z niego przeznaczono na pomoc ofiarom pożaru Nowego Żmigrodu). Częścią akcji ośmieszającej działalność krytyczną Borkowskiego była też rozprawa ze środowiskiem lojalistycznym, które zaatakowało pisarzy z kręgu „Dziennika Mód Paryskich” (J.K. [Pajgert] z Sidorowa, Zemsta Wandy. Poema satyryczno-żartobliwe w pięciu pieśniach, 1846). Autora Parafiańszczyzny uznał Józef Kalasanty Pajgert za pisarza tworzącego swoje recenzje na zamówienie. Michał Grabowski z satysfakcją odnotował, że „Leszek Borkowski tyle pozdejmował wzorków, że nie może mieć za złe, że także z kolei odrysowany został” (Pamiętniki o literaturze polskiej między 1830–1848. Literatura galicyjska, „Dziennik Warszawski” 1851, nr 105). W Cymbaladzie Borkowski wyśmiewał Jana Nepomucena Kamińskiego, Walentego Chłędowskiego, Wincentego Pola i „korowód pomniejszych lwowskich pisarzy i grafomanów” (K. Pecold). To właśnie w związku z tym nazwano go „czasami »niecnym ujadaczem«, radykalizującym hrabią i w ogóle wyrzutkiem społecznym, jeszcze gorszym od Seweryna Goszczyńskiego, bo również »wziął i złamał« pióro staremu Fredrze” (S. Wasylewski).

Zadania krytyki. Umnictwo. Dunin Borkowski podporządkował krytykę literacką zadaniom utylitarnym; nie odstraszyły go paszkwile i ataki na jego działalność. Twierdził, że podejmował się takiej misji „z zupełnego przekonania, że to jest potrzebne, a nawet konieczne do podźwigania społeczeństwa brnącego w kałuży zepsucia i podłości, do przyspieszenia przyszłej wyglądanej pomyślności narodu naszego” (Wstęp, w: Parafiańszczyzna, t. 2, 1849). Uważał, że krytyka musi stać na straży ważnych dla wspólnoty idei i postulował bojkot utworów, które zostały „skażone przedajnością lub naturalnym kalectwem” (Uwagi nad literaturą w Galicji). Pisząc o powieści i roli poety w społeczeństwie, uważał, że upadek Polski był konsekwencją upadku sztuki: „[...] nastąpiła epoka ujarzmienia i podłości. Wystąpili niewolnicy na podobieństwo poetów z poselstwem do ludów od ziemskich bogów najęci. Jednym z niezliczonej liczby takich był u nas Stanisław Trembecki” (Porównanie powieści Kraszewskiego „Poeta i świat” z powieścią Magnuszewskiego „Zemsta panny Urszuli”, rkps Ossol. 13115/III). Domagał się wolności słowa, jaką wykazywał się „Tygodnik Literacki” mogący publikować artykuły krytyczne i pochlebne, ale istotne dla „narodowej oświaty”. Dlatego krytyka uważał za strażnika „narodowego ognia”. Prawo artysty do przekazywania idei wolnościowej – jego posłannictwo – Borkowski nazywał „umnictwem”, dlatego wszystkie dzieła niezawierające myśli aktualnej określał jako „nieumnicze”. W myśl tego każdy twórca powinien być niczym „Mędrzec i nauczyciel, kapłan i prawodawca, rządca i sędzia, i lekarz, i doradca, i pocieszyciel, istny posłaniec boży do swego narodu” (Porównanie powieści Kraszewskiego).

Pisarz za „umników” uważał autorów, którzy nie bali się atakować – czasem nawet brutalnie – „zgniliznę zepsucia” przedstawicieli klas wyższych. Traktował to jako patriotyczny obowiązek i recenzując komedię Korzeniowskiego Żydzi, wyjaśniał swoje stanowisko nieprzejednanie romantycznym paradygmatem sztuki: „Niech co chce krzyczy ślepa gorliwość o kalaniu gniazda własnego, są to zawsze krzyki oszukanych lub oszukujących. Stara to i wyśmiana piosneczka, powtarzana przez dobre chęci, mające mało rozumu i przez zepsucie chcące się gdyby tarczą zasłonić tym mniemanym patriotyzmem głupców” („Dziennik Domowy” 1844, nr 6). Borkowski niepochlebnie oceniał też Aleksandra Fredrę, poza przedstawieniami prawdy historycznej i psychologicznej w wiernym obrazie Rejenta i Cześnika – „dwóch prawdziwie narodowych charakterów” (DMP 1841, nr 8) – potępiał pomysły jego komedii. Oburzał się niemoralnością w Mężu i żonie, której „treść więcej złośliwa niż dowcipna stoi na ostatnim końcu przyzwoitości” (DMP 1844, nr 25). Podobnie Borkowski nie tylko potępił brak dydaktyzmu, ale także pomysł intrygi, przynoszące chwilową uciechę dowcipy w Dożywociu (DMP 1840, nr 22), niepotrzebne aluzje w Zemście, które „podobają się grzecznym dzieciom Adama, ale nie dodałyby wartości żadnej komedii” (DMP 1841, nr 8). Wiele tych oskarżeń rozwinął nieco później w Uwagach ogólnych nad literaturą w Galicji, zarzucając Fredrze lenistwo, kopiowanie komedii francuskich i niemieckich, oddawanie się rozrywkom, miłostkom, próżniaczemu życiu i demoralizację młodzieży obscenicznymi utworami. Uważał, że sądy w „Gazecie Lwowskiej” na temat Fredry są to „kadzidła pieczeniarzy, dymy kuchenne wietrzących i gotowych każdemu za lada obiad dać nieśmiertelność. Dożył nareszcie Fredro i tego wstydu, że go Ludwik Zieliński chwali w »Lwowianinie«; na to wprawdzie nie zasługuje, chociażby miał w trójnasób więcej uchybień i niedostatków” (Uwagi ogólne). Negatywnym bohaterem Uwag był także Jan Nepomucen Kamiński, który stał się nienaruszalną instytucją lwowskiego życia kulturalnego: „Cenzor czuwa nad tym, aby go nikt nie ganił i błędów nie wytykał” (tamże).

O powieści. W związku ze swymi doświadczeniami związanymi z porzuceniem poezji na rzecz prozy Borkowski zainteresował się teorią powieści. Wynikało to poniekąd z popularności utworu Józefa Ignacego Kraszewskiego Poeta i świat, dlatego przewidując rozwój czytelnictwa, wieszczył rozwój powieści właśnie, uznając ją za narzędzie upowszechniania idei.

Wprowadził do rozważań nad tym gatunkiem termin dążność. Domagał się wpływu powieści na przebudzenie świadomości społecznej: „Wielkie jest powołanie powieści. Ma ona w sposób przyjemny i łatwy upowszechnić wynikłości nauk, niedostępne dla ogółu czytających u źródła, to jest w dziełach naukowych. [...] Trzeba, aby życie, które przedstawia, położenie, jakie przedstawia, nie było same przez się celem, tylko zręcznie użytymi środkami do dopięcia pewnych wyższych celów. To się zowie dążnością, jakiej wymaga teraźniejsza krytyka w powieściach” (Powieściarstwo polskie, DMP 1848, nr 6). Tworzących dla sławy lub dla zaspokojenia próżności Borkowski nakazywał wyrzucić „za drzwi świątyni, niech nie kalają jej progów” (Wstęp, w: Parafiańszczyzna, t. 2). Prawdziwą sztukę utożsamiał on z idealizmem, a wszelkie inne próby tworzenia form oderwanych od „ducha narodu” uważał za dzieła „przedajne”, niezależnie od intencji autora idące na współpracę z zaborcami (DMP 1842, nr 2). Pod koniec lat 40. pisał: „Rozumiem tedy pod romantycznością robienie (fermentację) ducha w celu usamowolnienia kunsztu z jarzma nieubłaganych prawodawstw i powag, skoro takowe wyczerpawszy się raz w granicach oznaczonych, zaczynają być wyrobiskami fabrykującymi talenty, przeszkadzającymi w swobodnym tworzeniu przez jednostajność ram ciasnych, zamieniającymi sztuki nazwane wyzwolonymi w wyrobnice przez wymaganie ślepego posłuszeństwa” (Wyjątek z rękopisu pod napisem „Powieściarstwo polskie”, „Nowiny” 1855, nr 25).

Dunin Borkowski miał świadomość, że z powodów cenzuralnych pisarz galicyjski musi tworzyć dzieło na dwóch poziomach: dla cenzora akceptującego treści odległe historycznie i dla wykształconego czytelnika. Wszystkie jego postulaty estetycznoliterackie zmierzały w związku z tym do wyrobienia świadomości czytelnika, który dopuszczoną przez cenzurę historię potraktuje jako źródło wiedzy. Krytyk przekonywał: „Najpedantyczniejszą i śmiechu wartą byłaby ciekawość tego, co sto lat temu się działo, gdyby to nie łączyło się z teraźniejszością, nie miało być rozumowym kierownikiem dzisiejszego życia” (Uwagi nad literaturą w Galicji).</document>
<document nplp_id="13840" title="Borowski Leon" slug="borowski-leon">Filolog, historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki, tłumacz, wykładowca uniwersytecki. Pseudonimy i kryptonimy: Kr.; Leon B.; Pergrubius.

Informacje biograficzne. Urodził się 27 VI 1784 we wsi Opoczna k. Pińska jako syn parocha unickiego Sebastiana Borowskiego i Anny z Tupalskich. Został oddany pod opiekę matki chrzestnej, wojewodziny mścisławskiej Zofii z Tyzenhauzów Chomińskiej; w jej domu narodziło się zamiłowanie Borowskiego do literatury. Po ukończeniu szkoły wydziałowej w Postawach i w związku z pogarszającą się sytuacją finansową opiekunki Borowski przybył w 1801 r. do Wilna. Dzięki pomocy ówczesnego rektora Uniwersytetu Wileńskiego Marcina Poczobutta-Odlanickiego został zatrudniony w uczelnianej kancelarii w sposób niekolidujący z wykładami (w 1805 r. został buchalterem w biurze zarządu uniwersytetu). W 1803 r. uzyskał tytuł kandydata filozofii. W 1807 r. podjął pracę jako nauczyciel wymowy i poezji w gimnazjum świsłockim, a w 1811 r. w gimnazjum wileńskim (nauczając także łaciny i greki). W związku z wakatem powstałym po śmierci Euzebiusza Słowackiego w 1814 r. zaczął wykładać wymowę i poezję na Uniwersytecie Wileńskim. Tytuł magistra filozofii uzyskał w 1816 r., w 1817 r. mianowano go zaś członkiem Komitetu Naukowego przy Uniwersytecie. W 1818 r. został wybrany adiunktem; w 1821 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego w Katedrze Wymowy i Poezji (kierował nią do 1832 r.). W l. 1823–1827 pełnił funkcję członka Komitetu Cenzury. W 1823 r. uzyskał tytuł profesora publicznego zwyczajnego, w 1824 r. został zaś członkiem rady naukowej uczelni. Brał też udział w pracach komitetu przygotowującego plan reorganizacji szkół w okręgu wileńskim oraz nowe ustawy regulujące pracę Uniwersytetu. Był aktywnym i ważnym członkiem także innych ciał uczelnianych, zwłaszcza związanych z rachunkowością i zadaniami cenzorskimi. Po zamknięciu Uniwersytetu Wileńskiego we wrześniu 1832 r. przyznano mu dożywotnią profesorską emeryturę. Podjął wówczas pracę jako wykładowca homiletyki i historii literatury polskiej na Akademii Duchownej, gdzie pracował do 1842 r., kiedy to ze względu na zły stan zdrowia zdecydował się odejść i osiadł w podwileńskich Gładkiszkach. Był członkiem Towarzystwa Filomatycznego (1806–1807), Towarzystwa Szubrawców (1817–1822), Dyrekcji Teatralnej (od 1816 r.), Towarzystwa Wspierania Niedostatnich Uczniów Uniwersyteckich (od 1821 r.). W 1845 r. pożar strawił jego dom wraz z dużą częścią pism i notatek, tylko część materiałów została uratowana. Był żonaty ze Stefanią Zamoyską, z którą miał synów Leona Ludwika (ur. 1831), Wiktora Cezarego (ur. 1835), Adama Józefa (ur. 1837), Władysława Benedykta Sebastiana (ur. 1841) i córkę Annę Marię (ur. 1833). Leon Borowski zmarł 16 IV 1846 w Wilnie, został pochowany na cmentarzu na Zarzeczu.

Nauczyciel. Dominik Chodźko, autor wspomnienia o zmarłym profesorze, opisuje Borowskiego jako „wzrostu miernego, twarzy szlachetnej, okazującej widocznie cechę wyższości i powagi, które wewnątrz swej duszy moralnym ukształceniem zaszczepić umiał”; „czoło miał wyniosłe, wzrok słaby, ale pełen wyrazu” (Leon Borowski. Wspomnienie, „Athenaeum” 1847, t. 1, z. 1). Mimo ponoć ujmujących manier Borowski nie był powszechnie lubiany ze względu na swoje zaangażowanie w działalność cenzury i współpracę z carską administracją (ale także przez władze był traktowany jako osoba „podejrzana”). Wywarł jednak spory wpływ na swoich uczniów i zasłużył na miano prekursora w wielu aspektach kształtowania się współczesnego modelu krytyki literackiej. Uniwersytecki nauczyciel m.in. Adama Mickiewicza jest uznawany za odkrywcę jego talentu – „Geniusz, geniusz zabłyśnie w naszym kraju” (tamże).

Jako członek komitetu do spraw reorganizacji programu nauczania i szkół w okręgu wileńskim był autorem projektu nowego systemu uzyskiwania stopni naukowych, w ramach którego proponował, aby studenci aspirujący do kolejnych stopni musieli złożyć następujące egzaminy: do stopnia studenta i kandydata: logika; poezja, wymowa i gramatyka powszechna, literatura grecka lub łacińska, literatura rosyjska, historia powszechna; język i literatura francuska; do stopnia magistra (oprócz powyższych): filozofia; literatura grecka i łacińska, język słowiański z literaturą, język i literatura niemiecka; do stopnia doktora (oprócz wymaganych od studentów i magistrów): statystyka rosyjska, języki wschodnie, bibliografia, język włoski i literatura włoska, język angielski i literatura angielska.


Tradycje i inspiracje. Po przybyciu do Wilna zadbał o zdobycie solidnych podstaw filologii klasycznej dzięki współpracy ze specjalistami w tej dziedzinie. Najważniejszym autorytetem i nauczycielem Borowskiego był filolog klasyczny Godfryd Ernest Groddeck, krytyk literacki i tłumacz, mistrz części filomatów (w tym m.in. A. Mickiewicza, T. Zana czy J. Czeczota), a także m.in. Joachima Lelewela (wszystko wskazuje jednak na to, że Groddeck nie był później przychylny swojemu byłemu uczniowi). Wśród autorytetów Borowskiego znaleźli się również Paolo Tarenghi (profesor literatury łacińskiej) i Lodovico Aloisio Capelli (profesor prawa i sztuk pięknych, który dokonał inspirującego dla Borowskiego przejścia od filologii klasycznej do zainteresowania się literaturą rodzimą). Do jego mistrzów należał też Joseph Saunders, który przyczynił się do poszerzenia jego wiedzy w zakresie języka angielskiego i sztuk pięknych Wielkiej Brytanii. Prawdopodobnie samodzielnie Borowski nauczył się języków niemieckiego, francuskiego i hiszpańskiego, które wykorzystywał do licznych lektur pism krytycznych i literaturoznawczych będących inspiracją dla jego myślenia o literaturze i sposobu uprawiania krytyki literackiej. Aby zgłębiać swoją wiedzę, pragnął podróżować po Europie i pobierać nauki u źródła. W 1822 r. napisał do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego list z prośbą o wysłanie go w podróż do Niemiec, Anglii, Francji i Włoch. Wszystko wskazuje na to, że podróż taka nie doszła do skutku. Jednym z najważniejszych dla Borowskiego autorów, czytanych już od 1815 r., był Johann Gottfried Herder, którego teoria rozwoju języka stała się ważną inspiracją dla sposobu myślenia Borowskiego o rozwoju literatur narodowych, a także Johann Joachim Eschenburg, którego dzieło Entwurf einer Theorie und Literatur der schönen Redekünste stało się podstawą jego wykładów z poezji i wymowy (kopię dokonanego przez Borowskiego tłumaczenia początkowych partii rozprawy zawiera Rys teorii literalnej sztuk krasomownych [1819], Vilniaus Universiteto Biblioteka, rkps F2-DC236). Istotne znaczenie miały też koncepcje estetyczne i krytycznoliterackie Friedricha Ludewiga Bouterweka, które wpłynęły na ostateczny kształt Uwag nad poezją i wymową. Z pracy Roberta Lowtha Praelectiones de sacra poesi Hebraeorum zaczerpnął natomiast nieretoryczną koncepcję wzniosłości w Biblii.

Kształtowanie myśli krytycznej. Najważniejszym przedmiotem zainteresowania Borowskiego była literatura polska. Oddziałała nań intelektualna atmosfera Wilna. Ówcześni wykładowcy uniwersyteccy, jak np. Groddeck, przejmowali poglądy oparte na koncepcji historyzmu, rozwoju dziejów, wpływie czynników, takich jak klimat czy etap rozwoju dziejowego, i dostosowywali je do badań nad indywidualnym „charakterem” literatur narodowych. Wiązało się to z postulatem odstąpienia od oceniania twórczości krajowych poetów według kryteriów stosowanych w odniesieniu do autorów starożytnych. Istotne było dążenie do uchwycenia ducha czasu, związku literatury z momentem historycznym, a także próby stworzenia teorii literatury czy estetyki np. w pismach Euzebiusza Słowackiego, którego prace czytał i komentował (Wiadomość o życiu i pismach E. Słowackiego, profesora wymowy i poezji w Imperatorskim Uniwersytecie Wileńskim, „Dziennik Wileński” 1815, t. 1).

Równie istotne było pojawienie się tendencji „romantycznych”, z którymi ścierało się klasyczne, oświeceniowe myślenie. Borowski razem z m.in. Jędrzejem Śniadeckim, Michałem Balińskim czy Ignacym Szydłowskim należał do Towarzystwa Szubrawców, którzy odrzucali romantyzm rozumiany jako nurt nacechowany sentymentalizmem, mesmeryzmem, mistycyzmem. Borowski z ciętą ironią wykpiwał m.in. twórczość ks. Józefa Baki, sugerując, że „wyprowadził poezję ze szpitala wariatów, dokąd ją poprzednicy jego zaprowadzili, i przeniósł do swojej książki” (Porównanie życia Szurłowskiego i Baki na wzór Plutarcha, „Tygodnik Wileński” 1820, t. 9).


Działalność krytyczna (publikacje). Pierwszy okres działalności literackiej Borowskiego to przede wszystkim tłumaczenia (m.in. opracowanie i tłumaczenie komedii Terencjusza Adelphi, czyli bracia w formie skryptu dla uczniów szkoły w Świsłoczy oraz tłumaczenie z Molière’a pt. Skąpski). W tym czasie publikował też utwory satyryczne w „Wiadomościach Brukowych”. Jego debiutem jako krytyka jest Wiadomość o życiu i pismach E. Słowackiego z 1815 r. W 1818 r. publikuje Uwagi nad „Monachomachią” Krasickiego („Dziennik Wileński” 1818, t. 2), co wiązało się z nowym wydaniem w 1816 r. utworu budzącego niechęć i sprzeciw środowisk kościelnych. Borowski – wykorzystując obecny we współczesnej mu krytyce model porównania utworu do klasycznych wzorców – zastosował metody wypracowane przez filologię klasyczną do analizy dzieła współczesnego. Ponadto krytyk zabrał głos w dyskusji między liberałami a środowiskiem kościelnym broniącym wizerunku zakonników.

Najważniejszym dziełem Borowskiego były Uwagi nad poezją i wymową względem ich podobieństwa i różnicy („Dziennik Wileński” 1820, t. 1–3) powstałe jako praca konkursowa na stanowisko profesora Katedry Wymowy i Poezji w 1820 r., której temat zaproponował Groddeck, Borowski zaś był jedynym zgłaszającym się kandydatem. Rozprawa prezentuje koncepcję rozwoju literatur narodowych opartą na Herderowskiej idei rozwoju języka. Borowski wyróżnia trzy fazy rozwoju twórczości piśmienniczej: literatura Wschodu – dzieciństwo; literatura grecka – młodość; literatura starożytnego Rzymu – dojrzałość. Pojawienie się chrześcijaństwa rozpoczyna drugi cykl rozwojowy charakteryzujący się naśladownictwem starożytnych. Borowski podkreśla, że zalążkiem przemian piśmiennictwa jest antyczna Grecja, której wysoko przezeń ceniona twórczość jako jedyna realizowała w pełni ideały zarówno poezji, jak i wymowy. W części teoretycznej Borowski zajął się genezą sztuki, a także problematyką estetyczną. Wprowadził podział na poezję i sztukę – rozumianą jako twórczość słowna, polegająca na umiejętnym posługiwaniu się stałymi normami i regułami, a więc przede wszystkim wymowa prozatorska. Poezja zaś, będąca wytworem wcześniejszego etapu rozwoju ludzkości, zasadzała się na bezpośrednim przekazie uczuć i emocji, nieskrępowanym sztywnymi wymogami: „[...] ze wszystkich sztuk najbogatsza – poezja, ile sztuka twórcza, w działaniu swobodna, a w źródłowym znaczeniu swego nazwiska wszystkie inne w sobie jednocząca, dziwną moc swoję na upodobanie i zmysły wywiera” (tamże). Sztuka jest oparta na naśladownictwie, poezja zaś ma charakter kreacyjny, jest tworem wyobraźni, nieskrępowanej zasadami i regułami, które obowiązują w retorycznej twórczości prozatorskiej, będącej sztuką ukształtowaną w późniejszym etapie rozwoju ludzkości. Tak pojętą sztukę jako twórczość opartą na zbiorze reguł można oceniać przez porównanie z założonym wzorem. Tak Borowski uzasadniał swoją metodę uprawiania krytyki opartej na sytuowaniu dzieł współczesnych w kontekście wzorców antycznych i porównywaniu ich z wykorzystaniem narzędzi wypracowanych przez filologię klasyczną. Tymczasem poezja jest w jego ujęciu czystą, bezpośrednią ekspresją uczuć powstającą „w zapale natchnienia i żywości uczucia” (Uwagi nad poezją). Dlatego też, w przeciwieństwie do operującej stałym repertuarem środków sztuki wymowy, poezja może nieskrępowanie korzystać z mocy i swobody wyobraźni poety (czy, jak nazywa go Borowski, „śpiewaka”) w doborze środków wyrazu. Wielkie znaczenie ma tu pojęcie wyobraźni, która jest podstawową dyspozycją poety: „Taką zdolnością jest imaginacja, bez której poeta i często nawet mówca mogą być prawdziwymi, rozsądnymi, mogą zachować wszelkie prawidła i przepisy, które rozum i rozsądek podaje, ale nie zdołają się wynieść do wysokich wyobrażeń piękności” (Uwagi nad zdolnościami człowieka, od których doskonalenie się w sztukach pięknych zawisło, „Tygodnik Wileński” 1819, nr 139).

Aby odsłonić indywidualny charakter literatur narodowych, rozwijających się od czasów chrześcijaństwa, Borowski charakteryzuje krótko literatury krajów europejskich (włoską, hiszpańską i portugalską, francuską, angielską, niemiecką i polską). Stwierdza, że każda z nich jest inna, „stosownie do klimatu, wieku, charakteru ludów i formy nowych rządów” (tamże), ma swoiste cechy i własne miejsce w ramach wspólnej dynamiki. Wzory wzniosłości (górności) widzi w poezji wschodniej, a nade wszystko w hebrajskiej (psalmy).

Korzystając z inspiracji dziełem Germaine de Staël O literaturze (1800), Borowski wprowadza rozróżnienie poezji Południa – kontynuującej tradycje antyczne i coraz bardziej naśladowczej i popadającej w sztuczność – oraz poezji Północy ukazującej swoistą aurę regionu i cnoty waleczności jego szlachetnych mieszkańców. Mieściła się tu krytyczna opinia o literaturze francuskiej, która sprowokowała polemiczne wypowiedzi współczesnych (m.in. M. Grabowskiego Myśli o literaturze polskiej, 1828). Zdaniem Borowskiego podporządkowanie tej literatury regułom poezji sprawiło, że stała się ona po prostu wierszowaną prozą i „utraciła właściwe sobie prawa, mianowicie prawo władania mową podług potrzeby i woli, czego ona tym szczęśliwiej używa, im wyższe i niezwyczajniejsze są krainy, w które się imaginacja i czułość unosi” (Uwagi nad poezją).

W literaturze polskiej Borowski widzi trwały potencjał rozwoju i doskonalenia. Wyraża przekonanie, że ma ona indywidualny rys wymagający osobnego zbadania. W późniejszej rozprawie O wpływie obcych wzorów, starożytnych i nowych na ukształcenie smaku („Dziennik Wileński” 1826, t. 1) Borowski przedstawia jednak nieco odmienną opinię; wyrażając uznanie dla literatury czasów zygmuntowskich, pisze krytycznie o narastającym później oddziaływaniu obcych wzorów osłabiających jej rodzimy charakter. Poglądy dotyczące literatury nowożytnej Borowski rozwija we wstępie do przetłumaczonych przez siebie z George’a Gordona Byrona Żalów Tassa (1820). Pojawiają się tu Byron oraz Walter Scott jako najważniejsi twórcy współczesnej epoki określający jej kształt. Wśród wypowiedzi krytycznych Borowskiego istotna była również rozprawa O Filipie Kallimachu Buonaccorsim („Wizerunki i Roztrząsania Naukowe” 1841, t. 21). Autor zawarł w niej (obok życiorysu włoskiego poety) przegląd polskiej myśli krytycznoliterackiej świadczący o wysokim poziomie literackiej świadomości i erudycji.


Nowe podejście do krytyki. Na tle współczesnych krytyków Borowski wypadał oryginalnie. Jego warsztat filologa klasycznego sprawiał, że mógł on stosować metody pracy do tej pory przyjmowane jedynie w pracy z tekstem klasycznym do współczesnej literatury rodzimej. Dążył do unaukowienia uprawianej dyscypliny; opierał się nie tylko na wzorcach zaczerpniętych z przeżywającej swoją świetność filologii klasycznej, lecz wykorzystywał też szeroką jak na owe czasy znajomość zagadnień edytorskich, którą nabył jako tłumacz, edytor i wydawca tekstów nowożytnych i starożytnych, a także komentator Monachomachii. W swojej pracy wykorzystywał wiedzę z zakresu historii, geografii, religioznawstwa, estetyki. Jego zasługi dla początków oryginalnej krytyki literackiej zainteresowanej literaturą rodzimą są nie do przecenienia, o czym świadczą również serdeczne wspomnienia uczniów.</document>
<document nplp_id="13841" title="Brodowski Feliks" slug="brodowski-feliks">Pisarz, krytyk literacki, publicysta, nowelista. Pseudonimy i kryptonimy: F.; F.B.; F. B-ski; F.Br.; F.G.B.; Fel. Bro.; fel. bro.; Jan Łomżyniak; Henryk Równia.

Informacje biograficzne. Feliks Grzegorz Brodowski urodził się 9 V 1864 w Lublinie jako syn urzędnika Edwarda Brodowskiego h. Łada (1827–1869) i literatki Teofili Konwickiej (1837–1911, pseud. Bogumiła). Jego krewnymi byli poeta Karol Brodowski (1818–1848) i malarz Tadeusz Brodowski (1821–1848). Wraz ze śmiercią ojca dla wielodzietnej rodziny Brodowskich rozpoczął się trudny okres. W swej nadwrażliwości pisarz upatrywał źródła swych przyszłych niepowodzeń: „Miałem trzy nauczycielki – Matkę, Biblię i Przyrodę. Poza tym byłem tylko samoukiem, czyli uczyłem się sam, w sobie próbując dostrzegać” (Dom cedrowy, 1922). W 1875 r. Brodowski został przyjęty do 2 klasy gimnazjum lubelskiego, skąd został przeniesiony do Szkoły Realnej w Równem, którą ukończył w 1883 r. W 1885 r. podjął naukę w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Po dwóch latach porzucił szkołę, nawiązał bliższą znajomość z cyganerią lubelską i w końcu podjął decyzję o wyjeździe do Warszawy. Debiutował nowelką w „Gazecie Lubelskiej” z 1886 r. Jak wspominał po latach: „[...] nie mógłbym sobie samemu wytłumaczyć faktu, jaki się ze mną zdarzył, iż człowiek młody, inteligentny, z nieco wyższym niż średnie wykształceniem, zdrów [...] w ciągu jakichś dziesięciu lat kołatania się w Warszawie nie mógł sobie nic znaleźć, żeby musiał przemieszkiwać w norach piwnicznych z żebrakami i hultajstwem, żeby po tygodniach nie jadł nic ciepłego, żeby czerpał zarobek z pisania listów służącym lub prostytutkom lub próśb żebrakom, żeby sam uciekał do wypraszania zapomóg – i dla pociechy, żeby wkraczał do szynku” (Moja biografia, w: Respha. Opowieści, 1920). Wegetując na marginesie społeczeństwa, związał się ze środowiskiem założonej w 1881 r. „Prawdy” Aleksandra Świętochowskiego, który wywarł silny wpływ na początkującego pisarza. W czasie współpracy z „Prawdą” w l. 1888–1891 powstawały jego pierwsze artykuły krytyczne. W 1893 r. Brodowski ożenił się z Małgorzatą Wieniarską (zm. 1918). W 1896 r. podjął pracę urzędnika w Komisji Włościańskiej, ale i tu nie zagrzał dłużej miejsca. Ponownie po 1900 r. nastał dla pisarza czas upadku moralnego i biedy. Drukowana na łamach „Prawdy” nastrojowa proza Brodowskiego została wydana w tomie Chwile (1903) z przedmową Stanisława Krzemińskiego. Do tytułu zgłaszała pretensje Eliza Orzeszkowa, pisarz w liście do niej wyłożył tajniki swego warsztatu, wskazując na zamierzoną luźność i amorficzność kompozycji, nastrojowość i liryzację wypowiedzi prowadzącą do stworzenia jego własnej wersji stylu impresjonistycznego (list F. Brodowskiego do E. Orzeszkowej z 20 I 1904, Archiwum Elizy Orzeszkowej, IBL PAN, rkps 800/1904).

Sytuacja życiowa Brodowskiego zmieniła się, kiedy odnalazł go i zatrudnił Stanisław Stempowski, redaktor pisma „Ogniwo”, które w 1902 r. wyłoniło się z „Prawdy” i skupiło wokół siebie kilkuosobową grupę działaczy społeczno-politycznych o poglądach radykalnych (m.in. L. Krzywickiego, E. Abramowskiego, J. Marchlewskiego, L. Gumplowicza, W. Nałkowskiego i S. Posnera). Brodowski współpracował z „Ogniwem” w l. 1903–1905. W tym okresie powstały jego utwory składające się na „epopeję ludzkiej nędzy”, z których większość weszła do tomów nowelistycznych Liote (1905), Drzewa (1907), Respha (1916), Mariem (1920) czy Wspomnienia (1929). W „Ogniwie” Brodowski publikował również utwory publicystyczne, recenzje i felietony, np. Omijane obszary życia o prostytucji i nożownictwie („Ogniwo” 1904, nr 2–4), Przeoczenia o bezdomnych dzieciach (tamże, nr 15), oraz cykle artykułów: Czyny wielkie i mierne, Siłą odśrodkową czy Opieka nad zwierzętami.

Po zamknięciu „Ogniwa” Brodowski wyjechał do Łomży, gdzie zaczął pracować w Komisji Włościańskiej (1914–1915). Po przejściu na emeryturę powrócił w rodzinne strony – osiedlił się w Starej Miłosnej. W ostatnim okresie życia pozostawał pod wpływem Stanisława Michalskiego i Artura Górskiego, co zdecydowało o zmianie jego postawy życiowej i formuły jego twórczości. Za ich sprawą przeszedł bowiem głęboki przełom duchowy. Zaczął postrzegać kulturę jako pozamaterialne, duchowe trwanie idei i wartości. W jego publicystyce o charakterze filozoficzno-religijnym O duszę Polski (1921), a zwłaszcza w zbiorze Dom cedrowy, ujawnia się wpływ dzieł wielkich romantyków. W 1918 r. Brodowski ożenił się z Eudoksją Łukjancew i uznał ich syna Aleksego (ur. 1915). Zmarł 18 III 1934 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.


Sztuka i prawda. Oprócz łamów „Prawdy” i „Ogniwa” artykuły krytyczne i felietony Brodowskiego zapełniały szpalty „Kuriera Lwowskiego” (1889), „Gazety Polskiej” (1890), „Tygodnika Ilustrowanego” (1902, 1905, 1921, 1923), „Kuriera Warszawskiego” (1914), „Myśli Polskiej” (1915) i „Gazety Warszawskiej” (1919). Na uwagę zasługuje przede wszystkim artykuł Oczekiwania i obawy („Prawda” 1889, nr 16–17), w którym krytyk omówił rodzaje ujęcia i prezentacji tematyki wiejskiej w powieściach ludowych i szkicach oraz sposoby kreowania postaci chłopskich. Brodowski postulował powstanie powieści realistycznej, która zgodnie z prawdą życiową, bez idealizacji i demonizacji ukazywałaby życie najniższych warstw społecznych. Wzorem były powieści rosyjskie poświęcone tematyce ludowej, np. Aleksieja Potiechina, Gleba Uspienskiego, Fiodora Reszetnikowa, Nikołaja Złatowratskiego czy Iwana Turgieniewa. Negatywnie krytyk ocenił polskie powieści ludowe, zwłaszcza Józefa Ignacego Kraszewskiego. Obszerny passus poświęcił analizie Chama Orzeszkowej, w którym dostrzegał odwrót od realistycznego ujęcia życia wsi w stronę mistycyzmu. Dla Brodowskiego Paweł Kobycki, rybak nadniemeński, chłop białoruski, nie jest człowiekiem „z krwi i kości”, tylko upostaciowaną ideą, wizerunkiem z żywotów świętych, postacią mistyczną. Krytyk uważa typowość za prymarny wyznacznik realizmu w powieści i w tym sensie Cham mija się z prawdą życiową: „Franka się zabija (gdyby się nie zabiła, on by jej ustawicznie przebaczał) przygnębiona olśniewającą potęgą duszy swego chama w zestawieniu z obrazem własnej duszy – nędznej, zbłoconej. Lecz powiedzmy, że i bez takiej reakcji psychicznej ta kobieta umrzeć mogła po prostu z irytacji, jaką w niej budziła anielska cierpliwość jej męża!” (tamże). Według Brodowskiego powieść współczesna powinna przede wszystkim budować realny obraz świata, wprowadzać typowych bohaterów i sytuacje zgodne z prawdopodobieństwem psychologicznym: „Jakież są środki, by obfitą treść życia wtłoczyć do powieści? [...] Tak samo postępuje życie i z tymi objawami swymi, które wychodzą za zakres ściśle indywidualnego życia, a które w pewnych chwilach – niezwykłych, lecz zupełnie logiką społeczną i psychologiczną usprawiedliwionych – skupiają się, odnajdując dla siebie prosty i pochwytny dla artysty wyraz” (tamże). Brodowski uważał, że dla każdego twórcy źródłem wiedzy o otaczającym go świecie powinno stać się życie postrzegane w całej jego zniuansowanej codzienności.

Zagadnienie prawdy w sztuce Brodowski podjął w następnym swym artykule Sztuka w służbie („Prawda” 1889, nr 19–23) – nb. publikacja wywarła duże wrażenie na młodym Stefanie Żeromskim. Punktem wyjścia rozważań o charakterze estetycznym uczynił ostrą krytykę sztuki mieszczańskiej wyrażającej zakłamanie i bezmyślność tej klasy. Brodowski skrytykował schematy postrzegania świata i myślenia o nim narzucone przez kulturę mieszczańską. Dla pisarza jej figurą jest szekspirowski Falstaff, wzbogacony, opasły i pragnący taniej rozrywki. Brodowski przede wszystkim skupił swą uwagę na teatrze i sztuce dramatycznej, która ma najsilniej oddziaływać na współczesnego widza. Dramaty, komedie, tragedie – dawniej służące podnoszeniu moralnemu widzów, zostały obecnie zastąpione przez farsę, która służy zaspakajaniu gustów niemoralnej z gruntu publiczności. Z tego powodu przedstawienia teatralne są szablonowe, płytkie i nudne, a teatr zamienił się w miejsce tandetnej rozrywki. Daleko współczesnym sztukom do ideału, jakim dla pisarza są uniwersalne w swej wymowie utwory Williama Shakespeare’a czy Molière’a. Dzieła wielkich twórców zdaniem Brodowskiego zawierają tajemnicę wszechświata, pobudzają odbiorców do myślenia, działania i czynu moralnego. Dramat – w jego opinii – powinien odgrywać znaczącą rolę w literaturze i wpływać na inne gatunki literackie. Aby tak się stało, zarówno dramat, jak i teatr musiałyby wznieść się ponad poziom przeciętności i komercji. Brodowski zwrócił uwagę, że współczesna powieść również odeszła od głoszenia ideałów i dawania wzorców czytelnikom. Utraciła swój moralistyczny charakter. Pisarz doszedł do wniosku, że upadek kultury nastąpił z powodu braku wiedzy współczesnego społeczeństwa, dla którego klasyka jest zbyt trudna do zrozumienia.


Estetyka i etyka. Po przedstawieniu miażdżącej diagnozy współczesnej kultury Brodowski przeszedł do zaprezentowania własnej koncepcji estetyki dzieła literackiego. Według niego istotę utworu stanowi koncept. Dlatego powinien być oryginalny i nowy, w innym przypadku mamy do czynienia z tendencją, która jest rodzajem samousprawiedliwienia filistra uspokajającym jego sumienie. Brodowski dochodzi do wniosku, że twórcy uciekają od podnoszenia w swych utworach ważnych kwestii egzystencjalnych i religijnych, ponieważ nie mają odwagi, aby podejmować nowe tematy i problemy, dlatego zwracają się do wzorów kultury antycznej, czytanej zresztą w uproszczony, schematyczny sposób. Zamiast tworzyć dzieła ważne i oryginalne, powielają stereotypy. Dlatego utwory współczesne nie są obrachunkiem z teraźniejszością, nie zmuszają do refleksji i nie zachęcają do czynu, stanowią tylko uproszczone obrazki, „tragedię marionetek” (tamże). Tak twórcy dobrowolnie zmieniają się w „helotów literatury”, a odbiorca otrzymuje utwór pozbawiony większej wartości etycznej i artystycznej, będący „zlepkiem frazesów” (tamże). Brodowski mimo wszystko wierzy, że znajdą się odważni twórcy, którzy wbrew dyktaturze mieszczaństwa zrezygnują z pogoni za sławą i nie będą bać się odtwarzania prawdy życiowej, opierając się na obserwacji rzeczywistości i własnym doświadczeniu życiowym. Ratunek dla kultury pisarz widział więc w realizmie. Brodowski niezachwianie stał na stanowisku prawdy w sztuce, protestując przeciw zafałszowaniu rzeczywistości. Uznawał więc etyczną rolę literatury i mocno wiązał ją z kwestiami społecznymi i ekonomicznymi. Był zatem zwolennikiem literatury zaangażowanej, mającej silny wpływ na kształt życia współczesnego.

Recenzje. Większość recenzji Brodowskiego ma charakter streszczający i opisowy, co jednak nie eliminuje możliwości rekonstrukcji sposobów myślenia pisarza na tematy estetyczne. W wielu artykułach przewija się wątek upadku współczesnej powieści. Brodowski pisze wprost o „prostytucji myśli”, „lichości” utworów, taniej rozrywce i prymitywizmie odbiorców.

Z dużą dozą sarkazmu omówił m.in. powieści Marii Rodziewiczówny Ona („Prawda” 1890, nr 171) i Dewajtis („Prawda” 1889, nr 14), Teodora Jeske-Choińskiego Z kulą u nogi (tamże) i Po złote runo („Prawda” 1892, nr 7), Mój testament Józefy Kisielnickiej-Estei („Prawda” 1891, nr 42), a także wybrane utwory Kazimierza Kleczkowskiego, Józefa Rogosza, Stefana Mariana Roguskiego, Klemensa Junoszy-Szaniawskiego, Józefa Tokarzewicza. Wszystkie te powieści jego zdaniem charakteryzują się nie tylko niedostatkiem talentu ich autorów, ale przede wszystkim oderwaniem od rzeczywistości, brakiem prawdopodobieństwa psychologicznego i fałszywym idealizowaniem. Do nich wszystkich można odnieść tytuł jednej z jego recenzji Nieudolne zabiegi i stargana przędza („Prawda” 1889, nr 14–15).

Brodowski docenił za to syberyjskie Szkice Adama Szymańskiego („Prawda” 1891, nr 11–12), Moich znajomych Marii Konopnickiej („Prawda” 1889, nr 17) oraz W wieku nerwowym Leo Belmonta („Prawda” 1891, nr 23). Warto zwrócić uwagę na artykuł Powieści Walerii Marrené („Ogniwo” 1903, nr 45). Na marginesie twórczości popularnej wtedy pisarki, którą mógł znać osobiście z czasów swej pracy w redakcji „Prawdy”, Brodowski zastanawiał się nad tożsamością twórcy we współczesnym świecie i statusem dzieła literackiego. Według niego Marrené była „bez wątpienia pod silnym wrażeniem George Sand, nie można jej jednak pomawiać o zapatrzenie się i niewolnicze naśladownictwo, przeciwnie, wtedy był u niej rozmach i śmiałość twórcza, jakiej nie mają naśladowcy” (tamże). Marrené – jego zdaniem – nie pisze już, „jak gdyby” była mężczyzną, tylko dość swobodnie czerpie z kobiecych wzorów reprezentacji. Docenił, że pisarka nie tylko naśladuje rzeczywistość, ale również podejmuje udane próby jej kreacji. A zatem w widzeniu Brodowskiego Marrené jest autorką, która próbuje włączyć się w nurt bieżących prądów literackich. Brodowski nie odmawiał kobietom prawa do przedstawiania siebie i do kreowania obrazu świata zgodnie z własnymi wyobrażeniami. Doceniał wolność twórcy i jego indywidualność. Do tego tematu nawiązał w artykule Jubileusz marzenia (w trzechsetną rocznicę wydania „Don Kichote’a” Cervantesa) („Ogniwo” 1905, nr 7) będącym ciekawą refleksją na temat prawa człowieka do marzeń, fantazji, twórczych poszukiwań.


Między realizmem a idealizmem. Początkowo pisarz promował pisarstwo mimetyczne spod znaku realizmu i naturalizmu, oparte na obserwacji rzeczywistości, realizujące zasady prawdy życiowej i demokratyzmu. Doceniał rolę typowości i weryzmu w sztuce. Był natomiast przeciwnikiem tendencji w literaturze. Jego zdaniem powieść tendencyjna spełniła już swoją funkcję, a jej rolę przejęła publicystyka, dlatego uważał, że współczesną literaturę trzeba całkowicie uwolnić od wpływów utylitaryzmu, aby mogła służyć obnażaniu fałszu kultury mieszczańskiej i demaskowaniu sztuczności i zakłamania wytworzonego przez nią języka. Promował demokratyzm w sztuce. Jego twórczość charakteryzują aktywizm i jednocześnie idealizm, który zaważył na kształcie jego utworów prezentujących świat nizin społecznych. Niektóre wypowiedzi Brodowskiego mają perswazyjny i dydaktyczny charakter, ale pisarz ujawniał też postawę impresjonistyczną, kładąc nacisk na podmiotowość wypowiedzi i momentalność doznań, aby u kresu swego życia dojść do mistycyzmu, kontemplacji i refleksji filozoficznej.

Brodowski był w większym stopniu pisarzem i myślicielem niż krytykiem literackim. Pozostawił po sobie kilka znaczących artykułów, które dobrze wpisywały się w program „Prawdy” i „Ogniwa”, nie wypracował jednak własnego stylu krytycznego. Doceniał rolę literatury w kształtowaniu świadomości społecznej. Pragnąc zmiany w myśleniu społeczeństwa, na przestrzeni lat sięgał po różne środki artystycznego wyrazu. Pozostał jednak w pamięci potomnych przede wszystkim jako „polski” Gorki, krytyk kultury mieszczańskiej i obrońca ludzi z „nizin”, a nawet jako prekursor literatury dokumentalnej charakterystycznej dla XX w.</document>
<document nplp_id="13842" title="Brodziński Kazimierz" slug="brodzinski-kazimierz">Krytyk literacki, estetyk, historyk literatury polskiej, wykładowca uniwersytecki, poeta, tłumacz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: B.; B...; K.B.; K. Uwaga; Kazimierz Br.; Kazimierz z Królówki.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 III 1791 w Królówce (pow. bocheński) jako syn Jakuba i Franciszki z Radzikowskich. Szkolne lektury z okresu gimnazjalnego (1806–1809) oraz wpływ brata Andrzeja (1786–1812), poety, zwróciły jego zainteresowania ku poezji sentymentalizmu, zwłaszcza niemieckojęzycznej, zaszczepiły w nim opcję regionalistyczną oraz idylliczną (wpływ S. Gessnera). Debiutował wierszami włączonymi przez Andrzeja Brodzińskiego do zbiorku Zabawki wierszem (1807). W 1809 r. wstąpił do armii Księstwa Warszawskiego. W krakowskiej kwaterze Wincentego Reklewskiego w l. 1809–1811 współtworzył ugrupowanie literackie nazwane przez historyka literatury „kręgiem Brodzińskich”; krąg ten odegrał ważną rolę w rozwoju oświeceniowej literatury krakowskiej. Kampanię rosyjską 1812 r. (polegli w niej brat oraz poeta kpt. W. Reklewski) ukończył w stopniu porucznika; raniony w „bitwie narodów” pod Lipskiem, dostał się do pruskiej niewoli. Plonem wojennych l. 1809–1813 były wiersze wnoszące specyficzną, pogłębioną wrażliwość do nurtu porozbiorowej poezji żołnierskiej. W 1814 r. znalazł się w Warszawie. Początkowo skromny urzędnik ministerialny, zwrócił na siebie powszechną uwagę elegią Na wprowadzenie zwłok księcia Józefa Poniatowskiego. Jako członek loży napisał kilka wierszy w duchu ideologii wolnomularskiej (1814–1817). Otrzymał posadę sekretarza Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowego (1815–1821). Na potrzeby sceny przekładał m.in. utwory Augusta Kotzebuego, Jean-François Ducisa, Franza Grillparzera oraz libretta operowe. Napisał też dla Karola Kurpińskiego, dyrektora sceny operowej Teatru Narodowego, libretto do „melodramy” Kalmora, czyli Prawo ojcowskie Amerykanów (1820). Dla Józefa Elsnera, innego kierownika stołecznej sceny operowej, opracował przykłady poetyckie do rozprawy O metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818).

Od 1818 r. wykładał literaturę w szkołach pijarskich na Żoliborzu. W 1822 r. objął katedrę literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim; pełnił też funkcję sekretarza uczelni (1823–1830). Wykład obejmował szerokie zasoby polskiego piśmiennictwa: obok literatury pięknej krasomówstwo, historiografię, pisarstwo polityczne, a także – poezję i prozę (retoryczną, traktatową), stylistykę, estetykę, dzieje języka. Już jako wykładowca (1824) odbył 9-miesięczną podróż naukową przez Pragę, Szwajcarię, Florencję do Paryża. Szczególnego znaczenia nabrał dla Brodzińskiego pobyt w stolicy Czech, gdzie nawiązał kontakty z badaczami słowiańszczyzny (V. Hanką i F.L. Čelakovskim).

W 1815 r. rozpoczął ścisłą współpracę z „Pamiętnikiem Warszawskim”. Od 1819 r. współredagował pismo z bardzo mu przyjaznym Feliksem Bentkowskim (w l. 1822–1823 z J.K. Skrodzkim i F. Skarbkiem). To na łamach tego periodyku ukazały się najważniejsze prace krytyczne Brodzińskiego z l. 1818–1823: O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej („Pamiętnik Warszawski” 1818), Listy o literaturze polskiej (tamże, 1820), Myśli o dążeniu polskiej literatury (tamże, 1820), Myśli o dramatyce polskiej (1821), Listy o literaturze (tamże, 1822), O idylli pod względem moralnym (1823). Publikował także w „Ćwiczeniach Naukowych”, „Orle Białym”, „Tygodniku Polskim i Zagranicznym”, „Gazecie Literackiej”, „Dzienniku Warszawskim” czy „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”. W ostatnich latach życia (1834–1835) redagował w Warszawie „Magazyn Powszechny”, pismo o charakterze encyklopedyczno-informacyjnym, rozprawę Wyjątek z pisma pod tytułem: Piękność i wzniosłość zamieścił zaś w przygotowanej przez siebie „Jutrzence: noworoczniku warszawskim na rok 1834”.

W 1821 r. został członkiem przybranym Towarzystwa Przyjaciół Nauk, członkiem czynnym dwa lata później. Okazał się wyjątkowo aktywnym uczestnikiem prac Działu Nauk. W swym projekcie antologii poezji dla młodzieży, „zbioru pieśni duchownych i narodowych”, uwzględniał ludową pieśń polską i innych narodów słowiańskich. Postulował wydanie „Dykcjonarza obyczajów i zwyczajów polskich”. Przede wszystkim – zaangażował się w prace nad monografią gatunków literackich, opracowując rozprawy o elegii, satyrze, idylli. Na forum TPN czytał też rozprawy: O życiu i pismach Franciszka Karpińskiego (1827), O wymowie u dawnych Polaków (1827) i O stanie i duchu literatury za Stanisława Augusta, za Księstwa Warszawskiego i w teraźniejszych czasach (1830). Brodziński pozostawał w dobrych stosunkach z młodymi autorami z różnych środowisk, w których następowała przemiana oświeceniowo-romantycznej literatury polskiej; byli wśród nich filareta Antoni Edward Odyniec, Józef Bohdan Zaleski wywodzący się z humańskiej Za-Go-Gry, przybyli z Krzemieńca do stolicy wydawcy „Ćwiczeń Naukowych”, redaktorzy „Orła Białego”, także Maurycy Mochnacki. Należał też do uwielbianych przez słuchaczy wykładowców uniwersyteckich. Tymczasem przekonania estetyczno-moralne oraz poczucie odpowiedzialności obywatelskiej spychały go stopniowo, od 1826 r., na pozycje polemiczne wobec praktyki poetyckiej i koncepcji krytycznych romantyków. Kulminacją konfliktu okazała się publikacja Pism rozmaitych (1830) zawierających rozprawy O krytyce oraz O egzaltacji i entuzjazmie. Pisana w przededniu insurekcji rozprawa Mochnackiego O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym przyniosła jednak sprawiedliwą, apologetyczną opinię o zasługach Brodzińskiego dla literatury narodowej. Powstanie listopadowe wywołało zwrot w jego przekonaniach patriotycznych. W swych wierszach i przemówieniach stał się ideologiem insurekcji. Na uczelni wygłosił Mowę mianą [...] przy wprowadzeniu uczniów Uniwersytetu składających Gwardię Narodową w mury tegoż Uniwersytetu (1830). 3 V 1831 wygłosił na sesji TPN mowę O narodowości Polaków, wybitny przejaw późnooświeceniowego misjonizmu. Jego testamentem ideowym okazało się Posłanie do braci wygnańców (1835), wypowiedź historiozoficzna i głos w kwestii misji emigracji utrzymany w duchu profetyczno-prowidencjalistycznym. Posłanie świadczy o znajomości przez Brodzińskiego mesjanistycznych publikacji Adama Mickiewicza, lecz w pierwszej kolejności wypływa z medytacji biblijnej autora. W 1834 r. podjął on tłumaczenie dzieła Théodore’a Dérome’a zawierającego wypisy ze Starego i z Nowego Testamentu wraz z uwagami natury moralnej i formacyjnej. Przekład z kościelnym imprimatur ukazał się po śmierci tłumacza. W 1821 r. ożenił się z Wiktorią Holly, z którą miał córkę Karolinę (zam. Rutsch, zm. 1889). Zmarł 10 X 1835 w Dreźnie w drodze powrotnej do kraju po kuracji w Karlsbadzie.


Program krytyczny. Liczne pola aktywności dowodzą niezwykłej wszechstronności osobowości twórczej Brodzińskiego, jak również sytuują go na pozycji najwybitniejszego znawcy literatury w ostatnim piętnastoleciu oświeceniowej formacji kulturowej (1815–1830).

Metaliteracka refleksja Brodzińskiego była zwieńczeniem nowatorskich koncepcji rozwijających się na gruncie sentymentalizmu i preromantyzmu: począwszy od rozprawy O wymowie w prozie albo wierszu Franciszka Karpińskiego (przynoszącej zalążki estetyczno-antropologicznego ujmowania literatury) i od projektu poezji narodowej Jana Pawła Woronicza. Szeroki ogląd współczesnej literatury i humanistyki zachodniej ułatwił krytykowi sformułowanie programu literatury i kultury narodowej, który mógł z powodzeniem rywalizować z analogicznymi proklamacjami romantyków i odgrywać w epoce międzypowstaniowej ważną rolę w kształtowaniu sytuacji literatury w kraju.

Do działalności krytycznej Brodziński przygotowywał się pracowicie i wytrwale. Od ok. 1815 r. pracował nad obszernym poematem dydaktycznym (z zakresu estetyki raczej niż poetyki) pt. Poezja. Do Dafne, utworem niedokończonym, drukowanym we fragmentach, przedłożonym też słuchaczom w TPN (1822). Zawartość tego manifestu oparł na rozległej erudycji obejmującej literaturę, krytykę i filozofię. Oprócz lektury dzieł Germaine de Staël O literaturze i O Niemczech decydujący wpływ na ukształtowanie się jego postawy krytycznej wywarły studia nad filozofią i literaturą niemiecką (G.E. Lessing, J.G. Herder, J.J. Winckelmann, F.L. Bouterwek, F. Schiller, ale i bracia Schleglowie oraz J.P. Richter, a także poeci: F.G. Klopstock, Ch.M. Wieland, G.A. Bürger, J.W. Goethe), co znajduje odzwierciedlenie w takich rozprawach, jak O klasyczności i romantyczności, Myśli o dążeniu polskiej literatury, O idylli pod względem moralnym, O egzaltacji i entuzjazmie, O krytyce.

Podstawowe założenie manifestu Brodzińskiego z 1818 r. brzmi: „Poezja jest zwierciadłem każdego wieku i narodu, stosownie jak każdy pod innym niebem odmiennych jest obyczajów, różne ma wyobrażenia o Bogu i wielorako rządzony bywa. Filozofowie i uczeni mogą pracować dla całego społeczeństwa ludzkiego, ale mówcy i poeci swój naród szczególniej mieć powinni na celu. Dziejopisowie wpajają w pamięć naszą czyny przodków; mówcy i poeci ich cnoty, ich uczucia w sercach ziomków zaszczepiać lub ożywiać mają sposobność i obowiązek. Poezja ma tę szczególną własność, że jeżeli nauki nie w każdym kraju i wieku jaśniały, jeżeli wymowa tylko wolnego ludu była udziałem, poezja, od tronów do chatek, od najciemniejszych aż do najoświeceńszych wieków ogólnie szanowaną była i ciągle kwitnęła” (O klasyczności i romantyczności). Brodziński nawiązuje do oświeceniowej idei (Montesquieu, J.-B. Dubos, J.-J. Rousseau, G. de Staël), zgodnie z którą warunki przyrodnicze, wierzenia, obyczaje, formy polityczne nadają poezji różnych narodów w różnych epokach swoisty charakter. Specyfika narodowa („duch”, „charakter”) przejawia się też w innych mediach pamięci zbiorowej (wymowa, historiografia), lecz jedynie poezja nieprzerwanie monitoruje przebieg dziejów narodu, a zatem tylko ona jest świadkiem organicznej ciągłości życia narodowego na wszystkich poziomach jego stratyfikacji wewnętrznej. To już składnik ideowy historiozofii Johanna Gottfrieda Herdera, za czym idzie imperatyw kultywowania narodowej tożsamości i oryginalności. Dalsze zatem rozstrzygnięcia programowe muszą dotyczyć usytuowania projektowanej poezji narodowej i w tradycji etnicznej, i na mapie literatury współczesnej. Stąd rozważanie alternatywy klasyczność–romantyczność, stąd badanie narodowego esprit. Niezbędny jest namysł poważny i odpowiedzialny, w przeciwnym razie poezja polska będzie skazana na epigoński konflikt francuszczyzny i niemczyzny, przesądu i czczej mody.

Krytyk postuluje drogę pośrednią między klasycznością a romantycznością, między wysubtelnionym „czuciem” a wydoskonalonym smakiem. Charakterystyka czucia romantycznego wykazuje znaczną zależność od Schillerowskiej koncepcji sentymentalności.

Przybiera formę tęsknoty za utraconymi dobrami natury, duszy ludzkiej, bytu społecznego, historii; transcenduje też w nieskończoność filozoficznie czy religijnie rozumianą. „Wszystko, co z przeszłości niewinność, swobodę, zapał złotych, patriarchalnych, rycerskich wieków przypomina, gdzie zapał nie rachuba w czynach, prostota nie sztuka w piękności, się maluje, sprawia na nas romantyczne wrażenie, którego cechą jest miły smutek jak mgła, towarzyszka jesieni, bo tylko uczucia wspomnień i tęschnoty obudzać może. Piękności romantyczne są wyłącznie dla serc tkliwych i dla umysłu naturę i ducha wieków badającego” (tamże). Romantyczność jako „smak filozoficzny” (tamże), jako „metafizykę czucia” (tamże) reprezentuje dziś poezja i myśl niemiecka, kierująca się ku zagadnieniom religii i filozofii natury, ku muzyce, folklorowi, dawnej Północy, przeszłości gotyckiej.

Klasyczność jest cechą współczesnej poezji francuskiej. Powołując się zręcznie na Madame de Staël, Brodziński mówi o towarzyskości, konwencjonalności, intelektualnej ludyczności tej poezji, zarazem kładąc nacisk na konieczność uznawania zasad rządzących sztuką i respektowania roli umiejętności w uprawianiu poezji. Świadoma sztuka stała się koniecznością w poezji po wyczerpaniu się źródłowej poezji greckiej, stąd doniosła rola poetyki Horacego czy formy epickiej Wergiliusza. Krytyk wystrzegał się stwierdzenia wprost, że czas przepisów i reguł spod znaku Sztuki rymotwórczej Nicolasa Boileau przeminął bezpowrotnie, toteż pozwalał na domniemanie, że „pośrednią drogę” literatury polskiej można wyznaczyć przez kompromis zjawisk zupełnie nieprzystawalnych: niemieckiej romantyczności i anachronicznej „gallomanii”. Niewątpliwie znał on jednak typologię klasycyzm–romantyzm Friedricha Schlegla, rozumiał różnicę między teorią romantyzmu a doktryną klasyki weimarskiej i miał na uwadze realną syntezę preromantycznego światoobrazu z neoklasycystyczną formą.

Brodziński widział i w romantyczności, i w klasyczności ekstrema, których nie sposób zaadaptować w Polsce ze względu na geniusz narodowy, język, tradycję. Spekulacja metafizyczna, mroczna antropologia, brutalne środki estetyczne, fascynacja anarchią to negatywne strony romantyczności; konwencjonalizm górujący nad sztuką i sztuka nad celem duchowym poezji – to granica klasyczności. „Co do ducha poezji naszej, widziemy w niej wszędzie panującą miłość ojczyzny, zapał w uwielbianiu szlachetnych obywatelskich czynów, miarkowanie w uniesieniu, imaginacją swobodną, nie przerażającą, bez fantastycznych wyobrażeń, łagodną tkliwość, prostotę, [...] rolnicze obrazy wiejskości i rodzinnego pożycia, moralność praktycznej filozofii, namiętności nieburzliwe i skromność obyczajów” (tamże). Podstawowe komponenty programu literatury narodowej to idylliczny światoobraz (i światoodczucie) wraz z neoklasycystyczną normą stylistyczną. W rozprawie O idylli pod względem moralnym (1823) krytyk cytuje z aprobatą tezy Johanna Paula Richtera: o idylli jako przedstawieniu „szczęścia w ograniczeniu” i o tym, że idyllę można połączyć z każdym stanem, każdym środowiskiem społecznym. Z punktu widzenia teorii poezji czymś nowym, rewelacyjnym, jest tutaj oderwanie (za przykładem rozprawy F. Schillera O poezji naiwnej i sentymentalnej) wizji świata, formuły estetycznej idylli od jej formy gatunkowej. Za programem literatury narodowej kryje się u Brodzińskiego także potrzeba uporządkowania bieżącej produkcji poetyckiej przez nadanie jej stosownej poetyki i wysunięcie kryteriów oceny estetycznej. Jego wymagania były niewątpliwie wysokie. Opowiadając się za dykcją neoklasycystyczną – nowatorską, nie zużytą – krytyk usytuował poezję na gruncie ponadhistorycznego (winckelmannowskiego) ideału piękna, który wcielał się w rzeczywistość polskiej tradycji kulturalnej i naturalnie konweniował z „czuciem romantycznym”, czyli wrażliwością i refleksji właściwym „udoskonalonemu sercu”. Brodziński nie usankcjonował bynajmniej złej literatury, ale podniósł wartość uczucia, z którego czerpała główne uzasadnienie twórczość popularna; krytyk być może stał się, mimo woli, jej protektorem.

Brodziński podważył teoretyczne fundamenty tradycyjnego klasycyzmu. Jedność kultury oświeceniowej okazała się iluzją, prawomocność doktryny francuskiej uległa demitologizacji w toku krytyki historycznej. Metoda historyczna, nie relatywizując ideałów piękna, odsłaniała przecież pluralizm gustów narodowych – odrębność „ducha” poezji właściwej wspólnocie ukształtowanej przez dzieje. Polski gust – rozumiany jako projekcja charakteru narodowego na uniwersalny ideał estetyczny – jawił się kwestią możliwą do dyskutowania i potencjalnie sporną. Oburzenie okazane krytykowi przez Stanisława Kostkę Potockiego było bezsilne, polemika Jana Śniadeckiego pt. O pismach klasycznych i romantycznych (1819) została w gruncie rzeczy zignorowana przez opinię literacką. Jednak prawdziwa polemika o „ducha polskiego” i o to, jakiej estetyki potrzebują Polacy, rozpocznie się wraz z wystąpieniem romantyków.

Rozprawa O egzaltacji i entuzjazmie (1830) wypływała wprawdzie z ciągu polemicznych utarczek z romantykami, lecz jednocześnie stanowiła ważką wypowiedź programową o akcentach rozłożonych zupełnie inaczej niż w pismach projektujących literaturę narodową. Dominantę problemową tworzą tu zagadnienia moralno-estetyczne. Punktem wyjścia jest charakterystyka pojęć tytułowych jako przeciwstawnych postaw autorskich. Entuzjazm to stan wewnętrzny, usposobienie wyobraźni i uczuć, które dotyczy wzniosłych wyobrażeń, intencji i działań; egzaltacja to cecha charakteru, wskutek której dochodzi do nadmiernie intensywnego doświadczania czy to miłości, czy wiary bądź przekonań filozoficznych. Charakter epoki (od Sturm und Drang po G.G. Byrona), a także pewne ożywione współcześnie tradycje nieklasyczne (średniowiecze, W. Shakespeare) sprzyjają manifestowaniu się w literaturze „zapaleńców”, „zagorzalców”, „urojeńców”. Postawę „mniemanych genialnych ludzi” cechuje przesadna samoocena (jako ludzie natchnieni, inspirowani z wysoka, przypisują sobie wyjątkowość), egzageracja uczuciowa, indywidualizm, skłonność do patologicznych wykładni człowieczego losu; podczas gdy właściwy etos pisarski zasadza się na „czynnej i mocnej woli” (O egzaltacji), na równowadze rozumu i czucia, na „pogodzie wyobrażeń” (tamże). Egzaltanci odrzucają poprawne pojęcia o źródłach poezji, którymi są: smak i geniusz (pozostające w jedności), imaginacja i wiedza o rzeczywistości. Absolutyzują oni fantazję i natchnienie, a w swej praktyce popadają w epigonizm (naśladują dzieła, a nie metodę twórczą swych mistrzów), zapoznają istotę oryginalności (będącą u swych greckich źródeł „czystą naturą”) oraz ponadczasową zasadę „harmonijnej doskonałości w ograniczeniu” (tamże), wytłumiają na skutek przerostu jakości ekspresyjnych wartości poznawcze dzieła. Wraz z tezami neohellenistycznymi Brodziński powtarza swe credo słowiańskie: „Ludy sławiańskie, a w szczególności Polacy [...] dochowały odrębną swą cechę: miłość natury, umysł pogodny i wesołą rezygnację; jedyny entuzjazm: miłość swej ziemi; wrodzoną skromność i obyczajność, zdolne jedynie do prawdziwego wykształcenia. Z tego własnego gruntu ciągnąc soki ożywne ku rozkwitnieniu swojemu, niech się żywią powszechnym światłem wszystkim ludom przyświecającym, lecz niech się strzegą zarazy przelotnej z stron obcych” (tamże). Nie sposób jednak nie zauważyć, że ostatnim słowem tej ważnej proklamacji programowej stało się ostrzeżenie przed polską melancholią, kłótliwością, skłonnością do pomówień i oszczerstw zawarte w przytoczonym we fragmencie kazaniu ks. Wojciecha Cieciszowskiego SI z 1649 r.

W sporach przełomu romantycznego. Stanowisko Brodzińskiego wobec romantyzmu było jasno określone od początku. „Kładzie krytyk znak równości między romantyczną koncepcją akcentującą spontaniczną kreację twórczą a apoteozą anarchizującego subiektywizmu lekceważącego uznane prawidła, i to nie tylko literackie. Irracjonalizowanie procesu twórczego jest przede wszystkim groźne dla [...] narodu, wszak osłabia wychowawczo-mentorską rolę literatury. Oto powód, dla którego wobec romantycznej koncepcji poety-wieszcza, który chce uwydatnić w poezji swą twórczą moc i tworzyć odrębny, nowy świat – Brodziński wyraził swą dezaprobatę i zachował postawę krytyczną” (I. Bittner). Istotnie, chociaż w bezpośrednią kolizję z romantykami wszedł Brodziński dopiero przy okazji sporów o sonety, poglądy na „tożsamy” romantyzm wyłożył już w swojej programowej rozprawie. Odtąd z wielu względów – poznawczych, estetycznych, moralnych, obywatelskich – wypowiadał się przeciwko ufundowanej na idealizmie pokantowskim poezji nieskończoności, przeciw „poezji ludu” spokrewnionej z romantyką grozy, przeciw egzaltacji na rzecz zdrowego entuzjazmu, przeciw aktywistycznej (de facto insurekcyjnej) idei narodu i woluntarystycznej koncepcji historii. Orientując się dobrze w teorii romantyzmu, zdradzając romantyczne dyspozycje wrażliwości, Brodziński znalazł się – paradoksalnie – w sytuacji oponenta wobec tego ruchu kulturalnego.

Jako teoretyk poezji pozostawał nieustająco w jego sąsiedztwie, jako twórca programu literatury narodowej zmuszony był z nim konkurować. Nie ulega wątpliwości, że najpłodniejsze i najbardziej zasadnicze spory przełomu romantycznego toczyły się przy jego udziale. Właśnie dzięki Brodzińskiemu owe spory przybrały charakter nie tyle jałowej walki pokoleń, ile cechy twórczego dialogu konkurencyjnych programów literatury, konkurencyjnych modeli kultury, wreszcie – odmiennych typów społecznej świadomości. Podział racji był dla obu stron także polem obopólnej inspiracji. Romantycy mieli w Brodzińskim prekursora pod niejednym względem (co wyznał M. Mochnacki), a ze swej strony rzucili ważkie wyzwanie jego myśleniu. Wiadomo, że to Brodziński sprowokował romantyków, nie na odwrót. W swym Liście do redaktora „Dziennika Warszawskiego” o pieśniach ludu (1826) dodał do neohellenistycznej charakterystyki poezji słowiańskiej (to Słowianie zachowali jeszcze źródłowe, greckie doświadczenie poetyckie) aluzyjną deprecjację romantycznej „poezji gminnej” (Mickiewicz z łatwością to zauważył) i młodej krytyki z kręgu Maurycego Mochnackiego. Otwarcie już wypowiedział się w Artykule nadesłanym z powodu pism o poezji w „Gazecie Polskiej” umieszczonych („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1827, nr 71–72). W związku z kampanią krytyczną wokół Sonetów krymskich zdecydowanie polemizował z roszczeniami metafizycznymi romantyków i apoteozowaniem poety-geniusza, negatywnie charakteryzował etos i dyskurs romantycznej krytyki. Nie odmawiając Adamowi Mickiewiczowi talentu, rozprawiał się zwłaszcza z jego romantycznością wileńsko-kowieńską. Pisał, nie szczędząc złośliwości: „Tak może podanie ludu litewskiego, które dało przedmiot do poematu Dziady, godne było usiłowań, ażeby z niego porządną utworzył całość. Chociaż bowiem duch, a nawet duch cierpiący pomięszanie zmysłów, jest bohatyrem tego poematu, nie idzie jednak za tym, aby i poema miało być mięszaniną [...]. Posępność i wszelkie wrażenia, które autor zamięszał, mogłyby być wydane bez niemczyzny” (tamże, nr 27).

Do dezaprobaty Brodzińskiego wobec światopoglądowych założeń romantyzmu dołączyła się u schyłku trzeciej dekady XIX w. obawa o następstwa wynikające z romantyzmu politycznego. Recepcja Konrada Wallenroda i kryptopolityczne treści pamfletu Mickiewicza O krytykach i recenzentach warszawskich (1829) spoiły romantyzm z dążeniem

insurekcyjnym (jak wyraził się Mochnacki w Powstaniu narodu polskiego w roku 1830 i 1831: „[...] literatura w Polszcze, jak ludzie, konspirować zaczęła”). Rozprawa Brodzińskiego O egzaltacji i entuzjazmie realizowała szerokie zamierzenia programowe krytyka, lecz była również łatwą do rozszyfrowania repliką na artykuł Czy obudzanie uczuć spokojnych i łagodnych ma być jedynym poezji dążeniem? („Gazeta Polska” 1827, nr 160–161) – który z kolei nawiązywał do mowy O życiu i pismach Franciszka Karpińskiego wygłoszonej w Towarzystwie Przyjaciół Nauk 30 IV 1827, rychło wydrukowanej w „Rozmaitościach Warszawskich”. „Oto cnoty łagodne, uczucia szlachetne, z prawdą i prostotą śpiewane; oto serdeczna religia, rzewna miłość ojczyzny, męstwo obronne, cnoty rodzinne i błogie prace rolnicze są w pieniach Karpińskiego szczerym narodu zwierciadłem” (O życiu i pismach). Ten poetycki idiom polskości i „sławianizmu” jest zarazem zdaniem krytyka realizacją uniwersalnych i ponadczasowych wartości poezji: „Jak rolnictwo jest zasadą cywilizacji, tak poezja idylliczna, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, to jest: malująca uczucia ludzi blisko natury żyjących, jest podstawą prawdziwego smaku wszelkiej poezji. Na tej zasadzie posunęli się Grecy w sztukach do najwyższego stopnia sztuki. Patriarchalne rolnicze życie ich rycerzów i mędrców przelało nawet na wieki najświetniejsze Grecji – owę prostotę i skromność poezji, której teraźniejsze cywilizowane ludy prawie tajemnicę straciły” (tamże).

W rozprawie O egzaltacji i entuzjazmie kardynalnym zagrożeniem nie jest już „niemczyzna” spod znaku ludowości upiorowej i idealizmu transcendentalnego, lecz bajronizm. Polska recepcja Byrona jest wielotorowa: z jednej strony przekładają tę poezję Leon Borowski, nauczyciel Mickiewicza (Żale Tassa), i młody klasycysta wileński Ignacy Szydłowski (Paryzyna, Giaur), z drugiej strony: IV cz. Dziadów, Maria Antoniego Malczewskiego i Zamek kaniowski Seweryna Goszczyńskiego wnoszą do młodego romantyzmu biegun indywidualizmu bądź alienacyjnego, bądź buntowniczego. Brodziński nie dolewa oliwy do ognia: z różnych wątków legendy Byrona (cyniczny dandys, „emisariusz szatana”, buntownik przeciw oświeceniu indyferentnemu i konformistycznemu) wybiera ten, który najsilniej eksponuje bajronowskie pragnienie wolności i wiary; za kilka lat Mickiewicz w przedmowie do swego przekładu Giaura podejmie ten sam temat bajronowskiej „drogi do Damaszku”, szlaku konwersji, którą tragicznie przecięła przedwczesna śmierć poety. Brodziński podkreśla zarazem, że osobowość liryczna Byrona, jego wolnościowy etos, może zostać wypaczony przez „mniemanych genialnych ludzi” i przynieść niepowetowane straty Polsce. To przesłanie zostało dostrzeżone przez rzeczników romantyzmu insurekcyjnego. Niezbyt nawet napastliwa recenzja Pism rozmaitych (1830) Brodzińskiego, ogłoszona przez Mochnackiego w „Kurierze Polskim” (1830, nr 159) pt. O krytyce i sielstwie, na tyle ujawniła bezsilność argumentacji Brodzińskiego, że odstąpił on od wydania drugiego tomu swych prac krytycznych.

Koncepcja i metodyka krytyki. Krytyk przypisywał literaturze cele patriotyczne i moralne, które nadawały jej wysoką godność i wartość. „W politycznej i społecznej sytuacji narodu polskiego stawia Brodziński przed literaturą zadania wykraczające poza wąsko pojęte cele artykułowane w języku osiemnastowiecznych poetyk. Tamte, formułujące tradycyjny postulat uczenia i bawienia, a także – wzruszania, rozpatrywały funkcjonowanie abstrakcyjnie pojętego, pojedynczego dzieła wobec równie abstrakcyjnego, pojedynczego czytelnika. Brodziński ustanawia nową relację, w której brane są pod uwagę nie zjawiska jednostkowe, ale całość: literatura i naród” (T. Kostkiewiczowa). Literatura, jako całość, jako instytucja społeczna, odzwierciedla charakter narodowy, stymuluje rozwój wyobrażeń „o miłości ojczyzny i zwyczajach narodowych”, otwiera świadomość narodową na postęp cywilizacji i wartości uniwersalne, buduje samoświadomość, samoocenę i więź moralną narodu, a także scala polską zbiorowość, poddaną podziałom rozbiorowym. Literatura kultywująca polską tożsamość, oryginalna i twórcza, jest autentyczną siłą sprawczą – „czynną literaturą narodową” (O klasyczności). O wartościach moralnych literatury stanowi etos autora (powołanego do szlachetności, dojrzałości, rzetelności), stosowna antropologia, prawda, również respekt dla uniwersalnych zasad sztuki słowa. Powinność i wartość krytyki, odpowiedzialność krytyka były adekwatne do tak nobilitującego pojmowania literatury.

W rozprawie O krytyce w gronie mistrzów współczesnej krytyki Brodziński umieszcza Gottholda Ephraima Lessinga, Johanna Gottfrieda Herdera, Johanna Joachima Winckelmanna, a także Johanna Wolfganga Goethego, Friedricha Schillera, Johanna Paula Richtera, którzy „objawili genialne swoje pomysły o sztuce” (tamże). Nieoczekiwanie zabrakło tu Madame de Staël i w ogóle francuskiej krytyki historycznej, z którą Brodziński był niewątpliwie dobrze zaznajomiony. Krytyka historyczna była właśnie jego podstawową metodą. Pod wpływem tej orientacji sytuował literaturę w porządku genetycznym (literatura będąca odzwierciedleniem charakteru narodowego, kształtowanego przez czynniki przyrodnicze i historyczne), wysuwał jej funkcje heteroteliczne przed te autoteliczne, sięgał po kategorie historii społecznej, skupiał uwagę na niektórych dużych całościach historycznoliterackich (gatunki, środowiska kulturalne). W swej narracji nie identyfikował i nie śledził prawidłowości historycznych – tworzył raczej tableaux – lecz było to udziałem także innych wytrawnych krytyków historycznych, nie wyłączając Abla François Villemaina. „Historia krytyczna literatury” – jak ją nazywa Brodziński – ukazuje w pierwszej kolejności „wpływ stanu społeczności na nauki i nauk na społeczność”. Literatura jest tu częścią nieodłączną zasobów oświecenia i probierzem stanu narodu. „Historia wzrostu i upadku smaku tak zajmuje i ostrzega, jak badanie przyczyn pomyślności i niedoli narodów” (tamże).

Z dystansem wypowiada się Brodziński w przywołanej rozprawie na temat krytyki estetycznej Alexandra Gottlieba Baumgartena. Chodzi tu wyraźnie o jeden tylko, najbardziej anachroniczny, genetyczno-psychologiczny typ takiej krytyki, jako że estetykę poetów warszawski autor stawia na wyżynach refleksji metaliterackiej i nierzadko posługuje się myślą estetyczną Schillera czy Jean-Paula. Bardzo niejasno Brodziński tłumaczy sens krytyki nazwanej przez Villemaina w Wykładzie literatury francuskiej krytyką koniekturalną (critique conjecturale); czytelnik skłonny jest wnosić na podstawie kontekstu, że chodzi tu o krytykę postulatywną. W swej praktyce Brodziński łączy organicznie różne typy krytyki i ujawnia szeroki zakres nowoczesnych kompetencji humanistycznych. Inspiruje go Herderowski historyzm, Winckelmannowski neohellenizm, Schillerowska myśl moralna i estetyczna, teoria neoklasycystyczna ze swą redefinicją takich pojęć, jak smak czy styl. Jest wytrawnym genologiem (autorem osobnych rozpraw o idylli, elegii, satyrze), świadomym nowatorskiego (Schillerowskiego) podejścia do estetyki i formy gatunkowej; jako poeta pozostaje wnikliwym i wrażliwym interpretatorem utworów. Uprawia różne gatunki wypowiedzi (rozprawa, „pochwała”, portret, recenzja, artykuł polemiczny) i różne style argumentacji (perswazji) krytycznej. Nie obawia się stwierdzić, że „pisma estetyczne liczyć się mogą do rzędu samychże utworów sztuk pięknych” (tamże). Obok wysokich powinności narodowych Brodziński wyznacza krytyce także rolę służebną wobec pisarzy i czytelników. Krytyka nie tworzy geniuszy – stwierdza w swej rozprawie z 1830 r. – lecz może stać się mentorem dla talentów i zbawiennym przewodnikiem dla publiczności, ucząc, jak „myśleć porządnie i czuć zdrowo”. „Z pochodnią z wolna postępować należy, aby się jej światło w dym nie zamieniło” (tamże).

Brodziński – historyk literatury. Od 1822 r. Brodziński jest związany z Uniwersytetem Warszawskim jako wykładowca. W swych deklaracjach programowych przedstawia historię literatury jako dziedzinę przekraczającą zagadnienia „dowcipu i smaku” oraz wartości artystyczne i wkraczającą w dzieje moralności, obyczajów, przynoszącą ogląd „oświaty w narodzie naszym przez dziesięć blisko wieków” (Pisma, t. 3). Śledzi ona proces rozwojowy życia narodowego, proces, którego założenia historiozoficzne to: stwórcze i opatrznościowe źródła sakralne historii narodów; łączenie się narodów „w Bogu i potrzebie”; wewnętrzne doskonalenie się narodu „według swego położenia i zdolności” (tamże). Zespół środków służących rozwojowi nazywa prelegent oświatą – w rozumieniu dzisiejszym – cywilizacją. Pojęcie cywilizacji to dla wykładowcy termin wartościujący, stawiający w pozytywnym świetle poziom rozwoju danego narodu (jego stan moralno-obyczajowy w ówczesnym szerokim sensie). Literatura piękna to szczególnie ważny czynnik doskonalenia się, postępu dziejowego. „Piękna literatura zajmuje naukę języka, dzieje, poezją, wymowę i kunszta. Jej powołaniem jest być ściśle narodową, ona jest, że tak powiem, matką w domowym wychowaniu. Te nauki, wspólnie wzięte, dają dokładny obraz narodowej oświaty, są tak z sobą złączone, że jedna drugiej życia i światła udziela. Podstawą ich jest język. Czym jest płodność i kultura ziemi dla kraju, tym jest język dla moralnego bytu narodu” (tamże). W późniejszej redakcji programu kursu „Wyraz literatura [...] oznacza w ogólności wszystko, co umysł ludzki przez pismo do wiadomości i nauki podał, jest to zatem cały skład życia umysłowego ludzkiej społeczności, obejmujący wiadomość tego, co ludzie znakomitsi myśleli, działali i tworzyli”. Należą do niej poezja, wymowa, historia, „zgoła wszystkie dzieła, które prócz rozumu czucie i imaginację zajmują, które nie tylko ze względu swej treści, ale ze względu wykonania, to jest układu i stylu, uwagę na siebie zwracają” (Pisma, t. 4). Relacja literatura–naród w szczególnym stopniu absorbuje myśl prelegenta. Z wielu ujęć tej problematyki wystarczy tu przytoczyć tylko te dwa, szczególnie wyraziste: „Niczym naród silniej i pewniej nie utrzyma swojej pamięci i języka jak przez poezję [...]. Dlatego nade wszystko poezja być szczególniej narodową powinna. Ona jest żywicielką i zwierciadłem narodowości” (tamże). „Literatura powinna miłość własnej ojczyzny powiększać, jak też sama miłość ojczyzny każe nam jej kochać literaturę!” (tamże).

Na uznanie zasługuje warsztat historycznoliteracki Brodzińskiego, w tym przede wszystkim środki historycznej interpretacji tekstów, zjawisk i wydarzeń. Tło polityczne i kulturowe składa się u tego wykładowcy z wielu elementów; epokowe fenomeny społeczne, czynniki światopoglądowe i mentalne najbardziej skupiają jego uwagę, osiągnięcia państwowotwórcze króla i elit ustępują ich dokonaniom cywilizacyjnym. Między poezją, wymową i historiografią a bytem politycznym i materialnym nie występuje relacja prostego warunkowania ani naiwnej analogii. Zdyscyplinowany realizm, praktyczny rozsądek wraz z prostotą i zwięzłością języka konstytuują literaturę (sensu largo), która czerpie z rzeczywistości i na rzeczywistość twórczo wpływa, a czynne życie autorów – nie zbiór konwencji, czy stały mimetyzm – wiążą ze sobą świat realny i świat tekstów. Przestrzegając przed ahistorycznym dogmatem w sprawach smaku, prelegent powiada z naciskiem: „[...] przecież z postępem wieku smak musi się zmieniać jak wszystko na ziemi. Przecież przedmiotem poezji nie są te lub owe wzory i przepisy, ale duch czasu i stan społeczeństwa” (tamże). Kontynuując tę myśl, Brodziński puentuje: „Ze stanem społeczności w Polsce trzy razy smak się odmieniał i Kochanowski wtenczas bywał cenionym, kiedy smak był najlepszy”. Omawiając poezję Sarbiewskiego, Brodziński dowodzi, że twórczość w języku klasycznym nie może ulegać regresowi do klasycznych wzorów doskonałości (np. do Horacego), lecz musi martwy język ożywiać duchem czasu i miejsca (tamże).

Cezura stanisławowska, oddzielająca przeszłość od współczesności, miała dla prelegenta m.in. sens metodologiczny. „Wieki Zygmuntów są dla nas więcej szkołą dziejów i obyczajów, wiek od Stanisława Augusta do czasów dzisiejszych być więcej szkołą smaku powinien. [...] dlatego literaturę wieku Zygmuntów wcale w innym duchu uważać będziemy niżeli późniejszą” (tamże, t. 3). Brodziński wkracza tu wyraźnie w domenę krytyki. Bogata kultura estetyczna (mimo niezbyt może przestronnej wrażliwości poetyckiej) pozwala mu – przez szczegółowe, ale nie mechaniczne rozbiory – ukazywać słabości sztuki poetyckiej Adama Naruszewicza, wartości stylu Ignacego Krasickiego (przy niedostatkach u niego uczucia i „wzniosłej imaginacji”), inteligencję i smak Stanisława Trembeckiego (który swą wyrafinowaną sztukę skazał na dworskie antyszambrowanie). Pozwala mu porównywać ekspresję Franciszka Karpińskiego i Franciszka Dionizego Kniaźnina czy zestawiać Jana Pawła Woronicza z Dantem i Johnem Miltonem. Trzy podokresy literatury współczesnej krytyk na katedrze wyraźnie rozróżnia. Czasom stanisławowskim przypisuje wysokie poczucie obywatelskie; uwalnia je też od zarzutu zależności wobec smaku francuskiego. Wyłączną „gallomanią” miało się natomiast odznaczać dwudziestolecie porozbiorowe. W literaturze Królestwa Polskiego, tej najnowszej, widzi skłonność „ku Anglikom i Niemcom” oraz tendencje filozoficzne i religijne. Te poglądy przedstawił Brodziński również w TPN (10 II 1830), wygłaszając odczyt O stanie i duchu literatury za Stanisława Augusta, za Księstwa Warszawskiego i w teraźniejszych czasach.

Krytycznoliteracki ton gości jednak w prelekcjach Brodzińskiego od początku. W deklaracji programowej głosi on z zaangażowaniem pochwałę „rodowitości”, nawołuje, aby zstąpić do entuzjazmu, źródła poezji, odrzucając obce wzory. Piętnuje żądzę oryginalności w imię smaku. Dobroczynny skutek – a jednak! – „sporów o smak klasyczny i romantyczny” upatruje w tym, że wykazały one słuszność koncepcji literatury jako „wyobrazicielki” narodu (tamże). Podobne myśli i napomnienia w różnych wariantach pojawiają się w toku badań historycznych. Pojawiają się też wskazania odnośnie do kultywowania tradycji; wśród nich proklamacja: „Całą literaturę uważam jak pomnik narodowej chwały” (tamże). Wśród uwag o gatunkach literackich (dotyczy to zwłaszcza epopei i sielanki) pojawiają się nawiązania do współczesnych ujęć genologicznych i estetycznych. Z czasem wykład literatury polskiej coraz silniej grawitował ku problematyce współczesności, ku krytyce. Nie tylko o proporcje treści tu chodzi. Odwróciły się relacje między przeszłością a współczesnością: epoka Zygmuntów nie była już oczywistą opoką dla dzisiejszego smaku i moralności obywatelskiej. Współczesność rzutowała teraz na przeszłość.


Rola Brodzińskiego w krytyce i historii literatury. Opinia, że Brodziński był pierwszym w Polsce historykiem literatury godnym tego miana, powtarza się nieprzerwanie od Adama Bełcikowskiego, Piotra Chmielowskiego, Ignacego Chrzanowskiego; także dziś nie wydaje się ona zdezaktualizowana. Równie nieprzedawniony może być sąd Zdzisława Libery, iż „Brodziński był pierwszym świetnym krytykiem literatury dawnej i nowszej”. O historycznym znaczeniu rozprawy programowej O klasyczności i romantyczności niech świadczy to, że w pewnych koncepcjach periodyzacyjnych rok 1818 uznawano za początek romantyzmu w Polsce, a cech swoistych prądu długo upatrywano w narodowości, ludowości i historyzmie. Chociaż powstanie listopadowe rozstrzygnęło spory przełomu romantycznego na korzyść radykalnych koncepcji romantyków, kraj międzypowstaniowy pozostawał nieprzerwanie

w kręgu inspiracji literacko-programowych Brodzińskiego. W rozprawie O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym (1830) złożył mu hołd u progu insurekcji Mochnacki, niedawny nieprzejednany przeciwnik, a do liderów międzypowstaniowej krytyki należeli bądź akolici Brodzińskiego (jak F.S. Dmochowski), bądź umiarkowani romantyczni zwolennicy idealizmu pokantowskiego (M. Grabowski). Echa koncepcji krytycznych Brodzińskiego brzmią w tekstach dotyczących regionalizmu literackiego („szkół prowincjonalnych”), słowianofilstwa (np. krąg „Ziewoni”), sentymentalnej wersji neosarmatyzmu i powieściowego biedermeieru. Obszerne wydania dzieł Brodzińskiego, wskazujące na jego rolę w polskim XIX w., ukazały się w Wilnie (10 tomów pod red. D.C. Chodźki, 1842–1844) i w Poznaniu (8 tomów Pism staraniem J.I. Kraszewskiego, 1872–1874).</document>
<document nplp_id="13843" title="Bruchnalski Wilhelm" slug="bruchnalski-wilhelm">Filolog, historyk literatury, folklorysta, leksykograf, nauczyciel akademicki, edytor, redaktor. 

Informacje biograficzne. Wilhelm Adolf Bruchnalski urodził się 21 V 1859 we Lwowie w rodzinie rzemieślniczej jako syn Antoniego Fabiana Bruchnalskiego oraz Anny z d. Birtus. Przez całe życie był związany ze Lwowem. Edukację rozpoczął w Muster-Volks-Hauptschule (1865/1866–1870), a następnie uczęszczał do miejscowego III Gimnazjum im. Franciszka Józefa (1870–1878). Studia prawnicze ukończył w 1882 r., by kontynuować naukę na Wydziale Filozoficznym uniwersytetu we Lwowie aż do uzyskania doktoratu w 1886 r. na podstawie pracy napisanej pod kierunkiem Romana Pilata. Przez trzy lata był zatrudniony w Bibliotece Uniwersyteckiej; następnie przez rok był nauczycielem-praktykantem we lwowskim III Gimnazjum im. Franciszka Józefa (1885 r.); potem przez 19 lat pracował jako stypendysta, a następnie skryptor w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich w l. 1887–1906. Pokłosiem tego okresu działalności jest książka Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich ustawy, przywileje i rzeczy dziejów jego dotyczące (1938). Na przełomie lat 1897/1898 prowadził zajęcia poświęcone twórczości Adama Mickiewicza w Towarzystwie Kursów Akademickich dla Kobiet we Lwowie, a w 1900 r. rozpoczął pracę na uniwersytecie jako wykładowca literatury polskiego średniowiecza oraz renesansu. W 1904 r. został profesorem Katedry Historii Literatury Polskiej, w l. 1907–1931 kierował II Katedrą Historii Literatury Polskiej, w tym czasie pełnił też funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego (1912–1917). Był współzałożycielem (m.in. z R. Pilatem i W. Bełzą) powstałego w 1886 r. Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, później jego wiceprezesem i prezesem (dwie kadencje w l. 1900–1905 i 1918–1934). Był członkiem Akademii Umiejętności (od 1905 r.), Wydziału Filologicznego Towarzystwa Naukowego we Lwowie (od 1920 r.), Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, Polskiego Towarzystwa Historycznego. Pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Teatrów i Chórów Włościańskich (od 1909 r.) oraz wiceprezesa i prezesa Towarzystwa Ludoznawczego (od 1917 r.). Ożenił się z Marią z d. Nowotny (działaczką społeczną i publicystką, badaczką losów uczestniczek powstania 1863 r.), z którą miał dwóch synów: Romana Adama (ur. 1898) i Gustawa Tadeusza (ur. 1894). W 1929 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Wileńskiego, został również odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia na polu naukowym, a w 1938 r. Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury za wybitną twórczość naukową związaną z literaturą piękną. W tym samym roku został także laureatem literackiej nagrody miasta Lwowa. Zmarł 6 XII 1938 we Lwowie.

Kręgi zainteresowań. Bruchnalskiego zajmowały dzieje literatury postrzeganej jako historia problemów. Zjawiska literackie „traktował [...] zawsze w ścisłym związku z poetyką danego okresu historycznego” (W. Szyszkowski). Jako pierwszy na gruncie polskim zamiast pojęcia „historia literatury” używał terminu „nauka o literaturze” (Potrzeby umiejętności literatury polskiej, „Nauka Polska” 1919, t. 2). Zajmował się teorią literatury budowaną na podstawie analizy prądów literackich, dzieł i twórczości autorów w kontekście ich epoki, np. wersyfikacji polskiej oraz poetyki, literatury staropolskiej (szczególnie łacińskiej i polskiej poezji średniowiecznej), twórczości Mickiewicza i innych poetów, głównie epok dawnych, choć jego badania dotyczyły również pisarzy oświeceniowych, romantycznych i współczesnych (H. Sienkiewicz). Inspiracji szukał w literaturze powszechnej, stając się wnikliwym komparatystą (np. rozprawy, w których wykazał powiązania między wileńskimi Dziadami a powieściami F.-R. de Chateaubrianda, Konradem Wallenrodem Mickiewicza a dramatem Romeo i Julia W. Shakespeare’a). Zajmował się też edytorstwem naukowym (głównie utworów A. Mickiewicza) oraz folklorystyką.

Od 1887 r. należał do komitetu redakcyjnego „Pamiętnika Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” (od 1902 r. „Pamiętnik Literacki”), w którym zamieszczał własne prace. Artykuły i recenzje drukował też na łamach m.in. „Dziennika Polskiego”, „Gazety Lwowskiej” (w dodatku „Przewodnik Naukowy i Literacki”), „Kwartalnika Historycznego”, „Kuriera Lwowskiego”, „Muzeum”, „Naszego Kraju”, „Przeglądu Humanistycznego”, „Przeglądu Powszechnego”, „Słowa Polskiego”, „Ruchu Literackiego”, „Nauki Polskiej”, „Książki”, a także czasopism niemieckich, angielskich i rosyjskich. Jako badacz zadebiutował w 1884 r. artykułem O źródłach niektórych utworów poetyckich polskich w XV i XVI wieku („Przegląd Powszechny” 1884, t. 4). Za debiut krytyczny można uznać recenzje pisane na łamach „Pamiętnika TLiAM” w 1887 r.

Działalność krytyczna. Krytyka literacka nie należała do głównych przejawów aktywności pisarskiej Bruchnalskiego, który zajmował się raczej krytyką naukową. Był również twórcą mów wspomnieniowych, szkiców biograficznych (m.in. M. Reja, J. Kochanowskiego, J. Słowackiego, H. Sienkiewicza, A. Małeckiego, R. Pilata, B. Gubrynowicza). Zajmował się biografią Mieczysława Romanowskiego (Do życiorysu poety-bohatera Mieczysława Romanowskiego szczegółów kilka, w: 1863. Jednodniówka, 1913) i Walerego Łozińskiego (Walery Łoziński. (Przyczynki do biografii i listy), „Pamiętnik Literacki” 1924/1925, R. 21, odb. 1925).

W szkicu napisanym w hołdzie Sienkiewiczowi badacz za największą zaletę pisarza, który przez 44 lata pracy literackiej umiał „nadawać słowu, gdy chciał, »twardość zbroi żelaznej i chropowatość jej chrzęstu«” (Henryk Sienkiewicz, „Kurier Lwowski” 1916, nr 609), uważał uniwersalność jego twórczości (cechę tę podkreślał również w badaniach nad biografią i dziełami J. Kochanowskiego czy M. Kopernika). Zdaniem Bruchnalskiego polegała ona na skupieniu się na najważniejszych prawdach życiowych i umiejętności przemówienia do „serca wszystkich, wyobraźni i sumienia wszystkich” (tamże). Według badacza to fantazja pisarza wpłynęła na bogactwo i różnorodność tendencji (moralnych, społeczno-obyczajowych i historycznych) w jego dziele. Recenzje naukowe Bruchnalskiego dotyczą m.in. projektu nowego opracowania Pana Tadeusza („Pamiętnik TLiAM” 1887), krytyki prac uważanych za przyczynkarskie bądź wtórne, np. Ludwika Radlińskiego o leksyce w Sonetach krymskich („Pamiętnik TLiAM” 1888). Ceniąc ustalenia źródłowe, wypowiadał się krytycznie na temat prac będących powtórzeniem dawniejszych ustaleń, jak np. rozprawa Rudolfa Ottmanna o genezie i charakterystyce postaci kobiecych w Panu Tadeuszu na podstawie polemiki między Hugonem Zatheyem a Piotrem Chmielowskim. Opinia Bruchnalskiego jest lakoniczna i mało pochlebna: „Tak pojął p. Ottmann swój temat, którego przeprowadzenie w części jest piosenką na starą nutę, w części poematem na podstawie poematu” (tamże). Ważną częścią dorobku Bruchnalskiego są naukowe recenzje edycji, np. opinia na temat pięciu wydań Pana Tadeusza Mickiewicza z 1886 r. („Pamiętnik TLiAM” 1887). W gruntownej pod kątem edytorskim ocenie Pism Zygmunta Krasińskiego badacz użył terminu „technicznego” na określenie wyeliminowania błędów w edycji Tadeusza Piniego: „[...] krytyka tekstu i ustanowienie lekcji autentycznej” („Słowo Polskie” 1904, nr 600).

Bruchnalski aprobował wiedzę opartą wyłącznie na faktach i krytycznym myśleniu: „[...] subiektywizmu nigdy nie uznawał, wiedzieć nic nie chciał o impresjonizmie, odżegnywał się od krytyki estetycznej” (J. Kleiner). W pracy naukowej jako edytor i interpretator stosował metodę filologiczną. Jako dydaktyk naukę o literaturze traktował, zgodnie z ówczesnym podejściem, jako naukę poezji i wymowy, a wykłady monograficzne poświęcał głównie poetyce wieków dawnych. Studentów uczył myślenia filologicznego: odczytywania i interpretacji na podstawie zgromadzonych danych językowych.</document>
<document nplp_id="13844" title="Bukar Teofil" slug="bukar-teofil">Literat, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Refutacji fizjologii małżeństwa; T.B.; (T.R.); F.B.; (T.B.). Kryptonimy (F.B.) oraz (T.R.) są najpewniej pomyłkami druku.

Informacje biograficzne. Teofil Anastazy Bukar z Juńczy urodził się 14 III 1814 prawdopodobnie na terenie parafii lubarskiej na Podolu, gdzie jego rodzice mieli majątek Babin. Był najmłodszym synem Seweryna Bukara (1773–1853), porucznika wojsk polskich, uczestnika wojny polsko-rosyjskiej 1792 r., pamiętnikarza, oraz Julii z Budzyńskch (zm. 1823). Z kilkorga rodzeństwa, m.in. Józefa (ur. 1802), Mikołaj (ur. 1806), wiek dojrzały oprócz Teofila osiągnęli tylko: Wincenty (ur. 1803; żonaty z Adelą Lang) i Klotylda (1812–1870, zam. Bernatowicz). Bukar ukończył Liceum Krzemienieckie. W trakcie pobytu w Krzemieńcu mieszkał na stancji u Józefa Korzeniowskiego. Według sugestii Marii Straszewskiej w latach 30. miał przebywać w Petersburgu, a nawet zaliczać się, jak twierdzi Mieczysław Inglot, do tamtejszej Polonii. Pewne jest tylko, że spędził tam zimę 1838/1839. Powracając na Podole w lutym 1839 r., odwiedził Wilno. Uczestniczył w zjeździe założycielskim kresowej grupy literackiej (późniejszej koterii petersburskiej) w Cudnowie w czerwcu 1841 r., ale raczej jako osoba przypadkowa, gdyż w towarzystwie tym żadnej roli nie odegrał. W Wilnie bywał jeszcze w latach 40. Zajmował się amatorsko grą na skrzypcach. W opinii jednego z pamiętnikarzy był osobą „wykolejoną”. Zmarł z gorączki tyfoidalnej w Babinie 2 V 1847, zapewne nie założywszy rodziny.

Kręgi aktywności. Zadebiutował niemal jednocześnie w dwu polskich periodykach ukazujących się w stolicy cesarstwa. W „Bałamucie Petersburskim” (1833, nr 35) opublikował Spis osób i rzeczy, które mają przywilej być zawsze śmiesznymi, a w „Tygodniku Petersburskim” (1833, nr 61) Wyjątek z artykułu nadesłanego. Obie te publikacje zakreśliły przyszły profil podejmowanej z mediami współpracy. Do „Bałamuta” kierował teksty literackie o charakterze żartobliwo-ironicznym, naznaczone krytycznym spojrzeniem na stosunki społeczne i obyczajowość warstwy szlacheckiej, które ukazały się w 1834 r.: Jarmarki berdyczowskie, kontrakty kijowskie, wybory (nr 20–21), Wizyty wiejskie (nr 30–31), Legitymująca się szlachta (nr 32), Wizyty miejskie (nr 41–42) i kontynuację Ludzi i rzeczy, które mają przywilej być zawsze i wszędzie śmiesznymi (nr 42), w czterech przypadkach zapełniając cały numer publikatora. W „Tygodniku Petersburskim” drukował zaś głównie artykuły krytyczne poświęcone ówczesnym zjawiskom literackim. W 1838 r. wydał w Wilnie pracę Réfutation de la „Physiologie du mariage” de Balzac, w której miał „w duchu balzakowskim występować odważnie w obronie większej swobody obyczajowej w życiu kobiet”. Również w Wilnie ukazały się: tomik Treny (cz. 1, 1845) i Pieśnie (1847), zbiór drobnych utworów i piosenek wraz z zapisami muzycznymi własnych kompozycji. Informacji, że wydał opis kościoła xx. Dominikanów lubarskich, nie udało się zweryfikować. Okazjonalnie tłumaczył materiały z prasy zachodniej („Tygodnik Petersburski” 1838, nr 77, 98), francuskiej i niemieckiej. Jego ojciec wspomina w Pamiętnikach (dat. 1845, wyd. 1871), że syn miał zamiar przełożyć na polski wszystkie dzieła Johanna Wolfganga Goethego oraz napisać historię króla Bolesława I Chrobrego. 

Krytyka literacka. Maria Straszewska określa Bukara „nadwornym recenzentem »Tygodnika«”. O jego trwałej współpracy z „Tygodnikiem Petersburskim” można mówić w odniesieniu do okresu 1835–1840, gdy na łamy tego medium trafiło ponad 20 artykułów. Można w tym materiale publicystycznym odnaleźć trzy inklinacje autora: ocenę bieżącej produkcji literackiej, nastawienie polemiczne i działanie promocyjne. Z większych artykułów zwraca uwagę Kilka słów o dziele p. Michała Grabowskiego pod nazwą „Literatura i krytyka” („Tygodnik Petersburski” 1837, nr 29) i Kilka słów o artykule P. Gr. pod nazwą: „Co zostaje do czytania oprócz romansów francuskich” („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 5), gdzie widać wyraźniejsze próby dystansowania się od negatywnych ocen „literatury szalonej”, z obroną jej wartości estetycznych i informacją o „mnogich artykułach, które nie mogły być drukowane”, dotyczących tej materii. Według opinii Piotra Chmielowskiego Bukar miał złośliwie oceniać utwory Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zapewne uwagi o „wzięciu się szczerym do wypracowania, wypolerowania swych dzieł” (Dostało się nam czytać, „Tygodnik Petersburski” 1835, nr 14; o Czterech weselach) czy postulat „zaprzestania tych fraszek, a wzięcia się do czegoś ważniejszego” (Mozaika literacka, „Tygodnik Petersburski” 1836, nr 2) mogły drażnić początkującego pisarza. Stąd brała się niechęć Kraszewskiego do krytyka. Do pierwszej polemiki między nimi doszło przy okazji oceny almanachu „Jutrzenka” (Nowe książki, „Tygodnik Petersburski” 1835, nr 25). Kraszewski zarzucił Bukarowi niewłaściwą ocenę jakości papieru, druku i ilustracji „Jutrzenki” („Dziennik Powszechny” 1835, nr 111). Do tych uwag ustosunkował się z kolei dość neutralnie Józef Emanuel Przecławski (Od Wydawcy, „Tygodnik Petersburski” 1835, nr 33), podkreśliwszy walory artykułów Bukara. Okazją do kolejnego zajścia w gronie tych trzech autorów stały się poglądy Kraszewskiego zaprezentowane w rozprawce Korona cierniu i wieniec laurowy. Rzecz o sławie pisarskiej („Tygodnik Petersburski” 1837, nr 61), na którą Bukar odpowiedział publikacją Sława (tamże, nr 71), wiążąc z pojęciem sławy etymologię leksemu „Sławianie”. Z tym marginalnym stwierdzeniem krótko polemizował Przecławski już na poziomie przypisu do tego ostatniego artykułu i Kraszewski w następnym, nieco ironicznym tekście Odpowiedź niezapytanego. Do T.B. De Lana caprina („Tygodnik Petersburski” 1838, nr 7), pomijając zasadniczy przedmiot sporu. W odpowiedzi Bukar sporządził List do Wydawcy. Litera docet, litera nocet („Tygodnik Petersburski” 1837, nr 92), wyprowadzając erudycyjny popis etymologiczny dowodzący słuszności dokonanego powiązania. W kolejną sytuację antagonistyczną Bukar uwikłał się trochę na własne życzenie. Opublikowany fragment listu jako przypis do wiersza Tomasza Padury zapewne nie był przeznaczony do druku (Poezja zawieszona między niebem, „Tygodnik Petersburski” 1838, nr 14). Przedstawione w nim zapatrywania, jak i sposób ich formułowania Kraszewski wyśmiał (Do T.B. Druga odpowiedź niezapytanego, tamże, nr 27), porównując swego polemistę z Charles-Augustinem Sainte-Beuve’em. Plastyczność i alegoryczność języka, jak i ekscytację przedmiotem opisu uznał za cechy niewłaściwe dla krytyka. Nadesłanych przez Bukara aż dwu polemik Odpowiedzi zapytanego (w jednym liście, z narzekaniem na zaleganie kilku artykułów w tece redakcji) Przecławski nie zamieścił, wyłuszczając powody w artykule Od wydawcy (tamże, nr 49). Niezadowolony Bukar poszukiwał innego miejsca publikacji i być może je znalazł, skoro Przecławski w jednej ze zbiorczych recenzji z niesmakiem konstatował sytuację Kraszewskiego: „[...] czemu przypisać nieustanne napady, których jest celem? [...] ale co myśleć o takich napaściach, jak panów T.B., A.B., D.L. i innych osób, zda się nieinteresowanych i światłych?” (Nowe książki polskie, tamże, nr 66). Stosunki Bukara z redakcją „Tygodnika Petersburskiego” musiały zostać zachwiane, skoro w 1838 r. już żaden jego tekst krytyczny nie został opublikowany. Na początku 1839 r. Bukar polemizował z artykułami Przecławskiego (Rzeczy petersburskie. List do przyjaciela na prowincję, tamże, nr 101), gdzie negował pogląd o utylitaryzmie jako nadrzędnej cesze architektury (Odpowiedź nieproszonego panu J.E. herbu G., „Tygodnik Petersburski” 1839, nr 1), i Michała Grabowskiego (Rozbiór I tomu poezji J.I. Kraszewskiego, wyjątek z III tomu „Literatury i krytyki”, „Tygodnik Petersburski” 1838, nr 79–81), dyskutując z jego koncepcją natchnienia. Ująwszy się za Kraszewskim, wypominał Grabowskiemu, że „nie będąc ani poetą, ani muzykiem [...], zimno dysekuje poezję jakby dzieło matematyki”, co było czytelnym nawiązaniem do przerwanej dyskusji z Kraszewskim (Przemówienie, „Tygodnik Petersburski” 1839, nr 3). Do polemiki z kryteriami Grabowskiego dotyczącymi poezji natchnionej powróci Bukar w ostatnim znanym tekście na łamach „Tygodnika Petersburskiego” poświęconym „Rusałce” na r. 1839 („Tygodnik Petersburski” 1840, nr 47–48). Zapowiedziany tu następny artykuł rozwijający myśli prymasa krytyków nie ukazał się. Do rozprawy Przecławskiego O puryzmie w ogólności i niektórych względach szczególnych („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 30, 31, 35, 45) Bukar odniósł się w dwóch swoich publikacjach: Uniwersalizm (tamże, nr 48) i Rozbiór szczegółowy 3-go artykułu „O puryzmie” (tamże, nr 50). Krytyk był niestrudzonym propagatorem twórców tzw. szkoły ukraińskiej, a szerzej, pisarzy pochodzących z kresów południowo-wschodnich, i to już od pierwszego swego tekstu z 1833 r. Szczególnymi względami darzył dokonania Stefana Witwickiego, Tomasza Padury i Tomasza Augusta Olizarowskiego.</document>
<document nplp_id="13845" title="Bukowiński Władysław" slug="bukowinski-wladyslaw">Poeta, krytyk literacki i teatralny, publicysta, pedagog, redaktor, wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: b; (b); B.; (B); S.E. Lim; Selim; wb; (wb); Wb; (wł. b.); Wł. B.; (Wł. B.); Wł. Buk; Wład. B.

Informacje biograficzne. Urodził się 4 II 1871 w Święcicy w Sandomierskiem. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, był synem Cypriana Bukowińskiego h. Drogosław (1835–1913) i Emilii z Lipińskich h. Gozdawa. Kształcił się w gimnazjum w Sandomierzu i Radomiu, wtedy też nastąpił jego debiut literacki na łamach „Gazety Radomskiej” (1887). Od 1891 r. studiował prawo na rosyjskim Uniwersytecie Warszawskim, równolegle nawiązując kontakty w środowisku postępowej inteligencji oraz podejmując współpracę z licznymi czasopismami. Na pierwszym roku studiów przyłączył się do radykalnego Kółka Młodych, a potem założył konspiracyjne kółko samokształceniowe (1892–1893) hołdujące ideałom Aleksandra Świętochowskiego i Ludwika Krzywickiego. „Usposobienia łagodnego i żywego, poeta – liryk, optymista i idealista z natury, pociągał wszystkich swym wielkim entuzjazmem życiowym, gorącym uwielbieniem dla wzniosłych ideałów życia, dla poezji, sztuki, piękna, wreszcie serdecznym i szczerym koleżeństwem” – wspominał Stanisław Koszutski, członek Koła. Studia, przeciągające się z powodu przerw wywołanych chorobą nerwową, Bukowiński ukończył w 1897 r., po czym zatrudnił się w Prokuratorii Królestwa Polskiego, a następnie podjął pracę pedagogiczną. W 1899 r. nabył część udziałów „Prawdy” od Świętochowskiego, był członkiem redakcji, a w 1906 r. na krótko objął stanowisko redaktora naczelnego. W 1908 r., wspomagany przez Edwarda Abramowskiego, stworzył własny miesięcznik literacko-artystyczny i naukowy „Sfinks”, który miał wypełnić lukę po „Chimerze” (1901–1907) Zenona Przesmyckiego („Sfinks” miał jednak odrębny program w zakresie literatury i sztuki, w wielu punktach wyraźnie przeciwstawiony „Chimerze”). W pracy wspierała go żona, Maria z d. Pinko (1871–1911), współredaktorka i sekretarz redakcji „Sfinksa”. Przez wiele lat uczył literatury i historii w prywatnych szkołach warszawskich, należał do współzałożycieli i aktywnych działaczy Związku Nauczycielstwa Polskiego (1906), był członkiem redakcji miesięcznika pedagogicznego „Nowe Tory”. W 1905 r. brał udział w organizacji strajku uczniowskiego. W l. 1906–1907 zajmował stanowisko dyrektora szkoły „Zrzeszenie” w Warszawie, które musiał opuścić ze względów politycznych. Aresztowany w kwietniu 1907 r. podczas nielegalnego zebrania młodzieży na terenie szkoły, został osadzony na kilka miesięcy w więzieniu śledczym na Pawiaku. Nie zrezygnował jednak z pracy pedagoga, w l. 1908–1917 wykładał literaturę polską w Towarzystwie Kursów Naukowych (późniejszej Wolnej Wszechnicy). Pod koniec 1913 r. ustąpił ze stanowiska wydawcy i redaktora naczelnego „Sfinksa” z powodu pogłębiających się trudności finansowych (zakładając „Sfinksa”, zainwestował spadek po rodzicach, na pokrycie deficytu sprzedał majątek w Sandomierskiem) oraz konfiskaty 70 numeru poświęconego pamięci księcia Józefa Poniatowskiego (w l. 1914–1917 wydawcą pisma był A. Popławski). Po I wojnie światowej kontynuował pracę nauczycielską w warszawskich szkołach państwowych, lecz nie trwała ona długo z powodu pogarszającego się stanu psychicznego. W 1922 r. poślubił Janinę Latomską. Zmarł 17 VI 1927 w zakładzie dla nerwowo chorych w Tworkach pod Warszawą.

Kręgi działalności twórczej. Od wczesnej młodości Bukowiński uprawiał twórczość literacką, której pragnął całkowicie się poświęcić. Jest autorem zbiorów Z marzeń i życia (1898), Nowy zeszyt. Poezje (1901), Na przełomie (1911), Żurawie (niewyd.) oraz poematów Na greckiej fali (1906) i Echa (1910) osnutych na wspomnieniach podróży do Grecji i Egiptu. Równocześnie prowadził intensywną działalność publicystyczną. Publikował m.in. w „Tygodniku Mód i Powieści” (1891–1892), „Bluszczu” (1892–1900, 1911, 1917), „Kurierze Codziennym” (1892–1897, 1905), „Tygodniku Ilustrowanym” (1893, 1895–1912, 1914, 1916, 1921), „Kurierze Warszawskim (1897–1922 z przerw.). W l. 1892–1900 (z roczną przerwą w 1894 r.) współpracował z „Głosem”, m.in. zamieszczając recenzje w rubryce Z teatru, w których omawiał premiery warszawskiego Teatru Rozmaitości. W „Bibliotece Warszawskiej” recenzował prozę (1896–1898), a w „Książce” publikacje literatury dramatycznej (1903–1907). Od 1897 r. pisywał do „Prawdy”, m.in. w działach Literatura polska (1897–1902) i Przegląd teatralny (1900–1907). Miesięcznik „Sfinks” stanowił apogeum organizacyjnej i literackiej aktywności Bukowińskiego, który omawiał aktualności w felietonie Na fali (1908–1914), m.in. zabierał głos w dyskusji na temat miejsca pochowania prochów Juliusza Słowackiego czy w ćwierćwiecze śmierci Cypriana Norwida postulował potrzebę szerszego zapoznawania czytelników z twórczością poety; recenzował nowości wydawnicze, prowadził dział teatralny (m.in. cykl Wrażenia teatralne), zamieszczał własne wiersze, poematy i szkice literackie. Głównym celem tego eklektycznego z założenia pisma było „badanie i odbijanie” współczesnej twórczości we wszelkich jej przejawach, a także pobudzanie życia kulturalnego, co realizowano przez działalność odczytową, konkursy literackie i plastyczne, publikacje w Biblioteczce „Sfinksa”. Najbliższymi współpracownikami pisma od początku byli Ignacy Chrzanowski oraz Ignacy Matuszewski, nieco później dołączyli m.in. Rafał Radziwiłłowicz i Aureli Drogoszewski. „Sfinks” łączył zainteresowania naukowe, filozoficzne i społeczne z uznaniem dla literatury najnowszej; obok nestorów generacji pozytywistycznej, Marii Konopnickiej czy Elizy Orzeszkowej, drukował utwory Jana Kasprowicza, Gustawa Daniłowskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Stefana Żeromskiego i in. Nie powiodło się natomiast zamierzenie zatrudnienia grupy stałych korespondentów z innych miast. Na pogorszenie kondycji „Sfinksa” oprócz spraw finansowych wpłynęła dodatkowo nieudana próba wydawania przez Bukowińskiego „Nurtu”, półtygodnika skoncentrowanego na problematyce polityczno-społecznej i naukowej. Nowe pismo nie znalazło czytelników, wyszły tylko dwa numery w styczniu 1913 r.

Uwagi metakrytyczne. „Le critique – c’est comprendre l’œuvre et la faire comprendre” – to zdanie Maurice’a Barrèsa Bukowiński zamieścił jako motto artykułu Krytykujący i krytykowani („Książka” 1904, nr 6), w którym przedstawił swoje poglądy na temat krytyki literackiej i artystycznej, nawiązując m.in. do wystąpień Ignacego Matuszewskiego. Wypowiedź krytyczna nie polega na ferowaniu wyroków, pochwałach lub naganach, ale pośredniczeniu między sztuką a odbiorcą, rzetelnym objaśnianiu wartości i znaczenia utworu. Krytyk nie może być przeciętnym rzemieślnikiem piszącym „o wszystkim”, lecz niezależnym i kompetentnym specjalistą w swojej dziedzinie, który potrafi wsłuchiwać się w wewnętrzną muzykę dzieła sztuki i wydobywać ukryte w nim tony poezji i piękna. Bezinteresowność, uczciwość wobec autora i odbiorcy, sumienność, obiektywizm, bezstronność sądu to według Bukowińskiego podstawy dyskursu krytycznego. W jego ocenie współczesne środowisko dziennikarskie, określane nieraz lekceważącym mianem „mocarzy kurierkowych”, w niewielkim stopniu uwzględniało te postulaty, dlatego jako krytyk często stawiał się w opozycji do „publicystów od wszystkiego”. Wśród warszawskich krytyków szanował zwłaszcza Matuszewskiego, także Jana Lorentowicza, Kazimierza Zalewskiego, Czesława Jankowskiego.

O literaturze. Bukowiński traktował literaturę i teatr jak „zwierciadło życia” ukazujące obraz człowieka i świata, oddające prawdę ludzkiego wnętrza; stąd znamienne porównanie, że „powieściopisarz jest nurkiem badającym głębie oceanu-duszy” („Biblioteka Warszawska” 1896, t. 3). Nie zaliczał się do zwolenników supremacji formy nad treścią, jego uwagę stale przykuwała problematyka psychologiczna oraz aktualność wymowy społecznej, wokół tych zagadnień często koncentrował swoje krytycznoliterackie rozważania, z uznaniem oceniając np. młodzieńczą prozę Zofii Nałkowskiej. Wśród setek rozproszonych recenzji i artykułów Bukowińskiego osobnej publikacji doczekały się dwa obszerne szkice wydane nakładem Biblioteczki „Sfinksa”, Poeta melodii i głębin oraz Poetka idei, poświęcone Adamowi Asnykowi i Marii Konopnickiej, których twórczość inspirowała także jego własne próby poetyckie. Podniosły, wyszukany styl tych wypowiedzi oddaje wielką atencję dla „jednego z największych poetów polskich poromantycznej doby” i „największej poetki współczesnej”. Za szczytowe osiągnięcie Asnyka krytyk uważał cykl sonetów Nad głębiami, wyjątkowy pod względem artyzmu formy i języka oraz głębi filozoficznej treści. Równie wysoko stawiał Konopnicką, której poezja jest nie do przecenienia w formowaniu postaw patriotycznych młodzieży poddawanej wynaradawiającej szkole zaborców.

O teatrze i dramacie. Stałe miejsce w dziennikarskiej aktywności Bukowińskiego zajmowała krytyka teatralna. Wedle krytyka do podstawowych zadań organizacyjnych każdej instytucji teatralnej należało formowanie przemyślanej linii repertuarowej, opartej na solidnej podstawie rodzimej twórczości, zwłaszcza klasyki, wzbogaconej w pozycje obce. Upominał się o obecność na warszawskich scenach Williama Shakespeare’a, Jana Aleksandra Fredry, Juliusza Słowackiego, Stanisława Wyspiańskiego, dostrzegał potrzebę zapoznawania widza z twórczością Henrika Ibsena, Knuta Hamsuna czy Gerharta Hauptmanna. W dramacie przede wszystkim poszukiwał prawdy psychologicznej, wartości intelektualnych i moralnych, protestował przeciwko tandecie szablonowych fars i komedii powielających francuskie wzorce. Z dużą rezerwą odnosił się do dramatu pozytywistycznego, jedynie w utworach bliskiego mu ideowo Świętochowskiego dopatrywał się wysokiej wartości, nie krył natomiast swej niechęci do mieszczańskiej komedii Michała Bałuckiego. Na progu XX w. skonstatował, że epoka „sztuki dobrze skrojonej” należy już do przeszłości, licząc na odrodzenie poezji w dramaturgii najmłodszego pokolenia twórców. Intrygował go Stanisław Przybyszewski, ale przede wszystkim fascynował fenomen Wyspiańskiego, którego postrzegał jako odnowiciela wielkiej tradycji dramatu narodowego. W ujęciu Bukowińskiego teatr opiera się na tekście i aktorze – tekst tworzy wartości, aktor zaś daje słowom życie. Początkowe skupienie na utworze stopniowo rozszerzał o wątki poświęcone sztuce aktorskiej, którą postrzegał jako pewnego rodzaju kapłaństwo wymagające „przygotowania dłuższego”, „szat czystych i ducha dostrojonego” („Sfinks” 1909, t. 8). Od aktora oczekiwał talentu wspartego opanowaniem techniki i systematyczną pracą. Bardzo wysoko cenił m.in. Mieczysława Frenkla, Wincentego Rapackiego, Bolesława Leszczyńskiego, wśród aktorek często wyróżniał Marię Przybyłko-Potocką, Władysławę Ordon-Sosnowską, Helenę Marcello-Palińską, Stanisławę Wysocką. Zdecydowanie odrzucał teatr gwiazd, opowiadając się za pracą w zespole; raził go typowy dla warszawskich scen deklamacyjny sposób gry, dlatego z uznaniem przyjmował wzorowanie się na bardziej stonowanym stylu „szkoły krakowskiej”. Choć bezustannie postulował konieczność zmian w zastanym teatrze, to jednak nie angażował swego pióra w zagadnienia bezpośrednio dotyczące Wielkiej Reformy Teatru.

Cechy dyskursu krytycznego. Bukowiński preferował rozpowszechniony wówczas typ recenzji opartej na rozbudowanym streszczeniu z elementami analizy utworu. Wiele miejsca poświęcał problematyce postaci, dowodząc, że niedoskonałość dzieła często wynika z nazbyt powierzchownie potraktowanego rysunku psychologicznego. Uważnie przyglądał się technice pisarskiej i warstwie językowej, nieraz przytaczając zauważone mankamenty stylistyczne. Przywiązywał dużą wagę do słowa, czego potwierdzeniem jest także poetyka jego wypowiedzi krytycznych. Długość recenzji i charakter języka dostosowywał do jakości dzieła, wyjątkowo wyszukany styl rezerwując dla utworów, których wartość nie budziła żadnych jego obiekcji. Jako krytyk dystansował się od postawy nieubłaganego zoila, wybierając raczej „pedagogiczną” metodę wskazywania oryginalnych rysów nawet w surowo i złośliwie potraktowanym utworze. Największe zasługi Bukowiński położył jako założyciel, wydawca i redaktor „Sfinksa”, jednego z ważniejszych pism młodopolskich, wokół którego potrafił skupić wielu wybitnych autorów.</document>
<document nplp_id="13846" title="Żuławski Jerzy" slug="zulawski-jerzy">Pisarz, filozof, eseista, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: j.ż; J.Ż; Wałuża; X. Wałuż.

Informacje biograficzne. Urodził się 14 VII 1874 w folwarku Lipowiec we wsi Glinik k. Rzeszowa jako syn Kazimierza Żuławskiego (1847–1922), powstańca styczniowego, i Józefy z Gosławskich; miał pięciu braci i siostrę. Lata młodości spędził w rodzinnym majątku Młynne pod Limanową (Małopolska). Uczył się w Limanowej, Bochni i Krakowie. W 1892 r. podjął studia na politechnice w Zurychu, które przerwał po roku (mógł słuchać wykładów empiriokrytyka R. Avenariusa). W l. 1895–1898 studiował filozofię na uniwersytecie w Bernie, wciąż pozostając w orbicie oddziaływania empiriokrytycyzmu (R. Willy); rozwinął zainteresowanie socjologią (L. Stein). Obronił rozprawę doktorską Das Problem der Kausalität bei Spinoza (wyd. 1899; po polsku streszczenie w „Przeglądzie Filozoficznym” 1901, z. 1; książka popularnonaukowa: Benedykt Spinoza. Człowiek i dzieło, cz. 1–2, 1902), a następnie bezskutecznie starał się o stanowisko naukowe w Szwajcarii. Na okres szwajcarskich studiów przypada przelotny związek z chorwacką poetką, tłumaczką, późniejszą działaczką feministyczną, Śtefaniją Iskrą-Kršnjavi (1869–1952), której zadedykował wiele wierszy.

Bez powodzenia zabiegał także o stypendium naukowe Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Wincenty Lutosławski doradzał mu nawiązanie kontaktów z Kazimierzem Twardowskim, twórcą lwowsko-warszawskiej szkoły filozofii, do żadnej formy współpracy jednak nie doszło, choć myślowo byli sobie bliscy. Żuławski utrzymywał żywe kontakty z filozofami przyrody z Uniwersytetu Jagiellońskiego – Władysławem Heinrichem i Maurycym Straszewskim oraz z Henrykiem Struvem. Pod wpływem ekonomicznego przymusu zdecydował się na pracę w szkole w Jaśle i Krakowie. Zawarte w 1898 r. małżeństwo z Heleną z Sienkiewiczów (córką dyrektora gimnazjum w Jaśle), tłumaczką Charles’a Baudelaire’a, okazało się nieudane i zakończyło się rozwodem (formalnie uzyskanym w 1907 r.). W 1899 r. przez krótki czas współredagował z Janem Stenem „Krytykę”. Ustąpił w 1900 r., gdy pismo przejął Wilhelm Feldman; od tego momentu ich wzajemna niechęć do siebie rosła – aż do głośnego sporu z l. 1909–1913. Od 1902 r. Żuławski utrzymywał się wyłącznie z pracy literata i krytyka. W l. 1904–1905 łączył go romans z aktorką Ireną Solską (1877–1958), która grywała role kobiece w jego sztukach i była pierwowzorem licznych femmes fatales w jego twórczości. Drugie małżeństwo, zawarte w 1907 r. z Kazimierą Hanicką h. Korczak (1883–1971), romanistką wykształconą w Bernie, tłumaczką literatury francuskiej, okazało się szczęśliwe i dało Żuławskiemu trzech synów, którzy zasłużyli się dla rozwoju kultury polskiej, byli to: malarz i grafik Marek Żuławski (1908–1985), pisarz i tłumacz Juliusz Żuławski (1910–1999), kompozytor i muzykolog Wawrzyniec Żuławski (1916–1957).

Swoje utwory (wiersze, tłumaczenia, powieści, opowiadania i eseje) publikował w krakowskim „Życiu”, „Chimerze”, a także w periodykach o orientacji zarówno lewicowej („Głos”, „Krytyka”), jak i prawicowej, konserwatywnej i narodowej („Głos Narodu”, „Gazeta Polska”); publikował również w czasopismach codziennych („Gazeta Lwowska”, „Czas”, „Kurier Krakowski”, „Kurier Poznański”). Ogłosił eseje z pogranicza filozofii, literatury i krytyki literackiej: Prolegomena. Uwagi i szkice (1902) oraz Opowiadania prozą (1902); do tej formy powrócił po latach w zbiorach: Bajka o człowieku szczęśliwym. Nowe opowiadania (1910), Szkice literackie. Książki – myśli – ludzie (1913), Kuszenie szatana. Opowiadania (1910), Przed
zwierciadłem prawdy. Szkice filozoficzne (1914), Miasta umarłe ([powst. 1914], wyd. 1918).

Pierwsze lata XX w. przyniosły Żuławskiemu znaczną popularność, przede wszystkim dzięki powieści Na srebrnym globie. Rękopis z księżyca (1903) oraz sukcesom teatralnym „powieści scenicznej” Eros i Psyche (1904). W l. 1902–1910 pisarz dużo podróżował po Europie (Szwajcaria, Włochy, Francja) i Rosji. W 1910 r. zamieszkał w Zakopanem; jego willa Łada stała się ważnym ośrodkiem życia kulturalnego, bywali tam najważniejsi artyści tego czasu. Redagował pismo „Zakopane”. Był pionierem tatrzańskiej turystki wspinaczkowej, narciarstwa, działaczem Towarzystwa Tatrzańskiego, współzałożycielem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Choć tworzył poza polityką i stronił od polityki, w latach poprzedzających I wojnę światową przyjął postawę zaangażowaną. Najbliżej było mu do socjalistów, jeden z jego braci – Zygmunt Żuławski (1880–1949) – był czynnym działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej. Jerzy Żuławski wstąpił do Legionów. Był redaktorem pisma „Do Broni!”, publikował w periodyku „Wici”. Napisał jeden z najważniejszych polskich wierszy wojennych – Do moich synów („Wiedeński Kurier Polski” 1914, nr 11), który był kolportowany wśród walczących na froncie żołnierzy. Jego szlak bojowy był krótki. Zmarł 9 VIII 1915 w szpitalu polowym w Dębicy na tyfus, z którym osłabiony organizm sobie nie poradził (w 1911 r. zdiagnozowano u niego miażdżycę tętnic i arytmię serca, których ówczesna medycyna nie potrafiła leczyć).

Eseistyka: formy i tematy. Wśród esejów Żuławskiego zebranych w kilku tomach znajdują się szkice krytyczne, które zostały poświęcone podstawowym zagadnieniom filozoficznym (O cywilizacji i filozofii w tomie Prolegomena), religijno-egzystencjalnym (Prometeusz żydowski w tomie Szkice literackie), wreszcie artystycznym, które należy uznać za najpełniejszy wyraz krytyki literackiej (Rozwój sztuki a symbolizm, „Głos” 1901, nr 28–30; Kilka uwag o sztuce aktorskiej, „Słowo Polskie” 1905, nr 130). Autorytatywny podmiot wypowiedzi stawia tu ważkie problemy, analitycznie konstruuje wywód, przytacza argumenty, porządkuje wiedzę, komentuje słowo cudze, zarówno filozofów, jak i pisarzy. W erudycyjny sposób łączy diachronię z synchronią, określając genealogię myśli współczesnej. Dba o precyzję wypowiadanych sądów, deklaruje: „Nieprzeparty mamy pociąg do uogólniania i systematyzowania wszystkiego, cokolwiek do umysłu naszego się dostaje”; „[...] musimy zaprowadzić pewien porządek w bezładnym mnóstwie nagromadzonych wyobrażeń i pojęć” (Rozwój sztuki). Dba o to, by być zrozumiałym, jest cierpliwym egzegetą, stawia na popularyzację wiedzy, która ma być dostępna wszystkim zainteresowanym profanom, kieruje się zasadą minimum terminologicznego (według określenia M. Głowińskiego), cierpliwie wyjaśniając wszystko, co mogłoby wydać się niezrozumiałe.

Małe formy Żuławskiego miewają także postać dialogu filozoficznego (Na dachu obserwatorium. (Fragment z dialogu), „Krytyka” 1900, z. 10; Zagadnienie. Paradoksalny dialog, w: Prolegomena). Krytyk, świadome nawiązując do tradycji dialogowej, unowocześnia wszakże swe dialogi, dając im zretoryzowaną postać, naświetla główny problem z różnych punktów widzenia, rezygnuje z postaci protagonisty, który byłby alter ego pisarza, unika jednoznacznych puent, piętrzy wątpliwości zamiast je rozstrzygać.

Część esejów zostało utrzymanych w konwencji gatunkowej portretu krytycznego, którego bohaterami są zarówno filozofowie, jak i pisarze, np. Juliusz Słowacki (O „Królu-Duchu”, w: tamże), Stanisław Przybyszewski (Teoria sztuki „nagiej duszy”, w: tamże), Kazimierz Przerwa-Tetmajer („Legenda Tatr”, „Zakopane” 1912, nr 2–13), Adolf Nowaczyński („Małpie zwierciadło”, w: Szkice literackie), a także krytycy literaccy, np. Feldman (Pan Wilhelm Feldman, historyk „literatury polskiej”, „Słowo Polskie” 1909, nr 212, 214 i odb.). Portrety te są autorskimi, eksponującymi podmiotowy punkt widzenia komentarzami Żuławskiego do słowa cudzego. Wobec czytanych i omawianych dzieł jest on wnikliwym, dociekliwym hermeneutą. Nie zawsze życzliwym; niekiedy przyjmuje postawę agresywnego pamflecisty (wobec Feldmana). Czytelnikiem jest na wskroś nowoczesnym, stara się dotrzeć do znaczeń, z których nie w pełni zdawał sobie sprawę komentowany twórca; pisze: „Nawet tam, gdzie daję na pozór jedynie sprawozdanie z cudzych prac, mówię to, co myślę” (O cywilizacji i filozofii); „Co mnie to obchodzi, co on przez to chciał powiedzieć, kiedy ja w tym znajduję to, co ja chcę słyszeć” (Teoria sztuki „nagiej duszy”). Odnajduje czy wyznacza porządek narracyjny w ostatnich rapsodach Króla-Ducha, czytając go (podobnie jak I. Matuszewski) z filozoficznej perspektywy Friedricha Nietzschego: „Słowacki w Popielu pokazał w życiu postać »nadczłowieka« na długo przed tym, nim Nietzsche-Zarathustra jął go w teorii uczyć” (O „Królu-Duchu”). Definiuje i dookreśla pojęcia proponowane przez Przybyszewskiego, jak: symbol, absolut, naga dusza (Teoria sztuki „nagiej duszy”). Idee filozoficzne Ilariu Socoliu dopasowuje do własnego projektu epistemologicznego; z góry odrzuca ewentualny sprzeciw wobec takiego ujęcia: „Jeśli pogląd na świat Socoliu jest pewną rzeczywistą syntezą, to ja dałem tu tę syntezę tak, jak się zawiązała w moim umyśle” (Nieznany myśliciel współczesny [1900] w tomie Przed zwierciadłem prawdy).

Żuławski sięga też po formę fikcyjnego listu (Listy o sztuce [1907] w tomie Miasta umarłe; Z Monachium [1905], w: tamże). Wprowadza w dyskurs hipotetycznego adresata zadającego pytania (przytaczane w mowie zależnej) dokładnie takie, jakich spodziewa się autor. Ma podsuwać wątpliwości, które także autorowi przychodzą do głowy, prowokować go trafnymi intelektualnymi zaczepkami bądź swoją obecnością jak bardziej fantazmatyczna niż realna Irena Solska, adresatka listu Z Monachium.

Cechy dyskursu krytycznego. Dyskurs Żuławskiego wyróżnia dyscyplina wykładu. Na tle młodopolskiego rozwichrzenia to język odrębny, korzystający z dorobku retoryki. Nawiązując do określenia Michała Głowińskiego, można stwierdzić, że mamy w tym przypadku przewagę hipotaksy nad typową dla Stanisława Brzozowskiego parataksą. Określane zostaje centrum tematyczne tekstu, które nie ulega przesunięciu. Dyskurs nie pęcznieje, nie rozrasta się na boki, prowadzony przez kompozycyjny zamysł. Każdy z utworów jest monotematyczny, zbudowany wokół naczelnego zagadnienia. Żuławski unika jednoznacznych puent, zakłada zatem dyskutowalność wypowiadanych sądów; odnotowuje głosy myślowych oponentów, których racje stara się podważyć, doceniając wszakże ich wartość. Niczyje sądy nigdy nie są ostateczne, rację, choćby cząstkową, mogą mieć wszystkie przywoływane głosy. Wybór zależy zawsze od czytelnika, którego Żuławski zachęca do współpracy i własnej refleksji.

Cechą dyskursu Żuławskiego jest również ironia (i autoironia). Sympatyzuje z satyrycznym piórem Małpiego zwierciadła Adolfa Nowaczyńskiego, z naczelnym jego przesłaniem, by „chłostać, chłostać, chłostać!”. Ceni ironię Słowackiego. Rozumie wagę śmiechu, zakłada dydaktyczną skuteczność drwiny, która jest bronią w walce z zadowoloną z siebie głupotą i ludzką pospolitością. Aprobuje krzywe zwierciadło satyry, w którym powinien przeglądać się świat. Ale „gest śmiechu” jest dla Żuławskiego próbą oswojenia niekomfortowej poznawczo sytuacji intelektualisty, który musi zająć stanowisko wobec nowoczesnego rozchwiania wartości. Gdy „czasy zmieniają się strasznie” (Na dachu obserwatorium) i brakuje jednoznacznych autorytetów i twardych prawd, śmiech jest jakimś oczyszczającym remedium. Pozwala na dystans zarówno do formułowanych przez innych propozycji, jak i do własnych przekonań. Żuławski potrafi boleśnie szydzić z Feldmana i jego dzieł, ale na zasadzie retorycznej syllepsis degraduje również narracyjne „ja”, stylizuje się na naiwnego prostaczka czy kabotyna. W Listach o sztuce pisze do hipotetycznego adresata: „[...] Ty wiesz, że ja jestem, za pozwoleniem, literat i nie lubię rozpisywać się długo, gdy nie wiem z góry, że po tyle a tyle kopiejek, halerzy czy fenigów od wiersza dostanę” (Listy o sztuce); „[...] radzę ci kupić dla swych gości pudełko dobrych cygar – inaczej przestanę Cię odwiedzać, mimo że miewasz pyszną czarną kawę” (tamże).

Żuławski zaprasza czytelnika do dyskusji, stawiając mu wszakże określone wymagania. Oczekuje kulturowego obycia, niezbędnej wiedzy, a także zamiłowania do gry literackiej, teatralnych masek i dystansu do siebie. Przygotowuje odbiorcę do przyjęcia założenia, że wszelkie rozstrzygnięcia myślowe pozostają względne i nietrwałe. Są uzasadnione sytuacyjnie, wynikają z retorycznej przewagi podmiotu, który potrafi przekonać rozmówcę. Są zabarwione ironią, śmiech też jest funkcjonalny, ma (auto)terapeutyczną funkcję. Żuławski przedstawia czytelnikowi pod rozwagę swój własny, osobny na tle epoki program artystyczny.

Koncepcja sztuki. Krytyk stawia znak równości między trzema sferami aktywności człowieka: nauką, filozofią, sztuką; wszystkie składają się na cywilizację. Humanistyczną tożsamość człowieka określa dążenie do prawdy, to ciekawość wyodrębniła ludzi ze świata natury. Poznaniem rządzi zasada przyjemności, to akt hedonizmu dający wszakże rozkosz nigdy w pełni niezaspokojoną – uzyskana wiedza nie może mieć formy zamkniętej i ostatecznej. Najgłębszą formę poznania przynosi sztuka, która dopowiada wszystko, do czego nie może dotrzeć nauka i filozofia. Gdy Żuławski komentuje, objaśnia Przybyszewskiego, Słowackiego, ale i Spinozę oraz Nietzschego, których uważa za wielkich artystów słowa, podkreśla, że intuicja twórców obdarzonych geniuszem wybiega poza rzeczywisty świat w stronę pojęć, abstrakcji, wyobrażeń, duchowych głębi, które można przedstawić jedynie za pomocą symbolu. Tym samym to właśnie symbolizm staje się w opinii Żuławskiego najdoskonalszą z postaci sztuki.

Poznanie, którego wyrazem jest dzieło sztuki, w doskonałych realizacjach stapia się z ideą piękna. Sferę znaczeń wzbogaca wartość estetyczna, choć pojmowana przez krytyka w sposób nieoczywisty. Nie to jest bowiem piękne, co się wszystkim podoba, lecz to, co zaskakuje, zadziwia, prowokuje. Wielkie dzieła sztuki zbudowane są na świadomie wyzyskanym zgrzycie estetycznym, stylistycznym dysonansie. Żuławski sympatyzuje z estetyką groteski (jako krytyk, nie zaś pisarz). Powołuje się na swoje rozmowy ze Stanisławem Womelą, którego nazywa „duchowym ojcem Pałuby i pałubistów” (Listy o sztuce), zbliża się tym samym do Karola Irzykowskiego. Groteska, jak podkreśla Żuławski, jest potrzebą czasu, odpowiedzią na aksjologiczny chaos, jaki zgotowała nowoczesność. Sztuka jest zatem rewersem doświadczenia świata, w który został wpisany „pierwiastek pałubiczny”.

Krytyczna kampania antyfeldmanowska. Głośna polemika z l. 1909–1913 zogniskowała i spolaryzowała polską scenę literacką i nie tylko literacką, była nazywana niekiedy „polską aferą Dreyfusa”. Wciągnęła w swą orbitę więcej uczestników niż wcześniejsze kampanie krytyczne prowadzone przez Stanisława Brzozowskiego (zapewne także dlatego, że H. Sienkiewicz i Z. Przesmycki nie bronili się i nie podsycali dyskusji). Punktem zapalnym sporu stało się piąte wydanie syntezy Feldmana Współczesna literatura polska (1908). O ile w dwu poprzednich jej wersjach Feldman pisał o Żuławskim raczej życzliwie, choć zdawkowo, o tyle w tej przyjął postawę jednoznacznie krytyczną; stwierdzał, że Żuławski „niewiele ma wspólnego z Młodą Polską, z którą go zwykle łączą”. Takie stanowisko krytyka było pokłosiem przemian, jakie nastąpiły w polskiej świadomości po 1905 r.; Feldman zaczął domagać się od literatury postawy aktywistycznej i ekstrawertycznej, która byłaby twórczą kontynuacją prometejskiego dziedzictwa polskiego romantyzmu, przede wszystkim Adama Mickiewicza. Wobec takich oczekiwań Żuławski wydał mu się oderwanym od życia indywidualistą i chłodnym intelektualistą.

Żuławski, broniąc się, sięgnął po chwyty bardziej erystyczne niż retoryczne. Zaatakował Feldmana in personam. Nie tylko wytknął mu braki w wykształceniu filozoficznym, stronniczość i towarzyską koteryjność ocen, ale także wprost podważył kompetencje krytyka, który miałby być w niedostatecznym stopniu Polakiem, by móc oceniać literaturę polską. Było to o tyle zaskakujące, że do tej pory Żuławski raczej uchodził za filosemitę. Przyjaźnił się z Michą Josefem Berdyczewskim, chasydzkim pisarzem i myślicielem, nauczył się hebrajskiego, by tłumaczyć Biblię (Księgi niektóre z żydowskich pism Starego Zakonu wybrane, 1903), czytał Talmud, w którym szukał poetyckiej inspiracji (cykl sonetów Z Talmudu, 1898), fascynował się historią Żydów, napisał dramat osnuty wokół losów mistyka i działacza politycznego z XVII w. Sabataja Cwi (Koniec Mesjasza, 1911), który został przetłumaczony zarówno na jidysz, jak i hebrajski. Teraz Żuławski nazywa Feldmana „pachciarzem literatury polskiej”, przytacza niewybredny szmonces: Ignacy Sewer-Maciejowski po wizycie Feldmana miał jakoby powiedzieć: „To bardzo porządny chłopak, ten Feldman, bardzo, bardzo... Otwórz no prędko okno, pani Maciejowska!” (Pan Wilhelm Feldman, nr 212).

Feldman bronił się, odpowiadając na atak Żuławskiego („Pro domo et arte”. Polemika z powodu „Współczesnej literatury polskiej”, 1909). Wątek antysemicki tej polemiki sprowokował lawinę skrajnych opinii. Żuławskiego brała w obronę prawa strona sceny – konserwatyści, narodowcy, katolicy (często też antysemici) publikujący w „Przeglądzie Powszechnym”,„Kurierze Warszawskim”, „Gazecie Warszawskiej”, petersburskim „Kraju” (J. Bełcikowski, W. Gomulicki, T. Jeske-Choiński, W. Rabski, S. Jasiński, J. Pawelski). Po stronie Feldmana opowiadali się ludzie lewicy związani z ruchem socjalistycznym (L. Krzywicki, B. Limanowski, G. Daniłowski, I. Moszczeńska) i ludowym (J. Bojko). W obronę Feldmana poza „Krytyką” zaangażowały się także „Nowa Gazeta”, „Nowa Reforma”, a nawet „Prawda” Aleksandra Świętochowskiego. Za Feldmanem opowiedzieli się również dalecy od lewicy Artur Górski i Tadeusz Miciński, który porównywał całą sytuację do antyżydowskiego pogromu i apelował, by „bronić naszego Żyda”, który wyszedł ze swego etnicznego getta i wybrał ścieżkę asymilacji (W sprawie Feldmana, „Nowa Gazeta” 1909, nr 238). W konsekwencji apel w obronie Feldmana podpisała grupa 41 znanych osobistości życia publicznego i literackiego w Polsce (m.in. A. Brückner, J. Kasprowicz, S. Przybyszewski, J. Lorentowicz, I. Matuszewski, S. Żeromski). Żuławski musiał więc poczuć się osamotniony. Ignacy Rosner w swej krytycznej recenzji Współczesnej literatury polskiej („Czas” 1908, nr 277–279) nawet o nim nie wspomniał. Jedynym głośnym pisarzem Młodej Polski, który wprost go wsparł, był Kazimierz Przerwa-Tetmajer, autor paszkwilanckiej antyfeldmanowskiej powieści Król Andrzej (1908) i równie paszkwilanckiego Listu otwartego do p. Wilhelma Feldmana („Kurier Warszawski” 1909 i odb.). Po drugiej stronie barykady stanęła zatem większa część polskiego środowiska literackiego, w tym przyjaciele Żuławskiego. Spór, nazwany przez Władysława Rabskiego l’affaire Feldman („Głos Warszawski” 1909, nr 164) na wzór sławnej francuskiej l’affaire Dreyfus, trafił pod obrady zarządu Towarzystwa Pisarzy Polskich, który nie zajął w tej sprawie jednoznacznego stanowiska, nie zwołując mimo wstępnych zapowiedzi sądu koleżeńskiego.

Wokół sporu, który powoli tracił na znaczeniu, by zupełnie ucichnąć po wybuchu I wojny światowej (Żuławski i Feldman zgodnie współpracowali w Legionach Polskich), toczyła się również poważna dyskusja metakrytyczna – o roli i funkcji krytyki literackiej w Polsce. W tej dyskusji zabrakło już jednak miejsca dla Żuławskiego, a Irzykowski stwierdził nawet, że w kwestii oceny dzieła pisarskiego Żuławskiego to Feldman miał rację (Brońmy swojego Żyda [1909], w: Czyn i słowo. Glossy sceptyka, 1912).

Podsumowanie. Jerzy Żuławski był krytykiem literackim raczej przygodnym. Wynikało to z postawy outsidera i samotnika, jaką przyjął. Powrócił do kraju po kilkuletnich studiach filozoficznych w Szwajcarii pod koniec lat 90. XIX w., kiedy Młoda Polska została już uformowana i zdążyła okrzepnąć. Nie mógł tu znaleźć dla siebie miejsca, a ciągnęło go do Europy, którą przemierzał w samotnych wędrówkach. W sferze ideowej najbliżej było mu do Brzozowskiego, w literackiej – do Przybyszewskiego i Przesmyckiego, ale wszyscy trzej ledwo zauważali jego obecność i nie komentowali ani jego utworów, ani wypowiedzi krytycznych. Stworzył więc jakby na swój użytek i na użytek czytelników-indywidualistów własny projekt ideowo-artystyczny. Zwykł podkreślać: „[...] przemawiać mam zwyczaj zawsze we własnym imieniu i to mi wystarcza” („Diabolo suadente”). Jego eseistyka jest jednak zjawiskiem oryginalnym na tle epoki i na pewno wartym przypominania.</document>
<document nplp_id="13849" title="Żukowski Jan Ludwik" slug="zukowski-jan-ludwik-2">Krytyk literacki i teatralny, publicysta, redaktor, tłumacz, zbieracz pieśni ludowych, cywilny uczestnik powstania listopadowego, działacz polityczny; Kryptonimy: L. Żukowski, J.L. Żukowski, J.L.Ż.

Informacje biograficzne. Niewiele jak dotąd udało się ustalić pewnych informacji o życiu Jana Ludwika Żukowskiego. Pochodził zapewne z rodziny szlacheckiej, nie wiemy dokładnie, kiedy ani gdzie się urodził – przyjmuje się jako datę urodzin 1795 r. lub lata ok. 1800 r. ze szczególnym wskazaniem na 1803 r., jako miejsce urodzin – Podlasie. Nie wiadomo, gdzie uzyskał staranne wykształcenie. Przyjaciel Maurycego Mochnackiego, lubiany w środowisku warszawskich romantyków, należał do tajnego Związku Wolnych Braci Polaków, a po zdekonspirowaniu organizacji ukrywał się na wsi (Lubochnia w powiecie rawskim). Później jako cywilny uczestnik Spisku Podchorążych uczestniczył w Nocy Listopadowej (atak na Arsenał), a następnie organizował Klub Rewolucyjny i Towarzystwo Patriotyczne, współtworzył czynnie tzw. lewicę powstańczą, upominał się o sprawę chłopską i zniesienie pańszczyzny, występował przeciw dyktatorowi Józefowi Chłopickiemu i układom z Rosją. Jeszcze przed wybuchem powstania dał się poznać jako przeciwnik idei fizjokratyzmu, zwolennik reform kapitalistycznych i rozwoju przemysłu, a przy tym obrońca przedstawicieli zawodów „użytecznych” i wytwórców dóbr rolnych. Podobno tłumaczył powieści Waltera Scotta i niemiecki Konversations Lexikon, ale źródła tego nie potwierdzają. Zasłynął jako krytyk publikujący m.in. na łamach gazet i czasopism związanych z ruchem romantycznym: „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Warszawskim”, „Kurierze Polskim”, którego był współredaktorem w l. 1829–1830, należał też do redakcji powstańczej radykalnej „Nowej Polski”. Wraz z Mochnackim, Michałem Grabowskim, Ludwikiem Nabielakiem i Sewerynem Goszczyńskim zamierzał wydawać romantyczny periodyk „Tygodnik Literatury i Krytyki” (w bibliotece PAU i PAN w Krakowie zachował się w rękopisie prospekt pisma), jednak na przeszkodzie stanął wybuch powstania. Zmarł na cholerę 13 VIII 1831 r. w Warszawie, msza żałobna odbyła się 19 VIII w kościele karmelitów przy Krakowskim Przedmieściu.

Pogląd na literaturę. Jan Ludwik Żukowski w swoich zapatrywaniach na literaturę zdecydowanie opowiadał się po stronie nowej estetyki, której nie opatrywał żadną nazwą. Z perspektywy czasu widać usytuowanie jego sposobu myślenia w sąsiedztwie romantyzmu. Wielokrotnie krytykował zwolenników klasycyzmu, nie odpowiadały mu także eklektyczne formuły literackie Kazimierza Brodzińskiego i na nim wzorowane. W świetnej rozprawie Jeszcze kilka słów z powodu rozpraw Kazimierza Brodzińskiego („Kurier Polski” 1830, nr 213) odrzucał tezę o sielankowości Słowian, domagał się umocowania literatury na gruncie filozoficznym, aby dzięki temu naród rozpoznał się w „swoim jestestwie” (tamże). Oprócz zainteresowania filozofią i estetyką z kręgu niemieckiego idealizmu wpływ na jego poglądy miały doświadczenia etnograficzne i wywiedzione z nich przekonania o istotnej roli kultury ludowej w kształtowaniu tożsamości narodowej. Z listów przyjaciela Józefa Bohdana Zaleskiego dowiadujemy się, jak wielkie zainteresowanie w środowisku warszawskim wzbudziły jego rozprawy O pańszczyźnie w Polsce (1830) i Pieśni ludu zebrane nad Pilicą (1830), powstałe w l. 1823–1826; zbiór pieśni nie został wydany i nie zachował się w rękopisie, podobnie jak utwór Bronisława, powieść krakowska z r. 1794, który nie ukazał się drukiem z powodu niecenzuralności politycznej. Wyjątek z pisma o ludzie Żukowski zdążył opublikować tuż przed wybuchem powstania w „Pamiętniku dla Płci Pięknej”, podobnie jak rozprawę O pańszczyźnie, poświęconą zależności włościan od szlachty i konieczności ich wyswobodzenia spod pańskiego jarzma. Etnograficzne prace Żukowskiego wpisują się w ówczesne zainteresowanie folklorem i obrzędowością wiejską. Pieśni ludu są elementem zabaw i obrzędów włościan, ale także „ozdobą zabaw szlachty” i „stanowią one wyłącznie prawie poezję narodową i obejmują wszystko, co tylko językiem ludzkim da się wysłowić” (Wyjątek z pisma o ludzie, „Pamiętnik dla Płci Pięknej” 1830). Poezja ludowa sprzyja poczuciu wspólnoty narodowej. Literatura współczesna, wyzwolona od więzów klasycystycznych poetyk, wywołująca entuzjazm, kształtująca wolność myślenia służy osiągnięciu samoświadomości narodowej. Bodaj najistotniejszą cechą rozpraw Żukowskiego, zbliżającą je do dzieł twórców romantycznych, jest współbieżność literatury i myśli społecznej. Literatura i sprawy społeczne zostały postawione obok siebie na jednej ścieżce jako fenomeny wzajemnie stymulujące się – to ważne – do działania. „Działać, działać – to jest, do czego przeznaczeni jesteśmy” – pisał Johann Gottlieb Fichte, w rozprawie tłumaczonej przez Żukowskiego (J.G. Fichte, Uwagi Fichtego nad rozprawą Russa o wpływie nauk na pomyślność ludzkości , „Dziennik Warszawski” 1828, t. 12, nr 37).

Estetyka. O podstawach estetyki traktuje rozprawa O sztuce („Gazeta Polska” 1828, nr 96–102; powst. 1826); praca ta definiuje swój przedmiot jako wytwór wolnej woli zaktywizowanej duchowym uniesieniem zwanym przez Greków entuzjazmem. Splot tych okoliczności rodzi siłę twórczą, która kształtując przedmiot sztuki, ucieleśnia idee geniuszu, natchnienia, piękna, wzniosłości, organiczności i nieskończoności. Sztuka to najdoskonalsza dziedzina emanacji ducha, który dzięki niej tworzy przestrzenie wolności; sztuka „jest wolnym i szlachetnym tworem umysłu jako pochodząca z najwyższej własności duszy” (O sztuce). Krytyk przedstawił podział na sztuki użyteczne (materialne, zmysłowe), tj. malarstwo i architekturę, oraz duchowe, do których zaliczył muzykę i literaturę, gdzie najdonioślejszym przejawem ducha jest stworzenie przedmiotu doskonałego uosabiającego ideały piękna, wzniosłości. Sztuka, która jest „obrazem ludzkiego umysłu”, nie powinna naśladować ani dzieł dawnych, ani bezpośrednio natury, gdyż wtedy jedynie o d t w a r z a artefakty zamiast tworzyć je w sposób nieprzymuszony, wolny. Rozprawa Żukowskiego wpisała się w rodzimy nurt estetyki romantycznej, zwłaszcza dobrze korespondowała z podobnie obszerną wypowiedzią Mochnackiego Myśli o literaturze polskiej (1828), który mógł inspirować się przemyśleniami starszego kolegi. Obie publikacje wywołały gorącą dyskusję i liczne polemiki na łamach prasy warszawskiej, przyczyniając się do konsolidacji warszawskiego obozu romantycznego wokół zagadnień filozoficznych i estetycznych. Znać u Żukowskiego wyraźne wpływy filozofii Immanuela Kanta oraz autorów z kręgu jenajskiego. W kolejnych publikacjach Żukowski nadal eksplorował nie tylko teoretyczne, ale i praktyczne zagadnienia dotyczące rozwoju architektury, ochrony zabytków, sztuki malarstwa i rzeźby, prezentując w swoich artykułach („Gazeta Polska”, „Kurier Polski”) nowoczesne projekty administracyjne i styl myślenia wykraczający często poza horyzont intelektualny ówczesnej opinii publicznej, poświadczając przy tym zaangażowanie społeczne i wyobraźnię. Literatura (piśmiennictwo) jest ważnym i koniecznym, choć nie jedynym, warunkiem rozwoju cywilizacyjnego narodu. Odwołuje się do twórczej podmiotowości, czerpie z ludowych źródeł wyobraźni poetyckiej, mimo swej materialności przynależy, mówiąc językiem Kanta, częściowo przyswojonym przez Żukowskiego – do sfery noumenów. Wysoko ceni publicysta także naukę, szczególnie tę wykładaną na uniwersytetach, kierowaną do społeczeństwa (Dyletantyzm. „Gazeta Polska” 1828, nr 232-235).

Przekłady. Niemieckość versus francuskość. Dbając o rozwój cywilizacyjny, krytyk podejmuje kwestię tłumaczeń dzieł obcych; wyróżnia m.in. obszar zbytecznych przekładów literackich z języka francuskiego, nieprzynoszących kulturze żadnego pożytku. Podobnie jak Mochnacki uważa, że należy „dla postępu w kulturze obznajmiać się z obcymi odkryciami, tłumaczyć obce prace i do swych potrzeb stosować” (Kilka słów o nadużyciu tłumaczeń, „Gazeta Polska” 1827, nr 277), ale jednocześnie neguje potrzebę przypadkowych tłumaczeń dzieł literatury pięknej, gdyż w krainie „czucia i imaginacji, gdzie wszystko winno oddychać swobodą, rodzić się jedynie z jej natchnień, tłumaczenia bez wyboru i nieusprawiedliwione potrzebą, paraliżują czynność własną narodu, ograniczają postęp myśli” (tamże). Żukowski wierny jest temu stanowisku także w swoich recenzjach teatralnych, w omówieniach repertuaru Teatru Rozmaitości oraz w gorącej dyspucie o konieczności przywrócenia kulturze polskiej oryginalnego Williama Shakespeare’a, tj. tłumaczonego bezpośrednio z języka angielskiego, a więc bez skrótów i klasycystycznych retuszy, z czym niestety mamy do czynienia we francuskich przeróbkach scenicznych Jeana François Ducisa preferowanych w Teatrze Narodowym, choćby przy okazji wystawienia Makbeta („Dziennik Powszechny Krajowy” 1829, nr 106). Krytyk w wielu artykułach opowiada się „przeciw francuszczyźnie” powielającej skostniałe formy i przebrzmiałą problematykę, wyraźnie zaś podnosi wartość literatury i filozofii niemieckiej. Uważa, że wszelkie naśladownictwo jest szkodliwe, literatura francuska stoi na straży prawideł i wzorów normatywnych, natomiast przywoływanie docenianej kultury niemieckiej, stworzonej z udziałem „wielkiej czynności myśli”, powinno zaowocować oryginalną twórczością własną. Głównym przymiotem literatury współczesnej jest idealizm, duchowość, co „ożywia dzieła, które powstając z bezpośrednich zasad praw umysłu, wysoką cechę prawdy i naturalności nosić są zdolne” („Gazeta Polska” 1828, nr 350). I choć niektórzy badacze dostrzegają w artykułach Żukowskiego wyraźne nawiązania do filozofii XVIII w. (J. Szacki), to trzeba koniecznie dodać do tej obserwacji jeszcze jedną uwagę: Żukowskiego drażnią „stróże poetyki” jak Kazimierz Brodziński i oświeceniowi „materialiści”. Publicysta nie chce dać się wodzić na pasku „Dmochowskiego, Boala, Woltera i całej czeredy filozofów od Locka do Kabanisa” (Jeszcze słów kilka z powodu rozpraw…), ale docenia w twórczości poetów oświecenia poszukiwania oryginalnej nuty narodowej.

Styl uprawianej krytyki. Krytyka nowoczesna. Z takich też przekonań i wzorów literackich wyrasta styl krytyczny Żukowskiego, czasami niejasny, pełen pojęć filozoficznych, których znaczenia dopiero się kształtują, niekiedy trudny w odbiorze z racji nagromadzenia figur retorycznych, niekiedy uderzający precyzją jak polemika z poglądami Brodzińskiego. Na pewno Żukowskiego na tle innych krytyków wyróżnia spokojna i wyważona argumentacja, dowodzenie odwołujące się do kategorii estetycznych i zarazem społecznych, szacunek wobec adwersarzy i zwolenników innych poglądów, który nie wyklucza zaangażowania, ognia i ironii. „Laurze, nie kwitnij”, mówi do Brodzińskiego wersem z poezji Ignacego Krasickiego. Krytykę za Mochnackim przedstawia jako ważną część estetyki, zaznaczającą swoją wagę także w dziedzinach sztuk użytecznych. Krytyka literacka, o czym przekonuje artykuł polemiczny poświęcony pismom Brodzińskiego, stanowi dziedzinę, która krzewi u nas „nowe wyobrażenia”, nowe pojęcia, jest elementem postępu i rozwoju cywilizacyjnego. Niejako zawieszona między historią a współczesnością wyjaśnia „miarę i różnicę między dziełami przeszłości a nowymi tworzonymi przez myśl doskonalącą się w czasie” (tamże). Na pewno nie jest „wyrocznią sędziowską” w duchu dawnego uniwersalizmu, ale podążającą za nowymi trendami „pochodnią” rozświetlającą sensy dzieł i aktualne dążenia narodu. Jest to możliwe, gdy krytyk omawia sztukę z użyciem nowoczesnych narzędzi, wówczas jego wypowiedź „idzie za fenomenami myśli i je opisuje, wyświeca; nie ma prawa narzucać form, cóż dopiero być karzącym kodeksem myśli” (tamże). W tej perspektywie pisma Brodzińskiego O krytyce i O entuzjazmie nie spełniają wymogów nowoczesnej krytyki, cofają jej rozwój do czasów panowania klasycyzmu, nadto negatywnie wpływają na upowszechnianie nowych nurtów, co jest warunkiem postępu cywilizacyjnego. Krytyka ma przede wszystkim kształtować możliwości duchowego i materialnego rozwoju społeczeństwa, tymczasem eklektyczna „średnia droga, umiarkowanie, jest panującą myślą Brodzińskiego” (tamże), co nie sprzyja rozwijaniu twórczych zdolności. Żukowski, podobnie jak Mochnacki czy Józefat Bolesław Ostrowski, wyznacza krytyce doniosłą rolę upowszechniania nowoczesnych pojęć filozoficznych, estetycznych i społecznych, neguje anachroniczną tradycję klasycyzmu i sprzeciwia się obecności w życiu społecznym zjawisk hamujących postęp.

Współbieżność literatury i życia społecznego. Żukowski nie odwołuje się do batalii romantyków z klasykami, jednak jego sposób rozumienia i wartościowania sztuki (literatury) sytuuje go w bliskości romantyzmu. Krytyk jest przedstawicielem warszawskiej szkoły „romantyczności”, nieco woluntarystycznej (jak pisała w odniesieniu do Mochnackiego E. Dąbrowicz), tj. niespełniającej wielu postulatów sformułowanych przez Friedricha Schlegla, akcentującej współbieżność literatury i życia społecznego, gotowość na zmiany, konieczność rozwoju twórczych sił narodu. Pozytywnie waloryzuje twórczość oryginalną, wobec skąpości zasobów – niekoniecznie opartą na nowej estetyce. Nie może zatem dziwić, iż zachęca literatów i księgarzy do wydawania poetów, których dzieła noszą cechy „narodowego jeniuszu”, takich jak Jan Paweł Woronicz, Alojzy Feliński. Najwyżej w hierarchii sztuk ceni poezję jako emanację niematerialnych, uduchowionych treści i fantazji umysłu. Unika sugestii politycznych, ale wnosi do warszawskiego romantyzmu aspekt społeczny i gorączkę myśli, jest uwrażliwiony na „sprawy włościańskie” i formy nowoczesnego, kapitalistycznego zarządzania dobrem wspólnoty. Dążenie do zmian społecznych idzie tu w parze ze zmianą przedmiotu i języka filozofii, co z kolei stymuluje jego myślenie o sztuce, literaturze i estetyce.</document>
<document nplp_id="13850" title="Buszczyński Stefan" slug="buszczynski-stefan">Poeta, publicysta, powstaniec. Pseudonimy i kryptonimy: B.; B...; S.B.; S. Bezstronny; Busz. S.; Gente Ruthenus natione Polonus; Hejnał; Sługa wolności i wiary; S-n B-i; Stanisław Bronowski; Tadeusz Strzemieniec.

Informacje biograficzne. Urodził się 26 XII 1821 w Mołodkowcach na Kijowszczyźnie jako syn Wincentego Buszczyńskiego h. Strzemię (1793–1853), powstańca listopadowego, i Pelagii Borowickiej. Miał siostrę Marię (zm. 1904, zam. Czerwińską). Uczył się w prywatnej szkole krzemieńczanina Jana Bałbaszewskiego w Daszkowcach, następnie w gimnazjum w Winnicy, a w l. 1841–1845 na uniwersytecie kijowskim na Wydziale Filozoficznym (Oddział Historyczno-Filologiczny). W 1846 r. ożenił się z Heleną Józefowicz-Hlebicką h. Leliwa (zm. 1864) i osiadł w Niemierczach na Podolu. Miał syna Konstantego (1856–1921) i córkę Ofelię (ur. ok. 1849, 1o voto Chwalibóg, 2o voto Świderska). W l. 1852–1853 wraz z Antonim Pietkiewiczem (pseud. Adam Pług) planował wydawanie pism „Niwa Rodzinna” i „Podolanin”, jednak cenzura zatrzymała te projekty. Na przełomie lat 40. i 50. rozpoczął korespondencyjną przyjaźń z Józefem Ignacym Kraszewskim. W l. 1852–1859 zacieśnił serdeczną relację z mieszkającym w pobliżu Apollonem Korzeniowskim; wraz z nim oraz innymi młodymi patriotami zawiązał w l. 1854–1855 spisek mający na celu wzniecenie powstania antyrosyjskiego na Ukrainie, który nie zyskał aprobaty władz francuskich i środowisk emigracyjnych z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim na czele. Na przełomie 1857 i 1858 r. pierwszy raz wyjechał za granicę: odwiedził Paryż, gdzie przebywał także w 1862 r., obserwując z perspektywy fiaska projektów insurekcji na Ukrainie przygotowania do kolejnego powstania narodowego; swoje obawy wyraził w broszurze Cierpliwość czy rewolucja (1862). Wziął jednak czynny udział w powstaniu 1863 r., formując własny oddział. W lipcu 1864 r. zbiegł wraz z chorą na płuca żoną do Montreux w Szwajcarii, zostawiwszy w Niemierczach nieletnie dzieci. Został zaocznie skazany na śmierć, po czym wyrok zmieniono na 25 lat ciężkich robót i dożywotni pobyt na Syberii, a na majątek należący do żony nałożono kontrybucję. Po śmierci żony zamieszkał w zamku w Kyburgu (kanton Zurych), gdzie pracował nad dziełem o „upadku Europy” (La Décadence de l’Europe, 1867, przekł. pol. 1895), które chwalili Victor Hugo i Jules Michelet. W 1866 r. osiadł w Paryżu, gdzie zaprzyjaźnił się z Sewerynem Goszczyńskim, a także poznał Zofię Węgierską, z którą prowadził do jej śmierci korespondencję opartą na romantycznym, przyjacielsko-miłosnym porozumieniu dusz. Od 1867 r. był członkiem Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, należał do zarządu fundacji rapperswilskiej. Niezbyt dobrze odnajdując się w pełnym sporów środowisku emigracyjnym, zdecydował się na powrót do kraju i wiosną 1868 r. zamieszkał w Krakowie, wkrótce dołączyły do niego dzieci. Buszczyński był rozczarowany panującą w Galicji atmosferą zachowawczości i lojalizmu. Na początku 1869 r. wszedł do redakcji dziennika „Kraj”, zapraszając do współpracy już ciężko chorego Korzeniowskiego, który wraz z synem przybył do Krakowa. Po miesiącu Buszczyński zrezygnował ze współpracy, zwolniono też Korzeniowskiego, który wkrótce zmarł. Po śmierci przyjaciela Buszczyński przez rok zajmował się troskliwie jedenastoletnim Konradem Korzeniowskim, przyszłym pisarzem Josephem Conradem, który w postaci José Avellanosa z powieści Nostromo (1904) zawarł portret swojego opiekuna. W l. 1868–1870 Buszczyński prowadził wykłady w szkole Adriana Baranieckiego (Wyższe Kursy dla Kobiet). W 1870 r. zabiegał o uzyskanie habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim, jednak jego wniosek został zablokowany przez m.in. Józefa Szujskiego. We wrześniu 1871 r. wraz z synem osiadł w Dreźnie, w 1873 r. odwiedził Kraków i Lwów, próbując bez sukcesu stworzyć nowe czasopismo polityczne „Dzień”, w 1875 r. wydał w Lipsku dzieło Die Wunden Europas. Statistische Tatsachen mit ethnographischen und historischen Erläuterungen (przekł. pol. Rany Europy. Fakta statystyczne z objaśnieniami etnograficznymi i dziejowymi, 1884– –1885). W końcu 1877 r. wyjechał do Grazu, kontynuując swoje zainteresowania problematyką słowiańską, stamtąd jesienią 1878 r. powrócił do Drezna, by wkrótce na trzy lata przenieść się do Lwowa – tu przez kilka miesięcy był członkiem redakcji „Dziennika Polskiego” Jana Lama. W 1881 r. wziął udział w Międzynarodowym Kongresie Geograficznym w Wenecji, odwiedził też dwukrotnie Osjak w Karyntii, aby przewieźć szczątki z domniemanego grobu Bolesława Śmiałego do skarbca wawelskiego (w XX w. wykazano, że nie były to szczątki polskiego króla). Pod koniec 1881 r. Buszczyński osiadł na stałe w Krakowie. „Postanowiłem osiąść tu nie dla ludzi, ale dla »kamieni«” – pisał w liście do Kraszewskiego (rkps BJ 6490 IV). Ostatnie lata wypełniła mu przede wszystkim walka ze stańczykami i z krakowską szkołą historyczną (m.in. O pismach pana M. Bobrzyńskiego i krytyce pana Henryka Schmitta, 1882). W 1883 r. wystąpił w obronie uwięzionego w Magdeburgu Kraszewskiego (Kraszewski więzień i Niemcy. Rozmyślanie, 1883). W 1884 r. wygłosił na uniwersytecie w Bolonii cykl odczytów Słowiańska sprawa. Polska i prawa narodów będących kontynuacją wykładów Teofila Lenartowicza. W 1892 r. obchodził jubileusz trzydziestolecia pracy pisarskiej „w służbie narodu”. Zmarł 20 X 1892 w Krakowie z powodu zapalenia płuc. Jego pogrzeb przybrał charakter manifestacji narodowej.

Działalność krytycznoliteracka. Buszczyński nie był zawodowym krytykiem, ale w jego wypowiedziach o literaturze rysują się ważne wątki dotyczące jej funkcjonowania w kontekście niewoli narodowej. Dawał wyraz przekonaniu o konieczności integralnej lektury dzieł pisarzy tej miary, co Kraszewski, która łączyłaby ocenę utworów z rekonstrukcją świata idei wyznawanych przez twórcę: „Chcąc zbadać rzeczywistą wartość prac pisarza lub artysty, zwłaszcza w ich zbiorze zupełnym, potrzeba wcielić się w niego, trzeba do głębi przeniknąć jego ducha, odgadywać myśl, natchnienie, cel twórcy; trzeba iść z nim ręka w rękę za przewodnią ideą, której się trzymał. Wtedy dopiero mamy prawo sądzić, o ile odpowiedział założonemu przez się zadaniu, obranym dla urzeczywistnienia pomysłów swoich środkom i warunkom” (J.I. Kraszewski w życiu i w pismach, „Kłosy” 1876, nr 578–583). W monografii Korzeniowskiego formułuje Buszczyński uwagi dotyczące kontekstu cywilizacyjnego, w którym funkcjonują także dzieła tego twórcy, wskazując na rozmaitość kierunków i szybkość przepływu idei w świecie literatury, historii i polityki, sprawiające, że może umknąć oku badacza zasługa autora, który nie zabiegał o rozgłos. Buszczyński formułuje wyraźnie cel przyświecający tworzeniu popularnych w epoce „życiorysów literackich”: „Życiorysy więc mają głębsze znaczenie niż proste zaspokojenie ciekawości; służą bowiem do oznaczenia stanowiska i warunków otaczających osoby, których własne dzieje staramy się zbadać” (Mało znany poeta (Apollo Nałęcz Korzeniowski), 1870). Pisarz podkreśla tym samym nierozerwalny związek dzieła literackiego z jej aspektem ideowym. O zmarłym przyjacielu pisze, że zasadniczą dominantą jego twórczości było cierpienie związane przede wszystkim z przeżyciem nieszczęść narodowych; tak Buszczyński podsumowuje jego dokonania: „Życiu Apollona Korzeniewskiego najsurowszy człowiek nie miałby nic do zarzucenia. Jeżeli pismom jego można by co zarzucić, to chyba to tylko, że on nigdy nie chciał być pocieszonym. Taki też poezjom jego zarzut zrobiono” (tamże). We wspomnieniu Wincentego Pola (Pol i jego pisma, „Kraj” 1873, nr 36–49), którego związek z rolą narodowego wieszcza został uchwycony także w spostrzeżeniu, że poeta zmarł w stuletnią rocznicę I rozbioru Polski, Buszczyński przekonuje, że stulecie to staje się epoką nowego sposobu funkcjonowania literatury w paradygmacie niewoli. Pol zostaje określony jako „żołnierz-pieśniarz”, który swoją powinność literacką widzi w podtrzymywaniu narodowej pamięci.

W swoich wykładach bolońskich koncentrował się przede wszystkim na idei panslawizmu, którą uważał za retorykę polityczną (Słowiańska sprawa), oraz sformułowaniu opartej na przeciwstawieniu Słowiańszczyzny i Rosji własnej historiozofii, w której Polsce przypadałaby ważna rola kulturotwórcza: „Ten tylko może nazwać siebie rzeczywiście oświeconym, kto zna swoje prawa, szanuje własną godność i rozumie swoje posłannictwo, a uczuwa w sobie potrzebę wolności fizycznej i moralnej połączonej z możliwością udzielenia jej innym” (tamże). W swoim Testamencie literackim (1892) wyrażał również ambicję spojrzenia na własne utwory „z chłodną krwią, z rozwagą, bez uprzedzeń”, oceniał je przez pryzmat wierności „pojęciom i zasadom”, widząc w nich „nieprzerwaną nić” i dodając: „Nie odstąpiłem od nich ani na chwilę i póki żyć będę, nie odstąpię” (tamże). Ta perspektywa wierności sobie jest w przekonaniu Buszczyńskiego najważniejszym aspektem oceny dzieła literackiego, które stanowi wyraz związku pisarza z ideą patriotyczną.</document>
<document nplp_id="13851" title="Bromberg-Bytkowski Zygmunt" slug="bromberg-bytkowski-zygmunt">Poeta, dramaturg, eseista, krytyk literacki, historyk literatury, tłumacz, działacz syjonistyczny. Pseudonimy i kryptonimy: Bytkowski; Zygmunt/ Sigmund Bromberg-Bytkowski. 

Informacje biograficzne. Zygmunt Izydor Bromberg (właśc. Simsa Izrael Bromberg) urodził się w 1866 r. w Stryju. W młodości mieszkał w Tarnowie, gdzie ukończył gimnazjum. Angażował się w życie kulturalne miasta – był m.in. członkiem lokalnego oddziału Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Pisywał wiersze okolicznościowe. Studiował w Wiedniu. Był jednym z pierwszych działaczy syjonistycznych w Tarnowie – wraz z Abrahamem Salzem założył koło organizacji Bar Kochba. W 1897 r. wybrano go sekretarzem organizacji Abawas Zion. W 1893 r. został delegatem na I Konferencję Syjonistyczną we Lwowie, a w 1897 r. uczestniczył w I Kongresie Syjonistycznym w Bazylei, gdzie współtworzył Program bazylejski. W przyszłości będzie polemizować z koncepcjami Theodora Herzla. Następne trzy lata spędził w Palestynie, gdzie w 1898 r. wraz z innymi działaczami z Tarnowa założył jedną z pierwszych kolonii syjonistycznych Machnaim. Po powrocie do kraju studiował filozofię we Lwowie. Po ukończeniu studiów pracował jako nauczyciel w Sokalu k. Lwowa. Od ok. 1905 r. był zatrudniony w II Miejskim Gimnazjum we Lwowie, gdzie uczył łaciny, języka polskiego i niemieckiego oraz prowadził Kółko Literatury Niemieckiej. Przed wybuchem I wojny światowej był też dyrektorem miejscowej Israelische Fortbildungsschule. Brał udział w życiu kulturalnym i artystycznym Lwowa. W 1913 r. zasiadał w jury konkursu zorganizowanego przez lwowski Teatr Niezależny. Był działaczem Związku Naukowo-Literackiego we Lwowie, wygłaszał odczyty poświęcone literaturze, m.in. Stanisławowi Przybyszewskiemu, Knutowi Hamsunowi. Współpracował z lwowskim Towarzystwem Uniwersytetu Ludowego im. Mickiewicza.

W latach I wojny światowej działał w Żydowskim Komitecie Ratunkowym we Lwowie, próbując bronić ludności żydowskiej przed skutkami rosyjskich rozporządzeń i pogromami nadchodzącymi z trzech stron (rosyjskiej, ukraińskiej i polskiej). W 1917 r. na łamach „Jüdische Archiv” opublikował artykuł poświęcony położeniu lwowskich Żydów (Die Juden Lemberg unter der Russenherrschaft). W 1917 r. zamieszkał w Łodzi, gdzie został dyrektorem Gimnazjum Żeńskiego Towarzystwa Żydowskich Szkół Średnich przy ul. Olgińskiej 7 (obecnie G. Piramowicza). Był członkiem Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Nauczycieli Żydów w Łodzi. Współpracował z działaczem syjonistycznym Markusem Braude (Mordechajem Cwi). Był jednym z założycieli łódzkiej partii Hitachdut. W 1919 r. bez powodzenia kandydował do Sejmu Ustawodawczego, a w 1922 r. w wyborach do Senatu. Na łamach miejscowej prasy recenzował wydarzenia artystyczne, m.in. Wystawę Sztuki Żydowskiej w Łodzi w 1921 r. Zasiadał w zarządzie Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Muzycznego i Literackiego „Hazomir”. W l. 1919–1921 był redaktorem żydowskiego pisma „Tel-Awiw”, gdzie zamieszczał artykuły poświęcone tematyce judaistycznej, wiersze oraz tłumaczenia poezji. Jako ceniony prelegent wygłaszał odczyty poświęcone literaturze (np. Dybukowi Sz. Anskiego), sztuce oraz tematyce biblijnej. Niektóre z nich odbywały się w antraktach koncertów symfonicznych (Taniec – jego początek, istota i przyszłość, Piękno w muzyce) albo na otwarciu wystaw. Współpracował z żydowskim teatrem marionetek Chad Gadja. W 1923 r. zaangażował się w wydawanie warszawskiego pisma żydowskiego „Tel Chaj”. Był członkiem Komisji Teatralnej przy łódzkim Magistracie. Współorganizował wystawy prac malarzy żydowskich. Zmarł nagle 13 III 1923 w Łodzi i spoczął na miejscowym cmentarzu żydowskim. W nekrologu żegnały go żona i dzieci.

Aktywność literacka. Zygmunt Bromberg-Bytkowski tworzył pierwszą i nieliczną generację poetów polsko-żydowskich. „Bardzo niewielu mamy poetów polsko-żydowskich, a ci, którzy są, unikają zazwyczaj tematów żydowskich jak ognia, by broń Boże nie zdradzić lub nie przypomnieć swego pochodzenia” – pisał Majer Bałaban w recenzji przekładu Pieśni nad Pieśniami pióra Bromberga-Bytkowskiego („Nowe Życie” 1924, t. 2). Bytkowski uważnie obserwował zmiany w środowisku żydowskim. Uważał, że kultura masowa zniekształcała religijną tożsamość Żydów, a ich wspólnota zatraciła oryginalność. W świecie bez ducha, jak przekonywał, nie było miejsca dla odrodzenia żydowskiego. Rozczarowanie spowodowane zanikiem religijnych fundamentów sztuki wyłożył w eseju Die vergessene Kunst („Der Jude” 1917/1918, nr 1–2).

Był jednym z niewielu tłumaczy literatury żydowskiej na język polski. Przekładał poezję Chaima Nachmana Bialika, Jehudy Halewiego, Szlomo Ben Jehudy ibn Gabriola oraz Dawida Fryszmana (przełożył jego Ir Hamiklat/ Miasto schronienia). Niewątpliwie jego najbardziej znanym przekładem jest tłumaczenie Pieśni nad Pieśniami, której pełen tekst ukazał się w 1924 r. dzięki staraniom Komitetu Uczczenia Pamięci Zygmunta Bromberga-Bytkowskiego, z ilustracjami Artura Szyka i komentarzem Wilhelma Fallka. Bromberg traktował przekładany poemat jako przekaz historyczny. Bałaban stwierdził, że przekład jest „najbardziej żydowski i brzmi najpiękniej po polsku” („Nowe Życie” 1924, t. 2). Publikacja zdobyła duże uznanie. Wilhelm Berkelhammer określił ją jako „pierwszą wspaniałą książkę w języku polskim” i „zwiastun księgarstwa polsko-żydowskiego” (Przepiękna książka, „Chwila” 1924, nr 2005). Bytkowski przełożył także kilka dramatów Maurice’a Maeterlincka: Wnętrze, któremu nadał tytuł W głębi (dod. miesięczny „Przeglądu Tygodniowego” 1895, I półrocze), Ślepców (1902) oraz Intruza (1902). Dokonał również kolejnego przekładu na język polski dramatu Gottholda Ephraima Lessinga Natan Mędrzec. Poemat dramatyczny w 5 aktach (1893), tłumaczył też Knuta Hamsuna – Zdobywców (1903) i Niewolników miłości (1903). Współpracował z praskimi tytułami „Bohemią” i pismem „Politik”, a także z „Życiem”, „Chimerą”, „Przeglądem Tygodniowym”, „Postępem”. W 1917 r. współtworzył krakowskie pismo „Der Jude”, współpracował z lwowskim pismem dla młodzieży „Moriah”. We Lwowie angażował się w wydawanie publikacji o charakterze informacyjnym (Lemberg und Umgebung (Żółkiew, Podhorce, Brzeżany und and.) Handbuch für Kunstliebhaber und Reisende, 1916). Napisał kilka dramatów historycznych w języku polskim i niemieckim, m.in. Ines de Castro (1906), utrzymanych w stylistyce romantycznej.


Twórczość krytycznoliteracka. Ten rodzaj zainteresowań krytyka skupiał się częściowo na literaturze niemieckojęzycznej. W pracy poświęconej Gerhartowi Hauptmannowi (Gerhart Hauptmanns Naturalismus und das Drama, 1908) wyrażał negatywne stanowisko wobec naturalizmu, pisarzowi zaś zarzucał brak nowatorstwa, oryginalnych idei, umiejętności „tworzenia nowych ludzi”. Mimo ogromnej literatury na temat Hauptmanna praca Bromberga przyciągała uwagę i komentarze. Zdaniem krytyka mężczyźni w utworach Hauptmanna są słabi i pozbawieni charakteru. Krytyk dostrzegał brak monologów, które uważał za integralny element dramatu; dzieła sceniczne Hauptmanna klasyfikował więc często jako opowiadania. Szkic krytyczny poświęcił także innemu niemieckiemu twórcy Detlevowi von Liliencronowi (dod. miesięczny „Przeglądu Tygodniowego” 1897, II półrocze), charakteryzując go jako „łącznika dwóch światów”. Zajmował się też literaturą skandynawską, m.in. twórczością Hamsuna; w krótkim szkicu wydobył najistotniejszą cechę jego bohaterów – nieugiętość, i mistyczną scenerię krajobrazów („Krytyka” 1896, z. 6). Omówił również jego powieść Benoni (1908) stanowiącą pierwszą część dylogii („Słowo Polskie” 1909, nr 176).

Zdecydowanie najwięcej uwagi krytyk poświęcał literaturze polskiej, głównie twórczości Juliusza Słowackiego, którego uważał za poetę „serca i duszy swej” (W. Fallek, Zygmunt Bromberg-Bytkowski, „Nowe Życie” 1924, t. 1). Jak podkreślał, Słowacki miał naturalne skłonności, by tworzyć dramaty, ponieważ „miał tragiczny sposób patrzenia i widzenia rzeczy tego świata” (tamże). Jego oczy i słuch były nastawione na rozpoznawanie sytuacji bolesnych, nierozwiązywalnych, zarodów zła i nieszczęść, niedostosowania jednostek wybitnych. W pracy Słowacki jako dramaturg rozważał powody, które jego zdaniem nie pozwoliły poecie na pełny rozwój dramaturgicznych skłonności. „W Polsce nie było podstawowych warunków powstania dramatu. Nie mogła się też rozwinąć tradycja. Miasta nigdy nie doszły do większego rozwoju i znaczenia, a raczej poczęły podupadać, zanim miały czas się rozwinąć. [...] W czasie, w którym Słowacki żył i tworzył, estetyka dramatu mimo zasadniczych roztrząsań Lessinga, Schillera i innych była tak niejasna, że na ogół najwięksi twórcy nie mieli zbyt silnego poczucia, że dramat i poezja to rzeczy odrębne” (w: Księga pamiątkowa, 1909). Uważał, że błędnie tłumaczono pesymizm jego młodzieńczej poezji, który nie zrodził się pod wpływem twórczości George’a Gordona Byrona, ale był integralnym składnikiem jego natury. Słowacki szczególnie upodobał sobie tragizm osamotnienia. Bytkowski z delikatnością i precyzją rozwijał wątek samotności, puentując, że ktoś, kto jak Słowacki otwarty jest na wszystkie cierpienia świata, nie może oddać się zupełnie i do końca tragizmom patriotycznym. Krytyk uważał, że samotność poety jest pokrewna samotności zbrodniarza, który pogardza otoczeniem, odsuwa się od niego, a jednocześnie cierpi z powodu izolacji. Za postać najdoskonalej uosabiającą ten rodzaj osamotnienia uważał Balladynę. Poeta-mistyk miał jednak ostatecznie zabić Słowackiego-dramaturga.

Równie trafnie i interesująco omawiał Bromberg-Bytkowski twórczość Stanisława Przybyszewskiego, którego określał jako „umysł bystry i głęboki”, rozpoznający zawartość „treści uczuciowej naszej epoki” (Stanisław Przybyszewski, w: Charakterystyki literackie, 1902). Rozważał stosunek pisarza do naturalizmu, dochodząc do wniosku, że „największą reakcją przeciw naturalizmowi było pierwsze wystąpienie Przybyszewskiego, ale drogi, którymi chodził, były drogami naturalizmu” (tamże). Podkreślał, że poeta zbyt pochopnie został okrzyknięty czcicielem szatana, zła i nienawiści, w jego utworach miłość zwycięża nienawiść.

„Polska, co wydała Mickiewiczów, nie wyda czciciela szatana” – przekonywał autor (tamże). Satanizm oznacza negację życia, podczas gdy u Przybyszewskiego przyciąga uwagę bunt wobec niedomagającej siły życiowej. Krytyk zastanawiał się nad percepcją dzieł Przybyszewskiego: „Pierwszych odpycha brak miary artystycznej, wielkie przeładowanie, chaotyczne pogmatwanie obrazów i nastrojów [...]. Drugich pociąga egzotyczna i chorobliwa, dzika i surowa piękność tych utworów, ich wspaniały przepych, ale uwodzi ich też i cała ta treść nastrojowa, ten podkład uczuciowy, tak dokładnie odpowiadający stanowi duszy nowoczesnej” (tamże). Krytyk zwracał uwagę na dwa elementy znaczeniowe zawarte w słowie sexus – płeć i ból istnienia, trwoga istnienia, zawsze zaznaczone niespełnieniem (łac. seco – „rozcinam”). Zdaniem autora Przybyszewski nawiązywał do tego pęknięcia w całej twórczości. Praca Bromberga otrzymała 2. nagrodę w konkursie z okazji dwudziestopięciolecia pracy literackiej Henryka Sienkiewicza – jak podkreślało jury, opracowanie to cechowało się dużą dojrzałością krytyczną (innymi laureatami byli A. Strug i P. Chmielowski).

Jednym z najważniejszych dzieł krytyczno- i teoretycznoliterackich Bromberga była rozprawa O monologu w dramacie (1909), w której autor roztrząsał problem monologu w utworach dramatycznych, ówcześnie traktowanego często jako element anachroniczny. Polemizował z przedstawicielami szkoły naturalistycznej, którzy podnosili kontrowersyjny zdaniem Bytkowskiego argument, że człowiek nie myśli głośno. On sam wysuwał inne przesłanki: myśl i mowa są nierozerwalnie ze sobą związane, a „przyrodzone, pierwotne myślenie jest głośne, kultura dopiero nauczyła nas myśleć cicho, tj. w duszy. [...] Rozprawiamy albo ze sobą, albo z kimś nieobecnym, ale wyobrażonym. Dzieje się to tylko w chwilach wewnętrznej rozterki, w chwilach wahającej się woli, tj. walki sprzecznych popędów woli, szczególnie przed działaniem lub po nim” (tamże); monologi w życiu codziennym przechodzą niezauważone, gdyż ludzie się z nimi kryją. Duszą i treścią dramatu jest według Bromberga-Bytkowskiego walka, także niekiedy przeciw sobie, a monolog stanowi wyraz starć walczących ze sobą sił: „Monolog prawdziwy nie ma na celu powiadamiania widza o czymkolwiek ukrytym. [...] monolog jest częścią akcji, jest jej zaczynianiem w duszy człowieka lub też echem, jest obrazem walki przemieszczającej się do wnętrza jednego człowieka. Stąd pierwszym i nieodzownym jego warunkiem jest samotność” (tamże). Analizując współczesną sztukę dramatyczną, formułował kapitalny wniosek, że w miarę zanikania bogactwa właściwej twórczości dramatycznej „patos zdarzeń i bogactwo obrazów przenosi się niejako w język, w mowę, która od nich wzbiera w nieskończoność” (tamże).

Jako estetyk stworzył teorię podziału sztuk na sztuki kontemplacyjne i ekstatyczne, co wyłożył w Kontemplative und ekstatische Kunst (1910) i do czego nawiązywał w wielu artykułach. Sztuki kontemplacyjne angażują zmysł wzroku, patrzący sytuuje się jak gdyby ponad życiem; tak odbierane są sztuki plastyczne, ornamentyka, architektura i epika. Sztuki ekstatyczne porywają uczucia i wolę, najbardziej wymagającą spośród nich jest dramat. Władysław Witwicki jako recenzent publikacji zauważył, że choć nie wszystkie przesłanki zostały dobrze uzasadnione, to „podział materiału przeprowadzony przede wszystkim z początku, tak dobrze, że czytelnik od razu wie, czego autor chce, rozumie go, choćby się z nim nie zgadzał” („Ruch Filozoficzny” 1911, t. 1, nr 8).

„Z Zygmuntem Brombergiem zeszła do grobu jedna z niewielu postaci żydostwa polskiego, w których wysoka kultura europejska i serdeczne umiłowanie polskiej historii, polskiej literatury i polskiego języka zlewało sią w harmonijną całość z gorącą wiernością dla żydostwa i jego ideałów odrodzeniowych. Europejczyk w każdym calu, wykwintny literat i esteta, wychowanek polskiego romantyzmu i jego najszczytniejszego wykwitu: trzech wieszczy, a zarazem założyciel kolonii palestyńskiej Machnajim i aż po deskę grobową czynny prowodyr syjonizmu – oto Zygmunt Bromberg-Bytkowski” – pisał o poecie Fallek. Postać Bromberga-Bytkowskiego wskazuje utracone na zawsze drogi rozwoju kultury żydowskiej i relacji polsko-żydowskich. Wspierając dążenia Żydów do posiadania własnej ojczyzny, krytyk nie wykluczał twórczego życia w diasporze, które w jego przypadku oznaczało głębokie rozumienie języka i kultury polskiej.</document>
<document nplp_id="13853" title="Żółkowski Alojzy" slug="zolkowski-alojzy">Aktor, dramatopisarz, tłumacz, publicysta, poeta.

Informacje biograficzne. Alojzy Gonzaga Fortunat Żółkowski urodził się 2 XI 1777 w miasteczku Horodyszcze w Nowogródzkiem w rodzinie drobnoszlacheckiej jako syn Michała i Anny z Przesieckich. Uczył się w Krzemieńcu, jednak przerwał edukację, by wziąć udział w powstaniu kościuszkowskim. Następnie – po śmierci obojga rodziców – zamieszkał we Lwowie pod opieką stryja gen. Floriana Żółkowskiego, który zapewnił mu praktykę w kancelarii znanego lwowskiego adwokata Józefa Dobka Dzierzkowskiego. W 1797 r. pod wrażeniem występów zespołu Wojciecha Bogusławskiego we Lwowie udał się potajemnie do Warszawy, by przystąpić do trupy Agnieszki Truskolaskiej, która po śmierci męża przejęła antrepryzę warszawskiego teatru. Ucząc się pod jej okiem techniki gry aktorskiej, Żółkowski (jego nazwisko w tym czasie zapisywano również w formie Ziółkowski) zadebiutował pod koniec 1798 r. jako Ekonom w operze Jana Stefaniego z librettem Jana Drozdowskiego Wdzięczni poddani panu. W 1799 r. Bogusławski powrócił do Warszawy i pod jego kierownictwo przeszedł cały zespół Truskolaskiej.

Żółkowski, grając początkowo z sukcesem różnorodne role – także tragiczne, jak Gomeza w Cydzie Pierra’a Corneille’a i Moora w Zbójcach Friedricha Schillera – z czasem zaczął specjalizować się w kreacjach komicznych, szybko stając się ulubieńcem publiczności i zdobywając reputację jednego z najwybitniejszych aktorów komediowych swoich czasów. Sławę przyniosły mu m.in. role w Panu Geldhabie Aleksandra Fredry, w komediach Molierowskich, a także występy w tłumaczeniach melodram i komedii Augusta Kotzebuego. „Natura tak obdarzyła Alojzego Żółkowskiego – pisał Franciszek Salezy Dmochowski – że dosyć było spojrzeć na niego, a każdy ruch jego twarzy pobudzał do śmiechu” (Wspomnienia od 1806 do 1830 roku, t. 1, 1858). Andrzej Edward Koźmian dodawał: „Komiczność jego [Żółkowskiego] zniżała się często do farsy, do bufonady, raziła nieraz smak dobry, przecież zawsze bawiła i rozśmieszała” (Wspomnienia, t. 1, 1867). Styl gry Żółkowskiego cechowała skłonność do rubaszności i karykaturalnego przerysowywania roli, czym narażał się niejednokrotnie na krytykę, zwłaszcza Towarzystwa Iksów; na niektóre zarzuty odpowiadał w prasie (np. Do Redaktora „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska” 1804, nr 85). Z recenzji zamieszczanych w „Gazecie Warszawskiej”, „Gazecie Korespondenta Warszawskiego i Teatralnego” i z Bogusławskiego Dziejów Teatru Narodowego w Polsce wyłania się też aktor grający z naturalną swobodą, śmiałością, inteligencją oraz umiejętnościami improwizatorskimi, ułatwiającymi mu nawiązywanie kontaktu z publicznością. Talent improwizatorski Żółkowskiego w pełni błyszczał w roli organisty Miechodmucha w Cudzie mniemanym, czyli Krakowiakach i Góralach Bogusławskiego – Stefaniego, kiedy kuplety śpiewane w ostatniej scenie wzbogacał strofami własnego autorstwa, często w odważnie komentujące bieżące wydarzenia polityczne.

W l. 1810–1811 Żółkowski, razem z Ludwikiem Adamem Dmuszewskim, Józefem Franciszkiem Królikowskim, Bonawenturą Kudliczem, Karolem Kurpińskim, należał do towarzystwa literackiego Sfinks, był też gościem słynnej kawiarni literackiej „Pod Kopciuszkiem”, gdzie uczestniczył w dyskusjach dotyczących współczesnej polityki, nauki i sztuki, a także języków słowiańskich. Jego żartobliwe uwagi na temat niektórych – charakterystycznych dla 1. poł. XIX w. – praktyk amatorów-lingwistów związanych często z rodzącymi się wówczas fascynacjami prasłowiańszczyzną można było z powodzeniem zaaplikować do późniejszych, romantycznych już spekulacji o charakterze pseudoetymologicznym.

Inteligencja i wrażliwość Żółkowskiego ujawniły się w jego w publicystyce. Około 1811 r. zaczął utrwalać swe dowcipy i kalambury w formie ręcznie pisanej gazety humorystycznej pod tytułem „Świstek” (niekiedy po prostu: „Gazeta”), ze względu na treści polityczne roznoszonej przez służącego tylko do zaufanych domów. W l. 1820–1821 redagował i wypełniał swoją twórczością humorystyczne dodatki do „Wandy” Brunona Kicińskiego: „Momusa”, później „Pot-Pourri”. Zdobyły one licznych czytelników i jeszcze bardziej zwiększyły popularność Żółkowskiego, którego publiczność teatralna zaczęła okazjonalnie nazywać Momusem.

Należał do wolnomularstwa. Był dwukrotnie żonaty: w 1808 r. zawarł związek małżeński z aktorką, Teklą Janczewską, a w 1814 r. z Ludwiką Marią Ebel, także aktorką (1790– –1853). Spośród jego dzieci troje, Nepomucena (1807–1847), Alojzy Fortunat (1814–1889) i Lucjan (1817–1837), zostało aktorami.

Alojzy Gonzaga Żółkowski zmarł po ciężkiej chorobie 11 IX 1822 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim, a jego pogrzeb był pierwszym manifestacyjnym pogrzebem aktorskim.

Piśmiennictwo teatralne. Tłumaczenia i sztuki oryginalne. Żółkowski był bardzo płodnym i często granym autorem teatralnym. Od 1804 r. przetłumaczył, przerobił lub napisał ponad 70 utworów scenicznych: dram, komedii i komediooper. Tłumaczem był zręcznym (przekładał z francuskiego i niemieckiego), chociaż pracował pospiesznie, z oczywistymi tego konsekwencjami. Do najpopularniejszych przekładów należą m.in. Gaweł na księżycu. Komedia we 3 aktach, Asmodeuszek. Komedioopera w 1 akcie. Sztuki te stały się przedmiotem licznych komentarzy i dyskusji w warszawskiej prasie. Tłumaczenia Żółkowskiego były dokonywane nie z myślą o wierności oryginałowi, lecz przerobieniu go tak, by zyskiwał aktualność w polskich, zwłaszcza warszawskich realiach. Wiele sztuk stanowiło reakcję na bieżące wydarzenia (np. komedioopera Wkroczenie do Litwy, wystawiona w Teatrze Narodowym 19 VII 1812, była reakcją na wiadomość o wzięciu Wilna przez Napoleona).

Dykcjonarzyk teatralny. W 1808 r. Żółkowski wydał Dykcjonarzyk teatralny z dodatkiem pieśni z najnowszych oper dawanych w Teatrze Narodowym (1808), który nadal pozostaje wartościowym przyczynkiem dotyczącym oglądanego z perspektywy kuluarów polskiego teatru okresu Księstwa Warszawskiego. Sygnowany nazwiskami Dmuszewskiego i Żółkowskiego, zawiera kilkadziesiąt alfabetycznie ułożonych haseł adresowanych przede wszystkim do publiczności teatralnej. Ostatnie z nich – Koniec teatru – zawiera jednakże wezwanie do braci aktorów: „Pracujcie! nie wątpiąc o swym przyszłym losie i zachowujcie w pamięci ową piękną myśl naszego poety: »[…] Kto się sławy dobił / Bardziej się nią niż złotym łańcuchem ozdobił«”. Ten cytat z Satyra Jana Kochanowskiego jest przykładem dydaktycznego tonu serio, zdominowanego jednak w Dykcjonarzyku przez żywioł buffo. Autorzy skupiają się tu bowiem na ukazaniu w prosty, żartobliwy sposób życia teatru warszawskiego. Dowcipnie tłumaczą znaczenie teatralnej terminologii, wyjaśniają istotę niektórych gatunków scenicznych i chwytów literackich, np.: „Parodia. Dzieło teatralne poważnie wystawione w sposobie przedrwiwającym zowie się parodią. Pospolicie sztuki, acz poważne, ale nie klasyczne, nie podług prawideł dramatycznych napisane, podpadać zwykły sparodiowaniu: w parodii Hamleta giną wszyscy aktorowie jeden po drugim, a nareszcie i sufler, widząc, że nie ma już komu suflować, wyłazi ze swej budy i zabija się. Widać tu, że autor parodii chciał wykazać błąd Szakespira [!], iż zbyt w swojej tragedii śmiercią szafował”. Obok haseł Komedia, Tragedia, Monolog, Repertuar, Sufler, Kulisy, Proscenium, Kontramarki itd. znajdują się takie jak Róż, Czyli, podkpiwające z ówczesnej maniery używania wymienionego spójnika w tytułach sztuk teatralnych. Najważniejszym celem Dykcjonarzyka była jednak nobilitacja trudnego zawodu aktora, „artysty dramatycznego” (wówczas jeszcze cały czas nazywanego „komediantem”) oraz teatru, który „jest żywą historią wszystkich wieków, jest szkołą języka, jest jak ów śmiały przyjaciel, co próżen pochlebstwa, błędy odważnie wymawia i przestępstwa wytyka” (hasło Teatr). Teatr i aktor zasługują zatem na szacunek publiczności i władz oraz na ochronę przed nieprofesjonalną krytyką, jaką – zdaniem autorów – można spotkać w prasie warszawskiej.

Hasło Krytyka jest jednym z obszerniejszych haseł w całym Dykcjonarzyku. Obok uznania dla tej profesji („Rozsądne zastanowienie się, zdrowa uwaga nad jakim dziełem jest krytyką. Służy niezmiennie do poloru wszystkich kunsztów i wynalazków. Gdyby krytyki nie było, mielibyśmy monstra w najdrobniejszych rzeczach”), docenienia działalności „Gazety Warszawskiej” jako medium, które zapoczątkowało na gruncie polskim krytykę teatralną i przyczyniło się do popularyzacji teatru, pojawiają się tu narzekania na nietrafne recenzje i komentarze.

Żywioł satyryczności. „Momus” był wydawany od czerwca do grudnia 1820 r. jako satyryczny, 4-stronicowy sobotni dodatek do „Wandy” Brunona Kicińskiego, uznawanej za organ opozycyjny wobec władzy. Wskutek działań cenzury domagającej się odpolitycznienia pisemka zmienił nazwę na „Pot-Pourri” (styczeń–wrzesień 1821). Było to wydawnictwo w tym czasie odosobnione na gruncie polskim, poprzedzające też słynne brytyjskie czasopismo satyryczne „Punch”. Tytułem przywoływało greckiego bożka mądrego sarkazmu i szyderstwa, wygnanego z Olimpu z powodu ciągłego naigrywania się z innych bogów. Żółkowski był tu nie tylko redaktorem, ale przede wszystkim autorem, który zapełniał pisemko małymi formami humorystycznymi i satyrycznymi (anegdota, kalambur, ekwiwok, logogryf, żartobliwe ogłoszenie, list gończy, nagrobek, szarada, zagadka, aforystyczna fraszka) oświetlającymi i nicującymi rzeczywistość Królestwa Polskiego. Pozornie jest to – jak zauważa Aniela Kowalska – „ogród nieplewiony” polskiego humoru. Pełen rubaszności, dwuznaczników, jędrnych zwrotów i kalamburów zasilających potem język potoczny i cytowanych nawet przez podręczniki stylistyki, jak choćby te: „Strudzony pod-różą spoczywa” czy „Na bal-konie nie chodzą, tylko panowie”. Przysłowia i maksymy Żółkowskiego od dziesiątek lat zasilają zbiory „skrzydlatych słów”, jego wierszyki i żartobliwe nagrobki do dziś są przedrukowywane w prasie. Niektóre z nich cechuje niewybredny, zawsze oparty na realistycznych spostrzeżeniach humor (np. „Żadna jarzyna tak nie odyma jak miłość własna” – „Momus” 1820, nr 11), inne mają charakter metajęzykowych gierek („Dla angielskiej Lady najpierwsze w pałacach przeznaczają miejsca, u naszych gospodarzy przeciwnie: najczęściej w stajniach, i to lada gdzie” – tamże, nr 12; „Francuskie słowo bon mot jest do zabawy, a polskie dobre słowo jest do pomocy; jak to w tłumaczeniu ciężko spolszczyć” – „Pot-Pourri”, t. 1, 1821). Obok tematyki obyczajowej i kulturalnej na pierwszy plan w „Momusie” wysuwała się jednak sytuacja społeczna i polityczna Kongresówki, w którą Żółkowski wymierzył ostrze swej satyry, stając się przy okazji jednym z głosów „młodej Warszawy” – demokratów i opozycji sprzeciwiającej się konserwatystom. Było to ostrze niedające się zignorować. Dostrzegała to cenzura, mocno ingerując w treści „Momusa”. Żółkowski w miejsce usuniętych fraszek wstawiał kropki i komentował: „To pismo jest prawdziwie periodyczne, którego artykuły są w same periody, czyli punkciki, jak to było w ostatnim »Momusie«” („Momus” 1820, nr 6). W moralistycznym stylu satyry oświeceniowej „Momus” zabierał też głos przeciw spekulantom i dorobkiewiczom, snobizmowi, lenistwu, kreślił wizerunki „chudych literatów” i – podążając za Stanisławem Kostką Potockim – piętnował obskurantyzm i feudalizm.

Zmiana tytułu z „Momusa” na „Pot-Pourri” (1 I 1821) miała manifestacyjnie sygnować odpolitycznienie pisma, choć aluzje polityczne pojawiały się od początku także w „Pot-Pourri”. Nękany przez władzę Żółkowski i w „Pot-Pourri” nie szczędził szyderstw ze szpiegów, donosicieli oraz wszechobecnych cenzorów. We wrześniu 1821 r. pisemko zlikwidowano. Satyra „Momusa” i „Pot-Pourri” nie omijała też literatów. Zostały wykpione „obiady literackie” u Wincentego Krasińskiego i ich uczestnicy, a w sporze klasyków z romantykami aktor opowiadał się po stronie tych ostatnich: „Klasyczność jest feudalizm, romantyczność jest liberalizm” („Pot-Pourri”, t. 1, 1821). Nawiązania do teatru i krytyki teatralnej w „Momusie” i „Pot-Pourri” miewały charakter parodii „wiadomości teatralnych” zamieszczanych w ówczesnej prasie, żartobliwych „recept” na napisanie sztuki teatralnej, a także bon motów kwitujących działalność warszawskiej krytyki: „Kiedy suknia jest już stara, to ją dopiero łatają, a krytyka najnowszemu dziełu łatki przypina” („Momus” 1820, t. 10).

Pozornie niewinne, często operujące poetyką absurdu wierszyki humorystyczne Żółkowskiego bawiły, uczyły, komentowały życie kulturalne oraz przemiany społeczne i obyczajowe, odważnie reagowały na bieżące wydarzenia polityczne. Były tak poczytne, że wydawano je także w postaci książkowej (Momus, t. 1–3, 1820; „Pot-Pourri”, t. 1, 1821). Książeczki te jednocześnie syntetycznie oddawały najbardziej charakterystyczne cechy twórczości pisarskiej Alojzego Żółkowskiego – jednej z barwniejszych postaci kulturalnej Warszawy przełomu XVIII i XIX w.</document>
<document nplp_id="13855" title="Żmichowska Narcyza" slug="zmichowska-narcyza-2">Pisarka, publicystka, nauczycielka, inicjatorka i liderka ruchu kobiet nazywanych „entuzjastkami”. Pseudonim: Gabryella.

Informacje biograficzne. Narcyza (właśc. Kazimiera Narcyza Józefa) Żmichowska urodziła się 3 III 1819 w Warszawie; była dziesiątym dzieckiem Wiktorii z Kiedrzyńskich i Jana Żmichowskiego. Osierocona przez matkę i odrzucona przez ojca wychowywała się w domu stryja – Józefa Żmichowskiego i jego żony, Tekli z Raczyńskich. Rodzeństwo (trzech braci i pięć sióstr) utrzymywało ze sobą bliskie relacje. Żmichowska skończyła pensję Zuzanny Wilczyńskiej i wstąpiła do Instytutu Guwernantek, po ukończeniu edukacji, nie znalazłszy pracy, osiadła na wsi u wujostwa Kiedrzyńskich. W 1838 r. dostała posadę guwernantki w domu ordynata Konstantego Zamoyskiego; wyjechała ze swymi chlebodawcami do Francji. Bulwersowała otoczenie kontaktami z bratem Erazmem, emigrantem politycznym, jak również aspiracjami intelektualnymi (wizyty w Bibliothèque Nationale, lektura dzieł m.in. G.W. Leibniza, F. Fichtego, braci Schleglów, I. Kanta, a także P. Leroux, H. de Saint-Simona, B.P. Enfantina).

We wrześniu 1839 r. wróciła do kraju. W Wielkopolsce, gdzie zatrzymała się u rodzeństwa Bibianny i Jędrzeja Moraczewskich, nawiązała (pogłębione w l. 1844–1845) stosunki z wybitnymi działaczami demokracji, m.in. Karolem Libeltem i Edwardem Dembowskim. W l. 1841–1843 była nauczycielką w majątku ziemian, Stanisławostwa Kisielnickich. W latach następnych przebywała w Warszawie, gdzie utworzyła (wraz z m.in. A. Skimborowiczową, T. Dobrzyńską, T. Dębską, E. Gosselin, W. Zabłocką, K. Ziemięcką) grupę „entuzjastek”, nieformalny związek kobiet poszukujących nowych dróg samorealizacji.

W 1841 r. debiutowała w piśmie „Pierwiosnek” wierszem Szczęście poety. W 1. poł. lat 40. Żmichowska publikowała powieści poetyckie i opowiadania (przedr. w tomie Wolne chwile Gabryelli, 1845). W 1845 r. wróciła do Warszawy i kontynuowała kontakty ze środowiskiem konspiratorów. W następnych latach mimo krytycznego stosunku do działań niejawnych Żmichowska została emisariuszką międzyzaborową. W tym czasie ogłosiła w piśmie „Przegląd Naukowy” powieści – Pogankę i Książkę pamiątek. Aresztowano ją 24 X 1849 i osadzono w klasztorze Karmelitanek w Lublinie, skąd wyszła na wolność w 1852 r. Internowana w domu szwagra, wróciła do Warszawy w 1855 r.

W 1858 r. zamieszkała na Miodowej w kamienicy zaprzyjaźnionej rodziny, Jana Andrzeja i Izabeli Grabowskich, gdzie dla grupy uczennic prowadziła tajne nauczanie. W 1861 r. wyszło czterotomowe wydanie jej pism (Pisma Gabryelli). Utrzymywała kontakty ze środowiskiem działaczy politycznych, konspiratorów i emigrantów. Jesienią 1862 r. objęła posadę nauczycielki geografii w rządowym Instytucie Aleksandryjsko-Maryjskim; po kilku miesiącach zrezygnowała ze stanowiska, rozczarowana pozorami odwilży w stosunkach polsko-rosyjskich. Okres 1864–1874 spędziła na prowincji, w domach rodzeństwa, nie akceptując decyzji o powstaniu i rozmijając się w tej kwestii z przyjaciółmi (m.in. E. Jurgensem). Zmarła po ciężkiej chorobie w nocy 24/25 XII 1876 w warszawskim mieszkaniu. 27 XII 1876 po mszy w kościele Wszystkich Świętych została pochowana na cmentarzu Powązkowskim.

Była wybitną myślicielką i pisarką. Miłość i przyjaźń uznawała za podstawę stosunków międzyludzkich i harmonijnego rozwoju społecznego. Zwracała uwagę na istotny dla psychiki i charakteru dziecka wpływ rodziny, głównie relacji z matką. Nie stworzyła ruchu emancypacyjnego, choć uosabiała wiele jego ideałów. Broniąc wolności osobistej, dowartościowując sferę codzienności, prowadząc niestrudzoną pracę samokształceniową i poszukując nowej formy powieściowej i nowego etosu artysty, stała się oryginalną osobistością polskiej kultury.

Skromny zasób materiałowy. W pismach Żmichowskiej znajdujemy zaledwie kilka wypowiedzi krytycznoliterackich: jedną recenzję, dwa komentarze autotematyczne, plan powieści, przedmowę do dzieł zbiorowych innej autorki, opinie wyrażone w korespondencji prywatnej. W tym jednak przypadku jakość wyraźnie przeważa nad ilością. Oryginalne poszukiwania podjęte przez Żmichowską i ich związek z jej twórczością literacką, a także z jej decyzjami biograficznymi, tworzą (mimo niekonkluzywności, skrótowości) spójny projekt literacki, antropologiczny i egzystencjalny.

Ambiwalentny stosunek do powieści jako gatunku. Autorka recenzji, podszywająca się pod postać młodej dziewczyny z prowincji, wyraża wątpliwości wobec gatunku powieściowego w liście do siostry, mieszkanki miasta i uczestniczki intelektualnych zebrań (O najnowszej powieści J. Korzeniowskiego pt. „Spekulant”, „Przegląd Naukowy” 1846, nr 27). Żmichowska umyślnie nie trzyma się przyjętej konwencji, pozwala, by spoza pozornie naiwnych obserwacji przezierały zarzuty i wątpliwości innego rodzaju. Ta podwójna strategia krytyczna umożliwia sformułowanie kilku ważnych spostrzeżeń dotyczących sposobu recepcji powieści, który z reguły lub często zatrzymuje się na poziomie fabuły i na losach bohaterów, z pominięciem sensów ogólnych. Demokratyczny gatunek podporządkowuje się potrzebom szerokiego grona odbiorców, którzy przykrawają powieść do własnej wiedzy o świecie, wyciągają z lektury dowolne wnioski. Żmichowska sugeruje też (wykorzystując napięcie między fikcyjnymi siostrami), że pisarze (skupieni na sobie i swojej klasie społecznej, osiedleni w dużych ośrodkach kultury) nie biorą pod uwagę uproszczonej formy recepcji literatury, zakładając pełne odczytanie ich intencji. Doszłoby do całkowitego, może nawet dramatycznego rozminięcia się działań pisarskich i czytelniczych, gdyby nie proces odwleczonego efektu, który sprawia, „że już ci, co wzrastają, słyszą pewne wyrazy, podchwytują pewne podobieństwa, oswajają się z pewnymi myślami, prędzej czy później zaczną te ziarenka kiełkować” (tamże). Żmichowska wysuwa też inny zarzut wobec Spekulanta (i gatunku powieściowego): uleganie stereotypom, ze szczególnym wskazaniem tych, które dotyczą relacji między płciami. Bohaterki powieściowe są zwykle obezwładnione spotkaniem z mężczyzną, a przy tym podległe w kwestii dalszych losów – woli rodziców. Żmichowska uważa, że w poł. XIX w. taki obraz, podobnie zresztą jak inne kwestie (uległość kobiet, ich bierność), nie odpowiada sytuacji społecznej, jest anachroniczny. Zachowawczość pisarza sprawia, że powieść Józefa Korzeniowskiego kobiety czytają z przyjemnością, a mogłyby „z większą wdzięcznością” (tamże).

Powieść jako antydot. Z recenzji Żmichowskiej wyłania się jej ambiwalentny stosunek nie tylko do omawianego dzieła, ale do całego gatunku, który działa jednocześnie jako trucizna i lekarstwo: „Najzdrowsza więc dla nas prawda jasna i zabawna przy naszej dobrej wierze, to jakby łyżka stołowa… antydotu. Uważaj, proszę cię bardzo, uważaj, iż nie mówię lekarstwa. Niestety! Przeszły bogi olimpijskie – i lekarstwa przechodzą! Choroby nasze są już nie do uleczenia, jeśli coś dobrego skutkować może, to jako antydot jedynie” (tamże). Powieść jako antydot, pismo jako antydot; antydot, czyli odtrutka, coś, co nie leczy, zaledwie zapobiega niekorzystnym skutkom choroby. Skąd Żmichowska wzięła ten termin, tę metaforę? W polskiej krytyce literackiej 1. poł. XIX w., także wcześniej, określenie to nie pojawia się (nie licząc ujęć incydentalnych), choć wypowiedziom na temat powieści towarzyszą rezerwa i ambiwalencja. Pisarze i krytycy oświeceniowi przeciwstawiali powieść potępianemu romansowi, późniejsza publicystyka literacka dowartościowywała tylko pewne odmiany gatunku powieściowego, piętnując – jak np. Michał Grabowski, Józef Ignacy Kraszewski – literaturę francuską określaną jako „szaloną” lub nieobyczajną. Być może pisarka sięgnęła do źródła, czyli do dialogu Platona Faidros poświęconego istocie pisma, które dane od bogów, by wzmacniać i poprawiać ludzkiego ducha, osłabia go i skazuje na zapomnienie. Polski przekład Adama Bronikowskiego ukazał się w 1848 r.; Żmichowska mogła korzystać z przekładu francuskiego Victora Cousina (1822–1840; w tym wydaniu Faidros znajdował się w tomie szóstym razem z Ucztą, której ślady można rozpoznać w Pogance). W dialogu Platona zawarta jest nieufność wobec pisma, Żmichowska podważa poznawczy i etyczny wymiar komunikacji literackiej (dokonującej się dzięki powieści), gdzie intencje nadawcy mijają się często z odczuciami czytelników, tym bardziej, im szerszy jest krąg potencjalnych odbiorców i im mocniej pisarz opiera porozumienie na ujęciach stereotypowych, uproszczonych.

Powieść z (auto)biografią w tle. Żmichowska poszukiwała takiej formuły powieściowej, która przełamywałaby ciężar literackiej konwencji, komunikacyjną nieoczywistość kontaktu nieznanego bliżej autora z bliżej nieznanym, jedynie wyobrażonym czytelnikiem. W komentarzu do Książki pamiątek, w pierwodruku niepublikowanym, stanowiącym w edycji Jana Jaworskiego i w każdej następnej integralną część powieści, autorka rozważa różnice między powieścią a biografią rozumianą zarówno jako przebieg życia, jak i relację o nim: „Powieść ma sens jawny i wybitny; biografia ma sens ukryty i najczęściej niezrozumiały. W powieści zdarzenia ze zdarzeń płyną, charaktery pod grozą recenzji muszą być utrzymane i konsekwentnie przeprowadzone; wszystko, co do głównego wątku nie należy, co do jedności działania nie pomaga, co zasadniczej myśli i dramatycznego efektu nie podnosi, wszystko to – jak nieużyteczne strzępki – obcinać trzeba, gdyż powieść jest przede wszystkim całością, jest dziełem skończonym – niech jak chce, w analizę psychologiczną się wdziera, zawsze od wypadku jej wątek rozsnuty, zawsze musi być określona tym, »co się stało«. Życie zaś do pewnego stopnia nie określa się, nawet bym powiedziała, »stać się« nie może nigdy; życia sens i ład na tym polega, »co się staje« ciągle, co się rozwija i unieśmiertelnia. Artyzmem powieści jest zręczne nawiązanie szczegółów, artyzmem życia – ogólność władz duchowych zbogacona. Prawda powieści dowodzi się faktami, prawda życia urobieniem osobistości naszej. Autor bierze pewne dane moralne i z nich rysuje arabesk odpowiedni: cnoty, występki, namiętności, uczucia wszelkie dla autora są materiałem przygód i dziejów – przygody i dzieje są dla człowieka żyjącego materiałem tylko uczuć, namiętności, występków lub cnoty. Powieść rozwiązuje się ostatecznie dolą lub niedolą, szczęściem lub nieszczęściem; biografia dolę lub niedolę, szczęście i nieszczęście przetwarza w niedowidzianą, niedosłyszaną, niedocieczoną, wewnętrzną historię zbawienia – powieść z kilku nieskończoności atomów skończone dzieło tworzy, biografia przez wszelkie dzieła skończone ku nieskończoności idzie” (Książka pamiątek, w: Pisma Gabryelli, t. 3, 1861).

Żmichowska powieści przeciwstawia biografię. Powieściopisarz dba przede wszystkim o kompozycyjną spójność i fabułę, której zwroty wynikają z afektywnych właściwości bohaterów. W porządku życia działania ludzkie stanowią zaledwie materiał do oceny psychologicznej i moralnej. Powieść to zamknięta całość, której wymowa jest odczytywana z punktu widzenia losów bohatera (fortunnych lub nie). Biografia ma strukturę otwartą, jest zawsze niedokonana, pełna oczekiwania i wiary w działania samodoskonalące, nazwane przez autorkę „wewnętrzną historią zbawienia”. Niewypowiedziana wprost konkluzja tych rozważań jest jasna: powieść „przekłamuje” porządek życia, omija jego najważniejszy („wewnętrzny”) wymiar, który trzeba mierzyć pracą, jaką wkładamy w samorozwój, doskonalenie.

Pisarka próbuje stworzyć taką formułę narracyjną, która odpowiadałaby „logice” biografii lub przynajmniej była jej bliższa. W notatce adresowanej do Wandy Grabowskiej, jednej ze swoich uczennic, przedstawia koncepcję powieści jako „autobiografii zastanawiającej się nad sobą kobiety”. Pisarka odrzuca inne hasło: powieść jako autobiografia „patrzącej w siebie-rozglądającej się w sobie kobiety”, wykluczając ujęcia intymistyczne, jak również proste opowieści („Zewnętrzne tylko fakta, osobowa fotografia powinna być zakazaną”). Doprecyzowuje, o co idzie gra, jaka autobiografia ma powstać w rezultacie tych zabiegów: „Autobiografia nie twoja, Wando, nie moja, ale nasza, i kilku innych” (notatka dołączona w edycji T. Boya-Żeleńskiego do utworu Czy to powieść?). Formuła ta wyznacza wąski, precyzyjnie wymierzony zakres pisarskiej wolności: autorka musi nadać rzetelnej wiedzy o świecie, a nie tylko o swoim wnętrzu, postać wypełnioną, ale nie przeciążoną osobistymi konkretami; postać wykraczającą poza własne doświadczenia, własną pamięć, własne doznania. Opowieść nie powinna stanowić prostego odwzorowania przeżytej lub zaobserwowanej sytuacji, ale też nie powinna być bajką lub opowieścią tendencyjną, tj. wyposażoną w dydaktyczne przesłanie, co jest „między wszystkimi naszymi autorkami upowszechnioną metodą” (tamże). Jak można przypuszczać, to „zastanawianie się nad sobą” ma stanowić czynnik najważniejszy dla zrozumienia nowej formuły powieści, której celem jest szukanie prawdy o świecie, tego, „czym jest [prawda] w nas, moja Wando, nawiasem mówiąc”, „ważeniem ideału przez rzeczywistość, a rzeczywistości przez ideał” (tamże).

Wypracowane przez Żmichowską ujęcie jest nie tylko oryginalnym pomysłem autorskim, jest też kołem ratunkowym rzuconym całemu gatunkowi: krytycy, publicyści „[s]łusznie po większej części łają książkom i literaturze za to, że w głowach przewraca, że egzaltuje, że zdrowy sąd o rzeczach krzywi; jest w tym racja; tylko nie ma racji, gdy żądają zupełnego zniesienia tej gałęzi romansem zwanej” (tamże). Żmichowska krytykę powieści odnosi przede wszystkim do zużytych form narracyjnych. Tymczasem powieść może i powinna mieć inną przyszłość: „Zostanie ona i musi zostać, bo jest zdolna wytworzyć bardzo potrzebną odroślę: przyczynek coraz bogatszy i rzeczywistszy do psychologicznych badań” (tamże). Z pozoru formuła ta nie brzmi odkrywczo. Pisarki nie interesuje jednak psychologia jako zbiór obserwacji szczegółowych, jednostkowych; jej zdaniem taka metoda odpowiada naturze nauk ścisłych. Powieść musi szukać właściwych dla siebie sposobów gromadzenia i przedstawiania wiedzy o świecie, bardziej kontrastywnych, bardziej krytycznych, zestawiających rozmaite obserwacje, a zarazem zachowujących pamięć prawd ogólnych.

Wyjście poza fikcję. Stanowi ono inny wariant reformatorskich koncepcji Żmichowskiej, nie całkiem zresztą rozłączny z poprzednim wariantem – autobiograficznym. W Planie utworu, notce udostępnionej Piotrowi Chmielowskiemu przez przyjaciółkę autorki, Julię Baranowską (inną bogatszą wersję tego komentarza-aneksu ogłosi Boy w aneksie do utworu Czy to powieść?), Żmichowska zauważa, że społeczeństwo polskie znajduje się w położeniu szczególnym, że „między dojrzałymi i dorastającymi w tej chwili generacjami, wszystkim brakuje tradycji, osobistej, rodzinnej tradycji – nitki się porwały śmiercią lub apatią, całe tłumy sierot musiały się bez ojców i matek chować – od stu lat (za dwa lata) jedna warstwa po drugiej załamywała się i tylko pamięć ogólnej katastrofy można było przechować” (Kontur ogólny, w edycji Boya). Ciągłość polskiej tradycji rodzinnej została przerwana; zaniechano rozmów o przeszłości. Rzeczy osobiste, ślady kultury materialnej i artystycznej, np. konterfekty rodzinne, przepadły w zniszczonych dworach i dworkach. Żmichowska upomina się o rekonstrukcję pamięci, zaleca, by to, co szczęśliwym trafem zachowało się, zebrać i dokładnie studiować, porównywać, poddawać refleksji: „[…] z takich ram odmalować należy, tylko wiernie, babkę i dziadka, zwróć Lavaterowską uwagę na rysy, a z kompleksji, z tuszy, z kolorytu fizjologiczne wyprowadź wnioski” (tamże).

Te fragmenty Konturu często traktowano jako podstawę do wskazania angielskich powieściopisarek i angielskiej powieści-sagi jako wzoru podsuniętego do naśladowania. Nie jest to wniosek właściwy. Pisarka odrzuca powieść, jeśli rozumieć przez to określenie utwór fikcyjny. Dyskontowanie faktów biograficznych, potwierdzonych zdarzeń, twardego konkretu (obraz, konterfekt, wspomnienie, dokumenty, opowieści rodzinne i zapiski) stanowi warunek sine qua non nowej drogi narracyjnej.

Farmakon Klementyny Hoffmanowej. Wprowadzenie do ósmego tomu Dzieł Klementyny z Tańskich Hoffmanowej nie odnosiło się wyłącznie do literatury, ale stanowiło dowód umiejętności krytycznych Żmichowskiej. Z ironicznym impetem pisarka wykazała mierność życia literackiego lat międzypowstaniowych, pobłażliwość dla prawdziwych lub pozornych autorytetów, dwuznaczność pedagogicznego programu Hoffmanowej – zacnego, dobrze ocenianego przez społeczeństwo, a jednocześnie anachronicznego, wychowującego bierne uczestniczki życia zbiorowego. Program ten stał się farmakonem: leczył i truł zarazem; zapełnił pustą przestrzeń polskiej pedagogiki, ułatwiał rodzicom sformułowanie prostych i powszechnie akceptowanych wzorów wychowawczych, a zarazem oddalał od życia. Autorytet Hoffmanowej sprawiał, że jego krytyka nie była możliwa. „Słyszeliśmy głosy niezadowolenia, lecz te zwykle poprzestawały na wypowiedzeniu osobistego przekonania w dysputach lub pogadankach bawialnego pokoju. Każde jawne, drukowane słowo było zawsze słowem pochwały, czci i uznania, szczególnie też ze strony kobiet” (Słowo przedwstępne do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej). Wystąpienie Żmichowskiej, dla wielu niestosowne, bo podjęte w edycji prac zebranych, która ma z reguły odcień nobilitujący autora, przerwało milczenie.

Literatura w listach. Listy stanowią rezerwuar wzmianek, nie znajdziemy tu rozbudowanych wypowiedzi krytycznoliterackich. Wzmianki nie są spójne, ich zakres i ton zmieniają się wraz z upływem czasu. We wczesnych latach 40. Żmichowska oburza się na Adama Mickiewicza, odnosząc się prawdopodobnie do plotek na temat jego prywatnych zachowań: „Mickiewicz, geniusz – a głupiec; zdolny do najszlachetniejszych czynów, a podły w każdej życia chwili” (list do E. Żmichowskiego, 1842), choć ma świadomość jego absolutnej dominacji duchowej nad społecznością emigracyjną. Przyznaje też, że potrafi czytać przede wszystkim poezję romantyczną: „[…] co przed Adamem, to zawsze lekcja literatury; co po Zygmuncie, to zawsze przysmaczek jednorazowy” (list do M. Rostworowskiej, 1854). Z czasem pisarka dowartościuje zarówno Zygmunta Krasińskiego, którego uzna za dziedzica poezji Mickiewiczowskiej (list do T. Dębskiej, 1852), jak i – w pewnej mierze – Juliusza Słowackiego, którego niespójność, le dècousu francuskie, czyli szarpanina, przestaje ją razić (list do H. Wohla, 1869). W upodobaniu do romantyzmu, zwłaszcza polskiego, pojawiają się luki i uzupełnienia: Żmichowska pisze, że coraz chętniej czyta dawne dzieła – od Myszeidy Ignacego Krasickiego po Manfreda George’a Gordona Byrona (list do M. Natansonowej-Godebskiej, 1870), a także autorów starożytnych (Tacyt, Ksenofont, Ojcowie Kościoła): „Sama nie wiem dlaczego, ale mi jakoś lżej się oddycha w owym zamarłym starożytnym świecie” (list do M. Rostworowskiej, 1854).

Zwrot ku odległej przeszłości wynika z przemiany duchowej, jaka dokonuje się w latach odosobnienia, oraz z krytycznej oceny bieżącej twórczości literackiej: spośród autorów współczesnych Żmichowska chwali zjawiska anachroniczne, wiersz w dramatach historycznych Józefa Szujskiego i epikę Deotymy (list do M. Natansonowej-Godebskiej, 1870). W gatunkach prozatorskich nie widzi wielkich talentów, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Walerię Marrené uważa za pisarzy zbytnio rozgadanych (list do I. Zbiegniewskiej, 1871), zbyt podległych stereotypom. Docenia natomiast publicystykę Kraszewskiego, a przede wszystkim jego Program Polski 1872. Myśli o zadaniu narodowym (list do E. Markiewiczowej, 1872). Można się temu nie dziwić: poezja odgrywa coraz mniejszą rolę w świecie literackim i społecznym, powieść nie podąża natomiast tym tropem, który wyznaczyła jej pisarka.

Poza tradycją, poza kanonem. Refleksję teoretyczną i krytycznoliteracką Żmichowska uprawiała w sposób nietypowy zarówno dla tego rodzaju twórczości, jak i dla epoki. Poza recenzją, przypomnijmy – wystylizowaną na list – oraz przedmową, która łamała reguły laudacji, wypowiedzi krytyczne miały charakter półprywatny, nieciągły, dialogowy; należały raczej do sfery mowy (Kontur ogólny w edycji Boya jest także fragmentem bezpośredniej wypowiedzi skierowanej do Wandy) niż pisma. Stanowiły fragment faktycznej lub zainscenizowanej rozmowy z interlokutorem, a właściwie interlokutorką, którą w przypadku notatki o autobiografii i Konturu możemy konkretnie wskazać, a w przypadku autokomentarza do Książki pamiątek umieścić w gronie przyjaciół autorki. Tak Żmichowska uwiarygodniała to, o czym pisała.

Jej wypowiedzi nie stanowiły abstrakcyjnej teorii, zostały osadzone w ramie dialogowej, faktycznej relacji biograficznej; ulegały osłabieniu autorytarność słowa, jego podejrzany uniwersalizm, roszczeniowość, uzurpatorska siła, w którą pisarka przestała wierzyć. Po doświadczeniach konspiracyjnych i więziennych zbliżenie obu sfer – codziennej i odświętnej, przeżytej i deklaratywnej – Żmichowska uważała za konieczne. Nowa formuła powieści, akcentująca odwołania do biografii, powściągnięte jednak doświadczeniami innymi niż nasze własne, lub oparta na dokumentarnych formach pamięci, wydawała się ratować nie tylko kostniejącą powieść, ale i zachwiane poczucie rzeczywistości.

Ważne jest też upodmiotowienie kobiet: oba typy „nowej” powieści mają stanowić ich dzieło; kobiece doświadczenia, domowe, rodzinne, dotąd marginalizowane, a teraz odpowiedzialnie wyważone i udokumentowane, mają stanowić materiał narracyjny i podstawę myślenia o rzeczywistości społecznej.

Istotna okazuje się również ironia jako dominująca w wypowiedziach krytycznych jakość estetyczna. Nie ma wiele wspólnego z ironią romantyczną czy sokratejską; podmiot przyjmuje rolę słabo eksponowaną, jest pełen wątpliwości i niewiary, podmiot „naiwny” nie gwarantuje – inaczej niż w dialogach Sokratesa – dotarcia do prawdy. Ironia Żmichowskiej jest ironią nowoczesną, bliską tej Norwidowskiej: słaby podmiot dokonuje równoczesnej akceptacji i negacji świata. Demistyfikuje wzniosłe ideały, a jednocześnie ich nie odrzuca: „[…] niech wiszą nad tobą i leżą przy tobie zawsze, jako łokieć w sklepie kupca bławatnego, jako kamień probierczy w pracowni złotnika” (Autobiografia zastanawiającej się nad sobą kobiety), zarysowując tym samym nowe pole dla aktywności czytelnika.</document>
<document nplp_id="13857" title="Callier Aleksandra" slug="callier-aleksandra">Publicystka, tłumaczka. Kryptonim: A.C.

Informacje biograficzne. Aleksandra Cecylia Grodnicka urodziła się 20 II 1848 w Augustowie w rodzinie szlacheckiej jako córka Józefa Grodnickiego, lekarza miasta Augustowa, i Marianny z Janowskich (w kartach meldunkowych podawała 1854 r. jako datę urodzenia). Wychowała się w klasztorze Urszulanek w Poznaniu. W 1870 r. wyszła za mąż za historyka, publicystę, powstańca styczniowego, potomka rodziny hugenockiej Edmunda Calliera (1833–1893). Małżeństwo miało czworo dzieci: Zuzannę Helenę (ur. 1876, zam. Bachtienko), Kazimierza (1880–1881), Henriettę/ Henrykę (ur. 1881), Bronisława (1882–1925). Według przekazów rodzinnych Edmund Callier uznał tylko syna Kazimierza. Wraz z mężem wydawała założony przez niego w grudniu 1870 r. liberalny „Tygodnik Wielkopolski”; państwu Callierom zadedykował Toast na cześć Wielkopolski Kornel Ujejski („Tygodnik Wielkopolski” 1871, nr 5). Współpracowała też ze Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego (1881), a także z „Kurierem Lwowskim” (od 1883 r.). Była uważana za jedną z pierwszych polskich zawodowych dziennikarek („Ilustrowany Kurier Codzienny” 1923, nr 204). Tłumaczyła literaturę węgierską, m.in. powieści Móra Jókaia, do których przełożenia namówił ją KarlMa-ria Kertbeny, a poza tym literaturę angielską, francuską, niemiecką (H. Sudermann), duńską (K. Michaëlis, Niebezpieczny wiek), norweską (H. Ibsen), włoską (G. D’Annunzio) i rosyjską (I. Turgieniew), często za pośrednictwem języka francuskiego. Wszystko wskazuje, że z Callierem była w długoletniej separacji, a następnie wzięła rozwód. Na pewien czas osiadła w Dublanach, poślubiwszy zoologa, byłego powstańca styczniowego, prof. Zygmunta Kahanego (ur. 1846), który w maju 1889 r. popełnił samobójstwo. „Z listu pozostawionego przez śp. Zygmunta do żony wynika, że powodem samobójstwa były długoletnie cierpienia” – pisały gazety (Kronika, „Gazeta Lwowska” 1889, nr 120). Współpracowała m.in. z „Przeglądem Tygodniowym” (1898). Zasilała swoim piórem od początku jego istnienia „Kurier Codzienny Ilustrowany” (1910–1921). W 1921 r. zamieszkała u syna w Borysławiu. Latem 1923 r. przebywała u córki Henryki (1o voto Dąbkowskiej, 2o voto Wielowieyskiej) w Tczewie. Tam 4 VIII 1923 zmarła na zawał serca.

Działalność krytycznoliteracka. Aleksandra Callier była jedną z wielu cichych bohaterek historii polskiej krytyki. Jej działalność przekładową, zapewniającą określone dochody, istotne w sytuacji kobiety prowadzącej samodzielne życie, można – podobnie jak w przypadku Walerii Marrené – traktować jako w pewien sposób zastępczą wobec „męskiej” dziedziny krytyki. Jej artykuły ukazywały się anonimowo, zdarzało się, że pod nazwiskiem męża – wspomina o tym w liście do Jana Nepomucena Janowskiego, któremu przedstawia się „jako ongi korespondentka Pańska z »Tygodnika Wielkopolskiego«, a potem niejednokrotnie za mego męża pisząca do Szanownego Pana z Poznania” (rkps BJ 4281 III). W PSB (t. 3) została wymieniona tylko w biogramie Edmunda Calliera. Jerzy Stempowski wspomina jej znakomite przekłady Jókaia, próbując odgadnąć, kim była tłumaczka: „To chyba, ze względu na rzadkość nazwiska, była żona krakowskiego Francuza” (Dziesięć listów do Anny Kowalskiej, „Zeszyty Literackie” 2000, nr 1). Taki los spotyka wiele zapomnianych dziś tłumaczek, które jednak miały odwagę, by upominać się o docenienie swojej pracy.

W 1879 r. Aleksandra Callier weszła w polemikę z Teodorem Tomaszem Jeżem w sprawie tłumaczeń z literatur obcych. Nawiązując do opinii tego pisarza o nadmiarze tłumaczeń prozy powieściowej na język polski, zauważyła: „[...] wina nie leży ani w tych, co tłumaczą, ani w tych, co zmuszeni są swe pisma, może częstokroć wbrew przekonaniu, dopełniać tłumaczonymi powieściami” (Odpowiedź, „Nowiny” 1879, nr 31). Publicystka trafnie stwierdziła, że na rynku czytelników istnieje ogromne zapotrzebowanie na ten gatunek, a braku tego nie wypełnia oryginalna twórczość rodzima i nie zmieni tego faktu niczyje „pobożne życzenie”. Pytaniem retorycznym odniosła się także do ogólnej uwagi Jeża, że tłumacze nie wybierają do przekładu arcydzieł: „Czyliż arcydzieła są tak częste, by mogły wypełnić cały ten dział ogromny, który w pismach naszych zajęła dziś powieść tłumaczona?” (tamże). Odpowiedziała też wprost na zarzut skierowany pod własnym adresem, że przyswoiła polszczyźnie Złotego człowieka Jókaia, niezasługującego zdaniem Jeża na ten zaszczyt, choćby z powodu „wodnistego” języka. Zachowując wszystkie normy dobrego wychowania, tłumaczka kpi z tego określenia, pozostawiając ocenę języka węgierskiego pisarza „bezinteresownej krytyce” (tamże). Aleksandra Callier jest także autorką obszerniejszego artykułu dotyczącego trzech pisarzy literatury węgierskiej (Jókaj, Petőfi i Kertbeny. Szkic z literatury węgierskiej, „Tygodnik Ilustrowany” 1885, nr 134–138). Na marginesie rozważań zgłosiła uwagę, którą można by z powodzeniem odnieść do kontekstu polskiego, że naród węgierski, tak bardzo rozpolitykowany, nie umie odróżniać roli poetów od roli dziennikarzy, przez co nieraz nie docenia swoich twórców (tamże, nr 136). Kertbeny został wspomniany jako skromny publicysta, który „dobrowolnie w cień się cofał, by tym więcej promieni światła skupić na przedstawionych światu postaciach” (tamże, nr 138). Być może była to też dewiza autorki tego szkicu.</document>
<document nplp_id="13858" title="Żeromski Stefan" slug="zeromski-stefan">Pisarz, publicysta, działacz społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: Iksmoreż; Józef Katerla; M.E.; Maur. Eż.; Maurycy Zych; Ma-z; M. Zych; Stefan Omżerski; Stefan Ż.; S.Ż.; St.Ż.; Zet.

Informacje biograficzne. Urodził się 14 X 1864 w Strawczynie w Kieleckiem w deklasującej się rodzinie szlacheckiej. Najważniejszym i najdotkliwszym doświadczeniem jego młodości były bieda i osamotnienie. Matka Józefa z Katerlów zmarła (na gruźlicę), gdy miał 15 lat, ojciec Wincenty Żeromski h. Jelita utrzymywał rodzinę z dzierżawy folwarków szlacheckich, zmarł, gdy Stefan miał 19 lat. Przyszły pisarz i jego dwie siostry zostali na świecie bez środków do życia i dachu nad głową. Wtedy Żeromski zaczął utrzymywać się z korepetycji. W 1879 r. zetknął się z Antonim Augustem Bemem, który przez kilkanaście lat był nauczycielem języka polskiego w kieleckim gimnazjum i rozbudził w nim zainteresowanie literaturą. Również pod wpływem zachęt Bema od lata 1882 r. do marca lub kwietnia 1892 r. prowadził dziennik, w którym pisał o swoich zajęciach, myślach i uczuciach, także o przeczytanych książkach, pisanych przez siebie utworach, planach i nadziejach na zaistnienie w literaturze. Kiedy w 1886 r. nie zdał egzaminu maturalnego, zrezygnował z możliwości powtarzania w kieleckim gimnazjum klasy ósmej i ponownego przystępowania do matury za rok. Zapisał się na studia weterynaryjne w Warszawie (tutaj wystarczyło ukończenie sześciu klas), by nadal utrzymywać się z korepetycji, prowadzić w Warszawie studenckie życie i czytać, pisać nowe utwory. Wyjeżdżał z Warszawy na wieś, czasem do kuzynów utrzymujących się z dzierżawienia szlacheckich folwarków, częściej do dworów, gdzie był zatrudniany w charakterze nauczyciela domowego. Wśród tych wyjazdów szczególne znaczenie miał pobyt od września 1890 r. do jesieni 1891 r. u inż. Michała Gorskiego w Nałęczowie, który zamykał okres poszukiwania miejsca w życiu.

W l. 1890–1891 zadebiutował w warszawskim tygodniku „Głos” – równocześnie jako nowelista, dziennikarz i krytyk. W styczniu 1892 r. wyjechał na pół roku do Krakowa, gdzie mógł po raz pierwszy w życiu pisać i publikować bez oglądania się na rosyjską cenzurę. Odbył kilkunastodniową podróż do Szwajcarii, po powrocie do Krakowa wyjechał na kilka dni do Lwowa, potem na ponad półtora miesiąca do Zakopanego, gdzie zaprzyjaźnił ze Stanisławem Witkiewiczem. Nawiązał także współpracę z redakcją krakowskiego dziennika „Nowa Reforma”, gdzie opublikował dwa „niecenzuralne” w Królestwie obrazki o prześladowaniu unitów w zaborze rosyjskim oraz artykuł krytycznoliteracki o powieści Nikołaja Pokrowskiego Blednow, który zapoczątkował całą serię jego pism o literaturze rosyjskiej. Po powrocie do Nałęczowa, we wrześniu 1892 r., poślubił Oktawię z Radziwiłłowiczów Rodkiewiczową (1862–1928), o dwa lata starszą od siebie wdowę, z którą miał syna Adama (1899–1918).

W poł. października 1892 r. wyjechał z rodziną na cztery lata do Rapperswilu – do pracy w bibliotece Muzeum Narodowego Polskiego. Sprawował opiekę nad autografami Adama Mickiewicza, Seweryna Goszczyńskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego i innych twórców. Wznowił też współpracę z krakowską „Nową Reformą”, nawiązał – z „Przeglądem Poznańskim” i z wydawanym we Lwowie dwutygodnikiem „Słowo Polskie”; drukował tam pod pseudonimem Maurycy Zych utwory, które nigdy nie mogłyby ukazać się w zaborze rosyjskim. Przed powrotem do kraju w 1896 r. przygotował do druku dwa tomy swoich utworów nowelistycznych. Latem 1895 r. wydał w Warszawie podpisany nazwiskiem tom Opowiadania; wkrótce potem, jesienią 1895 r. (choć z datą 1896 na okładce), w Krakowie tom Rozdzióbią nas kruki, wrony podpisany pseudonimem Maurycy Zych i zawierający opowiadania w zaborze rosyjskim niecenzuralne.

W latach po powrocie ze Szwajcarii napisał powieści, które przyniosły mu popularność, pieniądze, sławę i zapewniły trwałe miejsce w historii (Syzyfowe prace, Ludzie bezdomni, Popioły, Dzieje grzechu, Uroda życia, Wierna rzeka, dramat Róża). Nagonka krytycznoliteracka na autora po ukazaniu się Dziejów grzechu (1908) przepełniła czarę goryczy. W liście do Stanisława Witkiewicza z 7 III 1910 Żeromski napisał, że krytyki literackiej w Polsce nie ma, że ludzie, którzy rządzili się zasadami uczciwości dziennikarskiej, wymarli albo umilkli, młodzi krytycy siedzą zaś po różnych zaułkach partyjnych i odzierają ze skóry przeciwników politycznych. W podobnym duchu 8 II 1913 wyznawał w liście do Artura Górskiego, że zamierza napisać artykuł pt. Niewola sztuki w Polsce, co zrealizował dopiero latem 1916 r. Jesienią 1908 r. został aresztowany w Warszawie (wśród wielu innych działaczy oświatowych), a gdy gazety zaczęły upominać się o jego zwolnienie, wyszedł na wolność, jednak z nakazem natychmiastowego i bezterminowego opuszczenia granic państwa rosyjskiego, zamieszkał więc w Galicji (w Krakowie, potem w Zakopanem), a w listopadzie 1909 r. z żoną i synem wyjechał na trzy lata do Paryża. Ponadto ok. 1907 r. nawiązał ciągnący się – z przerwami – przez kilka lat romans z młodą malarką Anną Zawadzką (1888–1893), z którą miał córkę Monikę (ur. 1913 r. we Florencji). Od tego czasu starał się dzielić czas, uczucia, pieniądze między dwie rodziny; gdy po wybuchu wojny światowej z obiema rodzinami znalazł się w Zakopanem, pragnął równo i sprawiedliwie zajmować się obiema. Dopiero po śmierci w lipcu 1918 r. syna, przez lata walczącego z gruźlicą, zamieszkał już tylko z Moniką i Anną, której jednak nigdy nie poślubił.

W l. 1918–1919, gdy rodziła się niepodległość, zaktywizował się jako działacz społeczny i publicysta. Napisał wówczas trzy broszury, w których przedstawił swoje pomysły i propozycje, jak powinny zostać urządzone niektóre obszary naszego życia zbiorowego: Projekt Akademii Literatury Polskiej (1918), Początek świata pracy (1918), Organizacja inteligencji zawodowej (1919). Jesienią 1919 r. wyjechał z Zakopanego do Warszawy, w roku następnym zamieszkał w Konstancinie; powrócił do twórczości literackiej, zaktywizował się też na nowo w roli krytyka, a raczej publicysty wypowiadającego się na temat zjawisk i utworów literackich. Wydał książkę Snobizm i postęp, w której stawiał pytania o kierunek rozwoju literatury w niepodległej Polsce. Napisał przedmowy do opublikowanych w Szwecji Popiołów i Wiernej rzeki, trzy obszerne artykuły poświęcił życiu i twórczości Josepha Conrada-Korzeniowskiego, przypominał projekt utworzenia Akademii Literatury Polskiej. W 1920 r. został prezesem nowo utworzonego Związku Zawodowego Literatów Polskich, w 1924 r. założył Polski PEN-Club. W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym (luty 1925 r.) to jego ostatni artykuł poświęcony literaturze. Polemika z mieszkającym w Polsce pisarzem rosyjskim stała się dla niego okazją, by wyłożyć powody, dla których napisał Przedwiośnie, i wyjawić, jak rozumie jego sens. Pisarz zmarł 20 XI 1925 w Warszawie w mieszkaniu na Zamku Królewskim.

Między publicystyką a krytyką. Żeromski był przez większą część życia publicystą, a po części także krytykiem literackim, choć raczej incydentalnie. Nie był stałym współpracownikiem żadnego z czasopism, nie prowadził systematycznej obserwacji polskiego życia literackiego; o sprawach literatury i o konkretnych twórcach czy dziełach pisał z własnej inicjatywy, zazwyczaj wówczas, gdy uznawał, że jakiś ważny interes społeczny tego wymaga. Jego aktywność „krytyczna” przejawiała się na różne sposoby: udzielał wywiadów, wypowiadał się w ankietach, pisał artykuły, czasem wspomnienia o zmarłych kolegach-pisarzach (m.in. o S. Wyspiańskim, Na broń…, „Placówka” 1919, nr 22–23), przedmowy do książek swoich i cudzych, wdawał się w polemiki, drukował odezwy i listy otwarte. W jego dorobku krytycznoliterackim dominują teksty ulotne, nierzadko o charakterze interwencyjnym, a jednak odbierane z uwagą i często wywołujące żywą reakcję, chętnie komentowane w prasie. Podejmował również różne działania propagandowe i organizacyjne. W 1908 r. wywołał dyskusję w prasie na temat oszustw wydawców na szkodę autorów, w 1911 r. wdał się w samotną walkę o zreformowanie Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu, w 1918 r. wystąpił publicznie z projektem utworzenia Akademii Literatury Polskiej. W pismach odnoszących się do spraw literatury mówił o wielu twórcach, licznych utworach, problemach, ale wszystkie one koncentrują się wokół jednej kwestii: jaką rolę w polskim życiu zbiorowym winna odgrywać – i jaką odgrywa – literatura. Pod piórem Żeromskiego te pytania nie mają charakteru tylko teoretycznego. Jego wypowiedzi na temat roli literatury w życiu polskim stają się także – w sposób zapewne niezamierzony, lecz ważny – autokomentarzem do własnej twórczości. Pisma te pozostawały w cieniu jego twórczości literackiej i – w większości – nie weszły do obiegu naukowego. Spośród kilkudziesięciu wypowiedzi tylko cztery ukazały się w druku jako publikacje samoistne lub części składowe tomików czy tomów jego utworów (O przyszłość Rapperswilu, 1911; przedruk artykułu Literatura a życie polskie w tomie Sen o szpadzie i sen o chlebie, 1916; broszura Projekt Akademii Literatury Polskiej, 1918; książka Snobizm i postęp). Dopiero po śmierci Żeromskiego Wacław Borowy zebrał wszystkie jego utwory opublikowane wcześniej w prasie, „wydaniami książkowymi dotychczas nieobjęte”, i wydrukował je w tomie Elegie i inne pisma literackie i społeczne (1928). Pierwsze pełne wydanie publicystyki Żeromskiego ukazało się w ramach Pism zebranych dopiero w latach 2015–2017.

Opinie o pisarzach rosyjskich. Opublikowana jesienią 1891 r. w Warszawie powieść Pokrowskiego Blednow wywołała zainteresowanie w Galicji i Wielkopolsce. Redakcja krakowskiej „Nowej Reformy” w lutym 1892 r. zamówiła u Żeromskiego nie recenzję, lecz obszerne omówienie tej powieści. Żeromski przedstawił jednak także swoją opinię na temat stosunku wielkich pisarzy rosyjskich do rozbiorów i do krzywd, jakich w zaborze rosyjskim każdego dnia doznaje społeczeństwo polskie. „Ci nawet – napisał – spomiędzy beletrystów rosyjskich, którzy szlachetnie walczą pod hasłem sprawiedliwości społecznej i humanizmu, nie zdradzają […] współczucia i sympatii względem idei podtrzymujących oddech narodu polskiego. […] Genialny melancholik północy, Iwan Turgieniew […], pisał broszury popierające system wynaradawiania w Królestwie. […] Dostojewski […] nienawidził Polaków nie gorzej od Katkowa i wyszydzał wady tych nawet, którzy ginęli w kopalniach sybirskich. […] Inni, młodsi, jak Gleb Uspienski, Wsiewołod Garszyn, Macztet, Korolenko itd., jeśli nie utrzymują się w tonie Dostojewskiego, to milczą. Nie lepiej traktuje sprawę naszą wolny od cenzury – poza granicami caratu istniejący odłam piśmiennictwa rosyjskiego” (Sędzia – „obrusitiel”.

„Blednow”. Powieść. Napisał N. Pokorowski, „Nowa Reforma” 1892, nr 83–88). Poproszony w 1908 r. przez redaktora dziennika „Russkije Wiedomosti” o wypowiedź na temat twórczości Lwa Tołstoja w 80. rocznicę jego urodzin, Żeromski przygotował taką wypowiedź, nie została jednak wydrukowana, a tekst zachował się tylko w wersji brulionowej. Zanim oddał on hołd pisarstwu jubilata, napisał: „Niezmierzony jest rozmiar krzywdy, którą zadał naród rosyjski narodowi polskiemu. Nie krew wylana na polach bitwy, nie tłumy zadręczone w katorgach są tej krzywdy wyrazem, lecz najokrutniejszą jej miarą jest zduszenie polskiej siły życia przez rosyjską przemoc. […] Literatura rosyjska […] nie westchnęła nigdy nad drzewem naszego żywota, nie zasmuciła się nigdy obrazem naszego nieszczęścia” (wyd. Pisma zebrane, t. 25). Dopiero potem napisał kilka zdań o wielkości pisarstwa Tołstoja. W innych wypowiedziach o literaturze rosyjskiej oceniał ją z reguły w kontekście stosunku poszczególnych twórców do zniewolenia Polski; stąd zapewne brał się jego niechętny stosunek do pisarzy tworzących w XIX w. i początkach XX w. oraz pozbawiony takiej niechęci – do pokolenia poetów młodych wkraczających do literatury po 1918 r. W Snobizmie i postępie obszernie, ze znawstwem i z sympatią pisał o młodej rosyjskiej poezji, m.in. o futuryście Władimirze Majakowskim, o czołowym przedstawicielu imażynistów Siergieju Jesieninie. Gdy jednak przywoływał tam pamięć o Dostojewskim, nazwał go wprawdzie „nieomylnym wizjonerem duszy ludzkiej”, ale zaraz dodawał, że był on ojcem duchowym nacjonalistycznej rosyjskiej reakcji. W artykule Literatura a życie polskie z wdzięcznością wymieniał nazwisko Konstantina Balmonta, który tłumaczył na język rosyjski wiersze i dramaty Juliusza Słowackiego, gdy w 1925 r. pisał o „swawolnych” wierszach Aleksandra Puszkina, przypomniał, że poeta rosyjski, „opuściwszy sferę duchową dekabrystów”, został przywrócony „do sowicie opłacającej się łaski carskiej”.

Wobec polskich romantyków. Od czasów gimnazjalnych twórczość Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego Żeromski otaczał czcią; ich nazwiska wielokrotnie pojawiają się w dzienniku; o ich poezji wypowiadał się też jako publicysta w artykułach drukowanych w 100. rocznicę urodzin każdego z nich. W związku z wydaniem Katalogu zbiorów Mickiewiczowskich sporządzonego przez niego w l. 1895–1896 w Rapperswilu napisał wstęp, w którym mógł publicznie (choć anonimowo) wyrazić opinię, w jaki sposób utwory Poety żyją w świadomości Polaków kilkadziesiąt lat po jego śmierci. „Adam Mickiewicz – stwierdzał – był rewolucjonistą w sprawach politycznych, rewolucjonistą i reformatorem w krainie poezji, rewolucjonistą w religii i rewolucjonistą w dziedzinie nauki o społeczeństwie. Toteż nie mogąc usunąć z widnokręgu jego osoby, rozmaite koterie […] starają się zatuszować pewne cechy twórczości, wymazać z życiorysu rozmaite uczynki poety. […] Dziś, gdy jesteśmy rozdarci, zatruci jadem moskwicyzmu, łączy nas przecie wszystkich i pomimo wszystko jego słowo” (Wstęp, w: Katalog zbiorów Mickiewiczowskich znajdujących się w Muzeum Narodowym w Rapperswilu, 1898).

W 1909 r. uczestniczył w pracach ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego, który wiosną 1909 r. podjął uchwałę o przewiezieniu prochów Słowackiego z paryskiego cmentarza do kraju i złożenie ich w podziemiach katedry wawelskiej. Kiedy zaś okazało się, że sprawujący nadzór nad katedrą wawelską bp Jan Puzyna nie zgodził się na złożenie tutaj prochów autora Kordiana, Żeromski w początkach 1910 r. podniósł publicznie gniewny protest – List otwarty w sprawie sprowadzenia zwłok Juliusza Słowackiego, w którym przedstawił alternatywny projekt złożenia zwłok Słowackiego w specjalnie przygotowanym grobowcu w Tatrach. Napisał m.in.: „Proch głosiciela nieśmiertelnej woli narodu, miłości ojczyzny, apostoła idei ofiary – przyniesiony dziś na naszą ziemię może się stać cementem, który spoi rozszarpane dzielnice, złączy rozdarte zawsze warstwy i w przeciwne strony biegnące stronnictwa, tchnie w nas, przynajmniej na ten dzień, jedność i miłość – i ku wiecznemu celowi skieruje umęczone oczy żyjących” („Nowa Reforma” 1910, nr 227). Projekt tego Listu, z prośbą o podpisanie się pod nim, rozesłał do wielu pisarzy, badaczy literatury, artystów, działaczy społecznych – i uzyskał takich podpisów kilkadziesiąt.

Literatura a życie polskie. Żeromski 28 VIII 1915 wystąpił w Zakopanem z odczytem Literatura a życie społeczne, który następnie pod zmienionym tytułem Literatura a życie polskie wydrukował wiosną 1916 r. Jest to krytycznoliteracki utwór Żeromskiego, w którym najdobitniej wypowiedział się na temat dlań najważniejszy. Stwierdził, że od czasu rozbiorów literatura polska zrezygnowała ze swobody twórczej i przyjęła na siebie obowiązki, które w krajach wolnych wypełniają państwo i jego urzędy. Odtąd jej celem było i jest wypatrywanie i wyszukiwanie dróg do szczęścia dla ojczystego plemienia. „Abnegacja literatury polskiej – dodawał – z praw do swobody tworzenia, zarazem przymusowa i dobrowolna, uczyniła z niej w zamian za to wprost motor życia społecznego, a nawet gospodarczego. Literatura stała się cementem spajającym rozerwane części narodu. […] Gdyby za czasów porozbiorowego trwania naszego wymazać i usunąć to, co zdziałała poezja polska i nowoczesna twórczość literacka, nie bylibyśmy dziś żyjącą i świadomą siebie rzecząpospolitą, lecz strwożonym »stadem rozbitym przez wilki«” (Literatura a życie polskie. (Odczyt wygłoszony w Zakopanem), „Kurier Lwowski” 1916, nr 99–138 z przerw.). Dostrzegał zarazem fatalne skutki owej „abnegacji”: utwory pisarzy polskich obciążone są dydaktyzmem i wskutek tego nie narodziła się u nas współczesna powieść psychologiczna, „nie zostało w Polsce poruszone ani jedno z tych głębokich zagadnień, które dręczą dusze współczesnego człowieka” (tamże), dlatego na europejskim rynku wydawniczym nie ma literatury polskiej. Na pytanie, jaka będzie rola literatury w przyszłej wolnej Polsce, odpowiedzi nie udzielił. W końcowej części artykułu wyraził nadzieję, że gdy literatura zostanie uwolniona od pozaartystycznych obowiązków, „swoboda nada jej cechę i piękno sztuki samoistnej, indywidualnej, charakterystycznej, a więc narodowej” (tamże). Artykuł ten wywołał spore zainteresowanie i dyskusję; obszerne recenzje poświęcili mu m.in. Jan Lorentowicz w „Tygodniku Ilustrowanym”, Karol Irzykowski w „Nowej Reformie”, Ignacy Matuszewski w „Myśli Polskiej”. Tadeusz Pini i Stanisław Lam podjęli z Żeromskim polemikę w oddzielnych broszurach.

Projekt Akademii Literatury Polskiej. Opublikowana wiosną 1918 r. broszura Projekt Akademii Literatury Polskiej była również poświęcona roli literatury w życiu społecznym – teraz już w niepodległym państwie polskim. Żeromski przedstawił w niej projekt stworzenia organizacji pisarzy (z władzami wybieranymi przez pisarzy i spośród pisarzy), która polskim literatom stworzyłaby możność życia i tworzenia w lepszych warunkach materialnych, a także dała im większy wpływ na rozwój polskiej kultury. Przewidywał, że Akademia w pierwszej kolejności zajmie się: sprawą czystości języka polskiego przez wyrugowanie niepotrzebnych germanizmów, czechizmów i innych zapożyczeń oraz odświeżeniem i wzbogaceniem go sięgnięciem do gwar ludowych, dostarczeniem wartościowej literatury emancypującemu się kulturowo ludowi („budzącej się inteligencji ludowej”), poprawą warunków bytowych pisarzy i zapewnieniem im swobody twórczej. Żeromski dokonał też przeglądu dawnej i nowszej literatury angielskiej, francuskiej, włoskiej, rosyjskiej i innych literatur europejskich, by wskazać, jakie utwory należałoby wydać w polskim przekładzie. Z myślą o warunkach materialnego bytowania pisarzy upomniał się o stypendia dla twórców, także o wyemancypowanie twórczości literackiej spod władzy i dyktatury księgarzy, nakładców i spółek wydawniczych. Ten projekt nie wywołał żywszego zainteresowania ani w środowisku literackim, ani poza nim. W 1924 r. Żeromski nawiązał do niego w obszernym artykule O potrzebie akademii literatury polskiej. Niewygłoszone przemówienie na wieczorze literacko-artystycznym w dniu 22 czerwca br. („Wiadomości Literackie” 1924, nr 27). Przypomniał swoje postulaty, zwrócił uwagę, że sytuacja materialna pisarzy przez ostatnie sześć lat jeszcze się pogorszyła, zaproponował zmiany w prawie, by wydawcy publikujący dzieła pisarzy dawno zmarłych, wobec których wygasły już prawa autorskie, przekazywali część swoich zysków na fundusz, z którego mogliby korzystać pisarze żyjący i ich rodziny – i aby o wykorzystaniu tych pieniędzy decydowała nie wola urzędników, lecz organizacja pisarzy. Ale i to przypomnienie nie wywołało żywszej reakcji. Utworzona w 1933 r. Polska Akademia Literatury z inicjatywą Żeromskiego nie miała nic wspólnego.

Snobizm i postęp. W 1923 r. ukazała się najobszerniejsza i zapewne najambitniejsza publikacja krytycznoliteracka Żeromskiego – obszerna książka Snobizm i postęp łącząca w sobie cechy traktatu naukowego, opatrzonego kilkudziesięcioma przypisami, oraz emocjonalnego eseju publicystycznego. Przygotowaniem do książki były studia nad dziejami szkolnictwa uniwersyteckiego w Anglii, początkami piśmiennictwa na ziemiach polskich, historią Polski, historią języka polskiego i dziejami polskiej ortografii, historią sztuki. Jeszcze raz pisarz podjął temat roli literatury w wolnej Polsce, ujęty jednak inaczej niż w Projekcie Akademii Literatury Polskiej. Teraz podstawowym kryterium oceny zjawisk i utworów literackich stało się dla niego kryterium „postępu”, czyli istotnego nowatorstwa – w opozycji do nowatorstwa pozornego, tj. przenoszenia na grunt polski nowinek z obcych krajów, czyli „snobizmu”. Uznawał też, że „sztuka pisarska […] nie ma, nie może i nie powinna służyć jako środek do jakiegokolwiek celu okrom swego własnego”, zaraz jednak dodawał: „[…] z chwilą, gdy […] dzieło sztuki […] podane zostało do poznania i rozpowszechnienia […], staje się objawem, wytworem i czynnikiem społecznym” (tamże). Jego zdaniem autor ma niczym nieskrępowaną swobodę w wyborze i tematu, i formy swojego dzieła, z chwilą jednak, kiedy to dzieło zostanie opublikowane, staje się ono faktem społecznym i podlega ocenie, także w kategoriach społecznej przydatności. W takich właśnie kategoriach przedstawiał i oceniał przemiany dokonujące się w literaturach europejskich oraz w literaturze polskiej. Z sympatią i ze znawstwem pisał o nowych zjawiskach w poezji włoskiej, francuskiej i rosyjskiej, krytycznie oceniał natomiast futurystów polskich, zwłaszcza najgłośniejszego z nich, Brunona Jasieńskiego, którego uznał za miernego naśladowcę rosyjskich wzorów, a ponadto oskarżył go, że wyrządza krzywdę naszej narodowej kulturze, drukując swoje wiersze i manifesty w ortografii fonetycznej i demonstracyjnie odrzucając obowiązujące od wieków zasady ortografii polskiej. Całą twórczość Jasieńskiego potraktował jako przejaw krańcowego snobizmu, a nawet „kacapizmu”. Krytyczną ocenę rozciągał na niemal całe pokolenie młodych twórców polskiej awangardy; z niesmakiem pisał o ordynarnie zwalczających się grupach i czasopismach literackich, miał pretensję, że współczesna Polska, rozdzierana konfliktami społecznymi, zagrożona wybuchem rewolucji socjalnej, nie budzi już zainteresowania młodych twórców. Wiele oznak „snobizmu” znajdował także we współczesnym polskim teatrze. Znacznie mniej miał do powiedzenia i zaproponowania, gdy wypowiadał się na temat „postępu”, czyli przyszłości literatury. Ożywczym źródłem mogłaby jego zdaniem być kultura ludowa. Rozważaniom na ten temat poświęcił prawie połowę Snobizmu i postępu. Czy jednak było to patrzenie w przyszłość – czy w przeszłość?

Trzy razy o Conradzie. W l. 1922–1924 Żeromski pisał trzykrotnie o życiu i pisarstwie Josepha Conrada: w listopadzie 1922 r. – przedmowę do przygotowywanej pierwszej polskiej edycji Pism wybranych; w sierpniu 1924 r., na zamówienie redakcji „Wiadomości Literackich”, nekrolog po śmierci Conrada; w grudniu 1924 r., z własnej inicjatywy, artykuł Autor rodak („Dookoła Świata” 1925, nr 9). W pismach tych eksponował przede wszystkim polskość Conrada, za każdym razem trochę inaczej. W pierwszym, najobszerniejszym tekście informuje głównie o losach rodziców Conrada: o jego ojcu, Apollu Korzeniowskim, skazanym na zesłanie za organizowanie demonstracji patriotycznych, oraz o matce, Ewelinie z Bobrowskich, która z własnej woli wraz z czteroletnim synem-jedynakiem towarzyszyła mężowi w drodze na zesłanie. Dominują tu akcenty martyrologiczne. Żeromski pisze też o smutnej młodości Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego, o jego wielkiej przygodzie z morzem. Conrada przedstawia jako pisarza-marynistę; twierdzi, że jego utwory, przełożone na język polski, mogłyby stanowić istotne dopełnienie naszej literatury, do tej pory zdecydowanie „lądowej”. W nekrologu („Wiadomości Literackie” 1924, nr 33), informując o twórczości Conrada, twierdził, że „morze było marzeniem jego dzieciństwa i morze było treścią najistotniejszą jego epopei”, że był on „miłośnikiem i bardem okrętu”. Artykuł Autor rodak powstał po ukazaniu się w Paryżu datowanego na 1 XII 1924 specjalnego numeru miesięcznika „La Nouvelle Revue Française” wydanego „w hołdzie Conradowi” z artykułami 15 pisarzy europejskich. Żeromski zrewidował niektóre swoje wcześniejsze sądy. Napisał np.: „Twierdzono powszechnie, iż morze było żywiołem głównym twórczości Conrada, a on sam był »romansopisarzem morza«. […] Galsworthy stwierdza, iż ocean nie był wcale »bohaterem« Conrada, lecz był nim zawsze człowiek walczący z tym żywiołem zdradzieckim i okrutnym. […] Sądziliśmy wszyscy, iż Conrad jest epikiem przygód doznanych i przeżytych […]. Galsworthy stwierdza, iż Conrad wysnuł z nicości, stworzył w Nostromo nieznany kontynent na postawie krótkotrwałego pobytu w pewnym porcie Ameryki Środkowej”. Podobnych korekt jest więcej; lektura francuskiego miesięcznika miała z pewnością poważniejszy wpływ na stosunek Żeromskiego do pisarstwa Conrada.

Polemika z Arcybaszewem. Dwie ostatnie krytycznoliterackie wypowiedzi Żeromskiego powstały już po tym, gdy Snobizmem i postępem zamknął cykl swoich pism na temat roli literatury w życiu społecznym. Do publicystyki literackiej powrócił jakby wbrew własnej woli, został w to wciągnięty przez okoliczności zewnętrzne. Od grudnia 1924 r. przez niemal rok w prasie polskiej toczyły się spory i polemiki wokół Przedwiośnia. W gazetach endeckich i chadeckich atakowano Żeromskiego, zarzucano mu bezbożnictwo i demoralizujący wpływ na młodzież, znieważanie polskich kobiet i zniesławianie kapłanów, żądano pozbawienia go odznaczeń państwowych, zgłaszano w tej sprawie w sejmie interpelacje poselskie. U podstaw tej awantury leżał spór o sens ideowy powieści, o jej przesłanie polityczne. Na jednym jego biegunie głoszono opinie, że powieść zawiera pochwałę komunizmu i nawołuje do rewolucji socjalnej, na drugim – że potępia komunizm i przed nim ostrzega. Na tle takich swarów polemika z Michaiłem Arcybaszewem o jedno zdanie w tekście Przedwiośnia może wydawać się czymś mało ważnym, a może nawet niepoważnym, była jednak istotna, gdyż – odpowiadając Arcybaszewowi – Żeromski wypowiedział się w kilku kwestiach może nawet doniosłych. 23 II 1925 popularny wcześniej w Rosji pisarz Arcybaszow, zamieszkały od niedawna w Polsce, teraz „biały” emigrant po rewolucji bolszewickiej, w warszawskim rosyjskojęzycznym dzienniku „Za Swobodu” wydrukował List otwarty do p. Żeromskiego, w którym – zacytujmy jego tekst w polskim przekładzie – napisał m.in.: „Znam Pana z dawniejszych Pańskich utworów i uważam Pana za jednego z najlepszych pisarzy-artystów we współczesnej literaturze polskiej. Tym bardziej nieoczekiwana była dla mnie wiadomość, że w Pańskiej powieści znajduje się następujący passus: »Budował wraz z innymi skrytki w skalnych pieczarach, w labiryncie starych murów w celu przechowywania zakazanych książek, nieprzyzwoitych wierszy Puszkina i innych pornografów«. […] Przypuścić z Pańskiej strony najzupełniejszą nieznajomość literatury rosyjskiej – nie mogę. To mogło być napisane tylko przez skrajnego szowinistę, dla którego dawna Rosja tak jest nienawistna, że nawet Puszkin jest dla niego tylko pretekstem dla wypowiedzenia własnej nienawiści”. Żeromski odpowiedział natychmiast artykułem W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym („Echo Warszawskie” 1925, nr 56). Najpierw wypowiedział się na temat intencji, jakie przyświecały mu, gdy pisał powieść o Baryce, i co sądzi o trwającej wokół Przedwiośnia wrzawie: „Oświadczam krótko, iż nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji, czyli mordowania ludzi przez ludzi z racji rzeczy, dóbr i pieniędzy – we wszystkich swych pismach, a w Przedwiośniu najdobitniej, potępiałem rzezie i kaźnie bolszewickie. […] Koroną moich usiłowań stały się pochwalne artykuły w pismach moskiewskich, głoszące, iż przyłączyłem się do komunistów, po prostu i bez namysłu, jakbym się oto zapisał do cyklistów albo esperantystów. Nie, panowie władcy Moskwy i panowie sympatycy władców Moskwy. […] Tutaj w Polsce musimy wypracować […] idee, które by przewyższyły moskiewskie, które by dały naprawdę i w sposób mądry ziemię i dom bezrolnym i bezdomnym, które by wydźwignęły naszą świętą, wywalczoną ojczyznę na wyżynę świata, gdzie jest jej miejsce” (tamże). Dopiero odpowiedziawszy w taki sposób „innym”, Żeromski odniósł się do zarzutu Arcybaszewa. Przytoczywszy cytowany wyżej fragment jego Listu otwartego, także zdanie z tekstu Przedwiośnia o Baryce i Puszkinie – odpowiedział: „W pierwszej części powieści pt. Przedwiośnie opisuję młodość gimnazjalną mego bohatera, Cezarego Baryki, w dalekim mieście Baku. […] Przytaczam tedy jego rozmaite uczucia, poglądy, myśli, wyrażenia, sprawki i awantury, patrząc na świat i życie jego oczyma i przemawiając jego językiem. To jednak, co myśli, mówi i czyni Cezary Baryka, to nie są moje myśli istotne, choć ja je wymyśliłem i tej fikcyjnej figurze podsunąłem” (tamże). Wyznaje więc tutaj w istocie, że w tym fragmencie Przedwiośnia (jak zresztą na szeroką skalę w całej powieści) posługiwał się mową pozornie zależną, chociaż takiego pojęcia z pewnością nie znał, bo wtedy jeszcze nie istniało. Wobec tego nowatorstwa polska krytyka literacka początków XX w. była bezradna, tak jak Żeromski tutaj jest bezradny, gdy usiłuje wyjaśnić Arcybaszewowi usytuowanie postaci Baryki w strukturze Przedwiośnia. To wyjaśnienie nie przekonało Arcybaszewowa, wydrukował więc w piśmie „Za Swobodu” przekład odpowiedzi Żeromskiego i opatrzył go notatką podtrzymującą poprzednie pretensje. Kilka dni później Żeromski powtórnie zabrał głos w tej sprawie; w króciutkim artykule Jeszcze o swawolnych wierszach Puszkina („Echo Warszawskie” 1925, nr 63) powtórzył swoje stanowisko. Do polemiki tej – najniespodziewaniej – wmieszał się publicysta, tłumacz i krytyk literacki Leon Kozłowski, który w „Kurierze Porannym” (1925, nr 55, 68) wydrukował artykuł O Puszkinie. (List Arcybaszewa do Żeromskiego), a w nim orzekł, że epitet „pornograf” jest w odniesieniu do Puszkina „niespodziewany”, gdyż „powieści i poematy Puszkina można dać do rąk podlotkom bez obawy zgorszenia”. Żeromski odpowiedział i Kozłowskiemu. Wymienił obsceniczne i bluźniercze utwory Puszkina napisane przezeń nie tylko w młodości, w tym poemat Gawriliada, a w zakończeniu napisał: „Podlotkom poematów Puszkina bez wyboru dawać do rąk nie należy […]. Te to właśnie Gawriliady chwytał z biblioteki ojcowskiej mój »podlotek« Baryka, one to przesłoniły mu oczy na inne, wartościowe utwory Puszkina, a nawet niejedno może w jego czystej duszy splugawiły” (W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym, „Echo Warszawskie” 1925, nr 56).

Znaczenie publicystyki literackiej Żeromskiego. Nikt chyba z takim jak Żeromski żarem nie powiedział, jak ważną rolę odegrała literatura w naszym życiu zbiorowym w okresie zaborów. Miał rację zwłaszcza wtedy, kiedy twierdził, że w czasach, gdy byliśmy rozdrapani między trzy mocarstwa zaborcze, a ponadto jeszcze rozdzierani wewnętrznymi konfliktami – to właśnie literatura, chociaż przecież nie tylko ona, łączyła nas ze sobą w jeden podobnie czujący naród. Tę jej trudną do przecenienia rolę podkreślał przy różnych okazjach i na różne sposoby: gdy pisał o znaczeniu poezji Mickiewicza i Słowackiego, gdy twierdził, że gdyby nie polskie pisarstwo, bylibyśmy jak „stado rozbite przez wilki”, albo gdy u progu niepodległości, w początkach 1918 r., wychylając się już w przyszłość, w Projekcie Akademii Literatury Polskiej napisał, że literatura jest „zasobem duchowym narodu” i „pokarmem intelektualnym pokoleń”, a nawet „tytułem do bytu politycznego”, tj. do posiadania przez naród własnego państwa. Jeśli w jego czasie i przez kilkanaście następnych pokoleń literatura cieszyła się w Polsce tak wysokim szacunkiem, to zapewne jakiś w tym udział miała i publicystyka Żeromskiego. Był bezradny, gdy wypadało mu wypowiadać się na temat przyszłych dróg literatury polskiej. Usiłował coś na ten temat powiedzieć w artykule Literatura a życie polskie oraz w Snobizmie i postępie, ale dróg takich nie potrafił wskazać. Jego sposób odczuwania i myślenia – także o literaturze – kształtowały warunki narodowej niewoli. Przypomnijmy: w 1916 r. w artykule Literatura a życie polskie twierdził, że należałoby ograniczyć wpływ literatury i literatów na życie społeczne, ale dwa lata później, w broszurze Akademia Literatury Polskiej, postulował utworzenie organizacji grupującej pisarzy, której chciał oddać możliwość wpływu na wiele obszarów kultury narodowej. Pisarzy rosyjskich oceniał ciągle w kategoriach – może i zrozumiałych w okresie zaborów – ich stosunku do zniewolenia przez carat naszego narodu, ale po 1918 r. już anachronicznych. Josepha Conrada jeszcze w 1924 r. traktował jako polskiego twórcę piszącego po angielsku – i dopiero wspomnienie Johna Galsworthy’ego podpowiedziało mu, że nie ma racji. To przecież relikty myślenia o literaturze ukształtowanego w czasie niewoli, ale na wartość, przydatność, użyteczność publicystyki literackiej Żeromskiego można i trzeba spojrzeć z innej strony. Jego pisma krytycznoliterackie powstawały równolegle z powieściami i dramatami – i w wielu wypadkach stanowią jakby niezamierzony, bezwiedny autokomentarz do jego utworów. Twierdził np., że ceną, jaką polscy pisarze płacą za „abnegację z praw do swobody tworzenia”, czyli za wypełnianie „społecznej pańszczyzny”, jest utrata szans na zdobycie popularności poza Polską; jest nieobecność ich utworów na europejskim rynku wydawniczym; wiedział, że i on taką cenę zapłaci, lecz mimo to z wypełniania owej pańszczyzny nie rezygnował. Odpowiadając na notatki w moskiewskiej „Prawdzie”, składał więc wyraźną deklarację, jak rozumie sens tej powieści, ale także – jak pojmuje rolę i sens swojego pisarstwa. A wyjaśniając Arcybaszewowi, że w celu przedstawienia umysłowości, poglądów, uczuć i pragnień Cezarego Baryki „musiał niejako stanąć na stanowisku tego młokosa”, czyli popatrzeć na świat jego oczami – dał dowód, że współtworząc powieść młodopolską, odmienną od powieści Elizy Orzeszkowej czy Henryka Sienkiewicza, czynił to z pełną świadomością. Takie autokomentarze do jego utworów z pewnością zasługują na uwagę.</document>
<document nplp_id="13860" title="Żebrowski Jan" slug="zebrowski-jan">Publicysta, krytyk. Kryptonimy: J.Ż.; J.Z.

Pytania i kontrowersje. Imieniem i nazwiskiem Jan Żebrowski podpisywał się autor zamieszczający na łamach „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” listy do redakcji i recenzje, które nieregularnie ukazywały się od marca do czerwca 1810 r. Nie są znane żadne bliższe informacje dotyczące jego biografii, nie wymieniają go też współczesne kompendia bioi bibliograficzne. Prawdopodobna wydaje się hipoteza Jacka Lipińskiego, że jest to pseudonim. W swoich artykułach Żebrowski prezentuje się jako wieloletni mieszkaniec Warszawy – nawiązując polemicznie do jednej z recenzji, pisze: „Sądzę się jednak obowiązanym, jako dawniej zamieszkały w stolicy, niektóre autorowi […], który niedawno w niej (jak sam oświadcza) bawi, uczynić zastanowienia” („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1810, nr 35) – i jako osoba w dojrzałym wieku. Dowartościowuje przeszłość, używając formuły „za dawnych czasów…” i powołując się na swoje doświadczenia jako odbiorcy wystawianych w Warszawie sztuk, w których główne role grał np. Kazimierz Owsiński, oraz stawiając za wzór teatr Stanisława Augusta (np. tamże, nr 23, 35), kreuje się na człowieka nobliwego i znającego swoją wartość: „Powiedzmy sobie otwarcie prawdę: ani Recenzent, ani ja nie jesteśmy ptimetrami. Ptimetr, jestestwo próżne, z głową czczą, żółci by mieć nie powinno i choć czasem syknie, to tylko wtenczas, kiedy kto o powierzchowne jego zawadzi ozdoby, bo te są częścią istoty ptimetra” (tamże, nr 30). Krytyką zajmuje się okazjonalnie, jest jednak aktywny na innych polach. W polemikach z Wojciechem Pękalskim, recenzentem pisującym do „Gazety Korespondenta”, najpierw podkreśla, że „[n]ie można nikomu mieć za złe, że znalazłszy moment wolnego czasu, chce go poświęcić przyjemnej zabawie zastanawiania się nad teatrem” (tamże, nr 25), potem zaś namawia Pękalskiego, by nie rezygnował całkiem z obowiązków recenzenta i godził je – jak większość obywateli zajmujących się okazjonalnie krytyką teatralną – z zawodowymi zatrudnieniami (tamże, nr 30). Jest patriotą i zwolennikiem Napoleona. Kontestując premierę tragedii Gliński Franciszka Wężyka, stwierdza, że „lepiej by było wystawiać na scenę z historii narodowej czyny cnotliwe i bohaterskie niż zdrajców lub krzywoprzysiężców” (tamże, nr 21), sprzeciwia się też modzie na cudzoziemszczyznę, ale nie w duchu neosarmackim, lecz przywołując najnowsze wydarzenia z wojen napoleońskich jako przyczynek do dumy narodowej (tamże, nr 35), wreszcie – domaga się wykonywania muzyki ludowej w Teatrze Narodowym, także w antraktach przedstawień: „Przykre jest Polakowi zastanowienie się, że kiedy najsławniejsi autorowie w swych operach umieszczają teraz tańce polskie, orkiestr narodowy wstydzi się niejako tej krajowej, a tak harmonicznej muzyki” (tamże, nr 34).

Żebrowski przyznaje, że nie jest poetą (tamże, nr 21) ani pisarzem (tamże, nr 25). Z całą pewnością nie jest też, mimo okazjonalnego nawiązywania do muzyki, kompozytorem – jak sugeruje Lipiński, wskazując na Józefa Elsnera jako potencjalnego „Żebrowskiego”. Tezę tę podważył Kazimierz Ossowski, podkreślając, że Żebrowski był reprezentantem obozu klasyków, w związku z czym przeciwstawiał się dramie, którą z kolei popierał Elsner. Ten argument nie wydaje się jednak rozstrzygający. Żebrowski bowiem – choć niewątpliwie nie był zwolennikiem dramy – z rezygnacją przyjmował, że sztuki tego rodzaju będą wystawiane, bo taki jest duch czasu (tamże, nr 30). Przede wszystkim Elsner, który w swoich recenzjach zajmował się najczęściej realizacjami oper, nigdy nie stwierdziłby: „O operze Żony przemienione [M.A. Portogalla], nie będąc znawcą muzyki, to tylko powiedzieć mogę, że była z oklaskami przyjętą” (tamże, nr 35). Nb. recenzja, z której pochodzi ten cytat, dotyczy wieczoru teatralnego „na dochód Pana Elsner Dyrektora Orkiestry Narodowej” (tamże), a kompozytor napisał później Wariacje na temat arii z opery „Żony przemienione” (1810). Elsner skomponował też muzykę do libretta Ludwika Adama Dmuszewskiego Leszek Biały, czyli czarownica z Łysej Góry (1809), krytykowanego przez Żebrowskiego za nielogiczne wprowadzenie i wykreowanie postaci duchów (tamże, nr 30). Inny jest przede wszystkim styl uprawiania krytyki przez obu autorów. Żebrowski pisywał w zdecydowanie ostrzejszym tonie i bardziej literacko niż Elsner. Niewątpliwie bliżej mu do Hiacynta Suflerowicza, czyli recenzenta teatralnego, który pod tym pseudonimem wszczął w ówczesnej prasie głośną polemikę wokół wartości artystycznej Władysława pod Warną Juliana Ursyna Niemcewicza (tamże, nr 92). Na korzyść tej tezy (podtrzymywanej z różną mocą przez T. Kostkiewiczową) przemawia to, że zarówno Żebrowski, jak i Suflerowicz (pojawiający się na łamach „Gazety Korespondenta” niejako w zastępstwie Żebrowskiego, który dość raptownie milknie) reprezentują obóz klasyków, obaj dobrze czują się w żywiole polemiki, nie stronią od wyrazistego, ostrego formułowania sądów krytycznych. Proweniencję pseudonimu Hiacynt Suflerowicz można wiązać zaś z wymianą zdań między Żebrowskim a Pękalskim. Pękalski w reakcji na opinię Żebrowskiego, że „częstokroć lepiej ją [sztukę] sufler niż artyści oddaje, a przynajmniej co do wierszy, bo ich nie psuje” (tamże, nr 21), zarzucił adwersarzowi, że „anegdotę o suflerze wyjął z Kalendarzyka teatralnego właśnie przez tutejszego suflera wydanego” (tamże, nr 28). Żebrowski ripostował, że nie czytał owego Kalendarzyka, „chociaż jest dziełem suflera na tyle względów zasługującego” (tamże, nr 30). Rzecz jasna ta wymiana zdań mogła zainspirować zupełnie innego „suflerowicza”.

Hipotezę o Suflerowiczu jako masce Żebrowskiego podaje w wątpliwość Ossowski, wskazując, że Żebrowski nie miał wystarczających kompetencji, by samodzielnie i wnikliwie pisać o poezji, a jeśli mu się zdarzało, powielał sądy innych, np. Gottholda Ephraima Lessinga (co zarzucał mu Pękalski), stąd ostrożna teza badacza, że Suflerowiczem mógł być Adam Kazimierz Czartoryski. Nie próbując ostatecznie rozstrzygnąć tej kontrowersji, zauważmy, że rzeczywiście Żebrowski nie dokonywał tak szczegółowego „rozbioru” treści dzieła jak Suflerowicz w odniesieniu do Władysława pod Warną; skupiał się przede wszystkim na scenografii, grze aktorskiej i ogólnych spostrzeżeniach o charakterze metakrytycznym i obyczajowym. Trudno też sobie wyobrazić, żeby autor, który wytykał innym krytykom stawianie za wzór teatralnej sceny zachodnioeuropejskiej (tamże, nr 35), mógł jednocześnie napisać: „W krajach, gdzie kunszt dramatyczny jest już wydoskonalonym, Władysław pod Warną ledwie za mierną uchodziłby sztukę” (tamże, nr 92), a skrytykowawszy wcześniej Franciszka Wężyka za wprowadzanie na scenę narodową zdrajców i krzywoprzysięzców, nagle postanowił postawić go za wzór Niemcewiczowi (tamże). Nie da się jednak zaprzeczyć, że teorie głoszone przez Żebrowskiego nie zawsze pozostawały w zgodzie z jego praktyką recenzencką i że w grę mogły wchodzić również kamuflaż, mylenie tropów.

Przedmiot i poetyka wypowiedzi krytycznoteatralnych. Jan Żebrowski zadebiutował na łamach „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” w marcu 1810 r. listem do redakcji (nr 21) zamieszczonym pod krótką wzmianką na temat scenicznej realizacji tragedii Gliński Wężyka (określonej tu jako „pierwsza tragedia oryginalna, z dziejów ojczystych zrobiona”) oraz pod – sygnowanym inicjałami J.D. – panegirycznym wierszem Do Autora tragedii Glińskiego. Żebrowski, najdalszy od tonu pochwalnego, krytykuje najpierw recenzenta teatralnego „Gazety Korespondenta”, zarzucając mu w metaforycznym stylu ogólnikowość, powierzchowność i tendencyjność („ślizga się częstokroć tam, gdzie go widoczna chropowatość zastanawiać powinna, a zbyt gorliwie ostrzega o głębiach, których widoczna przepaść najnieprzezorniejszego wstrzymuje, a tym samym nie grozi niebezpieczeństwem”). Sztukę zbywa trzema zdaniami, chwaląc, że nie jest to tłumaczenie, lecz dzieło oryginalne, ganiąc jednakże za używanie pospolitych, „mniej właściwych wyrazów” (jakich – tutaj nie pisze) oraz wprowadzenie na scenę „zdrajcy” i „krzywoprzysięzcy” Glińskiego. Więcej uwagi poświęca scenografii (rażącym palmom, figowcom i przesiadującym na nich papugom) oraz „nieprzyzwoitym” kostiumom. Oto strój cara jawił się „jak suknia Arlekina”, córka Glińskiego zaprezentowała się w gorszącym, „wykwintnym francuskim negliżu”, Trepka zaś „w angielskich, woskowanych, eleganckich, połyskujących się butach, spodniach opiętych, włosach z niechcenia utrefionych i w wołoszce” nie przypominał Polaka żyjącego w XVI w. Następnie krytyk zaczepia publiczność, która niepotrzebnie narzeka, że bilety do teatru są drogie, aktorów, których przewyższa sufler, bo bez pomyłek wygłasza tekst, by zakończyć brakiem entuzjazmu mocno kontrastującym z poprzedzającymi jego list uwagami redakcji i pochwalnym wierszem: „Grana była ta tragedia jak zwykle większa część sztuk na teatrze. Proszę przyjąć wyraz upoważnienia” (tamże). List ten sprowokował recenzenta „Gazety Korespondenta” (W. Pękalskiego) do odpowiedzi, w której wytknął Żebrowskiemu enigmatyczność zarzutów (tamże, nr 23). Ripostę Żebrowskiego (tamże, nr 25) można uznać za wypowiedź programową, dotyczącą istoty i sposobu uprawiania krytyki teatralnej, która w jego ujęciu powinna pełnić przede wszystkim funkcję dydaktyczną. Stąd: 1) recenzje nie powinny skupiać się na sztukach „jarmarcznych i niewartych teatru stolicy”, lecz na dziełach wartościowych; 2) celem krytyki jest zarówno wskazywanie zalet recenzowanych sztuk, jak i wytykanie ich usterek po to, by „młodzież uczęszczająca na teatr, a niemająca i mieć jeszcze niemogąca tej dojrzałości, jaka jest potrzebna do gruntownego zastanowienia się nad teatrem, nauczy[ła] się z wolna rozeznawać błyskotki od prawdziwej wartości”; 3) „[…] ostrzejsza krytyka trochę większe zrobi wrażenie”, zatem recenzent ma prawo pisać w tonie surowym pod warunkiem, że nie przekracza granic grzeczności i dobrego smaku (przy okazji Żebrowski wylicza słowa, którymi Wężyk w swojej tragedii ten smak uraził, są to „babus”, „babsko” i „babsztyl”); 4) recenzent musi zachować bezstronność, ponieważ „krytyka wystawiać powinna zwierciadło, aby się w nim każdy takim zobaczył, jakim jest w rzeczy samej” (tamże).

Paradoksalnie szczegółowe wypowiedzi krytycznoteatralne sygnowane nazwiskiem Żebrowskiego dotyczą przede wszystkim tych sztuk, które przedstawiciel Towarzystwa Iksów mógłby określić jako „niewarte teatru stolicy”. Poza dramą Zennewal Louis-Sébastiena Merciera, którą ocenia dosyć łaskawie (dobrze zarysowana intryga i charaktery postaci – tamże, nr 26), Żebrowski poświęca swoją uwagę komedii Marc-Antoine’a Désaugiers’a W korzennym sklepie oraz operze Cyrulik wiejski, czyli szynka lekarstwem Kotzebuego (tamże, nr 28), Testamentowi stryja Benoît Pelletier-Volméranges (tamże, nr 34) oraz komediom nieznanych autorów: Rotmistrzowi ogrodnikowi (tamże, nr 35) i Dla Króla i Ojczyzny wszyscy w mundurach (tamże, nr 49). Nie stroni natomiast rzeczywiście od „ostrzejszej krytyki”. Oto czeladnik w Cyruliku wiejskim „chce tu udawać Figara, ale brak mu dowcipu pana Beaumarchais”; Testament stryja jest sztuką mierną, a jeden z aktorów mówił z niedobrym cudzoziemskim akcentem, „uszom każdego Polaka najnieprzyjemniejszym”; w sztuce Rotmistrz ogrodnik najlepsze było to, „że niedługo nudziła, bo była nadzwyczaj krótka”; utwór Dla Króla i Ojczyzny wszyscy w mundurach, napisany na benefis Feliksa Wąsowicza, kwituje zaś krótko: „Widzieliśmy niedorzeczne na benefis sztuki, ale ta w rodzaju niedorzeczności przeszła wszystkie” itd. Żebrowski nie dokonuje w swoich omówieniach szczegółowych „rozbiorów”, formułuje raczej ogólne spostrzeżenia, posiłkując się niekiedy uwagami Jean-François de La Harpe’a (o dramie Zennewal napisał np.: „[…] rodzaj ten sztuk, jak mówi la Harpe, pośledniejszy jest od komedii i tragedii, pożyczając albowiem trochę od pierwszej i trochę od drugiej, osłabia tą mieszaniną grunt istotny obydwóch. Chce wzruszać jak tragedia, a jest daleko mniej poruszającym; chce bawić jak komedia, a jest daleko mniej wesołym” – tamże, nr 26). Interesuje go zwłaszcza gra aktorska i scenografia; czasami czyni uwagi na temat publiczności, która do teatru przychodzi tylko po to, żeby porozmawiać (tamże), na temat benefisów urządzanych aktorom niezasłużonym (tamże, nr 49) oraz kompleksów narodowych Polaków (tamże, nr 35). Jego upodobania estetyczne sytuują go w nurcie klasycystycznym. Nie życzył sobie, by na scenie pojawiały się „wilkołki, zmory, strzygi”, a już na pewno nie „upiory bez głów” (tamże, nr 30), młodzież zaś jego zdaniem powinna poznawać przede wszystkim rzeczy wartościowe, a nie „właściwości duchów na teatrze, a co gorzej duchów wcielonych, które prowadzą za ręce żyjących i odbierają dary”, oraz „nieprzyzwoitość śmieszków, którzy częstokroć nie są śmiesznymi, a tym bardziej dwuznacznych, skromność rażących wyrazów” (tamże, nr 25). Podkreślał też, że należy doceniać „grę naturalną” (tamże). Żebrowski jawi się tutaj jako poprzednik Iksów; także wtedy, gdy krytykuje – nieco w stylu Ludwika Osińskiego – grę Alojzego Żółkowskiego: „P. Żółkowski, nie oglądając się na Paradyz, ale na Parter i Loże, strzegąc się przesady i niepotrzebnych, a często niestosownych dodatków, poświęcając się więcej scenie niż własnej zabawie, porzuciwszy nieprzystojną i na żadnym teatrze niecierpianą poufałość, przy swym wrodzonym talencie stanąłby obok najpierwszych aktorów komicznych” (tamże).

Dorobek recenzencki Żebrowskiego jest nikły. Największy jego wkład w krytykę teatralną to sprowokowanie na łamach „Gazety Korespondenta” metakrytycznej dyskusji zapowiadającej późniejsze, toczone w prasie warszawskiej polemiki tego typu. Żebrowski miał natomiast słuszność, kiedy uspokajał Pękalskiego, który – odpowiadając na jego zarzuty – sumitował się, że czytelnicy chcą raczej „wiadomości politycznych niż polemicznych” (tamże, nr 28): „Niech się Recenzent nie obawia nadużyć cierpliwości Czytelników. Podobne literackie utarczki są dla publiczności prawdziwą zabawą. Znam niejednego, który biorąc w rękę »Gazetę Korespondenta«, a nie znajdując w nim nic od Recenzji ani od Żebrowskiego, kładzie go spokojnie, mówiąc: co mi za gazeta” (tamże, nr 30). Żebrowski zdecydowanie ożywił w „Gazecie Korespondenta” atmosferę wokół teatru, przyczynił się też do zdynamizowania poetyki ówczesnych recenzji teatralnych.</document>
<document nplp_id="13861" title="Zrębowicz Roman" slug="zrebowicz-roman">Historyk sztuki, prozaik i poeta, wydawca, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: r.; r.z; rz; (rz); (r.z.); R.Zr.; Zet.; Znamor; R.Z.

Informacje biograficzne. Urodził się 5 X 1884 w Stryju jako syn Wincentego oraz Józefy z Maksymowiczów. Świadectwo maturalne uzyskał w wieku 22 lat w Drohobyczu, po czym studiował filologię polską oraz historię sztuki na Uniwersytecie Lwowskim. Swoje zainteresowania pogłębiał w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum (1908) oraz w muzeach włoskich. Po powrocie do Lwowa ukończył studia. Brał udział w organizowanych przez uczelnię Powszechnych Wykładach Uniwersyteckich. W 1911 r. wraz z Romanem Jaworskim, jego żoną – Stefanią z Klemensiewiczów, Piotrem Dunin Borkowskim oraz Mieczysławem Rettingerem założył Klub Konstrukcjonalistów. W l. 1911–1913 pracował jako zastępca nauczyciela w II C.K. Gimnazjum w Tarnopolu, a w l. 1913–1914 na analogicznym stanowisku w C.K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie. Od późnej jesieni 1912 r. do wiosny 1913 r. przebywał w Paryżu, dokąd wrócił już jesienią tego samego roku, by wiosną następnego znaleźć się w Londynie. Nadsyłał korespondencje i artykuły do „Prawdy” i innych czasopism głównie na temat najnowszych tendencji w sztuce i ich najgłośniejszych przedstawicieli – jako jeden z pierwszych autorów polskich poświęcił sporo uwagi powstaniu i zasadom kubizmu oraz geniuszowi Pabla Picassa. Odbywał podróże naukowe do Berlina, Monachium, Drezna i Wiednia. Współredagował intelektualne „Widnokręgi”, dwutygodnik kulturalno-filozoficzny. Przed I wojną publikował też w „Krytyce” (1908–1914), „Tygodniku Polskim”, „Echu Literacko-Artystycznym” (1913), „Literaturze i Sztuce” (1914). W 1914 r. na bez mała cztery lata schronił się w Kijowie, gdzie prowadził lekcje w gimnazjum żeńskim Wandy Peretiakowicz. Latem 1918 r. wrócił do Lwowa, ale w niedługim czasie przeniósł się do Warszawy i został referendarzem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pomagał też w pracach Ministerstwa Kultury i Sztuki prowadzonego przez Zenona Przesmyckiego (Miriama), angażując się w pracę na rzecz zjednoczenia organizacji plastyków; wziął na siebie trud wydawania „Wiadomości Artystycznych. Organu Polskich Zrzeszeń Artystów Plastyków” powstałych w wyniku ustaleń Powszechnego Zjazdu Artystów Plastyków w marcu 1919 r. W l. 1921–1922 we współpracy z Jaworskim, Dunin Borkowskim, Rettingerem, Irzykowskim redagował organ konstrukcjonalistów „Krokwie. Czasopismo literacko-artystyczne poświęcone zagadnieniom myśli nowoczesnej”. Gwoli propagandy polskiej sztuki we Francji stworzył album La Gravure polonaise et les « Batiks ». W okresie międzywojennym podróżował po Europie, odwiedził również kraje Afryki Północnej. Łączył podróżopisarstwo z krytyką sztuki i kultury. Publikował reportaże, które zebrał w książce Między wieżą Eiffla a palmą pustyni (1928). Zrębowicz mieszkał na przemian to w stolicy Polski, to Francji. Od lutego 1928 r. związał się ściślej z prasą warszawską, a jeszcze mocniej z Polskim Radiem, regularnie wygłaszał felietony kulturalne, a także komentarze do spraw bieżących, współpracował z Instytutem Propagandy Sztuki. Na początku lat 30. został zatrudniony w dziale literackim Teatru Wołyńskiego w Równem. Współtworzył i współredagował wychodzący od 1937 r. dwutygodnik „Stolica”. Podczas okupacji niemieckiej dołączył do konspiracji oświatowej, poznał twórców „Sztuki i Narodu”, a po wojnie poświęcił im wspomnienie-epitafium. W kwietniu 1945 r. wraz z żoną Zofią z Rosickich 1° voto Daszkowską (1901–1963) przeniósł się z Warszawy, w której gruzach zniszczeniu uległo jego prywatne archiwum, łącznie z monografią o Cyprianie Norwidzie, do Łodzi. Pisał felietony dla łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia, współpracował z „Dziennikiem Łódzkim” (1945–1947, 1962), do momentu przejścia na emeryturę w 1958 r. pełnił funkcję kustosza i kuratora wystaw w łódzkim Muzeum Sztuki; redagował informator oraz „przewodnik-katalog” po Galerii Malarstwa Polskiego (1956–1957). Zmarł 8 XI 1963. Został odznaczony Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury (1937) oraz Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (1957).

Norwid i konstrukcjonalizm. Zrębowicz poświęca się pracy nad ocaleniem spuścizny Norwida. W czasopismach („Nasz Kraj”, „Słowo Polskie”, „Krytyka”) ogłasza utwory pisarza z własnymi komentarzami, publikuje recenzje i artykuły o wydobywanym z zapomnienia autorze. Przy każdej okazji podkreśla, jak „oryginalnego odkrycia”, jak „zbożnego czynu” dokonał Zenon Przesmycki, dla siebie rezerwuje zaś tymczasową funkcję pomocniczą w tym dziele. Z drugiej strony „praca nad genialnym poetą” jest „paraliżowana ustawicznie […] oczekiwaniem Pism zebranych, zapowiedzianych jeszcze w r. 1904”, to jest niepewnością, kiedy ostatecznie się ukażą i co będą zawierały. Widząc jednak, jak doniosłą rolę miał i ma do odegrania Norwid w uzyskiwaniu „samowiedzy narodowej” (Z zagadnień ideologii polskiej, „Krytyka” 1913, t. 38), Zrębowicz pragnie bezzwłocznie udostępnić jak najwięcej z dorobku poety i myśliciela, „aby ogół czytelników […] nie tworzył sobie fałszywych wniosków na podstawie tu i ówdzie powierzchownie i fragmentarycznie przeczytanych utworów […], ale aby sam, czynnie i świadomie rozpoczął zbliżanie się do tej wielkiej prawdy zainicjowanej zbiorowo przez schyłek romantyzmu, a stworzonej, uzupełnionej i dokończonej przez genialną jednostkę, której trwanie wśród wartości kulturalnych i historycznych jest stanowcze i pewne” (Przedmowa do Czarnych i białych kwiatów, 1910). W szkicu Cyprian Norwid („Nasz Kraj” 1907, z. 27) na kilku szpaltach próbuje dać wykładnię dzieła artysty. Mówi o autorze jego językiem zgodnie z dominującą w Młodej Polsce zasadą, stąd też stylowi i myśli krytyka udziela się tu mozół i skomplikowanie przypisywane bohaterowi artykułu, wskazywane jako pochodna ludzkiej, naznaczonej cierpieniem kondycji, a zarazem konieczny warunek ostatecznej harmonii. „Głośne echo” takiej poetyckiej postawy wysłyszy w utworach Jana Kasprowicza; w innym miejscu zestawi Norwida z Maurice’em Maeterlinckiem, a jeszcze gdzie indziej z Johnem Ruskinem. W późniejszych wypowiedziach Zrębowicz zadba o większą przejrzystość, z latami zaś dojdzie do jasności i prostoty trafiającego do ogółu, podziwianego prelegenta i felietonisty radiowego. Jednak zwracając się do wyrobionej publiczności w ważnych kwestiach, nie rezygnuje z języka trudnego, figuratywnego, nasyconego erudycyjnymi odwołaniami (m.in. Żywioł a konstrukcja, „Krokwie” 1921, nr 1). Zresztą w gruntownej, szczerze pochwalnej recenzji pierwszego tomu Pism zebranych odnotował z satysfakcją, że na objaśnieniach Miriama, parokrotnie polemicznych w stosunku do ustaleń Zrębowicza, również odciska się wysiłek zmagań z tą wyjątkową, potężną twórczością, ujawnia się „zdruzgotany przez Norwida styl i pokaleczone słownictwo” („Pisma zebrane” C. Norwida, „Krytyka” 1912, t. 34).

Osobną uwagę Zrębowicz poświęca stylowi jako zagadnieniu pozwalającemu na „ujęcie jego fizjonomii duchowej” (O stylu Cypriana Norwida, „Krytyka” 1910, t. 2). W napiętym oczekiwaniu na Pisma zebrane Norwida w wydaniu Przesmyckiego publikuje w 1908 r. przygotowany przez siebie Wybór poezji, pierwszą po prawie 40 latach edycję książkową wierszy autora Rzeczywistości i marzeń, dodaje do nich bibliograficzne notki, a do niektórych komentarze, niekiedy wychylone w stronę literatury bieżącej; w związku z Jesienią np. umieszcza uwagę: „Pod tym wierszem, urągającym przyjętemu dotychczas sztafażowi przy opracowywaniu tematu pór roku – dopisałbym: Młodej Polsce ku nauce” (Objaśnienia wydawcy, 1908). Jako kontynuację tej edycji publikuje w 1910 r. tom prozy Norwida Czarne i białe kwiaty (zawiera on także nowele, eseje, prace publicystyczne i krytyczne). Otwiera ten zbiór Przedmową powtarzającą in extenso pewne fragmenty artykułu na temat stylu artysty i dającą też zarys jego biografii duchowej, a zamyka Posłowiem, w którym interpretuje los twórczości Norwida w kategoriach historiozoficznych. Jego poezje uznaje za „ostatni wyraz twórczości romantyzmu” respektujący już pewne „wartości realistyczne” (O stylu Cypriana Norwida; Przedmowa). Widzi w niej bowiem rezultat „pilnej, sumiennej obserwacji”, która dostarcza materiału do pracy wewnętrznej. Dopiero w jej toku materiał obserwacyjny ulega uabstrakcyjnieniu, parabolizacji, alegoryzacji.

Zrębowicz czyni z Norwida patrona swojego światopoglądu, całej koncepcji estetycznej, a równocześnie w jej duchu odczytuje twórczość poety. Jeszcze przed zawiązaniem się Klubu Konstrukcjonalistów wielokrotnie używa słowa „konstrukcja”, tym chętniej sięga po nie w następnych latach. Używa go nie tylko w odniesieniu do twórczości Norwida, ale i do całego romantyzmu („Romantyzm w swej najbujniejszej i najrdzenniejszej fazie […] był dążeniem do osiągnięcia jak najdoskonalszych konstrukcji artystycznych” – Przedmowa) tudzież do innych epok i dzieł literackich, malarskich, filozoficznych (które są zakorzenione „w upiornym pragnieniu stworzenia najdoskonalszej konstrukcji artystycznej” – Nowe poezje, „Krytyka” 1908, t. 2), a wreszcie do formy własnych rozważań („Zawsze dodawałem swoje […] konstrukcje, w których ginął schemat danego epizodu” – Czyny i nałogi poetów, „Krytyka” 1913, t. 38). W 1919 r. jako redaktor „Wiadomości Artystycznych” projektuje sztukę odrodzonej Polski w kategoriach norwidowskich (Od redakcji, „Wiadomości Artystyczne” 1919, nr 1–2).

W kręgu Brzozowskiego. Szacunek dla Przesmyckiego Zrębowicz godzi z uwielbieniem dla – odsądzającego Miriama od czci i wiary – Stanisława Brzozowskiego, co jest charakterystyczne dla trzeciego pokolenia Młodej Polski. W „Naszym Kraju”, „Słowie Polskim” i „Promieniu” Zrębowicz recenzuje Współczesną powieść polską, Kulturę i życie, Współczesną krytykę literacką w Polsce. Nie jest w stosunku do Brzozowskiego zupełnie bezkrytyczny, nie zgadza się z jego ocenami twórczości Leopolda Staffa, Tadeusza Micińskiego, ale – tak jak w wypadku Norwida – imponuje mu rozległe tło obserwacji i przemyśleń, ich rozmach, dążność do zdobywania coraz to nowych przyczółków myślowych, przezwyciężania tych zdobyczy. Czytelnikom „Promienia” rekomenduje Brzozowskiego jako autora „otwierającego młodemu umysłowi rozległe horyzonty, do których dostępu tak skrupulatnie bronią wszelkie oficjalnie polecane płody galicyjskich mózgów” ([rec.] S. Brzozowski, „Współczesna powieść polska”, „Promień” 1908, nr 1). Zrębowicz uzyskał rękopisy niektórych prac Brzozowskiego być może jeszcze od niego samego lub od wdowy po pisarzu Antoniny Brzozowskiej. Opracowuje je edytorsko i zamieszcza w „Prawdzie” (1913) oraz w „Krokwiach” (1921), w „Skamandrze” (1920, nr 2), „Pamiętniku Warszawskim” (1931), „Drodze” (1932); drukuje także otrzymane od Witolda Klingera wyimki z listów do niego („Krokwie” 1920, nr 1).

Wszakże już w 1914 r. Zrębowicz apoteozuje naszpikowaną paradoksami chrześcijańską ortodoksyjność Gilberta Keitha Chestertona, przywołując zdanie Brzozowskiego o ciągłości kultury i „dojrzałości angielskiego narodu” oraz jego tezy na temat humoru z Legendy Młodej Polski (G.K. Chesterton, „Prawda” 1914, nr 20, 22, 24). W ostatniej części artykułu pozwala sobie na krytykę skłonności Brzozowskiego do patosu tam nawet, gdzie pisze o humorze. W krytyce oprócz Brzozowskiego Zrębowicz ceni Ostapa Ortwina oraz Karola Irzykowskiego, a także Ignacego Matuszewskiego i Artura Górskiego.

O poezji początków XX w. Zrębowicz opublikował przed wojną kilkanaście recenzji, większość w „Krytyce”. Pierwsza z nich dotyczy kilku tomów poetyckich: Ballady o słoneczniku Jana Kasprowicza, Śladami Rosynanta Jana Rundbakena i Połowu gwiazd Kornela Makuszyńskiego, następna – wysiłków lirycznych dwóch innych autorów, które zostały skwitowane paroma akapitami będącymi popisem raczej zasłużonej złośliwości ([rec.] J. Łęczyc, „O krwi i błazeńskiej czapce”, T. Hiż, „Wybór wierszy”, „Krytyka” 1908, t. 2). Wierszom Makuszyńskiego krytyk nie odmawia sprawności literackiej, ale też nie widzi w niej szczególnej wartości, za to raczej „ruchliwość manekinową, która mimo dostojnej pozy trąci – tak różnym przecież od intelektualnego dandyzmu Baudelairowskiego – dandysowstwem buduarowym” ([rec.] J. Kasprowicz, „Nowe poezje: Ballada o słoneczniku”, K. Makuszyński, „Połów gwiazd”, J. Rundbaken, „Śladem Rosynanta”, tamże, t. 1). O wiele lepiej przedstawia się poezja Jana Rundbakena, będąca właśnie „poezją intelektualistyczną”. I choć jej autor niejednokrotnie zapomina, że wymaga ona zawsze „ogromnej logiki konstruktywnej”, to i tak zostaje zestawiony z „najwybitniejszymi twórcami doby najnowszej”, stosującymi w swoich przemyśleniach paradoksy Friedricha Nietzschego i przewartościowującymi wszystkie wartości – ze Stanisławem Wyspiańskim, z Leopoldem Staffem, Tadeuszem Micińskim (o uhonorowanie dorobku ostatniego z wymienionych upominał się w 1925 r.; Ze wspomnień o Tadeuszu Micińskim, „Rzeczpospolita” 1925, nr 64; wyd. poranne). Całą twórczość Kasprowicza krytyk przedstawia jako proces wznoszenia się z gleby kujawskiej ku temu najwyższemu dziełu (Hymny), inspirowanemu silnie poezją Shelleyowską. Zarówno w recenzji Ballady o słoneczniku, jak i w innym artykule późniejszą twórczość poety Zrębowicz traktuje jako rezultat utraty siły natchnienia (Jan Kasprowicz, „Tygodnik Polski” 1913, nr 25). Wilhelm Feldman odciął się od tej opinii przypisem pod artykułem Zrębowicza (Nowe poezje).

W recenzji Z martwej roztoki Orkana i Nieznanemu Bogu Józefa Jedlicza Zrębowicz porównuje tych dwóch pochodzących z warstwy chłopskiej poetów z Kasprowiczem właśnie, który nie pozwolił zdominować się przez żywioł miejski i pozostał w silnym związku ze swoim wyjściowym doświadczeniem duchowym; dlatego „zdołał ten żywioł okiełznać i przetworzyć go w ogólnoludzkie symbole” (Czyny i nałogi poetów, „Krytyka” 1913, t. 38). Podobną niezależnością zdaniem krytyka cieszy się Orkan, wpływom mód natomiast ulega Jedlicz i choć lepiej sobie radzi z formą wierszową, to popada we wtórność. Recenzja, napisana w formie filozofującego dialogu, stanowi pewną konstrukcję interpretacyjną, której istota tkwi w tytułowym rozróżnieniu: „Symbole – to czyny poety, nałogi – to jego plotki”; te pierwsze – jak kompozycje obrazowe Gustave’a Moreau – budują „wyzwoloną spod plotkarskich szczegółów rzeczywistość” (tamże).

Zrębowicz próbował objąć syntetycznym spojrzeniem twórczość Staffa, ale jeśli oceniając Gałęź kwitnącą, sformułował kilka godnych zastanowienia spostrzeżeń (Nowe poezje, „Krytyka” 1908, t. 2), to pisząc o dramacie Igrzysko, nie uniknął niejasności, zawikłań i kluczeń (Dramat Staffa, „Krytyka” 1909, t. 4). Analizując utwór, krytyk chciał zilustrować powszechny jego zdaniem problem „liryki dzisiejszej, która wierzy, że jej wartości mogą znaleźć jedyne rozwiązanie w dramacie”, i nie sięga po narrację powieściową, właściwszą dla przedstawienia skomplikowanych i wymagających intelektualnie zagadnień moralnych. Ocena tomiku poezji Staffa pojawiła się zresztą jakby doczepiona do „recenzji” własnego wydania Norwida, czyli dłuższego wywodu o genezie i problemach w kompletowaniu zbioru i rozumieniu twórczości autora. W zestawieniu z tym trudem lektura Gałęzi kwitnącej zdała się krytykowi jak odpoczynek. Nazywa więc wiersze Staffa „bezproblemowymi” i twierdzi, że „jest w tym całym dorobku literackim przedziwna jedność, względna jeno doskonaleniem się formy, która w ostatnich czasach ulega bajecznie umiejętnej – integracji, dopinającej z wolna klasycznych wzorów poezji” (Nowe poezje; Gałąź kwitnąca).

Zrębowicz bardzo wysoko ocenił tom Aniołom dźwięku Bronisławy Ostrowskiej, w odróżnieniu od Imaginy Marii Konopnickiej, w której twórczości razi krytyka, nawet w poemacie dygresyjnym, nadmierny patos, „zresztą zupełnie usprawiedliwiony w epoce pozytywizmu” (Profile kobiece. Trzy poetki, „Krytyka” 1913, t. 38). Zauważał, że „współczesny czytelnik, uwzględniający perspektywy estetyczne, zdobyte przez »Nową Sztukę«, mający już ustaloną pamięć wzruszeń z powodu dialektyki strof autora Beniowskiego – musi uznać patos Konopnickiej jako dysonans formalny” (tamże). Jako istotny punkt odniesienia rozważań o poezji obu autorek pojawiają się też rzecz jasna wiersze Norwida. Poniekąd w związku z tym autorem mają one wymiar dodatkowy, związany z właściwą krytykowi próbą uchwycenia zasadniczych prawidłowości kulturalnych. W tej recenzji i w innych wypowiedziach Zrębowicz zauważa symptomy poważnych zmian we wrażliwości, karierę pojęć, takich jak zdrowie, higiena, tężyzna, elementy czegoś, co w analogii do neoromantyzmu „można nazwać neopozytywizmem”. Mimo głębokiego zanurzenia we własnej epoce wyraża się o Nowej Sztuce, Młodej Polsce, jakby się już kończyły albo skończyły; mówi też: „Po modernizmie – w ostatnich czasach”.

Ekspresjonizm bez ekspresjonizmu. Po I wojnie, kiedy nie będzie można już liczyć na spopularyzowanie konstrukcjonalizmu, Zrębowicz zaproponuje, żeby całość nowych zjawisk artystycznych objąć nazwą „ekspresjonizm”. Uczyni to w 1934 r. w haśle przygotowanym dla „zarysu encyklopedycznego współczesnej wiedzy i kultury” Świat i życie. Niemniej nadal będzie uważał, że właściwą, wartościową postać ekspresjonizmu stanowi formizm ze swoim intelektualnym stosunkiem do świata, a nie antyintelektualny, naładowany skrajnymi emocjami ekspresjonizm niemiecki czy jego odpowiednik lansowany przez „Zdrój”. Zaczątki takiego widzenia rzeczy pojawiły się już w odpowiedzi na rozpisaną w poł. 1918 r. przez Jana Bołoz-Antoniewicza ankietę lwowskiej „Gazety Wieczornej” Ekspresjonizm w sztuce plastycznej. Zrębowicz jako jedyny ze wszystkich respondentów przyznaje artystom „prawo do eksperymentu wyłącznie formalnego”, wszelako niezwróconego przeciwko tradycji. Stąd tytuł odpowiedzi Na drogach do czystego przyszłego stylu („Gazeta Wieczorna” 1918, nr 4276). Inaczej niż wielu innych rozumie tu ekspresjonizm jako nadrzędną tendencję estetyczną sztuki, a nie wąsko pojmowany prąd. Zarazem pragnie niemożliwego, czyli wyłączenia z tak widzianego kierunku ekspresjonizmu niemieckiego typu. Mimo niepowodzenia w tym względzie krytyk pozostanie wierny swojej koncepcji. W 1961 r. artykuł o Romanie Jaworskim zatytułuje Zapomniany ekspresjonista („Ruch Literacki” 1961, nr 4–5) i skutecznie utrudni kwalifikację twórczości przyjaciela.</document>
<document nplp_id="13862" title="Chlebowski Bronisław" slug="chlebowski-bronislaw">Historyk literatury i kultury, krytyk, pedagog, tłumacz. Kryptonimy: Br. Ch.; Br. Chleb.

Informacje biograficzne. Urodził się 10 XI 1846 w Warszawie w rodzinie lekarza Jana Chlebowskiego (1810–1864) i Laury z Łaszewskich (zm. 1871). Wykształcenie zdobywał w gimnazjum realnym i na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej, do której wstąpił w 1864 r. po krótkim (z powodów zdrowotnych) udziale w powstaniu styczniowym. Już podczas studiów skrystalizowały się jego zainteresowania historycznoliterackie i ujawniły zdolności w tym zakresie. W 1866 r. otrzymał nagrodę konkursową za studium O życiu i pismach Samuela ze Skrzypny Twardowskiego, a w 1869 r. uzyskał stopień magistra na podstawie rozprawy Rozbiór „Monumentum” Ostroroga. Jego profesorami byli m.in. Józef Przyborowski, Adam Bełcikowski, Aleksander Tyszyński. Z powodu braku polskiej uczelni w Warszawie nie mógł rozwijać naukowej kariery uniwersyteckiej, ale zajmował się pracą naukową, popularnonaukową i działalnością krytyczną, wiążąc się z różnymi instytucjami i czasopismami. Wykładał na pensjach prywatnych, Uniwersytecie Latającym, a od 1909 r. w Towarzystwie Kursów Naukowych. W 1873 r. ożenił się z Marią Zielonką h. Jastrzębiec (zm. 1887). Należał do współzałożycieli Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a w 1916 r. wybrano go na jego prezesa (wcześniej był przewodniczącym Wydziału I). W 1914 r. został członkiem korespondentem Akademii Umiejętności, a w 1916 r. profesorem odnowionego Uniwersytetu Warszawskiego. Zmarł 28 III 1918 w Warszawie.

Dorobek. Najważniejszym obszarem działalności zawodowej Chlebowskiego były badania z zakresu historii literatury (zwłaszcza XVI i XVII w.) oraz krytyka różnych prac z humanistyki i dziedzin pokrewnych, a przede wszystkim studiów i syntez historycznoliterackich. Drugim, konkurencyjnym i czasochłonnym – prace z zakresu geografii humanistycznej związane z wieloletnim współredagowaniem monumentalnego Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (w l. 1885–1902 był jego redaktorem naczelnym).

Jednym z najważniejszych momentów działalności zawodowej Chlebowskiego był udział w 1884 r. w Zjeździe Historyczno-Literackim im. Jana Kochanowskiego odbywającym się w Krakowie. Wygłosił tam referat Znaczenie różnic terytorialnych, etnograficznych i związanej z nimi odrębności ekonomiczno-społecznych, politycznych i umysłowych stosunków dla naukowego badania dziejów literatury polskiej (wydawany później pod zmienianymi tytułami). Zaproponowany w nim model refleksji czynił z autora prekursora badań o profilu geograficznym i regionalnym. U podstaw myślenia krytyka leżało przekonanie, że opis zmian zachodzących przez wieki w literaturze powinien opierać się nie na uznaniu istnienia jednego ożywiającego ją „ducha narodu”, lecz na uwzględnieniu odmiennych, lokalnych i czasowych, uwarunkowań. Zainteresowania geograficzne Chlebowskiego mogły mieć różne źródła, choć współcześni wskazywali przede wszystkim na Hippolyte’a Taine’a i Karla Rittera. Jego osiągnięcia literaturoznawcze ujmowane całościowo można ponadto sytuować w kontekście ustaleń Ferdinanda Brunetière’a, Émile’a Henneqiuna, Gustave’a Lansona, Charles-Augustina Sainte-Beuve’a.

Stworzenie zarysu dziejów literatury polskiej uwzględniających odmienności terytorialne stało się argumentem na rzecz postulowanego uznania historii literatury za dyscyplinę badań naukowych. Równie ważny okazał się zarys monograficzny Jan Kochanowski w świetle własnych utworów (1884), w którym Chlebowski ujawnił swoje zainteresowanie życiem wewnętrznym poety oraz skłonność do śmiałych hipotez interpretacyjnych służących rewaloryzacji dotychczasowej wiedzy o nim. Estopsychologicze i biografistyczne nastawienie Chlebowskiego powodowało, że tworzenie „wizerunków duchowych” pisarzy stało się jego powtarzalną praktyką pisarską.

Chlebowski zebrał najważniejsze prace (w tym krytyczne) w czterech tomach Pism wydanych w 1912 r. We wstępie do nich określał swoją rolę bardzo skromnie: „Z zadaniami historyka literatury i krytyka starałem się, w pracach moich, zespolić stanowisko nauczyciela-pośrednika – pragnącego rozjaśnić pomniki literatury światłem krytyki naukowej tudzież ogrzać je ciepłem życia, uwydatniając ich związek z daną epoką, duszami twórców, a zarazem łączność, bliskość z życiem chwili obecnej” (Wstęp). Z deklaracją tą związane było także prospołeczne i popularyzatorskie nastawienie Chlebowskiego.

Domknięciem i podsumowaniem jego dorobku stały się duże prace syntetyczne – popularnonaukowy Rozwój kultury polskiej w treściwym zarysie przedstawiony (1917) oraz pisana w l. 1912–1914 Literatura polska 1795–1905 jako główny wyraz życia narodu po utracie niepodległości (wyd. pośm. 1923). Ta ostatnia książka stanowiła najpełniejsze rozwinięcie koncepcji dziejów literatury, której zarys został przedstawiony w słynnym krakowskim referacie.

Na łamach czasopism. Uznając znaczenie prasy jako „przewodniczki między pracownikami na polu nauki, sztuki i literatury” (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1882, nr 363), Chlebowski współpracował z różnymi pismami: „Ateneum”, „Bluszczem”, „Książką”, „Opiekunem Domowym”, „Pamiętnikiem Literackim”, „Przeglądem Historycznym”, „Przeglądem Narodowym”, „Przeglądem Pedagogicznym”, „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Wiekiem”, warszawskim „Życiem”. Ważnym etapem jego aktywności krytycznej było przygotowywanie w l. 1881–1882 Przeglądu piśmienniczego poświęconego zawartości „Biblioteki Warszawskiej”, „Ateneum” i „Niwy”, a publikowanego w „Tygodniku Ilustrowanym”. Autor nie koncentrował się na kompletnym sprawozdaniu, lecz omawiał lub recenzował artykuły, których treść stwarzała możliwość ukazywania i komentowania ważnych aktualnych zagadnień literackich, społeczno-kulturowych i naukowych. Układ poszczególnych części przeglądu miał charakter problemowy i służył diagnozie ówczesnego poziomu piśmiennictwa i czasopiśmiennictwa. Chlebowski wypowiadał się m.in. na temat prac z zakresu badań literackich, historii, oświaty, filozofii, językoznawstwa. Szczególną rolę przypisywał tym pierwszym, uznając, że „sztuka i literatura, działając na wyobraźnię i uczucia człowieka, wywierają wielekroć silniejszy wpływ na rozwój duchowy ludzkości niż nauka” (tamże).

Pismem, na którego łamach opublikował najwięcej wartościowych prac o charakterze recenzyjnym, była „Książka” (współpraca w l. 1901–1913). Część jego publikacji zamieszczano jako artykuły wstępne, co było znakiem rangi, jaką im przypisywała redakcja. Wśród ważnych prac krytycznych znajdują się też przedmowy, zwłaszcza do dzieł Piotra Chmielowskiego.


Krytyka. Deklaracje i diagnozy. Role i zadania krytyka (w tym swoje w tym zakresie zobowiązania) Chlebowski określił już w 1881 r.: „Chciałbym ograniczyć się na roli pośrednika pomiędzy piszącymi a czytelnikami [...], wskazującego na rzeczy godne większej uwagi i dopomagające do pochwycenia wewnętrznego związku tak pomiędzy rozmaitymi gałęźmi sztuki, jak z drugiej strony między współczesnymi kierunkami duchowego życia ludzkości a warunkami i kierunkami życia i rozwoju duchowego naszego społeczeństwa” (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 279). Chlebowski wybierał, a pośrednio też postulował, taką postawę krytyczną, która mieści się między skrajnościami, a więc krytyką „korektorską”, nadmiernie drobiazgową, oraz „profesorską” (tamże), skupioną na wykładaniu danego przedmiotu. Wśród kompetencji krytyka widział także umiejętność dystansu i nieulegania aktualnym intelektualnym trendom: „Krytyk musi być wyższym nad prądy współczesne, a jednakże nie powinien iść wbrew tym prądom, lecz postępując z nimi, posługując się metodami i językiem chwili, uwzględniając potrzeby i upodobania czytelników, zwracać ich uwagę na jednostronność przemagającego kierunku, na niedostateczność metod, na niekompetencję teorii i hipotez panujących w danej chwili, na częściową tylko prawdę i uprawienie pewnych dróg czy to w nauce, czy w sztuce, czy w życiu” (tamże). Krytyk według Chlebowskiego jest zobligowany do znajomości genealogii kwestii, na temat których się wypowiada. Krytyka ściśle łączy się ponadto z filozofią, a jej najszerzej pojmowany przedmiot stanowi wieloaspektowa „działalność duchowa człowieka” (tamże). Jej cel jest jednak przede wszystkim pragmatyczny i związany z odpowiedzialnością za odbiorców charakteryzujących się wciąż zbyt niskim poziomem świadomości i wiedzy oraz wymagających w tym zakresie wsparcia. Krytyk i publicysta, podobnie jak poeta i powieściopisarz, muszą odznaczać się „wyższą kulturą umysłową”, która umożliwia „ujęcie w pewien ład chaosu faktów, zjawisk, wrażeń, uczuć, plątaniny kierunków, poglądów i interesów” (tamże, nr 326). Zdaniem Chlebowskiego bezwzględnie ważna jest „obiektywność będąca probierzem prawdziwej i szczerej krytyczności wszelkich sądów” (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1882, nr 343). Z czasem, m.in. pod wpływem namysłu nad krytyką młodopolską i lektury pism Stanisława Brzozowskiego, Chlebowski docenił znaczenie sądów subiektywnych i eksponowania krytycznej podmiotowości, o ile są dobrze umotywowane i adekwatne do przedmiotu i przyjętego sposobu jego opisu, a nie wspierają się na wrażeniach. W jego przekonaniu krytyka powinna ponadto cechować tolerancja jako podstawa stosunku wobec przekonań innych, gruntowność i systematyczność przygotowań do podjęcia danego tematu, prostota i jasność wypowiedzi. Krytycy, jako „zawodowi obserwatorzy ruchu literackiego” (Twórczość Wyspiańskiego w świetle krytyki współczesnej, „Książka” 1908, nr 12), podejmują bowiem rodzaj etycznego zobowiązania wobec społeczeństwa, które zasługuje na rzetelne oceny i diagnozy.

Chlebowski chętnie patrzył na krytykę polską w perspektywie historycznej, pokazując jej przekształcenia i zmienność form, które wiązał ściśle z rozwojem literatury i sposobów rozumienia jej funkcji. Ukazywał to już w odniesieniu do XIX-wiecznych dziejów krytyki, a wyjątkowo sugestywnie przedstawił, zajmując się krytyką młodopolską, impresjonistyczną. Trafnie wskazał jej rolę propagatorki nowych prądów literackich i „przewodniczki” pośredniczącej między twórcami a czytelnikami coraz trudniejszych w odbiorze utworów (Neoromantyzm współczesny i zależna od niego nowa krytyka, „Książka” 1907, nr 6–7). Uznając, że w „ruchu rewolucyjnym krytyka literacka przyjęła charakter agitatorski”, dostrzegał wzrost jej znaczenia nie tylko literackiego, lecz także społeczno-politycznego, co skazuje ją na „doktrynerstwo” i aprioryczność wywodów: „Cechą krytyków-rewolucjonistów jest naturalnie krańcowość i bezwzględność w sądach i poglądach, nie wyłączająca trafności i głębokości wielu ich spostrzeżeń” (tamże).


Wśród krytyków. Interesującym dopełnieniem i rozwinięciem uwag metakrytycznych Chlebowskiego są jego wypowiedzi na temat innych krytyków. „Rozwój krytyki literackiej z głębszym podkładem” wiązał z nazwiskami Kazimierza Brodzińskiego i Maurycego Mochnackiego, pod wpływem których „krytyka staje się jednym z czynników kierowniczych kultury narodowej” (Piotr Chmielowski 1848–1904, „Książka” 1904, nr 5). Spośród krytyków swojego pokolenia zdecydowanie wyróżniał Piotra Chmielowskiego jako przedstawiciela krytyki wspierającej się na osiągnięciach współczesnej nauki i autora zbliżającego się pod względem metody do Taine’a. Doceniał konsekwencję założeń Francuza, połączoną ze wzrastającą świadomością trudności w stosowaniu metod badania właściwych naukom przyrodniczym do analizy zjawisk duchowych i historycznych. Specjalne miejsce w jego hierarchii polskich krytyków zajął Brzozowski, „krytyk-myśliciel”, zapisujący w swoich dziełach dzieje pracy wewnętrznej związanej z namysłem nad najważniejszymi sprawami współczesnej kultury (Spuścizna Brzozowskiego, „Książka” 1913, nr 1/2). Wyjątkowa okazała się dla Chlebowskiego lektura Legendy Młodej Polski, którą czytał empatycznie i uważnie oraz z wyraźną estymą dla jej intelektualnego i duchowego znaczenia. O randze, jaką jej wyznaczał, świadczyły zaznaczone od razu na początku artykułu porównania do prac Piotra Skargi i Stanisława Staszica oraz usytuowanie w kontekście Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego Adama Mickiewicza. Krytyk trafnie wskazywał centra problemowe książki, ale przede wszystkim starał się dotrzeć do głębi myślowej autora, którego postrzegał jako „wodza duchowego” (Książka Brzozowskiego, „Książka” 1910, nr 2). Szczególną przenikliwością Chlebowski wykazał się, wskazując, że oprócz logiki analiz krytycznych czy polemik porządek „formalnie chaotycznego” wywodu Brzozowskiego ma znacznie ważniejsze uzasadnienia: „Otóż podstawą tej wewnętrznej spójności dzieła jest odtworzona w nim, bez z góry powziętego zamiaru, ewolucja duszy autora, dokonana w ciągu trzech lat natężonej pracy nad rozjaśnieniem i rozwiązaniem dręczących a drogich mu zagadnień. Pod wywodami i roztrząsaniami kryje się tu widoczny dla uważnego i czującego czytelnika dramat duszy Brzozowskiego, duszy walczącej z ciężkimi warunkami bytu, z chorobą chroniczną, z następstwami własnych błędów, z nieprzyjaciółmi” (tamże). Pozwoliło to Chlebowskiemu potraktować Legendę jako argument w „sprawie” Brzozowskiego. Nie rozstrzygając zasadności oskarżeń, twierdził zdecydowanie: „[...] książką, będącą doniosłym czynem społecznym, a zarazem dokumentem stwierdzającym ewolucję duchową [...], nie tylko usprawiedliwił się z błędów swej wczesnej młodości, lecz uniemożliwił dalsze podtrzymywanie rzuconego nań później strasznego oskarżenia” (tamże). Za tak sformułowaną obroną kryła się etyczna odpowiedzialność Chlebowskiego jako krytyka.

Widząc w Brzozowskim krytyka-rewolucjonistę, Chlebowski zauważał ujawniającą się czasami niespójność jego postawy skutkującą tym, że „bywa na przemian to ciasnym, fanatycznym doktrynerem, agitatorem, to subtelnym artystą i głębokim psychologiem” (Neoromantyzm współczesny). Zarazem jednak „artyzm i prawda” jego wypowiedzi krytycznych uwalnia go od ideologicznych czy nawet partyjnych ograniczeń, zapewniając głębokość i trafność rozpoznań, co pozwalało Chlebowskiemu spodziewać się rozwoju możliwości młodego krytyka prowadzącego do wewnętrznej równowagi i gwarantującego oddziaływanie na szerokie grono odbiorców. Talent krytyczny, postawa i odwaga wypowiadania własnych sądów bez względu na okoliczności objawiły się najpełniej w pracach Chlebowskiego o Brzozowskim.


Krytyka a historia literatury. Chlebowski postrzegał relację tych dwóch typów pisarstwa literaturoznawczego jako ścisłą, złożoną i historycznie zmienną. Zwracając uwagę na różnicowanie się dyskursu krytyczno- i historycznoliterackiego w 1. poł. XIX w., wskazywał jednocześnie na ich nadmierne rozejście się: „Historia literatury weźmie rozbrat z krytyką, ograniczając swój zakres do wieków ubiegłych, których zabytki rzadko bardzo pociągać będą krytyków” (Stan dotychczasowej pracy nad historią literatury polskiej wobec zadań jej naukowych i społecznych, „Książka” 1911, nr 7–8). Skutkowało ono wówczas większym rozwojem krytyki niż badań historycznych, względna równowaga między nimi nastąpiła w 2. poł. XIX w., a przełom wieków i Młoda Polska przyniosły znów dominację krytyki literackiej. Chlebowski wielokrotnie dawał wyraz przekonaniu, że jakość ustaleń historycznoliterackich zależna jest w dużej mierze od sposobu i zakresu wykorzystania prac krytycznych. Dlatego podsumowanie swoich diagnoz wspierał jednoznacznym postulatem: „Historia literatury jest jednocześnie umiejętnością i sztuką, historyk więc musi łączyć w swej duszy uzdolnienia badacza z intuicją odtwórcy zjawisk, które poddaje roztrząsaniu. Krytyka i historia winny się wspierać i harmonijnie współdziałać” (tamże).

Początek XX w. przyniósł najdojrzalsze prace Chlebowskiego, zwłaszcza poświęcone syntezom historycznoliterackim. Krytyk wypowiadał się m.in. na temat dzieł Feliksa Bentkowskiego, Aleksandra Brücknera, Piotra Chmielowskiego, Ignacego Chrzanowskiego, Wilhelma Feldmana, Romana Pilata, Stanisława Tarnowskiego. Wszechstronny ogląd prób syntetyzowania literatury polskiej dawał krytykowi podstawy do formułowania ważnych postulatów: „Byłoby pożądanym wielce, by potrzebę tę [nauki] wziął do serca ktoś zbrojny odpowiednią wiedzą, obdarzony zarówno zmysłem historycznym, którego brakuje często wybitnym krytykom, jak poczuciem estetycznym, niezbędnym dla historyka-artysty, i odtworzył wreszcie rozwój dziejowy literatury naszej w obrazie, czyniącym zadość najważniejszym wymaganiom prawdy w treści, a piękna w formie” (Dwie historie literatury polskiej, „Ateneum” 1901, t. 2). Był przy tym zdania, że znajomość przeszłości warunkuje rozumienie teraźniejszości. Sprawnie łącząc kompetencje historyka i krytyka literatury, bliski był postulowanego później przez Manfreda Kridla ideału – specjalisty scalającego te rozdzielane porządki i komplementarnie traktującego przypisywane im dyspozycje intelektualne.


Metoda i kryteria oceny krytycznej. Podejście do omawianych prac zdradza, że Chlebowski był krytykiem zrównoważonym i kompetentnym. Na swoistość jego postawy zasadniczy wpływ miał profil jego praktyki krytycznej – nie interesowały go raczej utwory literackie, lecz prace na ich temat. To sprzyjało stosowaniu wobec innych autorów takiej miary, jaką przyjmował wobec własnych zadań krytycznych i badawczych. Chlebowski chętniej omawiał, charakteryzował i komentował, niż wartościował, przy czym dbał o rzeczową argumentację i stosowne wyrażenie sądów. Wprowadzał kryterium utylitarne, ale jednocześnie uważał, że nadmierna skłonność do patrzenia na utwór literacki z perspektywy społecznej może nie przynosić dobrych rezultatów. Dlatego ważniejsze i wiarygodniejsze były dla niego takie jakości, jak piękno i prawda, opanowanie, harmonia, prostota. Z tego powodu bywał określany mianem klasyka (W. Borowy, J. Kleiner). Zaznaczał dystans do metody filologicznej, obarczonej ryzykiem gromadzenia nadmiaru szczegółów kosztem pytań o relacje między zjawiskami literackimi i zainteresowania uwarunkowaniami życia duchowego twórców. Zwracał uwagę na umiejętność wydobycia zasadniczych cech twórczości lub wyłożenia sedna problemu oraz na konieczność uwzględniania predyspozycji psychicznych autora, którego dzieła poddaje się analizom bądź badaniu. Piętnował próby podporządkowywania oceny własnym przekonaniom, zwłaszcza ideowym lub politycznym. Poddając studia czy książki krytycznemu oglądowi, zwykle brał pod uwagę dostosowanie ich poziomu merytorycznego i językowego do możliwości poznawczych odbiorców.

Zdaniem Chlebowskiego krytyk lub badacz powinien stosować kryteria oceny adekwatne do metody twórczej autora. Skoro więc np. Waleria Marrené przedstawia rzeczywistość „jako fotografistka, kopiująca rzeczywistość, jako inkwirent sądowy, badający i gromadzący szczegóły pewnej sprawy”, to „krytyk powinien był mieć na pamięci to stanowisko autorki i do oceny jej utworu stosować zasady, według których się sądzi odbicia fotografa, protokoły sędziego śledczego lub obserwacje patologa” (Przegląd piśmienniczy, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 309). Do jego zadań powinna ponadto należeć ocena psychologicznego prawdopodobieństwa oraz konsekwencji stosowania przez autora wybranej estetyki utworu.

Jako krytyk często wchodził w dyskusje lub zabierał głos w ważnych sporach współczesnych. Zajął np. jednoznaczne stanowisko w sporze, jaki toczył się wokół Zarysu literatury polskiej z ostatnich lat szesnastu Chmielowskiego. Uznając, tak jak autor tej pracy, znaczenie przełomu w literaturze i kulturze po 1864 r., zdecydowanie (i wbrew odmiennemu zdaniu redakcji „Tygodnika Ilustrowanego” wyrażonemu w przypisie) dystansował się od opinii „Biblioteki Warszawskiej” kwestionującej zasadność takiego poglądu, a także krytycznie wypowiedział się na temat roli, jaką w kampanii przeciw Chmielowskiemu odegrał Henryk Sienkiewicz (tamże). Włączył się w debatę na temat książki Józefa Tretiaka Juliusz Słowacki. Historia ducha poety i jej odbicie w poezji, zarzucając autorowi zajęcie stanowiska „sędziego w antagonizmie dwóch wielkich poetów” bez zrozumienia zasadniczych kontrastów duchowych między Mickiewiczem a autorem Beniowskiego (W kwestii Słowackiego, „Książka” 1906, nr 6). Przez całe życie był w intelektualnej i mentalnej opozycji wobec Tarnowskiego, choć umiał go też docenić.


Sądy na temat literatury współczesnej. Kiedy na początku swojej działalności pisarskiej Chlebowski próbował całościowo spojrzeć na aktualny poziom rozwoju polskiej literatury współczesnej, diagnoza nie wypadła zbyt pomyślnie: „Pozytywizm naukowy i naturalizm artystyczny, indyferentyzm moralny i formalizm religijny – są to objawy tego skurczenia i zwątlenia ludzkiego ducha, unikającego wielkich wysileń, gorących porywów i długotrwałego naprężenia” („Tygodnik Ilustrowany” 1882, nr 330). Doceniał wzajemną zależność literatury i nauki, ale był zdania, że „ubóstwo tez i bezbarwność spółczesnej literatury ma swą przyczynę w stanie i kierunku dzisiejszej nauki, w rozdrobnieniu poszukiwań, w praktycznym przeważnie charakterze prac naukowych, w nieufności do wszelkiej syntezy i lekceważeniu wszelkich główniejszych hipotez” („Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 326).

Po latach spośród przedstawicieli swego pokolenia Chlebowski najwyżej cenił Sienkiewicza, uznając go za wychowawcę narodu i „jedynego wielkiego artystę-poetę” w epoce „chwiejnego i nietrwałego kompromisu między wiedzą a uczuciem” (Neoromantyzm współczesny), pokrewnego Mickiewiczowi w tych aspektach twórczości wieszcza, które uznawał za klasyczne i realistyczne. W literaturze młodopolan raziły Chlebowskiego nadmiernie wybujały indywidualizm, uleganie nihilizmowi, eksponowanie cierpień duszy, „chorobliwość i nienormalność literatury neoromantycznej, świetnej artyzmem, talentami, bogactwem treści, a jednocześnie przygnębiającej, upajającej, rozstrajającej” (tamże). Cenił natomiast bardzo wysoko twórczość Wyspiańskiego za uczucia i ideały społeczno-narodowe, religijność i patriotyzm, „oryginalność i świeżość artyzmu”, a także za inwencyjność w operowaniu językiem (Twórczość Wyspiańskiego). Jako „nowe zagadnienie” ważne zarówno z powodów literackich, jak i krytycznych Chlebowski widział wydawanie i poznawanie twórczości Cypriana Norwida.

Zdaniem Chlebowskiego „sztuka prawdziwa jest zawsze realistyczną” („Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 296), bo jej ożywczym źródłem jest rzeczywistość. Do współczesnego realizmu w literaturze miał jednak dystans, dostrzegając w nim ryzyko nadmiernego skupienia na sprawach bieżącego życia społecznego oraz ulegania „niezdrowej atmosferze miast wielkich”, skutkującego „reporterstwem” (tamże), podążaniem za tym, co zmienne, a nie wiecznotrwałe, brakiem zainteresowania przyrodą i naturą ludzką. Chlebowski sądził, że potrzebą współczesności jest to, by krytycy i czytelnicy interesowali się przede wszystkim piśmiennictwem polskim, a obcym tylko o tyle, o ile może ono dostarczać wzorów. Zarazem jednak uznawał konieczność reagowania na ważne zjawiska literackie Zachodu i ich oceny, nawet jeśli nie można ich zalecić jako godnych naśladowania. Poświęcił zatem uwagę „sceptyczno-pesymistycznej filozofii życia” Gustave’a Flauberta (tamże), rozumiał jej uwarunkowanie wstrząśnieniami społecznymi po komunie paryskiej, ale krytykował studium Antoniego Sygietyńskiego poświęcone francuskiemu pisarzowi za to, że nie ukazywało jednostronności poglądów autora Pani Bovary.

Język krytyki. Prace Chlebowskiego charakteryzowały logika i spokojne tempo wywodu, w dłuższych studiach przypominające nieco tok wykładowy. Krytyk wprost wyrażał swoje opinie, ale dbał o ich solidne uzasadnienie. Starał się pisać rzeczowo i zrozumiale nie tylko dla specjalistów. Łączył rozległą wiedzę z intuicją i wyobraźnią; często angażował się intelektualnie i emocjonalnie w podejmowane zagadnienia. Lokowało go to gdzieś między „spółczuciem psychologicznym” Chmielowskiego a ekspresyjnością Brzozowskiego. Nie zawsze dbał o ścisłość terminologiczną, nadużywał słowa „pojawy”, zdarzało mu się niedokładnie podawać tytuły. Miał niewątpliwie umiejętność przyciągania uwagi czytelnika za pomocą trafnie dobranych cytatów, a także interesujących porównań i metafor. Układały się one niekiedy w rozbudowane obrazy. Zarazem jednak Chlebowski umiał, posługując się tymi samymi środkami, być bardzo zwięzły. Interesujący efekt kondensacji treści przy jednoczesnym poszerzaniu perspektywy poznawczej uzyskiwał, budując paralele między autorami (np. J. Słowacki – W. Shakespeare, J. Słowacki – F. Chopin, B. Prus – Ch. Dickens, S. Wyspiański – R. Wagner, S. Brzozowski – P. Skarga).</document>
<document nplp_id="13864" title="Chłędowska Stefania" slug="chledowska-stefania">Nowelistka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Stefan Krępski; Stefania; Z.D.; Zofia D...a.


Informacje biograficzne. Stefania Zofia Tabęcka urodziła się 18 IV 1850 w Dłutowie k. Mławy jako córka majętnego ziemianina Konstantego Tabęckiego h. Dąbrowa (1810–1885) i Anieli Krępskiej h. Ostoja (1818–1887). Otrzymała staranne wykształcenie domowe, stale uzupełniane przez samokształcenie podczas wojaży i pobytów zagranicznych (Wrocław, Drezno, Paryż, Monachium, Włochy – gdzie przebywała dłużej, zagrożona gruźlicą, Wiedeń – gdzie podjęła studia z estetyki w Albertinum). Debiutowała w „Kronice Rodzinnej” wierszem Z życia i z śmierci (1871) oraz opowiadaniem Pamiętnik Ewuni (1873) dzięki inspiracji znajomego Antoniego Edwarda Odyńca. W 1875 r. poślubiła galicyjskiego literata i urzędnika Kazimierza Chłędowskiego (1843–1920), przebywała z mężem we Lwowie, a od 1881 r. w Wiedniu. Prowadziła życie odosobnione (dopiero od 1877 r. bardziej ożywione towarzysko; m.in. znajomość z W. Łozińskim, J. Szujskim, W. Bełzą) oraz poświęcone intensywnej pracy literackiej. Publikowała w czasopismach galicyjskich: „Gazecie Lwowskiej” oraz w jej dodatku, „Czasie”, „Gazecie Krakowskiej”, „Przeglądzie Polskim”, a także w warszawskich („Gazeta Polska”, „Kronika Rodzinna”, „Echo” i „Świt”). Zmarła 7 III 1884 w Menton we Francji. W opinii współczesnych odeszła u progu dobrze zapowiadającej się kariery literackiej, nim w pełni osiągnęła dojrzałość twórczą.

Twórczość krytycznoliteracka. Dorobek Chłędowskiej został w całości i pod jej nazwiskiem ogłoszony pośmiertnie (Szkice literackie, t. 1–2, 1885; Nowele i szkice literackie, t. 1–2, 1885). Zauważano i recenzowano głównie jej twórczość nowelistyczną, badacze jednak są zgodni, że krytycznoliteracki dorobek pisarki przewyższa jej prozatorskie próby „poziomem, zasięgiem zainteresowań, a nawet stylem” (I. Wyczańska). Jako krytyczka wykazywała rzetelne oczytanie w bieżącym piśmiennictwie europejskim, świetną orientację w klasycznej i aktualnej filozofii, estetyce oraz krytyce niemieckiej i francuskiej (m.in. A.W. i F. Schleglowie, G.E. Lessing, F.Th. Vischer, Ch.-A. Sainte-Beuve, H. Taine). Literatura polska nie zajmuje zbyt wiele miejsca w szkicach Chłędowskiej, co jej zresztą wytykano (K. Kaszewski). Dążność do przyswojenia czytelnikom dawnej i nowszej literatury (sztuki) obcej oraz ambicja stworzenia syntetycznej mapy prądów i kierunków epoki wyróżnia ją pozytywnie na tle ówczesnych, niezbyt kompetentnych przeglądów literatur zagranicznych. To samo dotyczy szerokiej gamy zainteresowań (literatura, teatr, malarstwo, muzyka, sztuka użytkowa). Różnorodność tematów i wnikliwość podejścia rozsadzała nieraz ramy szkicu literackiego i felietonu w kierunku eseju, przez co pisarstwo Chłędowskiej ujawnia świeżość i odmienność na tle pokutujących ówcześnie schematów. Wskutek niejednorodnej poetyki jej szkice o charakterze krytyczno-, historyczno- bądź nawet teoretycznoliterackich rozpraw zawierają obfite streszczenia i partie recenzenckie. Syntetyczne sądy sąsiadują w nich z subiektywną impresją, oceny niewolne od naiwnej euforii występują obok sygnałów dojrzałej świadomości literackiej (jak np. uwagi o językowych clichés, konwencjonalności środków wyrazu czy umowności świata przedstawionego), w recenzjach najciekawsze są eseistyczne dygresje. Chłędowska ma tendencję raczej do nadwyżki niż zaniżania ocen, przy czym ich kryterium bywa chwiejne, co było może rezultatem niewielkiej praktyki krytycznej albo gustu kształtowanego przez popularne lektury salonowe, swoiste piętno „środowiskowe”. Dominuje jednak ton neutralnego opisu.

Najważniejsze wypowiedzi krytycznoliterackie Chłędowskiej dotyczą dylematów światopoglądowo-estetycznych związanych z XIX-wiecznym kierunkiem realizmu/ naturalizmu w literaturze (Ostatnie romanse naturalistyczne, w: Szkice literackie, t. 2) i malarstwie (Naturalizm w sztuce współczesnej, w: tamże, t. 1). Wypowiadała się również o powieści oraz noweli. W stylistycznie i merytorycznie najwartościowszym studium Nowe i dawne kierunki romansu („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1878, t. 1/2) kanon nowożytnej prozy europejskiej (G. Boccaccio, F. Rabelais, M. de Cervantes, H. d’Urfé, A.-R. Lesage, H. Fielding, S. Richardson, J.-J. Rousseau, J.W. Goethe) służy jako model dla współczesnej produkcji powieściowej, która według Chłędowskiej nie przynosi obrazu „ogólnej ludzkiej natury” (tamże); ostatnim autorem wiernym dawnym mistrzom był jej zdaniem Honoré de Balzac. Rozprawa ta, o tonie eseistycznym, uwzględniająca kontekst filozofii i historii idei, zapowiada poniekąd typ wypowiedzi metaliterackiej uprawiany później przez Györgya Lukácsa czy Ericha Auerbacha. Mniej udane jest omówienie ówczesnego dorobku nowelistycznego (Noweliści, w: Szkice, t. 1), skoncentrowane na ciekawostkach biograficznych i streszczeniach utworów dobranych według subiektywnego, nieprzekonującego klucza (Ouida, właśc. M.L. Ramé; F. Caballero, właśc. J. Böhl de Faber; F. Bret Harte; H. Sienkiewicz). Bardzo rzetelna jest natomiast obszerna prezentacja sytuacji liryki w 2. poł. XIX w. (Poezja współczesna, „Gazeta Polska” 1881, nr 194–208; Jeszcze poeci angielscy, w: Szkice, t. 1), gdzie Chłędowska ukazuje rodowód i odmiany współczesnej „poezji tendencyjnej” (społeczno-filozoficznej we Francji, Włoszech i w Anglii, polityczno-propagandowej w Niemczech). Spośród omawianych twórców (z polskich występuje tylko A. Asnyk) najwyżej stawia Alfreda Tennysona, „poetę-artystę”, reprezentanta „klasycznego prawie spokoju i dobrego smaku” (Poezja). Nie mniej ambitne są szkice poświęcone poszczególnym wydarzeniom czy zjawiskom artystycznym, w tym wnikliwe i krytyczne sprawozdanie z kontrowersyjnego wystawienia drugiej części Fausta na scenie wiedeńskiej w 1883 r. („Faust” na scenie, w: Szkice, t. 2), omówienie głośnej wystawy realistycznego malarstwa Wasilija Wierieszczagina z 1881 r. (tamże, t. 1) czy studium o fenomenie Richarda Wagnera.

Recenzenckie prace Chłędowskiej reprezentują różny poziom. Do ciekawszych należy szkic o pamiętniku Henrietty Ankwicz-Kuczkowskiej, w istocie esej o romantycznym stylu życia (Romantyczka, „Gazeta Polska” 1883, nr 74–77), oraz omówienie Faustyny Edmonda oraz Kuchennych schodów Émile’a Zoli, a właściwie dyskusja nad koncepcją XIX-wiecznego mimetyzmu (Ostatnie romanse naturalistyczne). Pozostałe recenzje, które zaświadczają zainteresowanie Chłędowskiej aktualną kwestią kobiecą, przynoszą głównie streszczenia bieżących nowości o przeciętnym poziomie artystycznym lub naukowym (Numa Roumestan A. Daudeta; Księżniczka Bagdadu, Les Femmes qui tuent et les Femmes qui votent A. Dumasa syna; Die Frau auf dem sozialen Gebiete L. von Steina). Ich wartość polega głównie na ujawnieniu określonych gustów estetycznych i poglądów społeczno-obyczajowych recenzentki, niekoniecznie ceniącej modnego Alphonse’a Daudeta, jak twierdzili interpretatorzy jej twórczości, oraz bardzo umiarkowanie popierającej emancypację ocenianą z chrześcijańskiego punktu widzenia. Także dorobek „doskonałej felietonistki” (A. Bar, PSB), powstający częściowo w celach zarobkowych, jest nierównej wartości – konwencjonalne felietony poświęcone Hansowi Makartowi (Malarz kobiet, w: Szkice, t. 2) czy wrażeniom z zagranicznych podróży (Z wakacji, w: tamże) sąsiadują z interesującymi obrazkami o charakterze rodzajowym (Pod parasolem) bądź kulturowo-socjologicznym (Znaki fabryczne; U pana Geldhaba; Ostatnie mody, w: tamże).

Metoda i styl. Jako krytyczka zajmowała stanowisko eklektyczne. Z pozytywizmem łączyły ją aprobata orientacji utylitarystycznych w sztuce oraz scjentystyczna metodologia i aparatura pojęciowa: biograficzny genetyzm, poszukiwanie determinantów środowiskowo-historycznych i Taine’owskich „cech dominujących”. Pozytywistyczny utylitaryzm Chłędowskiej dochodzi też do głosu w negatywnym osądzie romantyzmu, epoki „sztucznej” i „refleksyjnej” (Romantyczka), oraz w podejściu do poezji; literatka aprobuje zobojętnienie odbiorców na lirykę poromantyczną, do pewnego stopnia godzi się na jej publicystyczną orientację i zaangażowanie ideologiczne. Chłędowska jednak reprezentuje tradycjonalizm światopoglądowy (widoczny już w gramatycznej formie wypowiedzi w pierwszej osobie rodzaju męskiego czy w poglądach społecznych i religijnych), jak również oraz tradycjonalizm estetyczny ukształtowany w konserwatywnym środowisku kulturowym, a może także pod wpływem tradycji postheglowskiej kontynuowanej w Galicji przez Stanisława Tarnowskiego.

Język dyskursu krytycznoliterackiego Chłędowskiej wpisuje się w dziedzictwo klasycystyczne i idealistyczne, opiera się na przekonaniu o uniwersalnych cechach sztuki postrzeganej w kontekście historycznym i komparatystycznym. Świadczą o tym pojęcia „harmonii, ładu, artystycznej konstrukcji”, „doskonałości formy” (Noweliści), postulat dzieła sztuki odpowiadającego „chwilowym potrzebom społeczeństwa, prawdzie i wiecznym prawom piękna” (Naturalizm) oraz zgodna z tradycyjnym idealizmem estetycznym formuła piękna jako przejawu „wyższej prawdy” etycznej i metafizycznej (Ostatnie romanse); są to koncepcje zbieżne z tzw. ordo i transfiguratio, paradygmatami estetyki niemieckiej, bez wątpienia znanej Chłędowskiej.


Ocena realizmu i naturalizmu. Założenia te przesądziły o ambiwalentnym stosunku publicystki do ówczesnego krajobrazu literackiego. W kierunku realistycznym/ naturalistycznym (brak precyzji terminologicznej) Chłędowska dostrzegała skutek demokratyzacji społeczeństw i znużenie romantyczną introwersją, poszukiwanie dosłownej prawdy „zewnętrznej”, „niewnikającej w treść rzeczy” (Naturalizm). Stojąc na gruncie mimetyzmu arystotelesowskiego, oskarżała sztukę realistyczną o brutalny nieraz trywializm i powierzchowną reprezentację świata, o „eksperymentalizm” i „impresjonizm”, o brak „wewnętrznej prawdy” i „praw harmonii i całości” – czyli o nieobecność wartości duchowych oraz jakości estetycznych (Naturalizm; „Numa Roumestan”). Było to wyostrzenie diagnozy spotykanej w epoce; subtelnego poczucia „tego, co piękne, wzniosłe i dobre” (Naturalizm), odmawiała Chłędowska nie tylko Émile’owi Zoli, lecz także Gustave’owi Flaubertowi i realistycznemu malarstwu Wasilija Wierieszczagina, formułując tezy będące dokładnym odwróceniem haseł późniejszej kampanii Stanisława Witkiewicza i Bolesława Prusa: „[...] realizm tego nie dokaże, aby pomimo piękności formy rzecz o treści lichej i podłej mogła być skończenie artystycznie piękna” (Poezja współczesna). Jako pozytywistka, żywiąc wielki szacunek dla naukowo poświadczonej wiedzy, Chłędowska wzywała do starannej lektury utworów naturalistycznych, które należy traktować „nie jako zbiór skandalów, bo tym je poniżamy, nie jako rzecz sztuki, bo na to nie zasługują, ale raczej jako szkic społeczny, nieco jednostronny, jako satyrę społeczną”. Słabość doktryny widziała raczej w poważnych zaniedbaniach formalnych, swoistym „nihilizmie” artystycznym: „[...] nie o niemoralność oskarżam powieść Zoli lub Goncourta [...] – oskarżam je tylko o zupełny brak piękna”; „Realizm nawet o tyle tylko jest niemoralny, o ile neguje piękno” (Ostatnie romanse). Stanowisko takie odróżniało Chłędowską od wielu jej współczesnych.

Tradycjonalizm estetyczny publicystki ujawniał się także w stosunku do formy powieści: widziała w niej gatunek pozbawiony reguł, narażony na ryzyko eksperymentów i niezasługujący na miano dzieła sztuki. Upodobaniem Chłędowskiej jako krytyczki (i autorki) cieszył się natomiast gatunek noweli dający szerokie możliwości kompozycyjne oraz reprezentujący „doskonałość prawie klasyczną”, „mikrokosmos pełen organicznej całości” (Noweliści; terminy inspirowane przez teorię P. Heysego).

Estetyzm i idealizm. Jako krytyczka występowała w imieniu „ludzi literacko i artystycznie wykształconych”, którym stały „na zawadzie całe wykształcenie klasyczne, wzory piękne, literackie wspomnienia” (Ostatnie romanse). Jej krytyka nosi piętno erudycji, zwraca uwagę intuicyjną trafnością sądów, np. refleksja o mistrzostwie języka Adama Asnyka i Henryka Sienkiewicza, które daje rękojmię powstania wielkiej polskiej powieści, dotąd nieistniejącej. Wykazuje predylekcję do finezji i wyrafinowania (np. aluzje intertekstualne i interdyscyplinarne, uprzywilejowanie epickiego i lirycznego drobiazgu). Częściowo jest to przejaw XIX-wiecznej, typowej poetyki „kobiecej”, częściowo rezultat skłonności Chłędowskiej do estetyzacji sztuki i świata w ogóle; towarzyszą temu ubolewania nad przesadną instrumentalizacją sztuki, „reklamy w politycznej lub społecznej pracy” (Poezja), oraz sporadyczne diagnozy dekadencji (wzmianki o nudzie, „chorobie wieku”). To wszytko każe z nieufnością traktować manifesty utylitaryzmu czy antyromantyzmu Chłędowskiej. Jej tęsknoty romantyczno-idealistyczne najżywiej dają o sobie znać w eseistycznych partiach szkiców, gdzie oskarża epokę o zagubienie indywidualizmu, heroizmu, geniuszu, szans na arcydzieło. Dystans wobec kulturowej pospolitości oraz lęk przed anonimowością tłumu stają się wręcz obsesją publicystki, która w „szczerym, zdrowym indywidualizmie” (Znaki fabryczne, w: Szkice, t. 2) widzi ostatni azyl głębszej i uniwersalnej prawdy o świecie: Taine’owskiej „cechy dominującej” i Heglowskiej „idei” równocześnie.

Chłędowska przyznawała, że kierunków współczesnej sztuki nie rozumie i nie lubi, doceniała w nich jednak zaletę szczerości. Szczerość też trzeba przypisać jej własnym diagnozom krytycznoliterackim, w których starała się nie potępiać, lecz przede wszystkim poznać i zrozumieć, nawet jeśli obiekt poznania wymykał się aprobowanym kryteriom estetycznym i światopoglądowym. Prowadziła dyskurs rzeczowy, sumienny, anachroniczny w przesadnym normatywizmie i orientacji klasycyzującej, bardziej opisowy niż twórczy – ale niewątpliwie oryginalny na tle dokonań krytycznoliterackich pozytywizmu. Szkice Chłędowskiej pozostają cennym źródłem informacji o realistycznym pejzażu sztuki europejskiej oraz potencjale recepcyjnym ówczesnej krytyki polskiej.</document>
<document nplp_id="13865" title="Zmorski Roman" slug="zmorski-roman">Poeta i prozaik, krytyk literacki, tłumacz, folklorysta. Kryptonimy i pseudonimy: Polak; R.; Roman; Roman Mazur; Roman Z.; Roman Zm.; Roman Zamarski; Roman Zamorski; Roman Z…; Roman Z.  ; R.Z.; R. Zamarski; R. Zm.; R.Z. Warszawianin; Z.R. Warszawianin; 5; ***; *R*; Z.; Zamarski Roman.

Informacje biograficzne. Roman Ludwik Zmorski urodził się 9 VIII 1821 w Warszawie jako syn urzędnika Tomasza Mikołaja Adama Zmorskiego h. Topór i Marianny Anieli z Wadeckich. Po 1830 r. zamieszkał w Cieleśnicy i rozpoczął naukę w szkole obwodowej w Białej Podlaskiej. Kształcił się też m.in. w Łomży, a później w warszawskim gimnazjum przy ul. Leszno – jego przyjaciółmi ze szkolnej ławy byli m.in. Aleksander Niewiarowski i Włodzimierz Wolski. Około 1839 r. Zmorskiego usunięto ze szkoły z powodu jego działalności konspiracyjnej. Związał się ze środowiskiem cyganerii warszawskiej i stał się jedną z najważniejszych postaci w tym gronie. We wspomnieniach podkreślano oryginalny wizerunek, swobodny styl życia i niezależność Zmorskiego, które wpisywały się w zachowania bohemy artystycznej. Istotną rolę w jego biografii odegrały wędrówki etnograficzne po Mazowszu. W młodości dołączył do sprzysiężenia Karola Levittoux, za co w 1841 r. został aresztowany i skazany na dozór policyjny. Według Edwarda Pieścikowskiego Zmorski, związany z Edwardem Dembowskim, brał udział także później w pracach konspiracyjnych. Wraz z Teofilem Lenartowiczem i Karolem Brzozowskim 18 VIII 1843 zbiegł z Warszawy do zaboru pruskiego. W 1845 r. poślubił Teklę Parczewską, z którą zamieszkał w Osieku i miał dzieci: Masława (ur. 1848) i Zbigniewę (1852–1895). Z powodu otrzymanego przez Zmorskiego nakazu opuszczenia zaboru pruskiego jesienią 1847 r. małżonkowie wyjechali do Akwizgranu, stamtąd zaś do Brukseli (skąd poeta odbywał podróże do Paryża) i Drezna. W 1848 r., borykając się z legalizacją pobytu w zaborze pruskim, Zmorski zdecydował się na wyprawę na ziemie łużyckie, gdzie ok. dwóch lat pogłębiał zainteresowania kulturą Słowian. Wrócił do Osieka, a następnie przebywał we Wrocławiu, w Dusznikach, Sopocie, Weimarze, Wiesbaden, aby przez Brukselę w 1854 r. na półtora roku znaleźć się we Francji. W 1855 r. wyjechał do Konstantynopola – oficjalnym powodem wyprawy była misja naukowa, w rzeczywistości Zmorski był agentem Adama Jerzego Czartoryskiego, choć aktywność poety nie wiązała się z dążeniami Hotelu Lambert. Odbywał również wędrówki po Półwyspie Bałkańskim, a od lutego 1857 r. przez ponad rok mieszkał we Lwowie. Dopiero w 1858 r. na mocy amnestii carskiej mógł ponownie pojawić się w Warszawie, opuścił jednak miasto po uwolnieniu z aresztu, do którego trafił w 1862 r. W ostatnich latach życia znalazł się w szczególnie trudnym położeniu. Po wyjeździe ze stolicy udał się do Krakowa, lecz i tu nie mógł osiąść ze względu na sytuację polityczną. Chory na gruźlicę poeta, którego kontakty z żoną i dwojgiem dzieci uległy rozluźnieniu, wyjechał do Drezna, gdzie zmarł 19 II 1867; tam został pochowany.

Współpraca z czasopismami. Debiut Zmorskiego w roli krytyka (a także debiut poetycki) to 1840 r. Już w recenzji Starych gawęd i obrazów Kazimierza Władysława Wójcickiego („Piśmiennictwo Krajowe” 1840, oddz. 1, nr 45) autor wykazał – jak zauważył Pieścikowski – „nieprzeciętny talent krytyczny”. W pierwszym okresie działalności publikował głównie w „Przeglądzie Warszawskim”. Uczestniczył też krótko w redagowaniu pierwszego numeru „Nadwiślanina” Seweryna Filleborna, ale od związków z redakcją publicznie się odżegnał. W latach 40. współpracował z „Biblioteką Warszawską”. W 1843 r. wraz z Józefem Bogdanem Dziekońskim wydał tom Jaskułka [!] – antologię zawierającą utwory redaktorów oraz Dembowskiego, Filleborna, Niewiarowskiego, Wolskiego, a także Antoniego Czajkowskiego, Teofila Lenartowicza i Seweryna Zenona Sierpińskiego. Jako krytyk kontynuował rozpoczętą w Warszawie współpracę z „Tygodnikiem Literackim”, a w l. 1846–1848 publikował w „Przyjacielu Ludu”. Redakcjom tych czasopism była bliska sprawa odrodzenia narodowego Łużyczan, której uwagę poświęcił również Zmorski. Coraz bardziej zainteresowany ideą słowianofilską, zbliżył się już w l. 1844–1845 do przedstawicieli środowiska akademickiego we Wrocławiu, gdzie brał udział w zebraniach u profesora literatury słowiańskiej Františka Ladislava Čelakovskiego; poznał wówczas także Jana Arnošta Smolerja. Podczas pobytu na Łużycach, wspierany przez tamtejszych twórców i uczonych, Zmorski redagował wychodzące w 1849 r. w Budziszynie polskojęzyczne „Stadło” (z czasopismem współpracowali m.in. J. Lelewel i T. Lenartowicz). We Lwowie podjął pracę jako redaktor „Dziennika Literackiego”, gdzie razem z Władysławem Zawadzkim i Kornelem Ujejskim z powodzeniem prowadził dział krytyki. Jak pisze Pieścikowski: „[…] raz jeszcze (po próbach młodzieńczych) zaświadczył, iż w tym względzie dysponuje piórem nie byle jakim, […] są to wystąpienia znamienne, jakby świadczące o ewolucji upodobań estetycznych Zmorskiego”. Po powrocie do Warszawy Zmorski dołączył do redakcji „Tygodnika Ilustrowanego”, z którym współpracował od jego założenia aż do swej śmierci. Na początku lat 60. pisał recenzje dzieł naukowych dla „Przeglądu Europejskiego”, współpracował też z „Gazetą Polską” i „Ojczyzną” Agatona Gillera.

Tradycja słowiańska a literatura krajowa. We Wspomnieniu Seweryna Zenona Sierpińskiego („Tygodnik Literacki” 1844, nr 20) Zmorski scharakteryzował sytuację literatury krajowej w latach 30. i 40., podkreślając atmosferę odrętwienia po powstaniu listopadowym, ale też narastające tendencje niepodległościowe oraz rolę twórczości literackiej w ich podtrzymywaniu. W działalności krytycznej nawiązywał m.in. do programu grupy „Ziewonia”, szczególnym uznaniem darzył Seweryna Goszczyńskiego. Z wyborami politycznymi krytyka wiązały się jego poglądy na literaturę ludową, zbieżne ze stanowiskiem Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, Edwarda Dembowskiego, Ryszarda Berwińskiego. W artykule Kilka słów o podaniach i baśniach ludu („Przyjaciel Ludu” 1847, nr 27, 35) Zmorski uznał gminne opowieści oraz pieśni za skarbnicę wiedzy o czasach najdawniejszych i świadectwo ducha narodu. Spuściznę tę należało ocalić od zapomnienia, na które została skazana wraz z dominacją kultury łacińskiej. Miało temu służyć zarówno dokumentowanie i opracowywanie utworów gminnych, jak i umiejętne włączanie ich elementów do dzieł oryginalnych, autorskich. Kwestię stopnia ingerencji w utwory ludowe przygotowywane do druku krytyk zauważał i problematyzował, o czym świadczą m.in. recenzje książek Wójcickiego oraz uwagi poświęcone serbskim baśniom ludowym wydanym niemal bez obróbki literackiej przez Vuka Stefanovića Karadžića; poeta zajął tu stanowisko pośrednie. Dowodów na bliskość kulturową narodów słowiańskich Zmorski szukał m.in. w ludowych pieśniach serbskich. Pod względem funkcji, a także nastroju i plastyczności miały one wykazywać podobieństwo do starożytnego eposu greckiego – poeta pozostawał zresztą pod wpływem teorii Friedricha Augusta Wolfa upatrującego genezę epopei w niepowiązanych ze sobą utworach gminnych. O pieśniach jako tworzywie eposu Zmorski pisał chociażby w artykule Słówko o narodowych pieśniach serbskich i nowym ich przekładzie („Biblioteka Warszawska” 1852, t. 4) i w sprawozdaniu Krótki rys nowego piśmiennictwa serbskiego („Biblioteka Warszawska” 1853, t. 2) omawiającym broszurę Die neuere Literatur der Serben (1852) Jovana Ristića. Pieśni serbskie, w przeciwieństwie do baśni, uznawał za wybitne osiągnięcie literatury powszechnej. Tłumaczył na język polski pieśni zebrane głównie przez Karadžića – poznał go zresztą osobiście i poświęcił mu wspomnienie, w którym zaakcentował „zdrowy, trzeźwy chłopski rozum” serbskiego badacza, pozwalający docierać do prawdy i przeciwstawiony rozumowaniu zawiłemu, błądzącemu „wśród blichtrów i ułudnych pozorów” (Wuk Stefanowicz Karadzicz, „Tygodnik Ilustrowany” 1867, t. 15, nr 400).

Wspólnototwórcza i edukacyjna rola krytyki. Recenzując zbiór podań meklemburskich Alberta Niederhöffera („Tygodnik Ilustrowany” 1865, nr 285), a także pracę rosyjskiego slawisty Aleksandra Hilferdinga poświęconą Kaszubom („Przegląd Europejski, Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1862, R. 1, t. 2), Zmorski podkreślał stopniowe zanikanie pamięci o słowiańskiej przeszłości. Według niego literatura i krytyka literacka w warunkach zaborów miały odpowiadać m.in. za podtrzymywanie poczucia wspólnoty i tożsamości narodowej. Dzieła literackie winny pełnić funkcję narzędzia komunikacji między poszczególnymi częściami kraju, „utrzymując ciągłą wymianę uczuć i pojęć, powiększając ogólny kapitał ciepła, światła i talentu w obiegu powszechnym” (Powieści Walerego Łozińskiego, „Gazeta Polska” 1861, nr 285). Zmorski dużą wagę przywiązywał do czystości języka i piętnował naśladowanie obcych wzorów. Wytykał pisarzom, np. Waleremu Łozińskiemu, nieporadności stylistyczne, a zwłaszcza makaronizmy, atuty pisarstwa Sierpińskiego miały zaś wynikać z jego nieznajomości języków innych niż polski, ukraiński i łaciński oraz z braku oczytania w romansach tłumaczonych na polski. Za swoje zadanie uznawał nie tylko zapoznawanie czytelników z wydawanymi dziełami (stąd często obszerne streszczanie fabuły analizowanych utworów), lecz także edukację twórców, wpływanie na ich warsztat przez wskazywanie błędów albo wytyczanie im kierunków rozwoju. Surowsze oceny usprawiedliwiał tym, że udział w kształtowaniu talentu twórców przynosi pożytek całemu społeczeństwu („Dziś i wczoraj. Rysy biograficzno-obyczajowe i bajki”, przez Onegdajskiego, „Dziennik Literacki” 1858, nr 49), m.in. dlatego przedmiotem jego zainteresowania nie były wyłącznie najwybitniejsze utwory literackie.

„Święta iskra” i „prawi poeci” – artysta i jego dzieło. Zmorski sporo uwagi poświęcał kompozycji, obrazowaniu, konstrukcji postaci i językowi dzieł literackich. Również jego własne wypowiedzi cechowała dbałość o formę. Charakteryzowały się rozbudowaną metaforyką, np. porównywał Aleksandra Grozę jako przedstawiciela szkoły ukraińskiej w poezji do jeźdźca niepewnie trzymającego się w siodle (Poezje Aleksandra Grozy, „Tygodnik Literacki” 1844, nr 34). Za pomocą języka figuratywnego pisał też o uznanych za idealne wytworach sztuki: podaniach ludowych, zestawionych z obrazem ruin słowiańskiej świątyni obrośniętej bluszczem wyobraźni, o poematach tworzonych na podobieństwo tęczy albo dzieł, których kompozycja powinna przypominać górski pejzaż (tamże, nr 34, 37). Ideałem artysty nie był dlań pisarz-rzemieślnik, lecz poeta natchniony, ukazujący rzeczywistość przez pryzmat własnej osobowości, umiejętnie oddziałujący na emocje odbiorców. Źródłem dzieł najwybitniejszych, jak np. Goszczyńskiego, były pierwiastki irracjonalne, duchowe, a ich doskonałość artystyczna nie wynikała jedynie z opanowania techniki, ale z indywidualności artysty, a także z jego zaangażowania w życie społeczne. To m.in. brak „zapału i miłości dla wielkich zagadnień świata i ludzkości, dla prawdy i postępu” (Hans Christian Andersen, pisarz duński, „Dziennik Literacki” 1856, nr 52) dyskwalifikował Hansa Christiana Andersena jako wybitnego pisarza. Zmorski uważał go za twórcę miernego, a argumenty zaczerpnął głównie z jego autobiografii, zarzucając autorowi np. zbytnie przywiązanie do sławy i uznania. Wyżej cenił poległego w powstaniu styczniowym Mieczysława Romanowskiego, autora utrzymanych w tonie tyrtejskim liryków patriotycznych i poematu Dziewczę z Sącza. W 1864 r. w recenzji Poezji Romanowskiego krytyk zwracał się do czytelników z apelem o wytrwałość, nazywając zdradą wszelkie przejawy zwątpienia w sens dalszych działań narodowowyzwoleńczych i obarczając wątpiących odpowiedzialnością za bezowocne cierpienie walczących (Poezje Mieczysława Romanowskiego, „Ojczyzna” 1864, nr 24).

Wobec powieści historycznej. Recenzując powieść historyczną Czarna mara Anny Nakwaskiej, krytyk nawiązał do słów Michała Grabowskiego o Walterze Scotcie, pisząc, że autorka „nie pojęła ani wieku, ani narodu, ani charakterów, które malować się jęła” („Przegląd Warszawski” 1841, t. 2). Oprócz wad stylu i błędów faktograficznych zarzucił pisarce niezrozumienie zadań gatunku wymagającego – jak stwierdzał gdzie indziej – „poetycznego ducha”, nie zaś tylko talentu do obserwacji i odtwarzania rzeczywistości przydatnego twórcom powieści współczesnych (Powieści Walerego Łozińskiego). W recenzji Stanicy hulajpolskiej Grabowskiego nawiązał do jego Literatury i krytyki: „Dzieło […] nie posunęło wyobrażeń o sztuce wyżej nadto, co zamyka książka o literaturze XIX wieku […], znalazło jednak, bądź dlatego, że wśród mnóstwa błędów i fałszów błyska częstokroć trafnym o sztuce sądem, bądź że sofizmatom jego nie można odmówić zręczności […], niemałą wziętość, która dziś dopiero (dzięki rozszerzającym się zdrowym pojęciom) upada, znalazło i znajduje chwalców, co w nim widzą samą genialność i prawdę, wbrew wszelkiej rzeczywistości” („Przegląd Warszawski” 1842, t. 3). Skrytykował naśladowniczy charakter Stanicy, zwłaszcza wtórność konstrukcji postaci wobec Waverleya Scotta. Zwracając uwagę na sprzeczność między założeniami teoretycznymi konserwatywnego krytyka a ich praktycznym zastosowaniem, Zmorski wskazał m.in. na chwalony u Scotta i postulowany, a niezrealizowany w powieści, idealny typ zobiektywizowanej narracji wytwarzającej iluzję rzeczywistości i sprawiającej, że – parafrazując słowa poety – „nie widać książki, nie słychać autora” (tamże). W Stanicy Zmorski dostrzegł niespójności i wady kompozycyjne, nade wszystko zaś napiętnował brak natchnienia przejawiający się sztucznością, nienaturalnością świata przedstawionego i języka. Recenzja była też podszyta niechęcią do Grabowskiego, którego Zmorski w 1844 r. oskarżył o publiczną zniewagę ojczyzny, m.in. z powodu przychylnej oceny Mieszanin obyczajowych Henryka Rzewuskiego (Poezje Aleksandra Grozy). W łagodniejszym, choć równie chłodnym tonie była utrzymana późniejsza recenzja powieści Grabowskiego Tajkury, w której Zmorski m.in. chwalił autora za „doskonałe zastosowanie zasady, którą w krytycznych pracach swoich z dzieł Waltera Scotta wysnuł” („Przyjaciel Ludu” 1847, nr 49).

Wokół tematyki społeczno-obyczajowej. Zmiana poglądów estetycznych Zmorskiego w latach pobytu we Lwowie i współpracy z „Dziennikiem Literackim” była związana ze zwrotem ku literaturze społeczno-obyczajowej. W recenzjach z tego czasu uwidoczniła się np. refleksja nad problemem literackości oraz przynależności gatunkowej utworów o luźnej, epizodycznej strukturze. „Obrazkowa” kompozycja i wątła fabuła Pamiętników kuratora magazynów Antoniego Jaksy-Marcinkowskiego nie pozwoliła Zmorskiemu zakwalifikować utworu jako powieści („Dziennik Literacki” 1858, nr 41–42). W autorze dostrzegł mimo to zadatki na świetnego powieściopisarza, doceniając jego bezpretensjonalność i empatię oraz chwaląc za „hogarthowski” rysunek postaci, opisy natury i umiejętność kreślenia scen rodzajowych. Mniej przychylnie ocenił Dziś i wczoraj Edwarda Żeligowskiego z powodu wymuszonego humoru, a także patosu charakteryzującego liczne komentarze narratora i wypowiedzi bohaterów. Recenzując powieści Pauliny Wilkońskiej, zauważył, że piśmiennictwo polskie w porównaniu z dorobkiem innych krajów charakteryzuje się małą liczbą profesjonalnych pisarek w stosunku do piszących mężczyzn (tamże, nr 24–28). Jako przyczynę wskazał uprzedzenia związane z pełnionymi przez kobiety tradycyjnymi rolami oraz ich naturalnymi uzdolnieniami. Umiarkowanie otwarty na kwestię kobiecą, Zmorski nie bagatelizował znaczenia edukacji i czynników społecznych dla kształtowania osobowości twórczej. Uznał jednak, że praca pisarska wymaga przymiotów tradycyjnie łączonych z kobiecością (uczuciowość, fantazja, zmysł estetyczny). Próbował też określić różnice między pisarstwem mężczyzn (charakteryzującym się m.in. przedmiotowością, syntetycznością, uniwersalnością) a twórczością kobiet, bardziej zsubiektywizowaną, przedstawiającą rzeczywistość przez pryzmat doświadczenia jednostkowego, lecz urozmaiconą pod względem psychologicznym. W dziełach Wilkońskiej, którą cenił za promowanie rozsądnego, jak uważał, modelu kobiecości, zaakcentował realizm obrazowania i kreacje bohaterek, choć wskazywał błędy w kreowaniu fabuły, niekonsekwencje i nieprawdopodobieństwo zdarzeń. Odmienne tendencje dostrzegł w twórczości Walerego Łozińskiego, podkreślając m.in. umiejętne poprowadzenie fabuły, ale i brak głębi psychologicznej. Zauważył również u tego pisarza „fotograficzną niejako sumienność w oddaniu szczegółów”, czyli zaprzeczenie poetyckości (Powieści Walerego Łozińskiego). Drobiazgowa, wszechstronna analiza dzieł tego autora świadczyła o tym, że Zmorski nie poszukiwał wyłącznie arcydzieł, ale przede wszystkim doceniał skromną, systematyczną pracę nad rozwojem literatury narodowej. Dostrzegał też własne ograniczenia poznawcze i weryfikował szczególnie niekorzystne oceny, gdy zachodziła taka potrzeba; był niekiedy surowy, lecz ostrożny, gdy chodziło o możliwą nadinterpretację zjawisk – zgodnie z opinią wyrażoną w recenzji książki Jana Radwańskiego: „Żaden poszukiwacz, wkraczający w świat dotąd niezbadany, nie widzi go takim, jakim jest w istocie; ale w upojeniu, wpływem nowości, wspanialszym, rozleglejszym, cudowniejszym. Dopiero po opatrzeniu się i obyciu przychodzi sąd spokojniejszy, rzeczy w ich właściwym świetle i rozmiarach widzieć dozwalający” (Nieco o mitologii polskiej i słowiańskiej w ogóle, „Przegląd Europejski, Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1863, t. 3).</document>
<document nplp_id="13867" title="Chłędowski Walenty" slug="chledowski-walenty">Tłumacz, poeta, dziennikarz, wydawca, redaktor, krytyk literacki, popularyzator filozofii. Kryptonimy i pseudonimy: W.C.; W.Ch.; (W.Ch.); W. Ch.........; Wydawca „Haliczanina”; ...y....i; ...yi.....yi.


Informacje biograficzne. Urodził się 13 II 1797 we wsi Jaśliska k. Dukli w wielodzietnej, bogatej i wykształconej galicyjskiej rodzinie szlacheckiej jako syn Seweryna Chłędowskiego h. Bończa (zm. 1833) i Mariany Pułczyńskiej. Uczył się w szkole powiatowej w Przemyślu, w 1819 r. ukończył Uniwersytet we Lwowie bez stopnia magistra, uczęszczając na wykłady z prawa i filozofii, był tam organizatorem i pomysłodawcą niejawnego Towarzystwa Ćwiczącej się Młodzieży w Literaturze Ojczystej; za namową starszego brata Adama Tomasza Chłędowskiego (1790–1855) poświęcił się działalności redakcyjnej i publicystycznej, współpracując z najlepszymi pismami lwowskimi 1. poł. XIX w. Z bratem współredagował w l. 1820–1821 „Pamiętnik Lwowski”, przekształcony następnie w „Pszczołę Polską”, w których zamieszczał pierwsze próby poetyckie oraz przekłady wierszy i prozy, m.in. Friedricha Schillera, Heinricha Claurena, Franciszka Ksawerego Kirchnera, Christiana Fürchtegotta Gellerta, Josepha Franza Ratschky’ego, Johanna Gaudenza von Sallis-Seewisa (częściowo zachowane w rękopisach). W 2. poł. 1821 r. krótko przebywał w Warszawie, pracując jako adiunkt honorowy przy Komisji Wyznań i Oświecenia Publicznego. Pod koniec 1822 r., po zawarciu związku małżeńskiego z Samuelą Tchórznicką, właścicielką dóbr Żelechowo k. Lwowa, osiadł na stałe w Galicji. Śmierć nowo narodzonego syna Marcelego, a po tygodniu także żony w sierpniu 1826 r. odcisnęły piętno na psychice Chłędowskiego, odtąd całkowicie poświęcił się pracy twórczej oraz działalności wydawniczej. Ważne w jego biografii okazały się podróże o charakterze edukacyjnym i krajoznawczym do Czech i Austrii, które zaowocowały m.in. cyklem ciekawych reportaży opublikowanych na łamach „Rozmaitości Lwowskich”; często przebywał również w kurortach leczniczych w Karlsbadzie, Berchtesgaden, Styrii i Treście, a echa tych wyjazdów odnajdujemy w jego wierszach i publicystyce. Krótko przed śmiercią odbył „podróż życia” do Niemiec, Holandii i Francji, spotkał się w 1845 r. z Adamem Mickiewiczem, który nie wywarł jednak na nim korzystnego wrażenia jako orędownik Andrzeja Towiańskiego i sekty Koła Sprawy Bożej. Chłędowski zmarł 23 XII 1846 w posiadłości Wietrzno po ciężkiej chorobie i załamaniu nerwowym spowodowanym rabacją galicyjską.

Krytyka w kręgu estetyki i filozofii. Działalność krytycznoliteracką rozwijał na łamach „Rozmaitości Lwowskich” ukazujących się jako dodatek „Gazety Lwowskiej”, w „Dzienniku Mód Paryskich” oraz przede wszystkim w wydawanym przez siebie „Haliczaninie”, ambitnym periodyku zaprojektowanym na cztery tomy, z których ukazały się ostatecznie tylko dwa w 1830 r. Tam też publikował obszerne rozprawy estetyczne i krytycznoliterackie, wzorowane w dużym stopniu na znanych artykułach programowych Maurycego Mochnackiego zamieszczanych w l. 1825–1826 w „Dzienniku Warszawskim”. Już w pierwszej obszernej rozprawie krytycznej, wydanej osobno jako Rozbiór uwag Philopolskiego nad „Janem z Tęczyna” (1825), Chłędowski próbuje wypracować własny sposób rozumienia celów i zadań krytyki w relacji do zmieniającej się roli sztuki w życiu społecznym. Polemizuje z rozprawą Tytusa Dzieduszyckiego (pseud. Philopolski) Uwagi nad „Janem z Tęczyna” („Rozmaitości” 1825, nr 27–28), wykazując się rozległą wiedzą filozoficzną, zwłaszcza w zakresie podstaw systemu „władzy sądzenia” Immanuela Kanta oraz estetyki Schillera, a także pewną erudycją literacką i znajomością wielu powieści współczesnych, m.in. Johanna Wolfganga Goethego, skąd czerpie argumentację na rzecz obrony niesłusznie, jak twierdzi, atakowanej powieści Juliana Ursyna Niemcewicza. Dzieduszycki zakwestionował „historyczność” powieści Niemcewicza, która jest ponoć przykładem romansu współczesnego z wątłymi tylko realiami historycznymi. Nie zgadza się z tym Chłędowski, choć argumentacja, jakiej używa, oparta przede wszystkim na przykładach powieściowych, w istocie nie rozwiązuje problemu i jest dość zagmatwana. Nie uznaje on – zgodnie z duchem krytyki romantycznej – roztrząsania analitycznego opartego na „szczegółowych prawidłach”, Philopolski jego zdaniem „najniewłaściwszy obrał sposób sądzenia tej powieści jako romansu, stanowiąc martwą, niewzruszoną formę” (Rozbiór uwag), tymczasem Jan z Tęczyna jest wyrazem nowych tendencji w powieściopisarstwie historycznym i ukazywanie w dziele tylko rzekomych błędów daje o nim „fałszywe wyobrażenie”. Należy odnaleźć w powieści jej „wewnętrzną organizację”, zamysł autorski i tylko w tej perspektywie oceniać utwór: „[...] dopiero przez jasne, bezstronne, dokładne i przyzwoite wyłożenie zgłębiając, jak to zadanie w osnowie rozwiązane zostało, wykazać prawdziwą wartość dzieła, jego błędy i jego zalety” (tamże). W Rozbiorze uwag Philopolskiego ujawnił się także inny istotny komponent krytyki Chłędowskiego. Ważne jest dla niego powiązanie literatury i filozofii w jeden splot czynności intelektualnych o charakterze estetycznym, co krytyk będzie rozwijał w następnych obszernych pracach. Przyświeca mu idea Schillera, by do rozbioru danego dzieła stosować wypracowaną wcześniej „metafizykę sztuki”, a więc stanowisko szersze niż wąski krąg przyjętej teorii literackiej. Chłędowski w późniejszych rozprawach z „Haliczanina” będzie próbował odnaleźć ową „seine eigene Kunstmetaphysik”.

Krytykę Chłędowski ujmuje w ślad za Mochnackim jako element szerszego planu filozoficznego i estetycznego, nie zaś jako analityczne studium czy roztrząsanie szczegółów i wystawianie ocen na podstawie założeń normatywnych. Nie zgadza się więc z chybioną recenzją sztuki Aleksandra Fredry, jaką Wacław Zaleski (pseud. Wacław z Oleska) umieścił w „Rozmaitościach” (Kronika teatru polskiego we Lwowie od 1 do 16 t.m., „Rozmaitości” 1827, nr 5). Autor recenzji zastosował niewłaściwe miary „tragiczności” do błahej z gruntu komedii, fałszując tym samym estetyczny wymiar sztuki Fredry, nadając jej sensy i znaczenia, których tam po prostu nie ma. Chłędowski w Uwagach nad zdaniem P. W. z Oleska (tamże, nr 9) ujawnia w ostrym polemicznym tonie niefortunne enuncjacje Wacława z Oleska, które prowadzą do fałszywych wyobrażeń o sztuce Fredry. Krytyka, bez względu na to, jakiej dziedziny artystycznej dotyczy, powinna być nade wszystko „pochodnią na drodze do szczytów sztuki”, a nie dowolnym stosowaniem nieuprawnionych pomysłów. By sprostać zadaniom „gruntownej i rozsądnej krytyki” (Uwagi nad zdaniem), należy przedmiot rozważań ujmować we właściwych ramach estetycznych. Owa przejęta od Mochnackiego ścisła zależność między filozofią, estetyką i krytyką stanie się trwałym elementem dyskursu krytycznego Chłędowskiego.

W dyskusji nad modelem literatury. W 1830 r. ukazały się we Lwowie dwa tomy almanachu literacko-filozoficznego „Haliczanin” w całości zredagowane przez Walentego Chłędowskiego. Almanach odegrał znaczącą rolę w propagowaniu literatury romantycznej, nowej estetyki i filozofii z rodowodem niemieckim oraz tzw. idei słowiańsko-narodowej na terenie zaboru austriackiego. Redaktorowi i wydawcy udało się skupić wokół pisma najświetniejsze podówczas polskie pióra z kręgu lwowskiego, m.in. Wacława Zaleskiego, Aleksandra Fredrę, Jana Nepomucena Kamińskiego, Augusta Bielowskiego, Józefa Dunin Borkowskiego i Ludwika Nabielaka, którzy współtworzyli periodyk – eklektyczny w zakresie proponowanych tematów, ale odznaczający się wysokim poziomem estetycznym i dobrym gustem literackim. Zwykło się przyjmować, że wraz z drukiem „Haliczanina” we Lwowie doszło ostatecznie do głosu pokolenie romantyków, które w najbliższym czasie będzie decydować o losach kultury i literatury polskiej w tym regionie. Chłędowski opublikował w „Haliczaninie” swoje najważniejsze rozprawy programowe, które – potraktowane jako ostoja romantycznej krytyki – zjednały mu przychylność i zaciekawienie także w Warszawie. Po tym okresie działalność publicystyczna Chłędowskiego znacznie osłabła z uwagi na pogarszający się stan zdrowia.

Chłędowski był znany przede wszystkim jako tłumacz i redaktor, również jako popularyzator filozofii, a twórczość krytycznoliteracka była dlań jednak działalnością drugoplanową, choć nie marginesową. Przy tym stylistyka jego wypowiedzi pozostawała nieraz wiele do życzenia (często niejasny i zagmatwany tok wywodu, publikacje zazwyczaj wielowątkowe, nieuporządkowane kompozycyjnie). Autor sprawiał wrażenie człowieka ciągle poszukującego i rozważającego rozmaite wątki estetyczne czy filozoficzne, z czego wyłaniał się często obraz postawy zachowawczej, ostrożnej, bez wyrazistego stanowiska. Polemiczne akcenty zeszły teraz na plan dalszy, wyparte przez poszukiwanie rozwiązań polubownych, próbujących zadowolić obie strony sporu estetycznego i politycznego znanego w historii literatury jako „walka romantyków z klasykami”.

Z obszernej rozprawy Arystoteles, sędzia romantyczności („Haliczanin” 1830, t. 1) odczytujemy poglądy Chłędowskiego m.in. na temat istoty poezji i poetyckości oraz funkcji literatury w życiu człowieka inspirowane filozofią i estetyką niemiecką (I. Kant, G.W.F. Hegel, F. Schiller), a także dostrzegamy jego zapatrywania na rolę krytyki w życiu literackim. Koncept, by powołać Arystotelesa na sędziego trybunału rozsądzającego spór romantyków z klasykami, wywodzący się z tradycji oświeceniowej krytyki, służy autorowi do eksplikacji dość oczywistych i dobrze już zadomowionych w ówczesnej estetyce tez o prawdziwej jednorodności i osobności poezji oraz literatury w kontekście teorii idealistycznych inspirowanych myślą Schillera. Prawdziwymi poetami są tu więc zarówno Homer, Sofokles, Wergiliusz i Terencjusz, reprezentujący model klasyczny, jak i Dante, John Milton, William Shakespeare, Pedro Calderón de la Barca, Johann Wolfgang Goethe, Friedrich Schiller i George Gordon Byron jako przedstawiciele „partii” romantycznej, ponieważ wszyscy oni zdaniem Chłędowskiego nie naśladowali wzorców wyjętych z podręczników i poetyk normatywnych, ale wzorce doświadczeń ludzkich, naturę w stanie czynnym, organicznym, ideały i prawdę zawartą w historii. Chłędowski, podobnie jak Mochnacki i wielu innych krytyków romantycznych, unieważnia sztukę i literaturę tworzoną przez dosłowne (ślepe) naśladownictwo wzorców (także poetyk szkolnych), a propaguje sztukę oryginalną, samodzielną i indywidualną, bez względu na wykorzystywaną konwencję, estetykę czy język narodowy. Arystoteles jako figura bezstronnego krytyka zarówno twórczości Shakespeare’a i Calderóna, jak i najnowszej poezji polskiej znosi więc sztuczny podział na stronnictwa „klasyczne” i „romantyczne”, preferując jakby ahistoryczny, progresywny typ literatury i kultury rozwijającej się w odniesieniu do prawdy zakładanych przez twórcę ideałów. „Przeciwstawienie poezji klasycznej i romantycznej zastąpił przeto Chłędowski inną, bardzo jednak pokrewną dychotomią: poezji dobrej (oryginalnej i zgodnej z naturą) oraz złej (niewolniczej wobec wzorów)” (M. Stanisz). Zaproponowany model literatury polskiej „był modelem uniwersalnym, zarówno bowiem myśl, jak i poezja należały, zdaniem wydawcy »Haliczanina«, do całego świata, nie do pojedynczych narodów” (K. Poklewska). Krytyka literacka uosobiona w postaci Stagiryty pełni funkcję filozoficznej wyroczni, ma rodowód oświeceniowy, ale z zastrzeżeniem, że tylko wiedza pełna, filozoficzna, ujmująca problemy w szerszym kontekście poznawczym jest w stanie przysposobić „władzę sądzenia” do czasu teraźniejszego, rozwoju literatury współczesnej, a także programować sztukę literacką. Chłędowski wyraźnie podąża tu śladem Mochnackiego (poniekąd też K. Brodzińskiego), poszukując teoretyczno-filozoficznych uzasadnień dla funkcji krytyki literackiej, stanowiącej element ogólnej refleksji estetycznej. W następnej ważnej rozprawie O poezji i poetach („Haliczanin” 1830, t. 2), rozwijającej wątki zarysowane we wcześniejszym artykule, Chłędowski ujawnia w większym stopniu stosowane kryteria oceny układające się w pełniejszy obraz proponowanego dyskursu krytycznoliterackiego, choć bezpośrednio o nim nie mówi. Jest to krytyka filozoficzna, czerpiąca inspiracje z niemieckiego idealizmu (I. Kant, J.G. Fichte, F.W.J. Schelling) oraz z estetyki Schillera, której celem jest nie tyle bieżące komentowanie i recenzowanie, ile wpisanie sztuki w wymiar metafizyczny i progresywny. Nie interesuje go w ogóle wymiar historyczny twórczości, czym zdecydowanie różni się od stanowiska romantyków (A. Mickiewicz, M. Mochnacki), ale stawia na zasadę uniwersalności geniuszu poetyckiego, który w każdym czasie i w każdym społeczeństwie jest siłą napędową twórczości. Poeta czerpie pomysły z natchnienia boskiego, stosuje formy dowolne, wykorzystuje wolność w procesie tworzenia. Wprawdzie „właściwą poety sferą jest indywidualność wszelkiego ujęcia”, ale by przekazać istotne wartości i prawdę subiektywną – „musi w niej ogółowość poznawać” (O poezji). Krytyka literacka bierze pod uwagę owe estetyczno-filozoficzne założenia i w tejtylko perspektywie może formułować sądy. Podobną postawę będzie w poł. wieku prezentował Józef Kremer.


Język krytyczny i język poezji. Chłędowski nie ma wypracowanego własnego idiomu krytycznego. Stara się też unikać terminów technicznych wyjętych z poetyk normatywnych. Cechuje go ogólność sądów oraz stosowanie pojemnych kategorii o proweniencji filozoficznej i poetyckiej. Nigdy nie pisał typowych recenzji, a swoje oceny wikłał w szersze konteksty estetyczne. Język jego wypowiedzi nie jest więc w pełni oryginalny i posiłkuje się kategoriami zadomowionymi już w polskiej krytyce, w pewnym stopniu inspiruje się również ekspresyjnym i emocjonalnym słownictwem Mochnackiego. Poezja „jest płodem tej iskry wiecznego płomienia, który człowieka wznosi ku bóstwu; jest ona pośredniczką pomiędzy niebem a ziemią” (tamże). Zdaniem Chłędowskiego wyprowadzona z ducha schillerowskiego oświecenia idea cnoty opartej na harmonii i życiu zgodnym z naturą jest jednocześnie obecna w najnowszej poezji romantycznej, która pod wierzchnią szatą namiętności, burz, porywów serca ukazuje szlachetne dążenia, ideały i cnoty człowieka. Poeta, by sprostać powinnościom, musi mieć w sobie ową „iskrę boską”, odpowiednie predyspozycje intelektualne (rozum) oraz umiejętności, wiedzę filozoficzną i geniusz. Geniusz działa przez uczucie i umysł, ducha i gust, zarazem jednak stanowi o sile indywidualnej, kieruje poetą, ostrzega przed nadmiarem fantazji. To język krytyczny m.in. Stanisława Kostki Potockiego oraz Kazimierza Brodzińskiego jako spadkobiercy oświeceniowego dyskursu. Chłędowski zaprawia go jednak sporą dawką terminologii romantycznej w stylu niemieckiego idealizmu. Symbioza szczególnych przymiotów poety – boskiego natchnienia, wiedzy filozoficznej i indywidualnego geniuszu – gwarantuje spełnienie najszlachetniejszego powołania poety, czyli zjednoczenie jego ducha twórczego z duchem czytelnika, co pozwala na uszlachetnienie społeczeństw przez ideały obrazowane w poezji. Fantazja utożsamiana przez Chłędowskiego z romantyczną wyobraźnią i nieskrępowaną kreacją znajduje ujście w formie wolnej i nieskrępowanej rygorami poetyk. Tym samym „ideał”, „harmonia”, „geniusz” i „fantazja”, wywiedzione przez Listy o estetycznym wychowaniu Schillera z tradycji platońskiej i klasycystycznej, oraz romantyczna „forma” to pojęcia istotne dla sposobu myślenia tego filozofującego krytyka, stosującego terminologię nad wyraz pojemną i ogólnikową. Jest tu jednak i pewna cecha szczególna. Chłędowski zazwyczaj unika stosowania frazeologii narodowej i patriotycznej, tak mocno akcentowanej w dyskursie krytycznym tego okresu. Idealny poeta, a w ślad za nim krytyk, stoją jakby poza czasem, poza doraźnym rytmem życia, poza historią. To postawa idealisty zapatrzonego w uniwersalne wartości. Być może dlatego była często odbierana jako wtórna i mało twórcza, zamykając tego pierwszorzędnego wydawcę, redaktora i tłumacza w szeregu krytyków mniej znaczących.</document>
<document nplp_id="13868" title="Żdżarski Augustyn" slug="zdzarski-augustyn">Poeta, tłumacz, pedagog, wydawca. Kryptonimy: A.Z.; A… Z…

Informacje biograficzne. Urodził się 4 IX 1794 w Strzałkowie pod Słupcą (kaliskie). Był synem ubogiego szlachcica Józefa Żdżarskiego i Teresy z Kasprzyckich. Utrzymując się z korepetycji, skończył gimnazjum w Krakowie, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim (prawo, później literaturę starożytną na Oddziale Literatury). Egzamin magisterski na podstawie pracy o Iliadzie złożył w Uniwersytecie Warszawskim. W 1818 r. został mianowany nauczycielem języka i literatury polskiej oraz klasycznej w szkole wojewódzkiej w Płocku. Był aktywnym działaczem Towarzystwa Naukowego Płockiego (pracował nad opisem województwa płockiego, występował jako autor utworów okolicznościowych, np. Wiersz z okoliczności wynalezienia zwłok Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego oraz uroczystego odsłonienia w Katedrze Płockiej pomnika wzniesionego dla tych królów, 1825). W 1821 r. ożenił się z Faustyną Jabłońską, córką poety Hiacynta Jabłońskiego. Miał z nią sześcioro dzieci, w tym córkę Józefę – nauczycielkę i pisarkę – oraz syna Stanisława – lekarza dwukrotnie zesłanego na Syberię. Był szwagrem Stanisława Jachowicza, podzielał jego przekonania o konieczności tworzenia literatury dla dzieci o charakterze umoralniająco-wychowawczym (opublikował w 1829 r. Książeczkę dla moich dzieci łączącą ze sobą naukę i zabawę, ugruntowującą chrześcijańską etykę i paternalistyczny światopogląd przez zastosowanie konwencji rozmów prowadzonych przez symboliczną figurę mądrego i troskliwego ojca oraz ciekawych świata a posłusznych dzieci). W 1833 r. zmarła mu żona, stracił też dwoje dzieci. Poprawę losu przyniosły przenosiny do Sejn, gdzie w 1837 r. dostał posadę nauczyciela przedmiotów filologicznych i języka polskiego w gimnazjum. W 1839 r. szkołę tę przeniesiono do Suwałk, tam wówczas zamieszkał. Powtórnie ożenił się w 1838 r. z Anną Henriettą Jutrzenką (miał z nią dwóch synów). Zmarł na tyfus 17 IX 1845 w Suwałkach (nominacja na radcę honorowego przyszła w 1846 r., już po zgonie) i tam został pochowany.

Kręgi działalności. Prawdopodobnie debiutował tragedią Stefan Batory, czyli spisek Zborowskich (wyst. 1818 w Krakowie). Jednocześnie „Pamiętnik Warszawski” (1818, t. 11) ogłosił jego przekład Brutusa Voltaire’a, utwory poetyckie (bajki, ody), przekłady z literatury klasycznej, francuskiej, niemieckiej i włoskiej, a także studia krytyczne. Publikował w „Pszczółce Krakowskiej”, „Mrówce Poznańskiej”, „Pamiętniku Warszawskim”, „Astrei” (niektóre prace przedrukowywano, np. w „Rozmaitościach Lwowskich” 1823, nr 68). W 1824 r. wydawał w Płocku periodyk „Dziedzilia, czyli Pamiętnik Płocki Pięknej Literaturze Poświęcony” (wyszło 12 zeszytów zebranych w dwa tomy). Podtytuł „Pismo periodyczne dla użytecznej zabawy rozumu i serca” wskazywał na charakter naukowo-rozrywkowy, jednocześnie odzwierciedlał intencję godzenia klasycyzmu z nowszymi tendencjami literackimi. Pismo publikowało przekłady klasyków, wiersze twórców lokalnych i znajomych redaktora (H. Jabłońskiego, S. Jachowicza, S. Jaszowskiego), powieści moralne, anegdoty, dumy i ballady, sielanki, rozprawy naukowe, rozbiory krytyczne z wyłączeniem dzieł politycznych i prawniczych. Żdżarski umieścił tu m.in. własną balladę o patriotycznej wymowie (Chrzanowska, czyli oblężenie Trembowli), przekład Molière’a Szkoła mężów, szkice biograficzno-literackie Jan Kochanowski w Czarnolasie, O Mikołaju Sępie Szarzyńskim. Ogłosił Pisma rozmaite (t. 1–2, 1825) zawierające przekłady z klasyków greckich i łacińskich oraz literatury nowożytnej, szkic o Janie Kochanowskim, elegie, epigramaty, dumy, ballady, bajki, modlitwy poetyckie, komediooperę Bal maskowy oraz powieść historyczną Walgierz Wdały hrabia tyniecki. W drugim tomie zamieścił rozprawę Uwagi nad rymami męskimi. W 1838 r. opublikował dwutomowy Nowy zbiór poezji, który zawierał utwory własne bliskie estetyce XVIII-wiecznej (bajki, komedie, powieści moralne), ale i romantycznej („ballada utworzona z pamięci ludu”, legenda, sonet, „dumanie”), a także przekłady oraz Rozprawę o poezji niemieckiej. Jako motta w tomie pierwszym użył cytatu z Kazimierza Brodzińskiego, a w tomie drugim – z Adama Mickiewicza, co można odczytywać jako deklaracje ideowo-estetyczne Żdżarskiego. W 1829 r. ogłosił Wypisy polskie, czyli książka do czytania dla dzieci… na klasę I, które uzyskały oficjalny status „książki szkolnej” (podręcznika). We Wstępie zawarł uwagi o charakterze metodycznym, kładąc nacisk na głośne, wyraźne czytanie ze zrozumieniem. Jego moralistyka nawiązuje do bajek Ignacego Krasickiego, do podręcznika włączył utwory Mickiewicza, Kazimierza Brodzińskiego, Stanisława Jachowicza, a także Antoniego Edwarda Odyńca, Franciszka Karpińskiego, Józefa Massalskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Ludwika Osińskiego, przedrukował też utwory z „Rozrywek dla Dzieci”. Zamieścił tu własną powieść skonstruowaną jako zbiór listów uczniów szkoły płockiej Listy Ludwika i Franusia, czyli rok szkolny Ludwika zawierającą opisy współczesnego Płocka. Żdżarski jako pierwszy wprowadził do wypisów szkolnych notki biograficzne o autorach i zamieścił w nich teksty regionalne (przez lata uznawano te wypisy za wyjątkowo udane). W 1830 r. wydawał efemerydę patriotyczną „Goniec Płocki”, później wydrukował i wystawił komediooperę Akademik krakowski, czyli ofiara dla Ojczyzny z patriotycznym przesłaniem: „Walecznym obrońcom ojczyzny i prawdziwym patriotom…”. Spotkały go za to represje, został usunięty ze szkoły, utrzymywał się z lekcji prywatnych, zanim wrócił do szkoły, ale już tylko jako nauczyciel niemieckiego. Przełożył też Iliadę oraz Historię rzymską Liwiusza (w 1840 r. bezskutecznie poszukiwał nakładcy); fragment tłumaczenia Iliady drukował „Korespondent Płocki” (1880).

Oświeceniowe tradycje. Poglądy literackie Żdżarskiego były związane z programem oświatowym i ideowym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Swoje poglądy estetyczne przekazywał jako nauczyciel bezpośrednio (jego uczeń J. Majorkiewicz w pracach historiozoficznych cytował wiersze Żdżarskiego) oraz pośrednio przez podręczniki, które podporządkował etyce miłosierdzia, przyjaźni i obywatelskiej odpowiedzialności, idei narodowości i historyzmu oraz estetyce uczuciowości i rzewności. Wychowanek oświeceniowej formacji intelektualnej, ufał w racjonalistyczno-moralny przekaz bajek oraz wzór prostej, jasnej, logicznej struktury artystycznej zawartej w utworach klasyków antycznych. Jako krytyk literatury współczesnej wypowiadał się rzadko (szkic o bajkach Jachowicza w „Dziedzilii” z 1824, t. 1, podkreślający „lubą prostotę” i „miłą prostotę stylu” poety; krótkie uwagi w biogramach żyjących literatów zawarte w Wypisach; dygresje o sztuce poetyckiej twórców, których przekładał).

O przekładzie. Większe znaczenie miały jego uwagi teoretycznoliterackie formułowane przy okazji „rozbiorów” tłumaczeń, porównań autorów obcych, prac o rymie w poezji i historii języka literackiego w Polsce oraz Niemczech. Miał wypracowaną koncepcję sztuki przekładu. W praktyce skupiał się głównie na wiernym oddaniu znaczenia słów (dowodzą tego liczne przypisy w jego pracach, uwagi filologiczne podparte przykładami z tekstów w różnych językach). W duchu już poklasycznym zakładał, że nie można wymagać od tłumacza pełnej dosłowności i dokładności. Tłumacz ma wzbogacić rodzimy język literacki pod względem „gładkości” i „trafności wyrażeń”. Wolno mu sięgać do różnych rejestrów języka, a także stosować peryfrazy (za to wykluczał pleonazmy). Wprost namawiał do odstępowania od oryginału w zakresie składni, jeśli jej zasady w języku polskim są inne. Zachęcał tłumaczy, aby używali słów będących aktualnie w użyciu, co uzasadniał prosto i logicznie argumentem, że nie pracują „dla przeszłości”, ale „dla pokoleń żyjących i przyszłych”. Dopuszczał odstępstwa od języka oryginału, kiedy postulat wierności kłócił się z wymogiem zrozumiałości. Ostro występował przeciw kalkom składniowym, które skutkują zachowaniem wierności „co do słów, ale nie co do myśli”. Jako zwolennik przekładu niedosłownego akceptował parafrazy oraz wariacje translatorskie („myśl wzięta z…”). W uwagach o języku i stylu przywoływał sądy Jana Śniadeckiego i Stanisława Kostki Potockiego; w kwestiach z poetyki przytaczał opinie Nicolasa Boileau, Jean-François de La Harpe’a, Ludwika Osińskiego i Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, ale równocześnie wskazywał publikacje współczesnych krytyków niemieckich. Stosował oświeceniową metodę porównywania arcydzieł literackich, analizował „charaktery” bohaterów tragedii, widząc w ich konstrukcji główne cechy artyzmu i szukając znamion etyki stoickiej (Uwagi nad wyjątkami tłumaczenia Liwiusza umieszczonymi w Programie popisu publicznego na Żoliborzu w Warszawie r. 1818, „Pamiętnik Warszawski” 1819, t. 15).

O tragedii i rymie męskim. Z tych porównań usiłował stworzyć model współczesnej tragedii (wzór widział w twórczości V. Alfierego), która winna: mieć „osnowę odpowiadającą celowi”, być zgodna z prawdą historyczną, zawierać odpowiednik greckiego fatum oraz wyraziste sytuacje, być pisana stylem energicznym i lakonicznym (Porównanie niektórych tragedyj Alfierego, Szylera i Woltera, „Mrówka Poznańska” 1821, t. 2; Porównanie Oresta Alfierego z Elektrą Woltera, „Mrówka Poznańska” 1822, t. 5–6). Żdżarski włączył się też do dyskusji nad rymami męskimi (jako poeta, publikując wiersz Patriota oparty na rymie jednozgłoskowym, oraz jako teoretyk wiersza w studium Uwagi nad rymami męskimi). Dowiódł przykładami, że poezja polska znała i stosowała rym męski od XVII w. Wykazał, że taki rym może pełnić funkcje estetyczne i nie utrudnia deklamacji, o ile nie jest nadużywany; zalecał stosowanie rytmu i rymu przeplatanego, pamiętając o zasadzie: „[…] harmonia w poezji jest świętą i nietykalną” (tamże).

Pogodzenie klasycyzmu z romantyzmem. W kwestii podstawowej dla czasu, w którym pisał, tj. relacji klasycyzm–romantyzm, był bliski poglądom Brodzińskiego i Józefa Franciszka Królikowskiego: nie zawsze romantyzm sprzeciwia się klasycyzmowi; jest nurtem niezbędnym dla rozwoju literatury narodowej. U Friedricha Schillera dostrzegał wpływ pisarzy antycznych, co mu nie przeszkadzało być poetą oryginalnym. Na marginesie opisu dziejów języka polskiego sformułował sąd, że przyczyny upadku państwa wynikały z zaniedbania oświaty oraz z charakteru narodowego Polaków („duch zbyt wojowniczy, cudzoziemczyzna i powszechna prawie ciemnota”). Początek narodowej kultury wyznaczyło przyjęcie chrześcijaństwa; na wiek Zygmuntów przypadł najbujniejszy rozkwit literatury, a jej upadek Żdżarski łączył z makaronizmami i kopiowaniem łacińskiej składni. Krytykował wpływy francuskie, domagał się oryginalności, rodzimości, naturalności, prostoty, wyrazistości, harmonii; zalecane ideały estetyczne to „prostota niewymuszona i zaniedbanie przyjemne”. Rodzimym twórcom romantycznym podpowiadał tematy z dziejów polskiego rycerstwa, co mogłoby wyeliminować wpływy i wzory obce. Poezja wtedy tylko „będzie narodową i oryginalną, gdy za obcym śladem nie idąc, widokom wyobraźni nada charakter oddzielny, bo charakter własnego narodu”. Opinii tej dowodził, pochwalając jednocześnie fantazję oraz „myślenie i czucie z niewinną prostotą” w Rozprawie o poezji niemieckiej (Nowy zbiór poezyj z dodatkiem rozprawy o poezji niemieckiej, t. 1–2, 1838).

Żdżarski reprezentował poglądy typowe dla epoki przejściowej: w ocenach dzieł stosował kryteria klasycystyczne, sentymentalne i romantyczne.</document>
<document nplp_id="13870" title="Chmielowski Piotr" slug="chmielowski-piotr">Krytyk literacki, historyk literatury, publicysta, redaktor, pedagog, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Chm.; Kropka; P.Ch.; P. Chm.; Wieniawa.


Informacje biograficzne. Urodził się 9 II 1848 we wsi Zawadyńce na Podolu (niedaleko Kamieńca Podolskiego) w rodzinie ziemiańskiej jako syn Ignacego oraz Marianny z Węglowskich. W 1857 r. przybył do Warszawy, gdzie od 1860 r. uczył się w gimnazjum realnym (przekształconym w 1862 r. na gimnazjum filologiczne). Studia wyższe rozpoczął w 1866 r. na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej Warszawskiej, uczęszczając na wykłady m.in. Henryka Struvego, Aleksandra Tyszyńskiego i Adama Bełcikowskiego.

Po likwidacji – w 1869 r. – uczelni kontynuował naukę na rosyjskim Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, gdzie uzyskał absolutorium i zdał egzamin nauczycielski. Na początku lat 70. pracował jako guwerner (na wsi) i nauczyciel domowy (w Warszawie). W 1873 r. wyjechał na studia do Lipska; rok później uzyskał tam doktorat z filozofii na podstawie rozprawy Die organischen Bedingungen der Entstehung des Willens. Wróciwszy do Warszawy, wykładał literaturę polską w szkołach prywatnych (m.in. w szkole męskiej Jana Pankiewicza w l. 1874–1898 oraz na pensjach żeńskich) i w ramach edukacji domowej na „tajnych” kompletach (na Uniwersytecie Latającym). W 1874 r. ożenił się z Marią Józefą Trzcińską (siostrą pierwszej żony A. Świętochowskiego), z którą miał siedmioro dzieci.

W 1867 r., jako student Szkoły Głównej, Chmielowski zadebiutował, ogłaszając w „Przeglądzie Tygodniowym” Przegląd literatury niemieckiej. W 1878 r. objął redakcję „Biblioteki najcelniejszych utworów literatury europejskiej”, a trzy lata później został redaktorem miesięcznika „Ateneum” (stanowisko to piastował do 1897 r., złożył wtedy rezygnację w geście sprzeciwu wobec lojalistycznego wydźwięku planowanej recenzji W. Spasowicza). W 1881 r. zaangażował się w organizację Kasy im. Mianowskiego, wchodząc w skład jej pierwszego komitetu. Rok później starał się o stanowisko docenta w Katedrze Literatury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, jednak wobec wymogu wykładania po rosyjsku nominacji nie przyjął. W 1881 r. wydał Zarys literatury polskiej ostatnich lat szesnastu, syntezę piśmiennictwa doby pozytywizmu. Odegrał ważną rolę w redagowaniu i współtworzeniu cennych kompendiów: Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej, Poradnika dla samouków oraz Encyklopedii wychowawczej. W l. 1884–1887 należał do komitetu redakcyjnego Złotej przędzy poetów i prozaików polskich, wydawał też utwory w seriach: „Arcydzieła Polskich i Obcych Pisarzy” oraz „Czytelnia Polska”. Od 1890 r. był członkiem honorowym Towarzystwa Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu. W 1893 r. został członkiem korespondentem Akademii Umiejętności (członkostwo czynne uzyskał w 1902 r.), a w 1895 r. – Towarzystwa Czytelni Akademickiej we Lwowie. W 1896 r. był dwukrotnie więziony w cytadeli za nielegalną działalność edukacyjną. Jesienią 1897 r., z powodu nasilającej się gruźlicy i politycznych represji, wyjechał do Zakopanego i tam zamieszkał. W 1903 r. powierzono mu katedrę historii literatury polskiej na Uniwersytecie Lwowskim. Zmarł 22 IV 1904 we Lwowie; tam został pochowany.


O literaturze tendencyjnej. W 1870 r. Chmielowski konstatował ekspansję gatunku powieściowego w całej literaturze europejskiej; przekonywał, że „powieść jest zawsze najpotężniejszą formą do przelewania w masę wszystkiego, co uszlachetnia i podnosi ludzkość” (Powieści w 1869 roku, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 2). Krytyk ubolewał jednak nad poziomem polskiej powieści, zarzucając jej autorom brak znajomości reguł powieściopisarstwa, „niedostateczne wykształcenie filozoficzne”, „nieznajomość nauk społecznych”, „płytkość i powierzchowność sądów”, a także traktowanie powieści jako „zabawki estetycznej” (tamże). Choć dawał się już zauważyć rozwój społecznej odmiany gatunku, to jednak krytyk był przekonany, że jest to dopiero początek pożądanego procesu. Koniecznością stało się podporządkowanie powieści określonym ideom. „Na polu myśli – konkludował – wiele nam jeszcze pozostaje do zrobienia. Potrzeba porzucić stare temata, a zajrzeć głębiej w nasze życie, by stamtąd nowe, wielkie, wspaniałe wyciągnąć nauki” (tamże). Postulaty te współbrzmiały z nabierającą rozpędu kampanią pozytywistyczną, którą Chmielowski wsparł artykułami Niemoralność w literaturze („Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 1–2) oraz Utylitaryzm w literaturze („Niwa” 1872, nr 18). Napisane z retoryczną swadą, ostro polemiczne w stosunku do ideowych i literackich oponentów, postulowały one model literatury tendencyjnej jako najadekwatniejszy wyraz potrzeb społecznych.

Przewodnim hasłem drugiego artykułu był imperatyw użyteczności odnoszony do wszystkich aspektów życia jednostkowego i zbiorowego. Odwołując się do tez Johna Stuarta Milla, krytyk następująco definiował znaczenie utylitaryzmu (użyteczności): „[...] opiera się na zasadzie moralnej, która wymaga, ażeby wszystkie czynności nasze zmierzały do jednego celu: do rozwoju i udoskonalenia, a w rezultacie do uszczęśliwienia najprzód: danego społeczeństwa, a następnie i całej ludzkości. Utylitaryzm nie rozczłonkowuje społeczeństw na pojedyncze jednostki, ale skupia je w całość, każe działać w myśl i dla dobra tej całości” (Utylitaryzm, „Niwa” 1872, nr 18). Chmielowski akcentował konieczność narzucenia literaturze funkcji pragmatycznej: powinna ona przyczyniać się do pożądanych zmian w świadomości społecznej (w domyśle: winna wspierać postęp cywilizacyjny oraz propagować nowe wzorce współżycia społecznego i postaw jednostkowych). By tak się stało, twórcy literaccy muszą dogłębnie poznać współczesną rzeczywistość, porzucić rolę cierpiących artystów z głową w chmurach, zejść na ziemię.

Postulaty Chmielowskiego dotyczyły wyłącznie poznawczej zawartości literatury oraz postawy ideowej autorów (krytyk nawiązywał tu do poglądu Proudhona podnoszącego konieczność skupiania się sztuki i literatury na sprawach zajmujących umysł). Jeśli twórca dobrze poznał rzeczywistość społeczną, jeśli potrafił uchwycić istotę zmian kulturowych, to wówczas mógł sobie rościć prawo do rangi autorytetu publicznego. Wywody krytyka skumulowały się w postaci rygorystycznej alternatywy: „[...] albo literatura pójdzie ręka w rękę z najdroższymi naszymi interesami, zarówno materialnymi, jak duchowymi; albo też pozostanie w tyle, odśpiewując stare litanie nieutulonego żalu i bezmyślnego majaczenia” (tamże). Wartość utworu literackiego uzależniona była od stopnia jego użyteczności, krytyk nie widział zagrożeń związanych ze stosowaniem tych reguł, np. schematyzacji przekazu artystycznego. Przeciwnie: „Bez tendencji – twierdził – nie ma dobrego dzieła sztuki; są tylko mniej lub więcej pięknie wyrobione fatałaszki” (tamże).


Poznawczy wymiar literatury, źródła sztuki, ewolucja twórczości. Kampania na rzecz literatury tendencyjnej obejmowała różne aspekty piśmiennictwa. Chmielowski wyróżniał się wśród pozytywistycznych krytyków rozległością zainteresowań, wnikliwym oglądem właściwie całej bieżącej produkcji literackiej, bardzo dobrą orientacją w historii literatury polskiej, wreszcie rozbudowaną świadomością metakrytycznoliteracką. W 1872 r. oprócz literackiej tendencyjności (utylitaryzmu) absorbował jego uwagę inny ważny problem socjoliteracki: etyczna waloryzacja literatury. W artykule Niemoralność w literaturze poddał krytyce hipokryzję odbiorców konserwatywnych i urzędowych moralistów, z jednej strony piętnujących rzekomą nieobyczajność erotyczną dzieł literackich, z drugiej zaś z upodobaniem poszukujących użycia w sferze nieoficjalnej. Głównym obiektem ataku krytyka była wszakże konserwatywna opinia publiczna, tamująca swobodny rozwój literatury za pomocą różnorodnych restrykcji tematycznych dotyczących np. zakazów przedstawiania uczuć egoistycznych, pobudek zmysłowych, nędzy społecznej, ujawniania zła w instytucjach rodziny i Kościoła, a także tego wszystkiego, co nie mieściło się w kanonach piękna. Zdaniem Chmielowskiego narzucenie takich ograniczeń spowolniłoby rozwój literatury. Konserwatystom zarzucał, że: „Nie rozumieją tego, że ideały są zależne od warunków życiowych; a sztuka takie przedstawiać winna, jakie napotyka życie w społeczeństwie” (Niemoralność w literaturze, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 1). Polska powieść realistyczna XIX w. nie omijała drażliwych kwestii erotycznych, co świadczyło – zdaniem krytyka – o odwadze jej autorów (przede wszystkim J.I. Kraszewskiego i J. Korzeniowskiego), podobnie jak Mickiewicz „literatura nasza dawniejsza, zamiast suchotniczej bladości, miała świeże, naturalne rumieńce, [...] nie wstydziła [się] krwi i ciała, bo pojmowała ważną rolę, jaką w życiu indywiduów i społeczeństw odgrywają; [...] brała ludzi tak, jak są w rzeczywistości, a nie jak się zamarzyło w mózgownicy wypchanej trocinami pojęć moralnych i estetycznych” (tamże, nr 2). Myślą przewodnią artykułu była idea prawdy w literaturze przeciwstawiona pruderyjnej moralności. Chmielowski formułował nowatorskie postulaty wykraczające poza epokę: „Niech życie płynie wszystkimi arteriami, niech literatura będzie wiernym zwierciadłem tego życia, niech zaspokoi wszystkie jego wymagania, niech uprzedzi wszystkie jego pragnienia i aspiracje” (tamże). I jeszcze słynne zdania: „Literatura powinna być obrazem, a nie parawanem życia; nie można od niej wymagać czegoś więcej nad to, co w społeczeństwie znajduje, ale też niepodobna jej darować samowolnego zaślepienia na fakta w oczy bijące” (tamże).

Dużą wartość teoretyczną miało obszerne studium Chmielowskiego Geneza fantazji. Stanowiło ono jedno z najważniejszych osiągnięć scjentystycznie zorientowanej krytyki pozytywistycznej. Krytyk napisał je z intencją polemiczną, przeciwstawiając się tradycyjnym, (post)romantycznym koncepcjom twórczości i „genezy fantazji”. Zamiarem Chmielowskiego było pryncypialne odrzucenie wszelkich idealistycznych, mistycznych oraz irracjonalnych ujęć fantazji jako podstawowej dyspozycji podmiotu w procesie tworzenia. Krytyk usiłował rozpatrzyć problem „fantazji” przy użyciu instrumentarium naukowego: „Dążnością nauki dzisiejszej – pisał na wstępie – jest obalić psychologię feudalną, jak ją nazywa Ribot, i wszystkie zjawiska umysłowe starać się wyjaśnić na zasadzie jedności świadomości za pomocą przemiany rozmaitych jej stanów” (Geneza fantazji. Szkic psychologiczny, 1873). Do tych wyjaśnień posłużyła mu matryca deterministyczna stanowiąca fundament ówczesnej psychologii asocjacjonistycznej. Rozum i fantazja tworzyły dwie odmienne dyspozycje umysłowe, funkcjonujące wszakże na podstawie identycznych praw fizjologicznych. Rozum operuje pojęciami, fantazja – wyobrażeniami. Mechanizm asocjacji swobodnej (utajonej) determinował proces tworzenia przez artystę „fantazyjnej” wizji świata. Ważną sprawą w tym procesie jest epistemologia empiryczna, rola doświadczenia jako podstawy ludzkiej wiedzy o świecie, już to przybierającej formę poznania naukowego, już to kształtującej artystyczny obraz rzeczywistości. Fantazja działa tak, że „obserwuje – i w dalszym zachowaniu swoim, na zasadzie znanych [...] praw kojarzenia się wyobrażeń, zmienia i kombinuje pod wpływem uczuć i namiętności to, czego jej pospolity tryb życia spostrzegawczego dostarcza” (tamże). Asocjacja utajona – stanowiąca mechanizm działania fantazji (artystycznej) – tym różniła się od asocjacji świadomej, funkcjonującej na płaszczyźnie rozumowej, a więc np. poznania naukowego, że obejmowała psychiczne residua, tzw. ostatki, istniejące w mózgu w sposób nieuświadomiony, niejako zakodowane w nim. Kategorię „ostatków”, składników asocjacji utajonej, zapożyczył krytyk od Wilhelma Wundta.

Chmielowski rozpatrywał proces tworzenia artystycznego za pomocą skrupulatnej analizy, czyli stosował podejście dyskretyczne. Koncentrując uwagę na poezji i myśleniu mitycznym, które legło u jej genezy, przekonywał, że „długie trwanie” mitu w filogenetycznym rozwoju ludzkiej umysłowości wynikało z siły dziecięcej wyobraźni, wpływów wychowania, struktur językowych i tradycji artystycznej (kulturowej). Ogromne znaczenie w procesie twórczym miała struktura psychofizjologiczna artysty (poety), podatna na impulsy zewnętrzne, uczuciowo nadwrażliwa. Zmysłowa wrażliwość w połączeniu z wybujałą uczuciowością wytwarzają w psychice artysty różnorodne ciągi wyobrażeń, stając się podstawą asocjacji utajonych.

Ze studium Geneza fantazji łączyło się kolejne: Artyści i artyzm (1873). Jego tematem stała się problematyka z dziedziny psychologii twórczości, skoncentrowana wokół pytań o źródła sztuki oraz sposoby (mechanizmy) kreacji artystycznej. Chmielowski przeciwstawiał się poglądom, które przypisywały sztuce genezę supranaturalną, a w procesie twórczym widziały zjawisko irracjonalne lub nawet mistyczne. Jako pozytywistyczny empirysta poszukiwał wyjaśnienia tych zagadnień na płaszczyźnie psychofizjologicznej. Sięgnął po argumentację z dziedziny paleoantropologii i etnografii, ukazując pierwsze dokonania artystyczne gatunku homo sapiens jako rezultat „zwiększenia własnej przyjemności” (Artyści i artyzm, „Niwa” 1873, nr 42). Według niego gatunkowa potrzeba zabawy i upiększania życia przez sztukę silniej się rozwijała w tych zbiorowościach, które wcześniej zaspokajały swoje potrzeby biologiczne dzięki warunkom naturalnym i mogły potem „oddać się zabawie albo też pracy umysłowej” (tamże, nr 44).

Negatywną tradycję w pojmowaniu źródeł (genezy) sztuki tworzyły dla Chmielowskiego idee zbieżne ze słynną Platońską koncepcją furor poeticus; opowiadał się za tradycją Arystotelesowską. Wywodził z niej ideę naśladowania natury, uznając ją za uniwersalną zasadę twórczą. Jako metodyczny genetysta dążył do tego, by odkrywać różnorodne przyczyny składające się na powstanie danego zjawiska, w tym także danego wyobrażenia. Heurystyczną strategię Chmielowskiego w opisie źródeł sztuki i mechanizmu twórczości determinował naturalizm metodologiczny. Dzieje literatury pojmował jako proces teleologiczny, dostrzegał w nim bowiem stopniowe zanikanie wyobrażeń mitycznych i coraz silniejszy wpływ racjonalności. Ścisłe powiązanie rozwoju sztuki – szerzej: całej kultury ludzkiej – z odkryciami i teoriami nauk przyrodniczych stanowiło konstytutywny wyróżnik scjentystycznie nacechowanej krytyki literackiej Chmielowskiego. Zapatrywał się on na ewolucję kultury w sposób zbliżony do Spencera i Darwina, tzn. widział w niej – jak to ujął Bronisław Chlebowski – „odwieczny proces różniczkowania się form, pojęć, instytucji, proces, którego początki są niepochwytne, a dalsze fazy nie dają się przewidzieć i oznaczyć” (P. Chmielowski jako krytyk, w: P. Chmielowski, Dzieje krytyki literackiej..., 1902). Ta uwaga nie była w pełni trafna, jeśli zważyć prognozy Chmielowskiego dotyczące istoty procesu ewolucji literatury. Nie ulegało wątpliwości to, że Chmielowski nadawał krytyce literackiej rygory naukowości (w rozumieniu pozytywistycznym), zapatrując się na utwory „okiem myśliciela, uczonego, analizującego i oceniającego je za pomocą rozumu jedynie” (tamże).

W stronę przedmiotowości. Problem realizmu i naturalizmu. Jako promotor modelu literatury użytecznej i zwolennik metod naukowych w literaturoznawstwie Chmielowski nie był dogmatykiem, sine ira et studio obserwował rozwój polskiego piśmiennictwa w latach 70. Dostrzegł mankamenty w kreacjach bohaterów wczesnych powieści Orzeszkowej, stwierdzając, że „rzadko napotykamy [w nich] ludzi” (Przegląd piśmiennictwa polskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1870, nr 1). Orzeszkowa nie miała, jego zdaniem, daru obserwacji i nie potrafiła budować postaci plastycznych. Nie przekonywało też krytyka sięganie po wyeksploatowane konwencje fabularne, głównie romansowe i melodramatyczne (przykładem jest powieść W klatce). Mimo szlachetnych tendencji pisarka kreowała obrazy świata „suche, urzędowe, bez życia i kolorytu” (Powieści w 1869 roku).

Ten krytyczny dystans do rodzimych realizacji powieści tendencyjnej zaowocował wypracowaniem nowej koncepcji estetycznej, co dokonywało się pod istotnym wpływem inspiracji metodologicznych Hippolyte’a Taine’a. Na początku lat 80. krytyk zdecydowanie odrzucał model literatury tendencyjnej, opowiadając się za estetyką wielkiego realizmu. W miejsce charakterystycznej dla prozy tendencyjnej podmiotowości pojętej jako subiektywny wyraz autorskich sympatii ideowych – uwidoczniający się na wszystkich poziomach morfologii dzieła, przede wszystkim zaś w płaszczyźnie narracyjnej, ale też w schematycznych konstrukcjach bohaterów – proponował przedmiotowość. Był to jeden z najważniejszych terminów pozytywistycznej krytyki literackiej w latach 70. i 80.; jego ekspansję wiązano z „dominacją scjentyzmu w programie obozu »młodych«” (E. Paczoska). Zasadę (realistycznej) przedmiotowości – stanowiącą antytezę tendencyjnej podmiotowości – realizowali według Chmielowskiego Balzac oraz Mickiewicz. Przedmiotowy stosunek Balzaca do świata zasadzał na względnie bezstronnym podejściu do różnorodnych jego objawów. Realizm powieści Balzakowskich miał w odczuciu krytyka charakter totalny i złożony, ogarniał całość rzeczywistości społecznej w jej wewnętrznym skomplikowaniu. Balzac wszakże zrozumiał, że: „[...] chcąc świat opisywać, potrzeba go znać; a znać go nie będziemy, jeżeli [...] nie oddzielimy naszych sympatii i antypatii od tego wszystkiego, co się na nim dzieje” (Młode siły, „Ateneum” 1880, t. 1).

Konstytutywnymi cechami przedmiotowości – funkcjonującej jako termin z dziedziny poetyki sformułowanej powieści oraz metodologii tworzenia – stały się dla Chmielowskiego i innych pozytywistycznych krytyków: obiektywna narracja wszechwiedząca, skrupulatna obserwacja świata jako warunek konieczny prawdy powieściowej, ukonkretniony i plastycznie uszczegółowiony obraz świata, zróżnicowane i zarazem stypizowane konstrukcje bohaterów społecznie reprezentatywnych, kompozycja fabularna ujawniająca pewien naddany porządek odautorski. Chmielowski uczynił z przedmiotowości podstawowe kryterium waloryzacji literatury. Pisarzem realizującym tę metodę był jego zdaniem Henryk Sienkiewicz, autor obdarzony nadzwyczajną zdolnością kreowania uplastycznionych wizji świata. Do ideału poetyki realistycznej zbliżała się też – według Chmielowskiego – Orzeszkowa, dopiero jednak jako autorka powieści ludowych (Powieści ludowe E. Orzeszkowej, „Świat” 1891, nr 20). Przedmiotowego charakteru nabrały kreacja bohaterów i kompozycja fabularna powieści Orzeszkowej. Jej wcześniejsze utwory (Rodzina Brochwiczów i Meir Ezofowicz) miały pewne niedostatki kompozycyjne, wynikające z nazbyt silnie eksponowanej „dążności”, która „powzięta z góry”, „przeszkodziła wykończeniu całości budowy”, gdyż uniemożliwiała „harmonijne traktowanie wszystkich części do kompozycji wchodzących” i zniekształcała przedmiotowy charakter świata przedstawionego (Młode siły, „Ateneum” 1880, t. 1).

Poznawczym fundamentem przedmiotowości był epistemologiczny realizm występujący w wersji już to „naiwnej”, już to krytycznej. Początkowo pozytywistyczni krytycy zakładali możliwość tworzenia niezapośredniczonych obrazów rzeczywistości obiektywnej, później zdali sobie sprawę z tego, że całkowita neutralizacja podmiotowych czynników poznania i kreacji artystycznej jest w zasadzie niemożliwa. Za tą drugą wersją przedmiotowości – względnej – optował Chmielowski, przekonany, że podmiot poznający – w tym artysta – musi respektować właściwości i kontury przedmiotu poznawanego, jednak jego struktura psychofizyczna nadaje potem obrazowi tego przedmiotu indywidualne zabarwienie. Dzięki tej względności przedmiotowość może owocować zróżnicowanymi rezultatami artystycznymi. W 1883 r. krytyk przekonywał, że osiągnięcie maksymalnej przedmiotowości jest niemożliwe i że stanowi ona swoisty ideał regulatywny. Dążenie do niej to najważniejsza dyrektywa twórcza poetyki realistycznej. Jeśli bowiem „zaleta przedmiotowości nigdy może szczytu swego nie dosięgnie, to zbliżanie się ku niemu stopniowe, jaki[e] w rozwoju powieściopisarstwa zauważyć można, wskazuje dosyć wyraźnie, iż stwarzanie osób własnym (nie autorskim) życiem żyjących, nie należy do rodzaju majaków” (Debiuty powieściopisarskie, „Ateneum” 1883, t. 3, z. 3). Zróżnicowanie świata naturalnego i społecznego – splecionych wszak nierozerwalnymi więzami – dawało artystom możliwość wielu kombinacji przedmiotowych.

W kontekście poglądów Chmielowskiego na przedmiotowość należy też rozpatrywać jego stosunek do realizmu i naturalizmu. Ten pierwszy łączył się z przedmiotową metodą twórczą i projektował przedmiotową wizję świata. Pisarz realistyczny powinien bezstronnie, a więc w sposób wolny od wszelkich uprzedzeń i idiosynkrazji, podchodzić do świata, poznawać go rozlegle a wnikliwie, odnajdywać przyczyny zjawisk oraz mechanizm najistotniejszych procesów społecznych, następnie zaś winien racjonalnie opracować zaobserwowany materiał empiryczny, nadając światu przedstawionemu odpowiednie kontury przez uwydatnienie jego cech zasadniczych „światłem swego umysłu” (Artyści i artyzm, „Niwa” 1873, nr 44). Naturalizm wyjaskrawił z kolei epistemologię, metodologię i estetykę realizmu, popadając w doktrynerską jednostronność, gdyż „wykrzywił ideę Balzaka, [...] w niechęci do bohaterów wyrzekł się ich całkowicie, we wstręcie do figur szlachetnych i objawów napuszonych, polubił błoto społeczne; w pogardzie konstrukcji sztucznych rozminął się z pojęciem sztuki” (Młode siły). Naturalizm miał wprawdzie swoje niekwestionowane zasługi. Przywołując słynną formułę Zoli o dziele sztuki widzianym przez pryzmat temperamentu artysty, Chmielowski podkreślał, że propagatorom naturalizmu chodziło o uzgodnienie perspektywy podmiotowej z wynikami nauk szczegółowych. Respekt dla rzeczywistości i dla naukowych metod poznawania świata był w teorii estetycznej naturalizmu przejawem „protestu przeciwko dowolności w tworzeniu charakterów i sytuacji, dowolności, której mnóstwo przykładów znaleźć było można w okresie romantyzmu” (Naturalizm i najświeższe kierunki artystyczne, w: Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866–1891), 1893). W latach 90. Chmielowski uważał, że zdobycze naturalizmu należy spożytkować przez odrzucenie jego ograniczeń i zastąpienie ich pierwiastkami duchowymi, dzięki którym możliwe by było tworzenie obrazów artystycznych w znaczeniu kompletnym, to jest zawierających zarówno cienie, jak i blaski rzeczywistości. Taką nową udoskonaloną wersją estetyki mimetycznej miał być – według krytyka – „uduchowiony realizm” (tamże).


Śladami Taine’a. Chmielowski był – począwszy od 1. poł. lat 70. oraz w dwu następnych dekadach – „najwierniejszym entuzjastą Taine’a i propagatorem jego poglądów” (H. Markiewicz). Od niego zaczerpnął inspiracje filozoficzno-estetyczne, teoretycznoliterackie, metakrytyczne oraz metodologiczne. Już w 1873 r. ogłosił na łamach „Niwy” pochlebną recenzję wydanych nakładem redakcji „Przeglądu Tygodniowego” odczytów Taine’a O ideale w sztuce, gdzie dokonał streszczenia głównych tez krytyka, przedstawiając np. jego definicję dzieła sztuki, koncepcję ideału, zasady ważności, dodatniości, zbieżności efektów. Dzieło sztuki – według Taine’a – pełniło przede wszystkim funkcję poznawczą, wyrażając i uwydatniając pewną cechę zasadniczą przedmiotu przedstawionego, który zostaje odpowiednio przekształcony w procesie twórczym. Ta cecha jest zależna od pewnej ogólnej idei przyjętej przez artystę i w realizacji artystycznej staje się ideałem. Już w tym wczesnym wystąpieniu Chmielowski odniósł się do dzieła Taine’a nader aprobatywnie; zauważył, że zasadnicze tezy filozofa „wypełnia cudowne ciało mnóstwa doskonale dobranych przykładów z działu literatury i malarstwa; każda uwaga, każde określenie objaśnione jest i filozoficznie, i historycznie” (tamże).

W późniejszych pracach wielokrotnie – w sposób otwarty bądź implikowany – do Taine’a się odwoływał. Najważniejszym jego dziełem o nim stał się portret krytyczny z 1893 r., włączony potem jako wstęp do edycji Filozofii sztuki (1896). Chmielowski zrekonstruował zarówno biografię, jak i dorobek twórczy Taine’a. Określając jego najważniejsze metodologiczne założenie, zauważył, że kierowała nim niezmiennie dążność do „nadania wiedzy humanistycznej cech naukowych, które by ją upodobniły do wiedzy przyrodniczej” (H. Taine, „Ateneum” 1893, t. 2, z. 2). Nie chodziło tu jednak o homologię tych dwóch zasadniczych dyscyplin, nieosiągalną przecież z uwagi na nieprzekraczalne różnice przedmiotów badania, ale o względną analogię. Krytyk z uznaniem podkreślał postulowaną przez Taine’a tożsamość metodologicznej i epistemologicznej podstawy nauk przyrodniczych i humanistycznych polegającą na ogólnej orientacji empirycznej. Ogólne prawa rządzące światem naturalnym oraz kulturowym dawały się bowiem wyprowadzić z obserwacji i doświadczenia. Ta dyrektywa badawcza stanowiła podstawę pozytywistycznej teorii nauki.

Czynnik podmiotowy w naukach humanistycznych nastręczał dużo problemów badawczych (analitycznych i interpretacyjnych). O ile bowiem w przyrodoznawstwie „materia [...] jest stosunkowo prosta, a spostrzeżenia jednego zmysłu dają się kontrolować, sprawdzać za pomocą spostrzeżeń innych zmysłów oraz narzędzi, które sprawność tych zmysłów potęgują”, o tyle w humanistyce, badającej „duszę i jej twory”, znacznie trudniej przeprowadzać badanie, gdyż nie sposób dojść do niepowątpiewalnych wyników w opisie i wyjaśnieniach złożonych procesów psychicznych, które nie w pełni dają się ująć za pomocą matrycy fizjologicznej i w wielu aspektach wymagają użycia przez badacza „obserwacji wewnętrznej” (tamże). Chmielowski zaakceptował postulowaną przez Taine’a metodologiczną unifikację nauk przyrodniczych i humanistycznych. Polegała ona na stosowaniu matrycy kauzalnej i deterministycznej. Ponieważ – zgodnie z popieraną przez francuskiego badacza hipotezą naturalistycznej teorii kultury – świat ludzki (kulturalny) był nieodłączną częścią naturalnego, więc taka procedura znajdowała pełne uzasadnienie. W duchu pozytywistycznego mechanicyzmu Chmielowski uzasadniał ów zabieg unifikacji: „I tu, i tam [tj. zarówno w naturze, jak i w kulturze] odnajdujemy te same główne pierwiastki ruchu, tj. siły, kierunki i wielkości; dlaczegóż by więc wynik ostateczny nie miał się dokonywać według tej samej zasady? Wziąwszy pod uwagę moc wewnętrzną, ciśnienie z zewnątrz i chyżość już nabytą, wyczerpujemy nie tylko wszystkie przyczyny rzeczywiste, ale też wszystkie przyczyny możliwe każdego ruchu. Zastosujmy tę zasadę do spraw człowieka rozważanego w masie” (tamże). Zdaniem Taine’a były trzy „przyczyny każdego ruchu” w sztuce: plemienność (race), środowisko (milieu) i moment historyczny (moment). Rozumiane bardzo szeroko, obejmowały wszystkie czynniki genezy dzieła. Chmielowski kwestionował opinie oponentów Taine’a, którzy zarzucali mu redukcję indywidualności twórczych. „Tymczasem w rzeczywistości – przekonywał krytyk – Taine nie tylko nigdy nie zaprzeczył znaczenia indywidualności twórcy przy tworzeniu, lecz ją przy każdej zdarzonej sposobności podnosił. Dość jest odczytać cały szereg studiów poświęconych poszczególnym postaciom pisarzów, ażeby się przekonać, jak starannie dbał on o uwydatnienie cechy znamiennej każdego twórcy, cechy, która go od wszystkich innych stanowczo wyróżniała” (tamże). Słynna faculté mâitresse stawała się paradygmatycznym wyróżnikiem danej psychiki twórczej rekonstruowanym przez Taine’a na zasadach kauzalnych: przez odkrycie czynników determinujących jej powstanie i funkcjonowanie.

Zgodnie z teorią Taine’a bohater literacki powinien być konstrukcją spójną, życiowo i psychologicznie prawdopodobną, plastycznie uszczegółowioną, reprezentatywną społecznie, ogniskującą cechy właściwe danemu środowisku i momentowi historycznemu. Tych normatywnych kryteriów nie spełniał np. protagonista Lalki Prusa, któremu – jak twierdził Chmielowski – „brak konsekwencji w rozwinięciu” (Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), w: Nasi powieściopisarze, 1895). Koncentracja na kreacjach bohaterów, waloryzowanie ich przez pryzmat normatywnych założeń Taine’a, a więc spójności, wyrazistej cechy dominującej oraz ważności, dodatniości i zbieżności efektów, przydawały dyskursowi krytycznemu Chmielowskiego znamion psychologizmu, ściśle zresztą powiązanego z socjologizmem. Toteż porządek analityczny jego tekstów krytycznoliterackich zdominowały „dzieje postaci” (A. Makowski).

Jeszcze silniej oddziaływały koncepcje Taine’a i Friedricha Spielhagena na postulowany przez Chmielowskiego model kompozycji fabularnej. Model ten dałoby się określić jako wariant realizmu konstruktywistycznego. Współistniały w nim czynniki racjonalny i empiryczny, a więc z jednej strony – pomysł pisarza, intelektualny rygoryzm i racjonalne uporządkowanie zebranego „materiału”, z drugiej zaś – obraz rzeczywistości naturalnej i społecznej, respektujący zasady mimesis rozumiane jako uhistoryczniona konwencja realistyczna. Chmielowski oceniał utwory przez pryzmat kompozycyjnego rygoryzmu. Miał sporo zastrzeżeń do kompozycji większych dzieł Prusa (Lalki i Emancypantek), gdyż „epizody rozsadzały w nich całość” (Bolesław Prus o Egipcie, „Ateneum” 1897, t. 2, z. 4). W postulowanym przez krytyka modelu kompozycji zasadniczą rolę odgrywała udramatyzowana i logicznie (harmonijnie w stosunku do epizodów i wątków pobocznych) rozwijająca się akcja. Dyrektywy kompozycyjne podtrzymywał Chmielowski do końca aktywności badawczej. Uwidoczniały się one również w ocenach literatury Młodej Polski.


Problem poezji. Krytyk wprawdzie świetnie znał poezję polską (i europejską), ale analizował i interpretował ją dość jednolicie, próbując dokonywać jej racjonalizacji, co w rezultacie prowadziło do wyników niesatysfakcjonujących. Swoją ogólną koncepcję poezji sformułował w 1873 r. w podsumowaniu książki o postaciach kobiecych w poezjach wielkich romantyków polskich. Silny wpływ na tę koncepcję wywarł głoszony podówczas przez niego program literatury tendencyjnej. W trybie preskryptywnym orzekał: „Poezja musi wejść w najściślejszy sojusz z dążnościami lepszych usposobień ogółu, musi być wyrazem jego pragnień i popularną wskazówką drogi, po której on ma postępować” (Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego. Studium literackie, 1873). Poeci współcześni powinni włączyć się w wielki proces modernizacji jako twórcy zaangażowani i wsłuchani w najżywotniejsze potrzeby ogółu społeczeństwa. Ta idea pojawiała się też w wystąpieniach innych krytyków pozytywistycznych (A. Pileckiego, J.M. Kamińskiego, E. Orzeszkowej, A. Wiślickiego). Jeszcze na początku lat 80. krytyk dostrzegał nieprzystawalność współczesnych poetów i poezji do ducha epoki. Poeci ci nie dorównywali swoim mistrzom romantycznym, nazywanym ojcami-olbrzymami (Poezja w wychowaniu, 1881). W latach 80. i 90. Chmielowski skrupulatnie odnotowywał i komentował najważniejsze zjawiska artystyczne na polu poezji. W ich ocenie uprzywilejował kategorie odnoszone też do innych rodzajów i gatunków literackich, a więc plastyczność, konkretność i szczegółowość przedstawienia, a także siłę wyrazu artystycznego; nad ton retoryczny przedkładał ton liryczny, poszukiwał zgodności między słowem a przedmiotem, dzięki której te pierwsze stawały się „wiernym odbiciem uczuć lub poglądów” (Współcześni poeci polscy. Szkice, 1895). Oprócz adekwatności opisu zwracał uwagę na jakości plastyczne oraz walory brzmieniowe: „Zaniedbanie rytmiczności dla każdego, kto ceni muzykę słowa, będzie zawsze wykroczeniem estetycznym” (tamże). Stałym elementem wypowiedzi Chmielowskiego na temat poezji było przeświadczenie o doniosłości roli społecznej i narodowej, jaką odgrywała i powinna odgrywać (Adam Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki, t. 2, 1886). Uprzywilejowanie płaszczyzny poznawczej poezji wiązało się z niechęcią do eksperymentów językowych, które mogły „odebrać myśli przodujący w dziele sztuki charakter, czyli [...] »wyzwolić język spod supremacji myśli«” (Najnowsze prądy w poezji naszej, 1901). Dlatego sprzeciw krytyka budziły realizacje poetyki symbolistów, a poeci społeczni mogli liczyć na jego uznanie (ceniąc wysoko Marię Konopnicką, złożył hołd „talentowi poetki – a zwłaszcza rozumnemu i szlachetnemu skierowaniu jego ku podniesieniu ducha wśród przygnębionego społeczeństwa” (Poezja nie-pesymizmu, „Ateneum” 1888, t. 1, z. 1).

W portretach krytycznych poetów Chmielowski poszukiwał ich „cech rządzących”, np. w przypadku Adama Asnyka stawiał pytanie o jego „nastrój zasadniczy” (Współcześni poeci polscy). Przekształcenia tego nastroju złożyły się na psychologiczny portret poety. W pracach poświęconych polskiej poezji krytyk niejednokrotnie posługiwał się „mową ezopową”, wskazując na obiektywne ograniczenia ekspresji poetyckiej i wymuszoną przez cenzurę rosyjską niemożność otwartej artykulacji najżywotniejszych kwestii społecznych i narodowych. W poł. lat 90. ubolewał nad dostrzegalnym w niej brakiem „rozległych pomysłów, [...] wielkich kompozycji, [...] orlich lotów”. Przyczyną tego stanu rzeczy były jego zdaniem: „[...] życie gorączkowe, pełne niepokojów i wahań, a potem... ta okoliczność, że nam wszystkim nie dostaje możności szerszego oddechu...” (tamże).


Wobec Młodej Polski. Znaczna część wypowiedzi krytycznoliterackich Chmielowskiego przypadła na okres Młodej Polski. Krytyk śledził nowe zjawiska estetycznoliterackie możliwie bezstronnie, z wolą zrozumienia, jednak wystawiał literaturze modernistycznej oceny negatywne. Wynikały one z zasadniczej opozycji estetycznoliterackiej i światopoglądowo-filozoficznej, jaka istniała między jego poglądami a formacją modernistyczną. Nie akceptował nowych aspiracji skupionych na sferze metafizycznej, fali irracjonalizmu, głoszonej przez wielu twórców supremacji poety nad społeczeństwem. Dystansując się wobec idei „Chimery”, ujmował relację między jednostką twórczą a tłumem zgoła inaczej niż Miriam: „[...] tylko dzięki [...] tłumowi mogły się wytworzyć warunki istnienia genialnych dzisiejszych jednostek” („Pamiętnik Literacki” 1904, z. 1). Wystąpienie na początku lat 90. fali literatury i sztuki modernistycznej w znacznej mierze unieważniło przewidywania Chmielowskiego dotyczące mechanizmu ewolucji literatury. Krytyk błędnie sądził, iż „subiektywizm” „poczuje wędzidło wiedzy opartej na doświadczeniu, rozbiorze i rozumowaniu”, gdyż musi „liczyć się z wynikami nauki” (Ostatnie dziesięciolecie literatury naszej, „Kurier Lwowski” 1894, nr 201).

Chmielowski widział przyczyny innego kierunku ewolucji sztuki także po stronie pozytywistów: „Zakwestionowanie celowości w zjawiskach przyrody, zaprzeczenie wolności woli w postanowieniach i uczynkach ludzkich, fałszywie zrozumiana przyczynowość wszystkich zjawisk, przemieniając się w jakiś głuchy fatalizm, działały hamująco na przejawy energii wewnętrznej, gdyż nasuwały wciąż natrętne pytanie: na co i po co?” (Najnowsze prądy w poezji naszej, 1901). Pesymizm modernistów miał swoje źródło zarówno w załamaniu się programów społecznych, jak i wynikał z zakwestionowania optymizmu poprzedników. Modernizm odstręczał chaotyczną złożonością, przejawiały się w nim bowiem treści różnorodne, nierzadko sprzeczne i przeciwstawne. Wszak w modernizmie – przekonywał krytyk – „dziwna mieszanina wzniosłości i powszedniości, wzlotów duchowych i wyrafinowań zmysłowych, wytwornego smaku i upodobania w dziwactwach” (tamże). Za nieuzasadnione uważał przekonanie o ścisłym związku modernizmu z romantyzmem. Odnotowywał wiele podobieństw między tymi prądami, ale Młodą Polskę romantyzmowi przeciwstawiał, usiłując „zarysować kontrast między twórczością pojmowaną jako misja narodowa a współczesną poezją – bezideową czy antyspołeczną” (H. Markiewicz). Etyczny fundament romantyzmu zasadniczo różnił się od amoralizmu części modernistów. Choć bowiem „serca” romantyków były „bardzo swą osobistością zaprzątnięte”, to jednak „dalekie od cynicznego samolubstwa, gardzącego celami ogólnymi, niedopuszczającego, aby w dziedzinie sztuki mogły znaleźć miejsce uczucia i ideały, potrzeby i braki społeczne, narodowe” (Najnowsze prądy). Szczegółowe charakterystyki utworów młodopolskich przeprowadzał Chmielowski według strategii pozytywistycznego dyskursu krytycznoliterackiego. Wielokrotnie używał gatunkowej konwencji portretu krytycznego (omówienie twórczości K. Tetmajera, J. Kasprowicza, S. Wyspiańskiego). Oceniając np. poezję Tetmajera, obok krytyki wymierzonej w jej płaszczyznę światopoglądową formułował opinie zaskakująco pozytywne, choćby o Hymnie do miłości, który w przedstawieniu uroków miłości zmysłowej nie ustępował zdaniem krytyka Pieśni nad pieśniami. Zasady pozytywistycznego dyskursu krytycznego zastosował Chmielowski również w portrecie Kasprowicza (Jan Kasprowicz. Próba charakterystyki, 1904). Zasadniczo pozytywną ocenę jego poezji motywował różnorako; ujmowała go ona przede wszystkim potęgą wyrazu uczuciowego wykraczającego poza doświadczenia jednostki. W jego mniemaniu Kasprowicz był artystą oryginalnym, niezależnym od modnych prądów zachodnich, dotykającym spraw wszechludzkich, bliskim wielkiej tradycji literackiej. Wskazywał też jednak słabości kompozycyjne tej poezji; wyszczególnił je w sposób ujawniający niezmienne przywiązanie do poetyki normatywnej, ukształtowanej według wzorca Taine’owskiego.

Nieprzystawalność norm estetycznoliterackich Chmielowskiego do poetyki modernistycznej przejawiała się też w omówieniach twórczości Stefana Żeromskiego i Stanisława Wyspiańskiego. Apodyktycznie – i znamiennie zarazem – wybrzmiała opinia krytyka o kompozycji i kreacjach bohaterów Ludzi bezdomnych: „Nie jest to powieść dobra pod względem układu, bo się uwiązała z szeregu obrazków, niekiedy bardzo luźnie ze sobą złączonych; nie jest to studium wyczerpujące, które by nam przedstawiało wykończone artystycznie i psychologicznie charaktery” („Kurier Codzienny” 1900, nr 101). Również Popioły nie spełniły surowych kryteriów. Choć w szczegółach powieść ta sięgała niekiedy „szczytów poezji i artyzmu” (dotyczyło to zwłaszcza fragmentów lirycznych uniesień w narracji), to jednak na płaszczyźnie kompozycyjnej miała wiele usterek wynikających z luźnej, chaotycznej kompozycji („Słowo Polskie” 1904, nr 18).

Więcej miejsca niż prozie poświęcił Chmielowski młodopolskiemu dramatowi; w sądach na ten temat przejawiały się stałe kryteria estetycznoliterackie i przeświadczenia światopoglądowe. Krytyk doszukiwał się w strukturze dramatu młodopolskiego wpływów obcych (m.in. skandynawskich), zgodnie z przyjętą metodą genetyczną oświetlał przyczyny tego zjawiska. Za konstytutywne cechy dramatu tej doby uznał pesymistyczną nastrojowość, zanik akcentów komediowych, psychologizację bohatera oraz ograniczenie obyczajowego i środowiskowego tła akcji. Charakteryzując dramaty, Chmielowski posługiwał się stabilnym wzorem krytycznoliterackim: streszczał akcję, przedstawiał zawartość ideową, oceniał artystyczne wykonanie. Skupiał się nadto na nastrojowości dramatu, poszukiwał kompozycyjnej spójności (jej brak zawsze uznawał za usterkę), uwarunkowanej zawsze zasadą „zbieżności efektów”, która decydowała również o ogólnym wrażeniu utworu, wreszcie waloryzował kreacje bohaterów przez pryzmat ich psychologicznego prawdopodobieństwa. Zaskakująco pochlebnie pisał o dramatach Przybyszewskiego, które choć odstręczały go moralną kondycją większości bohaterów, to jednak wywierały nadzwyczaj silne wrażenie. To właśnie ci bohaterowie sugestywnie przedstawiali „uosobione namiętności, żądze, porywy” (Dramat polski doby najnowszej, 1902). Twórczości Stanisława Wyspiańskiego nie potrafił z kolei zaakceptować, choć przyznawał mu wielki talent i uznawał za spadkobiercę szeroko pojętej tradycji romantycznej, artystę zaangażowanego w najżywotniejsze sprawy narodu. Wesele nazwał „najudatniejszym i najoryginalniejszym zjawiskiem na polu dramatyki najnowszej” (tamże). Początkowo krytyczny wobec kompozycji Wesela, później swój sąd wycieniował, uznając luźność kompozycji za uzasadnioną (Stanisław Wyspiański, w: Charakterystyki literackie, 1902). Krytyk stwierdził nawet, że Wesele to „utwór genialny i na wskroś polski” (tamże). Mierząc się z dziełem, które zasadniczo odbiegało od wyznawanego przez krytyka ideału kompozycji dramatycznej, zdobył się na względną otwartość. Nie mógł jednak zaakceptować nowatorstwa Wyzwolenia. Kompozycja Wyzwolenia „nie jest [...] postępem w stosunku do formy Wesela; przeciwnie, uznać ją musimy za daleko gorszą, najprzód dlatego, że jest już kopią, a po wtóre, że więź dramatyczna skupiająca cząstki w całość [...] tu się całkowicie rozprysła”. I konkluzja: „Jest to mechaniczne niemal sklejenie, nie zaś organiczne powiązanie części składowych. Niektóre sceny są przecudne, doskonale przeprowadzone – ale całość pod względem formy jest ułomna” („Nowa Reforma” 1903, nr 35). Nieład konstrukcyjny tego dramatu wynikał według Chmielowskiego z doprowadzonej przez Wyspiańskiego do krańców zasady „świętości wrażeń”. Fałszywie pojęta, zasada ta zwalniała artystów modernistycznych z obowiązku dogłębnego opracowywania „swoich natchnień” i klarownego ich przedstawiania. Jej konsekwencje przejawiły się właśnie w Wyzwoleniu, które „jest dziełem niewątpliwie genialnym, ale jako całość myślowa i artystyczna, dziełem zupełnie chybionym” (tamże, nr 37).

Strategia dyskursu krytycznoliterackiego. Chmielowski odegrał istotną rolę w procesie krystalizacji i profesjonalizacji polskiej krytyki literackiej okresu pozytywizmu, wpływał bezpośrednio na jej oblicze i reguły, przyczynił się do stworzenia kanonu literaturoznawstwa jako dyscypliny naukowej (w duchu pozytywistycznym). Prawdopodobnie pod wpływem tendencji modernistycznych włączył wartościowanie do rejestru podstawowych zadań krytyki; podkreślił, że jej rolą jest: „[...] oznaczenie wartości danego utworu, jego stosunku do utworów podobnego rodzaju w przeszłości czy teraźniejszości oraz stosunku do idealnego wzoru, jaki o danym przedmiocie wyrobić sobie można” (Krytyka, w: Poradnik dla samouków, cz. 2, 1899). W typologii krytyki Chmielowski wyszczególnił trzy warianty: formalny, rzeczowy i formalno-rzeczowy. Pierwszy dominował w krytyce (pseudo)klasycyzmu i na pierwszym planie w ocenie dzieła stawiał „zalety wysłowienia, wiersza, stylu”; drugi wnikał w „treść utworu , w jego myśl zasadniczą, w dążność, czyli tendencję”; wreszcie trzeci zajmował się „jednakowo treścią, jak i jej szatą zewnętrzną” (tamże). Choć krytyk opowiedział się za tym ostatnim, to jednak w swojej praktyce krytycznej preferował krytykę rzeczową. Uwagi natury metakrytycznej formułował od początku swojej twórczości, sukcesywnie wypracowywał też zasady własnego dyskursu krytycznoliterackiego. W toku kampanii na rzecz literatury tendencyjnej ujmował krytykę jako działalność programotwórczą, formułującą określone dyrektywy pisarskie i narzucającą wzorzec literatury. Tę preskryptywną funkcję krytyki ogólnikowo opisał w artykule programowym Utylitaryzm w literaturze: „[...] dzisiaj domaga się krytyka, ażeby literatura stała się tendencyjną”.

Istotniejsze uwagi metodologiczne Chmielowski sformułował w studium Sobótka. Zestawienie dwu wieków i dwu indywidualności. Odnosiły się one wprawdzie do metody badawczej historii literatury, ale krytyk nadawał im cechy uniwersalne, obowiązujące na gruncie wszystkich dyscyplin humanistycznych wzorowanych na przyrodoznawstwie. Opowiedział się za ścisłością i dokładnością procedur analitycznych, które powinny „wniknąć w szczegóły i na dokładnym dopiero ich zbadaniu wywody swoje oprzeć” (Studia i szkice z dziejów literatury polskiej, seria 1, 1886). Była to deklaracja zgodna z empiryczną epistemologią pozytywizmu, wykluczająca aprioryzm ocen krytycznych. Pięć lat później Chmielowski doprecyzował swoje stanowisko metakrytyczne, odrzucając – zgodnie z zaleceniami Taine’a – estetyczny normatywizm (Młode siły).

Procedura krytycznoliteracka Chmielowskiego (i innych pozytywistów) skupiała się na trzech etapach: opisie dzieła w formie streszczenia fabuły lub głównych wątków (motywów) poetyckich, wyjaśnieniu jego genezy i zawartości ideowo-problemowej, wreszcie na wartościowaniu jego treści poznawczych, w mniejszym zaś stopniu – strony artystycznej. Zgodnie z tymi zadaniami język dyskursu krytyka przybierał formę zobiektywizowaną, wolną od naleciałości osobowych; różnił się od idiolektów stylistycznych dzieł analizowanych, upodabniając się w tonie do wywodu naukowego, w którym obowiązują reguły logicznego wnioskowania i (zasadniczo) składnia hipotaktyczna. Podstawę wywodu stanowiły streszczenia; w streszczeniu dyskwalifikującym krytyk poddawał tekst rozlicznym operacjom, które zmierzały do negatywnej waloryzacji jego zawartości poznawczej i formy artystycznej. W takich przypadkach język krytyczny zdecydowanie dominował nad językiem dzieła. Streszczenia aprobatywne tworzyły splot języka krytycznego, języka dzieła oraz języka „neutraln[ego], ograniczając[ego] się do relacjonowania fabularnych faktów” (A. Makowski). Najbardziej nowatorską formę – nieodległą od poetyki młodopolskiego dyskursu krytycznego – przybierały te streszczenia, w których krytyk nasycał swój język elementami języka dzieła, zbliżając się do intertekstualnej mowy pozornie zależnej. Streszczenia wykazywały największą przydatność do analiz i ocen dzieł fabularnych, były źródłem dalszych uogólnień, przy czym podstawę sądów krytyka o literaturze stanowił – jak zauważył Chlebowski – „pogląd na świat oparty na rezultatach współczesnej nauki”. Chmielowski rekonstruował tło kulturalne, w którym funkcjonowało dane dzieło, opisywał biografię autora, kładł silny nacisk na czynniki genetyczne determinujące powstanie jego twórczości. Biografizm strategii krytycznoliterackiej – przybierający najczęściej formę psychogenetyzmu – wynikał wprost z założeń metodycznych odnoszących się zarówno do krytyki, jak i historii literatury. „Krytyk historyczno-literacki musi się dobrać do »czystej treści« człowieka i poznać go w całej zupełności, z jego przymiotami i wadami, z jego wzniesieniami i upadkami, ale nie dowolnie w wyobraźni piszącego wytworzonymi, lecz rzeczywistymi, stwierdzonymi za pomocą wszelkich rozporządzalnych sposobów” (Metodyka historii literatury polskiej, 1900). Zgodnie z metodologią pozytywizmu krytyk literacki winien ujmować fakty jednostkowe przez „odniesienie ich do jakichś grup ogólniejszych, lepiej znanych”. „Autor przez takie rozpatrzenie się w materiale może dojść albo do rozwinięcia i ustalenia nowych faktów albo do oświetlenia ich z nowego punktu. [...] owo nowe oświetlenie faktów może się opierać na mniej lub więcej trafnych przypuszczeniach, wysnutych z zestawienia rozmaitych szczegółów i z rozumowania o związku między tymi szczegółami zachodzącym; wtedy staje się hipotezą naukową” (Stylistyka polska). Zdolność aplikacyjna danej hipotezy nadaje jej status teorii. Na gruncie krytyki (szerzej: literaturoznawstwa) teorie też można (a nawet należy) stosować. Formułują one pewne uogólnienia, czyli prawa. Krytyk literacki winien poszukiwać praw rządzących rozwojem literatury.

Ważnym elementem metakrytycznych poglądów Chmielowskiego był postulat obiektywizacji dyskursu, wykluczający emotywne i apriorycznie wartościujące stanowisko krytyka. Obiektywny charakter krytyki literackiej – określany najczęściej terminem „przedmiotowość” – nie dawał się zestawić z obiektywizmem przyrodoznawstwa, ale w formie względnej – czyli w formie intersubiektywnie weryfikowalnej przedmiotowości – można go było osiągnąć (Stylistyka polska).

W okresie Młodej Polski krytyk żywo reagował na nowe tendencje estetycznoliterackie i na stymulowany przez nie rozwój krytyki. Najważniejszym problemem metakrytycznym schyłku lat 90. okazała się kwestia subiektywizmu (krytyki podmiotowej). Chmielowski rozpatrywał ją na przykładzie twórczości Ignacego Matuszewskiego, którego nazwał „zwolennikiem i obrońcą subiektywizmu w krytyce”, traktującego ją bardziej jako sztukę aniżeli naukę („Prawda” 1898, nr 4). Krytyka subiektywna była dlań jednym z objawów indywidualizmu modernistycznego, który w skrajnej swojej formie zrywał związki z cywilizacyjnym dorobkiem ludzkości, bezzasadnie odrzucając prawo ewolucyjnego rozwoju. Słabość tej krytyki wynikała, zdaniem Chmielowskiego, z odrzucenia intersubiektywnej płaszczyzny porozumienia komunikacyjnego, osadzonej na fundamencie „wielowiekowej cywilizacji”, i z separacji nauki od sztuki (tamże).

W latach 90. krytyk opowiedział się za stanowiskiem podmiotowo-przedmiotowym w krytyce. Praktykujący takie podejście „nie daje się powodować wyłącznie gustowi osobistemu, lecz stara się z ogólnych praw psychologicznych i z historii literatury wyciągnąć dowody, które gust ów usprawiedliwiają i czynią go do pewnego stopnia wyrazem opinii powszechnej” (Krytyka). U schyłku życia krytyk raz jeszcze podjął polemikę ze skrajnym subiektywizmem krytycznym, zarzucając jego zwolennikom poprzestawanie na ulotnych wrażeniach. Przekonywał, że modernistyczna krytyka subiektywna – zwłaszcza w swoim skrajnym wariancie: impresjonistycznym (reprezentowanym choćby przez J. Stena) – posługuje się solipsytycznymi wrażeniami, których „prawdziwości oczywiście dowodzić nie usiłuje, boć przecie wrażeń dowieść niepodobna, można je tylko wypowiedzieć z mniejszą lub większą siłą” (Z psychologii literackiej, „Kurier Warszawski” 1903, nr 25). Tymczasem wrażenia estetyczne, stanowiące wszak pierwotny element poznawczego kontaktu krytyka z dziełem, powinny być korygowane w zestawieniu z istniejącymi zasadami psychologicznymi i estetycznymi lub podporządkowywane zasadom nowym. Słowem – koniecznym etapem twórczości krytycznej musiała być racjonalizacja wrażeń.

Do refleksji metakrytycznoliterackiej Chmielowskiego zaliczają się również jego uwagi dotyczące funkcji krytyki. W tej dziedzinie konsekwentnie podtrzymywał swoje stanowisko, lekko je tylko modyfikując w okresie Młodej Polski. Punktem wyjścia była dyrektywa metodologiczna Taine’a: „Pierwszym i najcelniejszym zadaniem krytyki zwróconej do rozbioru strony wewnętrznej danego utworu jest wydobycie z niego wszystkich cech znamionujących duszę piszącego, jak nie mniej wpływów, które wywarła nań rasa, środowisko i doba dziejowa. [...] krytyka [...] winna dążyć do wykrycia [...] uczuć, myśli i ideałów w każdym dziele literackim” (Metodyka). Te psychologiczne komponenty stanowiły medium treści socjologicznych. Chmielowski, usiłując odkryć „człowieka wewnętrznego” w danym utworze, podążał śladem Taine’a i poszukiwał w twórczości duchowych wpływów społeczeństwa i narodu. Za swego rodzaju prekursora Taine’a uznał Maurycego Mochnackiego, w którego założeniach metodycznych odnajdywał podobną ideę, akcentującą konieczność odkrycia „szczególniejsz[ej] dyspozycj[i] i przemożnoś[ci] artysty” (Dzieje krytyki).

W okresie Młodej Polski Chmielowski próbował zmodyfikować dyrektywy metodologiczne dyskursu krytycznego, wprowadzając do nich kategorię „spółczucia psychologiczego”, uznawaną za „jeden z pierwszych, jeśli w ogóle nie pierwszy, w Polsce teoretyczny wykład tej problematyki” (M. Głowiński). Chodziło tu o problem empatii w młodopolskim dyskursie krytycznym. W ujęciu Chmielowskiego kategoria „spółczucia” była nową konsekwencją głoszonego przezeń od dawna psychologizmu krytycznoliterackiego, tyle że tym razem odniesioną do dyspozycji krytyka. Owo „spółczucie” to sposób krytycznego odbioru dzieła, „pozwalając[y] nam swobodnie i łatwo wniknąć w stan duszy innych osób, odczuwać najróżnorodniejsze i najsprzeczniejsze ze sobą usposobienia, upodobania, zachwyty, wzgardy, nienawiści i miłości, pozwalające nam czasowo stawać się sobowtórami autorów, patrzeć na wszystko ich oczyma, podzielać ich sympatie i antypatie, nie zatracając przecież własnej jaźni, własnego sądu o osobach, rzeczach i zjawiskach” (Spółczucie psychologiczne w badaniach historycznoliterackich, w: Pisma krytycznoliterackie, t. 1). Propozycja ta oznaczała postęp w stosunku do modelu zobiektywizowanej, przedmiotowej krytyki pozytywistycznej, nie była jednak jej rewizją zasadniczą, gdyż „spółczuciu psychologicznemu” podporządkowywała inne procedury metodyczne, właściwe praktykom „przedmiotowym”.

Konstytutywną rolę w procesie kształtowania się strategii krytycznej Chmielowskiego oraz jego stanowiska metakrytycznego odgrywały inwariantne terminy kluczowe, współtworzące słownik pozytywistycznej krytyki literackiej. Nie wszystkie z nich miały charakter formalny, niektóre odnosiły się do płaszczyzny treściowej (poznawczej) dzieła literackiego, zdarzało się też niekiedy, iż łączyły one sferę poetologiczną z komunikacyjną. Kluczowym terminem wczesnej fazy stała się tendencyjność/ użyteczność/ utylitaryzm, traktowana jako hasło programotwórcze i jako kryterium waloryzacji dzieła. Pragmatyczny charakter „tendencyjności” przejawiał się najpełniej w płaszczyźnie komunikacji literackiej: miała ona odpowiednio, tj. wychowawczo, wpływać na poglądy i uczucia czytelnika. Hasło utylitaryzmu określało status bohatera powieściowego: miał skupiać reprezentatywne cechy danej klasy społecznej i/ lub typu osobowego (psychicznego). Typowość bohatera była niekwestionowaną zaletą kreacji artystycznej; ogniskowała się w niej prawda ogólna o człowieku i społeczeństwie. Antytezą bohatera typowego były postacie wyjątkowe, niezwyczajne, reprezentujące właściwość przypadkową, niemieszczącą się w poznawczych ramach potocznego prawdopodobieństwa życiowego. Powieściopisarz, który tworzył takiego nietypowego bohatera, stawiał się w „fałszywym położeniu, broniąc sprawy jednostki w myśli, że broni sprawy powszechnej” (Powieści z 1869 r.).

Niepowodzenia programu literatury tendencyjnej wywołały istotne zmiany w dyskursie krytycznym epoki. Choć Chmielowski nigdy nie wyrzekł się przekonania o społecznych powinnościach twórczości artystycznej, to jednak z czasem kładł znacznie silniejszy akcent na prawdę przedstawienia, życiowe (społeczne i psychologiczne) prawdopodobieństwo świata literackiego, przedmiotowość i realizm. Postulat „prawdziwości” odnosił się przede wszystkim do bohatera. W momencie krystalizacji poetyki realizmu dojrzałego, a więc na początku lat 80., Chmielowski najwyżej cenił takie kreacje postaci, które odbiegały od schematycznych konwencji dawnych poetyk i czerpały inspirację z „życia”, co uwidoczniało się m.in. w ich naturalności, złożoności i plastyczności. Często krytyk określał bohaterów tego rodzaju jako charaktery zindywidualizowane. Cenił bohaterów wykreowanych z całym „bogactwem szczegółów”, które układało się w „kombinacje najczęściej napotykane w rzeczywistości” (Powieści społeczne Elizy Orzeszkowej). Dalej stawiał wymóg spójności charakterologicznej, co nie pozwalało mu zaakceptować postaci Wokulskiego jako kreacji udanej (Aleksander Głowacki (Bolesław Prus)).

Na popularność lansowanych przez Chmielowskiego terminów „przedmiotowość”, „prawda”, „prawdopodobieństwo” mogła wywrzeć wpływ kampania „Wędrowca”. Ponieważ semantyczna przejrzystość literatury była jego postulatem normatywnym, więc odrzucał on liczne eksperymenty modernistów. W rozbiorach konkretnych dzieł stosował następujące terminy: „kompozycja”, „układ”, „całość”, „spójność”, „jasność”, „komunikatywność” („zrozumiałość”). Ten zestaw – odniesiony do poezji – implikował odrzucenie liryki symbolicznej i preferował retorykę poetycką, która poddawała się „przekładowi” na język opisowy, dyskursywny, zracjonalizowany. Tymczasem w modernistycznym symbolizmie na plan pierwszy wysuwała się „mozolna pogoń za niezwykłymi połączeniami wrażeń zmysłów odmiennych, przesada w użyciu analogii, [...] która dobrego rezultatu wydać nie może” (Najnowsze prądy w poezji naszej).

Dyskurs krytyczny Chmielowskiego jest znamiennym świadectwem kulturowym, skupiającym najistotniejsze składniki pozytywistycznego światopoglądu, estetyki i nauki. Stanowił względnie stabilną strukturę, zasadniczo uznawaną przez krytyków modernistycznych za negatywny punkt odniesienia. Mimo uznania i szacunku większości uczestników polskiego życia literackiego Chmielowski jako krytyk nie oddziałał jednak inspirująco na potomnych, nie wytyczył szlaków rozwojowych polskiej krytyce literackiej. Henryk Markiewicz napisał o nim: „Był wielkim przez niewiarygodną pracowitość, rozległość zainteresowań, ilościowe rozmiary swego dorobku, ale o tej wielkości wystarczająco potrafi powiedzieć – bibliografia”.</document>
<document nplp_id="13871" title="Chołoniewski Stanisław" slug="choloniewski-stanislaw">Pisarz, filozof, tłumacz, duchowny katolicki.


Informacje biograficzne. Urodził się 23 III 1791 w Janowie na Podolu jako syn miecznika koronnego Rafała Chołoniewskiego h. Korczak (zm. 1819) i Katarzyny Rzyszewskiej h. Pobóg (zm. 1793). Uczył się w domu pod kierunkiem Jana Witwickiego, ojca poety Stefana. Ukończył prawo na uniwersytecie w Wilnie. Przyjaźnił się z Janem Potockim, był też świadkiem jego samobójczej śmierci w 1815 r. W 1810 r. wrócił ze studiów do Janowa, by po dwóch latach wyjechać do Petersburga – tam wstąpił do loży masońskiej, czynił również starania o posadę w carskiej służbie dyplomatycznej. W 1816 r. został urzędnikiem Ministerium Spraw Zagranicznych i kamerjunkrem dworu. W Petersburgu zawarł znajomość z Josephem de Maistre’em i Zachariasem Wernerem. W 1818 r. odwiedził Wiedeń, gdzie zaprzyjaźnił się z Friedrichem Schleglem, a także Paryż, Wenecję i Padwę. Po śmierci ojca wstąpił w 1820 r. do rzymskiego seminarium duchownego. W l. 1821–1824 przebywał głównie w Wiedniu. W 1822 r. poznał w Dreźnie Johanna Wolfganga Goethego. W 1824 r. wrócił do Janowa i zawarł znajomość z Henrykiem Rzewuskim. Wiosną 1827 r. wstąpił do Akademii Duchownej w Rzymie, a w 1829 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W Rzymie nawiązał przyjacielskie stosunki z Adamem Mickiewiczem. W 1832 r. uzyskał stopień doktora filozofii i godność szambelana papieskiego. Pod koniec 1832 r. powrócił do kraju, by objąć funkcję dziekana katedralnego kapituły i kaznodziei w Kamieńcu. W 1838 r. mianowano go kanonikiem-prałatem. W 1840 r. został wezwany do Kijowa jako jeden z przedstawicieli deputacji szlachty podolskiej, by złożyć hołd carowi. Przyjaźnił się z Józefem Ignacym Kraszewskim, drukował swoje artykuły i utwory literackie w wydawanym przez autora Witoloraudy „Athenaeum”. W 1842 r. został administratorem diecezji kamienieckiej. Zmarł 3 IX 1846 w Kamieńcu.


Działalność krytycznoliteracka. Twórczość Chołoniewskiego, subtelnego moralisty, autora prozy fantastycznej Sen w Podhorcach (1842), należy przede wszystkim do przesiąkniętej duchem religijnym filozofii, jednak w historii krytyki pisarz ten ma również swoją kartę jako m.in. uczestnik polemiki wokół Listopada Rzewuskiego. W liście otwartym do Kraszewskiego przedstawia uwagi do zaprezentowanego w Listopadzie Rzewuskiego wątku dewocji generała Kunickiego, stwierdzając, że „żadnej nie mają [one] styczności, z innymi licznymi zaletami powieści Listopad, o których głoszą dzienniki, a którym chętnie wierzę, jako dobrze świadom pięknego talentu znakomitego autora. Literackie bowiem rzeczy pod mój rozbiór nie podpadają” (Dewocja p. generała Kunickiego. Wyjątek z listu do J.I. Kraszewskiego, „Biblioteka Warszawska” 1846, t. 2). Mimo tej asekuracji list stanowi osadzoną w erudycyjnej filozofii krytykę obskuranckiej religijności bohaterów powieści Rzewuskiego, a przy okazji krytykę autora jako piewcy mentalności szlacheckiej. Z obserwacji poczynionych z perspektywy teologicznej wyłania się przekonanie, że pisarz, niejako cytując w poetyce gawędowej głosy swych sarmackich postaci, narzuca czytelnikowi wąski i przez to niebezpieczny model religijności. Chołoniewski pisze o Rzewuskim: „Chciał on na koniec swego dewota od pysznego rozumu uwolnić, i to święta zbawienna myśl, lecz na to dość było zalecić skromność i pokorę, ale nie należało zgoła potępiać prawego użycia rozumu wiarą oświeconego, bo to jest kondemnata przeciwko wszystkim opowiadaczom słowa Bożego, wszystkim obrońcom religii świeckim i duchownym, począwszy od apostołów aż do najpóźniejszych ich naśladowców, którzy rozumu, daru Bożego, na chwałę Bożą święcie używali, bo to jest skazanie na ślepotę duchową całego chrystianizmu” (tamże). Chołoniewski występuje przeciwko oddzielaniu wiary od rozumu, dostrzegając w tej praktyce niekorzystny dla rozwoju duchowego człowieka redukcjonizm (należy dodać, że nie jest zwolennikiem skrajnego racjonalizmu). Zaprezentowany w lekturze Listopada sposób postrzegania dyspozycji stylistycznych autora jako przejawu jego własnych cech osobowościowych wybrzmiał także w innych okołoliterackich opracowaniach Chołoniewskiego, ale w odmiennym ujęciu. W rozprawie Uwagi o stylu pod względem psychologicznym („Pielgrzym” 1842, t. 3) zostało poddane analizie przekonanie, zgodne z francuską maksymą le style c’est tout l’homme, że „cały duch człowieka objawia się tym, czym jest w mowie jego pisanej” (tamże). Krytyk wykazuje się sporą dozą podejrzliwości wobec gładkości stylistycznej, która staje się nierzadko nośnikiem treści łatwych i błahych, zauważa natomiast, że przeciwnie „styl ciemny, zawiły lub szorstki jest zawsze niemal godłem niejako głębokich działań umysłowych” (tamże). Stawia tezę, że nie zawsze mowa zewnętrzna (styl) jest odzwierciedleniem mowy wewnętrznej (myśli). Sugeruje tak, że literatura jest bytem autonomicznym, choć związanym z osobą twórcy, bywa też od niego mądrzejsza. Dlatego formułuje zakres obowiązków krytyka, który nie powinien sądzić dzieła wyłącznie na podstawie cech intelektualnych pisarza, musi on za to szukać „serca”, patrzeć szerzej, słuchać uważniej, dobierać narzędzia stosowne do „materii przez autora obranej”. Swoje uwagi Chołoniewski aplikuje przede wszystkim do ocen dzieł filozoficznych (O wpływach racjonalizmu na tegoczesną literaturę i kunszta, „Pielgrzym” 1842, t. 3), ale wydają się one godne odnotowania w słowniku krytyki literackiej jako świadectwo refleksji nad tym, kim jest podmiot czynności twórczych.</document>
<document nplp_id="13872" title="Choromański Leon" slug="choromanski-leon">Prozaik, poeta, dramaturg, tłumacz, krytyk, redaktor, kierownik literacki teatrów. Pseudonimy: Tomasz Oset; Alciphron (skróty: Acs, Ale.); L. Chor.; L.Ch.; C.; Ch; ch (ch.); Charap/L.; Charap/Leon.


Informacje biograficzne. Leon (właśc. Julian Jan) Choromański urodził się 21 XII 1872 w Konotopie na Ukrainie jako syn adwokata Ludwika i Aleksandry z Wszelaczyńskich; miał brata Stefana, adwokata. Od 1885 r. uczęszczał do gimnazjum w Siedlcach, należał do konspiracyjnego kółka samokształceniowego; egzamin maturalny złożył 19 VI 1893, po czym zapisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Krakowie pozostawał pod opieką prof. Mariana Dubieckiego. Studiował prawo w l. 1893–1897, ale absolutorium uzyskał dopiero 10 XII 1906, kiedy już mieszkał w Warszawie, działając na polu literackim i teatralnym, głównie jako recenzent twórczości bieżącej. Jego debiut literacki – nowela Kara ukazała się w 1900 r. w „Strumieniu”, pierwszy zbiór opowiadań pisarza Zuzanna wyszedł w 1910 r. W czerwcu 1907 r. na fali represji wobec prasy polskiej Choromański został aresztowany w sprawie, w której głównym podejrzanym był dramatopisarz Kazimierz Zalewski (Choromański przez pewien czas pełnił funkcję jego osobistego sekretarza). Należał do współtwórców kabaretu literackiego Momus (1908–1911). W poł. 1909 r. objął jego kierownictwo literackie i wraz z Janem Pawłowskim przez kilka miesięcy zastępował Arnolda Szyfmana. Wybór jego piosenek i satyrycznych wierszy Firleje momusowe wyszedł w 1914 r., a trzy lata później ukazały się utwory Choromańskiego wykonywane w Czarnym Kocie (1917). Pisał również dla takich kabaretów, jak Nowoczesny (1915–1916), Mozaika i Miniatury (1918), Wesoły Ul (1918). W czerwcu 1913 r. objął dział literacki „Kuriera Włocławskiego”. W l. 1913–1919 publikował w tygodniku „Sowizdrzał”. W dwudziestoleciu międzywojennym znalazł zatrudnienie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych jako cenzor filmowy. W czerwcu 1939 r. ożenił się z Franciszką Brówką 1o voto Doering (1889–1965). Ukończona przed 1939 r. powieść Zabawa spłonęła w czasie wojny wraz z pomniejszymi gotowymi do druku utworami. Przekładał z języków rosyjskiego, francuskiego, duńskiego i szwedzkiego. Po zakończeniu II wojny światowej przeniósł się do Legionowa; tam zmarł 12 II 1953; jest pochowany wraz żoną na cmentarzu Bródnowskim.

Działalność krytyczna. Pracom krytycznym Choromańskiego nie poświęcono dotąd osobnej uwagi, choć znajdowały one uznanie badaczy. Jako krytyk Choromański zadebiutował w „Ateneum” w 1899 r. recenzją Zająca Adolfa Dygasińskiego. W l. 1903–1910 współpracował z „Głosem” oraz „Przeglądem Społecznym” i „Społeczeństwem”. Drukował tam głównie recenzje teatralne i noty o książkach. W l. 1910–1913 zamieszczał dłuższe wypowiedzi krytyczne w „Prawdzie”, a od styczna 1913 r. zasilał swym piórem także wolnomyślny „Tydzień” Jerzego Jankowskiego, od 1914 r. „Widnokrąg” Józefa Wasercuga. Ponadto drukował w „Przeglądzie Krytyki Artystycznej i Literackiej” (1911), „Izraelicie” (1911–1912), „Złotym Rogu” (1913), „Kłosach” (1914).

W 1905 r. Choromański po raz pierwszy wystąpił na łamach „Głosu” w roli krytyka teatralnego – od razu jako autor dojrzały, znawca przedmiotu, przygotowany do tego, by w niedługim czasie stać się w pełni człowiekiem teatru wpływającym na kształt sceny nie tylko z loży recenzenta. W ciągu ok. 5 lat, podczas których zdarzało mu się w miarę regularnie zasiadać w tym szczególnym miejscu, opublikował ok. 20 recenzji. To wynik dość skromny, najwyraźniej jednak Choromański z trudem godził się na przypadkowość repertuaru teatralnego poddanego zasadzie atrakcyjności, a nie imperatywowi poszukiwania nowego wyrazu dla „chaosu, jakim jest dziś człowiek” („Prawda” 1911, nr 12).

Z punktu widzenia Choromańskiego dużo korzystniej od oferty teatralnej przedstawiała się oferta wydawnicza. Wybierając książki do oceny, mógł zachowywać większą swobodę i kierować się własnym rozeznaniem. W ogromnej większości wypadków sięgał po utwory autorów ważnych. Parokrotnie próbował swoich sił także jako krytyk artystyczny, wypowiadając się o sztuce użytkowej („Społeczeństwo” 1908, nr 7) oraz o twórczości rzeźbiarza Stanisława Czarnowskiego („Prawda” 1912, nr 7). Niekiedy zabierał głos na tematy ogólniejsze: pornografii (Sprawa pornografii, „Społeczeństwo” 1910, nr 17), rozumienia indywidualności (Czy jesteśmy indywidualni?, „Prawda” 1912, nr 48).

Krytyka teatralna. Recenzje Choromańskiego odznaczały się skrupulatnością w odnotowywaniu znaczących szczegółów, trafnością uogólnień, wyczuciem formy zarówno utworów ocenianych, jak i wypowiedzi krytycznej. Tak jest już w debiutanckiej recenzji z Bagienka Bolesława Gorczyńskiego. W opinii krytyka był to utwór płytki, skrojony pod gust publiczności. Dramaturg pozwala jej kontentować się pozorami prawdy zamiast zdecydowanie „ugodzić w pychę i zaślepienie mieszczańskie” (Z teatru, „Głos” 1905, nr 8). Zdaniem Choromańskiego konwencja realistyczna implikowała rozważność, a zatem też umiarkowanie w przedstawianiu obyczaju i prezentacji różnych stanowisk, a wskutek tego całkowicie zawodziła tam, gdzie trzeba było wydobyć przykrą dla odbiorcy istotę wydarzeń, zdecydowanie „zerwać sympatyczne nici” wiążące autora z widzami. Choromański i jako krytyk, i jako pisarz łączył dezyderat przewartościowania norm moralnych z potrzebą tworzenia nowych form. Toteż więcej zrozumienia miał dla Demona ziemi Franka Wedekinda, choć w sztuce podobała mu się jedynie najbardziej prowokacyjna bohaterka, czyli Lulu, nie przekonały zaś postaci mężczyzn – uznane bez wyjątku za mdłe i naiwne. „Jak w głębokim czystym źródle odbija się w takim pojmowaniu kobiety – krytyk pozwala sobie na tę generalizację już na początku recenzji – dzisiejsze znużenie mężczyzny i jego bezgraniczna adoracja »wiecznie kobiecego«. Że mężczyzna jest słabszy, od źródeł natury dalszy stało się melancholijnym przekonaniem naszych czasów, kiedy tyle jest natur chwiejnych i tyle tęsknoty za kipiącym warem życia i jego przebogatą rozlewną pełnią” („Głos” 1905, nr 14). W ocenie Sonaty Jana Augusta Kisielewskiego dywagacje na temat kondycji artysty w nieprzyjaznym mu świecie wyraźnie już dominują nad bezpośrednimi uwagami dotyczącymi przedstawienia, służąc poniekąd łagodzeniu zarzutów, tłumaczeniu słabości utworu. Silnie doszła tu do głosu skłonność do eseizowania i filozofowania, która w mniejszym lub większym stopniu przejawiała się w niemal wszystkich wypowiedziach krytyka. Patronowali mu w tym różni, przywoływani wprost i nie wprost, pisarze i myśliciele, najczęściej Friedrich Nietzsche. Marksistowska inspiracja zapatrywań Choromańskiego dała z kolei o sobie znać w konstatacji „zniechęcenia do człowieka jako wytworu epoki burżuazyjnej” i pojmowaniu walki między artystami a filisterią na wzór walki klas

(„Przegląd Społeczny” 1906, nr 8). Niemniej krytyk z niechęcią odnosił się do apriorycznego lansowania tez światopoglądowych i tępił tendencyjność, niezależnie od tego, czy służyć miała poglądom, które podzielał, czy nie. Jako sceptyk i ironista stronił od rozstrzygnięć definitywnych i zapewne dlatego nietzscheanizm i materializm nie pozbawiły go żywej ciekawości dla spraw ducha. Jego mistrzami pozostawali przede wszystkim Edgar Allan Poe (Kobiety i miłość w życiu Poego, „Tydzień” 1913, nr 5), Charles Baudelaire, Jules Barbey d’Aurevilly, Oscar Wilde. Nauczył się od nich uznania dla oryginalności pomysłu i konsekwencji w jego artystycznym przeprowadzeniu. Dlatego w Candidzie George’a Bernarda Shawa dostrzegł dręczące widza pytanie: „Czymże jest u licha człowiek współczesny? Przenikliwy, zdolny do olśniewającej świetności paradoksów język Shawa byłby nieznośnym, gdyby nie był tak wybornym środkiem do poznawania współczesnej bestii ludzkiej” („Przegląd Społeczny” 1906, nr 6). To, co stanowi specyfikę wystawienia teatralnego, czyli scenografia, staje się dla Choromańskiego kwestią na ogół drugorzędną; wrażenia odnoszą się przede wszystkim do warstwy wewnętrznej.

Cechy dyskursu krytycznego. U Choromańskiego recenzjami rządzą podobne zasady. W debiutanckiej recenzji zdołał on w siedmiu zdaniach zawrzeć nie tylko esencjonalne wiadomości o Zającu, ale i sformułować kilka obserwacji na temat własności estetycznych i zawartości myślowej pisarstwa polskiego naturalisty, nie stroniąc od sformułowań śmiałych i urodziwych: „Jak większość utworów Dygasińskiego, tak i ten nowy owiewa atmosfera zdrowa i balsamiczna” („Ateneum” 1899, t. 4, z. 1). Zgodnie bowiem ze swoją – przejawiającą się też na innych polach – dążnością twórczą Choromański niejednokrotnie nadawał krótkim recenzjom postać tak dopracowaną, że zasługują one na miano miniatur krytycznych. Ich budowa charakteryzuje się znaczną regularnością. Krytyk stara się już na początku recenzji usytuować dany utwór wśród innych zjawisk literackich, umieścić na szerszym tle filozoficznym oraz psychologicznym i odnieść do dorobku autora. Jednocześnie, dzięki umiejętnemu profilowaniu leksyki, sugeruje czytelnikowi, że ma on do czynienia nie z kimś przypadkowym, ale z niebeznamiętnym znawcą przedmiotu. Od siebie, podobnie jak od innych pisarzy, oczekiwał entuzjazmu, ale nie sztucznego, upatrując w nim antidotum na znużenie, doświadczane wszelako dużo częściej i stanowiące podłoże ironii.

Choromański nie wprost, ale wyraźnie daje do zrozumienia, że jego oceny, jakkolwiek subiektywne, mają jednak solidną podbudowę erudycyjną, odsłanianą tylko o tyle, o ile jest to konieczne, i przemyślaną konstrukcję. Podobnie, wydobywając jedynie „kilka cech zasadniczych”, zarysowuje sylwetkę autora, chyba że nie jest ona, jak w wypadku debiutu Anny (Hanny) z Elzenbergów Zahorskiej (Savitri), jeszcze dość wyraźna („Społeczeństwo” 1908, nr 49). Zależy mu na uchwyceniu cechy dominującej czyjejś osobowości i talentu, z tym że do ich wydobycia dąży nie na drodze Taine’owskich dociekań, ale dzięki przenikliwości umysłu i sile intuicji, zdolności do skrótowego ujęcia tego, co najistotniejsze. Choromański za pomocą bardzo oszczędnych środków stara się dać wyobrażenie o twórcy, pokazać jego „naturę”. To ona przejawia się – bardziej lub mniej udatnie – w doborze środków językowych, budowie świata, jego wewnętrznej logice, wierności wobec założeń artystycznych, a także wobec prawdy, doświadczenia, życia, kategorii, którymi krytyk posługiwał się bez dodatkowych wyjaśnień.


Recenzje z literatury przełomu stuleci. Metoda. Najbardziej interesującym przejawem życia jest zdaniem Choromańskiego nowoczesne, wielkie, wielokształtne miasto i zawiła, roznamiętniona psychika zamieszkujących je indywiduów. Szerzej przedstawił ten pogląd w przewrotnej interpretacji Drzewiej Władysława Orkana, uznając to osadzone w czasach bajecznych dzieło za wyraz „współczesnej tęsknoty do rzeczy rozległych i potężnych żywiołowo, [...] do syntez prostych i wszechogarniających” („Drzewiej” Orkana jako obraz rzeczywistości dzisiejszej, „Prawda” 1912, nr 52). Podobną pod pewnymi względami myśl sformułował w recenzji Faraona Bolesława Prusa, powieści „zamaskowanego socjologa, któremu potrzeba perspektywy dziejowej, aby rozsnuć swe idee historiozoficzne” (Prus w „Faraonie”, „Prawda” 1912, nr 24–25). Tę perspektywę powieściopisarz zyskuje, ale kosztem ogołocenia z namiętności, z tragizmu, co osłabia wartość utworu i oddala go od żądnego pobudzeń czytelnika.

Wyobraźniowa rekonstrukcja dzieła i jego uwarunkowań daje Choromańskiemu podstawę do wskazywania niedociągnięć albo wyłuskiwania zalet utworu. Mimo różnych punktów wspólnych metoda Choromańskiego znajduje się na antypodach modnej na przełomie wieków wrażeniowości, jest też odległa od hermeneutycznego wchodzenia w dzieło i mówienia z jego wnętrza (M. Głowiński). Wbrew konwencji dominującej w epoce nie lubi on posługiwać się językiem recenzowanego utworu, przeciwnie, szuka określeń własnych, zgodnych z własnymi upodobaniami stylistycznymi i potrzebą ścisłości, zamiłowaniem do paradoksów czy aforyzmów, których nie używa tylko jako kontrapunktu dla rozbudowanych okresów zdaniowych; tych ostatnich raczej unika. Choromański dba o ścisłość wypowiedzi i jej układ. Rzadko też rezygnuje z puenty.

Choromański poświęcał dużo uwagi utworom Zofii Nałkowskiej. Mimo atencji, jaką otaczał młodą pisarkę, jej powieści oceniał bez taryfy ulgowej, która byłaby zrozumiała ze względu na wspólny krąg towarzyski. Niepokoił go swoisty koniunkturalizm pisarki, który jego zdaniem przeświecał spod pozorów buntu. W kreowanych przez nią bohaterkach dostrzegał typowe reprezentantki pewnego stylu bycia, „istoty estetyzujące”, a nawet „zakamieniałych egoistów estetycznych” („Przegląd Społeczny” 1906, nr 31). Oczekiwał momentu, kiedy talent Nałkowskiej zdecyduje się „wejść na drogę prawdy”. Nie spełniła tego wymagania tytułowa bohaterka Narcyzy, „uwięziona w grze i poza tę grę niewychodząca” (Nowa powieść Z. Rygier-Nałkowskiej, „Prawda” 1911, nr 10).

Choromański nie stronił od podejmowania dyskusji z osobami z najbliższego otoczenia. Równocześnie wypowiadał się o autorach z różnych kręgów, na ogół konfrontując ich twórczość z naczelnym postulatem modernizmu, tj. z postulatem uchwycenia ducha współczesności. W wypadku poczytnego romansopisarza Mieczysława Srokowskiego uznał za „rzecz smutną”: „Jak wielu pisarzów polskich ma on oczy zamknięte na to, że życie naprawdę może być zupełniejsze, rozleglejsze i bogatsze” („Przegląd Społeczny” 1906, nr 7). To poszukiwanie istoty przeżywanego właśnie czasu nie jest przy tym sprawą wyłącznie indywidualną, ale wysiłkiem zbiorowym, pracą całej formacji dzielącej podobne dążenia i korzystającej ze wspólnego słownika tradycji. Stąd niska ocena pisarstwa Józefa Weyssenhoffa, który spłaszcza rzeczywistość i zdradza się z „zupełną nieznajomością historii i życia poza strefą dywanową” („Społeczeństwo” 1908, nr 49). Podobnie nieudane jest w opinii Choromańskiego – tu skądinąd dość schematycznej – „zboczenie Reymonta na stronę praktyk czarnoksięskich” w powieści Wampir, nieodsłaniającej głębszych „pokładów duchowych” („Prawda” 1911, nr 28).

Za konstatacją braku filozoficznego i artystycznego opanowania całości przedstawianego świata kryje się wysokie wyobrażenie krytyka o zadaniach nowoczesnej powieści będącej nie tylko zwierciadłem wydarzeń zewnętrznych czy perypetii wewnętrznych albo społecznych idei, ale ich scaleniem w nowatorskiej wizji – spójnej na każdym poziomie wyrazu. W dziele „literatury-sztuki” nie ma miejsca dla choćby najsłuszniejszej tendencji i wszelkiej w ogóle aprioryczności. Powieść – zauważa Choromański w recenzji Jaskółki Gustawa Daniłowskiego – „świadczy o stopniu wrażliwości estetycznej, o pełni lub schnięciu życia, jest wymiernikiem własnej pracy narodowej i krzyżujących się wpływów obcych. Powieść często ukrywa nieharmonijność duchową autorów, wykazuje, że »postęp« nie zawszy obejmuje całą istotę psychiczną, że postępowość społeczna może wiązać się i kojarzyć z zestarzałą techniką myślową, z zestarzałymi upodobaniami i zestarzałym rytmem” („Społeczeństwo” 1908, nr 27).

W tej perspektywie wirtuozeria, jeszcze niedawno poruszająca słuchaczy, może trącić martwotą. Z takim przyjęciem spotkała się 6 seria Poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera („Społeczeństwo” 1910, nr 16). Choromański nie umie się powstrzymać przed złośliwościami pod adresem młodopolskiego poety, wyprzedzającymi analogiczne filipiki międzywojennej awangardy: „Jęczenie na los, bierne poddawanie, uważanie zła za siłę wyższą, niezależną, stała się nieodłączną cechą jego talentu” (tamże). Drugi koryfeusz Młodej Polski, Stanisław Przybyszewski, zyskał z kolei przychylność dla Odwiecznej baśni głównie dlatego, że w dramacie przełamał nieodłączny od jego twórczości, wydawałoby się, schemat walki płci („Przegląd Społeczny” 1906, nr 31). Za mieszczańskość, poziomość upodobań i pragnień Choromański napiętnował nawet bohaterkę Dziejów grzechu Stefana Żeromskiego. Zdaniem krytyka Ewa Pobratyńska nie dorasta do roli wyznaczonej jej przez pisarza: „[...] artysta, licząc się z rzeczywistością, nie zawsze śmie – zwłaszcza jeśli chodzi o epokę współczesną – sięgać po typy okazałe. Ten zgubny realizm jest prawdziwą klęską dla sztuki” („Społeczeństwo” 1908, nr 50). Jednocześnie postać ta, otoczona sympatią autora, co różni ją diametralnie od bohaterki Nany Émile’a Zoli, służy pisarzowi do upostaciowania toczących go „chmurnych zgryzot”, „krzewienia i kultywowania torturującej go apatii”, transponowania jej „w misterny mozaikowy styl” (tamże). Według krytyka Dzieje grzechu są zarazem utworem miazmatycznym, szkodliwym społecznie, obroną ludzkiej bezsiły i niejako zaproszeniem do litości, którą Choromański za Nietzschem konsekwentnie odrzucał, widząc w niej przywarę niewieścią i skutek długoletniej niewoli.


Krytyka Oziminy. Najdalej w dezaprobacie dla litości, a przy okazji również w potępieniu pokory krytyk posunął się w dwóch recenzjach Oziminy Wacława Berenta. Pierwsza z nich jest w dorobku Choromańskiego najbardziej chyba emocjonalna, powikłana i najmniej przemyślana (Na marginesie „Oziminy” Berenta, „Prawda” 1911, nr 18–20), druga, bardziej pozytywna i stonowana (Z powodu „Oziminy” Berenta, tamże, nr 41–42), stanowi swego rodzaju polemikę z paszkwilem Gustawa Olechowskiego (Niemoc i niewiara. Z powodu „Oziminy” Berenta, „Przegląd Krytyki Artystycznej i Literackiej” 1911, nr 39–41; dalej: PKLA), przez horrendalne nieporozumienia prowadzącym do prymitywnych wniosków i zarzutu narodowej renegacji. Koronnym dowodem na nią miało być rzekome uwielbienie Berenta dla przedstawionego w powieści rosyjskiego pułkownika, weterana walk przeciw powstańcom styczniowym. Choromański we wprowadzeniu tej postaci do utworu widział „wspaniałomyślność w obliczu wroga, któremu nie odmawia się zalet”, choć też przejaw „niepotrzebnego okrucieństwa” w dążeniu do prawdy o nas samych (Z powodu „Oziminy”). Choromański nie zniżył się do bezpośredniego obalania twierdzeń Olechowskiego, powtórzył tylko niektóre swoje tezy, a przede wszystkim tę, że Ozimina to dzieło liryka, przesycone subiektywizmem, a zatem wymagające umiejętności czytania, odnalezienia decydującego o obrazie całości punktu widzenia czy raczej punktu czucia, ośrodka wrażliwości.

W Oziminie – w jej stylu, upodobaniu do barw, w doborze i konstrukcji bohaterów – krytyk odnajduje wyraz „osobistej zgorzkniałości, kostyczności, znużenia sobą i towarzystwem” (tamże). Choromański posuwa się niejednokrotnie poza granice niesmacznych insynuacji, a nawet kreuje – na wzór Stanisława Brzozowskiego – groteskową scenkę, w której autor przebrany za matronę wkrada się do fraucymeru, by ze skrupulatnością i wyrozumiałością rejestrować ukryte przed innymi zachowania i zwierzenia kobiet. Na wytężonej obserwacji, jak też na powoływaniu do życia bohaterów „o mocno przewrażliwionym systemie nerwowym” polega zdaniem Choromańskiego główne osiągnięcie artystyczne Berenta: „Jest to pierwszy może w literaturze polskiej na taką skalę przedsięwzięty zamiar łowienia człowieka na instynkcie, na tym, co w nim jest odruchowe, a przy tym tak zdradliwe i malownicze, co może lepiej niż słowa i ton świadczy o napięciu lub opadaniu energii, o temperamencie, ospałości, wyjałowieniu i innych cechach” (tamże). Eksperyment ten jednak pozostawia w czytelniku przede wszystkim wstręt. Stąd płynie „wrażenie ogólne: Berent skobieciał i zmroczniał” („Prawda”), a „na ciele narodu załatwia osobiste porachunki z losem” (PKLA 1913, nr 41). Jego praca „zgorzkniałego liryka” wchłonęła miazmaty niewoli i emanuje nimi, nie pomagając bynajmniej w odzyskaniu tężyzny, wolności i szczęścia.

Ozimina jest zatem przykładem ślepego zaułka, w który zabrnęła literatura polska w swoich porozbiorowych dziejach. Choromański zarysowuje w nich dwa okresy: romantyczną gloryfikację cierpienia, „uroczystą jego kanonizację” i okres desakralizacji, w którym nadal jest ono potęgą – w istocie znienawidzoną, choć nadal odbierającą cześć. Stanowi to źródło fałszywego patosu, kapłaństwa czy kaznodziejstwa. Choroba staje się, mówi nietzscheanista, rękojmią współczesnej twórczości – nastawionej introspekcyjnie, ale niemającej odwagi pójść w analizie do końca, jako że to wymagałoby odrzucenia pokory i złudzeń, „rewizji ideałów” oraz pozbawionego lęków oraz zahamowań uznania człowieka w jego prawdzie. Zdaniem krytyka potrzeba właśnie „literatury mniej patetycznej”, choćby miało to zostać osiągnięte kosztem „ubóstwa ideologicznego”, potrzeba utworów, które byłyby „szyderskie, zuchwałe, cyniczne, brutalne”, jak powieści Hermana Joachima Banga czy Knuta Hamsuna.


Krytyka Xiędza Fausta. Nieoględna krytyka Oziminy poprzedzała zdecydowany atak, który Choromański przypuścił na Xiędza Fausta Tadeusza Micińskiego jako dzieło nieprzyzwoicie patetyczne (Tadeusz Miciński w swej ostatniej powieści „Xiądz Faust”, „Prawda” 1913, nr 23–25). Tę pierwszą można by do pewnego stopnia wytłumaczyć niechęcią środowiska „Głosu” Jana Władysława Dawida do kręgu Miriamowskiej „Chimery”, z Micińskim natomiast, poznanym podczas studiów na UJ, krytyk podtrzymywał dobre relacje przez wiele lat, o czym pośrednio mówi jego wspomnienie o poecie opublikowane już po II wojnie światowej. Choromański negatywnie ocenił tak stronę artystyczną, jak intelektualną powieści. Podejmując myśl Irzykowskiego, który kilka lat wcześniej zaliczył Micińskiego do kategorii „niezrozumialców” opierających swoje rewelacje mistyczne nie na własnym wewnętrznym doświadczeniu, ale takich czy innych teoriach (K. Irzykowski, Niezrozumialcy, „Nasz Kraj” 1908, z. 7), Choromański twierdzi, że niejasność Micińskiego bierze się nie ze złożoności rozumowania, ale właśnie z przesycenia czy nawet upojenia umysłu treściami pochłanianymi równocześnie z wielu źródeł: „Droga do Xiędza Fausta wiedzie przez idealizm religijny Williama Jamesa i przez literaturę indyjską” (Tadeusz Miciński). Nie jest więc ten utwór zdaniem krytyka wyrazem autentycznej, przemyślanej koncepcji, ale wynikiem halucynogennych praktyk lekturowych i zlepkiem efektów „oszałamiających” (tamże). Robią one wrażenie na niewprawionym odbiorcy, który nawet po ustąpieniu czaru nie odkrywa pustki treściowej utworu ze względu na pewien mechanizm zabezpieczający przed demistyfikacją. Styl Xiędza Fausta krytyk określa jako „podstępny”, wymuszający odrzucenie praw logiki i kontroli intelektu. Osoby wprowadzone w arkana sztuki literackiej nie ulegają urzeczeniu powieścią, ale doznają „zatrucia patosem kapłańskim Micińskiego” (tamże, nr 25).

Choromański jednak przeszacował wnikliwość i niezależność zaawansowanych czytelników, skoro powieść zyskała spore grono adoratorów, także wśród biegłych literatów, np. Zygmunta Kisielewskiego („Widnokrąg” 1914, nr 10–11), który wyraził swoje zdumienie kwestionowaniem pozycji tego dzieła i autora, co jego zdaniem wynikało z powierzchowności i odrzucenia tego, co polskie. Choromańskiego dotknęło zlekceważenie jego argumentacji. We Wzniosłości i retoryce (tamże, nr 13–14), będącej odpowiedzią na recenzję Kisielewskiego, potępił nie tylko ślepy entuzjazm w ocenie utworu, ale i niegodną prawdziwego krytyka dążność do wymuszania na innych akceptacji określonej opinii. Kisielewski postanowił odeprzeć atak (Twórca i krytyk, tamże, nr 16–18), zarzucając Choromańskiemu złośliwość oraz lekceważenie powagi języka, a wręcz „zabawowy” do niego stosunek, ganiąc go za wyjmowanie fragmentów z kontekstu niezbędnego do ich zrozumienia. Spór między redaktorami „Widnokręgu” trwał prawie dwa miesiące, nie prowadząc do najmniejszego nawet zbliżenia stanowisk. Wystąpienia swojego polemisty Choromański skwitował słowami: „[...] artykuły p. Kisielewskiego [...] składają się z urojeń i z rzeczy zbytecznych” (Gdzie Rzym, gdzie Krym, tamże, nr 19), Kisielewski uznał z kolei tę wymianę opinii za pozorny dialog (Dialog z pozoru, tamże). Dyskusja ta została zauważona m.in. przez Wilhelma Feldmana, a jej znaczenie wydaje się ważne także z tego powodu, że sekundującego jej Jerzego Jankowskiego utwierdziła w przekonaniu o konieczności radykalnego poszukiwania nowych dróg literackich. Autorytetem dla tego poety stawał się Filippo Tommaso Marinetti, a hasła tego włoskiego futurysty Choromański interpretuje nie jako wyraz postępu, ale regresu kultury (Futuryzm, tamże, nr 30).


W sporze z Brzozowskim. Choromański od początku swojej kariery liczył na nawiązanie dialogu z Brzozowskim lub Irzykowskim. W recenzji Współczesnej krytyki literackiej w Polsce i Współczesnej powieści polskiej („Przegląd Społeczny” 1907, nr 22) podzielił powszechną w środowisku opinię o „zaletach pisarskich, szerokiej erudycji oraz głębokości i energii umysłu” Brzozowskiego, ale podał w wątpliwość jego rozumienie zadań krytyki oraz powinności literatury. Wystąpił przeciwko lekceważeniu „problematu formy”, abstrahowaniu od analizy języka i stylu będącego „zewnętrznym obrazem dziedziny wzruszeniowo-emocjonalnej w artyście” (tamże). Zwracał uwagę, że mimo „uprzedzeń do stylu, stylizowania czy stylizmu, [...] zaprzeczyć się nie da, że literatura jest sztuką jedynie dzięki formie” (tamże). Według Choromańskiego postęp w sztuce nie polega na głoszeniu progresywnych poglądów, ale na równoczesnym „rozwiązywaniu zagadnień intelektualno-moralnych i pokonywaniu oporu materiału, tj. języka. I każdy podbój w dziedzinie językowej staje się zdobyczą i środkiem dla pisarzy innych, tj. zasługą społeczną, której nie należy lekceważyć” (tamże). Jego zdaniem Brzozowski słowa uznania znajduje głównie dla literatury „społecznie koniecznej”, czyli takiej, która rozwiązuje żywotne problemy zbiorowości, i dla kwestii zasadniczych jest skłonny rozgrzeszać swoich ulubionych autorów z ich braków warsztatowych. Choromański przy tej okazji wytyka mu pogardę dla ciemnej publiczności, która wbrew pretensjom znawców potrafi poznać się na kunszcie pisarskim, a także odczuć „błędy w artyzmie”. Dlatego faworyci Brzozowskiego (B. Prus, E. Orzeszkowa, A. Niemojewski) nie spotykają się u publiczności z gorącym przyjęciem. Inaczej jest z Lwem Tołstojem, którego autor Współczesnej powieści polskiej zalicza do „szkodników »społecznych«”, a jak twierdzi Choromański, „gdyby nawet wszyscy krytycy zgodzili się na to i wykazali, że idee społeczne Tołstoja są wsteczne, błędne, a nawet potworne, ludzkość jeszcze długo będzie go czytać, a nawet podziwiać” (tamże).

W recenzji powieści Brzozowskiego Sam wśród ludzi (Pustynia rośnie, „Prawda” 1911, nr 43) Choromański interesująco scharakteryzował postaci utworu, w których duszach „widzi się gęstość mgły czy gęstego wyziewu, w którym gubią się kształty i zacierają granice i gdzie można ujrzeć jakąś skrwawioną głowę tam, gdzie się spodziewało źródła wody ożywczej” (tamże). Jeszcze ciekawiej opisał dążącego do samopoznania, niezależności, „samoistnego życia” bohatera, Romana Ołuckiego, „człowieka, który chce być twórczym” i pragnie stworzyć swój świat ex nihilo. W podsumowaniu wcześniejsze neutralne czy nawet przychylne obserwacje zostają jednak zwaloryzowane ujemnie. Intrygujące wykłady psychologiczne na temat kolejnych postaci, zwykle biernych intelektualnie i życiowo, zaczynają męczyć swą powtarzalnością i jednostajną wymową, kawałkowaniem opowieści. Kontrastowe zestawienie znużenia i entuzjazmu powraca w rozważaniach Choromańskiego o Brzozowskim i dotyczy zarówno postawy tego autora, jak i reakcji odbiorcy jego pism. Brzozowski ani razu nie odpowiedział wprost Choromańskiemu, choć wiadomo, że recenzja Współczesnej powieści polskiej bardzo go zirytowała. Jedynie w przypisie do studium Stanisław Wyspiański (1912) zanegował sąd swego adwersarza na temat wzbogacania języka, jako że w rozumieniu autora Idei wynalazczość stylistyczna często sprzeciwia się dążności do „uczynienia języka przejrzystym, przepuszczalnym dla pewnych wzruszeń, odczuć, przeżyć”.

Głosy wśród nocy dostarczyły Choromańskiemu okazji do podsumowania swoich przemyśleń o dziele Brzozowskiego („Prawda” 1912, nr 45). W swojej recenzji starał się wyekstrahować najważniejsze argumenty Brzozowskiego przeciwko formacji romantycznej i „świadomości romantycznej jako jednej z metod fałszowania rzeczywistości i niszczycielstwa życia” (tamże). Przyznał Brzozowskiemu wielkość, i to w skali ponadnarodowej, docenił namiętność myśli, gorączkowość, rozległość, żarliwość, bezustanną wojowniczość, „bezwzględnie śmiałe zastosowanie współczesnych zdobyczy filozoficznych do krytyki literackiej”, ale nie oryginalność, jako że zdaniem Choromańskiego uniemożliwiła ją niezmierna chłonność jego umysłu, erudycyjność, korzystanie z cudzych myśli jako fermentującego zaczynu własnych. Do ujemnych cech zarówno charakteru, jak i pisarstwa Brzozowskiego zaliczył dysponowanie kilkoma – jak to określił – „gatunkami szczerości” i nierzadkie sięganie po ten podlejszy, a także, co gorsza, dawanie upustu „mściwej zajadłości” (tamże). Według Choromańskiego ostrzem szyderstwa Brzozowski uderzał niejednokrotnie w te wartości, które za chwilę, odwróciwszy spojrzenie od hołdującego schematom ogółu ku własnym przeżyciom i przemyśleniom, będzie przedstawiał z całym patosem jako szczególnie ważne – tak jest z Bogiem, wiarą, katolicyzmem.


O romantyzmie. W szkicu Atak na romantyzm („Tydzień” 1913, nr 2) Choromański odwraca perspektywę i w dużym skrócie pokazuje drogę Brzozowskiego od początku jego działalności po pracę ostatnią. Buduje silną paralelę z Nietzschem, podkreśla zauroczenie i głęboki związek z Fiodorem Dostojewskim. O romantyzmie Choromański wypowiedział się szerzej niemal dokładnie w stulecie urodzin Zygmunta Krasińskiego w dwóch artykułach. Pierwszy („Izraelita” 1912, nr 8–9) powstał z myślą o czytelniku nieobeznanym z jego twórczością lub niechętnie do niej usposobionym – ze względu na wyraźną antyżydowskość jej niektórych fragmentów, drugi („Prawda” 1912, nr 8–13, 15, 17–18) był adresowany do odbiorcy zżytego z kanonem romantycznym, choć z Krasińskim niepogodzonego z powodu jego zachowawczości. Pierwszy artykuł, który służył nie tylko wyjaśnieniu motywów postępowania twórcy, ale też poniekąd wytłumaczeniu go i może nawet usprawiedliwieniu, ma formę uporządkowanego wywodu, drugi natomiast składa się z szeregu cząstek, zwartych wewnętrznie, lecz między sobą powiązanych niekiedy dość luźno, na zasadzie przeskoków myśli, nasyconych uczuciem i angażujących wyobraźnię. W obu wypowiedziach, choć w pierwszej dużo wyraźniej, Choromański akcentował przynależność poety do arystokracji, ukazując jego uległość wobec tradycji przodków, interesów rodu jako czynnik decydujący o jego wyborach światopoglądowych i twórczych. Krytyk jednak nie nadawał uwarunkowaniu środowiskowemu statusu bezwzględnej determinanty i zaznaczał, że w odróżnieniu od Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego, którzy zachowali niezależność wobec swojego środowiska społecznego, Krasiński nie miał dość siły wewnętrznej na przeciwstawienie się otoczeniu. Ta podległość zdaniem Choromańskiego określa całość jego „struktury artystyczno-myślowej” i przejawia się nawet na polu czystej spekulacji. Ciesząc się opinią „umysłu najbardziej filozoficznego pośród naszych wielkich poetów”, nie dysponował on jednak tym, „co dla filozofa jest konieczne: śmiałością w odrzucaniu i przeczeniu” („Izraelita” 1912, nr 8). Skonstatowawszy hieratyczną budowę jego świata, krytyk wprowadził figurę „poety-króla” przemawiającego patetycznie z wyżyn niezachwianych racji, w imię dobra zbiorowości, a nie człowieka („Prawda” 1912, nr 8), w poczuciu „lojalności wobec niebios i rodu”, a nie ziemi i ludu, od których się dystansuje (tamże, nr 17). Od początku swoich rozważań przyznaje jednocześnie wartość ładunkowi uczuciowemu poezji romantyka: „[...] nie po myśl iść trzeba do Krasińskiego, lecz po uczucie”, ono bowiem „może mieć też swoją wielkość i genialność” (tamże).

W dialogu z Irzykowskim. Szkic Irzykowskiego Świat pracy a świat emocji (powst. 1907, wyd. w: Czyn i słowo, 1913) został napisany w bezpośredniej reakcji na recenzję Choromańskiego ze Współczesnej powieści polskiej i Współczesnej krytyki polskiej Brzozowskiego. Irzykowski, pełen lekceważenia względem Choromańskiego, przedstawia jego poglądy w krzywym, pamfletowym zwierciadle. Traktuje go jako wroga nowatorstwa, skostniałego konserwatystę, reprezentanta wręcz szkolnych przekonań estetycznych, w istocie ignoranta w tej sferze. Nie stara się zrozumieć sądów „pana C.”, który jakoby w języku widzi jedynie walory emocjonalne. Zdaniem Irzykowskiego Brzozowski „nie pomija [...] świata formy, świata emocji [...], lecz nadaje mu wyższy sens” (tamże). W pewnych partiach szkicu Irzykowski zaczyna traktować Choromańskiego poważniej, budować z nim fikcyjny dialog, lecz potrzeba obrony Brzozowskiego nawet wbrew własnym przekonaniom popycha go w stronę ekwilibrystycznych interpretacji zapatrywań Choromańskiego.

Choromański po ukazaniu się Czynu i słowa wszedł z Irzykowskim w autentyczny dialog w napisanej z szerokim oddechem recenzji książki („Prawda” 1913, nr 15–16). Wzniósł się ponad urazę osobistą, do której miał prawo, uhonorował zalety pisarstwa krytycznego swojego adwersarza, zasłużonego na polu tropienia nieprawnie uzyskiwanych koncesji artystycznych, schematów i automatyzmów literackich, mielizn myślowych, i podjął ogólną polemikę na polu estetycznym, argumentując na rzecz prawa artystów do przekraczania granic pojedynczych dziedzin sztuki. Zauważył swego rodzaju lęk i nieufność krytyka względem zmysłowej strony sztuki, stąd też deprecjonowanie ważnych dla oceny kunsztu pisarza pojęć stylu, obrazowości, plastyki. W związku z kontrowersją wokół stosunku Brzozowskiego do sztuki i jego wrażliwości artystycznej zacytował szkic Niezrozumialcy z „Czynu i słowa”, w którym Irzykowski dość ironicznym tonem udziela rady autorowi Płomieni, zalecając przeorganizowanie „tych wszystkich mądrych i pięknych zdań”, nowe, przejrzyste ich „ułożenie, uporządkowanie”. Jednak zdaniem Choromańskiego Irzykowski nie podchodzi do zagadnienia stylu z wystarczającą powagą i zrozumieniem, bagatelizuje jego znaczenie, uważa za wyraz „emocji najniższego rzędu”, podczas gdy zaniedbanie języka to „zaniedbanie kulturalne”. Bagatelizowanie roli formy zostaje rozpoznane jako przyczyna dopatrywania się zalet w słabościach Brzozowskiego i wybaczania mu „arogancji stylowej” (tamże, nr 16).

Irzykowski dopatrywał się w stanowisku Choromańskiego snobizmu i efekciarstwa, skłonności do „zaskoczenia i zadziwienia autora i czytelnika znawstwem pewnych wyrazów i subtelności technicznych” (Zza kulis krytyki literackiej, „Prawda” 1912, nr 3), chociaż de facto charakteryzowało ich obu dążenie do wnikliwego i dotkliwego „obnażania popisowości”, ujawniania konwencjonalności, banału poetyckich opisów przyrody, nieautentyczności stanów psychicznych. Choromański wprost przejął od kolegi po fachu formułę „fałszowania monologu wewnętrznego”, co ten uznał za „brak poszanowania dla owego wyrażenia jako wynalazku” (Plagiatowy charakter przełomów literackich w Polsce, „Robotnik” 1922, nr 29, 31). Obaj żywili niechęć do przesady oraz pojęć nadużywanych i nieostrych, jak geniusz czy talent. Obaj tropili przejawy legendotwórstwa i mitomanii. Wobec wielu podobieństw ich w dużej mierze racjonalistycznego podejścia do literatury brak porozumienia między oboma krytykami wydaje się przykrym dziełem przypadku. To jednak, co dla Irzykowskiego nie miało praktycznie żadnych konsekwencji, Choromańskiego pozbawiło kolejnej szansy zajęcia w areopagu krytycznym miejsca, na które zasługiwał.</document>
<document nplp_id="13873" title="Czartoryska z&amp;nbsp;Flemmingów Izabela" slug="czartoryska-izabela">Pisarka, pamiętnikarka, mecenaska i animatorka życia kulturalnego, muzealniczka, propagatorka nowoczesnych metod edukacji. Pseudonimy i kryptonimy: I.C.; Księżna C.; Polka.

Informacje biograficzne. Izabela (właśc. Elżbieta Dorota Balbina) z Flemmingów Czartoryska urodziła się 3 III 1746 w Warszawie jako córka pochodzącego z niemieckiej arystokracji Jerzego Detloffa Flemminga (1699–1771), podskarbiego wielkiego litewskiego, i Antoniny z Czartoryskich (1728–1746), wnuczki Fryderyka Michała Czartoryskiego, kanclerza wielkiego litewskiego (brak w parafii św. Krzyża metryk chrztu za lata 40. XVIII w. uniemożliwia wyjaśnienie wątpliwości co do daty urodzin, niektórzy podają datę 31 III 1745). Po śmierci w połogu matki, do drugiego roku życia wychowywała ją siostra matki Konstancja, a po jej śmierci (w podobnych okolicznościach) – babka Eleonora Monika von Waldstein Czartoryska. Przebywała w Warszawie i Wołczynie, oprócz nauki języka francuskiego nie otrzymała regularnego wykształcenia. W 1761 r., w wieku 15 lat, ze względów majątkowych i politycznych została wydana za mąż za księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego (1734–1823), wnosząc ogromny posag. Relacje z mężem z biegiem czasu zacieśniły się na tyle, że po licznych uniesieniach miłosnych obojga darzyli się głębokim przywiązaniem i wzajemnie inspirowali do działania na wielu obszarach aktywności. Jej dziećmi byli: Aleksander Jerzy (1762–1763), Zofia Maria (ur. 1763, zm. w niemowlęctwie), Franciszka Anna (zm. w niemowlęctwie), Konstanty Adam (1773–1860), Teresa (1765–1780), Maria Anna (1768–1854, zam. Wirtemberska, być może była córką króla Stanisława Augusta), Adam Jerzy (1770–1861), Zofia (1778–1837), Gabriela (zm. 1781 w niemowlęctwie), Cecylia Beydale (1787–1851, córka K. Rzewuskiego). Dbając o wykształcenie dzieci, księstwo wychowywali je w miłości i szacunku wobec innych. W l. 1768–1774 Czartoryska odbyła wraz z mężem podróże po Europie (Niemcy, Anglia, Francja, Austria, Holandia). W 1772 r. urządziła wiejską siedzibę w Powązkach, które stały się miejscem chętnie odwiedzanym przez pisarzy. W związku z pogłębiającym się konfliktem między Familią a stronnictwem królewskim (m.in. afera M.T. Dogrumowej) w 1782 r. Czartoryscy przenieśli się do rodowej posiadłości w Puławach, Czartoryska zainicjowała ich przebudowę i utworzyła jeden z najważniejszych w Rzeczypospolitej ośrodków intelektualnych i artystycznych. Nadal wiele podróżowała, a tuż przed II rozbiorem (1789–1791) odwiedziła wraz z synem Adamem Jerzym Szwajcarię, Szkocję i Anglię. Podróż ta znacząco wpłynęła na jej zainteresowania muzealnicze i poglądy estetycznoliterackie. Podczas wojaży spotykała się m.in. z Marią Antonią (1787) i Jean-Jacques’em Rousseau (1768), przyjacielska zażyłość łączyła ją z Jacques’em Delille’em i Salomonem Gessnerem. Księżna udała się też dwukrotnie do Berlina (1784–1785, 1787), aby wprowadzić na salony przyszłą pisarkę, córkę Marię Wirtemberską, która zawarła nieudane, jak się później okazało, małżeństwo. W okresie Sejmu Czteroletniego była zaangażowana w sprawy polityczne, wspierając działania stronnictwa patriotycznego. W 1794 r. po upadku insurekcji kościuszkowskiej i zniszczeniu Puław przez wojska rosyjskie opuściła je, a powróciwszy w 1797 r., zajęła się odbudową rodowej siedziby, przekształcając ją w prężny ośrodek życia kulturalnego. W 1800 r. została otwarta Świątynia Sybilli – muzeum pamiątek narodowych, a w 1809 r. – Dom Gotycki, w którym zgromadziła zbiory głównie przywiezionych z podróży obiektów, ukazujących przeszłość Rzeczypospolitej w kontekście kultury europejskiej i światowej. Puławy stały się miejscem nasyconym pamiątkami i pomnikami, które wyrażały narodowego ducha i podtrzymały przywiązanie do kraju. Wyrazem zaangażowania Czartoryskiej w sprawę polską jest też przygotowany przez nią rejestr przechowywanych zabytków: Poczet pamiątek zachowanych w Domu Gotyckim w Puławach (1818) oraz Katalog pamiątek złożony w Domu Gotyckim w Puławach. Puławy porozbiorowe („polskie Ateny”), preromantyczne, świadczą o modyfikacji instytucji mecenatu służebnego wobec literatów i artystów gromadzących się wokół Puław. Czartoryska podjęła różnorodne działania w obszarze edukacji i wychowania włościan, stworzyła placówki oświatowe zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Istotna była dla niej również kwestia edukacji kobiet (m.in. Szkoła Gospodarstwa Domowego, 1819). Czartoryscy przekazali część swoich dóbr Instytutowi Nauczycieli Elementarnych i Organistów (1816), a Izabela w ramach przedsięwzięć popularyzatorskich opublikowała przeznaczony dla włościan podręcznik do historii (Pielgrzym w Dobromilu, [cz. 1] 1819, [cz. 2] 1821). Księżna podejmowała jednocześnie działania skierowane do środowiska szlacheckiego, które miały na celu upowszechnienie aranżowania przestrzeni otwartej na krajobraz, a zarazem spełniającej czysto użytkową funkcję. Odbiciem zainteresowań Czartoryskiej naturą, kulturą rolniczą oraz teorią i praktyką angielskiego ogrodnictwa ozdobnego są Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów (1805). Praktyczne wskazówki dotyczące harmonijnego zespolenia elementów małej architektury, zawarte w tym programowym traktacie, zamyka katalog roślin ogrodowych. Im też została zadedykowana inskrypcja, którą księżna umieściła na terenie parku na jednym z głazów: „Drzewom, krzewom, kwiatom, których hodowanie było zawsze mym ulubionym zajęciem”. Ukochane Puławy, których przemyślana przestrzeń architektoniczna stanowi odbicie zarówno nowej estetyki, jak i myśli filozoficznej, księżna była zmuszona opuścić w 1831 r. podczas szturmu przeprowadzanego przez wojska rosyjskie pod wodzą jej wnuka Adama, syna Marii i Ludwika Wirtemberskich. Izabela Czartoryska zmarła 17 VI 1835 w Wysocku i została pochowana w pobliskich Moszczanach. Jej szczątki spoczywają od 1860 r. w grobowcu rodzinnym w Sieniawie.

Obszary działalności. Pielęgnowanie dziedzictwa materialnego z myślą o przyszłości Rzeczypospolitej, kontakty z najwybitniejszymi postaciami oświeceniowej Europy, a zarazem otaczanie troską najuboższych, popularyzowanie nowej estetyki ogrodowej utrzymanej w stylu sentymentalno-romantycznym i nowoczesne idee edukacyjne, dbanie o rozwój kultury literackiej i czytelniczej – to tylko część z podejmowanych przez księżnę obszarów działalności, które sprawiły, że była „osobą sławną, rozchwytywaną i podziwianą” (A. Whelan). Przygotowywana początkowo przez babkę jedynie do roli żony i matki, stała się z biegiem czasu kobietą światową i kobietą obywatelką, czerpiącą wiedzę z odpowiednio dobranych lektur, podróży i kontaktów z przedstawicielami elity politycznej, ekonomicznej i kulturalnej. W miarę upływu czasu jej kondycja etyczna, moralna i emocjonalna ulegała pogłębieniu, co znajduje odbicie w prowadzonej korespondencji, spisanych wspomnieniach czy dziennikach podróży (m.in. Podróż po Anglii, Dyliżansem przez Śląsk. Dziennik podróży do Cieplic w roku 1816).

Bytność w Powązkach, a następnie w Puławach i Sieniawie łączy ze sobą m.in. upodobanie Czartoryskiej do inicjowania i organizowania form widowiskowych i inscenizacji oraz czynnego w nich jej udziału. „Debiut teatralno-towarzyski [1765] rozpoczął [...] czas malowania jej portretu komplementującą poezją” (I. Kadulska). Z biegiem czasu okazało się, że nie był to jedyny rezultat „wpływu [księżnej] na literaturę”. Przebywanie w otoczeniu najwybitniejszych pisarzy polskiego oświecenia (byli wśród nich m.in. A. Naruszewicz, F. Karpiński, F.D. Kniaźnin, J.U. Niemcewicz, F. Zabłocki), zainteresowanie zachodnią refleksją estetyczną (m.in. J. Delille, S. Gessner) i nowatorską myślą pedagogiczną (J.H. Pestalozzi) wzbudziły w Izabeli potrzebę sięgnięcia po pióro. W swych wypowiedziach, wśród których część dostępna jest nadal jedynie w rękopisach, przedstawiała własne poglądy na funkcje literatury i zadania pisarzy. Refleksje krytyczne zamieszczane w różnych formach piśmienniczych uprawianych przez księżną odzwierciedlały ówczesną sytuację społeczno-kulturową. Wspomnienia, relacje z podróży, podręcznik, traktat estetyczny czy eseje wchodzące w skład katalogu zabytków zawierały oceny, pouczenia i postulaty. Najczęściej stanowiły one integralną część dzieła, ale Czartoryska eksponowała je również w wyodrębnionych fragmentach. Głosiła potrzebę demokratyzacji publiczności literackiej, proponując rozszerzenie grona czytelniczego o nowych odbiorców (dzieci i włościan). Wskazywała na funkcję edukacyjną piśmiennictwa związaną z pogłębianiem wiedzy o kulturze, literaturze i historii. Opowiadała się ponadto, w myśl idei preromantycznych, za pogłębieniem (wysublimowaniem) sposobów odczuwania świata przez adresata różnych typów wypowiedzi literackiej.


Odbiorca a cele edukacyjne literatury. Przejawem patriotycznej postawy Czartoryskiej była również troska o język polski. Dostrzegając jego „upamiętniającą rolę” (J. Skutnik) i wyznacznik tożsamości narodowej, jako „dobra obywatelka” zachęcała m.in. syna Adama Jerzego do pielęgnowania rodzimego języka w mowie i w piśmie („Zacznij jakieś dzieło po polsku, jakiego nie ma jeszcze w języku naszym, w przedmiocie sztuk pięknych lub też historii narodowej”, Listy księżny Izabelli). Tego rodzaju refleksja zazębia się z programem polskiego oświecenia wiążącym sprawy polityczne i społeczne. Opiekuńcza postawa Czartoryskiej wynikała również z potrzeby upowszechniania i pogłębiania wiedzy o historii ojczystej w środowisku włościan. Podniesienie poziomu kultury czytelniczej najbiedniejszych warstw społecznych łączy więc księżna z ideami wychowawczymi. Koncepcja ta znajduje odbicie w dwutomowym kompendium przeznaczonym, po raz pierwszy na gruncie polskim, dla ludności wiejskiej: Pielgrzym w Dobromilu (1814). Zbiór moralizatorskich pism miał liczne wydania. W Przedmowie do dzieła „utrzymanego w duchu historii wychowującej KEN” (M. Hoszowska) autorka wskazała potrzebę tworzenia różnych form piśmienniczych „dla oświecenia lub zabawy tych, którzy całe życie dla nas pracują, którzy ciągle schyleni ku ziemi, potem czoła ją oblewają, którzy, choć sami w ubóstwie i nędzy, przecież żywią nas, stają się źródłem dostatków naszych, a tym samym warci są nagrody i wdzięczności” (Pielgrzym w Dobromilu). Czartoryska miała świadomość, że jej wypowiedź staje się „pionierskim głosem krytycznym” (A. Paja) nie tylko w kwestii patriotycznej, dotyczącym formowania kręgu odbiorców mieszkających na wsi. W myśl oświeceniowych zadań literatury wskazała na konieczne połączenie elementów zabawowych z nauką. Postulowała przy tym dostosowanie treści do możliwości czytelnika niewykształconego. Zwracała szczególną uwagę na prostotę języka i styl wypowiedzi, aby „początkowe oświecenie” mogło być „łatwe i zachęcające” (Pielgrzym w Dobromilu). W części wprowadzającej wskazała na zadania pisarza umożliwiające przekroczenie dotychczasowych granic elitarnego piśmiennictwa i określiła wymogi dotyczące konstruowania wypowiedzi literackiej skierowanej do ludu („Co zaś do smaku, czyli gustu w pisaniu, zdało mi się, że dla każdego stanu jest język, który trafia do umysłu tych, co czytają”; tamże). W tekście głównym nie zapominała też o ukierunkowaniu wypowiedzi na zbiorowego adresata, organizując zręcznie sytuację nadawczą. Wypowiedzi, w których tytułowy Pielgrzym zwraca się bezpośrednio do włościan, pozwalają nakreślić bliską relację między wpisanym w tekst odbiorcą a podmiotem autorskim, który przyjął rolę przewodnika pouczającego i objaśniającego („Teraz wam powiem, że ile razy wspomnę w opowiadaniach moich miejsca lub narody obce, zawsze dokładne tłumaczenie o nich dołożę”; tamże). Czartoryska, starając się kształtować smak niewyrobionego odbiorcy, wystrzegała się protekcjonalizmu, tworzyła podręcznik, którego funkcją jest przedstawienie faktów i nakłonienie czytelników do samodzielnej refleksji o losie utraconej ojczyzny i kondycji narodu.

W zbiorze nauk moralnych przeznaczonych dla ludu Czartoryska dopełniała prezentację najważniejszych wydarzeń historycznych i wybitnych postaci refleksją o polskim dziejopisarstwie. Dawnych kronikarzy ceni za podtrzymywanie narodowego ducha. Wpisaniu aktualnej sytuacji społeczno-politycznej w szeroki kontekst dziejowy i kulturowy służy również przypomnienie najwybitniejszych pisarzy staropolskich (J. Kochanowski, S. Szymonowic, S. Zimorowic). Wśród twórców oświecenia, których dzieła – jak zauważa – nie przestają wychodzić z „coraz większą dla nauk i języka korzyścią” (tamże), wyróżnia Ignacego Krasickiego, Adama Naruszewicza, Franciszka Dionizego Kniaźnina i Franciszka Karpińskiego. Fundatorka instytucji muzealnych o pionierskim charakterze przedstawia literaturę polską w podręczniku dla włościan jako nadal „żywe” źródło wzruszeń, uczuć oraz emocji w odbiorze indywidulanym i zbiorowym. Uwagi krytyczne na temat rodzimego piśmiennictwa Czartoryska zawarła również w Katalogu pamiątek. Oprócz wspomnianych już nazwisk pisarzy znalazły się tam portrety Mikołaja Reja, Wespazjana Kochowskiego, Macieja Kazimierza Sarbiewskiego, Stanisława Konarskiego i Józefa Koblańskiego. W tym trzytomowym ilustrowanym dziele, dotąd jeszcze nieopublikowanym w całości, księżna zaadresowała swoje uwagi do czytelnika zainteresowanego przeszłością. Przypisy, którymi opatrzone są niektóre z esejów, świadczą o tym, że autorka katalogu miała na uwadze nie tylko ówczesnego odbiorcę zgromadzonej przez siebie kolekcji. Kreacja podmiotu autorskiego i w tym dziele była wyrazem troski Czartoryskiej o przyszłe pokolenia. Przyjęła więc rolę przewodnika po świecie kultury i literatury polskiej i europejskiej. Nowy sposób strategii pisarskiej, stanowiący wyraz tendencji preromantycznych, uwidacznia się również w Myślach różnych o zakładaniu ogrodów. W traktacie skierowanym do odbiorcy szlacheckiego autorka, która – jak zaznacza – „nie pisze o ogrodach, jakby pisał ogrodnik”, sięgając po tradycyjne metody dydaktyczne, uczy „odmiennej od dotychczasowej wrażliwości [...], uczy dostrzegać uczucia i rozpoznawać znaczenia” (M. Cieński).


W stronę nowego modelu kultury. Istotną funkcję edukacyjną spełniają w twórczości krytycznej Czartoryskiej teksty katalogowe, które współtworzą interaktywną opowieść (J. Skutnik) o zbiorach przechowywanych w puławskich muzeach. Wiele z nich zawiera uwagi dotyczące obcojęzycznej twórczości dramatycznej. W esejach zawarte są biogramy wybranych teoretyków i praktyków dramatu poszerzone o ocenę ich dzieł (m.in. W. Shakespeare’a, Molière’a, J. Racine’a). „Protektorka” polskiej sztuki scenicznej podjęła m.in. temat teatru francuskiego. Idea wychowania przez kulturę, oparta na wspólnotowych wartościach, „polskości i europejskości” (A. Aleksandrowicz), najpełniej została wyrażona w kilku wypowiedziach dotyczących Cyda. Przypominając bogatą tradycję literacką bohatera narodowego Hiszpanii, księżna wyróżniła realizację Pierre’a Corneille’a (1636/1637) m.in. ze względu na kompozycję i język opowieści o życiu tytułowego bohatera („Pewnie w oryginalnych dumach wyrazy te mniej wykształcone tchną jeszcze prostotą swych wieków, ale w tragedii świetniejszą są przystrojone poezją sławnego Corneille’a”; Dodatek do Cyda, w: Katalog pamiątek). Nie tyle jednak kwestie poetyki, ile przywołana w arcydziele sfabularyzowana historia dzielnego wojownika miała przemówić w sposób szczególny do zbiorowej wyobraźni. Wśród licznej grupy literackich herosów księżna wyróżniła Cyda ze względu na „nadzwyczajną” odwagę, poświęcenie, „przywiązanie nieograniczone” do ojczyzny. Czartoryska przywołuje tę postać, myśląc o doświadczeniach polskich („Nim opiszę szczegóły tego sławnego Cyda, niech mi będzie wolno przyrównać naszych walecznych Polaków do tego dawnego wodza wojsk hiszpańskich”; Kubek kamieniami osadzony, w którym są kości Cyda i Chimeny, w: tamże). Czartoryska wprowadzała do przestrzeni puławskiej rycerską symbolikę. Ten rodzimy, późnooświeceniowy „wariant mediewizmu” (A. Kwiatek), wsparty francuskim trubaduryzmem, stanowił próbę przeniesienia preromantycznych tendencji w kulturze zachodniej. Gotyckość rozumiana szeroko jako zainteresowanie przeszłością przejawiała się także w wypowiedziach teoretycznych, w których Czartoryska popularyzowała literaturę angielską. Myśl krytyczno-estetyczna została wzbogacona uwagami dotyczącymi twórczości Osjana, a do rąk polskiego odbiorcy trafiły przekłady Kniaźnina, powstałe również z inspiracji księżnej. Wspominając podróż do Szkocji i miejsce kultu legendarnego irlandzkiego poety, wskazuje podobieństwa jego (i innych bardów) liryczno-epickich utworów i polskich pieśni historycznych: „Te śpiewy, jak nasze dumy, tchną smutnym, lecz miłym dumaniem” (Rysunki kolorowe widoków Szkocji, w: tamże). Pisząc o wartości pieśni, w sporze o autentyczność utworu odnalezionego przez Jamesa Macphersona opowiedziała się za autorstwem Osjana. W jej opinii ze względu na silny ładunek emocjonalny są pieśni wyrazem „duszy tego [szkockiego] narodu” (Trawki za szkłem zbierane na grobie Fingala, w: tamże). Problematyka ideowa i literacka pism Czartoryskiej, zwrócona ku przeszłości, ale wypływająca z myślenia o niepodległej Rzeczypospolitej, ujawnia też powiązania z sentymentalnym wzorcem przeżywania relacji międzyludzkich i kontaktu z naturą. W poetyckiej twórczości księżnej przyroda staje się tłem dla podmiotu przeżywającego. Wykład o urządzaniu przestrzeni ogrodowych zawiera nowy program estetyczny, odwołujący się do koncepcji ogrodu-pejzażu, któremu obok Delille’a patronują Alexander Pope i John Milton.

Ponad dydaktyzm „myśli” (różnych) księżnej wznosi się duch nowego spojrzenia na świat, które wspierają wyobraźnia, pamięć i historia (E. Ihnatowicz). Czartoryska inspiruje twórców, rozbudza zainteresowania kulturą rodzimą, europejską, orientalną, podejmuje próby szukania zależności między zjawiskami literackimi, zauważa i kształtuje nowego odbiorcę – wypełniając swój obowiązek wobec ojczyzny. Czyta też własne życie przez pryzmat literatury (Podróży sentymentalnej przez Francję i Włochy L. Sterne’a).

Inna literatura katalogowa. Literaturą w pewnym sensie katalogową są również Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów, wydane po raz pierwszy (potem kilka wznowień) w 1805 r. z ilustracjami w zasłużonej oficynie wrocławskiej Wilhelma Bogumiła Korna. Nawiązywały do dzieła jednego z ulubionych przez Czartoryską twórców francuskich, Delille’a – Les Jardins ou l’art d’embellir les paysages (1782), ale wyraźnie przekraczały formułę poematu sentymentalnego. O kierunku odstępstwa świadczy m.in. zamieszczony w pracy katalog roślin porządkujący wiedzę florystyczną przez połączenie nazw miejscowych, potocznych, rodzimych z taksonomią łacińską, być może Linneuszową, z którą zaczęto się oswajać na gruncie polskim w końcu XVIII w. dzięki aktywności botaników, np. Józefa Jundziłła. Sposób herboryzowania Czartoryskiej wskazuje więc na pewne ambicje naukowe, charakterystyczne dla późniejszych o dekady zainteresowań romantyków i następnych pokoleń pisarzy-badaczy historią naturalną (nie tylko zielniki, ale także twórczość ugruntowana w wiedzy botanicznej E. Orzeszkowej). Drugim zaskakująco nowatorskim elementem Myśli różnych jest refleksja estetyczna adresowana do zróżnicowanego grona odbiorców, nie tylko do arystokracji i szlachty, ale i do ludzi ubogich, dysponujących skrawkiem ziemi, chatką, podwóreczkiem. Autorka zachęcała do uporządkowania domku i przyległości, do wymiecenia podwórka, założenia żywopłotu. Sformułowane w podobnym duchu refleksje na temat sztuk niższych, estetyki życia codziennego powstają na szerszą skalę dopiero 50 lat później pod piórem angielskich estetyków przyznających się do pokrewieństw z myślą socjalistyczną, Johna Ruskina, Williama Morrisa, również Cypriana Norwida, na przełomie wieków – Bolesława Prusa.</document>
<document nplp_id="13876" title="Ziemięcka Eleonora" slug="ziemiecka-eleonora">Filozofka, pisarka, publicystka, krytyczka literacka, tłumaczka. Kryptonimy: E.G.; E.Z.; Eleonora G.; G. Eleonora; G… Eleonora; X.

Informacje biograficzne. Eleonora Felicjanna Gagatkiewiczówna urodziła się 31 I 1815 w Warszawie (dane skorygowane w 2019 r. przez D. Samborską-Kukuć). Jej ojciec pełnił w tym czasie funkcję starszego asesora Prefektury Warszawskiej, matka Izabela z Łuszczewskich, spokrewniona z rodziną Deotymy, zajmowała się domem. Po rozwodzie rodziców w 1816 r. matka Izabela 1º voto Gagatkiewiczowa wyszła powtórnie za mąż za pułkownika Antoniego Płonczyńskiego (1779–1831), a córkę z pierwszego małżeństwa zostawiła pod opieką swojej matki w Jasieńcu k. Czerska. Eleonora była dzieckiem zdolnym, uczyła się w domu, a później na pensji Anny Nowakowskiej przy ul. Królewskiej w Warszawie, gdzie trafiła pod skrzydła Stanisława Jachowicza. W lipcu 1834 r. wyszła za mąż za Antoniego Ziemięckiego, sąsiada babki, artystę malarza. Małżonkowie wiele podróżowali. Artykuły Eleonory na temat malarstwa europejskiego pozwalają wyznaczyć hipotetyczną marszrutę – Drezno, Paryż, miasta włoskie. W Berlinie, gdzie podziwiany przez nią Georg Wilhelm Friedrich Hegel już w tym czasie nie wykładał (zm. 1831), Ziemięcka mogła zapoznać się z prawie pełnym korpusem jego dzieł wydawanych przez Karla Ludwiga Micheleta. W 1842 r. założyła w Warszawie miesięcznik „Pielgrzym”, który utrzymał się na rynku do 1846 r. Publikowało w nim kilku znanych autorów z określonych środowisk, np. z kręgu koterii petersburskiej. Z trojga dzieci Ziemięckich przeżyła rodziców tylko pierworodna córka, Eleonora Izabella Wiktoria (ur. 1835, zam. Teofilowa Tatarowiczowa). Około 1840 r. Ziemięccy, po powrocie z zagranicy przebywający w Trzylatkowie k. Czerska w majątku Antoniego, zamieszkali na stałe w Warszawie, gdzie filozofka zmarła 11 IX 1869 po długiej chorobie. Owdowiały mąż zamieszkał z rodziną córki w Lublinie.

Filozofia spirytualna jako punkt wyjścia. Młoda Ziemięcka zainteresowała się filozofią w duchu niemieckim, jak wielu twórców tego okresu (M. Mochnacki, K. Brodziński, M. Grabowski). W latach 30. poznała filozofię Hegla i trwała przez kilka lat w podziwie dla idei uczonego. Jej studia nad Heglem stanowią element wciąż nierozstrzygniętego sporu o to, w jakim stopniu filozofia niemiecka wpłynęła na polski romantyzm. Eleonory Ziemięckiej w tym sporze jednak nie ma. Tymczasem była ona przez wiele lat nie tylko propagatorką myśli Heglowskiej, ale z czasem również jej krytykiem: „Przystąpiwszy z młodzieńczą miłością prawdy do nauki filozofii niemieckiej, unosiłam się jej wielkością, zdawało mi się, że rozum ludzki doszedł już swego kresu, że pozostaje mu tylko urzeczywistnić w społeczności ludzkiej oznaczenia ducha, aby tam wyraziła się w zupełności idea boska. Z wolna jednak znikało bezwzględne zachwycenie, obudził się rozbiór, a owa doskonała »wiedza prawdy«, ów wielki systemat okazał mi się pysznym utworem pojedynczego rozumu, utworem, który nie ma życia w sobie, bo nie odpowiada potrzebom duszy człowieka” (Myśli o filozofii, „Biblioteka Warszawska” 1841, t. 2).

Ziemięcka dokonała odwrotu od heglizmu, pozostając w polu myślenia spirytualnego, idealistycznego. Zdaniem filozofki Hegel, a także Friedrich Wilhelm Joseph Schelling i Johann Gottlieb Fichte podważyli w swej pysze granice ludzkiego rozumu wyznaczone przez Immanuela Kanta (człowiek nie ma „narzędzi”, które pozwoliłyby orzekać o Bogu). Hegel przyjął, że byt i idea (Bóg jako najwyższe jej wcielenie) są tej samej natury, więc włączył ideę Boga do swego systemu, w dodatku uznał, że manifestuje się ona (przejawia) stopniowo w przebiegu dziejów. Ziemięcka dostrzegła w tym ujęciu m.in. zagrożenie panteizmem, który wynikał z przekonania o wszechobecności Boga, ale kłócił się z – podstawową dla ujęcia religijnego – zasadą jego sprawczości: „[…] świat jest dziełem Stwórcy, ale nie piastunem Jego” – podkreślała filozofka (tamże). Uznała też bezwzględny prymat filozofii katolickiej.

W Zarysach filozofii katolickiej w czterech poglądach zawartych (1857) autorka skonfrontowała dogmatykę katolicką z pojęciami natury, woli, objawienia i świata społecznego, wykładając takie ich rozumienie, by nie wchodziły w konflikt z zasadami katolicyzmu (chrześcijaństwa). W pracach filozoficznych wysiłek twórczy Ziemięckiej szedł w stronę przestrzegania przed błędami (rozumianymi jako odstępstwa od katolicyzmu), które mogły zepchnąć ze ścieżki myślenia religijnego. W ramie religijnej zostały zaprezentowane również jej poglądy na istotę kobiecości (Charakterystyka kobiety, „Biblioteka Warszawska” 1841, t. 1) oraz treści, które uważała za pożądane w „wyższych kursach” dla kobiet (Kurs nauk wyższych dla kobiet, 1863–1864).

Krytyka sztuki i krytyka literacka. Ogląd pism krytycznych Ziemięckiej zacznijmy od jej wypowiedzi na tematy malarskie, nie jedynie dlatego, że tam sięga początek jej prac krytycznych. Ciekawe, że porzucenie przez nią krytycznej refleksji nad malarstwem na rzecz m.in. literatury zbiegło się z powolnym odchodzeniem od heglizmu. Związek obu decyzji pozostaje do zbadania. Podróżując po Niemczech, Ziemięcka oderwała się od szczegółowych dywagacji na temat szkół artystycznych (düsseldorfskiej czy bawarskiej), przeszła od razu do zarysowania ogólnych zasad filozofii heglowskiej w malarstwie: „Tylko wzniosła moc ducha powinna wyrażać się w utworach sztuki, forma takiej potęgi nie może być narzuconą, od przeszłości wziętą, ona musi wyrastać z natury przedmiotu” (Wspomnienia podróży w Niemczech, „Pierwiosnek” 1839). Decydująca jest nie wierność wobec natury, ale urzeczywistnienie ducha, który przejawia się pracą nad formą. W Dreźnie zachwycała się obrazami Caspara Davida Friedricha: „Mało jest artystów, w których by ta wielowładność ludzkiego geniuszu bardziej widoczną była jak w Friedrichu” (tamże). Kontynuowała temat niemiecki w następnych artykułach, ciesząc się z sukcesów Bractwa św. Łukasza (nazareńczyków), którzy zainicjowali odnowę malarstwa religijnego (Wyjątki z „Dziennika podróży”, tamże). Kiedy w 1842 r. podjęła raz jeszcze temat sztuk pięknych w Niemczech, podkreśliła rolę filozofii idealistycznej jako ścieżki prowadzącej do „prawdziwej filozofii”, czyli filozofii katolickiej (O sztukach pięknych w Niemczech, „Pielgrzym” 1842, t. 4). O Heglu nie było już mowy, a dowodem wykluczenia filozofa jest autobiografia duchowa Ziemięckiej skrótowo zarysowana w artykule Rys piśmiennictwa naszego od 1830 roku: początkowo przyświecała jej myśl o konieczności rozpowszechniania filozofii spirytualistycznej; pod wpływem dzieł Ojców Kościoła uchwyciła nić łączącą filozofię z religią, szukając związku wiary i wiedzy.

Dogmatyzm religijny nie zaznaczył się wyraźnie w jej pierwszych artykułach krytycznoliterackich, podobnie jak konserwatyzm, wybrzmiewający przede wszystkim w późniejszej twórczości, tj. w uwagach na temat poematu Wincentego Pola Pacholę hetmańskie (Rzut oka na nowy utwór W. Pola pt. „Pacholę hetmańskie”, „Noworocznik (Kalendarz) Ilustrowany dla Polek” 1864). W młodzieńczym szkicu na temat Waltera Scotta pisarka podkreślała jego wielkość i wdzięczność usatysfakcjonowanych czytelników (Walter Scott, „Jutrzenka” 1834). Także studium poświęcone Friedrichowi Schillerowi i jego dramatom, poddane odleglej od intencji autora interpretacji, nie studziło entuzjazmu autorki i gorącości jej pióra. W twórczości Johanna Wolfganga Goethego i Schillera widziała szlachetniejszą odmianę romantyzmu, wolną od gwałtowności, wyważoną, pogodzoną z religią (O życiu i pismach Szyllera, „Athenaeum” 1842, t. 2).

Wydaje się, że przełomowy moment w jej stosunku do literatury pojawił się w artykule programowym Od Redakcji, gdzie padły znamienne słowa o tym, że filozofia (filozofia chrześcijańska) nieczęsto może liczyć na pomoc literatury w dziele kształtowania postawy religijnej i moralnej („Pielgrzym” 1845, t. 1). Ludwika Sztyrmera komplementowała za postawę myśliciela, filozofa, chrześcijanina (Eleonora Sztyrmer i literatura powieściowa w ogólności, tamże), w recenzji dramatu Aleksandra Przeździeckiego Jadwiga uznała, że postać arcybiskupa gnieźnieńskiego, Bodzantego, nie została przedstawiona dość wzniośle, że więcej w nim ziemi niż nieba („Jadwiga”, dramat historyczny w pięciu aktach Aleksandra Przeździeckiego, tamże). To najczęściej stosowany chwyt Ziemięckiej: tropienie błędów z punktu widzenia doktryny katolickiej. Krytyczka piętnowała przede wszystkim wspomniany wcześniej panteizm odbierający jej zdaniem stwórczą rolę Bogu. Widziała to zagrożenie wszędzie, również w dziełach osób religijnych: „Deotyma nie ma czystych pojęć chrześcijańskich – do pełnych wzniosłości zapału pomysłów mięsza się tam panteistyczne natchnienie i fałszywie pojęta humanitarność. […] Nie zrozumiała nas Deotyma, dlatego wypowiadamy myśl naszą szczerze i otwarcie. O, jakże tych błędnych pojęć dowodzi jej najsłynniejsza z ostatnich czasów poezja, gdzie jak zawsze mięsza niebo z ziemią, sławę z chwałą, pogańskie wyrocznie z proroctwem, ludzkie uczucia i ludzkie poświęcenia z męczeństwem, do którego nadprzyrodzonej potrzeba siły” („Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856, nr 132).

Prawdy narodowe i prawdy powszechne. Mickiewicz. Mogłoby się wydawać, że oczekiwanie od literatury prawomyślności religijnej zawiesza zasady estetyczne, którym filozofka poświęciła tak dużo miejsca w swoich pracach. Nic podobnego – Ziemięcka miała duże poczucie smaku i doskonale rozumiała wkład rzemiosła artystycznego w realizację najwyższych celów sztuki. Dotyczyło to przede wszystkim małych form artystycznych, wyimków z dzieł Teofila Lenartowicza czy Wincentego Pola (wiersza, obrazka literackiego, obrazu malarskiego). Pisząc o dziełach o dużym ładunku ideowym, skupiała się na rozważaniach filozoficzno-doktrynalnych. W przypadku Prelekcji paryskich Adama Mickiewicza mesjanizm narodowy uznała nieoczekiwanie za ideę ryzykowną, spychającą w cień pracę, pracę codzienną, którą włączała w sferę aktywności powszechnej, służącej całej ludzkości (Rozbiór kursów o „Literaturze słowiańskiej” Mickiewicza). Ten punkt widzenia, przypominający hasła pozytywistyczne, był jednak wyrazem innej postawy ideowej, „norwidowskiej”: wiary w uniwersalizm myśli chrześcijańskiej.

Miejsce Ziemięckiej na mapie polskiej filozofii, krytyki literatury i sztuki. Prace Ziemięckiej spotkały się ze zróżnicowanym przyjęciem. Edward Dembowski krytykował je z pozycji radykalnych (Filozoficzność i pani Ziemięcka, „Czas” 1841, nr 18) lub czysto merytorycznych, wytykając autorce błędy rzeczowe dotyczące biografii Schillera i opaczną interpretację jego dramatów (Uwagi nad artykułem pani E. Ziemięckiej, „Przegląd Naukowy” 1842, t. 4, nr 32, 35). Fryderyk Henryk Lewestam podjął się obrony panteizmu i wykazywał, że nie kłóci się on z dogmatyką chrześcijańską (Wypracowania filozoficzne pani E. Ziemięckiej, „Roczniki Krytyki Literackiej” 1842, t. 1, nr 32–33). Mizogin Bronisław Trentowski wydał prosty sąd, że „kobieta do filozofii niestworzona, i że na tym polu okazuje się zwyczajnie śmieszną” (Listy naukowe. List drugi, „Orędownik Naukowy” 1843, nr 3). Niechętna Ziemięckiej była też Julia Woykowska. Dokonując przeglądu pism periodycznych, pisała o „Pielgrzymie”: widzimy tu „niby filozofkę, która znudzona badaniem, szukaniem prawdy, znudzenie to przeniosła w łono religii, religii pietystycznej, jedynie zdolnej zapełnić czczość jej życia, i dlatego znajdujemy tu na każdej karcie owo vanitas vanitatis ludzi przeżytych, owo życie z poświęcenia wiecznie się poświęcającego i znowu poświęcającego” (Przegląd pism, „Tygodnik Literacki” 1843, nr 11). Wiele natomiast życzliwości i uznania okazywali Ziemięckiej przyjaciele z koterii petersburskiej i ich sympatycy. Omawiając pięć pierwszych numerów „Pielgrzyma”, Michał Grabowski wniósł kilka konkretnych, nawet stanowczych uwag i dezyderatów dotyczących koniecznej rozbudowy w piśmie działu historycznego, biograficznego i literackiego. Nie szczędził pochwał Ziemięckiej, nazywając ją „znakomitym zjawiskiem” i biorąc za „jedną z głównych świateł [!], chlub i nadziei naszej literatury” („Pielgrzym”, „Tygodnik Petersburski” 1842, nr 56). Józef Ignacy Kraszewski, dokonując „rozbioru” czterech numerów „Pielgrzyma”, postąpił podobnie jak Grabowski. Uznał, że jest ona „najpiękniejszym u nas talentem pisarskim, jakiego dotąd żadna Polka w tym stopniu, z takim połączeniem nauki głębokiej i siły twórczej, nie miała” (Do Wydawcy „Tygodnika Petersburskiego”, tamże, nr 38).

Wbrew obiegowym sądom koncepcjom filozoficznym Ziemięckiej nie można przypisać miana poglądów tradycyjnych; są takie o tyle, o ile religia odwołuje się do treści objawionych u swoich źródeł. Publicystka kultywowała pojęcie postępu. Opinie na temat dopuszczenia kobiet do wyższego wykształcenia, a także do „zawodu autorskiego” (Myśli o wychowaniu kobiet, 1843), wyrażają otwarty stosunek filozofki do świata jej współczesnego; nie deprecjonowała intelektualnych zajęć uprawianych przez kobiety. Przeciwnie, podnosiła ich walory: „[…] chrześcijanka, wolna od próżności i czczych uniesień, pisząca z prawdziwym talentem i miłością dobra, może spełniać ten zawód z przyjemnością dla siebie i z użytkiem ogółu. Owszem, powiedzieć można, iż talent pisarski jest prawdziwym błogosławieństwem Boga dla kobiety; on ją chroni od występnej obojętności dla wysokich widoków życia społecznego, zapełnia słodko jednostajny i trudzący niekiedy bieg dni jej w zaciszu domowym, budzi jej sercu współczucie ze wszystkim, co wielkie, szczytne, użyteczne w całym świecie” (tamże). Ziemięcka była zjawiskiem lokalnym; jej sława trwała krótko i ograniczała się do Warszawy. Kiedy kilkanaście lat po jej śmierci Piotr Chmielowski podjął na łamach „Świtu” prezentację „autorek polskich”, nie dysponował żadnymi danymi biograficznymi na jej temat. Poprzestał na domysłach, które sprostowała córka filozofki – Eleonora Tatarowiczowa – w liście do redakcji. Zmieniły się oczekiwania wobec filozofii i literatury. Idealizm wypadł z kręgu zainteresowań krytyki, pozostawiając ślad w postaci rozbudowanej refleksji etycznej. Pociechę dla Ziemięckiej może stanowić pewien renesans jej dokonań podjęty przez badaczy międzypowstaniowej filozofii katolickiej w ostatnich latach (środowisko „Kronosu”), a także uznanie jej za „pionierkę” krytyki estetycznej w Polsce (Pionierki, 2016), jak również bardzo wyważone opinie Jana Skoczyńskiego, współczesnego historyka filozofii, który – przyglądając się publicystom z kręgu bliskiego Ziemięckiej – do niej skierował znamienne słowa: „Filozofem z prawdziwego zdarzenia była w tej grupie Eleonora Ziemięcka” (J. Skoczyński, J. Woleński).</document>
<document nplp_id="13878" title="Ziemba (Ziembicki) Teofil " slug="ziemba-ziembicki-teofil">Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, nauczyciel szkół średnich, pedagog, tłumacz. Kryptonimy: T.Z.; Teofil Z.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 III 1847 w Jaryszowie (pow. lwowski). W l. 1854– –1858 uczęszczał do szkoły ludowej we Lwowie, w l. 1858–1865 do gimnazjum akademickiego (matura: 18 VII 1865). Odbył studia filozoficzne we Lwowie (1865–1869). W 1869 r. obronił doktorat na podstawie dysertacji Locke und seine Werke nach den für die Philosophie interessantesten Momenten dargestellt (1869), następnie przez semestr kontynuował studia w Krakowie. W 1870 r. wraz z Aleksandrem Czackim wyruszył w podróż do Włoch. Zdał egzamin nauczycielski 21 III 1871 w Krakowie, w l. 1871–1900 pracował tamże w Gimnazjum św. Anny. Jego uczniami byli m.in. Stanisław Wyspiański, Lucjan Rydel, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Estreicher. Wykładał ponadto na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego (literatura polska, powszechna, estetyka). W 1871 r. Ziemba odbył podróż naukową do Niemiec, Włoch i Francji. W 1872 r. został docentem historii filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego na podstawie rozprawy Jan Śniadecki na polu filozofii; tytuł docenta filozofii UJ otrzymał 8 IV 1878. Na Uniwersytecie Jagiellońskim prowadził m.in. wykłady z historii filozofii starożytnej, średniowiecznej, nowożytnej, z logiki, psychologii, pedagogiki, historii oświaty, estetyki.

Ożenił się z Florentyną Jawornicką 14 VI 1879. W 1886 r. odbył podróż naukową do Niemiec w ramach stypendium z fundacji Gałęzowskiego. W 1887 r. złożył prośbę o dopuszczenie do habilitacji na docenta literatury powszechnej jako autor prac krytycznych, przekładów, rozpraw z literatur obcych. Podanie odrzucono w 1888 r. – wzięto pod uwagę negatywną opinię Stanisława Tarnowskiego, który nie widział konieczności tworzenia katedry literatury powszechnej, a dorobek Ziemby ocenił jako kompilacyjny, przydatny dla szkół – nie dla kursu uniwersyteckiego. Ziemba działał w Akademii Umiejętności, a w 1892 r. został członkiem Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych. Wygłaszał odczyty (także na cele charytatywne), publikował prace o europejskich systemach oświaty, popierał reformę gimnazjów. Namiestnictwo reskryptem z 18 IX 1894 zezwoliło mu na zmianę nazwiska na Ziembicki, które „nosili jego przodkowie; Ziembą zaś przezywał się ojciec czy dziad Teofila, gdy z emigracji bez zezwolenia rządu do kraju powrócił” (W. Stroka, Z minionych lat. Zbiorek poezji, 1900). Tytuł profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Jagiellońskiego Ziembicki otrzymał 13 V 1897. Zmarł w Krakowie 13 II 1900, spoczywa na cmentarzu Rakowickim.

Kręgi zainteresowań. Ziemba był pasjonatem nauki i nauczania. Interesował się estetyką, psychologią, filozofią i pedagogiką, literaturą i sztuką. Rozprawa habilitacyjna Jan Śniadecki na polu filozofii (1872) wzbudziła wątpliwość Maurycego Straszewskiego, który nazwał ją streszczeniem dzieł Śniadeckiego – bez efektów badawczych. Podręcznik szkolny Psychologia (1877) Kazimierz Kaszewski uznał za „maleńką psychografię, wzbogaconą uwagami i regułkami fizjologicznymi, a przeznaczoną widocznie ku celom elementarnym” („Kłosy” 1877, nr 642). Punktem odniesienia dla rozważań psychologicznych, np. kwestii znaczenia barw, światła, umiejętności kojarzenia, Ziemba uczynił niekiedy szczegóły z życia Adama Mickiewicza bądź fragmenty jego twórczości. Do zagadnień psychologicznych powrócił w pracy Hipnotyzm wobec psychologii (1892).

W podręczniku Estetyka poezji (1882) – teoretycznoliterackim kompendium o poezji i języku, popularnym wśród uczniów – krakowski pedagog wprowadził przykłady z literatury polskiej (np. A. Fredro, Z. Krasiński, A. Mickiewicz, E. Wasilewski) i europejskiej (np. Homer). W 1892 r. ukazała się Estetyka praktyczna (cz. 1: Architektura, ogród jako dzieło sztuki, rzeźbiarstwo). Poezja odgrywała w życiu Ziemby ważną rolę, napisał np. wiersz Nad grobem śp. Wincentego Pola, liryczną mowę pożegnalną z okazji śmierci swojego nauczyciela Józefa Kremera oraz utwór na jubileusz trzechsetlecia Gimnazjum św. Anny. Pracował nad biografią Adama Mickiewicza. Dzieła nie ukończył, pochłonięty pracą w szkole i obowiązkami zawodowymi, swoje prace ogłaszał głównie w latach 80. m.in. w rozmaitych pismach periodycznych XIX w. Odnalazł dokumenty z okresu wileńskiego, uporządkował faktografię dotyczącą podróży Mickiewicza. Przetłumaczył na język polski Hermana i Dorotę Johanna Wolfganga Goethego oraz dwie księgi Iliady Homera. Spolszczył ponadto wiersze Dantego, a także utwór Dante’s Gattin Josefine von Hoffinger.

Działalność krytycznoliteracka. Kontrowersje wzbudziło studium Ziemby Pozytywizm i jego wyznawcy w dzisiejszej Francji („Przegląd Polski” 1872/1873, R. 6, t. 1). Autor omówił życiorysy i dorobek Auguste’a Comte’a, Émile’a Littrégo i ich uczniów, wskazując na słabe strony nowego systemu filozoficznego. „Pozytywna filozofia – pisał – chce, jak powiada, zbadać prawdę niewątpliwą, niezbitą, słowem prawdę pozytywną. […]. Pozytywizm, jak wiemy, idzie za doświadczeniem samym, wszystko, co nie jest doświadczalne, co się nie da rozebrać nożem anatomicznym, cyrklem zmierzyć lub dojrzeć mikroskopem, już tym samym pada poza zakres jego badań. Ale czy w całym obszarze zjawisk świata da się zastosować metoda doświadczalna?”. Feliks Bogucki podkreślił naiwność wniosków autora, „umysłową płytkość” oraz „przemytnictwo literackie” („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 23).

W swojej działalności recenzenckiej Ziemba-Ziembicki komplementował np. inicjatywę Anny Potockiej, która przyswoiła polskiemu czytelnikowi ideę Birthday-Books, czyli książeczki urodzin, komponując swoją z rozmaitych fragmentów twórczości Adama Mickiewicza ([rec.] „Horoskop na dzień urodzin ułożony z wyjątkami z dzieł Adama Mickiewicza”, „Tygodnik Ilustrowany” 1883, t. 1, nr 22). Oceniając aforyzmy Adama Stanisława Krasińskiego, usytuował je w tradycji francuskiej ([rec.] A.S. Krasiński, „Sto zdań dwuwierszowanych”, „Drugie sto zdań dwuwierszowych”, „Czas” 1888, nr 109). Jako recenzent cenił dzieła pożyteczne i wychowawcze.</document>
<document nplp_id="13880" title="Zgliński (Freudensohn) Daniel" slug="zglinski-freudensohn-daniel">Krytyk literacki, publicysta, dramatopisarz, tłumacz, poeta, prozaik, aktor. Pseudonimy i kryptonimy: Daniel Zgliński; Adam Sylf; Sylf; D.Zg.; D.Zgl.; X.X.; Z.; Zg.; Zgl.

Informacje biograficzne. Daniel Freudensohn urodził się 23 XI 1847 (lub 15 XII 1847) w Warszawie w rodzinie żydowskiej jako syn stolarza artystycznego. Ukończywszy szkołę średnią, wyjechał w 1867 r. do Krakowa, gdzie wstąpił do teatru (za dyrekcji A. Skorupki). Aktorstwem parał się krótko (pogłosem tego epizodu stała się publikacja powieści z kluczem Z pamiętników aktora teatru w Gawronowie, 1875), gdyż już w 1868 r. zapisał się na Uniwersytet w Lipsku, jednak rozpoczętych studiów nie ukończył. Następnie wrócił do Warszawy, włączając się do grona krytyków i publicystów skupionych w kręgu „młodej” prasy. Jakkolwiek współpracował też z organami przeciwnego obozu: „Bluszczem” (1871–1880) i „Gazetą Polską” (1873), to jednak dał się poznać jako publicysta „Nowin” (1878–1879, 1881–1882), „Opiekuna Domowego” (1875), „Prawdy” (1882), „Przeglądu Tygodniowego” (1869–1871, 1873–1875), na którego łamach prowadził m.in. rubrykę Z bliska i z daleka (1873–1874) oraz Przegląd teatralny (1874–1875), „Wędrowca” (1884), „Przeglądu Literackiego” (dodatku do „Kraju”, 1887–1888). W latach 70. redagował „Bibliotekę Romansów i Powieści”. W 1892 r. dramat Zglińskiego Jakub Warka otrzymał wyróżnienie w konkursie „Kuriera Warszawskiego”, po czym z wielkim powodzeniem wystawiano go na wielu scenach polskich (najpierw w marcu 1893 r. w Krakowie, wkrótce potem w warszawskich Rozmaitościach). Na twórczość Zglińskiego – obok dramatopisarstwa, krytyki literackiej i teatralnej – złożyła się nadto publicystyka kulturalna, filozoficzno-etyczna, estetyczna i pedagogiczna. Jako oddzielne publikacje książkowe (lub broszury) ogłoszono: Felietony – Humoreski – Bajki (1901), Impertynencje i paradoksy. Studia (1911), Wszechmoc wyobraźni twórczej. Idee odległej przeszłości. Studium (1911), Dekadencja nienawiści polskiej. Zarys psychologiczny (1918), Dusze zwierząt i ludzi w zarysach (1919), Materializm – szakalizm a przyszły człowiek (1924), W labiryntach mądrości ludzkiej. Impresje filozoficzne (1929). Zgliński zmarł 19 V 1931 w Warszawie; został pochowany na cmentarzu żydowskim.

Ogólne stanowisko estetyczno-krytyczne. Najważniejsze prace. W swoich poglądach estetyczno-krytycznych Zgliński objawił się jako „zwolennik sztuki służącej społeczeństwu, związanej z jego życiem” (J. Kulczycka-Saloni). Zarazem konsekwentnie opowiadał się za estetyką realistyczną, a na przełomie lat 70. i 80. XIX w. stał się również gorliwym promotorem naturalizmu i twórczości Émile’a Zoli. W mniemaniu krytyka naturalizm stanowił logiczną kontynuację realizmu.

Spośród najważniejszych prac krytycznoliterackich Zglińskiego na uwagę zasługują studia i artykuły: Naturalizm w literaturze („Nowiny” 1879, nr 179; 1880, nr 113), Żywioły społeczne w literaturze nadobnej („Prawda” 1882, nr 35–37), obszerny wywód na temat socjologii literatury propagujący społeczne zaangażowanie twórczości literackiej uwidocznione w jej poznawczych aspiracjach ku odtwarzaniu socjalnego podłoża kultury, odtwarzaniu zgodnemu z zasadami „przedmiotowego” realizmu, Naturalizm powieściowy wobec anarchii warszawskiej („Prawda” 1883, nr 22–23) stanowiący polemikę z mentalnością rodzimych idealistów i konserwatystów popartą apologetyczną analizą powieści Zoli, Humor w „Panu Tadeuszu”. Szkic estetyczny (prwdr. fragm. w „Nowinach”, 1. wyd. 1883, wyd. 2 poszerz. – 1898), Współczesny dramat w Niemczech („Nowa Gazeta” 1906, nr 122, 124, 126, 128, 130). Ponadto liczne – aczkolwiek z reguły pomniejsze – glosy krytycznoliterackie Zgliński wplatał w teksty swoich felietonów Z bliska i z daleka (tutaj np. szkic o XIX-wiecznej powieści angielskiej; „Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 17). Znacznie uboższą zawartość literacką miały zaś felietony Zglińskiego Z Paryża („Przegląd Tygodniowy” 1875); jego dorobek uzupełniają też bieżące recenzje i omówienia utworów literackich (wyróżnia się wśród nich studium o Kuszeniu św. Antoniego Flauberta, tamże, nr 7; oraz Przegląd literacki, „Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 30–31, poświęcony utworom E. Lubowskiego, A. Wieniawskiego i T.T. Jeża). Ważnym działem twórczości Zglińskiego okazały się wreszcie sprawozdania i recenzje teatralne, szczególnie intensywnie przezeń pisane w 1874 r. (w rubryce Przegląd Teatralny w „Przeglądzie Tygodniowym” pomieszczono wtedy jego teksty o premierach dramatów J. Narzymskiego, J. Korzeniowskiego, J. Blizińskiego, É. Augiera, K. Zalewskiego i in.).

O naturalizmie i twórczości Zoli. U schyłku lat 70. Zgliński dał się poznać jako zwolennik naturalizmu i twórczości Zoli. W 1879 r. definiował ten prąd następująco: „Naturalizm w literaturze jest studiowaniem człowieka w społeczności, rozbieranego indywidualnie jako zwierzę fizyczne i zarazem istota myśląca z jej wadami, namiętnościami, przymiotami, skłonnościami krwi, właściwościami dziedzicznymi, przesądami wychowania – a to wszystko względnie do otoczenia, wśród którego człowiek się obraca” (Naturalizm w literaturze, „Nowiny” 1879, nr 179). Powieściopisarz naturalista przejmuje metody pracy uczonego, zrywając ze „swawolną wyobraźnią i baśniami dawnej mechaniki powieściowej”. Nowoczesna powieść naturalistyczna spełnia rygory naukowości, gdyż cechuje ją ścisłość godna „najpoważniejszych prac”. Odnajdywał genealogię tej powieści w twórczości Honoré de Balzaca, który „[z]badał […], rozebrał i zanatomizował swoją epokę”. Artystyczne mistrzostwo autora Komedii ludzkiej wynikało stąd, że był on wierny „procedurze […] polegającej na przedstawianiu człowieka takim, jakim jest rzeczywiście wśród swego materialnego i moralnego otoczenia”. Bohater powieści naturalistycznej to kreacja o wielkich walorach artystycznych i poznawczych; jego wartość zasadzała się na tym, że został on stworzony na gruncie rzeczywistości, dzięki czemu pulsowało w nim „tętno czysto ludzkiej natury” (tamże); m.in. dzięki temu powieść naturalistyczna przewyższała utwory stworzone wyłącznie na podstawie pięknej wyobraźni, zdecydowanie bardziej podatne na dezaktualizację.

W ogłoszonym rok później artykule pod tym samym tytułem Zgliński wzbogacił charakterystykę naturalizmu o kontekst społeczny. Było to zresztą znamienne dla jego dyskursu krytycznoliterackiego. Pojawienie się i rozwój literatury naturalistycznej to konsekwencja określonych procesów społecznych. Konserwatywna opinia publiczna nie potrafiła – jego zdaniem – pojąć tego, że „społeczeństwa postępują i dojrzewają i że sztuka musi odpowiadać bieżącemu kierunkowi myśli społecznych” (Naturalizm w literaturze, „Nowiny” 1880, nr 113). Znamienne, że widział w rozwoju literatury analog niezmiennych praw rządzących naturą: zdeterminowanego postępu oraz ścisłej korelacji między jej (literatury) formami a czynnikami sprawczymi. Źródło realizmu i naturalizmu znajdowało się we Francji, gdzie koryfeusz nowego prądu, Zola, z żelazną konsekwencją go promował, wzbudzając gwałtowne protesty konserwatywnych oponentów. Zgliński charakteryzował metodę twórczą szkoły realistycznej (naturalistycznej): „Nowa ta szkoła nie unika żadnego społecznego i w ogóle życiowego objawu, podnosi każdy, aby go […] przedstawić we własnym jego świetle” (tamże). „Nowoczesny realizm”, jak często Zgliński nazywał naturalizm, wywodzi się z realizmu Balzakowskiego, jest jego spotęgowaniem, rozszerza bowiem i pogłębia analizę stosunków społecznych. Opracowana przez Zolę metoda okazała się „najbliższą prawdy i ludzkiej rzeczywistości, a tym samym nieulegającą przelotnym pisarskim modom”. O jej bezsprzecznej wartości decydowało przy tym bliskie podobieństwo do „teorii[i] naukow[ej], ugruntowan[ej] na empirycznej podstawie” (tamże). Literatura naturalistyczna odznacza się więc wybitnymi walorami poznawczymi, dotyka prawdy, przemawia do czytelnika ścisłością, zarazem jednak potrafi także „zająć [go] i wzruszyć” za pomocą „artystycznych kombinacji”. Naturalizm znacząco rozszerzył spektrum tematyczne literatury, albowiem nawet z „prostego faktu, z którym się codziennie spotykamy i nieraz lekceważąco lub obojętnie omijamy – wykrzesze promyk artyzmu” (tamże). Za całkowicie bezzasadne uważał zarzuty krytyki konserwatywnej oskarżającej naturalistów o lubowanie się w obrazach niemoralnych i drażliwych; sądził, że krytyka ta myli metodę twórczą naturalistów z „osnową moralną” ich dzieł. Metoda znajdowała zastosowanie w odniesieniu do najrozmaitszych przejawów życia społecznego, w tym także patologicznych. Nie można było – zdaniem Zglińskiego – czynić zarzutu naturalistom, że opisują świat zwyrodniały, skoro jest on faktem bezspornym. Przedstawianie go – zgodnie z metodą wzorowaną na nauce – nie oznaczało przecież epatowania odbiorcy czymś skandalicznym ani też wzbudzania jego niezdrowych emocji, było po prostu rezultatem skrupulatnej obserwacji współczesności.

Zgliński przyznawał, że ekspansywny charakter naturalizmu odwzorowywał krańcowość temperamentu Zoli. „Jest to natura namiętna i nieokiełznana, a być może, że przeznaczeniem jego jest gwałtownym ruchem pewniejszą nowemu realizmowi utorować drogę” (tamże). Buntownicza natura francuskiego pisarza wywołała ogromny przewrót w życiu literackim, nadała nowy kierunek rozwojowi powieści. Niewykluczone, że w przyszłości narodzi się jakaś nowa forma naturalizmu; wszakże twórczość Zoli nie zwieńczyła procesu historycznoliterackiego, była jednak ożywczym zwiastunem nowości (Zgliński przyrównał rolę i znaczenie francuskiego pisarza do artystów tej miary co W. Shakespeare i R. Wagner). By dowartościować nowoczesny realizm (naturalizm), Zgliński poszukiwał jego genealogii w malarstwie flamandzkim i hiszpańskim XVII w. „Malarskim Zolą” był dlań Jan Steen, tendencje (proto)realistyczne silnie przejawiały się też w twórczości Jusepe’a de Ribery i Diego Velázqueza. Sztuka realistyczna potrafiła najadekwatniej oddać „tajemnice natury ludzkiej” (tamże); oko realisty cechowało się wyjątkową przenikliwością i zdolnością odkrywania artyzmu nawet w codzienności i pospolitości.

Kontynuacją studiów Zglińskiego o naturalizmie okazał się interesujący artykuł Naturalizm powieściowy wobec „anarchii warszawskiej” („Prawda” 1883, nr 23). Tytułowa anarchia oznaczała dominującą w Królestwie Polskim, ściślej – w Warszawie, atmosferę intelektualną zdominowaną przez różnej maści idealistów, cechującą się lekkomyślnością, powierzchownością, nieuctwem, pozorowaniem wiedzy, zaściankowym partykularyzmem, a dobitnie widoczną w warszawskiej krytyce literackiej i publicystyce. Ta obezwładniająca atmosfera duchowa naznaczyła – zdaniem Zglińskiego – podejście krytyki do Charles’a Darwina i Zoli. W obu przypadkach sprowadzało się to do drwiny i lekceważenia; było świadectwem ignorancji piszących. Bo według tych idealistów np. „nazwisko Zoli rozszerza dokoła siebie […] woń skwaszonych wyziewów szynkowni, ciągnie za sobą zgniłe ciała publicznych kobiet o twarzach wykrzywionych bezmyślnym śmiechem niczym nieskruszonej rozpusty, wstrętem przejmującą brudną rynsztokową gwarę” (tamże).

Takie stronnicze, lekceważące nastawienie krytyki do przedmiotu analizy Zgliński stanowczo potępił, uznając je za objaw myślowej „płytkości i partykularnego ograniczenia”. Sam – w swojej deklaracji metodologicznej i metakrytycznej – proponował wzorzec krytyki przedmiotowej lansowany podówczas przez pozytywistów. Domagał się więc od krytyka „dokładnego zrozumienia utworu, celu, w jakim został napisany, dalej umiejętnego przedstawienia go czytelnikowi, a w następstwie przedmiotowej oceny jego wad i przymiotów” (tamże).

Zglińskiemu imponowała metoda twórcza Zoli polegająca na sumiennym, skrupulatnym i dogłębnym badaniu środowiska, słowem – na dokumentaryzmie. Francuski pisarz zawsze konsekwentnie zmierzał do „dokładnego poznania […] tętnic organizmu społecznego”. Światy jego powieści znamionowała prawda, nie były bowiem „wytworem jego fantazji ani też dorywczo pochwyconym momentem z natury, lecz płodami z krwi i kości” (tamże). W mniemaniu Zglińskiego Zola okazał się „pisarzem wieku dojrzałego”, „psychologiem, który swe obrazy opiera na danych fizjologicznych, a zbadawszy przedmiot dokładnie, ukazuje kartę swych odkryć szerokiemu ogółowi” (tamże). Odrzuciwszy uprzedzenia moralizatorskie, francuski naturalista skupił się na różnorodnych objawach i sferach życia społecznego, badał – z naukowym obiektywizmem – wiele patologii, a ponieważ rozmaite schorzenia rozkładały organizm społeczeństwa, musiał więc je przedstawiać w swoich powieściach. Czynił to wszakże nie po to, by epatować scenami drastycznymi, by wywoływać tym sposobem sztuczne zainteresowanie sobą; czynił to motywowany imperatywem sztuki naturalistycznej, jak artysta ujmuje poszczególne wątki i motywy w koherentną całość, obrabia je artystycznie i nadaje sens ogólny. Zola precyzyjnie zdiagnozował i zobrazował rozkład społeczeństwa francuskiego Drugiego Cesarstwa, które „w nieubłaganej konieczności haniebnie złożyło głowę pod murami Sedanu” (tamże). Zgliński zarzucał konserwatywnym (idealistycznym) oponentom pisarza ideowe, moralne i estetyczne doktrynerstwo, myślowe ograniczenie i płyciznę, niezdolność do odkrycia bogactwa twórczości Zoli. A przecież twórczość tę cechowało spore zróżnicowanie: z jednej strony składały się na nią takie powieści, jak: W matni, Nana, Kuchenne schody, z drugiej – Kartka miłości czy Wszystko dla pań.

Projekt socjokulturowej historii i krytyki literatury. Swoje stanowisko ideowo-estetyczne ujawnił też Zgliński w obszernym studium Żywioły społeczne w literaturze nadobnej („Prawda” 1882, nr 35–37). Przeprowadził w nim rozległą socjokulturową analizę piśmiennictwa w Polsce opartą na uniwersalnej prawidłowości historycznoliterackiej, która polegała na stopniowym poszerzaniu społecznego widnokręgu literatury o bohaterów i grupy dotąd w niej nieobecne lub uwzględniane co najwyżej marginalnie. Punktem zwrotnym w dziejach kultury europejskiej okazała się zdaniem Zglińskiego Wielka Rewolucja Francuska 1789 r.; wtedy to: „Wydźwignięto siłą nadużyć i gwałtów nowe żywioły narodowe, nadano im przywileje, które przedtem były udziałem wyjątków. Świeże te społeczne czynniki szybko się rozwinęły i stanęły do walki z potomkami rodowych szermierzów. Potworzyły się nowe stosunki, nowe położenia, nowe pojęcia” (tamże). Proces rozwoju literatury Zgliński traktuje deterministycznie jako bezpośrednio uwarunkowany przez określone „żywioły społeczne”. Po okresie dominacji estetyki klasycyzmu i romantyzmu nastał czas realizmu, który stanowi najwłaściwszą metodę twórczą i poetykę z natury swej predestynowaną do wiernego odtworzenia nowej, skomplikowanej rzeczywistości. Największa zasługa wybitnego realisty Balzaca „polegała na usunięciu ze sztuki postaci uprzywilejowanych i na równouprawnieniu w jej obliczu wszystkich kół społecznych”, Charles Dickens z kolei, „rzecznik proletariatu, bronił sprawy ogólnego nieszczęścia i czynił to bez ogólnej zgrozy” (tamże, nr 36).

Zgodnie z powyższym schematem Zgliński przedstawił też historię literatury polskiej, wartościując ją z uwagi na zawarte w niej pierwiastki realistyczne. Po XVI w., w którym istniał ścisły związek między życiem narodu a rozwojem twórczości literackiej (przejawiał się ten związek w utworach M. Reja), nastąpiła długotrwała faza „naśladownicza”, gdy wierność konwencjom zastąpiła autorom, by tak rzec, kontakt z empirią społecznego życia. Zgliński wytrwale poszukuje w literaturze „żywiołów społecznych w pełnym i realnym tego słowa znaczeniu”; zabrakło ich – rzekomo – w „abstrakcyjnej” Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego, gdzie „występują nie ludzie, ale właściwie pojęcia, oderwane obrazy ludzkich losów, następstwa ludzkiej działalności, jej cierpień i występków”. W rezultacie: „Ogólne […] rysy wykluczają realne kształty” (tamże, nr 37). Zapowiedź estetyki realistycznej Zgliński dostrzegł wprawdzie w twórczości Józefa Korzeniowskiego (Kollokacja, Krewni, Żydzi), lecz do jej ekspansji „potrzeba [było] przyczyn silnych i niezwykłych”. Krytyk widział je, zwyczajem innych pozytywistów, w przełomowym 1864 r., gdy: „Następstwa ostatniej ruchawki nakłoniły społeczeństwo do podjęcia realniejszych niż przedtem zadań i zarazem możliwszych do urzeczywistnienia” (tamże). Na niwie literackiej zasadniczego przełomu dokonali właśnie reprezentanci pokolenia pozytywistów (B. Prus, A. Świętochowski, E. Orzeszkowa, H. Sienkiewicz), którzy podjęli wysiłek tworzenia utworów „przerabiających w artystycznym ogniu materiał społeczny”. Zgliński z uznaniem pisze o nowej odmianie gatunkowej w czasach pozytywizmu – „powieści społecznej”, posługując się zresztą nieprecyzyjną terminologią genologiczną (omawia głównie mniejsze formy prozatorskie – nowele i opowiadania). Odmiana ta staje się wyznacznikiem zarówno realizmu, jak i jego „silniejszej” wersji – naturalizmu rozwijającego się zwłaszcza na gruncie literatury francuskiej. Obecny zwrot twórczości literackiej ku poetyce (estetyce) realistycznej Zgliński uznaje za szczególnie wartościowy ze względów poznawczych. Oto bowiem poetykę tę gwarantuje „metoda artystyczna zajmująca się jasnym i wszechstronnym zbadaniem natury ludzkiej w syntetycznym obrazie, bez sztucznych osłon” (tamże). Wszechstronność literackiego przedstawienia krytyk wiąże przy tym z koniecznością uwzględniania niższych warstw społecznych, które winny sobie wywalczyć prawo obecności w literaturze, jako że wcześniej „uobywatelniły się” już w rzeczywistości. Artystycznym rezultatem procesu zasadniczych przekształceń struktury socjalnej – powstałym na skutek relacji deterministycznej – okazuje się zdaniem Zglińskiego literatura realistyczna, najwłaściwiej reagująca na „niezmiernie skomplikowany i bogaty materiał, rozjaśniający wielostronnie tajniki ludzkiego umysłu i serca” (tamże).

Karta mickiewiczologii. Sporą wartość poznawczą miało też studium Zglińskiego poświęcone kategorii humoru w Panu Tadeuszu (nb. kategorię tę za najistotniejszy składnik struktury poematu A. Mickiewicza jako pierwszy uznał S. Tarnowski). Krytyk rozpoczął je od ustalenia stosunku między dowcipem (vel komizmem) i humorem, przy czym ten drugi uznał za kategorię wartościowszą, którą nb. trudno zdefiniować i opisać, jest ona bowiem „natury łagodnej, bardziej moralnej”, jako że „nie mieści się w danym zwrocie słów, w zręcznym postawieniu kwestii lub w dwuznacznej igraszce wyrazów – ale raczej stanowi koloryt, pokrywa całość, trudno go palcem wskazać i na szczegółach skomentować. Jest on szatą szeregu psychicznych lub obrazowych kombinacji i to nie tylko wesołych” (Humor w „Panu Tadeuszu”. Szkic estetyczny, wyd. 2 poszerz. – 1898). Uśmiechem humoru – przekonywał krytyk – można nawet „rzecz najboleśniejszą osłonić”, „nie obrażając godności bólu” (tamże). Uważał nadto, że humoru nie miały wcale kobiety, był on właściwością wyłącznie męską.

Zgliński dostrzegał wyraźny niedostatek pierwiastka humorystycznego w polskiej literaturze; przeważają nad nim dowcip i komizm, co rzekomo łatwo dostrzec w twórczości dramatycznej Fredrów, Józefa Korzeniowskiego, Michała Bałuckiego, Józefa Blizińskiego, Mariana Gawalewicza, Edwarda Lubowskiego, Józefa Narzymskiego, Zygmunta Sarneckiego, jak również w prozie Augusta Wilkońskiego i Jana Lama. Spośród pisarzy pokolenia pozytywistycznego na uwagę zasługuje Henryk Sienkiewicz, którego dowcip „jest […] przeważnie obserwacyjnej natury”. „Rodzajowe sceny pełne komizmu w Szkicach węglem – dodaje krytyk – są odbiciem zajmującej rzeczywistości, a czasem nawet z niej wprost zapożyczane”. W rezultacie dowcip Sienkiewicza okazuje się „dowcipem prawdziwego realisty”. W twórczości Bolesława Prusa – w Michałku, Kamizelce i innych utworach – odnajdujemy z kolei „humor przejmujący rzewnością” (tamże).

Scharakteryzowawszy, zresztą dość ogólnikowo, zjawisko dowcipu, komizmu i humoru w literaturze polskiej doby pozytywizmu, Zgliński skupił dalej swoją uwagę na arcydziele Mickiewicza, które zdecydowanie wyróżniało się na tle całej europejskiej tradycji literackiej. „Od pierwszej do ostatniej księgi naszego poematu – pisze bowiem z nieukrywanym zachwytem autor – prawie wszystkie sceny, położenia, wszystkie obrazy i postacie, bez względu na ich moralne, społeczne lub czysto zewnętrzne, jak w opisach natury, znaczenie, osłonił Mickiewicz ujmującą gazą niczym niezasępionego wesela” (tamże). Świat przedstawiony w Panu Tadeuszu – tak mniemała cała pozytywistyczna krytyka z Piotrem Chmielowskim na czele – zasadza się na „subtelnym realizmie”, niewolnym od „flamandzkiej ścisłości i drobiazgowości nieledwie pedantycznej”, jednakże poeta na tym nie poprzestał, gdyż – jak przekonuje Zgliński – „księgi poematu swego rozjaśnia promieniem czystego humoru” (tamże), niespotykanego w żadnym innym dziele polskiej literatury.

Zglińskiego interpretacja Pana Tadeusza skupia się na „wielkich figurach semantycznych” tekstu: przestrzeni, czasie, bohaterach, fabule, by raz po raz przenosić się na poziom sensu globalnego i splecionych z nim kategorii emotywnych (do trafniejszych spostrzeżeń autora należy uwaga o umiejętnym, harmonijnym zespoleniu przez Mickiewicza świata ludzkiego i przyrody). Przewodnią tezą wywodów jest przeświadczenie o zgoła wyjątkowym splocie warstwy realistycznej obserwacji i opisu z elementami idealistycznymi. Zgliński pisał: „Mickiewicz […] nie opuszcza najbłahszych drobnostek i ze skrupulatnością sumiennego naturalisty gromadzi najbardziej niepozorne szczegóły dla wyświetlenia albo raczej dla realnego uwydatnienia swoich intencji. Podobnie niepozorne liczne szczegóły nie tylko nie szkodzą całości, ale raczej barwnością swoją i humorem rozsiewają miłe światło na ludzką naturę” (tamże). Jednak, co podkreślali też inni krytycy pozytywistyczni, ów „realizm faktury” nie kłóci się bynajmniej w Panu Tadeuszu z bogactwem „idealnych pierwiastków”, wszakże z tekstu dzieła emanuje „siła artystyczna, więcej od dramatycznej pociągająca. Tą siłą – przekonuje Zgliński – jest pogodny, poetyczny urok, który przesiąka do serca i duszy, kołysze nimi tak mile, że dla sprawcy tego wrażenia czujemy wdzięczność równie wielką niemal, jak dla twórcy wiosennych uroków” (tamże).

Entuzjazm krytyka wywołało także „materialne oparcie poematu”. Do kanonów pozytywistycznego dyskursu krytycznoliterackiego należał, normatywny w istocie rzeczy, postulat „plastyczności” świata przedstawionego. Jeśli dany przedmiot został odtworzony wyraziście i szczegółowo, to waloryzowano go wysoko. Nic więc więc dziwnego, że krytyk z uznaniem przytaczał fragmenty „stwierdzające autentyczność nie ulegających wątpliwości faktów” albo zachwycał się przedmiotami, które „wdzięczą się i zalecają do nas swymi […] kształtami” (tamże).

Pierwiastek humorystyczny, którego śladów Zgliński wytrwale poszukuje w Panu Tadeuszu, „nie stanowi jedynie zewnętrznej poetycznej ozdoby tego arcydzieła. Przeciwnie – sądził krytyk – płynie on albo z wnętrza bogatej akcji lub też z zadziwiająco dosadnej charakterystyki postaci danej” (tamże). Wyrafinowany, subtelny humor jawi się jako emotywna dominanta struktury Mickiewiczowskiego dzieła.

Pana Tadeusza przenika optymistyczna tonacja moralna objawiająca się właśnie w dyskretnie ukazanym humorze i wyzbyta antytezy pesymizmu, tak skądinąd charakterystycznego dla wielkich utworów literatur obcych w XIX w. (niemieckiej, francuskiej, angielskiej i rosyjskiej), utworów, które „odsłaniają, prócz pierwiastków dodatnich, obrazy zepsucia, niedoli ludzkiej lub społecznej patologii”. Słowem, świat przedstawiony Pana Tadeusza jawi się jako przestrzeń sui generis idylliczna; z całości emanuje – jak ogólnikowo i zarazem emfatycznie stwierdza krytyk – „urok godny prawdziwej poezji” (tamże).

Problemy powieści. Właściwie we wszystkich swoich pracach krytycznych Zgliński ujawniał przywiązanie do estetycznych i metodologicznych kanonów pozytywizmu. Z uznaniem pisał np. o powieści Middlemarch George Eliot, wskazując, że autorka okazała się w niej „anatomem społecznego życia”, utwór sprawiał zaś wrażenie „odczytu z dziedziny fizjologii”, odznaczającego się zarazem „świeżością i bogactwem malowidła życiowego, doskonałym i śmiałym rysunkiem charakterów, delikatnością cieniów i świateł” (Z bliska i z daleka, „Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 49). Wysoko ceniąc artystyczne i poznawcze walory Middlemarch, Zgliński nie ukrywał jednak dystansu do pisarstwa kobiecego; nawiązywał tu do poglądów niemieckiego krytyka Wilhelma Goldbauma. Uważał, że wielowiekowa podległość kobiet spowodowała u nich „brak szerokości myśli i poglądów rozległych”, a także rozwinięcie subtelnych temperamentów lirycznych. Z pozycji patriarchalnej wyrokował, że „z czasem pod wpływem długich rozmyślań i rozwinięcia w kierunku bardziej odśrodkowym stopniowo dochodzić będą [piszące kobiety] do duchowej równowagi między całościowym objęciem dzieła a szczegółowym obrobieniem i subtelnością pomysłów” (tamże).

„Żywioł ludowy”, ujęty w obrazy rzeczywistego życia, znamionował z kolei twórczość Dickensa. Zgliński dostrzegał w jego powieściach mistrzowski splot uczucia, humoru i realizmu, przekonywał, że „wszystko, czego się tylko [powieściopisarz] dotknie, pozyskuje kształt i barwę, życie i ruch porywający”. Wszakże u Dickensa „uczucie i myśl, dowcip i humor ucieleśniają się natychmiast, przeistaczając się w istoty z krwi i ciała” (Z bliska i z daleka, „Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 17). Choć autor Małej Dorrit wplatał w fabuły swoich powieści wątki sensacyjne, to jednak czynił to w sposób niezakłócający prawdy artystycznego wyrazu. Gorzej rzecz wyglądała u powieściopisarzy minorum gentium, np. Mary Braddon albo Wilkie Collinsa, dla których „[n]ajważniejszym żywiołem jest efekt i sytuacja zaciekawiająca, a przyspieszenie bicia serca czułej damie to najwyższy skutek, jaki autor osiągnąć może” (tamże).

Prawdziwość świata przedstawionego utworu Zgliński uważał zawsze za jego najwyższy walor artystyczny; w powieści Ofiary Teodora Tomasza Jeża, niewolnej skądinąd od tendencyjnych interwencji autora (narratora), zwróciło jego uwagę to, że „autor nic a nic się nie miesza do spraw swoich bohaterów – pozostawia ich samych sobie tak, jakby opowiadał in extenso coś, co widział, jakby stenografował rzecz słyszaną”. Wśród bohaterów powieści można znaleźć zarówno sylwetki karykaturalne (książęta Gamajdowie), jak i takie, w których odkrywa się „niezwykłą siłę prawdy” (Przegląd literacki, „Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 31). W Ofiarach dało się wyczuć tendencję autorską, tyle że była ona „nie tak bezpośrednia, nie tak teatralna”, ponieważ „uderza[ła] ona umysł nasz aparatem psychicznych danych, czerpanych wprost z życia” i „mieści[ła] się […] raczej w konkluzji postępków” (tamże). Spośród głośnych bohaterów powieściowych swojej doby najwyżej Zgliński cenił Zonię Raszkównę, tytułową Szaloną Józefa Ignacego Kraszewskiego, „jedną z najświetniej skreślonych” postaci tego pisarza. Krytyk z uznaniem podkreślał jej charakterologiczną wyrazistość i niekłamaną wierność wyznawanej przez siebie idei. Dostrzegał w tej bohaterce „hart imponujący”, wszak była ona w całym swoim życiu do „najwyższych poświęceń […] zdolną” (Piśmiennictwo polskie, „Prawda” 1882, nr 7).

Dramat i teatr. W krytyce teatralnej Zgliński hołdował konwencjom „sztuki dobrze zrobionej”, opowiadał się za spójną wewnętrznie konstrukcją akcji dramatycznej, jakkolwiek mocno go raziło tendencyjne „naginanie” fabuły do z góry przyjętej tezy ideowej. W recenzji komedii Narzymskiego Pozytywni, wypełnionej skądinąd żarliwą obroną pozytywizmu jako światopoglądu, z jednej strony zarzucał autorowi nieznajomość zjawiska tytułowego oraz brak obiektywizmu w jego artystycznym opracowaniu, z drugiej – wysoko ocenił kreacje niektórych postaci, uznając je za charaktery przedstawione „dosadnie, wyraziście i z dużą prawdą życiową” (Przegląd teatralny, „Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 19). Brak spójności akcji dramatycznej i kompozycyjną chaotyczność uznawał za wadę artystyczną; w ocenie komedii Korzeniowskiego Stary mąż – zaludnionej charakterami o „kolorycie spokojnym, jasnym i wyrazistym” – pisał znamiennie: „Ujemnie […] wpływa [na wrażenie publiczności] zewnętrzna budowa komedii. Posiekanie niezbyt dużego utworu scenicznego na siedem obrazów rozrywa uwagę widza, nie wpływając z drugiej strony bynajmniej na rozciekawienie” (Przegląd teatralny, tamże, nr 28).

W szczegółowych analizach dramatów, wypełnionych w znacznej części bardzo podówczas popularnymi streszczeniami akcji, Zgliński poruszał czasem problematykę metakrytyczną. Przykładem jest recenzja Z postępem Kazimierza Zalewskiego, poprzedzona m.in. krótkim, niepozbawionym entuzjazmu wykładem metodologii Hippolyte’a Taine’a. „Taine – pisał Zgliński – […] ani pochwala, ani gani, rzuca na bok trybularze i krytyczną maczugę; Taine po prostu wykazuje właściwości, spogląda na twory ludzkie, jak na twory przyrody, gdzie są doliny i wzgórza, zieloność i śnieg, gdzie są niszczące wulkany i rosa zbawienna. Jest to naturalista przyrody geniuszów. […] krytyk i estetyk francuski jest najoryginalniejszym spomiędzy wszystkich i najbardziej zbliżonym do prawdy wzniosłej” (Przegląd teatralny, tamże, nr 48).

Estetyczno-krytyczne poglądy Zglińskiego cechowały się względną stabilnością, na którą składały się: trwale przezeń głoszony postulat prawdy życiowej w literaturze, upatrywanie jej źródeł w naturze, wysoka ocena społecznej funkcji sztuki, ideowa postępowość, waloryzacja pierwiastka dramatycznego w sztukach teatralnych. Na początku XX w. otwierał się też na innowacje w dramacie europejskim (w szczególności niemieckim), których istotą był zwrot ku subiektywizmowi i poetyckości; dowodem tego obszerna recenzja książki Rudolfa Lothara Das Deutsche Drama der Gegenwart ogłoszona na łamach „Nowej Gazety” w 1906 r.

Zasadniczo twórczość krytycznoliteracka Zglińskiego rozwijała się jednak pod auspicjami estetyki realizmu i naturalizmu. Jej właściwością charakterystyczną był zarazem socjologizm. Krytyk rozpatrywał literaturę jako medium problemów społecznych, wartość artystyczną dzieła wiążąc ściśle z walorami poznawczymi. W jego myśleniu o procesie historycznoliterackim silnie przejawiał się właściwy światopoglądowi pozytywistycznemu progresywizm. Procedury analityczne i interpretacyjne Zglińskiego sprowadzały się do rozbioru i oceny zawartości ideowo-poznawczej dzieła; krytyk zawsze waloryzował prawdziwość przedmiotów przedstawionych, poszukiwał ich zgodności z rzeczywistością empiryczną, cenił nadto zracjonalizowaną i harmonijną „architektonikę” (kompozycję) całości. W historii polskiej krytyki literackiej pozytywizmu zapisał się przede wszystkim jako orędownik naturalizmu.</document>
<document nplp_id="13882" title="Zdziechowski Kazimierz" slug="zdziechowski-kazimierz">Ziemianin, pisarz, krytyk literacki. Pseudonimy: Władysław Mourner; Władysław Zdora.

Informacje biograficzne. Urodził się 14 III 1878 w Rakowie k. Mińska Litewskiego jako syn Edmunda (1836–1900) i Heleny z Pułjanowskich (1842–1937). Miał braci: Mariana Zdziechowskiego (1861–1938), filozofa, slawistę, rektora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, oraz Fortunata (1868–1932) i Jana Oskara (1872–1948). Studiował prawo na Uniwersytecie Moskiewskim. Wrócił po studiach do Rakowa, od 1896 r. zajmował się pracą literacką i publicystyczną (nie bez znaczenia była korespondencja z Elizą Orzeszkową prowadzona w l. 1895–1910). Ożenił się w Krakowie 23 I 1910 z Amelią z Lebowskich (1887–1957). Z tego związku przyszło na świat troje dzieci: Jan (1911–1997), Paweł (1914–1972), ożeniony z Zofią ks. Radziwiłł, Maria Helena (1915–1989). Ustalenia pokoju ryskiego sprawiły, że dom i ziemia rodzinna Zdziechowskich pozostały po stronie rosyjskiej; w 1922 r. Kazimierz przeniósł się do Słaboszewka, majątku na ziemi kujawsko-pałuckiej liczącego 530 ha, gdzie prowadził działalność rolniczą, kulturotwórczą i artystyczną, goszcząc wybitnych artystów, m.in. pianistę światowej sławy Witolda Małcużyńskiego, Bolesława Micińskiego, Witolda Gombrowicza, Jerzego Andrzejewskiego, Marię Dąbrowską, kuzyna Antoniego Uniechowskiego, korepetytora swoich dzieci doktora Stanisława Żejmo-Żejmisa – antropologa, przedstawiciela tzw. lwowskiej szkoły typologicznej. Starszy syn Kazimierza, Jan Zdziechowski, ukończywszy studia agronomiczne w Poznaniu, objął zarządzanie majątkiem.

Po wybuchu II wojny Zdziechowski z żoną, ciężarną córką Marią (zam. Krasicką), jej mężem Władysławem i dawnym korepetytorem (członkiem ZWZ?) przeniósł się do Jedlicz pod Krosnem (do kuzynów lub powinowatych żony – na Podkarpaciu rezydowali zarówno Lebowscy, jak i potentaci naftowi, świetnie ustosunkowani Stawiarscy; siostra Zofii Stawiarskiej z Miłkowskich, Maria, była po mężu Lebowska). Gestapo aresztowało mężczyzn 25 II 1942 za pomoc udzieloną uczestnikom ruchu oporu. Po śledztwie na Montelupich zostali przetransportowani do Auschwitz i zamordowani. Kazimierz Zdziechowski zmarł 4 VIII 1942.

Amelia i Maria zostały z trojgiem dzieci (Szymonem, Maciejem i Anną) bez środków do życia. Po wojnie Maria dostała posadę w Zakopanem w domu pracy twórczej „Astoria” dzięki pomocy Romana Brandstaettera. Obie, matka i córka, zostały pochowane na cmentarzu w Gorlicach w Kaplicy Miłkowskich, tam znajduje się tablica upamiętniająca śmierć Kazimierza, jego zięcia i korepetytora-przyjaciela domu. Dołączono do nich nazwisko Tadeusza Dzieduszyckiego, męża Magdaleny z Lebowskich, siostry Amelii, również zamordowanego w Auschwitz w 1942 r.; być może uczestnika tej samej sprawy – podobna tablica znajduje się na cmentarzu komunalnym w Jedliczach, gdzie figuruje też Adam Stanisław Mickiewicz, mąż Zofii, córki Marii Konopnickiej, aresztowany w tym samym czasie i stracony w sierpniu 1942 r. w Auschwitz.

Twórczość literacka. Znając listy do Elizy Orzeszkowej, możemy mieć pewne wyobrażenie o stanie ducha młodego Zdziechowskiego. Był przepełniony poczuciem bezwładu, niewiarą w swoje siły na każdym właściwe polu. Wiele można zaczerpnąć z jego pierwszej powieści Fuimus (1900). Historia chłopca z kresowej rodziny, Jana, odbywającego studia prawnicze na rosyjskim uniwersytecie i angażującego się w działalność zrewoltowanych partii i ugrupowań socjalistycznych, właściwie bez wiary w słuszność głoszonych programów, kończy się wywózką na Syberię. Klęska Jana oznacza klęskę rodziny, która liczyła na jego pomoc. Stąd tytułowe fuimus – byliśmy. Czy Kazimierz miał ojca równie autorytarnego jak ojciec Jana? Co zachwiało jego poczuciem siły? Czy twórczość literacka stanowiła dla niego drogę ratunku? Następne powieści Zdziechowskiego poruszają się w tym samym kręgu spraw: życie na Kresach narażone na szykany Rosjan i zdradliwą przyjaźń ze strony mniejszości narodowych, tłumy rosyjskojęzycznych Żydów, organizacje zrewoltowanych chłopów, żołnierzy, odgłosy wojny, a po 1918 r. – kłopoty z odbudowaniem „własnego śmietnika”. Utwory Zdziechowskiego są powieściami epickimi, pojawia się w nich wielu bohaterów i postaci drugoplanowych, toczy się akcja nawiązująca do wydarzeń historycznych, rozważane są ważkie sprawy dotyczące przyszłości Polski, jak w dedykowanym Orzeszkowej dziele Kresy, gdzie poznajemy przedstawicieli różnych stanów i wyznawców wszystkich ideologii z lat I wojny światowej (Kresy, [1917]). Może miejsce, w którym powstała powieść (miasteczko uzdrowiskowe Grankulla w Finlandii), sprawia, że mimo epickiego rozmachu wybrzmiewają przede wszystkim znane nam rozterki głównego bohatera, Jakuba Siewierskiego (porte-parole autora), jego niewykorzystana, bezproduktywna refleksyjność i skłonność do podniosłej retoryki. Również bohaterom innych powieści, Pawłowi Naborowskiemu, Hance Skibowskiej (Łuna, t. 1–2, 1910), Marii-Inii Siemienieckiej (Podzwonne, 1933), los odmawia prawa do spełnienia, szczęścia, miłości, samorealizacji. Jedynym remedium na ten stan rzeczy jest wiara i aktywność publiczna, charytatywna, polityczna, jak najdalsza od „fałszywego patriotyzmu” i swobody obyczajowej. Być może psychologiczne i biograficzne tło twórczości, powracające w rytmie perseweracyjnych powtórzeń, wyjaśniłby Pamiętnik, który Zdziechowski zaczął pisać w 1940 r.

Recenzje. Powstawały od 1896 r. do (mniej więcej) końca pierwszej dekady nowego stulecia. Krytyk odnosił się na ogół do tych autorów i powieści, które były mu bliskie ideowo. Dlatego nie może dziwić, że kilka obszernych omówień poświęcił dziełom Orzeszkowej: z entuzjazmem recenzował Australczyka, uznając, że w tym przypadku suchy i chłodny głos profesjonalistów rozminął się z odczuciami czytelników („Przegląd Literacki” 1896, nr 8). Metamorfoza Romana Darnowskiego, który „pasztety” zamienia na chleb, poetyckie uwznioślenie tej przemiany porywa krytyka. Omówienie zbioru nowel Orzeszkowej Iskry jest szczegółowe i niepozbawione delikatnych akcentów krytycznych; Zdziechowski wytyka autorce pewien schematyzm niektórych opowiadań, ale w stosunku do najlepszych nowel (Babunia, Śmierć domu) uruchamia całą inwencję, by sprostać opisom stanów psychicznych o najwyższej subtelności, takich jak rzewność, przywiązanie, tęsknota za zmarłym, nostalgia ([rec.] „Iskry”. „Nowele”. E. Orzeszkowej, „Prawda” 1898, nr 15–16). W „Ogniwie” podkreśla poetyckość malowanych przez Orzeszkową światów; ceni w jej twórczości nie tylko piękno, ale również zharmonizowane z nim dobro (El. Orzeszkowa. (Z powodu „Anastazji”), „Ogniwo” 1903, nr 23–24).

Recenzje Zdziechowskiego nie są ani popisem wyjątkowego intelektu, ani pokazem wirtuozerii słowa. Często są dość jednostajne, by nie powiedzieć nudne, z powodu skłonności autora do moralizowania. Ale kiedy pisze o Orzeszkowej, powołuje się na niewymagające słów lub istotniejsze od nich porozumienie duchowe, które krytyk, prawie 40 lat młodszy od grodnianki, tłumaczy więzią pokoleniową. Czasami zaś zachowuje się jak uczniak zapatrzony w swoją panią: „A tak niezmiernie, tak wdzięcznie lubię wielką pisarkę nadniemeńską: za Dwa bieguny i końcowe tej powieści stronice, za opisy zimy, za »utopie«, w których jej cudne postaci niewieście »topią« szczęście osobiste, za Bene nati, za Australczyka, za Iskry i za Chwile, za Chama i Meira, za »pieśń przerwaną« i nieprzerwaną pieśń jej twórczości, za Westalkę i »dolinę róż«, za wszystko, za to, że jest, że pisze, za to, co napisała i napisze…” (tamże, nr 24). Ten wybór nie jest przypadkowy; pokazuje, jakie jakości Zdziechowski ceni w twórczości Orzeszkowej: ofiarnictwo, czystość i wzniosłość uczuć.

Paradoksalnie pośród powieści, które krytyk przyjmuje z radością, można znaleźć utwory pozostające na antypodach jego własnej sztuki pisarskiej: „Nie ma u nas prawie autora, co by pisał tak, jak Sewer [I. Maciejowski] zajmująco; każdą swoją powieścią tworzy Sewer cały światek nowych postaci, ogromnie żywych, sympatycznych, ciekawych i wszystkie te postaci z dziwną, rzadką, a jemu tylko prawie właściwą umiejętnością wprawia w ruch. Ten ruch osób, ruch, żeby nie powiedzieć, pęd, energiczny pośpiech (wibracja, drganie) życia wobec tylu anemicznych powieści u nas i pewnej anemii samego życia, wywiera na czytelniku urok nieprzeparty, ma dla niego czar ogromny” („Przegląd Literacki” 1897, nr 4). Czasami Zdziechowski-krytyk zaskakuje. Zadziwiająco przychylnie ocenia powieści Gabrieli Zapolskiej; śledzi je z uwagą, dostrzega ewolucję pisarki. O Jance mówi bardzo krytycznie, odnajdując w powieści pokłady nerwowości, także w sposobie opowiadania, które uznaje za przejaw zapatrzenia się w obce wzory; jego zdaniem utwór jest niepolski ([rec.] G. Zapolska, „Janka”, „Przegląd Literacki” 1896, nr 6). Wodzireja i Fin-de-siècle’istkę postrzega natomiast jako krok w dobrą stronę, narracja tchnie pożądanym przez niego spokojem, środowisko lwowskich sfer wyższych opisane jest prawdziwe, ale bez satyrycznych wykrzywień, znakomicie oddane są typy ludzkie, szczególnie kobiece ([rec.] G. Zapolska, „Wodzirej”, „Fin-de-siècle’istka”, „Przegląd Literacki” 1898, nr 9). Jednocześnie przekonuje pisarkę, że ból i cierpienie przynależne są rodzajowi ludzkiemu, nie wiążą się wyłącznie z określonym środowiskiem, stanem lub położeniem.

Zdziechowski należał do tych autorów, którzy pisaniem leczą własne rany, a jednocześnie wykazują troskę o dziedzictwo Rzeczypospolitej. Miał wielką potrzebą spełnienia, nie tylko w życiu osobistym, ale także w wymiarze społecznym. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie, podobnie jak powieści, niosły przesłanie etyczne oparte na silnym impulsie religijnym i miłości ojczyzny. Uchylał się od zderzenia z nowoczesnością, co było szczególnie widoczne w praktyce krytycznoliterackiej. Wyhamowywał ją, by w końcu zawiesić. On, miłośnik kresowego spokoju, wierzący w Boga i ludzi, trafił do najstraszniejszego piekła, jakie stworzyła XX-wieczna nowoczesność. Kontrast ten przerasta wyobraźnię.</document>
<document nplp_id="13884" title="Zdziechowski Marian" slug="zdziechowski-marian">Historyk literatury i kultury, badacz literatur słowiańskich, komparatysta, religioznawca, filozof, krytyk literacki i publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: M. Ursin; M. Ursyn; M.Z.; M. Zdz.; (mz); Władysław Karowski; X.Y.Z.

Informacje biograficzne. Urodził się 30 IV 1861 w Nowosiółkach k. Mińska w rodzinie ziemiańskiej jako syn Edmunda (1836–1900) i Heleny Pułjanowskiej (1842–1937). Miał trzech braci, wśród nich powieściopisarza Kazimierza Zdziechowskiego (1878–1942). Studiował na uniwersytetach w Petersburgu i Dorpacie (językoznawstwo porównawcze, filologia rosyjska), gdzie znalazł się m.in. pod wpływem tradycyjnej szkoły humanistyki niemieckiej, a rosyjski slawista Pawieł Wiskowatow zachęcił go do studiów nad kulturą narodów słowiańskich. Debiutował w 1882 r. w warszawskim czasopiśmie „Ateneum” szkicem poświęconym Listom i Obrazkom amerykańskim Henryka Sienkiewicza. W tym okresie współpracował również z prasą petersburską („Kraj”, „Siewiernyj Wiestnik”).

W 1883 r. wyjechał do Genewy, gdzie poznał Teodora Tomasza Jeża i nawiązał kontakt z myślicielem protestanckim Charles’em Secrétanem, który zainteresował go pokantowskim nurtem myśli religijnej. Następnie udał się do Grazu i Zagrzebia, poznając tam kulturę chorwacką. W Petersburgu w 1887 r. – przy pomocy Włodzimierza Spasowicza – ukazała się jego pierwsza książka Oczerki iz psichołogii sławianskogo plemieni (opublikowana pod pseudonimem M. Ursin), dzięki niej nawiązał kontakt z Władimirem Sołowjowem. W 1888 r. rozpoczął pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie znalazł się pod wpływem racjonalistycznej metodologii humanistyki krakowskiej (S. Tarnowski, J. Szujski i in.). W tym samym roku wydał w Krakowie dysertację doktorską Mesjaniści i słowianofile (promotorzy: S. Tarnowski, L. Malinowski). W latach 90. XIX w. rozwijał swoje zainteresowania prądami ideowymi w literaturze europejskiej (ze szczególnym uwzględnieniem ich relacji z filozofią i religią), czego efektem była praca Byron i jego wiek uznana za podstawę kolokwium habilitacyjnego (wyd. t. 1–2, 1894–1897). Po jego pozytywnym wyniku (1894) Zdziechowski objął Katedrę Literatur Porównawczych na UJ. W 1887 r. poślubił Marię z Kotwiczów (1861– –1936). Następnie został profesorem nadzwyczajnym (1899), a w 1906 r. – zwyczajnym UJ.

Należał do grona założycieli krakowskiego Klubu Słowiańskiego (1901) oraz czasopisma „Świat Słowiański” (red. nacz. F. Koneczny). W l. 1903–1909 uzyskał nominację na członka korespondenta, a potem członka zwyczajnego Akademii Umiejętności. Był bardzo aktywny jako autor szkiców na tematy literackie, filozoficzne i religioznawcze (publikował je na łamach „Biblioteki Warszawskiej”, „Bluszczu”, „Czasu”, „Niwy”, „Przeglądu Literackiego”, „Przeglądu Polskiego”, „Przeglądu Powszechnego”, „Świata”), wygłaszał również odczyty w ramach działalności krakowskiego Związku Literackiego o twórczości Adama Asnyka, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Józefa Stanisława Wierzbickiego, Elizy Orzeszkowej, z którą nawiązał kontakt korespondencyjny (odczyty weszły do tomu Szkice literackie I, 1900). Latem 1896 r. odwiedził w Jasnej Polanie Lwa Tołstoja, który wcześniej zgodził się na poprzedzenie wstępem drugiego, nieocenzurowanego wydania książki Zdziechowskiego Religiozno-politiczeskije idieały polskogo obszczestwa (1897). Zdziechowski przez jakiś czas korespondował z Lwem Tołstojem, rozwijając swoją koncepcję „patriotyzmu narodów ujarzmionych” przeciwstawionego „nieludzkiemu patriotyzmowi narodów potężnych” i starając się przekonać do niej Tołstoja.

W ramach Klubu Słowiańskiego Zdziechowski pracował konsekwentnie na rzecz przeciwdziałania tendencjom panslawistycznym i wypracowania takiej formuły słowiańskiej wspólnoty, która uwzględniałaby prawo wszystkich narodów słowiańskich do samostanowienia. Przebywając w czasie I wojny światowej na terenie Cesarstwa Rosyjskiego (w majątku pod Mińskiem, w Moskwie i Petersburgu), uczestniczył wraz z Tadeuszem Micińskim i Wacławem Lednickim w pracach polsko-rosyjskiej sekcji Towarzystwa Kultury Słowiańskiej w Moskwie (1916–1917). W l. 1919–1932 pracował na stanowisku profesora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, gdzie w l. 1921–1922 był dziekanem wydziału humanistycznego, a w l. 1925–1927 pełnił funkcję rektora. Tematyka jego wykładów obejmowała m.in. romantyzm jako prąd literacki i kulturowy, niemiecki i europejski bajronizm, idee Zygmunta Krasińskiego i René Chateaubrianda, sprawę węgierską na tle polityki europejskiej, egzegezę ewangelicznej profecji końca świata na tle współczesnego katastrofizmu. Uznany m.in. we Francji za jednego ze znawców kultury rosyjskiej, wygłaszał gościnne wykłady na Sorbonie (1925), czego efektem było opublikowanie w Paryżu książki L’Âme Russe (1928). Ceniony chociażby przez Józefa Piłsudskiego, po przewrocie majowym (1926) był rozpatrywany jako kandydat na urząd prezydenta. W 1933 r. obchodzono pięćdziesięciolecie jego pracy naukowej i pisarskiej, co odbiło się głośnym echem w prasie Rzeczypospolitej oraz stało się okazją do publikacji rocznicowej (50-lecie pracy pisarskiej Mariana Zdziechowskiego, 1933). Wywarł wpływ m.in. na poetów wileńskich z kręgu „Żagarów”, którzy interesowali się oraz inspirowali jego katastrofizmem. Efektem tego był np. fragment poematu Toast Czesława Miłosza poświęcony Zdziechowskiemu, a także znany szkic noblisty Religijność Zdziechowskiego. Zmarł w Wilnie 5 X 1938.

Był autorem licznych publikacji: książek, artykułów, recenzji, omówień, korespondencji, odczytów, spośród których poza wymienionymi za najważniejsze uważane są: interpretacja dorobku myślicieli katolickiego modernizmu „Pestis perniciosissima”. Rzecz o współczesnych kierunkach myśli katolickiej (1905), Wizja Krasińskiego (1912), U opoki mesjanizmu (1912), obszerna synteza historyczno-kulturoznawcza Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa (t. 1–2, 1914), studium myśli Stanisława Brzozowskiego Gloryfikacja pracy (1916), książka przedstawiająca kulturowe źródła i uzasadnienia katastroficznych prognoz początku XX w. W obliczu końca (1937).

Ewolucja światopoglądu. Uwzględniając całość dorobku Zdziechowskiego, można go uznać za kulturowego konserwatystę, czerpiącego z inspiracji religijnej oraz zafascynowanego pesymizmem, a także romantycznym i postromantycznym indywidualizmem, który interpretował w duchu personalistycznym. Jego myśl ulegała stopniowej ewolucji, asymilując prądy i tendencje epoki (pozytywistyczne i modernistyczne, w tym neoromantyczne), nie tracąc jednak nigdy kontaktu z żywą, emocjonalnie zaangażowaną religijnością o zabarwieniu mistycznym. Jego optyka postrzegania kultury XIX-wiecznej, którą konsekwentnie wzbogacał, opierała się na przekonaniu o fundującej roli romantyzmu – pojętego jako szeroki prąd artystyczny, filozoficzny, religijny i obyczajowy – w kulturze europejskiej tego okresu. Wśród szczegółowych przejawów literackich tego nurtu preferował wpływ twórczości George’a Gordona Byrona (bajronizm), która odnalazła szczególnie podatny grunt recepcji oraz twórczej kontynuacji w kulturach i literaturach krajów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej (Czechy, Rosja, Polska, Chorwacja). Drugim ważnym nurtem romantycznej formacji kulturowej, który wpłynął na Europę Wschodnią, był jego zdaniem mesjanizm, za którego rosyjski odpowiednik uznawał słowianofilstwo (lecz nie – panslawizm, uważany przez Zdziechowskiego za bezideową w istocie, propagandową fasadę imperialnej polityki Rosji). Jednak stosunek filozofa do słowianofilstwa rosyjskiego był od początku ambiwalentny: w Mesjanistach zarazem chwalił słowianofilów za to, że „sumiennie badali Europę” (podczas gdy wnioski A. Mickiewicza z Prelekcji paryskich były podyktowane głównie przez „natchnienie”), jak też deklarował wyższość nad słowianofilstwem idei mesjanistycznych Zygmunta Krasińskiego przenikniętych poczuciem dużej odpowiedzialności ciążącej na narodzie oraz charakteryzujących się tak cenionym przez Zdziechowskiego aktywizmem.

Następnym istotnym składnikiem XIX-wiecznej formacji kulturowej w Europie był zdaniem Zdziechowskiego pesymizm, którego najpełniejszym wyrazem okazała się filozofia Arthura Schopenhauera (pogląd przejęty od P. Deussena). Jednak prawdziwe źródła pesymizmu w kulturze Zdziechowski sytuował poza historią, a nawet poza historiozoficznie pojmowanymi „dziejami”: w sferze ontologicznej lub eschatologicznej, określonej w chrześcijaństwie przez kulturowy symbol Upadku. Interpretując ten symbol, Zdziechowski odwoływał się często do tradycji gnostycko-neoplatońskiej (za jej współczesnych kontynuatorów wśród myślicieli uznawał F.W.J. Schellinga, Ch. Secrétana i W. Sołowjowa). Do grona artystycznych wyrazicieli ontologicznego pesymizmu (w ramach poetyki romantycznej) zaliczał natomiast: Alfreda de Vigny’ego, Alfreda de Musseta, Michaiła Lermontowa, Zygmunta Krasińskiego, Adama Mickiewicza oraz Giacoma Leopardiego. Tu również dała o sobie znać tendencja Zdziechowskiego do odnajdywania ambiwalentnych sensów każdego kulturowego zjawiska: pozytywnie oceniając pesymizm jako pogląd właściwie wartościujący oddziaływanie substancjalnego zła na człowieka, potępiał zarazem pesymizm o nastawieniu fatalistycznym, pojawiający się nie tylko u europejskich kontynuatorów i interpretatorów buddyzmu, lecz także np. u nihilistów i mistyków rosyjskich (Wpływy rosyjskie na duszę polską, 1920). Krytykował jednak często twórców (zarówno filozofów, jak i pisarzy) za niedocenianie siły zła, pisząc np. że „skarga Konrada” z Dziadów cz. III prześcignęła buddyzm i Schopenhauera swym zasięgiem i ekspresyjnością, gdyż ulokowała zło (utożsamione z Bogiem – Demiurgiem) w centrum bytu (Pesymizm, romantyzm). Ostatecznie pesymizm Zdziechowskiego nabrał rysów katastroficznych, odróżniając się od innych postaci ówczesnego katastrofizmu (np. poetyki „Żagarów”) przez konserwatywną diagnozę przyczyn kryzysu (odejście od religii i tradycyjnych wartości, a przede wszystkim porzucenie „żywej wiary” – W obliczu końca).

Zdziechowski akcentował w systemie swych poglądów krytycznych aktywistyczny heroizm. Z tego punktu widzenia poszukiwał w utworach (zarówno lirycznych, jak i epickich) „dążenia do ideału”, dobra lub doskonałości rozumianych w kategoriach chrześcijańskich. Stosując to kryterium, od początku wysoko wartościował historiozoficzny sens utworów Krasińskiego, a także radykalnie podwyższył ocenę pisarstwa Mickiewicza, nie odnajdując już u niego „emocjonalnego pesymizmu” (Mesjaniści), lecz – egzystencjalny, przezwyciężony przez pokorę i pragnienie Łaski. Aktywistyczna historiozofia Krasińskiego była przez Zdziechowskiego przeciwstawiana systemowi filozoficznemu Georga Wilhelma Friedricha Hegla, którego oddziaływanie na kulturę XIX w. oceniał jako szkodliwe, bo znoszące transcendencję Boga oraz szerzące amoralny kwietyzm. Ostatecznie szerzącą się w zenicie XIX w. „metafizykę woli” (A. Schopenhauer, F. Nietzsche) Zdziechowski uznał za nieuchronną pesymistyczną kontynuację optymistycznej heglowskiej filozofii dziejów opartej na idei postępu. Rzutowało to oczywiście na ocenę poszczególnych utworów literackich, przede wszystkim poematu Król-Duch Juliusza Słowackiego (który został przez Zdziechowskiego odczytany jako przejaw solipsystycznego indywidualizmu) oraz Genezis z Ducha (gdzie odnajdywał niechrześcijański spirytualistyczny ewolucjonizm – rozdz. Mistyka Słowackiego, w: Wizja Krasińskiego). Podobne przyczyny – rosnące znaczenie postulatu heroicznej autokreacji, a także krytycyzm wobec instytucjonalnego Kościoła – miało pozytywne przewartościowanie stosunku Zdziechowskiego do Andrzeja Towiańskiego.

Z heroizmem łączył się u Zdziechowskiego nieustannie obecny w jego myśli i krytyce trend akceptacji i reinterpretacji indywidualizmu (wywodzący się ze studium o bajronizmie), który także podlegał ambiwalentnemu wartościowaniu. Krytyk kreślił linię rozwojową indywidualizmu w kulturze europejskiej, przebiegającą od Jean-Jacques’a Rousseau przez René de Chateaubrianda, Napoleona Bonapartego po Byrona (Chateaubriand i Napoleon, 1934). Ostatecznie akceptacja indywidualizmu połączyła się u Zdziechowskiego z recepcją dziedzictwa filozofii Immanuela Kanta, dokonaną za pomocą spektrum myśli Maurice’a Blondela (Pesymizm), co poskutkowało modyfikacją liberalnego w swej istocie indywidualizmu w duchu katolickiego personalizmu. Tak rozumiany indywidualizm moralny stał się odpowiedzią na pesymizm, ponieważ tylko w pełni zaangażowana moralnie osoba może – według Zdziechowskiego – postawić tamę wszechmocy zła. Tak etyka kantowska połączyła – w systemie myślowym Zdziechowskiego – chrześcijaństwo z praktyką życiową poza instytucjonalnym i eklezjalnym wymiarem tej religii.

System myślowy Zdziechowskiego wykazywał zależność od filozoficznych źródeł idealizmu moralnego w postaci szeroko pojmowanego platonizmu. Owa zależność znalazła pełny wyraz w jednej z najbardziej znanych wypowiedzi metakrytycznych (Spór o piękno, „Przegląd Literacki” 1898, nr 7). Jak pisał Zdziechowski, platońskie określenie piękna jako „odblasku doskonałości” oznaczało nie tylko piękno sztuki, lecz także piękno „czynów” i „dusz ludzkich”, ostatecznie wyrażając tęsknotę duszy do Boga (Nieskończoności). Uzasadniając ten pogląd, Zdziechowski odwoływał się m.in. do estetyki Johna Ruskina, jednak tak pojmowany platonizm istniał w refleksji krytycznej Zdziechowskiego już wcześniej, decydując zarówno o przeciwstawieniu się estetyce pozytywistycznej, a zwłaszcza naturalizmowi, jak i odrzuceniu przezeń modernistycznej idei „sztuki dla sztuki”.

Wiąże się to z konserwatyzmem jako najogólniejszym wyznacznikiem światopoglądu Zdziechowskiego. Dążenie do idealizacji rzeczywistości zbliżało go do konserwatywnych autorów (jak np. S. Krzemiński, W. Dzieduszycki, S. Tarnowski, H. Sienkiewicz czy T. Jeske-Choiński), zachowując jednak w jego przypadku związek z estetyką Hippolyte’a Taine’a (postulat kreacji pozytywnego bohatera o cechach heroicznych, często skłóconego z rzeczywistością). Konserwatywny charakter miała cała struktura poglądów tego krytyka, ponieważ jej – mniej lub bardziej ujawnianym – zwornikiem było przekonanie o bezprecedensowej, destrukcyjnej roli Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako erupcji okrucieństwa i przemocy. Taka recepcja rewolucji z góry wykluczyła akceptację przez Zdziechowskiego pojęcia postępu (a zatem zbliżenie z pozytywizmem, a tym bardziej z socjalizmem), nadała jednolity, pesymistyczny wymiar jego refleksji, a wreszcie stworzyła poznawczą matrycę percepcji i oceny wydarzeń rewolucji rosyjskiej 1905 r., a potem 1917 r., co zaowocowało katastrofizmem (O okrucieństwie, „Przegląd Współczesny” 1928, t. 25–26).

Cechą wspólną poglądów Zdziechowskiego, wynikającą z pesymizmu i niewiary w racjonalny, immanentny sens dziejów, był pierwiastek buntu przeciw rzeczywistości, przewijający się przez jego refleksję, a pod koniec życia krytyka nawet narastający. Bunt ten był przezeń odnajdywany w licznych wcieleniach u bohaterów romantycznych, przybierając często cechy postawy prometejskiej; o ile bowiem jedną z istotnych dla Zdziechowskiego metafor zła świata doczesnego była Schopenhauerowska koncepcja nieśmiertelnej „woli życia”, to figurą jego prometejskiego przezwyciężenia okazała się przemiana „woli życia w wolę Dobra”, dzięki której bunt przeciw sacrum zamienia się w aktywny sprzeciw wobec „tyranii Natury” (W obliczu końca). Za prekursorów tak pojmowanego prometeizmu Zdziechowski uważał Thomasa Carlyle’a i Ralpha Waldo Emersona, zaś jego kontynuację widział u Krasińskiego, Mickiewicza i Towiańskiego. Innym przejawem buntu w światopoglądzie Zdziechowskiego był element antyinstytucjonalny w pojmowaniu autorytetu społecznego, co przybierało kształt zmagań z klerykalizmem zainicjowanym w starożytności przez Augustyński podział na civitas Dei (państwo Boże) i civitas terrena (państwo ziemskie). Wówczas, jak pisał Zdziechowski, „hierarchę kościelną uznano za obraz Miasta Bożego; poddaną przeto jej być musi ziemia, jako siedziba zła, której grozi wiekuiste odtrącenie od Boga” (Pesymizm, t. 1). Przejawem tak właśnie rozumianego pierwiastka antyinstytucjonalnego poglądów Zdziechowskiego była asymilacja – zbieżnych z jego własnymi intuicjami moralnymi – poglądów „katolickich modernistów” (M. Blondel, L. Laberthonière, G. Tyrrel oraz kardynał J.H. Newman), ostatecznie potępionych encykliką papieską Piusa X. Innym wyrazem „buntowniczego” aspektu myśli Zdziechowskiego była podjęta przezeń polemika z myślą św. Augustyna dotycząca nie tylko kwestii klerykalizmu, lecz także relacji Łaski do wolności (zdaniem Zdziechowskiego nawet człowiek pozostający w grzechu ma w sobie pierwiastek wolności, jeśli zachowuje wiarę – również poza wspólnotą Kościoła – a tym samym pozostaje otwarty na Łaskę).

Metodologia krytyczna. Jako krytyk Zdziechowski pozostawał pod wpływem różnorodnych tendencji w epistemologii i filologii, głównie romantycznej i pozytywistycznej. Nie wypracował rozwiniętego i spójnego systemu poglądów estetycznych, opierając się konsekwentnie na presuponowanym platonizmie, jednoczącym ideały Piękna, Dobra i Prawdy odpowiadające trzem dziedzinom kultury: sztuce, moralności i religii. (Wypowiadając się o Prawdzie, Zdziechowski cytował słowa Chrystusa z Ewangelii św. Jana: „[…] ja jestem drogą, prawdą i życiem” – J 14,6a). Za najważniejszy przejaw piękna w świecie uznawał harmonię, z której wywodził piękno moralne (piękno idei) oraz artystyczne (piękno formy). W związku z tym zdaniem Zdziechowskiego piękno musi zostać przywrócone (jako zagubiona harmonia między światem a Bogiem), a nie tylko dostrzeżone w świecie. Za zwolenników pokrewnych poglądów estetyczno-moralnych uznawał Sully’ego Prudhomme’a, Antonia Fogazzaro i częściowo Tołstoja, u którego dostrzegał jednak wadę polegającą na niedocenianiu roli piękna moralnego oraz religijnego wymiaru sztuki (Młodość, estetyka i etyka, „Czas” 1898 nr 248– –250, 252). W związku z tym Zdziechowski sprzeciwiał się dominującym w estetyce i krytyce prądom 2. poł. XIX w. – utylitaryzmowi i estetyzmowi. Negatywnymi punktami odniesienia były dla niego również: młodopolska idea „sztuki dla sztuki” (S. Witkiewicz) oraz materialistyczna estetyka Nikołaja Czernyszewskiego. Pod względem krytycznej metodologii sprzymierzeńcem Zdziechowskiego okazał się Stanisław Brzozowski akcentujący społeczno-etyczny wymiar sztuki, Cezary Jellenta (piękno jako synteza dobra i wiedzy), zaś spośród krytyków zagranicznych – grupa skupiona wokół czasopisma „L’art et la vie” (M. Pujo, G. Trarieux, M. Buchor jako krytycy, których postulatem był sojusz etyki, estetyki i religii).

Obok nurtu inspirowanego religijnie heroistycznego platonizmu bardzo silną cechą metodologii Zdziechowskiego było nastawienie komparatystyczne. Już w pierwszych książkach Zdziechowski posługuje się swoiście pojmowaną komparatystyką w celu zdefiniowania i wyznaczenia granic ważnych kierunków i tendencji kultury XIX-wiecznej Europy (szczególnie – Środkowej i Wschodniej): mesjanizmu (Mesjaniści) oraz romantyzmu o zabarwieniu indywidualistycznym (Byron). Podłożem metody komparatystycznej jest w obu przypadkach tendencja do całościowego ujmowania kultury jako z jednej strony wspólnego kompleksu powiązanych zjawisk (od religii i filozofii oraz nauki, przez obyczajowość, moralność, aż po sztukę i literaturę, w tym poezję liryczną), a z drugiej strony – wykorzystywanie elementów metody krytyki „scjentystycznej” (głównie G. Brandesa, H. Taine’a, É. Hennequina i W. Bielińskiego). Jest to widoczne szczególnie w pracy o Byronie i bajronizmie wykazującej wysoki poziom świadomości metakrytycznej Zdziechowskiego, np. w zakresie przeciwstawiania się gromadzeniu drobnych faktów rozpraszającemu refleksję badawczą: „[…] chcąc poznać poetę, powinniśmy […] przede wszystkim wniknąć w pathos jego twórczości, te myśli bowiem i uczucia, które nim władną w chwilach największego skupienia potęg umysłu, są podstawą jego istoty duchowej” (Byron, t. 1). W obu wspomnianych publikacjach Zdziechowskiego, w których kształtowała się jego metoda, inspiracja Taine’owska została potraktowana selektywnie, ograniczając się do zakresu psychologii indywidualnej pisarza oraz rozważań dotyczących wybranych elementów jego środowiska (sporadycznie korzystał również z kategorii „rasy”). Na dalszy plan schodziło u Zdziechowskiego pojęcie „momentu historycznego” (nad którym górowała historiozoficzna figura „Upadku – reintegracji” o źródłach religijnych) oraz społecznych komponentów środowiskowych (odsuwanych w dalekie tło relacji twórczej jednostki z Bogiem).

Narzędziem rozróżniania i klasyfikacji było u Zdziechowskiego tworzenie pojęciowych dualizmów (często o charakterze przeciwieństwa, np. ideał–rzeczywistość), które skutkowały wyróżnianiem odmian omawianego zjawiska literackiego (np. prądu lub twórczości danego autora) i ostatecznie pozwalały krytykowi na sformułowanie oceny, zwłaszcza moralnej. W książkach o romantycznym mesjanizmie i słowianofilstwie było to przede wszystkim przeciwstawienie Wschodu (pesymistycznego, mistycznego i kontemplatywnego) – Zachodowi (optymistycznemu, racjonalnemu, aktywnemu, skłonnemu do panteizmu – także w sensie zagubienia Boga w świecie praktycznym i pustych rytuałach). Posługując się Taine’owską metodą poszukiwania „jakości dominującej”, za najpełniejszy wyraz kultury Wschodu Zdziechowski uznawał buddyzm (który odnajdywał np. u Tołstoja), Zachodu zaś – „scholastyczny racjonalizm” i sceptycyzm, dostrzegalne również w pozytywistycznym scjentyzmie. Ponieważ głównym problemem świata i człowieka było zdaniem krytyka „odpadnięcie świata od Boga”, rozdarcie między „ideałem a rzeczywistością” wyrażające się na Zachodzie w konflikcie kultury z religią (a także między cywilizacją a kulturą, co przejął od O. Spenglera), Wschód mógł wzbogacić zachodnie pojmowanie ludzkiej relacji do Boga swym mistycyzmem i kontemplacyjnością. Upragniona synteza obu tych obszarów kulturowych polegałaby głównie na wzbogaceniu kultury Zachodu o starannie dobrane wątki wschodnie (pozbawione „buddyjskiego” pasywizmu i eskapizmu), w którym ta ostatnia zachowałaby jednak rolę dominującą ze względu na swoją presuponowaną wyższość moralną oraz aktywizm. Stąd duże znaczenie dla Zdziechowskiego mają myśli Sołowjowa jako autora projektu unii Kościoła Wschodniego i Zachodniego, sprzeciwiającego się tendencjom panslawistycznym w słowianofilstwie rosyjskim (U opoki mesjanizmu), a także myśliciela, którego idee wykazywały znaczącą zbieżność z tendencjami nurtu „katolickiego modernizmu”. Niekiedy zarysowane powyżej przeciwieństwo Wschodu i Zachodu Zdziechowski przedstawiał w sposób bardziej zniuansowany, np. gdy jako trzeci element kulturowej interakcji wprowadzał „liberalny demokratyzm słowiański” – zaburzony w Rosji przez „bizantyńsko-niemieckie naleciałości” – zbliżając się tym samym do antropologicznych koncepcji Feliksa Konecznego.

Za jedną z istotnych opozycji w interpretacji długiego trwania romantyzmu w kulturze europejskiej Zdziechowski uznawał przeciwieństwo aktywnego moralnie indywidualizmu (skierowanego na reintegrację z Absolutem) i pasywnego solipsyzmu lub egotyzmu (w interakcji z „wolą życia” przybierającego również postać agresywnego egoizmu – przypadek F. Nietzschego). Zgodnie z tym podziałem (zainicjowanym w studium o bajronizmie) krytyk waloryzował – pozytywnie lub negatywnie – dzieła zarówno polskich romantyków, jak i reprezentantów pokolenia pozytywistycznego oraz młodopolskiego. Widząc zadanie literatury w ustanawianiu indywidualnej relacji duszy ludzkiej z Bogiem (lub ideałem moralnym), nie wypowiadał się o literaturze zaangażowanej w społeczne projekty pozytywizmu. Za najmniej wartościowe uznawał utwory młodopolan z lat 90. XIX w. i przełomu wieków, widząc w nich często dziedzictwo wypaczonego indywidualizmu (który konsekwentnie wiązał z postacią J. Słowackiego) oraz sceptycyzmu i filozoficznego materializmu, np. określając Na drogach duszy Stanisława Przybyszewskiego mianem „delirium zrobaczonej zmysłowości” (Spór o piękno).

Pojęcia i język krytyczny. System pojęciowy oraz język Zdziechowskiego jako krytyka był synkretyczny, jednoczył wpływy wielu nurtów w ówczesnej literaturze, krytyce, filozofii i nauce. Przejawiało się w nim wiele elementów instrumentarium krytyki pozytywistycznej (przede wszystkim Taine’owska qualité maîtresse), lecz także nasycony był pojęciami zaczerpniętymi od myślicieli romantycznego nurtu humanistyki niemieckiej lub tzw. przełomu antypozytywistycznego (od F.W.J. Schellinga po W. Diltheya), zaś w późniejszym okresie asymilował on praktyki językowe empatyczno-ekspresyjnej krytyki młodopolskiej.

W języku krytycznym Zdziechowskiego odzwierciedlała się również jego skłonność do wykorzystywania dualizmów: używane przezeń pojęcie „realizmu” nie było definiowane w opozycji do „idealizmu” lub wyobraźni, lecz jako wersja dążenia do ideału opisanego przez krytyka w kategoriach opozycji wertykalnej. Pisał: „Odwieczny bowiem w rzeczach treści jest spór w poezji między realizmem a idealizmem: jedni treść tę czerpią z życia, drudzy z ducha własnego, marzącego o życiu wyższym i lepszym, jedni przeto z rzeczywistości wznoszą się do ideału, inni odwrotnie, z wyżyn ideału schodzą do otaczającego ich świata” (Byron, t. 2). W ramach tak zarysowanych wektorów aktywności duchowej i twórczości Zdziechowski wyżej cenił ruch „od rzeczywistości do ideału”, który nazywał właśnie „realizmem”, zgodnie z tą klasyfikacją dzieląc twórców na „pary”, np. Mickiewicz (realista) – Słowacki (idealista), Puszkin (r.) – Lermontow (i.), Goethe (r.) – Schiller (i.). Realizm, co rzadkie, wiązał z „subiektywizmem” (a nie „obiektywizmem”, który uznawał – za F. Schillerem – za cechę twórczości „naiwnej”), ponieważ tylko poeta subiektywny, głęboko przeżywając rzeczywistość, odciska na niej piętno własnego dążenia do ideału (zbawienia, pojednania z Bogiem).

Konstatacje te dotyczyły w niemal równym stopniu wszystkich rodzajów literackich, których granice Zdziechowski zacierał, kierując się tendencją do unifikacji form kultury uczestniczących we wspólnym wysiłku reintegracji świata. Dowodem tego może być wykorzystanie przezeń kategorii „liryzmu”, ściśle związane z aprobatywnym pojmowaniem „subiektywizmu”: „liryzm” Zdziechowski odnajdywał np. w twórczości Aleksandra Hercena (U opoki mesjanizmu), respekt dla eschatologicznej tajemnicy decydował zaś jego zdaniem o wypełnianiu romantycznego wzorca „poety-proroka” przez Elizę Orzeszkową w późnym okresie jej twórczości (Szkice literackie, t. 1).

Również terminologię krytyczną Zdziechowskiego charakteryzowała otwartość: asymilował w niej pojęcia spoza tradycyjnego arsenału literaturoznawstwa lub myśli krytycznej, głównie o proweniencji filozoficznej, lecz także teologicznej. Przykładem może być pojęcie „osoby”, które przeniknęło do języka krytycznego Zdziechowskiego z refleksji Maurice’a Blondela (Pesymizm, t. 2), pozwalając dostrzec w jego późniejszej twórczości (po 1914 r.) wersję krytyki personalistycznej. Określenie to można jednak rozciągnąć na etap wcześniejszy ze względu na to, że właściwie od początku drogi twórczej głównym przedmiotem zainteresowania krytyka był świat indywidualnych przeżyć ludzkich uporządkowany przez refleksję. Zadecydowało to o pewnych słabościach działalności krytycznej Zdziechowskiego, m.in. o braku wyczucia i zrozumienia ironii, sarkazmu czy tragizmu jako sporu racji równorzędnych (spór ten redukował się u niego do walki dobra ze złem, a tragizm pozostawał kategorią czysto estetyczną) oraz o nakładaniu się figur bohatera, narratora i autora, czyli opisywaniu większości zdarzeń, emocji, refleksji w utworze jako w istocie odautorskich. Krytyk ten pozostawał również „zamknięty” na modernistyczną koncepcję symbolizmu (pozytywnie wartościując jedynie wykorzystanie symboliki kulturowo utrwalonej, np. u J.W. Goethego) oraz sceptyczny wobec nadmiernie wybujałej obrazowości w utworze, którą określał mianem sztucznej (np. u J. Słowackiego).

Zaangażowanie krytyki Zdziechowskiego w propagowanie ideałów chrześcijańskich, a także ekumenizm (pojednanie katolicyzmu z Kościołem wschodnim) charakteryzowały się zarazem XIX-wiecznym europocentryzmem, który znalazł odzwierciedlenie na poziomie narzędzi badawczych i języka. Krytyk wykorzystywał Taine’owską kategorię „rasy” w taki właśnie sposób, pisząc o Aleksandrze Puszkinie: „Artystyczną naturę Puszkina zeszpeciła niepohamowana zmysłowość. Rozwinęła się ona w nim pod wpływem warunków pochodzenia, wychowania i otoczenia. […] Odziedziczył więc Puszkin po rodzinie matki afrykańskie namiętności, które się też po afrykańsku w nim objawiały. […] rozleniwienie było u poety normalnym stanem, który przerywały […] wybuchy dzikiego szału, ale po nich wracał Puszkin do błogiego spokoju, do marzeń zmysłowych o jakimś rozkosznym far niente” (Byron, t. 1). Europocentryczne wywody krytyka o Puszkinie są jednym z przykładów ograniczeń ekumenicznego uniwersalizmu u Zdziechowskiego (oprócz typowej wówczas „infantylizacji” przedstawicieli ludów afrykańskich dotyczyło to przede wszystkim tzw. buddyjskiego pasywizmu właściwego jakoby ludom Wschodu).

Ocena nowoczesnej formacji kulturowej. Tendencja do uogólniania, do postrzegania kultury jako wieloaspektowej całości, spójnej z typem psychicznym artysty i odbiorcy sztuki oraz wyjątkowa erudycja predestynowały Zdziechowskiego do formułowania ocen całości europejskiej nowoczesnej formacji kulturowej (obejmującej romantyzm, pozytywizm, modernizm) z perspektywy jej dorobku literackiego. W istocie krytyk dość często zapominał o różnicach pokoleniowych oraz dokonywał uproszczeń obrazu wewnętrznego zróżnicowania epok, prądów, tendencji, klasyfikując je przez pryzmat dualizmów (najczęściej moralnych lub filozoficznych), które uznawał za ważne (immanentyzm–transcendentalizm, sumienie jednostki–wspólnota religijna, wieczność–historia, myślenie utopijne–pesymizm, czas Zbawienia–ewolucja biologiczna itd.). Wspólnotę narodową pojmował w sposób otwarty, uznając mesjanistyczną „misję” narodu tylko jako trudny, zbiorowy wysiłek etyczny dokonywany pod kierunkiem wybitnych jednostek, moralnie doskonalszych niż inni ludzie. Zdziechowski, uwrażliwiony z jednej strony na indywidualny sens utworów („[…] bez względu na to, co przedstawia artysta – świętych czy zbójców, królów czy lokai – zawsze i wszędzie przede wszystkim szukamy jego duszy” – pisał w studium Spór o piękno), z drugiej – na geografię „prądów duchowych” nowoczesności, rozpinał nad tymi skrajnie odmiennymi perspektywami swoistą klamrę, często dochodząc do konstatacji zaskakujących lub nowatorskich. (Uznanie np. późnej twórczości Orzeszkowej i jej „filozofii cierpienia” za kontynuację najlepszych tendencji romantyzmu lub dostrzeganie w Słowackim „duchowego” prekursora nietzscheanizmu). Dość szerokie, inkluzywne pojmowanie religijności jako praktycznej filozofii życia pozwoliło Zdziechowskiemu rozpoznać w niej nieodłączną cechę wartościowej sztuki. Jego ujęcie procesu historycznego – odnosząc wszystkie tendencje epoki do płaszczyzny transcendentnej – charakteryzowało się natomiast swoistą synchronicznością (klasycyzm i romantyzm definiował np. jako dwa przeciwne, lecz nieodłączne od siebie nurty duchowe – zmysł miary i zmysł nieskończoności – uważając, że romantyzm jako prąd literacki jednoczył oba te aspekty – W obliczu końca). Nie widział zatem w kulturze epoki nowoczesnej żadnych tendencji istotnie pozytywnych lub rozwojowych, z wyjątkiem zwrócenia człowieka ku jego własnej duszy (i zawartej w niej „iskrze Bożej”) z powodu panującego chaosu, zła i cierpienia. Pozwala to określić postawę intelektualną Zdziechowskiego wobec nowoczesności mianem konserwatywnego, nostalgicznego antymodernizmu.</document>
<document nplp_id="13886" title="Zawadzki Bronisław " slug="zawadzki-bronislaw">Dziennikarz, publicysta, krytyk artystyczny, teatralny i literacki, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Junius; Nie-Apelles; Br.Z.

Informacje biograficzne. Bronisław Adolf Zawadzki urodził się 5 XI 1849 we wsi Iwanówka w Galicji Wschodniej (obecnie Ukraina, pow. trembowelski). Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Jego ojciec Marcin Zawadzki był dzierżawcą dóbr Hajworonka i Iwanówka, matka Józefa Weronika Joanna pochodziła z rodziny Zbrożków (ze względu na jej młody wiek ślub w 1823 r. odbył się za zgodą jej opiekuna i jego matki). Bronisław miał kilkoro rodzeństwa, jego najstarszym bratem był Władysław Zawadzki (1824–1891), również pisarz i publicysta. Bronisław Zawadzki ukończył Gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie; w 1867 r. zainicjował powstanie na terenie szkoły Towarzystwa Bratniej Pomocy. Zrzeszenie to stanowiło wyraz empatii oraz solidarności społecznej, wspierając – głównie finansowo – uczniów z uboższych rodzin, w tym także chłopskich. Dalszą naukę kontynuował na Uniwersytecie Franciszkańskim we Lwowie. Dzięki informacji prasowej o stypendiach szlacheckich wiemy, że w 1869 r. studiował filozofię. Angażował się w pracę Czytelni Akademickiej, z jego inicjatywy Czytelnia od 1870 r. organizowała obchody rocznicy śmierci Adama Mickiewicza, w których brali udział również studenci krakowscy.

Karierę dziennikarza Zawadzki rozpoczął we Lwowie na łamach konserwatywnej „Gazety Narodowej”. Wraz z Romualdem Starklem i Władysławem Bełzą założył w lutym 1871 r. (i zamknął we wrześniu tegoż roku) tygodnik „Świt”, jeden z pierwszych periodyków lwowskich poświęconych literaturze i kulturze. W październiku 1874 r. objął redakcję „Ruchu Literackiego” (i prowadził ją do końca października 1875 r.), kolejnego pisma lwowskiego poświęconego literaturze i kulturze. Redaktor korzystał z autorytetu starszego brata, który ogłosił tu studium o Sewerynie Goszczyńskim. Duże wsparcie młodemu redaktorowi okazał Józef Ignacy Kraszewski, drukując na łamach tygodnika fragmenty własnych powieści i dramatów, przesyłał tu także swoje relacje z podróży – Listy z Niemiec. Za znaczący sukces Zawadzkiego jako redaktora tygodnika można uznać opublikowanie po raz pierwszy wyboru listów Juliusza Słowackiego do matki. Sprawy polityczne, które relacjonował m.in. dla „Dziennika Polskiego”, pozostaną istotną częścią jego pracy dziennikarskiej, podobnie jak zagadnienia skupione wokół teatru (publicysta działał na rzecz reformy i modernizacji sceny lwowskiej oraz pomocy miejscowej szkole dramatycznej). W l. 1876–1902 pisał do warszawskiego „Wieku”. Wkrótce przeniósł się do Warszawy, gdzie zaczął równocześnie współpracę z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Biesiadą Literacką”, „Bluszczem”, „Kłosami”, „Niwą”, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Wędrowcem”, „Echem Muzycznym i Teatralnym” oraz „Życiem”. Zawodowym przełomem okazała się współpraca z redakcją „Kuriera Warszawskiego” zawiązana w 1876 r. na całe 26 lat. Redagował tu autorski Przegląd polityczny, ogłaszał również, choć raczej incydentalnie, recenzje teatralne, literackie i artystyczne. Od 1880 r. kierował działem politycznym, zasadniczo go przebudowując, przenosząc przegląd wydarzeń politycznych na czoło numeru. Pisał artykuły, sylwetki ludzi znanych, zwięzłe komentarze, felietony, rozbudowane sprawozdania artystyczne, krótkie kilkuzdaniowe anonse.

O życiu prywatnym Zawadzkiego wiemy niewiele. W okresie lwowskim przez pewien czas był narzeczonym aktorki Marii Deryng, ulegając jej urokowi także jako krytyk, z czego śmiał się krakowski „Diabeł”. Ożenił się 22 IX 1885 z Heleną ze Skarbek-Tłuchowskich. Małżeństwo miało dzieci. Bronisław Zawadzki zmarł 27 IX 1905 w tragicznych okolicznościach – na widok pożaru w swoim mieszkaniu (zobaczył w oknach płonące firany) doznał ataku apoplektycznego i stracił przytomność, której już nie odzyskał. Został pochowany na Starych Powązkach.

Publicystyka. Jego debiutem publicystycznym był cykl pięciu felietonów Listy Janiusa ogłaszanych na łamach „Gazety Narodowej” (1871, nr 104) od marca do czerwca 1871 r. Zasadniczy temat felietonów to wychowanie moralne młodzieży i zły – zdaniem publicysty – model jej kształcenia. Postawa moralisty stała się ważnym punktem odniesienia dla całej dalszej jego aktywności publicystycznej i krytycznej. Największe uznanie oraz sukces zawodowy Bronisław Zawadzki osiągnął za sprawą Przeglądu politycznego ogłaszanego w „Kurierze Warszawskim” w l. 1897–1905. Jak zauważa Zbigniew Anculewicz, wypowiedzi Zawadzkiego w dużym stopniu decydowały o ideowym oraz politycznym profilu dziennika. W przeglądzie odnotował przejawy rozpadu XIX-wiecznej formacji kulturowej. Ubolewał też nad upadkiem moralności, w czym widział zasadnicze zagrożenie dla człowieka (przetłumaczył Estetykę K. Lemckego – idealisty, który łączył w swoich rozważaniach estetykę z etyką, ujmując prawdę i dobro jako wyraz idei najwyższego piękna objawiającego się w każdej rzeczy i w każdym zjawisku).

Krytyka. Dramat i teatr. Zawadzki pisał recenzje teatralne przez cały okres aktywności publicystycznej na łamach „Gazety Narodowej”, „Świtu”, „Ruchu Literackiego”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Wieku”, „Wędrowca”, „Bluszczu”, „Tygodnika Powszechnego”, „Kuriera Warszawskiego”. Na podkreślenie zasługuje związek publicysty z „Echem Muzycznym i Teatralnym” (od 1885 r. „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne”), gdzie stworzył w l. 1884–1887 spójny dyskurs na temat ówczesnych scen warszawskich; redagował również dział Kronika i pełnił funkcję kierownika literackiego pisma (od października 1883 r. do grudnia 1884 r.). Trafnie skonstatowano, „że w dorobku Zawadzkiego – krytyka teatralnego za dużo było literatury, za mało teatru” (A. Wypych-Gawrońska). Reprezentował stanowisko charakterystyczne dla niemal całej ówczesnej krytyki teatralnej. Wartość artystyczna przedstawienia została uzależniona od oceny tekstu dramatycznego, któremu krytyk poświęcał najwięcej uwagi i miejsca. Literacki model recenzji teatralnej stał się niewątpliwie wygodnym, często wykorzystywanym pomostem łączącym krytykę teatralną z literacką.

Krytyka literacka. Dorobek Zawadzkiego jako krytyka literackiego z pewnością nie dorównuje jego publicystyce poświęconej teatrowi czy malarstwu. Pisząc o książce Waleriana Kalinki na temat Francji po przegranej wojnie z Prusami i po Komunie Paryskiej, odrzucił główne tezy krakowskiego historyka – porewolucyjny upadek moralny przyczyną przegranej wojny z Niemcami – i bronił wartości, które zaoferowała Europie rewolucja francuska ze swoim sztandarowym hasłem: „Wolność, Równość, Braterstwo” (Literatura polityczna polska, „Gazeta Narodowa” 1871, nr 163). Celebrował osobę i dzieło Mickiewicza (Adam Mickiewicz i wpływ społeczny jego poezji, tamże, nr 358–359). Wystąpienie to było także publicystycznym rozrachunkiem z XVIII-wiecznym modelem kultury polskiej, która zdaniem Zawadzkiego nie sięgnęła całego narodu (również nie całej szlachty), w czym dopatrywał się jednej z ważniejszych przyczyn upadku Rzeczypospolitej. Oskarżenia formułowane wobec XVIII w. zdradzają związki z publicystyką romantyczną (zwłaszcza fragmenty o sile duchowej narodu jako czynniku zwiastującym odrodzenie). Zawadzki był wychowankiem romantyzmu, to element jego rodowodu intelektualnego, wiary w ideową moc literatury, w jej siłę sprawczą.

W 1871 r. omówił trzy powieści współczesnych mu pisarzy: Jana Zachariasiewicza Dzieje ideału, Teodora Tomasza Jeża Ojciec Nikon i Józefa Ignacego Kraszewskiego Dzieci wieku (Listy o literaturze i sztuce przez Juniusa, tamże, nr 222–223). Wszyscy oni byli powieściopisarzami o ustalonej randze, z dużym dorobkiem literackim, co nie przeszkodziło początkującemu krytykowi wystąpić w roli partnera reprezentującego także racje ogółu. W recenzji pojawiły się charakterystyczne elementy sposobu budowania przez Zawadzkiego wywodu krytycznego oraz kryteria oceny dzieła literackiego. Posłużył się modelem recenzji wypracowanym na gruncie krytyki teatralnej. Interesowały go przede wszystkim treść utworu i jego wydźwięk moralny, który winien być wyraźnie podporządkowany interesom ogółu, co współbrzmiało z zasadami realizmu oraz pojawiającymi się wówczas postulatami dotyczącymi zadań krytyki literackiej. Aspekt moralny powiązany z treścią powieści został podporządkowany – podobnie jak w przypadku dramatów – wymogom estetycznym, według których zdaniem Zawadzkiego pisarz powinien unikać wszelkich skrajności, dążąc do „harmonijnego piękna”, co podkreślił w ocenie powieści Jeża. Zawadzki budował swoją wypowiedź, dokonując głównie streszczania z elementami oceny, co było podstawowym zabiegiem analitycznym ówczesnej krytyki literackiej. Operował terminologią z dziedziny poetyki: fabuła, postać, motyw, kompozycja utworu, ale już ich szczegółowe cechy czy wzajemne zależności relacjonował, wykorzystując określenia metaforyczne, najczęściej zaczerpnięte ze sztuk pięknych, głównie malarstwa, co miało związek z jego pracą jako krytyka sztuki. Zastosowany schemat recenzji okazał się dla niego optymalny, czego dowodziło m.in. omówienie powieści Walerii Marrené-Morzkowskiej Błękitna książeczka (Kronika literacka. „Błękitna książeczka”, powieść przez Walerię Marrené, „Wiek” 1877, nr 35–37). Krytyk akceptował tendencyjny i dydaktyczny aspekt ówczesnej prozy, mając równocześnie świadomość braku jej atrakcyjności, stąd doceniał autorkę Błękitnej książeczki, która potrafiła wykorzystać schemat romansowy, realizując założenia pozytywistów dotyczące wychowania kobiet. Relacjonując w lutym 1882 r. wykład Czego jeszcze naszej białogłowie potrzeba Piotra Jaksa-Bykowskiego, choć nie miał zwyczaju polemizowania z prelegentem, nazwał pisarza „trubadurem kobiety przeszłości” i zauważył, że przyszłość należy już do innego typu kobiety – kobiety pracy (Wiadomości bieżące krajowe. P. Jaxa Bykowski, „Wiek” 1882, nr 52). Książka poświęcona Mikołajowi Rejowi wyrastała również z dydaktycznych tendencji motywujących aktywność zawodową Zawadzkiego, charakterystycznych bardziej dla postawy publicysty niż krytyka literackiego (Mikołaj Rej z Nagłowic, 1875).

Po 1875 r. zintensyfikowała się współpraca Zawadzkiego z prasą warszawską, która miała zasadniczy wpływ na sposób uprawiania przez niego krytyki literackiej. Reprezentuje on głównie krytykę rozwijającą się w ścisłym, morfologicznym związku z prasą z jej wszystkimi mocnymi oraz słabymi stronami. W 1879 r. na łamach „Wieku” pojawiła się rubryka Przegląd prasy periodycznej przygotowywana przez Zawadzkiego do końca 1880 r.; podobne przeglądy umieszczał w rubryce Kronika literacka. Stał się uważnym i sumiennym czytelnikiem prasy literackie mającej ambicje naukowe: „Biblioteki Warszawskiej”, „Niwy”, „Ateneum”. W niektórych przeglądach zamieszczał specyficzne mikrorecenzje, także oparte na streszczeniu oceniającym.

Wiedzę z zakresu historii literatury oraz wyników jej badań potrafił doskonale wykorzystać, tłumacząc w l. 1881–1883 Historię literatury powszechnej Johannesa Scherra, którą uzupełnił przypisami o literaturze słowiańskiej, w tym polskiej. W pośmiertnym wspomnieniu o Janie Lamie (Jan Lam. Wspomnienie pośmiertne, „Tygodnik Ilustrowany” 1886, nr 189– –190) krytyk dokonał wyjątkowo ciekawej analizy felietonu, wiążąc jego gatunkową specyfikę z humorem. Znaczenie społeczne satyry podkreślał, żegnając innego humorystę – Włodzimierza Zagórskiego (Śp. Włodzimierz Zagórski, „Kurier Warszawski” 1902, nr 44).

Krytyk artystyczny. Działalność recenzencka i krytyczna Bronisława Zawadzkiego mieściła się w ówczesnej formule krytyki artystycznej. Pierwszą relację dotyczącą malarstwa opublikował w 1875 r. (Ósma wystawa sztuk pięknych we Lwowie IV, „Ruch Literacki” 1875, nr 31). Przygotowywał przeglądy malarstwa dla warszawskiego „Wieku” (1878–1882), „Bluszczu” (1882), „Kłosów” (1888) i „Życia” (1888). Za poczynaniami Zawadzkiego stało rozumienie sztuki zgodne z jej romantyczną koncepcją – wszystkie jej dziedziny wzajemnie się przenikały (synestezja sztuk). Równocześnie był zdecydowanym zwolennikiem realizmu w sztuce. W swoich długich, obszernych relacjach z wystaw przenosił malarskie ujęcia na literacką gawędę, szczegółowo streszczając scenę, którą przedstawiał obraz, tworzył specyficzną fabułę. Traktował obraz – zwłaszcza malarstwo historyczne – jak teatr, nie akceptując przesady i skrajności w gestach (obowiązywała zasada decorum). Był typowym odbiorcą ówczesnego malarstwa realistycznego z panującym akademizmem, którego największym mistrzem pozostawał wówczas Jan Matejko (Przegląd artystyczny, „Wiek” 1879, nr 122; „Hołd pruski” Jana Matejki, „Wiek” 1882, nr 133). Przeglądy krytyka stały się kroniką głównie salonu Towarzystwa Zachęta Sztuk Pięknych, ale również najważniejszych prywatnych galerii ówczesnej Warszawy: Salonu Józefa Ungra i Salonu Aleksandra Krywulta (Przegląd artystyczny, „Wiek” 1881, nr 181; 1882, nr 1). Publikując przegląd w „Życiu”, modernizował swój warsztat krytyczny, dostosowując się do nowocześniejszego stylu pisma.

Język krytyki. Mimo dziennikarskiej różnorodności gatunków, którymi się posługiwał, zawsze wyrażenie sądu – oceny – traktował jako najważniejszą powinność krytyka. Przyjęcie w recenzjach postawy moralizatora – często zbyt zachowawczego – prowadziło go nieraz do naiwnych wniosków o społecznej moralności w ogóle. W opisie utworu literackiego lubił stosować określenia i terminy powstałe z symbiozy jego literacko-malarskich fascynacji: „Rej malował obraz”, „pędzlem operował” zarówno Matejko, jak i Victor Hugo, który wniósł „obelisk prawdziwego natchnienia”. Zawadzki za pomocą bardziej „literackiego” języka oddzielał publicystykę polityczną od publicystyki artystycznej, co sugerował Aleksander Kraushar (Neo-cyganeria warszawska. Wspomnienia o ludziach i rzeczach literackich z niedawnej przeszłości (1870–1880), 1913).</document>
<document nplp_id="13887" title="Zawadyński Tomasz" slug="zawadynski-tomasz">Poeta, krytyk literacki, tłumacz, publicysta, autor wspomnień. Pseudonimy i kryptonimy: Bohdan Rastawica; T.Z.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1838 r. na Kijowszczyźnie. Słownik elit dawnych ziem wschodniej Rzeczypospolitej podaje, że jego ojciec miał na imię Wiktor, a sam Zawadyński pisze, że jest synem Jana Zawadyńskiego ze Zwinogródka („Kraj” 1895, nr 45). Był porucznikiem artylerii byłych wojsk polskich, matka Tekla pochodziła z Konarskich. Ukończył gimnazjum w Niemirowie, na kijowskim uniwersytecie studiował prawo. Aktywnie działał w tajnych organizacjach studenckich (wspomnienia z lat uniwersyteckich – „Kraj” 1888, nr 36). Studia ukończył w 1862 r. W 1863 r. oficjalnie – mając paszport – wyjechał do Galicji, stamtąd dostał się do obozu Mariana Langiewicza (był jednym z jego adiutantów). Po powstaniu przebywał na emigracji w Paryżu. Był zwolennikiem obozu Adama Jerzego Czartoryskiego. Otrzymał misję w Konstantynopolu. Podczas pobytu w Turcji utrzymywał się z lekcji języka francuskiego (cykl wspomnień – Nad Bosforem. Z opowiadań starego emigranta, „Kraj” 1895, nr 45). W 1864 r. przebywał we Włoszech, co zaowocowało podjęciem prac tłumaczeniowych (G. Giusti, G. Leopardi – Il ballo [Bal], „Niwa” 1872, t. 1, nr 2; Il brindisi di Girella [Girella], tamże). Był także autorem opublikowanego w 1873 r. obszernego studium poświęconego obu twórcom. W latach 60. pojawiły się jego pierwsze utwory literackie i publicystyczne – powieść wierszem Zwykłe dzieje (1867), która swoją budową nawiązuje do Beniowskiego Juliusza Słowackiego i opowiada historię dojrzewania młodzieńca, uczestnika powstania styczniowego. Do kraju Zawadyński powrócił prawdopodobnie w 1871 r. Na pewien czas osiadł w Warszawie, gdzie podjął ożywioną działalność literacką. Był współpracownikiem Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich redagowanego przez Filipa Sulimirskiego, Bronisława Chlebowskiego i Władysława Walewskiego. Miał ambicje i cel działania, pisał w liście z 2 XII 1871 do Mariana Dubieckiego: „Mam nadzieję dostać do ręki jeden z tygodników wychodzących w Warszawie, aby go powoli zamienić na nieme zwierciadło ruchu literackiego i społecznego, lecz u nas w kraju i u najbliższych sąsiadów a pobratymców naszych. Powiedz mi, czy mogę liczyć na Twoją osobistą pracę […]. Oprócz opowiadań z bieżącej chwili, szczególniej co do nas, chciałbym wydobyć z przeszłości cały szereg wielkich imion, co przyświecały Europie jak gwiazdy pierwszej wielkości. Znamy wiele znakomitości obcych, wysoko cenimy, a nawet przeceniamy ich zasługi, a spróbuj zapytać szeroko rozprawiającego młodzieńca o Ciołka lub Jana Kochanowskiego, a zobaczysz, jak szeroko rozdziawi gębę, bo nic albo niewiele o nich słyszał” (BJ Przyb. 12/67, t. 5). Plan się nie powiódł, Zawadyński przeniósł się na Ukrainę, gdzie był aktywnym uczestnikiem życia literackiego w Kijowie, stałym bywalcem znajdującej się na Kreszczatiku księgarni Leona Idzikowskiego, uczestniczył w inicjowanych tam przedsięwzięciach wydawniczych i jubileuszowych („Książka” 1909, nr 2), ponadto współpracował z „Dziennikiem Literackim”, „Biblioteką Warszawską”, „Czasem”, a także „Kłosami”, „Bluszczem”, „Niwą”, „Krajem” oraz „Dziennikiem Kijowskim” i „Kresami”. Maria Ilnicka i Leonard Sowiński zachęcali go do poświęcenia się wyłącznie twórczości literackiej. Na Ukrainie miał również przyjaciół, w prowadzonym przez niego salonie bywali m.in. Edward Rulikowski i Aleksander Jabłoński. Zawadyński wchodził w skład redakcji czasopisma katolickiego „Lud Boży” (ukazywało się w Kijowie od 1906 r. do 1918 r.), dodatku do „Kresów”, które było skierowane do ludu polskiego. Miał zainteresowania historyczne i archeologiczne. Uczestniczył w XI Zjeździe Archeologicznym w Kijowie w 1889 r. oraz w XIII Zjeździe (Jekaterynosław, 1905). Po śmierci ojca w 1884 r. musiał przeprowadzić się do rodzinnego majątku Rzewucha w pow. skwirskim. Jako ceniony archiwista był polecany przez Eustachego Iwanowskiego do porządkowania dokumentów pozostawionych przez zmarłego Rulikowskiego. Zawadyński zabiegał o utworzenie w Warszawie nowego czasopisma „Archiwum Historyczne”; do realizacji inicjatywy nie doszło. Zmarł 12 IV 1914 w Białej Cerkwi w dworku nad Rosią.

Rzut oka na twórczość literacką. Twórczość literacka obejmowała utwory poetyckie publikowane w czasopismach warszawskich, kijowskich i petersburskich, prace krytyczne na temat literatury polskiej i włoskiej oraz tłumaczenia poezji włoskiej. Jako autor wierszy oraz poematu Zwykłe dzieje Zawadyński pozostawał pod wpływem poezji romantycznej, zwłaszcza Słowackiego. W swoich utworach wykorzystywał tematy i motywy charakterystyczne dla liryki 1. poł. XIX w., takie jak fascynacja ruinami (znał dobrze Rzym), poczucie przemian historycznych i niesionej przez upływ czasu destrukcji dziedzictwa materialnego oraz znikomości ludzkiego życia, przekonanie o ponadczasowej sile poezji oraz wyjątkowej sytuacji poety w społeczeństwie. W obrazowaniu sięgał do spopularyzowanych przez Adama Mickiewicza motywów morskiej żeglugi i postaci żeglarza jako metafory ludzkiego losu. Charakterystyczne dla niego są elegijność, koncentracja na samotności i cierpieniu, a także wplatane w utwory realia ludowe. Zawadyński w swojej poezji przejawia wyjątkową wrażliwość na piękno natury, jest jej utalentowanym malarzem.

Działalność krytyczna. Działalność krytyczna Zawadyńskiego wiązała się z jego znawstwem literatury włoskiej oraz z zaangażowaniem się we współczesne życie literackie i kulturalne. Obracał się w kręgu znanych pisarzy: Józefa Ignacego Kraszewskiego, Michała Grabowskiego, Aleksandra Grozy, Henryka Rzewuskiego, a także historyków i archeologów (m.in. E. Rulikowskiego). Na łamach liczących się czasopism zamieszczał wspomnienia dotyczące literatów (m.in. L. Sowińskiego, A. Grozy) oraz korespondencje na temat ważnych wydarzeń artystycznych z Kijowa czy Białej Cerkwi. Podejmował się również pisania recenzji; literaturę ujmował w kontekście wydarzeń historycznych, a życiowe i artystyczne wybory poetów tłumaczył, oprócz kontekstu estetycznego, warunkami politycznymi. Nie był łączony z obozem pozytywistów, ale współpracował z młodą, tj. postępową „Niwą”, co niektórych dziwiło („Biblioteka Warszawska” 1874, t. 1). Przypadek ten pokazywał, że podział na „starą” i „młodą” prasę nie był nieprzekraczalny.

Zadania literatury i krytyki. Koncepcję sztuki poetyckiej oraz kryteria oceny literatury Zawadyński zwerbalizował na marginesie refleksji na temat twórczości dwóch XIX-wiecznych poetów włoskich: Giuseppe Giustiego oraz Giacoma Leopardiego w pracy zatytułowanej Dwaj poeci włoscy w XIX wieku: Giusti i Leopardi (1873). W przekonaniu krytyka poezja jest nierozerwalnie związana z rzeczywistością historyczną, społeczną i polityczną, a także z warunkami życia literackiego w danym miejscu i czasie (rozwój prasy, ugrupowania literackie, mecenat artystyczny). Znajomość kontekstu geograficzno-społecznego jest dla niego warunkiem zrozumienia twórczości literackiej. Krytyk ma świadomość następstwa epok, twórczość romantycznych poetów sytuuje w kontekście właściwych 1. poł. XIX w. ideałom artystycznym. Sztuka w opinii Zawadyńskiego jest też w pewnym stopniu funkcją biografii twórcy, jego środowiska rodzinnego, doświadczeń życiowych. Ideałem poezji okazuje się dla krytyka obywatelskie zaangażowanie oraz wychwytywanie i artystyczne kształtowanie najważniejszych idei i dążeń narodowych. W tym wyraża się społeczna funkcja sztuki. Pisze na marginesie poezji Leopardiego: „Dźwignią, poruszającą piórem sumiennego pisarza, uczuciem, przyspieszającym uderzenia jego serca jest właśnie to wysokie zrozumienie pożytku moralnego; poświęcenie dla ideału, a poświęcenie tym trudniejsze, bo ogarniające życie całe” (Dwaj poeci włoscy). Niezwykle istotna jest indywidualna wrażliwość twórcy, oryginalność, a także forma intelektualna i psychiczna, która determinuje dokonania artystyczne. Przykład nierównomiernego rozwoju talentu poetyckiego stanowi dla krytyka twórczość Uga Foscoli. Komentując właściwości poezji i społeczne znaczenie Gustiego w literaturze włoskiej, Zawadyński odnosi się do sytuacji politycznej na Półwyspie Apenińskim (rozbicie Włoch, zanik poczucia jedności narodowej, jałowość literatury tworzonej w myśl klasycznych schematów) i wskazuje na inspirującą rolę środowiska uniwersyteckiego oraz kulturotwórczą wartość czasopisma „L’Antologia”. Podkreśla indywidualne cechy stylu artystycznego poety – ironię oraz humor jego utworów. Włoską twórczość literacką 1. poł. XIX w. sytuuje na tle prowadzonych ówcześnie badań historycznych, językoznawczych i ludoznawczych (głównie nad językiem i przysłowiami toskańskimi). Wymienia w tym kontekście prace takich autorów, jak Niccolò Tommaseo czy Terenzio Mamiani. Narodowość utożsamia z ludowością. Obok uwag na temat literatury zamieszcza własne filologiczne przekłady utworów Giustiego. Drugim z bohaterów książki Zawadyńskiego jest Leopardi, także związany z florenckim środowiskiem literackim. Również on jest ukazany przez pryzmat swojego doświadczenia biograficznego jako „dziecię wieku”, wychowany w kulcie książki romantyczny samotnik, geniusz nierozumiany przez otoczenie. Do istotnych cech określających jego świadomość krytyk zalicza zwątpienie w Boga, a za ważne doświadczenia biograficzne poczytuje nieszczęśliwą miłość i wyjazd z rodzinnego domu do Rzymu. Za kryterium wartościowania jego dzieł przyjmuje stopień utożsamienia się poety z ideą wielkich, zjednoczonych Włoch, umiłowanie wolności i niechęć do ciasnych, mieszczańskich zasad życia, artystyczną oryginalność i krytyczny stosunek do sztuki współczesnej. Istotą literatury w przekonaniu krytyka jest jej zdolność do wyrażenia ducha narodu.

Tomasz Zawadyński był znanym w środowisku warszawskim i kijowskim poetą oraz krytykiem połączonym więzami przyjaźni z wieloma ówczesnymi autorytetami naukowymi i literackimi. Jego twórczość poetycka była dość konwencjonalna i epigońska wobec romantyzmu, krytyka dowodzi dużej orientacji w literaturze polskiej i włoskiej oraz podporządkowania oceny utworu kryteriom ideowym wywiedzionym z romantyzmu. Pozostawał pod wpływem poezji Słowackiego, a także – w poemacie Zwykłe dzieje – Antoniego Malczewskiego i Mickiewicza. Tłumaczenia z literatury włoskiej były znaczącymi ciekawostkami italianistycznymi przedrukowywanymi w podręcznikach i antologiach.</document>
<document nplp_id="13889" title="Zathey Hugo" slug="zathey-hugo">Krytyk, filolog, historyk literatury, edytor, tłumacz, redaktor, pedagog.

Informacje biograficzne. Hugo Karol Zathey urodził się 28 III 1846 w Kałuszu na Ukrainie jako syn Karola i Franciszki Zabierzewskiej. Odebrał staranne wykształcenie gimnazjalne w Stanisławowie i uniwersyteckie we Lwowie, wyróżniając się zainteresowaniami humanistycznymi. Na Uniwersytecie Lwowskim uzyskał stopień doktora filozofii na podstawie rozprawy Homer w Polsce, był uczniem Antoniego Małeckiego. Świetnie znał języki klasyczne (greka, łacina) oraz niemiecki. We Lwowie pracował jako suplent, czyli zastępca nauczyciela w austriackim gimnazjum. Około 1876 r. podróżował, m.in. udał się do Włoch jako towarzysz Antoniego Zaleskiego. Ożenił z Marią z d. Ambros de Rechtenberg, z którą miał dzieci: Wandę (ur. 1870, zam. Brason), Jadwigę (ur. 1872, zam. Pochwalską), Marię (1874–1898), Stanisława Feliksa (ur. 1875), Zofię (zam. Kamocka, zm. 1956), Hugona (ur. 1881), Józefa Kalasantego (zm. 1938), Ewę (zm. 1917).

W 1871 r. przeniósł się z rodziną do Krakowa, by objąć posadę profesora Wyższej Szkoły Realnej. Książki Uwagi nad „Panem Tadeuszem” Adama Mickiewicza (1872) i Homer w Polsce (1874) otworzyły mu drogę do elit intelektualnych Krakowa. Zyskał uznanie Stanisława Tarnowskiego dla swoich prac, a ze środowiskiem stańczyków związał się na stałe. Po 1874 r. został redaktorem „Przeglądu Polskiego” (1866–1914), w którym pracował „przez szereg lat, jakkolwiek nigdy swego podpisu na końcu zeszytu nie położył” (K.M. Górski). W l. 1889– –1895 piastował stanowisko dyrektora Wyższej Szkoły Realnej. W tej roli jest wspominany jako zaangażowany, bezinteresowny pedagog, pomagający swoim uczniom wejść w świat artystyczno-naukowy. „Ci, których prowadził, wiedzieli, że sąd jego jest wytrawny i szczery, czyli jednak, że nie chce on nikogo pchnąć na niebezpieczną literacką drogę. Pomagał talentom, ale nie budził w młodych ani zarozumiałości, ani zbytecznych nadziei” – pisał o nim we wspomnieniu Konstanty Maria Górski, podkreślając „wielki pedagogiczny takt” preceptora. Zathey brał udział w życiu towarzyskim miasta, należąc do kręgu towarzyskiego, który tworzyli wokół Tarnowskiego – Jerzy Mycielski, Jan Matejko, ks. Jan Koźmian, Ludwik Powidaj, Jacek Malczewski. Zawarł znajomość z Antonim Edwardem Odyńcem, Deotymą, Kornelem Ujejskim, Stefanem Pawlickim. Zadeklarował się jako współpracownik pisma „Na Dziś” wydawanego przez Adama Honorego Kirkora. Jako tłumacz Johanna Wolfganga Goethego i autor rozprawy Goethe i Polacy (1890) był honorowym członkiem Towarzystwa im. Goethego we Frankfurcie nad Menem. Od czasu objęcia posady redaktora ograniczył pisanie. Był postrzegany jako szlachetny idealista, którego młodzieńcze ambicje naukowe (wymarzona posada profesora historii literatury na uniwersytecie) i pisarskie nie zostały spełnione. Krótko po zakończeniu kierowania Szkołą Realną zachorował. Zmarł po ledwie miesięcznej chorobie 10 III 1896 w Krakowie. Został pochowany w grobowcu rodzinnym Zatheyów na cmentarzu Rakowickim.

Kręgi działalności twórczej. Twórczość Zatheya można podzielić na dwa okresy. Za młodu miał szerokie ambicje jako krytyk, filolog, historyk literatury. W 1864 r. wydał we Lwowie Poezje Antoniego Zaleskiego, swego przyjaciela. Pod wpływem wykładu Małeckiego o Królu-Duchu Juliusza Słowackiego przełożył, chcąc objaśnić „mglisty poemat”, Powieść Era o życiu zagrobowym. Z dialogu Platona „Rzeczpospolita” („Tygodnik Naukowy” 1865, nr 40). Jak podkreślił, nie starał się o „ścisłość i dokładność”, lecz o „wierne oddanie myśli oryginału w języku ojczystym”. W 1872 r. w „Dzienniku Poznańskim” opublikował Uwagi nad „Panem Tadeuszem” Adama Mickiewicza (1872, wyd. następne – 1886) oraz rozprawę Homer w Polsce. Przegląd polskich tłumaczy Homera. Z powodu przekł. „Odysei” Lucjana Siemieńskiego (1874). Przygotował do edycji tomy: Andrzeja Józefczyka Wspomnienie ubiegłych lat. (Przyczynek do historii spisków w Galicji) (1881), Z korespondencji Ignacego Domejki z Walerianem Chełchowskim (1883).

Po 1874 r. publikował rzadko, głównie nieobszerne prace z pogranicza krytyki i historii literatury, m.in. Schillera bogowie Grecji (1884), Antoni Edward Odyniec: 1804–1885. Wspomnienie pośmiertne (1885), Młodość Bohdana Zaleskiego (1802–1830) (1886), Nowe studia o bajkach Krasickiego (1888), Kilka uwag nad życiem Goethego (1894). Ułożył dwie znane antologie przekładów z literatury klasycznej: Antologię grecką (1895) i Antologię rzymską (1898). W 1885 r. Jan Konstanty Żupański opublikował w Poznaniu dwutomowe Pisma Zatheya.

Uwagi nad „Panem Tadeuszem”. Najważniejszym dziełem Zatheya jako filologa, estetyka, historyka literatury są Uwagi nad „Panem Tadeuszem”, którym trzeba przyznać wartość pierwszej monografii o arcydziele Adama Mickiewicza. Zathey wyszedł od stwierdzenia, że utwór jest epopeją narodów nawiązującą do eposów Homera, które krytyk uznaje za szczyt sztuki poetyckiej. Za tło rozważań służą zarówno romantyczne dywagacje o prasłowiańskiej, przedchrześcijańskiej epopei, jak i XIX-wieczne koncepcje filozoficzno-estetyczne Ernsta Curtiusa, Friedricha Theodora Vischera, Georga Wilhelma Friedricha Hegla, Karla Otfrieda Müllera, Friedricha Augusta Wolfa, a także listy Friedricha Schillera i Goethego. Ocena Pana Tadeusza wybrzmiewa jednoznacznie i przekonująco w kontekście porównania z całą Weltliteratur: to najwybitniejsza po Iliadzie i Odysei epopeja światowa, najwyższe dokonanie w twórczości Mickiewicza, dzieło doskonałe formalnie: „W całości wymiar umiejętny, w szczegółach wykończenia, nigdzie nie znajdziesz rozbratu między formą a treścią”. „Wielkie narodowe epos” to również barwna panorama postaci, które Zathey charakteryzuje i ocenia. Bywa w tych ocenach anachroniczny i polemiczny wobec Mickiewicza. Potępia Telimenę jako antywzór kobiety, Polki i jako kreację artystyczną: „Stara grzesznica, zalotna, zepsuta. Ani jest dobrą kobietą, ani Polką”. Zathey nie szczędzi słów pochwały dla siły i wymowy poetyckiej postaci Jankiela („postać nadzwyczaj sympatyczna”), ale krytykuje jednowymiarowość kreacji („dobry” Żyd powinien mieć swoje alter ego – „złego” Żyda). Odnosząc się do zarzutu Stefana Witwickiego, że Mickiewicz zwraca się nie do Polski, lecz Litwy, Zathey pisze: „Zarzut ten wydaje mi się tak błahy, tak nie zasłużył i nie znalazł odgłosu, że uważam go za przypadkowy wykrzyknik patriotyczny”. Wyróżnia rolę natury w poemacie: „W poezji epickiej mianowicie nic nie istnieje samo przez się i samo dla siebie – ale wszystko składa się na jeden wielki obraz narodowej uniwersalności”. Podkreśla swoistą bezosobowość poety: „Przedmiotowość, zaparcie swojej osobistości posunął poeta do najwyższego stopnia, a nawet w tych kilku ustępach, gdzie zdaje się przemawiać od siebie i o sobie, wyraża uczucia będące całego narodu własnością, które z nim dzieli każdy czytelnik, każdy Polak a mianowicie tułający się w obczyźnie”.

Klasyczne wzory. Upodobania estetyczne Zatheya niemal całkowicie mieściły się w horyzoncie klasycznego wykształcenia. Był miłośnikiem antyku greckiego i rzymskiego, a z epok późniejszych cenił renesans i oświecenie. Pośród autorów literatury powszechnej podkreślał geniusz Homera, Horacego, Dantego, Torquata Tassa, Goethego, Schillera; z polskich – twórców unikających skrajności estetycznych, nawiązujących do antyku, bliskich estetyce preromantyzmu i biedermeieru (m.in. J. Kochanowskiego, P. Skargę, I. Krasickiego, A. Mickiewicza, L. Osińskiego, F. Wężyka, J.B. Zaleskiego, A.E. Odyńca, T. Lenartowicza, J. Łuszczewską, A. Asnyka). Zachowywał dystans wobec twórczości Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Norwida, Seweryna Goszczyńskiego. Lucjana Siemieńskiego uznawał za „jednego z najznakomitszych pisarzy naszych”, „mistrzów słowa” („Przegląd Polski” 1877–1878, t. 2, z. 6), wyrażając nadzieję, że przełoży on na polski Iliadę, a jego przekład Odysei uznał za doskonały: „Pan Siemieński wzniósł Homerowi wspaniały i niespożyty na polskiej ziemi pomnik – a powiedzmy, wzniósł go i sobie. Jak długo język nasz żyć, naród istnieć, myśleć i kształcić się nie przestanie, Odyseja będzie w każdym polskim domu bardzo blisko, może tuż koło Pana Tadeusza” (Homer w Polsce).

Żywioł recenzyjny. Wobec krytyki, rozumianej szeroko jako władza sądzenia, wyrażał te same postulaty zachowania proporcji i umiaru zarówno w chwaleniu, jak i ganieniu: „Kto by sądził o narodzie polskim z tego, co się pisze o żyjących, miałby o nim jak najgorsze wyobrażenie; wspomnienia zaś pośmiertne kazałyby go uważać za zbiór ludzi cnotliwych, mądrych, doskonałych. Krytyka potrzebna jest za życia, pochwała po śmierci, ale od pierwszej daleką być powinna namiętność, od drugiej przesada: obydwie wymagają nade wszystko umiarkowania i sprawiedliwości” (Antoni Edward Odyniec). Odyńca nazywał „mistrzem”, wskazywał na jego bliskość z podziwianym Mickiewiczem. Nie przeceniając zasług Odyńca dla literatury, Zathey zwracał uwagę na ważne w jego myśleniu wartości: miłość i dobroć. Opisując jubileusz 77-letniego poety (obchodzony 13 I 1881 w salonie Deotymy), podkreślił znaczenie kobiet w tym wydarzeniu (tamże).

W recenzji Przyjaciół Hioba, komedii w dwóch aktach Adama Asnyka („Przegląd Polski” 1879/1880, t. 4, z. 1), dostrzegł w „powodzi miernych robót, najczęściej form” utwór będący „wyjątkowym objawem talentu i natchnienia”, „wnikający nieznacznie i bez używania efektów i sztuczek w samą głębię duszy ludzkiej, życia artystów i społeczeństwa”. W konkluzji pisał: „Oto są postacie Asnyka. Jeśli was zajmują, to jeszcze dodam, że akcja w komedii, która z nowszych utworów naszych najwięcej zbliża się do wyższej komedii francuskiej (są tam prawdziwie wzruszające sceny i treść sama pełna dramatycznego nastroju), rozwija się szybko i żwawo, dialog płynie zręcznie i gładko, a nad wszystkim świeci jasność filozoficznego wykształcenia, tak rzadkiego u naszych autorów, i głębszego na świat poglądu – a wszystko ozłaca blask prawdziwej poezji, której nie można nie dostrzec” (tamże). Zarzut, jaki poczynił Asnykowi, wynikał z jego własnych upodobań estetycznych: „[…] wolałem, żeby komedia napisana była wierszem” (tamże).

Oceniając Poezje Czesława Jankowskiego („Przegląd Polski” 1880/1881, t. 4, z. 10), trafnie dostrzegł „poetyczną wyobraźnię, łatwość słowa, poczucie wdzięku i formy” twórcy niepotrafiącego jednak, co stanowi opinię tyleż dyskusyjną, co niejasną, przezwyciężyć „bogactwa i potęgi poprzedników”, a nawet duchowej pustki. Zathey podsunął poecie prawdziwych mistrzów, od których Jankowski mógłby nauczyć się „nie tylko formy, ale duszy” (Homer, Horacy, Wergiliusz, Mickiewicz i Goethe), dodając, że „nowoczesnym Satyrom” propagującym gorycz, ironię, nieszczęście i smutek (A. de Musset, H. Heine) nie należy ulegać. Nie odmawiając talentu, ganił u Jankowskiego niewiarę i zwątpienie, nawoływał do chrześcijańskiej pokory. W 1875 r. w erudycyjnej recenzji Listów o Adamie Mickiewiczu Teofila Lenartowicza („Przegląd Polski” 1874/1875, t. 3, z. 9) chwalił ich „dziwny urok i miłą prostotę”, doceniając nade wszystko skrzętność, z jaką Lenartowicz zebrał informacje, wspomnienia o poecie, jego słowa, a także pokorny podziw, z jakim wyrażał się o Mickiewiczu.

Życzliwy wobec młodych, którzy reprezentowali już pokolenie Młodej Polski, odsłaniał przed nimi wartości klasyczne i chrześcijańskie, ostrzegając przed pokusą artystowskiego życia. Ideowo związany z obozem konserwatystów krakowskich, unikał jawnego zaangażowania politycznego. Uchodził za pedanta i mizantropa pogrążonego w pracy redaktorskiej i pedagogicznej, utrzymującego liczną rodzinę. Jego warsztat krytyczny był zbudowany na klasyce literatury światowej, głównie antycznej, pisał pełną elegancji polszczyzną, a jego sądy o Panu Tadeuszu były wnikliwe i prekursorskie wobec ustaleń późniejszej krytyki i historii literatury, która jeszcze w XX w. do nich nawiązywała.</document>
<document nplp_id="13891" title="Zapolska Gabriela" slug="zapolska-gabriela">Pisarka, publicystka, krytyczka, tłumaczka, kolekcjonerka, aktorka. Pseudonimy i kryptonimy: G.S.; G.Z.; M.F.; Józef Maskoff; M.P.; Marya; Omega; Szczera; Walery Tomicki; Z.

Informacje biograficzne. Urodziła się 30 III 1857 w Podhajcach/ Kiwercach pod Łuckiem na Wołyniu jako jedno z trojga dzieci Wincentego Korwin-Piotrowskiego (marszałka szlachty wołyńskiej) i Józefy Karskiej (dawnej baletnicy w teatrach warszawskich). Na chrzcie otrzymała trzy imiona: Maria Gabriela Stefania. W 1868 r. rozpoczęła naukę w zakładzie wychowawczym dla dziewcząt przy zakonie Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacré Cœur) we Lwowie, po dwóch latach przeniosła się na rok do instytutu wychowawczo-naukowego żeńskiego Walentyny Horoszkiewiczowej. Dalsza edukacja miała charakter domowy. W 1875 r. po raz pierwszy wyjechała do Warszawy i tu, w domu swej ciotki Karoliny Staniszewskiej, poznała porucznika grenadierów petersburskich Konstantego Eliasza Śnieżko-Błockiego (ur. 1852), za którego wyszła za mąż 28 IX 1876 na Jasnej Górze. Małżeństwo to przetrwało tylko do 1880 r. Jesienią 1879 r. zaczęła występować z powodzeniem na deskach jednego z warszawskich teatrów amatorskich działającego przy Towarzystwie Dobroczynności, którym kierował Marian Gawalewicz; młoda aktorka wdała się z nim w romans. Aby zatuszować skandal i ukryć ciążę (Gawalewicz był żonaty, ona ciągle była zamężna – małżeństwo zostało unieważnione dopiero w 1888 r.), Zapolską umieszczono w klasztorze Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, a następnie wysłano do Wiednia (ukryła się wówczas pod nazwiskiem Zapolska), gdzie w 1881 r. urodziła córkę. Dziecko jakiś czas później zmarło, młoda matka zaś przez kilka miesięcy ciężko chorowała i ledwie powróciła do zdrowia (bardzo wątłego od tej pory). Jesienią 1881 r., nie mogąc ze względu na głośny skandal obyczajowy wrócić do Warszawy, wyjechała do Krakowa i tu zaczęła pracować jako dziennikarka i krytyczka literacka w „Gazecie Krakowskiej”, podjęła też swoje pierwsze próby pisarskie i wróciła do aktorstwa (za czasów dyrektorowania Stanisława Koźmiana), występując po raz pierwszy na scenie teatru krakowskiego jako Gabriela Zapolska (występowała także z sukcesem w Tarnowie wraz z zespołem H. Lasockiego), jak również grając w trupie objazdowej Józefy Piaseckiej. W styczniu 1883 r. z zespołem wyjechała na występy gościnne do Petersburga, od kwietnia 1883 r. do czerwca 1885 r. mieszkała we Lwowie i grała na scenach teatru prowadzonego przez Jana Dobrzańskiego, w l. 1885–1887 (i wcześniej, od października do grudnia 1882 r.) mieszkała zaś i występowała w Poznaniu, starając się nieustannie i bez sukcesu o angaż w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Udało jej się wystąpić w Teatrze Letnim w Ogrodzie Saskim w 1887 r., a jesienią tego roku zagrać na deskach stołecznych Norę w dramacie Henrika Ibsena. Do 1888 r. występowała w teatrze objazdowym Józefa Teksla. Udręczona ciągłą aktorską wędrówką, a także kłopotami wydawniczymi, materialnymi i samotnością, próbowała popełnić samobójstwo w hotelu w Piotrkowie w nocy 5/6 X 1888. Po tym (znów) głośnym skandalu zdecydowała się wyjechać do Paryża na początku września 1889 r. jako korespondentka „Kuriera Warszawskiego” na Wystawę Światową, zastępując w tej roli Teodora Tomasza Jeża (wcześniej jednak spędziła trochę czasu w Warszawie – jesień 1888 r. i ok. roku w Krakowie – do jesieni 1889 r.). W Paryżu żyła i działała bardzo intensywnie – pisała korespondencje, felietony i reportaże do „Kuriera Warszawskiego” i „Przeglądu Tygodniowego”, nowele i powieści, kształciła się jako aktorka, związała się z awangardowymi teatrami paryskimi: w styczniu 1892 r. z Théâtre Libre André Antoine’a, a następnie z Théâtre de L’Œuvre Lugné-Poego. Na scenach tych teatrów odniosła spore sukcesy w rolach co prawda drugoplanowych, ale wyrazistych i zauważonych przez krytykę. W czasie pobytu w Paryżu była związana kolejno z Tadeuszem Oksza-Orzechowskim, ze Stefanem Laurysiewiczem, z Paulem Sérusierem – uznanym malarzem nabistą, który umożliwił pisarce poznanie wielu wybitnych i głośnych postaci związanych ze sztuką (P. Gauguin, V. van Gogh). Dzięki kontaktom ze środowiskiem Sérusiera Zapolska stała się też kolekcjonerką sztuki.

Po powrocie do kraju 25 V 1895 zaangażowała się w warszawskim Teatrze Rozmaitości, wystąpiła również z powodzeniem w sierpniu 1895 r. na deskach Teatru Letniego. Jednak niesnaski i afery wywołane przez Zapolską w środowisku aktorskim spowodowały, że już jesienią 1896 r. wyjechała do Krakowa, a stąd (wplątana w aferę o charakterze propagandowo-politycznym) udała się na występy gościnne do Lublina (grudzień 1895 r.), Warszawy (wiosna 1896 r., teatr ogródkowy Wodewil, lato 1897 r. teatr ogródkowy Eldorado), Petersburga (kwiecień 1897 r. wraz z zespołem objazdowym M. Czołnowskiego), gdzie podpisała umowę z zarządem cesarskich teatrów petersburskich i bardzo szybko kontrakt ten zerwała. Grała w tym czasie w sztukach własnego autorstwa, ale i w repertuarze klasycznym. Momentem przełomowym okazał się angaż do teatru krakowskiego w sierpniu 1897 r., który zaproponował aktorce Tadeusz Pawlikowski. Aktorka pojawiła się w Krakowie już we wrześniu 1897 r., jednak pobyt ten od początku był znaczony wzajemnym rozczarowaniem, niesnaskami i spięciami z krytyką krakowską, co poskutkowało kilkoma głośnymi skandalami (jej partnerem życiowym był wówczas L. Szczepański). Zapolska wystąpiła w kilku pomniejszych rolach, kilku rolach klasycznych, wielkim sukcesem okazała się jednak premiera jej sztuki Tamten w 1899 r. Kotarbiński nie przedłużył umowy z aktorką, która tym samym była zmuszona przenieść się do Lwowa – zostaje zatrudniona w Teatrze Miejskim w roli wielkiej gwiazdy tej sceny. W tym czasie dyrekcję teatru przejmuje Tadeusz Pawlikowski i nie przedłuża angażu Zapolskiej. Na letni sezon 1900 r. wyjeżdża więc jeszcze do Krynicy, od jesieni 1900 r. realizuje się już przede wszystkim jako pisarka, publicystka, krytyczka literacka i recenzentka teatralna, a także organizatorka prywatnej szkoły dramatycznej, którą zakłada w Krakowie w sierpniu 1902 r., prowadząc ją z nowym partnerem – malarzem Stanisławem Janowskim (ślub 30 X 1901). Z powodu nasilających się problemów zdrowotnych Zapolska spędza wiele czasu na kuracjach, w sanatoriach (1903–1908), również małżeństwo nie układa się dobrze i w grudniu 1904 r. małżonkowie decydują się na separację, wracają jednak do siebie w 1905 r. i wspólnie zamieszkują w willi „Skiz” na przedmieściach Lwowa, ponownie i ostatecznie rozstają się dopiero w 1910 r. Ostatnie lata pisarka spędza samotnie, nękana chorobami. Umiera 17 XII 1921.

Kręgi twórczości krytycznej. Na dyskurs krytyczny Gabrieli Zapolskiej składają się trzy kategorie refleksji: krytyka literacka koncentrująca się na treści, problematyce, bohaterach dzieła literackiego, rozpatrująca je w porządku estetycznym i etycznym, a także opisująca jego funkcjonowanie w przestrzeni społecznej; krytyka teatralna – związana ściśle z dramatopisarskimi i aktorskimi doświadczeniami Zapolskiej, przynosząca nie tylko recenzje teatralne, ale i znacznie szerszą antropologiczną i socjologiczną refleksję o powinnościach teatru jako instytucji, o jego umocowaniu w życiu społecznym; a także krytyka sztuki, którą Zapolska rozwija konsekwentnie od czasu pobytu w Paryżu. Te trzy segmenty jej myślenia o dziele sztuki i mechanizmach twórczych stanowią pewną całość i tak właśnie należy patrzeć na ten rodzaj jej aktywności. Niektóre kategorie czy pojęcia, które współtworzą jej refleksję krytyczną, pojawiają się w każdym z tych segmentów, stosuje je pisarka wymiennie w duchu modernistycznego poszukiwania i budowania całości.

Co to jest literatura kobieca? W roli krytyczki literackiej debiutuje recenzją Szalonej Józefa Ignacego Kraszewskiego („Gazeta Krakowska” 1881, nr 83). Ten młodzieńczy tekst ujawnia pewną stałą dyspozycję jej dyskursu krytycznego, na którą składa się z jednej strony polemiczność, z drugiej zaś interwencyjność bądź przynajmniej sytuacyjność. Młoda adeptka pióra, którą wcześniej Kraszewski pochwalił za debiutanckie opowiadanie, odniosła się do idei emancypacyjnych upostaciowanych przez pisarza w osobie Zoni nader krytycznie, kreując się na bogobojną szlachciankę wołyńską: „Pomiędzy tą młodzieżą króluje postać młodej dziewczyny – studentki, postać wstrętna, ohydna, oburzające niemal sprawiająca wrażenie mimo szlachetnych porywów, jakimi autor pragnie wzbudzić dla niej sympatię i rehabilitować ją w oczach czytelników” (tamże). Kwestia kobieca będzie konsekwentnie współtworzyła dyskurs krytyczny Zapolskiej. Przy okazji oceny zbioru nowel Heleny Szolc-Rogozińskiej („Przegląd Tygodniowy” 1888, nr 1) pisarka odwołuje się do kategorii twórczości kobiecej, której cechą elementarną powinna być wyrazistość kobiecego doświadczenia oraz coś na kształt kobiecej perswazyjności wpisanej w etyczny wymiar utworu: „W łonie kobiety leży przyszłość narodu – trzeba więc w łonie tym zapalić nie mdły ogień czczego sentymentalizmu, nie chorobliwą iskierkę egzaltacji, nie trawiący płomień zmysłowej namiętności, ale rozniecić spokojny blask miłości wielkiej, czystej, pogodnej […], a w umyśle zaprowadzić pewien ład i pewną jasność poglądów” (tamże). Literatura kobieca winna wspierać zdrowy rozsądek i doświadczenie codzienności, odchodząc tym samym od pretensjonalności i banału: „Nie będzie się wtedy błąkać pomiędzy sentymentalizmem, zmuszającym ją do używania takich wyrażeń, jak »sprozaicznieć, apatycznieć, poetycznieć« – a chwilowymi, realnymi porywy, ale zszedłszy na właściwy sobie poziom, stanie się dzielną siłą obok pani Urbanowskiej i pani Zalewskiej” (tamże). Kategoria ta będzie rozwijać się w refleksji Zapolskiej i pisarka zacznie jej używać nawet w odniesieniu do autorów-mężczyzn, wskazując, że o „kobiecości” bohaterki przesądza niekoniecznie płeć autora, ale zastosowana przez niego perspektywa. Jest to przypadek Komediantki Władysława Stanisława Reymonta, którą pisarka ocenia entuzjastycznie, nie szczędząc w recenzji młodemu twórcy słów aprobaty i uznania („Przegląd Tygodniowy” 1896, nr 44).

Wokół realizmu i naturalizmu. Następną kategorią, która współtworzy – w znacznie większym jeszcze stopniu – krytyczne myślenie Zapolskiej o dziele sztuki (dziele literackim, teatralnym bądź malarskim), jest kategoria realizmu rozpatrywana w odniesieniu do takich pojęć, jak prawda i fałsz, konwencja i rzeczywistość, autentyczność i sztuczność. Pisarka od początku poszukuje w dziełach innych twórców takiej formuły realizmu, która byłaby jak najdalsza od podporządkowania rzeczywistości konwencji literackiej (na ile jest to oczywiście możliwe) czy też idei społecznej, tym samym więc opowiada się przeciwko tendencyjności jako sposobowi ujarzmienia wieloznaczności w dziele. W jej myśleniu trzy kategorie: tendencyjności, realizmu, a potem także naturalizmu nieustająco ze sobą mediują bądź wchodzą ze sobą w relacje. Realizm sytuuje się jej zdaniem między tendencją a naturalizmem. W tych mniej wybitnych dziełach ciąży ku tendencyjności, autor modeluje zaś obraz świata tak, by go ujednoznacznić, odbierając mu autentyczność. W dziełach wybitnych realizm ulega poruszeniom, przekształceniom, a najbliżej prawdy życiowej znajduje się twórca, którego określa mianem „realisty nerwowego”. Stąd – konsekwentnie – kategorią negatywną jest pisanie czy szerzej tworzenie „bez nerwu”, a zatem w zgodzie z konwencją, bez nerwowych poruszeń pióra czy pędzla, miarą talentu prawdziwego, wyrywającego się granicom przeciętności, jest natomiast w krytycznej ocenie Zapolskiej „zuchwałość”. Talent pokorny, mało zaczepny, piszący czy tworzący w zgodzie w obowiązującą normą, skazany jest na stagnację; talent zuchwały, gorący, poszukujący i ruchliwy (i tylko dzięki tym predyspozycjom) potrafi ocalić „prawdę” rzeczywistości w „umowności” konwencji. Pisała przy okazji oceny powieści Pan Wojciech Aleksandra Mańkowskiego („Przegląd Tygodniowy” 1889, nr 3): „Czy chcecie wiedzieć, jak wygląda prawdziwa, bolesna, straszna historia upadku całej rodziny w satyryczną formę przebrana? Czy chcecie poznać dzieło wielkiej wartości, zawierające przerażającą prawdę, wgryzające się w najdotkliwsze rany naszego społeczeństwa? […] Weźcie do ręki powieść Mańkowskiego. W tej bowiem niepozornej książeczce, pod tym skromnym tytułem mieści się życie kilkorga osób – życie potargane na strzępki – życie istotne, prawdziwe, prawdą tą przerażające”. Warto podkreślić, że ten rodzaj realizmu ma też dla Zapolskiej wymiar etyczny, stąd rolą literatury staje się demaskowanie i ujawnianie fałszu społecznego i kłamstwa indywidualnego. Być może dlatego właśnie, tłumacząc słowo réalité, pisarka podkreśla: „[…] realizm wiedziemy ze słowa réalité – prawda! Prawda bezwzględna, naga” (tamże). Tak rozumiana prawda rzeczywistości powinna dominować w dziele i podporządkować sobie konwencję, pisarz winien zaś stale zachowywać czujność wobec kwestii czy idei społecznych, nigdy jednak nie może ideom lub kwestiom tym podporządkować prawdy, wówczas złoży dosadność prawdy na ołtarzu tendencyjności. Najbliżej tego ideału sytuuje się zdaniem Zapolskiej naturalizm jako estetyka i mechanizm twórczy jednocześnie (pisarka wymienia tu nazwiska É. Zoli, braci Goncourtów, G. Flauberta, P. Bourgeta, G. de Maupassanta). W estetyce naturalistycznej najważniejsza z kolei pozostaje prawda ciała i doświadczenie utkane z codzienności, naturalizm jako mechanizm twórczy zasadza się z kolei przede wszystkim na ujawnianiu, wykrywaniu i wydobywaniu (trudnej) prawdy spod powierzchni rzeczywistości. Naturalistą jest więc twórca i „czujny”, i „nerwowy”, taki, który pisząc – demaskuje. Narzędziem tej demaskacji staje się w krytycznym namyśle Zapolskiej styl pisarza, który przeciwstawia ona manierze. Styl jest bowiem ujawnieniem pisarskiej podmiotowości, zapisuje perspektywę autora, maniera zaś zatrzymuje na poziomie konwencji, nie pozwala przedrzeć się do rzeczywistości, a tym samym nie pozwala zobaczyć i ujawnić prawdy o niej.

W późniejszym okresie, kiedy Zapolska staje się wytrawną krytyczką sztuki spod znaku awangardy, znaczącą rolę w jej myśleniu o dziele odgrywa kategoria symbolu, do którego myślenie pisarki wyraźnie dojrzewa. Droga do symbolu wiedzie od dosłowności i przez metaforę, rozumie go pisarka jako umiejętność zapisania i ujawnienia całości, przekroczenia granicy między naturą i kulturą, podmiotowością i zbiorowością. O ile więc naturalizm ma moc ujawniania poszczególnych doświadczeń, o tyle symbol charakteryzuje się mocą syntetycznego ujęcia i rzeczywistości, i zapisanych w niej poszczególnych doświadczeń, stając się najdoskonalszym narzędziem ujawniania prawdy.

O celach i zadaniach krytyki. Struktura refleksji krytycznej Gabrieli Zapolskiej ulegała znaczącym zmianom. Początkowo miała jedynie charakter sytuacyjny i interwencyjny, tekst krytyczny był związany z omawianym i ocenianym dziełem, był nastawiony na konkret przełamywany jedynie uogólniającym wstępem i takąż puentą. Stopniowo jednak refleksja krytyczna pisarki zyskuje atrybut syntetyczności. Pojawia się on wraz z dojrzewaniem refleksji autotematycznej. Te dwie tendencje wyraźnie się u niej wzmacniają, choć trzeba podkreślić, że refleksja autotematyczna, dotycząca kondycji i zadań krytyki, pojawia się u Zapolskiej dość późno, bo ok. 1900 r., i będzie dojrzewać w myśleniu pisarki do 1918 r. W swoim pierwszym felietonie na łamach „Słowa Polskiego” (potem „Nowego Słowa Polskiego”) określa cele i zadania nowoczesnego dziennikarstwa, dla którego znajduje trafną metaforę: patrzenia przez okno (Przez moje okno, „Słowo Polskie” 1900, nr 446), co oznacza bycie między światem własnym a opisywanym, a tym samym pozwala na łączenie ze sobą dystansu i zaangażowania, pozwala „patrzeć”, „widzieć”, „śledzić”, w końcu – „dostrzegać” (tamże). Określiwszy tak dynamikę reporterskiego, dziennikarskiego zaangażowania, Zapolska próbuje nazwać zadania krytyki.

Zapolska określa kondycję krytyka jako trudny wybór między dystansem oceniającego a zaangażowaniem czytelnika/ widza. Pyta, jak ulec wrażeniu/ nastrojowi i jednocześnie się od niego uwolnić, jak zachować trudną sztukę krytycznej równowagi. Punktem wyjścia staje się jej własne doświadczenie: „Mam więc być… krytykiem. To słowo mieści w sobie tyle obowiązków, tyle trudności, że wahałam się długo, zanim je napisać zdołałam”. To własne doświadczenie pozwala jej odwołać się do kontekstu społecznego i kulturowego, który towarzyszy polskiemu krytykowi (w domyśle: piszącemu w określonej sytuacji politycznej), a tym samym dookreśla jego kondycję w odróżnieniu od każdego innego krytyka: „Więc ogień ten [krytyki] musi płonąć równo i szlachetną linią […]. A każdy, kto czyni krzywdę scenie czy to zabijając duchową twórczość autorów, czy to nie uwzględniając dobrej woli kierowników i artystów – popełnia zbrodnię, bo zbrodnią jest wobec nędzy naszego kraju rwać w strzępy złoty kwiat, wykwitły wśród smutnej gleby”. Świadomość tych ograniczeń nie oznacza jednak dla Zapolskiej konieczności pobłażania. Wręcz odwrotnie – każe krytykowi poszerzyć horyzont własnych powinności. Krytyk, znając ograniczenia cywilizacyjne i kulturowe, wynikłe z sytuacji niewoli, musi opisać całość (twórczości, zjawiska) nawet wówczas, kiedy ma do dyspozycji tylko fragment czy szczegół; powinien połączyć w swoich ocenach zachwyt podróżnika z kompetencjami i wiedzą przewodnika, powinien ulec wrażeniu i jednocześnie to wrażenie przekroczyć, a tym samym zbudować opinię obiektywną, dostrzec i opisać porządek w wielości czy chaosie: „I gdy, nie narzucając swego zdania, krytyk, jedynie opierając się na własnych wrażeniach, opowie je czytelnikowi, to pokrewne mu dusze odczują i zrozumieją z nim wspólnie piękno lub brak tegoż. Ci zaś, którzy czują inaczej – zastanowią się, dlaczego uczuli inaczej” (Przez moje okno, „Słowo Polskie” 1900, nr 459). Podstawowym zadaniem krytyka jest budowanie estetycznej świadomości dzieła w określonym kontekście społeczno-kulturowym. Celem staje się umiejętność rozpoznania „polskiego piękna”, którego wzniosły, a jednocześnie ironiczny, demaskatorski wariant Zapolska odnajduje w twórczości Stanisława Wyspiańskiego.

Autor Wesela jest dla niej wcieleniem artysty idealnego, który w powszechnym uniwersum symboli odsłania polską duszę i ujawnia wszystkie jej skazy: „Nie widzowie wypełnią teatr, ale naród, a na scenie będzie duch narodu i ten duch stanie oko w oko z nami i sercem, i duchem naszym wstrząsać zacznie. To nie będzie sceniczne widowisko – to będzie obrachunek sumienia nas i naszych przodków, to będzie wielka, krwawa spowiedź wśród dreszczu i łez. […] Bo – oto – przyszedł geniusz taki, jakiego naród w żałobie, naród w kajdanach mieć musi” (Przed „Weselem” – o „Weselu”, „Słowo Polskie” 1901, nr 240).

Od początku w refleksji krytycznej Zapolskiej obecny jest kontekst biograficzny, a tym samym w dziele pojawia się intencja autorska. W sprawozdaniu z odczytu Jana Augusta Kisielewskiego na temat teatru japońskiego podkreśla: „Dlaczego więc, interesując się dziełem, nie interesować się jego twórcą? Jedno jest nierozłączne z drugim” (Odczyt Kisielewskiego, „Słowo Polskie” 1900, nr 568).

W miarę rozwijania się refleksji autotematycznej w krytycznym myśleniu Zapolskiej zwiększa się rola perspektywy syntetyzującej w działalności krytyka. Jego praca polega na umiejętności zestrojenia, łączenia i znajdowania reguł i prawideł tam, gdzie inni widzą porządki rozłączne: „Bo krytyk powinien być jak harfa posiadająca wszystkie struny jednakowo wrażliwe […]. Czy to jest narodowa, bohaterska pieśń, czy cichy, rzewny smutek jęczących drzew, czy domowy mały dramat mieszczańskiej rodziny, czy tragedia podpalacza, czy malarsko przedstawiony obrazek księżycowej nocy, czy groza strwożonej śmiercią duszy, czy społeczne niepokojące zapytanie – wszystko powinien odczuć na harfie swego ducha krytyk i według doznanego wrażenia zdać sprawę, czy autor dopiął celu, a głównie, czy to, co zamierzył – wykazał” (Życiowym szlakiem: Średnia Polska, „Nowe Słowo Polskie” 1902, nr 67). Krytyk staje się więc tym, który – pomiędzy modami, obowiązującymi kierunkami czy konwencjami – zakreśla i odczytuje przestrzeń sensu, umie wydobyć to, co w dziele ukryte (metaforyczna, symboliczna struktura), i przełożyć to na język dostępny szerszej publiczności. Jest tym, który widzi inaczej i prawdziwie: „Takie jest teraz moje okno – okno mojej duszy. Widzę przez nie lepiej, sprawiedliwiej przede wszystkim. Bo – widzę już na odległość i bez żadnego odcienia. Widzę, jak jest prawdziwie” (Ludwik Heller, „Gazeta Wieczorna” 1918, nr 4193).</document>
<document nplp_id="13893" title="Załuski Józef Andrzej " slug="zaluski-jozef-andrzej">Bibliograf, historyk, poeta, dramatopisarz, tłumacz, edytor, kaznodzieja, polityk. Pseudonimy i kryptonimy: AugustJ Zelante cultoRe peRenni in AeVum; Cephas Zelosivius; CEPHASI ZeLOSIVIJ; l. A.Z.B.K.; Imienia (Augustowego Zelant); l. Z.B.K.; I. Z.R.K.; I. Z.R.K.O.W.; J.A.Z.; JoZef; Junoszyc Zelant Religii Katolickiej; J.Z.; J.Z.B.|K.; J.Z.R.; J.Z.R.K.; J.Z.R.K.O.W.; który imieniem Józef JEST ŻARLIWY ZELANT ZAKONU RELIGIą RZYMSKą ROZSZERZAJąCEGO KLERYKÓW KALASSANTEGO; Senator Zelant; ten, którego hasło jest takie Jezusie Żegnaj Rządź Króluj; ten, który Jeden Z themiklesowi Równych Kocha Ojczyznę Wiernie; ten, który Jest Zbawienia Rodaków Kochający; ten, który Jest Ziemianów Rodaków Kochający; ten, który Jest Ziomków Reputacji i Kwalitet Ogłaszający Wokalista; ten, który Jest Życzliwym Regnanta Klientem; ten, który Jest Żarliwy Regnanta Klient; wielKi gRzesZnIk nie dosyć pokutujący; wielki z panów polskich senator; xJądZ świecki; X.N.N.

Informacje biograficzne. Urodził się 12 VIII 1702 w Jedlance (pow. radomski) jako syn Józefa Aleksandra Załuskiego, starosty rawskiego, i Teresy z Potkańskich, łowczanki sandomierskiej. Po śmierci matki (1702) ojciec usunął się z życia publicznego, a wychowaniem Józefa Andrzeja i jego rodzeństwa zajęli się stryjowie. Załuski odebrał staranne wykształcenie w kraju, w kolegiach jezuickim i pijarskim. Edukację kontynuował w Rzymie i Paryżu (tam też studiował teologię). W 1728 r. został wielkim referendarzem koronnym. Podczas walki o sukcesję polską w 1733 r. opowiedział się po stronie Stanisława Leszczyńskiego i jako jego zwolennik musiał opuścić Polskę. W l. 1733–1736 przebywał w Rzymie jako poseł „Lasa” na dworze papieskim. W 1736 r. otrzymał tytuł wielkiego jałmużnika Lotaryngii. Do kraju powrócił w 1742 r., opuszczając Lunéville w niejasnych okolicznościach. W 1759 r. został biskupem kijowskim. Wystąpienie na sejmie, krytykujące równouprawnienie innowierców, sprawiło, że Załuskiego w 1767 r. na rozkaz Nikołaja Repnina porwano i wywieziono do Kaługi, z której został zwolniony po sześciu latach (wśród wielu historyków panuje jednak pogląd, że porwanie było skutkiem pomyłki). Podejmował starania o powołanie w Warszawie „Wszechnicy Poniatowskiej” (uniwersytetu i akademii) i przekazanie jej swojej biblioteki. Był członkiem licznych europejskich towarzystw naukowych. Zmarł 7 I 1774 w Warszawie.

Działalność kulturalna i naukowa. Aktywność Załuskiego na płaszczyźnie kulturalno-naukowej przejawiała się w różnorodnych działaniach i inicjatywach. Próbował sił jako wydawca i autor m.in. trzech pierwszych tomów Zebrania rytmów przez wierszopisów żyjących lub naszego wieku zeszłych pisanych (t. 1–3, 1752–1754; t. 4–5, 1755–1756, zostały zredagowane przez J.E. Minasowicza; dalej: ZR), Publiusza Wirgiliusza Marona ksiąg wszystkich (1754). Był dramatopisarzem i tłumaczem m.in. satyr Nicolasa Boileau (Próba pióra nowego poety w trzech starych satyrach, 1753) oraz utworów dramatycznych opublikowanych w drugim i trzecim tomie Zebrania rytmów. Szczególnie ceniono go jako popularyzatora Pietra Metastasia. Dalekosiężne plany edytorskie (zob. m.in. Programma literarium ad bibliophilos, typothetas et bibliopegos, tum et quosvis liberalium artium amatores, 1732), a także inicjowanie konkursów literackich i naukowych świadczą o szerokim horyzoncie intelektualnym duchownego-erudyty należącego do rzymskiej Accademia degli Infecondi, Akademii Nauk w Berlinie, Akademii Nauk w Petersburgu. W pamięci potomnych Załuski zapisał się jednak przede wszystkim jako współtwórca – wraz z bratem, Andrzejem Stanisławem – pierwszej w Polsce publicznej biblioteki, słynnej ze swego księgozbioru obejmującego m.in. kroniki polskie od XIV w. czy rękopisy prac Stanisława Orzechowskiego, Macieja Stryjkowskiego, Alexandra Gottlieba Baumgartena.

Poglądy teoretyczne: zadania literatury i teatru. Podstawowym źródłem pozwalającym zrekonstruować poglądy Załuskiego na zadania literatury i teatru są przedmowy, którymi opatrywał zarówno edycje dzieł cudzych, jak i własne prace. Można wyróżnić w nich dwie perspektywy – pierwsza dotyczy znaczenia literatury dla odbiorcy, druga natomiast oddaje optykę autora-twórcy. Referendarz koronny podziela wypracowane w starożytności, a przyswojone i dostosowane do warunków rodzimych w dobie staropolskiej stanowisko, zgodnie z którym literatura pełni przede wszystkim funkcję dydaktyczno-moralizatorską, o czym nieustannie informuje w swoich prefacjach: „I mogęż bowiem powabniejszy i pożyteczniejszy prezent ukochanej czynić Ojczyźnie, jako bogobojne, heroiczne, wspaniałe młodzi szlacheckiej inspirować sentymenta?” (Przedmowa, w: ZR, t. 2); „[…] te tragedie pisałem, bo sądzę, że sentymenta heroiczne w nich wyrażone mogą młódź naszą szlachecką do dobroci, do łaskawości […], do wszelkich innych cnót teologicznych i politycznych niejako pobudzić i zachęcić” (Przemowa, w: tamże, t. 3). Dobry obywatel, ukształtowany m.in. dzięki lekturze odpowiednich dzieł czy uczestnictwu w widowiskach teatralnych, musi zatem być także dobrym chrześcijaninem. Dopełnianie się tych wzorców osobowych w przedmowach Załuskiego to echo tradycji sarmackiej, widocznej chociażby w wierszach dedykacyjnych poświęconych Jerzemu Mniszchowi, marszałkowi wielkiemu koronnemu (tamże, t. 2), czy Fryderykowi Brühlowi, staroście warszawskiemu (tamże, t. 3), a także świadectwo przeobrażeń dotyczących repertuaru teatru poł. XVIII w., coraz częściej podejmującego tematykę patriotyczno-obywatelską.

Załuski, mając w pamięci usankcjonowaną autorytetem starożytnych triadę docere, movere, delectare, wskazującą prymarne zadania sztuki słowa, kładzie silny nacisk na realizację funkcji dydaktycznej przy wykorzystaniu emocji i uczuć w procesie odbiorczym, uznanych przezeń za czynniki sprzyjające oddziaływaniu moralistycznemu. Na konieczność wzruszenia czytelnika/ widza zwrócił on ponadto uwagę, podejmując się tłumaczenia listu Nicolasa Malézieu do księżnej du Maine poświęconego tragedii Józef uznany Charles-Claude’a Genesta, również przełożonej przez Józefa Andrzeja (tamże, t. 2), oraz jako autor Obrazu nędzy ludzkiej (1768), pierwszej polskiej „komedii łzawej”, której pierwowzorem była francuska comédie larmoyante powstała w kręgu Denisa Diderota. W przekładach utworów dramatycznych biskupa kijowskiego badacze dostrzegają zresztą skłonność do konkretyzacji i uzupełniania poszczególnych partii z intencją oddania napięcia emocjonalnego bohaterów.

O poruszeniu jako sposobie skłonienia odbiorcy do „aktu skruchy” i wzbudzenia w nim „żalu za grzechy” Załuski mówi zresztą explicite w przedmowie do Tragedii […] o Sądzie Ostatecznym (tamże, t. 2), której znaczną część poświęcił kwestiom scenicznej konkretyzacji utworów dramatycznych, wykazując się przy tym świetną znajomością ówczesnych rozwiązań technicznych w teatrze.

Z perspektywy twórcy, ale także tłumacza, zajęciu się literaturą przyświeca idea otium negotiosum zakorzeniona w antyku i patronująca poetom staropolskim. Jej przywołanie jest elementem autostylizacji autora prezentującego się czytelnikowi jako osoba, która czas wolny przeznacza na zajęcia wartościowe intelektualnie i realizowane z myślą o „ukochanej młodzi”. Kryterium użyteczności łączy tu ze sobą perspektywę odbiorcy i autora. Temu pierwszemu kontakt z utworem, zwłaszcza inspirowanym Biblią i historią Kościoła, gwarantuje „ukontentowanie umysłu” wraz z „nauką” i „zabawą” (Przemowa poprzedzająca Pytania ciekawe z Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu […] i na nie odpowiedzi mądre […], ZR, t. 3). Autor natomiast chroni się np. przed uciążliwościami podróży, wykorzystując czas wolny, zgodnie z wyrażonym w Przemowie (ZR, t. 3) przekonaniem popartym przykładem m.in. Jana i Piotra Kochanowskich, że „jeśli która zabawa umysłu potrawą, to książek czytanie”. Tego typu postawa korespondowała z powszechnym w poł. XVIII w. poglądem na zadania pisarskie uznawane za aktywności służące dobru publicznemu, podejmowane z intencją przysłużenia się ojczyźnie.

Poglądy na krytykę i krytyków. W przedmowach Załuskiego wyraziście jawi się opozycja między „łaskawym czytelnikiem” i „rozumnym krytykiem” a „czytelnikiem niełaskawym” i „zębatym Zoilem”: „Są i tacy krytykowie, co napadłszy trafunkiem czy na wiersz niegładki, czy na termin nie najwyborniejszy, już zaraz ex nunc, bez dalszej indagacji, całą potępiają księgę […], ale od takiego sądu apeluje każdy czytelnik rozsądny” (Przedmowa, ZR, t. 2). Pobrzmiewa tu zalecenie wskazane w Liście do Pizonów Horacego: „Lecz jeśli pieśń ma wiele blasków, mnie nie rażą / nieliczne plamy, które rozlało niedbalstwo / lub nie dość czujna ludzka natura” (tłum. A. Lam). Ars poetica jako źródło zaleceń przede wszystkim dla twórców, ale też dla czytelników epok dawnych, w krytycznoliterackim dyskursie Załuskiego została przypomniana na prawach autorytetu postulującego lekturę wnikliwą, bezstronną i surową, ale sprawiedliwą oraz roztropną, wyrozumiałą dla twórcy, pozbawioną złośliwości czy osobistych uprzedzeń. Zrekonstruowany tu sposób myślenia nie był w XVIII w. odosobniony, by przywołać ważny także w polskim oświeceniu – List o krytyce Alexandra Pope’a.

Przeciwieństwem tak ujmowanego, wzorcowego i pożądanego krytyka jest wskazywany w pismach oraz w metapoetyckich wierszach (ZR, t. 3) Załuskiego złośliwy cenzor, „i głupi, i zazdrosny”, który „szczeka jak pies na księżyc” (Przedmowa, tamże, t. 2), kąsa „nienawisnym zębem” (przedmowa do Tragedii […] o Sądzie Ostatecznym, tamże). Wymienione w celu egzemplifikacyjnym określenia, nacechowane aksjologicznie, to oczywiste aluzje do postaci Zoila wspominanego często przez poetów staropolskich, nadal obecnego we wczesnej fazie oświecenia (J.E. Minasowicz, Do Jaśnie Wielmożnego Jmci Księdza Józefa Andrzeja…, tamże, t. 5).

Na podstawie tych rozróżnień można sporządzić listę dyspozycji, którymi powinien być obdarzony wzorcowy czytelnik-krytyk mający odpowiednie przygotowanie do oceniania innych dzieł konstruktywnie, z pożytkiem zarówno dla utworu, jak i autora zyskującego szansę na doskonalenie własnego warsztatu: „Czuję się na mocy, że z indyferencją znieść niesłuszne cenzury zdołam, a z dobrych, zdrowych i prawych krytyk, skłonnym do uznania prawdy rozsądkiem, profitować potrafię” (Przedmowa, tamże, t. 2). Analogiczne stanowisko uznające przydatność krytyki Załuski zajął także w Przemowie do tragedii Edward III (będącej przeróbką utworów J.L. Gresseta i J. Bancrofta): „[…] należy mieć sobie za honor być krytykowanym, należy gardzić satyrami, należy profitować z popełnionych mankamentów, poprawiać się, a coraz pisać lepiej a lepiej” (tamże, t. 3).

Obok pragmatycznej funkcji krytyki, przyjmującej taki tryb i sposób oceny dzieła, które dają możliwość jego poprawy, trzeba wspomnieć o dostrzeżonym przez referendarza koronnego jej pozytywnym wpływie na recepcję danego utworu: „[…] złe księgi, bez krytyki, bez cenzury idą pod placki, na naboje, na lepienie okien, w niepamięci i w popiele tarzają się pod ławą, a zaś nicowane, weksowane i krytykowane lukubracje ciekawość tym większą ostrzą” (Przedmowa, tamże, t. 2). O losie książek niecieszących się przychylnością czytelników w niemal identycznym tonie pisano m.in. w „Monitorowych” artykułach (np. „Monitor” 1766, nr 37), szczególną uwagę zwracając na odbiorców, którzy nie mogą pochwalić się predyspozycjami niezbędnymi do oceny dzieła. I na to niebezpieczeństwo Załuski wskazał, porównując złych, nieznających się na sztuce pisarskiej krytyków do podkościelnej żebraczki: „[…] są i tacy krytycy, co sądzą wiersz za niepolerowny, kiedy jest łatwo zrozumiany, […] nie Febusem tchnący, nie entuzjazmem napuszony. Tak właśnie oni sądzą, jak owa szelężna w kruchcie baba, co trzymała kaznodzieję za prostaka, przeto że […] całe jego należycie zrozumiała kazanie” (Przedmowa, ZR, t. 2). Wyeksponowany w przywołanym fragmencie dystans wobec późnobarokowej, azjańskiej ozdobności jest także świadectwem nasilających się w poł. XVIII w. dyskusji podnoszących potrzebę doskonalenia języka polskiego. Dostrzegając konieczność podjęcia działań w tym zakresie, Załuski zajmuje stanowisko powściągliwe – zwłaszcza w kwestii rezygnacji z wykorzystywania słów obcego pochodzenia (Przemowa, tamże, t. 3).

Jako przeciwieństwo odbiorcy naiwnego, którego można łatwo zwieść i omamić pozornym kunsztem „napuszonej” wypowiedzi, zostali przywołani „ludzie rozumni”, ceniący autorów piszących klarownie, zachowujący odziedziczoną po starożytnych, a wyeksponowaną w podobny sposób już w Liście do Pizonów ideę umiaru: „[…] myśl twą wygóruję, choć po powietrzu nie latam” (tamże). Świadczyłoby to także o akceptacji przez Załuskiego pewnych postulatów klasycznych, związanych jednak – jak wskazują badacze – z kulturą włoską i modelem pastersko-lirycznym.

Opozycja między czytelnikiem-znawcą a zawistnym Zoilem nie wyklucza możliwości przenikania się reprezentowanych przez te postaci stylów odbioru. Zjawisko to, wyeksponowane przez referendarza na podstawie recepcji dramatów Jeana Racine’a, tym mocniej uwypukla negatywny wpływ, jaki niesprawiedliwa, podyktowana zazdrością ocena może wywrzeć na opinię publiczną, zyskując poparcie w „ludziach nawet uczonych” (Przedmowa, tamże, t. 2). Przykład ten uświadamia czytelnikowi arbitralność sądów i przekonań dzielonych przez ogół, którym może przeciwstawić się tylko obdarzona odpowiednimi dyspozycjami jednostka (tu jest nią „przesławny arcypoeta Boileau”).

Sposób argumentowania i język wypowiedzi. Przeciwstawiane w przywołanych wypowiedziach typy krytyki wymuszają również określone postawy i zachowania autora przedmowy czy wydawcy, który rozpoznając życzliwego i kompetentnego czytelnika-krytyka, stara się „profitować” z poczynionych uwag i wygłaszanych komentarzy na temat zaprezentowanego dzieła. Jednocześnie pozostaje on w stanie ciągłej gotowości, wyposażając się w argumenty, opinie oraz sformułowania broniące rozwiązań i koncepcji twórcy przed projektowanym odbiorcą „niełaskawym”: „Najsławniejsi dwaj francuscy teatralni autorowie, Piotr Corneille i Jan Racine, pisali tragedie duchowne […]. Co tedy wolno było uczynić Racinowi dla szlachetnych panien, wolno i mnie wyświadczyć dla szlachetnych paniąt, w konwiktach szlacheckich mieszkających” (przedmowa do Tragedii o […] Sądzie Ostatecznym), „Wszak Opaliński pisał satyry z swej weny (wojewoda pozn.) / Godny minister przeto nie stracił swej ceny” (Grzebyk na oślą głowę…, tamże, t. 3).

W dyskursie Załuskiego można wyróżnić sposoby obrony przed zawistną, niesprawiedliwą krytyką, uruchamiane także i po to, by złośliwego Zoila zdyskredytować w oczach pozostałych odbiorców. Przede wszystkim referendarz wykorzystuje własną, zdumiewającą nawet jak na standardy epoki erudycję, tłumacząc adresatowi poszczególnych przedmów przyczyny wyborów i decyzji autora, dodatkowo osadzając je na mapie zjawisk literackich i kulturowych czasów sobie współczesnych i wcześniejszych, np. zawarte w tej samej prefacji informacje poświęcone gatunkom średniowiecznego teatru religijnego obejmujące dorobek europejski, z jednoczesnym uwzględnieniem Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka.

Z tego typu argumentacją łączy się cytowanie maksym i sentencji z dzieł twórców antycznych (choć Załuski wspomina także pisarzy nowożytnych) w celu podkreślenia słuszności własnego stanowiska. Wśród przytaczanych przez referendarza koronnego autorytetów znajduje się nie tylko Horacy, ale i ważny na poziomie szkolnej edukacji Cyceron czy Waleriusz Maksymus (Przedmowa, tamże, t. 2), znani w dobie staropolskiej i zalecani w praktyce dydaktycznej m.in. przez Stanisława Konarskiego.

O poszukiwaniu wspólnej płaszczyzny komunikacyjnej z odbiorcą świadczy też odwoływanie się do jego codziennych doświadczeń: „Będziesz zatym […] wolał gęś na stole niż bażanta w polu”, „Wszak lepszy bywa przewoźny tokaj, niż domowy turobiński cienkusz” (tamże). Podobną rolę odgrywa wykorzystywanie zadomowionych w literaturze epok dawnych form wypowiedzi (jak dedykacja czy przedmowa) i odwoływanie się w ich obrębie do gier słownych, czyli chwytu znajdującego się w horyzoncie czytelniczych oczekiwań.

Charakterystyczną cechą prefacji referendarza koronnego jest szczególne nakierowanie na adresata, z którym osoba mówiąca wchodzi w swoisty dialog, uprzedzając i jednocześnie odpierając jego spodziewane wątpliwości czy nieprzychylne oceny: „Zarzuci mi ktoś […]. Na to odpowiem”, „jeszcze mię kto z boku zagadnąć może” (Przedmowa, tamże), „Na ten zarzut tak odpowiadam” (Przemowa, tamże, t. 3). Funkcję perswazyjną pełnią również wzmianki wskazujące autora empirycznego, erudytę, ale i duchownego, odwołującego się do własnych doświadczeń i mogącego pochwalić się świetnym urodzeniem (m.in. w przedmowie do Tragedii […] o Sądzie Ostatecznym i w Grzebyku na oślą głowę… nawiązuje on do rodowego herbu), dla którego aktywność literacka jest formą spędzania czasu w podróży, gdyż – jak wyjaśnia – „na miejscu severioribus studiis vacare decet” (tamże).

Z prefacji i utworów metapoetyckich Załuskiego wyłania się spójna koncepcja krytyki literackiej, której głównym zadaniem jest podniesienie poziomu literatury. Jednocześnie napastliwy ton, jaki pojawia się w niektórych fragmentach przedmów czy wierszach kierowanych „do Zoila” (niepozbawionych inwektyw), sprawia, że wypowiedzi wchodzące w skład ramy wydawniczej dzieł publikowanych z inicjatywy referendarza koronnego przywodzą na myśl ugruntowane w kulturze szlacheckiej i związane z jej dysputacyjnym charakterem utwory typu ad lectorem, pisane z intencją modelowania przebiegu procesu nadawczo-odbiorczego.</document>
<document nplp_id="13894" title="Zalewski Kazimierz" slug="zalewski-kazimierz">Dramatopisarz, publicysta, krytyk teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: Jerzy Myriel; K.Z.; (K.Z.); Kaz. Zal.; Kaź…; Zal…; Z.; Żelisław Roman Orsza.

Informacje biograficzne. Urodził się 5 XII 1848 w Płocku w rodzinie znanego adwokata Stanisława Zalewskiego (1823–1892) i Balbiny z Wołowskich (1825–1909). Do szkół uczęszczał w Płocku, Siedlcach i Warszawie. W l. 1865–1870 studiował początkowo na wydziale filozoficznym. Następnie parę lat pracował w sądownictwie, otwierając nawet własną kancelarię adwokacką w Warszawie. Debiutował jednoaktówką Bez posagu w 1869 r. na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”. W l. 1875–1878 był redaktorem i właścicielem dziennika „Wiek”, w l. 1876–1877 redagował „Nowiny Niedzielne”. W 1888 r. poślubił Zofię Olszowską (1870–1946), z którą miał czterech synów. Od 1889 r. był stałym recenzentem teatralnym „Kuriera Warszawskiego”. Ogłaszał swoje utwory w „Tygodniku Ilustrowanym”, „Kłosach”, „Bluszczu”, „Świecie” oraz w innych czasopismach. Serdeczna i długotrwała przyjaźń łączyła Zalewskiego z innym komediopisarzem pozytywizmu warszawskiego, Zygmuntem Sarneckim. Zalewski zajmował się również tłumaczeniami i przeróbkami głównie z literatury francuskiej (np. E. Legouvégo komedia Bez stanu czy Molière’a Świętoszek i Szkoła kobiet). Doskonała znajomość języka francuskiego sprawiła, że w 1894 r. pisarz został sprawozdawcą polskiego ruchu teatralnego dla miesięcznika „Revue d’art dramatique”. W tym samym roku obchodził jubileusz dwudziestopięciolecia działalności pisarskiej. W sezonie 1907/1908 krytyk był dyrektorem artystycznym Dramatu i Komedii Warszawskich Teatrów Rządowych, a w l. 1908–1915 kierował Aplikacyjną Szkołą Aktorską przy teatrach warszawskich. W l. 1909–1918 kierował (po M. Gawalewiczu) prywatnym i niezależnym Teatrem Małym, przy którym zorganizował Wolną Scenę (1910) prowadzoną przez Bolesława Gorczyńskiego. Z Teatrem Małym Zalewski był związany (z krótkimi przerwami) niemal do śmierci. W 1912 r. został dyrektorem i reżyserem Teatru Zjednoczonego, a w 1915 r. w trakcie działań wojennych pełnił funkcję prezesa dyrekcji WTR. Zmarł 11 I 1919 w Warszawie.

Związki z teatrem. Z teatrem połączyły Zalewskiego wszechstronne związki. Był autorem wielu popularnych komedii chętnie grywanych w teatrach, m.in. Przed ślubem (1875), Artykuł 264 (1878), Górą nasi! (1884), Friebe (1885), Nasi zięciowie (1886) czy Małżeństwo Apfel (1887). W 1895 r. napisał też dla swojego kolegi po fachu Michała Wołowskiego prolog teatralny pt. Piękny sen z okazji otwarcia teatru w Łodzi, który Wołowski miał poprowadzić. W warszawskim środowisku literacko-artystycznym Zalewski był również znany ze swej szczególnej atencji do aktorów, zwłaszcza pięknych (choć niekoniecznie uzdolnionych) aktorek. Z teatrami warszawskimi przełomu XIX i XX w. połączyły go także związki instytucjonalne. Teatr był głównym polem jego działalności krytycznej i publicystycznej. Przez wiele lat przygotowywał do „Wieku” cykliczne wypowiedzi w kilku działach: Nowiny bieżące krajowe, Teatr, Przegląd literacki, Korespondencja, Kronika artystyczna, Kronika literacka oraz Felieton teatralny. Wymagało to od redaktora ogromnego oczytania i rozległych kompetencji, ale też wskazywało na wzajemną bliskość i pokrewieństwo jego publicystyki literackiej i teatralnej. Wspominając go, Adam Grzymała-Siedlecki pisał, że Zalewski był człowiekiem wprost „zaczytującym się” w starych pamiętnikach i dziełach historycznych. Publicysta współpracował z „Kurierem Warszawskim”, prowadząc tu stałą rubrykę teatralną w l. 1889–1897, oraz z „Wiekiem Ilustrowanym” (1900–1905), gdzie wypowiadał się w działach: Teatr i sztuka oraz Felieton teatralny. Felietony zamieszczane w tych dwóch czasopismach tworzą największy zbiór jego recenzji z wszystkich ważniejszych warszawskich wydarzeń teatralnych, w tym z premier w Teatrze Rozmaitości. Recenzje były zwykle obszerne, podzielone na dwa lub nawet trzy numery. Wyróżniała je lokalizacja zwykle na pierwszej stronie „Kuriera Warszawskiego” oraz „Wieku”. Oprócz recenzji i relacji z przedstawień Zalewski pisał również eseje publicystyczne, omówienia sylwetek znanych i popularnych pisarzy (E. Scribe’a, A. Dumasa syna, J.A. Fredry), artykuły bilansujące i podsumowujące sezony teatralne w Rozmaitościach, wreszcie typowe portrety aktorskie (np. J. Królikowskiego, W. Rapackiego, R. Żelazowskiego, B. Leszczyńskiego, M. Frenkla, M. Wisnowskiej, W. Siemaszkowej, G. Zapolskiej czy włoskich artystów E. Rossiego i A. Maggiego). Po 1905 r. działalność sprawozdawczo-recenzencka Zalewskiego nieco osłabła, a w prasie zaczęły ukazywać się artykuły wskazujące na zacięcie społeczne pisarza, który komentował m.in. kwestię rolną obecną w programach partii rosyjskich („Przegląd Społeczny” 1906), powstanie 1863 r. w kontekście Zapisków Nikołaja Berga („Bluszcz” 1906) czy wprowadzenie nowego podatku teatralnego dla scen warszawskich („Kurier Warszawski” 1916).

Krytyka teatru i dramatu. Na polu warszawskiej krytyki teatralnej 2. poł. XIX w. publicystyka teatralna Zalewskiego prezentowała się dość typowo. Obok Kazimierza Kaszewskiego, Władysława Bogusławskiego, Fryderyka Henryka Lewestama czy Józefa Keniga był reprezentantem krytyki idealistycznej, której było szczególnie blisko do opisowo-analitycznej publicystyki literackiej. W recenzjach powielał pewien schemat budowy: zaczynał od streszczenia sztuki, następnie oceniał konstrukcję akcji i sposób konstruowania postaci, w części końcowej umieszczał opis realizacji teatralnej, charakteryzując sztukę aktorską oraz sposób budowania postaci scenicznych przez poszczególnych aktorów, zwłaszcza tych wyróżniających się. Niewiele uwagi poświęcał sprawom reżyserii, scenografii lub oprawy muzycznej. Marginalnie traktował uwagi o publiczności. Jego sposób patrzenia na teatr zawsze uwzględniał sceniczne predyspozycje utworów dramatycznych, w których ocenianymi elementami, a zarazem „walorami”, były przede wszystkim realizm rozumiany jako obiektywna obserwacja rzeczywistości, z zachowaniem zasad logiki wydarzeń, oraz prawdopodobieństwo wydarzeń i postaci. Analiza dzieł dramatycznych stawała się dla Zalewskiego często pretekstem do oceniania i opisu warsztatu literackiego poszczególnych autorów. Krytyk chwalił reprezentantów polskiej i obcej „sztuki dobrze skrojonej”, wysoko oceniał zawsze twórczość komediopisarską Jana Aleksandra Fredry, nie znajdował jednak zrozumienia dla nowej dramaturgii spod znaku naturalizmu (recenzje dramatów H. Ibsena, G. Hauptmanna czy S. Przybyszewskiego).

Zalewski poważnie postrzegał kwestie związane z zadaniami krytyki teatralnej. Refleksje metakrytyczne skupiały się głównie na dwóch elementach: kompetencjach krytyka oraz konieczności jego bezstronnego oceniania. Pisał: „[…] krytyk teatralny to sędzia przysięgły wyrokujący nie na zasadzie prawa, ale według sumienia i własnego znawstwa, wyrobionego wykształceniem filozoficznym i literackim oraz szerszą obserwacją życiową przy talencie felietonisty” (Felieton teatralny, „Wiek” 1899, nr 116). Najbardziej cenił erudycyjno-felietonowy model recenzji, a drogą do zdobycia zaufania i powodzenia recenzenta u czytelników była jego zdaniem szczerość nierozerwalnie połączona z pracą i indywidualnością pisarza. Uczciwość zawodowa krytyka nakazywała mu rzetelność i obiektywność w ocenianiu. Sympatie, a tym bardziej osobiste antypatie, nie powinny decydować o końcowej ocenie utworów czy przedstawień.</document>
<document nplp_id="13896" title="Zaleski Wacław" slug="zaleski-waclaw">Poeta, folklorysta, etnograf, działacz polityczny, krytyk teatralny i literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Kontraktowicz; Kontraktowy; Philoludzki z Oleska; …ski; W… z Oleska; …w …i; Wacław z Oleska; Z.; z Oleska; X.X.

Informacje biograficzne. Wacław Michał Zaleski urodził się 18 IX 1799 w Olesku (pow. złoczowski) jako syn Filipa Nereusza Zaleskiego z Otoka h. Dołęga i Marianny z Łęskich. Od 1813 r. uczył się w męskim gimnazjum we Lwowie, po śmierci ojca w 1818 r. przez trzy lata studiował filozofię, a następnie prawo na Uniwersytecie Lwowskim (ukończył je w 1825 r.). W okresie studiów pracował jako korepetytor, wstąpił też do stowarzyszenia młodzieży „Concordia”. Był związany z niemieckim środowiskiem młodzieży akademickiej. Od 1821 r. pisał wyłącznie po polsku, wcześniejsze jego wprawki literackie, dziennik i korespondencja były prowadzone w języku niemieckim. Pod wpływem lektury pism Johanna Gottfrieda Herdera dokonał świadomego wyboru języka, co utrwalił w zapiskach: „Przywiązania do polskiego języka i do polskich rzeczy nie mogę u siebie nazwać wrodzonymi, nastąpiło ono później z przekonania i dlatego nie było nigdy na stopniu ślepego instynktu” (K. Ostaszewski-Barański). Po ukończeniu studiów podjął pracę jako praktykant konceptowy w urzędzie gubernialnym we Lwowie oraz jako suplent (zastępca profesora) wykładał matematykę na Uniwersytecie Lwowskim. W 1827 r. przeniesiono go do urzędu w Sączu, w 1830 r. awansował na koncypistę i wysłano go do starostwa w Wadowicach. Po powrocie do Lwowa wspinał się w hierarchii urzędniczej, zajmując stanowisko komisarza, a stabilna sytuacja zawodowa pozwoliła mu więcej czasu poświęcić literaturze i myśleć o ustatkowaniu się. W salonie adwokata Augusta Wysockiego spotykał się z Sewerynem Goszczyńskim (pomógł mu uniknąć aresztowania), Lucjanem Siemieńskim i Józefem Bohdanem Zaleskim. W 1835 r. poślubił Antoninę Bołoz-Antoniewicz (1814–1862) pochodzącą z galicyjskiej rodziny ormiańskiej. Z ich związku przyszło na świat troje dzieci: Filip Krzysztof Artur (1836–1911), minister austriacki i namiestnik Galicji, Józef Jakub (1838–1899), rotmistrz kawalerii cesarskiej Austro-Węgier, Antoni Wacław (1842–1866), pisarz. Posag i koligacje żony ułatwiły mu zakup dwóch wiosek niedaleko Złoczowa (Lipniki i Skwarzawa), dzięki czemu zyskał uprawnienia do zasiadania i głosowania w sejmie stanowym Galicji i Lodomerii. Jako c.k. radca rządów krajowych zaangażował się w utworzenie lwowskiego Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Sprawnie łączył ze sobą obowiązki posła i urzędnika, a w 1845 r. otrzymał od arcyksięcia Ferdynanda I nominację na rzeczywistego radcę dworu i został referentem krajowym do spraw galicyjskich w zjednoczonej kancelarii nadwornej w Wiedniu. W 1846 r. po wybuchu rabacji galicyjskiej wysłano go jako specjalnego komisarza w teren, po odwołaniu ze stanowiska powrócił do obowiązków w Wiedniu, gdzie m.in. uczył języka polskiego nastoletniego Franciszka Józefa. Niebawem zyskał też nominację na gubernatora Galicji, obwodu krakowskiego i Bukowiny. Od sierpnia 1848 r. urzędował jako gubernator w Krakowie, gdzie przeprowadził reorganizację administracji. Po wypadkach Wiosny Ludów odwołano go ze stanowiska, przenosząc w styczniu 1849 r. do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Wiedniu. Zmarł tamże 24 II 1849 na zapalenie płuc. Został pochowany w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

W walce o romantyczną krytykę teatralną. W 1824 r. na łamach lwowskich „Rozmaitości” ukazały się jego pierwsze recenzje z przedstawień teatru polskiego we Lwowie kierowanego przez Jana Nepomucena Kamińskiego (omówienia Pierwszej lepszej A. Fredry, Makbeta W. Shakespeare’a, Obrzynków A.W. Ifflanda). Następny rok przyniósł nie tylko recenzje z kolejnych spektakli: Krakowiaków i górali Wojciecha Bogusławskiego, „dzieła prawdziwie narodowego” („Rozmaitości” 1825, nr 3–4, 6, 8), Barbary Radziwiłłówny Alojzego Felińskiego, „wzoru najpoprawniejszego pisania” (tamże, nr 23), Dumy spanoszonego Aleksandra Fredry (tamże, nr 17), Twardowskiego na Krzemionkach Kamińskiego (tamże, nr 26), ale także spojrzenie na zadania recenzenta teatralnego: „[…] szczęśliwy, jeżeli chwalić mogę; z przyjemnością miłośnika sztuk pięknych zapatruję się na wzrost sceny naszej, tak widoczne czyniącej postępy” (tamże, nr 11). Numery „Rozmaitości” z 1826 r. zawierają już jego obszerniejsze artykuły pisane pod pseudonimem Kontraktowy. W recenzjach Podkanclerzego Franciszka Krattera („Rozmaitości” 1826, nr 2) czy Amerykanina we Francji Camillo Federiciego (tamże, nr 23) przeprowadzał gruntowną krytykę opartą na ocenie gry aktorskiej i realizacji zasad estetycznych.

W rozprawie Teatr polski we Lwowie. Czego po nim wymagać i jak o nim sądzić należy („Rozmaitości” 1827, nr 1) Zaleski podkreślał za pismami Friedricha Schillera, że teatr może być „dźwignią kultury” oraz że jest mu przypisane szczególne posłannictwo w kształtowaniu serc i umysłów. Zarówno przedstawienia teatralne, jak i recenzje spektakli dawały możliwość szerzenia idei romantycznej oraz prowadzenia dyskusji między zwolennikami romantyzmu i klasycyzmu. Zaleski – zadeklarowany miłośnik romantyzmu – polemizował z Walentym Chłędowskim, recenzentem teatralnym „Pamiętnika Lwowskiego” i „Gazety Lwowskiej”, na temat dramy, uważał, że nie jest to gatunek wysoki, tylko popularny, obliczony na rozrywkę („Rozmaitości” 1826, nr 24; „Rozmaitości” 1827, nr 10). Domagał się od teatru wzniosłości, oburzał się na „kuglarstwo” piętnowane też przez Maurycego Mochnackiego, uważał, że prezentowanie przed wymagającą lwowską publicznością melodramatów, tandetnych fantastycznych scen jest niestosowne. Oczekiwał od spektaklu poruszania głębszych uczuć niż strach czy zdumienie. Gatunek dramy romantycznej – synkretycznie łączący ze sobą elementy widowiska, baletu, opery, czerpiący z dramatu mieszczańskiego, komedii i tragedii – nie zyskał jego aprobaty i był wielokrotnie krytykowany na łamach „Rozmaitości”. Zaleski zdecydowanie odrzucał plastyczność tego typu widowisk połączoną z płytkim moralizatorskim przesłaniem. W swoich recenzjach podkreślał, że największym osiągnięciem dramaturgii są tragedie Williama Shakespeare’a, którego wraz z Pedrem Calderónem de la Barca i Friedrichem Schillerem uważał za ojca dramatu romantycznego („Rozmaitości” 1827, nr 10). Chwalił Kamińskiego jako dyrektora za wybór ambitnego repertuaru, szczególnie za wystawiane z rozmachem dramaty Shakespeare’a, a jednocześnie ganił lwowską publiczność z powodu większej frekwencji na sztukach mniej wymagających. Omówienie przedstawienia Lekarz swojego honoru Calderóna w reżyserii Kamińskiego (tamże, nr 5, 9–10, 15) jest uważane za jedną z pierwszych wypowiedzi o teatrze romantycznym. Zaleski oglądał spektakl z 1827 r. oczyma romantyka, dostrzegając w nim sprzeczności, „zagadkę bytu” i „pierwiastek ludu”. Podkreślał w swojej recenzji oryginalność poezji i narodowy charakter literatury hiszpańskiej, która czerpie natchnienie ze źródeł ludowych, wskazując jednocześnie brak oryginalności w przypadku rodzimej literatury: „[…] nasi tylko oryginalni pisarze do całego świata podobni” (tamże, nr 15). Jako uważny czytelnik pism Mochnackiego i braci Schleglów (a także tłumacz J.W. Goethego i F. Schillera) Zaleski stał się prekursorem lwowskiej krytyki teatralnej z entuzjazmem propagującym rolę teatru jako odrębnej, ważnej dziedziny sztuki. Podążając za wcześniejszymi rozpoznaniami Mochnackiego, postulował nadanie teatrowi charakteru romantycznego przez wystawienia dramatów Calderóna, Shakespeare’a, Schillera i Goethego. Największe nadzieje w stworzeniu polskiej sceny romantycznej pokładał w wystawieniach utworów Aleksandra Fredry. Krytyk uważał bowiem, że autor Intrygi na prędce ma szansę dokonać prawdziwego przełomu romantycznego jako twórca stroniący zarówno od klasycystycznej tradycji, jak i dramy. Recenzja Odludków i poety Fredry, „najoryginalniejszej tragedii ze wszystkich” (tamże, nr 5), stała się powodem następnej polemiki z Chłędowskim, który zarzucał Zaleskiemu subiektywizm i brak znajomości zasad estetyki teatralnej. Ta wymiana zdań na łamach „Rozmaitości” jest świadectwem sporu między klasykiem a romantykiem, ale też prezentacją założeń nowej, romantycznej krytyki teatralnej. Zaleski dał się poznać jako odbiorca teatru wrażliwy na inność, szukający w spektaklu pogłębionej refleksji egzystencjalnej.

„Ja” krytyczne. Krytyka teatralna Zaleskiego nie polegała tylko na relacjonowaniu wydarzeń rozgrywających się na scenie teatru polskiego we Lwowie ani na subiektywnym opiniowaniu przedstawień. Krytyk przyjmował rolę pośrednika między teatrem a publicznością, a swoje zadanie widział w szerzeniu idei sztuki romantycznej, stąd czerpał zapał do polemik z krytykami o klasycystycznych upodobaniach estetycznych. W 1825 r. wdał się w spór z Philopolskim, czyli Tytusem Dzieduszyckim, biorąc w obronę Juliana Ursyna Niemcewicza jako autora powieści historycznej Jan z Tęczyna (Ułomki, „Rozmaitości” 1825, nr 30). W aforystycznym stylu podważał argumentację Philopolskiego (sam podpisuje się: Philoludzki): „Co to jest teoria? Łatwo jest powiedzieć np. »romans historyczny nie jest to itd.«; trudniej: »romans historyczny jest to itd.«, ale i to łatwo, jeżeli zdanie nasze ma być jako krzemień, który szkło kraje, w ogień zaś rzucony, sam w kruche szkło się zamienia” (tamże). Zwracał też uwagę na to, że literatura wbrew oczekiwaniom Dzieduszyckiego nie może być prostym odtworzeniem rzeczywistości: „Poezja jest obrazem życia, dlatego że jest dziełem twórczej siły, jak tamto: ale nie jest naśladowaniem natury, bo człowiek nie jest małpą Boga, ale jego obrazem” (tamże).

Podmiotem artykułów recenzenckich Zaleskiego jest odbiorca dzieła, który odrzuca klasycystyczne reguły sztuki i wyraźnie podkreśla znaczenie tych formalnych odstępstw. Jako przedstawiciel wczesnoromantycznej krytyki skierował spór z klasykami na nową ścieżkę dotyczącą już nie tylko poezji, ale i teatru romantycznego, w pewnym stopniu wypełniając lukę teatrologicznej refleksji w romantyzmie.

Kult ludowości. W wypowiedziach i twórczości Zaleskiego pobrzmiewały echa postulatów Zoriana Dołęgi Chodakowskiego nawołującego do zajęcia się kulturą ludową. Zaleski wcielał w życie romantyczną ideę oparcia literatury narodowej na pieśni gminnej. Bardzo wcześnie zainteresował się galicyjską twórczością ludową, co zaowocowało przekładami ukraińskich dumek i próbami stylizacji własnych wierszy na utwory folkloru ukraińskiego. Pod wpływem Herdera i Brodzińskiego zaczął od 1821 r. gromadzić ludowe pieśni, podania i przysłowia. Wydanie Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego (cz. 1–2, 1833) zawierało rozprawę wstępną przekonującą, że źródła tożsamości narodu znajdują się w podaniach i pieśniach gminnych, a literatura ludowa jako „szczery wypadek narodowego ducha” ma istotne znaczenie kulturotwórcze: „[…] pieśni ludu, pominąwszy nawet ich wewnętrzną wartość, najbardziej są zgodne z duchem narodu, jak pod tym względem stać się powinny prawdziwą nauką i jak dlatego każdemu, komu chodzi o poznanie ducha narodowego, a mianowicie poecie, zbiory pieśni ludu są wielce pożyteczne, a nawet niezbędnie potrzebne”. Uważał zatem folklorystykę za dziedzinę służebną względem literatury i historii.

Rozprawa wstępna nawiązuje także do typowej dla romantycznego światopoglądu opozycji natury i cywilizacji. Silne wpływy Herdera spowodowały, że Zaleski nie podnosił kwestii historyzmu pieśni ludowych i nie podzielał zdania Chodakowskiego na temat kwalifikowania tychże pieśni jako dokumentów i źródeł historycznych. W sporze o model literatury narodowej opowiedział się za jej wywodzeniem ze źródeł ludowych traktowanych jako poezja oryginalna. Notował pieśni ukraińskie alfabetem łacińskim, co ułatwiło mu forsowanie tezy o polskości pieśni ludowych obu narodów Galicji. Uważał język „ruski” czy ukraiński za dialekt języka polskiego, co czyniło według niego bezzasadne badanie osobnej literatury ukraińskiej, odmawiał też Ukraińcom prawa do odrębności kulturowej i politycznej w tak ważnym dla nich momencie wzrostu świadomości narodowej i konstytuowania się nowoczesnej tożsamości. Wyrażał jednocześnie zachwyt nad pieśniami i folklorem ukraińskim. Jego rozważania spotkały się z krytyką i ze sprzeciwem przedstawicieli ukraińskiego odrodzenia narodowego, m.in. członków Ruskiej Trójcy.</document>
<document nplp_id="13898" title="Zakrzewski Jan" slug="zakrzewski-jan-2">Nauczyciel, edytor, bibliograf. Kryptonim: J.Z.

Informacje biograficzne. O Janie Zakrzewskim zachowały się skąpe dane biograficzne; brak wiadomości o miejscu urodzenia, pochodzeniu, początkowej edukacji, rodzinie i okolicznościach przedwczesnej śmierci. Urodził się w 1796 r. prawdopodobnie na Podlasiu. W l. 1815–1819 studiował na Wydziale Literatury i Sztuk Wyzwolonych Uniwersytetu Wileńskiego. Uczestniczył w słynnym seminarium filologicznym Gotfryda Ernesta Groddecka. Po ukończeniu studiów i uzyskaniu stopnia kandydata filozofii poświęcił się zawodowi nauczycielskiemu. Pierwszą posadę otrzymał w szkole powiatowej w Międzybożu. Około 1827 r. został nauczycielem wymowy i poezji w gimnazjum w Winnicy, ale już po roku przeniósł się do Wilna, gdzie uzyskał etat w tamtejszym gimnazjum. W l. 1831–1845 wielokrotnie wydawał podręczniki szkolne z zakresu literatury polskiej (tzw. Wypisy polskie), opublikował Pamiętniki Samuela Maskiewicza z rękopisu biblioteki Joachima Chreptowicza w Szczorsach (1838) i przygotował cztery obszerne tomy wiadomości bibliograficznych o poetach i prozaikach polskich. O swych naukowych, szeroko zakrojonych pracach pisał w liście z 1837 r. do nieznanego adresata: „Przez ciąg służby mojej lat 19 pracowałem w cichości, wykonywałem radę dawnego artysty nulla dies sine linea; zgromadziłem niemało materiałów, z tych cząsteczkę tylko ogłosiłem drukiem, i to nie podług mojego wyboru. Miałem wydać siedem książek wyjątków z najcelniejszych pisarzy polskich, na siedem klas oddzielnych. Oprócz wygotowanych książeczek na każdą klasę ułożyłem cztery tomy wcale spore, wyjątków ze wszystkich znaczniejszych prozatorów i poetów polskich, rozmieściwszy je porządkiem chronologicznym na gatunki, od czasu drukowania książek polskich do końca pierwszej ćwierci wieku teraźniejszego, rękopisy te spoczywają w tekach moich. O każdym pisarzu, z którego porobiłem wyjątki, zebrałem podług możności, wiadomość o życiu i pismach jego. Nadto zajmowałem się przerobieniem dzieła Józefa Szaffarika [J. Szafarzyk] o literaturze ludów słowiańskich; lecz dowiedziawszy się, iż nad zupełnym przerobieniem tego szacownego dzieła on pracuje, postanowiłem wstrzymać się z moją pracą. Zbierałem także wiadomości do postępu nauk w Polsce; i zgromadziłem materiałów niemało; dowiedziawszy się jednak, że Kazimierz Brodziński pracował nad historią rozumowaną literatury polskiej, zarzuciłem na czas pewny moją zbieraninę… Dzieła Kaspra Miaskowskiego i Zbylitowskiego Andrzeja mam przygotowane do druku z objaśnieniami… Od lat kilkunastu zbieram nieogłoszone pisma St. Trembeckiego, mam cokolwiek robót jego, własną ręką pisanych, ale wiele jeszcze nie dostaje do zrobienia zupełnego zbioru. Pisma Fr. Karpińskiego są u mnie te, z których wyjątki tylko wydrukowano; ciekawe w ogóle, lecz świeżej daty, przeto nie chciałbym ich drukować…” (Wyjątek z listu P. Jana Zakrzewskiego, pisanego do P… w Warszawie dnia 5/17 września roku 1837, „Wizerunki i Roztrząsania Naukowe” 1837, t. 19). Większość tych edytorskich i historycznoliterackich planów nie została niestety zrealizowana. Na przeszkodzie stanęły wydarzenia polityczne (powstanie listopadowe) i przedwczesna śmierć Zakrzewskiego, który zmarł w Wilnie w 1847 r., mając zaledwie 51 lat.

W środowisku intelektualnym Wilna. Atmosfera umysłowa wileńskiej Alma Mater wywarła korzystny wpływ na zainteresowania naukowe Zakrzewskiego. Studia uniwersyteckie, dzięki znakomitemu zespołowi profesorów (L. Borowski, G.E. Groddeck, J. Lelewel), zaopatrzyły go w gruntowną wiedzę z zakresu filologii klasycznej, literatury polskiej i historii. W okresie tym przyjaźnił się z filomatami – Józefem Jeżowskim, Franciszkiem Malewskim i Janem Sobolewskim. Z seminarium filologicznego znał również Adama Mickiewicza. Wyniesiona stamtąd humanistyczna wrażliwość Zakrzewskiego przejawiała się w jego pasji zbierania i archiwizowania wszelkich dokumentów życia literackiego (jako filolog doceniał szczególnie wartość autografów).

Rys historii literatury polskiej. Zakrzewski dostrzegał pilną potrzebę opracowania gruntownej syntezy dziejów rodzimej literatury. Historia literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego z 1814 r. nie wydawała mu się w tym względzie wystarczająca, co podkreślał w swej korespondencji. W liście do Juliana Sabińskiego z 7 V 1828 pisał: „Nie może być rzeczą obojętną dla rodaków wiadomość choćby najdrobniejsza o mężach, którzy talentami swoimi byli zaszczytem wieku, w którym żyli, i literatury, którą płodami geniuszu starali się zbogacić. Zbieram troskliwie wiadomości o naszych uczonych. Te przydać się mogą i do przerobienia Bentkowskiego pracy, i do ogólnej literatury rozumowanej, o czym czas już u nas pomyśleć” (rkps Biblioteki Kórnickiej). Z listu natomiast do Joachima Lelewela z 20 IV 1826 wynika, że Zakrzewski rozpoczął prace nad Rysem historii literatury polskiej na wzór dzieła rosyjskiego pisarza i autora licznych podręczników – Nikołaja Grecza. Podział na epoki zapożyczył z kolei z dzieła Feliksa Bentkowskiego. Donosił w związku z tym Lelewelowi w tym samym liście: „Dzieła celniejszych pisarzów rozbieram najczęściej, przywodząc zdania o nich cudze, dla większej powagi, własnego się wszakże nie wyrzekam. Wypracowałem już od początku literatury do końca panowania Zygmunta III” (tamże). Mimo dostępu do licznych materiałów źródłowych napotykał wiele trudności w zdobyciu informacji na temat życia i twórczości niektórych pisarzy. Zwracał się w związku z tym do Lelewela z prośbą „o łaskawe zebranie wiadomości […] o pisarzach niedawno zmarłych i żyjących dotychczas, jako [o] Bandtkich, Niemcewiczu, Wężyku, Felińskim, Kropińskim, Koźmianie, Morawskim i innych, o ich dziełach zostających w rękopisie oraz o skreślenie oświecenia narodu naszego w każdej epoce” (tamże). Zapowiadana praca nie została jednak przez Zakrzewskiego ukończona.

Uwagi krytyczne na marginesie Wypisów polskich. Pierwszym wydanym przez Jana Zakrzewskiego podręcznikiem były Wypisy polskie w różnych gatunkach poezji z celniejszych poetów dla użytku młodzieży zebrane i ułożone (cz. 1, 1831). Wyselekcjonowane utwory miały stanowić najlepsze reprezentacje gatunków: bajki, powieści poetyckiej (tu: z rozróżnieniem na „powieści poważne” i „powieści wesołe”), ballady, legendy, sielanki i poezji opisowej. Przy poszczególnych nazwiskach poetów Zakrzewski zamieścił zwięzłe notatki zawierające charakterystykę ich dorobku. Skupiając się na wartościowaniu dzieł, dążył jednocześnie do pokazania, na czym polega indywidualność konkretnego twórcy. Już kolejność wybranych nazwisk poetów sugeruje pewną hierarchię. Najpopularniejszym i najbardziej cenionym autorem w Wypisach polskich był otwierający podręcznik swymi bajkami Ignacy Krasicki. Zakrzewski z aprobatą pisał: „Rozliczne jego pisma wierszem i prozą trwałą mu pamięć współrodaków zapewniają i stawią go na czele poetów narodowych. Bajki jego, mianowicie dawniejsze, mają właściwy jemu epigramatyczny dowcip; w późniejszych co do toku opowiadania naśladował, jak się zdaje, Lafontena, ale zdaniem znawców nie wszędzie mu dorównał. Wszystkie jednak bajki jego, bądź własnego wynalazku, bądź z obcych pisarzów wzięte, uznane są za najlepsze w literaturze polskiej, gdyż umie w nich głębokie myśli łatwym i ozdobnym wysłowieniem upięknić i każdego wieku czytelnika najmilej zająć” (Wypisy polskie). Dorobek bajkopisarski Krasickiego Zakrzewski czyni też punktem odniesienia dla innych realizacji tego gatunku. Pisze np. o Franciszku Dionizym Kniaźninie: „[…] w bajkach własnego wynalazku nie ma owej uszczypliwości satyrycznej, ale wesołej i niewinnej, zwrotów epigramatycznych, które się wielce podobają w Krasickim”; o Julianie Ursynie Niemcewiczu: „Wielka znajomość ludzi, uczucie prawdy, czysta moralność, powab jaśniejący w opisach, użyta szczęśliwie dramatyczność zamiast prostego opowiedzenia stawią tego poetę często na równi z Krasickim…” (tamże). Zabieg porównania jest zresztą w przywoływanych komentarzach dość częsty; np. przy nazwisku Szymona Zimorowica czytamy: „[…] mniej wiernie niż Szymonowic malował narodowość”; „Chociaż roboty Zimorowica wiele mają prawdziwej poezji, gładkim wierszem oddanej, ale mowa nie jest już tak czysta, płynna i ujmująca jak w sielankach Szymonowica” (tamże).

Zakrzewski dąży do uchwycenia swoistych cech dzieł poszczególnych autorów, odwołując się przy tym częstokroć do – jak to określa – „zdania znawców”; np. przy charakterystyce sielanek Franciszka Karpińskiego posiłkuje się uwagami, które na ich temat wygłosił wcześniej Kazimierz Brodziński. W jego komentarzach widać również wyczulenie na kwestie twórczości oryginalnej, stanowiącej cenny wkład w rozwój literatury narodowej. W przypadku bajek Naruszewicza podkreśla, że ich „tok opowiadania jest oryginalny, prawdziwie polski”. Eksploruje też rodzimą tradycję ludową, docenia nowatorstwo Józefa Bohdana Zaleskiego, który „opuściwszy znajome formy poezji, zajął się naśladowaniem pieśni słowiańskich, czyli podań dotąd między ludem pospolitym opiewanych. Z czystym sercem, swobodną i bujną imaginacją zapuścił się w krainę przypomnień rodzinnych. W utworach jego odzywają się smutne dumy Słowian zajmujących krainę południową…” (tamże). Zakrzewski szczególnie cenił dorobek Stanisława Trembeckiego (miał ambicje wydania z rękopisów wszystkich rozproszonych dzieł królewskiego szambelana). Przy wyborze bajek jego autorstwa pisał: „Jak w innych pismach Trembeckiego, przebija się wielki talent, wyższy nad pisarzów krajowych, jemu współczesnych, tak równie i w bajkach widzieć się daje. Opisy po mistrzowsku dokonane, tym większą jeszcze mają zaletę, że mowa w nich jest czysta i prawdziwie poetycka; umiał nawet niekiedy uchwycić miłą i niewinną prostotę Lafontena” (tamże).

Zakrzewski był również jednym z pierwszych autorów, który w swym podręczniku zamieścił trzy utwory Adama Mickiewicza wraz z pochlebną opinią o poecie. W grupie ballad, obok Zamku jazłowieckiego Niemcewicza i Wzgórka nadziei Zaleskiego, usytuował Świteź, Powrót taty i Trzech budrysów, które poprzedził komentarzem: „Adam Mickiewicz, urodz. 1798 r. w Nowogródku. Ukształcony na wzorach Greków i Rzymian, oznajmiony dostatecznie z wzorowymi płodami geniuszu ludów nowoczesnych, wzniósł się bogatym swoim talentem nad gmin rymotwórców współczesnych; zdolny do wydania, z pełnością ducha poetyckiego, różnych uczuć, jakie duszę jego zajmują: bądź tęskni za szczęściem, bądź smutne wydobywa tony, przypomnieniem lat młodzieńczych, czyli wesołość maluje lub czułość serca wylewa, zawsze jest niepospolitym poetą. Wiersz jego jest pełen mocy i sztuki, chociaż mu czasem małą niepoprawność, raczej mogącą się liczyć do śmiałości poetyckich, niektórzy krytycy zarzucają: okazuje wielką znajomość poetów narodowych i mowy ojczystej” (tamże).

Przy poszukiwaniu klucza do dokonanego przez Zakrzewskiego wyboru autorów i ich pism zwraca uwagę przewaga utworów o charakterze dydaktyczno-moralizatorskim, które z racji ich umieszczenia w podręczniku miały zapewne za zadanie kształtować światopogląd, ale też rozwijać wyobraźnię, inspirować zainteresowania kulturalne i doskonalić gust estetyczny młodzieży.</document>
<document nplp_id="13900" title="Zahorska Anna (Hanna)" slug="zahorska-anna-hanna">Poetka, pisarka, dziennikarka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Savitri; R. Bystrzyński; A. Kowalewska; A.Z.; Anna Z.; H.E; h.z.; (h.z.).

Informacje biograficzne. Urodziła się w 1882 r. jako Hanna Elzenberg w Witebsku lub Byszlakach pod Mohylewem (Białoruś) w majątku rodziny matki. Była córką Gustawa Elzenberga i Bronisławy z Kowalewskich. Miała starsze rodzeństwo – Zofię, Eugeniusza Romualda – oraz młodszą siostrę Ludwikę. Była wnuczką Jakuba Elzenberga wykształconego w postępowej Szkole Rabinów w Warszawie założonej przez Antoniego Eisenbauma, z którego córką Jakub się ożenił. W początkach swojej działalności Jakub był w Szkole Rabinów nauczycielem języka polskiego. Ojciec Hanny – Gustaw (brat Henryka, ojca filozofa Henryka Elzenberga) – w rodzinie był uważany za skłonnego do niepewnych interesów; zamieszany w upadek firmy handlowej, wyjechał z Warszawy i poślubił Bronisławę. Po kilkuletnim pobycie w majątku rodziny Kowalewskich Gustaw Elzenberg został urzędnikiem w Banku Azowsko-Dońskim w Symferopolu. Prawdopodobnie przyszła pisarka w dzieciństwie spędziła pewien czas na Krymie, gdyż tamtejsze realia pojawiają się w jej późniejszej powieści Młyn nad Sałgirem (1929). Gustaw Elzenberg w 1884 r. stracił posadę w banku i od tej pory rodzinie brakowało ekonomicznej stabilności. Zmarł w Symferopolu w 1897 r.

Hanna uczyła się na pensji w Moskwie. Zaczęła tam także pracę w biurze fabryki, jednocześnie nawiązała współpracę z polskimi pismami, traktując ją jako możliwość rozwoju literackiego, ale i dodatkowego zarobku. Od 1902 r. korespondowała z Zenonem Przesmyckim (Miriamem), redaktorem „Chimery”, przesyłała mu swoje wczesne utwory poetyckie, które jednak nie zostały wydrukowane. Korespondowała również ze Stefanem Żeromskim. Debiutowała jako poetka wierszem Zachód („Biesiada Literacka” 1902, nr 50) podpisanym Hanna Elzenberg. Od 1904 r. posługiwała się pseudonimem Savitri zaczerpniętym z kultury Indii (któremu można przypisać znaczenie: wierna żona). Współpracowała z pismami artystycznymi z kręgu Młodej Polski, z prasą literacką oraz z prasą lewicową. Drukowała w periodykach: „Ster”, „Prawda”, „Sfinks”, „Krytyka”, „Naprzód”, „Literatura i Sztuka”, „Świat”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Bluszcz”.

W Moskwie wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej. Uczestniczyła w nauczaniu dzieci języka polskiego, brała udział w akcji agitacyjnej i edukacyjnej w środowisku polskim wśród młodzieży, robotników i żołnierzy w okresie wojny rosyjsko-japońskiej.

Współpracowała ze środowiskiem Józefa Piłsudskiego, podobnie jak jej brat Eugeniusz. W 1905 r. wyjechała do Warszawy, gdzie włączyła się w pracę konspiracyjną. Została aresztowana i osadzona w więzieniu na Pawiaku. Z tego okresu pochodzą dwa tomiki wierszy: rewolucyjne Pieśni walki (1908) i zawierające m.in. utwory erotyczne Poezje (1908), wysoko ocenione przez Bolesława Leśmiana, rodzinnie powiązanego z kręgiem Eisenbaumów. Ostatni jej tom poetycki to Dniom zmartwychwstania (1921). Późniejsza twórczość obejmowała utwory prozatorskie i dramatyczne, a także literaturę dla dzieci (rozpoczęta ok. 1914 r., kontynuowana głównie w międzywojniu).

Po uwolnieniu z więzienia przeniosła się do Krakowa, gdzie podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim; w 1906 r. poślubiła poznanego w Rosji Eugeniusza Fostowicz-Zahorskiego (1881–1947), syna Michała i Heleny ze Stankiewiczów, porucznika Wojska Polskiego, działacza socjalistycznego i niepodległościowego, zesłańca. W latach I wojny Eugeniusz Zahorski walczył na Dalekim Wschodzie, po 1918 r. wrócił do Polski, pracował jako radca prawny i urzędnik NIK. Zahorska razem z sześciorgiem dzieci towarzyszyła mężowi w czasie jego pobytu w Rosji. Urodziła Bronisława (1907–1984), Wandę Zofię (1913– –1944, ur. w Samarze) – ofiarę powstania warszawskiego, Elżbietę Marię (1915/1916?–1939) rozstrzelaną za zrywanie niemieckich plakatów propagandowych na początku okupacji, Jerzego Dominika (1917–2005), pilota RAF-u, Krystynę Klarę Wiktorię (zam. Zaremba-Celińska), która wraz z mężem i rocznym synkiem zginęła w nalocie podczas powstania warszawskiego, Józefa Zygmunta zmarłego w wieku trzech lat w międzywojniu. Zahorska zakładała kółka oświatowe we wszystkich skupiskach Polaków na obszarach Imperium. Zofię Nałkowską zaskoczyła kawiarniana rozmowa z Zahorską w 1914 r. i jej poparcie dla bojkotu Żydów. Przejawiała w tym czasie zainteresowanie okultyzmem i synkretyczną duchowością młodopolską, w której mieściły się różne inspiracje Wschodem (buddyzm, hinduizm). Jak ustaliła Anna Wydrycka, napisany w 1914 r. wiersz Chwila modlitwy świadczy o przełomie religijnym i ożywieniu duchowości katolickiej.

I wojnę światową Zahorska przeżyła w Rosji, gdzie zetknęła się z okrucieństwem, o czym świadczą rozproszone wzmianki w wierszach. Publikowała utwory wspierające sprawę niepodległościową. Przetłumaczyła też z języka rosyjskiego powieść Fiodora Sołoguba (Drobny bies, przeł. A. Zahorska, wstęp E. Zahorski, 1916). Po wojnie Zahorscy zamieszkali w majątku Teklomir i włączyli się w pracę dla niepodległości Polski na Litwie, w Straży Kresowej w Okręgu Wileńskim; jednocześnie jej mąż w tej samej organizacji działał w Okręgu Mińskim. Jeszcze przed 1918 r. publikowała szkice przedstawiające program krzewienia polskości przez edukację i lekturę. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej przedzierała się przez front w przekonaniu, że jej dzieci pozostały na Wileńszczyźnie i trzeba je ratować (relacja z tych zdarzeń: Pod bolszewikiem. Wrażenia z niewoli, „Kurier Poranny” 1920, nr 250–251, 253–254, 256). Wojna, zetknięcie się z rewolucją, atak bolszewików na Polskę stały się podstawą przełomu światopoglądowego Zahorskiej. Jej poglądy polityczne znalazły wyraz w opublikowanym pod pseudonimem R. Bystrzyński szkicu Dzisiejsze oblicze bolszewizmu rosyjskiego („Przegląd Powszechny” 1929, t. 183–184), ale anonsowane były znacznie wcześniej. Na „oblicze bolszewizmu” składały się jej zdaniem walka z religią, propaganda, militaryzm (maskowany deklaracjami o dążeniu do pokoju) i zamiar podporządkowania sobie całego świata, co spotykało się z nie dość aktywną reakcją ze strony skłóconego Zachodu. Zahorska uważała przy tym, że kultura polska musi opierać się na związkach z religią i duchowością katolicką. Przeobrażenie duchowe Zahorskiej dotyczyło nie tylko kwestii światopoglądowo-politycznych, ale oznaczało transformację pełną, wymagającą zerwania z przeszłością i przyjęcia nowego porządku aksjologicznego i duchowego.

Zahorska stopniowo przestawała publikować pod pseudonimem młodopolskim Savitri, używając najpierw imienia Hanna, następnie Anna. W dwudziestoleciu międzywojennym odcinała się od własnej twórczości podpisywanej jako Savitri. Pisała w nowym duchu: katolickiej ortodoksji. W latach 30. związała się z Wydawnictwem Salezjańskim, dla którego tworzyła pisma hagiograficzne (sylwetki świętych, w tym świętych polskich) i edukacyjne. W tym czasie prasa narodowa wypominała jej żydowskie pochodzenie ojca. Od września 1939 r. była głęboko zaangażowana w pracę konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. W maju 1942 r. została aresztowana wraz ze współpracownikami w spalonym punkcie kontaktowym, trafiła na Pawiak. Po śledztwie na Szucha została wywieziona do Auschwitz-Birkenau, gdzie – katowana, chora na tyfus – zmarła w listopadzie 1942 r.

Prace krytycznoliterackie. Twórczość krytyczną Zahorska podejmuje na początku XX w. Jest wówczas pod urokiem młodopolskiego bogactwa słowa i elitarnych projektów artystycznych, które wytyczają radykalne perspektywy dziejów świata i samorozwoju człowieka. W recenzji utworu Tadeusza Micińskiego stwierdzała, że miota się on na rozdrożu zapatrzony w dal i Wieczność, przerażony słabością i widmem Nicości ([rec.] „Kniaź Patiomkin”, „Prawda” 1907, nr 45). W Xsiędzu Fauście (1913) widziała zaczątki procesu kształtowania się nowej duszy polskiej, a także protest przeciw życiu skarlałemu ([rec.] „Xsiądz Faust”, „Świat” 1913, nr 20–21). Na zasadzie kontrastu, który pozwala pięknie się różnić, krytyczka pisała o Aleksandrze Świętochowskim (Praca artystyczna, „Prawda” 1908, nr 1), a przede wszystkim o jego udramatyzowanym poemacie Duchy (1910), interpretując to dzieło jako idący przez wieki spór (a raczej krwawą walkę) o status społeczny człowieka i jego wolność indywidualną. Tak jak zachwycała się poetyckością Micińskiego, tak teraz formułowała kapitalne uwagi na temat stylu Świętochowskiego. Nie porównywała obu twórców, raczej stosowała podobne założenia interpretacyjne, by wydobyć swoistość, geniusz każdego z nich osobno i niezależnie: „Styl Świętochowskiego przywraca słowu jego samoistność; jest odbarwiony ze wszelkich naleciałości innych sztuk i posługuje się tylko tymi środkami, które właściwe są słowu jako takiemu. Słowa Świętochowskiego są piedestałami dla myśli i stąd inna ich wartość, inny rytm, inna spoistość wewnętrzna. Przywołane po to, by odsłaniać zazębienia pojęciowe, by formułować z nieporównaną przejrzystością wskaźniki postępowania i bić, jak oskardem, w fałsze życia, słowo Świętochowskiego jest krasomówstwem w najściślejszym znaczeniu. Wrażenie estetyczne, wywierane przez ten styl, jest nie mniejsze niż wobec nastrojowej, impresjonistycznej mowy, lecz zupełnie innej natury. Ogniwa myśli, układające się w łańcuchy okresów niezrównanej doskonałości, działają harmonijnie, i to następstwo, i falowanie myśli wywołuje ten stopień zestroju i rytmu w intelekcie, który jest już pięknem” ([rec.] „Duchy” A. Świętochowskiego, „Świat” 1910, nr 27).

Krytyczka prawie całą młodość przeżyła w Rosji, więc kultura rosyjska wyznacza pole jej zainteresowań literackich. Najsłabsze więzy duchowe łączyły ją z ostatnią falą realistów (A. Kuprin, M. Arcybaszew, A. Kamienski, W. Mujżel), w ich dziełach widzi dramat „zamęczonej i samoofiarniczej inteligencji rosyjskiej” (Najnowszy realizm rosyjski, „Prawda” 1909, nr 32), który zapowiada poszukiwania drogi wyjścia ze ścieżek prowadzących donikąd. Jej zdaniem początek XX w. wyzwala wiele inicjatyw światopoglądowych i artystycznych. Z jednej strony jest to kierunek, który deklarując amoralizm i estetyzm, m.in. postnietzscheański (Z. Gippius, D. Mereżkowski oraz grupa „Świat sztuki”), nawiązuje do dawnych poetów-metafizyków (F. Tiutczew, J.A. Baratynski, A. Fet), ulegając też wpływom Fiodora Dostojewskiego i Władimira Sołowjowa, „najdostojniejszych przedstawicieli gnozy rosyjskiej” (Główne prądy współczesnej literatury rosyjskiej, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 44). Drugi nurt to zmiana języka poetyckiego, objawiająca się w twórczości Konstantina Balmonta i Walerija Briusowa nawiązaniem do form klasycznych (paralelnym i zarazem odwrotnym zjawiskiem w prozie jest zerwanie z paradygmatem narracji realistyczno-obyczajowej, m.in. u L. Andrejewa). Krytyczka podnosi też kwestię pojmowania miłości w najnowszej literaturze rosyjskiej (odbieraną często jako „pornografia”). Zauważa, że pod piórem Zinaidy Gippius dokonuje się fetyszyzacja związków miłosnych, zostają dowartościowane i przesunięte w sferę metafizyczną, ponieważ prowadzą do wymarzonej jedni, a społeczeństwo zmieniają w silnie zintegrowaną zbiorowość. Poetka, nazywana rosyjską Diotymą, Lidia Zinowjewa-Annibał, żona Wiaczesława Iwanowa, dokonuje prawdziwego przewrotu; uważa, że liczy się tylko miłość, bez względu na okoliczności i względy moralne. Im więcej miłości, tym więcej dobra: miłość wznieca miłość (Nowe formy miłości w literaturze rosyjskiej, „Sfinks” 1909, t. 6). Krytyczka analizuje dokładniej te i inne kwestie w artykułach poświęconych poszczególnym pisarzom rosyjskim nowej generacji (m.in. Z antologii poetów rosyjskich, „Krytyka” 1910, t. 4, z. 12 – wybór wierszy W. Iwanowa, F. Sołohuba, K. Balmonta, W. Briusowa w doskonałym tłumaczeniu Zahorskiej).

Savitri reaguje w pierwszej kolejności na zjawiska w literaturze polskiej, których nie dostrzegła w innych literaturach, francuskiej ani rosyjskiej. Jej zdaniem polskie dzieła realistyczne nie przynoszą pesymizmu totalnego działającego rozkładowo na ludzką psychikę; nie jest to bowiem realizm podszyty metafizyką, odnoszący się do przestrzeni najszerzej pojętych, kosmicznych, do materii. Na przeciwnym biegunie krytyczka sytuuje dzieła Stefana Żeromskiego, Gustawa Daniłowskiego, Zofii Nałkowskiej. Tu zawsze czuje się rozbrat z rzeczywistością współczesną; bohaterowie tych autorów składają się raczej z ich tęsknot, pożądań niż z ich obserwacji (Realizm we współczesnej literaturze polskiej, „Świat” 1913, nr 11). Krytyczka śledzi rozwój literatury kobiecej; jest jej życzliwa, choć zauważa, że pisarki nie stworzyły odrębnej formy literackiej, ale ich twórczość, np. Nałkowskiej, zachowa wartość artystyczną (Indywidualizm kobiecy w najnowszej powieści polskiej. Zofia Rygier-Nałkowska,

„Świat” 1910, nr 19). Inne recenzje dotyczą m.in. dzieła Władysława Stanisława Reymonta („Wampir”, „Świat” 1911, nr 32), Historii maniaków Romana Jaworskiego („Świat” 1910, nr 27), sylwetek Leopolda Staffa i Jana Kasprowicza („Museion” 1911, z. 12; „Krytyka” 1913, t. 38, z. 1, 3).

Wypowiedzi metakrytyczne. Nie było ich wiele, wszystkie są ważne. Roztrząsając pojęcie symbolizmu, Zahorska zauważa, że w krytyce polskiej termin ten ujmowano ze „stanowiska pewnej metody twórczości, pewnego sposobu stylizowania formy” (O symbolizmie, „Literatura i Sztuka” 1912, nr 7). Tak rozumiany symbolizm jest przewidywalny i schematyczny. Krytyczka przenosi rozumienie symbolizmu na grunt metafizyczny i religijny, gdzie jest on pełen „krwi życia” i gdzie stwarza nowe możliwości poznawania świata w „jedności jego i tajemnicy” (tamże). W innym artykule podnosi kwestię relacji między literaturą a krytyką, traktując tę ostatnią jako cień literatury sięgający tak daleko, jak ona sama (literatura). Związek ten ma dla autorki charakter integralny (Literatura i jej cień, „Świat” 1912, nr 51). Zahorska opowiada się za różnorodnością form literackich i krytycznych. Nikłe zainteresowanie wśród polskich literatów teorią literatury sprawia jednak, że konsekwentny wybór określonej formy (szkieletu dzieła) zdarza się rzadko: „[…] powieść współczesna jest u nas mieszaniną narracji, dramatu w scenach dialogowanych, liryki prozą, opisu, publicystyki, filozofii” (Zagadnienie formy w twórczości literackiej, „Literatura i Sztuka” 1913, nr 13). Brak nawyku obcowania z pytaniami teoretycznymi powoduje często artystyczne fiasko; „Formę trzeba stwarzać jak żywą istotę. Nie jest ona suknią, lecz ciałem myśli” (tamże).

Po przełomie. W dwudziestoleciu Zahorska związała się z pismami katolickimi („Przegląd Powszechny”, „Przegląd Katolicki”, „Polak – Katolik”). Wraz z mężem była członkiem redakcji tego ostatniego tytułu, oboje wstąpili również do Stowarzyszenia Pisarzy Katolickich. Zahorska publikowała także w „Głosie Narodu”, „Kulturze”, „Rzeczpospolitej”, „Rodzinie Polskiej”, „Kurierze Warszawskim”, „Polsce Zbrojnej” i „Przeglądzie Wieczornym”. W jej późniejszych pracach krytycznych o literaturze, wyróżniających się poziomem języka i samodzielnością intelektualną, na pierwszy plan wysuwają się kwestie światopoglądowe, wartości patriotyczne, oddanie dla religii katolickiej, wsparcie dla sprawy polskiej na Kresach. I tak w szkicu o Narcyzie Żmichowskiej akcentowała umiarkowanie jej poglądów na temat emancypacji kobiet i wydobywała rys tradycjonalizmu (Powrót Narcyzy Żmichowskiej do literatury, „Przegląd Powszechny” 1931, t. 192), zauważała również nawrócenie religijne w późnej twórczości Elizy Orzeszkowej. W szkicu o Marii Rodziewiczównie całkowicie pominęła okres jej fascynacji buddyzmem (zbieżny w czasie z inspiracjami Savitri, typowymi dla Młodej Polski) oraz wyraźny rys transgenderowy autorki (Maria Rodziewiczówna i jej dzieła, 1931). Za główne zalety twórczości Rodziewiczówny uważała niezłomność, pracę, wspieranie Kościoła połączone z krzewieniem polskości na Kresach i tworzeniem w powieściach pozytywnych wzorów bohaterów. W pracy o Rodziewiczównie z aprobatą akcentowała też konflikt pisarki z narodowymi dążeniami białoruskimi – uważała, że ze względu na inspiracje płynące z ZSRR liberalne traktowanie mniejszości oznacza dopuszczenie propagandy bolszewizmu sprzecznej z polskim interesem narodowym. Uprawiała krytykę filmową (liczne recenzje w piśmie „Kultura” 1937–1939).

Podsumowanie. Savitri była wybitną krytyczką młodopolską (transformacja światopoglądowa okazała się okaleczająca i wykluczyła ją z tego grona). Jej niezwykłe wykształcenie ogólnoliterackie pozwalające prowadzić w sposób naturalny studia porównawcze sięgające od Uralu po Paryż, kultura słowa, maksymalizm dążeń, żarliwość uczuć, talent rozwijający bez względu na okoliczności, trudne, na granicy przetrwania – nadały pisarstwu krytycznemu nową jakość. Jej prace wyłamywały się ze schematu wyznaczonego przez empatię i ekspresję. Mówiła językiem bliskim idiolektowi Młodej Polski, ale myślała szerzej, inaczej, analitycznie, w sposób poddany samokontroli. Stanisław Brzozowski jej nie zauważył. Karol Irzykowski odniósł się do jednego z jej dramatów na łamach „Robotnika”. Wydaje się, że to byli jej najbliżsi sojusznicy, nierozpoznający i nierozpoznani.</document>
<document nplp_id="13902" title="Zagórski Włodzimierz" slug="zagorski-wlodzimierz">Poeta, prozaik, humorysta, felietonista, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: Chochlik; Junius; Różowe Domino; Publicola; Wł.Z.; W.Z.; (W.Z.); Zag.; ‒+?‒; ***.

Informacje biograficzne. Leonard Adolf Włodzimierz Zagórski urodził się 4 XI 1834 we wsi Czechy k. Brodów. Był synem Wincentego, zamożnego ziemianina, oficera wojsk napoleońskich, i Teresy z Zielińskich. Otrzymał wykształcenie domowe, uczęszczał do gimnazjum we Lwowie (jego nauczycielem był powieściopisarz J. Zachariasiewicz), następnie uczył się w Gimnazjum św. Anny w Krakowie, którego prawdopodobnie nie ukończył, kontynuował naukę w szkole inżynierii wojskowej w Krems w Austrii. Jako oficer austriacki odbył kampanię włoską w 1859 r. i brał udział w bitwie pod Solferino. W l. 1860–1862 był ochotnikiem w Legii Węgierskiej pod wodzą Giuseppe Garibaldiego. Po jej rozwiązaniu wrócił do kraju w 1863 r. Istnieją silne poszlaki, że wziął udział w powstaniu styczniowym pod dowództwem gen. Józefa Hauke-Bosaka, został aresztowany przez władze austriackie i przebywał w lwowskiej cytadeli do końca 1864 r.

Podczas pobytu we Włoszech zaczął pisać wiersze. We Lwowie od 1865 r. uprawiał twórczość satyryczno-humorystyczną, publikując wiersze patriotyczne w „Pracy” (1865), kroniki tygodniowe w „Haśle” (1865), wiersze humorystyczne w „Strzesze” (1868–1869), wiersze dydaktyczne dla dzieci („Opiekun Polskich Dzieci” 1869) oraz wydając humorystyczne efemerydy czasopiśmiennicze: „Kosa” (1866), „Osa” (1866), „Śmigust” (1866), „Śmieszek” (1868), „Świstek” (1868), „Prima Aprilis” (1869). Miały charakter złośliwych komentarzy do aktualnych wydarzeń politycznych. Pisemka te bywały konfiskowane, ich redaktora skazywano sądownie na areszt „za przekroczenie obyczajności publicznej” („Dziennik Lwowski” 1867, nr 176, dod.) i kary finansowe. W początkach zawodu dziennikarza-satyryka nazwisko Zagórskiego nieraz się pojawiało w sprawozdaniach sądowych, był m.in. pociągnięty do odpowiedzialności za artykuł Osy lwowskie („Kraj” 1869, nr 10). Zagórski był we Lwowie bardzo popularny, odkąd związał się z dwutygodnikiem satyrycznym („pismem polityczno-humorystycznym ilustrowanym”) „Chochlik” (od 1 II 1866). Wydawał też Chochlika kalendarz humorystyczny (1867–1874). Chochlik stał się jego artystycznym pseudonimem, choć niektóre wiersze liryczne w tym piśmie podpisywał imieniem i nazwiskiem. Obok satyry politycznej Zagórski z sukcesami uprawiał humor absurdu, np. po cyklu odczytów publicznych historyka Henryka Schmitta Zagórski stworzył popularny i znany do dziś gatunek „bigosu historycznego” ([„Kiedy Kara Mustafa wielki mistrz Krzyżaków…”], „Tygodnik Lwowski” 1868, nr 1).

„Chochlik” zapisywał stan umysłów Galicji, jej politycznych nadziei i rozczarowań w okresie burzliwych dyskusji związanych z tworzeniem się podstaw ustrojowo-politycznych autonomii kraju. Pismo, nękane konfiskatami i procesami, w niemal denuncjatorskiej atmosferze wykorzystywanej przez prokuraturę (o nieszlachetne działania posądzano „Gazetę Narodową” i „Dziennik Poznański”), upadło w 1868 r. Redaktor miewał poważne kłopoty finansowe, był publicznie wzywany do uregulowania długów. Zagórski próbował wskrzesić „Chochlika” jako dwutygodnik literacki ilustrowany (1871), a po niepowodzeniu został współredaktorem „Kuriera Lwowskiego” (1872).

Doznawszy porażek redaktorskich, wszedł jako humorysta piszący pod pseudonimem Chochlik do satyrycznego „Szczutka” redagowanego przez Liberata Zajączkowskiego. Na zmianę z Platonem Kosteckim prowadził niedzielną Kronikę lwowską („Gazeta Narodowa” 1872). Okazyjnie współpracował również z innymi pismami lwowskimi jako autor wierszy („Tydzień Literacki, Artystyczny i Społeczny” 1875–1877) oraz felietonów humorystycznych i utworów okolicznościowych („Kronika Codzienna” 1876–1877). Najcenniejszy w jego dorobku byłby (niepewnego autorstwa) cykl Listy Juniusa w „Gazecie Narodowej” (1871, nr 104–194 z przerw.). Wiersze oryginalne i przekłady poetyckie, a także sprawozdania z wyścigów konnych (był ich miłośnikiem i znawcą), zamieszczał też w prasie warszawskiej („Goniec Teatralny” 1877). Jako lwowski satyryk prezentował ideowe stanowisko demokratyczne, był rzecznikiem pracy organicznej i ostrym krytykiem polityki stańczyków stale występującym przeciw przejawom lojalizmu. Poróżniwszy się z Zajączkowskim, zaczął wydawać satyryczne „Różowe Domino” (1882–1884). Pisemko ogłaszało również nieregularnie tygodniowy dodatek polityczno-społeczny „Przegląd Tygodniowy” (z niego wyrósł „Kurier Lwowski”) i wydało Kalendarz powszechny „Różowego Domina” (1884). Redaktor i tym razem miał problemy finansowe, wydawał pismo z przerwami, od 1883 r. wszedł do redakcji „Kuriera Lwowskiego”, gdzie prowadził dział Kronika. W czerwcu 1884 r. wyjechał do Warszawy. Powody wyjazdu nie są znane. Niewątpliwie Zagórski po doznaniu kolejnej porażki jako redaktor mógł chcieć radykalnie zmienić środowisko i sposób zarobkowania oraz odnaleźć się na nowej drodze kariery literackiej. Na podstawie wzmianek o śmierci i grobach w utworach z poł. lat 80. przypuszcza się, że poeta mógł przeżyć tragedię rodzinną, niektórzy badacze piszą nawet o „śmierci ukochanej kobiety” (tj. żony, której dedykował pierwszą część poematu Król Salomon wydaną w 1881 r.). Zagórski jednak wyjechał ze Lwowa, zostawiając tam rodzinę. Żona, Maria z d. Arnold, która przez lata prowadziła we Lwowie ceniony i reprezentujący wysoki poziom „wyższy zakład wychowawczo-naukowy dziesięcioklasowy”, zmarła we Lwowie w 1917 r. Syn Stanisław był prawnikiem, asesorem sądowym w Sokalu, później we Lwowie, w 1898 r. ożenił się w Wadowicach. Na podstawie korespondencji Zagórskiego z Wandą Młodnicką (której mąż Karol był mu dobrze znany, bo jako rysownik ilustrował wiele tekstów Chochlika), a zwłaszcza zawartej w listach prośby o przysługę natury detektywistycznej można wysunąć sugestię, że opuszczeniu Lwowa przez Zagórskiego towarzyszył jakiś powód natury obyczajowej, co poeta głęboko przeżył. Wyjeżdżał poróżniony ze środowiskiem dziennikarskim, zwłaszcza z Janem Lamem, Tadeuszem Romanowiczem i Janem Nepomucenem Gniewoszem, ale zarazem opuszczał Lwów jako autor głośnego Psalmu opamiętania (1872), początku Króla Salomona (1881) oraz Z teki Chochlika (1882), cieszący się sławą i wiele obiecujący na przyszłość poeta liryczno-filozoficzny.

W Warszawie zaczynał od zera. Miał tu wprawdzie kontakty (kilka lat pisał korespondencje dla „Gazety Polskiej”, w 1881 r. dla „Prawdy”), ale na początku wykonywał typowe roboty redaktorskie, włącznie z korektami dla „Gazety Polskiej”, które jednak przynosiły mu materialną satysfakcję. Mimo utrudnień cenzuralnych warszawski rynek prasowy dawał większe możliwości rozwoju niż galicyjski. Z grupy dziennikarzy, którzy ze Lwowa przybyli do Warszawy, tylko nieliczni jak Bronisław Zawadzki wypłynęli na prawdziwie szerokie wody. Na początku Zagórski publikował utwory literackie bez względu na oblicza ideowe czasopism (humorystyczne „Kolce”, pozytywistyczny „Przegląd Tygodniowy”, demokratyczny „Wędrowiec”, konserwatywny „Tygodnik Powszechny”, antysemicka „Rola”), co mu później wypominano jako dowód zmiennych poglądów. Stabilizację osiągnął, objąwszy w „Kurierze Codziennym” felieton To i owo (lipiec 1884–styczeń 1885), następnie przeszedł do konserwatywnego „Słowa”, gdzie obok prozy artystycznej pisał felietony i artykuły krytycznoliterackie, wypełniając rubryki: Wiadomości artystyczne, literackie i naukowe, Przegląd literacki, Przegląd literacko-artystyczny, Ze spraw artystycznych, Pogawędki sobotnie. Podpisywał je nazwiskiem lub pseudonimem Publicola. Stale współpracował z „Niwą” jako autor opowiadań i powieści oraz artykułów popularnonaukowych z zakresu psychologii i spirytyzmu. Dodatkowo związał się z „Kurierem Warszawskim”, publikując tu przez lata wiersze, opowiadania i humoreski. W tym samym charakterze współpracował z wydawanym w Petersburgu tygodnikiem „Kraj” (tu m.in. drukował swoje najlepsze dzieło, poemat Król Salomon). Stał się publicystyczną twarzą obozu konserwatystów, często prowadził polemiki z dawnymi pozytywistami.

W marcu 1893 r. przeniósł się do Krakowa. Objął w „Czasie” felieton Pogadanki tygodniowe, czasem umieszczał artykuły w dziale Książki i ludzie, pisał też Pogadanki naukowe. Podobną rubrykę (Pogadanki naukowe) w l. 1890–1891 prowadził w „Gazecie Lwowskiej”. Ideowa wolta, którą wykonał dawny krytyk stańczyków przechodzący do ich organu, niektórych dziwiła lub gorszyła, lecz Zagórski przynajmniej od poł. lat 80. odstąpił od haseł przyświecających mu w okresie uprawiania satyry politycznej. Pisał również dla „Kuriera Polskiego” (1893: nieregularna Kronika tygodniowa oraz Przegląd literacki). Ideowo zaczął zbliżać się do narodowej demokracji. W latach 90. wydał kilka tomów nowel, humoresek oraz powieści, które wcześniej ogłaszał w prasie. Coraz częściej publikował artykuły naukowe, wykazując się wszechstronną erudycją w zakresie nauk przyrodniczych, fizyki, psychologii, astronomii. Był znawcą zagadnień spirytystycznych, jako jeden z pierwszych przybliżał badania podświadomości. Poważna choroba i problemy ze wzrokiem utrudniały mu wykonywanie prac redakcyjnych i zarobkowanie piórem. Został pensjonariuszem zakładu Helclów dla nieuleczalnie chorych, lecz niewysokie i nierytmicznie wpływające honoraria nie wystarczały na opłacanie pobytu. W czerwcu 1895 r. wrócił do Warszawy. Jeszcze w 1897 r. objął dział Kroniki literackiej w „Kurierze Niedzielnym”, ale pogarszające się zdrowie pozwalało już tylko na dorywcze prace historycznoi teoretycznoliterackie, choć akurat one są najpoważniejszym wkładem Zagórskiego do humanistyki polskiej. Dwa ostatnie lata spędził w Szpitalu św. Ducha, nawet zeznania jako świadka w procesach sądowych odbierano od niego w szpitalu. Utrzymywał się głównie z tłumaczeń. Dla teatru przerobił opowiadanie Henryka Sienkiewicza Ta trzecia (wyst. 1900). Opracowywał własną teorię wiersza polskiego, rozprawa na ten temat jednak zaginęła. Zmarł 31 I 1902 w Warszawie we wspomnianym szpitalu. Śmierć przerwała druk jego ostatniej powieści Królowa Saba („Wędrowiec” 1902).

Krytyk z temperamentem. Na części dorobku krytycznoliterackiego Zagórskiego zaciążył jego temperament satyryka i polemicznego publicysty. Sądy estetycznoliterackie wpisywał w konteksty bieżących dyskursów publicznych, przez co szybko się dezaktualizowały. Przyjaciel poety, Wiktor Gomulicki, twierdził, jakoby Zagórski był powszechnie lubiany i nie miał wrogów. Niektóre biografie powtarzają tę opinię, przemilczając inne sądy, które nad świeżą mogiłą informowały wprost: „gdy nienawidził, to na śmierć”, między „bracią po piórze” nie miał wielu przyjaciół ani we Lwowie, ani w Warszawie („Dziennik Polski” 1902, nr 76, podpisane „R. i p.”, czyli Rodzina i przyjaciele, co czyni informację wiarygodną). Głośne były jego spory z Lamem we Lwowie, które przeniosły się na grunt warszawskiej „Gazety Polskiej” (1880).

Stosunek do realizmu i nowych prądów. W poł. lat 80. wielokrotnie atakował literatów skupionych wokół „Wędrowca” i „Głosu” (A. Dygasińskiego, A. Sygietyńskiego, J.K. Potockiego). Atakowani odpowiadali polemicznie, toteż Zagórski nieoczekiwanie znalazł się w centrum wielkiej debaty na temat realizmu i naturalizmu w sztuce, przyczyniając się do wyartykułowania poważnego kryzysu w światopoglądzie pozytywistycznym, a także uwyraźniając narodziny przełomu ideowego (młodokonserwatyzm, środowisko „Głosu”). Polemizował z Józefem Kotarbińskim na temat „histerii w powieści” (O naszym naukowym fetyszyzmie, „Słowo” 1885, nr 239–245), wymieniał listy otwarte z Teodorem Jeske-Choińskim, który krytykował aspekty stylu w jego powieściach, późnej zaś wchodził w dyskusje na temat symbolizmu i dekadentyzmu m.in. z Zenonem Przesmyckim (Miriamem). Warszawska prasa satyryczna przypięła mu łatkę zgryźliwego tetryka, Aleksander Świętochowski przez lata wykpiwał na łamach „Prawdy” swego dawnego korespondenta i autora, podobnie czyniła „Rola”, a „Przegląd Katolicki” i „Przegląd Tygodniowy”, chyba jedyny raz zgodnie, zarzucały mu lekceważący stosunek, pierwsi do religii, drudzy – do determinizmu przyrodniczego. Zagórski zaś stał się etatowym krytykiem wszystkiego, co opublikował Piotr Chmielowski, choć akurat w zakresie zasad estetycznych byli sobie bliscy. Pod względem ideowym oraz kryteriów ocen estetycznych najbliżej mu było do Jeske-Choińskiego, o czym świadczy dwugłos obu krytyków o naturalizmie („Słowo” 1892, nr 281).

Eklektyzm koncepcji estetycznych. Terminował w zawodzie krytyka jako recenzent teatralny we Lwowie. Uznania nie przynosiła mu wplatana w obowiązki recenzenta pasja żartowania, np. recenzję ze sztuki Wojciecha Dzieduszyckiego Bohdan Chmielnicki otwiera czterozwrotkowy wiersz będący satyrą na nadmiar morderstw w przedstawieniu, co wprawdzie zawiera przesłankę estetyczną umiaru i unikania na scenie obrazów drażliwych, ale nic nie mówi o idei i formie sztuki (rkps BJ 7924 IV). W sporach z Lamem wyjaśniał kwestię genezy ich wspólnego opowiadania Szklany człowiek („Kurier Warszawski” 1877, nr 163), dodał przy tym wiele bystrych zarzutów, np. wytykał postępujący z biegiem fabuły nadmiar postaci w utworach autora Koroniarza w Galicji, co w efekcie – jego zdaniem – autonomizowało wątki i rozrywało kompozycję. Widać tu koncepcję powieści jako opowiadania o strukturze dramatu.

Zagórski sformułował zasady powieści realistycznej oparte na koncepcji Hippolyte’a Taine’a (szczególnie w zakresie teleologii elementów struktury utworu wobec wizji całości); przyjął tezę Émile’a Zoli o dziele sztuki jako obrazie rzeczywistości ukształtowanym przez temperament artysty; zaakceptował poglądy Friedricha Spielhagena o koniecznej redukcji uprzywilejowanej dotąd pozycji narratora w powieści. Dowodził, że Chmielowski w praktyce krytycznoliterackiej nie przestrzegał tych zasad, pozorował je, by uwydatnić własne przekonania ideowe. Zarzucił krytykowi „brak artystycznej wrażliwości i dopełniającej wyobraźni”, wykazał niedostatki jego wiedzy historycznej. Przekonywał, że Chmielowski uprawia krytykę anachroniczną, jest apostołem idei środowiska ideowo-politycznego, ale nie wypełnia roli krytyka: „Krytyk zajmujący się rozbiorem artystycznego utworu musi odczuwać i rozumieć wszystkie intencje autora, musi rozebrać analitycznie dzieło jego, odszukać w nim cechy znamienne i ugrupować je stosownie, aby nam dokładnie wytłumaczyły artystę” („Słowo” 1887, nr 97). Antoniemu Sygietyńskiemu i Adolfowi Dygasińskiemu, którzy wytykali pisarzom stosowanie szablonów stylistycznych i poetyzmów zamiast używania najprostszych i konkretnych wyrażeń, zarzucał dokładnie to samo na podstawie ich utworów. Bolesławowi Prusowi wytykał wadliwe pojmowanie humoru, choć akurat Prusa „estetyka zdrowego rozsądku” odpowiadała jego koncepcji (tamże, nr 230) i artystycznie przeciętnym próbom jej zastosowania we własnej praktyce powieściowej. Mariana Gawalewicza i Wacława Karczewskiego oskarżał o niedostatek przedmiotowości i publicystyczne przedstawianie programu ideowego, lekceważące zasadę estetyczną, by „celowość wprost z życia” wypływała.

Był przeciwnikiem tendencji w literaturze, w ogóle niechętnie wypowiadał się o podejmowaniu przez literaturę tematyki społecznej. Podkreślał, że pisarz nie może przedstawiać programu politycznego działania, gdyż jest tworem swego czasu i ma odzwierciedlać ten czas. Postulował więc przedmiotowy realizm z wyłączeniem materialistyczno-biologicznego światopoglądu naturalistów (w różnych artykułach naukowych wykazywał domniemane błędy darwinizmu, choć tylko powtarzał tezy krytyczne A. Qatrefages’a). Za wzory powieściowe uznawał twórczość Gustave’a Flauberta oraz Iwana Turgieniewa. Istotnym komponentem doktryny realizmu sformułowanej przez Zagórskiego była kwestia prawdopodobieństwa psychologicznego (nie był konsekwentnym realistą, gdyż wykluczał środowiskowe i terytorialne odmiany języka w literaturze, uzasadniając to potrzebą jednego, wspólnego kodu języka literackiego jako spoiwa łączącego ze sobą wszystkie grupy społeczne).

Wymóg realizmu dotyczył motywacji psychologicznych przedstawianych postaci. Skutkiem braku prawdy psychologicznej są kreacje „psychologicznie fałszywe”, karykaturalne, nieprawdziwe, niedzisiejsze, nieprzekonujące, tendencyjne. Zagórski stale studiował nowe prace z psychologii, miał dobre rozeznanie w poglądach Juliana Ochorowicza, nadążał za tezami Wilhelma Wundta. Wychodząc z założeń neuropsychologicznych, wprost wyśmiał modną wśród symbolistów teorię „barwnego słyszenia” („Kraj” 1896, nr 45). Był zwolennikiem asocjacjonizmu, który wyjaśniał mechanizm przetwarzania się obrazów postrzeganych w naturze w kreacje poetyckie. Koncepcję tę przejął od Ochorowicza (O twórczości poetyckiej, 1877), uznawał ją za najlepszą metodę poznawania utworu i zalecał jej stosowanie w praktyce krytycznoliterackiej („Niwa” 1891, nr 8). Koronnym argumentem miała być jego obszerna analiza psychologiczno-estetyczna poematu Juliusza Słowackiego W Szwajcarii przeznaczona na konkurs literacki „Czasu” w 1894 r. Praca nie spełniała jego warunków, lecz jury uznało ją za „ciekawy przyczynek do literatury krytycznej o dziełach poety” („Czas” 1894, nr 119). Zagórski ogłosił część tego studium w „Kraju” (1896, nr 12), całość zaś w „Wędrowcu” (1896, nr 42–49). Dodatkowo wyeksponował zasady analizy psychologiczno-estetycznej w polemice o rolę Marii Wodzińskiej w genezie poematu Słowackiego („Kurier Niedzielny” 1897, nr 6–9).

Choć był znawcą zagadnień wersyfikacji, nieczęsto jako krytyk pisał o poezji. Wskazał np. usterki w sztuce wierszowania w przekładzie Fausta Johanna Wolfganga Goethego dokonanym przez Ludwika Jenikego, a tłumacz uwzględnił jego podpowiedzi warsztatowe („Słowo” 1887, nr 156–157). Krytycznie, ale zarazem z życzliwością wobec nowych poglądów odniósł się do fizjologicznej koncepcji wiersza, z którą wystąpił Stanisław Mleczko w pracy Serce a heksametr („Książka” 1901, nr 4). Opierając się na psychologii poznania Wundta, podjął się stworzenia oryginalnej teorii wiersza jako wypowiedzi muzycznej podporządkowanej rytmicznym dominantom. Wystąpił w niej przeciw „tyranii rymu” kontynuującej romantyzm poetycki, a lekceważącej „estetyczno-retoryczną stronę poetyckich utworów” („Słowo” 1898, nr 153). Teoria ta znalazła komentatora w osobie Władysława Bukowińskiego, lecz rozprawa Zagórskiego, która miała być ogłoszona nakładem Kasy im. Mianowskiego, zaginęła.

Akcenty społeczne i polityczne. Ewolucja ideowa. Wyjeżdżał ze Lwowa jako przedstawiciel pozytywistycznego utylitaryzmu odrzucający historyzm i tradycje romantyczne, niezdolne stworzyć „ideału dzieci wolności i postępu”. Na marginesie Ostatniego karmazyna Józefa Rogosza wyartykułował program polityczny: „[…] chciałbym wolności i ogólnego postępu”, „innych nam dzisiaj potrzeba ideałów […]. W naród nam iść z kagańcem oświaty, w naród w imię wolności dla naprawy wiekowych krzywd […], wyprzyjmy się raz już przecie zapleśniałych tradycji, […] wspólnym hasłem naszym niechaj będzie dobro ludu” („Kurier Lwowski” 1883, nr 63). Ten sam lud opisywał pogardliwie jako barbarzyńców, „którzy nie używają mydła ani grzebienia, upijają się co chwila” i z dezaprobatą nie tylko ideową, lecz i estetyczną oceniał powieści Adolfa Dygasińskiego, wytykając, że ich bohaterowie mówią niezrozumiałą dla czytelników dialektalną odmianą języka, a wielostronicowe dialogi nie charakteryzują postaci ani nie posuwają akcji naprzód. Od idei „naprawy wiekowych krzywd” szlachty wobec chłopa przeszedł do obozu obrony „pańskiego patriotyzmu i pańskich ideałów”; od koncepcji literatury zaangażowanej – do idei „przedmiotowości”, którą reprezentował w okresie warszawsko-krakowskim.

Krytyka romantyzmu. Wspólnym ogniwem między tymi biegunami były: konsekwentna, prowadzona wiele lat krytyka idei socjalistycznych oraz rezerwa wobec romantyzmu. Już w okresie lwowskim występował przeciw socjalistom, widząc w ich programie wyrzeczenie się idei wolności i zastąpienie jej podległością jednostki wobec państwa, z czasem poszerzył zarzuty o tworzenie nieprawdziwego obrazu społecznej nędzy i wyznaczanie kobietom zadań społecznych, co miało skutkować zaniedbaniem ich obowiązków rodzicielsko-wychowawczych. Marii Konopnickiej kilka razy zarzucał anachronizm poglądów, uzasadniając ten sąd przykładami jej zależności od estetyki romantyzmu, głównie od Teofila Lenartowicza, a także przekonując, że jest to poezja nieaktualna, rozbiegająca się z obecnymi „organicznymi” czasami („Słowo” 1887, nr 163; „Czas” 1893, nr 291). Krytykował teatralne przeróbki powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego za ich anachronizm. Własny system estetyczny najpełniej zaprezentował w obszernym studium analizującym monografię Chmielowskiego Nasi powieściopisarze („Słowo” 1887, nr 94–109 z przerw.). Uznawał tezę o anachronizmie politycznym romantyzmu. Przyjmował, że rzeczywistość współczesna tworzy nową jakość, którą winna odmalować literatura. Uznał, że Chmielowski w tej książce wystąpił jako obrońca idei demokratycznej przeciw konserwatystom domagającym się poszanowania szlachty, którą jednocześnie oskarża się o polityczno-społeczne błędy przeszłości.

Zagórski uprawiał krytykę literacką dorywczo, niesystematycznie, toteż jego dorobek należy oceniać jako donośny głos w chórze innych wypowiedzi 2. poł. XIX w. Pasja polemiczna sprawiała, że ten głos zwracał uwagę na jednostronność ocen i niedoskonałości warsztatowe innych krytyków.</document>
<document nplp_id="13904" title="Zaborowski Tymon" slug="zaborowski-tymon">Poeta, dramatopisarz, tłumacz i krytyk literacki.

Informacje biograficzne. Urodził się 18 IV 1799 w Liczkowcach na Podolu jako syn Józefa Zaborowskiego i Julianny z Szeptyckich. Pierwsze nauki pobierał w domu, później krótko uczył się w gimnazjum lwowskim, a następnie (1810–1816) w Liceum Wołyńskim (Krzemienieckim). Był członkiem Towarzystwa Dobroczynności Młodzianów Gimnazjum Wołyńskiego, a od 1815/1816 r. pełnił w nim funkcję prezesa. Aktywnie uczestniczył także w zebraniach literackich organizowanych w domu Filipa Platera (czytał na nich swoje pierwsze utwory). W tym okresie wraz z Karolem Sienkiewiczem i Teodozym Sierocińskim brał również udział w działaniach Klubu Piśmienniczego. W grudniu 1816 r. wyjechał przez Lwów do Warszawy. Wkrótce otrzymał tam stanowisko asesora w Delegacji Administracyjnej Rady Stanu Królestwa Polskiego. Zajmował się wówczas głównie literaturą, nawiązał znajomość z Ludwikiem Osińskim. Był stałym czytelnikiem Biblioteki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Należał do grona inicjatorów powołania czasopisma byłych krzemieńczan „Ćwiczenia Naukowe”, w którym redagował dział literacki. Na jego łamach opublikował rozprawkę teoretyczną O zewnętrznej budowie wiersza polskiego, poemat heroikomiczny Klub piśmienniczy oraz siedem pieśni poematu rycerskiego o Bolesławie Chrobrym Zdobycie Kijowa. Przełożył ponadto tragedię Voltaire’a Tankred (wystawioną w Warszawie w 1817 r.). Zniechęcony krytyką, jesienią 1818 r. wrócił do Liczkowców, gdzie kontynuował prace literackie; obok drobnych wierszy, przeważnie okolicznościowych, napisał nieukończony poemat Bojan (fragm. „Ateneum” 1883, t. 4), w l. 1822–1824 trzy niewydane i niewystawione dramaty (Bohdan Chmielnicki, Umwit, Tajemnica, czyli Borys i Milwiana) oraz najważniejsze dzieło – Dumy podolskie za czasów panowania tureckiego w tej ziemi („Haliczanin” 1833, t. 2). Bliskie kontakty utrzymywał wówczas z Florianem Łaszowskim, Julianem Sabińskim i ze Stanisławem Starzyńskim. Niepowodzenia w życiu osobistym, nieporozumienia z matką oraz niezadowolenie z własnej twórczości literackiej doprowadziły go do psychicznego załamania. Zmarł 20 III 1828 (najprawdopodobniej) śmiercią samobójczą, tonąc w Zbruczu. Został pochowany na cmentarzu w Liczkowcach.

W środowisku kulturowo-literackim Krzemieńca. W trakcie edukacji w Liceum Krzemienieckim działał w Klubie Piśmienniczym Uczniów Gimnazjum Wołyńskiego liczącym w roku szkolnym 1815/1816 siedmiu członków. Pozostawał pod opieką profesora Liceum, ks. Alojzego Osińskiego, brata Ludwika, znawcy literatury łacińskiej oraz francuskiego klasycyzmu, nauczyciela, który zachęcał uczniów do przekładów klasycznych tragedii; do juweniliów Zaborowskiego należy tłumaczenie Fedry Jeana Racine’a.

Parnas według Zaborowskiego. Akceptacja klasycyzmu. Utwór Parnas we śnie („Tygodnik Polski i Zagraniczny” 1818, t. 3, nr 30) powstał w 1816 r. w Liczkowcach i pierwotnie nosił tytuł Podróż moja do Parnasu. Z jednej strony autor nawiązał do klasycystycznej tradycji prezentowania poglądów literackich w poemacie o charakterze dydaktycznym, z drugiej jednak – wprowadził nowy w tej odmianie gatunkowej motyw snu, który pozwalał swobodniej traktować materię wywodu. Zaborowski w 13-zgłoskowym poemacie przedstawił syntetyczny obraz historii literatury polskiej, z uwzględnieniem jej stosunku do literatur obcych, a zwłaszcza literatury francuskiej. Zastosowaną tu metodę porównania wprowadzał też w swoich wykładach Alojzy Osiński. Narrator we śnie widzi cztery drogi wiodące na rodzimy Parnas: angielską, niemiecką, francuską oraz włoską i jako uczeń Osińskiego wybiera gościniec francuski, po którym przewodnikiem czyni Voltaire’a. Wędruje z nim po parnaskich wzgórzach, które „zamieszkiwali” głównie klasycy: Pierre Corneille, Jean Racine, Prosper Jolyot de Crébillon, Molière, Nicolas Boileau, Jean de La Fontaine, Jean-Baptiste Rousseau, ale i Jean-Jacques Rousseau. Autor Parnasu we śnie skupia uwagę na epopei, zaznaczając, że dokonania Homera i Wergiliusza stanowią niedościgłe ideały. Bliżsi mu są natomiast wielcy tragicy francuscy, a w szczególności Racine: on jeden umie oddać „porywające uniesienia”. Zaborowski prezentuje też osobiste wrażenia z lektury tragedii „boskiego” Racine’a: zachwyca go treść i budowa poszczególnych sztuk, a bohaterowie są dla niego żywymi postaciami. Wobec Voltaire’a zachowuje więcej dystansu: chwali wprawdzie brak przesady w jego utworach, ale przestrzega przed „niebezpiecznymi pięknościami”. Uważa, że losy postaci scenicznych są zbyt mocno uzależnione od konwencji teatralnych. I choć wznioślejsze uczucia budzi w nim Racine, to jednak Voltaire’a obsadza w roli przewodnika. W poemacie Zaborowskiego to on przepowiada, że „żyzną” ziemię polską stać na wielką poezję na miarę mistrzów francuskich („tu będzie wielu sławnych poetów ojczyzna”). Wędrówkę po literaturze polskiej zaczyna Voltaire od Ignacego Krasickiego, który – przejmując po filozofie rolę przewodnika – prezentuje rodzimych poetów, m.in. Józefa Szymanowskiego, Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Franciszka Dionizego Kniaźnina, Stanisława Trembeckiego, Franciszka Karpińskiego, Ludwika Osińskiego, Alojzego Felińskiego, Kajetana Koźmiana, Franciszka Morawskiego i Cypriana Godebskiego, „co z orężem w ręku / Rycerskie nucił pieśni pośród broni szczęku”. Wysoko zostało ocenione pisarstwo Juliana Ursyna Niemcewicza, przede wszystkim jego Śpiewy historyczne, w których „opłakiwał rycerskie wierszem ziomków czyny”. Parnas we śnie (oraz pierwsze próby przekładowe) poświadczają, że we wczesnym okresie twórczości świadomość literacka Zaborowskiego zasadzała się na akceptacji poetyki i tradycji klasycystycznej zgodnie z poglądami lokalnych autorytetów (A. Osińskiego, T. Czackiego). Widoczne są też rysy własne w koncepcjach krytyka. Zaborowski zwraca uwagę na związek literatury z dziejami narodu i na słabe zagospodarowanie w literaturze polskiej wielu obszarów gatunkowych. m.in. epopei czy – jak pokazują przykłady nieudanych realizacji, wśród których pojawia się Henriada Voltaire’a – poematu epickiego. Ten gatunek będzie interesował Zaborowskiego również jako poetę.

Podstawę wypowiedzi krytycznych stanowią wzorce wypracowane przez poetykę klasycystyczną. Wyrażone w poemacie Parnas we śnie uznanie dla Barbary Radziwiłłówny Felińskiego (uznanie niewolne od pewnych zastrzeżeń związanych z konstrukcją postaci Bony) Zaborowski potwierdzi w redakcyjnych przypisach do recenzji Kazimierza Brodzińskiego („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 1), krytykując jednak namiętność Zygmunta Augusta, która zdaniem Zaborowskiego nie przystoi ani „Królowi Polaków, ani Poecie Polskiemu”. Wobec Ludwika Kropińskiego jako autora Ludgardy oraz Franciszka Wężyka jako autora Bolesława Śmiałego krytyk będzie miał więcej zastrzeżeń. Pierwszemu przyzna umiejętność budzenia wzruszeń, drugiemu wróży sukces, pod warunkiem że: „[…] pozna lepiej polskie zwyczaje i prawa” (Parnas we śnie).

Ewolucja poglądów. W stronę „narodowości” w literaturze. Po przyjeździe do stolicy Królestwa następuje krystalizacja poglądów estetycznych Zaborowskiego: sztuka zostaje mocniej powiązana z programem narodowym, a poeta zostaje uznany za wyraziciela spraw zbiorowości i piewcę rodzimych tradycji. W konsekwencji wyeksponowano tyrtejską funkcję poezji, co znajduje też wyraz w twórczości poetyckiej Zaborowskiego (Dumy podolskie). U progu XIX w. problem narodowości był, jak wiadomo, powszechnie dyskutowany w środowisku Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zawarty w rozprawie Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818) postulat: „Nie bądźmy echem cudzoziemców”, był bliski również Tymonowi Zaborowskiemu. Zanim romantyczne hasła twórczości realizującej wymóg narodowości zostaną wyraźnie określone i spopularyzowane, Zaborowski sformułuje w prospekcie zapowiadającym założenie nowego pisma („Ćwiczenia Naukowe”) programowe oświadczenie: „Narodowość będzie istotną oddziału tego cechą. Ojczyste dzieje i dzieła, narodowe obyczaje i widowiska, krajowe widoki i obrazy, są to tyleż nieprzebranych dla piszących źródeł, z których czerpać przedmioty swoje i łatwo, i miło. Polska ma swoje piękności, Polacy właściwe sobie cnoty. Polskiej wymowie i poezji przystoi tak jedne jak drugie malować i wystawiać, opiewać i wielbić, a pracujący w tym duchu, jeżeli na trudną pisarza albo poety chwałę nie zasłuży, przynajmniej dobrym okaże się Polakiem” (druk z 29 XI 1817, cyt za: M. Danilewiczowa). Oświadczenie to uzupełnia napisany niemal w tym samym czasie komentarz do pieśni pierwszej Zdobycia Kijowa: „Po cóż mamy za granicą szukać przedmiotów godnych opisania, gdy groby naszych naddziałów bez napisów, już mchem się okryły; gdy wzory ich cnót i męstwa w zastarzałych księgach, już niektórym naszym współziomkom niezrozumiałych butwieją? Nie ujmuję obcym dziełom słusznie im przyznawanych zalet; mogą one służyć za wzory piszącym, ale nie być pospolitą zabawą całego narodu, który inne mający obyczaje, inny język, jeżeli je tyko szanuje, w nich szukać powinien, w nich znaleźć może prawdziwą chwil życia osłodę” (przyp. 1 do: Dobromir i Aniela, „Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 1). Zaborowski apeluje przy tym: „[…] w przedmiotach poetycznych bądźmy sami sobą; otwórzmy oczy i ani ślepo w obcych piękności nie wierzmy, ani ślepymi na wzory piękności u nas znajdujące się nie bądźmy” (tamże).

Krytyka literacka w „Ćwiczeniach Naukowych”. Krytyczne refleksje Zaborowskiego jako redaktora działu literackiego „Ćwiczeń Naukowych” rozsiane są w licznych przypisach, którymi opatrywał on publikowane tam artykuły; np. zaraz po rozprawie O szkodliwych skutkach namiętności. Wyjątki z „Uwag Tuskulańskich” Cycerona w przekładzie Teodozego Sierocińskiego („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 1) Zaborowski zamieścił artykuł O namiętnościach. Wyjątek z dzieła Pana Weiss: „Principes philosophiques, politiques et moraux” w tłumaczeniu Marcelego Żurowskiego, opatrując artykuł następującym komentarzem: „Umieszczam obok tego wyjątku z Cycerona w tymże przedmiocie z Weissa wyjęty artykuł. Zostawiam czytelnikom do osądzenia, który sposób tłumaczenia Namiętności bardziej zgadza się z naturą naszego narodu i sam tylko tę zrobię uwagę: że zastanowienie się nad tym przedmiotem naszych pisarzów, a zwłaszcza poetów, doprowadziłoby ich do poznania prawdziwego charakteru Polaka, który zdając się więcej zbliżać do charakteru dawnych Rzymian niż współczesnych zachodnich ludów, różni się wszelako i od tych, i od tamtego […]. Żal mi, że nie mogę w tej chwili, a mniej jeszcze w tym miejscu rozszerzyć się nad tym przedmiotem i wystawić, ile by na głębokim charakteru narodowego poznaniu zyskała w ogólności nasza poezja, a szczególnie skorzystał teatr, który powinien być wiernym zwierciadłem obyczajów ludu, jego nałogów i namiętności pierwszych osób w narodzie” (tamże).

Refleksje nad wierszem polskim. W związku z toczącą się dyskusją na temat wersyfikacji polskiej i wprowadzaniem wierszy metrycznych Zaborowski ogłosił rozprawę O zewnętrznej budowie wiersza polskiego („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 1). U jej genezy stoi wzorowe – w przekonaniu autora – tłumaczenie Opery włoskiej w podróży dokonane przez Jana Kruszyńskiego, rozprawa Józefa Elsnera O metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818), potrzeba bliższego zdefiniowania „wiersza bohaterskiego” związana z pracą Zaborowskiego nad poematem Zdobycie Kijowa, a także debata zapowiadająca ugruntowanie się w wierszu polskim sylabotonizmu, przekonania o odrębności języków narodowych, a nawet stanowisko Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który nowoczesną wersyfikację opartą na akcencie stawiał ponad wersyfikację antyczną – opartą na iloczasie. Temat rozważań autor formułuje w pytaniu, co jest celem i źródłem mowy wiązanej i jakie jest miejsce rymu w wierszu polskim. Rozprawę rozpoczyna pochwała „wspaniałej, męskiej i nie bez wdzięku Zygmuntów mowy”. W okresie „upadku oświaty w naszym narodzie” zaczęto gardzić własnym językiem i uznano – za cudzoziemcami – że jest on twardy i prostacki, co groziło umieszczeniem go „w rzędzie niekształtnych gminu dialektów”, równoznacznym z jego zagładą. Po latach upadku – pisze dalej Zaborowski – nastało odrodzenie języka pod „ojcowską” opieką króla Stanisława Augusta i cara Aleksandra I. Język wyzwolił się podówczas z narastających wpływów obcych, a Polacy odkryli w mowie ojczystej i wciąż odkrywają nowe bezcenne skarby. Taką nowością, z pewnych względów niebezpieczną, są próby „zastosowania wierszów naszych do muzyki” podjęte przez – niewymienionych z nazwiska – Elsnera, Kruszyńskiego i Brodzińskiego. Próby te Zaborowski dopuszcza na zasadzie wyjątku, ubolewa natomiast nad zamiarami wprowadzania miar do wierszy, które określa jako „natężoną mowę”, sugerując jej podniosłość, uroczystość lub po prostu odmienność od języka niepoetyckiego. Przekonuje, że poezji polskiej zagraża niebezpieczeństwo ze strony zwolenników wprowadzenia wzorowanych na metryce łacińskiej miar do wiersza polskiego, i twierdzi, że są one niezgodne z duchem polszczyzny. Sądzi, że wiersze polskie pisane „natężoną mową” podlegają jednej tylko zasadzie: winny być pisane jasno, „zwyczajnymi wyrazami, ale nadzwyczajnym sposobem”, owe „sposoby” zależą głównie od „natury języków”, która w odniesieniu do polszczyzny oznacza skłonność do rymowania, przełamywanie „jednostajności” wyrazów na rzecz niejednostajności wersów (czyli zapobieganie monotonii polszczyzny przez różnicowanie długości wersów) i odejście od układu stroficznego. W konkluzji stwierdza: „[…] w tym stanie tedy naszego rymotwórstwa mamyż przyjmować odmiany wróżące nam tylko trudności, nieokazujące zaś żadnej udoskonalenia jakiego nadziei? Nie lepiejże zostawując językowi francuskiemu pierwszeństwo w prozie, włoskiemu w muzyce, polski taki, jakim jest, teraz uczuć, zgłębić i przeświadczyć się, że jest jedynym do wierszów, gdy mniej od innych potrzebując prawideł, ucho zaspokaja; a przeto wnieść, że miary do niego wprowadzone wielką muzyce u nas zrobiłyby przysługę, ale wiersz bezwzględnie do niej uważany pozbawiłyby największej jego zalety, to jest rozmaitości tak mu właściwej, tak mu potrzebnej…” (tamże). Krytyczna wypowiedź Zaborowskiego minęła bez echa. Nie odpowiedzieli na nią Elsner i Brodziński, nie wspomniał też o niej Józef Franciszek Królikowski w Prozodii polskiej (1821). Jak się zdaje, Zaborowski nietrafnie utożsamił poszukiwania idące w kierunku sylabotonizmu z próbą powrotu do wiersza metrycznego nawiązującego do miar antycznych, od dawna niefunkcjonującego w polskiej poezji. Jedynie kwestia rymów (żeńskich), które postrzega jako środek obficie reprezentowany w polszczyźnie, m.in. jako rezultat fleksyjności, jest jasna. Tyle teoria; praktyka poetycka Zaborowskiego podążała inną drogą: od ciężkiego 13-zgłoskowca Parnasu we śnie i Tankreda do romantycznych strof Dum podolskich – przesyconych w znacznej mierze liryzmem i stanowiących wyraz poszukiwań nowej ekspresji słowa poetyckiego. W tej ewolucji nie towarzyszyły już jednak Zaborowskiemu rozważania teoretyczne.

„Krytyka” korespondencyjna. Wiele bieżących refleksji krytycznych Zaborowski zawarł w listach skierowanych do Łaszowskiego, serdecznego przyjaciela. Maria Danilewiczowa pisała o istnieniu ponad 400 listów Zaborowskiego; podczas II wojny światowej korespondencja ta uległa zniszczeniu, a do czasów współczesnych przetrwało zaledwie 61 spośród nich. Wiadomo z całą pewnością o kilku listach adresowanych do Łaszowskiego, które zawierały uwagi, analizy i recenzje dotyczące następujących dzieł: Nowa Heloiza Rousseau (list z 25 III 1815), Gliński Wężyka i Duma o kniaziu Michale Glińskim Niemcewicza (list z 11 X 1816), Klarysa Samuela Richardsona (list z 11 II 1820), O imaginacji i Ogrody Jacques’a Delille’a (list z 13 II 1821). Już zestaw przywołanych autorów i ich dzieł świadczy, że Zaborowski obok lektury utworów klasycznych z pasją oddawał się też np. czytaniu romansów, co z kolei sugeruje, że był zainteresowany bieżącymi wydarzeniami życia literackiego i otwarty na nowsze treści i formy. To następne świadectwo ewoluowania jego świadomości estetycznoliterackiej i ideowej.

Między klasycznością a romantycznością. Zaborowski był typowym poetą okresu przejściowego; zaczynał pod wpływem nauczycieli krzemienieckich jako klasyk. Następnie przeszedł ewolucję, której sygnały są widoczne – mimo dominacji cech klasycystycznych – w Zdobyciu Kijowa. Przebrzmiałe konwencje usiłował aktualizować w nieudanych dramatach, by w nielicznych lirykach osobistych z lat 20. XIX w., m.in. w wierszu Wieszcz Miodoboru (stąd wywodzi się jego poetycki przydomek), już wyraźnie zapowiadać romantyzm. Jest to również widoczne w Dumach podolskich – najdojrzalszym dziele poety. Podobną drogę Zaborowski przebył też jako krytyk literacki. Swoje młodzieńcze credo poetyckie wypowiedział w poemacie Parnas we śnie, by w okresie warszawskim, przez manifestowanie postulatów narodowości i ludowości, zatrzymać się na granicy preromantyzmu. To trudne pozostawanie na estetycznoliterackim rozdrożu przedstawił w napisanym na cztery lata przed śmiercią liście do Łaszowskiego. Tłumacząc się z ustawicznego „wygładzania” Zdobycia Kijowa, pisał: „Trzeba własne wprzód prace samemu osądzić własnym przez nie zadowoleniem, zanim je pod sąd drugich oddać mamy. Trzeba się stosować do powszechnego smaku, który w tym wieku tak się stał wytwornym, że mu tak trudno się podobać. Wymagają wszyscy od pisarza klasycznej w dziełach poprawy, a chcą razem i czarów, romantyczności. Należy w pismach, ile można, jedno z drugim pogodzić. Ile mi zdolności moje posłużą, tyle będę usiłował toż w moich pismach uczynić. Jeżeli zbliżę się do stopnia jakiejkolwiek już w tym rodzaju wartości, ośmielę się wtedy okazać owoce moich usiłowań” (list z 18 XI 1824, cyt. za: M. Danilewiczowa). Przedwczesna śmierć poety nie pozwoliła mu jednak osiągnąć pełni artystycznej dojrzałości.</document>
<document nplp_id="13906" title="Zabiełło Aleksander Władysław" slug="zabiello-aleksander-wladyslaw">Poeta, krytyk literacki. Kryptonimy: A W Z.; A.W.Z.

Informacje biograficzne. W historii krytyki literackiej Zabiełło pozostaje postacią niemal anonimową. Przez długi czas kryptonimu A.W.Z. nie wiązano nawet z jego nazwiskiem, a jego najważniejszą pracę, artykuł O wierszopisach i poetach uwag kilka („Gazeta Polska” 1827, nr 58–59), przypisywano innym krytykom: Michałowi Podczaszyńskiemu (A. Bar), Maurycemu Mochnackiemu (W. Billip, M. Strzyżewski) lub traktowano tego autora jako postać o nieznanych personaliach (S. Kawyn). Zmianę przyniosły dopiero publikacje z lat 90. XX w. – od tego czasu kryptonim A.W.Z. wiąże się z nazwiskiem Aleksandra Władysława Zabiełły (m.in. H. Markiewicz, M. Strzyżewski, M. Stanisz). Do autorstwa artykułu O wierszopisach i poetach uwag kilka przyznał się autor w krótkiej korespondencji, podpisując ją nazwiskiem Zabiełło (bez podania imienia; Artykuł nadesłany, „Gazeta Polska” 1827, nr 285).

Niewiele wiadomo o jego życiu. Był prawdopodobnie przedstawicielem wpływowego na Litwie rodu Zabiełłów. W latach 20. studiował na Wydziale Nauk Moralnych i Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego (w czerwcu 1824 r. otrzymał nawet akademickie wyróżnienie accessit; „Dziennik Wileński” 1824, t. 2, nr 6). Był słuchaczem wykładów Joachima Lelewela, rozpoznawalnym studentem, powiązanym relacjami koleżeńskimi z wileńskimi filomatami – wzmianka na ten temat znajduje się w liście Lelewela do Cypriana Daszkiewicza z 1 VIII 1826 (Korespondencja filomatów). W latach 20. XIX w. od czasu do czasu publikował pojedyncze utwory poetyckie oraz artykuły krytycznoliterackie świadczące m.in. o tym, że uważnie śledził przedlistopadową prasę literacką, zwłaszcza romantyczną. Prawdopodobnie brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej 1831 r., służąc w randze oficera; rozkazem gen. Jana Skrzyneckiego z 22 IV 1831 podporucznik Aleksander Zabiełło został przeniesiony do Pułku Piechoty Legii Litewsko-Wołyńskiej („Dziennik Powszechny Krajowy” 1831, nr 119). Lelewel pisał: „Aleksander Zabiełło, którego z wojska Rosja przeprowadziła do polskiego, a dyktator go wyrzucił, zginął na Żmudzi” (Listy emigracyjne). U Richarda Ottona Spaziera znajdujemy informację, że Zabiełło poległ 26 VI 1831 w bitwie w okolicach Kowna. Trzeba jednak zastrzec: niemal wszystkie podane wiadomości biograficzne mają charakter hipotetyczny, nie jest bowiem całkowicie pewne, że bohater przywołanych doniesień prasowych i epistolograficznych oraz autor artykułu O wierszopisach i poetach uwag kilka to ta sama postać.

Poeta i wierszopis. Mimo niewielkiego dorobku aktywność pisarska Zabiełły odbiła się echem w dziejach polskiej krytyki literackiej XIX w. Stało się to głównie za sprawą wspomnianego artykułu O wierszopisach i poetach, w którym autor wykreował ważną dla dynamiki sporów przełomu romantycznego opozycję między wierszopisem i poetą. Zabiełło dowodził, że tylko poeta – w odróżnieniu od wierszopisa – jest prawdziwym, oryginalnym twórcą umiejącym zachować niezależność wobec postulatów „naśladowania” oraz powszechnie respektowanych reguł literackich, tylko jemu zatem przysługuje miano „wieszcza” i „geniusza”; „[…] wiersze piszącym zarówno wyrazy rymopis, rymotwórca i wierszopis mogą być właściwe; gdy skądinąd wyraz poeta samemu tylko natchnionemu wieszczowi służyć może” (tamże). Wynikało to ze statusu, jaki Zabiełło przyznawał prawdziwej poezji, twierdząc, że „poezją bardzo niewłaściwie u nas rymotwórstwem nazywano, bo ten wyraz ani ognia, ani natchnienia właściwego poezji nie maluje” (tamże). Cały artykuł poświęcony jest uszczegółowieniu i uzasadnieniu tego rozróżnienia.

Zdaniem Zabiełły odmienne są dyspozycje twórcze wierszopisa i poety. Temu pierwszemu przysługują takie cechy, jak pomysłowość („dowcip”), znajomość historii i stosunków społecznych, dobra orientacja w świecie („bliska znajomość języka i rzeczy”), a także sprawność wierszowania osiągana dzięki znajomości reguł literackich oraz zasad gramatyki. Dzieła wierszopisa cechuje jednak wierność wobec materialnego kształtu rzeczywistości, a co za tym idzie – swoista doraźność: „[…] świat materialny jest jemu właściwym okręgiem, w nim on swoje natchnienia czerpa”, toteż „pierwej zabawę niżeli prawdę ma na celu” (tamże). Prawdziwy poeta ma natomiast inne, wyższe talenty: „myśl i czucie”, „niebieski entuzjazm”, twórczą wyobraźnię, nieomylną intuicję, nawet – zdolności profetyczne, a także odwagę, dzięki której zdolny jest do łamania zasad estetycznych i przekraczania wytyczonych przez teoretyków granic sztuki. Według krytyka poeta to „pan tajemnicy życia i światów, czuły świadek teraźniejszości”, który „ze smutnej nieraz przeszłości jaśniejącą weselem wyprowadza przyszłość” (tamże). W świadomości poety dominuje też uczucie solidarności i empatii łączące go z innymi ludźmi, „przywiązując go ogniwem miłości do całego ludzkości ogromu” (tamże). W swojej charakterystyce poety Zabiełło przywołuje wiele określeń (w tym terminy zaczerpnięte ze słownika filozofii idealistycznej i transcendentalnej), które wskazują na świat niematerialny jako domenę poety-geniusza. Przestrzenią, w której się porusza, jest zatem „świat idealny w całej swej nieskończoności i blasku”: „[…] tam, gdzie umysł pospolity ślepy widzi mechanizm, on znajduje wszechwładne duchy, które niedocieczonym torem universum toczą do najwyżej zakreślonego celu” (tamże).

Dla opisania czynności twórczych wierszopisa i poety Zabiełło posługuje się popularnymi w tym okresie metaforami. Działalność wierszopisa przedstawia za pomocą obrazu podążania dobrze znanym szlakiem – znajomym i sprawdzonym, wielokrotnie już przemierzanym, pozbawionym niebezpieczeństw, ale i niespodzianek. Obraz ten – symbolizujący postępowanie ówczesnych zwolenników „klasyczności” – był dobrze zakorzeniony w refleksji metapoetyckiej głównie dzięki rozprawie Kazimierza Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818). Zabiełło aktywność poety przyrównywał z kolei do zmiennego i nieprzewidywalnego żywiołu morskiego – najpierw spokojnego, pozornie łagodnego, chwilę później wzburzonego, spienionego, nawet rozszalałego i znowu – powracającego do stanu pozornego uśpienia.

Z zasadniczej różnicy dyspozycji i inklinacji twórczych wierszopisa i poety wyłania się według Zabiełły zupełnie inny charakter ich twórczości. Krytyk wyraża tę myśl dobitnie i jednoznacznie: „Wierszopis naśladuje, tworzy poeta” (tamże). Oznacza to m.in., że niezależny i oryginalny umysł poety ma zdolności kreacyjne, dzięki którym „nie przedmiot poetę, lecz poeta przedmiot stwarza” (tamże). Twórczość poety „zawsze wiernie umysłowi i sercu jego odpowiada”, a jego dzieła pełne są „najszczytniejszych pomysłów i najwierniejszych obrazów”, stanowiąc punkt wyjścia indywidualnej refleksji, która stawia odbiorcę twarzą w twarz z tajemnicą uniwersum, w obliczu świata wyższego oraz prawdy ducha. Dla odmiany wierszopis całkowicie zależny jest od przedstawianego przedmiotu oraz własnych zmysłów.

Całkiem odmienne są przeto kompetencje warsztatowe wierszopisa i poety. Poeta jest twórcą prawdziwie oryginalnym: „[…] dla swoich uczuć i wyobrażeń nowy język tworzy i można powiedzieć, że im jest śmielszym w wyrażeniu swoich pomysłów, tym większą narodowej mowie sprężystość dodaje” (tamże). Wierszopis z kolei trzyma się „najskrupulatniej gramatykalnych przepisów i woli raczej najpowabniejszych wyrzec się myśli, niżeli tym przepisom w czymkolwiek uchybić” (tamże). Domeną wierszopisa jest sprawność wierszowania („szczęśliwe dobieranie rymów”, „sztuczny mechanizm wiersza”), umiejętność budowania zgrabnych kompozycji poetyckich („zręcznie rozwinięty układ”), efektowne rozwiązania stylistyczne („zmysłowie kreślone obrazy”, „kilkowierszowe sentencje”, nawet „czcze deklamacje”), a obok tego – osobliwie lekki ton i niepoważna tematyka („w rzeczach dowcipu okrycie śmiesznością najpoważniejszych przedmiotów”; tamże). Rezultatem tej formuły twórczości jest zdaniem Zabiełły wtórność intelektualna i artystyczna wierszopisa, jego skłonność do używania skonwencjonalizowanych chwytów poetyckich oraz odwoływania się do powszechnej (więc banalnej) wiedzy, jednym słowem – popęd do naśladownictwa: wierszopis bowiem, „obrazy pośrednie malując i wystawując myśli w ucywilizowanym świecie za dawne upowszechnienie spospolicone, z samego rzeczy porządku musi być jednostajnym i naśladowniczym” (tamże). Odwołując się do popularnej w krytyce pierwszych dekad XIX w. kategorii naśladowania, Zabiełło dowodzi ponadto, że wierszopis świetnie sprawdza się w działalności przekładowej oraz twórczości okolicznościowej, która odpowiada na doraźne zapotrzebowania czytelnicze: „[…] obce poezje i dawne pomysły w innym kształcie swojemu przyswaja językowi, myśli zwyczajne i obrazy przesadzone społecznych stosunków gładkim wystawia rymem” (tamże).

O przekładach. Artykuł O wierszopisach i poetach stał się także ważnym głosem w dyskusji dotyczącej znaczenia przekładów literackich dla kultury narodowej, która toczyła się na łamach polskiej prasy przed powstaniem listopadowym. Stanowisko krytyka było w tym względzie zbieżne z opiniami innych romantyków (m.in. M. Mochnackiego): Zabiełło przyznawał wprawdzie zasługi wybitnym tłumaczom dzieł obcojęzycznych, ale zdecydowanie wyżej cenił twórczość oryginalną. Ilustrując swą myśl, przywoływał postaci sławnych twórców poezji polskiej: pracom Piotra Kochanowskiego (autora przekładu Jerozolimy wyzwolonej T. Tassa) przeciwstawiał oryginalną twórczość Jana Kochanowskiego („który jest pierwszym prawdziwie godnym reprezentantem naszej na Parnasie poezji”); tłumaczenia Franciszka Ksawerego Dmochowskiego (autora przekładu Iliady Homera) porównywał z poezją Juliana Ursyna Niemcewicza („który cienie naszych bohatyrów czarownym sposobem z grobów wyprowadził i stał się twórcą wcale nowego, pełnego smętności i natchnienia rodzaju poezji narodowej”), pracom przekładowym „tylu innych tłumaczów arcydzieł francuskich i innych klasyków” stawiał zaś za wzór genialny dorobek (niewymienionego z nazwiska) Adama Mickiewicza (czyli „tego, który na cudze uprzedzenia i tysiączne przeszkody nieczuły, z nowym wcale ogniem ojczystym językiem przemówił i w rok po zjawieniu się swoim serca ziomków rozczulił, a dla cudzoziemców stał się podziwienia przedmiotem”; tamże).

Między klasycyzmem a romantyzmem. Rozważania zaprezentowane w artykule O wierszopisach i poetach uwag kilka Zabiełło kończył komentarzem dotyczącym współczesnych mu sporów literackich. Wyrażał nadzieję na dalszy rozwój literatury narodowej oraz krytykował tych, którzy stawiali opór nowym tendencjom estetycznym. Refleksja krytyka, oparta na opozycji klasycyzmu i romantyzmu, znacząco upraszczała jednak oświeceniową myśl estetyczną. Oznaczała nawet próbę swoistego przywłaszczenia przez przedstawiciela nowych tendencji literackich słów „poezja” i „poeta” i włączenia ich do romantycznego słownika metaliterackiego. Tymczasem już oświeceniowa myśl literacka umiała docenić (choć w ograniczonym wymiarze) wartość geniuszu, natchnienia i poetyckiej oryginalności. Od dawna też popularne było powiedzenie Orator fit, poeta nascitur, które talent poetycki przedstawiało jako cechę wrodzoną, dominującą nad sprawnością warsztatową. W słowniku estetycznoliterackim oświecenia w powszechnym użyciu były wprawdzie pojęcia „wierszopisarstwo” i „wierszopis”, ale funkcjonowały one jako neutralny aksjologicznie synonim twórczości poetyckiej (używali go zresztą w takim znaczeniu także niektórzy krytycy romantyczni, np. M. Podczaszyński). Za sprawą artykułu Zabiełły pojęcia „wierszopis” i „poeta” nabrały jednak nowych sensów, wyraźniej opisując oświeceniowy i romantyczny stosunek do poezji. Z przeciwstawienia Zabiełły wynikały bowiem znacznie dalej idące konsekwencje: krytyk traktował natchnienie i geniusz twórczy jako najważniejsze dyspozycje poetyckie, niezbędne do prawdziwie oryginalnej twórczości i poniekąd niezależne od kompetencji warsztatowych konkretnego twórcy. Po publikacji artykułu O wierszopisach i poetach frekwencja tego przeciwstawienia gwałtownie zresztą wzrosła, niejednokrotnie organizując całe wypowiedzi krytycznoliterackie lub ich obszerne fragmenty i stając się niemal obowiązkową formułą w romantycznym słowniku krytycznoliterackim.

Wydaje się, że dzięki tej właśnie, upraszczającej perspektywie przeciwstawienie dyspozycji twórczych wierszopisa i poety okazało się tak poręczne i użyteczne w toku ówczesnych polemik o nową wizję literatury. Artykuł O wierszopisach i poetach był dyskutowany na łamach prasy, wywołując spory ferment pośród krytyków doby przełomu romantycznego. Obszernie – i bardzo krytycznie – komentowali zawarte w nim tezy Franciszek Salezy Dmochowski („Sonety” Adama Mickiewicza, „Biblioteka Polska” 1826, t. 3), a także Kazimierz Brodziński (Artykuł nadesłany z powodu pism o poezji w „Gazecie Polskiej” umieszczonych, „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1827, nr 71–72). Do tych nieprzychylnych uwag Zabiełło odniósł się w Artykule nadesłanym, w którym zaprzeczał również, jakoby był autorem recenzji podpisanej inicjałami M.M., a na dowód tego podawał własne nazwisko.

Popularność opozycji wierszopis–poeta osiągnęła apogeum w polskiej krytyce literackiej przed powstaniem listopadowym, tj. w dobie przełomu romantycznego, ale funkcjonowała również w następnych latach. Przyczyniła się też do późniejszej kariery pojęcia „wieszcz”. Niemal anonimowemu autorowi zapewniła reputację wpływowego zwolennika „romantyczności”, a jednocześnie znaczącego krytyka literackiego doby przedlistopadowej.</document>
<document nplp_id="13907" title="Wyspiański Stanisław" slug="wyspianski-stanislaw">Dramaturg, poeta, prozaik, reżyser teatralny, scenograf, malarz, grafik, projektant witraży, wnętrz i mebli. Kryptonimy: S.W.; St.W.

Informacje biograficzne. Urodził się 15 I 1869 w Krakowie jako syn Franciszka Wyspiańskiego, rzeźbiarza, i Marii z Rogowskich. Po śmierci matki wychowywał się w domu wujostwa Stankiewiczów. Uczył się w Szkole Ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim w Krakowie (1875–1879), następnie w Gimnazjum Nowodworskiego (1879–1887). W l. 1887–1890 studiował malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych oraz filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1890 r. odbył podróż do Włoch, Szwajcarii, Francji i Niemiec śladem zabytków sztuki (głównie gotyckiej). Od 1891 r. studiował malarstwo w Paryżu. Od 1895 r. przebywał w Krakowie – wtedy powstały m.in. jego projekty witraży (1897–1902). Był współzałożycielem Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa oraz Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”. Na początku 1898 r. przebywał w Warszawie, uczestnicząc w wystawie swoich kartonów witrażowych w Zachęcie. Od października 1898 r. do lipca 1899 r. pełnił funkcję kierownika artystycznego czasopisma „Życie”. Od 1898 r. podjął współpracę inscenizatorską i dramaturgiczną z teatrem Tadeusza Pawlikowskiego. W 1900 r. ożenił się z Teodorą Teofilą Pytko, matką jego trojga dzieci. W 1902 r. został docentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Na początku 1905 r. kandydował bezskutecznie na stanowisko dyrektora krakowskiego teatru. W tym samym roku został członkiem rady miejskiej Krakowa z listy Komitetu Demokratycznego Polskiego. Zmagał się z nieuleczalną chorobą, od końca 1905 r. był już częściowo sparaliżowany, w 1906 r. przeniósł się do podkrakowskiej wsi Węgorzce. Zmarł 28 XI 1907 w Krakowie. Został pochowany na Skałce.

Był najwszechstronniejszym polskim artystą przełomu XIX i XX w., plastykiem, reżyserem, poetą, autorem m.in. takich dramatów, jak Legenda (1898), Warszawianka (1898), Klątwa (1899), Wesele (1901), Wyzwolenie (1903), Noc listopadowa (1904), Sędziowie (1907), Powrót Odysa (1907). Podobna wszechstronność cechuje co prawda innych przedstawicieli secesji, takich jak Alfons Mucha, Henry van de Velde czy Fernand Khnopff, jednak żaden z wymienionych nie był również wybitnym pisarzem.

Wyspiański jako krytyk. W dorobku Wyspiańskiego znajdziemy niewiele typowych wypowiedzi krytycznoliterackich (recenzja, artykuł, szkic), jakkolwiek w najszerszym znaczeniu wolno nazwać go krytykiem literackim przełamującym w swym pisarstwie granice gatunków. W tym sensie elementy krytyki literackiej znajdziemy nie tylko w nielicznych stosunkowo artykułach publicystycznych, wierszowanych listach czy drobiazgach satyrycznych, ale również w Weselu czy Wyzwoleniu (monologi i polemiczne dialogi bohaterów). Artysta włącza się niejednokrotnie do dyskusji o współczesnej sztuce, przy czym zazwyczaj dość trudno oddzielić jego opinie z zakresu krytyki literackiej od refleksji należących do krytyki teatralnej czy estetycznych sądów na temat malarstwa, rzeźby i architektury. Najlepszym tego przykładem jest sprowokowany notatką prasową z pozoru błahy wiersz [Wyuczono papugę wyrazów o sztuce…] opublikowany na łamach dziennika „Czas” 3 III 1905. W żartobliwej formie, ale nie bez charakterystycznej dla siebie złośliwości, Wyspiański dystansuje się tu wobec terminu „secesja”, choć w przyszłości zostanie niemal jednogłośnie uznany za najwybitniejszego na ziemiach polskich reprezentanta tego kierunku. Wypowiedzi na temat sztuki rzeźbiarskiej Antoniego Kurzawy dotyczą również poezji, której obecność podnosi zdaniem autora walory dzieła (Z rzeźby Antoniego Kurzawy, „Życie” 1898, nr 11). Także w opublikowanym pośmiertnie artykule [Sprawozdanie z wystawy Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych] („Krytyka” 1913, z. 12) znajdziemy podobną sugestię, wyrażoną jeszcze dobitniej. Negatywnie zostało tu ocenione „bezmyślne” kopiowanie rzeczywistości, odrzucone wszystko, co niskie i banalne. Prawdziwa sztuka okazuje się wzniosła, heroiczna, nawet… „koturnowa”. Próba oddzielenia jej od literatury, a zwłaszcza od poezji, musi zakończyć się niepowodzeniem.

Lektury publiczne, lektury prywatne. Wyspiański rzadko zabierał głos publicznie na temat nowości literackich, zachowana korespondencja świadczy natomiast, że śledził je uważnie, przez całe życie czytał najchętniej utwory beletrystyczne i opracowania historyczne. Ponadto wymieniał opinie z cenionymi krytykami literackimi, w kręgu jego znajomych znajdowali się m.in. Zenon Przesmycki (Miriam), Wilhelm Feldman i Stanisław Lack. Interpretując nawet znany utwór, próbował zawsze przełamywać funkcjonujące stereotypy. W Zemście Aleksandra Fredry widział np. nie tyle doskonałą komedię, przy której bawią się następne pokolenia widzów, ile dzieło ukazujące „czyn wielki w zgodzie” (Dzieła zebrane, t. 14, 1966). Książę Józef Poniatowski Szymona Askenazego zyskał jego uznanie jako biografia poważna, pozbawiona wtrętów plotkarskich, wolna od pokusy wyczerpującej prezentacji romansów i skandali. Przeciwstawiał ją poczytnym wprawdzie, ale mniej ambitnym monografiom porównywanym do posągów obwieszonych „kolekcją miniatur niewieścich” ([Uwagi nad „Poniatowskim” Askenazego], „Krytyka” 1908, z. 6).

Studium o Hamlecie. Najobszerniejszym dziełem teoretycznym pisarza jest opublikowany w 1905 r. w Krakowie Hamlet opatrzony wiele mówiącym podtytułem – chodzi bowiem o refleksje dotyczące tragedii Williama Shakespeare’a, „świeżo przeczytanej i przemyślanej przez St. Wyspiańskiego”. Ponowna (a może raczej następna) lektura okazała się koniecznością, bo – jeśli wierzyć wspomnieniom rodzinnym – mały Staś miał poznać pisma Shakespeare’a już w wieku 12 lat, a dopiero potem sięgnął po Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego i Adama Mickiewicza. Jak wynika z nieprzeznaczonych do druku zapisków w Raptularzu, rzecz powstawała bardzo szybko, w okresie 14–27 XII 1904, ostatnie poprawki zostały naniesione w styczniu roku następnego. Zgodnie z zawartą na początku utworu zapowiedzią powinien on być rozmową, skoro autor zgadza się o Hamlecie Shakespeare’a „porozmawiać”. Obietnica ta nie doczekała się spełnienia, bo mamy tu do czynienia raczej z monologiem, co najwyżej kierowanym niekiedy do anonimowego czytelnika. Głosy ewentualnych adwersarzy zostały skwapliwie przemilczane, choć wiemy, jakie wrażenie zrobiły wywody artysty na Kazimierzu Kamińskim, którego wizyta stała się pretekstem do zajęcia się na nowo tragedią o duńskim księciu.

Książka średniej objętości, zawierająca fragmenty napisane wierszem i prozą, cytaty i komentarze, dygresje i analizy, wydaje się niezwykle trudna dla badacza, który chciałby określić jej przynależność gatunkową. Łączy ona ze sobą cechy eseju, notatnika inscenizatora, osobistego dziennika, studium historycznoliterackiego, szkicu krytycznoliterackiego, traktatu na temat etyki teatru, poematu, a nawet – zdaniem Magdaleny Popiel – „prozy inicjacyjnej”. Zawiera nie tylko bardzo drobiazgową i nowatorską analizę dramatu, ale także wskazówki dla aktorów, reżyserów i scenografów, a ponadto jest manifestacją programu artystycznego, który zdecydowanie wykracza poza działalność teatralną. W jakże urozmaiconej literaturze okresu Młodej Polski nie spotkamy podobnej hybrydy gatunkowej.

Wbrew tytułowi Hamlet Wyspiańskiego dość szybko przestaje być rozprawą o tragedii Shakespeare’a i sposobach jej wystawiania. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tekst dramatu, odczytywany wprawdzie nie bez pietyzmu, ale z budzącą sprzeciw niejednego filologa brawurą, został potraktowany mimo wszystko instrumentalnie. Bogatsi o doświadczenia nowej i najnowszej filozofii moglibyśmy chyba powiedzieć, że stał się nie tyle przedmiotem interpretacji, ile drogą umożliwiającą poszukiwanie najgłębszego sensu.

Wobec arcydzieła. Kluczem do tej operacji wydaje się „czytanie”, lecz w tym wypadku Wyspiański ma na myśli coś zupełnie innego niż konwencjonalną lekturę, a nawet uważne zgłębianie tekstu, bez którego nie może się obyć rzetelny krytyk literacki czy skrupulatny filolog. Padające w Hamlecie Wyspiańskiego pytania, które zadaje historyk literatury, krytyk literacki albo teatralny, w gruncie rzeczy pozostają bez odpowiedzi. Prowadzą donikąd, zaciemniają właściwe przesłanie arcydzieła otoczone tajemnicą, dostępne wybranym. Aktor, reżyser, a po nich również krytyk teatralny zastanawiają się, jak grać Hamleta, jak operować słowem i gestem, jakich dyspozycji psychicznych potrzeba, by dobrze opanować tę jedną z najtrudniejszych scenicznych kreacji. Tymczasem autor broni się, sięgając po paradoks, zgodnie z którym nikt jeszcze nie zagrał dobrze tej roli, której oczywiście zagrać dobrze nie można, bo nie ma jednego Hamleta. Jest wielu Hamletów, a w dodatku Hamlet to jakby konstrukcja duchowa, wielokształtna, wielopoziomowa, niedookreślona, wymykająca się wszelkim racjonalnym pojęciom.

Nie istnieje wprawdzie jeden Hamlet, lecz na szczęście – przynajmniej zdaniem krytyków, historyków literatury i filologów – tworzył tylko jeden Shakespeare. Na pytanie, jak tworzył, możemy mniej więcej odpowiedzieć, ale już nie, jak wyglądał zamek w Elsynorze, po którym nie pozostał żaden ślad. Jak wyglądał, a raczej jak wyobrażał go sobie Shakespeare. Od czasu do czasu Wyspiański przyjmuje rolę wnikliwego krytyka, dobrze zorientowanego badacza – choćby wówczas, gdy przywołuje pewne obrazy z Makbeta czy Burzy albo dość nieoczekiwanie wprowadza „rosyjski ślad”, odsyłając czytelnika do historii Borysa Godunowa i jego następców. Te tropy wiodą jednak przeważnie donikąd i potwierdzają jedynie słuszność konkluzji, że przystępując do lektury arcydzieła, nie musimy zdawać relacji z tego, co wcześniej zostało napisane. Dlatego wolno nam lekceważyć komentarze, ograniczając swoje zainteresowanie wyłącznie do tekstu. Tradycyjna filologia nakazywałaby ustalenie jego kształtu, a jeśli posługujemy się przekładem – jak najściślejszą konfrontację z oryginałem. Chodzi przecież o to, by uzyskać wersję możliwie najpoprawniejszą, najbliższą intencji autora. Wszystkie te zabiegi tradycyjnej filologii (a także współczesnej autorowi krytyki literackiej) zostały w Hamlecie Wyspiańskiego zakwestionowane. Rada udzielona Kazimierzowi Kamińskiemu, by grał tragedię Shakespeare’a w jakimkolwiek tłumaczeniu, wydaje się dość kontrowersyjna. Autor posługiwał się stosunkowo nowym wówczas przekładem Józefa Paszkowskiego, jednak traktował go dość bezceremonialnie. Jak zauważyli wydawcy, opuszczał całe wyrazy, skracał zdania, wprowadzał nowy układ graficzny, a nawet zamieniał fragmenty prozą na wiersz, zupełnie nie przejmując się rozwiązaniami przyjętymi przez tłumacza. Takie postępowanie można zrozumieć dopiero wówczas, gdy na proces czytania spojrzymy inaczej niż filolog albo krytyk literacki. Nie chodzi bowiem o śledzenie liter, wyrazów i zdań czy próbę zrozumienia treści utworu.

Czytanie i myślenie. „Czytanie” to czynność metafizyczna, a może i mistyczna, w której istotną rolę odgrywa wyobraźnia czytelnika. Nie może się więc ono ograniczać jedynie do studiowania tekstów. Zdaniem Wyspiańskiego Hamlet czyta nie tylko książkę, najprawdopodobniej Essais Michela de Montaigne’a, lecz „czyta” również otaczające go postacie. Co więcej, „czyta prawdę” z ludzkich twarzy, sam bowiem „jest prawdą” i dlatego potrafi „wyczytać” fałsz. Taki punkt widzenia rozsadza ramy tradycyjnej filologii czy krytyki literackiej albo teatralnej. Uświadamia nam ponadto, że celem czytania nie może być ani zrozumienie, ani osiągnięcie biegłości technicznej, ani nawet stworzenie spektaklu odpowiadającego zamierzeniom twórcy bądź oczekiwaniom publiczności. Chodzi raczej o rodzaj duchowego doświadczenia, łączącego subiektywizm z najradykalniejszym indywidualizmem.

Pierwszym jego etapem staje się „czytanie”, drugim zaś – „myślenie”, które oczywiście Wyspiański rozumie równie oryginalnie. Są to w gruncie rzeczy procesy ściśle ze sobą powiązane, jako że „czytanie” otwiera „przestrzenie dla myśli”. Myślenie o Hamlecie wymaga ekspresji indywidualności, manifestacji wyobraźni, uwolnienia od ciężaru dotychczasowych interpretacji, „odświeżenia” i „odnowienia” tak dobrze znanego utworu, który przestaje być historią, fabułą, dramatem władzy, opowieścią czy intrygą. Przypomnijmy, że już w podtytule omawianej książki Wyspiański zaznaczył, że tragedię Shakespeare’a nie tylko „przeczytał”, ale i „przemyślał”. W jego odczuciu Hamlet czytany był dotąd niewłaściwie, co zamykało drogę do „przemyślenia” utworu i prowadziło do przyjęcia fałszywej oceny tytułowego bohatera.

Spośród wielu dotychczasowych interpretacji jako główny przedmiot ataku została wybrana głównie ta jedna, nakazująca widzieć w Hamlecie „niedołęgę i bohatera” jednocześnie, co wydaje się niewiarygodne z punktu widzenia psychologicznego. Stopniowe przesunięcie jej do sfery uznanego powszechnie stereotypu nadało duńskiemu księciu pewne cechy negatywne, a nawet uczyniło go niebezpiecznym wzorem dostarczającym zbłąkanym czytelnikom swego rodzaju duchowej trucizny. Wyspiański próbuje zrewidować ten pogląd, ustanawiając wyraźną granicę między fałszywie pojmowanym „hamletyzowaniem” a właściwie rozumianym „myśleniem”. Przekonuje, że „Hamlet nie hamletyzuje” – Hamlet „myśli”. Różnica może nie wydawać się oczywista dla czytelnika pierwszy raz zmagającego się z dziełem Shakespeare’a czy widza oglądającego spektakl teatralny, śledzącego głównie akcję i konflikt interesów, nieunikniony tam, gdzie toczy się walka o władzę. Trzeba zajrzeć głębiej, a może wyżej, by odróżnić te dwa pojęcia. „Hamletyzowanie” okazuje się jałowe, prowadzi do bierności, uniemożliwia podjęcie decyzji, paraliżuje wolę, zniechęca do działania. „Myślenie” natomiast ma „cel”, a jego celem jest „rozwój”, który Wyspiański traktuje zasadniczo jako akt duchowy.

Dramat duchów. Dlatego nie można ani „przeczytać”, ani „przemyśleć” Hamleta, ograniczając się do tego, co przyziemne, powierzchniowe, ograniczone zmysłami. W przeszłości usiłowano interpretować tragedię Shakespeare’a jako dramat renesansowy, dramat polityczny, dramat niemocy, dramat zemsty, a w czasach nam bliższych – dramat egzystencjalny. Tymczasem autor Wesela przekonuje, że mamy do czynienia z „dramatem duchów”, co oczywiście prowadzi do odrzucenia wszystkich innych możliwych wariantów i nakazuje rozpatrywanie arcydzieła na zupełnie innej płaszczyźnie, w kontekście metafizycznym, a może nawet mistycznym.

Jedynie wyobraźnia czytelnika może rozstrzygnąć, w jakie duchy wierzył Shakespeare, a może raczej – jakie duchy powinniśmy przywołać, obcując z rzeczywistością przedstawioną w tragedii. Czy to jeszcze duchy snujące się wokół zamku w Elsynorze, czy duchy, które opuściły teatralną garderobę i pojawiają się pod Wawelem? W kwestii istnienia duchów, ich charakteru i hierarchii Hamlet Wyspiańskiego nie rozwiązuje żadnych zagadek. Sprzeczności, paradoksy i antynomie może pogodzić jedynie sztuka, która dla autora znajduje się tak blisko metafizyki, a jeszcze bliżej mistyki. Chodzi tu więc nie tyle o działalność twórczą, którą można by pomylić z uprawianym rutynowo rzemiosłem, ile o „sztukę myślenia”, której artysta stawia niezwykłe wprost wymagania. Ma to być bowiem „sztuka wolna, panująca, sądząca, rozkazująca, niepodlegająca mierze i wadze, krom prawdzie i artyzmowi, i logice artyzmu” („Hamlet”. [Studium krytyczne]). Taką sztuką – podobnie jak Szekspirowskim teatrem – „kieruje Boża ręka”.

Powiedzieć, że sztuka pokazuje jedynie życie ludzi, ich losy, nadzieje i klęski, zbrodnie i cnoty, to stanowczo za mało. Starając się być „zwierciadłem natury”, teatr Wyspiańskiego ma przecież – o czym świadczy choćby dedykacja zamieszczona w studium o Hamlecie – znacznie większe ambicje: powinien służyć nie tylko światu, ale i „duchowi”. Jak każda wielka sztuka.

Naukowe „szablony” i jedność sztuki. Jako teoretyk sztuki, a również krytyk literacki czy teatralny artysta nie ufa akademickiej nauce ustanawiającej zbędne podziały, powołującej do życia jakąś nową wieżę Babel, wprowadzającej pomieszanie języków i technik. Już w znacznie wcześniejszym Notatniku z podróży (wyd. 1979) nie zadowalał Wyspiańskiego „szablon” (pod tym pojęciem można rozumieć sztukę zarówno skostniałą, jak i schematyczną, akademicką, klasycyzującą, ściśle związaną z ustalonymi raz na zawsze kanonami i regułami).

Tymczasem sztuka jest jednością, rzeczywistym obszarem aktywności artystów zmierzających w tym samym kierunku. Dlatego „Szekspir był artystą, zupełnie takim jak Holbein, Dürer, Brueghel, Teniers, Hals” („Hamlet”). I zapewne dlatego swoją książkę Wyspiański zamyka efektowną wizją, której angielski geniusz właściwie nie utrwalił, lecz pozostawił w swym arcydziele sygnały – dzięki nim, ale także odwołaniom do Giotta, Mantegni i średniowiecznego malarstwa możemy odtworzyć albo nawet stworzyć na nowo dramat duchów.

Słowa kończące Hamleta Wyspiańskiego brzmią jak manifest, zapewne radykalniejszy niż jakakolwiek ówczesna wypowiedź krytycznoliteracka. Można w nim dopatrzyć się inspiracji Wagnerowską ideą jedności wszystkich sztuk, ale znając twórczość obu znakomitych artystów, powinniśmy chyba uznać odmienność drogi, jaką przebyli – w przypadku autora Wesela kończy się ona wspaniałym odkryciem i niesłychanie ambitnym, choć jakże trudnym do zrealizowania postulatem: „Architektura, Malarstwo i Dramat w jedność spojone, ujawniające zmysłom widzów, światu i duchowi wieku postać ich i piętno”.</document>
<document nplp_id="13909" title="Wróblewski Walerian" slug="wroblewski-walerian">Historyk, publicysta, krytyk literacki. Pseudonimy: W. Koronowicz; W.W.; W. Wró…; W……r; W…… z Z…; Walerian Wr……ki.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1809 r. we wsi Czerniawka (gub. kijowska) w niezamożnej rodzinie szlacheckiej, jego rodzicami byli Ksawery i Helena z Burzyńskich. Nauki pobierał kolejno w szkole jezuickiej w Romanowie (1817–1820), w gimnazjum w Winnicy i w Liceum Krzemienieckim. Około 1840 r. osiadł w odziedziczonej wsi Zielińce na Wołyniu, prowadził gospodarstwo i zajmował się studiami historycznymi, wtedy zaprzyjaźnił się z Józefem Ignacym Kraszewskim. Zdaniem Piotra Chmielowskiego Kraszewski mógł inspirować się postacią i poglądami Wróblewskiego, pisząc powieść Tomko Prawdzic, jemu też dedykował Polskę w czasie trzech rozbiorów. Studia do historii ducha i obyczaju (1873). Po 1860 r. dzierżawił majątki na Wołyniu i Podolu. Ostatnie lata spędził w majątkach swych krewnych: w Machnówce u bratanka, Walerego Wróblewskiego, i od 1872 r. w Tahańczy u siostrzeńca, Ksawerego Zbyszewskiego. Zmarł 27 X 1877 w Piłkach na Wołyniu.

Kręgi działalności. Debiutował artykułem O Krasickim i oryginalności w literaturze („Athenaeum” 1841, t. 5). Z pismem wydawanym przez Kraszewskiego współpracował w l. 1841– –1842 i 1846–1851, ogłaszając artykuły (dotyczące filozofii, historii i literatury), recenzje (najczęściej powieści historycznych). Po upadku „Athenaeum” pisywał dla „Dziennika Warszawskiego”, „Biblioteki Warszawskiej” i „Kółka Domowego”. W 1856 r. w „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, redagowanej przez innego z przyjaciół, Juliana Bartoszewicza, ukazały się dwie jego rozprawy: Poetyczność epoki Piastów oraz Poetyczność epoki Jagiellońskiej. Rękopis trzytomowych Studiów historycznych, poświęconych czasom od konfederacji barskiej do Sejmu Czteroletniego, uznaje się dziś za zaginiony. Jego najambitniejszym dziełem jest trzytomowa synteza historyczna Słowo dziejów polskich (t. 1–3, 1858– –1860), wpisująca się w nurt tradycji historiografii polskiej reprezentowanej przez Joachima Lelewela i Jędrzeja Moraczewskiego. Wróblewski postawił sobie za cel wykrycie „właściwego ducha determinującego indywidualność polskich dziejów narodowych, zgodnie z tak charakterystycznym dla romantycznego historyzmu przeświadczeniem o istnieniu indywidualnych powołań narodów i państw realizujących się w ich dziejach” (A.F. Grabski).

Wśród współczesnych Wróblewski cieszył się opinią człowieka znacznej „powagi naukowej”, znawcy i miłośnika historii Polski. Późniejsi historycy (J. Szujski, M. Bobrzyński) podkreślali warsztatowe mankamenty jego prac: ograniczenia postawy materiałowej, na której opierał swe rozważania, brak profesjonalnego przygotowania oraz, jak Aleksander Świętochowski, „bardziej mistyczne niż naukowe stanowisko” („Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 10). Andrzej Feliks Grabski, określając Wróblewskiego mianem „historiografa szlacheckich tęsknot”, pozwala dostrzec w nim tradycjonalistę, który wobec obserwowanego zmierzchu kultury sarmackiej próbował uchwycić i utrwalić poddany idealizacji obraz szlacheckiej przeszłości. Wróblewski był kontynuatorem zamierającej tradycji szlacheckiego łączenia ze sobą pługa i pióra – był ziemianinem, który w dobie profesjonalizacji badań historycznych zatrudnienia gospodarskie wiązał z amatorsko prowadzonymi studiami nad historią polskiej szlachty i jej tożsamością. Swego pisarstwa nie traktował jako działalności zarobkowej, a raczej postrzegał je jako rodzaj aktywności obywatelskiej. Jako ideowe credo jego pisarstwa może zostać potraktowane podsumowanie artykułu Czego życzymy sobie i Czytelnikom naszym na Nowy Rok („Athenaeum” 1850, t. 6), gdzie czytamy: „[…] unikajmy szaleństw socjalistów, bo one w niczym nie przypadają do naszego umysłu wychowanego w zdrowiu i własnym historycznym doświadczeniu […]. Odrzućmy naukę filozofów niemieckich, bo nudna, ciemna, a w ostatecznym wypadku niepoczciwa”; dalej zaś Wróblewski radził, by „szczerze imać się sprawy słowiańskiej, bo tylko ona jedna jako pragnie, tak i potrzebuje naszej narodowości” (tamże).

Twórczość krytyczna. Sławę przyniosła Wróblewskiemu polemika z Henrykiem Rzewuskim. Omawiając najpierw Pamiątki Soplicy, a potem następne powieści historyczne autora Listopada, dopomniał się o pamięć nie tylko dla reprezentujących narodową przeszłość możnowładców i „szlachty dworskiej”, ale przede wszystkim dla drobnej, prowincjonalnej szlachty zaściankowej i wyznawanych przez nią wartości („Pamiątki cześnika”, tom 1 „Listopada”, „Mieszaniny”, „Athenaeum” 1846, t. 6; Objaśnienie tego, co się rzekło o „Listopadzie”, „Athenaeum” 1847, t. 3). Reprezentując stanowisko tradycjonalistyczne, Wróblewski zdecydowanie odcinał się od skrajnych, inspirowanych myślą Josepha de Maistre’a poglądów środowiska koterii petersburskiej i Rzewuskiego. Przyznając zaś autorowi Pamiątek Soplicy wielki talent, krytykował ironiczny dystans, z jakim ten portretował szlachtę z otoczenia księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”, i twierdził, że Rzewuski nie docenia jej znaczenia dla kształtowania polskiej tożsamości.

Wagi tej trwającej niemal dwa lata polemice literackiej dodawało to, że Wróblewski był jedynym krytykiem, któremu Rzewuski odpowiedział („Tygodnik Petersburski” 1847, nr 2–3, 68), co więcej – jedynym, którego potraktował z szacunkiem, „pisząc w tym samym i spokojnym tonie” (W. Korotyński). Zdecydowanie ostrzej wypowiedzi Wróblewskiego oceniał Michał Grabowski, który w prywatnej korespondencji obwiniał go o powtarzanie „nieznośnych komunałów”, jak ten, że literaturze polskiej nie można „wprowadzać miłości w sztukę”, bo jej „nie było w obyczajach, że u nas kobiety nie grały roli politycznej” (Michała Grabowskiego listy literackie, 1934).

Wróblewski jako krytyk literacki nie wypracował spójnej metody krytycznej. Jego artykuły zdradzają oczytanie w literaturze polskiej i literaturach europejskich, a także znajomość bieżących trendów; w szkicu poświęconym George’owi Gordonowi Byronowi powoływał się na studia Georga Gottfrieda Gervinusa i Hippolyte’a Taine’a (Bajron, sceptyk, kosmopolita i zwiastun socjalizmu, „Co Bóg Dał” 1872), „Athenaeum” Kraszewskiego życzył zaś, by upodobniło się do „Revue des Deux Mondes”, ale te szerokie konteksty nie wpłynęły na wykrystalizowanie się oryginalnej metodologii. Analizowane utwory literackie były dla niego punktem wyjścia szerszej refleksji o charakterze społecznym i kulturowym. Wyraźnie przy tym nad analizą literacką dominowały zainteresowania historią i dziejami ducha, w które Wróblewski wpisywał omawiane dzieła.</document>
<document nplp_id="13911" title="Wójcicki Kazimierz Władysław" slug="wojcicki-kazimierz-wladyslaw">Edytor, pamiętnikarz, gawędziarz, folklorysta, historyk literatury, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: ♂; K.W.; K.W. W.; K.Wł. W.; K.Wł. Wój.; Podwalski; Redaktor; Tadeusz Nekanda; W.; Wł.W.; Wł…; X.

Informacje biograficzne. Urodził się 3 III 1807 w Warszawie jako syn Jana, chirurga wojskowego, uczestnika powstania kościuszkowskiego, byłego lekarza króla Stanisława Augusta (prawdopodobnie będącego świadkiem śmierci monarchy), i Zofii z Zienkiewiczów. Ukończył liceum pijarów, w l. 1826–1827 podjął naukę w działającej w Pałacu Kazimierzowskim Szkole Przygotowawczej do mającego powstać instytutu politechnicznego. Uczęszczał także na wykłady m.in. Kazimierza Brodzińskiego i Ludwika Osińskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Przed powstaniem listopadowym odbył piesze wędrówki w różne regiony Królestwa Polskiego, zbierając materiały folklorystyczne i publikując je w prasie warszawskiej. Debiutował w 1826 r. w „Rozmaitościach Warszawskich”. Odbył wycieczkę do Krakowa i na Węgry, a według Zygmunta Glogera również na Śląsk austriacki, Morawy, do Czech, Serbii i Chorwacji (Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX, t. 2), z której relację zamieścił w prasie. Już w tym okresie nawiązał kontakty ze środowiskiem literackim. Wziął udział w powstaniu listopadowym jako publicysta (w grudniu 1830 r. wydał Pamiętniki J. Kilińskiego) i żołnierz; uczestniczył w bitwach pod Grochowem (gdzie został ranny), Ostrołęką i w obronie Warszawy. Udział w walkach zakończył w stopniu majora. Po wyjściu z Królestwa do Prus (przebywał m.in. w Elblągu) osiadł w Galicji, w Załuczu na Pokuciu. Przebywał także we Lwowie, gdzie pozostawał w kontaktach ze środowiskiem literackim, m.in. z Augustem Bielowskim, Józefem i Aleksandrem (Leszkiem) Borkowskimi, Lucjanem Siemieńskim i powieściopisarzem Józefem Dzierzkowskim. Efektem działań tej grupy był noworocznik „Ziewonia”; Wójcicki zamieścił w nim szkic O pieśniach polskiego ludu („Ziewonia” 1834, t. 1). W 1832 r. zawarł związek małżeński z Anną Magnuszewską (1811–1899), siostrą Dominika Magnuszewskiego. Po powrocie do Królestwa Polskiego został osadzony w więzieniu w Zamościu. Uwolniony, przebywał w Warszawie u rodziców, a następnie zarządzał m.in. cegielnią w Jachrance i majątkiem Łosia Wólka. W 1845 r. otrzymał posadę archiwisty i bibliotekarza, a następnie był dyrektorem drukarni Komisji Rządowej Sprawiedliwości, redaktorem „Dziennika Praw” oraz prezesem Komitetu Właścicieli Listów Zastawnych przy Towarzystwie Kredytowym Ziemskim (wybierany na ten urząd do końca życia). W 1841 r. założył „Bibliotekę Warszawską” (w 1850 r. został jej redaktorem naczelnym), był inicjatorem czasopisma „Kłosy”, a współpracownikiem m.in. „Przeglądu Naukowego”, „Bluszczu” i „Tygodnika Ilustrowanego”. Był redaktorem i autorem wielu haseł w Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Podejmował także prace oświatowe, m.in. w szkole prowadzonej przez Jana Nepomucena Leszczyńskiego. Przynajmniej od lat 40. Wójciccy prowadzili w Warszawie salon literacki („wieczory czwartkowe”), który odwiedzali pisarze, artyści i arystokraci (jak pisze P. Wilkońska, brało w nich udział nawet ponad 80 uczestników – Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, cz. 1, 1907). Kazimierz Wójcicki z powodu swojej działalności wydawniczej i popularyzatorskiej cieszył się w Warszawie uznaniem, co znalazło szczególny wyraz w 1861 r.; gdy margrabia Wielopolski pozbawił go stanowiska dyrektora biblioteki i drukarni, zorganizowano akcję pomocy, której efektem było znalezienie posady w Towarzystwie Kredytowym. Kazimierz i Anna Wójciccy mieli dziewięcioro dzieci – cztery córki oraz pięciu synów. Kazimierz Władysław Wójcicki zmarł 2 VIII 1879 w Warszawie.

Kręgi działalności. Dorobek popularyzatorski, literacki i naukowy Wójcickiego jest obszerny i tematycznie rozległy – jest on autorem ok. 80 woluminów oraz licznych artykułów i szkiców rozproszonych w czasopismach. Ważne miejsce zajmują jego prace etnograficzne, historyczne i varsaviana. W 1828 r. Wójcicki wziął udział w konkursie na pracę o zwyczajach ludowych ogłoszoną przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk (na tej podstawie wydał trzytomowe Przysłowia narodowe. Z wyjaśnieniem źrzódła, początku oraz sposobu ich użycia, 1830). W następnych latach ukazały się m.in. Pieśni ludu Biało-Chrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu, z dołączeniem odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich (t. 1–2, 1836), Klechdy starożytne, podania i powieści ludu polskiego i Rusi (t. 1–2, 1837), to dzieło powstałe na fali romantycznych zainteresowań folklorem cieszyło się popularnością w Polsce i miało kilka przekładów na języki obce. Znaczna część dzieł Wójcickiego to różnorodne gawędy historyczne. Dziejów Warszawy dotyczą m.in. monografia Cmentarz Powązkowski pod Warszawą (t. 1–3, 1855–1858) oraz prace o charakterze pamiętnikarskim. Wójcicki był również edytorem; oprócz wspomnianych pamiętników Kilińskiego wydał m.in. Bibliotekę starożytną pisarzy polskich (t. 1–5, 1854), Pamiętniki do panowania Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza (t. 1–2, 1846), a także pisma Antoniego Malczewskiego, Adama Mickiewicza, Dominika Magnuszewskiego. Był też autorem utworów stricte literackich, w tym kilku powieści, m.in. Kurpie. Powieść historyczna (1834), Dobosz. Powieść (1834), Domowa powieść (t. 1–2, 1853), Amerykanin. Powieść z czasów Kościuszki (1869). Znaczna część pozostałych prac Wójcickiego ma walory literackie, co zresztą często uważano za mankament dezawuujący ich wartość poznawczą, a zwłaszcza naukową. Wiele z nich to swoista silva rerum – zawierają zarówno źródła folklorystyczne, teksty staropolskie, jak i komentarze oraz uwagi wydawcy.

Krytyka literacka. Wobec estetyki romantycznej. Dokonania literaturoznawcze Wójcickiego obejmują kilka tomów i sporą liczbę mniejszych szkiców i uwag rozproszonych w dziełach o innej tematyce. Większość z nich – chociażby z racji dystansu czasowego, z jakiego autor patrzy na życie literackie – przypomina raczej perspektywę historycznoliteracką niż krytycznoliteracką. W kręgu towarzyskim Wójcickiego – w okresie zarówno galicyjskim, jak i warszawskim (który sportretował w Kawie literackiej w Warszawie) – znajdowała się większość przedstawicieli „romantyzmu krajowego”. Z formacją romantyczną Wójcicki utożsamiał się – chociaż czynił to z pewnym umiarem, co sprawia, że w jego wypowiedziach nie znajdziemy tez radykalnych i efektownych. W Historii literatury polskiej w zarysach (t. 1–4, 1845–1846) stosuje metodę biograficzną – po krótkich informacjach o autorze najczęściej umieszcza jego wybrane utwory lub ich fragmenty; komentarze analityczno-interpretacyjne są nieliczne. Całość przypomina raczej antologię tekstów niż wykład naukowy. W tomie ostatnim, romantycznym należy docenić nieco odmienny układ materiału – biografie poddano porządkowi genologicznemu: po autorach trzech klasycznych rodzajów literackich Wójcicki umieścił podróżopisarzy, autorów opracowań naukowych, „gramatyków i słownikarzy”, filozofów i tłumaczy. W późniejszej jednotomowej Historii literatury polskiej w zarysach dla młodzieży (1879) autor zrezygnował z periodyzacji literatury polskiej, przedstawiając przede wszystkich biogramy pisarzy z tytułami ich dzieł. Informacje o ich treści są najczęściej zdawkowe, np. Pan Tadeusz to „korona twórczości poetyckiej Mickiewicza, prawdziwe epos narodowe”, Irydion to „cudny poemat prozą”, a Kordian „jest olbrzymi gwałtowną siłą”. W dziele pisanym pod koniec życia, z perspektywy świadka przekształceń, którym podlegała literatura początkowych dziesięcioleci XIX w. – Warszawa, jej życie umysłowe i ruch literacki w ciągu lat trzydziestu (od 1800 do 1830 r.) – Wójcicki starał się oddać sprawiedliwość obu stronom sporu klasyków z romantykami. Pisząc o literaturze poprzedzającej wystąpienie romantyków, potrafił docenić osiągnięcia ich poprzedników, jednak już w sąsiednim akapicie dostrzegał anachroniczność tej twórczości: „Przeglądając zabytki literackie z okresu Księstwa Warszawskiego, widzimy, że ani w poezji, ani w wymowie nie posunięto się dalej nad wiek XVIII” (tamże). Z wyraźną satysfakcją komentował rozprawę Mickiewicza O recenzentach i krytykach warszawskich: „[…] było to uderzenie śmiertelne, ostatnie, wymierzone ramieniem olbrzyma, w spróchniały pień stojącego jeszcze klasycyzmu, który się mu oprzeć nie mógł i runął. Najwięksi jego zwolennicy w żałobnym milczeniu patrzyli ze smutną zadumą na jego upadek: wielu spomiędzy nich sądziło, że zaraz nastąpi koniec świata; bo pojąć nawet nie mogli, co na jego zwaliskach wyrosnąć może” (tamże). O Kajetanie Koźmianie pisał z dużą dozą ironii: „Dodamy tu jeszcze większą naiwność Koźmiana: takie swoje Ziemiaństwo przypisał na czele komu, oto wieśniakom polskim, i od tych biedaków, co ani czytać, ani pisać nie umieli, żąda sądu”. Estetyka odchodzącej epoki rozwijała się na „ołowianym jednostajnie niebie klasyczności” (Ostatni klasyk. Wspomnienie z pierwszej połowy naszego stulecia, 1872). W twórczości Kazimierza Brodzińskiego i Tymona Zaborowskiego cenił formę, która „niezwykłą świeżością i samodzielnością, przy języku pełnym życia prostoty i prawdy, oddychała” (tamże). Estetyce klasycystycznej zarzucał „bałwochwalstwo wobec idei francuskich” wyrażające się m.in. w naśladownictwie sielanek francuskich (J.-P. Floriana) i niemieckojęzycznych (S. Gessnera), które „umierają pod dziarskimi podkówkami Wiesława” (O powieści, „Kłosy” 1868, nr 133). W „Bibliotece Warszawskiej” Wójcicki prowadził działy: Kronika literacka (1841–1868) i Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne (1868–1879), wypełniając je głównie zwięzłymi notkami o dziełach naukowych (często historycznych); informacje o utworach literackich są zazwyczaj bardzo lakoniczne, a do rzadkości należą wypowiedzi obszerniejsze: „Poezje Juliusza Słowackiego, cenione wysoko przez wszystkie znakomitsze inteligencje w kraju i za granicą, mają w sobie, oprócz wdzięku formy i potęgi słowa, tę tajemniczą, piorunową siłę ducha, który się z nich objawia w całym majestacie nieśmiertelnej swojej natury. Każda postać jego tragedii lub poematu jest posągiem idei, w imię której on mówi i działa; a każda myśl Słowackiego, oprócz duchowej godności w ogólnym jej pojęciu, ma w sobie kilka jasnych promieni tryskających wprost z serca narodu, którego poeta był ziomkiem. […] Przyjdzie czas, że autor Lilli, Balladyny, Snu srebrnego, Marka, Anhellego, i tylu innych arcydzieł, będzie miał marmurowe posągi w wielkim panteonie narodu, którego był zaszczytem i chwałą!” („Biblioteka Warszawska” 1861, t. 2). Już z perspektywy lat 60. zauważał obecność i ewolucję literatury tworzonej w poprzednim pokoleniu przez kobiety: „Z grona płci pięknej powstają znakomite autorki, które w gałęzi powieściopisarskiej świetnie się odznaczają i dążą za nadanym jej nowym kierunkiem” (O powieści, „Kłosy” 1868, nr 133). Wójcicki ma tu na myśli twórczość Marii Wirtemberskiej i Elżbiety Jaraczewskiej.

Ludowość i narodowość. Zainteresowania badawcze i literackie Kazimierza Wójcickiego zostały ukształtowane przez zwrot ku „rodzimości” i „narodowości” Kazimierza Brodzińskiego oraz program powrotu do słowiańskich źródeł Zoriana Dołęgi Chodakowskiego oraz lwowską „Ziewonię” z jej postulatem stworzenia literatury narodowej opartej na naśladowaniu twórczości ludowej. W almanachu tym Wójcicki przedstawił teorię o przedhistorycznej genezie naszej literatury: „[…] rzeczą jest niezawodną, że nim promień chrystianizmu zabłysnął, mieliśmy już własnych bardów pod nazwą guślarów, co przechowywali w pieśniach dzieje narodowe i pamięć walecznych uwieczniali” (O pieśniach polskiego ludu, „Ziewonia” 1834, t. 1). Znamienne jest, że Wójcicki szczególnie ceniony był przez Cypriana Norwida – poetę sięgającego w swoim programie do ludowych źródeł twórczości, która miała także wyrażać narodowość w sztuce. Wykład poglądów Wójcickiego na temat znaczenia ludowości znajduje się w jego polemice z pracą Ryszarda Berwińskiego Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych (t. 1, 1862), której autor pozwolił sobie zakwestionować samodzielność i oryginalność twórczości ludowej. Autor Klechd w recenzji tego dzieła („Biblioteka Warszawska” 1863, t. 1) podważał zarówno tezy Berwińskiego, jak i przyjętą przez niego metodologię: „Błędem jest zaprzeczać ludowi naszemu twórczości ducha, bo odpowiedzią na to wymowną są zbiory pieśni jego i owych cudnych melodii; ani też jest bynajmniej prawdą, że lud tylko powtarza, a nic ze siebie nie snuje. System niemiecki badania, które rozwija w swojej pracy p. Berwiński, jeżeli w nim okazał wiele erudycji i nauki, to bynajmniej nie daje rezultatów, do jakich autor schodzi”. Dalej Wójcicki przypomina zasługi Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, który „pierwszy zwrócił uwagę na skarbiec duchowy u ludu i zagrzał w tym kierunku młodych pracowników, co poszli jego torem”, oraz Karola Libelta podkreślającego zasługi ludu jako strażnika obyczajów narodowych, które są „jedynym żywiołem jego [ludu] ducha”. W Historii literatury polskiej w zarysach (t. 1–4, 1845–1846), zgodnie z konsekwentnie propagowanym hasłem „narodowości”, Wójcicki ograniczył pole swoich zainteresowań do dzieł pisanych w języku polskim. W tropieniu wpływów obcych Wójcicki był bardzo dociekliwy i nieugięty. Już jako „ziewończyk” tępił wpływy kultury szlachecko-ziemiańskiej u Mikołaja Reja, który „lepiej pił i zajadał, niżeli wiersze pisał”, przy czym zaniedbywał poezję ludu – na tym tle pozytywnie oceniony był Jan Kochanowski dzięki inspirowanej twórczością ludową Pieśni świętojańskiej o Sobótce (O pieśniach polskiego ludu). Odrzucenie kultury szlacheckiej nie było jednak bezwzględne; jak pisze Wojciech Gruchała (2017), Wójcicki „pod chłopską strzechą” szukał „eposu narodowego na miarę homerycką”, a w szlacheckich gawędach rozpoznawał „wątki ludowych opowieści”.

Podsumowanie. Kazimierz Wójcicki cieszył się znacznym autorytetem wśród licznych czytelników oraz w kręgach literackich. Cenił go Wincenty Pol, uważając za twórcę nowego rodzaju wypowiedzi literackiej, „który on od siebie, ze swojego sposobu widzenia, gawędą nazwał, a który następnie i w innych, bądź prozą, bądź wierszem piszących naśladowców znalazł. […]. Szczęśliwie bardzo znalazł ją Wójcicki, a to w ten sposób, że żywe opowiadania żywą tradycję umiał ocenić i nowe jej niejako nadać prawo wynalezieniem osobnego nazwania gawędy, jakoby starego człowieka” (Pamiętnik Wincentego Pola do literatury polskiej XIX wieku w dwudziestu prelekcjach mianych w radnej sali miasta Lwowa, 1866). Jan Majorkiewicz wyrażał uznanie dla jego dorobku folklorystycznego i nazywał go jednym „z najczynniejszych i najwięcej zasłużonych wydawców i autorów piszących o rzeczach krajowych”. Krytykiem metodologii stosowanej przez Wójcickiego był Edward Dembowski (Piśmiennictwo polskie w zarysie, 1845). W późniejszych latach Bronisław Chlebowski przypomniał oskarżenie Żegoty Paulego, który zarzucał Wójcickiemu zużytkowanie udzielonych mu do przejrzenia materiałów folklorystycznych, kradzież materiałów z Ossolineum oraz odmawiał Klechdom „wszelkiej wartości naukowej” (Sto lat myśli polskiej, 1913). Bardziej obiektywny osąd dorobku Wójcickiego przedstawił Julian Bartoszewicz, który doceniał walory literackie jego prac, nazywając go „postacią wybitną”, dostrzegając jego umiejętność tworzenia typów bohaterów, znajomość dawnej literatury polskiej oraz ducha miłości „ku wszystkiemu, co swoje”; zauważał jednak także mankamenty, które „sypały się jak z rękawa obfitości” (Historia literatury polskiej potocznym sposobem opowiedziana, t. 2, 1877). Współcześnie prace badawcze Kazimierza Wójcickiego nie są cenione. Jerzy Maternicki (1970) zauważa „przypadkowość w doborze materiału źródłowego, całkowity brak krytycyzmu, wypełnianie luk w źródłach własnymi domysłami oraz pochopność sądów”. Dziełem ciągle żywym są natomiast Klechdy starożytne, podania i powieści.

Przez wiele dekad Kazimierz Wójcicki był aktywnym uczestnikiem warszawskiego życia literackiego i dziennikarskiego. Nie miał wyrazistych poglądów estetycznych, co nie znaczy, że nie potrafił odróżnić dzieła nowatorskiego, przyciągającego uwagę od literatury anachronicznej. Był raczej sprawozdawcą (relata refero) niż krytykiem patronującym określonym ideom lub programom. W publicystyce warszawskiej przenikniętej sporami miało to swoje dobre strony.</document>
<document nplp_id="13913" title="Woykowska Julia " slug="woykowska-julia">Poetka i prozaiczka, autorka książek dla dzieci, publicystka, działaczka demokratyczna. Kryptonimy: Julia W.; J.W.; XXX.

Informacje biograficzne. Julianna Angela (Julia Aniela) Molińska urodziła się 12 III 1816 w Bninie jako córka Wincentego, urzędnika pochodzenia szlacheckiego, i Anieli. Kształciła się w gimnazjum w Lesznie, studiowała we Wrocławiu i być może w Paryżu, pracowała jako guwernantka w ziemiańskich dworach w Wielkopolsce. Tam też obserwowała z wrażliwością sytuację chłopów, co wpłynęło zarówno na jej poglądy polityczne, jak i na twórczość. Przeniosła się do Poznania w 1839 r. i od momentu zetknięcia z Towarzystwem Demokratycznym Polskim została jego zwolenniczką. Założyła demokratyczną pensję dla dziewcząt, która po kilku tygodniach upadła. Około 1839 r. poznała swojego przyszłego męża Antoniego Woykowskiego (1815–1850), z którym stanowili długo związek nieformalny, przyjmowali w salonie kontrowersyjne osobistości, szokowali opinię publiczną radykalizmem poglądów. W l. 1849–1850 prowadzili drukarnię i księgarnię, a także redakcję „Tygodnika Literackiego” (Julia miała być odpowiedzialna za sekretariat, archiwum i pozyskiwanie środków na działalność). Zadebiutowała jako poetka na łamach „Tygodnika Literackiego” w 1840 r. Dumaniem wieśniaka wchodzącym w skład cyklu Piosnki dla ludu wiejskiego. Część piosnek została opublikowana na łamach „Tygodnika”, zbiorek wyszedł też jako osobny tom (1844; do czterech Piosnek muzykę skomponował jej mąż). W 1848 r. udała się do Berlina, by razem z Bettiną von Arnim zabiegać o uwolnienie polskich powstańców z okresu Wiosny Ludów (opublikowała Polenbrochure, 1848). Po śmierci męża w kwietniu 1850 r. przeżyła załamanie nerwowe, zamieszkała u brata, potem przeniosła się do Wrocławia (gdzie wynajmowała pokoik od przekupki i pracowała u krawca). Zmarła 9 VIII 1851 we wrocławskim szpitalu Wszystkich Świętych.

Została zapamiętana jako „heroina plotki poznańskiej obiegającej prowincję przed stuleciem” (T. Mikulski), a także jako autorka Piosnek dla ludu oraz podręczników i książek dla dzieci. Poza tym Woykowska jest twórczynią dzieł zapomnianych i niedoczytanych: Kilka wspomnień i kilka obrazków („Tygodnik Literacki” 1844, nr 13–14; dalej: TL), reportażu Dom obłąkanych w Owińskach (TL 1843, nr 19–21), romantycznej powieści Z Kudowy (1850) oraz poematu Żona księżycowa (1877), a także ognistych prac krytycznych publikowanych na łamach „Tygodnika Literackiego” (czytanego we wszystkich zaborach i na emigracji), ale też w „Piśmie dla Nauczycieli Ludu” (1845), „Gazecie Wielkopolskiej Niedzielnej” (1849).

Działalność krytyczna. Krytyka i jej cel. Największa aktywność krytyczna Woykowskiej przypada na l. 1843–1844. Stanowisko teoretyczne dotyczące pojęcia i znaczenia krytyki przedstawiła najpełniej w wieloczęściowym artykule Pisma periodyczne wychodzące w Wielkiej Polsce (TL 1842, nr 50; 1843, nr 4–28 z przerw.), w tym w omówieniu „Tygodnika Literackiego” (TL 1843, nr 4), „Roku” (tamże, nr 23–24), a także w artykule wskazującym niedostatki aktualnej krytyki (Krytyka, TL 1844, nr 3–4, 6, 8). Krytyka literacka Woykowskiej była doceniana przez kręgi radykalne (E. Dembowski).

Dla Woykowskiej krytyka nierozerwalnie wiąże się z walką o bardziej sprawiedliwe społeczeństwo – Maria Janion celnie nazywa jej stanowisko socjalizmem utopijnym. Dlatego pisarka ocenia przede wszystkim to, jak literatura ukazuje lud oraz kwestie społeczne. Afirmuje Pieśń o ziemi naszej Wincentego Pola: „Ta szczera, rzewna, tkliwa Prostota, jedna z największych zalet autora Pieśni uświęca go na prawdziwego wieszcza Narodowego, wieszcza Ludu – który to wieszcz, lud ukochawszy całym sercem, pojął go, zrozumiał, przeniknął i odmalował żywo, czerstwo, nie jakoby cień lub szkielet, który tak często znajdujemy w kreślonych przez wielu pisarzy charakterach – nie idealnie nareszcie, ale Rzeczywiście, Prawdziwie, Rzetelnie” (TL 1843, nr 2).

Woykowska jest uważana za jedną z pierwszych emancypantek, choć należy zauważyć, że na przekór własnej biografii deklarowała, iż rolą kobiety jest opieka nad rodziną (O stosunku kobiety do mężczyzny i w ogóle do społeczeństwa, tamże, nr 52), co Piotr Chmielowski postrzega jako zastanawiająco zachowawczy pogląd. Według Woykowskiej-krytyczki nie da się odseparować kwestii estetycznych od etycznych: „Wartość dzieła mierzy pisarka najczęściej zawartością w nim treści społecznej. Pozaspołeczna treść w dziele nie interesuje Woykowskiej” (M. Frelkiewicz). W związku z tym publicystka nie tylko nie stroni od podejmowania tematów politycznych, ale czyni z nich główną stawkę tak literatury, jak krytyki. Naczelną kategorię jej myślenia społecznego stanowi postęp, przy czym jest wyczulona na protekcjonalne współczucie wobec chłopów, za którym nie idą realne działania (Z Poznańskiego, „Pismo dla Nauczycieli Ludu” 1845, z. 7–8), pisanie książek dla klas ludowych bez zrozumienia ich sytuacji (TL 1843, nr 49). Krytyczka podkreśla racjonalność powołania poetyckiego, polemizując z artykułem Seweryna Goszczyńskiego O stanowisku poety w społeczności: „Nie powstawać przeciwko rozumowi, ale dążyć ku osiągnięciu harmonii między nim a uczuciem; nie na szczycie stawiać uczucie, ale przez uczucie równowagę nadawać myślą brzemiennemu światu – to powołanie poety dzisiaj” (tamże, nr 24).

Sąd krytyczny, jak pisze Woykowska, jest potrzebny do zrozumienia współczesności: „[…] krytyka, mająca pojęcie ducha czasu, jego potrzeb, a przecież nieuwikłana w tegoż czasu namiętnościach, szale, obłędzie; ale krytyka ze znajdujących się w nim żywiołów, tak złych, jak i dobrych, korzystać umie, panując nad tymże czasem, nawet najwyuzdańsze namiętności jego kierować ku wielkim celom ludzkości. Krytyka taka jest to mąż silny, co żelazną ręką uchwycił łańcuch czasu, a orlim okiem zbadawszy potrzeby wieku, ku zaspokojeniu ich kieruje wszystko, co żywe” (tamże, nr 16). Nie chodzi więc o to, by jedynie zdiagnozować charakter bieżącej epoki, lecz również o to, by odpowiadać na potrzeby tego czasu. Taka krytyka potrafi dostrzec i docenić dzieła, które realizują ten projekt, np. powieści George Sand, ponieważ tylko w jej głosie „objawia się Samodzielność kobiety – Istota jej przychodzi w nim do życia, do poczucia się” (O stosunku kobiety, tamże, nr 51). Krytyka jest nie tylko „koniecznym warunkiem życia literatury”, ale i warunkiem zrozumienia samych siebie: „Bez krytyki nie masz samopoznania, nie masz życia, nie masz wiedzy o sobie” (tamże). Owo samopoznanie i przejrzenie się w krytycznym zwierciadle stanowi bowiem warunek postępu: „[…] wszelki postęp krytyką jest przeszłości” (tamże, nr 23). Krytyka jest refleksją, która umożliwia świadome działanie. Woykowska uważa, że takiej krytyki literackiej w polskim dyskursie publicznym nie ma – dominują sprawozdania lub recenzje, zakorzenione w okolicznościach bieżących, w osobistych animozjach, płytkie w sądzie, często w formie paszkwilu, niepodpisywane imieniem i nazwiskiem, co ułatwia piętrzenie złośliwości i kpiny oraz zdejmuje z krytyka odpowiedzialność za jego słowa (Krytyka, TL 1844, nr 3). Stworzenie krytyki (jak powiedzielibyśmy dzisiaj) performatywnej, nastawionej na przemianę społeczeństwa, nakierowanej na przyszłość, kształtowanie przyszłych dzieł literackich, ale i na zmianę realnych stosunków społecznych (literatura jest bowiem ich odbiciem), Woykowska uważa za swoją misję.

Polemistka. W wypowiedziach krytycznych Woykowska skupia się na ogólnej wymowie ideowej omawianego utworu, w niewielkim zaś stopniu koncentruje się na konkretnych zagadnieniach estetycznych, konstrukcji czy stylu, czasem pomija rozbiór przedstawianego tekstu na rzecz rozważań o tym, co należałoby w nim umieścić (TL 1843, nr 11). Istotną cechą jej stylu uprawiania krytyki stanowi polemiczny temperament, który objawia się jako głos sprzeciwu wobec status quo; „[…] zdanie swe wypowiadała bez ogródki częstokroć i bez należytych motywów, ale bądź co bądź miała tu sposobność wypowiedzieć, choć negatywnie tylko, przekonania swoje i poglądy. Istotnie, ten charakter negatywny jest znamienną cechą publicystycznej działalności Julii Woykowskiej” (P. Chmielowski). Woykowska atakuje fanatyzm, feudalną szlachetczyznę, wyzysk, lojalizm wobec zaborcy, „wszelkie przejawy mistycyzmu, fanatyzmu, powierzchownej formułkowej pobożności, a domaga się prawdy, wniknięcia w siebie, wewnętrznego przeobrażenia” (tamże). Ostro występuje przeciw formom słabości, mistycyzmu, ugodowości, „mazgajowatości”, którą zarzuca redaktorom „Roku” (TL 1843, nr 23); piętnuje te cechy nawet u Adama Mickiewicza, który „im dalej, tym więcej chylił się do zgubnego dla nas pietyzmu” (tamże, nr 9), czy u Goszczyńskiego zawiedzionego zapałem (w domyśle – rewolucyjnym), brnącego w „krainę li natchnień i marzenia, w której nie dziś dla nas zbawienie, bo oszukany tylu natchnieniami, błąkający tak długo nadaremnie świat nasz dziś żąda dedukcji rozumowej aż po kres, dokąd sięga myśl ludzka” (tamże, nr 24). Pozytywnie zaś waloryzuje to, co metaforycznie wiąże się z siłą, witalnością, męskością, zdecydowaniem, działaniem. Publicystka, wykorzystując opozycję: „mazgajowate” (wątłe) kontra jędrne (sprężyste), kobiece (słabe) kontra męskie (silne), pisze: „Dość długo świat był niewiastą; gdy zechciał być mężem, nikt wchodzić mu w drogę nie może” (tamże). Kobiecy wymiar poezji jest waloryzowany pozytywnie, gdy dotyczy macierzyństwa (TL 1844, nr 2).

Woykowska krytykuje nieelastyczność i zapatrzenie w siebie Jędrzeja Moraczewskiego (tegoż Myśli o pismach periodycznych); Joachimowi Lelewelowi zarzuca, że pisze do ugodowego „Orędownika Naukowego” (TL 1843, nr 9). Uważa, że „za wytykanie błędów, choć ostre, byle słuszne, nikt nie powinien się gniewać; że nie ma się czego wstydzić. I jeżeli kto coś źle napisał, byle się potem poprawił, odstręczać, że niepomyślna krytyka nie powinna od dalszej pracy; bo takie branie się byłoby oznaką dziecinności lub braku powołania pisarskiego, a wcale nie przystałoby ludziom myślącym i dojrzałego umysłu” (Krytyka. Rok 1843 pod względem oświaty, przemysłu i wypadków czasowych, TL 1844, nr 13). W związku z postawą krytyczną, napominającą publicystka narażała się na zarzuty, że nie ma programu pozytywnego, a także że operuje ogólnikowymi frazesami i sama postulowanych zasad nie wciela w życie (E. Dembowski). Temperament Woykowskiej znajduje potwierdzenie w jej stylu apelatywnym, zachęcającym do wspólnego działania (1. osoba liczby mnogiej, tryb rozkazujący): „Niechże gorzkie doświadczenia będą nam przynajmniej nauką! Spojrzyjmy po sobie, sięgnijmy okiem w przeszłość, obejmijmy teraźniejszość, a zatem w przyszłość zacznijmy spoglądać okiem spokojnego rozsądku” (TL 1843, nr 10).

Te cechy widać już w pierwszym opublikowanym przez Woykowską artykule o charakterze krytycznym dotyczącym „Noworocznika Demokratycznego”, nowego czasopisma wydawanego w Paryżu (TL 1842, nr 47). Publicystka afirmatywnie, nawet z egzaltacją komentuje pojawienie się pisma adresowanego do ludu („Więc i Polska ma noworocznik demokratyczny, książkę dla Ludu! Błogosławmyż dniu jej urodzenia, a pobłogosławiwszy, zapytajmy się, co nam też zwiastuje to dziecię nowonarodzone?”; tamże), by po ogólnych pochwałach projektu przejść do uwag krytycznych, które zdecydowanie dominują. Woykowska zauważa, że nie jest to pismo na miarę europejską (wzorem jest tu „Almanach populaire de la France”). Dalej formułuje komentarze konkretniejsze: dlaczego autorzy w kalendarzu zamieścili jedynie święta katolickie (dla pisarki łączenie polskości z katolicyzmem wydaje się nieuprawnionym, nieuzasadnionym gestem)? Dlaczego redaktorzy mieszają w tomie doniesienia z różnych obszarów życia i wąskie kwestie z życia emigracyjnego (a przecież noworocznik ma być „demokratyczny”, nie „emigracyjny”)? Woykowska formułuje też swoje postulaty dotyczące tego, jak takie czasopismo ma wyglądać: „Każdy rozdział powinien tu być prostą, zrozumiałą modlitwą, objaśniającą umysł, zagrzewającą serce; powinien być ziarnem ewangelicznym, nasieniem, z którego owoce chcemy zbierać z umysłu, z serca Ludu” (tamże). Badacze dopatrują się przełomu w jej stylu i twórczości przypadającego na okolice 1848 r. pod wpływem zarówno wydarzeń Wiosny Ludów, jak i osobistych kryzysów. Dostrzegają silny zwrot ku mistyce, nihilizmowi, a także odejście od kategorii postępu. Widać to dobrze w twórczości literackiej (Z Kudowy, Żona księżycowa) oraz publicystyce. Reprezentatywną próbkę tego stylu znajdziemy w artykule o rewolucji 1848 r.: „Przez trzy dni i trzy noce pasował się lud paryski z duchem mścicielem w walce okropnej, a była to walka piekielna, co jakby jękiem podziemnego grzmotu dawała o sobie świadectwo. Dwa olbrzymy, olbrzym złamanej wiary w rozpacz zamieniony i olbrzym zemsty pochwycili się tu za ramiona i pasując się do upadłego – głuchy grzmot wydobywał się z ich piersi i rozlegał się po ziemi szerokiej. I upadł lud pod ręką potężną ducha mściciela” – Kilka słów do dziejów czasu ostatniego („Gazeta Wielkopolska Niedzielna” 1849, nr 3). Warto jednak zaznaczyć, że zalążki i zapowiedzi tego zwrotu widać wyraźnie w twórczości Woykowskiej już dużo wcześniej.

Woykowska jest z jednej strony charakterystyczną, symptomatyczną postacią dla kultury Poznania lat 40. XIX w., „okres[u] potęgujących się dążeń wyzwoleńczych, najbujniejszego rozkwitu myśli demokratycznej, walk politycznych, rozwoju prasy, publicystyki, krytyki literackiej, konspiracji i… lojalizmu, tworzenia się i krystalizowania obozów ideologicznych w przededniu Wiosny Ludów” (B. Zakrzewski), z drugiej zaś – twórczynią zagadkową i zachęcającą do nowych odczytań.</document>
<document nplp_id="13916" title="Woronicz Jan Paweł" slug="woronicz-jan-pawel">Poeta, kaznodzieja, krytyk literacki. Kryptonimy: I.W.; J.W.

Informacje biograficzne. Jan Paweł Woronicz urodził się 28 VI 1757 w Brodowie k. Ostroga lub w Tajkurach jako syn Pawła i Magdaleny z Jackowskich. Uczył się w kolegium jezuickim w Ostrogu, w 1770 r. wstąpił do zakonu Jezuitów. Po jego kasacie studiował prawo w Akademii Wileńskiej, później uczył w szkołach pojezuickich w Ostrogu. Od 1781 r. studiował teologię w warszawskim seminarium księży misjonarzy. W 1784 r. objął probostwo w Liwie, a później kolejno kanonię chełmską (1794), warszawską (1795), włocławską (1798). W l. 1800–1802 był proboszczem w Kazimierzu Dolnym (i pozostawał w kręgu Puław Czartoryskich), w 1803 r. objął probostwo w Powsinie. Karierę polityczną rozpoczął w czasie Sejmu Czteroletniego, pisząc mowy sejmowe dla biskupów – kijowskiego Kaspra Cieciszowskiego i chełmskiego Macieja Garnysza. W czasie powstania kościuszkowskiego był komisarzem Komisji Porządkowej Księstwa Mazowieckiego. W okresie Księstwa Warszawskiego rozwijała się jego kariera kościelna i polityczna: w 1807 r. został radcą stanu i kanonikiem katedralnym warszawskim, w 1809 r. otrzymał urząd dziekana kapituły warszawskiej, w 1810 r. stał się członkiem deputacji do spraw reformy Kościoła. W 1815 r. mianowano go biskupem krakowskim i tym samym senatorem. Odnowił pałac biskupów, chcąc uczynić go „świątynią narodowej pamięci”; prowadził tam salon na wzór obiadów czwartkowych i organizował amatorskie spektakle teatralne. Zreformował seminaria duchowne w Krakowie i Kielcach, zakładał szkoły elementarne, był członkiem Wielkiej Rady Uniwersytetu i Wielkim Kanclerzem Akademii Krakowskiej. W 1815 r. został też wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Biblijnego. Był fundatorem (1817) i protektorem pierwszej filharmonii krakowskiej działającej pod nazwą Towarzystwo Przyjaciół Muzyki. W 1828 r. został prymasem Królestwa Polskiego. Zmarł 6 XII 1829 w Wiedniu.

Obowiązki kościelne i publiczne Woronicz łączył z zatrudnieniami poety i kaznodziei. Był autorem ód, sielanek, pieśni (Hymn do Boga), poematów (Na pokoje nowe w Zamku królewskim, 1786; Zjawienie Emilki, 1796; Świątynia Sybilli, 1801; Assarmot, 1801; Lech, 1806), a także kazań związanych z pracą duszpasterską (Kazania, czyli nauki parafialne na niedziele i święta, wyd. 1829) oraz kazań o charakterze patriotycznym, często wiążących się z wydarzeniami politycznymi (m.in. sejmy 1809 i 1812 r.; pogrzeby J. Poniatowskiego, T. Kościuszki).

Działalność krytycznoliteracka. Jako krytyk literacki Woronicz był przede wszystkim autorem rozpraw o charakterze programowym związanych z działalnością Towarzystwa Przyjaciół Nauk, którego był współzałożycielem. Na posiedzeniu publicznym TPN 5 V 1803 wygłosił Rozprawę pierwszą o pieśniach narodowych, dwie następne kolejno 15 V 1805 i 17 V 1806. Inne pisma teoretyczne: Głos poprzedzający odczytanie drugiej części poematu „Lechiady” (określany też jako Rozprawa czwarta), wstęp do „pierwszego rysu” Jagiellonidy oraz dwa listy do Hugona Kołłątaja są ściśle związane z problematyką rozpraw.

Projekt pieśnioksięgu. W rozprawach Woronicz projektował ułożenie pieśnioksięgu narodowego zawierającego to, co najcenniejsze w dorobku literatury polskiej, a podzielonego „na trzy główniejsze szeregi: pieśni religijnych, moralnych i historycznych” (Rozprawa I). Miał on obejmować wszystko, „co tylko chrześcijanina, człowieka i Polaka obchodzić może” (tamże). Woronicz nawiązywał do projektu zgłoszonego w 1801 r. przez Jana Albertrandiego, który – określając cele TPN – apelował m.in. o zbieranie zachowanych egzemplarzy dzieł pisarzy staropolskich; rok później zgłaszał projekt założenia „księgarni narodowej”, za nim Woronicz nazywał pieśnioksiąg „żywą księgarnią w ustach wszystkich ludzi językiem naszym przemawiających” (Rozprawa II). Podobne programy formułowali Jan Śniadecki (1803), Stanisław Staszic (1805), Kazimierz Brodziński; proponowali jednak genologiczne uporządkowanie materiału, wzorując się na pracach o literaturze Charles’a Batteux i Jean-François La Harpe’a. Koncepcja Woronicza była w l. 1803–1805 siedmiokrotnie bardzo wysoko oceniana przez komisje, w skład których wchodzili Franciszek Ksawery Dmochowski, Onufry Kopczyński i Adam Prażmowski. Dwie pierwsze części pieśnioksięgu zostały zaakceptowane i zamknięte. Do części pierwszej Woronicz napisał Hymn do Boga (i odczytał go, przedstawiając na posiedzeniu TPN rozprawę drugą). Część trzecią, którą miały otwierać jego poematy – Assarmot i Lech, podzieloną na dwie części („ogólne czyny całego narodu” i „szczególnych osób znakomitsze charaktery”), winny dopełnić dzieła pisarzy współczesnych, jednak apele o przysyłanie utworów nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Do wydania pieśnioksięgu nie doszło, ale koncepcję części pierwszej Woronicz podjął, opracowując chrześcijański modlitewnik Dziennik nabożeństwa dla użytku prawowiernych chrześcijan rzymskokatolickiego Kościoła ułożony z uwagami o modlitwie (1825), gdzie znalazły się m.in. przekłady psalmów Jana Kochanowskiego i pieśni religijne Franciszka Karpińskiego.

Poezja – język – naród. W Rozprawie I Woronicz uzasadniał konieczność podjęcia prac nad pieśnioksięgiem. Domagał się zwrócenia uwagi na poezję – „tę znakomitą gałąź literatury, która […] wszystkie wieki, przemiany i zaburzenia świata przetrwała, a w sercu i czuciu człowieka nieprzeżyte panowanie założyła” (Rozprawa I), gdyż cel główny TPN, tj. „utrzymywanie przez nauki języka narodowego, tej to ostatniej i niezatartej cechy rodu naszego”, jest już realizowany w dziedzinach przekładu, gramatyki, słownika oraz wydań „zagubionych wiekami uczonych prac dawnych Polaków” (tamże). Woronicz miał na myśli przekład Iliady Franciszka Ksawerego Dmochowskiego (1800–1801), może także wcześniejsze przekłady dzieł Homera i Hezjoda dokonane przez Jacka Przybylskiego; „zaszczepiony smak szkoły Kornela i Rasyna na teatrze naszym” (tamże) – przekłady Ludwika Osińskiego (Corneille’a) i Jana Kruszyńskiego (Racine’a); gramatykę języka polskiego (chodzi o zapowiadany 15 V 1802 druk gramatyki polskiej ks. K. Kamińskiego); słownik (S.B. Linde zapowiedział druk na posiedzeniu TPN 16 XI 1802) oraz wydawaną od 1803 r. serię Tadeusza Mostowskiego „Wybór Pisarzów Polskich”. Sam, odczytując w 1804 r. na posiedzeniu TPN ocenę pracy Onufrego Kopczyńskiego O duchu języka polskiego (mającej być wstępem do gramatyki opracowywanej przez tego badacza), wysoko ocenił fragment, w którym autor „zastanawia się […] logicznie nad naturą mowy człowieka”; podkreślił, że „odkrywa […] ducha języka naszego, czuciom i poruszeniom duszy w przyrodzonej prostocie i krótkości odpowiadającego”, a „gramatykę prawdziwą i dokładną języka naszego” określił jako dzieło „przez tyle wieków w narodzie naszym czekane”, które „i każdego rodaka pocieszy, i cudzoziemca do oswojenia się z tą szacowną gałęzią języków sławieńskich pociągnie” (Raport o piśmie ks. Kopczyńskiego pod tytułem „O duchu języka polskiego”, rkps AGAD). Woronicz zwracał uwagę na typy prac nad językiem, wokół których długo będą ogniskowały się spory i refleksje teoretyczne. Pozycja języka greckiego i jego relacje z językiem polskim stały się istotnym tematem rozpoczętego kilkanaście lat później „sporu o język”; z wydaniem słownika Samuela Bogumiła Lindego (1807–1814) oraz gramatyki Kopczyńskiego (wyd. 1817 jako dzieło pozgonne) wiązały się dyskusje nad pochodzeniem języka i sposobami jego badania.

Uzasadniając kompozycję pieśnioksięgu i dobór utworów, które miały go wypełnić, Woronicz rozważał podstawowe dla estetyki klasycystycznej zagadnienia: genezę i funkcję poezji, jej mimetyczny charakter, kwestię wzorów literackich, a także miejsce cudowności w epice. Jednak jego rozważania ogniskowały się wokół dwóch kategorii: narodu i poezji. Jego program poezji narodowej korespondował z jednej strony z klasycystycznymi poetykami oświecenia (F.K. Dmochowski, F.N. Golański), w których umieszczano pierwsze zarysy historii literatury polskiej, wprowadzając imiona poetów polskich zamiast występujących w dawnych poetykach nazwisk pisarzy starożytnych i francuskich; z drugiej – z pracami badaczy słowiańszczyzny (J. Ossoliński, F.S. Czaykowski czy J.A. Jabłonowski), którzy pragnęli dowieść wielkości i starożytności języka oraz poezji polskiej. Woronicz rozumie naród jako wspólnotę związaną religią, wzorcami moralnymi i historią, zwornikiem konstytuującym jego tożsamość jest zaś język. Stąd podział pieśnioksięgu na odpowiadające tym kategoriom części. Naród jest trwalszy niż państwo, bowiem „odmiana rządu i składu politycznego bynajmniej narodów nie umarza” (Rozprawa I). Woronicz, pamiętając, że przemijalność jest cechą wszystkich „rzeczy ludzkich”, podkreślał jednak, że „ten tylko naród na wzgardę i zapomnienie wieczne zasługuje, który […] czym był, ani szlachetnie uczuć, ani drugim powiedzieć nie zdoła” (Rozprawa III). Jeśli szczytnym zadaniem jest przyczynienie się na wielu polach do „uratowania najdroższego ułomku roztrąconej istności naszej, w języku narodowym pozostałej” (Rozprawa I), tym ważniejsze jest zachowanie i utrwalanie, ale także tworzenie nowych dzieł poezji, gdyż spośród wszystkich odmian języka najdoskonalszy jest język poetycki. Tylko poezja może „z potęgą pożerczego czasu wojować” (tamże), albowiem „to pewniejszym, co w ustach niewygubnych pokoleń nie boi się pożaru i oręża” (tamże; najbardziej znane romantyczne ujęcie tego motywu znajdzie się w Konradzie Wallenrodzie A. Mickiewicza).

Język poezji. Woronicz, zapewne za myślą Giambattisty Vica i Johanna Gottfrieda Herdera, uważał, że język pierwszych ludzi miał charakter poetycki i był wyrazem emocji, a nie rozumowych spekulacji. Zaś „cześć bóstwa była najpierwszym przedmiotem uczuć człowieka, a następnie i głosem poezji” (tamże). Świadczy o tym wspólna dla dawnych ludów, zarówno Południa (postacie Linusa, Amfiona i Orfeusza), jak i Północy (skaldowie, bardowie, druidzi), wiara, że dar poetycki pochodzi od bogów. Przekonanie o sakralnej genezie poezji Woronicz dzielił z oświeceniowymi poetykami (F. Karpiński, F.K. Dmochowski, I. Krasicki) i tak jak ich autorzy łączył je z poglądem o naśladowczym charakterze poezji.

Woronicz określał naśladowanie, odwołując się do kategorii czucia – „serce czułe, szlachetne i wyniesione”, imaginacji – „imaginacja żywa, przenikła, obejmująca” (tamże), dowcipu i pojęcia. Nie oznacza ono kopiowania, a duch poezji jest czymś całkowicie odmiennym od jej „powierzchownej szaty”. Nie oznacza również wymyślania nowych światów, to raczej malowanie „twórczym wyobraźni pędzlem” (tamże), będące próbą odtworzenia boskiego procesu kreacji. Człowiek pierwotny „czuł […] w sobie coś twórczego i bożego; a kiedy sam będąc stworzeniem, nowych istot tworzyć i wyprowadzać nie mógł, usiłował przynajmniej naśladować tego nienaśledniego mistrza, który mu rzemiosła swojego dociekać pozwalał” (tamże). Przedmiotem naśladowania jest postrzegana zmysłowo natura; wywołuje ona uczucie zachwytu, uruchomia dowcip – rozumiany tu jako talent, który „przeradzał niejako samą naturę” (tamże) – oraz pojęcie, które w rozprawie nie jest definiowane, ale zbliżone znaczeniem do „pojęcia rzeczy” z pracy O wymowie w prozie albo wierszu Franciszka Karpińskiego, pojęcia identyfikowanego jako poznanie rozumowe.

Zasady sztuki poetyckiej. Taka hierarchizacja atrybutów pierwszego człowieka i zarazem poety – od czucia i wyobraźni do dowcipu i pojęcia – zadecydowała o rozumieniu zasad sztuki poetyckiej. Nie są one odgórnie, „samowładnie” narzucane poetom, zrodziły się naturalnie, zostały zaczerpnięte z serca człowieka, które „co raz wdzięcznym i przyjemnym uznało, zawsze w nim sobie smakować i podobać będzie” (tamże). Zasady (reguły, normy) Woronicz uważał zatem za ponadczasowe. Nie ograniczają one twórców, przeciwnie, ujmują pierwotne czucie i wyobraźnię w „tysiące odmiennych postaci” (tamże). „Postaci” te Woronicz rozumiał dwojako: jako porządek genologiczny i przypisany gatunkom porządek wzorów literackich. Genologiczne uporządkowanie literatury, dominujące w poetykach XVIII w. i bliskie członkom TPN, znacząco zmodyfikował, za najdoskonalsze uznał bowiem biblijne wzorce poezji – hymnicznej i profetycznej – która „dziwy niepojęte Twórcy wdzięczną arfą Dawida wysławia” i „pokoleniom w głębi tajemnic ukryte wyroki ogłasza” (tamże). Sakralna natura poezji zyskuje szczególną moc, gdy twórcy zwracają się do Boga chrześcijańskiego, który „jednym wyrzeczeniem »stań się!« wyprowadza świat z łożyska nicości”, a ten, „kto pierwszy tak go wyobrażać zaczął, musiał na Boga patrzyć” (tamże). Związek ten wzmacnia porównanie poezji do ognia, który w Biblii jest znakiem Boga, poezja bowiem „jak ogień w gromach i błyskawicy przelotny, wszystko trawiąc i pożerając, czuć siebie i szanować, ale nie pojmować zdumionemu stworzeniu pozwala” (tamże). Następnie Woronicz wylicza gatunki i wzorcowych twórców takiej poezji, która zeszła, jak to określa, „na poziome niziny” (tamże). Hierarchizacja odpowiada porządkowi z poetyk klasycystycznych: epopeja (Homer i Wergiliusz), tragedia (Sofokles), poezja bohaterska (Tyrteusz), sielanka (Teokryt), oda (Pindar, Anakreont, Horacy), elegia (Owidiusz), satyra (bez patrona), bajka (Ezop).

Odpowiedzi na pytanie, jaka jest funkcja wzorów w Woroniczowym myśleniu o poezji, trzeba szukać w jego twórczości. Jej cechą charakterystyczną jest przenikanie się dwóch tradycji – antycznej i chrześcijańskiej. Zarówno Assarmot, jak i Lech są wzorowane na Eneidzie. Assarmot został oparty na proroctwie Anchizesa z księgi VI epopei Wergiliusza, z której Woronicz przejął zarówno strukturę tekstu, jak i główne przesłanie. Do tegoż dzieła nawiązywał także w Lechu, jak można sądzić – na podstawie kilku zapożyczonych stamtąd epizodów oraz motta: Antiquam exquirite matrem. Równocześnie Assarmot jest biblijnym patriarchą. Najwyżej ceniąc biblijną poezję profetyczną, Woronicz nadał Assarmotowi formę proroctwa, ale ułożonego według antycznego toposu vaticinium ex eventu. Kiedy przekładał IV eklogę Wergiliusza, podstawą była schrystianizowana wersja Alexandra Pope’a. Ważny ideowo motyw Exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor (do którego czterokrotnie odwoływał się w utworach) miał zaś dwa źródła: Eneidę i Księgę Ezechiela.

Także z zasobów poezji polskiej Woronicz wybierał wzory, ale dążył do utworzenia z nich nowej, doskonalszej całości. Wybrawszy do części pierwszej pieśnioksięgu 24 przekłady psalmów z przekładów Jana Kochanowskiego, Jana i Macieja Rybińskich, Piotra Artomiusza, Wacława Rzewuskiego oraz Franciszka Karpińskiego, wyjaśniał: „Że zaś to dzieło dla krótkości swojej nie zbiorem tylko, ale najściślejszym przebranych piękności powinno być wyborem, nie oszczędziliśmy pracy w dopełnieniu wzajemnym cząstkowych usterków jednego tłumacza ogniem i żywością drugiego; i znowu skąpość w innym miejscu tego samego nagradzając bogactwy pierwszego, albo też nowym wcale obrotem jasność, dobitność, harmonią prostując […]. Użyta wolność takowa bynajmniej nie zmniejsza szacunku i wdzięczności dla tłumaczów” (Rozprawa II). Tak więc w tej całości widać porządkującą rękę Woronicza dającego sobie prawo do „udoskonalania” wybranych tekstów i dostosowania ich brzmienia do założonej normy „piękności”.

Poezja narodowa. Ułożenie pieśnioksięgu wymagało zdefiniowania poezji narodowej. Inaczej niż w bliskim rozprawom dziele Ignacego Krasickiego O rymotwórstwie i rymotwórcach poezja narodowa określona jest jako poezja w języku polskim. Woronicz, doceniając dokonania polskich autorów piszących po łacinie, uważał jednak, że odebrało to „tyle rzadkich geniuszów językowi polskiemu” (Rozprawa I). Dlatego pieśnioksiąg miała otwierać Bogurodzica jako pierwszy zachowany wiersz polski, a zarazem utwór doskonały, świadczący o starożytności języka polskiego, bo napisany, „jak mniemanie niesie”, przez św. Wojciecha, „jest razem szacownym znamieniem natury języka naszego, który już w owych nawet czasach do rymu i śpiewania […] był zdatny i teraz nam zrozumiały, kiedy inne narody z gruzów rozsypanego państwa rzymskiego otrzęsione dopiero namyślały się, jaki język z rozmaitej mieszaniny skleić i do nauki go przysposobić” (tamże). Dowodzenie dawności i doskonałości języka polskiego, który jest „w składni greckiemu i łacińskiemu nieustępujący, równie do wydania […] serca poruszeń, jak do najwyższych duszy polotów sposobny” (Rozprawa II), mogło również służyć jego obronie – przeciwdziałaniu tym, którzy mowę ojczystą „zapleniają […] obcą łataniną” (tamże).

Epopeja. W omówieniu części trzeciej pieśnioksięgu Woronicz zawarł rozważania nad epopeją. Podstawowy problem, który próbował rozwiązać, dotyczył kategorii cudowności, w klasycystycznej teorii traktowanej jako element techniki literackiej. Problem ten, podniesiony w okresie sporów starożytników z nowożytnikami, był w polskiej refleksji teoretycznoliterackiej nadal aktualny na początku XIX w., łączył się bowiem z zagadnieniem słowiańskich korzeni narodu. Pytanie, czy można zastąpić mity greckie postaciami z Biblii, Woronicz rozstrzygnął, czyniąc tytułowego bohatera Assarmota postacią biblijną, nie tylko prorokiem natchnionym „duchem wieszczym”, ale także „narodów sarmackich patriarchą”. Wiedza Woronicza o przedchrześcijańskiej Słowiańszczyźnie była obszerna, choć chaotyczna. Pochodziła od historyków starożytnych, staropolskich kronikarzy i autorów współczesnych, których prace były przedstawiane i dyskutowane na posiedzeniach TPN. Zdając sobie sprawę, że źródła te są „labiryntem sprzecznych zawiłości” (Rozprawa III), Woronicz starał się je uporządkować tak, by dowieść starożytnej genealogii Polaków, potomków „Scytów, Sarmatów i Słowian” (tamże). Ten temat podjął w Assarmocie, a następnie w Lechu chciał ukazać proces wyodrębniania się Polaków ze słowiańskiej wspólnoty i zyskania przez nich świadomości narodowej, czym wpisywał się w „spór o Lecha”. Spór ten – zapoczątkowany już w latach 60. XVIII w. w konkursie ogłoszonym przez Józefa Aleksandra Jabłonowskiego, a wygranym przez Augusta Ludwika Schlötzera, który zaprzeczył historyczności Lecha – został podjęty na przełomie stuleci. Woronicz ponowił pytanie, czy Lech był postacią historyczną (czego dowodzili m.in. przywoływani w Rozprawie III – J.A. Jabłonowski i S.D. Kleczewski), czy literacką, jak sądził m.in. Hugo Kołłątaj, a wcześniej Krasicki. Zaproponował odpowiedź, która obok powiązania rozważań nad poezją z kategorią narodowości wydaje się najciekawszym elementem jego wywodu. Historyczności Lecha nie trzeba rozstrzygać, albowiem prawdziwości legend (jak stwierdzał już wcześniej w odniesieniu do podania o Assarmocie) „próżno […] dochodzić w przywalonej wiekami starożytności, która prócz słabych domysłów i podobieństw więcej nie pokaże” (Rozprawa II); zaś „większa połowa dziejów świata całego byłaby baśnią, gdyby jej pewność od tego tylko kresu liczono, kiedy się ludzie pisać nauczyli” (Rozprawa III). Zamiast skazanego na porażkę dowodzenia historycznej prawdziwości podań Woronicz proponował ukazanie w pieśnioksięgu świadomości Polaków – tej, która znalazła wyraz w poezji. A świadomość tę kształtuje nie to, co było, ale to, co zostało zapisane i zapamiętane. Woronicz nie używał terminu „mitologia narodowa”, ale ją właśnie miał na myśli. Razem z historią miała tworzyć zwornik narodowej tożsamości.

Lech, noszący podtytuł Poema historyczne, miał być w intencji Woronicza „zarodnią […] w tym rodzaju przyszłych tworów poetycznych”, inspiracją dla innych twórców. Niemniej zastrzegał: „Nie szukamy zapewne w tym dziele chlubnego imienia poematu epicznego, na które inny zakres dziejów naszych przeznaczyliśmy” (tamże). „Zakres dziejów” godny epopei widział w pierwszej unii polsko-litewskiej i to chciał uczynić tematem swojej Jagiellonidy. Zachowały się dokładny plan dzieła (mającego mieć jak Iliada 24 pieśni), wstęp o charakterze teoretycznym oraz licząca 22 wersy inwokacja. Przekonany zgodnie z klasycystyczną teorią genologiczną o najwyższej randze epopei, „tego wierzchołka Parnasu poetycznego”, Woronicz stwierdzał, że wszystkie „narody polerowne” mają swoje epopeje, które są próbami dorównania „pierwszym wzorom starożytności” (Pierwszy rys poematu pod tytułem „Jagiellonida”) – dziełom Homera i Wergiliusza. Wymienił także epopeje nowożytne: Raj utracony Johna Miltona, Jerozolimę wyzwoloną Torquata Tassa i Henriadę Voltaire’a. Naród polski, jako równy w cnotach i talentach Grekom oraz Rzymianom, ma „od wieków prawo być przekazanym do potomności trąbą Homera”, zwłaszcza w sytuacji „zniknienia swego w jestestwie politycznym” (tamże). Odwoławszy się do Arystotelesowskiego ujęcia różnicy między „latopiscem a poetą” (tamże), Woronicz zapowiedział, że plan dzieła został ułożony według „surowych prawideł mistrzów poezji” – określił temat, bohatera oraz przeszkody, na które natrafia.

Ideał przystępności dzieła. Rozprawy były adresowane zarówno do uczonego grona członków TPN, jak i do literatów, którzy mieli go współtworzyć, zwłaszcza trzecią część. Woronicz zakładał, że odbiorcami pieśnioksięgu będą następne pokolenia Polaków, którzy powinni poznawać zapisane w języku poezji treści ustanawiające tożsamość narodu. W jego zamierzeniu pieśnioksiąg miał docierać nie tylko do „klasy oświeceńszych mieszkańców”, ale i do „najpoziomszej strzechy każdego krajowca” (Głos poprzedzający odczytanie drugiej części poematu „Lechiady”; marzenie o księgach, które „zbłądziły pod strzechy”, zapisze później Mickiewicz w Epilogu do Pana Tadeusza). Uważał, że trzeba dostosowywać charakter przekazu do możliwości odbiorcy i „przebiegając częściami ogół dziejów narodowych i z nich wyciskając to wszystko, co prawdziwie, jest godnym pamięci i naśladowania […], to samo […] krótszym i przyjemniejszym sposobem w rozmaitych pieśniach i obrazach poruszających malować” (Rozprawa II). Chciał pogodzić klasycystyczny ideał estetycznej doskonałości z ideą powszechnej przystępności, zrozumiałości dzieła. W myśli Woronicza o poezji uniwersalne klasycystyczne koncepcje literatury, jej norm, wzorów i hierarchizacji współistniały z projektem poezji narodowej, w znacznej mierze określanym przez sytuację polityczną.</document>
<document nplp_id="13918" title="Womela Stanisław" slug="womela-stanislaw">Krytyk literacki, teatralny i artystyczny, dziennikarz, prozaik i poeta. Kryptonimy: S-w; S-w.; S.W.; (S.W.); St.W.; St.Wom.; (stw.); sw.; (sw); (sw.); w.; [wątpliwe: * ]; [błędne: W.S.].

Informacje biograficzne. Urodził się 12 XI 1868 (data niepewna) we Lwowie jako syn Adama Womeli (ur. 1840), poczmistrza nieerarialnego, i Marii Smulskiej (1852–1889). W 1887 r. zmarli jego 10-letni brat Adam Władysław i 16-letnia siostra Helena Joanna, a dwa lata później – matka. W 1890 r. jego ojciec ożenił się z Eugenią Piwernetz (zm. 1941), która dwa lata później urodziła córkę Helenę Adaminę. Według relacji Karola Irzykowskiego Stanisław Womela budował swój świat w opozycji do ojca i macochy. Gimnazjum niemieckie ukończył we Lwowie. Następnie wstąpił na Wydział Filozoficzny Cesarsko-Królewskiego Uniwersytetu im. Cesarza Franciszka we Lwowie, gdzie studiował germanistykę, ale jej nie ukończył. W roku akademickim 1889/1890 doszło do spotkania Womeli z Irzykowskim w Czytelni Akademickiej przy Uniwersytecie. Womela działał w l. 1892–1895 w kółku literackim, w którym czytał swoje wiersze i prozę, wygłosił też referat o Gertharcie Hauptmannie na tle literackiej szkoły naturalistycznej. W l. 1893–1894 uczestniczył w spotkaniach kółka filologicznego o profilu klasycznym oraz w pracach kółka germanistycznego, które założył w 1893 r. profesor Richard Maria Werner opiekujący się kołem i biorący udział w jego posiedzeniach. Krytyk udzielał się również w kole krajoznawczym, które stawiało sobie za cel badanie przyrody i prądów społecznych. Jego poglądy polityczne były prawdopodobnie bliskie programowi Polskiej Partii Socjalistycznej. W 1895 r. Womela na krótko wstąpił do redakcji lwowskiego „Czasopisma Akademickiego”, które prezentowało prace naukowe studentów wszystkich zaborów jako swoistą wizytówkę młodego pokolenia. Debiut prasowy nastąpił w 1889 r. w „Roczniku Samborskim”. Na początku 1894 r. Womela podjął „myśl założenia tygodnika czysto literackiego, w którym by umieszczano produkta samych nieznanych autorów i polemiki przeciw uznanym, a nic niewartym powagom” (B. Winklowa). Projekt ten pozostał niezrealizowany, podobnie jak pomysł wydawania intymistycznego czasopisma literackiego „Meteor” z 1897 r., które miało konkurować z krakowskim „Życiem”. Irzykowski i Womela zostali zaproszeni w 1896 r. do współpracy z tym pismem przez Ludwika Szczepańskiego, ale wstępne rozmowy skończyły się konfliktem po złośliwym skomentowaniu utworów Womeli i Irzykowskiego na łamach „Życia”. Odpowiedź lwowskich literatów atakujących Szczepańskiego zawierał ich list otwarty Po „europejsku!” wydany jako druk ulotny (Lwów, 6 XI 1897). Z powodu braku pieniędzy Womela był skazany na pracę dziennikarską kosztem własnej twórczości. Publikował w operującym ostrą satyrą tygodniku społeczno-politycznym i literackim lwowskim „Monitorze” Emila Breitera (prawdopodobnie od 1895 lub 1896 r.). Ogłosił tam dramat W powodzi. Współpracował z „Kroniką Społeczną i Literacką” (1894), następnie zaczął pisać (prawdopodobnie od 1896 r.) w dzienniku „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” pod redakcją Ludwika Masłowskiego. Zamieszczał tam od 1897 r. recenzje z zakresu sztuk plastycznych (dział: Z salonu sztuki) oraz recenzje teatralne i literackie. Zapewne pisał również anonimowo krótkie notki informacyjne w innych działach. W czasie pracy w „Przeglądzie” od 1896 r. Womela i Irzykowski uprawiali „korespondencyjną donżuanerię”, wymieniając listy z dziewczętami, które zgłaszały się w odpowiedzi na zamieszczane przez nich w prasie galicyjskiej anonse podpisane godłem. Pokazywali przy tym cały spryt i finezję. Nie chodziło o uwodzenie, lecz, jak pisał Irzykowski, o to, „aby przeprowadzić pewien dramat, budzić (budzić, brudzić) dusze, to była nasza wspólna idée fixe”, w czym mieli wyprzedzać (mizoginistycznego) Henry’ego de Montherlanta (B. Winklowa). Irzykowski wspominał w 1920 r., że pasją Womeli, który „niczego się nie wstydził i niczego się nie bał” – „myśliwego dusz”, było „wprowadzać ludzi w kolizje duchowe, wydobywać w nich to, co by mieli najcenniejszego, podbijać duchowe stosunki wzajemnego obcowania w sfery tak wysokie, że aż niebezpieczne” (Stanisław Womela, „Krokwie” 1920, nr 1). Od 1898 r. rozpoczęły się narastające kłopoty Womeli ze zdrowiem spowodowane gruźlicą (i być może syfilisem). W tym czasie brał udział w niedzielnych dyskusjach literackich w domu Stanisława Barącza, wprowadzony tam przez poetę Wincentego Brzozowskiego. Pod koniec 1900 r. wszedł w skład redakcji „Kuriera Lwowskiego”, w którym objął dział krytyki literackiej i teatralnej (rubryka Z teatru do początku 1905 r.). Pisywał również do dodatku literackiego „Kuriera Lwowskiego” o nazwie „Tydzień” (1902–1904). Według nekrologu zamieszczonego w „Gońcu” Womela miał łączyć działalność dziennikarską w „Kurierze Lwowskim” z pracą we lwowskiej filii Biura Korespondencyjnego i Telegraficznego. Następnie pracował jako suplent (zastępca etatowego nauczyciela) w gimnazjum w Jaśle oraz w gimnazjum im. Franciszka Józefa we Lwowie. Nadwątlony stan zdrowia (postępująca utrata wzroku, inne źródło podaje także agresywną formę zapalenia stawów) zmusił go w 1907 r. do całorocznego wyjazdu kuracyjnego do Włoch (m.in. na Capri i do Rzymu), przebywał też jakiś czas w Monachium. Po powrocie w 1908 r. współpracował z „Naszym Krajem”, który stał się na kilka miesięcy organem lwowskiej Młodej Polski. Womela zajmował się również działalnością przekładową. Na kilka miesięcy przed śmiercią zapragnął jednak powrócić do dziennikarstwa i podjął pracę w lwowskim „Gońcu”, pisząc felietony, recenzje teatralne i plastyczne – m.in. o wystawie plakatu we Lwowie, ekspozycji witraży Kazimierza Sichulskiego w Wiedniu. Ostatni artykuł prasowy zamieścił 12 IV 1911. Zmarł 17 IV 1911 we Lwowie w Szpitalu Powszechnym. Został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim.

Działalność krytycznoliteracka. Womela był krytykiem wszechstronnym – literackim, teatralnym oraz artystycznym – pisał recenzje z wystaw malarstwa i fotografii, recenzje literackie i plastyczne zawierają też uwagi metakrytyczne. Wszystkiemu, co robił, oddawał się – według wspomnienia Irzykowskiego – całą duszą. Autor Pałuby twierdził również, że obaj wzajemnie wpływali na siebie. Irzykowskiego teoria intymizmu (horlizmu) wyrażona w manifeście Czym jest Horla? („Monitor” 1896, nr 18) została sformułowana także na podstawie utworów Womeli (Consumatum est, W powodzi), który miał demaskować „podszewkę wydarzeń” w sprawach erotycznych, Irzykowski – w intelektualnych. Zapisy Dziennika Irzykowskiego wskazują, że Womela w 1897 r. spowodował swoją twórczością artystyczną zwrot w koncepcjach autora Pałuby.

Womela pragnął bowiem przywrócić w poezji płynność życia, wyrzucając z niej nadmiar przebrzmiałych a kanonicznych formuł literacko-estetycznych, przypominając, że twórczość służy ostatecznie pożytkowi ludzkiemu. Uważał więc, że sztuka powinna mieć charakter dynamiczny i postępowy, by nadążyć za zmieniającym się ludzkim doświadczeniem. Wykluczało to reprodukowanie dawnych form i treści oraz przykładanie stałych kryteriów oceny, zakładało ciągłą zmianę, poszukiwanie nowych form i środków wyrazu dla każdej nowej indywidualnej treści. Sama walka o nową formę, nawet nieudolna, była dlań równie ważna, jak jej pozytywny wynik. Odrzucał mimetyzm, jednostronną emocjonalność i muzyczność poezji niepoddanej refleksji oraz czerpanie z gotowych wzorów artystycznych i używanie pojęć abstrakcyjnych (twierdząc, że są one tylko próbą zdefiniowania realnych stanów i przejść psychicznych artystów). Z tych powodów krytyk występował m.in. przeciw Janowi Kasprowiczowi, zarzucając mu zastój wynikający z hołdowania ideałowi Absolutu, głoszenie poglądu o braku postępu w poezji. Poezję Leopolda Staffa krytykował za niedostatek bezpośredniości (szczerości) treści i operowanie motywami literackimi „z drugiej ręki”, zbytnią gładkość formy. W jego wierszach „nie widać łamania się żywych myśli i uczuć przy wtłaczaniu ich w kombinację gotowych słów, nie widać, jak każda myśl nowa kaleczy formę” („Tydzień” 1902, nr 6). Staff miał reprodukować własne przeżycia gotowymi formułami zaczerpniętymi od innych autorów. Womela twierdził, że nazwa „jest grobem kwestii”, a myśl sprowadzona do kilku pięknych i poetyckich słów użytych przez kogoś innego nie może być już zbyt głęboka. Była nią, gdy ujmowano ją po raz pierwszy w „pierwotnie dziecinne formy” (tamże). Ostatnie sformułowanie może być śladem lektury Narodzin tragedii Friedricha Nietzschego operującego kategorią pierwotności i cudu w opozycji do racjonalnej kultury sokratycznej. Abstrakcyjne i ogólnikowe dyskusje literatów Womela przeciwstawiał konkretnym i rzeczowym dyskusjom malarzy i muzyków. Względnie pozytywnie wyrażał się np. o Prolegomenach Jerzego Żuławskiego jako dowodzie na refleksję artysty o własnej twórczości. „Chimerę” nazwał antologią jednej grupy, „zbyt jednostronnej, zamkniętej w sobie i ograniczonej przez jedno indywiduum, ale w tym ograniczeniu oryginalnej i zajmującej” (tamże, nr 39). Zwrócił uwagę na krytykę Zenona Przesmyckiego, pomijając milczeniem twórczość Marii Komornickiej. Chwalił Legendy Andrzeja Niemojewskiego ze względu na jego odniesienie do rzeczywistości: „[…] patrzył [Niemojewski] na świat otaczający i z jego wielkiego życia czerpał treść i natchnienie do swoich utworów” (tamże, nr 1), podczas gdy negatywnie oceniał grupę Stanisława Przybyszewskiego ze względu na zalewanie świata reprodukcją ich subiektywnych przeżyć (z powodu braku instynktu społecznego). Tendencje naśladowania poezji obcej nazwał egoistycznymi, zaniedbującymi pierwiastek narodowy, który jednak odradza się silnie, choćby u Stanisława Wyspiańskiego (tamże, nr 3). Czerpał także z ideałów pozytywistycznych (odniesienie do rzeczywistości, pochwała prawdopodobieństwa i realizmu, duża wartość świadomej analizy w tworzeniu dzieła, obiektywizacja sądu w krytyce).

Wokół teatru. Recenzje teatralne Womeli były skupione wokół utworu dramatycznego i gry aktorów. Zawierały streszczenie sztuki lub uwagi o jej treści oraz charakterystykę i ocenę interpretacji aktorskiej. Analiza była podporządkowana kryterium prawdy psychologicznej postaci (osiąganej na podstawie obserwacji życia) w utworze i w widowisku. Rzadziej zauważał elementy scenografii, częściej – kostiumy. Również twórczość sceniczna wymagała zdaniem Womeli fałszowania natury przy jednoczesnym wywoływaniu złudzenia prawdy, ponieważ siła sztuki tkwiła nie w temacie czy treści, lecz w szczegółach konstrukcji dramatycznej. Aktor był najważniejszym elementem inscenizacji teatralnej, a w jego grze interesowały krytyka szczególnie pozawerbalne środki wyrazu, jak mimika, gestykulacja, artykulacja, wywołujące zamierzony przez autora nastrój czy wrażenie. Podkreślał konieczność indywidualizowania roli przez dodawanie w kreacji charakterystycznych szczegółów zaczerpniętych z realnego życia. Odrzucał przesadę i szablonowość gry aktorskiej i deklamacji, nie uznawał podziału ról według emploi.

Ideałem sceniczności i wiarygodnej prawdy psychologicznej był dla Womeli William Shakespeare („ojciec największy realizmu na scenie”), którego proponował grać „bezstylowo”, tj. współcześnie („charakterystycznie”), bez patosu na dawną modłę („Ryszard III” Szekspira i styl na scenie lwowskiej, „Kurier Lwowski”, nr 90). Powoływał się przy tym na wolę Shakespeare’a zawartą w wypowiedzi Hamleta o aktorach i aktorstwie. Cenił również Stanisława Wyspiańskiego, Henrika Ibsena, Maurice’a Maeterlincka oraz autorów niemieckich, zwłaszcza Hauptmanna. Krytykował Gabrielę Zapolską za schematyzm jej dramatów i powielanie w nich tych samych wzorców. Po premierze sztuki Jeden dzień Adama Krechowieckiego, wpływowego przedstawiciela lwowskiego establishmentu, opublikował felieton pod znamiennym tytułem Skandal literacki („Kurier Lwowski” 1902, nr 288–289). Wykazał w nim „moralną, intelektualną i artystyczną nicość utworu”, określając jednocześnie zadania krytyki teatralnej. Recenzenci powinni „oceniać dzieła wedle najlepszej woli i wiedzy, poinformować publiczność, czy warto iść na ich przedstawienie i pomagać w ten sposób dziełom lepszym do nabrania rozgłosu, a gorszym do utonięcia w morzu zapomnienia” (tamże, nr 289). Jako niezależny krytyk i outsider występował ostro przeciw lokalnym hierarchiom towarzyskim i politycznym krępującym wolność słowa w prasie, atakując personalnie nierzetelnych (koniunkturalnych) recenzentów i miernych autorów bez względu na ich pozycję i spowodowane tym własne straty.

Krytyka artystyczna. Womela nie akceptował dwóch elementów poglądów Stanisława Witkiewicza: uznania wyższości techniki malarskiej nad treścią obrazu oraz postulatu wiernego naśladowania natury (Z salonu sztuki, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” 1900, nr 36). Obawiał się bowiem, że realizacja tych postulatów uniemożliwiłaby oddziaływanie na odbiorcę i racjonalną analizę stosunku treści do formy. Wartość upatrywał w psychologizowanym przedstawieniu jakiegoś tematu lub jakiejś sytuacji, która zafrapowała artystę, a której nie dostrzegłby widz. Takie ujęcie ułatwia współodczuwanie i zaangażowanie odbiorcy, narzucenie mu wizji artystycznej. Za główne zadanie sztuki współczesnej uważał zastąpienie kopiowania natury przez wydobywanie treści wewnętrznej zjawisk. Miało temu służyć upraszczanie ich szczegółowego przedstawienia do głównych linii i tonów, co zbliżałoby takie wizje do prostoty bajki (mitu), które dłużej zachowują świeżość estetyczną. Portrety malarskie nazywał dokumentami ludzkimi (według terminu E. de Goncourta), które idealnie powinny uchwycić zarówno cechy stałe przedstawianej osoby oraz jej życia wewnętrznego, jak i chwilowe warunki otoczenia. To samo odnosiło się do innych obiektów. Krytyk aprobował malarstwo impresjonistyczne, które umożliwiało dwie ważne dla niego właściwości: subiektywne przeżycie rzeczywistości rodzące indywidualną prawdę oraz odejście od sztywnego kanonu przedstawiania zastąpionego niepowtarzalnym, chwilowym ujęciem. Krytyk poszukiwał w dziełach sztuki jakiegoś artystycznego problemu natury zewnętrznej lub wewnętrznej, potępiając bezrefleksyjność i nieautentyczność prowadzące do rutyny i schematyczności. Z tego powodu za walor pracy Karla Woermanna Czego nas uczą dzieje sztuki? (wyd. 1 niem. – 1894, wyd. pol. – 1902) uważał odrzucenie ogólników estetycznych i mało elastycznych znaczeń słów, które nie mogą już objąć nowych sensów („Tydzień” 1903, nr 52).

Obrazy miałyby działać przede wszystkim na uczucia, z tym że Womela definiował je za Arthurem Schopenhauerem jako „myśl, która nie ujrzała jeszcze światła rozumu” (Z salonu sztuki, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” 1897, nr 196). Celem w procesie odbioru byłoby według Womeli współodczuwanie przez odbiorcę (także krytyka) artystycznej wizji: najpierw na poziomie niejasnego wrażenia, a potem rozumienia jej przez analizę intelektualną i ustalenie charakterystycznych cech indywidualnego przedstawienia. Od indywidualnej treści przekazu zależał każdorazowo dobór środków i techniki artystycznej, co wymuszało ciągły rozwój artysty i krytyki. W sporze z Władysławem Witwickim w 1908 r. odrzucał więc przyjęte z góry kryteria oceny dzieła (w tym kryterium harmonii), ponieważ artysta koncentruje się na odtworzeniu widzianej i przeżywanej rzeczywistości, i z takiego punktu widzenia należy opisywać dzieło – bez szufladkowania i pospiesznego definicyjnego precyzowania (A jednak mam rację, „Nasz Kraj” 1908, z. 5). Ponadto podkreślał, że w ocenie liczy się nie tylko nowość (oryginalność) treści, ale także złudzenie prawdy uwarunkowane kontaktem z szeroko rozumianą rzeczywistością (znikające w przypadku inspiracji wyłącznie mentalnej), tzn. uplastycznienie zamysłu artysty w „żywym symbolu” (tamże).

Cenił malarzy realistów starszego pokolenia, przede wszystkim Zdzisława Dębickiego, jego „naiwność malarską połączoną ze zdecydowanym charakterem osób w ruchu i otoczeniu” („Tydzień” 1902, nr 1). Krytykował za schematyczność m.in. obrazy Kazimierza Pochwalskiego i Włodzimierza Tetmajera. Niezbyt pochlebnie ocenił secesyjne winiety Edwarda Okunia i Maurycego Liliena do poematu Kasprowicza Miłość (tamże, nr 2). Bez zachwytu odniósł się do oprawy graficznej pierwszego numeru „Chimery” („Tydzień” 1901, nr 10). Interesował się fotografią, podkreślając jako jej wartość dążenie do wydobycia prawdy wewnętrznej osoby („Tydzień” 1902, nr 38).

Zadania krytyki i literatury. W najważniejszej programowej wypowiedzi O tych, którzy „tworzą”, i tych, którzy „sądzą” (tamże, nr 9) uznał krytykę literacką (podobnie jak O. Wilde) za rodzaj twórczości artystycznej. Również polemika z Kasprowiczem zawierała uwagi natury programowej (Na temat poezji, tamże, nr 14; W obronie poezji, tamże, nr 16). Wprawdzie twierdził, że funkcją krytyki jest umożliwienie odbiorcy głębszego odczuwania zamiaru autora, ale ideałem pozostała krytyka obiektywizująca i analityczna (Dwie książki o Sienkiewiczu, „Tydzień” 1901, nr 26). Literatura była przejawem wysiłku przezwyciężania trudności w świadomym kształtowaniu dzieła: „Ostatecznie siłę sugestywną wrażenia stanowi quantum siły duchowej, zużytej na walkę z przeciwnościami, jakie podsuwa sąd samego twórcy o dziele w trakcie jego tworzenia. Im większe były trudności, im obfitsze, tym silniej będzie działać dzieło samo” (O tych, którzy „tworzą”). Efekt walki o kształt ostateczny zostaje zamknięty w syntetycznej konstrukcji wskazującej na przezwyciężenie komplikacji. Ta skumulowana energia duchowa oddziałuje według Womeli na odbiorcę najpierw w sposób niejasny, wrażeniowy, a potem (w zależności od jego kompetencji) również intelektualny. Lęk przed szablonowością, wtórnością (masowością) przeżywania i wyrażania oraz obawę przed językowym unieruchomieniem zjawisk w opisie i definicjach Womela dzielił z Irzykowskim.

Wysoko oceniana przez Womelę ekspresja musiała być więc przede wszystkim szczera – wynikająca z wrażliwości i przeżycia artysty. Tylko tak może on wywołać rezonans u odbiorcy, a także, co równie ważne, dodać nową, własną treść do rezerwuaru treści już w kulturze istniejących. Czynnik subiektywny odgrywał zatem istotną, ale nie wyłączną rolę w tworzeniu sztuki i krytyki. Symbolizm polski pozostał zdaniem Womeli jednostronny, ponieważ nie starano się w tym nurcie poezji uświadomić (doprecyzować) swoich niejasnych, naskórkowych intuicji i uczuć.

Choć opowiadał się za prymatem treści nad formą, żądał artystycznego równoważnika przeżycia: „[…] artysta ma zreprodukować w duszy widza uczucie czy nastrój, jakiego sam doznawał, a jakiego nie doznawali inni na ten sam widok” (Z salonu sztuki, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” 1900, nr 36). Jest to najprawdopodobniej stanowisko nawiązujące do teorii wczucia Theodora Lippsa. Womela pisał, że „nastrój jest drganiem myśli” ([rec.] L. Szczepański, „Srebrne noce (lunatica)”, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki” 1897, nr 157). Proces twórczy polegałby na przełożeniu subiektywnego nastroju, przeżycia, stopniowo uświadamianego, na obiektywizującą formę, która byłaby zdolna wywołać powtórzenie u odbiorcy tego przeżycia estetycznego twórcy. Co ważne, nie chodzi o bierną empatię i stopienie się z obiektem, lecz o zinterpretowanie początkowo niejasnych wrażeń w kategoriach intelektualnych przez elementy formalne dzieła.

Przedstawiciel lwowskiej krytyki. Womela należał wraz z Karolem Irzykowskim i Ostapem Ortwinem do najciekawszych krytyków literackich modernistycznego Lwowa (pozostał najbardziej z nich cyganeryjny, znany bardziej z legendy niż dzieł). Jako recenzent niezależny, a przy tym zadziorny i ekscentryczny, wchodził niejednokrotnie w kolizję z uznanymi wielkościami lokalnymi (J. Kasprowicz, L. Staff, W. Witwicki), należąc do marginalizowanej awangardy. Jego sądy, nawet jeśli nie zawsze trafne, były oryginalne i samodzielnie uargumentowane. Jako „towarzysz broni” i „druh” pozostał ważnym punktem odniesienia dla Irzykowskiego do końca jego życia. Ideał sztuki według Womeli odzwierciedlała formuła Émile’a Zoli jednocząca obiektywizm z subiektywizmem: sztuka to rzeczywistość, ale przetworzona – indywidualnie widziana i przedstawiana. Krytyk powinien rozpoznać oryginalny ładunek myśli, emocji artysty zakodowany w dziele, wskazywać stopień nowatorstwa dzieła (w treści oraz w użytych do jej wyrażenia środkach i technikach), tj. stopień wykraczania poza dotychczasowe osiągnięcia sztuki.

Według określenia Tymona Terleckiego Womela reprezentował typ „twórcy zahamowanego”, który nie pozostawił wielu własnych utworów literackich, ale odgrywał rolę inspirującą, uświadamiającą i wychowawczą wobec innych – jako uczestnik kawiarnianych dyskusji estetycznych i wnikliwy recenzent twórczości innych, ostro piętnujący szablon, zastój, brak oryginalności i refleksji w sztuce.</document>
<document nplp_id="13920" title="Wolski Włodzimierz" slug="wlodzimierz-wolski"> 

Poeta, pisarz, tłumacz, librecista, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Włodzimierz W.; Wł.W.; Włodz. Wol.; W.W.; Paterkul.

Informacje biograficzne. Włodzimierz Dionizy Wolski urodził się 9 X 1824 w Pułtusku jako syn majora 2. pułku piechoty liniowej Hipolita Wolskiego (zm. 1836) i Józefy z Młochowskich (zm. 1829). Miał trzy siostry, z których tylko Zofia dożyła dorosłości. Po śmierci rodziców zajął się nim Ignacy Piotr Bertrand de Domballe, oficer, członek Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności i Towarzystwa Moralnie Zaniedbanych Dzieci, towarzysz broni Hipolita Wolskiego, który złożył u przyjaciela kapitał zabezpieczający przyszłość syna. Domballe umieścił Wacława na pensjach, gdzie chłopiec wyuczył się perfekcyjnie kilku języków, a następnie przeszedł pod opiekę wuja, Michała Młochowskiego, majora, zasłużonego w kampanii hiszpańskiej. W l. 1833–1841 uczęszczał do Gimnazjum Warszawskiego. Tu poznał późniejszych przyjaciół, Romana Zmorskiego i Aleksandra Niewiarowskiego. Około 1838 r. wraz z m.in. Felicjanem M. Faleńskim, Michałem Morzkowskim i innymi uczniami Gimnazjum Warszawskiego wydawał tajne pismo tygodniowe, włączając się do grupy Karola Levittoux. W 1841 r. znalazł się w cytadeli, w konsekwencji wydalono go ze szkoły z „wilczym biletem”, oddano pod nadzór policji i pozbawiono prawa do służby państwowej. Na przełomie l. 1842–1843 zbliżył się do grupy skupionej wokół „Przeglądu Naukowego”, poznał jej redaktorów (H. Skimborowicza oraz E. Dembowskiego). W 1842 r. wraz z Aleksandrem Niewiarowskim dołączył do tzw. cyganerii warszawskiej. Kilku członków cyganerii (w tym Wolski) należało w l. 1845–1847 do założonego przez Augusta Wilkońskiego tzw. Cechu Głupców. W latach 40. Wolski bywał w salonach literackich Warszawy, utrzymywał stosunki z przedstawicielami środowiska artystycznego i naukowego. W 1846 r. poznał Stanisława Moniuszkę. Napisał dla kompozytora libretto w dwóch aktach na podstawie własnego poematu Halka (premiera: 1 I 1858). W l. 1850–1860 należał do tzw. grupy Marcina Olszyńskiego zwanej warszawską cyganerią malarską oraz do istniejącej równolegle Muszkieterii. Od 1852 r. utrzymywał kontakty z Michałem Glinką. W l. 1861–1862 uczestniczył w manifestacjach patriotycznych. Udział w demonstracjach zmusił go do wyjazdu za granicę. Pod koniec 1861 r. udał się do Paryża. Współpracował tam z „Głosem z Paryża i Genui”. Prawdopodobnie w 1. poł. 1863 r. wrócił do Polski, wziął udział w powstaniu styczniowym. Od 1864 r. przebywał na emigracji najpierw w Paryżu, a potem w Brukseli. W l. 1864–1865 wraz z Władysławem Sabowskim redagował w Brukseli „Wytrwałość. Dziennik Narodowy, Polityczny i Literacki”. W l. 1865–1867 współdziałał z Towarzystwem Bratniej Pomocy, pisał wspomnienia i utwory liryczne. Zmarł 29 VII 1882 w Brukseli.

O poezji i przekładach. W 1844 r. w albumie Pauliny Wilkońskiej znalazł się wiersz Wolskiego [Jakiejś dziwnej pieśni chcecie]. Tym utworem autor zabrał głos w dyskusji na temat powinności poezji i jej powinowactw z pracą ludu, dokonując tak znamiennej autoprezentacji: „Jakiejś dziwnej pieśni chcecie, / To barwistej, to jałowej, […] / A wiecież, co wywoła czyn? / Pieśń – to jedna tylko broń! / Lecz żeby jej twardy dźwięk / Paląc serca zbroił dłoń // Nic po pańsku i niemiecku, / Nic po szewsku i szlachecku, / Lecz po chłopsku, z sierpem, z kosą, / Tnąc kolczastych chwastów pęk” (Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, 1871).

Debiutem dyskursywnym Wolskiego jako krytyka były dwa artykuły dotyczące przekładów dzieł literackich: „Faust”, tragedia Goethego. Tłumaczenie z niemieckiego Alfonsa Walickiego (przegląd) („Przegląd Naukowy” 1845, t. 1, nr 1, 3) oraz „Straszny gość”. Poemat litewski na podaniach ludu osnuty (tamże, nr 2). Stanowiły one profesjonalny komentarz oceniający jakość tłumaczenia (nie tylko wierność oryginałowi, ale i linię melodyczną, rytm, śpiewność), a także pretekst do zaprezentowania myśli ogólniejszych; w przypadku Fausta dotyczyły romantyzmu: „Epoka więc, o której mowa, różni się i wyższą jest jako podmiotowa od wszystkich przedmiotowych, przewyższa zaś poprzednie podmiotowe świadomością, której tamtym brak. Już nie niepojęta niepewność, ale niepewność widoczna, nie przeczucie, ale uczucie prawdy, sceptycyzm gorzkim doświadczeniem okupiony i nie potrzeba, ale pragnienie wiary przy racjonalizmie najwidoczniej ją cechują” („Faust”). Podobnego rodzaju myślenie zaprezentuje przy omawianiu poezji Antoniego Czajkowskiego; nie jest ważny temat, istotna jest siła przesłania, która w rozumieniu Wolskiego winna być rewolucyjna, zwrócona w przyszłość: „Stąd też każdy utwór dzisiaj powinien wywiązać się z tego ogólnego zadania, w szczególe swoim pokazać naprzód całą pełnię i wysokość stanowiska, która może się rozwijać bardzo rozmaicie, zredukowana do bardzo zwyczajnego dramatu, ale silna pierwotną swą zasadą, świadomości i postępu – dążenia i barwy” (Antoni Czajkowski i jego poezje, „Przegląd Naukowy” 1845, t. 1, nr 5).

O powieści. Omawiając powieść Sędziwoj Józefa Bogdana Dziekońskiego (tamże, t. 2, nr 13), Wolski kreśli krótką historię gatunku powieściowego w Polsce i szuka dla tej formy artystycznej, powszechnie znanej i akceptowanej, zadań specjalnych, które dyskontowałyby siłę gatunku. W 1846 r. Wolski komentuje i docenia oryginalną twórczość przedwcześnie zmarłego Dominika Magnuszewskiego, narzekając przy tym na fatum, które prześladuje polskich artystów: „[…] potęga żywiołów, wielkie zdolności, wielkie prace ledwo pozaczynane, usiłowania zwichnięte w samym poczęciu, siła twórcza bez utworu, siła działania bez działania” (Dominik Magnuszewski i jego pisma, „Dzwon Literacki” 1846, t. 1).

Rozważania nad powieścią kontynuuje w rozprawie poświęconej utworom prozatorskim (szkicom – jak powiada) Lucjana Siemieńskiego; chwaląc autora za autentyzm i skromność, podtrzymuje opinię o miałkości produkcji powieściowej w Polsce, co skazuje nas na zaczytywanie się powieściami obcymi faworyzującymi awanturniczą fabułę (Lucjan Siemieński i „Powieści”, „Biblioteka Warszawska” 1852, t. 4). W 1853 r. ukazał się komentarz polemiczny Wolskiego Słówko o liście p. J. Kraszewskiego do redakcji „Gazety Warszawskiej” („Dziennik Warszawski” 1853, nr 258), gdzie autor skrytykował dezynwolturę pisarza poddającego krytyce twórców galicyjskich: „P. Kraszewski, jeżeli zjednał sobie popularność i współczucie rzeczywistą zasługą, niech pomni, że mniej mu wolno niż innemu przedmiot wzięty pod pióro traktować powierzchownie; bo jeżeli dziś więcej jest czytelników polskich dzieł i pism – to i więcej jak dawniej zdrowego sądu, sumiennej nauki zdobywanej ciężko, a dla takiego rodzaju czytelników, listy podobnie pobieżne, nie przemówią do przekonania”.

Uwagi metakrytyczne. (Nie)pamięć. W 1857 r. w artykule poświęconym Kornelowi Ujejskiemu Wolski wygłosił opinię na temat bogactwa poezji i związanego z tym problemu niepamięci. Przez pośpiech i nieuwagę w prasie literackiej „hołdowano jednemu rodzajowi, zapominając o drugim; obwoływano nagle tryumf lub odwrót jakiego imienia; po szybkim rozgłosie szybsza bywała niepamięć” (Poezje Kornela Ujejskiego, „Gazeta Warszawska” 1857, nr 337). Z powodu tej powierzchownej praktyki Wolski nie pozostawiał procesu oceny i popularyzowania literatury w rękach prasy i dziennikarzy, a nawet wydawców, choćby tak znakomitych jak firma Józefa Zawadzkiego w Wilnie, o której pisał pochlebnie w innym artykule („Dziennik Warszawski” 1854, nr 10). „Dzienniki starają się i pod tym względem [rozpowszechniania literatury] pośredniczyć i pomagać ogólnemu porozumieniu; najczynniejszą w tej mierze winna być atoli krytyka. Jeżeli darować jej nie można, kiedy patrzy przez szpary na usterki uznanego talentu, to podwójnie grzeszy, przemilczając utwory mniej znanych talentów lub lekceważąc zdolne prace początkujących. Tych uznanych, znanych i zdolnych nie mamy znów tak bardzo wielu, żeby ciągła o nich troskliwość miała być zbyteczną; piszmy mniej panegiryków, grzeczności i konwencjonalnych krytyk, to więcej miejsca naprawdę wystarczy” (Poezje Kornela Ujejskiego).

W latach 50. Wolski opublikował też dwa wspomnienia pośmiertne: o Michale Młochowskim („Gazeta Warszawska” 1853, nr 84) i o Ludwiku Pawle Witkowskim („Gazeta Warszawska” 1855, nr 162). Witkowskiego Wolski wspominał nie tylko jako żołnierza, ale i m.in. podróżnika oraz autora opisu historyczno-statystycznego miasta Uniejowa. W 1869 r. ukazał się również artykuł Wolskiego poświęcony Joachimowi Lelewelowi i jego losom na wygnaniu w Brukseli (Lelewel w Brukseli, „Sobótka” 1869, nr 30).

Wolski miał poglądy radykalne, choć otamowane doświadczeniami młodości. Dostrzegał krzywdę ludu i potrafił wyrazić ją w sposób dramatyczny (ta umiejętność, nie tylko muzyka Moniuszki, decydowała o sukcesie Halki). Świetnie sobie radził z interpretacjami i oceną recenzowanych dzieł, ale widać, że tym, co go przede wszystkim interesowało, była społeczna (polityczna) rola literatury. Dlatego krytykę postrzegał jako refleksję nad wszystkimi ogniwami procesu twórczego: warunkami pracy artysty, obiegiem prasowym, ścieżką wydawniczą, relacjami interpersonalnymi w środowisku literackim czy malarskim, rzetelnością osądu krytycznego, ochroną i upamiętnieniem pracy artystycznej.</document>
<document nplp_id="13922" title="Wolski Wacław" slug="wolski-waclaw">Poeta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: W; W.; W.W.; W. W-ski; W. Wol.; WAC. WOL.; wac. wol.; Wach; Wacław W.; Litawor; Mańka Niedyspozyt.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1866 r. w Warszawie jako syn Aleksandra Wolskiego, urzędnika sądowego pochodzącego z pow. opoczyńskiego, i Walerii Korosadowicz (jego rodzice pobrali się w 1865 r. w Warszawie). Naukę pobierał w płockim gimnazjum, studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w 1883 r. w „Przyjacielu Dzieci”; w l. 1885–1886 współredagował „Kalendarz Płocki”. Uprawiał twórczość liryczną typową dla Młodej Polski, obracał się w kręgach tzw. dekadentów warszawskich. Wiersze, poematy, obrazki dramatyczne, portrety literackie oraz prozę poetycką publikował w licznych czasopismach, m.in. w „Głosie” (1887, 1895–1898, 1900–1901, 1903), „Wędrowcu” (1887–1900), „Tygodniku Mód i Powieści” (1892–1898), „Ateneum” (1893–1895, 1903–1904), „Biesiadzie Literackiej” (1904–1905, 1908–1909), „Chimerze” (1904, 1907), „Echu Muzycznym, Teatralnym i Artystycznym” (1895–1901), „Przeglądzie Tygodniowym” (1893–1895, 1898–1902), piotrkowskim „Tygodniu” (1894–1904), „Życiu” (1898), „Kolcach” (1894–1895, 1899, 1911), „Krytyce” (1899–1903). Ponadto wydał zbiory poezji: Ballady tatrzańskie (1907), Powieść tajemna. Poezje (1908), Mare tenebrarum (1912). Wiersze Wolskiego publikowano również w wydawnictwach zbiorowych, m.in. w Antologii współczesnych poetów polskich (1908), Juliuszu Słowackim w poezji polskiej (1910), Księdze sonetów polskich (1899), Najmłodszej Polsce w pieśni (1903). Nie zachowało się studium Stanisław Przybyszewski. W 1892 r. aresztowano go i osadzono w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej (w wyniku prowokacji lub za wydanie pism socjalistycznych). Po uwolnieniu mieszkał w Warszawie. Wydaje się, że przynajmniej okresowo przebywał na południu Europy (Lovran), gdzie prawdopodobnie się leczył. W czasie I wojny światowej przebywał w Kijowie. Po powrocie do Warszawy współpracował z „Sowizdrzałem” (od 1918 r.) oraz z „Robotnikiem” (od 1919 r.), gdzie ogłaszał prześmiewcze i poważne, z formy felietonowe, z ducha odkrywcze recenzje (Misterium prometejskie, „Robotnik” 1920, nr 264) oraz wierszowane felietony satyryczne z cyklu Chlaśnięcia. Pracował krótko w archiwum miejskim. Pod koniec życia ciężko chorował. Zmarł 6 IV 1928 w Warszawie. Został pochowany na Powązkach.

Działalność krytycznoliteracka. Główny korpus prac krytycznoliterackich Wolskiego stanowią dedykowane Piotrowi Chmielowskiemu Wzloty na Parnas. Profile duchowe poetów współczesnych. Seria 1 (1901); zapowiedziana na 1902 r. Seria 2 nigdy się nie ukazała. Praca obejmuje sylwetki i utwory takich artystów, jak: Edward Słoński, Bogusław Adamowicz, Edward Siwiński (jedyny tu poeta starszy od generacji autora), Maria Komornicka, Agi-Wdaj (A. Pospieszyłowa), Władysław Sterling, Zdzisław Dębicki, Jerzy Żuławski, Kazimierz Tetmajer, Kazimierz Gliński, Franciszka Arnsztajnowa, Leopold Staff. Profile ukazują cechy warsztatu krytycznoliterackiego Wolskiego. Są świadectwem jego przenikliwości, niezwykłej wrażliwości na niuanse oraz kontrasty towarzyszące kształtowaniu się istotnych poetyk modernizmu. Refleksje krytyka koncentrują się na rozpoznaniu przesłania, podłoża filozoficznego, sprawności warsztatowej autora oraz czynnika mniej uchwytnego – rysu indywidualnego składającego się na osobowość twórczą. Wolski-krytyk często interpretował wiersze tych poetów, których warsztat i zabiegi stylistyczno-językowe inspirowały, kształtowały i utrwalały polski neoromantyzm, a także odciskały piętno na jego własnym pisarstwie. Wnikliwie analizował „nowe, nieznane dreszcze duszy” (tamże), odsłaniając przy tym meandryczne mapy moderny. Był niestrudzonym eksploratorem „świeżego tchnienia najnowszej poezji” (tamże) i wielbicielem pisarzy skandynawskich. Szukał „stimmungów pejzażowych”, podziwiał „nastrój zmierzchu” (tamże). Czytał konkretną twórczość przez innych autorów, np. Sterlinga przez Kazimierza Tetmajera, Jana Kasprowicza, Stanisława Przybyszewskiego. W ten intertekstualny witraż wplatał nierzadko myśl filozoficzną doby fin de siècle’owej (pobrzmiewają tu echa myśli F. Nietzschego, A. Schopenhauera, E. von Hartmanna, H. Bergsona, buddyjskie elementy filozofii Wschodu). Był nieprzeciętnym erudytą i (być może) poliglotą. Uruchamiał synkretyczną wyobraźnię i rozpoznawał źródło nawiązań symboliczno-mistycznych w analizowanych dziełach. Przykładał do poezji młodych różne miary i wyróżniki estetyczne. Prezentował jednak przede wszystkim wydobyty spod tych intertekstów własny sąd o indywiduach poetyckich i kondycji artysty, a także swoje poglądy na zjawiska notorycznie występujące w poezji i krytyce modernistycznej – kwestię kobiecą, mizoginizm – i nowsze, dopiero wskazywane przez twórców – lęk przed tłumem i stechnicyzowanym światem. Każdy z tych tematów zaskakiwał oryginalnością ujęcia rodzącego się nie z potrzeby „płynięcia na fali”, ale z pesymistycznych przemyśleń nacechowanych znakiem czasu. W pewien sposób zaskakuje wpleciony w jego dzieło patriotyzm z ducha Tadeusza Micińskiego, daleki od haseł retorycznych. Miłość Ojczyzny, powiązana z legendą gór, pobrzmiewa we wspomnieniu o Stanisławie Witkiewiczu (O Stanisławie Witkiewiczu. Garść wspomnień, „Echo Polskie” 1915, nr 11).

Wolski był też świetnym polemistą, czego dowodzi odpowiedź, jakiej udzielił Izabeli Moszczeńskiej snującej apokaliptyczne wizje wyginięcia ludzkości po lekturze artykułu Wolskiego (Tragizm kobiecości, „Głos” 1900, nr 15). Krytyk odsunął obawy polemistki w pozornie ugodowym i eleganckim, de facto ironicznym szkicu (Filisterski rozumek, „Głos” 1900, nr 27). Znacznie istotniejsza jest polemika z Cezarym Jellentą na temat jego szkicu Juliusz Słowacki dzisiaj („Głos” 1899, nr 14–23 z przerw.). Chociaż krytyków nie dzieliły zasadnicze różnice, Wolski poczuł się w obowiązku przypomnieć, że „buntownicze, szatańskie” strofy Słowackiego i demokratyzm jako fundament jego twórczości czynią z poety nie tylko mistrza słowa, ale przede wszystkim „wodza i nauczyciela” (Krytyka naukowa i literacka, „Głos” 1900, nr 22).

Krytyk włączał w dyskurs swoje impresje, sugestie, wrażenia, skojarzenia, dostrzegane inspiracje, wskazywał na postawę rozumiejącą autorów i nowe formy artystyczne (aprobata dla ekspresjonizmu J. Hulewicza) oraz dawał świadectwo wielostronnego przeżycia, „przetworzenia” konkretnego dzieła. Stosował przy tym typowy dla metody subiektywnej zmetaforyzowany, liryczno-ekspresyjny język wywodu, dbając o zachowanie czytelności. Jego twórczość krytycznoliteracka jest szczupła i zapoznana. Z racji poziomu i nieokreślonego wdzięku, oryginalności i nierzadko trafności sądów krytycznych zasługuje na wydanie, tym bardziej że podobnie jest z jego poezją – mimo młodopolskiej afektywności i ozdobności – poruszającą prawdą trudnej egzystencji.</document>
<document nplp_id="13924" title="Witwicki Stefan" slug="witwicki-stefan">Poeta, dramaturg, prozaik, publicysta, krytyk literacki, tłumacz, działacz społeczny i religijny. Pseudonimy i kryptonimy: Podolanin; Kasper Prawdzic; S.W.; Stefan; Stefan W.; St. Witw.; Stef. Witw.; W.

Informacje biograficzne. Urodził się 13 IX 1801 w Janowie na Podolu jako syn nauczyciela Jana Witwickiego h. Sas i Ewy z Urbanowiczów. Miał troje rodzeństwa. W 1807 r. stracił rodziców. Opiekę nad nim przejął najpierw jeden z profesorów krzemienieckich, przyjaciel rodziny, a następnie zajęła się nim najstarsza siostra Anna, od 1810 r. żona Franciszka Rawicz-Olędzkiego, nauczyciela w Liceum Krzemienieckim. Nauki pobierał najpierw w szkole pojezuickiej w Winnicy, a potem w Liceum Krzemienieckim. Tam właśnie zawarł znajomość z Karolem Sienkiewiczem i Tymonem Zaborowskim oraz zawiązał wieloletnią przyjaźń z Józefem Korzeniowskim. Po ukończeniu tej szkoły w 1820 r. wyjechał do Warszawy, gdzie mógł liczyć na wsparcie swojej starszej siostry i szwagra. Opiekę nad nim roztoczył także spokrewniony z Witwickimi Józef Lipiński. W l. 1820–1830 Witwicki przebywał i pracował głównie w Warszawie, m.in. jako urzędnik Komitetu do Urządzenia Starozakonnych w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Uczęszczał na wykłady uniwersyteckie Kazimierza Brodzińskiego, bywał zapraszany przez niego na prywatne spotkania literackie, pojawiał się też w warszawskich salonach artystycznych. Utrzymywał bliskie kontakty z gronem młodych literatów warszawskich, zwłaszcza entuzjastów romantyzmu (J.B. Zaleskim, M. Mochnackim, D. Magnuszewskim, A.E. Odyńcem, A. Goreckim). Interesujące wzmianki o Witwickim znajdują się ponadto w listach Adama Mickiewicza z tego okresu. W latach 20. XIX w. dwukrotnie opuścił Warszawę na dłuższy czas: w 1821 r. był prywatnym guwernerem w Antopolu (niedaleko Radzynia Podlaskiego) na dworze Szlubowskich, ok. 1829 r. uzyskał posadę nauczyciela literatury w gimnazjum w Szczuczynie. Podczas powstania listopadowego wstąpił do wojska polskiego i wziął czynny udział w wojnie polsko-rosyjskiej. Zyskał wtedy sławę poetycką jako autor popularnych pieśni powstańczych.

Po powstaniu rozpoczął emigracyjny etap swojego życia. Szlakiem polskich wychodźców przebył Niemcy, by dotrzeć do Francji i zamieszkać w Paryżu, gdzie przebywał od 1832 r., w miesiącach letnich przenosząc się do pobliskiego Montmorency. Zbliżony poglądami do konserwatywnego Hotelu Lambert, brał aktywny udział w życiu politycznym, kulturalnym i literackim polskiej emigracji we Francji. Prowadził działalność w emigracyjnych stowarzyszeniach, m.in. w Towarzystwie Literackim w Paryżu, Towarzystwie Litewskim i Ziem Ruskich, a także w Bibliotece Polskiej. Łączyły go przyjaźnie lub bliskie znajomości z wieloma wybitnymi przedstawicielami polskiego wychodźstwa (m.in. A. Mickiewiczem, J.U. Niemcewiczem, K. Kniaziewiczem, C. Norwidem, F. Chopinem). Znana była natomiast rezerwa, a nawet niechęć – zresztą odwzajemniona – z jaką odnosił się do Juliusza Słowackiego. Przywiązany do Kościoła katolickiego, z wrogością przyjął powstanie sekty Andrzeja Towiańskiego, na tym tle na początku lat 40. doszło do zerwania długoletniej przyjaźni z Mickiewiczem. Przewlekle chory na gruźlicę kości, często wyjeżdżał do europejskich uzdrowisk. W ostatnich latach życia nosił się z zamiarem wstąpienia do zakonu Zmartwychwstańców i przygotowania się do święceń kapłańskich, ale nie zdecydował się na ten krok z powodu bardzo złego stanu zdrowia. Jego głęboką religijnością podyktowany był wyjazd do Rzymu jesienią 1846 r. Nieoczekiwanie przybrał on jednak dramatyczny obrót: podczas epidemii ospy zaraził się tą chorobą i zmarł tamże 19 IV 1847.

Program i praktyka krytycznoliteracka. W pracach krytycznych Witwickiego dominowały element programotwórczy oraz ogólna refleksja nad kulturą polską XIX w. W dobie przedpowstaniowej deklarował on przywiązanie do romantycznej wizji literatury, choć na ogół prezentował dość kompromisowe stanowisko wobec ówczesnych polemik. W okresie emigracyjnym jednoznacznie oparł swój program krytycznoliteracki na postulatach powrotu do tradycji, wartościach religijnych i narodowych. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie odzwierciedlały przemiany estetyczne i światopoglądowe, jakim podlegała jego twórczość literacka oraz publicystyka.

Rozpoczął swoją aktywność w zakresie krytyki literackiej od jej apologii. W utrzymanym w konwencji klasycystycznej, wierszowanym Żalu za „Gazetą Literacką”, czyli o potrzebie krytyki (1824) zwracał uwagę na pożytki, jakie niesie ze sobą działalność tego rodzaju. Wykazując przywiązanie do klasycystycznego systemu wartości estetycznych (takich jak: gust, wzory, nauka, sztuka, przezorność, prawda, umiarkowanie, dowcip, pilność), podkreślał, że krytyka jest lekarstwem na mierność, próżność i modę, a dzięki temu służy oświeceniu czytelników i pisarzy oraz pozwala utemperować nadmierne ambicje przypadkowych autorów („Walną służbę gustowi niosłaś i nauce; / Niedojrzałych autorów hamując zapędy, / Ogłaszałaś zasługę, wytykała błędy”). W Dialogu otwierającym pierwszy tom swoich Ballad i romansów (1824), mającym formę wierszowanej dyskusji klasyka z romantykiem, Witwicki opowiedział się zdecydowanie za romantycznymi wartościami literackimi. Wystąpił tu z krytyką klasycystycznych zasad, bronił wartości ballady i romantycznej fantastyki, przedkładał talent i geniusz nad sztukę, w wyobraźni oraz ekspresji uczuć upatrywał natury prawdziwej poezji. Autorytetom literackim „szkoły klasycznej” przeciwstawiał nowy kanon romantyczny (Dante, W. Shakespeare, J.W. Goethe, F. Schiller, W. Scott, T. Moore, G.G. Byron, F. Grillparzer, A. Mickiewicz, a ponadto Pieśni Osjana).

W artykule Czy obudzanie uczuć spokojnych i łagodnych ma być jedynym poezji dążeniem („Gazeta Polska” 1827, nr 160–161) podjął polemikę z programem poezji sielskiej Brodzińskiego. Wystąpił tu jako orędownik gwałtownych uczuć i namiętności w literaturze. Wychodząc z założenia, że „poezja jest tworem i tłumaczem serca”, a „wielkość i szlachetność ludzkiego serca mierzy się dzielnością i ogniem jego uczuć”, argumentował, „że iloraka jest natura i stan ludzkiego serca, tylorakim głosem prawdziwa poezja przemawia”, zaś poetycka „mowa będzie świetniejsza, wyższa, doskonalsza, w miarę jak będzie tłumaczem serca wynioślejszego, większego” (tamże). Nie odrzucał jednak prawa poetów do ukazywania nastrojów łagodnych, idyllicznych, zwracał tylko uwagę, że „wybujałe uczucia i wielkie namiętności […] są, owszem, najwłaściwszym żywiołem prawdziwej poezji”. W przedmowie do Edmunda (1829) kontynuował ten wątek, znowu podkreślając ważną rolę, jaką w literaturze odgrywają gwałtowne uczucia i namiętności, czyli entuzjazm i egzaltacja.

W artykule O reputacji autorów za ich życia, kilka uwag przyjaciela literatury ojczystej („Gazeta Polska” 1828, nr 140) stawał w obronie oryginalności artystycznej przeciwko literaturze dworskiej, w której dostrzegał produkt anachronicznej kultury literackiej. Dowodził tu ścisłego związku instytucji życia literackiego z dynamiką kariery konkretnych twórców. Wskazywał, że „reputacja” autorów jest uzależniona od jakości edukacji powszechnej, liczebności inteligencji (tj. „klasy” literatów i uczonych), obfitości czasopism kulturalnych oraz poziomu organizacji rynku księgarskiego, wedle zasady: im bogatsze życie kulturalne, tym sprawiedliwszy osąd publiczności i tym bardziej zasłużona sława autorska. Krytyk zauważał jednocześnie, że ówczesne realia życia literackiego na ziemiach polskich nie spełniały tych kryteriów. Jego zdaniem anachroniczny, elitarny, scentralizowany wokół stołecznych ośrodków obieg dóbr kultury promował opinie amatorskie, przypadkowe, będące pochodną salonowej „reputacji” danego autora. Rezultatem tej praktyki była popularność literatury „dworskiej”, która nie wpływała na świadomość zbiorową i nie służyła dobru powszechnemu, lecz modzie, zwłaszcza zagranicznej.

W Liście podającym sposób na zgodę („Gazeta Polska” 1829, nr 113) dystansował się od zbyt gwałtownego przebiegu polemik wokół klasyczności i romantyczności, a dla ich zażegnania proponował osobliwą metodę „rozbrojenia walczących”. Miała nim być przewrotnie pomyślana „reforma przezwisk”. Jej podstawę stanowiła propozycja zmiany sposobu rozumienia tego, co klasyczne, i tego, co romantyczne. Witwicki przekonywał: „[…] aby zostać literatem wzorowym, to jest klasykiem, trzeba umieć wiele języków, trzeba znać literatury wszystkich ukształconych narodów starożytnych i nowożytnych, trzeba oddawać słuszność wszystkim pisarzom obdarzonym talentem i uposażonym nauką, trzeba nade wszystko być wyższym nad przesądy, nad miłość własną i zgłębić dostatecznie sztukę lub naukę, w której sądzić kto zamierza. A że to wszystko czynią i zachowują, a przynajmniej o to się starają tak nazwani romantycy, ich przeto, nie kogo innego, nazwać wypada klasykami, to jest literatami wzorowymi” (tamże). Zarazem Witwicki proponował odebrać tytuł „klasyków” tym, którym dotąd przysługiwał, i nazywać ich raczej „Francuzami XVII wieku” (tamże). Mniemani klasycy, „pogardzając wszystkim, czego nie ocenili albo nie poznali, chcieliby w rodzaj ludzki, jak w małe dziecko, wmówić, że cała wzorowość, to jest klasyczność, zamknęła się tylko we Francji i tylko w pałacu Ludwika XIV” (tamże). W ten sposób do grupy pisarzy romantycznych włączył nie tylko Mickiewicza, Odyńca, Zaleskiego i Korzeniowskiego, ale również Maksymiliana i Aleksandra Fredrów, Kazimierza Brodzińskiego, Jana Pawła Woronicza i Juliana Ursyna Niemcewicza. Tak zdefiniowawszy popularne wówczas pojęcia, Witwicki okazał się ponownie zwolennikiem przemian literackich i romantycznej koncepcji poezji.

Romantyczną wizję sztuki najpełniej przedstawił w dialogu O poezji i jej krytykach („Melitele” 1830). Charakteryzował poetę jako „człowieka wielkich myśli i uczuć, duszy wielkiej”, rozwijał romantyczną teorię geniuszu, natchnienia i imaginacji, w sztuce poszukiwał głębi sensu, „uczuć namiętnych, gwałtownych”, przeciwstawiał prawdziwą poezję – wierszopisarstwu (tamże). W przedmowach do Poezji biblijnych (1830) oraz Piosnek sielskich (1830) formułował natomiast zręby programu literatury narodowej, głosząc zarazem pochwałę poezji religijnej. W artykułach tych i przedmowach przeważał element programotwórczy. Temperament ściśle recenzencki ujawnił natomiast w obszernym Rozbiorze książki mającej tytuł: „Próby dramatyczne przez Józefa Korzeniowskiego”… („Gazeta Polska” 1829, nr 70–72), gdzie poddawał szczegółowej krytyce dramaty Korzeniowskiego. Wykorzystując ciągle żywą konwencję „rozbioru” dzieła, przedstawiał ogólne uwagi o pisarskiej profesji w Polsce, omawiał kształt wiersza, jego tradycje w poezji europejskiej i polskiej, analizował gatunek recenzowanych utworów (przy okazji formułując ciekawe propozycje terminologiczne: dramat Klara nazwał „sceną liryczną”, tragedię Aniela określił zaś jako „tragedię familijną” – ten drugi termin traktował jako odpowiednik francuskiego tragédie bourgeoise oraz niemieckiego bürgerliches Trauerspiel), prezentował kreacje protagonistów dramatów Korzeniowskiego, odnosił się do wybranych, szczególnie pięknych jego zdaniem scen, zwracał uwagę na ich „wyraz” i „uczucie”, a także estetykę wypowiedzi językowej, ukazywał logikę fabuły oraz kompozycję utworów („układ scen”). Całość wieńczył uwagami pochwalnymi pod adresem autora.

Koncepcja literatury narodowej. Wypowiedzi krytycznoliterackie Witwickiego sprzed powstania listopadowego są również świadectwem stopniowego krystalizowania się koncepcji narodowego charakteru literatury. W Dialogu opowiadał się za taką wizją twórczości, która przynosiłaby korzyść narodowej wspólnocie, ale nie zrezygnowałaby z międzynarodowych kontaktów oraz inspiracji. W artykule Czy obudzanie uczuć spokojnych formułował pojednawczą refleksję, wedle której „nie będąc narodowym, można wszelako być poetą prawdziwym i wielkim”. W rozprawie O reputacji autorów za ich życia po raz kolejny powracał do tego wątku, by sformułować postulat autonomii wobec obcych wpływów: „Wyzwalając się z despotycznej i zarozumiałej szkoły jednego narodu, nie zapisujmy się jak niedołęgi w niewolę drugiemu”. Dialog O poezji i jej krytykach kończył z kolei apelem wprost skierowanym już przeciwko cudzoziemszczyźnie: „Własną głową myśląc i własnym sercem czując, nie dajcie się wyłącznie niańczyć pisarzom żadnego kraju i niech miłość ojczyzny siły wasze rozwija i chęci pokrzepia”.

Wieczory pielgrzyma. Wątek narodowego charakteru literatury jeszcze nabrał mocy i wyrazistości po powstaniu listopadowym, stając się wówczas dominującym motywem publicystyki i krytyki literackiej Witwickiego. Krytyk rozwinął utylitarną wizję literatury jako formy wychowania religijnego, moralnego i patriotycznego. Swój nowy program przedstawił w Wieczorach pielgrzyma (t. 1–2, 1837–1842). W otwierającej zbiór rozprawie O języku narodowym i o francuszczyźnie, a najsamprzód o narodowości definiował „narodowość” jako „głębokie, powszechne uczucie ludu przywiązanego do swej ojczyzny: do rzeczy ojczystych, narodowych”. Stojąc na stanowisku, że „ten tylko naród zachowuje narodowość, który ma w poszanowaniu wiarę, obyczaje, zwyczaje i język narodowy”, Witwicki odniósł się do wszystkich wymienionych przez siebie warunków zachowania narodowości. Zwrócił też uwagę, że podstawowym zagrożeniem dla polskiego patriotyzmu była wówczas – rozpowszechniona wśród klas wyższych – fascynacja kulturą francuską, co jego zdaniem miało fatalny wpływ zarówno na rodzime obyczaje, jak i na literaturę.

W artykule O duchu poetyckim polskiego narodu, o dawnej Polsce i jej poetach ustnych rozwinął ideę „poetyczności” dziejów Polski oraz „ducha poetyckiego” polskiego narodu. Dostrzegał te cechy w węzłowych momentach rodzimej historii, w szczególnym przywiązaniu wybitnych rodaków do wartości religijnych, w ich gotowości do poświęcenia i cierpienia za ojczyznę, w podniosłym tonie literatury dawnej. Zwracał jednocześnie uwagę, że życiu codziennemu polskiej szlachty nieodłącznie towarzyszyła poezja – przejawiała się ona w formie ustnych opowieści, zwłaszcza w postaci gawędy szlacheckiej – pełnej specyficznej, szlacheckiej fantazji i osobliwego poczucia humoru (pochwałę gawędy szlacheckiej zawarł również w przedmowie do pierwszego wydania Pamiątek Soplicy H. Rzewuskiego, 1839). Witwicki piętnował więc takie utwory, w których owa podniosłość została wyparta albo przez humor i lekki ton, albo przez obce wpływy. W tym duchu pisał krytycznie nawet o Panu Tadeuszu. Twierdził, że w dziele tym „dawna Polska jest pokazana […] z szarego końca i w taratatce folwarcznej, zaściankowej; wreszcie jest upstrzona i rozrabiana cudzoziemczyzną […]. Stąd w niektórych miejscach Pana Tadeusza to, co miało być spokojnym malowidłem, zostało humorystycznym przedrzyźnianiem; co miało być historycznym obrazem, zostało zwyczajną, acz pełną żywości satyrą”. Do utworu Mickiewicza powracał zresztą wielokrotnie, wyrażając się o nim z uznaniem pomieszanym z niechęcią. Owszem, doceniał jego wartość, ale nie zaakceptował jego humorystycznej, zbyt swobodnej – jak utrzymywał – narracji ani tym bardziej nadmiernego akcentowania tego, co prowincjonalne. W artykule O prowincjalizmie między Polakami komentował z oburzeniem pierwsze słowa inwokacji: „Nie mógłże to Mickiewicz zawołać: Polsko! ojczyzno moja? Takim wyłącznym opasywaniem się litewszczyzną grzeszy dwojako: nasamprzód, że mimo chęci i wiedzy zasiewa wśród braci kąkol prowincjalizmu; po wtóre, że swoim przykładem wciąga do tegoż młodszych pisarzy. Tym sposobem biedna Polska nie wyjdzie nigdy z rozbiorów”. Niezależnie od uwag krytycznych Witwicki składał również poruszający hołd talentowi Mickiewicza i jego dziełu, a o inwokacji pisał tak: „Jest to, zdaniem moim, jeden z najpiękniejszych kawałków polskiego wierszopistwa. Nie można było domowego, wiejskiego poematu zacząć w szczęśliwszym natchnieniu, z większą słodyczą, prostotą i wdzięczniejszą farbą” (tamże).

Istotny wymiar krytycznoliteracki ma rozprawa Co u nas działo się w literaturze, a mianowicie w poezji przez ciąg ostatnich lat kilkudziesięciu. Witwicki kreślił w niej sugestywny obraz dziejów literatury polskiej od czasu wstąpienia na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego aż do wybuchu powstania listopadowego. Zdaniem krytyka postawa króla sprzyjała propagowaniu w kulturze polskiej obcych wzorców, przede wszystkim francuskich. W efekcie literatura za czasów stanisławowskich miała charakter nienarodowy i „nie miała w sobie nic szczerego”. Dopiero ostatnie lata przed powstaniem listopadowym, znaczone działalnością takich pisarzy i ludzi kultury, jak Niemcewicz, Józef Ossoliński czy Jan Śniadecki, a także grupy młodych twórców kojarzonych z romantycznością, przyniosły nadzieję na umocnienie się narodowych tendencji w kulturze. Mimo że zdaniem autora twórczość polskich romantyków również nie była wolna od skazy naśladownictwa, to przecież dzięki nim poezja polska powoli odzyskiwała własny, narodowy głos. Argumentację przedstawioną w rozprawie Witwicki wieńczył płomiennym wezwaniem: „Oby Polska, domierzywszy kresu swych nieszczęść, dostała ku nowej, wielkiej, a najpewniejszej chwale, bogobojnych i narodowych pisarzy: potężnych obojgiem uczuć, w których jedynie mieszka życie i zacność pojedynczych ludzi i całych narodów: miłości Boga i miłości ojczyzny! O ile te dwa uczucia objawiły się razem w nowej literaturze, o tyle jest w niej prawda, piękność i nadzieja” (tamże).

Istotny wątek dla zrozumienia wizji literatury Witwickiego przynosi rozprawa O kazaniach Piotra Skargi. Stanowi ona żarliwą pochwałę piśmiennictwa staropolskiego. O twórczości kaznodziejskiej Piotra Skargi Witwicki wyrażał się z najwyższym uznaniem: „[…] tak jak on nikt w Polszcze nigdy nie pisał” (tamże). Dopowiadał również, że zwrot ku twórczości pisarzy dawnych pozwoli na odnowienie stylu współczesnej literatury polskiej oraz przywróci jej właściwy, religijny i patriotyczny charakter: „Rozszerzać między ziomkami znajomość pisarzy zygmuntowskich jest to osadzać umysł narodu na gruncie najżyźniejszym, karmić go czystym chlebem rodzinnym, spełniać czyn mądrego obywatela. A przedrukować i upowszechnić dzieło dawne, takiej wartości jak Skargi, znaczy dziś więcej może niż napisać kilka ksiąg nowych” (tamże).

W rozprawie O pisaniu pamiętników podkreślał z kolei kulturotwórczą wartość literatury dokumentu osobistego. Zwracał uwagę, że polskie piśmiennictwo tego rodzaju nie obfituje w ważne dzieła – dzieje się to ze szkodą zarówno dla znajomości historii ojczystej, jak i dla literatury. Zastrzegał, że pamiętniki pisane w języku łacińskim jedynie częściowo można zakwalifikować do rodzimego dziedzictwa umysłowego, albowiem „w piśmiennictwie to tylko prawdziwie należy do narodowej własności, co napisane w języku krajowym” (tamże). Ważne postulaty formułował w rozprawie Kilka rad dla młodszych literatów. Potwierdzał w niej swoje przekonanie, że tylko zainteresowanie krajem stanowi miernik prawdziwej zasługi literackiej. „Narodowość” jest właśnie tym, co najpełniej odróżnia pisarzy od siebie. Witwicki nie odmawiał zupełnej wartości poszukiwaniu inspiracji w literaturze zagranicznej, ale stanowczo radził: „Nabierajmy znajomości innych narodów, lecz przede wszystkim i nade wszystko uczmy się Polski” (tamże).

W refleksji krytycznej Witwicki nie ominął również problemów przekładu literackiego. W rozprawie O tłumaczeniach ostro wystąpił przeciw „manii tłumaczeń”, rozpowszechnionej w literaturze polskiej XVIII w. oraz pierwszych dekad XIX w. Przekonywał, że tłumią one twórczość oryginalną i myśl rodzimą, a nawet „psują język”. Zastrzegał jednak, że jego krytyczne uwagi stosują się zwłaszcza do utworów drugorzędnych, a nie do arcydzieł, których przekłady – zdaniem krytyka – zawsze wzbogacają narodową kulturę. Ubolewał jednak nad tym, że uwaga współczesnych mu tłumaczy skupia się głównie na utworach pisanych w języku francuskim, bardzo zaś niewiele wartościowych utworów tłumaczy się z innych języków, mniej w Polsce znanych (np. z hiszpańskiego, niemieckiego czy angielskiego).

W rozprawach wchodzących w skład Wieczorów pielgrzyma konsekwentnie wyrażał uznanie dla tych utworów literackich, które jego zdaniem przechowywały wartości religijne i patriotyczne. Za wzór stawiał zwłaszcza najwybitniejsze dzieła literatury dawnej (M. Reja, J. Kochanowskiego, Ł. Górnickiego, P. Skargi, S. Orzechowskiego, a także gawędę szlachecką), a ponadto niektóre utwory współczesne (Śpiewy historyczne J.U. Niemcewicza, wybrane dzieła A. Mickiewicza).

Do historycznoliterackiej anegdoty przeszły natomiast inne świadectwa działalności krytycznej Witwickiego. Był on uważnym korektorem i krytykiem Pana Tadeusza, którego fragmenty (jeszcze przed publikacją) czytał Mickiewicz na emigracyjnych zebraniach. Witwicki skłaniał autora do podniesienia „tonu” tego utworu (bezskutecznie), sugerował wyeliminowanie dwuznacznych wątków obyczajowych (m.in. proponował zmniejszenie fabularnej roli Telimeny), współuczestniczył ponadto w redakcji niektórych fragmentów arcypoematu (na co Mickiewicz zwrócił uwagę w Objaśnieniach, przyznając, że „niektóre miejsca w pieśni czwartej są pióra Stefana Witwickiego”). Pamiętane i powtarzane w gronie emigracyjnym były również żarty Witwickiego z aktywności twórczej Słowackiego – to właśnie on miał powiedzieć o utworach tego poety, „że jeszcze nie nauczy się na pamięć tytułu dzieła, a tu już nowe wychodzi”.</document>
<document nplp_id="13926" title="Wilkońska Paulina" slug="wilkonska-paulina">Powieściopisarka, tłumaczka, autorka wspomnień. Kryptonimy i pseudonimy: P.; P…a W…a; P.W.; P. Wil.; P. z. L.W.; W.; Paulina; Paulina…; Paulina L.W.; Paulina W.; Paulina z L.W.; Paulina z L. W…; Paulina z L… W…; Paulina z L-W…; Paulina z L-W; Paulina z L. Wil.; Pauline z L.W.; Sieciech (z Sieciechówka).

Informacje biograficzne. Cecylia Paulina Matylda Laucz urodziła się 13 XI 1809 w Swarzędzu k. Poznania jako córka Karola Fryderyka Wilhelma Laucza (Lautscha), dzierżawcy dóbr rządowych swarzędzkich, i Reginy z Zadolskich. Mieszkała w rodzinnym majątku Siekierki. Nauki pobierała na pensji w Poznaniu. Po śmierci ojca poznała Augusta Wilkońskiego h. Odrowąż (skazanego na 12 lat więzienia za udział w powstaniu listopadowym i pojedynek z pruskim oficerem), za którego w 1832 r. wyszła za mąż, i towarzyszyła mu w twierdzy w Głogowie aż do jego ułaskawienia w 1836 r. Małżonkowie wyjechali następnie do Berlina i Drezna, a po uzyskaniu paszportu na pobyt w Królestwie Polskim odwiedzili m.in. Warszawę, po czym w 1837 r. wydzierżawili majątek na prowincji (Garbatkę k. Radomia, potem Tynicę pod Radomiem). W 1840 r. Wilkońscy (być może z powodu kłopotów finansowych) byli zmuszeni przenieść się do Warszawy, gdzie prowadzili działalność literacką. Wilkońska debiutowała w 1841 r. w noworoczniku Pauliny Krakowowej „Pierwiosnek” opowiadaniem Zasłona księżniczki Elizy Radziwiłłówny, podpisując się Paulina z L.W. (jak pisała: „[…] dlatego, ażebym jako mężatka swobodniej piórem wodzić mogła” – Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, 1871), w tym samym roku wydała zbiór Wieś i miasto składający się z częściowo publikowanych wcześniej w prasie powieści i obrazków. Przede wszystkim zaś Wilkońscy byli gospodarzami jednego z liczących się salonów literackich (na ich „wtorkach” bywali m.in. E. Dembowski, J.B. Dziekoński, O. Kolberg, J. Korzeniowski, H. Rzewuski, H. Skimborowicz, W. Wolski, R. Zmorski). W 1850 r. August Wilkoński za działalność polityczną odbywał roczną karę w twierdzy w Zamościu, gdzie towarzyszyła mu żona, po odbyciu kary małżonkowie powrócili do Warszawy, z której niebawem zostali wydaleni. Aby poratować nadwerężone zdrowie Wilkońskiego, w 1851 r. wyjechali na kilkutygodniową kurację do Karlsbadu, która jednak nie przyniosła rezultatów – August Wilkoński zmarł w Siekierkach k. Poznania w 1852 r. Wdowa zamieszkała w Wielkopolsce, do 1868 r. w Siekierkach, później w Poznaniu (choć w 1855 r., między lutym a majem, przebywała w Warszawie), zajmowała się działalnością literacką i kulturalną (np. edycją dzieła zbiorowego Wiązanka literacka, 1853 – przedr. z niewielkimi zmianami jako Snopek literacki w 1857 r. – zawierającego drobne utwory ponad 20 autorów). W tym okresie tworzyła powieści obyczajowe, prowadziła ożywioną wymianę listów z literatami i artystami, m.in. z Józefem Ignacym Kraszewskim, oraz pisała korespondencje dla czasopism i recenzje teatralne, a także tłumaczyła sztuki dla poznańskiego teatru, którego rozwojem była żywo zainteresowana („Scena polska jest niemal jedynym dziś objawem narodowości polskiej w Poznaniu – więc ją podtrzymujmy, gdy służy nam prawo. Obznajmia zaś z piśmiennictwem polskim, kształci język, poucza – i winna na uszlachetnienie obyczajów wpłynąć” – Z Sieciechówka, „Tydzień polityczny, naukowy, literacki i artystyczny” 1870, nr 41). Zmarła 9 VI 1875 w Poznaniu.

W kręgu biografizmu. Dominujący typ wypowiedzi, które w dorobku Wilkońskiej można uznać za krytykę literacką, stanowią obrazki biograficzne. We wczesnej twórczości często przybierają one formę zwięzłego opisu przebiegu życia bohatera i zaakcentowania jego zalet moralnych – tak np. szkic biograficzny na temat „córki ludu”, poetki i improwizatorki Anny Ludwiki z Dürbachów Karsz (zw. Karschin) koncentruje się na kolejach jej losów z podkreśleniem przymiotów bohaterki jako dobrej siostry, oddanej matki i cierpliwej, nieszczęśliwej żony, jedynym zaś konkretnym przykładem twórczości jest przywołany anegdotycznie epigramat, jakim skwitowała roczne wsparcie w wysokości dwóch talarów otrzymane od niechętnego kobietom-literatkom Fryderyka II Pruskiego (Anna Ludwika Karsz, „Zorza” 1844). Wspominając swój artykuł o niemieckim romantyku (August Platen, „Przegląd Naukowy” 1844, nr 28), który wywołał kontrowersje ze strony cenzury, Wilkońska następująco przedstawia swoją koncepcję pracy: „Skreśliłam krótką biografię wieszcza i sprawozdanie z pism jego, przytaczając żywcem [tj. po niemiecku] niektóre ustępy dość draźliwe, jak to na przykład ze studium Das Theater als [ein] Nationalinstitut. O Polenlieder wspomniałam tylko jako o pieśniach pięknych a wzniosłych, przejmujących serce i duszę” (Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, cz. 2). Model uprawianej tu biografii jest bardzo tradycyjny, według wzorca zaproponowanego przez Samuela Johnsona kładzie się nacisk na osobliwości życia pisarza, niekiedy ograniczone do migawkowego ukazania jego szczególnej, wyróżniającej cechy, wybranego epizodu; np. opowieść o E.T.A. Hoffmannie spieszącym z bezinteresowną pomocą młodemu muzykowi na progu samobójstwa, którego zamiary geniusz odgadł, słuchając jego gry, potwierdza niezwykłą wrażliwość artysty, a zarazem jego walory moralne: „Powyższe zdarzenie opowiadał Hoffmann mojemu ojcu, z którym w przyjaznych zostawał stosunkach, twierdząc, iż nie znał wyższej rozkoszy nad pomoc niesioną nieszczęściu” (Z życia Hoffman[n]a, „Przegląd Naukowy” 1842, nr 21). Schemat szkicowej sylwetki twórcy, opartej często na anegdocie, pozostaje niemal taki sam w późniejszych utworach Wilkońskiej: Moich wspomnieniach o życiu towarzyskim w Warszawie (gdzie pojawiają się wizerunki m.in. A. Nakwaskiej, D. Magnuszewskiego, S. Duchińskiej, F.S. Dmochowskiego, A. Bielowskiego, J.B. Dziekońskiego) i Moich wspomnieniach o życiu towarzyskim na prowincji w Kongresówce (np. sylwetka J.F. Królikowskiego). Szkice Wilkońskiej zawierają krótkie przedstawienie bohatera (zawód, wygląd, osobowość), listę najważniejszych pozycji w jego dorobku, konwencjonalną pochwałę, niemal zawsze popartą odwołaniem do opinii publicznej lub niepodważalnego autorytetu. Według własnych słów Wilkońska publikowała też w zbiorze Życiorysy znakomitych ludzi wsławionych w różnych zawodach (1849–1851), jednak są to teksty niepodpisywane.

Wartościowanie literatury. Wzmiankowane powieści czy wiersze innych autorów są określane jako „śliczne”, „piękne”, „wdzięczne”, „znane”, „cenione”, cechuje je „prawda” i „natchnienie”. Akcentowanie prawdziwości, pochwała poezji płynącej z ducha, którą Wilkońska przedkłada nad twórczość wyrozumowaną i opartą na normach, są widoczne w wypowiedzi na temat fascynującego współczesnych przejawu spontanicznej twórczości na przykładzie improwizacji Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy): „W improwizacjach Deotymy przede wszystkim uderza nas dydaktyzm pomięszany z liryzmem. Krytycy warszawscy oburzali się na te studia rymowane, porównywając je do szlacheckiego Alwara. Porównanie to nie jest szczęśliwe, lecz ma jednak cząstkę racji ze sobą. W wielu improwizacjach Deotymy widzimy tylko głęboką wiedzę i umiejętność rządzenia nią dowolnie, wiedzę bez natchnionego polotu właściwego poecie. W innych znowu przeciwnie – obrazy żywe, pełne fantazji unoszącej w chmury i mającej źródło nie w wiedzy, lecz w tkliwej i wrażliwej duszy poetki” (Deotyma, „Sobótka” 1869, nr 22). Wilkońska ceni też walory moralne i patriotyczne, często bardziej niż oryginalność utworu, a w swoich opiniach stara się przede wszystkim doszukiwać stron pozytywnych dzieła („Krytyka jest ocenieniem, nie wyszukiwaniem plam samych, raczej zdaniem sprawy z piękna” – „Gazeta Warszawska” 1851, nr 189).

Ocenie podlega głównie postawa moralna i patriotyczna twórcy-człowieka, co dotyczy zarówno autora minorum gentium Aleksandra Miniszewskiego (Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, cz. 2), jak i „znakomitego autora Soplicy”, Henryka Rzewuskiego. Wartościowanie wypowiedzi krytycznoliterackich jest oparte na podobnych kategoriach etyczno-estetycznych – pochwały jako recenzent doczekał się np. Józef Bogdan Dziekoński („Recenzje jego gruntowne, na poczuciu estetycznym oparte, do najlepszych należały w Warszawie” – tamże).

W działalności i wypowiedziach krytycznych Wilkońskiej można odnaleźć wyraźne cechy biedermeierowskie – skłonność do dydaktyki, apologię „cnót domowych”, wezwania do pracy nad własną postawą moralną, umiarkowanie w poglądach estetycznoliterackich (np. relacjonowana aprobatywnie niechęć do „spaczonego gustu” autorów frenetycznych tragedii opartych na fatalizmie i zbrodni), nastawienie na kontynuację i szacunek dla tradycji. Rzadko pojawiają się wątki metakrytyczne, poświadczające słabo w tym nurcie wykształconą myśl programową i praktykę popularyzowania koncepcji przez noworoczniki i almanachy literackie.</document>
<document nplp_id="13928" title="Wieniarski Antoni" slug="wieniarski-antoni">Prozaik, komediopisarz, publicysta, krytyk literacki, warsawianista. Pseudonimy i kryptonimy: A… [prawdopodobnie]; A.W.; A. Wie…; Ant. Wie…….; Ant… W…….; Ant. Wie.; Ant… Wie…; Ant. Wien.; Autor Obrazków Lubelskich; G.K. [?]; G. Kostrzewa; Gr.K.; Grz. Kostrz.; Grzegorz Kostrzewa; Grzegórz Kostrzewa: Lublinianin; ……ski.; W. [?].

Informacje biograficzne. Urodził się 20 I 1823 w Wierzchowinie k. Krasnegostawu na Lubelszczyźnie jako syn Stanisława, administratora majątku, i Elżbiety z Dziewulskich. Wkrótce po urodzeniu ciężko zachorował, co skutkowało kalectwem (garb, niedowład prawej nogi). Około 1838 r. Wieniarscy przenieśli się do zakupionego majątku Suche Lipie k. Kraśnika, a po jego sprzedaży (w 1845 r.) do Wysokiego i Łęcznej (Lubelszczyzna). W związku ze złym stanem zdrowia odebrał jedynie edukację domową pod kuratelą wuja, Stanisława Dziewulskiego. Pomagał też ojcu w pracach administracyjnych. Od wczesnego dzieciństwa miał czuć „nieprzeparty pociąg do pisania” („Tygodnik Ilustrowany” 1869, nr 76). Zapewne parał się poezją, wspominał, że jako 12-latek ułożył „mową naturalnie wiązaną” modlitwę, którą zachował w swoim archiwum. Od ok. 1844 r. rozpoczął współpracę z warszawską „Gazetą Codzienną” najpierw jako autor korespondencji oraz bardzo wówczas popularnych, bliskich gawędzie szlacheckiej szkiców historycznych, „powiastek” i „obrazków obyczajowych pełnych prostoty” (M. Dubiecki). Ogłosił szkic historyczny Bitwa pod Czerniejowem („Gazeta Codzienna” 1844, nr 290–291) oraz powiastkę historyczną Bronowice („Gazeta Krakowska” 1846, nr 8–10). Ustalenie debiutu prasowego Wieniarskiego nie jest praktycznie możliwe, jego wczesne prace (korespondencje, informacje zamieszczane w różnych rubrykach) ukazywały się zapewne anonimowo bądź były opatrzone „różnego rodzaju znaczkami”. W 1847 r. wydał pierwszą powieść historyczną w nurcie tzw. szkoły ukraińskiej Piotr Konasewicz Sahajdaczy („Gazeta Codzienna” 1847, nr 254–275). W 1848 r. protegowany przez rodzinę Zamoyskich został zatrudniony w kancelarii ordynacji Zamojskiej (jako referent przy plenipotencie, później naczelnik wydziału ekonomicznego kancelarii) i zamieszkał na stałe w Warszawie (rodzinie Zamoyskich poświęcił następnie m.in. szkice: Włodawa i Różanka, „Biblioteka Warszawska” 1860, t. 3; Jędrzej Zamojski, kanclerz wielki koronny, w: Książka zbiorowa, ofiarowana Kazim. Wł. Wójcickiemu, 1862). Obowiązki urzędnika łączył z intensywną pracą dziennikarską i literacką. Od 1848 r. współpracował z „Biblioteką Warszawską”, publikując szkice historyczne oraz liczne obrazki obyczajowe: „miejskie”, „lubelskie”, wreszcie „warszawskie”. Obdarzony wyjątkowym zmysłem obserwacji, stał się nieocenionym kronikarzem życia Warszawy i jej mieszkańców, wprowadzając do obrazków realia, język i folklor miejski. Pisał też do „Dziennika Warszawskiego”, „Gazety Codziennej” i „Gazety Warszawskiej”, „Czytelni Niedzielnej”, „Kuriera Warszawskiego” i „Księgi Świata”. Większość prac przedrukowywał (nierzadko pod zmienionymi tytułami) w tomach wydawanych od 1851 r. W l. 1856–1857 zostały wystawione w Teatrze Rozmaitości w Warszawie (i niemal równocześnie opublikowane) cieszące się dużym powodzeniem jego pierwsze jednoaktówki: Nad Wisłą. Krotochwila w jednym akcie ze śpiewkami (1857), Szwaczka warszawska. Krotochwila ze śpiewami w 1 akcie (1857), Warszawiacy i hreczkosieje. Komedia w trzech aktach ze śpiewkami (1857). W tych i innych sztukach podejmował problematykę obyczajową zróżnicowanych środowisk: chłopów, rzemieślników, drobnomieszczan, także tzw. danderii warszawskiej, propagując tradycyjne cnoty i postawy życiowe. W komediach (podobnie jak w obrazkach obyczajowych) wykorzystywał elementy folkloru wiejskiego i miejskiego, używał chętnie języka mówionego.

Wieniarski był znany z działalności na polu dobroczynności (w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności i Resursie Kupieckiej). Współczucie, jakie okazywał ubogim, kalekom (Inwalidzi rolnictwa, w: Józefa Ungra Kalendarz… na rok przestępny 1860), zwierzętom (Stary pan i stary pies. (Obrazek miejski), „Czytelnia Niedzielna” 1857, nr 1; Krzywda zwierząt. Obrazek tegoczesny, „Kmiotek” 1862, nr 1–2), stanowiło wyraz jego wrażliwości i bezinteresowności. Nie zawsze szczęśliwy w stosunkach z ludźmi, został zapamiętany jako samotny stały bywalec Ogrodu Saskiego. Zmarł 18 V 1869 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Działalność krytyczna i recenzencka. Z dorobku Wieniarskiego trudno wyodrębnić artykuły mogące uchodzić za niekwestionowany przykład twórczości krytycznoliterackiej; najczęściej są to rozproszone uwagi dotyczące literatury (dawnej i bieżącej), które autor wprowadzał do swoich publikacji dziennikarskich o wyraźnie felietonowym charakterze (często niepodpisywanych lub sygnowanych kryptonimami, nierzadko z dużymi partiami cytatów z dzieł literatury polskiej; np. w przypisywanych mu korespondencjach Spod Lublina w „Gazecie Codziennej”). Był zwolennikiem rozwijania literatury krajowej i wspierania autorów rodzimych. W szkicu Tydzień w Warszawie. Ustęp z notat lublinianina (w: Pogadanki: szkice z teraźniejszości i przeszłości, 1854) pisał z czułością o imaginacyjnych historiach, w których pojawiały się postaci szczególnie mu bliskie – Franciszek Karpiński, Józef Korzeniowski. Pośród dzieł wartościowych widział przede wszystkim literaturę bieżącą publikowaną przez związane z nim redakcje, np. Dwór i dworki. Szkic do powieści Leona Kunickiego, Wawrzynę Pauliny Wilkońskiej, Życiorysy znakomitych ludzi wsławionych w różnych zawodach Kazimierza Władysława Wójcickiego, tłumaczenia poezji łacińskiej Władysława Syrokomli, powieści ludowe Józefa Ignacego Kraszewskiego. W szkicu Poeta (tamże) przypomina twórców klasycystycznej i preromantycznej Warszawy (także prowincji) – Ludwika Osińskiego, Franciszka Salezego Dmochowskiego, Augustyna Żdżarskiego, Ludwika Kropińskiego, Kazimierza Brodzińskiego i twórcę nadchodzącej fali – Antoniego Malczewskiego. Na temat literatury obcej pisał z dużą rezerwą: „[…] o tłumaczeniach ani wspominam, szalonej literatury francuskiej nie biorę nigdy do ręki, choć nie raz z pięknych usteczek odbieram za to surowe upomnienie” (tamże). Jako antywzór wymieniał powieść Alexandre’a Dumasa syna Przygody czterech kobiet i jednej papugi (1849).

Pod pseudonimem Grzegorz Kostrzewa (i kryptonimami utworzonymi od tegoż pseudonimu) prowadził na łamach „Gazety Codziennej” przegląd nowości wydawniczych (rodzaj „kroniczki literackiej”). Recenzował tu pochlebnie m.in. powieść Kraszewskiego Ładowa pieczara oraz bardzo krytycznie powieść Adama Amilkara Kosińskiego (do którego często Wieniarskiego porównywano) Czarno i biało – krew hetmańska („Gazeta Codzienna” 1853, nr 100). Wskazywał w „tej całej tak nazwanej powieści” błędy rzeczowe, krytykował sposób prowadzenia fabuły, konstrukcję postaci („figurki bez żadnego życia i jakby zdjęte z tandeckiej półki”; tamże). Na łamach czasopisma „Księga Świata” w l. 1851–1860 zamieszczał dłuższe artykuły, rozprawki poświęcone znaczącym postaciom polskiej literatury i kultury (O. Kopczyńskiemu, F. Karpińskiemu, G. Piramowiczowi, S. Witwickiemu). Mimo że nosiły często podtytuł „wspomnienie”, nie miały charakteru memoratywnego; przeciwnie, były to najbardziej zdyscyplinowane pod względem gatunkowym artykuły krytyka – zwięzłe, podające dane biograficzne bohatera szkicu i bibliografię. Ich celem było przekazywanie wiedzy, a nie osobistych wrażeń i wspomnień. Właściwym podtytułem byłoby słowo „przypomnienie”. Kierując się przesłankami wychowawczymi, krytyk wybierał osoby godne, zasłużone, których życie było wypełnione pracą przynoszącą pożytek społeczny. Propagował tradycyjne cnoty i oczekiwał od wybrańców pomocy świadczonej na rzecz potrzebujących: „Oświecać lud naukami religijnymi i opiekować się nędzą, kalectwem i niedolą” (Grzegorz Piramowicz. Wspomnienie, „Księga Świata” 1855, cz. 1–2). W szkicu biograficznym Wespazjan Kochowski („Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 92) podkreślał wagę „uważnych” wyborów („pomnik w sercach ludu droższy nad sławę”). Nade wszystko cenił prace „zbierackie” i słownikowe, nawet wtedy, gdy nie dotyczyły bezpośrednio polszczyzny. Pisał o Szymonie Okolskim, badaczu heraldyki, i Wojciechu Jaksa-Bobowskim, znawcy Wschodu („Księga Świata” 1852, cz. 1–2), przywoływał również nazwiska Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, Tymona Zaborowskiego, Kazimierza Władysława Wójcickiego. Pozostawał admiratorem literatury romantycznej. W Adamie Mickiewiczu widział „orła swej epoki”. Bliska mu była poezja prosta, płynąca z „wrażliwego serca” (Franciszek Karpiński. Wspomnienie, „Księga Świata” 1855, cz. 1–2). W szkicu omawiającym twórczość Stefana Witwickiego (O życiu i pismach Stefana Witwickiego, „Księga Świata” 1857, cz. 2) zwracał uwagę na ludowość jego Piosenek sielskich: „prześliczne”, „wierne naśladowanie mowy ludu”. Psalmy Witwickiego (Duch proroczy wieszczów pańskich, w: Poezje biblijne) stawiał ponad psalmami Jana Kochanowskiego i Franciszka Karpińskiego. „Piosnki sielskie chwytają nam serce, przed psalmami klęka dusza” (tamże). Zauważał, że w Wieczorach pielgrzyma Witwicki, „karcąc surowo wady narodowe, starał się wlać w czytelników swoich wzniosłe, szlachetne uczucia i zamiłowanie wszystkiego, co własne” (tamże). Ołtarzyk odczytał jako wystąpienie przeciw „bezbożności cudzoziemskiej”, a Towiańszczyznę jako krytykę mesjanizmu „fałszywego proroka” Andrzeja Towiańskiego (tamże). Ze współczesnych Wieniarski wysoko cenił twórczość Władysława Syrokomli. W szkicu recenzującym Wędrówki po moich niegdyś okolicach („Gazeta Codzienna” 1853, nr 295–298) podnosił jego umiłowanie rodzinnych stron, przeciwstawianie się „żądzy uspokojenia tęsknoty za czymś nieokreślonym, niepojętym nawet wyobraźnią” i potrzebie realizacji tej tęsknoty „w Paryżu czy Londynie”, ponadto chwalił „głębokie wniknienie w przeszłość i teraźniejszość”, wszystko, co „rzeczywiste, serdecznie, wiernie narysowane” (tamże). Wieniarski był też szczególnie życzliwy dla literackich dokonań kobiet. Za wzór stawiał młodziutką, „natchnioną wieszczkę” Jadwigę Łuszczewską (Deotymę) (Zgon dziewicy, „Dziennik Warszawski” 1853, nr 289), zachwycając się jej umiejętnością improwizacji; w szkicu Poezja i muzyka („Gazeta Codzienna” 1853, nr 259) pisał: „boski talent”, „w tobie może naszą Safo powitamy”. Temat wybitnych, twórczych kobiet przeciwstawianych młodym powieściopisarzom czy malarzom (tam brak myśli, celu, „mdłe sentymenta”) poruszył także w obrazku Wrażenia z niewielkiej podróży („Gazeta Codzienna” 1854, nr 111–112), bardzo pozytywnie oceniając powieść Józefy Śmigielskiej (Dobieszewskiej) Sukcesje i praca. W notatce Czego teraźniejsi poeci chcą od kobiety? („Kurier Warszawski” 1868, nr 287) nazwał płeć piękną „spółpracowniczk[ą] bytu i szczęścia rodzinnego”. Wymowa felietonu wyraźnie wskazywała na tradycyjne zapatrywania autora w kwestii kobiecej.

Skromność nagrodzona. Wieniarski był skromnym dziennikarzem; nie silił się nigdy na publikacje, które wykraczałyby poza sferę jego umiejętności i zainteresowań. Jego felietony, recenzje, rozprawki (z pominięciem w tej ocenie niezłych utworów stricte literackich) stanowiły przyjemną lekturę. Splatał uwagi o rodzimej literaturze z materią miejsc, w których żył. Miał swój udział w tworzeniu kulturowej tkanki Lublina i Warszawy.</document>
<document nplp_id="13930" title="Wiślicki Adam" slug="wislicki-adam">Dziennikarz, redaktor, wydawca, tłumacz, działacz społeczny i oświatowy. Pseudonimy i kryptonimy: A.A.; A.W.; A.F.W.; Nul; Jakub Wojak; Terminator.

Informacje biograficzne. Józef Adam Michał Wiślicki urodził się 23 XII 1836 w Warszawie przy ul. Ciepłej. Był synem urzędnika i literata Józefa Mikołaja Wiślickiego oraz Michaliny z Jopkiewiczów (vel Jabkiewiczów). Miał czterech starszych braci, potem trzech kolejnych, urodzonych w drugim małżeństwie ojca (matka Adama zmarła w 1839 r.). Po ukończeniu gimnazjum realnego nie podjął studiów, co miało zapewne związek z brakiem uczelni wyższej w Warszawie oraz z jego wyprowadzką z domu w 1854 r. i koniecznością samodzielnego utrzymywania się. Stosunki z drugą żoną ojca, Lucyną z Dowborów, nie układały się dobrze, co przyspieszyło decyzję o jego usamodzielnieniu się. Pierwsze lata po wyprowadzce Adam Wiślicki wspominał jako wyjątkowo trudne, również w powodu „krańcowej nędzy” (uwagi do pamiętnika J.M. Wiślickiego, Pamiętnik z całego mojego życia, rkps Bibl. Publ. m.st. Warszawy, sygn. II. 229). W 1856 r. w wieku 20 lat zadebiutował w „Gazecie Codziennej”, a w następnych latach ze zmienną częstotliwością współpracował z większością gazet i czasopism wydawanych w Warszawie: „Tygodnikiem Ilustrowanym” (gdzie w l. 1861–1866 redagował dział Komunikacja, przemysł i handel), „Księgą Świata”, „Gazetą Warszawską”, „Kroniką Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, „Czytelnią Niedzielną”, „Tygodnikiem Mód”, „Przyjacielem Dzieci”, „Bluszczem”, „Opiekunem Domowym”, „Kłosami”. Nie przyłączył się do powstania styczniowego. Od 1864 r. współpracował z Janem Jaworskim, wydawcą Kalendarza Ilustrowanego. 31 X 1865 poślubił Florentynę Jaworską, córkę Wojciecha, ogrodnika, i Katarzyny z Adamskich. W tym samym roku otrzymał koncesję na wydawanie własnego pisma. W 1866 r. ukazał się pierwszy numer „Przeglądu Tygodniowego Życia Społecznego, Literatury i Sztuk Pięknych”, którego wydawcą i jedynym redaktorem Adam Wiślicki był nieprzerwanie do 1904 r. Przez większość życia zaangażowany w życie publiczne Warszawy, wspierał instytucje filantropijne, działał na rzecz oświaty ludowej, organizował prelekcje i odczyty, był też autorem przystępnych broszur popularyzujących naukę wśród niższych warstw społecznych, spośród których warto wspomnieć Gawędy warsztatowe dla rzemieślników i robotników polskich (cz. 1–2, 1863). W l. 1873–1875 i 1894–1901 był redaktorem Podręcznej encyklopedii powszechnej, w 1893 r. wydał Encyklopedię techniczną.

Zmarł 28 VII 1913 w Warszawie, pozostawiając księgozbiór i archiwum redakcyjne Towarzystwu Biblioteki Publicznej. Został pochowany na cmentarzu Stare Powązki, na jego życzenie nie umieszczono w prasie nekrologów, a pochówek odbył się bez publicznej ceremonii. W 1930 r. umieszczono na grobie płytę z napisem: „Adamowi Wiślickiemu, Redaktorowi »Przeglądu Tygodniowego«, Budownikowi Postępu i Pozytywnej Myśli – Polscy Wolnomyśliciele”.

Działalność. Dla rozwoju literackiej i publicystycznej kariery Adama Wiślickiego istotne znaczenie miały dom rodzinny i atmosfera, w jakiej się wychował. Zainteresowania literaturą i muzyką jego ojciec przekazał dwóm synom – Adamowi i Władysławowi. Władysław Wiślicki (1829–1889) został kompozytorem, pedagogiem i krytykiem muzycznym, Adam – literatem. Józef Mikołaj tak komentował ten wybór: „Adam zupełnie zwichnął swoją karierę, poszedłszy na drogę niewdzięczną – literata, która u nas ani zasłużonej sławy, ani materialnych korzyści dotychczas nie daje” (Pamiętnik z całego mojego życia). Okres 1856–1860 Adam Wiślicki wspomina jako trudny czas torowania sobie drogi do zawodu dziennikarza i literata: „[…] pisma warszawskie zajmowały się wyłącznie polityką zagraniczną, wojną krymską i włoską, a dla poczynającego dziennikarza pracującego nad sprawami krajowymi nie było miejsca” (Uwagi do Pamiętnika z całego mojego życia). Popularyzacja literatury polskiej i zagranicznej w tanich edycjach dla szerokiego kręgu odbiorcy była jednym z najważniejszych zadań, jakie przed sobą stawiał. W l. 1857–1858 opracował i przygotował do druku Klejnoty poezji polskiej wybrane z dzieł najznakomitszych dawnych i nowoczesnych poetów (1857). We wstępie do antologii pisał: „Poezja nasza niebios posłanka nie gardzi słomianą strzechą ubogiej chaty – dla was więc niskie dworki, dla was, prości ludzie serca, niesiemy tę małą wiązankę kwiatów zebranych na niwie swojskiej poezji”. W serii „Wydawnictwa Dzieł Tanich A. Wiślickiego” ukazały się m.in. powieść Mąż Leonory Walerii Marrené-Morzkowskiej oraz dramat Nora Henrika Ibsena. Na łamach „Przeglądu” drukował powieść Małaszka Gabrieli Zapolskiej. Był też miłośnikiem i wydawcą literatury francuskiej (m.in. Dama kameliowa A. Dumasa, Paryż, Rzym, Płodność i inne dzieła É. Zoli).

Pierwsze publikowane przez niego artykuły dotyczyły głównie zagadnień ekonomicznych i gospodarczych. Na łamach „Gazety Warszawskiej” pisał o ekonomii liberalnej w warunkach polskich i oczynszowaniu chłopów (Pogląd na sprawę włościańską ze stanowiska przymusu w wieczystym oczynszowaniu, 1862), w „Czytelni Niedzielnej” publikował przeznaczone dla rzemieślników Gawędy warsztatowe, pod pseudonimem Jakub Wojak popularyzował geografię powszechną w broszurze Narody zamieszkujące ziemię (1862), nakładem „Roczników Gospodarstwa Krajowego” opublikował Krótką geografię Królestwa Polskiego (1863). W l. 1863–1864 współpracował głównie z „Tygodnikiem Ilustrowanym” i „Czytelnią Niedzielną”, ale miał już wtedy zamysł stworzenia własnego pisma, co udało się zrealizować w 1866 r. W l. 1880–1903 Wiślicki wydawał „Dodatek Miesięczny »Przeglądu Tygodniowego«”, w którym umieszczał obszerniejsze rozprawy naukowe, rodzime i zagraniczne utwory literackie (m.in. tłumaczenia H. Ibsena i A. Strindberga) oraz studia poświęcone literaturze i sztuce. Podjął też kilka prób literackich, które nie przyniosły mu uznania. W 1867 r. opublikował na łamach „Przeglądu Tygodniowego” opowiadanie pod tytułem Szczebel do kariery podpisane inicjałami A.A., przypisuje się mu autorstwo niedokończonego romansu Gwiazdy upadłe, który ukazywał się w odcinkach w 1871 r. W 1879 r. Wiślicki wydał trzytomową powieść Przeżyci, którą następnie w latach 80. publikował w odcinkach na łamach „Dodatku Miesięcznego »Przeglądu Tygodniowego«” i wznowił w 1886 r.

„Przegląd Tygodniowy”. Jako redaktor „Przeglądu Tygodniowego” Adam Wiślicki odegrał ważną rolę w formowaniu się programu młodych pozytywistów warszawskich, z których większość debiutowała na łamach jego pisma. O tej roli pisał w Kronikach Bolesław Prus: „Po dwudziestu czterech latach możemy sobie powiedzieć, że stworzenie »Przeglądu Tygodniowego« było w dziedzinie polskiej myśli przewrotem, i to przewrotem zbawiennym” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1890, nr 16). We wstępie do pierwszego numeru „Przeglądu Tygodniowego” Wiślicki stwierdzał: „My nowo przybywający nie posiadamy tych korzystnych warunków, musimy sobie wszystko stwarzać i wywalczać…”, ale zaraz dodawał: „[…] nie chcę krytyki jątrzącej, zaczepnej, ale nauczającą, dodatnią…”, i deklarował, że „pismo nie ma być niczym innym jak tylko kroniką krajową i powszechną” (Otwarcie pisma, „Przegląd Tygodniowy” 1866, nr 1). W pierwszych latach pisywali dla Wiślickiego głównie studenci Szkoły Głównej: Aleksander Świętochowski, Piotr Chmielowski, Józef Kotarbiński, Julian Ochorowicz, Bronisław Rejchman. Wiślicki szybko zaangażował ich do prac translatorskich, dzięki czemu nakładem „Przeglądu” ukazały się m.in. Pomoc własna Samuela Smilesa (1867) czy O ideale w sztuce Hippolyte’a Taine’a (1873). Wiślickiemu udało się również wydać w języku polskim m.in. Charlesa Darwina, Ludwiga Büchnera, Johna Stuarta Milla i Herberta Spencera. Dzięki działalności wydawniczej „Przeglądu” młodzi mieli szansę zapoznać się z najważniejszymi nurtami myśli europejskiej, co wpłynęło na rozwój ich światopoglądu. Redaktor zapowiadał: „Nowe pismo zakładam dlatego, że widzę stanowisko dotąd niezajęte – a jeśli się mylę, jeśli na nim się nie utrzymam, ogół pochowa mnie w niepamięci z równą obojętnością, jak to wszystko, co nie ma zasady bytu, co jest mu niepotrzebne” (Otwarcie pisma). Zasadę użyteczności Wiślicki wcielał w swoją twórczość i działalność niezależnie od tematu – pisał o niej w artykułach o tematyce gospodarczej i społecznej, w sprawozdaniach literackich i dokonywał ocen estetycznych rodzimej poezji.

W pierwszych latach funkcjonowania „Przeglądu” samodzielnie prowadził rubryki Przegląd prasy periodycznej, Z redakcyjnego stołu oraz Tydzień warszawski, pisał też regularnie artykuły i recenzje o tematyce społeczno-ekonomicznej. Współtworzył zespołowy felieton Echa warszawskie, w którym pojawiały się wzmianki dotyczące nowości wydawniczych. Samodzielnie opracowywał Kronikę powszechną krajową i zagraniczną poświęconą kwestiom bieżącym. W pierwszej dekadzie wydawania „Przeglądu Tygodniowego” napisał m.in. artykuły: Niezależność kobiety („Przegląd Tygodniowy” 1866, nr 8–24), Praca i majątek, czyli środki uczciwego wzbogacania się („Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 18–19, 21, 25, 30, 44), Prawda prywatna i prawda publiczna („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 38).

Twórczość krytycznoliteracka. Poza nielicznymi wyjątkami nazwisko Adama Wiślickiego nie pojawia się w dziale sprawozdań literackich, teatralnych i muzycznych – ocenę dzieł powieściowych i poetyckich zlecał innym autorom. We własnych artykułach stawiał pytania o społeczną rolę literatury, a najważniejszym kryterium w ocenie powieści był dla niego sposób, w jaki rzeczywistość przedstawiona w utworze oddaje uwarunkowania społeczne swego czasu. W komentarzach do powieści historycznych odnosił się do wiarygodności świata przedstawionego. W opracowaniach poświęconych krytyce literackiej pozytywizmu jego twórczość pozostaje zapoznana, jedynie wzmiankuje się o artykule Groch na ścianę. Parę słów do całej plejady zapoznanych wieszczów naszych („Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 49; 1868, nr 1), w którym przeprowadził zjadliwą krytykę twórczości „urzędowych poetów” i „rycerzy cierpienia”, zwracając uwagę na niski poziom rodzimej poezji swego czasu, i dopytywał: „Czym jest pieśń bez myśli, uczucie bez jasnego widzenia rzeczy, serce bez stałego i niewzruszonego charakteru?”. Krytyk stawał się nieprzyjacielem poetów, a lektura wierszy publikowanych na łamach prasy była porównywana do „dantejskiej wędrówki po kręgach rymów”. Najważniejszym być może fragmentem Grochu na ścianę jest zwięzła charakterystyka epoki oddająca nastrój młodego pozytywizmu i sytuująca poezję w kręgu wyzwań cywilizacyjnych i celów wychowawczych: „Wiek XIX nie jest wcale wiekiem cierpiących i zachwyconych trubadurów; jego poezję stanowi ciągły postęp, ciągła dążność do zajęcia takiego stanowiska wobec praw przyrody i ludzkości, aby w jak największym zakresie urzeczywistniał dla siebie wszystko, cokolwiek myśl jego podyktuje do wykonania”. Powinnością poety było według Wiślickiego mieć „niepokonaną żądzę […] przeprowadzenia jednej myśli, jednej idei, która by, jak iskra elektryczna, przebiegała fale społeczeństwa i wstrzęsieniem tychże nowe perły wyrzuciła na jego pożytek” (tamże). Artykuł Wiślickiego, który był ważnym głosem w dyskusji o znaczeniu poezji i jej estetycznej konwencji, uchodzi dziś za jeden z najwcześniejszych manifestów pozytywistycznych.

Podsumowanie. Adam Wiślicki jako redaktor „Przeglądu Tygodniowego” odegrał istotną rolę w kształtowaniu myśli młodych pozytywistów, a jego działalność literacka, publicystyczna i wydawnicza oddziaływała na środowisko warszawskie 2. poł. XIX w. Mimo że do końca życia był on utożsamiany ze światopoglądem pozytywistycznym, jako redaktor „Przeglądu Tygodniowego” zapraszał do współpracy autorów o zróżnicowanych poglądach. W kwestii zadań literatury pozostał jednak na stanowisku bliskim utylitarystycznym ideałom z lat 70., czego przejawem były jawny dydaktyzm i próba wiernego obrazowania społeczeństwa w jedynej jego powieści – Przeżyci.</document>
<document nplp_id="13932" title="Wasilewski Edmund" slug="wasilewski-edmund">Poeta, nauczyciel. Kryptonimy: E.W.; W.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 XI 1814 w domu szlacheckim we wsi Rogoźno w Lubelskiem jako syn Kajetana Wasilewskiego h. Drzewiec (zm. 1825) i Tekli Głowińskiej (zm. 1830). Od 1815 r. wychował się i całe późniejsze życie spędził w Krakowie. Tu ukończył trzy klasy w Gimnazjum św. Anny, później przez rok dokształcał się jako tzw. słuchacz nadzwyczajny na wybranych wykładach uniwersyteckich, ale podstawą jego wiedzy o literaturze stały się samokształcenie i kontakt ze środowiskiem literackim oraz spiskującymi rówieśnikami. Początkowo próbował tu pracy w zawodzie bibliotekarza i nauczyciela domowego. Był członkiem Stowarzyszenia Ludu Polskiego. Gościł w salonie literackim Hermana Schugta (zm. 1845), profesora filologii klasycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1843 r. ożenił się z Heleną Schugtówną (ok. 1819–1847), siostrą poetki Anny Terleckiej (1810–1835, pseud. Anna z Krakowa), która miała wpływ na twórczość szwagra. Niebawem objął posadę tzw. kolektanta w loterii, pociągał go jednak cygański styl egzystencji, z którym daremnie zmagał się przez kilka ostatnich lat swego krótkiego życia. W 1844 r. urodził mu się syn Zygmunt Herman Kajetan. Nieraz korzystał z pomocy materialnej przyjaciół doceniających jego uzdolnienia literackie. Należeli do tego grona pisarz Aleksander Szukiewicz oraz poeci Franciszek Żygliński i Gustaw Ehrenberg.

Wasilewski miał wśród współczesnych i potem wśród potomnych zasłużoną opinię poety utalentowanego, który odkrywał patos Krakowa jako skarbnicy narodowych pamiątek. Był autorem poematu Katedra na Wawelu (1841). W cyklu Krakowiaków (1839–1840) uderzał w ton romantycznej ludowości i demokratyzmu (do dwóch z tych utworów S. Moniuszko skomponował muzykę), a w takich wierszach, jak Pieśń żeglarzów (1838) i Hymn orłów (1839), dawał wyraz dążeniom patriotycznym i wolnościowym swojego pokolenia. Długo też trwały w powszechnej pamięci frazy z Krakowiaków (w rodzaju: „Wesoły, szczęśliwy / Krakowiaczek ci ja!”). Do czasu Stanisława Wyspiańskiego żaden poeta nie związał swej twórczości tak ściśle z Krakowem jak on. Zmarł 14 XI 1846. Dwa dni później Wolne Miasto Kraków – jako terytorium o względnej autonomii będące ogniskiem polskiego życia kulturalnego, działalności patriotycznej i kontaktów organizacji spiskowych – utraciło swój status po stłumieniu rewolucji zorganizowanej przez Edwarda Dembowskiego i zostało wcielone do Austrii.

O Kraszewskim i powieści. W jego dorobku pisarskim jedyną, ale zarazem niezwykłą publikacją krytycznoliteracką okazał się artykuł Józef Ignacy Kraszewski („Pamiętnik Naukowy” 1837, t. 3, nr 7). Był on jednym z najwcześniejszych u nas artykułów syntetycznych o autorze jeszcze wówczas mało znanym i zarazem stanowił odosobnioną wypowiedź pochwalną na temat walorów realistycznych gatunku powieściowego, lekceważonego przez naszych romantyków. Publikacja była niecodzienna także i dlatego, że różniła się od pedantyzmu erudycyjnych „rozbiorów” tradycyjnych, a bliska była stylowi krytyki filozofującej (taką u nas przed powstaniem listopadowym zapoczątkował M. Mochnacki), nastawionej na dociekanie „narodowości” dzieła i jego idei oraz na syntetyczne widzenie wartości i znamion oryginalności. Wasilewski docenił nowatorstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego na tle – jak pisał – „ckliwo-sentymentalnej czułości” i manierycznych naśladownictw Waltera Scotta z jego motywami średniowiecznych turniejów rycerskich, karczem i wróżek. Za autentyczną zasługę Kraszewskiego uznał realizację zasady powieści jako „kopii życia ludzkiego” i sytuowanie zawartego w niej obrazu świata w autentycznej rzeczywistości. Nasze pragnienie szczęścia – pisał – „prowadzi ludzi do marzeń; marząc, robią utopię ze świata i ze wszystkiego i poznają dopiero wtedy, że znajdują się na ziemi, gdy im co z świata rzeczywistego […] na nos spadnie. Ażeby ich nawrócić, potrzeba wszystkie barwy ich pięknych marzeń powlec kolorytem rzeczywistości, która w tym razie będzie ironią […]. W Kraszewskiego powieściach wszystko jest tak ludzkie, tak zgodne z naszą ziemią, tak naturalne […], iż niepodobna nie przyznać mu pierwszeństwa przed jego poprzednikami, z których jedni wisieli między ziemią a niebem wymarzonym, a śniąc tylko o ostatnim, nie dotknęli nigdy pierwszej, a drudzy nie próbowali sił swoich, by coś oryginalnego napisać. Kraszewski obrazuje ludzi rzeczywistych; nie wymusza z ich serc innych uczuć prócz tych, które tam natura zaszczepiła; nie tuła się ponad ziemią […]. W powieści trzeba być w pewnym względzie materialistą” (tamże). Przedmiotem uwag szczegółowych Wasilewskiego są tylko cztery wczesne powieści Kraszewskiego: Rok ostatni panowania Zygmunta III (1833), Pan Karol (1833), Kościół Święto-Michalski w Wilnie (1833) i Cztery wesela (1834). Tak więc krytyk wykazał nie lada przenikliwość, bo dostrzegł w tych utworach istotną cechę jeszcze nie w pełni widoczną: w powieściach historycznych, jak i współczesnych skłonność do „ironicznego” widzenia ludzi i zjawisk (w języku Wasilewskiego, podobnie jak w języku Kraszewskiego, znaczyło to: zamiast rozgrzeszającego przemilczania – otwarta nieufność wobec szablonów myślowych), czyli przedstawianie ich bez idealizujących i „pokrzepiających” upiększeń. Akcentował też potrzebę bezstronności, pisząc, że powieści muszą – jak życie – „iść za swoim oryginałem – za duchem wieku. Dlatego to […] mogą być tylko względnie piękne i dobre” (tamże).

Przyznanie Kraszewskiemu miana nowatora za to, że bardziej niż ideały ceni wierność prawdzie, było zdaniem historyków krytyki śmiałym w czasach romantyzmu opowiedzeniem się za jednym z najważniejszych właściwości realizmu, a więc tego kierunku, ku któremu zmierzała powieść polska (podobnie jak i europejska) w 1. poł. XIX w. Dziś należy także docenić wprowadzenie do rozważań nad Kraszewskim kategorii ironii, której zazwyczaj polska krytyka XIX-wieczna nie doceniała.</document>
<document nplp_id="13934" title="Witte Karol" slug="witte-karol">Pedagog, publicysta, wydawca, tłumacz, krytyk literacki i teatralny. Kryptonimy i pseudonimy: K… W…; Kl.; W ; Walenty Spektator; Autor Wielkiej i małej polityki.

Informacje biograficzne. Urodził się 12 I 1813 w gminie Wiskitki k. Żyrardowa (pow. sochaczewski). Jego ojcem był Krzysztof (Christoph) Witte, obywatel pochodzenia niemieckiego, plenipotent dóbr Angeli Szymanowskiej z Królestwa Pruskiego; matką zaś była Joanna z Szymanowskich, córka Angeli i nieżyjącego już Franciszka. Zagadką pozostaje, jak Karol Witte, syn ludzi stosunkowo zamożnych, ale bez aspiracji naukowych, znalazł się w Liceum Krzemienieckim (Krzemieniec. Przygody i wspomnienia studenta pierwszej klasy, 1873). Po przejrzeniu dostępnych dokumentów można postawić ostrożną hipotezę, że Karol Witte był naturalnym synem osoby wysoko postawionej. Wskazuje na to pośrednio rozłam w rodzinie Wittów – matka Joanna z Szymanowskich przeniosła się do Warszawy, gdzie w 1818 r. złożyła wyjaśnienia w Cyrkule I m. Warszawy, że ojcem jej syna Karola, ur. 12 I 1812 [!], jest jej mąż Krzysztof Witte, ekonom, którego od czterech lat nie widziała; dodajmy, że w Wiskitkach znajduje się akt chrztu m.in. Antoniny Petroneli (ur. 1815), córki Krzysztofa Wittego i Joanny z Szymanowskich. Dwa lata później urzędnik Stanu Cywilnego w Warszawie ogłosił rozwód Wittów z powództwa Joanny. W 1851 r. na chrzcinach Kazimierza, syna Karola, byli obecni dostojni goście, m.in. Kazimierz Lubomirski i Anna Korzeniowska, córka Józefa, mentora Wittego z Krzemieńca. Pierwszą żoną Karola była Franciszka Antonina z Karczewskich – matka Zofii Moniki Józefy Marii (ur. 1846), Franciszka Antoniego (ur. 1847), Teresy Józefy (ur. 1847), Kazimierza (ur. 1850). Po jej śmierci ożenił się z Anną, córką Korzeniowskiego, która urodziła dwie córki: Petronelę Marię Józefę (ur. 1862) i Jadwigę, ukochaną wnuczkę Korzeniowskiego, która dożyła wieku dorosłego. Można więc dopełnić ten hipotetyczny obraz: Karol Witte był (prawdopodobnie) synem osoby wysoko urodzonej i młodziutkiej Joanny Szymanowskiej; biologiczny ojciec wysłał syna do Krzemieńca, powierzając opiece Korzeniowskiego (zaczynającego tam pracę), który wywiązał się z tej roli z naddatkiem; Karol został jego zięciem. Jaką datę urodzin przyjmiemy: podaną przez ojca w Wiskitkach (12 I 1813) czy przez matkę w Warszawie (12 I 1812)? Ta pierwsza wydaje się bliższa prawdy, ponieważ odnotowuje ją akt spisany w miejscu zamieszkania z udziałem świadków itd. Trzeba zaznaczyć, że porównanie dokumentów rodzin Wittów, Szymanowskich, Korzeniowskich ujawnia różne nieścisłości.

Karol Witte zajmował się działalnością krytyczną oraz wydawniczą. W l. 1839–1841 redagował autorski noworocznik Pamiętnik sceny warszawskiej, w którym oprócz fragmentów sztuk dramatycznych przedstawiał sprawozdania z działalności teatrów warszawskich, wileńskich i lwowskich za l. 1839–1840, co otworzyło mu drzwi do wielu miejsc opiniotwórczych, w tym salonu Pauliny Wilkońskiej. W 1842 r. wydawał „Gazetę Powszechną” przejętą od Hipolita Skimborowicza, redagując także specjalny tygodniowy dodatek „Pamiętnik Literacki” cieszący się uznaniem czytelników. Niestety względy finansowe pozwoliły na druk tylko 22 numerów czasopisma (ostatni ukazał się 3 VI 1842), podobnie „Gazeta Powszechna” wkrótce przestała wychodzić (ostatni numer dat. 1 X 1842). Witte założył „Dziennik Krajowy” (1 IV–29 IX 1843). Negatywną rolę odegrały naciski tzw. koterii petersburskiej i gazeta przestała się ukazywać. Witte był luźno związany ze środowiskiem cyganerii warszawskiej, należał nawet do tzw. Cechu Głupców z kręgu Augusta Wilkońskiego, gdzie otrzymał miano „ciężko głupiego”, następnie za sprawą Kazimierza Władysława Wójcickiego rozpoczął współpracę z „Biblioteką Warszawską”, na której łamach w l. 1844–1856 (z przerw.) zamieszczał obszerne rozbiory i recenzje; podjął też pracę translatorską (m.in. współtłumaczył popularne powieści A. Dumasa Hrabia de Monte-Christo, 1848; A.L.G. Staël-Holstein Korynna, czyli Włochy, 1853, wyd. 2 – 1857).

Za namową Korzeniowskiego, który martwił się o córkę i wnuczkę (Petronela, jak się zdaje, zmarła w dzieciństwie), Witte zaangażował się w pracę oświatową i pedagogiczną, co miało polepszyć standard życia rodziny. Z podjęciem obowiązków nauczycielskich wiązały się częste wyjazdy i zmiany miejsca zamieszkania. Mimo to współpracował z „Gazetą Warszawską” Antoniego Lesznowskiego, gdzie w l. 1852–1858 ukazywały się (choć z czasem coraz rzadziej) jego sprawozdania teatralne i recenzje utworów powieściowych. Od 1858 r. prowadził założoną przez siebie męską szkołę prywatną, jednak wkrótce z powodów politycznych (związki ze środowiskami patriotycznymi) utracił licencję. Za wstawiennictwem Korzeniowskiego pracował jako nauczyciel w szkołach rządowych, uzyskał nawet na krótko posadę inspektora oświaty w Kielcach; w l. 1862–1863 sprawował funkcję dyrektora gimnazjum w Łomży, pod koniec 1863 r. został przeniesiony do Woroneża, następnie skierowany do pracy w szkole specjalnej w Częstochowie, pracował również w Kielcach i Kaliszu. W latach 60. XIX w. udało mu się wydać rozprawy poświęcone sprawom oświatowo-dydaktycznym: Gawędy pedagogiczne (1865) i Niezasłużony, ale szczęśliwy, czyli Potulne rozmyślania nad dobroczynnym wpływem, jaki teoria Darwina na ogół publiczności już wywarła lub wywrzeć może (1869), a także Obraz bibliograficzno-literacki za r. 1868 (1869). W 1868 r. Witte przeniósł się z rodziną do Galicji, gdzie zabiegał o obywatelstwo austriackie, otrzymane ostatecznie w 1871 r. W Krakowie, z którym związał się w ostatnich latach życia, ogłosił prace: Wielka i mała polityka Galicji (1870–1871) oraz O szkołach początkowych: samouctwo: klasa wstępna (1875). Starał się wówczas o prawo do pracy w charakterze nauczyciela rządowego i funkcję zarządcy, prowadził przez pewien czas z żoną stancję dla uczniów w Krakowie, utrzymywał dobre stosunki z kręgiem profesury Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1873 r. został nadzwyczajnym członkiem Komisji Bibliograficznej i Archeologicznej, a rok później – Komisji Językowej krakowskiej Akademii Umiejętności. Nie tracąc kontaktu z Akademią, w l. 1876–1877 mieszkał w Bębnówce na Podolu, gdzie pomagał w zarządzaniu majątkiem ziemskim byłemu uczniowi Janowi Jodko-Narkiewiczowi. Zmarł nagle 12 lub 14 VII 1878 na dworcu w Krakowie (informacje prasowe są nieprecyzyjne). W kondukcie żałobnym na cmentarz Rakowicki odprowadzili go najbliższa rodzina i członkowie Senatu Akademickiego z Rektorem na czele, ks. kanonik Ignacy Polkowski wygłosił mowę żałobną, byli uczniowie i wychowankowie złożyli zaś na trumnie wieniec „w dowód swej niewygasłej wdzięczności dla mistrza” („Czas” 1878, nr 162).

Działalność krytyczna. Witte chętnie pisał o postaciach literackich, ich gestach i zachowaniach. Raczej ubogo prezentuje się natomiast refleksja nad problematyką narracji lub kompozycji albo języka utworów literackich. Miał także pewne kłopoty z jasnym przedstawieniem przesłania ideowego zwłaszcza obszerniejszych powieści, chyba że są one autorstwa Korzeniowskiego, którego twórczość dramatyczna i prozatorska była przezeń odnotowywana bardzo skrupulatnie. Pisał również o muzycznych aspektach widowisk operowych oraz relacjonował znaczące wydarzenia koncertowe, np. spektakularne występy Ferenca Liszta, koncerty popularnego wiolonczelisty Samuela Kossowskiego, prezentując w tej dziedzinie raczej dziennikarski warsztat i tylko amatorskie znawstwo sztuki muzycznej.

Z czasem na czoło w refleksji krytycznej Wittego wysuwają się powieści Ludwika Sztyrmera, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Józefa Bogdana Dziekońskiego, Aleksandra Tyszyńskiego, Ignacego Chodźki, Włodzimierza Wolskiego i oczywiście Józefa Korzeniowskiego. Z rzadka tylko i bardzo ogólnikowo krytyk omawia poezję, m.in. Karola Brzozowskiego, Juliana Korsaka, Wiktoryna Zielińskiego (nauczyciela języka francuskiego), Józefa Bohdana Zaleskiego. Na tym właśnie polu wpisał się w dzieje historiografii literackiej jako pierwszy entuzjasta twórczości młodego Cypriana Norwida, co „godzien by był obszernej rozprawy, gruntownego zbadania natury swej” (Drobne pisma poetyckie W. Zielińskiego, „Pamiętnik Literacki” 1842, nr 12). Witte dostrzegł szczególną cechę języka poety obracającego się wówczas wraz z bratem Ludwikiem w kręgu cyganerii warszawskiej, zawsze dążącego do precyzji wysłowienia oryginalnej myśli: „[…] w każdym urywku poetycznym Cypriana Norwida tyle jest samoistności, tyle świeżości, tak mało, nic prawie zbędnych wyrazów, a dążenie, duch i swoboda tak odznaczające się i potężne…” (tamże). We wcześniejszym numerze „Pamiętnika Literackiego” (1842, nr 11) opublikował wiersz Norwida Pióro wraz z przychylną notką wprowadzającą.

Poetyka artykułu krytycznoliterackiego. Rozbiory i recenzje Wittego prezentują właściwości typowe dla ówczesnej krytyki. Redaktor zainteresowany jest przeglądami, sprawozdaniami, uwagami o czytającej publiczności, dąży do przybliżenia odbiorcy prac literackich oraz wydarzeń artystycznych, unikając wyraźnie negatywnych ocen (z pewnymi wyjątkami), preferując metodę streszczenia i ogólnej prezentacji. Unika zagadnień teoretycznych oraz związków z estetyką i filozofią; coraz rzadziej pojawiają się terminy preferowane przez romantyzm (narodowość, poezja narodowa). Chętnie natomiast stosuje określenia: „codzienne”, „użyteczne”, „prawdziwe”, „obyczajowe”, „prawdopodobne”, które pośrednio charakteryzują już nowy okres w dziejach literatury krajowej, odwołuje się także do postaw etycznych i „prawości serca”. Ma określone poglądy co do zadań i funkcji krytyki, a jego rozproszone uwagi metakrytyczne, a jeszcze bardziej praktyka pisarska, sytuują się blisko publicystyki Kraszewskiego, którego Studia literackie (1842) znał i cenił, co nie przeszkadzało mu odnosić się z dystansem do niektórych jego powieści. W artykule wstępnym do „Pamiętnika Literackiego” Witte jednoznacznie opowiada się za krytyką subiektywną, impresyjną, opartą na emocjach piszącego, nie wierząc w zapewnienia recenzentów o „bezstronności i sumienności” oraz „prawdzie”, stąd tak jednoznaczne oświadczenie: „[…] uczucia kierować będą zdaniami moimi, a smak własny krytyką” (Prawda, „Pamiętnik Literacki” 1842, nr 1), czemu będzie zresztą wierny w praktyce literackiej. Demaskuje genezę sporów literackich, widząc w nich konteksty polityczne: „[…] krytycy z powołania i pisarze zachodnich prowincji Rosji przyjęli za obowiązek deptać wszystko, co warszawskie, w odwet krytyka warszawska nie chce pojmować zasług pisarzy litewskich” (tamże). To czytelna aluzja do konfrontacyjnego stanowiska „Tygodnika Petersburskiego” zwalczającego „Bibliotekę Warszawską” i „Roczniki Krytyki Literackiej”, a jak się wkrótce okaże, także „Pamiętnik Literacki” i „Dziennik Krajowy”. Krytyk wyraźnie oddziela specyfikę pism periodycznych, gdzie jest miejsce na poważną krytykę – „ścisłe, rozciągłe argumenty, obszerne w sposobie i tonie” – od gazet jednodniowych, których powołaniem jest „stoczyć lekką walkę, odstrzelać się, narobić wrzawy i zostawić pole do bitwy” (Korespondencje literackie, „Dziennik Krajowy” 1843, nr 61).

W rozbiorach odróżnia dawniejsze romanse od współczesnych, nowszych powieści, utwory fantastyczne (mistyczne) oddziela od utworów realistycznych (obyczajowych), dzieła historyczne od dzieł politycznych (współczesnych), osobno traktuje obrazki prozatorskie jako swoiste wprawki do większych całości, unika żargonu filozoficznego czy słownictwa teoretycznego, stara się pisać jasno i zrozumiale dla szerokiej publiczności. Nie stroni od wartościowania, podkreśla, że ocena zwłaszcza w dziełach poważnych (nie romansowych) powinna wyrastać ze zgodności celu i z umiejętności jego przedmiotowego ukazania: „Krytyka, biorąc pod rozbiór swój dzieło wyższe czy celem, czy przedmiotem, winna przede wszystkim dwie rzeczy mieć na względzie: najprzód ocenić, jak autor przedmiot dany wedle pojęcia swego rozwinął i warunkom przez siebie do spełnienia przyjętym zadość uczynił, po wtóre, wykazać, o ile przedmiot dany godnym jest obrobienia i utworzenia zeń dzieła sztuki, stosownie do ducha czasu i warunków tego czasu” („Dzieciątko Jezus”, opowiadanie ks. Hołowińskiego, „Biblioteka Warszawska” 1846, t. 3). Witte opowiada się za aksjologią wyrastającą niejako z wnętrza utworu, z adekwatności treści i formy oraz zasady odpowiedniości (np. tematu i stylu), co warunkuje właściwe zrozumienie przekazu przez odbiorcę. Komplikacje w treści czy finezyjność formalna, niesprzyjające właściwemu odczytaniu tekstu przez czytelnika, są zazwyczaj oceniane pejoratywnie.

Miłośnik powieści i współczesności. Witte stanął po stronie opinii publicznej krytykującej Mieszaniny obyczajowe Jarosza Bejły (H. Rzewuskiego) za głoszony program klerykalny i rusofilski, godzący w postawy patriotyczne oraz demokratyzm. Gustaw Olizar, ukryty pod pseudonimem Filipowicza, ośmieszał szlacheckich bohaterów Mieszanin, na co Witte zareagował jednoznacznie, oceniając dzieło Rzewuskiego: „Wszystko, co złe, zgubne, przewrotne w mieszaninach […], w pomieszaniu napisane…” („Pamiętnik Literacki” 1842, nr 22). W konsekwencji dodatek do „Gazety Powszechnej” przestał wychodzić. Podobnie rzecz miała się z „Dziennikiem Krajowym”. Po opublikowaniu przez Wittego krótkiej, ale zjadliwej recenzji Korespondencji literackich Michała Grabowskiego i dalszego ciągu opinii na temat Mieszanin obyczajowych redagowana przez niego gazeta uległa likwidacji. Witte zdążył jeszcze wydrukować interesujący felieton o debiucie powieściowym Sztyrmera, zwracając uwagę na oryginalną fabułę i „lekarskie” obserwacje zawarte w przygodach Frenofagiusza i Frenolestów („Dziennik Krajowy” 1843, nr 150).

Witte całkowicie podziela pogląd Kraszewskiego na rolę powieści we współczesnym świecie i przyjmuje jako własną jego definicję gatunku: w powieści „odbijają się obyczaje, duch wieku, fizjonomie jego, w niej częstokroć najżywotniejsze zagadnienia sposobem dla wszystkich przystępnymi się rozwiązują” (tamże). Twierdzi też, że powieść współczesna wchłonęła dramat, historiografię, filozofię i moralność oraz „przyswoiła sobie wszystkie formy i rozszerzyła swe ramy na objęcie całego świata” (tamże). Ocena ogólna utworów Kraszewskiego jest pozytywna, recenzent uważnie śledzi realizację założeń wpisanych w tekst, z nich wyprowadza swoje refleksje i ewentualne uwagi krytyczne. Tak samo próbuje analizować Sędziwoja Dziekońskiego, z którym ma jednak pewne problemy, autor bowiem nie określił wyraźnie, „za co czytelnik uważać ma jego książkę: za powieść, romans czy historię Sędziwoja, czy też co właściwiej być by mogło, za kronikę alchemii” („Biblioteka Warszawska” 1845, t. 3). Po dokładnym streszczeniu fabuły i analizie postaci głównego bohatera Witte krytycznie odnosi się do całości dzieła i bohatera o niejasnym statusie ontologicznym: „[…] gdyby był autor wyraźnie utworowi swojemu w samym poczęciu, w samej myśli naznaczył, jaką postacią ma być Sędziwój, ludzką czy fantastyczną, powieść stałaby się w rozwiązaniu ogólnym i szczegółowym charakterystyczną, to jest wyraźnie przedstawiającą z tego świata charaktery lub ze świata duchów, czyli fantazji” (tamże). Pośrednio przy tym ujawnia własne i ogólniejsze preferencje czytelnicze; Sędziwoj wiele szkodzi literaturze, „wprowadziwszy żywioł mistyczności niezgodny z naszym charakterem i dzisiejszą potrzebą” (tamże). Pozytywnie waloryzuje dramy, komedie i powieści obyczajowe traktujące o współczesności, odpowiadające „duchowi czasu”, malujące realne „fizjonomie” uwikłane w kłopoty codzienne. Wszystko, co wychodzi spod pióra mentora i teścia, czyli Korzeniowskiego, jest przedstawiane jako wzorzec literacki. Ceni zwłaszcza realizm tła, prawdopodobieństwo zdarzeń, psychologię postaci, moralne atrybuty bohaterów. To wszystko można znaleźć w powieści Emeryt; utwory „pana Korzeniowskiego cenimy tak wysoko, że sztuka jest u niego widocznie środkiem tylko, a celem rozwijanie życia przez wprowadzenie w ruch istotnych ludzi, pojętych i zgłębionych […] na scenie świata” („Gazeta Warszawska” 1851, nr 101). Tadeusz Bezimienny Korzeniowskiego zyskuje na walorach, gdyż portrety oraz historie w nim zawarte są „do najwyższego stopnia prawdopodobne”, czytelnik zostaje zaś „uwiedziony prostotą opowiadania i wiernością rysów życia społeczeńskiego” („Gazeta Warszawska” 1853, nr 244). Coraz częściej Witte akcentuje również wartości moralne i dydaktyczne w prezentowanych utworach oraz walory czytelnicze omawianych książek. Porównuje Korzeniowskiego z Kraszewskim. I choć ich koncepcje powieściowe są odmienne, to ci właśnie twórcy odgrywają najważniejsze role w literaturze, ukazują bowiem istotne problemy współczesności. Nie można rozwikłać biografii Wittego, a jego upodobania literackie są zgodne z nurtem powieści realistycznej, dla której przełom lat 40. i 50. XIX w. był początkiem triumfalnej drogi.</document>
<document nplp_id="13936" title="Witkiewicz Stanisław" slug="witkiewicz-stanislaw">Artysta malarz, krytyk i teoretyk sztuki, pisarz. Kryptonimy: St.W.; W.; Wi. St.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 V 1851 w Poszawszu na Żmudzi jako ósme z dwanaściorga dzieci Ignacego i Elwiry z Szemiotów h. Łabędź. Dziesięcioletni Stanisław (nazywany w domu Stalutkiem) rozpoczął naukę w gimnazjum w Szawlach i zamieszkał na kwaterze ze starszymi braćmi. Po trzech latach naukę przerwano w wyniku wybuchu powstania styczniowego, w które od początku była zaangażowana rodzina Witkiewiczów. Wychowany w duchu walki o niepodległość i legendy o przodku Janie „Wallenrodzie” Prosperze, Stanisław uczestniczył w powstaniu jako kurier. Za konspiracyjną działalność Ignacego wraz z Elwirą oraz dwójką ich dzieci – Janem i Barbarą – aresztowano i skazano na utratę praw szlacheckich oraz zsyłkę do Syberii Zachodniej. Majątek skonfiskowano, a trzynastoletni wówczas Stanisław udał się z rodzicami i częścią rodzeństwa do Tomska (już w tym czasie Stanisław uczy się rysunku u litografa Flecka). Po czterech latach Stanisław wyrusza do Petersburga, gdzie jego starszy brat Ignacy studiuje prawo – jednocześnie starając się o amnestię dla rodziny. Działania te przynoszą w końcu zamierzony efekt, niestety w drodze z Tomska umiera ojciec. W 1868 r. Stanisław, po krótkim pobycie w kraju, rozpoczyna studia w Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, a następnie w l. 1871–1874 kontynuuje naukę dzięki kontaktom z przedstawicielami Akademii Monachijskiej (zachowała się jego legitymacja, nie widniał on jednak na liście studentów, oficjalnie studiował jedynie przez sześć tygodni, później funkcjonował prawdopodobnie jako wolny słuchacz); poznaje m.in. Aleksandra i Maksymiliana Gierymskich, Józefa Chełmońskiego, Adama Chmielowskiego i Antoniego Piotrowskiego. Początkowo zatrzymuje się u Henryka Siemiradzkiego, z którym łączą go przyjaźń oraz artystyczne zainteresowania. W 1874 r., w efekcie kłopotów ze zdrowiem, tęsknoty za bliskimi i pogłębiającej się depresji, a także wyjazdu z Monachium jego bliskiego przyjaciela Józefa Chełmońskiego, wraca do kraju i przyjeżdża do odziedziczonego przez matkę majątku Urdominy. Następnie wraz z matką oraz dwiema siostrami przenosi się do Warszawy. W l. 1875–1878 jest związany z trzema warszawskimi ośrodkami wolnej sztuki: pracownią malarską w Hotelu Europejskim (Krakowskie Przedmieście), salonem artystycznym Cypriana Godebskiego oraz salonem Heleny Modrzejewskiej. W tym czasie zaprzyjaźnia się z Henrykiem Sienkiewiczem i Bolesławem Prusem, jego pracownię odwiedza również Antoni Sygietyński.

W l. 1878–1882, w związku z nasileniem się objawów gruźlicy (skrofuloza), wyjeżdża do Francji, leczy się w Marienbandzie i Marenie. W 1881 r. wyrusza do Monachium w towarzystwie Jana Owidzkiego, liczy bowiem na sprzedaż kilku obrazów. W 1882 r. wraca do Warszawy. Po sześcioletnim okresie narzeczeństwa bierze ślub z Marią Pietrzkiewiczówną, a 24 II 1885 przychodzi na świat ich syn – Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy).

Lata 1882–1889 to czas intensywnej działalności krytycznej – praca w czasopismach „Wędrowiec” oraz „Kłosy”, publikacja najważniejszych artykułów i opracowań. To także okres pierwszych wyjazdów do Zakopanego (publikacja wspomnień z Tatr Na przełęczy) i narodziny koncepcji „stylu zakopiańskiego”. Współpracuje w tym czasie z Antonim Sygietyńskim i Aleksandrem Gierymskim – m.in. przygotowuje album o braciach Gierymskich, który wydano w 1886 r. (mimo problemów zdrowotnych Aleksandra, który udał się w końcu na leczenie psychiatryczne do Wiednia, i jego niechęci do Witkiewicza).

W 1889 r. cała rodzina, głównie ze względu na stan zdrowia Stanisława (postępującą gruźlicę), przeprowadza się do Zakopanego. Maria daje tam lekcje muzyki, Stanisław rozwija swoją działalność artystyczną. W 1891 r. Witkiewicz wyjeżdża do Berlina na międzynarodową Wystawę Sztuki, następnie odwiedza we Włoszech pracownię Cypriana Godebskiego. Tworzy tatrzańskie krajobrazy, maluje portrety, projektuje wille i kaplice. Publikuje zbiory pism krytycznych: Sztuka i krytyka u nas (wyd. 1 – 1891, wyd. 2 – 1899) i monografie: Juliusz Kossak (1900), Aleksander Gierymski (1903), Jan Matejko (1903). Zaangażowany w rozwój polskiej sztuki i w sprawy społeczne, utrzymuje kontakty towarzyskie z artystami z Krakowa i Zakopanego (J. Malczewski, S. Wyspiański, L. Wyczółkowski, J. Mehoffer), związany jest również z salonem artystycznym, jakim stał się dom Marii Dembowskiej.

W l. 1904–1905 Stanisław Witkiewicz wyjeżdża na kurację do Lovrany. Ogromne wrażenie robią na nim doniesienia o rewolucji 1905 r., które opisał w zaginionym rękopisie Przełom oraz w listach do bliskich. Następnie na trzy lata wraca do Zakopanego, by w 1908 r. znów przenieść się do Lovrany, gdzie przygotowuje wydania zbiorowe swoich dzieł krytycznych, a także szkice społeczno-polityczne Życie, etyka i rewolucja (niestety rękopisów tych prac nie znaleziono). Żyje wówczas w nieformalnym związku z Marią Dembowską. W 1914 r. bardzo boleśnie reaguje na udział syna w wojnie po stronie armii carskiej, siostrę Anielę, która umożliwiła bratankowi wstąpienie do armii, oskarża w listach o zdradę.

Stanisław Witkiewicz zmarł 5 IX 1915 w Lovranie po długiej i wyniszczającej chorobie. Jego ciało do Zakopanego sprowadziła Maria Dembowska, a 15 IX 1915 odbył się pogrzeb. Witkiewicz został pochowany na zabytkowym cmentarzu na Pęksowym Brzyzku.

Kręgi twórczości. Choć dziś jest pamiętany głównie dzięki swoim dziełom malarskim i projektom architektonicznym, w latach młodzieńczych daje się poznać przede wszystkim jako poeta. W napisanym ok. 1875 r. poemacie oddawał biedę i smutek okresu monachijskiego; pracę tę siostra artysty, Maria Witkiewiczówna, opatruje w swoich wspomnieniach tytułem O dobrej śmierci (Wspomnienia o Stanisławie Witkiewiczu, 1936). Jako ilustrator debiutuje rysunkiem podpisanym Tuman („Kłosy” 1874, nr 492). Następnie pojawiają się kolejne, realistyczne ilustracje (Wiosenne drogi, Walka o byt i Wiosna) w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1875 r. Publiczny debiut malarski to wystawiane w warszawskich salonach obrazy realistyczne (Orka, Pastuszek owiec, Polowanie z chartami), które krytyka w 1875 r. oceniła tak jak prace Józefa Chełmońskiego, jako zbyt szorstkie, posępne, pełne technicznych niedostatków. Malarstwo jego autorstwa nie doczekało się wielkiego uznania, ale na uwagę zasługuje artystyczna różnorodność obrazów Witkiewicza. Jak pisała Wanda Nowakowska, był to twórca „uwikłany w sprzeczności epoki o rodowodzie romantycznym, orientacji naturalistycznej i scjentystycznej, noszącej w łonie swoim zalążki modernizmu” (1970). Dziś najbardziej znany jest dzięki stworzeniu „stylu zakopiańskiego”. Zaprojektował wille: Koliba, Dom pod Jedlami, Pepita, Korwinówka i Zofiówka. Był projektantem kaplicy Najświętszego Serca Jezusowego w Jaszczurówce, a także witraży do kaplicy w Jaszczurówce oraz kościoła Świętej Rodziny w Zakopanem. Styl ten opisał w publikacjach Styl zakopiański. Zeszyt I. Pokój jadalny (wyd. 1904) oraz Styl zakopiański. Zeszyt II. Ciesielstwo (wyd. 1910).

Początki działalności krytycznej. Jako krytyka sztuki ówczesna Warszawa poznaje Witkiewicza z artykułu-felietonu List do Redaktora („Opiekun Domowy” 1875, nr 9). Bezlitośnie podsumowuje w nim dokonania malarstwa akademickiego, czasopisma i krytyków lekceważących nowe nurty w sztuce utrudniających publiczności kontakt z pracami młodych nowatorów. Atakuje nie tylko idola ówczesnej krytyki – Aleksandra Wagnera, ale także aktywnych krytyków malarstwa (w tym wymieniając z imienia i nazwiska H. Struvego) oraz warszawskich nauczycieli, którzy nie powinni rościć sobie prawa do kształtowania artystycznych indywidualności: „Szkoła, nauczyciel dają tylko we władanie talentu stronę materialną sztuki, uczą rysować i malować, ale nie wyuczają artyzmu, nie wleją w nikogo ducha talentu samodzielnego” (tamże).

W 1876 r. pod inicjałami St.W. publikuje wstęp do pism krytycznych Myśli o sztuce („Biesiada Literacka” 1876, nr 5), w którym rozważa hipotezę o możliwości istnienia polskiej szkoły malarskiej, ale także analizuje pojęcie „szkoły” i potrzebę definiowania sztuki w tych kategoriach: „Artysta, malarz czy rzeźbiarz, poeta czy muzyk lub architekt nie żyje poza światem, lecz żyje w nim, i w danej epoce podziela myśli, wierzenia i uczucia swego narodu, pomimo to każdy z nich może być o całą skalę geniuszem wyższym od otaczającego społeczeństwa, a nawet może wyprzedzać go tak, że tylko późniejsze pokolenia zrozumieją i oddadzą hołd należny jego wielkiemu duchowi”. Autorstwo wstępu, podawane czasami w wątpliwość przez badaczki i badaczy twórczości Witkiewicza, potwierdza Władysław Maleszewski („Biesiada Literacka” 1898, nr 11).

Kampania „Wędrowca”. W 1883 r. Artur Gruszecki wykupuje czasopismo „Wędrowiec”, w którym Stanisław Witkiewicz zostaje zatrudniony jako kierownik artystyczny. Współpracuje tam m.in. z Antonim Sygietyńskim oraz Adolfem Dygasińskim, chcąc stworzyć czasopismo literacko-artystyczne. Na łamach „Wędrowca” toczono walkę o wolną sztukę oraz odejście zarówno w sztuce, jak i krytyce od historyzmu i akademizmu. Miało to być czasopismo nie tyle opiniotwórcze, ile edukacyjne i anonsujące nowe prądy, kierunki, przedstawiające również tajniki artystycznego warsztatu. Artykuły z cyklu Malarstwo i krytyka u nas („Wędrowiec” 1884, nr 52; 1885, nr 5–9, 12, 16–17) Witkiewicz zebrał w książce Sztuka i krytyka u nas.

Według Witkiewicza krytyka ma stanowić sumienie artysty. Powinna być profesjonalna, obiektywna i otwarta na nowości. Krytyk musi jednak odwoływać się nie tylko do najnowszych zjawisk artystycznych, ale także znać historię sztuki, specyfikę warsztatu, stosować metodę naukową, najlepiej zaś łączyć teorię z praktyką. Witkiewicz opisuje trendy sztuki europejskiej, wspomina monachijskich profesorów, ale prowadzi głównie ostre polemiki: był przeciwnikiem hierarchii tematów, uważał bowiem, że liczy się technika i sposób wykonania, a nie temat dzieła – chodziło jednak przede wszystkim o sprzeciw wobec estetyki idealistycznej oraz dążność do poszerzenia tematyki dzieł, tak by mogły przedstawiać i komentować całą ówczesną rzeczywistość, a nie jedynie krąg zagadnień uznanych za istotne (malarstwo historyczne). Był wyznawcą realizmu (przechodzącego niejednokrotnie w naturalizm), ale nie przekreślał symbolizmu czy impresjonizmu. Chciał, żeby sztuka ukazywała rzeczywistość nieidealizowaną (czemu dał wyraz, przedstawiając realia zakopiańskie – piękno folkloru zderzone z biedą).

Choć ważna jest według niego znajomość historii sztuki, walczy o prawo artystów do bycia traktowanym autonomicznie – niezależnie od formacji pokoleniowej i szkoły estetycznej, z jakiej wyrastają. Jego sprzeciw wywołuje subiektywność: „Krytyk – to sumienie artysty, samowiedza sztuki, wielka, otwarta źrenica prawdy, nie zaprószona żadnym prochem subiektywizmu. Żeby być takim, krytyk musi stać ponad swoim czasem, ponad smakiem współczesnych, ponad kierunkami mającymi największe uznanie chwili i ponad tymi, które, wydawszy pełną ilość dzieł, oznaczonych swoim charakterem, umarły. […] Żadnych smaków, żadnych upodobań. Krytyk tłumaczy naturę artystycznych zjawisk, nie mówiąc wcale, czy mu się podobają lub nie” (Malarstwo i krytyka u nas, „Wędrowiec” 1885, nr 17). Jego wizja krytyki była więc nie tylko wysoce polemiczna wobec ówczesnych standardów (krytyk jako ten, który wyznacza trendy, decydując czasami o przebiegu kariery artysty), ale także utopijna. Wyraża przekonanie, że jedynie ktoś tworzący dzieła może być uczciwym krytykiem.

Jego filozofia sztuki pozostaje w związku z poglądami dotyczącymi społeczeństwa, narodu i roli jednostki. Był spadkobiercą romantycznej wizji samodoskonalenia jednostki, wolności, choć nie w wersji radykalnej (nigdy nie stał się zwolennikiem idei „sztuki dla sztuki”).

Wierzył w heroizm, uważał, że człowiek powinien dążyć do rozwoju intelektualnego i moralnego; miało to stać się podstawą tworzenia silnego (duchem i rozumem) społeczeństwa. Jego poglądy miały znaczenie nie tylko dla sztuk wizualnych, były również podstawą kampanii krytycznoliterackich (o naturalizm, o wolność artysty, o etykę w sztuce i w życiu).

Stanisław Witkiewicz był przede wszystkim miłośnikiem sztuki i stoczył w imię jej wolności niejedną zaciętą batalię. Sposób, w jaki Witkiewicz pisał o roli krytyki, estetyce, prawie do indywidualizmu, był wówczas wyjątkowy. W swoich wypowiedziach znajomość historii sztuki i malarskiego warsztatu dopełniał podstawami psychologii i poszukiwał jednostkowej wrażliwości danego twórcy.</document>
<document nplp_id="13938" title="Wasilewski Zygmunt" slug="wasilewski-zygmunt">Publicysta, ideolog, krytyk, historyk literatury, edytor. Pseudonimy i kryptonimy: Dig; Digmma; Przygodny; W; W.; (W.); (W.G.); W. Głuchowski; X; X.; (X.); (X).; Zg. Was; Z…i; Z…i…; Z-i; (Zi); (Z.W.); Zw; ZW; Z. Was.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 IV 1865 w Siekiernie na Kielecczyźnie jako syn Aleksandra Wasilewskiego (1825–1907) i Marii Ledoux (1828–1905). W 1884 r. ukończył gimnazjum w Kielcach. Studiował prawo na uniwersytecie w Warszawie, a następnie w Petersburgu oraz Kijowie, gdzie w 1888 r. uzyskał dyplom. W l. 1889–1891 pracował jako dziennikarz „Głosu” i „Wisły” oraz kustosz muzeum etnograficznego. Rozwinął wówczas zainteresowania etnografią, które kontynuował w latach 30. XX w., pracując nad nacjonalistyczną koncepcją regionalizmu. W l. 1892–1894 pełnił funkcję bibliotekarza w Muzeum Narodowym Polskim w Rapperswilu. Tamtejsze XIX-wieczne archiwalia zainspirowały go do studiów nad kulturą romantyczną, co zaowocowało szkicami o Adamie Mickiewiczu, Juliuszu Słowackim, Sewerynie Goszczyńskim. Do dziennikarstwa i „Głosu” powrócił w 1895 r. Ze środowiskiem pisma miał kontakt od wstąpienia do organizacji „Zet” w 1887 r., a następnie jako wszechpolak i członek kolejno: Ligi Polskiej, Ligi Narodowej, Związku Ludowo-Narodowego, Stronnictwa Narodowego (z jego rekomendacji wybrany na senatora RP w 1930 r.). Współpraca z działaczami narodowej demokracji (J.L. Popławskim, Z. Balickim, R. Dmowskim, J.K. Potockim, J. Hłaską) wpłynęła na zainteresowania społeczne, postawę polityczną i ideologiczny charakter pisarstwa Wasilewskiego. Występował on jednak nie tyle w roli aktywnego działacza politycznego, ile ideologa propagującego wypracowany przez siebie nacjonalistyczny styl myślenia o literaturze, kulturze i narodzie, łącząc literacki dyskurs z refleksją teoretyka kultury, historyka, filozofa. Po zawieszeniu „Głosu” w 1899 r. pracował w „Gazecie Polskiej”, „Tygodniku Ilustrowanym”, pełnił także funkcję sekretarza w „Kurierze Warszawskim”. Doświadczenie dziennikarskie wykorzystał w redagowaniu sztandarowych pism narodowej demokracji: we Lwowie „Słowa Polskiego” (1902–1915), w Petersburgu „Sprawy Polskiej” (1915–1917), w Kijowie „Przeglądu Polskiego” (1918), w Warszawie „Gazety Warszawskiej” (1918–1925) oraz „Myśli Narodowej” (1925–1939). Był również redaktorem „Pamiętnika Koła Kielczan” (1927–1935). Od początku działalności dziennikarskiej współpracował z ponad 80 innymi czasopismami, m.in. „Kurierem Poznańskim”, „Prosto z Mostu”, „Przeglądem Narodowym”. W pracach krytycznych sięgał do dzieł romantycznych, pozytywistycznych, a przede wszystkim modernistycznych. Wyjątkowe miejsce w swej refleksji wyznaczył Janowi Kasprowiczowi. Pisywał głównie portrety, felietony, pogadanki literackie, polemiki, recenzje, zwłaszcza teatralne (od końca XIX w. do 1939 r.), których wybór ukazał się w tomach Od romantyków do Kasprowicza. Studia i szkice literackie (1907), Poeci i teatr. Spostrzeżenia (1929). W pisarstwie poza kwestiami literackimi interesowały go problemy szeroko rozumianej kultury powiązane z zagadnieniem narodu – jego kondycji, przebudowy i odrodzenia. Narodowość nierozerwalnie wiązał z kulturą, diagnozował jej stan, rozpoznawał zagrożenia, projektował współczesną wizję. Był twórcą literackich i politycznych pism programowych, autorem szkiców varsavianistycznych, edytorem i wydawcą źródeł historycznych oraz autorem prac dotąd nieopublikowanych: zaginionego tomu korespondencji Roman Dmowski – listy do przyjaciela z rozprawą wstępną, nowej wersji książki o Cyprianie Norwidzie (Życiorys 1865–1939 został opublikowany w 2022 r.). W 1935 r. Wasilewski otrzymał nagrodę Akademii Umiejętności za książkę Norwid (1934); w 1938 r. został uhonorowany przez redakcję „Prosto z Mostu” za całokształt twórczości. W 1893 r. ożenił się z Wandą Karłowiczówną (1868–1903); miał z nią syna Tadeusza (1897–1964). W 1915 r. ożenił się z Heleną Joanną z Kozłowskich Godlewską (1870–1938), która po śmierci pierwszej żony opiekowała się jego małym synem. Po powstaniu warszawskim trafił do Krakowa. Ostatecznie zamieszkał w Wiśle, gdzie zmarł 25 X 1948; tam też został pochowany.

Model krytyki literackiej – przemiany. Przywiązanie Wasilewskiego do wartości pozytywistycznych: racjonalnego myślenia, kultu rzeczywistości i nauki zadecydowało o modelu krytyki, którą uprawiał w młodości. Warsztat krytyczny wspierał na propozycjach Hippolyte’a Taine’a oraz mniej ostentacyjnie Émile’a Hennequina, dostosowując ich założenia do własnej wizji literatury. We wczesnych pracach próbował np. w duchu Taine’a ustalić cechy zasadnicze talentu Goszczyńskiego. Przełom antypozytywistyczny nie zmienił jego stanowiska. Słynna teoria „trzech sił pierwiastkowych” (rasy, momentu historycznego i środowiska) nadal stanowiła podstawę jego krytycznej refleksji, choć zgłaszał pewne zastrzeżenia. W 1905 r. na marginesie rozważań o książce Józefa Tretiaka Juliusz Słowacki przyznawał, że idee francuskiego filozofa nie zawsze sprawdzają się w praktyce. Świadomy ograniczeń Taine’owskich koncepcji, korzystał z nich jednak i w dwudziestoleciu: w monografii o Kasprowiczu (1923), także w książce o Norwidzie (1934), a nawet w ostatnich pracach o Stefanie Żeromskim i Adolfie Dygasińskim (1947). Opowiadając się za śledzeniem i objaśnianiem procesu twórczego, odrzucał normatywną, programotwórczą rolę krytyki. W latach 20., akcentując podmiotowość oraz indywidualizm krytyka i nazywając go „mlecznym bratem twórcy literackiego” – stawał się zamiast pozytywistycznego „przewodnika” i „tłumacza” modernistycznym krytykiem-artystą (O zjawisku literackim i krytyce, w: Poeci i teatr. Spostrzeżenia, 1929). Zacierał cechy naukowości na rzecz utożsamienia krytyki ze sztuką; nazywał ją „współpracowniczką” literatury oraz „organem łącznikowym” z historią literatury (tamże). Podważał tym wagę akademickiego podejścia do dzieła literackiego, oddalając się od pozytywistycznego scjentyzmu. Przekonywał, że metoda filologiczna może być jedynie wstępem do badań nad literaturą (pochwałą niezinstytucjonalizowanej humanistyki był szkic o J.G. Pawlikowskim z 1929 r.). Fundamentem krytycznych przekonań Wasilewskiego było twierdzenie w duchu Taine’a, że najważniejszym celem krytyki jest rekonstrukcja psychiki artysty (wyrażanej w dziele osobowości twórczej) oraz odtworzenie źródeł i mechanizmów, które ją ukonstytuowały. Przeświadczenie, że dzieło literackie, nazywane przezeń „materiałem psychologicznym”, powinno być traktowane jako „środek do poznania autora”, wiedza o jego osobowości winna zaś stać się „środkiem do poznania społeczeństwa” – wyznaczało model badań wspartych na metodzie psychologicznej. Wasilewski z psychologii korzystał już we wczesnych pracach (Psychologia pomysłu „Pana Tadeusza”, 1898), odwołując się do popularnego stylu krytyki zakorzenionego w genetyzmie. Nazywał go „metodą bio-psychologiczną” opartą na „sprawdzaniu utworów przez dane biograficzne”, a „życia” – „przez utwory”, przy czym biografię i twórczość traktował jako równoprawne, oświetlające się całości. Nastawienie psychologiczne pojawiło się także w szkicach powstających po 1900 r. Projekt rozumienia i interpretowania literatury z wykorzystaniem psychologii Wasilewski formował w latach 20., traktując metodę psychologiczną jako nowoczesne narzędzie krytyki literackiej. Tworzył koncepcję estopsychologii, wprowadzając do artykułów krytycznych dygresje i glosy objaśniające mechanizmy procesów psychicznych, zarysy planu psychologicznego duszy (modele topografii psychiki), objaśnienia stosowanej terminologii, której braki uzupełniał swobodnymi spekulacjami psychologiczno-filozoficznymi. Propozycje nowych ujęć, opartych na zainteresowaniach aktem twórczym, podświadomością (wprowadzał odbiorcę w sfery nieświadomego, antycypując odkrycia C.G. Junga), wyobraźnią, pamięcią i stworzoną przez siebie kategorią „tęsknoty”, pozwoliły na pogłębienie i modyfikację XIX-wiecznych metod psychologicznych. Tym bardziej że korzystał również z wielu inspiracji, np. z prac Edwarda Abramowskiego nad pamięcią i stanami podświadomości. W szkicach ze Wspomnień o Janie Kasprowiczu i Stefanie Żeromskim (1927) uznał potrzebę wzbogacenia dotąd stosowanej metody psychologicznej przez poznanie intuicyjne i wzruszenie. Jako krytyk rezygnował z aspiracji do naukowości, dostrzegając odrębność humanistyki od przyrodoznawstwa, a przede wszystkim względność naukowego sposobu poznania, zwłaszcza w odkrywaniu praw rządzących duszą.

Polemiki i programy. Publikacje polemiczne w dużej mierze spełniały funkcje wypowiedzi programowych – odsłaniały drogi ewolucji postawy krytycznej oraz zmienność metod stosowanych przez Wasilewskiego. Istotne są dwie z nich: Spór o Słowackiego jako zagadnienie nauki i kultury (1905) oraz O portret poety (1925). Pierwsza jest wypowiedzią w dyskusji, jaka rozgorzała nad dziełem Tretiaka Juliusz Słowacki. Historia ducha poety i jego odbicie w poezji (1904). Konflikt między akademikami a młodą krytyką literacką wywołał stworzony przez Tretiaka portret Słowackiego-człowieka. Traktowano go jako zagrożenie dla wizerunku poety-wieszcza i oskarżano autora o „szarganie narodowej godności”. W obronie poety wystąpili znani historycy literatury: Piotr Chmielowski, Wiktor Hahn, Tadeusz Pini i in. Wasilewski zajął postawę kompromisową. Krytycznie odniósł się do ocen portretu, twierdząc, że są one wynikiem „galicyjskiej choroby obchodowej”. Tretiaka wizerunek Słowackiego traktował jako rodzaj wyzwolenia z wąskich ram ówczesnej recepcji romantyzmu. Pisał: „Praca w swoim rodzaju doskonała. Jeśli chodzi o to, jakim był Słowacki człowiekiem – według kryteriów psychologii ogólnej – to prof. Tretiak przedstawił go jak żywego […]. Mniej już zadowolenia sprawia to, że autor nie zatarł za sobą śladów afektu, który niewątpliwie studiom jego towarzyszył” (Spór o Słowackiego jako zagadnienie nauki i kultury, w: Od romantyków do Kasprowicza, 1907). Wasilewski nie angażował się w spór o detronizację poety jako wieszcza, zwracał natomiast uwagę na siłę oddziaływania tradycji romantycznej, która – niepoddawana krytycznemu oglądowi – nie pozwalała na dystans i nowe spojrzenie. Sprzeciwiając się temu, odwoływał się do nowoczesnych kryteriów estetycznych, według których Słowacki pozostawał wielkim poetą bez względu na to, co o nim jako człowieku napisał Tretiak. Z punktu widzenia krytyka problemem stawały się kwestie metodologiczne: wskazywał na błędy konstrukcyjne portretu poety, przekonywał, że jego formowanie wymaga złożonego podejścia. Sądził nawet, że z materiałem biograficznym Słowackiego „nie poradziłby sobie nawet Taine, gdyby próbował przez wpływ środowiska wyjaśniać koncepcje poetyckie poety” (tamże). Pisał wprost: „[…] umysłowość Słowackiego może zaprzeczyć teorii Taine’a, gdyż jego dzieła nie poddają się biograficzno-psychologicznej metodzie analizy” (tamże). Przypadek autora Króla-Ducha był dla krytyka sygnałem konieczności wypracowania nowej strategii. Pisał o metodologicznym błędzie, który płynie ze zbytniego uproszczenia metody estopsychologicznej: „Na budowaniu samoistnym, bez ciągłej analogii z Mickiewiczem, Słowacki lepiej by wyszedł” (tamże). W latach 20. świadectwem zachodzących przemian w koncepcjach krytycznych Wasilewskiego był szkic O portret poety (1927). Polemizował w nim z Aurelim Drogoszewskim na temat kryteriów naukowości krytyki. Bronił postawy wykraczającej poza model akademicki, proponując elastyczność rozwiązań i otwartość, choć nie odcinał się zasadniczo od strategii stosowanej dawniej. W późnych latach 20. Wasilewski rozszerzał rozumienie krytyki. Nie odrzucał psychologii gwarantującej standardy naukowości, a jednocześnie ostentacyjnie poza nie wykraczał, przypisując krytykowi nowy status. Analizę poezji uznał za sztukę, a wizerunek krytyka-artysty wiązał z rozszerzeniem pola badawczego o wyobraźnię, wzruszenie, intuicję. Zalecał wybór nowych, adekwatnych do przedmiotu badań metod pozwalających odkryć niepowtarzalność dzieła.

Model krytyczny zarysowywany w polemicznych wypowiedziach Wasilewskiego dopełniały pisma programowe. Maria Podraza-Kwiatkowska za młodopolski „manifest ideologiczny” uznała Myśl przebudowy (1912). Wasilewski traktował go jako swoistą odpowiedź na Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego. Widział w tym dramacie zwiastun końca romantycznej epoki i poetycką zapowiedź potrzeby zmiany. Literaturę potraktował jako rodzaj inspiracji dla budowania wizji narodowej przyszłości. Potwierdzając dostrzeżoną w dziele Wyspiańskiego diagnozę, że naród gnębi choroba literackości, kult poetów i grobów, projektował „przebudowę” narodowej świadomości i modelu kultury. Tworzył nowy wizerunek Polaka. Nakazywał ćwiczyć zmysł rzeczywistości, a przede wszystkim wyznaczyć życiu cel-ideał. Podstawą Wasilewskiego wizji przyszłości była idea zespolenia ze sobą duchowości ludowej i warstw oświeconych oraz nowa jakość narodowych obowiązków. Sytuował je poza wyobraźnią bohaterską, choć ujmował w kategoriach walki pojmowanej jednak jako świadome zdążanie do celu – nie „krwią i żelazem”, ale pracą odradzającą w jego przekonaniu siłę i wolę życia. Do idei solidarności narodowej powracał w manifeście politycznym O życiu i katastrofach cywilizacji narodowej. Wstęp do rozważań nad programowymi zagadnieniami doby obecnej (1921).

Kręgi problemowe. Pierwsze prace krytycznoliterackie Wasilewski opierał na dokumentach rapperswilskich, opatrując komentarzem (Mickiewicz i Słowacki jako członkowie Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich, 1893; Stosunki Goszczyńskiego ze Słowackim, 1895; O ton w poezji i w życiu. Z dziejów towianizmu, 1898). Tak powstały wykorzystujące (wówczas rękopiśmienny) Dziennik Sprawy Bożej Goszczyńskiego komentarze publikowane w tomie Od romantyków do Kasprowicza. Wczesne prace zarysowują dwa pola zainteresowań literackich Wasilewskiego – romantyzm i biografię. Rozpoczynał od szkiców o epizodach z życia romantyków, skupiając uwagę – jak pozytywiści – na szczegółach biograficznych. Do pola biograficznego należą również późne książki: Norwid oraz fragmenty Aspazji i Alcybiadesa (1935). Z perspektywą biograficzno-psychologiczną wiązał zainteresowanie genezą tekstu (Psychologia pomysłu „Pana Tadeusza”, 1898; „Poganka” Narcyzy Żmichowskiej, 1935). Formułę biograficzną w duchu pozytywistycznym przekształcał w analizę twórczości skupioną na rekonstrukcji psychologicznego wizerunku artysty z wykorzystaniem kategorii rasy. Przykładem są tu prace o Kasprowiczu, którego krytyk wykreował na wielkiego narodowego poetę – następcę Mickiewicza (np. Liryzm Kasprowicza. Szkic psychologiczny, 1906; Jan Kasprowicz. Zarys wizerunku, [1923]). Wasilewski, podporządkowując model krytyki funkcji wyjaśniającej, poddawał teksty ideologizacji, łączył literaturę z publicystyką, np. w studium Nowy Konrad (1903), gdzie przekładał symboliczny język dramatu na mowę współczesności, pytając: „Jak zagadnienie postawione w Wyzwoleniu wiąże się psychologicznie z obecną chwilą myśli polskiej?”. Szczególne miejsce w dorobku krytycznym Wasilewskiego zajmują studia nad wyobraźnią poetycką Stanisława Wyspiańskiego, Leopolda Staffa, Kazimiery Iłłakowiczówny, będące próbą rozpoznania charakteru wyobraźni poetyckiej. Jerzy Kwiatkowski kojarzył je ze szkołą Gastona Bachelarda. Istotne są również studia z zakresu teorii powieści i jej rozróżnień (Opowieść i poezja, w: O sztuce i człowieku wiecznym, 1910).

Recenzja. Wasilewski stosował metodę porównawczą, konfrontując ze sobą autorów i ich dzieła, próbując syntetycznych, typologicznych ujęć (np. Artyści w negliżu powieściowym. Tadeusz Jaroszyński: „Chimera”, Kazimierz Tetmajer: „Zatracenie”, 1905). Najliczniejszą grupę stanowią recenzje teatralne publikowane w czasopismach. W większości są to standardowe, informacyjno-wyjaśniające recenzje dziennikarskie. Cechuje je dygresyjność stylu, ale też określona strategia. Stałym elementem było streszczenie utworu, które miało nie tylko konwencjonalne funkcje. Proponował określony system wartościowania, przywiązywał wagę do nowości i oryginalności sztuk (S. Przybyszewskiemu wypominał zależność od H. Ibsena, L. Rydlowi od J. Słowackiego) ze znaczącym jednak wyjątkiem – odrzucał sztukę awangardową Stanisława Ignacego Witkiewicza, Zbigniewa i Andrzeja Pronaszków. Oceniając przedstawienie teatralne, skupiał uwagę na walorach literackich utworu. Na pierwszym miejscu stawiał bohatera, cenił przede wszystkim prawdę psychologiczną kreacji oraz zalety moralne. Ostro krytykował literaturę „rozrywkową” (np. utwory S. Kiedrzyńskiego). Proponował tradycyjny model oceny przedstawienia teatralnego. Cenił dobrze poprowadzoną akcję, przemyślaną kompozycję dramatu, wypracowaną formę wiersza, staranny język, lekceważył natomiast punkt widzenia twórcy teatralnego, reżysera i scenografa. W ocenie gry aktorskiej opowiadał się za dawnymi wzorami komediowymi, liryzmem, charakterem (krytyka twórczości K. Wroczyńskiego). Optował za edukacyjną funkcją przedstawienia.

Portret. Za Taine’em preferował wizerunek człowieka „wewnętrznego”, konstruowany z „cech dominujących” osobowości portretowanego. Posługiwał się wyselekcjonowanymi faktami życiorysu, ujmował je statycznie, skupiał uwagę na młodości, która miała wystarczać za pełny obraz (Norwid). Najwcześniej powstały portrety Goszczyńskiego (Narodziny poety romantyka, 1895) i Dygasińskiego (Adolf Dygasiński i jego „Gody życia”, 1902). Znaczna część z tworzonych przez Wasilewskiego portretów miała charakter okolicznościowy, wzbogacany wspomnieniem (Wspomnienia o Janie Kasprowiczu i Stefanie Żeromskim).

Wykorzystywał portret również w celach ideologicznych. W wizerunkach z l. 1915– –1916, skierowanych do polskiej emigracji, przedstawiał Jana Kasprowicza jako obrońcę polskiego ludu, Henryka Sienkiewicza portretował jako artystę konsolidującego naród, Stanisława Witkiewicza jako wyraziciela postępu: „[…] przecierał oczy duszy polskiej, aby umiała widzieć prawdę i dochodzić jej” (Motywy i osobistości, w: Na wschodnim posterunku. Księga pielgrzymstwa 1915–1918, 1919). Wedle zaleceń Taine’a Wasilewski wskazywał dominujący rys osobowości portretowanego. Ów model modyfikował w dwudziestoleciu (Współcześni, 1923). Preferował portret syntetyczny, zbliżony do eseju.

Kultura – wyraz „osobistości narodowej”. Krytyka Wasilewskiego obejmuje wytwory całej kultury. Zajmował się procesami modernizacyjnymi i postępem w kulturze, prasą, edukacją, bibliotekarstwem, kulturą popularną, komunikacją w sztuce, świadomością narodową, koncepcjami regionalizmu, życiem literackim, psychologią jednostki wybitnej, procesem twórczym. Szczególne miejsce w tym polu wyznaczył kulturze narodowej. Twierdził: „Sztuka może być tylko narodowa; musi mieć krew i charakter” (O życiu i katastrofach cywilizacji narodowej. Wstęp do rozważań nad programowymi zagadnieniami doby obecnej, 1921). Wiązało to jego wizję kultury z romantyzmem. Przejmował od Maurycego Mochnackiego przekonanie, że dzięki literaturze naród „rozpoznaje się w jestestwie swoim”, że jest ona najwyższym wyrazem samowiedzy narodowej. Dla potrzeb XX-wiecznego dyskursu nacjonalistycznego anektował romantyzm. Dostrzegał w nim korzenie współczesnej świadomości i wiedzy o narodzie: „Z poezji tej dowiadujemy się, jak głęboki i rozległy jest nasz duch w pokładach przedświadomych, drzemiących jak ocean, pełnych tajemnic” (O sztuce i człowieku wiecznym). Najważniejszą postacią polskiego romantyzmu był dlań Mickiewicz, nazywany „arką przymierza”, twórcą nauki o narodzie, odkrywcą polskiej psychologii narodowej, wynalazcą „nowoczesnej duszy narodu polskiego” (O życiu). Odnajdywał w Mickiewiczowskim projekcie fundament nacjonalistycznego myślenia XX-wiecznego. W jego ujęciu poeta stawał się wzorem-zadaniem dla współczesnej kultury polskiej.

Wizja „przebudowy” duchowości Polaka oraz modelu kultury wymagała nowego projektu, wypracowania wobec romantycznego dziedzictwa postawy krytycznej. Wasilewski nie oskarżał, jak inni, romantyzmu o brak poczucia realizmu. Tę cechę przypisywał „polskiej rasie” – jak twierdził – skłonnej do poetyzowania. Nieumiejętność trzeźwego rozpoznania rzeczywistości wiązał ze słabą narodową jaźnią (Myśl narodowa). W artykule Zatarg rozumu z uczuciem (w: Mickiewicz i Słowacki, 1921), aktualizując problem konfliktu Mickiewicza z Janem Śniadeckim, wypracowywał kompromis oparty na zamyśle stworzenia równowagi między uczuciem a rozumem jako fundamentem światopoglądu narodowego demokraty propagującego nowoczesny wzorzec polskiej kultury. Wielokrotnie powracał problem stosunku współczesnych do romantyzmu. Kompromis – równowaga duchowa – zdaniem krytyka nie został osiągnięty. Dowodziła tego recepcja romantyzmu, także w wydaniu przeciwników politycznych Wasilewskiego. Nazywał ją „pseudoromantyzmem”, mając na uwadze zwłaszcza kult rocznic i grobów.

Krytyka nacjonalistyczna (narodowa). Wasilewski występował w roli „archeologa duszy narodowej”. Swój projekt krytyczny inspirowany przez romantyzm opierał na przekonaniu o możliwości odczytania z dzieła literackiego zarówno historii duchowych przeżyć twórcy, jak i dziejów narodowego ducha. Nazywał tę strategię „archeologią psychologiczną”. Twierdził, że „doskonałe może dawać wskazówki tam, gdzie jednostka ma za sobą nieprzerwany łańcuch pokoleń, które bytowały tysiące lat w tym samym środowisku i jednakim trybem” (Jan Kasprowicz. Zarys wizerunku, 1923). Z twierdzenia, że sztuka jest narodowa, rodziła się koncepcja wartościowania oraz szczególnie pojęta normatywność: rozróżnienie na literaturę narodową – pożądaną i nienarodową – odrzucaną. Poznać osobowość artysty, czyli ustalić, na ile jest on w twórczości niezależny od programów i doktryn, na ile tożsamy z „naturą narodu”, należało właśnie do kompetencji krytyka. Pisarz zakładał, że tylko szczery artysta może być narodowy: „[…] narodowymi są poeci szukający w sobie prawdy, choćby nie wymieniali imienia narodu. Praca w głąb ludzka dokonywana w szczerości ma w sobie treść narodową, a w sztuce narodową staje się także co do formy” (Jan Kasprowicz). Ocena twórczości – według krytyka – zależała również od tego, jak głęboko artysta wnikał w duszę narodu. Dla krytyka-nacjonalisty, rozpoznającego osobowość twórcy, najważniejsza była odpowiedź na pytanie: „czy jest zjawiskiem rodzimym?” (Wspomnienia o Janie Kasprowiczu). Miał ją ustalać przez docieranie do podwalin narodowej rasy. Wasilewski w krytyce posługiwał się podstawową dla myślenia nacjonalistycznego opozycją: swojskie– –obce. Na początku wieku, postulując swojskość sztuki, nie negował wartości wpływów i inspiracji obcych, choć skupiony był na poszukiwaniu swoistości polskiej literatury i kultury (O swojskości w sztuce, 1905). Atmosfera kultu swojszczyzny, przekonanie o potrzebie budowania stylu rodzimego (Myśl przebudowy) nie naruszały ładu opozycji. Zmieniające się warunki historyczne i wynikające z nich procesy modernizacyjne wpłynęły na zmianę stanowiska. Ścieranie się rodzimości z wpływami obcymi Wasilewski zaczął postrzegać jako zagrożenie dla czystości kultury polskiej – konsekwencją stało się zwalczanie obcości (O twórczość narodową, 1925). Dla Wasilewskiego twórczość Brunona Schulza, Bolesława Leśmiana czy Tadeusza Peipera oraz innych pisarzy pochodzenia żydowskiego nie miała indywidualnego oblicza, była projekcją żydowskiej duchowości, która stanowiła zagrożenie dla narodowej tożsamości polskiej kultury. Dlatego eliminował ich z dyskursu krytycznego, tworząc projekt krytyki nacjonalistycznej ufundowanej na redukcjonistycznej wizji literatury.

O stylu, języku i zadaniach krytyki. Dla pisarstwa Wasilewskiego jest charakterystyczna płynność granic nie tylko między artykułami krytycznoliterackimi a historycznoliterackimi, ale także wypowiedziami literackimi i publicystycznymi, dodatkowo wzmacniana przez skłonność krytyka do eseistycznego toku wypowiedzi. Sprzyja zacieraniu granic również fragmentaryczność wywodów, daleko posunięta dygresyjność, swoista refreniczność narracji budowana na nawiązaniach do tych samych wątków i tematów (narodu i rasy). Wasilewski w zapisie nawiązuje do młodopolskiego stylu – metaforyzuje język. Przejawia zwłaszcza upodobanie do porównań, zajmując się typologią pisarzy; eksponuje je szczególnie w narracji skupionej na odkrywaniu różnic (zwłaszcza rasowych). Stosuje również z upodobaniem skonwencjonalizowane porównania, np. narodu czy kultury do „drzewa”, poety do „krateru wulkanu”. Obok porównań organicystycznych posługuje się porównaniami urbanistycznymi. Twórczość Słowackiego wartościująco zestawia z gotycką wieżą (O sztuce). Stosuje też metaforę gmachu symbolizującego ojczyznę-naród; wiąże ją z tematem „budowania”, „murowania” nowoczesnej cywilizacji polskiej. W latach 30. proces „budowania” zastępuje spisek i on wyznacza pole obrazowania. Wasilewski nie zwracał szczególnej uwagi na klarowność wypowiedzi. Z jednej strony można zauważyć pewne przywiązanie do języka Mickiewicza, z drugiej – używanie języka potocznego, często aż nazbyt kolokwialnego. Pisał o „rozczochranym” wierszu Goszczyńskiego, w Myśli przebudowy (1912) radził czytelnikowi: „[…] trzeba się wziąć za łeb, zabrać się do pracy nad sobą”.

Opowiadał się za prymatem poznawczo-wyjaśniającej funkcji krytyki. Objaśniając prawa twórczości, rekonstruując osobowość artysty, odczytując, jaka jest jego prawdziwa „natura duchowa”, odrzucał normatywną, programotwórczą rolę krytyki. Preferując psychologiczną metodę badania tekstu, prymat funkcji wyjaśniającej przedkładał nad funkcję oceniającą. Bronił autonomii sztuki: „[…] pierwszym zadaniem krytyki staje się protestować przeciwko narzucaniu sztuce jakichkolwiek innych zadań prócz artystycznych” (O sztuce i człowieku wiecznym). Kryterium podstawowym oceny literatury była dla niego „prawda artystyczna” (tamże). Traktując krytyka jako „sejsmograf duszy narodowej”, który nie tylko docieka jej istoty, ale notuje zachodzące w niej zmiany (Myśl przebudowy), sugerował, że może być wizjonerem przyszłości. Przypisywał krytyce realizowane na różnych poziomach zadanie wyboru i rozróżniania. W Listach dziennikarza w sprawach kultury narodowej (1908) wskazywał na wagę kryterium estetycznego. Niebagatelną rolę przypisywał wyznaczaniu ostrej granicy między twórcą a literatem, literaturą wysoką a „rozrywkową” (popularną). Funkcję segregacyjną rozszerzał, stosując kryteria ideologiczne przede wszystkim wobec literatury tworzonej przez polskich pisarzy żydowskiego pochodzenia. Jan Prokop nazwał tę strategię „programem eliminacji, wydalania, oczyszczania”. Zadania segregacji i wykluczania dominowały w ostatnim okresie krytycznej działalności krytyka-nacjonalisty-antysemity (Automatyzacja i twórczość, w: Dyskusje, 1925). Wasilewski występował wówczas w roli „strażnika” rodzimości, obrońcy polskiej tożsamości, wreszcie demaskatora (literackiego polityka) ujawniającego zagrożenia rzekomo czyhające ze strony Żydów na polską tożsamość i rodzimą literaturę (M. Urbanowski).

Podsumowanie. Wasilewski uprawiał krytykę, którą Dariusz Skórczewski określił mianem krytyki „wszechogarniającej” ze względu na jej rozległe pole zainteresowań sięgające poza granice dzieła literackiego, estetycznych idei i programów. Formuła, którą proponował, stopniowo przeobrażała się w ideologicznie zabarwioną krytykę współczesności. Zadania, jakie jej wyznaczał, wymagały wsparcia wielu dziedzin: psychologii, socjologii, antropologii, filozofii. Metoda psychologiczna powiązana z Taine’owskim modelem badania literatury formowała jego projekt krytyki często podporządkowanej socjologicznie zorientowanej refleksji nad literaturą. Dzięki wykorzystaniu różnych nurtów i orientacji krytycznych mógł być badaczem dzieła i psychiki twórcy, jego relacji ze środowiskiem, ras psychicznych, świadomości narodowej i jej przeobrażeń. Dominacja kategorii psychologicznych w badaniu dzieła spowodowała natomiast zanik zainteresowania genologią i kwestiami estetycznymi. Korzystając z różnych nurtów i orientacji krytycznych, sięgając do krytyki naukowej i estopsychologii, psychologii głębi, teorii spiskowych, antysemityzmu, Wasilewski tworzył eklektyczny model nacjonalistycznej krytyki literackiej.</document>
<document nplp_id="13940" title="Walewska Cecylia" slug="walewska-cecylia">Pisarka, publicystka, krytyczka literacka i muzyczna, działaczka ruchu emancypacyjnego. Pseudonimy i kryptonimy: C.W.; C.Wal.; cw; w.; Marek Derwid; Selika; Colonna.

Informacje biograficzne. Urodziła się 2 XI 1859 w Noworadomsku (woj. łódzkie) jako córka Wandy z Eggerów (zm. 1911) i Józefata Zaleskiego h. Lubicz (zm. 1880), kasjera kolei warszawsko-wiedeńskiej i głównego ekspedytora stacji towarowej w Warszawie. Miała siostrę Wandę (1862–1917) i czterech braci: Stanisława (1858–1923), profesora chemii, Mariana, architekta, Aleksandra (1865–1911), adwokata, Józefata (1874–1918), lekarza. Przez większość dorosłego życia była związana z Warszawą. Odebrała wykształcenie domowe, uczyła się także na pensji Ludwiki Conradi w Warszawie, a następnie w żeńskim gimnazjum niemieckim (od 1875 r. III Rosyjskie Gimnazjum Żeńskie), które ukończyła z dyplomem nauczycielskim. Zdobyła uprawnienia nauczycielki muzyki w warszawskim Konserwatorium Muzycznym. Dokształcała się na Uniwersytecie Latającym, gdzie zdobywała wiedzę pod kierunkiem Antoniego Ślósarskiego, Karola Dunina, Ludwika Krzywickiego, Adama Mahrburga. W 1884 r. poślubiła pochodzącego ze zubożałej szlachty Stanisława Adama Marka Walewskiego h. Pierzchała (Kolumna) (1853–1927). Od 1905 r. aż do wybuchu Wielkiej Wojny uczęszczała do Towarzystwa Kursów Naukowych jako wolna słuchaczka.

Angażowała się w działalność społeczno-oświatową, literacką i emancypacyjną. Wraz z Izabelą Moszczeńską prowadziła tajną szkołę żeńską (1890–1892) przy ul. Wareckiej 10 w Warszawie. W l. 1895–1912 uczestniczyła w pracach koła tajnego nauczania Cecylii Śniegockiej (prowadziła komisję finansową). W kwietniu 1894 r. została aresztowana za udział w manifestacji upamiętniającej Jana Kilińskiego i osadzona w więzieniu dla kobiet przy ul. Złotej, a następnie skazana na trzyletnie zesłanie do Kurska; po roku – ułaskawiona na mocy amnestii po śmierci Aleksandra III. Działała w różnych organizacjach kobiecych, m.in. w Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit. W wyniku nieporozumień w Związku powołała Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet (1907). Od 1905 r. prowadziła przejętą od Józefy Bojanowskiej Szkołę Niedzielno-Wieczorową dla pracownic oraz zainicjowała Towarzystwo Zawodowego Kształcenia Kobiet.

W l. 1918–1923 pracowała w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej jako referentka do spraw ochrony pracy kobiet. Za pracę społeczną otrzymała w 1925 r. order Odrodzenia Polski IV klasy za wybitne zasługi dla państwa i społeczeństwa. Należała do Klubu Politycznego Kobiet Postępowych, z którego wypisała się w 1930 r. z powodu różnic światopoglądowych i politycznych między członkiniami tej organizacji. Zmarła w kwietniu 1940 r. w warszawskim domu starców pod wezwaniem św. Józefa na Powiślu.

Twórczość publicystyczna i literacka. Od poł. lat 90. XIX w. artykuły, felietony, recenzje, sylwetki (łącznie ok. 700) zamieszczała najczęściej w „Bluszczu” i „Kobiecie Współczesnej”, w czasopismach społeczno-kulturalnych: mieszczańskich, inteligenckich, lewicujących (m.in. w „Tygodniku Ilustrowanym”, „Prawdzie”, „Wędrowcu”, „Nowej Gazecie”) oraz w gazetach codziennych (m.in. w „Kurierze Warszawskim”). Były to przede wszystkim artykuły o tematyce społecznej, emancypacyjnej, krytycznoliterackiej, artystycznej, komemoracyjnej i informacyjnej. Była autorką kilku tomów nowel, m.in. Z paradoksów życia. Studia i obrazki (1891), Flirt, małżeństwo, opinia. Dziesięć kart życia (1914), powieści, np. Bez duszy. Fantazja powieściowa (1901), Moje służby. Dziennik Marcysi poprawiony z rękopisu (1906), Dusze współczesne (1913), trzech niewielkich rozmiarów książek o tematyce misyjnej, a także historycznych ujęć monograficznych ruchu kobiecego w Polsce: Z dziejów krzywdy kobiet (1908), Ruch kobiecy w Polsce (cz. 1–2, 1909), Kobieta polska w nauce (1922) i W walce o równe prawa. Nasze bojownice (1930).

Krytyka literacka. Walewska nie zajmowała się zawodowo recenzowaniem literatury. Jej recenzje należy traktować jako jeden z elementów działalności emancypacyjnej (Kwestia rodziny pod piórem współczesnych, „Nowa Gazeta” 1910, nr 320–321; Z. Nałkowska, jej trzy książki ostatnie. Jej typy kobiece, „Bluszcz” 1925, nr 47–49; Nowa kobieta w powieści naszej współczesnej, „Bluszcz” 1911, nr 25). Artykuły krytycznoliterackie Walewskiej są ważnym głosem popularyzującym w środowisku ruchu kobiecego określoną, dostosowaną do oczekiwań odbiorców literaturę i formą manifestacji własnych przekonań dotyczących szeroko rozumianej kwestii kobiecej.

W swojej praktyce recenzenckiej zajmowała się bieżącą literaturą rodzimą i zagraniczną. Wykazywała zainteresowanie różnorodnymi gatunkami: felietonem, nowelą, dramatem, poezją, opowiadaniem, pamiętnikarstwem, literaturą dla dzieci. Najliczniejszą grupę stanowią recenzje powieści. Na początku XX w. pisarka pozostawała pod wpływem krytyki młodopolskiej (postulaty estetyzmu, wczucia i ekspresji), od tego sposobu budowania wypowiedzi krytycznej odeszła jednak przed I wojną światową. Recenzje „fazy młodopolskiej” charakteryzuje liryzm, kwiecisty styl i patos, recenzje niekiedy zbliżają się stylistycznie do omawianych utworów. Autorka trzyma się zasady minimum terminologicznego, chociaż w jej przypadku ograniczenia w zakresie używanych pojęć mogą wynikać z braków wykształcenia. Język recenzji jest – zgodnie z tradycją modernistyczną – silnie zmetaforyzowany, nieprecyzyjny, emfatyczny, miejscami osobliwy i pełen niedomówień. Wypowiedzi są nasycone nieoczekiwanymi metaforami, takimi jak „kałuże brudnych klątw”, „zasadzka orgii sabbatu”, „czujna straż przemyśleń”. Jako nieodłączny składnik tej poetyki pojawiają się „słowa-sygnały”, hiperbole, ekspresywna intonacja i retoryczna przesada: „Wali na ziemię przemoc szatańskich pokus, każe wić się, tarzać w bólu, gryźć palce do krwi; wyrzuca z piersi głos chrapliwy, obcy” ([rec.] M. Krzymuska, „Stygmat”, „Bluszcz” 1907, nr 48); „nie widzą go, zapatrzeni we własnych mar głębie, a wszyscy łamią się, szarpią, gną w kalwarii udręczeń, w klątwie niedoścignionych celów, w urągowisku zatraconych dróg” ([rec.] A. Ożyński, „Na tym brzegu”, „Bluszcz” 1911, nr 11). W obu fazach twórczości krytycznej struktura dzieła literackiego jest zmarginalizowana, a kompozycja wypowiedzi krytycznej niejednolita. Możemy spotkać się zarówno z gruntownym, rozbudowanym streszczaniem fabuły (niekiedy w formie cytatów), jak i z wymijającym, bardzo krótkim wprowadzeniem w problematykę dzieła.

Po Wielkiej Wojnie na pierwszy plan wypowiedzi krytycznoliterackich wysuwa się stanowisko uwzględniające utylitarny wymiar literatury. Walewska najwięcej uwagi poświęcała wątkom kobiecym w literaturze (emancypacji, macierzyństwu, miłości). Pozostając w tym czasie aktywną działaczką ruchu kobiecego, wybierała do analizy utwory odpowiadające jej poglądom formułowanym w „Bluszczu” i „Kobiecie Współczesnej” oraz z jej własną wizją kobiety wyemancypowanej, wykształconej, patriotki i społecznicy. W swoich recenzjach ustosunkowuje się do występujących w literaturze form dyskryminacji kobiet, dokonuje rewizji tradycyjnych postaw obu płci i utrwalonych stereotypów.

Nie tylko ruch kobiecy. Nie oznacza to jednak, że Walewska obiektem swoich recenzji czyni wyłącznie twórczość kobiet. Interesowało ją to, co miało wartość dla ruchu emancypacyjnego, np. zbiór felietonów Daniela Zglińskiego (właśc. Daniela Freudensona), w omówieniu podjęła próbę określenia wpływu Nowej Kobiety na etykę przyszłości. Zauważała, że Zgliński otwarcie popiera emancypację i dostrzega wartość społeczną tam, gdzie inni jej nie widzą: „Złagodzi, »usercowi« rozum kobieta nowa, bo reforma warunków jej życia to niewątpliwie jedna z najpotężniejszych transformacji uświęconych szeregiem stuleci wadliwych praw, jakie dokonywują się w oczach naszych” ([rec.] D. Zgliński, „Impertynencje i paradoksy. Studia”, „Bluszcz” 1915, nr 13). Kobieta, „niezepsuta dotąd walką o byt”, prześcignie mężczyznę wszędzie tam, gdzie „obok umysłowej trzeba moralnej siły”, podkreśla Walewska, i snuje przypuszczenia, że doprowadzi to do powstania nowego gatunku „istot o niezwykłej mocy etycznej, której ród męski dotychczas nie posiadał” (tamże). Tezę o przewadze etycznej kobiet nad mężczyznami pisarka stawia również w recenzji książki Aurelii Wyleżyńskiej Maria Leszczyńska na dworze wersalskim. Nie podziela poglądu autorki, która uważa żonę króla Francji za „bierną i lękliwą”, „zasklepioną w ciasnym kole samonakazów” (Na marginesie dziejów „Męczennicy na tronie”, „Bluszcz” 1924, nr 39). Postrzega Marię Leszczyńską zgoła inaczej. Konsekwentnie podkreśla, że „cicho, delikatnie, tam gdzie się dało, zwalczała zło czasu”, że przetrwała „uderzenia losu” i zawsze obierała „proste drogi prawdy i zasad niezłomnych” (tamże). Biografia Leszczyńskiej jest dla Walewskiej symbolem przyzwoitości i tak ważnej dla niej cnoty, jaką jest ofiarność. Podobnie twierdzi w polemice z Ignacym Orskim, że kobieta uzupełnia pracę mężczyzn na wszystkich polach, a przede wszystkim wyrównuje „sprawę ustrojów, urządzeń, braków i potrzeb oświatowo-wychowawczych, sprawę norm i obwarowań etycznych”, a także wykazuje zrozumienie „wszelkiej krzywdy uciemiężenia, przez uporczywą, zachłanną, hardą w sile wyzwania walkę z niesprawiedliwością” (Czy nie w głąb sumienia?…, „Bluszcz” 1914, nr 21).

Literacką realizację wzoru kobiety Walewska znajduje w jednej z bohaterek książki Ferdynanda Ossendowskiego Pięć minut po dwunastej – uosobienie patriotyzmu, męstwa i zrozumienia chwili. „[P]atrzmy tylko na Manon – kobietę, jeden z tych ideałów, które tak bujnie opanowały twórczość Ossendowskiego”, pisarz „wzniósł je na piedestał takiej bezkompromisowej prawości sumienia, czystości uczuć, siły, odwagi, czynów ofiarnych, pełnych poświęcenia, gorących porywów patriotyzmu i kultu obowiązku” ([rec.] F.A. Ossendowski, „Pięć minut po dwunastej”, „Kobieta Współczesna” 1930, nr 34). Stale podejmowanymi przez Walewską tematami są rewizja dawnych zwyczajów, relacja między płciami, rozważania o możliwości odnalezienia szczęścia w małżeństwie, podwójna moralność (Ptak niebieski… Z powodu naszej ankiety o małżeństwie, „Tygodnik Mód i Powieści” 1912, nr 4).

W działalności krytycznej towarzyszy Walewskiej wyraźna intencja moralna i dydaktyczna. Krytyczka przyjmuje rolę przewodniczki. Podzielała przekonanie pozytywistów, że krytyka powinna służyć całemu społeczeństwu – nie określonej koterii towarzyskiej (Nasi pseudokrytycy, „Prawda” 1893, nr 31).

Wypowiedzi metakrytyczne. Walewska rzadko wypowiadała się na temat zadań i celów krytyki. W jednym z nielicznych artykułów metakrytycznych odnosiła się do cyklu Cezarego Jellenty Zbawcy literatury (1893), podzielając jego zdanie na temat negatywnego wpływu, „jaki wywierają na literaturę naszą krytycy, tolerując rzeczy banalne, zamulające piśmiennictwo, obniżające stopień umysłowy społeczeństwa” (tamże). Walewska odrzuca „rzeczy […] szablonowe, przeciętne, doprowadzające do zera poczucie smaku estetycznego, zacierające barwę poglądów i przekonań, pogrążające całokształt myśli społecznej w jednolitym szarym kolorycie, na tle którego nikną kontury wszystkiego, co jaskrawsze” (tamże). Pisarka jawi się tu jako obrończyni sztuki wysokiej, wartościowej i rodzimej, rozpatrując zagadnienia umasowienia kultury i sztuki w ostatnich dekadach XIX w. i kosmopolityzmu polskiej literatury i sztuki.

Krytyka artystyczna. W dorobku Walewskiej znajduje się ok. 40 artykułów drukowanych w takich czasopismach, jak „Prawda”, „Kurier Niedzielny”, „Tygodnik Ilustrowany” czy „Wędrowiec”, które można uznać za krytykę artystyczną. Są to głównie recenzje muzyczne, ale też artykuły o tematyce teatralnej i malarskiej (Nina Aleksandrowicz i Helena Kwiatkowska, „Bluszcz” 1924, nr 10). W artykule Nasza muzykalność („Kurier Niedzielny” 1897, nr 3) zawarła program „umuzykalnienia” stolicy i wyrobienia estetycznego publiczności warszawskiej. Była zdania, że muzykę należy badać w podobny sposób, w jaki zgłębia się malarstwo, architekturę, rzeźbę (tamże), i nieprzychylnie wypowiadała się na temat innych warszawskich krytyków muzycznych. W jednym z artykułów zarzucała im brak krytycyzmu w sprawozdaniach i recenzjach oraz rażącą stronniczość w ocenie znanych im osobiście muzyków, wskutek czego „obałamucona publiczność, zamiast kształcić smak swój estetyczny, zatraca go powoli” (Jak się u nas piszą oceny muzyczne, „Prawda” 1893, nr 21). Jej zdaniem poziom merytoryczny tych recenzji pozostawiał wiele do życzenia, ponieważ większość z nich „robi wrażenie zlepka wyrazów, powyciąganych ze słowników muzycznych, niekiedy stanowiących mieszaninę niemożliwych bzdurstw i niedorzeczności” (tamże). Stołecznym krytykom zarzucała ponadto sztuczne tworzenie gwiazd (Z estrady i ze sceny, tamże, nr 44), oszukiwanie publiczności przez „przedstawianie […] drugorzędnych talentów obcokrajowców jako pierwszorzędnych” (Z estrady, „Prawda” 1894, nr 5).

Choć najmniejszy udział w dorobku pisarskim Walewskiej ma publicystyka artystyczna, to wydaje się krzywdzące uznanie pisarki za „dyżurną” propagatorkę sztuki uprawianej przez kobiety. Walewska stosunkowo często bohaterkami swoich wypowiedzi czyniła kobiety – śpiewaczki, instrumentalistki czy kompozytorki (Półrocze muzyczne, „Wędrowiec” 1896, nr 47). Nie zmienia to tego, że publicystyka artystyczna Walewskiej ujawnia duży potencjał krytyczny. Artykuły na tematy muzyczne są odważniejsze i wyrazistsze w sądach niż jej recenzje krytycznoliterackie, co tłumaczy zarówno wykształcenie, jak i pasja muzyczna pisarki. Wypowiedzi te nie pełnią jedynie funkcji informacyjnej (Oratorium ks. Perosiego w Warszawie, „Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 13; Potrzeba halli koncertowej, „Prawda” 1894, nr 12) czy dydaktycznej (Muzyka jako środek leczniczy, „Tygodnik Mód i Powieści” 1903, nr 36). Podjęte tematy autorka analizuje szczegółowo, ze znajomością rzeczy, posługując się profesjonalną terminologią; nie waha się podjąć polemiki z poprzednikami, formułuje zdecydowane opinie i oceny („Otello” Verdiego, „Prawda” 1893, nr 41; Z estrady i ze sceny, tamże, nr 44).

Walewska była recenzentką, jak by powiedział Bolesław Prus, „średnich biegów życia”. Odpowiadało to jej talentowi, skromności i celom podjętej praktyki pisarskiej.</document>
<document nplp_id="13943" title="Ujejski Kornel" slug="ujejski-kornel">Poeta, publicysta, autor prób dramatycznych, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Jeremi; K.U.; K… z P…; Kornel U.; Kornel z Pawłowa.

Informacje biograficzne. Urodził się 12 IX 1823 w Beremianach (pow. czortkowski na Podolu) w rodzinie szlacheckiej jako syn Erazma (1791–1862) i Ludwiki z Wolańskich (1800– –1867). W l. 1832–1833, po wcześniejszej nauce w domu, rozpoczął edukację u bazylianów w Buczaczu w ostatnich klasach szkoły normalnej. W 1839 r. zaczął naukę w szkole realnej we Lwowie, gdzie mieszkał początkowo na stancji, a potem razem z rodzicami. Następnie uczył się prywatnie. We Lwowie zawarł trwałe znajomości m.in. z Leszkiem Dunin Borkowskim, Augustem Bielowskim, Wincentym Polem, Karolem Szajnochą. Bywał w salonie Adama Kłodzińskiego, dyrektora Ossolineum, gdzie w 1845 r. entuzjastycznie przyjęto odczytany przez poetę Maraton. W 1844 r. debiutował w „Dzienniku Mód Paryskich”. Latem 1844 r. odbył ważną podróż formacyjną do Warszawy, odwiedzając po drodze m.in. Lublin, Puławy i grób Jana Kochanowskiego w Zwoleniu. Pod koniec 1845 r. osiadł w Lubszy. Stamtąd obserwował wypadki rabacji galicyjskiej. W tym czasie brał udział w pracach konspiracyjnych, w których pozostał aktywny w późniejszych latach (zwłaszcza przed powstaniem styczniowym, zaś po jego upadku – działał prężnie w galicyjskim ruchu demokratycznym). W sierpniu 1847 r. wyjechał z Lubszy do Paryża, gdzie przebywał prawie rok. W stolicy Francji poznał środowisko emigracyjne: Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina, Józefa Bohdana Zaleskiego, a zwłaszcza Juliusza Słowackiego (miał mu podsunąć pomysł zakończenia Anhellego, napisał odpowiedź na wiersz Słowackiego Do Autora „Skarg Jeremiego” – pt. Do Autora „Kordiana”). W tym czasie wziął udział w paryskich wydarzeniach Wiosny Ludów, m.in. w rewolucji lutowej obalającej monarchię Ludwika Filipa. Do tych wydarzeń wracał później, m.in. w wierszach, autobiografii, korespondencji. Po powrocie do kraju osiadł w Lubszy. Pod koniec 1849 r. ożenił się z Henryką z Komorowskich (1824–1879), z którą miał troje dzieci: Kordiana (1850–1898), Romana (1856–1935) oraz córkę Lilię, która zmarła w dzieciństwie. Małżeństwo nie było szczęśliwe. Według poety żona była zbyt praktyczną osobą, on sam – nie potrafił zapewnić rodzinie stabilności finansowej, traktując dzierżawy jako uciążliwy obowiązek. Dzierżawił Pawłów (od 1850 r.), następnie Podlipce (1854), po wypowiedzeniu tej ostatniej dzierżawy, w maju 1857 r., wraz z synem Kordianem przebywał u Pawlikowskich w Medyce, żona zaś z synem Romanem mieszkała w Żentycy. Latem 1858 r. objął dzierżawę w Zubrzy i osiadł tam z rodziną (gospodarował tam do 1880 r.). Jesienią 1858 r. poznał żonę lwowskiego księgarza Karola Wilda – Leonię, zwaną przez niego „Panią Jasną”; była to wielka miłość poety rozgrywająca się w aurze skandalu towarzyskiego. Do rozpadu małżeństwa z Henryką – w 1869 r. – mniej, później bardziej jawnie, trwał ów związek znaczony pobytami kochanków we Włoszech (w 1871 i 1878 r.), 19 XII 1878 Leonia umarła w Merano na gruźlicę. Z Zubrzy poeta kilkakrotnie wyjeżdżał za granicę, do Brukseli (1859; gdzie umieścił syna Romana w szkole z internatem; 1871), Rapperswilu w Szwajcarii (1868), nad morze w Nordeney (1881). Zaktywizował się w środowiskach niepodległościowych kilka lat przed wybuchem powstania styczniowego: zagrożony nadzorem władz udał się jesienią 1860 r. na kilka miesięcy do Jass. W powstaniu styczniowym udziału nie wziął, choć należał do tajnej organizacji wolnościowej. Oskarżony przez władze austriackie po wydaniu w 1862 r. tomiku Dla Moskali, został skazany po głośnym procesie we Lwowie na osiem dni aresztu lub 40 złr kary. Po upadku powstania kontynuował prace konspiracyjno-wolnościowe: zwłaszcza w l. 1867–1868 czy w poł. lipca 1877 r., biorąc udział w zjeździe komórek konspiracyjnych z Galicji i Poznańskiego w Wiedniu. Jesienią 1877 r. zdobywa mandat poselski do Rady Państwa w Wiedniu. Złożył mandat na przełomie 1878/1879 r., zrażony działalnością poselską. W październiku 1877 r. poeta został oskarżony przez magistrat miasta Lwowa o niewywiązywanie się z umowy dzierżawnej i po dwustronnych działaniach na wniosek Ujejskiego Rada Miejska rozwiązała z nim umowę dzierżawną bez skutków finansowych. Kilka lat po zdaniu Zubrzy poeta przebywał u najstarszego syna w Tomaszowicach, potem u brata w Strzeliskach i wreszcie w listopadzie 1883 r. osiadł u syna Romana w Pawłowie. Będzie tam przebywał do śmierci, z przerwami na kilka krótkich pobytów w Wygnance Górnej, Beremianach, Czortkowie. W 1893 r. we Lwowie odbyły się uroczystości jubileuszu siedemdziesięciolecia urodzin poety. Na przełomie 1893/1894 r. pogarsza się stan zdrowia Ujejskiego. Ostatnie lata spędza nad rozpamiętywaniem miłości do Leonii Wildowej, bolejąc nad upadkiem romantycznych ideałów wolnościowych i godząc się z nieuchronnością śmierci. Umiera 19 IX 1897 w Pawłowie i tam zostaje pochowany na cmentarzu (obok grobu żony).

Listy spod Lwowa. Przed powstaniem styczniowym Ujejski drukuje głośne Listy spod Lwowa („Dziennik Literacki” 1860, nr 34–48 z przerw.), ogłoszone też w postaci książkowej (Listy spod Lwowa. Pierwsze trzy głosy, 1860). Jakkolwiek na wydanie książkowe składają się „trzy głosy” (O „Albumie Wileńskim”, O grobach Sieniawskich w Brzeżanach, O Januszu i panu Wincentym Polu), to najważniejszym – i najobszerniejszym – wystąpieniem jest niewątpliwie słynny pamflet wymierzony w Wincentego Pola, a właściwie w część jego twórczości będącej – zdaniem Ujejskiego – wyrazem zwątpienia autora Pieśni Janusza w wysokie posłannictwo poety-kapłana narodowej wspólnoty prowadzonej przez niego ku wolności. Wywód przybrał kształt oskarżycielskiej mowy poety-prokuratora przeciwko wybitnemu twórcy, który sprzeniewierzył się swemu powołaniu. Zarzuty kierowane przeciwko „człowiekowi publicznemu” pojawiły się w szczególnym momencie historycznym: końcu epoki wieszczów i konieczności podtrzymania ich testamentu w czasach osłabienia ducha narodowego – tu zadanie do wykonania mają „wieszcze czynu” (Listy spod Lwowa), czyli twórcy świadomi obowiązków przewodzenia narodowej wspólnocie.

Ujejski podzielił twórczość Pola na dwie części. Pierwszą – demokratyczną i narodową spod znaku „Janusza” (obok Pieśni Janusza mieszczą się tu Obrazy z życia i podróży, partie poetyckie Mohorta, Pieśń o ziemi naszej), oraz drugą, którą tworzy „pan Wincenty Pol” w duchu konserwatywnej apoteozy szlachetczyzny i odejścia od umiłowania ludu jako depozytariusza autentycznych wartości narodowych z pierwszej fazy twórczości. Warto wskazać, że ów podział okazał się trwały w badaniach historycznoliterackich, choć nie jest tak bezdyskusyjny, jak narzucił to w swym wystąpieniu Ujejski. Swoją postawę określił oskarżający w następujących słowach: „Listy moje mniej są krytyką, a więcej syntezą myśli i uczuć narodowych” (tamże). Sposób oceny dzieł dokonywany przez Ujejskiego wyrasta z ekspresywistycznego rozumienia romantycznego aktu tworzenia (poeta, wsłuchując się w życie duchowe narodu, towarzyszy mu, przewodzi i wskazuje zbiorowości sposoby postępowania, zwłaszcza prowadzi ku zrywom wolnościowym, rozpalając i podtrzymując pragnienie czynu). Istotna jest postawa bezpośredniego uzgodnienia prawdy przeżycia wewnętrznego, szczerości odczuć i emocji patriotycznych z formą wypowiedzi, adekwatną do ujęcia konkretnego zagadnienia poetyckiego. Ujejski wielokrotnie podkreśli myśl, że jeśli poeta potrafi pisać tak, by w chwilach zwątpienia przedstawić istotne treści życia duchowego zbiorowości, oddziałując na postawy odbiorców, forma niejako odnajdzie się sama; kiedy „Janusz” odtwarzał historię Jana Kilińskiego, zarazem stworzył nową formę: „Zdawałoby się na pozór, że to pisała ręka niewprawna – a to ręka mistrza, co włada rytmem, rymem i każdym słowem jak swoim niewolnikiem, i stał się szorstkim, chropawym, bo taki chciał być” (tamże). Kiedy zaś „duch jest w upadku” – dochodzi do „rozprzężenia” (tamże). Stąd w strategii krytycznej Ujejskiego istotnym elementem oceny stanie się rozpoznawanie szczerości wypowiedzi (bądź jej braku – wtedy pojawi się ocena negatywna) uzgodnionej z formą adekwatną dla poruszanego tematu. By dowieść istnienia – lub braku – owego uzgodnienia „treści” i „formy”, preferowaną metodą krytycznego „rozbioru” – nieraz długiego i podążającego niewolniczo za tokiem utworu – stanie się parafraza: opowiedzenie „po większej części jego własnymi słowami” (tamże). W parafrazie pojawią się obszerne, niekiedy zapisywane na kilku stronicach cytaty. W części wywodu poświęconej twórczości spod znaku „Janusza” jest zauważalne utożsamienie Ujejskiego z postawą autora Pieśni Janusza, wyrażające się w pełnym przejęciu rozpoznań i diagnoz omawianego twórcy. W części, w której ocenia twórczość „pana Wincentego Pola”, w obręb parafrazy (otwartej też na inne głosy, np. w aprobatywnej ocenie Słowa a Sławy, w którym to utworze Pol miał wrócić na pozycje z wcześniejszego okresu twórczości, Ujejski włączył w swój wywód obszerne partie z omówienia K. Szajnochy) bardzo często wprowadzi natomiast zwroty nacechowane jednoznaczną formułą inwektyw i retoryczne formuły oskarżycielskie (podkreślane autokomentarzami).

„Uderzyłem na alarm” – mówił Ujejski, występując „przeciw apostazji kapłańskiej mnóstwa naszych pisarzy”, wybór jednego z nich, Pola, wyrasta zaś z rangi jego twórczości: „[…] po Mickiewiczu żaden z pisarzy nie liczył tyle co on wielbicieli” (tamże). W pierwszej fazie twórczości Pola związały się w jeden „akord” – „trzy struny” harfy narodowego poety: patriotyzm („miłość ojczystej ziemi”), „miłość Boga i narodu” i „miłość ludu” (tamże). Współobecność tych elementów (nb. zbieżnych z programem poetyckim Ujejskiego sformułowanym w jego programowym wierszu Trzy struny w latach 40. XIX w.) jest miarą poetyckiej szczerości i sukcesu Pola, jak również probierzem oceny twórczości omawianego poety. Wielostronicowa analiza Pieśni Janusza i kilku utworów z Obrazów z życia i podróży ma na celu potwierdzenie wyjściowego założenia krytycznego zmierzającego do konkluzji tej części wywodu. „To wiara w lud i w jego reprezentantów: szlachtę” pozwoliła z sukcesem zamknąć „w swojej piersi wszystkie skarby narodu, prorokiem stać mu się było […] …Ale nie! Nikt w nowożytnej Polsce nie miał takiej drogi! – a jednak nie poszedł nią… płakać się chce” (tamże).

Co sprawiło, że „Janusz” zawrócił z drogi posłannictwa proroczego i kapłańskiego? Ujejski stawia diagnozę, której słuszności będzie dowodził na ponad 100 stronach swego wystąpienia: „Obudził się w nim człowiek, co zapragnął szczęścia dla siebie”, „zdjął szatę kapłańską” (tamże), uciekając w wygodny sztafaż czarnoleski (który w sytuacji niewoli jest anachronizmem, w dodatku niebezpiecznym, bo odsuwającym myślenie wolnościowe). W toku wywodu nieraz jeszcze pojawi się owa formuła „rezygnacji z posłannictwa” (tamże), co ma znaczenie w retorycznej strukturze myślowej wywodu. Ujejski co prawda stara się zrozumieć, że Pol, zwłaszcza po doświadczeniach rabacji galicyjskiej, mógł zwątpić w cel poezji, wszakże zwątpiwszy – powinien wybrać milczenie. Nie przebaczył ludowi. Po wyjściu z więzienia w 1846 r. miejsce wiary w „żywy naród” zajęła „martwa jego ziemia”, czyli geografia (tamże). Niestety – oskarża dalej Ujejski, udrapowany w szaty „prokuratora narodu” (tamże) – wybierając krąg rodzinnych cnót, porzucając Januszowe rozpoznanie roli ludu w dziejowej misji wolnościowej, Pol ciężko zgrzeszył, usypiając naród bezmyślnym kultem cnót kółka domowego i szlachetczyzny (pod tym kątem prowadzi rozbiór Przygód JP Benedykta Winnickiego). Do tego dochodzą zarzuty mniejszego kalibru: chęć przywództwa, uczynienie z poezji formy działalności zarobkowej. Nie taka zaś – powtarza Ujejski wielokrotnie – jest rola poety. Zapisze to w sławnych formułach, które staną się niebawem skrzydlatymi słowami: „Nie w salonie miejsce dla wieszcza narodowego, ale na ulicy albo na pustyni” (tamże). Salonowa atmosfera usypia: „Zgrzebłem trzeba nieraz zmartwiałych czesać, a nie smarować ich oliwą. Powiedzą: u nich rany jeszcze nie zasklepione, to zabolą – Niech zabolą, o to właśnie chodzi!” (tamże). Powtarzając w wywodzie oskarżycielskim kolejny raz zarzut: „straciwszy wiarę w naród” (tamże), zwątpiwszy – nie milczał, lecz zabierał chętnie głos, utwierdzając apologię szlachetczyzny w jej anachronicznych formułach, będzie nieustannie siekł mocnym słowem utwory „pana Pola”. Powołując się na Objaśnienia poety do Mohorta, wyraźnie oddzieli ich negatywną ocenę od pozytywnej oceny poematu. „Januszowe” przesłanie zawierało się bowiem w klarowaniu nowoczesnej koncepcji narodu: uzyskującego podmiotowość ludu pod kierownictwem świadomej dokonującej się przemiany szlachty. Przesłanie „pana Wincentego Pola” jest anachroniczną odwrotnością. Wybierając do analizy Senatorską zgodę oraz Sejmik jenerał województwa ruskiego odprawiony 1766 r., obszernie cytując fragmenty, wystawia im surową ocenę „ze stanowiska moralności narodowej”: „Pamiętniki Winnickiego należą do najgorszych książek i pod względem ich artystycznego układu, i pod względem treści”, a potem ironizuje: „Osią, około której obraca się treść Przygód młodości, jest kańczug; […] osią, około której obraca się treść Sejmiku, są ukradzione szarawary! Zaiste piękne ziarna pod łupiny artystyczne” (tamże).

Swoistą kulminacją oskarżeń pod adresem „pana Wincentego Pola” jest przypomnienie warszawskiej edycji z 1859 r. „oddanej pod nóż cenzury rosyjskiej” (tamże) i autorskiej autocenzury masakrującej – dla poklasku i mamony – z Januszowego ducha powstałą Pieśń o ziemi naszej na Pieśń o ziemi. W takiej wersji tytułu Ujejski dostrzega symbol zaprzaństwa Pola, który straciwszy talent i wiarę w naród, nie potrafi już tworzyć arcydzieł. Te bowiem „powstają z płomienia”, a „wykonywują się tylko w pokorze” (tamże). Takie formuły pojawiły się jako konkluzja rozbioru Wita Stwosza, ale mogą być przeniesione na całą twórczość „pana Wincentego Pola”. Zwieńczeniem oskarżycielskiego wywodu w imieniu narodowej wspólnoty jest sporządzenie dziewięciu punktów oskarżenia wraz z dołączonymi dziewięcioma punktami obrony zmniejszającymi wymiar winy. Są to oskarżenia Pola: 1) „że w misji swojej nie wytrwał” – pokochawszy siebie, przestał kochać naród; 2) nie przebaczył ludowi po wypadkach rabacji; 3) straciwszy wiarę w naród – nie stracił chęci „przewodniczenia narodowi”; 4) porzuciwszy miłość do ludu – zaczął „służyć” szlachcie, dokonując apoteozy jej wad i przywar, zaczął traktować je jako cnoty szlacheckie, zarazem „nową przepaścią chciał oddzielić szlachtę od ludu”; 5) swoje wewnętrzne niepokoje – przeniósł na innych ludzi i świat, tym samym postawił błędną diagnozę, zarzucając „narodowi niewdzięczność”; 6) swym zwątpieniem zatruł naród; 7) kiedy powinien milczeć – pisał dla zysku, „frymarczył poezją jak towarem”; 8) „pchał budzący się naród w ramiona Moskwy”; 9) przerabiając Pieśń o ziemi naszej na Pieśń o ziemi, „targnął się na naszą świętość narodową” (tamże). Co może obronić Pola? Owszem, nie uniósł wysokiego kapłańskiego powołania poety, ale w jego słabości utwierdzali go inni, nie dozwalając na słowa krytyki; jakkolwiek nie przebaczył ludowi – kochał go; „chciał goić ranę narodową balsamem ukojenia” (tamże), choć trzeba było wybrać nóż chirurgiczny; ubóstwił szlachetczyznę i owiał fantazją jej przywary, ale czynił to, mając na uwadze umiłowanie polskości; frymarczył poezją – bo nie umiał przestać być poetą; ulegał pokusom sławy i wygody – będąc ojcem rodziny i przywódcą szlacheckim, „jak każdy poeta nie umiał być rachunkowym” (tamże); pozwolił co prawda na druk Pieśni o ziemi – wszakże sam miał świadomość swego grzechu ulegania cenzurze; wreszcie – winę jego umniejsza, że słabsi i bardziej mierni od niego podpierali się jego autorytetem, który wypracował pod znakiem „Janusza”, choć potem niestety go roztrwonił. Zestawiwszy listę win i osłabiających je argumentów obronnych, w zakończeniu wywodu Ujejski wyraził prośbę do niewidzialnego sądu narodowego o przebaczenie, pod warunkiem że Pol powróci na drogę z pierwszego etapu twórczości. „Januszu!… Siewaczu dobry!… obudź dawną miłość swoją i wiarę”, wtedy „przez wzgląd na moją obronę, umniejszającą winy Wincentego Pola; przez wzgląd na dawne dobre czyny Janusza”, po ogłoszeniu nowych edycji utworów „Janusza” można będzie sprawę „pana Wincentego Pola” uznać za niebyłą.

Entuzjazm i skandal. Listy spod Lwowa wywołały spore poruszenie. Miały swoich zwolenników i przeciwników; linia podziału biegła między demokratami a konserwatystami galicyjskimi. Mieczysław Romanowski w liście do Mieczysława Pawlikowskiego donosił z entuzjazmem: „Co Ty na listy Kornela Ujejskiego? – ależ to ogień! Ja czekam do końca, aby w całości je przeczytać, bo takie rzeczy po dwie dozy na tydzień nie czytają się miło i przerywają na nici” (W promieniu Lwowa, Żukowa i Medyki…, 1972). Podobną ocenę wystawiała w swym dzienniku Zofia Romanowiczówna, zapisując głosy opinii publicznej przychylnej poecie: „Przy herbacie mówiło się o Listach spod Lwowa, […] P. Łoziński zachwycał się nimi, mówił, że z pewnością zrobią wiele dobrego, bo cel ich święty, a cechuje je »odwaga szlachetna, bezprzykładna i polskość prawdziwa«” (Dziennik lwowski 1842–1930, 2005). Sama zaś wskazała na linię sporu, pisząc: „[…] powiedzą, że zagasił w sobie iskrę poezji, żeby pisać krytykę, a słowa jego natchnione i święte, choć gorzkie, nazwą paszkwilem” (tamże).

Galicyjscy konserwatyści starali się dać odpór wystąpieniu Ujejskiego. Lucjan Siemieński w liście do Karola Szajnochy pisał: „To, coś napisał o Ujejskim, bardzo mię ucieszyło […]. Gdzie potrzeba rozumu, on wojuje liryzmem […]. Gdzie potrzeba głębokiego przekonania i ścisłej znajomości przedmiotu, on się bawi w przypuszczenia i w brzydkie podejrzenia”.

„Szalony postępek” Ujejskiego, będący „obrazą wyrządzoną całej literaturze”, wyrasta z uzurpacji romantycznego poety jako kapłana (Korespondencja Karola Szajnochy, t. 2, 1959).

Najciekawszym świadectwem wystąpienia przeciwko Ujejskiemu jest broszura Maurycego Dzieduszyckiego Co się komu należy. Słowo o p. Kornelu Ujejskim i o p. Wincentym Polu (1860), gdyż w obronie Pola polemista starał się wypunktować słabe miejsca wywodu Ujejskiego, dając już na początku ogólną jego ocenę: „Pan Ujejski, przesadzając we wszystkim, czy w pochwale, czy w naganie, nie wniknął nigdzie we właściwego ducha, który płody P. Wincentego Pola natchnął”. Zarzucił autorowi Listów powierzchowne rozumienie twórczości Pola, wyrastające z arbitralnie narzuconego i wąsko zdefiniowanego rozumienia poezji według kryterium narodowości. Zdaniem oponenta, gdyby używać kryteriów Ujejskiego, trzeba byłoby z obszaru literatury wyłączyć Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Johanna Wolfganga Goethego, Alphonse’a de Lamartine’a, Victora Hugo. Odpierając zarzuty autora Listów, Dzieduszycki podkreśli, że duża ich część opiera się na dowolnym żonglowaniu pojęciami przez Ujejskiego i przyjęciu przezeń z góry powziętej tezy, np. zainteresowanie Pola geografią – według Dzieduszyckiego – nie jest żadną ucieczką od demokratycznej postawy „Janusza”, lecz świadomym wyborem „oświaty i pomyślności krajowej” i „niepoślednią zasługą” (tamże).

Konkluzje. Wystąpienie krytyczne Ujejskiego było jednym z najważniejszych świadectw ożywienia życia literackiego w Galicji w czasach przedpowstaniowych. Można zaryzykować twierdzenie, że Listy spod Lwowa wraz z towarzyszącym im fermentem umysłowym: w postaci aplauzu środowisk demokratycznych i ostrych polemik konserwatystów (choć duża ich część pozostała na kartach korespondencji i nie zaistniała w obiegu publicznym), były najważniejszym wystąpieniem romantycznym u schyłku epoki. Jakkolwiek i autor wystąpienia, i jego polemiści mieli świadomość wyczerpania romantycznego, wzniosłego modelu poezji narodowej (proroczej i kapłańskiej), to równocześnie narzucona przez Ujejskiego w debacie siatka pojęć krytycznych i brawurowy sposób prowadzenia wywodu krytycznego sprawiły, że głos romantyka wybrzmiał mocno: w sensie estetycznym – anachronicznie, w sensie politycznym – aktualnie i w latach popowstaniowych.</document>
<document nplp_id="13945" title="Topass Jan" slug="topass-jan">Krytyk literacki i artystyczny, pisarz, dziennikarz, malarz. Kryptonimy: J.T.; J.-T.

Informacje biograficzne. Jan Joachim Topass (Topas) urodził się w 1870 r. w Warszawie jako syn Emilii (Minny) Topas z d. Selman, 2º voto Bernsztajnowej (zm. 1921), pisarki pochodzenia żydowskiego (pseud. Marian Orlicz), działaczki społecznej, właścicielki księgarni w Tomaszowie Mazowieckim, nauczycielki, oraz jej nieznanego z imienia pierwszego męża, prawdopodobnie Feliksa Topasa (zm. 1881 w Warszawie). Jan Topass po ukończeniu studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie wyjechał do Paryża, gdzie podjął dalszą naukę w École du Louvre. Tam osiadł na stałe, ale co pewien czas odwiedzał Warszawę. W 1903 r. poślubił Jeanne Eugénie Charlotte Gravet (1º voto Lasocką, 1884–1957). Udzielał się w paryskim Towarzystwie Artystów Polskich. W 1912 r. pomagał Stefanowi Żeromskiemu w przygotowywaniu wystawy polsko-francuskiej, której ostatecznie nie udało się zorganizować. Wydał zbiór publikowanych wcześniej w prasie artykułów krytycznych Szlakami dusz twórczych. Sylwety i szkice (1913). W sierpniu 1914 r., gdy przebywał w uzdrowisku na Śląsku, został internowany jako obywatel wrogiego państwa; z niewoli wydostał się po uiszczeniu okupu. W czasie I wojny światowej rozwinął działalność na rzecz odzyskania niepodległości. W Paryżu 11 IV 1915 wygłosił odczyt poświęcony geografii, historii oraz historii literatury polskiej tudzież zniszczeniom wojennym. Na jego kanwie powstało wydane osobno opracowanie La Pologne et les Polonais (1915). Przed 1914 r. poświęcał się głównie popularyzacji w Polsce sztuki obcej, zwłaszcza francuskiej, po wojnie zaś zajął się zaznajamianiem czytelnika francuskiego z literaturą i ze sztuką polską. W prasie pisał m.in. o Władysławie Stanisławie Reymoncie i Stanisławie Wyspiańskim (np. Stanislas Wyspianski, poète dramatique polonais (1869–1907), „La Revue hebdomadaire” 1923, nr 49). W l. 1923–1928 ogłosił monografię L’Art et les artistes en Pologne (t. 1–3, 1926–1928) obejmującą okres od średniowiecza do czasów autorowi współczesnych. Opublikował szkice m.in. o Janie Kochanowskim, Józefie Weyssenhoffie, Zofii Nałkowskiej, Gustawie Daniłowskim, Stanisławie Przybyszewskim, a także syntezę Visages d’écrivains. Les aspects du roman polonais (1930), zarysowując tam sylwetki Adolfa Dygasińskiego, Bolesława Prusa, Elizy Orzeszkowej, Władysława Stanisława Reymonta, Wacława Sieroszewskiego, Karola Irzykowskiego, Wacława Berenta i Andrzeja Struga. Wydał też pracę Maurice Gottlieb. Monographie (1930). W 1932 r. nadesłał swój biogram w odpowiedzi na prośbę wydawnictwa kompendium Współczesna kultura polska. W tym samym roku opublikował obszerną pracę Le Juif et son reflet („La Grande revue” 1932, nr 1). Po francusku ukazał się również jego esej o surrealizmie (La Pensée en révolte. Essai sur le surréalisme, 1935).

Jan Topass zmarł w październiku 1947 r. w Paryżu i został pochowany na cmentarzu de Bagneux.

Krytyka sztuki. W 1903 r. Topass nadsyłał do „Głosu” Listy z Paryża, niektóre z nich wyróżniając osobnym podtytułem. W l. 1905–1912 Listy z Paryża ogłaszał w „Krytyce”. Jako korespondent współpracował też z innymi czasopismami w kraju i za granicą. We wnikliwych relacjach z francuskich wystaw przybierał ton doświadczonego przewodnika po muzeach i galeriach, opisującego i porównującego dzieła malarskie nie tylko pod względem barwy czy techniki, ale również nastroju i wrażliwości ich autorów. W 1909 r. w artykule Młodzi i najmłodsi. Rzut oka na zeszłoroczne Wielkie Wystawy paryskie („Przegląd Krytyki Artystycznej i Literackiej” 1909, nr 1–4) nakreślił liczne paralele między pracami modernistów. Wymienił tam Waltera Crane’a L’Art et la vie, Josué Gaboriauda Le Faune, Wilfrieda de Glehna Le Sommeil de Diane, przybliżając je czytelnikom za pomocą sugestywnych opisów: „Żeby uzupełnić liczbę prac artystów, których talent gra półtonami, kocha się w odcieniach i surdynką ekspresję tłumi, wypadałoby za bratnie objawienia poprzednim dać pobladłe, eteryczne portrety Aman-Jeana, albowiem i one biorą ze zjawów o zmroku i ze snów srebrzystych swe elementy piękna” (tamże, nr 1). Wyróżniane przez krytyka właściwości dzieł, niejednokrotnie zaskakujące, umożliwiają zaobserwowanie jego wyrafinowanych upodobań estetycznych, wyraźnie ciążących w stronę dekadentyzmu. Nie ograniczał się przy tym jedynie do sztuki europejskiej – zafascynowany przedstawieniami z rycin japońskich Hokusaia i Kitagawy Utamary, poświęcił im artykuł (Hokusai i Utamaro, „Krytyka” 1912, t. 34), ogłoszony w momencie, kiedy kultura i obyczajowość Azji zostały już zaprezentowane publiczności dzięki „Chimerze” Zenona Przesmyckiego (Miriama) oraz artykułom na temat imponującej kolekcji Feliksa Jasieńskiego. Topass przedstawił jednak zgoła inne spojrzenie, świadczące o jego szczególnie wyrafinowanej predylekcji do tego, co makabryczne, chorobliwe i dziwaczne, niekiedy niemalże perwersyjne, a jednocześnie – misterne i kunsztowne. Przywodzą one na myśl eksponaty ze zbiorów diuka Jana des Esseintes z À rebours Joris-Karla Huysmansa – i to nie tylko potworności Odilona Redona czy Jana Luykena, lecz także ropiejącą roślinność oraz aberrację stylu Charles’a Baudelaire’a.

Projekt estetyczny. Zbiór Szlakami dusz twórczych jest wyrazem dekadenckich i symbolistycznych fascynacji Topassa: przedstawił w nich portrety artystów-nerwowców, m.in. Gustave’a Moreau, Féliciena Ropsa, Aubreya Beardsleya. Tematyka artykułów zamieszczonych w drugiej części pracy zawiera się w tytułach: Zagadnienie brzydoty, Głowy groteskowe L. da Vinciego, Kobieta u Toulouse-Lautreca, O karykaturach i afiszach. W Zagadnieniu brzydoty (prwdr. „Sztuka” (Paryż) 1905, nr 11) bodaj najpełniej przedstawił swoje poglądy na temat preferowanej estetyki zarówno w zakresie malarstwa, jak i literatury. Za najważniejszą właściwość sztuki uznał nierozerwalność pozornie sprzecznych kategorii – piękna i brzydoty. Według niego jedna nie ma może zaistnieć bez drugiej i dopiero wspólnie tworzą pełną całość. „Sztuka, jako sposób wypowiadania się z całego korowodu myśli i uczuć, co po duszy się przewijają, jako źródło emocji – byłaby zgoła niezupełną, gdyby jej nie kompletowały dzieła, uosabiające cząstki haniebne i sromotne psychy, zboczenia jej, lęki i ułomności” (tamże). Toteż zdaniem krytyka to brzydota przewrotnie stanowi o atrakcyjności dzieła, dodaje mu malowniczości, przemawia do odbiorcy zwłaszcza w „pewnych chwilach życia, w pewnych stanach myśli i sentymentu”. Stwierdza zdecydowanie, że „ohyda jest wieloforemna i olbrzymio dosadna” (tamże), przeciwstawia harmonii kontrast i dysonans, a regularności – asymetrię. Jest to jednocześnie projekt nowej poetyki wiążącej się z postawą schyłkową. Krytyk dopatruje się pokrewieństwa między wyobraźnią autora Kwiatów zła a demonicznymi i lubującymi się w potwornościach upodobaniami artystycznymi Francisca Goi. Zauważa: „[…] ma on [Goya] kilka akcentów sprośnych, tak potężnych u Breughela, a które później, wysubtelnione, przecedzone przez szatańsko-dumne Baudelaire’owskie serce, w Kwiatach grzechu się odnajdą” (tamże). Wyszczególnia następnie twórców o wrażliwości podobnej do tej, jaka przejawia się w tym tomie poetyckim: „Heliogabal i Markiz de Sade, i Neron, mnich średniowieczny i Master-Klown z pantomimy, Swedenborg-Szwed i Flamandczyk Brueghel i de Quincy, i Edgar Poe” (tamże).

Kwestia języka. Przewrotne dopatrywanie się w brzydocie koniecznego dopełnienia ideału nie ogranicza się jedynie do afirmacji obrazów choroby czy motywów rozkładu, grzechu, perwersji, ale przejawia się też we własnym języku Topassa. W osądach zarówno artystycznych, jak i literackich nie stroni on od egzaltacji, metaforyzacji myśli oraz wczuwania się, występując tu już nie tyle w roli znawcy, ile właśnie artysty współodczuwającego ze światem omawianych dzieł i opisującego je za pomocą równie kunsztownego stylu. Propagowanie poszukiwania i powoływania do życia nowych środków wyrazu przez artystów odnosi się również do sfery języka: „Interesują nas tam wzloty, zapędy, pogonie […] – stwierdza krytyk, kiedy przybliża jedną z paryskich wystaw – interesują wskrzeszenia zapomnianych, odłogiem leżących wyobrażeń piękna, wysiłki stworzenia nowego języka estetycznego i nowożytnych zawziątków wrażeń” (Młodsi i najmłodsi, „Przegląd Krytyki Artystycznej i Literackiej” 1909, nr 3). Sztuka nie oferuje odpowiednich narzędzi do opisania gwałtownie zmieniającego się świata, przez co nie jest w stanie właściwie oddać percepcji człowieka nowoczesnego. Z tego powodu krytyk podejmuje próbę stworzenia nowej mowy, składając ją – niczym diuk Jan – z różnych rejestrów oraz leksykonów, subiektywnie wybierając to, co jest w stanie sprostać jego estetycznym oczekiwaniom i specyfice podejmowanego problemu.

Między literaturą polską a francuską. Działalność krytyczna Topassa polega przede wszystkim na pośredniczeniu między twórczością polską a francuską. Po przyznaniu Reymontowi Nagrody Nobla przybliżył czytelnikom francuskim dokonania autora Chłopów (Ladislas-Stanislas Reymont, „Le Figaro. Supplément Littéraire” 1924, nr z 22 XI). Głos ten został następnie wyróżniony przez „Tygodnik Ilustrowany” w artykule przywołującym najważniejsze reakcje prasy europejskiej, przy czym podkreślano dojrzałość przedstawionego osądu: „[…] jest to praca wyczerpująca, systematyczna i dokonana z całym aparatem krytycznym, analizująca twórczość Reymonta i jej elementy ze znawstwem całej współczesnej literatury polskiej” („Tygodnik Ilustrowany” 1925, nr 1). W recenzji obszernej pracy Jana Lorentowicza Nowa Francja literacka Topass krytycznie odniósł się do przedstawionych w niej portretów pisarzy skażonych licznymi przeoczeniami i nadinterpretacjami, będącymi wynikiem indywidualnych upodobań autora (List francuski. Na marginesie książki „Nowa Francja Literacka” J. Lorentowicza, „Krytyka” 1911, t. 30); zdaniem Topassa Rachilde (właśc. Marguerite Vallette-Eymery) przez brak umiaru, kapryśność i dziwaczność „razi poważną naturę Lorentowicza” (tamże), jeśli zaś chodzi o Pierre’a Louÿs, autor recenzowanej książki „sylwetkę [jego] sztychuje, poddaje się, żałując jakby, jego wytwornej prozie, a obrusza się na jego »antyczność« […] i na nerwową (a nie zdrową, klasyczną) zmysłowość” (tamże). Z tego powodu, chociaż Topass docenia dobór twórców reprezentatywnych dla współczesnego pisarstwa francuskiego, zwraca uwagę na to, że „rysuje swe portrety Lorentowicz, a nie maluje” (tamże).

O orientacji Topassa w literaturze europejskiej świadczy ukazanie w jednym z artykułów przeobrażeń poezji współczesnej (Od symbolizmu do „Jammizmu”, „Krytyka” 1910, t. 4). Podjęta w nim refleksja na temat sztuki symbolistycznej została wyprowadzona ze wskazania źródeł oraz motywacji „nowoczesnych dążeń estetycznych”; zostali przywołani tacy twórcy, jak Jean Moréas, Paul Verlaine, Maurice Maeterlinck, Arthur Rimbaud, Max Elskamp, Louis Le Cardonnel czy Charles Guérin i Paul Cézanne (o którym pisał już w 1905 r.). Ostatecznie Topass ukazuje właściwości omawianego kierunku na przykładzie reprezentatywnego autora, jakim jest dlań Francis Jammes, ponieważ w jego utworach kumulują się dążenia współczesnego piśmiennictwa, które odwołuje się do dokonań wieków minionych celem odnalezienia najwłaściwszych środków do oddania autentycznego, osobistego przeżycia. Rok później sformułował uwagi na temat współczesnej powieści francuskiej, ponownie podejmując zagadnienie stylu, który powinien odpowiadać nowoczesnym sposobom myślenia – w roli „nowatorów i zaszczepców” zostają wymienieni: René de Chateaubriand, Benjamin Constant, Eugène Fromentin, Honoré de Balzac, a także Goncourtowie, Gustave Flaubert, Émile Zola, Prosper Mérimée, Guy de Maupassant, Villiers de L’Isle Adam, Barbey d’Aurevilly, Anatole France, Octave Mirbeau, Joséphin Péladan, Rosny’owie, Paul Bourget, Maurice Barrès, Pierre Loti: „[…] każdy coś przyniósł, coś uzupełnił lub »zdjezował« już co najmniej. Ten zaostrzył, dał moc nerwową i giętkość stylowi, tamten, przeciwnie, zahartował go jak stal damasceńską! Jeden zaprowadził […] do dalekich, dalekich krajów […], drugi okultyzm wwiódł i ezoteryzm. Ów demonizmowi odżyć kazał i wierze w diabła – i o tym niezwykle pięknymi, jak diamenty słowami przemówił. Tenże znów od Ojców Kościoła, od Świętych i wizjonerów elokwencji zapożyczył; a inny gada, jakby z dział walił i burzył barykady” (List francuski. Słowo wstępne o powieści, „Krytyka” 1911, t. 30). Jest to zatem mowa niejednorodna, intensyfikująca wrażenia, idee oraz angażująca zmysły; umożliwia także poznanie „prawdy marzenia” (tamże). Cytowane prace uwidaczniają cechy krytyki Topassa łączącej refleksję teoretycznoliteracką z wiedzą o sztuce, a także operującej osobnym, współodczuwającym oraz wyrafinowanym językiem, w której poetycki opis dominuje nad oceną dzieła.</document>
<document nplp_id="13947" title="Tetmajer Kazimierz Przerwa" slug="tetmajer-kazimierz-przerwa">Poeta, nowelista, powieściopisarz, dramaturg, publicysta i krytyk. Pseudonimy i kryptonimy: Erteka; Fantazy; J.K.T. de Przerwa; Jot. Ka. Er.; (k.t.); K.T.; (K.T.); K. Tet.; K. Tetm.; Ka.-Te.; Kaz. Tet.; Kaz. Tetm.; Kaza; Kazimierz Przerwa; Kaź. Tet.; Kaźmirz Przerwa; (kt.); Kt.; r.; Szyldkred; (t.); –?–.

Informacje biograficzne. Jan Kazimierz Przerwa-Tetmajer urodził się 12 II 1865 w Ludźmierzu na Podhalu jako syn marszałka pow. nowotarskiego Adolfa Przerwy-Tetmajera (1812– –1892) i jego drugiej żony Julii z Grabowskich (1837–1914), córki zamożnego kupca. Jego przyrodnim bratem był malarz i poeta Włodzimierz Tetmajer (1861–1923), ze strony ojca był spokrewniony z poetą i matematykiem Józefem Przerwą-Tetmajerem (1804–1880), a ze strony matki z pisarzem i tłumaczem Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. W 1883 r., po utracie majątku ludźmierskiego, wraz z rodziną przeniósł się do Krakowa. Po ukończeniu Gimnazjum Bartłomieja Nowodworskiego (1884) rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim: najpierw jako słuchacz nadzwyczajny na wydziale filozoficznym, uczęszczając jednocześnie na wykłady z zakresu prawa, później jako słuchacz zwyczajny na wydziale prawa, a ostatecznie jako słuchacz zwyczajny na wydziale filozoficznym. Przyjaźnił się z Ferdynandem Hoesickiem, Lucjanem Rydlem, ze Stanisławem Estreicherem, z Zygmuntem Przybylskim. Już na studiach odniósł pierwsze sukcesy literackie. Zadebiutował w 1886 r. nowelą Rekrut. W tym samym roku opublikował poemat prozą Illa. Jednak dopiero dzięki wydaniu w 1894 r. drugiej serii Poezji zyskał sławę i miano wyraziciela epoki. W 1896 r. przebywał w Heidelbergu jako osobisty sekretarz Adama Krasińskiego. Często wyjeżdżał za granicę, m.in. do Szwajcarii, Włoch, Francji, Niemiec. Mieszkał na przemian w Krakowie, Zakopanem i Warszawie. Był taternikiem. Miał nieślubnego syna Kazimierza Stanisława (1901–1933), który zmarł śmiercią samobójczą. W 1912 r. obchodził jubileusz dwudziestopięciolecia pracy. Po I wojnie osiadł na stałe w stolicy. W 1921 r. został prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich, następnie jego członkiem honorowym. W 1928 r. otrzymał nagrodę miasta Warszawy, a w 1934 r. został honorowym członkiem Polskiej Akademii Literatury. Choroba psychiczna (będąca efektem zakażenia kiłą) i utrata wzroku zmusiły go do zaprzestania pisania. Po wybuchu II wojny światowej i ewakuowaniu przez Niemców Hotelu Europejskiego, w którym miał zapewniony pokój i utrzymanie dzięki księciu Sewerynowi Czetwertyńskiemu (od 1925 r. emeryturę finansowało mu miasto Bydgoszcz), został przewieziony do warszawskiego Szpitala Dzieciątka Jezus, w którym zmarł 18 I 1940. Sekcja zwłok wykazała nowotwór przysadki mózgowej. Jego ciało spoczęło w grobie syna na Powązkach. W 1986 r. staraniem Związku Podhalan prochy artysty zostały przeniesione na stary cmentarz w Zakopanem.

Działalność literacka i krytyczna. Tetmajer współpracował z licznymi czasopismami. W 1889 r. był współredaktorem „Ogniska”, a w l. 1889–1893 „Kuriera Polskiego”. Zaangażowany w działalność rewolucyjną, redagował „Pracę Narodową” (1905). Pracował w redakcjach „Tygodnika Ilustrowanego” (1888), „Kuriera Warszawskiego” (1889), krakowskiego „Czasu” (1893). Publikował recenzje także m.in. w „Głosie”, „Maskach”, „Nowej Reformie”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Życiu”. Pisał też przedmowy, często na prośbę autorów, m.in. do Nowel Władysława Orkana (1898), zbiorów poetyckich Kazimierza Laskowskiego (1907, 1909), poezji legionowych Józefa Relidzyńskiego (1916), Z gleby kujawskiej Stanisława Przybyszewskiego (1932). Do prasy przesyłał artykuły zwykle na zamówienie wydawców, np. pożegnania wielkich literatów, m.in. Adama Asnyka (Adam Asnyk, „Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 33), Marii Konopnickiej (Pieśń i czyn Konopnickiej, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 43), Elizy Orzeszkowej (Pamięci Orzeszkowej, tamże, nr 23), Bolesława Prusa (Bolesław Prus, „Wisła” 1912, nr 14). W swoich wypowiedziach krytycznoliterackich zaznajamiał czytelników z biografią autora, przedstawiał problematykę dzieła, dzielił się refleksjami na temat utworu.

Koncepcja literatury i krytyki. Według Tetmajera źródłem literatury są natchnienie i wyobraźnia (fantazja). Twórca sam musi „się unieść”, aby unieść innych (dlatego np. Tetmajer krytykował poezję A. Asnyka). Potrzebna jest też umiejętność obserwacji, zwłaszcza w opisie przestrzeni i charakteryzowaniu bohaterów. Trzeba jednak być nie tylko obserwatorem, ale i „wizjonerem”, mieć „wyobraźnię stwarzającą”, nie tylko „odtwarzać”, ale i „tworzyć”. W recenzjach zwracał uwagę na głębię uczuć zawartych w utworze. Literatura według niego powinna wyrastać z osobistych doświadczeń i przeżyć, krytykował jednak zbędną egzaltację. Przekonywał, że nie wystarczy przekazać emocje, ale trzeba również wyrazić „myśl”, rozum, inteligencję twórcy. Cenił także talent, umiejętność oddania (zwłaszcza w poezji) wysokiego nastroju, prostotę wykorzystywanych środków artystycznych. Doskonałość formy była według niego sprawą drugorzędną.

Słowami kluczami w recenzjach Przerwy-Tetmajera jest „oryginalność” oraz jej synonimy i pochodne („samorodność”, „samodzielność”). Prawdziwym artystą jest pisarz umiejący stworzyć własny, nowy świat: „Artysta jest sam dla siebie światem” (Z powodu poezji Z. Dębickiego, „Kurier Warszawski” 1913, nr 156). Pamięta się tylko o takich twórcach, którzy zapoczątkowali jakiś kierunek, sposób tworzenia. Twórca musi jednak umieć tak przedstawić, wypowiedzieć swoją wizję, aby cechowało ją prawdopodobieństwo, aby czytelnik w nią uwierzył. Nadto nie należy zbytnio ulegać wpływom obcym, lepiej „wejść w siebie”. Oczywiście nie przeczy to potrzebie odwoływania się do wzorów; czerpanie inspiracji u innych zdarzało się i geniuszom, do których Tetmajer zaliczał m.in. Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego.

W literaturze liczy się „prawda” – należy pisać to, co się myśli, opisywać to, co się widzi. „Artysta musi być swoim własnym dziełem; szczerość jest pierwszym warunkiem porządnego człowieka i porządnego artysty, prawda jest pierwszą podwaliną cnoty i sztuki” (Poeta a świat. Odpowiedź na list otwarty redakcji, „Zdrój” 1918, nr 2). Ważną kategorią o proweniencji romantycznej w ocenie utworów była dla Tetmajera również dusza (duch). Utwór powinien być portretem duszy artysty. Właśnie to przemawia do czytelnika, budzi w jego wnętrzu coś „nadzwyczajnego”, dotąd nieznanego. Kategoria duszy odnosi się jednak nie tylko do twórcy, arcydzieło jest bowiem wyrazem duszy społeczeństwa, narodu. Przeciwstawiał się też rozpoetyzowaniu i rozmarzeniu, co traktował jako eufemistyczne określenia lenistwa i gnuśności (Z powodu poezji). Literatura polska tylko wówczas będzie wielka, jeśli, poruszając tematykę uniwersalną, każdym słowem dowiedzie polskiego ducha. Zbiorowość polska nie zajmuje się jednak według Tetmajera literaturą, nie czyta jej i nie potrzebuje (zwłaszcza poezji). Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywał w upadku poezji po romantyzmie, brak dobrej poezji spowodował wzrost zainteresowań prozą, m.in. powieściami Józefa Ignacego Kraszewskiego i Henryka Sienkiewicza (Wielki poeta, „Tygodnik Ilustrowany” 1901, nr 43–51).

„Nowe tory dawnego wielkiego natchnienia”, odrodzenie liryki upatrywał w twórczości Wyspiańskiego: „Poezja polska wchodzi z Wyspiańskim w nowy znak” (tamże, nr 44). Uważał go za wieszcza, na którego od dawna czekał naród, nowatora idei i formy. Poddał jednak krytyce Legion („Czas” 1901, nr 42–44) m.in. za nadmiar egzaltacji i niepotrzebne zabiegi, np. brak interpunkcji, zbędne powtórzenia. Wesele uznawał natomiast za przejaw pełnego rozkwitu talentu Wyspiańskiego, mimo że został tam skarykaturowany pod postacią Poety (O „Weselu”, w: Notatki literackie, 1916).

W napisanym po śmierci Elizy Orzeszkowej artykule przedstawił propozycję rozróżnienia typów twórców: „Cztery są dla mnie najdoskonalsze typy arcytwórców: Shakespeare – najwyższa obojętność; Mickiewicz – największa uczuciowość; Byron – najgwałtowniejszy niepokój wewnętrzny; Goethe – najgłębsza filozofia indywiduum, człowieka” (Eliza Orzeszkowa, „Tygodnik Ilustrowany” 1907, nr 23).

Jako autor związany z literaturą tatrzańską zabierał głos w sprawie tzw. szkoły Tatr (Poeci Tatr, „Goniec Poranny i Wieczorny” 1905, nr 207, dod.). Do szkoły tej, obejmującej twórców piszących o Tatrach, zaliczał romantyków (np. S. Goszczyńskiego), pozytywistów (np. A. Asnyka) oraz sobie współczesnych (np. S. Witkiewicza). Jej przyszłość upatrywał m.in. w twórczości Władysława Orkana i Józefa Jedlicza. Duże nadzieje wiązał też z góralskim piśmiennictwem chłopskim (np. opowieści Sabały spisane przez A. Stopkę), z coraz powszechniejszym spisywaniem gwary i pieśni góralskich. Przekonany o zaletach folkloru tatrzańskiego, uważał, że potrzebne jest dzieło („epos homerycki”), które ocaliłoby przeszłość i teraźniejszość Tatr. Po przeczytaniu omówienia przez Walerego Gostomskiego Ballad tarzańskich Wacława Wolskiego („Książka” 1908, nr 8) wytknął autorowi brak znajomości podstawowych dat i faktów, dowodził np., że Tytus Chałubiński nie odkrył Tatr, gdyż były one już wówczas odwiedzane przez turystów. Polemizował z użytym przez Gostomskiego słowem „moda” na określenie szybkiego rozwoju literatury tatrzańskiej. Zdaniem Tetmajera to nie „moda” była powodem opiewania Tatr, ale wewnętrzna potrzeba twórców, którzy tam się urodzili, pisali więc z tęsknoty za dzieciństwem, młodością itd. (Do „Historii literatury tatrzańskiej” [1909], w: Notatki literackie).

Tetmajer wywarł ogromny wpływ na literaturę Młodej Polski (przede wszystkim na poezję). Uwielbiali go czytelnicy, szybko zauważyła krytyka. Jak podaje Nowy Korbut, w l. 1890–1918 powstało ok. 500 recenzji jego utworów, które zostały zamieszczone na łamach ok. 120 czasopism. Poeta często polemizował z recenzentami, formułującymi opinie krytyczne wobec jego twórczości, ale i nazbyt jego zdaniem pochwalne, publikując na łamach prasy listy otwarte. Z dystansem odnosił się do zawodowej krytyki, która według niego często nie potrafi dostrzec talentu ani arcydzieła. Nawet jeśli krytycy uznają je, to „byle im tylko nie naruszać ich powag, byle nie wstrząsać ich panteonu” (Wielki poeta, nr 43). Drażniło go tworzenie obozów, koterii, które się wzajemnie popierają, a niszczą konkurencję. Rzetelna krytyka powinna być jego zdaniem przede wszystkim uczciwa i sumienna. Często podkreślał, że nie jest zawodowym krytykiem ani profesorem literatury, więc nie może obszernie przeanalizować danego utworu czy zjawiska literackiego. Jego recenzje nie odbiegały jednak od ówcześnie publikowanych, wpisując się w nurt krytyki autorskiej. Charakteryzowały się m.in. utożsamianiem twórcy i jego dzieła, impresjonizmem (subiektywnością), nieużywaniem terminologii naukowej (stosowaniem np. metafor w miejsce terminów naukowych). Jego publikacje wyróżniały erudycja (nawiązania do Biblii, mitologii, literatury polskiej i powszechnej, a także do innych sztuk, zwłaszcza malarstwa), emocjonalność i poetycki język pełen metafor i porównań.</document>
<document nplp_id="13949" title="Tarnowski Stanisław" slug="tarnowski-stanislaw">Historyk literatury, krytyk literacki, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: S.T., ST.T., [zbior.] Edward Rembowski, [zbior.] Światowid.

Informacje biograficzne. Stanisław Kostka Tarnowski urodził się 7 IX 1837 w Dzikowie jako syn Jana Bogdana Tarnowskiego h. Leliwa (1805–1850) oraz Gabrieli z Małachowskich h. Nałęcz (1800–1862). Po naukach początkowych pobieranych w domu rodzinnym pod kierunkiem Fortunata Brodzkiego uczęszczał do Gimnazjum św. Anny w Krakowie. W latach szkolnych zawiązała się jego przyjaźń z historykami Tadeuszem Plińskim, Józefem Szujskim i Tadeuszem Wojciechowskim. Po maturze w 1854 r. rozpoczął studnia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, na przełomie 1855/1856 r. studiował w Wiedniu. Po powrocie do Krakowa kontynuował studia prawnicze, a dodatkowo przez semestr słuchał wykładów na Wydziale Lekarskim. W listopadzie 1857 r., po uzyskaniu urlopu, w towarzystwie Ludwika Wodzickiego wyruszył w podróż przez Francję i Hiszpanię do Egiptu, Ziemi Świętej, Syrii i Konstantynopola. Po powrocie do Krakowa przeniósł się na Wydział Filologiczny UJ, jeden semestr studiował w Wiedniu. W 1860 r. został galicyjskim korespondentem Biura Polskiego przy Hotelu Lambert. W Paryżu zawarł znajomość z redaktorami „Wiadomości Polskich” – Walerianem Kalinką i Julianem Klaczką. Na wieść o wybuchu powstania styczniowego wraz z bratem Juliuszem powrócił do kraju i zaangażował się w działalność związanego z „białymi” wydziału wojskowego Komitetu Obywatelskiego Galicji Zachodniej (późniejszej Rady Prowincjonalnej Galicji Zachodniej). W walkach nie uczestniczył. W nocy 30 IX/1 X 1863 został aresztowany i skazany za działalność konspiracyjną na 12 lat więzienia, później wyrok skrócono do ośmiu lat. Przebywał w więzieniu na Wawelu, w byłym klasztorze Karmelitów we Lwowie i w Ołomuńcu. W 1865 r., ułaskawiony przez cesarza Franciszka Józefa I, powrócił do Krakowa. Podczas pobytu w więzieniu tłumaczył prace angielskiego historyka Thomasa Babingtona Macaulaya. W 1866 r. wraz z przyjaciółmi Stanisławem Koźmianem, Józefem Szujskim i Ludwikiem Wodzińskim stworzył konserwatywny miesięcznik „Przegląd Polski”, na którego łamach ogłaszał swoją publicystykę, recenzje, studia i szkice historycznoliterackie (począwszy od szkicu Frycz Modrzewski „O poprawie Rzeczypospolitej”, „Przegląd Polski” 1867, t. 4), kroniki literackie. Próbował sił jako literat: wraz z braćmi Ludwikiem i Henrykiem Wodzickimi, Augustem Gorayskim i Anną Mycielską, pod pseudonimem Edward Rembowski opublikował romans epistolarny Prawie powieść („Przegląd Polski, 1868, t. 3–4:), , pod pseudonimem Światowid (z L. Wodzickim, S. Koźmianem i A. Mycielską) powieść Kosze i koszyki („Przegląd Polski” 1869, t. 2, 1870, t. 3), z Władysławem Ludwikiem Anczycem anonimowo komedię Wędrówki po Galilei („Przegląd Polski” 1873, t. 4).

W 1867 r. został posłem na Sejm Krajowy, a niedługo potem członkiem Wydziału Krajowego i delegatem do Izby Poselskiej Rady Państwa w Wiedniu (mandat złożył w proteście przeciw konstytucji grudniowej). Jako członek Rady Szkolnej Krajowej angażował się w sejmowe debaty nad oświatą i edukacją w Galicji. W 1869 r. (wraz ze S. Koźmianem, L. Wodzickim i J. Szujskim) ogłosił na łamach „Przeglądu Polskiego” pamflet Teka Stańczyka, w którym zostały poddane krytyce m.in. ruch spiskowy i działania demokratów galicyjskich, antyklerykalizm, ateizm. W 1869 r. zdał również egzaminy doktorskie i po wygłoszeniu wykładu habilitacyjnego Ogólny obraz literatury politycznej w Polsce do końca XVIII wieku uzyskał pozwolenie na prowadzenie (veniam legendi) na UJ wykładów z historii literatury polskiej. W 1871 r. objął katedrę historii literatury polskiej i wszedł do Państwowej Komisji Egzaminacyjnej dla Nauczycieli Szkół Średnich. Wykładał dzieje literatury polskiej od XVI do XIX w. W UJ pełnił funkcje: dziekana Wydziału Filozoficznego (1882/83), prorektora (1887/1888, 1900/1901) i rektora (1886/1887, 1899/1900; w 1890 r. portret Tarnowskiego w stroju rektorskim namalował J. Matejko).

W 1870 r. został współwłaścicielem krakowskiego „Czasu” i ponownie wybrano go na posła do Sejmu Krajowego (mandat złożył w 1873 r., po upadku kampanii rezolucyjnej).W 1874 r. w Paryżu poślubił Różę Branicką (1854–1942). W pałacu na Szlaku w Krakowie małżonkowie prowadzili salon towarzyski. Mieli troje dzieci: Elżbietę (1875–1955), Jadwigę (1879–1945) i Hieronima (1892–1965). W l. 70. odwiedził m.in. Kijów, Moskwę, Wilno, Pomorze Gdańskie i Warmię, czego świadectwem stały się jego reportaże publikowane na łamach „Przeglądu Polskiego”. Od 1877 r. kontynuował działalność parlamentarną. We wrześniu 1880 r. należał do grona osób, które towarzyszyły cesarzowi Franciszkowi Jozefowi I podczas wizyty w Krakowie i we Lwowie. Współorganizował audiencję redaktorów czasopism katolickich u papieża Leona XIII (1879), uczestniczył w pielgrzymce słowiańskiej do Rzymu z okazji jubileuszu kanonizacji świętych Cyryla i Metodego (1881) i w kongresie katolików w Wiedniu (1889). W 1883 r. został członkiem delegacji, która w imieniu narodu polskiego ofiarowała Leonowi XIII obraz Jana Matejki Sobieski pod Wiedniem. W 1885 r. został mianowany przez cesarza dożywotnim członkiem Izby Panów i wszedł do Rady Państwa w Wiedniu. W grudniu 1898 r. otrzymał od cesarza godność tajnego radcy. Od 1900 r. zasiadał w Sejmie Krajowym jako wirylista (w związku z pełnieniem funkcji prezesa Polskiej Akademii Umiejętności). Po wybuchu I wojny światowej wyjechał do Wiednia. Po powrocie do Krakowa w 1916 r. wziął udział w obchodach z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości,. Zmarł 31 XII 1917 w Krakowie, został pochowany na cmentarzu Rakowickim. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1936). W 1937 r. jego prochy przeniesiono do kościoła dominikanów w Dzikowie.

Poglądy ideowo-estetyczne. Na twórczość piśmienniczą Tarnowskiego złożyły się artykuły publicystyczne oraz prace o charakterze krytyczno- i historycznoliterackim. Zakres zainteresowań literackich Tarnowskiego był szeroki: od literatury staropolskiej po współczesną. W jego dorobku znalazły się monografie, m.in. O dramatach Schillera (1896), Zygmunt Krasiński (1892, 1895), Henryk Sienkiewicz (1897), Adam Mickiewicz – życie i dzieła. Zarys biograficzny (1898), Julian Klaczko (1909), synteza Historia literatury polskiej (t. 1–6, 1900–1907), rozprawy, szkice, recenzje dzieł literackich i wspomnienia pośmiertne o autorach ogłaszane na łamach prasy (m.in. w „Przeglądzie Polskim”. „Czasie”, „Niwie”, „Wieku” i „Kronice Rodzinnej”) lub w wydawnictwach zbiorowych, przedmowy do dzieł innych autorów, tłumaczenia utworów obcojęzycznych, noty edytorskie i wypisy dla szkół gimnazjalnych. Z czasów młodości pochodziła fascynacja Tarnowskiego Friedrichem Schillerem, Johannem Wolfgangiem Goethem i literaturą romantyczną, zwłaszcza Zygmuntem Krasińskim, z którym Tarnowscy byli spokrewnieni. Za arcydzieło na skalę światową Tarnowski uważał Nie-Boską komedię, z dzieł obcych – trylogię Wallenstein Schillera..

Wobec romantyzmu nie krył podziwu i przywiązania, choć nie był bezkrytyczny. Z niechęcią odnosił się do mistycyzmu, patosu i czułostkowości, przejawów egotyzmu i egocentryzmu, epigoństwa. O Juliuszu Słowackim pisał: „[…] pod wpływem i wrodzonego usposobienia, i zewnętrznych okoliczności nauczył się w osobistej egzaltacji […] widzieć najwyższą na ziemi potęgę […]” (Profesora Małeckiego „Juliusz Słowacki”, „Przegląd Polski” 1867, t. 2; dalej: PP). Od artystów oczekiwał umiejętności godzenia w dziele artystycznym walorów poznawczych, estetycznych i moralnych. Uznając porządek społeczny za podstawę bytu wspólnoty, a rewolucję – za anomalię, zarówno twórców, jak i bohaterów ich dzieł rozliczał z lojalności wobec zbiorowości: rodziny, społeczeństwa, narodu i Kościoła. Potępiał postawy godzące, w jego ocenie, w interes społeczny: nawoływanie do przewrotów społecznych, niechęć do papiestwa, naruszanie zasad współżycia rodzinnego, wreszcie kult jednostki i indywidualizmu. W sprawach moralności był bezkompromisowy. W sztuce, jak i w życiu nie akceptował przejawów okrucieństwa, bezwstydności, hedonizmu, bezideowości, relatywizmu moralnego. Jak twierdził, prawo moralne jest elementem Boskiego planu względem człowieka, ma charakter pierwotny – wyprzedza zarówno indywidua ludzkie, jak i powstanie wspólnoty politycznej czy państwa.

W zgodzie ze stanowiskiem szkoły historycznej krakowskiej, w historii widział domenę Boga. Kulturę bizantyjską i chrześcijaństwo wschodnie oskarżał o zapóźnienie cywilizacyjne, partykularyzm i sprzyjanie caratowi, winą za upadek państwowości polskiej obarczał naród. Występując publicznie, przestrzegał przed osłabieniem więzi Polaków z Kościołem katolickim. Ataki na religię i tradycję chrześcijańską, próby ich zreinterpretowania np. przez modernistów, ze względu na związek polskości z katolicyzmem, uważał za sprzeczne z patriotyzmem i ideą solidaryzmu narodowego. Nie akceptował darwinizmu i materializmu, sprzeciwiał się przenoszeniu na grunt humanistyki zdobyczy nauk przyrodniczych. Twórczości spod znaku realizmu i naturalizmu zarzucał odejście od rzeczy wzniosłych i pięknych ku codzienności, doraźność, koncentrowanie się przede wszystkim na szczególe i podnoszenie zjawisk jednostkowych do poziomu uogólnienia. „[…] łudzą się artyści, którzy myślą, że ich talent, ich dzieło, zrobi wrażenie i wywoła podziw, choć przedmiot sam będzie odrażający lub obrzydliwy” (Henryka Sienkiewicza „Potop”, „Pan Wołodyjowski”, PP 1888, t. 2).

Nie cenił powieści, poza utworami Henryka Sienkiewicza, które szczegółowo omawiał w artykułach prasowych, potem przedrukowanych w Studiach do historii literatury polskiej (t. 5, Kraków 1897). Powieściopisarstwo uważał za przejaw kultury tandetnej, schlebiającej gustom publiczności, był przeciwnikiem mieszania gatunków. Na początku l. 80. zapowiadał zmierzch powieści, spowodowany wyczerpaniem się schematów fabularnych, zawłaszczanych przez twórców piszących na zamówienie wydawnictw periodycznych. Odrzucał lub wybiórczo akceptował literaturę młodopolską (L. Rydla i K.M. Górskiego), w której widział świadectwo rozkładu i przesilenia. Nie poznał się na talencie m.in. Stanisława Wyspiańskiego, ogłosił anonimowo pamflet na artystę (Czyściec Słowackiego. Realistyczno-fantastyczny, satyryczno-symboliczny, dźwiękowo-kolorystyczny, marmurowo-eteryczny, pastelowo-monumentalny, miniaturowo-kolosalny, humorystyczno-tragiczny, opisowo-dramatyczny, śliczny poemat modernistyczny, Wiedeń 1903). Symbolizmu i impresjonizmu nie lubił, ale i nie rozumiał: „[…] mniemane symbole to przeskoki myśli, to kojarzenie pomysłów, które nic wspólnego jeden z drugim nie mają, to nie jest myślenie zawikłane. Ale głębokie, to jest negacja wszelkiej logiki w myśleniu” (Historia literatury polskiej, t. 6, cz. 2, Kraków 1907).

Jako krytyk i historyk literatury Tarnowski nawiązywał do różnych tradycji estetycznych: od klasycznej estetyki niemieckiej Schillera i Goethego, przez estetykę Georga Wilhelma Friedricha Hegla i jego polskich interpretatorów czy kontynuatorów, aż po estetyki współczesne. Z powodzeniem odnawiał model krytyki łączącej kategorie romantyczne z uniwersalizmem klasycznym, włączając się w spory ideowo-estetyczne swojej epoki (np. polemizował z założeniami estetyki naturalistycznej, odrzucał tragizm oparty na determinizmie czy młodopolskim „światopoglądzie tragicznym”, głosił możliwość przezwyciężenia dychotomii realizm–idealizm na drodze kompromisu). W literaturze cenił harmonię, wstrzemięźliwość i wyobraźnię. Usiłował wypracować własny język opisu dzieła literackiego, adekwatny do konserwatywnej wizji świata, w której historia państw i narodów, porządek społeczny, moralność, wreszcie piękno i sztuka znajdują swoje uzasadnienie w Boskiej transcendencji. Refleksję metakrytyczną podejmował rzadko, okazjonalnie, rozpraw teoretycznych nie pisał. W przeciwieństwie do pozytywistów nie wierzył w możliwość zobiektywizowania procesu poznawczego, dlatego bronił prawa krytyka do wyrażania własnych sądów o literaturze. „Czy Taine istotnie robi to, co chce i obiecuje? Czy jego formuła, recepta na psychologiczną znajomość ludzi i społeczeństw (pochodzenie i otoczenie) jest dostateczną i wystarcza do rozwiązania tych zagadnień?” – pytał na marginesie Mesjanistów i słowianofilów Mariana Zdziechowskiego (PP 1888, t. 1). Jak dowodził w Przedmowie do Historii literatury polskiej (Kraków 1903), obiektywizm krytyków pozytywistycznych, zakładający wyciszenie żywiołu podmiotowego, nie wychodzi poza warstwę deklaratywną, jest sprzeczny z naturą działalności naukowej, a co więcej – niemożliwy do zrealizowania w praktyce. Prawo do wartościowania i subiektywnego sądu stanowi jedną z podstaw metody krytycznoliterackiej Tarnowskiego. Już w przedmowie do Pisarzy politycznych XVI wieku (Kraków 1886), uprzedzając zarzut stronniczości, zastrzegał: „Że moje zdanie o ich zasłudze lub szkodliwości może być mylne, to wiem: ale tego stanowiska zmienić nie mogę, bo musiałbym na to zmienić rodzaj swego umysłu i swojej natury, a to ode mnie nie zależy”. Za cel stawiał sobie kształtowanie opinii odbiorców o literaturze, wpływanie na ich moralność, postawy narodowe i społeczne, upodobania estetyczne. Piękno, naturę ludzką, istotę sztuki, jak i kryteria oceny dzieł artystycznych uważał za uniwersalne i niezmienne.

Tarnowski pisał stylem emotywnym (H. Markiewicz), bogatym w figury retoryczne i nakierowanym na odbiorcę. Posługiwał się pytaniem retorycznym, apostrofą, antytezą i stylem ucinkowym. Unikał teoretyzowania, balastu fachowej terminologii, popisów erudycji. Dbał, by jego przekaz był atrakcyjny dla odbiorców zarówno pod względem treści, jak i formy. Na przestrzeni lat nie zmieniał zasadniczo swoich sądów o autorach ani kryteriów oceny ich dzieł, nawet wobec dokonującego się w nauce o literaturze postępu wiedzy.

Kontrowersje i uznanie. Za życia, jak i po śmierci Tarnowski doczekał się wielu, czasem sprzecznych, ocen. Wśród współczesnych ze swojego pokolenia uchodził za autorytet w sprawach literackich: jego prace o literaturze budziły kontrowersje, ale nie wypadało ich nie znać, nie czytać, zwłaszcza że w jego dorobku naukowym nie brakowało dokonań pionierskich, które z czasem stały się „prawdami obiegowymi”, szczególnie jeśli idzie o twórczość pisarzy dawnych, Krasińskiego, komedie Fredry. „Czarną legendę” Tarnowskiego jako badacza, który nie zna się na literaturze i nie umie wyjść poza ograniczenia swojej koterii, stworzyła dopiero krytyka młodopolska pod piórem Adolfa Nowaczyńskiego, Wilhelma Feldmana, Stanisława Brzozowskiego i Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Hrabiego profesora obśmiewano w Zielonym Baloniku i utożsamiano z postacią Prezesa z Wyzwolenia Wyspiańskiego. Atakując Tarnowskiego, mierzono w arystokrację i ideologię stańczykowską. „P. Tarnowskiemu wydaje się, że oceną jest zestawienie pism i poglądów tego lub owego pisarza z tymi uprzedzeniami, jakie panują w klice, która hr. Tarnowskiego otacza i którą podoba mu się uważać za społeczeństwo polskie” – pisał Brzozowski (Współczesna krytyka literacka w Polsce, Stanisławów [1907]). Feldmana zaliczał Tarnowskiego do „pomniejszycieli olbrzymów”, nazywał „umysłem gnuśnym”, „dziwnie […] prostym i nieskomplikowanym, przesiąkłym zarazem wszystkimi konwenansami salonu, wszystkimi tradycjami gustów arystokratycznych”, bez polotu i wyczucia, „co ludzkość, co żywych boli, wstrząsa, zapala, do rozpaczy doprowadza” (Pomniejszyciele olbrzymów (Szkice literacko-polemiczne), Stanisławów 1906). Po latach zasługi Tarnowskiego dla krytyki i historii literatury podnieśli m.in. Stanisław Pigoń i Wacław Borowy. Krytykiem „w wielkim stylu, może nawet największym […], jakiego mieliśmy w ubiegłym stuleciu” nazwał Tarnowskiego Julian Krzyżanowski. Wśród krytyków polskich XIX w., zauważał z kolei Henryk Markiewicz, „nie ma ani jednego, u którego można by znaleźć tak wiele stron kompromitujących i tak wiele stron świetnych”.</document>
<document nplp_id="13951" title="Święcicki Julian Adolf" slug="swiecicki-julian-adolf"> 

Tłumacz, historyk literatury, publicysta, poeta, dramatopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: Dolcio; J.A.Ś.; J.A.Św.; Julian Sygne; Ś.

Informacje biograficzne. Urodził się 11 II 1848 w Kozienicach. Był synem Szczęsnego Feliksa Rajmunda Justyna, oficera wojska polskiego w powstaniu listopadowym, i Marii z Jaskólskich (zm. 1881). Nosił nazwisko matki do 1852 r., kiedy został uznany przez ojca w akcie małżeństwa rodziców. Uczył się w Kozienicach i w gimnazjum w Radomiu, skąd jako uczeń piątej klasy uciekł do oddziałów powstania styczniowego. W 1866 r. uzyskał maturę w IV gimnazjum w Warszawie, w 1867 r. rozpoczął studia na Wydziale Historyczno-Filologicznym Szkoły Głównej Warszawskiej, ukończył je w 1871 r. już na rosyjskim Uniwersytecie Warszawskim. W 1873 r. podjął stosunkowo dobrze płatną i pozostawiającą pewną swobodę w gospodarowaniu czasem pracę w Zarządzie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, co pozwoliło mu zająć się także twórczością literacką i publicystką, podróżować i doskonalić języki; posadę tę po dojściu do stopnia sekretarza generalnego Rady Zarządzającej zajmował do 1912 r. Debiutował jako poeta w 1873 r. w „Tygodniku Ilustrowanym”, jako dramatopisarz – komedią O własnej sile (wyst. 1876), jako tłumacz (z języka francuskiego) – edycją pracy Maurice’a Blocka Praktyczny wykład nauki gospodarstwa społecznego dla młodzieży (1873). Wykładał literaturę powszechną w warszawskich szkołach średnich, głównie dla dziewcząt. Był człowiekiem pracowitym i towarzyskim, miał talent oratorski i łatwość pisania. Bywał uczestnikiem spotkań literackich u Deotymy (J. Łuszczewskiej), organizował też w swym mieszkaniu w Warszawie „męskie zebrania” dla przyjaciół (gośćmi bywali m.in. B. Prus, J.K. Kotarbiński, J. Ochorowicz, H. Sienkiewicz, A. Sygietyński, A. Osuchowski). Święcicki był żonaty z Władysławą Michaliną Anielą z Boguskich (1862–1944), siostrą znanej literatki Heleny Pajzderskiej (1º voto Szolc-Rogozińskiej). Miał dwie córki: Janinę (zm. 1935, zam. Zakrzeńska) i Marię (zm. 1993).

Publicysta był członkiem kilku organizacji i stowarzyszeń kulturalno-społecznych, współrealizował wiele inicjatyw mających na celu rozwój kulturalny, naukowy i społeczny pozostającej pod zaborami Polski. Już w Polsce niepodległej zajmował się losami weteranów powstania 1863 r. Był odznaczony Krzyżem Walecznych, a w 1923 r. został udekorowany francuskim Orderem Legii Honorowej. Należał do zespołów redakcyjnych wielu czasopism i wydawnictw zbiorowych, od 1898 r. był stałym współpracownikiem serii „Biblioteka Dzieł Wyborowych”, należał też do współorganizatorów Macierzy Szkolnej, do Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich, był przewodniczącym Kasy Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy, ok. 1920 r. przewodniczył Komitetowi Zjednoczenia Górnego Śląska z Rzeczpospolitą. Przyjaźnił się z rodziną Paderewskich. W 1924 r. obchodził jubileusz pięćdziesięciolecia pracy. Zmarł 26 I 1932 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych.

Historia literatury powszechnej. Warszawska orientalistyka. Święcicki zajmował się twórczością pisarzy orientalnych i sytuacją ówczesnej orientalistyki. Wydawał Historię literatury powszechnej (t. 1–7, 1901–1903), która obejmowała literaturę najdawniejszą: asyryjsko-babilońską i egipską, chińską i japońską, arabską, indyjską, perską i żydowską. Opracowanie to miało charakter kompilatorski, ale mimo to zawierało pewne wartości poznawcze. W pracy Wycieczki na Wschód. O poetach i poezji arabskiej przed Mahometem: studium literackie („Biblioteka Warszawska” 1878, t. 3) znajduje się informacja, że autor opierał się na „źródłach łacińskich, francuskich i niemieckich”, omawiając zaś dokonania orientalistyki europejskiej, tę polską kwitował rozczarowaniem. W artykule Najnowsze prace orientalistów polskich za granicą („Ateneum” 1879, t. 3) publicysta-historyk starał się przybliżyć rodzimemu czytelnikowi prace znakomitych polskich orientalistów (np. I. Pietraszewskiego, A. Chodźki, W. Biberstein-Kazimirskiego) publikujących za granicą, dzięki którym przekłady z literatury perskiej znane są w Europie, choć pozostają nieznane w ojczyźnie. Po latach Wacław Nałkowski (Kartka z dziejów warszawskiej krytyki naukowej w świetle krytyki społecznej, „Społeczeństwo” 1908, nr 15–16) przypomniał ostrą krytykę pracy Ignacego Radlińskiego o języku asyryjskim, z którą wystąpił Święcicki („Biblioteka Warszawska” 1881, t. 1), zarzucając swojemu konkurentowi kompilacyjność oraz splagiatowanie książki Ernesta Renana. Nałkowski krytykował poglądy „pana Święcickiego, znanego naszego orientalisty i wysokiego urzędnika kolejowego”, wykazując, że „jedno z dwojga: albo logika, albo etyka literacka recenzenta szwankuje” (Kartka, nr 16).

Na marginesach przekładów. Święcicki był mistrzem przedmów, wprowadzał w obieg krajowy nowe nazwiska i dzieła. Jego Przedmowa do dokonanego przez Teresę Prażmowską przekładu powieści Marka Twaina Przygody Hucka (1898) jest właściwie całościową rozprawką krytycznoliteracką o humorze, komizmie, satyryczności w literaturze: „[…] badania nad tym: jak, kiedy i z czego śmiał się dany naród – są także pouczające i stanowią dla historii cywilizacji źródło ciekawe” – pisze Święcicki. Następnie daje przegląd opinii na temat humoru (narodowego) i dowcipu (indywidualnego). Nie ma natomiast ani słowa o wartości przekładu tego utworu na język polski, choć jest mowa o tłumaczeniach na język niemiecki.

W przedmowie do przekładu Don Kiszota z Manszy pióra Walentego Zakrzewskiego (1899) Święcicki stwierdza, że Don Kiszot jest to „z jednej strony krytyka ksiąg rycerskich i feudalizmu rycerskiego, dokonana pod wpływem Odrodzenia, z drugiej zaś bezświadom[e] odtworzenie walki odwiecznej idealizmu z materializmem”. W 1898 r. ukazał się z przedmową Święcickiego Kapitan Czart: Przygody Cyrana de Bergerac Louisa Galleta w przekładzie Wiktora Gomulickiego. Autor przedmowy, porównując wersje Galleta i Edmonda Rostanda, dochodzi do wniosku, że „człowiek honorowy nie ma narodowości”, jest „obywatelem świata”. Znajdują się tu także informacje o twórczości beletrystycznej Galleta i o jego „znakomitszej jeszcze” pracy librecisty, ale i w tej wypowiedzi nie ma ani słowa o wartości przekładu. Podobnie jest w przedmowach do Księcia srebrnego (1898) Aleksego Tołstoja przełożonego przez Józefa Prackiego oraz do przekładu Zmartwychwstania (1900) Lwa Tołstoja dokonanego przez Gustawa Dolińskiego. W „Bibliotece Warszawskiej” 1880 (t. 4) znajdują się recenzje Święcickiego z przekładów na niemiecki W Szwajcarii Juliusza Słowackiego oraz Pieśni o ziemi naszej Wincentego Pola przez Ludwiga Kurtzmanna oraz Marii Stuart Słowackiego przez Ludomiła Germana. Omówienia te są charakterystyczne dla prac krytycznoliterackich Święcickiego: najpierw zostaje sformułowana bardzo pozytywna ocena ogólna, następnie pojawiają się krytyczne, niemal drobiazgowe uwagi do poszczególnych fragmentów, wątków bądź wyrazów. Święcicki zarzuca jednak fragmentom tłumaczeń „bezbarwność”, „nieścisłość”, „hipotetyczność wyrażenia”, a nawet nazywa je „nudnymi” czy „samowolnymi” (tamże).

Studium Najznakomitsi komediopisarze hiszpańscy („Ateneum” 1879, t. 2–3) zawiera obszerne fragmenty tłumaczonych przez Święcickiego komedii Lopego de Vegi, Tirsa de Moliny i Juana Ruiza Alcaróna y Mendozy oraz interesujące komentarze dotyczące m.in. przemian literackiego języka hiszpańskiego na przełomie XVI i XVII w. Źródeł oryginalności artystycznej Lopego de Vegi upatruje Święcicki w historii Półwyspu Iberyjskiego, w „wędrówkach” plemion, kultur i języków; gdy inne kraje i kultury zalecały naśladownictwo wzorów klasycznych, w oddzielonych morzami i górami rejonach Europy i świata powstawała sztuka ludowa nasycona regionalnością i swobodą wyobraźni. Wstęp do edycji Komedii wybranych Lopego de Vegi (1881) w przekładzie Święcickiego stanowił skrót artykułu z 1879 r. Obok bardzo pozytywnej opinii o twórczości hiszpańskiego dramatopisarza autor sformułował krótko i ogólnie uwagi na temat „ujemnych stron” jego sztuk mających „niezaprzeczenie swe źródło w bezprzykładnej gorączce tworzenia, szkodzącej artystycznemu wykończeniu” (tamże). Święcicki pisał też o ostatniem klasyku hiszpańskiego złotego wieku w studium Don Pedro Calderon de la Barca („Biblioteka Warszawska” 1881, t. 2–3).

O literaturze polskiej. W artykule Kroniki Prusa pod względem społecznym („Kurier Codzienny” 1897, nr 1) Święcicki – krytyk literacki, społecznik i patriota – stara się omówić poglądy autora Kronik, nie pomijając jego humoru, dzięki któremu trudne sprawy społeczne dostają się do serc „jak blask słoneczny nawet wtedy, gdy wśród łez zajaśnieje”. W szkicu Prus w świetle swoich utworów („Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 51) krytyk zawraca uwagę na harmonię między życiem a twórczością pisarza wynikającą z kultywowania „ideałów dobra i prawdy”, a także na swoistą „podwójność” twórcy, który z jednej strony trzeźwy, praktyczny, z drugiej „jest na wskroś poetą wstępującym często na wyżyny, dla urzędowych rymopisów niedostępne” (tamże).

Przedmowa Święcickiego do utworu Stefana Mariana Roguskiego Wilcze gardła (1899) zawiera typowe elementy tego typu wypowiedzi: skrót biogramu autora, przypomnienie jego dotychczasowej twórczości literackiej. Przedmowa do Pamiętników Szymona Konopackiego (1899) jest z kolei właściwie biogramem, a literatury dotyczą zaledwie dwa fragmenty, w tym: „Czystość i poprawność języka, prawdziwy purytanizm [!] w przestrzeganiu form jego, cechują w nim [Konopackim] człowieka oddaleńszej epoki”.

O literaturze europejskiej. Polskie wydanie powieści Victora Hugo Rok dziewięćdziesiąty trzeci (1898) otwiera przedmowa Święcickiego obfitująca w pełne egzaltacji sformułowania: „Geniusz ten [Hugo] miał zbudzić poezję z drzemki klasycznej, tchnąć w nią nowego ducha, zwrócić ku ideałom podnioślejszym, oczyścić z chwastów konwencjonalizmu bezmyślnego, ożywić prawie wszystkie gałęzie literatury pięknej, zdobyć potrójną koronę: poety, romansopisarza i dramaturga, a nade wszystko być zawsze i wszędzie niestrudzonym apostołem wolności i szlachetnym nędzy rzecznikiem”. Potwierdzeniem zwycięstwa romantyzmu był dramat Hernani, a ukoronowaniem powieść Notre Dame de Paris, która, „gdyby jej autor niczego więcej nie napisał, zapewniłaby mu nieśmiertelność” (tamże). Święcicki opublikował też przekład fragmentów książki amerykańskiego teatrologa Brandera Matthewsa (Najznakomitsi komediopisarze francuscy XIX w., „Biblioteka Warszawska” 1882, t. 3).

Studium literackie Alfred Tennyson („Biblioteka Warszawska” 1886, t. 1) zawiera rozważania o poezji angielskiej XVIII i XIX w. rozpoczęte stwierdzeniem, że naród angielski, tak praktyczny i trzeźwy, pozornie zajęty gromadzeniem zasobów materialnych – jest „jednym z poetyczniejszych narodów świata”, a poeci nie umierają tam z głodu. Ani despotyczne rządy, ani „purytańskie wybryki” nie przeszkodziły rozwojowi poezji czerpiącej zarówno z filozofii, jak i z religii: „[…] z Wordsworthem poezja stała się filozofią, z Shelleyem i Keatsem jednocześnie filozofią i religią” (tamże). Pojawia się też tu kilka ocen bardzo krytycznych wobec George’a Gordona Byrona, którym miałaby kierować nienawiść do ludzkości oraz fascynacja złem (tamże). Święcicki jest również autorem sylwetki Henrika Ibsena (Henryk Ibsen, „Tygodnik Ilustrowany” 1882, nr 327), w której za dominantę życia i twórczości norweskiego pisarza uważa „kontrast pomiędzy środkami a celem, pomiędzy wolą a możnością”.

Podsumowanie. Zdzisław Dębicki, recenzując dwa pierwsze tomy Historii literatury powszechnej Święcickiego, pisał z emfazą: „Rzadkie są u nas dzieła wielkiej, wytrwałej pracy” („Gazeta Polska” 1901, nr 194). Także Prus sformułował bardzo pozytywną ocenę tomu Literatura babilońsko-asyryjska i egipska, pisząc, że dzieło to „od pierwszej stronicy schwyciło mnie w taki sposób, że przeczytałem je do ostatniego wiersza” (Kronika tygodniowa, „Kurier Codzienny” 1901, nr 110). Twórczość Święcickiego nie odznaczała się oryginalnością; była kompilacją cudzych prac. Z tego powodu odmówiono mu członkostwa w Akademii Umiejętności. A jednak w skromnych warunkach szkolnictwa zaborowego benedyktyńska robota historyka-publicysty miała znaczenie i wiązała się z ogromnym nakładem pracy własnej, którą doceniono. Miejsce Święcickiego w historii polskiej kultury XIX-wiecznej sąsiaduje z działalnością pedagoga i popularyzatora nauki.</document>
<document nplp_id="13953" title="Śliwicki Daniel Paweł" slug="sliwicki-daniel-pawel">Dziennikarz, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: D.Ś.; Daniel Ś.; Daśli.; Śli…; Amator Krytyk [?].

Informacje biograficzne. Urodził się 4 I 1872 w Warszawie jako syn Leona Jana (1841– –1914), tapicera Warszawskich Teatrów Rządowych, i Karoli Michaliny z Trapszów (1847– –1892). Miał trzech braci i trzy siostry. Jedna z nich, Cecylia (1875–1960), poślubiła historyka literatury i krytyka literackiego – Henryka Gallego; brat Józef Szczepan (1867–1944) był aktorem i reżyserem przygotowanym do zawodu przez stryjecznego dziadka, Anastazego Trapszę; wielokrotnie używał swoich znajomości, by doprowadzić do uwolnienia Daniela z aresztów. Imię Daniel, oryginalne w rodzinach Śliwickich i Trapszów, mógł otrzymać noworodek za sprawą Daniela Filleborna, wybitnego śpiewaka opery warszawskiej, który 23 IV 1869 stawił się w kościele św. Antoniego jako świadek chrztu.

Śliwicki był samoukiem, od młodości angażował się w działania opozycyjne wobec rosyjskiej władzy (protestował m.in. przeciw odczytaniu w języku rosyjskim w katedrze warszawskiej manifestu intronizującego cara Mikołaja II). Aresztowany – trafił do cytadeli, dzięki staraniom brata został zwolniony, wyjechał w 1898 r. do Paryża, unikając poboru do wojska. Pracował tam w Bibliotece Polskiej; zaangażował się w działalność PPS-owskiej organizacji studenckiej „Spójnia”, nieco później – w struktury rozłamowego koła związanego z Ligą Narodową. W l. 1898–1900 był zastępcą adiunkta w Polskiej Stacji Naukowej w Paryżu. W marcu 1901 wyjechał do Lipska i tam od roku następnego prowadził bibliotekę polskiego Stowarzyszenia Naukowego.

W 1902 r. przeniósł się do Krakowa i podjął pracę w liberalno-demokratycznym dzienniku „Nowa Reforma”. Współpracował z miesięcznikiem „Krytyka” Wilhelma Feldmana, gdzie opublikował wiersze (Z więziennej celi, „Krytyka” 1902, z. 11–12), jak również z lwowskim dziennikiem „Słowo Polskie”. Podaje się, że publikował także w „Tece”, miesięczniku młodzieży polskiej pozostającym pod wpływem endecji i podobnie zorientowanym „Tygodniku Polskim”. Czasowo przebywał na Śląsku, gdzie redagował dziennik „Górnoślązak” i wspomagał Wojciecha Korfantego w kampanii wyborczej do Reichstagu. W l. 1904–1905 studiował jako wolny słuchacz na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wstąpił do Ligi Narodowej i propagował program Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego (SND) w broszurze Do braci włościan! (1905). Po odtajnieniu SND Śliwicki pisywał do jego warszawskiej agendy „Gońca Porannego i Wieczornego”, kierował pod przybranym nazwiskiem redakcją „Głosu Radomskiego” założonego po zawieszeniu przez gubernatora radomskiego „Gazety Radomskiej”; w 1907 r. został zdekonspirowany, przypomniano mu o dawnych przewinieniach (uchylanie się od służby wojskowej, ucieczka do Paryża). Został osadzony w cytadeli, a po szczęśliwym uwolnieniu wyjechał do Lublina, gdzie w tym samym roku związał się z redakcją pisma „Ziemia Lubelska” (w 1909 r. został jej redaktorem naczelnym). W 1908 r. założył z Mieczysławem Biernackim Towarzystwo Przyjaciół Teatru Polskiego. W 1907 r. ożenił się z Ireną Żebrowską (ur. 1881, 2º voto Głowińską), późniejszą redaktorką tygodnika „Przegląd Kobiecy”. Około 1909 r. Śliwiccy odkupili drukarnię, która wydawała m.in. „Ziemię Lubelską”. Nabytkiem zarządzała (przynajmniej formalnie) żona redaktora. Śliwiccy mieli dwie córki: Michalinę (1908–1981), poznaną z Józefem Czechowiczem dzięki pośrednictwu ojczyma, oraz Janinę (1910–1999; obie w czasie II wojny należały do AK i walczyły w powstaniu w Śródmieściu jako sanitariuszki zgrupowania „Chrobry II”).

Śliwicki wystąpił z Ligi Narodowej, widząc ustępstwa jej liderów wobec Rosji. Po wybuchu I wojny włączał się w różne organizacje polityczne, także narodowo-prawicowe, m.in. w Ligę Państwowości Polskiej. Jednocześnie popierał werbunek do Legionów, a 14 XI 1915 na zjeździe działaczy politycznych Królestwa Polskiego postulował jego restytucję pod berłem habsburskim. Takie wolty światopoglądowe były w czasie I wojny często spotykane (jeszcze jaskrawszych przypadków dostarczały biografie J. Steckiego, przeciwnika politycznego Śliwickiego, a także innego lublinianina, H. Wiercieńskiego). Nadal redagował „Ziemię Lubelską”, działał w miejscowych instytucjach charytatywnych (był kuratorem Lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności). W 1917 r. uderzył w twarz na ulicy redaktora „Myśli Żydowskiej”, Ludwika Rechtszafta (który stracił przytomność), za co został skazany na tydzień aresztu. Zmarł 23 I 1921 w Lublinie, został pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej.

Ideolog wolnej Polski. Leżała mu na sercu sprawa niepodległej Ojczyzny. Ideały wolnościowe wyrażał w formie stanowiącej adaptację idiomu romantycznego do ekspresywnego modelu kultury modernistycznej. W sonetach Z więziennej celi dedykowanych siostrze, prawdopodobnie Michalinie Mariannie Śliwickiej (1869–1944, zam. Dehnel), wyrafinowana forma wierszy służyła powściągnięciu emocji, nadawała im uporządkowany charakter i kształt. W jednodniówce „Listopadówka Ziemi Lubelskiej: w 77. rocznicę listopadowego powstania 1830/1831, 29 XI 1907”, zredagowanej niemal w całości przez Śliwickiego podpisującego się kryptonimami, uderzano w najwyższe rejestry poezji (cytaty z dzieł trzech wieszczów, a także wiersz S. Garczyńskiego, K. Ujejskiego, J. Wybickiego, wiersz własny redaktora) i w najwyższe religijno-patriotyczne tony myśli niepodległościowej poparte słowami Stanisława Szczepanowskiego. Pamiętając, że w 1907 r. Śliwicki rozpoczynał pracę w lubelskim dzienniku, można potraktować jednodniówkę jako poetycki wykładnik jego „ducha” pod nowym kierownictwem. 23 XI 1909, niewykluczone, że pośrednio w związku ze zbliżającą się datą wybuchu powstania listopadowego, a głównie dla uczczenia 50. rocznicy śmierci Juliusza Słowackiego, wystawiono Balladynę w Teatrze Wielkim w Lublinie (dziś Teatr im. J. Osterwy). Inscenizację poprzedziło przemówienie redaktora „Ziemi Lubelskiej” („Ziemia Lubelska” 1909, nr 315, 323).

O Wyspiańskim. Książka Twórczość literacka Stanisława Wyspiańskiego ([1907]) nie była pozbawiona maniery stylistycznej, która sprzyjała niepohamowanej ekspresji uczuć, zdominowanej przez nie zawsze udane metafory; miała również istotne zalety: przynosiła omówienie wszystkich właściwie dzieł scenicznych Wyspiańskiego, łącznie z fragmentami dramatów nieukończonych i z innymi – jak to ujmował autor – drobiazgami. W podniosłym i patetycznym wstępie czas niewoli został zobrazowany jako pieśń rozpaczy i proroctwa: „Łkanie strun rozjękło spowiedzią ekstatyczną narodowego ducha – szumiało wszystkimi zagadnieniami zagadki bytu całej ludzkości, proroctwem na przyszłość, miłością ogromną nie tylko rodu ludzkiego, ale i narodu, miłością i ukochaniem tej przeszłości, która pojękiem ogłaszała testament swój”. W omówieniach poszczególnych dramatów następujących w porządku chronologicznym autor zredukował nieco ekstazę i patos. Trzymał się jednak parafrazy jako metody nie tyle interpretowania, ile prze-pisywania dzieła, pozwalającej zarówno na pozostawanie w kręgu języka Wyspiańskiego, jak i na utrzymanie postawy ekspresyjnej, dającej upust własnym emocjom. Interpretacja stanowiła tu raczej objaśnienie warstwy fabularnej (streszczenia) i tła historyczno-mitycznego niż wyrafinowane poszukiwanie sensów ukrytych. Dołączone bibliografie podmiotowa i przedmiotowa pozwalają przypuszczać, że Śliwicki przeznaczył pracę do użytku szkolnego, dla młodzieży klas wyższych, teoretycznie zdolnej rozumieć prozę poetycką dramaturga i krytyka. Hipotezę tę potwierdza mnogość cytatów i liczne odwołania do prac wybitnych znawców dramaturgii Wyspiańskiego. Zastępowały to, czego praca Śliwickiego nie dawała czytelnikowi: oryginalny wywód autorski sformułowany językiem własnym.

Pełne patosu były też artykuły rocznicowe: Jan Kasprowicz – szkic literacki („Głos Radomski” 1906, nr 35), Zygmunt Krasiński („Ziemia Lubelska” 1909, nr 59), Ku czci Konopnickiej („Ziemia Lubelska” 1910, nr 297); jedynie pochodząca z wczesnego okresu działalności korespondencja Listy paryskie („Tygodnik Polski” 1900, nr 8–9) stanowiła bogatą informacyjnie relację z aktywności polskiej kolonii w Paryżu, zwłaszcza Koła Polskiego Artystyczno-Literackiego (C. Godebski i in.). Daniel Śliwicki należał do sporej grupy dziennikarzy i redaktorów XIX-wiecznych, którzy podejmowali się z różnym skutkiem pracy krytyka literackiego.</document>
<document nplp_id="13955" title="Szymanowski Wacław " slug="szymanowski-waclaw">Publicysta, dramatopisarz, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: ±; ***; T; Q|.; S.; S.  ; Sz.; Sz. ; Szymon Wacławowski; Wac. Szym.

Informacje biograficzne. Urodził się 9 VII 1821 w Warszawie jako syn Jakuba z rodziny pochodzenia semickiego, dzierżawcy klucza Chruślin w pow. łowickim, i Anny z Zawadzkich. W 1839 r. ukończył I Gimnazjum Gubernialne w Warszawie, wtedy zaczął pracę urzędnika Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu (do 1851 r.). Związał się z grupą literacką cyganerii warszawskiej. W 1851 r., korzystając z propozycji Henryka Rzewuskiego, objął wraz z Julianem Bartoszewiczem redakcję „Dziennika Warszawskiego”. Tu publikował cykle szkiców fizjologicznych: Warszawa i warszawianie. Obrazki humorystyczne (1851), Szynki piwa w Warszawie (1853), Kawiarnie w Warszawie (1853), Lichwiarzy warszawscy (1855). W 1856 r. został właścicielem i współredaktorem pisma, a następnie przekształcił je w „Kronikę Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, wprowadził też do pisma stałą rubrykę – felieton (1856–1859). W l. 1859–1874 był członkiem zespołu redakcyjnego „Tygodnika Ilustrowanego”, tu prowadził kronikę tygodniową. W walce stronnictw przed powstaniem styczniowym uczynił z pisma trybunę „białych”, z ich ramienia nawiązał kontakty z „Czasem” i „Dziennikiem Poznańskim”, był korespondentem paryskiej „La Presse”. W czerwcu 1861 r. na zlecenie Aleksandra Wielopolskiego został wysiedlony ze stolicy do Białej, gdzie przebywał pod nadzorem policji. W styczniu 1862 r. powrócił do stolicy. W l. 1866–1872 został współpracownikiem „Bluszczu”. W 1868 r. objął redakcję „Kuriera Warszawskiego” i na tym stanowisku pozostawał do końca życia. Współpracował również z „Wędrowcem”. W ostatnich latach życia odbywał wiele podróży zagranicznych. Był żonaty z Michaliną Naimską, z którą miał syna Wacława Szymanowskiego, rzeźbiarza (1859–1930). W zasadzie cała jego spuścizna literacka została wydana niedługo przed śmiercią (Poezje i dramata, t. 1–5, 1884). Był też tłumaczem z francuskiego. Zmarł 21 XII 1886 w Warszawie.

O poezji i jej krytyce. Przez sporą część swojego życia literackiego (do czasu objęcia redakcji „Kuriera”) Szymanowski zajmował się pisaniem recenzji teatralnych, co było ściśle związane z tym, że realizował się jako dramaturg. Jedyną jego obszerną wypowiedzią o charakterze krytycznoliterackim jest List III. O poezji z cyklu Listy do redakcji „Dziennika Warszawskiego” („Dziennik Warszawski” 1854, nr 161, 163–173). Dwunastoodcinkowy list jest typową dla epoki wypowiedzią metatekstową. Na marginesie recenzenckich uwag o twórczości trojga poetów, Deotymy (J. Łuszczewska), Władysława Syrokomli i Wincentego Pola, Szymanowski przedstawia swoje poglądy na twórczość poetycką i jej rolę w życiu kraju. Stwierdza, że mała popularność poezji nie bierze się ze specyfiki czasów, w którym przyszło żyć jego pokoleniu: „I niech nikt w tym nie wini wieku naszego, cywilizacji przemysłowej, kolei żelaznych, papierów publicznych itp. Pod tym względem ludzkość nigdy nie zmieniła się, nie zmienia i nie zmieni nigdy” (tamże, nr 161). Wrażliwość na poezję jest dyspozycją indywidualną, niezależną od momentu historycznego. Autor przeprowadza także analizę oddziaływania poezji na odbiorcę: „Poezja przemawia do nas trzema stronami: dźwiękiem, myślą i uczuciem” (tamże). Dźwięk, czyli „harmonia wiersza, jest to właśnie, co czyni pokrewieństwo jej z muzyką”, stanowi pierwszy, najniższy poziom recepcji dzieł poetyckich: „Każdy mniej więcej z przyjemnością słuchać będzie pewnej liczby wierszy, ale nic prócz dźwięku nie zostanie mu po nich w sercu ani w głowie” (tamże). Drugi poziom to płaszczyzna intelektualna: „Ci, którzy poezję rozumem pojmują, to jest ci, którzy z niej myśl wyciągnąć potrafią, już wyżej stoją od tamtych”, ale oni „biorą wszystko na rozum, a rozum, jako ściśle związany z materią, musi mieć swoje krańce” (tamże). Wreszcie trzecia kategoria: „Najmniejsza jest liczba tych, którzy poezję czują sercem, bo tacy są już po części sami poetami. Zanim myśl się uorganizuje, zanim zastanowienie przyjdzie, już serce w nich przeczuje piękność i prawdę, pomimowolnie zachwyci się nią i głos uczucia w nich oddźwięknie” (tamże). Tylko tacy odbiorcy mogą być krytykami: „Ten więc, który chce krytykować poezję, musi przede wszystkim nie tylko rozumem, ale i sercem ją pojmować, musi mieć jej poczucie” (tamże, nr 163). Dalszą część wywodu poświęca sztuce rzetelnej, rozsądnej krytyki: „Otóż krytyk powinien by się starać przede wszystkim odróżnić poezję prawdziwego natchnienia od zwyczajnych talentu płodów i do tego sąd swój zastosować. Natchnienie powinien sądzić sercem (jeżeli je ma), zwykły zaś talent może rozbierać rozumem i oświecać nauką, ale i to ostrożnie, bo jeżeli wieszcz niczym się nie zrazi, to zwykły talent przesadzoną surowością zbyt łatwo odstręczyć można” (tamże).

Jak wielu krytyków i recenzentów ówczesnej epoki, Szymanowski również tworzy swoistą klasyfikację pokoleń poetyckich: „Poetów naszych od 1825 r. można rozdzielić na trzy pokolenia. Jedno najstarsze wiekiem i talentem, i dzieła pomnikowe tych olbrzymów są i będą rozpaczą dla ich następców, a może i naśladowców, którzy im zrównać nie zdołają. Umilkli oni, ale przebrzmiałe ich pieśni silniej żyją w pamięci i sercach ogółu, niżeli utwory teraz na jaw wychodzące” (tamże, nr 164). Twórczość drugiego pokolenia datuje na l. 1835– –1845; to poeci „nieporównanie już niżsi zdolnościami, dość silnie jednakowoż talentem, bo potrafili zachować w sobie cechy samoistności. I żaden z nich prawie już się teraz nie odzywa, i tylko czasem zabrzęczy gdzie pieśń, przypominając ogółowi sympatyczne dlań imię” (tamże). Pokolenie trzecie w tym układzie tworzą Wincenty Pol, Deotyma, Władysław Syrokomla, Włodzimierz Wolski, Roman Zmorski, Adam Pług, Seweryna Pruszak, Antoni Edward Odyniec. Krytyk w jednym szeregu ustawia twórców należących do różnych generacji, jedynym kryterium było publikowanie utworów w tym samym czasie.

Najwyżej w hierarchii stawia Pola. Salonową „wieszczkę” połowy wieku ocenia dosyć krytycznie, zarzucając jej brak atmosfery intymności, odosobnienia oraz okolicznościowość. Syrokomlę, choć ceni za „rzewność” i talent, gani za zbytni pośpiech twórczy. Kończąc „rozbiory” konkretnych utworów, konkluduje, tłumacząc się ze swego może nieco ostrego tonu: „Łatwo i przyjemnie jest miasto krytyki napisać odę nasadzoną pochwalnymi wykrzyknikami, ale taka bezwarunkowa jednostronność, podług mnie, uwłacza jeszcze bardziej temu, do którego oda jest śpiewana” (tamże, nr 167).

Felietonista. Uważa się, że to Szymanowski rozpowszechnił i jako pierwszy wprowadził w stałą rubrykę pism felieton, przeszczepiając go z literatury francuskiej na rodzimy grunt. Aleksander Kraushar (1914) pisał: „W ogólnej sumie długoletniej swej działalności pisarskiej był Szymanowski i pozostał felietonistą, martwiąc się niezmiernie owym stanowiskiem drugorzędnym w literaturze, które daje wprawdzie poczytność chwilową i popularność, lecz nie daje tytułu do oddzielnej kartki w historii umysłowości społeczeństwa”. Ze szkoły Szymanowskiego wyszła polska felietonistyka 2. poł. XIX w. (B. Prus, W. Gomulicki, H. Sienkiewicz, C. Jankowski i in.).</document>
<document nplp_id="13957" title="Struve Henryk" slug="struve-henryk">Filozof, estetyk, psycholog, krytyk artystyczny, tłumacz. Kryptonimy i pseudonimy: H.St.; Florian Gąsiorowski.

Informacje biograficzne. Henryk Karol Juliusz Struve urodził się 27 VI 1840 w Gąsiorowie k. Kalisza w rodzinie protestanckiej jako syn niemieckiego urzędnika Georga von Struve (1802–1886) i Eugenii von Witte (1809–1892) mającej holenderskie korzenie. Wykształcenie zdobywał w gimnazjum w Warszawie i Piotrkowie, a od 1858 r. na wydziale teologicznym Uniwersytetu w Tybindze, gdzie uczęszczał na wykłady m.in. Immanuela Hermanna Fichtego (syna), który zaszczepił w nim zainteresowanie filozofią. Naukę kontynuował na kilku niemieckich uczelniach, doktoryzował się w 1862 r. w Jenie. Rok później na podstawie pracy konkursowej o Arystotelesie został zatrudniony w warszawskiej Szkole Głównej. Po zamknięciu placówki nauczył się języka rosyjskiego i w 1870 r. obronił kolejny doktorat na Uniwersytecie Moskiewskim, dzięki czemu mógł wykładać na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, gdzie pracował przez całe życie: od 1871 r. jako profesor zwyczajny; w 1897 r. został dziekanem Wydziału Historyczno-Filologicznego (wcześniej pełnił funkcję nieoficjalnego zastępcy). Nauczał m.in. historii filozofii, logiki, psychologii, estetyki i etyki. Był również prezesem Kasy im. Józefa Mianowskiego (1897–1900, 1902–1903), w ramach której redagował serię „Biblioteka Filozoficzna”, a także członkiem Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego; w 1900 r. przyznano mu doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1865 r. ożenił się z Marią z Karaśkiewiczów (1838–1921), z którą miał córkę. W ciągu 40 lat pracy akademickiej oddziaływał na kilka pokoleń polskiej inteligencji. Publikował specjalistyczne i popularyzatorskie prace z zakresu filozofii i estetyki, brał udział w licznych dyskusjach w językach polskim, niemieckim i rosyjskim, patronował wielu inicjatywom naukowym. Największą popularność uzyskał pod koniec życia jako autor kanonicznych syntez: Wstępu krytycznego do filozofii (1896) i Historii logiki jako teorii poznania w Polsce (1911). Zmarł 16 V 1912 w Eltham k. Londynu.

Podstawy filozoficzne krytyki. Praktyka krytyczna Struvego była ściśle związana z jego stanowiskiem filozoficznym określanym jako idealny realizm (lub ideorealizm) oraz nawiązywała do polskiej „filozofii narodowej”, zwłaszcza do poglądów Józefa Kremera. Krytyczny zarówno wobec idealizmu niemieckiego, jak i materializmu czy realizmu próbował pogodzić i zsyntetyzować opozycyjne nurty myślowe. Jego teoria poznania przekładała się na projekt antropologii spekulatywnej, w ramach której stworzył model człowieka pojmującego całość rzeczywistości: tak jej duchową, jak materialną stronę, które są – jego zdaniem – ze sobą organicznie i nierozdzielnie złączone w jedną substancję (monizm). Sądy te wywodził z doświadczenia wewnętrznego, któremu nadał walor obiektywny, realny.

Struve budował swoje koncepcje etyczne i estetyczne na podstawie analizy psychologicznej. Dowodził, że człowiek został obdarzony samodzielną, nieśmiertelną i wolną duszą, rzeczywistość zaś jest poznawalna i uporządkowana według możliwych do odkrycia praw, dlatego każdy czyn człowieka można osądzać z perspektywy moralnej. Jego ideałem etycznym była osoba obdarzona stałym i konsekwentnym charakterem, gotowa do opanowania czy przezwyciężenia własnych odruchów woli, podporządkowania ich nieegoistycznym normom opartym na mocy rozumu. Etykę uważał za naukę, jej postulaty za uniwersalne, a propagowane wartości za niezmienne, choć ich poznanie jest możliwe dopiero po osiągnięciu umysłowej dojrzałości (Zur Psychologie der Sittlichkeit, 1882; Zasadniczy charakter etyki jako nauki, 1902; O najwyższej zasadzie postępowania etycznego, „Przegląd Filozoficzny” 1903, z. 2).

Estetykę ujmował także jako naukę, zgodnie z tradycją za jej przedmiot uznał piękno, które rozpatrywał z trzech różnych punktów widzenia jako: 1) istniejące w bycie niezależnie od człowieka (stanowisko przedmiotowe, metafizyka piękna); 2) przejaw ducha i wyraz życia umysłowego (stanowisko podmiotowe, psychologia piękna); 3) wytwór działalności ludzkiej (stanowisko artystyczne, filozofia sztuki). Do zadań estetyka należy definiowanie piękna, rozbiór podmiotowych warunków odbierania sztuki (zmysłu estetycznego, na który składają się wrażliwe zmysły, delikatne uczucie i żywa wyobraźnia) oraz wyodrębnianie celów i zadań sztuki, jej klasyfikacja i opracowanie teorii poszczególnych gałęzi artystycznych.

Filozofia sztuki. Struve zaczerpnął z dialektyki heglowskiej przekonanie, że dzieje polegają na nieustannym rozwoju ducha ludzkiego, który dąży do zapanowania nad rzeczywistością w celu realizacji ideału rozumianego jako „wzór, według którego pragniemy urobić rzeczywistość, aby odpowiadała naszym wymaganiom” (Sztuka i społeczeństwo, 1903), oraz „psychologiczna osnowa wszelkich działań, wszelkich dążności człowieka” (O teatrze i jego znaczeniu dla życia społecznego, „Biblioteka Warszawska” 1871, t. 2). O ile wiedza, nauka i filozofia krytycznie modyfikują ideały, a moralność, wiara i religia wzmacniają w człowieku przywiązanie do nich, o tyle sztuka, „uzmysławiając rozliczne potrzeby i aspiracje ducha ludzkiego, w ogóle jego ideały, wcielając je w formę realną odpowiadającą danym warunkom bytu, wskazuje ona drogi przyszłego wcielenia w życie owych ideałów i przez to wyprzedza ich istotne urzeczywistnienie” (Estetyka, w: Wielka encyklopedia powszechna, t. 19, 1897), jest więc „obrazową antycypacją urzeczywistniających się ideałów; antycypacją lepszej przyszłości” (Wstęp, w: Sztuka i piękno, 1892). Sztuka przyczynia się do rozwoju ludzkości, ponieważ abstrakcyjne ideały przedstawia jako obrazowe, dotykalne, uprzedmiotowione, a więc oddziałujące na sferę emotywną, co ułatwia ich przyswojenie. Im pełniej i wyraziściej jakieś dzieło uwydatnia dążności umysłowe jakiejś grupy (np. narodu), im bliższe są te dążności nierozdzielnej trójcy dobra, prawdy i piękna, tym ważniejszą funkcję pełni ono w życiu zbiorowości i tym trwalej zapisze się w dziejach (Przedmiot i metoda historii literatury polskiej, „Pamiętnik Literacki” 1902). Analizując z perspektywy psychologicznej zadowolenie estetyczne, Struve brał pod uwagę zarówno formę przedmiotową dzieła sztuki odpowiadającą za przyjemność zmysłową, jak i jej treść podmiotową, która przynosi rozkosz moralną (czy duchową). Dopiero ich harmonijne zespolenie odbierane w bezinteresownym akcie oglądu stanowi o istocie sztuki. Jednak z perspektywy metafizycznej (i w praktyce krytycznej) częściej interesował się sferą idealną, a więc treściową („uzewnętrznienie ducha”), bo to w niej upatrywał znaczenia sztuki jako działalności człowieka. Struve pisał o dwóch typach sztuki: podmiotowej (wyrażającej idee, jej podstawą są duchowe dążności artysty) i przedmiotowej (idealizującej rzeczywistość, wychodzącej od obserwacji świata). Pierwszy typ realizuje się przez dźwięk (poezja, krasomówstwo, muzyka), drugi zaś za pośrednictwem przestrzeni (architektura, rzeźbiarstwo, malarstwo) (Estetyka). Organicznym zespojeniem pojedynczych sztuk jest teatr. Ma się on do sztuki tak jak Kościół do religii czy szkoła do nauki – jest instytucją, która dzięki sile oddziaływania wprowadza odbiorców w świat idei, kształci gusta estetyczne i postawy moralne (O teatrze). Przy tej okazji przywoływał koncepcje Richarda Wagnera, choć na przełomie wieków w opozycji do niego dodawał, że artystyczna synteza ma się dokonać pod przewodnictwem jednej ze sztuk – najlepiej poezji jako sztuki najbardziej idealizującej (Anarchizm ducha u obcych i u nas, „Biblioteka Warszawska” 1899, t. 2). W swoich klasyfikacjach szeroko pojmował również literaturę, włączając do niej piśmiennictwo naukowe, które pozwala na lepsze zrozumienie umysłowości narodu (Przedmiot i metoda historii literatury polskiej).

Pojmowanie estetyki i twórczości krytycznej. Krytyki literackiej Struvego nie sposób oddzielić od jego rozważań estetycznych, bo te bywały zwykle punktem wyjścia lub dojścia poszczególnych analiz. W swych poglądach i dziełach nawiązywał do wielkich estetyków i krytyków tego czasu (m.in. F.T. Vischera, H. Taine’a, E. Vérona, É. Hennequin, G. Brandesa, M. Carrière’a, É. Zoli), i to często od nich czerpał inspirację do formułowania diagnoz i opinii o pisarzach. Postulował kształcenie pióra krytycznego przede wszystkim na pracach polskich: Kazimierza Brodzińskiego, Maurycego Mochnackiego, Józefa Kremera i Karola Libelta. Teoretyczny, syntetyczny, unikający skrajności charakter jego światopoglądu sprawiał, że był krytykiem o poglądach spójnych – kolejne polemiki tylko potwierdzały obrane wcześniej stanowisko, zasadniczo nie zmieniały jego założeń, choć nierzadko wprowadzały do jego dyskursu nowe problemy czy pojęcia.

Struve rzadko określał swoją pozycję krytyczną, ale jeśli już to robił, to jej nazwa bywała myląca. Opowiadał się za idealizmem w krytyce, ale pozostawał czuły na mimetyzm świata przedstawionego czy społeczną tendencję, kategorie charakterystyczne dla krytyki pozytywistycznej. Sprzyjał nawet hasłu „sztuka dla sztuki”, choć rozumiał je swoiście, w odniesieniu do procesu twórczego. Artysta powinien tworzyć „z czystego zamiłowania piękna, z chęci przyobleczenia treści swego ducha w odpowiednią harmonijną formę”, a dopiero wtórnie odnosić swój dorobek do wymagań i zobowiązań społecznych (Sztuka dla sztuki, „Kłosy” 1886, nr 1076).

Wysoka świadomość metakrytyczna Struvego zaowocowała artykułami o zadaniach krytyka (m.in. Krytyka, publiczność i artyści, „Kłosy” 1875, nr 522–524; Krytyka i krytycy, „Kłosy” 1886, nr 1121–1122; Dyletantyzm i krytyka, w: Upominek, 1893). Apelował w nich o krytykę profesjonalną, fachową, sumienną i badawczą, której podstawą są „bogate zasoby kultury umysłowej” (znajomość estetyki i historii sztuki), a zasadniczym działaniem jest analiza, czyli opisanie wewnętrznej organizacji utworu przez wyodrębnienie jego składników i ocenę ich układu. Przeciwstawiał się przez to krytyce subiektywnej, dyletanckiej, koteryjnej, często w wykonaniu artystów, bo daje ona sądy zbyt jednostronne i niesprawdzalne; odrzucał też krytykę naukową w wersji pozytywistycznej, a więc obiektywną, rzemieślniczą, wzorowaną na naukach przyrodniczych, ponieważ nie potrafi ona uchwycić indywidualnego charakteru dzieła, jego jakości estetycznej, treści moralnej, pierwiastka uczucia.

Struve twierdził, że zadaniem krytyka jest rozjaśnienie pojęć i uzasadnienie sądu estetycznego. Twórczość jako świadome i rozumne powiązanie rozmaitych elementów w pewną całość niosącą treść utworu czasem umyka możliwościom poznawczym adresatów. Struve, za Libeltem opisujący wagę talentu i rolę geniuszy, zgadzał się z nową sztuką, że prawdziwe tworzenie wymaga arystokratyzmu ducha, ma w sobie coś ezoterycznego (choć nigdy przypadkowego, nieświadomego czy mistycznego). Krytyk powinien ukazywać i przybliżać trudniejsze treści jak największej grupie czytelników, pośredniczyć między publicznością a twórcami, bo sztuka nie może zatracić swojego związku ze społeczeństwem. Odbiorcom ma pomagać w rozumieniu myśli autora, ale też kształcić ich gust i smak. Do artystów krytyk musi odnosić się z kolei ze spokojem, z godnością i szacunkiem, szukając w ich dziełach tego, co trafne (za J.J. Winckelmannem), ale jednocześnie niczym kapłan stać na straży norm estetycznych i moralnych. Normatywizm ten Struve postrzegał jako służbę i pomoc, a nie wytykanie błędów: „Krytyka jest dozorczynią w ogrodzie literatury i sztuki. Pielęgnuje nadobne kwiaty i krzewy; otacza swą opieką drzewa owocodajne; wyrywa chwasty; szczepi szlachetne latorośle” (Sztuka i piękno). Badacz sztuki nie może operować dogmatem, wymaga się od niego krytycyzmu, poddawania namysłowi kolejnych dzieł i zjawisk. Struve sprzeciwiał się bowiem akademizmowi i klasycyzmowi cechującym się konwencjonalizmem, sztywnością form – prawideł sztuki szukał na wyższym poziomie abstrakcji.

Kryteria oceny dzieła. Na pierwszym miejscu Struve zwykle stawiał myśl przewodnią dzieła, jego treść, która powinna być bodźcem moralnym dla odbiorcy. Nie chodziło przy tym o utylitaryzm i tendencję w dziele ani o tworzenie utopijnych światów doskonałych. Dzieło powinno być „poglądowym udowodnieniem możliwości urzeczywistnienia ideałów wśród danych warunków bytu” (Prawda i ideał w sztuce, „Świt” 1884, nr 8–9), ma świadczyć o możliwości realizacji wzniosłych ideałów. Oznacza to także, że przedmiotowość i codzienność w dziele nie mogą być zignorowane, choć najlepiej, kiedy artystom za pomocą prezentacji jednostkowych, realnych spraw udaje się opowiedzieć o problemach ogólnoludzkich i uniwersalnych. Liczy się też postawa poznawcza autora – realiści chcą udoskonalić świat, opierają się wyłącznie na obserwacji i zmysłach, idealiści przyznają, że ich źródłem jest duchowa, nadzmysłowa celowość (J.I. Kraszewski w stosunku do filozoficznych dążności swego czasu, w: Książka jubileuszowa, 1880). Utwór realistyczny czy naturalistyczny może więc ukazywać ideały: uprzystępniać je w jednostkowych, skonkretyzowanych typach czy obrazach, może być nawet ceniony za mistrzostwo formalne (szczegółowe, wierne opisy krytyk uznaje za realizację postulatu sztuki dla sztuki), nie oznacza to jednak, że spełnia oczekiwania krytyka.

Struve rozumiał istotę brzydoty w sztukach pięknych (dostrzegał to zjawisko u Dantego, W. Shakespeare’a czy Molière’a), ale jej funkcje ograniczał do zabiegów uwydatniających prawdziwe piękno. Zalecał pilnowanie granic „zdolnych uchronić piękno od zniewag” (Szpetne w sztukach pięknych, „Kłosy” 1888, nr 1176–1177). Uważał brzydotę za potencjalnie niebezpieczną jakość estetyczno-etyczną nie tylko w dziełach naturalistycznych, lecz także w takich gatunkach, jak satyra, karykatura, parodia, trawestacja i farsa, wykluczanych z dziedziny prawdziwej sztuki.

Struvego ostatecznie jednak interesowało przesłanie dzieła. Zastanawiał się, czy przedstawione w utworze ideały są uniwersalne, a przede wszystkim czy finalnie odnoszą one zwycięstwo oraz czy byłoby ono możliwe w świecie realnym. Ocena miała więc poniekąd charakter arbitralny, ponieważ krytyk odwoływał się do własnej hierarchii wartości, w której wysoką pozycję zajmowały: sumienność, praworządność, wysoka świadomość etyczna, ale też kategorie o charakterze innym niż moralne: zachowawczość, narodowość, religijność itp. W praktyce więc zwykle skupiał się na bohaterach utworów, z wielkim wyczuciem analizował ich motywację psychologiczną i charakter (prawdopodobieństwo psychologiczne), a finalnie osądzał zachowanie (ocena moralna).

W typowy dla pozytywistów sposób Struve rozumiał kategorię oryginalności – jako nową kombinację cech, a nie wartość absolutną. Historia sztuki jawiła się mu jako stopniowe przetwarzanie zasobów i materiałów przeszłości. Cenił jednak indywidualne właściwości artysty, czyli unikatowy zestaw zdolności umysłowych, który przejawia się nawet w dziełach realistycznych. Twórczość uważał za ekspresję podmiotu, „ożywiony wyraz wyżej uzdolnionej osobistości ludzkiej”, postulował więc, aby krytyk przedstawiał biografię artysty, „nastrój umysłowy”, wewnętrzne potrzeby i porywy. Takie postrzeganie sztuki ograniczałoby jednak możliwość oceny dzieła (Indywidualizm i przedmiotowość w sztuce, „Biblioteka Warszawska” 1891, t. 3). Krytyk utrzymywał więc, że utwór nie może być ekspresją nieskrępowaną i nieuporządkowaną, wyrastającą z dążności do nowatorstwa, a indywidualizm musi być ograniczony przez wiedzę o świecie realnym, przez reguły estetyczne ugruntowane w historii sztuki, a przede wszystkim ze względu na moralność. Potrzeba uwzględniania przez artystów norm gatunkowych oraz subsumpcji dzieł prawom (metafizycznym, estetycznym, etycznym) określa formułowane przez niego oceny.

Spór o naturalizm i nową sztukę. Z wielu dyskusji toczonych przez Struvego trzeba wyróżnić jego polemikę ze Stanisławem Witkiewiczem sięgającą poł. lat 70., a rozwiniętą w latach 80. XIX w. i dotyczącą głównie malarstwa (Słówko o krytyce artystycznej. Odpowiedź p. W., „Kłosy” 1885, nr 1027–1029). Struve uznający hierarchię tematów (z historycznym i religijnym na czele), „czytający” obrazy Jana Matejki jak tragedię historiozoficzną, symbolicznie tłumaczący linie i barwy, skupiający się na emocjach odbiorcy, niejednokrotnie z emfazą wypowiadający się o poszczególnych artystach, został zaatakowany przez Witkiewicza w artykule Malarstwo i krytyka u nas (1884–1885). Zarzucał on Struvemu nieznajomość techniki malarskiej, nieobiektywność i nienaukowość krytyki, mylenie sztuki z filozofią, anachronizm, dogmatyzm i akademizm, wszystko podszyte niewyrażoną osobistą niechęcią. Struve postrzegał ten artykuł jako przejaw nowej krytyki skupiającej się wyłącznie na sprawach formalnych, uprawiającej kult jednostki twórczej, ignorującej wiedzę z zakresu filozofii sztuki. Wystąpienie to konsekwentnie uznawał później za początek naturalizmu w literaturze polskiej, jako przejaw podjęcia europejskich tendencji artystycznych i filozoficznych, które scalała według niego kategoria indywidualizmu. Zdaniem Struvego naturalizm wywodzony z darwinizmu, filozofii pozytywnej i pesymizmu (spod znaku A. Schopenhauera i E. Hartmanna) obok światopoglądu kształtowanego przez heglizm oraz ataków materializmu przygotowały przemiany zachodzące w kulturze europejskiej, których rezultatem jest anarchizm ducha, liberalna postawa podmiotu negującego wszystkie zasady i wartości, schlebiającego własnym potrzebom, kierującego się nieposkromioną wolą i siłą (popularyzowana w poglądach F. Nietzschego). Pod wpływem tego nowego, zwodniczego indywidualizmu znajdują się rozmaite kierunki („Parnasiści, dekadenci, hydropaci, diaboliści, symboliści, impresjoniści, wibryści i tym podobni moderniści” – Anarchizm ducha) i oryginalne osobowości twórcze (od Ch. Baudelaire’a po L. Tołstoja). Analizując dzieła ówczesnych twórców literatury polskiej, m.in. Stanisława Przybyszewskiego, Antoniego Langego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, ale też Cezarego Jellenty i Wincentego Lutosławskiego, Struve krytykował w nich nieobecność podniosłej treści, chorobliwe zaburzenia sensu lub daleko posunięty sceptycyzm, elitaryzm, rewolucyjne przekształcanie formy motywowane jego zdaniem ślepą pogonią za oryginalnością. Przeciwstawiał im twórczość Teodora Tomasza Jeża, Elizy Orzeszkowej, Bolesława Prusa czy Adama Asnyka, autorów przedstawiających przesiąknięty ideałami świat swojski (tamże).

Choć w tej polemice zwyciężył raczej przedstawiciel grupy „Wędrowca”, skazując Struvego na miano archaicznego krytyka idealistycznego, to z późniejszej perspektywy wykazywano zaskakującą bliskość obu modeli krytyki, udowadniano również nietrafność niektórych argumentów Witkiewicza i dostrzegano nowatorstwo Struvego.

Struktura dyskursu krytycznego. Struve zabierał głos zwłaszcza w momencie przełomów, zmian paradygmatu myślenia. Jego najważniejsze teksty powstawały w kontrze do filozofii pozytywnej, naturalizmu, przejawów modernizmu. Mimo że wypowiedzi krytyczne Struvego często miały charakter reaktywny i relacyjny, to zawierały też liczne rozważania teoretyczne. Recenzenckie opinie i spory autor zwykle sytuował w perspektywie spraw ogólniejszych, stawały się one okazją do podnoszenia problemów stricte filozoficznych. Jego pisma były nasycone fachową terminologią, często w wywodach dygresyjnych wobec analizy omawianego dzieła definiował terminy, klasyfikował pojęcia, układał taksonomie (np. gatunków teatralnych, rodzajów komizmu, typów geniuszy), częściej jednak pisał studia, w których konkretne dzieła były tylko egzemplifikacją szerszych zjawisk kulturowych.

Jego najważniejsze pisma krytyczne odnosiły się więc tyleż do konkretnych dzieł literackich, co do pewnych postaw – filozoficznych, artystycznych, moralnych, życiowych – które reprezentowali autorzy tych utworów. Pojedynczych pisarzy, ale i całe prądy wiązał genetycznie z zespołem tendencji filozoficznych tworzących atmosferę duchową epoki, której wyrazem są poszczególne dzieła, a ogniwem pośrednim między nimi stają się traktaty dotyczące literatury i sztuki (Ideały twórczości poetyckiej Schillera oraz poezji romantycznej polskiej, „Ateneum” 1900, t. 1). Prezentując sylwetki artystów, rekonstruował ich biografie intelektualne w kontekście przemian światopoglądowych. Kiedy zaś próbował dokonać syntezy twórczości pisarza, to szukał jej istoty w jakimś konkretnym zjawisku, np. za kwintesencję twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego uznawał filozofię pracy, która łączy przyrodzony i ukształcony idealizm pisarza z jego potrzebą obserwacji i udoskonalania rzeczywistości (J.I. Kraszewski), a romantyzm sprowadzał do subiektywizmu artysty dążącego do uzewnętrznienia uczuć i ideałów (Istota, nastrój zasadniczy i znaczenie romantyzmu, „Biblioteka Warszawska” 1905, z. 2).

W wielu pismach stosował argumentację wspartą na zasadzie przeciwstawiania prądów, postaw, które często bywały niwelowane w ramach syntezy. Poszczególne dzieła zwykle umieszczał w jakimś problemowym spektrum i nie akceptował preferowania przez autora postaw krańcowych. W recenzjach teatralnych trzymał się zwykle jednego schematu kompozycyjnego: najpierw określał ogólny charakter utworu, opisywał osoby działające i streszczał utwór, następnie krytycznie analizował stronę artystyczną (technika, układ scen), zwykle puentując całość oceną gry aktorskiej. Niezależnie od przedmiotu największą wagę przywiązywał do rozważań wstępnych o charakterze ogólnym, a najmniejszą do kwestii formalnych. Dążenie do maksymalnego uporządkowania wypowiedzi (logicznego i kompozycyjnego) nie wykluczało u niego dygresji emocjonalnych czy fragmentów upoetyzowanych. W jego krytyce rozważania teoretyczne często przeplatały się z poetyckimi opisami czy partiami retorycznymi, nierzadko o charakterze emfatycznej eksklamacji.

Konserwatywna i moralizująca postawa oddalała Struvego od najskrajniejszych przedstawicieli młodego pokolenia, ale warto pamiętać, że – po pierwsze – jego idealizm traktowany jako niezbędne uzupełnienie naukowych i mimetycznych teorii sztuki można uważać za ważne wsparcie myślenia neoromantycznego i neoidealistycznego; po drugie – dzięki osobistym lub instytucjonalnym wpływom Struve funkcjonował jako autorytet i bywał często ważnym punktem odniesienia dla wielu młodych krytyków (m.in. Z. Przesmyckiego czy J. Żuławskiego).</document>
<document nplp_id="13958" title="Sten Jan" slug="sten-jan">Chemik, nauczyciel akademicki, krytyk literacki, poeta, prozaik, tłumacz. Właściwe nazwisko: Ludwik Bruner. Kryptonimy: Jan Sten; J.S; J.St.

Informacje biograficzne. Ludwik Bruner urodził się 15 IV 1871 w Warszawie jako ostatni z sześciorga dzieci lekarza Edwarda Dawida Brunera (1812–1883) oraz Anny Libas (1829– –1886). W 1888 r. został ochrzczony. Po uzyskaniu matury w III gimnazjum klasycznym (1888) podjął studia na Wydziale Fizyczno-Matematycznym (Oddział Nauk Przyrodniczych) Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, a po trzech latach – na uniwersytecie w Dorpacie, gdzie otrzymał stopień kandydata chemii (1893). Dzięki stypendium warszawskiej Kasy im. dr. Józefa Mianowskiego odbył staż w laboratorium Marcellina Berthelota w Collège de France (1894/1895). Od 1895 r. pracował jako asystent na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w II Zakładzie Chemicznym, trzy lata później uzyskał tytuł doktora na podstawie rozprawy O rozpuszczalności jodu w mieszanych rozpuszczalnikach. Dwukrotnie habilitował się z zakresu chemii fizycznej (lwowska Szkoła Politechniczna i Uniwersytet Jagielloński). Na mocy decyzji cesarza Franciszka Józefa I w 1907 r. otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego UJ. Od 1911 r. pełnił funkcję kierownika nowo utworzonego II Oddziału II Zakładu Chemicznego. Brał aktywny udział w ówczesnym życiu literackim (jako współzałożyciel i współredaktor „Krytyki”) oraz naukowym (prelegent na licznych zjazdach, członek Komisji Bibliograficznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności, członek lwowskiego Towarzystwa Przyrodników im. M. Kopernika, honorowy członek Towarzystwa Fizyczno-Chemicznego „Urania”). W środowisku akademickim ceniono go za działalność naukową, popularyzatorską i dydaktyczną. Od 1901 r. pozostawał w związku małżeńskim ze swoją daleką kuzynką Marią Stellą z d. Brunner (ur. 1872), z którą miał córki Wandę (1902–1918) i Jadwigę.

W kręgach krytyki literackiej przełomu XIX i XX w. odnalazł się równie dobrze jak w świecie naukowym. Publikował głównie na łamach „Krytyki”; zamieszczane tam portrety literackie i niektóre recenzje ogłosił w dwóch tomach: Dusze współczesne. Wrażenia literackie (1902) oraz Szkice krytyczne (1906). Parał się również krytyką teatralną. W ostatnich latach życia (1907–1913) praktycznie zamilkł jako krytyk, oddał się badaniom naukowym, swe literackie pasje realizując już jedynie w sferze tłumaczeń. Zmarł 5 XII 1913 w Krakowie, został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Twórczość literacka. Bruner już w czasie studiów zdradzał zainteresowanie literaturą, publikacje jej dotyczące opatrywał pseudonimem Jan Sten. Swych sił próbował jako poeta, prozaik i dramaturg, jednak bez większych sukcesów. Młodzieńcze wiersze, z których część miała pierwodruki na łamach czasopism, opublikował w tomiku Poezje (1899). Jedyny, surowo oceniony przez krytykę dramat Stena, jednoaktówka Trzy dusze została wystawiona na deskach krakowskiego teatru wraz z Kwiatem pleśni Macieja Szukiewicza i Wnętrzem Maurice’a Maeterlincka (18 III 1899). Próby literackie zamyka tomik Jeden miesiąc życia (1900), w którym Sten zebrał swoje krótkie formy prozatorskie publikowane w czasopismach, dołączył też wspomniany dramat. Wszystkie utwory łączy ten sam typ bohatera, znamienny zwłaszcza dla prozy lat 90., introwertyka, neurotyka, rodzimego „Hamleta” oddającego się nieustannej autoanalizie. Skazana na zapomnienie twórczość Stena wpisywała się w krąg fascynacji tematycznych epoki.

Admirator Młodej Polski. Jako krytyk konsekwentnie promował twórczość modernistów, dopominał się o należne miejsce w krytycznoliterackim dyskursie dla nazwy epoki „Młoda Polska!… Splugawiono tak tę nazwę, wytarzano ją w błocie śmieszności […]. Nazwa zaś jest piękną – podwójną pięknością: Polski i młodości” (Stefan Żeromski, „Krytyka” 1889, z. 1). Uwagę środowiska literackiego Sten zapewnił sobie monograficznym tomem „Krytyki” (1900) prezentującym utwory „krakowskiej plejady artystycznej”. W krótkim wprowadzeniu-manifeście twórczość młodych, dla których „swoboda szczerości jest warunkiem bytu”, określił jako „szept spowiedniczy”, „krzyk pokolenia” („Krytyka” 1900, z. 5). Tę antologię można traktować jako dopełnienie portretów literackich twórców młodego pokolenia (m.in. W.S. Reymonta, S. Przybyszewskiego, I. Dąbrowskiego, W. Orkana, L. Rydla, A. Niemojewskiego, W. Sieroszewskiego) zamieszczanych na łamach pisma w l. 1899–1901 i układających się w obraz epoki.

Stenowi podobnie jak Ignacemu Matuszewskiemu, Antoniemu Potockiemu i całej plejadzie wybitnych literatów młodopolskich bliska była krytyka impresjonistyczna – „są tylko wrażenia, nic więcej”, jak w lakonicznym wstępie skwitował Dusze współczesne. Wskazując różnice między „starą” a „nową” sztuką, pisał: „Zadaniem artysty było służyć sztuce i »podnosić« ducha. Ideałem artysty dzisiejszego jest – być sobą. W sztuce dzisiejszej duch wyzwala się z wszystkiego, co jest poza nim, i sam sobie staje się władcą, któremu równie wolno iść do bohaterskiej ascezy Żeromskiego, do twardej mocy Staffa, jak do nieprzytomnych rozpasań »porubstwa«” (Eliza Orzeszkowa, w: Szkice krytyczne). Spośród twórców młodopolskich szczególne miejsce Sten przyznawał Stanisławowi Wyspiańskiemu i Stefanowi Żeromskiemu, „dwóm największym naszym pisarzom współczesnym”: „Przez najwyższe osłonecznione blaskiem geniuszu szczyty naszej poezji przewija się jak złota nić, wiążąca je w niezłomny łańcuch, jeden wspólny zasadniczy ideał poświęcenia i bohaterstwa. […] Spomiędzy współczesnych ideał ten próbowali stworzyć na nowo dwaj tylko: Żeromski i Wyspiański – w jednej tylko tragedii” (Stanisław Wyspiański, w: Dusze współczesne). Podobnie jak i inni krytycy o lewicowych poglądach Sten postrzegał twórcę Ludzi bezdomnych jako tego, który „podniósł głos na całą epokę”, jednak w odróżnieniu od większości nie uznawał pesymizmu za dominantę jego twórczości: „W głosie tym czuć ogromny dreszcz bólu, ale nie rozpaczy, jednostki giną, ale idea żyje” (Stefan Żeromski, w: Wrażenia literackie, 1902).

Sten – gorliwy obrońca i propagator młodopolskiej literatury – nie był wobec niej bezkrytyczny. Zagrożenie upatrywał w nadmiernej, wiodącej ku ekshibicjonizmowi autoanalizie: „Rozwój analizy psychologicznej, literatura egotyczna, rozpanoszona liryka płciowa, znaczą tylko etapy zanikania wstydu i godności. Konający rzymianin zakrywał twarz togą, aby przed obecnymi ukryć widok łamiących go męczarni: dziś wszelkie konanie duszy własnej i ciała wynosi się czym prędzej na rynek…” (Andrzej Niemojewski, w: Dusze współczesne). Sceptyczny wobec „oschłego” hasła sztuki dla sztuki Sten cenił słowa, które „mają kształt oręża” (tamże): „[…] dla wielkich, dla największych, sztuka nie jest celem, nie jest wszechmogącym bóstwem, lecz czynem i objawem życia” (Jan August Kisielewski, w: tamże). Niekiedy w swoje krytyczne szkice wplatał pisane w liczbie mnogiej wyznania „synów późnego wieku”, brzmiące niczym pokoleniowe credo – „Wiara nasza nie stargała się nawet, lecz wytarła i spełzła […]. Razem z pojęciem bóstwa uleciała z duszy wszelka myśl prawdziwie wzniosła i wielka […], niewiara wrosła w nas tak, że przestaliśmy chełpić się nią” (Ignacy Dąbrowski, w: tamże). Tom Dusz współczesnych otwierał szkic o Żeromskim, zamykał zaś portret Wyspiańskiego, można więc powątpiewać w wyrażone we wstępie zapewnienia autora, jakoby układ poszczególnych części był wyłącznie dziełem przypadku.

O twórczości pokolenia pozytywistów. Choć koncentrował się na twórczości „młodych”, Sten poświęcił również uwagę wybitnym przedstawicielom starszego pokolenia: Henrykowi Sienkiewiczowi, Bolesławowi Prusowi, Elizie Orzeszkowej, Adamowi Asnykowi i Marii Konopnickiej. Najwyżej zdawał się cenić autora Lalki ze względu na harmonię między etyką i estetyką, jego prozę przedkładał nad twórczość Sienkiewicza: „Dodatnie postacie Prusa są zawsze artystycznie wyższe od ujemnych” (Bolesław Prus, w: Szkice krytyczne). Za jedno z zagrożeń współczesności Sten uznawał bowiem „groźny rozdźwięk” między Dobrem a Pięknem. W szlachetnych ideach potrafił dostrzec nie tylko wartość etyczną, ale i estetyczną: „Umiłowanie dobra […], choć paradoksem się to zda, może być tym boskim szaleństwem, które samo jedno tworzyć umie – piękno” (Z jednego strumienia, w: tamże). Empatię cenił bardziej niż polemiczne ataki. Sztuka realistów prezentująca „świat prawdziwy, odbity tylko w oku współczucia” (tamże), spotykała się z jego zrozumieniem, choć nie z entuzjazmem. Nie ferował również pochopnych sądów o przeciwnikach nowej literatury, starał się natomiast dociec przyczyn ich obaw i niechęci.

Cechy dyskursu krytycznego. Podobnie jak inni młodopolscy krytycy Sten przyjął postawę ekspresywistyczną; dzieło literackie pojmował jako rodzaj duchowej autobiografii, wyraz „mówiącej duszy Artysty” (Stanisław Wyspiański), stąd też szczerość uznawał za istotne kryterium jego oceny. Sten starał się przede wszystkim uchwycić istotę twórczej indywidualności poszczególnych autorów, toteż nie podejmował się wyczerpującej analizy konkretnych dzieł, rzadko kiedy przytaczał cytaty. Jego wypowiedzi miały formę rozbudowanych „pejzaży duszy”, dygresji, kunsztownych impresji, w których na plan pierwszy wysuwał się świat przeżyć krytyka: „I gdym czytał tę książkę, zdawało mi się, jakobym spotkał znowu dawnego, dobrego przyjaciela lat młodzieńczych […]. Jak gdyby świeży wiew łąk rozległych szedł na pola spalone, jak gdyby rozległa muzyka borów szumiących wdzierała się w duszę […]” (Eliza Orzeszkowa). Zgodnie z modą epoki Sten preferował psychologizm, biografizm natomiast wraz ze związaną z nim archiwistyką sytuował się całkowicie poza jego polem badawczym. Uprawiał krytykę aprobatywną, unikał ostrych środków artystycznego wyrazu. Nie przywiązywał większej wagi do formy utworów, rzadko kiedy sięgał po terminologię historycznoliteracką.

Już współcześni (W. Feldman, W. Orkan) wskazywali słusznie na inspirację Stena portretami literackimi Anatole’a France’a. Jego dzieła przetłumaczył jako pierwszy na język polski, w krótkim zaś wstępie do ich wydania złożył hołd prozaikowi: „Najwytworniejszy stylista, wcielenie geniuszu i klasycznej kultury Francji, artysta subtelny a przekorny, myśliciel i erudyta zdumiewający” (Wstęp, w: A. France, Wybór pism, 1904). Swoje zainteresowania krytycznoliterackie ograniczał jednak przede wszystkim do rodzimego dorobku.

Z ostentacyjnym lekceważeniem o krytyce „Feldmanów i Stenów” wypowiadał się Stanisław Brzozowski. Nie odmawiał wprawdzie literatowi eseistycznego talentu, czasami nawet powoływał się na jego sądy, zarzucał mu jednak brak jasno skrystalizowanych poglądów, ograniczanie się wyłącznie do zapisu własnych wrażeń. Trafnie intencje Stena „filozofa-obserwatora” ujął Bronisław Chlebowski: „Pragnie być pośrednikiem – medium poniekąd między najwyższymi sferami życia duchowego, między tajnikami wzlotów indywidualnych, wysiłków, wizji […] a szerszymi kołami czytelników” („Książka” 1906, nr 3). Szkice krytyczne Stena zyskiwały życzliwe przyjęcie także literatów starszego pokolenia, zgodnie doceniano pisarski kunszt autora i jego erudycję oraz estetyczną wrażliwość.</document>
<document nplp_id="13960" title="Stasiak Ludwik" slug="stasiak-ludwik">Malarz, rysownik, historyk sztuki, publicysta, pisarz, krytyk sztuki i literatury, wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: Jorg Huber; L.; S.; L.St.; St.

Informacje biograficzne. Urodził się 13 VIII 1858 w Bochni jako syn Walentego i Józefy z Bieniasiewiczów. Uczył się w Bochni i w Krakowie (gimnazjum św. Jacka). Po maturze w 1879 r. wstąpił na Uniwersytet Jagielloński i do Szkoły Sztuk Pięknych. Porzucił studia filozoficzne na UJ (obejmujące w tym czasie m.in. historię, historię sztuki, historię literatury). Mimo niesatysfakcjonujących opinii profesorów Bronisława Abramowicza, Floriana Cynka i Leopolda Löfflera ukończył Szkołę Sztuk Pięknych w 1885 r. z dyplomem u Jana Matejki. Wspomagany prywatnym stypendium w wysokości 20 marek tygodniowo, studiował malarstwo w Wiedniu i Monachium (przebywał potem czasowo w tych miastach, a także w Norymberdze), pracując pod kierunkiem Augusta Eisenmengera (Wiedeń) oraz profesorów Akademii Monachijskiej – Sándora (Alexandra von) Wagnera i Sándora (Alexandra von) Liezen-Mayera.

W 1890 r. wziął ślub z Marią Antecką (1864–1940) i osiadł na stałe w rodzinnej Bochni; małżonkowie mieli syna Tadeusza (1891–1944) i wnuczkę Olgę (1918–2019), którą wychowywali po przedwczesnej śmierci synowej. Stasiak dużo malował (obrazy religijne, historyczne, pejzaże, portrety, obiekty i detale architektoniczne) i wystawiał m.in. w Salonie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, w warszawskiej Zachęcie; w 1893 r. w Galerii Sztuki Polskiej w Sukiennicach, dzięki pomocy ekscentrycznego mecenasa, hr. Ignacego Korwin-Milewskiego, miał pierwszą wystawę indywidualną. W tym samym roku brał udział w Światowej Wystawie w Chicago. W 1911 r. uczestniczył w X Zjeździe Dziennikarzy Słowiańskich w Belgradzie (brał też udział w kilku innych zjazdach). W 1898 r. założył w Bochni Wydawnictwo Obrazów Treści Religijnej, przekształcone w 1908 r. w Wydawnictwo Dzieł Sztuki „Stella”, pracował jako ilustrator w redakcjach „Wędrowca”, „Biesiady Literackiej”, „Kłosów” i „Tygodnika Ilustrowanego”. Wakacje i krytyczne miesiące I wojny (prawdopodobnie z obawy przed represjami) spędzał u wuja żony, ks. Ernesta Christa, w Ujanowicach. Zmarł 3 XII 1924 w Bochni i tam został pochowany na cmentarzu przy ul. Orackiej.

Działalność. Zajmował się intensywnie pracą literacką; jest autorem kilkunastu powieści historycznych, sztuk, jednoaktówek, humoresek, felietonów. Najbardziej znane powieści to: Brandenburg. Kraina słowiańskich mogił (1903), Bolesław Chrobry. Powieść historyczna (1903), Obrona sztandaru. Mieszczańska powieść historyczna (1905). Publikował artykuły publicystyczne i fragmenty literackie w wielu tytułach, m.in. w „Bluszczu”, „Biesiadzie Literackiej”, „Gazecie Narodowej”, „Dzienniku Polskim”, „Dzienniku Chicagowskim”, „Ruchu Katolickim” (lwowskim), „Dzienniku Poznańskim”, „Głosie Narodu”, „Wędrowcu”, „Gazecie Lwowskiej”; ogłosił kilka rozpraw z historii sztuki dotyczących głównie malarstwa i rzeźby średniowiecznej oraz sylwetki Wita Stwosza, argumentując na rzecz polskiego, a nie niemieckiego pochodzenia artysty oraz przypisując mu znaczącą rolę pośród twórców przełomu XV i XVI w. (m.in. Ród Stwoszów, 1910; Są jeszcze w Polsce sędziowie. List otwarty w sprawie Stwosza, 1912; Wit Stwosz źródłem natchnień Albrechta Dürera, 1913).

Krytyka literacka. W porównaniu z innymi zajęciami działalność na polu krytyki zajmowała miejsce poboczne. Świadczą o tym m.in. gatunki uprawiane przez Stasiaka: felietony, polemiki, noty informacyjne, sprawozdania. Powołanie w 1904 r. prof. Antoniego Kaliny na stanowisko rektora Uniwersytetu Lwowskiego zachęciło publicystę ukrywającego się pod kryptonimem L. do przedstawienia sylwetki badacza (Dr Antoni Kalina, „Biesiada Literacka” 1904, nr 30). Za przyjęciem hipotezy, że to artykuł Stasiaka, przemawiają – pobieżność tekstu, związki domniemanego autora ze Lwowem, potwierdzona współpraca Stasiaka z redakcją „Biesiady Literackiej” w l. 1889–1905, a może również robotnicze pochodzenie publicysty, który w karierze naukowej prof. Kaliny, syna chłopskiego, zobaczył własną drogę awansu.

Rodzajem sprawozdania z wykładu Stanisława Przybyszewskiego, który mówił o Janie Kasprowiczu, jest artykuł Syn ziemi („Kurier Codzienny” 1901, nr 122). Jak wielu krytyków niechętnych modernizmowi, spośród plejady ówczesnych artystów Stasiak uznawał jedynie talent Kasprowicza. To tłumaczyłoby aprobatę dla przedmiotu odczytu, nie do końca wyjaśniałoby komplementowanie Przybyszewskiego i „bardzo zdolnych poetów naszej młodszej generacji” (tamże). Publicysta nie tylko podzielił opinie prelegenta, ale obdarzył go pochlebnymi uwagami: „Artystą i to artystą pierwszorzędnej miary jest Przybyszewski i umie dobrać wszystkich tonów i odcieni barw dla plastycznego uwydatnienia roztaczanego przed słuchaczami obrazu” (tamże). Porywający wykład, porównujący poematy Kasprowicza do dzieł Oli Hansona i symfonii Richarda Wagnera, skłonił autora sprawozdania do komentarza: „Ci, co znają Przybyszewskiego z niemądrych opowieści i anegdot, zapewne zdziwieni byli, słysząc go wczoraj, z jakim przekonaniem i namaszczeniem mówił o tym, co dla nas wszystkich jest wielkim, głębokim i świętym” (tamże).

Pamflety. Po obejrzeniu premiery Wyzwolenia Stasiak napisał prześmiewczą recenzję inscenizacji, a właściwie pamflet na Stanisława Wyspiańskiego. Zarzucił autorowi minoderię, szarganie świętości dla poklasku, a bohaterowi dramatu, nazwanemu Konradem-Podfilipskim, de facto zaś autorowi dzieła – niedojrzałość i nieuprawnioną krytykę spraw polskich. Odniósł się też do nawiązań do poezji Juliusza Słowackiego. Uznał, że nawet temu „największemu z naszych geniuszów” „serce przebaczyć nie może okropnych słów” wypowiedzianych w poemacie Grób Agamemnona. Tym bardziej że autor tego utworu nie zginął na polu walki, jak np. Sándor Petőfi, a „wyjechał czułe wiersze śpiewać…” („Wyzwolenie” St. Wyspiańskiego, „Gazeta Narodowa” 1903, nr 50). Recenzja pobrzmiewa ironią i pogardą, jaką Stasiak odczuwa w stosunku do Wyspiańskiego, podkreślaną deprecjonującymi określeniami („Słowaczątko”) i niewyszukanymi imperatywami: „[…] przestań pan trzewia matki targać” (tamże). Trzy lata później Stasiak wystąpił z prześmiewczym artykułem na temat fikcyjnego Adama Płytka, który dla reklamy podejmował radykalne działania, zaciągał dzieci do szynku, pił w ich obecności, wygłaszał opinie na temat nędzy żywota ludzkiego i dobrodziejstw samobójstwa, wydawał swoje dzieła w niespotykanym układzie typograficznym. Autor felietonu ośmieszał bohatera: „Ze swym talencikiem byłby mógł jako sekretarz magistratu pisać wyborne sprawozdania o stanie poborów kopytkowych” (Za grosz towaru, za złoty reklamy, „Gazeta Lwowska” 1906, nr 170), postrzegał w nim człowieka obdarzonego „kramarskim sprytem” (tamże, nr 171). Czy powszechnie identyfikowano bohatera tego pamfletu z Wyspiańskim, trudno stwierdzić, zrobił to anonimowy publicysta satyrycznego pisemka („Herold Polski” 1906, nr 18), walcząc ze Stasiakiem o palmę pierwszeństwa w dezawuowaniu Wyspiańskiego. Stasiak odżegnał się od tej interpretacji, wskazując na Przybyszewskiego jako przedmiot odniesienia („Gazeta Lwowska” 1906, nr 185), co nie przekonało jego oponenta („Herold Polski” 1906, nr 20). Najbardziej przekonujące jest przyjęcie hipotezy, że felieton mówił o postaci stanowiącej kontaminację obu artystów (B. Łopatkówna).

Recenzje teatralne. Przez dwa sezony (1899 i 1901) Stasiak pełnił funkcję recenzenta sprawozdającego we lwowskim „Ruchu Katolickim” z poczynań miejscowego teatru. Jego artykuły – zamieszczane w rubryce Felieton teatralny – prawie nieodmiennie odnosiły się zarówno do dramatu, jak i inscenizacji, w której dostrzegał bynajmniej nie całość koncepcji reżyserskiej, a jej wybrane elementy, tj. grę aktorską. Wybór takiej perspektywy był normą ówczesnej krytyki teatralnej, stanowiąc jednocześnie naturalne dopełnienie wypowiedzi krytycznoliterackich.

Omawiając dramat Jana Augusta Kisielewskiego Karykatury („Ruch Katolicki” 1899, nr 207), Stasiak zauważał, że sztuka brana literalnie jest dziełem „bardzo jeszcze niewyrobionego umysłu”, który nadaje rysy karykaturalne wszystkim niemal postaciom. Gdyby przypisać dramatowi ukrytą filozofię (autor recenzji ostatecznie tego nie robi), znamionowałaby autora śmiałego, co może dobrze rokować. Chłodno potraktował recenzent grę rozbudowanego zespołu aktorskiego: wyróżnił Zofię Czaplińską w roli naiwnej Zosi, Jana Nowackiego, „żywy typ czeladnika – towarzysza”, i Paulinę Rybicką w roli stróżki Walentowej. Recenzując dramat Kasprowicza Bunt Napierskiego („Ruch Katolicki” 1899, nr 240), krytykował niejasność postaci głównego bohatera oraz nadmiar gwary w dramacie, co utrudniało zrozumienie sztuki nienadzwyczajnie zagranej; pochwały zebrał jedynie Józef Chmieliński w roli sołtysa. Zdanie otwierające recenzję inscenizacji komedii Michała Bałuckiego Drużba (tamże, nr 248) – „Spragnione muzyki ucho nawet katarynką się ucieszy” – mówi wiele o stosunku autora felietonu do dzieła i samego przedstawienia. W omówieniu spektaklu według Wielkich figur Adolfa Walewskiego („Ruch Katolicki” 1901, nr 16) Stasiak dostrzegł widownię jako miernik powodzenia sztuki, a poniekąd i jej wartości. Uznanie dla sztuki Chrzest ognia Anny Naumanowej wynikało przede wszystkim z hołdu złożonego idei głównej – wierności wierze ojców, w czym recenzent był zgodny z oceną publiczności wyrażoną gromkimi brawami (tamże, nr 71). W rubryce Felieton literacki, a nie teatralny, w artykule częściowo dotyczącym teatru Stasiak odniósł się do pracy Zygmunta Glogera Rok polski, w życiu, tradycji i pieśni oraz do misterium Żłóbek Betlejemski Stanisława Matwija (Masta), narzekając na proces modernizacyjny, sięgający Lutra i „tak zwanej reformacji”, który wygasił dawne zwyczaje. Zasługi obu autorów, choć oceniane w różnej skali, okazały się nie do przecenienia na drodze odradzania się polskich tradycji (tamże, nr 276).

Recenzje nie wykraczały poza standard dziennikarski. Jeśli autor podejmował temat szerszy i zajmujący ówczesną krytykę (gwara na scenie, idea teatru ludowego), nie wprowadzał informacji i odniesień kontekstowych; trzymał się konsekwentnie formy felietonowej.

Konkluzje. Opinie formułowane na temat działalności krytycznej Stasiaka obejmujące głównie publikacje z historii sztuki zależały w znacznym stopniu od politycznego i towarzyskiego usytuowania autorów. Osoby bliskie Stasiakowi wskazywały na pozytywne strony podejmowanych przez niego rewindykacji, nawet jeśli nie były one w pełni przekonujące (B. Urbański). Wielkim admiratorem prac Stasiaka na temat Wita Stwosza był piszący kilkakrotnie na ten temat Eligiusz Niewiadomski. Publicysta „Tygodnika Ilustrowanego” miał natomiast inne zdanie: „Jego [Stasiaka] polemika ma ton obelżywy, szpikujący, a jego dowody często opierają się o własne, subiektywne wrażenia autora jako o najwyższy autorytet” (True [W. Noskowski], Prawda o książkach Stasiaka, „Tygodnik Ilustrowany” 1913, nr 22).

Ta rozbieżność zaznaczyła się nawet w treści nekrologów. Publicysta „Głosu Narodu” pisał o „ciętości polemicznej, wrodzonej Stasiakowi, szorstkiej plastyce słowa” („Głos Narodu” 1924, nr 279), a anonimowy autor „Tygodnika Ilustrowanego” szukał kompromisu, dodając: „Rozprawy Stasiaka pozbawione są podstaw naukowych, a rażąca ich stronniczość, chociaż podyktowana szczerym uczuciem patriotycznym, każe uważać je po prostu za wybuchy świetnego temperamentu polemicznego, który zabłąkał się w obce sobie dziedziny” („Tygodnik Ilustrowany” 1924, nr 52). Powracając po latach do postaci Stasiaka, Stanisław Mróz zwracał uwagę na wiarygodność i spójność jego sylwetki: pochodzenia (syn górnika), zaczepnej osobowości, temperamentu i typu psychofizycznego. Proponował dokonanie wyboru prac artysty dotyczących historii sztuki i przetłumaczenie ich na kilka języków, licząc na to, że okażą się one pomocne w „wykopywaniu prawdy” o przedmiocie podjętych studiów. Miała się tym zająć Fundacja Kultury Polskiej, ale pomysł nie doczekał się realizacji.</document>
<document nplp_id="13962" title="Spasowicz Włodzimierz" slug="spasowicz-wlodzimierz">Krytyk literacki, historyk literatury, prawnik, działacz społeczny. Pseudonimy: Cyriak Daniłowicz; K. Daniłow; Kirjak Daniłow; Kirsza Daniłow; Quidam.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 I 1829 w Rzeczycy nad Dnieprem (gub. mińska) jako syn lekarza Daniela Spasowicza (1797–1882) i Teofili Kreutz h. Kreutzen (1802–1881). Był wyznania prawosławnego. W 1845 r. ukończył gimnazjum w Mińsku, w tymże roku wyjechał do Petersburga, gdzie podjął studia na wydziale prawnym Uniwersytetu Petersburskiego, które ukończył w 1849 r. Edukację gimnazjalną i uniwersytecką opisał w przedmowie do drugiego wydania Dziejów literatury polskiej (1885), podkreślając, że uczył się w gimnazjum „po rusku”, ale otrzymał polskie wychowanie, a na studiach w Petersburgu zapoznał się z literaturą polskiego romantyzmu, w tym z prelekcjami paryskimi Adama Mickiewicza i twórczością Zygmunta Krasińskiego. We wspomnieniach o prawniku Konstantinie Kawielinie zaznaczał, że chociaż mieszkał w „ruskim mieście” i kształcił się „w ruskim uniwersytecie”, był wraz z innymi Polakami „niby murem odgrodzony od […] kolegów Rosjan” (Konstantin Kawielin. Moje o nim wspomnienie, w: Pisma, t. 7). Pod wpływem wyznań Spasowicza Janina Kulczycka-Saloni wycofała swoją tezę o jego „dwunarodowości”. Marian Zdziechowski nazwał go „prawosławnym, czystej krwi Białorusinem, z wychowania zaś, przekonania i uczucia Polakiem, ale zżytym z kulturą i życiem duchowym rosyjskim”. W l. 1857–1861 wykładał w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Petersburskiego. Posadę tę otrzymał jako protegowany Kawielina. W 1862 r. opracował podręcznik prawa karnego, uznany przez komisję powołaną przez cara za „odznaczający się szkodliwym nastawieniem”. Pozbawiony możliwości pracy w instytucjach podległych Ministerstwu Oświecenia, zajął się działalnością adwokacką. W l. 1873–1877, 1883–1885 i 1886–1889 przewodniczył Petersburskiej Radzie Adwokackiej, która z okazji jego jubileuszu działalności prawniczej w 1891 r. zamówiła portret u wybitnego malarza Ilji Riepina. W Braciach Karamazow (1879–1880) Fiodora Dostojewskiego stał się pierwowzorem postaci „króla adwokatów” Fietiukowicza, a w powieści Franciszka Rawity-Gawrońskiego Z domu niewoli (1898) – Lisiczkina. Mowy obrończe Spasowicza doczekały się publikacji w XIX i XX w. Był obrońcą w procesach politycznych, w tym w 1871 r. w głośnej „sprawie nieczajewowców”, która posłużyła za kanwę powieści Dostojewskiego Biesy (1872). Z praktyki adwokackiej zrezygnował w 1892 r. z powodów zdrowotnych. W czasie pobytu w Petersburgu wyjeżdżał m.in. do Paryża i Warszawy. Przez wiele lat zajmował się działalnością dobroczynną. Nie założył rodziny. W 1872 r. nabył majątek Lemieszówka na Podolu (pow. winnicki). W 1902 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie zmarł 26 X 1906. Został pochowany w Lemieszówce. Część majątku zapisał Akademii Umiejętności w Krakowie. Jego spuścizną opiekowała się siostra Alicja Hasfortowa.

Czasopisma. Język prac. Spasowicz współpracował z gazetą „Słowo” wydawaną przez Józafata Ohryzkę w 1859 r. w Petersburgu pomyślaną jako forum polsko-rosyjskiego zbliżenia kulturalnego oraz z warszawskim „Ateneum” z l. 1876–1901. Wspólnie z Erazmem Piltzem założył w Petersburgu tygodnik społeczno-polityczny „Kraj” (1882–1909), pierwsze wydawnictwo periodyczne w języku polskim publikowane w Petersburgu od czasów „Słowa” mające sprzyjać budowaniu porozumienia polsko-rosyjskiego. W wydawnictwach periodycznych ogłaszał zarówno prace z zakresu prawa (np. Nasze dzisiejsze sądy szlacheckie polubowne, „Ateneum” 1877, t. 1), jak i artykuły o literaturze polskiej oraz obcej. Współpracował z rosyjskimi periodykami („Sankt-Pietierburgskije Wiedomosti”, „Wiestnik Jewropy”). Niektóre artykuły na temat literatury polskiej i rosyjskiej publikował w niewielkim odstępie czasowym w wydawnictwach (periodycznych lub książkowych) polskich i rosyjskich. W pracy W obronie własnej. Odpowiedź panu Szymonowi Askenazemu („Życie i Sztuka”, dod. „Kraju” 1903, nr 9–14) pisał, że przekład swoich artykułów na język rosyjski powierzał innym osobom, tłumaczenia z rosyjskiego na polski sporządzał na ogół „osobiście, niekiedy ze zmianami redakcyjnymi”. Był autorem dwujęzycznym.

Zainteresowania i poglądy literackie. W pracy W obronie własnej Spasowicz wspominał, że praktyka adwokacka nie pozwalała mu na rozwijanie zainteresowań literackich i że zmianę tego stanu rzeczy zawdzięczał Adolfowi Pawińskiemu, który go „wciągnął do polskiego czasopiśmiennictwa” (tamże). Brak naukowego przygotowania do badań nad literaturą wytykali mu Teodor Tomasz Jeż, nazywając go „materiałem na historyka”, oraz Piotr Chmielowski, który w Zarysie najnowszej literatury polskiej (1864–1894) pisał, że „bystrym i subtelnym poczuciem artystycznym zastępuje w monografiach literackich szczegółowość badań”. Według Stanisława Estreichera Spasowicz nie należał „nigdy do »cechu« historyków i krytyków literackich”, a w jego pracy było „coś dorywczego, coś z wolontariusza i dyletanta”.

Zainteresowania Spasowicza objęły literaturę polską i rosyjską oraz wybrane literatury zachodnioeuropejskie (angielska, francuska, niemiecka), a także polsko-rosyjskie związki literackie. Prowadził studia z zakresu historii literatury i komparatystyki literackiej oraz działalność popularyzatorską. Dużo uwagi poświęcał romantyzmowi. Wygłaszał odczyty publiczne o literaturze (m.in. o W. Polu w 1878 r., „Ateneum” 1878, t. 2; Hamlecie W. Shakespeare’a w 1879 r., o G.G. Byronie w 1884 r.; o A. Mickiewiczu i A. Puszkinie w 1886 r.), często o charakterze okolicznościowym (np. o J. Słowackim w związku z odsłonięciem pomnika w Miłosławiu w 1899 r.). Stał na czele Koła Szekspirowskiego w Petersburgu, działał w Towarzystwie Miłośników Literatury Rosyjskiej przy Uniwersytecie Moskiewskim i Towarzystwie Literackim im. Adama Mickiewicza we Lwowie.

Poglądy estetyczne i literackie Spasowicza kształtowały się na pograniczu dwóch epok: romantyzmu i pozytywizmu. Wychowany w tradycji romantycznej i wyraźnie nią zainspirowany, w znacznym stopniu patrzył na literaturę oczami pozytywisty, za mistrza w zakresie metody uważał Hippolyte’a Taine’a, który nauczył go „doszukiwać się mozolnie z każdego wiersza autora jego górującego uzdolnienia (faculté maîtresse)” (W obronie własnej). Interesował się psychologią i osobowością twórczą poety, za romantykami przyznawał mu prawo do indywidualnych wyborów, do fantazji bez granic. Doszukiwał się też jednak w sztuce odzwierciedlenia rzeczywistości i był daleki od przyznawania artyście najważniejszej roli w świecie; pisał, że nie jest on „naczelnym pracownikiem w wielkiej robocie społecznej” i że „nie na nim opiera się, jako na kamieniu węgielnym, cały zrąb budowy społecznej” (Schiller i Goethe w pamiętnym dziesięcioleciu ich przyjaźni, „Kraj” 1894, nr 6–24 z przerw.). Podkreślał poznawczy oraz moralno-wychowawczy wymiar literatury, sprzeciwiał się natomiast pozytywistycznym postulatom tendencyjności, utylitaryzmu i dydaktyzmu jako działaniom prowadzącym w literaturze do sztuczności. Pisał: „[…] sztuka jest zawsze tylko środkiem, a nie bywa nigdy celem, główne cele człowieka są tylko trzy: prawda, dobro i piękno” (tamże). Zgodnie z teorią jedności piękna i dobra uważał, że jeśli artysta „piękność w naturze dojrzał, odczuł, podchwycił, uwydatnił, już nas przez to samo za pomocą artystycznej sugestii podniósł, zrobił lepszymi, uszlachetnił” swoich odbiorców (tamże). Od Immanuela Kanta przejął pogląd o bezinteresownym charakterze doznania estetycznego. Badał kontekst historyczno-społeczny literatury, okoliczności biograficzne i psychologiczne powstania dzieła literackiego, odrzucał jednak uzasadnienia przejęte z genetyzmu i twierdzenie o podobieństwie ewolucji organizmu żywego oraz gatunku literackiego. Teorię ewolucji gatunków Ferdinanda Brunetière’a uznawał za pozbawioną podstaw naukowych. Jeśli chodzi o trzy składniki teorii Taine’a – rasę, otoczenie i moment historyczny – to do pierwszego elementu odnosił się początkowo jedynie sporadycznie, z czasem zaś krytycznie, jak w artykule z 1900 r. o poglądach Piotra Boborykina na ewolucję powieści w XIX w. (Ewolucija romana w XIX stolietii po knigie P.D. Boborykina, „Wiestnik Jewropy” 1900, t. 10), a w refleksji nad pozostałymi elementami eksponował czynniki społeczno-polityczne, jak w pracach o Aleksandrze Puszkinie czy Władysławie Syrokomli (Nowe studium nad Syrokomlą, „Ateneum” 1876, t. 1).

O literaturze polskiej. Spasowicz był autorem zarysu dziejów literatury polskiej, pierwotnie przygotowanego jako rozdział w pracy pisanej wspólnie z rosyjskim literaturoznawcą Aleksandrem Pypinem Obzor istorii sławianskich litieratur (1865). W zamyśle Pypina dzieło miało stać się uzupełnieniem historii literatury powszechnej Johannesa Scherra obejmującym dzieje literatury bułgarskiej, serbskiej, rosyjskiej, czeskiej, łużyckiej i polskiej, która doczekała się w nim najobszerniejszego opisu opartego na następującej periodyzacji historycznoliterackiej: 1) „od czasów najdawniejszych do XVI w.”; 2) „złoty wiek Zygmuntów”; 3) „okres jezuicko-makaroniczny”; 4) „okres Stanisława Augusta Poniatowskiego”; 5) „okres Lelewela i Mickiewicza”. Przyznanie literaturze polskiej wyeksponowanego miejsca miało służyć wzajemnemu lepszemu poznaniu i współpracy narodów polskiego oraz rosyjskiego. Literatura polska była charakteryzowana przez Spasowicza na tle społeczno-politycznym i w kontekście rosyjskim oraz europejskim. W 1872 r. zarys dziejów literatury polskiej został zamieszczony w petersburskim wyborze dzieł Spasowicza z l. 1859–1871 m.in. wraz z artykułem Wzgliad na russkuju litieraturu… w konce 1858 goda i mowami sądowymi. W 1881 r. wyszedł drugi tom osobnego petersburskiego wydania dziejów literatur słowiańskich tychże autorów. W 1882 r. ukazało się pierwsze polskie wydanie zarysu, przełożone przez Stanisława Czarnowskiego oraz Antoniego Gustawa Bema i nazwane Dzieje literatury polskiej (wyd. nast. zm. 1885, 1891). Ostatni z pięciu okresów literatury polskiej nosi zmienioną nazwę „okres Mickiewicza 1822–1863”. W stosunku do literatury 1810–1848 zostało wprowadzone określenie „literatura rozdwojona: emigracyjna i krajowa”. Dzieje literatury polskiej Chmielowski nazwał „jak dotąd najlepszą historią nie tyle literatury w ogóle, ile poezji naszej”.

Spasowicz postrzegał romantyzm jako kierunek, który „naprzód obalił […] ustalone od wieków powagi w dziedzinie artyzmu, a potem ujawniając samowiedzę właściwej sobie odrębności umysłowej i niezależności uczuć patriotycznych, przygotował młode pokolenie do najśmielszych pokuszeń i knowań” (Życie i polityka margrabiego Wielopolskiego, w: Pisma, t. 3). Krytyk akceptował rewolucje artystyczne, doceniał geniusz Mickiewicza, ostro wypowiadał się natomiast o politycznych skutkach romantyzmu rozpoczynających proces „gnilnej fermentacji”, która pokryła kraj siecią spisków, doprowadzając pod wpływem wieści z Francji (rewolucja lipcowa) do wybuchu powstania listopadowego (tamże). W szkicu o Syrokomli zauważył zjawisko wspólne pierwszemu i drugiemu pokoleniu polskich romantyków, mające korzenie w walterskotyzmie i innych zjawiskach romantyzmu zachodnioeuropejskiego, przywiązanie do pamiątek przeszłości dostrzegane w twórczości Wincentego Pola, Henryka Rzewuskiego, Zygmunta Kaczkowskiego oraz w Panu Tadeuszu. Najbardziej odpowiadał Spasowiczowi wariant Syrokomli, wolny od konotacji politycznych, wierny również źródłom poezji romantycznej, czyli pieśni ludowej. Twórczość Mickiewicza, zajmującą centralne miejsce w jego refleksji nad literaturą polską, rozpatrywał w perspektywie komparatystycznej: w kontekście bajronizmu oraz spuścizny Puszkina (Mickiewicz i Puszkin przed pomnikiem Piotra Wielkiego, „Przegląd Literacki”, dod. „Kraju” 1887, nr 29, 32–36). Najwyżej cenił nie Pana Tadeusza, lecz Konrada Wallenroda, o którym wygłosił odczyt we Lwowie w 1889 r. („Pamiętnik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 1899). Do tej powieści poetyckiej odniósł się w artykule Pod pręgierzem zdrady („Kraj” 1897, nr 24) stanowiącym odpowiedź na artykuł Iwana Franki o Mickiewiczu jako „poecie zdrady” (Ein Dichter des Verrates,

„Die Zeit” 1897, Nr. 136). Spasowicz odsunął od poety zarzut siania nienawiści i zminimalizował znaczenie słów Franki, nazywając je „psotą”. Publiczności rosyjskiej przedstawił Mickiewicza w Charkowie w 1899 r., wygłaszając Dwa odczyty o Mickiewiczu i jego twórczości poetyckiej. Wykłady te cieszyły się ogromnym powodzeniem i przyniosły pochlebne recenzje. Krytykował Tekę Nieczui Kaczkowskiego za płaskie partykularne politykierstwo („Kraj” 1883, nr 23). Bronił Rodziny Połanieckich Henryka Sienkiewicza przed głosami krytyki deprecjonującej powieść i głównych bohaterów, Połanieckiego cenił wyżej niż Płoszowskiego z Bez dogmatu ([rec.] H. Sienkiewicz, „Rodzina Połanieckich”, „Kraj” 1895, nr 20–22). Stanisława Wyspiańskiego kwalifikował jako twórcę pełnego wewnętrznych sprzeczności, podejmującego kwestie etyczne, których nie umiał rozwiązać jego estetyczny umysł (Wyspiańskiego „Kazimierz Wielki” i „Wesele”, „Kraj” 1901, nr 51–52). W artykule St. Wyspiański „Wyzwolenie”. Zagadka postaci dramatu („Życie i Sztuka”, dod. „Kraju” 1903, nr 11–12) nie dostrzegł niczego, co usprawiedliwiałoby tytuł dramatu; uznał sztukę za niejasną i urwaną. Próchno Wacława Berenta zinterpretował jako satyrę na najnowszą literaturę („Próchno”, utwór Wacława Berenta, „Życie i Sztuka”, dod. „Kraju” 1903, nr 11). Recenzując poemat Gustawa Daniłowskiego Na wyspie („Kraj” 1901, nr 24), sceptycznie odniósł się do ciemnego stylu autora.

Perspektywy komparatystyczne. Spasowicz pisał przede wszystkim o Aleksandrze Puszkinie i Michaile Lermontowie, a także Piotrze Wiaziemskim. Podobnie jak w przypadku literatury polskiej najrzadziej wypowiadał się o rosyjskich pisarzach współczesnych (I. Turgieniew, L. Tołstoj), skupiając się nie tyle na ich twórczości (poza powieścią Turgieniewa Ojcowie i dzieci), ile na światopoglądzie. Ponadto pozostawił artykuły o Dmitriju Mereżkowskim oraz filozofie Władimirze Sołowjowie. Spasowicz został nazwany „pierwszym w nauce naszej puszkinistą na szeroką skalę” i „pierwszym polskim prawdziwym rusycystą” (M. Jakóbiec), „najgłębszym i najbystrzejszym […] z nierosyjskich puszkinologów” (W. Lednicki). Jego zainteresowanie Puszkinem objęło l. 1885–1899. Wysoko cenił walory artystyczne poezji Puszkina, a niżej jej zawartość ideową. Nie widział w nim w przywódcy duchowego narodu, ale wyłącznie poetę. Taka ocena twórczości Puszkina była zbieżna ze stanowiskiem Wissariona Bielinskiego. Lermontowowi Spasowicz poświęcił prace Bajronizm Lermontowa (1888) oraz Lermontow w książce p. Kotlarewskiego („Wiestnik Jewropy” 1891, nr 12). W jego twórczości dostrzegł naturę pesymistyczną i melancholijną, wpływ poety angielskiego oceniał jako inspirację oczywistą, ale nie najważniejszą. Bajronizm Lermontowa posłużył za wstęp do polskiego wyboru dzieł poety (1890).

Z perspektywy bajronizmu Spasowicz zamierzał dokonać „porównania dwóch par pierwszorzędnych poetów z dwu spokrewnionych narodowości, polskiej i rosyjskiej, […] Mickiewicza i Puszkina, Lermontowa i Słowackiego” (Byronizm Puszkina). O Byronie pisał, że „miał w temperamencie dumę i hart szermierza”, u Puszkina zauważał, że przejął od poety angielskiego „wzgardę względem rodzaju ludzkiego”, ale swoim postaciom nie udało mu się nadać rysu czysto bajronicznego „wskutek braku zdolności do przenikania na wskroś duszy posępnej i surowej” (tamże). Rozważaniami o bajronizmie Spasowicz zapoczątkował badania na ten temat, kontynuowane później przez Wiktora Żyrmunskiego w Rosji i Mariana Zdziechowskiego oraz Józefa Tretiaka w Polsce. Z tym ostatnim Spasowicz wszedł w polemikę („Siewiernyj Wiestnik” 1891), uważając, że jego charakterystyka relacji Mickiewicz– –Puszkin jest zbyt uproszczona.

Główną wypowiedzią Spasowicza o relacjach polsko-rosyjskich stała się praca Mickiewicz i Puszkin przed pomnikiem Piotra Wielkiego („Przegląd Literacki”, dod. „Kraju” 1887, nr 29, 32–36) poświęcona Ustępowi z Dziadów cz. III i poematowi Jeździec miedziany oraz wierszom Oszczercom Rosji i Rocznica Borodina Puszkina. Nie praca filologiczna, ale jej podłoże budziło głosy sprzeciwu: „Zwolennicy »pojednania« chcą, aby Polska i Rosja pokryta była jednym płaszczem, jak Puszkin i Mickiewicz […]; ten płaszcz rosyjski jest dziś […] krwią polską zbryzgany. […] Nie powątpiewamy w dobre chęci, szczerość przekonań i uczuć p. Spasowicza, lecz nie rozumiemy polityki »pojednania« i narzucania się” (A.B.C. [K. Estreicher], Mickiewicz i Puszkin. Z powodu obchodu Puszkina w Petersburgu. (List z Rosji), 1887).

Spasowicz zapisał się w historii kultury prawnej oraz literackiej Polski i Rosji. Literatury polską i rosyjską, przede wszystkim romantyzmu, ujmował w perspektywie komparatystycznej, szukając drogi uniknięcia rozważań stricte politycznych. Kontekst interpretacyjny stanowiły zjawiska literatury zachodniej, w tym bajronizm. Poglądy Spasowicza, choć czasami logiczne i przekonująco wyłożone, budziły podejrzenia, czy krytyk nie przemyca argumentów rosyjskiej racji stanu, obcych polskich doświadczeniom. Nawet ci, którym stanowisko krytyka było bliskie (w pewnym okresie sprzyjała mu E. Orzeszkowa), nie wyrażali głośno poparcia. Nastawienie ogólne było zawsze Rosji i „pojednaniu” nieprzychylne.</document>
<document nplp_id="13964" title="Sobolewski Paweł" slug="sobolewski-pawel">Poeta, tłumacz, dziennikarz, działacz polonijny.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 VI 1816 w pow. hajsyńskim na Podolu jako syn Marcina i Balbiny. Uczył się w prowadzonej przez bazylianów szkole w Humaniu. Na wieść o wybuchu powstania listopadowego wstąpił do oddziału gen. Benedykta Kołyszki. Po porażce pod Majdanem udał się do Galicji, gdzie schwytano go i osadzono w więzieniu w Brnie, a potem w Trieście, skąd został internowany w 1833/1834 r. w pierwszym polskim masowym transporcie do USA m.in. z Augustem Antonim Jakubowskim i Marcinem Rosienkiewiczem. Po przybyciu do Nowego Świata Sobolewski miał być reprezentantem polskich wychodźców w Waszyngtonie. Przez pięć lat pracował w biurze Jamesa Bartona Longacre’a, wydawcy prestiżowego National Portrait Gallery of Distinguished Americans. Filadelfia stała się w l. 1834– –1840 miejscem aktywnej działalności pisarskiej Sobolewskiego. Jego przekłady Warszawianki i Jeszcze Polska nie umarła są uznawane za pierwsze tłumaczenia tych utworów ogłoszone w Stanach Zjednoczonych. Równolegle opracowywał także słownik angielsko-polski, kontaktując się w tej sprawie z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim, jednak przedsięwzięcie nie zostało ukończone. Przyczynił się do powstania teatru polskiego w Chicago oraz Polish Slavonian Literary Association w Nowym Jorku. Publikował w amerykańskich czasopismach wiersze i utwory prozatorskie, głównie o tematyce miłosnej i patriotycznej, stanowiące w dużej mierze kontynuacje nurtu puławskiego.

W 1842 r. rozpoczął wydawanie pierwszego w Stanach Zjednoczonych polskiego i slawistycznego czasopisma „Poland – Historical, Literary, Monumental and Picturesque” (ukazały się cztery numery). Według córki poety Ady Shane w tym czasie Sobolewski trudnił się nauczaniem języków. Kilkakrotnie żonaty, doczekał się czwórki dzieci ze swoją ostatnią małżonką Julią Beckwith. Ze względów finansowych ok. 1850 r. rozpoczął gospodarowanie na roli w Belividere (Illinois), równolegle pełniąc funkcję sędziego pokoju. W 1864 r. został delegatem Partii Republikańskiej na konwencję powiatową. Przez wiele lat współpracował z gazetą „Belvidere Standard”, wygłaszał również cieszące się popularnością odczyty dotyczące głównie frenologii i fizjologii. W 1867 r. przeprowadził się do Chicago, poświęcając pracy literackiej. Sześć lat później został notariuszem publicznym. W 1869 r. wydał pracę Napoleon and his Marshals, gdzie opracował 38 życiorysów dowódców napoleońskich. W 1871 r. w wielkim pożarze miasta utracił swoją bibliotekę, a także utwory i tłumaczenia, które mozolnie rekonstruował na potrzeby antologii Poets and Poetry of Poland (1881). Zmarł 30 V 1884 w Chicago, gdzie został pochowany na cmentarzu Graceland.

O literaturze polskiej. Najważniejsze dzieło Sobolewskiego, czyli antologię Poets and Poetry of Poland (1881) zawierającą wstęp oraz 60 biogramów, można uznać za rodzaj wypowiedzi krytycznoliterackiej. Podobny charakter mają również komentarze dotyczące literatury polskiej zawarte w redagowanym przez niego czasopiśmie „Poland” oraz wzmianki w korespondencji prywatnej. Sobolewskiego interesują rola i znaczenie literatury w życiu społeczeństwa, jej periodyzacja, a także najdawniejsze zabytki języka polskiego oraz życie i twórczość najwybitniejszych jej przedstawicieli. We wstępie do antologii najwięcej uwagi poświęcono życiu literackiemu w czasach współczesnych autorowi, czasopismo „Poland” skupiało się natomiast głównie na okresach wcześniejszych, dążąc do ukazania w zarysie wielowiekowej, rodzimej tradycji (wzorem była praca L. Chodźki La Pologne historique, littéraire, monumentale et pittoresque, 1839–1842).

Czasopismo wpisywało się w nurt przeciwdziałania ówczesnym antypolskim wystąpieniom w USA oraz przeinaczaniu i cenzurowaniu historii Polski, przykładowo ukazując dokonania literackie głównie z czasów oświecenia. Najwięcej miejsca poświęcono spuściźnie literackiej Juliana Ursyna Niemcewicza. Oddzielny artykuł dotyczył Puław nazwanych „polskim Westminsterem” i ukazywał je jako miejsce kultu i upamiętniania dawnej świetności Polski.

Ważnym źródłem inspiracji Sobolewskiego w jego antologii była Literatura polska w historyczno-krytycznym zarysie (t. 1–2, 1867–1868) Lucjana Tomasza Rycharskiego. W jego poglądach na rolę literatury można też odnaleźć echo pism Kazimierza Brodzińskiego i Michała Wiszniewskiego. Pisarz w zbliżony sposób widział w literaturze wyraz duchowej egzystencji narodu, najtrwalszy pomnik przeszłości. Wskazywał jednoczącą siłę cech narodowości w ludzkich zbiorowościach. Przyjmował, że literatura każdego narodu jest częścią ogólnego oświecenia, a swoją siłą i duchem przyczynia się do uczynienia całej ludzkości „bardziej oświeconą i szczęśliwszą” (Poets and Poetry). Stąd płynęło przekonanie, że propagowanie literatury w skali globalnej, jak i lokalnej jest obowiązkiem wobec kraju swojego urodzenia. Sobolewski był tu kontynuatorem misji swego poprzednika, Rosienkiewicza. Literatura polska została ukazana przez Sobolewskiego jako kopalnia poetyckich skarbów czekających na odkrycie nie tylko przez Amerykanów, ale również międzynarodową publiczność.

Rozważania teoretyczne zawarte we wstępie do Poets and Poetry zdradzają inspirację pismami Johanna Gottfrieda Herdera, według którego język i kultura najpełniej wyrażają ducha narodu, istotne jest też oświeceniowe przekonanie o roli edukacji i wychowania prowadzących do organizacji życia społecznego w racjonalny sposób. Z perspektywy heglizmu Sobolewski oceniał Wacława Stefana Garczyńskiego. Punktem odniesienia dla komentowanych przez niego utworów polskich była twórczość m.in. George’a Gordona Byrona, Friedricha Schillera, Lodovica Ariosta i Williama Shakespeare’a. Wstęp do antologii świadczy o dobrym rozeznaniu autora w aktualnych publikacjach i wypowiedziach krytycznych. W Poets and Poetry widać wpływy Listów spod Lwowa (1860) Kornela Ujejskiego, Pamiętnika do literatury polskiej XIX wieku (1866) Wincentego Pola, Historii, literatury i krytyki (1847) Jana Majorkiewicza, Portretów literackich (1865) Lucjana Siemieńskiego, pobrzmiewają w niej też echa lektury Prelekcji paryskich Adama Mickiewicza i pism Maurycego Mochnackiego. Szkic o Narcyzie Żmichowskiej nosi ślady inspiracji anonimowym artykułem wspomnieniowym poświęconym pisarce („Kurier Warszawski” 1876, nr 288). Sobolewski odwoływał się także do pism Antoniego Małeckiego. Znał również dzieła Johna Bowringa i Thomasa Dunn Englisha oraz ich przekłady polskiej literatury, które wykorzystał w swojej pracy.

Panorama literatury polskiej dla amerykańskiego czytelnika. Sobolewski wyodrębnił w literaturze polskiej pięć epok: piastowsko-jagiellońską (1000–1500), króla Zygmunta (1500–1620), jezuicką (1620–1750), klasyczną (1750–1822) oraz romantyczną (od wystąpienia A. Mickiewicza do czasów teraźniejszych). Bogatą reprezentację znalazła w antologii szkoła ukraińska (bliska redaktorowi ze względu na jego miejsce urodzenia) oraz szkoła litewska. We wstępie do antologii zwracał uwagę na istnienie różnych „plejad” poetyckich jaśniejących na tym samym narodowym niebie, ukazywał znaczącą rolę powstania listopadowego, które spowodowało literacki zwrot moralny i patriotyczny. Wskazywał m.in. nurt poezji sybirskiej reprezentowany przez Karola Balińskiego, a także literaturę kaukaską na czele z Gustawem Zielińskim oraz nurt poezji religijnej, zaliczając do niego Psalmy przyszłości Zygmunta Krasińskiego oraz Skargi Jeremiego Kornela Ujejskiego.

We wstępie pojawiają się wzmianki o osobistych lekturach, świadectwach recepcji danych utworów i wydarzeniach z życia autora. Na dobór utworów w antologii wpłynęły jego własne doświadczenia: los wygnańca (m.in. motto antologii zaczerpnięte z pism J.U. Niemcewicza; Piosenka wygnańca R. Berwińskiego; Na tym twardym szczudle moim, Pomoc dajcie mi rodacy W. Syrokomli; Modlitwa wiosenna K. Balińskiego; Westchnienie z oddali R. Zmorskiego), walka zbrojna w obronie ojczyzny prowadzona przez ludzi pióra.

W antologii znaleźli się też autorzy, których Sobolewski znał osobiście (A.A. Jakubowski) oraz korespondencyjnie. Do tej ostatniej grupy należał Józef Ignacy Kraszewski, którego życiorys stanowi świadectwo kultu, jakim otaczano pisarza, również w Stanach Zjednoczonych, będącego dla ówczesnej Polonii autorytetem narodowym, gigantem literatury na arenie międzynarodowej. Zamieszczone w antologii noty biograficzne ukazują wieloaspektowość działalności literackiej i publicznej przedstawianych autorów. Miarą doskonałości dzieł było porównywanie ich z utworami pisarzy starożytnych, a także m.in. Williama Shakespeare’a, Johanna Wolfganga Goethego, George Sand.

Mimo że Adam Mickiewicz został przedstawiony jako jeden z największych naszych poetów, to twórczość autora Irydiona w ujęciu Sobolewskiego staje się zenitem poezji polskiej, wielkość Zygmunta Krasińskiego podlega nawet sakralizacji. Nazwany jest najbardziej natchnionym poetą-prorokiem, a zarazem poetą uniwersalnym i jednym z największych filozofów moralności w XIX w. Jednocześnie Sobolewski twierdził, że żaden z polskich poetów nie miał takiej siły wyobraźni jak Juliusz Słowacki.</document>
<document nplp_id="13966" title="Sierociński Teodozy" slug="sierocinski-teodozy">Językoznawca, krytyk literacki, pedagog, tłumacz. Kryptonim: T.S.

Informacje biograficzne. Urodził się w 1789 r. prawdopodobnie w miasteczku Lachowce nad Horyniem jako syn Szczepana Piotra Sierocińskiego i Salomei. Kształcił się w szkole bazylianów w Ostrogu, w szkołach powiatowych w Teofipolu i Lubarze (1799–1808) oraz w Gimnazjum Wołyńskim w Krzemieńcu (1809–1816), gdzie studiował prawo, a następnie filologię klasyczną i literaturę. Należał do Towarzystwa Młodzianów Gimnazjum Wołyńskiego, a w l. 1815–1816 do Klubu Piśmienniczego wraz z Karolem Sienkiewiczem jako prezesem, Tymonem Zaborowskim, Józefem Korzeniowskim i in. Na jego posiedzeniach dyskutowano o dziełach klasyków i aktualnościach literackich, prezentowano własną twórczość oraz przygotowywano niewydany ostatecznie przekład Renégo François-René de Chateaubrianda. W 1818 r. Sierociński został regensem Konwiktu Funduszowego przy Liceum Krzemienieckim. Jako wybitnie uzdolniony uczeń Alojzego Felińskiego prowadził jednocześnie w tej szkole lektoraty z języka łacińskiego, francuskiego i niemieckiego, nadzorował prace Instytutu Geometrów. W październiku 1818 r. został członkiem nowo utworzonego Towarzystwa Uczniów Ćwiczących się w Porządnym Mówieniu i Pisaniu (w l. 1820–1822 był jego prezesem), wszedł też do redakcji „Ćwiczeń Naukowych. Oddział Literatury” (1818), a następnie „Pamiętnika Naukowego służącego za dalszy ciąg »Ćwiczeń Naukowych«. Oddział Literatury” (1819). Na łamach tych czasopism zamieszczał także własne rozprawy o tematyce estetycznoliterackiej oraz wiersze. Po śmierci Felińskiego (1820) został wychowawcą jego syna i siostrzeńca. Odrzuciwszy proponowaną mu profesurę na Uniwersytecie Lwowskim, w 1823 r. został nauczycielem języka polskiego i literatury w szkole wojewódzkiej w Szczebrzeszynie. W kolejnych tomach prezentujących osiągnięcia uczniów tejże szkoły publikował swoje rozprawki poświęcone przede wszystkim metodyce nauczania i podnoszące znaczenie kształcenia zintegrowanego. W tym czasie wydał przekład Salustiusza pt. Próby wojny katylinowskiej (1824) oraz przeróbkę Pamiątki po dobrym ojcu Michała Wiszniewskiego (1825). Zabierał również głos w sprawie literatury najnowszej, ogłaszając w „Dzienniku Warszawskim” i „Gazecie Polskiej” recenzje poezji Adama Mickiewicza. W 1833 r. objął posadę profesora języka polskiego, literatury i pedagogiki w Gimnazjum Wojewódzkim Warszawskim (od 1838 r. Gimnazjum Gubernialne Warszawskie) i na Kursach Dodatkowych Pedagogicznych w Warszawie. W 1836 r. został członkiem stałym Komitetu Najwyższego Egzaminacyjnego. Od 1838 r. był też profesorem w Instytucie Rządowym Wychowania Panien (później: Instytut Aleksandryjski Wychowania Panien) w Warszawie. W 1842 r. został odznaczony Orderem św. Stanisława III klasy. Od 1844 r. był profesorem w Aleksandryjskim Instytucie Wychowania Panien w Puławach, tam przeszedł na emeryturę, po czym przez kilka lat mieszkał na wsi pod Warszawą. Od lat 30. publikował zwłaszcza podręczniki, m.in. Nowy elementarz dla dobrych dzieci (1832), Pierwsze zasady gramatyki polskiej (1838), Nauka o stylu (1840), Zasady poprawnego czytania i pisania po polsku (1845). Na szczególną uwagę zasługuje dwuczęściowa Gramatyka polska, wielokrotnie wznawiana (26 wydań do 1889 r.), decyzją Rady Wychowania z lutego 1839 r. wskazana jako podręcznik w szkołach Królestwa Polskiego. Językoznawcze zainteresowania i kompetencje Sierocińskiego poświadczają również takie jego publikacje, jak Pogląd historyczny i krytyczny na pisownię polską od roku 1808 aż do naszych czasów (1852) oraz Postrzeżenia i wnioski pisownicze (1853). W latach 40. i 50. ogłaszał ponadto rozprawy i recenzje w „Bibliotece Warszawskiej”, a także tłumaczenia. Jego dorobek językoznawczy oraz osiągnięcia pedagogiczne odegrały znaczącą rolę w polskiej oświacie, szczególnie na terenie Królestwa Polskiego w okresie międzypowstaniowym. Sierociński był żonaty z Zofią Wołuńską, miał córki, w tym Klementynę (1831–1869, zam. Bronikowską). Zmarł 12 XII 1857 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Poglądy estetycznoliterackie. Sierocińskiego ukształtowała intelektualna atmosfera Krzemieńca. Jako uczeń Felińskiego pozostawał pod dużym wpływem tradycji klasycystycznej, chociaż jego poglądy estetycznoliterackie mają charakter eklektyczny. Już w młodzieńczej rozprawie Jak się potworzyły dzieła oryginalne, jakie są właściwe ich cechy i jakie granice zdrowy rozsądek naznacza w poszukiwaniu oryginalności? („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 1), podkreślając znaczenie wzorów, prawideł i dobrego smaku, uznawał, że autor wybitny, geniusz, nie musi podporządkowywać się żadnym regułom poza tymi, które dyktuje rozum decydujący o granicach oryginalności („Jeniusz żadnym nie ulega prawom i wyższym się staje nad wszelkie przeszkody. Sam tylko zdrowy rozsądek często go ujmuje, bo on wszystkiemu miejsce i granice zaznacza” – tamże). Jednocześnie za spiritus movens wszelkiej twórczości uznawał „czucie”, które – we współpracy z dowcipem i wyobraźnią podporządkowanymi rozumowi – „ożywia wszystko swym tchnieniem” (tamże). Dążność do odnalezienia równowagi między różnymi tendencjami literackimi i artystycznymi oraz ostrożność w jednoznacznym opowiadaniu się po stronie jednej z nich, charakterystyczne dla całej spuścizny estetycznoliterackiej Sierocińskiego, ujawniają się tutaj także w przedstawieniu oryginalności i naśladowania jako „dwóch ostateczności”, których „zarówno unikać należy, bo pierwsza tamuje wzrost nauk, druga ich upadek przyspiesza” (tamże). Szczególnie niebezpieczne wydaje się jednak autorowi „silenie się na oryginalność”, które dostrzega nawet w elegiach Owidiusza i u Seneki. Ostatecznie bowiem „często pożyteczniej upowszechniać dawne wynalazki niżeli czynić nowe” (tamże).

Nadmierne „wysilenie” jest też głównym przedmiotem krytyki w niedokończonej rozprawie O naturalności („Pamiętnik Naukowy” 1819, t. 2), gdzie tytułowa kategoria, uznana za najważniejszą cechę zarówno stylu mówionego, jak i pisanego, jest definiowana nie tylko w duchu klasycystycznym jako „stosowność do rzeczy i osób” oraz „przyjemna prostota i niewymuszenie”, lecz przede wszystkim – zgodnie z poetyką sentymentalną – jako wrodzony dar, „wymowa szczerości i przekonania” decydująca o więzi między nadawcą i odbiorcą. Dlatego – powiada Sierociński – „kmiotek” zanoszący skargę na wyrządzoną mu niesprawiedliwość przewyższy oratora, który próbuje w innych wzbudzić litość, nie czując jej w swoim sercu. Jednocześnie Sierociński podnosi konieczność uczenia się języków starożytnych, które są „nierównie doskonalsze od naszych co do zwięzłości, harmonii, mocy i wyrazistości” (O uczeniu się języków, tamże, t. 1). Dzieła zaś pisarzy klasycznych, bliższych „pięknej natury”, jawią mu się jako „najobfitsze źródło”, z którego można czerpać „nieprzebrane skarby wzorowej piękności” oraz „wieczne prawidła rozsądku i dobrego smaku” (tamże). Takie uprzywilejowanie tradycji antycznej, wyrażone przy tym w sposób bardzo już w tym czasie skonwencjonalizowany, spotkało się z ostrą krytyką Adama Mickiewicza, który zarzucił Sierocińskiemu m.in. ogólnikowość, trywialność i anachroniczność (A. Mickiewicz, Wiadomość naukowa z miesiąca lutego 1819 r. z „Pamiętnika Naukowego” warszawskiego nr 1 i 2, [powst. 1819], wyd. 1910).

Myślenie Sierocińskiego o literaturze nie było jednak całkowicie pozbawione perspektywy historycznej oraz odniesień do kwestii rodzimej tożsamości. Potrafił np. zgodnie z myślą Johanna Gottfrieda Herdera zauważyć, że „aby naznaczyć prawdziwą wartość utworom rozumu i sztuki, trzeba mieć wzgląd szczególny na czas, w którym zostały wydane” (Jak się potworzyły dzieła oryginalne), podnosił też znaczenie poezji narodowej (Uwagi o sonecie w ogólności, z załączonym krytycznym rozbiorem „Sonetów” Adama Mickiewicza. Do Redaktora „Dziennika Warszawskiego”, „Dziennik Warszawski” 1827, t. 9, nr 26), po latach zmodyfikował również swój dyskurs na temat stylu, uznając za jego najważniejsze cechy „indywidualność” i „charakterystyczność” (Gramatyka polska, cz. 2, 1847). Wśród wzorcowych przykładów – obok wypisów z dzieł autorów oświecenia stanisławowskiego i postanisławowskiego – zamieścił zaś m.in. Burzę z Sonetów krymskich oraz fragmenty Marii Antoniego Malczewskiego (tamże). Ostatecznie uznał zresztą, że podział poezji na poezję klasyczną i romantyczną jest zbędny, a spór romantyków z klasykami destrukcyjny. Rozwój literatury postrzegał bowiem w kategoriach twórczych kontynuacji i nawiązań, zwracając uwagę m.in. na to, że „formy spólne, czyli wzięte od starożytnych, często lepiej romantykom posłużyły niżeli formy nowo wynalezione” (Uwagi o sonecie), nazywając Metamorfozy Owidiusza „zbiorem ballad starożytnych”, Augusta Wilhelma Schlegla – neoklasykiem i romantycznym Nicolasem Boileau (tamże). Dobitnie przeciwstawiał się także wyrażanemu przez pisarzy romantycznych przekonaniu o anormatywizmie ich twórczości, „nie chcąc ani wiedzieć, ani słyszeć o romantyczności bezprawidłowej” i nazywając romantyków „klasykami nowoczesnymi” (Odpowiedź na artykuł P. Cieplińskiego przeciwko recenzji Mickiewicza w „Dzienniku Warszawskim”, „Gazeta Polska” 1827, nr 319). Wskazując zaś na niedostatki szkoły zarówno klasycystycznej (m.in. niewolnicze przywiązanie do reguł i wzorów oraz nadmierny dydaktyzm i moralizatorstwo), jak i romantycznej (np. megalomanię, odchodzenie od reguł dyktowanych przez „zdrowy rozum” oraz „niezrozumiałość i zawikłanie” – tamże), Sierociński postulował, by „nie czynić szkodliwej różnicy pomiędzy klasykami a romantykami i dążyć do tego, aby każdy naród, nie gardząc żadnym rodzajem wiersza przez wyższe talenta udoskonalonym, mógł mieć swoją własną poezję narodową” (Uwagi o sonecie).

Krytyka literacka. Rozprawa Sierocińskiego Jak się potworzyły dzieła oryginalne została zauważona przez Stanisława Kostkę Potockiego, który, nieco ironicznie zaliczając ją do najlepszych, jakie mamy w języku polskim „tak co do rzeczy, jak co do stylu” (List Świstka do Redaktora „Pamiętnika Warszawskiego”, „Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10, nr 2), wytknął autorowi przy okazji różne uchybienia stylistyczne i logiczne. Polemika Potockiego spotkała się z bardzo obszerną odpowiedzią Sierocińskiego, który – zarzucając adwersarzowi „ton szyderski” i tendencyjność – przedstawił swoje postulaty dotyczące działalności krytycznoliterackiej. Według niego krytyk przede wszystkim musi ćwiczyć umysł, ponieważ „ducha krytyki nabyć nie można, zaniedbując używania władz rozumu”, ale też – by formułować trafne i głębokie opinie – powinien „wiele czytać, wiele poznać i zgłębić” oraz „wiele pisać i doświadczać siebie”, bowiem „chcąc sądzić o drugich, trzeba się przekonać pierwej o swojej wartości, aby sądzić o wartości innych” (Tłumaczenie się Autora rozprawy „O oryginalności” umieszczonej w numerze 1szym „Ćwiczeń Naukowych”, „Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 2). Krytyka literacka, przywilej znawców literatury, powinna być strażniczką dobrego smaku, od recenzenta Sierociński oczekiwał nie tylko wiedzy, ale i „bezstronnej rzetelności”, „rozsądnej wyrozumiałości”, „wsparcia i gruntownej krytyki” (przy tym jego zdaniem modelowym krytykiem dzieła może być jego twórca, jeśli zrzuci z siebie „pęta miłości własnej”, ponieważ jest w stanie najlepiej ocenić, czy udało mu się osiągnąć postawione przed sobą cele). Autora Świstka krytycznego uznał za krytyka niespełniającego tych postulatów, po latach podobnie zresztą osądził Mickiewicza i jego rozprawę O krytykach i recenzentach warszawskich (1829), wytykając mu – jak wcześniej Potockiemu – ironiczny, szyderczy ton wywodu, brak skromności oraz powierzchowność i niesprawiedliwość ocen, którymi „dotyka najszacowniejsze osoby, nie zważając na ich zasługi i talenta przyznane już i uwielbione powszechnym odgłosem” (O nowym wydaniu poezji Adama Mickiewicza z przedmową napisaną przez samegoż poetę, „Dziennik Warszawski” 1829, t. 15, nr 46). Przy okazji Sierociński dowodził słabości polskiej krytyki romantycznej, niepotrafiącej bezstronnie i ze zrozumieniem recenzować dzieł reprezentatywnych dla prądu romantycznego. Wyjątek stanowił Maurycy Mochnacki: „[…] jeden tylko podobno M.M. [Mochnacki] występuje z niejaką zdolnością i usposobieniem, dotąd jednak z mocniejszym piórem niż głową, a gdyby był umiarkowańszym, więcej by zapewne dopomógł sprawie romantycznej” (tamże). Gdzie indziej Sierociński dodawał jeszcze, że przedmiotem krytyki powinno być objaśnianie i komentowanie dzieł wartościowych (Uwagi o sonecie). Przeciwstawiwszy się opinii Ludwika Piątkiewicza (O sonecie w ogólności z treściwym wyłożeniem historii sonetu, w: Sonety Adama Mickiewicza. Z nutami kompozycji Karola Lipińskiego, 1827), jakoby sonet zastąpił w poezji romantycznej starożytny epigramat, wykreował za to Mickiewicza na twórcę „szacownego zbioru pierwszych sonetów polskich”. W swoich recenzjach Mickiewiczowskiej poezji Sierociński skupił się na „rozbiorze” i „wyjaśnieniu” poszczególnych wierszy, wersów, a nawet wyrazów. Skrupulatnie wydobył to, co uznał za wady stylu (szczególnie raziła go „nadmierna wykwintność”, „niezrozumiałość”, „wymuszenie”, „przesada myśli lub wyrażeń”), wykazując się niezrozumieniem romantycznej metafory i amplifikacji.

Taki sposób czytania sonetów Mickiewicza napotkał stanowczy sprzeciw już u współczesnych, jednak mimo wszystko stwierdzenie, że recenzje Sierocińskiego to „sumiennie zestawiony dokument bezradności wobec poetyckiego nowatorstwa” (W. Billip), jest nieco krzywdzące. Recenzent potrafił np. docenić kontestowany przez ówczesnych krytyków romantyczny orientalizm, zwracając uwagę na jego stosowność w opisach Krymu i dialogach Pielgrzyma z Mirzą, trafnie też wskazywał na opisowo-kontemplacyjny charakter Mickiewiczowskiego cyklu („To najwięcej uderza nas i zastanawia w Sonetach krymskich Mickiewicza, że poeta nie tak dla oczów maluje swoje obrazy, jako raczej dla duszy czytelnika” – Uwagi o sonecie), a tzw. sonety górskie opisywał – zgodnie z nowoczesną, romantyczną krytyką – w kontekście kategorii nieskończoności. Nieco w opozycji do ówczesnej krytyki potrafił również docenić Konrada Wallenroda, uznając ten poemat za „wielki i poetyczny” oraz „najlepiej wykończony” (O nowym wydaniu poezji Adama Mickiewicza), a nawet aprobatywnie odnieść się do nowatorstwa językowego i formalnego Ballad i romansów, co może zaskakiwać o tyle, że raził go z kolei fragmentaryzm oraz regionalizm powieści poetyckich Antoniego Malczewskiego i Seweryna Goszczyńskiego.

Sądy głoszone przez Sierocińskiego nie zawsze są spójne, a jego prace krytycznoliterackie dowodzą, że – zgodnie z tradycją klasycznej filologii – najlepiej czuł się w roli sumiennego komentatora objaśniającego wybrane wersy i fragmenty recenzowanych dzieł, rzadko podejmując próby formułowania ocen o charakterze syntetycznym. Konsekwentnie koncentrował się też na kwestiach stylistycznych, estetycznych i lingwistycznych, co pozwala raczej wykluczyć go z grona potencjalnych autorów przypisywanej mu niekiedy przez badaczy anonimowej rozprawy O romansach („Ćwiczenia Naukowe. Oddział Literatury” 1818, t. 2), której tematyka i sposób ujęcia bardziej wskazują na autorstwo Karola Sienkiewicza. Spuścizna estetycznoi krytycznoliteracka Sierocińskiego pozostaje przede wszystkim interesującym źródłem ukazującym próbę integrowania różnych tendencji literackich, zwłaszcza przezwyciężenia opozycji między klasycyzmem i romantyzmem.</document>
<document nplp_id="13968" title="Sienkiewicz Henryk" slug="sienkiewicz-henryk">Powieściopisarz, nowelista, publicysta, krytyk, działacz społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: Al.; H.S.; H. S-cz; Lit.; XXX; Juliusz Polkowski; K. Dobrzyński; Litwos; Musagetes; Un Polonais.

Informacje biograficzne. Henryk Adam Aleksander Pius Sienkiewicz urodził się 5 V 1846 w Woli Okrzejskiej na Podlasiu w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Był spokrewniony przez matkę Stefanię z Cieciszowskich (1820–1873) z Lelewelami i Łuszczewskimi. Ojciec Józef (1813–1896) pochodził z nobilitowanego w XVI lub XVIII w. rodu tatarskiego. Gimnazjum ukończył w Warszawie jako ekstern w 1866 r. i zapisał się do Szkoły Głównej na wydział medyczny, który rok później zmienił na filologiczny. Ze względu na ubóstwo rodziny zarabiał na życie jako guwerner w domach ziemiańskich. W 1871 r. ukończył studia na przekształconym ze Szkoły Głównej Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze w czasie studiów rozpoczął pracę dziennikarską jako felietonista i recenzent. Początkowo w „Przeglądzie Tygodniowym”, a w l. 1872–1875 w „Gazecie Polskiej” i „Niwie”, której od 1874 r. był współwłaścicielem – obok Mścisława Godlewskiego i Juliana Ochorowicza. W 1876 r. opuścił kraj i przeszło trzy lata (1876–1878) przebywał w Stanach Zjednoczonych i we Francji (1878–1879) jako korespondent „Gazety Polskiej”, skąd przesyłał cykl reportaży Listy z podróży do Ameryki. W czasie pobytu za granicą nawiązał kontakt z radykalnymi „Nowinami”, w których publikował korespondencje z Paryża. W 1879 r. wrócił do kraju. Najpierw przebywał kilka miesięcy w Galicji, a w listopadzie powrócił do Warszawy. Lata 1879–1882 to okres intensywnej literackiej i publicystycznej pracy Sienkiewicza, który wiąże się ponownie z „Niwą” (zmieniającą pod redakcją Godlewskiego orientację z umiarkowanie pozytywistycznej na konserwatywną). W sierpniu 1881 r. poślubił Marię Szetkiewiczównę (1854–1885) pochodzącą ze starego ziemiańskiego rodu, której ojciec Kazimierz był właścicielem majątku Hanuszyszki na Litwie (utraconego po powstaniu styczniowym). W tych latach dochodzi do zmian w postawie światopoglądowej Sienkiewicza, który zrywa ze środowiskiem pozytywistycznym i zbliża się do kręgów ziemiańsko-konserwatywnych. Pod koniec 1881 r. obejmuje redakcję neokonserwatywnego dziennika „Słowo”. Na jego łamach publikuje powieść historyczną Ogniem i mieczem, która rozpoczyna pasmo literackich sukcesów pisarza. W 1885 r. Maria umiera na gruźlicę, osierocając dwoje dzieci: Henryka Józefa i Jadwigę. W ponowny (szybko zerwany) związek małżeński z Marią Wołodkowiczówną (Romanowską) Sienkiewicz wstąpił w 1893 r. W 1900 r. został zorganizowany jubileusz dwudziestopięciolecia twórczości pisarza, połączony z ofiarowaniem mu jako daru narodowego pałacyku w Oblęgorku. Lata następne to okres aktywności społecznej i politycznej Sienkiewicza, uznanego wówczas za autorytet, mimo ideowych ataków ze strony przedstawicieli młodej, modernistycznej generacji (S. Brzozowski, W. Nałkowski). W 1904 r. pisarz poślubił Marię Babską (1863–1925). W 1905 r. otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Wybuch I wojny światowej zmienił całkowicie sytuację pisarza. Opuszcza Oblęgorek i po krótkim pobycie w Wiedniu emigruje do Szwajcarii, gdzie będąc w Vevey, kierował (z I. Paderewskim, A. Osuchowskim, E. Piltzem) Komitetem Generalnym Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Ostatnie lata życia Sienkiewicza to zmagania z ciężką chorobą. Zmarł w Vevey 15 XI 1916.

Sienkiewicz jest autorem 12 powieści, kilku utworów dramatycznych, kilkudziesięciu nowel i opowiadań. Jako krytyk literacki ogłosił kilkaset recenzji i sprawozdań literackich oraz kilkanaście większych szkiców krytycznoi historycznoliterackich. Jego twórczość osiągnęła rozgłos światowy i była przekładana na kilkadziesiąt języków. Do najpoczytniejszych utworów należały: Trylogia, Bez dogmatu i Quo vadis?, które na początku XX w. stało się bestsellerem we Francji, Włoszech i w Stanach Zjednoczonych.

Podstawy ideowe i światopoglądowe krytyki. Interpretacja krytycznoliterackiej twórczości Sienkiewicza musi uwzględniać szeroki kontekst: jego beletrystykę, pracę dziennikarską (redakcyjną), zainteresowania naukowe i artystyczne oraz związki ze środowiskami o różnych orientacjach ideologicznych. Według Janiny Kulczyckiej-Saloni twórczość krytycznoliteracką Sienkiewicza można podzielić na trzy okresy, każdy o innej dominancie ideologicznej. Pierwszy, związany z orientacją pozytywistyczną, trwa mniej więcej do 1880 r. Drugi obejmuje lata do jubileuszu pisarza w 1900 r., a określa je związek z konserwatyzmem w jego neokonserwatywnej odmianie. Trzeci – do śmierci pisarza – cechuje zdecydowane osłabienie działalności krytycznoliterackiej, a badaczka jego ówczesne poglądy wiąże ze zbliżeniem do Narodowej Demokracji. Podział ten, mimo socjologizujących interpretacyjnych uproszczeń, odpowiada rzeczywistym zmianom w światopoglądzie i warsztacie krytycznym Sienkiewicza. Jednak, na co wskazał Tadeusz Żabski, „związki poglądów Sienkiewicza z estetyką pozytywizmu są silniejsze niż się na ogół sądzi”; pisarz, reinterpretując część swoich wyobrażeń o literaturze, pozostawał zwolennikiem „metody realnej”. W jego warsztacie krytycznym trwałe miejsce zajmują doświadczenia wyniesione z „terminowania” w szkole pozytywistycznej, wpływy metody Hippolyte’a Taine’a i scjentystów. Swoje przeświadczenia Sienkiewicz obudowywał znaczną erudycją, rozległością i rozmaitością lektur: od literatury pięknej do dzieł naukowych. Stanowiły one podstawę materiałową warsztatu krytyka, umacniając funkcje poznawcze interpretacji i ocen. Cele twórczości literackiej Sienkiewicz określał natomiast przez „obowiązki obywatelskie”, które, chociaż wpisane w zmienne orientacje ideologiczne, były kryterium trwałym. Nie można ich jednak sprowadzać do wymiarów „doktryny” czy „sekciarstwa” ideowego. Z tej perspektywy oceniał Aleksandra Świętochowskiego, Elizę Orzeszkową i Fragmenty dramatyczne, skądinąd wysoko cenionej Marii Konopnickiej.

Wyróżniającą cechą jego wypowiedzi krytycznoliterackich był kult tradycji zarówno w jej literackim, jak i historycznym znaczeniu. Z pietyzmem odnosił się do tradycji antycznej, zwłaszcza greckiej, i do jej kodów estetycznych, często odwoływał się do kategorii harmonii (ładu), równowagi i miary jako podstaw piękna, wzniosłości i tragizmu. Wzmacniają one autorytet pisarza jako obdarzonego talentem twórcy. Stąd w tekstach krytycznych często pojawiają takie określenia, jak „pierwszorzędny talent, niezmierna wprawa pisarska, znajomość świata” czy metaforyczne oceny: „[powieści] wykończone i wyszlifowane jak drogie kamienie”.

Sienkiewicz, podobnie jak inni pozytywiści, uznawał znaczenie polskiego romantyzmu, szczególnym kultem otaczając Juliusza Słowackiego; liczne cytaty dowodziły nie tylko dokładnej znajomości utworów poety, ale były także elementem interpretacji. Z romantyzmu wyprowadzał ważne dla krytycznego opisu kategorie historyzmu. Interpretował je jednak w duchu pozytywistycznej obiektywności, odrzucając mistyczne i metafizyczne uzasadnienia. W artykule o Intrydze i miłości Friedricha Schillera pisał: „Kto głębiej patrzy w historię, ten wiekom nie stawia zarzutów, nie dzieli je na złe i dobre, ale tylko objaśnia przyczyny i skutki” („Niwa” 1875, t. 7). Kładąc akcent na funkcję poznawczą i znaczenie jakości artystycznych, Sienkiewicz za pożądany uznawał model realistyczny – „prawdę życiową” odtwarzaną w literackim obrazie dzięki jego plastyczności i malarskości (malowniczości).

Sienkiewiczowskie teksty krytycznoliterackie dobrze mieszczą się w „uniwersalnym” schemacie pozytywistycznej recenzji opisanym przez Ewę Paczoską. Szablon ten Sienkiewicz powtarzał w większości wczesnych recenzji, kładąc nacisk na streszczenie i charakterystykę postaci oraz na zamykające oceny formalno-treściowe. Uprawiał także inne gatunki krytyczne: studia historycznoliterackie (o M. Sępie Szarzyńskim, K. Miaskowskim), obszerniejsze szkice i eseje o aspektach teoretycznych (o naturalizmie i powieści historycznej), „portrety” twórców (M. Konopnicka, J. Słowacki) i przedmowy. Znaczna część publikowanych tekstów miała wcześniejszą formę „mówioną” jako odczyty i przemówienia (na odsłonięcie pomników A. Mickiewicza i J. Słowackiego). Nadawała im ona cechę bliskiej więzi z odbiorcą-słuchaczem i przygotowywała go do kontaktu z utrwaloną później formą pisaną. Wszechstronność Sienkiewicza jako krytyka lokuje go wśród znaczących publicystów literackich epoki oraz określa zakres jego wiedzy i samoświadomość pisarską.

Szkice historycznoliterackie. Dwa większe szkice opublikowane w „Tygodniku Ilustrowanym” otwierają krytycznoliteracką publicystykę Sienkiewicza. Miały formę rozprawek historycznoliterackich i były poświęcone poetom przełomu XVI i XVII w. (Mikołaj Sęp Szarzyński. Studium literackie, „Tygodnik Ilustrowany” 1869, nr 79–80; Kasper Miaskowski. Studium literackie, „Tygodnik Ilustrowany” 1970, nr 127, 129). Pokazywały, że wczesne zainteresowania literackie Sienkiewicza kierowały się ku staropolszczyźnie. Niewątpliwie był to wpływ studiów filologicznych i wykładów profesorów Aleksandra Tyszyńskiego i Adama Bełcikowskiego. Sienkiewicz, korzystając ze zdobytej wiedzy, dokonywał jej unowocześnienia; w jego szkicach można odnaleźć wyraźny ślad metody genetycznej Taine’a skierowanej na środowisko i warunki historyczne kształtujące osobowość poetów. Podkreślając znaczenie składników biograficznych, narzekał, że brak informacji o życiu Sępa Szarzyńskiego ogranicza możliwości „wyjaśnienia jego utworów”. Zapewne dlatego interpretacje wierszy obu poetów skupiały się na opisie formy artystycznej, na co zwrócił uwagę Jan Błoński (1996), podkreślając, że Sienkiewicz „starał się […] uchwycić estetyczne wartości poezji Szarzyńskiego”. Pierwsze publikacje zdawały się wskazywać, że Sienkiewicz skieruje się ku badaniom literackim, których przedmiotem będzie okres staropolszczyzny. Jednakże jego następne teksty krytyczne skupiły się na bieżącym piśmiennictwie.

Wczesne recenzje. Tematami wczesnej publicystyki Sienkiewicza (do 1876 r.) były zróżnicowane kwestie społeczne i kulturowe. W jego felietonach podstawowe miejsce zajmowały recenzje przedstawień teatralnych i omówienia wystawianych sztuk: rzadziej prezentacje nowości wydawniczych. Od 1872 r. na łamach „Przeglądu Tygodniowego”, „Niwy” i „Gazety Polskiej” pojawiały się osobne recenzje Sienkiewicza z dzieł zarówno literackich, jak i historycznych. Sposób ich lektury wpisywał się wyraźnie w ówczesną praktykę recenzyjną. Sienkiewicz-pozytywista komponował je według przyjętego wówczas schematu: skupiał się na treści, często przedstawianej w zwięzłych streszczeniach, opisywał strukturę postaci, zamykając recenzję wartościującą oceną. W jego „słowniku” krytycznym, zwłaszcza we wczesnym okresie, dominowały określenia wyniesione ze scjentyzmu, akcentowana była wiedza i refleksja intelektualna jako warunki konieczne twórczości literackiej. Młody Sienkiewicz „rozprawiał się” z romantycznym mistycyzmem (omawiając edycję Genezis z Ducha Słowackiego).

Najcharakterystyczniejszą próbą wspartych na takich zasadach recenzji była rozbudowana analiza Pana Graby Orzeszkowej („Wieniec” 1872, nr 85). Ocena powieści, na tle późniejszych opinii niechętnych autorce, wypada dodatnio. Krytyk zwraca uwagę na „piękno stylu” i „obrazowość”, z pewną ironią pisze natomiast o „sprycie tapicerskim”, czyli „łatwości w malowaniu drobiazgów”. Konkluzja recenzji jest ambiwalentna: „Książka ma wartość społeczną większą niż artystyczną” (tamże). Istotnym składnikiem tej recenzji jest również próba zdefiniowania struktury powieści tendencyjnej jako połączenia wartości artystycznych z wartościami społecznymi. Zdaniem krytyka należy ją uważać „za broszurę o artystycznej formie, dowodzącą pewnych zasad w sposób plastyczny, to jest na przykładach z życia wziętych” (tamże). Podobnie – lecz ze znacznie większym krytycyzmem – Sienkiewicz postępował, recenzując powieści Felicjana Gryfa (właśc. Marii Gumplowiczowej), Michała Bałuckiego i Józefa Tretiaka (z lat 70. XIX w.). Na ich podstawie formułował pogląd, że znacznej części produkcji powieściowej „brak prawdziwego realizmu” i przedstawia ona „zamiast ludzi z krwią, ciałem i kościami” – błąkające się cienie („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 48).

W ówczesnych recenzjach Sienkiewicz nie ograniczał się do powieści. Interesowały go również dzieła historyczne, językoznawcze Tadeusza Korzona, Wincentego Zakrzewskiego, Lucjana Malinowskiego oraz prace wydawane przez krakowską Akademię Umiejętności. Ten nurt – krytycznego oglądu prac historyków – rozbuduje się później jako wyraz zainteresowań przeszłością autora Trylogii.

Recenzje pisane po powrocie do kraju. Rozkwit publicystyki zarówno historycznoliterackiej, jak i poświęconej innym działom piśmiennictwa nastąpił po powrocie pisarza do kraju. Rozbudowuje się wówczas warsztat krytyka, zakres jego wiedzy i kompetencji. Niewątpliwe znaczenie miały pod tym względem paromiesięczny pobyt w Paryżu oraz kontakt z kulturowym i literackim życiem Francji. W Liście z Paryża („Nowiny” 1878, nr 23) znajdą się obszerne partie poświęcone romantyzmowi i naturalizmowi; w przesyłanych do „Gazety Polskiej” sprawozdaniach z wystaw malarskich i z obchodów rocznicy wolterowskiej oraz krytycznej ocenie książek Taine’a i Ernesta Renana uwydatni się radykalny demokratyzm Sienkiewicza. Pobyt za granicą i lektura literatury obcej umocniły jego przekonanie o wadze kontekstu wielkich literatur europejskich, głównie francuskiej i angielskiej. Ten kontekst stał się później istotnym i niezbywalnym składnikiem w ocenach twórczości polskiej. Doświadczenie paryskie stanowiło więc rodzaj przedpola dla krajowej publicystyki krytycznoliterackiej.

Wysyłane z Paryża korespondencje dowodziły radykalizmu poglądów pisarza i mogło się wydawać, że w tym kierunku będą zmierzać jego publikacje po powrocie do Warszawy. Pozytywistyczne przekonania akcentował jeszcze w liście do Godlewskiego, nie zgadzając się na ideowy kierunek „Niwy”. Jednak odejście od radykalnego, opartego na wzorach amerykańskiego i francuskiego demokratyzmu można dostrzec w polemikach z Piotrem Chmielowskim i Włodzimierzem Spasowiczem. O tym, że nie był to proces dla Sienkiewicza łatwy, świadczą listy do Stanisława Witkiewicza, w których z jednakową niechęcią pisze o obu stronach ideowego konfliktu (pozytywistycznych radykałach i zdeklarowanych konserwatystach). W listach można dostrzec zasadniczą niezgodę na „ultramontański” i „arystokratyczny” kierunek „Słowa”, którego redakcję objął pod koniec 1881 r. Sienkiewicz próbował nadać pismu kierunek umiarkowany (co widać w listach do J.I. Kraszewskiego i do S. Smolki, redaktora krakowskiego „Czasu”). W liście do Kraszewskiego tak zarysował projekt swego programu: „Będziemy szanowali religię jako środek obrony narodowej, ale bynajmniej nie zamierzamy tworzyć organu klerykalnego, podporządkowującego polityce kościelnej sprawy bliżej nas obchodzące. Nie będziemy również bynajmniej organem arystokracji, jak nas zbyt gorliwi lub niechętni posądzają. Pragniemy stać na gruncie narodowym, bronić ducha narodowego, by nie zwątlał – i zajmować się sprawami naszymi – o ile na to nam pozwolą. Innymi słowy, pragniemy być pismem umiarkowanie i rozsądnie postępowym, a przy tym patriotycznym” (27 XII 1881).

Pisarz nie deklarował się zatem jako zdecydowany konserwatysta. Jego „neokonserwatyzm” był mocno podszyty metodą i ideami pozytywistycznymi; nie tylko aprobatą „pracy organicznej”, lecz również założeniami estetycznymi, aprobatą dla „metody realnej” oraz niezgodą na „mistycyzm” romantyczny. Konserwatystą stawał się w znacznym stopniu z powodów osobistych, przez małżeństwo z Marią Szetkiewiczówną, wchodząc w środowisko ziemiańskie. Dopiero później – uznany przez kręgi konserwatywne za autorytet literacki – aprobuje rolę wyraziciela ich poglądów. Wiąże się z przedstawicielami arystokratycznych rodów, uznając za istotne ich prawo do dziedziczenia tradycji historycznej. Owe ambiwalencje ideowe Sienkiewicza odzwierciedlą się w jego krytycznoliterackiej publicystyce.

Po powrocie Sienkiewicz kontynuował twórczość felietonową w dwóch cyklach nastawionych głównie na zjawiska literacko-kulturalne: Mieszaninach literacko-artystycznych i ogólniejszych Wiadomościach bieżących. Obok nich publikował w „Niwie” większe szkice krytycznoliterackie. Powstają wówczas obszerne recenzje opowiadań Bolesława Prusa, Literatury ostatnich lat szesnastu Chmielowskiego i Szkiców nie z natury Spasowicza. Szczególnie ważne miejsce zajął wygłoszony odczyt o naturalizmie. Wszystkie te teksty dowodzą zarówno dojrzałości warsztatowej, jak i kompetencji interpretacyjnych Sienkiewicza, a zarazem ukazują zmiany ideologiczne; zbliżenie do środowisk neokonserwatywnych.

Realizm i „ideał”. Na początku lat 80. Sienkiewicz tworzył nową formę wypowiedzi publicystycznej: obszerny szkic krytycznoliteracki. Podejmował wówczas znaczące, syntetyzujące próby interpretacji. Dążył do sformułowania własnego modelu powieści, w którym łączył inspiracje pozytywistyczne z niektórymi tezami krytyków konserwatywnych. Sienkiewicz był zwolennikiem realizmu jako metody powiązanej z „życiem”; powieść – to „szyba wody, w której odbija się rzeczywistość” ([rec.] E. Orzeszkowa, „Pan Graba”), oraz rodzaj soczewki skupiającej ważne problemy (O powieści historycznej, „Słowo” 1889, nr 100). W Sienkiewiczowskim modelu realizmu niezbędnym elementem jest typowość pojmowana jako reprezentatywność społeczna. „Typ” to w jego przekonaniu „osobistość przedstawiająca […] wszystkie rozproszone cechy pewnych warstw społecznych” („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 48). Do tych sformułowań, pod którymi mogliby podpisać się krytycy pozytywistyczni, wprowadzał jednak znaczące modyfikacje. Zdaniem Sienkiewicza realizm powinien wspierać się na ideale pojmowanym jako zasadnicza wartość, wzór kreacyjny i ideowy, będący celem dzieła. Dlatego pisał, że „realizm pozbawiony wiary w istnienie ideałów” jest wyrazem pesymizmu i rezygnacji. Dzieło realistyczne w jego ujęciu winna cechować równowaga „obiektywnego” opisu i odrębnej rzeczywistości „idealnej”: „Niechże choć literatura stworzy nam światy inne, gdzie wszystko nie jest takie karłowate, ale wielkie, nie takie płaskie, ale wzniosłe, nie chorobliwe i śmiertelne, ale zdrowe i nieśmiertelne, nie zgrzybiałe, ale młode” (Mieszaniny literacko-artystyczne, „Niwa” 1880, t. 17). Z tej perspektywy Sienkiewicz oceniał naturalizm i bronił powieści historycznej. Przedstawiając swoje koncepcje twórczości literackiej, musiał więc wejść w konflikt z pozytywistycznymi krytykami. Dlatego oczyszczeniem „przedpola” dla własnej refleksji krytycznoliterackiej stały się jego polemiki z Chmielowskim i ze Spasowiczem.

Polemiki z Chmielowskim i ze Spasowiczem. Już pierwsze obszerniejsze recenzje polemiczne Sienkiewicza – umieszczane na łamach „Niwy” i „Gazety Polskiej” – były dowodem na zmiany w jego poglądach na literaturę. W omówieniu Literatury ostatnich lat szesnastu Chmielowskiego, przeciwstawiając się jego ocenie zarówno okresu, jak i pisarzy z obozu młodych, krytyk mocniej uwydatniał artystyczne cechy literatury: „W dziele pięknym nie tendencja sama – pisał – ale sposób artystyczny […] stanowi o wartości” („Gazeta Polska” 1881, nr 211–213). Inaczej niż Chmielowski postrzegał także rolę tradycji literackiej, akcentując ciągłość polskiego realizmu: „My wszyscy, którzy dziś trzymamy pióro w ręku […], jesteśmy pod względem ideałów literackich w znaczeniu estetycznym kontynuacją czasów dawniejszych […]. Kraszewski, Kaczkowski, Korzeniowski, Jeż, Zachariasiewicz pisali powieści metodą realną, nie tylko zanim nazwa »młodzi« była wynaleziona, ale zanim wielu z młodych żyło na świecie” (tamże, nr 211).

Sienkiewiczowski obraz współczesnej literatury, w obrębie której umieszcza również siebie, jest wyraźnie odmienny niż obraz Chmielowskiego. Broniąc Kraszewskiego przed niesłuszną – jego zdaniem – „nader ostrą” oceną, nie zgadzał się z opinią o „szczupłości” zakresu kreacji i z tym, że postaci Kraszewskiego „nie upamiętniają się w życiu”. Na marginesie tego zdania Sienkiewicz ironizował: „Pytamy: któraż to postać pani Orzeszkowej upamiętniła się Chmielowskiemu na zawsze i towarzyszy mu w życiu?” (tamże, nr 213).

Pomniejszając znaczenie Orzeszkowej, Sienkiewicz upominał się o Prusa, którego Chmielowski jego zdaniem skrzywdził. Autorowi Antka osobno poświęcił obszerną recenzję pierwszych opowiadań („Gazeta Polska” 1881, nr 216–2019). Analizując je, twierdził, że głównymi cechami utworów pisarza są prawda „życiowa”, trzeźwość, realność, zmysł obserwacyjny, humor oraz „wyborna charakterystyka” postaci, które należą do środowisk dotąd nieobecnych w utworach literackich. Według recenzenta „tendencyjność” Prusa jest „aposteriorycznym wynikiem rozważań stosunków ludzkich, nie zaś aprioryczną ideą autora” (tamże, nr 218). Jedyne zarzuty Sienkiewicz odnosił do zbyt surowego materiału życiowego, niepoddanego „organizowaniu”, co wpływa na brak „ładu artystycznego” w jego opowiadaniach (tamże, nr 216).

Rozwinięciem i dopełnieniem tej problematyki był następny krytycznoliteracki szkic recenzyjny Studiów nie z natury Spasowicza. Na pierwszy plan Sienkiewicz wysuwa tu stosunek do tradycji wyrażający się w dwóch przeciwstawnych ujęciach: „mesjanistycznym” – romantycznym i trzeźwym – pozytywistycznym: „[…] chrystusować przeszłość jest przesadą – pisał – ale nazywać ją jawnogrzesznicą jest nie mniejszą – i choćbyśmy się zgodzili na to, że dzięki mesjanizmowi mieliśmy głowę w obłokach, to drugi kierunek może nam przez niebaczność wytrącić podstawę spod nóg” (Wydawnictwo pani Orzeszkowej. Mięszaniny literacko-artystyczne, „Niwa” 1881, t. 20, nr 166). Sienkiewicz pozostawał więc w zasadniczym konflikcie z postawą ugodową, przeciwstawiając wizję historycznej wielkości dawnej Rzeczypospolitej krytycznej koncepcji jej upadku – „z własnej winy”. Pisarz – z taką wyrazistością, na jaką mogły mu pozwolić ramy cenzury – przedstawił w recenzji sąd o wartościach przeszłości narodowej: „Przeszłość nasza, choćby patrzono na nią nie wiem jak trzeźwo, jasno i krytycznie, ma jeden ogromny urok, którego nie ma teraźniejszość – i […] świecić będzie po wszystkie czasy blaskiem miltonowskiego utraconego raju…” (tamże). Ów „utracony raj” to oczywiście niepodległy byt państwa. W cytowanym zdaniu można odnaleźć zarys „programu” dla powieści historycznej, której nie wystarczy udokumentowany obraz wycinka dziejów, lecz niezbędne stają się znaczenia, ważne jako „nauka” dla teraźniejszości. Historia jest więc obszarem wartości tak ideowych, jak moralnych. Na taki właśnie sens dziejów Sienkiewicz wskazywał, broniąc Wincentego Pola przed surowym osądem Spasowicza: „Pol nauczył nie tylko współczesnych, ale i przyszłe pokolenia kochać przeszłość […], ta bowiem […] może i musi wydać plon zdrowy i pożyteczny” (tamże). Mimo że Sienkiewicz, polemizując ze Spasowiczem, deklarował się jako przedstawiciel „przeciwnego obozu”, to jednak uznawał wiele – i to zasadniczych – tez adwersarza.

W sposobach interpretacji w znacznym stopniu pozostawał pozytywistą, chociaż dalekim od „ortodoksji”. Potwierdzają to inne pisane w tym czasie teksty krytyczne. Stawia w nich przed twórcami wysokie wymagania formalne. Podejmując krytyczny spór z literaturą współczesną, ze swoimi rówieśnikami, Sienkiewicz stara się rozkładać równomiernie „blaski i cienie”. Uznając talent Świętochowskiego, uważa go jednak za pisarza „średniej miary”, którego styl „świeci”, ale nie ogrzewa. Wysoko ocenia poezję Konopnickiej, chociaż jej Fragmenty dramatyczne budzą jego sprzeciw. Z coraz większą agresją pisze natomiast o Orzeszkowej, formułując zarzuty o charakterze ideowym cyklom: Z różnych sfer i Widma. Co ważne, początek lat 80. wyraźnie przesuwa zainteresowania Sienkiewicza ku piśmiennictwu historycznemu. Wzrasta liczba recenzji z prac oraz powieści historycznych. W jego interpretacjach pojawiają się nowe pojęcia: „charakter” i „duch” narodowy, które traktuje w sposób socjologiczny i wolny od romantycznych konotacji historiozoficznych. Co istotne, w Sienkiewiczowskich tekstach krytycznych coraz widoczniej wyodrębnia się topika ziemi i przyrody. Geograficzno-przyrodnicze wyznaczniki ojczystego pejzażu stawały się podstawą idei trwałości narodowej.

Wobec romantyzmu. W poglądach estetyczno-ideowych Sienkiewicza wpływ romantyzmu zaznaczył się bardzo wyraźnie. Nie miał on jednak cech kultowych. Stanowiąc trwały składnik jego światopoglądu, ulegał reinterpretacji i selekcji, często zgodnie z pozytywistyczną niechęcią do mistycyzmu. Całościowy pogląd na romantyzm Sienkiewicz przedstawił w obszernym fragmencie listu Z Paryża, w którym – celowo – zestawił go z naturalizmem. Pisał, porównując romantyzm polski i francuski: „U nas romantyzm, oprócz średniowiecznych tradycji, wchłonąwszy w siebie utwory wyobraźni ludowej, wsparł się na bardzo szerokiej podstawie […] przez zwrot potężny ku całemu ogółowi, zmienił do wysokiego stopnia swój charakter, uprawnił się niejako, związał z życiem, stał się istotną i prawdziwą poezją ogółu” (Z Paryża przez Litwosa, „Gazeta Polska” 1879, nr 14).

Negatywne strony polskiego romantyzmu dostrzegał natomiast w rozluźnieniu formy artystycznej, samowoli językowej oraz odwołaniu do rozmaitych „gminnych” niebywałych istot, „dawnych bożków litewskich lub pomorskich” (tamże). Przede wszystkim jednak „popadł w mistycyzm, nastroił chorobliwie uczucia i wyobraźnię, uchrystusował i ubóstwił wszystko; zdjął z ogółu wszelką odpowiedzialność…”. Ów ambiwalentny stosunek do romantyzmu powtarzał się później w omawianej wcześniej recenzji szkiców Spasowicza czy ocenach dzieł historycznej „szkoły krakowskiej”. Uznając wielkość i znaczenie twórczości Mickiewicza i Słowackiego, negatywnie oceniał ich mesjanistyczne i mistyczne koncepcje. Dominujące jednak było przeświadczenie o wysokich walorach patriotycznych, idei wolnościowej oraz artyzmie poezji romantycznej. Uwydatniał je zwłaszcza w przywołaniach twórczości Słowackiego: w szkicu o walorach artystycznych Słowacki – Helios („Kurier Warszawski” 1909, nr 1), przemówieniu na odsłonięciu pomnika poety w Miłosławiu oraz rozsianych w różnych tekstach krytycznoliterackich cytatach i aluzjach o funkcji interpretacyjnej (np. przywoływany wielokrotnie cytat z Beniowskiego o miarach „krawca nie Fidiasza”). Wobec Mickiewicza zachowywał tradycyjne uznanie wielkości, wyrażał w przemówieniu na odsłonięciu jego pomnika podziw i uznanie dla jego dzieł, jednakże Słowacki był mu bliższy. Z twórców obcych wysoko cenił Friedricha Schillera, Heinricha Heinego i George’a Gordona Byrona. Szczególnie ostro rozprawiał się zaś – podobnie jak inni pozytywiści – z epigonami poezji romantycznej, naśladowcami obcych wzorów, a zwłaszcza z bajronistami. Pisał, że taki poeta „oznacza istotę chorobliwą rozmiłowaną w własnym smutku, poświęcającą rzeczywistość dla marzeń” („Pieśni i piosenki”, zbiór poezji Marii Szeligi, „Niwa” 1874, t. 5). W swoim krytycyzmie wobec współczesnej poezji Sienkiewicz był całkowicie zgodny z Adamem Wiślickim, Orzeszkową i z innymi pozytywistami.

Spór z naturalizmem. W Paryżu rozpoczęło się długotrwałe zainteresowanie Sienkiewicza naturalizmem. Początkowo nowy prąd nie budził sprzeciwu. Traktował go jako reakcję na „wybujały” francuski romantyzm i jako zwrot do „codziennego życia”. Dlatego uznał, że „dla powieści naturalizm był w zasadzie znakomitym, niezbędnym i może jedynym krokiem naprzód” (Z Paryża). To przekonanie podważy po powrocie do kraju, wygłaszając odczyty o naturalizmie, które opublikuje później pod tytułem O naturalizmie w powieści („Niwa” 1881, t. 2), a po 12 latach podejmie temat w Listach o Zoli („Słowo” 1893, nr 172). Francuskiemu naturalizmowi przeciwstawi własny program literacki. Ocena naturalizmu jest teraz zdecydowanie negatywna. Jednakże nie sprowadza się do inwektyw i zarzutów o niemoralność. Oba artykuły Sienkiewicza ujawniają bowiem dwa – pozornie sprzeczne – stanowiska. Z jednej strony ciekawość poznawczą, próbę rozpoznania przyczyn i skutków sukcesu tej literatury, z drugiej – emocjonalną artykulację wrogości wyrażającą się w wartościujących ocenach. Argumenty przeciw „szkole Zoli” są przede wszystkim estetyczne i etyczne. Pisał z nieukrywaną emocją, że naturalizm, „rzuciwszy się na powieść, zaciemnił ją, poplamił, obniżył, zapowietrzył, zwichrzył i rozladaczył” (O naturalizmie w powieści).

Sienkiewicz przeprowadził przy tym krytyczną analizę kierunku, wskazał na relację między romantyzmem a realizmem jako konieczny składnik dziejów literatury. Ogranicza go natomiast „doktrynerstwo” i w konsekwencji „przebranie miary estetycznej” (tamże). Na szczególną uwagę zasługuje zawarta w szkicu, a rozszerzona później w Listach o Zoli, interpretacja twórczości tego pisarza. Recenzent wykazał się dobrą znajomością kilkunastu jego powieści, uznawał talent i „temperament na wskroś powieściopisarski” oraz zmysł obserwacji. Z niechęcią odnosił się zaś do „fizjologii” powieściowej i bezwzględnego scjentyzmu, na którym wspiera się eksperymentalny opis naturalistyczny. Sienkiewicz, aby nadać swoim ocenom sens reprezentatywności, stosował zasadę „zachowawczego demokratyzmu”, tworząc fikcyjną postać czytelnika o określonych potrzebach lekturowych. To wobec tak wykreowanego czytelnika literatura ma szczególne zobowiązania. Przede wszystkim – moralne. Czytelnika bowiem nie można zmuszać do „oddychania zgniłym powietrzem” i „wyziewami ścieków miejskich”.

Tak pojmowanemu naturalizmowi Sienkiewicz przeciwstawi cele polskiej literatury zmierzającej do „ideału” i podkreśli jej kompensacyjne cechy: „[…] powieść nasza ma zadanie odmienne, a mianowicie dawać zdrowie, nie rozszerzać zgniliznę […], ma obowiązek związywać co jest rozwiązane, być […] arką przymierza między dawnymi a nowymi laty” (tamże). Posłużenie się cytatem z Konrada Wallenroda nie było przypadkowe; to wyraźny argument za patriotyczną funkcją twórczości literackiej łączącej trwale tradycję ze współczesnością.

Następnym i ostatnim etapem sporu z naturalizmem były Listy o Zoli. Sienkiewicz powtarza w nich wcześniejsze zarzuty wobec naturalizmu, jednak ich tonacja emocjonalna jest o wiele ostrzejsza: „Nie spostrzeżono się, że ta pseudoanaliza [w powieściach naturalistycznych] przestaje być obiektywnym rozbiorem, a staje się zamiłowaniem w rzeczach zgniłych” (Listy o Zoli). Na takich podstawach Sienkiewicz buduje negatywną ocenę literatury francuskiej „sączącej truciznę”. Brak jej „wielkiej idei i wielkiego talentu”. Stanowi ona tło rozbudowanego portretu Émile’a Zoli jako głównego jej przedstawiciela: „[…] jest to zamknięty w sobie doktryner, który […] nie ogarnia szerokich widnokręgów, widzi wszystko pod pewnym kątem i ciasno” (tamże). Sprzeciw Sienkiewicza budzą zwłaszcza biologiczne podkłady powieściowego obrazu, eksponowanie dziedziczności itp. Dzieła Zoli – jego zdaniem – służą rozkładowi i odbierają energię życiową. A jednak Sienkiewicz pozostaje pod wrażeniem wielkiego talentu powieściopisarza, jego daru obserwacji i „temperamentu”. Za czołowe dzieła Zoli uznał Germinal i Klęskę, w których pod wpływem opisywanej rzeczywistości „zmalały doktryny”, a został talent. W obu powieściach widział „prawdziwe dantejskie sceny”, co stanowiło w ujęciu Sienkiewicza najwyższą pochwałę.

Listy o Zoli można uznać za apogeum sformułowanego przez Sienkiewicza zachowawczego ideału literatury. Dlatego w zakończeniu szkicu gest odrzucenia naturalizmu łączył z alternatywą: „Powieść winna krzepić życie, nie zaś podkopywać, uszlachetniać je, nie zaś plugawić, nieść dobrą nowinę, nie zaś złą” (tamże). Sienkiewiczowski spór z naturalizmem stał się integralną częścią koncepcji powieści historycznej jako gatunku, w którym literackość tworzy spójną całość z wielką, wydobywaną z przeszłości tradycją.

Wobec historii i powieści historycznej. Zainteresowanie historią pojawiło się już we wczesnych tekstach krytycznoliterackich i obejmowało zarówno dzieła historyczne, jak i powieści historyczne. W „rozbiorach” i sprawozdaniach recenzyjnych z lektur historycznych, w różnych próbach ich odczytania, w polemikach z przedstawicielami „szkoły krakowskiej” kształtowały się zasadnicze przesłanki świadomości historycznej pisarza. Analizując teksty historyczne, Sienkiewicz poszerzał swoje kompetencje historyka-amatora. Na takiej podstawie podjął spór z historykami „szkoły krakowskiej”. Uznając naukową rangę ich osiągnięć, ceniąc rzetelność faktograficzną i sprawność dowodową, przeciwstawił się jednostronności syntezy, która przyczyn katastrofy Rzeczypospolitej doszukiwała się przede wszystkim w czynnikach wewnętrznych. Recenzując Dzieje Polski w zarysie Michała Bobrzyńskiego, pisał: „Pogląd ich [historyków „szkoły krakowskiej”] da się mniej więcej streścić w ten sposób, że takie zewnętrzne niebezpieczeństwa, przez jakie przechodziła dawna Rzeczpospolita, groziły i innym narodom, jeżeli zaś inne społeczeństwa dzięki wypracowanej wiekami sile wewnętrznej je przeszły, a Rzeczpospolita upadła – to widać, że upadła skutkiem własnego bezrządu, własnej słabości, słowem: własnej winy” (Wiadomości bieżące, „Gazeta Polska” 1880, nr 253). Na taką koncepcję Sienkiewicz nie mógł się zgodzić. Zestawiając ją z poglądami historyków romantycznych, twierdził, że bardziej jednostronna i szkodliwsza jest koncepcja krakowskiego historyka, „że wszelki upadek jest zasłużonym […], że przestaje istnieć ten tylko, kto stracił prawo do istnienia. Owoż mówić to komuś, kto wszystko na poczuciu tego prawa funduje, jest to odbierać mu otuchę i podcinać jego podstawy moralne” (tamże).

Odrzucając założenia „szkoły krakowskiej”, Sienkiewicz skłaniał się ku historykom lwowskim. Były mu bliskie nie tylko ich interpretacje dziejów, lecz także umiejętności pisarskie. W narracjach historycznych Karola Szajnochy i Ludwika Kubali Sienkiewicz odkrywał „malarską” wizję. O Szajnosze pisał, że umie „odtwarzać nie tylko cienie, ale i kształty” (Mieszaniny literacko-artystyczne, „Niwa” 1880, t. 11). Podobnie pisał o Kubali, który jego zdaniem miał wybitny, ekspresyjny „dar opowiadania”, dzięki czemu „jest zarazem i powieściopisarzem historycznym”, a przedstawiany przez niego XVII w. jest „powieścią, która się sama pisze” (tamże). Doświadczenia wyniesione z lektur dzieł historycznych nie tylko poszerzały wiedzę pisarza o przeszłości, lecz także ukazywały różne możliwości interpretacji historii wpisanej w dzieło literackie. Dlatego powieściopisarzom historycznym i teoretycznym aspektom powieści historycznej Sienkiewicz poświęcił wiele różnej objętości tekstów krytycznoliterackich. Recenzował powieści historyczne Kraszewskiego i Walerego Przyborowskiego. W uwagach o gawędach Pola formują się zręby metody „wcielania się w mentalność ludzi dawnych”, która stanie się później zasadą oryginalnej twórczości Sienkiewicza. Jeszcze dobitniej zarys modelu powieści historycznej przedstawił w recenzji z Krzyżaków 1410 Kraszewskiego. Pisał, że „niektórzy twórcy powieści historycznej […] starają się ją [historię] wskrzesić tak pod względem archeologicznym, jak i obyczajowym. A wówczas otwierają się przed nami jakby światy nowe, o których ogólna historia polityczna nic nas nie poucza […]. Fantazja autorska, dopełniona badaniem i intuicją, dopełnia historię ze strony prywatnej, dając tej ostatniej przewagę nad polityczną…” (Wiadomości bieżące, „Gazeta Polska” 1881, nr 246). Napięcia między dziejopisarskim dyskursem a tendencją do „malowniczego” ukształtowania dziejów stanowiły więc ważny czynnik Sienkiewiczowskiej koncepcji powieści historycznej. Zwrot pisarza do historii uzasadniał także – jego zdaniem – obecny w niej czynnik kompensacyjny. Spojrzenie krytycznoliterackie Sienkiewicza skupiło się na regułach przekształcania historii w powieść według wzorów odnajdywanych we wcześniejszych powieściach historycznych. Zaakcentują się one wyraźnie w Odczytach o powieści historycznej wygłoszonych w kwietniu 1889 r. (O powieści historycznej, „Słowo” 1889, nr 98–101, 103– –104). W odczytach pisarz uogólniał swoje doświadczenie wyniesione z Trylogii. Artykuł ujęty w formę obrony gatunku przed degradującymi go ocenami Georga Brandesa i Taine’a oraz polskich pozytywistów był zarazem próbą teoretycznego opisu powieści historycznej. Sienkiewicz postrzega ją w kategoriach realistycznych. „Może ona być tak realna, tętniąca takim życiem, jak każda na dzisiejszych stosunkach oparta” (tamże, nr 104). Powieść historyczna winna więc spełniać następujące założenia: prawdopodobieństwa, logiczności i plastyczności. Według Sienkiewicza zadaniem powieści historycznej jest unaocznianie dziejów i „wskrzeszanie” postaci, które zastygły w hieratycznych pozach w wielkich kronikarskich i naukowo-historycznych uogólnieniach. Poznanie powinno łączyć się z czynnikami fikcyjnymi i wzajemnie się oświetlać: „Na fantazję jest tyleż miejsca i pełni ona takąż samą służbę w powieści historycznej, jak w psychologicznej. Przede wszystkim ożywia, przedstawia plastycznie, z przeszłości przenosi w obecność, ukazuje ludzi nie w trumnach, ale w czynach, nie z skrzyżowanymi na piersiach rękoma i z zamkniętymi oczyma, ale ze światłem w źrenicach. Historia, odtwarzając historycznych ludzi, daje tylko pewne wytyczne z ich życia, między którymi są ustawiczne przerwy. Wypełnić te przerwy jest zadaniem fantazji. Jest to czynność równająca się logicznemu odgadywaniu” (tamże, nr 100).

Sienkiewicz kładł nacisk na dobór środków, które unaoczniały zdarzenia z historycznej przeszłości, a równocześnie czyniły zbędnym rozbudowany narracyjny komentarz. Z tych powodów uznawał szczególną rolę osobistych dokumentów z epoki: pamiętników i listów. Powoływał się np. na pamiętnik Jana Chryzostoma Paska – dzieła obdarzonego walorem „szczerości” oraz szczegółową „obserwacją” życia w XVII w. Sienkiewicz polemizował z Taine’owską koncepcją psychologicznej i świadomościowej różnicy między ludźmi dawnych wieków a współczesnymi i podkreślał, że na ich rozumienie pozwala „rodzaj atawizmu”, identyczność odczuwania i emocji. „Modelowa” powieść historyczna mieściła się więc w podobnych ramach jak inne odmiany realistycznej beletrystyki. Pisarz wiązał ją z systemem powinności społecznych i szeroko rozumianym utylitaryzmem. Twierdził: „Powieść historyczna może być złą lub dobrą, fałszywą lub prawdziwą, zależnie od talentu albo moralnych podstaw autora […]. Ze stanowiska utylitarnego łatwiej by było dowieść licznych pożytków wypływających z powieści historycznej” (tamże, nr 104).

Sienkiewiczowi zależało jednak nie tylko na wyrazistym obrazie przeszłości, lecz również na obecności w nim norm i ocen wartościujących. Ich podstawą miał być emocjonalny stosunek do przeszłości, zwłaszcza własnej przeszłości narodowej. W ukrytym – ze względu na cenzurę – przesłaniu tej tezy mieściło się założenie patriotyczne. I w takim właśnie sensie historia powinna być magistra vitae. I dlatego w zakończeniu szkicu Sienkiewicz odwołuje się do tradycji romantycznej, do wolności i swobody twórcy, którego nie sposób „wtłoczyć w formułki, przepisy”. Jednakże podstawowa narracja krytyka wspiera się na rzetelności i ścisłości argumentów przybliżających go do pozytywizmu. Szkic o powieści historycznej był najpełniejszym wyrazem świadomości estetycznej gatunku, jakim dysponowała ówczesna krytyka. Sienkiewicz bronił powieści historycznej przed doktrynalnymi ograniczeniami – pochodzącymi ze strony zarówno pozytywistycznej, jak i konserwatywnej.

Osłabienie i regres krytyka. Pod koniec XIX w. Sienkiewicz coraz mocniej poddawał się presji środowisk ziemiańskich. Przyjmował na siebie rolę autorytetu w sprawach ideologicznych i społecznych. Studia o powieści historycznej i Zoli zamykają zasadniczo jego działalność krytycznoliteracką. Na czołowe miejsce wysuwa się teraz twórczość literacka: powieści historyczne i powieści współczesne. Publicystyka, zwłaszcza po obchodzonym w 1900 r. jubileuszu, coraz widoczniej nabiera cech politycznych i społecznych; pisarz zabiera głos w kwestiach o znaczeniu ogólnonarodowym i międzynarodowym. Ocen literackich dokonuje okazjonalnie – wygłaszając przemówienia (na odsłonięciu pomników: Mickiewicza i Słowackiego), pisząc przedmowy i udzielając wywiadów.

Wyjątek stanowią dwie ważne publikacje krytyczne. W napisanym na jubileusz poetki eseju-portrecie Maria Konopnicka („Biblioteka Warszawska” 1902, t. 2) Sienkiewicz akcentował jako szczególną właściwość artystki to, że nie ma w niej „egotyzmu” poezji współczesnej, dominuje natomiast umiejętność współodczuwania i współczucia: „W jej poezji tkwi dusza chłopa i bije chłopskie serce”, „przez nią wypowiada się ziemia i lud, który ją zamieszkuje” (tamże). W okolicznościowym portrecie poetki Sienkiewicz stara się jednak zatrzeć jej społeczny radykalizm i przesunąć akcenty na emocje i liryczny obraz ojczystej ziemi.

Pisany jako tekst rocznicowy esej o Williamie Shakespearze miał charakter osobistego wyznania (Dlaczego mogłem czytać Szekspira?, „Tygodnik Ilustrowany” 1917, nr 26; anglojęzyczna wersja w rocznicowej książce: A Book Homage to Shakespeare, 1916). Eksponuje trwałą fascynację pisarzem, który jest „po Bogu najpotężniejszym twórcą dusz”, geniuszem o ponadczasowym znaczeniu. Co istotne, wartości szekspirowskich dzieł Sienkiewicz postrzega nie w abstrakcyjnych pojęciach, lecz w wielkim (choć nienazwanym bezpośrednio) realizmie. Shakespeare kreuje „ludzi o rzeczywistych duszach, istotnym ciele i gorącej krwi”; przedstawia powszechne prawa procesu „życia ludzkości”. I dlatego są to postaci „nie mniej żywe od współczesnych” i podniesione do „wszechludzkiej” potęgi. Odpowiedź Sienkiewicza na pytanie: „Dlaczego mogłem czytać Szekspira?” można więc odczytywać jako zamykającą jego krytycznoliteracką działalność konkluzję: uznanie kreatywnych funkcji literatury, która w relacjach z rzeczywistością potęguje ją i przekracza granice czasu historycznego.</document>
<document nplp_id="13970" title="Siemieński Lucjan" slug="siemienski-lucjan">Poeta, publicysta, krytyk literacki, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: Grzegorz spod Racławic; Jan z Wygnańczyc Dąbrowa; L. Hippolit; L.S.; L. S.   ; Lucjan S.

Informacje biograficzne. Urodził się 13 VIII 1807 w Kamiennej Górze k. Magierowa jako syn Antoniego Siemieńskiego h. Dąbrowa oraz Urszuli Dłuskiej h. Nałęcz (zm. 1848). W l. 1821– –1827 uczył się w gimnazjum pijarów w Lublinie, następnie wrócił do Galicji. W 1829 r. wyjechał do siostry do Tulczyna, potem uczęszczał do Kolegium Richelieu w Odessie. Brał udział w powstaniu listopadowym, w wyprawie Józefa Zaliwskiego, został ranny i uwięziony w Żytomierzu i Kijowie. Zwolniony wskutek starań przyjaciół, wrócił do Galicji i związał się z tamtejszym ruchem konspiracyjnym (Stowarzyszenie Ludu Polskiego), wstąpił do tajnego Związku Dwudziestu Jeden. W 1834 r. spędził znów kilka miesięcy w więzieniu za działalność spiskową. Następnie przyłączył się do węglarskiego Związku Przyjaciół Ludu. W 1837 r. został po raz kolejny aresztowany. W 1838 r. zbiegł do Francji. W lutym 1839 r. osiadł w Strasburgu. Tu wydrukował drugi tom „Ziewonii”, współredagował demokratyczne czasopismo „Pszonka”, został też członkiem Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. W 1841 r. poślubił Ludwikę Potocką h. Pilawa (1818–1890), z którą miał syna i cztery córki. W 1842 r. wstąpił do Koła Andrzeja Towiańskiego, co spowodowało usunięcie go z TDP. W tym czasie zaczynają dawać o sobie znać symptomy przemiany jego postawy politycznej i intelektualnej z demokratycznej na zachowawczą. W 1843 r. przyjechał do Wielkopolski, zamieszkał u Tytusa Działyńskiego w Kórniku, wkrótce został aresztowany przez władze pruskie. Po uwolnieniu zatrzymał się w Miłosławiu u Seweryna Mielżyńskiego. W 1846 r. musiał opuścić Wielkopolskę, wyjechał więc do Brukseli, gdzie przebywał do początków 1848 r. W czerwcu 1848 r. brał udział w zjeździe słowiańskim w Pradze. Pod koniec 1848 r. zamieszkał w Krakowie, gdzie w l. 1848–1849 był redaktorem odpowiedzialnym dziennika „Czas”, w którym przez wiele lat prowadził dział literacki, w l. 1856–1861 dodatek miesięczny do tego pisma. W l. 1849–1850 był profesorem historii literatury powszechnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1873 r. ukazał się jego przekład Odysei Homera, nad którym pracował 30 lat. Był członkiem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, następnie Akademii Umiejętności. Zmarł 27 XI 1877 w Krakowie. Został pochowany na Skałce.

W kręgu inspiracji demokratycznych. We wczesnych pracach Siemieński podkreślał znaczenie folkloru oraz studiów nad dziejami Słowiańszczyzny w rozwoju literatury narodowej. Pozostawał tu w zgodzie z programem demokratów galicyjskich (A. Bielowski, L. Borkowski, D. Magnuszewski, S. Goszczyński), który znalazł wyraz także w jego działalności literackiej i wydawniczej: w inspirowanych folklorem ukraińskim Dumkach (1838), przekładach Królodworski rękopis. Zbiór staroczeskich bohaterskich i lirycznych śpiewów nalezionych i wydanych przez W. Hankę (1836) oraz Początek pieśni o wyprawie Igora Światosławicza przeciw Połowcom („Czasopismo Naukowe Zakładu Narodowego im. Ossolińskich” 1833 z. 2). W przedmowie Kilka słów o ważności podań ludowych do zbioru Podania i legendy polskie, ruskie, litewskie (1845) Siemieński wyróżniał dwie odmiany poezji czerpiące z dwóch źródeł ekspresji, indywidualnego lub zbiorowego: „Poezja bowiem każdego okresu składa się zwykle z dwóch głównych żywiołów: z szczerej wiary i wyobraźni człowieka, który wierzy w to, co opowiada, i z wiary szczerej ludzi z czystym uczuciem, którzy wierzą w to, co im opowiadanym jest” – tę drugą dziedzinę poezji postulował chronić przed niszczącym wpływem „ułamkowej cywilizacji stanów wyższych”, podkreślał też, że nie podlega ona krytyce, „tarcza bowiem głębokiej wiary odbija pociski wymagań rozumowych, jak i wzgardliwej filozofii” (tamże). Za wyznacznik poezji słowiańskiej uważał jej aspekt metryczny (rymowy): „Szatą poezji naszej jest rym i zawsze rym; żadne teorie nic tu nie pomogą – pomogłyby może przykłady, lecz dotąd nie wiem, gdzie ich szukać; to pewna, że nie w oryginalnych próbach tego rodzaju, ani w tłumaczeniach wierszem białym, który niczym nie jest, tylko popsutą prozą udającą harmonię poezji, ale zawodzącą co chwila” (Juliusz Cezar i Szekspir, w: Roztrząsania i poglądy literackie, 1869).

Poezja i powieść. Objawem porzucenia demokratycznych ideałów jest zmiana stosunku Siemieńskiego do poezji gminnej jako źródła literatury narodowej. Można to zauważyć w głośnym szkicu Wioskowy sentymentalizm i naga rzeczywistość, którego kanwę stanowi krytyczne omówienie utworów Władysława Syrokomli i Walerego Wielogłowskiego (w tomie Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, t. 1, 1859). Wypowiedź Siemieńskiego zmierza do zanegowania konwencjonalnej heroizacji bohatera ludowego oraz wartości poezji ludowej – jako wzór krytyk stawia tutaj tradycję ustnie rozpowszechnianej gawędy szlacheckiej i jej kontuszowych bohaterów. W innym miejscu o literaturze inspirowanej gawędą szlachecką pisze w nawiązaniu do historii form oralnych związanych z tradycją eposu homeryckiego: „Utwory te uważam nie jako płód sztuki literackiej, ale jak się uważa, pieśń gminna, materiał, z którego jaki mistrz zdolen będzie urobić nieśmiertelne typy i charaktery. Ci, którzy je tworzyli, nie byli to z powołania sztukmistrze i literaci; opowiadał je sobie naród albo spisywała ręka nawykła obuch nosić lub kopią się składać. Bardów nie było tam, gdzie każdy przygód swych i czynów mógł być powieściowym Homerem” (Typy i charaktery w literaturze, 1854).

Siemieński w swoich wypowiedziach krytycznych punktem wyjścia nierzadko czyni tezę o upadku wielkiej poezji i zwycięstwie proletariuszki literatury – powieści (Wpływ powieści i romansu na społeczeństwo, 1854). Krytyk negatywnie ocenia ówcześnie odnotowywaną dominację formy powieściowej nad innymi gatunkami oraz jej próby zawłaszczenia różnych obszarów twórczości artystycznej i intelektualnej: „Powieść i romans opanowały od niejakiego czasu literaturę naszą wszechwładnie, czyli literatura ulotna wyrugować starała się wszystkie inne rodzaje uprawiane tradycjonalnie od najdawniejszych epok i we wszystkich literaturach świata. Ponieważ forma ta, nieobowiązująca do żadnej ścisłości, przypadała najlepiej do smaku piszącym, a i czytelnikom szukającym rozrywki, nie nauki, więc też uznano za pewnik bardzo dogodny, iż gdy powieść zdolną jest przyjąć w siebie żywioł i epicki, i dramatyczny, i liryczny, i historyczny, i retoryczny, a nawet polityczny, socjalny, ekonomiczny, nie licząc już filozofii i estetyki, o której rozprawiać każdy niemal prawo sobie przywłaszcza, przeto miała ona to wszystko zastąpić, tak jak w potocznej pogadance” (tamże). Niepokój krytyka budzą amorficzność i synkretyzm powieści oraz jej szeroko rozumiana demokratyczność w zakresie konwencji i treści: „[…] romans opanował wszystkie rodzaje i służy za środek do przeprowadzenia w tej formie każdej idei, każdej opinii, jaka zaświeci w głowie autora. Ten zwrot, tak namacalny w naszych czasach, stał się przyczyną poniżenia tego rodzaju literatury” (Walka realizmu z idealizmem, 1854). W artykule Historio-romans („Czas” 1859, dod. mies., t. 14) Siemieński zaleca pisarzom trzymanie się „starych, trudnych, ale rozumnych prawideł”, co miałoby stanowić remedium na współczesne „pomieszanie” rodzajowo-gatunkowe. Występował w obronie tradycji poezji romantycznej, znajdował w niej większe pokłady realizmu niż w powieściach, których celem jest drobiazgowy opis rzeczywistości: „Kto więcej rzeczywistości umiał pochwycić, jak Mickiewicz w Panu Tadeuszu, Brodziński w Wiesławie, Goszczyński w Zamku kaniowskim?” („Czas” 1857, dod. mies., t. 5). Zdaniem Siemieńskiego koncepcja powieści jako „zwierciadła” natury niesie ze sobą niebezpieczeństwo kopiowania również negatywnych aspektów rzeczywistości, co grozi amoralnością wymowy dzieła. Pożądanym aspektem utworu literackiego powinna być wykreowana przezeń „idealność”, związana czy to z wzorem osobowym wielkiej postaci, czy idei. Ten warunek spełniał zdaniem krytyka zwłaszcza Wiesław Kazimierza Brodzińskiego.

Siemieński nie ograniczał się jednak tylko do konstatacji „walki realizmu z idealizmem” i negatywnej oceny gatunku powieściowego, przeprowadzał analizy utworów prozatorskich, w których zwracał uwagę na pozycję narratora oraz żywioł stylizacji, np. w twórczości Zygmunta Kaczkowskiego (z cyklu Ostatni z Nieczujów): „Autor […] usuwa się w głąb, wysadzając naprzód sanockiego szlachcica, któremu każe opowiadać i własne przygody, i te, na jakie patrzył. Powziąwszy ten pomysł, nie mógł go inaczej rozwiązać, jak tylko przybierając wszystkie formy i wyrażenia artystyczne, jakich mu najwięcej dostarczył Pasek i inni dawniejszej daty pisarze” (Pastysz, koloryt miejscowy i archeologia w powieściach p. Z. Kaczkowskiego, „Czas” 1854, nr 109).

Patronat Sainte-Beuve’a. Siemieńskiemu, zasłużonemu twórcy historycznoliterackich portretów literackich, przyświecają założenia krytyki biograficznej spod znaku Charles-Augustina de Sainte-Beuve’a: „Diagnoza ducha czasu zrobiona na pulsach ludzi, którzy żyli, myśleli, cierpieli i działali w położeniach odpowiednich ich stanowi, powołaniu, edukacji, którzy szamotali się z losem w rozmaitych życia koleinach, więcej może rozświecić przeszłość niż wszelkie rozumowania wychodzące częstokroć z nieugruntowanych założeń” (Biografie, 1881). Żywioł biograficzno-historyczny odgrywa dużą rolę w jego studiach o twórczości polskich klasycystów XVIII w. (Obóz klasyków, 1866), które stają się żarliwą obroną pisarzy tego nurtu w krytycznie ocenianym oświeceniu.

Siemieński jako mistrz krytyki pisanej stylem felietonowym (artykuły z epoki „Czasu”, wydawane następnie w tomach zbiorowych) korzysta również z żartobliwej definicji krytyki sformułowanej przez francuskiego autora: „[…] Sainte-Beuve wybornie wytłumaczył, co jest krytyka: »jest to coś, co umie czytać i uczy czytać drugich«. Ja bym mógł dodać, że krytyka bywa częstokroć miłosiernym, a nawet bohatyrskim czytelnikiem zmuszonym czytać za siebie i za bliźnich swoich” (Tradycje sanockie). Autor czterotomowej serii Portretów literackich (1865–1875) zwraca uwagę na biegunowość ocen współczesnej mu krytyki rozpiętej stylistycznie od panegiryku po paszkwil: „U nas bowiem wszyscy o tym sądzą, co czytają tylko niektórzy, bo też nie znam kraju jak nasz, gdzie by chciano więcej umieć, a mniej się uczyć, gdzie by miano więcej pociągu do sądów ogólnych, a mniej chęci do niepodległego roztrząsania. Z tego powodu wyrobiła się wielka stronniczość w krytykach dających pewien ton tak dalece, iż po pismach czasowych rzadko się spotkasz z prawdziwą analizą, a zawsze prawie z przesadzoną pochwałą zakrawającą na panegiryk lub z naganą na paszkwil. To sprawia, iż zamiast prawdziwych zdań literackich opartych na stałych pojęciach o sztuce, o kompozycji, o pięknocie, powstaje tylko wrzawa wykrzykników: to piękne! to cudowne! to istny Walter Skot, a to Balzak!” (tamże). Oczywiście Siemieński dysponował bardziej wyrafinowanym arsenałem ocen krytycznych, przede wszystkim w jego wywodach miał znaczenie kontekst porównawczy, w którym sytuował analizowany utwór. Rację, jak się zdaje, ma Piotr Chmielowski, który zauważa liczne przykłady stronniczości Siemieńskiego zarówno w pracach historycznoliterackich, jak i wypowiedziach o charakterze krytycznoliterackim, np. w omówieniu Szarej godziny Maurycego Manna (O powieściach uczuciowych, 1855). Siemieński był wytrawnym stylistą, profesjonalnym i oczytanym literatem. Bez względu na to, jak ocenimy rezultaty jego krytyki (M. Janion, M. Grabowska, J. Kubiak), zawiera ona w sobie propozycję patrzenia na literaturę przez pryzmat polityki kulturalnej.</document>
<document nplp_id="13972" title="Sękowski Józef Julian (Sienkowskij Osip Julijan)" slug="sekowski-jozef-julian-sienkowskij-osip-julijan">Orientalista, pisarz, publicysta, podróżnik. Pseudonimy: *** z Konstantynopola; B.B.; Baron Brambeus; Biełkin A.; Bitterwaser; Brambeus; Brambeus-Redivivus; Breszko-Breszkowski Joasaf; Buki-Buki; Chłopotunow – Pustiakowski; D.; Delubardar; doktor Karl von Bitterwasser; Iwan Iwanow, syn Chochotienko-Chłopotunow-Pustiakowski, emerytowany podporucznik, ziemianin różnych guberni i kawaler niewinności; Iwan Iwanow; Iwan Pustiakowski, emerytowany podporucznik, ziemianin różnych guberni i kawaler niewinności; Koutlong-Foulandi; Mustafa-Aga; Nikołaj Zakusajew; O.I.S.; O.O.O..!; Osip Morozow; P. Sniegin; P.I. Sniegin; Pewien człowiek; Piotr Muchołowkin; Piotr Sniegin; Pograniczny tłumacz Razumnik Artamonow, syn Bajbaka; S.***; S.; S.S.S.; S-skij I.; S-skij O.; S-skij; T. – O.; Tjutjundżu-ogłu Mustafa-aga; Tjutjundżu-ogłu; Zajezżajew.

Informacje biograficzne. Urodził się 31 III 1800 w majątku rodowym Antogołony k. Wilna jako syn Jana Sękowskiego h. Prawdzic. Matka (nieznana z imienia) pochodziła z białoruskiej szlachty noszącej nazwisko Bujkow. Niezwykle uzdolniony lingwistycznie, już w dzieciństwie uznawany przez najbliższych za genialnego, Sękowski otrzymał staranne domowe wykształcenie oraz wcześnie rozpoczął naukę języka greckiego i łacińskiego pod okiem wuja, Gotfryda Ernesta Groddecka – profesora literatury klasycznej. Początkowo kształcił się w kolegium pijarów w Mińsku. W l. 1817–1819 studiował na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Wileńskiego. Wtedy to poznał takie osobowości polskiego życia kulturalnego, jak Joachim Lelewel, Jędrzej Śniadecki i Adam Mickiewicz. Ściśle współpracował z Towarzystwem Szubrawców, redagując teksty i publikując w ich satyrycznym piśmie „Wiadomości Brukowe” (1818–1819). Początek studiów zbiegł się z jego debiutem literackim – publikacją w 1817 r. przekładu fragmentu Boskiej komedii Dantego w „Dzienniku Wileńskim”. W tym czasie zrodziło się w nim też upodobanie do kultury Orientu i języków wschodnich. Wtedy to Sękowski przetłumaczył z języka arabskiego na polski baśnie Amtsala Lokmana El-Hakima oraz dokonał przeglądu perskiej poezji lirycznej autorstwa Hafeza. Już na początku działalności naukowej i literackiej dał się poznać jako postać o narcystycznej osobowości, łącząca pierwiastek naukowego geniuszu z manią wyższości, co przyczyniło się do kontrowersyjnych opinii o nim w środowisku wileńskim. W Wilnie, w lutym 1817 r., Sękowski ożenił się z Marią Rodziewiczówną. Małżeństwo, o którym pojawiają się niejasne wzmianki biografów, okazało się niezbyt szczęśliwe i zakończyło się w 1828 r. rozwodem. Oficjalną przyczyną była niepłodność Marii, jednak historycy wspominali o niewierności żony. Być może nieszczęśliwy koniec miłości pisarza był jednym z czynników jego apostazji narodowej ok. 1832/1833 r. – awersji do Polaków i Polek. We wrześniu 1819 r. autor Nieznajomej dzięki funduszom zebranym przez wilnian i przy wsparciu Kazimierza Kontryma wyruszył na Wschód. Celem tej naukowej wyprawy było doskonalenie znajomości języków wschodnich (głównie arabskiego i tureckiego) oraz zebranie materiałów z zakresu historii stosunków polsko-tureckich. W trakcie trwającej blisko dwa lata podróży (powrócił do Wilna w październiku 1821 r.) odwiedził m.in. Turcję, Syrię, Egipt, Liban i Etiopię. Poza nauką języków zajmował się zbieraniem zabytków rękopiśmiennych (jeden z nich przekazał bibliotece UJ, Księga zmarłych, tzw. Papirus Sękowskiego) oraz pracą nad arabskim słownikiem dialektologicznym we współpracy ze szwedzkim uczonym Jakubem Berggrenem. Relację z przebiegu ekspedycji zawarł w pracy Podróż w Nubii i wyższej Etiopii (1821), której fragmenty ogłosił tuż po powrocie w 1822 r. w „Pamiętniku Warszawskim”. Relacje z podróży wydawał w kilku językach: polskim, rosyjskim, francuskim, planował też przekłady na inne języki. Po powrocie do kraju Sękowski zrezygnował z oferowanego mu na Uniwersytecie Wileńskim stanowiska profesora. Zapewne przyczyniła się do tego jego świetna znajomość języka arabskiego i tureckiego, zdobyta w trakcie studiów i podróży wiedza na temat życia codziennego, kultury, polityki narodów Bliskiego Wschodu, które przyciągnęły uwagę przedstawicieli rosyjskiej dyplomacji w Konstantynopolu. Na polecenie ministra spraw zagranicznych Nikołaja Rumiancewa zaproponowano mu najpierw posadę tłumacza przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Petersburgu, a wkrótce potem stanowisko profesora zwyczajnego w katedrze orientalistyki na Uniwersytecie Petersburskim. Wkrótce po przyjeździe do stolicy, 29 VII 1822, Sękowski objął stanowisko profesora i funkcję tę piastował do 1847 r. Szybko zasłynął jako autorytet w swojej dziedzinie, poświęcając się aktywnej pracy naukowej i dydaktycznej. Lata 20. XIX w. to również czas stosunkowo bliskich kontaktów z polskim środowiskiem w Petersburgu (m.in. filomatami, I. Daniłowiczem, J. Jeżowskim i F. Malewskim), a także współpracy z takimi ośrodkami naukowymi, jak Uniwersytet Jagielloński (który w 1826 r. nadał mu tytuł doktora honoris causa), Krakowskie Towarzystwo Naukowe czy Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Warszawie. Opublikowane przez Sękowskiego Collectanea z dziejopisów tureckich: rzeczy do historii polskiej służących (1824–1825) wywołały wiele negatywnych opinii, m.in. Joachima Lelewela, Walentego Chłędowskiego, Adama Mickiewicza, który (jak się okazało, słusznie) zarzucał orientaliście wprowadzenie do tekstu własnych, zawierających fałszywe informacje wstawek. Napięcie między Sękowskim a środowiskiem polskim nasiliło się, gdy jako cenzor wizytował szkoły polskie na Białorusi (wchodził w skład Głównego Komitetu Cenzury w l. 1828–1833). Postulował wykreślenie historii Polski z listy nauczanych przedmiotów, a także tropił wolnościową działalność uczniów. Sprawiło to, że Sękowskiego określano mianem renegata i sprzedawczyka. Krytyka spotykała go również ze strony pisarzy rosyjskich, m.in. Władimira Odojewskiego, którzy zarzucali polskim wydawcom, czyli Tadeuszowi Bułharynowi i Sękowskiemu, „oczernianie wszystkiego, co rosyjskie”.

W 1829 r. Sękowski zawarł drugie małżeństwo z baronówną Adelajdą von Rall (1806–1859), córką zruszczonego niemieckiego bankiera, dzięki której skoligacił się z bogatą kosmopolityczną sferą Petersburga. Świetnie wykształcona, obdarzona talentem muzycznym i pisarskim, a przy tym zakochana w mężu Adelajda okazała się znakomitą gospodynią muzyczno-literackiego salonu, jaki prowadzili Sękowscy. Po śmierci męża zadbała o jego spuściznę literacką, wydając w 1859 r. jego dzieła zebrane.

Okres 1832–1833 stanowi ważną cezurę w życiu osobistym i społecznym orientalisty – zerwał z polskością i stał się nadgorliwym „Rosjaninem z wyboru”. W opowiadaniu Wielkie posłuchanie u Lucypera („Bałamut Petersburski” 1832, nr 23–26) ironicznie, złośliwie wypowiedział się na temat powstania listopadowego, przedstawiając wolnościowy zryw Polaków jako bezmyślne działanie naiwnego, „szczęśliwie żyjącego” narodu, który podążył ku swej zagładzie za podszeptem czarta. Został wtedy uznany przez rodaków za zdrajcę. Także w środowisku rosyjskim Sękowski budził lęk jako konfident Oddziału III carskiej policji, dla którego pisywał raporty i analizy. Od poł. lat 30. zainteresowanie orientalisty pracą naukową stopniowo słabło. W 1833 r. zostały opublikowane w języku rosyjskim Fantastyczne podróże barona Brambeusa, które odniosły spektakularny sukces (polski przekład W. Olechowskiego ukazał się w Warszawie w 1840 r.). Sękowski coraz aktywniej działał na niwie publicystyki i pracy redaktorskiej. Do 1847 r. prowadził wykłady na uniwersytecie, choć, jak przyznawał, robił to głównie dla pensji. Z biegiem lat jego popularność oraz mroczna sława zjadliwego krytyka i prześmiewcy gasła. Jego utwory były poddawane, mimo wiernopoddańczej postawy, ostrej cenzurze. Wytężona praca podkopała zdrowie Sękowskiego i w 1848 r. pisarz zapadł na cholerę. Po ciężkiej chorobie wycofywał się stopniowo z działalności literackiej, publikując jedynie co jakiś czas artykuły w „Synu Otieczestwa”. Zmarł bezpotomnie 16 III 1858 w Petersburgu.

Redaktor rosyjskich czasopism. W 1834 r. na prośbę Aleksandra Smirdina Sękowski objął stanowisko redaktora naczelnego czasopisma „Bibliotieka dla Cztienija” i pełnił tę funkcję do 1856 r. Lata 30. XIX w. były w Rosji czasem intensywnego rozwoju komercyjnej prasy, która ukazywała obraz życia współczesnego społeczeństwa. Periodyk Smirdina miał być czasopismem nowego typu – o charakterze encyklopedycznym, zawierającym teksty z zakresu nauki, sztuki, literatury i życia społecznego. Sękowski świetnie odnalazł się w nowej roli i w prawach rynku nastawionego na zysk. Pod jego kierownictwem czasopismo stało się jednym z najpoczytniejszych w państwie rosyjskim i zaczęło konkurować m.in. z puszkinowskich „Sowriemiennikiem”. W celu przyciągnięcia czytelników Sękowski drukował utwory zarówno wybitnych pisarzy rosyjskich i zagranicznych (m.in. A. Puszkina, M. Lermontowa, H. de Balzaca, G. Sand, W. Thackeraya, A. Dumasa), jak i dzieła pisarzy drugorzędnych, bardziej trafiających w gusta masowego czytelnika. Mimo że już od początków działalności czasopisma Sękowski zakładał, że nie będzie ono prowadzić polemiki z krytycznymi wobec niego opiniami, publikowane tu artykuły krytycznoliterackie zawierały negatywne sądy o nowych tendencjach rozwojowych literatury rosyjskiej. Na łamach czasopisma ujemnie oceniano pisarstwo Nikołaja Gogola, a także twórców „naturalnej szkoły” zgrupowanych wokół Wissariona Bielińskiego. Taka postawa wzbudziła ostrą reakcję ze strony postępowych publicystów, którzy obwiniali dziennikarzy „Bibliotieki dla Cztienija”, a przede wszystkim Sękowskiego jako redaktora naczelnego, o propagowanie ultrareakcyjnych idei oraz powierzchowność krytyki literackiej. Z uwagi na to, że podobne konserwatywne stanowisko reprezentowały redagowane przez Tadeusza Bułharyna i Nikołaja Griecza czasopisma „Siewiernaja Pczeła” i „Syn Otieczestwa”, zaczęto mówić o dziennikarskim „triumwiracie” owych publicystów, którym zarzucano głoszenie wiernopoddańczych haseł „oficjalnej ludowości” i zwalczanie nowych twórców. Sękowski zajmował się też redagowaniem periodyków „Wojennaja Bibliotieka” (1838–1840), „Syn Otieczestwa” (1841–1858) i czasopisma humorystycznego „Wiesielczak” (1858). Na łamach redagowanych czasopism Sękowski publikował (najczęściej pod pseudonimem Baron Brambeus) swoje nowele, artykuły krytycznoliterackie i publicystyczne oraz felietony satyryczne, w których łączył analityczne naukowe podejście uczonego-erudyty z talentem satyrycznym. Wieniamin Kawierin wymienia liczne zasługi Sękowskiego dla rozwoju rosyjskiej publicystyki, m.in. to, że autor Nieznajomej wprowadził nowy model dziennikarstwa i stworzył nowatorski typ czasopisma o charakterze encyklopedycznym, pierwszy w Rosji periodyk ukierunkowany na masowego odbiorcę.

Dyskurs krytycznoliteracki. Na specyfikę krytyki literackiej Sękowskiego wpłynęło kilka czynników: przypadająca na lata 20. i 30. XIX w. przemiana kulturowa oraz związane z nią zderzenie odmiennych pozycji estetycznych romantyzmu i realizmu, pierwsze doświadczenia dziennikarskie orientalisty w satyrycznych „Wiadomościach Brukowych” oraz jego osobiste doświadczenia naukowca i podróżnika. W krytyce literackiej łączył ze sobą metody analizy zjawisk naukowych, estetycznych i społecznych. Prowadziło to do poszerzenia ram i wzbogacenia krytyki literackiej o nowatorskie na owe czasy ujęcie interdyscyplinarne. W wypowiedziach krytycznoliterackich sięgał po formę swobodnej rozmowy z czytelnikiem, w której łączył ze sobą sprawy błahe i istotne, farsę i tragedię. Odrzucał tradycyjną krytykę literacką, zarzucając jej dogmatyzm i jednostronność w interpretowaniu literatury. Wykorzystując ironię i paradoks, ukazywał wieloznaczność opisywanych zjawisk, prezentował nowe i nieoczekiwane punkty widzenia. Romantyczna ironia stała się podstawą jego postrzegania życia jako całości (w tym literatury, społeczeństwa, nauki). Gra literacka i celowa prowokacja były integralnymi cechami krytyki literackiej Sękowskiego. Tradycyjnej krytyce publicysta przeciwstawiał konsekwentny i programowy subiektywizm podejścia krytycznego. Kierował się estetyczną zasadą negacji oraz romantycznego dążenia do wyzwolenia jednostki. Arbitralność autora postrzegał jako formę uwolnienia od tradycji i autorytetów, przeszłości i teraźniejszości. To sprawiało, że jego wypowiedzi krytycznoliterackie miały eseistyczny charakter. Przy tym sądy estetyczne Sękowskiego o utworach często pojawiały się nie wprost, ale w uwagach, w podtekście. Tematyka jego krytycznoliterackich wypowiedzi była bardzo różnorodna i dotyczyła m.in. problemu języka literatury i społeczeństwa, potrzeby intelektualizacji życia społecznego i literackiego, kwestii psychologizmu i typizacji obrazu literackiego, relacji między literaturą a historią, zagadnień przekładu literackiego, związków poezji i muzyki, zjawisk literatury orientalnej (głównie arabskiej i perskiej). Sękowski jako jeden z pierwszych w piśmiennictwie rosyjskim wprowadził nowy typ krytyki literackiej, występując przeciwko funkcjonującym podówczas poglądom na literaturę i jej zadania, co wywołało wieloletnią polemikę wśród pisarzy i publicystów. W swoich artykułach krytycznoliterackich wskazywał potrzebę rozwoju w literaturze rosyjskiej gatunków prozatorskich, które, tak jak angielskie powieści (głównie Ch. Dickensa), ukazywałyby szeroką panoramę życia społeczeństwa. Wyznacznikami dobrej prozy miały być także czystość i elegancja języka. Z tego względu wysoko cenił twórczość Aleksandra Puszkina, określając jego styl jako wzorcowy. Negatywnie z kolei wypowiadał się o pisarstwie Gogola, krytykując warstwę językową jego dzieł i ukazywanie typów literackich, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. Podkreślał również potrzebę rozwoju w Rosji dramatu, który jako najbardziej ekspresyjna forma wyrazu mógłby ukształtować nowe oświecone społeczeństwo.

Maski. Specyfikę krytyki literackiej, jak i w ogóle pisarstwa autora Beduina determinowała szeroko rozumiana pograniczność. Funkcjonował on na styku kultury polskiej i rosyjskiej, cywilizacji europejskiej i orientalnej. Na polu zawodowym działał na pograniczu nauki, literatury i dziennikarstwa, łącząc naukowy empiryzm z artyzmem literackim. Ten kompleks różnorodnych wpływów spowodował, że już w pierwszym, trwającym do 1833 r. polskim etapie jego twórczości uwidoczniły się cechy charakterystyczne dla jego maniery pisarskiej. Interesujący (i zupełnie odmienny od stosowanego) program literacki Sękowski kreśli w Wielkim posłuchaniu u Lucypera. Lucyper odrzuca w nim założenia estetyczne klasycyzmu i romantyzmu, nakazując swoim poddanym: „[…] macie na przyszłość mówić i pisać nie klasycznie, nie romantycznie, lecz szarbalaambaraburycznie. – Szarbalaambaraburycznie?… – rzekł czart. – Tak, szarbalaambaraburycznie – odrzekł Szatan. – To jest pisać dorzecznie* […]. Dorzecznie to jest rozumnie, prosto, naturalnie, wzniośle bez naciągania, nade wszystko bez trupów, katów i szarlatanerii, przyjemnie, bez ufryzowanych à la Titus okresów i ubranych w perukę retoryczną zwrotów; rozmaicie, bez mitologii greckiej i bez czarnoksięstwa Szekspirowego, dowcipnie, bez starych antytez i bez tegoczesnego szalbierstwa i w słowach, i myślach. Rozumiesz? […] – Odmieniam – mówił dalej Lucyper – kasuję całkowicie i na zawsze w państwach moich cały romantyzm i cały klasycyzm, gdyż tak ten, jako i tamten, istne bałamuctwo”. Kwestia języka literackiego i artystycznej formy wyrazu, która najlepiej oddałaby wymiar znaczeniowy tekstu, była dla Sękowskiego niezwykle ważna. Pisarz wypracował własny oryginalny i nowatorski styl prozy. Przede wszystkim wprowadzał do swoich utworów karnawalizację, budując prześmiewczy, ale także budzący grozę diaboliczny „świat na opak”. W tym celu posługiwał się też intertekstualną grą z czytelnikiem, budując spiętrzoną konstrukcję nawiązań literackich. Ową swoistą komedię dell’arte pisarz kontynuował, wykorzystując figurę autorskiej maski i sobowtóra, wprowadzając fikcyjnego autora-narratora. Jego liczne pseudonimy literackie (a miał ich blisko 33) były wyrazem jego samoświadomości jako naukowca i twórcy. Pod pseudonimami Baron Brambeus i A. Biełkin skrywała się postać Sękowskiego-pisarza. Osip Morozow był jedyną nie komediową, a realną twarzą Sękowskiego-naukowca. Pod maską Tjutjundżu-ogłu Mustafa-agi skrywał się krytyk literacki. Interesująca jest również pojawiająca się w wielu tekstach orientalisty maska tłumacza. W epoce tworzenia się literatur narodowych, kiedy to przekłady funkcjonowały jako samodzielne utwory na równi z oryginałami, stosunek Sękowskiego w tej kwestii był niezwykły i zapowiadał ukształtowaną w XX w. koncepcję „nieprzekładalności” dzieła literackiego. Dosłowne tłumaczenie literackie było zdaniem orientalisty niemożliwe i pozbawione znaczenia artystycznego. Charakterystyczną dla niego formą był przekład wolny, swoista wariacja (lub wariacje, co widać na przykładzie Wielkiego posłuchania u Lucypera), parafraza oryginału, w której osobowość tłumacza wyraźnie zaznaczała swoją obecność. Chwyt mistyfikacji stał się indywidualną cechą maniery Sękowskiego przejawiającą się w jego felietonach i utworach beletrystycznych.</document>
<document nplp_id="13974" title="Sempołowska Stefania" slug="sempolowska-stefania">Nauczycielka, publicystka, pisarka, autorka podręczników, działaczka oświatowa i społeczna. Kryptonim: S.S.

Informacje biograficzne. Stefania Aniela Sempołowska urodziła się 2 X 1869 w rodzinnym majątku Polonisz (pow. kolski) jako córka Stanisława Sempołowskiego i Marii z Potrzebowskich (zm. 1921). Po jego przedwczesnej śmierci, wskutek utraty majątku po poręczeniu pożyczki sąsiadowi w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, matka przeniosła się z czworgiem dzieci do teściowej, Emilii Lalewiczowej, mieszkającej w majątku jej drugiego męża we wsi Wyszki (pow. jarociński). W 1878 r. rodzina przeprowadziła się do Warszawy, gdzie matka Stefanii otworzyła pracownię sztucznych kwiatów.

W l. 1878–1884 kształciła się bezpłatnie na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Jadwigę Teodozję Papi, daleką krewną rodziny. Postawa patriotyczna i radykalne przekonania społeczne większości grona nauczycielskiego odcisnęły głębokie piętno na światopoglądzie młodej Sempołowskiej, która w tym czasie zaprzyjaźniła się m.in. z nauczycielem przyrody Józefem Karolem Potockim (pseud. Marian Bohusz). Po ukończeniu pensji została w szkole Papi jako nauczycielka bezpłatna do 1886 r., odpracowując lata nauki. W 1887 r. zdała egzamin nauczycielski w I Gimnazjum Męskim w Warszawie i zaczęła samodzielną pracę pedagogiczną, dając lekcje m.in. dzieciom z rodziny Leopolda Kronenberga. Kształcenie na poziomie uniwersyteckim kontynuowała na Uniwersytecie Latającym prowadzonym przez Jadwigę Szczawińską-Dawidową. Zdobywała wiedzę pod kierunkiem m.in. Władysława Smoleńskiego, Ludwika Krzywickiego i Wacława Nałkowskiego, wybierając jako główny przedmiot zainteresowania geografię, poświęcała się także pracy społecznej na rzecz uczelni. W 1892 r. reprezentowała Uniwersytet Latający w warszawskiej delegacji, która odwiedziła Elizę Orzeszkową w Grodnie z okazji jubileuszu jej pracy twórczej. Pod wpływem poglądów Bohusza i działalności Konrada Pruszyńskiego (pseud. Kazimierz Promyk) wstąpiła do Ligi Polskiej (późniejszej Ligi Narodowej), zaangażowała się w prace Koła Oświaty Ludowej, a następnie Kobiecego Koła Oświaty Ludowej.

W poł. lat 90. XIX w. założyła tajną szkołę dla dziewcząt o programie sześcioklasowego gimnazjum, cieszącą się uznaniem postępowej inteligencji. Realizowała eksperymentalny program nauczania i wychowania mający na celu wpojenie uczniom idei tolerancji religijnej, demokracji, sprawiedliwości społecznej, zaangażowania w życie wspólnotowe. Zgromadziła grono wybitnych nauczycieli, przedstawicieli nurtu tzw. Nowego Wychowania i popularyzatorów nauki (m.in. A.G. Bema, W. Haberkantównę, T. Męczkowską, W. Skłodowskiego, H. Skłodowską-Szalay, J. Korczaka). W 1901 r. zorganizowała pierwszą w Warszawie wypożyczalnię pomocy szkolnych dla nauczycieli szkół prywatnych. Podczas pracy oświatowej zaprzyjaźniła się z działaczem Związku Młodzieży Polskiej „Zet” Bolesławem Hirszfeldem, którego oświadczyny odrzuciła. W 1900 r. zorganizowała (z pieniędzy, które Hirszfeld zapisał jej na cele oświatowe) Fermę Ogrodniczą w Pszczelinie będącą zalążkiem szkolnictwa rolniczego w Królestwie Polskim. W tych latach rozpoczęła wieloletnią współpracę z autorkami podręczników: z Marią Dzierżanowską opracowała Zbiór zadań arytmetycznych. Liczby całkowite (1895), z Julią Unszlicht-Bernsteinową Zbiorek powiastek, opowiadań, wierszyków i ćwiczeń dla dzieci od lat 7 do 9 (1897), Drugi zbiorek powiastek, opowiadań, wierszyków i ćwiczeń dla dzieci od lat 8 do 10 (1902). W poł. lat 90. XIX w. przeszła od ideologii Ligi Narodowej do socjalizmu, którego przedstawicieli poznała podczas pracy w Wydziale Czytelń Bezpłatnych Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Pod wpływem Wandy Umińskiej zaangażowała się w opiekę nad więźniami politycznymi, co uważała za kontynuację tradycji rodzinnej – jej daleka krewna Emilia Sczaniecka opiekowała się więźniami po upadku powstania listopadowego. W 1899 r. za działalność socjalistyczną została aresztowana i osadzona w kobiecym oddziale więzienia na Pawiaku, tzw. Serbii. Zwolniona za kaucją w 1900 r., nadal pracowała w Towarzystwie Oświaty Ludowej. W 1901 r. podczas akcji przeciw Polskiej Partii Socjalistycznej „Proletariat” została aresztowana po raz drugi i wydalona z Królestwa Polskiego.

Wyjechała wówczas do Galicji, gdzie przyjęło ją środowisko radykalnej inteligencji krakowskiej skupione wokół Odona i Kazimiery Bujwidów. Zaangażowała się w działalność III Koła Towarzystwa Szkoły Ludowej kierowanego przez Bujwidową oraz Uniwersytetu Ludowego im. Adama Mickiewicza, zatrudniła się także jako nauczycielka geografii w prywatnym I Gimnazjum Żeńskim w Krakowie. Antyklerykalizm, uchylanie się od uczestnictwa w praktykach religijnych, krytyka biurokracji, wstecznictwa i lojalizmu szkół polskich w Galicji oraz popieranie strajku szkolnego w 1905 r. w Królestwie Polskim zwróciły przeciw Sempołowskiej konserwatywną część opinii publicznej Krakowa, zaniepokoiły również władze oświatowe i policję. Krytyczne uwagi o polskim szkolnictwie w monarchii austro-węgierskiej opublikowała w broszurze Niedola młodzieży w szkole galicyjskiej. (Kilka słów o szkole narodowej w Galicji) (1906).

Latem 1905 r. nielegalnie wróciła do Królestwa. Zaangażowała się w prace szkół, kursów, towarzystw i związków zawodowych nauczycieli, które starały się realizować postulaty strajku szkolnego. W tym okresie opracowała wraz z Julią Unszlicht-Bernsteinową następne serie podręczników: Dla przyszłości. Czytania dla młodzieży i dorosłych (1907), Po pracy. Czytania dla dorosłych, cz. 1: My – ludzie i przyroda, cz. 2: Religia i życie ludzkości, cz. 3: Człowiek i ludzie (1907). W 1908 r. wraz z kilkoma innymi wykładowcami Uniwersytetu dla Wszystkich po raz trzeci została aresztowana, osadzona w więzieniu w warszawskim Ratuszu, w celi sąsiadującej z celą kobiet-przestępczyń. Pozwoliło jej to poznać warunki przetrzymywania przedstawicielek najniższych warstw społecznych oraz stosunek do nich służby więziennej, które opisała w cyklu artykułów Z dna nędzy („Prawda” 1909, nr 14–18; wyd. osob. 1909). Utwierdziła się wówczas w przekonaniu, że konieczne jest rozwijanie instytucjonalnej opieki nad więźniami, zwłaszcza politycznymi; prowadziła Związek Pomocy dla Więźniów Politycznych i kontynuujące jego działalność Towarzystwo Pomocy Uwolnionym z Więzień „Patronat”.

Podczas I wojny światowej nadal prowadziła działalność społeczną: pomagała więźniom aresztowanym najpierw przez Rosjan, następnie Niemców, a w końcu Polaków, współtworzyła Biuro Porad dla Uchodźców, z Polskim Związkiem Nauczycielskim zorganizowała schronisko dla nauczycieli przybywających do Warszawy, współpracowała z Tadeuszem Rechniewskim na Uniwersytecie Ludowym. Uczestniczyła także w dyskusji prasowej poświęconej organizacji przyszłego ustroju szkolnictwa w niepodległym państwie polskim, wskazując warte rozważenia koncepcje z 2. poł. XIX w. w pracach Reforma szkolna 1862 roku. Organizacja szkolnictwa elementarnego (1915, wyd. 2 – 1925), Zapomniana karta z dziejów polskiego szkolnictwa (1917). Rozpoczęła też działalność redaktorską. W l. 1913–1914 za resztę pieniędzy z legatu Hirszfelda wraz z Janiną Mortkowiczową wydawała w Warszawie ilustrowany periodyk dla młodzieży „Z Bliska i z Daleka”. Jego kontynuację stanowiły, również wydawane we współpracy z Mortkowiczową, almanach W pamiętnym roku wojny (1915) oraz „W Słońcu. Dwutygodnik Ilustrowany dla Dzieci i Wychowawców” wydawany w l. 1916–1927. Na łamach pierwszego z periodyków ukazał się program jednej z wycieczek historycznych oprowadzanych przez Sempołowską od lat 90., czyli Przewodnik po Powązkach („Z Bliska i z Daleka” 1913, nr 5).

Lewicowość Sempołowskiej, choć niepoparta przynależnością partyjną, spowodowała, że także po 1918 r. trudno było jej znaleźć stałą pracę. Na Zjeździe oświatowym w 1919 r. w Warszawie zdecydowanie opowiedziała się za powszechną, bezpłatną i jednolitą szkołą (początkową siedmioletnią oraz nadbudowaną nad nią i zestrojoną programowo pięcioletnią średnią), rozdzieleniem religii od nauczania i wychowania (również w nazwie odpowiedniego ministerstwa), zrównania praw i płac nauczycieli, opracowania listy praw dziecka i utworzenia instytucji chroniącej dzieci przed różnymi rodzajami krzywdy. W okresie międzywojennym kontynuowała opiekę nad więźniami politycznymi. W 1920 r. na prośbę Juliana Marchlewskiego jako przedstawiciela Towarzystwa Rosyjskiego Czerwonego Krzyża zgodziła się otoczyć opieką więźniów radzieckich w Polsce i uzyskała akceptację władz polskich. Uczestniczyła w rozmowach pokojowych polsko-rosyjsko-ukraińskich w Rydze w 1921 r., koordynowała wymianę jeńców i więźniów po podpisaniu porozumienia o repatriacji, zgłaszała protesty i interwencje, m.in. w sprawie złego traktowania uwięzionych komunistów oraz przedstawicieli mniejszości narodowych oskarżonych o działalność antypolską (List otwarty [do Józefa Piłsudskiego], 1926; W więzieniach, 1928; Wydawnictwo propagandowe a rzeczywistość, 1929).

We wrześniu 1939 r. pomagała żołnierzom i zwolnionym więźniom politycznym. W następnych miesiącach ukrywała się przed gestapo. W listopadzie 1939 r. wysłała do Josifa Stalina protest przeciwko uwięzieniu intelektualistów polskich we Lwowie zajętym przez wojska radzieckie. W 1940 r. organizowała pomoc dla Żydów z getta, po jego likwidacji współpracowała z Żydowskim Komitetem Narodowym. Zmarła 31 I 1944 w Warszawie, została pochowana w grobie rodzinnym na Powązkach.

Publicystyka. Słowo i czyn. Miała opinię człowieka czynu przedkładającego działalność praktyczną nad rozważania teoretyczne. Wyrażała swoje poglądy na piśmie rzadko i niechętnie. Na jej spuściznę publicystyczną przyrastającą przez ponad 40 lat aktywności zawodowej i społecznej składa się zaledwie kilka większych rozpraw i raportów wydanych w formie broszurowej oraz kilkanaście artykułów, zwykle krótkich i lakonicznych. Większość została opublikowana na łamach tzw. periodyków postępowych, takich jak „Dziennik Ludowy”, „Epoka”, „Głos Nauczycielski”, „Głos Prawdy”, „Kultura Robotnicza”, „Krytyka”, „Miesięcznik Nauczycielski”, „Myśl Polska”, „Naprzód”, „Nowa Gazeta”, „Nowe Tory”, „Ogniwo”, „Prawda”, „Robotnik”, „Tydzień”, „W Słońcu”. W 1960 r. zostały one zebrane przez uczniów i współpracowników Sempołowskiej i wydane w tomach Publicystyka społeczna oraz Pisma pedagogiczne i oświatowe. Zabierała głos wyłącznie w kwestiach jej zdaniem najważniejszych, a za takie uważała: po pierwsze – zorganizowanie instytucjonalnego kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży w duchu demokracji, równości, sprawiedliwości społecznej, tolerancji religijnej, patriotyzmu pozbawionego elementów nacjonalistycznych, wrażliwości na krzywdę ludzi i zwierząt, szacunku do przyrody; po drugie – zorganizowanie instytucjonalnej opieki nad ludźmi pozbawionymi praw obywatelskich, np. dziećmi czy uchodźcami, oraz instytucjonalnej ochrony obywateli przed krzywdzącymi działaniami państwa własnego lub obcego, np. więźniów czy przedstawicieli różnych mniejszości.

Poglądy Sempołowskiej stanowiły uszczegółowienie modernistycznych koncepcji pedagogicznych, które wyrosły z krytyki pozytywistycznego intelektualizmu, utylitaryzmu, praktycyzmu, nacisku na kształcenie zawodowe i cnoty mieszczańskie, traktowania dziecka jako biernego przedmiotu działań wychowawczych. Rolą estetyki w życiu codziennym dziecka zajmowała się w Polsce Mortkowiczowa, autorka książki O wychowaniu estetycznym (1903), ściśle współpracująca z Sempołowską.

Krytyka literacka. Na początku XX w. Sempołowska współredagowała numer monograficzny „Poradnika dla Czytających Książki” (1901, nr 23), w którym opublikowała artykuł Zasady moralne a literatura dla dzieci. (Parę uwag i spostrzeżeń). Jej refleksje współbrzmiały z umieszczonymi w tym samym numerze artykułami Stanisława Posnera Jaką jest, a jaka ma być literatura dla dzieci. (Luźne notatki profana) oraz Jana Homolickiego Nasze czasopisma dla dzieci i młodzieży. Punktem wyjścia artykułu Sempołowskiej jest powszechnie podzielane przekonanie, że literatura dla dzieci i młodzieży jest „ważnym współczynnikiem w wychowaniu moralnym”, co usprawiedliwia zadanie pytania, czy współczesna produkcja polska w tym dziale piśmiennictwa „czyni zadość wymaganiom wychowawczym pod względem etycznym” (tamże). W odpowiedzi stwierdza, że „dzisiejsza literatura do zadania swego nie dorosła”, ponieważ nie kształtuje wrażliwości etycznej, lecz wyłącznie respekt wobec „konwenansów i tzw. dobrego wychowania” (tamże).

Krytyczne uwagi Sempołowska formułuje na temat koncepcji sprawiedliwości wpisanej w większość powiastek dla małych dzieci, gdzie bohaterów spotyka kara za przewinienia, a nagroda za cnotę. Tak rozumiana sprawiedliwość nie jest ani zgodna z prawdą życiową, ani moralną. Nagroda, zwłaszcza materialna, wzbudza bowiem interesowność, a kara kreuje Boga, rodziców czy wychowawców na „istoty mściwe, a jednak niepodlegające naganie” (tamże). Podobna „płytkość i szarzyzna myśli” charakteryzuje literaturę dla dzieci starszych i młodzieży, gdzie występują przeważnie przedstawiciele „sfer zamożnych”, a postacie reprezentujące inne sfery pojawiają się epizodycznie, zwykle jako okazja do spełnienia dobrego uczynku. Obcość i dystans między klasami podtrzymywane są przez pisarzy takimi zabiegami, jak zakazywanie dzieciom dobrze wychowanym bawienia się na podwórku z innymi dziećmi z obawy przed tym, by nie nauczyły się „brzydkich wyrazów”, jak grożenie dzieciom leniwym, że zostaną „szewcami”, jak twierdzenie, że górnicy w Dąbrowie czy robotnicy w Łodzi „mogliby żyć w dostatku, gdyby tyle nie pili” (tamże). Również typowy podział bohaterów na „bezwzględnie dobrych i złych” Sempołowska uważa za niezgodny z prawdą życiową, szkodliwy z punktu widzenia moralnego i obojętny na emocjonalne potrzeby czytelników. Polscy pisarze kreują takie postacie, które jeśli raz popełniły czyn niegodny, pozostają złe na zawsze. Tak literatura „szczepi przyzwyczajenie do potępiania, zamiast litości i pobłażliwości, które szukałyby usprawiedliwienia dla każdej winy” (tamże).

Następny zarzut Sempołowskiej dotyczy utrwalania w utworach literackich stereotypów płciowych i podtrzymywania różnic między dziewczętami i chłopcami, np. przez pochwalanie pewnych cnót tylko u chłopców, innych u dziewcząt, przekonywanie, że to, co jest akceptowane dla jednej płci, przynosi wstyd drugiej („lękasz się krwi rozlewać jak niewiasta”, „rozrzewniasz się jak baba”, „dokazujesz jak chłopak”; tamże). Relacje płci w książkach dla młodzieży starszej układają się z kolei zgodnie z modelem romansu, rozmowy między bohaterami odbywają się w atmosferze flirtu i matrymonialnych rachub, a nagrodą za cnoty niewieście najczęściej bywa małżeństwo.

Książkom przyrodniczym Sempołowska wytyka przypisywanie zwierzętom wad ludzkich, np. kłótliwości czy przebiegłości, co powodowało i usprawiedliwiało ich bezzasadne tępienie; książki historyczne gani za popularyzowanie szowinizmu i nienawiści między narodami. Stwierdza, że powierzchowność etyczna tego działu piśmiennictwa jest odbiciem płytkości etycznej, dogmatyzmu i konwencjonalności ogółu społeczeństwa. Utożsamia ono moralność z konwenansem, kieruje się ideałami mieszczańskimi, podtrzymuje podział na zamożnych i biednych, dobrych i złych, pomija ideały „miłości”, „jedności wszechludzkiej” i „braterstwa” (tamże). Jednym ze sposobów podniesienia poziomu moralnego społeczeństwa może być podniesienie poziomu estetycznego i etycznego literatury dla dzieci i młodzieży, ponieważ „literatura działać może tam, gdzie bezpośredniego wychowania nie ma” (tamże).

Praca redakcyjna. Powyższe postulaty Sempołowska realizowała na łamach redagowanych przez siebie periodyków „Z Bliska i z Daleka” oraz „W Słońcu”, które wyróżniały się wysokim poziomem estetycznym, etycznym i intelektualnym na tle innych czasopism dla dzieci i młodzieży ukazujących się przed I wojną światową i tuż po jej zakończeniu. Drukowała na ich łamach utwory klasyków i pisarzy współczesnych (m.in. A. Mickiewicza, J. Słowackiego, A. Asnyka, A. Dygasińskiego, M. Konopnickiej, J. Appenszlaka, B. Hertza, A. Hertzówny, M. Dąbrowskiej, J. Kadena-Bandrowskiego, J. Kasprowicza, M. Markowskiej, B. Ostrowskiej, L. Staffa, G. Zapolskiej, S. Żeromskiego), wypowiedzi naukowych autorytetów (zagadnienia społeczne – L. Krzywicki, S. Posner, historyczne – N. Gąsiorowska, ogrodnicze – E. Jankowski, geograficzne – A. Janowski), kronikę tygodniową Janusza Korczaka (H. Golszmita). Literaci, naukowcy i pedagodzy współpracujący z Sempołowską wiązali idee niepodległościowe i patriotyczne z ideami zmiany społecznej w duchu demokracji parlamentarnej, równości klasowej, emancypacji kobiet i tolerancji religijnej, co kilkakrotnie naraziło „W Słońcu” na konfiskaty, szczególnie po 1918 r.

Na łamach „W Słońcu” Sempołowska opublikowała także kilka własnych artykułów poświęconych twórcom, którzy jej zdaniem zrealizowali model biografii pisarza-obywatela: Narcyzie Żmichowskiej, Henrykowi Sienkiewiczowi, Stanisławowi Jachowiczowi i Stefanowi Żeromskiemu. Pisarzy, którzy postrzegali swą twórczość jako „służbę” krajowi, łączyły ze sobą takie cechy charakteru, poglądy i aktywności, jak szacunek do nauki i pracy, patriotyzm, dążenia demokratyczne, wrażliwość na krzywdę ludzką, zaangażowanie w ruchy niepodległościowe i działalność społeczna. Żmichowska i Entuzjaści „współczuciem obejmowali wszystkich uciśnionych, zwalczać chcieli krzywdy i samolubstwa, pragnęli, aby chłop otrzymał ziemię, na której pracuje, aby był szczęśliwym i światłym. Starali się do tego ludu zbliżyć, aby go oświecać” (Narcyza Żmichowska, „W Słońcu” 1914, nr 21). Sienkiewicz, pisząc opowiadania o chłopach, „chciał, abyśmy te krzywdy własne, tę niedolę czuli, rozumieli, bo tylko ten, co ją czuje, chce ją zwalczyć, wyrwać się z niej”, a w powieściach historycznych „[c]hciał pokazać, że nawet w powodzi nieszczęść nie rozpaczać, wątpić, lecz trzeba zdobyć się na największe wysiłki, zwalczyć dolę, dźwignąć się z upadku” (Henryk Sienkiewicz, „W Słońcu” 1916, nr 4). Stanisław Jachowicz „chciał być ojcem dla wszystkich dzieci polskich, najgoręcej jednak kochając te, które były smutne, samotne i opuszczone”, „uważał za najważniejsze tak żyć, by uszczęśliwić ludzi – uczynić wszystkich jak najlepszymi i najszczęśliwszymi, toteż najwyżej w życiu cenił cnotę i serce” (Stanisław Jachowicz, „W Słońcu” 1917, nr 16–17). Największy z nich, Stefan Żeromski, „nie ograniczał swego życia, swej służby obywatelskiej tylko do twórczości piśmienniczej. Brał czynny udział w życiu społeczeństwa, w każdej dziedzinie jego życia, stawał do walki z każdą krzywdą, każdej niedoli chciał nieść pomoc czynną, w każdej społecznej działalności brać udział” (Ze wspomnień osobistych o Stefanie Żeromskim, „W Słońcu” 1925, nr 17–18).

Wspomnienie Sempołowskiej o wizycie u Elizy Orzeszkowej w Grodnie w 1891 r. stanowi zapis ambiwalentnych uczuć, jakie w najmłodszych uczestnikach delegacji warszawskiej – oprócz niej w Bronisławie Gutmanównie i Józefie Idzikowskim – wywołało zachowanie pisarki podczas prywatnych obchodów jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy twórczej. Ich zdaniem fryzura i balowa suknia gospodyni były nieadekwatne do okoliczności, przyjemność, jaką Orzeszkowa znajdowała w wesołych żartach – niestosowna, a uwaga, jaką poświęcała wyłącznie starszym członkom delegacji – lekceważąca dla młodych, którzy pragnęli opowiedzieć pisarce m.in. o Uniwersytecie Latającym. Rozczarowanie młodych wielką pisarką wynikało ze zderzenia ówczesnych społecznych oczekiwań wobec pisarza, w którym „szanowano więcej działacza społecznego, politycznego niż pisarza-artystę”, „wychowawcę” i „nauczyciela” Narodu niż zwykłego człowieka. Dopiero podczas następnego spotkania Orzeszkowej z młodzieżą, które odbyło się w czasie jej wizyty w Warszawie, Sempołowska zrozumiała, „jak dalece my, młodzi, byliśmy śmieszni ze swymi pretensjami. Pisarka, żyjąca w ciszy i osamotnieniu w Grodnie, spragniona być musiała towarzystwa ludzi dojrzałych, ciekawych, coś sobą przedstawiających i coś z siebie dających, gdy my właściwie mogliśmy tylko brać, brać i jeszcze raz brać” (Jubileusz Orzeszkowej, wyd. 1960).</document>
<document nplp_id="13976" title="Sedlaczek Edward " slug="sedlaczek-edward">Powieściopisarz, dyplomata, dziennikarz. Pseudonimy: E. Zorian; Ewweli-Bej.

Informacje biograficzne. Edward Józef Sedlaczek urodził się 17 III 1859 w Żurawnie (obw. lwowski), był bratem Janiny Sedlaczkówny (1868–1899), literatki, pedagożki, autorki pisma dla kobiet „Przedświt”. Gimnazjum skończył w Stryju. Publikował wiersze, opowiadania, a także recenzje w prasie lwowskiej, „Gazecie Narodowej”, „Gazecie Lwowskiej”, „Dzienniku Polskim” i w kilku innych tytułach, a po jakimś czasie w prasie krakowskiej, w „Przeglądzie Literackim i Artystycznym” (wyd. przez K. Bartoszewicza). Twórczość powieściową zapoczątkował we Lwowie powieścią Romans z aktorką (1881), wydał też zbiór trzech nowel Fragmenty z życia (1882). W Warszawie opublikował powieści współczesne Pan Wincenty, szkic z natury (1884) i Czy takich wiele? (1887). Zmiana miejsca zamieszkania (ze Lwowa na Warszawę) w końcu lat 80. przypieczętowała zmianę obiektu zainteresowań pisarza; zaczął tworzyć powieści historyczne adresowane do młodzieży: Z krzyżackich bojów (1883), Popiel i Piast (1883), Chrzest Mieczysława (1883), Bohaterowie i niewolnicy, powieść z dziejów dawnej Romy (1885), Dwaj bracia, powieść z dziejów starożytnej Grecji (1885). Potem powstało jeszcze kilka powieści tego rodzaju (Mieszczańska duma, 1887; Pod godłem krzyża, 1901; Dopust boży, 1901; Bohaterskie boje, 1903; Przez zasługi do korony, 1912; Miłość królewska, 1912). Były wznawiane także po śmierci autora. Sedlaczek współpracował z Walerym Przyborowskim przy tworzeniu dziennika „Chwila”, nadsyłał korespondencje ze Lwowa, gdzie mieszkała jego matka i dokąd, szczególnie w okresach gorszego samopoczucia i dokuczliwej biedy, chętnie wracał.

Zapoczątkowane w 1887 r. podróże dyplomatyczne i dłuższe pobyty w Turcji, jako konsekwencja podjęcia pracy w konsulacie austriackim w Warszawie dzięki protekcji Władysława Łozińskiego, oddziałują na twórczość najczęściej pośrednio. Z pobytów na placówkach austriackich w Kijowie (do 1895 r.), Batumi (kierował wicekonsulatem, 1896–1897), w rosyjskiej Nowosielicy, bułgarskim Burgas (kierownik konsulatu, 1904–1906, wicekonsul 1907– –1912), rumuńskim Ploeszti wyłania się jednak fabuła powieści orientalno-obyczajowej Suryawansa. Powieść na tle życia Ormian tureckich (1900, wyd. pod pseud. Ewweli-Bej); posłużenie się pseudonimem tłumaczy wydawca, autor, „zajmując […] dość wybitne stanowisko w Turcji, której stosunki opisuje krytycznie, nie życzy sobie być poznanym”. Nie wiemy, ile jest w tym prawdy i jaką drogą prosty kancelista otrzymał zadania dyplomatyczne, niemniej Sedlaczak był zainteresowany Bałkanami i odnosił się do napięć etnicznych na tym terenie (Eine politische Tragödie, 1906, rkps w BN; Die Frau, der Koran und der Untergang der Türkei, 1913). Wydał też tom wspomnień Po śladach twórczości i zniszczenia (1912), zapiski z podróży po południu Europy wzbogacone refleksjami na temat cywilizacji europejskiej i jej stosunku do antycznej przeszłości.

Zachowana fotografia z 1916 r., opisana jako „Edward Sedlaczek w mieszkaniu w Ploeszti” (południowa Rumunia – w tym czasie neutralna politycznie), pozwala snuć przypuszczenia, że I wojnę światową (lub jej część) pisarz spędził w tamtych stronach, będąc dobrze zadomowionym.

Edward Sedlaczek zmarł 4 X 1917 we Lwowie, pozostawiwszy żonę Olgę z d. Krause oraz dorastające dzieci: Olgę Jadwigę (1891–1971; jej córki Jadwiga Maria Piętnik oraz Ewa Maria Piętnik zginęły w powstaniu warszawskim 1944 r.) i Franciszka Edwarda (1894–1978), bibliologa, bibliotekarza, historyka.

Badacz romantyzmu. W środowisku literackiej Warszawy Sedlaczek funkcjonował również jako autor nieznanego, najpewniej niepublikowanego studium o Irydionie Zygmunta Krasińskiego (wspomina o tym autor artykułu; „Przegląd Tygodniowy” 1886, nr 47). Mało osób wiedziało, że jego juwenilną pracę o Dziadach odrzucił w 1880 r. Józef Ignacy Kraszewski. Opracowanie „Irydion” jako dramat psychiczny (1912) Sedlaczek wydał w roku obchodów stulecia urodzin Krasińskiego, zbierając bardzo pochlebne recenzje wybitnych badaczy: „»Chwile upadku«, w których hart ducha Irydionowego mdleje, a marzenie, tkliwość, liryzm ogarnia bohatera, rozpatrywa p. Z. kolejno, dochodząc niekiedy do wyników bardzo zajmujących, chwytając bystro bardzo delikatne nawet, wymykające się odcienie uczucia; zwrócono też uwagę na psychologię postaci pomniejszych (Alexandra, Heliogabala, Simeona, Mammei). Jeden tylko Massynissa – przyznaje p. Z. – nie jest człowiekiem i nic ludzkiego w sobie nie ma”. Temat „traktowany »po literacku«, a więc bez pretensji do naukowego aparatu. Wszelako dziełko to nie powinno przejść bez uwagi, gdyż w literaturze o Irydionie nie będzie ono ostatnim. Krasiński-psycholog zyskuje dzięki p. Z. niemało” (Z. Łempicki). Kornelowi Ujejskiemu Sedlaczek poświęcił szkic Ostatni romantyk („Niwa” 1886, t. 30, nr 286–287), w którym zauważył, że okres 1846–1860 należy do zaniedbanych przez historię literatury najnowszej, a Ujejski jest pisarzem szczególnym, tworzącym „wśród burz i przewrotów”.

Aktywność Sedlaczka, kariera dyplomatyczna mogły wpłynąć na niechętny odbiór jego osoby. Nazwano go m.in. „importowanym krytykiem”, obdarzonym zupełnym „brakiem drażliwości na punkcie programów politycznych”; dodawano: „[…] pan Zorian jest lwowskim dziecięciem”, „w krytykach jego […] najbieglejsza analiza chemiczna nie wykryje gramu zdrowej myśli” („Przegląd Tygodniowy” 1885, nr 47). Recenzje Sedlaczka były częściej zwykłymi (pisanymi anonimowo) sprawozdaniami z mało ambitnych inscenizacji teatralnych niż prawdziwymi recenzjami. Przypadek takiej quasi-recenzji z „Kuriera Porannego”, wykpionej przez publicystę „Przeglądu Tygodniowego”, mógł dotyczyć dwu sztuk wystawionych w Teatrze Małym – komedii Maurice’a Desvallières’a Pożycz mi twej żony i drugiego utworu spółki Henri Chivot–Alfred Duru Zbytek mojej żony. Recenzent poświęcił kilka zdań pierwszej z komedii, nie tłumacząc, dlaczego pominął drugą („Kurier Poranny” 1885, nr 37). Takie postępowanie obnażało według Adama Wiślickiego niedojrzałość dziennikarza. Niewykluczone, że błaha historia była oznaką niechęci skrywającej poważniejsze powody.</document>
<document nplp_id="13979" title="Rzewuski Stanisław" slug="rzewuski-stanislaw">Dramatopisarz, powieściopisarz, dziennikarz. Pseudonim: Stanisław Stanisławski.

Informacje biograficzne. Urodził się 27 VII 1864 w Pohrebyszczach na Ukrainie (gub. wołyńska) jako syn Adama hr. Rzewuskiego i pisarki Jadwigi z Jaczewskich (pseud. Ludwik Piotr Leliwa); był bratankiem słynnego pisarza – Henryka Rzewuskiego oraz Eweliny Hańskiej (żony H. de Balzaca) – Stanisław Rzewuski bardzo cenił twórczość tego francuskiego powieściopisarza i szczycił się tym powinowactwem. Został wychowany w kosmopolitycznej atmosferze arystokratycznego dworu, kształcił się w Korpusie Paziów w Petersburgu. Potem nauki dopełniał na uniwersytecie petersburskim i w Paryżu. Znał doskonale język francuski i rosyjski. Jako dramatopisarz debiutował w 1881 r. Pozostawił po sobie kilkanaście sztuk teatralnych i pięć powieści. Od 1884 r. rozpoczął współpracę z „Przeglądem Tygodniowym” Adama Wiślickiego, w którym drukował szkice o współczesnej literaturze francuskiej. Około 1885 r. osiadł na stałe w Paryżu, gdzie odnosił spore sukcesy sceniczne oraz nawiązał współpracę w wieloma dziennikami francuskimi. Pod koniec XIX w. utracił dziedziczny majątek, jak się wydaje, z powodu rozrzutnego trybu życia i od pewnego momentu musiał utrzymywać się wyłącznie z pracy pisarskiej. W l. 1895–1912 współpracował z „Le Figaro”, „Le Gaulois”, „L’Evénément”, „Cosmopolis”, „Le Siècle”, „L’Action”, „La Commedia”. Rzewuski był członkiem redakcji tego ostatniego czasopisma, na łamach którego przybliżał Francuzom polskie życie teatralne. W czasopismach publikował jednak przeważnie dyletanckie artykuły o literaturze, filozofii, muzyce i życiu teatralnym (traktowały one m.in. o T. Mannie, A. Conan-Doyle’u, J. Offenbachu, R. Wagnerze i in.). Systematycznie przybliżał francuskim czytelnikom polskie życie literackie, pisał chociażby o Adamie Mickiewiczu, Michale Bałuckim, Gabrieli Zapolskiej, Adolfie Nowaczyńskim, Henryku Sienkiewiczu, Bolesławie Prusie. Publikował artykuły krytyczne także w „Gazecie Lwowskiej”, w „Kurierze Warszawskim” i „Tygodniku Ilustrowanym”. Były to przeważnie publikacje o rudymentarnym charakterze informacyjnym. Fascynował się filozofią Immanuela Kanta, Hippolyte’a Taine’a, a zwłaszcza Arthura Schopenhauera. Temu ostatniemu myślicielowi poświęcił ważne studium L’Optimisme de Schopenhauer (1908), zwracając szczególną uwagę na implikacje estetyczne systemu niemieckiego filozofa. Pracował również nad książką o Kancie, której nie ukończył. Zmarł 17 V 1913 w Paryżu; został pochowany na cmentarzu Saint-Vincent na Montmartrze.

O pisarzach francuskich „epoki przejściowej”. Najbardziej cenionym osiągnięciem krytycznoliterackim Rzewuskiego są cztery studia o francuskich pisarzach tzw. epoki przejściowej (Guy de Maupassant, „Dod. mies. »Przeglądu Tygodniowego«” 1884, t. 2; Paul Bourget, „Dod. mies. »Przeglądu Tygodniowego«” 1885, t. 1; Gabriel Séailles, tamże, t. 2; Henryk Becque, „Dod. mies. »Przeglądu Tygodniowego«” 1887, t. 2), które złożyły się na jego tom szkiców krytycznoliterackich wydany równocześnie po polsku i francusku (Młoda Francja. Studia literackie, 1888; Études littéraires. Henry Becque. Paul Bourget. Gabriel Séailles. Guy de Maupassant, 1888).

Rzewuski był zwolennikiem naturalizmu, ale nie bezkrytycznym, dostrzegał bowiem także jednostronność i tendencyjność tego kierunku w niektórych, zwłaszcza w mniej dojrzałych, początkowych i drugorzędnych jego realizacjach. Stwierdzał jednak: „[…] dla mnie osobiście ten rodzaj sztuki, ta zupełna obiektywność w opowiadaniu, ten rozbiór naukowy faktów życiowych, dziwnie są sympatycznymi” (Guy de Maupassant). Wbrew doktrynalnym założeniom nurtu sądził, że taki obiektywny ogląd życia, umiejętnie połączony z pogłębionymi obserwacjami psychologicznymi, prowadzi do perspektywy metafizycznej i religijnej, np. w ujęciu postaci Janiny z powieści Guy de Maupassanta Życie (1883). Zwrócił uwagę, że w powieści tej ukazano w kontekście negatywnych tendencji postać księdza, co kłóciło się z obiektywistycznymi założeniami metody. Zdaniem Rzewuskiego udało się natomiast autorowi w naturalistycznej konwencji opisać po mistrzowsku dewocyjno-religijne życie bohaterki. Wbrew tendencji pisarza, dowodził polski krytyk, w tak wnikliwie uchwyconej pobożności przeciętnego człowieka „leży zasada głębsza, wznioślejsza, prawdziwie ludzka, zasada cudnej łączności naszej z Ojcem wszechbytu” (tamże). Rzewuski deklarował się w omawianej rozprawie jako wierzący chrześcijanin, jednocześnie podkreślając, że wiara nie powinna wpływać na obiektywność oceny dzieła artystycznego. Dowodził zarazem, że metoda naturalistyczna, ukazując na powierzchni życia jego brutalność, materialność i pozorną chaotyczność, pozwala czytelnikowi odkryć i zrozumieć „harmonię wszechrzeczy” pochodzącą „od tej wszechświatowej Istoty, która dla wszystkich […] miłosierną i przebaczającą będzie” (tamże). Źródeł i początków artyzmu naturalistycznego w jego szczytowych realizacjach doszukiwał się nawet w twórczości Sofoklesa i Williama Shakespeare’a, w czym zbliżał się w swoich poglądach do Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza: „Dzisiejsi naturaliści zapomnieli, że obok prawdy realnej istnieje prawda idealna” (tamże).

Fideistyczne deklaracje nie przeszkadzały Rzewuskiemu w konsekwentnym wychwalaniu i propagowaniu zdobyczy myśli pozytywistycznej i przyrodoznawczej. Przeniesienie metod nauk ścisłych, opartych na obserwacji, analizie i indukcji, do krytyki literackiej uznawał za wielką zdobycz „naukowego ducha epoki” (tamże). Za Taine’em i Émile’em Zolą podkreślał: „[…] jeśli chcemy przedstawić osobowość wielkiego pisarza, postępować należy tak samo, jak chemik analizujący pewną substancję lub fizjolog studiujący pewien organizm” (tamże). Krytyk zarazem stał konsekwentnie na stanowisku pozytywistycznego zakazu nadawania konstatowanym przez naukę faktom wartości oceniającej, czyli doszukiwania się w nich wymiaru aksjologicznego. Zasadę tę przenosił także do krytyki literackiej: „[…] w dziedzinie twórczości literackiej nie ma pisarzy zepsutych lub moralnych, godnych szacunku lub wzgardy; są tylko rozmaite indywidualności autorskie, wcielające rozliczne stany psychologiczne” (tamże).

Krytykiem, który wysubtelnił metodę Taine’a, wbrew skrajnym tendencjom naturalistycznym, aby wyjaśniać wszystko „fatalizmem materii” i „powiększać znaczenie zewnętrznych warunków formujących pisarza” (Paul Bourget), był dla Rzewuskiego zwłaszcza Paul Bourget. Nie szczędził francuskiemu pisarzowi słów podziwu i uwielbienia, co naraziło go później na zarzuty ze strony polskiej prasy o brak naukowego podejścia i bezkrytyczny entuzjazm wobec omawianego przedmiotu. Udoskonalenie metody krytycznej Taine’a przez Bourgeta polegało według Rzewuskiego przede wszystkim na „jaskrawszym uwydatnieniu wpływu motorów wewnętrznych, to jest ściśle psychologicznych” (tamże). Efekty tego udoskonalenia metody Rzewuski wykazywał, opisując ujęcie przez Bourgeta osobowości i twórczości Charles’a Baudelaire’a jako najbardziej typowego, a zarazem wyrafinowanego przedstawiciela współczesnej mu generacji pisarzy nurtu dekadencji. Rzewuski za Bourgetem widzi w autorze Kwiatów zła „pisarza epoki rozkładowej, chorobliwej i konającej” (tamże). Tak Rzewuski stawał się jednym z pierwszych teoretyków i socjologów dekadentyzmu na polskim gruncie. Jednocześnie uważał, zainspirowany koncepcją francuskiego krytyka, że wybitne, wysubtelnione jednostki kształtują swoistą arystokrację umysłową, która jest zapowiedzią wyjścia z kryzysu cywilizacyjnego, a więc zalążkiem przyszłego odrodzenia: „[…] zbliża się czas, w którym ludzkość, przygotowana do przełomu przez te wybrane jednostki, uosabiające najlepsze, niesformułowane jeszcze dążności czasu, o których mówi dzieło Bourgeta, nareszcie przyjmie zapatrywanie się na świat filozofii ewolucyjnej i pojmie, że społeczeństwo jest federacją organizmów” (tamże).

Uznając historyczną i socjologiczną konieczność dekadentyzmu cywilizacji Zachodu, uważając, że cywilizacja ta znajduje się u progu katastrofy, krytyk nie zwątpił w siłę nauki i światopoglądu pozytywistycznego i konsekwentnie wyznawał ewolucjonistyczną koncepcję społeczeństwa jako żywego organizmu, w którym jednak ważną łączącą funkcję pełnią jednostki wybitne. W ten sposób arystokratyzm duchowy godził z liberalizmem i demokratyzmem wieku. Rzewuski, rozpowszechniając termin „epoka przejściowa” (por. Słówko o krytyce pozytywnej Prusa zawierające określenie Wokulskiego jako człowieka „epoki przejściowej”) przyczynił się do ukształtowania pewnej świadomości historiozoficznej stanowiącej podstawę przekonania współczesnych o nadejściu epoki schyłkowej czy przełomowej. Człowiek „epoki przejściowej” charakteryzuje się naukowym i krytycznym światopoglądem, który przekształca się albo w dekadencję, albo prowadzi do nowego stanu świadomości społecznej o utopijnym charakterze, a zatem do wiary w odrodzenie ludzkości na mocy praw ewolucji i postępu, także duchowego i religijnego.

Założenia światopoglądowe krytyki. W studium o postaci Don Juana Rzewuski dał dowód bardzo dobrej i szerokiej orientacji w dawnej i współczesnej mu literaturze światowej, zwłaszcza francuskiej, niemieckiej i hiszpańskiej, która w XIX w. na nowo opracowywała tę archetypiczną postać (Historia Don Juana. Szkic literacki, „Kurier Warszawski” 1889, nr 336–338). Przywołując wiele realizacji literackich postaci, Rzewuski śledził jej ewolucję od strony zasad filozoficznych, estetycznych, a nade wszystko etycznej i religijnej oceny, dążąc do pewnej jej moralnej rehabilitacji. Spoglądał na postać, odwołując się zarówno do etyki katolickiej, teologicznej zasady przebaczenia i pokuty, jak i do etyki kantowskiej i zasady imperatywu kategorycznego; powiadał, spekulując na temat prawdy wewnętrznej i możliwości zbawienia takiego złożonego indywiduum, jak notoryczny uwodziciel, że „dla zrozumienia sfery wyższej, boskiej, obowiązującej dla każdego prawdy […] szukać potrzeba w głębi własnego sumienia, w skarbnicy subiektywnego »ja«, bo w nim tylko […] zawiera się wielkość, substancja sama i faktyczna rzeczywistość zjawisk duchowych” (tamże, nr 338). Zbliżał się tak do zasady immanentyzmu i ewolucjonizmu jako podstaw modernizmu katolickiego.

Rzewuski był wielkim frankofilem, podkreślał niejednokrotnie „żywotność i wzniosłość tego nieśmiertelnego geniuszu literatury francuskiej – w której odzwierciedlają się wszystkie dodatnie cechy łacińskiej kultury i sztuki, […] najdroższe nam wszystkim zdobycze myśli nowożytnej: wspaniała, posągowa piękność formy i głębokość myśli filozoficznej, coraz głębiej pojmującej tajemnice przyrody, świata i duszy, ich różnolitość i rozmaitość, a jednocześnie ich twórcę i syntezę, odwieczną, świadomą siebie, nieśmiertelną zasadę dobra i piękna, Boga, którego teraz dopiero pojmować zaczynamy” (tamże, nr 337). Za Taine’em w ocenach i analizach eksponował czynnik rasy. W ten sposób założenia światopoglądowe jego krytyki literackiej były spójną i logiczną syntezą pozytywistycznego kulturalizmu spod znaku Taine’a, katolicyzmu i zrozumienia postaw dekadenckich, dla których starał się odszukać środki zaradcze w kulturze współczesnej. Rzewuski dostrzegał bowiem, że krytycyzm naukowy, oparty wyłącznie na indukcji, osłabia ducha zarówno naukowego, jak i religijnego. Stąd trudno uważać Rzewuskiego, jak w dotychczasowych ujęciach jego twórczości, za integralnego pesymistę i dekadenta.

Apologie literatury polskiej. Nawiązując poniekąd do swojego wielkiego stryja – Henryka Rzewuskiego – prezentował na łamach prasy francuskiej poglądy lojalistyczne wobec Rosji, bliskie rosyjskiemu panslawizmowi. Nie przeszkadzało mu to z wielką estymą pisać o kulturze polskiej i podkreślać jej odrębność i żywotność. Spotykał się wielokrotnie z zarzutem kosmopolityzmu. Przypominał w tej postawie Włodzimierza Spasowicza, którego cenił jako taine’istę i często wymieniał w swoich publikacjach. Apologetycznie pisał zwłaszcza o twórczości Henryka Sienkiewicza i Gabrieli Zapolskiej – nazwał ją „polską George Sand” i reklamował jej powieść Małaszka w kontekście sukcesu we Francji powieści Quo vadis? (L’œuvre de Gabrielle Zapolska, „L’Evénément” 1900, nr 10). Sienkiewicza, jako autora Rodziny Połanieckich, nazwał polskim Henrikiem Ibsenem i Lwem Tołstojem oraz porównywał z Iwanem Turgieniewem i Fiodorem Dostojewskim. Postrzegał pisarza, jak i całą literaturę polską, jako znaczącą część ducha rasy i cywilizacji łacińskiej (Le Jubilé de Sienkiewicz à Varsovie, „Le Gaulois” 1900, nr z 9 XII). Pisał na łamach „Le Figaro”: „Nie należy traktować lekceważąco literatury, która posiada nadal we wszystkich rodzajach twórczości intelektualnej pisarzy odznaczających się najwyższym talentem, autorów dramatycznych, jak Zaleski, Bałucki, Lubowski, Bliziński, Sarnecki, Przybylski, powieściopisarzy, jak Prus, Kaczkowski, panie Orzeszkowa i Zapolska, poetów, jak Adam Asnyk czy pani Konopnicka; historyków tej rangi, co M. Bobrzyński, Spasowicz czy Morawski, krytyków, takich jak Chmielowski, Bogusławski, Kotarbiński, Krechowiecki, Kraszewski” (Henri Sienkiewicz, „Le Figaro” 1895, nr 124, przeł. M. Bokszczanin).</document>
<document nplp_id="13981" title="Rymarkiewicz Jan" slug="rymarkiewicz-jan">Teoretyk i historyk literatury, pedagog, dziennikarz. Kryptonimy: R.; J.R.

Informacje biograficzne. Urodził się 23 VI 1811 w Łobżenicy k. Nakła, był synem Andrzeja Rymarkiewicza i Marianny z Kryjańskich. Uczył się w progimnazjum we Wschowie m.in. pod kierunkiem Antoniego Poplińskiego (autora podręczników, bibliotekarza), następnie w gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Wziął udział w powstaniu listopadowym, ranny dostał się do niewoli. W ciężkiej chorobie pielęgnowała go rodzina malarza Walentego Wańkowicza w Mińsku (Rymarkiewicz był właścicielem jego obrazu Mickiewicz na Judahu skale). W Poznańskie wrócił w 1832 r. W l. 1836–1840 studiował prawo w Berlinie, następnie filozofię, historię i filologię. Doktorat z zakresu historii uzyskał na Uniwersytecie w Giessen. W 1841 r. złożył egzamin nauczycielski i podjął pracę pedagoga (1842–1876). Najdłużej pracował w gimnazjum św. Marii Magdaleny, uczył historii, języka i literatury polskiej i starożytnej, języka francuskiego. Był zaangażowany w wydarzenia Wiosny Ludów, występował jako głos Ligi Polskiej. Prasę polską obiegały wieści o krytyce jego podręcznika, któremu zarzucono wymowę antyniemiecką. Cieszył się jednak zaufaniem władz oświatowych, był oficjalnym recenzentem podręczników szkolnych, inspektorem szkolnym, współdecydował o pracach gimnazjum św. Marii Magdaleny. W 1845 r. ożenił się z Wiktorią Ziołecką (1812–1876), małżeństwo prowadziło dom otwarty. Rymarkiewicz pozostawał w bliskich stosunkach z Wojciechem Cybulskim, Karolem Libeltem, Augustem Cieszkowskim, Teofilem Lenartowiczem. Kilkakrotnie proponowano mu objęcie redakcji planowanych periodyków literackich w Poznaniu. W l. 1845–1846 kierował „Gazetą Wielkiego Księstwa Poznańskiego”. Dziennik zamienił na trybunę filozoficzno-polityczną mieszczącą jego artykuły o pojęciu narodowości, roli prasy i opinii publicznej w usprawnianiu formy rządów, o pożądanych formach ustrojowych i kierunkach rozwoju cywilizacji. Na początku lat 40. często publikował w prasie poznańskiej („Tygodnik Literacki”, „Orędownik Naukowy”, „Rok”) artykuły i rozprawy głównie o treści filozoficznej, poszerzające krąg pism reprezentujących polską filozofię narodową. W latach 50. i 60. był czynny zwłaszcza jako autor podręczników szkolnych (Nauka prozy; Wzory prozy…; Poezje dla młodszego wieku…; Prozaika, czyli stylistyka prozy). Miały po kilka wydań (częściowo ze względu na zmieniające się programy szkolne), były cenione wśród kadry nauczycielskiej w całym kraju, choć ze względu na problemy z debitem i wysoką cenę w Królestwie Polskim narzekano na ich niedostępność. Rymarkiewicz był czynny w życiu kulturalno-społecznym Poznania jako wieloletni działacz Towarzystwa Naukowej Pomocy, Towarzystwa Pedagogicznego, Koła Towarzyskiego w Poznaniu, prezes Towarzystwa Oświaty Ludowej, członek Zarządu Opieki Teatralnej zaangażowanej w tworzenie polskiej placówki teatralnej w Poznaniu, członek Komisji Ortograficznej Poznańskiej. Zmarł 18 X 1889 w Poznaniu.

Prace historycznoliterackie. Jako historyk literatury i edytor o nieprzeciętnych kompetencjach lingwistycznych upamiętnił się wzorowym wydaniem Zbioru rythmów… Kaspra Miaskowskiego (1855); prasa donosiła, że przygotował też krytyczną edycję dzieł Jana Kochanowskiego, lecz nie znalazł nakładcy („Gazeta Codzienna” 1856, nr 24), erudycyjnymi pracami filologicznymi: Książeczka Jadwigi albo Nawojki z XV wieku (1876), Pieśń „Bogu-Rodzica” (1878; pokłosiem była ważna polemika z A. Kaliną) oraz nowatorskim studium Jana Kochanowskiego „Pieśń świętojańska o Sobótce” (1884) i Kochanowski jako twórca „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” (1884). Dla wiedzy o Kochanowskim oraz dla rozwoju jego kultu zasługi Rymarkiewicza są niepodważalne.

Poglądy estetyczne i preferencje polityczne. Rymarkiewicz nie angażował się bezpośrednio w bieżącą krytykę literacką. Na „dążności” i formy artystyczne miał spory wpływ jako autor rozpraw filozoficznych oraz podręczników formujących pojęcia, przekonania i upodobania estetyczne młodej generacji, rozwijających i poszerzających myśl teoretycznoliteracką Hipolita Cegielskiego, dopełnioną studiami Karola Libelta i Józefa Kremera, a także (przez krótki czas) jako redaktor „Gazety Wielkiego Księstwa Poznańskiego” (dalej: GWKP). Do kierowanego przez siebie pisma wprowadził odcinek literacko-publicystyczny, gdzie zamieszczano utwory oryginalne, np. powieści Józefa Dzierzkowskiego, wiersz Juliusza Słowackiego Pogrzeb kapitana Meyznera, przekłady oraz rozbiory utworów literackich polskich, np. polemiki wokół dramatów Dominika Magnuszewskiego. Opublikował tu autorski artykuł recenzyjny o dramacie Józefa Korzeniowskiego Andrzej Batory (GWKP 1846, nr 70–71). W piśmie zamieszczał też przedruki artykułów z prasy warszawskiej, np. O romansie nowoczesnym Augusta Cieszkowskiego (tamże, nr 29–36) czy Życie i prace malarskie Walentego Wańkowicza (GWKP 1845, nr 212–214) oraz z „Tygodnika Petersburskiego”. Przedruki dawały Rymarkiewiczowi okazję do wprowadzania przypisów, które można traktować jako deklaracje i wyraz poglądów estetycznoliterackich. Prace filozoficzne opierał głównie na dyskusjach z Bronisławem Trentowskim, któremu przyznawał wyższość nad Georgiem Wilhelmem Friedrichem Heglem, bo oprócz myśli w swym systemie uwzględnił materię (przedmiot) oraz jego styl, czyli sposób ujawniania prawdy, „porywa powabnym zapałem życia”, a Hegla „jedną tylko odznacza się wzniosłością” (Krytyka o filozofii Trentowskiego, „Orędownik Naukowy” 1840, nr 13; 1841, nr 5). Wystąpił przeciw Trentowskiemu i innym postheglistom w wizji optymalnego ustroju państwa, odrzucając monarchię konstytucyjną, a opowiadając się za demokracją parlamentarną, która szybciej i pełniej dostrzega potrzeby rządzonych i spełnia ideały wolności. Organizacji państwa i jego funkcjom społecznym poświęcił sporo artykułów wstępnych w GWKP. Państwo jako forma wypełniania misji dziejowej przez narody zaprzątało umysł Rymarkiewicza do tego stopnia, że nawet strukturę utworu literackiego wyjaśniał przez tę analogię (Prozaika, rozdz. Porządek myśli).

Pojęcie narodowości. Dla poglądów ideowo-estetycznych Rymarkiewicza najistotniejsze jest pojęcie „narodowości” (rodzimości, swojskości), w mniejszym stopniu „duch romantyczności swego rodzaju”. „Narodowość” i „naród” wyprowadzał z form „rodziny”, „rodu”, „plemienia”, „krewieństwa”. Pierwiastkami narodowości są: „ziemia ojczysta”, „dzieje ojczyste”, „posłannictwo narodu”. Narodowość polską uznawał za syntezę cech francuskich i germańskich („czucie niemieckie” obejmowało: indywidualizm, fantastyczność, ociężałość). „System myśli wszystkich w łonie narodu poczętych literaturą ojczystą się zowie” wyrażaną ojczystym językiem (Pojęcie narodowości, „Rok” 1843, t. 4). Wykład Rymarkiewicza na ten temat zawiera myśli analogiczne do nieco późniejszej pracy Libelta O miłości Ojczyzny. Specjalną estymą darzył Jana Kochanowskiego i Adama Mickiewicza (cytatem z Mickiewicza, mającym charakter patriotycznego zobowiązania, zamknął studium Pojęcie narodowości), do podręczników wprowadził też wielu autorów współczesnych (np. K. Antoniewicza, T. Lenartowicza, I. Hołowińskiego). Konserwatywny „Przegląd Poznański” (1860, t. 30) wprost oskarżał go o „systematyczne wykluczenie szkoły klasycznej”, domagając się miejsca dla Kajetana Koźmiana i Ludwika Osińskiego. Do ugruntowania się romantycznych preferencji Rymarkiewicza mogła przyczynić się głośna w środowisku poznańskim w 1845 r. debata o narodowości Mickiewicza (m.in. ostre wystąpienie W. Cybulskiego w „Roku” 1845, t. 8). Narodowość i rodzimość były dla Rymarkiewicza jakościami, które do polskiej literatury wprowadził Kochanowski. Dowodził tego w studiach o Sobótce („Ateneum” 1876, t. 4). Pobudką był artykuł Piotra Chmielowskiego z 1875 r. zestawiający ujęcia Sobótki przez Kochanowskiego i Seweryna Goszczyńskiego i zarzucający poecie czarnoleskiemu naśladowanie utworów antycznych oraz nieład kompozycyjny. Rymarkiewicz zebrał współczesne dokumenty folklorystyczne związane z obchodem Sobótki i dowodził, że sielanka Kochanowskiego ma w pełni rodzimy, narodowy charakter. Użył też wobec Kochanowskiego określenia „pierwszy romantyk” (Kochanowski jako twórca „Pieśni świętojańskiej o Sobótce”, „Dziennik Poznański” 1884, nr 148). Ludowość jako kryterium narodowości była tezą do przyjęcia mimo niekonsekwencji zarzucanych metodzie badawczej Rymarkiewicza, tym bardziej że odczytywano ją jako polemikę ze stanowiskiem Włodzimierza Spasowicza odmawiającego poecie cech narodowych. W sporach, które wywołały te studia, tylko Bronisław Chlebowski zajął podobne stanowisko.

Klasycyzm i romantyzm. Sprzeciw krytyków wywołała opinia o Kochanowskim jako „pierwszym romantyku”. Tymczasem Rymarkiewicz przypominał, że „romantycy nowatorowie” w czasach „gorącego romantyzmu guślarskiego, na podaniach opartego”, nie cenili tej pieśni (tamże), gdyż była zbyt gminna i zbyt klasyczna. Genezę utworu widział w „dziedzinach ducha ojczystego” tkwiącego w „podstawie ludowej” („źródło swoje ma w żywiole narodowym, że jest odblaskiem poezji ludowej, oddźwiękiem pieśni rodzimych, gminnych”). Pojęć „klasycyzm” i „romantyzm” nie zawężał do okresów literackich, ale nadawał im zakres szerszy, obejmujący sens długiego trwania, właściwy dla terminu prąd literacki. W studium o Miaskowskim mówił: „klasycyzm złotego wieku Zygmuntowskiego”, dla XVII w. wprowadzał termin „klasycyzm panegiryczny”, przeciwstawiając mu określenia „natchnienie i zapał wyobraźni”, „tkliwość serca, uczucie, prostota”; w Lutni Kochanowskiego (1857) przez „czułość, płynność i słodycz wysłowienia” łączył XVII w. z „wiekiem Stanisława Augusta”. Klasycyzm i romantyzm jako zjawiska z początku XIX w. rozumiał wąsko jako „bezduszną kopię” francuską skonfrontowaną z „niemiecką romantyczną szkołą”; klasycyzm i romantyzm pojmował też szeroko – jako wzór antyczny, jakość obcego pochodzenia, której przeciwstawiał „stronę narodowości”, czyli „nieukrócony w poczuciu swojskości […] duch romantyczności swego rodzaju” („Pieśń świętojańska o Sobótce” oceniona…, „Ateneum” 1876, t. 4). Była to luźna koncepcja zapowiadająca późniejszą teorię naprzemiennych prądów romantycznych i klasycznych. Rymarkiewicz pozornie zbliżył się do pozytywizmu, publikując reportaż Kolebka, dom i grób Jana Kochanowskiego… („Warta” 1879, nr 279–288). Zajął tu stanowisko psycho-kulturowe, akcentując romantyczny kult pamiątek, odmienne od bio-socjologicznej koncepcji Chlebowskiego o „znaczeniu różnic terytorialnych, etnograficznych” w badaniach literackich. Rymarkiewicz zwracał uwagę na szczególny status literatury i sztuki w Polsce, gdyż „dopiero z jej [ojczyzny] upadkiem narodowe talenta w dziedzinie sztuki pojawiać się zaczęły – jakby aniołowie słowa pociechy nieszczęśliwemu narodowi na podniesienie upadłego ducha zesłani”; sztuka rozwija to, „co w łonie narodu jest najszlachetniejszego i najuroczszego” (GWKP 1845, nr 200). Takie poglądy formułował również jako autor podręczników; bezpośrednio, w formie uwag o poetyce i wymowie („nauka”), oraz pośrednio, za pomocą przykładów zamieszczanych w wypisach („wzory”).

Prace Rymarkiewicza miały dobre recenzje, czasem zarzucano im zbytni scholastycyzm klasyfikacyjny i nietrafną terminologię, zgłaszano zastrzeżenia dydaktyczne, jednak nie kwestionowano celowości dobieranych przez autora przykładów z polskiej poezji i prozy. Historyk zręcznie łączył ze sobą przykłady z literatury staropolskiej i najnowszej, podobnie czynił w drukowanych propozycjach tematów wypracowań, w których łatwo dostrzec ideały wychowawcze: etykę chrześcijańską, stoicyzm, patriotyzm, demokratyzm. Różnicę między poezją a prozą widział w tym, że poeta znajduje ideały Prawdy, Dobra i Piękna w sferze duchowej, a prozaik dostrzega i odkrywa te ideały w rzeczywistości. Znacznie uwspółcześnił wiedzę teoretycznoliteracką o gatunkach prozy, zrywając z tradycją oświeceniową, choć zatrzymał się przed wyzwaniem genologicznym, jakie stworzył rozwój prasy. Następne wydania jego „teorii prozy” dowodzą, że pilnie śledził prace z poetyki i natychmiast je wykorzystywał, poprawiając wcześniejsze ujęcia. Podręczniki te wpłynęły na umysłowość krytyków literackich pozytywizmu – przyznawał się do tego nawet Chmielowski.</document>
<document nplp_id="13983" title="Rosenzweig Józef" slug="rosenzweig-jozef">Muzykolog, krytyk muzyczny, teatralny i literacki. Kryptonimy: J.R-g; J.R.; RO; Ro; R.; Ri-g; R-ig; J.Ri-g; rg.

Informacje biograficzne. Urodził się 1 VII 1865 w Warszawie jako syn Michała Juliana Rosenzweiga (1828–1898) i Teresy Urszuli Cieleckiej h. Zaremba (1840–1932). Dziadkowie ze strony ojca – Henryk Saul Rosenzweig (zm. 1853), również lekarz, i Joanna ze Schlesingerów – należeli do elity Krakowa, nie tylko żydowskiej. Michał Rosenzweig i jego brat Leon (1825–1884) ukończyli Gimnazjum św. Anny w Krakowie, zaangażowali się w powstanie 1846 r., odbyli studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego, dokonali konwersji na katolicyzm, w 1853 r. Michał Rosenzweig przeniósł się do Warszawy, gdzie miał pełnić funkcję osobistego lekarza gubernatora Iwana Paskiewicza, był też wyznawcą i praktykiem spirytyzmu. Józef Rosenzweig miał siostrę Różę Aleksandrę Wiktorię (zam. Skarżyńską). Odebrał staranne wykształcenie domowe. Według biogramu z Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda ukończył Wydział Prawa w Warszawie, czego nie udało się potwierdzić. Studiował muzykologię u Hugona Riemanna (w Lipsku, Hamburgu lub Brombergu/ Bydgoszczy). Podróżował po świecie, przebywał przez rok w Anglii, odbył grand tour po Europie aż po północną Afrykę. Po powrocie zamieszkał w Warszawie, goszcząc często w Paplinie (pow. węgrowski), gdzie dwór z przyległościami kupił w 1838 r. dziadek ze strony matki, Konstanty Cielecki. W pierwszej i drugiej dekadzie XX w. Józef Rosenzweig pracował głównie jako recenzent muzyczny i teatralny, jednocześnie angażował się w pracę pedagogiczną: w l. 1907–1916 wykładał estetykę w Klasie Dramatycznej Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego (WTM) oraz historię muzyki i estetykę w Szkole Muzycznej funkcjonującej przy WTM, przekształconej w 1919 r. w Wyższą Szkołę Muzyczną im. Fryderyka Chopina (tu także Rosenzweig prowadził zajęcia). Uczył też w innych prywatnych szkołach muzycznych. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego od 1898 r., wchodził w skład zarządu (komitetu) Towarzystwa, przez rok był jego sekretarzem. W l. 1901–1905 działał również w Sekcji im. Stanisława Moniuszki przy WTM. Był członkiem Sekcji Przyjaciół Opery Polskiej WTM, m.in. razem z krytykiem i kompozytorem Henrykiem Opieńskim oraz Ignacym Dygasem, śpiewakiem, tenorem. Członkiem Towarzystwa była też jego matka.

Rosenzweig zabierał głos w sprawach publicznych, m.in. w maju 1908 r. (razem z G. Fitelbergiem, H. Opieńskim, M. Karłowiczem podpisał protest przeciwko dyrektorowi Filharmonii A. Rajchmanowi, w którym domagano się podniesienia programów muzycznych na wyższy poziom, a także upomniano się o większy udział muzyki polskiej w kształtowaniu repertuaru). Wygłaszał odczyty na temat muzyki, głównie niemieckiej (R. Wagner i in.), w stowarzyszeniu „Świetlica” założonym przez grupę ziemianek (m.in. M. Rodziewiczównę) oraz w Warszawskim Towarzystwie Śpiewaczym „Lutnia” istniejącym od 1886 r. Zajmował się też teorią muzyki.

W 1918 r. został mianowany na sędziego pokoju (nie wiadomo, czy na pewno jego dotyczyła nominacja ani jak długo sprawował tę funkcję); późniejsza kariera sędziowska nie jest udokumentowana, być może w latach 30. pracował w Wydziale X Cywilnym. Był żonaty, prawdopodobnie miał dzieci. Jak podaje PSB, okupację przeżył, ucząc języków obcych. Po wojnie mieszkał kątem na Żoliborzu. Zmarł 12 III 1951, przeszedłszy zawał serca; pochowano go na cmentarzu Powązkowskim. Nekrolog został podpisany przez żonę. Ze szczątkowych wspomnień innych osób wynika, że żył w tym czasie w samotności i biedzie.

W biogramach jest często mylony z Józefem (Marianem) Rosenzweigiem (1889– –1967), adwokatem krakowskim, działaczem socjalistycznym, lub Józefem Rosenzweigiem (1866–1890), przedwcześnie zmarłym pianistą. Z pierwszym łączyło go wykształcenie prawnicze, z drugim – muzyka i studia u profesorów niemieckich; stąd nieporozumienia.

Krytyk muzyczny i teatralny. Zajmował się głównie życiem muzycznym Warszawy. Współpracował z dużą liczbą czasopism codziennych i muzycznych, do czasów I wojny m.in. ze „Światem” (tu przede wszystkim ocena muzyki „młodej” i „najmłodszej” oraz kwestie dotyczące szkolnictwa muzycznego; Najmłodsza Polska w muzyce i jej mecenas, „Świat” 1906, nr 7; sylwetki K. Szymanowskiego, G. Fitelberga, L. Różyckiego i A. Szeluty oraz ich mecenasa, księcia W. Lubomirskiego; Czy nie za wiele szkół muzycznych?, „Świat” 1912, nr 39). Pisał regularnie do „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego” w l. 1903–1905 (redakcją kierował A. Rajchman), gdzie współprowadził rubryki Dur i moll – tu wiele miejsca poświęcił operze (wyjątkowo w rubryce Teatr zamieścił recenzję opery G. Rossiniego Karol Śmiały, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1903, nr 2) – oraz Teatr (recenzja sztuki S. Brzozowskiego Mocarz, tamże, nr 45; Gościnne występy Kamińskiego w Warszawie, „Echa Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1904, nr 23/24), gdzie omówił kreacje Kazimierza Kamińskiego w Janie Gabrielu Borkmanie Henrika Ibsena, Dramacie Kaliny Zygmunta Kaweckiego, Czerwonej todze Eugène’a Brieux, Margrabim [właśc. Markizie] de Priola Henriego Lavedana, Marcowym kawalerze Józefa Blizińskiego, Domu otwartym Michała Bałuckiego i w innych sztukach wystawionych w Teatrze Rozmaitości. Pisał też do „Sceny i Sztuki” (tu: w rubryce poświęconej cotygodniowemu przeglądowi scen teatralnych i muzycznych zajmował się – w tym czasie oddanym we władanie operetki i farsy – Teatrem Nowości, recenzja wodewilu G.C. Zwerenza Mimi, „Scena i Sztuka” 1909, nr 33; recenzje z przedstawień w teatrach ogródkowych, recenzja farsy Bakcyle miłości A.L. Wallek-Walewskiego, Teatr w Ogrodzie Saskim, tamże, nr 10), a także do „Słowa”, „Tygodnika Ilustrowanego”, pism specjalistycznych, takich jak „Nowości Muzyczne”, „Młoda Muzyka”, wychodzących przed I wojną, i do gazet codziennych: „Kuriera Porannego”, „Kuriera Polskiego”. W założonym przy Sekcji Naukowej WTM „Kwartalniku Muzycznym” ogłaszał artykuły naukowe, m.in. Przyszłość estetyki muzycznej („Kwartalnik Muzyczny” 1911, nr 1, referat wygłoszony wcześniej na Zjeździe muzyków polskich we Lwowie, współpraca z tym pismem przygasła po I wojnie). W l. 1920–1928 publikował w „Robotniku” (recenzja Pieśni Hafiza K. Szymanowskiego porównanych przez krytyka do Szeherezady M. Ravela, „Robotnik” 1922, nr 309; Sprawa Konserwatorium Warszawskiego, „Robotnik” 1928, nr 18). W międzywojniu współpracował z „Kurierem Warszawskim”.

Recenzje muzyczne i teatralne Rosenzweiga mieściły się w gatunku, który można by nazwać dziennikarstwem artystycznym lub popularyzacją sztuki. Towarzyszył przedsięwzięciom scenicznym, poddawał je ocenie, czasami dość krytycznej, równoważąc zarzuty pochwałami i – odwrotnie – osłabiając komplementy zastrzeżeniami. Nie były to artykuły pogłębione, przeciwnie – w skrótowych opiniach autor zatrzymywał się na poziomie konkretnej inscenizacji. Interesowały go raczej kwestie wykonawcze niż idea utworu. Czasami używał sformułowań, którymi posłużyli się już inni (np. A. Dobrowolski w recenzji wodewilu Mimi, Z teatru, „Kurier Warszawski” 1909, nr 214). Uprawiał krytykę przykrojoną do rozmiarów gazety i oczekiwań odbiorcy; nawet w artykułach publikowanych w pismach wyraźnie sprofilowanych adresował swoje wypowiedzi raczej do miłośników muzyki, bywalców sal koncertowych niż jej profesjonalnych znawców (recenzja Wieczór Czajkowskiego – 8 XII, „Młoda Muzyka” 1908, nr 4). Jego krytyka muzyczna i teatralna jest tak oszczędna i tak skupiona na codzienności artystycznej, że nie daje podstaw, by zrekonstruować preferencje estetyczne autora lub jego świat wartości poza pewną (dużo tu niekonsekwencji) sympatią dla młodych twórców reprezentujących nową estetykę (K. Szymanowski, M. Karłowicz) oraz ogólnymi deklaracjami na rzecz sztuki narodowej, polskiej, które należały w tym czasie – pierwsze dekady XX w. – do postulatów obiegowych, co nie znaczy – zdawkowych (krytyk komplementował pomysł wystawiania zapomnianych oper polskich, Pierwsza opera z cyklu retrospektywnego, „Świat” 1907, nr 43; tu chodziło o Jadwigę K. Kurpińskiego).

Wyjątkowa była współpraca z „Kwartalnikiem Muzycznym”, prace tutaj publikowane w drugiej dekadzie XX w. cechowały pełen profesjonalizm i wysoki poziom merytoryczny. Ważny był przede wszystkim niejako programowy artykuł na temat estetyki muzycznej. Odrzucając wnioski płynące z książki Charles’a Lalo Esquisse d’une esthétique musiacale scientifique (1908) jako zbyt oddalone od strony intuicyjnej w muzyce i tylko częściowo akceptując ustalenia Jeana Hurégo (Dogmes muscicaux, 1904–1907), Rosenzweig opowiedział się za kompromisowym ujęciem estetyki muzycznej łączącym ze sobą refleksję nad intuicją oraz wysiłki obiektywizujące jej fenomen (Przyszłość estetyki).

Eseistyka. Uprawiał ten rodzaj twórczości tylko na początku drogi zawodowej, zanim zajął się krytyką muzyczną i teatralną (w biogramie J. Rosenzweiga z 1912 r. mówi się o nim „literat polski”, S. Orgelbranda encyklopedia powszechna, i można to uzasadnić; choć miał już wówczas na koncie wiele lat pracy jako recenzent muzyczny, to w pamięci ludzkiej pozostawał przede wszystkim autorem kilku prac krytycznoliterackich, literackich i eseistycznych).

W rozprawie Duch angielski (próba charakterystyki psychologicznej) („Ateneum” 1889, t. 2, z. 5–6) podjął rozważania na temat indywidualnego charakteru ludzi i narodów, dążąc do uchwycenia cech „ducha angielskiego”. Kształt duchowy narodu, podobnie jak kształt duchowy człowieka, bierze się z cech dziedzicznych (w przypadku narodu funkcję tę pełni odmienność ras) i wpływu otoczenia, ale do tych okoliczności bynajmniej się nie sprowadza. Pojawia się bowiem dodatkowa siła wynikająca ze wspólnoty działania, rodzaj harmonii między wpływami zewnętrznymi „a indywidualnością wyrabiającą się na ich podstawie wewnątrz” i ona jest źródłem duchowości (tamże, z. 5). Duch angielski, cechujący się poczuciem realizmu, prostotą, brakiem fanatyzmu, wiąże się zdaniem Rosenzweiga z warunkami geograficznymi i historycznymi Wielkiej Brytanii, przy czym – idąc za Matthew Arnoldem – publicysta zauważa, że Anglicy wpisują się w tę linię rozwoju cywilizacji europejskiej, która wywodzi się z ducha hebrajskiego, ceniącego użyteczność, dobro, obowiązek. Drugą linię rozwoju, kontynentalną, wywodzącą się wprost z ideałów greckich, które autor identyfikuje z pięknem, kultem miłości, niezależnością myśli, uosabia najwyraźniej Francja. Odwołując się do pracy François Guizota L’Histoire générale de la civilisation en Europe (1828) i dzieł Émile’a Montéguta, publicysta pokazuje proces budowania tolerancji i demokracji angielskiej, które kształtowały się niezależnie od arystokratyzmu i stosunków feudalnych; w Anglii utrzymywano bowiem różnorodność koncepcji politycznych „w równowadze”, kierując się zasadą „realizmu myśli” (tamże). Ideałem kontynentalnym jest postawa krytyczna, dowodzenie prawdy, egzekwowanie zasad. Celem Brytyjczyka – pragmatyzm życia, dążenie do ułożenia poprawnych relacji ze światem bez naruszania własnych priorytetów.

Autor ocenia ambiwalentnie cechy charakteryzujące oba porządki europejskiego myślenia. Uważa, że Brytyjczycy są „subiektywni”, tzn. oceniają świat z własnego punktu widzenia; Francuzi i inni mieszkańcy kontynentu uwzględniają stanowisko ogólne, bardziej obiektywne, popadając często w krańcowość, która nigdy nie jest dobra. Brytyjczycy zmieniają pustkowia w obszary cywilizowane, ale nie mają zdolności formułowania poruszających idei. Są z natury rzeczy konserwatywni, zachowawczy, brakuje im krytycyzmu stanowiącego warunek postawy wywrotowej. Francuzi mają w sobie więcej odwagi do wcielania w czyn najbardziej ryzykownych idei (rewolucja 1789 r.). Są bardziej wyrafinowani, ale i bardziej sztuczni. Anglików cechuje większa prostota zachowań, którą publicysta obserwuje na każdym kroku, np. w dzień wolny od pracy Anglicy odpoczywający na trawnikach przypominają autorowi wypasające się zwierzęta. Jednocześnie przyznaje, że Brytyjczycy dbają o rozwój fizyczny, sport, że umieją ze sobą rywalizować.

Charakteryzując moralność Anglików i Francuzów, Rosenzweig pisze, że pierwsi przestrzegają zasad z szacunku dla prawa i przywiązania do tradycji; drudzy – z bojaźni Bożej i dbałości o osąd opinii publicznej. Francuzi dostrzegają wszechobecność zła i obowiązek walki z nim w poczuciu własnej wyjątkowości; Brytyjczycy uważają, że to, co niemoralne, jest „nienaturalne i niemożliwe” (tamże, z. 6). Pierwsi często zastępują moralność honorem, który sprowadza się zazwyczaj do pozorów, np. do uczciwości mierzonej grzecznością wobec kobiet; drudzy utożsamiają ideał z postacią dżentelmena cechującego się delikatnością i dystynkcją. Te niezbywalne różnice charakterów prowadzą do wzajemnych oskarżeń. Francuzi zarzucają Anglikom brak odwagi, niechęć do honorowego pojedynkowania się. Rosenzweig oddala te zarzuty, uważając, że powstrzymywanie się od stadnych zachowań, których spodziewa się po nas świat, świadczy raczej o sile niż słabości. Francuzi są czuli i wylewni. Wiele w tym jednak uczuć na pokaz. Anglik ma często dogs’ heart, psie serce, wierne bezwzględnie, skłonne do poświęceń, nieodostępujące swego „pana”.

Francuzi zarzucają Anglikom obłudę; dotyczyć ma ona przede wszystkim moralności Brytyjek, które pod pozorem purytańskiej czystości rzekomo prowadzą życie rozpustne i są niewierne. Rosenzweig polemizuje z tą opinią; przekonuje, że angielskie panny, nazwane „powierzchownymi aniołkami”, mając więcej swobody niż ich rówieśnice na kontynencie, a przy tym mniejsze szanse na zamążpójście z racji niekorzystnej proporcji między kobietami a mężczyznami na Wyspach, zachowują się naturalnie, uczestniczą w większym stopniu w życiu publicznym. Mężatki są natomiast skupione na domu, bo home to twierdza, której należy strzec. Nawet prostytucja ma zdaniem Rosenzweiga inne niż na kontynencie podłoże. Prostytutki angielskie to ofiary systemu społecznego i ekonomicznego, w którym nie miały szans na zajęcie lepszego miejsca; rzadko – bogate i wesołe odaliski.

Publicysta podkreśla też odmienne cechy twórczości artystycznej uprawianej w Anglii i we Francji. Literackie ideały angielskie to Robinson Crusoe, bohaterowie Olivera Goldsmitha (jego powieści The Vicar of Wakefield, 1766), którzy pokazują, że bez względu na okoliczności wytrwałym działaniem można osiągnąć zamierzone cele. Francuscy twórcy, np. bracia Goncourt, dokonują według Rosenzweiga niezrozumiałych modyfikacji stylu, który za 50 lat „pojmowany będzie tylko przez specjalistów” (tamże). To literatura bez jutra. Prawdziwy jest sąd, że Anglia nie ma wybitnych twórców muzyki i malarstwa poza Williamem Turnerem. Brytyjczycy nie mają też wyrafinowanego dowcipu, z którego słyną Francuzi; humor angielski „można porównać do gwałtownego uderzenia lub homeryckiego śmiechu” (tamże). Jednak „[w] tym szarym, ale potężnym Albionie, życie, pojęte poważnie jako nieubłagany szereg obowiązków, wytwarza ludzi silnych duchem – na ich słowie polegać można, a czyny ich nieraz naśladować warto” (tamże).

Rozprawa pokazuje erudycję autora, ale jej kontekst nie jest jasny. Pozytywną opinię o cywilizacji angielskiej, jak i rozczarowanie Francją formułowali wszyscy w zasadzie „ważni” pozytywiści (A. Świętochowski, B. Prus, E. Orzeszkowa, H. Sienkiewicz), dopiero następne pokolenie doceniło marzycielstwo i idealizm Don Kichota skonfrontowanego z pragmatycznym Robinsonem (I. Matuszewski). Rosenzweig nie był jednak późnym pozytywistą, akceptacja kultury wyspiarskiej kłóci się z jego melancholijną naturą, z rolą, jaką przypisuje pierwiastkowi uczuciowemu w relacjach międzyludzkich i procesach poznawczych. Być może więc jeden z celów rozprawy wiązał się z gestem pominięcia w argumentacji kwestii ras rozwijanej w XIX w. z inspiracji społecznego darwinizmu (J.A. de Gobineau, H.S. Chamberlain, G. Vacher de Lapouge), a której znaczenie zostało tutaj sprowadzone do minimum.

Wyczulenie na kwestię rasową ujawnia recenzja pracy Le Préjugé des races Jeana Finota, polskiego Żyda Jana Jakuba Finkelhausa, redaktora „Revue des revues” (Przesądy rasowe, „Świat” 1906, nr 16), gdzie autor podaje dwie główne przyczyny ludzkich nieszczęść: brak wiążącego ludzi pierwiastka duchowego oraz niedowład krytycznego myślenia. Braki te dają o sobie znać w teorii ras, którą recenzent, idąc za autorem rozprawy, odrzucił, zwracając uwagę na doniosłość czynników kulturowych w budowaniu więzi narodowej.

Krytyka literacka. W 1891 r. Rosenzweig opublikował nakładem własnym obszerną rozprawę poświęconą powieści Henryka Sienkiewicza („Bez dogmatu”. Studium literackie, 1891). Wyróżnił trzy, nierównej wagi wcielenia Leona Płoszowskiego – jako improduktywa pozbawionego woli, co skłonny był traktować jako niedyspozycję osobniczą, a nie pokoleniową, jako mistyka poszukującego wiary i sensu istnienia, co miało według Rosenzweiga wyrażać powszechne tęsknoty końca wieku, i jako kochanka. „Dopóki Sienkiewicz zostaje na gruncie nieudolności życiowej, wychodzi spod jego pióra świetne studium psychologiczne, gdy przedmiotem jego opowiadania staje się niewiara i mistycyzm, otrzymujemy wspaniały obraz współczesnej tragedii myśli, ale kiedy bohaterowi swemu każe czuć i kochać – wtedy pojawia się poetyckie dzieło najczystszego natchnienia” (tamże).

Rosenzweig dał się poznać jako gorliwy wyznawca nauki Chrystusa, tęskniący za wiarą pierwszych chrześcijan żyjących – jak Lew Tołstoj, na którego się powoływał – w ubóstwie, w poczuciu miłości bliźniego, bez pośrednictwa Kościoła instytucjonalnego. Ale przede wszystkim dał się poznać jako subtelny, wrażliwy odbiorca erotyki Sienkiewiczowskiej, nostalgicznej, zdaniem krytyka, jak muzyka Fryderyka Chopina, która donżuana, lwa salonowego, sceptyka przemieniła w platonicznego kochanka. Wiarygodność tej przemiany nie ma równej sobie w świecie literackim: „Francuska literatura liczy dziś niemałą ilość arcydzieł współczesnego kierunku, a jednak co do mego gustu, o większej części jej bohaterów powiem, że wobec Sienkiewiczowskich, a specjalnie wobec analogicznego im typu Płoszowskiego, każdy z nich jako kochanek wydaje mi się niesmaczny, małostkowy, zimny, brudny, marny” (tamże). O wyjątkowości poetyckiej aury otaczającej Płoszowskiego decyduje zderzenie sprzecznych czynników, które jednak nie niszczą iskry idealizmu i szlachetności: „Pesymistyczna wiara, wolnomyślne szyderstwo, beznadziejność – opromienione idealnym światłem chrystianizmu, składają się na całość niezrównaną, jedyną; wydziela się z niej jakaś dziwna poezja odurzająca, przenikliwa i niepokojąca, która dreszczem przejmuje współczesnych i bicie ich serca przyśpiesza” (tamże).

Pewne zastrzeżenia krytyk zgłasza wobec postaci Anielki; zarzuca jej niezrozumiały psychologicznie upór w odrzucaniu wyznań nawróconego Płoszowskiego. Uzasadnieniem mogą być, jak zauważa, zasady moralne polskiej panny ze szlacheckiego dworu: dumnej, etycznej, niecofającej raz danego słowa. W zakończeniu krytyk porównuje Płoszowskiego z bohaterami Paula Bourgeta i Lwa Tołstoja, przyznając postaci Sienkiewiczowskiej wyższość jako kochankowi („Romeo końca XIX wieku, który wątpi jak Hamlet”), powieści zaś walor trafnej diagnozy socjopsychologicznej, cennej dla tych, którzy doświadczają tych samych rozterek i zwątpień, jakie stały się udziałem Płoszowskiego.

„Ja” krytyczne. Pisma krytyczne Rosenzweiga cechuje mocna ekspozycja podmiotu mówiącego, który raczej relacjonuje swój stosunek do przedmiotu wypowiedzi, niż dokonuje jego analizy. Zdarza się, że okoliczności towarzyszące pracy krytycznej zostają poszerzone o sferę doświadczeń codziennych, które prowokują konkretne przemyślenia. Rozprawę o Bez dogmatu autor poprzedza podziękowaniami kierowanymi do matki, która miała nakłonić go do napisania tej pracy. W eseju Crescendo. Na tle podróży (1901), który – jak wynika z listu do Henryka Struvego – miał być kontynuowany w formie pracy stricte filozoficznej poświęconej etyce, okoliczności zewnętrzne (noc na pełnym morzu) inspirują refleksje na temat nieskończoności oraz natury poezji wywiedzionej nie tyle z przedmiotów, ile z „ich stosunku do nas”, siły wrażenia, jakie wywołują (Korespondencja Henryka Struvego, t. 9, rkps BJ przyb. 9/60). W rozprawie o Bez dogmatu autor nie kryje swego zaangażowania w przedmiot opisu, umiejętność nawiązywania dialogu ze współczesnością stanowi według niego warunek wielkiej sztuki i zdaniem krytyka Sienkiewicz tę sztukę posiadł, znajdując wielbicieli powieści w pokoleniu ludzi młodych.

Wypowiedzi krytycznoliterackie Rosenzweiga realizują oba bieguny krytyki młodopolskiej – są empatyczne i ekspresyjne. Świadczą o wrażliwości autora i erudycji, a także młodzieńczej egzaltacji. Można tylko żałować, że Rosenzweig zarzucił pracę krytyka literackiego zaraz po ukończeniu 25 lat.</document>
<document nplp_id="13985" title="Przybyszewski Stanisław" slug="przybyszewski-stanislaw">Pisarz, publicysta, tłumacz, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: Nemo; St.P.

Informacje biograficzne. Stanisław Feliks Przybyszewski urodził się 7 V 1868 w Łojewie na Kujawach jako dwunaste dziecko Józefa Przybyszewskiego (1825–1906), nauczyciela szkoły powszechnej, i drugi potomek jego drugiej żony, Doroty z Grąbczewskich (1842–1916). Nauki pobierał w szkole w Łojewie, a później w gimnazjach w Toruniu i Wągrowcu. W 1889 r. uzyskał maturę i wyjechał na studia do Berlina. Krótko studiował architekturę, przeniósł się na medycynę, której nie ukończył, redagował socjalistyczną „Gazetę Robotniczą” od czerwca 1892 do września 1893 r. Przybyszewski został wprowadzony w przestrzeń artystycznego Berlina, w którym wkrótce zabłysnął jako „genialny Polak”, „demon najmłodszej literatury” czy „król bohemy” skupionej w winiarni „Zum Schwarzen Ferkel” („Pod Czarnym Prosiakiem”). W tym czasie był też zaabsorbowany m.in. życiem rodzinnym, od maja 1891 r. pozostawał w związku z Martą Foerder, która urodziła mu troje dzieci: Bolesława i Mieczysławę (ur. 1892) oraz Janinę (ur. 1895), kiedy był już mężem Dagny Juel, a także aktywnością literacką (debiutował pracą Zur Psychologie des Individuums. I. Chopin und Nietzsche, powst. 1891, wyd. 1892). W 1893 r. poślubił Dagny Juel, norweską pianistkę i pisarkę, zjawiskową kobietę ówczesnego fin de siècle’u, z którą miał dwoje dzieci: syna Zenona (ur. 1895) i córkę Iwi (ur. 1897). W l. 1894–1898 mieszkał trochę w Berlinie, trochę w Norwegii. Uczestniczył w zakładaniu berlińskiego czasopisma „Pan” (1894). W 1896 r. został aresztowany i na krótko osadzony w więzieniu w związku ze śmiercią Foerder. Redagował „Metaphysische Rundschau” (1897). Przyjaźnił się z wybitnymi niemieckimi twórcami, m.in. Richardem Dehmlem, a także z przebywającymi wówczas w Berlinie Augustem Strindbergiem i Edvardem Munchem.

We wrześniu 1898 r. Przybyszewski przyjechał do Krakowa na zaproszenie młodych literatów, by objąć redakcję „Życia”, które wydawał od października 1898 do początków 1900 r. „Smutny szatan” stał się centralną postacią krakowskiej bohemy, tłumaczył na język polski swoje niemieckie utwory oraz napisał dramaty Złote runo i Goście (wyd. razem pt. Taniec miłości i śmierci, 1901). Początkową dobrą passę sukcesów literackich i towarzyskich przerwały skandale wywołane romansem z Jadwigą Kasprowiczową, którą poznał w czerwcu 1899 r. i która porzuciła dla niego męża i córki, a także śmierć Dagny Juel, zastrzelonej w Tyflisie 5 VI 1901 przez zakochanego w niej Władysława Emeryka. Mimo równoległego romansu z malarką Anielą Pająkówną, z którego przyszła na świat późniejsza dramatopisarka Stanisława Przybyszewska (1901–1935), Przybyszewski na stałe związał się z Kasprowiczową, z którą wziął ślub cywilny w 1905 r., a kościelny w 1926 r. (po śmierci J. Kasprowicza). Wiosną 1901 r. Przybyszewski przeniósł się do Warszawy. W l. 1903–1904 podróżował po Rosji wraz z teatrem wystawiającym jego dramaty. Po krótkim pobycie w Toruniu (1905–1906) małżonkowie przeprowadzili się do Monachium (1906–1919), gdzie Przybyszewski zarabiał na życie pisaniem powieści, głównie dla warszawskiego wydawnictwa Gebethner i Wolff, oraz tłumaczeniem wraz z żoną literatury niemieckiej. Wiele podróżował po Europie, wygłaszając odczyty i goszcząc na premierach swoich dramatów w kraju. Od 1917 r. współpracował z lwowskim Instytutem Wydawniczym Lektor, współredagował poznański „Zdrój” (1917–1918). Po nieudanej próbie osiedlenia się w Czechach (1918) Przybyszewscy przeprowadzili się w czerwcu 1919 r. do Poznania, a w lipcu 1920 r. do Sopotu. Przybyszewski podjął pracę urzędnika w Polskiej Dyrekcji Kolejowej w Gdańsku (1920–1924), prowadząc jednocześnie aktywną działalność społeczną i patriotyczną. We wrześniu 1924 r. przeprowadził się do Warszawy, gdzie otrzymał mieszkanie na Zamku Królewskim i pracę w kancelarii cywilnej Prezydenta RP. W 1925 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim, a w 1927 r. Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta. Zmarł na serce 23 XII 1927 w Jarontach na Kujawach, został pochowany na cmentarzu w Górze.

Pisma literackie i programy wydawnicze. Przybyszewski nie zajmował się stricte krytyką literacką, ale zarówno jego teksty dyskursywne, jak i aktywność na polu czasopiśmienniczym i wydawniczym mają znamiona działalności krytycznoliterackiej. Współpracował z wieloma pismami literackimi i był redaktorem kilku z nich, a także uczestniczył w przygotowywaniu programów działalności wydawnictw. Promowani przez niego na łamach periodyków oraz na rynku księgarskim autorzy z jednej strony wskazywali ważne „undergroundowe” trendy europejskiej literatury, z drugiej – byli wyrazem osobistych zainteresowań pisarza.

Pierwsze szlify redaktorskie Przybyszewski zdobył już w młodości, redagując ukazujący się w Berlinie tygodnik socjaldemokratyczny „Gazeta Robotnicza”, w którym zamieścił ponad 20 artykułów polityczno-społecznych. Od 1895 r., już jako wschodząca gwiazda niemieckiej literatury, stał się jednym z najważniejszych autorów i współpracowników czeskiego pisma „Moderní Revue” założonego w Pradze w 1894 r. przez Arnošta Proházkę, którego był głównym merytorycznym doradcą: pisał artykuły, publikował swoje utwory, rekomendował twórców do druku, np. przesyłając wiersze Alfreda Momberta i Richarda Dehmla, wyrażał opinie negatywne, krytykując chociażby twórczość Thomasa Kraga, udostępniał fotografie prac Gustava Vigelanda i litografie Edvarda Muncha, przesyłał obrazy Theo Wagnera i Féliciena Ropsa, zwrócił uwagę prażan na belgijskie pismo „Le Coq Rouge” itp. Uczestniczył także w zakładaniu ekskluzywnego pisma artystycznego „Pan”, które ukazywało się w Berlinie (1895–1900) i uchodziło za najważniejszy organ Art Nouveau w Niemczech, miało wysokoartystyczną szatę graficzną, którą zaprojektował Franz von Stuck, i elitarny program; „genialny Polak” publikował tu swoje poematy.

Najważniejszym niewątpliwie osiągnięciem Przybyszewskiego było redagowanie krakowskiego „Życia”, które pod jego przewodnictwem stało się czołowym organem wczesnego modernizmu, ekskluzywnym pod względem zawartości oraz szaty graficznej, którą powierzył Stanisławowi Wyspiańskiemu. Na początku 1899 r. Przybyszewski ogłosił tu dwie wypowiedzi programowe: Confiteor („Życie” 1899, nr 1) i O nową sztukę (tamże, nr 6), które staną się najważniejszymi pokoleniowymi manifestami. Odrzucał w nich społeczne i mimetyczne funkcje sztuki, postrzegając ją jako ekspresję transcendentalnego Ja (duszy) i Absolutu – eksplozję nieświadomego w łańcuchach uczuciowych asocjacji, a w artyście dostrzegał rewelatora prawd wiecznych.

Bogate doświadczenie redaktorskie wykorzystał, przygotowując od stycznia 1917 r. wraz z Jerzym Hulewiczem koncepcję dwutygodnika „Zdrój” „poświęconego sztuce i kulturze umysłowej” (1917–1922), który stanie się organem polskiego ekspresjonizmu. Do sierpnia 1918 r. Przybyszewski pełnił nieformalną funkcję redaktora naczelnego (redaktorem nominalnym był Hulewicz), z comiesięczną gażą. Przygotował prospekt i odezwę programową (nie podpisał się pod nią), w której określa nowe pismo jako kontynuację krakowskiego „Życia” i warszawskiej „Chimery”, nawiązanie do tradycji polskiego romantyzmu: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Cypriana Norwida (Prospekt. „Zdrój”. Dwutygodnik ilustrowany poświęcony sztuce i kulturze umysłowej, 1917). Przybyszewski decydował o przyjęciu tekstów do druku, przygotowywał słowa wstępne do następnych zeszytów, odpowiedzi redakcji, redagował rubrykę U poetów, zainicjował ankietę Poeta a świat, pozyskiwał współpracowników; z jego rekomendacji do kręgu pisarzy „Zdroju” weszli: Wacław Berent, Jan Kasprowicz, Zenon Przesmycki (Miriam), Władysław Stanisław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer i Stefan Żeromski, co wskazuje na trafne wartościowanie przez autora Złotego runa literatury przełomu wieków.

W „Zdroju” Przybyszewski opublikował wiele artykułów i studiów, m.in. Ekspresjonizm, Słowacki i „Genezis z Ducha” oraz Powrotna fala. Naokoło ekspresjonizmu („Zdrój” 1918, t. 4, z. 1–6, t. 5, z. 2–5/6). Podważa w nich „germański” ekspresjonizm skupiony wokół pism „Die Aktion” i „Der Sturm” jako nowy prąd w sztuce, wskazując na uniwersalność zmagań „materii z duchem” i łącząc go z tradycją polskiego romantyzmu, zwłaszcza z koncepcjami genezyjskimi Słowackiego. Do kręgu prawodawców ekspresjonistycznego nurtu włącza także Mickiewicza, Krasińskiego i Kasprowicza. Przybyszewski wycofał się ze współpracy ze „Zdrojem”, kiedy w piśmie zaczęli dominować młodzi artyści z grupy Bunt. Następne pokolenie przejęło jednak wiele koncepcji Przybyszewskiego, zwłaszcza teorię sztuki polegającej na (wy)krzyku duszy, nadając jej różne nazwy i warianty.

Na okres końca I wojny przypada również aktywność Przybyszewskiego w przestrzeni wydawniczej. W styczniu 1917 r. Stanisław Rogala Lewicki, który założył we Lwowie Literacki Instytut Wydawniczy „Lektor”, zwrócił się do Przybyszewskiego z prośbą o współpracę i wydawnicze propozycje. W czerwcu pisarz przesłał wstępny projekt „Biblioteki »Lektora«” obejmujący dzieła, w których tematyka demonologiczna i penetrowanie ciemnych stron psychiki odgrywały istotną rolę, co udało się sugestywnie narzucić wydawcy. W wydawnictwie ukazały się polecane przez Przybyszewskiego książki: utwory Hannsa Heinza Ewersa, specjalizującego się w prozie z gatunku grozy i horroru, Plemię diabła Barbeya d’Aurevilly’ego, Golem Gustava Meyrinka, Opium Claude’a Farrère’a, Wieża miłości Rachilde (właśc. Eymery-Valette Marguerite), nowele E.T.A. Hoffmanna, Diabelska przełęcz Henryka Zbierzchowskiego. W miejsce rekomendowanych Białych nocy Fiodora Dostojewskiego „Lektor” wydał inne utwory tego pisarza, a zamiast La-bàs Joris-Karla Huysmansa opublikowano W drodze (En route). W katalogu publikacji widać wyraźne inspiracje autora Synagogi szatana – zostały wydane także inne książki rekomendowanych autorów, a znacząca część wydawniczej produkcji mieści się w mrocznym nurcie literatury, zaproponowanym i preferowanym przez Przybyszewskiego.

Krytyka artystyczna. Wypowiedzi dyskursywne Przybyszewskiego często przybierają formy esejów na temat sztuki i literatury. Zwłaszcza ta pierwsza problematyka zajmuje w jego twórczości sporo miejsca. Przybyszewski pisze o muzyce, malarstwie i rzeźbie, a jego interpretacje bywają odkrywcze i projektujące, a zarazem doprecyzowuje w nich własną teorię sztuki jako wykrzyku duszy. W debiutanckim eseju Zur Psychologie des Individuums. I. Chopin und Nietzsche (1892) formułuje antropologię twórczego indywiduum, które jest „drapieżnym zwierzem, szaleńcem i Bogiem”, i postuluje „sztukę upojenia”. W muzyce Fryderyka Chopina dostrzega melancholię i psychozę przerażenia, wykrzyk duszy histerycznej, uwalniający podświadome treści. Specyfikę jego twórczości łączy z cierpieniem i chorobą, z polskimi korzeniami jego muzyki oraz z wewnętrzną niespójnością psychiki będącą efektem „zmieszania ras”.

Malarstwo Muncha pozwala Przybyszewskiemu sformułować teorię sztuki nagiej indywidualności (sztuki duszy), w której nieświadome procesy psychiczne spontanicznie przetwarzają się w dzieło sztuki (Psychischer Naturalismus, „Die neue deutsche Rundschau” 1894, Nr. 5; pol. Edward Munch, „Życie” 1898, nr 43–44). Obrazy prekursora ekspresjonizmu postrzega jako malowane preparaty zwierzęcej duszy w człowieku, ujawniające się w chwilach, gdy świadome i nieświadome łączą się ze sobą (jasnowidzenia, halucynacje), stąd dziwaczna forma tych dzieł. Deformację traktuje jako sposób na oddanie człowieczego wnętrza i nazywa Muncha psychicznym naturalistą. Jako jeden z pierwszych interpretatorów zwraca uwagę na ekspresywną i metaforyczną funkcję koloru będącego medium objawiania duchowych przeżyć. Takie spojrzenie na malarstwo Muncha było wówczas bardzo nowatorskie. Przybyszewski interpretuje prekursora ekspresjonistycznej sztuki jako naturalistę duchowych fenomenów.

Rzeźby innego norweskiego artysty – Gustava Vigelanda, którego poznał w 1894 r. – dynamiczne i pełne wewnętrznego dramatyzmu, Przybyszewski odczytuje jako symbole sytuacji egzystencjalnej współczesnego człowieka, porażonego bólem istnienia i pesymizmem płciowym (Auf den Wegen der Seele. Gustav Vigeland, „Kritik” (Berlin) 1896, Nr. 83–87). Vigeland w subiektywnej interpretacji Przybyszewskiego pokazuje chuć samą w sobie i ziemskie piekło. W eseju tym sztuce mózgu (realistycznej i naturalistycznej) autor przeciwstawia sztukę duszy komunikującą się z duchowym uniwersum. O ile w interpretacjach rzeźb Vigelanda interesował pisarza głównie semantyczny przekaz, o tyle w szkicu Franz Flaum („Deutscher Musenalmanach für das Jahr 1897”), poświęconym dziełom mieszkającego w Berlinie polskiego artysty, tworzącego pod silnym wpływem Auguste’a Rodina, zwróci już uwagę na istotną zmianę, jaka dokonała się w rzeźbie w ostatnich dekadach XIX w., którą interpretuje jako zastąpienie formalizmu przez ekspresję uczucia. Sztuce klasycznej, doskonale oddającej proporcje ludzkiego ciała, ale usztywnionej modelowymi pozycjami, przeciwstawia typ rzeźby nasyconej logosem, wewnętrzną ekspresją i dynamiką. Zwraca uwagę na subtelne prowadzenie w nich konturów, szerokie, miękkie powierzchnie zderzane z barokową dosadnością, rozmach i wewnętrzną energię tych dzieł.

Przybyszewski, którego pasją była gra na fortepianie (sam próbował w młodości nawet komponować), opublikował sporo refleksji na temat muzyki (w różnych tekstach dyskursywnych i epistolarnych). Dwa wczesne szkice poświęcił niemieckiemu kompozytorowi i pianiście, Konradowi Ansorgemu: Conrad Ansorge („Die Kritik” 1897, Bd. 10, Nr. 124) i O pieśniach lirycznych Conrada Ansorge (Conrad Ansorges Liederdichtungen, „Pan” 1897, Nr. 1), w których dźwięk, podobnie jak kolor u Muncha, odczytuje jako korelat uczucia, ekspresję treści pozaświadomych, niewyrażalnych w materii słowa. Muzyka, zdaniem Przybyszewskiego, ożywia archetypy i objawia je w języku dźwięków. Kompozycje Ansorgego do wierszy znanych poetów interpretuje jako zainicjowane silnymi przeżyciami dźwiękowe przekazy, by „nago duszę wyśpiewać”. Generuje to ich muzyczną strukturę: rozbicie melodyjnej konstrukcji, splatanie ze sobą kilku uczuciowych szeregów, nowe kombinacje dźwięków, w których synkopy przechodzą w dziki potok rytmów, a zatrzymane takty kulminują gwałtownym wykrzykiem itp., która oddaje pierwotne doświadczenia, praobrazy platońskiej anamnezy.

Zarysy teorii metadźwięku Przybyszewski konkretyzuje w szkicu Szopen. (Impromptu) (w: Na drogach duszy, 1900; prwdr. pt. Ku czci mistrza, „Życie” 1899, nr 19–20). Dźwięk (krzyk) uznaje tu za najbardziej pierwotną uczuciową ekspresję i formę międzyludzkiej komunikacji – metadźwięk jest „absolutnym korelatem” nieświadomych treści. Pierwotne, instynktowne, wieszcze elementy muzyki, pochodzące z najgłębszych przestrzeni duszy, określa terminem „metamuzyczne”. W przypadku Chopina łączy je z polską ziemią, jej melancholijnym pejzażem i emocjonalnością polskiego ludu. W panegirycznym szkicu Szopen a naród (1910), pisanym z okazji stulecia urodzin kompozytora, nazwie go świętym objawieniem duszy narodu, której męczeński i buntowniczy ton, triumfalny pochód Króla-Ducha oddał w mazurkach, a polonezy przyrówna do improwizacji Mickiewicza.

W późniejszym okresie Przybyszewski – poza rozsianymi uwagami na temat sztuki w swoich syntezach – rzadko wracał do krytyki artystycznej (pisał np. o mało znanym malarzu A. Pełczyńskim – Adam Pełczyński, „Dziennik Poznański” 1915, nr 196–197; Z pracowni artysty-malarza, „Dziennik Poznański” 1916, nr 89).

O literaturze europejskiej i polskiej. Przybyszewski opublikował kilka prac poświęconych pisarzom i utworom literackim, trudno je jednak nazwać tekstami stricte krytycznymi. Podobnie jak w przypadku esejów o sztuce są one przestrzenią rozwijania własnych koncepcji artystycznych i/ lub świadectwem fascynacji pisarza. Już młodzieńczy esej Zur Psychologie des Individuums. II. Ola Hanson (1892) pozwolił autorowi zaprezentować koncepcję dwu warstw psychiki: indywidualności (najstarszy element ludzkiego mózgu, zawierający „fizjologiczne ślady” poprzednich pokoleń – rodzaj kolektywnej nieświadomości) oraz osobowości (warstwy sterowanej przez mózg), które w procesie ewolucji rozdzieliły się od siebie. Ola Hanson jest przykładem „nowego umysłu”, w którym nastąpiło stopienie się obu warstw w jedną całość, dzięki czemu Ja poety ma wgląd w nieświadome procesy. Przybyszewski interpretuje Hansona za pomocą klucza melancholii (łącząc to ze specyfiką równinnego krajobrazu, w jakim pisarz się narodził), a zbiór opowiadań o związkach miłosnych Sensitiva amorosa (1887) nazywa najgłębszą i najintymniejszą ekspresją nowego umysłu, który oddaje fatalizm miłości rozgrywającej się na granicy, gdzie rozkosz przechodzi w niesmak, a szczęście w ból i obrzydzenie.

Mizoginistyczne oraz neurotyczne wątki interpretacyjne pojawią się w szkicu o powieści Knuta Hamsuna Mysterien („Die Zukunft” 1894, Nr. 105), w którym autor Wigilii interpretuje utwór późniejszego norweskiego noblisty. Wysadzenie z bytu głównego bohatera tłumaczy jego wysublimowaną konstytucją psychiczną, która rozpada się pod wpływem cierpienia, a synteza poprzez miłość nie udaje się, ponieważ „gąska” niszczy „arystokratę mózgu”. Przybyszewski trafnie wyczuł, mimo dezaprobaty krytyki norweskiej, że ta powieść Hamsuna jest jedną z najciekawszych, jej protagonista, Johan Nagel, złożony z wewnętrznych sprzeczności, uczuciowych ambiwalencji i eksplozji, zakładający maski i będący w stanie wewnętrznej anarchii, jest bohaterem czasów degeneracji, w których kwitnie kultura epigonów, a wrażliwą jednostkę wszystko przejmuje wstrętem.

Podobną obcość w świecie znajduje w podmiocie lirycznym Momberta, któremu poświęca esej Der Glühende. (Alfred Mombert) („Die Zeit” 1896, Nr. 114; pol. Płomienny, „Życie” 1899, nr 4). Mało znanego wówczas twórcę uznaje za najwybitniejszego nowoczesnego poetę. Wydany w tym samym roku tomik Der Glühende traktuje jako poetycki manifest nowej sztuki, zrywający z formą i treścią dotychczasowej liryki. Wiersze Momberta, przez zagęszczenie poetyckich obrazów i wizji pozbawionych logicznych związków, oddają „nagi i niejasny stan duszy”, cechuje je intensywność doznań, sensualizm, a zarazem wizjonerskość – ich podmiot rozpada się i poddaje obcym siłom, nawiązując komunikację z wszechświatem. Pada w tym eseju powtarzane potem wielokrotnie określenie „sztuka Jedynego dla Jedynego”, sugerujące, że odbiorcą tej synestezyjnej, trudnej w percepcji liryki powinien być potencjalny poeta.

Na gruncie polskim taką interpretacyjną próbę Przybyszewski przeprowadzi okazjonalnie, broniąc nowej poezji przed zarzutem „chorobliwości” (O nową sztukę). Na przykładzie wiersza Wincentego Korab-Brzozowskiego Powinowactwa cieni i kwiatów o zmierzchu pokazuje synestezyjne powinowactwo obrazów, łańcuchy asocjacyjne, które tworzą się poza kontrolą rozumu, w warstwach podświadomych.

W 1902 r. Przybyszewski opublikował interesujący portret Bjørnstjerne Bjørnsona z okazji jubileuszu jego siedemdziesięciolecia, na rok przed otrzymaniem przez norweskiego pisarza Nagrody Nobla, zestawiając skrótowo specyfikę jego twórczości z pisarstwem Henrika Ibsena (Björnstjerne-Björnson, „Kurier Teatralny” 1902, nr 89).

Ze współczesnych poetów polskich najwięcej miejsca Przybyszewski poświęcił Janowi Kasprowiczowi, o którego twórczości pisał i wypowiadał się wielokrotnie. Kasprowicz ze swoim chłopskim pochodzeniem był dla niego prawdziwym „Synem ziemi”, naznaczonym głęboką religijnością i chłopskim fatalizmem. W broszurze Z gleby kujawskiej (1902; prwdr. fragm. Syn ziemi, „Młodość” 1900, nr 6) poddaje interpretacji dwa utwory Kasprowicza: poemat dramatyczny Na wzgórzu śmierci oraz hymn Święty Boże, święty mocny, a właściwie dokonuje ich poetyckiej transkrypcji, narzucając formy uczuciowości bliskie własnemu światoodczuciu (cierpienie, melancholia, traktowanie rozkoszy jako winy i grzechu itp.). W Kasprowiczu dostrzega operującego metasłowem pierwotnego artystę, tworzącego pod wpływem spontanicznych, emocjonalnych impulsów. Tekst o autorze Hymnów nie jest tak świetnie napisaną i przenikliwą egzegezą, jak wcześniejsze interpretacje. Dominuje panegiryczny ton, którego jednym ze źródeł mogło być poczucie winy z powodu uwiedzenia żony poety, choć niewątpliwie fascynacja twórczością krajana towarzyszyła twórcy z Kujaw od wczesnej młodości. W syntezie Szlakiem duszy polskiej (1917, 1920, niem. Von Polens Seele. Ein Versuch, 1917) wykreuje Kasprowicza na wodza Młodej Polski i obwieści, że w nim dokonała się „Synteza duszy polskiej!”. Ten sąd powtórzy w Moich współczesnych (na temat J. Kasprowicza zob. też: Exaudi…, „Wiadomości Literackie” 1926, nr 43).

Drugą ważną postacią był dla Przybyszewskiego Wyspiański. W obszernym wstępie do Dzieł malarskich (1925) tego artysty pisze o nim jako o wielkim twórcy, który: „Myśli swoje obrysowywał konturami, uczucia widział jako barwne plamy, zdarzenia przedstawiały mu się jako trzywymiarowe bryły” (fragm. pt. Exegi monumentum, „Sztuki Piękne” 1925/1926, nr 1). Przybyszewski suponuje, że to dzięki publikowaniu w „Życiu” swych utworów dramaturg trafił na krakowską scenę. Wyspiański jest dla Przybyszewskiego obdarzonym poczuciem siły i posłannictwa „chochołem współczesności”, nienawidzącym teraźniejszości (choć we wspomnieniu opublikowanym po śmierci artysty nazywał go „synem dnia dzisiejszego, który ponad wszystko umiłował teraźniejszość” – Wspomnienie [O Stanisławie Wyspiańskim], „Sfinks” 1908, nr 269–271). Po latach autor Confiteor widzi twórcę Wesela jako pogrobowca romantyzmu, który domknął romantyczną epokę, ale nie rozpoczął nowej. Sąd ten znalazł się również we wspomnieniach Moi współcześni. Wśród swoich.

W okresie współpracy ze „Zdrojem” Przybyszewski opublikował wspomnianą już, obszerną rozprawę poświęconą genezyjskiemu okresowi twórczości Słowackiego jako ostatnią wypowiedź poddającą nurt ekspresjonistyczny rodzimej reinterpretacji – Ekspresjonizm, Słowacki i „Genezis z Ducha”. Młodopolski twórca nie tyle skupia się tu na literackich aspektach tekstów wieszcza, ile próbuje zinterpretować jego myśl, tropiąc jej inspiracje (neoplatończycy, Plotyn, Jamblich z Chalkis, Bazylides, Filon z Aleksandrii, G. Leibniz, J. Böhme itd.), osadzając ją w kontekstach współczesnych nauk przyrodniczych i hilozoistycznych koncepcji, których prekursorstwo dostrzegał u Słowackiego. Próbuje uzgodnić genezyjską naukę z gnostyckimi teoriami, a także z szeroko relacjonowanym tu „ekspresjonizmem naukowym”. Trudno ten subiektywny wywód, w którym autor narzuca własne poglądy, uznać za tekst historycznoczy krytycznoliteracki, ale jest on niewątpliwie interesującym dokumentem próby wpisania romantycznego wieszcza w ówczesny paradygmat literacki.

Autor Confiteor opublikował również kilka wstępów do utworów innych autorów (m.in. H. Bang, Biały dwór, 1906; H.H. Ewers, Alraune. Dzieje istoty żyjącej, 1917; W. Grubiński, Pocałunek, 1906), nie przynoszą one jednak ważnych krytycznoliterackich refleksji, ale subiektywne impresje pisarza. Istotnym osiągnięciem Przybyszewskiego były niewątpliwie przekład i publikacja Listów miłosnych Mariany Alcoforado (fragm. „Ateneum” 1908, t. 1; wyd. cał. 1911), poprzedzona wstępem, w którym Przybyszewski przedstawia historię zakonnicy z klasztoru w Beja w Portugalii, Mariany Alcoforado, jej romans z francuskim oficerem Noëlem Boutonem markizem de Chamilly, późniejszym marszałkiem Francji, oraz namiętne listy, jakie słała do kochanka (Lettres portugaises z 1669 r. – arcydzieło literatury epistolarnej przypisywane G. de La Vergne Guilleraguesowi, który podpisał się jako autor przekładu). Przybyszewski wierzy w autentyczność listów, choć przez większość badaczy ich autorstwo było podważane. Polemizuje z opiniami m.in. Jean-Jacques’a Rousseau, że listy te są zbyt piękne, aby mogły zostać napisane przez kobietę. Głównym argumentem przemawiającym za ich autentycznością był dla Przybyszewskiego wyrazisty kobiecy podmiot tych pięciu epistolarnych wynurzeń, w którym ujawniała się kobieca dusza w całym jej miłosnym obłędzie, rozdarta między dumą i poniżeniem, zachłannością i pokorą.

Ujęcia syntetyczne. Przybyszewski podejmował próby ujęć syntetycznych literatury i kultury polskiej, które, podobnie jak pozostałe wypowiedzi, były podporządkowane jego subiektywnym wizjom i preferencjom. W książce Szlakiem duszy polskiej, która miała w czasach wojennych zwrócić uwagę na znaczenie kultury polskiej w przestrzeni europejskiej, chciał pokazać jej najważniejsze osiągnięcia i specyfikę, którą nazywa „kulturą serca”. Praca obejmuje okres od pierwszych kulturowych osiągnięć epoki Piastów i Jagiellonów, przez renesans i szczytowe dokonania Jana Kochanowskiego, u którego autor dostrzega zapowiedź romantyzmu, po wieńczące rozwój duszy stulecie XIX Mickiewicza (najwyżej ceni Dziady, a zwłaszcza Wielką Improwizację) oraz Słowackiego, któremu przypisuje tęsknotę, bunt i siłę wizjonera. Tradycja romantyczna kulminuje w literaturze Młodej Polski w dziełach Wyspiańskiego, Kasprowicza, Tetmajera, Żeromskiego, Reymonta, a także Wacława Sieroszewskiego, Gustawa Daniłowskiego, Władysława Orkana oraz Henryka Sienkiewicza, w którym Przybyszewski dostrzega czwartego wieszcza. Atakuje pozytywizm jako czas „zgnuśnienia ducha”, gdy myśl polska „została zawleczona pod gilotynę tendencji społecznej”, ale bierze w obronę naturalizm, który w Polsce został potraktowany jako „synonim ohydy, bluźnierstwa, pornografii […]. A przecież wszyscy nasi powieściopisarze byli naturalistami”, wspaniale odmalowującymi milieu i doskonale przedstawiającymi zdarzeniowość zewnętrznego świata.

Młodą Polskę prezentuje jako formację postromantyczną, kontynuatorkę romantycznej uczuciowości, indywidualizmu i duchowego anarchizmu. Autor najważniejszego manifestu literackiego tej epoki podkreśla, że powrót do metafizycznych źródeł zainicjował Zenon Przesmycki. Nie eksponuje swoich zasług, a nawet akcentuje słabości własnego pisarskiego warsztatu: „Nieporozumienia między Przybyszewskim a jego społeczeństwem nie zostało wywołane li tylko jego złą wolą, niechęcią i protestem duszy zbiorowej, ale w części też nierównomiernym stosunkiem między jego siłą twórczą a prometeuszowskimi porywami jego duszy” (Szlakiem duszy polskiej). Określa siebie mianem Jana Chrzciciela, ale Parakletem czyni Kasprowicza. Prezentując trzy główne osiągnięcia młodopolskiej literatury – wyzwolenie i sakralizację płci („priapizm płciowy”), cierpienie jako źródło siły i czynnik rozwoju („droga krzyża”) oraz uwewnętrznienie boskości/ Boga-Absolutu („widząca wiara”) – narzuca epoce własne teorie jako jej wewnętrzne cechy. Jego rozpoznanie najważniejszych literackich osiągnieć jest natomiast niewątpliwie interesujące, choć także polemiczne. Do literackiego kanonu epoki włącza pisma Przesmyckiego (Miriama), Wesele i Legendę Wyspiańskiego, Dzieje grzechu Żeromskiego, Próchno Berenta, Małpie zwierciadło Adolfa Nowaczyńskiego, Do źródeł duszy polskiej Tadeusza Micińskiego, Monsalwat Artura Górskiego, Chłopów Reymonta, Legendę Tatr Przerwy-Tetmajera, poezję Wacława Rolicza Liedera i twórczość Kasprowicza.

Ostatnią pracą Przybyszewskiego były wspomnienia Moi współcześni (cz. 1: Wśród obcych, 1926; cz. 2: Wśród swoich – niedokończ., wyd. K. Górski, 1930), w których połączył ekstrawertyczną pozycję świadka z introwertyczną postawą wyznania i szkicowaniem duchowej autobiografii. W części Wśród obcych prezentuje literackie środowiska, w których się obracał: podberlińskie Friedrichshagen i berlińską bohemę (m.in. sylwetki H. i J. Hartów, A. Holza, J. Schlafa, J.H. Mackaya, B. Willego, W. Bölschego, P. Hillego, P. Scheerbarta), artystów skandynawskich, pisze o artystycznych i literackich przyjaźniach oraz fascynacjach (E. Munch, G. Vigeland, O. Hanson, R. Dehmel, A. Strindberg itd.). O ile Hanson był dla niego literackim olśnieniem, to twórczości Dehmla, który był pierwszym recenzentem jego poetyckich tekstów i ich wnikliwym redaktorem, traktował ambiwalentnie: obce były mu metafizyczne spekulacje, fascynowała go natomiast głęboka analiza ludzkiej duszy. Na Strindbergu niedoszły psychiatra przeprowadza wiwisekcje, które prowadzą do stwierdzenia, że jego nienawiść do kobiet wynikała z braku równowagi w jego psychice między pierwiastkiem męskim i żeńskim, suponując mu kobiecą naturę oraz histerię. Talenty bardziej męskie Przybyszewski widział w Mickiewiczu, Kochanowskim i Kasprowiczu, a bardziej kobiece – w Słowackim i Tetmajerze; w przypadku kobiet za „męski” talent uznaje Gabrielę Zapolską.

W części zatytułowanej Wśród swoich Przybyszewski skupia się już tylko na kontekstach polskich. Prezentuje środowisko młodopolskiego Krakowa, relacjonuje okres redagowania „Życia”, podkreślając, że jego głównym zadaniem było wprowadzenie hermetycznej literatury polskiej w przestrzeń szerszej wspólnoty kulturowej. Neguje istnienie jednolitej formacji określanej mianem Młodej Polski, wskazując na wiele wybitnych pisarskich indywidualności, np. wysoko ocenia W sieci Jana Augusta Kisielewskiego ze względu na uniwersalność tematyki i znakomite oddanie atmosfery swoich czasów, podkreśla wszakże braki warsztatowe, znaczenie działalności dyrektorskiej Tadeusza Pawlikowskiego i zreformowania polskiej sceny. Ceni twórczość Wyspiańskiego, ale za artystę na tyle uniwersalnego, by mógł godnie reprezentować polską literaturę w przestrzeni europejskiej, uzna jednak Kasprowicza, trzeciego wieszcza w zaproponowanej przez siebie narodowej trójcy: Kochanowski – Mickiewicz – Kasprowicz.

Wobec własnej osoby stara się zachować dystans, podejmując wątek „Rewizora z Petersburga”, jak określał swą zaskakującą rolę pokoleniowego przywódcy, do której, jak twierdził, zupełnie się nie nadawał. Wyznał też: „[…] to moje Confiteor było tylko »moim« i tylko »moim« być mogło – rozgłoszone jako wyznanie całej »młodej« Polski, było absurdem, bo nigdy nie byłem więcej osamotniony, jak z tym moim wyznaniem” (tamże). Z perspektywy lat dostrzega popełnione przez siebie błędy wynikające z nieznajomości ówczesnej literatury polskiej i niepotrzebnego prowokowania opinii publicznej.

Wypowiedzi Przybyszewskiego na temat sztuki i literatury były naznaczone subiektywizmem i dużym ładunkiem jego własnych koncepcji, ale może właśnie dlatego mają interesującą wartość poznawczą. Refleksja krytyczno i historycznoliteracka łączy się w nich z uwagami projektującymi, komentowanie artefaktów kultury przywołuje zaskakujące konteksty, interpretator staje się współtwórcą i inskrybuje siebie w prezentowane dzieło. Czasem ku wielkiemu zaskoczeniu jego twórcy, np. Vigelanda, który po przeczytaniu tekstu o sobie napisał w prywatnym liście z 1896 r.: „To jest, do diabła, najlepsze, com kiedykolwiek czytał o sztuce” (O.M. Selberg). Można powiedzieć, że Przybyszewski reprezentował rodzaj „empatycznej” hermeneutyki, o której Wilhelm Dilthey w 1900 r. pisał: zrozumieć autora lepiej, niż on sam siebie rozumiał.</document>
<document nplp_id="13987" title="Przewóski Edward" slug="przewoski-edward">Krytyk literacki, publicysta, tłumacz, poeta, działacz społeczny, adwokat. Pseudonimy i kryptonimy: Adolf Ruta; Nie-eol; Br. Nur.; E.P.; Edw. P-ski; Edw. Prz.; Kapral; P.; Par; Parisis; Zy; Zyzma.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 VIII 1851 w Siedlcach w rodzinie szlacheckiej o szerokich horyzontach kulturalnych i literackich; jego ojcem był urzędnik Dominik August Przewóski (zm. 1879), matką była Leontyna z Klimeckich h. Doliwa (zm. 1918). Był bratem Marii Czesławy Przewóskiej (1868–1938), absolwentki studiów filozoficznych na Sorbonie, pisarki i krytyczki literackiej; Zofii Przewóskiej-Czarneckiej (ok. 1861–1936), autorki powieści historycznych i publicystki; a także bratankiem Edwarda Przewóskiego (1849–1925), lekarza, profesora Uniwersytetu Warszawskiego i prezesa Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Chodził do szkół w Siedlcach i Lublinie, studia prawnicze ukończył na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie uzyskał dyplom kandydata praw na podstawie rozprawy Józef Supiński – zarys nauki społecznej. Naukę, na kierunku ekonomia polityczna, kontynuował w Wyższej Szkole Rolniczej im. Haliny w Żabikowie pod Poznaniem założonej przez Augusta Cieszkowskiego. Ze szkół wyniósł racjonalistyczny światopogląd, pozytywistyczne zaufanie do nauki oraz socjalistyczną wrażliwość społeczną. Po powrocie do Warszawy w 1875 r. rozpoczął pracę adwokacką, choć zajmował się przede wszystkim publicystyką ekonomiczną jako współpracownik „Opiekuna Domowego” i „Nowin” oraz działalnością polityczno-społeczną. Należał do patriotycznie zorientowanej grupy Adama Szymańskiego, przedstawiciela galicyjskiego Rządu Narodowego; opracował program tej grupy, co doprowadziło go do aresztowania i (krótkiego) uwięzienia w cytadeli. Zbliżył się następnie do kręgu Ludwika Waryńskiego, brał udział w dyskusjach wokół zredagowanego w 1878 r. pierwszego polskiego programu socjalistycznego Zasady Socjalno-Rewolucyjnego Stowarzyszenia Polaków (tzw. program brukselski). Jak odnotowuje Ludwik Krzywicki (Wspomnienia, t. 2), Przewóski współtworzył lewicowe kółko literacko-wydawnicze zajmujące się tłumaczeniem ważnych utworów literatury wolnomyślicielskiej i socjalnej. Współpracował też z Zygmuntem Poznańskim, twórcą socjalistycznej organizacji robotniczej Lud Polski. Działalność tę przerwała carska policja, Przewóski w obawie przed powtórnym aresztowaniem w 1879 r. wyjechał do Galicji.

Pisał wówczas dla „Dziennika Polskiego”, „Kuriera Lwowskiego”, „Ziarna” (tygodnika redagowanego przez B. Czerwieńskiego). Gdy w 1881 r. zawieszono przeciwko niemu dochodzenie policyjne w Królestwie Polskim, mógł publikować w prasie warszawskiej – w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Prawdzie”, a także w petersburskim „Kraju”. Jako socjalista mający międzynarodowe kontakty stał się jednak w Austro-Węgrzech persona non grata; w 1884 r. został wydalony z Galicji, przebywał kilka miesięcy w Genewie, potem w Paryżu. Pozostawał tam w kręgu polskiej emigracji socjalistycznej, choć współpracował również z polskimi środowiskami niepodległościowymi, w tym z Tomaszem Teodorem Jeżem (Z. Miłkowskim) i Władysławem Mickiewiczem. W Paryżu poszerzył zakres zainteresowań o kwestie literackie i krytycznoliterackie. Pisał o współczesnym życiu literackim we Francji, przede wszystkim o naturalistach, a także tłumaczył ich utwory (G. de Maupassanta, A. Daudeta). Jako polski znawca francuskiego naturalizmu był spóźniony wobec Antoniego Sygietyńskiego (Współczesna powieść we Francji, 1881–1882). Choć obaj należeli do tej samej generacji, nazywanej niekiedy drugim pokoleniem pozytywistów (A. Mazur), i mieli podobne zapatrywania literackie, nie dane im było się spotkać.

W 1890 r., zmęczony trudnym życiem emigranta, chory na gruźlicę, skorzystał z możliwości, jakie dawał okólnik Sądu Okręgowego w Warszawie wzywający uchodźców politycznych do powrotu do kraju. Mimo pomocy przyjaciół (m.in. W. Spasowicza) nie uzyskał zgody na pobyt w Warszawie, zamieszkał pod nadzorem policyjnym w Humaniu, potem w Kijowie. Władze odmówiły mu także prawa pracy w zawodzie adwokata, przez pewien czas był prywatnym nauczycielem na ukraińskiej prowincji. Utrzymywał się głównie z pracy dziennikarza. Pisał większe rozprawy o kwestiach społecznych (m.in. o socjologu S. Krusińskim dla „Przeglądu Tygodniowego”) i literackich (o M. Mochnackim dla „Kraju”; o najnowszej literaturze francuskiej dla „Niwy” i skandynawskiej dla „Głosu”). Przygotował do druku książkę o krytyce literackiej we Francji, która ukazała się pośmiertnie. Ogłaszał również wiersze (w „Świecie”, „Niwie”), które ułożył w dwa cykle przewidziane do osobnego wydania: Hejnały i Kwiat paproci. Część jego prac pozostała w rękopisach, jak szkice o Lucjanie Siemieńskim, Michale Grabowskim, Stanisławie Tarnowskim, Piotrze Chmielowskim, Włodzimierzu Spasowiczu. Skąpe środki utrzymania, jakimi dysponował, przyspieszyły jego śmierć. Zmarł 21 V 1895 w Kijowie.

Krytyka literacka. Formy i tematy. Dwie prace krytycznoliterackie Przewóskiego zasługują na szczególną uwagę. Są to wydane pośmiertnie monografie zbierające artykuły drukowane w prasie: Krytyka literacka we Francji (1899) ze wstępem, uzupełnieniami (ale i pewnymi skrótami) Antoniego Langego oraz Maurycy Mochnacki jako krytyk literatury (1894) ze wstępem Henryka Gallego – studium, które miało rozpoczynać pracę nad syntezą polskiej krytyki literackiej. Przewóski jest też autorem wielu artykułów informacyjnych o współczesnym życiu literackim, m.in. Naturalizm („Prawda” 1888, nr 28–29), Naturalizm w literaturze naszej („Przegląd Literacki”, dod. „Kraju” 1888, nr 36–37), Kierunki współczesnej literatury francuskiej („Niwa” 1892, nr 13–16), Młoda Skandynawia („Głos” 1893, nr 12–14). Pisał również recenzje pojedynczych utworów literackich i charakterystyki pisarzy.

Światopogląd Przewóskiego opiera się na racjonalizmie pozytywistycznym, przekonaniu o obiektywnym, naukowo potwierdzonym istnieniu rzeczywistości. Z darwinizmu i Zolowskiego naturalizmu wynika skłonność do odantropomorfizowania wizji świata, definiowania człowieka jako integralnej części biologicznego uniwersum, w którym wszystkich obowiązują te same prawa. Przewóski pisał: „Człowiek w pojęciu naturalistów jest produktem powietrza i ziemi, jak roślina” (Emil Zola jako krytyk naturalistyczny, „Dodatek Miesięczny” do czasopisma „Przegląd Tygodniowy” 1893, t. 1). Literatura czy w ogóle cała artystyczna działalność człowieka niczym się nie różni od pozostałych form jego aktywności, dzieła sztuki to „produkty podobne do wszelkich innych naturalnych wytworów” (Ewolucja krytyki literackiej we Francji. Ferdynand Brunetière, „Wiek” 1892, nr 173). Dzieła artystyczne są, powtarza Przewóski za Hippolyte’em Taine’em, uwarunkowane zewnętrznie, podlegają obiektywizacji jako wyniki oddziaływania środowiska, dziedziczności, okoliczności historycznych. Istnieje ścisły związek między życiem społecznym a literaturą, dlatego Przewóski najwyżej oceniał dzieła zorientowane na mimetyzm – realistyczny i naturalistyczny. Nigdy zresztą precyzyjnie nie rozdzielił i wystarczająco nie doprecyzował obu tych pojęć, stosując je w zasadzie wymiennie. Naturalistami są nazywani zarówno Émile Zola i Gustave Flaubert, jak i niekiedy Honoré de Balzac i Stendhal. Akceptując Darwinowski progresywny ewolucjonizm, który miał obowiązywać na wszystkich płaszczyznach życia, Przewóski pozostawał otwarty na nowe tendencje w literaturze, które przekraczały czy definitywnie odrzucały zasadę mimetyzmu; dostrzegał w tym prawidłowość rozwoju ludzkiej myśli.

Bliski mu był marksizm (co prawda dość powierzchowny czy mało konsekwentny, co mu zarzucał L. Krzywicki). Uważał, że literatura powinna być zaangażowana nie tylko w portretowanie, ale i w oddziaływanie i przekształcanie rzeczywistości. Autonomiczny świat wartości estetycznych, wszelkie postulaty „sztuki dla sztuki” to wedle Przewóskiego zbyt mało. Pisał: „Literatura nie wyrasta i nie rozwija się w próżni, towarzyszy ona społecznemu rozwojowi, idąc w ślady jego lub mu przewodząc” (Naturalizm). Słowo miało dla Przewóskiego wartość wtedy, gdy przekładało się na konkretne działanie, inspirowało zmiany społeczne. W recenzji książki Władysława Mickiewicza o ojcu krytyk podkreślał, że autor Dziadów był przede wszystkim człowiekiem czynu, który słowo traktował jako środek do osiągania realnych celów. Apogeum działalności poety stanowiły wykłady w Collège de France, gdzie wraz z Jules’em Micheletem i Edgarem Quinetem miał wpływ na postawy młodych słuchaczy, co doprowadziło pośrednio do Wiosny Ludów. To właśnie późna aktywność poety, nie zaś Pan Tadeusz czy nawet Dziady, powoduje, że Adam Mickiewicz, jak stwierdza Przewóski, „trawiony wciąż gorączką czynu”, zasłużył na miano wieszcza (Nowy życiorys Mickiewicza, „Głos” 1888, nr 49).

Wobec postulatu zaangażowania w rzeczywistość współczesna literatura z lat 90. XIX w. wydawała się Przewóskiemu bezużyteczna; był skłonny powtórzyć za Ernestem Renanem: „[…] literatura tak zwana piękna jest »zajęciem poślednim«” (Współczesna literatura francuska, „Niwa” 1892, nr 16). Odsunęła się od ważkich kwestii społecznych i skoncentrowała na czystych wartościach literackich (parnasizm: C. Mendès, Th. Banville), zwróciła się w stronę idealizmu (symbolizm: M. Maeterlinck, A. de Villiers de L’Isle-Adam, G. Kahn), ograniczyła spojrzenie do pojedynczego człowieka (dekadentyzm i psychologizm: P. Bourget, J.K. Huysmans). Przewóski dostrzega dążenia młodej literatury do syntezy środków wyrazu, pisze o interferencjach literacko-malarskich (tu: znaczenie twórczości prerafaelitów) i literacko-muzycznych (R. Wagner). Uwypukla poznawcze znaczenie niekonfesyjnych poszukiwań religijnych (E. Renan), wskazuje na filozoficzne uzasadnienia pesymizmu dekadentów (A. Schopenhauer). Rzadko stosuje pojęcie „modernizm”, jeśli odwołuje się do tego terminu, zapisuje je w cudzysłowie jako synonim niedoprecyzowanej jeszcze nowości (Wykolejony, „Ateneum” 1885, t. 3).

Przy całej niechęci do literatury oderwanej od życia społecznego krytyk stał jednak na stanowisku konsekwentnie ewolucjonistycznym, uważał, że „literatura posuwa się wciąż naprzód, zdobywając trwale nabytki” (Naturalizm). Historia literatury, podobnie jak cała historia człowieka, to konsekwentny rozwój. Nie ma tu skoków, niespodziewanych rewolucji, wszystko wynika z logicznych następstw: naturalizm nie tylko sprzeciwia się romantyzmowi, jest również jego kontynuacją. Tak jak romantycy zapisywali w swych utworach wiarygodne obrazy rzeczywistości, tak ich następcy przechowali cząstkę wrażliwości romantycznej, która ujawnia się w melancholii i pesymizmie prozy mimetycznej. O naturalizmie romantyków („pierwotne związki ludzi z naturą”) miał już pisać Maurycy Mochnacki (Maurycy Mochnacki jako krytyk literacki, „Kraj” 1894, nr 27). Przewóski podkreśla, że Zolowski naturalizm, choć wysoko oceniany, nie może być punktem dojścia w sztuce, jest raczej stacją pośrednią. W 1892 r. krytyk stwierdził: „Każdy kierunek, niestety, starzeje się, wyradza, wykoszlawia i wtedy sprowadza przeciwko sobie nieuchronną i zbawczą reakcję” (Ewolucja krytyki); „naturalisme est mort et bien mort” oraz „na rozsypujących się coraz bardziej w gruzy zasadach doktryn pozytywistycznych wyrastają nowe kierunki” (Kierunki współczesnej literatury). Nieokreślona pozostaje wszakże przyszłość literatury: „Jesteśmy w końcu lub na początku świata” (Charles Morice. Rodowód i dążenia symbolizmu, „Ateneum” 1892, t. 3). Z pewnością jednak, sugeruje Przewóski, młodej literaturze należy dać czas, by wypracowała własną formułę aktywności w świecie, podobne zarzuty oderwania od rzeczywistości formułowali przecież kiedyś klasycy pod adresem romantyków.

Metakrytyka. Najciekawsza w dorobku Przewóskiego jest jego refleksja metakrytyczna. Krytykę literacką postrzegał on jako integralny, konieczny składnik życia literackiego. W artykułach referował sądy cudze, nadpisując nad nimi własny projekt krytyczny. Celowy i przemyślany był już dobór omawianych sylwetek twórców i reprezentowanych przez nich postaw. Obiektami zainteresowania stali się: Ferdinand Brunetière (ewolucjonizm), Émile Zola (naturalizm), Jules Lemaître (impresjonizm), Émile Hennequin (krytyka naukowa), Eduard Rod (moralizm), Émile Faguet (psychologizm), Charles Morice (symbolizm).

Krytyka jest dla Przewóskiego rodzajem działalności naukowej, winna dążyć do prawdy za pomocą precyzyjnych sądów i przekonującej argumentacji, być wolna od subiektywnych ocen, nieudowodnionych hipotez. Warunkiem koniecznym w pracy krytyka są wiedza i doświadczenie. Krytyk musi być erudytą i autorytetem w swojej dziedzinie. W pierwszym rozdziale książki o francuskiej krytyce literackiej Przewóski manifestuje wiedzę, referując obszernie historię krytyki literackiej wyprowadzanej od czasów odrodzenia (Ewolucja krytyki). Poza wiedzą krytyk angażuje w pracę własne doświadczenia egzystencjalne. Stąd zostaje dostrzeżona pewna wartość krytyki impresjonistycznej, która jest zapisem wrażeń krytyka wchodzącego w interakcje z życiem. I choć impresjonizm z zasady jest wedle Przewóskiego krytycznym nihilizmem, ma swoją niepodważalną wartość – szczerość. Krytyk nikogo nie oszukuje, jest sobą i mówi od siebie (Julian Lemaître. Krytyk impresjonista, „Ateneum” 1889, t. 1). Ważną kwestią jest też otwartość krytyka na nowe idee: „Mieć umysł nieskrępowany żadnymi dogmatami, przystępny dla krytyki; mieć serce zdolne do odczuwania i współczucia, a jednak nie być chorągiewką na dachu lub człowiekiem rzuconym beznadziejnie na fale życia” (tamże). Punktem wyjścia dla krytyka powinna być analiza utworu: „[…] opisy miejscowości, charakterystyka osób, intryga, myśli przewodnie” (Émile Hennequin. Krytyka naukowa dzieł sztuki, „Ateneum” 1892, t. 1). Następnym krokiem jest interpretacja, deszyfracja hieroglifów znaczeń, jakie zostały wpisane w dzieło. Przewóskiemu bliski był krytyczny pozytywizm, stąd przekonanie, że dzieło stanowi wyraz osobowości i doświadczeń artysty. A zatem krytyk winien uruchamiać konteksty dzieła: biografię twórcy i okoliczności powstania tekstu (Émile Faguet i krytyka psychologiczna, „Ateneum” 1894, t. 1). Choć Przewóski akceptuje Taine’owską zasadę obiektywizacji i determinacji procesu powstawania dzieła, podkreśla, że prawdziwe, wielkie talenty przekraczają powszechną normę. Mamy wtedy do czynienia z sytuacją inną niż zwykle, odwróconą: to nie środowisko tworzy pisarza, lecz on kształtuje środowisko. Pisze Przewóski: „Nie chodzi już wtedy o mniejszą lub większą wierność naturze, trzeba tylko, żeby zapasy autora z rzeczywistością miały cechę wybitną: wzrok bystry i przenikliwy może ją powiększać” (Émile Zola).

Pragmatyka wypowiedzi krytycznej. Komu potrzebny jest krytyk literacki? W pierwszej kolejności czytelnikowi. Krytyk to hermeneuta tłumaczący sensy dzieł zbyt nowatorskich, by mogły być zrozumiane i docenione przez niefachowych czytelników (tamże). Referując poglądy Mochnackiego, Przewóski uwypukla tożsamościową rolę literatury, która utrwala i pogłębia więzi grupowe: „[…] literatura pomaga do wyrobienia, skrystalizowania i wyświetlenia narodowej świadomości” (Maurycy Mochnacki). Krytyk potrzebny jest także pisarzom. Przewóski podkreśla, odwołując się do Zoli, że „każda generacja, każda grupa pisarzy […] potrzebuje swego krytyka, który by ją rozumiał i dał zrozumieć. Szkoły literackie potrzebują szermierzy awangardy, trębaczy, którzy by nadejście ich ogłaszali szerokiemu ogółowi, którzy by nawoływali i pouczali publiczność” (Émile Zola). Krytyk utożsamia się z pisarzami, z ich wizją literatury, jest życzliwym świadkiem ich artystycznych dokonań. Obdarzony szerokimi horyzontami intelektualnymi, oczytany i wykształcony podpowiada im również konkretne rozwiązania literackie, udziela wskazówek. Przewóski akcentuje, że krytyk „pojmować winien rzeczy głębiej” niż autor (Julian Lemaître). To głośne dyskusje krytyków, jak spór klasyków z romantykami, służą krystalizacji szkół artystycznych, odgrywają istotną rolę w procesie rozwoju literatury.

Praktyka recenzencka. Na tle refleksji metakrytycznej autorska praktyka Przewóskiego przynosi rezultaty przeciętnej jakości. Artykuły informacyjne (jak Naturalizm, Naturalizm w literaturze naszej), recenzje pojedynczych utworów (jak Germinal), sylwetki pisarzy (jak G. de Maupassant, J. Vallès) są dobrze napisane, z francuską lekkością i ze stylistycznym polotem. Jednak ich wartość poznawcza jest dość ograniczona, niekiedy sprowadza się do faktów biograficznych czy plotek. Przewóski jako informator o ruchu naturalistycznym nie jest odkrywczy, nie wychodzi, wedle słów Janiny Kulczyckiej-Saloni, poza „sądy obiegowe” i nawet „komunały”. W przypadku młodej literatury skandynawskiej w zasadzie referuje zawartość książki Oli Hannsona (1893). Omawiając pojedyncze utwory literackie, pisze wedle pewnego schematu. Uwypukla referencyjność utworu wobec rzeczywistości społecznej, ekonomicznej, niekiedy politycznej. Ceni Zolę za świadectwo prawdy o świecie górników („Germinal”. Ostatnia powieść Zoli, „Prawda” 1885, nr 12); powieść Bel-Ami Guy de Maupassanta jest „wyrwana żywcem z bruku paryskiego” (Maupassant, tamże, nr 23); autobiografia Jules’a Vallès’a to przykład walki piórem jednego z „szermierzy postępu” o sprawiedliwszy ład społeczny (Wykolejony). Podobnej już jednak wiarygodności i zaangażowania brakuje zdaniem Przewóskiego w literackich obrazach łódzkich robotników (Bawełna W. Kosiakiewicza), przedsiębiorstw rolniczych na Ukrainie (Tuzy A. Gruszeckiego), codzienności pomocy domowych (Kaśka kariatyda G. Zapolskiej). O Gabrieli Zapolskiej pisze: „Autorce brak jednak pewnego spokoju. Nie umie się zostać więcej obiektywną, stąd wycieczki żółciowe i brak wykończenia” (Naturalizm w naszej literaturze).

Przewóski jako zwolennik literatury mimetycznej koncentrował się w recenzjach na wartościach poznawczych utworów i ich zawartości fabularnej. Był jednakowoż uważnym i wnikliwym czytelnikiem prac, którymi się interesował. Książka o francuskiej krytyce literackiej jest bodaj najważniejszą tego typu syntezą powstałą w tamtym okresie w języku polskim. Z dala od Paryża, w którym widział „wielki tygiel”, „olbrzymią retortę naszej cywilizacji” (Kierunki współczesnej literatury), nie mógł już na bieżąco śledzić tamtejszego życia literackiego; w swym rozpoznaniu zatrzymał się u progu modernizmu. U schyłku życia zwrócił się więc w stronę polskiej tradycji literackiej. Gdyby nie przedwczesna śmierć, doczekalibyśmy się zapewne syntezy polskiej krytyki literackiej XIX w., której szkic o Mochnackim był zapowiedzią.

Dorobek pisarski Przewóskiego, choć ilościowo obfity, jest nierówny. Obok artykułów znaczących i ważkich pozostawił on sporo produktów codziennego dziennikarskiego rzemiosła pisanego na zamówienie. Tak wspominał go Bolesław Limanowski: „Miał łatwe pióro i dość wiedzy” (Pamiętniki); podobnie Ludwik Krzywicki: „Zdolny dziennikarz, a właściwie więcej niż dziennikarz, trwonił swoje uzdolnienia w drobnych artykułach i korespondencjach, z których pisania się utrzymywał” (Wspomnienia, t. 1).</document>
<document nplp_id="13989" title="Prokesch Władysław" slug="prokesch-wladyslaw">Krytyk teatralny i literacki, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Montanus; p.; -p-; P.; -pr-; W.; w.p.; W.P.; W.Pr.; (W.Pr.); W. Pro.; Wł. Pr.; Wład. Pr.; wp; (wp); Wp.

Informacje biograficzne. Władysław Józef Prokesch urodził się 18 III 1863 w Krakowie jako syn Józefa, urzędnika, i Zofii z Raczyńskich. Rodziców utracił w dzieciństwie. W 1881 r. ukończył gimnazjum św. Jacka w Krakowie, po czym studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego (1881–1887). W tym okresie podjął pracę dziennikarską. Bardzo aktywnie udzielał się w środowisku prasowym, uczestnicząc w większości zjazdów dziennikarzy polskich i słowiańskich (m.in. w Lublanie, 1908); w 1912 r. przemawiał na pogrzebie Jaroslava Vrchlickiego w Pradze. Od 1912 r. był członkiem Zarządu Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich, należał do Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Dziennikarzy Polskich. Działał w Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, w wydawanej przez nie „Bibliotece Krakowskiej” opracował Wspomnienia mieszczanina krakowskiego z l. 1768–1807 (1900) oraz ogłosił szkic Z dziejów krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych (1917). W l. 1922/1923 wykładał historię literatury polskiej w Miejskiej Szkole Dramatycznej w Krakowie. Pracował dużo i intensywnie, by zapewnić byt licznej rodzinie. Z małżeństwa zawartego w Warszawie w 1895 r. z Władysławą Marcelą Kaczyńską (zm. 1945) miał cztery córki oraz trzech synów, m.in. aktora Leszka Prokescha (1905–1938) występującego pod pseudonimem Rymsza. Zmarł 20 XI 1923 w Krakowie.

Działalność krytycznoliteracka. Pierwsze artykuły publikował w „Przeglądzie Literackim i Artystycznym” (1885–1886). Od 1886 r. związał się z redakcją „Nowej Reformy”, gdzie do końca życia prowadził dział teatralny oraz literacko-artystyczny (w 1911 r. urządzono mu jubileusz dwudziestopięciolecia pracy literackiej). Jego pióra były niemal wszystkie recenzje teatralne i część książkowych, regularnie pisywał okresowe zbiorcze recenzje nowości z różnych dziedzin. Reprezentował „Nową Reformę” w redagowaniu „Chwili”, efemerycznego pisma o charakterze informacyjnym, wydawanego przez krakowskie dzienniki w okresie strajku drukarskiego od końca grudnia 1913 do początku stycznia 1914 r. Równocześnie Prokesch współpracował z innymi krakowskimi pismami (m.in. „Świat”, „Krakowski Przegląd Teatralny”), był długoletnim korespondentem prasy warszawskiej (m.in. „Ateneum”, „Biesiada Literacka”, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne”, „Kurier Warszawski”, „Tygodnik Ilustrowany”, „Wędrowiec”) i petersburskiego „Kraju”. Z jego inicjatywy w 1912 r. powstał ilustrowany tygodnik „Wisła” poświęcony literaturze, sztuce i sprawom społecznym, który miał być swego rodzaju „Tygodnikiem Ilustrowanym” dla Galicji. Pismo nie utrzymało się na rynku czytelniczym, wychodziło od kwietnia do lipca 1912 r. Opublikował kilka sylwetek twórców w serii „Współczesne Malarstwo Polskie” (F. Żmurko, A.A. Piotrowski, W. Wodzinowski). Podejmował też prace translatorskie: przełożył Ogniwa Hermana Heijermansa (1905), ponadto z Maciejem Szukiewiczem cykl nowel Jaroslava Vrchlickiego Kolorowe szkiełka (b.r.). W ocenie Prokescha Vrchlický stworzył i wykształcił nowoczesny język czeski, będąc „jednym z tych wielkich duchów, których tchnieniem krzepi się i umacnia naród” (Jarosław Vrchlický, „Nowa Reforma” 1893 i odb.). Szczególnym kultem otaczał Adama Asnyka, uważając go za mistrza słowa i formy, niezrównanego w głębi filozoficznej treści. Wspólnie z Ferdynandem Hoesickiem opracował trzytomowe „wydanie zupełne” Pism poety (1916), w którym zamieścił studium Poezja Asnyka na tle współczesnej epoki (t. 1), poprzedził też wstępem tomik nowel Wśród lasu. Opiekunowie (1923).

Prokesch nie miał sformułowanego programu krytycznoliterackiego, niepodobna wyłonić z jego dorobku aspekt metakrytyczny. Jego przekazy są raczej dokumentem życia kulturalnego niż świadectwem dokonujących się przemian estetycznych. Krakowskiego recenzenta zadowalało na ogół typowo dziennikarskie rejestrowanie bieżących wydarzeń, pisywał artykuły jubileuszowe dotyczące działalności artystów czy sezonowe bilanse życia teatralnego. Wypowiedzi na temat literatury budował na streszczeniu, rzadko wykraczając poza omówienie zdarzeń fabularnych. Od utworu literackiego oczekiwał przede wszystkim tematów wysnutych z obserwacji rzeczywistości, „realizmu”, „prawdy”, „realnego życia”, ale też uczuciowości i poetyckości. Z nieufnością przyjmował wszystko to, co uznał za swobodny twór fantazji, wykwit mglistej wyobraźni. Mimetyczną poprawność i celowość organizacji świata przedstawionego łączył z postulatem logiki w prowadzeniu akcji z wyraźnie zaznaczoną intrygą. Prokesch starał się wpisywać omawiane utwory w kontekst tradycji bądź wskazywać na ich powinowactwa ze współczesnymi prądami artystycznymi. Niespecjalnie zorientowany w nowych kierunkach, poprzestawał jednak na ogólnikowych stwierdzeniach i pospiesznych nieraz diagnozach, nie troszcząc się o zakres ani precyzję stosowanych pojęć oraz powielając utrwalone szablony językowe. „Północ” i „Zachód” w jego słowniku stanowiły odpowiedniki literatury skandynawskiej i niemieckojęzycznej, „realizm” i „naturalizm” kontrastował z „poezją” czy „poetycznością”. W sensie pejoratywnym używał terminu „modernizm”, z pasją występując przeciwko dziwactwom „chorobliwej fali, która przejściowo, jak epidemia, owładnęła teatr i literaturę, szarpiąc nerwy i wypaczając umysły” (Teatr, „Nowa Reforma” 1900, nr 248). W jego zasobie leksykalnym stałe miejsce zajmuje metaforyka lekarska, z upodobaniem używana w kontekście nieprzychylnie zdiagnozowanych zjawisk. Prokesch nie był zbyt konsekwentny w formułowanych ocenach, nieraz wycofywał się z nieopatrznie ferowanych wyroków, starał się łagodzić ostrzejsze sformułowania. Poetyka jego publikacji cechuje się zestawieniami treści wykluczających się wzajemnie, w konstrukcji zdań często jedna część przeczy drugiej. Zamiennym przykładem swoistej chwiejności krytyka jest niejednolita postawa wobec teorii i praktyki modernistów. Widać to m.in. w wypowiedziach na temat twórczości Henrika Ibsena i Stanisława Przybyszewskiego, początkowo utrzymywanych w kategorycznie potępiającym tonie, znacznie złagodzonym ok. 1905 r. Po I wojnie światowej podjął natomiast atak na nowe prądy w sztuce, zwalczając formistów i futurystów. Popełniwszy osławioną gafę w recenzji Wesela („Nowa Reforma” 1901, nr 65), związaną z naiwnym ujęciem treści dramatu, Prokesch starał się w późniejszych recenzjach o bardziej pogłębione, choć często niekonsekwentne, sądy na temat twórczości Stanisława Wyspiańskiego. Podejrzliwie konstatował niesłychane „rozbujanie” wyobraźni poety skutkujące chaotycznością i niespójnością akcji, ale równocześnie dostrzegał bliżej niesprecyzowaną siłę poetyckich wizji oraz malarskie podłoże estetyki jego dramatów.

Krytyka teatralna. Ponad trzy dekady nieprzerwanie towarzyszył krakowskiej scenie, ale swoimi recenzjami nie wpłynął na jej charakter, poprzestając na poziomie przeciętnej sprawozdawczości. Jako recenzent teatralny Prokesch na ogół koncentrował się na literackim odbiorze dzieła, sporadycznie zwracając uwagę na możliwości jego teatralnej ekspresji. O scenicznej interpretacji utworu informował na końcu recenzji, tak jak wielu współczesnych krytyków traktując przedstawienie w kategoriach konkretyzacji dramatu. Jego wypowiedzi obfitują w konwencjonalne wyrażenia przysłówkowe lub przymiotnikowe na temat dekoracji („prześliczna”, „nowa”, „ładna”), reżyserii („staranna”), aktorstwa („znakomite”, „z powodzeniem”, „wyrównana” bądź „nierówna” gra itp.). Występował przy tym czasem w roli świadka utrwalającego reakcje publiczności, przeważnie cechował się wyrozumiałością, na swój sposób chwaląc każdego artystę. Nieczęsto zdarzały mu się analityczne próby opisu gry aktorów czy konkretne sugestie pod adresem twórców spektaklu.

W ponad 30-letnim okresie nieustannej pracy dziennikarskiej Prokesch stworzył imponujący ilościowo dorobek, jednak jego wartość nie wyrasta poza ówczesną prasową rutynę. Krytyk nie miał najlepszej opinii w swoim środowisku. Z reguły dostrzegano w nim obowiązkowego i sumiennego obserwatora, jednak mało samodzielnego w poglądach, który jako „typowy dziennikarz mógł pisać o wszystkim, na niczym się specjalnie nie znając” (S. Lam). W historii piśmiennictwa krytycznego zapisał się jako modelowy twórca dziennikarskiej sztampy (tzw. prokeschiady) oraz obiekt złośliwych żartów programu Zielonego Balonika i prasy satyrycznej. Jednak w latach 30. XX w. pojawiły się pierwsze głosy podważające stereotyp myślenia o krytyku znanym tylko z „absolutnej ignorancji” (S. Mróz, S. Łempicki); z perspektywy czasu dostrzeżono w nim nawet „tragiczną postać” człowieka „ośmieszonego w niebywały sposób” (W. Zechenter).</document>
<document nplp_id="13991" title="Potocki Stanisław Kostka" slug="potocki-stanislaw-kostka">Publicysta, historyk kultury, krytyk literacki, mówca, pamiętnikarz, poeta, dramatopisarz, tłumacz, kolekcjoner, wolnomularz. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Świstka krytycznego; Jan Wit…; N.P.W.MB.S.P.; S.P.; Un Polonais; W. (Wieśniak).

Informacje biograficzne. Urodził się 16 XI 1755 w Lublinie jako syn Eustachego (cześnika koronnego i generała artylerii litewskiej) oraz Marianny z Kątskich, autorki pierwszych polskich przekładów dzieł Molière’a. Miał liczne rodzeństwo. Od 1762 r. pobierał nauki w warszawskim pijarskim Collegium Nobilium. Po śmierci rodziców w 1768 r. opiekę nad rodzeństwem przejęła siostra ojca, kasztelanowa kamieńska Katarzyna z Potockich Kossakowska, zdeklarowana przeciwniczka Stanisława Augusta Poniatowskiego (jej wpływom przypisuje się późniejsze poglądy polityczne S. Kostki). W 1772 r. wyjechał na studia do Włoch – przez półtora roku uczył się w Akademii Wojskowej w Turynie. W następnych latach podróżował po Włoszech, Niemczech, Francji, Szwajcarii (w Genewie asystował przy korekcie Encyklopedii oraz adiustacji artykułów luminarzy francuskiego oświecenia). Wiosną 1775 r. został członkiem rzymskiej akademii literacko-artystycznej „Arcadia”. Liczne wyjazdy zagraniczne i zdobyte w ich trakcie doświadczenia ukształtowały światopogląd Potockiego, który stał się zwolennikiem nowych tendencji obyczajowych i światopoglądowych. Po powrocie Potocki ożenił się w 1776 r. z posażną Aleksandrą Lubomirską. Przez małżeństwo wszedł do opozycyjnej Familii. Małżonkowie zamieszkali w Olesinie k. Puław (nazwanym na cześć Aleksandra, jedynego syna Potockich, urodzonego w 1776 r.), które stało się centrum spotkań towarzysko-literackich zwolenników nowych prądów kulturowych i obyczajowych. W 1778 r. uzyskał mandat posła na sejm z województwa lubelskiego, tę funkcję pełnił na kolejnych sejmach, w tym na Sejmie Wielkim. Po debiucie poselskim wyjechał do Włoch w 1779 r. Po powrocie do Polski w 1781 r. został podstolim wielkim koronnym (z tej funkcji zrezygnował w 1784 r.), odznaczono go też orderami św. Stanisława i Orła Białego, a później został kawalerem orderów Legii Honorowej (1807) i Św. Ludwika (1815). Prawdopodobnie ok. 1782 r. został wolnomularzem, przystępując do loży „Bouclier du Nord” (Tarcza Północy). Z masonerią był związany do czasów dymisji pod koniec swojego życia.

Od 1782 r. Potocki zasiadał w Radzie Nieustającej, została mu powierzona misja związana ze sprawą bpa Kajetana Sołtyka podejrzewanego o chorobę umysłową. W związku z nią składał wizyty papieżowi Piusowi VI. Równocześnie mocno zaangażował się w działania opozycji antykrólewskiej, dając temu wyraz podczas obrad sejmowych (w 1782 r.), czym naraził się Stanisławowi Augustowi. W tym czasie zajął się także przebudową pod okiem Piotra Aignera pałacyku Rozkosz, później nazwanego Ursynowem (w 1822 r. posiadłość trafiła do J.U. Niemcewicza). Ulegając wpływom Familii, Potocki w 1785 r. zaangażował się w sprawę Marii Teresy Dogrumowej (mającej na celu skompromitowanie króla), występując w niej jako świadek oskarżenia. Następnie wyjechał do Karlsbadu, a potem do Włoch, rozwijając swoje pasje kolekcjonerskie. Po powrocie do kraju w 1786 r. zajął się działalnością polityczną; na sejmie w 1786 r. wybrano go do sądów nadwornych koronnych. Korzystając z pomocy architektów, Potocki rozbudowywał i zmieniał swoje kolejne siedziby, razem z Aignerem zaprojektował fasadę kościoła św. Anny w Warszawie. W 1787 r. Potocki przebudował pałacyk Bażantarnia (późniejszy Natolin). W latach 80. wokół niego skupiło się towarzystwo literackie, przede wszystkim twórcy związani z kręgiem Puław. W tym samym roku Potocki razem z Niemcewiczem wyruszył w podróż do Paryża, dzięki czemu mógł bliżej zaznajomić się ze sztuką francuską, z literatami oraz przedstawicielami opozycji antykrólewskiej. W jej imieniu miał pełnić funkcję pośrednika między Familią a Szczęsnym Potockim. W 1787 r. udał się także w dwumiesięczną podróż do Wielkiej Brytanii. W okresie obrad Sejmu Czteroletniego (1788–1792) przystąpił do stronnictwa patriotycznego, wygłaszając w jego imieniu wiele wysoko ocenianych mów (ok. 300). Był też jednym ze współtwórców Ustawy Rządowej (Konstytucji 3 maja). W 1788 r. zyskał nominację na posła ekstraordynaryjnego do Paryża, jednak wyjazd ten nie doszedł do skutku. Podczas wojny z Rosją w 1792 r. wszedł do Rady Wojennej. Walczył na froncie litewskim, nie miał jednak doświadczenia wojskowego. Po przystąpieniu Stanisława Augusta do targowicy wraz z bratem Ignacym udał się na emigrację do Lipska i Drezna. Był jednym ze współautorów powstałego w środowisku emigrantów dzieła O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 maja. W następnych latach włączył się w przygotowania do powstania kościuszkowskiego, ale nie walczył w nim, gdyż podczas pobytu w Karlsbadzie latem 1794 r. został aresztowany. Po uwolnieniu wyjechał do Włoch, gdzie przebywał w l. 1796–1797. Po powrocie do kraju zamieszkał w Kurowie, a ostatecznie w Wilanowie. Przyjął też obywatelstwo pruskie. Rezydencję wilanowską odbudował i przekształcił w dostępne dla publiczności muzeum sztuki. W tym czasie oddał się studiom nad sztuką, literaturą i językiem polskim, wspierając przy tym innych twórców. Był jednym z inicjatorów zorganizowania i jednym z najaktywniejszych członków powstałego w 1800 r. Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. W końcu 1806 r. zbliżył się do stronnictwa francuskiego. Na początku 1807 r. wszedł w skład Komisji Rządzącej i razem z księciem Józefem Poniatowskim udał się do Napoleona, aby uzyskać od niego wsparcie finansowe dla wojska polskiego. Przy Napoleonie trwał także w trakcie jego odwrotu z Rosji. W okresie Księstwa Warszawskiego, a potem Królestwa Polskiego Potocki był organizatorem ówczesnego szkolnictwa oraz pełnił wiele ważnych funkcji publicznych (m.in. prezesa Dyrekcji Edukacji Narodowej, prezesa Rady Stanu i Rady Ministrów, komendanta generalnego korpusów kadetów). Po kampanii 1809 r. we władzy kierowanej przez niego Rady Stanu znalazł się również obszar Galicji; chcąc podporządkować Uniwersytet Krakowski centralnym władzom edukacyjnym, wszedł w spór z władzami uczelni. Po upadku Księstwa Warszawskiego wraz z rządem wyjechał do Drezna, a następnie do Lipska, gdzie został aresztowany przez Rosjan. Do Wilanowa wrócił w lipcu 1814 r. W l. 1815–1820 był kierownikiem Wydziału Oświecenia Narodowego (późniejszej Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego) w randze ministra. Za jego urzędowania utworzono Uniwersytet Warszawski, a także liczne szkoły zawodowe, rozbudowano sieć szkół elementarnych, tworzono biblioteki, muzea, obserwatorium. Na sejmie w 1818 r. wszedł w konflikt z posłami opozycyjnymi oraz z demokratycznym odłamem masonerii, tracąc dotychczasowe wpływy. Opowiadał się też za ograniczeniem wpływów Kościoła oraz likwidacją klasztorów nieużytecznych dla oświaty. Konflikt z bpem Janem Pawłem Woroniczem oraz duchowieństwem przypieczętowało wydanie powieści Podróż do Ciemnogrodu (1820), uznanej przez kler za „niebezpieczną i ubliżającą religii”. Konflikt, rozstrzygnięty przez cara Aleksandra, zakończył się dymisją Potockiego, który zrezygnował również z funkcji Wielkiego Mistrza masonerii. Zmarł 14 IX 1821 w Wilanowie, tam został pochowany. W pobliskim Gucinie z inicjatywy wdowy powstało mauzoleum, a w 1822 r. przyjaciele zasadzili gaj ku czci dwóch najwybitniejszych braci Potockich – Ignacego oraz Stanisława Kostki.

Wokół sztuki. Zagadnienia związane ze sztuką – od strony teoretycznej i historycznej – interesowały Potockiego przez całe życie. Jako członek warszawskiego TPN od 1802 r. publikował rozprawy na łamach „Roczników Towarzystwa Przyjaciół Nauk” i występował na posiedzeniach TPN, prezentując prace związane z interesującą go tematyką, m.in. O sztuce u dawnych (1803), Rozprawę o medalach (1806). W 1815 r. wydał przygotowywane przez wiele lat dzieło O sztuce u dawnych, czyli Winkelman polski, będące przekładem (adaptacją) dzieła Johanna Joachima Winckelmanna Geschichte der Kunst des Alterthums (1764). Kontynuacją pracy miała być nieukończona rozprawa O sztuce dzisiejszych. Potocki wzbogacił przekład z Winckelmanna o wiele własnych przeróbek, uwag i komentarzy. Ze względu „na skalę zamierzenia, solidność zastosowanej metody badawczej oraz świadomość naukowych kryteriów” określa się Potockiego mianem „pierwszego polskiego historyka sztuki” oraz „ojca polskiej archeologii” (J. Starzyński). W odróżnieniu od Winckelmanna w swojej adaptacji uwzględniał szerszy kontekst warunkujący proces tworzenia dzieła sztuki, w tym warunki geograficzne, klimatyczne oraz szeroko rozumiany „klimat epoki” (J. Śliwa). Był także autorem rozpraw z dziedziny architektury (m.in. O architekturze wiejskiej. Projekt dzieła, rkps).

Wokół języka i retoryki. Potockiego żywo zajmowały problemy języka ojczystego i stylistyki polskiej. Na łamach „Roczników” TPN przedstawił m.in. Rozprawę o potrzebie ćwiczenia się w ojczystej mowie (1811), Rozprawę o języku polskim (1812), Rozprawę o sztuce pisania, czyli o stylu (1813). Zagadnienia języka pojawiły się także w tomie Pochwały, mowy i rozprawy (1816). Wiedza o regułach gramatycznych i stylu była dlań ważna głównie ze względów praktycznych. Pisał, że znajomość języka oraz związana z nią sprawność stylistyczna i retoryczna jest to „moc niezłomna władania sercami i umysłami ludzi i przekonywania ich o prawdzie” (Pochwały, cz. 2). Potocki był znany jako znakomity mówca i autor mów okolicznościowych, sejmowych, masońskich oraz przemówień wygłaszanych na spotkaniach TPN. W rozprawie O wymowie i stylu (t. 1–4, 1815) dał najpełniejszy wykład reguł retoryki i stylistyki klasycystycznej. Traktat ten, napisany na polecenie Warszawskiego TPN, Jerzy Ziomek uznał za „najobszerniejsze i najbardziej kompetentne opracowanie retoryki i dziedzin pokrewnych” na początku XIX w.

Potocki odwoływał się do oświeceniowej koncepcji wiążącej klimat z kształtem fonetycznym języka. Podkreślał wpływ na rozwój języka i doskonalenie się mowy takich czynników, jak „warunki społeczne i historyczne panujące na terenie, gdzie żyje i zmienia się język, zwyczaje stabilizujące konwencje mowy oraz twórczość jednostek genialnych, znawców i twórców najdoskonalszej odmiany języka literackiego” (Pochwały, cz. 2). W jego przeświadczeniu „język jest w sumie taki, jakie jest społeczeństwo, które nim włada […], społeczeństwo ma taki język, jaki jest mu niezbędny” (Z. Kloch). Rozumiał też szczególną rolę języka polskiego w okresie zaborów jako podstawowego nośnika kultury narodowej (O potrzebie ćwiczenia się w ojczystej mowie, w: Pochwały, cz. 2).

Świstek krytyczny. Satyryczne felietony literackie Świstek krytyczny Potocki publikował w l. 1815–1818 w „Pamiętniku Warszawskim”. Były one kontynuacją, w zmienionej formule, Uwag krytycznych drukowanych na tych samych łamach. Świstek krytyczny był reakcją na ówczesne objawy fermentu światopoglądowego (magnetyzm, eksponowanie ludowego prymitywu, filozofia idealistyczna, zwłaszcza niemiecka). Autor prezentował się jako wyraziciel światopoglądu warszawskich liberałów, pojmując liberalizm jako „zgodność z moralnym celem bytu człowieka”, sprzyjanie „rozwinięciu i wydoskonaleniu władz naszych umysłowych; kiedy dąży do zapewnienia wolności publicznej i praw społeczeństwa całego przeciw nieprawej potędze osób pojedynczych”, dążenie do „dobra publicznego, nie zaś prywatnego osób szczególnych lub jednej klasy” (Z. Libera).

Na łamach świstkowych felietonów podejmował głównie tematykę społeczną i obyczajową, ale negatywnie odnosił się do stanu rodzimej krytyki teatralnej z wyjątkiem Towarzystwa Iksów, którego był sympatykiem. Nawiązywał także do zagadnień związanych ze współczesną prasą (m.in. kwestia języka i argumentacji prasowej). Sam również wdawał się w bieżące spory krytycznoliterackie, odnosząc się do aktualnych dyskusji. Wszedł np. w polemikę z rozprawą Teodozego Sierocińskiego Jak się potworzyły dzieła oryginalne i jakie granice naznacza rozsądek w szukaniu oryginalności? („Ćwiczenia Naukowe” 1818, t. 1). Występujący z repliką Świstek krytyczny wytknął autorowi niepoprawności językowe i „makaronizowanie” („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10). W związku z tym Sierociński opublikował Tłumaczenie się autora rozprawy o oryginalności („Ćwiczenia Naukowe” 1818, t. 2), gdzie potępiając Świstkowe „zniżanie się do płaskich szyderstw i żartów”, bronił prawa do przemawiania własnym językiem. W okresie sporów literacko-kulturalnych na łamach prasy po 1815 r. Potocki dostrzegał pozytywne aspekty owych „wojen piśmiennych”, uznawał je za rozwijające oraz inspirujące dla krytyki. W 1818 r. w Liście Świstka do Redaktora „Pamiętnika Warszawskiego” (odnosząc się do polemiki między „Gazetą Warszawską” a „Tygodnikiem Polskim i Zagranicznym” B. Kicińskiego) pisał: „Nie tylko w dzisiejszej chwili, wojna piśmienna nigdy nieszkodliwa, byle grzeczna nie jest złem, ale dobrem, bo jest zdolną zastąpić choć w części czczość wymawianą papierom publicznym; do tego żwawe piśmienne sprzeczki zaostrzają dowcip i dają mu pewny popęd obcy pismom sporządzanym krwią zimną” („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10). Jednak tematyka związana z życiem kulturalnym pojawiła się głównie „w warstwie etosowej wywodów autora, w odczuwalny sposób manifestującego swą odpowiedzialność za stan literatury i sztuki jako czynniki rozwoju oświaty, jako »gałąź wychowania« i formacji obywatelskiej” (B. Dopart). Felietonistyka Świstka krytycznego wpisuje się zatem w pewnym stopniu w zagadnienia związane z krytyką literacko-kulturalną.

Krytyka literacka. Miejsce w dziejach krytyki literackiej Potocki zawdzięcza kilku pracom. Obszerna Pochwała Józefa Szymanowskiego, wygłoszona na zebraniu warszawskiego TPN 9 V 1801, stanowiła pretekst do zaprezentowania dziejów światowego oświecenia. Autor podkreślił konieczności odrodzenia nauki i sztuki, pośrednio uzasadniając w ten sposób powołanie TPN. Józef Szymanowski został pokazany jako twórca, który przyczynił się do odrodzenia cywilizacyjno-kulturalnego w Polsce. Eksponując polityczny kontekst przemian cywilizacji i kultury, Potocki podkreślał ich ścisłe powiązanie z polityką: „[…] oświecenie doznaje wstrząsów na skutek zawirowań politycznych albo też kryzys kultury narodowej sprowadza agresję z zewnątrz” (E. Dąbrowicz).

Na posiedzeniu TPN Potocki zaprezentował 21 I 1811 wyrastającą z estetyki klasycyzmu Rozprawę o zasadach krytyki i o potrzebie wprowadzenia jej u nas (wyd. w: O wymowie i stylu, t. 4). Jest to ważna teoretyczna próba określenia przedmiotu krytyki. Definiując krytykę, Potocki podkreślał jej wymiar etyczny: „[…] imię krytyki z greckiego przyswojone znaczy sąd, czyli wymiar sprawiedliwości”, podjął też próbę odpowiedzi na pytanie: „Co to jest krytyka, jakie jej zasady, prawidła, korzyści?” (tamże). Pisał: „[…] mam w zamiarze dowieść, iż ona [krytyka] jest godną zacności sądu takiego, który czuwając nad nią, czuwa nad własnym i narodu dobrem. Te jedynie dzieła wartymi są krytyki, które zasługują na pochwałę, bo nie przywiązuje się ona do nikczemności, lecz sięga tego, co wydoskonalonym być może. Wydoskonalenie więc (gdyż doskonałość jest niepodobną) rzetelnym krytyki winno być celem. Biada nieoświeconemu narodowi, któremu krytyka wytykać by musiała, co zdrowy rozsądek i smak dobry zupełnie potępia” (tamże). Takie cele i zasady krytyki zostały przezeń ugruntowane „z jednej strony na regułach obowiązującej poetyki normatywnej, a z drugiej – na prawidłach oświeceniowej retoryki, z »wydoskonaleniem« jako naczelnym zadaniem dydaktyki społecznej” (S. Burkot). Autorowi rozprawy patronowali Francis Bacon oraz Pierre Bayle, autor Dictionnaire historique et critique (1697), uznany za „wzór do dziś dnia krytyków niezrównany. […] jeniusz jego, w krytyce prawie powszechny, rzadkim dowiódł przykładem to, co przez się żadnej nie podpada wątpliwości, że prawo jej rozciąga się do wszystkich ludzkich znajomości, że do niej równie umiejętności, jak nauki należą” (tamże). Dla Potockiego bardzo ważnym zagadnieniem była logika wypowiedzi (sztuka pięknego myślenia): „Zgoła krytyka jest logiką dobrego smaku, razem rzecznikiem jego u publiczności, przed którą sprawy jego wprowadza i równie współczesnych, jak zeszłych pisarzów pod ten szanowny sąd pociąga” (tamże). Szczególną uwagę autor zwrócił na zasady myślenia, ponieważ na myśleniu gwarantującym obiektywne sądy opiera się umiejętność mówienia i pisania. Dla Potockiego „bayleowski sceptycyzm stanowił podstawowy składnik krytycznego (logicznego) myślenia” (K. Karaskiewicz).

W 1815 r. problemowi krytyki Potocki poświęcił osobny rozdział w traktacie O wymowie i stylu. Główne miejsce wyznaczył kategorii smaku, istotnej w dyskursie estetycznym późnego oświecenia. Pisał: „Zdrowa krytyka jest przystosowaniem przepisów smaku”, podkreślając konieczność ciągłego doskonalenia smaku w odniesieniu do wzorów starożytnych (O wymowie i stylu, t. 4). Jednocześnie twierdził, że krytyka i smak są ze sobą mocno związane. Krytyk miał być obrońcą dobrego smaku: „Chcemy, by smak dobry kwitnął, zabezpieczony przeciw gwałtownym złego napadom, czyńmy, izby krytyka pilnie strzegła świątyni jego i nie dopuszczała do niej bałwochwalcom przystępu” (tamże). Zalecał także autorom trzymanie się prawideł natury oraz kierowanie zdrowym rozsądkiem. W jego przekonaniu krytyka była najwyższą umiejętnością, wiązała się bowiem z samodzielnością myślenia, obiektywizmem, rozległością wiedzy tego, który ją uprawiał, czyli krytyka określanego jako „sprawiedliwy sędzia” (tamże). Krytyka stanowiła swoistą kombinację „władzy prawodawczej i sądowej”; prawodawczej, bo „jej przepisy nadali sztukom i naukom ci pisarze, których jeniusz rozbiorczy wyciągnął je z dzieł naczelnych, co przykładem poprzedziły naukę, co w wykonaniu zamykały prawidła”, sądowej, bo „strzeże dopełnienia własnych przepisów i wyrokuje przeciw wszelkiemu im uchybieniu” (tamże). Duże znaczenie Potocki przypisywał krytyce literackiej, eksponując jej rolę społeczną i kulturalną.

Między klasycyzmem a romantyzmem. Potocki był piewcą antyku, dając „uniwersalny oraz ponadczasowy charakter wyobrażeniom i upodobaniom estetycznym zasadom grecko-rzymskiego antyku” (P. Żbikowski). Chwalił literaturę i kulturę renesansową oraz tradycję oświeceniową, stanisławowską. Szczególnie cenił twórczość Ignacego Krasickiego, któremu poświęcił osobną pochwałę (Pochwała Ignacego Krasickiego, powst. 1815, „Pamiętnik Warszawski” 1816, t. 4). Pochlebnie wypowiadał się na temat poezji Stanisława Trembeckiego, doceniał dowcip Kajetana Węgierskiego, „dostojny tok wiersza polskiego” Kajetana Koźmiana i twórczość Ludwika Osińskiego – „pisarza wybornego i smaku pełnego”. Zachował dystans wobec twórczości autorów młodszego pokolenia, m.in. Tymona Zaborowskiego (którego wiersze skrytykował w Świtku krytycznym), czy wobec poglądów Kazimierza Brodzińskiego z rozprawy O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818).

Przede wszystkim jednak Potocki pozostawał w opozycji do prądów romantycznych i filozofii niemieckiej, w których „widział zagrożenie dla polskiego języka i oświaty narodowej” (A. Kowalczykowa). Romantyzm i romantyczność utożsamiał głównie z sensacyjną fantastyką, mistycyzmem (w czym widział zagrożenie dla polskiej edukacji i rozwoju cywilizacyjnego) oraz z gotycyzmem, do którego zresztą miał stosunek ambiwalentny. Chociaż pozytywnie ocenił gotyk np. w pracy O sztuce u dawnych, to w felietonach Świstka krytycznego z 1816 r. epitet „gotycki” nadal był dla niego „synonimem barbarzyństwa, zacofania i ciemnoty”. Wypowiadając się na temat konieczności „panowania” zdrowego rozsądku i dobrego smaku, występował przeciwko „płodom mistycznym i gotyckim” („Pamiętnik Warszawski” 1816, t. 5). Z jednej strony gotycyzm i styl gotycki stanowił według niego opozycję do sztuki antycznej i nasuwał skojarzenia z barbarzyńskim średniowieczem, a z drugiej fascynował go – głównie swoją techniką i formą, stwarzającą okazję do eksperymentów np. w strukturze Podróży do Ciemnogrodu (Z. Sinko).

Poglądy estetyczne Potockiego mieszczą się w ramach estetyki klasycystycznej mimo akceptacji elementów innych estetyk, m.in. otwarcia na preromantyzm (osjanizm – przekłady fragmentów J. Macphersona), a zwłaszcza na gotycyzm. Autor Podróży do Ciemnogrodu był skłonny uznawać „piękne wzory” bardziej za inspirację niż wymóg. Postawa taka rozszerzyła perspektywę, sprzyjając tolerancji wobec tendencji estetycznych preromantyzmu.

Był rzecznikiem poglądów klasyków warszawskich. Adam Mickiewicz w rozprawie O krytykach i recenzentach warszawskich (powst. 1828, wyd. 1829), charakteryzując atmosferę tamtejszego życia literackiego, nie szczędził ironii, odnosząc się do powszechnych praktyk wzajemnego pochlebstwa w tym środowisku. Z pewnością jednak Potocki był jedną z pierwszoplanowych postaci życia intelektualnego końca XVIII i początku XIX w., człowiekiem kształtującym światopogląd późnego oświecenia oraz upodobania estetycznoliterackie w okresie Księstwa Warszawskiego, a zwłaszcza w pierwszych latach istnienia Królestwa Kongresowego.</document>
<document nplp_id="13993" title="Pol Wincenty" slug="pol-wincenty">Poeta, geograf, etnograf, krytyk literacki, pamiętnikarz. Pseudonimy: Autor Mohorta; Janusz; Nowina; P.W.; P.; V.P.; W.P.; W.; Z. Jasielski.

Informacje biograficzne. Wincenty Ferreriusz Jakub Pol (Poll/ Pohl/ von Pollenburg) urodził się 20 IV 1807 w Lublinie jako trzecie dziecko w spolonizowanej rodzinie niemieckiej. Jego ojcem był Franz Xawery Pohl, c.k. radca sądu szlacheckiego lubelskiego, matką była Eleonora Longchamps de Bérier. W 1809 r. cała rodzina przeniosła się do Lwowa. Tam przyszły poeta ukończył gimnazjum, a po rocznym pobycie w kolegium jezuickim w Tarnopolu rozpoczął studia z filozofii na Uniwersytecie Lwowskim. Studiował z przerwami i ostatecznie naukę zakończył dopiero w 1827 r. W 1830 r. wyjechał do Wilna, gdzie podjął pracę jako lektor języka niemieckiego na Uniwersytecie Wileńskim. Już kilka miesięcy później wziął udział w powstaniu listopadowym, walczył w oddziałach litewskich w 10. Pułku Ułanów. Został uhonorowany orderem Virtuti Militari i awansowany do stopnia podporucznika. Po klęsce powstania udał się na emigrację. Działał w komitecie pomocy uchodźcom. Literackim pokłosiem udziału Pola w powstańczych walkach był ceniony przez ówczesnych cykl Pieśni Janusza (wyd. anonimowo w 1835 r.).

Pod koniec 1832 r. Pol wrócił do Galicji. Prowadził tu działalność spiskową. Początkowo związał się z kręgami demokratycznymi. Stopniowo, m.in. pod wpływem swojego protektora hr. Ksawerego Krasickiego, zbliżał się jednak do środowisk konserwatywnych. W tamtym czasie powstały następne znane utwory poety: Historia szewca Jana Kilińskiego (powst. 1833) i Pieśń o ziemi naszej (powst. 1835, wyd. 1843). Z racji swojej aktywności politycznej, a także prowadzonych badań terenowych, sporo podróżował. Od 1836 r. mieszkał w wydzierżawionym od Krasickiego majątku Kalenica, a kilka lat później już we własnym majątku – Mariampolu. W 1837 r. ożenił się z Kornelią Olszewską (zm. 1855), córką Tomasza i Antoniny z Krzyżanowskich, z którą miał kilkoro dzieci. Dorosłości dożyli syn Wincenty Ferrariusz Hugo ożeniony z Marią Łąbowską oraz córki Julia (zam. Urbańska) i Zofia Kazimiera (zam. Podoska). Przełomowe znaczenie dla świadomości społecznej Pola miały wydarzenia rabacji galicyjskiej z 1846 r. On i jego rodzina zostali pobici przez biorących udział w rewolucji chłopów, dwór w Polance, w którym gościnnie przebywali, był poważnie zniszczony, a poeta został wtrącony do austriackiego więzienia. W l. 1847–1848 Pol pełnił funkcję redaktora czasopisma „Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich”, a od 1849 r. objął nowo utworzoną, pierwszą na ziemiach polskich katedrę geografii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Choć zarzucano mu brak kompetencji (w dziedzinie geografii był samoukiem), to późniejsi badacze docenili jego dokonania naukowe. Pol prowadził szeroko zakrojone badania terenowe, organizował dla studentów wycieczki krajoznawcze. Efektem jego działalności badawczej są liczne opracowania, m.in. Rzut oka na północne strony Karpat (1851), Północny wschód Europy pod względem natury (1851). Na stanowisku profesora pracował do września 1852 r., kiedy został go pozbawiony w związku z podejrzeniami o prowadzenie działalności patriotycznej. Wrócił do twórczości literackiej. Powstały w tym czasie m.in. Pamiętniki JMP. Benedykta Winnickiego. Gawędy, Mohort, Senatorska zgoda, Wit Stwosz, tom Z podróży po burzy, a także nowa redakcja Pieśni o ziemi naszej. Współpracował z licznymi towarzystwami naukowymi, głosił wykłady, m.in. we Lwowie w 1863 r. rozpoczął cykl 20 prelekcji poświęconych literaturze polskiej w XIX w. Powstanie styczniowe ożywiło w poecie wiarę w idee niepodległościowe i zainspirowało do wydania w 1864 r. tomu Z kart krwawego rocznika, w skład którego wszedł m.in. słynny Sygnał. W 1871 r. w kościele Mariackim w Krakowie poślubił 30 lat młodszą Anielę Perruad, córkę Józefa i Karoliny de domo Ruszczyc. W ostatnich latach życia Wincenty Pol cierpiał z powodu pogarszającego się wzroku, a od 1868 r. jego zupełnej utraty. Zmarł 2 XII 1872 w Krakowie.

Kręgi działalności. W czasach lwowskich przyjaźnił się m.in. z Augustem Bielowskim i Ludwikiem Nabielakiem. Interesował się ludowością, folklorem, dając temu wyraz w swoich pierwszych utworach. Po krótkim pobycie w Wilnie i późniejszym udziale w powstaniu listopadowym znalazł się na emigracji, gdzie działał w komitecie pomocy uchodźcom. Poznał tam Adama Mickiewicza, który z aprobatą odniósł się do utworów z cyklu Pieśni Janusza, Klaudynę Potocką, Antoniego Edwarda Odyńca. Gdy pod koniec 1832 r. Pol powrócił do Galicji, początkowo był zaangażowany w działalność spiskową. Zawarł w tym czasie znajomość m.in. z Sewerynem Goszczyńskim. Jednocześnie jego protektorem był konserwatysta hr. Krasicki. Relacja ta i inne okoliczności wpływały na stopniowe odchodzenie od idei demokratycznych. Po przybyciu do Krakowa w 1835 r. Pol nawiązał stosunki z Antonim Helclem. Publikował w wydawanym przez niego konserwatywnym „Kwartalniku Naukowym” (z pismem związani byli też m.in. J. Kremer, A. Wielopolski). Spotkało się to z niechęcią ze strony środowisk demokratycznych, które uznały, że Pol przeszedł do obozu konserwatystów i heglistów. Na pozycji tradycjonalisty Pol ugruntował się jeszcze mocniej pod wpływem wydarzeń z 1846 r. Świadectwem tej ideowej przemiany są utwory, takie jak Mohort oraz zmieniona redakcja Pieśni o ziemi naszej. Na zmianę poglądów poety ostro zareagowała część postępowej krytyki (m.in. głośny artykuł K. Ujejskiego O Januszu i o panu Wincentym Polu, „Dziennik Literacki” 1860, nr 37–46).

Pol współpracował z takimi pismami, jak „Kwartalnik Naukowy”, „Czas”, „Rocznik Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, „Biblioteka Warszawska”, „Przegląd Naukowy” oraz „Przyjaciel Ludu”.

Działalność krytyczna. Artykuły o charakterze krytycznym Pol pisał raczej okazjonalnie, w sumie powstało ich zaledwie kilka. Publikował je w „Kwartalniku Naukowym”, „Czasie”, a także w „Bibliotece Warszawskiej” i postępowym „Tygodniku Literackim”. Podsumowaniem tych rozważań oraz próbą historycznoliterackiej syntezy były prelekcje, najpierw wygłoszone we Lwowie, a później opublikowane jako Pamiętnik do literatury polskiej XIX wieku w 1866 r.

Pierwsze artykuły krytyczne powstały w l. 1828–1829. W ramach dodatkowych egzaminów, jakie poeta składał, starając się o posadę na Uniwersytecie Wileńskim, przygotował wtedy rozprawy O źródłach narodowej poezji polskiej, O epopei oraz napisaną w języku niemieckim rozprawę o dziejach literatury niemieckiej. Nie były to pisma przeznaczone do druku i nigdy za życia Pola nie zostały opublikowane (fragmenty pierwszej pracy ogłosił 20 lat po śmierci autora M. Mann, „Głos” 1892, nr 17–19). W rozprawie O źródłach narodowej poezji polskiej autor zwrócił uwagę na szczególną wartość twórczości ludowej. Podobne przekonanie towarzyszyło Polowi również w trakcie pisania studium Filozofia i przysłowia ludu w Polsce („Kwartalnik Naukowy” 1835, t. 2). W rozprawie tej wskazywał na zapóźnienia polskiej filozofii. Twierdził, że mimo istnienia takich ośrodków jak Akademia Krakowska polska myśl nie wykształciła dotąd oryginalnej filozofii. Dopiero w XIX w. pod wpływem filozofii niemieckiej pojawiły się próby stworzenia oryginalnego systematu. Największe nadzieje Pol pokładał wyraźnie w Janie Nepomucenie Kamińskim, autorze rozprawy O filozoficzności języka polskiego. Konstatuje jednak, że prawdziwa filozofia od początków narodu tkwiła w jego przysłowiach – „mądrość w przypowieściach i przysłowiu” złożył bowiem lud, podobnie jak „religię swoją złożył w tradycji, w powieści, w słowie, a poezję swoją w pieśni” (tamże). Zachęcał też do zbierania oraz poznawania przysłów, które stanowiły skarbnicę tej ludowej mądrości. Praca Pola szybko doczekała się krytycznej recenzji w „Powszechnym Pamiętniku Nauk i Umiejętności”, gdzie wytknięto autorowi wiele sprzeczności (m.in. łączenie tezy o nieistnieniu oryginalnej filozofii w Polsce z tezą o istnieniu filozofii w przysłowiach). Teza Pola i polemiki z nią pokazują, że pisząc o filozofii i oryginalności, autor miał na myśli szczególne znaczenie tych terminów: myśli zakorzenione w tradycji ludowej oraz ich odrębność w stosunku do kultury innych narodów.

W tym czasie kilku polskich krytyków ostro zaatakowało twórczość Aleksandra Fredry za podjęcie tematów komediowych (m.in. S. Goszczyński, E. Dembowski). Pol zajął stanowisko pośrednie (Teatr i Aleksander Fredro, „Kwartalnik Naukowy” 1835, t. 1, z. 2). Zarzucał Fredrze, że naśladował francuszczyznę (choć ze strony „pełnej, prawdziwej i istotnie poetyckiej”), a także to, że w swoich utworach odmalowywał głównie salony. Dostrzegł jednak przełomowość talentu Fredry, pozytywnie ocenił Zemstę: „[…] kiedy salonowe sztuki Fredra obrazem powszechnego zepsucia były, które tylko w innym nieco świetle okazane, już tragiczne mogło obudzić uczucia, pozostanie Zemsta jego po wszystkie czasy wiernym obrazem uczciwego obyczaju, szczęścia i cnoty domowej”. Jego zdaniem Fredro „zasłużył na dołączenie go do grona »narodowych pisarzy«” (tamże). Listy z Krakowa Józefa Kremera zaliczał do „najznakomitszych zjawisk dzisiejszej literatury”, zwracał uwagę na jej „poetyczną wartość”, stwierdzał, że „nie mówi ona wiele o postępie, ale jest w istocie postępem w literaturze dzisiejszej” („Biblioteka Warszawska” 1843, t. 3). Wysoko oceniał formę obraną przez Kremera, która dzięki swej przystępności przybliżała zagadnienia estetyczne i filozoficzne szerszemu gronu czytelników: „[…] leży cała piękność wywodu w tym kontraście ściśle logicznej osnowy do powabnej formy, w jakiej autor oddał ten przedmiot” (tamże).

W artykułach publikowanych w latach 50. XIX w. Pol negatywnie oceniał stan polskiej literatury. W Kilku myślach o improwizacjach Deotymy… („Czas” 1854, nr 244) stwierdzał: „Literatura nasza psuje się od pół przeszło wieku z jedną wielką myślą, w jednym kierunku. W tej pracy ducha są najwięksi nasi Poeci tylko strzelbami”. Deotymie (J. Łuszczewskiej) przyznawał talent improwizacyjny, określał jego charakter jako muzykalny, porównywał go do gry wirtuoza. Podkreślał: „Improwizacje słyszeć, a nie czytać należy” (tamże). Zdecydowanie większą wartość przyznawał bowiem talentowi improwizatorskiemu poetki niż jej twórczości własnej, którą oceniał jako wtórną i zwierciadlaną. Do refleksji nad ogólnym stanem naszej literatury wrócił w artykule Czego literaturze naszej potrzeba? („Tygodnik Literacki” 1839, nr 19–20). Pisał o konieczności stworzenia Słownika powszechnego historycznego w zastosowaniu do rzeczy ojczystych. W jego przygotowanie należałoby włączyć wielu ludzi, pisarzy i uczonych, którzy pisaliby o tematach dobrze im znanych z racji wykonywanych zawodów.

Pamiętnik do literatury polskiej XIX wieku. Najważniejszym dokonaniem Pola w dziedzinie krytyki literackiej jest Pamiętnik do literatury polskiej wieku XIX w dwudziestu prelekcjach mianych w radnej sali miasta Lwowa. Publikacja z 1866 r. stanowi autoryzowany zapis prelekcji, które Pol rozpoczął wygłaszać w 1863 r., a więc w momencie, gdy romantyzm dobiegał już końca. Choć Pamiętnik nosi pewne cechy syntezy literackiej, jego autor nie unika sądów wartościujących i osobistych refleksji. Przedmiotem zainteresowania autora była nie tylko literatura, ale i całokształt oświaty przełomu XVIII i XIX w. Uważał bowiem, że to właśnie oświata przygotowała grunt dla rozwoju literatury w XIX w. i następujących w niej przemian. Opisywał w tym celu ważne ośrodki naukowe, m.in. konwikt Stanisława Konarskiego, Liceum Krzemienieckie czy Uniwersytet Wileński, sporo miejsca poświęcił też omówieniu działalności Towarzystwa Przyjaciół Nauk. We wstępie mówił o dwutorowości literatury polskiej, uznając, że adekwatnym jej symbolem będzie posąg Janusa, „ozdobiony u góry dwoma twarzami, czaszką wspólną zrosłymi ze sobą, co znaczyło, że wyobrażały jedną tylko myśl w dwóch kierunkach życia”, „symbol literatury polskiej XIX wieku, która jedną twarzą i duchem narodowych tradycji spogląda w przeszłość okiem starca, a drugą twarzą patrzy w przyszłość nadzieją promienną młodzieńca” (tamże). Omówienie zagadnień dotyczących rozwoju literatury polskiej rozpoczął od scharakteryzowania twórczości poetów oświecenia. Sprzeciwiał się nazywaniu ich klasykami, gdyż uważał, że za klasyków można uznawać polskich poetów XVi XVI-wiecznych, a oświeceniowi autorzy byli jedynie naśladowcami poezji francuskiej. To właśnie naśladownictwo nie pozwoliło wielu polskim twórcom w pełni się rozwinąć, przykładem takiego poety był zdaniem Pola Stanisław Trembecki, któremu jednak przyznawał, że wprowadził do poezji polskiej „jędrność i podniosłość wysłowienia” (tamże). Wysoko stawiał natomiast twórczość Ignacego Krasickiego i Franciszka Karpińskiego, zapowiadającego drogę twórczą, którą wybrali poeci XIX-wieczni.

Początków polskiej literatury romantycznej nie upatrywał w twórczości Adama Mickiewicza, ale w Śpiewach historycznych Juliana Ursyna Niemcewicza (tamże). Wiele miejsca poświęcił też szkole ukraińskiej, od której rozpoczyna wykład o poezji romantycznej. Uważał, że poezja najoryginalniej rozwinęła się na Ukrainie, gdyż nie było tu jednego „środkowego punktu”, jaki na Litwie stanowił Mickiewicz, przez co powstające tu poezje były bardziej samodzielne i zróżnicowane. Za największe dzieło szkoły ukraińskiej uważał Zamek kaniowski Goszczyńskiego. Z grona poetów szkoły ukraińskiej wysoko cenił również Antoniego Malczewskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego i Tomasza Padurę. Choć dostrzegał, że literatura na Litwie powstawała w cieniu Mickiewicza, nie zgadzał się z opinią, że wpływ Mickiewicza był widoczny na wszystkich gałęziach poezji polskiej. Twierdził, że wielu twórców rozwijało się niezależnie od jego wielkości. Autora Pana Tadeusza porównywał zaś do pojawiającego się na nocnym niebie meteorytu (tamże). Mniej uwagi poświęcił twórczości Juliusza Słowackiego, którego opisywał jako „poetę negacji”, i Zygmunta Krasińskiego, nazywanego „zenitem poezji naszej na ziemi naszej” (tamże). W zakończeniu zaznaczył jednak, że to właśnie wraz z nimi i wraz z Mickiewiczem kończy się pewna epoka poezji polskiej. Ważną rolę przypisywał teatrowi, w którym widział „stróża czystości języka” (tamże). Szczególne miejsce w jego rozwoju miało zająć trzech twórców: Wojciech Bogusławski, Jan Nepomucen Kamiński oraz Aleksander Fredro. Pol wskazywał również na znaczenie powieści. Krótko charakteryzował jej XIX-wieczne dzieje w Polsce. Zaznaczał, że jest ona najobficiej rozwiniętą gałęzią polskiej literatury (tamże). Spośród powieści najwyżej oceniał dzieła Henryka Rzewuskiego. Szczególną rolę przypisywał Pamiątkom Soplicy oraz Listopadowi, stwierdzał, że dzieła te „będą w literaturze naszej po wszystkie czasy stanowiły epokę” (tamże). Na polu powieści obyczajowej cenił utwory Józefa Korzeniowskiego i Zygmunta Kaczkowskiego. Dostrzegał także pisarstwo kobiet. „Geniusz” Narcyzy Żmichowskiej porównywał do George Sand. Gorzej oceniał twórczość najpłodniejszego autora epoki – Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nie odmawiał mu talentu, ale twierdził, że jego powieści z powodu pośpiechu, w jakim były tworzone, częstokroć wpadały w mierność – „gdyby był mniej pisał, byłby niezawodnie zostawił arcydzieła” (tamże). Ukazywał jednak pozytywny wpływ, jaki swoim powieściopisarstwem Kraszewski wywarł na stan polskiego czytelnictwa: „[…] wytrącił z rąk cudzoziemskie romanse i nauczył czytać u nas tych nawet, którzy dotąd nie czytali” (tamże).

Uwagi metakrytyczne. W pismach Pola znalazło się miejsce również na refleksję o krytyce literackiej. We wstępie do opublikowanej w „Bibliotece Warszawskiej” recenzji Listów z Krakowa Kremera stwierdzał, że we współczesnych mu czasach do krytykowania dzieł przystępowali częstokroć ludzie pozbawieni właściwych ku temu kompetencji, wyposażeni natomiast w argumenty poszczególnych stronnictw: „Ludzie surowi bez znajomości rzeczy i stosownego przygotowania wzięli się do krytyki i pisania recenzji, a praktyczna zarozumiałość prowadziła ich piórem. Tak utworzyło się kilka areopagów, które wedle widzimisię swego i stronnictw literackich i nieliterackich rozgościły się po pismach czasowych i broszurach z niewielką korzyścią, a nawet ze szkodą dla literatury” (tamże).

Radykalna krytyka literacka miała więc zdaniem Pola destruktywny wpływ na literaturę polską i doprowadziła do zahamowania jej rozwoju. Tak pojmowanej krytyce jeszcze ostrzej sprzeciwiał się w Korespondencji: „Krytyki! Krytyki nam potrzeba, oto głos powszechny; a ja powiadam, nam potrzeba twórczości, a obok takiej radykalnej krytyki nie może się ostać twórczość” („Czas” 1854, nr 223). Pol krytycznie odniósł się do wojen i polemik, które toczyły ze sobą czasopisma (tamże, nr 212). Efektem takich działań było wycofanie się wielu literatów z działalności twórczej: „Usunął się Fredro, usunął się Helcel, padł ofiarą Wiszniewski, zamilkł Mickiewicz, Goszczyński, Zaleski i nie wiem już wielu, i zapytuję się, czy bardzo na tym zarobił naród i literatura?” (tamże). Co ciekawe, niektórzy badacze literatury twierdzili, że rozprawą Teatr i Aleksander Fredro Pol wpisał się w głosy krytyczne, które doprowadziły do wspominanego zamilknięcia komediopisarza.

Podsumowanie. W bogatej i różnotematycznej twórczości Pola znajdziemy zaledwie kilka pism krytycznych oraz opublikowany w jednym tomie zbiór prelekcji poświęconych literaturze i oświacie XIX w. Autor dał się w nich poznać jako krytyk umiarkowany. Za istotne kryterium, które decydowało o wartości omawianych utworów, uważał oryginalność rozpatrywaną w kontekście odrębności narodowej. Z wyraźną niechęcią odnosił się też do radykalnej krytyki literackiej, co może tłumaczyć jego powściągliwość w formułowaniu jednoznacznie negatywnych ocen.</document>
<document nplp_id="13995" title="Popławski Jan Ludwik" slug="poplawski-jan-ludwik">Polityk, pisarz, publicysta; używał pseudonimów i kryptonimów: Wiat; Wiatko; V-t; Wiatr; Jastrzębiec; J.L. Jastrzębiec; J.L.P; J.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 I 1854 w Bystrzejowicach Pierwszych pod Lublinem w rodzinie szlacheckiej pielęgnującej tradycje patriotyczne jako syn Wiktora (zm. 1888) i Ludwiki Ponikowskiej (zm. 1884). W 1866 r. zaczął edukację w lubelskim gimnazjum, skąd, na skutek zatargu z rosyjskim nauczycielem, po trzech latach został wydalony z wilczym biletem. Do matury musiał więc przygotowywać się samodzielnie i zdał ją w trybie eksternistycznym. W 1873 r. rozpoczął studia prawnicze na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. W 1877 r. wraz z Adamem Szymańskim założył tu tajną organizację młodzieżową „Synowie Ojczyzny” powiązaną z galicyjską Konfederacją Narodu Polskiego. Za działalność konspiracyjną Popławski został w 1878 r. aresztowany i osadzony w cytadeli warszawskiej. W 1879 r. skazano go na zesłanie na Syberię do gub. wiackiej (stąd wzięły się używane przez niego pseudonimy: Wiat, Wiatko, V-t, które przekształciły się później w najczęściej przezeń używany pseudonim Wiatr). Z Syberii wrócił do Warszawy w 1882 r. Tu podjął działalność publicystyczną, na początku w „Prawdzie” Aleksandra Świętochowskiego, gdzie pisał m.in. o problematyce gospodarki rolnej, polityce, i dał się poznać jako krytyk literacki. Odszedł z redakcji, gdyż nie odpowiadała mu linia polityczna pisma. W 1884 r. ożenił się z Felicją Potocką, z którą miał syna Wiktora (1889–1935), publicystę i poetę, oraz córkę Janinę. W 1886 r. podjął współpracę z „Głosem”, gdzie realizował własne koncepcje społeczne i polityczne. Działalność publicystyczna i redaktorska Popławskiego była integralnie związana z jego aktywnością polityczną. W 1887 r. włączył się w działalność założonej przez Teodora Tomasza Jeża Ligi Polskiej. Uczestniczył w pracach wydawniczych i organizacyjnych powołanej przez Ligę organizacji „Łączność”, a także propagował na łamach „Głosu” program nowo powstałej organizacji. W 1893 r. Popławski wespół z poznanym w 1890 r. w redakcji „Głosu” Romanem Dmowskim oraz Zygmuntem Balickim doprowadził do przekształcenia Ligi Polskiej w Ligę Narodową (Popławski wszedł w skład jej Rady Tajnej i Komitetu Centralnego). Pod koniec życia odsunął się od działalności politycznej, wyrażał swoje wątpliwości wobec zaangażowania Ligi Narodowej w bieżącą politykę przez udział w Dumie rosyjskiej oraz uczestnictwo w ruchu neosłowiańskim. Zmarł 12 III 1908 w Warszawie.

Publicysta i polityk. „Głos” miał bardzo wyrazistą linię programową, której zwięzłą zapowiedzią był m.in. krótki (bez tytułu) artykuł Popławskiego ([Socjologia poznaje starannie byt ludow pierwotnych], „Głos” 1886, prospekt). Publicysta przekonywał, że w każdej kulturze tkwią, jak gałęzie jednego konaru, dwie cywilizacje: ludowa i uprzywilejowana. W kulturach słowiańskich kultura ludzi wykształconych naznaczona jest piętnem pewnej obcości przeszczepionym z obszaru „germano-rzymskiego”. Zjawisko dwudzielności cywilizacyjnej nie stanowi natomiast wyjątku; znają je wszystkie kultury. Wystąpienie Popławskiego potrąciło wyjątkowo czułe struny; po części kwestionowano tak wyraźny podział społeczny. Autor nawiązał do wypowiedzi polemistów w artykule Dwie cywilizacje („Głos” 1886, nr 7), podtrzymując swoje stanowisko. Publicysta objął funkcję redaktora politycznego „Głosu” i sekretarza redakcji, stał się też wkrótce przywódcą ideowym skupionego wokół pisma środowiska. W takiej właśnie roli przedstawił Popławskiego współpracownik pisma, Edward Paszkowski, w powieści Podniebie. Z kroniki czwartego piętra (1901). W redakcji „Głosu” spotkały się dwa środowiska ideowe zbuntowanej warszawskiej młodzieży – jedno skupione wokół Ludwika Krzywickiego i Stanisława Krusinskiego, drugie wokół Popławskiego – które wkrótce stanęły na przeciwnych politycznie biegunach: marksistów i narodowców.

„Głos” został zamknięty przez władze carskie w 1894 r. po aresztowaniu kilku współpracowników pisma w czasie manifestacji w stulecie insurekcji kościuszkowskiej (aresztowano też Popławskiego, który wyszedł z cytadeli za kaucją). W 1895 r. dokonano reaktywacji pisma, ale Popławski pracował w nim już tylko rok. Przeniósł się do Lwowa, gdzie wraz z Romanem Dmowskim podjął się kierowania redakcją „Przeglądu Wszechpolskiego”. W 1896 r. rozpoczął wydawanie miesięcznika dla ludu „Polak” adresowanego do ludności wiejskiej wszystkich zaborów. Po rewolucji 1905 r. wrócił do Warszawy i wziął udział w kierowaniu ruchem narodowo-demokratycznym, po Dmowskim przejął redakcję „Gazety Polskiej”.

W ramach swojej działalności politycznej Popławski kierował uwagę na rolę ludu w kształtowaniu się nowożytnego narodu polskiego i podkreślał wagę pracy organicznej polegającej na emancypacji mas wiejskich. Z czasem rozszerzył znaczenie terminu „lud” tak, by określał on całość warstw pracujących. Krytycznie nastawiony do szlachty i duchowieństwa, uznawał lud za główną siłę społeczną, która może być zdolna do udziału w poczynaniach prowadzących do odzyskania niepodległości. Pisał: „Interesy ludu nie tkwiły dotychczas w interesach narodu. Doprowadzenie dwóch tych liczb do wspólnego mianownika – to zadanie przyszłości” (Demokratyzacja zasad, „Prawda” 1886, nr 42). Podobne idee kształtowały także jego stosunek do literatury; oczekiwał, że będzie ona pokazywać sfery społeczne dotąd wykluczane z udziału w kulturze i że będzie służyć procesom demokratyzacji. Inną kwestią z ważnych idei politycznych Popławskiego była sprawa powrotu do Polski ziem zachodnich, a w szczególności Pomorza z jak najszerszym dostępem do Morza Bałtyckiego. Kresy Zachodnie uważał za ważniejsze dla przyszłej niepodległości Polski niż Kresy Wschodnie, gdzie aktywizował się ruch narodowy Litwinów, Białorusinów i Ukraińców.

Popławski podkreślał odrębność rasową i obcość Żydów, uważając ich za żywioł pod różnymi względami niebezpieczny dla Polaków (Liberalne wykręty, „Głos” 1890, nr 3) i podkreślając iluzoryczność asymilacji żydowskiej inteligencji. Był także zadeklarowanym wrogiem ruchu syjonistycznego, w którym dostrzegał „dążenie do wzmocnienia i zaznaczenia swej [żydowskiej] indywidualności »wybranej«, przeznaczonej do panowania nad całym światem” (Pochodzenie i istota syjonizmu, „Przegląd Wszechpolski” 1903, nr 10).

Zadania krytyki literackiej. Popławski był przenikliwym czytelnikiem ważnych powieści polskich realistów, wdawał się także w gorące polemiki literackie. Krytykę literacką traktował jako aktywność o charakterze społecznym, której głównym celem jest uświadamianie czytelników co do kształtu rzeczywistości i kierunków jej rozwoju, według typologii Michała Głowińskiego był krytykiem-socjologiem. Walczył ze zjawiskiem „obniżenia ideałów” w literaturze polskiej i jej ciasnymi horyzontami umysłowymi, ubolewał też nad dominacją mieszczańskich gustów, „zdrobniałą literaturą ploteczek, wiadomości bieżących, wypadków miejskich, panieńskich zwierzeń, niedoszłych do skutku »adultère’ów« […]. Zdrobnienie, cherlactwo anemiczne życia osobistego i społecznego warstw inteligentnych coraz wyraźniej odbija się w literaturze, naszpikowanej sadłem filisterskim; szablonowość formy idzie tu w parze z pospolitością treści, a twórczość […] daje nam tylko sto razy widziane »landszafty«” (Dwa światy, „Głos” 1888, nr 43).

Był przeciwnikiem literatury popularnej, podobnie jak inni krytycy młodopolscy – Ignacy Matuszewski czy Stanisław Brzozowski. Tu prawdopodobnie należy upatrywać źródeł bezpardonowego ataku Popławskiego na Gabrielę Zapolską po opublikowaniu przez nią debiutanckiego (i w istocie niezbyt artystycznie udanego) tomu Akwarele (1885). Popławski mógłby rozpoznać w autorce Małaszki swoją sojuszniczkę, jeśli chodzi o otwarcie na problemy ludu. Szczególnie interesował go przecież obraz ludu w literaturze, zajmował się też tzw. literaturą ludową. Doceniał np. realizm chłopskich bohaterów Adolfa Dygasińskiego, choć uważał, że w powieści Na złamanie karku poświęcił on, autor znakomitych Listów z Brazylii, złożoną prawdę o emigracji chłopów dla efektu artystycznego (Emigracja brazylijska w rzeczywistości i w poezji, „Głos” 1893, nr 47). Z entuzjazmem witał sonety Jana Kasprowicza Z chałupy (drukowane w „Głosie” w 1888 r.), w których „odzwierciedla się po raz pierwszy całe życie chłopskie” (Jan Kasprowicz. Poezje, „Głos” 1889, nr 19). Widział w poecie artystę, „który występuje świadomie i z otwartą przyłbicą jako szermierz sprawy ludowej”, przeciwstawiając się swoją twórczością literackiemu obrazowi „chłopa teatralnego” czy „filantropijnym ubolewaniom nad dolą chłopską” (tamże).

Przeciw Zapolskiej. W nowelach Zapolskiej Popławski widział jedynie obserwacje banalne i wtórne (i, jak sądził, prawdopodobnie splagiatowane z literatury rosyjskiej i francuskiej). Porównując je z utworami wysoko cenionej przez siebie Elizy Orzeszkowej, oskarżał przyszłą autorkę Moralności pani Dulskiej o to, że rezygnując ze służenia wielkim ideałom ludzkości, zajmuje się tym, co nieważne w perspektywie społecznej, wywieszając „sztandar ze spódnicy” i epatując erotyzmem (Sztandar ze spódnicy, „Prawda” 1885, nr 35). Zapolska za ten artykuł wytoczyła mu proces, a wstępna rozprawa odbyła się 7 XI 1885. Popławski przyznał się do autorstwa recenzji i wycofał pomówienia, choć częściowo upierał się przy zarzucie o plagiat. Skandal ten i proces były przedmiotem zainteresowania prasy – tym bardziej że Aleksander Świętochowski i Popławski przypisywali autorce intencje zdobycia sławy i reklamy na drodze sądowej. Sprawa ta nie przyniosła Popławskiemu uznania; z niesmakiem zauważono też, że na procesie bronił się po rosyjsku.

Być może właśnie autorkę Akwarel miał na myśli, pisząc kilka lat później w recenzji Nad Niemnem Orzeszkowej o „umysłach miernych”, „którym brak poglądów szerszych, co gorsza, brak szerszego uczucia, wreszcie brak zdolności twórczych i nawet umiejętności pisania, bo jeżeli potrafią skleić mozaikową miniaturę, to tylko dzięki temu, że istnieje styl nerwowy. Wybierają oni małe przedmioty, bo nie mogą obrać większych, uczucie zastępują ckliwym sentymentalizmem, rozczulającym się nad dolą przejechanych uliczników, obitych terminatorów, żon obitych przez mężów pijaków itp.” (Dwa światy). Obok niechęci do literatury popularnej i „stylu nerwowego” na ocenie Zapolskiej zaważył również być może stosunek krytyka do naturalizmu, który winił za „obniżenie ideału” i często przeciwstawiał go realizmowi rosyjskiemu („Szkice” Adama Szymańskiego (list krytyka do autora), „Głos” 1887, nr 33).

Przeciw zastanym praktykom krytycznoliterackim. Mówiąc o słabościach współczesnej literatury, Popławski o „cherlactwo” oskarżał też krytyków, wielokrotnie rozpoznając w swoich artykułach sytuację „braku poważnej krytyki w prasie naszej”, atakując „taksatorów dzieł literackich”, których dziełem są albo „fontanny frazesów”, albo niezobowiązujące komplementy. „Coraz bardziej w prasie panoszyć się zaczyna rutyna rzemieślnicza, bezmyślne naśladownictwo, felietonowe błaznowanie o wszystkim i o niczym” (Dwa światy). Atakował krytykę, która nie podjęła się wyjaśnienia czytelniczego sukcesu Nad Niemnem, pominęła społeczny wydźwięk tej powieści. Popławski przytaczał reakcje zwykłych czytelników, którzy zostali „wzruszeni, zadumani, oczarowani” nie tylko powieścią Orzeszkowej, ale i dziełem Bolesława Prusa; uznał, że ten triumf swego rodzaju tendencyjności, liryzmu nad naturalizmem i chłodnym artyzmem jest symptomatyczny dla nowych czasów i nowego czytelnika (tamże). W recenzji Lalki Prusa również zwracał uwagę na brak czujności czy zrozumienia u jej krytyków. Wyrażając rozmaite zastrzeżenia wobec usterek wynikających z „felietonowego sposobu pisania powieści”, nie docenili oni nowatorstwa tego projektu artystycznego, traktując utwór jako „zwyczajny romans” (Świat marionetek, „Głos” 1890, nr 21). Krytyka, pisał Popławski, nie musi stawiać „stempla klasyfikacyjnego” – powinna natomiast ocenić oryginalność i prawdę wyrazu dzieła Prusa. Walczył też z koteriami literackimi czy dziennikarskimi, które, jak pisał, stosują często „zwykłą u nas taktykę milczenia” (Zwyczajna historia, „Głos” 1892, nr 20), przedkładając kryteria pozaartystyczne ponad te, które wynikają z podstawowego obowiązku krytyka: przyjrzenia się warsztatowi pisarza. „Każde dzieło sztuki – czy to poemat, czy powieść, obraz czy rzeźba, czy wreszcie kompozycja muzyczna – musi być »zrobione« […], usilna, staranna robota w znacznej mierze stanowi o jego wartości artystycznej” (tamże). Ten sposób formułowania obowiązków krytyki wydaje się bliski wzorcom pozytywistycznego obiektywizmu, a jednocześnie – „składowi zasad” formułowanemu przez krytyków z grupy „Wędrowca”, przede wszystkim Stanisława Witkiewicza. Jako krytyk Popławski posługiwał się określoną strukturą oceny recenzowanych dzieł, której integralną częścią było omówienie problematyki, często posługujące się streszczeniem, traktowanym przezeń jako dowód sumienności krytyka i dociekliwości jego lektury (choć przy okazji Lalki podkreślał, że streścić jej niepodobna).

Model krytyki i jej świat wartości. Wymagając od krytyków oceny „umiejętności, dokładności i staranności roboty” literackiej, w obręb własnego ideału krytyki literackiej Popławski, zgodnie z duchem epoki, włączał również subiektywny punkt widzenia oceniającego. W recenzji Szkiców Adama Szymańskiego podkreślał, że nie czuje się „patentowanym krytykiem”, lecz raczej dociekliwym czytelnikiem umieszczającym literaturę w kontekście własnych doświadczeń i refleksji o społecznych nastrojach i potrzebach. Dla tej recenzji wybrał zresztą bardzo osobistą formę listu do autora. Popławski okazywał też często swoje emocje wobec omawianych autorów i ich tekstów, wpisując się w jakiejś mierze w młodopolską formułę krytyki ekspresywnej.

Nie krył na pewno swoich osobistych gustów i emocji, omawiając utwory pisarzy bliskich mu ze względu na rodzaj podejmowanej problematyki i poważny sposób jej traktowania. Takie utwory, jak Szkice Szymańskiego, Nad Niemnem, Placówka i Lalka, uważał za dzieła, które mogą zmienić kierunki społecznych wyobrażeń, bo przełamują stereotypowy czy łatwy obraz rzeczywistości. Tak dzieje się jego zdaniem w syberyjskich utworach Szymańskiego, po którym „spodziewano się”, że odegra „biegle i efektownie […] wariacje na stary temat o męczennikach, opromienionych glorią cierpienia, o nędzy wygnania, o okrucieństwie ludzi, słowem, o tych wszystkich rzeczach, o których spragniona silnych wrażeń publiczność nasza lubi słuchać, jakkolwiek w gruncie tyle ją to obchodzi, co melodramat, na który wczoraj patrzyła w teatrze” („Szkice” Adama Szymańskiego).

W Nad Niemnem Popławski docenił szczególnie odważny sposób przedstawienia dwóch światów – „pańskiego i ludowego”. Zwracał także uwagę na realistyczne kreacje bohaterów oraz na przekonywające zobrazowanie konfliktu ojcowie–dzieci; „Orzeszkowa pierwsza wśród pisarzy naszych […] przedstawiła walkę dążeń i temperamentów dwóch pokoleń” (Dwa światy).

Jako pisarza „genialnego” Popławski określił Prusa w swoim artykule o Lalce, wskazując na przełamywanie przez tę powieść konwencji, do których przywykli krytycy i czytelnicy. W utworze odnalazł trafny obraz współczesnego życia społecznego przekładający się na bohaterów – „świat maleńkich marionetek, grających odpowiednie role, skaczących tak, jak je poruszają ukryte w głębi mechanizmu społecznego sprężyny” (Świat marionetek), świat ludzkich drobin, które przeżywają prawdziwy dramat. Doceniał też formę, która przysparzała tyle kłopotu innym krytykom: jak pisał, Lalka „nie jest powieścią w zwykłym rozumieniu tego wyrazu, a tym bardziej nie jest romansem” – to jakaś nowa odmiana gatunkowa służąca wiwisekcji rzeczywistości (tamże).

Realizm, naturalizm i język krytyki. Ważne dla rekonstrukcji dyskursu krytycznoliterackiego epoki są refleksje Popławskiego dotyczące realizmu i naturalizmu. Z jednej strony sarkał on na zbytnie szafowanie przez krytyków tymi etykietami, podkreślając, że „gatunki i odmiany literackie nie mają tej trwałości, która by pozwalała nadawać im właściwe nazwy. Zresztą tutaj każdy talent większy, każda wybitna indywidualność tworzy nowy gatunek, nową odmianę” (Zwyczajna historia). Irytowało go np. włączanie w obręb „szkoły naturalistycznej” tak odmiennych twórców, jak Antoni Sygietyński, Adolf Dygasiński czy Gabriela Zapolska („dlatego że lubowała się w opisach scen pornograficznych”; tamże).

Pisał: „Krytyka – i nie tylko nasza – nie ma jeszcze wyrobionych naukowych metod badania, ażeby mogła wykryć już teraz naturalne podstawy klasyfikacji kierunków i talentów literackich. Przyklejaniem kartek z napisami zajmują się głównie ci, którzy sądzą, że nomenklatura a klasyfikacja – to jedno” (tamże). Jednocześnie widział istotne związki twórczości Sygietyńskiego z projektem zolowskiego „romansu eksperymentalnego”, podkreślając, że autor demonstruje „obojętność badacza”, „a preparaty swe obrabia z właściwą dzielnemu artyście starannością i subtelnością” (tamże).

Jednym z wyznaczników realizmu były dla niego, obok tych o charakterze warsztatowym, szczerość autora i odwaga w podejmowaniu trudnych tematów. Także – autorskie intencje wyjścia poza dociekliwą obserwację ku wnioskom o charakterze ogólniejszym. W związku z tym w prozie cenił liryzm (o Szymańskim pisał jako o „poecie lirycznym”!) oraz epicki rozmach (zauważał go w Nad Niemnem). Poszukując, jak niemal wszyscy krytycy epoki, odpowiedzi na pytanie „co to jest realizm prawdziwy?”, znajdował ją, czytając literaturę rosyjską, której był wielbicielem. Porównując ją z twórczością polskich autorów, zauważał: „W wyborze przedmiotu jesteśmy zawsze realistami, podejmujemy zadania konkretne, powiem nawet praktyczne, ale przedstawiamy je w złudnym, fantastycznym oświetleniu. Zupełne przeciwieństwo przedstawia realizm rosyjski, który prostotą środków zewnętrznych przewyższa może szkołę naturalistyczną, a pomimo to tkwi w nim zawsze prawie pierwiastek wrodzonego mistycyzmu” (Szkice Adama Szymańskiego).

Za prawdziwych realistów uważał pisarzy, którzy traktują literaturę jako „służbę obywatelską” i walkę o „ideały humanitarne”, jak pisał we wspomnieniu pośmiertnym poświęconym Nikołajowi Szczedrinowi (N. Szczedrin. (Wspomnienie pośmiertne), „Głos” 1889, nr 21). Dążenie do precyzji języka krytyki widoczne jest również w głośnym studium Popławskiego O modernistach („Melitele” 1902); Popławski traktuje tu modernizm jako prąd społeczny i kulturowy, a jego źródła widzi w procesach demokratyzacji, w wyniku których pojawiły się nowe „żywioły” społeczne. Modernistów nazywa nowymi „barbarzyńcami”, rozumiejąc to określenie jako synonim odrzucenia przez nich konwencji i wypróbowanych traktów kultury, co wielu krytyków interpretowało jako akt „zwyrodnienia”. Widzi tu nową jakość, zauważając, że modernizm toruje drogę odrębnej i samodzielnej twórczości ludowej, „osłabiając nie tylko tradycję, ale i rutynę duchową i artystyczną naszej cywilizacji arystokratycznej”.</document>
<document nplp_id="13997" title="Porębowicz Edward" slug="porebowicz-edward">Historyk literatury, tłumacz, krytyk literacki i naukowy. Kryptonimy i pseudonimy: E.P.; Egrot; Dydym Kosturek.

Informacje biograficzne. Edward Franciszek Porębowicz urodził się 20 II 1862 w Warszawie jako najstarszy syn Władysława Juliana (1833–1882), właściciela przedsiębiorstwa handlu węglem, i Anny Zofii Sommerfeldt (1834–1925). W 1862/1863 r. rodzina przeniosła się do wsi Sosnowiec (gub. radomska). Miał brata Ignacego Józefa (1863–1893), lekarza, i siostrę Antoninę (1865–1938, zam. Gostomską), pianistkę. Chcąc zapewnić dzieciom polską edukację, rodzice wybrali Tarnów ze względu na bliskość zamieszkania dziadka, zarządcy majątków Sanguszków. W 1880 r. Porębowicz zdał maturę w Tarnowie, po czym podjął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (polonistyka i filologia klasyczna). Po uzyskaniu absolutorium w 1883 r. i stypendium im. Adama Sapiehy kontynuował naukę za granicą – w Berlinie, Monachium, Montpellier, Barcelonie, we Florencji oraz w Wiedniu, gdzie w 1890 r. uzyskał stopień doktora romanistyki. Po obronie wrócił do Krakowa, gdzie podjął pracę bibliotekarza w Polskiej Akademii Umiejętności oraz prowadził wykłady z historii literatury powszechnej na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego.

W 1893 r. wyjechał do Paryża, aby objąć stanowisko bibliotekarza stacji naukowej Polskiej Akademii Umiejętności przy Bibliotece Polskiej w Paryżu. W 1897 r. uzyskał habilitację na Uniwersytecie Lwowskim, a dwa lata później objął tam kierownictwo nowo utworzonej katedry filologii romańskiej jako profesor nadzwyczajny (oraz jedyny w tamtym czasie profesor romanista tam zatrudniony). W styczniu 1904 r. wziął ślub z Marią Wolską (zm. 1917), a w grudniu tego samego roku urodził się jego jedyny syn, Stefan (1904–1984), późniejszy architekt i profesor Politechniki Gdańskiej i Warszawskiej. W 1907 r. otrzymał tytuł profesora zwyczajnego, a w roku akademickim 1910/1911 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Lwowskiego. W 1925 r. został rektorem tej uczelni. Od 1910 r. współpracował z Polską Akademią Umiejętności jako członek korespondent, a w 1926 r. został jej członkiem zwyczajnym. W 1931 r. przeszedł na emeryturę, jednak Uniwersytet Lwowski nadał mu tytuł profesora honorowego, co dawało prawo do prowadzenia zajęć. W ostatnich latach życia zapadł na ciężką chorobę oczu, która znacząco utrudniała pracę. Zmarł 24 VIII 1937 we Lwowie.

Profil działalności. Porębowicz reprezentował typ humanisty filologa, który wykorzystywał rozległe wykształcenie i erudycję do szerokiego, wielowymiarowego badania literatury polskiej i obcej – zarówno współczesnej, jak i dawnej. Swobodnie łączył ze sobą kompetencje krytyka literackiego, kulturoznawcy i historyka literatury. Jego studia cechują znakomite umiejętności analityczne, szeroki, popisowy horyzont komparatystyczny pozwalający na erudycyjne porównania, inwencja, wysoki stopień konceptualizacji badanych zjawisk i – co może zaskakiwać w przypadku rozpraw wielowątkowych – zwięzłość. Znakomitych dowodów potwierdzających te umiejętności dostarcza m.in. rozprawa Andrzej Morsztyn: przedstawiciel baroku w poezji polskiej (1893), gdzie autor wprowadza prekursorsko termin „barok” na oznaczenie poezji XVII w. Wiedza na temat historii średniowiecza, jednej z ulubionych epok badacza, stanowiła cenne tło monografii Święty Franciszek z Asyżu (1899) przynoszącej m.in. analizę pism zakonnika. Przede wszystkim Porębowicz cieszył się sławą badacza życia i twórczości Dantego (Dante, 1906) oraz literatury francuskiej (Literatura francuska, 1933). Znał literaturę staroi nowoprowancką, hiszpańską, portugalską. Ułożył antologię tekstów wprowadzonych do piątego tomu Wielkiej literatury powszechnej. Nieobca mu była wiedza o teatrze, pisał o związkach Molière’a z teatrem włoskim (O artyzmie Moliera, „Przegląd Warszawski” 1922, t. 2, nr 7; Rola teatru Moliera w cywilizacji francuskiej, 1922). Był wybitnym tłumaczem; przełożył Boską komedię Dantego (1899–1904), dramaty Pedra Calderóna de la Barki (1888), Don Juana George’a Gordona Byrona (1885), komedie Williama Shakespeare’a. Specyfikę warsztatu krytycznoliterackiego Porębowicza należy zatem rekonstruować zarówno na podstawie stosunkowo nielicznych w jego dorobku recenzji utworów literackich (polskich i tłumaczonych), jak i z uwzględnieniem wypowiedzi historycznoliterackich, recenzji dzieł naukowych, komentarzy do przekładów, a nawet własnej twórczości poetyckiej nawiązującej m.in. do zjawisk literackich i realiów życia akademickiego (Rymy ucieszne, 1937).

Porębowicz już od lat studenckich (tj. od 1882 r.) pisywał na łamach prasy. Pierwszą dłuższą współpracę nawiązał z „Ateneum” Piotra Chmielowskiego (1886–1888, 1891– –1896), gdzie opublikował omówienie zawartości odnalezionego manuskryptu średniowiecznego (Miracles de Nostre-Dame par personnages, „Ateneum” 1888, t. 1, z. 2) oraz publikacji dzieł naukowych („Ateneum” 1886, t. 2, z. 5) i tłumaczeń („Ateneum” 1891, t. 1, z. 2). Nie był związany z żadnym ze środowisk krytycznych, co w latach 90. XIX w. pozwoliło mu godzić współpracę z „Przeglądem Polskim” Stanisława Tarnowskiego i „Prawdą” Aleksandra Świętochowskiego (1887–1889, rubryka Po świecie stanowiąca błyskotliwy przegląd prasy światowej; od 1889 r. – tytuł rubryki: Ze świata, a także sporadyczne omówienia w dziale Literatura francuska). Szczególnie płodnym okresem w jego działalności krytycznoliterackiej jest początek XX w., kiedy Porębowicz wszedł w skład redakcji „Pamiętnika Literackiego”. Publikował również pojedyncze artykuły w innych czasopismach (m.in. w „Kłosach”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Czasie”, „Zdroju” czy „Tygodniku Ilustrowanym”).

Wypowiedzi krytycznoliterackie o poezji. Stanowią one ważny element zainteresowań Porębowicza już od lat 80. XIX w. W recenzji trzeciej serii Poezji Marii Konopnickiej („Prawda” 1887, nr 32) krytyk zwraca uwagę na zjawisko „krystalizowania się talentu [poetki] w kształt ostatni i doskonały”; stało się to możliwe dzięki porzuceniu perspektywy ogólnoludzkiej na rzecz opisywania doświadczeń i cierpień swojskich bohaterów. Uznaje to za przejaw swoistości i odrębności poezji polskiej: „Otrząsamy się nareszcie z victor-hugonizmu… to dobrze, to przywróci nam literaturę narodową: taką bo musi stać się, chcąc śród piśmiennictwa europejskiego stanowisko zająć jakie takie; trzeba nam zeswojszczyć się aż do zapomnienia literackich zdobyczy Zachodu” (tamże). Jest to jedyny artykuł, w którym krytyk opowiada się tak wyraziście przeciwko przejmowaniu wpływów obcych przez literaturę polską. W powstałym 15 lat później studium Poezja polska nowego stulecia („Pamiętnik Literacki” 1902) odnotowuje współbieżność literatury polskiej i europejskiej; poświęca uwagę manifestowi Confiteor Stanisława Przybyszewskiego, dostrzegając w nim świadectwa fascynacji myślą symbolistów francuskich. Nie gani gestu czerpania inspiracji „z zewnątrz”, zarzuca natomiast Przybyszewskiemu pewne niejasności, których nie było w pierwszym teoretycznym omówieniu nowych prądów poetyckich, tj. w rozprawie Charles’a Morice’a z 1889 r. Za wadę Confiteor uznaje zastąpienie wzniosłych założeń wykładu Francuza (sztuka jako synteza metafizyki, artyzmu i „środków wykonania”) nieprecyzyjnym pojęciem Duszy jako Absolutu, co zbliża ujęcie Przybyszewskiego do systemu Friedricha Wilhelma Josepha Schellinga i Georga Wilhelma Friedricha Hegla, a także do sformułowanego przez Friedricha Schlegla w powieści Lucinda kultu genialnego indywiduum, którego nie obowiązuje zwyczajna moralność. Krytyk nie odmawia sobie prawa do ironii: wyraża zadowolenie, że polscy poeci studiują niemieckich filozofów, żal natomiast, że pomijają np. etykę obowiązku Johanna Gottlieba Fichtego.

Przypominając długie trwanie w kulturze np. renesansu, krytyk zauważa, że analogie do romantyków nie muszą być przypadkowe: „Neoromantyzm lub neoidealizm – tak zatem określić wypada kierunek poezji polski u progu nowego stulecia” (tamże). Sformułowanie to stało się jedną z obiegowych definicji modernistycznych nurtów literackich. Jednocześnie krytyk przestrzega przed przyznaniem temu kierunkowi „wyłącznej dzierżawy tego świata”, a poecie przyzwolenia na bycie „dostojnym próżniakiem i nicponiem”, zgodnie z paragrafem Schleglowskim (tamże).

Stosunek Porębowicza do poezji modernistycznej w ujęciu symbolistów jest życzliwy i pełen uznania dla podejmowanych poszukiwań językowych, chociaż niebezkrytyczny. Zdaniem krytyka w polskim przekładzie wierszy Maurice’a Maeterlincka zbyt mocno akcentowano (Z. Przesmycki) synestezyjną transpozycję doświadczeń zmysłowych, co przeciwnikom nowej poezji posłużyło za pretekst do niewybrednych kpin, gdy tymczasem sednem teorii i praktyki symbolicznej była odważna metafora znajdująca niekiedy miejsce w języku potocznym. Krytyk odnosi się zaś negatywnie do koncepcji „wyzwolenia języka spod supremacji myśli”, której stosowanie sprowadziłoby poezję do prostej deskrypcji wrażeń, wynikającej z ograniczenia roli zdania będącego w rozumieniu Porębowicza nośnikiem myśli.

Jednocześnie Porębowicz podkreślał, że nowa poezja wymaga odmiennych metod analizy i oceny, czemu daje wyraz w recenzji Najnowszych prądów w poezji naszej Chmielowskiego („Pamiętnik Literacki” 1902). Opowiadając się przeciwko stosowanemu przez tego autora kryterium wartościowania poezji według jej społecznej użyteczności, Porębowicz proponuje przyjęcie bardziej zindywidualizowanego podejścia. Głównym kryterium klasyfikacji powinna być nie tematyka utworów ani poglądy filozoficzne czy społeczne autora, ale forma dzieł, rozumiana jako „pewien sposób stały funkcjonowania wyobraźni i uczucia”, który pozwoliłby na porównywanie ze sobą twórców „według kategorii psychologicznych” (tamże), tzn. według swoistych właściwości stylu twórcy, możliwych do zrekonstruowania na podstawie analizy dzieła. Tym samym Porębowicz, powołujący się na rozprawy Émile’a Hennequina, Luigiego Leynardiego, Théodule-Armanda Ribota, wpisuje się w psychologiczny i unaukowiony model krytyki literackiej, proponując badanie indywidualności twórczych układających się w bardziej skategoryzowany system.

Warsztat krytyka umiejącego sprawiedliwie ocenić dzieła innych krytyków Porębowicz zaprezentował w pełnej szacunku i uznania recenzji książki Ignacego Matuszewskiego Słowacki i nowa sztuka („Pamiętnik Literacki” 1902). Komplementował erudycję autora i trafność wielu rozpoznań wskazujących na zbieżność techniki pisarskiej Juliusza Słowackiego (nastrojowość, liryzm, synestezje, „słyszenie barwne”) z dziełami współczesnej poezji i sztuki w ogóle (R. Wagner). Zakwestionował niektóre tezy z natury niesprawdzalne, a chwytliwe, np. twierdzenie, że romantyzm niemiecki był reakcją na ducha galijskiego, dystansując się zarazem wobec ogólnikowości tezy oraz jej „rasowości”.

W poszukiwaniu indywidualności twórczej. Postulatów badawczych Porębowicz nie ograniczał wyłącznie do teorii, ale stosował je również w praktyce krytycznej, czemu dał wyraz w recenzji Żywych kamieni Wacława Berenta („Tygodnik Ilustrowany” 1919, nr 35). W artykule tym polemizuje z Benedettem Crocem (a zwłaszcza z jego książką Breviario di estetica z 1912 r.), uznającym dzieło sztuki za konkretyzację intuicyjnego postrzegania rzeczywistości przez artystę. Zdaniem Porębowicza realizacja takiego założenia twórczego skutkowałaby powstawaniem wyłącznie dzieł współczesnych, blokując tym samym pisarstwo historyczne (gdyż nawet po zapoznaniu się z dostępnymi materiałami i źródłami odtworzenie mentalności człowieka dawnego przez autora współczesnego jest nieosiągalne). Pisarz podejmujący takie zadanie jest zatem zmuszony do czerpania wyłącznie z własnych doświadczeń. To zaś sprawia, że przedmiotem rozważań krytyka powinna być „osoba autora” (tamże). Takie skupienie się na autorze nie oznacza jednak psychologicznej rekonstrukcji osobowości pisarza na podstawie jego dzieła, ale próbę odtworzenia elementów twórczości składających się na jego indywidualność artystyczną, tj. „sposób, jakim transponuje na mowę poetycką na świat jawy zewnętrznej i świat wzruszeń i wyświetleń własnych” (tamże).

Zdaniem krytyka osobowość twórcza Berenta przejawia się przede wszystkim na płaszczyźnie wyboru tematu powieści oraz w umiejętności oddania ducha średniowiecza. Umiejętność ta polega nie tyle na idealnym odwzorowaniu detali historycznych, ile na uchwyceniu najważniejszych elementów organizujących życie umysłowe i duchowe epoki (współistnienie świata jawy i świata fantastycznego). Efekt został osiągnięty dzięki ograniczeniu roli fabuły rozumianej jako linearny ciąg zdarzeń na rzecz sugestywnej, symbolicznej opowieści skoncentrowanej na ukazaniu buntu przeciwko acedii oraz zwróceniu się w stronę przyjemności cielesnej i duchowej. Krytyk dostrzega w tych zabiegach przejawy witalizmu Berenta oraz przekonania o roli sztuki jako dziedziny zdolnej powstrzymać pesymizm społeczny oraz poczucie rozpadu świata. Towarzyszy jej „[d]umne poczucie dostojeństwa artystycznej myśli twórczej” (tamże).

Znaczącą rolę w rekonstrukcji artystycznej osobowości Berenta odgrywa jego styl, „polegający w stałym sposobie [!] funkcjonowania myśli wyrażanej słowem, a ujawniany transpozycją wrażeń, składnią, nawyknieniami szyku słów, mechanizacją mowy” (tamże). Styl Berenta, znacząco udoskonalony w porównaniu z jego wcześniejszą twórczością, opierałby się głównie na swobodnym operowaniu pojęciami abstrakcyjnymi (sprowadzanymi przezeń niemalże do sfery konkretu), plastycznym oddawaniu wrażeń wzrokowych i słuchowych, inwencji słowotwórczej i składniowej oraz lapidarności. Taki sposób myślenia pozwala na sytuowanie Porębowicza w (umiarkowanie) ekspresywnym nurcie modernistycznej krytyki literackiej, jednak nacisk położony przezeń na oddzielanie warstwy tekstowej od autora jako osoby rzeczywistej świadczy o ostrożności wobec tendencji psychologizujących; ostrożności wynikającej z praktyki filologa skupionego na języku utworu literackiego.

Poeta a społeczeństwo. Ciekawym, choć rzadkim u Porębowicza przejawem zainteresowania społecznym wymiarem funkcjonowania artysty jest polemika z Wiktorem Gomulickim (Poeta a świat. (W odpowiedzi na list otwarty do Wiktora Gomulickiego), „Zdrój” 1918, z. 3). List Gomulickiego, będący skargą na trudny los poetów polskich, ich biedę, marginalizację, posłużył Porębowiczowi do przedstawienia relacji łączącej sztukę/ artystę ze społeczeństwem. Podkreśla sprzeczność między oczekiwaniami publiczności względem poety a wymogiem zachowania przezeń niezależności twórczej. Utylitaryzm, rozumiany jako służba celom pozaliterackim, np. moralnym, zabija sztukę. Nastawienie utylitarne nasiliło się w XVIII w. i nawet romantycy umieli się mu przeciwstawić tylko w pierwszej fazie działalności, która była – zdaniem krytyka – bohaterska. Następny etap, podporządkowany ideom, postępowi itd., określa jako „safandulski” (tamże). „[P]oezja tendencyjna jest czymś organicznie przeciwnym poezji oderwanej od celów doczesnych, zapatrzonej w wieczność” (tamże). Twórca tylko wtedy mógłby cieszyć się poczytnością, gdyby dostosował się do gustów czytelników, takie postępowanie prowadziłoby jednak do porzucenia ambicji artystycznych, a tym samym do dobrowolnego wyrzeczenia się miana poety. Dlatego popularność i geniusz ze swej natury muszą stać ze sobą w sprzeczności. Z tych samych pobudek Porębowicz sprzeciwia się wszelkim formom instytucjonalnego (w szczególności państwowego) wsparcia materialnego artystów, które uzależniałoby ich od wymagań mecenasów, ograniczając swobodę. Solidaryzuje się z dyrektywą Alfreda de Vigny’ego: „Cierp, milcz i mrzyj!”.

Jednocześnie nie neguje sensu istnienia „wierszopisarstwa” (czyli utworów skierowanych do mas – np. pieśni ludowych i żołnierskich, literatury tendencyjnej czy dydaktycznej). „Marsylianka jako utwór poetycki jest stekiem wrzasków demagogicznych, zwietrzałych przenośni, hiperbol niesmacznych i pustych – a przecież odmieniła kartę Europy” (tamże). Zwracając uwagę na różne funkcje literatury wysokoartystycznej i popularnej, opowiada się za wyraźnym rozdzieleniem obu tych kategorii, nie odrzucając jednocześnie żadnej z nich: „Oskarżać pierwszą grupę o sybarycki egoizm, wyznaczać, jaki gatunek danej rozkoszy estetycznej mają w danej chwili konsumować jednostki społeczne – byłoby krzywdą i tyranią; z drugiej strony podawać w upokarzającą pogardę literaturę tendencyjną świadczyłoby o niezrozumieniu psychologii mas” (tamże).

Przekład w teorii i w praktyce. Od początku działalności krytycznej Porębowicz wykazuje zainteresowanie przekładem – zarówno jako praktyk, jak i teoretyk (Stanisław Koźmian i jego przekłady Szekspira, „Kłosy” 1885, nr 1039–1040). Już w recenzji Poezji Konopnickiej poświęca kilka akapitów jej tłumaczeniom wierszy Louise Ackermann oraz Paula Heysego. Koncentruje się tam nie na technice translatorskiej, ale na kryteriach wyboru utworów do przekładu. Jego zdaniem tłumacz powinien dokonywać selekcji materiału w zgodzie z charakterem własnego talentu oraz ze względu na pożytek, jaki dzieło może mieć dla literatury języka „docelowego”. Późniejsze, bardziej wnikliwe recenzje przynoszą dogłębną i wieloaspektową krytykę sposobów przekładu, w której Porębowicz harmonijnie łączył ze sobą perspektywy historyka i teoretyka literatury i kultury oraz tłumacza-praktyka. W recenzji tłumaczenia Luzjad Luísa Camõesa autorstwa Zofii Trzeszczkowskiej („Ateneum” 1891, t. 1) nazywa przekład „studium pomocniczym”, czyli dziedziną pozwalającą na rozwój warsztatu poetyckiego przez konieczność dostosowania własnego stylu do potrzeb dzieła tłumaczonego. Podejście to jednak nie wyklucza możliwości wartościowania tłumaczenia jako samodzielnego utworu, co skłania Porębowicza do sformułowania postulatu stworzenia teorii przekładu. W ocenie jakości tłumaczenia krytyk odstępuje od wymogu bezwzględnej wierności. Podkreśla, że najważniejszym zadaniem tłumacza jest wzbudzenie w odbiorcy tych samych wrażeń, jakie utwór wywołuje w czytelniku znającym język oryginału. Zadanie to okazuje się trudne, a czasem nawet niemożliwe do realizacji, zważywszy na fonologiczne i morfologiczne różnice między poszczególnymi językami: „Przekład musi działać drogą sugestii: brzmienie portugalskiego wyrazu wpływa inaczej na Portugalczyka niż Anglika, a choćby nawet wpływało tak samo, to musi inne wywoływać zmysłowe wrażenie oryginał a przekład; inaczej drażni ucho nosowe mãe (matka) niż sepleniące mother” (tamże). Dlatego Porębowicz dopuszcza zmiany w wersyfikacji spowodowane niemożnością oddania w języku polskim struktur występujących w innych językach, jednak pod warunkiem uzyskania podobnych efektów innymi środkami. Ważne, jak tłumacz radzi sobie z nieuchronnymi trudnościami: Julia Dicksteinówna osiąga świetny efekt w tłumaczeniu Ód barbarzyńskich Giosuè Carducciego dzięki erudycji, znajomości kultury, mitologii, co ułatwia poszukiwanie trafnych rozwiązań (Literatura włoska, „Przegląd Warszawski” 1924, t. 2, nr 31). Zapowiedziana w przedmowie do zbiorku włoskiego poety archaizacja języka przekładu zmienia się – zdaniem krytyka – w tworzenie neologizmów, co badacz uważa za dopuszczalne, a nawet pomysłowe, nie godząc się wszakże na niektóre dziwolągi językowe. Archaizacja i neologizmy nie tylko bywają niezbędne do oddania efektu wrażeniowego oryginału, lecz także mogą wzbogacić język kultury „docelowej”. Te funkcje przekładu określa jako ważne i cenne, nawet jeżeli większość neologizmów proponowanych przez tłumaczy i poetów ostatecznie nie wejdzie do polszczyzny, tak jak nie weszły do uzusu języka francuskiego neologizmy François Rabelais’go czy Pierre’a Ronsarda. Nie wszystkie innowacje cieszą się jednakową aprobatą krytyka: w recenzji Ód barbarzyńskich Porębowicz pozytywnie ocenia neologizmy oparte na prefiksacji i sufiksacji („osmętny”) bądź zrosty wyrazowe („jabłkorodny”, „wielopłodny”), ale sprzeciwia się nieuzasadnionemu tworzeniu nieistniejących form gramatycznych (np. imiesłowu przymiotnikowego biernego od czasownika „dziać się”) czy nadawaniu nowych znaczeń wyrazom istniejącym już w polszczyźnie (np. używanie czasownika „płużyć” w znaczeniu „obrabiać pole pługiem” zamiast staropolskiego „przynosić korzyść”). Porębowicz nie poprzestaje na wskazaniu niedoskonałości językowych, ale często podaje alternatywne tłumaczenia – zgodne z rytmem i układem wersyfikacyjnym przekładanego tekstu i innymi parametrami, na co pozwalają mu niezwyczajne kompetencje poligloty i poety. Świadectwem tego są Zapomniane harmonie. Asonanse („Museion” 1913, z. 11), studium o zapomnianej formie epiki rycerskiej, która nie operowała rymem, ale znacznie subtelniejszym asonansem, uzupełnione przekładem własnym kilku fragmentów opowieści. Wyraźnie sformułowane kryteria oceny przekładu Porębowicz stosuje konsekwentnie również we własnej działalności translatorskiej (Przedmowa do Boskiej komedii, 1921).

Miejsce Porębowicza. Działalność krytycznoliteracka sensu stricto stanowi skromniejszą część dorobku Porębowicza w porównaniu ze studiami historycznoliterackimi, komparatystycznymi, translatorskimi. Można go uznać za jednego z kontynuatorów modernistycznej krytyki literackiej z zaznaczeniem, że w jego ujęciu ekspresyjność dzieła literackiego podlegała ograniczeniu w konfrontacji z materiałem językowym. Porębowicz był oryginalnym postulatorem i jednym z prekursorów teorii przekładu oraz wnikliwym krytykiem dzieł tłumaczonych na język polski. Tutaj znacząco wybijał się ponad horyzont swojej epoki.</document>
<document nplp_id="13999" title="Podwysocki Konstanty" slug="podwysocki-konstanty">Krytyk literacki, powieściopisarz, historyk, bibliofil. Pseudonimy i kryptonimy: K.P.; K. Po.; K. Stolnikiewicz Chełmski; P.K. Stolnikiewicz-Chełmski.

Informacje biograficzne. Urodził się 2 II 1810 prawdopodobnie w Szandrze jako syn Julii z Szymanowskich i być może marszałka kijowskiego Seweryna Podwysockiego. Miał siostrę Żanetę. Nauki pobierał w Gimnazjum Podolskim w Winnicy, był uczniem Michała Maciejowskiego, Ignacego Jagiełły, Jana Zakrzewskiego; wyniósł stamtąd przyjaźnie m.in. z Aleksandrem Grozą i Michałem Jezierskim. Ożenił się przed 1832 r. z Anielą z Micowskich, wychowanką Hermana Hołowińskiego, miał pięcioro dzieci: Hermana (1833– –1834), Emilię (1838–1869, zam. Rożałowska), Marię (ur. 1840), Karola (ur. 1840), Stefana (ur. 1843). Zrazu gospodarował w Steblowie należącym do Hołowińskich (parafia Łysianka), następnie w Szandrze oraz Mikołajówce (parafia Rzyszczów) w pow. kaniowskim. W 1845 r. kupił majątek Rychty Humieckie (parafia Czarnokozińce) k. Kamieńca Podolskiego i zamieszkał tam na stałe; prowadził w Rychtach dom otwarty i stworzył ośrodek kultury polskiej, który odwiedzali najważniejsi literaci tego czasu i regionu, przede wszystkim spowinowacony z nim Michał Grabowski oraz Józef Ignacy Kraszewski, który dedykował Podwysockiemu powieść Pod włoskim niebem (1845), a także Placyd Jankowski, Aleksander Weryha Darowski, Michał Jezierski, Jan Krechowiecki, Dionizja z Iwanowskich Poniatowska, Włodzimierz Plater i in. Jako krytyk oraz kolekcjoner i bibliofil (bogata biblioteka rychtecka) interesował się szczególnie okresem stanisławowskim. Zgromadził wiele pamiątek przeszłości, był posiadaczem m.in. portretu Stanisława Augusta pędzla Élisabeth Vigée Lebrun. Cieszył się powszechną estymą, był sędzią sądów polubownych (tzw. sędzią sumienia), a także honorowym kuratorem gimnazjum kamienieckiego. Zmarł 14 XII 1868 w Rychtach, został pochowany w Czarnokozińcach.

Działalność literacka i krytyczna. Do pracy literackiej Podwysockiego zachęcił go Michał Grabowski, dzięki któremu znalazł się pod wpływem tzw. koterii petersburskiej. Jego wypowiedzi krytyczne mają charakter mimikry wobec krytyk Grabowskiego, co świadczy o tym, że podzielał poglądy krewnego i podobnie jak on wygłaszał zasadniczo sądy utrzymane w tonie łagodnym. Zarzucano mu, że przyjął formułę krytyczną od Gustawa Planche’a. Podwysocki publikował głównie na łamach noworocznika „Rusałka” (Grozy) oraz w „Tygodniku Petersburskim”. Literaturą zajmował się stosunkowo krótko, tj. zasadniczo w l. 1838– –1843, i działalność tę uważał za obowiązek społeczny i narodowy. Był autorem powieści Pan Dezydery (1843) i opowiadania Powołanie. Obrazek z życia jednodniowego artysty („Gazeta Codzienna” 1853, nr 300, 303). Ponadto przetłumaczył i edytował Pamiętniki Lwa Engelhardta (wyd. 1873) i dziennik Radom i Bar Piotra Kreczetnikowa (wyd. 1874). W rękopisie pozostawił traktat moralny.

W „Rusałce” opublikował trzy szkice o literatach 2. poł. XVIII w.: Franciszku Karpińskim, Ignacym Krasickim, Franciszku Dionizym Kniaźninie. W „Piśmiennictwie Krajowym” ogłosił tekst o Adamie Naruszewiczu. Łamy „Tygodnika Petersburskiego” zostały mu udostępnione dla recenzji dzieł bieżących: Amerykanki w Polsce Aleksandra Tyszyńskiego, Ziemiaństwa polskiego Kajetana Koźmiana, trzech powieści Kraszewskiego, Pism przedślubnych Jankowskiego, Krystyny Klementyny Hoffmanowej, Starosty Rabsztyńskiego Józefa Wiślickiego, a także powieści Honoré de Balzaca. Namówiony przez Kraszewskiego napisał recenzję Wspomnień o Francji Łucji Rautenstrauchowej („Athenaeum” 1841, t. 5).

Podwysocki był gorącym zwolennikiem literatury narodowej, wytykał i piętnował wszelkie obce wpływy i naśladownictwa. Opowiadał się po stronie przeciwników uprawiania przez pisarzy polskich twórczości w języku francuskim i wyrażał niechęć do literatury francuskiej, którą uważał – podobne jak Grabowski – za demoralizującą i nazywał „zepsutym płodem, upadkiem literatury”. W artykule Choroby moralne XIX wieku („Tygodnik Petersburski” 1839, nr 40, 55), dotyczącym m.in. powieści Elmira Jana Ilińskiego, tragedii Don Sébastien de Portugal Aleksandra Przeździeckiego i zbiorku poezji Lydia Juliusza Strutyńskiego, ubolewał, że dzieła te wydane w obcym języku są „tylko powodem żalu, iż dwóch [?] młodych pisarzy, których zdolności mogłyby tyle dla ojczystej literatury być pomocnymi, nikną gdzieś w cieniu, bez najmniejszego wspomnienia obcych, i bez współczucia rodaków”.

Celem literatury pięknej było dla Podwysockiego uprawianie dydaktyki rozumianej jako połączenie wiedzy o przeszłości polskiego narodu (dziejów i obyczaju) z dyskusjami na tematy współczesne. Miało to według niego stanowić zasadniczy rys literatury rodzimej. Nad poezję przedkładał prozę (mimo walorów poetyckich bajek, heroikomików, satyr Krasicki jest dla niego głównie twórcą Pana Podstolego jako polskiego dzieła oryginalnego), wysoko cenił powieści edukacyjne Klementyny Hoffmanowej jako wychowawczyni kobiet.

Recenzje Podwysockiego, mimo ich amatorskiego charakteru, odznaczają się erudycyjnym podglebiem, szerszymi kontekstami, dbałością o precyzję wypowiedzi, gruntownością streszczeń omawianych dzieł. Przez Piotra Chmielowskiego został nazwany „jednym z głębszych krytyków”.</document>
<document nplp_id="14001" title="Piramowicz Grzegorz" slug="piramowicz-grzegorz">Kaznodzieja, pedagog, działacz oświatowy, pisarz, teoretyk wymowy i poezji. Pseudonimy i kryptonimy: G.P.; G.P.I.; G.P.J.; G.P.S.J.; X. Gr. Pir.; Jan hr. Potocki kasztelanic lwowski; Pisandro; Pyram.

Informacje biograficzne. Grzegorz Wincenty Piramowicz urodził się 20 XI 1735 we Lwowie w rodzinie kupieckiej ormiańskiego pochodzenia jako syn Jakuba Piramowicza h. Odrowąż (zm. 1758) i Anny Nikorowicz. Uczył się we lwowskim kolegium jezuickim, w 1754 r. wstąpił do zakonu. Nowicjat odbył w Krakowie, a potem pracował jako nauczyciel w różnych kolegiach. W 1760 r. wrócił do Lwowa i przez cztery lata uczęszczał na wykłady z teologii w Akademii Lwowskiej. Wtedy też zawarł znajomość z kasztelanem lwowskim Józefem Potockim i związał się z rodziną Potockich. Towarzyszył m.in. synom kasztelana w ich podróżach edukacyjnych do Francji i Włoch. W 1771 r. podjął we Lwowie obowiązki profesora filozofii, a następnie również kaznodziei katedralnego. W 1773 r. znalazł się w Warszawie, gdzie m.in. bywał gościem obiadów czwartkowych. Brał udział w pracach Komisji Edukacji Narodowej, od początku 1774 r. był jej sekretarzem, a później także sekretarzem Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. Po kasacie zakonu Jezuitów otrzymał probostwo w Kurowie, a następnie w Końskowoli. W 1800 r. pod naciskiem władz austriackich zrzekł się obu godności, przenosząc się do ofiarowanego mu przez Czartoryskich probostwa w Międzyrzeczu Podlaskim. W 1801 r. został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zmarł 14 XI 1801 w Międzyrzeczu Podlaskim.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Jako urzędnik KEN Piramowicz nawiązał współpracę m.in. z Adamem Kazimierzem Czartoryskim, również zainteresowanym pracami nad przygotowaniem podręczników dla szkół narodowych. W l. 1775–1776 publikował w „Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych” okolicznościowe wiersze adresowane do księstwa Czartoryskich. Uczestniczył w projektowaniu w środowisku księcia – niezrealizowanego jednak – czasopisma poświęconego krytyce literackiej, którego miał być redaktorem. W 1778 r. opublikował Przestrogi dla czytających pisma historyczne i polityczne, jako to pamiętniki, dzienniki, wojaże, geografie i tym podobne, zawierające rozbudowane oceny konkretnych dzieł oraz ogólne wskazówki na temat ich odbioru. Pierwszą jego wypowiedzią o charakterze metakrytycznym jest Obwieszczenie wydawcy poprzedzające dodane do pierwszej edycji Kawy Czartoryskiego Listy krytyczne (1779) różnych autorów. Podstawowym dziełem Piramowicza, które zawiera pełny zarys jego poglądów estetycznoliterackich, jest Wymowa i poezja dla szkół narodowych (1792).

Koncepcja poezji. Piramowicz rozwijał swoje postrzeganie kwestii teoretycznoi krytycznoliterackich. Dla rozważań o źródłach poezji szczególne znaczenie mają dlań (eksponowane również przez A.K. Czartoryskiego, a podobnie charakteryzowane przez J. Szymanowskiego) kategorie geniuszu i gustu, na których opiera on w dużej mierze swoją koncepcję twórczości poetyckiej. Kategoria geniuszu jest rozumiana przezeń jako wyjątkowy dar natury, „stwarzająca sposobność umysłu” (Obwieszczenie wydawcy). Twórcy obdarzeni geniuszem nie potrzebują prawideł, a ich dzieła stanowią źródło norm, są zatem także „wyższe nad krytykę” (tamże). Tacy autorzy jednak okazują się nieliczni, a wielu innych, tworzących wszakże dzieła użyteczne, popełnia błędy, których przyczyną może być „pozwolona bystremu dowcipowi zbyteczna wolność” albo niedostatek „tego czucia, tego rozeznania pewnego, które gustem zowiemy” (tamże).

Te poglądy o istocie poezji Piramowicz rozwija później w Wymowie i poezji, gdzie – przyjąwszy, że estetyczną edukację należy prowadzić od dzieciństwa – usiłuje zdefiniować większą liczbę pojęć używanych m.in. w dyskursie krytycznoliterackim: rozsądek, rozum, dowcip, imaginacja, gust, geniusz, talent, sztuka. Podobne zasady dotyczą wymowy i poezji, choć poszczególne z nich w większym stopniu odnoszą się do jednej lub drugiej. Rozsądek i rozum to podstawowe predyspozycje umożliwiające sprawne funkcjonowanie w społeczeństwie i na polu piśmiennictwa, dowcip dodaje do nich „bystrość i okrasę”, imaginacja zaś pozwala tworzyć obrazy. Gust albo smak wyraża się zdolnością „prędkiego, niby bez uwagi i zastanowienia się owego delikatnego w dziełach nauk i kunsztów rozeznania, co jest dobre i piękne” (Wymowa i poezja). Do „nabycia” dobrego gustu prowadzą: obserwacja piękna natury, przebywanie z osobami o wykształconym smaku, a szczególnie czytanie najlepszych autorów i „zapatrywanie się” na wybitne dzieła sztuki. Tak wykształcony gust „staje się rozeznawaczem pewnym i szybko stanowiącym sędzią piękności” (tamże), która – co zbliża poglądy Piramowicza do koncepcji klasycystycznych – ma charakter uniwersalny i obiektywny, wiąże się z konkretnymi dającymi się opisać własnościami rzeczy. Są to: porządek, wielkość połączona z prostotą, użyteczność, wdzięk i łatwość. Gust stanowi umiejętność szybkiego i niezawodnego rozpoznawania tych własności.

Geniusz natomiast, rozumiany jako szczególne wysilenie władz umysłu, dowcipu, imaginacji, jest siłą kreacyjną, kierowaną „samym tchnieniem i popędem natury”; nie opiera się na regułach ani przykładach, a jego „nauką” jest „wielka księga świata fizycznego i moralnego” (tamże). Geniusz jednak – tu Piramowicz wpisuje się w dominujące wówczas poglądy dotyczące tej kwestii – bywa poddany władzy oceniającej dobrego smaku, gdyż zostawiony samemu sobie, działając spontanicznie, czasem przeciwko niemu wykracza. Najwyraźniej działanie geniuszu widoczne jest „w poetycznych robotach”, ale może się on przejawiać we wszystkich sferach ludzkiej aktywności. Analiza konkretnych jego wytworów prowadziła do sformułowania reguł i przepisów „użytecznych do wytworzenia doskonałego dzieła” (tamże), a nazwanych sztuką. Odnoszą się one nie do pomysłu, idei dzieła (bo to właśnie sprawa geniuszu i imaginacji), lecz do jego zewnętrznej formy, porządku, ukształtowania aspektu językowo-stylistycznego czy – w przypadku poezji – genologicznego. Piramowicz podkreśla nadrzędność naturalnych predyspozycji zarówno mówcy, jak i poety wobec ścisłych reguł. Natura bez sztuki może się obejść, sztuka bez natury nie.

Istota i zasady krytyki. Nadużycia swobody dowcipu powodują potrzebę krytyki, „która by wcześnie odkrywając skazy, wytykając omyłki, naprowadzając na prawą drogę, poprawiała pisarzów” (Obwieszczenie wydawcy). Bywa ona przydatna nawet w odniesieniu do dzieł geniuszów, bo również w nich, jakkolwiek „nagrodzone tysiącznymi doskonałościami” (tamże), mogą znaleźć się jakieś mankamenty, które krytyk winien wskazywać, aby nie były powielane przez innych. Zdaniem Piramowicza krytyk wytykający braki i wady dzieł należy do swego rodzaju elity znawców („znających się”), jest „wyższy nad ów pospolity i nienawistny gmin małych krytyków” (tamże). Istotnym elementem jego wizji krytyki jest koncepcja „wzoru myślnego”, mającego zastąpić podstawowe w estetyce klasycyzmu obiektywne prawidła. Ów „wzór myślny” to „wewnętrzny […] wizerunek w jego samym umyśle, w jego czuciu nabranym z szczególnych uwag, z szczególnych poruszeń serca” (tamże), jakie wywołały w nim dzieła wybitnych autorów. Jest to model uformowany na podstawie wymogów doskonałości, piękności i „pewności”, które mają taką właściwość, że nie mogą nie być powszechnie uznane „od każdego zdrowego umysłu” (tamże). Formując ów model, krytyk wybiera to, co w naturze i sztuce postrzega jako najpiękniejsze, następnie „kształci wzór myślny, wzór wyższy i doskonalszy niżeli jest w jakimkolwiek rodzaju szczególny przykład” (tamże). Można tu widzieć analogię do koncepcji „pięknej natury” jako przedmiotu działań naśladowczych artysty, prezentowanej w XVIII w. głównie przez Charles’a Batteux. Do tak ukształtowanego wzoru winien on odnosić oceniane nowe utwory, bo właśnie „na tym się zasadza czynność krytyki” (tamże). Jest to antycypacja rozwijanej u nas w refleksji estetycznoliterackiej na początku XIX w. (m.in. przez E. Słowackiego) koncepcji wzoru idealnego. Piramowicz docenia też rolę doskonałych przykładów zasługujących na naśladowanie. Ponadto krytyk winien w ocenach kierować się „ludzkością, grzecznością i obyczajnością”, a także bezstronnością, nie poniżać autorów, ale zachęcać ich do poprawiania błędów i chwalić, kiedy „cokolwiek pięknego, dobrego i użytecznego w pismach znajdzie” (tamże). Dla podniesienia poziomu piśmiennictwa Piramowicz widzi potrzebę uzupełnienia czasem wypowiedzi krytycznych rozprawami teoretycznymi „o materiach literatury” (tamże). Jego poglądy na istotę krytyki literackiej wpisują się zatem w ówczesne tendencje z jednej strony akcentujące tradycyjny, klasycystyczny obiektywizm wartości artystycznych, a z drugiej przyznające ważną rolę czynnikowi subiektywnemu w ocenie dzieła. Jest ona bowiem dokonywana każdorazowo przez konkretną osobę, wyposażoną we właściwe walory intelektualne i emocjonalne, mającą też odpowiednie kompetencje literackie. Podstawą oceny staje się zatem wewnętrzne przekonanie krytyka, które jednak zarazem pretenduje do powszechnej ważności i akceptacji. Nietrudno dostrzec tutaj pewną sprzeczność między subiektywnym charakterem podstaw, na jakich oparte są wypowiadane opinie, a zarazem oczekiwaniem, żeby były one obiektywne i obligatoryjne.

Społeczna rola krytyki. Dużą wagę Piramowicz przywiązywał do społecznej roli piśmiennictwa oraz moralnego aspektu ocen krytyka, który jest obarczony odpowiedzialnością za formułowane sądy i poczuciem sprawiedliwości. W sposobie pisania na temat krytyki i w określaniu zadań krytyka ujawnia się dydaktyczne zacięcie Piramowicza, np. w częstym formułowaniu zdań powinnościowych, co ma służyć dobremu przygotowaniu osób do tej ważnej społecznie działalności. Jego wypowiedzi w tej materii, często wyraźnie nacechowane emocjonalnie, mają w dużej mierze postać instrukcji dla krytyków. Zainteresowania pedagogiczne Piramowicza, lektura prac takich autorów, jak John Locke czy Jean-Jacques Rousseau, zapewne miały również wpływ na skupienie przezeń uwagi na kwestiach psychologicznych. Widać to wyraźnie w Przestrogach dla czytających, gdzie szczególnie mocno akcentuje potrzebę uczciwości piszących, poczucia odpowiedzialności za treść wypowiedzi i jej społeczne skutki. Kategorycznie formułuje wymagania i oceny odnośnie do postaw moralnych autorów, podkreśla np., że piszący pochwały musi być „najwierniejszym prawdy tłumaczem, najsprawiedliwszym sędzią, namowcą i zachęcicielem do cnoty”, inaczej jest „zdrajcą powszechności, podłym pochlebcą osób, gwałcicielem prawdy” (Przestrogi dla czytających). Z dużym zaangażowaniem przestrzega czytelników pism niespełniających tych warunków – „na miłość cnoty, prawdy i biednego narodu ludzkiego zaklinam, aby się takim pismom przez niebaczność i lekkowierność uwodzić nie dawano” (tamże). Stąd akcentuje potrzebę wyjątkowej rzetelności: „Nieskazitelna sumienność, sprawiedliwość, obywatelstwo, cnota pierwszą baczność chwalącego zajmować powinny” (tamże). Tej odpowiedzialności oczekiwał także od autorów innych dzieł, np. pamiętników. Z drugiej strony Piramowicz dostrzegał możliwość omylności krytyków i wskazywał na potrzebę „udawania się do pewniejszych źrzodeł i wiadomości” (tamże). To wszystko stanowi o randze krytyki, ważnej zarówno dla czytelników, jak i twórców: „Potrzebna, od obraźliwości daleka, sprawiedliwa krytyka, rzetelną jest godnym autorom przysługą” (tamże). Krytycznoliterackie poglądy Piramowicza łączą się zatem ściśle z jego zakrojoną na dużą skalę aktywnością edukacyjną i społeczną.</document>
<document nplp_id="14003" title="Pini Tadeusz" slug="pini-tadeusz">Historyk literatury, edytor, nauczyciel. Kryptonim: T.-P.
Informacje biograficzne. Urodził się 9 IV 1872 we Lwowie jako syn Józefa, wojskowego (powstańca 1863 r.) i urzędnika. Pobierał nauki we Lwowskim Gimnazjum Klasycznym, w l. 1892–1895 studiował filologię polską, klasyczną, słowiańską, germańską, historię sztuki i filozofię na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego – był uczniem m.in. Roma­na Pilata i Antoniego Kaliny; bogate zainteresowania intelektualne z okresu studiów realizo­wał w późniejszej pracy zawodowej. W l. 1897–1903 pracował jako nauczyciel gimnazjalny we Lwowie, a następnie w Tarnowie. W 1898 r. poślubił Marię Schreiber, z którą miał cór­ki Wandę (1899–1975) i Jadwigę (1901–1976, zam. Suchodolską), historyczkę teatru. Zwią­zany z Towarzystwem Literackim im. Adama Mickiewicza, założył w Tarnowie jego od­dział filialny, kształtował działalność popularyzującą mickiewiczologię i naukę o literaturze. Należał do grupy, która dążyła do przekształcenia „Pamiętnika Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” w czasopismo zajmujące się całością zagadnień związanych z lite­raturą polską, i był współtwórcą „Pamiętnika Literackiego” (powstał w 1901 r. jako kwartal­nik). W 1903 r. Pini powrócił do Lwowa i pracował jako nauczyciel, redaktor i wydawca; był redaktorem „Pamiętnika Literackiego” (1905–1907) oraz monograficznej serii wydawniczej Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych zatytułowanej „Nauka i Sztuka” (1906–1911), od 1909 r. redagował serię „Biblioteka Klasyków Polskich”. W 1909 r. zainicjował (wraz z J. Ka­sprowiczem, W. Orkanem i S. Żeromskim) i próbował realizować projekt Towarzystwa Wy­dawniczego Pisarzy Polskich dla ochrony praw autorskich, prace wieńczył Statut tegoż To­warzystwa. W tym okresie Pini współpracował z „Muzeum”, „Kwartalnikiem Historycznym”, „Ateneum”, „Słowem Polskim”, ze „Szkołą”; uczestniczył w popularyzowaniu historii literatu­ry, wygłaszając odczyty, biorąc udział w dyskusjach i polemikach prasowych. W l. 1912–1917 wydał własnym nakładem w polskim przekładzie i bogato ilustrowane dziewięć tomów Hi­storii malarstwa Haldane’a MacFalla. W 1919 r. zamieszkał w Warszawie i podjął prace w In­stytucie Wydawniczym „Biblioteka Polska”. W 1930 r. ponownie powrócił do Lwowa, gdzie został kierownikiem literackim spółki wydawniczej „Parnas Polski”, a w l. 1933–1934 redak­torem „Biblioteki Poetów Polskich”. Zmarł 7 IX 1937 we Lwowie.
Obszary działalności. Pini aktywnie uczestniczył w życiu literackim jako autor licznych różnorodzajowych prac poświęconych literaturze polskiej. Debiutował we lwowskim „Przewod­niku Naukowym i Literackim” (1895, nr 11–12) rozprawą Zygmunta Krasińskiego tak zwany „Niedokończony poemat”. (Próba genezy) (odb. 1896). Zagadnienia z historii literatury po­dejmował w następnych latach w artykułach: Mickiewicz jako wydawca poezji Garczyńskiego („Pamiętnik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” 1898), Studium nad genezą „Irydiona” Zygmunta Krasińskiego („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1898), „Dziady” a Ma­ryla („Pamiętnik Literacki” 1933, z. 2). Najważniejszą pracą o charakterze historycznolite­rackim okazała się monografia Krasiński. Życie i twórczość (1928). Napisał kilka wspomnień pośmiertnych poświęconych wybitnym osobowościom świata literatury. Opublikował por­trety literackie i szkice biograficzno-literackie: Klementyna z Tańskich Hoffmanowa („Szkoła” 1898, nr 8 i odb.), Stefan Garczyński („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1898), Dwaj poeci filozofowie. Szkic literacki (1900), Władysław Syrokomla i jego utwory (1901).
Znaczący dorobek historycznoliteracki Piniego stanowią prace edytorskie obej­mujące głównie pisarzy romantycznych, zarówno obszerne dzieła zebrane, jak i edycje poszczególnych utworów Zygmunta Krasińskiego, Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewi­cza, Mieczysława Romanowskiego, Cypriana Norwida. Ponadto Pini zainicjował wydanie zbiorowe Dzieł i Dzieł malarskich Stanisława Wyspiańskiego (wyd. 1924–1932).
Kierował serią „Wielka Biblioteka”, w której ukazało się ponad 120 tomów najważ­niejszych dzieł literackich, każdy ze starannie opracowanym tekstem literackim i boga­tym komentarzem historycznoliterackim. Ostatnie trzy lata życia Piniego obciążał proces z Zenonem Przesmyckim (Miriamem) dotyczący wydania tomu dzieł Cypriana Norwida. Przesmycki zarzucił redaktorowi bezprawny przedruk utworów autora Vade-mecum, niedba­łe ich opracowanie i ogólnie małe uznanie dla poety i wygrał proces. Była to swoista klę­ska nie tylko Piniego, ale też ruchu wydawniczego według modelu z czasów zaborów, nasta­wionego przede wszystkim na popularyzowanie literatury podlegającej restrykcjom zaborcy; taki stosunek do twórczości literackiej można zaobserwować także w licznych recenzjach Pi­niego. W ciągu dekady po odzyskaniu niepodległości zmieniły się warunki wydawania dzieł literackich i rozwinęło się edytorstwo naukowe, jego zasady nie znalazły jednak wystarcza­jącego odzwierciedlenia w działaniach redaktora „Biblioteki Poetów Polskich”. Przygotowy­wał liczne wydania dzieł literackich dla uczniów i szkoły, jest autorem podręcznika Literatu­ra polska w okresie 1796–1863 (1931) oraz tomu Opowiadania z przeszłości i teraźniejszości Polski (1937, współautor: T. Jarosz).
Działalność krytyczna. Pini niemal przez całe życie współpracował z licznymi czasopis­mami, najważniejsze z nich to: „Pamiętnik Literacki” (recenzje publikowane regularnie w l. 1902–1907, potem z mniejszą częstotliwością), „Ruch Literacki”, „Nasza Książka”, ale też sporadycznie z „Biblioteką Warszawską”, „Krytyką”, „Wiadomościami Literackimi”, propagu­jąc cenne zjawiska literackie, zarówno autorów, jak i poszczególne utwory. Publikacje kry­tycznoliterackie były silnie powiązane z pracami o charakterze historycznoliterackim i skut­kowały inicjatywami wydawniczymi, dlatego wszystkie obszary działalności krytyka należy w zasadzie rozpatrywać łącznie, wskazywał on zresztą na nieostre wówczas i stopniowo róż­nicujące się zakresy badań historyków i krytyków literackich (Dwaj poeci filozofowie). Re­cenzje, niewielkie objętościowo, miały zazwyczaj charakter sprawozdawczy, ale też oceniają­cy, a niekiedy postulatywny. Działalność krytyczną Pini traktował jako rodzaj sprawozdania o stanie współczesnej literatury dokumentującym się w poszczególnych utworach, postulo­wał więc rodzaj „przeglądów całorocznej produkcji” w zakresie gatunków literackich (Piotr Chmielowski, 1904).
W niewielkim tomie Nasza współczesna poezja (1902) zamieścił prace poświęco­ne Adamowi Asnykowi, Marii Konopnickiej, Obrazkom miejskim Wiktora Gomulickiego, zbiorowi Polonia irredenta Andrzeja Niemojewskiego, Tatrom Franciszka Nowickiego. Wy­żej cenił Asnyka, który przejawiał żywą obecność w literaturze do końca życia, niż Kornela Ujejskiego, popularnego w stosunkowo krótkim okresie. Z prozaików zajmował się przede wszystkim Henrykiem Sienkiewiczem, podkreślał, że przed Trylogią „nie mieliśmy powie­ści napisanych z większym artyzmem, z większą plastyką, potężniejszą wyobraźnią i tak nie­porównanie pięknym stylem” (H. Sienkiewicz jako pisarz narodowy i artysta, „Pogoń” 1901, nr 15–18, wyd. osob. 1901). Cenił artyzm autora Bez dogmatu i jego wpływ na rozwój polskiej powieści: „[…] on jest dla naszej powieści współczesnej tym, czym był Asnyk dla współczes­nej poezji: można by powiedzieć, że on ją stworzył, bo na nim wykształcili się tacy Żerom­scy, Sieroszewscy, Dąbrowscy, Reymontowie i Szymańscy, dzięki którym powieść nasza zaj­muje obecnie jedno z najwybitniejszych miejsc w rzędzie literatur europejskich. I to będzie może kiedyś uważane za największą zasługę Sienkiewicza, że przez znakomite swe dzieła po­wołał do życia szereg wybitnych, oryginalnych talentów i w naszym dorobku cywilizacyjnym umożliwił dobrym krok naprzód” (tamże). Refleksją krytyczną obejmował Pini wydania dzieł romantyków i poświęcone im prace badawcze, zwłaszcza Krasińskiego i Mickiewi­cza, śledził też piśmiennictwo związane z Wyspiańskim, niekiedy sięgał po literaturę okre­su staropolskiego (M. Reja, I. Krasickiego). Wyrażał słowa uznania dla publikacji omawiają­cych sylwetki pisarzy, którym poświęcił prace (np. A. Drogoszewskiego o L. Kondratowiczu, „Pamiętnik Literacki” 1904, z. 3).
Literatura w służbie spraw społecznych i narodowych. Pini cenił autora Trylogii za posta­wę patriotyczną widoczną w doborze wybitnych postaci historycznych poświęcających życie dla ojczyzny, mimo to czynił jednak pisarzowi w 1901 r. zarzut, „że nie odważy się na skreś­lenie obrazu naszej martyrologii dzisiejszej i że bawi Europę cudownymi obrazkami odtwa­rzającymi czasy Nerona, zamiast przedstawić jej, iż naród, którego jest członkiem, doznaje od nowożytnych Neronów takich samych prześladowań, jakich doznawali pierwsi chrześcija­nie od starożytnego” (H. Sienkiewicz jako pisarz narodowy i artysta). Zarzucał też Sienkiewi­czowi, że nie napisał dzieła niosącego pociechę współczesnemu pokoleniu na wzór Placówki, Dewajtis, Syzyfowych prac. Krytycznie wypowiadał się o Potopie, wytykając brak zwięzło­ści kompozycyjnej, powtarzalność typów postaci i motywów literackich (swoisty zbiór szki­ców i opisów bitew). Wysoką notą obdarzył natomiast Bez dogmatu – za świetną kompozycję zbudowaną na grze kontrastów. Doceniał artyzm prozaika widoczny „w stylu i kompozycji”, podkreślał cechy języka („lekki, swobodny, potoczysty”), który czynił Sienkiewicza mistrzem „wywoływania tzw. nastrojów” i sytuował w jednym szeregu z dawnymi mistrzami polszczy­zny: Łukaszem Górnickim, Piotrem Skargą i Juliuszem Słowackim. Swe rozpoznania twór­czości Sienkiewicza kwitował stwierdzeniem: „Artysta jest w nim nieporównanie większy niż patriota i takim musimy go przyjąć” (tamże).
Istotnym głosem Piniego na temat literatury narodowej była rozprawa O przyszłe dro­gi literatury polskiej. (Polemika ze Stefanem Żeromskim) (1916). Żeromski w odczycie Litera­tura a życie polskie (1915) zarzucał polskiemu piśmiennictwu, że zamknięte w sprawach na­rodowych, nie jest cenione w świecie, nie pozyskuje europejskich czytelników. Krytyk bronił pisarza niejako przed własnym zarzutem, wskazując na jego „wypatrywanie i wyszukiwanie w ciemnościach drogi do szczęścia dla ojczystego plemienia” i zaprzeczał tezie o tendencyj­ności dominującej nad artyzmem w polskich dziełach literackich, podając przykład najwy­bitniejszych utworów polskiego romantyzmu, w których pierwiastek patriotyzmu okazuje się niepodważalny, podobnie jak artyzm. Odwoływał się również do przykładów literatur ob­cych, gdyż „wszędzie tam, gdzie społeczeństwo jakieś pogrążone było w ciemnościach, poe­zja zmieniała się o godzinie wyrocznej w sztandar narodowy, czy w ów biblijny słup ognisty, który wskazywał drogę naprzód, w przyszłość” (tamże).
Polemizował z poglądem młodopolskiej generacji o nadrzędnej roli środków artystycz­nych w dziele: „Zasadnicze znaczenie ma forma zewnętrzna dla tych tylko artystów, którzy chcą nią przykryć pustkę duszy; nie mając właściwie nic do powiedzenia, a chcąc mówić ko­niecznie, przedstawiają jako rzecz główną nie istotny cel sztuki, lecz jej środki. Historia litera­tury stwierdza, że czasy, w których taki sposób pojmowania twórczości ogarniał większość pi­sarzy, były czasem upadku sztuki” (tamże). Polemista Żeromskiego wskazywał na szczególną chwilę dziejową (czas wojny i działań niepodległościowych), w której znalazły się polska litera­tura i jej obowiązki narodowe, oceniając zresztą wysoko twórczość ostatniego dwudziestolecia.
Problem twórczości narodowej powrócił ponownie w rozprawie O sztukę polską. Uwa­gi i projekty (1919); wnioskując o utworzenie galerii narodowej polskiego malarstwa, przy­woływał przykład literatury, która przetrwała okres zaborów dzięki nakładom dostępnym sporej części społeczeństwa.
Zadania krytyki i literatury. Pini uważał się za ucznia Piotra Chmielowskiego, co podkreś­lił w portrecie literackim opublikowanym tuż po śmierci autora Dziejów krytyki literackiej w Polsce, i dla tegoż krytyka i historyka literatury często wyrażał słowa uznania, w rodzaju „najjaśniejsza może pochodnia naszej wiedzy, naszego umysłowego dorobku” (Piotr Chmie­lowski. Wspomnienie pośmiertne, „Muzeum” 1904 i odb.). Od Chmielowskiego przejął za­danie krytyki, która powinna „ostrzegać przed szkodliwymi wpływami [dzieł literackich], a wskazywać pożyteczne” (tamże).
W ocenach Piniego podstawą wartościowania były idee wielkich romantyków, poja­wiały się one w większości wypowiedzi krytyka, stanowiły centrum porządkujące treści i zna­czenia opinii, krytyk przekonywał, że poglądy estetyczne nie mogą być jedynym kryterium do określenia miejsca pisarza w historii literatury. Wskazywał też na zależności i różnice mię­dzy twórcami tego samego okresu (S. Garczyński, Z. Krasiński, A. Asnyk, K. Ujejski). Był zwolennikiem badań komparatystycznych i rozpoznań obejmujących pisarzy różnych naro­dowości (Dwaj poeci filozofowie). Przeciwstawiał się ówczesnej krytyce literackiej za zbytnie aktualizowanie Krzyżaków Sienkiewicza, szukanie w nich analogii do współczesnej sytuacji historycznej, uznawał natomiast wagę przypominania faktów historycznych przez literaturę.
Często pisał o twórcach, których cenił, językiem serdecznym, wyrażającym uznanie, wielokrotnie apelował też o kulturę wypowiedzi krytycznoliterackich oraz rzeczowość i pre­cyzję ocen, przeciwstawiając się nachalnym napaściom na pisarzy o odmiennych poglądach ideowych, dał temu wyraz w recenzji Sienkiewiczianów Wacława Nałkowskiego: „Literatura nasza krytyczna ma jeszcze wielkie braki i wielkie luki nawet w tych działach, które stosun­kowo dokładnie są ocenione. Jeżeli rezultatem badań ma być dojście do szczerej, bezwzględ­nej prawdy, to trzeba wykazywać nie tylko jasne, ale i ciemne strony, trzeba nie tylko uwiel­biać, ale także krytykować, i to krytykować ostro”, postulując jednocześnie: „[…] jedynie poważne, taktowne, na naukowych podstawach, na stwierdzonych faktach oparte wykazanie braków i wad…” („Pamiętnik Literacki” 1904, z. 4).
W drugiej dekadzie XX w. Pini wypowiadał dosyć negatywną opinię o ówczesnej kryty­ce literackiej, cenił w zasadzie tylko „krytykę naukową”, ubolewając, że „ta jednak nie zajmu­je się literaturą współczesną, zostawiając ją na pastwę przygodnych, zwykle »kongenialnych« recenzentów dziennikarskich. Ci stają przeważnie w roli nie pośredników między autorem a czytelnikiem, lecz sędziów i, klepiąc pisarza łaskawie po ramieniu, udzielają mu »po kole- żeńsku« rad i wskazówek, niezawodnie bardzo zbawiennych, ale nie zawsze pod względem gramatycznym poprawnych” (O przyszłe drogi literatury polskiej).
Wilhelm Feldman w książce Współczesna krytyka literacka w Polsce (1905) przypi­sał Piniego do lwowskiej szkoły filologicznej, co było słuszne, biorąc pod uwagę wczesne prace badacza rozpatrującego „problemy genezy” utworów (przede wszystkim Krasińskie­go) oraz początkowe prace wydawnicze twórczości romantyków. Jak zauważył Feldman, Pini tworzył podstawy syntezy literatury, co dokumentują „wspomnienia pośmiertne” i portrety literackie. W opinii Feldmana „odznacza się Pini powagą i surowością krytycyzmu” i potra­fi przeciwstawiać się „modzie” na popularnych pisarzy, m.in. Sienkiewicza i Ujejskiego. Po­dobne miejsce wyznaczył Piniemu 30 lat później Tadeusz Grabowski w Krytyce literackiej
w Polsce w epoce realizmu i modernizmu (1863–1933). Po śmierci autora w nekrologach po­jawiły się słowa uznania dla cenionego krytyka i wydawcy z powodu jego wszechstronnego udziału w życiu literackim i kulturalnym. Z perspektywy lat 30. XX w. działalność wydawni­cza aktywnego przez półwiecze polonisty przyćmiła prace piśmiennicze, zwłaszcza krytycz­ne, ale trzeba też przyznać, że obie te dziedziny w pracach Piniego warunkowały się wzajem­nie i budowały przejrzysty system wartości.</document>
<document nplp_id="14005" title="Pilecki Antoni" slug="pilecki-antoni">Adwokat, poeta, publicysta, krytyk literacki. Kryptonimy: A. Pil.; A.P.; P.
Informacje biograficzne. Antoni Kilian Feliks Pilecki urodził się 8 VII 1853 w Dobrzyniu nad Drwęcą jako syn Feliksa Pileckiego i Joanny z Petrykowskich (zm. 1880). W Warsza­wie uczęszczał do gimnazjum i zdał maturę, po czym studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim (ukończył je ze stopniem kandydata w 1876 r.). Od 1881 r. prowadził prakty­kę adwokacką; w l. 1885–1886 był pełnomocnikiem Gabrieli Zapolskiej w procesie o znie­sławienie, który wytoczyła Aleksandrowi Świętochowskiemu i Janowi Ludwikowi Popław­skiemu. Od 1871 r. rozpoczął pracę literacką (wiersz Wiosna, „Przyjaciel Dzieci” 1871, nr 15, dod.). Od 1873 r. był stałym współpracownikiem „Przeglądu Tygodniowego”. W 1874 r. opu­blikował anonimowo ostrą opinię o poezji Wiktora Gomulickiego („Przegląd Tygodniowy” 1874, nr 3), po czym wyzwał na pojedynek autora, który obraził go po przeczytaniu recen­zji. Od 1875 r. redagował czasopismo „Opiekun Domowy”. Był także wieloletnim współpra­cownikiem i redaktorem kilku pism warszawskich, w tym „Bluszczu”, na którego łamach pu­blikował obszerne odczyty wygłaszane na rzecz potrzebujących. W 1876 r. poślubił Annę Strauch. Był członkiem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie. Zmarł 28 X 1921 w Warszawie, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.
Krytyka w służbie pozytywizmu. Debiutem krytycznym Pileckiego był artykuł o charakterze programowym Stanowisko poezji wobec pozytywnego kierunku naszej umysłowości („Przegląd Tygodniowy” 1873, nr 34–35) stanowiący pochwałę postępu cywilizacyjnego oraz wskazanie nowych zadań i obowiązków poezji. Poglądy wyrażone w tym artykule zostały powtórzone i rozwinięte w szkicu Życie indywidualne i społeczne jako materiał dla poezji („Ognisko Domo­we” 1875, nr 41–44) oraz w broszurze Społeczne znaczenie poezji i [w]spółczesne jej stanowisko (1874). Pozytywizm, uważany przez autora za dominujący prąd umysłowy epoki, dobroczyn­nie wpływający na stosunki ekonomiczne, oświatę i moralność, potrzebował poezji zgodnej z „duchem wieku”, którą można by dzisiaj określić mianem poezji tendencyjnej. Za główne za­danie sztuki krytyk uznawał „uplastycznienie pewnej idei w faktach życia” (Życie indywidual­ne i społeczne jako materiał dla poezji), nakierowanie za jej pomocą na stricte utylitarne cele rozwoju i doskonalenia ludzkości. Ma temu towarzyszyć szczere uczucie i fantazja określona jako „trzeźwa córa rzeczywistości, na której opierać się zawsze powinna. Jest ona niczym in­nym, jak pewnym zestawieniem wrażeń rzeczywistości, układającym takowe w piękne i har­monijne obrazy, odpowiadające przewodniej idei, jaką myśl poety się kieruje” (Społeczne zna­czenie poezji i [w]spółczesne jej stanowisko). Broniąc się przed zarzutem sprowadzania poezji do poziomu rymowanej publicystyki interwencyjnej, Pilecki zastrzegał: „Poezja nie jest leka­rzem życia społecznego. Porównać ją raczej można do czułej i kochającej niewiasty, która klę­ka u nóg ofiary, wskazuje jej rany i głosem miłości o pomoc dla niej błaga” (Życie indywidual­ne i społeczne jako materiał dla poezji). Społeczny wymiar twórczości zawsze pozostawał dla Pileckiego jednym z najistotniejszych wyznaczników jej wartości, a artysta miał być „dziecię­ciem wieku”, wyrazicielem poglądów i problemów swojej epoki: „[…] indywidualność poety nadaje tylko pewną formę jego produkcji, a sam duch jej jest duchem współczesnej ludzkości” (tamże). Oceniając pod koniec XIX w. negatywnie nowe zjawiska literackie związane z nur­tem dekadenckim i symbolicznym, twierdził konsekwentnie: „[…] utwory literatury pięknej muszą być odzwierciedleniem idei, którą w danej chwili społeczeństwo żyje” (Co to jest deka­dentyzm i symbolizm?, „Biesiada Literacka” 1896, nr 19).
Sojusz nauki i poezji. Pochwały utylitaryzmu, postępu, racjonalizmu i dobra społeczne­go dominują we wczesnych artykułach Pileckiego. Krytyk jednak nie przeciwstawiał nauki i poezji, odcinając się od materializmu w sposób typowy dla krytyki literackiej warszawskich pozytywistów. Jeszcze pod koniec stulecia Pilecki głosił potrzebę syntezy i wzajemnego har­monijnego uzupełniania się sztuki i nauki: „Poezja i wiedza, nie tracąc każda swej samodziel­ności, wspomagając się wzajemnie, dążą do jednego celu, do udoskonalenia ducha ludzkie­go. Nauka bada i objaśnia zjawiska; poezja daje nam obraz ich piękna i głębsze odczucie ich treści wewnętrznej” (Przyroda w poezji, 1899). Podkreślając silny i wzajemny związek artysty ze społeczeństwem, wpisywał się w zakorzenioną po 1864 r. tradycję surowej oceny twórcy zagłębionego wyłącznie w introspekcji lub krainie fantazji. Będąc poetą, oczekiwał od poezji poszerzenia zakresu przeżyć i obserwacji.
Światopoglądowi pozytywistycznemu wykładanemu w wypowiedziach Pileckiego to­warzyszyło posługiwanie się takimi pojęciami, jak uczucie, szczerość, serce, duch, prawda ży­ciowa (utożsamiana z realistycznym odwzorowaniem rzeczywistości), a także wyrażana explicite niechęć do klasycyzmu i zepsutego oświecenia, których ideałami miały być „rozum i użycie”, będące w istocie przejawami zimnego racjonalizmu i „skarlenia ducha”, pełniąca zaś służebną funkcję sztuka tego okresu przejawiała „popęd do naśladownictwa niewolnicze­go, do ubóstwienia formy bezdusznej”, rażąc chłodem i sztucznością (Miłość w poezji roman­tycznej, 1894). Do ciekawych należą wypowiedzi Pileckiego dotyczące literatury romantycz­nej, jak np. bardzo wysoka ocena improwizacji Deotymy (J. Łuszczewskiej), cenionej przezeń za oryginalność twórczą, żywość myśli, fantazję wzbogaconą erudycją. Wbrew tezie o cha­rakterystycznych cechach twórczości kobiet jest to zdaniem Pileckiego autorka mało „kobie­ca”, toteż mimo klasycznej doskonałości formy jej poezja, oparta na zimnej refleksji, logice metafizycznej i alegorii, „więcej zachwyca i uczy, niż porusza, a gdy porusza, to więcej umysł i wyobraźnię niż serce” (Kobiety-poetki, „Bluszcz” 1894, nr 22–32). Uznawana za arcydzieło Poganka Narcyzy Żmichowskiej to według autora artykułu nie powieść, ale poemat roman­tyczny, czego mają dowodzić aura tajemnicy, romantyczne akcesoria, brak realizmu sytuacyj­nego, wynagrodzony głębią prawdy psychologicznej. Pisarka przedstawia nie zwykłych ludzi, tylko „potężne typy psychiczne” (tamże). Podobny charakter mają rozważania o różnych ty­pach geniuszu w artykule o Juliuszu Słowackim. Broniąc poety przed zarzutem „braku praw­dy życiowej”, która wszak nie „żyje tylko w zjawiskach świata zewnętrznego”, ale „w samej głębi ducha ludzkiego, nawet w widziadłach fantazji”, krytyk pisze: „Są różne talenta i różne geniusze. Są takie, w których fala twórczości płynie ze świata zewnętrznego w głębie ducha, którym obserwacja daje pierwszy popęd do tworzenia, są też inne, w sobie więcej zamknię­te, do których z daleka tylko dochodzą odgłosy świata. […] Oni wszystko, co ujrzą, przystra­jają w formy, które już poprzednio pracą wewnętrzną ducha wytworzyli” (Juliusz Słowacki, „Gazeta Polska” 1899, nr 76).
Metoda i kryteria oceny. Pilecki często prezentował dzieło przez pryzmat biografii auto­ra i jego osobowości, np. w artykule Kobiety-poetki podkreślał odrębność psychiczną ko­biety w dziedzinie twórczości, bez rozstrzygania, czy to dziedzictwo natury, czy kultury, a za definiujące ją cechy uważał: wrażliwość dominującą nad refleksją, przewagę liryzmu, subiektywizm myślenia, siłę uczucia. Oceniając utwory literackie, nawiązywał do myśli Hippolyte’a Taine’a, akcentował znaczenie ideału w sztuce, rozumianego jako odzwier­ciedlenie typu, a także funkcję poznawczą literatury. W recenzjach dzieł literackich opie­rał się również na krytyce biografistycznej spod znaku Charles-Augustina Sainte-Beuve’a,
w myśl której osobowość twórczą należy oceniać „w ramach czasu i otoczenia” ją kształtu­jących (tamże).
W obszernych odczytach Pileckiego można dostrzec powtarzalny wzorzec struktury oparty na przejrzystym modelu dydaktycznym, dążenie przede wszystkim do komunikatyw­ności. Widoczne są w nich również ambicje komparatystyczne (np. Miłość w poezji roman­tycznej; Poeta i świat, 1904). W ocenach przywiązywał wagę do warstwy językowej omawia­nego utworu. U ostro krytykowanych za wypływający z przesytu pesymizm, alogiczność, niekomunikatywność i zamęt pojęciowy dekadentów francuskich, którzy sprowadzili poe­zję „na drogę upadku”, jest to zaleta jedyna, ponieważ „wyrzeźbili formę, a to w każdym razie jest dorobkiem. Poezja chroma, lecz nie umarła” (Co to jest dekadentyzm i symbolizm?). Dą­żąc do efektownej formy własnej wypowiedzi krytycznej, Pilecki posługiwał się wyrazistymi metaforami organizującymi dyskurs (Poeta i świat), nierzadko grzeszył jednak szablonowością i banalnością powtarzanych środków stylistycznych.
Choć jest uważany przez badaczy za krytyka mało oryginalnego i niesamodzielne­go, trzeba podkreślić, że Pilecki próbował konsekwentnie łączyć ze sobą rozmaite koncepcje i formułować zalecenia programowe wobec poezji postyczniowej, które mogą dobrze ilustro­wać tezę Ewy Warzenicy-Zalewskiej, że krytycy pozytywistyczni, niechętni romantycznemu subiektywizmowi, żądali „rozszerzenia tematyki i obszarów poetyckiej wrażliwości”.</document>
<document nplp_id="14007" title="Pawelski Jan" slug="pawelski-jan">Jezuita, redaktor, publicysta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: J.P.; J.; P.; P...ski; Ks. P.; Ks. J.P.; Ksiądz Tow. Jez.

Informacje biograficzne. Urodził się 20 X 1868 w Babicach k. Przemyśla jako syn Pawła (organisty) i Katarzyny (akuszerki). Do zakonu Jezuitów wstąpił w 1884 r., święcenia przy­jął w 1894 r. w Krakowie. Studiował w Kolegiach Towarzystwa Jezusowego: nauki humani­styczne i retorykę w Starej Wsi (1885–1888), filozofię w Tarnopolu (1888–1891), teologię w Krakowie (1891–1895), prawo zakonne w Tarnopolu (1896–1897). Od 1895 r. pracował w Krakowie w redakcji wydawanego przez jezuitów „Przeglądu Powszechnego” jako: pomoc­nik (1895–1896), stały współpracownik (1897–1902), a następnie redaktor naczelny pisma (1902–1918). Jako redaktor wyszukiwał współpracowników przede wszystkim pośród lu­dzi świeckich. Miał talent dziennikarski; zamieszczał w „Przeglądzie Powszechnym” liczne recenzje oraz rozprawy krytycznoliterackie, wchodząc w polemikę z przedstawicielami no­wej sztuki. W stosunku do autorów młodopolskich jezuita odegrał także rolę duszpaster­ską; dysponował na śmierć Stanisława Wyspiańskiego (tuż po śmierci poety ogłosił Z ostat­nich chwil Wyspiańskiego, „Czas” 1907, nr 275, wyd. wiecz.) oraz przeprowadził sakrament pojednania z Kościołem Stanisława Przybyszewskiego (przed ślubem pisarza z J. Kasprowiczową). Utrzymywał też listowną znajomość z Elizą Orzeszkową (1904–1909), mając być może bliżej nieuchwytny wpływ na jej postawę religijną. Jako publicysta zajmował się spra­wami Kościoła; szczególnie mocno interesowała go „sprawa polska” (m.in. Sprawa polska, „Przegląd Powszechny” 1916, t. 129; W obozach jeńców – Polaków, „Przegląd Powszechny” 1918, t. 138/139). W okresie międzywojennym był w grupie zakonników popierających po­litykę obozu pomajowego.

W Krakowie, gdzie Pawelski przebywał do 1918 r. (z przerwą w okresie I wojny świato­wej, w związku z zamknięciem kolegium jezuickiego w l. 1914–1915), sprawował pieczę nad Towarzystwem im. Piotra Skargi, szerząc jego kult, organizując zjazd (Pamiętnik zjazdu skargowskiego w Krakowie: w dniach 25 i 26 września 1912 r., 1912). Wszedł również w skład Ko­mitetu Obchodów Setnej Rocznicy Urodzin Zygmunta Krasińskiego (1912); był też jednym z organizatorów I Wystawy Współczesnej Polskiej Sztuki Kościelnej im. Piotra Skargi (w Pa­łacu Sztuki TPSP w Krakowie, 1911). Włączając się w przedsięwzięcia mające na celu pod­niesienie poziomu artystycznego sztuki religijnej, jezuita wypowiadał się nader krytycznie na temat jej aktualnego stanu: „Stan sztuki kościelnej u nas, z wyjątkiem kilku miast, od szere­gu lat był prawdziwej sztuce na przekór, złośliwą jej karykaturą” („Kronika Diecezji Sando­mierskiej” 1913, nr 3).

W 1918 r. Pawelski został przeniesiony do Lwowa, a następnie (w 1919 r.) do Warsza­wy, gdzie przebywał do końca życia (jedynie l. 1926–1927 spędził w Lublinie). W stolicy je­zuita był organizatorem wielu stowarzyszeń katolickich (1919–1926), np. Apostolstwa Mod­litwy, Sodalicji Mariańskiej, Ligi Katolickiej, oraz opiekunem warszawskiego Towarzystwa im. Piotra Skargi (1927–1944). Utrzymywał duszpasterskie kontakty z inteligencją warszaw­ską, prowadził rekolekcje. Znany był też jako kaznodzieja, m.in. 28 XI 1922 wygłosił kazanie podczas nabożeństwa w katedrze św. Jana w Warszawie poprzedzające otwarcie obrad Sej­mu i Senatu (I kadencji). Wzywał posłów i senatorów do „jednomyślności” oraz zaprzestania walk o „interesy partyjne i Wasze stronnictwa” w imię dobra wspólnego (Na otwarcie Senatu i Sejmu, „Przegląd Powszechny” 1922, t. 155–156).

Wybuch II wojny światowej zastał go w chorobie i zniedołężnieniu. Pawelski zginął podczas powstania warszawskiego 2 VIII 1944 r., w piwnicy, w trakcie dokonanego przez Niemców zbiorowego mordu zakonników domu jezuickiego przy ul. Rakowieckiej.

Działalność krytycznoliteracka. Wykazywał ożywioną aktywność krytycznoliteracką w l. 1895–1918 w czasach współpracy z „Przeglądem Powszechnym”. Po wyjeździe z Krako­wa (1918) jezuita nie zamieszczał już na łamach pisma artykułów krytycznoliterackich, pu­blikując (głównie w latach 30.) teksty dotyczące spraw społecznych, religijnych, a także kwe­stii historycznych.

Już w pierwszych latach współpracy z „Przeglądem Powszechnym” Pawelski jako re­daktor pisma przywiązywał szczególną wagę do komentowania na bieżąco dokonań literac­kich autorów polskich (pisał też o sprawach Kościoła katolickiego, kwestiach społecznych). Podejmował również własne próby literackie – jednak nie publikował ich. Jego rękopiś­mienne wiersze (pisane w języku łacińskim) znajdują się w krakowskim archiwum jezuitów.

Zagadnienie krytyki literackiej zajmowało Pawelskiego od strony zarówno teoretycznej, jak i praktycznej. Swoje poglądy na temat krytyki zawarł w kilku rozprawach z l. 1900–1901 za­mieszczonych na łamach „Przeglądu Powszechnego”. Podjął refleksje nad współczesną mu krytyką literacką, zwracając uwagę na rozmycie jej zasad i metod, jak również eksponując „obfitość” i różnorodność jej odmian (Pojęcie literackiej krytyki. Zawiązek kwestii, „Przegląd Powszechny” 1900, t. 66). W rozprawie Pojęcie literackiej krytyki. Krytyka literacka a nauka. Taine (tamże, t. 67) Pawelski postawił pytanie: „Czym jest właściwie literacka krytyka?” (na­uką, sztuką), rozpatrując zagadnienie z perspektywy refleksji Hippolyte’a Taine’a. W artykule Krytyka literacka a nauka. Momenty styczne i rozbieżne („Przegląd Powszechny” 1901, t. 70) podjął rozważania na temat podobieństw i różnic między nauką a krytyką, a także wyjaśnił, jak pojmuje cel krytyki: „[…] krytyka literackiego utworu, jakkolwiek tę krytykę ktoś poj­muje, czy jako historyczne określenie cech dzieła, czy jako estetyczną analizę, czy jako reflek­syjne odczuwanie jego piękności lub w jakikolwiek inny sposób. W każdym razie będzie to jakaś umysłowa praca odnosząca się do dzieł literackich, dzieła te tylko mająca na oku. Cho­dzi nam tylko o to, ażeby z granic tej krytyki wykluczyć dalsze, poza utwór literacki sięgają­ce, cele” (tamże).

Zdecydowaną większość pism publikowanych przez Pawelskiego w następnych nume­rach „Przeglądu Powszechnego” stanowią recenzje utworów współczesnych, rozprawy zwią­zane z bieżącymi zjawiskami literacko-kulturalnymi, a także artykuły o charakterze pole­micznym. Był również autorem recenzji prac poświęconych krytyce literackiej, m.in. dzieła Edwarda Przewóskiego Krytyka literacka we Francji (tamże, t. 69).

Niekiedy podejmował też tematy historycznoliterackie. Cenił zwłaszcza polską trady­cję romantyczną, chwaląc „genialne duchy tej wielkiej epoki” (Program nowej polskiej poezji, „Przegląd Powszechny” 1898, t. 60). Zdaniem Pawelskiego „natchniona poezja” romantycz­na idealnie „łączyła pierwiastek estetyczny z pierwiastkiem społecznym i życiowym” („Anty­gona” Sofoklesa w przekładzie Morawskiego, „Przegląd Powszechny” 1897, t. 56).

Ocena literatury młodopolskiej. Ponad dwudziestoletni okres współpracy z „Przeglądem Powszechnym” chronologicznie przebiegał w epoce Młodej Polski. Jezuita patrzył na moder­nizm w kontekście zarówno estetycznym, jak i filozoficznym oraz teologicznym. Wykazywał ostrożny i zdystansowany stosunek do nowego prądu, który krytykował z punktu widzenia zasad katolicyzmu. Do grzechów głównych modernizmu włączał: agnostycyzm, indywidua­lizm oraz skrajny subiektywizm, wykazując ich niebezpieczne oddziaływanie na społeczeń­stwo (Katolicyzm a modernizm, w: Szkice o modernizmie, 1911). W nowej literaturze jezuicie nie podobało się m.in. „rozwichrzenie”, „anarchiczność w formie i w treści” (Pamięci Lucjana Rydla, „Przegląd Powszechny” 1918, t. 138/139), „nienaturalność i wyszukana sztuczność”, „obrachowanie na sensację”, „nastawienie na pogoń za tematem niezwykłym i działającym na nerwy” (Z estetyki krakowskiego dekadentyzmu, „Przegląd Powszechny” 1899, t. 5). Raziła go „przesada i przeładowanie skrajnej dekoracji stylowej” – co zarzucał Nurtom Cezarego Jellenty, chociaż pomysł utworu zaciekawił go („Przegląd Powszechny” 1898, t. 58). Piętnował „krzykliwość”, „spazmatyczność”, epatowanie pesymizmem filozoficznym, za co krytykował Otchłań Kazimierza Przerwy-Tetmajera („Przegląd Powszechny” 1901, t. 69). Demaskował też pozorne nowatorstwo „młodych” i uleganie przez nich obcym modom literackim, nie bez ironii pisząc: „Można być z góry pewnym i głowę dać w zakład, że jeśli kiedyś na Zachodzie rozpoczną ludzie chodzić z futerałami na nosach, to po jakimś czasie na dalekim Wschodzie, w Krakowie, czy w Warszawie, ulice będą szarzeć od nosowych pokryw. Tak samo rzecz się ma i z literacką modą” (Z estetyki krakowskiego dekadentyzmu). Krytykował skrajność i „jed­nostronność” modnych teorii wpływających na literaturę oraz ich zredukowanie do kilku wybranych aspektów (m.in. erotyzm, popęd płciowy, neurotyzm, pesymizm).

Jednak Pawelski nie był zdeklarowanym przeciwnikiem wszelkich nowości kultu­ralnych. W swoich wypowiedziach wyrażał swój podziw m.in. dla „szczerego przekonania o słuszności sprawy” autorów młodopolskich, a także dla ich zapału i zaangażowania (Pro­gram nowej polskiej poezji, „Przegląd Powszechny” 1898, t. 60). Darzył uznaniem przede wszystkim twórczość Stanisława Wyspiańskiego. O autorze Wesela pisał, że ma on „[t]emperament ognisty, niespokojny, niezrównoważony, obdarzony przebujałą wyobraźnią, którego istotę stanowi nieposkromiona dążność do szukania i stwarzania nowych form czy literac­kich widnokręgów” („Wesele” Wyspiańskiego, „Przegląd Powszechny” 1901, t. 72). Recenzja Pawelskiego pokazuje, że był on ówcześnie jednym z nielicznych krytyków, którzy od razu dostrzegli i pojęli rangę i sens dzieła. Wyeksponował narodową perspektywę utworu – jego „silne i natchnione uczucie narodowe”. Spośród autorów współczesnych Pawelski cenił rów­nież Stefana Żeromskiego. Recenzując jego Utwory powieściowe, chwalił pisarza m.in. za głę­bokie rozumienie życia i sztuki, umiejętność uchwycenia przelotnych odruchów psychicz­nych, subtelność w odtwarzaniu piękna natury („Przegląd Powszechny” 1899, t. 62). Cenił także Ludzi bezdomnych, nazywając utwór powieścią „niepospolitą i niezwyczajną”, dostrze­gając jej nowatorstwo na tle współczesnej mu literatury, chwaląc „styl realistyczno-nastrojowy” i konstrukcję psychologiczną postaci. Przy okazji wytknął jednak Żeromskiemu „pięt­no rozpaczliwej niemocy” przebijające z jego powieści („Przegląd Powszechny” 1900, t. 65). Pawelski doceniał również twórczość i osobę Lucjana Rydla, dostrzegając w jego drama­tach harmonijne i znakomite zespolenie elementów moralnych, społecznych i estetycznych („Przegląd Powszechny” 1907, t. 93).

Polemiki z „młodą” literaturą i sztuką. Polemikę z modernizmem Pawelski zaczął w 1898 r., włączając się w dyskusję o „młodej” literaturze i sztuce, zwłaszcza ze swoim ró­wieśnikiem – Przybyszewskim. W rozprawie Program nowej polskiej poezji („Przegląd Po­wszechny” 1898, t. 60) Pawelski – z perspektywy katolicyzmu i tomizmu – wystąpił przeciw teorii „nagiej duszy” Przybyszewskiego, odnosząc się zarówno do niego, jak i innych auto­rów, np. do Maurice’a Maeterlincka. Pawelski nie zgadzał się ani ze skrajną wizją człowie­czeństwa (zredukowanego do popędu płciowego), ani też z nazbyt radykalną wizją sztuki propagowaną przez Przybyszewskiego i jego zwolenników. Za jeden z grzechów głównych uznał to, że sztuka przestała dążyć do piękna, a zaczęła zmierzać do „badania najrozmait­szych stanów psychicznych”, do tego stopnia, że „trudno oprzeć się wrażeniu, że jest się prze­niesionym w sferę szpitalną, do przedpokoju psychiatry lub nawet do domu obłąkanych […]. Jest to złym znakiem dla sztuki, gdy rezygnuje ona ze szlachetnego wpływu na ser­ce ludzkie” (tamże). Przybyszewski odpowiedział „na zaczepki księdza Pawelskiego” w tym samym roku na łamach „Życia”, oskarżając go o zupełny brak zrozumienia dla jego twór­czości. Broniąc teorii „nagiej duszy”, której przyznawał nieograniczoną moc kreacji, Przy­byszewski pisał: „A na »nagą« duszę niech ks. Pawelski, jako teolog i dobry katolik, nie na­pada. Bo »naga« dusza tworzyła przepotężne rzeczy. Jej to zawdzięczamy katedry w Toledo, Burgos i Notre Dame. Jej to zawdzięczamy objawienia […]. Ta »naga« dusza to nie ciasny horyzont […], bo ona piekło i niebo obejmuje” (S.P. [S. Przybyszewski], Od redakcji, „Ży­cie” 1898, nr 38/39). Dopełnieniem tej dyskusji był artykuł Pawelskiego Z estetyki krakow­skiego dekadentyzmu („Przegląd Powszechny” 1899, t. 62). Jezuita odwołał się do manifestu Confiteor, gdzie jego autor wystąpił przeciw tradycji sztuki zaangażowanej, wpisanej w lite­raturę romantyczną i pozytywistyczną. Krytyk zauważał, że sztuka nie może rozwijać się zu­pełnie poza życiem społecznym i narodowym, bo przecież sam artysta żyje w społeczeń­stwie i jest jego integralnym składnikiem. Według niego podstawowym celem sztuki jest „uszlachetniające podniesienie serc ku nieskończonemu pięknu […], a cel ten jest na wskroś społeczny” (tamże). Odpowiadając jezuicie, Przybyszewski jednocześnie bronił się przed posądzeniem go o niejednoznacznie rozumiany „dekadentyzm”: „Nazywa mnie dekadentem, a ja zupełnie dekadentem nie jestem” (S.P. [S. Przybyszewski], Od redakcji, „Życie” 1898, nr 38/39). Pawelski kilka razy powracał do pojęcia dekadentyzmu (m.in. w Notatkach literackich, „Przegląd Powszechny” 1896, t. 50), zwracając uwagę, że termin ten wymaga doprecyzowania.

Pawelski nie odmawiał Przybyszewskiemu talentu, ale przy tym twierdził: „Talent pana Przybyszewskiego w […] ciasnym obraca się kółku […], tak jest często niesamowicie pate­tyczny, dziwacznie obrazujący, chaotyczny i tak goni dziecinnie za blaskiem słów, często z po­gwałceniem sensu i logiki” (tamże). W recenzji Androgyne oskarżył zaś pisarza o „rozwad­nianie jednej wciąż tej samej, płytkiej, na wskroś zrobaczonej idei” („Przegląd Powszechny” 1901, t. 70).

Stosunek do generacji „starych”. Pawelski wykazywał przychylny stosunek do autorów ge­neracji pozytywistycznej, przede wszystkim do Elizy Orzeszkowej i Henryka Sienkiewicza. Jego zdaniem literatura uprawiana przez pozytywistów w wielu kwestiach była wzorcowa. W swoich recenzjach utworów współczesnych na ogół chwalił te aspekty, które w literaturze rozwinęła i wypracowała właśnie generacja „starych” (np. realizm). Z tego punktu widzenia ocenił m.in. powieść Artura Gruszeckiego W starym dworze („Przegląd Powszechny” 1899, t. 62) czy powieści Władysława Orkana („Przegląd Powszechny” 1901, t. 70). Z tej perspek­tywy chwalił optymistyczny światopogląd i „pozytywne przesłanie”, jakie niosą m.in. nowe­le Orzeszkowej (tamże). Jeśli chodzi o styl literacki, to Pawelski konsekwentnie cenił „klasyczność” rozumianą jako „harmonijność, umiar” („Przegląd Powszechny” 1907, t. 93), a także „brak przesady” i „doraźnych efektów” („Przegląd Powszechny” 1918, t. 138/139). O Orzeszkowej pisał: „W całej naszej współczesnej literaturze nie ma drugiego, równego jej, artysty-myśliciela, a w całej dzisiejszej wszechświatowej literaturze jest ich ledwo kilku” (Ostateczne syntetyczne słowo o twórczości Orzeszkowej, „Przegląd Powszechny” 1905, t. 88). Jeżeli nawet zdarzało się, że jezuita miał zastrzeżenia do pewnych praktyk charakterystycz­nych dla literatury minionej epoki, a przede wszystkim do tendencyjności, to rozumiał „po­trzebę społeczną”, która ową tendencję motywowała. Jednak pod warunkiem, że „praktyka tendencyjna nie odbywa się kosztem innych szlachetnych celów” ([rec.] M. Rodziewiczów­na, „Kądziel”, „Przegląd Powszechny” 1899, t. 62). Przy tym w literaturze Pawelski chwalił harmonijne połączenie pierwiastków tendencyjnych (moralnych, społecznych) z pierwiast­kami estetycznymi. Z tej perspektywy jezuita ocenił pozytywnie m.in. Krzyżaków Sienkiewi­cza („Przegląd Powszechny” 1901, t. 69) i jego powieść Wiry. Szczęśliwe połączenie ze sobą idei i artyzmu dostrzegał też w twórczości artystów młodego pokolenia, np. u Wyspiańskie­go (Wesele) oraz Rydla (dramaty).

W oczach autorów młodopolskich, takich jak Przybyszewski, Pawelski był krytykiem nierozumiejącym „młodej” sztuki, krytykującym ją z wąskiej perspektywy tradycjonali­zmu i katolicyzmu. W okresie polemiki Pawelskiego z autorem Confiteor ten ostatni narze­kał: „[…] każde słowo przekręcone, treść zupełnie spaczona […], ksiądz Pawelski, pomimo że czytał moje utwory, czytać nie umie” (Od redakcji). Jako krytyka i redaktora ceniła nato­miast Pawelskiego Orzeszkowa (m.in. jej list z 7 IV 1909). W latach 30. XX w. Pawelski jako krytyk literacki znalazł uznanie także w oczach Stanisława Pigonia, który chwalił jego wyczu­cie aktualności, wrażliwość artystyczną, przenikliwość, nazywając go „zawołanym krytykiem literackim i pilnym obserwatorem współczesności”.</document>
<document nplp_id="14009" title="Pajgert Adam" slug="pajgert-adam">Poeta, tłumacz. Kryptonimy: A.; A..; A…; A.P.; A… z… S; Adam P.; P… A…

Informacje biograficzne. Urodził się 21 IX 1829 w Skomorochach na Podolu jako syn Jó­zefa Kalasantego Pajgerta (1799–1871), poety, malarza i bibliofila, oraz Tekli z Małeckich. Odebrał wykształcenie domowe, następnie uczył się w szkołach lwowskich. Podróżował po Niemczech, Francji, Włoszech. Związał się z grupą młodych pisarzy galicyjskich publikują­cych w „Nowinach” i „Dzienniku Literackim”. Przyjaźnił się z Kornelem Ujejskim. Z powo­du słabego zdrowia często jeździł na zagraniczne kuracje, nie brał też bezpośredniego udzia­łu w powstaniu styczniowym, udzielał natomiast schronienia emisariuszom i przywódcom insurekcji (m.in. Z. Miłkowskiemu). Tworzył w rodzinnym majątku w Sidorowie nad Zbru- czem. Przyswoił polszczyźnie z języka angielskiego dzieła Henry’ego Wadswortha Longfel- lowa, George’a Gordona Byrona (Kain, 1868), Thomasa Moore’a, Williama Shakespeare’a (Juliusz Cezar, 1859) i Alfreda Tennysona (Ginewra, wyd. pośm. 1894). Miał zamiar przeło­żyć wszystkie dzieła Shakespeare’a, jednak pod wpływem podziwu dla jakości przekładów Jó­zefa Paszkowskiego zrezygnował z tego zamiaru. W 1860 r. ożenił się z Heleną Rozwadowską, miał czworo dzieci (które później używały rodowego nazwiska w pisowni Paygert). Zmarł na raka 21 VII 1872 w uzdrowisku Franzesbad (Czechy), opiekę nad rodziną powierzając Ujejskiemu.

O dramacie. Pajgert był krytykiem przygodnym, ale kilka jego artykułów stanowi świadec­two fermentu we lwowskiej międzypowstaniowej krytyce. Pisał w korespondencji z Wied­nia poświęconej Intrydze i miłości Friedricha Schillera wystawionej w nadwornym teatrze ce­sarskim: „Często namawiałeś mnie, kochany redaktorze, ażebym się spróbował w zawodzie krytyki; otóż masz i próbę. Będę mówił tylko o samej tragedii, nie wspominając o grze ak­torów, których sława dostatecznie jest głośna, a których gra przekonuje niezbicie, że dopiero w takim przedstawieniu całą wartość dzieła dramatycznego ze wszech stron poznać można” (Uwagi nad tragedią nowoczesną z powodu Szyllera „Intrygi i miłości”, „Dziennik Literacki” 1860, nr 54). Zwracając uwagę na potrzebę oddzielenia realizacji scenicznej od tekstu drama­tu, przypominał katarktyczne funkcje dawnego dramatu („rozbudzić drzemiące namiętności, przeprowadzić nas ponad ich brzegiem od samego ich źródła do strasznego ujścia w morze zagłady, oczyścić i ukoić dusze słuchaczy”; tamże), starając się odnaleźć je w nowoczesnej tra­gedii codzienności: „Tu już aby równe sprawić wrażenie, poeta bardziej musi rozdzierać i za­krwawiać serce, niż tam, gdzie sama atmosfera historyczna wystarcza, aby […] dać sercom widzów należyty, wysoki nastrój” (tamże). Analizując utwór Schillera w kontekście drama­turgii Shakespeare’a, Pajgert mówi o kolejnej zmianie w poetyce nowoczesnego dramatu: to odbiorca musi odkryć „prawdę moralną” dzieła i jest to zawsze czynność przykra: „Na gru­zach szczęścia całej rodziny i serc dwojga kochanków nie wznosi się żaden piękny pomnik jak z Romea i Julii, zgoda nienawidzących się rodzin” (tamże). Dramat nowoczesny sprawia, że czytelnik/ widz pozostaje „raczej z wyrazem grozy niż ukojenia” (tamże).

Swojej fascynacji dramaturgią Shakespeare’a Pajgert daje także wyraz w rozprawce Słowo o dramacie („Dziennik Literacki” 1862, nr 64–67), która zasadniczo ma charakter historycznoliteracki, warto jednak wynotować z niej zdanie, charakterystyczne dla krytyków związanych z „Dziennikiem Literackim” w tym okresie, uwrażliwionych na relację między życiem a sztuką: „Życie jest nieprzerwanie ciągnącą się nicią, sztuka kreacją zaokrągloną, za­kończoną w sobie” (tamże, nr 66), dlatego krytyk powinien badać jej wewnętrzną logikę, róż­ną od logiki życia. Zwraca przy tym uwagę na szczególną sytuację dramaturgii polskiej, któ­ra sięgając do historii XVIII–XIX w., musi liczyć się z (auto)cenzurą: „W epoce największych błędów i nieszczęść narodowych utkany kir żałoby zbyt grubym cieniem dotąd nam oczy przesłania” (tamże, nr 67). Pajgert rozumie lęk pisarzy przed szukaniem inspiracji drama­turgicznej w historii najnowszej: „I nie wiem, komu nie zadrżałaby ręka, gdyby chciał uchy­lać ten całun z marmurowego oblicza swej matki. I nie wiem, komu starczyłoby serca i oka, aby w to morze łez i krwi swoich ojców zapuszczał sondę estetyczną, szukając w niej pereł poetycznych” (tamże). Uwagi te prowadzą do wniosku, że „poezja polska jest z konieczności swojej narodową, a dramat z natury swojej kosmopolitycznym, a więc dopóki ojczyzna na­sza w gronie narodów tak wyjątkowe, sieroce zajmuje stanowisko, […] na dramat polski za wcześnie”. W jego wykształceniu może odegrać rolę krytyka, dostarczając rozbiorów arcy­dzieł dramaturgii europejskiej, odsłaniając ich „nerw dramatyczny”.

O przedmiotach sztuki. W artykule O przedmiotach ujemnych w sztuce („Dziennik Literac­ki” 1868, nr 20–22) Pajgert definiuje swoją współczesność jako poromantyczny okres roz­chwiania kryteriów i wartości; minął już – jego zdaniem – czas wielkich indywidualności ro­mantycznych, górnolotnego idealizmu, nie wystarczał z kolei biedermeierowski kult płaskiej codzienności: „Ślizgamy się po powierzchni, a odsuwamy z niechęcią wszystkie kwestie głęb­sze, każde poruszenie wielkich zawikłań moralnych, to jest leżących na dnie życia ujemności psychicznych i społecznych. Czy ten kierunek jest postępem, czy retrogradacją dla sztuki?” (tamże, nr 20). Krytyk rekonstruuje ówcześnie manifestowaną niechęć do wielkich roman­tyków zarówno w Polsce, jak i w Europie. Przytaczając zdanie Alphonse’a de Lamartine’a na temat George’a Gordona Byrona o tym, że brakowało mu rzekomo „rozumu, cnoty i Boga”, Pajgert-poeta wtrąca z sarkazmem, że Lamartine’owi, by był poetą, „brakuje natury, prawdy i serca”. Przypomina także opinię Józefa Ignacego Kraszewskiego o Juliuszu Słowackim jako „artyście rozpieszczonych podniebień”, który „nie żyje, a choruje na poezję” (tamże), dystan­sując się od tych i innych antyromantycznych głosów. Dalsza część artykułu stanowi obronę wielkiej poezji romantycznej, a sięganie przez nią do „przedmiotów ujemnych” (zbrodni, na­miętności, otchłani ludzkiego serca i bagna wielkiej polityki) Pajgert tłumaczy ludzką naturą i prawdą historyczną („[…] to nie w duszy artysty, ale w historii, w naturze rzeczy leży ujem- ność”; tamże, nr 22). I wreszcie krytyk wytacza argument koronny – z dziedziny estetyki: twierdzi, że z pewnością przepełnieni „dodatnimi” cechami bohaterowie Wincentego Pola, Władysława Syrokomli, Zygmunta Kaczkowskiego są lepszymi ludźmi niż bohaterowie By­rona, ale utwory tych pisarzy nie mogą się równać z arcydziełami romantyzmu. Pajgert koń­czy swój artykuł wezwaniem: „Niech toczy się walka! Co ma przyszłość przed sobą, to zwy­cięży pewnie. Ale jakikolwiek byłby nasz sąd polityczno-społeczny, stanowisko estetyczne wolne powinno być od tak ultramontańskich i konserwatywnych, jak i radykalistycznych wpływów. Pojmujemy, że ten przeczący kierunek w sztuce można potępić ze stanowiska kon­kordatu, zabronić ze stanowiska cenzury policyjnej, ale nie pojmujemy, jakby go można po­tępić ze stanowiska krytyki estetycznej” (tamże). Ta obrona stanowiska „krytyki estetycznej” w XIX-wiecznej polskiej rzeczywistości, przeżartej sporami społeczno-politycznymi, wydaje się warta odnotowania w historii polskiej krytyki literackiej. A że nie była oczywista, świad­czy dopisek redakcji pod artykułem dystansujący się od jego treści.</document>
<document nplp_id="14011" title="Przesmycki Zenon" slug="przesmycki-zenon">Krytyk, eseista, poeta, tłumacz, redaktor, wydawca. Pseudonimy: Miriam; Jan Żagiel; Epsilon; Z.P.; Zet-pe; [zbior.] Tredecim; [zbior.] Włast.

Informacje biograficzne. Zenon Franciszek Przesmycki urodził się 22 XII 1861 w Radzyniu Podlaskim jako syn inżyniera drogowego Tomasza Przesmyckiego (1827–1906) i Marii z Przanowskich (zm. 1909). Ukończył IV Gimnazjum państwowe w Warszawie, a w 1883 r. prawo na Uniwersytecie Warszawskim (złoty medal za rozprawę z zakresu prawa międzynarodowego). Już na studiach został sekretarzem działającego nieoficjalnie Kółka Czeskiego (przekształconego wkrótce w Kółko Czesko-Słowiańskie). Debiutował na łamach „Kuriera Codziennego” z 1881 r. wierszem W Pieninach. W tym okresie podjął również pierwsze próby translatorskie, wkrótce zainteresowania młodego poety i tłumacza zaczęły skupiać się wokół literatury czeskiej 2. poł. XIX w. Miriam dostrzegał w niej bliskie sobie tendencje: pesymizm, indywidualizm, twórcze nawiązanie do romantyzmu, przede wszystkim zaś – tęsknotę do ustanowienia jak najściślejszych kontaktów z innymi literaturami europejskimi, w tym z literaturą polską. Pierwszym odkryciem stał się Jaroslav Vrchlický, następnym Julius Zeyer. W l. 1882–1884 Przesmycki współpracował już z kilkunastoma redakcjami, umieszczając artykuły, recenzje, noty informacyjne i tłumaczenia m.in. w „Tygodniku Ilustrowanym”, „Kłosach”, „Tygodniku Mód i Powieści”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Świecie”, „Kraju”, a także „Kurierze Warszawskim” i „Kurierze Codziennym”. Zdecydował się wówczas na rezygnację z kariery prawniczej i poświęcenie się pracy literackiej. Nie przyjął proponowanej docentury w Petersburgu, choć w 1886 r. odbył dłuższą podróż do Rosji.

Na początku 1887 r. został redaktorem wydawanego w Warszawie tygodnika „Życie”, funkcję tę sprawował przez półtora roku. Lekceważąc sprzeciw wydawcy Teodora Paprockiego, który wiązał nadzieje z komercyjną linią rozwoju pisma, Miriam stworzył ambitny periodyk informujący o nowych zjawiskach w literaturze i sztuce europejskiej, stanowiący zapowiedź Młodej Polski. Świadczyła o tym choćby lista pozyskanych współpracowników, na której obok Adama Asnyka i Marii Konopnickiej znaleźli się Jan Kasprowicz, Wacław Rolicz-Lieder, Antoni Lange, Zofia Trzeszczkowska (pseud. Adam M-ski). W artykułach programowych Przesmycki próbował już wówczas posługiwać się kategorią czystego i wiecznego piękna, czyniąc z niej fundament własnej estetyki literackiej. Wskazywał również na niedogodności i ograniczenia życia artystycznego w Polsce.

Po rozstaniu z redakcją pisarz odbył służbę wojskową, a następnie wyjechał za granicę. Przebywał od 1889 r. we Francji, w l. 1890–1894 kontynuował studia w Wiedniu, następnie mieszkał w Paryżu (1894–1899). Zwiedził Włochy, Szwajcarię, Anglię i Czechy. W tym czasie nie tracił kontaktu z krajem: wygłaszał odczyty, nadsyłał korespondencje do prasy, nadal wiele tłumaczył. Swój jedyny tom wierszy, Z czary młodości, opublikował jednak w Wiedniu w 1893 r. Od niezbyt udanych, choć czasem przecenianych przez krytykę poezji, bez porównania ważniejsze były dwa obszerne artykuły zamieszczone przez krakowski dwutygodnik „Świat” Zygmunta Sarneckiego. Studium Maurycy Maeterlinck i jego stanowisko we współczesnej poezji belgijskiej („Świat” 1891, nr 3–12, 14, 18, 21–24) jest uważane za jeden z pierwszych manifestów sztuki modernistycznej w Polsce, mimo że w zakresie przyjętej metody wykazuje jeszcze tu i ówdzie pozytywistyczny rodowód. Po wszechstronnym omówieniu kontekstu, w jakim powstaje najnowsza literatura belgijska, i przedstawieniu twórczości przedstawicieli środowiska Młodej Belgii autor przechodzi do analizy wybranych wierszy i dramatów Maurice’a Maeterlincka. Formułuje przy okazji pionierski na gruncie polskim program symbolizmu, zgodnie z którym zadaniem poezji staje się tropienie obecnych w materialnej rzeczywistości ukrytych znaczeń odsyłających do nieskończoności.

Być może jeszcze dalej idzie Miriam w obszernym cyklu eseistycznym Harmonie i dysonanse (tamże, nr 1–7, 9, 11–13, 15) opublikowanym pod pseudonimem Jan Żagiel. Bardzo krytycznie ocenia tu aktualną sytuację polskiego piśmiennictwa, któremu wytyka prowincjonalizm, brak wielkich idei, błędne pojmowanie zadań sztuki. Opowiada się za literaturą uwolnioną od zadań dydaktycznych i cech bieżącej publicystyki, pozbawioną wyraźnie określonej tendencji i dążenia do społecznej użyteczności. Ważne hasła rozbrzmiewające w tekście to „literatura jako sztuka” i „pisarz jako artysta”.

Pobyt za granicą nie tylko stworzył okazję do zawarcia nowych znajomości i przyjaźni w międzynarodowym środowisku literackim. Wpłynął również znacząco na sposób widzenia piśmiennictwa światowego: w kręgu zainteresowań Miriama na plan pierwszy wysunęła się obecnie literatura francuska i belgijska – od romantyków przez parnasistów aż do współczesnego symbolizmu. Wśród tłumaczonych autorów znaleźli się Victor Hugo, Charles Baudelaire, José Maria de Hérédia, Paul Verlaine, Stéphane Mallarmé i oczywiście Maeterlinck. Bardzo często opatrywał publikowane przekłady opracowanymi przez siebie biogramami, notami i dłuższymi komentarzami. W 1892 r. powstał najsłynniejszy, do dziś nieprześcigniony przekład poematu Arthura Rimbauda Statek pijany. Temu pisarzowi tłumacz poświęcił osobne studium (Jan Artur Rimbaud, „Chimera” 1901, t. 2). Zwrócił w nim uwagę zwłaszcza na metafizyczne znaczenia utworu, nawiązał do teorii korespondencji Charles’a Baudelaire’a, wcześniej głoszonej przez szwedzkiego mistyka Emanuela Swedenborga. Analizując twórczość Rimbauda, wprowadzał liczne skojarzenia malarskie i muzyczne.

W końcu 1899 r. Miriam powrócił do kraju, najpierw przybył do Krakowa, a w roku następnym do Warszawy. Wszedł w skład komitetu redakcyjnego „Przeglądu Filozoficznego”, na krótko znalazł się także w zespole kończącego już swój żywot krakowskiego „Życia”. Następny okres (1901–1907) wypełniło pisarzowi jego największe przedsięwzięcie, czyli legendarna „Chimera”, do dziś uważana za najpiękniejsze polskie czasopismo. Chociaż periodyk przyciągnął wielu znakomitych grafików, poetów, prozaików i krytyków, a w założeniu miał reprezentować różne nurty artystyczne, to trudno zaprzeczyć, że na pierwszym planie znalazła się osobowość Miriama, który „Chimerze” poświęcił chyba najlepsze lata swego życia i najwięcej twórczej energii. Łącząc obowiązki redaktora naczelnego, krytyka literackiego i artystycznego, ale także korektora, mecenasa, głównego organizatora i redaktora technicznego, Przesmycki zdołał mimo nadmiaru obowiązków rozwinąć swój niezwykle ambitny projekt kultury. Obejmował on teraz już nie tylko program literacki, ale i fundamenty estetyki życia codziennego, pionierską analizę znaczenia sztuki stosowanej, upartą walkę z przejawami kiczu i tandety. Poglądy te sformułował dobitnie w artykułach, takich jak Walka ze sztuką („Chimera” 1901, t. 1, z. 2), Kilka słów o krytyce (tamże), Krytycy i recenzenci (tamże), dał im również wyraz w niezliczonych uwagach i notach odredakcyjnych, które zwykle sam przygotowywał. W 1905 r. we Włoszech ożenił się z Anielą Hoene (1867–1938), kierowniczką gimnazjum żeńskiego w Warszawie.

Poczynania „Chimery” i jej redaktora wzbudzały od początku gorące polemiki. Atakowano ideowe założenia pisma, nie zgadzając się na autonomiczne traktowanie sztuki, opory wywoływały duchowy arystokratyzm i typowa dla Młodej Polski stylistyka, a ponadto lekceważenie pewnych uznanych autorytetów, choćby Émile’a Zoli. Głosy krytyki rozlegały się przede wszystkim w kręgu ówczesnej lewicy. Już w 1901 r. toczyła się dyskusja, w której wzięli udział m.in. Ludwik Krzywicki, Julian Marchlewski, Wacław Nałkowski. Trzy lata później ostry atak Stanisława Brzozowskiego (Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung, „Głos” 1904, nr 27), zarzucającego Miriamowi estetyzm i niechęć do angażowania się w spory polityczne i konflikty społeczne, wywołał stanowczy protest najwybitniejszych ówczesnych polskich pisarzy (W. Berenta, J. Kasprowicza, W.S. Reymonta i S. Żeromskiego). Uznali oni satyryczny pamflet Brzozowskiego za „pozbawiony cech polemiki ideowej i oparty jedynie na płaskich konceptach”. Reakcja środowiska literackiego świadczyła o szacunku, jakim cieszył się wśród swoich kolegów po piórze twórca „Chimery”. Kiedy w 1918 r. Żeromski szkicował projekt nowej instytucji kulturalnej, zaproponował wprost, by otrzymała ona nazwę Akademii Literatury Polskiej im. Miriama. Porównał przy okazji zasługi twórcy „Chimery” do osiągnięć Józefa Ignacego Kraszewskiego.

W Polsce niepodległej aktywność pisarska Miriama uległa pewnemu osłabieniu, choć w życiu publicznym i literackim odgrywał on wciąż eksponowaną rolę. Jeszcze w 1915 r. stanął na czele Komisji Teatralnej opiekującej się stołecznymi scenami. W 1919 r. został ministrem sztuki i kultury w rządzie Ignacego Jana Paderewskiego, stanowisko to piastował przez rok. Pracował w warunkach bardzo trudnych, dysponując nader skromnymi środkami, które nie pozwalały choćby na realizację ambitnego planu objęcia mecenatem państwowym funkcjonujących teatrów. Sens istnienia ministerstwa, jak i jego działalność stały się przedmiotem ataków z różnych stron. W 1933 r. powołano pisarza w skład Polskiej Akademii Literatury. Był również prezesem Polskiego Towarzystwa Ochrony Prawa Autorskiego. Kilkakrotnie kandydował do nagrody literackiej miasta Warszawy, której ostatecznie jednak nie otrzymał. Brał udział w pracach rozmaitych organizacji i stowarzyszeń krajowych oraz międzynarodowych, uczestniczył w zjazdach i kongresach slawistycznych oraz bibliofilskich, reprezentował warszawskie środowisko pisarskie podczas powtórnego pogrzebu Juliusza Słowackiego w 1927 r.

Okres międzywojenny wypełniła Przesmyckiemu głównie działalność kolekcjonerska i edytorska, której początki sięgają lat paryskich. Miriam podjął wówczas trud zebrania rozproszonych rękopisów i innych pamiątek po dwóch wybitnych, choć niedocenionych przedstawicielach polskiej kultury. Jakkolwiek nie zdołał doprowadzić do wydania pism filozofa i matematyka Józefa Hoene-Wrońskiego ani nie opracował zamierzonej monografii myśliciela, mimo wszystko obudził zainteresowanie jego osobą i dziełem.

Znacznie lepiej powiodło się Przesmyckiemu w zakresie badań nad twórczością Cypriana Norwida. Przełomowe znaczenie w wysiłkach zmierzających do przywrócenia polskiemu odbiorcy utworów wielkiego poety miał specjalny 8 tom „Chimery” z 1904 r. Rosnąca popularność Norwida obróciła się w końcu przeciw Miriamowi, który uważał się nie tylko za odkrywcę, ale i jedynego właściciela praw autorskich do dzieła artysty. W tej sytuacji był zmuszony walczyć zarówno z edytorską konkurencją, jak i z opinią publiczną przekonaną, że prace nad udostępnieniem czytelnikom dorobku Norwida trwają zbyt długo. Rozpętaną na początku lat 30. kampanię „przynaglającą” opieszałego wydawcę prowadził początkowo „Zet”, później zaś m.in. „Kurier Poranny”, „ABC” i „Wiadomości Literackie”. Znalazła ona swój finał w sądzie podczas rozprawy Przesmyckiego przeciwko Tadeuszowi Piniemu. Mimo wielu głosów krytyki, nie zawsze zasłużonej, podejmowane przez Miriama próby opracowania pełnej edycji pism Norwida należy ocenić pozytywnie. Nie zakończyły się one wprawdzie ostatecznym sukcesem, ale stworzyły grunt dla późniejszych edytorów. Warto zwrócić uwagę zarówno na piękną szatę graficzną, jak i rozbudowane komentarze, często o charakterze krytycznoliterackim i eseistycznym. Zapowiadały one tak oczekiwaną przez czytelników książkę Miriama o Norwidzie.

Zasługą pisarza, a po części także pomyślnego zbiegu okoliczności, wydaje się ponadto ocalenie zgromadzonych w domu przy ul. Mazowieckiej 4 licznych rękopisów, w tym najcenniejszego – manuskryptu Vade-mecum. Znajdował się on bezpiecznie ukryty w piwnicy, gdy Zenon Przesmycki umierał 17 X 1944 w powstańczym szpitalu przy ul. Żurawiej 31.

Teoria kultury. Krytyka literacka uprawiana przez Zenona Przesmyckiego nie ma charakteru doraźnego, felietonowego czy obliczonego na bieżące potrzeby konkretnego periodyku. Ambitne zadania, jaka stawia przed krytyką Miriam, sprawiają, że staje się ona swego rodzaju ogólną teorią kultury, względnie samodzielną i wywołującą żywe dyskusje zwłaszcza w Młodej Polsce.

W eseju Kolekcjonerstwo dzieł sztuki („Chimera” 1902, t. 5) autor dowodzi, że trudno byłoby mówić o wspólnej wszystkim odbiorcom postawie wobec kultury. Pod tym względem obserwujemy zawsze pewien rozdźwięk, dzięki któremu jednak twórczość artystyczna pozostaje wciąż żywa i atrakcyjna. Niezwykle celne wydają się opisujące ów stan skłócenia dwie użyte w artykule metafory. „Muzeum” i „kolekcja” funkcjonują w opozycji, tworząc dwie przeciwstawne sobie, bardzo uniwersalne kategorie myślenia o kulturze. „Muzeum” jest publiczne, wspólne, otwarte, obiektywne, w zamyśle – edukacyjne. Konstruując zbiór muzealny, nie można sobie pozwolić na zbyt daleko posunięty subiektywizm ocen, trzeba liczyć się z przyzwyczajeniami odbiorcy i panującymi opiniami. Nie można włączać dzieł drugorzędnych, należy zaś bezwzględnie zadbać o najwyższy poziom i reprezentatywność. „Kolekcja” powinna wyglądać inaczej. Jej największymi walorami są: indywidualny, ale wyrobiony smak estetyczny właściciela, prywatność, subiektywizm, a nawet pewna kontrowersyjność. Dzięki temu w prywatnych kolekcjach szybciej pojawiają się dzieła sztuki otwierające nowe perspektywy, ukazujące poszukiwania młodych artystów. „Samodzielne głębokie znawstwo” i „zamiłowanie gorące” kolekcjonera kłócą się oczywiście z tym, co Miriam stanowczo chciał z kultury wykluczyć. Nie akceptował nigdy powierzchownej mody, hałaśliwej reklamy, filisterskiego traktowania utworów artystycznych w ramach podaży i popytu.

Wspomniane wyżej kategorie określają właściwie charakter naszego kontaktu z poezją, malarstwem czy muzyką. „Muzeum” zmierza do pewnej syntezy i dlatego czuje się w nim najlepiej historyk literatury, uczony akademicki, którego nie zadowoli z pewnością „kolekcja” krytyka literackiego, eseisty czy konesera sztuki, pozbawiona ustalonej i powszechnie akceptowanej hierarchii, być może nawet prowokująca. W tym sporze bardzo trudno o porozumienie, a tym bardziej – wzajemny szacunek.

Literatura i sztuka. Krytyka literacka w wizji Zenona Przesmyckiego łączy się zatem niepodzielnie z filozofią sztuki i filozofią człowieka. Taki stan rzeczy wynika z tego, że potrzeby estetyczne są tu uważane za równie doniosłe jak potrzeby materialne. Ekonomia, nauka, polityka nie mają żadnej przewagi nad sztuką, która może stać się „radością dla wszystkich”. Odrzucając (zwłaszcza w dojrzałym okresie twórczości) przyjęte przez pozytywistów i socjalistów ujęcie jednostki i społeczeństwa, Miriam wchodzi również w konflikt z naturalistami. Jedynie we wcześniejszych tekstach pojęcia „sztuki” i „literatury” występują obok siebie – oddzielnie, lecz nie w opozycji. W okresie redagowania „Życia” krytyk definiuje zadania literatury jeszcze dość ostrożnie – wspomina, że przyczynia się ona do „zadowolenia moralnego narodu” i powoduje wzrost jego siły i poważania na świecie. Rozwojowi literatury powinien towarzyszyć harmonijny postęp w zakresie nauki, oświaty, ekonomii realizowany przez społeczeństwo dążące do jedności (co przypomina marzenia pozytywistów).

W Harmoniach i dysonansach następuje już wyraźne, podkreślane kilkakrotnie utożsamienie „literatury” ze „sztuką”. Miriam ma tu na myśli literaturę we właściwym sensie, spełniającą określone postulaty estetyczne. Obserwujemy również niezwykle charakterystyczną ewolucję rozumienia piękna, które w artykułach z „Życia” było utożsamiane jeszcze z odbiciem prawdy życiowej. Skojarzenia piękna z „pierwiastkiem niezmiennym i wiecznym” pojawiało się natomiast jak gdyby na drugim planie i w formie jeszcze dosyć niewyraźnej.

Fundamentem estetyki Miriama staje się teraz ahistorycznie traktowane pojęcie piękna, które może przybierać rozmaite formy i występować we wszystkich epokach. Dlatego drugorzędne znaczenie mają podziały na kierunki i prądy artystyczne czy mało precyzyjne zwykle nazewnictwo. Skoro sztuka jest w zasadzie jednością, również jej odbiór powinien uwzględniać rozmaite dziedziny twórczości.

Systematyczne obcowanie z malarstwem, grafiką, ilustracją książkową nie pozostało bez wpływu na sposób widzenia literatury, stąd w swoich pracach interpretacyjnych Przesmycki często odwoływał się do języka używanego przez historyków sztuki. Badał linie, plamy, kontury, zestawienia barw, światła i półcienie występujące w utworach literackich. Interpretując wiersze i poematy, wysuwał na plan pierwszy „obrazy” (tak czynił choćby w szkicach o Maeterlincku i Hérédii).

Mimo różnic w zakresie języka i środków wyrazu przed reprezentantami poszczególnych dziedzin sztuki stoją te same problemy. Zarówno poeci, jak i malarze nie mogą ograniczyć się do jak najdoskonalszego kopiowania natury. Jednak błędem byłoby również ograniczenie misji artysty do kwestii czysto warsztatowych. Sztuka jest bowiem „oknem ku nieskończoności”, pośredniczy między indywidualną egzystencją a absolutem. Pozwala dotrzeć do sfery, którą twórca „Chimery” określał dość wieloznacznie – zwykle mianem absolutu, tajemnicy, istoty bytu, nieskończoności. Podobnie jak mistyka dawna i współczesna, także sztuka nie może mówić o tego rodzaju zagadnieniach w sposób bezpośredni, lecz jedynie posługując się analogiami. W rzeczach materialnych ukazują się „przebłyski nieskończoności”, wieloznaczne symbole poetyckie i malarskie. Dlatego zdaniem Miriama prawdziwa sztuka, „wielka, istotna, nieśmiertelna”, zawsze pozostawała w swej naturze symboliczna.

Występując niejednokrotnie przeciwko historykom literatury i stosowanym przez nich metodom badawczym, Miriam zarzucał uczonym nadmierną specjalizację i pedanterię, niezdolność do ogarnięcia całości, ale przede wszystkim dotkliwy brak wrażliwości estetycznej. Z upływem lat coraz bardziej dystansował się od scjentystycznych tendencji w naukach humanistycznych. Nie interesowały go zresztą ani teoria procesu literackiego, ani poszukiwanie wpływów i zależności. Gatunki literackie traktował jako całości dynamiczne i w gruncie rzeczy względne, choć zachował szczególne przywiązanie do tak cenionego przez liryków Młodej Polski sonetu. W 1921 r., przygotowując pierwszy tom antologii własnych przekładów U poetów, sformułował nawet utopijny program poezji „bezimiennej i bezdatowej”. Wyznał, że gdyby nie obowiązujące prawo autorskie, najchętniej usunąłby ze swej publikacji wszystkie nazwiska i daty – dla podkreślenia istoty sztuki, która jest wieczna i ponadindywidualna.

Rozwój sztuki jest niezależny od warunków historycznych i społecznych, dlatego próby instrumentalizacji dzieła sztuki są z góry skazane na niepowodzenie. Nie wolno mylić sztuki z publicystyką ani nauką, propagandą lub rozrywką. Ma ona bowiem swoje niepowtarzalne miejsce w historii ludzkości.

Skoro właściwym przeznaczeniem literatury jest osiągnięcie statusu sztuki, to również pisarz powinien dążyć do tego, by stać się „literackim artystą”. Określenie to Miriam zapożycza od zapomnianego już dziś literata francuskiego Maurice’a Sproncka. „Literackim artystą” może stać się wyłącznie pisarz, który pojął, że jedynym celem sztuki jest sztuka sama, nie zaś przekazywanie jakichkolwiek idei, tworzenie wynikających z obserwacji dokumentów czy podporządkowanie najszlachetniejszej nawet tendencji.

Zadania krytyki. Miriam trafnie zauważył, że w warunkach nieuchronnej komercjalizacji literatury wzrasta niepomiernie rola gazety jako medium pośredniczącego między książką a czytelnikiem. Trudno jednak mówić o odpowiedzialnym traktowaniu krytyki literackiej, gdy zajmują się nią publicyści albo przypadkowi dziennikarze. Nic bardziej mylnego niż panująca w polskiej prasie wiara, że recenzentem może być ktokolwiek.

Przed krytykiem literackim Miriam stawiał zadania, jakich większość ówczesnych recenzentów pisujących zarobkowo do gazet nie mogła oczywiście udźwignąć. Program autora Walki ze sztuką wydawał się tak ambitny, że nawet po upływie 100 lat można mieć wątpliwości co do szans jego realizacji. Edukacja prawdziwego krytyka powinna obejmować nie tylko literaturę współczesną, ale i arcydzieła klasyki. Nie wolno ograniczać się do literatury krajowej, trzeba koniecznie znać także aktualne osiągnięcia literatury światowej. Krytyk-koneser w wizji Miriama to i erudyta czytający w najważniejszych językach obcych, i myśliciel dysponujący własną filozofią sztuki. Pozwala mu ona na wydawanie sądów siłą rzeczy subiektywnych, będących wyrazem określonego smaku estetycznego i niepowtarzalnej wrażliwości.

Idealny krytyk nie jest jednak dogmatykiem kwestionującym wartość dzieła sztuki z powodu przynależności do jakiegoś nurtu artystycznego, szkoły czy gatunku literackiego. Dokonując oceny, powinien zapomnieć o istnieniu kontekstów zewnętrznych: warunków historycznych i uwarunkowań społecznych, ideologii, moralności. Nie mogą one wpływać na odbiór dzieła ani ustalenie jego wartości.

Krytycznoliteracki warsztat to nie wszystko. Potrzebna jest jeszcze wyraźnie zarysowana przez Miriama etyka zawodowa, która nie pozwala krytykowi ulegać ani opinii mas, ani presji autorytetów. Najtrudniej zapewne oprzeć się własnym przyzwyczajeniom, nawykom, przesądom, racjom politycznym i ideologicznym, ale i tego krytyk powinien się ustrzec. Musi wykazać się odwagą głoszenia własnych sądów, niezależnością, rzetelnością i godnością.

Wnosząc istotny wkład do antypozytywistycznego przełomu, Miriam nie pragnął mimo wszystko włączać się aktywnie do sporów literackich pojmowanych jako wojna pokoleń czy starcie prądów ideowo-artystycznych. Indywidualizm cenił zdecydowanie wyżej niż rodzącą się w kręgu modernistów wspólnotę twórczych zamiarów. Określenia, takie jak „modernizm”, „dekadentyzm”, „symbolizm”, „secesja”, uznawał za spowodowane powszechną ignorancją nadużycia terminologiczne. Nie zgadzał się również na traktowanie „Chimery” jako pisma programowego, reprezentującego dążenia jakiegokolwiek nurtu literackiego. Widział w niej „świątynię sztuki” otwartą dla wszystkich wybitnych artystów, a nie „kapliczkę” skupiającą wyznawców i dogmatyków.

Kryteria ocen. Oceniając dzieło, zwracał szczególną uwagę na indywidualność autora, której siłę czynił niejednokrotnie miarą estetyczną. Wierzył, że koniec romantyzmu przyniósł również zmierzch prawdziwych wielkości: wśród poetów współczesnych nie spotkamy już bowiem twórców dorównujących Johannowi Wolfgangowi Goethemu, George’owi Gordonowi Byronowi, Percy’emu Bysshe Shelleyowi czy Adamowi Mickiewiczowi. W pismach i artykułach Przesmyckiego wzrosło znaczenie Słowackiego (porównywanego chyba niezbyt przekonująco z Hoene-Wrońskim) i oczywiście Norwida.

Recenzentem był na ogół surowym: lubił wytykać artystyczne mielizny nawet uznanym i zasłużonym pisarzom. Dość sceptycznie potraktował Wiktora Gomulickiego, któremu zarzucił nadmiar retoryki i niedostatek liryzmu (Ostatnie objawy w dziedzinie poezji polskiej, „Życie” 1887, nr 12–15). Krytyczna ocena Króla Salomona Włodzimierza Zagórskiego została oparta na chybionych przesłankach, w tym wypadku bowiem recenzent zlekceważył, jak się zdaje, intencje autora (tamże). Z nadzieją, choć i sporymi zastrzeżeniami, omawiał poezje Marii Konopnickiej („Chimera” 1901, t. 2, z. 4–5). Pewną niespodziankę stanowiła pochwała (co prawda pośmiertna) twórczości Adolfa Dygasińskiego, w którym Miriam widział nie przedstawiciela polskiego naturalizmu, lecz „malarza i piewcę życia” („Chimera” 1902, t. 5, z. 13).

Pełną aprobatę krytyka zyskali natomiast dwaj czołowi przedstawiciele Młodej Polski: Stanisław Wyspiański („Chimera” 1907, t. 10, z. 28–30) i Jan Kasprowicz („Chimera” 1902, t. 5, z. 13–14). W autorze Wesela Przesmycki dostrzegł głównie wizjonera, któremu udało się nie tylko dokonać syntezy sztuk, ale i wydobyć z „ciemności zmysłów” wprost ku „niezmiennej istocie bytu”. Entuzjastycznie powitane Hymny, włączone do „arcytworów ducha ludzkiego”, dawały świadectwo dokonującej się ewolucji artystycznej Kasprowicza. Zainteresowały również krytyka próby odrodzenia bajki podjęte przez Jana Lemańskiego („Chimera” 1902, t. 6, z. 17). Ciekawie wypadła interpretacja stanowiących nowość tomów Antoniego Langego („Chimera” 1901, t. 1, z. 1) i Leopolda Staffa – Sny o potędze Miriam uznał za książkę nierówną, jednak umiał się poznać na talencie autora (tamże).

Znacznie ostrzej, choć często unikając wymieniania nazwisk i tytułów, rozprawiał się z autorami piszącymi o literaturze, aspirującymi bez powodu do miana krytyków. Zarzucał im niejednokrotnie zarozumialstwo i ignorancję, dochodząc do smutnego wniosku, że recenzenci krajowych czasopism recenzowanych książek po prostu nie czytają albo robią to bardzo pobieżnie. Mylą przy tym fakty, terminy i poglądy, posługując się najchętniej demagogicznymi etykietkami.

Wobec kryzysu kultury. Dokonana przez Miriama ocena poziomu krajowej krytyki literackiej na przełomie XIX i XX w. nie wynika ani z osobistych niechęci, ani z doraźnej próby zmiany istniejącej sytuacji. Autor Harmonii i dysonansów jest przekonany o istnieniu głębokiego kryzysu kultury zachodniej, którego źródeł szuka już w wydarzeniu pozornie tak odległym jak rewolucja francuska. Otworzyła ona drogę demokracji zachodniej i liberalizmowi gospodarczemu, co doprowadziło w rezultacie do zachwiania pozycji elit i ukształtowania mechanizmów rynkowych także w kulturze. Duchowym patronem demokratyzacji we wszystkich sferach życia był „genialny wulgaryzator” Auguste Comte uważany za twórcę „metody pozytywnej”.

Dyktatura statystycznej większości okazuje się największym zagrożeniem dla sztuki ambitnej, której twórca nie pragnie i nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom biernej i pozbawionej wyższych aspiracji masy uczestniczącej teraz w odbiorze kultury. W tych okolicznościach nieuchronna staje się prowadzona na różne sposoby „walka ze sztuką”, którą – mówiąc w pewnym uproszczeniu – Przesmycki postrzega jako starcie „ducha” i „zwierzęcości”.

Miriam niezwykle przenikliwie dostrzegał zagrożenie nadciągające ze strony ekspansywnego industrializmu. Tam, gdzie istnieje rozdźwięk między kulturą autentyczną i słabo przygotowanym odbiorcą, pojawia się – jako środek zastępczy – kultura masowa pojmowana przez pisarza jako królestwo kiczu i tandety. Jej upowszechnieniu sprzyja wytężona działalność rozmaitych manipulatorów (pośredników, popularyzatorów, ludzi mediów). Tymczasem z punktu widzenia Przesmyckiego nie istnieją sfery obojętne dla naszego smaku estetycznego. Wszystkie przedmioty tworzące otoczenie człowieka powinny emanować pięknem – dotyczy to nawet takich drobiazgów, jak ekslibrisy, karty pocztowe, okładki i stronice książek. Sztuka stosowana „wysubtelnia i uszlachetnia”, a wreszcie – odsyła odbiorcę do sztuki czystej. Po tym względem Miriam jest niezmiernie bliski postulatom najwybitniejszych twórców europejskiej secesji.

Nie pociąga go natomiast „kawiarniany modernizm” ani bunt przybierający postać skandalu. Nie ma zrozumienia dla rozmaitych teatrzyków i kabaretów bawiących publiczność na przełomie XIX i XX w. odwiedzanych chętnie przez ówczesną cyganerię artystyczną. Piosenki, już w okresie międzywojennym podbijające masową publiczność, kształtujące wrażliwość przeciętnego odbiorcy, to jego zdaniem twórczość doraźna, wulgarna i obliczona na poklask. Głosząc takie opinie, Miriam musiał czuć się nieswojo w stuleciu zwycięskiej kultury masowej.

Odbiór prawdziwej sztuki wymaga jednak wewnętrznego skupienia. Nie ma wówczas mowy o odpoczynku, rozluźnieniu, swobodnej czy żartobliwej atmosferze panującej zarówno w literackiej kawiarni, jak i kabarecie. Sztuka, która nas wzbogaca i podnosi na wyższy poziom, nie może być w żadnym wypadku rozrywką. Od czytelnika i widza trzeba wymagać wiele, z czego zdawał sobie sprawę inny przeciwnik „ułatwionej” poezji, czyli Norwid.

Formy wypowiedzi krytycznej. Bogaty krytycznoliteracki dorobek Zenona Przesmyckiego obejmuje najrozmaitsze formy wypowiedzi, co jest o tyle zrozumiałe, że pisarz był przez wiele lat również praktykującym redaktorem. Noty, manifesty, prospekty, odredakcyjne komentarze i polemiki musiał więc pisywać niejako z obowiązku. Pewną lapidarność artykułów zamieszczanych w „Chimerze” można tłumaczyć nadmiarem zajęć oraz kształtem graficznym, koncepcją pisma czy wreszcie zasobnością tek redakcyjnych. Wydaje się mimo wszystko, że krótka recenzja czy zwięzły szkic publicystyczny nie były w gruncie rzeczy jego żywiołem.

Wolał chyba wypowiedzi rozbudowane, pełne erudycyjnych wtrętów i swobodnych dygresji, napisane wyrafinowanym językiem. Używając wyszukanego słownictwa i właściwej raczej tekstom artystycznym stylistyki, Miriam dowodził, że krytyka literacka nie musi być uprawiana niedbale, za pomocą żargonu dziennikarskiego. Nawet najkrótszych not, które wyszły spod pióra Przesmyckiego, nie da się czytać szybko ani pobieżnie – tak mało przypominają one zwykły komunikat prasowy.

Harmonie i dysonanse autor nazwał „felietonami”, co z dzisiejszej perspektywy nie wydaje się trafne. Może to zresztą określenie ironiczne? Publikacjom Miriama brakuje przecież felietonowej lekkości, żartu, efektownej pointy, a nade wszystko – przypisywanej owemu gatunkowi ulotności i ścisłej więzi z aktualnymi wydarzeniami. Rzekome recenzje zawierają niekiedy sformułowania świadczące o próbie formułowania własnej filozofii sztuki (np. wyodrębnienie trzech typów pisarskich w artykule o Gomulickim i Zagórskim). Padające czasami określenia, takie jak „rozprawa” czy „studium”, nie są może najszczęśliwsze, przynajmniej w świetle rozpowszechnionej obecnie terminologii naukowej.

Większość krytycznoliterackich pism Miriama dałoby się natomiast objąć mianem „eseju” – nazwy tej twórca „Chimery” używał co prawda raczej sporadycznie i w nieco innym sensie, niż robimy to dzisiaj. Jednak programowy subiektywizm, artystyczna forma, swobodna konstrukcja, erudycyjny charakter i wiele innych cech zdają się przemawiać na korzyść takiego właśnie terminologicznego rozstrzygnięcia.

Tradycje i inspiracje. Dotychczas badacze (m.in. M. Podraza-Kwiatkowska, G. Legutko i in.) stawiali niejednokrotnie pytanie o samodzielność krytycznoliterackich poszukiwań, zwłaszcza młodego Miriama. W przypadku tak wszechstronnego erudyty i entuzjasty Vrchlickiego, Maeterlincka czy Rimbauda stopień rozmaitych zapożyczeń mógł budzić całkiem uzasadnione podejrzenia. Wydaje się jednak, że przejmując pewne inspiracje, metody, techniki interpretacyjne, Przesmycki dostosowywał je starannie do swoich potrzeb, uwzględniając każdorazowo specyfikę krajową i warunki, w jakich przyszło mu działać.

Pierwszym autorytetem musiał być ceniony ogromnie jeszcze przez pokolenie pozytywistów Hippolyte Taine, którego socjologizującą wizję kultury Miriam w następnych pismach coraz śmielej rewidował. Nie odrzucając do końca idei pozytywistycznego mistrza estetyki, starał się nadać im niemal modernistyczną wymowę, ryzykując niekiedy dość jednostronną interpretację. Charles-Augustin Sainte-Beuve uświadomił zapewne Przesmyckiemu, że krytyka literacka nie musi być marginesem piśmiennictwa. Uprawiana ambitnie i rzetelnie, staje się niezawodnym środkiem kształtowania artystycznego smaku. Artykuły krytycznoliterackie, takie jak rozbudowane portrety i szkice, mogą mieć żywot trwalszy niż wiersze czy powieści. Eseistyczny nurt w piśmiennictwie francuskim kontynuował współczesny Miriamowi Paul Bourget, autor powieści Uczeń i studiów, w których zainteresowania literackie łączyły się ze zdobyczami współczesnej psychologii. Na formowanie estetyki młodego Przesmyckiego wywarł wreszcie znaczący wpływ przedwcześnie zmarły francuski myśliciel Jean-Marie Guyau.

Miriam – Norwid. Choć w okresie międzywojennym Miriam nie udzielał się w zasadzie jako krytyk literacki we właściwym znaczeniu, to trudno przecenić jego rolę nie tylko jako wydawcy i komentatora, ale także budowniczego swoistej „legendy” Norwida. W dużej mierze właśnie dzięki Przesmyckiemu był on przez wiele lat postrzegany jako artysta całkowicie zapomniany i niesłusznie skrzywdzony przez społeczeństwo. Szczególnie na łamach „Chimery” poeta został ukazany jako „samotny geniusz” przeciwstawiony „tłumowi”.

Miriam bardzo starannie akcentował najbliższe sobie samemu cechy osobowości Norwida: odważne nowatorstwo, niezależność, „samoistność”, upór i niezdolność do kompromisów. Cieszący się za życia niekwestionowanym autorytetem (ceniony wysoko m.in. przez J. Lorentowicza, A. Langego, B. Leśmiana, S. Żeromskiego), Miriam pojawia się w licznych wspomnieniach opublikowanych w okresie powojennym już jako postać dość kontrowersyjna, np. Hanna Mortkowicz-Olczakowa, a zwłaszcza Stanisław Lam akcentują jego dziwactwa i słabości.</document>
<document nplp_id="14013" title="Olendzki (Olędzki) Władysław" slug="olendzki-oledzki-wladyslaw">Dziennikarz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Dr. Nemo; Jacek Soplica; O’Le; Quidam Facet; W.M.O.
Informacje biograficzne. Władysław Maksymilian Olendzki urodził się 2 II 1842 w Dębi­nie (gub. lubelska) jako syn Aleksandra i Justyny Przewłockiej h. Przestrzał. Uczęszczał do gimnazjum lubelskiego. Uzyskawszy maturę w 1859 r., rozpoczął studia w Akademii Rolni­czej w Proskau, a następnie w Monachium i Heidelbergu, gdzie studiował prawo i filozofię (1862). Przerwał studia w 1863 r. i wziął udział w powstaniu styczniowym, walcząc jako ofi­cer pod dowództwem gen. Edmunda Taczanowskiego. Po klęsce powstania – podobnie jak Adam Asnyk – wrócił na uczelnię, by ukończyć studia (1866). Uzyskawszy tytuł doktora i dy­plom z wyróżnieniem, przeniósł się do Krakowa. Utrzymywał się z prywatnego nauczania oraz dziennikarstwa, drukując m.in. recenzje teatralne i przeglądy z literatury polskiej i obcej w „Kalinie”, gdzie redagował także dział Z przyrody.
Od 1871 r. współpracował z „Tygodnikiem Wielkopolskim” Edmunda Calliera, prze­syłając sygnowane kryptonimem O’Le Korespondencje z Krakowa. Zamieścił na jego łamach rozprawę O wolności politycznej, Wiadomość o Vassar College, pierwszej akademii dla kobiet w północnej Ameryce („Tygodnik Wielkopolski” 1871, nr 24) oraz fragmenty dysertacji dok­torskiej Teorie polityczne XVI wieku (tamże, nr 27–45, wyd. osob. 1873). Informację o uni­wersytecie żeńskim, założonym w 1865 r., kończył przekonaniem, że „rozumnie a zdrowo pojętą emancypacją kobiet” zajmie się i nasze społeczeństwo. Pisał: „Czas, aby rozhukaną lwi­cę stołecznych miast przestano nazywać emancypowaną kobietą, i czas najwyższy dla pusto- głowych rycerzy salonu pomyśleć, że aby zrozumieć i uszczęśliwić emancypowaną kobietę, trzeba być czymś więcej jak złotym młodzieńcem…” (Wiadomość o Vassar College). Zarówno korespondencje krakowskie, jak i przywołane prace cechuje temperament polemiczny oraz krytycyzm wobec autorytetów, pasja reformatorska i dydaktyczna, erudycja i lekkość stylu.
W l. 1872–1873 Olendzki zamieszkał w Poznaniu, gdzie objął redakcję „Tygodnika Wielkopolskiego”, pisując artykuły publicystyczne, przeglądy i recenzje. Wspierając program słowianofilski, głosił ideę przyszłej federacji ludów słowiańskich. Ideę wspólnoty słowiań­skiej, solidaryzm narodowy i scjentyzm należy uznać za główne składniki światopoglądu Olendzkiego jako redaktora „Tygodnika Wielkopolskiego”. Na początku 1874 r., posądzony przez policję o szpiegostwo na rzecz Rosji, musiał opuścić Poznań.
Udał się do Warszawy, gdzie trafił do cytadeli, ale rychło wyszedł na wolność. W War­szawie zbliżył się do ugrupowań zachowawczych, z którymi był związany do końca życia. Od połowy 1875 r. wszedł do redakcji „Niwy”, która pod kierunkiem Mścisława Godlewskie­go stała się tygodnikiem konserwatywnym. W rubryce Sprawy bieżące, pod pseudonimem Jacek Soplica, zamieszczał cotygodniowe cięte felietony, o których Jan Józef Lipski napisał: „Miały one kształt częstej wówczas kroniki, różniły się jednak od niej bardzo zaangażowa­niem i temperamentem publicystycznym. Pod tym względem można Olendzkiego porównać spośród współczesnych tylko ze Świętochowskim, choć stali na różnych pozycjach ideowych”. Olendzki cotygodniowy program felietonów określił następująco: „Utrzymywać publiczność w sferze podejmowanych usiłowań, krzepić ją i pobudzać do coraz silniejszego działania, ob­jaśniać wątpliwości, rozbierać kwestie stojące na porządku dziennym i stawiać nowe w mia­rę ukazującej się potrzeby – oto wspólne nasze zadanie” (Sprawy bieżące, „Niwa” 1876, t. 4).
W 1877 r. ożenił się z Heleną Dowojna-Sylwestrowicz (zm. 1923), z którą miał syna Aleksandra Stefana (1879–1944) i trzy córki: Janinę (1880–1941), Dorotę (ur. 1883) i Wła­dysławę (ur. 1886).
Na początku lat 80. nawiązał współpracę ze „Słowem”, gdzie na krótko zastąpił Henry­ka Sienkiewicza w obowiązkach redaktorskich. W 1888 r. przeszedł do nabytego przez Ge­bethnera i Wolffa „Kuriera Codziennego” i kierował dziennikiem do końca życia. Prowadził stały dział sprawozdań politycznych Przeglądy. W kołach dziennikarskich Warszawy był po­pularną postacią (miał wymyślić Sienkiewiczowi tytuł powieści Ogniem i mieczem). Zmarł 28 II 1894 w Warszawie.
Kryteria oceny utworów. Olendzki w prowadzonej w „Kalinie” rubryce Przegląd krytyczny bardzo surowo oceniał bieżącą twórczość literacką, dostrzegając w niej utwory mierne. Nie­co szerzej potraktował powieści: Oryginały Edwarda Sulickiego, Na wędce Władysława Sa- bowskiego, Tajny fundusz Jana Zachariasiewicza oraz Kometę Henryka Lisieckiego („Kalina” 1869, nr 26–27, 31); z dramatów – Asnyka Gałązkę heliotropu i Walkę stronnictw, Władysła­wa Koziebrodzkiego Hrabiego Mariana, Adama Bełcikowskiego Króla Don Żuana, Włady­sława Bełzy Emancypantkę (tamże, nr 28, 31, 34). Oceniał zjawiska literackie według kryte­riów tradycyjno-zachowawczych. Jego walkę na łamach „Kaliny” z poetycką legendą Juliusza Słowackiego Aleksander Żyga określił jako „wyraz nieśmiało zaznaczającej się w piśmie ten­dencji pozytywistycznej”.
W nadsyłanych z Krakowa do poznańskiego „Tygodnika Wielkopolskiego” korespon­dencjach Olendzki dużo uwagi poświęcał życiu teatralnemu. Omówił m.in. wystawienie dra­matu Józefa Narzymskiego Epidemia. Po sproblematyzowanym streszczeniu, charakterysty­ce i ocenie postaci recenzent w podsumowaniu napisał: „Budowa całości wabi piękną i jasną formą, język i styl wyborny, ogólna charakterystyka zbiorowej sytuacji równie, jak nić intry­gi odznacza się uderzającą prawdą, tendencja zacna, jak w ogóle każda myśl p. Narzymskie- go opracowana” („Tygodnik Wielkopolski” 1871, nr 11, 14).
Omawiając komedię Michała Bałuckiego Pracowici próżniacy, skrytykował „drama­tyczną budowę utworu”, ponieważ „nić intrygi, wiążąca całą bajkę, jest […] miejscami po­gmatwana, miejscami zaś naprężona, że rozplątanie odbyć się musiało kosztem naturalności i prawdopodobieństwa” (tamże, nr 13). Recenzując z kolei Emancypowane, zarzucił Bałuc­kiemu mijanie się z prawdą; autor – pisał Olendzki – chcąc wyśmiać emancypację, zupełnie jej w swoich postaciach nie pokazał. Dlaczego? Bałucki chciał – dowodził – „przenieść z ży­cia naszego na scenę to, czego w życiu naszym, przynajmniej dotychczas, nie ma. Nie widać u nas śmieszności emancypacji, bo i emancypacji nie ma” (Sztuki uwieńczone na konkursie krakowskim w r. 1873, „Tygodnik Wielkopolski” 1873, nr 15).
Jak w większości recenzji z tego okresu, także w omówieniach Olendzkiego informacja przeplatała się z sądami wartościującymi.
O idealizmie, realizmie i powieści. Na marginesie recenzji Pozytywnych Narzymskiego Olendzki sformułował pytanie dotyczące dominującego kierunku w życiu (także w litera­turze i sztuce): czy jest on idealny, czy pozytywny? I odpowiadał: „Ani pierwszy, ani drugi […], lecz oba, dopełniając i uzupełniając się wzajemnie. Wszelka jednostronność jest wielce szkodliwa, prowadzi bowiem drogą uprzedzeń do ostateczności, wyklucza możliwość zdro­wego sądu i umiarkowanego zapatrywania się na życie, jego cele i środki. Kierunek czysto idealny zastosowany do życia praktycznego przedstawia się w postaci czułostkowego obłędu i jest dla społeczeństwa niemal tak szkodliwy jak czysty pozytywizm, który zaprzeczywszy
pewnym zasadom moralnym, stawia człowieka na stanowisku niższym od szlachetniejszych rodzai zwierząt” („Tygodnik Wielkopolski” 1872, nr 46).
Kategoriami idealizmu i realizmu Olendzki posługiwał się w większości recenzji za­równo teatralnych, jak i dotyczących powieści. Różnicę między kierunkiem idealnym a rea­listycznym określał następująco: „[…] w pierwszym przeważa pierwiastek fantazji artystycz­nej, w drugim zaś analiza życia i jego stosunków tak jak się nam przedstawiają” (tamże). Podkreślał, że nowy, realistyczny kierunek jest w naszym powieściopisarstwie jeszcze niedo­stateczny, „nie doszedł jeszcze do samowiedzy i błąka się luźnie często na oślep po manow­cach”. W recenzji powieści Bałuckiego O kawał ziemi konstatował: „Piękno istnieje nie tylko w pojęciu oderwanym, idealnym, ale i w życiu praktycznym – cała zatem różnica zachodzą­ca między kierunkiem idealnym a realistycznym polega na tym, że w pierwszym przeważa pierwiastek fantazji artystycznej, w drugim zaś analiza życia i jego stosunków tak jak się nam one przedstawiają” (tamże).
Olendzki cenił w omawianych utworach prawdopodobieństwo psychologiczne i oby­czajowe, spoistość fabularną i „plastyczność przedstawienia”. Kategorie, którymi się posługi­wał przy opisie utworów dramatycznych i fabularnych, mieszczą się w ramach techniki werystycznej. Utwór Bałuckiego – podkreślał – jest napisany ze stanowiska „zdrowego realizmu” (tamże). Omawiając powieść Kazimierza Chłędowskiego Ella, krytyk przywołał Bałuckiego, obaj twórcy należą bowiem do „pisarskiej szkoły realistycznej”, ale różnią się tym, że „Bałucki świadomy obranego kierunku, analizuje życie społeczne w normalnym stanie, poucza swych czytelników i sprawia im przyjemność”, Chłędowski natomiast „błąka się jeszcze po ma­nowcach, a kreśląc, nie bez pisarskiej biegłości, wydzielające się ze zdrowego społeczeństwa postacie moralnych kalek, drażni nerwy i upaja szkodliwym narkotykiem” (tamże).
Powieść polska na początku lat 70. znajduje się w stanie „duchowego i moralnego roz­przężenia”. Olendzki wymieniał trzy przyczyny słabości polskiej powieści. 1) Młodzi piszący nie są należycie przygotowani do „zawodu literackiego”. Brak im wiedzy zarówno ogólnej, jak i szczegółowej. 2) Wielu autorów „zasłużonych i głośnych”, piszących z „fabrycznym po­śpiechem”, cechuje lekceważenie zawodu pisarza. 3) „Niedostateczne wyrobienie się nowego realistycznego kierunku w powieściopisarstwie”, który „nie doszedł jeszcze do samowiedzy i błąka się luźnie często na oślep po manowcach” (tamże).
Poglądy krytycznoliterackie Olendzkiego zawarte w recenzjach i omówieniach kore­spondują z wczesnopozytywistyczną dyskusją dotyczącą nowego modelu literatury, w szcze­gólności na temat powieści tendencyjnej.</document>
<document nplp_id="14015" title="Czartoryski Adam Jerzy" slug="czartoryski-adam-jerzy">Poeta, tłumacz, powieściopisarz, pamiętnikarz, biograf pisarzy, pisarz polityczny, myśliciel, działacz oświatowy i polityczny.


Informacje biograficzne. Urodził się 14 I 1770 w Warszawie jako syn Adama Kazimierza (1734–1823) i Izabeli z Flemmingów (1745–1835). Staranną naukę domową uzupełnił przez podróże edukacyjne po różnych krajach europejskich. Uczestniczył w wojnie 1792 r., podczas insurekcji kościuszkowskiej przebywał za granicą. Wysłany przez rodziców po upadku państwa polskiego do Petersburga w sprawach dóbr rodzinnych, zaprzyjaźnił się z wielkim księciem Aleksandrem, późniejszym carem. W 1803 r. został kuratorem wileńskiego okręgu naukowego (położył duże zasługi dla rozwoju oświaty na wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej), z czego zrezygnował w 1824 r. po procesie filomatów. W l. 1803–1806 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. Podczas powstania listopadowego był prezesem Rządu Narodowego, po jego klęsce znalazł się na emigracji. W 1833 r. osiadł w Paryżu w Hôtel Lambert, był przywódcą politycznego stronnictwa konserwatywnego, angażując się też aktywnie w działalność kulturalną; był m.in. prezesem Towarzystwa Historyczno-Literackiego, a także jednym z twórców Biblioteki Polskiej. Do jego spuścizny piśmienniczej należy szereg utworów poetyckich (wśród nich poemat Bard polski) eseje, rozprawy o tematyce politycznej, historycznej, filozoficznej, powieść Pan sędzia Deluty, mowy, pamiętniki. Zmarł 15 VII 1861 w Montfermeil.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. W bogatym dorobku Adama Jerzego Czartoryskiego zagadnienia krytycznoliterackie zajmują miejsce ilościowo skromne. Pojawiają się głównie w jego wypowiedziach prezentujących sylwetki twórcze związanych z dworem puławskim autorów: Franciszka Dionizego Kniaźnina (tekst napisany w 1817 r.), Józefa Koblańskiego (pozostaje w rękopisie), Jana Pawła Woronicza (1830), a także (w obszernej, starannej biografii) Juliana Ursyna Niemcewicza (1860). W całości zagadnieniom teoretycznojęzykowym poświęcona jest rozprawa Prozodia polska napisana w 1820 r. i pozostawiona przez autora w rękopisie (wydana dopiero w 2002 r.), godna uwagi ze względu na sformułowane w niej obserwacje i postulaty. Ważne elementy estetycznoliterackich poglądów Czartoryskiego znajdujemy również w jego utworach poetyckich.

O źródłach i roli poezji. W zakresie przekonań estetycznoliterackich ważna dla Czartoryskiego pozostaje tradycja klasyczna przejawiająca się w zainteresowaniach kulturą antycznej Grecji (przykładem są m.in. jego młodzieńcze przekłady Pindara), rozwijana przez jego puławskiego nauczyciela Gotfryda Ernesta Groddecka. Inspiracje pindaryczne występują także we własnej twórczości Adama Jerzego, np. nawiązania w jego Odzie do ojczyzny czy posługiwanie się takimi kategoriami, jak Muza, lutnia. Wyraźna jest jednak skłonność Czartoryskiego do podejmowania również wzorców poetyckich nurtu sentymentalnego oraz zjawisk opisywanych dziś jako preromantyczne, czego wyrazem jest m.in. wykreowanie postaci barda w poemacie Bard polski. Ten ostatni, nawiązując w pewnym stopniu do Pieśni Osjana (których fragment Adam Jerzy tłumaczył), przynosi nową koncepcję poety jako zaangażowanego emocjonalnie wyraziciela narodowych nieszczęść i świadka ich skutków, formułującego też refleksję historiozoficzną.

W pismach krytycznoliterackich Czartoryski nie posługuje się z reguły przypisanym do klasycystycznego dyskursu aparatem pojęciowym, język jego wypowiedzi zbliża się częściowo do mowy poetyckiej, autor próbuje dać wyraz stanom emocjonalnym charakteryzowanych poetów i zarysować duchową atmosferę, w jakiej rozwijał się ich talent. Nie podejmuje dokładniejszej analizy utworów, poprzestając na ich ogólnej ocenie, próbuje formułować sumaryczne uwagi o twórczości prezentowanych poetów, o rodzaju ich talentu i wrażliwości, wiążąc je z szerszym ujęciem biograficzno-psychologicznym, z podkreśleniem znaczenia puławskiego środowiska, w jakim żyli, a nade wszystko – przeżycia tragedii upadku Rzeczypospolitej. Akcentowanie związku poezji (której Adam Jerzy przypisuje również ważną rolę społeczną i edukacyjną) z doświadczeniem narodowym jest stałym rysem jego wypowiedzi krytycznoliterackich. Najdobitniej swoje rozumienie istoty i roli poezji jako wyrazu „ducha powszechnego”, w sposób dość już bliski estetyce romantyzmu, przedstawił we wspomnieniu o Janie Pawle Woroniczu: „Ten jest poetą, do którego duszy zbiegają się silniej wszystkie otaczające wrażenia i który nie mogąc ich w sobie zawrzeć, zmuszony jest wyższą mocą wylać w natchnionym rymie ich brzmienie zbyt gwałtowanie na jego duszy ciążące; brzemię, które nie gniecie ku ziemi, lecz podnosi do wyższego życia, skąd dalej się widzi i głębiej się czyta w przyrodzeniu” (Pochwała Jana Pawła Woronicza [...], 1831). Poezja wtedy będzie „zajmować i uraczać”, gdy każdy znajdzie w niej własne „czucie”. „Jest to prawdziwą umysłową rozkoszą postrzegać obrazy myśli, czytać wyrazy, z własnego jakby serca wyjęte; i to, co w nich było niewyraźnym, niewytłumaczalnym widzieć rozwiniętym, upięknionym i na jawie pałającym” (tamże). Przedmiotem zainteresowania poety winna być ziemia ojczysta, z którą odczuwa wyjątkowy związek emocjonalny. Znajduje to wyraz w twórczości Czartoryskiego, np. we wprost sformułowanej zachęcie pod adresem poetów do przedłożenia bliskich im miejsc nad uroki odległych krain: „Bóg różnie rozpołożył upiększenia Ziemi, / Nie zazdrość cudzych bogactw, bądź dowolen swemi” (Powrót [do Puław], w: Poematy i wiersze, 2003). Ważne znaczenie ma dlań pojęcie imaginacji, określanej mianem „boska”, która ma dużą władzę, bo mieszcząc się w ramach prawdopodobieństwa, nadaje „rzeczom istność nową”, przejawia aktywność w „niezmiernej przestrzeni”, nieograniczonej przez czas (Powązki, w: tamże). Jej wytwory jednak są najwspanialsze wówczas, gdy służą prawdzie i dobru, czyniąc „heroizm łatwym, a cnotę nadobną” (tamże). Czartoryski przywiązuje również sporą wagę do kwestii polskiego języka poetyckiego, zwłaszcza do jego warstwy akustycznej i związku z muzyką (z czym też wiąże się powracający w jego twórczości motyw lutni). Nie uczestnicząc bezpośrednio w sporze klasyków z romantykami, stara się zająć stanowisko bezstronne, zauważa zalety jednych i drugich, postulując ocenianie dzieł autorów dawnych i współczesnych niezależnie, bez względu na to, czy są „jednej lub drugiej szkoły zwolennikami” (Żywot J.U. Niemcewicza, 1860). Docenia znaczenie naśladowania wzorów obcych, ale zachęca do słuchania „natchnień własnego geniuszu”, aby stworzyć „coś prawdziwie twórczego, najlepiej z narodowych podań i źródeł, nie odbiegając wszelako nigdy od przyrodzonych, powszednich instynktów i zasad rozsądku, moralności i gustu” (tamże). Jest przekonany, że poziom sztuki poetyckiej u nas z biegiem czasu wzrasta. Stąd wynika oczekiwanie względem krytyki: „Gdzie piśmiennictwo dochodzi do wyższej i postępującej oświaty, tam krytyka, zawsze sprawiedliwa, surowszą się stać powinna” (tamże).

Oceny poetów. Przedstawiając sylwetkę Kniaźnina, Czartoryski akcentuje sprzyjającą rozwojowi jego talentu atmosferę dworu puławskiego, gdzie trwały „świetne zabawy i literackie rozmowy” (Życie Kniaźnina, 1853). Stąd utwory tego autora – jak poematy Balon i Rozmaryn – „ze zdarzeń domowych powód wzięły” (tamże), a jego sztuki były wystawiane w Puławach. Oceniając twórczość poety wysoko, wskazuje też jej słabsze strony. Podziela krytyczną opinię Kniaźnina o jego młodzieńczych Erotykach, ale pochlebnie wypowiada się o Balonie, który – jak twierdzi – jest „jednym z najmilszych płodów jego pióra” (tamże). Podobają mu się utwory religijne, gdyż wyróżniają się „prostotą, czułością, jakowąś powagą i ulotami prawdziwie doznanego uniesienia” (tamże). Czartoryski jest wymagający odnośnie do aspektu językowo-wersyfikacyjnego, jakkolwiek sądzi, że „teraz” oczekiwania w tym zakresie przesłaniają inne walory utworu: „[...] nie dosyć się uważa na wartość myśli i obrazów, byle wiersz był gładki i rymy niepospolite” (tamże). Sądzi, że sztuka wersyfikacyjna nie była w czasach Kniaźnina wystarczająco rozwinięta (co może zaskakiwać), i stwierdza, że „niekiedy zbyt spadał i grzeszył przeciw gustowi”, chociaż częściej „podnosił się do stref prawdziwej poezji” (tamże). Eksponuje emocjonalność w jego poezji lirycznej, przeciwstawiając „czułość i słodycz” – „ogień” i „geniusz”; „dostrzec zawsze można więcej czułości, słodyczy i powagi niż ognia, więcej duszy niż geniuszu” (tamże).

Wysoko natomiast Czartoryski ocenia geniusz poetycki Woronicza, widząc dlań źródło inspiracji w początkowo samotnym życiu na wsi, w obcowaniu „tylko z Bogiem, z przyrodzeniem, z wiejskim ludem prostym i cierpiącym” (Pochwała Jana Pawła Woronicza). Ale gdy jego myśli zajęły sprawy narodu, stał się bardem upadającej Polski, bo pod wpływem jej nieszczęść „obudził się w nim [...] silny duch poetyczny” (tamże). Jego przeznaczeniem staje się podjęcie wobec narodu funkcji profetycznej, analogicznej do tej, którą spełniali biblijni prorocy, a która u polskiego poety najpełniejsze odbicie znajduje w Świątyni Sybilli. Czartoryski uważa, że poświęcając się wyłącznie poezji, Woronicz znalazłby się w gronie jej największych mistrzów. Szczególnie wysoko ocenia Sejm wiślicki, „który gdyby sam pozostał [...], już byłby dostateczny dla jego poetycznej sławy, tak co do toku wierszy, jak i do piękności myśli i obrazów” (tamże).

W odniesieniu do Niemcewicza Czartoryski zwraca uwagę na traktowanie przezeń twórczości jako działania społecznego, głównie jako wyrazu postawy patriotycznej. Ceni jego poczucie humoru, ale dostrzega też przywiązywanie mniejszej wagi do kształtu artystycznego poezji. „Był naprzód obywatelem, potem człowiekiem towarzyskim w gronie przyjaciół, potem jeszcze lubiącym własną zabawę, a dopiero na końcu artystą chcącym swoją chwałę literacką ustanowić” (Żywot). Stąd jego utwory uważa za nierówne, często niedopracowane w ogólnym układzie, ale zawsze pełne „pięknych, genialnych i ujmujących szczegółów” (tamże). Czartoryski dokonuje systematycznej oceny większości pism Niemcewicza. Wysoko ocenia jego bajki, gatunek ten uważa za szczególnie odpowiedni dla jego talentu, co sprawia, że może on znaleźć się „między znakomitszymi fabulistami wszelkich znanych literatur” (tamże). W Powrocie posła widzi „rysy nieporównanej prawdziwości i trafności” (tamże). Śpiewy historyczne postrzega natomiast jako „monotonne i wierszowanie czasem zaniedbane”, na co – dodaje – „krytyka skarżyć się będzie” (tamże), zarazem jednak docenia ich „układ i pojęcie” oraz rolę edukacyjną i społeczną, postulując ich nowe wydanie. Z podobnego powodu za szczególnie wartościowe uważa Dzieje panowania Augusta III. Wspomina i krótko charakteryzuje jeszcze inne utwory pisarza. Także jednak w odniesieniu tego autora dominuje podejście uogólniające, przeważają charakterystyka jego twórczości albo opis jej ważnych aspektów w ujęciu całościowym.


O brzmieniu słów. Już młodzieńcze próby translacji Pindara świadczą o zainteresowaniu Czartoryskiego kwestiami prozodycznymi. Najpełniejszy wyraz znajduje ono w Prozodii polskiej, która wpisuje się w kontekst ówczesnych rozważań o języku w ogóle, a o języku poetyckim w szczególności. Jak twierdzi Maria Dłuska, rozprawa ta, „napisana w okresie krystalizowania się naszego romantyzmu, była prawdopodobnie przejawem jego najosobistszych poetyckich zainteresowań”. Czartoryski, sprawnie posługując się ukształtowaną już terminologią, nawiązuje do myśli Tadeusza Nowaczyńskiego czy Józefa Franciszka Królikowskiego, ale prezentuje poglądy w dużej mierze odmienne. Podkreśla przy tym, że kierują nim nie „doświadczone już przykłady, lecz własne ucho, wyszukiwania i próby” (Prozodia polska, w: Prozodia polska. Przekłady poetyckie, 2002). Stawia diagnozę odnośnie do aktualnego stanu polskiej prozodii, rozważa naturę języka polskiego z punktu widzenia akcentu i iloczasu, formułuje konkretne postulaty i zachęca do dalszych refleksji. Krytycznie stwierdza, że „prozodia języka polskiego z dzieciństwa nie wyszła” (tamże). Odrzuca pogląd polskich autorów o traktowaniu rymu jako wyznacznika poetyckości, jego istotność widzi jedynie w krótkich wierszach. Dlatego też za nieudane uważa konsekwentnie podejmowane próby tłumaczenia „poetów dawnych” wierszem rymowanym. Paroksytoniczność akcentu w polszczyźnie uznaje za normę, dostrzega jednak różne wyjątki w tym względzie w żywej mowie, w zależności od kontekstu fonetycznego i sytuacji wypowiadania; stąd wniosek, że w języku polskim, dopóki nie zostaną wypracowane w tym zakresie ogólne prawidła, „prozodia każdego z osobna słowa lub okresu słów może być i będzie wieloraka” (tamże). Wzorem budowy wiersza jest dlań prozodia antyczna, postuluje „wyjść z monotonii, aby nieco urozmaicić prozodię języka” (tamże). Rozprawa ta pozostała wprawdzie aż do naszych czasów w rękopisie, ale – jak sądzą badacze – była czytana w środowisku zainteresowanych osób i wpisywała się w ówczesne prace nad fonetycznymi właściwościami polszczyzny.</document>
<document nplp_id="14019" title="Dębicki Zdzisław" slug="debicki-zdzislaw">Poeta, eseista, publicysta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Dęb; Jaxa; St. M-ur; (zd); Zdzisław; K. Zebrzydowski; (D.); Dęli.


Informacje biograficzne. Zdzisław Klemens Dębicki urodził się 19 I 1871 w Warszawie jako syn Aleksandry z Kowalskich (1849–1933) i Gustawa Dębickiego h. Gryf (zm. 1903) w zamożnej rodzinie ziemiańskiej osiadłej na Wołyniu. Miał trzech braci i siostrę. Jego ojciec, uczestnik powstania styczniowego, uniknąwszy deportacji na Sybir, studiował w Szkole Głównej, gdzie przyswoił sobie pozytywistyczne hasła pracy organicznej i ugruntował patriotyzm. W podobnej atmosferze patriotycznych ideałów wychowywana była matka Dębickiego, córka żołnierza powstania listopadowego.

Dębicki uczęszczał do IV Gimnazjum Rządowego w Warszawie, skąd wydalono go za pracę w kółkach samokształceniowych, dlatego też egzamin maturalny zdał w Dorpacie. W 1891 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim (początkowo studiował medycynę, później przeniósł się na prawo). Jako członek kółka studenckiego brał udział w manifestacji politycznej 17 IV 1894 zorganizowanej przez Ligę Narodową z okazji stulecia insurekcji kościuszkowskiej. Po starciu z carską policją doszło do aresztowań studentów i Dębicki został na kilka miesięcy uwięziony na Pawiaku i skazany na dwuletnią zsyłkę do Rosji. Po rocznym pobycie w Orsku, po ogłoszeniu amnestii, wrócił do kraju, jednak bez możliwości nauki na uniwersytetach w zaborze rosyjskim. W l. 1895–1898 studiował na wydziale prawa uniwersytetu lwowskiego. Podczas pobytu we Lwowie Dębicki poznał środowisko sympatyzujące z ruchem narodowym, a od 1895 r. rozpoczął współpracę z redagowanym przez Romana Dmowskiego „Przeglądem Wszechpolskim”, gdzie pisał artykuły i przygotowywał korekty. W początkowym okresie lwowskich studiów poznał również tamtejsze środowisko literackie, m.in. Leopolda Staffa, Stanisława Barącza, Karola Irzykowskiego. W 1899 r. Dębicki zadebiutował tomem poetyckim Ekstaza.

Po powrocie do Warszawy (w 1899 r.), już jako rozpoznawalny poeta i autor artykułów prasowych, podjął współpracę z „Gazetą Polską” oraz z „Biblioteką Warszawską”, której Kronikę miesięczną prowadził do 1912 r. Od 1909 r. współpracował z redakcją „Kuriera Warszawskiego”, gdzie publikował przede wszystkim recenzje nowości wydawniczych, rzadziej – artykuły sprawozdawczo-literackie. W l. 1906–1914 był kierownikiem literackim serii wydawniczej „Biblioteki Dzieł Wyborowych”, gdzie odpowiadał za wydawanie serii Pisarze polscy pomyślanej na wzór Złotej przędzy czy Stu lat myśli polskiej. Od 1912 r. był współpracownikiem „Tygodnika Ilustrowanego”, a w l. 1917–1929 jego redaktorem. W l. 1906–1930 napisał ok. 20 wstępów do książek literackich, m.in. do Sezonowej miłości Gabrieli Zapolskiej i Straszliwych przygód Kornela Makuszyńskiego. W ciągu swojej wieloletniej pracy literackiej i publicystycznej wydał 10 tomów poetyckich, zbiory publicystyki, reportaże z podróży zagranicznych. W l. 1926–1927 zaangażował się w tworzenie krytycznoliterackiego cyklu Rozmowy o literaturze na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”. W programie I Polskiego Radia przygotował cykl prelekcji poświęconych postaciom z ówczesnego życia literackiego (m.in. A. Świętochowskiemu, W. Sieroszewskiemu, K. Makuszyńskiemu, M. Rodziewiczównie). Pod koniec życia wydał dwa tomy wspomnień: Grzechy młodości (1929) i Iskry w popiołach (1931).

Przed 1900 r. zawarł związek małżeński z Zofią Wierzbicką (1874–1954). Miał synów: zmarłego w dzieciństwie Jerzego, Bogusława Tadeusza, ożenionego z Marią Straszewską, oraz Mieczysława Daniela (1905–1977), późniejszego inżyniera, ożenionego ze Stanisławą Szalit. Zmarł 7 V 1931 w Warszawie.


Publicystyka i poglądy na literaturę. Dębicki miał poglądy konserwatywne, charakterystyczne dla obozu Narodowej Demokracji: był krytykiem dążeń rewolucyjnych, głosił apoteozę zgody społecznej i solidaryzmu narodowego. Jego program ideowy wyrastał także z wielu haseł pozytywistycznych, zwłaszcza w zakresie rozwoju nauki i oświaty, polepszenia sytuacji materialnej twórców i uczonych, społecznej użyteczności ich prac. Szczególnej uwadze Dębickiego podlegała sytuacja czytelnictwa, którego propagowanie wiązał z koniecznością upowszechnienia książki wśród masowych odbiorców. W zbiorze szkiców Książka i człowiek (1916) formułował postulaty rozwoju piśmiennictwa polskiego po I wojnie dotyczące wypracowania nie tylko rodzimych treści, ale i „narodowej szaty zewnętrznej”, czyli odpowiedniej, estetycznej oprawy graficznej, dzięki której czytelnicy nie traciliby poczucia obcowania ze sztuką. Dopiero wówczas, jak przekonywał, literatura polska (traktowana szeroko, także jako piśmiennictwo użytkowe) będzie miała szansę na uzyskanie należnego miejsca zarówno w edukacji, jak i w czasie wolnym czytelników. O wartości książki decydował zdaniem publicysty stopień poczucia odpowiedzialności autora za tworzone dzieło. Jednak ówczesne aspekty produkcji wydawniczej czyniły z piszących nie twórców, lecz zaledwie producentów uzależnionych od reguł ekonomicznych popytu i podaży. Na niekorzyść literatury, zwłaszcza powieściowej, działały presja aktualności, jak również „krojenie” utworu zgodnie z gustem potencjalnego czytelnika (środowiska). Zalecał pisarzom wzorowanie się na literaturze klasycznej, przekonując, że „prawdziwa literatura jest dla wszystkich”, a książkę o „trwałej wartości może czytać każdy, gdyż podniesie ona ku sobie nawet nieprzygotowanego czytelnika” (tamże). Zalecenia te powtórzył w wydanych dekadę później Rozmowach o literaturze (1927), gdzie deklarował się jako zwolennik związków sztuki z rzeczywistością i rzecznik pisarstwa realistycznego, rozumianego jako poczucie rzeczywistości i wynikająca z niego afirmacja świata, któremu zagrażał duch negacji płynący ze Wschodu (kultura rosyjska).

Jako rzecznik potocznie rozumianego realizmu Dębicki był jednocześnie niechętny artystycznemu nowatorstwu, zwłaszcza sztuce eksperymentalnej, którą łączył z dominacją lewicowych (socjalistycznej i komunistycznej) ideologii, mających, jak przekonywał w Rozmowach o literaturze, monopol na sztukę postępową. Twierdził, że praktyki awangardowe zniekształcają edukację estetyczną, zastępując „klasyczny elementarz kultury” „wybrykami młodzieży artystycznej”. W swoich dociekaniach o winowajcach „zwyrodnienia kultury polskiej” Dębicki formułował antysemickie argumenty, dowodząc, że „propagatorami i kolporterami nowych kierunków literackich, nowych fermentów, podobnie jak obnosicielami próbek nowych towarów zagranicznych, są u nas przede wszystkim Żydzi” (tamże). Twórcy żydowscy przejawiają wrogie nastawienie do polskiej tradycji i wartości narodowych. „Ten łącznik narodowy, który istnieje pomiędzy wszystkimi twórcami polskimi, o ile są oni z rasy Polakami, drażni Żydów, którzy go w sobie nie czują. Brak tego łącznika sam przez się eliminuje ich spośród pisarzy polskich w osobną grupę cudzoziemców, piszących po polsku” (tamże).


Działalność recenzencka. Dębicki był postrzegany jako krytyk o poglądach zachowawczych, który – mimo wyraźnych preferencji ideowych i estetycznych – starał się „nienawistne sobie zjawiska rozpatrywać z najdalej posuniętą tolerancją”, „rzeczy niejasne usuwał w cień, pilnie przestrzegał, aby nigdy nie maskować nieprzetrawionych nieporozumień za pomocą łatwizny frazeologicznego zagmatwania” (K. Czachowski). Za przykład takiej postawy służyć może recenzja Dziejów jednego pocisku Andrzeja Struga, któremu krytyk zarzucił „czyn partyjny” i agitatorstwo zastępujące artyzm i cele estetyczne; piętnował akcenty publicystyczne powieści i jej cele ideowe. Równocześnie jednak przyznał utworowi umiejętność odtworzenia rzeczywistości rewolucyjnej, a autorowi powieści „dar widzenia duszy proletariatu” i znajomość „życia na nizinach” (Z posiewu niedawnych dni, „Kurier Warszawski” 1910, nr 293).

Uznanie Dębickiego budziły utwory wpisujące się w jego konserwatywne ideały. Szczególnie cenił twórczość Marii Konopnickiej, której poświęcił kilka wypowiedzi na łamach „Kuriera Warszawskiego”. źródeł jej artyzmu upatrywał w przyjęciu patronatów Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego pozwalających wytworzyć wysoki poziom artyzmu przy jednoczesnej jasności i zrozumiałości przekazu. Zdaniem krytyka Konopnicka była „poetką dla wszystkich, jej pieśni przemawiały do całego narodu”, nie uległa bowiem popularnym ideom modernistycznego zwątpienia i zawsze tworzyła „krzepiące pieśni” (Maria Konopnicka, tamże, nr 279; W służbie narodu, tamże, nr 284). Zdolność do przezwyciężania narodowych krzywd historycznych Dębicki dostrzegł również w pierwszej części trylogii powieściowej Władysława Stanisława Reymonta: 1794. Ostatni sejm Rzeczypospolitej, którą ocenił wysoko właśnie ze względu na wybrzmiewającą w utworze wiarę w możliwość przejścia Polski przez „katastrofy XVIII wieki” (Nil desperandum, „Kurier Warszawski” 1914, nr 12). Powrócił do Reymonta po otrzymaniu przez niego Nagrody Nobla (Wł. St. Reymont: laureat Nobla, 1925).

Niechęć do melancholijnej dykcji literatury modernistycznej Dębicki wyrażał przez zestawianie jej z twórczością humorystyczną, której wyjątkowego reprezentanta widział w Makuszyńskim. Omawiając jego Romantyczne historie, Dębicki kontrastował humor i afirmację życia przejawiające się w utworze Makuszyńskiego ze smutkiem, w którym wyspecjalizował się modernizm. Twórczość Makuszyńskiego to, jak przekonywał, literackie „pragnienie życia”, wyrażane przez jednego z nielicznych polskich pisarzy odznaczających się „humorem, który udziela się czytelnikowi” („Kurier Warszawski” 1910, nr 304).

Dębicki piętnował literackie kaznodziejstwo, które miała uprzywilejowywać współczesna mu literatura. Z uznaniem wypowiadał się za to o twórcach, którzy stronili od moralizatorstwa i ostentacyjnego dydaktyzmu, jak np. Włodzimierz Perzyński, przede wszystkim jako autor Dziejów Józefa, którym Dębicki poświęcił entuzjastyczną recenzję akcentującą nowatorstwo „powieści dialogowej” rezygnującej z opisowych „liryzmów i wylewności” na rzecz zwartej wymiany zdań. Powieść Perzyńskiego dowartościowywała czytelnika, który – pozbawiony autorskiego osądu moralnego – miał sam wydobyć prawdę powieściowego świata („Kurier Warszawski” 1914, nr 22). Wysoką wartość przedstawienia realności życia codziennego – tym razem mieszczańskiej rodziny – dostrzegł Dębicki w Sezonowej miłości Zapolskiej. W przedmowie porównał powieść do Pani Bovary Gustave’a Flauberta, biorąc za przedmiot porównania zdolność przedstawienia niszczących stanów psychicznych w dysfunkcyjnej rodzinie. Powieść „jest protestem przeciwko szablonowemu życiu mieszczańskiemu, nastawionemu jedynie na przetrwanie i pozbawionemu ideałów i gnuśniejącemu w apatii” (Przedmowa, w: G. Zapolska, Sezonowa miłość, 1921).

Przywiązanie Dębickiego do realizmu, pojmowanego jako akceptacja rzeczywistości, przeciwstawionego pesymizmowi i negacji, ujawniało się przez definiowanie literatury jako „dokumentu przemian społecznych”. Tak pisał m.in. o twórczości Teodora Tomasza Jeża, której rodowodu upatrywał w realności życia, nie w „natchnienia poetyckich” (T.T. Jeż, „Kurier Warszawski” 1915, nr 13). Za podobne właściwości chwalił również Marzyciela, powieściowy szkic Reymonta kreślący specyfikę środowiska kolejarzy. Uważał, że dzięki Reymontowi znalazło ono realistyczną, psychologicznie wiarygodną reprezentację literacką („Kurier Warszawski” 1910, nr 269).

Zdaniem Juliana Krzyżanowskiego Dębicki właśnie za sprawą swoich recenzji „dzierżył berło krytyki”, ferując „dobrotliwe i sumienne, choć bardzo płytkie wyroki o nowościach literackich”. Zachowały się w historii literatury i w memuarystyce inne opinie. Wartość prac krytycznych Dębickiego (i jego poezji) nie została przesądzona.</document>
<document nplp_id="14021" title="Dickstein-Wieleżyńska Julia" slug="dickstein-wielezynska-julia">Poetka, publicystka, tłumaczka, krytyczka literacka, historyczka literatury, emancypantka, działaczka społeczno-kulturalna. Kryptonimy: J.D.; G.W.D. Podpisywała się również: Julia Dicksteinówna (do 1926 r.), Julia Wieleżyńska (od 1926 r.).

Informacje biograficzne. Urodziła się 17 XI 1881 w Warszawie w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej jako córka Samuela Dicksteina, matematyka, pedagoga i działacza społecznego, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, redaktora, wydawcy, i Pauliny z Natansonów, pianistki i działaczki społecznej. Pobierała lekcje w domu; w okresie ok. 1894–1897 kształciła się na prywatnej pensji Zuzanny Morawskiej w Warszawie. Kontynuowała naukę na tajnym Uniwersytecie Latającym, gdzie była słuchaczką wykładów Mariana Massoniusa oraz Adama Mahrburga. W 1905 r. rozpoczęła działalność w ruchu konspiracyjnym (patronat nad więźniami politycznymi) i w ruchu emancypacji kobiet, a także w środowisku socjalistycznym. Była członkinią Polskiego Stowarzyszenia Równouprawnienia Kobiet. W tym czasie publikowała w „Nowym Słowie”, miesięczniku „Książka”, „Nowej Gazecie”, tygodniku „Izraelita”. Pod redakcją Mahrburga przełożyła Wstęp do filozofii Wilhelma Jerusalema (1907, następne wydania w jej przekładzie: 1912 i 1926). Przekład ten zaczynał długą listę jej wybitnych tłumaczeń (A.C. Doyle, Tragedia „Koroska”, 1921; G. Carducci, Ody barbarzyńskie [1922] – uznane przez E. Porębowicza za arcydzieło przekładu; L. Ackermann, Poezje, 1933; G. Leopardi, Poezje, 1933).

W 1906 r. jako wolna słuchaczka podjęła studia filozoficzne na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie. Jako literatka zadebiutowała w 1910 r. prozą poetycką Bajka tatrzańska („Nowa Gazeta”, dod. „Literatury i Sztuki”, nr 3). Działała w Towarzystwie Kultury Polskiej (m.in. odczyt Orzeszkowa a wyzwolenie kobiety, 1910). Po śmierci Marii Konopnickiej 8 X 1910 wystosowała odezwę w sprawie sprowadzenia jej zwłok na Skałkę i stworzyła w tym celu komitet organizacyjny. W 1912 r. podczas konferencji w Lejdzie poznała włoskiego filozofa i religioznawcę Raffaela Pettazzoniego. W l. 1913–1914 pod jego kierunkiem podjęła studia filozoficzne w Rzymie.

W Warszawie przystąpiła do Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego. Prowadziła wykłady z literatury polskiej i włoskiej na trzyletnich Wyższych Kursach Pedagogicznych dla Kobiet (J. Miłkowskiego) oraz w Towarzystwie Kursów Naukowych przekształconych w 1918 r. w Wolną Wszechnicę Polską. Na początku 1918 r. ukazał się tom jej studiów Idee i twórcy, niemal niezauważony przez krytykę. Wyjątkiem była pełna entuzjazmu recenzja Juliusza Kleinera, co stało się powodem antysemickiego ataku Adolfa Nowaczyńskiego na Kleinera i Dicksteinównę na łamach „Liberum veto”. W 1918 r. otrzymała Nagrodę Departamentu Sztuki Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (za przekład Jutrzenki G. Carducciego). W 1919 r. wydała pierwszy tom poezji: Na duszy mej palecie (kolejne: Okiść, 1928, oraz Przed Jego wielkim światłem..., 1935). Prowadziła również szeroko zakrojoną działalność społeczno-kulturalną. Angażowała się w działania komitetów jubileuszowych, m.in. Komitetu Uczczenia Narcyzy Żmichowskiej (1917–1919), doprowadzając do wmurowania przy ul. Miodowej w Warszawie tablicy pamiątkowej ku czci pisarki. Na prośbę Pettazzoniego dokonała przekładu na język włoski Mitologii słowiańskiej Aleksandra Brücknera (1923). W 1920 r. założyła Koło Polsko-Włoskie im. Leonarda da Vinci. W 1922 r. pełniła funkcję sekretarza sekcji językowej Towarzystwa Dziennikarzy Polskich. Działała na rzecz obrony praw Serbołużyczan, czego wyrazem było współtworzenie w 1923 r. Towarzystwa Przyjaciół Narodu Łużyckiego. W 1927 r. rozpoczęła przygotowania do obchodów jubileuszu Adama Asnyka i Kornela Ujejskiego. W 1926 r. poślubiła płk. Aleksandra Wieleżyńskiego. Małżeństwo przetrwało rok i zakończyło się burzliwym rozstaniem. W 1926 r. planowała powrót na studia w Rzymie i przygotowanie rozprawy doktorskiej na temat twórczości Dantego. Do wyjazdu nie doszło z powodów finansowych, zdrowotnych (choroba płuc i serca) i rodzinnych (konieczność opiekowania się ojcem, a w 1927 r. – rozstanie z mężem). Ostatecznie, za radą Kleinera, doktorat obroniła na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na podstawie monografii Konopnicka. Dzieje natchnień i myśli (1918).

Studia, artykuły oraz recenzje drukowała głównie w „Nowej Gazecie” oraz jej dodatku „Literatura i Sztuka”, „Książce”, „Sfinksie”, czasopiśmie „Zdrój”. Współpracowała również z czasopismami: „Tygodnik Polski”, „Przegląd Warszawski”, „Bluszcz”, „Epoka”, „Kobieta Współczesna”, „Kwartalnik Klasyczny”, „Przegląd Humanistyczny”, „Kamena”, „Skawa”, „Polonia-Italia”, z zagranicznymi: „I Nostri Quaderni”, „L’Europa Orientale”, „Rivista di Filosofia”. Zredagowała dwa tomy „I Nostri Quaderni (Quaderno Polacco)” (1927, z. 4 – 1928, z. 2) poświęcone literaturze polskiej. W l. 1931–1932 współpracowała z Towarzystwem Poprawności Języka Polskiego. Była członkinią Polskiego PEN Clubu, a w 1932 r. uczestniczyła w X Międzynarodowym Kongresie Penklubów w Budapeszcie. W l. 1933–1934 współpracowała ze Związkiem Myśli Wolnej i jego organem prasowym „Wolnomyślicielem Polskim”. W 1936 r., w związku z nasileniem się prześladowań mniejszości łużyckiej, w ramach Towarzystwa Przyjaciół Narodu Łużyckiego rozpoczęła wydawanie miesięcznika „Biuletyn Serbsko-Łużycki”. W l. 1936–1939 aktywnie uczestniczyła w tzw. wojnie ortograficznej, sprzeciwiając się wprowadzeniu nowych zasad ortografii. W 1938 r. została uhonorowana Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury za zasługi dla polskiej sztuki i kultury.

W październiku 1939 r. doznała obrażeń na skutek potrącenia przez niemiecki samochód. Towarzyszący jej brat Alfred nie przeżył wypadku. W 1941 r. została aresztowana przez gestapo i osadzona w więzieniu przy ul. Daniłowiczowskiej. W styczniu 1942 r. dzięki interwencji przyjaciół zwolniono ją i ukryto tymczasowo w mieszkaniu przy ul. Belwederskiej, a następnie, z powodu złego stanu zdrowia, w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Zmarła 20 IX 1943 w Szpitalu Zakaźnym w Warszawie przy ul. Grochowskiej pod przybranym nazwiskiem Julii Mianowskiej. Została pochowana na cmentarzu Bródnowskim.


Krytyka literacka. Najmniej rozpoznaną częścią jej twórczości są pisma krytycznoliterackie. Zadebiutowała w 1906 r. opublikowanym pod kryptonimem J.D. Słowem o Adamie Asnyku. Do 1918 r. wydała dwa tomy studiów historycznoliterackich: Prometeusz – Paraklet. Studia, szkice, głosy (1913, skonfiskowany przez cenzurę) oraz tom Idee i twórcy (1918).

W centrum jej zainteresowań pozostawała twórczość pisarzy polskich (A. Asnyka, K. Ujejskiego, M. Romanowskiego, M. Konopnickiej, E. Orzeszkowej, N. Żmichowskiej, T. Lenartowicza, Z. Krasińskiego, S. Wyspiańskiego, J. Kasprowicza, S. Żeromskiego). Rysem charakterystycznym jej twórczości krytycznoliterackiej były rewizyjny stosunek do recepcji wielkich twórców, przełamywanie utartych schematów odbioru i reinterpretacja ich twórczości. Krytyczka uznała, że podróż do Włoch wyzwoliła w twórczości Konopnickiej mistyczne pokłady jej poezji (Konopnicka. Dzieje natchnienia i myśli, 1927). W rozprawie Dwugłos Asnyka i Konopnickiej (1929) konstatowała, że oceny artystycznej Lykofrona nie możemy dokonywać z pozycji intelektualnego dystansu i historyzmu. Należy kierować się empatią wobec dzieła, wglądem w jego immanentny świat, wbrew dominującym ocenom i stereotypom.

W szkicu zamieszczonym w skonfiskowanym tomie Prometeusz – Paraklet Dicksteinówna w pełnych emocji słowach nakreśliła dzieje życia i twórczości Romanowskiego. Romantyzm – co podkreślała wielokrotnie – stworzył własną etykę opartą na utożsamieniu słowa i czynu, wyrażającym się symbolicznie w śmierci Romanowskiego w imię głoszonych przez niego haseł narodowowyzwoleńczych. W pracy Z ideologii romantyzmu (przedr. tamże) dodawała, że romantyzm, choć mający swoje lokalne odmiany w zależności od uwarunkowań, oznacza przede wszystkim „wyzwolenie się artyzmu spod kodeksów dyktowanych przez panujący światopogląd”. Niesłusznie jest kojarzony ze średniowieczem, powinien być łączony z odrodzeniem, epoką, w której centrum wszelkich wartości znajdowały się sztuki piękne. Podobną postawę – rewizyjną – przejawiała krytyczka wobec zjawisk kultury dwudziestowiecznej (broniła S. Żeromskiego przed zarzutami o komunizm, podnosiła walory powieści Bezrobotni Warszawy J. Brzostowskiej, dramatów J. Rzewnickiego, poezji J.A. Gałuszki).

Rola filozofii. Juliusz Kleiner zauważył, że „pogranicze filozofii i poezji jest jej terenem ulubionym” (Julia Dicksteinówna, „Pamiętnik Literacki” 1946). Związek poglądów na historię literatury z zainteresowaniami filozoficznymi jest szczególnie wyraźny w pracy Prometeusz – Paraklet. Na gruncie zainteresowań wczesnymi dziejami ludzkości (dochodzących do głosu w rozprawach Od mitów ku wierzeniom czy Język i praca w wyobrażeniach człowieka pierwotnego, przedr. tamże) zrodziło się przekonanie Dicksteinówny o janusowym obliczu kultury, jej dwutorowości w naprzemiennie ujawniających się w dziejach literatury, kultury i religii: pierwiastka prometejskiego – buntowniczego, będącego wyrazem ludzkiego dążenia do samostanowienia, i paraklejskiego – wyrażającego pragnienie i nadzieję zjednoczenia człowieka z siłą wyższą, wzniesienia się ponad jednostkowe, indywidualistyczne dążenia. W momentach upadku „człowieka prometejskiego” pierwiastkiem kulturotwórczym okazywał się parakletyzm niosący ludziom nie wiedzę i samoświadomość, lecz „ciepło serca”, uczuciowość. Oddalał się jednak od przyrody, panteizmu, któremu bliższy był Prometeusz. Poezję polską krytyczka oceniała jako „bogatszą w nastroje i postaci parakleckie”. Dziełem, w którym oba pierwiastki się spotkały, były dla Dicksteinówny Dziady.

Portrety psychobiograficzne. Krytyczka, podążając za myślą Wilhelma Diltheya, podobnie jak Kleiner żywiła przekonanie o psychicznej genezie dzieła i uznawała wiedzę psychologiczną za jedną z podstaw nauk humanistycznych wspierających proces interpretacji. We wszystkich pracach o twórcach literatury i kultury przeprowadzała rekonstrukcję ich myśli, postrzegając twórczość jako system filozoficzny; jednocześnie uwzględniała sferę emocji i doświadczeń egzystencjalnych splecionych z doświadczaniem historii. Miniaturą portretową był szkic poświęcony Louise Ackermann, opublikowany jako przedmowa do tomu jej poezji. Ten podgatunek piśmiennictwa krytycznoliterackiego można też nazwać tworzeniem „portretów artystycznych” (J. Płomieński). Realizację tej koncepcji stanowiły oba zbiory jej rozpraw. W pracach Dickteinówny rysuje się wspólna struktura narracji biograficznej: ukazanie przebiegu życia, ze szczególnym uwzględnieniem momentów dla twórcy przełomowych, jakimi były np. dla Asnyka spędzenie nocy w Tatrach pod Wysoką czy kontakt z włoskimi dziełami sztuki, a dla Konopnickiej pobyt w Italii.

Zwieńczeniem prac nad twórczością Asnyka miała być poświęcona mu, lecz niezrealizowana monografia – najwłaściwsza forma opisu biografii duchowej twórcy i analiza jego doświadczania historii. Gotowa już w 1918 r. monografia twórczości Konopnickiej została wydana dopiero w 1927 r. Charakterystyczny dla Dicksteinówny wywód analityczny, połączony z rozległością perspektywy badawczej i dążeniem do syntetycznego ujęcia, prowadził jednocześnie do podkreślenia roli twórcy, którego istotą była zdolność przekraczania czasowych i narodowościowych ram. Ponadhistoryczne postrzeganie twórczości legło u podstaw jej uniwersalistycznej postawy wobec zjawisk literackich oraz stosowania komparatystycznej metody badawczej. W recenzji Polska poezja w przekładach włoskich („Tydzień Polski” 1920, nr 2), dotyczącej Anhellego Słowackiego, krytyczka zwróciła uwagę na znakomite tłumaczenie poematu wynikające z wyczucia poezji, dogłębnej znajomości polszczyzny i zdolności tłumacza. Przekład ten wydobył jej zdaniem ponadnarodowe, uniwersalne piękno tego dzieła.

Cechy języka krytycznego. Gruntowna wiedza filozoficzna pozwoliła Dicksteinównie na używanie precyzyjnego języka pojęć. Pojęcia, określenia, jakimi się posługiwała, miały często rodowód romantyczny (duch/ dusza/ duchowość, nieskończoność i związane z nimi pojęcie Absolutu i geniuszu twórczego). W portretach psychobiograficznych stosowała technikę wizualną, graficzną lub malarską, pisząc o barwach, liniach, „tęczowych łukach” i tworząc „wykresy myśli”, co umiejętnie łączyła z odtwarzaniem przemian wewnętrznych twórcy. Z czasem dochodziła do głosu emocjonalność ocen, której badaczka nie wystrzegała się jednak, uważając, że „dzieło, które badamy, jest dziełem bezwzględnie widzianym przez pryzmat badającego”, a „wartość sztuki polega na wrażeniu, na stronie impresyjnej” (Za i przeciw naukowości historii literatury, „Nowa Gazeta” 1918, nr 311). Rezultatem takiego stosunku do dzieła była nieostrość stosowanych kryteriów opisu oraz metaforyczność i poetyckość języka krytycznego.

Inspiracje. Niewątpliwy wpływ na Dicksteinównę miał bergsonizm, za którego sprawą krytyczka postrzegała twórczość pisarza i dzieło twórcze w kategoriach ciągłej zmiany, mimo że stanowiło ono zamkniętą całość. Procesualna natura dzieła wprawia je w stan nieustannego stawania się, w interakcję z innymi dziełami, z czytelnikiem i ze społeczeństwem. Kleiner był zdania, że rozprawy krytyczne Dicksteinówny „są tworami krytyki impresjonistycznej”, a jej kompetencje badawcze i zdyscyplinowana erudycja „użyczają impresjonizmowi charakteru naukowego”. Krytyczka uważała, że „wiedzę o literaturze możemy wyobrazić sobie opartą o krytykę literacką z jednej, estetykę czy filozofię sztuki z drugiej strony” (Za i przeciw naukowości). Sceptyczna wobec możliwości w pełni obiektywnej analizy dzieła, pisała, że „w rzeczywistości spotykamy się zawsze z wyborem dyktowanym przez naturę czy centrum zainteresowań badacza; całość wyzyskać byłby zdolny tylko umysł uniwersalny, wzniesiony ponad jednostkowe warunki widzenia i myślenia, ponad epoki, i dopiero po takim wyzyskaniu wszystkich położeń bylibyśmy w stosunku do dzieła na drodze do prawdy”. Skazani więc jesteśmy na cząstkowe poznanie, a „wypływa to z faktu [...], że wobec utworu sztuki staje zawsze indywiduum” (tamże). Na postulat unieważnienia indywidualności badacza, wysuwany przez krytyków dążących do nadania wiedzy o literaturze statusu naukowego, Dicksteinówna odpowiadała pytaniem: „Ale choćby to i do pomyślenia było, gdzieżby wiodło?” (tamże). Uważała, że w procesie badawczym dzieło twórcy, noszące znamiona jego osobowości twórczej, jest konfrontowane z indywidualnością badającego. Dlatego w jej przekonaniu „wiedza o literaturze, szerzej, o sztuce w ogóle, nie może być nauką ścisłą. Stoją w niej naprzeciw siebie dwa indywidua, rdzeniem najistotniejszym jest zderzenie się dwu jednostek. [...] Indywidua sztuki nie dadzą się przebić na miazgę pojęciową czy inną, co wolno czynić naukom przyrodniczym ze swoim materiałem” (tamże). Przyznając wartość impresji jako sposobowi lektury, krytyczka zwracała uwagę, że „interpretacja jest czymś, co ma wartość samo dla siebie, twórczość badacza jest też swoistym światem, który może być terenem rozważań jako taki” (tamże).

Podsumowanie. Nie popełnilibyśmy błędu, twierdząc, że twórczość krytycznoliteracka Julii Dickstein-Wieleżyńskiej jest jednym z wariantów krytyki młodopolskiej. Warto pamiętać jednak o zdaniu Kleinera, iż wszechstronna wiedza krytyczki „użyczała” impresjonizmowi dyscypliny na miarę refleksji naukowej.</document>
<document nplp_id="14023" title="Ehrenfeucht Feliks " slug="ehrenfeucht-feliks">Prawnik, literat, publicysta, krytyk teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: Feliks Janosza; F.E.

Informacje biograficzne. Feliks Józef Ehrenfeucht urodził się w Warszawie 20 XI 1844 w rodzinie wielodzietnej jako syn Wolfganga Henryka Ehrenfeuchta i jego drugiej żony Pauliny Marianny z d. Szymanowskiej (córki Samuela i Józefy z d. Kaznic, zm. 1876). W 1849 r. został ochrzczony. W Warszawie ukończył gimnazjum filologiczne, a następnie w Szkole Głównej rozpoczął studia na wydziale prawa, które porzucił na rzecz uprawiania dziennikarstwa (w 1870 r. znajdował się na liście aplikantów warszawskich). Jako publicysta debiutował artykułem Prostytucja domowa („Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 30), który wraz z innymi tekstami wszedł do tomu Szkice społeczne (1872). Współpracował z wieloma czasopismami, m.in. „Opiekunem Domowym”, „Niwą”, „Kurierem Codziennym”, „Nowinami”, „Kłosami”, „Wędrowcem”. Pisał felietony, artykuły ekonomiczne, sylwetki artystyczne, recenzje teatralne, a także dramaty (Pocałunek. Obrazek dramatyczny w I akcie, 1874), wiersze, nowele i powieści. W l. 1877–1885 wspólnie z Henrykiem Perzyńskim był redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Angażował się w akcje odczytowe (O prawdzie w literaturze, 1872; O opinii publicznej, 1882; O miłości, 1884). W 1888 r. w konkursie „Kuriera Warszawskiego” wyróżniono jego powieść społeczną Na placówkach życia (1889). Zmarł po ciężkiej chorobie 19 X 1896 w Warszawie i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Prawda a literatura. Najważniejszą wypowiedzią teoretyczną Ehrenfeuchta jest wygłoszony w Resursie Obywatelskiej 13 XI 1872 odczyt O prawdzie w literaturze (wyd. 1873), którego głównym tematem było ukazanie prawdy jako kryterium istoty literatury, ważne dla „nowej szkoły pisarzy”. W tym ujęciu: „Charakterem więc utworu literackiego ma być realne przedstawienie życia w imię pożytku społecznego” (tamże), zaś literatura o zamierzeniach dydaktycznych „jest wyrazem oświaty, obyczajów i życia narodu” (tamże). Najistotniejsze zadanie dzieł literackich polega na kierowaniu ludzkości ku dobru, a środkiem do tego jest piękno nierozerwalnie połączone z użytecznością, metodą zaś – obserwacja, badanie i analiza życia, aby uczyć i kształtować odbiorców. Śledzenie „nagiej rzeczywistości” i docieranie do „prawdy życiowej” za wszelką cenę nie oznacza jednak fotograficznego odwzorowywania faktów, lecz uwydatnianie takich elementów, które podkreślają logikę zdarzeń i dominujące cechy postaci literackich – w tym ujęciu realizm okazuje się zatem równoznaczny z prawdopodobieństwem świata przedstawionego, a o wartości utworu stanowi właściwa tendencja, np. zwycięstwo postępowej idei nad przesądem w dramacie, fatalizm ludzkiego losu w tragedii, ostra satyra (pojmowana nie genologicznie, lecz funkcjonalnie jako postawa związana z intencją dydaktyczną i wykorzystująca komizm w celu wychowawczym) w komedii. Poglądy autora winny być „pozytywne”, czyli maksymalnie obiektywne, oparte na logice i podejściu racjonalnym. Dlatego też niemoralność w literaturze to w równym stopniu napawanie się obrazami zepsucia, co zakłamywanie obrazu świata w myśl fałszywie pojętej estetyki, które uniemożliwia znalezienie lekarstwa na problemy społeczne. Modelowym „przedstawicielem prawdy w literaturze”, którego sylwetce, poglądom i działalności poświęca krytyk najwięcej miejsca, jest Alexandre Dumas syn, ukazany jako wzorzec „wdzięcznego moralisty”, „filozofa społecznego” i „energicznego pracownika literackiego na drodze życia i czynu” zarazem (tamże). Godne pochwały zaangażowanie społeczne pisarza jest egzemplifikowane dwoma obszerniej omówionymi utworami, głównie ze względu na szlachetną tendencję: młodzieńczej powieści Dama kameliowa (pokazującej przyczyny upadku kobiety) i dramatu Pojęcia pani Aubray (który prezentuje program reform społeczno-obyczajowych). Oprócz Dumasa syna autorytetami literackimi są powieściopisarze polscy (J. Korzeniowski, J.I. Kraszewski), a także francuscy dramaturdzy mieszczańscy Émile Augier i Victorien Sardou. Fundament teoretyczny rozważań Ehrenfeuchta stanowią bezpośrednio przywoływane koncepcje Hippolyte’a Taine’a, rozumiane jednak dość powierzchownie – służą dowodzeniu, że doświadczenia życiowe i otoczenie autora wpływają na formę i treść jego utworów, w dłuższej perspektywie czasowej decydują zaś o podobieństwie dzieł twórców działających w danej epoce i w danym kraju, z których najwybitniejsi tworzą swoje szkoły. Ilustracją tych tez jest streszczany za Taine’em w porządku chronologicznym przegląd odzwierciedlenia „ducha epoki” w literaturze od antycznej Grecji po Francję XVIII w. Takie poglądy pozwalają na sytuowanie Ehrenfeuchta w obozie pozytywistów, co potwierdza również charakterystyczne przenikanie się krytyki i publicystyki, typowe dla całej jego twórczości.

Recenzje teatralne. Wyrażone w omówionym odczycie przekonania Ehrenfeucht potwierdzał w artykułach drukowanych w rubrykach Teatr (najpierw w „Opiekunie Domowym”, po jego zamknięciu w „Tygodniku Powszechnym”). Recenzje te budował zazwyczaj według podobnego schematu: rozpoczynało je wskazanie podstawowego tematu lub pojęcia pojawiającego się w tytule omawianej sztuki, po czym następowały obszerne jej streszczenie, ocena prawdopodobieństwa psychologicznego postaci, układu scenicznego i tendencji utożsamianej z pożytkiem społecznym; wywód zamykała opinia o grze aktorów. Przyjęcie związku sztuki ze współczesnym życiem jako podstawowego kryterium wartościowania prowadziło do formułowania krytycznych opinii wobec autorów o nieporównywalnej randze. Recenzent czynił tak np. wobec Williama Shakespeare’a, którego sztukę Wiele hałasu o nic ocenił raczej jako rubaszną farsę niż komedię, jej tytuł zaś jako niemający związku z akcją. Pisał o nieprawdopodobnych psychologicznie bohaterach i niekiedy ordynarnym języku utworu skonstruowanego zgodnie ze „znakomitym mechanizmem scenicznym”. Uznał sztukę za rażącą dla współczesnego widza, lecz w epoce elżbietańskiej bardzo popularną i „na swoim miejscu”, ponieważ wtedy od lekkiej komedii „nie wymagano ani wiele logiki, ani zasad estetycznych, ani konsekwencji z życiem” ([rec.] „Wiele hałasu o nic” W. Szekspira na benefis Heleny Modrzejewskiej, „Opiekun Domowy” 1876, nr 19). Podobnie ostrej oceny doczekał się drugorzędny dramaturg Julian Falkowski, którego dzieło Koniec Sztuartów, nazwane „romansem historycznym, przystrojonym w sukienkę sceniczną”, grzeszyło nie tylko wadami budowy i fałszem historycznym, ale przede wszystkim brakiem związku z problemami współczesnych Polaków i „jakimikolwiek ogólniejszymi dążnościami” (tamże, nr 27). Pochwałę krytyka otrzymywały najczęściej zgodne z programem „młodych” sztuki współczesne, np. komedia Starzy kawalerowie Victoriena Sardou, dzięki prawdzie psychologicznej w kreacjach bohaterów, misternej intrydze i naturalności, a zarazem sile uczucia, miała należeć do sztuk, które „budują moralność i nie na żarty stawiają teatr na stanowisku pożytecznego przybytku publicznego, w którym tylko prawdziwe piękno jako dobro i prawda gościć powinno” (tamże, nr 20). W sztukach Edwarda Lubowskiego dostrzegł Ehrenfeucht usterki kompozycyjne, wątłą motywację psychologiczną w konstruowaniu postaci i powielanie fałszywych stereotypów narodowych, ale doceniał żywą akcję i pochwalał szlachetną tendencję komedii Przesądy realizującej zadania stawiane przed tym gatunkiem. Komedia „z charakteru swego winna być ostrą satyrą, wyśmiewającą błędy, karcącą wady społeczne, [...] gromiącą śmieszności” (tamże, nr 21). Cenione u autorów francuskich plastyczność postaci, dowcip, żywość akcji i „zdolność układu scenicznego” nie gwarantowały jednak literackiej wartości dzieła utożsamianej przez krytyka z „logicznym przeprowadzeniem w nim tendencji” i przedstawieniem aktualnych prawd moralnych, a tego często brakowało w sztukach, w których forma przeważała nad treścią.

Wzór stanowiła przede wszystkim twórczość Aleksandra Fredry określanego jako „najpierwszy polski komediopisarz”, który zawdzięczał swoją pozycję nie tylko talentowi, ale też umiejętności obserwacji życia i trafnemu doborowi tematów, co zapewniło uniwersalną wartość jego dzieł, takich jak np. Wielki człowiek do małych interesów („Tygodnik Powszechny” 1877, nr 18). Wspomnienie pośmiertne ukazujące sylwetkę pisarza, „twórcy komedii polskiej”, zbudowane jest według typowego wzorca gatunkowego, wzbogaconego jednak w pewne elementy. Zawiera pochwałę zasług pisarza, zarys biograficzny przedstawiający rozwój twórczości, ale także krótką bibliografię wydań zbiorowych; publicysta powraca też do sprawy zamilknięcia Fredry po ostrej recenzji Seweryna Goszczyńskiego z 1835 r., podkreślając odpowiedzialność krytyki literackiej przed potomnością: „[...] i dziś niejeden z krytyków nie zastanawia się, jak zgubne skutki sprawić może niejedna stronnic[z]a lub ślepa rzeź krytyczna” (Aleksander hr. Fredro, „Opiekun Domowy” 1876, nr 30).


Zadania krytyki. Postulaty krytyki sumiennej i gruntownej, opartej na analizie tekstu, a nie na osobistych uprzedzeniach lub ignorancji, pojawiały się kilkakrotnie w wypowiedziach Ehrenfeuchta, np. w jednym z pierwszych felietonów po objęciu stanowiska w redakcji „Tygodnika Powszechnego” nawoływał: „[...] gdybyśmy nie zabijali samodzielnie występujący i nieprotegowany przez nikogo talent młody kilkoma zamachami pióra, prowadzonego przez rękę niepowołaną lub zawistną, [...] cieszylibyśmy się może niejednym wybitniejszym talentem literackim, który zginął lub ginie pod razami fałszywego i niebacznego krytyka” (Felieton II, „Tygodnik Powszechny” 1877, nr 5). Krytycy powinni mieć też śmiałość wytykania wad utworom cenionych i popularnych twórców, co jest potrzebne bardziej nawet niż w przypadku lichych autorów lub debiutantów; „[...] tym bardziej więc obowiązuje krytykę baczność względem autora z podobną jak Sardou renomą” – pisał Ehrenfeucht w kontekście utworu Nitka jedwabiu (tamże, nr 3).

Według opinii anonimowego autora wspomnienia pośmiertnego (jedynego, który pokusił się o syntetyczną ocenę dokonań zmarłego): „Nie należał on [Ehrenfeucht] do umysłów wysokiej miary, nie posiadał żadnej określonej zdolności [...]. Wszakże, zwłaszcza w pierwszym okresie swej działalności, odznaczał on się niepodległością umysłu i odwagą w dotykaniu spraw i zjawisk drażliwej natury, które miały doniosły wpływ na życie społeczne, a pokrywane były milczeniem” ([b.a.], Dwie mogiły, „Prawda” 1896, nr 44). Uznawano go przede wszystkim za publicystę i dziennikarza związanego z kręgiem „Przeglądu Tygodniowego” i obozem „młodych”, którego poglądy były pozbawione głębszej podbudowy teoretycznej i zdolności do oryginalnych rozpoznań, ale cenionego za reformatorski zapał.</document>
<document nplp_id="14025" title="Flach Józef" slug="flach-jozef">Germanista, krytyk literacki, teatrolog, publicysta, nauczyciel szkół średnich. Pseudonimy i kryptonimy: Józef Faleński; J.F.; Dr. J.F.; Faleński/ Józef; Falski/ Józef

Informacje biograficzne. Urodził się 9 IX 1873 w Krakowie. Był synem Karola Flacha (zm. 1873), nauczyciela w krakowskim Gimnazjum św. Jacka, i Aleksandry Horak (ur. 1846). Miał brata, Karola (1868–1936), w przyszłości adwokata i sędziego Sądu Najwyższego II Rzeczypospolitej, oraz siostrę Marię. Uczęszczał do Gimnazjum św. Jacka w Krakowie, maturę zdał w 1891 r. Studiował filologię polską pod kierunkiem Stanisława Tarnowskiego i Lucjana Tarnowskiego oraz filologię germańską na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym czasie próbował (wraz z kolegami) powołać Kółko Literacko-Filozoficzne, które ostatecznie nie zostało zatwierdzone przez namiestnika Galicji. W l. 1895–1897 studiował także filologię germańską w Wiedniu, gdzie zainteresował się teatrem. Od recenzji i wypowiedzi o teatrze rozpoczęła się współpraca Flacha z „Przeglądem Polskim”, którą podjął dzięki znajomości naukowej ze Stanisławem Tarnowskim, do 1895 r. redaktorem naczelnym miesięcznika. Do „Przeglądu Polskiego” Flach pisał najpierw w rubryce Teatr krakowski, a w okresie pobytu w Wiedniu przygotowywał przeglądy Z teatrów wiedeńskich. Uczył w gimnazjach w Drohobyczu i we Lwowie W 1898 r. zdał egzamin nauczycielski jako polonista i germanista, wrócił do Krakowa i podjął pracę w gimnazjum św. Anny. W 1899 r. w wziął ślub z Kazimierą Stanisławą Soswińską (1876–1958). W tym samym roku obronił rozprawę doktorską poświęconą twórczości Gerharta Hauptmanna. Oprócz wieloletniej współpracy z „Przeglądem Polskim” (1895–1913) Flach pisał także równolegle do niemieckiego pisma „Das literarische Echo”, gdzie publikował przeglądy najnowszej literatury polskiej (dotyczące m.in. W. Sieroszewskiego, S. Przybyszewskiego, E. Orzeszkowej, G. Zapolskiej, S. Żeromskiego). Nie był krytykiem anonimowym; jego opinie były cytowane przez krytyków i literaturoznawców niemieckich. Okazjonalnie zajmował się również krytyką przekładu – zwłaszcza dzieł Henryka Sienkiewicza, których tłumaczenia skatalogował na łamach „Przeglądu Polskiego” (1902, R. 37, t. 145, z. 433); a po latach omówił także przekład W pustyni i w puszczy („Przegląd Polski” 1913, R. 48, t. 187, z. 560), podkreślając uznanie Niemców dla polskiej literatury, które świadczyć miało o niezależności tej dziedziny od narastających wówczas tendencji nacjonalistycznych.

W l. 1908–1913 Flach był sprawozdawcą krakowskiej Komisji Teatralnej. Następnie w l. 1915–1916 pełnił funkcję inspektora polskiej szkoły powszechnej w Riazaniu, gdzie znalazł się w efekcie działań wojennych. Przez dwa lata (1916–1918) mieszkał w Kijowie, gdzie został dyrektorem teatru polskiego. Dla polskich czasopism wydawanych w Kijowie pisał wówczas artykuły o polskim teatrze; ogłosił również wystąpienie poświęcone przyszłości polskiej literatury w związku z możliwymi kierunkami rozwoju działań wojennych („Kłosy Ukraińskie” 1916, R. 3, nr 1). Po powrocie do Krakowa pracował w szkolnictwie (do 1930 r.). W l. 1924–1939 był kierownikiem literackim i redaktorem odpowiedzialnym tygodnika „Światowid” (wydawanego w Krakowie). Pełnił także funkcję prezesa krakowskiego Syndykatu Dziennikarzy (1935–1938) i wiceprezesa krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Zmarł 12 V 1944 w Zakładzie Helclów w Krakowie.

Wobec naturalizmu i modernizmu. W okresie niespełna 20-letniej współpracy Flacha z „Przeglądem Polskim” ukazało się kilkaset recenzji utworów literackich. W artykułach recenzenckich Flach przedstawia się przede wszystkim jako krytyk konserwatywny, zarówno w sferze estetyki, jak i polityki, niechętny tendencjom naturalistycznym, które traktował jako epatowanie obrzydliwością, podporządkowane „zwyrodniałemu kultowi widoku zbrodni, okrucieństw, okropności” („Przegląd Polski” 1908, R. 42, t. 167, z. 499). Rozczarowały recenzenta Dzieje grzechu Stefana Żeromskiego – pisarza, którego Flach uznawał za jeden z „najświetniejszych talentów Młodej Polski” („Przegląd Polski” 1908, t. 167, z. 499). Krytyk narzekał, że twórca tej miary trafi swoją powieścią wyłącznie do czytelników szukających łatwej kontrowersji. W podobnym tonie wypowiedział się także o wznowieniu tomu opowiadań Rozdzióbią nas kruki, wrony, za który potępił Żeromskiego przedstawiającego jakoby „obrzydliwości wręcz fizycznie nieznośne”, pozbawione celu innego, niż wywołanie u czytających odrazy („Przegląd Polski” 1905, R. 40, t. 157). Ocenę Flacha skomentował na łamach „Krytyki” Wilhelm Feldman, ironicznie odnosząc się do „subtelnych nerwów” recenzenta „Przeglądu Polskiego” i ostro wytykając mu gruntowne niezrozumienie twórczości Żeromskiego, a także fakt, że na łamach niemieckiego „Das literarische Echo” Flach pisał o żydowskości Judyma z Ludzi bezdomnych (P. Józef Flach i p. Zygmunt Wasilewski, dwaj „krytycy literaccy”, „Krytyka” 1905, t. 2, z. 10). „Zwodnicze ślady naturalizmu” Flach tropił i otwarcie piętnował także u pisarzy, których twórczość oceniał wysoko i którym nie odmawiał literackiego talentu. To stanowiło cechę charakterystyczną postawy krytycznej Flacha. Wadą naturalizmu obciążone były zdaniem krytyka utwory Władysława Stanisława Reymonta (zwłaszcza powieść Fermenty), którego Ziemię obiecaną Flach cenił za wprowadzenie do literatury obrazu mas – robotników fabrycznych, dotąd w takim ujęciu nieprzedstawianych („Przegląd Polski” 1899, R. 33, t. 132, z. 395). Błąd naturalistycznego pisania wytknął krytyk również Gabrieli Zapolskiej, która ostatecznie z korzyścią dla własnej twórczości porzuciła „najwstrętniejsze bagnisko”, dając w Wodzireju przykład „spostrzegawczego i odtwarzającego daru” („Przegląd Polski” 1899, R. 33, t. 131, z. 391).

Obok konsekwentnie wyrażanej w recenzjach niechęci do estetyki naturalistycznej, Flach odnosił się krytycznie również do modernistycznych eksperymentów formalnych. Bardzo nisko ocenił na przykład Próchno Wacława Berenta, nazywając budowę utworu „wadliwą”. Swoje stanowisko krytyk uzasadniał przekonaniem, że istotą formy powieściowej jest z założenia daleko idąca swoboda twórcza, którą ówczesna ewolucja powieści błędnie prowadzi ku całkowitej dezintegracji formy artystycznej. Dlatego wyraźnie sprzeciwiał się wysokim ocenom Próchna jako dzieła, którego forma adekwatnie oddaje chaos i nerwowość życia. Taka argumentacja trafiać mogła zdaniem Flacha wyłącznie do „bardzo naiwnych czytelników” („Przegląd Polski” 1903, R. 37, t. 148, z. 443). Krytyk przekonywał także, że w literaturze akceptacja gustu wykształconych czytelników nie jest niczym nagannym; nie zagraża poziomowi twórczości. Twierdził bowiem, że choć nie każda powieść popularna jest jednocześnie dobra, to nie było nigdy powieści dobrej literacko, która nie stałaby się popularna. Także w chwalonej Ziemi obiecanej Flach dostrzegł wady kompozycyjne, podkreślając w recenzji często zakłócenia ścisłości kompozycyjnej. Przyjmując generalnie pozytywnie pierwsze dwa tomy Chłopów, krytyk negatywnie ocenił dystans narracyjny do opisywanej społeczności chłopskiej. Reymont, dowodził Flach, przygląda się chłopom „z zewnątrz, czego objawem są folklorystyczne ustępy, sztuczne i sentymentalne, świadczące o ciekawości obserwatora względem obcego mu świata” („Przegląd Polski” 1904, R. 38, t. 152, z. 455). Za formę powieściową chwalił natomiast Elizę Orzeszkową, pisząc, że Ad astra pełna jest przenośni, symboli i obrazów przyrody, które zbliżają powieść do „nieśmiertelnej piękności” Pana Tadeusza Adama Mickiewicza i nastrojowości Marii Antoniego Malczewskiego („Przegląd Polski” 1904, R. 39, t. 153, z. 459).

Uznanie Flacha-recenzenta budziły przede wszystkim utwory prozatorskie, w których dostrzec mógł „indywidualny rys postaci” – najwyżej cenioną wartość literackiego przedstawienia. Repertuar pochwał krytyka ograniczał się do świata przedstawionego, oceny kreacji bohaterów, którzy – jeśli zostali ukazani w swej indywidualności i prawdziwości – zdobywali aprobatę recenzenta. Dlatego ostatecznie wysoko ocenił Chłopów, twierdząc, że od bohaterów utworu „bije życie i prawda”; podobne uznania wyraził dla Komediantki Reymonta, w której o talencie pisarza świadczyć miała nie fabuła, lecz „rysunek postaci romansu” („Przegląd Polski” 1897, R. 32, t. 125, z. 375).

Zasadą recenzji Flacha publikowanych na łamach „Przeglądu Polskiego” jest każdorazowe rozbudowane streszczenie utworu, po którym następuje zwykle krótkie omówienie głębszych warstw utworu i komentarz wartościujący. Streszczenie jest tak podane, że trudno tu mówić o jasnym oddzieleniu treści i formy. Krytyk broni się przed tą szkolną przypadłością, ożywiając rekonstrukcję fabuły mini-komentarzami, bogatą interpunkcją, sygnalizującą jego stosunek do dziejów postaci. Konwencjonalność tej kompozycji (i związanej z nią praktyki lektury) ujawnia zawodność zwłaszcza w konfrontacji z utworami, w których streszczanie fabuły okazywało się niemożliwe lub nieadekwatne do formy utworu. Tak jest np. w recenzji Xiędza Fausta Tadeusza Micińskiego, gdzie Flach nie dysponując poddającą się streszczeniu fabułą, uznaje ją tym samym za „ubogą i typową” („Przegląd Polski” 1913, R. 47, t. 188, z. 563), samo dzieło zaś uważa za przykład powieści, wobec której milknie krytyka, skonfrontowana z obrazem formy „szamoczącego się ducha polskiego” (tamże). Częstym elementem wypowiedzi recenzenckich Flacha były również porównania dzieł i tendencji literatury polskiej do ówczesnych zjawisk w literaturach europejskich. To na ich tle umieszczał rodzimą produkcję, wyraźnie podkreślając jednak, że w stosunku do zachodnio- i północnoeuropejskich estetyk, polska literatura pozostaje w istotnym zapóźnieniu, którego zmniejszanie jest rolą najwybitniejszych twórców rodzimej kultury. Dlatego komplementem dla Reymonta miało być stwierdzenie, że pisarz umiejętnie „wsłuchał się w głosy zachodniej i północnej beletrystyki” („Przegląd Polski” 1897, R. 32, T. 125, z. 375).

Poglądy na krytykę literacką. Flach nie opublikował żadnej osobnej wypowiedzi poświęconej krytyce, jednak jego wizja założeń i celów aktywności krytycznoliterackiej daje się wyczytać z wielu recenzji, które na łamach „Przeglądu Polskiego” poświęcił świeżo publikowanym dziełom krytycznym. Cenił krytykę Ignacego Matuszewskiego, „stojącego na wysokości współczesnych zadań historii i estetyki literackiej”, o czym miało świadczyć komparatystyczne studium Diabeł w poezji, które recenzent przyjął z uznaniem, podkreślając subtelność analizy porównawczej Matuszewskiego. Zdaniem Flacha Matuszewski świetnie wykazał różnice w reprezentacjach motywu, wynikające z odmienności rasowych, religijnych czy czasowych (choć jednocześnie pominął, co nie uszło uwadze recenzenta, różnice indywidualności twórczych: rodzaje talentów formalnych czy charakterów poetów – „Przegląd Polski” 1900, R. 35, t. 138, z. 412). Z uznaniem wypowiedział się również o tomie Szkiców literackich Mariana Zdziechowskiego, którego określił mianem wyjątkowego i „prawdziwego neoromantyka”. W pisarstwie Zdziechowskiego najwyżej cenił konsekwentnie przyjęty subiektywizm – omówienie zjawisk bliskich autorowi książki; zawężenie perspektywy do prądów (romantyzmu i neoromantyzmu), których autor jest uczestnikiem i dla których wyraża serdeczne uznanie („Przegląd Polski” 1901, R. 36, t. 141, z. 421). Zaangażowanie w opisywany temat i odwagę „odczuwania [jego] piękności” widział Flach także w książkach, pisanych przez krytyków, niebędących specjalistami w danej dziedzinie. W recenzji poświęconej szkicom Śladami Mickiewicza Zygmunta Wasilewskiego Flach wspominał o „świeżości” niefachowego spojrzenia i serdecznej uwadze, z którą niespecjaliści podchodzą do kwestii pominiętych w lekturach ekspertów („Przegląd Polski”,1904, R. 39, t. 154, z. 462). To właśnie z powodu braku serdeczności i zdolności do wyrażania zachwytu recenzent zdyskredytował studium Piotra Chmielowskiego o recepcji krytycznej Henryka Sienkiewicza. Autora uznał bowiem za nieskutecznego w pełnieniu roli pośrednika między czytelnikiem a twórcą, bo skoncentrowanego wyłącznie na wykrywaniu i katalogowaniu pomyłek pisarza, niezdolnego natomiast do eksponowania zalet Sienkiewiczowskich utworów. W efekcie Flach potraktował Chmielowskiego jako krytyka cennego dla debiutujących twórców (którym mógłby pomóc w doskonaleniu warsztatu pisarskiego), ale bezużytecznego dla „autorów głośnych i dojrzałych”, wobec których krytyk niezdolny jest do odczuwania zachwytu, wstydząc się czytelniczej żarliwości i poskramiając patos obojętnością („Przegląd Polski” 1901, R. 35, t. 139, z. 417).

Flach z poważnymi zastrzeżeniami podchodził do koncepcji krytycznych Wilhelma Feldmana. Choć wyraził uznanie dla tomu Piśmiennictwa, jego autorowi wytykał podporządkowanie krytyki literackiej „radykalizmowi politycznemu”, który dostrzegał w stronniczości przywoływanych kontekstów społecznych literatury. Zdaniem Flacha Feldman niesłusznie (i z powodów wyłącznie ideologicznych) deprecjonuje twórczość krakowskiego konserwatysty,Stanisława Koźmiana; nietrafnie także i przede wszystkim „nieszczerze” krytykuje twórczość Sienkiewicza, upatrując w niej wyłącznie przejawy myślowego wstecznictwa („Przegląd Polski” 1903, r. 37, t. 147, z. 441). Analogiczne zarzuty o radykalizm polityczno-społeczny kierował również w stronę Antoniego Gustawa Bema, którego antyklerykalizm prowadził, zdaniem Flacha, do zapalczywego tropienia obskurantyzmu – tak w literaturze, jak i w postawach jej twórców („Przegląd Polski” 1903, r. 39, t. 154, z. 461).

Niechętny upolitycznieniu krytyki, Flach deklaratywnie opowiadał się także przeciwko dominacji ujęć krytycznych polegających na wczuwaniu się w indywidualność pisarza. Odrzucał postulaty patrzenia na dzieło ze stanowiska twórcy, upominając się o krytykę, rozumianą jako obowiązek sądzenia. Takiej postawy prawie nie widział we współczesnych mu praktykach i programach, co skłoniło go do przekonania, że „krytyka jako sztuka upada, bo ogranicza się do parafrazowania danego utworu i snucia fantazji na dany temat” („Przegląd Polski” 1901, R. 35, t. 139). Za konsekwencję upadku sztuki krytycznej uznawał postępujące zmanierowanie literatury, której twórcy nie otrzymują od recenzentów odpowiedniej nauki pisania. Właściwa krytyka literacka, jak przekonywał w studium o twórczości Stanisława Wyspiańskiego, musi obejmować cały zakres sztuk, z których literatura stanowi wyłącznie jedną. Stawiając przed krytykami literatury tak wysokie zadanie, Flach był świadom ryzyka niedostatków technicznych wynikających z poruszania się po dziedzinach innych sztuk. Twierdził jednak, że bardziej niż wypracowanych narzędzi należy wymagać od krytyka umiejętności łączenia dyscyplin, niezbędnej np. do opisu twórczości Wyspiańskiego (Stanisław Wyspiański. Studium, Warszawa 1908). Krytyk powinien także, czemu Flach dał wyraz, recenzując studium Wyspiańskiego o Hamlecie, posługiwać się językiem analizowanego dzieła, szczególnie wtedy, gdy w nim „wiele zależy od dokładnego zrozumienia drobnych odcieni językowych” („Gazeta Lwowska” 1905, R. 95, nr 71). Praca Wyspiańskiego opierała się na istniejących przekładach Hamleta, dlatego spotkała się z ostrą krytyką Flacha, eksponującego fakt, że autor studium nie odwoływał się do oryginału. Jako uczestnik seminariów magisterskich Stanisława Tarnowskiego, Flach pozostawał bowiem pod wpływem wizji krytyki jako działalności wymagającej studiów językowych i porównawczych (w zakresie tendencji, prądów, wpływów i kontekstów). Od Tarnowskiego Flach przejął również konserwatywne poglądy ideowo-estetyczne (przekonanie o ujęciu naturalistycznym degenerującym obraz człowieczeństwo) i arystokratyczną wizję krytyki literackiej, której ideał podzielali studenci Tarnowskiego, m.in. Ferdynand Hoesick i Antoni Mazanowski. O głębokim pokrewieństwie idei estetycznych ze współdzieloną z Tarnowskim konserwatywną hierarchią ról społecznych kobiet i mężczyzn świadczą sformułowania służące określeniu twórczości kobiet: Flach pisał z uznaniem o Gabrieli Zapolskiej, że „nie jest typem polskiej kobiety, nie jest typem polskiej aktorki, nie jest typem polskiej autorki” („Przegląd Polski” 1899, R. 33, t. 131, z. 391); Tarnowski komplementował Marię Konopnicką: „ta kobieta jest więcej mężczyzną niż wielu współczesnych mężczyzn poetów” (Historia literatury polskiej, t. 6, cz. 2, Kraków 1907). W obu przypadkach ceniono to, co niekobiece.

Rozproszone postulaty dotyczące krytyki literackiej znalazły oddźwięk w praktycznej analizie dzieła Wyspiańskiego, opublikowanej dwa miesiące po śmierci artysty. W studium tym Flach ostro rozprawił się z „wybujałym kultem Wyspiańskiego”, który uznał za wytwór bieżącej recepcji, zmuszającej do milczenia odbiorców nastawionych do twórcy mniej entuzjastycznie. Kult Wyspiańskiego, przekonywał Flach, wynikał z pobudek ideowych, a nie artystycznych. Ostatecznie w swojej „spokojnej, przedmiotowej charakterystyce”, jak określał studium sam autor, Flach zaklasyfikował Wyspiańskiego do grona poetów przeszłości, który zwalczając romantyzm, okazał się jego ostatnim wyznawcą (Stanisław Wyspiański).

Badacz i popularyzator literatury niemieckiej. Flach jako germanista i znawca literatury niemieckiej narzekał na nikłe zainteresowanie twórczością niemiecką w Polsce. Społeczeństwo polskie, jak przekonywał, tylko dzięki edukacji szkolnej, zna Johanna Wolfganga Goethego i Friedricha Schillera, nie ma jednak wiedzy o niemieckich romantykach, ani tym bardziej o współczesnych pisarzach. Flach opublikował kilka studiów poświęconych m.in. modernizmowi niemieckiemu, poglądom społeczno-politycznym Schillera, środowisku Weimaru czy – pionierską na gruncie polskim monografię – twórczości Hauptmanna. U tego ostatniego cenił szczególnie poetyckość wyróżniającą go na tle współczesnej dramaturgii i udatnie łączącą realizm i idealizm. Hauptmanna Flach nazywał „dramaturgiem społecznym”, wyraźnie sprzeciwiając się etykiecie „naturalisty” (Gerhart Hauptmann, Kraków 1898). Myśl społeczna interesowała Flacha również w systematycznej analizie twórczości Schillera, gdy ukazywał rozwój światopoglądowy poety na tle okoliczności historycznych. Schiller w ujęciu Flacha przeszedł drogę od rewolucyjnych zrywów do konserwatywnego kwietyzmu, co nie było ewolucją wyjątkową. Krytycznie odniósł się Flach do pominięciu transcendencji w myśli niemieckiego poety, nazywając go wiernym wiekowi Oświecenia; poddanie się Schillerowskim postulatom doprowadziłoby do „epoki materialnego dobrobytu, pozbawionego jednak wyższych idei” (Schillera społeczne i polityczne poglądy, Kraków 1905).

Oprócz studiów nad współczesną literaturą niemiecką Flach publikował również artykuły poświęcone obrazowi Polski w dawnej i współczesnej literaturze niemieckiej czy niemieckim powieściom o Polakach. Przekonywał w nich, że – wbrew panującym stosunkom politycznym – w literaturze bieżącej wybrzmiewają nie tylko polonofobiczne tony, ale społeczeństwo polskie niewiele wie o różnorodności literackich i dramatycznych reprezentacji stosunków polsko-niemieckich (Polska w najnowszej literaturze niemieckiej, „Gazeta Lwowska” 1907, nr 10). O ile bowiem niemiecka publicystyka o Polsce zaczęła wzbudzać zainteresowanie, o tyle „Polenliteratur” nie zajmowała polskich czytelników. Flach przekonywał, że trzeba zająć się zwłaszcza powieściami popularnymi, które w Niemczech (jak twierdził – bardziej niż w Polsce) są ściśle związane z opinią publiczną, będąc jej wyrazem, ale i narzędziem jej kształtowania. W literaturze popularnej Flach widział szczególnie wyraziste zróżnicowanie obrazu Polski i polskości (Polska w niemieckiej literaturze pięknej dawniej i dzisiaj, „Biblioteka Warszawska” 1903, t. 2).</document>
<document nplp_id="14027" title="Hoffmanowa z&amp;nbsp;Tańskich Klementyna" slug="hoffmanowa-z-tanskich-klementyna">Pedagożka, pisarka, redaktorka, wydawczyni. Pseudonimy i kryptonimy: Młoda Polka, Autorka „Karoliny”; Autorka „Karoliny” i „Krystyny”; Autorka „Pamiątki po dobrej matce”; Autorka „Rozrywek dla Dzieci”; Autorka „Świętych niewiast”; Autorka „Wiązania Helenki”; K...; Klementyna z T. H.; Kl. z T. H.; K. z T. H.; Przyjaciółka dzieci; Pustelnica z Żabiej ulicy; T.; Taż sama autorka; XX

Biografia i twórczość. Urodziła się 23 XI 1798 w Warszawie jako córka Marianny z Czenpińskich h. Lew (1773–1825) i Ignacego Tańskiego (1761–1805), urzędnika zajmującego się również literaturą. Początkowo wychowywana we wsi dzierżawionej przez ojca (Wyczułki), dalej, do 13. roku życia dorasta pod okiem powinowatej ojca, starościny wyszogrodzkiej Anieli ze Świdzińskich Szymanowskiej. Po śmierci męża Marianna przeprowadza się do Warszawy, gdzie sprowadza dorastającą córkę Klementynę. Wychowuje córkę, niwelując sentymentalizm i wpływ francuskiej literatury romansowej, z którymi dziewczynka zapoznała się w majątku Izdebna. Obserwacja i nauka dzieci z najbliższego otoczenia (np. młodszej siostry Marty) ujawniają pedagogiczne zainteresowania Klementyny. W 1817 r. na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” bezimiennie publikuje opracowane z siostrą Aleksandrą Synonimy. Właściwy debiut to wydana w 1819 r. Pamiątka po dobrej matce. Podpisany przez Młodą Polkę utwór podnosił problem wychowania i wykształcenia kobiet w duchu praktycznym i patriotycznym. Pamiątka znalazła uznanie w oczach masowego odbiorcy. Rok później wydaje Powieści z Pisma Świętego i moralne dla dzieci, następnie Amelia matką (t. 1–3, 1822–1824). Ostatnia publikacja pomyślana jako katolicki podręcznik dla matek nie zdobywa uznania krytyki i audytorium. Czytelniczą popularność przynoszą książki adresowane do dzieci Wiązanie Helenki (1823), Druga książeczka Helenki (1823). Jako kilkustopniowy kurs czytania służyły kilku pokoleniom.

W l. 1824–1828 Tańska pisze i redaguje miesięcznik „Rozrywki dla Dzieci”. Poza redaktorką na łamach periodyku znalazły się okazjonalne teksty Kazimierza Brodzińskiego, Łukasza Gołębiowskiego czy Krystyna Lacha Szyrmy. Tytuł miał wychować „dobrych Polaków”. Jego stałe działy to Wspomnienia historyczne (biografie, opowiadania historyczne, opisy kraju), Wyjątki służące do ukształtowania serca i stylu (tu m.in. przedruki tekstów staropolskich pisarzy), Powiastki moralne oraz dział przeznaczony dla pedagogów i wychowawczyń (tu przedruki listów i dzienników).

W roku 1825 mianowana eforką, wizytatorką dwóch szkół i dwóch pensji żeńskich w Warszawie. W 1826 r. prowadzi wykłady nauki obyczajowej w Instytucie Guwernantek. Utrzymuje się głównie z pisania i publikowania. W tym samym roku odrzucono jej kandydaturę na członkinię Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Powodem była płeć (ustawa nie przywidziała członków kobiet). Dwa lata później zostaje mianowana wizytatorką wszystkich szkół i pensji dla dziewcząt w Warszawie. Urząd oraz prace pisarskie gwarantują Tańskiej ekonomiczną niezależność. Bez powodzenia planuje wydanie kolejnego periodyku, „Rozrywek Niedzielnych” adresowanego dla klasy pracującej.

W 1829 r. wychodzi za radcę prawnego Banku Polskiego Karola Hoffmana (1798–1875). Podczas powstania listopadowego zakłada Związek Dobroczynności Warszawianek. Jego celem jest pomoc w ekwipunku żołnierzy oraz służba w lazaretach. W 1831 r. wyjeżdża do męża przebywającego we Frankfurcie nad Menem. Osiadają w Dreźnie, skąd w II połowie 1832 r. emigrują do Paryża. Tam Hoffmanowa próbuje wydawać „Nowe Rozrywki dla Dzieci”, gdzie umieszcza m.in. wypisy z dzieł pedagogów francuskich. Przedsięwzięcie upada po ukazaniu się dwóch tomów. Nowe i wznawiane utwory Hoffmanowej ukazują się wówczas we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu. Wśród nich Książka do nabożeństwa dla Polek (1836), Święte niewiasty (1844), O powinnościach kobiet (1849), powieści Karolina (1838), Krystyna (1839–1840), Jan Kochanowski w Czarnolesie (1841).

Jest pierwszą sekretarką i autorką ustaw Towarzystwa Dobroczynności Dam Polskich i projektu prywatnego zakładu wychowawczego. W 1834 i 1841 r. przechodzi operacje raka piersi. W 1844 r. odbywa kurację we Włoszech. Umiera 21 IX 1845 w Passy pod Paryżem. Pochowano ją na cmentarzu Père Lachaise. Serce pisarki zostało złożone w katedrze na Wawelu. Pisane od 1818 roku pamiętniki wydano po jej śmierci.

Życiorysy sławnych Polaków. Jako wypowiedzi krytycznoliterackie Tańskiej można zaklasyfikować część pism w l. 1824–1828 na łamach „Rozrywek dla Dzieci”, szczególnie szkice z cyklu Życiorysy sławnych Polaków. W 1875 r. zostały przedrukowane w układzie chronologicznym w jednym z tomów redagowanej przez Narcyzę Żmichowską serii dzieł zebranych Hoffmanowej (t. VI). W tej samej grupie wypowiedzi można ulokować rozsiane po listach i pamiętnikach uwagi oraz zapiski z lektur pisarki. Cechy łączące poszczególne wypowiedzi w jeden zbiór to ważne dla Tańskiej wartości poznawcze oznaczane jako wiedza wynikająca z lektury, jasność stylu, przekazu oraz umiejętność osadzenia w tekście pozytywnych uczuć kierowanych do ojczyzny. Pedagogiczne wartościowanie literatury można podsumować słowami autorki: „Zwykliśmy szacować dzieła z ich piękności i użytku; piękności dowodzi powszechne zamiłowanie, o użytku świadczą zbawienne skutki” (Ignacy Krasicki, w: Dzieła, t. 6).

Wśród zamieszczanych na łamach miesięcznika życiorysów sławnych Polaków znalazły się biografie poetów i pisarzy, których „pomniki pióra, pomniki chwały literatury i języka polskiego” (Adam Naruszewicz, w: tamże) znać powinno patriotycznie wychowywane dziecko. Wśród nich szkice poświęcone Mikołajowi Dzieduszyckiemu, Alojzemu Felińskiemu, Franciszkowi Karpińskiemu, Franciszkowi Dionizemu Kniaźninowi, Onufremu Kopczyńskiemu, Ignacemu Krasickiemu, Adamowi Naruszewiczowi, Grzegorzowi Piramowiczowi, Józefowi Szymanowskiemu. Tańska opisuje ich pochodzenie, edukację, koleje losów, w funkcji mnemotechnicznej przytacza anegdoty z ich życia, opisuje charaktery a nawet wygląd fizyczny. Jeden ze szkiców odsłania jej warsztat pracy: „[…] nie udzielę wam, dzieci drogie, dokładnej i zupełnej wiadomości, ani o życiu tego męża, ani o pismach jego nieogłoszonych drukiem. Próżne były w tej mierze długie zachody moje, próżne pilne badania, mnogie na wszystkie strony listy; zaledwie kilka drobnych szczegółów zebrać mi się udało; zmuszona byłam w jego dziełach szukać wiadomości, nie tylko o zdaniach, sposobie myślenia, ale i o życiu, i związkach jego; i tym co od tak dawna w ręku jest wszystkich, uzupełnić to moje o nim wspomnienie” (Franciszek Karpiński, w: Dzieła…, t. 6). Podobne informacje znajdziemy w szkicu o Kniaźninie: „Mnie, pomimo usilnych starań, mało co zebrać się udało” (Franciszek Dionizy Kniaźnin, w: Dzieła…, t. 6). Brak informacji biograficznych skłaniał Tańską do przytaczania i komentowania tekstów przedstawianych twórców. Prócz utworów udostępniała czytelnikom także listy przedstawianych Polaków (np. w szkicach o Karpińskim, Szymanowskim, Felińskim).

Zdaniem Tańskiej dla użytku i budzenia czułości/ miłości, wartości poznawcze dzieł (wielokrotne docenianie roli dziejopisów i autorów, którzy przyczynili się do poprawy obyczajów) powinny iść w parze z prostotą stylu: „[…] opowiadanie Naruszewicza jest wprawdzie proste i suche, bez poetyckich obrazów, ale go wyrazy poetyckie i tok ich wyższy podnosi. Nieco jest nabity, choć dostatecznie rozwinięty, ale przez to treściwy, jędrny, przy tym pełen mocy i żywości. Obrazy jego nie rozczulają, ale poruszają i krzepią umysł. Okresy czy krótkie czy przydłuższe, zawsze dobrze wykończone. Przerzutnia wyrazów często zbyt śmiała, wyszukana, ale bogata, wzywająca do natężenia uwagi. […] Czy to on styl swój wypracował i nim swą powieść nieco nadął, czy po prostu i niepoprawnie pisze, zawsze ten sam, sam jeden, taki do naśladowania trudny i niebezpieczny, zostawił jednak wzór, w który ktokolwiek chce styl swój na historyczny ukształcić, wczytywać się pilnie powinien” (Adam Naruszewicz, w: Dzieła…, t. 6). O dziełach Piramowicza: „Styl jego jest wszędzie jasny i płynny, rzeczy nauczająca, czysta moralność, piękne uczucia, rozsądek niezwyczajny” (Grzegorz Piramowicz, w: Dzieła…, t. 6). W innym miejscu: „[…] wdzięczne, czułe i proste rymy […] wiek niewinności z upodobaniem i pożytkiem czytać może” (Franciszek Karpiński).

Wskazany wcześniej brak informacji biograficznych pozostawia miejsce dla szczątkowych lub uogólnionych porównań literackich. Taką komparatystyczną opinię można znaleźć w szkicu o Kniaźninie: „Poezje Kniaźnina nie są zapewne naznaczone piętnem nadzwyczajnego geniuszu, nic on nie napisał wielkiego, nie mają też także, przynajmniej dla mnie, owego wierszy Karpińskiego uroku, owej jasności, prostoty […]; ale jest może w nim mniej niźli w tamtym poecie zaniedbania; moralność i obywatelstwo jednakie, wszędzie zaś wielka łatwość w rymowaniu, w obrazach miłości, czucie i delikatność, wielkość w przemawianiu o Bogu, ojczyźnie i cnocie” (Franciszek Dionizy Kniaźnin).

O poezji Szymanowskiego mówi: „[…] on pierwszy z mowy ojczystej, mowę miłości i czucia, mowę pieszczoną uczynił. Słodycz, wytrawność, dobór wyrazów, wykończenie, delikatność, przymioty niemal przed nim w poezji naszej nieznane, on w wierszach swoich zamknął” (Józef Szymanowski, w: tamże).

Według Piotra Chmielowskiego niektóre życiorysy pisane przez Tańską zawierają cenne materiały z życia poetów, pisarzy, inne są wspomnieniami uczennicy czy przyjaciółki. Tak dzieje się w przypadku szkicu o Dzieduszyckim czy Szymanowskim: „Ocena jego działalności z powodu ówczesnych mniemań literackich i stosunków przyjaźni z rodziną Szymanowskich, grzeszy wielką przesadą; jest bowiem nieumiarkowaną pochwałą, jako wybornego tłumacza, jako znakomitego krytyka” (P. Chmielowski). W opinii autora Zarysu literatury polskiej ostatnich lat dwudziestu poglądy Tańskiej, wpisane w życiorysy sławnych Polaków, nie zachowały aktualności, „w swoim jednak czasie nie były wynikiem błędu lub nieznajomości rzeczy” (tamże). Zawierały omyłki, które samodzielnie skorygować umiał każdy wykształcony czytelnik, a prymarny czytelnik dziecięcy z czasem samodzielnie miał nabywać dokładniejszych informacji na temat prezentowanych sylwetek twórców i ich dzieł.

W zapiskach prywatnych. Zarys biograficzno-pedagogiczny Chmielowskiego portretuje Hoffmanową jako pracowitą pedagożkę, która wiele czasu poświęcała przypiskom do tworzonych dzieł. Te w przypadku powieści Jan Kochanowski w Czarnolesie mają ujawniać wiedzę historyczną autorki oraz jej uczestnictwo w życiu literackim epoki. Ostatnie ma ilustrować np. opis poglądów Adama Mickiewicza na temat głównych pisarzy polskich, które autor Ballad i romansów wygłaszał w ramach paryskich wykładów. Hoffmanowa, ich słuchaczka, swoje notatki umieściła na marginesach (w przypisach) tworzonej wówczas narracji o Janie Kochanowskim. Problematyczne stają się jednak jej uwagi czy sądy krytycznoliterackie. Zgodnie z nimi w 1825 r. na równi z Mickiewiczem stawiała Stefana Witwickiego, „[n]awet później, gdy już Mickiewicz na całą Europę zasłynął, Hoffmanowa, wierna swym gustom, przenosiła nad niego Kazimierza z Królówki. Śmierć Brodzińskiego opłakała rzewnymi łzami, nazywała go swoim ulubionym nad wszystkich, bo nie wiem czy bym go nie przełożyła nad Adama, dobrze wszystko zważywszy (list z 1835 r.)” (P. Chmielowski). Chmielowski stawia również hipotezę, że Hoffmanowa „nie lubiła” Juliusza Słowackiego. Zdaniem krytyka jego twórczość, podobnie jak Mickiewicza odbiega od wzoru klasycznego, który ceniła „Hoffmanowa ze swoją jasną, chłodną fantazją […] nie mogła być wielbicielką szkicowo narysowanych, zagadkowych a namiętnych, wulkanicznych uczuć i osobistości” (tamże). Postawioną hipotezę mają wspierać lekturowe notatki zaczerpnięte z pamiętników Tańskiej. Żmichowska wpisała je w życiorys pedagożki, który kończy VI tom jej dzieł zebranych. W tychże autorka Krystyny zapisała doświadczenia z lektur Nie-Boskiej komedii i Irydiona Zygmunta Krasińskiego oraz Historii Św. Elżbiety Charles’a de Montalemberta i Pamiętników Jana Chryzostoma Paska. Dzieło Montalemberta chwali za „styl czarujący jasnością i prostotą” (4 XII 1836, Pamiętniki, t. 3). Pamiętniki ceni za rzetelność: „Daj nam Boże takich ksiąg jak najwięcej […]. Styl jasny, prosty, bez łaciny, co rzecz dziwna; mowy tylko i oracje jego nieznośne, a jemu bardzo piękne się wydawały” (10 XII 1836, tamże). Notatki czynione po lekturze Krasińskiego odsłaniają drugi biegun sympatii i uznania Hoffmanowej. Wieńcząc krótki opis Nie-Boskiej komedii, ocenia: „Lubo może nadto naturalności w niektórych szczegółach, ta część [pierwsza] będzie zawsze należeć do celniejszych utworów naszych. Druga nie tyle mi się nie podoba, ile że jej nie rozumiem. […] Słowem ani z treści, ani z końca zgadnąć nie można, komu autor sprzyja? Dla kogo pisał… wystawiam sobie, że on sam środek między dwiema okaże, ale nie, wszystko na tym się kończy. Sądzę, że ta książeczka w ogóle nic dobrego nie sprawi…” (23 IV 1835, tamże). O Irydionie pisze: „[…] jak tytuł, tak i całe dzieło tajemnicze. Czytałam je z uwagą i prawie niczegom się nie dowiedziała. Mówią niektórzy, że dwa razy przeczytać trzeba, żeby zrozumieć; mnie żal czasu. Jest to dzieło autora Nie-Boskiej komedii. Obie te prace podobne do siebie, wolę jednak pierwszą, bo tam wcale sceny są piękne i parę osób prawie ukończonych; tu myśli wysokie i zrozumiałe zjawiają się tylko jak błyskawice, a nikogo nie ma odrysowanego wyraźnie” (15 XII 1836, tamże).</document>
<document nplp_id="14029" title="Gostomski Walery" slug="gostomski-walery">Publicysta, krytyk literacki, historyk literatury, tłumacz, pedagog. Kryptonim: W.G.

Informacje biograficzne. Urodził się 9 XII 1854 w Borucinie (pow. nieszawski) jako syn Adama Gostomskiego h. Nałęcz (zm. 1905) i Eufemii z Ossowskich h. Dołęga (zm. 1882). Do szkół średnich uczęszczał we Włocławku i w Warszawie. Następnie studiował filologię na uniwersytecie w Petersburgu i mechanikę na Wydziale Rolnictwa Politechniki Ryskiej (1879–1881). Tam też z dużym zaangażowaniem działał w polskiej korporacji studenckiej „Arkonia” (nr ew. 7), legitymującej się dewizą „prawdą a pracą”. Po studiach w l. 1882–1884 zarządzał majątkiem Pokrzywna, jednak dość szybko zrezygnował z ziemiańskiego życia i w Rydze udzielał korepetycji z zakresu historii literatury. W 1893 r. na stałe osiadł w Warszawie, gdzie nie porzucając pracy nauczyciela, prowadził działalność krytycznoliteracką, wygłaszał odczyty popularyzujące wiedzę, wydał kompilatorską Historię literatury powszechnej (t. 1–2, Warszawa 1898) obejmujący znaczny zakres czasowy (od antyku po drugą połowę XIX wieku). Zainteresowanie Gostomskiego wykraczały poza piękną. Jego rozprawy, studia i szkice dotyczyły również dziejów pojęć i idei (Treść i zakres pojęcia pracy, Ryga 1890), współczesnych prądów i partii politycznych, sztuki (W Kaplicy Sykstyńskiej, Warszawa 1911), a nawet historii tańca (Polonez i menuet. Szkic estetyczno-obyczajowy, Kraków 1891). Parał się również pracą przekładową. W 1908 r. został członkiem Wydziału i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, zasiadał w komitecie redakcyjnym Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej. W ostatnich latach życia zimowe miesiące spędzał we Włoszech, wytrwale propagując polską i włoską literaturę, przyczyniał się do zacieśniania więzów przyjaźni między narodami. Jego żoną była Ewelina Chrapowicka h. Gozdawa (1851–19220. Zmarł 30 I 1915 roku w Wiedniu, dokąd uszedł przed wojenną zawieruchą.

Działalność krytyczna. Jako krytyk Gostomski zadebiutował studium Pierwsza część „Fausta” („Ateneum” 1886, t. 4). Pierwszą poł. l 90. XIX wieku poświęcił studiom nad spuścizną Adama Mickiewicza. Swoje recenzje i studia zamieszczał m.in. w „Ateneum” „Książce”, „Kurierze Warszawskim”, „Gazecie Warszawskiej”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Przeglądzie Powszechnym”, „Czasie”. Niektóre z nich, powstałe u schyłku XIX i na początku XX w., opublikował w tomie Z przeszłości i teraźniejszości. Studia i szkice krytycznoliterackie (1904). Poezję cenił wyżej niż prozę i to ona była najczęściej tematem jego rozważań. W literaturze poszukiwał konsekwentnie „emanacji ducha wielkiego” zrodzonego z chrześcijańskich idei, toteż obszerniejsze prace poświęcał zazwyczaj dziełom bliskim mu światopoglądowo, za literackie arcydzieło wszechczasów uważał natomiast Boską komedię Dantego (Świat nadprzyrodzony w „Boskiej komedii”, „Ateneum” 1893, t. 4), pociągały go epoki dawne, kiedy „sztuka była nie tyle artykułem spożycia i środkiem używania artystycznego, ile raczej czymś w rodzaju komunii piękna, łączącej artystę z jego wielbicielami we wspólnej i czci i wspólnej miłości – osobliwie sztuka religijna w dobie szczerej wiary” (W Kaplicy Sykstyńskiej, 1911).

Już studium o Fauście sygnalizowało obszary krytycznoliterackich eksploracji związane z preferencją utworów przedstawiających „wiekuiste aspiracje ducha ludzkiego”, odwołujących się do ludowości. Jako badacz literatury powszechnej oraz współczesnych prądów estetycznych i filozoficznych najchętniej sięgał do niemieckojęzycznego kręgu kultury, ze szczególnym uwzględnieniem Richarda Wagnera i Friedricha Nietzschego. Krytyk nie podzielał poglądów twórcy Poza dobrem i złem, zdecydowanie odrzucał jego koncepcję Übermenscha, nie odmawiając mu jednak cnót jako człowiekowi. Nie poprzestając na słowach potępienia, podjął jednak pewną próbę zrozumienia tej filozofii, „mimowolnej satyry na cały współczesny rozwój kulturalny”, jej źródeł upatrywał w „antychrześcijańskim humanitaryzmie” (Fryderyk Nietzsche jako przedstawiciel antychrześcijańskiego humanitaryzmu, „Przegląd Powszechny” 1902, z. 11). Jako tłumacz i krytyk literacki konsekwentnie upowszechniał i promował na polskim gruncie twórczość francuskiego pisarza katolickiego Ernesta Hello, z którym podzielał przekonanie, że „dziedzina idei chrześcijańskiej nie zawiera się w przeszłości […], lecz w przyszłości, w przyszłym rozwoju i postępie całego człowieczeństwa” (Przedmowa, w: E. Hello, Z życia i ze sztuki. Studia i szkice, 1901).

Wobec pozytywizmu. Młodość krytyka przypadła na czasy pozytywizmu, czuł więź z tym pokoleniem: „[…] my w dniach naszej młodości stawaliśmy się nieomal szaleni rozumem. Racjonalizm na doświadczeniu oparty, pozytywnie uzasadniony ku utylitarno-życiowym zwrócony celom i zadaniom zdał się nam alfą i omegą wszelkiej wiedzy ludzkiej” (Praca u podstaw w powieściach Orzeszkowej, „Przegląd Powszechny” 1909, t. 104–105). Podkreślił żywotność, aktualność hasła pracy u podstaw „w swej zdrowej postaci” – w rozumieniu Elizy Orzeszkowej, Aleksandra Świętochowskiego, Bolesława Prusa. Jednocześnie punktował wszystkie mankamenty powieści tendencyjnej, dostrzeżone już znacznie wcześniej przez samych autorów. Za zasługę Orzeszkowej poczytywał wykreowanie zastępu bohaterów „pracowników przyszłości” oraz konsekwentną walkę z „dziczyzną cywilizacyjną” (tamże). Na przekór modernistycznej krytyce cenił Sienkiewicza jako „twórcę prawdziwych mitów epickich” hołdującego „kultowi bohaterskiej dzielności” oraz podtrzymującego „kult heroizmu duchowego” („Krzyżacy” Sienkiewicza, „Ateneum” 1901, t. 2). Przypominając zasługi pozytywistów, upominał się o należne im miejsce w historii literatury. Spośród twórców tej epoki największą estymą darzył Marię Konopnicką – „śpiewaczkę naszych pól i niw rodzimych”, której każdy kolejny tomik poetycki witał recenzją. Doceniał artyzm, finezyjną ludowość, a także zaangażowanie w kwestie społeczne, bolał jednak nad religijnym indyferentyzmem poetki. Szeroki kontekst epoki krytyk uwzględnił natomiast w osobnym studium Praca u podstaw w powieściach Orzeszkowej.

Wobec Młodej Polski. Aczkolwiek Gostomski nie był zaprzysięgłym zwolennikiem elitaryzmu i estetyzmu, to jednak bolał nad postępującą komercjalizację literatury, ze wszystkimi przykrymi jej konsekwencjami, które w jego przekonaniu dotknęły głównie powieść jako gatunek (Wszechwładztwo powieści nowoczesnej, „Ateneum” 1901, t. 1). „Wszechwładztwo” powieści ten idealistyczny orędownik liryki pojmował tylko jako pewien etap w dziejach dążenia cywilizacji ku formom doskonalszym. W rozprawie poświęconej liryce (Liryka nasza ostatniej doby, „Ateneum” 1901, t. 2, z.1) poddał analizie kilkanaście tomików z l. 1900–1901 uwzględniając zarówno przedstawicieli młodego (K. Przerwa-Tetmajer, J. Żuławski, M. Komornicka), jak i starszego pokolenia (K. Laskowski, W. Gomulicki). Przekonany o społecznej, dydaktycznej misji literatury, zdecydowanie odrzucał hasło „sztuki dla sztuki”. Większość modnych „-izmów” schyłku wieku z dekadentyzmem na czele postrzegał jako efekt „chorobliwego głodu wrażeń” spowodowanego „pustką duchową zmaterializowanego doszczętnie życia” (tamże). Nastrojowy, „kapryśny i nerwowy” pesymizm młodej poezji nie przekonywał Gostomskiego, w wątpliwość podawał jego szczerość, podejrzewając w nim pozę, manierę i upatrując przejaw mody literackiej. „Fantastykę samolubną i sztucznie nieco wyegzaltowaną” młodopolan przypisywał ich fascynacji Juliuszem Słowackim (tamże). Cenił prostotę, autentyczność, a poezję rozumiał jako wyraz stanu duszy artysty. Ten orędownik i obrońca ludu nadzieję na lepsze jutro wiązał z powrotem do słowiańskich korzeni: „Polska przyszłości odzyskać musi swój dawny, ludowy, słowiański ton, którym rozbrzmiewała w zaraniu swych dziejów” (Ponad stronnictwami, Warszawa 1907). Toteż konsekwentnie doceniał „swojskie nastroje liryczne”. Odnalazł je w poezjach Lucjana Rydla i Kazimierza Laskowskiego. Zwrot ku ludowości w ich twórczości poczytywał za wyraz autentycznej, duchowej potrzeby wynikającej z chęci odrodzenia, nie łączył go z modą literacką. Pośród młodopolan szczególne miejsce przyznawał Stanisławowi Wyspiańskiemu jako godnemu następcy Adama Mickiewicza. Uznając geniusz dramaturga, zarzucał mu jednocześnie niejasność symboliki, co świadczyć może o pewnym, znamiennym zwłaszcza dla pozytywistów, braku zrozumienia istoty pewnej poetyki. Gostomski opacznie, przez pryzmat własnych poglądów, zdaje się interpretować fragmenty dramatu poświęcone kwestii chłopskiej, sprowadzając je do maksymy: „chłop potęgą jest i basta”. Pomimo tych zastrzeżeń jego interpretacja wyróżnia się na tle analiz tego dramatu z pierwszego dziesięciolecia XX w. Wesele, czyli „szopkę krakowską podniesioną na wyżyny tragedii narodowej”, Gostomski pojmował jako „tragiczną historię idei”, która nie została wcielona w czyn. Jeszcze przed publikacją słynnego studium Leona Schillera w „The Mask” (1909) docenił Wyspiańskiego jako artystę teatru, choć to określenie nie padło w jego pracy Arcytwór dramatyczny Wyspiańskiego „Wesele” (1908).

Gostomski jako recenzent dorobku twórców przynależnych zarówno do formacji pozytywistycznej, jak i modernistycznej dostrzegał blaski i cienie każdej z nich. W przeciwieństwie do Stanisława Brzozowskiego i Wacława Nałkowskiego stronił od ostrych środków artystycznego wyrazu. Uprawiał krytykę aprobatywną, unikał radykalnych opinii, ferowania autorytatywnych wyroków. Jednak to wyważenie, powściągliwość w sądach współcześni postrzegali niekiedy jako zachowawczość. Nie poświęcał wiele miejsca formie utworów, skupiając się przede wszystkim na ich ideowym aspekcie, nie uwzględniał również na ogół biografii twórców. Prawda i szczerość stanowiły dla niego główne kryteria oceny wartości dzieła literackiego. Skłaniał się więc ku młodopolskiemu ekspresywizmowi, na co zwrócił uwagę Michał Głowiński. Na marginesie rozpraw, recenzji niejednokrotnie formułował swe oczekiwania wobec literatury, natomiast nie wprowadzał wątków metakrytycznych. Zdaniem Gostomskiego „[s]ztuka podobnie jak mowa nasza, jest zjawiskiem społecznym” (Praca u podstaw…), dlatego za ważne kryterium oceny dzieła literackiego uznawał jego moralną wymowę.</document>
<document nplp_id="14031" title="Daszyńska-Golińska Zofia" slug="daszynska-golinska-zofia">Ekonomistka, działaczka społeczna, polityczka, publicystka, pisarka. Pseudonimy i kryptonimy: Anty.Al.koholik; Dasz.; Dr. Dezet; Dr. Z.D.; Dr. Z.D.G.; Z.D.; Z.D.-G.; Z.P.; Z.z P.D.; Zd.; zdg; Z.P.; Zofia P; Zofia P.; Jaskółka; Ksawery Marian.


Informacje biograficzne. Urodziła się 6 VIII 1866 w Warszawie w zubożałej rodzinie ziemiańskiej Damiana Poznańskiego h. Bożawola (zm. 1902) i Anieli z Puternickich (1834–1905). Była siostrą Wandy zam. Nittman (1867–1931) – śpiewaczki, Michała Mariana Poznańskiego – lekarza i literata amatora. Edukację rozpoczęła w niemieckim gimnazjum w Warszawie, dokończyła w Lublinie. Po złożeniu egzaminu dojrzałości pracowała w Warszawie jako nauczycielka i działała w nielegalnym ruchu socjalistycznym, najpierw w Socjalno-Rewolucyjnej Partii „Proletariat”, później wraz z narzeczonym Kazimierzem Puchewiczem (1858–1884) przeszła do założonej przez niego w 1883 r. Partii Robotniczej „Solidarność”. Po śmierci Puchewicza, który zmarł na gruźlicę, wyjechała za granicę.

W 1885 r. rozpoczęła studia na Uniwersytecie w Zurychu, wybierając za główne przedmioty zainteresowań historię gospodarczą, ekonomię polityczną, statystykę i demografię, którym pozostała wierna w późniejszej działalności badawczej, popularnonaukowej i dydaktycznej. W 1887 r. zadebiutowała w „Przeglądzie Tygodniowym” i „Ateneum” artykułami naukowymi poświęconymi współczesnej ekonomii i kwestii robotniczej. Kontynuowała działalność w ruchu socjalistycznym, utrzymywała kontakty z Socjalno-Rewolucyjną Partią „Proletariat”, Związkiem Robotników Polskich, Zjednoczeniem Robotniczym, Polską Gminą Narodowo-Socjalistyczną, współpracowała z pismami „Walka Klas”, „Przedświt”, „Przegląd Socjalistyczny”. W 1888 r. poślubiła socjalistę Feliksa Daszyńskiego, starszego brata Ignacego Daszyńskiego (1863–1890). Mąż wkrótce zmarł na gruźlicę. W 1891 r. obroniła rozprawę doktorską Die Bevölkerung von Zürich im XVII Jhrh (1891).

Studiowała przez rok na uniwersytecie w Wiedniu pod kierunkiem ekonomisty i statystyka Karla Theodora von Inama-Sternegga. W drodze powrotnej do kraju została aresztowana na granicy i ukarana nakazem pobytu stałego w Warszawie. W l. 1892–1894, mimo nadzoru policyjnego, działała w ruchu socjalistycznym i samokształceniowym, m.in. wykładała na

Uniwersytecie Latającym. Prace naukowe z dziedziny ekonomii, demografii i statystyki publikowała głównie w „Gazecie Handlowej”, „Głosie”, „Prawdzie”, „Przeglądzie Tygodniowym”. W 1894 r. za udział w manifestacji upamiętniającej setną rocznicę wybuchu powstania kościuszkowskiego została aresztowana i osadzona w więzieniu na kilka miesięcy, a po zwolnieniu wydalona z Królestwa Polskiego bez prawa powrotu.

W 1894 r. wyjechała do Niemiec, gdzie kontynuowała studia na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie, uczęszczając na wykłady m.in. socjologa Georga Simmla oraz ekonomistów Adolpha Wagnera i Maxa Seringa. W 1896 r. uzyskała docenturę i przez trzy semestry prowadziła wykłady na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma, gdzie poznała niemieckie feministki i socjalistki, m.in. Lily Braun, Wilhelminę Cauer, Helen Stöcker, Klarę Zetkin. Uznała, że marksowska koncepcja stworzenia społeczeństwa bezklasowego na drodze rewolucji jest utopią. Opowiedziała się wówczas za systemowymi reformami społecznymi, które powinny obejmować m.in. ośmiogodzinny dzień pracy, ochronę pracy i zdrowia robotników, ustawodawstwo ubezpieczeniowe, obowiązkowe, powszechne i bezpłatne szkolnictwo, równouprawnienie kobiet itd. Własną krytykę marksizmu zawarła w pracy Przełom w socjalizmie (1900).

W 1896 r. wróciła do kraju i osiadła w Galicji. W tym samym roku poślubiła botanika Stanisława Golińskiego (1868–1931), z którym wychowywała jego syna Jana (1894–1967), późniejszego plastyka, rzeźbiarza i architekta. Poświęciła się wówczas głównie pracy badawczej, w której łączyła warsztat historyka ekonomii, demografa i statystyka (m.in Uście Solne. Przyczynki historyczno-statystyczne do dziejów nadwiślańskiego miasteczka. Studium archiwalne, 1906). Upowszechniała również nowoczesne koncepcje polityczne, socjologiczne i ekonomiczne, przekładając Socjalizm i ruch społeczny w XIX stuleciu Wernera Sombarta (1896), Etykę Haralda Høffdinga (1905) i Historię ekonomii politycznej Johna Kellsa Ingrama (1907). Dla „Biblioteki Dzieł Społecznych i Ekonomicznych” przygotowała wznowienia i własne analizy prac pionierów polskiej ekonomii: Józefa Hoene-Wrońskiego, Jana Ferdynanda Naxa, Henryka Kamieńskiego, Hugona Kołłątaja, Fryderyka Skarbka, Stanisława Staszica, Waleriana Stroynowskiego, Józefa Supińskiego, Wawrzyńca Surowieckiego. W 1906 r. podjęła starania o wszczęcie procedury habilitacyjnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odrzucenie wniosku, motywowane przez władze uczelni niewielkim wkładem Daszyńskiej w naukę europejską, oceniała jako decyzję polityczną konserwatywnej krakowskiej profesury zrażonej jej radykalizmem politycznym i społecznym. Margines aktywności intelektualnej i spuścizny piśmiennej Daszyńskiej-Golińskiej stanowi jej twórczość literacka, na którą składają się dwie powieści wydane pod nazwiskiem Zofia Poznańska: Włóczęga (1907) i Nasze dole (1908), niedokończona nowela Poddany cara („Kurier Lwowski” 1905, nr 123–124) oraz kilkanaście wierszy rozproszonych po czasopismach.

Ważna część dorobku naukowego, popularnonaukowego i publicystycznego Daszyńskiej, ukazującego się na łamach m.in. „Ekonomisty”, „Naprzodu”, „Krytyki” Wilhelma Feldmana, „Życia” Ludwika Szczepańskiego, „Bluszczu” Józefy Bąkowskiej, wiązała się z jej aktywnością w ruchu oświatowym, antyalkoholowym i emancypacyjnym. Problematykę kobiecą znała z własnej działalności w pionierskich organizacjach emancypacyjnych zakładanych w Królestwie Polskim przez Paulinę Kuczalską-Reinschmit m.in. w Delegacji Pracy Kobiet przy Towarzystwie Popierania Przemysłu i Handlu oraz Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich. Kwestii współzależności procesów emancypacyjnych, gospodarczych i politycznych w nowoczesnych społeczeństwach poświęciła osobny korpus prac naukowych i popularnonaukowych, m.in. Przed jutrem. Współczesny ruch kobiecy wobec kwestii robotnic (1897), Myśli o przyszłym ustroju rodziny („Bluszcz” 1910, nr 14).

W l. 1912–1914 opowiedziała się za niepodległościową opcją proaustriacką. W 1913 r. przystąpiła do utworzonej przez Izabelę Moszczeńską-Rzepecką Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego, która w czasie I wojny stała się najliczniejszą organizacją kobiecą na ziemiach polskich. Wydała w nim kilka prac poświęconych zagadnieniom geopolitycznym, w których podkreślała konieczność wzmocnienia autonomii ekonomicznej ziem polskich. W 1917 r. założyła organ prasowy Ligi Kobiet „Na Posterunku”, którym kierowała do 1918 r. Na jego łamach zamieszczała artykuły poświęcone kwestii kobiecej widzianej w kontekście niezbędnych – jej zdaniem – reform politycznych i prawnych w przyszłym wolnym państwie.

W okresie wojennym stała się zwolenniczką koncepcji legionowej i Józefa Piłsudskiego, po odzyskaniu niepodległości popierała reformy socjalne gabinetu Jędrzeja Moraczewskiego, a po 1926 r. politykę obozu sanacji, definitywnie odrzucając doktrynę marksowską. W 1918 r. osiadła wraz z mężem w Lublinie, gdzie kontynuowała działalność społeczną. W l. 1928–1930 jako przedstawicielka organizacji kobiecych weszła do Senatu II kadencji, w następnych wyborach udziału nie wzięła. Poglądy na kwestię kobiecą w niepodległym państwie wyłożyła w pracach Prawo wyborcze kobiet (1918, wyd. 2 – 1920), Przyczynki do kwestii robotniczej w Polsce (1920), Ustawodawstwo eugeniczne wobec małżeństwa („Zagadnienia Rasy” 1923, nr 6), Kwestia kobieca a małżeństwo (1925). Kontynuowała również pracę dydaktyczną i naukową, m.in. badała warunki życia i zatrudnienia robotników, w tym młodocianych i kobiet, oraz tworzyła projekty ustaw ochronnych. W polityce populacyjnej występowała z krytyką antymaltuzjańską, dowodząc, że przyrost ludności zależy od splotu wielu różnych czynników, takich jak poziom alfabetyzacji, system ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych, wysokość płac, równość praw itd. W polityce agrarnej wypracowała koncepcję tzw. miasta rolników zakładającą uprzemysłowienie rolnictwa i racjonalne rozlokowanie mieszkańców wsi, aby zatrzymać migrację ludności. Zasiadała we władzach Towarzystwa Naukowego Wolnej Wszechnicy Polskiej, Towarzystwa Ekonomistów i Statystyków. Została odznaczona Orderem Odrodzenia Polski. Zmarła 11 II 1934 w Warszawie, spoczęła na Powązkach.


Krytyka artystyczna. Uwagi o sztuce współczesnej pojawiają się w wielu wypowiedziach publicystycznych Daszyńskiej, zwykle jednak mają charakter lapidarny, syntetyczny i kontekstowy. Szerzej wypowiedziała się jedynie w sprawozdaniu Z wystaw monachijskich („Życie” 1898, nr 34–35) ujawniającym jej dobrą znajomość kierunków i tendencji w malarstwie europejskim końca XIX w. Za najważniejsze cechy malarstwa nowoczesnego uznaje: po pierwsze – „dominację barwy”, która „[z]e źródła czysto technicznego stała się narzędziem malarskim, takim jak dla poezji szata słów. Mówi sama za siebie, wywołuje nastrój, dopełnia rysunku, interpretuje zamiary artysty”, po drugie – „[p]roblemat narodowości w sztuce”, czyli czerpanie przez artystów z „natchnień i motywów swojskich, oryginalnych i dla ich indywidualności odpowiednich”, po trzecie – dowartościowanie oprawy, jako że „formalne akcesorium, rama, stanowi już dzisiaj niezbędną część obrazu, tak że do każdego obrazu odmiennej potrzeba ramy”, po czwarte i najważniejsze – „wywołanie nastroju” jako „jeden z głównych celów sztuki dzisiejszej”, nie zaś „doskonałe upodobnianie świata zewnętrznego”, ponieważ tym ostatnim zajmuje się fotografia (tamże, nr 34). Spacer po galeriach monachijskich Daszyńska kończy refleksją nad coraz silniejszym pragnieniem człowieka współczesnego, by czynić piękne przedmioty integralną częścią codzienności. Autorka przewiduje więc, że dzieła sztuki coraz częściej będą kupowane przez zwykłych ludzi, pragnących przekształcić przestrzeń prywatną w przestrzeń doznań estetycznych. Służyć temu będzie zarówno wzrost produkcji wysokoartystycznej, jak i doskonalenie poziomu wytworów sztuki stosowanej, która zastąpi w przyszłości fabryczną tandetę.

Krytyka literacka i jej ideowe inspiracje. Na spuściznę krytycznoliteracką Daszyńskiej-Golińskiej składa się kilka recenzji, artykułów problemowych, wspomnień pośmiertnych i monografia; przewijają się przez te dzieła najważniejsi twórcy epoki fin de siècle’u, m.in. Friedrich Nietzsche, Henrik Ibsen, Gerhart Hauptmann, Stanisław Przybyszewski. Wypowiedzi na ich temat ujawniają szerokie horyzonty intelektualne i erudycję autorki czytającej teksty kanoniczne w językach oryginalnych, dobrą znajomość fundamentów i aporii filozoficznych oraz umiejętność zachowania umysłowej niezależności i krytycznego dystansu wobec autorytetów epoki.

Punktem wyjścia wypowiedzi krytycznoliterackich Daszyńskiej był jej światopogląd lewicowy: demokratyczny (w kwestiach ustrojowych), socjalny (w kwestiach gospodarczych), równościowy (w kwestiach społecznych), wiara w postęp cywilizacyjny i moralny ludzkości, optymistyczna i aktywistyczna postawa wobec świata. Uważała, że rozwój sztuki, zwłaszcza zaś literatury, dokonuje się komplementarnie i równolegle do ewolucji cywilizacyjnej i społecznej, przebiegającej od form prostych wyrażających idee i doświadczenia wspólnotowe do form coraz bardziej złożonych wyrażających wartości i emocje indywidualne. źródłem tych koncepcji była m.in. Literatura porównawcza Hutchesona Macaulaya Posnetta, którą przetłumaczyła w 1896 r. Stanowisku ideowemu, etycznemu i estetycznemu, sprecyzowanemu już w momencie debiutu krytycznoliterackiego, pozostała wierna. Świadczy o tym np. późna recenzja podręcznika Władysława Mieczysława Kozłowskiego Jak czytać utwory piękna, który ceniła za to, że „mniej odczuwa i ocenia piękną formę niż treść”, „sądzi utwory literackie przede wszystkim ze stanowiska idei, jakie rozwijają, i pobudek etycznych, które stanowią”, „chciałby i nasze zamiłowane w formie i przeczulone wobec pięknego słowa społeczeństwo pobudzić do szukania w utworach literackich przede wszystkim treści i myśli podniosłych i głębokich” (Literatura i sztuka, „Prawda” 1909, nr 45).

Ideom i nurtom dekadenckim przeciwstawiała koncepcję „człowieka nowoczesnego” afirmującego rzeczywistość i zaangażowanego w jej zmianę („Nie razi go zmienność form życia, bo orientuje się w nich szybko, przystosowuje i przykrawa własne »ja« do otoczenia”, jego żywiołem „tłum i chaos, który pobudza jego nerwy, przyspiesza tętno pulsu, ożywia myślenie”; Z tajników duszy współczesnej, „Życie” 1898, nr 13) oraz moralny ideał „człowieka nowego” („musi mieć wrażliwość na cierpienia drugich, odporność wobec własnych, tyle sił duchowych, aby pragnął ich rozlewności, musi na Olimp kroczyć nie po karkach współbraci, ale w braterskim z nimi uścisku. Przykazaniem najwyższym [...]: szanuj godność ludzką swoją i każdego człowieka”; Nowi ludzie, „Krytyka” 1901, t. 2). Pojęcia „człowieka nowoczesnego” i „człowieka nowego” stosowała bez różnicy płci, ponieważ uważała, że współczesna kultura przekształca równie mocno model tradycyjnej – w jej rozumieniu: mieszczańskiej – męskości i kobiecości. Emancypującym się kobietom wskazywała inspirujące wzorce z przeszłości, np. renesansowy ideał virago („wysoki rozwój intelektu, piękność, obyczajność, dobre wychowanie, wytworność, pobożność, a nawet cnota w dzisiejszym jej pojmowaniu”, brak zainteresowania tzw. kwestią kobiecą i „antagonizmu względem płci męskiej”, „niepoddawanie się żadnej doktrynie”; Virago – emancypantka, „Bluszcz” 1911, nr 16). Zainteresowanie ewolucją mieszczańskiego kontraktu płci wyraziło się również w wyborze do tłumaczenia powieści Władimira Tichonowa Początek końca (1898).

Traktowanie literatury epok wcześniejszych jako rezerwuaru idei inspirujących współczesny dyskurs polityczny widać w artykułach poświęconych mesjańskim koncepcjom Juliusza Słowackiego i Józefa Hoene-Wrońskiego. W opublikowanym pod koniec XIX w. odczycie o Anhellim włącza ofiarę wszystkich, którzy nie dożyją niepodległości Polski, w modernistyczne rozważania o pięknie jako wartości absolutnej, równoważącej niepowodzenia polityczne: „[...] coraz więcej wnika w krew naszą i mózg przekonanie, że miarę piękna do wszystkich przejawów życia stosować można. Słowacki, uprzedzając przyszłość, kilkakrotnie to zaznacza”, obiecując wygnańcom, że staną się jak „nieśmiertelne dzieła, budzące podziw u całych pokoleń – dzieła piękna” (Filozofia Anhellego, „Młodość” 1899, z. 8). W latach poprzedzających wybuch Wielkiej Wojny przypomina natomiast idee Hoene-Wrońskiego zasilające wyobraźnię działaczy niepodległościowych: podstawą bytu każdego narodu jest język zdolny do wyrażania abstrakcyjnych pojęć naukowych; Polska jest ważnym elementem równowagi sił politycznych w Europie i powinna funkcjonować w federacji autonomicznych państw słowiańskich, wspólnie dążących do zachowania pokoju i wykorzystujących w tym celu zarówno moralność świecką, jak i etykę religijną (Z historii porozbiorowej, „Świat” 1912, nr 6; Hoene-Wroński o kwestii polskiej, tamże, nr 7).


Nietzscheanizm. We wczesnych artykułach napisanych w poł. lat 90. XIX w. – w recenzjach monografii Kozłowskiego Dekadentyzm współczesny i jego filozofowie oraz Marii Czesławy Przewóskiej Fryderyk Nietzsche jako moralista i krytyk – rozważała nietzscheański kult nadczłowieka jako sposób z jednej strony przekraczania dekadenckiego i katastroficznego przekonania o upadku cywilizacji, z drugiej zaś – zniwelowania nierówności społecznych. Ujawniła w nich nie tylko głęboką znajomość filozofii Nietzschego i umiejętność jej krytycznego rozbioru, lecz także dobrą orientację w polskiej recepcji dzieł filozofa i odwagę podjęcia polemiki z uroszczeniami „złych” odczytań. Uznała, że etykietowanie Nietzschego jako wcielenia dekadentyzmu stanowi dowód niezrozumienia przez Kozłowskiego koncepcji etycznych filozofa: indywidualistycznego ideału życia nie dla dobra jednostki jako takiej, lecz dla dobra ludzkości. Wskazała również najważniejsze inspiracje filozofa: Johanna Wolfganga Goethego, Arthura Schopenhauera, Maxa Stirnera, Ernesta Renana, Hippolyte’a Taine’a, Charlesa Darwina, od których miał nauczyć się „cudownego języka” aforyzmów i przypowieści. Uznała za fortunne, że dla uchwycenia istoty nowoczesności, jej dynamiki i nieciągłości, dla wyrażenia dylematów etycznych i estetycznych człowieka końca wieku Nietzsche „nie szukał argumentów naukowych, lecz poetyckiej formy. Treść zdaje się tu dziwnie zlewać z formą, która ją dopełnia, czytający doznaje działania sugestii, wrażenie opanowało jego zmysł piękna, zanim nawet dowodzenie zrozumieć mógł i ocenić” (Fryderyk Nietzsche i dekadentyzm współczesny, „Głos” 1893, nr 49). W recenzji książki Przewóskiej („Niwa” 1894, nr 18) stwierdziła z kolei, że autorka wprawdzie przeceniła „znaczenie i wszechstronność teorii Nietzschego”, ale „zrozumiała i odczuła istotne zalety filozofa-poety”. Daszyńska wyraźnie określiła tu własne stanowisko wobec Nietzschego, które doprecyzowała w późniejszych artykułach: nie ceniła go jako filozofa („Pisze on istotnie o wszystkim, ale w niczym nie znać studiów głębokich; filozofem właściwie nie jest, bo nigdy go nie zajmowały kwestie metafizyczne, poza człowiekiem, jego wytworami i etyką nie zajmuje się zagadkami bytu”), lecz jako pisarza stylistę („cudowny, pełen oryginalności i siły język filozofa-poety, który stanowi niemal dopełnienie treści i zlewa się z nią w całość prześliczną”), podkreślała ponadto pozytywny potencjał aktywistycznych i indywidualistycznych wątków jego myśli etycznej (Nietzsche stoi „na odrębnym krańcu od dzisiejszych dekadentystycznych kierunków, z którymi właśnie w naszej prasie próbowano go utożsamić”; tamże).

Uwagi poczynione z powodu książek Przewóskiej i Kozłowskiego rozwinęła w artykule Nietzsche i moralność („Przegląd Poznański” 1894, nr 3), dowodząc na podstawie jego pracy Poza dobrem i złem, że istnieje „wspólne podścielisko teoretyczne” Nietzschego i dekadentów, a mianowicie te same „argumenty naukowe” przeciwko moralności mieszczańskiej oraz bunt wobec burżuazyjnego „ustroju społecznego”. Postawa dekadentów jest jednak „protestem biernym”, a postawa Nietzschego „protestem czynnym”, pierwsi bowiem unikają „wspólnego życia, dbając już tylko o własne ja”, ten drugi tworzy natomiast „nowe wartości moralne”, ukazuje „całą bezduszność dzisiejszej nauki i uczonych”, stara się „pokolenie przyszłe zwrócić ku krynicy życia” (tamże). Ponadto twierdziła, że: „Najwyżej stanął Nietzsche jako krytyk społeczeństwa obecnego, jego dążeń, ideałów i instytucji. [...] za cel pocisków wybiera on właśnie to, czym się cała kultura współczesna pyszni: [...] państwo i powszechne głosowanie, demokratyzacja wiedzy [...], historyczne wychowanie i wyksztalcenie nasze, które staje się zlepkiem ozdób dla okrycia własnej nicości, stanowisko filozofii i nauki dzisiejszej, brak silnej wiary jednolitych dążeń, zbytnia ruchliwość i zmienność nowoczesnego człowieka [...]. Wszystko to razem składa się na dzisiejszego filistra wykształcenia (Bildungsphilister), zadowolonego z siebie, płytkiego, zadowalającego sumienie drobną działalnością społeczną i zdawkową moralnością, krytykującego wszystko hałaśliwie, z osłabioną siłą woli, mało wybitną indywidualnością i wykształceniem” (tamże). Myśli te doprecyzowała w szkicu Fryderyka Nietzschego „Tak rzekł Zarathustra” („Dziennik Krakowski” 1896, nr 113–118, 120–121), będącym w istocie obszernym streszczeniem zawierającym nie tylko dopowiedzenia do wcześniej rozwijanej przez Daszyńską refleksji o nietzscheańskiej „moralności panów i niewolników”, lecz także obserwacje dotyczące postaci Zaratustry jako porte-parole filozofa, źródeł jego mizoginii czy znaczenia licznych metafor tanecznych. Całościowy wykład własnego rozumienia dzieł Nietzschego dała Daszyńska w monografii Nietzsche–Zarathustra. Studium literackie (1896) syntetyzującej wątki pojawiające się w jej artykułach wcześniejszych.


O dramacie modernistycznym. Osobną pozycję w dorobku krytycznoliterackim Daszyńskiej stanowią artykuły poświęcone modernistycznym autorom dramatycznym, polskim i obcym – krytykom kapitalizmu i mieszczańskiej moralności. Interesuje się w nich głównie wyjaśnianiem przyczyn powodzenia danego autora w jego ojczyźnie i ponadnarodowego zasięgu jego sławy, a także – w przypadku twórców obcych – wskazywaniem stosunku polskiej publiczności do jego spuścizny ideowej i pisarskiej. Tak dzieje się w recenzji monografii Ludomiła Germana Henryk Ibsen (1895), którą doceniła jako pierwszą polską próbę całościowego ujęcia dorobku dramatycznego norweskiego pisarza, mimo że – jej zdaniem – zbyt dużo miejsca zajmują w niej streszczenia i obszerne cytaty, wiele zawartych w niej stwierdzeń nie zostało popartych przekonującymi argumentami (np. że Ibsen należy do „kosmopolitycznych pesymistów”, gdy tymczasem autorka sądzi, że „twórczość jego ma nieustannie na oku Norwegię i jej stosunki”), zabrakło natomiast rzetelnej analizy symbolizmu Ibsena, jego poglądów na kwestię kobiecą oraz jego metamorfoz ideologicznych i artystycznych („od obozu demokratycznego do jego krytyki i pogardzania nim”, „od mglistych ideałów Brandta i Peer Gynta [...] do skrystalizowanych postaci działaczów, wiedzących dokąd dążą” (Ibsen w świetle naszej krytyki, „Głos” 1895, nr 12). Na marginesie monografii Germana zastanawia się, dlaczego sztuki Ibsena nie odcisnęły tak głębokiego piętna na umysłowości polskiej inteligencji, jak to się stało w innych krajach, np. w Niemczech. Jako pierwszą przyczynę wskazuje polską „nieumiejętność przejmowania się prądami umysłowymi w ogóle”, jako drugą – fakt, że „umysł Ibsena zbyt mało pokrewnych znalazł oddźwięków. Ponury pesymizm mistrza północy, mistyczna jego filozofia, gryząca krytyka nie zostały wyjęte spod serca i czaszki społeczeństwa naszego: są one może rozumiane, ale nie dość odczute, aby trwałe na umysłowości naszej zostawić ślady” (tamże).

Znacznie wyżej ceniła Daszyńska twórczość Hauptmanna. W recenzji z obejrzanego w Niemczech przedstawienia Floriana Geyera uznała autora za modelowy przykład „pisarza na wskroś współczesnego”, który „odczuwa kierunki literackie, prądy społeczne, psychologię masy i tajniki duszy indywidualnej”, tworząc dzieła „rozgrywające się na tle stosunków życia codziennego, dotyczące tkwiących głęboko problematów psychicznych, a jasnością zobrazowania i uplastycznieniem stosunków życiowych” (Gerhard Hauptmann i jego ostatnia sztuka, „Prawda” 1896, nr 3). Florian Geyer potwierdził po raz kolejny, że Hauptmann jest „obiektywnym artystą”, przez co rozumiała umiejętność dochowania wierności zarazem „prawdzie historycznej” i „własnej indywidualności” (tamże). Pisarką polską, w powyższym znaczeniu współczesną i skonfliktowaną z „filisterią”, była dla Daszyńskiej Gabriela Zapolska. Z okazji krakowskiego wystawienia Panny Maliczewskiej krytyczka napisała, że autorka po raz kolejny dowodzi umiejętności „znakomitej obserwacji”, „wybornej techniki”, konsekwencji w „malowaniu szarzyzny” codzienności, „przykuwania uwagi widzów odczuwających życiową prawdę sytuacji i doskonałą ścisłość psychologiczną pojedynczych postaci” (Ostatni utwór G. Zapolskiej, „Prawda” 1910, nr 49).


Wobec „Życia” i Przybyszewskiego. W 1898 r. Daszyńska wzięła udział w sporze o „Życie” krakowskie, gdzie za redakcji Ludwika Szczepańskiego przez dwa miesiące prowadziła dział społeczny. Wycofała się z pisma po przejęciu go przez Przybyszewskiego i ogłoszeniu jego manifestów. W artykule wyjaśniającym swoją decyzję napisała, że nie chce i nie może składać ofiar na ołtarzu sztuki, która „zazdrosną jest i wyłączną, zahipnotyzować pragnie ludzi, odwrócić ich uwagę od wszelkich zadań społecznych, poniża naukę i wszelką świadomą a celową działalność, w ludzie widzi przeszkodę dla indywidualności prawdziwych lub mniemanych wielkich ludzi” (Do czytelników!, „Życie” 1898, nr 47). Sądziła, że hasła antyutylitarne są anachroniczne, ponieważ żaden krytyk współczesny nie postuluje modelu sztuki tendencyjnej, nie wymaga od artystów apologii konkretnych wartości moralnych czy realizacji celów propagandowych. Daszyńska opowiadała się po stronie sztuki niezależnej od idei zewnętrznych, ale zarazem zaangażowanej społecznie (Program modernistów, „Prawda” 1899, nr 64). Sprzeciw wobec programu Przybyszewskiego nie przeszkadzał Daszyńskiej cenić jego indywidualność („niewymuszona bujna cyganeria [...] ze słowiańska dobrotliwą miękkością”, „upodobania na wskroś modern”, „polskość pasywna”; Z wrażeń osobistych. Stanisław Przybyszewski, „Dziennik Krakowski” 1897, nr 390), choć obce jej było dekadenckie podłoże psychiki pisarza i głównych bohaterów jego utworów. Podkreślała jego „talent prawdziwy”, zdolność do wynajdowania nowych i odświeżania starych tematów, umiejętność wzbudzania i utrzymania uwagi odbiorców, rewelatorstwo psychologiczne, zwłaszcza w dziedzinie miłości, a także wypracowany na powieściowych wzorcach Augusta Strindberga i Fiodora Dostojewskiego nowatorski warsztat pisarski, na który składały się zanik fabuły, brak scen dialogowych, rozbudowane monologi wewnętrzne (Ostatnia powieść Przybyszewskiego, „Głos” 1898, nr 31). Obnażała jednak niespójność jego koncepcji estetycznych, np. podkreślała „niemożność podtrzymania” teorii „nagiej duszy” jako fantazmatu nieokiełznanej cywilizacyjnymi wędzidłami uczuciowości i seksualności ludzkiej. Wskazywała, że przy współczesnym stanie wiedzy nie jest możliwe „[w]ydzielić to, co w nas jest instynktem, rasą, właściwościami płci, od wpływów, jakie na człowieka działały od wieków, a które były właśnie produktami owych instynktów i właściwości” – każda dusza jest więc produktem kultury, „wrażliwym i złożonym narzędziem, na które składa się cała przeszłość rodzaju ludzkiego i cała przeszłość jednostki” (Zagadnienia moralne w dramacie, „Głos” 1899, nr 13).

Portrety autorek. Do publicystyki literackiej Daszyńskiej można zaliczyć także krótkie portrety wspomnieniowe napisane po śmierci Marii Wysłouchowej, Marceliny Kulikowskiej i Marii Konopnickiej. Ujmują one w syntetycznych formułach główne cechy charakteru, ideały i dokonania trzech poetek. A zatem Wysłouchowa to dla autorki „kobieta o gorących i czystych uczuciach, o silnym, niemal fanatycznym temperamencie, która wszystkie chwile swojego życia wypełniała służbą wybranej przez siebie idei” (Ze Lvova (Maria Wysłouchowa), „Slovanský Přehled” 1905, nr 7). O zmarłej śmiercią samobójczą Kulikowskiej napisała, że „szare życie nie nęciło gorącej duszy i umysłu, który przede wszystkim wielbił zapał, ofiarę, szukał głębi, gubił się w dociekaniach absolutu, nękał nieustannie pytaniem: dlaczego? w stosunku do świata i własnej twórczości” (Na dobie. Marcelina Kulikowska, „Prawda” 1910, nr 27). Najmniej konwencjonalny był portret Konopnickiej przedstawionej jako „[w]ielka pieśniarka, która nie splamiła się nigdy niesprawiedliwym ani nienawistnym sądem, nie sprzeniewierzyła się ideom szeroko pojętego humanitaryzmu, umiała przemówić do serca i umysłu naszych wrogów narodowych i obudzić w nich cześć głęboką” (Pogrzeb Marii Konopnickiej, tamże, nr 43).</document>
<document nplp_id="14033" title="Dąbrowski Tadeusz" slug="dabrowski-tadeusz">Historyk literatury, krytyk literacki, publicysta, działacz społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: Mattias Quincunx; T.D.; t.d.; Tadeusz Bezimienny.


Informacje biograficzne. Urodził się 18 X 1887 w Drohobyczu, gdzie też uczęszczał do gimnazjum. Przeniósł się do Lwowa, był rówieśnikiem i kolegą szkolnym m.in. Stefana Grabińskiego w klasach 7 i 8, a następnie w trakcie studiów polonistycznych na Uniwersytecie Lwowskim (1905–1910). Wraz z kolegą Adamem Skwarczyńskim założył półjawną organizację pod nazwą Polska Młodzież Narodowa Bezpartyjna. Wśród znajomych Dąbrowskiego znaleźli się również przyszli profesorowie uniwersyteccy: Wacław Leśniański, Jerzy Panejko, a także Juliusz Kleiner. Organizował wraz ze Skwarczyńskim ruch kół samokształceniowych. Słuchał wykładów Wilhelma Bruchnalskiego i Józefa Kallenbacha. Wówczas pozostawał pod silnym wpływem poglądów Stanisława Brzozowskiego – miał on udział w kształtowaniu krytycznej wobec formacji młodopolskiej postawy Dąbrowskiego. Krytyk publikował przede wszystkim w „Pamiętniku Literackim”, „Maskach”, „Słowie Polskim”, „Krytyce”, „Widnokręgach”, „Gazecie Lwowskiej”, „Świecie”, „Ilustrowanym Tygodniku Polskim”, „Myśli Polskiej”, „Kurierze Lwowskim”. Skupił wokół siebie grono literatów, m.in. Witolda Bunikiewicza, Stanisława A. Muellera, Romana Jaworskiego. Po ukończeniu studiów pracował jako nauczyciel we Lwowie oraz w Stryju. W czasie I wojny światowej był korespondentem wojennym, czego dowodem są zachowane maszynopisy z czasu przebywania na froncie (Działania wojskowe legionów polskich [1914–1916], rkps BJ 8713 IV). W trakcie wojny mieszkał w Stryju, gdzie rozpoczął pracę nad zagadnieniami dotyczącymi bieżącej sytuacji politycznej oraz strategii wojskowej. Rozważania przedstawił w opublikowanym pośmiertnie pamiętniku Uśmiechy wojny (1927, pierwotny tytuł: W korytarzu wojny). W 1915 r. dotarł do Krakowa, po czym dołączył do redakcji „Nowej Reformy” oraz współpracował z Naczelnym Komitetem Narodowym. Krótko potem, po pobycie w Zakopanem, zmarł na gruźlicę 22 XI 1919 w Stryju. Został pochowany na tamtejszym cmentarzu, prawdopodobnie w grobowcu Walerii Dąbrowskiej (napis na nagrobku: Doubrowska). Podstawę biograficzną stanowi nadal publikacja pośmiertna Księga pamiątkowa ku czci Tadeusza Dąbrowskiego, w której zostały pomieszczone wspomnienia przyjaciół i współpracowników krytyka (J. Birkenmajera, J.A. Gałuszki, J. Kleinera, E. Kozikowskiego, F. Mirandoli, J.E. Płomieńskiego, E. Roszyncówny, J. Dickstein-Wieleżyńskiej, E. Zegadłowicza).

Literackie schematy. Dąbrowski był przede wszystkim autorem publikacji krytycznoliterackich. Twórczość ta jest prawie niewidoczna w ujęciach syntetycznych epoki, chociaż jej rola w diagnozowaniu współczesnej sztuki zasługuje na uwagę. Najbardziej znaczący jest cykl szkiców publikowanych w „Widnokręgach” w l. 1910–1911 oraz w innych pismach. Tomasz Lewandowski wskazuje na kłopoty związane z książkową publikacją tego zbioru. Początkowo autor zabiegał o jego wydanie w Księgarni Polskiej Bernarda Połonieckiego, później przesłał projekt książki Wilhelmowi Feldmanowi z nadzieją, że rzecz zostanie opublikowana w Książnicy Naukowej i Artystycznej ukazującej się nakładem wydawnictwa Gebethnera i Wolffa. Ostatecznie Literackie schematy nie zostały wydane i dopiero dzięki Lewandowskiemu ukazało się pięć rozpraw Dąbrowskiego z projektowanego tomu (układ i zawartość znamy z listu T. Dąbrowskiego do W. Feldmana, z listopada 1911, Miscellanea okresu Młodej Polski, 1995). Dąbrowski był wybitnym obserwatorem zjawisk literackich, zwłaszcza gdy mowa o trzeźwej ocenie prądów dominujących, a także o kwestiach związanych z poszukiwaniem zapowiedzi nowych wątków i tendencji artystycznych.

W rozprawie Literackie schematy („Widnokręgi” 1910, z. 1, 4), noszącej tytuł identyczny z tytułem planowanej książki, Dąbrowski wskazuje: „Widzę potrzebę ustalenia paru rzeczy elementarnych, u nas wciąż jeszcze nowych”, dokonując krytyki romantycznej estetyki zakładającej, że dzieło nie traci swych jakości w czasie i zawiera wartości uniwersalne: „Śmieszny jest przesąd o nieśmiertelnych artystach, wielkościach wieczystych, istniejących dla wszystkich ludzi i po wsze czasy. Każdy człowiek, każde pokolenie stwarza nowe wielkości, skrojone na miarę jego własnych wartości” (tamże). Dzieło nie jest także wytworem niezmiennym, stale aktualnym, to jego zmienność – dowodzi krytyk – stanowi o sile i znaczeniu. Sztuka w opinii Dąbrowskiego jest obszarem w pełni uspołecznionym. Różnica między „zwyczajnym człowiekiem” a artystą nie polega na możliwości doznawania przeżyć estetycznych, ale na ich utrwalaniu: „Ślady pozostawione na płótnie czy papierze, w glinie czy marmurze, następstwo dźwięków czy słów, wszystko to są znaki mające wartość powszechnie przyjętą, zdolne u wszystkich ludzi wywołać te same wyobrażenia” (tamże). Ponadto rolą artysty jest odwoływanie się do „doświadczenia wewnętrznego każdego człowieka”. Krytyk podkreśla jednak, że odbiorca dzieła powinien mieć „odpowiednie warunki”, gdyż dopiero wówczas „będzie dane dzieło zrozumiane”. Dąbrowski zaznacza, że twórca silnie związany ze współczesnością jest także „wyrazicielem swojego wieku”, a więc hołduje aktualności (tamże). W następnych częściach swojej pracy próbuje określić rangę sztuki. Wskazuje na jej funkcję poznawczą: „Funkcja sztuki tak ujętej jest zupełnie równoległa do funkcji nauki. Jedna i druga za przedmiot opracowania ma przeżycia ludzkie; jedna i druga przeżycia indywidualne zamienia na fakty obiektywne, powszechne, społeczne” (tamże). Różnica – jak twierdzi – polega przede wszystkim na sposobie ich prezentacji, za który odpowiada twórca: „Gdy nauka zakłada sobie doprowadzenie całej rzeczywistości do jedności, systemu, w którym by każdy możliwy, zaistnieć czy pomyśleć się dający szczegół miał swoje wyznaczone miejsce: sztuka poznać chce rzeczywistość w jej poszczególnych, konkretnych wartościach” (tamże). Dąbrowski negatywnie odnosi się do sztuki jako zjawiska kreślącego pewne wzorce moralne, ustanawiające uniwersalne postawy etyczne. Wartości sztuki należy dopatrywać się w funkcji pobudzania refleksji odbiorcy – co podkreślał, powołując się na filozofię Williama Jamesa – a także w zdolności projektowania przez niego rozwiązań życiowych: „Czasami jednak zdarza się, że człowiek obserwuje dzieła sztuki nie jako punkta orientacyjne, służące mu do swobodnego poruszania się w życiu, do oceny sytuacji i samodzielnego jej rozwiązywania, własnej twórczości: lecz jako wieczyste wskazówki rozwiązywania zagadnień życiowych pewnego typu” (tamże). Zasadniczo sztuka powinna mieć umiejętność „uwalniania człowieka” ze „strumienia zdarzeń” życiowych: „Społeczeństwo nie może być trzodą kierującą się owczym pędem. Każdy sam musi stać się twórcą własnego życia” (tamże).

Dąbrowski krytycznie skomentował poglądy estetyczne Stanisława Przybyszewskiego: „Cała ta pompatyczna teoria nie jest niczym innym, jak tylko wyczyszczonym świeżo do użytku codziennego zabytkiem romantycznym, wyciągnionym z archeologicznego muzeum” (Przybyszewskiego filozofia sztuki, „Widnokręgi” 1910, z. 7). Zarzucał Przybyszewskiemu pomieszanie „pojęcia świadomego” i „pojęcia nieświadomego”, odrzucał operowanie „absolutem” jako czynnikiem konstytuującym wszelką twórczość artystyczną – twierdził, że „twórca posługiwać się może tworzywem własnego doświadczenia i jedynie na podstawie doświadczenia własnego odbiorców znajdować może oddźwięk” (tamże). Puenta szkicu jest jednoznacznie negatywna: według Dąbrowskiego autor Wigilii opacznie definiuje podział artystów na klasyków i romantyków. Uwielbienie dla romantyków, tworzących „poza rzeczywistością pięciu zmysłów”, jest u Przybyszewskiego czysto deklaratywne: „Zobaczymy, że w swojej twórczej praktyce Przybyszewski z całą filozofią dawno już zerwał. Tylko: podobno sobie z tego dotychczas nie zdaje sprawy” (tamże).


Krytyka tekstu i edytorstwo. W 1903 r. ukazała się edycja dzieł Juliusza Słowackiego w opracowaniu filologicznym Wincentego Lutosławskiego, który w przedmowie edytora zamieścił informację o nagrodzie fundowanej dla odkrywcy błędu w tekście „niezrównanego w wierności bezwzględnej wydania”. Dąbrowski uzyskał tę nagrodę, a następnie stypendium przyznawane przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Już wówczas uchodził za krytyka traktującego z akrybią pracę edytorską i interpretacyjną, czego dowodem są drobiazgowe wyliczenia wad i usterek, a także wykazanie niekonsekwencji w edycji. Zrecenzował edycję Samuela Zborowskiego („Krytyka” 1906, z. 8–9), dostrzegając w utworze Słowackiego wątki uderzająco podobne do mistycznej twórczości poety oraz do początkowych scen z Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego. W artykule Mitologia Słowackiego („Widnokręgi” 1910, nr 6) pisał o całościowej koncepcji bytu, ku jakiej dążył wieszcz. Planem głównym Dąbrowskiego było opracowanie edycji krytycznej Króla-Ducha, do której asumptem były dwie prace istotne z punktu widzenia jego poglądów na temat twórczości Słowackiego: Układ „Króla Ducha”. Zagadnienie obszaru tekstu głównego i wariantów („Pamiętnik Literacki” 1914/1915, z. 1) oraz O Trójcy w „Królu Duchu” („Pamiętnik Literacki” 1909, z. 1). W obu szkicach zostały zawarte wskazówki metodologiczne dotyczące koncepcji wydania dzieła. Dotychczas (w pracach A. Małeckiego, T. Piniego, B. Gubrynowicza, J. Tretiaka i A. Górskiego) dominowało stosowanie podziału poematu na rapsody I oraz II–IV tworzące tekst główny dopełniony przez warianty. W opinii Dąbrowskiego utwór Słowackiego był dziełem in statu nascendi, a tylko rapsod I można uznać za ostatecznie uformowany i ukończony. Metodę Dąbrowskiego można by podsumować jego własnymi słowami, które poniekąd zdradzają przyjętą optykę badawczą: „Wydanie krytyczne, naukowe winno odpowiadać celowi finalnemu nauki w ogóle: służyć za zwierciadło prawdzie. Mówiąc konkretnie i w zastosowaniu do danego faktu: wydanie naukowe winno podać tekst dzieła (mający służyć za podstawę do badań naukowych) tak, jak on wyszedł z rąk twórcy” ([rec.] „Zawisza Czarny”, oprac. A. Górski, „Pamiętnik Literacki” 1906, z. 1). Dąbrowski komentował także edycje dzieł autorów dawnych, wśród których należy wymienić Organy Tomasza Kajetana Węgierskiego („Pamiętnik Literacki” 1907, z. 2).

Interesowali go również Stanisław Wyspiański i inni twórcy polskiej sceny. Miał na swoim koncie znakomite rozprawy na temat liryki i gotową książkę o Leopoldzie Staffie, która przepadła bez wieści. Być może jej fragmentem jest rozprawa Leopold Staff. (Ekspozycja problematu) („Sztuka” 1913, nr 8–9), gdzie krytyk pokazuje przesilenie tej twórczości ku działaniu i wierze.


O powieści. Równie ważne są recenzje powieściowe Dąbrowskiego dotyczące m.in. twórczości Gustawa Daniłowskiego, Stanisława A. Muellera, Ludwika Stanisława Licińskiego, Andrzeja Struga i Józefa Korzeniowskiego. W eseju poświęconym m.in. powieści Daniłowskiego (Na marginesach Daniłowskiego „Jaskółki”, „Krytyka” 1908, t. 1) autor prowadził wywód dwutorowo. Pisał, że literatura polska nie przedstawiła obrazu rewolucji 1905 r., a jedynie jej papierowe wyobrażenia; skarżył się na brak naoczności w istniejących próbach oddania burzliwego czasu. Równolegle zwracał uwagę na pewien typ powieści, który nazwał powieścią liryczną cechującą się tendencjami „odśrodkowymi”, tj. kierującymi się w stronę poezji i dramatu (u S. Żeromskiego, Z. Nałkowskiej, W. Berenta). Zaznaczał, że przedstawienie miłości erotycznej w dziełach literatury polskiej jest prawie zawsze obciążone sankcją etyczną, dlatego bohater Daniłowskiego, nadzwyczaj łatwo wydobywający się z sentymentalnych nieszczęść, mógłby wnosić akcent prawdziwie nietzscheański. Zdaniem Dąbrowskiego autor powieści tego nie zrozumiał. Krytyk kontynuuje te rozważania w eseju Wizerunki (tamże, t. 2). Docenia twórczość Struga, a przede wszystkim chwali powieść Muellera Henryk Flis, której bohater wyłamuje się z ciasnego sentymentalizmu, ulegając jednak zbyt mocnej samokontroli wzorowanej na Pałubie Karola Irzykowskiego. Zaledwie kilka lat później ogłasza: „[...] powieść odzyskała jak gdyby nagle znowu świeżość, swobodę ruchu, umiejętność narracyjną, sztukę kompozycji, którą – zdawało się – wobec panowania powszechnego uczucia, żywiołowości, na zawsze utraciła” (O społecznej beletrystyce, „Gazeta Wieczorna” 1911, nr 188). Stosunkowo dużo miejsca krytyk poświęcił Korzeniowskiemu, wobec którego użył świetnej formuły: typ idącego pozytywisty. Podkreślał jego inność na tle epoki: „Był wyjątkowym pisarzem z epoki romantycznej, który nie miał pretensji być prorokiem, wodzem narodu. Zadania literatury i stosunek jej do społeczeństwa pojmował trzeźwo i nieraz mądrze w tej kwestii rozprawiał. Może zaważyła na tym natura jego chłodna, zrównoważona, sarkastyczna nieco, w której wiele krwi matki, Niemki z pochodzenia, płynąć musiało zapewne. Może inny tryb wychowania. Albowiem długi czas Korzeniowski milczał za młodu, nie wypowiadając się pisarsko, a gdy pisać zaczął ponownie, zwyciężył już za granicą realizm i z tym prądem nasz autor popłynął. Nie ma stąd u niego owych idealistycznych w estetyce uniesień, owego przeciwstawiania wybranej jednostki, geniuszu i nierozumiejącej go pospolicie gawiedzi, zwyczajnych chleba zjadaczy, jakie było np. u Kraszewskiego (Poeta i świat, Powieść bez tytułu). Korzeniowski oceniał sprawy trzeźwo” (Pamięci Józefa Korzeniowskiego, „Gazeta Lwowska” 1913, nr 215–216).

Kino i krytyka filmowa. Cenne, choćby z historycznego punktu widzenia, są spostrzeżenia Dąbrowskiego dotyczące kinematografii i krytyki filmowej. W trzech artykułach przedstawił on swoje poglądy na temat rozwoju technik obrazowania, a także porównał twórczość teatralną z rozwojem kinematografii. Jednoznacznie pozytywnie wartościował teatr jako medium, w którym słowo znajduje swój pełen oddźwięk, negatywnie oceniając coraz większą popularność kinematografii w ówczesnym kształcie: „Kino więc nie może wznieść się do tych wyżyn, na których przemyśliwane bywają konflikty dramatyczne, przeżywane przez współczesną nam epokę” (Kinematograf i kinetofon, „Głos Rzeszowski” 1913, nr 37). Sądził, że dzieło sceniczne lub adaptowane w kinie nie znajdzie swojego wiernego odzwierciedlenia: „Arcydziełom literatury światowej kinoteatr blasku nie przyda. [...] Są to utwory zbyt zawiłe i zawiłością swoją, mocą swej ideologii uchylające się spod władztwa kina” (tamże). Ponadto zauważał wyraźną różnicę między jakością komizmu w kinie i w teatrze: „Komizm kina jest pierwotny, nie ma wartości społecznej, nieobliczony jest na satyrę. Zniża się on do tych poziomów niższych, zrozumialszych ogólnie, niepotrzebujących jakiegoś przygotowania intelektualnego” (tamże). Kino jest także pozbawione możliwości prezentowania treści symbolicznych, dlatego w realizmie upatruje Dąbrowski jego największy potencjał: „Przyszłość kina polega na realizmie. Kino odzwierciedlić powinno cały bogaty zasób współczesnego naszego życia” (tamże).

Wizerunki Dąbrowskiego. Osobowość przedwcześnie zmarłego krytyka została zarysowana we wspomnieniach przyjaciół. O jego bezkompromisowości pisał Stefan Grabiński: „To Tadeusz Dąbrowski, dusza seminarium polonistycznego na Uniwersytecie Jana Kazimierza, wybitny znawca twórczości Juliusza Słowackiego, a poza murami Almae Matris surowy, zwalczający obiegowe hasła literackie, atakujący uświęcone ich fetysze krytyk. [...] rzucił rękawicę przeżywającemu się modernizmowi, wniósł w atmosferę literacką Lwowa zaczyn buntu przeciwko wartościom uznanym i uświęconym, a potem nagle zniknął” (O zapomnianym krytyku, „Tygodnik Ilustrowany” 1931, nr 13). Inne rysy jego osobowości wydobywał Irzykowski: „Dąbrowski był krytykiem rewizjonistą – nazwę racjonalisty uważam za mylącą, gdyż zwracanie się przeciwko Przybyszewskiemu lub Micińskiemu nie jest jeszcze racjonalizmem”. Przejmująco pisał o chorobie Dąbrowskiego. Przyszła nagle i w zawierusze wojennej nie znalazł się nikt, kto wspomógłby leczenie. Umierający 32-letni pisarz, zawsze elegancki, nieco wyniosły, bezskutecznie błagał o ratunek (K. Irzykowski, Głos zza grobu, „Wiadomości Literackie” 1927, nr 24). Na inne dyspozycje Dąbrowskiego zwracał uwagę Kleiner, kolega z seminarium Kallenbacha: „[...] posiadał warunki wyjątkowe, by przodować w krytyce tekstu. Obok zamiłowania do konstrukcji, hipotezy, do wszystkiego, co nęci trudnością i zawiłością problematu – był w nim pociąg do skrajnej drobiazgowości. Wiódł może ku temu zmysł obserwacyjny, lubujący się w chwytaniu słabostek, małych błędów i uchybień. Wiodła ku temu bardziej jeszcze wojownicza jakaś, zdobywcza żądza ścisłości naukowej”.

Tadeusz Dąbrowski pracował na rzecz przesilenia kultury polskiej, odejścia od romantyzmu, sentymentalności. Jednocześnie, i nie było w tym żadnej sprzeczności, podziwiał gigantyczną pracę, jakiej dokonał Słowacki, budując monumentalny gmach Króla-Ducha i „nowego człowieka” („Człowiek nowy”. (Problemat etyczny Słowackiego), w: Cieniom Juliusza Słowackiego, 1909).</document>
<document nplp_id="14034" title="Czeczott Witold" slug="czeczott-witold">Ksiądz prałat, kaznodzieja, dr filozofii, pianista, kompozytor, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: T. Ostoja; W.Cz.


Informacje biograficzne. Witold Tadeusz Maria Czeczott (Danilewicz-Czeczott) urodził się 20 XII 1840 w Boracinie k. Nowogródka jako syn Maurycego Konstantego (1812–1897) i Antoniny z Windorffów (1816–1916). Miał starszą siostrę Jadwigę Ludwikę Marię (1845–1923), w przyszłości matkę biskupa pińskiego bł. Zygmunta Łozińskiego, oraz brata Stanisława. Naukę pobierał w domu, a w 1865 r. przed komisją egzaminacyjną w Petersburgu uzyskał świadectwo dojrzałości. Wstąpił na wydział prawa Uniwersytetu Petersburskiego, w 1869 r. otrzymał stopień kandydata. Studiował filozofię w Berlinie i Heidelbergu, gdzie w 1871 r. uzyskał stopień doktora filozofii i magistra nauk wyzwolonych. Krótko mieszkał w Warszawie, później przeniósł się do Petersburga. W 1873 r. zdał egzamin z prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Petersburskim, uzyskując magisterium. Przez rok odbywał praktykę sądowniczą w Senacie petersburskim, później wyjechał do Wiednia, gdzie uczył się gry na fortepianie u Ferenca Liszta, odbył studia muzykologiczne w konserwatorium w Brukseli. Sporadycznie występował jako pianista, komponował utwory kameralne, wariacje fortepianowe, polonezy, pieśni.

W 1878 r. wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. W 1881 r. został wyświęcony na kapłana przez biskupa kujawsko-kaliskiego Wincentego Popiela. Pracował w wikariacie w Radzyminie, później w kościele katedralnym św. Jana w Warszawie. Prowadził konferencje duszpasterskie, miał opinię doskonałego mówcy. Współpracował z prasą katolicką. W 1883 r. przeniósł się do archidiecezji mohylewskiej i osiadł w Petersburgu. Został profesorem oraz ojcem duchownym i spowiednikiem w Rzymskokatolickim Seminarium Duchownym. W l. 1883–1897 wykładał tu Pismo Święte, homiletykę i katechizm. Wbrew zaleceniom władz państwowych kurs homiletyki prowadził po polsku, argumentując to tym, że klerycy muszą ćwiczyć w tym języku, w którym będą głosić kazania. Z myślą o klerykach opracował Praktyczny podręcznik gramatyki języka polskiego dla młodzieży szkolnej (1891), który był popularny w Imperium Rosyjskim do I wojny światowej. W 1897 r. uzyskał nominację na proboszcza parafii św. Stanisława i dziekana petersburskiego. Rekolekcje wielkopostne wygłaszał nie tylko w swojej parafii, ale też na uniwersytecie w Dorpacie (1897), poświęcając je m.in. zmarłym pisarzom i poetom polskim. Jego mowa wygłoszona po śmierci Kornela Ujejskiego (1897) odbiła się głośnym echem w prasie rosyjskiej (szczególnie ostro krytykowały kaznodzieję „Moskowskije Wiedomosti” i „Swiet”). Wygłosił kazanie również z okazji 50. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza (1905), a także po śmierci Jadwigi Łuszczewskiej-Deotymy (1908) i Elizy Orzeszkowej (1910). Angażował się w życie kulturalne Polonii w Petersburgu. Organizował przy parafii spotkania literackie i muzyczne, dawał koncerty muzyki fortepianowej. Po wejściu w życie ukazu tolerancyjnego (17 IV 1905) prowadził w kościele św. Stanisława po rosyjsku katechezy dla osób dorosłych chcących przejść na katolicyzm. Wydał dzieło Nasi księża, ich wychowanie i stosunek do społeczeństwa (1909) polemiczne wobec broszury W sprawie mankietnictwa (1906) ks. Antoniego Szecha (właśc. Izydora Kajetana Wysłoucha). Krytykował utopijny program Szecha połączenia chrześcijaństwa z socjalizmem oraz konserwatyzm i aspołeczne postawy części duchowieństwa. Dużo czasu poświęcał też sprawom rozległego dekanatu, który obejmował poza piotrogrodzką, także gub. estońską, inflancką, pskowską i nowogrodzką oraz Finlandię. Przez pewien czas administrował parafią w karelskim Pietrozawodsku. W 1910 r. został przeniesiony do Mińska Litewskiego, gdzie pełnił obowiązki proboszcza i dziekana. W wydawanym w Petersburgu „Kwartalniku Litewskim” (1910–1911) Jana Obsta opublikował prace: Adam Wendorff. Ostatni podkomorzy słucki (1784–1874) (1910) oraz Około kwestii białoruskiej (1911).W czerwcu 1911 r. z rozkazu władz carskich pozbawiono go prawa obejmowania stanowisk kościelnych na Litwie i Białorusi, a także pensji i wszelkich dochodów stałych, oraz zawieszono w pełnieniu funkcji kapłańskich. Powodem do usunięcia go ze stanowiska były rekolekcje wygłoszone dla uczennic mińskich gimnazjów. Oskarżano go o „rozsiewanie waśni między katolikami i prawosławnymi” (Bibl. KUL rkps 773). W 1912 r. przeniósł się do Warszawy. Zamieszkał na plebanii przy kościele Zbawiciela, następnie został rezydentem i kapelanem przy kościele wizytek. Był też katechetą w szkołach oraz kapelanem Sióstr Niepokalanek w Szymanowie pod Warszawą. Był to okres jego najintensywniejszej pracy pisarskiej.

Poza drukowaniem artykułów w prasie, publikowaniem broszur współpracował z redakcją Podręcznej encyklopedii kościelnej. Przełożył z francuskiego książkę Henriego Lasserre’a Matka Boska z Lourdes (t. 1–2, 1914). W l. 1918–1920 mieszkał w Mińsku Litewskim, był kanonikiem kapituły katedralnej. Już wcześniej otrzymał nominacje na papieskiego prałata domowego (1906) oraz kanonika honorowego mohylewskiego (1910). W 1920 r. z powodu słabnącego wzroku przeniósł się ponownie do Warszawy. Po nieudanej operacji katarakty stracił wzrok. Mieszkał przy kościele oo. kapucynów, korzystając z pomocy życzliwych osób, nadal tworzył i drukował. W latach 20. przebywał w Nowogródku i Pińsku, gdzie zmarł 24 I 1929. Pochowano go na miejscowym cmentarzu.


Działalność krytyczna. Publikował liczne artykuły w prasie ukazującej się w Petersburgu, Warszawie, Krakowie, we Lwowie, w Wilnie, Lublinie, Częstochowie, m.in. w „Kraju”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Niwie”, „Polaku-Katoliku”, „Gazecie Kościelnej”, „Przeglądzie Powszechnym”, „Myśli Katolickiej” i „Kurierze Litewskim”. Po ukazaniu się powieści Elizy Orzeszkowej Ascetka poddał krytyce to dzieło; widział w nim „nie tylko słaby utwór, ale poniekąd zły uczynek” („Przegląd Katolicki” 1891, nr 33). W 1895 r. prowadził listowny spór z Orzeszkową dotyczący poglądów wyrażanych przez nią w prozie i publicystyce; wcześniej potępiał z ambony petersburskiej Marię Konopnicką za propagowane pogańskiej miłości i pogańskich idei. Do autorki Nad Niemnem pisał: „W Ewangelii miłość bliźniego idzie dopiero po miłości ku Bogu [...]. Otóż tej miłości do Boga nie czuć w utworach Pani. Nie mogąc domacać się tego zrębu Bożego w gmachu, który Pani tak pracowicie wznosi, zdejmuje nas obawa o jego trwałość” (Eliza Orzeszkowa, 1911). W 1906 r. Czeczott poświęcił Orzeszkowej szkic Romantyczka czy pozytywistka? (w: E. Orzeszkowej Polacy znad Newy, 1906). Polemizował z nią na łamach częstochowskiej „Myśli Katolickiej” (Gdzie lekarstwo?, „Myśl Katolicka” 1908, nr 34). W listach do Orzeszkowej (znanych dzięki cytatom w pracy Eliza Orzeszkowa) ksiądz profesor nie oszczędzał pisarki: Ascetkę nazwał „paszkwilem na życie zakonne”, pisał o swoim rozczarowaniu nowelą Bracia, której bohater modlił się nie po katolicku, Australczyka pochwalił z zastrzeżeniami. Po śmierci autorki Czeczott odprawił nabożeństwo żałobne w kościele św. Katarzyny, wygłosił mowę żałobną, ogłosił też szkic wspomnieniowy Eliza Orzeszkowa. (Ze wspomnień osobistych) („Myśl Katolicka” 1910, nr 30–40).

Ksiądz Witold Czeczott był dobrze wykształconym i utalentowanym kaznodzieją, przejętym troską o kształt i zasięg wiary katolickiej w czasach nowoczesnych. Jego spór o Ascetkę wynikał z przekonania o pomocnej lub szkodliwej (w jego rozumieniu) roli literatury w podtrzymywaniu „zrębu Bożego”, ale także z dogmatycznej, a nawet fanatycznej potrzeby egzekwowania wiary zgodnej z zaleceniami Kościoła. W polemice z Orzeszkową przyjął rolę nie tyle krytyka, ile inkwizytora domagającego się wyjaśnień.</document>
<document nplp_id="14035" title="Dembowski Edward" slug="dembowski-edward">Polityk, konspirator, publicysta, redaktor, tłumacz, filozof, poeta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Dem., D.; D***; D. Red. PN; E.; E.D.; E. Nieznajomski; Symeon.

Informacje biograficzne. Edward Michał Józef Dembowski urodził się 31 V 1822 w Warszawie jako syn kasztelana Leona Dembowskiego h. Jelita (1789–1878) i Julii z Kochanowskich h. Ślepowron, która zmarła na gruźlicę, gdy syn miał niespełna rok. Edward odebrał staranne wykształcenie prywatne w rodzinnej posiadłości Klementowice (woj. lubelskie), a od 1837 r. także w Warszawie, nad czym czuwał bezpośrednio ojciec, któremu udało się szczęśliwie uniknąć rosyjskich szykan po klęsce powstania. Spory udział w wychowaniu patriotycznym mieli też babka, senatorowa Justyna Kochanowska oraz prywatny nauczyciel, wybitny matematyk Adrian Krzyżanowski. Edukację zgodnie z ówczesną tradycją bogatej arystokracji i ziemiaństwa zakończyła wielomiesięczna grand tour po Europie w 1840 r. U boku ojca Dembowski zwiedził podówczas Niemcy, Szwajcarię, Włochy, Bałkany, a także Małopolskę z Krakowem oraz Śląsk. Bywał w teatrach, galeriach i na wykładach znanych profesorów w Berlinie, zapoznał się też z dorobkiem literackim i kulturą Francji, znakomicie opanował języki francuski i niemiecki. Po powrocie w 1841 r. ożenił się z Anielą Chłędowską h. Bończa (1824–1901) i rozpoczął naukę gospodarzenia w majątku ojca. Miał synów Czesława (1844–1888), Edwarda Władysława i córkę Julię (zm. 1902). Nieprzeciętne predyspozycje intelektualne oraz skłonności pisarskie kierowały Dembowskiego ku filozofii i literaturze; zadebiutował artykułem Filozoficzność i pani E. Ziemięcka („Czas” 1841, nr 18), który od razu określił krąg jego stałych zainteresowań: filozofia Georga Wilhelma Friedricha Hegla, twórczość polskich propagatorów niemieckiego filozofa, estetyka oraz krytyczne spojrzenie na dokonania literackie. Przymioty osobiste, niemal zawsze podkreślane we wspomnieniach o Dembowskim, szybko zjednywały mu przyjaciół tak w kręgach literackich (N. Żmichowska, cyganeria warszawska, wydawcy i redaktorzy czasopism), jak spiskowych, w których znalazł się najprawdopodobniej za namową i wstawiennictwem kuzyna, Henryka Kamieńskiego, konspiratora i działacza demokratycznego. Wykorzystując własne fundusze, w 1842 r. założył i współredagował z Hipolitem Skimborowiczem „Przegląd Naukowy”. Wspierał twórczość cyganerii warszawskiej (m.in. almanach „Jaskółka”), a po ucieczce do Wielkopolski drukował liczne artykuły filozoficzne, społeczne i literackie w poznańskim „Tygodniku Literackim”, „Roku” i „Dzienniku Domowym”. Wierny zasadom demokratycznym wypracowywanym w emigracyjnym Towarzystwie Demokratycznym Polskim oraz w jego poznańskich agendach politycznych, stał się czołowym przedstawicielem ruchu demokratyzacji społeczeństwa na terenach zaboru pruskiego i austriackiego. Był zaangażowany we współpracę z odłamem Stowarzyszenia Ludu Polskiego (tzw. Związek Plebejuszy) przygotowującym powstanie narodowe połączone z rewolucją społeczną, do której jako emisariusz gorąco namawiał chłopów i biedną szlachtę z okolic Krakowa. Wtedy to przylgnęło do niego określenie „czerwony kasztelanic”. Zginął od kuli austriackiej, idąc na czele procesji powstańczej 27 II 1846 w podkrakowskim Podgórzu – jak głosi legenda – z krzyżem w ręku, choć prezentował się jako wolnomyśliciel i radykał społeczny dążący do pojednania szlachty z ludem, w czym upatrywał jedynej drogi na odzyskanie przez Polskę niepodległego bytu.

Koncepcja krytyki filozoficzno-społecznej. Dembowski pozostawił po sobie bogatą spuściznę publicystyczną i literacką charakteryzującą się rozległą i wielowątkową problematyką zapisaną w rozmaitych formach wypowiedzi, pośród których należy wskazać rozprawę filozoficzną i historycznoliteracką, rozbiór krytycznoliteracki z dominującym elementem streszczenia „osnowy” omawianych utworów, artykuł publicystyczny poruszający głównie problematykę społeczną, recenzję, portret literacki oraz popularne w epoce kroniki, przeglądy i sprawozdania, najczęściej związane z prezentacją nowości rynku wydawniczego. Refleksje metaliterackie autor umieszczał również w szkicach podróżnych i artykułach filozoficznych. Przy tym bogactwie form wypowiedzi trudno je od siebie oddzielić, co nasuwa na myśl podobny do pewnego stopnia przypadek Maurycego Mochnackiego. W rozumieniu Dembowskiego krytyka literacka w obrębie piśmiennictwa estetycznego („umnictwa”) dowodzi istnienia nieubłaganych praw dziejowych rządzących cywilizacją i kulturą, wyznaczanych m.in. przez ideę postępu i rozwój instytucji społecznych oraz nową estetykę nakierowaną na odbiór powszechny; krytyka jest swoistym narzędziem programującym i monitorującym refleksję filozoficzną, która z kolei stanowi prymarny wskaźnik nowoczesności i progresji zarówno dla indywidualnego ducha, jak i zbiorowości.

Z wielu pojęć filozoficznych o proweniencji heglowskiej skontaminowanych z pracami Karola Libelta, Augusta Cieszkowskiego czy Bronisława Trentowskiego (m.in. pojęcie „twórczości”, „umnictwa”, „wolności”, „postępu”, „ludowości”, relacje „forma – treść”, „myśl – czyn”) wyłania się koncepcja krytyki literackiej o mocnym podłożu ideowym i społecznym, skierowanej do większego kręgu odbiorców, choć niewolnej przy tym od wyrafinowanych uwag, błyskotliwych interpretacji czy funkcji programowych. Dziedzinę krytyki jako element nowoczesnego „umnictwa”, czyli estetyki, Dembowski ujmuje bardzo szeroko jako krytykę stosunków społecznych, krytykę historyczną i filozoficzną, krytykę wszelakich form piśmiennictwa oraz literatury pięknej – w niej na plan pierwszy wysuwa zaś rolę dramatu „samorodnego” (tj. oryginalnego, narodowego), stanowiącego szczególną „formę poezji”, najlepiej – jak sądził – oddającej współczesne napięcia społeczne i najbliższej prawdzie dzie-owej. Raczej negatywnie ocenia stan współczesnej krytyki, która jego zdaniem „leży odłogiem” oraz „drzymie”, i jak niegdyś nie poznano się u nas na Marii Antoniego Malczewskiego, „tak i dziś wiele dzieł z rzetelną wartością leży odłogiem” („Morena” i pojęcia estetyczne, „Przegląd Naukowy” 1842, nr 23). Recenzując zbiory pism krytycznych Michała Grabowskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego czy Aleksandra Tyszyńskiego, dostrzega, że „krytyka najwięcej na stanowisku dziejowości pozostaje” (Myśli o rozwijaniu się piśmienności naszej w XIX w., „Przegląd Naukowy” 1843, nr 1), tymczasem dziedzina ta powinna się zaopatrzyć w oręż nowoczesnych pojęć i rozpatrywać nade wszystko dzieła ukazujące współczesność, literaturę dawną lub odtwarzającą tylko dzieje historyczne należy zaś wyzyskać do rozeznania aktualnej kondycji społeczeństwa, ponieważ „krytyka przeto wyrobi dla stanowiska filozoficznego, bo krytyka zorzą życia dziejów w pamięci i więcej jak w pamięci, bo w sercu ludu, w sercu dzielnością, postępem i miłością wrzący” (Kilka myśli we względzie rozwijania się dziejów i życia społecznego Polaków, „Tygodnik Literacki” 1843, nr 25). Doskonale widać u Dembowskiego zależność od tez Mochnackiego twierdzącego w wielu swoich wypowiedziach, że „krytyka świeci historii”. Próby określenia istoty krytyki pojawiają się tu niemal zawsze w kontekście filozofii i historii, które krytyk ma zrozumieć i opisać. Także forma krytyki zbliża się u Dembowskiego do założeń hermeneutyki krytycznej Mochnackiego: ze szczegółów należy konstruować obraz całości, co świetnie przedstawia choćby analiza staropolskich Albertusów (Zarysy dawnych czasów. Klecha, „Przegląd Naukowy” 1843, nr 34). Krytyce przypisuje więc Dembowski znaczącą rolę w procesie rozumienia przeszłych dziejów i ich wpływu na teraźniejszość. Buduje też czytelną paralelę z dorobkiem Mochnackiego w tytułach niektórych swoich prac: artykuł O dążeniach dzisiejszego czasu („Rok” 1845, t. 7), powstały niedługo przed wybuchem powstania krakowskiego (20/21 II 1846), w pewien sposób odpowiada artykułowi Mochnackiego Czas teraźniejszy („Kurier Polski” 1830, nr 130), który został napisany na pół roku przed rozpoczęciem insurekcji listopadowej, obszerna książkowa rozprawa Piśmiennictwo polskie w zarysie (1845) swoją budową i zbliżoną problematyką filozoficzno-literacką przypomina natomiast wcześniejszą książkę Mochnackiego O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym (t. 1, 1830). Powinowactwa obu krytyków są na pewno bliskie, tak w koncepcji krytyki opartej na fundamencie filozofii, jak w metodzie krytycznej, gdzie najważniejszym elementem staje się hermeneutyczne „zrozumienie” istoty dzieła oraz wydobycie z niego wartościowych sensów dla współczesnego odbiorcy. Także w szerszej perspektywie Dembowski wyzyskuje metodę hermeneutyczną, przyjmując, że funkcje krytyki „z wyższego stanowiska uważanej, aby ogół, całość literatury powszechnej pojąwszy, uznała w niej harmonijne części, to jest piśmiennictwo mów szczególnych, a w tych znowu aby pojęła dążenie i cele, które każdy ze współdziałaczy literatury własnej ma sobie założone; wtenczas ocenienie jej będzie sprawiedliwe, bezwzględne, wyższe” (Kronika piśmiennicza: tłumaczenie Odyńca, „Przegląd Naukowy” 1842, nr 6). Miejsce literatury narodowej sytuuje się więc pośród wielkiego obszaru geografii europejskiej. Rodzima twórczość jest jedną z wielu równie ważnych.

Krytyka w pismach Dembowskiego stanowi zatem narzędzie racjonalnego poznania procesu historiozoficznego, ujmowanego w ślad za Heglem jako stopniowe poszerzanie się przestrzeni dla idei wolności we wszelkich sferach ludzkiej działalności, w tym rewolucji społecznej, zgodnie z wyobrażeniami francuskiego socjalizmu utopijnego. Odbywa się to na planie „filozofii twórczości” obejmującej wiele dziedzin aktywności społecznej, zwłaszcza pośród „ludu” dążącego do urzeczywistnienia „czynu” rewolucyjnego, wytwory ducha artystycznego i refleksja nad nimi mają natomiast stanowić teoretyczną podbudowę dla rozwoju idei wolnościowych oraz emancypacyjnych. Krytyka jest tedy niezbędnym ogniwem w zrozumieniu konieczności postępu cywilizacyjnego i kulturowego oraz w programowaniu ideowym myśli społecznej i politycznej. Literatura piękna, zwłaszcza dramat, odgrywa tu rolę pierwszoplanową, ukazuje bowiem myśli, emocje i uczucia służące idei wolności konstytuującej się w pojęciu „ludu”, z czasem utożsamianego przez Dembowskiego z pojęciem narodu jako trwałego etnosu. Tezy te były nie do przyjęcia dla dominującego w polskiej krytyce poł. XIX w. dyskursu szlacheckiego, stąd zrodziły się liczne polemiki Dembowskiego z katolickim środowiskiem koterii petersburskiej oraz z „eklektycznymi” publicystami „Biblioteki Warszawskiej”, którym chętnie przeciwstawiał „młodą piśmienność warszawską” jako przykład właściwych tendencji demokratycznych uosabiających postęp i nowoczesne myślenie w duchu rozwoju społecznego.

Praktyka krytycznoliteracka. Rozwój twórczości Dembowskiego można określić kierunkowo: od krytyki literackiej i filozoficznej do myśli społecznej, filozofii oraz polityki. W pierwszych latach wzmożonej publicystyki, przypadającej na okres redagowania „Przeglądu Naukowego” i współpracy ze środowiskiem „cyganerii warszawskiej”, Dembowski większość artykułów poświęca refleksji nad literaturą oraz lekturom dzieł filozoficznych. Z tego też okresu pochodzą pierwsze tłumaczenia fragmentów dramatów i własne próby poetyckie oraz prozatorskie, a także modne w epoce sprawozdania z podróży, które obok kronik i omówień nowości wydawniczych polskich, niemieckich oraz francuskich współtworzą wizerunek przede wszystkim pisarza i krytyka zainteresowanego filozoficznymi aspektami literatury. Również popularyzatora wiedzy. Cechą charakterystyczną tych wielu, z pozoru mało znaczących wypowiedzi jest ich lapidarność, wyrazistość przedstawianych tez i dążenie do syntetyczności. Uwagi zawarte w popularnych kronikach „Przeglądu Naukowego” to jakby zaczątki i pomysły przyszłych, obszerniejszych artykułów, które nie zdążyły jednak nigdy powstać. Krytyk bywał sceptyczny wobec innych, a czasami też autoironiczny. Przy okazji rozbioru Studiów literackich Kraszewskiego możemy wyczytać listę wątpliwych przymiotów, których prawdziwy krytyk powinien unikać, tj. brak oryginalności, uczoności, systematyczności, jasnych kryteriów oceny, by stwierdzić dowcipnie, że „całej publiczności sądy są zdrowsze niżeli ogółu krytyków, choćby najwykształceńszych” (Studia literackie, przez J. I. Kraszewskiego. Rozbiór, „Przegląd Literacki” 1842, nr 13).

Po wymuszonej przeprowadzce z Warszawy do Poznania w publikacjach z „Tygodnika Literackiego”, „Roku”, a także w kontynuacji prac na łamach „Przeglądu Naukowego” można dostrzec przyrost refleksji społecznych oraz próbę budowania zrębów własnej filozofii (zwłaszcza historiozofii), co przekłada się na objętość i zróżnicowanie tematyczne następnych wypowiedzi. W krytyce literackiej Dembowskiego, towarzyszącej doświadczeniom pokolenia „młodej piśmienności warszawskiej”, odnajdujemy sporo antynomii oraz pozornych tylko sprzeczności, gdzie romantyczne kategorie „młodości”, „namiętności”, „miłości” czy „natchnienia” dobrze korespondują ze społecznymi celami nowej poezji oraz przeobrażeniami w myśleniu pokolenia również dążącego ku wolności. Wykorzystując w wielu pismach koncepcję szkół poetyckich przejętą za Tyszyńskim, Dembowski z entuzjazmem dostrzega istnienie „uczelni warszawskiej”, rokującej piękną przyszłość dla polskiej literatury przez twórczość m.in. Romana Zmorskiego, Cypriana Norwida, Józefa Bogdana Dziekońskiego i Narcyzy Żmichowskiej: „Młodzi, dzielni przełamią wszelkie trudności i zakwitnie, da Bóg, ojczysta niwa piśmiennictwa warszawskiego” (Młoda piśmienność warszawska, „Tygodnik Literacki” 1843, nr 31). Należy podkreślić zainteresowanie Dembowskiego sprawami kobiet, zarówno ich twórczością literacką, jak i kwestiami wychowania, emancypacji oraz zmiennymi rolami w życiu społecznym. Niewątpliwie krytyk docenia prozę poetycką Żmichowskiej, dostrzegając niebiańskie piękno „nadziemskiej krainy uroków”, skrywającej jednak prawdziwe dramaty, niepokoje, cierpienia: „Kobiecość szczególniej w pismach Gabryelli jest potężną” (tamże).

Dembowski ujawnia znakomite rozeznanie w literaturze europejskiej, poszukując w niej obrazu społeczeństw, postępu nowoczesności (zainteresowanie wynalazkami oraz zjawiskami z dziedziny fizyki i mechaniki), rozwoju nowych form, zwłaszcza dramatu, i nade wszystko szuka wartości pozytywnych, które trzeba zaszczepić na polskim gruncie. Można mu przypisać miano jednego z pierwszych polskich komparatystów wyzyskujących metodę porównania w sposób dynamiczny, dla wskazania rozwoju estetyki i literatury, nie zaś tylko, jak to było w zwyczaju klasyków (np. L. Osińskiego), w celu ukazywania prostej zależności motywiki, wątków, tematów lub błędów wynikających z przyjętej poetyki normatywnej. Dembowski uznaje europejskie piśmiennictwo, w tym literaturę piękną, za przejaw realizacji utopii goetheańskiej. Z koncepcji Weltliteratur wyprowadza twierdzenia o uniwersalistycznej funkcji „piśmienności powszechnej” i jej znacznego wpływu na wiele dziedzin estetyki oraz na poszczególne literatury narodowe, które nie są statyczne, ale rozwijają się zgodnie z postępowym rytmem epoki. „Byt piśmienności powszechnej nie da się zaprzeczyć, tylko ten, kto w zawodzie literackim dla niej działa, może nieśmiertelność pozyskać” (Piśmienność powszechna, „Przegląd Naukowy” 1842, nr 22); obecnie – twierdzi krytyk – znajdujemy się zgodnie z triadą heglowską w „trzeciej epoce” dominacji poezji idealnej, uczuciowej i podmiotowej, która nastała po wcześniejszych okresach „rodowym” i „klasycznym”. Estetyka i literatura narodowa muszą się temu podporządkować i rozwinąć w kierunku ekspansji form dramatycznych najpełniej oddających podmiotową istotę współczesnej epoki. Forma dramatu „wzbije się do zupełniej swobody”, a „serce, myśl, człowiek, ich bezwzględna samodzielność!” (tamże). Podmiotowość tedy dla Dembowskiego to przede wszystkim wolność, sztuka dramatyczna jako „posłannictwo poezji” oraz malarstwo, muzyka i architektura mają dokumentować zaś ową postępową tendencję „czasu teraźniejszego”. Wszystko zmierza ku wolności ducha, wolności tworzenia, wolności myśli i wolności uciśnionych, ku demokratyzacji społeczeństwa, bo „wolność jest twórczością, twórczość jest wolnością” (Twórczość w żywocie społeczności, „Tygodnik Literacki” 1843, nr 22). Krytyka literacka jako składnik szeroko ujmowanej postępowej „twórczości” jest także podporządkowana owej nadrzędnej idei społeczno-politycznej.


Język krytyki i wartościowanie. Cechą szczególną języka Dembowskiego jest wzajemne przenikanie i wymiana pojęć oraz kategorii opisu z obszarów krytyki i filozofii. Krytyk konsekwentnie tropi w literaturze polskiej i europejskiej przejawy duchowości epoki, ujawniając przy tej okazji anachronizmy i konserwatyzm rodzimych twórców. Przy czym Dembowski czyni to ostrożnie i z wielką kulturą osobistą, unikając ataków ad personam, agresywnej retoryki czy złośliwości. Jest ironiczny, ale nie szyderczy, dociekliwy, ale nie pedantyczny, stara się prezentować postawę krytyczną, nie wkładając maski zoila.

W rozbiorach i recenzjach krytyk zwraca uwagę na piękno języka poetyckiego, gani błędy gramatyczne, ocenia kompozycję utworu w perspektywie logiki przyczynowo-skutkowej, charakteryzuje persony dramatu czy postaci z powieści. W obszernych artykułach obok streszczenia analizuje narrację powieści lub „osnowę” dramatu, negatywnie ocenia nadmierny patos i zbędną deklamację. Tropi też błędy w przekładach literackich, konstruuje bogate w analizy portrety literackie pisarzy i uczonych (m.in. Z. Dołęga-Chodakowski, J.N Kamiński, F. Schiller, P. Calderón de la Barca, C. Brentano), porównuje utwory w aspektach rodzajowych i genologicznych, ujawnia napięcia w scenach dramatów. Ale nade wszystko programuje przyszłą twórczość zgodnie ze swoimi wyobrażeniami w duchu nowoczesnym, żądając, by dramat jako cząstka poezji „był głównie i przede wszystkim obrazem walki zdań i stronnictw” (O dramacie w dzisiejszym piśmiennictwie polskim, „Rok” 1843, t. 4). Przeciwnikami w wizji pochodu „postępu” i „wolności” będą stronnicy „pietyzmu”, pod którym kryje się m.in. zmurszały obskurantyzm. Heglowskie myślenie o postępie dziejowym dokonującym się na drodze konfliktu wymusza niejako na podmiocie krytycznym sytuowanie wypowiedzi względem przeciwstawnych racji, tworząc przestrzeń sporu, w którym zostaje zanurzona aksjologia. Młoda Warszawa literacka, choć wielu autorom z tego kręgu Dembowski zarzuca niekiedy ignorancję, pasywność, mierność artystyczną i tradycjonalizm w poglądach, mimo wszystko stoi na czele toczącej się walki z zasadami wstecznictwa umysłowego stronnictw „absolutyzmu, monarchizmu i arystokracji, katolicyzmu, dążeń nijakich” (Sprawozdanie z piśmienności polskiej w 1843 r., „Rok” 1844, t. 1). Z negatywnym osądem spotyka się również eklektyzm filozoficzny, reprezentowany m.in. przez krytyków i publicystów skupionych wokół „Biblioteki Warszawskiej” i „Tygodnika Petersburskiego”. Wycieczki polemiczne pod adresem tychże środowisk wielokrotnie goszczą w artykułach Dembowskiego (szczególnie upodobał sobie M. Grabowskiego jako godnego przeciwnika ideowego), nigdy jednak autor nie przekracza właściwej miary, waży słowa, podkreśla szacunek dla oponentów, sprowadza polemikę na tory merytoryczne, stara się kształtować opinię publiczną i upowszechniać właściwe idee. Mimo wyraźnego profilu politycznego jego retoryka często przyjmuje postać raczej łagodnego dyskursu ekspiacyjnego, w którym zdecydowanie przeważają oceny i sądy pozytywne nad negatywnymi, wyrażane zresztą najczęściej nie wprost, ale przez opisy zjawisk, interpretacji utworów czy analizy postaw pisarzy. Dodajmy na koniec tych obserwacji rzecz bodaj najważniejszą: nad osądem estetycznym góruje u Dembowskiego niemal zawsze ocena ideowa, poglądy filozoficzne istotnie determinują jego widzenie literatury, a wartościowanie jest ściśle skorelowane z wyobrażeniami społecznymi i dążeniami politycznymi.

Dembowski jako krytyk wypracował sobie daleko idącą niezależność sądów, oryginalność myśli i wyrazistą postawę lewicowego demokraty unikającego układów środowiskowych i personalnych. Preferował w krytyce solidne przygotowanie naukowe (filozoficzne) oraz umiejętność dostrzegania współczesnych tendencji rozwojowych, co nie zawsze mu się jednak udawało, choćby w wyraźnej deprecjacji powieści, uznawanej często za groszoróbstwo (W. Scott, V. Hugo, M. Grabowski) w relacji do pozytywnie waloryzowanych rozbudowanych form dramatycznych (P. Calderón, F. Schiller, J.W. Goethe). Na pewno zdarzały mu się pomyłki interpretacyjne i aksjologiczne uproszczenia, co było nieuniknionym losem krytyków służących jednej idei.</document>
<document nplp_id="14036" title="Dmochowski Franciszek Ksawery" slug="dmochowski-franciszek-ksawery">Pedagog, krytyk literacki, poeta, tłumacz, wydawca, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: F.D; F.X.W.D.; F.X.D. Warda; Réfugié polonois; Auteur de l’écrit intitulé Idées sur la Pologne; Citoyen polonois [?].


Informacje biograficzne. Franciszek Ksawery Dmochowski urodził się 2 XII 1762 w Oprawczykach na Podlasiu. Pochodził z rodziny drobnoszlacheckiej, kształcił się w szkołach zakonnych najpierw u jezuitów, następnie u pijarów w Drohiczynie, w 1778 r. wstąpił do zakonu pijarów i jako nowicjusz podjął studia w Podolińcu. Jak zaświadcza jego kolega szkolny i przyjaciel Konstanty Wolski, w trakcie nauki zapoznał się z pismami współczesnych filozofów (J. Locke, F. Bacon, É. de Condillac, C.A. Helvétius, J.-J. Rousseau). Po ukończeniu studiów w 1783 r. rozpoczął pracę nauczyciela w szkołach pijarskich w Radomiu, gdzie zaprzyjaźnił się z Szymonem Bielskim, autorem biografii pijarów polskich, w tym również Dmochowskiego. W 1785 r. został przeniesiony do Warszawy, gdzie pracował jako podprefekt. Niektórzy badacze przypisują mu autorstwo Listu Sandomierzanki do Podolanki (1784), będącego głosem w polemice literackiej wokół Podolanki Michała Dymitra Krajewskiego (choć Dmochowski wskazywał jako autora F.N. Golańskiego, rkps Bibl. PAN Kraków, sygn. 714). W l. 1786–1787 uczył łaciny w pijarskim kolegium w Łomży, w 1788 r. ponownie był wykładowcą w Radomiu. Już w tym czasie rozpoczął pracę nad poematem dydaktycznym Sztuka rymotwórcza (wyd. 1788) zawierającym jego poglądy teoretycznoliterackie. Zwierzchnicy zakonni forsowali wówczas jego kandydaturę na katedrę literatury w Szkole Głównej Koronnej w Krakowie, której nie otrzymał. Od 1789 r. przebywał w stolicy jako wykładowca prawa, historii i nauki moralnej w szkole wydziałowej. Włączył się do polemiki z akademikami krakowskiej Szkoły Głównej Koronnej, przypisuje mu się współautorstwo (z F. Siarczyńskim?) broszury Zakus nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej (1789) oraz autorstwo Urywka z bicza kręconego w Krakowie z okazji „Zakusu nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej” będącego reakcją na odpowiedź Jacka Przybylskiego Heautoumastix, czyli bicz na samego siebie (1789). W tym okresie nawiązał też bliski kontakt z Hugonem Kołłątajem, włączając się do prac politycznych jako członek Kuźnicy i Towarzystwa Krytycznego, w 1791 r. został osobistym sekretarzem Kołłątaja, który już wcześniej uzyskał dlań zwolnienie z obowiązków zakonnych i dochody z probostwa w Kole. Uczestniczył w życiu politycznym również jako autor publikowanych anonimowo okolicznościowych wierszy i ulotek. Na ten czas przypadają też prace Dmochowskiego nad przekładem Iliady, której Pieśń I opublikował osobno w 1790 r., zaś pieśni I–VIII w 1791 r. Po zwycięstwie targowicy emigrował, w listopadzie 1792 r. przybył do Lipska, uczestniczył w kampanii antytargowickiej oraz – z Kołłątajem i Ignacym Potockim – w redagowaniu dzieła O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 maja (1793), a także w organizacji powstania w kraju. W marcu 1794 r. znalazł się w Krakowie i przygotowywał wystąpienie Tadeusza Kościuszki, a po wybuchu insurekcji został zastępcą radcy w Wydziale Instrukcji Rady Najwyższej Narodowej. Współpracował z „Dziennikiem Powstania Narodu”, w lipcu rozpoczął redagowanie „Gazety Rządowej”, która kształtowała opinię publiczną w duchu radykalizmu politycznego i społecznego. Po upadku powstania był zmuszony do opuszczenia kraju, przez Galicję dotarł do Wenecji i działał w utworzonym tam Komitecie do spraw polskich. W lipcu 1795 r. przybył do Paryża, aby starać się o uzyskanie wsparcia władz rewolucyjnych dla niepodległości Polski. Na miejsce powstałej tam wcześniej Agencji (kierowanej przez F. Barssa) utworzono Deputację, co stało się początkiem konfliktu w polskim środowisku w Paryżu. Dmochowski w imieniu Deputacji pisał odezwy, broszury i pisma, prezentując sprawę Polski przed rewolucyjną opinią publiczną. W końcu 1798 r. wyjechał do Lipska, gdzie opublikował powstały w Paryżu, dedykowany Ignacego Krasickiemu przekład Nocy pierwszej Edwarda Younga. Dzięki interwencji Ignacego Krasickiego u władz pruskich w 1799 r. wrócił do Warszawy. Przeszedłszy na protestantyzm, ożenił się z Izabelą Mikorską, z którą miał syna Franciszka Salezego. Współorganizował życie umysłowe i szkolnictwo w Warszawie pod zaborem pruskim, był jednym z założycieli i pierwszym sekretarzem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Powołał i w l. 1801–1805 redagował „Nowy Pamiętnik Warszawski”, zasłużył się też jako wydawca zbiorowych edycji pisarzy stanisławowskich (I. Krasickiego i F. Karpińskiego). W 1806 r. zamieszkał w nabytym majątku Świecz na Kujawach. Zmarł 20 VI 1808 pod Błoniem w podróży z Warszawy do swej posiadłości.

Działalność pisarska i translatorska. Dmochowskiemu przypisuje się kilka utworów poetyckich powstałych w czasie pracy szkolnej (m.in. Kolęda dla narodu na rok 1785), był także twórcą wierszy okolicznościowych z okresu Sejmu Czteroletniego (m.in. Do Stanów Sejmujących z okoliczności uchwały sto tysięcy wojska, 1791). Wygłaszał również mowy dotyczące programu nauczania szkół pijarskich (Oratio pro instauratione studiorum in scholis Varsaviensis Scholarum Piarum, wyd. 1789), Mowa o potrzebie i sposobie uczenia się łaciny, przy dorocznym otwarciu szkół warszawskich XX Scholarum Piarum (wyd. 1790), a wcześniej opublikował podręcznik etyki O cnotach towarzyskich i występkach im przeciwnych (1787 i wzn.). W czasie pobytu w Paryżu rozwinął działalność pisarską związaną z polityczną sytuacją w Polsce (m.in. Discours prononcé à la Barre de la Convention par les Réfugiés polonais au Nom de leur Nation, 1795), w której dawał wyraz swym radykalnym poglądom politycznym. Od połowy lat 80. Dmochowski podejmował też prace przekładowe. Przetłumaczył (z wersji francuskiej) Sąd ostateczny Younga (1785), fragmenty Raju utraconego Johna Miltona (1786), równolegle z aktywną działalnością polityczną w czasach Sejmu Czteroletniego tłumaczył Iliadę (1790–1791, całość 1800–1801). Około 1798 r., prawdopodobnie w czasie pobytu w Lipsku, przełożył Pieśń I Nocy Younga, wrócił również do antyku i spolszczył Pieśni I–IX Eneidy Wergiliusza (wyd. 1809), pośmiertnie zaś wydano jego przekłady m.in. Listów (1814) i kilku ód Horacego, elegii Tybulla i Propercjusza, fragmenty Ogrodów Jacques’a Delille’a oraz drugą księgę Odysei („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 11). Syn pisarza Franciszek Salezy zebrał i opublikował jego Pisma rozmaite (t. 1–2, 1826).

Dmochowski jako teoretyk literatury i twórca obrazu dziejów literatury polskiej. Biografia i dorobek pisarski Dmochowskiego charakteryzują się zaskakującymi napięciami: z jednej strony – między zaangażowaniem w działalność polityczną a uprawianą jednocześnie twórczą pracą literacką i translatorską; z drugiej – między zainteresowaniem tradycją antyczną i wzorcową twórczością dawną (Homer, później Wergiliusz i Horacy) a dziełami przełamującymi klasyczne wzorce przez dążenie do oryginalności i podejmowanie problematyki metafizycznej (przekłady z Younga i Miltona). Przypisywany Dmochowskiemu List Sandomierzanki do Podolanki (1784) bliski jest estetyce normatywnej. Ale już w roku następnym Dmochowski opublikował przekład dalekiego od normatywności i aktualności Sądu ostatecznego Younga. Utwór został poprzedzony Przedmową, w której tłumacz nazywa Younga „jednym z największych pisarzów” XVIII-wiecznej Anglii i chwali za „żywość, ów ogień imaginacji, jaki trudno znaleźć w którym poecie”, który „rozkosznym czuciem serce czytelnika napełnia”, a także za oryginalność i nowość: „Nieprzyjaciel wszystkiego, co trąci naśladownictwem, udał się za własną imaginacją i został oryginalnym pisarzem. [...] Stworzył nowe dzieło i sam sobie pokazał, co dusza ludzka może, gdy dobrze przymiotów swoich używa” (Przedmowa, w: Sąd ostateczny. Poema Edwarda Yunga Anglika [...] na polski język przełożone, 1785), wspierając swoją ocenę pochwałą Younga zawartą w Mon bonnet de nuit (1784) Louis-Sébastiena Merciera. W 1786 r. powstał przekład fragmentów Raju utraconego Miltona świadczący o zainteresowaniu nienormatywną wersją eposu oraz sferą transcendencji i metafizyki. Zarazem wszystko wskazuje na to, że w tym samym czasie Dmochowski pracował nad Sztuką rymotwórczą (1788) będącą swobodną adaptacją dydaktycznego poematu L’Art poétique (1674) Nicolasa Boileau, traktowanego jako kodyfikacja francuskiego klasycyzmu XVII-wiecznego, opartego na racjonalizmie, przekonaniu o niezmienności natury ludzkiej i naśladowaniu uniwersalistycznie pojętej natury. W Przedmowie dedykowanego królowi Stanisławowi Augustowi poematu polski autor odwoływał się ponadto do autorytetów Arystotelesa, Horacego, Marco Girolamo Vidy i Alexandra Pope’a, których metapoetyckie utwory formułowały podstawowe normy literackie oraz promowały klasyczny wzorzec twórczości poetyckiej. Za tymi teoretykami, a przede wszystkim za Boileau, Dmochowski w Sztuce rymotwórczej przyjmował racjonalistyczną koncepcję twórczości („Rozum niech będzie mistrzem, a nie widzimisię”, Sztuka rymotwórcza, Pieśń pierwsza, w. 121), za główne źródło twórczości uznawał współpracujący z gustem twórczy umysł nazywany dowcipem (tak przekładał terminy esprit, talent i génie). Poezję pojmował jako sztukę – umiejętność tworzenia wierszy, jej wyznacznik widział w rymowaniu („Rym największa dzisiejszych wierszów jest ozdoba”, Pieśń pierwsza, w. 53), wyłączając tym samym z obszaru literatury pięknej nowe gatunki prozatorskie, jak np. powieść (romans). Głosił wymóg mimesis – naśladowania natury („Natura jest jedynym ozdób wizerunkiem, / Byleś je brał rozumnie, nie ślepym trafunkiem”, Pieśń pierwsza, w. 75–76), w fikcji widział „żywioł i duszę poety, / Gdy wytkniętej rozumem nie przechodzi mety”, tamże, w. 95–96). Wymagał zachowania w dziele porządku, jasności, ale też różnorodności, a także czystości i szlachetnej prostoty języka. Był zwolennikiem klasycystycznego decorum („Kto przystojnego toku rzeczy dać nie umie, / Kto wszystko w błędnym kładzie za jedno rozumie / I jednakim wyraża tonem w prostym rymie, / Może-ż zyskać szlachetne rymotwórcy imię? / Każdy rodzaj pisania ma szlachetność swoję”, tamże, w. 209–213), co pociągało za sobą niezbędność przestrzegania reguł, które znajdowały najdobitniejszy wyraz w tradycyjnej systematyce gatunków (wysokich, średnich i niskich). Przede wszystkim jednak jako podstawowy wymóg stawiał poezji cele moralistyczno-wychowawcze (szczególnie w gatunkach dramatycznych i w satyrze): „To jest prawo poetów sztuki nieodmienne: / W przyprawnym kąsku dawać nauki zbawienne” (Pieśń czwarta, w. 133–134). Zarazem Dmochowski – zorientowany w oświeceniowych publikacjach filozoficznych i estetycznoliterackich – wprowadzał do swojego wywodu opinie wykraczające poza normatywną poetykę klasycystyczną. Tak więc z jednej strony – w duchu tej doktryny akceptował pojmowanie natury (przedmiotu przedstawienia literackiego) jako tego, co istotne i niezmienne, z drugiej jednak – zgodnie z XVIII-wiecznym empiryzmem postulował reprezentację natury w jej wielości, zróżnicowaniu i konkretności, w jej zjawiskowych, jednostkowych przejawach, w różnorodności jej tonów, również grozy i niezwykłości („Grzmią pioruny, wrą morza, dmą wichry, dżdże leją; / Pasą się kotne trzody, młode kózki skaczą; / Zamki zwalone, w gruzach wielkości swej płaczą. / Wichry walą odwieczne dęby wraz z mdłym chrostem: / Co wspaniałe wprzód stało, to leży pomostem”, Pieśń pierwsza, w. 78–82). W gatunkach lirycznych silniej akcentował potrzebę wzruszenia i czułości („Trzeba mieć duszę czułą i serca głos tkliwy”, Pieśń druga, w. 6). Systematykę małych form poetyckich Boileau dopełnił bajką, wysoko ocenioną w realizacji Krasickiego. Najwięcej odstępstw od normatywizmu pojawiło się w związku z gatunkami dramatycznymi. Akceptując regułę trzech jedności (choć niekonsekwentnie w stosunku do jedności miejsca), dopuszczał w tragedii zmienność charakterów osób przedstawionych oraz – za Diderotem i Mercierem – domagał się bohatera niskiego stanu („Błądzi ten, który mniema, że w tragicznej scenie / / Wielkich imion potrzeba i tylko te role / Mogą na nas wycisnąć łzy, gdzie wchodzą krole. / Czyż tylko berła same, czyż same wielkości / Dla swoich nieszczęść godne serc naszych litości, / A ludzie pospolici są w tym upodleni? / Nie krzywdźmy przyrodzenia, przesądem zaćmieni. / Ich ci to są największe nieszczęścia na świecie, / Ich ci to bezprzestannie okrutny los gniecie. / Wydaj dobrze ich nędzę!”, Pieśń trzecia, w. 304–313). W komedii zaś – przy pełnym uznaniu jej funkcji dydaktyczno-moralizatorskiej – odrzucał skontrastowanie charakterów („Nie muś się, żeby były na scenie przeciwne / Charaktery w osobach”, tamże, w. 781–782), akceptował uczucia wzniosłe wszystkich postaci scenicznych, wymagając raczej wyposażenia ich w typowe cechy społecznych kondycji („Nie dosyć jednak umieć ludzkie wyśmiać wady – / Trzeba nam jeszcze cnoty wystawić przykłady. / Tego niezwiędły wawrzyn w potomności czeka, / Który nas powinności nauczy człowieka, / Który wyda ludzkiego towarzystwa związki, / Jakie są ojca, jakie syna obowiązki, / Jakie dobrego męża, jakie dobrej żony”, tamże, w. 795–801). W tej koncepcji (bliskiej poglądom D. Diderota) komedia zbliża się do dramy, staje się „gatunkiem poważnym” (genre sérieux), w którym jakości estetyczne komizmu i tragizmu mają prawo współistnieć, co sprawia, że zacierają się granice między tragedią a komedią. W tradycyjnie sytuowanym najwyżej w systematyce gatunkowej eposie Dmochowski przeciwstawiał się wprowadzaniu cudowności chrześcijańskiej i – zgodnie z poglądami starożytników – bronił mitologii jako środka obrazowania, choć jednocześnie obok najwyżej cenionego Homera oraz Wergiliusza stawiał współczesnym za przykład Miltona realizującego odmienny model poematu bohaterskiego. Zgodnie z myślą nowożytników pisał: „Nie dajmy się przesądu zaciemniać powłoką, / Rzućmy nieuprzedzone na dzisiejsze oko / Dzieła sławnych pisarzów, a pewnie uznamy, / Że wiele równych bogactw starożytnym mamy” (Pieśń czwarta, w. 269–272).

W Pieśni czwartej poematu Dmochowski wraca do ogólnych problemów twórczości i zarysowuje wizerunek poety. Wymaga od niego doskonałości („Nigdy się rymotwórcą miernym być nie godzi”, tamże, w. 16), którą daje połączenie „daru natury” i „sztuki”, czyli nabytej umiejętności tworzenia. Zarazem – dystansuje się od krępującego poetę ścisłego przestrzegania wzorów, wypowiadając pochwałę geniuszu (tutaj rozumianego szerzej niż jako odpowiednik dowcipu i talentu) oraz nowości: „Sztuka wzięta z przykładów ścieśnia ludzkie dzieła. / / Czyliż wszystko w okresie swym sztuka zamknęła? / Górny genijusz, lotne rozpuściwszy skrzydła, / Za nieprzestępne sztuki wyleci prawidła, / Nowe stworzy rodzaje, nowe da widoki. / / [...] Czyż jeden rodzaj broni przystępu drugiemu? / Czyż wszyscy podlegamy prawidłu jednemu? / Nowość, co jako światło niespodzianie bije, / [...] Razi umysły w ciasnym zamknięte okresie, / Ale z czasem chwalebne zwycięstwo odniesie. / Godni naśladowania dawni autorowie, / Oni są nasze wzory, oni sztuk twórcowie, [...] / Z ich dzieł się urodziła dla nas trudna sztuka. / Lecz ma-li to być grzechem, że nowych dróg szuka / Genijusz twórczy, nie chcąc iść gościńcem bitym?” (tamże, w. 55–71). Pojawiają się dalej Milton i Young jako pisarze obdarzeni tak pojętym geniuszem. Zarysowując początki poezji, Dmochowski wypowiada pochwałę pierwotnych zbiorowości ludzkich, ale poezji przyznaje zasługę ich ucywilizowania oraz (za Horacym) szczególną moc oddziaływania na człowieka i naturę. Podstawowym wymogiem stawianym poecie jest postawa moralna: „Zatem, kto się o zaszczyt autora dobija, / Niechajże serce zdobi swe cnotą prawdziwą. / Wtenczas go będzie wszystko dotykało żywo, / Wtenczas czucia swej duszy na papier wyleje / I silnym ku dobremu wyrazem zagrzeje. / [...] Nietknięta prawdą dusza liche myśli rodzi, / A podłość serca do pism autora przechodzi” (tamże, w. 440–451). Aktualizując ten cyceroniański wzorzec poety jako „męża dobrego”, Dmochowski wymaga też od współczesnego poety zaangażowania w sprawy publiczne („Kiedy z ludźmi zostajesz w pożyciu społecznym, / Masz swoje obowiązki: ojczyzna cię żąda, / Wzywa przyjaźń, ubóstwo twej ręki wygląda. / Pięknie to, że w pisaniu mocny jesteś wierszy, / Lecz dobrym być człowiekiem – to zaszczyt najpierwszy tamże, w. 452–456).

Sztuka rymotwórcza pełniła w rzeczywistości literackiej schyłku XVIII w. równolegle dwie funkcje: z jednej strony – kodyfikacji doktryny klasycystycznej, z drugiej zaś – jej rewizji i dopełnienia poglądami XVIII-wiecznych estetyków głoszących nowe idee literackie; m.in. z powodu tego ostatniego poemat Dmochowskiego nie cieszył się uznaniem późnych klasyków początku XIX w., a dla romantyków stał się symbolem skostniałości i epigonizmu doktryny klasycystycznej. W wydanych przez Franciszka Salezego Pismach rozmaitych Franciszka Ksawerego ukazało się trzecie wydanie Sztuki rymotwórczej z licznymi zmianami kompozycyjnymi oraz poprawkami dostosowującymi tekst do późnoklasycystycznych wymogów puryzmu językowego, ale też z dopełnieniami o charakterze estetycznym, np. wzmocnieniem roli gustu. Co do autorstwa tych zmian – opinie są podzielone, ale raczej przypisuje się je wydawcy.

Wizja historii literatury polskiej i krytyki. Wywody teoretycznoliterackie zostały w Sztuce rymotwórczej dopełnione przez zarys dziejów literatury polskiej z jej periodyzacją oraz oceną dokonań poszczególnych epok (Pieśń pierwsza, w. 259–310), a dalej – dziejami gatunków dramatycznych (Pieśń trzecia, w. 115–222). Dmochowski wyróżnił trzy okresy literackie, potępiając średniowiecze i późny barok, a wynosząc renesans do rangi wzorca, najpełniej zrealizowanego w twórczości Jana Kochanowskiego, a później Szymona Szymonowica, Wacława Kochowskiego i Wacława Potockiego. Jako kontynuację tej – uznanej za istotną – tradycji postrzegał twórczość pisarzy stanisławowskich, wśród których na pierwszym miejscu stawiał Ignacego Krasickiego, Adama Naruszewicza oraz Stanisława Trembeckiego, krytykując zarazem panującą wierszomanię i ukazując jako wzór stylu twórczość autora wiersza Na ruinę jezuitów. W ocenie dawnych i współczesnych pisarzy stosował kryteria estetyczne wyłożone w Sztuce rymotwórczej. Poemat ten zawierał także rozważania metakrytyczne dotyczące jakości i funkcji krytyki literackiej. Dmochowski przede wszystkim od pisarza oczekiwał autokrytycyzmu („Boisz-li się publicznej pism twoich obmowy? / Trzeba, byś sam dla siebie był krytyk surowy”, Pieśń pierwsza, w. 394–395), odrzucał pochlebstwo w stosunku do twórcy, ale podnosił wielką rolę wnikliwej krytyki: „Mądry przyjaciel pilnie dopełnia urzędu / Sędziego i żadnego nie przepuści błędu. / Wytknie, co zaniedbane. Co niskie – poprawi” (tamże, w. 413–415). Odrzucając zarówno krytykę pochlebczą, jak i zjadliwą, od krytyka wymagał wiedzy i znajomości warsztatu pisarskiego („Ostry krytyka urząd nie każdego zdobi: / / Niech ten sądzi o drugich, który sam co zrobi”, Pieśń czwarta, w. 343–344), widział w nim znawcę i eksperta dbającego o przestrzeganie w dziełach podstawowych norm literackich. Silnie akcentował też potrzebę krytyki literackiej w życiu publicznym, widząc w niej niezbędne narzędzie doskonalenia literatury.

Dmochowski jako krytyk literacki. Treści krytycznoliterackie znalazły się w większości pism autora Sztuki rymotwórczej. W mowach wygłaszanych w szkołach pijarskich wypowiadał się na temat ich programu nauczania, a przede wszystkim – w kwestii roli tradycji antycznej w kształceniu i wychowaniu obywateli zaangażowanych w życie publiczne. I tak np. w Mowie o potrzebie i sposobie uczenia się łaciny rozważał sprawę relacji między tradycją antyczną a językami nowożytnymi. Stwierdzał, że „nauka języka łacińskiego jest kluczem prawdziwego oświecenia i dobrego gustu”, i przestrzegał przed odrzucaniem tego dziedzictwa w sytuacji „powszechnego używania francuszczyzny” (Mowa o potrzebie). Głosił niezbędność wiedzy o antycznej wymowie dla ukształtowania dobrych mówców – uczestników życia publicznego, jako wzór stawiając Cycerona. Podobnie traktował również poetów rzymskich: „Nie mogę tu opuścić poezji, która w rzędzie nauk wyzwolonych wysokie trzyma miejsce, a barwy i ozdoby innym naukom udziela. Jak wiele, i jak wybornych w tym rodzaju ma język łaciński autorów!” – wykrzykiwał Dmochowski i wymieniał Wergiliusza, Tibullusa, Propercjusza, Horacego, Juwenalisa (tamże).

Postawę skłaniającą do wpływania na bieżące życie literackie i ferowania opinii o aktualnej twórczości ujawnił autor Sztuki rymotwórczej wcześnie. Mimo braku pewności co do przypisania mu Listu Sandomierzanki do Podolanki wiele zawartych tam spostrzeżeń koresponduje z jego poglądami, przede wszystkim dotyczącymi ocen i hierarchii pisarzy współczesnych. Protestując przeciw postrzeganiu przez Ao (bohatera Podolanki Krajewskiego) jedynie Krasickiego jako wybitnego poety, upomniał się o Naruszewicza („[...] tylko u nas poeta jest JMC Biskup Warmiński? A Naruszewicz nie ma tego szczęścia?”; „Dobrych pisarzów polskich wcale więcej jest, niżeli w wspomnieniu męża WMC pani”), List podnosił też znaczenie poetyckiej twórczości Stanisława Konarskiego. Podolance zarzucał brak prawdopodobieństwa wydarzeń, a także krytykował zaprzeczający naturalności „polsko-francuski” język bohaterki (List). Polemiczny temperament krytycznoliteracki Dmochowskiego najpełniej ujawnił się w jego udziale w słynnej polemice z akademikami krakowskimi. Zakus nad zaciekami Wszechnicy Krakowskiej, prawdopodobnie współautorstwa Dmochowskiego i Franciszka Siarczyńskiego, poddawał krytyce pisma Andrzeja Trzcińskiego, Jacka Przybylskiego i Marcina Fijałkowskiego. Została w nim podjęta wszechstronna analiza („przetrząśnienie”) publikacji akademików, kierująca się wskazaniami klasycznej retoryki, gustu i rozsądku. Wytknięto krakowskim profesorom nadmiernie wysokie mniemanie o własnych dokonaniach i nazwano ich „mędrkami”: „Prawdziwy geniusz, gustem i rozsądkiem powodowany, trzyma się zawsze w granicach skromności. [...] Kto czytał dysertacje akademików krakowskich [...], widział gust najgorszy z największym samochwalstwem złączony, widział najeżoną dumę mędrków w obietnicach, a nikczemność w skutkach. Widział pełno fałszywych błyskotek, a żadnej prawdziwej nie znalazł piękności” (Zakus). Zarzucano im – niekiedy w ostrym tonie ironicznym – „zdania dzikie, powiem śmiało, zdrowemu rozsądkowi przeciwne” (tamże), ciemność stylu, nietrafność i sztuczność środków stylistycznych, np. przenośni (u Trzcińskiego). Analizując Fijałkowskiego Mowę przy rozdawaniu nagród w Związku Filantropiczym wytykał Zakus pracownikom Akademii „błędy przeciw polszczyźnie” (tamże), a także nieumiejętność konstrukcji wypowiedzi retorycznej, niemającej mocy oddziaływania na odbiorcę zgodnie z klasycystyczną zasadą docere, movere, delectare: „Nie wart nazwiska mówcy, który przekonać słuchacza potrafi, ale mu się podobać, ale go wzruszyć i pociągnąć nie zdoła. Cóż mam sądzić o mówcy, którego ciemny bez upodobania, oświecony ze wzgardą tylko mógł słuchać?”, tamże), a także sprzeniewierzenie się podstawowemu obowiązkowi nauczyciela wymowy: „Nauczyciel wymowy w wolnym narodzie pomnieć na to szczególniej powinien, aby tę naukę do obywatelskiego użycia stosował” (tamże). Łagodniej potraktowanego Przybylskiego chwalono za „obszerną erudycję”, ale wytykano niejasność i „ciemnotę stylu”, a przede wszystkim „nowe wyrazy, którymi dzieło swoje napchał i [...] zeszpecił [...]” (tamże). Zakus zawiera też rozważania metakrytyczne dotyczące niezbędności krytyki literackiej („Krytyka jak we wszystkich krajach była pogromem nikczemnych pismaków, tak i nam na poskromienie ich zuchwałości oręża swego użyć powinna. [...] Ile jej przestrogom gust dobry i w obcych krajach, i u nas samych jest winien, wszystkim uczonym wiadomo”, tamże). Krytyka rozumiana jest jako działalność znawców, którzy stoją na straży pojmowanej w duchu klasycystycznym poprawności wypowiedzi literackiej.

Na zarzuty środowiska warszawskich pijarów (nazwanych „genijuszkami” albo „Asmodeuszkami”) odpowiedział Przybylski opatrzonym złośliwymi przypisami satyrycznym poematem Heautoumastix, czyli bicz na samego siebie (1789). Wytykał autorowi Listu lękliwą anonimowość i bronił oryginalności własnych pism oraz własnego rozumienia stylu: autor Listu „miesza styl ze słowami i za jedno bierze”, tymczasem „może być styl najlepszy, choć słowa będą dzikie, i przeciwnie, styl najgorszy słowami dobranymi” oraz całego środowiska akademików krakowskich. Konwencję tę, dopełnioną fikcją znalezionego rękopisu (z żartobliwą aluzją do Historii Krasickiego), podjął Dmochowski w wierszowanym Urywku bicza kręconego w Krakowie, który ma skomplikowaną, wielogłosową konstrukcję. Parodystyczne naśladowanie Heautoumastix w tekście głównym poprzedzone jest Uwiadomieniem rzekomego znalazcy i wydawcy fragmentu „bicza” oraz dopełnione polemicznymi wobec Zakusu przypisami rzekomego „autora” Heautoumastix, a także Notami edytora, który z kolei podejmuje ostrą, nacechowaną ironią polemikę z poglądami włożonymi w usta Przybylskiego. Krytykując rewizjonistyczne rozumienie w środowisku krakowskim podstawowych kategorii estetycznych: geniuszu, oryginalności, nowości oraz stylu, autor Urywku bicza deklaruje wierność estetyce klasycystycznej: „[...] dobry dowcip, gruntowny rozsądek i prawy gust” (Urywek) – to podstawowe wymogi stawiane poecie. Ponownie podnosi Dmochowski znaczenie krytyki w rozwoju życia umysłowego: „Krytyka jest to roztrząśnienie pism, z wytknieniem wad w nich znajdujących się. Taka krytyka nie jest paszkwilem, ale jest potrzebną literatury częścią” (tamże). Następnym głosem w sporze była rozprawa Fijałkowskiego O geniuszu, guście, wymowie i tłumaczeniu (1790), w której zaprezentowano rozumienie tytułowych pojęć w duchu rewizjonistycznym wobec tradycji klasycystycznej. Polemika warszawskich pijarów z akademikami krakowskimi była świadectwem polaryzowania się poglądów literackich, wiernych tradycji normatywności w środowisku pijarów, a nawiązujących do nowszych koncepcji estetycznych w gronie akademików krakowskich.

Ciekawym sposobem realizacji postawy krytycznoliterackiej było też wyposażenie edycji przekładanych przez Dmochowskiego dzieł antycznych. Opatrywał je translacjami artykułów zarysowujących sylwetkę pisarza (np. O geniuszu Homera pióra J.-J. Barthélemy’ego i A. Pope’a otwierające edycję Iliady w Dziełach Homera, 1804), ale – co ważniejsze – własnymi Uwagami nad kolejnymi księgami utworu zawierającymi objaśnienia rzeczowe i komentarze, a przede wszystkim – analizy stosowanych przez antycznego poetę środków stylistycznych, ze wskazaniem ich poetyckiego kształtu oraz funkcji w tekście, np. w pieśni II: powtórzenia, porównania, wyliczenia i opisy. Były to ważne dla rozwoju krytyki początki analizy formalnej dzieła oraz oceny jego walorów artystycznych.

Po przerwie spowodowanej pobytem na emigracji Dmochowski ponownie zaczął uprawiać krytykę literacką na łamach założonego przez siebie „Nowego Pamiętnika Literackiego”. W liście do Adama Kazimierza Czartoryskiego z 28 V 1800 informował o swym zamiarze wydawania „periodycznego pisma”, którego celem jest „utrzymywanie w czystości rodowitego języka i rozkrzewianie gustu”, i pisał: „[...] a ja przynajmniej tę pociechę mieć będę, żem od dziesięciu lat blisko prawie obumarłe pióra polskie ożywił” (rkps Bibl. Czart. 6093, t. 1). Uważał, że u nas krytyka literacka dotychczas nie była dostatecznie rozwinięta, zamierzał działać na rzecz jej wzrostu, m.in. przez publikowanie w periodyku „krytycznych rozbiorów dzieł polskich”, jednak „oszczędnie umieszczanych [...] póki do nich z czasem publiczność nasza nie przywyknie” (tamże). W „Nowym Pamiętniku Warszawskim” publikował obszerne recenzje aktualnie wydawanych dzieł literackich i naukowych, np. recenzja przekładu Logiki, czyli pierwszych zasad sztuki myślenia (NPW 1802, t. 8), artykuły dotyczące stanu instytucji kultury (np. O stanie teatru polskiego, NPW 1801, t. 2), omówienia stanu literatur obcych (Rzut oka na literaturę czeską, NPW 1803, t. 12), a także przekłady ważnych obcych pism estetycznych (np. O guście, wypis z dzieła Edmunda Burke pod tytułem „Badania filozoficzne nad porządkiem naszych wyobrażeń o wysokości i piękności”, NPW 1804, t. 13; Antropologia praktyczna I. Kanta, NPW 1801, t. 4). W czasopiśmie uprawiane były różne odmiany gatunkowe krytyki, co stanowiło ważny wkład w jej rozwój i doskonalenie. Realizacją takiego zamiaru było też zamieszczenie przez Dmochowskiego własnego autorstwa cyklu biograficznych i literackich sylwetek współczesnych pisarzy pod wspólną nazwą Życia sławnych mężów, m.in. Józefa Szymanowskiego (NPW 1801, t. 1), Ignacego Krasickiego (NPW 1801, t. 2), Stanisława Konarskiego (NPW 1803, t. 11), Grzegorza Piramowicza (NPW 1803, t. 10). W realizacji Dmochowskiego zawierały one zarys biografii prezentowanego autora na szerokim tle kultury jego czasu, ukazywały go jako człowieka niepowtarzalnego, przede wszystkim jako artystę słowa, a także – przynosiły omówienie jego najważniejszych utworów, dające obraz twórczości uporządkowany według chronologii i kryterium gatunkowego. Pozwalało to wpisywać utwór w historyczny kontekst przemian gatunku oraz ukazać jego powiązania z innymi realizacjami danej formy. Ważną częścią takich portretów była eksplikacja i interpretacja poszczególnych dzieł, rozumiana jako docieranie do sensów, wyłożenie wpisanej w dzieło „myśli autora”, kierujące uwagę odbiorcy na jego cechy swoiste i indywidualne. I tak, przedstawiając sylwetkę Konarskiego, chwalił „dowcip bystry, imaginacją żywą, wiadomość rzeczy obszerną i szeroką, a nade wszystko moc rozumowania z gruntownej rzeczy poznania i wielkiego rozsądku wynikającą” (NPW 1803, t. 11), omawiał rolę jego pism („[...] widać ślachetny cel autora, aby panujące przesądy osłabić, a do prawd użytecznych sposobić umysły” (tamże), wskazywał prekursorstwo wobec idei myślicieli zachodnich („[...] w wielu myślach miał szczęście spotkać się z Rousseau, którego jeszcze naówczas Kontrakt społeczny (Contract social) nie wyszedł”, tamże), podnosił walory poetyckie jego wierszy łacińskich. Szymanowskiego widział jako poetę, który język polski „zrobił miłości i czułości językiem” (O życiu i pismach Szymanowskiego, NPW 1801, t. 1). Krytyk starał się zachować obiektywność sądów, w artykule O życiu i pismach Ignacego Krasickiego (NPW 1801, t. 2) nie tylko widział w Krasickim urodzonego poetę („Krasicki urodził się poetą”), poddawał rozbiorowi jego dzieła i chwalił za „imaginację żywą, dowcip obfity, zwroty szczęśliwe”, ale też dostrzegał „rzeczy wyborne, ale wiele jest miernych”, wskazywał poetyckie słabości („w rymowaniu jest często nadto wolny”, „w wielu miejscach widać pośpiech i niepoprawę”). Chwalił również „przymioty serca i umysłu”, ale wypominał skłonność do „pompy i okazałości” oraz – przy „zaletach serca i dowcipu” – brak „tęgości charakteru” (tamże). Dmochowski dążył do wszechstronnego i obiektywnego ukazania sylwetek i twórczości pisarzy, lecz dzieła czytał w sposób aktualizujący (np. Monachomachię i Satyry I. Krasickiego), nie stronił też od anegdot (np. upowszechnił opowieść o powstaniu Monachomachii w Sans-Souci, w pokoju, w którym pozostał duch mieszkającego tam kiedyś Voltaire’a, tamże). Artykuły autorstwa Dmochowskiego, łączące ze sobą cechy portretu, pochwały i krytycznego rozbioru dzieł, nie tylko prezentowały odbiorcom literackie dokonania autorskie, ale i – przez wybór omawianych twórców – ustanawiały określoną hierarchię wartości oraz przyczyniały się do porządkowania obrazu tradycji i tworzenia kanonu literatury narodowej. Podobne cele przyświecały edytorskiej działalności Dmochowskiego. Był inicjatorem i pierwszym wydawcą Dzieł poetyckich (t. 1–2, 1802) Krasickiego, a następnie pierwszej pełnej edycji jego Dzieł (t. 1–10, 1803– –1804) rozpoczętej przy współpracy z autorem, a ukończonej już po śmierci Krasickiego. Opublikował też Dzieła wierszem i prozą Karpińskiego (t. 1–4, 1806). Działalność ta służyła utrwaleniu i przekazaniu następnym pokoleniom literackiego dorobku wieku świateł oraz wskazywała twórców należących do literackiego kanonu. Dzięki swej twórczości, ale przede wszystkim kulturotwórczym działaniom, Dmochowski pozostał postacią zasłużoną zarówno dla rozwoju krytyki literackiej, jak i ogólnie – dla polskiej kultury.</document>
<document nplp_id="14037" title="Drogoszewski Aureli" slug="drogoszewski-aureli">Krytyk literacki, historyk literatury, publicysta, bibliograf, bibliofil. Pseudonimy i kryptonimy: A.D.; A.Dr.; (A.Dr.); A. Drogojewski; A. Drogosław; ad.; mg.; J-y; Mg.; MG. Wątpliwe: Drogosław.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 VI 1863 we wsi Mytki na Podolu jako syn Stanisława i Natalii z Ratowskich. Po ukończeniu gimnazjum w Kamieńcu Podolskim (1882) studiował matematykę na uniwersytecie w Kijowie (1883–1885). Relegowany z uczelni i aresztowany za radykalne poglądy polityczne, pracował następnie jako nauczyciel w dworach ziemiańskich. Debiutował w 1891 r. w „Głosie” korespondencją z Podola. Od 1908 r. mieszkał w Warszawie, gdzie pracował jako nauczyciel. W l. 1909–1915 prowadził wykłady z historii literatury polskiej w Towarzystwie Kursów Naukowych w Warszawie. Od 1914 r. był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Okres 1915–1920 spędził w Kijowie. Projektował utworzenie archiwum piśmiennictwa polskiego w Rosji, na potrzeby tych prac powstało biuro bibliograficzne „Przeglądu Pedagogicznego i Naukowego”, krytyk opracował Instrukcję do bibliografii druków odrębnych i pism. Był kierownikiem literackim „Wiadomości Bibliograficznych”, zadaniem pisma było dokumentowanie życia literackiego Polaków w Rosji w czasie

I wojny światowej. Po 1920 r. był wykładowcą historii literatury polskiej w warszawskiej Wolnej Wszechnicy Polskiej. Zmarł 31 III 1943 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim (data śmierci na nagrobku: 28 III).


Kręgi aktywności. Drogoszewski sympatyzował z Polską Partią Socjalistyczną. Stanisław Stempowski zanotował o nim młodzieńcze wspomnienie: „Ten późniejszy krytyk i profesor-polonista czytał nam swoje referaty rewolucyjne po rosyjsku [...]. Z jego ust usłyszałem po raz pierwszy nazwisko Marksa”. Dzięki kontaktom Stempowskiego Drogoszewski stał się aktywnym krytykiem literackim w środowisku warszawskim, z czasem historykiem literatury, edytorem i wykładowcą akademickim.

Był samoukiem i posiadaczem ogromnej biblioteki, prowadził „diogenesowski żywot abnegata” (E. Jankowski). Swoją kondycję życiową porównywał z doświadczeniem powieściowego Zygmunta Ławicza (nazwiskiem bohatera podpisał jeden z pierwszych listów do E. Orzeszkowej – z 15 XII 1902). Znalazł się w gronie najważniejszych korespondentów pisarki (wymiana listowa trwała do 1907 r., widzieli się raz w 1909 r.). Toczyli dyskusje literackie, rozmawiali o sprawach politycznych i społecznych. Zbiorowe wydanie Pism Orzeszkowej (1912–1927) poprzedził obszernym studium o pisarce (odpowiadał również za układ i decyzje edytorskie); współredagował kolejną edycję jej Pism (1937–1939) oraz wydanie Listów (1937–1938). Na jego prośbę pisarka rozpoczęła pisanie Wspomnień, które Drogoszewski opublikował po jej śmierci („Sfinks” 1911, t. 13–14). W okresie międzywojennym upowszechniał twórczość autorki Nad Niemnem w licznych artykułach, odczytach i audycjach radiowych. Był jednym z czterech członków założonego po śmierci pisarki przez Jadwigę Holenderską Towarzystwa im. Orzeszkowej.

Wydał poprzedzone wstępem swego autorstwa i objaśnieniami Balladynę (1908) i Beniowskiego (1909) Juliusza Słowackiego w popularnonaukowej serii Wybór pisarzów polskich dla domu i szkoły oraz – jako przyczynek do badań nad „kierunkiem religijno-mistycznym” Adama Mickiewicza – wspomnienia Józefa Przecławskiego o Józefie Oleszkiewiczu (1914). W autografie pozostawił opracowanie Sztuki rymotwórczej Franciszka Ksawerego Dmochowskiego. Jego zainteresowania obejmowały szerokie spektrum literatury polskiej końca XVIII, XIX i 1. poł. XX w. Wydał studium poświęcone Władysławowi Syrokomli („Biblioteka Warszawska” 1904, t. 1–2). Wypowiadał się na temat twórczości pisarzy oświecenia (m.in. Woronicz a Naruszewicz, „Pamiętnik Literacki” 1936, nr 1/4), romantyków (m.in. Masynissa, Irydion, Kornelia, „Ateneum” 1895, t. 1, z. 2; Uwagi o „Marii Stuart” Słowackiego w przedstawieniu prof. Małeckiego, „Ateneum” 1896, t. 3, z. 7) oraz epigonów romantyzmu (w serii Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej). Badał również zagadnienia wersologiczne, dowodząc słabości ogłoszonej przez Stanisława Mleczkę teorii wiążącej rytm wiersza z oddechem i biciem serca (Filozofia rytmu, „Biblioteka Warszawska” 1902, t. 2–3). Odnosił się do przekładów, analizując umiejętność dostosowania stylu tłumaczenia do oryginału ([rec.] A. Negri, „Niedola”; „Burze”, przekł. M. Konopnicka, „Prawda” 1902, nr 2–3).

Obficie recenzował bieżące piśmiennictwo. Od 1895 r. drukował artykuły i recenzje w „Ateneum”, od 1898 r. w „Bibliotece Warszawskiej” i „Prawdzie”, w l. 1901–1904 w „Głosie”, w l. 1902–1904 w „Ogniwie”, od 1903 r. w „Książce”. W 1906 r. był członkiem redakcji wychodzącego w Kijowie, zawieszonego po kilku numerach socjalistycznego „Brzasku”. W l. 1908– –1910 publikował w socjalistycznym piśmie „Wiedza” i w jego kontynuacji – „Nowym Życiu” (1910–1911). Omawiał twórczość Henryka Sienkiewicza, Marii Konopnickiej, Wiktora Gomulickiego, Antoniego Langego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Stanisława Wyspiańskiego,

Stefana Żeromskiego. Badał dramat młodopolski (Nieco o dramacie polskim i St. Przybyszewskim, „Świt” (Kijów) 1906, nr 1). Interesował się tzw. kwestią kobiecą i zagadnieniami z obszaru estetyki. Podjął m.in. rozważania na temat różnic między „typem” a „charakterem artystycznym”, konstatując, że stworzone przez estetykę klasyczną czyste „typy” nie istnieją („Utwór literacki nie jest fotografią, lecz malowidłem”; Typ i charakter, „Pamiętnik Literacki” 1936, z. 1).

Wiele uwagi poświęcał kwestii wychowania młodego pokolenia. Po wydarzeniach 1905 r. artykuł Drogoszewskiego o nowej generacji wywołał „spór o młodzież” (R. Wroczyński). Publicysta zarzucał młodemu pokoleniu odejście od dążeń społecznych i „od ruchów życia zbiorowego”, co miało być skutkiem znużenia i obojętności dostrzegalnych również w dyskusjach literackich (Kilka słów o młodzieży, „Wiedza” 1909, nr 51). Poczucie „odpowiedzialności za przyszłość” widział w pokoleniu filaretów i filomatów, młodzież współczesna, twierdził, „woli zaś nieraz perkaliki Połanieckiego” (tamże).


O pisarzach pozytywizmu. W dłuższych studiach tłem omówienia twórczości czynił biografię pisarza. Dzieła literackie rozpatrywał pod kątem psychologicznym, w wymiarze ideowym poszukiwał pierwiastków demokratycznych i kontekstów, które decydowały o ich obecności. Literaturę, zwłaszcza polską, widział jako „zadanie społeczne”. Tę kategorię zastosował również w definicji rodzimego pozytywizmu, który na gruncie polskim miał być ruchem umysłowym o „tendencjach wybitnie społeczno-narodowych”, nie zaś „nauką filozoficzną Comte’a” – stąd określenie „pozytywizm warszawski” (Pozytywizm polski, w: Encyklopedia wychowania, t. 9, 1921). Za główne konsekwencje pozytywizmu w literaturze uznał utylitaryzm, „umiejętne badanie rzeczywistości”, podniesienie kwestii kobiecej i edukacyjnej. Za dzieło spełniające funkcję wykładu na temat pozytywizmu polskiego uważał Zarys literatury polskiej (1864–1897) Chmielowskiego. Diagnozował silne wpływy literatury rosyjskiej na swoje pokolenie, tłumacząc to wyższym w odniesieniu do literatury polskiej poziomem „pierwiastka demokratycznego” w dziełach Rosjan. Skrzywiony obraz pokolenia „realistów” ze Szkoły Głównej odnalazł w Ojcach i dzieciach Iwana Turgieniewa oraz w powieści Urwisko Iwana Gonczarowa. Zmierzch pozytywizmu upatrywał w rozwoju nowych prądów społecznych, które znalazły swoje odzwierciedlenie na łamach „Głosu” (od 1886 r.). Spod „moralnej presji pozytywizmu” najwcześniej miał się wyłamać Henryk Sienkiewicz (Pozytywizm).

W obszernym studium poświęconym twórczości Orzeszkowej (Eliza Orzeszkowa, „Biblioteka Warszawska” 1900, t. 3–4) określił pisarkę mianem „znakomitej naszej bojowniczki o cele humanitarne”, podkreślił znaczenie w jej twórczości „sprawy kobiecej” oraz podnoszenia wagi wychowania i wykształcenia. W opinii krytyka to kwestia włościańska miała wprowadzić do twórczości Orzeszkowej „ferment, który ujawnił głęboką różnicę usposobień pomiędzy ludźmi, co powinni byli stać obok siebie najbliżej, [...] który włożył wreszcie jej pióro do ręki” (tamże), a „nikt przed Orzeszkową nie dał nam tak prawdziwych, a tak szeroko zakreślonych obrazów życia ludu” (tamże, t. 4). Pierwszym powieściom zarzucał brak wprawy pisarskiej i dydaktyzm, „naiwne niemal przejęcie się hasłami pracy organicznej” (tamże). Podkreślał ewolucyjny charakter twórczości i poglądów („utwory Orzeszkowej są jakby ogniwami jednego łańcucha, [...] które zahaczają się o siebie i jakby wywijają się z poprzedzających”; tamże, t. 3). Za przełom – podobnie jak Chmielowski – uznał twórczość poł. lat 70. (od Pani Luizy po Meira Ezofowicza), kiedy zanikła skłonność do pouczania czytelników. Meir Ezofowicz był według Drogoszewskiego arcydziełem, jedną z najważniejszych polskich powieści (w liście do autorki z 7 IV 1903 pisał, że była to książka, którą zabrał ze sobą do więzienia, w liście z 22 VI 1903 nazwał ją rzeczą „wielką i świętą”). Nowele z cyklu Melancholicy traktował jak zapowiedź zwrotu „do zagadnień przeważnie treści etycznej”, cenił Ascetkę. Za „wadliwe” w dziele Orzeszkowej uważał „psychologię bohaterów”, odchodzenie od realizmu (tamże). Miano arcydzieła przyznał powieści chłopskiej; jako szczytowy punkt rozwoju talentu wskazał Chama i Bene nati.

Sienkiewicza nazwał Drogoszewski „uosobieniem reakcji”, a kult jego twórczości „zmorą”. Negatywna opinia o pisarzu nie powinna być łagodzona „prywatnymi zasługami” (list do E. Orzeszkowej z 4 V 1903). W poświęconym Sienkiewiczowi artykule stwierdził, że pisarz zaczynał jako „nieodrodne dziecko swej epoki, jako pozytywista [...] i jako demokrata” (Henryk Sienkiewicz. Szkic jubileuszowy, „Prawda” 1900, nr 49–51). Drogą do uznania wśród czytelników była „pierwotność czy awanturniczość wyobraźni”, której nie miała Orzeszkowa; podobną przewagę wykazywał Słowacki nad Mickiewiczem i Krasińskim. Orzeszkową można uznać za artystkę, jeśli przyjmie się rozumienie dzieła sztuki jako „wzruszeniowego wyrazu osobistości ludzkiej” (tamże). Wady pisarstwa Sienkiewicza to nieumiejętność syntezy, a w wymiarze ideologicznym – traktowanie „wojny społecznej” (w znaczeniu: rewolucji) jako rozboju (tamże). Rodzinie Połanieckich i Bez dogmatu przyświecała idea charakterystyczna również dla twórczości Paula Bourgeta: „[...] konieczność cofnięcia się z drogi, którą wytknęła dla siebie myśl nowoczesna” (tamże, nr 51). W stanowiącym nawiązanie do wystąpienia Stanisława Brzozowskiego artykule O „obcym człowieku” („Głos” 1903, nr 16) Drogoszewski wzmocnił krytykę Sienkiewicza, w ironicznej, emocjonalnej formie wskazał przyczyny, które miały powodować rozziew między sposobami myślenia pisarza i społeczeństwa.

„Na lewym skrzydle organiczników” krytyk umieścił Konopnicką, zestawiając jej pisarstwo m.in. z twórczością Wiktora Gomulickiego i Adama Asnyka, diagnozując odmienny sposób „miłowania ludzi” (U steru. Dlaczego miłujemy Konopnicką?, „Ogniwo” 1902, nr 1). Nadzieję poetki na porozumienie dworu i chaty uznał za mrzonki, ideał, który „nie był szczerze demokratyczny, bo przecie pracownik musi się wyzwolić z wszelkiej opieki”, ale wyznawany w dobrej wierze (Maria Konopnicka, „Nowe Życie” 1910, nr 3).


O modernistach. W listach do Orzeszkowej mówił o nowym pokoleniu pisarzy, że lekceważy obowiązki społeczne. O popularności Przerwy-Tetmajera w opinii krytyka zdecydował „namiętny temperament” wyrażający się w pełni w erotykach, choć zawarta w nich zmysłowość zbliżała się do rozwiązłości. Zarzucił poecie nurzanie się w „mistycznych tęsknotach”, pozowanie na pesymistę oraz nieumiejętność transponowania wrażeń na idee (Kazimierz Przerwa-Tetmajer jako liryk, „Biblioteka Warszawska” 1899, t. 1). W rozważaniach nad poezją interesował go aspekt formalny – rytm i rym. Zaznaczał, że przełamywanie trudności rytmicznych i rymowych nie jest jedynym warunkiem „wykwintności formy”, w twórczości poetów (np. u Z. Przesmyckiego) można bowiem dostrzec również „uczone rzeźbiarstwo” (tamże). W poezji Langego widział wyraźny wpływ symbolistów, w warstwie formalnej zaś prostotę, kunsztowność, „wewnętrzne rzeźbiarstwo” połączone z „egzotycznością rymu i układów zwrotkowych” i naddatkiem „pierwiastków algebraicznych” (Antoni Lange, „Prawda” 1898, nr 45). Według Marii Lipskiej i Romana Lotha publikowane przez Drogoszewskiego na łamach „Ogniwa” recenzje liryki młodopolskiej opierają się na nowatorskich analizach „sensu teorio-poznawczego i ontologicznego środków wyrazu poetyckiego”, co jest dostrzegalne w recenzjach W mroku gwiazd Tadeusza Micińskiego („Ogniwo” 1903, nr 3) i Dnia duszy Leopolda Staffa („Ogniwo” 1904, nr 2). Nowatorska jest również sformułowana przez krytyka geneza modernizmu, w której Drogoszewski dostrzega „związki światopoglądowe między połaniecczyzną a przybyszewszczyzną” ([rec.] S. Przybyszewski, „Śnieg”, tamże, nr 30). Wypowiedzi Drogoszewskiego na temat twórczości młodopolan spotkały się z ostrą reakcją Leona Choromańskiego, który nazwał je przykładem krytyki „przedpotopowej, despotycznej”, a krytyka „typowym konserwatystą”: „Jego przemawianie półgębkiem, kwaśna mina i boczenie się wobec tzw. »modernizmu« nie było niczym innym, jak zakłopotaniem człowieka inteligentnego, którego narzędzia krytyczne źle się nadają do nowych materiałów sztuki” (L. Choromański, Krytycy i recenzenci. A. Drogoszewski, „Prawda” 1913, nr 44). Zdaniem Choromańskiego Drogoszewski uśmiercił twórczość Orzeszkowej, pisarstwo Sienkiewicza rozpatrywał z perspektywy „wroga ideowego”. źródeł „niemocy [tak rozumianej] krytyki” pisarz doszukiwał się we wpływach poprzedniej epoki, którą Drogoszewski wyrażał przez hasło: „My nie żyjemy, tylko ród!”.

W swoich analizach Drogoszewski kładł nacisk przede wszystkim na wymiar społeczny i „demokratyczny” utworów. Interesowały go dociekania biograficzne i bibliograficzne. Zdobył uznanie Chmielowskiego, który odmówił mu kompetencji historyka literatury, ale docenił go jako recenzenta, zwłaszcza twórczości Konopnickiej. W latach 30. Tadeusz Grabowski określił Drogoszewskiego mianem „znawcy romansu epoki” i „badaczem dramatu”, głównie twórczości Orzeszkowej i Syrokomli. Julian Krzyżanowski nazwał krytyka „pracowitym recenzentem”, który nie zdążył scalić „mozolnie gromadzonych strzępów wiedzy”. Więź duchowa, jaką Drogoszewski nawiązał z Orzeszkową, i prace nad jej spuścizną czynią z niego znaczącą postać w historii krytyki.</document>
<document nplp_id="14038" title="Duchińska Seweryna" slug="duchinska-seweryna">Pisarka, poetka, redaktorka, publicystka, tłumaczka, działaczka, uczestniczka życia literackiego i kulturalnego w kraju i na emigracji. Pseudonimy i kryptonimy: Jarosza; Gryf; Ukrainicz; S. z Ż.; S. z Ż. P.; S. P.; S. z Ż. D.; S. z Ż. D...; S.Z.Ż.D.; S.D.; Seweryna Ż.; Seweryna D......; Seweryna Ż. D.; Sew. D.; Autorka Kroniki Zagranicznej w „Bibliotece Warszawskiej”.

Informacje biograficzne. Urodziła się 8 I 1816 w Koszajcu pod Sochaczewem. Pochodziła z zamożnej rodziny ziemiańskiej (ojciec Józef Żochowski h. Brodzic, matka Marianna Trzcińska h. Rawicz) o silnych tradycjach patriotycznych. W l. 1828–1830 uczyła się na warszawskiej pensji Zuzanny Wilczyńskiej. W 1832 r., w wieku 16 lat, wyszła za mąż za Tomasza Aleksandra Pruszaka, porucznika 27. Pułku Strzelców Konnych, a zarazem syna wpływowego ziemianina i przedsiębiorcy, Aleksandra Pawła Pruszaka. Po ślubie mieszkała krótko w Budzyniu (parafia Żychlin) i w Warszawie, a od 1834 r. w majątku męża – Śleszynie (parafia Sołek). W l. 1833–1840 urodziła sześcioro dzieci (trzy córki i trzech synów; dwóch zmarło we wczesnym dzieciństwie), jednak życie rodzinne na prowincji nie spełniło jej oczekiwań. Listy zachowane w Bibliotece im. Zielińskich wskazują na romans z Cyprianem Walewskim poznanym w Busku ok. 1842 lub 1843 r. (Listy Seweryny z Żochowskich Pruszakowej z lat 1844–1846 do Cypriana Walewskiego, Biblioteka im. Zielińskich TNP, rkps sygn. 118). Nadzieje na nowy związek mogły zdecydować o nieformalnej separacji z mężem i wyjeździe latem 1844 r. do Koszajca, a trzy lata później do Warszawy. Gdy zerwanie z Walewskim stało się faktem, Pruszakowa nie wróciła do męża, lecz wbrew rodzinie zdecydowała się na życie w Warszawie, gdzie podjęła intensywną pracę samokształceniową pod okiem Kazimierza Władysława Wójcickiego. Pierwsze publikacje spotkały się z przychylnym odbiorem, a dodatkową popularność zyskała za sprawą salonu literackiego, jaki prowadziła najpierw przy ul. Senatorskiej, a następnie w pałacu Andrzeja Zamoyskiego przy Nowym Świecie. Działała w Związku Patriotycznym Dobroczynności Warszawianek. W czasie powstania styczniowego przewodniczyła tajnemu stowarzyszeniu grup kobiecych, tzw. piątek. Uprzedzona przez Rząd Narodowy o niebezpieczeństwie aresztowania, w listopadzie 1863 r. wyemigrowała do Francji. Owdowiawszy (1856), w 1864 r. wyszła za mąż za historyka i etnografa Franciszka Henryka Duchińskiego. Na obczyźnie mieszkała przede wszystkim w Paryżu, jedynie w l. 1870–1876 przebywała poza Francją, m.in. w Wiedniu, Karlsbadzie, Dreźnie, Raperswilu, Genewie. We wszystkich miejscach swego pobytu uczestniczyła w życiu społecznym i kulturalnym Polonii, stając się stopniowo „autorką instytucją”. Jako pierwsza Polka została przyjęta do paryskiego Towarzystwa Etnograficznego, a później do Towarzystwa Geograficznego. Była też honorową członkinią Towarzystwa Muzeum Narodowego w Rapperswilu, należała do Towarzystwa Filharmonicznego, w l. 1893–1905 przewodniczyła Towarzystwu Kobiet Polskich im. Klaudyny Potockiej i licznym komitetom okolicznościowym. Dwukrotnie organizowano uroczyste jubileusze jej pracy literackiej: 13 VII 1872 w Rapperswilu z okazji dwudziestopięciolecia, w Paryżu w 1897 r. z okazji pięćdziesięciolecia. Zmarła 21 VIII 1905 w Passy. Została pochowana w Montmorency na cmentarzu Champeaux.

Kręgi twórczości. Debiutowała w 1848 r. powiastkami Ojciec Salezy i Fantazja (Album Literackie, pod red. K.W. Wójcickiego, 1848). Do gatunków najczęściej przez nią uprawianych należały obrazki obyczajowe, opowiadania dla ludu, gawędy wierszowane, liryki – często okolicznościowe. Współpracowała z kompozytorami jako librecistka oper i oratoriów (np. Monbar, czyli Flibustierowie; Alexota Jordan, czyli krzyż na Litwie; Śluby Jana Kazimierza. Oratorium). W okresie międzypowstaniowym wydała m.in. Powieści naszych czasów (t. 1–4, 1853), Gawędy i powieści (t. 1–2, 1854), Powieści poetyczne (t. 1–4, 1855) oraz cieszące się dużym uznaniem poematy biograficzne: Elżbieta Drużbacka. Powieść z XVII wieku (1855) i Sebastian Klonowic („Biblioteka Warszawska” 1855, t. 4). Zdecydowanie wartościowsza wydaje się twórczość przekładowa Duchińskiej, doceniana ze względu na swój pionierski charakter. Jeszcze przed powstaniem styczniowym pisarka ogłosiła tłumaczenia trzech ważnych pozycji: Frédérica Gustave’a Eichhoffa Obraz literatury średniowiecznych ludów, a mianowicie Słowian i Niemców. Z dodatkami i poprawą co do literatury Słowian W.A. Maciejowskiego (t. 1–2, 1856), Antoine-Frédérica Ozanama O poezji włoskiej w średnich wiekach jako źródle do „Boskiej Komedii” Danta (bez podp., „Biblioteka Warszawska” 1857, t. 2) i Dzieje Węgier pod względem historycznym, artystycznym, literackim i społecznym (pod red. J. Boldenyiego, podp. S.P., 1863). Studium Ozanama dopełniła o pierwsze polskie tłumaczenie Stabat Mater dolorosa Jacopone da Todi. W następnych dekadach przyswajała polskiej kulturze wiele znaczących utworów, m.in. Pieśń o Rolandzie („Biblioteka Warszawska” 1866, t. 1), Cyd. Poemat rycerski (tamże, t. 3), Kalevala. Epopeja finlandzka („Biblioteka Warszawska” 1869, t. 3), poemat Janosz Witeź Sándora Petőfiego („Biblioteka Warszawska” 1870, t. 1–2, 1871), ponadto wiele ludowych pieśni skandynawskich, ruskich, serbskich, bułgarskich, prowansalskich, hiszpańskich, rumuńskich, nie licząc już pozycji z bieżącego piśmiennictwa francuskiego, hiszpańskiego, angielskiego, słoweńskiego, czeskiego czy niemieckiego. Od 1853 r. niemal do końca życia regularnie współpracowała z „Biblioteką Warszawską” (tu: kroniki paryskie), redakcjami „Kłosów”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Wieczorów Rodzinnych”, „Bluszczu”, „Kroniki Rodzinnej”, „Ruchu Literackiego”, „Tygodnika Powszechnego” i in.

Uwagi ogólne na temat formuły krytycznoliterackiej. Trzeba zaznaczyć, że w przypadku Duchińskiej trudno mówić o twórczości stricte krytycznoliterackiej, a raczej o pewnych jej elementach. Podstawę wartościowania utworów stanowiły ich zawartość myślowa, recepcja, czyli praktyczne zasilenie społecznego lub narodowego „krwiobiegu”, oraz intencje: „Moralność dzieła leży nie tyle w samym utworze, ile w poczuciu piszącego” (Kronika zagraniczna, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 1). Bardzo niewiele uwagi autorka poświęcała kwestiom estetycznym, analizy filologiczne zastępując relacjonowaniem treści albo stereotypowymi formułami w rodzaju: „serdeczna pieśń”, „wyborna charakterystyka”, „wielka łatwość w oddaniu” (Literatura francuska. „La Légende des siècles” par Victor Hugo, „Biblioteka Warszawska” 1860, t. 10). Gdy idzie o obowiązki krytyka, kładła nacisk na konstruktywne wydobywanie z literatury wskazań moralnych, ideowych i oczywiście narodowych: „Niech inni rozgrzebują w bagnisku sploty gadzin bluzgające zatrutym jadem, my ich nie myślimy poruszać. My wolimy raczej dotknąć ustępów świadczących, że duch poety w chwilach szczerego natchnienia ubiega w te wysokie stropy, skąd świeci czysty promień ideału” (Parisiana, „Ruch Literacki” 1877, nr 18).

Polska tradycja kulturowo-literacka: krytyka apologetyczna. Szkice na temat dawnej i współczesnej literatury polskiej Duchińska poświęcała uznanym postaciom: Janowi Kochanowskiemu, Kazimierzowi Brodzińskiemu, Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu, Tomaszowi Augustowi Olizarowskiemu, Kazimierzowi Władysławowi Wójcickiemu, Antoniemu Edwardowi Odyńcowi, konstruując je wedle schematu „życia i twórczości”. Wydaje się, że szkice reprezentowały typ przejściowy w biografistyce dziewiętnastowiecznej, z jednej strony pisarka dbała bowiem o coraz bogatszy materiał dokumentacyjny, z drugiej – odrzucała Taine’owską szkołę historyczności, nie stroniąc od poetyckiego stylu, wyrazistych ocen, genezy psychologicznej i apologetyzacji. Mimo fascynacji staropolszczyzną dla Duchińskiej „najpiękniejszą dobą” w polskiej literaturze pozostawał romantyzm (Kronika paryska, „Biblioteka Warszawska” 1883, t. 3), interpretowany wybiórczo. Owszem, pisarka chętnie wyrażała swoje oceny, wykorzystując parafrazy słów Mickiewicza lub powołując się na jego sądy z Prelekcji paryskich, lecz rewolucyjno-bajroniczne rysy romantyzmu były rewidowane na rzecz „literatury wysnutej z głębi ducha narodowego” (tamże), o nachyleniu folklorystycznym i fideistycznym. W prywatnej hierarchii Duchińskiej do antywzorów literackich należała twórczość libertyńska i kosmopolityczna, np. Kajetana Węgierskiego. Zestawiając poetę z Voltaire’em, pisała: „[...] śmiał nastroić organy swoje na nową i wstrętną narodowi nutę” (Przegląd literatury hiszpańskiej, „Biblioteka Warszawska” 1876, t. 2).

Literatura kobiet. Sposób, w jaki Duchińska oceniała literaturę tworzoną przez kobiety, zasadniczo nie różnił się od modelu przedstawionego wcześniej, zwłaszcza w odniesieniu do polskiego kręgu kulturowego. Liczne przedpowstaniowe szkice traktujące o Elżbiecie Drużbackiej, Marii Wirtemberskiej, Tekli Łubieńskiej, Annie Nakwaskiej, Klementynie Hoffmanowej, Eleonorze Ziemięckiej układały się w ciąg kobiecej tradycji dokumentującej społeczną i narodową użyteczność ich literackich dokonań. Raczej zachowawcza w deklaracjach emancypacyjnych, Duchińska opowiadała się za prawem kobiet do działalności literackiej bardzo koncyliacyjnie: „niechaj naucza, pociesza i koi” (Stanowisko piszących kobiet, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 37). Od pisarstwa kobiecego oczekiwała jedności przekazu i życia, chrześcijańskiej empatii wobec bliźnich, „miłości, ku wszystkiemu, co wzniosłe” (Ziemięcka Eleonora (1819–1869), „Noworocznik (Kalendarz) Ilustrowany dla Polek” 1861). W okresie emigracyjnym Duchińska nie prezentowała już autorek polskich w odrębnych publikacjach, za to w kronikach wskazywała literackie i naukowe dokonania kobiet. Kilka nazwisk powtarzało się na przestrzeni dekad z dużą regularnością. Wśród poetek i prozaiczek Duchińska z aprobatą wymieniała siostry Brontë, Mary Cavanagh, Elisabeth Gaskell, Georgianę Fullerton, Paulinę Craven, Frederikę Bremer, Carmen Sylvę (właśc. Elżbieta, królowa rumuńska), Fernán Caballero (właśc. Cecilia Böhl de Faber), tę ostatnią za wyjątkowe związki z ojczystą Andaluzją (Przegląd literatury hiszpańskiej). Genialną poetką została nazwana Elisabeth Browning za sprawą symbiozy klarowności języka, wzniosłości idei i skuteczności oddziaływania słowem (jej wiersze wpłynęły na projekt reformy brytyjskiego prawa pracy dotyczącego dzieci). Podobnie Duchińska uzasadniała znaczenie twórczości Harriet Beecher Stowe, autorki Chaty wuja Toma (Z życia Henrietty Beecher-Stove, „Kronika Rodzinna” 1890, nr 11). Znamienny jest jej stosunek do ostatniej powieści George Eliot (właśc. Mary Ann Evans) Impressions of Theophrastus Such: „Filozofia autorki, nieożywiona wiarą ani nadzieją, nierozgrzana ciepłem miłości, wyraźnym jest odbiciem nihilistycznej teorii Schopenhauera” (Nowe wydawnictwa angielskie, „Kronika Rodzinna” 1880, nr 12).

Popularyzacja literatury obcej. Projekt komparatystyczny. Duchińska jednoznacznie opowiadała się w literaturze po stronie tendencji idealistycznych, co przekładało się na pochwałę sztuki zaangażowanej w sprawy społeczno-narodowe, zaś w kwestiach moralno-obyczajowych – konserwatywnej. Od lat 70. w jej publikacjach powracał temat „walki idealizmu i realizmu”, oddający według pisarki stan bieżącej kultury zachodnioeuropejskiej. Wyrażała sprzeciw wobec nowych kierunków światopoglądowych i artystycznych, których sensu nie rozumiała: pozytywizmu, realizmu interpretowanego jako „krwawy szczebel pozytywizmu” (Kronika paryska, „Biblioteka Warszawska” 1870, t. 1), dekadentyzmu czy parnasizmu. Drażniły ją brak „tego, co moralną perspektywę stanowi”, w powieściach Gustave’a Flauberta (tamże), eksponowanie „zgnilizny” przez Émile’a Zolę („Biblioteka Warszawska” 1883, t. 3), pogoń za piękną formą u Théophile’a Gautier, pesymizm wierszy Giacoma Leopardiego („Kronika Rodzinna” 1889, nr 11) i „ciemne bezdroża” myśli buddyjskiej Charles’a Leconte’a de Lisle’a („Biblioteka Warszawska” 1870, t. 1). Wyjątkowo ostro polemizowała z przesłaniem i metodą Filozofii sztuki greckiej Hippolyte’a Taine’a (tamże). Chwaleni byli: Walter Scott, Victor Hugo, Jules Breton, Joseph Autran, François Coppée, Eugène Manuel, Edouard Pailleron, Alfred Tennyson czy Robert Browning. W jej postrzeganiu prowansalskiej grupy Les Felibres, skupionej wokół Frédérica Mistrala, Théodore’a Aubanela i Josepha Roumanille’a, kryła się niedwuznaczna sympatia dla mniejszości opierającej się polityce centralizacji (Przegląd odrodzonej literatury prowansalskiej, „Biblioteka Warszawska” 1878, t. 1). Od męża Duchińska przejęła z kolei kontrowersyjną teorię odrębności cywilizacji aryjskiej i turańskiej, która skłoniła ją do poszukiwania w literaturze pokrewieństwa między kulturą ludów indoeuropejskich a kulturą zachodniosłowiańską. Tym samym zachodnia Słowiańszczyzna i Piastowska Polska zyskiwały wyraźną europejską sygnaturę w opozycji do niearyjskiej Moskwy.

W tej perspektywie można również mówić o niewyartykułowanym wprost, ale jednak rozpoznawalnym projekcie komparatystycznym. Autorka starała się wyjść w swojej krytyce literackiej poza obręb polskiego obszaru kulturowego, co trafnie podsumował po jej odczycie na temat poezji Sandora Petőfiego Maksymilian Hertel: „Takie porównania rzucają wiele światła na nasze narodowe obowiązki i sposoby, jakimi je dopełniamy” (Odczyt Pani Seweryny Duchińskiej w Paryżu, „Kurier Polski w Paryżu” 1885, nr 34). Częścią tego zamysłu była konsekwentnie prowadzona popularyzacja literatury powszechnej, przede wszystkim francuskiej, z którą Duchińska była doskonale obeznana. Dobrze orientowała się także w dokonaniach dawnej i współczesnej literatury hiszpańskiej, skandynawskiej, niemieckiej, angielskiej; interesowała się piśmiennictwem węgierskim, słoweńskim, czeskim, holenderskim, nowogreckim, bułgarskim, rumuńskim. Polscy czytelnicy zawdzięczali jej znajomość wielu ważnych zjawisk i postaci ze świata europejskiej kultury, poczynając od szczegółowych ustaleń na temat średniowiecznych pieśni i eposów, przez portrety – Miguela Cervantesa, Antoniego Trueby, François Coppée’go, Eugène’a Manuela, Sándora Petőfiego, Francego Prešerna, wzmianek o Zoli, Walcie Whitmanie, Henriku Ibsenie, aż po nieaprobowaną twórczość dekadentów.


Konkluzja. Krytycznoliterackie prace Duchińskiej z założenia realizowały przede wszystkim zadania sprawozdawcze i popularyzatorskie. Szkice z początkowych lat jej działalności oraz opracowania polskiej literatury często utrzymane były w epigońsko-romantycznej stylistyce, jaka wydawała się autorce najodpowiedniejsza dla wyrażenia patriotycznych treści, być może dlatego rażą dziś językowymi kliszami, stereotypowym obrazowaniem, nadmiernie patetyczną retoryką. Ciekawiej wypadają na ich tle artykuły i korespondencje popowstaniowe, pisane z myślą o odbiorcach krajowych. Bez wątpienia można zarzucić jej konwencjonalność i stronniczość upodobań, brak filologicznego aparatu pojęciowego, czasem wtórność ujęć, ale nie wolno odmówić konsekwencji i wytrwałości w mobilizowaniu czytelników do umysłowego wysiłku. Nie należy również zapominać o zasługach pierwszeństwa, gdy idzie o włączenie w krąg polskiej kultury wielu nieznanych wcześniej dzieł i postaci literatury dawnej. W pełni zasłużenie powiedziano o niej, że była „tytanem pracy przekładowo-popularyzatorskiej”.</document>
<document nplp_id="14039" title="Dygasiński Adolf" slug="dygasinski-adolf">Powieściopisarz, nowelista, publicysta, pedagog, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: A.D.; A. Dyg.; A. Dygas; Ad. Dyg.; D.; Dg.; Dygas; Quisdam.


Informacje biograficzne. Urodził się 7 III 1839 w Niegosławicach w ziemi pińczowskiej (dawne woj. krakowskie) jako syn niezamożnego oficjalisty dworskiego Jana Dygasińskiego (1818–1899) i Katarzyny z Janiszewskich (zm. 1898). Początkową edukację zawdzięczał ks. Augustynowi Bieleckiemu, krótko uczył się w szkole w Pińczowie. Szkołę realną w Kielcach ukończył późno, ponieważ od wczesnych lat imał się różnych zawodów. W 1862 r. wstąpił do Szkoły Głównej w Warszawie, gdzie studiował językoznawstwo oraz przyrodę i geografię. W lutym 1863 r. poszedł do powstania, po aresztowaniu pół roku spędził w więzieniu w Olkuszu. Wyszedł za poręczeniem i znowu wstąpił na studia, ale przerwał je na trzecim kursie. W 1868 r. wyjechał dla ich kontynuacji do Pragi, lecz i tu nie zabawił długo z powodu chronicznego braku pieniędzy. Dla chleba podjął się pracy guwernera w domach ziemiańskich, był m.in. nauczycielem Wacława Karczewskiego, w przyszłości pisarza (pseud. Marian Jasieńczyk) oraz jego kuzyna, malarza Jacka Malczewskiego. W 1871 r. Dygasiński wyjechał do Krakowa, gdzie założył instytut pedagogiczny dla chłopców. Rok później ożenił się z Natalią Wyszkowską (zm. 1897) i przejął księgarnię Franciszka Trzecieskiego, w której rozwinął szeroką działalność popularyzatorsko-wydawniczą. Zainicjował „Bibliotekę Umiejętności Przyrodniczych”, „Wydawnictwo Dzieł Tanich i Pożytecznych”, wydawał czasopismo „Szkice Społeczne i Literackie” (z K. Bartoszewiczem), w którym opublikował m.in. Listy o naszym wychowaniu (1875–1876). Oprócz tego promował współczesną literaturę, wydał m.in. dramaty Aleksandra Świętochowskiego. Zbankrutował w 1877 r., nękany przez miejscowy kler, który był oburzony propagowaniem pozytywistycznego światopoglądu. Księgarnię powierzył Kazimierzowi Bartoszewiczowi i wyjechał do Warszawy, gdzie musiał zacząć wszystko od początku. Mając rozległe doświadczenie jako publicysta i pedagog, zaczął zarobkować piórem, pisząc do „Ateneum” (od 1877), „Niwy” (1877–1881), „Nowin” (1878–1882), „Wędrowca” (od 1878). Podjął współpracę z „Przeglądem Tygodniowym” (1878–1892), gdzie publikował regularnie, m.in. w tzw. felietonie składkowym (pisanym przez kilku autorów) Echa warszawskie. Był tłumaczem i popularyzatorem nauki zachodnioeuropejskiej. Przełożył m.in. Logikę Johna Stuarta Milla (1879), pierwszy tom Historii filozofii od Talesa do Comte’a George’a Henry’ego Lewesa, Historię cywilizacji Charlesa Seignobosa (1888), Samuela Smilesa Obowiązek (1882) oraz Życie i praca, czyli życiorysy sławnych ludzi (1899). W prasie ogłaszał przekłady artykułów z zakresu pedagogiki. Jednocześnie pracował w szkołach prywatnych i na pensjach. Krótko, z wielkim sukcesem uczył literatury polskiej w szkole Hermana Benniego. W 1885 r. władze carskie zamknęły jednak szkołę, a Dygasińskiego pozbawiły patentu nauczania, co przekreśliło jego szanse na legalną pracę w zawodzie do końca życia. W l. 1882–1886 na łamach „Przeglądu Pedagogicznego”, którego był inicjatorem i krótko redaktorem, popularyzował nowoczesną myśl o wychowaniu (idee J.H. Pestalozziego, F. Fröbla i H. Spencera), przyczynił się zwłaszcza do metodycznego ugruntowania wychowania przedszkolnego.

Jako pisarz debiutował w wieku 44 lat opowiadaniem Za krowę („Przegląd Tygodnio-wy” 1883, nr 1). Opublikował ponad 180 nowel i opowiadań, kilkanaście powieści i szkiców powieściowych (m.in. Beldonek, Pan Jędrzej Piszczalski, As, Zając, Gody życia). W 1884 r. z Antonim Sygietyńskim i ze Stanisławem Witkiewiczem wszedł do tworzącego się pod przewodnictwem Artura Gruszeckiego zespołu redakcyjnego „Wędrowca”. W 1886 r. został członkiem pierwszej redakcji warszawskiego „Głosu”, a od 1887 r. zaangażował się w redagowanie pisma etnograficznego „Wisła”. W 1890 r., w okresie „gorączki emigracyjnej”, został wysłany jako korespondent „Kuriera Warszawskiego” do Brazylii. Plonem podróży były słynne Listy z podróży do Brazylii (1891) oraz liczne utwory beletrystyczne. Mimo ustalonej pozycji literata i publicysty nie mógł utrzymać się z zarobkowania piórem nawet w ostatnich latach swojego życia. Pracował jako nauczyciel domowy na Mazowszu, Grodzieńszczyźnie, także w Petersburgu. W 1900 r. odbył krótką podróż po Europie (Niemcy, Francja, Włochy). Zmarł 3 VI 1902 w Grodzisku Mazowieckim. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Jego grób od 1904 r. zdobi pomnik z psem.


Obrońca pozytywizmu. Kiedy Dygasiński pojawił się na przełomie lat 70. i 80. XIX w. w Warszawie, pozytywiści nie istnieli już jako grupa jednolita światopoglądowo. Jego artykuł My i nasze sztandary („Przegląd Tygodniowy” 1882, nr 44, 46, 48) był jednym z najważniejszych głosów wskazujących słabości polskiego życia publicznego. Autor przypominał, że cała historia cywilizowanego świata to historia pracy, którą wykonują masy ludzkie dzielące między sobą rozliczne obowiązki. W społeczeństwach dojrzałych historycznie wszystko idzie własną koleją, podział pracy dawno się dokonał, postęp przebiega systemowo i nie narusza ustalonego porządku. Inaczej jest w takich społeczeństwach jak polskie, znajdujących się w „dobie cywilizacyjnego świtania”. Tu widać brak proporcji w rozwoju poszczególnych dziedzin i wielowiekowe zaniedbania, postęp hamują ostre („plemienne”) konflikty między obozami konserwatystów i postępowców. Zawarty w artykule opis środowiska prasowego Warszawy, którego liczne reprezentacje skupione są na przetrwaniu za wszelką cenę, unikaniu wyrażania jakichkolwiek poglądów, gonieniu za sensacją, skandalem i plotką, nadto schlebianiu tłumom, stanowi mocne oskarżenie i słabą prognozę na przyszłość: „Dzienniki wcale nie popierają postępu, nie wzmacniają opinii obywatelskiej, ale schlebiają inwalidom i niejednokrotnie chorowitą przeszłość apoteozują” (tamże, 46). Przypomina to atmosferę Galicji, tymczasem, pisze Dygasiński, postęp „wymaga pracy krwawej” i odwagi. Misja dziennikarstwa polega na budzeniu ospałych mas, wymaganiu więcej; z tego powodu radykalizm jest wskazany, nawet jeśli będzie aktywnie i skutecznie zwalczany (m.in. przez kler). W przeciwnym razie grozi nam utrata celu, jakim jest rozwój: „Na sztandarze wypisaliście nauka, a w umyśle dźwigacie brzemiona ciemnoty. Na sztandarze czyta się: religia, a w sercu widnieje obłuda. Na sztandarze: miłość ziomków, a w głębi – robak grubego egoizmu. Wreszcie wzięliście za hasło: pracę, ale przedsiębierzecie zabić energię” (tamże, nr 46).

Obronie postępu służyły także głośne polemiki Dygasińskiego z tego okresu, np. Śmieszność w sprawie poważnej („Przegląd Tygodniowy” 1882, nr 39), odpowiedź na artykuł zamieszczony w dodatku nadzwyczajnym do „Słowa” z 1882 r., stanowiący w całości egzaltowaną relację z tłumnych obchodów religijnych w Częstochowie, czy wielokrotne spory z Włodzimierzem Zagórskim, którego Dygasiński oskarżał o odstępstwo od dawnych ideałów. W 1884 r. Dygasiński polemizował z tezą postawioną m.in. przez „Niwę”, że mamy zbyt wielu ludzi wykształconych, którzy tworzą „proletariat naukowy” (Proletariat naukowy, „Przegląd Tygodniowy” 1884, nr 2).

W artykule Zamilczenie w prasie („Życie” 1888, nr 6) Dygasiński powraca do kwestii etosu dziennikarstwa. Problem dotyczy stosowanej w prasie konserwatywnej milczącej wzgardy wobec pism i przedstawicieli nurtu postępowego. Jest to taktyka, którą stosowano już w latach 70., a z niej wyłamuje się jedynie „Niwa”. Dygasiński wytyka prasie konserwatywnej „terroryzm głupoty”; jak wskazuje publicysta, dotyczy on wszystkich tematów bieżących: polityki, ekonomii, nauki, religii. Proceder „zamilczania” obnaża według niego słabość prasy krajowej, uniemożliwia polemikę.


O języku i kulturze ludowej. Drukowany w 1885 r. artykuł Chłopska zagroda („Kurier Codzienny” 1885, nr 73, 110, 136) ukazuje jedno z najwyrazistszych zainteresowań Dygasińskiego, badacza kultury ludowej. „Język literacki i ludowy – pisze autor – można by przyrównać do dwóch sióstr, z których jedna wyszła za rodowca, druga je czarny chleb w chacie plebejusza” (tamże, nr 73). O pierwszy wszyscy drżą, o drugi – nikt nie dba, a użytkownicy nie mają pojęcia o jego wartości. Językowi ludu szkodzi postęp i rozwój, a jego kultura nie cieszy się szerszym zainteresowaniem, chyba że jako przedmiot żartów i kpin. Przeciętny człowiek nie interesuje się życiem ludu, choć nikt nie kwestionuje przynależności prostych ludzi do rodzaju ludzkiego oraz ich równości wobec Boga. Język ludu, choć jego udział w sprawach powszechnych jest żaden, przetrwał i przechował w sobie najcenniejsze pierwiastki narodowości. To, co nie przetrwało w piśmie, zachowało się w mowie prostego człowieka. Artykuł zapowiada rosnące zainteresowanie ludoznawstwem w polskiej kulturze 2. poł. XIX w.

W artykule Język ludowy w utworach beletrystycznych („Głos” 1888, nr 47), będącym polemiką z recenzją Beldonka napisaną przez Marię Konopnicką („Gazeta Polska” 1888, nr 259), Dygasiński broni wolności twórcy, który decyduje, jakiego języka i w jakim zakresie chce użyć w swoim utworze. Odrzuca argumenty Konopnickiej o złamaniu zasad estetycznych, które zezwalają na użycie gwary w ściśle określonych sytuacjach, na prawie cytatu. Według niego język ludu powinien funkcjonować w literaturze na równych prawach, co język literacki, gdyż równie dobrze wyraża treści i emocje. Przyznawał, że gwara była jego językiem prymarnym, dopiero szkoła nauczyła go literackiej polszczyzny. Język, którym napisał Beldonka, nie jest zatem gorszy od języka literackiego. „Na ten sam język przełożono niegdyś Biblię Szaroszpatacką i Statut Wiślicki, ba, mnóstwo rzeczy literackich. Gdyby Imcipan Pasek, mój współziomek, wyrzucił łacinę ze swych pamiętników, zostałby się język mało co różny we frazesie i składni od mego Beldonka” (tamże).


Recenzje. Dygasiński stosunkowo rzadko wypowiadał się na tematy stricte literackie, choć miał po temu wiele okazji. Jedyna większa praca krytyczna Dygasińskiego to studium Bolesław Prus (Aleksander Głowacki) i jego utwory („Przegląd Tygodniowy” 1886, nr 21, 23, 26). Krytyk omawia w niej tom Szkice i obrazki, analizując metodę pisarską Prusa polegającą na zderzaniu pewnych konwencji życia zbiorowego (także żywionych powszechnie przekonań) i faktów życiowych w celu dokonania deziluzji. Podnosi jego umiejętność obserwacji i drobiazgowego rozpatrywania relacji społecznych, miłość do człowieka, wreszcie humor zaprawiony ironią. Na marginesie analizy formułuje uwagi na temat profesji pisarza, podkreślając, że w jego wykształceniu najważniejsza jest znajomość przyrody i życia ludzkiego (studia społeczne).

Także później raczej bywał krytykiem literackim sporadycznie (w ankiecie dla „Kuriera Niedzielnego” w 1898 r. napisał: „nie jestem wcale krytykiem”), nie uprawiał dużych form wypowiedzi krytycznej. W utworze literackim dostrzegał przede wszystkim świadectwo procesów społecznych i kulturowych, wstrzemięźliwie wypowiadał się na temat estetyki, zwracając uwagę na problematykę psychologii odbioru. Recenzje w jego dorobku pojawiały się rzadko. Z pewnością miał jednak wyrobiony gust literacki, o czym świadczą liczne odwołania do współczesnej literatury rosyjskiej, francuskiej oraz polskiej, w której wyróżniał Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza, choć cenił także naturalistów za odwagę mówienia prawdy. Oceny krytyczne formułował z pewnym oporem, podkreślając, że nie ma do nich prawa. Zwracał uwagę zwłaszcza na prawdę utworu, zgodność z podpatrzoną scenerią (Kilka słów o talencie p. Ostoi, „Wędrowiec” 1886, nr 16). Dając wyraz zainteresowaniom pedagogicznym, chętnie i najzupełniej poważnie analizował książki dla dzieci. W recenzji Księżniczki Zofii Urbanowskiej, chwaląc autorkę, zwracał uwagę na tendencyjność obrazu rzeczywistości, uproszczenia, przerost moralizowania, które jego zdaniem obniżają wartość dzieła („Przegląd Tygodniowy” 1886, nr 2). Gdy pisał o utworach Edmonda de Amicisa, podkreślał świetnie zarysowane psychologicznie postaci dziecięce, zachwycał się talentem włoskiego autora (Dobra książka, „Przegląd Tygodniowy” 1889, nr 40). Recenzował za to bardzo wiele książek dydaktycznych i naukowych, i tu bardzo często wykazywał się wszechstronnością i profesjonalizmem.


Cel powieści. Wziął udział w ankiecie rozpisanej przez „Kurier Niedzielny” na temat Istota i zadanie powieści. Jego wypowiedź nosi tytuł O sztukę („Kurier Niedzielny” 1897, nr 2) i zaczyna się od prowokacyjnych pytań: „Co to za wartość mają dla sztuki hasła: sztuka dla sztuki, dla społeczeństwa, dla moralności? Czemu nie dla chwały, dla zysku, dla zabawy?”. W gruncie rzeczy – odpowiadał – nie ma to znaczenia, bo prawdziwa sztuka niczemu nie służy. Definicje, teorie i spekulacje na temat celowości w sztuce niewiele mają z nią wspólnego, są wytwarzane ex post. Jego zdaniem dzieło sztuki powstaje, bo tak zadecydował artysta. Twórca musi się wypowiedzieć, bo „sztuka jest bezcelowym instynktem tworzenia, miłością pracy twórczej” (tamże). Ten pierwotny „instynkt tworzenia” można zaobserwować u dzieci i ludów dzikich. O kształcie dzieła decyduje indywidualność artysty, w sztuce w sposób absolutnie niepowstrzymany wyraża się jego dusza. Tworzenie jest zawsze stwarzaniem świata na nowo.

W świetle tej ankiety Dygasiński prezentuje się zaskakująco nowocześnie, jest bliski modernistom, kładzie nacisk na całkowitą autonomiczność sztuki będącą pochodną indywidualności. „Arcydzieło sztuki jest równie kosmopolityczne jak odkrycie prawdy naukowej, a jedno i drugie nie mają żadnego zewnętrznego interesu, nie zawierają ugody z żadnymi celami: są koniecznością, potrzebą genialnej jednostki i niczym więcej” (tamże).

W stronę modernizmu. Artykuł Pesymizm w życiu i książce („Wędrowiec” 1886, nr 26) można uznać za reakcję na przejawy premodernistyczne, stanowiącą polemikę z serią publikacji w „Gazecie Polskiej”, w której nacisk położono głównie na szkodliwość tych zjawisk. Dygasiński potwierdza, że nastroje pesymistyczne dominują w tej chwili w całej Europie, ale mogą mieć różny charakter i przyczyny. Warto zawsze, powiada pisarz, zastanowić się, czy mamy do czynienia z nastrojem, uczuciem, wyobrażeniem tylko czy może z interpretacją, która w pesymizmie dostrzega istotę bytu. W tym sensie jest on wieczny, znają go już starożytni, i to w wielu objawach, jest pesymizm teologiczny i naukowy, indywidualny i społeczny. Publicysta sięga do prac Elme’a Marie Caro na temat pesymizmu XIX-wiecznego, przypomina opinie na temat Giacomo Leopardiego, cytuje nowe prace Eduarda von Hartmanna, przywołuje Arthura Schopenhauera. Pisze także, że większość krajowej produkcji literackiej podejmującej ten temat nie reprezentuje wysokiego poziomu. Ale – zgodnie z ideą zaufania wobec nauki – radzi zbadać zjawisko, potem wydawać o nim sądy.

Krytyk wstrzemięźliwy. Choć Dygasiński w artykule O sztukę zrównał właściwie twórczość naukową z twórczością artystyczną, przyznając jednej i drugiej dziedzinie swobodę twórczą i znaczenie społeczne, realizował się raczej jako publicysta, popularyzator nauki niż krytyk literacki. Jeśli recenzował dzieła artystyczne, szukał w nich prawdy, trafnych obserwacji, podstawy do realizacji celów społecznych i wychowawczych prezentowanych nie przez otwarte moralizowanie, ale przez umiejętne pozyskiwanie czytelnika. Zasada ta dotyczyła przede wszystkim książek dla dzieci, ale obowiązywała także innych twórców. Tym, co przyciągało uwagę Dygasińskiego, był bowiem żywioł społeczny: emancypacja warstw ludowych, edukacja, przyswajanie światopoglądu naukowego zgodnego ze stanem wiedzy. Literatura okazywała się ważnym sprzymierzeńcem (lub groźnym przeciwnikiem) na tej drodze. Ciekawe, że Dygasiński, łatwo angażujący się w spory prasowe, w dziedzinie krytyki zachowywał powściągliwość, którą można tłumaczyć niską samooceną umiejętności w tej dziedzinie.</document>
<document nplp_id="14040" title="Dzieduszycki Tytus" slug="dzieduszycki-tytus">Krytyk literacki i teatralny, tłumacz, polityk, przyrodnik, ekonomista. Pseudonimy i kryptonimy: Philopolski; T.D.


Informacje biograficzne. Urodził się 29 XI 1796 najprawdopodobniej we Lwowie jako najstarszy syn Wawrzyńca Marcina i Anastazji z Mierów. Pochodził ze starego szlacheckiego rodu Dzieduszyckich h. Sas związanego z ziemią lwowską i Galicją. Naukę rozpoczął w domu, kształcony przez prywatnych nauczycieli, i już we wczesnych latach edukacji przejawiał wszechstronne uzdolnienia, zwłaszcza łatwość w przyswajaniu języków obcych. Z myślą o poświęceniu się karierze dyplomatycznej rozpoczął w 1819 r. studia filozoficzne i prawnicze i, choć ostatecznie pomysł o dyplomacji zarzucił, wówczas właśnie żywo zainteresował się literaturą i związał z kołami artystycznymi Lwowa. Na łamach tamtejszej prasy literackiej opublikował swoje najważniejsze rozprawy krytycznoliterackie, a także pomniejsze recenzje, przeglądy prasowe i tłumaczenia. W l. 1829–1836 odbył podróż po Europie, podczas której odwiedził ośrodki naukowe m.in. w Wiedniu, Monachium, Heidelbergu i Paryżu, gdzie dotarł tuż po wybuchu rewolucji lipcowej. W 1836 r. powrócił do kraju i wkrótce, po śmierci ojca, objął majątek rodzinny w Jabłonowie k. Czortkowa, a rok później ożenił się z Izabellą z Dzieduszyckich. W tym okresie zajmował się przede wszystkim polityką i gospodarką. Nie popierał ruchu spiskowego w Galicji, był natomiast zwolennikiem pracy organicznej i intensywnie angażował się w działalność społeczną, m.in. wstąpił do Komitetu Organizacyjnego Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarskiego i na łamach czasopisma tej instytucji „Rozprawy c.k. Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarskiego” w l. 1846–1847 publikował rozprawy poświęcone problematyce gospodarczej, a w 1846 r. jako delegat Towarzystwa brał udział w zjeździe agronomicznym w Grazu. W czasie Wiosny Ludów był członkiem Centralnej Rady Narodowej we Lwowie (m.in. należał do jej komitetu redakcyjnego), następnie został wybrany na posła do konstytuanty wiedeńskiej i wyjechał do Wiednia. Był jednak sceptycznie nastawiony do Sejmu Ustawodawczego, nie wierząc, że przyniesie dobre rezultaty, pozostawał więc bierny i rzadko brał udział w obradach. Po powrocie do Polski odsunął się od życia politycznego, poświęcając się sprawom związanym z prowadzeniem majątku oraz pracom naukowym i literackim. Zmarł 6 IV 1870 w Jabłonowie.

Literatura i nauki stosowane. Bardzo różnorodna twórczość Dzieduszyckiego odzwierciedla jego rozległe zainteresowania, które, poza literaturą, obejmują takie dziedziny, jak: geologia, geografia, statystyka gospodarcza, archeologia, polityka czy socjologia. Łączenie działalności literackiej z tak różnymi i licznymi obszarami wiedzy wynikało z jego poglądu na literaturę, o czym pisał w recenzji Listów o literaturze Kazimierza Brodzińskiego: „Piękna literatura traci powagę przez oddzielenie jej od nauk ścisłych” (Duch pism zagranicznych, „Pszczoła Polska” 1820, t. 1, nr 1). Literatura więc była tylko jedną z fascynacji Dzieduszyckiego, zajmował się nią też przygodnie, głównie przed 1830 r., na marginesie innych prac, realizując tak często zgłaszany przez siebie postulat naukowości. Zgodnie z nim domagał się bowiem od twórców gruntownej wiedzy i formułowania twierdzeń opartych na rzetelnych badaniach i materiale źródłowym (sam zresztą prowadził kwerendy archiwalne, czego przykładem są wypisy źródłowe na temat Ormian: Notatki o rzeczach ormiańskich w Polszcze, które przepisał z oryginału hrabia Tytus Dzieduszycki we Lwowie dnia 4 I 1824 r., 1824, rkps, Archiwum Państwowe w Przemyślu, Kapituła greckokatolicka w Przemyślu, sygn. 516), zarazem bezpardonowo zwalczał wszelkie przejawy ignorancji w dziełach naukowych i nie zawahał się wytknąć błędów nawet Stanisławowi Staszicowi (zob. O krajopisie, czyli geografii. List do śp. X Franciszka Siarczyńskiego pisany i między jego uczonymi pismami znaleziony, „Czasopismo Naukowe od Zakładu Narodowego im. Ossolińskich wydawane” 1831, z. 1). Bodaj najbardziej znamiennym wyrazem dążeń Dzieduszyckiego do realizacji ideału naukowości jest praca Opisanie głowy petryfikowanej, znalezionej w cyrkule przemyskim, z uwagami nad petryfikatami w ogólności i ich stosunkiem do teorii ziemi (powst. 1827) dotycząca odkrytej przez niego czaszki prehistorycznego nosorożca i stanowiąca pierwszy tego typu opis w polskiej literaturze. Wysokie wymagania, jakie Dzieduszycki stawiał przed ludźmi pióra, sprawiły, że tylko nieliczne spośród swoich prac ogłosił drukiem. Nie ukończył też najambitniejszego dzieła O umiejętności społecznej, nad którym pracował przez wiele lat, a o imponującym zakresie tego zamierzenia może świadczyć sporządzona do niego, i zachowana w rękopisie, obszerna Bibliografia ogólna wyborowa i systematyczna umiejętności społecznych (1847). 

Działalność krytyczna. Pierwszym wystąpieniem Dzieduszyckiego na polu krytyki jest głośny artykuł Uwagi nad pismem Jana Śniadeckiego o filozofii („Pamiętnik Lwowski” 1819, nr 10), w którym pod pseudonimem Philopolskiego stanął w obronie systemu Immanuela Kanta. Z szacunkiem, lecz stanowczo, zaatakował wileńskiego uczonego, zarzucając mu niezrozumienie zwalczanych idei i formułowanie twierdzeń pozbawionych głębszego uzasadnienia. Przedstawiając się jako zwolennik Kanta, Dzieduszycki zabrał więc głos w toczącej się tzw. walce romantyków z klasykami, a jego wypowiedź nie przeszła bez echa – adwersarz bowiem odpowiedział mu w Przydatku do pisma o filozofii (1820), krytycy romantyczni po 1825 r. potwierdzili z kolei zasadność zarzutów lwowskiego polemisty, kierując pod adresem Śniadeckiego podobne argumenty.

Dzieduszycki rozwinął swoją działalność recenzencką jako stały współpracownik lwowskiego periodyku „Pszczoła Polska” w l. 1820–1821. Prowadził tu cykl Duch pism zagranicznych, w ramach którego prezentował przeglądy polskiej prasy literackiej i zwięzłe recenzje. Poza literaturą i pracami teoretycznoliterackimi (m.in. Listy o literaturze polskiej i Myśli o dążeniu polskiej literatury K. Brodzińskiego, Uwagi nad poezją i wymową pod względem ich podobieństw i różnic L. Borowskiego) omawiał często publikacje historyczne, filozoficzne, relacje z podróży, a także, z czasem, nowinki technologiczne (zaczerpnięte w szczególności z artykułów zamieszczonych w nowo powstałym czasopiśmie „Izys Polska”). Stale powracającym tematem w jego tekstach było zagadnienie poprawnej polszczyzny, o którą dbał zgodnie z przekonaniem, że: „Najrozleglejsze wiadomości są bez znajomości języka skarbem nieużytym” („Pszczoła Polska” 1820, t. 2, nr 5). Toteż chwalił autorów za nienaganne wysłowienie i styl, przeważnie jednak ganił, wytykając szczegółowo omyłki językowe. W tym kontekście wiele miejsca poświęcał tłumaczeniom, głównie romansów, o których wartości decydowało jego zdaniem nie tylko użycie poprawnej polszczyzny, lecz także odzwierciedlenie w niej ducha oryginału. Ostro zwalczał więc słabe przekłady i szczególnie często atakował „Tygodnik Polski” Brunona Kicińskiego za rozpowszechnianie tego typu miernej literatury.

Problem romansów. W swoim najbardziej znanym wystąpieniu Uwagi nad „Janem z Tęczyna, powieścią historyczną” wydaną przez J.U. Niemcewicza („Rozmaitości” 1825, nr 27–28) Dzieduszycki zaprezentował koncepcję romansów historycznych jako gatunku poezji epickiej i odróżnił je od historiografii. Zanegował tak funkcje utylitarne, jakie przypisywał tej literaturze Julian Ursyn Niemcewicz, twierdzący, że stanowią one uzupełnienie historii. Krytyk wykorzystał w tym celu kryterium rzetelności naukowej, które często odnosił do dzieł naukowych, przypominając o konieczności wskazywania źródeł dla prezentowanych tez, a także do tłumaczeń, gdy autor nie podawał pierwowzoru, zwłaszcza zaś wtedy, kiedy utwór przez siebie przyswojony z obcej literatury przedstawiał jako własny. Zgodnie z tym kryterium historyk powinien mieć odpowiednią wiedzę do przedstawienia dziejów tak, aby nie wymagały one uzupełnień: „Dobrze napisana historia nie potrzebuje żadnego uzupełnienia, a najmniej poetycznego” (tamże). Recenzowany romans zdaniem Dzieduszyckiego nie spełniał tego warunku, przede wszystkim z powodu nieprzekonujących portretów bohaterów, a także silnego nasycenia XVI-wiecznej polszczyzny wyrażeniami łacińskimi, co nie odpowiadało faktom historycznym. Wystąpienie to wywołało spore poruszenie w prasie lwowskiej – polemizowali z nim Walenty Chłędowski, Wacław Zaleski, Stanisław Jaszowski – jednak w toku dyskusji zostało odrzucone na rzecz koncepcji Niemcewicza.

Literatura i krytyka w służbie postępu. W spuściźnie Dzieduszyckiego nie ma tekstu, w którym syntetycznie przedstawiałby swoje poglądy na literaturę i krytykę, jednak uwagi dotyczące tych kwestii nierzadko formułował w różnych wystąpieniach na marginesie rozważań. Nadrzędny cel literatury i krytyki wskazywał w „rozkrzewianiu nauk”, upowszechnianiu wiedzy i rozszerzaniu postępu w kraju – pisał o tym w tekście inaugurującym cykl Duch pism zagranicznych: „Czas już i pora po temu, [aby] starać się o rozkrzewienie u nas chęci do prac naukowych. Treść tego artykułu, wystawiając prace rodaków i ich krótki rozbiór, niech stanowi także część niejaką zachęty do zamiłowania literatury i języka naszego; niech będzie bodźcem do pracy dla młodzieży, z popędem dla tych, którzy, mogąc z zaszczytem pracować, obojętni są na swoją narodową chwałę” („Pszczoła Polska” 1820, t. 1, nr 2). Aby zrealizować te zadania, krytyk ocenia dzieła, wskazując ich zalety i wady, zachowuje przy tym bezstronność, a więc odznacza się cechami klasycystycznego znawcy literatury: „Każde pismo czasowe poświęcone jest płodom czasu, w którym wychodzi. Głos publiczności, dając o nich bezstronne swe zdanie, przygania, co jest złego, pochwala, co dobrego, a autor, korzystając z wytknionych błędów i zachęcony pochwałą, kształci swoje zdolności. Tym sposobem rozwijają się talenta i rozszerza się światło w kraju, a to jest celem pism czasowych” (Duch pism zagranicznych, tamże, t. 2, nr 6). Podobne zadania stawiał Dzieduszycki przed literaturą, widząc w niej jedną z dróg prowadzących do rozwoju intelektualnego w społeczeństwie. Odrzucał zatem np. słabe tłumaczenia romansów, ale zachęcał do tworzenia romansów polskich, oryginalnych, ponieważ przyczyniają się do rozwoju czytelnictwa literatury rodzimej i tym samym ograniczają wpływy obce; zgłaszał postulat rzetelności naukowej, wymagając od twórców obszernej wiedzy, publikowania gruntownych analiz, nie zaś pochopnych sądów („Pisma rozbiorowe są u nas rzadkie, nadużytek krytyki wielki”, Duch pism zagranicznych, tamże, t. 1, nr 1); wzywał wreszcie do tworzenia dzieł filozoficznych, choćby miernych, dostrzegając dojmującą lukę pod tym względem w polskim piśmiennictwie (antycypując postulaty w tej kwestii formułowane przez krytykę romantyczną po 1825 r.).

Poglądy literackie Dzieduszyckiego były zbieżne z koncepcją „umiarkowanej” drogi dla literatury narodowej wytyczonej przez Kazimierza Brodzińskiego. Na temat dzieł tego pisarza wielokrotnie pochlebnie się wypowiadał, a w swoich recenzjach i przeglądach prasowych obszernie je cytował. Klarownie określony przez krytyka ideał, do jakiego dąży, również to stanowisko odzwierciedlał: „Pragnę swobody, lecz bez rozwiązłości, religii bez fanatyzmu, wiary bez zabobonu, filozofii bez ateizmu, równości politycznej bez saturnaliów, monarchii bez despotyzmu, posłuszeństwa bez poddaństwa, spokoju bez gnuśności, spoczynku bez apatii” (Duch wieku (z francuskiego P. Ségur), tamże). Podobnie więc jak autor Wiesława Dzieduszycki był otwarty na literaturę romantyczną, jednak dokonywał selekcji jej treści, odrzucając to, co „ciemne”, jak np. metafizyczność (znamienne, że zgadzał się z J. Śniadeckim w kwestii szkodliwości metafizyki w filozofii, twierdził jedynie – wbrew wileńskiemu profesorowi – że Kant jest od niej wolny; Uwagi nad pismem Jana Śniadeckiego) czy „czarną mizantropię” w utworach George’a Gordona Byrona, którego mimo to podziwiał (Duch pism zagranicznych, „Pszczoła Polska” 1820, t. 1, nr 4). Zgodnie z ideą „średniej” drogi między klasycznością i romantycznością akceptował zarazem klasycystyczne wzory i prawidła, np. chwalił mistrzostwo Kajetana Koźmiana w Ziemiaństwie (Duch pism zagranicznych, tamże, t. 2, nr 8) i powoływał się na autorytet Nicolasa Boileau, by wytknąć Brodzińskiemu – wedle kryterium bezstronności – że w wierszu Do Antoniego przekroczył reguły języka ze względu na rym (Duch pism zagranicznych, tamże, t. 2, nr 5).

Dzieduszycki pozostawił szczupły zespół drukowanych artykułów krytycznoliterackich, wiele jego tekstów o tematyce społeczno-gospodarczej zachowało się jedynie w rękopisach, a część materiałów ma nadal niepotwierdzoną atrybucję. Mimo to te nieliczne wystąpienia – szerzej znany jest jako autor zaledwie dwóch rozpraw krytycznych – wywołały niemały rezonans zarówno w lokalnym środowisku lwowskim, jak i poza nim. Podejmując więc istotne wątki, które dyskutowano wówczas głównie w Warszawie, Dzieduszycki aktywizował peryferyjny ośrodek krytyki lwowskiej i włączał go do sporów nad romantyzmem. Poruszenie, jakie spowodował swoimi publikacjami, wynikało z tego, że odważnie polemizował z największymi autorytetami w polskiej literaturze i nauce tamtej epoki, co budziło kontrowersje również w bliskich mu literackich kręgach Galicji. Celność jego argumentów i ich prekursorską rolę potwierdzili jednak po kilku latach krytycy romantyczni, a także późniejsi badacze nauki.</document>
<document nplp_id="14041" title="Dziekoński Józef Bogdan" slug="dziekonski-jozef-bogdan">Pisarz, dziennikarz, redaktor, popularyzator nauki, krytyk literacki, tłumacz, niepraktykujący lekarz. Pseudonimy i kryptonimy: B.D.; Bogdański; F.N.I.; F.N.J.; J.B.D.


Informacje biograficzne. Wedle aktu chrztu urodził się 7 XI 1816 w Kaliszu jako syn Tomasza Dziekońskiego i Franciszki z Turkowskich (ślub w 1813 r.), wedle innych źródeł jego matka to Tekla z Błociszewskich (być może ta ostatnia była tylko jego macochą). Na chrzcie nadano mu imiona Józef Antoni, imię Bogdan (przez niektórych zapisywane jako Bohdan) pisarz nadał sobie sam i wykorzystywał w kręgach towarzyskich i literackich (np. C. Norwid nazywa go po prostu Bogdanem). Jego ojciec, pochodzący z rodziny szlacheckiej, był znanym pedagogiem, później rektorem Szkoły Praktyczno-Pedagogicznej w Warszawie, do której uczęszczał jego syn. Józef Bogdan Dziekoński w czasie powstania listopadowego jako kilkunastoletni młodzieniec zaciągnął się do wojska, znalazł się w korpusie Antoniego Giełguda, wraz z tą formacją przekroczył granicę pruską i został internowany. Zataił swoją narodowość, podając się za Niemca, dzięki czemu mógł zacząć studia medyczne w uniwersytecie w Królewcu. Potem studiował kolejno w Dorpacie i w Moskwie, zyskując sławę niezrównanego bursza. Starał się bez powodzenia uzyskać doktorat; praktyki lekarskiej też nigdy nie podjął. Po powrocie do kraju osiadł w Warszawie (1840–1846) i stał się jednym z przywódców grupy literackiej nazwanej dużo później cyganerią warszawską oraz współorganizatorem innej grupy – Cechu Głupców. Pełnił także funkcję redaktora „Dzwonu Literackiego” i jednorocznika „Jaskułka” [!]. W tym czasie powstała większość jego utworów literackich, publikowanych początkowo w prasie, obok jego pism popularnonaukowych i krytycznych oraz szkiców podróżniczych. Drukiem wydano obie powieści: Sędziwoj (1845) i Powieść zlepiana (1846), która ukazała się już po ucieczce pisarza z kraju, ukazał się wówczas także dwutomowy zbiór jego drobniejszych utworów zatytułowany Spomnienia i marzenia Bogdańskiego (1848). W 1846 r. Dziekoński uczestniczył w terrorystycznym, nieudanym „spisku pięciu”. Wobec groźby aresztowania wraz ze współspiskowcem Karolem Baykowskim uciekł za granicę i osiadł w Paryżu. Tam wszedł w kontakt z Adamem Mickiewiczem, wstąpił do koła towiańczyków i do legionu włoskiego, w którego szeregach walczył jako chorąży oddziału. Po upadku tej formacji organizował legion toskański, w 1849 r. brał udział w tzw. kampanii badeńskiej. Później przebywał kolejno w Szwajcarii i w Paryżu. Na życie zarabiał jako rytownik i malarz, także jako przepisywacz cudzych tekstów i pracownik fizyczny. Pisał historię emigracji lub powieść o niej, planował stworzenie albumu rycin polskich grobowców emigracyjnych. Dzieł tych nie skończył – zmarł na gruźlicę 3 VII 1855, nakazawszy wcześniej zniszczyć zaczęte prace. Został pochowany na cmentarzu Montmartre.

Kręgi twórczości. Dziekoński znany jest przede wszystkim jako prozaik. Jego najważniejszym utworem jest Sędziwoj (1845) poświęcony polskiemu alchemikowi z XVII w., łączący w sobie cechy powieści historycznej i fantastycznej. Dzieło to określano także jako powieść gotycką lub paraboliczną. Drugim utworem powieściowym jest napisana wspólnie z Aleksandrem Miniszewskim Powieść zlepiana (1846) stanowiąca zabawny eksperyment, do którego inspirację dali Józef Ignacy Kraszewski i Placyd Jankowski Powieścią składaną (1843). Utwór Dziekońskiego i Miniszewskiego, będąc zarazem parodią powieści poprzedników, a nawet parodią gatunku w ogóle, zawiera też wiele ciekawych sądów krytycznych wymierzonych przeciwko spółce autorskiej Kraszewskiego i Jankowskiego, przeciwko koterii petersburskiej, w kręgu której ci pisarze pozostawali, i przeciwko powieściom i powieściopisarzom najpopularniejszym w latach 40. XIX w. Dorota Zamojska (1995) słusznie nazywa Powieść zlepianą „może najcelniejszą z krytyk literackich Dziekońskiego”.

Nowele pisarza, podobnie jak powieść o Michale Sędziwoju, są utrzymane w konwencji fantastyki i cudowności, dla których wzorem była niemiecka szkoła romantyczna: E.T.A. Hoffmann i Zacharias Werner. Osobny krąg twórczości stanowią szkice krajoznawcze publikowane w prasie. Mają one cechy nowatorskie jako jedne z pierwszych w naszej literaturze prób nowoczesnego reportażu.

Pisarz tworzył również teksty o charakterze popularnonaukowym, dotyczące medycyny, chemii, a także alchemii. Wypowiadał w nich poglądy dość oryginalne, choć zwykle ta oryginalność mieściła się w ramach narzuconych przez epokę. Dziekoński – niepraktykujący lekarz – opowiadał się po stronie romantycznej medycyny: holistycznej i idealistycznej, był natomiast przeciwnikiem medycyny materialistycznej i aptecznych lekarstw. Jednak jego poglądy na alchemię, którą przynajmniej częściowo uznawał, a nawet argumentował, że nauka – być może – odkryje kiedyś, że jedne pierwiastki można zmieniać w inne, budziły już sprzeciw. Zajmował się również tłumaczeniami, m.in. Johanna Paula Richtera i Friedricha Schillera.


Krytyka literacka. Dziekoński poświęcił (czasem obszerne) artykuły głównie zagadnieniom: warsztatu pisarskiego, estetyki literatury, istoty, celów i zadań dzieła sztuki. Głosił postulaty sztuki demokratycznej, „zaangażowanej” po stronie ludu, a nie – jak chcieli krajowi konserwatyści – szlachty. Wypowiadał się na temat konkretnych utworów literackich, własnych sympatii i antypatii czytelniczych, ale także stanu literatury polskiej i światowej, polskiej kultury tego czasu, wreszcie – kondycji polskiej powieści. Był autorem dwóch szkiców literackich: Zacharias Werner („Biblioteka Warszawska” 1841, t. 2) oraz Gawęda o literaturze i niektórych innych rzeczach („Przegląd Naukowy” 1843, t. 2), a także pięciu recenzji – dzieł Kraszewskiego, Kazimierza Bujnickiego, Ludwika Sztyrmera, Ignacego Hołowińskiego, Józefa Korzeniowskiego.

W szkicu Zacharias Werner Dziekoński nie tylko przedstawił postać królewieckiego dramaturga i jego mistyczną twórczość, pod której urokiem pozostawał, ale też wypowiadał się na temat galomanii ówczesnej kultury polskiej: „Przedzieleni od Paryża całą szerokością Europy, jesteśmy mimo to przedpokojem jego, zapełnionym chciwą czeredą, która, porzucona przez panów, książki, mody i zwyczaje bez względu i sądu przyjmuje. Że reszta świata obfita w dzieła wielkich myśli, w skarby głębokiej nauki, obojętnie na słowo wierzymy, ale w cichości pracowni szczupłej liczby badających nieśmiało wyjąkane zdanie wnet zagłuszą imponujące postanowienia hucznych salonów” (Zacharias Werner). Gawęda o literaturze i niektórych innych rzeczach zawiera właśnie ostrą krytykę wspomnianej tu kosmopolitycznej kultury salonowej.

Recenzje są z reguły utrzymane w tonie bardzo krytycznym i w żaden sposób nie oszczędzają omawianych autorów. Opisując powieść Sztyrmera Kataleptyk, Dziekoński wspominał o „przestarzałym dążeniu autora, [...] ubóstwie jego wyobraźni i dowcipu”, powieść określił mianem „niedołężnej klejonki”, wspartej „dziesiątymi jawnymi lub utajonymi źródłami, z których autor tak nieudolnie wypisywał swoję tandetną erudycją”, w recenzji postanowił zaś wykazać „całą nicość Kataleptyka” ([rec.] „Kataleptyk. Powieść nieboszczyka Pantofla”, „Dzwon Literacki” 1846, t. 2). Ciekawa wydaje się recenzja dotycząca dzieła ks. Hołowińskiego Dzieciątko Jezus, w której oceniany jest nie tyle poemat (i jego autor), ile Kraszewski – krytyk, który ten utwór wychwalał. Ostra ocena Dziekońskiego mówi więc wiele o jego poglądach na krytykę literacką i jej prawidła. Jego zdaniem Kraszewski zachował się nieprofesjonalnie, bo nadużył pochwał, które recenzję zmieniły w panegiryk: „Jak od pierwszych wyrazów otworzył (rzekąc wschodnim stylem) gębę podziwu, tak ją aż do ostatniego wyrazu otwartą trzyma. Jest to pochwała, apoteoza, owacja rzadkiego ognia i śmiałości” (Uwagi nad pochwałą poematu „Dzieciątko Jezus” ks. Hołowińskiego, „Dzwon Literacki” 1846, t. 2). Zarzucał też Kraszewskiemu brak gustu, skłonność do banałów i nietrafionych porównań (z arcydziełami poezji i malarstwa europejskiego), oszukiwanie i mamienie czytelników, wreszcie „brak wewnętrznego, jednego i silnego przekonania” (tamże). Ta negatywna charakterystyka wskazuje już na to, czego Dziekoński domagał się od krytyka i krytyki. Bodaj najważniejszym zadaniem krytyka jest jednak odróżnienie „prawdy” od „poezji”: „Prawda jest prawdą – ale nie poezją. Przedstawienie tej prawdy może być poetyczne, ale nie przeto sama prawda jest poezją. [...] Powiedzieć, że prawda jest poezją, byłoby tożsame, co uważać dagerotyp za arcywzór potęgi sztuki. / A więc nie proste odbicie samej istoty, ale obraz jej duszy, typu, ideału, przedstawiony wedle praw piękna – jest poezją” (tamże).

A zatem krytyka powinna być rzetelna, uczciwa, oparta na własnych przekonaniach i dobrym guście, ale zarazem winna zwracać uwagę nie jedynie na zawartość ideową dzieła, ale także na jego „przedstawienie” – równie ważne, jeśli nie ważniejsze. Inna rzecz, że Dziekoński niekoniecznie się do tych zaleceń stosował.


Zamaskowane treści krytyki literackiej. W doborze nazwisk recenzowanych przez Dziekońskiego autorów widać użycie pewnego klucza: Sztyrmer i ks. Hołowiński to członkowie grupy literackiej zwanej koterią petersburską. Kraszewski również krótko do niej należał. Korzeniowski i Bujnicki byli jej sympatykami. A zatem wszyscy recenzowani pisarze należeli do tego samego kręgu. Jeśli spojrzymy na działalność krytyczną Dziekońskiego jako bez reszty zwróconą przeciwko koterii, zauważymy w niej konsekwentne potępienie niemal wszystkiego, co z tą grupą i jej programem związane. Przede wszystkim koteryjności – systemu wzajemnego popierania się, polegającego na pisaniu sobie nawzajem dobrych recenzji. Krytykował także program literacki koterii – np. propagowaną przez nią neoklasycystyczną zasadę naśladowania natury przez sztukę. Innym przedmiotem ataku jest brak konsekwencji ocenianych pisarzy, którym istotnie zdarzało się w twórczości literackiej nie stosować własnych ustaleń programowych i ideowych. Dziekoński miał za złe członkom grupy, że deklarowali ortodoksję katolicką, a równocześnie chętnie odbiegali od niej w utworach literackich, do których wprowadzali koncepcję fatum (Kraszewski, Sztyrmer), materializm i sceptycyzm (Hołowiński) czy ludowe wierzenia (Hołowiński, Sztyrmer). Sztyrmerowi wytknął uprawianie fantastyki literackiej (podczas gdy grupa jednoznacznie opowiada się po stronie realizmu). Dziekoński stwierdził przy tej okazji, że „fantastyczność przeżyła się i tylko indywidualną małej liczby dusz zbyt poetycznych jest ulubioną” ([rec.] „Kataleptyk”). Bardzo dziwnie brzmi ta wypowiedź w ustach autora fantastycznej powieści Sędziwoj i wielu niesamowitych nowel – jakby była zwrócona przeciwko niemu samemu. Da się ją, jak się wydaje, zrozumieć właśnie tylko w kontekście antykoteryjnego zacietrzewienia pisarza (podobnie jak jego argumenty przeciwko powieści – gatunkowi, który sam uprawiał).

W istocie nie chodziło tu bowiem tylko o program literacki, raczej – polityczny: ugodowość, lojalizm i konserwatyzm. Nie mogła to jednak być krytyka jawna (podobny kamuflaż stosowali przedstawiciele cyganerii warszawskiej, a także publicyści „Przeglądu Naukowego” i „Gwiazdy”). Warto zwrócić uwagę na asekuracyjny przypis redaktora „Dzwonu Literackiego” – Augusta Wilkońskiego – do recenzji Spekulanta: „Nader ważne uwagi, do których się recenzent odwołuje, z prawdziwą dla redakcji przykrością w druku usunionymi być musiały” ([A. Wilkoński], „Dzwon Literacki” 1846, t. 2).

Dorobek krytyczny Dziekońskiego nie jest zbyt bogaty, wydaje się jednak interesujący i dobrze świadczy o umiejętnościach, kompetencjach i erudycji autora. Cechuje go swoisty maksymalizm, zgodnie z którym pisarz domagał się od polskiej kultury odrzucenia kosmopolityzmu, galomanii i zaściankowości, a od polskiej literatury – dorównania zachodniej (choć nie wzorowania się na niej i nie naśladowania jej). Gust krytyczny ukształtował pisarz na dziełach przedromantycznej i romantycznej literatury niemieckiej i francuskiej. Wyrażał poglądy bliskie środowisku „młodej piśmienności warszawskiej”. Jeśli zaś czytać jego teksty krytyczne jako kryptopolityczne, to można w nich usłyszeć opowiedzenie się po stronie wielkiego, niepodległościowego romantyzmu, a przeciwko środowiskom ugodowym i lojalistycznym.</document>
<document nplp_id="14042" title="Dzierzkowski Józef" slug="dzierzkowski-jozef">Powieściopisarz, dziennikarz, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: Bolesta; J.D.; J.Dz.; Dz...; J. Dz....ski; 1; 2; 3; 4; 5; 6; 7; 8; 9; 10.


Informacje biograficzne. Urodził się 11 I 1807 w Ksawerowie na Wołyniu jako syn Romana Dzierzkowskiego h. Topór (zm. 1814) i Antoniny Dąbrowskiej (zm. 1834). Matka po śmierci małżonka i swoim powtórnym zamążpójściu oddała go w 1814 r. na wychowanie stryjowi Józefowi Dobkowi Dzierzkowskiemu (1764–1830), lwowskiemu adwokatowi, bibliofilowi i politykowi galicyjskiemu. Bez pasji dla systemowej edukacji Józef Dzierzkowski uczył się w szkołach lwowskich, naukę przerwał po drugim roku prawa. Prowadził lekkie pod względem obyczajów życie lwowskiego bon vivanta, także przez następne dwa lata spędzone na prowincji; tam uwiódł ubogą krewną, Marię Krokowską, obiecawszy małżeństwo, sprzeniewierzył jej posag. Po śmierci stryja w 1830 r., wydziedziczony z powodu potajemnego wynoszenia i sprzedaży cennych książek z jego biblioteki, pracował jako skryptor w Zakładzie im. Ossolińskich. Odmówił złożenia zgodnej ze statutem biblioteki przysięgi, że będzie trzymał się z dala od działalności konspiracyjnej. W 1831 r. przystąpił jako ochotnik do powstania, w stopniu podporucznika uczestniczył w wołyńskiej wyprawie gen. Józefa Dwernickiego (otrzymał srebrny krzyż Virtuti Militari). Jesienią 1831 r. dzięki możliwościom stworzonym przez amnestię ogłoszoną przez cesarza Austrii wrócił do Lwowa. W l. 1832–1833 przebywał u krewnych na Podolu galicyjskim, gdzie zetknął się z Kazimierzem Władysławem Wójcickim i Dominikiem Magnuszewskim. Jego debiutem literackim była powieść Płacz i śmiech (powst. 1832, wyd. 1838), zarówno w niej, jak i w późniejszych utworach wprowadzał wiele wątków autobiograficznych, czyniąc bohaterów swoimi sobowtórami, co jednak rzadko spotykane – nie próbując się wybielać, a raczej zrozumieć swoje życie z perspektywy sceptycyzmu filozoficznego i literackiego frenetyzmu spod znaku francuskiej powieści „szalonej”. O swojej twórczości pisał w liście do Tadeusza Wasilewskiego: „Matka fantazja, zawsze niezupełnie zdrowa, teraz osobliwie przy mnogich cierpieniach duszy [...], homeopatyczną codziennych zgryzot przebywszy kuracją, była nie najlepszym warsztatem dzieła” (rkps Ossolineum 5823 II). W l. 1833–1835 mieszkał kątem u Wójcickiego we Lwowie i utrzymywał kontakty z demokratycznie zorientowanymi literatami lwowskimi zaangażowanymi w prace konspiracyjne, poza tym dużo pił i grał w karty. W 1835 r. wyjechał ponownie na Podole galicyjskie. Po otrzymaniu w 1838 r. obywatelstwa austriackiego zamieszkał u krewnych w Zbarażu. Jeździł na Wołyń w celu odzyskania części spadku po matce – tam w 1841 r. związał się ze swoją przyrodnią siostrą, Aleksandrą Gałecką, którą nazywał żoną, i miał z nią siedmioro dzieci (tylko jeden z synów dożył dorosłości). W raporcie policji austriackiej z 1857 r. odnotowano: „Jego pożycie rodzinne zdradza w nim charakter niski i prostacki. Zaślubił kobietę lekkich obyczajów, którą następnie porzucił, przetrwoniwszy jej posag wynoszący kilkaset złotych reńskich, sam zaś żyje w dzikim małżeństwie z swą krewną i spłodził z nią dziecko. Stosunki jego pieniężne są nader przykre. Zajmuje się pracami literackimi. Utwory jego są wymierzone głównie przeciw wyższym klasom społecznym, których słabostki przedstawia on w sposób bezwzględny czytelnikom, usiłując wzbudzić nienawiść niższych klas społecznych przeciw arystokracji” (akta przytacza S. Schnür-Pepłowski). Z Gałecką osiadł na jakiś czas w Zbarażu, gdzie zajmował się handlem wełną i pisarstwem. W grudniu 1843 r. powrócił do Lwowa, starając się wejść na dobre w galicyjski świat literacki. Żył bardzo biednie w związku z uzależnieniem od hazardu i alkoholu. Współpracował z „Gazetą Lwowską”, „Dziennikiem

Mód Paryskich” (redagował go w 1844 r.), „Tygodnikiem Literackim”, z „Biblioteką Naukowego Zakładu im. Ossolińskich”. W 1848 r. brał udział w działaniach rewolucyjnych we Lwowie jako członek Rady Narodowej. W l. 1848–1849 jako delegat deputacji wiedeńskiej i Rady Narodowej wyjeżdżał dwukrotnie do Paryża (w 1849 r. wziął udział w pogrzebie J. Słowackiego, poznał A. Mickiewicza), a poza tym do Wiednia, Frankfurtu nad Menem, Wrocławia (poznał tam R. Berwińskiego i być może w maju 1848 r. J. Słowackiego), Budapesztu (został bezpodstawnie oskarżony o próbę zamachu na gen. J. Bema), Londynu. W lipcu 1848 r. Hilary Mieciszewski i Piotr Trzciński pomówili go, że jest płatnym agentem policji austriackiej, w jego obronie stanęło grono pisarzy z Wójcickim na czele (Głos sumienia w sprawie Józefa Dzierzkowskiego, „Gazeta Narodowa” 1848, nr 110). W 1851 r. w drodze powrotnej do kraju został zatrzymany i internowany w Linzu w Austrii, następnie zezwolono mu na powrót do Lwowa. Po rzezi galicyjskiej 1846 r., doświadczeniach klęski Wiosny Ludów i nieszczęściach osobistych (śmierć dzieci, ruina materialna spowodowana przez współdzierżawienie w l. 1851–1853 majątku w Malechowie k. Lwowa) Dzierzkowski przeszedł na bardziej umiarkowane pozycje polityczne, skłaniając się do legalizmu. Od 1854 r. znów zamieszkał we Lwowie, razem z Janem Dobrzańskim redagował „Nowiny”, następnie był współpracownikiem „Dziennika Literackiego” i „Przyjaciela Domowego”. W 1858 r. znalazł się w gronie założycieli „Przeglądu Powszechnego”, w 1861 r. nawiązał współpracę z „Dziennikiem Polskim”. W 1862 r. przeniósł się do Krakowa, gdzie pracował w redakcji „Kroniki” i „Niewiasty”, potem znów wrócił do Lwowa. Żył jak cygan (Gałecka prawdopodobnie zmarła), jak wspominał Władysław Zawadzki – po kilkudniowych hulankach z okładem na głowie i wąsami natartymi amoniakiem pisał bez przerwy osiem godzin, „aby powetować czas zaniedbany i zadowolić zecerów wpadających co chwila po rękopis”. W 1863 r. wszedł do redakcji lwowskiego „Gońca” (później pod nazwą „Dziennik Narodowy”). W 1864 r. został uwięziony na trzy zimowe miesiące w klasztorze karmelickim za opublikowanie zbyt „buntowniczego” artykułu w tym piśmie (numer skonfiskowany, treść nieznana), co stanowiło „zbrodnię zaburzenia spokojności politycznej, obciążoną przestępstwem podburzania”. Po tygodniu od wyjścia z więzienia zmarł 13 I 1865 we Lwowie na zapalenie płuc. Został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim.

Zadania powieści. Dzierzkowski często wypowiadał się o zadaniach powieści we własnych utworach, wplatając wątki autotematyczne w fabułę powieściową. W powieści Kobiece serce (1858) pisał: „Owóż myśli usposobieniem jest powieść; bo powieść maluje to niespokojne myśli człowieczej życie”. Idea ta znajdowała potwierdzenie w jego twórczości niestroniącej od wieloznaczności, otwartej na żywioł heterogeniczny. Podzielał przekonania postępowej krytyki międzypowstaniowej i doceniał literaturę społecznie zaangażowaną, pochodzącą „z żywiołów, które myśl piszącego miała już czas wciągnąć w siebie, przetrawić i niejako w własne wcielić życie” (Powieść o życiu poety, „Biblioteka Naukowego Zakładu im. Ossolińskich” 1847, t. 1). We fragmencie Salonu i ulicy (1847), jednej ze swoich słynniejszych powieści, postulował wprowadzenie ludowych bohaterów: „[...] do powieści naszych należy już raz wpuścić [...] ulicę, przedmieścia i chaty wieśniacze”; powieść, która „wprowadzi na scenę działań cały lud z jego mową, myślami, chęciami i potrzebami”, ma szansę zostać powieścią narodową, „o jakiej marzą i gwarzą dzisiaj, a osiągnąć jej nie zdołają tymi wszystkimi szlacheckimi powiastkami, jakimi nas tylko obdarzają dotychczasowi powieściarze nasi”. Maria Żmigrodzka (1953) uznała tę powieść za „najostrzejszy manifest demokratyczny zadań sztuki, jaki poza pracami Edwarda Dembowskiego przyniosła dyskusja wokół powieści realistycznej przed r. 1849”. Dzierzkowski wyrażał jawny sprzeciw wobec ideologii koterii petersburskiej związanej z promowaniem bohatera szlacheckiego i tradycji gawędowej.

Poglądy te formułował w obfitej twórczości recenzenckiej (literackiej i teatralnej), nastręczającej trudności z atrybucją. W liście do Wójcickiego z 27 IV 1857 podsuwał jednak wskazówkę ułatwiającą identyfikację jego wypowiedzi krytycznoliterackich w „Dzienniku Literackim”: „[...] prawie wszystkie większe recenzje są moje, wszystkie Kraszewskiego, Korzeniowskiego, Kaczkowskiego, Tripplina niektórych dzieł są moje” (rkps BJ 7832 IV). Za arcydzieło uważał Krewnych Józefa Korzeniowskiego, powieść zawierającą „prawdę, prostotę i serdeczność, aż do łez prawie rozrzewniającą” („Dziennik Literacki” 1856, nr 88). W recenzji Dwóch światów Józefa Ignacego Kraszewskiego potwierdzał pogląd, że „każda powieść jest społeczna i być nią musi koniecznie” (tamże, nr 55). W powieści historycznej potępiał utożsamienie szlachty z narodem. We własnym Uniwersale hetmańskim (1857), odnosząc się do praktyk pisarzy skupionych wokół koterii, przedstawiających w swoich utworach „hulaków i rębajłów”, stwierdzał: „[...] ci panowie są fałszerze dziejów. Oni nie piszą powieści historycznych, a historyczne bajki”. Podobnie oceny wybrzmiewały w recenzji Dwóch konwersacji z przeszłości Ignacego Chodźki („Dziennik Literacki” 1857, nr 47). W recenzji Pazia złotowłosego Henryka Rzewuskiego Dzierzkowski dostrzegał „zbiór obrazów najsprośniejszych, na jaki zdobyć się może umysł najcyniczniejszy” („Dziennik Literacki” 1858, nr 7).

O nowy kształt powieści. Krąg inspiracji Dzierzkowskiego tworzą dzieła Jean-Jacques’a Rousseau (przede wszystkim Nowa Heloiza) oraz Johanna Paula Richtera, George Sand, Honoré de Balzaca, E.T.A. Hoffmanna. Współtworzą one poetykę powieściową, w której mowa „czułego serca” jest niesprzeczna z ostrością satyry społecznej, a elementy realistyczne łączą się z elementami fantastycznymi. W poświęconej Magnuszewskiemu Powieści o życiu poety Dzierzkowski wskazywał te inspiracje jako pociągające dla pisarza tworzącego w poczuciu chaosu społeczno-moralnego: „Balzaka anatomia serc ludzkich w świecie osób, które sam tworzył, dobywając je z niewyczerpanego źródła swej wyobraźni uroczej, w świecie takiego zepsucia, że ta anatomia, by się tak wyrazić, zastosowana do trupa po większej już połowie zepsutego, żadnego pożytku żyjącym przynieść nie mogła; Wiktora Hugo dziwaczne fantazje pokrzywiono-karłowate, rozbujało-dziwolągowe, jakby z architektoniki gotyckiej w literaturę przeniesione; Souliego, Eugeniusz Sue nielitośliwą logiką potworzone wyjątkowe pojawy jakiegoś przekształconego i przesyconego świata i innych powieściopisarzów francuskich utwory wyrachowane na efekt najsilniejszy, na efekt okropności” (Powieść o życiu). Ów „efekt okropności”, by mógł oddziaływać na odbiorców, musiał się wiązać z drobiazgową obserwacją przypominającą pracę malarza rodzajowego; nawet poeta powinien oprócz czułego serca mieć sokoli wzrok; tak Dzierzkowski pisał o Heinrichu Heinem: „On pierwszy pokazał zdziwionym marzycielom niemieckim [...], że najpotoczniejsze życia zdarzenia, najprozaiczniejsze epizody, najskromniejsze postacie [...], wykluczone przez idealistów z pola przedmiotów godnych uwagi, mogą mieścić w sobie niewyczerpane źródło poezji” (Henryk Heine, „Nowiny” 1856, nr 34). Zderzenie poetyk realizmu i idealizmu, tak często sobie przeciwstawianych w krytyce XIX w., prowadzi do efektu ironicznego. Ironia byłaby więc następnym fenomenem, który Dzierzkowski uznawał za ważne tworzywo literatury, w tym prozy powieściowej. I wreszcie sprawa języka i stylu powieści – w recenzji Diabła Kraszewskiego zwracał uwagę na te zalety stylu pisarza, które były zbieżne z jego własnymi dyspozycjami w tym zakresie, ujawnionymi zarówno w utworach literackich, jak i w wypowiedziach krytycznych. Styl to był „niedbały na pozór, ale zawsze przyzwoity, lekki, kapryśny nawet, skaczący bez przesady z okresu w okres, który tenże urywa albo przeciąga nie wedle formy jakiej, ale wedle mniej lub więcej żywej przedmiotu swojej treści” („Nowiny” 1855, nr 48).


Krytyka jako autodiagnoza. Dzierzkowski był skomplikowanym człowiekiem i pisarzem, który nie ukrywał przed czytelnikiem ambiwalencji moralnych związanych ze swoimi sobowtórowymi bohaterami, ich wyborami osobistymi i politycznymi. Juliusz Falkowski pisał o nim: „Był to człowiek, którego nie można było szanować, ale niepodobna było nie lubić. Gotów złupić bez skrupułu przyjaciela, był również gotów zbawić go, nie cofając się przed żadną ofiarą, gdy go widział w nieszczęściu. Nie jestem pewny, czyby nie sprzedał diabłu duszy, gdyby go mocno kusił, ale jestem przekonany, że by mu nie sprzedał ojczyzny”. Jego wypowiedzi krytycznoliterackie stanowią ciekawy przykład autodiagnozy własnej twórczości, są też świadectwem poszukiwań „formy pojemnej” w polskiej prozie międzypowstaniowej, która pomieściłaby doświadczenia i myśli wychodzące poza horyzont prostych dychotomii. Realizm i fantastyka, czułość i ironia, „płacz i śmiech” z tytułu pierwszej powieści współtworzą poetykę tego prozatorskiego projektu.</document>
<document nplp_id="14043" title="Elsner Józef" slug="elsner-jozef">Kompozytor, dyrygent, pedagog, wydawca, teoretyk i krytyk muzyczny.


Informacje biograficzne. Urodził się 1 VI 1769 w Grodkowie (Śląsk Opolski) w rodzinie mieszczańskiej jako syn Franciszka i Anny Matzkin. Już w dzieciństwie ujawnił talent i zamiłowanie do muzyki utrwalane przez środowisko zarówno rodzinne, jak i szkolne. W l. 1781–1789 przebywał we Wrocławiu, ucząc się najpierw w szkole przyklasztornej dominikanów, potem w jezuickim Gimnazjum św. Macieja, wreszcie w Akademii Leopoldyńskiej jako student teologii, a następnie medycyny. Wkrótce zaczął odnosić drobne sukcesy jako kompozytor i solista: 25 III 1785 wystąpił w kościele św. Elżbiety z partią sopranową w oratorium pasyjnym Śmierć Jezusa (Der Tod Jesu) Carla Heinricha Grauna, zwracając uwagę środowiska muzycznego Wrocławia. Uzyskawszy stypendium, jesienią 1789 r. wyjechał do Wiednia w celu kontynuowania studiów lekarskich, których jednak nie ukończył z powodu długotrwałej choroby. Podjąwszy decyzję o wyborze zawodu muzyka, w 1791 r. przeniósł się na krótko do Brna na Morawach, by objąć posadę skrzypka w orkiestrze teatralnej, następnie osiadł we Lwowie jako kapelmistrz tamtejszego teatru (1792–1799). Od 1795 r. zaczął współpracować z Wojciechem Bogusławskim, komponując opery do jego librett, inspirując się jego działalnością także w niektórych kompozycjach instrumentalnych, do których zaczął wplatać motywy pochodzące z polskiej muzyki ludowej. Za namową Bogusławskiego w 1799 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie objął stanowisko dyrektora muzyki w Teatrze Narodowym, które sprawował do 1824 r. Włączając się w działania służące konsolidacji narodowej sceny operowej, wystawiał też opery z polskimi librettami i zasilał repertuar swoimi kompozycjami. Napisał w tym czasie dwa balety i 30 oper, z których do najpopularniejszych należały skomponowane do librett Ludwika Dmuszewskiego Leszek Biały, czyli Czarownica z Łysej Góry (1809) i zaliczana współcześnie do nurtu opery narodowej Król Łokietek, czyli Wiśliczanki (1818), gdzie nawiązując do tradycji rodzimej opery wiejskiej, wprowadził rytmy tańców narodowych, m.in. krakowiaka.

Od 1805 r. był czynnym członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a w l. 1805–1806 brał udział w działaniach Resursy Muzycznej, współpracując z E.T.A. Hoffmannem i współorganizując koncerty, na których wykonywano m.in. wczesne symfonie Ludwiga van Beethovena. W l. 1814–1825 działał w Towarzystwie Muzyki Religijnej i Narodowej, którego był współzałożycielem. Równocześnie, odpowiadając na społeczne zapotrzebowanie, prowadził własną sztycharnię nut w Warszawie, gdzie wydawał dzieła kompozytorów polskich. Tutaj zaczął też w 1803 r. publikować pierwszy ogólnopolski miesięcznik nutowy Wybór pięknych dzieł muzycznych i pieśni polskich, specjalizujący się w łatwych do wykonania utworach instrumentalnych i wokalno-instrumentalnych. Na potrzeby tego wydawnictwa skomponował kilkadziesiąt pieśni do utworów polskich poetów, stając się prekursorem polskiej pieśni solowej z akompaniamentem fortepianu. Przez cały okres warszawski Elsner rozwijał działalność pedagogiczną, ucząc muzyki i śpiewu w Szkole Dramatycznej Bogusławskiego działającej przy Teatrze Narodowym oraz teorii i kompozycji w prowadzonych przez siebie szkołach muzycznych: Szkole Elementarnej Muzyki i Sztuki Dramatycznej (1817–1821), Instytucie Muzyki i Deklamacji, czyli Konserwatorium (1821–1826), Szkole Głównej Muzyki (1826–1831) współpracującej z Uniwersytetem Warszawskim. W tej ostatniej, uzyskawszy stanowisko „zwyczajnego profesora muzyki przy uniwersytecie”, wykształcił wielu polskich kompozytorów, wśród nich Fryderyka Chopina, trafnie oceniając jego talent. W l. 1835–1839 prowadził „wyższe kształcenie głosu” w Szkole Śpiewu przy Teatrze Wielkim, którego dyrektorem był Karol Kurpiński. W związku z tym zatrudnieniem opracował Szkołę śpiewu (1834) – pierwszy oryginalny na gruncie polskim podręcznik tego typu.

Angażował się i bywał angażowany w życie polityczne. Z okazji przybycia Napoleona do Warszawy skomponował jednoaktową operę Andromeda do tekstu Ludwika Osińskiego, potem napisał jeszcze wiele okolicznościowych utworów na cześć Napoleona. W 1812 r. przystąpił do Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego, w 1814 r. napisał Kantatę na cześć Aleksandra I, w 1830 r. poparł powstańców. Skomponował liczne pieśni powstańcze. Był członkiem masonerii; w działalność tę włączył się także jako kompozytor licznych pieśni masońskich oraz wydawca Pieśni wolnomularskich (1811) i Muzyki do pieśni wolnomularskich (1811). Za zasługi na polu muzyki został odznaczony Orderem Świętego Stanisława III klasy (1823), był członkiem honorowym Krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki (od 1818 r.) i Lipskiego Towarzystwa Muzyki Wokalnej (od 1827 r.). Był dwukrotnie żonaty: pierwszy raz z Klarą Abt (od 1796 r.), która zmarła przy narodzinach córki, drugi raz (od 1802 r.) z Karoliną Drozdowską, czołową śpiewaczką opery warszawskiej, z którą miał trzy córki. Zmarł 18 IV 1854 w Warszawie.


Badania prozodii języka polskiego. Pierwsza ważniejsza wypowiedź Elsnera na temat warstwy brzmieniowej polszczyzny (In wie weit die polnische Sprache zur Musik geeignet sei?, „Der Freimüthige” 1803, Nr. 122) dotyczy swoistości prozodyjnej języka polskiego na tle innych języków europejskich oraz jego „śpiewności” rozumianej jako podatność na harmonijne współdziałanie z muzyką w kompozycjach wokalnych i wokalno-instrumentalnych. Już na tym etapie Elsner postawił tezę, że język polski, obok języka włoskiego, należy do języków najśpiewniejszych. Do wątków tych powracał okazjonalnie w recenzjach operowych i wykładach uniwersyteckich, rozwinął je także w obszernych studiach teoretycznych: Rozprawie o metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818) oraz w (opublikowanej w niewielkich fragmentach) Rozprawie o melodii i śpiewie (powst. 1830). Są one traktowane przez muzykologów jako świadectwo odwrotu Elsnera od konwencji muzycznego klasycyzmu w stronę romantyzmu w muzyce. Wpisywały się w podjęte na początku XIX w. działania Towarzystwa Przyjaciół Nauk (w tym K. Brodzińskiego) służące pogłębieniu wiedzy o rodzimym języku, kulturze ludowej i narodowej, miały też związek z działaniami służącymi rozwojowi operowej sceny narodowej.

Wypowiedzi Elsnera na temat prozodii polszczyzny należą do najważniejszych spośród sformułowanych przez ówczesnych teoretyków. W znacznym stopniu są inspirowane popularyzowaną na gruncie polskim przez Kazimierza Brodzińskiego myślą Johanna Gottfrieda Herdera, zwłaszcza jego poszukiwaniami „istotowości” narodu, na którą składają się język i rodzima kultura. Elsner, podążając także za myślą Jean-Jacques’a Rousseau, że w charakterze muzyki wyrażają się właściwości brzmieniowe języka danego narodu, jako kompozytor poszukiwał więc z jednej strony swoistych dla polszczyzny właściwości metrycznych i intonacyjnych, z drugiej – interesował go ideał melodii wynikającej z „ducha języka polskiego”: niedeformującej go, nietłumiącej „akcentu mowy, słów i namiętności”, nieburzącej „uniesienia poetyckiego”. Podejmując problematykę ścisłego zespolenia w śpiewie poezji i muzyki, skupił się przede wszystkim na akcencie jako czynniku decydującym o zgodności poetyckiego i muzycznego metrum. Podobnie jak jego poprzednicy (O. Kopczyński, T. Nowaczyński) Elsner uważał, że wyznacznikiem akcentu jest długość sylaby. Traktując tak rozumiany akcent jako jeden z elementów rytmotwórczych i dowodząc niewystarczalności sylabicznego ukształtowania wiersza, włączył się w dyskusję na temat sylabotonizmu w języku polskim. Wskazując różne typy „wierszy miarowych” (czyli sylabotonicznych) w języku polskim, Elsner wychodził od rytmiki tańców polskich, którą oddawał za pomocą stóp metrycznych i ujmował w różnorodne, wyodrębnione przez siebie typy toków wersyfikacyjnych jego zdaniem najbardziej swoistych dla polszczyzny: „Czemużby język polski nie mógł mieć tyle rytmiczności, ażeby metryczność narodowej melodii w wierszach swoich mógł wyrażać?” (Rozprawa o metryczności). W przedmowie do Rozprawy o melodii i śpiewie odwrócił tę perspektywę, pisząc, że melodia podążająca za wierszem „niejako narodową się staje”, uznał też kompozytorski respekt dla prozodii za środek służący wyrazowości muzyki. Jednocześnie nowy typ ukształtowania wersyfikacyjnego miałby być według Elsnera połączeniem ideałów starożytnego greckiego wiersza bezrymowego opartego na eurytmii ze współczesnym wierszem rymowym, którego istotą jest harmonia („współbrzmienie”). Dzięki muzyce („śpiewności” ewokowanej za pomocą metrum opartego na akcencie języka) poezja może jednocześnie osiągnąć i eurytmię, i harmonię. Przykładów dostarczały tu przede wszystkim ilustrujące rozważania teoretyczne i dołączone do Rozprawy o metryczności i rytmiczności wiersze Kazimierza Brodzińskiego ukształtowane według schematów metrycznych Elsnera. Przy czym „rytmiczność i metryczność” są tu ważne nie tylko z punktu widzenia słowa, ale też istoty muzyki, którą dla Elsnera jest wyrażanie uczuć.

Koncepcje zawarte w Rozprawie o metryczności i rytmiczności wywołały w ówczesnej prasie dyskusje i polemiki. Elsner spotkał się z ostrą krytyką m.in. ze strony Józefa Franciszka Królikowskiego, który najpierw w Uwagach nad dziełem „Rozprawa o metryczności i rytmiczności” (1818), a potem w swojej Prozodii polskiej (1821) zarzucił Elsnerowi niekonsekwencję w rozumieniu tytułowych rytmiczności i metryczności, przyjęcie perspektywy muzycznej, nie zaś literackiej oraz nieprzydatność takiego ujęcia dla poety chcącego nauczyć się pisania „wierszy metrycznych”, co było celem Rozprawy o metryczności i rytmiczności. Bronił krytykowanych przez Elsnera rymów męskich w polszczyźnie, przywołując przykłady z ludowych krakowiaków, a swoje rozważania podpierając autorytetem Friedricha Wilhelma Marpurga. Elsner odpowiedział po kilkunastu latach na zarzuty Królikowskiego w przedmowie do Rozprawy o melodii i śpiewie, wypominając mu „Marpurgską uczoność”. Niepomny na swe wcześniejsze nawoływania, by poeci czerpali z „metryczności narodowej melodii”, wyszydził teraz – paradoksalnie – „krakowską gęślę do robienia odkryciów”, z jaką udał się Królikowski w swą podróż po prozodii polskiej. Paradoksalnie również dlatego, że ze względu na roztrząsany przez niego w Rozprawie o melodii i śpiewie problem narodowości w muzyce po upadku powstania listopadowego Elsner napotkał problemy z jej publikacją. W przedmowie tej dokonał także krytycznego rozbioru heksametru Powieści Wajdeloty i wytykał Adamowi Mickiewiczowi rzekome błędy i zaniechania względem estetyki i metryki wiersza polskiego. 

Krytyka teatralna i operowa. W l. 1802–1825 Elsner działał jako publicysta muzyczny i teatralny. Do „Gazety Warszawskiej”, „Pamiętnika Warszawskiego” oraz „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” pisywał recenzje, sprawozdania i listy do redakcji poświęcone na ogół wystawianym na scenach warszawskich przedstawieniom operowym oraz koncertom. W l. 1811–1819 był korespondentem lipskiej „Allgemeine Musikalische Zeitung”. Domagał się od muzyków „szczęśliwej miary w egzekucji muzykalnego dzieła”, a od kompozytorów – umiaru w serwowaniu słuchaczom skomplikowanych pasaży, które „jakożkolwiek są piękne, gdy się nimi bez miary rozrzuca, z początku zatrudniają imaginacją, lecz na końcu baczność naszą mordują” (Piękne sztuki. Muzyka. O wirtuozach, którzy w tych czasach popisywali się z talentami swymi w Warszawie, „Pamiętnik Warszawski” 1809, t. 2, nr 5).

Wchodząc w rolę korespondenta „Allgemeine...”, zaczął gromadzić rękopisy, także kompozytorów dawnych, i badać polskie pieśni ludowe. Prace te, inspirowane myślą Herdera, miały stworzyć podwaliny pod historię „muzyki narodowej u Słowian”. Efekt tych działań zachował się jedynie w postaci dwóch artykułów opublikowanych w 1812 r. na łamach lipskiego czasopisma (Die Oper der Polen; Geschichte des polnischen National-Theaters in Warschau). Kolejne dwa (Początek historii muzyki; Życiorysy sławnych muzyków Polaków i tych, co w Polsce mieszkali jeszcze od 17 wieku) oraz Leksykon muzyczny pozostały w rękopisach i uległy zniszczeniu. W Die Oper der Polen Elsner szkicuje historię polskiej opery i teatru, wskazując na czasy Jana Kazimierza jako jej początek. Koncentruje się na teatrze epoki stanisławowskiej, zwłaszcza na dziejach polskiej opery, począwszy od Nędzy uszczęśliwionej Macieja Kamieńskiego z librettem Bogusławskiego. Jako pierwszą próbę polskiej opery wymienia Żółtą szlafmycę do słów Franciszka Zabłockiego („jednego z pierwszych polskich poetów”), za pierwszą prawdziwą operę polską uważa zaś swoje Amazonki, czyli Herminię z librettem Bogusławskiego. W Geschichte des polnischen pojawił się dodatkowo wątek polskiej muzyki ludowej jako wyznacznika narodowości opery.

Niektóre artykuły Elsnera opublikowane w „Allgemeine Musikalische Zeitung” nawiązują do – podejmowanych szczegółowo w jego rozprawach teoretycznych – kwestii związanych z prozodią, relacji słowa i muzyki oraz śpiewności polszczyzny. To wątek, który stale przewijał się w tym pisarstwie.

Elsner zasilał swoim piórem przede wszystkim rubryki poświęcone scenie Teatru Narodowego w dodatkach do „Gazety Warszawskiej” i „Pamiętnika Warszawskiego”. Wyjątkowo zabrał głos w listach do redakcji „Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, gdzie wypowiedział się na temat niskiego poziomu komediooper (List do redakcji „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1813, nr 22, dod.) wystawianych przez zagraniczne, konkurencyjne wobec sceny narodowej trupy teatralne i opowiadał się za nowymi, preromantycznymi w istocie gatunkami, jakimi były dramy i melodramy. Status Elsnera jako recenzenta był o tyle szczególny, że w prasie polskiej wypowiadał się on na ogół na temat przedstawień operowych wystawianych pod swoim kierownictwem, promując je, a niekiedy dowartościowując siebie samego jako „dyrektora muzyki” i wybitny muzyczny autorytet, np. o scenicznym debiucie Karoliny Elsnerowej, jednej z bardziej utalentowanych śpiewaczek tych czasów, napisał: „Posiada z gruntu muzykę, co szczególnie winna jest mężowi swemu, dyrektorowi orkiestry Opery Polskiej” („Gazeta Warszawska” 1802, nr 96, dod.).


Poetyka recenzji. Artykuły prasowe Elsnera pozostają w zgodzie z konwencjami krytyki typu dziennikarskiego dopiero kształtującej się na początku XIX w. Pisane są zasadniczo według stałego schematu: 1) informacje na temat treści opery, abstrakt libretta; 2) informacje na temat autora, czasem – okresu powstania dzieła; 3) uwagi poświęcone muzyce; 4) ocena dyspozycji wokalnej śpiewaków, ich gry aktorskiej oraz – rzadziej – poziomu orkiestry; 5) opcjonalnie zdawkowe odniesienia do scenografii; 6) podsumowanie zachwalające uroki stołecznego miasta i jego odradzającego się życia kulturalnego, poświadczające nieraz znajomość tematów poruszanych przez literaturę stanisławowską oraz uznanie Elsnera dla działalności Stanisława Augusta jako mecenasa sztuki; 7) zdawkowa zapowiedź następnych przedstawień i koncertów rekomendowanych przez krytyka.

Poglądy estetyczne. Recenzje te świadczą pośrednio także o poglądach estetycznych Elsnera. Znamionuje je napięcie między ideami klasycystycznego racjonalizmu z teorią naśladowania natury i – w konsekwencji – z muzyczną teorią afektów a sentymentalnym sensualizmem i romantyczną estetyką wyrażania; napięcie między oświeceniowym uniwersalizmem a Herderowskimi postulatami ludowości i narodowości w sztuce. Przyznając – zgodnie z duchem klasycyzmu – prymat muzyce wokalnej nad muzyką instrumentalną, koncentrował się na tej pierwszej, zwłaszcza na operze jako najwybitniejszym osiągnięciu w tym zakresie. W przedmowie do Rozprawy o melodii i śpiewie pisał: „[...] opera jako widowisko, we względzie szczególnie estetycznym, oczekując swego udoskonalenia, jeszcze nie stoi na stopniu swojej prawdziwej szczytności. Doprowadzić ją mogą do niego poeci i kompozytorowie wszystkich narodów ucywilizowanych wspólnym usiłowaniem”. Opera z librettem genialnego poety (np. Mickiewicza; to, że jego geniusz Elsner uznawał, potwierdzają także fragmenty przedmowy do Rozprawy o melodii i śpiewie), nawiązującym tematycznie do dziejów Polski i z muzyką Chopina, nie tylko przyczyniłaby się do rozwoju sztuki narodowej, stałaby się godnym pomnikiem upamiętniającym dzieło kompozytora.

W dyskusjach między zwolennikami klasycyzmu i romantyzmu Elsner opowiedział się jednak po stronie nowych prądów. Zaakceptował zmiany w repertuarze Teatru Narodowego i wypieranie tragedii klasycystycznych przez dramy i melodramy. Zgodnie z założeniami Bogusławskiego i – zwłaszcza – Brodzińskiego poparł też idee unarodowienia sceny warszawskiej, a postulat odkrycia oryginalnej sztuki narodowej uznał za najistotniejszy zarówno dla swojej działalności kompozytorskiej, jak i dla dyskursu teoretycznego. Warto podkreślić znaczenie kategorii oryginalności dla Elsnera. „Oryginalność” łączył jednak jeszcze, tradycyjnie, z kategorią natury, choć już nie naśladowanej, lecz – indywidualnie doświadczanej: „To, co jest prawdziwym i pięknym, nie może być naśladowanym, lecz doświadczonym według swoich praw własnych i wyższych. Za wzór (jako non plus ultra) ani człowiek, ani naród służyć nie powinien; tylko wieczna i niewidzialna natura jest nim i zawiera go w sobie. [...] to, w czym artysta [...] zadziwia współczesnych, tylko mieć może z samego siebie. Bo przyczyna tego i jego prawdziwie zasłużonej chwały tak w teraźniejszości, jak i w potomności nie jest inna, jak jego genialna indywidualność żyjąca w jego dziełach kunsztu” (tamże).

Włączając się w dyskutowane na przełomie XVIII i XIX w. rozważania na temat stosunku muzyki do poezji, Elsner głosił ideę zgodności sztuki dźwięków i sztuki słowa. Pisał: „Autor słów z autorem śpiewu tak się łączyć powinni, iżby nie tłumiąc jeden drugiego, jedną, że tak powiem, zgodną utworzyli mowę” („Pamiętnik Warszawski” 1809, t. 1, nr 2). Czasem jednak – idąc w ślady Christopha Willibalda Glucka i uzbrajając się w cytaty z Immanuela Kanta – przyznawał prymat słowu, kiedy indziej – uznawał supremację muzyki, twierdząc, że w operze „poezja sama swej siostrze miejsca ustąpić by powinna” (tamże). Mimo tych ambiwalencji można sądzić, że niektóre Elsnerowskie passusy, jak ten z Rozprawy o metryczności i rytmiczności: „Wpływ muzyki na poezją i poezji na muzykę tak jest ważnym, że jedna z nich, jako sztuka uważana, nie może być bez pomocy drugiej dokładnie i pewnie objaśnioną” (Rozprawa o metryczności), zapowiadają romantyczną już ideę correspondance des arts.</document>
<document nplp_id="14044" title="Feliński Alojzy" slug="felinski-alojzy">Poeta, dramatopisarz, tłumacz, historyk, teoretyk literatury

Biografia. Urodził się 24 XII 1771 w Łucku jako syn sędziego ziemskiego Tomasza Felińskiego i Rozalii z Ostrowskich. Od dzieciństwa pozostawał w bliskim kontakcie z Tadeuszem Czackim. Uczył się u pijarów w Dąbrowicy, a następnie w szkole powiatowej we Włodzimierzu. Po krótkiej praktyce prawniczej w Lublinie (1788–1789), gdzie poznał Kajetana Koźmiana, wyjechał z Czackim na sejm konstytucyjny do Warszawy. Wraz z Michałem Wyszkowskim, Konstantym Tyminieckim, Mikołajem Dzieduszyckim, Fryderykiem Skarbkiem należał do koła dyskusyjnego młodych literatów warszawskich, kierowanego przez Onufrego Kopczyńskiego. Następnie był nauczycielem domowym u Tarnowskich w Warszawie i Dzikowie. W czasie insurekcji pełnił funkcję sekretarza Tadeusza Kościuszki do korespondencji francuskiej i komisarza porządkowego wołyńskiego. Po upadku powstania wrócił na Wołyń, gdzie gospodarował w dzierżawionych majątkach; w 1800 r. ożenił się z Józefą Omiecińską. Od 1809 r. był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1815 r. zamieszkał w Warszawie, nie przyjął jednak ofiarowanej mu Katedry Literatury Polskiej na organizującym się Uniwersytecie Warszawskim. W 1818 r. przeniósł się do Krzemieńca i objął obowiązki profesora i dyrektora tamtejszego liceum. Równocześnie otrzymał członkostwo honorowe Uniwersytetu Wileńskiego. Projektował wydawanie pisma „Ziemia Wołyńska” (według informacji w edycji jego dzieł z 1840 r. miał wydawać w 1812 r. „Dziennik Wołyński”). Zmarł nagle 23 II 1820 w Krzemieńcu.

&amp;nbsp;

Twórczość krytycznoliteracka. Świetny stylista, tłumacz i znawca ojczystego języka, umiarkowany klasyk, pozostawił niewiele pism krytycznych. Wykład sposobu, jakim dawane być mają lekcje literatury polskiej w Krzemieńcu to tylko ogólny zarys złożony z urywków znalezionych w jego papierach i ogłoszonych drukiem. Jest to dzieło o charakterze podręcznikowym, w którym autor nie wyszedł poza ówczesny program szkolny i ogólne uwagi poświęcone poezji, wymowie oraz wskazówki dla chcących pisać. Nie zostało ono wzbogacone uwagami krytycznymi, będąc wykładem stylistyki i retoryki, z wyliczeniem ważniejszych autorów i dzieł piśmiennictwa polskiego. Z wielu planowanych pism o charakterze teoretycznoliterackim Feliński ukończył tylko trzy traktaty: Dialogi, czyli rodzaj rozmów („Dziennik Wileński” 1825, nr 11), O listach („Dziennik Wileński” 1825, nr 8), O wierszowaniu, czyli budowie wiersza polskiego i o poetach polskich od panowania Zygmunta I–go aż do naszych czasów („Dziennik Warszawski” 1827, nr 30). Najobszerniejszy jest traktat O wierszowaniu…, lecz też niewyczerpujący przedmiotu, ogólnikowy i eklektyczny. Pozostałe, jeszcze bardziej pobieżne, nie miały wpływu na formowanie się poglądów na styl i krytykę literacką młodzieży kształcącej się w Liceum Krzemienieckim.

Feliński był natomiast uważnym krytykiem twórczości własnej i utwór, który nie uzyskał jego pełnej aprobaty, do skutku poprawiał lub ostatecznie niszczył. Taki los spotkał np. nisko przezeń ocenione juwenilia (przeróbka powiastki Voltaire’a Jasio i Mikołajek, drobne wiersze oraz dwie tragedie: Kora i Alozo oraz Kodrus), które spalił podczas pobytu w Warszawie. Tworzył, trzymając się Horacjańskiej zasady: dzieło dojrzewa dziewięć lat. To stało się przyczyną uszczypliwości kolegów po piórze: Ludwika Osińskiego, który otwarcie przyganiał Felińskiemu, że nadto „hebluje” swoje teksty, a także Franciszka Wężyka zwącego „tokarszczyzną” jego sposób tworzenia.

Prace stricte krytyczne pozostały w rękopisach. Wśród nich są dwie recenzje teatralne, utrzymane w konwencji Iksów: Kilka słów o wystawieniu ostatniej komedii „Szkoła kobiet” i przywiedziona rozmowa dwóch przyjaciół o panu X oraz Trzecie wystawnie tragedii „Otello” (Bibl. Czart., rps 2177).

&amp;nbsp;

Refleksje krytycznoliterackie w korespondencji. Garść uwag krytycznych przynosi korespondencja Felińskiego, wydana przez Józefa Ignacego Kraszewskiego w 1872 r. W liście z 13 I 1814 znajdujemy uwagi wokół parodii wierszy Józefa Koziebrodzkiego, dokonanej przez Franciszka Rudzkiego, adresata listu: „List twój z dziełem Koziebrodzkiego dosyć mię ubawił. Tok wiersza doskonaleś naśladował […]” (Listy A. Felińskiego, 1872). Z listów wymienianych między przyjaciółmi wynika, że faworytem Felińskiego był Karol Sienkiewicz, „wielkich nadziei młodzieniec” (tamże), którego Oda do losu szczególnie przypadła do gustu autorowi Barbary Radziwiłłówny. Korespondencja przynosi garść uwag o twórczości własnej Felińskiego i jego bieżących pracach literackich: „Nim się doczekam z Warszawy uwag nad moją tragedią, skończyłem tymczasem drugą. Nie jest ona moją, ale będzie w niej trochę i mego. Winienem ją Alfieriemu, Włochowi, który za naszych czasów w pewnym względzie udoskonalił sztukę tragiczną, w pewnym względzie przebiegł kres nec plus ultra francuskiego, a nie doścignął go w innych. Z jedenastu tragedii tego autora najlepszą jest bez sporu Wirginia […]” (tamże). Feliński jest też autorem przedmowy do własnego „naśladowania” Wirginii Vittorio Alfieriego (O Alfierym, o jego tragedii „Wirginia” i o jej naśladowaniu polskim, powst. 1815), w której zwraca uwagę na patriotyczny wymiar utworu włoskiego dramatopisarza, lecz niedostatki stylu.

&amp;nbsp;

„Barbara Radziwiłłówna” jako przedmiot krytyki. Częściej jednak twórczość Felińskiego, a przede wszystkim Barbara Radziwiłłówna, stawała się przedmiotem krytyki literackiej. Pierwotna redakcja, gotowa latem 1811 r. (pierwodruk w 1820 r.), zrobiła duże wrażenie na literatach znających dzieło z rękopiśmiennych odpisów. Pierwsze dyskusje krytyczno-literackie prowadzono w prywatnej korespondencji. Feliński pisał do Michała Wyszkowskiego: „Przeczytaj ją sam najpierwej po cichu i spal, jeśli osądzisz, że nic z niej dobrego zrobić nie można. Jeśli zaś poweźmiesz o niej jaką pochlebną nadzieję, zrób mi nad nią swoją uwagę i daj pod krytykę osobom, do których listy przyłączam […]” (20 VIII 1811, Rafałówka). Zapoznawszy się z ocenami pisał: „Że są długości w Barbarze, zgadzam się chętnie, czułem to i zostawiłem umyślnie dla was, żebyście kierowali mój wybór, co mam przekreślić. Co do drugiej krytyki, że w niej nie dość akcji, ani sam się poczuwam, ani nikt mi tego jeszcze nie zarzucił – może się nie rozumiemy… Czekam dowodów z rozbioru i albo ulegnę albo was inaczej przekonam…”. (4 III 1815, Wołosowo; tamże).

Znacznie bardziej interesująca dyskusja rozgorzała po pierwszych inscenizacjach. Barbara Radziwiłłówna, mająca już opinię dzieła realizującego model tragedii narodowej, została wystawiona 28 II 1817 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie i na powszechne żądanie powtórzona dwukrotnie w marcu tegoż roku. Dyskusję rozpoczął członek Towarzystwa Iksów, nadającego w l. 1815–1819 ton krytyce teatralnej, Tadeusz Mostowski, który stwierdził, że Feliński „zręcznie wybrał i wystawił Barbarę Radziwiłłównę” („Gazeta Korespondenta Warszawskiego” 1817, nr 18, dod.). Na uznanie krytyka zasłużyły: „cały piękny koniec III aktu”, mowa Boratyńskiego, prawiącego „długo, lecz tak wymownie, iż każdy jeszcze by dłużej go chciał słuchać”, w IV akcie dialog Tarnowskiego z Kmitą, który też wzbudził entuzjazm publiczności. Mostowski nie pominął też wad dzieła. Był zdania, iż nie należało zmieniać biegu wydarzeń historycznych, do niepotrzebnych zmyśleń zaliczył też zbrodnię Bony, wprowadzoną, aby prócz „czucia i litości”, które przywołuje walka króla ze stanami o uznanie żony, „znaleźć posiłek w przerażeniu duszy”. Konsekwencją tej decyzji była „podwójna i nieco zmitrężona intryga” (tamże), a stąd odejście od prawdopodobieństwa. Przedstawione zarzuty nie podważają zalet tragedii, które podkreśla inscenizacja. Krytyk chwalił też grę aktorów, zwracając uwagę na ich dykcję, jedynie Józefie Ledóchowskiej (w roli tytułowej) zarzucił, iż mówiła zbyt cicho.

Z zastrzeżeniami Iksa (Mostowskiego) co do historycznych „uchybień” w dramacie Felińskiego polemizował autor podpisany Feliks na Szczerowoli Prawdolubski („Gazeta Korespondenta Warszawskiego” 1817, nr 19, dod.). Zastrzegając, iż jest tylko „lubownikiem sceny narodowej”, a nie zawodowym jej znawcą, oznajmił, że czytał z ciekawością i zadowoleniem recenzję poprzednika, jednakże nie ze wszystkim się w niej zgadza. Potwierdzając dominującą opinię, odpierał zarzut co do zakończenia sztuki. Uważał wyjazd Bony za w pełni uzasadniony, a motyw otrucia za właściwy. Nie raziło go cierpkie przemówienie Kmity, usprawiedliwione popędliwym temperamentem polskiego senatora. Mimo wszelkich uchybień utworu, uznał Barbarę za arcydzieło. Sformułował też opinie dotyczące inscenizacji, dopełniając zastrzeżeniami pochwałę gry aktorów zawartą w artykule Iksa. Wobec niewymienionej przezeń postaci Izabeli postulował (nie podając nazwiska aktorki) „więcej szlachetności w postawie i przystojności w chodzeniu”, krytykował aktora Marcina Szymanowskiego (w roli króla), że w trakcie posłuchania poselstwa sejmowego upominał zbyt głośnego suflera. Krytycznie oceniał dekoracje oraz zachowanie statystów wcielających się w role paziów, którzy „przez cały czas mowy Boratyńskiego pomiędzy sobą szeptali i stojącym za kulisami za sceny grymasy stroili”, co ani „powagi, ani świetności obrzędowi samemu dodać nie mogło” (tamże). Wystąpienie to sprowokowało odpowiedź Iksa, który podtrzymał swoje stanowisko, a nawet uzupełnił zarzuty. Nadal twierdził, że „rozwiązanie sztuki jest słabe i nie tak ściśle, jakby należało, z całą osnową spojone. […] Królowa Bona nie dość silnie działa […] i niepotrzebnie znika ze sceny”, zaś „scena puginału […] zbyt długo przeciągniona” („Gazeta Korespondenta Warszawskiego” 1817, nr 23).

Po tym wystąpieniu dyskusja z dzienników przeniosła się na łamy czasopism, gdzie ukazywały się poważne rozprawy. Pierwszą z nich ogłosił Kazimierz Brodziński (Uwagi nad „Barbarą”, tragedią A. Felińskiego, „Ćwiczenia Naukowe” 1818, t. 1). Rozprawę poprzedził obszerny wstęp, w którym redaktor w osobnym dopisku ostrzega o „kilku za ostrych wyrażeniach i za śmiałych myślach”. „Ostre wyrażenia” godzą w tych, którzy za granicą nasiąknęli obcą mową i obcymi obyczajami, a powróciwszy do Polski pragną je zaszczepić na scenie narodowej. Brodziński stwierdza, że dzieło Felińskiego zjawiło się w chwili groźnej dla polskiego teatru i zażegnało niebezpieczeństwo scudzoziemczenia polskiej dramaturgii. Odrzuca tradycję porównywania Barbary z tragedią francuską, choć sam w toku rozbioru zestawia dzieło z utworami Voltaire’a, Jeana Baptiste’a Racine’a i Pierre’a Corneille’a. Uznaje tragedię Felińskiego za arcytyp sztuki narodowej, przynoszącej apoteozę polskiego ducha. Daje streszczenie całości, łącząc pochwały ze sformułowanymi już przez Mostowskiego zarzutami, proponuje przy tym własne zmiany, zwłaszcza w zakończeniu. Stwierdza jednak: „Te i tym podobne ledwo dostrzeżone skazy, ćmiące niekiedy jej prawdziwe piękności, niezdolne są ubliżyć zaletom znakomitszym ze względu narodowości szczególnie wzorowego dzieła” (tamże). Obszerny rozbiór Barbary Felińskiego tegoż samego autora zapowiadał w 1821 r. „Pamiętnik Warszawski”, ale opublikowano tam tylko niepodpisany wstęp (O „Barbarze”, tragedii Felińskiego, „Pamiętnik Warszawski” 1821, t. 19). Brodziński przytaczał ogólne spostrzeżenia Iksa z pierwszej recenzji Barbary, cytował wypowiedzi Gottholda Ephraima Lessinga z „Dramaturgii Hamburskiej”, starając się udowodnić, że skoro „łagodniejsze uczucia są nam jedynie właściwe”, wzorem naszym nie powinien być ani Jean Baptiste Racine, ani William Shakespeare, lecz „prostota greckiej poezji”, zasadniczym zaś warunkiem jest „głęboka znajomość serca ludzkiego”, bez której rysunek charakterów – podstawa sztuki dramatycznej – nie może być doskonały”. Można przypuszczać, że Barbara Felińskiego odpowiadała postulatom, które wyłożył Brodziński, a nawet, że lektura tragedii przyczyniła się do wykrystalizowania poglądów krytyka. Świadczyłby o tym nie tylko tok myśli artykułu, ale i wstępne oświadczenie autora przyznającego dziełu Felińskiego zaszczytne miano „wzoru dla piszących” (tamże).

Do tragedii odniósł się również w wykładach uniwersyteckich Osiński, który stwierdzał: „[…] w Barbarze życzylibyśmy niekiedy więcej akcji tragicznej, więcej dramatycznych obrazów, więcej wzniosłości myśli i czucia” (Wykład literatury porównawczej, powst. 1818–1830, wyd. 1861). Za najważniejszą zaletę dzieła Felińskiego uważał natomiast, iż „nieporównana poezja […] przeniosła tok i dźwięk Racine’a do polskiego języka”, a „Barbara długo zostanie świetnym pomnikiem stylu i mowy polskiej” (tamże). Krytyczny zazwyczaj Dominik Magnuszewski w Uwagach nad dramatem polskim („Tygodnik Literacki” 1839, nr 17) zarzucał tragedii Felińskiego „ubóstwo i fałsz obrazu życia polskiego”, dodając, że nie widać tam „szalonych zawodów braci starszych z bracią szaraczkami, których Bona tak zręcznie poswarzyła” (tamże). Zarzuty dotyczycące najistotniejszych elementów dramatu sformułował też po latach Aleksander (Leszek) Dunin-Borkowski, uznając, że wydarzenia historyczne zostały przez Felińskiego spłaszczone, a nawet zmienione, a ich tragizm zagubiono. W ciągu 30 lat, które upłynęły od powstania tragedii, jej klasyczna struktura stała się w oczach krytyka anachroniczna: „[…] w literaturze wydobyliśmy się z więzów obcych, rzuciliśmy naśladownictwo klasycznej szkoły francuskiej, wyrobiliśmy sobie pojęcie nie tylko prawdziwej poezji, ale i prawdziwej narodowości. Stąd też dziwne wrażenie robi na nas przedstawienie tragedii w owej epoce napisanej. Już nie widzimy w niej wzoru” (Teatr, „Dziennik Mód Paryskich” 1848, nr 8). Za jedyną trwałą wartość uznał „trzynastozgłoskowy wiersz, nadzwyczaj harmonijny i zawsze pełen powagi” (tamże). Apoteozę arcytworu pseudoklasyków wygłosił z kolei Tomasz August Olizarowski (O literaturze dramatycznej polskiej, ,„Przegląd Poznański” 1850, t. 11), próbując wskrzesić dawno już wypalony entuzjazm dla tego dzieła.

Rolę Barbary Radziwiłłówny w rozwoju polskiej dramaturgii przedstawiał w swych publikacjach Marian Szyjkowski. Dla rozwoju teorii i krytyki dramatu większe znaczenie niż myśl krytyczna Felińskiego miała dyskusja o jego największym dziele, uwydatniająca problematykę narodowości w tragedii oraz przenikanie się wzorców klasycznych i sentymentalnych w dramacie polskim tej doby.</document>
<document nplp_id="14045" title="Gloger Zygmunt" slug="gloger-zygmunt">Historyk, etnograf, archeolog, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Gl., Glo., Glo. Zyg., Hr., Hreczkosiej, Podlasianin, Prus, Pruski, Rolnik, Sąsiad, Wieśniak, Wieśniak z Zawiśla, Z., Z. G., Z. Glo., Ziemianin, Ziem..., Zygm., Zyg. Glo.

Informacje biograficzne. Urodził się 3 XI 1845 we wsi Tybory-Kamianka w ówczesnej guberni augustowskiej (miejsce urodzenia jest wciąż przedmiotem sporów, sam Gloger przy spisywaniu aktu ślubu podał nazwę: Kamionka w powiecie łomżyńskim). Jego ojcem był Jan Gloger (1811–1884), inżynier, powstaniec listopadowy i sadownik, matką zaś – Michalina Marianna z Woynów (1811–1905), szlachcianka podlaska, która w l. 1863–1864 sprawowała funkcję przewodniczącej łomżyńskiego Komitetu Opieki Narodowej, udzielającego pomocy powstańcom styczniowym. Sympatie demokratyczne, postępowość, a zarazem umiłowanie tradycji były w jego rodzinie silne i tak pozostało przez całe jego życie. Gloger pobierał nauki na pensji Jana Nepomucena Leszczyńskiego w Warszawie (1858–1863), studiował na Wydziale Prawa i Administracji Warszawskiej Szkoły Głównej (1865–1867) oraz na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (1868). W tym czasie zajmowały go przede wszystkim historia i archeologia. Wśród najważniejszych nauczycieli oraz autorytetów, z którymi się zetknął na etapie edukacji i którzy mieli znaczący wpływ na rozwój jego zainteresowań należy wymienić Kazimierza Władysława Wóycickiego, Wincentego Pola, Juliana Bartoszewicza, a także Oskara Kolberga – jako recenzenta jego pierwszej poważnej rozprawy naukowej.

Od 1872 r. Gloger łączył zadania naukowe z gospodarowaniem na rodzinnym majątku w Jeżewie. W tym czasie powiększał także swoje ogromne zbiory starożytnicze, podróżował po kraju, publikował i korespondował z przedstawicielami nauki oraz literatury. Był także związany z takimi instytucjami jak Towarzystwo Kredytowe Ziemskie (jako radca Dyrekcji Głównej), Polskie Towarzystwo Krajoznawcze (jako współzałożyciel i pierwszy prezes), Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości (funkcja wiceprezesa), Towarzystwo Naukowe Warszawskie, czy wreszcie Komisja Antropologiczna i Historyczna Akademii Umiejętności w Krakowie. W 1906 roku przeniósł się do Warszawy. Był dwukrotnie żonaty: z Aleksandrą Jelską (ur. 1860, zm. 1899, ślub w 1883 r.) oraz z Kazimierą z Weissenbornów Wilczyńską (ur. 1846, zm. 1929, ślub w 1906 r.). Miał dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa: Stanisława Mariana (1887–1953) i Joannę Michalinę (1883–1935). Zmarł 15 VIII 1910 w Warszawie, w wyniku powikłań po zakażeniu i amputacji ręki.

Kręgi twórczości. Debiutem czasopiśmienniczym Glogera był obszerny artykuł Obrzędy rolnicze („Biblioteka Warszawska” 1867, t. 2), a książkowym Obchody weselne z 1869 r. Prace te pożytkują plon wypraw etnograficznych, prowadzonych przez Glogera od 1861 r. W kolejnych latach działalności opublikował ok. 800 artykułów nadsyłanych do ponad 60 periodyków. Do jego najważniejszych publikacji książkowych należą: Rok polski w życiu, tradycji i pieśni (1900), Geografia historyczna ziem dawnej polski (1900), czterotomowa Encyklopedia staropolska ilustrowana (1900–1903), reportaż podróżniczy Dolinami rzek (1903), oraz nieukończone opracowanie Budownictwo drzewne i wyroby z drewna w dawnej Polsce (1907–1909). Prace Glogera często – jak w przypadku Encyklopedii staropolskiej czy Budownictwa drzewnego – miały charakter pionierski. Wyrastały one, po pierwsze, z jego ogromnej kolekcji, gromadzącej spuściznę materialną kultury polskiej dawnych wieków, po drugie, z wypraw archeologicznych i krajoznawczych, odbywanych pieszo, czółnem (spływy po rzekach polskich), a w późniejszym okresie również pociągiem, po trzecie wreszcie – z jego niezmiernie szerokich zainteresowań. W swojej publicystyce poruszał zagadnienia treści gospodarczej, społecznej, historycznej, etnograficznej, archeologicznej, folklorystycznej, ogrodniczej, politycznej, a także literackiej.

Działalność krytyczna. Gloger rzadko poświęcał osobne artykuły omówieniu jakiegoś dzieła literackiego, natomiast dość często formułował opinie krytyczne odnośnie piśmiennictwa swej epoki na marginesie rozważań społecznych, obyczajowych, edukacyjnych etc. Osobne recenzje dotyczyły przede wszystkim dzieł o tematyce bliskiej jego zainteresowaniom naukowym Glogera: archeologii oraz etnografii, a także wydawnictw o charakterze dokumentarnym, edukacyjnym, pedagogiczno-społecznym (elementarze wileńskie z 1874 i 1875 roku, elementarz K. Prószyńskiego), biograficznym lub parenetycznym. Gloger traktuje często recenzję gazetową jako formę popularyzacji wydawnictwa, które uważał za społecznie pożyteczne – tym zresztą, nie zaś celem zarobkowym, było motywowane powstanie publikacji (autor przeważnie współfinansował swoje przedsięwzięcia edytorskie).

Z kolei uwagi krytycznoliterackie rozproszone w artykułach oraz listach nadsyłanych do najważniejszych ówczesnych polskojęzycznych periodyków dotyczą bardzo różnych kwestii i niekiedy mają charakter ogólny (brak w nich konkretnych tytułów, autorów). Pozwalają wszakże na uchwycenie problemów najbardziej istotnych dla Glogera w zakresie literatury i czytelnictwa. Pochwalał i popularyzował przedsięwzięcia literackie lub wydawnicze, nawiązujące do obyczajów i tradycji staropolskich, krzewiące moralność pojmowaną w duchu konserwatywnym i chrześcijańskim, szerzące oświatę, jak też upowszechniające cnoty gospodarskie. Preferencje czytelnicze autora cechuje natomiast bardzo krytyczny stosunek do romansów w stylu francuskim oraz wszelkich modnych wpływów spod znaku „francuszczyzny”, którą uważał za bardzo powierzchowną, w ogólności szkodliwą. Uwag swych nie odnosił do kultury francuskiej jako takiej, ale właśnie do jej bezmyślnego naśladownictwa, a tym samym szkodliwego wpływu na odbiorców. Sceptycznie odnosił się zresztą do wszelkich obcych wpływów w obszarze piśmiennictwa, zwłaszcza niemieckich i rosyjskich. Z rezerwą traktował ponadto przejęte przez pozytywistów prądy myśli zachodniej: materializm, ewolucjonizm, agnostycyzm czy radykalny scjentyzm.

Najbardziej cenił autorów podejmujących tematy wyrastające z polskiej historii i kultury, zarazem kreujących wzorce osobowe w nawiązaniu do staropolskich archetypów. Wśród ulubionych twórców Glogera należałoby wymienić Józefa Ignacego Kraszewskiego, o którego powieści Powrót do gniazda wypowiadał się ze szczególnym entuzjazmem („Gazeta Warszawska” 1875, nr 130), a także Adama Mickiewicza, którego Pan Tadeusz stanowił dlań wielokrotnie przywoływany ideał literacki („Tygodnik Ilustrowany” 1882, nr 362). Cenił także Aleksandra Fredrę, w którym widział „polskiego Moliera”, chętnie cytował strofy Kazimierza Brodzińskiego (List z wiejskiego ustronia, „Tygodnik Ilustrowany” 1874, nr 361–362). Admirował pisarstwo Władysława Syrokomli, z którego zaczerpnął motto do swego reportażu podróżniczego Dolinami rzek (1910). W gronie twórców literatury bliskich Glogerowi należałoby wymienić jeszcze niewątpliwie Elizę Orzeszkową, Wincentego Pola i Henryka Sienkiewicza, z którymi łączyły go osobiste relacje, choć nie poświęcił osobnych szkiców żadnemu z ich dzieł literackich. Polemizował natomiast z utopistycznym racjonalizmem wykładu Orzeszkowej O wpływie nauki na rozwój miłosierdzia (Znad Narwi, „Ognisko Domowe” 1876, nr 8), a także z jego zdaniem oderwanymi od rzeczywistości wiejskiej artykułami Bolesława Prusa Czytajcie cyfry („Gazeta Warszawska” 1890, nr 167).

Lud jako odbiorca literatury. Szczególnie ważną kwestią w rozproszonych uwagach Glogera na temat szeroko rozumianej literatury były refleksje dotyczące czytelnictwa mieszkańców wsi. Obierając perspektywę ludu jako odbiorcy tekstu, autor formułował oceny piśmiennictwa, a także podejmował własne przedsięwzięcia wydawnicze. Z nieufnością traktuje literaturę rozrywkową jako odrywającą od codzienności oraz stałych obowiązków: „Nie uwierzymy, aby dobre buty wychodziły z warsztatu, którego majster zasiada w dniu roboczym do czytania romansów” („Kurier Warszawski” 1875, nr 153, s. 1). Poza Panem Tadeuszem rzadko rekomendował społeczności wiejskiej dzieła z repertuaru literatury pięknej, a jeśli to czynił, wśród jego propozycji próżno by szukać literatury obcej: „[…] ani też marzymy o szczepieniu w kmieciu zamiłowania do literatury, bo nie miałoby to dziś logicznej podstawy” (Z powiatu mazowieckiego, „Gazeta Warszawska” 1874, nr 261). Zachęcał natomiast lud do lektur spod znaku rodzimego piśmiennictwa wychowawczego, poradnikowego, humorystycznego, np. pism Anny Ciundziewickiej, Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Augusta Wilkońskiego (Ramoty i ramotki literackie).

Z perspektywy mieszkańca wsi jako nowego typu czytelnika oceniał Gloger bieżące wydawnictwa, a wśród nich ukazujące się w drugiej połowie XIX wieku periodyki. W tym właśnie kontekście pada zresztą bodaj czy nie najważniejsza jego wypowiedź krytycznoliteracka, obrazująca najpełniej oczekiwania autora wobec publikowanych utworów: „O ile bowiem dla każdego rolnika jest bezwarunkowo konieczne jakieś czasopismo sprawę jego zawodu i bytu traktujące, o tyle »Biblioteka Warszawska« i »Kronika Rodzinna« zajmują najznakomitsze w swoim rodzaju w polskim czasopiśmiennictwie stanowisko: pierwsza jako organ uznany w całym świecie uczonym, a zawsze nader szczęśliwie kojarzący dojrzałą naukę z najwyższym zainteresowaniem pospolitego czytelnika; druga w doborze artykułów dziwnie umiejąca połączyć poszanowanie przeszłości z postępem, naukę z religią, a zawsze stojąca na straży domowego ogniska, starych cnót, ideału rodziny i szczytnego powołania kobiety, kształcąca zarówno umysł i serce” (Z augustowskiego, „Gazeta Warszawska” 1875, nr 130). „Kronikę Rodzinną”, jako „pismo najlepsze i najzacniejsze w swoim rodzaju, a wybornie tępiące krańcowy materializm i zapobiegające wyśmienicie gnojeniu naszego społeczeństwa” przeciwstawiał „Przeglądowi Tygodniowemu” (Z powiatu grodzieńskiego, „Gazeta Warszawska” 1874, nr 86), dając tym samym jedno z wielu rozsianych w jego pismach świadectw rezerwy, nawet niechęci wobec środowiska młodych pozytywistów warszawskich z Aleksandrem Świętochowskim na czele.

Jakkolwiek Gloger brał pod uwagę walory artystyczne dzieł, o których wspominał w swoich artykułach, jasne jest, że ważniejszy był dla niego ich wpływ na czytelnika, wartość naukowa, edukacyjna, poszanowanie tradycji. Starał się przy tym pogodzić w swej ocenie różne aspekty dzieł: utylitaryzm z rozrywką, postęp z poszanowaniem przeszłości. Namysł Glogera koncentrował się na tym, jak przeprowadzić społeczeństwo przez przemiany cywilizacyjne II poł. XIX w. w taki sposób, by nie zatraciło ono swego kodu kulturowego, nie oderwało się od własnych korzeni – i ta perspektywa dominowała w jego ocenach przedsięwzięć naukowych, społecznych czy właśnie literackich.</document>
<document nplp_id="14046" title="Grabowski Ignacy Oksza" slug="grabowski-ignacy-oksza">Literat, publicysta, tłumacz, działacz polityczny. Pseud. i krypt.: Autor Pamiętników Rupiecia; Dziadek; Gr.; Grab.; I. G.; I. Gr.; I. Grab.; I. O. G.; I. O. Gr.; Ig. Gr.; Ign.; Ign. G.; Ign. Grab.; Jog; Pękosław de Graty Rupieć.

Informacje biograficzne.  Ignacy Juliusz Grabowski urodził się 26 VII 1866 w Ogorzelicach (pow. płocki) w rodzinie ziemiańskiej o tradycjach patriotycznych jako syn Józefa Grabowskiego h. Oksza (zm. 1898) i Feliksy z Ciurzyńskich (zm. 1895). Ukończył gimnazjum gubernialne w Płocku. Uczęszczał na Wydział Przyrodniczy Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego; kontynuował naukę w École Chimique w Mühlhausen (Wydział Rolniczy) w Alzacji. Zwłaszcza z tego pierwszego okresu pochodziły luźne znajomości w kręgach prawicy nacjonalistycznej. Po powrocie do kraju osiadł w odziedziczonym majątku Kędzierzyn (pow. płocki). W tym czasie powstały jego tłumaczenia z niemieckiego i francuskiego: Katechizm chemii rolnej (1898) Emila Wildta i Poczwórne źródło twierdzenia o podstawie dostatecznej (1904) Arthura Schopenhauera. Materiały literackie i publicystyczne, m.in. korespondencje z podróży po kraju oraz nowele drukował w „Kurierze Warszawskim”, rzadziej w „Tygodniku Ilustrowany, wiersze w „Chimerze”. W 1890 r. ożenił się ze Stanisławą z Iżyckich h. Bończa. W 1903 r. został sędzią gminnym z wyboru, w czasie rewolucji 1905 r. przyczyniając się w istotny sposób do wprowadzenia języka polskiego do sądów gminnych. Zaangażowanie polityczne w czasie reakcji stołypinowskiej zaprowadziło go do więzienia, został zmuszony do opuszczenia zaboru rosyjskiego. Pod koniec pierwszej dekady XX w. udał się do Galicji i osiedlił w Krakowie, gdzie przebywał prawie przez rok. Tu wystawił niedrukowane wcześniej sztuki teatralne Rodzeństwo oraz Niewierny Tomek (1909). W Krakowie napisał i wystawił sztukę Król Stanisław August (1908). Po powrocie do Królestwa Polskiego porzucił definitywnie żywot ziemiański i przeniósł się do Warszawy.

Od 1903 r. ogłaszał w felietonach dla „Kuriera Warszawskiego” (1903–1904, 1907–1908, 1919) Pamiętniki Rupiecia (wyd. Warszawa 1909, z przedm. A. Nowaczyńskiego), zbiór obrazków, anegdot i rozważań, luźno powiązanych cienką nicią powieściową, rodzaj persyflażu. W r. 1910 dostał w Warszawie nagrodę w konkursie im. Juliusza Słowackiego za komedię heroiczną z czasów renesansu Sokół; opublikował także szeroko dyskutowany dramat Grunwald (1910) oraz krótkie formy literackie o wyraźnym zabarwieniu erotycznym, cykl prasowy Czarna dama (1909, wyd. osobn. Granum salis, 1922). Ostatnie lata przed Wielką Wojną oznaczały dla Okszy-Grabowskiego szczyt aktywności publicznej. W l. 1909–1914 stał się jednym z bardziej wpływowych publicystów warszawskiego „Kuriera” i „Tygodnika Ilustrowanego”, m.in. wziął aktywny udział w komitecie wyborczym Romana Dmowskiego w wyborach do IV Dumy Państwowej, stając się jednym z propagatorów bojkotu Żydów; uprawiał publicystykę w powołanych w tym celu dziennikach „Dzień” (1914) i w „Gazecie Porannej Dwa Grosze” (1914–1915).

Od 1915 r. przebywał na wychodźstwie w Rosji, głównie w Kijowie, gdzie pisywał broszury i redagował publikacje propagandowe dla żołnierzy Korpusu Polskiego w Rosji gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego (m.in. Kościuszko, Kijów 1917; Ideologia Korpusu Polskiego, Warszawa 1921). W 1918 r. został naczelnym oficerem oświatowym w dywizji gen. Wacława Iwaszkiewicza. Po powrocie do kraju brał udział w akcji plebiscytowej na Mazurach i na Śląsku (m.in. współtworzył i redagował „Strażnicę”, śląskie pismo związane z Obywatelskim Komitetem Wykonawczym Obrony Państwa gen. J. Hallera? [em]). Na początku lat 20. był jednym ze współzałożycieli tygodnika „Myśl Narodowa”, opiniotwórczego periodyku związanego z Narodową Demokracją. W tym okresie angażował się w prawicowe inicjatywy polityczne (m.in. był współzałożycielem Zakonu Rycerzy Prawa, paramilitarnej grupy o prawicowych poglądach, czynnie współpracował ze środowiskami skrajnie prawicowymi m.in. z Organizacją Monarchistów Polskich, Stowarzyszeniem Samopomocy Społecznej, stanowiących margines ówczesnej sceny politycznej). Do połowy lat 20. pozostawał aktywnym publicystą („Myśl Narodowa [ej]”, a także pisma monarchistyczne: „Pro Patria” i „Patria”), krytykiem literackim (współpraca z katolickim tygodnikiem „Tęcza”), a także tłumaczem głównie niemieckich pamfletów antysemickich (m.in. A. Rosenberga, Bolszewizm, głód, śmierć, Warszawa 1923). Pod koniec dekady zaczął wycofywać się z życia publicznego; w tym okresie pracował jako urzędnik w Naczelnej Izbie Kontroli. Ostatnie lata spędził w Zalesiu pod Warszawą. Zmarł 29 I 1933 r.

Publicystyka i przekonania ideologiczne. Z czasem jego konserwatywny światopogląd zaczął nabierać cech radykalnych i antysemickich. Hołubiona solidarność słowiańska, choć z wyraźnymi akcentami okcydentalistycznymi (Rzeczpospolita Obojga Narodów jako ostoja i bastion cywilizowanego Zachodu), wrogość wobec Niemiec i polityki zaborczej Prus, ale przede wszystkim nastawienie antysemickie coraz wyraźniej zaznaczały się w publikacjach i zbliżyły autora do Narodowej Demokracji. Mocnym akcentem był cykl W sprawie żydowskiej w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1911 r. (wyd. osobn. Warszawa 1912), którego tłem była tzw. kampania antylitwacka i ostra reakcja polskiej opinii publicznej na falę przybywających z Rosji żydowskich uchodźców, a także równoczesny rozwój rodzimej kultury jidyszowej. Oksza-Grabowski przedstawiał w barwnym ciągu metafor ludność żydowską jako rodzaj agresywnego stworzenia („boa dusiciel” lub „polip”). W odróżnieniu od większości polskich judeofobów tego czasu prawie w ogóle nie nawiązywał do różnic religijno-obyczajowych, ale budował wizerunek Żydów jako „przeciwaryjskiej” rasy. zalecał systematyczne eliminowanie „żydostwa” z przestrzeni życia publicznego, na pierwszym planie stawiał całościowe „odżydzanie” polskiej inteligencji. To właśnie tej klasie społecznej przypisywał najdalej posunięty upadek i dekadencję (Patologia niewoli, „Tygodnik Ilustrowany” 1909, nr 7–9; Fetyszyzm, „Tygodnik Ilustrowany” 1914, nr 11; Panika, „Tygodnik Ilustrowany” 1914, nr 39). Wraz z gazetą „Dzień” postulował też „odżydzenie” prowincji (Interesy prowincji. Na skutek listu pana X z Łęczycy, „Dzień”, 1914, nr 36; Poezja nóg, tamże, nr 38).

W l. 20 XX w. był  autorem paszkwilanckich wypowiedzi na temat postaci życia publicznego, m.in. Szymona Askenazego (Nowe czary, „Myśl Narodowa” 1922, nr 6). Prowadził w „Myśli Narodowej” stały felieton Puste orzechy (1921–1922), w którym przedstawiał refleksje na temat wydarzeń politycznych i społecznych. Był też jednym z pierwszych polskich entuzjastów faszyzmu rozumianego jako europejska, antyliberalna rewolucja kulturowa, a zarazem wyraz „nacjonalizmu twórczego” i „organicznego”, „czynnik porządkowy europejskiej rzeczywistość”, swego rodzaju ukoronowanie rozwoju włoskiego ducha, tożsamości i instynktu narodowego, który w 1861 r. doprowadził do zjednoczenia Włoch (Lekcja faszystów, „Myśl Narodowa” 1922, nr 34).

O kształcie i roli literatury oraz sztuki. Oksza-Grabowski wysunął program polemiczny wobec dominujących według niego nurtów w literaturze i sztuce. Najpełniejszą wypowiedzią krytyka na temat literatury we wcześniejszym okresie jego twórczości, jest list, jaki na prośbę redakcji nadesłał do warszawskiego „Słowa” po otrzymaniu nagrody w konkursie im. Słowackiego. Nie tylko sformułował tam ciekawą definicję najwyżej cenionego gatunku literackiego, czyli dramatu: „Uwertura, opus muzyczne z żywych portretów ludzkich, poruszających się w maneżu Boskim, zwanym świat; oto prawy dramat, o jakim marzył Wagner, a który narzuca się współczesności jako ogniwo rozwojowe odczuć ludzkich i geniuszów” (Garść zwierzeń, „Słowo” 1910, nr 50), ale też – zmieniając ton – mówił z pogardą o innych twórcach: „Z miernot myłem się zawsze jak z brudu” (tamże). Chwalił Stanisława Wyspiańskiego za Klątwę, ale już Wyzwolenie nazwał fiksacją. Charakteryzując swoje stanowisko 20 lat później, powoływał się na poglądy klasycznych filozofów i estetyków francuskich, m.in. Georges’a Louisa Leclerca, hrabiego de Buffon, Ferdinanda Brunetiѐre’a, Jeana Racine’a, ale także Charles’a Maurrasa, przywódcy skrajnie prawicowej Akcji Francuskiej. Zwykle jednak uzasadniał swoje stanowisko zakorzenieniem w tradycji i historii polskiej. Zwracał uwagę na nasilający się nurt antyidealistycznej „materializacji” koncepcji człowieka, a tym samym propagującej go literatury. Ów nurt niszczył zdaniem krytyka racjonalny ład kompozycyjny dzieła i w ogóle literatury pięknej, prowadząc na estetyczne mielizny. Ze względu na mniejszą skłonność do deformowania rzeczywistości i naruszania właściwej, racjonalnej kompozycji najbardziej cenił klasyczną literaturę francuską. Jednak także w niej dostrzegał przejawy narastania zjawiska, któremu poświęcił również wiele uwagi, a mianowicie wynaturzenia i upadku w kulturze europejskiej przełomu XIX i XX w.

W tym ujęciu istotna była wizja historii Okszy-Grabowskiego, która silnie wpłynęła zarówno na oceny współczesnych mu dzieł literackich, jak i na jego postawę wobec kultury w ogóle. Główna cecha tej koncepcji wiązała się z wpisaniem historii jako łańcucha zdarzeń w ład eschatologiczny, a postaw bohaterów w „naturalny” obraz człowieka we wszystkich epokach. Oksza-Grabowski przyjął hierarchię ras Josepha Arthura Gobineau i przystosował ją do polskich dziejów. Ze świata wyobrażeń konserwatywnych zaczerpnął porządek powtórzeń i powrotów (powracanie zjawiska upadku od schyłku cywilizacji rzymskiej, przemienne trwanie odrodzenia w Europie aż po przełom XIX i XX w.). Jako recenzent utworów o tematyce historycznej, Oksza-Grabowski wyraźnie dowartościowywał historię szlachty polskiej jako grupy uznawanej przezeń za „warstwę historyczną”. Zadawał pytanie, czy dzieła Stefana Żeromskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Władysława Reymonta przejdą do historii, wymienionych twórców nazwał „ulubieńcami epoki nadgrobnej” (tamże). Pisał w szerszej perspektywie: „[…] nasza sztuka jest w stagnacji i… kurczy się w wysiłku jałowym. Formalizm zastąpił wyobraźnię, troskę o doskonałość przemogło usiłowanie przyciągnięcia przez ekscentryczność tej publiczności, której artysta wzruszyć nie umie, wreszcie naśladowanie przeszłości zwraca się do modelów skorumpowanych ze względu na łatwiejsze odtworzenie wybryków, niżeli rzeczy wielkich” (tamże). Ratunku upatrywał w powrocie do źródeł klasycznych; w literaturze polskiej – w lekcji Jana Kochanowskiego.

O krytyce, smaku i stylu. W programowej broszurze z początku lat 30. zaprzeczał istnieniu krytyki obiektywnej, żądając w zamian „czystej intencji estetycznej” (Styl i smak, Warszawa 1930). Za przykład wielkiej reformy kulturowej uznawał działania włoskich faszystów „dotyczące podźwignięcia sztuki z aktualnego jej upadku” (tamże). Twierdził, że krytyka nowoczesna „zionie kłamstwem i niekonsekwencją, nieszczerością i brakiem zastanowienia” (tamże). W tych ewaluacjach nie najlepiej wypadali polscy krytycy czy polska krytyka literacka w ogóle („nie znamy dotychczas ani jednego [krytyka], który by przedstawił publiczności kryteria, według których sądzi”, tamże). Oksza-Grabowski wyróżniał dwa rodzaje krytyki: krytykę w ścisłym znaczeniu tego słowa, tj. taką, która nie wychodzi poza obręb dzieła, i krytykę twórczą, która zachęca do rozwijania refleksji – i tę ostatnią autor rozprawy wyniósł na piedestał. Dobry smak uważał za dar przyrodzony albo za stan osiągnięty poprzez wchłanianie dobrych wzorów. Wywód z ducha klasycystyczny przybierze jeszcze wyraźniejszą postać historyczną, gdy krytyk podejmie temat stylu: „Styl polega na ładzie i na ruchu, włożonym w myśli. Buffon mówi to, ale nie powiedział dość. Styl jest to sposób poczęcia każdej myśli, ponieważ myśl, jak i molekuła fizyczna, jest już światem wrażeń, wzruszeń i uczuć” (tamże). Oksza-Grabowski ceni prostotę, pogardliwie wypowiada się np. o parnasistach i krytykach lubujących się w koncepcjach złożoności. Dominuje w rozprawie pochwała porządku, myśli, intelektu, stąd niechęć do romantyzmu (francuskiego, o polskim Grabowski pisał mało, wyraźnie nie chcąc wzbudzać animozji): „Z tego punktu widzenia należy sądzić o dziełach tak zwanych romantycznych, a wyjaśniłoby się, dlaczego rzeczy nawet takich potentatów wyobraźni i takich wirtuozów słowa, jak Wiktor Hugo, tak szybko umierają w biegu czasu. Zasada porządku jest ogólnym zwierzchnim prawem wszelkiej natury, a zatem i ludzkiej, która jest cząstką tamtej. Romantycy byli buntownikami wyobraźni w stosunku do refleksji. Natura taki nieporządek szybko dławi. Smak więc tkwi głównie w intelekcie, subordynującym wyobraźnię” (tamże).

Postawa krytyczna Grabowskiego stanowi dobitny przykład eklektyzmu ideowego, gdzie wątki eschatologiczne, z ducha chrześcijańskie, spotykają się z biologiczną koncepcją rasy, dając przyzwolenie na przemoc i agresję wobec obcego. W kwestiach kulturowych publicysta sięga po wzorce klasycystyczne, szukając w nich uzasadnienia dla wygaszania swobody twórczej (ale nie uczuciowości) na rzecz porządku i hierarchii. Język jego rozpraw jest szczególny, aforystyczny; wyróżnia go hieratyczność i patyna. W felietonach, polemikach schodzi o kilka tonów, nie cofając się przed insynuacją i paszkwilem.</document>
<document nplp_id="14047" title="Grabowski Michał" slug="grabowski-michal">Krytyk literacki, prozaik, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: Edward Tarsza; Gr…ski; M. G.; M. Gr.; M. Gr…ski; Sylenty Kubasiński

Informacje biograficzne. Urodził się 25 IX 1804 w Zołotijewie na Wołyniu w zamożnej rodzinie szlacheckiej jako syn majora wojsk rosyjskich Antoniego Grabowskiego i Teresy z Dworzańskich. Dzieciństwo spędził w rodowym majątku Aleksandrówka (pow. czehryński, gub. kijowska). W 1815 r. został oddany do szkoły jezuickiej w Romanowie. W l. 1818–1819 uczył się u bazylianów w Humaniu, gdzie zaprzyjaźnił się z Sewerynem Goszczyńskim i Józefem Bohdanem Zaleskim, z którymi utworzył grupę poetycką Za-Go-Gra. Następnie naukę kontynuował w elitarnym francuskim Liceum im. Richelieu w Odessie. W 1820 r. przeprowadził się do Warszawy. Na Uniwersytecie Warszawskim uczęszczał na wykłady prawa oraz kurs literatury prowadzony przez Kazimierza Brodzińskiego. Od 1822 r. pracował w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Włączył się w nurt ówczesnego życia literackiego, odnowił znajomość z Zaleskim i Goszczyńskim, poznał Maurycego Mochnackiego, Joachima Lelewela i innych zwolenników romantyzmu. Z tego okresu pochodzą jego pierwsze próby literackie i wystąpienia krytyczne. W 1825 r. na prośbę matki powrócił do Ukrainy, by przejąć rodzinny majątek, wciąż jednak utrzymywał kontakt z warszawskimi przyjaciółmi, szczególnie z Goszczyńskim – sfinansował wydanie jego Zamku kaniowskiego, a także wspólną podróż do Wiednia. W lipcu 1830 r. przebywał w Warszawie, gdzie wystąpił z inicjatywą założenia pisma literackiego „Tygodnik Literatury i Krytyki”, które chciał wzorować na „Revue de Paris”. Gęstniejąca atmosfera politycznych debat oraz niechętny stosunek do działalności spiskowej, w którą włączyli się młodzi romantycy, stały się powodem wyjazdu Grabowskiego ze stolicy we wrześniu 1830 r. Wychowany w środowisku lojalnym wobec „rządu egzystującego”, był konsekwentnym przeciwnikiem działalności spiskowej i projektów insurekcyjnych. Nie wziął udziału w powstaniu listopadowym, po klęsce na kilka lat wycofał się z życia publicznego – założył rodzinę z Pauliną Rościszewską h. Junosza i wiódł ziemiański żywot. Od połowy lat 30. zatrudnienia gospodarskie łączył z aktywnością pisarza, krytyka literatury i komentatora współczesnych zjawisk literackich. Nawiązał współpracę z „Tygodnikiem Petersburskim”, a następnie z „Rusałką”, „Athenaeum”, „Rubonem”, „Rocznikiem Literackim”, „Pielgrzymem”, „Piśmiennictwem Krajowym”, „Orędownikiem Naukowym”, „Powszechnym Pamiętnikiem Nauk i Umiejętności” i „Rozmaitościami”. Lata 1837–1842 stanowią czas największej aktywności pisarskiej Grabowskiego: opublikował zbiory krytyczne wydawane pod wspólnym tytułem Literatura i krytyka (t. 1–2, Wilno 1837–1838; t. 1–2, Wilno 1840; Warszawa 1849), opowiadanie Koliszczyzna i stepy (Wilno 1838) i powieść Stanica hulajpolska (Wilno 1840–1841). Utrzymywał rozległe stosunki z pisarzami i twórcami kultury, co wykorzystał przygotowując tom Korespondencja literacka (t. 1–2, Wilno 1842–1843).

Zaufanie opinii publicznej tracił stopniowo. Najpierw, gdy związał się z tzw. koterią petersburską (zwaną też pentarchią), czyli nieformalną grupą pisarzy skupionych wokół „Tygodnika Petersburskiego” za sprawą Henryka Rzewuskiego. Gdy Rzewuski opublikował kontrowersyjne Mieszaniny obyczajowe, w których głosił śmierć narodu polskiego, Grabowski czuł się zobligowany, by wziąć go w obronę („Tygodnik Petersburski” 1841, nr 93–94, 1842, nr 3–4, 1842, nr 12–13), czym naraził się oburzonym czytelnikom. Autorytet krytyka ostatecznie zniszczyło upublicznienie jego listu do hr. Juliusza Strutyńskiego, adiutanta kijowskiego generał-gubernatora Dimitrija G. Bibikowa, z prośbę o protekcję w sprawie założenia pisma „Słowianin”. Projekt periodyku został opatrzony przez krytyka deklaracją lojalności wobec Rosji jako gwaranta przyszłości narodu polskiego. W 1843 r. list wyciekł z kancelarii, początkowo krążył w odpisach, by ukazać się drukiem na łamach emigracyjnego „Demokraty Polskiego” (1844, t. 6). Dochodziły jeszcze pomówieniaa pentarchów o przyczynienie się do upadku kijowskiej „Gwiazdy” (F. Bielak), wszystko to ostatecznie spowodowało załamanie się kariery Grabowskiego. Pisarz porzucił na pewien czas działalność krytyczną i zajął się publikacją źródeł historycznych (Źródła do dziejów polskich, Wilno 1843–1844) oraz organizacją akcji zbierania pamiętników szlacheckich (Pamiętniki domowe, 1845).

Poczynione w tym czasie niefortunne inwestycje, budowa cukrowni czy próby wydobywania torfu nie tylko nie przyniosły Grabowskiemu spodziewanych dochodów, ale znacząco nadszarpnęły jego majątek, co prawdopodobnie zmusiło go do wznowienia aktywności krytycznej. W 1849 r. opublikował kolejny tom z cyklu Literatura i krytyka i wznowił kontakty z prasą, min. z założonym przez Rzewuskiego „Dziennikiem Warszawskim”, z „Nowościami Lwowskimi” i „Gazetą Warszawską”. Coraz mocniej związany z kijowskim środowiskiem intelektualnym, zyskał w owym czasie renomę poważanego znawcy ukraińskiej historii i tradycji regionalnych. Swym zainteresowaniom dał wyraz w rozprawie Ukraina dawna i teraźniejsza (Kijów 1850). Najpoważniejszym przedsięwzięciem tego okresu był Pamiętnik o literaturze polskiej między 1830 a 1848 („Dziennik Warszawski 1851, nr 53–102), planowany jako prezentacja współczesnego piśmiennictwa polskiego w kraju i na emigracji. Grabowskiemu udało się opublikować jedynie część pracy, jej zakończenie pt. Wypadki galicyjskie, dotyczące głownie stosunków społecznych, pozostało na lata w rękopisie (wyd. 2009).

W 1861 r. przeprowadził się do Kijowa, gdzie prowadził salon goszczący Polaków, Rosjan i Ukraińców. Publikował na łamach kijowskiego „Telegrafu” i moskiewskiego pisma słowianofilów „Dień” dopominając się o prawa Polaków na ziemiach litewsko-ruskich, popularyzował też literaturę polską: w 1858 r. na łamach „Russkoj Biesiedy” opublikował po rosyjsku monograficzny artykuł poświęcony twórczości Rzewuskiego, zabiegał o tłumaczenia literatury polskiej na języki słowiańskie. Jako jeden z nielicznych pośród zamieszkujących tamte tereny Polaków popierał prawo Ukraińców do manifestowania swej tożsamości narodowej. Angażując się w prace na rzecz polskiego ziemiaństwa, brał udział w próbach powołania Towarzystwa Rolniczego, uczestniczył w obradach komisji organizującej Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, współpracował z Komisją Włościańską, podjął także próbę reorganizacji Komisji Archeologicznej Kijowskiej. Wyrazem zmiany stosunku opinii publicznej do Grabowskiego stało się wybranie go na stanowisko dyrektora organizowanego Kijowskiego Banku Handlowego. Środowiskowa aktywność Grabowskiego nie zmieniła jednak zasadniczej opinii, którą w 1861 r. wyraził Julian Bartoszewicz: „ogromne […] zasługi przepadły […] w morzu niepamięci narodowej i sam sobie był winien”.

W 1862 r. Grabowski przeniósł się do Warszawy i po śmierci Józefa Korzeniowskiego, na prośbę Aleksandra Wielopolskiego, objął stanowisko dyrektora Komisji Oświecenia i Wyznań Religijnych. Zmarł 19 XI 1863 r. w Warszawie, został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.</document>
<document nplp_id="14048" title="Grudziński Stanisław" slug="grudzinski-stanislaw-2">Poeta, powieściopisarz, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: Kaz. Grzymała; Kazimierz Grzymała; S.G.; St. G.; St. Gr.; Stan. Grud.

Informacje biograficzne. Urodził się 27 IV 1852 w Wodzianikach na Ukrainie, jako syn Kazimierza i Marii z Sokołowskich. Gimnazjum i dwa lata studiów prawniczych ukończył w Kijowie, następnie przeniósł się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1870 r. zamieszkał we Lwowie, debiutował literacko w tym samym roku „komedyjką w dwóch odsłonach” Groch o ścianę (Warszawa 1870). W 1876 r. przeniósł się do Warszawy, wtedy też zawarł związek małżeński z Zofią Misiewiczówną. W 1878 r., mierząc się z trudami utrzymywania się z pracy literackiej w Warszawie, zwrócił się ku publicystyce (został redaktorem działu literackiego „Tygodnika Powszechnego”) oraz powieściopisarstwu, co w zgodnej opinii krytyków nie do końca odpowiadało naturze jego talentu. Był stałym recenzentem i redaktorem rubryk literackich wielu warszawskich tygodników, często pisał równolegle w paru tytułach: w l. 1877–1878 w „Echu” prowadził dział „Kronika literacka”, w „Niwie” rubrykę „Na niwie literatury i sztuki” (1878), a w „Tygodniku Powszechnym” w l. 1878–1882 rubrykę „Notatki literackie”, a także „Pogadankę” (1879–1884). W 1882 r. przerwał pracę zawodową, z powodu gruźlicy wyjechał na kurację do Gleichenbergu, a następnie do rodziny na Podole. W 1884 r wrócił do Warszawy, gdzie zmarł 3 VI tegoż roku.

O poezji i poetach. Najistotniejszym nurtem refleksji, który daje się wydzielić w dorobku krytycznym Grudzińskiego, jest temat poezji i poety we współczesnej mu rzeczywistości. Za pierwszy znaczący głos w tej sprawie należy uznać odczyt Poezja a społeczeństwo, wygłoszony we Lwowie pod koniec 1875 r. („Ruch Literacki” 1876, nr 3–6 i odb.). Jak donosił felietonista „Szkiców Społecznych i Literackich” (1875, nr 38), odczyt odbił się echem w środowisku literackim, narażając jego autora na ataki dziennikarskie: „Zastanawiając się nad przyczynami wpływającymi na zniżenie jej [poezji] poziomu, p. Grudziński przypisał to zjawisko »nie brakowi jednostek obdarzonych iskrą poezji, ale niesprzyjającym okolicznościom, za które wina spada zarówno na publiczność, jako też i na krytyków, a wreszcie i na samych poetów«”. W artykule Grudzińskiego można odnaleźć ezopowe aluzje w diagnozowaniu trudnej sytuacji poezji w latach postyczniowych: „Społeczeństwo nasze przybyło przed niedawnym czasem chwilę, jaka nieczęsto w życiu narodów się zdarza. Była to epoka, w której poeci trzymali w swym ręku stare umysłów i serc” (Poezja a społeczeństwo, nr 3). Autor twierdzi jednak, że tak być nie powinno: „Poezja jest bez wątpienia jasną gwiazdą ludzkości, ale nie powinna być nigdy jedynym jej przewodnikiem. Tylko bowiem harmonijne, równoległe działanie tych wszystkich potęg, które kierują losami narodów, jest w stanie zaprowadzić się do szczęśliwego portu” (tamże). Dodaje, iż poezja nie uczyniła cudu, a społeczeństwo ją odrzuciło. Szuka zatem motywacji psychologicznej tego dystansu wobec poezji: „Myśmy zanadto pognębieni ogólną naszą biedą, zanadto mocno przygnieceni anormalnym, chorobliwym stanem naszego publicznego i prywatnego życia, abyśmy mieli dosyć siły wznosić się do tych idealnych wyżyn, na jakie nas poezja prowadzić usiłuje” (tamże, nr 4). Grudziński w duchu Taine’owskim wyznaje zasadę, że „poeta jest członkiem swojego społeczeństwa”, zaś między poetą a publicznością jest układ sprzężony: jeżeli publiczność nie wierzy „w szczerość wypowiadanych przekonań” przez poetów i rodzi się „brak solidarności między poetą a publicznością”, rodzi się też „lekceważenie milczącej publiczności”, a co za tym idzie – także lekceważenie sztuki. Potwierdzenie tego zjawiska znajdzie w twórczości Adama Asnyka.

Kolejną wypowiedzią Grudzińskiego na ten temat jest artykuł o konkluzywnym tytule: Upadek poezji („Echo” 1877, nr 123–128). Wypowiedź ta w dużym stopniu powiela tezy wygłoszone dwa lata wcześniej we Lwowie, okraszona jest może tylko większą siłą metaforycznych obrazów poezji i poetów. Tu również krytyk narzeka na trudy materialnego życia młodych poetów, którzy często wykonują dziennikarską robotę, zabierającą im siły twórcze. Grudziński próbuje zdefiniować „prototyp poezji”, która ma swój pierwowzór w promieniu słonecznym: „Promień słońca padając na kolebkę dziecka, wydaje się uśmiechem anioła; świecą na mogile, jaśnieje odbiciem nieśmiertelności; pociechą jest przy łożu chorego, otuchą i nadzieją w oczach tych, co cierpią; szczęścia uśmiechem – w radosnych życia chwilach – a zawsze i dla wszystkich drogim, pożądanym, dostępnym, ciepłym, pogodnym”. Dlatego: „Na próżno chcieć poezję nałamać do czysto utylitarnych wymagań […]” (tamże, nr 128).

Pewną wariacją na temat roli poezji we współczesnym świecie jest też artykuł Utylitaryzm w sztuce („Kłosy” 1877, nr 618–620). Grudziński zauważa: „Już więc artyście nie o to jedynie chodzić miało, aby odpowiedział warunkom piękna, ale aby tą drogą, za przewodnią gwiazdą natchnienia, dążył do zaspokojenia potrzeb duchowych, z jakimi społeczność przychodzi do świątyni sztuki; – stawał się on tym sposobem nie pośrednio, ale bezpośrednio, jedną ze sprężyn wielkiej machiny społecznej” (tamże, nr 618). Dzisiejszy utylitaryzm jako hasło skierowane wobec poezji polega jego zdaniem na apostołowaniu „zmiennym, chwilowym, zależnym od ziemi idei”, a przecież, co podkreśla wykrzyknieniem: „Poezja nie znosi narzuconych sobie więzów!” (tamże, nr 620). Dlatego powinna nastąpić inna zależność: jeśli poeta zrósł się sercem z potrzebami i dążeniem społeczeństwa, to „w natchnionych a pięknych obrazach, rzucał tej społeczności rozwiązanie zagadek jej bytu, zaczerpnięte ze świata ideału, świata nieśmiertelnej prawdy i nieśmiertelnego piękna” (tamże).

O powieści. W artykule Słówko o powieści obyczajowej („Tygodnik Powszechny” 1878, nr 21) Grudziński cytuje wielokrotnie Józefa Ignacego Kraszewskiego, a w podsumowaniu wręcz stawia autora Ulany za wzór nowoczesnego powieściopisarza. Odnotowuje zależność polskich powieści od wzorów zachodnich: Waltera Scotta, Charlesa Dickensa, Edwarda Bulwera-Lyttona, Williama Thackeraya, Alexandre’a Dumasa ojca, Honoré de Balzaka, Victora Hugo czy Bertholda Auerbacha, zauważając jednocześnie, że to „nie zawsze przynosi nam zdrowe ziarna i studiowanie pisarzy zagranicznych nie zawsze korzyścią się odpłaca” (tamże). Za szczególnie szkodliwy uważa wpływ romansów francuskich, które zdolne są jedynie do „podrażniania nerwów” „teatralnym przyborem melodramatycznych efektów” (tamże). Jednocześnie Grudziński wskazuje, jak powinna wyglądać powieść polska: „Nam trzeba takich [powieści], które by malowały życie uczciwej i wytrwałej pracy, życie poświęceń rozumnych dla dobra bliźniego i ogółu, które by godziły z dolą, podnosiły i uszlachetniały, które by stawiały ideał zdrowy, jasny, dobry, na zwykłych powszednich drogach życia i wskazywały, jak go osiągnąć – jak dojść do niego” (tamże). Artykuł podejmuje też problem tendencji w powieści i choć ten termin w nim nie pada, widać wyraźnie postulat zespolenie idei powieści z jej formą: „Myśl, zawarta w powieści, powinna się w nią wcielić; jest ona jak ten płyn żelazisty, którym podlewają hortensje, aby je zmusić kwitnąć niebiesko; trzeba, by go roślina wzięła w siebie” (tamże).

Sylwetki literackie. W swoim dorobku krytycznym Grudziński zawarł sylwetki literackie Adama Mickiewicza (Adam Mickiewicz wobec dzisiejszego społeczeństwa. Odczyt, „Dziennik Mód” 1874, nr 7–8), Władysława Bełzy (Sylwetki literackie – W. Bełza, „Szkice Społeczne i Literackie” 1875, nr 16–17), Józefa Ignacego Kraszewskiego (w Książce jubileuszowej dla uczczenia Józefa Ignacego Kraszewskiego, 1880). W artykule o powieściach Kraszewskiego, wierny Taine’owskim metodom analizy twórczości literackich, zauważa, że dekada 1860–1870 jest czasem zmiany perspektyw i horyzontów pisarza, który w obszar swoich utworów coraz częściej włącza wielkie miasto i takie tematy, jak edukacja, wychowanie, problemy kobiet, rola sztuki w życiu społecznym. Odnotowuje: „Kraszewski sam jest poetą i artystą w duszy, wszystkie więc metamorfozy ducha artysty i pochodzące z zetknięcia się ze światem i jego demoralizującym wpływem są mu znane i zrozumiałe” (tamże). Krytyk formułuje też spostrzeżenia dotyczące konstrukcji omawianych utworów, których cechą nadrzędną jest epizodyczność; jego zdaniem Resztki życia Kraszewskiego „złożone są z samych prawie epizodów i figur epizodycznych. Niepodobna nawet powiedzieć, kto tu jest postacią główną, o kogo czytelnikowi chodzić ma najwięcej. Akcji właściwej brak” (tamże).

Studia historycznoliterackie. Zaliczyć można w ich poczet dwa znaczące i bardzo ciekawe, obszerne  studia Kobiety dramatów Sofoklesa („Tygodnik Powszechny” 1877, nr 42–50) oraz „Lilia Weneda” ilustrowana przez Andriollego („Tygodnik Powszechny” 1879, nr 26, 31, 44 – 1880, nr 2, 7, 12, 22, 30, 51 – 1882, nr 11). Oba łączy podobna struktura i narracja, choć dotyczą one innych obszarów literackich; oba też poświadczają erudycję autora. W studium o kobietach w dramatach Sofoklesa stosując na przemian streszczenie, przytaczając obszerne fragmenty z utworów, Grudziński omawia losy bohaterek antycznych, ich zawinione bądź niezawinione cierpienie, zastanawia się nad ich psychologiczną wiarygodnością, ujawnia przy tym swoją szczególną wobec nich empatię. W drugim ze studiów Grudziński streszcza i zarazem interpretuje dramat Juliusza Słowackiego, wzbogacając swoje omówienie komponentem ekfrastycznym – każdemu fragmentowi towarzyszy rycina Elwira Michała Andriollego.

Zadania krytyki. Niecały rok przed śmiercią poety ukazał się jego artykuł O krytyce literackiej („Tygodnik Powszechny” 1883, nr 28–30), który może być uważany za jego credo. Autor nie tylko podsumowuje swoje doświadczenia pisarskie i recenzenckie, ale także wychodzi naprzeciw głosom o potrzebie nowej krytyki, które w tym czasie zaczynają głośniej wybrzmiewać w publikacjach Piotra Chmielowskiego (a potem w kampanii „Wędrowca”). Grudziński zauważa: „Krytyk musi być człowiekiem wykształconym, znającym nie tylko teorię sztuki, ale i jej rozwój historyczny, sąd jego kierowany dobrym smakiem, oprzeć się musi na studiach porównawczych, a każde zdanie powinno być udowodnione” (tamże, nr 28). Krytyk dzieła sztuki musi mieć zdolność „odczuwania piękna”, czyli „talent odrębnej wielkiej wrażliwości” (tamże). Wśród nazwisk ważnych krytyków europejskich wymienia braci Schleglów, Gottholda Ephraima Lessinga, Georga Gottfrieda Gervinusa, Charles’a Augustine’a Sainte-Beuve’a, Abla François’a Villemaine’a, François’a Guizota, Thomasa Babingtona Macaulaya, a z polskich – Maurycego Mochnackiego i Ludwika Osińskiego. Grudziński wykorzystuje znaną w epoce metaforę zwierciadła: jeśli pisarz lub poeta jest zwierciadłem odbijającym życie społeczne, to krytyk – zwierciadłem, w którym przegląda się artysta. Dlatego zadaniem krytyka powinno być sprowadzenie pisarzy z błędnych dróg i wskazywanie „kierunku właściwego talentowi”, ale przy założeniu, że będzie to krytyka „rozumna i uczciwa” (tamże). Dobra, rzetelna krytyka jest potrzebna w dobie gwałtownie przyrastającej produkcji literackiej, jaką Grudziński obserwuje w swojej epoce. Polską współczesną krytykę podsumowuje ostro: „pole krytyki literackiej leży u nas odłogiem” (tamże, nr 29). Zauważając nad wyraz rozrośniętą krytykę teatralną, tłumaczy to zjawisko łatwością obejrzenia sztuki i jej opisania. Poza tym – widzi jeszcze jeden czynnik degenerujący poziom krytyki: piszący, to ludzie żyjący z pióra, więc „muszą się liczyć koniecznie z tym, co im się opłaci, a co się nie opłaci” (tamże). Grudziński postulował zatem stworzenie w Warszawie „pisma poświęconego wyłącznie krytyce nowości książkowych” (tamże, nr 30), w którym artykuły musiałyby być podpisywane pełnymi nazwiskami.</document>
<document nplp_id="14049" title="Grzymała Franciszek" slug="grzymala-franciszek">Wydawca, dziennikarz, publicysta, poeta, krytyk literacki, działacz społeczny. Pseud. i krypt.: F.G., F....G...., F.Gr., Fr.Gr., Fr.Grz., Fr. Grz....a, G., Gurcho, Gurcho Dostojnik w Gronie Szubrawskim, Gurchovius, Wydawca Sybilli.

Informacje biograficzne. Urodził się prawdopodobnie 3 XI 1795 w Górze (woj. podlaskie). Pochodził z rodziny szlacheckiej. Jego ojcem był Jan, a matką Anna ze Strzyżewskich. Niewiele wiadomo o jego edukacji – jedynie nieliczne relacje pamiętnikarskie z epoki (w tym wspomnienia samego Grzymały) świadczą, że w l. 20 XIX w. był studentem Uniwersytetu Wileńskiego, zaś wcześniej pobierał nauki na terenach dawnej Korony. W 1812 r. w Wilnie wstąpił do armii polskiej walczącej pod Napoleonem; podczas wyprawy na Moskwę odniósł ranę, a następnie dostał się do niewoli rosyjskiej (przebywał w niej prawie do 1815 r. m.in. na Kaukazie). Po powrocie z niewoli znów znalazł się w Wilnie (1815–1820), gdzie odbywał studia na Uniwersytecie Wileńskim, był członkiem Towarzystwa Szubrawców oraz współpracownikiem „Dziennika Wileńskiego” i „Wiadomości Brukowych”.

W l. 1821–1826 Grzymała przebywał w Warszawie, trudniąc się pracą nauczyciela, dziennikarza oraz redaktora czasopism społeczno-kulturalnych – w dwóch ostatnich obszarach wykazał się szczególną aktywnością. Współpracował z czasopismami „Orzeł Biały”, „Tygodnik Polski”, „Flora. Rocznik Damski”, „Rozmaitości” (dod. „Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”), a także „Rozmaitości. Oddział Literacki Gazety Lwowskiej”, przede wszystkim jednak zasłynął jako wydawca i redaktor naczelny liczących się wówczas, choć wydawanych nieregularnie, warszawskich periodyków – najpierw było to czasopismo „Sybilla Nadwiślańska. Dziennik Narodowy Polityce, Historii, Literaturze i Rzeczom Krajowym Poświęcony” (1821; ukazało się 6 numerów pisma), a następnie „Astrea. Pamiętnik Narodowy Polski. Historii, Literaturze, Poezji, Filozofii Moralnej, Ekonomii Politycznej, Rzeczom Krajowym i Dziejom Współczesnym Poświęcony” (1821–1825; ukazało się 25 numerów pisma; dodatkiem do „Astrei” był „Pielgrzym Nadwiślański”). W l. 1826–1830 gospodarował na wsi nieopodal Suwałk. W l. 20. XIX w. był też aktywnym uczestnikiem życia kulturalnego ówczesnej Warszawy.

Próbował – bez większego powodzenia – wydawać nowe czasopismo „Sybilla Sarmacka Wskrzeszona. Dziennik Polityczny” (w 1830 r. ukazał się zaledwie jeden numer), był też członkiem radykalnego Towarzystwa Patriotycznego (Klubu Patriotycznego), któremu przewodził Joachim Lelewel (przez pewien czas pełnił nawet funkcję jego wiceprezesa). W ramach swojej działalności politycznej opowiadał się przeciwko dyktaturze gen. Józefa Chłopickiego w powstaniu listopadowym, postulował wzmocnienie władzy organów przedstawicielskich, zwracał uwagę na konieczność przeprowadzenia reform społecznych. W następnych miesiącach powstania (1831) podjął służbę w wojsku polskim – uczestniczył w wojnie rosyjsko-polskiej w randze oficera (w 1834 r. został skazany na karę śmierci przez powieszenie – „Tygodnik Petersburski” 1834, nr 89). Po upadku powstania wyemigrował do Francji – przebywał w Strasburgu, a następnie w Paryżu. Angażował się w rozmaite przedsięwzięcia polityczne i kulturalne polskiego wychodźstwa: uczestniczył w obchodach rocznic patriotycznych, przemawiał na zebraniach emigrantów, niektórym nawet przewodniczył, redagował artykuły o treści politycznej, spisywał pamiętniki, miał ambicje historiografa polskich zrywów niepodległościowych. Był członkiem organizacji niepodległościowo-demokratycznych (należał m.in. do Zjednoczenia Emigracji Polskiej). W l. 30. wydawał i redagował czasopismo „Sybilla Tułactwa Polskiego” (Paryż 1833–1835; ukazało się 5 numerów), które niemal w całości zapełniał swoimi artykułami, zaś w 1848 r. powołał do istnienia kolejną efemerydę – „Ojczyznę. Pismo Patriotyczne Poświęcone Sprawie Narodu Polskiego i Wolności Republikańskiej” (1848 – ukazał się 1 numer). Pozostawał w bliskich stosunkach z wieloma przedstawicielami polskiego wychodźstwa (m.in. J. Lelewelem, A. Mickiewiczem, A. Goreckim). Jego wieloletnią znajomość z Adamem Mickiewiczem tak komentował po latach syn poety, Władysław Mickiewicz: „[…] były krytyk warszawski lubiał i prozą występować, i wierszem na zebraniach emigracyjnych, obradował czynnie nad najlepszym utworzeniem najdoskonalszego z komitetów, a jego protekcjonalność wobec Mickiewicza wprawiała poetę w dobry humor”. Zmarł w nędzy i osamotnieniu 21 I 1871 w oblężonym przez Prusaków Paryżu. Został pochowany 31 I 1871 na Cimetière de Saint-Vincent.

Kręgi aktywności twórczej. Grzymała był aktywnym dziennikarzem politycznym, zainteresowanym również historią i sprawami społecznymi. W redagowanych przez siebie pismach regularnie zasilał własnymi artykułami działy dotyczące dziejów Polski, polityki ówczesnych państw europejskich, praw i swobód obywatelskich, sytuacji niższych grup społecznych, a także działy informacji bieżących poświęconych tematyce literackiej. Część jego prac miała charakter w pełni oryginalny, pozostałe były adaptacją artykułów z prasy zagranicznej. W dobie powstania listopadowego swoją publicystyką włączał się w debaty toczone m.in. na forum sejmowym, przedstawiając projekty reform oraz innych inicjatyw politycznych (m.in. w broszurze Głos wolnego Polaka do reprezentantów narodu, Warszawa 1831). Pisał również poezje. Do wybuchu powstania listopadowego jego wiersze ukazywały się w wileńskich i warszawskich czasopismach społeczno-kulturalnych, następnie w prasie emigracyjnej. W okresie emigracyjnym wydał również dwa tomy wierszy: Pierwiosnek polski na r. 1851 (Paryż 1851) oraz Prace rymotwórcze (b.m.r. [1867?]).

Program krytycznoliteracki. Z poglądami politycznymi Grzymały, wyrastającymi z oświeceniowych ideałów społecznych w dużym stopniu wiązał się jego program krytycznoliteracki. Przed powstaniem listopadowym (tj. w apogeum swojej działalności krytycznoliterackiej) w kwestiach politycznych reprezentował umiarkowane stanowisko liberalno-demokratyczne (choć nie był bezpośrednio związany ze stronnictwem kaliszan – najsilniejszym wówczas ugrupowaniem liberalnym w Królestwie Polskim): akceptował panujący ustrój monarchiczny, podkreślał jednak ważną rolę organów przedstawicielskich, opowiadał się za utrzymaniem (a nawet rozszerzaniem) zagwarantowanych konstytucją praw obywatelskich, sprzeciwiał się tradycjonalizmowi (Korespondencja, „Sybilla Nadwiślańska” 1821, t. 1, nr 2). Było to stanowisko ostrożnie opozycyjne względem rządu Królestwa Polskiego oraz polityki jego namiestnika – wielkiego księcia Konstantego.

Równie umiarkowane stanowisko prezentował wówczas Grzymała w kwestiach estetyczno-literackich. Deklarował bardzo ogólnie, że celem jego działalności jako redaktora i autora będzie refleksja nad „literaturą ojczystą i rozbiór celniejszych poetów i prozaików polskich” ([Notatka redakcyjna], „Astrea” 1821, t. 1). Sytuował się w ten sposób pośrodku ówczesnej sceny literackiej, między „stronnictwami” – klasycznym i romantycznym. Przywiązany był jednak do klasycystycznych pojęć i kategorii estetycznych: żywił przekonanie o uniwersalnym charakterze piękna w sztuce, podkreślał rolę gustu i wiedzy i umiejętności („sztuki”) jako gwarantów jakości utworów artystycznych, wierzył w nieprzemijającą wartość kanonu literackiego, akcentował konieczność wzorowania się na arcydziełach z przeszłości. Jednocześnie – nieco wbrew tym przekonaniom – opowiadał się za narodowym charakterem literatury i nie obawiał się artystycznych nowości.

W okresie powstania listopadowego i po nim Grzymała zaniechał aktywności krytycznoliterackiej. Zradykalizował wówczas swoje stanowisko polityczne: jednoznacznie opowiadał się za rządem republikańskim, podkreślał konieczność reform społecznych, krytykował polską szlachtę za krótkowzroczność i społeczny egoizm, utożsamiał się z hasłami rewolucji francuskiej (np. jedyny numer pisma „Ojczyzna” opatrzył mottem „Wolność, równość, braterstwo, Rozsądek, jedność, energia”). Przez całe swoje życie prezentował jednak stanowisko patriotyczne i niepodległościowe, zaliczając samego siebie do takiej grupy „ludzi, u których ojczyzna jest wszystkim, a reszta niczym, którzy nigdy nie pojmowali Polski przez Moskwę wskrzeszonej i przy tym rzeczywiście niepodległej” (Wyprawa Napoleona na Moskwę w r. 1812 […]. (Wyciąg drugi z pamiętników historycznych wydawcy „Sybilli”), „Sybilla Tułactwa Polskiego” 1835, nr 5).

Działalność krytycznoliteracka. W debiutanckim artykule O podróży Cervantesa, poety hiszpańskiego do Parnasu i o przywilejach nadanych poetom przez Apollina („Dziennik Wileński” 1817, t. 5, nr 36) Grzymała przedstawił, „mając w pomocy przekład niemiecki”, treść satyry Miguela de Cervantesa Podróż do Parnasu. Już jako samodzielny wydawca „Astrei”, opublikował trzy artykuły przynoszące ważne informacje o współczesnych mu, znanych wówczas pisarzach i postaciach życia kulturalnego. W artykule Pani Staël przed trybunałem krytyki francuskiej („Astrea” 1822, t. 2, nr 6) podjął polemikę z poglądami politycznymi Germaine de Staël (artykuł jest prawdopodobnie adaptacją z prasy francuskiej). W pracy Wiadomość o życiu i pismach Fryderyka Szillera („Astrea” 1823, t. 3, nr 4–5) zaprezentował biografię, sylwetkę pisarską oraz wybrane utwory Friedricha Schillera. Podobną strategię obrał w artykule Wiadomość o Talmie, sławnym artyście dramatycznym we Francji („Astrea” 1823, t. 3, nr 6), którego bohaterem był popularny wówczas aktor francuski François Joseph Talma – Grzymała skupił się na jego biografii oraz sylwetce artystycznej, i tym razem wykorzystując artykuł opublikowany wcześniej w prasie zagranicznej.

Wyraźnie polemiczny charakter mają natomiast Uwagi nad powyższym pismem (w spisie treści: Uwagi nad powyższym artykułem przez wydawcę „Sybilli”) – praca będąca odpowiedzią na nadesłany i opublikowany anonimowo artykuł O wpływie obcej literatury na literaturę ojczystą („Sybilla Nadwiślańska” 1821, t. 1, nr 5). Grzymała dobitnie wyartykułował swoje eklektyczne poglądy na literaturę: potwierdzał nieprzemijającą wartość greckich i rzymskich oraz francuskich wzorów literackich, uznawał konieczność ich „naśladowania” (gdyż „gardząc […] naśladowaniem, gardzi się poniekąd i wzorem”), ale zarazem opowiadał się za tym, „aby Polacy starali się o nadanie właściwej, narodowej cechy swojej literaturze”. Zalecał zarówno „wybór literatury obcych narodów za wzór do naśladowania Polakom”, jak i konieczność reagowania przez pisarzy na potrzeby czasu, w którym żyją: „[…] każdy więc pisarz i poeta, jeśli chce wpłynąć na opinią współczesnych, jeśli chce zdziałać jakowy pożytek, powinien […] lutnię swoją nastrajać do potrzeb i ducha wieku, w którym żyje, bo inaczej głos jego mile może być słuchanym, lecz nie zawsze rozumianym będzie” (tamże). Wywód kończył następującą deklaracją: „[…] życzyłbym z duszy Ziomkom moim, aby na wzór pszczół pracowitych, we wszystkich kwiatach zagranicznych szukając dla siebie soków pożywnych, rozsądnie i pożytecznie umieli je przyswajać i nie gardząc naśladownictwem, starali się także o nadanie pracom swoim właściwej i narodowej cechy” (Uwagi nad powyższym pismem). Prawdopodobne Grzymała jest również autorem artykułu O literaturze romansów („Astrea” 1821, nr 1).

Najszerszym echem spośród artykułów krytycznoliterackich Grzymały odbiła się jednak recenzja twórczości Adama Mickiewicza – Poezje Adama Mickiewicza (inny tytuł: Krótkie uwagi nad pismami poetycznymi Adama Mickiewicza, „Astrea” 1823, t. 3, nr 5), zapewniając autorowi miejsce w historii literatury poleskiej. W artykule – umiarkowanie przychylnym wobec poety – Grzymała odniósł się do dwóch tomów Mickiewiczowskich Poezji (1822, 1823). Wyraźnie pokreślił oryginalność twórczości Mickiewicza, stwierdzając, że to właśnie on „pierwszy prawie z rodaków poszedł otwarcie tak okrzyczaną drogą romantyczną, bo wykształcony na wzorach romantyków angielskich i niemieckich, w mowie narodowej przemawia ich językiem, nie jako tłumacz, ale jako pisarz oryginalny, czerpający w łonie przeszłości, w łonie wieków odległych swojego narodu, osnowę do swych tworów”. Grzymała oceniał jednak dokonania poetyckie Mickiewicza w sposób ambiwalentny. Z jednej strony dostrzegał w nich „wady przeciwne prawidłom nauki językowej”, „zaniedbania sprzeczne z dzisiejszą wytworną dykcją rymotwórczą”, zarzucał ponadto autorowi Ballad i romansów, „że nie zawsze jest panem bujnej swojej imaginacji i że wreszcie, starając się ciągle o prostotę i naiwność, może być w kilku miejscach obwiniony o niejaką gminność w wyrażeniach”. Z drugiej jednak strony nie szczędził Mickiewiczowi uznania, pisząc: „[…] natura obdarzyła go wszystkimi przymiotami, które są poecie niezbędnie potrzebne, to jest: ma mocną, żywą i obfitą imaginacją, jest czułym, tkliwym i tę czułość i tkliwość we wszystkich tworach swoich stara się rozlewać; najczęściej przebija się łatwość, zręczność i rozmaitość w wyrażaniu myśli i uczuć” (Poezje Adama Mickiewicza). Artykułowi Grzymały towarzyszyły przedruki (w dwóch numerach „Astrei”) kilku utworów poetyckich Mickiewicza.

Recenzja Grzymały stała się ważnym punktem odniesienia dla wielu innych wypowiedzi o Mickiewiczu w okresie sporów literackich przed powstaniem listopadowym. Odwołał się do niej nawet sam autor Ballad i romansów w przedmowie do petersburskiej edycji swoich Poezji (1829) pt. Do czytelnika. O krytykach i recenzentach warszawskich. Krytykując zbiorczo „recenzentów warszawskich”, wyraził się tam kąśliwie również o Grzymale, piętnując ogólnikowość jego interpretacji i dwuznaczność ocen, ale nieco później, w prywatnej korespondencji, złagodził swoje stanowisko. W liście do Antoniego Edwarda Odyńca z 6 V 1829 pisał: „Żałuję trochę, żem drasnął Grzymałę; ile przypominam, jego artykuł, jeśli nie miał wielkich literackich zalet, przynajmniej pokazywał śmielsze widoki pisarza i duch szlachetny – kiedyś go przeproszę”.

Wydawnicza i pisarska aktywność Franciszka Grzymały uczyniła go jednym z liczących się dziennikarzy i redaktorów czasopism społeczno-kulturalnych w XIX w. – zarówno w okresie przedlistopadowym, jak i emigracyjnym. Ze względu na swoje rozliczne aktywności był on również bohaterem licznych wspomnień (K. Koźmiana, A.E. Koźmiana, F.S. Dmochowskiego, T. Krasińskiego, W. Mickiewicza), a nawet satyr i paszkwili (m.in. Partyzant K. Koźmiana). Był ponadto adresatem utworów poetyckich (m.in. zbioru 7 wierszy A. Mickiewicza Wiersze Franciszka Grzymały oraz listu poetyckiego A. Goreckiego Do Franciszka Grzymały).</document>
<document nplp_id="14050" title="Mochnacki Maurycy" slug="mochnacki-maurycy">Krytyk literacki, muzyczny i teatralny, redaktor, pianista, tłumacz, publicysta, polityk, żołnierz, emigrant, historyk. Pseudonimy i kryptonimy: M.; M*****; M.M.; M. Mo.; Obywatel z Poznańskiego, czyli Obywatel z Zabranego Kraju.


Informacje biograficzne. Urodził się 13 IX 1803 w Bojańcu pod Żółkwią w Galicji jako syn Bazylego Mochnackiego (1877–1844), prawnika, właściciela ziemskiego, uczestnika powstania kościuszkowskiego, działacza politycznego i publicysty, oraz Marii z Pągowskich (ok. 1785–1869). Związany był silnymi więzami uczuciowymi zarówno z rodzicami, jak i z młodszym rodzeństwem: Klementyną (1805–zm. po 1870), Kamilem (1806–1833), Olimpią (ok. 1810–zm. po 1870) i Tymoleonem (1811–1889). Odebrał staranne wykształcenie domowe (humanistyczne i muzyczne) we Lwowie, skąd rodzice przenieśli się w 1819 r. do Warszawy, nabywając majątek w pobliskim Czersku. Maurycy uczęszczał do Liceum Lindego, uczestniczył w spotkaniach tajnego Związku Wolnych Braci Polaków, studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim, skąd w 1822 r. relegowano go wskutek ulicznego zatargu z komisarzem policji. W następnym roku aresztowano go za udział w tajnym stowarzyszeniu, był więziony u karmelitów, został wypuszczony po ośmiu miesiącach dzięki staraniom ojca. W więzieniu wskutek nacisków śledczych zredagował tzw. pismo karmelickie, w którym oskarżał system oświaty o szerzenie wśród młodzieży poglądów liberalnych; wymienione w elaboracie osoby były już znane wcześniej policji, nie zadenuncjował więc nikogo wbrew czarnej legendzie szerzonej później w kręgu politycznych przeciwników (materiały śledztwa zachowały się w Archiwum Akt Dawnych). Po wyjściu z więzienia został skierowany do pracy w biurze cenzury, co stanowiło karę dodatkową; był również urzędnikiem w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych oraz tłumaczem artykułów z prasy niemieckojęzycznej w czasopiśmie „Izys Polska” poświęconym zagadnieniom rolniczym, przemysłowym i technicznym.

Zasłynął jako znakomity pisarz, krytyk i współredaktor, obok Michała Podczaszyńskiego, „Dziennika Warszawskiego” (1825–1826) – ambitnego periodyku propagującego romantyzm; artykuły krytycznoliterackie i muzyczno-teatralne drukował następnie m.in. w „Gazecie Polskiej” (1827–1829) i „Kurierze Polskim” (1829–1830). Jest autorem ponad 160 rozpraw, artykułów, recenzji i sprawozdań poświęconych literaturze, spektaklom Teatru Narodowego, koncertom muzycznym i życiu kulturalnemu. Najważniejsze dzieło Mochnackiego O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym (t. 1), zbierające jego dotychczasowe doświadczenia na polu krytyki literackiej, ukazało się w grudniu 1830 r., już po wybuchu powstania listopadowego (istniejący w brulionie t. 2 zaginął). Krytyk zgromadził wokół siebie prężne środowisko romantyków warszawskich, poetów i publicystów, a także artystów, którzy propagowali nową literaturę i sztukę, zwalczali literaturę klasycystyczną, a pod powierzchnią żywych polemik prasowych przemycali hasła wolnościowe i narodowe. Opublikował anonimowo polityczną broszurę Głos obywatela z Poznańskiego do senatu Królestwa Polskiego z okazji Sądu Sejmowego (1828), która miała wpływ na radykalizację nastrojów patriotycznych. Był jednym z cywilnych uczestników Spisku Podchorążych i kontrowersyjnym politykiem w okresie powstania listopadowego oraz na emigracji głoszącym idee lewicy demokratycznej. W czasie powstania współredagował „Nową Polskę” i „Dziennik Powszechny Krajowy”, w których zamieszczał publicystykę obnażającą nieudolność władz rządowych, generalicji oraz Sejmu, zyskując przy tym wielu wrogów. W lutym 1831 r. wstąpił do armii jako zwykły żołnierz w pułku strzelców, kilkakrotnie ranny dosłużył się stopnia porucznika, za waleczność został odznaczony złotym krzyżem Virtuti Militari. Po klęsce powstania wraz z innymi uchodźcami i bratem – mjr. Kamilem Mochnackim – dotarł przez Niemcy do Francji. Wystąpił 6 III 1832 z recitalem pianistycznym podczas koncertu charytatywnego na rzecz emigrantów polskich zorganizowanego przez merostwo w Metzu. Brał czynny udział w życiu politycznym i kulturalnym emigracji polskiej, ostatnie miesiące życia spędził w Auxerre, gdzie kończył pracę nad Historią powstania narodu polskiego w roku 1830 i 1831 (1834). Na emigracji przeszedł polityczną metamorfozę – od gorącego zwolennika Towarzystwa Patriotycznego (współzałożyciel) oraz idei rewolucji narodowej po aprobatę poglądów konserwatywnych w zachowawczym ugrupowaniu księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Drukował broszury oraz artykuły polityczne m.in. w „Pamiętniku Emigracji Polskiej” redagowanym przez Podczaszyńskiego, zaprzyjaźnionego z nim od czasów warszawskich. W ostatnim okresie życia zarzucił pisanie o literaturze na rzecz doraźnej polityki. Z okresu emigracyjnego pochodzi tylko niedokończony Rzut oka na ogół polskiego piśmiennictwa – rozprawa przygotowywana na zamówienie efemerycznego Towarzystwa Naukowego Tułaczów Polskich. Zmarł 20 XII 1834 w Auxerre w rezultacie zawału serca i wylewu krwi do mózgu, co stwierdzili lekarze francuscy (w wielu biogramach powtarzana jest nieprawdziwa informacja o gruźlicy jako bezpośredniej przyczynie zgonu; na tę chorobę zmarł rok wcześniej jego brat Kamil).

Paradygmat romantyzmu: mit – poezja – naród. Mochnacki określany jest często w literaturze przedmiotu jako najwybitniejszy polski krytyk romantyczny. Także współcześni dostrzegali wyjątkowe zdolności młodego entuzjasty literatury i nie szczędzili mu zasłużonych pochwał. Raptem pięć lat dynamicznej działalności na polu krytyki literackiej, teatralnej i muzycznej, podjęte w tym czasie prace redakcyjne, zaangażowanie polemiczne i patriotyczne zjednały mu szerokie grono zarówno wielbicieli, jak i wrogów. Był twórcą nieformalnej grupy literackiej, którą można określić mianem pierwszej warszawskiej cyganerii, stworzył program estetyczny romantyzmu, z entuzjazmem upowszechniał twórczość europejskich romantyków, wskazywał inspiracje dla nowoczesnej sztuki i literatury, zachęcał rodzimych autorów do tworzenia w zgodzie z nowymi tendencjami estetycznymi. Romantyzm był dla niego przestrzenią wolności oraz walki ze stereotypami i „martwą tradycją” klasycyzmu, co sprzyjało polaryzacji postaw społeczno-politycznych, a przy okazji zachęcało młodzież patriotyczną do buntu przeciw skostniałej estetyce preferowanej przez pisarzy późnego oświecenia i w konsekwencji prowadziło do niezgody na zastany porządek polityczny i uzurpacje mocarstw zaborczych. Wszystko dokonywało się w dopuszczalnych przez cenzurę prasowych polemikach i estetycznych bataliach o nową literaturę i kulturę. Mochnacki dążył do skierowania myśli młodego pokolenia na tory nowej refleksji w duchu romantycznej wolności, która sprzyjała ukazywaniu „twórczych sposobności narodu” pragnącego wybić się na niepodległość intelektualną, społeczną i polityczną. Znakomicie oczytany w najnowszej filozofii idealistycznej z kręgu niemieckiego (F. Schiller, I. Kant, F. Schlegel, F.W.J. Schelling, J.G. Fichte), pragnął przekształceń cywilizacyjnych w Polsce, wskazując konieczność uwzględnienia progresywizmu kosztem rezygnacji z anachronicznego historyzmu i marząc o powstaniu nowoczesnej cywilizacji narodowej, tj. w jego przekonaniu – osobnej, oryginalnej, pełnej (zintegrowanej jako całość mimo wewnętrznych sprzeczności), współistniejącej z europejskimi nacjami, a „warunkowanej przez aktywność całego narodu i tę aktywność wyzwalającą” (K. Krzemień-Ojak). Tylko romantyzm gwarantował zdaniem Mochnackiego wyzwolenie owych pokładów aktywności twórczej, co z kolei gruntowało narodową samoświadomość i poczucie tożsamości – przymioty niezbędne do wybicia się na niepodległość; „Niezwykłość Mochnackiego polegała na tym, że był on do końca swojego życia wierny sobie i własnemu programowi, a postawa ta czyniła go prawdziwie samotnym buntownikiem, wierzącym, że jest w stanie zmieniać rzeczywistość” (M. Rudaś-Grodzka).

Program filozoficzno-estetyczny przekształcania kultury i cywilizacji polskiej w duchu romantycznym Mochnacki przedstawił w obszernych rozprawach: O duchu i źródłach poezji w Polszcze („Dziennik Warszawski” 1825, nr 1), Niektóre uwagi nad poezją romantyczną z powodu rozprawy Jana Śniadeckiego „O pismach klasycznych i romantycznych” (tamże, nr 5), Myśli o literaturze polskiej („Gazeta Polska” 1828, nr 89–94), w książce O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym oraz w wielu artykułach drukowanych na łamach „Gazety Polskiej”. Nie był to program w pełni wyważony i spójny, powstawał raczej spontanicznie pod wpływem kolejnych przemyśleń i lektur, co niekiedy prowadziło autora do sprzeczności myślowych, niekonsekwencji lub zarzucania wcześniejszych pomysłów. Wsparty był jednak wyraźnie w swojej istocie na fundamencie nowej koncepcji poezji, mitu i nowoczesnej koncepcji narodu.

Jak nikt wcześniej u nas utożsamił „romantyczność” z „poetyckością”, przy czym kategorię tę stosuje do analizy zarówno poezji, literatury, jak i teatru czy muzyki; także świat realny, historia lub kosmos mogły stać się poetyckie. Mochnacki pojmuje „poezję” w duchu idealizmu platońskiego i romantyzmu schleglowskiego jako odwieczną ideę uniwersalną panpoetyckiej sztuki wyobraźni ogarniającej wszelkie zjawiska estetyczne i filozoficzne. Zainspirowany twórczością Friedricha Wilhelma Josepha Schellinga dodaje pierwiastek organicyzmu, wskazując na naturę żywą, ciągle ponawiającą akty tworzenia. Poezja tedy wyraża ducha epoki (J.G. Herder, F. Schiller), ale i stanowi cząstkę wiecznej, organicznej natury, jest najwyższą formą wiedzy o bycie (Novalis, F.W.J. Schelling), narzędziem poznania sił kosmicznych i zwierciadłem duchowości człowieka. Powstaje pod wpływem natchnienia jako spontaniczna erupcja wolności myśli i tylko w tym znaczeniu spełnia kryterium prawdy oraz oryginalności. „Tylko te połyski geniuszu, te wylewy myśli, to wezbranie uczuć, ten uroczysty ton, którym coraz wyższe, coraz wspanialsze, coraz mocniejsze uniesienia duszy do najwyższego jej działalności kresu malujemy, jest prawdziwą poezją” (O duchu i źródłach poezji). Tak pojmowana poezja o metafizycznej sankcji stanowi przeciwwagę dla klasycystycznych teorii mimesis i świata literatury skonwencjonalizowanej, z którymi Mochnacki walczył we wszystkich niemal wypowiedziach krytycznoliterackich. Mitologii starożytnej przeciwstawia więc tworzoną przez siebie mitologię nowoczesną, złożoną ze składników panpoezji, historii rozumianej jako proces dynamicznych przemian, nowoczesnej kultury tożsamościowej oraz idei narodu jako podmiotu zbiorowego, świadomego swoich celów i pragnień, a przy tym racjonalnie dążącego do ich urzeczywistnienia. Obowiązek tworzenia nowoczesnego narodu i cywilizacyjnych przemian spoczywał na przywódcach politycznych i duchowych, a także na poetach, artystach, historykach, a nawet publicystach. Nie był to proces łatwy. Duch chrześcijaństwa, uczucia nieskończoności, metafizyka średniowiecza, mitologia słowiańska, fascynacja dawnością, wskazywane przez Mochnackiego w rozprawach O duchu i źródłach oraz w Niektórych uwagach nad poezją, to nie jedyne inspiracje w tworzeniu nowoczesnej koncepcji narodu, na którą składają się wielorakie aspekty: estetyczny, etniczny, historyczny, polityczny, biologiczny oraz egzystencja wspólnoty w rozmaitych przejawach dnia codziennego. To koncepcja bez wątpienia idealistyczna, ale przesiąknięta też realistycznym spojrzeniem świadka epoki (ważne pojęcie „czasu teraźniejszego”), który nadaje obserwowanym wydarzeniom metafizyczny wymiar. Zawsze jednak u podstaw refleksji literackiej i kulturowej staje refleksja filozoficzna. Sztuka i literatura rozumiana bardzo szeroko jako piśmiennictwo (wraz z publicystyką i literaturą naukową) to dziedziny przechowujące dawne i współczesne doświadczenia jednostek oraz zbiorowości. Tam właśnie odbija się niczym w zwierciadle duch narodu i ujawnia jego charakter. To najwyższe formy rozwojowe społeczeństwa, które są dziełem natury organicznej dążącej do samoświadomości i samodoskonalenia się. Mochnacki zrywa z nazbyt prostym Herderowskim pojęciem etnosu i dawnym wyobrażeniem narodu jako zbiorowości zamieszkującej określone terytorium – na rzecz nowoczesnej teorii kulturowej, która definiuje naród jako „zbiór wszystkich jego wyobrażeń, wszystkich pojęć i uczuć odpowiadających religii, instytucjom politycznym, prawodawstwu, obyczajom, a nawet będącym w ścisłym związku z położeniem geograficznym, klimatem i innymi warunkami empirycznego bytu” (O literaturze polskiej). Przez pracę myślicieli, uczonych, pisarzy, poetów, malarzy, historiografów w toku dziejów naród „uznaje się w swoim jestestwie” (tamże), zyskuje samoświadomość i tożsamość. Artefakty literackie, muzyczne i performatywne niczym mikrocząstki organiczne konstruują cywilizacyjną całość i są niezbędnym elementem w dążeniu podmiotu indywidualnego oraz zbiorowego do samopoznania i kreacji wspólnotowych wartości. Krytyka jest integralnie związana z aksjomatami romantycznymi Mochnackiego i ma ważną funkcję do spełnienia w nieustającym procesie tworzenia.

Filozoficzna koncepcja krytyki. Mochnacki kształtował swoją wizję krytyki stopniowo w wielu wypowiedziach na łamach „Gazety Polskiej” i „Kuriera Polskiego” równolegle z prowadzoną tam działalnością recenzencką. Ważne są zwłaszcza jego refleksje teoretyczne w artykułach, m.in. O „Sonetach” Adama Mickiewicza („Gazeta Polska” 1827, nr 80, 82), Artykuł, do którego był powodem „Zamek kaniowski” Goszczyńskiego („Gazeta Polska” 1829, nr 15–29 z przerw.), Paganini dał óśm koncertów (tamże, nr 161), O krytyce i sielstwie („Kurier Polski” 1830, nr 159). Zamykająca jego działalność krytyczna rozprawa O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym zbiera wcześniejsze wypowiedzi estetyczne, nadając im szerszy filozoficzny wymiar. Krytykę Mochnacki pojmuje jako formę działalności intelektualnej wykraczającej poza obszar poszczególnych wytworów sztuki. Dziedzina ta jest przede wszystkim obszarem twórczości, podobnie jak literatura. Nakierowana na ujawnienie poznawczego potencjału dzieła i wyraźnie zaadresowana do odbiorcy: czytelnika, widza teatralnego, słuchacza koncertu, który zostaje poddany swoistym zabiegom pedagogiki estetycznej mającej na celu wychowanie światłych i kompetentnych odbiorców – stanowi część filozofii złożonego procesu twórczego. Z filozofii tej wyłania się estetyka, a w niej obecne są dwa obszerne działy. Pierwszy to teoria piękna, która trudni się „poznawaniem przymiotów i własności władz umysłu naszego” (Artykuł, do którego był powodem „Zamek kaniowski”), a jako umiejętność transcendentalna abstrahuje od konkretnego artefaktu, za to próbuje określić prawa i warunki istotne dla procesu tworzenia. Dział drugi zaś to krytyka właściwa, czyli działalność praktyczna sprawdzająca teoretyczne podstawy na żywych wytworach sztuki. Tak zarówno dzieło, jak i komentarz krytyczny odnoszą się do wyższego porządku, który naznacza filozofia. „Krytyka literacka jest w ostatecznym rachunku zawsze dyskursywną wypowiedzią o dziele sztuki i jego twórcy” (S. Pieróg), potrzebuje przy tym odpowiednio skonkretyzowanych narzędzi interpretacyjnych, których nie dostarcza jednak ani filozofia, ani estetyka teoretyczna. Stąd Mochnacki ciągle poszukuje i sprawdza „w boju” coraz to nowe kategorie opisu oraz chwyty retoryczne, nadając własnej twórczości krytycznej nieznaną wcześniej siłę poznawczą, dynamikę wartościowania i oddziaływanie intelektualne.

Obowiązkiem krytyka jest „wyrozumieć i zgłębić w tworze bądź poetyckim, bądź malarskim, bądź muzykalnym szczególniejszą dyspozycję i przemożność artysty, okazać, jak myśli, jak czuje i co ma do siebie właściwego” (Artykuł, do którego był powodem „Zamek kaniowski”), jego dzieło zaś przedstawić we właściwym kontekście estetycznym i uwarunkowaniach historycznych, by odbiorca mógł pojąć jego przymioty. Sztuka naśladuje „proces stwarzania”, „ruch”, „mechanizm wewnętrzny” natury, a nie jej „zwierzchnią szatę”. Schellingiański organicyzm w projekcie Mochnackiego wchłania przy tym historię, antropologię, nauki przyrodnicze, tajemnice minerałów oraz przestrzeń nieskończonego kosmosu, tworząc siatkę pojęć romantycznych, które zmierzają do ujawnienia duchowych, metafizycznych pokładów artefaktu. Krytyk staje się znawcą i przewodnikiem po świecie estetycznie trudnym i wieloznacznym, wskazując na utajone sensy dzieła. „Główną, najpierwszą powinnością krytyki umiejętnej jest: wybadać, rozświecić systema pojęć i wyobrażeń, czy zapadłej w przeszłości, czy obecnej cywilizacji” (O krytyce i sielstwie). Ponadto porządkuje, rozstrzyga spory i niejasności oraz „świeci historii”. Tym samym krytyk powinien mieć wielostronne kompetencje: filozofa, historiografa, interpretatora i nauczyciela, by swoją działalnością przyczynić się do poznania istoty charakteru narodowego i „rozświecić, wybadać ducha społeczeństw” (Myśli o literaturze). To szczególny, choć nigdzie tak nienazwany, w pełni oryginalny projekt hermeneutyki kulturowej. Zamysł ten widoczny jest już w obszernej recenzji Sonetów Adama Mickiewicza (O „Sonetach”), która sprowokowała prasową dyskusję nie tylko nad językiem poety, ale i nad formami nowoczesnej krytyki. Mochnacki rozpoczął artykuł od uzasadnienia metody postępowania. Odrzucił analizę formalną jako całkowicie nieskuteczne narzędzie poznania poezji oraz klasycystyczną strategię „zimnej rozwagi”, które prowadzą do „porządkowania natchnienia”, podczas gdy rozsądna krytyka zrywa „łudzącą piękności zasłonę i tajemnicze obnaża wdzięki” (tamże). Rozsądna krytyka w ujęciu Mochnackiego stara się dotrzeć do istoty poetyckiego świata za pomocą języka tejże poezji, w tym wypadku języka uczucia, intuicji i wyobraźni, aby odkryć „malowne obrazy, głębokie uczucia i poważne myśli” (tamże) skryte dla nieczułych mędrców z atrybutami „szkiełka i oka”. Poezja Mickiewicza staje się metafizyką uczucia i imaginacji oraz wyrazem idei nieskończoności, a także indywidualnym zapisem doświadczenia duchowego poety. W owej „najosobliwszej kreacji poetyckiej” odnajduje Mochnacki uzasadnienie dla własnej koncepcji poezji romantycznej, wyrażonej wcześniej w rozprawie O duchu i źródłach, zakładającej połączenie wielu wymiarów duchowości chrześcijańskiej, średniowiecznej, mitologii Północy z tym, co teraz ujawnia Mickiewicz z wyjątkową siłą kreacji poetyckiej: związek imaginacji wschodniej, wdzięk poezji arabskiej z „posępną, sentymentalną czułością dzisiejszych poetów” (tamże). Poezja Mickiewicza zdaniem krytyka uzmysławia nie tylko estetyczne powinowactwa kulturowe, ale i głębokie związki z naturą tajemniczą i ukrytą. Ujęcie całościowe („wrażeniowe”, „impresyjne”) umożliwiło krytykowi usunięcie na boczny tor rzekomych uchybień językowych, oceny prowincjonalizmów i neologizmów zwalczanych przez prawodawców „czystości języka” na rzecz wizji poezji jako romantycznego obrazowania pełnego metafor i ekspresji uczuć. Mochnacki ukazał w swoim artykule jedyny możliwy sposób odczytywania nowej poezji romantycznej, kierunkował też myślenie krytyczne na poszukiwanie ważkich sensów wykraczających poza konkretny utwór, wskazywał ponadto, jak w praktyce recenzenckiej zastąpić analizę formalną nowoczesnym rozbiorem.

Hermeneutyczny model krytyki. Mochnacki unieważnił obowiązującą dotąd metodę analizy formalnej dzieła jako nieprzydatną i szkodliwą w procesie poznawania literatury dawnej i współczesnej literatury romantycznej. Klasycystycznej manierze roztrząsania szczegółów fabuły wyrwanych z szerokiego kontekstu semantycznego utworu przeciwstawił drogę odwrotną, proponując stopniowe przechodzenie od opisu „ogólnego wrażenia” i nastroju, przez interpretację nadrzędnej idei, do skupienia uwagi na detalach poetyki. Metodą wyjściową w krytycznej ocenie dzieła stanowi hermeneutyczna interpretacja aparatu pojęciowego twórcy. Właściwe zrozumienie pojęć i kategorii, jakimi posługiwał się autor, jest warunkiem koniecznym odkrycia prawdy dzieła i „wydobycie na jaśnią” jego sensów naddanych. Mochnacki ustawicznie poszukiwał oryginalnego języka dla nowoczesnej krytyki, co miało stanowić przeciwwagę dla tradycyjnej systematyki analitycznej klasycystów. W drugiej części Artykułu, do którego był powodem „Zamek kaniowski”, obok kategorii opisowych już wcześniej stosowanych, takich jak „namiętność” czy „narodowość”, krytyk wprowadza dychotomię pojęciową ogarniającą stosowane dotąd formuły opisu literackiego – stanowi ją podział poezji i poetów na „szkoły”: „subiektową” i „plastyczną” („obrazową”, „snycerską”). Klasyfikacja ta będzie następnie rozwinięta w rozprawie O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym i poszerzona o relacje: „indywidualna”–„obiektowa”, „realna”–„idealna”, umożliwiając ogólną charakterystykę oraz podział twórczości romantyków względem „tworów imaginacji” (O literaturze polskiej). Odtąd podział twórców na szkoły stanie się popularnym w krytyce romantycznej sposobem ujęć syntetycznych współczesnej literatury (m.in. M. Grabowski, A. Tyszyński, J. Klaczko).

Język krytyczny i aparat pojęciowy zbudowane na filozoficznym fundamencie umożliwiają Mochnackiemu wnikanie w złożony świat omawianego dzieła. Krytyk oprócz wiedzy musi mieć wrodzone predyspozycje i szczególną osobowość, by w ogóle był możliwy hermeneutyczny ogląd utworu; nie każdy, a już na pewno nie klasycysta, zdolny jest do zjednoczenia z dziełem i przeniknięcia jego głębokich sensów. „Ogólne wrażenie” w panestetycznym (dotyczącym przecież na równi krytyki literackiej, teatralnej, muzycznej i plastycznej) modelu krytycznym Mochnackiego nabiera niekiedy cech kategorii psychologicznej, pozwalającej śledzić zewnętrzną, przedmiotową tkankę utworu, postrzeganą wzrokiem lub słuchem, a przenikaną myślą, równolegle z analizą utajonego procesu twórczego, który stanowi swoiste powtórzenie zasady „ruchomej” natury: „Baczmy więc w krytyce, co waży ogół rzeczy; nie z szczegółów do ogółu, ale z ogółu do szczegółów przechodząc. Totalizujmy wszystko, wszystko spajajmy w jedną całość nierozdzielną” (Paganini dał óśm koncertów). Klasycystyczny formalizm (swoisty strukturalizm) myślenia krytyków wywodzących się z tradycji oświeceniowej Mochnacki zastępuje poszukiwaniem w utworze pomysłu, charakteru, wizji, idei, ducha. Przy tym dzieło traktowane jest jako całość zbudowana z wielu niesprzecznych elementów, które wymagają także namysłu krytycznego. W ślad za formułą „od ogółu do szczegółu” zostaje dodany niezbędny komponent koła hermeneutycznego – zasada: zbadać miejsce szczegółu w całości dzieła. Koncert skrzypcowy Niccola Paganiniego jawi się więc krytykowi w całym bogactwie impresji, ale wielkie walory ujawnia dopiero jako muzyczna całość: „Co za rozmaitość, jaki dostatek ozdób, co za wytworność dykcji i kolorytu! Któż policzy wszystkie ich cieniowania? Ale uważać je należy w składzie całej masy skutków, nie w częściach, nie urywkowo ze szczegółów technicznej sprawności, jak zwykle czynią krytycy-materialiści” (tamże).

Wielką zasługą Mochnackiego było włączenie opery i muzyki do refleksji nad sztuką romantyczną. Spojrzenie hermeneuty dawało mu narzędzia interpretacyjne dotąd nieznane w polskiej krytyce. W licznych artykułach i recenzjach omawiał związki „sztuk siostrzanych”: poezji i muzyki, współistniejących na obszarze romantycznej fantazji i światoodczucia. W artykułach i recenzjach poświęconych Paganiniemu, Marii Szymanowskiej, Wolfgangowi Amadeusowi Mozartowi, Gioacchino Rossiniemu, Fryderykowi Chopinowi czy Karolowi Lipińskiemu Mochnacki realizował u nas w praktyce krytycznej romantyczną ideę korespondencji sztuk, wskazując na wzajemne powiązania, inspiracje oraz zbliżone emocje towarzyszące tworzeniu oraz odbiorowi poezji i muzyki. Interesował go również teatr i stan sceny narodowej, propagował przedstawienia romantyczne w duchu Williama Shakespeare’a i Pedra Calderóna de la Barca, nawołując przy okazji do nowej sztuki przekładu, by ocalić autentyzm pierwowzorów scenicznych; negował zaś tłumaczenia z języków obcych o charakterze klasycystycznym lub niewnoszące wartościowych pomysłów do kultury współczesnej, domagającej się wszak dzieł wyjątkowych i w pełni oryginalnych.

Mochnacki waloryzuje omawiane utwory (literackie, sceniczne, muzyczne) według jasnego klucza. Przede wszystkim ocenia pozytywnie dzieła oparte na mocnych podstawach filozofii współczesnej, zwłaszcza niemieckiej. Ważna jest dla niego literatura ukazująca „ducha” i „charakter narodowy” pojmowany jako zespół cech mentalnych rozwijanych w procesie dziejowym, któremu zostaje przeciwstawiona uniwersalistyczna twórczość oświeceniowa. Wszystko, co sprzyja rozwojowi cywilizacyjnemu oraz ujawnia „twórcze sposobności”, znajduje jednoznaczną aprobatę. W wymiarze indywidualnym bohaterowie motywowani namiętnościami, uczuciami, skłonni do poświęceń i nieoczekiwanych gestów stoją w centrum romantycznego świata, są tedy prawdziwi, realni, godni naśladowania. Romantyczność utożsamiana z poetyckością, a poetyckość z organizmem natury, bez względu na wymiar i znaczenie ideowe dzieła, wywyższa je ponad inne. „Oryginalność” formy (choćby fragmentaryczność), języka oraz treści, a także „prawda” sytuacyjna (zgodna z historyczną wiedzą) świata przedstawionego i „prawda” wewnętrzna w kreacji postaci (psychologizm) to przymioty szczególnie poszukiwane. Cały system wartościowania Mochnackiego wypływa z przeświadczenia, że tylko dynamiczna, odważna, autentyczna i swobodna twórczość pozwala na przybliżenie się do właściwego zrozumienia rzeczywistości pozaartystycznej, tej dawnej, historycznej, oraz współczesnej. Obie sfery powiązane są zaś wieloma uświadamianymi i utajonymi relacjami, które w stosownym momencie należy ujawnić i wyzyskać w dążeniu do wolności. Negatywnym punktem odniesienia dla bogactwa i oryginalności literatury romantycznej pozostaje twórczość klasycystyczna oparta na wskazaniach poetyk normatywnych i tradycyjnych wzorcach gatunkowych. Także krytyka wywodząca się z kręgu klasycystów, wraz z rozprawami Arystotelesa (Poetyka), Horacego (List do Pizonów), Nicolasa Boileau-Despréaux (Sztuka poetycka), Jean-François de La Harpe’a (Liceum, czyli Kurs literatury starożytnej i nowożytnej) oraz Franciszka Ksawerego Dmochowskiego (Sztuka rymotwórcza), jest dla nowoczesnego krytyka przedmiotem ustawicznych kpin, zdecydowanej negacji i ostracyzmu intelektualnego. Znana w literaturze przedmiotu tzw. walka romantyków z klasykami w publicystyce Mochnackiego ogniskuje przestrzeń niekończących się sporów publicystycznych o język, gatunki, treść i cele społeczne literatury współczesnej.

Styl i język krytyki. Już współcześni dostrzegali wyjątkowe przymioty stylu wypowiedzi i języka Mochnackiego. Krytyk wyróżniał się na tle ówczesnej publicystyki szczególnym nagromadzeniem wielorakich środków perswazji oraz dynamiką wypowiedzi tworzących rozpoznawalny styl własny, co znalazło wyraz nie tylko w aprobatywnych komentarzach świadków epoki (M. Podczaszyński, K.W. Wójcicki, S. Goszczyński, S. Witwicki, J.B. Zaleski), ale i w bezpośrednim naśladownictwie (M. Grabowski, J.B. Ostrowski, E. Dembowski, J. Klaczko). Podkreślano zwłaszcza walory estetyczne i retoryczne oraz piękną polszczyznę opartą na języku staropolskim, traktowanym przez Mochnackiego jako rezerwuar zapomnianych, acz inspirujących zwrotów i wyrażeń wykorzystywanych następnie w dyskursie krytycznym. Idiolekt Mochnackiego dobrze mieścił się w procesie ówczesnych przemian językowych, słownictwo samo w sobie nie było zbyt nowatorskie (M. Wojtyńska-Nowotka), nie odbiegało w zdecydowany sposób od praktyki innych autorów w zakresie frazeologii (F. Pepłowski), jednak bogactwo i zestawienie wielości cech składających się na wyrazistą stylistykę w konstrukcji wypowiedzi krytycznej (zwłaszcza w recenzjach) tworzyło oryginalny i niepowtarzalny język i styl. Bogata metaforyka nawiązująca do zjawisk przyrodniczych, środki retoryczne (zwroty do odbiorcy), rozbudowana zazwyczaj i różnorodna konstrukcja składni, figury stylistyczne (porównania), wykorzystywanie archaicznych wyrażeń w nowych kontekstach wraz z bogatym słownictwem inspirowanym filozofią idealizmu niemieckiego współtworzą charakterystyczną postać artykulacji Mochnackiego, której nadrzędnymi atrybutami stały się: sugestywność, emotywność, polemiczność oraz dyskursywność (porządek logiczny i stosowanie wyrazistej siatki pojęciowej). Krytyk staje co rusz przed koniecznością wysłowienia skomplikowanych treści skierowanych zazwyczaj do niewyrafinowanego odbiorcy, poszukuje języka odpowiedniego dla prezentowanej problematyki; świadome posługiwanie się przezeń metaforą czy porównaniem „ma konkretny, ważny cel, jakim jest wierne przekazanie znaczenia” (I. Kitowiczowa).

Sugestywność i emocjonalność to najważniejsze cechy oryginalnej prozy krytycznej Mochnackiego. Krytyk kieruje wypowiedź do określonego adresata, którego pragnie przekonać do swoich racji, przy tym założony odbiorca jest podmiotem usytuowanym na tym samym poziomie, co realizujący funkcje postulatywną i poznawczą autor krytycznego przekazu. Zdania krótkie, wyraziste, nacechowane emotywnie sąsiadują często na przestrzeni jednego tekstu z rozbudowanymi okresami i logicznymi sylogizmami, do czego dochodzi zazwyczaj spora liczba wtrąceń, aluzji, dygresji, pytań retorycznych, zdań wykrzyknikowych i podkreśleń słownych. Często tekst budowany jest w odniesieniu do metaforyki bitewnej, ironii, a nawet sarkazmu zmierzających do ośmieszenia przeciwnika reprezentującego inne poglądy, charakterystyczne dla określonej grupy (najczęściej krytyków lub polityków powiązanych z obozem klasyków warszawskich tudzież z urzędniczym establishmentem). Na przykładzie dyskursu krytycznego Mochnackiego widać też jasno, że „polemika jest szczególną odmianą intertekstualności” (Z. Przychodniak). Bez względu na to, czy przedmiotem sporu i oceny staje się opera, utwór literacki, koncert muzyczny lub wypowiedź filozoficzna, teoretyczna, historiograficzna albo poświęcona życiu społecznemu – Mochnacki „popada niemal w jakiś rodzaj ekstatycznego rozedrgania, niecierpliwości. Tekst jest pełen aluzji, sprzeczności, niemal faluje, charakteryzuje go duża emocjonalna i intelektualna amplituda” (M. Rudaś-Grodzka). Tak wyrazista postawa i styl krytyczny zjednywały mu wielu naśladowców i wielbicieli; wieńcząca jego karierę jako krytyka rozprawa O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym przekonała od razu młodych entuzjastów romantyzmu, a sądy i refleksje tam pomieszczone „stały się na długo ewangelią naszej krytyki” (P. Chmielowski).</document>
<document nplp_id="14051" title="Słowacki Juliusz" slug="slowacki-juliusz">Poeta, dramaturg. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Bezimienny; Józefat Dumanowski; J.S.; J. Słow….; Juliusz S.; Republikanin z Ducha.

Informacje biograficzne. Juliusz Euzebiusz Słowacki urodził się 4 IX 1809 w Krzemieńcu, był jedynym synem Euzebiusza Słowackiego h. Leliwa (1772–1814), profesora literatury, i Salomei z Januszewskich (1792–1855). Od 1811 r. mieszkał w Wilnie, po śmierci ojca powrócił z matką do Krzemieńca. Od sierpnia 1818 r., gdy matka wyszła za mąż za profesora Uniwersytetu Wileńskiego doktora Augusta Bécu (1771–1824), ponownie zamieszkał w Wilnie. W salonie pani Bécu jako młodzieniec był świadkiem spotkań elity naukowej Wilna (J. i J. Śniadeccy, J. Lelewel, L. Spitznagel) i artystycznej (A.E. Odyniec, A. Mickiewicz, J. Rustem); przyjaźnił się z Ludwikiem Spitznaglem, kochał w Ludwice Śniadeckiej. W 1825 r. podjął studia na Wydziale Nauk Moralnych i Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, po którego ukończeniu w 1828 r. i krótkim pobycie w Krzemieńcu wyjechał w 1829 r. do Warszawy, obejmując stanowisko bezpłatnego aplikanta w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.

Podczas powstania listopadowego przeszedł do pracy w Biurze Dyplomatycznym Rządu Narodowego. W marcu 1831 r. przez Wrocław wyjechał do Drezna, a następnie z misją dyplomatyczną do Paryża i Londynu. Po jej wypełnieniu osiadł w Paryżu, w 1832 r. wydał dwa pierwsze tomiki Poezji. Pod koniec 1833 r. wyjechał do Szwajcarii i zamieszkał w Genewie, gdzie napisał m.in. Kordiana i Godzinę myśli (1834). W 1836 r. pojechał na spotkanie z wujostwem do Rzymu, gdzie zaprzyjaźnił się z Zygmuntem Krasińskim, a następnie przez Neapol i Otranto udał się w podróż do Grecji i na Bliski Wschód. Trasa wiodła przez Peloponez (grób Agamemnona w Mykenach) i Ateny do Egiptu, gdzie poeta zwiedził piramidy i odbył wycieczkę w górę Nilu. W Palestynie odwiedził miejsca święte (Nazaret, Betlejem, Jerozolimę – grób Chrystusa). Przez 40 dni mieszkał w klasztorze Betcheszban w górach Libanu, gdzie napisał poemat Anhelli.

Po powrocie do Europy w 1837 r. osiadł na półtora roku we Florencji, po czym w grudniu 1838 r. przeniósł się do Paryża. Poświęcił się intensywnej pracy literackiej, wydając Trzy poemata, a także Balladynę, Lillę Wenedę, Mazepę, poemat dygresyjny Beniowski. Ton tego poematu, polemiczny wobec środowiska literackiego zgromadzonego wokół Adama Mickiewicza (tzw. Litwy), spowodował wyzwanie Słowackiego przez Stanisława Ropelewskiego na pojedynek, który poeta wygrał walkowerem. W 1842 r. przystąpił do Koła Sprawy Bożej Towiańskiego, które porzucił po roku w proteście przeciwko tendencjom prorosyjskim i nasilającemu się terrorowi moralnemu. Na skutek spotkania z Andrzejem Towiańskim, a także przeżyć związanych z wycieczkami nad ocean (Pornic 1843, 1844) i „wizją ognistą” (kwiecień 1845 r.) jego twórczość przybrała charakter „mistyczny”, który wyraził się w dramatach Ksiądz Marek, Sen srebrny Salomei i oryginalnej przeróbce – tłumaczeniu Księcia Niezłomnego Calderóna.

Spirytystyczny system filozoficzny, zwany systemem genezyjskim (Genezis z Ducha, 1844), naznaczył ostatni etap twórczości, podczas którego Słowacki już nie publikował dzieł, najczęściej fragmentarycznych. Powstały wtedy m.in. dramaty Zawisza Czarny, Samuel Zborowski i pisma filozoficzne prozą. Ostatnim drukowanym dziełem literackim był pierwszy rapsod Króla-Ducha (1847) – kolejne rapsody pozostały w nieuporządkowanych rękopisach. Pod koniec życia skupiło się wokół niego tzw. kółko Słowackiego. W poczuciu historycznej ważności wypadków pojechał do Poznaniu, by wziąć udział w powstaniu wielkopolskim (1848). Wydalony z Poznania udał się do Wrocławia, gdzie spotkał się z matką. Po powrocie do Paryża był już bardzo osłabiony postępem gruźlicy; w ostatnich tygodniach życia poznał go Cyprian Norwid. Zmarł 3 IV 1849 w Paryżu. Został pochowany na cmentarzu Montmartre, uhonorowany narodowym pogrzebem i przeniesieniem na Wawel w czerwcu 1927 r.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Współczesnym były znane tylko dwie wypowiedzi stricte krytyczne Słowackiego: Kilka słów odpowiedzi na artykuł pana Z.K. o poezjach Juliusza Słowackiego („Młoda Polska” 1839, t. 2, dod. do nr. 9 z 30 III z notą odredakcyjną) oraz Noc letnia („Trzeci Maj” 1841, R. 2, oddział II, półarkusz 15/16 z 29 IV). Przesłana do redakcji „Orędownika Naukowego” Krytyka krytyki i literatury (1841, ogł. B. Erzepki, 1891) nie została opublikowana, powstały w zbliżonym czasie artykuł [O poezjach Bohdana Zaleskiego] także pozostał w autografie (prwdr. „Warta” 1884, nr 504). Krytycznoliterackie poglądy poety zostały zawarte również w przedmowach, posłowiach i objaśnieniach zamieszczanych w publikowanych dziełach, jak: posłowie do drugiego tomu Poezji (1832) i wstęp do trzeciego tomu (1833), objaśnienie do Żmii (1832), Prolog w Kordianie (1834), przedmowa do Ojca zadżumionych i do Wacława (1838), listy dedykacyjne do Balladyny i do Lilli Wenedy (1839). W dziełach nieopublikowanych wątki metaliterackie są zawarte w rozdziale wstępnym napisanej po francusku powieści Le Roi de Ladawa (1832), w projektach przedmów do Króla-Ducha (1847) oraz luźnych uwagach na marginesach Konrada Wallenroda i broszury Wacława Gołębiowskiego Mickiewicz odsłoniony i towiańszczyzna (1844). Charakter uwag krytycznoliterackich mają dygresje w Beniowskim, wiersze-pastisze: Nie wiadomo co, czyli Romantyczność, Polska! Polska! o! królowa!, Przy kościołku…, a także podejmowane „kontynuacje” [Dziadów], [Konrada Wallenroda], [Pana Tadeusza]. Wątki krytyki literackiej pojawiają się w Raptularzu 1843–1849 i Dzienniku 1847–1849 oraz w korespondencji – zwłaszcza w listach do matki. Oryginalne sądy Słowackiego w większości pozostawały w pismach niedrukowanych. Poza wątkami ściśle literackimi Słowacki wypowiadał również sądy krytyczne dotyczące innych dziedzin sztuki, przede wszystkim teatru i opery, malarstwa (listy do K.W. Stattlera) i sporadycznie – muzyki.

Intertekstowość. Twórczość Słowackiego miała charakter otwarcie i silnie intertekstowy; nawiązywał w niej i polemizował z dziełami największych współczesnych (jak Mickiewicz), posługiwał się mistrzowsko dygresją i ironią, wprowadzał elementy parabazy. W całej twórczości Słowackiego rozsiane są liczne opinie o dziełach literackich świadczące o bezkompromisowym, ostrym osądzie, którego kryteria uległy ewolucji: od czysto estetycznych (o charakterze romantycznym, ale już z elementami rewizji romantyzmu) do ideowych w duchu genezyjskim. Ten aspekt twórczości Słowackiego najlepiej określa tytuł jego niedrukowanego utworu Krytyka krytyki i literatury. Krytyczne wypowiedzi Słowackiego mają za przedmiot nie tylko dzieła literackie, ale bardzo często odnoszą się do krytyk wcześniejszych – pism własnych, jak i cudzych. Śledząc oceny swej twórczości, poeta dokonuje krytyki nie tylko konkretnych utworów czy publikacji krytycznych – ale wnikliwie analizuje mechanizmy funkcjonowania życia literackiego, które ocenia na ogół bardzo negatywnie, jako bezmyślnie autorytarne i skorumpowane. Jego polemiczny temperament, charakter talentu, ale także miejsce w literackiej przestrzeni wielkiego romantyzmu powodują, że całą jego twórczość przenika aktywne zaangażowanie w poetycki agon. Większość pism i uwag krytycznych zawartych w notatkach, listach, esejach ma charakter historyczny, bo jako niepublikowane nie mogły mieć wpływu na życie literackie; stąd często ich nieumiarkowany, bezkompromisowy ton. Są one świadectwem artystycznej wrażliwości ich autora i kompetencji jako komentatora zarówno poszczególnych autorów i dzieł, jak i kultury literackiej. Charakterystyczny dla Słowackiego krytyczny temperament miał swoją dynamikę. Zygmunt Szczęsny Feliński, który poznał Słowackiego w ostatnim okresie jego życia, tak pisał o nim w Pamiętnikach: „Pięknym też rysem jego charakteru było to, że nie lubił źle mówić o ludziach, a im boleśniej był przez kogo dotkniętym, tym uparciej o nim milczał. W ogóle rozmowa o żyjących osobach, tym bardziej zaś nicowanie życia prywatnego, tak zwane plotki i komeraże, wstręt w nim obudzały; wolał zawsze mówić o kwestiach ogólnych, o wypadkach dziejowych i tu czuł się w swoim żywiole. O poetach naszych wyrażał nieraz swe zdanie, nie o ich osobistym jednak charakterze, lecz o talencie i literackiej działalności”.

Doświadczenie krytyki. Wcześnie – bo już w salonie matki – Słowacki spotkał się ze zjawiskiem krytyki niesprawiedliwej, nierozumiejącej, kiedy Jan Śniadecki w obecności Mickiewicza drwił z Dziadów cz. II. Wedle Odyńca 13-letni Słowacki zareagował oburzeniem i płaczem, ale potem, w czasie pobytu w Jaszunach, udało mu się deklamacjami wierszy i przekładów Mickiewicza przekonać do niego Śniadeckich. W 1832 r. jako poeta, początkujący literat, potem dramaturg doświadczył na sobie żądła niesprawiedliwej krytyki, która wywołała ostracyzm środowiskowy, a u autora traumę. Unikający otwartych, jasnych sądów o twórczości młodszego kolegi Mickiewicz wypowiedział się dwuznacznie o dwóch pierwszych tomikach Poezji; opinie tę Słowacki relacjonował w liście do matki z 3 IX 1832: „Jeden z Polaków mówił mi zdanie, jakie dał Mickiewicz o moich dwu tomikach… powiedział, że moja poezja jest śliczna, że jest to gmach piękną architekturą stawiony, jak wzniosły kościół – ale w kościele Boga nie ma… Prawda, że śliczne i poetyczne zdanie? – podobne do jego sonetu pod tytułem Rezygnacja”. Słowacki tę nieprzejrzystą formułę, powszechnie jednak rozumianą jako przyganę, prawdopodobnie w geście samoobrony przyjął za dobrą monetę. Jednak po latach potrafił już docenić truciznę Mickiewiczowskiego orzeczenia, wyrzucając w liście do matki: „Drugi, gorszy grzech popełniłaś, cytując mi zdanie Adama, które on, umiejący dobrodusznie a głęboko urągać, rzucił przed piętnastu [właśc. trzynastu] laty, przeczuwszy, że ta plotka, gorsza stokroć niż artykuł dowodami wsparty, będzie biegała po kraju – ludzie leniwi wzięli ją i przyjęli za zdanie powszechne; przez piętnaście lat stanowiła ona w niejednym niby szacunek mojej osoby – niejeden, już na słowo Ad., nigdy nie zajrzał do pustego kościoła poezji moich – jam to wszystko przełamał, upornie idąc krok za krokiem – nie artykułami gazetowymi, ale samym wnętrzem pism moich – ta plotka już jak nietoperz czarny gdzieś ulatywała w kąt niebios – a ty mi ją z całą świeżością nową oddałaś w liście” (niewysłany list do matki z lutego 1845 r.). Po latach do Słowackiego dotarła dalekosiężna siła tych słów Mickiewicza inspirujących ostracyzm, który spotkał poetę. Będąc obiektem krzywdzącej, bezpardonowej i nierozumnej krytyki, doceniał władzę uruchamianych przez nią postaw i jej niszczącą siłę.

Wobec Mickiewicza. Krytyczne osądy Słowackiego kształtowały się w dużej mierze, szczególnie w pierwszej fazie, ale i później, zgodnie z mocno ugruntowanym paradygmatem antagonizmu wieszczów, wobec Mickiewicza. Mocnym tego sygnałem była powstała w Genewie Przedmowa do trzeciego tomu Poezji, w której Słowacki mierzył się z opinią Mickiewicza o dwóch pierwszych tomach. Pisał ją już po publikacji Dziadów cz. III, gdy opinia o „kościele bez Boga” stała się niemal powszechnie przyjętym osądem. Skłoniło to Słowackiego do sformułowania w kolejnym tomie wypowiedzi programowej. Skoro zarzut ten był rozumiany jako potępienie artystowskiego podejścia do literatury ignorującej obowiązki narodowe, Słowacki replikował, nazywając błędem mniemanie, „że narodowość poezji zależy na opisywaniu narodowych wypadków; wypadki są tylko szatą, ciałem, pod którym trzeba szukać duszy narodowej lub duszy świata” (Przedmowa). Dalej formułował kryteria hierarchii poetów, zależne od stopnia reprezentatywności ich dzieła. Mogły one wyrażać naród, epokę lub całą ludzkość. Mickiewicz zajmuje w tym stopniowaniu miejsce najniższe, należne poetom ograniczonym „ściśle krajowymi obrębami”, Słowacki zaś jako autor Lambra swoje miejsce widział w szeregu wyrazicieli epoki, jak Dante Alighieri i George Gordon Byron. Jednak odnosząc się do sugestii „bezbożności”, otwarcie negował „szkołę religijną”, której patronów upatrywał w Friedrichu Schleglu i Félicité-Robercie Lamennais’m i która w jego opinii była nie wynikiem autentycznego natchnienia ani faktycznym obrazem dążeń wieku. Podkreślił też zmianę społecznej pozycji poety, którego suwerenem dotąd był król, a teraz zastąpił go naród. Przedmowa ta została udostępniona przed drukiem Mickiewiczowi, który zacytował (anonimowo) jej zmanipulowane fragmenty w wypowiedzi mającej zapowiadać ukazanie się trzeciego tomu Poezji. Dostrzegł to Słowacki, pisząc w listach do matki: „Wyjątek z mojej przedmowy on obciął i umieścił w pisemku, ale tak obciął, że mu dał zupełnie inne znaczenie, pozór jakiejś uszczypliwości – a przemowa moja jest raczej moim usprawiedliwieniem – i wszyscy, którzy ją przeczytają, przyznają, że Adam ze złą wiarą postąpił…” (list do matki z 30 XI 1833). Zapowiadająca nowy tom Słowackiego notatka Mickiewicza ma charakter lekceważący; przedstawia jego autora jako zarozumialca, który rości sobie pretensje do pozycji eksperta rynku literackiego („szydzi z krytyków”, „napomina poetów”). Tendencyjnie przez Mickiewicza zniekształcony tekst Słowackiego skutkuje diametralną zmianą jego pierwotnego sensu, sugerując, że obiektem ataku w nim są nie epigoni, ale właśnie Mickiewicz. Wstęp do trzeciego tomu Poezji jest pierwszą wypowiedzią dyskursywną Słowackiego, w której odnosi się on sceptycznie do funkcji krytyków jako kreatorów sław literackich („dziennikarze, owi tworzyciele literackich królów”).

Wobec własnych krytyków. Stanowisko Mickiewicza miało decydujące znaczenie dla kształtowania opinii krytyki o Słowackim. Świadczy o tym artykuł Ropelewskiego (Z.K. [S. Ropelewski], „Trzy poemata” Juliusza Słowackiego, „Bajki i poezje” Antoniego Goreckiego, „Poemat o piekle” Dantyszka, „Młoda Polska” 1839, dod. do nr. 8), który ukazał się na łamach „Młodej Polski”, gdzie także zamieszczono odpowiedź Słowackiego, poprzedzając ją nieprzychylnym komentarzem odżegnującym się od jej treści. Recenzja Ropelewskiego powtarzała diagnozę Mickiewicza, przypisując autorowi Trzech poematów wirtuozerię formalną pozbawioną idei. W odpowiedzi Słowacki zawarł krytykę własnych dwóch tomików Poezji, przyznając w pewnym sensie – po czasie – rację ich wcześniejszej, nieprzychylnej ocenie: „Pierwsze tomy poezji moich są bez duszy. Imaginacja moja młoda jak motyl, wabiona była połyskiem, słońcem, kształtami, kiedym je pisał. Teatralny koturn włożyłem na stopy moje, abym, dziecięciem jeszcze będąc, wzrostu sobie przymnożył. Pokazałem się więc po raz pierwszy jako artysta, ludziom, którzy bynajmniej o artystostwie nie myśleli… ważną, i okropną tragedią rzeczywistą zajęci. Pierwszymi dwoma tomami zgubiłem się na cały czas życia mego, i teraz muszę bez echa śpiewać, choć śpiewam inaczej, albowiem Polska nie ma ani krytyków silnych, którzy by ją o zmianie lutni ostrzegli, ani czytelników dość szybko sądzących, którzy by się sami z pierwszego sądu otrząsnąć mogli, i z czystą uwagą iść za nową pieśnią poety” (Kilka słów odpowiedzi). Akceptując zasadność zarzutów wobec dwóch pierwszych tomów paryskich poezji, Słowacki uważał za krzywdzące powtarzanie opinii już nieadekwatnych do późniejszej twórczości. Do inercji krytyki, niepotrafiącej należycie ocenić nowych dzieł, dodaje argumenty z socjologii recepcji, zwracając uwagę na reakcje stadne, a w końcu zarzuca czytelnikom wprost głupotę, gdy pisze: „[…] Polska teraźniejsza podobna jest do Prometeusza, któremu sęp wyjada nie serce, a mózg i rozum” (tamże), w czym widzi przyczynę braku rozumiejącego odbioru swojej poezji. Również zarzut niedostatku zainteresowania sprawami narodowymi został zdezaktualizowany, bo – jak pisze – już „Kordian świadczy, żem jest rycerzem tej nadpowietrznej walki, która się o narodowość naszą toczy” (tamże). Kampanię krytyczną skierowaną przeciwko sobie Słowacki widział na szerszym tle procesu historyczno-literackiego; zauważył, że romantycy, dawniej zwalczani przez „Osińskich, Koźmianów”, stają teraz zgodnie przeciwko „nowym autorom”.

Uczta improwizatorów. Prawdopodobnie dzięki pośrednictwu Leonarda Niedźwieckiego Słowacki dostał propozycję napisania felietonu-recenzji z anonimowo opublikowanej Nocy letniej swojego przyjaciela, Zygmunta Krasińskiego. Utwór ten był czytany w kluczu patriotycznym, krytykowany za niejasność stylu, niewczesny bajronizm i ponurość. W rubryce Doniesienia literackie poznańskiego „Tygodnika Literackiego” (1841, nr 14) skwitowano go lakonicznie: „Słabe naśladowanie stylu Krasińskiego. Bez myśli i ładu”. W ostatnim akapicie swojego felietonu-recenzji Słowacki odnosi się do tej wzmianki z „prośbą do krytyki poznańskiej, aby w swoich lakonicznych wyrokach o dziełach sztuki więcej była uważną; jeżeli chce długo do nieomylności, prawie papieskiej, rościć prawo… Sąd jej o Nocy letniej, równie jak inne sądy o nie wyszłych tragediach, wglądając w tekę autorską, mogą to zdziałać: iż wkrótce wierzyć »Tygodnikowi Poznańskiemu« nie będzie zwyczajem, nawet w Poznaniu” (Noc letnia). Płytką, ryczałtową opinię wielu współczesnych Słowacki podważył swoją wrażliwą analizą. Docenił przede wszystkim potencjał Nocy letniej w inspirowaniu „nowej cudowności”, która jest „różna od dawnej greckiej i włoskiej – bardziej duchowa – która kiedyś owionie całe poemata tęczami przeczuć dziwnych… Oddech nadzmysłowego świata, już jest ujęty w słowa… szmer niewidzialnego wpływu, już gra w harfie poety… i wtóruje mu tak, że mimowolnie włosy na głowie powstają” (tamże). Ten rodzaj fantastyki sam podjął i twórczo rozwinął w Królu-Duchu. Jako autora Balladyny i Lilli Wenedy porusza go dostrzeżone w poemacie „pojęcie harmonii najfatalniejszych naszych czynów z myślą Boga o świecie” (tamże). W warstwie estetycznej Słowacki zwraca uwagę – co podkreśla Jarosław Ławski – na oryginalne połączenie „liryzmu z obrazowością, fantomiczności i frenezji, gigantyzmu z koniecznością ulegania siłom potężniejszym niż człowiek”, toteż zdaniem badacza: „W Nocy letniej imaginacje obu wieszczów zbliżyły się chyba najbardziej”.

Rehabilitując poemat Krasińskiego i krytykując jego krytyków, recenzję zaczyna Słowacki pro domo sua – od refleksji odnoszącej się do „nocy zimowej” z 24/25 XII 1840, pamiętnej uczty w dzień imienin i urodzin Mickiewicza na cześć objęcia przez niego katedry w Collège de France, podczas której wydarzył się słynny pojedynek na improwizacje między Mickiewiczem i Słowackim. Przywołując bałamutne sprawozdanie Eustachego Januszkiewicza z tego wydarzenia Improwizatorowie („Tygodnik Literacki” 1841, nr 8), poeta krytykuje „litewską szkołę” z jej przedstawicielem, „prymasem krytyków” – jak go nazwie w Beniowskim – Michałem Grabowskim oraz poznański „Tygodnik Literacki” przedrukowujący stronnicze opinie i sprawozdania, uznawane za słuszne, bo opatrzone pieczęcią: „Adam powiedział”. Skierowane przeciw sobie działania Słowacki opisuje jako morderstwo mające go ostatecznie usunąć, nawet już jako upiora-powrotnika. W imaginacyjnej scenie opisującej, jak jest rytualnie zabijany, odtwarza słowa przeciwników o sobie: „[…] stanęliśmy na mostach nad Sekwaną – rzuciliśmy z bladością Lary trupa do wody – tyle razy zmartwychwstawał – może teraz ostatecznie zabity – może już nigdy nie pokaże się na świata widowni – jeżeli nie, jeżeli wstanie – mamy w ręku kamienie kłamstwa, rzuciemy wszyscy na niego głazy czerwone – a kysz! a kysz! Po co przychodzisz na dziady?…” (Noc letnia). Ten osobisty wstęp – bardzo mocny i obrazowy, pozbawiający autorytetu stronniczą, nieprofesjonalną krytykę i dyskredytujący jej władzę osądzania – poprzedza analityczna, pogłębiona merytorycznie, ale przede wszystkim empatyczna krytyka poematu Krasińskiego.

Krytyka krytyki i literatury. Najoryginalniejszym pismem krytycznym Słowackiego jest Krytyka krytyki i literatury nawiązująca tytułem do dzieła Michała Grabowskiego Literatura i krytyka (1837–1838) napisana w formie scenki rodzajowej i przesłana do poznańskiego „Orędownika”, który nie zdecydował się na jej druk. Jest to najbardziej kompleksowe i oryginalne wystąpienie krytyczne Słowackiego, w którym jako doświadczony autor, posługując się groteską, fantazją i ironią, obrazuje w zjadliwej satyrze stan krytyki i literatury. W dialogowej scenie występują żywe karykatury, ich nazwy: „Pan Or.”, „Pan Tyg.”, bez trudu dają się rozszyfrować jako poznańskie pisma: „Orędownik” i „Tygodnik Literacki”. W biurze redakcji pojawia się też Poeta, który wygłasza frazy brzmiące jak niezgrabnie zmodyfikowane fragmenty nawiązujące do Ody do młodości, Wielkiej Improwizacji, monologu Gustawa, Romantyczności. Są kpiną z wtórności płodów literackich poetów krajowych drukowanych w „Tygodniku”; aluzje wskazują, że chodzi tu m.in. o Edmunda Wasilewskiego, Franciszka Żyglińskiego, Jana Nepomucena Jaśkowskiego, Konstantego Zakrzewskiego, Aleksandra Szukiewicza oraz Ryszarda Berwińskiego i Gustawa Ehrenberga. Słowacki rozprawia się także z krytykami: Janem Koźmianem i jego radą w recenzji Beniowskiego, żeby „rozdmuchał w sobie iskrę uczucia” (Krytyka krytyki i literatury) oraz Janem Nepomucenem Sadowskim (tamże) wskazującym na braki kompozycyjne Anhellego (jako utworu, który jest tylko „odjemnie skończony” i „żadnej nowej drogi nie stworzył”), ponadto z frazeologią poznańskich recenzentów pozornie poszukujących „idei”, wreszcie z ciągle wypominanym, a dawno nieaktualnym „brakiem narodowości”. Miarą niekompetencji krytyków jest sugestia, że nawet William Shakespeare – ani ten angielski, ani słowiański (którym czuje się sam autor tej dialogowej przypowieści) – nie zyskałby uznania poznańskich i emigracyjnych krytyków.

Oryginalnym świadectwem stosunku Słowackiego do krytyki są jego noty na marginesie broszury Władysława Gołembiowskiego (powst. ok. 1844, ogł. A. Górski, 1904) atakującej towianizm i Mickiewicza z czasu jego prelekcji w Collège de France. Prywatny charakter zapisków nie moderuje temperamentu Słowackiego, który argument o niewielkiej liczbie wyznawców Towiańskiego i zwolenników profesora ripostuje ostro: „[…] durniu! A Chrystus, wieluż za nim poszło?”. Broni Mickiewicza przed zarzutem o wyzierających rzekomo z jego pism pychy i egotyzmu, które stawia mu autor broszury, pisząc: „[…] w Mickiewicza zaś poezjach, tych nawet, które by można nazwać patriotycznymi, znajdujeż się gdziekolwiek abnegacja własnej osobistości? Nie – wszędzie to nieszczęsne: ja! ja! Mickiewicz, wielki człowiek! Sterczy odrażającym widziadłem nad poziom pięknych skądinąd myśli – nigdzie nawet wyraźnie o Polsce nie mówi; zdaje się i owszem, jakby tylko Litwę za ojczyznę swą uważał” (tamże). Słowacki, uważając tę opinię za krzywdzącą, kontruje, cytując z pamięci nieco zniekształcony fragment Pana Tadeusza: „Póki mu śród burzy / Ta myśl jedna przyświeca” (właśc.: „Przyświeca ta nadzieja, że ojczyźnie służy”).

Krytyczny rozbiór poezji Zaleskiego. Niezależnie od syntetycznych osądów literatury w polemikach z krytyką własnych dzieł Słowacki dokonuje osobno szczegółowej analizy poezji Józefa Bohdana Zaleskiego. Jak zauważa Juliusz Kleiner: „Słowacki, oceniając poezje Zaleskiego, chciał jednocześnie przeciwstawić się krytykom poznańskim. Zamiast frazesów, zamiast konstruowania idei, dał istotną analizę treści i formy”. I w tym przypadku był to interes osobisty poety, chociaż jego tekst nie był opublikowany i raczej byłoby trudno o taką szansę. Odnosi się on do wydanego w 1841 r. Ducha od stepu, który zdaniem wrogiego Słowackiemu obozu miał zaćmić sukces i świetność Beniowskiego. Drobiazgowe uwagi mają charakter warsztatowy w duchu wywodzących się z oświecenia metod formalnej analizy krytycznoliterackiej. Wypowiadane są w tonie bezkompromisowym, często szyderczym. Znamienne, że Słowacki utożsamia narratora Ducha od stepu z autorem i – znając jego biografię – kwestionuje szczerość lirycznych wyznań. Podobnie we wcześniejszej Krytyce krytyki i literatury kwestionował mówienie o „podmiocie”; jako krytyk-twórca niechętnie odnosił się do teoretycznego języka opisu płodów literackiego natchnienia. Linijka po linijce komentuje niedostatki warsztatu poetyckiego Zaleskiego, zwracając uwagę na niedbalstwa stylu i manieryzmy językowe, a nawet na interpunkcję („tu jest fałszywa punktacja, […] po kudłach punkt być powinien – ale i w takim razie jeszcze do sensu czegoś brakować będzie…”) (powst. 1841/1842). Formułuje uwagę z dziedziny socjologii recepcji – oto niezasłużone pochwały krytyki ubezwłasnowolniają naiwnych a „dobrodusznych czytelników”, którzy „z najwyższą pokorą sądzą, że to wysokość myśli, która zrozumieć im nie pozwala” (tamże).

Krytyka pozytywna. Przechodząc do krytyki pozytywnej, Słowacki sformułował dość techniczną receptę piękna poetyckiego słowa: „[…] bogactwo zależy na śmiałych i pięknych wyrażeniach – a harmonia na poważnych i szerokich wyrazach – i na otwartych samogłoskach, nie zaś na skupieniu krótkich jednosylabowych słów, i na sprowadzeniu razem tętniących spółgłosek, tak ażeby każda miara wierszowa była garstką zbitych razem w jedne dźwięków… Cudowny jest język Kochanowskiego Jana i Piotra – cudowny Mickiewicza, kiedy unikają słów maleńkich – a obrotem mowy tak władną – że cała rzecz bez przyimków i zaimków wymalowana jest obszernymi – błyskawicowymi słowy… Z tak szerokiego frazesu wykwita obraz lub myśl kryształem obleczona. – Piotr Kochanowski swoje a kreskował – i é otwierał… gwałtem chcąc należytą językowi polskiemu harmonią i powagę wydrzeć z ust czytelnika” (tamże). Mając na względzie czystość i piękno języka i podając wzory polszczyzny, zwraca uwagę na to, co kiedyś wytknął mu Mickiewicz: że piękno formy ma służyć zawartej w niej myśli. Zarzut, podobny do tego, jaki niegdyś postawił mu Mickiewicz, przekierowuje niejako na Jana Kochanowskiego, pisząc, że to: „Szlachcic dobry, któremu język nasz wiele, a myśl nasza nic nie jest winna… oprócz kilku łez prawdziwych nad zgonem dziecięcia” (tamże). Słowacki traktuje Zaleskiego (już nie Mickiewicza) jako głównego przedstawiciela szkoły katolickiej i sugeruje dość odległe podobieństwo do lakistów; w końcu uderzająca sztuczność stylizacji nasuwa mu analogie do szkoły malarskiej nazareńczyków, którzy utracili prostotę „pierwszej maniery Rafaela” (tamże). Nieudolna stylizacja na ludową „ukraińskość”, uzyskiwana naiwnie powtórzeniami i podszyta fałszem, nie ma nic wspólnego z romantyczną asymilacją motywów ludowych. Usprawiedliwiając się z ogólnego „przyostrego” tonu krytyki, Słowacki nie zaprzecza, że Zaleski miał potencjał, by zostać Ariostem Kozaków Dnieprowych, i że słowa krytyki (niepublikowane za życia, bez możliwości oddziaływania, a więc tylko teoretycznie) mogłyby wskrzesić jego poetyckie powołanie.

Rozbiór Konrada Wallenroda. Podobnie szczegółowych uwag doczekał się jedynie Mickiewicz, zresztą w formie zupełnie prywatnych zapisków, nieprzeznaczonych do publikacji. Noty poety na marginesach egzemplarza Konrada Wallenroda (powst. najwcześniej 1831, ogł. P. Chmielowski, 1894) są świadectwem wnikliwej analizy usterek mistrzowskiego warsztatu poetyckiego kolegi. W drobiazgowych spostrzeżeniach Słowacki wytyka przede wszystkim uchybienia: wskazuje wtórności, wyrażenia pospolite i sentymentalne, rażą go zdrobnienia, litwinizmy i francuska składnia. Wśród tych uszczypliwych uwag znajduje się jedna o charakterze ogólniejszym, zapisana w pieśni trzeciej przy fragmencie początkowym aż do Pieśni z wieży: „[…] nie ma poezji, dlatego Wallenrod przetłumaczony po francusku stał się nudną powieścią”. Sugestia, że poetyckość jest przetłumaczalna i że jej zachowanie w przekładzie może być probierzem wartości literackiej, jest niejasna, bo wydawałoby się, że w tłumaczeniu poetyckość raczej znika. Obok tych przytyków jest jednak także sporo zdawkowych (w końcu to tylko noty na marginesie) pochwał: „ładne” i „bardzo ładne”, „piękne”, „świeże”, „śliczne”, „pyszne”.

Ocenę warsztatu poetyckiego ukrytą w prywatnym egzemplarzu Konrada Wallenroda uzupełnia otwarty atak na jego podstawową ideę zawartą w pieśni drugiej Beniowskiego (powst. 1839?, 1842, ogł. A. Małecki, 1866): „Walenrodyczność czyli Walenrodyzm / Ten wiele zrobił dobrego – najwięcej! / Wprowadził pewny do zdrady metodyzm, / Z jednego, zrobił zdrajców sto tysięcy. / Tu nie mam więcej już rymu na odyzm, / Co od włoskiego odiar-lo – najprędzej / Może zastąpić brak polskiego słowa – / Walenrodyczność więc – jest to rzecz nowa”. Etos rycerski i jego fundamentalne znaczenie podawane przez Mickiewicza w wątpliwość stanowiło constans ideowego sporu wieszczów. W sposób ekstremalny został wyrażony w zapiskach prywatnego notatnika (Raptularz 1843–1849, ogł. H. Biegeleisen, 1901) pod nagłówkiem Zarzuty przeciw M[ickiewiczowi]: „Czczenie wieprzów – a bicie się na maczugi a wstręt do innej broni. – Cały Tadeusz jest ubóstwieniem wieprzowatości życia wiejskiego – jest tam śmiech z pojedynku na szpady a zupełne ubóstwienie tego, który kijem swojej obrazy poszukuje”. Jak ogromne wrażenie ten poemat wywarł na Słowackim, świadczą listy pisane na świeżo po jego pierwszej lekturze. W niedrukowanej za życia ósmej pieśni Beniowskiego autor poświęcił mu oktawy pełne zachwytu, właśnie podkreślające wielkość obrazowania i doceniające współcześnie przez nikogo niedostrzegany transcendentny potencjał szlacheckiej epopei: „Jednak w tej cudnej epopei żyją, / W ich lasach trąba gada… Boskie trąby / Odzywają się wnet w sosnach i wyją… / Patrzcie, jak ten żubr od pękniętej bomby / Cofa się… patrzcie, jakie wianki wiją / Z wiejskiego kwiatu wiejskie dziewosłęby… / Słuchaj… i patrzaj… bo jako zjawienie / Litwa ubrana w tęczowe promienie / Wychodzi z lasu. – Z taką chwałą / Potrącał lutnią… ten śpiewak Litwinów, / Że myślisz dotąd, że to echo grało, / A to anielskich był głos Serafinów; / Grzmotowi jego niebo odegrzmiało… / Chociaż Gofredów nie miał i Baldwinów / Ani mógł morza wiosłami zamącić, / Ani księżyca z wież krzyżowych strącić… / Jednak się przed tym poematem wali / Jakaś ogromna ciemności stolica; / Coś pada… myśmy słyszeli – słuchali: / To Czas się cofnął – i odwrócił lica, / By spojrzeć jeszcze raz… na piękność w dali, / Która takiemi tęczami zachwyca… / Takim różanym zachodzi obłokiem… / Idźmy… znów czasu Bóg… postąpił krokiem”.

Pastisz i parodia jako narzędzia krytyki. Za mniej typowy, a oryginalny rodzaj działalności krytycznej Słowackiego można uznać pastisze i parodie. Były one domeną ostatniego okresu twórczości i wypływały z różnych pobudek; pojawiły się w czasie, gdy wygasł impet realizowany w pismach intencyjnie krytycznych. Najbardziej znane są naśladownictwa utworów Mickiewicza: Konrada Wallenroda ([Konrad Wallenrod], [Wallenrod], [Walter Stadion]), Dziadów (fragm. dramatyczny Dziady, dramatyzowane fragm. Króla-Ducha), Pana Tadeusza (cztery fragmenty). W stosunku do wypowiedzi dyskursywnych, które wahały się między biegunami wysokiej pochwały, nawet zachwytu, a wytykaniem błędów, podejmowanie przez Słowackiego literackich form i motywów miało charakter „naprawczy” w sferze ideowej. Zwracając się ku tematyce tych wcześniejszych utworów w czasach, kiedy był przeniknięty genezyjską ideą spirytystyczną, poeta próbował sprawdzone i spopularyzowane przez Mickiewicza formy wykorzystać jako medium dla nowych prawd ducha. W takim podejściu było coś z przewrotnego przejęcia i wykorzystania Mickiewiczowskiego aforyzmu o kościele bez Boga: podejmowanie formy przeciwnika było jej najwyższą pochwałą, zaś konieczność „podmiany” wyrażonej w niej treści – zawoalowaną krytyką ich treściowego niedostatku. Skoncentrowany w swoich sądach zawsze na wartościach literackich, formalnych i ideowych, raz jeden Słowacki dał upust swojej osobistej niechęci do Mickiewicza, atakując go ad personam w (niedrukowanym) sonecie Mój Adamito (powst. 1843/1844, ogł. H. Biegeleisen, 1883), wskazując na jego erotyczne ekscesy i utratę poetyckiej weny.

Zaleski stał się nie tylko autorem, którego dzieło stanowiło przedmiot filologicznej analizy Słowackiego, ale także obiektem parodystycznym. Co najmniej dwa utwory – Przy kościołku… (powst. 1845/1846, ogł. A. Małecki, 1866) oraz Polska! Polska! o! królowa! (powst. 1841, ogł. J. Krzyżanowski, 1949) – noszą wyraźne ślady intencji satyrycznej wobec muzy Zaleskiego, wykpionego również w artykule krytycznym. Satyry Słowackiego posługujące się hiperbolą i karykaturujące styl mają jednak, inaczej niż obiekt krytyki, wartość literacką.

Opinie literackie w listach i notatkach. Korespondencja Słowackiego (szczególnie listy do matki) jest też miejscem oceny literackich osiągnięć współczesnej epoki. Poeta wyraża w niej lakoniczne opinie, określające jednak horyzont jego literackich zainteresowań. Kilkakrotne poleca adresatce lekturę powieści George Sand Indiana, Valentine, Leila uważanych obecnie za feministyczne. W liście z 19 V 1838 pisze matce: „Ona dla mnie jest [największym (?)] francuskim poetą – i podług mnie daleko przewyższyła panią Staël”. Mimo deklarowanego braku zainteresowania dla rynku literackiego wielokrotnie powraca do ulubionej autorki: „Piękna literatura francuska mało mię teraz obchodzi. Zjawiła się we Francji nowa Pani de Staël, którą ja przedkładam nad dawniejszą. Nowa ta autorka kryje się pod nazwiskiem George Sand i pod tym imieniem wydała cztery romanse, z których dwa pierwsze są prawdziwie zachwycające. Staraj się, Mamo, dostać Indiana i drugi romans Valentine przez G. Sand, a przepędzisz kilka godzin rozkosznie. Ta nowa autorka nazywa się prawdziwie pani Dudevant” (list 28 IX 1834). Wydaje się, że zachwyt nad dziełami Sand jest wtórny wobec fascynacji legendą, jaką była owiana postać ich autorki. Zwraca uwagę zupełny brak jakichkolwiek refleksji o twórczości Honoré de Balzaca (pomijając Godzinę myśli i jej ewentualną zależność genetyczną od Ludwika Lambert), potwierdzający tezę o drugorzędnym miejscu powieści w myśli polskich romantyków.

Notatki Słowackiego zawierają oryginalną analizę krytyczną Fausta Johanna Wolfganga Goethego. Świadczą, że Słowacki zapoznał się z całością tekstu dramatu wydanego dopiero pośmiertnie w 1833 r. Jego uwagi nie mają charakteru stricte literackiego, lecz odnoszą się do rozwiązań ideowych i zaczynają charakterystycznym, ryczałtowym stwierdzeniem: „Goethe nic nie wiedział” (Dziennik z lat 1847–1849, ogł. H. Biegeleisen, 1883). Pisane są z pozycji filozofii genezyjskiej, w której uporządkowaniu i pewnej zmianie ulegają dotychczasowe pojęcia, jak szatan, natura; w dramacie Goethego występują one w tradycyjnym ujęciu, które zdaniem Słowackiego świadczy o nieznajomości przez niego wyższych prawd duchowych. Scenę w piwnicy Auerbacha, „gdzie [Mefistofeles] przemienia stół w winnicę”, uznaje za natchnioną; największy sprzeciw budzi w nim przywołanie w drugim akcie Heleny, bo moc wskrzeszania jest zarezerwowana dla świętych.

Podsumowanie. Utwory krytyczne Słowackiego, publikowane i w większości niepublikowane za życia, odczytywane w chronologicznym następstwie wpisują się w rytm przemian formalno-ideowych analogiczny do tego, jaki można zaobserwować w dziełach literackich. Był to twórczy, eksperymentatorski stosunek do formy i poszukiwanie oraz przełamywanie schematów; najjaskrawszym tego przykładem jest Krytyka krytyki i literatury w postaci scenki rodzajowej. Repertuar problemów, które organizowały krytyczne wystąpienia poety, miał charakter stały: wątek autobiograficzny związany z posądzeniami o brak zainteresowania sprawą narodową, kwestie stosunku do tradycji i nowatorstwa, ludowości, prymat poetyckiej imaginacji. Wdając się sporadycznie w scholarskie analizy poezji, Słowacki przeprowadzał je w duchu praktyk teoretycznych pseudoklasyków, które znał choćby z wielokrotnie wznawianego dzieła ojca Prawidła wymowy i poezji (1826); wiadomo, że dzieła Euzebiusza Słowackiego przywiózł mu do Włoch wuj Teofil Januszewski. Jednak talent mierzył ponad warsztatowymi niedostatkami umiejętnością mówienia prawdziwie poetyckiego. Zaznaczał to już w objaśnieniach do Żmii (1832), gdzie wymieniał wiele źródłowych lektur historycznych, ale podstawowym narzędziem poetyckim scalającym wszystkie zaczerpnięte z nich elementy czynił wyobraźnię, o czym pisał w pierwszych słowach Objaśnień: „Romans tu umieszczony jest prawie zupełnie utworem imaginacji”. Ten na wskroś romantyczny model tworzenia potwierdza po latach w projektowanej przedmowie do Króla-Ducha (1847), którą napisał jako fikcyjny wydawca mający prawo do obiektywnej oceny poematu. Wyraża w niej przekonanie, że różne, pozornie niezestrojone elementy muszą zostać poddane jednoczącej władzy poetyckiego natchnienia: „Wszystko to zmięszane razem i pożarte… a potem jakby z jednego ducha poety wyrzucone”.

Z wyjątkiem dość ryzykownych i tendencyjnych opinii Słowackiego o Goethem, pomijając fascynacje powieściami George Sand – a więc poza polem literatury powszechnej – można powtórzyć zdanie Marka Stanisza: „Z dzisiejszego punktu widzenia uderzająca jest trafność sądów krytycznych Słowackiego. Jego hierarchia romantycznych wartości artystycznych w zasadzie pokrywa się z hierarchią ustaloną przez współczesnych badaczy literatury”.</document>
<document nplp_id="14052" title="Jabłonowski Józef Aleksander" slug="jablonowski-jozef-aleksander">Bibliograf, historyk, tłumacz, poeta, teoretyk poezji. Kryptonimy: I.A.X. z P.I.S.Z.X.L.B.KW.Z.D.O.l.R.S; X.J.J.P.W.N.

Biografia. Urodził się 4 II 1711 w Tychomlu na Wołyniu jako syn chorążego wielkiego koronnego Aleksandra Jana Jabłonowskiego h. Prus III (1671–1723) i Teofili z Sieniawskich h. Leliwa (1677–1754). Wcześnie osierocony przez ojca, edukację zawdzięczał stryjowi Janowi Stanisławowi Jabłonowskiemu (1669–1731), wojewodzie ruskiemu i kanclerzowi, pisarzowi politycznemu i poecie. W l. 1729–1731 odbył podróż edukacyjną po Europie (Niemcy, Holandia, Francja, Anglia). Po powrocie znalazł się w otoczeniu Stanisława Leszczyńskiego, a po jego przegranej walce o przebywał we Francji, gdzie dwa lata studiował astronomię i matematykę. W kraju był posłem w l. 1738, 1740 i 1750. W 1740 r. ożenił się z Karoliną Teresą z Radziwiłłów h. Trąby (1701–1765), wdową po Kazimierzu Leonie Sapieże. W 1743 r. od cesarza Karola VII uzyskał tytuł książęcy, a w 1744 r. został stolnikiem litewskim. Od 1755 r. był wojewodą nowogródzkim, którego to urzędu zrzekł się po I rozbiorze. W 1761 r. założył w Gdańsku towarzystwo naukowe. Popierał podczas elekcji 1764 r.  Jana Klemensa Branickiego, podpisał manifest uznający sejm konwokacyjny w obecności wojsk moskiewskich za nielegalny. Po śmierci żony w 1765 r. ożenił się z Franciszką ks. Woroniecką h. Korybut (1743–1829). W 1768 r. wyjechał do Saksonii i przeniósł do Lipska założone przez siebie towarzystwo naukowe; wspomagał konfederację barską, do której oficjalnie przystąpił w 1771 r. W tym samym roku zaczął wydawać „Acta Societatis Jablonoviana” (zakres tematyczny obejmował historię Polski, matematykę, ekonomię). W 1773 r. osiedlił się w Lipsku na stałe. Na początku roku następnego elektor saski zatwierdził towarzystwo naukowe Societas Jablonoviana, a jego twórca oddał się pracy naukowej i mecenatowi. Już od lat 30. XVIII w. współpracując z Józefem Aandrzejem Załuskim przy realizacji jego Programma literarium (1732), tj. w tworzeniu dokumentacji polskiego dorobku piśmienniczego i współczesnego życia literackiego, wspierał m.in. prace bibliografa Jana Daniela Janockiego; finansował czasopisma Lorenza (Wawrzyńca) Mitzlera de Kolof: lipską „Warschauer Bibliothek” i warszawskie „Acta Litteraria”; pozostawał też w kontakcie z Franciszkiem Bohomolcem; w 1756 r. planował wydanie zamówionej u Karla Bela rozprawy Dissertatio de progressu literarum in Polonia. Założył bibliotekę publiczną. Działalność swą finansował z dóbr dziedzicznych i nabytych (w tych ostatnich od 1761 r. otaczał opieką dom J. Kochanowskiego w Czarnolesie). Był członkiem zagranicznych akademii, m.in. Akademii Arkadia w Rzymie. Zmarł 1 III 1777 w Lipsku.

Kręgi twórczości. Jego twórczość w językach polskim i łacińskim oraz francuskim obejmuje: trygonometrię z astronomią, kartografię (na uwagę zasługuje jego inicjatywa i sfinansowanie pierwszego atlasu ziem polskich, wydanego w Paryżu w 1772 r.), heraldykę z genealogią oraz historię Polski (jako Sarmacji – cztery wydania w Halle i Norymberdze, podstawa przyjęcia w poczet akademików francuskich). Dzieje polskie opracowywał począwszy od Piastów (walczył o uznanie historyczności Piasta i Lecha, polemizując w l. 70. z A.L. Schloezerem) po współczesność, z uwzględnieniem stosunków z sąsiedztwami południowo-wschodnimi (Kozaczyzna, Mołdawia, Turcja). Był tłumaczem psalmów (będących częścią skrótu ksiąg biblijnych), moralistycznego zbioru sentencji (A.N. Amelot de la Houssaye i J.T. Oxenstierna), tekstów do modlitewnika. Pośród jego przekładów szczególne miejsce zajmuje część I z wielotomowej monumentalnej historii starożytnej Charles’a Rollina (Dziejopis starożytny, 1743), zwracający uwagę „polszczyzną czystą i wyborem słów chwalebnym”. Pozostawił nieliczne mowy, a obszerną korespondencję. Był jednym z pierwszych (już w latach 30.) polskich kolekcjonerów starożytności. César Pyrrhys de Varille (Compendium politicum, 1761) wywodził jego wielkość z jego gustu, znajomości rzeczy i zasług – te, związane z pasją wydawania książek, zauważył na początku XIX w. także w Stanie oświecenia w Polsce Hugo Kołłątaj. W duchu kultury upamiętniania, propagując zintegrowanie interdyscyplinarnych działań, zmierzał do utrwalania wiedzy o dziejach dla potomnych.

Wobec sztuki słowa. Warto – przy czynnym udziale Jabłonowskiego w europejskiej republice uczonych i pisarzy – odnotować, że jego praktyka przekładowa (Ch. Rollin) ujawnia nowe w kulturze literackiej w środowisku reformatorskim l. 40 staranie o czystość polszczyzny. W dwu obszarach zainteresowań i odpowiadających im nurtach działalności pisarskiej ujawniał Jabłonowski swoje opinie o historiografii oraz poezji. Oba tradycyjnie pojmowano w związku z retoryką, i tak też kształcono. Podejście Jabłonowskiego – acz osadzone w nurcie erudycjonizmu oddziaływaniem swym sięgającego co najmniej po połowę XVIII w. – przynosi jednakowoż pewne elementy nowszych tendencji. Dążność do stworzenia nowej polszczyzny literackiej zwerbalizował w odniesieniu do obu komentowanych rodzajów sztuki słowa. Domagał się od dziejopisów prostoty i przejrzystości stylu, unikania makaronizmów i ozdób barokowych; ganił m.in. jezuicki styl sofistyczny. Tradycyjne ujęcie pisarstwa historycznego zmierzającego do parenezy (wobec czego zachęcał czytelnika expressis verbis do naśladowania wzorów) łączył (jak F. Bohomolec) z nowocześniejszym rozumieniem warsztatu historiograficznego, szczególnie jego uźródłowienia. Podobne wątki Jabłonowski wprowadzał do krytycznej myśli o literaturze (Nauka o wierszach i wierszopiscach polskich, 1751), którą widział w perspektywie ciągłości, tj. zachowania i rozpoznania dziedzictwa i jego znaczenia dla dalszego jej rozwoju. Ze świadomością, że jego praca jest jedną z pierwszych, rozumiał „naukę” jako opis, który przybiera formę rozprawki (dysertacji). Tłumaczył zaniedbanie dorobku dawnych poetów przywiązywaniem większej wagi w Polsce do oratorstwa, uznaniem wymowy za poważniejszą. Krótkie, syntetyczne oceny dorobku dawniejszych i nowszych poetów wynikają z przekonania o konieczności dbania o zachęcające do lektury informowanie czytelniczej publiczności, gdyż prace wielu rymopisów choć drukowane, „jako mniej zachwalonych […] wyginęły” (tamże). Wierszopis vel rymopis, czyli poeta, tu zdefiniowany klasycznie jako doctus (co znamionują określenia »erudycja« – przy B. Paprockim, »nauka« – przy P. Kochanowskim, »mistrzostwo« – przy S.H. Lubomirskim), tworzy poezję również ujmowaną klasycznie, zatem także dramatyczną i epicką. W polu widzenia Jabłonowskiego znajdują się elementy i wartości literackie dzieł sprzed dwu stuleci i z czasów mu współczesnych (bez zróżnicowania, choć z umiejętnością dostrzeżenia „staropolszczyzny” z przełomu XVI i XVII w.), wyodrębniane ze względu na odbiorcę. Krytyk zwraca uwagę na możliwość wiązania „miłymi” strofami serca i rozumu czytelników, czyli „pociągającą do czytania” formę wersyfikacyjną oraz „dziwnie przyjemną” (tamże). Przy tym i pojęcie „dziwnie pięknego” utworu odsyła do barokowego rozumienia zachwytu estetycznego ufundowanego na intelektualnym zadziwieniu. Jabłonowski bierze też pod uwagę zrozumiałość: „historii tłumaczenie” odbiorcom. Z dowcipem lub konceptem w zakresie myśli (a tu obok „roztropności” autorskiej wskazuje Jabłonowski też „wierne myśli oddanie” przez tłumaczy) oraz z „sensem” spotykają się w opinii krytycznoliterackiej walory językowe i stylistyczne (gładkość, subtelność, ozdoba). „Piękna tykają” dzieła „niepospolite” pod względem formy wierszowej: w zakresie budowy zwrotkowej, liczby wersów i sylab śmiałe i wypracowane zarazem. Liczy się też dobór środków literackich do tematu: gdy np. pióro okazuje się „przednie (ile co do wojny)”. W gestii krytyka znalazło się dochodzenie atrybucyjne (polemika z dwoma przypisaniami spolszczenia Snu żywota ludzkiego J. Baldego wyrażona uargumentowaną kontrpropozycją), zauważenie problemów z oznaczaniem autorstwa (ucieczka w anonimowość) czy kwestie wpływu cenzury (unikanie publikowania drukiem).

W ciągu dalszym nauki o wierszach (wywodzie uogólnionym po omówionych przykładach), jako zasadnicza powraca kwestia uzdolnienia, „przyrodzonej skłonności” do pisania wierszy, bez której nie należy próbować „mieszać się między poetów” (tamże). Wyższość wiersza nad prozą wyznacza słodkie brzmienie i pogodzenie gładkości z „wyniosłością” stylu – wszakże trudność stanowi dążenie do jedności porządku i jasności (ideały klasyczne) z „dobieraniem cieni” (pozostaje kwestią nadal otwartą w stanie badań, czy i jak znalezienie się Jabłonowskiego w kręgu oddziaływania ośrodka w Lunéville oraz pośród członków rzymskiej Arkadii wpływało na modyfikację pojęć o literaturze). W rozprawie kategoria smaku została związana albo z pożytkiem – przyprawieniem wierszy formułami sentencjonalnymi i przysłowiowymi „moralnego sensu pełnymi”, albo efektem olśnienia konceptem („czego się czytający nie spodziewa”), albo oryginalnością „nowych, ni pożyczonych, ni powtórzonych, myśli” (tamże). Widać w tej argumentacji oddziaływanie estetyki barokowej na twardy rdzeń klasycznej estetyki, przywracany znów w XVIII w. wszak z przekonaniem nowożytników o rozwoju i progresie. W pierwszej fazie polskiego Oświecenia klasyczność zmodernizowaną wyznaczają przede wszystkim tendencje purystyczne. Potwierdzają to w rozprawie Jabłonowskiego dalsze rozbudowane uwagi o elokucji, czyli wyborze słów – „dawnych i prawdziwie polskich” i wywód o zapożyczeniach, barbaryzmach i makaronizmach, uzupełnione dalej Przestrogami o mieszanej polszczyźnie z cudzoziemszczyzną, wyczytanymi z Łukasza Górnickiego, Grzegorza Knapskiego, Krzysztofa Opalińskiego, Andrzeja Maksymiliana Fredry. Jabłonowski ma też wymagania, jeśli idzie o „okrągłość wiersza i spadki gładkie” składów, czyli kadencji, a rady wyrazi w tym zakresie posługując się terminami gramatyki. Przestrzega przed „łataniem” słowami niepotrzebnymi (zwięzłość wyraźnie waloryzowała pozytywnie już w części pierwszej wywodu). Za „najmilszy” w polskiej literaturze uznaje 11-zgłoskowiec, a najpoważniejszy – epicki wers 13-sylabowy. Retoryczne uwikłanie poetyki znać w zaleceniu przestrzegania budowy okresowej, znaczonej rozbudowaną interpunkcją. Znamienna jest możliwość wykorzystana w zakończeniu tej partii rozważań – mianowicie odwołania do wiedzy wspólnej z odbiorcą, bazowej w kontakcie z nim, nakazującej autorowi wybór właśnie omówionych wątków, a pozwalającej na odesłanie po prostu do nauki szkolnej „o regułach, figurach i fikcji”.</document>
<document nplp_id="14053" title="Jabłonowski Wacław" slug="jablonowski-waclaw">pisarz polityczny, inżynier, ekonomista, publicysta. 

Informacje biograficzne. Urodził się prawdopodobnie w 1810 r. w Annopolu lub Płużnem na Wołyniu jako syn Stanisława Filipa Jabłonowskiego h. Prus III (zm. 1833), pułkownika napoleońskiego Legionów Polskich, i Anieli Borszy-Drzewieckej. Jego brat Stanisław Jabłonowski (1799–1878), był powstańcem listopadowym, odznaczonym krzyżem Virtuti Militari, organizatorem przemysłu naftowego w Galicji. Wacław, podobnie jak wcześniej Stanisław, został posłany do Korpusu Kadetów w Kaliszu, gdzie zaprzyjaźnił się z Ludwikiem Mierosławskim. Następnie wstąpił do Korpusu Inżynieryjnego. Nie znamy szczegółów jego udziału w powstaniu listopadowym. Po klęsce wojny polsko-rosyjskiej przebywał w Galicji w dobrach ojca; został aresztowany we Lwowie w 1835 r. Po uwolnieniu w listopadzie 1836 r. przez Triest dotarł do Tulonu, ale nie uzyskał zgody na przeniesienie do depôt w Avignon, gdzie przebywał po powstaniu jego brat. Wyjechał więc do Algieru, tam założył fabrykę koców i płaszczy wełnianych, ale mimo otrzymanej pomocy rządowej i próśb słanych do prywatnych potencjalnych darczyńców francuskich i angielskich inwestycja okazała się niedochodowa, popadł w długi, które częściowo spłacił, pracując w biurze architekta. W Algierze poznał Teofila Światopełka Mirskiego, rusofila i renegata, którego poglądy wywarły duży wpływ na jego przekonania polityczne; ubiegał się również o wsparcie finansowe m.in. u księcia Adama Jerzego Czartoryskiego na prace związane z doskonaleniem i produkcją balonów. Dzięki protekcji księcia uzyskał wraz z bratem pozwolenie na zamieszkanie w Paryżu, do którego przyjechał pod koniec 1839 r. „Kalendarz Pielgrzymstwa Polskiego” podający adresy zamieszkania Polaków na terenie Francji po raz pierwszy odnotował nazwisko Wacława Jabłonowskiego w 1840 r. wraz ze Stanisławem jako zamieszkałych wspólnie w Paryżu przy Chaussée d’Antin 46, w 1846 r. Almanach Adolfa Krosowskiego podaje kolejny adres zamieszkania: rue Rumfort 15. Wiadomo, że Jabłonowski zajmował się ekonomią, przemysłem, interesował polityką, a krótki epizod związany z profesją krytyka literackiego i publicysty przypada na l. 1841–1844. Wówczas to paryski „Trzeci Maj”, organ Hotelu Lambert, opublikował kilka jego artykułów literackich, w tym najbardziej znaczący o Beniowskim Juliusza Słowackiego. Początkowo zwolennik idei monarchicznej, konserwatysta, przeciwnik demokratów i Adama Mickiewicza, krytykował działania rządu francuskiego oskarżanego o lekceważenie sprawy polskiej. Sympatyk Towarzystwa Insurekcyjno-Monarchicznego Fundatorów i Przyjaciół „Trzeciego Maja”, współpracownik pisma czartoryszczyków, w 1844 r. został jednak usunięty z tego grona po kompromitującej publikacji La France et la Pologne. Le Slavianisme et la dynastie polonaise (Paryż 1843, druk antydatowany, książka ukazała się rok wcześniej), w której – oprócz głównego wywodu – zamieścił listy otwarte do redakcji emigracyjnych czasopism polskich i francuskich, głosząc konieczność pogodzenia się z Rosją i porzucenia ambicji niepodległościowych. Gdy kontrowersyjne poglądy wyłożone w książce rozpowszechniły się na emigracji, został ogłoszony apostatą wespół z Adamem Gurowskim, Michałem Grabowskim, Światopełkiem Mirskim i Adamem Mickiewiczem. Artykuł stawiający ich w jednym szeregu jako zdrajców sprawy polskiej, choć o różnych motywacjach, ukazał się w „Trzecim Maju” z 27 IV 1844 (R. 5, oddz. 2, półarkusze 18–19). Swój zwrot panslawistyczny, na który pewien wpływ miały też paryskie wykłady Mickiewicza, Jabłonowski wyłożył w prospekcie projektowanego pisma „Le Slave” („Sławianin”), ogłoszonym jako dodatek do katolicko-konserwatywnego organu „Dziennik Narodowy” (t. 2, Paryż 1842–1843), co odnotowała satyryczna „Pszonka”: „Wacław Jabłonowski, najpierwszy felietonista »Trzeciego Maja«, straciwszy snać wiarę, miłość i nadzieję w swego dotychczasowego bożka – króla de facto, przeszedł do obozu moskiewskiego. I jak dotąd Czartoryskiego w »Trzecim Maju« na tron de facto, teraz Mikołaja na tron Wszech-słowiański, w jakimś dzienniku »Le Slave« forytować zamierza” („Pszonka” 1842, nr 4). Ostatecznie pismo nigdy nie ukazało się drukiem. Po publikacji książki La France et la Pologne wybuchł skandal polityczny w środowisku emigrantów. Jabłonowski nie znajduje obrońców, jest potępiany przez niemal wszystkie ugrupowania emigracyjne i od tego momentu staje się persona non grata. Ogłosił jeszcze odezwę Do emigracji polskiej (Paryż 1843) i ostatni artykuł w „Trzecim Maju” w formie listu skierowanego do redaktora Janusza Woronicza, po czym zniknął na pewien czas z Francji z niesławną atrybucją szpiega moskiewskiego. Prawdopodobnie przebywał wówczas w kraju wraz z bratem Stanisławem. Ponownie do Paryża przybył latem 1848 r. Wydrukował wówczas broszurę o rabacji galicyjskiej Appel aux conservateurs ou la démagogie à la solde de l’étranger (Paryż 1848), w której winą za rzeź obarcza Towarzystwo Demokratyczne, a kilka lat później odezwę Do Najjaśniejszego cesarza Wszech Rosji Mikołaja I, króla polskiego (Paryż 1852) oraz Okólnik w imieniu Sławian przyjaciół Polski do starej i nowej emigracji (Bruksela–Paryż 1855), gdzie wobec spodziewanego sojuszu Francji z Rosją Jabłonowski ujawnił swoje aktualne przemyślenia polityczne o przegranej sprawie Polaków: grozi im wynarodowienie w obliczu ekspansji żywiołu niemieckiego i żydowskiego, tak więc tylko zjednoczona wspólnota słowiańska może temu zaradzić. W Okólniku… niewybrednie zaatakował Juliana Klaczkę – „Żydka wileńskiego”, który nie chciał mu pomóc w publikowaniu prorosyjskich enuncjacji. Publikacje te przypieczętowują opinię o Jabłonowskim jako renegacie i agencie. Dzięki odezwie Do Najjaśniejszego cesarza… podjął próbę dotarcia do cara za pośrednictwem Jakuba Tołstoja, agenta III oddziału tajnej policji carskiej, pracującego w paryskiej ambasadzie Rosji. W listach do carów Mikołaja II (1852) i Aleksandra II (1857, 1858) proponował stworzenie oddziałów wojskowych operujących na nartach oraz zastosowanie w działaniach wojennych balonów, wykorzystując własną pracę inżynieryjną Esquisse sommaire de la solution du problème de la navigation aérienne (Paryż 1850), której skrót przedstawił w paryskiej Akademii Nauk (1850). 

Prowadził niepewne interesy finansowe. Po niepowodzeniu w Algierze wystąpił z projektem organizacji Towarzystwa Ujść Rodanu, mającego rozwijać magazyny portowe i doki w Marsylii dla potrzeb handlu międzynarodowego oraz rozbudowywać śródlądowe drogi wodne. Opublikował związane z tym Exposé général des travaux que se propose d’exécuter la Compagnie en formation des Bouches-du-Rhône (Paryż 1853). W swoje spekulacje zdołał zaangażować także drobne kapitały Polaków, wyłudzał od nich pieniądze, co ostatecznie skończyło się bankructwem, Jabłonowski zyskał zaś wątpliwe miano hochsztaplera i oszusta. Z Pamiętników Józefa Alfonsa Potrykowskiego dowiadujemy się, że Jabłonowski pożyczek nie był w stanie spłacić, kilkakrotnie siedział w więzieniu, podlegał stałej kurateli policji francuskiej. Mówiono, że ukrywał się w ambasadzie carskiej wraz z żoną. Oskarżano go o szpiegostwo na rzecz Rosji, jak i malwersacje finansowe. Pamiętnikarz tak przedstawia jego sylwetkę: „[…] sławniejszy projekcjonista, Wacław Jabłonowski, okpiony przez Francuzów i po okpieniu Francuzów i biednych Polaków, dostał się nareszcie do więzienia Clichy za długi, wszakże ktoś go stamtąd wykupił i dziś jest już wolnym chwilowo” (zapis w dzienniku z kwietnia 1855 r.). Z więzienia wyszedł dzięki kolejnej litościwej protekcji księcia Czartoryskiego. Pozował na nowoczesnego hrabiego, wynalazcę i przedsiębiorcę. Ponoć był współautorem patentu na chromografię, czyli malarstwo na porcelanie i szkle. Schorowany mieszkał w Paryżu w l. 1859–1860 przy rue Longchamps Chaillot w wynajętym pokoju. Skorzystał z amnestii Aleksandra II i po pożyczeniu pieniędzy od Hieronima Żychonia z Galicji wrócił do kraju w 1860 r. W Żytomierzu opublikował jeszcze broszurę dedykowaną Aleksandrowi II Gospodarstwo na połowę, czyli o potrzebie wyprobowania nowego rodzaju stosunków rolniczych pomiędzy posiadaczami ziemi a rolnikami. Żonaty z Ludwiką Crosmarie, siostrą żony brata Stanisława, zmarł prawdopodobnie w Płużnem bezpotomnie. 

Działalność publicystyczna i krytyczna. Dotąd udało się zlokalizować dziewięć artykułów Jabłonowskiego w „Trzecim Maju” z l. 1841–1844 w dziale Rozmaitości, a następnie w kontynuacji tegoż działu jako Felieton „Trzeciego Maja”. Inne dzienniki i czasopisma emigracyjne nie notują jego udziału jako autora. Charakterystyczne, że pod artykułami podpisywał się zawsze pełnym imieniem i nazwiskiem lub inicjałem imienia i nazwiskiem, co na łamach pism emigracyjnych nie było częstą praktyką. W pierwszym znanym nam artykule literackim, omawiającym zawartość nowo powstałego w Poznaniu periodyku „Orędownik Naukowy”, recenzent ogólnikowo wyjawił swoje rozumienie krytyki, która jest „moralnym organem” w ręku wydawców oraz „doskonałym nawozem mocno potrzebnym rozległej niwie literatury polskiej” (półarkusz z 20 III 1841). De facto funkcję krytyki literackiej sprowadzał do odczytywania i głoszenia bliskich sobie poglądów, które skupiają się na odkrywaniu w literaturze idei narodowej. Pisał, że szlachetne i bezinteresowne działania krytyki literackiej „muszą koniecznie obudzić ze snu i podnieść z upodlenia Naród, przywalony więcej nie poznaniem sił własnych i politycznych, niżeli przemocą obcych” (tamże). Takie założenie nie wyczerpuje jednak zadań przypisywanych krytyce, tym bardziej że rozpoznania Jabłonowskiego (pozytywne i negatywne) dokonywały się w sposób dowolny, nieumotywowany i podlegały fluktuacjom. 

Jako krytyk literacki Jabłonowski zasłużył się przede wszystkim artykułem o Beniowskim, wpisując się nim w skromną w tym czasie recepcję twórczości Słowackiego. Swoje uwagi krytyk formułuje z perspektywy figury wygnańca przyzwyczajonego już do tułaczego losu, biedy i samotności, dla którego poemat staje się prawdziwym pokrzepieniem uczuć i serca. W artykule zwraca uwagę emotywny, pełen patosu i pustosłowia napuszony styl wypowiedzi Jabłonowskiego, który słabo zna poetykę poematów romantycznych i nie potrafi precyzyjniej nazwać swoich przemyśleń. Zdradza przy tym dość osobliwe rozumienie uczuciowości romantycznej: „[…] w poezji naszego języka tkliwe tylko uniesienia, co na skrzydłach harmonii i czystości uczuć porywają wysoko gdzieś duszę w świat lepszy od tego, co nas otacza” (O Beniowskim, „Trzeci Maj” 1841, R. 2, półarkusz 33 z 5 X), tymczasem potrzeba nam przede wszystkim, jak dalej sugeruje, wyraźnych wskazań dla działania narodowego. W Słowackim, a nie w Mickiewiczu, upatruje nadziei dla odzyskania przez naród właściwych sił moralnych, zwracając się wprost do autora Beniowskiego parabiblijnymi frazesami: „[…] ty bądź ognistym deszczem co obmyje duch i instynkta narodowe z plugastwa cudzoziemczyzny i z brzydkich narośli płaczliwego romantyzmu” (tamże). Potwierdza się przy tym stały rys przekonań literackich Jabłonowskiego: negatywne nastawienie do wpływów na naszą literaturę twórców obcych, w tym George’a Byrona, którego ironia „wydobywa nam mimowolnie z piersi śmiech piekielnego zepsucia duszy”, w ironii polskiego poety krytyk dostrzega natomiast „najtkliwsze uczucie piękności moralnej, politycznej, form zewnętrznych, spoczywa na dnie każdego sarkazmu” (tamże). Autor przekonuje, że poezja Słowackiego jest „usiłowaniem polskiej duszy i instynktów czysto narodowych uwolnienia się z więzów form i idei cudzoziemskich w olbrzyma nacechowanego stąd całą siłą wypływającą z dwóch wielkich jego własności: narodowości i misji jej oczyszczenia” (tamże). 

Następne recenzje, a raczej prezentacje literackie, mocniej lub słabiej ujawniają ich instrumentalny charakter. Wydany w Paryżu okolicznościowy tomik upamiętniający postać niedawno zmarłego Juliana Ursyna Niemcewicza jest dla Jabłonowskiego okazją do złożenia hołdu pisarzowi. Recenzent zwraca uwagę, że Niemcewicz miał szczególną łatwość w malowaniu pięknych wzruszeń patriotycznych, ale w gorzkich czasach współczesnych „działać potrzeba nad podźwignięciem moralnym i politycznym” (Jedna strona lutni, „Trzeci Maj” 1843, R. 3, półarkusz 19 z 7 VI). Aktualizowanie interpretacji znakomicie pokazuje obszerne omówienie poematu Pieśń o ziemi naszej Wincentego Pola, którego stosowne fragmenty mają dokumentować prawdziwą polską literaturę przeciwstawianą tej tworzonej na emigracji (wyłączywszy chlubne wyjątki J. Słowackiego i M. Czajkowskiego). Jabłonowski twierdzi, że „nie masz dziś, nie masz ani literatury polskiej, ani polskiego poety w Emigracji. Boleść i wstyd nam […]” (Poezje wyszłe w Poznaniu, „Trzeci Maj” 1843, R. 4, półark. 35–36 z 24 IX). Za to w kraju tworzy się znakomite wiersze, autora Pieśni Janusza nazywa „czarnoksiężnikiem” przenoszącym wygnańca w rodzime strony przez „prawdziwie narodowy hymn o ziemi naszej” (tamże). Obszerne cytaty mają przedstawiać argumenty na rzecz narodowej poezji niewymienionego z nazwiska Pola, o czym przekonany jest krytyk „pełen nadziei i sprawiedliwości Boga” (tamże). Niechęć do literatury emigracyjnej wraz z osobistą idiosynkrazją w stosunku do Mickiewicza zawarł Jabłonowski w odezwie Do emigracji polskiej (1843), tłumacząc swoje zainteresowanie „programatem słowianizmu”: „Pojąłem ja od dawna całą naturę tendencji pana Mickiewicza i dlatego stanąłem także u punktu, który powinien być politycznym celem, a którego pan Mickiewicz chce użyć za szczebel do piekła, ciemnoty i jezuityzmu” (tamże). Za to z atencją krytyk przywitał dopiero co wydany w Brukseli utwór młodego autora Tespezjusza Pogończyka Dubieckiego Wieszczby, poemat z przydarzeń ojczystych, wspominający postaci żołnierzy i zdarzenia z powstania listopadowego; szczegółowe streszczenie poematu ma dowodzić, że „naród Polski nie wyrobił w sobie siły władzy politycznej i samoistnej moralności opinii, ażeby poezja miała co ująć w swoje ramiona i obrzucić kwiatem i błysnąć na szczycie jego wartości” (Wieszczby. Poemat Pana Dubieckiego, „Trzeci Maj” 1844, R. 5, półark. 11 z 16 III). W tym samym artykule w przewrotny sposób raz jeszcze napisze o Słowackim, tym razem już bez wynoszenia poety na szczyt Parnasu, a wypowie się raczej z dużą dozą ironii o jego metamorfozach: „Z Marii Stuart do Lilli Wenedy, od Lilli Wenedy do Beniowskiego […], a od Beniowskiego, aż w mistyczny wiersz […], a z niego znów od dzisiaj jak diabeł z święconej wody wyskoczył z X. Marka” (tamże). Taka niestałość może wyrastać tylko na niestałym fundamencie moralnym, tymczasem krytykowi idzie o jasne przesłanie i stały grunt dla idei narodowej.

Krytyk jest przywiązany do wąsko pojmowanych kategorii – narodowości, moralności i swojskości (przeciwstawionych cudzoziemczyźnie) i traktuje je jako podstawy kryteriów aksjologicznych. Podobnie jak Stanisław Ropelewski czy Seweryn Goszczyński ujawnia Jabłonowski swoisty przymus poszukiwania przejawów narodowości w dziele literackim, która staje się najważniejszym kryterium oceny, przy czym pojęcie narodu zostaje zawężone do aspektu kulturowo-etnicznego. 

 Krytyka literacka Jabłonowskiego stanowiła jedynie tło (pretekst) dla jego koncepcji politycznych o wydźwięku panslawistycznym, renegackim, agenturalnym lub naiwnym. Krytyk miał np. nadzieję na przebudowę systemu ustrojowego w Rosji, trwałe rozwinięcie tam instytucji liberalnych, a wówczas zjednoczenie narodów słowiańskich pod potężnym berłem Romanowów miałoby stworzyć nowy ład europejski oparty na fundamencie słowiańskiej moralności. Z tymi mrzonkami politycznymi korespondowały niektóre artykuły z „Trzeciego Maja”. Streszczenie książki francuskiego historyka Félixa Colsona De la Pologne et des cabinetes du Nord (t. 1–3, Paryż 1841) dowodzi przywiązania do idei monarchizmu (autora oraz recenzenta), jak również stanowi przestrogę przed trumfem „systematu germańskiego” (O Polsce i gabinetach północnych, „Trzeci Maj” 1841, R. 2, półarkusz 27 z 25 VII), czemu może przeciwstawić się jedynie zjednoczony „ród słowiański”. Do monarchizmu politycznego Jabłonowski dodaje chrześcijaństwo i tak tworzy własne wyobrażenie ideału ustrojowego gwarantowanego przez Czartoryskich, którego naturę spaja „instynkt massy i misja Boga, a źródłem jej na ziemi jest serce ludu i dogmaty żywej i gorącej wiary” (O Polsce i gabinetach północnych przez Kolson. Rozbiór krytyczny myśli i zasad, „Trzeci Maj” 1842, R. 3, półarkusz 35 z 8 X). Później prorosyjska agitacja nie potrzebuje już pokrętnej retoryki, tylko wprost zachęca do przyjęcia poddaństwa cara w odezwie Do Najjaśniejszego cesarza… i Okólniku… – nader smutne to było zwieńczenie losów emigracyjnego krytyka i publicysty.</document>
<document nplp_id="14054" title="Jabłonowski Władysław" slug="jablonowski-wladyslaw">Prozaik, krytyk literacki, tłumacz, publicysta, polityk. Pseudonimy i kryptonimy: Gryf, A., Gryf W.J., J.A.Błonowski, St.Ostroga, w.j., W.J., W.J. Gryf, W.J…n, W.Jab., Wł.Jab., Wł.J.Gryf, Wł.Ja., Władysław Gryf, Władysław J.a.b., Władysław Jab.

Informacje biograficzne. Urodził się 22 IX 1865 w Żabokrzyczu na Podolu jako syn lekarza chirurga Juliana Jabłonowskiego h. Prus I (1832–1889) i Marii z Woronieckich h. Korybut (1835–1897). Miał brata Lesława (ur. 1863). Jego stryjami byli historyk Aleksander Walerian Jabłonowski (1829–1913) oraz lekarz i etnograf Władysław Jabłonowski (1841–1894, ps. Genueńczyk). Po ukończeniu gimnazjum w Białej Cerkwi rozpoczął w 1886 r. studia na Politechnice Lwowskiej, w okresie 1888–1891 studiował nauki społeczne w Genewie, uzyskując stopień licencjata, a następnie kontynuował edukację w Paryżu i Lipsku, słuchając m.in. wykładów Théodule’a Ribota i Wilhelma Wundta. Sympatyk ruchu narodowego, już w Genewie poznał Teodora Tomasza Jeża (Z. Miłkowskiego) i wstąpił do Ligi Polskiej. W 1890 r. zaprzyjaźnił się z Romanem Dmowskim i wkrótce został jednym z najbliższych jego współpracowników. Współzałożyciel Ligi Narodowej (1893) i członek jej Komitetu Centralnego, po powrocie do Warszawy został aresztowany za działalność patriotyczną. Zesłany przez władze carskie do w głąb Rosji, przebywał w Wierchnieuralsku, w okolicach Orenburga. W 1896 r. pozwolono mu wrócić do kraju: zajął się wówczas znowu publicystyką i krytyką literacką, odbywał podróże do Włoch, wygłaszał odczyty poświęcone literaturze polskiej (m.in. w Rzymie w 1903 r.). Nie przerywał działalności politycznej w szeregach narodowej demokracji, redagując tygodnik „Myśl Polska”, wspomagając swoim piórem „Gońca”, „Głos Warszawski” i „Gazetę Warszawską”. W 1897 r. ożenił się z Heleną Wojna-Ośniałowską h. Trąby (1867–1938), z którą miał syna Władysława (1898–1963) oraz córki Aleksandrę (1900 – ok. 1915) i Zofię (1904–1992, zam. Pstrokońską).

W 1905 r. przebywał w Moskwie. W zmienionej sytuacji politycznej osiągnął pierwsze znaczące sukcesy: w 1909 r. został posłem do Dumy, reprezentował swoje stronnictwo w podejmowanych podczas I wojny światowej próbach odzyskania przez Polaków suwerenności. W niepodległej Polsce został najpierw w 1919 r. posłem do Sejmu Ustawodawczego, zgłosił wówczas inicjatywę ustawodawczą dotyczącą uchwalenia prawa autorskiego. W l. 1922–1935 pełnił mandat senatora. W tym czasie wyjeżdżał kilkakrotnie do Włoch, zafascynowany nie tylko kulturą Italii, ale także faszyzmem Benito Mussoliniego, którego Mowy opracował i przełożył w 1927 r. (Z ojczyzny Danta. Szkice i wrażenia, Warszawawa 1921; Amica Italia. Rzecz o faszyzmie. Wrażenia i rozważania, Poznań 1926). Okupację przeżył w Warszawie. Od 1946 r. mieszkał w Sopocie, gdzie zmarł 21 VI 1956. Swoje spotkania z pisarzem o „życiorysie nieuzgodnionym i ankietowo podejrzanym” opisał w krótkim, ciepłym szkicu Zbigniew Herbert.

Działalność krytycznoliteracka i sposoby jej uprawiania. Krytyka literacka nie stanowiła może największej pasji Jabłonowskiego, który był przede wszystkim działaczem i publicystą politycznym. Literaturą interesował się głównie z perspektywy badacza historii idei, traktującego dzieła artystyczne jako wyraz indywidualnego i zbiorowego (zwykle pokoleniowego albo narodowego) światopoglądu. W jego najważniejszych publikacjach zarysowywała się więc pewna dychotomia. Z jednej strony skupiał się on na daleko posuniętej, choć realizowanej tradycyjnymi metodami badawczymi, analizie indywidualności pisarskiej. Taki charakter mają choćby obszerne studia dotyczące Charles’a Augustina Sainte-Beuve’a (C.A. Sainte-Beuve. Człowiek i dzieło, „Biblioteka Warszawska” 1904, t. 4) czy Honoré de Balzaka (H. Balzac w świetle najnowszych badań, „Biblioteka Warszawska” 1906, t. 3). Z drugiej zaś strony próbował odczytywać działalność pisarską jako wyraz ducha zbiorowego (prace traktujące modernizm jako nowy rodzaj mistyki oraz artykuły poświęcone opisowi „duszy rosyjskiej” – Dookoła Sfinksa. Studia o życiu i twórczości narodu rosyjskiego, Warszawa 1910).

Chociaż spod jego pióra wyszły liczne omówienia nowości wydawniczych, krótka recenzja czy też doraźna informacja nie stanowiły z pewnością właściwej domeny pisarskiej Jabłonowskiego. Wolał on formy bardziej rozwinięte, obszerne i pogłębione, w których dochodzi do głosu nie tylko zapis aktualności, ale i refleksja bardziej uniwersalna. Pisał zresztą bardzo elegancko, długimi zdaniami, do ostatecznych wniosków dochodząc bez pośpiechu, formułując własne sądy po długim namyśle. Nie był też zawziętym polemistą, choć w działalności krytycznoliterackiej przyszło mu zetrzeć się z takimi autorytetami jak Aleksander Świętochowski czy Ludwik Krzywicki. Kiedy tworzył portret artystycznej indywidualności, patronował mu niewątpliwie Sainte-Beuve, który z krytyki literackiej pragnął uczynić prawdziwą sztukę, „odrębną gałąź twórczości” („Biblioteka Warszawska” 1904, t. 4). Pośredniczenie między autorem a czytelnikiem oczywiście nie wyczerpywało jej zadań, stąd ambitny krytyk nie mógł poprzestać na interpretacji poszczególnych dzieł, lecz powinien zmierzać do twórczej i odkrywczej syntezy. Zapewne dlatego dzieła literackie – nawet te najwybitniejsze, klasyczne – są dla Jabłonowskiego głównie dokumentami osobowości i materiałem służącym do budowy psychologicznych i filozoficznych konstrukcji, nie zaś przedmiotem estetycznej adoracji. Obdarzony kompetencjami (znajomość epoki, jej kultury i dążeń jednostki), niezależny w swoich sądach krytyk dąży raczej do wyjaśnienia tajemnic osobowości niż zagadek stylu, języka czy gatunku. Nie powinien przy tym za wszelką cenę zmierzać do uzyskania jednolitego obrazu, lecz sumiennie badać „grę duszy”, nie zrażając się faktem, że stanowiąca przedmiot analizy indywidualność może się okazać zdumiewającym kłębowiskiem sprzeczności. Tak pojmowana jednostka ludzka znajduje się w centrum zainteresowań zarówno Saint-Beuve’a, jak i Jabłonowskiego oceniającego twórczość Fiodora Dostojewskiego (T. Dostojewski wobec nowych prądów świadomości rosyjskiej, „Ateneum Polskie” 1908, t. 4), Émile’a Zoli (Emil Zola. Charakterystyka twórczości, „Prawda” 1902, nr 41–43) czy Maksyma Gorkiego (Maksym Gorki. Szkic literacki, „Goniec Poranny i Wieczorny” 1905, nr 118). A chociaż docenia on (w ślad za H. Taine’em) znaczenie „rasy”, „środowiska” i „momentu historycznego”, skłonny jest również przypominać, że wielkie indywidualności działają często wbrew zbiorowości.

Krytykę literacką Władysława Jabłonowskiego cechuje umiar, niechęć do drobnych utarczek i wielka ostrożność w wypowiadaniu ocen. Przynależność pokoleniowa, aktywność polityczna i moment debiutu sprzyjają opowiedzeniu się po stronie ówczesnej „młodej literatury”, choć docenia on także klasę pisarską Józefa Weyssenhoffa. O sympatiach krytyka mówią jednak najwięcej publikacje dotyczące Jana Kasprowicza, Antoniego Langego, Stanisława Wyspiańskiego, Marii Komornickiej, Władysława Stanisława Reymonta, Stefana Żeromskiego. Bierze on śmiało w obronę młode pokolenie pisarskie, odważnie polemizując zarówno ze Stanisławem Tarnowskim, jak i Piotrem Chmielowskim. Pierwszemu zarzuca niedopuszczalne w przypadku poważnego historyka literatury zlekceważenie twórczości najnowszej (S. Tarnowski o twórczości polskiej ostatnich czasów, Myśl Polska” 1907 nr 23, 25). Drugiemu wytyka ograniczenia stosowanej metody, wynikające z niezrozumienia faktu, iż literatura służy społeczeństwu inaczej niż etyka, religia czy oświata (P. Chmielowski o najnowszych prądach w poezji naszej, „Wędrowiec” 1902, nr 32–33). Nie równa się to w żadnym wypadku bezkrytycznej akceptacji modernistycznego hasła „sztuka dla sztuki”, które Jabłonowski uważa za fałszywe i jednostronne. Odrzuca także teorie estetyczne Oscara Wilde’a, czyniące z życia i sztuki sfery odrębne, a nawet przeciwstawne (Poglądy na krytykę i sztukę Oskara Wilde’a, „Biblioteka Warszawska” 1905, t. 4). Ekstremistyczne wypowiedzi modernistów uważa za zrozumiałą reakcję przeciw realizmowi, wybujałemu estetyzmowi nie wróży jednak wielkiej przyszłości.

Podstawy do takich opinii daje krytykowi nieprzeciętna erudycja, dobra znajomość aktualnych prądów piśmiennictwa europejskiego i umiejętność lokowania faktów szczegółowych w szerokiej perspektywie. Jabłonowski zna gruntownie nie tylko dawną i współczesną literaturę francuskojęzyczną (É. Zola, J.K. Huysmans, M. Maeterlinck), ale i niemiecką (F. Hebbel), skandynawską (H. Ibsen, A. Strindberg), włoską (G. G’Annunzio, G. Carducci), rosyjską i ukraińską.

Bez tak rozległych lektur niemożliwe byłoby ujęcie literatury modernistycznej zaproponowane w rozprawie Mistycy i nawróceni („Ateneum” 1901, t. 1). Zwrot ku mistycyzmowi i powodzenie okultyzmu tłumaczył Jabłonowski panującym na przełomie wieków duchowym klimatem. Wyrazem duchowego niepokoju staje się poczucie wszechogarniającej tajemnicy i poszukiwanie „niepoznawalnego”. Rezultaty owej wędrówki bywają jednak rozmaite, czego najlepszym świadectwem Na wspak i pozostała twórczość Jorisa-Karla Huysmansa (J.K. Huysmans. Wspomnienia pozgonne, „Myśl Polska” 1907, nr 20), a także utwory Augusta Strindberga. Najważniejsze manifesty europejskiego dekadentyzmu zawierają co najwyżej daleki odblask mistycznego światła, więcej nadziei budzi symbolizm Maurice’a Maeterlincka (Maeterlinck jako moralista, „Biblioteka Warszawska” 1903, t. 2).

Intrygującym zjawiskiem pozostaje literatura rosyjska, którą Jabłonowski studiował przez wiele lat, dochodząc do ustaleń historiozoficznych, wykraczających poza granice krytyki literackiej. Mówiąc o charakterologicznych osobliwościach „duszy słowiańskiej” czy też „duszy rosyjskiej”, miał na myśli przede wszystkim jej gwałtowność i chaotyczność, fascynację otchłanią, pragnienie doświadczenia ostatecznego upadku. Niekiedy także – apologię cierpienia, kult życia w najprostszych przejawach, rozdarcie pełne sprzeczności, przerost intuicji i fantazji. Z upływem lat na plan pierwszy miała się wysunąć żądza destrukcji, stawiająca kulturę rosyjską w opozycji do zachodniej kultury europejskiej. Tezę taką stawia najdobitniej w zbiorze studiów Dwie kultury (Warszawa 1913), opublikowanym w przededniu I wojny światowej.

Po objęciu mandatu senatora Władysław Jabłonowski, choć nie wypuszczał pióra z ręki, krytyką literacką zajmował się już tylko okazjonalnie. Zdążył jednak napisać jeszcze o zjawiskach w pełni już XX-wiecznych, takich jak kryzys powieści czy głośny debiut Ferdinanda Céline’a (1933). Wkrótce skupił się na pisaniu pamiętników, których pierwszy tom (Z biegiem lat, Częstochowa 1939) wydał tuż przed wybuchem wojny.</document>
<document nplp_id="14055" title="Jakubowski August Antoni" slug="jakubowski-august-antoni">Poeta, pisarz, tłumacz.

Informacje biograficzne. August Antoni Jakubowski h. Tarnawa urodził się w 1816 r. Miejsce urodzenia poety nie jest znane, jego biografia zawiera wiele luk i domysłów. Rodzicami pisarza byli poeta Antoni Malczewski (1794–1826) oraz nieznana z imienia arystokratka; wedle jednej z hipotez Franciszka Maria Lubomirska z d. Załuska. Jako dziecko „z pobocznego łoża”, był wychowywany z dala od rodziców, których poznał, mając ok. 10 lat. Matkę Jakubowski wielbił do końca życia. Podobnie jak jego ojciec uczęszczał do sławnego Liceum Krzemienieckiego Tadeusza Czackiego, skąd wyniósł „święty ogień wolności i miłości ojczyzny”. Jako uczeń prawdopodobnie zaangażował się w powstanie listopadowe. W l. 1832–1833 po ucieczce z Cesarstwa Rosyjskiego przebywał we Lwowie, gdzie brał udział w przygotowywaniu powstania Józefa Zaliwskiego. W 1833 r. został „prewencyjnie” aresztowany przez Austriaków i uwięziony w twierdzy Brun (Brno), następnie w Trieście. Na mocy porozumienia Austrii, Rosji i Prus w Münchengratz (Czechy) 235 więźniów deportowano do Ameryki Północnej. 22 XI 1833 na fregacie Hebe wyruszył w 128-dniową przymusową podróż przez Atlantyk, datowane wiersze pozwalają śledzić etapy tej podróży. Osiadł w Albany w stanie Nowy Jork. Od 1834 do 1836 r. uczył języka francuskiego w żeńskiej prestiżowej Sedgwick School w Lenox. Przyjaźnił się z Marcinem Rosienkiewiczem, emigrantem i pisarzem. W 1836 r. wyjechał do Meksyku, by spotkać się ze stryjem Konstantym Pawłem Malczewskim, generałem armii meksykańskiej. Spotkanie to rozczarowało cierpiącego na melancholię, tęskniącego do kraju i matki poetę. Zapadł najpewniej na gruźlicę kości. Powrócił do Stanów „zdefigurowany garbem na plecach”. Pogłębiło to jego pesymizm, melancholię, mimo dobrej atmosfery w Seminarium Gotyckim w Northampton (Miss Dwight’s School for Girls), gdzie został nauczycielem francuskiego. Napisał cykl czterech Dumań. Nie radząc sobie z depresją, 27 IV 1837 w Northampton popełnia samobójstwo strzałem z pistoletu. Do dziś istnieje jego nagrobek z napisem: A Polish Exile. A.A. Tarnava Malchewski vel. Jakubowski. Oct. 27 Ap. 1837, aged 21. Erected by His Pupils.

Wspomnienia polskiego wygnańca. W 1835 r. w Albany, zainspirowany przez amerykańskich protektorów i opiekunów – Theodore’a Dwighta i kaznodzieję kościoła prezbiteriańskiego Williama Buella Sprague’a, publikuje książkę The Remembrances of a Polish Exile (Wspomnienia polskiego wygnańca). Wbrew tytułowi nie są to wspomnienia, ale esej o złożonej strukturze zawierający rys polskiej literatury, oświaty, kultury, połączony z bieżącą refleksją polityczną, dotyczącą uchodźstwa, emigracji. Książka była pierwszą w Stanach Zjednoczonych pracą o polskiej literaturze i kulturze. Jakubowski nauczył się angielskiego przez rok, tom poprawił pastor Sprague i poprzedził Uwagami wstępnymi. Dzieło otwiera wiersz To the Ladies of America (Do amerykańskich dam). Po krótkiej Przedmowie Jakubowski tworzy najważniejsze części eseju: Szkic o poezji polskiej, Historyczny szkic o oświacie w Polsce, Polscy kochankowie (powiastka), Przyczyny emigracji Polaków, Odezwa Komitetu Polskiego w Paryżu do polskich emigrantów, Dodatek zawierający krótką wzmiankę o Ukrainie i Podolu. Tom został napisany z myślą o amerykańskim czytelniku, szczególnie o czytelniczkach, które okazywały wygnańcom wiele sympatii. Trzeba pamiętać, iż Jakubowski nie miał w Ameryce dostępu do polskich książek. Rys historii kraju, jego literatury i historii pisał z pamięci, bez źródeł (sporo więc tu niedokładności, pomyłek autora, ale i błędów zecerów, którym język polski nie był znany, podobnie jak polskie czcionki). Tom, choć niewielki, wydawano w XIX w. pięciokrotnie i raz w XX w., a także w licznych reprintach.

W The Remembrances Jakubowski dał się poznać także jako tłumacz najnowszej poezji polskiej. W książce znajdziemy przekłady (parafrazy): pieśni kozackiej, krakowiaka, Farysa, Pierwiosnka, fragmentów Konrada Wallenroda i Dziadów Adama Mickiewicza, ułamków Marii Antoniego Malczewskiego, Dumki na wygnaniu Maurycego Gosławskiego, Dziewczyny Juliana Korsaka, Dumy IV Tymona Zaborowskiego, angielskie wiersze Jakubowskiego Pieśń Haliny i Pieśń.

Strategia krytycznoliteracka. Książka Jakubowskiego cieszyła się powodzeniem. Autor zręcznie połączył różne własności dzieła: zwięzłość, wewnętrzną różnorodność, prosty język, panoramiczność obrazu kultury polskiej, porządek wykładu dotyczącego literatury, inwencję tłumaczeniową fragmentów poezji polskiej i pogłębione, „punktowe” sądy krytyczne o wybranych autorach i dziełach. Całość dzieła przenikają tęsknota, nostalgia i melancholia wygnańca, który nie tylko wspomina swoje życie, ale z konieczności musi wydobyć wiedzę-wspomnienie o kulturze i historii swej ojczyzny: „Jest taki czas w naszym życiu, kiedy wszystkie myśli biegną w przeszłość w poszukiwaniu duchowej strawy. Mroczny to moment, zdarza się bowiem tylko wtedy, gdy przestajemy zachwycać się wspaniałością chwili obecnej lub nadziejami na przyszłość. Czas ten zbyt szybko nastąpił w życiu wygnańców” (Przedmowa). Tom pisany jest z wnętrza „mrocznego momentu” (a dark moment), który przeżywa krytyk i poeta. Książka jest zbiorem różnych form (szkic, wiersz, powiastka prozą, odezwa, wspomnienie), który dziś nazwalibyśmy formą sylwiczną, hybrydyczną.

Sądy krytycznoliterackie. Sądy o literaturze zawierają trzy części dzieła. Szkic o poezji polskiej jest prezentacją koncepcji poezji, panoramicznym przeglądem jej dziejów, po którym następuje pionierska prezentacja najnowszej literatury romantycznej w Polsce do 1832 r. Koncepcja poezji w ujęciu Jakubowskiego opiera się na dwu filarach – sercu (czułości) i poczuciu przynależności narodowej: „Zaiste, gdzież mamy szukać poezji, jak nie w sercu? […]” (tamże). „Miłość do kraju ojczystego” staje się dla Polaka „poezją, jego ideałem” opartym na rzymskiej maksymie dulce et decorum est pro patria mori. Autor tworzy paralelę kulturową polsko-indiańską, wyrażającą tragizm oporu i wyniszczenia: „Nawet w chwili naszej śmierci politycznej umieraliśmy jak Indianie i torturowani śpiewaliśmy naszą pieśń śmierci”. Jakubowski pisze dwa wiersze pełne empatii dla kultury amerykańskich Indian (Indianin, Indianka). Początek poezji narodowej widzi w liryce XVIII i XIX w. Wcześniej wyróżnia Jana Kochanowskiego (Treny), Szymona Szymonowica jako sielankopisarza. Stulecie XVII i I poł. XVIII w. określa jako „czas straszny”, gdy wojny wygnały z Polski muzy, a XVIII w. to czas „odrodzenia piśmiennictwa i oświaty”, lecz nie czas poezji. Jakubowski przywołuje Adama Naruszewicza, Ignacego Krasickiego (chwaląc Monachomachię i Satyry), Juliana Ursyna Niemcewicza, widząc w jego poezji pierwsze znaki „cech narodowych”. Odrzuca klasycyzm i poetykę normatywną („ogród poezji naszej wydawał tylko zwiędłe i sztuczne kwiaty literatury francuskiej”). Źródła odnowy upatruje we wstrząsie wywołanym upadkiem kraju. Dostrzega „poezję ludową”, widząc dwa jej nurty: smutny i melancholijny nurt ukraiński, podolski (dumy) i nurt weselny, dowcipny, krakowski (krakowiaki).

Za fundatora poezji narodowej uznaje Mickiewicza: „[…] wykarmiony był literaturą niemiecką, angielską i włoską oraz arcydziełami rzymskimi i greckimi, co w połączeniu z jego wielką wiedzą i wrodzonym geniuszem sprawiło, że wytyczył on sobie wspaniałą drogę na polu literatury”. Krytyk krótko charakteryzuje „poemat Dziady” jako otwierający nową epokę w literaturze polskiej (ma na myśli II i IV cz.). „Całe bogactwo wschodniej poezji” iskrzy w Sonetach krymskich i w „orientalnym poemacie Farys”. Za najważniejsze dzieło uznaje Konrada Wallenroda napisanego „w stylu alegorycznym, romantycznym i patriotycznym”. Ostatnim utworem znanym Jakubowskiemu przed deportacją jest Dziadów cz. III, o której pisze z nutą krytyczną, iż więcej tu „rozumu niż kwiatów [uczuć], więcej z filozofa niż z poety”. Ocenia nisko polski dramat (wyróżnia F. Zabłockiego w komedii i A. Felińskiego w tragedii). Pierwszym romantycznym dramatopisarzem idącym w ślady Williama Skakespeare’a jest dlań Józef Korzeniowski jako autor tragedii Aniela (. „Nowoczesny gust” reprezentuje Malczewski jako autor Marii. Szkic o poezji polskiej kończy omówienie „konstelacji młodych poetów”, którzy wyrośli już z tradycji Mickiewicza i tworzą poezję narodową (J.B. Zaleski, S. Goszczyński).

W Historycznym szkicu o oświacie w Polsce Jakubowski prezentuje dzieje oświaty i kultury w Polsce, wymieniając Wincentego Kadłubka, królową Jadwigę jako fundatorkę Akademii w Krakowie, Mikołaja Kopernika, Jana Kochanowskiego, Stanisława Orzechowskiego, Andrzeja Frycza Modrzewskiego, królów Polski, Akademię wileńską. Za nieszczęście uznaje „skutki jezuickiej oświaty”. Bardzo skrótowa prezentacja XII–XVII w. jest wstępem do szerszego obrazu kultury w Polsce w XVIII w., w tym Stanisława Konarskiego, rodziny księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, Komisji Edukacji Narodowej, Stanisława Staszica, Ignacego Ignacego Krasickiego, Sejmu Czteroletniego, Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza i Kazimierza Brodzińskiego. Skupia uwagę na Liceum Krzemienieckim oraz na reformach cara Aleksandra I. Punktem dojścia jest krótki rys historii filomatów i filaretów, ich procesu i prześladowań. Kulminacją zmian w oświacie i literaturze jest „godzina siódma pamiętnego dnia 29 listopada”, powstanie listopadowe, i narodziny (w cieniu klęski) ducha narodowego. Jego narracyjne ucieleśnienie (miłość Haliny i Kazimierza, powstańca, ginącego na szubienicy) przedstawia w powiastce Polscy kochankowie. W Dodatku zawierającym krótką wzmiankę o Ukrainie i Podolu kreuje literacką mitologię Ukrainy, Podola i Kozaków: „Jako że wiedli oni życie tak dzikie i nosili [w piersiach] dzikie uczucia, umiłowanie wolności stało się wśród nich powszechne […]” (tamże).

Dzieje zapomnienia i powrotu. Pamięć o wygnańcy-samobójcy ocalił Rosienkiewicz, który w 1839 r. przepisał rękopisy Pism pośmiertnych i złożył je w Bibliotece Polskiej w Paryżu. W XIX w. ukazał się tylko wiersz Dwie gwiazdki („Młoda Polska” 1838, nr 25). O pisarzu pamiętali Seweryn Goszczyński (wstęp do Marii Malczewskiego z 1844 r.) i Paweł Sobolewski w tomie Poets and Poetry of Poland (Chicago 1881). Jako pierwsi w 1930 r. przypomnieli Jakubowskiego Stanisław Pigoń i Julian Krzyżanowski, potem Arthur P. Coleman i Marion H. Coleman (1947) i Mieczysław Giergielewicz (1971). Przełomem stała się edycja Poezji Jakubowskiego z 1973 r. przygotowana przez Juliana Maślankę, a w 1984 r. ukazał się artykuł Eugeniusza Żuka (1979). W 2013 r. wydano w wersji polskiej i angielskiej The Remembrances of a Polish Exile / Wspomnienia polskiego wygnańca (oprac. J. Ławski i P. Oczko). W 2015 r. ukazała się monografia Ewy Modzelewskiej. Fragment powieści Jakubowskiego Major Aleksander został wydany w edycji krytycznej (2016). W XXI w. twórczość Jakubowskiego jest konsekwentnie włączana w dzieje literatury polskiej (i amerykańskiej), w tym krytyki literackiej.</document>
<document nplp_id="14056" title="Jankowski Czesław" slug="jankowski-czeslaw">Poeta, tłumacz, publicysta, felietonista, krytyk literacki i teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: Ar, Aramis, C., C. Marwicz, C. M. Marwicz, Cz., Cz. J., Czesław, Cześnik, Czł., J., J.K. Skiera, Jacz., Jan Ligenza, Jan Kanty Skierka, Jancz., Jastrzębczyk, Ligenza, Litwin, Ławczes, Marwicz, Oszmiańczuk, Przechodzeń, Przygodny, Skierka, Stenio, V. d. M., Van der Meer, …wski

Biografia i działalność. Urodził się 8 XII 1857 w rodzinnym majątku Polany (pow. oszmiański, gub. wileńska) jako jedyny syn Karola Jankowskiego h. Boleścic (1827–1887) i Wandy z Benisławskich h. Pobóg. Wychowaniem syna oraz jego wczesną edukacją zajmowała się matka, wnuczka poetki Konstancji Benisławskiej (1747–1806) – prababce poświęci szkic Konstancja z Ryków Benisławska. Sylwetka poetki z XVIII w. („Słowo” 1891 nr, 29). Ukończył niemieckie gimnazjum klasyczne w Mitawie na Łotwie. Zadebiutował jako poeta wierszem Piosnki i ludzie w 1876 r. na łamach „Biesiady Literackiej”. W l. 1877–1879 studiował na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale filologiczno-historycznym. Jego opiekunem w tym okresie był rodak z powiatu oszmiańskiego, Antoni Edward Odyniec, który wprowadził go do salonu Deotymy (J. Łuszczewskiej). Jankowski bywał też gościem podczas „litewskich” zebrań towarzyskich u państwa Szetkiewiczów (tutaj poznał H. Sienkiewicza). W latach późniejszych uczestniczył w spotkaniach u dra Karola Benniego oraz Włodzimierza Spasowicza. Uczył się malarstwa u Stanisława Witkiewicza. W l. 1879–1882 odbył studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim (w tym okresie przyjaźnił się z A. Asnykiem, J. Malczewskim, J. Mienem, Z. Przesmyckim, był zapraszany do salonu muzycznego księżnej M. Czartoryskiej). W l. 1883–1886 pracował w „Kurierze Warszawskim”, specjalizując się w formie felietonowej. W 1886 r. ożenił się z Marią Jasieńską (zm. 1919), która była wnuczką poety Kazimierza Bujnickiego (1788–1878). Miał córki Irenę (ur. 1888, zam. Szarota) i Ewę (1889–1902). W 1889 r. był kierownikiem literackim warszawskiego „Kuriera Codziennego”, a w l. 1890–1893 sekretarzem redakcji. Pod pseudonimem Stenio zamieszczał tu satyryczne scenki rodzajowe o emancypacji kobiet, czym naraził się Marii Konopnickiej, która odpowiedziała mu kilkoma krytycznymi artykułami w redagowanym przez siebie tygodniku „Świt”. Polemika ze znaną poetką przysporzyła poecie popularności. Na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” i „Kuriera Warszawskiego” w l. 1890–1893 zamieszczał też sprawozdania z wystaw oraz krytyczne szkice o twórczości impresjonistów polskich (J. Podkowińskiego, J. Pankiewicza, L. Wyczółkowskiego). Po opuszczeniu Warszawy osiadł w Polanach (1896–1900).

W l. 1902–1904 sekretarzował redakcji petersburskiego „Kraju”, a w l. 1905–1907 redagował „Kurier Litewski” w Wilnie W 1906 r. został wybrany na posła do I Dumy. W 1906 r. doszło do konfliktu „Kuriera Litewskiego” z endeckim „Dziennikiem Wileńskim” z powodu zamieszczenia przez Jankowskiego krytycznego komentarza na temat listu otwartego Henryka Sienkiewicza do cesarza Wilhelma II (List H. Sienkiewicza do cesarza, „Kurier Litewski” 1906, nr 264), co naraziło Jankowskiego na ataki w prasie wileńskiej i warszawskiej. Po odejściu z „Kuriera Litewskiego” próbował wydawać własny tygodnik „Głos Polski” (pismo niezależne, chrześcijańskie i postępowe), który miał być organem formującego się właśnie konserwatywnego Stronnictwa Krajowego Litwy i Białejrusi (mającego przeciwdziałać endecji). Ukazało się zaledwie pięć numerów gazety. W 1906 r. został też członkiem Rady Teatralnej generała-gubernatora Piotra Światopołk-Mirskiego w Wilnie, pełnił tu funkcję referenta ds. repertuaru polskiego i rosyjskiego, czyli swego rodzaju cenzora. Dzięki jego protekcji przewodniczący Rady wyraził zgodę na wystawienie w Teatrze Polskim w Wilnie w 1907 r. Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Był jednym z założycieli Wileńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Pod koniec 1907 r. wrócił do Warszawy i został członkiem redakcji „Słowa”. W 1909 r. należał do Komitetu Konkursu Dramatycznego Teatrów Rządowych Warszawskich, a 1913 r. był przewodniczącym Sekcji Teatralnej Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie. W 1913 r. współpracował z „Przeglądem Wileńskim” Ludwika Abramowicza oraz „Prawdą” Wincentego Rzymowskiego. Od października 1914 do lutego 1915 r. własnym kosztem wydawał bezpartyjny tygodnik „Przegląd Warszawski” (ukazało się 5 numerów), gdzie zamieszczał m in. krótkie recenzje artystyczne w rubrykach: Wrażenia teatralne, Wrażenia malarskie, Wrażenia muzyczne, a także recenzje poezji (K. Iłłakowiczówny, Z. Dębickiego, E. Słońskiego). Po likwidacji gazety stałą współpracę utrzymywał jedynie z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, zamieszczając w nim recenzje teatralne.

Od lipca 1915 do lutego 1916 r. przebywał w okupowanym przez Niemców Wilnie, robił notatki dla „Tygodnika Ilustrowanego”, na których podstawie powstała książka Z dnia na dzień. Warszawa 1914–Wilno 1915 (Wilno 1923). Współpracował z Polskim Komitetem Edukacyjnym, który koordynował rozwój oświaty polskiej na Litwie w warunkach okupacji. Na zamówienie PKE napisał broszurę Czy wiesz, kim jesteś (Wilno 1916).

W listopadzie 1917 r. wspólnie z Ludwikiem Solskim tworzył nową trupę Teatru Polskiego w Warszawie. Jako kierownik artystyczno-literacki w sezonie 1917/1918 zaproponował jako premierę Sułkowskiego Stefana Żeromskiego (8 XI 1917). Wróciwszy do Wilna, wrześniu 1918 r. nawiązał współpracę z gadzinówką „Godzina Polska” (wyd. A. Napieralski i C. Zawiłowski), finansowaną przez Zarząd Prasowy przy niemieckim rządzie okupacyjnym. Prowadził tu przez niespełna dwa miesiące dział kulturalny (sprawozdania artystyczne). Od 1919 r. był na stałe związany z Wilnem. Objął posadę w administracji państwowej, jako kierownik Wydziału Prasowego Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich w Wilnie. Redagował też „Tygodnik Wileński”, był też w Wilnie współpracownikiem „Słowa”. Niedługo przed śmiercią ożenił się z Jadwigą Andrzejewską. Zmarł 6 X 1929 w Wilnie. Został pochowany na Rossie.

Twórczość krytycznoliteracka. Od 1883 r. był związany z prasą warszawską nie tylko jako poeta i tłumacz, ale też jako publicysta i krytyk literacki. Współpracował przede wszystkim z „Biblioteką Warszawską” oraz „Kurierem Warszawskim”, później „Kurierem Codziennym” (popularyzował tu m.in. twórczość poetów niemieckich i francuskich). W l. 90. na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” prowadził dział felietonu Wieczory teatralne, wzorowany na paryskim „Le Figaro”. Felietony z l. 80 i 90. zostały wydane w zbiorach: Z notatek turysty, Warszawa 1892; Po Europie. Kartki z podróży, Warszawa 1893). W tym czasie wypowiadał się krytycznie na temat malarstwa impresjonistycznego, negatywnie oceniał próby porównywania twórczości Józefa Chełmońskiego z pisarstwem Adama Mickiewicza czy Henryka Sienkiewicza. Sam jednak dostrzegał powinowactwo artystyczne pomiędzy utworami Narcyzy Żmichowskiej i Marii Konopnickiej a malarstwem Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej (Na malarskiej niwie, „Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 173).

W „Kraju” zamieszczał recenzje, przeglądy nowości wydawniczych, sprawozdania z przedstawień teatralnych, wystaw, koncertów. Pisał o wydarzeniach kulturalno-artystycznych w Wilnie i okolicach (Felietony wileńskie, 1897), popularyzował twórczość Juliusza Słowackiego, Elizy Orzeszkowej i in. W tym okresie był pod wyraźnym wpływem Spasowicza, co miało swoje przełożenie na jego stosunek do twórczości Wyspiańskiego, niechęć wobec „krakowskiej przybyszewszczyzny” oraz zapatrywań na problematykę żydowską. Na łamach tygodnika opublikował w 1891 r. krytyczną wypowiedź na temat poezji czeskiej, przede wszystkim bardzo popularnego wtedy Jaroslava Vrchlickiego, chociaż sam tłumaczył poetów czeskich, a od co najmniej 1881 r. utrzymywał ścisłe kontakty z niektórymi z nich (E. Jelinek, F. Kvapil); „Poezja czeska dzisiejsza stoi mniej więcej na poziomie twórczości poetyckiej naszych drugorzędnych pisarzów z mickiewiczowskiej epoki […]. Vrchlicky imponuje nam naprawdę tylko bajeczną swoją płodnością” (Gazetka artystyczna, „Kraj” 1891, nr 45). W obronie poetów czeskich wystąpił bohemista Bronisław Grabowski (W obronie cudzej, „Kraj” 1891, nr 49). W 1897 r. Jankowski wziął udział w dyskusji na temat roli powieści współczesnej, zainicjonowanej przez warszawski „Kurier Niedzielny”. Wystąpił jako przeciwnik utylitaryzmu w sztuce, a w literaturze w szczególności. Uznał, że powieść – to „swego rodzaju dzieło pisarskiego kunsztu, ujęte w karby prawideł, obowiązujących dla każdego w ogóle utworu z zakresu sztuk pięknych” (Istota i zadanie powieści. Powieść na tle piękna i estetyki, „Kurier Niedzielny” 1897, nr 3). Jego zdaniem, powieść przewyższa muzykę i plastykę, gdyż może działać na czytelnika jak obraz – tematem, a jak muzyka – nastrojem i stylem. Głównym zadaniem powieści jest dawanie zadowolenia estetycznego, dlatego też ostro skrytykował twórczość Émile’a Zoli i innych naturalistów, która budzi „niesmak, odrazę, wstręt” (tamże, nr 4). Jankowski twierdził, że powieść popularyzują wiedzę. Jego zdaniem dotyczy to również publicystyki oraz krytyki literackiej, której brak stanowi dotkliwa lukę – jej zadanie określał jako „pośredniczenie między autorem lub artystą a ogółem społeczeństwa”; spośród powieściopisarzy polskich najwyżej cenił Sienkiewicza (jako artystę, nie myśliciela), odnajdując w nim „jeden z największych współczesnych talentów pisarskich” (Henryk Sienkiewicz. Zarys krytyczny („Kraj” 1899, nr 29). Za najlepszą powieść uznał Ogniem i mieczem (nazwał ją „epopeją”), a jej twórcę określił jako pisarza „genialnego”, na miarę Johanna Wolfganga Goethego (tamże).

W „Słowie” zamieścił m.in. recenzję powieści Józefa Weyssenhoffa Unia („Słowo” 1909), a także sylwetki zasłużonych wilnian (H. Korwina-Milewskiego, J. Montwiłła, F. Ruszczyca in.). W „Tygodniku Ilustrowanym” popularyzował też w formie szkiców o charakterze reportażowym wydarzenia artystyczne w Wilnie (rubryka Wieczory teatralne i muzyczne), a także zamieszczał wspomnienia osobiste i recenzje tłumaczeń poezji Heinricha Heinego. Jego recenzje miały tradycyjną kompozycję. Najpierw przedstawiał biografię autora, omawiał w skrócie problematykę utworu oraz eksponował jego walory poznawcze i estetyczne.

Swoje stanowisko wobec ówczesnej poezji przedstawił m.in. w przedmowie do wydanej przez siebie antologii Młoda Polska w pieśni. Wybór celniejszych poezji ostatniej doby (Warszawa 1898), gdzie znalazły się utwory z l. 1860–1897. Za utwory „młodopolskie” uznał wiersze powstałe w epoce pomickiewiczowskiej (a więc również utwory A.E. Odyńca, J.B. Zaleskiego i K. Ujejskiego). W przedmowie nie określił jasno kryteriów wyboru poszczególnych autorów i ich utworów, nie odwołał się też do poetyki młodopolskiej, za cechy poezji „najnowszej” uznał „nastrojowość”, muzyczność oraz skłonność po pesymizmu. W ocenie roli poezji był niekonsekwentny: we wstępie do antologii – wzorem Stanisława Przybyszewskiego – opowiedział się za autonomią poezji, która „jest sztuką”, a więc „niczyją sługą być nie powinna”. Natomiast w wypowiedzi na temat liryki Józefa Bohdana Zaleskiego (Bohdan Zaleski 1802–1902, „Kraj” 1902, nr 5) uznał, że nie walory estetyczne świadczą o wartości utworu poetyckiego, lecz dar poety trafiania do serc czytelnika.

W swoich recenzjach, artykułach o tematyce literackiej, teatralnej i artystycznej nie kierował się programem żadnej szkoły krytycznej, uprawiał krytykę o charakterze subiektywno-impresyjnym (M. Stokowa). W jego wypowiedziach brak jest wniosków syntetycznych oraz prób charakterystyki prądów literackich epoki modernizmu. Wypowiedzi te cechuje jednak dbałość o formę artystyczną, atrakcyjność treści oraz dobry styl.</document>
<document nplp_id="14057" title="Jeleński Jan" slug="jelenski-jan">Publicysta, redaktor, felietonista. Pseudonimy i kryptonimy: Kamienny; Janek Mrówka; Tetryk; J.J.

Informacje biograficzne. Jan Stanisław Jeleński urodził się 3 V 1845 we wsi Łagiewniki (pow. stopnicki) na Kielecczyźnie; był synem Józefa, rządcy majątków ziemskich, i Salomei z Nowińskich, córki lekarza ze Skalbmierza. Ukończył w Jędrzejowie trzyklasową szkołę elementarną Andrzeja Latynowicza (1856) i Szkołę Wyższą Realną w Kielcach (o profilu górniczo-technicznym). Z powodu trudnych warunków materialnych nie podjął dalszej edukacji, zaczął pracować w sądownictwie jako aplikant okręgu skalbmierskiego. Wkrótce przeniósł się do Warszawy, gdzie dzięki oszczędnościom matki i własnej dorywczej pracy skończył kurs telegrafisty (m.in. przez pewien okres pracował jako telegrafista na stacji w Mińsku Mazowieckim), zarabiał na utrzymanie także jako konduktor i pomocnik murarski. Stałą posadę otrzymał w Zarządzie Kolei Warszawsko-Terespolskiej, gdzie przepracował kilka lat i co potem stało się przedmiotem kpin w warszawskim środowisku literackim. Korzystał z opieki Józefa Kasznicy, historyka prawa i badacza myśli społecznej; głównie jednak dzięki pracy własnej zgłębiał socjologię i ekonomię polityczną. Na początku 1872 r. lekarz i znawca muzyki Henryk Dobrzycki ułatwił mu opublikowanie artykułu Karczma i oświata ludowa („Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 10); interesowały wówczas Jeleńskiego problemy związane z samokształceniem (O samopomocy w kształceniu się, Warszawa 1873). Wkrótce zaczął publikować artykuły w wielu wpływowych pismach Królestwa Polskiego, m.in. w „Wieku”, „Niwie”, „Kurierze Codziennym”, „Kurierze Warszawskim”, „Kurierze Porannym”, „Echu”, „Opiekunie Domowym”, „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Rolniczej”. Wydawał też broszury i druki zwarte. W tym czasie Franciszek Henryk Lewestam zaprosił go do redakcji „Wieku”. Przez pewien czas był też Jeleński stałym współpracownikiem „Niwy”, co świadczy o przesunięciu jego sympatii ideowych w stronę konserwatywnego skrzydła prasy pozytywistycznej.

Zwolniony ze stanowiska na kolei, nabył w 1882 r. „Tygodnik Rolniczy” i przemianowawszy go na „Rolę” (1883), uczynił zeń sztandarowy organ nowoczesnego (czyli nie tylko i nie przede wszystkim zwróconego przeciw judaizmowi) antysemityzmu na ziemiach polskich. Pismo deklarowało niezawisłość, aprobatę umiarkowanego postępu i szacunek dla tradycji (Prospekt „Roli”, 1882). W prospekcie nie było jednoznacznych wskazówek, gdzie szukać wroga „mieszkańców tej ziemi”, ale już w pierwszym numerze tygodnika pojawiły się jaskrawo antysemickie tony. Do najbliższych współpracowników Jeleńskiego należeli publicyści nurtu ziemiańsko-katolickiego (m.in. T. Jeske-Choiński, H. Wierciński, potem także bp K. Niedziałkowski, L. Prószyński, J. Rogosz, M. Plater, F. Olszewski i W. Gąsiorowski). Jeleński osobiście (a także jego tygodnik) spotykał się z ostrą krytyką ze strony kręgów pozytywistycznych, a później także socjalistów i socjaldemokratów, natomiast przez nacjonalistów i ich poprzedników ze środowiska „Głosu” był traktowany protekcjonalnie; z czasem zdobył tytuł przywódcy ruchów antysemickich na ziemiach polskich. W otwarte polemiki z „Rolą” wchodzili Bolesław Prus, Aleksander Świętochowski i inni pozytywiści, jak również konserwatywne środowiska warszawskiego „Słowa” i petersburskiego „Kraju”. Jeleński często wchodził w konflikty z innymi redakcjami, m.in. „Kuriera Warszawskiego”, urażony odmową zamieszczenia ogłoszeń o jego tygodniku. Wszczęty proces przegrał (1884), ale wiele innych pozostawało nierozstrzygniętych.

W czasie rewolucji 1905 r. zajął stanowisko zdecydowanie antylewicowe i kontrrewolucyjne. Licznymi broszurami usiłował oddziaływać zarówno na robotników, jak i – w duchu antysocjalistycznym i klerykalnym – na masy chłopskie. Potępił strajk szkolny i strajki robotnicze i w zasadzie wszelkie formy protestu. W 1905 r. zaczął wydawać pierwszy dziennik antysemicki „Dziennik dla Wszystkich”, który w tymże roku przyjął nazwę „Dziennik Powszechny”; gazeta nie okazała się sukcesem i została rok później wykupiona przez środowiska katolickie. W 1906 r. ruch społeczny skupiony wokół tygodnika sprzymierzył się z wchodzącą półlegalnie do zaboru rosyjskiego Narodową Demokracją, zachowując wszakże odrębność ideową. Jeleński był członkiem komitetu organizacyjnego Związku Katolickiego, a przez pewien okres jego prominentnym działaczem.

Ożeniony w 1877 r. z Marią Karoliną Ludwiką Czajewską h. Świnka (1856–1932), miał córkę i dwóch synów: Jana Józefa (ur. 1878) i Szczepana (1881–1949), redaktora „Dziennika dla Wszystkich”, a po śmierci ojca – „Roli”. Jeleński zmarł nagle 13 IV 1909 w Warszawie.

Poglądy i praktyki publicystyczne. Nazwany przez bliskiego współpracownika, Antoniego Skrzyneckiego, „wielkim pogromcą Żydów i wodzem antysemityzmu”, Jeleński zaczynał publiczną karierę jako umiarkowany wyznawca pracy organicznej i pozytywizmu. W tym okresie wyspecjalizował się w pisaniu popularnych broszur i artykułów przeznaczonych dla czytelników na prowincji, zwykle dla chłopów, ale też dla drobniej szlachty. W pracy O skierowaniu Żydów ku pracy w rolnictwie (Warszawa 1873) opowiadał się jeszcze za asymilacją. Coraz śmielej jednak propagował antysemityzm i nacjonalistyczne hasła izolacjonizmu ekonomicznego, zwrócone wówczas zarówno przeciw Żydom, jak i Niemcom. W II poł. lat 70. tzw. kwestia żydowska stała się dominującym, z czasem zaś głównym tematem i ogniskową jego publicystyki. Ogłosił kolejne broszury na ten temat: Nasz świat finansowy (Warszawa 1874), Żydzi, Niemcy i my (Warszawa 1876), Dworacy Żydów. Przypisek do kwestii żydowskiej (Warszawa 1878). Poglądy własne usiłował rozpowszechniać na wsi, zamieszczając w l. 1878—1882 pod pseudonimem Janek Mrówka szereg artykułów w tygodniku „Zorza” i wydając broszury antysemickie. W l. 1875–1879 założył w Warszawie tzw. „czytelnię nowości” (jedną z nich w redakcji „Niwy”), gdzie popularyzował idee samokształceniowe. W tym czasie propagował program „Chleb dla swoich” (rubryka pod takim tytułem pojawiła się w „Roli” w 1888 r.); hasło rzucone w jednym w artykułów rozrosło się później w program społeczny „unarodowienia handlu i przemysłu krajowego”. Wraz z zakupem „Tygodnika Rolniczego” i przekształceniem go w „Rolę” Jeleński zaczął skupiać środowisko społeczne wokół pisma, swego rodzaju wspólnotę towarzysko-komunikacyjną ze sfer ziemiańsko-katolickich, zwaną „rolarzami”. Trudno oszacować liczbę odbiorców „Roli”; na podstawie dostępnych danych można założyć, że w okresie szczytowego zainteresowania (lata 80./90.) pismo cieszyło się popularnością nie mniejszą niż opiniotwórcze tytuły warszawskie jak „Przegląd Tygodniowy” czy „Prawda”; w l. 90. można obserwować ewoluowanie poważnej części kręgów konserwatywnych w kierunku antysemityzmu. Choć zarówno sam Jeleński, jak i jego współpracownicy odcinali się od przemocy antysemickiej (tu głośne hasło: „Nie bić Żydów, ale im się nie dawać”), to wrogość wobec Żydów była uzasadniana na każdym poziomie argumentacji, a odpowiedzialnymi za przemoc i pogromy czyniono samych Żydów. Podobnie rzecz się miała z odwoływaniem się do rasizmu i socjaldarwinizmu. Jeleński początkowo dystansował się od biologizujących metafor, jednak z czasem używał ich coraz częściej, choć nigdy nie był gotów, jak to czyniono w rodzimej publicystyce nacjonalistycznej przełomu wieków, otwarcie przyznać, że biologiczny dystans między rasami jest nieprzekraczalny.

Refleksja Jeleńskiego do lat 70. XIX w. pozostawała w kręgu myśli, doktryn i estetyki pozytywistycznej (M. Pąkciński, A. Friedrich), aby potem wypracować własną wersję radykalnego konserwatyzmu (M. Moszyński) lub populistyczną „trzecią drogę” (A. Jaszczuk). Już w połowie lat 80. na łamach „Roli” publicysta zaczął tworzyć odrębny program, który był połączeniem pozostałości po pozytywistycznych hasłach samoorganizacji społecznej i systematycznie ponawianych postulatów usuwania „żywiołów obcych i rozkładowych”, czyli Żydów. Bliski współpracownik Jeleńskiego w pierwszych latach funkcjonowania pisma, Teodor Jeske-Choiński, w odróżnieniu od „praktyka” Jeleńskiego, wykształcony konserwatywny inteligent, nadał tym wytycznym wymiar pseudofilozoficznego, antyliberalnego programu. Od poł. lat 90. zmieniła się też stylistyka samego Jeleńskiego, który coraz częściej odwoływał się do motywów biblijnych. Potwierdzeniem tego zwrotu w całym środowisku była twórczość publicystyczno-literacka Skrzyneckiego, tzw. „zwrot do ideałów”, i kultywowanie w „Roli” syndromu „katolika-Polaka”. Osobliwy styl, tj. nadużywanie aluzyjnego, nieprecyzyjnego języka, przywoływanie tradycyjnych, często krwiożerczych klisz na temat Żydów, insynuacyjne ataki ad personam, wypracował Jeleński w stałej rubryce felietonowej Na posterunku, którą prowadził na łamach „Roli” z małymi przerwami w l. 1883–1909.

Literatura na łamach „Roli”. W pierwszych publikacjach Jeleński sformułował oczekiwania wobec literatury, wskazując głównie jej funkcje wobec odbiorców „Roli”, tj. społeczności wiejskiej. Według niego literatura miała budzić i utrwalać świadomość obywatelską, korzystając z pomocy autorytetów, wśród których najważniejsze miejsce zajmował kapłan katolicki. Podobną, choć nie tak ważną, pozycję przyznawał nauczycielowi wiejskiemu i właścicielowi dworu. Bardziej niezależni pisarze wiejscy często byli poddawani krytyce jako osoby podważające religię i autorytet duchowieństwa. Jeleński zalecał, by każda książka przeszła przez surowe sito cenzury, w najlepszym wypadku przez ręce księdza katolickiego (O skierowaniu Żydów). Preferował literaturę religijną wraz pogadankami ludowymi w duchu katolickim; ta tendencja z czasem stała się hasłem ideowym: „chrześcijanin, katolik, Polak”. Oferta tygodnika dla odbiorców wiejskich była siłą rzeczy uboga: pogadanki zawierały bardzo ogólne treści patriotyczne, komentarze do wydarzeń z dawnych dziejów Polski, reklamę książek religijnych. Jak pisze Anna Karczewska: „Jeleński pragnął, by chłopi rozwijali się intelektualnie, ale przeznaczał dla nich głównie modlitewniki oraz książeczki ludowe o uproszczonej fabule”.

Publicysta zasadniczo nie pisał o literaturze (znanych jest zaledwie kilka jego publikacji na ten temat, a także kilka form apokryficznych; wypowiedzi literackie to przede wszystkim drobne wiersze z tezą lub formy wierszowane mówiące o relacjach polsko-żydowskich), nawiązywał jednak, głównie w swoich pogadankach wiejskich, do autorów, którzy „opowiedzeni” przez Janka Mrówkę mogli trafić do prostych odbiorców. Ze współczesnych sobie pisarzy cenił „mocarza pióra”, Józefa Ignacego Kraszewskiego („Rola” 1884, nr 22) i Henryka Sieniewicza, choć temu drugiemu nie mógł wybaczyć zażyłości z „liberalno-bezwyznaniową” prasą warszawską. Broszury dla wiejskiego odbiorcy, pisane z pozycji gawędziarza dzielącego się z pokrewnymi duszami wiedzą o pracownikach pióra i ich książkach, były zręczną i na swój sposób udaną realizacją pracy propagandowej (np. Kto jest Kraszewski i co zrobił?, Warszawa 1878). W większym stopniu zajmowało Jeleńskiego „zażydzone środowisko literackie”, które otwarcie zwalczał, wdając się w polemiki i utarczki, np. z Bolesławem Prusem, którego nazywał poczciwiną i „pomylonym” biedactwem, a oskarżał o brak niezależności dziennikarskiej w czasie prowadzenia redakcji „Nowin” („Rola” 1883, nr 24); z Aleksandrem Świętochowskim, któremu zarzucał wdrapywanie się „na piedestał przy pomocy falangi liberalnych Żydków” („Rola” 1884, nr 7); z Adolfem Dygasińskim, odpowiadając na jego artykuły z „Wędrowca” („Rola” 1886, nr 11); Franciszkiem Salezym Lewentalem („Rola” 1891, nr 19). Wielu innych traktował już jako narzędzia w wielkiej sprawie, jaką była „walka z zażydzeniem i bezwyznaniowością”. W jakimś sensie była mu bliska opinia francuskojęzycznych autorów; często cytował dzieła Émile’a Zoli i Guy de Maupassanta, co nie znaczyło, iż je akceptował; w późniejszych latach powoływał się na utwory Josepha de Maistre’a i ks. Louisa Veuillota. Co czyta i o czym dyskutuje „czytelnik nad Sekwaną”, było dla niego istotnym punktem odniesienia dla tego, co się dzieje w europejskiej kulturze umysłowej („Rola” 1895, nr 1).

Z czasem wokół tygodnika ukształtował się krąg autorów, niejako specjalizujących się w „prozie antysemickiej”. Najważniejszym twórcą tego rodzaju utworów był Skrzynecki, który pod koniec lat 90. wyrósł na czołowego ideologa „Roli”, a na jej łamach m.in. opublikował futurystyczną powieść Warszawa w 2000 roku (1901), opartą na schemacie Roku 3333, czyli snu niesłychanego Juliana Ursyna Niemcewicza. Oprócz niego dostarczycielami utworów literackich byli twórcy dość sprawnie operujący piórem, szczególnie w zakresie chwytliwej powieści popularnej, opartej zwykle na strukturze romansu, science fiction lub ziemiańskiej powieści obyczajowej. Popularna, także w innych tytułach prasowych, formuła powieści odcinkowej przyciągała uwagę czytelnika, zawieszając akcję w odpowiednich momentach, co wzmagało ciekawość odbiorcy. Jak dowodzi Małgorzata Domagalska, na mistrza tego rodzaju prozy wyrósł Wacław Gąsiorowski; podobne chwyty stosował Józef Rogosz (później także założyciel krakowskiego „Głosu Narodu”, największego dziennika antysemickiego w Galicji). Wielu pisarzy publikowało w „Roli” pod pseudonimami, m.in. Kazimierz Laskowski (Arwor) czy Stanisław Maciejowski (Helistan). Niektórzy, jak np. Klemens Junosza Szaniawski, szybko zrywali współpracę. Czasami publikowano wybitnych autorów (m.in. J.I. Kraszewskiego, Z. Krasińskiego), aby stwarzać wrażenie, iż literacki projekt „Roli” opiera się na mocnym artystycznie fundamencie. Można zatem uznać, że literatura służyła przede wszystkim popularyzacji wątków antyżydowskich, miała charakter propagandowy. Na tym tle należy rozumieć ogólniejszy stosunek Jeleńskiego do literatury i jej społecznej roli.</document>
<document nplp_id="14058" title="Jenike Ludwik" slug="jenike-ludwik">Redaktor, tłumacz, publicysta. Kryptonimy: L. J.; X

Informacje biograficzne. Urodził się 6 IV 1818 w Warszawie jako syn urzędnika Karola Jenikego (zm. 1846) i Fryderyki Wilhelminy Spiess (1784–1859). Miał brata Emiliana (1815–1852, późniejszego pianistę i kompozytora. Podjął naukę najpierw w czteroklasowej szkole wydziałowej przy l. Królewskiej w Warszawie, a następnie w Gimnazjum Praktyczno-Pedagogicznym na Lesznie. Egzamin maturalny zdał w 1833 r. Względy finansowe spowodowały jednak, że nie podjął studiów zagranicznych, został natomiast aplikantem w Izbie Obrachunkowej Królestwa Polskiego, tej samej, w której pracował jego ojciec. Mając ok. 20 lat, rozpoczął współpracę z pismami stołecznymi – „Gazetą Warszawską”, „Księgą Świata” i „Biblioteką Warszawską”. Drukował na ich łamach wiersze, artykuły oraz tłumaczeniowa. Uczestniczył w spotkaniach redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. W l. 1848–1854 bywał na spotkaniach literackich organizowanych w salonie Łuszczewskich. W 1852 r. został redaktorem „Księgi Świata”, czasopisma o profilu encyklopedycznym. W l. 1859–1886 pełnił funkcję redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”. Prowadził szeroko zakrojoną pracę translatorską (przekłady J.W. Goethego). Drukował także pojedyncze szkice z zakresu literatury i historii (biografia S. Czarnieckiego). Był żonaty z Anielą Rydzewską (1830–18690, a po jej śmierci z Teklą Dalewską (1838–1920). Wspierał czynnie działalność zboru ewangelicko-augsburskiego w Warszawie, przede wszystkim w zakresie dobroczynności. Ponadto napisał jego monografię, tłumaczył pieśni kościelne, opracował regulamin soborowy. Przez ponad dwie dekady był prezesem kolegium ewangelickiego. Włączał się aktywnie w zbiórki na rzecz ufundowania pomnika Adama Mickiewicz w Krakowie i wydania dzieł Jana Kochanowskiego. Był członkiem instytucji wspierających materialnie literatów (Towarzystwo Dobroczynności, Kasa Literacka). Wśród kolegów z redakcji „Tygodnika Ilustrowanego” zyskał miano „kwestarza”, ponieważ jako pierwszy na łamach tego pisma zaczął ogłaszać składki na różne cele publiczne. Zmarł 2 V 1903 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim.

Redaktor. Miał wpływ na profil „Tygodnika Ilustrowanego” i tak go charakteryzował: „Charakter również pisma, za mojej redakcji, nie uległ rdzennej zmianie; zaszły w nim wprawdzie pewne co do szczegółów modyfikacje, ale myśl przewodnia pozostała ta sama: myśl poszanowania dla tradycji, służenia krajowi według siły, bez szukania łatwej popularności przez schlebianie przelotnym gustom i szkodliwym nawyknieniom, które owszem »Tygodnik« wyśmiewał często lub chłostał biczem satyry; obok tego zaś wskazywanie społeczeństwu dróg, na których, mimo ucisku, można było jeszcze zdziałać coś dobrego, a to wszystko w formie przystępnej, torującej sobie drogę do umysłów zarówno piórem, jak i ołówkiem” (Ze wspomnień, t. 2, Warszawa 1910). Po blisko 30 latach pracy redaktorskiej Jenike zyskał miano redactorissimusa. Sprawował kontrolę nad tematyczną i tekstową zawartością pisma. Każdy artykuł przechodził przez jego ręce. Był autorem lub współautorem większości artykułów redakcyjnych, jednak swoim nazwiskiem podpisywał się bardzo rzadko, m.in. żegnając się z czytelnikami w 1886 r. Problem z ustaleniem autorstwa dotyczy nie tylko prospektów, odezw czy apeli podpisanych „Redakcja”. Autorskiej atrybucji nie sposób ustalić także w odniesieniu do Kroniki tygodniowej, którą od 1872 r. (po odejściu W. Szymanowskiego do „Kuriera Warszawskiego”) miał prowadzić głównie ze Stanisławem Markiem Rzętkowskim. Pracę redaktorską Jenikego wyróżniał m.in. nacisk na poprawność językową. Zakres stosowanej w „Tygodniku Ilustrowanego” korekty językowej stał się zarzewiem dyskusji z Walerią Marrené-Morzkowską na temat integralności tekstu i granic ingerencji redaktorskich w artykułach. Marian Gawalewicza widział w stylu sprawowania pieczy nad „Tygodnikiem Ilustrowanym” raczej rękę urzędnika niż artysty: „Śmielszej inicjatywy, szerszych poglądów, fantazji, świeżości, wytworniejszego smaku i pomysłów – pisał– nie dawało się zauważyć ani w »Tygodniku«, ani w jego redaktorze przez pierwsze ćwierćwiecze istnienia tego pisma”. Przez współczesnych został też zapamiętany jako życzliwy opiekun debiutantów literackich. Był ojcem chrzestnym debiutu prozatorskiego Elizy Orzeszkowej na łamach „Tygodnika”.

O sztuce przekładu. Przekłady Jenikego realizowały podstawowe zadania przyświecające większości polskich dziewiętnastowiecznych tłumaczeń, a zatem popularyzowały wiedzę, usuwały zapóźnienia kulturowe w stosunku do innych narodów, czy też w niektórych wypadkach rozbudzały uczucia patriotyczne. Jenike we wstępie do Fausta podkreślał, że do pracy translatorskiej skłaniają go względy estetyczne – piękno ukryte w lirycznych frazach („Ateneum” 1887 t. 2–3). We wstępie poprzedzającym dramat Goethego Torquato Tasso (Warszawa 1861) zwracał szczególną uwagę na aspekt formalny tłumaczenia. Powoływał się na ustalenia poczynione w przedmowie Józefa Korzeniowskiego do dramatu Williama Shakespeare’a Król Ryszard III przez („Biblioteka Warszawska” 1860, t. 3). Dotyczyły one zasad stosowania metrum w polskich tłumaczeniach dramatów. We wstępie do Ifigenii (Warszawa 1863) wierność względem oryginału pod względem formy została określona przez Jenikego jako zasada prymarna. Translatorski dorobek Jenikego został uwzględniony w antologii Pisarze polscy o sztuce przekładu 1440–2005. 

Prace teoretyczne i krytycznoliterackie. Wiktor Gomulicki za najcenniejszy wkład Ludwika Jenikego w polskie piśmiennictwo uznał jego rozprawę O znaczeniu rytmu w poezji, a mianowicie o rytmiczności języka polskiego („Biblioteka Warszawska” 1865, t. 2). Konieczność opracowania tematu rytmu w poezji polskiej Jenike uzasadniał z jednej strony wagą problemu, z drugiej brakiem syntetycznych i aktualnych opracowań na jego temat. „W ostatnich jednak kilkudziesięciu latach – pisał Jenike – zupełne pod tym względem panowało milczenie, które niedawno dopiero przerwali Cegielski i Małecki, dotykając w wydanych przez siebie dziełach mimochodem i metryczności, lubo w sposób nader pobieżny. […] Mamy wprawdzie prace: Nowaczyńskiego, Elsnera i Królikowskiego; autorowie ci wszakże, z różnego stanowiska zapatrując się na metryczność, do odmiennych też w niejednym względzie doszli rezultatów” (tamże). W swojej pracy Jenike pomieścił zatem opis źródeł rytmiczności w kulturze, historię metrum w poezji starożytnej i polskiej oraz jego typologię. Syntezę tę uzupełnił praktycznymi wskazówkami skierowanymi do poetów.

W dorobku Jenikego próżno szukać opinii na temat bieżącej produkcji literackiej. Jego wypowiedzi krytyczne dotyczyły tłumaczonych dramatów Goethego i były umieszczane w towarzyszących publikacji wstępach. Wyjątkiem od tej reguły jest szkic Göthe jako liryk i gnomik („Ateneum” 1897, t. 3, z. 30. Przedmiotem opisu stała się w nim emocjonalność i plastyczność w poezji Goethego. Krytyk tropił także dość konsekwentnie zawarte w niej wątki autobiograficzne, poświęcając wiele miejsca analizie cech charakteru poety. Wskazywał także etniczne cechy liryki, klasyfikując wczesną poezję Goethego jako z gruntu niemiecką, a dojrzałą twórczość jako wszechświatową. Jenike nie uciekał również od ocen, uznając Fausta oraz Hermana i Dorotę za szczytowe artystyczne osiągnięcie Goethego. Wszystko to miało prowadzić do ujęcia specyfiki geniuszu niemieckiego twórcy, ze wskazaniem na ważne w jego twórczości pierwiastki liryczne.</document>
<document nplp_id="14059" title="Jeske-Choiński Teodor" slug="jeske-choinski-teodor">Pisarz, historyk, publicysta, felietonista, krytyk literacki, dramaturg. Pseudonimy i kryptonimy: M. Bogdanowicz; T.J. Orlicz; Pancerny; Habdank; Łada; Polikrates

Biografia i działalność. Teodor Józef Fryderyk Jeske-Choiński rodził się 27 II 1854 w Pleszewie, w Wielkopolsce, był synem urzędnika sądowego (pochodzenia niemieckiego) Fryderyka Jeske i Franciszki Choińskiej. W pracy literackiej posługiwał się połączonymi nazwiskami obojga rodziców. Uczył się w gimnazjach klasycznych w Śremie i w Poznaniu, maturę zdał w 1872 r. Następnie studiował inżynierię drogową na Politechnice w Poznaniu, filozofię na uniwersytecie w Pradze oraz w Wiedniu. We Wrocławiu słuchał wykładów filozofa Wilhelma Diltheya oraz historyka literatury Ericha Schmidta, których wpływ ukształtował jego poglądy kulturoznawcze a także – częściowo – aparat krytyczny. W Pradze zaznaczył swoją obecność, zakładając stowarzyszenie czesko-polskie (pod nazwą Koło Polskie), a także Ognisko Polskie, towarzystwo kulturalnooświatowe, jednoczące Polaków w Czechach.

Jego debiutem literackim były Cztery fantazje (Poznań 1877, pod pseud. M. Bogdanowicz), następnie opublikował opowiadania Kossak i Kuczma, dwaj konfratrowie (Lipsk 1876), Karmazyn (Poznań 1877), Pierwsza miłość. Powieść z XVIII wieku (Lwów 1878) oraz Syn burmistrza. Obrazek z niedawnej przeszłości (Lwów 1879). W utworach tych opowiadał się po stronie warszawskiego pozytywizmu, a szczególnymi ich cechami były: antyklerykalizm oraz wydźwięk antyszlachecki. W okresie fascynacji pozytywizmem Jeske-Choiński publikował również na łamach prasy („Przegląd Tygodniowy”, „Nowiny”, „Ateneum”) swoje artykuły publicystyczne oraz recenzje.

W 1880 r. poślubił kompozytorkę i śpiewaczkę Ludmiłę z Mikorskich. Po przeniesieniu się do Warszawy w 1882 r. poświęcił się pracy dziennikarskiej i pisarskiej, a już wcześniej (ok. 1880 r.) zmodyfikował swoje poglądy, wiążąc się ze środowiskiem konserwatywnym (określonym później przez niego mianem „młodych konserwatystów” warszawskich) i publikując w piśmie „Niwa”, które zmieniło wcześniejszą, pozytywistyczną opcję ideową na zachowawczą ok. 1876 r. Można w związku z tym uznać go za ważnego współorganizatora warszawskiego środowiska „młodokonserwatywnego”. Współpracował wówczas także z następującymi gazetami i pismami: „Kurierem Warszawskim” (gdzie przez jakiś czas kierował działem literackim), „Słowem”, „Wiekiem”. W 1889 r., po wyjeździe do Paryża, rozpoczął współpracę z pismem „Wędrowiec”, które przez jakiś czas redagował, a później (w l. 1910–1914), podczas pobytu we Lwowie – także lwowską „Kronikę Powszechną”. Był niezwykle płodnym publicystą, krytykiem, felietonistą – w ciągu 10 lat współpracy z prasą warszawską opublikował w niej około 2000 swoich artykułów.

Na jego działalności literackiej i publicystycznej położył się cieniem akces do „Roli” (wcześniej „Tygodnik Rolniczy”), która, po przejęciu tego tytułu w 1883 r. przez rzutkiego publicystę Jana Jeleńskiego, stała się jedynym w Warszawie pismem programowo antysemickim. Na ewolucję Jeske-Choińskiego ku nacjonalizmowi z elementami antysemityzmu nakłada się demokratyzacja jego poglądów (wcześniej – konserwatywno-elitarnych, z akcentowaniem potrzeby hierarchii w społeczeństwie) oraz rosnąca niechęć do wszelkich nowych nurtów (w kulturze i obyczajach), związanych z modernizmem. Podobnie jak wcześniej (po 1880 r.) pozytywizm, tak w II poł. tej dekady oraz po 1900 r. – modernizm wraz ze zmianami mu towarzyszącymi (takimi np., jak „nowe formy obyczaju erotycznego”) stanowił główny obiekt ataku Jeske-Choińskiego, a zarazem przyczynę jego lęków i wyraźny zwornik jego światopoglądu klerykalno-zachowawczego. Dał temu wyraz w takich publicystycznych zbiorach jak Na schyłku wieku (1894), Rozkład w życiu i literaturze (1895), wznowionych później pod wspólnym tytułem Dekadentyzm (1905).

Jeske-Choiński był także redaktorem popularnej serii wydawniczej „Biblioteka Dzieł Wyborowych”. Po wybuchu I wojny światowej wyjechał do Wiednia, a w ostatnim okresie życia (po 1915 r.) mieszkał w Warszawie, gdzie zmarł 14 IV 1920.

Twórczość literacka. Dorobek literacki Jeske-Choińskiego – po okresie młodzieńczym, gdy ulegał wpływom pozytywizmu – stanowi całość wyjątkowo zwartą, scaloną przez wyraziste, nierzadko wręcz antyoświeceniowe tezy światopoglądowe. Stąd też jego powieści historyczne (Gasnące słońce, Warszawa 1895; Ostatni Rzymianie, Warszawa 1897; Tiara i korona, Warszawa 1900; O mitrę hospodarską, Warszawa 1904) stanowią również egzemplifikację jego poglądów, w realiach, odpowiednio: starożytnego Rzymu w czasach Marka Aureliusza, Rzymu z czasach Teodozjusza Wielkiego, a wreszcie Siedmiogrodu w XVI w. Jeske-Choiński był również autorem chętnie komentowanej krótkiej powieści fantastycznej (z elementami alegorii) Po czerwonym zwycięstwie. Obraz przyszłości (1909), która miała w jego zamierzeniu ukazać niemożliwość dłuższego utrzymania się ustroju socjalistycznego w przywiązanym do tradycji społeczeństwie polskim. Natomiast jego powieści współczesne (np. Po złote runo, 1892; W pętach, 1893; Różycki, 1903; Z miłości, 1905; W pętach wolnej miłości, 1913), realizujące założenia konserwatywnej tendencyjności (ukazujące sukces bohaterów przywiązanych do tradycji i klęskę „postępowców” czy też kosmopolitów), nie przedstawiają obecnie większej wartości poza czysto historycznoliteracką.

Instrumentarium krytyczne. Charakterystyczną cechą twórczości krytycznej Jeske-Choińskiego, obejmującej praktycznie wszystkie możliwe formy wypowiedzi (artykuł krytyczno-interpretacyjny, opinia w ramach przeglądu wydarzeń literackich i kulturalnych, esej, recenzja), jest wysoki stopień świadomości teoretycznej, który nie przekłada się jednak na różnorodność opinii dotyczących tych samych nurtów, tendencji i zjawisk we współczesnej mu twórczości literackiej (jak np. pozytywizm, modernizm, powieść tendencyjna itp.). Sam autor w programowo-wspomnieniowym felietonie Ziarna i plewy („Niwa” 1882, nr 191) wskazuje na konieczność znalezienia złotego środka pomiędzy pozytywistyczną metodologią badania zjawisk kultury (w szczególności: metodą H. Taine’a) a autonomią zjawisk „ducha”, która domaga się wyjścia poza Taine’owską triadę „rasy, środowiska i momentu historycznego”. Metoda pozytywistyczna, zdaniem Jeske-Choińskiego, jest w pełni uprawniona jako reakcja na „przesadny idealizm” okresu minionego (romantyzmu), jednak w praktyce krytycznej może ona zdać sprawę – poza fizycznymi i biologicznymi uwarunkowaniami życia autora lub bohatera literackiego – jedynie z towarzyszących ich życiu procesów intelektualnych, pozostawiając na uboczu całą sferę emocjonalną. Stąd też Jeske-Choiński upomina się o „metafizykę, intuicję i wiarę” w głębszy sens ludzkich działań jako uzupełnienie pozytywistycznej metodologii, które krytyk byłby skłonny ulokować obrębie znaczenia Taine’owskiego pojęcia „chwili historycznej”. Autor powołuje się na Schmidta i Diltheya jako myślicieli wykraczających poza pozytywistyczną ortodoksję i polemizujących z tą doktryną.

Jeske-Choiński był krytykiem dobrze – jak na ówczesne polskie warunki – zorientowanym w zachodnioeuropejskiej (zwłaszcza niemieckiej) krytyce i teorii literatury, co potwierdzali także jego ideowi przeciwnicy, reprezentujący orientację postępową (np. P. Chmielowski). Oprócz wymienionych Schmidta i Diltheya, swoje poglądy na temat prozy zaczerpnął Choiński ze studium Friedricha Spielhagena Beiträge zur Theorie und Technik des Romans (1883), od którego przejął postulat, by powieściopisarz – opierając się na obserwacji – osiągał w utworze jak największą złudę podobieństwa do rzeczywistości, a także pojęcie plastyczności („wypukłości”) przedstawień zawartych w dziele. Także za Spielhagenem uznawał Jeske-Choiński dzieło przede wszystkim za wytwór „fantazji” twórcy, efekt artyzmu, który „przewyższa naturę”, ponieważ oświetla ją blaskiem ludzkiej poznającej myśli (w czym widać także odzwierciedlenie koncepcji estetycznej wzniosłości I. Kanta). Respektował – za niemieckim teoretykiem – sztywny podział na treść i formę utworu. W swojej ocenie dzieł literackich krytyk kierował się regułą konsekwentnego i całkowitego obiektywizmu formy, co oznaczało postulat estetyzacji świata przedstawionego, który miał być bardziej logiczny, rygorystycznie uporządkowany, niż codzienne, otaczające pisarza życie – po to, by doskonale ukazać wewnętrzną logikę działania i konsekwencję ewolucji charakterów ludzkich, wcielonych w postacie powieści. Jeske-Choiński pojmował bowiem „przedmiotowość” dzieła literackiego głównie jako wpływ idei, czyli refleksji pisarza, która powinna być wiodącym czynnikiem, porządkującym świat przedstawiony. Wcieleniem tak pojmowanej idei dzieła winny być przede wszystkim dwa jego elementy konstrukcyjne: fabuła i bohater. Od Spielhagena zaczerpnął także Jeske-Choiński dotyczące powieści historycznej przekonanie, że jej głównym bohaterem nie może być realna postać historyczna, a jedynie taka, która jest dziełem wyobraźni autora. Wśród postulatów dotyczących tego rodzaju powieści (w studium Powieści historyczne, „Kurier Warszawski” 1886, nr 29) wymienić należy również zharmonizowanie płaszczyzn wydarzeń historycznych i fikcyjnych oraz właściwe odtworzenie „ducha czasu” (termin zaczerpnięty od Diltheya i przeciwstawiony przez niego Taine’owskiemu pojęciu psychologii narodu lub społeczności).

W zakresie krytyki teatralnej opierał się Choiński na studiach Hermanna Hettnera i Gustava Freytaga (H. Hettner, Das moderne Drama, Braunschweig 1852, G. Freytag, Die Technik des Dramas, Leipzig 1905), faworyzując osadzony w realiach życiowych, tendencyjny dramat mieszczański, zaś krytykując utwory „lekkie”, niepodejmujące aktualnych problemów, np. farsę i bluetkę (podobnie jak w kwestii schematów fabularnych powieści krytykował twórczość M. Bałuckiego i W. Marrené-Morzkowskiej za chwyty fabularne rodem z powieści kryminalnej i brukowej). Dramat dzielił na: egzystencjalny (w którym jednostka popada w konflikt z porządkiem świata), społeczny (oparty na konflikcie jednostki z otaczającą zbiorowością) oraz psychologiczny (obrazujący wewnętrzny, moralny konflikt człowieka z samym sobą). Za Theodorem Mundtem (Dramaturgie oder Theorie und Geschichte der dramatische Kunst, Berlin 1848) za źródło wyższości dramatu nowożytnego nad antycznym uznawał dokonane przez chrześcijaństwo wyzwolenie głównego bohatera dramatu od uległości siłom Fatum. Stąd też ludzki charakter (i jego skierowana na społeczeństwo aktywność) staje się w nowożytności miernikiem wartości sztuki dramatycznej. Te założenia stały się probierzem ocen konkretnych dramatów przez Jeske-Choińskiego (wartościowanych przezeń zawsze jedynie z literackiego punktu widzenia, bez odniesień do walorów inscenizacji) – jego recenzji prasowych, pisanych zgodnie ze schematem: przywołanie pewnej reguły poprawności formy dramatycznej oraz porównywanie z nią ocenianego dramatu.

Najmniej trafne oceny formułował Jeske-Choiński w odniesieniu do twórczości poetyckiej, nie wybiegając pod tym względem poza pewną bezradność krytyki pozytywistycznej wobec liryki. Trzeba jednak zauważyć, że z estetyki niemieckiej przejął krytyk przekonanie o wyższości poezji wobec innych form twórczości literackiej, za wzorce poetyckości uznając lirykę prowansalską i niemieckie eposy rycerskie, nie zaś rodzimą tradycję literacką, jak czynili to pozytywiści. Świadectwem krytycznej bezradności jest studium Henryk Heine. Portret literacki (Kraków 1885), gdzie posługując się metodą Hippolyte’a Taine’a krytyk starał się wyeksplikować cechy twórczości niemieckiego poety z biopsychologicznych uwarunkowań jego osobowości. Za przyczynę słabego rozwoju poezji w czasach pozytywizmu uznawał trzeźwość i „przyziemny” praktycyzm tej epoki, jednakże dostrzegał w Adamie Asnyku i Marii Konopnickiej prawdziwe talenty poetyckie, nie mogące rozwinąć się należycie z powodu presji zewnętrznych uwarunkowań.

Jeske-Choiński w najogólniejszym zarysie pozostał wierny tak nakreślonej metodzie oceny zjawisk literackich, w której można także odnaleźć elementy neokantyzmu (zwłaszcza podział realności na sferę zjawisk, fenomenów oraz niepoznawalną zmysłami i pozamaterialną sferę noumenów), z tym, że krytyk określał dziedzinę ducha lub ideałów w coraz większym stopniu jako poddaną władztwu jednej religii (katolicyzmu), instytucjonalnemu autorytetowi Kościoła oraz przyswajalną w świecie ludzkim poprzez akt niezachwianej wiary. Miał przy tym coraz większą tendencję do etnocentrycznego ujmowania zjawisk kultury (w tym – sfery wartości, przeciwstawionej faktom), ewoluując ku nacjonalizmowi, co znalazło wyraz w jego akcesie do „Roli”. Jeśli można mówić o pewnej pośredniości stanowiska Jeske-Choińskiego – to wyłącznie w perspektywie dokonanej przez niego osobliwej „syntezy” pozytywizmu (jako przydatnej metodologii) i katolickiego konserwatyzmu (jako jedynej możliwej do odnalezienia sfery wartości). Tylko dzieła spełniające kryterium podobnego sytuowania wobec siebie sfer „materii” i „ducha” mogły liczyć na jego uznanie. Jeske-Choiński był zarazem krytykiem literackim, który starał się zawsze osadzić własne osądy literatury polskiej w szerszym, europejskim kontekście (Dramat niemiecki XIX w., 1883, Henryk Heine. Portret literacki, 1885, Emil Zola jako polemista i krytyk, „Tygodnik Ilustrowany” 1892, nr 138–147).

Atak na pozytywizm. Jeske-Choiński po okresie młodzieńczej fascynacji pozytywizmem zaczął stopniowo dostrzegać wady tego światopoglądu i literackiej praktyki. W studium Główne prądy tendencyjnej powieści niemieckiej („Niwa” 1881, z. 166–168) autor, oceniając pozytywistów, przyznawał, że w swoich początkowych wystąpieniach mieli oni rację, zarówno pod względem psychologicznym (reagując na przesadny, romantyczny idealizm), jak też i pod pewnymi względami merytorycznym (bo realne zdobycze nauki uzasadniały pozytywizm). Argumentem na rzecz pozytywizmu jest u Jeske-Choińskiego również powszechność idei postępu, przez wszystkich akceptowanej. Również w późniejszym eseju Źródło i pochód naturalizmu w beletrystyce francuskiej („Niwa” 1882, z. 186) krytyk przyznawał, że realizm (którego źródło sytuował w myśli J.J. Rousseau, a nie w mimesis) stanowi postęp w stosunku do „metafizyki”, zaś empiryczne poznawanie świata powinno być „podstawą zarówno sztuki, jak i wiedzy”. Tych reguł poznawczych nie przestrzega jednak francuski naturalizm, który ustanawia swego rodzaju krytyczną i pesymistyczną „metafizykę”.

Również na gruncie polskim pozytywizm był uzasadniony, bo, jak pisał Jeske-Choiński: „[…] nie kaprys chwilowy był rodzicem ruchu, który się sam pozytywizmem nazwał, nie przypadek odwrócił serca synów od wierzeń ojców. Zbytni, na fantazji tylko i uczuciu oparty idealizm starszych, musiał wytworzyć przesadną trzeźwość młodszych. Inaczej być nie mogło” (Typy i ideały pozytywnej beletrystyki polskiej, Warszawa 1888). Istniały jednak przyczyny, dla których pozytywizm okazał się nurtem wyjątkowo nietrwałym, i z tego punktu widzenia (czyli popełnionego przez pozytywizm „błędu”) należy oceniać także dzieła literackie pisarzy-pozytywistów.

Do takich wad pozytywistycznej praktyki literackiej – nader często utożsamianej przez Jeske-Choińskiego ze światopoglądem pozytywistycznym należały: wpisywanie się w towarzyszący kulturze europejskiej od czasów renesansu (i kulminujący w ideach oraz praktyce politycznej Rewolucji Francuskiej) nurt „krytycyzmu”, podważającego wartości społeczeństwa hierarchicznego oraz dogmaty religijne, abstrakcyjna „teoretyczność” poglądów (często określana mianem „doktrynerstwa”), która sprawia, że pisarze ci deformują obraz realnego życia, niedocenianie roli uczucia w ludzkiej psychologii, krzewienie wśród społeczeństwa postaw oportunistycznych i przyziemnej, materialnej zapobiegliwości, wreszcie sojusz z burżuazyjnym liberalizmem, który faworyzuje egoistyczną koncepcję społecznego ładu. Na te cechy literatury pozytywistycznej (lub też tak zidentyfikowanej przez krytyka) zwracał on uwagę w publicystyczno-krytycznych artykułach, zgromadzonych (a następnie przedrukowywanych) w zbiorach: Pozytywizm warszawski i jego główni przedstawiciele (Warszawa 1885), Typy i ideały pozytywnej beletrystyki polskiej (Warszawa 1888), Pozytywizm w nauce i literaturze (Warszawa 1905).

Z perspektywy opisu oraz oceny pojawienia się i ewolucji polskiego pozytywizmu krytyczne opinie Jeske-Choińskiego odegrały rolę zwłaszcza w zakresie diagnozowania przyczyn kryzysu i ostatecznego zaniku tego światopoglądu oraz literackiej praktyki w l. 80. XIX w. Krytyk sekundował bowiem zmierzchowi stosowania kryterium postępowości do oceny zjawisk życia literackiego i społecznego (dywersyfikacji: postępowe – konserwatywne) oraz wyłonieniu się nowego kryterium oceny w postaci stosunku tych zjawisk do kwestii narodowej (czyli nowemu podziałowi na stanowiska: ugodowe i narodowe). Był to zarazem okres kryzysu konserwatyzmu, wyrażającego się między innymi w odejściu młodych przedstawicieli tego światopoglądu do nowo utworzonego dziennika „Słowo”, które skłoniło Jeske-Choińskiego do proklamowania programu „młodego konserwatyzmu” warszawskiego (w artykule Piśmiennictwo polskie ostatnich lat dwudziestu w oświetleniu Piotra Chmielowskiego, „Kurier Warszawski” 1886, nr 5–9). Artykuł ten stał się okazją do reakcji i polemik w prasie warszawskiej, m.in. ze strony „Słowa”, które – piórem anonimowego publicysty w felietonie Półsłówka („Słowo” 1886, nr 13) – zaprotestowało przeciwko zaliczeniu go przez Jeske-Choińskiego do grona organów „młodokonserwatywnych”. W istocie, do przynależności do proklamowanego przez krytyka ugrupowania nie przyznawał się nikt z warszawskich publicystów, zaś samo to określenie przetrwało dzięki Piotrowi Chmielowskiemu, który polemizował z Jeske-Choińskim jako reprezentantem tej właśnie grupy.

Wśród cech charakterystycznych stosunku krytyka do polskiego pozytywizmu wymienić należy minimalizowanie jego wpływu na mentalność społeczną (ze względu – jak uważał – na charakterystyczny dla naszego społeczeństwa, niewzruszony konserwatyzm), ograniczanie jego trwania w czasie (do około dekady) oraz tendencja do dzielenia go na dwa etapy: wczesny (zakończony tuż po roku 1880) oraz dojrzały, bardziej skłonny do kompromisu z tradycją (do czego J.-Ch. usilnie byłych pozytywistów namawiał, proponując wspominaną wcześniej syntezę metody pozytywistycznej z konserwatywnym klerykalizmem w sferze idei). Autor studium Typy i ideały… wyróżniał się trafnością ocen jako obserwator kryzysu i rozpadu wczesnego, optymistycznego pozytywizmu l. 70. XIX w.

Nie oznaczało to, że wszystkich autorów pozytywistycznych oceniał Choiński jednakowo. W swoich studiach na temat pozytywizmu starał się niuansować poglądy, np. krytykując Elizę Orzeszkową za nadmierne faworyzowanie „matematyki i przyrodoznawstwa”, kosztem „prawodawców, filozofów, poetów, artystów” (Typy i ideały…), a także zapomnienie o problemach polskiej wsi. Dostrzegał w jej bohaterach również jednostronność, polegającą na braku wahań w kwestii wiary religijnej oraz ewolucji w tym względzie. Do cech dodatnich ideowego pisarstwa Orzeszkowej zaliczał krytyk realistyczną spostrzegawczość w zakresie portretowania szlachty i duchowieństwa, których obraz nie został krytycznie zdeformowany. Relatywnie wysoko oceniał również Jeske-Choiński powieści Orzeszkowej o tematyce żydowskiej (Eli Makower, Meir Ezofowicz), przede wszystkim jednak za to, że wykazała się „realizmem” w portretach żydowskich bohaterów, nie idealizując ich w sposób – jego zdaniem – charakterystyczny dla rzeczników asymilacji. Pojawiają się tu sygnały, świadczące o rosnącej roli antysemityzmu w poglądach krytyka (m. in. przekonaniu o specyficznej, egoistycznej i de facto „zacofanej” mentalności Żydów towarzyszy przeświadczenie o „mocy” tej mniejszości, która będzie w stanie wyzuć „rdzennych Polaków” z ich własności). Ogólnie rzecz biorąc, stosunek JJeske-Choińskiego do twórczości autorki Argonautów pozostawał ambiwalentny, ponieważ doceniał on jej talent pisarski, uznając twórczość Orzeszkowej za ważną nie tyle dla kształtowania czy rozwoju pozytywizmu, co raczej jako symptom jego kryzysu i schyłku. Meira Ezofowicza i Widma (na równi z Dumaniami pesymisty A. Świętochowskiego) postrzegał jako odejście od wczesno-pozytywistycznego optymizmu, sygnalizujące porzucenie przez nią dawnych ideałów.

Wśród pisarek, pisarzy i publicystów, których nazwiska pojawiają się w studiach Jeske-Choińskiego o pozytywizmie (E. Orzeszkowa, W. Marrené-Morzkowska, T.T. Jeż, M. Bałucki, A. Świętochowski, B. Prus, A. Dygasiński, M. Szeliga, W. Zyndram-Kościałkowska, J. Sawicka – Ostoja, H.J. Pajzderska – Hajota, A. Sygietyński, G. Zapolska, M. Konopnicka) najostrzej oceniony został Aleksander Świętochowski (jako „pierwszorzędny stylista, nieubłagany polemista” biegnący w „pustkę”, „doktryner z przekonań, pamflecista z upodobania”) (Typy i ideały), zaś najbardziej przychylnie Bolesław Prus, który zajmuje zdaniem krytyka „wyjątkowe stanowisko” na tle nurtu pozytywistycznego i całej ówczesnej powieści, przede wszystkim ze względu na swój indywidualizm (chadzanie „luzem własnymi drogami”) oraz skupianie się w twórczości na osobach „maluczkich”, pozbawionych wpływu na rzeczywistość (dzieci, chorzy, kaleki, ubodzy, chłopi itd.). Należy również odnotować fakt, że – z punktu widzenia kompozycji i treściowej spójności – entuzjastycznie ocenił Jeske-Choiński Faraona, dostrzegając zawartą w tej powieści „prawdę historiozoficzną” („Faraon” B. Prusa, „Głos Narodu” 1897, nr 89). Ze względu na uobecniającą się w twórczości Prusa nową formułę tendencyjności (już nie „pochwałę burżuazyjnego filisterstwa”, lecz obronę najniższych warstw społecznych) twierdził Jeske-Choiński, że „dopiero z Prusem rozpoczyna się rzeczywiste zdemokratyzowanie się literatury pięknej” (Typy i ideały).

Zdanie to jest sygnałem demokratyzowania się poglądów samego Jeske-Choińskiego. Jednak jego stosunek do pozytywizmu pozostał do końca niezmiennie krytyczny, potem stopniowo wtapiając się w monolit nacjonalistycznych i ksenofobicznych przekonań z okresu współpracy z „Rolą” (najczęściej pod nazwą „burżuazyjnego liberalizmu”). Trzeba przy tym zaznaczyć, że Jeske-Choiński konsekwentnie bardzo ostro atakował mieszczański (merkantylny, „dorobkiewiczowski”) charakter ideałów życiowych bohatera prozy pozytywistycznej, szczególnie krytycznie oceniając z tego punktu widzenia powieść Księżniczka Zofii Urbanowskiej (w powieści tej jego zdaniem „odbiły się najdokładniej ideały filisterskiej beletrystyki naszych czasów”, Typy i ideały…). Pisarstwo Prusa i Dygasińskiego uznawał za wyraziste już symptomy odejścia od pozytywizmu i kształtowania się charakterystycznego dla modernizmu nastroju pesymistycznego. Powieść Cham Orzeszkowej oceniał wysoko jako wykraczającą poza pozytywizm realizację cenionego przezeń paradygmatu powieści psychologicznej, przeznaczonej dla „elity” wyedukowanych i wrażliwych czytelników (Z literatury powieściowej, „Gazeta Lwowska” 1889, nr 133). Równocześnie – z zasobu pojęć wprowadzonych przez pozytywizm – w użyciu tego krytyka (ale ze specyficznym, konserwatywno-narodowym odcieniem znaczeniowym) pozostała „organiczność”.

Krytyka ideologiczna i moralistyczna. Wobec naturalizmu. Artykuł Jeske-Choińskiego Źródło i pochód naturalizmu w beletrystyce francuskiej inicjuje pewien aspekt działalności krytycznej tego autora, polegający na filozoficzno-światopoglądowej polemice z nurtami w literaturze i sztuce. Jakkolwiek polemika ta jest oczywiście paralelna w stosunku do sporu z pozytywizmem, charakteryzuje ją większy stopień abstrakcyjności, a zarazem mniejsze nasycenie bieżącymi treściami publicystycznymi (np. sporami prasowymi). Charakteryzując swoje stanowisko, J.-Ch. sporadycznie powoływał się na poglądy filozofów i estetyków niemieckich, częściej uzasadniając je zakorzenieniem w tradycji polskiej i samodzielnym osądem rozważanych kwestii. Począwszy od polemiki z „powieścią eksperymentalną” Émile’a Zoli, krytyk dostrzega nasilający się nurt prymitywnej, anty-idealistycznej „biologizacji” koncepcji człowieka (według Jeske-Choińskiego u naturalistów jest to „człowiek-zwierzę”), a tym samym przedstawiającej go literatury, w której pomijane są eschatologiczne („człowiek-dusza”) i emocjonalne („człowiek-serce”) komponenty psyche. Trzeba jednak zauważyć, że również w ocenie naturalizmu Jeske-Choiński pozostawał niejednoznaczny: o ile „realizm naturalistyczny” Pani Bovary Gustave’a Flauberta oceniał jako godne pochwały osiągnięcie artystyczne, to już „naturalizm krańcowy” Historii rodziny Rougon Macquartów Zoli niszczył, jego zdaniem, racjonalny ład kompozycyjny powieści, prowadząc na artystyczne manowce.

Poza tym, naturalizm jest dla Jeske-Choińskiego odmianą realizmu, czyli zjawiska zasadniczo akceptowanego, a nawet pożądanego. W swoich pismach krytycznych wielokrotnie używał pojęcia „realizm”, pojmując je na trzech poziomach uogólnienia: jako paradygmat sztuki wielkiej i ponadczasowej, jako mimetyczną skłonność, przejawiającą się w dziełach od zarania literatury oraz jako metodę twórczą, obowiązującą w czasach mu współczesnych (której reprezentantami byli m. in. H. Balzac, G. Flaubert, A. Daudet oraz liczni polscy pisarze po 1882 r.). Często jednak znaczenie tego terminu było bliskie potocznemu, np. gdy Jeske-Choiński przeciwstawiał „wiedzę teoretyczną” pewnych pisarzy znacznie pewniejszej „wiedzy życiowej” zgromadzonej przez innych (przykładem T.T. Jeż, wysoko wartościowany głównie z tego powodu). Także bohaterów recenzowanych książek zwykł nierzadko nazywać „realistami” życiowymi. Natomiast naturalizm był dla Jeske-Choińskiego realizmem „wynaturzonym” (Źródło i pochód).

Z tego punktu widzenia krytyk oceniał twórczość polskich pisarzy nurtu naturalistycznego, formułując wobec nich niejednakowe zarzuty: w odniesieniu do Adolfa Dygasińskiego było to zacieranie różnicy między nauką a sztuką (stanowiące wariant pozytywistycznego „doktrynerstwa”), w odniesieniu do Antoniego Sygietyńskiego i Gabrieli Zapolskiej – „przesada w kierunku ujemnym”, „brak harmonii w rozdzielaniu świateł i cieni”, czyli deformowanie rzeczywistości (Typy i ideały…). Zasadniczo naturalizm polski cenił Jeske-Choiński wyżej od francuskiego, ze względu na mniejszą tendencję do deformowania rzeczywistości i naruszania prawidłowej, racjonalnej kompozycji powieści. Charakterystyczna jest jego wysoka ocena powieści Sygietyńskiego Na skałach Calvados. Jednak ten sposób pisania był dla krytyka także przejawem narastania zjawiska, któremu poświęcił również wiele uwagi, a mianowicie dekadencji w kulturze europejskiej przełomu XIX i XX w.

Dekadentyzm. Najważniejsze zbiory artykułów publicystycznych i krytycznych, poświęconych temu zjawisku to: Na schyłku wieku: studium (Warszawa 1894), Rozkład w życiu i literaturze: studium (Warszawa 1895), Dekadentyzm (Warszawa 1905 – rozszerzony przedruk poprzednich), Seksualizm w powieści polskiej (Warszawa 1914). Wśród komponentów tego negatywnego zjawiska (stanowiącego dla Jeske-Choińskiego niezaprzeczalną kulturową „ramę” ówczesnej sztuki literackiej) krytyk wymieniał: determinizm, materialistyczny fatalizm, elementy przebrzmiałego pozytywizmu, filozoficzny „kult nirwany”, echa romantyzmu. Dekadentyzm był oceniany przez krytyka jeszcze ostrzej i bardziej jednoznacznie niż pozytywizm lub scjentyzm. Warto zauważyć, że komentując literaturę dekadencką i do dekadentyzmu prowadzącą (np. w studium Na schyłku wieku), Jeske-Choiński przeciwstawiał literaturze francuskiej, która „zgubiła własny ster”, wielką epikę rosyjską, charakteryzującą się „współczuciem dla rozpaczy i niemocy człowieka” (opinia ta wynikała m.in. z krytycznego zestawienia Madame Bovary G. Flauberta i Anny Kareniny L. Tołstoja). Być może formułując te opinie, krytyk pozostawał pod wpływem idei panslawistycznych, z którymi miał okazję zapoznać się w Pradze.

Historiozofia. Na osobną uwagę zasługuje Jeske-Choińskiego wizja historii, która silnie wpłynęła zarówno na oceny współczesnych mu dzieł literackich, jak i na jego postawę wobec kultury w ogóle. Szczególną cechą tej postawy są ambicje historiozoficzne – próba zakorzenienia historii jako łańcucha zdarzeń w koncepcji eschatologicznego ładu, a postaw bohaterów w prawno-naturalnej koncepcji jednorodzajowości człowieka we wszystkich epokach – które we własnej twórczości udało mu się spełnić jedynie połowicznie. Zgodność z doktryną i dogmatyką katolicyzmu nie pozwala w tym przypadku mówić o znaczącym wpływie myśli Diltheya (u którego „duch obiektywny” sam jest dziejowo zrelatywizowany) na Jeske-Choińskiego, natomiast ze świata wyobrażeń konserwatywnych zaczerpnięte są stosowane szeroko analogie pomiędzy różnymi okresami dziejów (np. powracanie zjawiska dekadencji z czasów schyłku Rzymu, zobrazowanej w powieściach Jeske-Choińskiego Gasnące słońce i Ostatni Rzymianie, poprzez okres Odrodzenia w Europie, przedstawiony w powieści Demon Odrodzenia, aż po przełom XIX i XX w. w jego utworach współczesnych).

Jako krytyk utworów o tematyce historycznej (nowel, obrazków, opowiadań, powieści), Jeske-Choiński wyraźnie preferował historię szlachty polskiej jako grupy niemal bezrefleksyjnie uznawanej przezeń za „warstwę historyczną”. W poświęconym temu zagadnieniu studium Historyczna powieść polska: od Niemcewicza do Kaczkowskiego (Warszawa 1889) za źródło nowoczesnej powieści tego rodzaju krytyk uznaje restytucję dawnych wartości przez Napoleona po Rewolucji Francuskiej oraz twórczość francuskich konserwatywnych „emigrantów” (F.R. de Chateaubrianda, J. de Maistre’a i L.G.A. de Bonalda). Na gruncie polskim apogeum tej inspiracji to epoka antydemokratycznej, szlacheckiej „reakcji” (określenie Jeske-Choińskiego; chodzi o l. 1840–1860), której głównymi i najcenniejszymi przedstawicielami byli Henryk Rzewuski i Zygmunt Kaczkowski. Powinnością powieści historycznej było zatem krzewienie tradycyjnej wizji społeczeństwa stanowego (zachowującej swą wartość nawet gdy bywa krytyczna wobec szlachty). Tak rozumiany obraz wspólnej przeszłości sprzeciwia się zjawiskom, których Jeske-Choiński obawiał się najbardziej: rewolucji i rozpadowi więzi społecznych wskutek obcych dekadenckich wpływów, projektując w przeszłość „organiczną” jedność społeczeństwa (termin, przejęty od pozytywistów, używał krytyk w takim właśnie znaczeniu). Rzewuski zostaje uznany za reformatora powieści historycznej, ze względu na to, że jego bohaterowie zawsze posługują się „językiem charakterystycznym”. Koncentracja na dziedzictwie gawędy szlacheckiej nie oznaczała odwrotu Jeske-Choińskiego od jego tendencji prodemokratycznych; pisze on o sportretowanych krytycznie przez Rzewuskiego szlacheckich Sarmatach: „Jedną tylko zaletę posiadają wszyscy, zarówno wielcy jak mali, mianowicie dobroć, raczej poczciwość serca, stanowiącą zasadniczy rys natury polskiej w ogóle.” (Historyczna powieść)

Refleksja formalna i teoretycznoliteracka. W zakresie uwag dotyczących formy interpretowanych utworów Jeske-Choiński pozostawał daleki od językowej i pojęciowej precyzji, posługując się językiem dosadnym i ekspresyjnym. O Orzeszkowej pisał np., że „zachwaściła swe pierwsze powieści mnóstwem osobistych uwag, wykrzykników i komentarzów, które ułatwiają pogląd na jej zapatrywania i tendencje (Typy i ideały); „[…] nie przeciążyła [swojej powieści] […] tanią erudycją encyklopedyczną, którą lubiła się popisywać […]” (tamże). Wśród cech pisarstwa krytycznego Choińskiego na miejscu naczelnym wymienia się często wewnętrzną niekoherencję systemu jego poglądów, kompilatorstwo i eklektyzm. W swojej twórczości (zarówno krytycznej, jak i artystycznej) akceptował i wykorzystywał determinizm, który nie był jednak – jak u pozytywistów lub naturalistów – uzależniony od fizycznych praw, ale od działania bożej opatrzności na świat. W warstwie deklaratywnej swoich poglądów był on przeciwnikiem moralistycznej oceny dzieł literackich, co nie przeszkadzało mu krytykować wczesnej twórczości pozytywistów właśnie jako „niemoralnej”. Choć oceniał negatywnie wszelkie komentarze odautorskie w narracji powieści (które jego zdaniem niszczyły „iluzję prawdopodobieństwa”), w swoim studium o powieści historycznej (Historyczna powieść) wypowiadał się aprobatywnie o tradycji i praktyce literackiej gawędy szlacheckiej. Krytyk posługiwał się często bliskim potocznemu, zdroworozsądkowym znaczeniem słów, które powinny być wyraźniej sprecyzowane (np. termin „realizm” jako synonim rozsądku i racjonalności działania, sygnalizowanie „nudy” podczas lektury, ocenianie jakiejś postaci literackiej jako „niewykończonej” bez uzasadnienia). Być może wynikało to w pewnej mierze również z przemyślanej strategii uprawiania krytyki impresyjnej, zgodnie z którą piękno nie może zostać nigdy dyskursywnie zdefiniowane (Ziarna i plewy).

Jeśli chodzi o rozumienie podstawowych terminów, ważnych dla krytyki tego okresu (realizm, tendencyjność, naturalizm), Choiński nie odbiegał w sposób zasadniczy od ich pojmowania we współczesnej mu krytyce literackiej (np. u P. Chmielowskiego). Oprócz trzech wymienionych powyżej poziomów uogólnienia, na jakich stosował termin „realizm”, warto zauważyć obecny u niego, temporalny podział pojęcia „tendencyjności” (na „liberalno-burżuazyjną” tendencyjność twórczości l. 70. oraz „społeczną” – w l. 80. XIX w.), zaś naturalizm – pojmowany w wyraźnie konserwatywny sposób – oznaczał dla niego wizję świata opartą na pesymistycznym materializmie, będącą konsekwencją i przejawem kryzysu światopoglądu pozytywistycznego.

Charakterystyczna dla Jeske-Choińskiego jako krytyka była tendencja do całościowego pojmowania zjawisk cywilizacyjno-kulturowych. Pojmowanie to łączyło w jedną całość filozofię, poglądy naukowe, różne dziedziny sztuki, a wreszcie sferę obyczajową życia ludzkiego i pozwalało wypowiadać sądy, dotyczące równocześnie wszystkich tych sfer. Wynikało ono z oddziaływania na Jeske-Choińskiego myśli Diltheya oraz Schmidta, w szczególności przeciwstawienia funkcjonalizmu humanistyki (rozumienia zjawiska poprzez odniesienie do całości, której jest ono elementem) – genetyzmowi nauk przyrodniczych (wyjaśnienia zjawiska poprzez wskazanie zespołu jego przyczyn i uwarunkowań). Jeśli zaś chodzi funkcję tendencji „premodernistycznych” w pisarstwie tego krytyka (w szczególności koncepcji autonomii zjawisk artystycznych wobec nauki i analizy racjonalnej) to głównym celem tak ukierunkowanej działalności Jeske-Choińskiego było przywrócenie społecznej roli religii, rozumianej w określony sposób: jako instytucja, oparta na dogmatach i kreująca własną społeczną ideologię. To pojmowanie organizacji społeczeństwa i kultury można dziś określić jako fundamentalistyczne.</document>
<document nplp_id="14061" title="Kaczkowski Zygmunt" slug="kaczkowski-zygmunt">Powieściopisarz, publicysta. Pseud. i krypt.: Heubauer, Nieczuja, Ein Pole, Pomian, Z.K.

Informacje biograficzne. Zygmunt Józef Erazm Kaczkowski urodził się 2 V 1825 w Kamionce Wołoskiej jako syn Ignacego Kaczkowskiego h. Pomian (ur. 1790, zarządcy majątku A. Fredry w Cisnej) i Teresy Franciszki z Niklewiczów (zm. 1862). W l. 1835–1842 odebrał nieregularne wykształcenie w Galicji, później studiował na uniwersytetach we Lwowie i Wiedniu. Wziął udział w powstaniu 1846 r., za co najpierw (wraz z ojcem) został skazany z śmierć, ale po odwołaniu wyszedł na wolność w 1848 r. Był organizatorem gwardii narodowej sanockiej podczas Wiosny Ludów, w następnych latach przebywał w Bereźnicy i we Lwowie, a od 1853 r. często w Krakowie. Na skutek skandali i nieporozumień w 1855 r. udał się za granicę, m.in. do Paryża. W 1858 r. przybył znowu do Lwowa, gdzie u boku Adama Sapiehy rozpoczął przygotowania do wydawania pisma „Głos”, a w 1861 r. został jego redaktorem. Atakowany przez demokratów z „Dziennika Literackiego”, nie potrafił także pozyskać pełnego poparcia kół ziemiańskich. Za przedrukowanie odezwy Agatona Gillera Posłanie do wszystkich rodaków na ziemi polskiej został, jako redaktor, skazany 7 X 1861 r. na siedem lat ciężkiego więzienia, który to wyrok zmniejszono, a 8 XII 1862 cesarz ułaskawił pisarza. Podczas powstania styczniowego organizował zaplecze w Galicji. W 1864 r. został skazany przez sąd powstańczy na banicję za to, że był płatnym agentem rządu austriackiego; Kaczkowski odwołał się od wyroku, który został zniesiony przez Rząd Narodowy Romualda Traugutta. Pisarz przez całe życie dążył do rehabilitacji, jednak w pracy Eugeniusza Barwińskiego z 1920 r. ujawniono dokumenty potwierdzające współpracę Kaczkowskiego z rządem austriackim. W 1866 krótko r. przebywał we Lwowie i w Wiedniu, w 1870 r. założył w Paryżu Banque des Provinces, przeprowadzał operacje finansowe, które przyniosły mu spore dochody. Od 1873 r. mieszkał na stałe w Paryżu. Został odznaczony orderem Legii Honorowej za opracowanie planu finansowego spłaty przez Francuzów niemieckich kontrybucji wojennych. W 1883 r. wystąpił przeciw krakowskim stańczykom z pamfletem Teka Nieczui. Wrócił również do pisania powieści historycznych oraz pamiętników. Ożenił się z Marie Desirée Cayez (ur. 1845). Zmarł 7 IX 1896 w Paryżu. Został pochowany na cmentarzu Montmorency.

Na łamach lwowskiego „Pamiętnika Literackiego”. Walka ze złudzeniami. Po kilkuletnim okresie juwenaliów od początku lat 50. rozpoczął się dla pisarza niezwykle intensywny okres literackiej i publicystycznej aktywności. We współredagowanym przez niego lwowskim tygodniku „Pamiętnik Literacki” zamieścił w 1850 r. kilka wypowiedzi krytycznoliterackich (obok licznych poezji, fragmentów powieści i dramatów, a także publicystyki społecznej). Pierwszy zespół publikacji to próba swoistego rozliczenia się z romantyzmem. W artykule O walkach umysłowych („Pamiętnik Literacki” 1850, nr 15), podając za przykład spory romantyków z klasykami, głosił potrzebę nieustannego starcia idei, których wynik – często odległy od bieżących utarczek – jest „treścią i karmą” życia społecznego; pisarz apelował przy tym: „[…] chciałbym tylko, ażeby przy wyrozumiałości i zachowaniu wszelkiego szacunku czy to osobistego, czy stronnictwa z jednej strony, tym samym wypłacała się i strona przeciwna; chciałbym, ażeby przy wszelkich, choćby najzaciętszych umysłowych walkach, zachowana była godność obustronna, wypływająca ze stopnia oświecenia, do którego wszyscy umysłowo walczący radziby się przyznać”. Kaczkowski zauważał panujące w Polsce „zamieszanie pojęć i wyobrażeń” (O przesadzie w pojęciach, „Pamiętnik Literacki” 1850, nr 24), a jako jego źródła wskazywał „brak szkól publicznych, w których by na jednostajnym oparłszy się systemie w narodowym języku, wszystkie wykładano nauki” oraz literaturę romantyczną. Przyznając tej ostatniej ożywczą rolę dla „starganego i zdruzgotanego ducha narodu”, krytykował doszukiwanie się w niej zbyt wielu znaczeń, wynikające często z niewrażliwości na formę dzieła literackiego. Kaczkowski przeciwstawiał Nie-Boską komedię Zygmunta Krasińskiego, utwór zdaniem pisarza mniej udany artystycznie, lecz „przez wszystkich zrozumiany i pojęty” – Anhellemu Juliusza Słowackiego, negatywnemu przykładowi „poezji proroczej” – podobnie jak Lilla Weneda i Balladyna, a także Noc letnia Krasińskiego. Choć Kaczkowski winił bardziej krytyków niż samych autorów, uznawał, że oderwanie od rzeczywistości, marzycielstwo, niechęć do nauk ścisłych i pracy „jest wadą tego nieszczęśliwego pokolenia”, postulował, by zacząć twardo stąpać po ziemi: „Naród taki, który ma popęd do rozmarzania się w złudliwych obrazach, powinien być ustawicznie ze snu budzony nagą rzeczywistością” (O przesadzie w pojęciach). Aby zaś móc postawić fundamenty pod nową polską literaturę, „potrzeba pracy”, do której obecnie trudno znaleźć chętnych. Niejako przy okazji Kaczkowski zwracał uwagę na krytykę literacką, której „zadaniem powinno być pośredniczenie pomiędzy autorem a czytającym ogółem”, nie zaś wzmacnianie i upowszechnianie „czczej wyobraźni mrzonek” (tamże).

Prawda w powieści. W dorobku krytycznym Kaczkowskiego ważne są dwie recenzje zamieszczone w „Pamiętniku Literackim”. Pierwsza dotyczy utworu Grzechy powszednie Józefa Aleksandra Miniszewskiego (Przegląd literacki, „Pamiętnik Literacki” 1850, nr 20). Po ogólnej konstatacji na temat złego stanu powieściopisarstwa krajowego oraz obszernym streszczeniu utworu Kaczkowski, wydobywając na pierwszy plan przesłanie powieści Miniszewskiego, że „grzechem powszednim ma być z jednej stronie uleganie wpływowi »salonu francuskiego«, z drugiej – rzucanie się »pod stopy cara«”, oceniał negatywnie sposób przedstawienia powieściowej rzeczywistości. Opowiadał się za powieściową „prawdą i jasnością”, a przeciwko „mistycyzmowi”; powieściopisarz jest „malarzem w swoim sposobie, a cóżbyśmy powiedzieli o malarzu, który by połowę obrazu zamalował, choćby piękną, tęczową, ale nieprzejrzystą mgłą?… To samo i o powieściarzu”. Kaczkowski krytykował także nieporadność w ukazaniu głównej idei powieści oraz konstrukcję utworu, zalecając trzymanie się Goetheańskiej zasady samoograniczenia (zwłaszcza w popuszczaniu wodzy wyobraźni), za wzór stawiając Miniszewskiemu twórczość Henryka Rzewuskiego.

Powieść jako dzieło sztuki. Druga recenzja z „Pamiętnika Literackiego” była poświęcona powieści Eugène’a Sue Les enfants de l’amour (Przegląd literacki, tamże, z. 27). Kaczkowski, odwołując się do wcześniejszych o dekadę krytycznych sądów Michała Grabowskiego o francuskiej „literaturze szalonej”, stwierdzał, że można w niej znaleźć wiele utworów udanych pod artystycznym; określał przy tym cele powieści i związane z nimi zadania krytyki: „Powieściarstwo jest sztuką, celem zaś każdej sztuki jest prawda i piękność, a chociaż krytyka ma prawo wymagać po każdej sztuce, ażeby jej drogi, jej przybory, jej duch był moralny, toż nie przeto ma prawo wymagania od niej nauki moralności” (tamże). Kaczkowski zdecydowanie oddzielał cele artystyczne sztuki powieściowej od doraźnej tendencyjności: „Każda odrębna pozaartystyczna tendencja, chociażby była nie wiedzieć jak religijną lub moralną, nie przydaje utworowi ani prawdy, ani piękności, przeciwnie, jest ona tylko balastem, bagażem, który wleczonym być musi na barkach ideału” (tamże). Co za tym idzie, formułowany niegdyś przez Grabowskiego postulat, aby powieści miały pozytywną tendencję moralną, musi prowadzić nieuchronnie do obniżenia ich poziomu artystycznego. Powieść Sue (zwłaszcza jej konstrukcję) Kaczkowski oceniał bardzo pozytywnie, krytykuje jedynie zbytnie uleganie masowym gustom.

Improwizacja i poezja. Cele krytyki. W studium Deotyma w Krakowie. List Zygmunta Kaczkowskiego do redaktora „Gazety Warszawskiej” (1854) autor zawarł pochwałę Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy) jako genialnej poetki improwizatorki, łączącej w swojej twórczości siłę „wyobraźni i rozumu”, stanowiącej zjawisko w kulturze polskiej. Kaczkowski nie tylko zamieścił w swoim liście zapis krakowskich improwizacji poetki oraz kilka innych wierszy, ale też wyraził tam swoje poglądy na temat stanu krytyki literackiej w Polsce: „Przeznaczeniem jej jest być pryzmatem zestrzeliwającym w sobie wszystkie promienie pracującego ducha, nieomylnym kompasem dla głów twórczych, a świecznikiem dla biernych – ale ona najczęściej była tylko po prostu obszerną registraturą piśmiennictwa” (tamże). Za godnych miana krytyków, „których prace zawierają w sobie usestymizowane zasady”, uznał jedynie Michała Grabowskiego i Aleksandra Tyszyńskiego, podkreślając, że są oni pisarzami, dzięki czemu ich krytyka ma wysoką wartość; podobnie było w przypadku Gottholda Ephraima Lessinga, braci Schleglów, Heinricha Heinego, Ludwiga Börnego i przede wszystkim Johanna Wolfganga Goethego; inni piszący o literaturze grzeszą natomiast publicystyczną doraźnością i płytkością, ograniczając się najczęściej do krytykanctwa („takie veto w literaturze jest tylko upiorem dawno pogrzebanego grzechu, któren niezgromiony zawczasu może taki sam skutek sprawić w piśmiennictwie, jaki tamten sprawił gdzieindziej”), nie spełniając stawianego przed krytyką wymagania: „Pierwszym warunkiem pożyteczności krytyki jest, przy gruntownej znajomości przedmiotu i najskrupulatniejszej oględności na wszystko, stateczność w zdaniach i powaga w wykładzie” (tamże).

Powieść historyczna i jej źródła. W okresie po 1863 r. Kaczkowski publikował znacznie rzadziej. W pierwszym tomie swoich Dzieł (1874) roku zamieścił jako wstęp napisaną wcześniej rozprawę O wartości źródeł rękopiśmiennych i ustnych tradycji do historii drugiej połowy XVIII wieku (powst. 1862). Odnosząc się do wypowiedzi krytyków na temat swoich powieści historycznych, zarzucających mu ignorancję i wzorowanie się tylko na twórczości Jana Chryzostoma Paska i Henryka Rzewuskiego, dziękował za wskazówki dotyczące poziomu artystycznego. Wśród źródeł, z których czerpał wiedzę historyczną, wymienił opowieści ustne, drukowane dokumenty i pamiętniki, studia naukowe nad dokumentami rękopiśmiennymi. Według Kaczkowskiego do poznania ducha przeszłości można dochodzić na trzy sposoby: „[…] albo przeczuwa go geniusz swoją mocą cudowną, albo go z wolna odkrywa zdrowy rozsądek za pomocą mozolnej pracy i długiego wczytywania się w źródła współczesne, albo go przekazuje w puściźnie ustne podanie” (O wartości źródeł). Zarzucał polskim historykom (m.in. J. Lelewelowi), że zbyt mało korzystali z ustnych tradycji, podkreślał za to, że obficie czerpał z nich Adam Mickiewicz. Kaczkowski akcentował również wagę wspomnień szlacheckich ze względu na znaczenie szlachty w życiu zbiorowym. Przypominał, że duch narodu żył także w opowieściach nie tylko największych i najsłynniejszych rodów.

Wobec Sienkiewicza. Publikacja Ogniem i mieczem (1884) zmobilizowała Kaczkowskiego do obszernej wypowiedzi krytycznej dotyczącej tej powieści, a także wcześniejszej twórczości Sienkiewicza (O pismach Henryka Sienkiewicza, „Gazeta Lwowska” 1884, nr 166–185 z przerw.). Kaczkowski przedstawiał Ogniem i mieczem na tle dotychczasowej twórczości Sienkiewicza oraz innych utworów literatury polskiej, jak również w dialogu z innymi recenzjami (ze szczególnym uwzględnieniem wypowiedzi S. Tarnowskiego). Twórczość Sienkiewicza przed Trylogią Kaczkowski oceniał negatywnie – w Bartku zwycięzcy potępiał przedstawienie głównego bohatera: „[…] głupota jego nie jest ludzką, tylko zwierzęcą” (tamże, nr 167), a w Szkicach węglem fałszywy obraz polskiej wsi: „Widzimy tu bowiem wieś polską, w której lud wiejski jest głupi i podły, duchowieństwo głupie i podłe, inteligencja głupia i podła, i dziedzice także głupi i podli” […] Ale czy tak wygląda wieś polska? Z pewnością nie” (tamże). Kaczkowski piętnował w opowiadaniach Sienkiewicza „język wykoszlawiony, pełen najgrubszych błędów przeciw gramatyce i składni, co gorsza, pełen prostackich i grubiańskich wyrazów” (tamże), sugerując, że powołanie „pisarzy ludowych” polega na tym, „aby język ukształcony pomiędzy ludem rozszerzyć” (tamże). Dostrzegając zalety obrazowania w Jamiole, stwierdzał, że „myślą przewodnią w tych wszystkich trzech utworach jest czarny pesymizm, czysta negacja, brak wiary w cokolwiek bądź wyższego nad zwierzęcość” (tamże, nr 168). W dramacie Na jedną kartę krytyk widział przede wszystkim przeniesienie na scenę teorii Charlesa Darwina. Lekceważąco wypowiadał się o reportażach i listach Sienkiewicza, które „nie powinny […] podlegać krytyce, są to bowiem dorywczo pisane notatki, od których młody człowiek, wybrawszy się po raz pierwszy w podróż po świecie, rzadko się może powstrzymać, chociaż nie każdy ogłasza je drukiem” (tamże). W noweli Za chlebem (1880) chwalił „z niezwykłym talentem wykonany opis powodzi”, dostrzegając w nim prefigurację konfliktu „Rzeczypospolitej z wzburzonym jak powódź kozactwem” z Ogniem i mieczem.

Kaczkowski – oprócz „skłonności do czarnego zapatrywania się na świat i życie człowieka” – dostrzegał w twórczości Sienkiewicza ślady „pociągu do naśladowania owej szkoły naturalistycznej, która we Francji powstała pod przewodnictwem Emila Zoli” (tamże, nr 170). Przeprowadził gruntowną krytykę dzieł Zoli, wymieniając m.in. takie ich cechy jak bezideowość, fałszywe przekonanie o naukowości, „zmysłowość” i zgubny wpływ na czytelnika.

W zwrocie Sienkiewicza ku pisarstwu historycznemu Kaczkowski widział zasadniczą cezurę w twórczości autora Ogniem i mieczem: „Po długich wędrówkach po świecie rzeczywistym i świecie myśli, młody autor obudził w sobie pamięć, pamięć przeszłości tego społeczeństwa, do którego należy pamięć przeszłości dziejowej […]” (tamże, nr 173). Krytyk poddał analizie bohaterów powieści, kierując się przede wszystkim kryterium zgodności z realiami historycznymi. Zdaniem Kaczkowskiego Sienkiewicz zbyt poważnie traktował „tradycje, stworzone sztucznie przez pewną kastę, w chwilach obłędu, w celu usprawiedliwienia lub upiększenia grzechów popełnionych, w celu umycia się z winy”, dlatego też wykreowane przez niego postaci drugo- i trzecioplanowe „sprawiają na nas takie wrażenie, jak niektóre rysunki Michałowskiego albo Kossaka, niewypełnione, niewykończone, czasem zaledwie z kilku rysów złożone, ale pełne prawdy i genialnych pociągów pióra” (tamże, s. 179). Krytyka raziła natomiast w powieści niewłaściwie przedstawiona topografia i brak opisów zwykłego życia. Ganił w Sienkiewiczowskim obrazowaniu „przeraźliwość kolorów, którą stanowczo potępić należy” (tamże). Zarzucał także Ogniem i mieczem brak głębi oraz niewłaściwe poprowadzenie akcji mimo znakomitego początkowego założenia. Kaczkowski doceniał stylizację w powieści (odwołania do Pamiątek Soplicy i Listopada Rzewuskiego), choć zasadniczo był przeciwny odtwarzaniu dawnego języka w powieściopisarstwie historycznym. Budował też „techniczne” analogie pomiędzy powieścią Sienkiewicza a obrazami Jana Matejki: „Ta sama jaskrawość, a czasem nawet przeraźliwość kolorów, ten sam tłum ludzi, tu i ówdzie zanadto natłoczonych na sobie, ta sama wyrazistość rysunku, ta sama wierność materialnym podaniom historii, ten sam ruch porywający widza lub czytelnika ze sobą, ta sama nareszcie niedostateczność perspektywy” (tamże, nr 184). Ogólna ocena była jednak pozytywna: Ogniem i mieczem jawiło się krytykowi „jako złoto wrzucane do narodowego skarbca” (tamże).

Romantyzm i pozytywizm. Do tematu romantyzmu Kaczkowski powrócił w cyklu artykułów Słowo o romantyzmie, drukowanych w „Gazecie Narodowej” w 1891 r. (nadb. Romantyzm. Gawęda literacka, 1891). Swoje uwagi odniósł do ogłoszonej pracy Józefa Tretiaka O głównych kierunkach poezji polskiej XIX wieku („Świat” 1890, nr 21–22). Kaczkowski kreował się tu na surowego, lecz sprawiedliwego sędziego, tym bardziej uprawnionego do wydawania sądów, że przypisywał sobie znaczący udział w ruchu romantycznym i bliską znajomość z jego najważniejszymi uczestnikami. Dużo miejsca poświęcał Wincentemu Polowi, przeciwstawiając się nieuczciwej w jego mniemaniu polemice Włodzimierza Spasowicza. Przypominał Pieśni Janusza i ich wielkie oddziaływanie w społeczeństwie, podkreślał, że to Pol napisał pierwszą gawędę i jeszcze przed Mickiewiczem „zapalił pierwszą iskierkę poezji proroczej” swoim Proroctwem kapłana polskiego wieńczącym Pieśni. Celem tej meandrycznej rozprawy jest sformułowanie definicji i opis polskiego romantyzmu, który zostaje przeciwstawiony współczesnemu naturalizmowi – pierwszy cechuje „idealny patriotyzm” i „idealna moralność”, drugi zaś – nie ma „ani cienia idei moralnej”, nie ma też w nim „żadnej miłości dla ludu” (według Kaczkowskiego w tym nurcie pozytywnie wyróżnia się tylko E. Orzeszkowa), występuje za to „zbrutalizowanie estetycznego uczucia, rozstrojenie harmonijności stylu, a w końcu i zaśmiecenie języka” (Romantyzm…). Ale i sam romantyzm nie jest zdaniem Kaczkowskiego bez winy, w Polsce wykształciła się bowiem szczególna forma bajronizmu (z ideałem poświęcenia własnego „ja” dla ogółu), przez co romantyzm wywarł na społeczeństwo szkodliwy wpływ, doprowadzając do katastrofy powstania styczniowego, której skutki wciąż są odczuwane.

Za cechę wyróżniającą polski romantyzm Kaczkowski uważał ścisły związek między literaturą a życiem społecznym i politycznym: „Ten ścisły związek poezji z życiem stanowi ogromną trudność dla historyka naszej literatury” (tamże). Na skutek położenia narodu zarówno poezja, jak i krytyka literacka cechowały się według Kaczkowskiego prowincjonalizmem i „plemiennością”. Krytyka nieoparta „na gruntownym ukształceniu filozoficznym” nie spełniała kryteriów „naukowej krytyki w pełnym tego słowa znaczeniu”, stojącej „na straży prawdy i piękna, bez względu na chwilowe potrzeby czasu i miejsca” (tamże). Według Kaczkowskiego dotyczy to dwóch najważniejszych krytyków romantycznych: Maurycego Mochnackiego i Michała Grabowskiego, którzy mimo różnych zapatrywań religijnych i politycznych poruszali się „zawsze na poziomie i w obrębie tych samych horyzontów ogólnych” (tamże). W związku z tym czasami utwory „chorowite, niedorzeczne i brzydkie” oceniano wysoko, ponieważ „schlebiały uczuciom narodowym” (tamże). Krytyk opowiadał się też przeciw przesadnemu biografizmowi w badaniach nad romantyzmem oraz nadmiernej apologii Mickiewicza.

Zdaniem Kaczkowskiego od 1864 r. trwa reakcja na romantyzm, czyli pozytywizm, który przez ćwierć wieku dążył do osłabienia pamięci o romantyzmie. Wśród współczesnych krytyków tej nowej epoki cenił Piotra Chmielowskiego za pracowitość i „gruntowne ukształcenie filozoficzne, którego innym brakuje”, a także za to, że po romantycznej tezie i pozytywistycznej negacji „wystąpił pierwszy z krytyką syntetyczną” (tamże). Inni krytycy nie kierują się w ocenach utworów kryteriami estetycznymi, sądzą je zaś według „sympatii i antypatii”.

Kaczkowski sformułował następującą definicję romantyzmu: „[…] jest to prąd ducha, mający na celu wyswobodzenie naturalnego ludzkiego uczucia z narzuconych mu form i formułek, przyprowadzenie go do samowiedzy i oddanie mu najwyższej władzy w poezji, literaturze i sztuce” (tamże). Mimo licznych grzechów romantyzm pozostawił po sobie „myśli sięgające swoją wzniosłością na najszczytniejsze wyżyny ludzkiego ducha”, a także „nauczył nas pisać, wzbogacił, ukształcił i uwspanialił nasz język do wysokości przed nim nieznanej, podniósł nasz umysł na poziom najukształceńszych narodów, a nad to wszystko, jeżeli nie wskrzesił, to utrzymał w nas tę treść duchową naszego wiekowego żywota, która bez niego byłaby pewnie zmarniała, a może i całkiem zamarła” (tamże). Zdaniem Kaczkowskiego panowanie romantyzmu jest już skończone, krótko dominował realizm, po nim nastąpił naturalizm, który, choć ma na sumieniu wiele grzechów, będzie panował długo, opiera się bowiem na naukach przyrodniczych, ideach socjalistycznych i filozofii pozytywistycznej. Jednak według krytyka także panowanie filozofii pozytywistycznej zakończy się, a ludzie powrócą do spraw ducha.

W artykule przeznaczonym do księgi pamiątkowej dla Elizy Orzeszkowej Kaczkowski sformułował zadania krytyki: „Jak w ogólności rzadkim jest u nas człowiek, co umie grosz składać do grosza, kapitalizować dochody i tworzyć majątek, tak i społeczeństwo nasze nie składa swoich duchowych nabytków i nie tworzy duchowego skarbu narodu. Któż może temu niedostatkowi zaradzić? Tylko krytyka. Ale nie tacy krytycy, co rozpatrują książkę ze stanowiska swego własnego stronnictwa i tylko w tym celu, ażeby jej ułomności wykazać, a jej zalety przemilczeć” (Znamiona literatury). W wydanym pośmiertnie artykule (dat. Paryż 1887) nazywał literaturę „poprzedniczką wielkich wypadków publicznych” (Głos umarłych, „Kurier Warszawski” 1905, nr 304). Krytyka literacka Kaczkowskiego miała charakter nieregularny i sytuacyjny. Jego działalność na tym polu była nierzadko spleciona z twórczością prozatorską – pisał rozprawy i artykuły publicystyczne bezpośrednio związane ze swoją twórczością oraz powieści mające potwierdzić jego poglądy krytyczne (np. w kontekście polemiki z Sienkiewiczem: Abraham Kitaj, 1886; Olbrachtowi rycerze, 1889). Jednak przytoczone wypowiedzi świadczą o metakrytycznej samoświadomości pisarza.</document>
<document nplp_id="14062" title="Kaliszewski Julian" slug="kaliszewski-julian">Dziennikarz, publicysta, eseista, tłumacz, satyryk, autor wierszy. Pseudonimy i kryptonimy: G.K.; Gal.Jul.Kal.; Gan. Jul. Kal.; Gau. Jul. Kal.; Gaw. Jul. Kal; Kal.; Klin; Krytyk nieznany; Nie-Kraszewski; Nieznajomy; X.X.X.; ***n. Pseudonimy prawdopodobne: Eksdziennikarz; Homunculus; Nul; Sfinks; Ten Trzeci; X.

Informacje biograficzne. Julian Kaliszewski urodził się 12 II 1845 r. w Warszawie, był synem znanego architekta i budowniczego (ucznia m.in. A. Corazziego) Antoniego Kaliszewskiego i Honoraty Aleksandry ze Śliwickich, córki budowniczego Aleksandra Śliwickiego. Według metryki chrztu, która została spisana w parafii Św. Krzyża w Warszawie 8 II 1856 (ojciec tłumaczył zwłokę swoimi „zatrudnieniami”), Kaliszewski otrzymał imiona: Gaudenty Julian Antoni Napoleon; miał prawdopodobnie troje rodzeństwa zmarłego we wczesnym dzieciństwie oraz starszą siostrę Franciszkę Wandę (zam. Maleszewską). Julian Kaliszewski ukończył gimnazjum tzw. realne (klasyczne) W Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście, gdzie zdobył dobrą znajomość łaciny i greki, a także języków niemieckiego i francuskiego. Uczęszczał też na zajęcia Wydziału Filologiczno-Historycznego Szkoły Głównej, ale w spisach absolwentów nie ma jego nazwiska.

Jako 18-latek debiutował w 1862 r. w „Kurierze Niedzielnym”, redagowanym przez Aleksandra Niewiarowskiego, wierszami anonimowymi oraz anegdotami, następnie prowadził rubryki Przegląd literacki, Przegląd gazet, Przegląd pism periodycznych, sygnując ostre, czasem złośliwe artykuły początkowymi literami imion i nazwiska, ale pewnie z powodu niezbyt wyraźnego pisma pojawiały się w druku niewłaściwe skróty pierwszego imienia – Gal., Gan., Gaw. Współpracował z kilkoma tytułami prasy warszawskiej, zwykle jako autsajder.

Nie założył rodziny; skłócony z siostrą i szwagrem, żył samotnie, ale udzielał się towarzysko, zbliżając się pod koniec życia do pokolenia młodopolan. Zmarł 26 VIII 1909 r. w warszawskim szpitalu Św. Ducha przy ul. Elektoralnej, będącym właściwie przytułkiem dla starców. Trzy dni później skromny orszak pogrzebowy z kościoła Św. Anny udał się na Powązki.

W testamencie zebrane fundusze Kaliszewski zapisał Polskiej Akademii Umiejętności na stypendia imienia Klina [!] dla uzdolnionej w zakresie filozofii młodzieży oraz na wydanie m.in. swych prac już drukowanych oraz rękopiśmiennych pamiętników. Ruchomości i księgozbiór przekazał na rzecz Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności i na Macierz Szkolną. Długotrwały proces spadkowy, spór z siostrą i wreszcie wybuch I wojny światowej zadecydowały o niezrealizowaniu testamentu Klina-Kaliszewskiego: PAU odesłała pieniądze i rękopisy rodzinie; stypendiów nie przyznawano, utworów nie wznawiano, rękopis wspomnień rodzina zniszczyła.

Duch krytyki. Kaliszewskiego inspirowały do pracy duch przekory i krytyki, a czasami paradoksalne pomysły, które miały pokazywać – jak w lustrze – paradoksalność życia. W „Kurierze Niedzielnym” odniósł się krytycznie m.in. do hasła poważanego wówczas Fryderyka Henryka Lewestama, dotyczącego filozofii, oraz hasła Leona Rogalskiego z zakresu pojęć religijnych w Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda, a w artykule Kwestia mowy („Kurier Niedzielny” 1864, nr 5) zaproponował prace nad wprowadzaniem „uniwersalnej”, „komunistycznej” mowy, zrozumiałej dla wszystkich narodów, zamiast „gmatwać” język nowymi „idiotyzmami” i „narodowostkami”. Artykuł został opatrzony bardzo krytycznym przypisem redakcji określającym propozycję jako „nonsens filologiczny” i niemal zamach na „tradycję i historię”. Gdy Kaliszewski upomniał się jeszcze o honoraria i zaproponował recenzję wydanego w 1863 r. w Paryżu Żywota Jezusa Ernesta Renana, redakcja ogłosiła, że „Panu Gau. Jul. Kal. […] nie da się złapać na wędkę i nawet bezpłatnego Pańskiego współpracownictwa się zrzeka” („Kurier Świąteczny” 1864, nr 51). Krótko potem ukazał się w Wykład popularny mitologii dla dorosłej młodzieży („Kurier Świąteczny” 1865, nr 34), autorstwa prawdopodobnie Kaliszewskiego (atrybucja niepewna), podpisany pseudonimem Sfinks, opatrzony notą od redakcji – jakby przepraszającą, bo z „należnym uszanowaniem” zachęcającą do dalszej współpracy. W „Kurierze Świątecznym” ukazał się też anonimowy, prześmiewczy i złośliwy artykuł, utrzymany w stylistyce Klina, dotyczący funkcjonującego jakoby w warszawskim światku literackim i dziennikarskim „Towarzystwa Wzajemnej Admiracji”. Wymagania wobec członków „Towarzystwa” to m.in.: „mieć szczepioną ospę”, „umieć pisać (ortografii się nie wymaga)”, „stroić fizjonomię jak najpoważniejszą”, „przemawiać tonem stanowczym i rozstrzygającym” itp., a jednym z zadań tegoż Towarzystwa ma być „poniewieranie choćby prawdziwymi talentami, jeśli nie wpiszą się do cechu” (Od Towarzystwa Wzajemnej Admiracji, „Kurier Świąteczny” 1865, nr 47). Kaliszewski rozpoczął też współpracę z „Przeglądem Tygodniowym”, gdzie zaprzyjaźnił się z Władysławem Bełzą oraz z Władysławem Ordonem (Szancerem). Przyjaźń tej trójki była znana w warszawskim środowisku literackim. W 1868 r.ukazał się tomik Pieśni liryczne Bełzy, a na karcie tytułowej podano: „Nakładem Klina, autora Szkiców” – czyli Kaliszewski jako Klin sfinansował edycję wierszy przyjaciela, jednocześnie reklamując swoje prace i swój nowy pseudonim. Natomiast współpraca z czasopismem trwała krótko, Kaliszewski opublikował w „Przeglądzie Tygodniowym” fragment O Diogenesie, podpisany X., być może kilka artykułów anonimowych oraz przekład Ody XXIII Horacego, podpisany „Gan. Jul. Kal.”, co w spisie treści rocznika 1866 rozwiązano jako: J. Kaliciński [!].

Najważniejsze prace Klina. Pseudonimem Klin (według J.W. Gomulickiego nawiązującym do kształtu tzw. „klinowatej brody”, ale są inne hipotezy – szyderstwo jako próba poruszenia stojącej wody) Kaliszewski opatrzył pierwszy zbiór swych pisanych od wiosny 1867 r. Szkiców (cz. 1, z. 1–7, Warszawa 1868–1870). Zamieścił tu następujące eseje: Niedoszły literat. Fotografia z życia antypodów; Na koszu, z notatek bałamuta; Kuzynka, sylwetka z galerii pospolitych ludzi; Kartki nie-Kraszewskiego z podróży nie-Sterne’a (interesujące eseje dotyczące dwóch wycieczek po Europie środkowej wiosną 1867 r. i do Włoch w maju 1868 r.); Figle miłości, z kronik kulawego prawa o małżeństwie; Po capstrzyku. Jedna zwrotka z eposu ulicznego; Zdechlaki, dwie chwile z zapustnego wieczorku; Z lepszego świata, wyimek z pamiętników marzyciela; Nul; Jedna z tych, nowelka; Po gruzach Rzymu (gdzie autor był w maju 1869 r.); Zerwana kwinta, jedna fuga z symfonii społecznej spisana w godzinie nudów; Ludzie talentu.  Ostatni XIII szkic, datowany 8 X 1869 (z podtytułami m.in. Ex-literat – tytułowa postać pełniąca funkcję narratora, Wyrobnicy pióra, Hugoniści, Dzieci melodii, Władcy pędzla), podobnie jak szkic I, dotyczy środowiska literackiego, dziennikarskiego i artystycznego Warszawy, brutalności stosunków panujących w redakcjach i niechęci do nowych współpracowników. Cały cykl, a szczególnie szkic IX Nul, przedstawiający anonimową postać pełną złych intencji, zawiści i egoizmu, był ostro krytykowane, a felieton Nule, napisany najpewniej przez Adama Wiślickiego, doprowadził do zerwania współpracy Kaliszewskiego i Walerego Przyborowskiego z „Przeglądem Tygodniowym” oraz do zaostrzenia wojny między tzw. „młodą” i „starą” prasą. W latach następnych opublikował Kaliszewski Miłosne pieśni Horacego (1871) we własnym przekładzie oraz interesującym opracowaniu, w 1872 r. wydał w Krakowie Pamiętniki sceptyka (ukryty pod nowym pseudonimem ***n – czyli Klin – i z wielkim znakiem zapytania na karcie tytułowej), skonfiskowane przez cenzurę austriacką, a będące swoistym rozrachunkiem z założeniami pozytywizmu i innych systemów religijnych i filozoficznych. W okresie 1882–1885 wyszły kolejne Szkice, pisane w l. 1873–1881, przeglądane tuż przed oddaniem do cenzury w grudniu 1885 r., w sześciu zeszytach: U drogowskazu, gdzie postacią prowadzącą jest Ex-literat; Po Europie; Przede snem; Żołądek i mózg; Z trylogii życia (Z posiedzenia niebian, Z rojeń wariata, Na sądzie, z objawień nieboszczyka); Jeszcze On. Edycję 2. części Szkiców zamyka Dobrej woli czytelnikowi słów kilka na zakończenie (dat. Warszawa, 27 V 1884), w spisie treści zatytułowane po prostu jako Zakończenie. Jest ono kolejną „rozprawką” na temat prasowej współczesnej autorowi krytyki literackiej. Czytamy tu: „[…] prasa bowiem nasza w większych dziennikach tak jest zaaferowaną kwestiami teoretycznej polityki i sprawami gabinetów całego świata, że z braku czasu musi zupełnie zaniedbywać bieżącą literaturę krajową, a znowu mniejsze pisemka periodyczne tak są zajęte darciem z sobą kotów i lżeniem siebie nawzajem […], że jeno na króciutkie wzmianki o książkach u nas ukazujących się zaledwie starczy im miejsca. Trzeba też i o tym pamiętać, że […] z nader małym wyjątkiem przyjętym jest u nas – stanowcze, nieubłagane ignorowanie i zabijanie milczeniem pisarzów, których pojęcia i zasady czymkolwiek są przeciwne przekonaniom ogólnym. Zasada ta nie dozwala pewnym czasopismom nawet prostej bibliograficznej »wzmianki o wyjściu« książek zamieszczać, jeżeli autorowie źle są u nich notowani, zasada [ …] dość nikczemna” (tamże). A różni „quasi-recenzenci” popisują się „tanią swoją erudycją”. Żegna się autor z „cierpliwym Czytelnikiem” i obiecuje, że nie będzie irytował „sprawozdawców z literatury”, według których jego Szkice nie mają prawa bytu w ciasnych granicach „naszej zaściankowości”, choć od dawna mieszczą się w „innych europejskich piśmiennictwach” (tamże).

Mimo tego pożegnania Klin wydał w 1887 r. (stempel cenzury 15 I 1887, choć na karcie tytułowej: 1888 r.) opracowanie Moi kochani rodacy, dedykowane „ Ziomkom swoim w XXV rocznicę swojego pisarskiego… zawodu”, określane często jako pamflet, a zawierające przede wszystkim przegląd krytycznych opinii o naszym „charakterze narodowym” w polskim piśmiennictwie od XV w., a zakończone sformułowaniem Władysława Syrokomli: „Polska musi mnie czytać, rada czy nie rada”. W warszawskim „Życiu Ilustrowanym” (1887, nr 13) wydrukowano gorzki artykuł o piśmiennictwie, dziennikarstwie, krytyce literackiej Prawda, błąd i fałsz, przy czym ten trzeci element winien „być gardłem karany”; w numerach 43–45 tego pisma z 1888 r. ukazała się pacyfistyczna, przewrotna, interesująca językowo Humoreska odznaczona na konkursie „Tygodnika Ilustrowanego” w roku 1887 pt. „Dziwny świat”, w którym wszystko dzieje się na opak.

Spór o autorstwo Starej i młodej prasy. Opracowanie Stara i młoda prasa. Przyczynek do historii literatury ojczystej 1866–1872. Kartki ze wspomnień Eksdziennikarza było drukowane w Krakowie w 1896 r., przez Władysława Ludwika Anczyca i Spółkę, ale ukazało się z zapisem na karcie tytułowej: Petersburg 1897 (bez informacji o zezwoleniu cenzury). Książka Eksdziennikarza, bardzo poczytna od chwili ukazania się na rynku księgarskim, stanowiąca źródło wiadomości o życiu literackim i kulturalnym Warszawy po powstaniu styczniowym, traktowała o walce „starej” i „młodej” prasy, prasie obu „obozów”, o literatach, publicystach, dziennikarzach, redaktorach, wydawcach, zawierała wiadomości prawdziwe i plotkarske albo „zasłyszane”, czego Eksdziennikarz, czyli pseudonimowy autor, nie ukrywał. W licznych recenzjach autorstwa nie ujawniono, nie opublikowano nawet „domysłów”. Natomiast w marcu 1913 r. w trzech nekrologach Przyborowskiego w prasie warszawskiej podano, że to on „ogłosił pamflet Stara i młoda prasa”, że pisał Sylwetki literackie, „które wydał pod ogólnym tytułem Stara i młoda prasa”. I takie stanowisko zostało przyjęte na blisko sto lat. Rozwiązanie pseudonimu Eksdziennikarz poddano rewizji podczas prac nad Słownikiem pseudonimów pisarzy polskich pod redakcją Edmunda Jankowskiego. Poszukiwania biograficzne i badania tekstologiczne nie potwierdziły autorstwa Przyborowskiego, wskazały na pióro i poglądy właśnie Eksliterata (i Eksdziennikarza), czyli Klina – Kaliszewskiego. W żywej dyskusji, która wywiązała się po przygotowanej przez Dobrosławę Świerczyńską reedycji w 1998 r. Starej i młodej prasy – dwoje badaczy nie poparło zmiany atrybucji pseudonimu Eksdziennikarz, czyli autorstwa Kaliszewskiego, ale argumentów nie podano.

Ten Trzeci. W l. 1896–1898 ukazały się w Warszawie trzy małe książeczki (format 12o, czasem z wkładką kalendarzową), których autor określał się jako Ten Trzeci: Nasze żony i żoneczki. Podpatrzył i podsłuchał Ten Trzeci (który na karcie tytułowej jest nawet narysowany – z klinowatą brodą), Warszawa 1897 (cenz. 26 VII 1895); Nasi mężowie i mężulkowie (w domu i za domem). Obserwował i do druku podał Ten Trzeci, Warszawa 1897 (cenz. 1896); Kobietki. Wydawnictwo satyryczno-humorystyczne z licznymi rysunkami. Zebrał i do druku podał Ten Trzeci, Warszawa 1898 (cenz. 5 V 1898). Książeczki te zawierają zabawne rysunki oraz na ogół anonimowe wiersze, dowcipy, anegdoty, dialogi czy kalambury, przysłowia, tzw. rady astrologiczne itp.; czasem podawano źródło przedruku (np. „Kolce”, „Kurier Niedzielny”, „Kurier Świąteczny”, „Mucha”), czasem pojawiają się popularne pseudonimy (np. Krogulec, Świąteczny), rzadko pada nazwisko (np. W. Korotyński jako tłumacz wiersza P.J. Bérangera). W drukach tych – poza humorystycznymi tekstami – uwagę zwracają specjalne kolumny reklamowe (bardzo już wówczas powszechne), ponieważ zawierają reklamy dotyczące tylko edycji polskiej poezji, ogólniej – utworów literackich (od F. Karpińskiego i A. Mickiewicza do W. Ordona i A. Oppmana) i przeróżnych wydawnictw, także antologii satyrycznych oraz edycji polskich przekładów z literatur obcych, z podaniem nazwisk tłumaczy, wydawców, nawet z fotografiami autorów zamieszczanych na kartach tytułowych; czasem drukowano tylko nazwiska i tytuły (ale z ceną). Jest to niewątpliwie świadoma akcja promocyjna, bo nie ma tu reklam innych towarów i usług. Ten Trzeci to niewątpliwie kolejny pseudonim Klina – Kaliszewskiego, który i pseudonimem, i rodzajem twórczości nawiązał do okresu współpracy z „Kurierem Niedzielnym” i do przyjaźni z czasów młodzieńczych – z Bełzą i Ordonem.

Klin-Kaliszewski jako krytyk. Dzięki pozycji finansowej ojca i może własnym dochodom Kaliszewski był niezależny finansowo i chciał pozostać taki w swych działaniach i pisarstwie. Nie związał się więc z żadną grupą literacką czy dziennikarską, nie należał do żadnego stowarzyszenia „wzajemnej admiracji”, swoje prace wydawał własnym nakładem. Jego utwory zbierały różne, zdarzało się, że i dobre recenzje (J.I. Kraszewski); z szacunkiem i wiarą w zajęcie należnego mu miejsca pośród publicystów warszawskim opiniował Wiktor Gomulicki Moich kochanych rodaków. Pochlebną i miarodajną opinię wystawił mu Stanisław Brzozowski. Kaliszewski doczekał się kilku „portretów literackich” – m. in. jako Kleszcz występuje w Ciurach (1904) Wiktora Gomulickiego oraz jako „Pergaminowy jakiś człeczek” w pierwszej wersji jego Pieśni o Gdańsku; jest też jednym z bohaterów w Klechdzie niemądrej Felicjana Faleńskiego, dedykowanej właśnie jemu, również w Starej i młodej prasie znalazł się autoportret Kaliszewskiego (stary chwyt pisarski służący zmyleniu tropów). Pozycja autsajdera jest zawsze trudna, a staje się taka szczególnie, kiedy piszący w zdecydowanym i nieeufemistycznym mówieniu prawdy ulokuje pierwszą powinność krytyka. Kaliszewski rozciągał swoje ostre spojrzenie na różne sfery życia społecznego i prywatnego: na mentalność Polaków, opartą na zmysłowym niepohamowaniu w jedzeniu, piciu, zazdrości, zawiści. Stosunki panujące w dziennikarstwie rozpatrywał na tej samej płaszczyźnie: wypierania dobrych przez gorszych, braku poszanowania dla cudzej pracy, poczucia konkurencyjności, która zabijała dążenie do prawdy. Stosowane przez Kaliszewskiego formy publicystyki (w tym krytyki literackiej, która dotyczyła instytucji i ludzi, a niekoniecznie dzieł literackich) skłaniają do przyjęcia twierdzenia, iż uprawiał eseistykę o nachyleniu satyrycznym; niektórzy badacze widzą tu nawet zalążki nowoczesnego eseju (M. Kobielska). Język jego artykułów został poddany działaniu dwóch sił, z pozoru o przeciwstawnych wektorach, które jednak pod piórem krytyka odnajdywały harmonię – ostrości i jednoznaczności sformułowań, z jednej strony; z drugiej zaś – elegancji i lekkości, która w pewnym stopniu wiązała się z preferowaniem form „małych” – fragmentarycznych, stricte dialogowych.</document>
<document nplp_id="14063" title="Kamieński Henryk Michał" slug="kamienski-henryk">Filozof, publicysta, pisarz. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Filozofii ekonomii materialnej ludzkiego społeczeństwa; Brat Maciej; Filaret Prawdo(w)ski; H.K; Henri Corvin, K.; K….; Szymon Gadulski; X.Y.Z.

Informacje biograficzne. Urodził się 24 II 1813 w Warszawie. Jego ojciec, Henryk Ignacy (właśc. Idzi Joachim Ignacy Henryk) Kamieński, był pułkownikiem napoleońskim i generałem w powstaniu listopadowym, zginął w bitwie pod Ostrołęką. Matka, Franciszka Rozyna Ludwika z Kochanowskich, miała wykształcenie muzyczne, uchodziła za zdolną poetkę i kompozytorkę (skomponowała muzykę do jednej z pieśni Śpiewów historycznych J.U. Niemcewicza). Jej siostra, Julianna z Kochanowskich, była matką Edwarda Dembowskiego, młodszego o 10 lat od Henryka. Kamieński ukończył dwie klasy Liceum Warszawskiego i zapisał się na Wydział Prawa. Studia przerwał wybuch powstania; od lutego 1831 r. służył ochotniczo w 4. Pułku Ułanów, następnie w kwaterze głównej był adiutantem Jana Skrzyneckiego. Ranny w bitwie warszawskiej, ewakuowany do Modlina, opuścił wojsko w stopniu podporucznika ze Złotym Krzyżem Zasługi.

Po powstaniu osiadł w dobrach rodzinnych w Rudzie k. Chełmna, gdzie prowadził nowoczesne gospodarstwo. Studiował filozofię, ekonomię i historię, korzystając ze zbiorów swej biblioteki. W połowie lat 30. przebywał w Kijowie, potem zwiedził Niemcy, Francję i Włochy. Podczas podróży nawiązał kontakty m.in. z przedstawicielami Hotelu Lambert i Adamem Jerzym Czartoryskim, lecz po powrocie do kraju zerwał związki z obozem monarchicznym. Był to okres krystalizowania się demokratycznych poglądów Kamieńskiego. Pod wpływem artykułu Józefa Słowickiego w „Piśmie Towarzystwa Demokratycznego Polskiego” o uwłaszczeniu jako warunku zwycięskiego powstania ogłosił Uwagi nad stanem włościan i produkcji krajowej („Biblioteka Warszawska” 1842, t. 3). Od tej pory idea wolności łączącej wyzwolenie narodowe z rewolucją społeczną stała się najważniejszą myślą, która zdecydowała i o charakterze pisarstwa Kamieńskiego, i o kolejach jego życia.

W 1843 r. rozpoczął współpracę z warszawskim „Przeglądem Naukowym”, gdzie opublikował kilka znaczących artykułów. Dzięki jego redaktorom – swemu kuzynowi Dembowskiemu i Hipolitowi Skimborowiczowi – poznał środowisko entuzjastek i entuzjastów, choć – jak pisał później w pamiętnikach – „nie była wtedy pora po temu, na schadzki literackie”, najwybitniejszą zaś osobę z tego grona, Narcyzę Żmichowską, miał spotkać zaledwie dwa razy. Cenił jednak jej poezję i nazwał ją „znakomitym pisarzem, szczególnie nadziejowym” (Pamiętniki i wizerunki, wyd. pośm. 1951). Pośród jego znajomych pojawiali się też Cyprian i Ludwik Norwidowie, z którymi widywał się w salonie siostry Laury z Kamieńskich Suffczyńskiej-Trzcińskiej. Dla Kamieńskiego był to czas najważniejszych osiągnięć: w Poznaniu przygotował do druku pierwszy tom Filozofii ekonomii materialnej ludzkiego społeczeństwa (t. 1, 1843; t. 2, 1845), w Berlinie zaś napisał swe najsłynniejsze dzieło polityczne O prawdach żywotnych narodu polskiego (1844). Stał się szanowanym autorem „Tygodnika Literackiego”, któremu nie tylko dostarczał artykuły (od 1842 r.), ale i zdobywał współpracowników. Również w 1843 r. nawiązał bliższe kontakty z poznańską Centralizacją Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, choć od początku pozostawał w sporze z jej działaczami w kwestii strategii działania. Przeciwny spiskom pod kierownictwem emigracyjnym, sądził, że akt zbrojny musi być dziełem świadomych celu mas ludowych (z tego powodu odrzucił późniejsze propozycje kierowania spiskiem w Królestwie). Za namową Dembowskiego oraz lubelskiego adwokata Aleksandra Karpińskiego współdziałał ze Związkiem Narodu Polskiego i wszedł do jego kierownictwa. Pojmował swoją rolę głównie jako propagatora idei powstańczej na terenie Kongresówki oraz Litwy i Wołynia. Tej agitacji miały służyć też Katechizm demokratyczny, czyli Opowiadanie słowa ludowego (1845) oraz Klasa średnia i powstanie (wyd. pt. Stan średni i powstanie, 1982).

W 1845 r. został aresztowany i osadzony w cytadeli warszawskiej. Choć nie dowiedziono mu autorstwa Prawd żywotnych, to po trwającym przeszło rok śledztwie wydano wyrok: trzyletnie zesłanie do Wiatki. Pobyt w więzieniu Kamieński opisał w opublikowanych po francusku Wspomnieniach więźnia (Memoires d’un prisonnier, „Le Temps” 1865), a podróż i życie w Wiatce – w listach do siostry Laury (wyd. pt. Listy z zesłania, 1968). Poznał wówczas wielu Rosjan (m.in. M. Sałtykowa-Szczedrina), a poczynione obserwacje i lektury stały się materiałem do pracy Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami (1857), cenionej przez Zygmunta Krasińskiego (Uwagi nad dziełem o Rosji, Europie i Polsce, 1912). Zawarte w niej myśli propagował po francusku w Lettre a M. Leon Plee sur la question europeenne (1857) oraz w La Russie et l’avenir (1858).

Do Rudy Kamieński powrócił w 1850 r., wkrótce jednak zachorował ciężko na płuca i udał się na kurację do Szwajcarii. Pozostał tam do końca życia, osiedlając się w Interlaken i żeniąc z Luizą Wittwer (mieli córkę Ludwikę i syna Henryka). Jedynie w sezonach zimowych wyjeżdżał do Tunisu lub Algieru. Oprócz książek o tematyce rosyjskiej napisał wówczas: Pamiętniki i wizerunki (wyd. pośm. 1951), powieść satyryczną Pan Jozef Bojalski. Dziedzic dobr Osin z przyległościami (1854), niedokończoną pracę Demokracja w Polszcze. Wstęp do prac na wyswobodzenie Polski (1858), w której sławił patriotyzm szlachecki, a także Odezwę do wychodźtwa (1859). Od 1860 r. wydawał w Genewie, potem w Berlinie czasopismo „Prawda” (ukazało się siedem numerów), zapełniane głównie własnymi artykułami. Część badaczy uważa, że w tym czasie porzucił lewicowe przekonania. Powitawszy z entuzjazmem powstanie styczniowe, Kamieński opracował jednak ponownie, specjalnie na użytek powstańców, swą teorię wojny o niepodległość, której wydane własnym kosztem dwa arkusze posłał wiosną 1863 r. Rządowi Narodowemu w Warszawie (wyd. pt. Wojna ludowa przez A. Gillera w Bendlikon, 1866). Zmarł 14 I 1866 w Algierze.

Filozofia twórczości. „Tworzę, więc jestem” – te słowa stały się znakiem rozpoznawczym filozofii Kamieńskiego. Łączyły go też z aktywizmem polskiej myśli lat 40., która z „czynu” uczyniła swe najważniejsze pojęcie. Podobnie jak August Cieszkowski, Bronisław Trentowski czy Karol Libelt chciał filozofii nowej, równie maksymalistycznej i uniwersalistycznej jak filozofia niemiecka, lecz wynikającej z polskiego ducha, z doświadczenia narodu zagrożonego w podstawach swej egzystencji. Choć z różnych pozycji i w różnym stopniu, wszyscy oni podejmowali krytykę heglizmu, pytając o to samo – o praktyczne znaczenie filozofowania, a więc zdolność myśli do czynnego kształtowania rzeczywistości historycznej. Odpowiedzią Kamieńskiego była idea wrodzonej człowiekowi siły twórczej decydującej o dziejowym postępie. Filozofia dotychczasowa, rozwijająca jedynie słynne „myślę, więc jestem”, wyczerpała wszystkie swe możliwości: „Tworzę, więc jestem – mamy za kamień węgielny filozofii, która się stanie wszechstronną teorią praktyczną […], ród ludzki ogarnie i będzie prawdziwym przejściem wiedzy w świat” (Filozofia ekonomii). Poglądy te formułował również w artykułach: Filozoficzne pojmowanie ekonomii politycznej, a raczej ekonomii materialnej społeczeństwa („Tygodnik Literacki” 1842, nr 37–42), Myślę, więc jestem. Tworzę, więc jestem („Przegląd Naukowy” 1843, nr 20), Twórczość jako byt (1843), O filozofii w ogólności i systematach filozoficznych (1843), Kilka słów o filozofii praktycznej, czyli o filozofii czynu (1845), Kilka słów o filozofii historii (1844).

Idee Kamieńskiego najbliższe były poglądom Dembowskiego. Obu można zaliczyć do „postheglowskiej lewicy filozoficznej”, w odróżnieniu od pozostałych „filozofów narodowych”. Sądzono też, że to od kuzyna Kamieński zaczerpnął pomysł „filozofii twórczości”. Dembowski wspominał jednak, że koncepcje powstawały samoistnie, podobieństwo wyniku dowodzi zaś jego słuszności. Związki między nimi były z początku rzeczywiście zażyłe, na tyle, że do dziś ich publikacje w czasopismach są mylone (ustalenie autorstwa utrudnia to, że Kamieński nie podpisywał się własnym nazwiskiem). Dzielił ich jednak stosunek zarówno do Georga Wilhelma Friedricha Hegla, jak i do romantycznego emocjonalizmu (w obu kwestiach Kamieński był bardziej krytyczny). Różnili się też temperamentem: gdy Dembowski radykalizował się i konspirował, Kamieńskiego zajmowało bardziej intelektualne przygotowanie do działania. Wspominając po latach tak bliskiego mu „nieśmiertelnego powstańca”, Kamieński zauważał z żalem, że nie pozostały po nim żadne utwory, „które by warto było czytać” (Pamiętniki i wizerunki).

Kamieński tworzył filozoficzne podstawy mające uzasadniać konieczność życia aktywnego i zaangażowanego. Inspiracją była tu myśl zarówno francuskich socjalistów, zwłaszcza saintsimonistów, jak i liberalnych ekonomistów (A. Smith). Twierdził, że byt człowieka wtedy staje się „absolutem wszechludzkich rzeczy tego świata”, gdy świat ten tworzy, gdy pokonując opór „pozaludzkiego”, zaczyna istnieć mocą własną. Z tej idei wywodził konsekwencje dotyczące całej ludzkiej praktyki: od władzy nad „pozaludzką” przyrodą (zwycięstwo ducha nad materią), przez realizację prawa do własności (własnej ziemi, własnej ojczyzny), po kreowanie faktów historycznych w zgodzie z duchowym, a więc rozumnym prawem postępu. „Stać się w pełni człowiekiem – pisał – to twórczo uczestniczyć w postępie ludzkości”. Twórcze zaangażowanie to obowiązek jednostki, „praca” do wykonania niezależnie od tego, czy jest się filozofem, artystą, właścicielem ziemskim czy chłopem, „każdy poświęcający się uprawie ducha, zaprawdę pracuje” (Filozofia ekonomii).

Pogląd na sztukę. Kamieński rzadko wypowiadał się o estetyce wprost. Okazją był jego Przegląd pierwszego połrocza „Biblioteki Warszawskiej” („Przegląd Naukowy” 1843, nr 28) stanowiący kontynuację artykułu, w którym Dembowski krytykował redakcję „Biblioteki” za eklektyzm (artykuł Dembowskiego błędnie przypisuje się czasem Kamieńskiemu). Większą część artykułu Kamieńskiego zajęła jednak bardzo pochlebna ocena poglądów Karola Libelta wyrażonych w Filozofii sztuk pięknych („Biblioteka Warszawska” 1843, t. 4). Omawiając je, wydobył głównie te myśli, które pozostawały w zgodzie z jego własną filozofią twórczości, a więc ujęcie sztuki jako dzieła ducha – „samodzielne tworzenie”. Chwalił teorię Libelta za odrzucenie zasady naśladowania natury prowadzącej do – jak pisał – „niedołężnego kopiowania” i „nędznego małpowania”. Świat sztuki i świat natury są odrębne – „tam duch włada, tu materia” – i nie ulega wątpliwości, że ten pierwszy jest światem wyższym. Jak Libelt za niegodne sztuki uważał też jej podporządkowywanie praktycznej użyteczności (podkreślał, że nawet w architekturze Libelt dostrzega twórczą siłę ducha). Nie rozwijał jednak pojawiającego się w tej estetyce wątku czystej sztuki – piękna, które żadnemu celowi nie służy – koncentrował się za to na niechęci autora do formalnych „sztuczek” i przypochlebiania się publiczności. Sztuka zatem wedle Kamieńskiego powinna być „apoteozą rodzaju ludzkiego” – ducha, który się objawia w ukształtowanej przez siebie materii i wciela w nią swe najwyższe idee.

Pisma polityczne i spór o rewolucję. Prawdy żywotne i Katechizm demokratyczny zyskały rozgłos w kraju i na emigracji. Uważa się je za dzieła, które najdobitniej wyraziły współczesne im dążenia, formując też poglądy następców – pokolenia powstania styczniowego. Zaczerpnięte od Maurycego Mochnackiego motto Prawd: „Lud wie, że jest, i tą wiedzą skruszy obce jarzmo”, włączało te pisma w tradycję powstańczą, ale i zapowiadało rozszerzenie „uznania się narodu w swoim jestestwie” na naród cały, a więc przede wszystkim na jego bierną dotąd część – lud. Do broni stanąć mieli wszyscy, w pełni świadomi swych jednostkowych praw oraz wspólnego, patriotycznego interesu. Była to podstawa teorii „wojny ludowej” zakładającej masowość powstania jednoczesnego z rewolucją socjalną, wojny koniecznie zwycięskiej, bo angażującej cały „organizm społeczny”. Ten właśnie rewolucyjny sens pism Kamieńskiego wzbudził najwięcej polemik. W historii literatury zasłynęły one jako spór Zygmunta Krasińskiego z Juliuszem Słowackim (Psalmy przyszłości i Odpowiedzi na „Psalmy przyszłości”). Przysłowiowym dziś wersem z Psalmu miłości („Jeden tylko, jeden cud: / Z Szlachtą Polską – polski Lud”) Krasiński przeciwstawiał się rewolucyjnym radykałom, do których zaliczył też Kamieńskiego. Dostrzegając w jego pismach pochwałę buntów chłopskich i rzezi szlachty, wołał: „Hajdamackie rzućcie noże”.

Badacze rozmaicie interpretowali atak Krasińskiego na autora Prawd. Tradycyjnie przyjmowano, że lektura poety była stronnicza i uwarunkowana klasowo. Nie nienawiść, lecz zjednoczenie szlachty z ludem stanowiło przecież podstawę myślenia Kamieńskiego. Wierzył on też, że kierując się patriotyzmem, szlachta zechce ponieść ofiary (także dobrowolnie odda ludowi ziemię), toteż nie traktował terroru jako metody rewolucyjnej. Planował gwałtowne środki jedynie w celach porządkowych – by zapobiec bratobójczej walce, którą może wywołać rewolucyjny chaos. I tu stanowisko autora Nie-Boskiej komedii było odmienne: przemocy nieodłącznej od rewolucji nie można ograniczyć, gdyż gwałtownie wyzwala zadawnioną wrogość. Kamieński spotykał się później z Krasińskim (który swymi wpływami i pieniędzmi pomógł mu podczas procesu) i próbował wyjaśnić swe intencje, lecz ten w kwestii terroru pozostał nieugięty. W Pamiętnikach Kamieński żalił się, że to on pierwszy rzucił hasło „z polską szlachtą polski lud”, lecz zapomniała o tym publiczność z zapałem czytająca Psalmy. 

Atak na pisma Kamieńskiego przypuściła także druga, demokratyczna strona: przy druku Katechizmu Centralizacja TDP wykreśliła wszystkie treści zwrócone przeciw spiskom i emigracyjnemu kierownictwu, Ludwik Mierosławski zaś w Uwagach nad dziełem „O prawdach żywotnych narodu polskiego” (1844) ostro skrytykował autora za nadmierne przywiązanie do „idei całkowitej jedności narodowej” oraz szlachty, która od dawna przestała być „walczącą narodu częścią”.

Słowo ludowe i teoria propagandy. Pisma Kamieńskiego zawierają oryginalną koncepcję słowa-czynu nazwanego przez niego „słowem ludowym”. To ono miało być najważniejszą bronią patriotów – sposobem na porywanie ludu do walki: „święte imię wolności” trzeba wykrzyknąć tak, „iżby całą masę Ludu, jak iskra elektryczna, jak piorun objęła i wstrząsnęła” (Katechizm). Lud przedstawiał często jako znajdujący się „w letargu” czy nawet „martwy”. Celem „słowa ludowego” było „wstrząśnięcie”, „ocucenie”, „wskrzeszenie”, „zmartwychwstanie”, a więc przywrócenie ludowi podmiotowości. W praktyce oznaczało to upowszechnianie „wyobrażeń demokratycznych”, które miłość ojczyzny łączyły z wolnością społeczną i uwłaszczeniem, czyli – „ludową propagandę”. Pojęcia propagandy Kamieński używał podobnie jak publicyści TDP, zbliżając je do pierwotnego „szerzenia wiary”. „Propaganda ludowa” przybierała formę „krzewienia religii”, a język religijny oraz liczne nawiązania do ewangelicznego „apostołowania” czy martyrologii chrześcijan nadawały jej sakralny wymiar. Powinnością patrioty był „święty obowiązek propagandy, czyli apostolstwo Wiary Ludowej”. Pomysł Kamieńskiego tym się różnił od praktyk TDP, że będąc częścią teorii „wojny ludowej”, zakładał propagandę masową. Ta zaś decydowała o wymogach stawianych i propagandzistom, i „słowu”.

„Stado bydła jest silniejsze od człowieka, który je na rzeź prowadzi, […] otóż tak samo jest z ludami i despotami” (tamże). Ten retorycznie zbrutalizowany obraz wskazywał zadanie: trzeba uświadomić masie siłę jej racji. „Słowo” ma być proste. Najprostsze, jak to tylko możliwe, nie dlatego, że do nieuczonego ludu skierowane, lecz by swą prostotą uderzało – uzmysławiało oczywistą w istocie sytuację i zrozumiały dla każdego własny, życiowy interes. Propaganda to więcej niż konieczne „szerzenie oświaty”, to „słowo”, które niczym wybuchowy ładunek wyzwoli jasną myśl, a za nią – w co mocno wierzył Kamieński – działanie. Tym miał być Katechizm: zbiorem zasad „ludowej wiary” wynikającej z podstawowych „prawd żywotnych”, lecz słowo pisane – podkreślał autor – może stanowić tylko pomoc i tylko dla niektórych (analfabetyzm mas, ograniczenia cenzurą). Zasadą apostołowania pozostaje słowo mówione: z ust do ust, od człowieka do człowieka, podawane gorliwie i z „pełnego serca płynące”. Ruch rozległego rozszerzania się „słowa” był dla Kamieńskiego najważniejszą sprawą, bo decydującą o rzeczywistym uspołecznieniu mas. „Apostoł” powinien zdobywać zwolenników, „wśród których apostołowie nowi się znajdą” – nowi, a więc wywodzący się już z ludu propagandziści, takim jak oni i po swojemu przekazujący wieść dalej i dalej. „Słowo” patriotyczne będzie jak „głos trąby archanioła” (Prawdy żywotne), lecz raz obudzony lud, już „wiedzący, że jest”, sam z siebie zyska zdolność do prowadzenia wojny, spontanicznie, bez narzuconej organizacji i odgórnego kierownictwa. Tak „słowo ludowe” miało stworzyć naród. Kamieński przypisywał słowom potężną siłę twórczą, rodem z Wielkiej Improwizacji, próbując uniknąć przemocy, despotyzmu czającego się zawsze w „słowie” romantycznym. Budował więc utopijny projekt komunikacji między tymi, co „wiedzą”, i nieświadomą jeszcze resztą. W dziejach propagandy należy się Kamieńskiemu stanowisko wybitne, choć ewolucja pojęcia coraz bardziej oddalała propagandę od „świętości” (aż stała się jej zaprzeczeniem). Niemniej to taki model idealny był odniesieniem dla demokratycznych działaczy XIX i XX w. spierających się o rolę inteligencji w budzeniu świadomości ludu.

Poezja czynu. Kamieński poświęcił poezji niewielkie pismo O stanowisku postępowym poezji ludowej włączone do Prawd żywotnych i stanowiące integralną część jego koncepcji propagandy. Utworom poetyckim nadawał tę samą, agitacyjną rolę, traktując je jako środek, czasem skuteczniejszy od innych, rozbudzania ludowego czynu. Gdy używał określenia „poezja ludowa”, nie miał więc na myśli poezji powstającej pośród ludu, lecz tę pisaną dla ludu (jako wersję „słowa ludowego”). Utwory ani obyczaje gminu nie wchodziły w obręb jego pisarskich zainteresowań, brak też wzmianek, które mogłyby świadczyć, że podzielał romantyczne przekonania o ich wartości. Definiując lud tylko w kategoriach polityczno-ekonomicznej władzy (jako warstwę czy klasę zajmującą najniższe miejsce w społeczeństwie), nie przypisywał mu odrębności kulturowej, którą – w romantycznym ujęciu – zapewniały ścisłe związki z naturą, regionem, tradycją czy wiarą. Nie w nim szukał zatem „prawd żywotnych” (czy „prawd żywych” jak Mickiewicz). Różnił się tym zasadniczo od ówczesnych piewców ludowości, wielbiących, zbierających i badających kulturę gminu. W swym tekście przywołał „pieśń gminną”, jak pisał – „jedną z najpiękniejszych”, czyniąc z niej jednak przykład negatywny. Był to fragment anonimowej Krakowianki rozpoczynającej się od słów: „Panowie, panowie / Coście mieli w głowie, / Żeście nas zdradzili / I kraj swój zgubili!”. Kamieński dostrzegał w niej jedynie bezsilny lament nad utraconą przeszłością. W tej opinii o „pieśni gminnej” można widzieć, jeśli nie negację, to obojętność wobec tradycji mickiewiczowskiej, na co wskazywałoby też stwierdzenie autora, że poezja nie powinna utrwalać nadmiernie związków z przeszłością, kiedy „naród nasz żyje przyszłością”.

Kamieński krytykował (nie podając przykładów) wszelkich poetów chcących „płakać” nad losem narodu: poezja „na bok usunąć powinna elegie i treny, a zaintonować pieśń nadziei, uczyć prawd, które przechodzić powinny w powszechne pojęcie”. Ludową poezją jest ta, która lud wzmacnia i porusza do czynu, poeta zaś ma „w lud życie czynne przelewać. Oswajać go z jego siłą, wznosić go do jego właściwej godności działalnego żywiołu”. Była to więc pochwała poezji tyrtejskiej i – pośrednio – jej silnego nurtu obecnego w poezji krajowej. Używając zamiennie (na modłę epoki) wyrazów „poezja” i „pieśń”, niewątpliwie przywiązywał też znaczenie do szczególnej, energetyzującej siły muzyczności. Za formę najbardziej demokratyczną uważał piosenkę, która „dalej się rozchodzi niż książka”, podzielając tym samym powszechną wówczas wiarę w patriotyczne znaczenie „piosenek” i „piosneczek”, a także wspólnego śpiewania. Tym bardziej że miały one nie tylko wskrzesać lud, ale i jednoczyć cały naród. Pisał: „[…] niechaj Polki wdzięcznie śpiewają piosenki o powołaniu godnym szlachty, jakim jest obudzenie ludu z uśpienia”.

Wypowiedzi Kamieńskiego o „stanowisku postępowym poezji” bardzo wyraźnie formułowały zadanie stojące przed poetą. Było to nawet żądanie pisania dla ludu i w jego imieniu, kształtujące etos poety-demokraty, tak ważny choćby dla Słowackiego. W cieniu tej wielkiej misji pozostały natomiast krytyczne uwagi Kamieńskiego o twórcach ludowych.

Literatura obyczajowa. Wizerunki. Kamieński cenił literaturę za przedstawianie obyczajów. Pierwszy raz wypowiedział się w tej sprawie w artykule Parafijańszczyzna („Przegląd Naukowy” 1843, nr 27) w związku z cyklem pamfletowym Leszka Dunin Borkowskiego drukowanym w „Dzienniku Mód Paryskich” i wstrzymanym przez cenzurę. Ta ostra satyra na galicyjską arystokrację wywołała gwałtowne polemiki ideowo-polityczne, którym towarzyszyła debata wokół społecznego sensu literatury. Kamieński zabrał w niej głos jako demokrata. Piętnując parafiańszczyznę i obyczaje klas wyższych, chwalił literaturę podejmującą ważny współcześnie temat. „Badania obyczajowe są lekką, potoczną, ale zarazem gruntowną nauką życia” – pisał, nie wiążąc ich z konkretną formą (może być poważna, żartobliwa, rzewna czy tkliwa) ani ze ściśle określonym gatunkiem. Uwagę skupił jednak na „romansie nowoczesnym” i „dramacie obyczajowym”, które w wielu krajach – choć nie w Polsce, jak podkreślał – stały się „chlebem powszednim”. Ich powołaniem jest tworzenie „wiernego obrazu” współczesności, bycie „żywym wyrażeniem fizjologicznego procesu, który się w organizmie towarzyskim odbywa”. Kamieński popierał więc realizm, używając przy tym typowych dla ówczesnej krytyki określeń, jak „zwierciadło” czy „dagerotyp” (choć, jak wiadomo, nie był zwolennikiem „naśladowania” natury). Zalecał również przedstawianie wszelkich szczegółów, nawet „brzydkich”, „skrytych” czy „zdrożnych”. Na pogardę natomiast zasługują jego zdaniem autorzy, którzy chcą tym sposobem lepiej sprzedać swój „towar”, lecz literatury służącej prawdzie, w dobrej wierze odsłaniającej rzeczywistość nie należy postponować i nazywać jej „szaloną”. Szalone bywają obyczaje – pisał Kamieński, polemizując z Michałem Grabowskim (nie wymienia go z nazwiska), z jego określeniem „literatura szalona” oraz krytykami ratującymi czytelników przed francuskim „zepsuciem”. Tylko bezwzględna prawda – nalegał – daje społeczeństwu „wiedzę samego siebie”. Mówiąc o „wiedzy” czy „nauce życia”, Kamieński nadawał literaturze walor dydaktyczny, przypominał więc o konieczności wprowadzania „typów” i „charakterów” oraz „zabijaniu śmiesznością” złych nawyków czy wad.

Kontynuował te wątki przeszło 10 lat później w powieści politycznej (po trosze powiastce) opublikowanej pod pseudonimem Szymon Gadulski, a zatytułowanej Pan Jozef Bojalski. I pseudonim, i tytuł odwoływały się do dobrze znanej tradycji XVIII-wiecznej. Był to paszkwil na szlachtę kolaborującą z rosyjskim zaborcą, lecz jego istotną część stanowiły dygresje w formie dialogu z domniemanymi czytelnikami. Dotyczyły one głównie „powieści” (bo tego terminu już używał). „Nie ma polskiej powieści” – tak brzmi pierwsze zdanie utworu, a dalej autor dowodzi, że w polskiej literaturze brak jest obrazów współczesnego życia, zwłaszcza domowego i towarzyskiego, które najlepiej pokazywałyby rzeczywisty stan społeczeństwa. Zadania powieści określał tu zupełnie inaczej niż wcześniej zadania poezji: „[…] ona [powieść] nie chodzi z pochodnią, mieczem, nie rozwija sztandarów na placu publicznym i nie trąbi pobudki”, ale wymaga „ludzi prawdziwych i tła prawdziwego”. Wymaga realizmu, także psychologicznego, by mogła stać się „nauką serca ludzkiego”. W odkrywaniu prawdy, często bolesnym, powieść powinna zatem trzymać się „przyziemności”, nie sięgać „sfer górnych”. Tę jej „skromność” podkreślał Kamieński przypisem do Pana Tadeusza, zauważając, że Mickiewicz chciał zejść do „przyziemności”, lecz ostatecznie zwyciężył w nim „wieszcz” (przy którym „badacz obyczajów” ledwie ośmiela się odezwać). Powieść jednak nie ma być wzniosłym poematem, lecz „cudownym obrazem” malującym rzeczywistość jak żywą. Jeśli toczy walkę o narodowe jestestwo, to jej orężem nie jest ani miecz, ani pochodnia, lecz ostrze satyry.

Swe przekonania o wadze literatury obyczajowej Kamieński utrwalił podczas pobytu w Wiatce, tam bowiem przeczytał w oryginale Nikołaja Gogola, doceniając zwłaszcza Martwe dusze i Rewizora. Pasjonowała go też lektura „ruskich książek obyczajowych, arcyinteresujących, malujących lepiej jak Gogol” (Listy z zesłania), pośród których znalazły się zapewne utwory Michaiła Sałtykowa-Szczedrina i bardzo przez Kamieńskiego szanowanego Aleksandra Hercena, wyjątkowo jego zdaniem przenikliwego, gdy kreślił „wizerunki ludzi i rysy obyczajowe” (Rosja i Europa). Nie przez przypadek zatem także własne książki wspomnieniowe traktował jako okazję do „studiów obyczajowych”, a ich ważną częścią uczynił portrety wielu znanych mu osób. O tym, że był znakomitym pisarzem, przekonują zwłaszcza Pamiętniki i wizerunki pokazujące jego umiejętność głębokiego wglądu w motywację ludzkich zachowań. Stworzył też wizerunek własny (jeden z rozdziałów nosi tytuł Ja), odsłaniając wewnętrzny świat niepokojów, rozterek i zwątpień, których śladów próżno szukać w jego programowych dziełach. Zabraniając druku Pamiętnikow przez lat 20 po swej śmierci, wyrażał jednak nadzieję, że takie właśnie pisarstwo – ujawniające skomplikowaną prawdę o żyjących niegdyś ludziach – stanie się dobrą nauką dla przyszłych czytelników. Na tle XIX-wiecznego pamiętnikarstwa było to dzieło niezwykłe, bezcenne jako świadectwo czasu, ważne jako przykład literatury dokumentu osobistego.</document>
<document nplp_id="14116" title="Miejsca wydawania czasopism" slug="czasopisma-mapa"></document>
<document nplp_id="14123" title="Słownik krytyki &amp;#8211; obszar 3 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="slownik-krytyki-obszar-3"></document>
<document nplp_id="14142" title="Obszar 1 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-4-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14145" title="Obszar 1 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-4-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14153" title="Obszar 1 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-4-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14159" title="Obszar 1 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-4-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14161" title="Łagiewnicka" slug="lagiewnicka"></document>
<document nplp_id="14195" title="Słownik krytyki &amp;#8211; Warszawa po&amp;nbsp;1863&amp;nbsp;r." slug="slownik-krytyki-warszawa-1"></document>
<document nplp_id="14201" title="Obszar 2 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-5-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14204" title="Obszar 2 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-5-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14210" title="Obszar 2 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-5-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14218" title="Obszar 2 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-5-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14222" title="Obszar 3 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-6-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14225" title="Obszar 3 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-6-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14237" title="Obszar 3 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-6-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14238" title="Obszar 3 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-6-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14241" title="Obszar 4 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-7-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14244" title="Obszar 4 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-7-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14251" title="Obszar 4 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-7-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14257" title="Obszar 4 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-7-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14260" title="Obszar 5 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-8-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14263" title="Obszar 5 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-8-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14270" title="Obszar 5 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-8-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14274" title="Obszar 5 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-8-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14279" title="Obszar 6 &amp;#8211; miejsca urodzenia" slug="obszar-9-miejsca-urodzenia">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich urodzonych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14282" title="Obszar 6 &amp;#8211; miejsca śmierci" slug="obszar-9-miejsca-smierci">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć imiona i nazwiska krytyków literackich zmarłych w danej miejscowości.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14287" title="Obszar 6 &amp;#8211; mapa sekwencyjna" slug="obszar-9-sekwencja">Mapa sekwencyjna (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14288" title="Obszar 6 &amp;#8211; mapa warstwowa" slug="obszar-9-warstwy">Aby wyświetlić warstwy miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14293" title="Mapa z&amp;nbsp;podziałem na&amp;nbsp;obszary i&amp;nbsp;przejściami do&amp;nbsp;map obszarów" slug="slownik-krytyki-mapa-glowna-2">Do szczegółowej mapy każdego obszaru można przejść klikając na odpowiedni hotspot.
Dla każdego obszaru można wybrać mapę:
- Miejsc urodzenia (do każdej miejscowości przyporządkowano listę krytyków w niej urodzonych)
- Miejsc śmierci (do każdej miejscowości przyporządkowano listę krytyków, którzy w niej zmarli)
- Mapę warstwową (zobaczyć można zestawienia warstw miejsc urodzenia, miejsc śmierci oraz miejsca wydawania czasopism)
- Mapę sekwencyjną (w formie sekwencji zobaczyć można miejsca urodzenia, miejsca śmierci, miejsca wydawania czasopism oraz zestawienia tych informacji)

Aby przejść do mapy, na której poszczególne czasopisma przypisane są do miejsc, kliknij tutaj.
Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej przed 1863 rokiem, kliknij tutaj.
Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej po roku 1863, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="14299" title="Mapa miejsc urodzeń, miejsc śmierci i&amp;nbsp;miejsc wydawania czasopism" slug="slownik-krytyki-mapa-1">Aby wyświetlić miejsca urodzenia i miejsca śmierci dziewiętnastowiecznych krytyków, a także miejsca wydawania czasopism, należy zaznaczyć odpowiednie okienka powyżej mapy.

Aby przejść do mapy, na której poszczególne czasopisma przypisane są do miejsc, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej przed 1863 rokiem, kliknij tutaj.
Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej po roku 1863, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14300" title="Jaroszyński Tadeusz" slug="jaroszynski-tadeusz">Literat, krytyk sztuki, krytyk literacki, rysownik, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: i; -i; J.; T.; (T); t.j.; T J.; (T.J.); TJar.; tj; wątpliwe: J.T.; (Jn); jtr

Informacje biograficzne. Tadeusz Ewaryst Jaroszyński urodził się 10 XII 1862 w Wólce Dobryńskiej (według aktu zgonu w Malowej Górze w guberni siedleckiej) jako syn Władysława i Marii z Tomaszkiewiczów. Do szkoły średniej uczęszczał we Lwowie, a następnie w Piotrkowie. W młodości występował jako aktor w amatorskich przedstawieniach. Studiował w Warszawskiej Szkole Rysunkowej pod kierunkiem Wojciecha Gersona, a w l. 1884–1892 przebywał w Paryżu; tu poznał poznał Cypriana Norwida. W Paryżu utrzymywał kontakty z emigracją polską, przystał do środowiska socjalistów skupionych wokół Stanisława Barańskiego i współpracował z czasopismem „Pobudka”. Zawarł wówczas znajomość m.in. z Antonim Langem oraz Janem Lorentowiczem. W tym czasie debiutował jako literat i dramatopisarz (W szynkowni, „Życie” 1890, nr 52).

Po powrocie z Paryża Jaroszyński zatrudnił się w pracowni litograficznej Józefa Ungera w Warszawie. Równocześnie podjął pracę dziennikarską i uczestniczył w życiu artystycznym. Współpracował jako ilustrator z wieloma czasopismami, jak „Kurier Codzienny”, „Wiek”, dorywczo także z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Prawdą”, „Wędrowcem”, „Ziarnem” i krakowskim „Światem”. Przygotowywał ilustracje do książek, m.in. do noweli Lili Reymonta czy Baśni polskich (1921) Or-Ota (Artura Oppmana). Pisał recenzje z wystaw (od 1896 w „Głosie”), recenzował książki oraz przedstawienia; prowadził m.in. rubrykę Z teatru w „Kurierze Codziennym” oraz Kronikę teatralną w „Głosie Warszawskim”. Pełnił również funkcję kierownika działu sztuk plastycznych w „Kłosach”, był redaktorem dwutygodnika „Wieś i Dwór” (w 1913, nr 3–18). Jako dramatopisarz debiutował w 1899 r. sztuką Ścigana, wystawioną w reżyserii Mariana Winklera w Bagateli w Łodzi. W 1901 r. opublikował powieść Chimera. W 1904 r. został kierownikiem literackim Towarzystwa Miłośników Sceny. Był również przewodniczącym jury w cyklicznym konkursie na najlepszą nowelę, organizowanym przez redakcję „Echo Pragi”. W 1910 r. Jaroszyński został pobity przez artystę niezadowolonego z jego recenzji. Być może ten incydent sprawił, że zaprzestał bieżącej krytyki wystaw. Napisał kilkanaście dramatów, humoresek i obrazków scenicznych, oraz kilkanaście powieści i tomów nowel Zajmował się również tłumaczeniami (sztuki Daria Niccodemiego i Henry’ego Bataille’a, Portret Doriana Graya Oscara Wilde’a oraz fragmenty Emila Jean-Jacques’a Rousseau).

Miał liczną rodzinę na utrzymaniu (z małżeństwa z Natalią z Rakowskich), a cechy osobowości, przede wszystkim umiłowanie niezależności osobistej i wierność własnym poglądom, utrudniały mu utrzymanie stałej posady. Wspomagał go finansowo m.in. Władysław Stanisław Reymont. Jaroszyński zmarł 20 VII 1917 w Warszawie. Został pochowany na Powązkach.

Poglądy estetyczne. Jaroszyński traktował sztukę niemal jako zjawisko przyrodnicze, podkreślając jej funkcję społeczną i uspołeczniającą. Według niego dzieło sztuki powstaje jako konieczność psychologiczna i bioutylitarna (etyczna) w interakcji z otoczeniem. Kwestionował popularne pod koniec XIX w. hasło „sztuka dla sztuki”, pozostając na uboczu głównego nurtu Młodej Polski; stwierdzał: „Nieprawdą jest, że sztuka może być bezinteresowną” (Prawda o sztuce, „Biblioteka Warszawska” 1910, t. 3). Według niego, aby jakiś przedmiot uznać za dzieło sztuki, nie wystarczy przekonanie autora; w tym względzie ważniejsza jest opinia odbiorców: „Dzieło sztuki, dzieło posiadające piętno prawdziwej twórczości artystycznej wywołać musi zachwyt, entuzjazm – w przeciwnym razie dziełem sztuki nie jest” („Goniec Poranny” 1914, nr 138).

Jaroszyński formułując cele krytyki, z nurtu impresyjnego zaczerpnął takie cechy dobrego krytyka jak intuicja i wrażliwość, ale uzupełniał zestaw narzędzi potrzebnych do oceny dzieła o współczesną wiedzę naukową oraz znajomość zasad sztuki. Według niego wrażenia wywołane przez oceniany przedmiot są weryfikowane poprzez tworzenie dystansu (rzeczywistego – oddalenie się podmiotu poznającego, ale również psychicznego (Ze sztuki, „Biblioteka Warszawska” 1907, t. 3). W artykule Salon warszawski („Kurier Warszawski” 1908, nr 352) stwierdzał, że „sztuka jest nauką o granicach indywidualnej wolności artysty, a sąd estetyczny stwierdzeniem stosunku, jaki dany utwór zajmuje do wiedzy w tym zakresie”. W pewnych aspektach myślenia był bliski m.in. Zenonowi Przesmyckiemu (Miriamowi), co ujawnił w recenzji tomu jego szkiców Pro Arte („Goniec Poranny” 1914, nr 201). Pojęcie „sztuka” definiował jednak szerzej niż redaktor „Chimery”. Oprócz „sztuki arystokratycznej”, hermetycznej i niedostępnej dla przeciętnego odbiorcy, uznawał również inne nurty, czasami podkreślając niedojrzałość lub braki warsztatowe ich reprezentantów (Teatr i jego cele, „Biblioteka Warszawska” 1912, t. 2). Z tego powodu postulował wychowanie estetyczne dzieci i młodzieży, aby przygotować odbiorców do kontaktu ze sztuką.

Od dzieła do kultury. Twórcze paradoksy. Jaroszyński cenił w dziełach sztuki zdolność synestezji, tzn. umiejętność budzenia za pomocą jednego tworzywa wrażeń wielozmysłowych. Uznawał ją za czynnik decydujący „o sile emocjonalnej utworu artystycznego” i odnajdywał ją nie tylko w sztuce realistycznej, odwołującej się do pamięci odbiorców. Cenił twórców związanych z naturalizmem i realizmem, jednak był przekonany, że kierunek czy nurt artystyczny nie mogą przesądzać o wartości dzieła. Zwracał uwagę, że nawet malowanie z natury jest kreacją, ponieważ każdego dnia obserwowany krajobraz się zmienia.

Badania dzieł sztuki dawnej i współczesnej miały doprowadzić do odkrycia mechanizmów kultury w różnych fazach rozwoju społeczeństwa. Z tego powodu Jaroszyński m.in. doceniał etnologię. Według niego sztuka jest działaniem ekspresyjnym, wynikającym z potrzeby wyrażenia siebie i przeświadczeń współczesnych (Sąd estetyczny, „Biblioteka Warszawska” 1907, t. 2). Często jest to synteza czynników niejednorodnych, a nawet pozornie sprzecznych, to poszukiwanie złotego środka, co nie oznacza eklektyzmu; „Jeżeli tedy niemożliwy jest suchy, obiektywny realizm czy materializm w malarstwie, nie da się również ono pomyśleć bez realistycznego naśladowania form świata rzeczywistego” – stwierdzał w artykule Po latach wielu („Biblioteka Warszawska” 1908, t. 1).

Sztuka nowoczesna, zdaniem Jaroszyńskiego, powinna być efektem obowiązującego w danej epoce światopoglądu, wiedzy i przekonań (także higienicznych), stosowania nowych technik i materiałów; np. meble Stanisława Wyspiańskiego ocenił jako zbyt fantastyczne i trudne do użytkowania w codziennym życiu (Polska sztuka stosowana, „Biblioteka Warszawska” 1908, t. 1). Podkreślał, że istotą sztuki użytkowej nie jest zdobnictwo, ale ujawnienie umiłowania piękna i dążenia do doskonałości (Cyprian Kamil Norwid, „Złoty Róg” 1912, nr 53).

Inwolucja zamiast ewolucji. Poszukiwania stylu polskiego. Analizując przemiany sztuki na przestrzeni wieków, Jaroszyński stwierdzał jej upadek we wszystkich dziedzinach. Jedną z przyczyn upatrywał w chęci dostosowania się do oczekiwań odbiorców, coraz częściej pozbawionych smaku estetycznego. Relacjonował poszukiwania stylu polskiego podejmowane przez współczesnych artystów. Istotą sztuki narodowej nie były „słoneczka zakopiańskie” czy „krakowskie koguciki”, ale konstrukcja, np. typu linii (Polska sztuka stosowana, „Biblioteka Warszawska”1908, t. 1) czy zasady tworzenia ornamentów. Przy tej okazji powoływał się na stwierdzenie Maurycego Mochnackiego: „literatura jest sumieniem narodu”, rozszerzając je na całą sztukę. Z tego powodu w 1913 r. z niepokojem witał młode pokolenie twórców niepowiązanych z polską tradycją, nazywając ich „nowatorami za wszelką cenę” i zaliczając do nich m.in. futurystów i kubistów („Wieś i Dwór” 1913, nr 12). Prawdziwie polskim artystą współczesnym miał być tylko ten, kto podejmował tradycje narodowe zakorzenione w kulturze łacińskiej.

Krytyka sztuki. Krytyk występował przeciwko niektórym nurtom współczesnym, m.in. symbolizmowi, kubizmowi, analizując poszczególne dzieła i argumentując swoje stanowisko niedoskonałością lub wtórnością formy. Dostrzegał słabości tych kierunków, zastanawiając się jednocześnie nad ich osiągnięciami i możliwym wpływem na następne pokolenia. Omawiał m.in. wystawy organizowane przez Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Informował również o teoriach sztuki, m.in. Stanisława Witkiewicza, Camille’a Mauclaira (właśc. Camille Laurent Céléstin Faust). Edukacyjny wymiar jego artykułów był nie do przecenienia, ponieważ towarzyszyła im niejednokrotnie reprodukcja i interpretacja wybranego obrazu. Zastanawiał się nad wyróżnikami twórczości poszczególnych artystów, szukał przewodniego tematu tych prac, oceniał formę. Wyspiańskiego nazwał „fantastą” ze względu na przetwarzanie obrazu przedstawionego świata, podkreślając jednak ogromną siłę oddziaływania i nerwowość przepełniające jego prace (Ze sztuki, „Biblioteka Warszawska” 1907, t. 3). Krytyk pisał również m.in. o sytuacji grafiki oraz drzeworytnictwa w momencie powstania i rozwoju fotografii – o zastępowaniu ilustracji prasowej fotografią, o sztuce portretu, sztuce użytkowej. Uzupełnieniem tej pracy było recenzowanie książek na temat sztuki, malarstwa oraz książek autorstwa plastyków (np. Wędrówka Ducha Myśli Bolesława Biegasa; „Tygodnik Ilustrowany” 1904, nr 30). Bez względu na poziom publikacji Jaroszyński doceniał „odwagę wypowiedzenia się” i szczerość, tłumacząc przy tym niebezpieczeństwa braku selekcji, gdy autor nie komponuje, ale bezrefleksyjnie podąża za swoim wewnętrznym przekonaniem.

Interesował się prawami rynku, deprawującego – jego zdaniem – artystów i publiczność. Zwracał uwagę, że karierowiczostwo w sztuce jest znane od dawna. Podkreślał, że zjawisko urynkowienia sztuki nasiliło się wraz możliwością zakupu dzieł sztuki przez kolejne grupy społeczne odbiorców. Rozszerzenie rynku zbytu spowodowało wzrost ilościowy powstających dzieł, a to z kolei wpłynęło na jakość wykonania (Nowe reformy, nowi ludzie, „Goniec Poranny” 1914, nr 138).

Publicysta teatralny. Jaroszyński recenzował spektakle, a także dokonywał analizy zjawisk i mechanizmów życia teatralnego na ziemiach polskich i za granicą oraz zastanawiał się nad swoistością poszczególnych teatrów. Teatr był dla niego zdarzeniem, czasami o charakterze instytucjonalnym, umożliwiającym spotkanie publiczności i ludzi tworzących przedstawienie, w którym najważniejszy był utwór literacki. Krytyk wierzył, że instytucja teatru działa na zasadzie efektu domina, więc wystarczy poprawa jednego elementu w działaniu tej instytucji, aby osiągnąć pożądany efekt: „Dobry teatr, odpowiednio poparty, wychowa sobie z czasem liczne zastępy dobrej publiczności, która wymagać będzie dobrej sztuki, co znowu wywoła konieczne podniesienie się twórczości dramatycznej” (Teatr i jego cele, „Biblioteka Warszawska” 1912, t. 2). Zakładał, że krytyka teatralna powinna współbrzmieć z działaniami ludzi teatru. Z tego powodu nie chciał zbyt ostro oceniać pierwszego występu Teatru Małego Kazimierza Zalewskiego, zdając sobie sprawę z przyczyn niektórych niedociągnięć („Głos Warszawski” 1909, nr 289).  Bronił Ucznia szatana (Uczeń diabła) George’a Bernarda Shawa, mimo że spektakl w Teatrze Rozmaitości (1911) nie spotkał się z uznaniem. Z twórczości młodopolskiej doceniał m.in. Karykatury Jana Augusta Kisielewskiego, nazywając je „jednym z najszczęśliwszych objawów polskiej twórczości dramatycznej” (Japończycy w teatrze, odczyt J.A. Kisielewskiego, „Wiek” 1902, nr 55). Zastanawiał się również nad zasadnością importu sztuk paryskich do teatrów warszawskich. Zwracał uwagę, że stolica Francji staje się miastem kosmopolitycznym, więc publiczność teatralna coraz większą uwagę zwraca nie na sam dramat, ale na widowisko.

Krytyk literacki. Jaroszyński rzadko wypowiadał się na temat literatury w osobnych artykułach. Jego recenzje literackie były dość typowe i zdawkowe. Miał świadomość ogromnej różnorodności literatury oraz spełnianych przez nią zadań, w tym powinności społecznych. Doceniając np. Kazania sejmowe Skargi, zwracał uwagę nie tylko na ich kunsztowną formę, ale przede wszystkim na „moc niezwykłego uczucia” (Teatr i jego cele, „Biblioteka Warszawska” 1912, t. 2). Przywoływał zarówno artystów znanych – np. Arthura Rimbauda nazwał „jednym z najciekawszych ludzi”, ceniąc go jako „indywidualność artystyczną” (Ku humanizmowi, „Biblioteka Warszawska” 1906, t. 1), jak i twórców pomniejszych, np. Philippe’a Quinaulta (francuskiego dramaturga i librecistę z XVII w.) czy Fernanda Gregha, który w 1902 r. na łamach czasopisma „Figaro” występował przeciwko symbolistom, przypominając, że twórczość artystyczna jest przede wszystkim ekspresją; stwierdzał wówczas: „Nigdy w ich [symbolistów] sztuce nie było wyznania osobistego, szczerego krzyku, uderzenia serca” (Ku humanizmowi). Uznał parnasizm za zbyt skoncentrowany na formie, a symbolizm za „mroczny i oderwany” od życia. Takie poglądy prowadziły do wniosku, że hasłem odrodzenia współczesnej sztuki powinien stać się „humanizm” (tamże). Zastanawiając się nad zaistnieniem nowego nurtu, realizującego te założenia, powoływał się m.in. na ankietę przeprowadzoną wśród francuskich literatów (La Littérature contemporaine, „Societé du Mercure de France” 1905). Podkreślał, że literatura stopniowo odchodzi od hermetyzmu: „Zdania pisarzów nie są już bez głowy i ogona, ale mają początek, środek i koniec. Wiersz nareszcie pogodził się z rymem i sensem” (Ku humanizmowi). Jaroszyński był znawcą i miłośnikiem kultury francuskiej.

Niewiele zajmował się poezją, którą w jednym z artykułów nazwał estetycznym uszeregowaniem zgłosek (Sąd estetyczny, „Biblioteka Warszawska” 1907, t. 2), bliższy był mu dramat. Wskazywał na dwa główne tematy twórczości dramatycznej, które zarazem wyznaczały poziom ówczesnego teatru: seksualność oraz sprawy aktualne. Jego zdaniem to jeden z przejawów upadku sztuki dramatycznej, która stopniowo stawała się przemysłem, istniejącym przede wszystkim dzięki skutecznej reklamie. Jaroszyński podkreślał, że ówczesne revues to zabawne sceniczne przeglądy dnia, coś na kształt improwizowanej gazety (Odgłosy z daleka, „Kurier Warszawski” 1912, nr 84). Zastanawiał się nad możliwościami rozwoju dramatu współczesnego, nie formułując pozytywnej konkluzji: „Najwyższa ambicja artystów szczerych – oryginalność jest sprawą, wobec mas szerokich, w przeważnej większości z góry przegraną. Stary, znany, wytarty jak zły szeląg, koncept, jest zawsze pewniejszy – przynajmniej wiadomo, że w tym miejscu na pewno śmiać się wypada” (Wózek Tespisa, „Kurier Warszawski” 1911, nr 215).

Krytyk zastanawiał się również nad kondycją literatury w okresie powstawania i rozwoju filmu. Według niego literatura utrwala życie dzięki technice skrótu oraz syntezy (Prawda o sztuce, „Biblioteka Warszawska” 1910, t. 3). Interesowały go również czynniki decydujące o powstaniu poszczególnych dzieł. Recenzując Atyllę Antoniego Langego, przypominał, że Joris-Karl Huysmans pisał dla zarobku dla zapomnienia o kłopotach zdrowotnych, podczas gdy inni pisarze czerpali energię do tworzenia „z doznanych od losu lub bliźnich krzywd prawdziwych lub urojonych” ([rec.] Atylla, „Kurier Warszawski” 1911, nr 139). Jaroszyński doceniał potrzebę wierności sobie, krytykował twórczość jako realizację oczekiwań publiczności. Z tego powodu cenił m.in. utwory Langego.

Tworzył również sylwetki pisarzy, m.in. Norwida. Była to sposobność do zastanowienia się nad niewczesnością pojawienia się niektórych artystów („Złoty Róg” 1912, nr 53). Zwracał uwagę na nieszczęśliwe życie poety („Złoty Róg” 1912, nr 53). Przy tej okazji doceniał zaangażowanie Miriama w przywrócenie Norwida kulturze polskiej oraz w wydanie pism zebranych. Fragmenty Promethidiona zestawił z poglądami Johna Ruskina. Uznał Norwida za intuicjonistę i zdefiniował jego ideał sztuki, powracając do jednego z głównych tematów swoich rozważań – poszukiwania istoty sztuki polskiej: „Chciał on, ażeby sztuka polska była utworem myśli i czucia narodowego, ażeby objawiała się we wszystkich momentach naszych poczęć aż do najpospolitszych prac” (tamże).

Podsumowanie. W jednym z pośmiertnych wspomnień  anonimowy autor zwrócił uwagę na wierność Jaroszyńskiego postępowym ideom wyznawanym w młodości, przedstawił też cechy jego warsztatu i światopoglądu: „Nie wdawał się w drobnowidzową ocenę, ale łączył charakterystykę dzieł i autorów z szerszymi poglądami na stosunek sztuki i literatury do wielkiego procesu demokratyzacji społecznej, chociaż nie brał udziału w sporach polityczno-stronniczych. Wróg snobizmu, pretensjonalności, sekciarstwa i pozowania nie ulegał modnym doktrynom, pisał, co myślał, prosto i szczerze” („Wieś i Dwór” 1917, z. 7). Można dorzucić, że w jego tytanicznej aktywności i zmieniających się priorytetach kryły się łatwe do dostrzeżenia sprzeczności (np. społeczne funkcje sztuki contra jej umasowienie); była to cena za próby pogodzenia Niemożliwego.</document>
<document nplp_id="14301" title="Kaplińska Zofia" slug="kaplinska-zofia">Nauczycielka, pisarka, publicystka. Kryptonim: Z.J.A.

Informacje biograficzne. Urodziła się 12 III 1831 w Przybyszewie (k. Warszawy) jako córka Jana Kaplińskiego (zm. 1845), właściciela ziemskiego i wolnomularza, i Julii z Grabowskich (1805–1888). Oboje rodzice pochodzili z rodzin frankistowskich. Była siostrą Leona Kaplińskiego (1826–1873), artysty-malarza, działacza politycznego, związanego m.in. z Hotelem Lambert, oraz Edwarda Kaplińskiego (1834–1879), architekta, aktywisty społecznego, który miał ośmioro dzieci, m.in. syna Zygmunta Kaplińskiego (1864–1934), w przyszłości inżyniera związanego z rosyjskim przemysłem, ojca Jerzego Kaplińskiego (1901–1944), filologa, lektora języka polskiego na uniwersytecie w Tartu, aresztowanego przez NKWD w 1941 r. i po ciężkim śledztwie więzionego w gułagu w Wiatce, skąd nie wrócił; jego syn z drugiego małżeństwa, Jaan Kaplinski (1941–2021), był wybitnym estońskim uczonym i poetą, kandydatem do literackiej Nagrody Nobla.

Pracowała jako nauczycielka w rodzinnym Lisowie (k. Grójca) i w Warszawie, dokąd przeniosła się w 1848 r. Przyjaźniła się z Narcyzą Żmichowską i jej kręgiem znajomych. Była jedną z młodych słuchaczek nieformalnej szkoły, w której Żmichowska prowadziła zajęcia. Mieszkały przez kilka lat w tej samej kamienicy przy ul. Miodowej w Warszawie. Kaplińska łączyła pracę samokształceniową i pisarską z działalnością charytatywną prowadzoną z członkami Zgromadzenia Pań Miłosierdzia im. św. Wincentego a Paulo, do którego należała razem z bratem Edwardem. Zmarła 13 IV 1864 w Warszawie po długiej chorobie.

Twórczość. Była autorką utworów dydaktycznych dla dzieci (Rozrywki na dni świąteczne dla dzieci małych i dorastających z czterema rycinami, 1853; Książeczka dla dzieci chrześcijańskich, 1854; Rozrywki na dni świąteczne. Powiastki, komedyjki i przypowieści moralne dla młodzieży, 1880), a także dla dziewcząt z klas wyższych, szukających celów życiowych i znajdujących je w pracy „u podstaw” oraz w religijnej pokorze (Pamiętniki młodej ziemianki, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1860). Pisała opowiadania niosące proste treści poznawcze, przydatne w szkołach ludowych (tu też utwory popularyzujące literaturę polską: Franciszek Karpiński, „Czytelnia Niedzielna” 1862, nr 2–3; O Kazimierzu Brodzińskim, tamże, nr 51–52; O Janie Kochanowskim, „Czytelnia Niedzielna” 1863, nr 14–15). Choć głosiła demokratyczne, nowoczesne poglądy społeczne, wykorzystywane przez nią formy literackie i sposoby pisania były tradycyjne: nacechowane przesadnym dydaktyzmem i duchem chrześcijańskiej pokory. Pamiętniki młodej ziemianki (właściwie dzienniki) tylko formalnie były utrzymane w konwencji literatury dokumentu osobistego. De facto przynosiły opowieść o pracy z ludem traktowanym jako obiekt zabiegów wychowawczych, wspartych o wartości religijne. Równocześnie autorka opowiadała się za ideami, które w latach 60. XIX w. były głoszone przez pozytywistów, jak poprawa doli chłopów i biedoty miejskiej, emancypacja kobiet, solidarność społeczna niezależna od różnic stanowych (Słówko do młodych ziemianek, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 86; Kilka słów o naszych służących, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, nr 129). Nie łączyła jednak tych poglądów z inspiracjami pozytywistycznymi. To, co było treścią nieudanych prób literackich, w których ludowy bohater był infantylizowany, wybrzmiewało żywszą nutą w publicystyce społecznej i artystycznej, która stanowiła często wykład postulatów nieosiągalnych dla Kaplińskiej-pisarki.

Przedwczesna śmierć Kaplińskiej skłoniła rodzinę i zaprzyjaźnione osoby do działań na rzecz upamiętnienia jej pracy literackiej i publicystycznej. Wyszła tylko pierwsza część planowanego jako czterotomowe wydania jej twórczości ze wstępem Wandy Żeleńskiej (Pisma. Wydanie pośmiertne, pomnożone, 1876). Miał je zamykać prowadzony od wczesnej młodości dziennik Moje życie wewnętrzne. W przygotowaniu spuścizny do druku uczestniczyła Żmichowska (list z 24 IV 1868 do E. Kaplińskiego), być może jej choroba i śmierć zadecydowały o przerwaniu prac edytorskich. Biogram w PSB wymienia także inne wydanie zbiorowe dzieł Kaplińskiej (Pisma, 1859), ale pozycji tej nie odnotowują żadne bibliografie i katalogi biblioteczne, choć np. w Encyklopedii Samuela Orgelbranda (wyd. 1900) znajdziemy informację, że Pisma Kaplińskiej wyszły w 1876 r. jako wyd. 2. W publikacji późniejszej niż biogram jego autorka, Mieczysława Romankówna, nie wymienia już Pism z 1859 r. oraz wyraża ubolewanie, że niektórych pozycji bibliograficznych nie mogła potwierdzić z autopsji.

Literatura w służbie społecznej. Kaplińska nie uprawiała krytyki literackiej sensu stricto. Interesowała ją literatura jako środek propagowania pożądanych zachowań społecznych oraz jako element edukacji czytelnika ludowego. Optując za docenieniem prawdziwych wartości tkwiących w ludzie, pytała szlachcianki-adresatki artykułu: „Czyż nie powiedziano wam przy owych kursach literatury już przez was odbytych, że najwięksi mistrze słowa u tego źródła [ludowego] czerpali? Czy znacie wy Brodzińskiego i czy wiecie, ile ta błogosławiona dusza winna pojęciu ludowego ducha? Jeśli tego nie wiecie, nie rozumiecie, nie uznajecie obustronnej bogactw moralnych zamiany; jeżeli do ludu zbliżać się macie bez uczucia bratniego, a z protekcją jedynie i wyrafinowaną słodyczą; jeżeli nie czujecie drgania potężnego ducha, a macie tylko nieść i narzucać foremki; jeżeli chcecie budować nie na tym, co jest, ale zakładać fundamenta jakiejś słodkawej sentymentalności; jeżeli myśl zdrową, ojczystą, zabitą lub wypaczoną macie naleciałościami kwiecistej pobożności lub sentymentalnych zachwyceni naprawiać; jeżeli kryjecie w sercu pyszną pokorę, która do niegodnych zniżać się raczy; jeżeli nie macie tego prostego pojęcia, że w zamian za naukę, którą dacie, otrzymacie tę, której nie macie; jeżeli przeszłości nie znacie, przyszłości nie zrozumiecie, nie zbliżajcie się lepiej do tego ludu, który was nie zrozumie, dla którego w was wszystko obce, z którym nie wiążą was żadne naturalne węzły miłości wrodzonej, a czystym i zdrowym uczuciem religijnym podniesionej i uświęconej” (Słówko do młodych ziemianek). Publicystka wyznaczyła sobie i innym wysokie standardy etyczne, upominała się o demokratyczny i humanitarny punkt wyjścia w refleksji na temat ludu; trzeba „w przyszłym czytelniku swoim widzieć najprzód człowieka, a potem człowieka do danej, a zatem do ludowej warstwy społeczeństwa należącego” (Kilka słów o piśmiennictwie dla ludu, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 111). Kładła nacisk na walory społeczności ludowej; zdrowy rozsądek, „chłopski rozum”, przywiązanie do tradycji, a przede wszystkim wyobraźnię, która zdolna jest rozwinąć umysł i pamięć. Dostrzegała wady trzeciego stanu: brak samoświadomości, „myśl leniwą”, uczucia niewyrobione (tamże). Dlatego szczególną rolę w przemianach świadomości ludowej przypisywała literaturze niestroniącej od atmosfery cudowności, podtrzymywanej przez opowieści religijne i historyczne. Zalecała też pewną poetyckość stylu, daleką od prostactwa i grubiaństwa, wzorowaną – jej zdaniem – na autentycznej twórczości ludowej. Publicystka nie wskazywała konkretnych utworów, szczególnie przydatnych do realizacji sformułowanych celów, lecz pewien model literatury zaczerpnięty z programów wychowawczych obowiązujących w edukacji młodych czytelników.

Opowieści ad usum Delphini. Artykuły poświęcone Franciszkowi Karpińskiemu i Kazimierzowi Brodzińskiemu były elementem kształcenia ludu, praktyczną realizacją ogólnych rozpoznań autorki; są to opowieści biograficzne, ilustrowane cytatami i omówieniami fragmentów twórczości poetów. Publicystka akcentowała wpisane w tę twórczość wartości patriotyczne, a przede wszystkim religijne. W modelu osobowym poety główną rolę odgrywała wierność wobec tradycji narodowej i lokalnej, tożsama z bezwzględnym posłuszeństwem wobec ojca jako głowy rodziny (np. w opowieści o Karpińskim, który prosi ojca o ukaranie go za próbę kradzieży i całuje w rękę, która go za to spoliczkowała – Franciszek Karpiński). Artykuł poświęcony Janowi Kochanowskiemu przynosił wszechstronniejsze odniesienia do twórczości; są tam krótkie wzmianki o fraszkach i ich ludycznym charakterze (O Janie Kochanowskim, „Czytelnia Niedzielna” 1863, nr 15).

W stronę kobiet. Kaplińska stoczyła batalię o własną wolność jako kobiety, kwestia emancypacji kobiet nie była jej obca. W tym przypadku nie odwoływała się do wartości uniwersalnych, jak np. miłość bliźniego, lecz szukała argumentów uzasadniających poszukiwania nowej formuły kobiecości w zmieniających się okolicznościach własnej epoki. Pisząc o Klementynie z Tańskich Hoffmanowej, podkreślała szczególny moment historyczny, w którym pisarka przyszła na świat. Według niej na przełomie XVIII i XIX w. stary patriarchalno-sarmacki porządek został zastąpiony przez nowe postawy i obyczaje, które tylko pozornie miały zmieniać dawną sytuację kobiet. Hoffmanowa wprowadziła idee narodowe do tych nowych tendencji „salonowego” równouprawnienia w przełomowym okresie między dwiema formacjami kulturowymi. Szczególną rolę wyznaczyła kobietom, „robiąc matki mistrzyniami swych dzieci” (Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 106). Kaplińska nie kwestionowała zasług pisarki na tym polu, ale wskazywała na ich tylko przejściowy charakter. Dostrzegała ich częściową dezaktualizację już w momencie powstania, tym groźniejszą, że niepodlegającą dyskusji i niewchodzącą w konkurencję z innymi koncepcjami, bo dzieła o podobnej nośności w literaturze polskiej nie było. „Według nas słowa jej [Hoffmanowej] o kierunku wychowania i powołania kobiet wyrzeczone w żaden sposób ewangelią być nie mogą; raz dlatego, że wtedy już, gdy wypowiedziane były, grzeszyły jednostronnością i niedostatkiem wyższego poglądu; po wtóre, że jakiekolwiek – mimo tych ujemności – miały i mają dotąd zalety i zasługi, w żadnym jednak razie na dziś dostateczne i wystarczające być nie mogą, bo czas idzie naprzód, upłynęło go już sporo, a do tego nasza epoka jest jedną z tych, w których każdy odstęp czasu przeważnymi odznacza się odmianami, przeważne przynosi w pojęciach modyfikacje” (tamże, nr 107).

Krytyka wyznaniowa. Użyte przez publicystę „Gazety Polskiej” w recenzji książek dla dzieci pióra Kaplińskiej określenie „kierunek pietystyczny” („Gazeta Polska” 1876, nr 246) wskazuje ważne cechy warsztatu krytycznego tej autorki. Przyjmuje ona, że miarą wartości utworu literackiego jest jego zgodność z zasadami religii chrześcijańskiej, a dokładniej – z zasadami naszej „świętej wiary”, czyli katolicyzmu. Nie chodzi przy tym o skomplikowane treści dogmatyczne, ale o ogólne przesłanie utworu głoszące wartość rodziny, tradycji i – przede wszystkim – wierność wobec Boga, miłość bliźniego, solidarność ze słabszymi. Pietyzm wiązałby postawę Kaplińskiej z inspiracjami teologii protestanckiej; właściwsze byłyby zatem inne kwalifikacje, bliższe jej wyborom religijnym. Określenia takie znajdziemy we współczesnym literaturoznawstwie – hermeneutyka/ krytyka wyznaniowa poddająca interpretacji religijnej niesakralne elementy dzieła (W. Gutowski) lub krytyka kerygmatyczna aktywizująca doświadczenie religijne czytelnika i interpretatora (M. Maciejewski). Oba ujęcia są trochę na wyrost wobec postawy Kaplińskiej (publicystka trzymała się argumentacji zrozumiałej dla niewyrobionego odbiorcy, nie formułowała opinii metakrytycznych). Jej szkice uprzywilejowują biografię względem dzieła literackiego. Dzieje życia Karpińskiego, Brodzińskiego pełnią funkcję przekazu parenetycznego; poezja – konfirmuje wybory biograficzne. Jej źródłem jest to samo odczucie religijne, które kieruje wyborami życiowymi poetów. Tekst krytyczny rozwija się przez serię samopotwierdzeń na linii życie–dzieło. Może dlatego przypadek Hoffmanowej sprawia Kaplińskiej tyle kłopotu: biograficzne i literackie praktyki znanej autorki pozostawały w sprzeczności.

Miejsce w pamięci epoki. Twórczość Kaplińskiej nie oparła się czasowi; ani w pracach przeznaczonych dla młodego czytelnika, ani w publicystyce społecznej, ani w wypowiedziach na tematy literackie pisarka nie wybiła się ponad przeciętność. Można powiedzieć o niej to, co ona powiedziała o Hoffmanowej: że już w momencie debiutu jej twórczość była jednostronna (skupiona wyłącznie na poszukiwaniu wartości religijnych) i przestarzała (dydaktyzm). Żywsza nuta towarzysząca krytyce autorki Pamiątki po dobrej matce wynikała tyleż z doświadczeń życiowych (karierze pisarskiej Kaplińskiej sprzeciwiała się matka, być może powołując się na wspomnianą „ewangelię”), ile też z wyraźnego wpływu, jaki wywarła na zaliczanej do drugiego pokolenia entuzjastek młodej kobiecie jej mistrzyni Żmichowska (P. Chmielowski). Autorka Poganki zarzucała Hoffmanowej utrzymywanie podwójnych standardów: oddała życie zajęciom pisarskim, innym kobietom zalecała żywot macierzyński i domowy. Krytyka Kaplińskiej biegła podobnym torem.

Mimo skromnego dorobku Kaplińską za życia i po śmierci otaczała życzliwa pamięć. Musiała przekonywać do niej przede wszystkim ona sama – skromność i autentyczna troska o wychowanie dzieci i przedstawicieli ludu. Tym bardziej po śmierci, zgodnie z zasadą de mortuis aut bene aut nihil, pomijano lub dowartościowywano nieprzekonujące walory jej twórczości: „Najistotniejszą i najbardziej uderzającą jej cechą jest nastrój wysoce religijny, uwydatniający się w każdym prawie wyrazie. Można byłoby nawet zarzucić dziełu kierunek nieco pietystyczny, gdyby nie równowaga zachodząca między uniesieniami mistycznymi a żywą, gorejącą jak krzak synajski, w każdej nauce, w każdym niemal obrazku, miłością bliźniego. Zresztą wyznajemy, że skoro duszyczki młode nigdy nie mogą być wolne od łaknącego cudowności i pełnego entuzjazmu zapatrywania się na świat, wolimy, ażeby entuzjazm ten zwracał się raczej ku świętym i wzniosłym przedmiotom, chociażby przekroczył niekiedy granice trzeźwości i umiarkowania, niż miałby marnieć w krainie złudzeń pośledniejszej natury” („Gazeta Polska” 1876, nr 246). Jeszcze mniej dociekliwy jest anonimowy recenzent „Kłosów” zaliczający książki Kaplińskiej do zbioru „zdrowych, swojskich ziarenek, których radzi byśmy widzieć jak najwięcej w biblioteczkach dziecinnych” („Kłosy” 1876, nr 599), a także redaktor „Kroniki Rodzinnej” uznający zbiorowe wydanie prac dla dzieci Kaplińskiej za „wdzięczny upominek” („Kronika Rodzinna” 1876, nr 19).

Może też zaskakiwać, że sława Zofii Kaplińskiej przekroczyła granice Kongresówki, docierając do Galicji, gdzie o biografii i dorobku publicystki pisały, najczęściej w formie przedruków z prasy warszawskiej, zarówno krakowska „Kalina” w 1870 r., jak i lwowska „Gwiazda” w 1869 r. Trudno wyrokować, czy to zasługa własna pisarki, czy część składowa zainteresowania, jakie otaczało braci Kaplińskich, przede wszystkim Leona zaprzyjaźnionego m.in. z Janem Matejką, czy światło odbite od Żmichowskiej.</document>
<document nplp_id="14304" title="Karłowicz Jan" slug="karlowicz-jan">Historyk, etnograf, językoznawca, tłumacz, muzyk, kompozytor. Pseudonimy i kryptonimy: Karol Janowicz, C. hr. Zan; J. K; -o-

Informacje biograficzne.

Jan Aleksander Ludwik August Karłowicz urodził się 28 V 1836 w Subortowiczach (Subartonys) w pobliżu Olity (Alytus) w pow. trockim w rodzinie ziemiańskiej jako syn Aleksandra i Antoniny z Mołochowców. Kształcił się w domu, a od 1847 r. w Gimnazjum Wileńskim. W Wilnie debiutował jako muzyk wiolonczelista. W l. 1853––1857 studiował na wydziale historyczno-filologicznym Cesarskiego Uniwersytetu Moskiewskiego. Od jesieni 1857 r. słuchał wykładów na Sorbonie, w College de France, a od początku 1858 r. uczył się w Conservatoire Impérial de Musique et de Déclamation, a później w École Beethoven. Od sierpnia 1858 r. studiował filozofię na Uniwersytecie w Heidelbergu; od jesieni 1859 r. w Brukseli kontynuował studia historyczne na uniwersytecie, a także muzyczne w konserwatorium. Wrócił na Litwę jesienią 1860 r. Przebywał na zmianę u ojca w majątku Bratomierz pod Ejszyszkami i u matki w Wilnie. Zadebiutował pod pseudonimem Karol Janowicz jako autor wierszy satyrycznych z cyklu Depesze telegraficzne („Gazeta Wileńska” 1865, nr 52). Znalazły się tu echa uczucia do Ireny Sulistrowskiej z Wiszniewa w pow. święciańskim, przyszłej żony, poślubionej w 1865 r., z którą miał czworo dzieci: Stanisława (1869–1881), Edmunda (1871–1919), Wandę (1872–1903) i Mieczysława (1876–1909). W 1866 r. Karłowicz zaliczył trzy semestry studiów w Berlinie i uzyskał stopień doktora z historii Polski na podstawie rozprawy w języku łacińskim O wyprawie kijowskiej Bolesława Wielkiego napisanej pod kierunkiem prof. Ernesta Edwarda Kummera (wyd. w 1872 r. w jęz. polskim). W tym samym roku zamieszkał wraz z rodziną w Warszawie. Zajmował się badaniami historycznymi, starał się bezskutecznie o docenturę w zakresie historii powszechnej w Szkole Głównej (w 1867 r.). Krótko pracował w Konserwatorium Warszawskim (1871). Ogłosił drukiem rozprawę mającą stać się podstawą habilitacji Don Karlos, krolewicz hiszpański (1867). Od końca lat 60. zaniechał pracy nad problematyką historyczną, a zainteresował się językoznawstwem i ludoznawstwem. Prace z tych dziedzin od 1868 r. drukował w „Bibliotece Warszawskiej”. W 1871 r. wydał Poradnik dla zbierających rzeczy ludowe (potem też w „Kalendarzu Wileńskim na 1882”). W Wiszniewie (gub. wileńska) Karłowiczowie mieszkali w l. 1873–1882, tu badacz zaczął interesować się folklorem miejscowym, także litewskim (prace, nie tylko etnograficzne, publikował w „Ateneum”, „Biesiadzie Literackiej”, „Bibliotece Warszawskiej”, berlińskim „Archiv für Slavische Philologie”, „Wieku” pod pseudonimem C. hr. Zan, „Prawdzie”, „Kurierze Codziennym”, „Kraju”, pod koniec lat 90. w „Głosie” i „Tygodniku Ilustrowanym”). W 1875 r. wydał w Krakowie rozprawę O języku litewskim (t. 2), która została wysoko oceniona przez Jana Baudouina de Courtenaya („Przegląd Krytyczny” 1876, nr 8). Od maja do jesieni 1876 r. Karłowicz przebywał w Stanach Zjednoczonych na wystawie filadelfijskiej z okazji stulecia ogłoszenia niepodległości, tam zaprezentował pomysł zapisu nut Project of a New Way of Writing Musical Notes (wyd. 1876, później też w jęz. francuskim, polskim i niemieckim). Tu poznał Johna Drapera, pod jego wpływem odsunął się od Kościoła katolickiego („Od dawna z niebem i piekłem zerwałem na zawsze”, z listu do L. Uziębły), religię nazywał szkodliwym „narkotykiem”. Po śmierci matki (1880) i córki Stanisławy (1881) sprzedał majątki rodzinne Podzitwę i Bratomierz. Przebywał wraz z rodziną w Warszawie, St. Petersburgu, Wilnie, Moskwie i Mińsku.

Od 1881 r. był członkiem Litewskiego Towarzystwa Literackiego w Tylży (Lietuvių literatūros draugija). W 1882 r. wznowił studia językoznawcze i etnograficzne w Heidelbergu. W 1887 r. wraz z rodziną przeniósł się na stałe do Warszawy i objął redagowanie czasopisma etnograficznego „Wisła” (funkcję tę pełnił do 1899 r.; wydał własnym nakładem 15 tomów Biblioteki „Wisły”, 1888–1896). Od 1887 r. był członkiem korespondentem AU i Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Od 1888 r. był czynnym członkiem Warszawskiego Towarzystwa Śpiewaczego „Lutnia”, inicjatorem i członkiem honorowym Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie oraz Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.

W 1889 r. z inicjatywy Karłowicza powstał w Warszawie konspiracyjny zespół – Towarzystwo Literackie (należeli do niego: A. Świętochowski, A.G. Bem, W. Smoleński, S. Krzemiński). Wydano cykl broszur Z domu niewoli (1889–1891), zamieszczano też korespondencje w prasie – w „Dzienniku Poznańskim” (cykl Spod zaboru rosyjskiego, 1891–1896) i w krakowskiej „Nowej Reformie” (cykl Listy z zaboru rosyjskiego, 1897–1901). W latach 90. Karłowicz razem z innymi przedstawicielami „elity ówczesnego świata intelektualnego Warszawy” (E. Abramowski, B. Hertz, L. Krzywicki, S. Krzemiński, A. Mahrburg, I. Matuszewski, A. Niemojewski) współpracował z na wpół tajnym Kołem Oświaty Ludowej zrzeszającym członków Uniwersytetu Latającego. W 1890 r., w związku ze wzrostem antysemityzmu, Karłowicz i Świętochowski (a także S. Dickstein i P. Chmielowski) przygotowali opracowanie poświęcone kwestii żydowskiej w Królestwie.

Wspólnie z Zygmuntem Glogerem, Ignacym Balińskim i Leopoldem Méyetem czuwał nad gromadzeniem materiałów i redagowaniem dwóch tomów Księgi pamiątkowej na uczczenie setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza (1899) z przedmową Adama Pługa. W jej dziale III Listy poetow i pisarzy żyjących wspołcześnie został zamieszczony autograf listu Joachima Lelewela z adnotacją: „Z albumu Jana Karłowicza”. Dzięki Karłowiczowi w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym założono Sekcję im. Stanisława Moniuszki oraz Sekcję im. Fryderyka Chopina. Zajmowały się one opieką nad spuścizną kompozytorów oraz zbieraniem pamiątek po nich. W 1895 r. ukazał się zeszyt próbny Słownika języka polskiego przygotowanego przez Karłowicza wspólnie z Adamem Antonim Kryńskim i Władysławem Niedźwieckim. W l. 1900–1927 wydano osiem tomów tzw. słownika warszawskiego. Karłowicz zmarł 14 VI 1903 w Warszawie. Jego archiwum w 1909 r. zostało przekazane Towarzystwu Przyjaciół Nauk w Wilnie.

Działalność naukowa i przekłady. Ogłosił ok. 1000 prac naukowych: z etnologii, religioznawstwa, folklorystyki (m.in. kwestionariusz do zbierania mitologii litewskiej, Lud białoruski na Rusi Litewskiej – ewolucjonizm psychologiczny), muzykologii, językoznawstwa, m.in. Podania i bajki ludowe (1870), O języku litewskim (1875), Czterysta kilkadziesiąt nazwisk miejscowości litewskich (1883), Słownik gwar polskich (1900) – pierwszy tego typu słownik w krajach słowiańskich, jeden z pierwszych w Europie. Zajmował się też przekładem literackim i naukowym. W l. 1868–1872 tłumaczył na język polski dzieło klasyka literatury litewskiej Kristijonasa Donelaitisa (1714–1780) – poemat Metai (Pory roku, 1818). Zachował się rękopis (ogółem 40 stron) trzech fragmentów przekładu. W 1895 r. przygotował hasło poświęcone autorowi poematu Metai dla Wielkiej encyklopedii powszechnej. Zajmował się tłumaczeniami z języków niemieckiego (Podręcznik harmonii E.F. Richtera, 1863) oraz angielskiego (Szkice T.B. Macaulaya, 1876; Dzieje zatargu religii z rozumem J.W. Drapera, 1884; Zasady etyki H. Spencera, 1884). Był autorem wstępu i komentarzy do polskiego przekładu pracy Edwarda Burnetta Tylora Cywilizacja pierwotna. Badania rozwoju mitologii, filozofii, wiary, mowy, sztuki i zwyczajów (przekł. Z. Kowerskiej, t. 1–2, 1896–1898). Służył swoją wiedzą m.in. Elizie Orzeszkowej, która konsultowała z uczonym problemy natury językowej. Komponował muzykę do wierszy Marii Konopnickiej.

Działalność krytyczna. Krytyką literacką zajmował się incydentalnie; była aktywnością poboczną wobec pracy naukowej i często motywowaną nadzwyczajnymi okolicznościami. Po fali krytyki, jaka spotkała Konopnicką po opublikowaniu zbioru Z przeszłości. Fragmenty dramatyczne (1881), stanął w obronie autorki. Napisał pochlebną recenzję, która chociaż nie została wydrukowana (w „Wieku”), odegrała pewną rolę w przełamywaniu niechęci do poetki. W „Prawdzie” omówił zaskakująco pozytywną reakcję krytyki niemieckiej, w tym „czerniciela” Polaków, Leopolda von Sacher-Masocha (prestiżowy, międzynarodowy miesięcznik „Auf der Höhe” 1884, nr 12), na niemiecki przekład powieści Orzeszkowej Meir Ezofowicz (Z Niemiec. Heidelberg, grudzień 1884, „Prawda” 1885, nr 2). Gros publikacji na temat literatury polskiej to przyczynki, niebagatelnej jednak wartości: informacja o znalezieniu w cesarskiej bibliotece wiedeńskiej przekładu fragmentu (O wojnie) dzieła De republica emendanda Andrzeja Frycza Modrzewskiego („Prace Filologiczne” 1885, t. 1, z. 1), przypomnienie zasług Antoniego Małeckiego („Kurier Warszawski” 1901, nr 358), prezentacja Richarda Wagnera: przyznał, że ceni jego talent (ale nie geniusz, którego nie dostrzegał), osoba kompozytora robiła na nim jednak „wstrętne wrażenie” (Wagner, „Prawda” 1883, nr 11). Wiele publikacji dotyczy twórców litewskich i innych narodowości: Edward Jelinek („Głos” 1897, nr 13), Alfred Romer („Tygodnik Ilustrowany” 1897, nr 7). Był jednym ze współorganizatorów pisarskich jubileuszy (J.I. Kraszewskiego – 1879, T.T. Jeża – 1881, E. Orzeszkowej – 1891, A. Świętochowskiego – 1895, 1896, H. Sienkiewicza – 1900, M. Konopnickiej – 1902). Dla literatów żyjących w biedzie organizował pomoc finansową.

Erazm Majewski napisał o Karłowiczu, że był „urodzonym i szczęśliwej ręki inicjatorem”, który „z rzadką przenikliwością orientował się w potrzebach oświaty i kultury”. Zdaniem tego autora ta cecha profesora, w połączeniu z „niezrównanymi zaletami towarzyskimi, stawia go w rzędzie najświetniejszych postaci naszych i zbliża do takich ludzi […], jak Jędrzej Śniadecki, Tadeusz Czacki, […] Kołłątaj lub Chałubiński”. Wszechstronność Karłowicza zadziwia, podobnie jak umiejętność uczestniczenia we wszystkich dziedzinach życia kulturalnego. Był nie tyle krytykiem literackim, ile mentorem świata literackiego. W obronę tzw. wartości postępowych (demokratyzacja życia społecznego, edukacja ludu) i wielkiej sztuki (szlachetne fabuły i tacyż bohaterowie) angażował wiedzę i autorytet.</document>
<document nplp_id="14306" title="Karpiński Franciszek" slug="karpinski-franciszek">Poeta, prozaik, dramatopisarz, tłumacz, autor pism o tematyce  estetycznoliterackiej, moralistycznej, społecznej i politycznej. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Zabawek wierszem i prozą; F.K.

Informacje biograficzne. Franciszek Karpiński urodził się 4 X 1741 w Hołoskowie nieopodal Stanisławowa na Pokuciu (dziś Iwano-Frankiwsk w Ukrainie) w rodzinie Jędrzeja i Rozalii ze Spendowskich – niezamożnych dzierżawców pracujących w dobrach Potockich. Uczył się w kolegium jezuickim w Stanisławowie (1750–1758), a następnie w Akademii Jezuickiej we Lwowie (1758–1765). Po ukończeniu nauki przez rok pracował na podrzędnym stanowisku w lwowskim trybunale, a następnie przyjął posadę guwernera synów Józefa i Marianny Ponińskich i osiadł w Zahajpolu nieopodal Kołomyi, gdzie pozostał aż do czasów konfederacji barskiej. Tutaj nauczył się języka francuskiego, czytał książki i czasopisma sprowadzane z odległych centrów kulturowych. W 1770 r. wyjechał do Wiednia, po drodze zwiedził Kraków, który wywarł na nim duże wrażenie. W Wiedniu spędził półtora roku – doskonalił znajomość francuskiego, uczestniczył w wykładach uniwersyteckich, korzystał ze zbiorów cesarskiej biblioteki. W 1771 r. powrócił do Lwowa i rozpoczął dzierżawy wiosek położonych w okolicy. W rok później Ziemie Lwowska i Halicka znalazły się w granicach zaboru austriackiego. Działalność literacka poety w tym czasie ograniczała się do wierszy udostępnianych w rękopisach w bliskim kręgu znajomych. Na przełomie l. 1779/1780 zebrał swoje utwory w jeden tom i złożył go w drukarni Kazimierza Szlichtyna we Lwowie. Wydanie to miało mu umożliwić wejście na warszawskie salony. Dwa osobno wydrukowane wiersze przesłał Adamowi Naruszewiczowi, a wobec braku odpowiedzi lwowski tomik Zabawki wierszem i przykłady obyczajne (1780) zadedykował księciu Adamowi Kazimierzowi Czartoryskiemu. Książę zaprosił poetę do stolicy, proponując mu stanowisko „sekretarza do interesów politycznych”. W lipcu 1780 r. Karpiński przyjechał do Warszawy i zamieszkał w rezydencji księcia w Pałacu Błękitnym. Tu z czasem poznał pisarzy współpracujących z Czartoryskim: Franciszka Dionizego Kniaźnina, Józefa Szymanowskiego, Stanisława Kostkę Kłokockiego, spotkał się ponownie z Julianem Ursynem Niemcewiczem, poznał też osobiście Naruszewicza i dzięki niemu został zaproszony na jeden z „obiadów czwartkowych”. Wiosną 1781 r. wyjechał do Grodna i Wilna, towarzysząc Czartoryskiemu, który jako marszałek trybunału litewskiego miał poprowadzić obrady. Nawiązał wówczas znajomość z Marcinem Poczobutem, rektorem Szkoły Głównej Litewskiej (Akademii Wileńskiej). Po powrocie do Warszawy krótko pełnił obowiązki bibliotekarza w Pałacu Błękitnym. W l. 1782–1787 ukazało się siedem tomów Zabawek wierszem i prozą.

W listopadzie 1782 r. Karpiński rozstał się z Czartoryskimi i przeprowadził do konwiktu księży pijarów przy Collegium Nobilium na ul. Miodowej jako guwerner księcia Romana Sanguszki. Bezpośrednio po ukazaniu się czwartego tomiku Zabawek wrócił do Dobrowód, dawnej dzierżawy, którą ciągle utrzymywał. Stąd odbył podróże do Lwowa, Warszawy i rezydencji Krasickich w Dubiecku nad Sanem. Wiosną 1785 r. ponownie przeniósł się do Warszawy. W tym czasie wielokrotnie wyjeżdżał do Izabeli Branickiej, letnie miesiące spędzając w jej białostockiej rezydencji. Na początku 1787 r. odbył pożegnalną podróż do Galicji, lato spędził w Białymstoku. Wówczas powstały pierwsze wiersze z cyklu Pieśni nabożnych. Wiosną roku następnego przebywał w rezydencji hetmanowej Aleksandry z Czartoryskich Ogińskiej w Siedlcach. Wkrótce potem objął dzierżawę klucza wsi Suchodolina w Grodzieńskiem. Mieszkał przede wszystkim w Warszawie, na krótko wyjeżdżając do Suchodoliny, by dopilnować dzierżawy prowadzonej przez siostrzeńca Antoniego Zańkowskiego. Po uchwaleniu Konstytucji 3 maja przeniósł się na prawie rok do Zabłudowa pod Białymstokiem, gdzie opiekował się sześcioletnim księciem Dominikiem Radziwiłłem. Latem 1792 r. zrezygnował z posady i wrócił do Warszawy. W pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji opublikował całość Pieśni nabożnych – jeden z najsłynniejszych polskich śpiewników religijno-obywatelskich. Rok później w Grodnie obserwował obrady ostatniego sejmu Rzeczypospolitej, na którym został zatwierdzony II rozbiór Polski. W 1791 r. dzięki Marcinowi Badeniemu uzyskał przywilej królewski na pięćdziesięcioletnią dzierżawę kolonii Kraśnik na wschodnim skraju Puszczy Białowieskiej. W 1793 r. zamieszkał w niej na stałe. Kolonia była kilkakrotnie plądrowana i niszczona przez przechodzące wojska (1794, 1812), za każdym razem odbudowywana przez poetę. Stąd wyjeżdżał do Grodna, aby odwiedzać więzionego tam Stanisława Augusta i spotkać się z rosyjskim gubernatorem Nikołajem Wasiljewiczem Repninem. W 1800 r. został powołany na członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poza krótkimi wyjazdami do Puław (1801), na Wołyń (1802) i do Warszawy (1811/1812) stale mieszkał w Kraśniku. W tym czasie został wybrany członkiem honorowym Szkoły Głównej Wielkiego Księstwa Litewskiego (Akademii Wileńskiej), a w 1805 r. na prośbę rektora Uniwersytetu Wileńskiego Hieronima Strojnowskiego miał zostać wizytatorem szkół podległych uniwersytetowi, ostatecznie objął opieką pobliskie gimnazjum w Świsłoczy. W 1806 r. Franciszek Ksawery Dmochowski przy współpracy Karpińskiego opublikował niemal pełne wydanie jego utworów.

Po III rozbiorze Karpiński postanowił zerwać z twórczością poetycką. Pisał jeszcze czasem drobne wiersze okolicznościowe, ale przede wszystkim przygotowywał następne prace prozatorskie i przekłady: pamiętnik-autobiografię zatytułowaną Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem (powst. 1801–1808, dokończony w 1822 r., wyd. 1844). Z większych prac prozą opublikował Dzieciom dla ich rozrywki i nauki niektóre zabawniejsze historie z rożnych dziejów świata dawniejszego zebrane (1820) – zbiór komentowanych przez poetę antycznych historii mający służyć moralnemu wychowaniu młodzieży. Na końcu tej publikacji zamieścił fantastyczno-baśniową Podroż w kraju zaczarowanym (powst. 1802) – zaszyfrowany opis podróży z Puław na Wołyń.

W 1818 r. Karpiński kupił wieś Chorowszczyzna k. Łyskowa w pow. wołkowyskim, gdzie przeniósł się wkrótce wraz z siostrzeńcem Franciszkiem Kozierowskim i jego rodziną. Tu nawiązał przyjaźń z młodym księdzem Antonim Korniłowiczem CM, miejscowym proboszczem i pierwszym biografem poety (O życiu Franciszka Karpińskiego… wiadomości zebrane, 1827).

Twórczość liryczna Franciszka Karpińskiego cieszyła się w epoce wielką popularnością. Debiutancki tomik miał sześć wydań do 1803 r. włącznie, a później został przedrukowany w Dziełach… wierszem i prozą. Następne tomy Zabawek…, Pieśni nabożne i Psałterz także były kilkakrotnie przedrukowywane. Niektóre wiersze – zwłaszcza Powrot z Warszawy na wieś – krążyły jako druczki ulotne, przedrukowano je w czasopismach. Karpiński pisał też okazjonalne mowy (Mowa na pochwałę Jana Sobieskiego, 1783), utwory dramatyczne (komedia łzawa Czynsz, tragedia Bolesław III, wydana powtórnie ze zmienionym zakończeniem pod tytułem Judyta, królowa polska, opera Alcesta, królowa Tesalii), projekty polityczne, pisma filozoficzno-moralne (O szczęściu człowieka. List do Rozyny, Rozmowy Platona z uczniami swoimi, 1802), przełożył z języka francuskiego rozprawę poświęconą historii Indii (J.F. Michaud, Wiara, prawa i obyczaje Indian, 1803). Chętnie łączył ze sobą wiersz i prozę, wykorzystując napięcie między fragmentami poetyckimi a epicką narracją, którą czasem wzbogacał o dodatkową organizację rytmiczną (przekład Ogrodow J. Delille’a, O szczęściu człowieka. List do Rozyny, Podroż do Krakowa i jego okolic, 1788). Zmarł 16 X 1825 we własnym mająteczku Chorowszczyzna.

 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="14307" title="Kamiński Jan Maurycy" slug="kaminski-jan-maurycy">Prawnik, adwokat przysięgły, nauczyciel, redaktor, publicysta, tłumacz, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: Baptysta, B., B-ta, J.M.K.

Informacje biograficzne.

Urodził się w Warszawie 31 III 1844 (chrzest w kościele św. Krzyża 24 VI 1845) z ojca Jana, piwowara zamieszkałego przy ul. Żelaznej, i matki Małgorzaty Szymańskiej w rodzinie wielodzietnej. Matka zmarła niedługo po narodzinach najmłodszej córki, Marii Elżbiety, którą Jan Maurycy opiekował się do jej przedwczesnej śmierci. Po skończeniu Instytutu Pedagogicznego w Radzyminie pracował jako nauczyciel wiejski. Wziął udział w powstaniu styczniowym w oddziale „puławczyków”, został ranny i uwięziony w Lublinie. Uwolniony pracował krótko w Szpitalu Dzieciątka Jezus, w l. 1866–1869 studiował w Szkole Głównej na Wydziale Prawa i Administracji, gdzie uzyskał patent prawnika. Nie od razu rozpoczął praktykę adwokacką. Przez kilka lat jako zwolennik programu pozytywistycznego angażował się w ruch oświatowy i inne inicjatywy społeczne adresowane – i to jest znak rozpoznawczy jego działalności publicznej – do ludzi wymagających wsparcia, tj. samouków, nieletnich przestępców. Uczestniczył w akcji odczytowej zorganizowanej przez środowisko b. Szkoły Głównej; dochody z tego przedsięwzięcia przekazywano Towarzystwu Dobroczynności. Razem z Piotrem Chmielowskim i Julianem Ochorowiczem redagował tygodnik „Opiekun Domowy”, w 1877 r. założył „Tygodnik Powszechny” (1877–1885); w artykule wstępnym Słówko od redakcji anonimowy autor (J.M. Kamiński?) deklarował wiarę w obrany po 1864 r. kierunek rozwoju cywilizacyjnego. W l. 1875–1881 z sukcesem prowadził pismo satyryczne „Kolce”, gdzie publikował również własne artykuły. W 1876 r. ożenił się z Marianną (Marią) Szlezygier, w tym samym roku podjął praktykę adwokacką, zajmując się sprawami kryminalnymi. Nie bez znaczenia były dla niego kontekst społeczny i uwarunkowania przestępstw. Rezultaty badań i obserwacji wykorzystywał w pracy obrońcy. Był też współpracownikiem Wielkiej encyklopedii powszechnej. Z inicjatywy Kamińskiego powstało Muzeum Etnograficzne.

Kochał zwierzęta, był sekretarzem Towarzystwa Wyścigów Konnych w Warszawie i autorem dziełka Krotki rys pięćdziesięcioletniej działalności Towarzystwa Wyścigów Konnych w Warszawie (1891). Uczucie to doprowadziło Kamińskiego do ruiny – założył na zakupionej działce przy Bagateli ogród zoologiczny, ale rachunki zawiodły, a odpowiedzialny za finanse Kamiński zbankrutował. Straciwszy wszystko, utrzymywał się z pracy adwokackiej. W 1894 r. bronił w Wilnie honorowo katolików stawiających opór wojsku generała gubernatora wileńskiego Mikołaja Klinkenberga przy likwidacji kościoła w Krożach.

Zachorował na nieuleczalną chorobę umysłową. Zmarł 30 X 1907 w Grodzisku pod Warszawą. Kamiński często żegnał swoich kolegów z palestry, a także Stanisława Moniuszkę i Wacława Szymanowskiego, mowami pogrzebowymi (Mowy pogrzebowe, 1902). Nad grobem Kamińskiego przemówiło dwóch wybitnych adwokatów przysięgłych, aktywistów samorządu prawniczego – Adolf Suligowski i Stanisław Kijeński.

Dydaktyka. Prawo. Teoria i praktyka. Kamiński robił z reguły więcej, niż wskazywały na to jego obowiązki. Po studiach pracował jako wiejski nauczyciel, zajął się więc opracowaniem zasad nauki czytania (i pisania), propagując zamiast sylabizowania i sposobów pokrewnych tzw. czytanie doraźne stanowiące kombinację stosowanych metod (m.in. Nauka czytania, 1874). Nigdy właściwie nie rozstał się ze szkołą, czytał i recenzował publikacje przeznaczone dla młodego odbiorcy (np. [rec.] „Historia literatury polskiej dla młodzieży, opowiedziana w krótkości przez Karola Mecherzyńskiego”). W praktyce prawniczej dostrzegł zjawiska, których zlikwidowanie, a przynajmniej redukcja skali, wymagały zaangażowania ze strony państwa i społeczeństwa. Oprócz prostytucji (O prostytucji, 1870, wyd. 2 – 1875) Kamiński zajmował się przestępczością nieletnich (odczyt), a także zjawiskiem niepoczytalności (O niepoczytalności i niepoczytaniu, „Gazeta Sądowa Warszawska” 1873, nr 28–31). Te obszary łączyło jedno – humanitarna potrzeba włączenia do oceny winy i wymiaru kary okoliczności, na które oskarżony nie miał wpływu.

Utylitaryzm jako forma humanitaryzmu. Ideę humanitaryzmu, wrażliwego na potrzeby zwykłego, prostego odbiorcy sztuki, można wyczytać z prelekcji O stosunku poezji do życia społecznego („Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 5–10) ocenionej przez anonimowego publicystę „Niwy” bez entuzjazmu i bez złośliwości („Niwa” 1872, nr 3). Humanitaryzm upodobnił ten artykuł do innych prac Kamińskiego: autor wielokrotnie przywoływał w nich hasło utylitaryzmu, a jednak jego rozumienie tego pojęcia nosiło pewne właściwości indywidualne. Polemizując z Józefem Kremerem i Karolem Libeltem, zwolennikami idealizmu filozoficznego, a jednocześnie zachowując swobodę ruchu wobec pozytywistów, Kamiński przypomniał, że religia chrześcijańska mówi zarówno o Królestwie Bożym, jak i o chlebie powszednim: „Jest to najszczytniejsze, najwszechstronniejsze uznanie potrzeb całej naszej istoty. Urzeczywistnienie celów, do których ludzkość dąży, ten pożądany błogostan, to nie jakaś kontemplacja i abstrakcyjny kwietyzm, to są cele realne, wyraźne, jasne. Wszystko, co użyteczne, składa się na nie. I izba ogromna, i ciepła strawa, i nieprzeciążenie ilotską pracą, wykształcenie powszechne, i równouprawnienie w sferze praw prywatnych i publicznych; jednym słowem, dobrobyt materialny i moralny. Takie cele ma przed sobą społeczeństwo, do takich zdąża nauka – i ku takim zmierzać powinna i sztuka, a w szczególności poezja” (tamże, nr 10). Z tego wyprowadzał wniosek, że sztuka nie może służyć tylko abstrakcyjnym ideałom, że stanowi element życia społecznego i winna uczestniczyć w realizacji celów ludzkich i cywilizacyjnych. W niepodpisanym artykule Marzenia (tamże, nr 17), na który w następnym numerze pisma powoływał się Piotr Chmielowski (Utylitaryzm w literaturze, tamże, nr 18), znacznie wyostrzył swoje stanowisko, może dlatego, że spełniało funkcję „wstępniaka”.

Krytyk literacki i „Kolce”. Krytyka uprawiana w piśmie satyrycznym musi być z definicji zgrabna, dowcipna, lekka, co nie znaczy nieważna. Kamiński dobrze wywiązywał się ze swego zadania: Wiktorowi Gomulickiemu wytknął nadmiernie zainteresowanie samym sobą. Uznał, że to wada „naszych młodych wieszczów”, która nie wyklucza późniejszych sukcesów („Kolce” 1874, nr 8). W tomie poezji Stanisława Grudzińskiego Kamiński znalazł wiele wierszy wyraźnie wzorowanych na utworach Adama Asnyka i innych literatów. Swoje spostrzeżenia wyraził na tyle omownie, by pozostawić autorowi możliwość złożenia wyjaśnień i wycofania się z fatalnej praktyki. W latach 70. współprowadził rubrykę Felieton, podpisując swój udział jako B-ta.

Kamiński był krytykiem skromnym i nierozpoznanym. Rzadko podpisywał swoje utwory, równie rzadko używał pseudonimu (ten rezerwował przede wszystkim jako sygnaturę wierszy) lub kryptonimów, stąd kłopoty z atrybucją jego artykułów. Z całą pewnością w czterech periodykach, z którymi stale współpracował („Niwa”, „Przegląd Tygodniowy”, „Tygodnik Powszechny”, „Kolce”; incydentalnie – „Kurier Warszawski”, „Gazeta Sądowa Warszawska”, „Kurier Codzienny”), było ich więcej, niż pokazują bibliografie. Prace te nie miały charakteru zasadniczego; Kamiński był satelitą krążącym wokół „słońc” szkoły pozytywnej, zachowując umiar i życzliwość dla ludzi.</document>
<document nplp_id="14308" title="Kasprowicz Jan" slug="kasprowicz-jan">Poeta, krytyk literacki i teatralny, tłumacz, publicysta. Wybrane pseudonimy i kryptonimy (wbrane): Franciszek Szyba, Goplanicz, (j.k.), Ja. Ka., Jan K., (Jan-Ka.), (JK), (Jot-ka.), (k.), Kasjan, M. Lechita, Omikron, Piotr Huta, W. Goplanicz.

Informacje biograficzne. Urodził się 12 XII 1860 we wsi Szymborze k. Inowrocławia w ubogiej rodzinie chłopskiej jako syn Piotra i Józefy (z d. Klofta) Kasprowiczów. Po ukończeniu szkoły początkowej w rodzinnej wsi w l. 1870–1880 uczęszczał do gimnazjum w Inowrocławiu. Czas jego pierwszych prób poetyckich przypadł na koniec lat 70., a debiutował w 1878 r. tomem Poezje. Z powodu działalności w inowrocławskim tajnym stowarzyszeniu o charakterze narodowym „Wincenty Pol” musiał opuścić szkołę w roku poprzedzającym maturę. W związku z politycznym zaangażowaniem i wynikającymi z niego konfliktami z niemieckimi władzami szkolnymi młody poeta został zmuszony do edukacyjnej wędrówki po gimnazjach Poznania (2 VIII 1880–9 IV 1881), Opola (29 IX–31 XII 1881), Raciborza (1 I 1882–27 III 1883), by ostatecznie zdać maturę w 1883 r. w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Ścierał się z pruskimi władzami szkolnymi, ale dzięki niemieckim programom odebrał dobrą edukację w duchu neohumanizmu. Przez kilka miesięcy po maturze studiował filozofię w Lipsku, wtedy zbliżył się do Ludwika Krzywickiego i ugruntował swoje socjalistyczne sympatie potwierdzone publikacjami w pismach „Walka Klas” i „Przedświt”, prasowych organach partii Proletariat (zaangażował się też w korekty pierwszego polskiego wydania Kapitału K. Marksa). W l. 1884–1887 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wrocławskiego jako słuchacz historii. Był wtedy aktywnym członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego oraz socjalistycznego, niemieckiego młodzieżowego stowarzyszenia „Pacific”. W 1886 r. ożenił się z Teodozją Szymańską, z którą rozstał się po kilku miesiącach. W tym czasie też publikował pierwsze prace krytyczne w „Kraju”, „Kurierze Lwowskim”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Głosie”, „Przeglądzie Społecznym”, „Ateneum”. W 1887 r. Kasprowicz został aresztowany i skazany na pół roku więzienia w pokazowym procesie socjalistów. Po odbyciu kary poeta wrócił do Szymborza jesienią 1888 r., by w grudniu znaleźć się we Lwowie. Tam pod koniec roku wydał pierwszy zbiór swoich utworów – Poezje. Otrzymał nakaz opuszczenia Austro-Węgier w związku ze swą działalnością socjalistyczną i tylko dzięki wysokiej protekcji mógł uniknąć wyjazdu ze Lwowa. W 1889 r. rozpoczęła się jego dziennikarska współpraca z „Kurierem Lwowskim” (do 1900 r.). Ponownie wstąpił w związek małżeński 7 I 1893 z poznaną w kwietniu 1892 r. we Lwowie Jadwigą Gąsowską; miał dwie córki: Janinę (ur. 1893) oraz Annę (ur. 1895). Małżeństwo jednak szybko okazało się nieszczęśliwe (Jadwiga opuściła go dla S. Przybyszewskiego w 1901 r.). Na początek lat 90. datuje się też związek Kasprowicza z Zakopanem i odkrytymi Tatrami, w których osiadł na stałe w 1906 r., a wcześniej spędzał prawie bez wyjątku każdy urlop, uprawiając turystykę górską. Przede wszystkim jednak pracował, stając się ważną postacią w literackim Lwowie. Aktywnie działał w Związku Naukowo-Literackim (okresowo pełniąc w nim aż do 1914 r. role prezesa lub wiceprezesa), Kole Literacko-Artystycznym oraz Towarzystwie Literackim im. Adama Mickiewicza (tu w zarządzie od 1918 r. do śmierci). Należał też do komitetu redakcyjnego „Pamiętnika Literackiego”. W 1902 r. związał się na cztery lata z narodowodemokratycznym „Słowem Polskim” (w l. 1902–1903 redagował dodatek literacki „Tygodnik Słowa Polskiego”). W 1904 r. obronił doktorat na podstawie pracy Liryka Teofila Lenartowicza. Od 1909 r. był prezesem Towarzystwa Pisarzy Polskich w Zakopanem. W tymże roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego i powrócił do Lwowa, by objąć specjalnie dla niego utworzoną katedrę literatury powszechnej porównawczej. Profesorem zwyczajnym został w 1912 r. Rok wcześniej po raz trzeci ożenił się z Rosjanką Marią Bunin. Wiosną 1919 r. otrzymał propozycję objęcia katedry na Uniwersytecie Poznańskim, którą odrzucił. Od 1920 r. był czynnym członkiem Towarzystwa Naukowego we Lwowie, a w roku akademickim 1921/1922 rektorem tamtejszego uniwersytetu. Zdrowie nie pozwoliło mu dłużej pełnić tej funkcji, w 1923 r. zamieszkał w zakupionym domu zwanym Harendą leżącym między Poroninem a Zakopanem. W 1924 r. objawiła się z całą mocą cukrzyca, której skutkiem była dziesięciodniowa śpiączka, a w marcu 1926 r. doznał poważnego zawału. Zmarł 1 VIII 1926 w swoim domu. Pochowano go w grobowcu Dłuskich w Zakopanem, skąd jego ciało w 1933 r. zostało przeniesione do mauzoleum wybudowanego na Harendzie. Z przyznanych w ostatnich latach życia oznaczeń i tytułów na szczególną uwagę zasługują: doktorat honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego (1921), Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (1921), Krzyż Oficerski francuskiej Legii Honorowej (1922), członkostwo honorowe Polskiego Klubu Literackiego (PEN-Clubu, 1925) i PEN-Clubu londyńskiego (1926), a także Syndykatu Dziennikarzy we Lwowie (1926) oraz nagroda Polskiej Akademii Umiejętności za całokształt twórczości (1926).

Poeta-krytyk. Jako „poeta trzech epok” (R. Loth) swymi pismami poetyckimi i krytycznymi syntetyzował na przełomie XIX i XX w. doświadczenia swojej formacji kulturowej, uczestnicząc w życiu kilku pokoleń literackich. Począwszy od połowy lat 80. na każdym etapie kształtowania się szczególnej wrażliwości estetycznej Kasprowicz pozostawia ślady źródeł swego poetyckiego odczuwania w komentarzach do twórczości innych poetów. Komplementarność twórczości krytycznej względem poetyckich ścieżek podnosi jej wartość jako świadectwa dawanego epoce. W jego studiach literackich widać „ambicje szersze niż w sprawozdaniach, pisanych co prawda systematycznie, lecz przeważnie z dnia na dzień” (J.J. Lipski), ale i recenzje, i omówienia spektakli lwowskich wyróżnia „znajomość literatury dramatycznej, rodzimej i obcej, szczególny zmysł analityczny omawianych tekstów dramatycznych, a także skala umiejętności porównawczych” (A. Sobiecka). Swoje pisma krytyczne określał jako felietony („Kurier Lwowski” 1890, nr 247). Można wyróżnić trzy okresy w jego dorobku krytycznym: 1) czas związków z naturalizmem niemieckim – do 1894 r.; 2) związki z modernizmem, a przede wszystkim z jego symbolistycznym nurtem; 3) od 1902 r. w kontekście Hymnów i sformułowania samodzielnego modernistycznego credo poety (J.J. Lipski). Intelektualizm jako najistotniejsza cecha literackiej aksjologii Kasprowicza łączy się z nowoczesnym postulatem samoświadomości i przekłada na zwrotny charakter relacji między jego utworami poetyckimi a pracami krytycznymi i naukowymi. Poezja, której hołduje krytyk, jak pokazuje odczyt Dranmor poświęcony Ludwigowi Ferdinandowi Schmidowi, to ta, która „podnieca nie tylko wyobraźnię, ale zmusza do działania także umysł”, i że „tylko taka poezja zasługuje na miano prawdziwej córki niebios” (Dranmor. Odczyt wygłoszony w Kole Literacko-Artystycznym dnia 12 lutego br., „Kurier Lwowski” 1892, nr 55–58). W studium Alfred Tennyson („Świat” 1892, nr 20) Kasprowicz wyrażał przekonanie, że „zbytnia refleksyjność” w poezji może zaburzyć rozkosz lektury, utrudnia „wzniesienie się w sfery liryki ognistszej”, która może „ze zwykłego zjadacza powszedniego chleba uczynić, choć na chwilę, istotą żądną czynów wielkich, poświęceń wielkich”. Syntetyzujący swe doświadczenia okresu młodości Kasprowicz pokazuje w tych artykułach, z jak wielu źródeł czerpie w swej literackiej aksjologii (np. często z myśli H. Taine’a). Język, jakim posługuje się autor, ulegał zmianom i stanowił o wiele wyrazistszą cezurę w obrębie prac krytycznych Kasprowicza niż w jego poezji z okresu lwowskiego. Od 1902 r. i od odczytu Poezja w wieku XIX w Związku Naukowo-Literackim datuje się potrzeba wyrazistego wystąpienia przeciw „literaturze” i orędowania za „prawdziwą, szczerą poezją”. To zestawienie obecne jest również w jego krytyce teatralnej, w której rozróżniał sztukę z gatunku „wielkich”, której gwarantem jest szczerość, oraz wszystko inne, co „zasługuje na nazwę »roboty«, która może być doskonałą, ale która zawsze będzie służką niewybrednych gustów tzw. szerokich warstw publiczności” (Z teatru. „Widziadła” Kaweckiego, „Słowo Polskie” 1903, nr 21). Według Kasprowicza prawdziwa poezja nie wyrzeka się misji umoralniającej, ten zamiar może i powinien jej towarzyszyć. Stwierdza to przy okazji recenzji Skarbu Leopolda Staffa (Z teatru. „Skarb”, tragedia w 3 aktach Leopolda Staffa, „Słowo Polskie” 1904, nr 193). Pisarz nie ceni oportunizmu, George’a Gordona Byrona postawi nad Tennysona. Istotny jest też purytański charakter jego refleksji, niechęć do tematów erotycznych, zwłaszcza jeśli odnoszą się do sytuacji wątpliwych moralnie (Teatr, „Kurier Lwowski” 1890, nr 166). Można to połączyć z jego sympatią dla dawnych czasów: zachwycając się nieco naiwnym jego zdaniem Fircykiem w zalotach Franciszka Zabłockiego, komentuje: „Widocznie w człowieku tkwi zawsze kawałek »konserwatysty«” (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1899, nr 320).

Romantyczni tytani. Wykłady o prometeizmie (Prometeizm w poezji, 1912–1913, wyd. 1938; O Prometeuszu i prometeizmie w poezji, „Kurier Lwowski” 1915, nr 497, 500, 504; 1916, nr 1–2, 12, 19, 21, 23, 25, 27, 31, 33, 35, 37, 39) wskazują na to, co w twórczości Kasprowicza było spójne – zarówno jako artysty, jak i jako krytyka. Romantyczne fundamenty, na których osadzał nowoczesną literaturę polską, wiązały się wyraźnie z określoną postawą etyczną. ajważniejsi dlań twórcy, którym poświęca najwięcej krytycznej uwagi, tacy jak Percy Bysshe Shelley, bohater krytycznoliterackiego debiutu Kasprowicza (Autor „Alastora” Shelley, „Kraj” 1885, nr 17), i – zdaniem Kasprowicza – jego odpowiednik w literaturze polskiej, czyli Juliusz Słowacki, są stale obecni w refleksji literackiej pisarza (np. Słowacki, „Tydzień” 1899, nr 15–16). Dużo uwagi poświęca też w swych studiach ogłaszanych w prasie Adamowi Mickiewiczowi (np. „Konrad Wallenrod” w oświetleniu Spasowicza, „Kurier Lwowski” 1889, nr 253; Pojęcia społeczno-polityczne Mickiewicza, „Kurier Lwowski” 1890, nr 183). „Gdybyśmy chcieli znaleźć formułę dla określenia ostatnich kilkunastu lat naszego bytu narodowego, streścilibyśmy go w słowach: żyjemy pod znakiem Mickiewicza” – mówił Kasprowicz (Przed pomnikiem Mickiewicza, „Słowo Polskie” 1904, nr 510). Wskazywał na dominujące w całej jego krytycznoliterackiej publicystyce przekonanie o wpływie poezji na życie i o znaczeniu poezji trzech wieszczy dla narodowego losu; „zawdzięczamy mimo warunków nieprzyjaznych, nie tylko rzeczywistość istnienia dzisiejszego, ale i niezłamaną dotychczas wolę istnienia w przyszłości” (tamże). Łączy się to dla pisarza z koncepcją poezji jako syntezy „polskiej duszy zbiorowej” (tamże). Kasprowicz był przy tym jednym ze „spadkobierców Króla-Ducha” i w odczycie Poezja w wieku XIX (1902, wyd. 1930) podkreślał wartość ważnego w Młodej Polsce poematu Słowackiego, ale też opowiadał się za Mickiewiczem metafizycznym z Dziadów oraz Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego, a nie za wielbionym przez ogół Mickiewiczem – autorem Pana Tadeusza.

Krajobrazu zaangażowań krytycznych Kasprowicza w poezję romantyczną dopełniają refleksje o Tennysonie (np. Alfred Tennyson. Szkic literacki, „Tydzień” 1894, nr 10–13), Kornelu Ujejskim (Kornel Ujejski, „Kurier Lwowski” 1899, nr 237) i Teofilu Lenartowiczu (Lirnik mazowiecki, 1893; Wieś mazowiecka a poezja Lenartowicza, „Tydzień” 1893, nr 24). Mówiąc o Lenartowiczu, Kasprowicz wyrażał też swoje poglądy na poezję w ogóle, w której „prawdziwy twórca”, świadomie lub nie, idealizuje zawsze zjawiska realne. Na progu XX w., mimo rewolucji, w jakiej Kasprowicz uczestniczył w roli poety, jako badacz i krytyk tkwił mocno w XIX-wiecznej wrażliwości.

Współcześni pisarze. Pierwszy odcinek swojej rubryki Wrażenia literackie Kasprowicz ogłosił w „Kurierze Lwowskim” (1890, nr 218), następne ukazywały się jako Kronika literacka. Tu zamieścił m.in. recenzję powieści Marii Rodziewiczówny Ona i zbioru nowel Gabrieli Zapolskiej Z dziejów boleści („Kurier Lwowski” 1890, nr 227). Nie doceniał tych utworów prozą, pisał o „figach-migach panny Rodziewiczówny”, „płodzie poronionym” i o podszywających się pod miano powieści największych bredniach, jakie kiedykolwiek czytał. Również utwory Zapolskiej uznał za słabe. I mimo wyrażanej w tych pierwszych recenzjach chęci „równouprawnienia” obu płci w oczach krytyka, w zestawieniu z negatywnie ocenioną zaledwie kilka lat później powieścią Teodora Jeske-Choińskiego W pętach („Tydzień” 1893, nr 7), mówiąc o tym pisarzu, robi to z większym szacunkiem i w poważnym tonie. Tradycjonalistyczny stosunek poety do emancypacyjnych działań kobiet widać w ocenie sztuki Michała Bałuckiego Niewolnice z Pipidowki, gdzie broni autora przed zarzutem „zohydzania ruchu kobiecego”, wydobywając jedynie z niego „żywioł komiczny i w formie bardzo niewinnej a wesołej” i przedstawiając go na scenie („Kurier Lwowski” 1897, nr 66). Nie tylko wobec prozaików Kasprowicz jest krytyczny, recenzowane zbiory poezji również ocenia surowo. Tak jest w przypadku Wacława Rolicza-Liedera, u którego razi go „idealizowanie kobiet upadłych” (Kronika

literacka, „Kurier Lwowski” 1890, nr 232). Ważna na pewno jest dla Kasprowicza kategoria doświadczenia. Wykorzystuje własne, oceniając dzieła twórców o tematach wiejskich; nie waha się formułować w tym kontekście publicystycznych uwag, takich jak ta, że za zbrodnie popełniane przez członków gminu odpowiedzialni są ci, którzy nie poświęcają mu należytej uwagi. Doświadczenie ludu i jego kultury będzie też istotnym fundamentem twórczości bohatera rozprawy doktorskiej Kasprowicza (Liryka Teofila Lenartowicza, „Pamiętnik Literacki” 1905). W tym duchu poeta pozytywnie ocenia Syzyfowe prace Stefana Żeromskiego, książkę „doniosłą pod względem obywatelskim”; „Obywatelskość – którą dzisiaj, miejmy nadzieję, że nadaremnie – usiłują wygnać z poezji, poruszenie żywotnych kwestii publicznych stanowiących zasadnicze podstawy naszego życia narodowego – oto na czym przede wszystkim polega doniosłe znaczenie młodego pisarza” („Kurier Lwowski” 1897, nr 309). Jako poeta-modernista pozostaje w roli krytyka współczesności pośród zwolenników zaangażowanej literatury kształtującej sumienia, spełniającej ważne społeczne, wychowawcze funkcje.

Istotną kategorią krytyczną jest dla Kasprowicza oryginalność. Omawiając twórczość włoskiego pisarza (Antonio Fogazzaro, „Tydzień” 1896, nr 22–23), pisał o złym wpływie naturalistów na literaturę włoską, niezdolnych, by „oddziałać na odrodzenie treści, na spotęgowanie i pogłębienie uczucia”. „Pojawił się we Włoszech szereg mniejszych lub większych ibsenistów, dostojewszczyków i wielbicieli Tołstoja, wszystkie atoli próby przeniesienia na grunt włoski metody drobiazgowego analizowania prądów psychologicznych, przedstawiania marzycielskich nastrojów lub symbolizowania nieuchwytnych drgań duszy ludzkiej nie udawały się, przybierając niejednokrotnie rysunek karykaturalny. Nie udawały się dlatego, ponieważ ludzie wychowani w czystej atmosferze jasnego, blaskami słońca przepojonego nieba inny zupełnie posiadają ustrój psychiczny aniżeli istoty oddychające wilgotną mgłą północy” (tamże).

Krytyka teatralna. Znaczniejszy obszar Kasprowiczowskiej spuścizny krytycznej poświęconej współczesnemu życiu literackiemu dotyczy dramatu. Przez lata swojej współpracy z „Kurierem Lwowskim” oraz chwilowego, równoległego zaangażowania w „Wiadomościach Artystycznych”, a następnie w „Słowie Polskim”, poeta był przede wszystkim komentatorem życia teatralnego Lwowa, przy tym dość konsekwentnym w komponowaniu recenzji, w których większa część była poświęcona streszczeniu sztuki, reszta natomiast dzielona między analizę walorów literackich dramatu i ocenę inscenizacji, gry aktorskiej. Kasprowicz jest tu jednak przy okazji krytykiem literackim, który analizuje kompozycję, prawdopodobieństwo, styl inscenizowanego dramatu i chętnie weryfikuje obiegowe opinie o nowościach repertuarowych. Najważniejszym dla niego w każdym dziele scenicznym jest jego strona psychologiczna: „Przebacza się niedostateczną, wadliwą budowę sztuki, jeżeli działalność osób ma należyte umotywowanie psychiczne” ([rec.] „Popychadło”, „Wiadomości Artystyczne” 1897, nr 2). Istotny składnik wywodu stanowią uwagi o wtórności omawianego dramatu, zwłaszcza względem twórców obcojęzycznych. Kasprowicz zawsze z uwagą pochyla się nad inscenizacjami klasyki polskiej literatury, analizuje też recepcję dramaturgicznych realizacji utworów pisarzy obcych: Maksyma Gorkiego, Gerharta Hauptmanna, Henrika Ibsena, Maurice’a Maeterlincka, Victoriena Sardou i innych.

W recenzjach występuje zawsze ostrożny, choć zmieniający się stosunek do nowych prądów w literaturze, na scenie i w powiązanym z nimi życiu. Pisząc o Karykaturach Jana Augusta Kisielewskiego, zauważał, że w dramacie „pełno jest aluzji do najnowszych – zwłaszcza w Krakowie – bardzo modnych prądów społecznych i literackich. Nietzsche i wybujały indywidualizm, Strindberg i sprawa ojcostwa, Sasza Schneider i kwestia, kto w zasadzie piękniejszy, kobieta czy mężczyzna, satanizm, alkoholizm i objawienie »nagiej duszy«, symbolizm i masa innych jeszcze izmów” (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1899, nr 251). Kisielewski zasługuje jednak na o wiele większe uznanie krytyka niż wystawiana i występująca we Lwowie Zapolska. Naturalistyczne elementy w jej sztukach bardziej go rażą. I choć ocena wpływu symbolizmu i nastrojowości na nową sztukę dramatyczną zmieni się w czasie, tak dystans wobec Zapolskiej nie zanika.

Krytyka kultury. W liście do Kazimierza Bartoszewicza z 2 I 1896 Kasprowicz pisał o „bezczelnym obniżeniu krytyki”, zwłaszcza we Lwowie. I dodawał: „Nasi reporterzy – bo krytyków zawodowych tutaj […] nie ma – dochodzą pod tym względem do niemożliwości”. Surowe zdanie o krytyce łączyło się z nie mniej negatywną oceną znacznej części ważniejszych zjawisk kultury literackiej przełomu stuleci. Wątki zniechęcenia współczesnością, dające się wyczytać choćby z omówienia artykułów o cyganerii krakowskiej, wybijają jeszcze wyraziściej, gdy omawiając spektakle lwowskie, Kasprowicz porusza stały wątek niskiej frekwencji na spektaklach, które mu się podobają, i pełnych sal na sztukach pośledniej według niego wartości. Ten rodzaj uwag należy do stałego asortymentu pocisków krytycznych, którymi poeta strzela już nie w autorów, reżyserów czy aktorów, ale w publiczność. „Gust ogółu widzów – dodaje przy okazji komentowania Popychadła Jana Szutkiewicza – nie zawsze atoli dostatecznym jest probierzem w ocenie wartości scenicznego dzieła” (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1897, nr 10). W 1900 r. Kasprowicz był zaangażowany podczas konkursu o dyrekcję Teatru Miejskiego, którą otrzymał (z poparciem „Kuriera Lwowskiego”) Tadeusz Pawlikowski. W artykule U bram nowego teatru (dod. „Kuriera Lwowskiego” 1900, nr 100) rozróżniał między „pracą spekulacyjną, podyktowaną względami czysto handlarskimi”, tak mu wstrętną w teatrze, a pracą na rzecz sztuki i myśli o teatrze jako „ognisku ruchu umysłowego”. Oprócz rozdźwięku między komercyjnym a cywilizacyjnym znaczeniem przedsięwzięć artystycznych Kasprowicz odnotował też innego rodzaju problemy na kulturowej mapie Lwowa: zwracał uwagę na istnienie „klakierstwa” (np. Z teatru, „Kurier Lwowski” 1893, nr 289), na praktykę przemilczania sztuk „autorów należących do innego obozu” (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1895, nr 8), niedostatki organizacyjne związane z promocją polskiej literatury i życia literackiego (Piśmiennictwo na wystawie krajowej, „Kurier Lwowski” 1894, nr 166, 168, 171, 173, 175) i rozłamu społecznego w Galicji wyrażanego np. nieuczęszczaniem burżuazji żydowskiej na sztuki polskie. W tym ostatnim przypadku uwagi recenzenta pobrzmiewają czasami nutą pogardy, np. gdy pisze o „ciemnych masach żydowskich”, które omijają teatr Skarbkowski, uczęszczając jedynie do grającego w jidysz teatru Jakuba Gimpla (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1899, nr 138). Kasprowicz przyznaje się zresztą wprost do swoich antypatii przy okazji recenzji sztuki Stanisława Graybnera Fredzio i zawartego w drugim akcie robiącego przykre wrażenie ataku na Żydów: „Nie lubię tych zbogaconych synów Izraela, tych na krwi i pocie biedaków utuczonych Geldhabów, szukających dla swoich »Salusziów, Ryfków, Malicziów« uherbowanych zięciów, jestem tego przekonania, że jeżeli w ogóle burżuazja jest niesympatyczną, to chyba najwstrętniejszą jest burżuazja żydowska […]. Postawienie kwestii tej przez autora było na wskroś konserwatywne, ultraszlacheckie, zacofane, wstrętne, nielicujące z pojęciami nowożytnego człowieka. Nie dlatego jedynie zohydza p. Graybner tego rodzaju mariaże, że hańbą jest dla mężczyzny mającego zdrową głowę i ręce zdolne do pracy pójść na utrzymanie – choćby pod przykrywką ślubu – bogatych samic, ale dlatego, ponieważ ta samica jest do tego jeszcze Żydówką o »długim nosie«” (Z teatru, „Kurier Lwowski” 1893, nr 25). Zarówno w nastrojach antysemickich, jak i wyrażanej przy okazji mizoginii Kasprowicz reprezentuje tu w znacznej mierze epokę przełomu stuleci.

Miejsce Kasprowicza jako krytyka. Anna Sobiecka nazywa poetę „krytykiem przełomu epok”, osobowością zatem symptomatyczną. Marta Wyka wprawdzie nie powołuje Kasprowicza-krytyka na świadka swoich tez o ambitnym definiowaniu współczesności przez młodopolskich krytyków, ale z pewnością współuczestniczył on w tym dziele. Kasprowicz ze swą twórczą energią wynikającą z socjalnej wrażliwości łączonej z chłopskim pochodzeniem jest w samym centrum ustanawiania krytycznej współczesności przełomu stuleci. Był artystą wszechstronnie uzdolnionym, ale to, czym przyciągał do siebie przede wszystkim, wykraczało poza talent. Dokonał modyfikacji języka młodopolskiej krytyki, nadając mu więcej prostoty i stanowczości. Widziano w Kasprowiczu twórcę, który – zachowując powagę i patos – emanował siłą. Pisał o tym Stefan Kołaczkowski w posłowiu zamykającym wydanie zbiorowe dzieł poety (nb. opublikowane zaledwie cztery lata po śmierci autora): „W okresie kryzysu kultury, w tak trudnych warunkach pracy dla pisarza w Polsce, w okresie spaczeń i załamań, przedwczesnych wyjałowień, Kasprowicz należał do wyjątków nieodstręczających choćby jednym jedynym drobnym rysem. Był to człowiek prosty i silny w najszlachetniejszym tych słów znaczeniu i zarazem najbogatszy w zasoby ducha” (S. Kołaczkowski).</document>
<document nplp_id="14310" title="Kawczyński Maksymilian" slug="kawczynski-maksymilian">Historyk i teoretyk literatury, profesor filologii.

Informacje biograficzne. Urodził się 29 XII 1842 w Ostrorogu (Wielkopolska) w ubogiej rodzinie nauczyciela pruskiej szkoły ludowej Antoniego Kawczyńskiego i Magdaleny Dobrzyckiej. Edukację rozpoczętą w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu kontynuował od 1858 r. w Seminarium Nauczycielskim, którego ukończenie pozwoliło mu podjąć pracę w szkołach podstawowych w Poznańskiem. W 1872 r. przeprowadził się do Galicji, gdzie został mianowany na nauczyciela w Szkole Wyższej Miejskiej w Sokalu. W 1873 r. uzyskał obywatelstwo austriackie, które było warunkiem zameldowania w Sokalu. Od 1874 r. pracował jako nauczyciel języków obcych w c.k. Seminarium Nauczycielskim Męskim we Lwowie (we lwowskich seminariach dla nauczycieli uczył do 1892 r.). W latach 70. XIX w. studiował na Uniwersytecie w Lipsku i Politechnice w Zurychu; w 1877 r. podjął studia na Uniwersytecie Lwowskim, był również stypendystą w Monachium i Lipsku, a w 1879 r. odbył semestr studiów na Uniwersytecie Wiedeńskim. W Lipsku w 1881 r. obronił pracę doktorską z filologii germańskiej na podstawie opublikowanej rok wcześniej pracy Studien zur Literaturgeschichte des XVIII ten Jahrhunderts. Moralische Zeitschriften. W 1882 r. nostryfikował dyplom na Uniwersytecie Lwowskim. Tutaj w 1883 r. uzyskał docenturę po pomyślnym kolegium habilitacyjnym z historii literatury niemieckiej. W 1887 r. odbył studia w Paryżu w zakresie filologii starofrancuskiej pod kierunkiem Gastona Parisa w École Pratique des Hautes Études oraz w College de France, co pozwoliło rozszerzyć habilitację na filologię romańską. W 1890 r. otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Jagiellońskiego (dwa lata później zatwierdzony przez władze austriackie) oraz objął pierwszą polską katedrę filologii romańskiej (UJ). W tym samym roku został zaakceptowany jako członek korespondent Akademii Umiejętności w Krakowie; status członka czynnego uzyskał w 1902 r. („Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział Filologiczny” staną się jego głównym miejscem publikacji). Wykładał literaturę francuską wszystkich epok, literaturę włoską i hiszpańską, gramatykę francuską i prowansalską. Do wychowanków Kawczyńskiego należeli m.in. Joachim Reinhold, Bolesław Kielski, Jan Szarota, Mikołaj Rudnicki, Marian Morelowski, Stanisława Benoni, Władysław Günther. W 1901 r. zmarła na raka jego żona Józefa Folusiewicz (ur. 1857). W 1904 r. został dziekanem Wydziału Filologicznego UJ. Jednocześnie kontynuował pracę w instytucjach pedagogicznych. Zmarł 12 IV 1906 w Krakowie po ciężkiej chorobie.

Działalność naukowa. W pierwszych poważniejszych studiach poświęconych literaturze niemieckiej (Studien zur Literaturgeschichte) Kawczyński ujawnił dobrą znajomość klasycznej filozofii niemieckiej oraz kantyzmu, którego był przeciwnikiem (O wadach szkolnictwa pruskiego, 1872). Był przekonany, że wiedza oraz nauczanie szkolne nie mogą być oparte na twierdzeniu, że treścią ludzkiego poznania są wyłącznie formy i fenomeny ewidencjonowane przez umysł. Rozróżnienie między przedmiotami świata rzeczywistego a sposobem ich przejawiania się w myśleniu uznawał za fałszywe i jako takie zbędne. Koncepcje literaturoznawcze Kawczyńskiego opierały się na wyraźnych wyborach filozoficznych, był racjonalistą i realistą poznawczym, zwolennikiem rozwijającej się pod koniec XIX w. psychologii, psychologicznie zinterpretowanej logiki oraz epistemologii Johna Locke’a, również rozumianej psychologicznie, oraz – jak wielokrotnie podkreślał – zdrowego rozsądku.

Studia poświęcone krytycznej analizie metody Hippolyte’a Taine’a były nie tylko przekonującą próbą wskazania błędów rzeczowych i logicznych francuskiego badacza, ale i pośrednią polemiką z panującą w polskim literaturoznawstwie wersją pozytywizmu, zwłaszcza ze stanowiskiem Piotra Chmielowskiego. Rozprawy o wersyfikacji i rytmice (Porównawcze badania nad rytmem i rytmami, 1886) Kawczyński oparł głównie na materiale francuskim. Również powstanie prac z zakresu filologii greckiej (Dwa hymny delfickie na cześć Apollina, 1895) i rzymskiej (m.in. Apulejusza „Metamorfozy”, czyli Powieść o złotym ośle, 1900) było podyktowane intencją ustalenia tematycznych i formalnych punktów wyjścia dla typowych wątków i rozwiązań artystycznych funkcjonujących w literaturze europejskiej i w polskim romantyzmie (Adama Mickiewicza „Dziadow” część trzecia w stosunku do romantyzmu francuskiego, 1893). Na podobnych założeniach oparły się późniejsze studia nad francuską literaturą średniowieczną (Amor i Psyche w poezji starofrancuskiej, 1902–1903).

Krytyka taine’izmu. Jako metodolog badań literackich krytykował projekt historii literatury reprezentowany przez Taine’a. Perspektywa kulturowa jest jego zdaniem nadmiernie szeroka, obejmuje zbyt wiele przedmiotów, dyskursów, zagadnień pozaliterackich, których wpływ na literaturę jest pośredni (lub żaden) i nieprzekonująco uzasadniony w nowoczesnych, czyli niewolniczych wobec Taine’a, rozprawach historycznoliterackich. Szkoła Taine’a ma również – zdaniem Kawczyńskiego – problem z profesjonalizmem, gdyż badacz próbujący dokonać syntezy tak wielu źródeł, faktów i dyskursów z konieczności opiera się na wiedzy pośredniej, której nie weryfikuje własnymi badaniami: „Taine mówi o metodzie swojej, chociaż nigdzie nie widzimy, aby podług tej metody badał, widzimy tylko, że materiał podany mu przez innych grupuje i ustawia podług swego formularza, bardzo często zapominając nawet i o tym” (Metoda Taine’a, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1883, t. 4). Celem Taine’a (i jego szkoły) jest bowiem tworzenie spektakularnych konstrukcji historycznych i wielkich narracji, a nie empiryczne badanie przedmiotu. Zamysł tak rozległej syntezy prowadzi do uproszczeń, wyjaśniania faktów za pomocą stereotypów i do zwykłych błędów rzeczowych bezwzględnie wyliczanych przez Kawczyńskiego w komentarzach. Pisma Taine’a ocenia jako spekulatywne, oparte na marnych hipotezach i uproszczonych uogólnieniach, które jako podstawa wnioskowania z tekstu literackiego na temat kultury i życia społeczeństwa mogą zaproponować jedynie powierzchowną charakterologię narodową i rasową. Całość jest eklektyczna i jako taka wewnętrznie sprzeczna, „prowadzi ta teoria do niewyczerpanych fantazji niby-naukowych, w których się klimatowi, rasie, otoczeniu, przypisuje, co się tylko chce” (Adama Mickiewicza „Dziadow” część trzecia).

Główny błąd taine’izmu zdaniem Kawczyńskiego leży w założeniu powszechnego determinizmu, zgodnie z którym w powtarzalnych, identycznych warunkach środowiskowych, geograficznych, politycznych, rasowych (antropologicznych) człowiek będzie się zachowywał w sposób przewidywalny i konieczny (dotyczy to również artystów). Przeczą temu zarówno biografie pisarzy i filozofów, jak i historie społeczeństw dające dowody wolnego wyboru i oporu wobec narzucających się warunków zewnętrznych: „[…] gdybyśmy dwu osobom tej samej rasy i otoczenia kazali napisać jakikolwiek utwór na ten sam temat, podług tej samej dyspozycji, tego samego wzoru nawet, to jednak utwory te nie będą równe” (tamże). Dzieło i metodologia Taine’a są do pewnego stopnia godne podziwu jako świadectwo pomysłowości i rozmachu, ale jego siła oddziaływania ogranicza się do umysłów słabo wykształconych, naiwnych, pozbawionych logiki i sceptycznego wyrobienia.

Dyskusja z pozytywistycznym literaturoznawstwem. Na gruncie polskim krytykę determinizmu Kawczyński przenosił przede wszystkim na stanowisko Chmielowskiego, reprezentującego jego zdaniem pozytywizm zinterpretowany romantycznie, biograficznie, uczuciowo i duchowo. Podobnie jak pozytywiści uważał, że dobre wyjaśnienia historycznoliterackie i opracowania syntetyczne powinny być oparte na prawach naukowych, odnoszących powstawanie i rozwój zjawisk literackich do niezmiennych przesłanek ludzkiego działania. Również zgodnie z pozytywistami na pierwszy plan wysuwał konieczność ustalenia praw literackich, przyjmował też optymistyczne założenie, że prawa te można sformułować na drodze indukcji, tzn. przez uważną obserwację faktów, enumerację warunków zmiennych i niezmiennych, uogólnienie wyników obserwacji do reguł historycznych. Niemniej w opozycji do powszechnie akceptowanych zasad pozytywizmu za centralną zasadę twórczości uważał prawo naśladownictwa, któremu podlegają pisarze w procesie literackim, ale pozostał przeciwnikiem włączania czynników pozaliterackich do opisów historycznoliterackich. Był przekonany, że literaturoznawstwo powinno korzystać z psychologii (bliżej niescharakteryzowanej), która może ujawnić, jak poeta modyfikuje swój tekst pod wpływem lektur innych poetów. Na podstawie psychologicznego rozumienia Locke’a metafory czystej tablicy dowodził, że umysł młodego poety napełnia się wzorami poetyckimi innych poetów – do momentu, w którym jest w stanie napisać utwór zupełnie oryginalny. W przypadku wielkiej osobowości twórczej jest możliwe oddzielenie składników nabytych przez naśladowanie od twórczości rzeczywiście własnej, ale – twierdził – większość wątków fabularnych i rozwiązań formalnych pochodzi z literatury dawniejszej, zwłaszcza średniowiecznej i antyku. Dotyczy to zwłaszcza literatury niemieckiej, zbyt pochopnie uważanej za wzór oryginalności. W badaniach porównawczych ze szczególną uwagą powinno traktować się chronologię, jest bowiem możliwe, że artyści lub uczeni dochodzą do tych samych rozwiązań estetycznych lub wniosków naukowych w różnych miejscach, pod wpływem podobnych inspiracji i w jednym czasie, choć bez wzajemnej wiedzy o sobie. Literatura europejska tworzy jedną całość inspiracji, źródeł oraz pochodzenia, zatem i utwory europejskie będą zawsze w jakimś stopniu podobne. W każdym badaniu literackim przesłanką i zarazem celem jest analogiczne rozumienie tak indywidualnego utworu, jak całej literatury (europejskiej).

Zgłaszał, zwłaszcza w pracy Determinizm a literatura (1884), zasadniczą wątpliwość co do możliwości zastosowania metod przyrodoznawczych i ścisłych w badaniach literatury bez uwzględnienia osobliwości tej ostatniej i wobec oczywistego braku równie precyzyjnych instrumentów pomiarowych. Nie rezygnując z podstawowych zasad pozytywizmu, uwzględniając odrębne własności przedmiotu literackiego i niezbędny w każdej czynności poznawczej sceptycyzm, utożsamiał cel badań literackich z identyfikacją historycznie pierwszego wprowadzenia tematu, formy, wątku literackiego, którego późniejsze naśladowania składają się na dynamikę procesu literackiego.

Styl. Prezentował normatywne poglądy na granice i definicję nauki, poprawnego myślenia, metodę badawczą, co nadaje większości jego wypowiedzi silny rys dydaktyczny. Artykuły Kawczyńskiego charakteryzują się zdecydowanym, pouczającym i polemicznym stylem, wspartym streszczeniami utworów literackich i filozoficznych, życiowymi przykładami, analogiami i perswazjami apelującymi do zdrowego rozsądku. Nie unikał charakterystycznych dla historyka literatury tej epoki prostych hipotez psychologicznych (których obecność krytykował u Chmielowskiego), a przyczynek był podstawowym gatunkiem jego wypowiedzi. Był pierwszym polskim neofilologiem i pierwszym polskim profesorem filologii romańskiej. Jego poglądy na historię literatury i pochodzenie dzieł literackich wywołały sprzeciw i kontrowersje. W tej sprawie dwukrotnie polemizował z Edwardem Porębowiczem, który źródła badanych przez Kawczyńskiego wątków umieszczał w średniowiecznym folklorze, a nie literaturze starożytnej. Według opinii późniejszych badaczy i komentatorów stanowisko Kawczyńskiego było istotnie zbyt radykalne, niemniej uzasadnione, pomysłowe i wyprzedzające wobec badań Josepha Bédiera. Zdaniem Zygmunta Czernego (PSB) ostry ton polemik Kawczyńskiego mógł być spowodowany postępującą chorobą autora. Pisma poświęcone rytmice, zwłaszcza publikacja w języku francuskim, zostały odnotowane i skomentowane w kręgu badaczy paryskich, a studia teoretycznoliterackie pozostają świadectwem przenikliwości metodologicznej, interesująco dokumentując złożoność polskiego pozytywizmu i wczesnego dyskursu teoretycznoliterackiego.</document>
<document nplp_id="14311" title="Feldmanowa Maria" slug="feldmanowa-maria">Tłumaczka, krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Maria Kreczowska, Eliza Warzycka, M. K., Maria F., M.F., mf.

Informacje biograficzne. Maria z Kleinmannów Feldmanowa urodziła się 6 I 1874 w Brzostku k. Jasła. Pochodziła z inteligenckiej rodziny żydowskiej, była córką kupca Maurycego Kleinmanna (1848–1920) i Salomei ze Spettów (ok. 1850 – po 1920). Mieszkała z rodzicami w Przemyślu. Miała co najmniej jedną siostrę. Działała w zarządzie przemyskiej Czytelni Naukowej, gdzie poznała Wilhelma Feldmana (1868–1919), który wygłaszał tam prelekcje; 31 VII 1898 wzięli ślub. Feldmanowie mieli jednego syna Józefa (1899–1946), wybitnego historyka, profesora UJ. Przed 1919 r. przeszła na katolicyzm. Od 1901 r. do śmierci mieszkała w Krakowie. W l. 1901–1914 pracowała z mężem w redakcji „Krytyki” (jako m.in. sekretarz pisma). Była tłumaczką literatury pięknej (głównie prozy) z języków angielskiego i niemieckiego, przełożyła ok. 70 dzieł, m.in. utwory Oscara Wilde’a, a także baśnie braci Wilhelma i Jacoba Grimmów, Robinsona Cruzoe Daniela Defoe, powieści Charlesa Dickensa, Marka Twaina, Edwarda Dekkera (ps. Multatuli), modne wówczas dzieła Ethel Voynich (Szerszeń). Dokonała również przekładu Kultury Odrodzenia we Włoszech Jacoba Christopha Burckhardta. W 1927 r. wydała zebrane opowiadania dla dzieci Złota księga młodzieży. Feldmanowa zmarła 18 XII 1953 w Krakowie. Spoczywa w grobowcu rodzinnym na Rakowicach.

Działalność krytyczna. Była nie tylko wybitną tłumaczką, której przekłady uznane są i dziś za arcydzieła sztuki translatorskiej, ale próbowała również sił jako krytyczka literacka. Publikowała niewiele (w „Izraelicie” i w „Krytyce”). Recenzjom Feldmanowej patronuje głównie idea emancypacji kobiet, decydująca o wyborze analizowanych i ocenianych utworów. Wypowiedzi krytyczne autorka osadza w funkcjonalnie dobranych kontekstach historyczno-społecznych, co świadczy o gruntownej wiedzy na temat podejmowanych zagadnień. Feldmanowa wykazuje głębokie rozumienie specyfiki kreacji postaci kobiecych, potrafi nazwać procesy transgresyjne prowadzące od osobowości kobiecej o uczuciowości sentymentalnej poprzez postaci męczennicy i społecznicy po dojrzałość kobiety jako świadomego siebie bytu niezależnego. Nie godzi się na ekspozycję seksualizmu kobiecego ([rec.] Z. Nałkowska, Kobiety, „Krytyka” 1906, t. 2), widząc w tym niebezpieczeństwo redukcji, a nie dążenie do pełni człowieczeństwa. Drażni ją w powieści Zofii Nałkowskiej brak walki o prawa kobiece. W utworach Gabrieli Zapolskiej dostrzega konsekwentny naturalizm; nie tyle jednak interesuje krytyczkę świat prostytucji, ile ułomność instytucji małżeństwa, które generuje kobiece tragedie („Krytyka” 1914, t. 41). Celnie wskazuje anachronizm powieści Wyzwolona Wiktora Gomulickiego, skierowanej przeciw feminizmowi („Krytyka” 1901, t. 1). Drugim czynnikiem stanowiącym według Feldmanowej o ważności dzieła jest przeniesienie punktu ciężkości z zewnętrznego oglądu rzeczywistości na ekspozycję życia wewnętrznego, nie realizm deskrypcyjny, ale liryczna analiza świata psychicznego jest najistotniejszym dla niej walorem utworu literackiego. Ten punkt widzenia zaważył w jej przypadku na wyborze dzieł obcych, które przekładała (m.in. powieści Voynicz, „Krytyka” 1913, t. 40) i na zachwycie Henrykiem Ofterdingenem Novalisa („Krytyka” 1914, t. 42).

Poza debiutem, tj. bardzo emocjonalną recenzją Miasta diamentów Hermana Hejermansa („Izraelita” 1904, nr 49–50), krytyki Feldmanowej są erudycyjne, staranne i przemyślane, wyrafinowane i ironiczne, elokwentne i błyskotliwe, operujące stylem, który mimo młodopolskiej maniery wielosłowia zdradza talent literacki. W omawianych dziełach krytyczka ceniła umiar, zrównoważenie środków ekspresji, „dostojną prostotę”, ganiła szablony i zapożyczenia, naiwność i pustą frazeologię. Odzywała się rzadko, zwykle pod wpływem podziwu lub oburzenia. Jej artykuły podszyte są nie tylko wiedzą, ale także płomiennymi uczuciami.</document>
<document nplp_id="14312" title="Kenig Józef" slug="kenig-jozef">Dziennikarz, publicysta, krytyk sztuki i teatralny. Kryptonim: J.Kg.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 II 1821 w Płocku. Jego ojciec Teofil, z pochodzenia Niemiec z Hanoweru, był kontrolerem skarbowym, matka Józefa (1° voto Sławęcka) wywodziła się ze szlacheckiej rodziny Romanowskich h. Bożawola. Miał kilkoro rodzeństwa: Wincentego Sławęckiego, starszego o kilkanaście lat brata przyrodniego, powstańca listopadowego, inżyniera na emigracji we Francji, o rok młodszego brata Jana Ignacego, projektanta i budowniczego linii kolejowych w Rosji, dyrektora Inspekcji Kolei Mikołajewskiej, oraz dwie siostry – Teofilę i Franciszkę. Wczesne dzieciństwo spędził w Płocku, ale w 1830 r. wraz z bratem został wysłany do Krakowa, gdzie podjęli naukę w Liceum św. Anny. W 1831 r. zmarł ojciec; matce przyznano niewielką emeryturę po mężu, bracia musieli więc zarabiać na życie i czesne korepetycjami. Józef Kenig skończył Liceum w 1834 r. i rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym krakowskiego uniwersytetu. W tym okresie poznał m.in. nieco starszego Gustawa Ehrenberga, z którym się przyjaźnił do końca życia i któremu zawdzięczał pierwsze wtajemniczenia w literaturę i filozofię (razem czytali Pana Tadeusza); już podczas nauki licealnej zetknął się też z Michałem Wiszniewskim; później został jednym z jego ulubionych studentów. Z powodu przeciążenia pracą (korepetycje i nauka) Kenig poważnie zachorował i przerwał studia. Na rekonwalescencję wyjechał do wuja Marcina Romanowskiego, właściciela majątku w Chrapkowie k. Pińczowa. Kraków musiał opuścić również z powodu zagrożenia aresztowaniem przez władze austriackie ze względu na znajomość z Ehrenbergiem, działaczem Stowarzyszenia Ludu Polskiego. Ponieważ zamierzał szukać pracy w Warszawie, konieczne stało się uzupełnienie wykształcenia o przedmioty obowiązujące w Królestwie Polskim, łącznie z biegłą znajomością rosyjskiego. Egzaminy maturalne zdał w Kielcach, po czym jesienią 1839 r. przybył do Warszawy, gdzie zamieszkał u Filipa Romanowskiego, brata matki, malarza, litografa i nauczyciela rysunków. Kolejny brat matki, Teodor Wincenty Romanowski, był w Warszawie sędzią Sądu Kryminalnego. Dzięki jego protekcji Kenig rozpoczął aplikację w Sądzie Pokoju razem z Wacławem Szymanowskim, późniejszym dziennikarzem i literatem. Praca ta dawała nadzieję na karierę urzędniczą, ale nie przynosiła dochodów, musiał więc zarabiać korepetycjami, dzięki którym w krótkim czasie poznał wiele rodzin z ówczesnego warszawskiego towarzystwa. Wszedł też w środowisko rówieśników, po latach określanych mianem „cyganerii warszawskiej”; dzięki Filipowi Romanowskiemu poznał warszawskich malarzy i grafików, również tych początkujących, z którymi będzie się przyjaźnił do końca życia. W 1843 r. zrezygnował z pracy urzędniczej, dołączył do redakcji „Gazety Warszawskiej” i pozostał jej wierny aż do 1889 r. Stopniowo awansował w wewnętrznej hierarchii pisma, wykazując się niezwykłą pracowitością i zdejmując z redaktora i właściciela, Antoniego Lesznowskiego, kolejne obowiązki. W 1851 r. został kimś w rodzaju zastępcy naczelnego; po śmierci Lesznowskiego (1859) objął redakcję „Gazety” i prowadził ją aż do czasu konfliktu z następnym właścicielem. W 1889 r. przeszedł do „Słowa”, z którym związał się do końca życia. Stały bywalec najmodniejszych salonów warszawskich (K. Lewockiej, L. Łubieńskiego, A. i H. Skimborowiczów, P. i A. Wilkońskich oraz N. i W. Łuszczewskich), silnie angażował się w życie publiczne. W 1846 r. znalazł się wśród uwięzionych w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej; w takich okolicznościach zaprzyjaźnił się z Edwardem Leo, późniejszym prawnikiem i redaktorem „Gazety Polskiej”. W 1861 r. jako reprezentant środowiska literatów (obok T. Chałubińskiego, J.I. Kraszewskiego i L. Kronenberga) wszedł w skład tzw. Delegacji Miejskiej zawiązanej dla opanowania sytuacji po serii manifestacji politycznych. W 1868 r. poślubił długoletnią przyjaciółkę Salomeę Palińską (1831–1893, właśc. Sara Ryfka Adelschon), jedną z najwybitniejszych polskich aktorek tragicznych (ze względu na wyznawane zasady ról żony nigdy nie recenzował). Zmarł 13 III 1900 w Warszawie.

Działalność publicystyczna. Debiutował w 1841 r. na łamach „Nadwiślanina”, pisma literackich „cyganów”, i „Gazety Warszawskiej” artykułami o rodzimej sztuce i obyczaju; tematom tym pozostał wierny aż do śmierci. W okolicznościowej broszurce z okazji jubileuszu szkolnictwa artystycznego w Warszawie Wojciech Gerson tylko Keniga wymienił z imienia i nazwiska jako jedynego „cywila” pośród artystów plastyków (Jednodniówka. Pamięci profesorów i kolegów b. Szkoły Sztuk Pięknych…, 1897). Oprócz sztuk pięknych stale (od 1856 r.) recenzował spektakle warszawskiego teatru. Interesował się kwestiami społecznymi; w 1876 r. serią doniesień prasowych na temat fatalnych warunków sanitarnych w Warszawie zwrócił na siebie uwagę świeżo mianowanego prezydenta miasta, gen. Sokratesa Starynkiewicza (prezydent zaprosił Keniga do współpracy, która z czasem przerodziła się w przyjaźń). Ustalenie autorstwa pism Keniga na łamach „Gazety Warszawskiej” nie jest łatwe: od 1843 r. jako członek jej redakcji przez kilka dekad nie sygnował artykułów. Wiadomo, że prowadził rubrykę Sztuki piękne (od 1851 r.), a później przejął dział teatralny po Lesznowskim. Głównym obowiązkiem Keniga w „Gazecie” było redagowanie rubryki wiadomości politycznych, uchodził za jednego z najlepszych znawców życia politycznego Europy (niektórzy nawet sądzili, że marnuje czas na pisanie o sztuce i teatrze). W „Słowie” (od 1889 r. do śmierci) pisał o polityce i sprawach społecznych; komentował najważniejsze wydarzenia w Europie, Azji, Ameryce i Afryce – z wyjątkiem Rosji. Publikował także w innych warszawskich pismach („Ateneum”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Niwie”, „Tygodniku Ilustrowanym”).

Teatr. Historycy teatru wysoko cenią jego opisy i analizy gry aktorskiej. Kenig nigdy nie odczuwał potrzeby teoretyzowania. Bardzo wcześnie przyswoił zespół „narzędzi pojęciowych” pomocnych przy krytyce dzieł sztuki aktorskiej: 1) kategorie „techniczne” (głos, wymowa, wygląd zewnętrzny); 2) kategorie opisowo-wartościujące (wrażenie, wykończenie gry); 3) kategorie procesu twórczego (talent, twórczość, usposobienie, natchnienie); 4) kategorie estetyczne (piękno, prawda w grze, tj. prawda artystyczna, realizm, idealizm). Teatr jako instytucję traktował z powagą, stawiając przed nim zadania służby na rzecz społeczności i narodu. Wymuszoną przez okoliczności (bojkot widowisk, powstanie 1863 r.) przerwę w działalności Warszawskich Teatrów Rządowych wykorzystał na opracowanie solennego artykułu O teatrze warszawskim („Gazeta Warszawska” 1864, nr 290, 295, 299–300; 1865, nr 3–10, 12–17, 20–24, 26–27), w którym przypomniał początki Teatru Narodowego i dni jego chwały za dyrekcji Wojciecha Bogusławskiego, ale też zarysował program koniecznych reform; w tym celu dokonał przeglądu „statutów” i zasad organizacyjnych najlepszych zawodowych teatrów europejskich, poczynając od 1680 r.

Literatura. Choć aktorom poświęcał wiele miejsca i uwagi, stale podkreślał ich podrzędną rolę w dziele sztuki scenicznej. Bez dobrych aktorów nie ma dobrego teatru, przyznawał, dodając zaraz, że dobry teatr potrzebuje dobrego repertuaru. Aktora obowiązuje zatem lojalność wobec autora sztuki; jeśli chce wzrastać w swoim rzemiośle, powinien mieć sposobność występowania w najlepszym repertuarze. Gra w farsach i lekkich komediach salonowych przysparza łatwych oklasków, lecz nie służy rozwojowi. Tak więc na szczycie hierarchii artystycznej – podkreślał – zawsze trzeba stawiać literaturę dramatyczną. Kenig nie kwestionował tradycyjnego podziału na tragedię i komedię; uważał, że pisarze, podobnie jak aktorzy, mają większe lub mniejsze skłonności do właściwego sobie emploi. Miał sprecyzowane upodobania tyczące repertuaru, nie silił się na oryginalność w tym zakresie; zawsze jako wzory wymieniał Williama Shakespeare’a i Moliere’a. Co do literatury współczesnej, już w początkach działalności krytycznej Kenig włączył się do sporu „idealistów” z „realistami”. Nie opowiedział się jednoznacznie po żadnej stronie. Naturalizmowi natomiast, nie tylko w grze aktorskiej, odmawiał jakiejkolwiek wartości, surowo napominając, by nie utożsamiać realizmu z „zolizmem, plugawizmem, widzącym prawdę w szpetocie moralnej jedynie, nie rozróżniającymi sensacji i pożądliwości od uczucia, którego znamieniem poświęcenie” (Z teatru, „Słowo” 1894, nr 7).

Podsumowanie. Józef Kenig był uczestnikiem oraz komentatorem życia społecznego i artystycznego Warszawy przez 60 lat. Szybko stał się autorytetem dla różnych środowisk, a z jego zdaniem liczyli się wszyscy, nawet niechętnie usposobieni. Mścisław Godlewski, redaktor i wydawca „Słowa”, po śmierci Keniga napisał: „W »młodej prasie«, która z wielką zajadłością rzucała się na wszystkie ówczesne powagi literackie i dziennikarskie, Keniga szanowano powszechnie dla jego niezależności sądu, śmiałości słowa i nieskazitelnej prawości charakteru. Słyszało się zawsze, że Kenigowi nie imponuje nic: ani pozycja majątkowa, ani wysokie stanowisko, ani pochodzenie; że ten szermierz pióra nosi głowę wysoko, pokłonów nie bije nikomu, a przekonaniom swoim wierny stale, nie obwija ich w bawełnę, każdemu gotów »rżnąć prawdę prosto w oczy«” („Słowo” 1900, nr 64). Obecnie jego artykuły są jednym z najważniejszych źródeł dla prasoznawców, historyków teatru i malarstwa polskiego 2. poł. XIX w.</document>
<document nplp_id="14314" title="Lack Stanisław" slug="lack-stanislaw">Krytyk artystyczny, literacki, teatralny, tłumacz, poeta. Kryptonimy: I L-k; L.; L-k; S.L.; St.L.

Informacje biograficzne. Stanisław (Izrael) Lack urodził się w 11 I 1876 w Krakowie w wie­lodzietnej rodzinie niezamożnego kupca żydowskiego Izaaka Lacka i Fanii Feigel z d. Wohl. W l. 1889–1896 uczył się w CK III Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego w Krakowie. Jako gimnazjalista Lack wykazywał nieprzeciętne zainteresowania naukowe oraz wybitne zdolno­ści lingwistyczne, owocujące w przyszłości cennymi tłumaczeniami dzieł twórców europej­skich (m.in. O. Hansona, Stendhala, S. Kierkegaarda, M. Montaigne’a, W. Blake’a, F. Nietz­schego, E.A. Poego, O. Wilde’a). Po uzyskaniu matury (z odznaczeniem) podjął w 1896 r. studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Działał w studenckim kole literac­kim, a także publikował w krakowskim „Życiu” za redakcji Ludwika Szczepańskiego arty­kuły o literaturze i malarstwie. Po objęciu kierownictwa pisma przez Stanisława Przyby­szewskiego prowadził w nim w l. 1898–1899 rubryki Przegląd przeglądów i Teatr. Mimo gruźlicy płuc, na którą cierpiał od dzieciństwa, i choroby kostnej stóp po zamknięciu „Ży­cia” w 1900 r. rozpoczął podróże zagraniczne – w ciągu dwóch lat odwiedził Włochy, Fran­cję i Amerykę. Po powrocie do Krakowa w 1902 r. nawiązał pięcioletnią współpracę z femini­stycznym dwutygodnikiem społeczno-literackim „Nowe Słowo”. Najpierw prowadził w nim rubrykę recenzyjną Literatura, a następnie Literatura zagraniczna. W kwietniu 1903 r. objął kierownictwo działu literackiego „Nowego Słowa” (sprawował nad nim pieczę do kwietnia 1906 r.). W czasie współpracy z „Nowym Słowem” Lack w marcu 1903 r. ponownie odwie­dził Paryż, a w 1905 r. wyruszył do Włoch, gdzie na kilka miesięcy zatrzymał się w We­necji. Z tego właśnie okresu zachowało się kilkadziesiąt listów Wyspiańskiego do krytyka świadczących o sile przyjaźni dramaturga i jego „nadwornego krytyka”. Innego rodzaju przy­jaźń łączyła Lacka z jego lekarzem, również żydowskiego pochodzenia, a zarazem entuzja­stą jego talentu krytycznego, Bernardem Kupczykiem, który w tajemnicy przed krytykiem, by nie urazić jego wrażliwości, fundował mu honoraria za artykuły zamieszczane w „No­wym Słowie”, a ponadto sfinansował druk dwóch książek (Notatki i uwagi pisane w latach 1900–1906, cz. 1, 1906; Spór o pomnik. Uwagi o sztuce monumentalnej, 1906). Wyraz swej nie­zmiennej fascynacji twórczością Wyspiańskiego Lack dawał nie tylko w okresie współpracy z „Nowym Słowem” Marii Turzymy, ale także z „Krytyką” Wilhelma Feldmana. Opubliko­wał tu m.in. fragment Sancho Pansa jest zdenerwowany („Krytyka” 1908, z. 12) pochodzą­cy z jedynego w dorobku krytyka utworu beletrystycznego będącego oryginalnym epitafium Wyspiańskiego (Fragment powieści. (O St. Wyspiańskim), 1924).

Nasilająca się gruźlica przyczyniła się do wyjazdu Lacka na przełomie 1907/1908 r. z Krakowa i zamieszkania na stałe w Zakopanem. Tutaj w styczniu 1908 r. wszedł w skład redakcji nowo powstałego pisma „Zakopane” (od marca 1908 r. kierował jego działem lite­rackim). Pod koniec 1908 r. krytyk wyjechał na kurację do San Remo. Z powodu wyraźnie pogarszającego się stanu zdrowia rychło jednak przerwał leczenie i podjął decyzję o powro­cie do kraju. Nie dane mu było do niego dotrzeć – zmarł 20 I 1909 w Wiedniu, ukończyw­szy zaledwie 33 lata. Został pochowany na nowym cmentarzu żydowskim znajdującym się w Krakowie przy ul. Miodowej 55.

Poglądy estetyczne. Najważniejsze koncepcje. W przyjętej przez Lacka hierarchii sztuk literatura nie zajmowała miejsca pierwszoplanowego. O jej niedoskonałości w porówna­niu z muzyką, malarstwem, rzeźbą czy architekturą (mającymi własne środki wyrazu) de­cydowała jego zdaniem niesuwerenność głównego narzędzia literatury – języka – obsługu­jącego także sferę pozaartystyczną. Mimo to o literaturze Lack pisał najwięcej. Działalność krytyczną rozpoczął od analizy zbiorów wierszy poetów młodopolskich. Spośród gatunków literackich najwyżej cenił dramat, głównie za sprawą fascynacji twórczością Wyspiańskiego. Powieść komentował znacznie rzadziej i z mniejszym entuzjazmem, ale to właśnie w rozwa­żaniach o niej ujawnił jedno z najbardziej nowatorskich w Młodej Polsce stanowisk teoretycznoliterackich.

Wczesny światopogląd estetyczny Lacka – wyłaniający się z jego prac publikowanych na łamach „Życia” – był zbieżny z przekonaniami modernistów, dla których autonomia sztuki była sprawą nadrzędną. Pogląd ten wyznaczały charakterystyczne antynomie pojęciowe: du­sza pierwotna (ponadczasowa, wolna) – dusza skażona cywilizacją (zniewolona, ograniczona normami kultury); marzenie (sztuka) – życie codzienne (tzw. rzeczywiste); byt – niebyt; sło­wo – czyn; nieskończoność – skończoność; świat niegotowy – świat skończony; mowa – mil­czenie itd. Lack od początku preferował sztukę syntetyczną, „która wszystko w sobie mieści”; pisał, że w duszy ludzkiej, będącej podstawą tej właśnie sztuki, „wre cała krwawa zamieć ży­cia, zogniskowana w jednym punkcie, który staje się wszechświatem” (Przegląd przeglądów, „Życie” 1899, nr 2). Sztuka była dlań wartością absolutną, tożsamą z religią, artysta zaś był demiurgiem łączącym „jednostkowego człowieka z odwiecznym jego typem, którego nazwa Bóg, Przyroda, zresztą nazwa jest obojętna” (tamże, nr 11).

Wraz z rozwojem pisarstwa krytycznego myślenie Lacka zbliżało się coraz wyraźniej do światopoglądu symbolistów. Podobnie jak oni postrzegał sztukę jako sferę uobecnienia nie tylko oryginalności danego twórcy, ale także tego wszystkiego, co zaistniało w przeszło­ści (ludzi, zdarzeń, sytuacji, idei). Twórcę traktował jako osobę wyjątkową, obdarzoną zdol­nością indywidualnego prezentowania pierwiastków uniwersalnej duszy zbiorowej. Z zasady nie cenił sztuki alegorycznej, ponieważ była jego zdaniem martwa, nietwórcza w odbiorze, odsyłała do innych (najczęściej powszechnie znanych) przedmiotów i sensów niż te, któ­re przedstawiała. Jej przemijający byt powodował, że mogła być rozumiana tylko w okreś­lonym kontekście historycznym. Faworyzował natomiast sztukę ponadczasową, nieprze­mijającą, wiecznie obecną, zapładniającą intelektualnie, która nie poucza i do niczego nie nakłania, „wyraża się sama sobą”, jest zawsze jednakowo aktualna, ożywia bowiem tu i teraz całą przeszłość; sztukę, przez którą „dalekie pokolenia uczestniczą w objawieniach przodków bezpośrednio” (Uwagi o „Skałce” Wyspiańskiego, „Nowe Słowo” 1907, nr 6).

Pochodną światopoglądu symbolizmu była też koncepcja „bezimienności”, którą kry­tyk wyłożył w rozprawie programowej (Sfinks, „Młodość” 1900, z. 4–6). „Bezimienność” sztuki korespondowała jego zdaniem z teorią „niemości” – symbolicznego milczenia – wy­pracowaną przy okazji interpretacji dzieł malarskich. Ta ostatnia wynikała z nieufności Lacka do języka i powszechnie przyjętych norm jego używania. „Niemość” rozumiał jako bezdźwięczne wyrażanie się (podobne do „języka” przyrody, która nie mówi, ale czyni, „wy­raża się sama sobą”), służące ochronie tajemnicy świata (wewnętrznej prawdy) przed sztam­pą i konwencją. „Niemość” – jako istota rzeczywistości, a nie relacja o niej – miała sprowa­dzać się w sztuce do maksymalnej lakoniczności środków wyrazu, zwięzłości dramatycznej, umiarkowania ekspresji, całkowitej przyległości myśli i słowa. Jako zwolennik ścisłej, nie- potocznej terminologii najwyżej cenił dzieła „małomówne”, w których dostrzegał rysy owej „niemości”.

Myślenie Lacka o sztuce określała również swoista koncepcja czasu. Krytyk nie uzna­wał tradycyjnego podziału na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, uważał, że „nic nie jest przeszłością, lecz wszystko jest obecnością” (Dwa zasadnicze motywy muzyki Wyspiańskie­go, „Krytyka” 1908, z. 1). Z koncepcją współistnienia trzech wymiarów czasu łączyło się po­jęcie wszechobecnej sztuki, która bez względu na to, czy sięga do przeszłości czy przyszłości, „nie wychodzi poza granice wiecznej obecności” (tamże). Z kategorią „wiecznej obecności” (pokrewną myśli H. Bergsona), którą Lack wykorzystywał zwłaszcza w analizach twórczości Wyspiańskiego, wiązało się z kolei pojęcie „nieruchomej” historii oraz kultury rozumianej jako ciąg zastygnięć pewnych momentów, uniwersalnych, wiecznie trwających idei. Jako kry­tyka najbardziej interesowało go tropienie tych właśnie momentów-idei utrwalonych w pa­mięci zbiorowej, a wyrażonych w dziele przez twórcze, indywidualne „ja” artysty.

Cechy dyskursu krytycznego. Egzegeza myśli krytycznej Lacka nie jest łatwa z powodu jego skłonności do „intelektualnego komplikacjonizmu” (A.Z. Makowiecki). Tadeusz Sinko prze­konywał: „Streścić jasno i prosto jeden artykuł Lacka – to byłby najwyższy triumf krytyki”. Ówcześni czytelnicy odbierali jego prace jako niezrozumiałe. Przyczynił się do tego orygi­nalny sposób pisania Lacka, odbijający naturę jego myślenia, charakteryzujący się silnym zmetaforyzowaniem stylu, posługiwaniem się paradoksami i paralelnymi konstrukcjami składniowymi o wzajemnie wykluczających się członach (np. „Nic nie ginie, wszystko prze­mija”; „Miłość, która wiecznie trwa, wcale wiecznie nie trwa”), operowaniem skrótami myś­lowymi, stosowaniem efemerycznej terminologii sprowadzającej się do pojęć wieloznacz­nych i nazw, którym krytyk przypisywał znaczenia tworzone na własny użytek (najczęściej niezgodne z uzusem).

Komunikatywność pisarstwa krytycznego Lacka oprócz zawiłości stylu była utrudnio­na przez zazwyczaj mało spójną kompozycję jego prac, eliptyczność wywodu badawczego i charakterystyczną retorykę zmierzającą z reguły do semantycznej otwartości tekstu. Często przystępował on do interpretacji dzieła bez żadnego wprowadzenia i bez wcześniejszej ana­lizy jego elementów składowych, omawiał utwór tak, jakby był doskonale znany odbiorcy, cytaty zastępował parafrazami, zakłócał ciąg przyczynowo-skutkowy głównego wątku myś­lowego licznymi dygresjami, nieoczekiwanie urywał zaczęte refleksje albo zapowiadał ich rozwinięcie, po czym tego nie robił, wreszcie rezygnował z konkluzji zamykających rozważa­nia. A jeśli już formułował jakieś wnioski, to zwykle miały charakter nieostateczny.

Zadania krytyki. Już pierwsza podstawowa wypowiedź Lacka Krytyka – bojkot – impresja („Życie” 1897, nr 5–6), będąca manifestem krytyki impresjonistycznej, jasno określała jego postawę wobec omawianej twórczości literackiej. Nie interesowała go ani biografia autora, ani forma dzieła (jego wykonanie techniczne), lecz „to, co się na wytworzenie tej formy zło­żyło”, tj. „indywidualne źródło artyzmu”. Starał się dociec, kim jest twórca – podmiot tworzą­cy, rozumiany nie jako konkretny pisarz, ale odpowiednik odwiecznego typu artysty. Indy­widualne rysy psychiki pisarza ciekawiły go o tyle, o ile odnajdywał w nich korespondencję z duszą Absolutu. Utwór literacki traktował jako przekaz nie-skończony, nie-zamknięty przez autora, ale odzwierciedlający proces twórczy wciąż trwający, który odbiorca powinien „do­czytać”. Zadanie krytyka miało polegać na emocjonalnym współbyciu, patrzeniu na dzie­ło z punktu widzenia zmagań artysty. Kwestię tę Lack klarownie wyłożył w artykule Dwa za­sadnicze motywy muzyki Wyspiańskiego, tłumacząc: „Trzeba dla zrozumienia Wyspiańskiego obrać jakiś punkt widzenia Wyspiańskiego własny i dopiero stamtąd patrzeć i widzieć. Trze­ba wniknąć w umysłowość takich umysłów rozległych lub jeśli się nie da, trzeba ją sobie skonstruować”. A zatem interesowało go pisanie o dziele literackim niejako „od wewnątrz”, zmierzające do jak najgłębszego odczucia istoty przeżycia artystycznego, uzyskania harmo­nii między podmiotowością dzieła i podmiotowością jego komentatora, zniesienia dystan­su między pisarzem i krytykiem, który powinien również tworzyć, tj. skonstruować na nowo znaczenie tekstu, stając się „czułym” partnerem artysty. Partnerstwo krytyka rozumiał jako intelektualne towarzyszenie wewnętrznym zmaganiom, przeżywanym przez autora w trak­cie pisania, postawę empatii zaś – jako możliwość analitycznego badania tego, co twórca wy­raził syntetycznie. Krytyka literacka oparta na empatii według niego była tożsama ze sztu­ką w momencie, kiedy dotykała najgłębszej istoty duszy twórcy i bezpośrednio odczuwała emocje artysty, kiedy nie była „uprawiana systematycznie, ze skalpelem w ręku, lecz z duszą w ciele” (Krytyka – bojkot). Krytyka, która zwracała uwagę wyłącznie na formę dzieła, kro­iła skalpelem jego techniczne właściwości, szukała zasad uporządkowania elementów kom­pozycyjnych, stosowała wobec utworu jakieś zewnętrzne miary (moralne, religijne, społecz­ne itp.) – nie miała, jak sądził, nic wspólnego z krytyką artystyczną. Warunków tejże nie spełniała również ta, która pełniła funkcję utylitarną wobec czytelników, objaśniała im sen­sy dzieła, narzucała określony kierunek interpretacji. Świadomy relatywności wartości este­tycznych, był przeciwny formułowaniu przez krytyka sądów aksjologicznych, przekonywał: […] idzie jedynie o zaznaczenie odrębności i różnic, nie o szeregowanie na skali wartości (Luźne uwagi o krytyce literackiej, „Nowe Słowo” 1905, nr 4). Ganił także naiwne „psycholo- gizowanie na temat tajemnic duszy” (tamże).

Krytyka jako twórczość. Lack negatywnie oceniał stan ówczesnej krytyki literackiej w Pol­sce. W artykule Mladá Polska („Moderní revue” 1900, t. 11) ubolewał, że subiektywizm w krytyce nie przekształcił się w krytykę symboliczną, pisał z rozczarowaniem: „W Polsce »subiektywny« znaczy tylko »osobisty« – i nic więcej. Jak z tego pojęcia powstał »impre- sjonizm« – nie wiadomo. W każdym razie krytyki tu nie ma. A krytykiem subiektywnym w ścisłym znaczeniu byłby artysta, czyli jednostka, dla której sztuka jest życiem, która tworzy niektóre jego przejawy […], a przy tym wskazuje ukryte pęta, wiążące danego twórcę z jego wiecznym typem. Takiego krytyka młoda Polska nie ma”. Według Lacka krytyk – partner ar­tysty – miał odczytywać znaki zapisane w dziele po to, by dotrzeć do istoty indywidualizmu danego pisarza. W przyznawaniu krytykowi twórczych kompetencji Lack szedł jeszcze da­lej. „Ciekawego czytelnika” rozumiał jako samoistnego „autora” (Luźne uwagi). Przekonywał, że krytyk tworzy „syntezę indywidualności »omawianego« artysty, łączy go z wszechnością, a przede wszystkim z jego odwiecznym typem […]. W ten sposób indywidualność artysty staje się chwilą, momentem, który pod ręką drugiego artysty wzrósł do znaczenia symbolu” (Przegląd przeglądów, „Życie” 1899, nr 11). Nadrzędnym celem interpretacji krytycznolite­rackiej było zatem nie tylko dotarcie do głębinowych warstw dzieła, wydobycie jego ukrytych sensów i odczucie istoty „emocji artystycznej” – wewnętrznego impulsu, który skłonił pisa­rza do twórczości, ale również wywołanie podobnej kreacji artystycznej w umyśle krytyka. Stwierdzał: „Emocja artystyczna, która jest początkiem dzieła sztuki, jest także jej końcem, także poprzez dzieło sztuki wychodzi w swojej okazałej całości i staje się czynnikiem zapładniającym duszę innego artysty, który z niej tworzy impresję. […] Krytyk-artysta albo też im­presjonista czuje się zniewolonym do sięgnięcia w źródło, z którego dzieło sztuki wypłynę­ło, krytyk impresjonista bowiem tylko to widzi w dziele sztuki” (Krytyka – bojkot). Krytykę literacką Lack pojmował więc jako swoisty rodzaj sztuki, proces twórczy będący równorzęd­nym odpowiednikiem aktywności literackiej. Procesualny charakter pracy krytyka i pracy artysty utożsamiał z ciągłym trwaniem obu czynności. Sądził, że krytyka literacka jest tak samo twórcza jak sztuka, ma charakter autoteliczny: jest celem sama w sobie. A twórcza jest nie tylko wtedy, gdy wiernie rekonstruuje poszczególne momenty kreacji artystycznej (dzięki utożsamieniu się interpretatora z autorem), ale także wówczas, kiedy staje się otwartym za­pisem twórczego wysiłku myśli krytyka. Pisarstwo krytyczne Lacka (bo tak właśnie należy je rozumieć) włącza się w ten sposób w szeroki krąg subiektywistycznej krytyki młodopol­skiej, reprezentuje szczególny jej model – typ „krytyki utożsamiającej” (M. Głowiński), dą­żącej do tego, by krytyk stał się alter ego twórcy. Postawa utożsamienia krytyka z dziełem nie oznaczała jednak identyfikacji ze wszystkimi jego elementami (była kwestią ich wyboru), za­kładała samodzielność twórczą odbiorcy. Miał on wynajdywać w analizowanym tekście idee mu najbliższe, „wczytywać” w nie własne myśli, przeżywać je tak, aby za pośrednictwem róż­nych „wariacji intelektualnych” na temat dzieła odbyć identyczną, niejako równoległą drogę do tej, jaką przemierzał artysta w czasie aktu kreacji. Lack podkreślał, że krytyk winien jak najściślej zintegrować swą jaźń z jaźnią artysty, złączyć się „w jedno się z przedmiotem swej analizy, która przetapia materię i wybiera pokrewne pierwiastki, odłącza je od innych i wra­sta w rdzeń pobratymczy” (Jerzy Karásek, „Życie” 1899, nr 3).

Uwagi na temat poezji. Lack ujawnił swoje zainteresowanie poezją jeszcze w czasie studiów prawniczych, publikując na łamach „Życia” recenzje zbiorów wierszy młodych adeptów lite­ratury modernistycznej: Lucjana Rydla, Tadeusza Micińskiego, Jana Iwańskiego, Francisz­ki Arnsztajnowej, Kazimierza Tetmajera, Jiřiego Karáska. Wczesne omówienia poezji wy­branych twórców zapowiadają jego późniejszą postawę badawczą. Zazwyczaj przystępował do analizy danego zbioru poetyckiego z określonymi założeniami estetycznymi i filozoficz­nymi, do których ilustracji służyły mu fragmenty prezentowanych wierszy. Jak przystało na zwolennika krytyki symbolicznej, charakteryzując współczesną poezję, dążył do stworzenia „syntezy indywidualności »omawianego artysty«”, miarą zaś dobrego poety był dlań ten, któ­ry potrafił w oryginalny i twórczy sposób powiązać swą „istność z wszechświatem” (Z now­szej poezji, tamże, nr 9), być indywidualnością, a zarazem reprezentantem uniwersalnej du­szy zbiorowej, symbolem „odwiecznego typu” artysty. Dzielił prawdziwych poetów na tych, którzy byli artystami formy (Z. Przesmycki, A. Lange), i tych, którzy za pomocą ekspresji swej jaźni przenosili odbiorcę w zaświaty (J. Kasprowicz, K. Tetmajer), otwierali przed nim „nie­widziane dotąd perspektywy metafizyczne” (tamże). Pozostałych, mniej utalentowanych (jak Z. Dębicki, W. Trzciński, J. Sten czy K. Sterling), określał mianem „rozdrabniaczy, którzy rozkruszają wielkie budowy” i są jedynie „fikcyjnymi indywidualnościami”, tj. pieśniarzami poruszającymi się „w światach stworzonych przez innych” (tamże), rymopisami niepotrafiącymi ewokować głębszych wrażeń i objawiać „ukrytych głębin duszy” (tamże).

Lack najwyżej cenił poezję, która cechowała się bezinteresownością tworzenia i była ot­warta na „wieczność poza czasem i przestrzenią” (Przegląd przeglądów, „Życie” 1899, nr 5), a także tę, która miała charakter podmiotowy, tj. przenosiła zainteresowanie światem ze­wnętrznym na doznania psychiczne artysty, przy czym doznania te odkrywały nieświadome pokłady duszy jednostkowej, będącej cząstką „wielkiej jedynej Duszy, która wszystko w sobie objęła” (tamże, nr 2). W rozumieniu Lacka „dusza” nie oznaczała jednak osobowości poety, lecz esencję twórczości (Jerzy Karásek).

„Hierofant Wyspiańskiego”. Ta etykieta przylgnęła do Lacka za sprawą artykułu Tadeusza Sinki Pierwszy hierofant Wyspiańskiego („Przegląd Współczesny” 1925, nr 33). Krytyk objaś­niał twórczość Wyspiańskiego, wykorzystując preferowaną przez siebie metodę utożsamie­nia krytyka z dziełem i identyfikacji z wybranymi aspektami indywidualności twórcy. Wy- daje się, że to właśnie pokrewieństwo myślenia o sztuce, świecie i człowieku, ów „rezonans współbrzmienia”, stał się najsilniejszym spoiwem dozgonnej przyjaźni dramaturga i krytyka. Odczyt Lacka O hipokryzji. „Wesele” Wyspiańskiego („Nowe Słowo” 1902, nr 7) rozpoczął in­telektualny, pełen pasji wysiłek towarzyszenia dziełom poety, ujawnił najważniejsze proble­my, które pobudziły aktywność twórczą krytyka. W wypadku Wesela nie interesowała go ani warstwa realistyczna tekstu, ani aktualne treści narodowe, ale twórczy dialog artysty z prze­szłością, funkcjonowanie mitów zbiorowych, a przede wszystkim obecna w utworze kon­frontacja świata ducha i marzenia (urojeń) – rzeczywistości nieskończonej, stale obecnej – ze światem codziennej egzystencji, rozumianej jako rzeczywistość skończona, martwa, dostęp­na śmiertelnemu ogółowi. Świat ducha (idei i abstrakcji) krytyk pojmował jako sferę niego- tową, teren aktywności artysty, jedyne „urzeczywistnienie” rzeczywistości, świat egzysten­cji, „tzw. rzeczywistości”, był natomiast dlań bytem skończonym, zamkniętym, nietwórczym. Autor Wesela, dramatu określanego przez krytyka mianem czystego „urojenia”, stanowił dla niego uosobienie geniusza tworzącego sztukę ponadczasową, nieśmiertelną, odsłaniającą twórczy proces myśli, czyli prawdziwą treść życia.

Dramaty Wyspiańskiego, których akcja osadzona była w historii, traktował jako szcze­gólny rodzaj dialogu artysty z przeszłością, która nie jest dla niego rzeczywistością martwą, skończoną, ale dziejącą się zawsze. Podkreślał, że Wyspiański inaczej postrzega zagadnienie „prawdy historycznej”, odkrywając w czasach minionych nowe związki zdarzeniowe i una­oczniając je wedle własnych koncepcji historiozoficznych. Stwierdzał: „[…] przeszłość, któ­ra jest u Wyspiańskiego, nigdy w rzeczywistości taką nie była, a jednak, która jest u Wys­piańskiego, jest prawdziwa” (Dwa zasadnicze motywy). Artysta ma bowiem prawo, jak przekonywał, do własnej interpretacji przeszłości, co więcej, przenosząc się w dawne czasy, interpretuje jednocześnie teraźniejszość, ponieważ „cokolwiek istnieje, kryje w sobie drama­ty minione” ([rec.] „Bolesław Śmiały”, „Nowe Słowo” 1903, nr 10). Odczytując tak dramaty Wyspiańskiego, Lack niejako wyprzedzał postmodernistyczną problematykę subiektywizmu w konstruowaniu narracji historycznej (np. poglądy H. White’a).

Wątek dialogu artysty z przeszłością i teoria „wiecznej obecności” powracały też w jego refleksjach dotyczących żywotności (nieśmiertelności) podań ludowych i problemu świado­mości zbiorowej, kiedy analizował Legendę. W kreacji bohaterów tego dramatu dostrzegał

odwieczną powtarzalność pewnych ludzkich zachowań i sytuacji, co zainspirowało go do na­mysłu nad zjawiskiem powstawania legend, ich funkcjonowaniem w mitologiach ludowych i mechanizmem uobecniania się w teraźniejszości. „Legenda – zdaniem Lacka – łączy się za­wsze niemal z mitem, który jest jej logiką. Mit wyjaśnia legendę” ([rec.] „Legenda”, „Nowe Słowo” 1904, nr 11). Zaznaczał, że korzenie legendy tkwią w zamierzchłych czasach, któ­rych relikty najsilniej przetrwały w kulturze ludowej. O wielkości sztuki Wyspiańskiego de­cydowała właśnie, jak sądził, twórcza zdolność poety do powiązania legendy z mitem, po­staci dramatu z obrzędami symbolicznymi tak, by nabrały one nowego znaczenia (życia), a zarazem odsłoniły wiecznotrwałą logikę zdarzeń. Autor Klątwy był dla Lacka (także jako malarz) artystą na wskroś dramatycznym, potrafiącym unaocznić tragedię w skondensowa­nej formie, tj. wydobyć z całego przebiegu wydarzeń czy całego życia postaci momenty naj­bardziej znaczące, które stawały się obrazem (symbolem) całości – wiecznej i niezmiennej. Genialność Wyspiańskiego w odczuciu Lacka polegała również na tym, że potrafił utrwa­lić „ducha czasu i gruntu w dziele nieśmiertelnym” (pojęcie „gruntu” krytyk rozumiał jako miejsce, gdzie uobecnia się przeszłość w teraźniejszości), a zarazem odcisnąć swoje indy­widualne „piętno niestarte” na epoce, w której żył (O malarskich dziełach Wyspiańskiego, „Krytyka” 1904, z. 8–9).

Rozważania na temat powieści. Szkice Lacka dotyczące dokonań prozatorskich młodopolan cechują się błyskotliwością sądów i nowatorstwem analiz, które sytuują go w gronie wybit­nych krytyków młodopolskich. Pierwsza dłuższa wypowiedź Lacka na temat powieści – szkic „Homo sapiens” Stanisława Przybyszewskiego („Życie” 1898, nr 21–22) – realizuje większość postulatów krytyki impresjonistycznej, zawartych w rozprawie Krytyka – bojkot – impresja. Jest w nim zarówno próba dotarcia do „indywidualnego źródła artyzmu”, jak i przejęcie ję­zyka autora analizowanego dzieła. Jest dążenie do unikania wartościowania, choć krytyk nie potrafi zrezygnować z upominania pisarza, że nie we wszystkich momentach żyje życiem swych postaci i niekiedy znajduje się ponad nimi. W sposobie odczytywania Homo sapiens widać również wczesne zafascynowanie Lacka pojęciem duszy artysty. Artykuł rozpoczyna się od wykładu na temat kondycji współczesnego dekadenta i nadczłowieka, przedstawicie­la pokolenia schyłku wieku, jednostki o skomplikowanej duszy, uwikłanej w rozmaite ogra­niczenia kultury. Dalej krytyk skupia się na najważniejszych dla odczytania sensu powieści opozycjach: natura – kultura; dusza pierwotna, wolna i czysta – dusza zniewolona, skażona cywilizacją, po czym porównuje koncepcję podświadomości Przybyszewskiego z mare tenebrarum Maurice’a Maeterlincka. Stwierdza, że tragedią bohaterów polskiego twórcy jest nieustanne (i beznadziejne) poszukiwanie w sobie ukrytych pierwiastków owej nieskażo­nej duszy pierwotnej, szczęściem bohaterów Maeterlincka jest natomiast ich odnalezienie. Poszukiwanie to, dokonywane w sferze miłości seksualnej, dążącej do stanu androginicznego prapoczątku, warunkuje jednocześnie proces artystyczny. Wykreowany przez Przybyszew­skiego homo sapiens jest wyrazem indywidualności twórcy (rozumianego jako wewnętrzny byt tekstu), „z którym spaja się w jedną organiczną całość”.

Swoistą cezurą rozważań Lacka na temat powieści jest obszerne studium O doktrynerach („Nowe Słowo” 1903, nr 15–20) poświęcone analizie Pałuby Karola Irzykowskiego i Próchna Wacława Berenta. W Pałubie interesowały go nie tyle nowatorska konstrukcja dzieła, ile me­chanizm zachowań głównego bohatera i sensy przypisywane im przez „Irzykowskiego – kre­acji literackiej, która obok właściwego bohatera w tej książce występuje” (tamże), a także pro­blem kompozycji quasi-biograficznej opowieści. Uznanie Lacka budziła autodemaskatorska postawa Irzykowskiego, dezaprobatę zaś wzbudzały niekonsekwencje w kreacji postaci Strumieńskiego powodujące, że autor wciąż się od niej oddala i opisuje ją „z zewnątrz” za­miast pozostawić ją samej sobie, pozwolić autoprezentować procesy „wewnętrzne”, wyra­żać siebie bezpośrednio. Postawę głównego bohatera określił mianem doktrynerstwa, ro­zumianego jako rozbieżność między pragnieniem (kreacją/ ideą) a działaniem (życiem/ / rzeczywistością). Strumieński był dlań „doktrynerem przeszłości”. Jego „pałubiczną zdol­ność tworzenia urojeń” ujmował jako abstrakcyjny ideał miłości do zmarłej żony, tj. doktrynę „wierności za grób”, rygorystycznie modelującą teraźniejsze życie, przy czym nieautentyczność zachowań bohatera powodowała, że Strumieński-doktryner kształtował swoją biografię jak „kiepski powieściopisarz”. Kategorię doktrynerstwa Lack wykorzystał również w analizie Próchna. Podstawowe w odczytaniu sensu powieści Berenta stało się dlań pojęcie sztuki jako „bóstwa, z którym połączyć się należy […] przez unicestwienie wszelkich przeszkód (więc siebie samego), przez śmierć” (tamże). Pojęcie to utożsamiał z doktryną heroiczną i zarazem tragiczną w skutkach. Jako najgorliwszego jej wyznawcę wskazywał Hertensteina – „doktrynera sztuki”, rozdwojonego, podobnie jak Strumieński, na siebie i swój obraz. Tragizm posta­wy muzyka upatrywał w dążeniu do ideału (artystycznej doskonałości, nieskazitelnej sztuki, pełni namiętności) i niezgodzie na to, kim rzeczywiście był (artystą nie-żyjącym, bo niepotrafiącym tworzyć). Odczytanie sensu tajemniczej formuły Hertensteina: „Sztuka nie jest rze­czą dostojną” ułatwiała krytykowi koncepcja „bezimienności” definiowanej tu jako „rzeczy­wistość, której opisać nie można, która sama się sobą opisuje i określa”. Stwierdzał: „Sztuka nie jest rzeczą dostojną, ponieważ (prawdopodobnie) nie jest życiem, lecz jeno rozmyśla­niem o życiu. […] Co jest rzeczą dostojną? Życie jest dostojne. Lecz życie jest mówieniem, poza mówieniem nie ma życia, jest bezimienność” (tamże). Cenne w rozważaniach Lacka o Próchnie jest dostrzeżenie dystansu Berenta-twórcy wobec wykreowanego świata, krytyk zauważa bowiem, że autor-kreator kwestionuje najważniejszą w jego dziele doktrynę heroicz­ną, określając ją mianem „próchna”.

Jako zwieńczenie rozważań Lacka o powieści młodopolskiej należy potraktować dwa szkice z 1908 r. manifestujące nowatorską świadomość teoretycznoliteracką krytyka, ponie­waż zwracają uwagę na problem narracji powieściowej, przy czym Lack posługuje się w nich rzadko spotykaną w krytyce młodopolskiej kategorią narratora, którego pozycję wyraźnie odróżnia od stanowiska pisarza znajdującego się poza ramami powieści. W szkicu Uwa­gi o sztuce Daniłowskiego („Witeź” 1908, z. 9–10) omawiającym Jaskółkę stawia oryginalną tezę, że powieść ta jest „narracją od początku do końca. Daniłowski bowiem artystycznie jest narratorem” (tamże, z. 9). Przekonuje, że narrator jest osobą zmyśloną, rolą kreowaną przez pisarza, organizatorem świata przedstawionego „od wewnątrz”: „[…] jest wszędzie i we wszystkim, sympatyzuje [z bohaterami], jakkolwiek nie identyfikuje się z nikim i niczym” (tamże). Krytyk wprowadza też istotne rozróżnienie między „opowiadaniem” a „przedsta­wianiem”, podkreślając, że „talent narratorski” Gustawa Daniłowskiego polega właśnie na ukazywaniu bohaterów bezpośrednio w działaniu. Siłę wyrazu scen-monologów kreowanych przez Daniłowskiego porównuje z dramaturgią Williama Shakespeare’a i Wyspiańskiego. Re­fleksje dotyczące wykorzystania w narracji epickiej ujęć scenicznych, typowych dla dramatu, przekonują, że Lack miał świadomość nowoczesności kompozycji powieści młodopolskiej jako „zespołu scen”. Wnikliwości analitycznej Lacka dowodzi również dostrzeżenie w kon­strukcji akcji powieści Daniłowskiego braku rygorystycznego ciągu przyczynowo-skutkowe­go, który narzucałby odbiorcy określony kierunek interpretacji.

Szkic O sztuce Żeromskiego („Zakopane” 1908, nr 6), poświęcony analizie Dziejów grze­chu, zawiera inną ciekawą refleksję krytyka dotyczącą kategorii „żywych fikcji”, których kre­owanie było dlań miarą artyzmu (zbliżał się tu do poglądów O. Ortwina wyrażonych w eseju Żywe fikcje, 1908). Lack, zastanawiając się nad przyczynami namiętnych sporów, jakie wy­wołała wśród czytelników powieść Żeromskiego, upatrywał je nie w podjęciu przez pisa­rza odważnych wątków fabularnych, ale w mało udolnej kreacji biografii Ewy Pobratyńskiej. Nie odbierał jej jako żywej historii, ponieważ – jak sądził – dzieje głównej bohaterki nie zo­stały przez twórcę wewnętrznie przeżyte. Dlatego jej los sprawiał na nim wrażenie historii zmyślonej, sztucznej, a postać oceniał jako artystycznie martwą, nierzeczywistą. Stwierdzał: „[…] sztuka Żeromskiego szwankuje. Bo: grzeszna niegrzeszna, sympatyczna niesympatycz­na, brudy nie brudy, błoto nie błoto, cóż nas to wszystko obchodzi: niechaj żyje” (tamże). Dzieje grzechu, podobnie jak wcześniej omawiane Popioły („Nowe Słowo” 1904, nr 13/14), nie zainspirowały go do lektury kreatywnej, współtworzenia głębszych sensów dzieła.

„Bezwynikowość”. Wiele prac Lacka przemawia za tym, że najważniejsze było dlań wypo­wiedzenie samego siebie. Najsilniej inspirowały go do snucia twórczych koncepcji myślo­wych i ekspresji prywatnej osobowości artystycznej dzieła Wyspiańskiego, kreujące mity, re­konstruujące archetypy i odwołujące się do ponadczasowej symboliki. Pisarstwo krytyczne Lacka nie tworzy jednolitego systemu norm opisu dzieła literackiego. Jego myśl kształtowa­ła się bowiem nieustannie, a on sam był przekonany o procesualnym charakterze twórczej pracy krytyka, niemożności wyznaczenia jej początku i końca. Jednoznaczne konkluzje na temat krytyki literackiej Lacka kłóciłyby się także z jego poglądem na temat wywodu kry­tycznego, który nie powinien prowadzić do jednoznacznych wniosków, lecz być – jeśli jest twórczy – procesem nieskończonym. Omawiając wybrane utwory literackie pod kątem teo­rii (pojęć) inspirujących w danym momencie jego myślenie, manipulował w pewnym sen­sie ich wymową, ale dzięki temu pozostał w swoich sądach oryginalny, twórczy i niezależny, a przede wszystkim otwarty na kontynuacje intelektualnego wysiłku towarzyszenia oma­wianym dziełom. O „bezwynikowości” myśli Lacka z uznaniem pisał Stanisław Brzozowski: „Myśl ta nie krystalizuje się, nie pozostawia twardych, stałych, pojęciowo uchwytnych rezul­tatów. […] Pozostaje ona do końca ciekłą. W tym znaczeniu jest dialektyczną: nie daje po­jęć gotowych, sztywnych, daje sam proces myślenia”. Definitywnego podsumowania refleksji krytycznoliterackich Lacka, zgodnie z jego własną dialektyką, nie da zatem się dokonać.</document>
<document nplp_id="14316" title="Krzywicki Ludwik" slug="krzywicki-ludwik">Socjolog, pedagog, publicysta, działacz społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: F. Janicki; Iw. Iwan.; J. Czaplic; J. Sierpiński; J. Wojewódzki; J.F. Wolski; Joachim Kierdej; K.R.Z.; K.R. Żywicki; L.H. Goławski; L.K.; L. Krzyw.; Lud. Krz.; W. Wojewódzki.
Informacje biograficzne. Ludwik Joachim Franciszek Krzywicki urodził się 21 VIII 1859 w Płocku w postszlacheckiej rodzinie mieszczańskiej jako syn Tadeusza h. Kierdeja i Kamili z Iwanickich. Po śmierci ojca w 1861 r. wychowywał się u dziadka ze strony matki, Francisz­ka Ksawerego Iwanickiego – powstańca 1831 r. i republikanina. Potrafił on wzbudzić zain­teresowania historyczne i patriotyzm wnuka, m.in. przez zgodę na swobodne korzystanie z domowej biblioteki. Podczas nauki w gimnazjum w Płocku zaprzyjaźnił się z późniejszymi działaczami I Proletariatu, Aleksandrem Dębskim i Edmundem Płoskim. Zapoznał się już wówczas z pracami Hippolyte’a Taine’a, Charlesa Darwina, Théodule-Armanda Ribota, pod­jął również próbę przekładu Filozofii pozytywnej Auguste’a Comte’a.
W l. 1878–1882 studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie wraz z Bronisławem Białobockim tworzył trzon studenckiej grupy socjalistów skupionych wo­kół Stanisława Krusińskiego. W tym środowisku podjął prace nad przekładem pierwszego tomu Kapitału Karla Marksa. W 1883 r. został usunięty z uniwersytetu za udział w akcji protestacyjnej przeciwko rusyfikacyjnej polityce kuratora warszawskiego okręgu szkolnego, Aleksandra Apuchtina. Aby uniknąć aresztowania, przedostał się nielegalnie do Krakowa, gdzie studiował medycynę. Po ogłoszeniu amnestii z okazji koronacji Aleksandra III wró­cił do Królestwa Polskiego, a następnie wyjechał na studia filozoficzne do Lipska, gdzie słu­chał wykładów Wilhelma Wundta, Wilhelma Roschera, Rudolfa Leuckarta oraz dokończył redakcję polskiego przekładu pierwszego tomu Kapitału. Działalność w ruchu socjalistycz­nym zwróciła na niego uwagę policji niemieckiej, co w 1884 r. skłoniło go do wyjazdu na uniwersytet w Zurychu. Nawiązał tam kontakt z socjalistyczną emigracją niemiecką, m.in. Eduardem Bernsteinem, Karlem Kautskym, Karlem Liebknechtem, zapoznał się z lite­raturą socjalistyczną niedostępną w Królestwie Polskim, przetłumaczył na język polski kilka tekstów Marksa, m.in. Początki cywilizacji. W 1885 r. wyjechał do Paryża, gdzie studiował an­tropologię, archeologię i etnografię w Szkole Antropologicznej, działał w międzynarodowym środowisku I Proletariatu i Narodnoj Woli, współredagował partyjne periodyki „Walka Klas” i „Przedświt”.
W 1885 r. wrócił do kraju. We Lwowie kontynuował studia antropologiczne, działał w środowisku galicyjskich socjalistów, współpracował z periodykami „Praca” i „Przegląd Społeczny” Bolesława Wysłoucha. W 1886 r. poślubił poznaną w Zurychu studentkę medy­cyny, rosyjską emigrantkę i działaczkę Narodnoj Woli, Rachelę Feldberg (1863–1924), z któ­rą miał dwóch synów: Aleksandra (1887–1971) i Jerzego (1896–1940) – prawnika. W 1886 r. wrócił do Królestwa. W l. 1886–1888 mieszkał w Płocku, gdzie powstały pierwsze jego więk­sze prace, m.in. Ludy. Zarys antropologii etnicznej (1893). W l. 1888–1891 mieszkał w War­szawie, gdzie wykładał na tzw. Uniwersytecie Latającym, działał w Związku Robotników Polskich założonym przez Janusza Tańskiego, współorganizował nielegalne Koło Oświa­ty Robotniczej, redagował nieoficjalny prasowy organ ZRP „Tygodnik Powszechny”. Swo­je koncepcje z tego okresu prezentował w pracach naukowych, m.in. Idea a życie (1888), oraz w wystąpieniach publicystycznych, m.in. w polemikach z „Głosem”, które zebrał w cyklu Złudzenia demokratyczne (1889).
W l. 1891–1893 mieszkał w Berlinie, gdzie dokończył rozprawę Kurpie („Biblioteka Warszawska” 1892), za którą otrzymał nagrodę Kasy im. Mianowskiego, a w 1906 r. na jej podstawie uzyskał stopień doktora filozofii na Uniwersytecie Lwowskim. W okresie ber­lińskim utrzymywał kontakty z Aleksandrem Brücknerem i Stanisławem Ciszewskim oraz z przedstawicielami niemieckiego ruchu socjalistycznego. W 1893 r. wyjechał na pół roku do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadził obserwacje gospodarki kapitalistycznej. Wrażenia z tego wyjazdu opublikował w relacji Za Atlantykiem (1895). W 1895 r. wyjechał do Londy­nu, gdzie w British Museum zbierał materiały do pracy Horda pierwotna, z którą wiązał naj­większe nadzieje naukowe, a która ukazała się dopiero po jego śmierci jako Pierwociny więzi społecznej (1957). W czasie wszystkich podróży utrzymywał się z artykułów i koresponden­cji publikowanych w prasie krajowej, głównie w „Prawdzie”.
W 1895 r. na stałe osiadł w Warszawie. Lata 1899–1900 spędził jako więzień cytadeli, do której trafił wraz z innymi działaczami oświatowymi, współpracownikami Czytelni Bez­płatnych Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. W 1900 r. wszedł do redakcji „Praw­dy”, skąd przeniósł się do założonego wraz ze Stanisławem Posnerem i Stanisławem Stempowskim „Ogniwa” wydawanego w l. 1902–1905. Po zamknięciu „Ogniwa” przez władze carskie został ponownie na krótko aresztowany. W 1905 r. wszedł do redakcji socjalistycznego „Ku­riera Codziennego”. W następnych latach współorganizował instytucje oświaty dla doro­słych, m.in. Uniwersytet dla Wszystkich, Stowarzyszenie Nauczania Dorosłych Analfabetów, Towarzystwo Kultury Polskiej, współpracował z periodykami socjalistycznymi, m.in. z „No­wym Życiem”, „Kuźnią”, ze „Światłem”, które były kolejnymi wersjami pisma „Wiedza” Tadeu­sza Rechniewskiego. W 1908 r. wygłosił cykl wykładów dla młodzieży o etyce zwolenników postępu społecznego Sic itur ad virutem, które stały się podstawą książki pod tym samym tytułem (1909).
Po odpłynięciu fali rewolucyjnej, w latach poprzedzających wybuch Wielkiej Woj­ny, Krzywicki stał się przedmiotem nagonki prasy konserwatywnej, wskutek czego utracił podstawowe źródła zarobkowania: pracę nauczyciela szkolnego i publicysty. Utrzymywał się wówczas z artykułów naukowych publikowanych w periodykach rosyjskich, dokończył m.in. Charakterystykę ludności ziem polskich i dzielnic ościennych (1912), Ustroje społeczno­-gospodarcze w okresie dzikości i barbarzyństwa (1914).
Podczas I wojny światowej działał w środowisku robotniczym, socjalistycznym klu­bie dyskusyjnym „Plenum” Rechniewskiego, Centralnym Komitecie Obywatelskim i wie­lu gremiach tworzących zalążki instytucji przyszłego niepodległego państwa, m.in. kiero­wał Wydziałem Statystycznym przy Tymczasowej Radzie Stanu przekształconym po 1918 r. w Główny Urząd Statystyczny. W latach 20. XX w. pełnił funkcje wicedyrektora GUS, kie­rownika Instytutu Gospodarstwa Społecznego, rektora Wolnej Wszechnicy, prorektora Uni­wersytetu Warszawskiego, wykładał w Szkole Głównej Handlowej, był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. W latach 30. skupił się na finalizacji wcześniej rozpoczętych prac naukowych i spisywaniu pamiętników. Zmarł 10 VI 1941, spoczął na cmentarzu ewangelicko­-augsburskim w Warszawie.
Publicystyka literacka. Krzywicki należał do pionierów polskiej socjologii literatury stosują­cych metodę marksistowską. Jego pisarstwo naukowe, popularnonaukowe i publicystykę ce­chuje scjentyzm, interdyscyplinarność, naturalistyczna i deterministyczna wizja społeczeń­stwa, od przełomu XIX i XX w. łagodzona coraz większym uznaniem dla roli wolnej woli i świadomej działalności człowieka. W jego ogromnym dorobku piśmienniczym, przyrasta­jącym przez pięć dekad twórczego życia, obejmującym monografie i artykuły naukowe, bro­szury popularnonaukowe i podręczniki szkolne o tematyce socjologicznej, antropologicznej i etnograficznej, znajduje się ponad 100 artykułów, felietonów, polemik i recenzji o tematy­ce literackiej. Publikował je na łamach m.in. „Ateneum”, „Gazety Polskiej”, „Głosu”, „Ogniwa”, „Poradnika dla Czytających Książki”, „Prawdy”, „Przeglądu Poznańskiego”, „Przeglądu Tygo­dniowego”, „Trybuny Ludu”, „Tygodnika Ilustrowanego”. Okres największego zainteresowania Krzywickiego zagadnieniami literackimi przypadł na ostatnie dekady XIX w., a więc moment krystalizacji i rozwoju prądów modernistycznych – najważniejsze artykuły z tego okresu zebrał w tomie Ku otchłani (1909).
W ocenie wytworów kultury łączył ze sobą koncepcje pozytywistyczne i marksistow­skie prowadzące go do przekonania, że twórczość artystyczna zależy nie tylko od klimatu, czasu historycznego i środowiska, lecz również od warunków ekonomicznych, które wpły­wają na obyczaje, a te z kolei znajdują odzwierciedlenie w dziełach sztuki (Materialistyczne pojmowanie dziejów ludzkości, „Walka Klas” 1884, nr 6; „Materialistyczne” pojmowanie dzie­jów ludzkości, „Prawda” 1889, nr 16). Z tego przekonania wyciągał metodologiczne wnioski, że „po pierwsze, pewne wyjawy literackie mogą rozwinąć się tylko przy obecności ściśle wia­domych warunków społecznych, po wtóre, wyjaśnienie samo sposobów, jak idea wcieloną zostaje w utwór, potrzebuje wzięcia pod uwagę tychże warunków” (Społeczeństwo a literatu­ra, „Prawda” 1886, nr 41). Zadania te wykonywać ma nowa subdyscyplina określona mianem „socjologii literatury, poświęcona zbadaniu warunków, przy jakich rodzi się ta lub owa kate­goria utworów literackich, wyjaśniająca ogólne tło wzrostu literatury w zawisłości od stosun­ków społecznych wykazująca, dlaczego w poezji raz na plan pierwszy występuje przyroda, to znów człowiek, i czemu to w takiej, to w owakiej postaci itd.” (tamże). Za pionierskie do­konanie w tej subdyscyplinie uważał książkę Hutchesona Macaulaya Posnetta Comparative Literature (1886). Przyjęta metodologia była zarazem źródłem krytyki, jakiej Krzywicki pod­dawał koncepcje kształtowania się dzieł sztuki pod wpływem „charakteru narodowego”, co postulował m.in. Eugen Dühring (Dühring wskrzeszony, „Prawda” 1892, nr 49), czy wsku­tek psychicznych niedomagań artystów, jak twierdzili np. Max Nordau lub Cezar Lombro- so (Z Niemiec. Max Nordau, tamże 1892, nr 45; Psychologia literatury, „Prawda” 1894, nr 6; Lombroso i jego teorie, „Prawda” 1896, nr 49).
Podobnie jak wielu XIX-wiecznych socjalistów Krzywicki był krytykiem ideologii mieszczańskiej i ustroju kapitalistycznego. Konsekwentnie demistyfikował rzekomy obiek­tywizm wyników badań powstających w ich ramach, także owoców dociekań nauki na te­mat literatury i krytyki artystycznej, ukrywający często interesy klasowe – przede wszyst­kim burżuazyjne – ich przedstawicieli. Wśród skutków kapitalizmu przyciągały jego uwagę takie zjawiska i procesy, jak eksploatacja talentów przez rynek prasy i dzieł sztuki, margina­lizacja sztuki wysokiej i wzrost popularności tandety intelektualnej i artystycznej, związek industrializacji i urbanizacji z modernistycznym dekadentyzmem (Statystyka uzdolnień lite­rackich, „Prawda” 1891, nr 12; Kapitalizm w sztuce i nauce, tamże, nr 41; Kapitalizm a dzien­nikarstwo, tamże, nr 42–47; Jubileusz „Kuriera Warszawskiego”. (Przyczynek do dziejów wy­świecenia poważnych publicystów z dziennikarstwa), „Prawda” 1896, nr 22). Modernizm postrzegał jako uwięziony w paradoksach współczesności bunt człowieka wobec władzy pie­niądza i kiczowatości kultury masowej, ale bezowocny, bo proponujący ucieczkę do własne­go wnętrza, pogłębiającą jeszcze poczucie alienacji. Historia determinuje osobowość każde­go członka społeczeństwa, także artysty, który łudzi się, że „myśl jego jest jako orzeł, który gnieździ się na niebotycznym szczycie górskim”, a w istocie jest „tylko dzieckiem swego wie­ku, które może starga nieco pajęczynę codziennego ślimactwa, lecz nigdy nie wydobędzie się ponad zasadnicze poglądy otoczenia, bo jego mlekiem zostało wykarmione” (Życie a litera­tura, „Prawda” 1892, nr 28).
Jako socjalista Krzywicki stawiał sztuce wymogi zrozumiałości i szczerości uczucia, uwzględniania wszystkich aspektów życia i podporządkowania celom społecznym, dzięki którym może ona pełnić funkcje katartyczne, zmniejszające intensywność „konwulsji du­cha”: „Może wyjdą na jaw potwory wewnętrzne na słońce swobodę i może wyprowadzone z ukrycia ulżą przyszłym pokoleniom ciężaru życia, może zmniejszą krzywdy zadane czło­wiekowi przez człowieka w codziennym zamęcie życia” (O sztuce i nie-sztuce. (Luźne uwa­gi profana), „Prawda” 1899, nr 11). Z dystansem odnosił się do utworów, które powstawa­ły w wyniku eksperymentów i poszukiwań formalnych zaburzających genetyczny związek między podłożem społecznym a sztuką. Ponieważ był zainteresowany psychiką człowie­ka współczesnego, w tym różnymi przejawami patologii społecznej jako „kondensacji” za­leżności występujących w „normalnym” życiu, a nie miał zaufania do opracowań tworzo­nych przez „mieszczańskich” autorów, wiedzy o społeczeństwie szukał często w literaturze. Uważał np., że twórczość Stanisława Przybyszewskiego więcej mówi o człowieku współ­czesnym niż uczone rozprawy psychologiczne (Literatura niemiecka. Stan. Przybyszewski „Zur Psychologie des Individuums”, „Prawda” 1893, nr 17; Jeden z atomów. St. Przybyszew­ski „Totenmesse”, „Prawda” 1894, nr 2). Nie akceptował literatury epatującej dreszczem ero­tycznym lub psychopatologicznym, np. romansów czy powieści kryminalnych, choć czy­nił przedmiotem namysłu popularność tych gatunków, zwłaszcza wśród niższych warstw społecznych. Zauważał, że służąca bądź robotnica „odejmowała sobie niemal od ust, aże­by nabyć zeszyt takiej powieści i podczas odpoczynku przenieść się fantazją w świat niezdro­wej sensacji, tak przecież odmienny od jej szarego, codziennego żywota”, i przewidywał, że literatura popularna – zwana przez niego „oszwabką” – „doczeka się kiedyś opracowania” (Przedmowa, w: Życie i praca. Na podstawie ankiety Związku Zawodowego Literatów Polskich w Warszawie, 1932).
Krzywicki śledził także sposoby przedstawiania w literaturze procesów i zjawisk, któ­re uważał za istotnie zmieniające oblicze współczesnej mu epoki, przede wszystkim emancy­pacji kobiet (np. Sprawa kobieca, „Prawda” 1889, nr 2–4; W obronie kobiety, „Prawda” 1893, nr 19; Rola kulturalna kobiety, „Prawda” 1895, nr 17). Zwracał więc uwagę na kreację boha­terek dzieł literackich, m.in. w Komediantce i Fermentach Władysława Stanisława Reymon­ta czy Emancypantkach Bolesława Prusa; autorów krytykował za ośmieszenie aspiracji no­wego pokolenia kobiet, płacącego samotnością i biedą za dążenie do wiedzy i godnego życia („Emancypantki”, „Prawda” 1894, nr 8–10; „Komediantki”, „Prawda” 1896, nr 50; 1897, nr 2, 8; Obłuda czy prawda?, „Prawda” 1897, nr 12). Równouprawnienie kobiet uważał za zjawisko nieuchronne i konieczne, wynikające z charakterystycznych dla nowoczesności przekształ­ceń życia rodzinnego, a nie z wpływu „jakiejś książki i istnienia jakiejś agitatorki” (Wstęp do historii ruchów społecznych, 1926). Inicjując socjologię literatury, Krzywicki wprowadził do polskiego dyskursu literaturoznawczego (także krytycznego) nowe pojęcia i wartości.</document>
<document nplp_id="14317" title="Lemański Jan" slug="lemanski-jan">Poeta, satyryk, bajkopisarz, krytyk literacki, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: J.L.; J. Leman; Tredecim (pseud. zbiorowy J. Lemańskiego, M. Komornickiej, Z. Przesmyckiego i in.).

Informacje biograficzne. Urodził się 7 VII 1866 w Głażewie (pow. płocki) jako syn Piotra Lemańskiego i Marianny Nadratowskiej (zm. 1912). Ukończył gimnazjum klasyczne w Płocku, gdzie był zaangażowany w działalność samokształceniową oraz powstanie tajnej biblioteki. W okresie szkolnym przyjaźnił się z Wacławem Wolskim i Józefem Jankowskim. Po pożarze domu w Głażewie rodzina przeprowadziła się do Warszawy „dla kształcenia dzieci”. W stolicy Lemański rozpoczął studia na wydziale prawnym Uniwersytetu Warszawskiego, których nie ukończył. Po zaprzestaniu edukacji pracował jako urzędnik na „kolei warszawsko-wiedeńskiej”. W okresie studiów nawiązał współpracę z redakcją „Kuriera Warszawskiego”, która trwała do 1930 r. Jako tłumacz Lemański debiutował w 1894 r. publikacją przekładu baśni Hansa Christiana Andersena Historia pewnej miłości na łamach „Niwy”, w tym samym roku w „Niwie” opublikował własną nowelę Czarna topiel. Pierwszy wiersz (Brzydki chłopczyk. Bajka dla małych i dużych dzieci) zamieścił w „Tygodniku Ilustrowanym” (1895, nr 32). W 1896 r. związał się z redakcją „Głosu”, na łamach którego zamieszczał bajki, satyry, utwory liryczne (do 1898 r.). Nawiązał bliskie relacje z Zygmuntem Wasilewskim, Władysławem Jabłonowskim, Antonim Langem, Władysławem Stanisławem Reymontem.

W 1897 r. poznał Marię Komornicką (1876–1949), z którą zawarł związek małżeński 25 VI 1898 w Warszawie. Krótko po ślubie małżonkowie odbyli wyprawę w Tatry w towarzystwie kuzyna Komornickiej Juliusza Oszackiego. Podczas pobytu w Krakowie 15 IX 1898 doszło do spowodowanej zazdrością strzelaniny: Komornicka otrzymała dwie rany w oba ramiona, trzecią kulą został zraniony Oszacki, czwartą Lemański przestrzelił sobie górną część płuca. Po odbyciu kuracji Lemańskiego zatrzymano w areszcie śledczym. W wyniku rozprawy sądowej, która odbyła się 15 X 1898 w krakowskim sądzie, został uniewinniony, żona zeznawała na jego korzyść. W lipcu 1899 r. małżonkowie pojechali razem do Wiednia, później Salzburga, gdzie Lemański ciężko zachorował, w listopadzie tego samego roku zwiedzili Francję i Włochy. Po powrocie do Grabowa w 1900 r. Komornicka ogłosiła separację.

W 1901 r. Lemański został zaproszony przez Zenona Przesmyckiego (Miriama) do współpracy z „Chimerą”; pisarz należał do najbliższych współpracowników czasopisma (był sekretarzem redakcji), zaprzyjaźnił się wtedy z Bolesławem Leśmianem. Na łamach czasopisma zamieszczał utwory literackie i artykuły krytyczne (pisane samodzielnie bądź zbiorowo pod pseudonimem Tredecim wraz z Komornicką, Przesmyckim i in.). W 1902 r. doszło do debiutu książkowego Lemańskiego (Bajki). W późniejszych latach opublikował tomy: Proza ironiczna (1904), Colloquia albo rozmowy (1905), Nowenna (1906), Ofiara królewny (1906), Prawo własności (1909), Baśń o prawdzie (1910), Noc i dzień (1910), Czyn (1911), Jasełka (1911), Kamień filozoficzny (1911). W 1904 r. otrzymał nagrodę w konkursie „Tygodnika Ilustrowanego” za humoreskę Sokrates i Obrazoplujca, a w 1911 r. nagrodę za nowelę Wola. W 1914 r. wydał antologię Satyra polska, a w 1916 r. Bajki o zwierzętach (jest uważany za odnowiciela bajki polskiej). Utwory literackie publikował też m.in. na łamach „Myśli Polskiej”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Dziennika Narodowego”, „Widnokręgu”.

Po publikacji głośnego felietonu Stanisława Brzozowskiego (Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung, „Głos” 1904, nr 27), który zaatakował program „Chimery” związany z hasłem „sztuka dla sztuki”, Lemański był inicjatorem działań w obronie pisma; zredagował protest zbiorowy opublikowany w „Tygodniku Ilustrowanym” (1904, nr 33). W l. 1905–1906 współpracował z tygodnikiem literacko-artystycznym „Czarny Kot”. W 1908 r. wraz ze Stefanem Żeromskim, z Janem Lorentowiczem i Miriamem podjął akcję protestacyjną przeciwko nadużyciom ze strony wydawców. Jej efektem była Deklaracja autorów („Nowa Gazeta” 1908, nr 460).

Podczas I wojny światowej przebywał krótko w Warszawie, mieszkał wraz z siostrą przy ul. Klonowej. Później znalazł się w Pruszkowie, gdzie mieszkając u rodziny Troetzerów, zapoznał się bliżej z działalnością społeczną Józefa Troetzera. Wrażenia z lat wojennych przeżytych w Pruszkowie opisał w pamiętniku zawierającym elementy rozprawy społecznej Odbudowane miasto (wyd. 2019). Później zatrzymał się w Pniewie pod Łomżą w domu Jabłońskich, mieszkał też w Nałęczowie u Żeromskich. W 1919 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, najpierw jako referent, a później (od 1924 r.) radca. Był cenzorem w Centralnym Biurze Filmowym w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W 1930 r. otrzymał Order Odrodzenia Polski Polonia Restituta za wzorową służbę na stanowisku radcy ministerialnego. Po wojnie wydał kilkanaście książek, utwory literackie zamieszczał w czasopismach, takich jak „Cyrulik Warszawski”, „Spólnota”, „Świat”. W krakowskim czasopiśmie „Krokwie” (1920–1921) publikował przekłady utworów literackich George’a Mereditha, Igora Siewierjanina, Charles’a Baudelaire’a. W 1928 r. ogłosił w „Pamiętniku Literackim” artykuł Przybyszewszczyzna, a w „Wiadomościach Literackich” fragment poematu Raj w piekle. W 1909 r. został członkiem Towarzystwa Pisarzy Polskich, a w 1931 r. członkiem honorowym Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie. Był też członkiem Akademii Literatury Polskiej. Na krótko przed śmiercią ukończył poemat To życie, którego fragment zamieścił w „Pamiętniku Warszawskim” (1929). Zmarł w wyniku próby samobójczej 11 XI 1933 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.


Działalność krytycznoliteracka. Studia krytycznoliterackie publikował przede wszystkim na łamach „Chimery” (1902; głównie 1904), w czasopiśmie „Świat” (1908), w dwutygodniku „Krokwie” (1921) oraz w czasopiśmie „Książka” (1922). O kryteriach wartościowania dzieł sztuki pisał też wielokrotnie w swoich bajkach, wierszach satyrycznych i utworach prozatorskich. Jego opinie były syntetyczne, czasem zdawkowe, jak pisał Władysław Hendzel: „[...] zaledwie kilka recenzji wyróżnia się formą bardziej rozwiniętą” (Ironista i marzyciel, 1984). W omówieniach dzieł literackich Lemański zwracał uwagę zarówno na treść dzieła, jak i na estetyczną stronę publikacji; tak było np. w recenzji Biesów Komornickiej, które Lemański określał: „Szczytna swoją aż raniącą szczerością, nieoglądająca się za rozgrzeszeniem i nieobiecująca skruchy ani pokuty spowiedź” („Chimera” 1904, z. 19). Lemański-krytyk najczęściej łączył emfatyczną, młodopolską poetykę z imitowaniem stylu autora omawianego dzieła, nierzadko uzupełniał styl wypowiedzi o elementy ironii bądź trawestacji. Charakteryzując zbiór Kazimierza Przerwy-Tetmajera Na skalnym Podhalu, pisał: „Jest to wspaniałe uchwycenie wizyj błąkającego się po trzebieżach dzisiejszych, zamierzchłego eposu góralskiego” (tamże, z. 21). Dodawał: „Autor miłuje Tatry i miłuje też słowo je malujące. Pieści się nim jak malarz farbą, której kolor i zapach olejny wchłania, zanim ją nałoży; dba i troska się o to, aby, co malować chce, pachniało namalowane” (tamże). Wyraźnie więc Lemański dążył do oddania nastroju i estetycznego kształtu charakteryzowanego tomu, mniej zależało mu na ocenie recenzenckiej. Podobnie jest w przypadku omówienia powieści Wiktora Gomulickiego Miecz i łokieć. Lemański chwalił autora i jego umiejętności konstruowania obrazu Warszawy, wartkość stylu i języka. Recenzję konkludował w sposób krytyczny, stwierdzając: „Tylko te ustępy, w których autor przestaje niby rzecz sam widzieć, przybiera ton dobrodusznego, nauczającego lub moralizującego gawędziarza i wyrywa nas niejako z zaczytania, z zapatrzenia – ustępy takie musimy do ujemności zaliczyć” (tamże). W recenzji utworu Gomulickiego uobecniają się więc te same cechy, które widoczne były w omówieniu tomu poetyckiego Tetmajera. Krytyk jednoznacznie aprobatywnie charakteryzował te elementy, które konstruowały eskapistyczne, niemal dionizyjskie funkcje dzieła literackiego – wszelkie zabiegi znamienne dla poetyki realizmu oceniał jako zbędne. Stanowisko to widać doskonale w opinii o tomie Przędze Elizy Orzeszkowej. Lemański zarzucał autorce, że zawarte w nim utwory odznaczają się brakiem równowagi między realizmem a poetyckością i lirycznością. Nie przywołując żadnych wyznaczników tego, co subtelne, i tego, co realne – oraz innych stosowanych przez siebie pojęć, Lemański był krytykiem przede wszystkim dzielącym się wrażeniami z lektury. Często więc recenzje – czy raczej omówienia lub relacje z lektury – mówią więcej o upodobaniach Lemańskiego niż o utworach, które opisywał. Tak jest np. w przypadku recenzji cyklu Moi znajomi Marii Konopnickiej (tamże), w której Lemański zawarł więcej impresji lekturowych aniżeli argumentów krytycznych. Wyraźnie – obok młodopolskiego stylu odbioru, aprobującego poetycką autonomię i szeroko rozbudowaną frazę poetycką – w twórczości Lemańskiego dawał o sobie znać żywioł publicysty-satyryka. Skłonności do ironicznego ujmowania rzeczywistości, połączonej z ostrą i klarowną oceną omawianych dzieł, dał wyraz w recenzji powieści Przed wschodem słońca Henryka Zbierzchowskiego słowami „nuda, nuda, nuda” (tamże, z. 19). Nudę i dłużyznę oraz zbyteczną erotykę Lemański zarzucił m.in. Popiołom Żeromskiego, a uczynił to w formie wierszowanego pamfletu zatytułowanego List popielaty. Do wielmożnej „Chimery” list o „Popiołach” – złożonego na ręce Miriama w 1905 r. (rkps BN 5400 II; fragm. wyd. 1951). Twórczości recenzenckiej Lemańskiego w piśmie pod auspicjami Przesmyckiego należy przypisać szczególną wagę w całym jego dorobku pisarskim. Stanowi ona znaczący wkład w młodopolską krytykę literacką.</document>
<document nplp_id="14318" title="Lenartowicz Teofil" slug="lenartowicz-teofil">



Poeta, rzeźbiarz, konspirator, etnograf. Pseudonimy i kryptonimy: Au-L.....ki; Au-Lir.; Czwartak; L.; L-z; Lirnik mazowiecki; T.L.; T... L...; T.... L....; T.....L..........




Informacje biograficzne. Urodził się 27 II 1822 w Warszawie jako syn byłego powstańca kościuszkowskiego, mistrza murarskiego Karola Lenartowicza h. Pobóg (1752–1829) i Marii Kwasieborskiej h. Cholewa. Po śmierci ojca matka wyszła powtórnie za mąż za Andrzeja Zawadzkiego, w którego majątkach na Mazowszu przyszły poeta spędził dzieciństwo. W 1833 r. wyjechał do Warszawy, gdzie zamieszkał u siostry, Marii Szweykowskiej. Uczył się w szkole obwodowej. W 1837 r. rozpoczął drogę zawodową urzędnika, w 1840 r. został kancelistą w Sądzie Najwyższej Instancji. W 1841 r. debiutował jako poeta, zbliżył się też do kręgu cyganerii warszawskiej oraz entuzjastów i entuzjastek. Z Romanem Zmorskim odbył wiele wędrówek po Mazowszu; zafascynowany folklorem tej krainy, wykorzystywanym we własnej poezji (np. Lirenka, 1855), określał się „lirnikiem mazowieckim”. Towarzyszył Oskarowi Kolbergowi w wyprawie do Galicji. Latem 1843 r. wyjechał do Poznania w obawie przed aresztowaniem, wrócił do Warszawy zimą i został podsekretarzem w Komisji Sprawiedliwości. W tym czasie trafił pod opiekę Kazimierza Władysława Wójcickiego, który pomagał mu w samokształceniu. Uczestniczył w konspiracji 1848 r. i aby uniknąć aresztowania, zbiegł do Krakowa, gdzie prowadził działalność agitacyjną i edukacyjną w ramach Towarzystwa Naukowej Pomocy. W 1849 r. musiał uciekać do Drezna i na Łużyce. Przebywał jeszcze krótko w Wielkopolsce i na Śląsku. W 1851 r. wyjechał do Brukseli, a wiosną 1852 r. do Paryża, gdzie poznał Adama Mickiewicza. W 1856 r. przeniósł się do Rzymu, a w 1860 r. do Florencji. W 1861 r. we Florencji poślubił przyrodnią siostrę Celiny Mickiewiczowej, Zofię Szymanowską h. Młodzian (1825–1870), z którą miał syna Jana zmarłego w rok po urodzeniu (1864). W 1863 r. został powołany przez Rząd Narodowy jako przedstawiciel na Włochy w biurze prasowym. Pod wpływem żony zajął się profesjonalnie rzeźbiarstwem – w tej dziedzinie był głównie samoukiem, ale pobierał też nauki w rzymskiej pracowni Henryka Stattlera i florenckiej Enrica Pazziego. W 1875 r. przyjechał do Krakowa. W l. 1879–1886 prowadził wykłady z literatury słowiańskiej na uniwersytecie w Bolonii (w ramach Accademia Adamo Mickiewicz di Storia e Letteratura Polacca e Slava). Od 1890 r. był członkiem honorowym Towarzystwa Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu. Zmarł 3 II 1893 we Florencji. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na krakowskiej Skałce.

Bezpretensjonalnie o literaturze. Lenartowicz był autorem poświęconych renesansowi Listów o literaturze i sztuce włoskiej opublikowanych na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” w 1868 r. Zdawał sobie sprawę ze swego braku wykształcenia; kiedy zaproponowano mu objęcie katedry literatury słowiańskiej na uniwersytecie bolońskim, pisał w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego: „Żaden laur na głowie mojej nie spoczywa, praca tylko cicha i w milczeniu zdobywana, jakakolwiek, mała wiadomość rzeczy. Serce tylko entuzjazmu pełne, a to nie dosyć...” (Korespondencja, wyd. 1963). W listach prywatnych pozwalał sobie na formułowanie ocen literackich, zwłaszcza żalił się na krytyków własnej twórczości, m.in. Juliana Klaczkę, który mocno dotknął go swoją opinią o Gladiatorach: „[...] kiedy ani tytanem, ani katolikiem w rzeczywistości nie jest [Klaczko], tylko wiatrakiem, na którym ktoś trzeci swoje zboże mieli, chcę milczeć, jak o rzeczy niezasługującej na uwagę, choćby się nawet świeciła jak woda, na której się odbija słońce” (tamże). O Kraszewskim napisał krótko a celnie w liście do Tekli Zmorskiej: „Kraszewskiego podziwiam, fenomen od czasu, jak ludzie piszą. Jemu by trzeba monument wystawić na Kordylierach z napisem: Ten cały świat przepisał” (Listy Teofila Lenartowicza do Tekli Zmorskiej, wyd. 1978).

Wykłady bolońskie. Lenartowicz zapisał się w historii polskiej krytyki literackiej jako autor pełnych patriotycznego patosu wykładów Sul carattere della poesia polono-slava (1886; streszczenie polskie A. Krechowieckiego, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1887). Przyświeca im niewątpliwie wzór Mickiewicza i jego prelekcji w Collège de France, a poezja polska jako część spuścizny chrześcijańskiej Słowiańszczyzny jest w nich przedstawiana w wymiarze ideowym i moralnym, mesjanistycznym: „Pod krzyżem Chrystusowym wyznaczone jest miejsce poetów – wśród cierpiących” (O charakterze poezji polsko-słowiańskiej, wyd. 1978). Największymi poetami polskimi są Jan Kochanowski i porównywany z Dantem Mickiewicz, a z innych twórców XIX w.: Antoni Malczewski, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Karol Baliński. Poezja romantyczna stanowi siłę duchową zdolną do przemiany rzeczywistości: „Na tych napowietrznych wysokościach [...] poeta Goszczyński walczy razem z Szewczenką o wolność Rusi, tam Bohdan Zaleski zaklina o jedność słowami miłości i szuka zwolenników unii Rusi z Polską. Zygmunt Krasiński, Juliusz Słowacki walczą – jeden za Polskę arystokratyczną, drugi za demokratyczną” (tamże). Mickiewiczowski z ducha jest też stosunek Lenartowicza do literatury rosyjskiej, w którym pobrzmiewa współczucie dla narodu rosyjskiego pod jarzmem caratu; w jego wykładach pojawiają się nazwiska Aleksego Chomiakowa, Piotra Czaadajewa, Nikołaja Czernyszewskiego, Jurija Samarina oraz szczególnie wyróżnionego Aleksandra Hercena. Lenartowicz, polemizując z Hercenowską tezą postawioną w Rzeczach minionych i rozmyślaniach, że „Polacy usiłują wskrzesić swych zmarłych, my, Rosjanie, natomiast chcemy pochować naszych żywych”, zauważa, że nowe pokolenia Polaków myślą już innymi kategoriami, chcą wyciągnąć wnioski z historii. Słowa uznania kieruje także pod adresem m.in. Aleksandra Puszkina, Michaiła Lermontowa, Nikołaja Gogola, którego nazywa „wielkim artystą słowa” (tamże). Wykłady bolońskie były niewątpliwie elementem rozgrywania sprawy polskiej na arenie międzynarodowej, świadczyły o głęboko odczuwanym przez Lenartowicza powiązaniu literatury z ideą walki o wolność.</document>
<document nplp_id="14319" title="Leser Zygmunt" slug="leser-zygmunt">Prawnik, publicysta, działacz społeczny, tłumacz. Kryptonimy: Dr. Z.L.; Zygmunt L.

Informacje biograficzne. Urodził się 19 VI 1868 w Tarnowie jako Salomon Leiser, syn Mendla Jakuba Leisera i Ruchli. W aktach pojawił się zapis, że w 1887 r. Salomon Leiser zmienił nazwisko (pisownię nazwiska) na Leser. Zdał maturę w 1888 r. w III Gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był adwokatem i doktorem praw, współzałożycielem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego (PPSD). W styczniowym numerze czasopisma „Praca” z 1888 r. opublikował przepełniony buntem przeciwko nędzy i bezprawiu wiersz Robotnik. W 1890 r. jako student otrzymał nagrodę w konkursie ogłoszonym przez „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności w Krakowie” na pracę dotyczącą wpływu literatury niemieckiej na twórczość Adama Mickiewicza. W 1894 r. brał udział w organizowaniu ruchu zawodowego górników na Śląsku Cieszyńskim. Był inwigilowany przez policję i skazany na areszt za drobne wykroczenia przeciwko porządkowi publicznemu (1894). W 1896 r. był na liście praktykantów c.k. wyższego sądu krajowego w Krakowie. Mniej więcej w tym samym czasie przeprowadził wywiad przedwyborczy z kandydatem z kurii V, w którym pytał, czy zdaje on sobie sprawę, że będzie reprezentować robotników i chłopów („Kurier Lwowski” 1897, nr 66). W 1900 r. otworzył we Lwowie kancelarię adwokacką („Kurier Lwowski” 1900, nr 268). Brał sprawy najtrudniejsze, np. studentów zagrożonych wydaleniem lub już wydalonych z Austrii („Kurier Lwowski” 1902, nr 61), żołnierzy prześladowanych przez podoficerów (Prześladowania żołnierzy w korpusie przemyskim, „Kurier Lwowski” 1903, nr 65). Jako adwokat z powołania bronił także zwykłych oszustów i awanturników. Krytykował publicznie projekt nowego prawa obowiązującego służących, a zwłaszcza rządowe plany rozszerzenia pojęcia służby na grupy zawodowe i społeczne, które nie miały z tą profesją nic wspólnego. O projekcie pisał: „Jest to tedy zamaskowany zamach na prawa polityczne i osobiste przeszło miliona ludzi w Galicji” (Nowy regulamin dla sług, „Kurier Lwowski” 1907, nr 104). W l. 1907–1911 bronił mieszkańców Cieszanowa przed bezprawiem miejscowego sędziego, który prześladował tych, którzy w czasie wyborów głosowali na przedstawicieli stronnictwa ludowego (Wybory cieszanowskie z r. 1907 przed Najwyższym Trybunałem, „Kurier Lwowski” 1911, nr 380). Podjął się opieki prawnej nad projektem budowy Domu im. Marii Konopnickiej we Lwowie – dla potrzebujących; publicznie mu za to dziękowano („Kurier Lwowski” 1912, nr 170). Łożył spore sumy na upamiętnienie zasłużonych działaczy galicyjskich, m.in. zmarłej w 1905 r. Marii Wysłouchowej.

Choć nie czuł się Żydem, zetknął się osobiście z przejawami antysemityzmu. Kiedy w maju 1895 r. został koncypientem u adwokata żywieckiego dr. Jungera, także Żyda, mieszkającego jednak poza miastem, i wynajął w centrum Żywca pokój, wdarło się do niego przy asyście wrogiego tłumu kilkunastu ludzi, kradnąc i niszcząc sprzęty i meble. Postawionych przed sądem 11 napastników powoływało się na prawo z 1809 r., które zabraniało Żydom osiedlania się w tym mieście. Zajście było wynikiem antysemityzmu, ale także politycznych inspiracji (Kronika, „Nowy Czas” 1895, nr 13; Antysemici żywieccy przed kratkami, „Kurier Lwowski” 1895, nr 176). Był związany z socjalistycznymi pismami lwowskimi, najdłużej z najpoważniejszym z nich – „Głosem” (pod tą nazwą od 1907 r.). Tu ogłosił m.in. artykuły o cenzurze teatralnej (Precz z cenzurą teatralną, „Głos” 1908, nr 30), żywej tradycji Konstytucji 3 maja („Głos” 1909, nr 100). Wcześniej publikował w innych periodykach o podobnym profilu ideowym. W krakowskim „Naprzodzie”, którego był współzałożycielem (1892), zamieszczał artykuły na tematy społeczne. Ogłosił wierszem Nadchodzi dzień! (1893, druk ulotny), Sen nocy grudniowej (1894). Rozpowszechnianie wiersza Nadchodzi dzień! zostało zabronione przez c.k. prokuratorię (1893). Angażował się również w akcje odczytowe (w 1897 r. przeciwko cenzurze teatralnej); wygłosił referaty, m.in. w ramach Kółka Estetyków UJ w 1888 r. O poezjach Jana Kasprowicza; w 1896 r. w Czytelni Naukowej w Przemyślu o lumpenproletariacie (Nowożytni barbarzyńcy, „Kurier Przemyski” 1897, nr 102–105); w 1901 r. na Uniwersytecie Ludowym we Lwowie Reformy społeczne XIX wieku, we lwowskim Klubie Społeczno-Naukowym zaś – O autonomii krajowej a reformy administracyjne („Kurier Lwowski” 1910, nr 50). Opublikował ponadto: Umowę o pracę (1905), Domek własny, czyli jak walczyć z drożyzną mieszkań (1911). W l. 1912–1914 brał udział w pracach Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, która opowiadała się za współpracą z Austro-Węgrami. Leser 1 IX 1914 wyjechał z rodziną do Wiednia (dobrowolnie lub stosując się do zaleceń władz) i zamieszkał przy Franz-Josefs-Bahn-Straße. W następnym roku kontynuował pracę adwokata we Lwowie. Zmarł tam 17 X 1918 po ciężkiej chorobie, która zaostrzyła się, gdy został zmobilizowany. Jak informował „Kurier Lwowski” (1918, nr 488), 21 października odbył się pogrzeb dr. Lesera, kondukt prowadził ze szpitala garnizonowego na cmentarz izraelicki; przemawiali przyjaciele-socjaliści Artur Hausner i dr Rafał Buber. Najczulsze wspomnienie zamieścił „Naprzód” (1918, nr 238), nie zapominając o osieroconych – żonie i dwojgu małych dzieciach.

Praca krytycznoliteracka. Praca Zygmunta Lesera Neurastenicy w literaturze. I. Stanisław Przybyszewski (1900) stanowi istotne dopełnienie obrazu rodzimej krytyki literackiej na przełomie XIX i XX w. Autor Wigilii został ukazany jako czołowy przedstawiciel literackiego modernizmu, w którym istotne znaczenie miała psychologia. Znalazło to wymowny wyraz w eksponowaniu różnego rodzaju zaburzeń psychicznych bohaterów, w opisywaniu stanów ich narkotycznych halucynacji i snów. Korespondowała z tym neurasteniczna osobowość twórców. Leser odnosił się krytycznie do tych tendencji w modernistycznej literaturze i sztuce, twierdząc, że fascynacje psychopatologią ludzkiej duszy odzwierciedlały społeczną degradację rodzimej szlachty i mieszczaństwa. Modernistyczna literatura i sztuka nie są w stanie pełnić funkcji pożytecznej społecznie, jej przedstawicielom brak zaś poczucia więzi z narodem. W tej argumentacji pobrzmiewają echa pozytywistycznych idei pracy u podstaw, jak też elementy marksowskiej krytyki kapitalizmu powiązane z patriotyczno-lewicowymi hasłami Polskiej Partii Socjalistycznej. Obierając tę krytyczną perspektywę wobec modernizmu, Leser traktuje „karierę psychologii” jako zjawisko podejrzane, świadczące wymownie o duchowej degeneracji młodego pokolenia rodzimej inteligencji. Pod tym kątem omawia wczesną niemieckojęzyczną twórczość literacką Stanisława Przybyszewskiego oraz jego późniejsze napisane już po polsku poematy i powieści.

Według Lesera duchowym ojcem nurtu jest Friedrich Nietzsche, którego filozofia, w tym w szczególności idea „nadczłowieka”, stanowi wielkie nieporozumienie. W tym kontekście dziwi trochę, że autor nie wspomina – za Przybyszewskim – o odkryciu nieświadomego przez Sigmunda Freuda ani o jego pracach na temat terapii histeryczek. Tym bardziej że w pracy przy opisie zjawisk literackich i psychopatologicznych cech twórców modernizmu pojawiają się podstawowe pojęcia z teorii twórcy psychoanalizy. Krytycznoliteracki dyskurs, w jakim Leser dokonuje omówienia dorobku Przybyszewskiego i neurastenicznych cech osobowościowych modernistycznych artystów, pełen jest wzniosłego patosu i egzaltacji rodem z epoki. Ostatecznie ocena twórczości Przybyszewskiego wypada ambiwalentnie. Leser nie odmawia mu wprawdzie autentycznego poetyckiego talentu, lecz zarazem oskarża o dyletantyzm i sztuczną pretensjonalność, która w jego oczach jest dziedziczną chorobą polskiej inteligencji. Wymownym tego świadectwem ma być Przybyszewskiego koncepcja „sztuki dla sztuki”, wątpliwa apoteoza tego, co w duszy jej twórcy i u podobnych mu neurasteników-artystów chorobliwe i wyobcowane z rzeczywistości społecznej.

Leser należał do grona utalentowanych publicystów o poglądach socjalistycznych, angażujących się w praktyczne działania na rzecz klasy robotniczej, broniąc w sądach austro-węgierskich działaczy lewicowych. Wypowiadał się także na temat literatury. Był cenioną postacią socjalistycznej forpoczty, która topniała tym szybciej, im bliższa stawała się perspektywa odzyskania niepodległości.</document>
<document nplp_id="14320" title="Lewestam Fryderyk Henryk" slug="lewestam-fryderyk-henryk">Historyk, krytyk literatury, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: F.H.L.; K. Batornicki; L.; Nolaski.


Informacje biograficzne. Urodził się 23 I 1817 w Hamburgu jako syn Izabeli Samsonn oraz Matthiasa Levestamma (zm. 1831), duńskiego dentysty osiadłego od 1817 r. w Warszawie. Był uczniem Liceum Samuela Bogumiła Lindego, które opuścił w 1832 r., udając się do Księstwa Szlezwickiego. W 1836 r. we Flensburgu ukończył gimnazjum. Jako młodzieniec biegle władający kilkoma językami został współpracownikiem „Magazin für die Literatur des Auslandes”, w którym zamieszczał artykuły i przekłady z literatury polskiej, m.in. Klechd Kazimierza Władysława Wójcickiego. Nieco później przełożył na język niemiecki Nie-Boską komedię Zygmunta Krasińskiego (1841). Po uzyskaniu w 1839 r. stopnia doktora filozofii za rozprawę dotyczącą fizjokratyzmu na uniwersytecie w Berlinie, gdzie słuchał też wykładów Georga Wilhelma Friedricha Hegla, wyjechał do Paryża, gdzie uczęszczał na wykłady w Sorbonie i Collège de France, równocześnie pracując jako nauczyciel języka greckiego na prywatnych pensjach i w École communale supérieure. W tym czasie nawiązał bliską znajomość z Juliuszem Słowackim (wydane w 1841 r. Pierwotne dzieje Polski wywarły wpływ na historiozoficzne koncepcje poety w Lilli Wenedzie). W l. 1842–1843 wydawał w Warszawie „Roczniki Krytyki Literackiej”. Na zlecenie „Biblioteki Warszawskiej” dokonał dla wychodzącej przy niej „Biblioteki Zagranicznej” przekładu Listów o wychowaniu estetycznym człowieka Friedricha Schillera (1843). W 1844 r. poślubił Elżbietę Angel (zm. 1896), z którą miał córki: Marię Izabelę i Walerię (1850–1939). W l. 1844–1847 należał do zespołu redakcyjnego „Gazety Warszawskiej”. W 1851 r. kilka swych prac ogłosił w „Dzienniku Warszawskim”, a po 1857 r. uaktywnił się jako krytyk na łamach „Gazety Codziennej” i „Tygodnika Ilustrowanego”. W l. 1858–1859 wydawał razem z Janem Kantym Gregorowiczem i Wacławem Szymanowskim Wolne Żarty. Świstki humorystyczno-artystyczne, zebrane przez Bocianów polskich. W l. 1859–1868 współredagował Encyklopedię powszechną Samuela Orgelbranda. Od 1864 r. był profesorem historii literatury powszechnej w Szkole Głównej, następnie w uniwersytecie rosyjskim w Warszawie. W l. 1863–1866 wydał czterotomową Historię literatury powszechnej. Od 1865 r. należał do zespołu redakcyjnego „Kłosów”, był współredaktorem ukazującej się od 1874 r. serii „Biblioteka Najcelniejszych Utworów Literatury Europejskiej”, założycielem (1873), a do 1875 r. redaktorem „Wieku”. Zmarł 23 XII 1878 w Warszawie.

Poglądy krytycznoliterackie. Zwolennik estetyki niemieckiej, uczeń i tłumacz Hegla, uznający, że sztuka jest celem samym w sobie, potępiał banalną „społeczną” sztukę tendencyjną, ale i tezę, jakoby w dziele nie było miejsca na to, co porusza, uszlachetnia. Przeciwny sztuce mimetycznej, oczekiwał od niej „tchnienia poetycznego”, odrzucał jednak utwory lekceważące objawy realnego życia. Twierdził, że krytyk powinien w swej działalności łączyć ze sobą prerogatywy historyka i estetyka literatury. Korzystając z uprawnień historyka, powinien poznać i uchwycić związek między tworami bieżącej literatury a rozwojem idei w sztuce, wskazać ich właściwe miejsce, określić, czy i na ile wpisują się w konwencje epoki, na koniec ocenić wartość dzieła dla współczesnych, ale i stopień jego uniwersalizmu i wartości dla potomnych. Analiza dzieła przeprowadzana ze stanowiska estetyka była zdecydowanie większym wyzwaniem. Lewestam uznał, że zadaniem krytyka jest przywrócenie poety – uznawanego za istotę nadzwyczajną i odrębną – naturze, a zadaniem krytyki swoisty panteizm. Obowiązkiem krytyka jest też zachęcanie do szukania piękna jako celu samego w sobie (Kilka słów o stanowisku krytyki i literatury, „Dziennik Warszawski” 1851, nr 1).

W praktyce krytycznej często odstępował od tych założeń – głównie od poglądu o samocelowości sztuki. Szukając idei utworu, twierdził, że misją sztuki jest prowadzenie ludzkości drogą piękna do prawdy. Nie korzystał też z możliwości, jakie niosło ze sobą spojrzenie historycznoliterackie. Najczęściej zajmował się utworami jako „faktami spełnionymi”, rzadko zastanawiając się nad tym, jaką wartość będą mieć, gdy staną się przedmiotem historii literatury. Po krótkim streszczeniu utworu przechodził do uwag nad kompozycją, postaciami, wypowiadał sądy wartościujące. Jeżeli zaś wyrażał opinię o znaczeniu historycznoliterackim, najczęściej odnosiła się ona nie do poszczególnych dzieł lub twórców, a do pewnych nurtów, gatunków (gawędy, powieści). Choć starał się unikać mentorskiego tonu, zdarzało się, że i do najwybitniejszych zwracał się z radami (np. do J.I. Kraszewskiego). Umiejętności krytyczne wykazywał, wskazując strony ujemne dzieł – dowodzą tego jego rozbiory Lilli Wenedy i Balladyny (w „Gazecie Codziennej” z 1859 r.) lub komedii Aleksandra Fredry (Aleksander Fredro. Studium biograficzno-literackie, „Kłosy” 1868, nr 156–158, 160–163). Zachwyt wyrażał zazwyczaj ogólnikowo, posługując się przytoczeniami. Jego wystąpienia cechowały doskonała znajomość literatury powszechnej (zwłaszcza niemieckiej), bystrość sądu, ale i skłonność do szyderczego dowcipu, a poza tym usterki polszczyzny zanieczyszczonej germanizmami.

„Roczniki Krytyki Literackiej”. Główną inicjatywę krytyczną stanowiły „Roczniki Krytyki Literackiej” nawiązujące do tradycji wcześniejszych pism krytycznych, jak „Gazeta Literacka Wileńska” (wyd. od 1806 r. przez G.E. Groddecka), warszawska „Gazeta Literacka” (A.T. Chłędowskiego, 1821–1822) czy późniejsza „Panorama Literatury Krajowej i Zagranicznej” (J.A. Szabrańskiego). Tytuł wskazywał, że będzie to periodyk poświęcony literaturze pięknej, zajmujący się wyłącznie zagadnieniami estetyki i krytyki literackiej. Na zakończenie pierwszego tomu (1842) Lewestam ogłosił Uwiadomienie piśmiennicze, w którym chwalił się „przychylnym u publiczności przyjęciem” tygodnika i zapowiadał wprowadzenie nowego działu – krytyki teatralnej, jednakże w 1843 r., przekształcone w dwutygodnik, po opublikowaniu kilku numerów „Roczniki” przestały wychodzić.

Przedmiotem artykułu wstępnego (Wyznanie wiary literackiej, „Roczniki Krytyki Literackiej” 1842, nr 1) były rozważania Lewestama o istocie oraz celu krytyki naukowej i literackiej. Poglądy autora bliskie były nie (czego można było się spodziewać) estetykom niemieckim, ale Michałowi Grabowskiemu. Według Lewestama krytyk powinien być rzecznikiem dzieła, przedstawiając swoje zdanie, a ocenę pozostawiając publiczności. Powinien też odznaczać się dużą kulturą ogólną, mieć wyrobiony gust, znajomość istoty literatury, umiejętność przeniknięcia „tajników sztuki”. Wyznanie zamykało zaś zdanie o charakterze formuły programowej, stwierdzające, że twórczość literacka to „rozwijanie się ducha na drodze idei i postępu” (tamże). Pozwoliło to warszawskim propagatorom heglizmu widzieć w uczniu berlińskiego filozofa sprzymierzeńca w walce o nową estetykę. Jednakże Lewestam nie był jej szermierzem i nie przywiązywał do cytowanej formuły większego znaczenia, o czym świadczy jego publicystyka krytyczna. Warszawskie środowisko literackie, zarówno autorzy skupieni przy „Bibliotece Warszawskiej”, jak i Edward Dembowski, przychylnie przyjęło nowy periodyk i Wyznanie, uznając je za zapowiedź rzeczowej, poważnej krytyki. „Roczniki Krytyki Literackiej” jednak zawiodły te nadzieje. Zamieszczając obszerne rozbiory ukazujących się dzieł, nie angażowały się w walkę ideowo-artystyczną, jaka ówcześnie toczyła się na łamach prasy. Zawierały dość jednolite w swym schemacie krytycznym omówienia książek, niewiele różniące się od streszczeń i ogólnikowych, stereotypowych ocen większości warszawskich recenzentów. Artykuły pisał sam redaktor lub jedyny stały współpracownik – poeta, tłumacz romantycznej poezji angielskiej i francuskiej, z zawodu nauczyciel – Wiktoryn Zieliński. Najwyższymi krajowymi autorytetami w dziedzinie teorii i historii literatury byli dla „Roczników” Grabowski i Michał Wiszniewski. Bardzo przychylnie Lewestam traktował Józefa Ignacego Kraszewskiego. Dość ostro krytykował Dembowskiego jako początkującego publicystę-filozofa. „Roczniki” generalnie reprezentowały stanowisko dalekie od przychylności dla ruchu demokratycznego.

W „Rocznikach” drukowano też tłumaczone lub omawiane przez Lewestama i jego redakcyjnego współpracownika „rzuty oka” na piśmiennictwa obce. Lewestam, inaczej niż pozostali krytycy warszawscy, głosił pogląd o konieczności zaznajamiania się ze współczesną literaturą rosyjską. „Roczniki” zajmowały się również ocenami publikacji z dziedziny filozofii, językoznawstwa, historii, a nawet gospodarki rolnej. Na ich łamach znalazł się rozbiór głośniej, wydanej anonimowo rozprawy Friedricha Engelsa Schelling und die Offenbarung (1842).

Choć Lewestam był erudytą o sporej kulturze literackiej, w „Rocznikach” nie zamieszczał jednak ważnych i interesujących publikacji z dziedziny estetyki czy krytyki. Odżegnując się od związków z istniejącymi „stronnictwami”, pozostawał na uboczu życia literackiego lat 40. Dopiero w następnym dziesięcioleciu wysunął się na czołowe miejsce na łamach ugodowej „Gazety Codziennej” Henryka Rzewuskiego, gdzie ciągle był uważany za skłaniającego się ku heglizmowi estetyka o dużej kulturze filozoficznej i literackiej (zbiór recenzji z tego periodyku wydano osobno pt. Obraz najnowszego ruchu literackiego, 1859). Jednakże czas pokazał, że Lewestam nie odegrał istotnej roli w dziejach krytyki estetycznej i literackiej. W pamiętnikach z epoki posądzano go nawet o nieuczciwość zawodową (F. Faleński). Kazimierz Bartoszewicz uznał go za „blagiera i kompilatora, człowieka marnego pod każdym względem”.</document>
<document nplp_id="14321" title="Lutomski Bolesław" slug="lutomski-boleslaw">Dziennikarz, polityk, działacz narodowy i społeczny. Pseudonimy i kryptonimy: B.L.; B. Lut.; F. Lutomir Bolesławicki; Michał Gopło; Modestus; Stanisław Troska; Stosław Troska; Z.Z.Z. 

Informacje biograficzne. Urodził się 25 XI 1861 we wsi Piekart jako syn Ignacego, dzierżawcy, i Julii z Komorowskich. Wychowywał się w patriotycznym duchu rodzinnych tradycji we Wrzącej pod Turkiem. Progimnazjum klasyczne w Kaliszu ukończył w 1879 r. W tym samym roku wstąpił do szkoły dramatycznej Emiliana Derynga w Warszawie, którą szybko opuścił i powrócił do Wrzącej, gdzie gospodarował. W 1883 r. rozpoczął współpracę z „Kurierem Codziennym”, do którego nadsyłał cyklicznie korespondencje ze wsi pt. Spod Turka. W l. 1885–1888 studiował dorywczo we Wrocławiu. W 1886 r. nawiązał współpracę z lokalnym czasopismem „Kaliszanin”, w którym publikował artykuły teatralne, estetyczne i społeczne. W l. 1889–1890 współpracował z pozytywistycznym „Przeglądem Tygodniowym”. Drukował także w „Kurierze Codziennym”, „Kurierze Warszawskim”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Ateneum”, „Tygodniku Powszechnym”, „Kraju”. Bardziej sporadycznie publikował w „Echu Muzycznym i Teatralnym” oraz „Niwie”. Od 1903 r. pisał stałe recenzje teatralne w „Gońcu Porannym i Wieczornym”. Drukował też w czasopismach galicyjskich: „Ilustracja Polska”, „Nowa Reforma”, „Przegląd Narodowy”, „Świat Słowiański”, „Życie”, „Przegląd Wszechpolski”, „Tygodnik Słowa Polskiego”, „Wiek Nowy”. Jego publikacje pojawiały się również w czasopismach emigracyjnych wydawanych w USA („Zgoda”, „Dziennik Chicagowski”). Tematyka tych publikacji była dość szeroka, dotyczyła teatru, literatury, spraw społecznych, a zwłaszcza politycznych. Tym ostatnim zagadnieniom poświęcił też książki: Wobec wznowienia kwestii polskiej (1899), Refleksje warszawskie na tle wojny rosyjsko-japońskiej (1904), Polska i Rosja w przemianie (1906). Około 1904 r. Lutomski przystąpił do Ligi Narodowej i został członkiem tzw. inteligentnej dziesiątki – zespołu ukierunkowanego na pracę ideową nad wyższymi warstwami społecznymi i tworzenie inteligencji. W 1905 r. został członkiem Stronnictwa Demokracji Narodowej (SDN) i wszedł w skład zarządu głównego. Rozpoczął wtedy współpracę z prasą narodową: „Gońcem”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Warszawską”. W najbardziej naukowym czasopiśmie stronnictwa, jakim był „Przegląd Narodowy”, umieścił wnikliwą charakterystykę postaci Jana Ludwika Popławskiego. W 1905 r. organizował strajk szkolny. W czerwcu 1911 r. po ogłoszeniu przez stronnictwo likwidacji strajku wystąpił z Narodowej Demokracji i stworzył nową grupę polityczną „Secesja”. Wtedy ukształtował się jego krytyczny stosunek do Romana Dmowskiego. W czasie I wojny światowej był zwolennikiem orientacji austro-niemieckiej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wycofał się z życia politycznego i zajął się dziennikarstwem. W l. 1921–1925 pracował w wydziale polityczno-prasowym Prezydium Rady Ministrów. W dwudziestoleciu międzywojennym współpracował z następującymi periodykami: „Kurier Warszawski”, „Polska”, „Świat”, „Tygodnik Polski”, „Głos Wołyński”, „Gazeta Lwowska”, „Słowo”, „Dziennik Poznański”, „Dzień Polski”, „Wiek Nowy”, „Rzeczypospolita”, „Ster”, „Echo Warszawskie”, „Epoka”, „ABC”. Często podejmował w owym czasie sprawy literackie (pisząc m.in. o A. Mickiewiczu, T.T. Jeżu, M. Zdziechowskim, S. Żeromskim, W.S. Reymoncie). Opracował też biografię i wstęp do pism Melanii Parczewskiej – wybitnej przedstawicielki narodowej pracy organicznej w Kaliszu. W okresie międzywojennym udzielał się także w Zarządzie Komitetu Warszawskiej Kasy Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy oraz należał do Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy. Zmarł 17 X 1944 w Milanówku.

Pod wpływem Taine’a. Bolesław Lutomski jako krytyk literacki kształtował swój warsztat pod wpływem tendencji pozytywistycznych. Przez długie lata pozostawał konsekwentnym wyznawcą myśli estetycznej Hippolyte’a Taine’a, którą uznawał wprost za genialną, a w swych ocenach stawał po stronie realizmu psychologicznego i socjologicznego, zasady prawdopodobieństwa i metody indukcyjnej. W 1889 r. podkreślał: „Krytyk literacki, który by ignorował teorie Taine’a, byłby podobnym do fizyka zapominającego o Newtonie” (Psychologia w powieści, „Tygodnik Powszechny” 1889, nr 3). Bardzo cenił także działalność krytycznoliteracką takich taine’istów, jak Piotr Chmielowski i Włodzimierz Spasowicz. W jednym z pierwszych swoich większych szkiców krytycznoliterackich, dotyczącym twórczości dramatopisarza i powieściopisarza Aleksandra Mańkowskiego, docenił w jego twórczości konsekwentną zasadę „obserwacji faktów” jako podstawę kompozycji oraz metodę indukcyjną jako źródło prawdopodobieństwa psychologicznego (Aplikanci literatury dramatycznej: Aleksander Mańkowski, „Przegląd Tygodniowy” 1889, nr 1).

Socjologia literatury. Stopniowo jego liczne rozprawy publikowane w prasie od początku lat 90. XIX w. zaczęły tematycznie orientować się w stronę socjologii literackiej i próbowały diagnozować od tej strony genezę nowych, składających się na modernizm zjawisk literacko-społecznych, takich jak dekadentyzm, pesymizm wieku, neuroza i nerwowość społeczna rzutująca na wzrost czynnika psychologicznego w powieści, wpływ kobiety jako odbiorcy literatury na kształtowanie się gatunków i gustów literackich (np. Kobiety i autorowie, „Echo Muzyczne i Teatralne” 1892, nr 27). Trafnie eksponował wpływ tendencji pozytywistycznych i analitycznych oraz materializmu i naturalizmu na zachodzące zmiany artystyczne i światopoglądowe prowadzące do kryzysu wartości, nerwowości i poczucia schyłkowości, co owocowało także upsychologicznieniem powieści i dramatu. Obszernie i ciekawie scharakteryzował nowoczesne tendencje psychologiczno-naturalistyczne w dramacie skandynawskim prezentowane przez Henrika Ibsena i Augusta Strindberga, co starał się również wyjaśniać zgodnie z doktryną Taine’a, czynnikami środowiskowymi i geograficznymi (Konwencjonalizm i reforma skandynawska, „Echo Muzyczne i Teatralne” 1892, nr 39). Niektóre z jego rozpraw o bardziej socjologicznej tematyce odznaczały się często ogólnikowością, nieokreślonością i dyletantyzmem, świadcząc, że pewne jego publikacje były wymuszone i tworzone głównie dla zarobku (Dusze i umysły. (Studium psychologiczne), „Niwa” 1894, nr 1–4). Niemniej w krótszych ujęciach oraz krytykach poświęconych konkretnym dziełom lub autorom Lutomski potrafił dobrze definiować i rozpoznawać najnowsze zjawiska literackie i estetyczne. Dekadentyzm np. określał jako odmianę newrozy i „cechę organizacji wykwintnych i szlachetnych, wrażliwych na rozkosze”, mogącą prowadzić do wartościowych osiągnięć artystycznych (Dekadenci, „Tygodnik Powszechny” 1889, nr 2). Do wybitniejszych osiągnięć Lutomskiego z tego czasu należy przeprowadzona na szerokim tle rozważań socjologicznych i estetycznych charakterystyka poezji Antoniego Langego, który – jak pisał – „należy zupełnie [...] do współczesnej, wrażliwej, ale i zatrutej cywilizacji” (Antoni Lange i jego poezje, „Ateneum” 1896, t. 2, z. 3).

Psychologizm i naturalizm. Krytyk bardzo doceniał zwrot do psychologii w powieści, dramacie i krytyce, który dokonał się – jak dowodził – głównie za sprawą Paula Bourgeta oraz pisarzy, takich jak Stendhal, Émile Zola, Gustave Flaubert, Alphonse Daudet, Fiodor Dostojewski oraz Iwan Turgieniew. Podkreślał, że „wielka świadomość psychologicznych stanów duszy ludzkiej, ta głęboka i dokładna obserwacja funkcji mózgu, serca i nerwów, pozostaną zaszczytnym pomnikiem wobec przyszłości” (Psychologia w powieści, „Tygodnik Powszechny” 1889, nr 3). Naturalizm traktował bardziej jako estetycznego sojusznika sprzyjającego takim psychologicznie pogłębionym ujęciom. W studium tym zarazem konstatował brak psychologicznych tendencji w polskiej literaturze, co tłumaczył rasowymi cechami Słowian, którzy mają wrodzoną skłonność do idealizacji i entuzjazmu, a to nie sprzyja obiektywizmowi. Dar analizy psychologicznej dostrzegał jedynie w twórczości Stanisława hr. Rzewuskiego i w drukowanej wtedy w odcinkach Lalce Bolesława Prusa, co niebawem zaowocowało obszerną recenzją tej powieści.

Właśnie to mało znane studium powieści Prusa można uznać za najwybitniejsze osiągnięcie krytycznoliterackie Lutomskiego z tego okresu („Lalka”, powieść Bolesława Prusa, „Tygodnik Powszechny” 1890, nr 12–14). Przede wszystkim krytyk dobrze wpisał postać Wokulskiego w pełne sprzeczności tło epoki przejściowej. W Wokulskim, podkreślał, „wypowiada się cała bolesna świadomość nicości i niemocy syna naszego wieku” oraz przedstawiciel rasy, która „stworzyła skrajny materializm, a z drugiej strony teozofię i spirytyzm” (tamże, nr 13). Nadawał kreacji Prusa znaczenie uniwersalne, pisząc: „Bohater Prusa ma właśnie w sobie dużo z krwi Hamletów, Faustów i Werterów. Myśli według Darwina i Spencera, lecz marzy według tamtych” (tamże, nr 14). Uznawał więc Wokulskiego za postać pełną sprzeczności, stojącą na pograniczu psychologicznego prawdopodobieństwa: „W istocie prawda duchowa i prawda artystyczna wystawione zostały na ciężkie próby, z których wyszły dzięki talentowi autora” (tamże). Jak wielu recenzentów wnosił zastrzeżenia do kompozycji powieści, ale zarazem jako jedyny dostrzegał oryginalną cechę talentu powieściowego Prusa: aforystyczność. Zauważał, że „charakterystyki w niej [powieści] trafne, często świetne, ale rzucane aforystycznie, nie posiadają jednolitości i nieugiętej konsekwencji”. Konstatował więc: „Prus jest aforystykiem, to zapalającym się, to stygnącym. [...] Stąd pochodzą nierówności oraz mniejsza lub większa wartość tych lub owych ustępów” (tamże). Ubolewając zatem nieco nad kompozycją oraz nad tym, że Prus jest jednak bardziej filozofem i socjologiem niż psychologiem, uznawał Lalkę za powieść niezwykle doniosłą: „Jako powieść nie jest doskonałością. Rwie się, plącze, powtarza. Ale to synteza społeczna, [...] to głębokie wniknięcie w filozoficzną i społeczną stronę życia i przyrody” (tamże).


Pozytywizm narodowy. W swoich zainteresowaniach estetycznych, socjologicznych i politycznych, które zaczynał traktować coraz bardziej komplementarnie, Lutomski ewoluował w kierunku narodowym, co znamionowały już publikacje w krakowskim „Życiu” (np. Z psychologii narodowej, „Życie” 1897, nr 4). W 1900 r. napisał obszerny szkic jubileuszowy o twórczości Sienkiewicza, w którym scharakteryzował z perspektywy demokratycznej, a więc w sposób dość zdystansowany, właściwości pisarstwa autora Trylogii. W jego postawie dostrzegł pierwiastki zachowawcze oraz braki intelektualne i ideowe, twierdził, że pisarz swój umysł „godzi z konwencjonalizmem epoki” (Henryk Sienkiewicz. (Kilka rysów charakterystyki), „Gazeta Polska” 1900, nr 294). Tak jak wielu postępowych demokratów, krytycznie potraktował zwłaszcza Rodzinę Połanieckich, w której Sienkiewicz – jak to ujmował – „składa hołd filisterskim ideałom społeczeństwa” (tamże). Jako publicysta o sympatiach słowianofilskich w Krzyżakach dostrzegł z kolei aktualność problematyki i trafność charakterystyki moralności niemieckiej.

Wraz z innymi przedstawicielami pokolenia dostrzegł w ideologii nacjonalistycznej remedium na pesymizm i rozkład życia społecznego. Stawał się tak reprezentantem nurtu, który można określić mianem pozytywizmu narodowego, próbującego godzić idealistyczne motywacje płynące z literatury romantycznej i modernistycznej z politycznym pragmatyzmem i realizmem o rodowodzie pozytywistyczno-organicznikowskim. Charakterystykę tej postawy ideowej można odnaleźć w szkicu jubileuszowym Dwudziestolecie Jana Popławskiego („Przegląd Narodowy” 1908, nr 2). Artykuł ten to jeden z manifestów pozytywizmu narodowego. Głównego bohatera swego obszernego szkicu traktował jako inicjatora i najwyższe uosobienie nowego kierunku duchowo-politycznego. Lutomski dowodził, że w reakcji na tendencje materialistyczne i rozkładowe w polskim społeczeństwie doby pozytywizmu wykształciło się ok. 1886 r. pokolenie, którego pojawienie się, znów w duchu metody Taine’a, wyjaśniał momentem historycznym, wpływem koniecznego nastroju czasu: „Popławski [...] był w istocie tylko wyrazicielem konieczności historycznej” (tamże). Generacja narodowa przejęła od Popławskiego „odczuwanie, barwę, żywotność, zdrowy demokratyzm i treściwość uczuć, nowoczesne pojmowanie polskości” (tamże). Oprócz głównego bohatera swego studium jako wielkich ojców tego zwrotu w polskiej kulturze wymieniał Sienkiewicza, Stanisława Szczepanowskiego oraz Stanisława Wyspiańskiego, a także Piotra Chmielowskiego [!] (tamże). Już to zestawienie pokazuje, jak bardzo przenikały się w tym kierunku tradycje pozytywistyczne i neoromantyczne. Tę nową syntezę uosabiał zatem Popławski; łączył on harmonijnie tendencje idealistyczne i realistyczne, codzienną, prozaiczną pracę dziennikarską z wzniosłymi motywacjami i inspiracjami romantycznymi. Działacz miał „silny rozsądek praktyczny, zdolny ocenić ziszczalność zadania” oraz „imaginację lotną i cieplną, która potrafi zapalać” (tamże). Poszedł zatem jak całe pokolenie drogą „twardej i niebezpiecznej pracy”. Lutomski podkreślał też wagę literatury i krytyki literackiej w budowaniu świadomości ideowej i etycznej oraz podsycaniu działań praktycznych i społecznych: „Pierwiastek śmiertelny z pierwiastkiem nieśmiertelnym wzajemnie muszą się przenikać i uzupełniać. Poeta zasilać musi myśliciela, myśliciel – działacza i odwrotnie” (tamże). Takie właściwości literatury dostrzegał już wcześniej w dorobku pisarzy pozytywistycznych, zwłaszcza u Elizy Orzeszkowej i Sienkiewicza. W Popławskim fascynuje Lutomskiego nie tyle jego praktycyzm i pracowitość, ile połączenie tych cech z poetycką duszą i zainteresowaniami krytycznoliterackimi i literackimi, które niestety wygasły w jego działalności z powodów pragmatycznych. Przemieniły się bowiem w wielki talent publicystyczny i polityczny, który Lutomski postrzegał jako kontynuację tradycji tak wielkich postaci, jak Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic, Maurycy Mochnacki i Adam Mickiewicz, Walerian Kalinka i Józef Szujski, a nawet Dante Alighieri, George Gordon Byron i Johann Wolfgang Goethe. Tu krytyk powoływał się na autorytet Taine’a, który nazwał Dantego i Byrona publicystami, albowiem ci „żyli ściśle politycznymi dążeniami współczesnych, wyprzedzając ich szerokością i przenikliwością widoków” (tamże). Nowe pokolenie wychowane na autorytecie Popławskiego sprawiło, że patriotyzm z „rzutkiego i płomiennego stał się na zewnątrz zimny, wyrachowany i ostrożny”, ale zarazem nabrał nowej dynamiki i zasięgu (tamże; do pokolenia mającego w sobie „cząstkę duszy” Popławskiego autor artykułu wliczał: Z. Balickiego, R. Dmowskiego, T. Grużewskiego, W. Studnickiego, K. Srokowskiego, S. Bukowieckiego, J. Steckiego, A. Czechowskiego, B. Koskowskiego, Z. Wasilewskiego, A. Sadziewicza oraz W. Skarzyńskiego). Po latach w szkicu z 1929 r. wliczył do tego pokolenia także rodzeństwo wybitnych kaliszan Melanię i Alfonsa Parczewskich. Jednocześnie (tak jak u Orzeszkowej) w duchu pozytywistycznego utylitaryzmu zauważył i docenił w działalności pisarskiej Melanii podporządkowanie piękna estetycznego zadaniom społecznym: „Działalność pisarska Parczewskiej szła więc równolegle – z obywatelską na tym samym polu, w tych samych warunkach, pod tym samym kątem widzenia” (Melania Parczewska, 1929). W szkicu tym bardzo pozytywnie wypowiadał się też o dorobku kulturalnym i politycznym środowiska liberałów petersburskich (W. Spasowicz, E. Piltz, I. Baranowski). Tak więc uważając do końca życia, że pozytywizm „konieczny i dobroczynny może w początkach” prowadził do „znieczulenia narodowego” (Początek mojego dziennika, [1944?]), to w praktyce w swojej działalności Lutomski wraz z całym pokoleniem narodowym przejął, rozwinął, ale i zmodyfikował wiele wątków społecznych, estetycznych i ideowych warszawskiego pozytywizmu. Można więc zaliczyć tego dziennikarza i społecznika do grona najbardziej typowych i zasłużonych przedstawicieli tzw. pozytywizmu narodowego i narodowej pracy organicznej.</document>
<document nplp_id="14322" title="Łobeski Felicjan" slug="lobeski-felicjan">Publicysta, literat, malarz. Kryptonimy: F.; F.Ł.

Informacje biograficzne. Felicjan Antoni Łobeski urodził się 2 VII 1815 w Nowym Wiśniczu jako syn Jakuba Łobeskiego h. Korab i Krystyny z Wrońskich (miał rodzeństwo: Waleriana, ur. 1808, Antoniego i Emilię, ur. i zm. 1810, Romualda Jana Wincentego, ur. 1820). Ukończył gimnazjum w Nowym Sączu. Studiował filozofię na Uniwersytecie we Lwowie; uczył się rysunku i malarstwa u Wojciecha Stattlera w krakowskim Instytucie Technicznym (w 1835 r. brał udział w wystawie studenckiej). Obracał się w gronie takich poetów, jak Edmund Wasilewski, Franciszek Żygliński, Gustaw Ehrenberg. W 1840 r. został skazany w procesie politycznym i spędził kilka lat w więzieniu w Spielbergu. Dzięki wsparciu finansowemu Wincentego Pola wyjechał do Wiednia i studiował na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. W 1846 r. z powodu uwięzienia Pola musiał utrzymywać się sam, głodował, miał jedną parę butów na spółkę ze współtowarzyszem niedoli (K. Rogawskim), udało mu się wytrwać w tej nędzy rok. Wtedy też zdał sobie sprawę, że nie jest dostatecznie utalentowany, żeby wykonywać zawód malarza. Jak wspomina, planował śmierć głodową. Uratowały go pieniądze za wydany dzięki staraniom Pola tom Poezji (1845). W poczuciu klęski i z początkami gruźlicy wrócił do Lwowa. Na zlecenie Gwalberta Pawlikowskiego malował obrazy dla kościoła w Medyce. W 1848 r. zajął się twórczością ulotną, pisaniem odezw. Z inicjatywy księcia Jerzego Lubomirskiego dostał posadę konserwatora w Ossolineum, jednak wskutek zmiany sytuacji politycznej otrzymał zaledwie stanowisko zastępcy skryptora z niewielką pensją. Od 1851 r. pracował jako urzędnik w Ossolineum. W latach 50. był już ciężko chory na gruźlicę, ale gdy tylko znajdował siły, wędrował po świątyniach Lwowa oraz innych miast i miasteczek wschodniej Galicji, aby opisywać przechowywane w nich zabytki, zwłaszcza malowidła i posągi (Opis obrazów znajdujących się w kościołach miasta Lwowa, dod. tyg. „Gazety Lwowskiej” 1852–1855). By przeżyć i móc się leczyć, imał się różnych zajęć, w tym rezydenta kamienicy i sekretarza Kaliksta Ponińskiego. W l. 1853–1854 kierował redakcją „Dziennika Literackiego”. Po roku zrezygnował, przytłoczony nadmiarem obowiązków i odpowiedzialności. Następnie zajął się projektem opisu kościołów lwowskich. Pisał o sztuce do „Gazety Lwowskiej” i „Rozmaitości”. Powrócił też do poezji, tłumaczył Ifigenię Johanna Wolfganga Goethego. Popełnił samobójstwo 19 VI 1859 we Lwowie. Pogrzeb odbył się 21 czerwca w szpitalnej kostnicy. Jego śmierć wspomniał Cyprian Norwid w wierszu Do Walentego Pomiana: „Dziennik donosi: »Ten się struł, zabił się owy – / Pracował w Ossolińskich Księgozbiorze sporo, / Zbyt czuwał – konstytucję nie dość krzepił chorą...«”.

Działalność krytyczna. Łobeski poświęcił kilka wypowiedzi krytycznych ówczesnej sytuacji literackiej. W artykule Pogląd na dziennikarstwo w Galicji od r. 1816 do r. 1848 („Dziennik Literacki” 1853, nr 14) zwracał uwagę na specyfikę lwowskiego romantyzmu (ruch umysłowy wokół pism „Ziewonia” i „Haliczanin”): „Była to właśnie pora, w której miały dojrzeć owoce założonego u nas uniwersytetu i tak jego, jako też całego krajowych szkół urządzenia. Gruntowniejsze i powszechniejsze nauki i obznajmienie się przez nie bliżej z europejską literaturą, a mianowicie też z literaturą i choć po części filozofią niemiecką, nie mogły pozostać bez wpływu na nasze krajowe piśmiennictwo”. W artykule Kilka słów o szkole historycznej, o Korzeniowskim i o Kraszewskim („Dziennik Literacki” 1858, nr 119–120) nakreślił z kolei warianty rozwojowe literatury międzypowstaniowej osadzonej mocno w teraźniejszości, codzienności, będącej przeciwwagą dla romantycznego umiłowania historii i przeszłości: „Dlatego także Korzeniowski maluje po większej części pojedyncze zwyczajne charaktery, osoby, które co dzień na ulicy wiedzieć się dadzą, gdy przeciwnie Kraszewski chce zmierzyć i zbadać całą głębię naszych stosunków i przedstawia nam bohaterów, więcej zagadkowych wprawdzie, ale też za to nie tak zwyczajnych” (tamże). Łobeski nie był aktywnym krytykiem, ale pozostawił po sobie kilka sformułowań wartych zapisania na kartach historii polskiej krytyki literackiej.</document>
<document nplp_id="14323" title="Magnuszewski Dominik" slug="magnuszewski-dominik">Dramatopisarz, poeta, powieściopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: D.; D.M.; Dominik ***; M.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 VI 1809 w Warszawie jako syn Hiacynta (Jacka) Magnuszewskiego h. Ogończyk oraz Marianny Borakowskiej h. Pękosław (zm. 1815). Miał siostry: Salomeę (zam. Rogozińską, zm. 1868), Klarę (1810–1848, zam. Reinschmidt), Annę (1811–1899, zam. Wójcicką) oraz brata Józefa (1812–1825). Pierwsze lata życia spędził w Ustanowie k. Grójca. Po śmierci matki wychowywał się u dziadka Dominika Borakowskiego (zm. 1831) w Warszawie. W 1826 r. ukończył Liceum Warszawskie, studiował prawo na uniwersytecie Warszawskim. Przyjaźnił się z Zygmuntem Krasińskim, Konstantym Gaszyńskim, Fryderykiem Chopinem i ze swoim przyszłym szwagrem Władysławem Kazimierzem Wójcickim. Debiutował w 1828 r. komedią Stary kawaler. Był współzałożycielem „Pamiętnika dla Płci Pięknej”. Tłumaczył Hernaniego Victora Hugo, prace przerwał wybuch powstania listopadowego, w którym wziął udział w stopniu podporucznika. Po kapitulacji wraz z Wójcickim udali się do Elbląga, a w 1832 r. wyjechali do Galicji. Magnuszewski zatrzymał się w Załuczu nad Prutem u ciotki, Ludwiki Raciborskiej, która wraz z mężem usynowiła go w 1834 r. W 1833 r. zamieszkał we Lwowie, gdzie związał się z literatami z kręgu „Ziewonii”. Po powrocie do Załucza ożenił się z Karoliną Kęszycką h. Nałęcz (zm. 1844). W 1838 r. został współpracownikiem „Prac Literackich” oraz nowej „Ziewonii” wydawanej w Pradze. Publikował w „Tygodniku Literackim” (1839–1842), „Dzienniku Mód Paryskich” (1840–1844), „Bibliotece Warszawskiej” (1841) i „Orędowniku Naukowym” (1843–1844). Za jego najciekawszy utwór uważana jest bliska poetyce ekspresjonizmu Zemsta panny Urszuli (1838). Pisarz zmarł 27 II 1845 w Gwoźdźcu z powodu gruźlicy, kilka miesięcy po śmierci żony i jedynego dziecka.

Formy wypowiedzi krytycznoliterackiej. Magnuszewski jest znany przede wszystkim jako autor Uwag nad dramatem polskim (powst. 1834; „Ziewonia” 1839, t. 2). Artykuł ten, nazywający dramat „szczytem poezji”, nawiązuje do tez Hugo z jego przedmowy do Cromwella (1827), jednak opiera się na materiale polskim i ostrze krytyki kieruje przeciwko twórcom nurtu nazywanego niegdyś pseudoklasycznym (I. Humnicki, F. Wężyk, A. Feliński, L. Kropiński, J. Korzeniowski) oraz krytykom z Towarzystwa Iksów. Magnuszewski żąda swobody twórczej, realizmu historycznego, stawia za wzór dramaturgię Williama Shakespeare’a („odważył się wprowadzić tchnienie duchowe do dramatów, to jest: zabobony, przysłowia, przesądy, myśli tego wieku [...], każdej osobie ogólnej [...] przywrócił właściwy język [...], tamże). Współtworząc teorię dramatu romantycznego, Magnuszewski poświęca też uwagę językowi „dramatycznemu”, który powinien jego zdaniem odzwierciedlać autentycznie „obrazy upłynnionego czasu, z jego odcieniami, mgłą, wirem” (tamże). W rękopisie pozostała zbieżna z historycznym wątkiem Uwag nad dramatem polskim polemika z artykułem Józefa Ignacego Kraszewskiego Przeszłość i przyszłość romansu (rkps Biblioteki Instytutu Sztuki PAN, sygn. 1067), w której Magnuszewski odnosi się do kwestii tła historycznego w powieści, postulując, aby utwór literacki oddawał „życie wieku, barwę języka, czynów, osób”. Sprzeciwia się również formule Kraszewskiego zestawiającego powieść z poezją, uznając ten gatunek za „pamiętnik życia domowego” (tamże).

Uwagi krytycznoliterackie znajdują się też w liście do nieznanego adresata z 18 XII 1834. Magnuszewski ujawnia swój dystans wobec poetyki Pana Tadeusza, zwracając uwagę na niekorzystne jego zdaniem ewoluowanie formy utworu Adama Mickiewicza w kierunku powieści: „Dziwię się Adamowi, jak rozmaite ma zasoby ducha, kiedy mógł nagle zmienić zasadę Swych pieśni i mgnieniem mu z natchnionego stać się wyrachowanym, wyrozumowanym autorem; boć Pana Tadeusza zawsze nazwę powieścią, a rym nie zrobił z niej poezji, boć wreszcie jako quasi-poeta wolę zawsze natchnienie jak rozumowanie” (rkps Ossol., cyt. za: E. Kucharski).

Magnuszewski był związany z niejednolitą ideową grupą „Dziennika Mód Paryskich”, którego wydawcą był ambitny krawiec Tomasz Kulczycki. Pismo drukowało zgodnie ze wskazaniem tytułu materiały związane z modą, ale miało też swoją legendę konspiracyjną – wobec trudności w uzyskaniu zgody władz austriackich na wydawanie periodyku stricte literackiego – między wykrojami sukien i historyjkami dla panien łatwo było ukryć artykuły o poważniejszej treści, co sprawiło, że łamy pisma zapełniali młodzi literaci galicyjscy o demokratycznych przekonaniach. W felietonowe opowiadanie Nie przesadzajmy („Dziennik Mód Paryskich” 1841, nr 15) Magnuszewski wplótł ocenę literatury francuskiej zwanej „szaloną”, odnosząc się do negatywnych opinii Michała Czajkowskiego i Michała Grabowskiego. Autor Zemsty panny Urszuli zwraca uwagę na nowatorstwo Honoré de Balzaca, wspomina o niepodważalnym znaczeniu społecznym jego pisarstwa, a także twórczości George Sand, których „zastosowanie filozoficzne przedmiotu do podmiotu, przyczyn do wypadków i to głębsze zbadanie pokojowych przygód, które potem są zasadą wielkich publicznych wypadków, to zasługa, której żaden nasz krzyk nie odejmie” (tamże). Magnuszewski występuje przeciw koteryjności literatury. Można tu wyczuć aluzję do postawy Grabowskiego i uwikłań jego grupy w politykę: „Wyłączenia i puryzm tworzy szkoły, szkółki literackie; to diabła warte! Gdzie szkoła, tam i stronnictwo, a to nic dobrego nie wróży” (tamże). Podobną formę zbeletryzowanej wypowiedzi o literaturze przybiera krótka proza zatytułowana Herbata („Dziennik Mód Paryskich” 1844, nr 23), w której pojawiają się postaci Józefa i Leszka Dunin Borkowskich i z pewnością echa rozmów w kręgu przyjaciół literatów. Magnuszewski porusza tu problematykę genezy twórczości literackiej, przedstawia własną koncepcję natchnienia: „Ta myśl twórcza, to jądro pracy wieszcza i artysty, jest żywą prawdą, która przychodzi do niego widomie, cieleśnie i rozmawia z nim, i zaprząta go, często i... zabija” (tamże). Ukazuje też w przejmującym, plastycznym opisie etapy procesu twórczego, który przenika cierpienie niewyrażalności: „[...] rozpoczyna się gra okropna wewnętrzna, niemożność wydania tego, co się widzi, co się czuje, co się rozmawia, w tym nadzwyczajnym jawie, a jaw ciągle stoi, uparty, z źrenicą wlepioną w ciebie [...] i każe się malować tak jak stoi, tak jak się zjawił, tak jak mówi wyrazem stu znaczeń, stu zjawisk naraz” (tamże). Można ten wywód uznać za autotematyczną diagnozę możliwości twórczych literatury postromantycznej.</document>
<document nplp_id="14324" title="Łuniewski Kazimierz" slug="luniewski-kazimierz">Pisarz, redaktor, krytyk literacki. Kryptonimy: K.; --k--; K.L.; K. Ł... ski; Kazimierz Ł.; L.; (Ł.); ł.; -Ł-; -Ł —; Q.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 XI 1844 w Kielcach. Pochodził ze szlachty drohickiej (drohiczyńskiej) z ojca Antoniego Roberta i matki Józefy Emilii Filipkowskiej (w aktach metrykalnych forma: Łoniewski). Miał młodsze rodzeństwo, braci Leona Henryka Bogumiła, Hipolita Franciszka, kilka sióstr i siostrę przyrodnią, Józefę Julię, z drugiego małżeństwa ojca z Anną Sobolewską zawartego w 1869 r. w Kazimierzy Małej. Studiował nauki prawne na Uniwersytecie Petersburskim, potem w Szkole Głównej, ostatecznie na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, którego być może nie ukończył („Ateneum” 1892, t. 1; inaczej na ten temat „Gazeta Lwowska” 1892, nr 3). Walczył w powstaniu styczniowym, w partyzantce Mariana Langiewicza, na studia powrócił w 1864 r. Około 1868 r. nawiązał kontakt z Wacławem Szymanowskim i wszedł do redakcji „Kuriera Warszawskiego”. Zamieszczał tam sprawozdania z sal sądowych (Z galerii oryginałów, 1876; Zemsta komornika, 1877), z odczytów, a także nowelki, opowiadania, dykteryjki, a nawet wiersz Strzeż się! („Kurier Warszawski” 1870, nr 21). Współpracował z „Kłosami”, gdzie prowadził po Edwardzie Lubowskim rubrykę Pokłosie (1873–1874, 1880–1882), z „Tygodnikiem Romansów i Powieści” (tu w 1879 r. rubryka Kronika miejscowa i zagraniczna stanowiąca melanż form publicystyczno-felietonowo-kronikarskich), „Tygodnikiem Mód i Powieści”, „Wiekiem”, „Wieńcem”, „Bluszczem”, „Tygodnikiem Powszechnym”. W redakcji „Kuriera Warszawskiego” pracował do 1879 r. („[...] dziennikarz wyjątkowych zdolności, wytworny stylista, który jednak sposobem życia przypominał zgasłe już bractwo literackiej cyganerii” – tak został wspomniany w 1896 r. w Książce jubileuszowej „Kuriera Warszawskiego”). Nieco dłużej współpracował z „Kłosami”. Po 1882 r. przeniósł się do brata na wieś k. Kalisza. Zdaniem Aleksandra Kraushara Łuniewski mimo talentu literackiego, elegancji pióra nie traktował pracy dziennikarskiej jako swego rodzaju misji. Według tego źródła cechowały go: inercja i lenistwo; nie tylko w powieści Wiktora Gomulickiego Ciury (1874) nazywano go Słoniem (A. Kraushar, Sylwetki literackie z niedawnej przeszłości, 1894). Wydaje się jednak, że wygląd (ogromna tusza), spowolniałe ruchy i niewielka aktywność, mające wpływ także na odbiór prelekcji wygłaszanych przez krytyka (Odczyt p. K. Łuniewskiego „Alfred Musset i jego pisma”, „Niwa” 1872, nr 23), wynikały nie z ospałości, ale z nierozpoznanej choroby (prawdopodobnie serca – „Świat” 1892, nr 1), która sprowadziła na dziennikarza przedwczesną śmierć – zmarł 22 XII 1891 w Stawiszynie (Wielkopolska).

Spory i codzienność dziennikarska. Łuniewski znalazł się w gronie bohaterów jednej z awantur w prasie warszawskiej. Jego recenzja powieści Hinda Walerego Przyborowskiego („Kurier Warszawski” 1869, nr 216), według Kraushara niespójna, niejednoznaczna (Sylwetki historyczne i literackie), wywołała ostrą reakcję Adama Wiślickiego (Nule, „Przegląd Tygodniowy” 1869, nr 41), rozsierdzonego nie tylko „napaścią” na współpracownika, ale przede wszystkim złośliwym omówieniem „Przeglądu” w Szkicach (cz. 1, 1868) Juliana Kaliszewskiego (Klina). Powieść Przyborowskiego potraktował Łuniewski ironicznie, nawet prześmiewczo: „Bądź co bądź, Hinda niezaprzeczenie jest dziełem talentu. Spomiędzy zużytych efektów, bladych określeń, oklepanych frazesów, natchnienie wytryska od czasu do czasu – jasne i czyste, jak woda bijąca ze skały” („Kurier Warszawski” 1869, nr 216). Łuniewskiemu udało się jednak przekonać autora, że recenzja wyraża przychylną ocenę jego książki. Przyborowski pod namową opublikował notkę, że nie on jest autorem anonimowego artykułu Nule, co sugerowało, że z polemiką w „Przeglądzie” nie bardzo się solidaryzuje. W odwecie Wiślicki wyrzucił go z redakcji. Autor Starej i młodej prasy wiązał konflikt z odwieczną antypatią między Szymanowskim („Kurier Warszawski”) a Wiślickim („Przegląd Tygodniowy”).

W przypadku Łuniewskiego codzienność dziennikarska polegała na prowadzeniu w „Kłosach” stałej niepodpisywanej rubryki felietonowej Pokłosie (1873–1874, 1880–1882). Cykle nie różniły się od siebie, podobnie jak felieton Łuniewskiego nie różnił się od podobnych wypowiedzi w innych gazetach. Stosunkowo rzadko autor odwoływał się do literatury i sztuki, a jeśli już to robił, wolał pisać o inscenizacjach teatralnych niż o powieściach. Chętnie natomiast komentował pogodę (znak rozpoznawczy tekstów Łuniewskiego), która zwykle była powodem do narzekań. Brak sygnatury autorskiej pod felietonami, a także ich konsekwentna bezbarwność zasługują na uwagę i pytanie, czy Łuniewski z pełną świadomością budował antyfelieton, tekst bez dowcipu, optymizmu i energii. Między ironiczną i autoironiczną recenzją Hindy a strategią utrzymaną w felietonach jest pewne podobieństwo.

Wypowiedzi krytycznoliterackie i krytycznoteatralne.

Artykuły w „Opiekunie Domowym” rzucają nieco światła na poglądy krytyczne Łuniewskiego. Kreśląc sylwetkę aktora scen lwowskich, Józefa Rychtera, zwraca uwagę na wpływ wywierany na artystę przez warunki życia. Nie jest to jednak proste przywołanie determinizmu (genetyzmu). Krytyk mówi o podatności na wrażenia, o absorbowaniu impulsów płynących ze świata: „Artysta, obdarzony od natury wrażliwszą organizacją, silniej jeszcze niż inni ludzie podlega wrażeniom chwili. Każdy ból, każde cierpienie, niesprawiedliwość, krzywdy, rozkosze i zachwyty odbijają się w jego duszy, a przenikają do myśli i fantazji, nadają dziełom przez niego stworzonym takie lub inne tło. Dlatego nie pojmujemy rzeczywistej oceny wszelkich dzieł sztuki bez dokładnego zbadania warunków, wśród których się one tworzyły” (Józef Rychter, „Opiekun Domowy” 1871, nr 27). Ta sama kategoria wrażliwości pojawia się w szkicu Felicjan Faleński (tamże, nr 31–32), nacisk na talent połączony z pracowitością krytyk kładzie w artykule poświęconym rysownikowi i humoryście, Franciszkowi Kostrzewskiemu (tamże, nr 33–34). Bardzo dojrzały wywód na temat zmieniających się konwencji scenicznych Łuniewski przedstawia w artykule omawiającym sylwetkę innego aktora – Alojzego Stolpego: dba o całość przedstawienia, nie eksponuje swojej osoby, nie „wirtuozuje” (Alojzy Stolpe, tamże, nr 49).

Pełniejszej prezentacji postawy metakrytycznej Łuniewski dokonuje w niepodpisywanym i niewymienionym w Nowym Korbucie cyklu Pogadanka na łamach „Tygodnika Mód i Powieści” (1872–1874). Tu jego zaangażowanie, profesjonalizm, sprawność pióra i bezkompromisowość uderzają z pełną siłą. Razi go m.in. koteryjność krytyków, niesumienność, pomijanie istotnych informacji (np. brak oznaczenia przedruków), kolesiostwo: „W przeglądach krytycznych prasy periodycznej, aby redakcja jaka dostała na wielkość namaszczenie, przede wszystkim musi nie zawadzać w niczym, nie tylko interesowi wydawcy pisma, w którym ocena pracy jego ma nastąpić, ale nawet interesowi wszystkich jego krewnych i przyjaciół, bo jeżeli jest inaczej, to można być pewnym zbicia na kwaśne jabłko, połamania wszystkich kości i żeber, choćby z żelaza i granitu były zbudowane. Po wtóre, w krytyku baczącym na te pokrewne i przyjacielskie stosunki, trzeba mieć jeszcze koniecznie osobistego przyjaciela, roztkliwionego jego pochwalnym czadem swych zasług, wytrawności zdania i bezstronnej prawdomówności posuniętej aż do fanatyzmu” (Pogadanka, „Opiekun Domowy” 1872, nr 8). Z powodu wyjawiania osobistych niechęci w działalności publicznej Łuniewski krytykuje zeszyt „Kolców” („Kurier Warszawski” 1871, nr 48). Narzeka na brak wyrobionej, światłej i na swój sposób bezinteresownej opinii publicznej, której głos niczym świeży podmuch mógłby oddzielić ziarno od plew.

Pisał o literaturze rzadziej niż o teatrze. Czasami udawało mu się mówić jednocześnie o jednym i drugim, jak w błyskotliwej recenzji z pierwszego tomu Dzieł Dominika Magnuszewskiego ([rec.] „Dzieła” Dominika Magnuszewskiego. Pierwsze wydanie zupełne, „Bluszcz” 1877, nr 21).

W stronę teatru.

Łuniewski napisał interesujący i pożyteczny dla teatrologów artykuł na temat historii i współczesności teatrzyków ogródkowych; według niego pojawiły się w Warszawie w 2. poł. lat 60. XIX w. z inicjatywy Jana Russanowskiego na Czystem (według historyków teatru – przy restauracji Tivoli, ul. Królewska 23), Henryka Modzelewskiego w teatrzyku Cassino i Figaro, Feliksa Stobińskiego w Alhambrze. W latach 80. prym wiodły trupy Anastazego Trapszy i Pawła Ratajewicza, które wymagający krytyk oceniał ambiwalentnie (Teatrzyki ogródkowe, „Wieniec” 1872, nr 74). Od wiosny 1872 r. także „Pogadanki” kierują swoją uwagę w stronę dramatu i teatru. W 1874 r. aktywność Łuniewskiego w „Tygodniku Mód” rozkłada się na dwie rubryki Pogadanki oraz Przegląd teatralny. Sąsiadując ze sobą, wzajemnie się stymulują, czasami nawet tematycznie zachodzą na siebie (np. „Tygodnik Mód” 1874, nr 46, 48). Autor omawia głównie komedie średnich lub niskich lotów – Kazimierza Zalewskiego, Wacława Koziebrodzkiego, Zofii Mellerowej – bo takie powstają i takie są grane. Jest surowy dla nieoryginalnych konceptów komediowych, które – zdaniem krytyka – ratują dobrzy lub świetni aktorzy, ale i oni padają często pod ciężarem wymuszonej akcji dramatycznej: „Blado grali blade role” (o inscenizacji komedii Koziebrodzkiego Miłe złego początki, „Tygodnik Mód i Powieści” 1874, nr 46). W 1878 r. publikuje omówienie drogi twórczej wielkiego aktora (Alojzy Żółkowski, „Kurier Warszawski” 1878, nr 241), pośród cech składających się na ten talent wymienia: intuicję, wszechstronność, humor, samodzielność, poczucie estetyczne. Ujawnia zarobki aktora w różnych fazach życia, by dać dowód jego wyjątkowej pozycji. W l. 1879–1880 Łuniewski (prawdopodobnie razem z innym krytykiem B. Zawadzkim) prowadził dział teatralny „Tygodnika Powszechnego”. W pierwszym roku współpracy ograniczał się on (dział) do rubryki Teatr i sztuki piękne usytuowanej w nadrubryce Rozmaitości, gdzie ukazywały się krótkie noty informacyjne z kraju i ze świata; w 1880 r. pojawiła się rubryka Teatr, tu Łuniewski obszernie i wyczerpująco recenzował (podpisując się imieniem i nazwiskiem) popularne komedie i ich inscenizacje, streszczając i komentując intrygę, omawiając charaktery i grę aktorów. Fabuła i postać to główne elementy sztuki teatralnej w recenzjach Łuniewskiego. W budowie intrygi krytyk widzi często niedostatki, uważa je za typowe dla polskiego dramatu, znacznie częściej chwali charaktery uwyraźnione w kreacjach aktorskich ([rec.] E. Lubowski, „Sąd honorowy”, „Tygodnik Powszechny” 1880, nr 17). Potrafi docenić liryzm i heroizm obrazków dramatycznych, a także subtelną grę najwybitniejszych artystów sceny warszawskiej ([rec.] W. Szymanowski, „Ostatnia próba”, tamże, nr 18; [rec.] A. Asnyk, „Przyjaciele Hioba”, tamże, nr 20).

Biografia niedokończona. Po wyjeździe Łuniewskiego z Warszawy nie zapominali o nim je- dynie złośliwcy, przekazując plotkę (lub też prawdziwą informację), że został pisarzem gminnym „u wójta” (co zresztą nie było aktywnością zawstydzającą) lub oddał się w służbę Temidy. Publicysta „Biblioteki Warszawskiej” próbował usprawiedliwić amnezję środowiska: „Dziennikarz, który przerywa nagle swą działalność pisarską, wychodzi prędko z pamięci ogółu, chociażby nawet występował przedtem bez przyłbicy” („Biblioteka Warszawska” 1892, t. 1). Te cechy warsztatu krytycznego Łuniewskiego, które nadają odrębność i wartość jego wypowiedziom, można z łatwością wskazać: szerokie tło, na którym sytuuje konkretną sztukę, doskonały język równoważący wiedzę i emocje, jasne, dobitne, przy tym uzasadnione oceny tekstu i inscenizacji. Zaczęto dostrzegać zalety Łuniewskiego dopiero po jego śmierci (Kraushar trzymał się dalej swojej opinii, nazywając krytyka uosobieniem vis inertiae – Neo- cyganeria warszawska, [1913]). Wcześniej jedynie Orgon (Z. Sarnecki) napisał o przekładzie Kwiatu z Tlemcenu Ernesta Legouvégo i Prospera Meriméego: „To prawdziwe cacko sceniczne, bardzo, bardzo pięknie przetłumaczone przez Kazimierza Łuniewskiego” („Echo” 1878, nr 142).</document>
<document nplp_id="14325" title="Lorentowicz Jan" slug="lorentowicz-jan">Krytyk literacki i teatralny, dyrektor teatru, redaktor, publicysta, bibliograf, bibliofil. Pseudonimy i kryptonimy: Eljan; Historicus; I.; J.; j.l.; J.L.; (J.L.); J.L.–wicz; J.Lor.; Jan L.; Jan L–cz; Jan Lorent...; Jerzy Eliot; Jot.; (1); L.; (L.); Lut.; Lutecjusz; Lutecyusz; M. Choropieński; M.Sc.; Marek Choropieński; Marek Scaevola; Pobudka; Scaevola; Socius; z.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 III 1867 w Pabianicach jako syn Ludwika Lorentowicza (1820–1905) i Konstancji z Majewskich. Uczęszczał do gimnazjów w Piotrkowie i Częstochowie; maturę zdał eksternistycznie w Płocku. Po debiucie na łamach piotrkowskiego „Tygodnia” (opowiadanie Michał Zarucha z 1887 r.) poznał Zenona Przesmyckiego (Miriama), dzięki czemu od 1888 r. publikował na łamach „Życia” (publicystykę kulturalną). Lata 1890–1903 spędził w Paryżu, studiując filozofię, historię literatury i historię sztuki. We Francji należał do Gminy Narodowo-Socjalistycznej, a w l. 1891–1893 redagował jej organ, miesięcznik „Pobudka”, reprezentujący w polskim ruchu socjalistycznym nurt niepodległościowy. W 1903 r. we Lwowie poślubił Ewę Rościszewską (zm. 1943), z którą miał córkę Irenę (1908–1985). Po powrocie do Warszawy współpracował z czołowymi pismami polskiego modernizmu, został też sekretarzem „Kuriera Codziennego” (1903–1906), redaktorem literackim „Nowej Gazety” (1906–1918), redaktorem biblioteki literacko-artystycznej „Muzy”, współorganizatorem, wiceprezesem i prezesem (1924–1926) Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, a w l. 1924–1926 pełnił funkcję pierwszego prezesa polskiego Pen Clubu. Związał się również z teatrem – zorganizował Warszawską Szkołę Dramatyczną, której był dyrektorem (1916–1922); funkcje dyrektorskie pełnił też w warszawskich teatrach (1918–1922), w tym także w Teatrze Narodowym (1926–1928). Od 1933 r. redagował czasopismo „Bibliofil Polski”, wcześniej aktywnie współtworzył rodzący się na ziemiach polskich ruch bibliofilski, pisząc od 1910 r. do dwutygodnika „Przewodnik Antykwarski” artykuły o francuskim bibliofilstwie i krajowym introligatorstwie. W 1937 r. został powołany na członka Polskiej Akademii Literatury za wielostronną działalność krytyka i historyka teatru i literatury. Zróżnicowaną aktywność kulturalną i krytyczną Jana Lorentowicza przerwał wybuch wojny. Zmarł 15 I 1940 w Warszawie.

Recenzje literackie i teatralne. Zasadnicza aktywność krytycznoliteracka Lorentowicza rozpoczęła się od współpracy z „Przeglądem Tygodniowym” (1894), kolejno obejmując m.in. „Życie”, „Krytykę” i „Ateneum”, gdzie pisał przede wszystkim o twórcach młodopolskich i o francuskim modernizmie. O rozwoju polskiej literatury i twórczości najmłodszych pisarzy polskich informował z kolei na łamach „Mercure de France”, z którym współpracował od 1900 r. Długi okres działalności krytycznej Lorentowicza zaznaczył się w pracy dla „Nowej Gazety” (1906–1918), w której – jako redaktor literacki – tworzył dodatek „Literatura i Sztuka” informujący o nowościach wydawniczych oraz prezentujący najnowsze zjawiska i tendencje artystyczne w sztuce zachodniej; recenzje Lorentowicza ukazywały się w działach Wrażenia teatralne i Wrażenia literackie. Omawiając bieżącą literaturę polską (zwłaszcza nowych, debiutujących autorów), krytyk poszukiwał przede wszystkim artystycznej oryginalności, konsekwentnie piętnując tak wszelkie formy naśladownictwa, jak pozorowane nowatorstwo oparte na językowych udziwnieniach. Odróżniał oryginalność „sztuczną” od oryginalności „prawdziwej” – wynikającej bezpośrednio z odmienności duchowej autora, wyróżniającej go od otoczenia (Wrażenia literackie, „Literatura i Sztuka” 1908, nr 16). Taką oryginalność widział m.in. w Xiędzu Fauście Tadeusza Micińskiego, w którym docenił indywidualność metaforyki i głębię duchowej kreacji postaci. Mniej aprobaty miał natomiast dla Micińskiego poetyki szaleństwa – nadwyżki nieznaczących słów, osłabiających czytelność powieści („Literatura i Sztuka” 1913, nr 101). Na łamach redagowanego dodatku Lorentowicz omawiał także zawartość numerów „Chimery”, którą cenił bardzo wysoko za europeizację polskiej sztuki. Na bieżąco prezentując i objaśniając zawartość numerów pisma, bronił założeń estetycznych Miriama przed zarzutami ze strony rzeczników utylitaryzmu sztuki, któremu był przeciwny, nazywając „fałszerzami” tych twórców, co zamiast wzruszeń estetycznych wprowadzali do dzieł wzruszenia społeczne i polityczne (Młoda Polska, t. 1, 1908). Miriama traktował jako patrona modernistycznego indywidualizmu artystycznego, któremu hołdował aż do czasów międzywojennych.

Recenzje z przedstawień w teatrach warszawskich Lorentowicz pisał do 1929 r.; ukazywały się one w „Kurierze Codziennym” (1903–1906), „Nowej Gazecie” (1906–1918) i „Ekspressie Porannym” (1922–1926). Obszerny wybór krytyki teatralnej z tego okresu złożył się na zbiór Dwadzieścia lat teatru (1929–1935) zawierający w sumie ok. 500 artykułów.

Już po pięciu latach aktywności recenzenckiej na łamach „Nowej Gazety” stanowisko krytyczne Lorentowicza doczekało się kilku omówień prasowych, których autorzy podkreślali (różnie jednak wartościując) bezkompromisową szczerość jego sądów, niezależność od środowiskowych, towarzyskich układów i analityczną rzeczowość zabezpieczającą przed uległością wobec „uniesień wynikających z warunkowych impresji” (W. Renard [S. Czarnocki], Jan Lorentowicz. Sylwetka, „Kurier Litewski” 1912, nr 263). Mniej przychylni Lorentowiczowi nazywali jego studia krytyczne „spowiedzią nudy”, a w jednoznaczności wydawanych sądów i w potrzebie ostatecznego rozstrzygania o wartości dzieł dostrzegali nie skuteczną krytykę, lecz kaznodziejstwo (W. Rzymowski, Jan Lorentowicz, „Myśl Polska” 1914, z. 3). Okazjonalne spięcia wzbudzały także pojedyncze recenzje Lorentowicza wywołujące do odpowiedzi ocenianych (zwłaszcza negatywnie) twórców. Bezkompromisowy był zwłaszcza artykuł Leo Belmonta, autora nieprzychylnie przyjętej przez Lorentowicza sztuki teatralnej (Dla honoru). Belmont opisał patologie bieżącej krytyki, za przykład biorąc warsztat recenzencki Lorentowicza. Zarzucił mu zapatrzenie we francuskie wzorce artystyczne i brak własnej teorii sztuki skutkujący idealizacją zachodnich dzieł, wobec których polska twórczość była skazana na drugorzędną pozycję. Z recenzji Lorentowicza Belmont wyczytał ideał elitarystycznej twórczości, od którego krytyk uzależnił kryteria oceny dzieła (Przyczynek do patologii naszej krytyki, „Wolne Słowo” 1910, nr 68/69).

W praktyce recenzenckiej Lorentowicz sięgał często po pojęcia i frazeologie analizowanych pisarzy, zbliżając język krytycznego komentarza do literatury, którą obficie cytował w artykułach. Znamienne przy tym, że jego współcześni odróżniali ów język od impresjonistycznej orientacji w ówczesnej krytyce, postawę Lorentowicza określając „na wskroś przedmiotową” (Quis [A. Grzymała-Siedlecki], Jan Lorentowicz, „Nowa Francja literacka” – portrety i wrażenia, „Museion” 1911, nr 7–8).


Teoria i filozofia krytyki. Choć Lorentowicz nie stworzył spójnej teorii krytyki literackiej, uwagi metakrytyczne wplatał w drukowane na łamach prasy recenzje. Przykładem może być wczesny szkic Filozofia krytyki literackiej („Przegląd Tygodniowy” 1896, nr 43), gdzie pretekstem do rozważań o sztuce krytycznej stała się francuska nowość wydawnicza, La Critique littéraire: Étude philosophique Achille’a Ricardou. Przypominając krótko najważniejsze francuskie prace krytyczne XIX w., Lorentowicz wyróżnił dwie zasadnicze tendencje w krytyce: przedmiotową (sprowadzenie przyczyn twórczości do zewnętrznych czynników) i subiektywną (dogmatyzm podmiotu twórczego). W obu widział fiasko wynikające z dogmatycznej wierności kanonom sądzenia, które miały bronić „naukowego systematu nieomylności krytycznej” (tamże). W innym miejscu, kreśląc sylwetkę Piotra Chmielowskiego, porażki krytyka upatrywał w uogólnieniach zastępujących osąd i w przyjętej przezeń redukcjonistycznej zasadzie streszczania utworów (Piotr Chmielowski jako krytyk (kilka uogólnień), „Kurier Codzienny” 1904, nr 113). Chmielowski, dowodził Lorentowicz, nie odróżniał historii literatury od krytyki literackiej, podczas gdy „krytyk [...] musi sam być artystą, musi odczuwać także »boski szał« i nie wstydzić się wobec rozumu” (tamże). Pewnego rozwinięcia tej wizji, w dalszym ciągu pozostającej jednak na poziomie uogólnień, dostarczał we wstępie do Nowej Francji literackiej, pisząc: „Rację literacko-krytycznego mówienia o dziele artystycznym zyskujemy o tyle, o ile sami wchodzimy w sferę sztuki. Nie wystarcza słownik naukowy lub społeczny, krytyka musi być sama przez się sztuką. Poeta, twórca objawia się krytykowi tak samo, jak natura objawia się poecie, to jest drogą specjalnej wrażliwości i intuicji” (Nowa Francja literacka. Portrety i wrażenia, 1911). Z rozproszonych uwag Lorentowicza o krytyce wyłania się zatem wizja praktyki twórczej, opartej nie na wyuczeniu i przyjęciu zasad oceny, lecz na prawach tworzenia artystycznego, które krytyk rozpoznaje dzięki niezbędnej orientacji w kulturze literackiej umożliwiającej porównywanie tendencji różnych kierunków i epok. Na podstawie takich porównań krytyk powinien uchwycić najważniejsze przejawy indywidualności twórcy i metody artystycznej, by ostatecznie wniknąć w duszę artysty, ponieważ krytykę Lorentowicz definiował jako „opowieść o duszy rozważanego autora” (Autor a krytyk, „Świat” 1929, nr 6). Ze względu na takie rozumienie krytyki Lorentowicz wypowiadał się pozytywnie o programie „krytyki bezpośredniej” Zygmunta Lubicz Zaleskiego, dla którego akt krytyczny polegał na bezpośrednim obcowaniu krytyka z dziełem i przez nie z twórcą. To właśnie w Zaleskim Lorentowicz dostrzegł „warunki dobrego krytyka”, czyli „talent pisarski, wiedzę i dobrą wolę” (Pierwsze spojrzenie na dzieło, „Nowa Gazeta” 1914, nr 3).

Sztuce krytycznej Lorentowicz przypisywał cele społeczne, wytyczane jednak w horyzoncie modernistycznej autonomii estetycznej, który za społeczny wymiar pozwalał brać misję edukacji estetycznej odbiorców i zadanie ustalania hierarchii estetycznych; nie pozwalał natomiast używać krytyki do pozaestetycznych interwencji (Twórcy i krytycy, „Przegląd Tygodniowy” 1896, nr 24, 26–27, 31–33). Takie cele społeczne Lorentowicz podkreślał zwłaszcza w wypowiedziach o krytyce teatralnej mającej zmierzać do „wytworzenia harmonii między autorem, reżyserem, dyrektorem i widzem” (Porozumienie z czytelnikiem. Dziesięć przykazań teatralnych, „Ekspress Poranny” 1923, nr 9). Skuteczna krytyka miała zwracać się ku publiczności (nie zaś ku twórcom, którymi powinna kierować własna indywidualność), by podnosić kompetencje odbioru dzieł tak literackich, jak teatralnych. Sformułowaną jeszcze przed 1900 r. wizję krytyki jako przede wszystkim edukacji obywatelskiej Lorentowicz przypominał i uprawomocniał także w późniejszej, dojrzałej twórczości. Pisząc o spektaklach i sprawach teatru polskiego, wyraźnie rozróżniał zadania recenzenta teatralnego, który powinien uchwycić wartości teatralne dzieła, głównie jego aktorskie wykonanie. Jednak jako reprezentant formacji modernistycznej założenia i cele krytyki teatralnej wyprowadzał zawsze z kontekstu literackiego. Świadczy o tym choćby jedno ze sformułowanych „przykazań teatralnych” opisujące dyspozycje krytyka, który – aby sądzić innych – musi „posiadać wrodzony zmysł artystyczny, własną estetykę i dostateczny zasób kultury ogólnej” (tamże). Krytyka, tak literacka, jak teatralna, miała w tym ujęciu kształcić „dobry smak publiczności”, a w swej misji edukacyjnej nie mogła zależeć od subiektywnych wrażeń i zmiennych nastrojów piszącego.

Pewną korektę w podejściu do przedmiotu (lecz nie do funkcji) krytyki Lorentowicz sformułował w przemówieniu w Polskiej Akademii Literatury zatytułowanym Granice krytyki literackiej. Poruszył w nim problem krytyki, która odtwarza indywidualność nie autora, lecz krytyka. Problem ów łączył z przesadnym utożsamianiem przez krytykę dzieła i życia, ze staraniami, by dzieło odnosić do własnej działalności, światopoglądów czy wyznawanych idei. Taka krytyka, przekonywał, „kieruje zainteresowanie czytelnika nie do walorów samego dzieła, ale do argumentów pozaestetycznych krytyka. Dzieło twórcze przestaje być celem rozważań, bo krytyk wyznacza mu rolę środka w dyskusjach i walkach ideowych” (Granice krytyki literackiej, „Wiadomości Literackie” 1938, nr 27). Może przed tym uchronić jedynie odpowiednie połączenie wrażliwości estetycznej z intelektem, który kieruje wzruszeniami; wprowadza operacje porównawcze umożliwiające wyjaśnienie wzruszeń i postaw duszy. Wtedy dopiero utwór literacki ukazuje się jako synteza, gdy do jego rozumienia służy syntetyczna funkcja umysłu. „Bez obejmowania całości nie ma w ogóle dostępu do dzieła twórczego” (tamże). W wystąpieniu tym rezonują pewne zmiany, które w ideale młodopolskiej krytyki impresjonistycznej chciała wprowadzać krytyka międzywojenna, wytykająca swej poprzedniczce nieweryfikowalność sądów skrajnie subiektywistycznego odczytania faworyzującego impresjonistyczną poetykę. Ale ostatecznie Lorentowicz nie odżegnał się od krytyki subiektywistycznej, pozostał nieprzejednanym przeciwnikiem „przyczynkarstwa” – czyli filologicznych metod analizy dzieł literackich (G. Korbut).

Współcześni badacze historii krytyki wpisują krytykę Lorentowicza w nurt intuicjonizmu, za podstawę biorąc predylekcje do kierowania się intuicją w poznaniu krytycznoliterackim (D. Skórczewski).


Młodopolskie portrety literackie. Oprócz recenzji z nowości literackich (i teatralnych) czy artykułów o różnych aspektach życia artystycznego (konkursy, prawa autorskie) Lorentowicz uprawiał także portret literacki – podstawowy, jak pisze Michał Głowiński, gatunek w krytyce młodopolskiej. Zdaniem Głowińskiego: „W kształtowaniu portretu krytycznego Lorentowicz był dość rozważny i umiarkowany, z pewnością nie dorównywał w głębinowych dociekaniach czołowym krytykom swojego czasu, a jednak to on właśnie najjaśniej i najdobitniej sprecyzował właściwości tego gatunku krytycznego”. Założenia gatunku Lorentowicz sformułował we wstępie do Nowej Francji literackiej, prezentując sylwetki twórców francuskich XIX w. Sportretował w niej nie uznanych w Europie Francuzów, lecz twórców niepopularnych, którzy „albo zbyt się odsunęli od żądań urzędowej krytyki [...], albo też wytrwali mniej lub więcej długo w samotności swych dążeń” (tamże). Formę portretu literackiego uznał za najbardziej adekwatną, pozwalającą na przedstawienie indywidualności twórczej z rozproszonych w dziele elementów. O wartości portretu decydowało „uchwycenie i uwypuklenie znamion indywidualności pisarza” oraz sposób przedstawienia tej indywidualności przez krytyka. Objaśniając własne użycie gatunku, Lorentowicz dookreślał trudności wynikające z wyboru przedmiotu opisu – literatury zagranicznej, która cudzoziemcowi przysparza trudności w zakresie dostrzegania indywidualności i oryginalności artystycznej: „Pisarz oryginalny wyjawia się całkowicie nielicznym tylko czytelnikom, którzy posiadają taki sam sposób postrzegania zjawisk. Trzeba więc znać stałe, tajemne wpływy rasowe, obyczajowe, kulturalne” (tamże). By osiągnąć wierność portretu, autor Nowej Francji literackiej zdecydował się możliwie najczęściej przytaczać bezpośrednie, osobiste wyrażenia i określenia pisarzy, a za kryterium wyboru sylwetek przyjmował artystyczną odrębność wobec dominujących tendencji literackich.

Również w monografii Młoda Polska (1908–1913), która z Lorentowicza uczyniła „historiografa swojej epoki” (J. Krzyżanowski), podstawowym założeniem jest poszukiwanie odmienności i różnic pomiędzy twórcami. Odżegnując się od tworzenia „historii literatury współczesnej”, krytyk deklaruje „artystyczne wielbienie samej tylko indywidualności jako jedynego pierwiastka mającego odrębne, samoistne, nieznoszące współmierności istnienie” (Porozumienie z czytelnikiem, w: Młoda Polska, t. 1, 1908). Wykładając we wstępie swoją wizję sztuki, deklarował szczególne zainteresowanie stylem jako podstawą dzieła, którego wartość zaczyna się tam, gdzie kończy się naśladownictwo. Odtwarzanie życia w sztuce, oceniał Lorentowicz, to praca najniższego gatunku, a właśnie „przewaga życia nad twórczością jest klęską naszego duchowego istnienia współczesnego” (tamże).

Kilka lat później, w związku z wykładem Stefana Żeromskiego Literatura a życie polskie (1916), Lorentowicz włączył się do dyskusji prasowej wywołanej stanowiskiem pisarza diagnozującego oczekiwanie wpływu literatury na życie społeczne. Lorentowicz uznał wypowiedź Żeromskiego za orędzie wymierzone w dydaktyzm literatury, która – po odzyskaniu przez Polskę niepodległości – musi osiągnąć autonomię estetyczną. Głos pisarza brzmi bardzo przekonująco, Żeromski bowiem – podkreślał Lorentowicz – „dydaktyzmowi składał sam wielkie ofiary talentu” („Nowa Gazeta” 1916, nr 165).


Antologie i opracowania. W l. 1912–1916 Lorentowicz redagował serię wydawniczą „Biblioteka literacko-artystyczna »Muzy«” ukazującą się nakładem oficyny Orgelbrandów. Ideą serii była publikacja książek tanich, ale estetycznie wydanych i opatrzonych rzeczowymi przedmowami. Oprócz klasyki literatury obcej (m.in. M. Cervantes, E.A. Poe) i polskiej (m.in. J. Kochanowski, P. Skarga, Z. Krasiński) pod szyldem „Muzy” ukazały się wybory polskiej pieśni opracowane przez Lorentowicza: Polska pieśń miłosna (1913), Ziemia polska w pieśni (1913), Sto sonetów miłosnych (1924).

Zainteresowanie programem utrwalania polskiej tradycji kulturalnej znalazło u progu niepodległości ujście w publikacji Polska pieśń niepodległa. Zarys literacki (1917) wyrosłej z fascynacji Lorentowicza literaturą patriotyczną. Zgromadził w niej zróżnicowany materiał literacki, szczegółowo opisany faktograficznie i wiarygodnie zaprezentowany dzięki obszernemu cytowaniu źródeł. Obecna w tytule „pieśń” przekracza, jak zaznacza Renata Stachura-Lupa, ramy definicji gatunkowej; służy uwzniośleniu literatury o zróżnicowanym pochodzeniu i odmiennej przynależności genologicznej przez potraktowanie jako ogółu dzieł wyrastających z „ducha narodu”, czyli wspólnego, zbiorowego doświadczenia współdzielonego przez pokolenia twórców. W Polskiej pieśni niepodległej Lorentowicz chciał więc wyeksponować najogólniejszą cechę pieśni: jej żywotność i zdolność do aktualizacji w momentach rewolucyjnych zmian. I dzięki przyjęciu tak uogólnionej zasady ujął stupięćdziesięcioletnie dzieje pieśni patriotycznej jako „jeden nieprzerwany ciąg przeżywania tych samych wypadków przez coraz to nowych poetów”, za cel stawiając sobie zbadanie, jak w twórczości poetyckiej odbiły się walki o niepodległość. I w tej perspektywie bardziej od wartości artystycznych Lorentowicza interesują reakcje odbiorców na dzieła i mitotwórczy wymiar utworów. Podsumowując opracowany „zarys literacki”, krytyk wskazuje na szczególny status polskiej pieśni niepodległej – zjawiska odosobnionego w literaturze światowej; nie zawsze wartościowego artystycznie („brzmiała nieraz monotonnie i bezkunsztownie”), zawsze natomiast realizującego narodowe idee i służącego swoim odbiorcom. W opinii ówczesnej krytyki autor Polskiej pieśni niepodległej połączył „stanowisko sumiennego informatora ze stanowiskiem krytyka-estety” (I. Matuszewski), a zatem praktycznie zrealizował funkcje krytyki; w krytycznej dykcji, którą cenił najwyżej.</document>
<document nplp_id="14326" title="Lubowski Edward" slug="lubowski-edward">Komedio- i powieściopisarz, publicysta, krytyk teatralny. Pseudonimy i kryptonimy: Bolej Krut; E.L.; Ed. L...; Edward L.; Nemo; Quis quis; Spirydion; Talis qualis; X.Y.; Żegota Krzywdzic.


Informacje biograficzne. Urodził się 19 III 1837 w Krakowie jako syn Jakuba Lubowskiego i Fryderyki Szwarcenberg. Jego bratem był kompozytor Józef Lubowski (1824–1855). W Krakowie ukończył Gimnazjum św. Anny (1855) oraz studia na wydziale prawnym Uniwersytetu Jagiellońskiego (1859). W 1862 r. uzyskał stopień doktora praw na UJ i rozpoczął karierę urzędniczą. Z czasów studenckich datuje się przyjaźń Lubowskiego z Józefem Szujskim oraz innymi kolegami, z którymi zawiązał w 1857 r. stowarzyszenie literackie zwane „pracownią Filippiego” (L. Gumplowicz, A. Bełcikowski, A. Szczepański, M. Bałucki, A. Grottger, J. Matejko, L. Kubala, W. Żeleński, L. Siemieński, J.K. Turski). Wziął udział w powstaniu styczniowym, w czasie którego pełnił funkcję oficera sztabu (adiutanta) gen. Mariana Langiewicza, za co był więziony przez rząd austriacki. Już w okresie studiów został krakowskim korespondentem „Tygodnika Ilustrowanego”, współpracował następnie z „Dziennikiem Literackim” i „Niewiastą” (współredaktor), gdzie w l. 1860–1862 ukazywały się jego nowele i rozprawy historyczne. Współpracował wówczas z Szujskim, Michałem Bałuckim i Janem Kantym Turskim. W tym czasie zaczął publikować utwory powieściowe i komedie. W Krakowie Lubowski zetknął się ze środowiskiem aktorskim, poznał wówczas Józefa Rychtera, reżysera warszawskich Rozmaitości. W 1866 r. przeniósł się na stałe do Warszawy, gdzie szybko zaprzyjaźnił się z gwiazdami teatru: Alojzym Żółkowskim (synem), Janem Królikowskim i Marią Palińską. Na życzenie Wiktoryny Bakałowiczowej, śpiewaczki operetkowej, napisał krotochwilę Żony uczonych (1867), a w 1870 r. wywołał skandal, publikując powieść z kluczem Aktorka, dla której pierwowzorem miały być dzieje kariery Heleny Modrzejewskiej. Lubowski przez całe życie grał pewną rolę w życiu warszawskiego środowiska artystyczno-literackiego. Był stałym bywalcem salonów literackich (np. K. Benniego), przyjaźnił się z twórcami i przedstawicielami świata literackiego i teatralnego (W. Bogusławski, H. Sienkiewicz, J. Rychter, H. Modrzejewska). Był też autorem licznych przekładów, m.in. dzieł: Heinricha Heinego, Williama Shakespeare’a (Poskromienie złośnicy, Tymon z Aten), Alfreda de Musseta (Kaprysy Marianny), Alexandra Dumasa syna (Dama w perłach), Émile’a Augiera, Eugène’a Scribe’a oraz Bjørnstjerne’a Bjørnsona. Pod koniec życia wycofał się z życia towarzyskiego. Mieszkał samotnie przy ul. Daniłowiczowskiej 14 w dawnym pałacu Załuskich. Jak twierdzi Ignacy Schreiber na podstawie niezachowanego do dziś (?) pamiętnika Lubowskiego, pisarz popadł na starość w zniechęcenie i wycofał się z życia publicznego. W 1922 r. krytyk obchodził jubileusz sześćdziesięciolecia pracy artystycznej i za swoją działalność literacką otrzymał order Polonia Restituta. Zmarł 17 V 1923 w Warszawie, został pochowany na Powązkach.

Działalność dziennikarska. W Warszawie poświęcił się pracy literackiej i dziennikarskiej, współpracował z pismami o bardzo różnych orientacjach: z „Kurierem Świątecznym”, „Rodziną”, „Opiekunem Domowym”, „Gazetą Polską”, „Przeglądem Tygodniowym”, „Gońcem Leśnym”, „Biblioteką Warszawską”, „Kurierem Codziennym”, „Słowem”, „Wędrowcem” i „Bluszczem”. Objął po Wacławie Szymanowskim stanowisko recenzenta teatralnego w „Tygodniku Ilustrowanym”, z którym był związany w l. 1879–1898. W 1882 r. był współzałożycielem „Słowa”, a w 1887 r. wszedł do komitetu redakcyjnego „Kuriera Codziennego”. W 1881 r. został członkiem Komitetu Dramatu. Przez rok był współwłaścicielem drukarni (1900–1901). Należał do grona tych publicystów warszawskich, którzy współpracowali przez wiele lat z tymi samymi pismami, współtworząc ich charakter i decydując o ich odrębności. Zainicjował cykliczne działy Przegląd teatralny, Przegląd powieściowy oraz Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne w „Biesiadzie Literackiej” oraz w „Bluszczu”. Najbogatszym i najciekawszym blokiem publicystyki literackiej Lubowskiego była cotygodniowa rubryka Pokłosie w „Kłosach” Salomona Lewentala w l. 1868–1881. Z pismem tym publicysta był związany zresztą znacznie dłużej, bo do 1887 r. Jako współredaktor, a następnie redaktor klasyfikował materiał redakcyjny, recenzował utwory literackie, przede wszystkim dramatyczne, wykonywał tłumaczenia do działu literackiego. Był też inicjatorem wielu przedsięwzięć mających na celu unowocześnienie pisma (nowe i coraz to ciekawsze rubryki, nowi i różnorodni współpracownicy).

Felietonistyka. Dział Pokłosie zawierał krótkie formy felietonowe pisane w sposób charakterystyczny zarówno dla redaktora, jak i gatunku, jakby mimochodem i od niechcenia. W większości były to zręcznie skreślone i aktualne obrazki z życia stolicy, w których dominowała problematyka społeczno-obyczajowa oraz kulturalna. Lubowski był zdania, że felieton powinno się „czytać lepiej niż książkę” ze względu na jego aktualność, luźną kompozycję, nieograniczony zakres problematyki, formę żywej pogawędki z odbiorcą oraz bliski kontakt z opisywanymi zjawiskami. Zamieszczając niejednokrotnie w Pokłosiu uwagi metapublicystyczne, wpisywał się tym samym w dyskusję dotyczącą istoty, celów oraz roli felietonu jako ważnego gatunku prasowego. Recenzent komentował i relacjonował bieżące wydarzenia z życia kraju, zwłaszcza Warszawy (typ kroniki warszawskiej), oraz z zagranicy (życie kulturalne Francji, repertuar tamtejszych teatrów, nowe pozycje książkowe, wystąpienia pisarzy i artystów, ale i wydarzenia po wybuchu Wezuwiusza we Włoszech czy życie amerykańskiej Polonii). Ważne miejsce w Pokłosiu zajmowała także aktualna problematyka społeczna oraz kulturalna. Stały odcinek felietonowy Lubowskiego pełnił w „Kłosach” niejednokrotnie funkcję artykułu programowego określającego stanowisko redakcji wobec różnych dziedzin polskiego życia społeczno-narodowego (zakładanie stowarzyszeń i spółek gospodarczych dla obrony polskiego interesu i kapitału, popieranie rozwoju narodowego przemysłu, handlu i rzemiosła). Wypowiedzi Lubowskiego nie wykraczały jednak w tej dziedzinie poza program umiarkowanie konserwatywny. Po rezygnacji z prowadzenia rubryki Pokłosie Lubowski redagował dla „Kłosów” Przegląd literatury francuskiej.

Krytyka literacka i studia historycznoliterackie. Początek działalności krytycznej Lubowskiego łączył się z jego zainteresowaniami historycznoliterackimi i historycznymi skupionymi wokół wybitnych osobowości z dziejów Anglii, Francji oraz Włoch. W ciągu wielu lat pracy redakcyjnej opublikował odrębne studia historyczne poświęcone takim postaciom, jak: Maria Stuart, Don Carlos, Alfred de Musset, Niccolò Machiavelli, Francesco Guicciardini, Albrecht von Wallenstein czy członkowie rodziny Borgiów. Wnosiły one do pozytywistycznej publicystyki nowy typ studium historycznoliterackiego. Dowodziły pewnej erudycji oraz różnorodności zainteresowań krytyka, który wykazywał się znajomością najnowszych prac historycznych. Zazwyczaj streszczał je lub obszernie przytaczał. Prezentowane sylwetki zawsze umieszczał na tle wydarzeń historycznych lub literackich, kreśląc złożone portrety postaci ukazywanych w kontekście uwarunkowań społeczno-historyczno-literackich, np. opisując dokonania Musseta, charakteryzował nie tylko francuski romantyzm, ale i filozofię niemieckiego idealizmu (Alfred de Musset. Studium literackie, „Wieniec” 1872, nr 83–89); pisząc o rodzinie Borgiów, omawiał szeroki kontekst historyczno-kulturowy odrodzenia we Włoszech oraz we Francji (Rodzina Borgiów. Studium historyczne, „Niwa” 1875, t. 2). Punktem dojścia rozpraw historycznych Lubowskiego była próba oceny wybranej postaci dokonywana na podstawie czasem sprzecznych opinii. W czasach intensywnego rozwoju warszawskiej prasy w 2. poł. XIX w. oraz powstawania specjalistycznych tytułów dla lepiej przygotowanych odbiorców rozprawy historycznoliterackie Lubowskiego mogły liczyć na zainteresowanie czytelników. Przez wiele lat krytyk informował również o nowościach z dziedziny literatury i sztuki europejskiej, swoje zainteresowania kierując na najnowszą literaturę hiszpańską, francuską, niemiecką czy teatr niemiecki i francuski. Odrębnym typem wypowiedzi były krytyczne studia poświęcone wybranym aspektom twórczości wielkich pisarzy lub konkretnym dziełom: Johanna Wolfganga Goethego, George’a Gordona Byrona, Williama Shakespeare’a, Charlesa Dickensa, Hippolyte’a Taine’a czy Adama Mickiewicza. Te studia miały charakter odtwórczy lub czysto informacyjny, streszczający; dobrym przykładem jest esej Goethe, Bajron, Mickiewicz, który omawia – idąc wiernie za autorką – rozprawę George Sand o europejskim dramacie fantastycznym („Niwa” 1880, nr 142, 144).

Krytyka teatralna. Z racji znajomości i kontaktów z przedstawicielami warszawskiej sceny i dzięki zainteresowaniu komedią uprzywilejowaną dziedziną publicystyki Lubowskiego stała się krytyka teatralna uprawiana w „Tygodniku Ilustrowanym”, „Echu Muzycznym, Teatralnym i Artystycznym” (1880–1899) oraz w „Kurierze Codziennym” (1887–1888, 1896–1904). Dla prasy galicyjskiej był z kolei zakordonowym korespondentem informującym o najciekawszych nowościach warszawskich. W l. 1884–1885 pisał m.in. recenzje teatralne dla „Gazety Lwowskiej”. W recenzjach, które odpowiadały ówczesnym konwencjom teatralnego sprawozdania, omawiał dokładnie treść utworów oraz ideę sztuki, poświęcając także sporo miejsca analizie gry aktorskiej. Jego ulubioną aktorką była z pewnością Modrzejewska. Recenzent z uwagą śledził warszawskie premiery współczesnych polskich autorów: Józefa Korzeniowskiego, Józefa Blizińskiego, Józefa Narzymskiego czy Michała Bałuckiego oraz werdykty konkursów dramatycznych, które odbywały się w tym czasie w Warszawie, Krakowie i we Lwowie. Ubolewał nad dominacją sztuk francuskich w repertuarze teatralnym, dostrzegał wady polskich oryginalnych utworów (schematyczność i typowość), promował działalność i rozwój teatrów ogródkowych, proponując ich przekształcanie w sceny typowo ludowe, interesował się sytuacją materialną aktorów, bieżącym repertuarem oraz funkcją teatru. Kilkakrotnie pisał o Shakespearze, były to jednak wypowiedzi okazjonalne, mało oryginalne (Trzechsetlecie Szekspira, „Tygodnik Ilustrowany” 1895, nr 41).

Wobec „starej” i „nowej” prasy. Na gruncie warszawskiej krytyki literackiej Lubowski („o mało nie Dumas”, jak pisał złośliwie autor Starej i młodej prasy), znany ze swej nerwowości i kłótliwości, popadł w konflikt z młodym środowiskiem krytycznym „Przeglądu Tygodniowego”, z którym współpracował w l. 1867–1870, i z jego redaktorem Adamem Wiślickim. Zaczepiony przez Aleksandra Świętochowskiego („Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 18), poirytowany krytyczną opinią Wiślickiego (?) na temat swojej twórczości określonej jako działalność pozbawiona celu i rozbrajająco niemądra („Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 2), zaatakował „Przegląd” i całą formację „młodych”, wytykając przeciwnikom nihilizm, brak kompetencji, „młokosostwo pojęć i zasad”, ukrywanie osobistych zawiści pod sztandarami ideowymi. Odmawiając „młodym” wyższych racji, szydził z przywdziewania przez nich uczonych szat szermierzy pozytywizmu, szat kryjących liche łachmany (Do redakcji czasopisma „Kłosy”, „Kłosy” 1872, nr 343). W obronie redakcji „Przeglądu Tygodniowego” wypowiedziało się kilku publicystów „młodej prasy”; podważano talent literacki krytyka, podając za przykład mierność powieści Aktorka i dramatu Żyd. Redakcja „Przeglądu Tygodniowego” zrobiła kurtuazyjny krok w tył („Może pismo nasze zbłądziło, stawając tak ostro w obronie zasady, która nam się zagrożoną zdawała przez p. Lubowskiego” – Echa warszawskie, „Przegląd Tygodniowy” 1872, nr 4), a jednocześnie szarżowała, kwestionując zasady etyczne publicysty i oskarżając go o sprzedajność, niemoralność, brak wiedzy (tamże, nr 5). Konflikt z czasem wygasł, a Lubowski z obiektywizmem i życzliwością recenzował sceniczne losy dramatów Świętochowskiego (Słówko o dramatach W. Okońskiego, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, nr 281).

Lubowski krytyk. Lubowski zajmował się właściwie wyłącznie bieżącą krytyką literacką i teatralną. Również w tej dziedzinie nie był autorem wybitnym, co potwierdza Wilhelm Feldman, formułując we Współczesnej krytyce literackiej w Polsce jedyną obszerniejszą wypowiedź na temat osiągnięć krytycznoliterackich pisarza: „Śladami [Kazimierza] Zalewskiego kroczył Edw[ard] Lubowski, tylko bez jego sprytu, stylem znacznie nudniejszym, robotą z trudem łataną. I on, naprzód w »Tyg[odniku] Ilustrowanym«, potem w »Kurierze Codziennym«, uważał się przede wszystkim za kapłana, postawionego na straży moralności, wiary i dobrych obyczajów, i on dbał o prawdę życiową, a rozumiał pod nią najzwyklejszą spekulację na widza. Ujęta ona w system, zbudowany na podstawie znajomości psychologii przeciętnego tego widza mieszczańskiego, który za swoje dwa ruble pragnie wieczór spędzić dobrze, będąc mile łechtanym, ale bez zgorszenia publicznego i bez ostatecznej irytacji, czym jest pesymizm i inne -izmy”.

Lubowskiego nie interesowała metakrytyka i teoretyczne (filozoficzne) podstawy wypowiedzi krytycznej; jako jeden z pierwszych autorów w Polsce pisał o Tainie, ale poza obszernym streszczeniem jego Historii literatury angielskiej nie sformułował żadnej opinii na temat metody, jaką ten się posługiwał (Literatura angielska z H. Taine’a, „Biblioteka Warszawska” 1871–1872). Na temat zadań krytyki wypowiadał się rzadko i bardzo ogólnikowo, narzekając co najwyżej na nadprodukcję utworów literackich i zbyt dobre samopoczucie nowej generacji pisarzy. Lekarstwem miała być krytyka rzetelna i sprawiedliwa. Lubowski pisał o uniwersyteckich zajęciach wybitnych krytyków francuskich, np. Émile’a Fagueta, a także o haśle krytyki subiektywnej, którą powiązał z nazwiskiem Jules’a Lemaître’a, ale nie odniósł się do żadnej z biegunowych koncepcji – naukowość, subiektywizm (Epidemia pisaniny, „Tygodnik Ilustrowany” 1895, nr 4). Nieco więcej dociekliwości wykazywał jako krytyk teatralny, poświęcając uwagę grze aktorskiej i jej uwarunkowaniom (Lady Mackbeth i komentarze, „Tygodnik Ilustrowany” 1891, nr 65).

Eseje historycznoliterackie i historyczne Lubowskiego, bogate i erudycyjne, były najczęściej streszczeniami lub kompilacjami prac autorów obcych. Ocena omawianej postaci wynikała niejednokrotnie z linii ideowej czasopisma, w którym była publikowana (krytyczny ton rozprawy o de Mussecie w konserwatywnym „Wieńcu”). Nie była to jednak reguła, niektóre studia, np. Wallenstein, odznaczały się obiektywizmem i rzetelnością, dzięki temu zyskiwały wysokie oceny fachowych czytelników. Krytyk przez lata współtworzył życie literackiej Warszawy i na tym tle był postrzegany coraz bardziej neutralnie lub nawet pozytywnie. Na jubileusz dwudziestolecia pracy krytycznej (1896) przychylnie i z szacunkiem pisali o Lubowskim autorzy innej rangi i innych zainteresowań (np. S. Krzemiński). Pamiętano też o jubileuszu pięćdziesięciolecia [!] w 1913 r. Postać Lubowskiego wyzwalała uśmiech i zachęcała do lekkiej kpiny; jak można wnioskować z satyrycznych „kawałków”, powodem była megalomania autora i przekonanie o własnym geniuszu („Sowizdrzał” 1916, nr 2).</document>
<document nplp_id="14327" title="Łoziński Walery" slug="lozinski-walery">Powieściopisarz, publicysta. Pseudonimy i kryptonimy: A.Z.D.; L.; Łoź.; W.; W.L.; W. Łoz.; Walenty ze Smolnicy; Walery Ł.

Informacje biograficzne. Walerian Hilary Łoziński urodził się 15 I 1837 w Mikołajowie nad Dniestrem (pow. stryjski) jako syn Waleriana, poczmistrza w Smolnicy, i Julii z Lewickich; był starszym bratem Władysława, późniejszego historyka i redaktora „Gazety Lwowskiej”. Początkowo uczył się w szkole elementarnej w Drohobyczu, następnie w gimnazjum we Lwowie, później od 1849 r. w Samborze. Występował przeciw agitacji germanofilskiej wśród kolegów Rusinów. Na wiosnę 1855 r. został wplątany w zatarg z grupą Ukraińców i dwoma nauczycielami. Po dłuższym śledztwie wszyscy zostali wydaleni ze szkoły, przy czym Łozińskiego obejmował zakaz uczęszczania do wszystkich szkół na terenie zaboru austriackiego. Po kilkumiesięcznym pobycie w Smolnicy wrócił do Lwowa, gdzie zyskał sympatię i wsparcie swego krewnego Karola Szajnochy, dzięki któremu otrzymał pracę tłumacza przy „Gazecie Lwowskiej”. Współpracował z Kazimierzem Janem Turowskim przy wydawaniu klasyków polskich w „Bibliotece Polskiej”. W 1858 r., po ustąpieniu Szajnochy, objął redakcję „Rozmaitości”, a w 1860 r. redakcję „Dzwonka”, był też członkiem redakcji „Czytelni dla Młodzieży”. W 1860 r. władze austriackie wytoczyły mu proces o zakończenie powieści Dwie noce, widząc w niej atak przeciwko władzy zaborczej. Zmarł 30 I 1861 we Lwowie z rany odniesionej w pojedynku z Karolem Ciszewskim, kolegą z redakcji „Czytelni dla Młodzieży”.

Romantyczne antynomie. W artykule Gérard de Nerval („Nowiny” 1855, nr 38–39) wspomina o samobójczej śmierci francuskiego pisarza i zauważa: „[...] dziwne jego jakieś duchowe pokrewieństwo z najcelniejszymi naszymi wieszczami, pokrewieństwo zasadzające się na chorobliwym jakimś pojmowaniu istniejącego stanu rzeczy – na melancholijnym mistycyzmie, jaki się z utworów jego przebija” (tamże, nr 38). Zafascynowany romantycznym pojmowaniem związku między życiem a twórczością artysty podkreśla: „Dziwne to jednak i nieodgadnione psychologicznie zjawisko, iż Gérard de Nerval w chwilach najwyższej podobnej ekstazy zawsze stan swój ówczesny jasno pojmował i z zdumiewającą go później dokładnością opisywał” (tamże, nr 39). Z tej romantyzującej perspektywy modeluje także biografie twórców polskich, np. poety i malarza Felicjana Łobeskiego (Felicjan Łobeski, „Czytelnia dla Młodzieży” 1860, nr 16–21, przedr. w: Pisma pomniejsze. (Z życiorysem autora), 1865). Stwierdza: „Całe życie jego [Łobeskiego] to jedno pasmo cierpień i walk różnorodnych, to żywa karta z martyrologii tego szczupłego grona wybranych, którym, jak mówi poeta, Bóg w duszy zagadał”. Konstatuje też specyfikę rozwoju literatury polskiej związanej z jej funkcją „arki przymierza”, z obowiązkami zachowania substancji narodowej: „Jeżeli w narodach, co mają swój byt polityczny, literatura uchodzi za najważniejszy objaw i najsilniejszy czynnik życia narodowego, to o ileż wyżej musi ona stać u nas, gdzie jak na teraz jest jedynym szermierzem, co z odsłoniętą przyłbicą, z płomiennym mieczem w ręku stoi na straży naszej narodowości, jedyną spójnią, co nas łączy z przeszłością, a jasnym promieniem, co oświeca ciemne doby dzisiejsze i wskazuje coraz już szersze i bezpieczniejsze ścieżki przyszłości”. Opowiadając biografię Łobeskiego, Łoziński akcentuje zmagania artysty z przeciwnościami losu, z biedą, gruźlicą, z uwięzieniem, „kiedy wreszcie zamknął [Łobeski] powieki, zwłoki jego nie znalazły innego przytułku jak trupiarnię szpitalną” (tamże) – dwuznacznie puentuje Łoziński swój artykuł, „z którego młodzież z sercem może zbawienną wyciągnie naukę” (tamże) – elementem tej „nauki” jest przekonanie, że artystę z prawdziwego, romantycznego ducha w polskiej rzeczywistości czeka marny los.

W artykule poświęconym swojemu mistrzowi, Szajnosze (Karol Szajnocha, „Czytelnia dla Młodzieży” 1860, nr 22), również uruchamia romantyczne klisze i zawraca uwagę na duchową siłę pism tracącego wzrok historyka, który korzystając z pomocy lektorów, widzi „okiem wewnętrznym” ukryte dla innych zjawiska: „Jak ów mędrzec starożytny, który z umysłu dał sobie wyłupić oczy, aby widokiem obcych przedmiotów nie odrywać się od rozmyślania, skupił i Szajnocha wszystkie potęgi swego niepospolitego ducha na wewnątrz, toż nie dziw, że lubo pracując obcymi oczyma, wydaje na świat dzieła, które nie tylko nie uszczuplają, ale owszem zwiększają nabytą sławę mistrza”.

Kłopoty z powieścią. Łoziński, aktywny dziennikarz, dostrzega oczywiście, że romantyczny paradygmat nie obejmuje wszystkich współczesnych zjawisk literackich. W artykule Kłopoty powieściopisarza („Kółko Rodzinne” 1861, nr 41–43, przedr. w: Pisma pomniejsze) zwraca uwagę na ekspansywny rozwój powieści jako gatunku pozornie łatwego: „Ze wszystkich gałęzi literatury powieściarstwo rozbujało najmocniej, stanowisko powieściopisarza wydawałoby się jeszcze najpomyślniejszym. Żaden dziennik nie obejdzie się bez jego pomocy. Żadna wypożyczalnia nie utrzyma się bez płodów jego pióra. [...] Jeden powieściopisarz przy iskrze prawdziwego talentu stąpa gładko jak po oliwie i droga jego usłana zda się samymi różami”. Podkreśla brak rygorów dotyczących gatunku powieściowego i jego bliskość narracji epistolarnej czy pamiętnikarskiej, sprawiającą, że powieść staje się formalnym amalgamatem, łatwym do napisania, ale też łatwym do skrytykowania. W tym miejscu Łoziński zauważa nie tylko „rozbujanie powieści”, lecz również poświęconej jej krytyki: „Kto bez talentu chwyci za powieściopisarskie pióro i na dudka wystrychnie się w kraju i za morzem, ten pewno zaraz nazajutrz po swym bankructwie potępi w czambuł całe powieściopisarstwo, jak jest dzisiaj i jakim może być kiedykolwiek. [...] któryż inny utwór literatury narażony jest na tyle krytyk i sądów, co najlichszy płód powieściowy” (tamże). Niepochlebnie ocenia też Łoziński poziom krytyki literackiej związanej z powieścią: „[...] można być ciemnym jak tabaka w rogu, a brać pod ostrze nieomylnej krytyki powieść najcelniejszą w świecie” (tamże). A jednak w międzypowstaniowym czasie 24-letni pisarz, który wkrótce po napisaniu tych słów zginie w pojedynku – w wyidealizowany, arcyromantyczny sposób dostrzega wielkie zadania powieści, która ma być czymś więcej niż traktatem społecznym i politycznym, czymś więcej niż nauką moralną ad usum Delphini: „Zadaniem każdej powieści jest skreślić obraz życia, ile możności wierny prawdzie, a zidealizowany artystycznymi względami i wymaganiami. Przede wszystkim chodzi o tło takiego obrazu, a dopiero na nim można przeprowadzać pewne zasady dążności moralne i patriotyczne” (tamże). Dlatego powieść jako wszechstronne przedstawienie fenomenu życia, „artystyczny obraz wzniesiony wprawdzie nad nagi realizm, ale ugruntowany zawsze na prawdopodobieństwie rzeczywistym” jest gatunkiem wymagającym i trudnym.</document>
<document nplp_id="14328" title="Łoziński Władysław" slug="lozinski-wladyslaw">Powieściopisarz, nowelista, historyk, krytyk literacki i teatralny, kolekcjoner. Pseudonimy i kryptonimy: Apg; Del...; Hizop Ziółek; W.L.; Wł. Ł-i; Wł. Łoz.; Władysław Lubicz; Wojtek ze Smolnicy; Ʃ.

Informacje biograficzne. Urodził się 27 V 1843 w Oparach k. Sambora jako syn poczmistrza Waleriana Łozińskiego h. Lubicz (zm. 1893) i Julianny Lewickiej. Najpierw został ochrzczony w obrządku greckokatolickim, następnie łacińskim. Był bratem Feliksa (1835–1919), pisarza Walerego (1837–1861) oraz prawnika Bronisława (1848–1911); miał też dwie siostry: zmarłą przed jego urodzeniem Joannę (1833–1836) oraz Klotyldę. W 1862 r. ukończył gimnazjum w Samborze. Podczas nauki w gimnazjum opublikował popularyzatorskie Urywki z nauk przyrodniczych („Gwiazdka Cieszyńska” 1860, nr 26–27, 48, 50). W 1862 r. zadebiutował jako recenzent teatralny („Dziennik Literacki” 1862, nr 35), przy tym jeden z nielicznych, którzy od razu dostrzegli wielki talent Heleny Modrzejewskiej, a także jako historyk Lwowa (tamże, nr 86). W l. 1862–1865 studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Lwowskim (studiów nie ukończył). Do środowisk literackich i naukowych Lwowa drogę otworzyło mu poparcie brata ciotecznego, Karola Szajnochy, który opiekował się nim, pomagał rozwijać zainteresowania historyczne. W l. 1864–1866 Łoziński był redaktorem czasopisma „Dzwonek”, nie mógł jednak podpisywać numerów do druku, ponieważ pozostawał pod nadzorem policji, zdobył wtedy opinię „czerwonego” dziennikarza. W l. 1867–1870 redagował lwowski „Dziennik Literacki”. Podniósł to czasopismo z upadku, publikując w nim wiele ważnych (i odważnych) artykułów oraz recenzji, w 1867 r. wydał też Pierwszych Galicjan, powieść, która przyniosła mu rozgłos, również za sprawą cenzury, która zdjęła fragment utworu z łamów „Dziennika Literackiego”, zarzucając autorowi dopuszczenie się „zbrodni zakłócenia spokojności publicznej” („Dziennik Literacki” 1867, nr 4–5). W okresie 1869–1872 prowadził intensywną działalność krytycznoteatralną, podejmował polemiki repertuarowe z ówczesnym dyrektorem sceny lwowskiej, Adamem Miłaszewskim, starając się bezskutecznie o stanowisko dyrektora teatru (jego zainteresowania teatralne poświadcza zbiór Pogadanki teatralne, 1866). W l. 1870–1873 był felietonistą krakowskiego „Czasu”, gdzie pod pseudonimem Del... opublikował cykle publicystyczne Szurum – Burum oraz Tygodnik lwowski. W l. 1871–1872 (dzięki poparciu L. Siemieńskiego) był skryptorem, a następnie (1872–1873) sekretarzem naukowym Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. W 1873 r. wydał swój najgłośniejszy zbiór Opowiadania Imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej, uważany za prekursorski wobec Trylogii Henryka Sienkiewicza. W l. 1873–1883 redagował rządową „Gazetę Lwowską”, mając poparcie Agenora Gołuchowskiego, mógł zreformować pismo i uczynić zeń ważny periodyk w życiu kulturalnym Galicji. Założył dodatek miesięczny do tego pisma – „Przewodnik Naukowy i Literacki”, wokół którego skupił międzyzaborowe grono znakomitych autorów z Sienkiewiczem na czele, tworząc tym samym nieoficjalny organ lwowskiej szkoły historycznej Ksawerego Liskego. W 1877 r. uzyskał rządową pożyczkę na założenie drukarni, która realizowała również zamówienia Namiestnictwa i przynosiła znaczne zyski. Został ponadto kolekcjonerem dzieł sztuki. W 1886 r. kupił od Kazimierza Jordana majątek Kuńkowce nad Sanem. Był członkiem Komisji Akademii Umiejętności dla Historii Sztuki (1887), przewodniczącym Grona Konserwatorów Zabytków Sztuki i Pamiątek Historycznych Galicji Wschodniej (1889–1898), przewodniczącym Rady Wykonawczej Macierzy Polskiej we Lwowie (1894–1901), wiceprezesem Towarzystwa Historycznego (1891–1899), doktorem honoris causa Uniwersytetu Lwowskiego (1900), członkiem-korespondentem wiedeńskiej Centralnej Komisji Archeologicznej, członkiem-założycielem Towarzystwa dla Popierania Nauki Polskiej (1900), członkiem Towarzystwa Miłośników Lwowa (1906), honorowym obywatelem Lwowa (1907). Rozwijał też karierę polityczną, był posłem sejmu krajowego (1883–1889), posłem do Rady Państwa w Wiedniu i członkiem Izby Panów w Wiedniu (1902–1913). W 1895 r. ożenił się z Jadwigą ze Starorypińskich 1° voto Liske (1844–1918). Najsłynniejsze jego prace powstały pod koniec życia: obrazoburcze i kontrowersyjne Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku (1903) oraz synteza historii obyczajów Życie polskie w dawnych wiekach (1907). Zmarł 20 V 1913 we Lwowie.

Polemiki. Między pokoleniami. W krytyce za swoich młodych lat Łoziński domagał się komunikacji międzyzaborowej i europejskich perspektyw rozwoju literatury polskiej, krytykował jej prowincjonalizm oraz zaściankowość („galicyjską grzędę”): „[...] mnóstwo mamy powag i znakomitości zaściankowych, i jeżeli jest jaka pociecha dla ludzi strapionych dzisiejszym ubóstwem narodowego Parnasu, to chyba ta jedyna, że choć nie ma dużo prawdziwych znakomitości polskich, mamy za to prawdziwą obfitość powag poznańskich, krakowskich, lwowskich itd.” (Powagi literackie, „Dziennik Literacki” 1868, nr 21). ów „system mandaryństwa i parafialnej sławy” został zrodzony według Łozińskiego w klimacie krakowskim, młody krytyk domagał się „równouprawnienia”: „[...] niech krytyka będzie surową aż do bezwzględności, ale niechże będzie taka dla wszystkich!” (tamże). W artykule tym pobrzmiewał także dystans wobec pokolenia „młodocianych malkontentów, którzy nie tytułem pracy, nie prawem rzetelnych dążeń, ale tylko w imię najdzikszych pretensji hałaśliwie rzucają się na wszystko, cokolwiek urasta ponad ich barki i słusznego od nich dopomina się hołdu” (tamże). Łoziński często dawał wyraz niechęci do pokoleniowych podziałów w literaturze polskiej. W recenzji powieści Michała Bałuckiego piętnował jej schematyczność i dążenie do rzekomej nowoczesności związane z postulatami literatury tendencyjnej: „Młodzi i starzy jest to powieść tendencyjna. Dziś tendencyjne powieści w modzie. Ma to może powód w życiu naszym obecnym – albo jak chcą inni w faktycznej konieczności ratowania powieści, która na prostej strawie ściśle obyczajowych i towarzyskich przedmiotów miała nabawić się suchot [...]. Piszcie tendencyjnie, bo dziś takeśmy już stenden-zdziecinnieli, że Mickiewicz nam za mało tendencyjny” („Dziennik Literacki i Polityczny” 1867, nr 8). Pod koniec lat 60. Łoziński dał się poznać jako pisarz nastawiony krytycznie wobec podziałów politycznych rzutujących na obraz polskiego życia literackiego, sprzeciwiał się traktowaniu wieku i pochodzenia regionalnego pisarza jako kategorii literackich, uznawał odosobnienie i ciężką wewnętrzną pracę za niezbędne warunki wszelkiej twórczości. Wpisywał się też swoimi wypowiedziami w nierzadkie na łamach „Dziennika” (J. Szujski, A. Pajgert, B. Łoziński) utyskiwania na niekorzystny dla rozwoju literatury polskiej jej związek z polityką.

W recenzji pracy Bałuckiego Kobiety dramatów Słowackiego domagał się większego udziału kryteriów estetycznych w pisaniu o literaturze: „My pod rozbiorem charakterów poetycznych rozumiemy subtelną analizę całego ich ustroju organicznego, wniknięcie w tajniki całego tego procesu twórczego, przez który charakter powstał w głowie poety, pouczającą ilustrację wszystkich pierwiastków, z których jeniusz utworzył całość, w ogóle estetyczną dedukcję praw i warunków z tych danych, którym są kreacje poety. [...] Samo zaś opowiedzenie treści jakiegoś dramatu własnymi słowami, sama parafraza tego, co w nim bohater lub bohaterka działa lub mówi, nie ma żadnego celu i niczego nie uczy, a nabawia tylko złudzenia, bo mniemamy, że istotnie taki rozbiór jest jakąś produkcyjną pracą, podczas gdy jest on tylko powtórzeniem tego, co sam poeta stokroć świetniej i bardzo wyraźnie przedstawił” (tamże, nr 46). Łoziński występował tu przeciw sprowadzeniu wypowiedzi krytycznoliterackiej do streszczenia, domagał się jej profesjonalizacji. Również w swojej działalności krytycznoteatralnej poświęcał uwagę poziomowi tej dziedziny twórczości, zauważając, że „ze wszystkich zawodów uczonych i literackich najtrudniejszą i najnieprzyjemniejszą jest krytyka” (Krytyka i krytycy, „Dziennik Literacki” 1865, nr 80), jej zadanie widział w pośredniczeniu między dziełem a publicznością i w staraniach, by podnieść poziom estetyczny w tych dwóch zakresach.

W swoich ocenach często szedł pod prąd środowiskowym wyborom, np. dystansując się od kultu Juliusza Słowackiego wyznawanego przez lwowskich „przedburzowców”. Pisał na marginesie książki Antoniego Małeckiego: „Przesadne rozmiłowanie się w Słowackim doszło u nas do rozmiarów niesłusznych. Stało się ono między młodzieżą prawdziwie ślepym ubóstwieniem tego poety, urosło prawie w kult osobny a niedorzeczny” (Zapiski literackie (VII), „Dziennik Literacki” 1867, nr 52). Wobec wystąpień młodych pozytywistów warszawskich zachował dystans. Spór młodych i starych to – według Łozińskiego – konflikt „między nimi a nimi, bo obie strony tak się tytułują, między epigonami dawniejszych lepszych czasów literackich a bardzo nowymi rycerzami pióra, którzy jeśli tyle mają talentu, co pewności siebie, tyle nauki, co rezonu, tyle wiedzy, co wrzaskliwych frazesów, niezawodnie stanowić będą epokę w literaturze i umiejętności polskiej”, są to „zapasy trywialistów z epigonami romantyzmu” (Tygodnik lwowski, „Czas” 1872, nr 57). Łoziński przedstawiał „młodych” jako aroganckich ignorantów znających powierzchownie, z drugiej ręki, prace filozofów zachodnich, na które się powoływali w wypowiedziach krytycznoliterackich: „Coś trywialniejszego, coś nędzniejszego nie da się wyobrazić nad taką krytykę, w której czasem pojawia się ni stąd ni zowąd nazwisko Taine’a lub Sainte-Beuve’a, chociaż ci nawet w swych najparadoksalniejszych zasadach nie mają jeszcze nic wspólnego z opłakanym trywializmem opinii głoszonych z dziwną śmiałością w ich imieniu”; występował zdecydowanie przeciw próbom dezawuowania poezji w życiu publicznym po powstaniu styczniowym, zarzucał pozytywistycznym krytykom, że „wszystko radzi mierzyć kusym łokciem swej doktrynki, nawet literaturę, nawet poezję, której jedyną miarą piękno” (Fejleton dziennikarski, „Dziennik Literacki” 1868, nr 23). W omówieniu pracy Émile’a Deschanela Physiologie des écrivains et des artistes, ou Essai de critique naturelle powracał do tych wątków, próbując wyodrębnić między biegunami krytyki idealnej i fizjologicznej domenę krytyki „prawdziwej”: „[...] krytyka idealna – zapomina dla poety o człowieku, krytyka fizjologiczna – zapomina dla człowieka o poecie, krytyka prawdziwa musi mieć zawsze prawo jakieś bezwzględne, według którego sądzi: piękno” (Nowy rodzaj krytyki, „Dziennik Literacki” 1869, nr 51–52).

O powieści (historycznej). Manifestowana w publicystyce pisarza niezgoda na upolitycznienie literatury dotyczyła też pisarstwa historycznego. Charakterystyczna jest recenzja Tułaczy Józefa Ignacego Kraszewskiego, któremu Łoziński zarzucał dychotomiczny obraz powieściowej rzeczywistości, w której trzeba wybierać między przeszłością a teraźniejszością. Poza tym ganił „brak architektoniki i perspektywy, niedostatek wykończenia, dorywczość rysunku i pewną niestosunkowość opowiadania z rozumowaniem” („Dziennik Literacki i Polityczny” 1867, nr 48). Nie można zdaniem Łozińskiego wybierać między przeszłością a teraźniejszością, samopoznanie jest bowiem możliwe tylko wobec nich obu. Spojrzenie w przeszłość nie ma nic wspólnego z eskapizmem czy bojkotem, a udział w teraźniejszości – z kulturową amnezją. Recenzja ujawniała także głębokie zainteresowania historyczne Łozińskiego, który zwracał uwagę na stereotypy w wyobrażeniach o polskiej przeszłości. Piętnował zatem powieść Kraszewskiego jako „dzieło niezdecydowanej natury”, „amfibię powieściowo-historyczną”, w której „Rycerze Marii wyglądają raczej na ogólne personifikacje zwykłych pojęć o konfederatach – niźli na ludzi żywych” (tamże). Na podstawie Marka Poraja Jana Zachariasiewicza dokonał rejestru stereotypowych obrazów z polskich powieści historycznych, za które – jak twierdzi – „ani Scott, ani historia żadnej nie zechcą wziąć odpowiedzialności” (O kolorycie historycznym, tamże, nr 51). Łoziński zdecydowanie stawiał powieść historyczną ponad powieścią współczesną. Stwarzała ona szansę pisania palimpsestowego, nie sposób bowiem myśleć o przeszłości, pomijając formy, w których została utrwalona: „O nowe pomysły trudno, wszystko już było, nim się urodził ben Akiba. Typy i sytuacje powtarzają się w arcydziełach wszystkich czasów. Dzisiaj, aby być oryginalnym, nie potrzeba niczego więcej, jak tylko raz jeszcze przemyśleć to, co inni przemyśleli, ale przemyśleć po swojemu, czyli w tradycyjne typy i sytuacje wlać należy swój indywidualizm” (Tygodnik lwowski, „Czas” 1871, nr 69). Jeszcze dobitniej wyraził tę ideę w artykule poświęconym Stefanii Chłędowskiej: „Wszyscy naśladujemy się wzajemnie, a już stanowczo wszyscy naśladujemy mistrzów [...]. Chodzi tylko o to, kogo się naśladuje, a może jeszcze bardziej, co się w kim naśladuje” (Stefania Chłędowska, „Czas” 1885, nr 23). Jako niewyczerpane źródło inspiracji wskazywał literaturę staropolską, w której odnajdywał „głęboki humor, w tym szlachetnym znaczeniu, w jaki pojmować go uczą zarówno życie, jak sztuka, [który] godzi śmiechem swym boskim sprzeczności życia, wzbija się na skrzydłach filozoficznej wesołości ponad mety ludzkie, a miarą jego potężną jest zawsze moralny porządek świata, do którego swe spostrzeżenia, swój śmiech i swoje szyderstwo odnosi” (Kilka słów o humorze, „Dziennik Literacki” 1868, nr 29). Nieutożsamiany z dowcipem humor był według Łozińskiego „towarzyszem każdego, kto nieuprzedzonym a bystrym wzrokiem, z trzeźwością filozoficzną bada życie i człowieka”, co najistotniejsze pozwalał „wzbić się ponad życie” (tamże), odnaleźć poza realnym inny świat ludzkiej aktywności duchowej. Łoziński starał się zachować pozycję pisarza osobnego, dlatego jego wypowiedzi krytycznoliterackie stanowią istotne świadectwo powtarzalności międzypokoleniowych sporów dynamizujących polskie życie literackie 2. poł. XIX wieku.</document>
<document nplp_id="14329" title="Łubieńska Konstancja" slug="14329">



Literatka, publicystka. Pseudonimy i kryptonimy: K. Ł.........a; Konstancja; Konstancja Ł..........a; Ł..........a.




Informacje biograficzne. Anastazja Konstancja Bojanowska urodziła się 14 II 1798 w Krzekotowicach w Wielkopolsce (12 XII 1799 została ochrzczona „z oleju” w Kiączynie). Była córką Bogusława Bojanowskiego h. Junosza (1755–1816), podkomorzego Stanisława Augusta Poniatowskiego, oraz Magdaleny Kęszyckiej h. Nałęcz (zm. 1850). Ukończyła pensję w Dreźnie. W 1819 r. wzięła ślub z Józefem Łubieńskim (1792–1846), zamożnym ziemianinem, późniejszym oficerem powstania listopadowego. Z tego związku narodziły się dzieci: Waleria (1819–1822), Franciszek (1821–1845; J. Słowacki zadedykował mu wiersz Pogrzeb kapitana Meyznera), Stanisław (1823–1892), Bogusław (1825–1885), Maria Tekla (ur. 1827, zam. Wierzbińska, jej ojcem chrzestnym był A. Mickiewicz). Od 1827 r. mieszkała z rodziną w Budziszewie. W 1831 r. poznała i pokochała Adama Mickiewicza, który przebywał w Śmiełowie w czasie pobytu w Wielkopolsce. Stało się to powodem skandalu obyczajowego; poeta zerwał kontakt z Łubieńską po powrocie do Paryża, ona zaś zawarła aluzje do romansu z Mickiewiczem w powieści Niedowiarek (1842). Z czasem uczucie to przerodziło się w wieloletnią przyjaźń podtrzymywaną korespondencją z l. 1845–1855; Łubieńska wspierała Mickiewicza materialnie. W l. 1838–1848 mieszkała w Poznaniu i w Marcelinie pod Poznaniem (od 1842 r.; zorganizowała tu przytułek dla sierot), a także w Berlinie. Zajmowała się pracą literacką, społeczną i dobroczynną, działała w poznańskim Towarzystwie Pomocy Naukowej. W 1840 r. założyła wraz z Klementyną Grabowską „Dziennik Domowy” – jako redaktor podpisywał się Napoleon Kamieński. Utrzymywała kontakty z emigracją, przeważnie z obozem Adama Jerzego Czartoryskiego, kilkakrotnie wyjeżdżała za granicę. Od 1841 r. pozostawała pod nadzorem policji pruskiej, która podejrzewała ją o przewożenie korespondencji politycznej, m.in. dlatego nie uzyskała w 1844 r. zgody na wydawanie „Tygodnika Naukowego”, dzięki któremu mogła stać się ważną postacią w życiu literackim Wielkopolski. W listopadzie 1844 r. w Erfurcie, podczas powrotu z Paryża, skonfiskowano jej papiery, a w styczniu 1846 r. dokonano rewizji w jej pokoju w Berlinie (w raporcie poznańskiej policji znalazła się zagadkowa informacja, że miała córkę z Mickiewiczem). W l. 1847–1848 mieszkała u niej Maria, córka Mickiewicza. W 1847 r. jako matka chrzestna Karola Libelta, po jego aresztowaniu w związku ze spiskiem Ludwika Mierosławskiego, zwróciła się do Mickiewicza z prośbą o interwencję u władz pruskich, poeta odmówił pomocy. W 1848 r. wyszła ponownie za mąż za guwernera swoich dzieci, Wandaliana Wodpola (1811–1888). W 1856 r. przyjechała do Paryża na pogrzeb Mickiewicza, wyłożyła też znaczne sumy na budowę pomnika wieszcza w Poznaniu. W czasie powstania styczniowego opiekowała się w Marcelinie rannymi powstańcami, działała w Wielkopolskim Komitecie Niewiast. Zmarła 16 I 1867 w Poznaniu, została pochowana w Budziszewie.

Działalność na marginesie krytyki literackiej. Wypowiedzi publicystyczne Łubieńskiej stanowią przyczynek do historii krytyki literackiej kobiet w XIX w. walczących o swoje prawo głosu, często też kryjących własne „ja” w innej działalności okołoliterackiej. W artykule Od czego zacząć („Dziennik Domowy” 1843, nr 16) Łubieńska diagnozowała stan kultury polskiej po powstaniu listopadowym jako wymagający podniesienia od „strony duchowej człowieka” w celu zachowania równowagi dla działań w zakresie „bytu materialnego”. Postulowała ożywienie „tchnień wewnętrznych”, idei wolności duchowej, ideałów demokratycznych,

aby przerwać apatyczną wegetację kultury po klęsce 1831 r. Szczególną rolę przypisywała w tym zakresie kobietom. Kontynuowała ten wątek w artykule Dzisiejsze stanowisko kobiety i potrzeba jego reformy („Dziennik Domowy” 1844, nr 20), zwracając uwagę, że kobiety są zdolne do tego, by rozwijać się w zakresie „pojęć czysto rozumowych”, a współczesna matka musi być także obywatelką, by w świadomy i aktywistyczny sposób wychowywać dzieci. Odżegnywała się przy tym zachowawczo od postulatów emancypacyjnych spod znaku Henriego de Saint-Simona, ale zdecydowanie głosiła potrzebę „usamowolnienia” kobiety, zapewnienia jej „równego prawa i godności osobistej” (tamże). W polemice z Bronisławem Trentowskim zwalczała tradycjonalistyczny pogląd przypisujący kobietom bierność i ograniczone możliwości intelektualne; widząc w literaturze kobiet wciąż otwarty projekt, nawoływała: „Nie czyńcie z kobiet istot bez umu, nie róbcie z nich narzędzi samych, a pewno jak snycerz byłby może pisarzem, gdyby w dłoń pióro w miejsce dłuta uchwycił, także pomiędzy kobietami znajdą się geniusze i zaświecą światu” (Odpowiedź na artykuł „Kobieta” umieszczony w N. 33 „Orędownika” przez Bronisława Trentowskiego, „Przyjaciel Ludu” 1842, nr 29). Po latach swój twórczy zapał krytyczny ujawniła w Odpowiedzi na recenzję JMci księdza Koźmiana przedstawiającą z dzieł poetycznych charakter świętej pamięci Adama Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego pod wyrazami „Dwa bałwochwalstwa – dwa ideały” (1862). W pełnej patosu polemice z ultramontaninem, ks. Janem Koźmianem, broniła Mickiewicza przed zarzutami herezji. „Aby być sędzią prawdy chrześcijańskiej duszy poety, trzeba być czystym jak Chrystus” – pisała Łubieńska (tamże), dając świadectwo również własnej wierności serca.</document>
<document nplp_id="14330" title="Martynowski Franciszek Ksawery" slug="martynowski-franciszek-ksawery">Historyk, archeolog, krytyk sztuki, teoretyk konserwacji zabytków, poszukiwacz starożytności polskich, felietonista, poeta, prozaik. Pseudonimy i kryptonimy: F.K.; F.K.M.; F.M.; F. Mar; Fr. Ksaw. Mart.; Franek Mazur; Franek z Piotrkowa; K.M; Karmazyn; Karol; Kropidło; M. Fr; Mazur F.K.; Nie-ja; Orsza [?]; Panfucy; W. Zagroda.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 XII 1848 w Babczowie k. Radomska i tego samego dnia został ochrzczony przez ks. Zygmunta Kupczyńskiego, wuja Władysława Stanisława Reymonta. Był synem Szymona Martynowskiego i Justyny Sypniewskiej, niezamożnych mieszkańców wsi. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Grocholicach (obecnie dzielnica Bełchatowa). Od 1862 r. uczęszczał do gimnazjum klasycznego w Piotrkowie Trybunalskim (matura w 1869 r.). W szkole poznał swoją przyszłą żonę, Aleksandrę Korzonówną, córkę Józefa, tłumacza przysięgłego, bratanicę Tadeusza Korzona, którego córka poślubiła Konrada Prószyńskiego (Promyka), Martynowski często ogłaszał swoje artykuły w wydawanych przez niego pismach, np. w „Gazecie Świątecznej”. Jesienią 1869 r., bez paszportu, nielegalnie przekroczywszy granicę, zjawił się w Krakowie; decyzją senatu został przyjęty w poczet „uczniów zwyczajnych Wydziału Filozoficznego” na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1870 r. przez trzy lub cztery lata studiował historię, archeologię, literaturę, języki, etykę i estetykę, słuchając m.in. Józefa Kremera, Józefa Łepkowskiego, Franciszka Edwarda Matejki, Józefa Majera, Józefa Szujskiego, Stanisława Tarnowskiego. Równolegle ze studiami podjął współpracę z redakcjami „Strzechy”, „Włościanina” i „Zagrody”. Jako wolontariusz pracował w Bibliotece Jagiellońskiej. W tym czasie był pod stałą obserwacją tajnej policji. Podczas studiów został oskarżony przez Alfreda Szczepańskiego i Salomeę Jordanową o sprzeniewierzenie, nie zachowały się jednak dokumenty świadczące o wyniku wytoczonego mu procesu. W 1872 r. redagował „Włościanina” i „Zagrodę”. W 1873 r. przeniósł się do Lwowa. Nie była to decyzja dobrowolna. Został wplątany w proces Alfreda Barwińskiego i de facto nie mógł pozostać w Krakowie. Od 18 XII 1873, z polecenia Łepkowskiego, pracował przy inwentaryzacji i przewożeniu księgozbioru Czartoryskich z pałacu do zabudowań podominikańskich w Sieniawie. Praca, początkowo zaplanowana na trzy tygodnie, zakończyła się 31 III 1874. Z tego powodu Martynowski był zmuszony zabiegać o wypłacenie zwiększonego, należnego honorarium. Listy pisane do Władysława Czartoryskiego przyniosły spodziewany rezultat, a ich nadawca pozostał w Sieniawie do 24 IV 1874 jako gość właściciela majątku. Podczas pobytu prowadził w okolicy prace archeologiczne (ich efektem była publikacja Wykopaliska z Sieniawszczyzny, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1874, t. 1). Po ukończeniu studiów mieszkał we Lwowie (w 1876 r. jako młody literat niósł trumnę z ciałem S. Goszczyńskiego). W 1878 r. objął redakcję „Ruchu Literackiego”; do 15 VII 1878 przysposabiał go do tej funkcji dotychczasowy redaktor Agaton Giller, który został wydalony z Galicji. Martynowski w l. 1878–1880 był we Lwowie redaktorem „Przyjaciela Domowego” i „Gazety Wiejskiej”. Po ślubie zawartym w Krakowie w 1880 r. zamieszkał w Warszawie, współpracując z tytułami wszystkich zaborów (były to m.in. „Przegląd Lwowski”, „Ruch Literacki”, „Tydzień Literacki”, „Przewodnik Naukowy i Literacki”, „Szkice Społeczne i Literackie”, „Kurier Warszawski”, „Rola”, „Przegląd Tygodniowy”, „Strzecha”, „Włościanin”, „Zagroda”, „Kłosy”, „Ateneum”, „Biblioteka Warszawska”, „Biesiada Literacka”, w 1880 r. redagował „Przegląd Bibliograficzno-Archeologiczny” i „Spójnię”, organ towarzystwa o tej samej nazwie, którego był współzałożycielem i in.). Publikował dużo, podpisując artykuły pseudonimami i kryptonimami, a także anonimowo. W 1872 r. redagował „Włościanina” i „Zagrodę”. W 1881 r. odkrył cmentarzysko pogańskie w okolicach Grocholic (o czym informował „Przegląd Bibliograficzno-Archeologiczny” w 1881 r.), kilka lat później „Kłosy” (1889, nr 1261) podały informację o odkryciu przez niego jeszcze jednego podobnego obiektu w innym regionie. Przenosiny do Warszawy również nie były dobrowolne. Jak twierdzi Bożena Wierzbicka, „był to wyjazd wymuszony duszną sytuacją polityczną, aresztowaniami, konfiskatami i zamykaniem czasopism”. Wraz z Wojciechem Gersonem zainicjował w Warszawie kampanię dotyczącą wskrzeszenia ruchu na rzecz opieki nad zabytkami w Polsce. W 1888 r. razem z malarzem Józefem Pawłowskim powołał Spółkę Artystyczną Malarzy, Rzeźbiarzy i Budowniczych, znaną jako Salon Artystyczny lub Salon Artystyczny Józefa Pawłowskiego, której celem było organizowanie wystaw stałych sztuki „czystej” i stosowanej – poświęconych malarstwu artystów warszawskich – a także licytacji dzieł w Warszawie, Łodzi i Wilnie. Ostatnie dwa lata życia spędził w Częstochowie, gdzie na zaproszenie przeora Jasnej Góry, o. Euzebiusza Rejmana, pracował nad katalogiem skarbca jasnogórskiego. Mieszkał prawdopodobnie w III Alei NMP w budynku, który dziś już nie istnieje. Zmarł 13 X 1896 w Częstochowie. Pozostawił w rękopisie Wzory stylowe do sztuki kościelnej oraz Zarys dziejów sztuki kościelnej.

Kręgi twórczości. Martynowski był autorem pracowitym i wszechstronnym, konsekwentnie prezentującym własne poglądy historyczne i estetyczne, co prowadziło do polemik w prasie, m.in. Miłosza Kotarbińskiego („Głos. Tygodnik Literacko-Społeczno-Polityczny” 1886, nr 3). Na jego dorobek składają się utwory literackie – drobne wiersze i powiastki, wypowiedzi prasowe – recenzje, felietony, sprawozdania z wydarzeń i podejmowanych badań archeologicznych, polemiki, artykuły popularyzacyjne; a także monografie z zakresu estetyki, historii sztuki i prace podejmujące zagadnienia gospodarcze i społeczne. Twórczość poetycka Martynowskiego powstawała w początkowym etapie jego działalności, jest okazjonalna i epigońska, widać w niej naśladowanie Teofila Lenartowicza i Wincentego Pola. Powiastki mają przede wszystkim charakter dydaktyczny, są skierowane do czytelnika z ludu, odwołują się do chłopskiego (rzadziej miejskiego) środowiska, prezentują ideały pozytywistyczne i propagują postawy postępowe – apelują o udział w edukacji, o wyzwalanie inicjatywy rzemieślniczej, o solidarność i chłopską samopomoc, krytykują lichwiarstwo. W licznych artykułach prasowych Martynowski zdradzał zainteresowanie sprawami współczesnej sztuki, przede wszystkim architektury, problematyką konserwacji zabytków, a także nauki, gospodarki, życia społecznego, ruchu samopomocy chłopskiej, współczesnego budownictwa i muzealnictwa. Popularyzował wiedzę etnograficzną związaną z wierzeniami słowiańskimi i ich obrazem w literaturze ludowej. Był regionalistą – pisał o swoistości historycznej i kulturalnej miast, które znał, Piotrkowa Trybunalskiego oraz Warszawy. Miał duży talent satyryczny, jednym z jego najlepszych artykułów jest Zdobycie biblioteki („Tygodnik” 1884, nr 35–38), który w pewnym zakresie może zapowiadać treści z eseju Umberta Eco O bibliotece (B. Wierzbicka).

Poglądy literackie. Sądy na temat literatury wypowiadał najczęściej w kontekście zagadnień historii sztuki, podejmując problematykę estetyczną oraz recenzując bieżące wydawnictwa i wystawy. Szukał zbieżności między wyrazem poetyckim a kształtem i wymową rzeźby czy obrazu. Uważał, że istotą człowieka jest przynależność do dwóch sfer rzeczywistości – materialnej i „humanitarnej”, na którą składają się wytwory sztuki, w tym literatury, a także badania etnograficzne, filozoficzne, filologiczne itp. Akcentował nierównomierny postęp w tych dziedzinach – przyśpieszenie rozwoju nauk przyrodniczych i zaniedbanie sfery duchowej, co ma się przekładać na brak umiejętności rozumienia sztuki, widoczny zwłaszcza w społeczeństwie polskim. Twierdził, że w literaturze przejawia się „niespożyta prawda ducha” jednostki i narodu mających własną indywidualność (Na przełomie sztuki polskiej, 1882). Narodowość stanowiła dla niego ważne kryterium oceny twórczości. Uważał, że w dziejach literatury polskiej renesans był czasem sztuki narodowej (Mikołaj Rej z Nagłowic, „Zagroda” 1871, nr 20, 22; Na przełomie sztuki), wtedy idee greckie i rzymskie „otrzymały chrzest w dorzeczach Wisły” (Z domu i świątyni. Szkice i obrazy z przeszłości Polski, 1880). Równie wysoko cenił romantyzm. Aktywnie uczestniczył w sporach na temat planowanego pomnika Adama Mickiewicza, domagając się od autorów przedstawionych projektów wyrazu narodowego (Jeszcze w sprawie pomnika Mickiewicza..., „Echo” 1883, nr 140). Przekonywał o konieczności wytworzenia przez narody słowiańskie własnego stylu w sztuce, odrębnego od stylów europejskich, czerpiącego z wytworów sztuki ludowej.

Styl narodowy. Martynowski był niestrudzonym propagatorem idei narodowej zarówno w sferze sztuki, jak i w sferze gospodarczej oraz inwentaryzacji i konserwacji zabytków, które traktował jako znak czasu. Rozbudzał idee podniesienia poziomu uprzemysłowienia kraju, a także solidaryzmu narodowego w handlu i produkcji. Domagał się budowy muzeów na ziemiach polskich i tworzenia wystaw zarówno przemysłowych, jak i prezentujących dzieła sztuki, eksponaty numizmatyczne, znaleziska archeologiczne, zwłaszcza krajowe. Uważał, że powszechna znajomość stylów estetycznych przeszłości nie tylko kształtuje gusty współczesnych twórców i odbiorców sztuki czy architektury, ale także sprzyja poczuciu tożsamości. Poszukiwania stylu narodowego łączyły wielu historyków sztuki ostatniej ćwierci XIX w. (F. Sobieszczański, J. Łepkowski, W. Łuszczkiewicz), pośród nich Martynowski odznaczał się konkretnością stwierdzeń (O stylu wiślano-bałtyckim, „Wiek” 1887, nr 51).

Prowadził niestrudzoną kampanię na rzecz wykształcenia wśród czytelników poczucia estetyki i znajomości historycznych stylów w architekturze, malarstwie. Był (i jest) cenionym krytykiem sztuki, który włączał wszystkie rodzaje twórczości (także literaturę) do swoich koncepcji artystycznych.</document>
<document nplp_id="14331" title="Morstin Ludwik Hieronim" slug="morstin-ludwik-hieronim">Dramatopisarz, tłumacz, prozaik, eseista, poeta, krytyk literacki, dyplomata. Pseudonimy i kryptonimy: Agathon; L.H.M.


Informacje biograficzne. Urodził się 12 XII 1886 w Pławowicach k. Miechowa w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Był synem Ludwika Władysława Tadeusza Morstina h. Leliwa (1848–1926) i Amelii Lubienieckiej h. Rola (1855–1936). Genealogia rodu Morsztynów (pierwotnie Mondsztemów) sięga osiedlonego w XIV w. na terenie Polski mieszczaństwa niemieckiego, z którego wywodził się m.in. poeta Jan Andrzej Morsztyn. Ludwik Hieronim miał siostrę Marię Morstin-Górską (1893–1972), poetkę i tłumaczkę, oraz braci: Alfreda Józefa (1883–1971) i Zygmunta (1888–1954). Uczęszczał do III Gimnazjum im. Jana Sobieskiego w Krakowie. Jeszcze przed maturą (1905) zainteresował się teatrem, oglądając grę aktorską Heleny Modrzejewskiej i uczestnicząc w krakowskim życiu teatralnym. Po maturze zadebiutował udramatyzowaną pieśnią Na racławickim błoniu (1906). W l. 1906–1910 studiował psychologię, filozofię i filologię klasyczną w Monachium, Berlinie, Lipsku i Paryżu. Po studiach wrócił do Krakowa; w 1911 r. pomagał (w analizach i interpretacji tekstu) Ludwikowi Solskiemu przy prapremierze Legionu Stanisława Wyspiańskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Rok później w tym teatrze Morstin zadebiutował oficjalnie wierszowanym dramatem Lilie (na podstawie A. Mickiewicza) w reżyserii Solskiego.

W 1911 r. wraz z Władysławem Kościelskim założył i współredagował (do 1913 r.) miesięcznik „Museion” wydawany równocześnie w Paryżu i Krakowie. Na łamach pisma występował jako krytyk i tłumacz, wnosząc wkład w program polskiego neoklasycyzmu łączącego zagadnienia narodowe z tradycją helleńskiego antyku i źródłami francuskimi.

Podczas I wojny światowej służył w 2. Pułku Piechoty I Brygady Legionów Polskich, a od 1917 r. pracował w departamencie wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego. W 1919 r. pojechał do Paryża jako zastępca szefa Polskiej Misji Wojskowej; w l. 1922–1924 był attaché wojskowym ambasady polskiej w Rzymie. Podczas wojny otrzymał tytuł hrabiego od Franciszka Józefa II. Służbę wojskowo-dyplomatyczną zakończył w randze majora w 1924 r., by następnie osiąść wraz z poślubioną w 1918 r. żoną, Janiną Żółtowską h. Ogończyk (1895–1965), w rodzinnym majątku w Pławowicach, gdzie pozostał do 1945 r. Z pławowickiego dworku Ludwik Hieronim uczynił salon literacko-artystyczny odwiedzany m.in. przez Leopolda Staffa, Jarosława Iwaszkiewicza i Skamandrytów. W l. 1930–1931 był redaktorem prestiżowego w środowisku polskiej inteligencji „Pamiętnika Warszawskiego”. W późniejszym okresie życia, po 1945 r., pracował jako kierownik literacki teatrów w Zakopanem, Krakowie, Warszawie. Za twórczość przekładową otrzymał w 1952 r. nagrodę polskiego PEN Clubu. Zmarł 12 V 1966 w Warszawie.


Program klasycyzmu. Praktyka twórcza (poetycka, dramatopisarska, eseistyczna i tłumaczeniowa) i wypowiedzi krytycznoliterackie Morstina koncentrowały się wokół tradycji antycznych, z których wywodził program klasycyzmu wybrzmiewający zwłaszcza na łamach „Museionu” – „organu neoklasycyzmu”, jak określili pismo Juliusz Kleiner i Włodzimierz Maciąg w Zarysie dziejów literatury polskiej. W rozbudowanym szkicu Wpływ idei filozoficznych na współczesną twórczość literacką, część 1: Wyzwolenie się z nietzscheanizmu, część 2: Bergson i metafizyka twórczości („Museion” 1911, z. 2, 4) Morstin wyprowadzał oryginalną charakterystykę postulowanego klasycyzmu z konfrontacji dwóch systemów filozoficznych. Bezwzględnie krytyczny wobec Friedricha Nietzschego (którego oskarżał o niezrozumienie sztuki greckiej przez fałszywy kult dionizyjskości), możliwości odnowienia klasycyzmu upatrywał w „intuicji metafizycznej” Henriego Bergsona wykraczającej poza ograniczenia spekulacji i równoważącej ratio. W tym ujęciu klasycyzm przyswajał romantyczne idee, przekraczając jednocześnie ramy parnasizmu i akademizmu. Morstin odżegnywał się również od „bezmyślnego naśladowania Greków”, w klasycyzmie widział bowiem „pojęcie i odczucie tego, co jest istotą dionizyjskości”. Nowy klasycyzm miał ostatecznie szeroki i pojemny rodowód, obejmował bowiem (o czym po latach wspominał Morstin w Życiu artystycznym i umysłowym Krakowa i Paryża) także tak nieoczywiste dla klasycystycznej dykcji postaci jak Paul Gaugin, w którego „logice kompozycji” Morstin widział pierwotne piękno, „nietknięte cywilizacją”. Swoiste uromantycznienie klasycyzmu i zwrot ku literaturze narodowej wybrzmiewają w drugim studium Morstina: Zagadnienia bytu narodowego we współczesnej literaturze polskiej („Museion” 1913, z. 3) poświęconym wciąż żywym nurtom patriotycznym tradycji romantycznej. Nurty te Morstin odróżnia od „dogmatycznego patriotyzmu”, swoją uwagę kierując ku utworom mówiącym o bycie narodowym w całej rozpiętości stanów i widzącym go w społecznej panoramie klasowej: tak w szlacheckim dworze (A. Mickiewicz), jak w chłopskiej pracy (W.S. Reymont). Tytułowe „zagadnienie bytu narodowego” okazuje się w efekcie programem sztuki patriotycznej zrywającej z martyrologią i mesjanizmem romantyzmu na rzecz afirmacji ojczystości we wszystkich jej przejawach; w codzienności i zwyczajności egzystencji.

Oprócz dwóch programowych dla polskiego neoklasycyzmu rozpraw zainteresowanie Morstina przeobrażeniami klasycznych wzorców literackich najpełniej widoczne jest w szkicu historycznoliterackim poświęconym Sielankom Szymona Szymonowica (Perły poezji polskiej, „Museion” 1911, z. 7–8). Ich odczytanie jest dla krytyka okazją do odtworzenia tradycji starożytnej i wpływów współczesnego Szymonowicowi humanizmu europejskiego. Renesansowy poeta przedstawia się Morstinowi jako pionier poezji tworzonej „z pieśni gminnej i obserwacji przyrody”, bliższy Wyspiańskiemu aniżeli Adamowi Naruszewiczowi. W części poświęconej analizie Sielanek Morstin skupia się na poetyckim przedstawieniu ludu polskiego, w którym najbardziej docenia zróżnicowanie językowe – wprowadzenie do poezji ludowej gwary i muzyczność artystycznej realizacji – dzięki któremu wiersze odtwarzają wiejskie życie. Szymonowica uznaje za świadomego kontynuatora najlepszych wzorów starożytnych (ceniącego wyżej Wergiliusza niż Teokryta), w które wpisywał pierwiastki rodzime, co przyniosło literaturze odrodzenia „polskie sielanki w greckiej formie”.

Powracające w rozprawach Morstina artykulacje klasycyzmu w historycznej i współczesnej polskiej literaturze były ufundowane na przekonaniu o potrzebie odnowienia zainteresowania tradycją, która – niczym dusza helleńska – zawierała pełnię człowieczeństwa kumulującą wszelkie właściwości ludzkiej natury. W tak ogólnym, poszerzonym ujęciu istoty klasycyzmu zaadaptowanie go do nowych warunków umożliwiało zdynamizowanie literackich konwencji i odniesienie ich do narodowych spraw współczesności.

Taką możliwość dawały również zamieszczane na łamach „Museionu” utwory pisarzy antycznych w nowych przekładach, do których publikacji Morstin przyczyniał się nie tylko jako redaktor pisma, ale i tłumacz: fragmentów Eneidy („Museion” 1911, z. 1) i Sielanek Teokryta („Museion” 1912, z. 2). W późniejszej, powojennej działalności ukazały się jego tłumaczenia Antygony i Króla Edypa Sofoklesa, Pieśni Horacego, dramatu Alkad z Zalamei Pedra Calderóna de la Barki, Owcze źródło Lopego de Vegi; przekładał również Johanna Wolfganga Goethego i Williama Shakespeare’a. Echa tradycji hellenistycznej i europejskiego renesansu odbijały się także w twórczości poetyckiej i dramatycznej Morstina o tematyce antycznej; w eseistycznych (publikowanych po 1945 r.) szkicach przybliżał z kolei czytelnikom i czytelniczkom krajobraz i kulturę włoską.


Krytyka literacka i teatralna. W 1911 r. Morstin opublikował własnym nakładem krótką rozprawę poświęconą dramatowi Legion Wyspiańskiego. Utwór ten odczytuje w związku z odnowieniem w literaturze dramatu historycznego, który w wydaniu Wyspiańskiego opiera się na przypomnieniu legend żywych we współczesnej pamięci zbiorowej. Narodowy charakter dramatu nie przysłania jednak uniwersalnej wymowy Legionu, w którym Morstin widzi „odwieczny dramat górnego idealizmu” („Legion” Wyspiańskiego, 1911). Analiza Morstina uzasadnia i dowartościowuje halucynacyjną dramaturgię Wyspiańskiego, która dla części współczesnych pozostawała zjawiskiem odmiennym od kanonu; świadczy o tym przytaczana przez Wojciecha Natansona negatywna reakcja Stanisława Tarnowskiego na odczyt Morstina i niechęć profesora historii literatury do powodzenia dramatu Wyspiańskiego. Opublikowana rozprawa (której podstawą najprawdopodobniej był właśnie odczyt urządzony Morstinowi przez Solskiego w krakowskim Teatrze Starym) dowodzi zainteresowania dramaturgią symbolistów, której pierwsze polskie próby Morstin widzi właśnie w Legionie. O postaciach fantastycznych dramatu pisał, że są „majakami wyobraźni”, wyrastającymi „w mroku kulis” i uniezależniającymi się na scenie. Zauważał przy tym, że forma Legionu świadczy o pewnej przejściowości w artyzmie Wyspiańskiego, który nie osiągnął jeszcze „natchnienia, z którego rodzą się dzieła doskonałe harmonią treści i formy, w apolińskim kształcie piękna” (tamże). Mimo to Morstin radził, by dramatu Wyspiańskiego nie klasyfikować wyłącznie jako zapowiedzi zmiany, lecz dostrzec w nim „pierwszy podźwięk struny wieszczej” (tamże). Zwieńczeniem interpretacji Morstina było podkreślenie wielkości Legionu jako dramatu rozgrywającego się w sztafażu śmierci, ale budującego nowe życie z zapomnianej tradycji.

Jako krytyk literacki wypowiedział się również w okolicznościowym (ale krytycznym) szkicu W setną rocznicę śmierci Zygmunta Krasińskiego („Przegląd Powszechny” 1912, R. 29, t. 113, nr 2–4). Pobrzmiewa w nim ton znany z rozprawy o Wyspiańskim – Morstina interesuje proroczy wymiar twórczości Krasińskiego; wiara w zmartwychwstanie Polski i miłość do kraju, którą rozpoznaje w „duszy” poety. Nazywa go „poetą szlacheckim”, wskazując, że to szlachcie właśnie Krasiński przypisywał najwyższe możliwości kulturotwórcze i narodowowyzwoleńcze. Jednocześnie wyraźnie odróżnia mesjanistyczne wizje autora Nie-Boskiej komedii od praktycznego, popartego czynem mesjanizmu Adama Mickiewicza. Tego ostatniego Morstin cenił znacznie wyżej, czego dowiódł także w studium o Legionie. Ocena ta przekłada się na sąd o wartości poetyckiej – twórczość Krasińskiego jest dla Morstina pozbawiona uczucia, przechyla się w kierunku logiki rozumu. Znamienne przy tym, że to przeciwstawienie służy w konsekwencji do sformułowania uogólnionych sądów – najpierw o prawdzie poezji (którą jest szczerość wypowiadanych przez poetę uczuć, intuicyjnie i indywidualnie odczuwanych), a dalej o krytyce, której największym błędem jest wyjaśnianie prawd przez „artystyczne wnikanie w twórczość autora”. W rozumieniu Morstina ten błąd krytyki skutkuje instrumentalizowaniem poezji przez krytykę, przypisywaniem twórczości do interesów politycznych i anektowaniem twórców pod sztandary konkretnych stronnictw. Taki los spotkał, jak przekonuje Morstin, wymianę poetyckich manifestów między Zygmuntem Krasińskim i Juliuszem Słowackim, którą krytyka potraktowała jako szansę na zawłaszczenie poetyckich programów i rozbicie wspólnego obu poetom stronnictwa – wiary w sztukę i prawdę szczerej poezji.

Z podobieństwa obu wypowiedzi krytycznoliterackich Morstina można wnioskować zarówno o wizji, jak i praktycznej realizacji krytyki pozostającej pod wyraźnym wpływem romantycznej retoryki i odwołującej się do romantycznego imaginarium, zwłaszcza w zakresie narodowych symboli i artystycznych artykulacji wspólnotowych ideałów.

Teatrowi współczesnemu Morstin poświęcił rozbudowany szkic Teatr francuski („Museion” 1913, z. 11–12) dotykający kwestii komercjalizacji sztuk scenicznych i upadku autorytetu krytyki artystycznej w obliczu komercyjnego sukcesu popularnych przedstawień. Punktem wyjścia jest dla Morstina twórczość Henriego Bataille’a ciesząca się wśród francuskiej publiczności uznaniem, a przez krytykę darzona niechęcią. Morstin oskarża dramaty Bataille’a o brak prawdy życiowej wynikający z niechęci twórcy do empatycznego przyglądania się duszy ludzkiej. Polską sztukę sceniczną ceni wyżej od sztuki francuskiej, której upadek obserwuje. W drugiej części rozprawy Morstin koncentruje się na kryzysie współczesnego teatru francuskiego i próbach wyjścia z niego, np. przez reprodukowanie dekoracji rodem z polskiej sceny (do Akropolis i Legendy S. Wyspiańskiego) i przez sięganie do twórczości innych narodów w poszukiwaniu impulsu do ożywienia francuskiego dramatu. Reformatorzy francuskiego teatru, sprawozdaje Morstin, winnych upadku upatrują m.in. w krytykach, którzy nie chcą (lub nie umieją rozpoznawać) prawdziwych wartości. Autor rozprawy twierdzi jednak, że jeśli nawet publiczność liczy się z krytyką, to ani autor dramatu, ani dyrektor teatru nie powinni polegać na zewnętrznych ocenach, by nie stracić pewności i samodzielności decyzji. Krytyka dla reformatorów teatru ma być przede wszystkim „reklamą” ich pomysłów, nie nadzorem dla twórców.

Być może to radykalne stanowisko Morstina wobec krytyki jako instytucji opiniotwórczej wpłynęło na znikomą aktywność recenzencką pisarza, który przed wojną opublikował kilka zaledwie recenzji, m.in. w redagowanym w l. 1930–1931 „Pamiętniku Warszawskim” (recenzja Serca lodów F. Goetla i tomu Dzieł Słowackiego).</document>
<document nplp_id="14332" title="Michaux Aleksander" slug="michaux-aleksander">Poeta, prozaik, publicysta, redaktor, krytyk sztuki, krytyk literacki i teatralny, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy: m.; Miron; x.


Informacje biograficzne. Aleksander Adam Michaux urodził się 28 XI 1839 w Warszawie w belgijsko-polskiej rodzinie mieszczańskiej jako syn Marcina Michaux (zm. 1862) i Petroneli Jezierskiej (zm. 1884). Wbrew planom ojca, który widział w nim kontynuatora restauratorsko-piwowarskich tradycji rodzinnych, po licznych perypetiach Michaux ostatecznie ukończył Instytut Agronomiczny w Marymoncie pod Warszawą. Przez cztery lata pracował jako urzędnik w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych, podejmując jednocześnie współpracę ze stołecznymi czasopismami. Jako poeta debiutował w 1861 r. na łamach „Pszczoły”. W 1865 r. ożenił się z Julią Karczewską 1° voto Höhr (1843–1920), z którą miał synów Juliana Eugeniusza (1867–1925, szermierza i olimpijczyka) i Tytusa Henryka (1882–1943) oraz córkę Zofię (ur. 1870, zam. Demange). Szczytowy rozwój jego kariery literackiej i publicystycznej przypada na przełom lat 60. i 70. Wydał wówczas dwa tomiki poetyckie: Pieśni (1867) i Fantazje (1870). Rok 1875 otwiera tragiczny okres w jego życiu. Alkoholizm i nieszczęśliwa miłość do Bronisławy Dowiakowskiej, warszawskiej primadonny, przyczyniły się do ujawnienia objawów choroby nerwowej, którą Miron miał odziedziczyć po przodkach. Zmiana otoczenia (podróże po Europie), dobrowolna izolacja w zakonie, a później przymusowe odosobnienie w rodzinnej posiadłości na przedmieściach Warszawy nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Michaux, dawny warszawski bon vivant, postać znana w towarzystwie dziennikarskim i literackim, stał się bohaterem smutnych anegdot prezentujących go na warszawskich ulicach w stanie nerwowego rozstroju i upojenia alkoholowego. Z czasów choroby zachowała się garstka wierszy ogłaszana na łamach zaprzyjaźnionych czasopism. Rodzina i przyjaciele Mirona jeszcze za jego życia, lecz już bez udziału poety, zebrali i opublikowali część wierszy składających się na jego liryczny dorobek w tomie zatytułowanym Poezje (1884). Nieuwzględniona w nim spuścizna literacka Michaux ciągle pozostaje rozproszona w XIX-wiecznych wydawnictwach periodycznych. Poeta zmarł 22 IV 1895 w Warszawie.

Listy z ulicy X. Michaux pierwsze szlify jako krytyk literacki zdobywał w „Przeglądzie Tygodniowym”. Na jego łamach zamieścił cykl ośmiu felietonów opatrzonych wspólnym nagłówkiem Listy z ulicy X (1866–1877) poświęconych bieżącym zagadnieniom z zakresu kultury i literatury. Szczególną uwagę zwracał w nich na jakość utworów drukowanych w działach literackich stołecznych czasopism. Krytykował ich politykę redakcyjną polegającą na zaśmiecaniu własnych łamów grafomańską twórczością („Przegląd Tygodniowy” 1866, nr 9). Wśród grup społecznych podatnych na manię nieudolnego rymoklectwa widział Miron kobiety i młodych mężczyzn. Przy okazji oceny artystycznej ujawniły się także mizoginiczne poglądy autora, który uważał, że wielka twórczość literacka nigdy nie stanie się domeną kobiet. Miron ganił redaktorów za to, że ulegają modzie na autorów obcych, zapominając o twórczości rodzimej (tamże, nr 11). Nie zgadzał się z pojawiającym się w dyskursie prasowym argumentem, że małe wyrobienie literackie czytelników i wywierana przez nich presja jest przyczyną ciągłego obniżania jakości utworów literackich. Był propagatorem racjonalnej i stonowanej krytyki literackiej. Uważał, że jest jej stanowczo za mało na łamach prasy, co przynosi także szkody literaturze: „[...] wołajcie po imieniu na spekulację kryjącą się pod pseudonimem: godło publiczne, zatykajcie ogniste słupy na skałach, o które rozbijają się okręta głupstwa, próżności i blagerii, policzkujcie faryzejskie maski zdenerwowanych świętoszków – idźcie o! idźcie z godłem postęp i z odwagą Chrystusa, wypędzającego kramarzy z przedsionka świętego domu!” (tamże, nr 18). Podejmowane przez Mirona tematy nawiązywały co prawda do toczącej się kilka lat wcześniej na łamach lwowskiego „Dziennika Literackiego” debaty o stanie ówczesnej literatury (chociażby problem poetów-grafomanów), na gruncie warszawskim stanowiły jednak nowość. Do problematyki Listów z ulicy X skupionej wokół zależności literatury pięknej i prasy powracali w następnych rocznikach „Przeglądu” m.in. Adam Wiślicki i Aleksander Świętochowski. W tej wczesnej publicystyce Mirona ujawniła się cecha charakteryzująca jego styl dziennikarski w ogóle, a mianowicie felietonowość. Warunkowała ona kolejne właściwości, czyli potoczny język, aktualność tematu i subiektywność oraz literackość ujęcia tematu.

W „Kurierze Warszawskim”. Po dwóch latach terminowania w „Przeglądzie Tygodniowym” kariera dziennikarska Mirona nabrała rozpędu. W 1868 r., wraz z Wacławem Szymanowskim, Janem Chęcińskim i Julianem Heppenem, stał się współwłaścicielem i redaktorem podupadłego „Kuriera Warszawskiego”. Zakres jego obowiązków w nowej redakcji był ogromny. Pisał o wszystkim, m.in. o formach pomocy dobroczynnej („Kurier Warszawski” 1869, nr 29), omnibusach (tamże, nr 31), karnawale i popielcu (tamże, nr 46), kredytach (tamże, nr 51), życiu ponad stan (tamże, nr 80). Znaczący wkład jako redaktor Miron włożył w unowocześnienie działu poświęconego kulturze. Przede wszystkim znacząco rozbudował dział literacki. Umieszczał w nim od czasu do czasu recenzje nowości wydawniczych („Kurier Warszawski” 1868, nr 106; 1869, nr 157), drukował własne wiersze i obrazki prozą. Na stałe zagościły w nim utwory literackie (głównie liryki i szkice fizjologiczne) pisane przez zaprzyjaźnionych z redakcją autorów. Zawartość pisma odzwierciedlała także inne jego zainteresowania, zwłaszcza dotyczące teatru i sztuk plastycznych. Dział teatralny i artystyczny, który wcześniej ograniczał się do zapowiedzi, wzbogacił się o recenzje teatralne, relacje z wystaw prac malarskich, benefisów aktorskich i inicjatyw środowisk twórczych, prezentacje biografii najwybitniejszych malarzy i artystów scen warszawskich. Miejsce poświęcone operze, teatrowi i sztukom plastycznym Miron wypełniał przede wszystkim własnymi artykułami. Po 1871 r. zaangażowanie dziennikarskie Mirona słabnie, co odbija się negatywnie na dziale kulturalnym „Kuriera” – liczba artykułów o bieżących wydarzeniach kulturalnych wyraźnie się zmniejsza. Ostatecznie w 1874 r. Miron odsprzedaje swoje udziały w dzienniku. Efekty jego współpracy z „Kurierem Warszawskim” współcześni ocenili bardzo wysoko. Wiktor Gomulicki pisał, że „cała Warszawa z biciem serca czekała codziennie na ukazanie się nowego »Kurierka«, dorwawszy się do mokrego jeszcze numeru, szukała w nim przede wszystkim artykułów podznaczonych literą m lub x. Przyrównywał ktoś w owym czasie »Kurier« do placka, w którym artykuły Mirona odgrywały rolę – rodzynków”.

Krytyka teatralna. Najwięcej uwagi jako redaktor Miron poświęcał warszawskiemu teatrowi. Utrzymywał zresztą bliskie relacje towarzyskie z tym środowiskiem. Artykuły poświęcone bieżącemu repertuarowi teatralnemu, aktorom i zagadnieniom sztuki teatralnej drukował przede wszystkim na łamach „Kuriera Warszawskiego”. Jako recenzent i znawca stołecznej sceny teatralnej współpracował także z „Tygodnikiem Mód i Powieści”, „Kłosami” i „Przeglądem Tygodniowym” (1866, nr 22). Miron nie miał wykształcenia humanistycznego, jego wiedza z zakresu estetyki pozostawia wiele do życzenia. Wartość jego artykułów poświęconych teatrowi nie zasadzała się na głębokości sądów, ale na aktualności oraz żywym i podmiotowym stylu. Jako jeden z pierwszych zaczął publikować tuż po premierowch przedstawieniach recenzje oceniające bieżący repertuar. Były budowane na podstawie tego samego schematu: rozległe streszczenie sztuki, omówienie kreacji aktorskich i innych walorów spektaklu, miały jednak charakter wieloaspektowy. Na pierwszy plan wysuwała się ocena warsztatu aktorskiego: mimiki, modulacji głosu, dykcji, ruchu scenicznego. Wyrażał opinie dotyczące doboru roli do emploi poszczególnych aktorów. Zwracał uwagę na wartości intelektualne, literackie i językowe sztuki oraz jakość tłumaczenia w przypadku utworów zagranicznych. W recenzjach operowych schemat opisu był podobny: omówienie treści opery, ocena warsztatu wokalnego i aktorskiego śpiewaków, muzyki i scenografii. Przy okazji recenzowania konkretnych przedstawień teatralnych i operowych Miron często przemycał informacje dotyczące historii inscenizacji, literackiego bądź muzycznego dorobku autorów wystawianych sztuk. Szczególnie dużo uwagi poświęcał debiutantom. Był miłośnikiem talentu Heleny Modrzejewskiej – omawiał szczegółowo każdą z jej warszawskich ról (m.in. „Kurier Warszawski” 1868, nr 230, 233, 236). Wysoko cenił także Ludwika Panczykowskiego, Wincentego Rapackiego i Jana Królikowskiego. Uwagą Miron obejmował całą warszawską scenę – od uprzywilejowanych w recenzjach Teatru Wielkiego i Teatru Rozmaitości po teatrzyki ogródkowe jak Tivioli (tamże, nr 123), teatry wędrowne („Kurier Warszawski” 1871, nr 236) i przedstawienia amatorskie. W jego dorobku odnajdziemy też recenzje przedstawień wystawianych poza stolicą. W grze aktorskiej najwyżej cenił naturalność. Był wymagający w stosunku do decyzji repertuarowych. Szczególnie cięte uwagi kierował pod adresem autorów krotochwil i wodewilów („Kurier Warszawski” 1869, nr 73). Krytykował melodramatyczność i przesadę w dramaturgii (tamże, nr 103). Cenił nowatorstwo tematyczne, zwłaszcza odnoszące się do kwestii społecznych. Był wielbicielem Williama Shakespeare’a („Przegląd Tygodniowy” 1868, nr 52; „Kurier Warszawski” 1869, nr 40) i opery („Kurier Warszawski” 1873, nr 76). Protestował przeciwko wykorzystywaniu sceny do prywatnych utarczek, uznawał za rzecz niedopuszczalną przedstawianie w sposób karykaturalny osób żyjących i powszechnie znanych („Kurier Warszawski” 1869, nr 76). Apelował, by wzorem Francuzów i Anglików podjąć pracę dokumentującą działalność polskiego teatru („Kurier Warszawski” 1868, nr 144). Wskazywał potrzebę popularyzacji polskich oper w Europie – przede wszystkim autorstwa Stanisława Moniuszki („Kurier Warszawski” 1871, nr 204).

Cechą charakterystyczną recenzji teatralnych i operowych Mirona są często pojawiające się w nich sądy wartościujące. Nie wahał się wskazać dobrych i złych aspektów przedstawienia. Podkreślał znaczenie niezależności krytyka. Jej wyrazem była pojawiająca się często polemika z innymi recenzentami („Kurier Warszawski” 1869, nr 94) bądź z korespondującymi z nim czytelnikami (tamże, nr 44).


O sztukach plastycznych. Drugą, oprócz teatru i opery, pasją Mirona były sztuki plastyczne. Regularne sprawozdania z wystaw malarskich organizowanych przez Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie Miron publikował na łamach „Kuriera Warszawskiego” w l. 1868–1871, później zaś – jedynie sporadycznie. Zgodnie z zapowiedzią autora miały one charakter popularyzatorski, ograniczały się bowiem do wskazania problematyki wystawianych prac i krótkiej oceny artystycznej („Kurier Warszawski” 1868, nr 157). Z opublikowanych recenzji Mirona wynika, że najwyżej cenił sobie twórczość Jana Matejki, Franciszka Kostrzewskiego, Aleksandra Gryglewskiego i Wojciecha Gersona. Martwił go brak tej miary artystów w pokoleniu młodych malarzy („Kurier Warszawski” 1871, nr 277). Jego uwagę zwracały prace poruszające w sposób nowatorski problematykę społeczną, np. obraz Leopolda Horowitza Bezwiedny filozof przedstawiający druciarczyka siedzącego na ulicy podczas zimowego wieczoru. Omawiając go, stwierdza: „Są ludzie, którzy twierdzą, że na ziemi nie ma już poezji; jest to jednak kłamstwo wierutne. Ta kochanka błękitu nie uleciała jeszcze, ona żyje i tęskni wśród nas, jak żyła i tęskniła od wieków, ale uśmiecha się jedynie do wybranych i niewidzialną jest dla tych, którzy albo nie chcą, albo nie umieją jej szukać. Poezja jest wszędzie; w lazurze nieba i na miejskim bruku. Wiktor Hugo powiedział, że można leżeć na śmietniku z gwiazdami w duszy i marzyć o ucztach Olimpijskich” („Kurier Warszawski” 1869, nr 219).</document>
<document nplp_id="14334" title="Miciński Tadeusz" slug="micinski-tadeusz">Poeta, prozaik, dramaturg, publicysta, działacz patriotyczny. Kryptonim: T.M.

Informacje biograficzne. Urodził się 9 XI 1873 w Łodzi jako syn Rudolfa Micińskiego h. Łabędź (zm. 1910) i Wandy z Pruskich h. Leliwa (1848–1920). Uczęszczał do V Gimnazjum w Warszawie (1886–1890). Maturę uzyskał w Białej Cerkwi w 1892 r. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim (1893–1895), w Lipsku (1895–1896) i Berlinie (1896–1897). Odbył dwie podróże do Hiszpanii (1897, 1897–1898) na zaproszenie filozofa Wincentego Lutosławskiego. W 1898 r. poślubił Marię Dobrowolską (1869–1938), z którą miał dzieci: Jarosława (1898–1971) i Marię (1902–?). Debiutem literackim był wydany w 1896 r. poemat Łazarze oraz nowela Nauczycielka. Po wydaniu tomu poezji W mroku gwiazd (1902) zyskał rozpoznawalność. Opublikował dramaty: Kniaź Patiomkin (1906), W mrokach Złotego Pałacu, czyli Bazilissa Teofanu (1909), tom esejów Do źródeł duszy polskiej (1906), broszurę Życie Nowe (1907), powieści: Nietota. Księga tajemna Tatr (1910) i Xiądz Faust (1913). Podróżował m.in. do: Sztokholmu (1912, relacja z V Olimpiady), Lipska (1913, rocznica Bitwy Narodów), miasta-ogrodu Hellerau pod Dreznem (1910–1911), Belgradu i Sofii (1912–1913, obszerne korespondencje z wojen bałkańskich). Po wybuchu I wojny światowej jako poddany austriacki otrzymał nakaz udania się w głąb Rosji. Przebywał w Kałudze (1914), następnie wrócił do Warszawy. Ogłosił poemat Widmo Wallenroda (1914). Po zajęciu przez Niemców Warszawy w sierpniu 1915 r. udał się do Rosji i zamieszkał w Moskwie. Publikował m.in. w „Echu Polskim”, „Gazecie Polskiej” i „Dzienniku Polskim”, po rosyjsku na łamach dziennika „Utro Rosii”. Prezesował sekcji literacko-artystycznej stowarzyszenia „Dom Polski” (od maja 1916 r.). W 1917 r., po rewolucji lutowej, zaangażował się w kwestię stworzenia polskiej armii na terenie Rosji. W sierpniu 1917 r. został oficerem „oświatowym” w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Ogłaszał liczne reportaże z „życia frontowego” (1917), wypowiadał się na zjazdach wojskowych, dając się poznać jako przeciwnik bolszewizmu, na jednym z wieców wszedł w polemikę z Feliksem Dzierżyńskim.

Po przewrocie bolszewickim w lutym/ marcu 1918 r. wraz z rodziną wrócił do Polski. W drodze otrzymał depeszę od ciężko chorej Marii Dohrn-Baranowskiej, z którą od wielu lat był zaprzyjaźniony. Zastał ją martwą, zajął się zorganizowaniem pogrzebu. Przez kilka tygodni pozostawał w Wydrance w majątku zmarłej. W kwietniu 1918 r. zdecydował się na dalszą podróż, podczas której został zamordowany przez bolszewików lub zrewoltowanych chłopów. Grób pisarza (dziś nieistniejący) w pierwszych latach po jego śmierci miał znajdować się w osadzie Małynicze Małe pod Czeczerskiem.


Działalność krytycznoliteracka. Działalność krytycznoliteracka Micińskiego, uprawiana przez niego w l. 1895–1917, miała charakter okazjonalny, pozostawała na marginesie aktywności literackiej i publicystycznej pisarza. Wyróżnia się w niej: 1) okres wczesny (1895–1899); 2) okres dojrzały (1908–1914); 3) okres późny (1915–1917) związany z wojną i pobytem w Rosji. W początku pierwszej dekady XX w. powstaje niewiele pism krytycznoliterackich. Elementy krytyki literackiej zawierają: studium porównawcze Księcia Niezłomnego Pedra Calderóna i jego polskiej parafrazy Juliusza Słowackiego (Słowacki i Calderon w „Xięciu Niezłomnym”, „Życie” 1899, nr 8) oraz interpretacja niepublikowanych za życia poety rapsodów Króla-Ducha (Król Duch – Jaźń. Poemat Juliusza Słowackiego, „Krytyka” 1905, t. 11, z. 12), przedrukowane w tomie esejów Do źródeł duszy polskiej. Na l. 1900–1907 przypada intensywny rozwój poetyckiej i dramaturgicznej twórczości Micińskiego, powstaje też artykuł Teatr-Świątynia („Słowo Polskie” 1905, nr 207) w związku z rozpisaniem konkursu na stanowisko dyrektora Teatru Miejskiego w Krakowie i wsparciem przez Micińskiego kandydatury Stanisława Wyspiańskiego. Pojawia się w nim postulat powrotu do monumentalnego teatru antycznego, rozumianego jako misterium zdolne wywołać w widzu katharsis. Jako twórcę takiego teatru Miciński widzi Wyspiańskiego i... (jeszcze nieśmiało) siebie samego.

Najobfitsza twórczość krytycznoliteracka przypada na okres dojrzały, w którym powstaje książka Walka o Chrystusa (1911), będąca jednocześnie pamfletem na redaktora „Myśli Niepodległej”, Andrzeja Niemojewskiego, traktatem polemicznym oraz recenzją książki Niemojewskiego Bóg Jezus (1909), która stała się powodem powstania publikacji Micińskiego.

Okres wczesny. Jeszcze jako student Miciński ogłaszał na łamach prasy recenzje literackie i teatralne. Najczęściej omawiał prace zaprzyjaźnionych literatów: Ignacego (Sewera)

Maciejowskiego, a później – Tadeusza Nalepińskiego, Stefana Żeromskiego czy – tuż po wybuchu Wielkiej Wojny – Karola Jacka Malewskiego. W 1895 r. na łamach „Nowej Reformy” ukazał się debiut krytycznoliteracki Micińskiego, Zapiski literackie, czyli recenzje dwóch tomów prozy Sewera. W tym czasie powstało też omówienie dwutomowej monografii Mariana Zdziechowskiego Byron i jego wiek („Życie” 1899, nr 5). W miejsce realistyczno-pozytywistycznych kryteriów, według których oceniał tomy Sewera, pojawiła się perspektywa neoromantyka dostrzegającego oryginalność różnojęzycznych poetów romantycznych, w których Zdziechowski widzi jedynie naśladowców George’a Gordona Byrona, co oburza recenzenta krytykującego m.in. potraktowanie bohaterów dzieł Słowackiego wyłącznie jako postacie bajroniczne.

W 1898 r. Miciński opublikował dwie recenzje teatralne – inscenizacji „komedii” Kraj Kazimierza Zalewskiego oraz dramatu Gerharta Hauptmanna Dzwon zatopiony (Teatr lwowski w Krakowie, „Życie” 1898, nr 23–24). W pierwszej recenzji Miciński doceniał grę aktorów, ale dokonał (wbrew opiniom współczesnych) druzgoczącej oceny dzieła Zalewskiego. Dramat Hauptmanna, utwór zdecydowanie wyższej rangi artystycznej, recenzent ocenił znacznie lepiej, chociaż nie bezkrytycznie. Zdaniem Micińskiego Dzwon zatopiony nie jest „ani baśnią, ani dramatem”. Tu krytycznie została oceniona gra aktorów.


Okres dojrzały. Recenzja studium Nalepińskiego On idzie! Rzecz o Królu-Duchu Rosji („Literatura i Sztuka” 1908, nr 19) wpisuje się w tzw. młodopolski ekspresywizm. Recenzent ściśle wiąże omawiany utwór z osobą jego autora, widząc w nim „wyraz duszy”. Ekspresywizm krytyka zderza się z ekspresywizmem autora recenzowanego tomu. Miciński buduje własny wywód, wciąż sięgając po cytaty z omawianego dzieła, tworzy jednak integralną wypowiedź o charakterze ideowym, nacechowaną emocjonalnie i przybierającą formę wizji poetyckiej. Recenzent nie szczędzi Nalepińskiemu pochwał, jednocześnie nie zgadzając się z najważniejszymi konkluzjami jego dzieła. Występuje tu strategia będąca wyróżnikiem Micińskiego-krytyka: chwalić, doceniać, w konkluzjach zaś zakwestionować lub przynajmniej podać w wątpliwość wartość dzieła. Jabłoń życia („Literatura i Sztuka” 1909, nr 24) to niewielki tekst, w którym Miciński, odwołując się do polemiki Słowackiego z Zygmuntem Krasińskim (Do autora trzech „Psalmów”. Odpowiedź na „Psalmy przyszłości” Spirydionowi Prawdzickiemu), przedstawia swoje rozumienie roli poety w społeczeństwie. Według niego wielkie jednostki, przywódcy, wodzowie nie muszą pisać poezji, aby być poetami, lecz tworzący poezje, aby zostać poetami, muszą być ludźmi czynu. „Każdy wielki geniusz czynu – jest rozpętanym poetą. Poezja – to spętany Prometeizm” (tamże) – stwierdza, jak zawsze wzniośle, autor omawianej apologii Słowackiego.

W 1909 r. ukazały się dwie recenzje Myśl polska u poetów ostatniej doby („Prawda” 1909, nr 17) poświęcona Wyborowi poezji Or-Ota (A. Oppmana) oraz Myśl polska u współczesnych poetów (tamże, nr 20–21), dotycząca Dumy o hetmanie Stefana Żeromskiego. W pierwszym przypadku Miciński skupia się na wierszach, w których Or-Ot opiewa warszawskie Stare Miasto. Recenzent docenia ich nastrojowość, która jego zdaniem decyduje o wartości artystycznej utworu. Ważnym kryterium oceny jest patriotyczny ton wierszy Oppmana. Obecne w tytułach obu recenzji sformułowanie „myśl polska” wskazuje, że Miciński-krytyk w dziełach literackich szuka wartości, które ceni, tzn. źródeł duszy polskiej, a utwory, w których te wartości dostrzega, postrzega jako znakomite lub przynajmniej godne uwagi. Tom wierszy, w którym recenzent odnalazł „pogrzebane wielkie iskry popiołów narodowych”, odpowiada tym kryteriom, choć Miciński wytyka również Oppmanowi brak „metafizycznego objawienia” godnego oper Richarda Wagnera oraz niedobór „romantycznego szału” obecnego w tyrtejskiej poezji Kornela Ujejskiego. Obszerne przytaczanie omawianych utworów stało się cechą charakterystyczną recenzji Micińskiego.

W przypadku recenzji Dumy o hetmanie większa część wywodu jest streszczeniem utworu oraz przytaczaniem jego licznych fragmentów. Stosunek recenzenta do opowieści o hetmanie Stefanie Żółkiewskim jest ambiwalentny. Z jednej strony znajdziemy tu sądy entuzjastyczne (recenzent docenia zwłaszcza wartość artystyczną dzieła, kunszt autora w kreowaniu wyraźnej, charyzmatycznej postaci bohatera), z drugiej – w konkluzjach Miciński krytykuje dzieło, stwierdzając np., że ostatnie jego partie „męczą”, są „jako łykanie światła miesięcznego w pustą gębę przez chłopa wbitego na pal” (tamże). Poza dłużyznami zakończenia Dumy o hetmanie krytyk negatywnie ocenia także archaizmy językowe (jego zdaniem pojawiające się w nadmiarze). Dla zatarcia krytycznych słów na temat mankamentów poetyki utworu ostatnie zdania recenzji są już zdecydowanie pozytywne i odwołują się do „Narodowej Duszy”, której z powodzeniem ma strzec Żeromski.

W 1909 r. Miciński wziął udział w konkursie dramatycznym ogłoszonym przez „Kurier Warszawski”, zgłaszając swą tragedię Książę Józef Poniatowski, która jednak nie zdobyła żadnej nagrody. W konkursie wygrała komedia Ignacego Grabowskiego Sokół. Miciński włączył się do polemiki, jaka wywiązała się na łamach warszawskiej prasy po ogłoszeniu wyników konkursu. W kilku artykułach i oświadczeniach prasowych (m.in. Nasze konkursy, „Goniec Wieczorny” 1910, nr 243; Tak, wzloty niesokole!, „Słowo” 1910, nr 249) podważał wartość artystyczną utworu Grabowskiego, polemizował z oponentami, którzy odpowiedzieli na jego wystąpienie w tej sprawie. Wypowiadając się na temat Sokoła, nakreślił też własną wizję teatru będącego przeciwieństwem teatru reprezentowanego przez komedię Grabowskiego. Odrzucił m.in. tworzenie fars, sięganie po niewybredny humor z nizin społecznych, intelektualną miałkość.

Elementy krytyki literackiej – ocenę dorobku, interpretacje postaw twórczych – zawierają artykuły poświęcone wybranym osobom: Bolesławowi Prusowi (Mistyk realizmu, „Tygodnik Ilustrowany” 1912, nr 22), malarce Annie Zawadzkiej (Malarstwo wizyjne, „Sztuka” 1912, t. 2) oraz Cyprianowi Norwidowi (Źródło w górach. Cyprian Norwid, „Literatura i Sztuka” 1914, nr 1). W przypadku Prusa i Norwida opinie, jakie wystawia ich twórczości autor Wity, są na ogół entuzjastyczne, lecz niepozbawione uszczypliwości. Dotyczy to zwłaszcza Źródła w górach: „Norwid jako poeta mało jest dla mnie ciekawy – jąka się, ma rymy zakalcowate i jego prologi do nowel czy dramatów czasem, a nawet często, niemalże zawsze, robią wrażenie po przeczytaniu, że się połknęło ciężki, brukowy głaz”. Krytyka formy poetyckiej nie idzie w parze z krytyką treści – ocenionej niezwykle wysoko, znów – za tworzenie w „natchnionym programie Twórczości Polskiej” i bycie „Mistrzem prawości duchowej” i „Prorokiem” (tamże). Mistrzem jest dla Micińskiego również Prus. Odwołując się do poetyki poematu prozą, Miciński nakreślił portret autora Lalki – człowieka czynu, twórcy niepospolitego – jednocześnie „mistyka” i „realisty”.

U progu drugiej dekady XX w. Miciński napisał dwa krótkie artykuły poświęcone zapomnianemu poecie, Karolowi Jackowi Malewskiemu: wstęp do jego tomu poezji Virtuti Militari (1914) oraz literacki nekrolog autora („Nowa Gazeta” 1914, nr 512). Miciński ma świadomość, że nie był to poeta wybitny, ale formułuje ogólnikowe uwagi i opinie mające zachęcić do lektury: „Nie są to pospolite wiersze [...]. Łyska w nich ciągle żar narodowego Znicza”. To właśnie wskrzeszanie narodowej chwały ma być największą zaletą poezji Malewskiego.

W literackim nekrologu Miciński nie powiedział o tej poezji wiele więcej, uwznioślił za to autora jako godnego czci „Rycerza” (Malewski zginął w 1914 r., broniąc Warszawy przed pruskimi wojskami).


Okres późny. W czasie pobytu w Rosji Miciński publikował artykuły na łamach polskiej prasy wydawanej w Moskwie i Piotrogrodzie. Dwa z nich można określić mianem tekstów krytycznoliterackich. Dochodzą w nich do głosu takie cechy charakterystyczne publicystyki Micińskiego, jak hybrydyczność, zmienność formalna. Łączą one w sobie różne typy wypowiedzi: relacja przeradza się w reportaż, reportaż w recenzję, recenzja w polemikę, a na koniec zazwyczaj pojawia się ekstatyczny wykład autorskiego programu polityczno-moralnego. Turów Róg i ciemne Moce („Gazeta Polska” 1917, nr 51) stanowi recenzję „misterium jasełkowego” Bóg się rodzi Mieczysława Limanowskiego. Recenzent ocenia utwór krytycznie, lecz – co ciekawe – jednocześnie polemizuje z innymi jego krytykami, stając w obronie znanego osobiście Limanowskiego. Krytyka pełnego niedociągnięć, słabego stylistycznie i językowo dzieła została spointowana dobrotliwą zachętą do wprowadzenia korekt, dalszej nad nim pracy. Artykuł w ogóle by nie powstał – co przyznaje sam autor – gdyby wcześniej głosu w sprawie Bóg się rodzi nie zabrał inny pisarz, Wacław Grubiński. Jak stwierdził Miciński: „[...] recenzja pana Grubińskiego [...] zmusza do pewnej walki o zasadę krytyki w Polsce” (tamże). Tą zasadą – jak się wydaje – jest to, aby krytyk wyszydzający dzieło i talent innego autora liczył się z ewentualnością, że sam może paść ofiarą bezpardonowej krytyki. Grubiński stał się przedmiotem kpin, zostały zakwestionowane jego kompetencje krytyka literackiego: „Gdyby sądził »Misterium« bez ciągłej manii popisywania się dowcipem, oddałby przysługę autorowi i twórczości. Zamiast krytyki zrobił obławę z jamnikami” (tamże).

Drugim artykułem z tego okresu zawierającym elementy krytycznoliterackie jest wypowiedź Micińskiego na temat teatru współczesnego w Rosji, a na tym tle – na temat teatru w ogóle. Teatr futurystyczny („Gazeta Polska” 1916, nr 280) został skonstruowany jako ekspresyjny opis dwóch wizyt w moskiewskim Teatrze Kameralnym Aleksandra Tairowa. Recenzent poświęca sporo miejsca ocenie inscenizacji oraz gry aktorów. Z Teatru futurystycznego wyłania się również dosyć spójna wizja teatru. Miciński ponownie jawi się jako twórca sformułowanej w 1905 r. koncepcji „Teatru – Świątyni”, monumentalnego teatru-misterium. Kolejny raz jako wzorcową dla teatru współczesnego Miciński przywołuje tragedię grecką w realizacji najstarszego spośród trójcy tragików: „Aż się żałuje, że nie odgrywa się tu tragedia Ajschyla, gdzie rozpacz miałaby swe boskie kolumny i ołtarze” (tamże).

Refleksje na temat literatury pojawiają się też w artykule Mickiewicz, Mazzini i Machiavelli („Gazeta Polska” 1917, nr 27), w którym Miciński, wypowiadając się m.in. na temat roli pisarza w społeczeństwie, ponownie podkreśla konieczność zespolenia czynu i słowa, poezji i działania; a także we wspomnieniach pośmiertnych poświęconych Henrykowi Sienkiewiczowi (Ku czci Sienkiewicza, „Gazeta Polska” 1916, nr 309) i Adamowi Szymańskiemu (Szaman, tamże, nr 84). Literackie nekrologi są próbą całościowych omówień twórczości tych pisarzy. Miciński sięga po wypróbowane metody: efektowne porównania i zestawienia z wybitnymi twórcami literatury światowej, przywoływanie kwestii narodowej automatycznie podnoszące wartość recenzowanego dorobku, a także obszerne cytaty z dzieł. W następnej wypowiedzi znajdziemy potwierdzenie poglądów estetycznych „późnego” Micińskiego. „Los Verhaerena” („Gazeta Polska” 1917, nr 35), relacja z odczytu rosyjskiego poety, malarza i krytyka Maksimiliana Wołoszyna, przynosi zawoalowaną krytykę estetyzmu Wołoszyna i obronę zmarłego tragicznie kilka tygodni wcześniej Émile’a Verhaerena, poety zaangażowanego politycznie swym piórem, słowem uczestniczącego w wojnie, podobnie jak autor relacji z odczytu Wołoszyna. W ostatnim zdaniu artykułu pojawia się nazwisko cenionego skądinąd przez Micińskiego Zenona Przesmyckiego (Miriama). Wołoszyn zostaje porównany do polskiego krytyka jako zwolennik koncepcji „sztuki dla sztuki”: „Wykład pana Wołoszina stanowił całość potężną, niby gigantyczne drzewo osypane kwieciem i złotymi owocami. Maksymilian Wołoszin należy do najciekawszych umysłowości obecnej Rosji, mając dużo powinowactwa z naszym Miriamem” (tamże). I choć pozornie jest to komplement, to sens całego artykułu temu przeczy. Autor Widma Wallenroda jest bowiem zwolennikiem sztuki zaangażowanej.

Wypowiedzi metakrytyczne. Miciński kilkakrotnie wypowiadał się na temat własnej twórczości. Robił to albo w celu podsunięcia czytelnikowi interpretacji utworu, albo – częściej – aby odeprzeć ataki nieprzychylnej mu krytyki. Wypowiedzi metakrytyczne dotyczą utworów dramatycznych, a szerzej – inscenizacji (tworzył z myślą wystawiania swych sztuk na scenie) – oraz powieści, głównie Xiędza Fausta. Na temat własnej twórczości dramaturgicznej wspominał w napisanym z myślą o Wyspiańskim artykule Teatr-Świątynia. O swoim powieściopisarstwie wypowiedział się w dwóch artykułach: Ku Świątyni („Kurier Warszawski” 1913, nr 113) oraz Sykofanci, czyli Misterium figi („Nowa Gazeta” 1913, nr 247), a także w polemice z Józefem Albinem Herbaczewskim (P. Miciński o p. Hebetce i o p. Herbaczewskim, „Głos Narodu” 1913, nr 126). Osobno należy potraktować „wstępy” do dzieł własnych, w których Miciński wypowiada się o swej twórczości całościowo (Kilka słów wstępnych w tragedii W mroku Złotego Pałacu, czyli Bazilissa Teofanu, 1909; Od Autora w zbiorze nowel Dęby czarnobylskie, 1911; zachowany wstęp do wydanej pośmiertnie powieści Wita, powst. 1912–1913, wyd. 1926). Wymienione „wstępy” łączy to, że za każdym razem ich autor wspomina o nieprzychylnej mu krytyce, o całkowitym niezrozumieniu jego dzieł.

Miciński za krytyka literackiego zapewne się nie uważał (por. autoironiczne zdanie w recenzji wierszy Or-Ota: „Ale krytyk nie jest kabalarką. I ja nie wróżę, lecz mówię jeno o wydanym już Wyborze Poezji”), a do krytyków miał stosunek przeważnie negatywny, pomijając przychylnych sobie, np. Jana Lorentowicza czy Wilhelma Feldmana. W czasie półrocznej prasowej nagonki (o podłożu antysemickim) na Feldmana stanął w jego obronie, przy okazji bezceremonialnie wypowiadając się na temat krytyków i historyków literatury starszej generacji, m.in. Stanisława Tarnowskiego i Józefa Tretiaka (W sprawie W. Feldmana, „Nowa Gazeta” 1909, nr 238). Poetyka jego wypowiedzi krytycznoliterackich realizuje młodopolski ekspresywizm. Recenzje lub „krytycznoliterackie” artykuły autora Xiędza Fausta przede wszystkim jednak zdradzają jego wyrazisty, indywidualny styl literacki, typowy również dla powieści i dramatów. Hiperbole i oksymorony, odległe skojarzenia kulturowe, dzieje narodu, rekwizytornia mitologii greckiej, germańskiej, słowiańskiej, Biblia – wszystko to, tak jak w utworach literackich, odnajdujemy w krytyce Micińskiego. Nie była to krytyka analityczna, tym bardziej hermeneutyka. Można sądzić, że omawiane utwory i zjawiska literackie Miciński traktował z punktu widzenia własnej twórczości, pozostającej dlań zawsze głównym odniesieniem, choć na poziomie werbalnym jako wzorcowe stale pojawiały się postacie Mickiewicza i Słowackiego.</document>
<document nplp_id="14336" title="Okraszewski Stanisław" slug="okraszewski-stanislaw-2">Poeta, pisarz, krytyk literacki i teatralny, pedagog. Kryptonimy: S.O.; S. Okr.
Informacje biograficzne. Stanisław Okraszewski h. Lubicz urodził się w 1785 r. na Lubelszczyźnie jako syn Stanisława Samuela Okraszewskiego (zm. 1821), mineraloga i chemika, wynalazcy, wychowawcy dzieci Michała Potulickiego. W dzieciństwie zajmował się nim pry­mas Michał Poniatowski, a rodzina Potulickich, zatrudniając ojca, zapewniła również synowi dobrobyt i opiekę (o „zbawczych wpływach” tej rodziny pisał krytyk we wspomnieniu o ojcu: Stanisław Samuel Okraszewski, „Gazeta Codzienna” 1861, nr 27). Studiował na uniwersyte­cie w Wiedniu, uzupełniając formalną edukację podróżami (typu grand tour): w l. 1810–1811 mieszkał w Paryżu, zwiedził także Neapol, Rzym i południową Francję. Za granicę wyjeżdżał też później jako nauczyciel domowy księcia Leona Sapiehy (od 1811 r.), próbując godzić obo­wiązki wychowawcy i pedagoga z rolą krytyka teatralnego. Podejmując ostatecznie decyzję o poświęceniu „i czasu nieocenionego, i własnej zabawy, i wszelkiego innego rodzaju sławy” na rzecz wychowania „jednego z najdostojniejszych w kraju naszym młodzieńców”, w 1816 r. ogłosił, że „opuszcza na zawsze pole krytyki” (recenzja opery Józef w Egipcie, „Gazeta Kore­spondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 90). Do pisania recenzji jednak spora­dycznie powracał.
W l. 1820–1823, towarzysząc Leonowi Sapiesze podczas pobytu w Paryżu, odbył po­dróż do Londynu. Około 1824 r. otrzymał na własność od Teofili z Jabłonowskich Sapieżyny (babki Leona) wieś Tychoml (Tychomel) na Wołyniu, w której osiadł na stałe. Pisał utrzymane w anachronicznej już wówczas poetyce wiersze (np. „legendę” Edwin i Minna na­wiązującą do sentymentalnych dum grozy). Bywał w krzemienieckim salonie Salomei Bécu, z którą przyjaźniła się jego żona. Tam poznał Juliusza Słowackiego. W 1841 r. wyprawił się jeszcze – przez Galicję i Kraków – do Wiednia (przebywał tam przez rok) i Niemiec. Swo­je wojaże zrelacjonował potem częściowo w Szkicach podróżnego („Biblioteka Warszawska” 1843, t. 1). Był żonaty z Pauliną (nazwisko panieńskie nieznane), miał z nią syna i córkę. Zmarł 6 X 1865 w Tychomlu.
Działalność literacka. Od 1817 r. zaczął upubliczniać swoje poezje, prezentując się z jed­nej strony jako zwolennik tradycji i poetyki klasycznej (Panegiryk nowych, a szczęśliwie wy­nalezionych rymów, „Pamiętnik Warszawski” 1817, t. 8; Wspomnienie okolic Rzymu. Elegia, „Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10), z drugiej – jako autor otwarty na nowe zjawiska lite­rackie, takie jak osjanizm i gotycyzm (duma Izora i Artur, „Pamiętnik Warszawski” 1817, t. 7). Nowe tendencje literackie łączył ściśle z wzorcami stylistyczno-kompozycyjnymi i sche­matami przeżywania właściwymi sentymentalizmowi oraz respektem dla wysokiego stylu klasycystycznego. W warszawskich czasopismach ogłosił ponadto wiersze: Do mojej córki; I to nie nada („Biblioteka Warszawska” 1842, t. 3), Śpiewak („Biblioteka Warszawska” 1843, t. 1), Szarada. Na posąg strzelającego z łuku Amorka („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1817, t. 7).
Na innych zasadach w czasy „dawnego rycerstwa” Okraszewski przeniósł swojego czy­telnika w rozprawie Rysy celniejsze charakteru polskiego („Pamiętnik Warszawski” 1819, t. 14; tekst zapowiedziany jako pierwsza część cyklu nie doczekał się kontynuacji). Łączył tu idee głoszone przez Kazimierza Brodzińskiego na temat łagodności ludów słowiańskich ze staro­polską wizją polskiego rycerza z epoki Piastów i Jagiellonów, walecznego potomka Sarmatów, stworzył tu stereotypowy wizerunek „przemądrych ojców naszych” potrafiących zarówno dzielnie władać szablą, jak i posługiwać się pługiem, pracując na roli. Nosicielem charak­teru narodowego u Okraszewskiego jest jednak nie lud, lecz szlachta. Zgodnie ze światopo­glądem neosarmackim wyrażał przekonanie, że koniec kultury i obyczajowości szlacheckiej to koniec polskiej narodowości. Zagrożeniem dla niej okazuje się przede wszystkim „cudzo­ziemszczyzna” (czyli „cudzoziemski trąd”). „Płochość, romanse francusko-angielskie i stek nieprzeliczonych fafołkowych powinności” sprawiły bowiem, że dla współczesnego Polaka „świat staropolski niedostępniejszym od Chin lub Japonii”. Hołdując izolacjonizmowi naro­dowemu przy jednoczesnej apoteozie tradycji sarmackiej, Okraszewski wystąpił jako zdecy­dowany przeciwnik zmian kulturowych i obyczajowych.
„Charakter narodowy” to temat, do którego Okraszewski chętnie powracał także w swoich Szkicach podróżnego w przelocie przez Europę w r. 1842 („Biblioteka Warszawska” 1842–1843), skupiając się jednakże przede wszystkim na Austriakach oraz przeciwstawia­nych im Niemcach i dając – przy okazji – świadectwo znajomości idei wyłożonych przez Ger- maine de Staël w rozprawie O Niemczech (1810). Zdecydował się bowiem w tym przypadku opisać „charaktery narodowe” przez pryzmat estetyki Północy i Południa, stąd Wiedeńczy­cy jawią mu się niczym stereotypowe dzieci Południa, Berlińczycy zaś – to dzieci Północy ukształtowane przez zimny klimat, powolne, melancholijne i zatopione w książkach.
Krytyka teatralna. O roli publiczności. Pierwszą i zarazem najsłynniejszą wypowiedzią Okraszewskiego jako krytyka teatralnego jest artykuł Uwagi nad aktorami i widzami war­szawskimi („Pamiętnik Warszawski” 1815, t. 2). Wychodząc z założenia, że to „publicz­ność tworzy po większej części aktorów i autorów”, piętnuje w nim – po pierwsze – kosmo­polityczne gusty polskiej widowni, dla której „w Wiedniu, Paryżu, Neapolu itd. wszystko jest lepiej”, co wynika nie tyle z jakości polskiej sceny, ile z „galomanii” Polaków sprawiają­cej, że lepiej niż po polsku mówią oni po francusku, oraz z „płochości” naszego charakteru narodowego, każącej „jak w politycznym, tak i dramatycznym świecie cudzoziemszczyznę ubóstwiać, narodowością się brzydzić, a co gorsza, kroku żadnego ku poprawie złego nie czynić” (tamże). Po drugie, Okraszewski krytykuje niewyrobiony gust publiczności, prefe­rowanie sztuk o treściach błahych, po trzecie wreszcie – arogancję i brak dobrego wychowa­nia. Podczas gdy na scenie odgrywana jest sztuka, parter „roi się na kształt mrowiska”, prze­mieszczając się i hałasując, wzorując się w tym na wykształconej arystokracji zasiadającej na pierwszym piętrze. Powinna ona dawać dobry przykład, niestety – pobyt w teatrze traktu­je jako pretekst do odbywania spotkań towarzyskich. Drugie i trzecie zaś piętro (czyli „nie­bianie”) nie potrafią wydać wiarygodnego sądu, wszystko uśredniając („drugiego i trzeciego piętra godłem: ni czarno, ni biało”).
Według Okraszewskiego krytyką powinni zająć się przede wszystkim literaci, udzie­lając autorom i aktorom światłych i bezstronnych uwag, najlepiej na łamach najpoczyt­niejszych czasopism. Aktorom, zwłaszcza aktorkom, krytyk radzi zaś, by poskromiły py­chę i czerpały z dobrych wzorów. Artykuł ten wywołał poruszenie, głównie polemiczne, w prasie warszawskiej: „[…] nasłuchałem się do woli przycinków, pochwał i uwag, któ­re się po wyjściu pisemka mego obficiej jak fijołki po deszczu zrodziły” – pisał Okraszew­ski (Autor uwag nad aktorami i widzami warszawskimi do Pani A.K., „Pamiętnik Warszaw­ski” 1815, t. 2). Na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” replikowała dama (?) o inicjałach A.K. (Kilka słów z pierwszego piętra do Autora uwag nad aktorami i widzami warszawski­mi, tamże), podkreślając, że dobrze mówi po polsku w przeciwieństwie do polskich akto­rów, którzy kaleczą język, posądzając zaś Okraszewskiego o mizoginizm i fascynację cu­dzoziemszczyzną. W tym samym numerze K.K. (najprawdopodobniej K. Kurpiński) w artykule Do autora uwag nad aktorami i widzami warszawskimi zarzucił krytykowi nie­sprawiedliwość wobec polskiej publiczności, która nie odstaje swym zachowaniem i sąda­mi np. od francuskiej, oraz brak znajomości sztuki muzycznej zlekceważonej w Uwagach. Przede wszystkim jednak artykuł Okraszewskiego miał wpływ na ukonstytuowanie się To­warzystwa Iksów, co potwierdza autor w Szkicach podróżnego i co przyjmują za pewnik współcześni badacze (Z. Przychodniak).
Kontynuując wywołaną artykułem Okraszewskiego polemikę, w imieniu Iksów głos zabrał Franciszek Morawski, publikując Odpowiedź na „Uwagi nad aktorami i widzami war­szawskimi” („Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1815, nr 47), gdzie od­wrócił rozumowanie Okraszewskiego: to nie widzowie i krytycy tworzą aktorów, lecz ak­torzy kształtują swoją publiczność, „dając jej pierwsze wyobrażenie prawdziwej piękności i dobrego smaku”. Morawski koncentrował się też w duchu demokratycznym nie na piętrze z zasiadającą na nim arystokracją, lecz właśnie na parterze: „Na każdym prawie teatrze za­granicznym parter celniejszym jest sędzią: on nakazuje cichość, zmusza do słuchania, on tłu­maczy niechęć zasłużoną lub oklaskami wieńczy usiłowania aktorów. Od niego więc zacząć należy” (tamże).
Do odpowiedzi Morawskiego Okraszewski odniósł się pośrednio w swojej recenzji z warszawskiej realizacji opery Étienne’a Méhula Józef w Egipcie, gdzie pożegnał się oficjal­nie z rolą krytyka, uznając, że jego zadanie jest skończone, gdyż na polskim gruncie zaczęła się rozwijać fachowa krytyka teatralna: „Rzadki talent kwitnącego już pióra uczyniłby zabie­gi moje nie tylko zbytecznymi, ale nawet zuchwałymi” (dod. „Gazety Korespondenta War­szawskiego i Zagranicznego” 1816, nr 90), on sam zaś może odejść w glorii tego, który jako pierwszy nie wahał się „piór krytyki pochwycić” i „na pierwszy ogień się wystawić i oburzyć na siebie mnóstwo osób, które mu śmiałości jego nigdy nie wybaczą, a które on mimo nie­słusznej ich nienawiści szanuje, poważa i kocha” (tamże).
Po poetykę recenzji teatralnej Okraszewski sięgnął jeszcze raz w obszernym felietonie Żytomierz i jego teatr, jest temu lat trzydzieści, a teraz („Gazeta Warszawska” 1858, nr 225–226, 243), gdzie jednak podtrzymał swoją tezę, że to przede wszystkim publiczność kształ­tuje aktorów. Doceniał też kulturotwórczą rolę Józefa Ignacego Kraszewskiego i jego wkład w rozwój żytomierskiego teatru (tamże, nr 243).
Krytyka literacka. Dyskusje o rymie i rytmie. W dyskusję na temat współczesnej sobie lite­ratury Okraszewski włączył się nie tradycyjną recenzją, lecz wierszem Panegiryk nowych a szczęśliwie wynalezionych rymów. Zaczyna się on słowami: „Precz mi z Febem! – Febus żak, / Precz z harmonią, czczy to dym! / Wiwat modnych wieszczów smak, / Wiwat podkasany rym!” (w. 1–4). Ów „podkasany rym” to, jak można wywnioskować już na podsta­wie ukształtowania wersyfikacyjnego zacytowanych wersów, rym męski oparty na – rzadko występującym w polszczyźnie – akcencie oksytonicznym, odrzucany przez poetyki klasycy- styczne jako zaburzający harmonię wiersza i nieelegancki, prowokujący onomatopeiczność. Kończy życzeniem, by Muzy przyozdobiły wieńcami z pokrzyw skronie wieszczów posługu­jących się rymami jednozgłoskowymi. Bezpośrednim impulsem dla Okraszewskiego były drukowane na łamach „Pamiętnika Warszawskiego” (1816, t. 6) wiersze Brodzińskiego Złe i dobre oraz Dumka, rymowane częściowo oksytonicznie i zaopatrzone w zapisy nutowe po­kazujące, że klauzule męskie dyktowane są tu koniecznością zachowania zgodności akcento­wej między słowem a melodią, czyli podstawową regułą, jaką powinny kierować się „wiersze do muzyki” w rozumieniu Józefa Franciszka Królikowskiego i Józefa Elsnera.
Nie zaskakuje zatem, że to Królikowski (Uwagi nad jednozgłoskowym rymem, „Pamięt­nik Warszawski” 1817, t. 8) jako pierwszy odniósł się polemicznie do Panegiryku Okraszew­skiego, uznając, że rymy męskie nie ustępują pod względem estetycznym rymom żeńskim (są tylko trudniejsze w użyciu), i podkreślając konieczność ich stosowania w utworach prze­znaczonych do umuzycznienia: pieśniach i librettach operowych. Ideał, na który wskazywał Królikowski, to wiersz sylabotoniczny (zwany wówczas „wierszem miarowym”), ułatwiają­cy uzgodnienia akcentowe między warstwą słowną i muzyczną. Sprowokowało to Okraszew­skiego do opublikowania rozprawy Myśli moje nad pracą F.K. o zastosowaniu poezji do mu­zyki („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10), w której pisał: „Jamby! trocheje! daktyle! a to co za dziwolągi? Niejedno spasłe niewiniątko nad Sanem i Bugiem, nie znając innych daktylów prócz onych, które nam z Turczyzny przywożą, darmo sobie mózg smaży nad odgadnieniem »Pamiętnikowych«, a w utrapieniu swoim cieszy się tylko nadzieją, że autora kiedyżkolwiek za to robak sumienia gryźć będzie”; dodawał, że za te „materie hieroglificzne” i „talizmaniczne”, które krytyk nazywa „bredniami” i które są nie tylko niezrozumiałe, ale i podejrzane, Królikowski „powinien by być w stawie jak czarownica pławionym” (tamże).
Okraszewskiego niepokoiło przede wszystkim podporządkowanie poezji prawom mu­zycznym. Stosowanie stóp metrycznych jawiło mu się jako nakładanie niepotrzebnych wię­zów na sztukę słowa, które mogą ograniczyć „ogień, imaginację, gust i czucie” – czyli istotę dobrego wiersza. Na dowód, że pomysły Królikowskiego dotyczące prozodii języka polskiego są niepotrzebne, że harmonię wiersza można zapewnić, sięgając po starożytne, greckie wzo­ry, Okraszewski napisał elegię Wspomnienie okolic Rzymu wpisującą się w nurt zwany „sylabotonizmem »uczonym«” (M. Dłuska, T. Kuryś). Poeta, naśladując antyczny dystych elegij­ny i nawiązując do starożytnego heksametru, stworzył wiersz bezrymowy, oparty na wersach różnej długości, rozbudowanych składniowo i kształtowanych przez zestroje akcentowe, któ­rych jednakże jednolicie nie uporządkował (jak postulowali Królikowski i Elsner).
Krytycy stanęli po stronie Królikowskiego. Okraszewskiemu odpowiedział Parafia­nin znad Buga (Parafianin znad Buga do Pana St. Okraszewskiego z powodu myśli jego nad rozprawą o zastosowaniu poezji do muzyki, „Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10), który do­wodził, że słowo „daktyle” kojarzy mu się nie tylko z owocami, a także krytyk o inicjałach S.P. (Zdanie o myślach S. Okraszewskiego nad rozprawą J.F. Królikowskiego, okazującą po­trzebę zastosowania poezji do muzyki, umieszczonych w „Pamiętniku Warszawskim” r.b. na miesiąc styczeń, k. 89, tamże) podkreślający konieczność naukowego namysłu nad prozo­dią polszczyzny i wreszcie Królikowski (Kilka słów do piszących wierszem miarowym, tamże) dokonujący krytycznego rozbioru Wspomnienia okolic Rzymu i wytykający Okraszewskie­mu niestosowanie się do zasad akcentowania w języku polskim. Swoje uwagi powtórzył po­tem Królikowski w Prozodii polskiej (1821), rozsławiając w ten szczególny sposób nazwisko Okraszewskiego.
Zadania krytyki. Rozproszone, zazwyczaj ogólnikowe uwagi na temat literatury pojawia­ją się także w innych rozprawach Okraszewskiego. Niektóre z nich mają charakter metakrytyczny, mówią o tym, jaka powinna być dobra krytyka literacka i czym się różni od „pseudokrytyki”. „Krytyka jest czcigodną, niezbędną, lecz nad wszelki pomysł trudną, zupełnego bowiem zaparcia się namiętności wymaga. Pseudokrytyka […] nade wszystko pomiotłem zazdrości będąc, nader jest łatwą, powszechną i tanią. W kale zepsucia i przewrotności dzi­siejszej stała się plagą, a prawdziwa krytyka także już tylko ideałem zostawszy, przeszła do krain poezji i nie wiem, czy istnieje dziś niebo, pod którym żyłaby jeszcze” – pisał Okraszew­ski (Szkice podróżnego). Wzorem krytyka jest dla Okraszewskiego przede wszystkim Michał Grabowski. Zdaniem Okraszewskiego krytycy literaccy są zdecydowanie bardziej zawistni od krytyków zajmujących się innymi dziedzinami sztuki, nie dają przez to społeczeństwu „poić się wonią przecudnego kwiatu, wiecznie mu w uszy trąbiąc, że nadgnił i że robak w nim siedzi” (tamże).
Styl recenzji. Styl pisarski Okraszewskiego od początku budził zastrzeżenia polemistów, któ­rzy zgodnie podkreślali brak elegancji i nadmiar „gminnego” słownictwa. K.K., parodiując autora Uwag nad aktorami i widzami warszawskimi, pisał: „[…] lubo przysłowia Sanszom uchodzą, nie powiem ani czarno, ani biało temu, co broniąc sprawy, strzyże i goli” (Do au­tora uwag nad aktorami i widzami warszawskimi). Morawski zarzucił mu zaś przemawianie w sposób „zbyt ostry”, czyli niepotrzebnie sarkastyczny i urągliwy, oraz używanie „dzikich wyrażeń”; ta rubaszność Okraszewskiego pozostaje jego zdaniem w sprzeczności z kulturą wysoką i ideą, że teatr i sztuka mają kształcić gust (Odpowiedź na „Uwagi nad aktorami i wi­dzami warszawskimi”). Rzeczywiście język recenzji Okraszewskiego, pełen swady, plastycz­ny, dosadny, zmysłowy i zakorzeniony w żywiole staropolskiej gawędy (autor Uwag nad jednozgłoskowym rymem ma upodobanie do znanych przysłów, sentencji i frazeologizmów), zdecydowanie wykracza poza normy wysokiego stylu klasycystycznego. Przywodzi nieraz na myśl barokizujący styl klasycysty Adama Naruszewicza.
Podsumowanie. Okraszewski nie należał do autorów wybitnych. Jako poeta i pisarz nie wy­chodził na ogół poza epigonizm, nie aspirował też raczej – mimo niewątpliwych predyspozy­cji – do miana profesjonalnego krytyka teatralnego i literackiego, zadowalając się rolą prowokatora-polemisty. Jego wystąpienia prasowe dotyczące prozodii stały się ważnym punktem odniesienia dla teorii Królikowskiego, Uwagi nad aktorami i widzami warszawskimi zaś zainspirowały publiczną debatę na temat stanu ówczesnej polskiej krytyki teatralnej, przy­czyniając się do ukonstytuowania Towarzystwa Iksów. Można więc powiedzieć, że Okra­szewski swoją rolę odegrał z sukcesem.</document>
<document nplp_id="14338" title="Maleszewski Władysław" slug="maleszewski-wladyslaw">Publicysta, powieściopisarz, dramaturg i wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: B.L.; Bolesław Kopeć; Pół-Taternik; R.B.L.; Red. B.L.; Sąsiad; Sęp; Wł.; Wł.M.


Informacje biograficzne. Władysław Józef Maleszewski urodził się 2 II 1832 we Włocławku jako syn Józefa, ziemianina, absolwenta Uniwersytetu Wileńskiego, i Heleny z Bernatowiczów (v. Bormannów). Kształcił się w Białej Podlaskiej pod kierunkiem przyjaciela rodziny, pedagoga Karola Bajtla. Naukę kontynuował w Warszawie, gdzie ukończył Gimnazjum Realne (Wydział Mechaniczny) i uczestniczył w wykładach profesorów Szkoły Głównej, głównie Józefa Przyborowskiego. Był pracownikiem Komisji Skarbu (Sekcja Techniczna, Wydział Dóbr i Lasów Rządowych). Poślubił Zofię z Kropiwnickich i po likwidacji Komisji przeniósł się do wsi Barcice pod Grójcem, gdzie jako właściciel majątku gospodarował bez powodzenia przez sześć lat. Po przeprowadzce do Warszawy rozpoczął współpracę z prasą stołeczną, debiutując w 1855 r. w „Dzienniku Warszawskim”, wprowadzony do redakcji przez Juliana Bartoszewicza (tu: recenzje, szkice powieściowe Listy bez pretensji). Na lata 60. i 70. XIX w. przypadła ożywiona działalność publicystyczna pisarza (artykuły w „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych”, „Gazecie Warszawskiej”, „Kurierze Warszawskim”, „Gazecie Polskiej”, a przede wszystkim w „Tygodniku Ilustrowanym”) oraz debiut powieściowy (Dziecię Żmudzi. Powieść, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, nr 145–156; wyd. osob. w 1863 r.) i dramaturgiczny (Jam bogaty. Drobiazg dramatyczny, „Tygodnik Ilustrowany” 1864, nr 268, 271; wyd. osob. w 1892 r.). W tym czasie podróżował (Anglia, Węgry). Od 1873 r. usiłował powołać do życia autorski ilustrowany magazyn literacko-polityczny „Przy Pługu”, którego profil ideowy („budzić przywiązanie do ojczystego zagona” – list do J.I. Kraszewskiego z 24 IX 1872, rkps BJ 6518) zaaprobował Józef Ignacy Kraszewski (proponując Maleszewskiemu zmianę nazwy na „Dwór Wiejski”), jednak projekt spotkał się ze sprzeciwem cenzury. Plan udało się zrealizować po trzech latach pod nowym tytułem „Biesiada Literacka”. W 1880 r. Maleszewski „powodowany różnymi względami nabywa [...] »Biesiadę« od Ungra – stając się [...] niespodzianie właścicielem pisma, które stworzył w inicjatywie i czynie” (list do J.I. Kraszewskiego z 3 II 1880, rkps BJ 6518). Obowiązki redaktora i wydawcy poczytnego tygodnika (o imponującym podówczas nakładzie i takiej też prenumeracie) oraz społecznika (inicjatywa kolejki wilanowskiej, propagowanie turystyki pieszej) zmusiły Maleszewskiego do porzucenia projektu założenia czasopisma adresowanego do młodzieży „Nowina Polska”. W 1909 r. publicysta odsprzedał „Biesiadę Literacką” wieloletniemu redaktorowi i sekretarzowi redakcji, a od 1904 r. współredaktorowi – Michałowi Synoradzkiemu. Maleszewski zmarł 7 VI 1913 w Warszawie; pochowano go na cmentarzu Powązkowskim.

Działalność krytycznoliteracka i redakcyjna. Pisarz debiutował w „Dzienniku Warszawskim” artykułem akcentującym zasługi czasopiśmiennictwa w promowaniu literatury i poddającym analizie recepcję dzieł Alberta Wilczyńskiego (Korespondencja „Dziennika Warszawskiego”, „Dziennik Warszawski” 1855, nr 155–156, 160–164). Czytelniczy rezonans przyniósł Maleszewskiemu polemiczny fragment w drukowanych cyklicznie Listach bez pretensji zestawiający poczytność powieści Kraszewskiego i Józefa Korzeniowskiego (Listy bez pretensji. Przesyła z podróży na wieś Bolesław Kopeć, tamże, nr 267–268), angażując do udziału w dyskusji wymienionego w artykule Korzeniowskiego i przedstawicieli redakcji „Dziennika Warszawskiego”. W przeważającej większości opowiadania, studia literackie i recenzje, będące owocem późniejszej współpracy z „Tygodnikiem Ilustrowanym”, współgrają z programem ideowym tego czasopisma. Dydaktyzmem, w duchu oświeceniowego utile dulci, charakteryzują się dostosowane do oczekiwań i poziomu intelektualnego czytelników artykuły Maleszewskiego publikowane w „Biesiadzie Literackiej”. Odbiorcy debiutującego na rynku wydawniczym czasopisma, rekrutując się przede wszystkim z kręgów średniego mieszczaństwa, prowincjonalnej szlachty i duchowieństwa, zdaniem pomysłodawcy „chcą uczciwej rozrywki i nieco wiedzy” (list do J.I. Kraszewskiego z 10 VII 1876, rkps BJ 6518). Na patriotyczny i katolicki profil pisma redaktor i wydawca wskazywał w przypominających kronikę felietonach społecznych tytułowanych U nas, Placówka (1907–1908), Z tygodnia, a później – do zamknięcia czasopisma – ukazujących się z nagłówkiem Z Warszawy (pierwsze kroniki ogłoszono anonimowo, od 11 numeru podpisywano kryptonimem V-r, potem Sęp; po przejęciu „Biesiady” przez Synoradzkiego rubrykę Z Warszawy objął nowy właściciel, utrzymując ton i redakcyjne credo swego poprzednika). Felietony dotyczyły głównie spraw społecznych, nie omijając kwestii literackich. Ponadto Maleszewski zamieszczał w „Biesiadzie” artykuły poświęcone pisarzom i znanym postaciom kultury i historii zarówno polskiej, jak i powszechnej oraz artykuły rocznicowe. W l. 1893–1902 publikował cykl Wieczory teatralne, dając czytelnikom powierzchowny rekonesans życia artystycznego stolicy i popularyzując twórczość dramaturgiczną.


Strategie krytyczne i literackie „Biesiady Literackiej”. Forma, struktura i rola tekstu krytycznego. Realizacja wizji czasopisma, mającego zawędrować „pod strzechy” i równocześnie „odzwierciedlać wszystkie najważniejsze stosunki naszego kraju” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1883, nr 4), wymuszała programowy populizm, zachowawczość, uchylanie się od skrajnych sądów czy dyskusyjnych opinii. Preferowano oględność, ton informacyjno-sprawozdawczy, nie kuszono się o komentowanie zjawisk i dzieł, „tworząc średnią miarę, optymizm i wyrozumiałość” ([b.a.], Redaktorzy warszawscy – Władysław Maleszewski, „Niwa” 1896, nr 20). Unikano drastycznych opisów, agresywnej argumentacji, programowo odrzucono naturalizm, nie publikowano dyskusji i polemik. Arbitralne sądy wyrażono tylko wtedy, gdy bezpośrednio nawiązywały do redakcyjnego credo: „Bóg i Ojczyzna! Prawdą a Pracą!”. Krytyka literacka Maleszewskiego, podobnie jak jego inne utwory publicystyczne, skupiała się przede wszystkim na funkcji informacyjnej, nierzadko nadając jej charakter postulatywny zarówno wobec autora, jak i czytelnika. Niejednokrotnie miała towarzyszyć drukowanym równocześnie w tym samym numerze wyimkom z dzieł literackich lub utworom publikowanym w całości, przybierając formę „przyjacielskiej pogadanki kulturalnej i historycznej” (list do J.I. Kraszewskiego z 28 VII 1876, rkps 6518), „pogadanki z serca do serca o przedmiotach świata i naszej zagrodzie” (list do J.I. Kraszewskiego z 2 III 1876, rkps 6518). Artykuły Maleszewskiego były bliskie formie listów o literaturze, portretów literackich; niektóre stanowiły rodzaj rozprawy popularnonaukowej, wykazując pokrewieństwo z refleksją krytyczną ukształtowaną w latach 70. przez „młodych” (przewidywalna struktura obejmowała: namiastkę biografii twórcy, informację o miejscu akcji omawianego dzieła, lapidarne streszczenie, równie lakoniczną ocenę sprowadzającą się do określenia poziomu prawdopodobieństwa zdarzeń), nawiązującą do estetyki Hippolyte’a Taine’a (wyeksponowanie wpływu środowiska na życie i dzieło autora) i prac Włodzimierza Spasowicza oraz Piotra Chmielowskiego – z jednej strony, Kraszewskiego, Lucjana Siemieńskiego – z drugiej (paralela z dwoma ostatnimi krytykami wydobywała raczej wpływy historyczne i ideowe niż geograficzne i cywilizacyjne). W części opisowej Maleszewski-krytyk skupiał się na streszczeniu dzieła, powierzchownie traktując analizę jego struktury, a ocenę sprowadzając, obok wzmiankowanego prawdopodobieństwa zdarzeń, do wykazania walorów etycznych i moralnych bądź prewencyjnym wyakcentowaniu ich braku, kategoria szeroko pojętej użyteczności społecznej była bowiem jednoznacznie wartościująca. O publikowanej w pierwszych numerach „Biesiady” Cześnikównie (1876) Kraszewskiego Maleszewski napisze po latach: „Dzieło literackie doskonałe, lecz pod względem etycznym obfitujące w zbyt drażliwe szczegóły” (Herbarz jubileuszowy „Biesiady Literackiej”, 1900), a z kolei pomawianej o „zgubny wpływ” George Sand Maleszewski broni, bo „prawie wszystkie jej powieści kończą się zwycięstwem moralności, cnoty; często jest to tzw. »cnota z potrzeby«, ale z braku innej i taka dobra” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1876, nr 24). Maleszewski widział siebie w roli krytyka-przewodnika, a realnie – cenzora, przestrzegającego przed dziełem moralnie szkodliwym. Sytuował się również w przestrzeni między twórcą a odbiorcą, objaśniając temu drugiemu intencję autora i przygotowując go do właściwego rozumienia idei naczelnej dzieła. Krytyk był też zobligowany do funkcji doradczej wobec twórcy, co w recenzjach Maleszewskiego przejawiało się sugestiami, by zmienić tytuł, przeorganizować strukturę dzieła, pogłębić obserwację czy po prostu „rzecz” staranniej opracować. Krytyka literacka miała mobilizować do dalszych ćwiczeń warsztatowych, a namawiani byli do niej również czytelnicy, którzy powinni nawet z naciskiem wpływać na twórców szerzących „niemoralność i inne zarazki”, posługujących się „językiem grubym”, „sprośnymi piosenkami bulwarowymi”. W rozumieniu Maleszewskiego brak intelektualnego przygotowania i nieznajomość metod naukowych nie umniejsza wartości osądu krytyka, gdy ten powoła się na równoważne według redaktora „Biesiady” własne odczucia i subiektywne wrażenia: „Bywają chwile, kiedy krytyka jako absolut ustąpić powinna przed wrażeniem, kiedy różowe szkło, nałożone na oczy krytyka, jest rzeczą niemal konieczną, kiedy anatom powinien zapomnieć o swym profesorskim birecie i wraz z widzami odczuwać to, przed czym tłum przyklęka” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1906, nr 7). Relacja Maleszewskiego z odczytu Aleksandra Kraushara, będącego chronologicznym przeglądem koncepcji krytycznoliterackich, została podporządkowana niezupełnie jednoznacznej tezie, że „krytyka jest pulsem wszystkich prądów i zmian twórczości” (Odczyty, „Biesiada Literacka” 1896, nr 13). Prelegent, a za nim publicysta, zrekonstruował ewolucję poglądów na temat roli krytyki w procesie historycznoliterackim, poczynając od Zoilosa z Amfipolis i Arystotelesa, przez francuskich klasycystów, po uczonych XIX-wiecznych, w tym licznie reprezentowanych autorów rodzimych, postulując wprowadzenie do czasopism stałych działów systematycznie oceniających produkcję literacką (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1877, nr 65). Znakomitą okazją do prezentowania własnego stanowiska, krytycznych uwag i postulatów były dla Maleszewskiego artykuły jubileuszowe traktujące o osobistościach życia publicznego i instytucjach. Publicysta cenił ekspresję liryczną jako medium zaspokajające potrzeby duchowe i sytuował poezję na równi z powieścią tendencyjną i historyczną, a zdecydowanie wyżej niż odnoszącą ówcześnie triumfy prozę naturalistyczną: „Poezja to broń zardzewiała – jak utrzymują wyznawcy realizmu – ale ta broń ma jeszcze siłę, niech ją tylko ręka mistrza piastuje” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1886, nr 8). Maleszewski, nie rezygnując z założeń estetyki idealistycznej i elementów światopoglądu biedermeierowskiego, w swojej praktyce publicysty i wydawcy wykorzystywał niektóre idee obozu „młodych”: „Utylitarność sztuki [...] nie zawadza jej misji idealnej w krainie piękna, nie zawadza poezji” (Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1902, nr 48). Doceniał dokonania krytyczne Chmielowskiego: „[...] był [Chmielowski] pozytywistą, ale miał w sobie tyle ducha nieznającego granic materialnych, dlatego jego pozytywizm nie niszczył i nie obezsilniał, lecz wołał na budowniczych: dalej i wyżej, bez ustanku, z odwagą i nadzieją, że człowiek zrozumie kiedyś prawdę Bożą!” (Z Warszawy. Pozytywizm Chmielowskiego, „Biesiada Literacka” 1904, nr 19); „Postępowość Chmielowskiego i nasz konserwatyzm mają wspólną nić między sobą; jest nią szczere przekonanie i dobra wola” (Raptularz tygodniowy. 25-lecie P. Chmielowskiego, „Biesiada Literacka” 1892, nr 51).

Stanowisko wobec tradycji literackiej i tendencji epoki. Maleszewski jako pomysłodawca i redaktor „Biesiady Literackiej” nie aprobował myśli liberalno-demokratycznych; reprezentując kierunek zachowawczy (bliski konserwatywnym „Niwie” i „Słowu”), współpracował z ludźmi o podobnych poglądach (m.in. z A. Krechowieckim). Przekonanie o konieczności kultywowania tradycji literackiej jako spoiwa społecznego motywowało apologetyczny stosunek Maleszewskiego do literatury polskiej od średniowiecza po romantyzm. „Biesiada” systematycznie publikowała materiały krytyczne i literaturoznawcze o twórcach i tekstach staropolskich (szczególnie wyróżniając renesans). Maleszewski oddawał głos współpracownikom, sam też chętnie komentował prace ojców literatury polskiej, eksponując w ich literackich sylwetkach komponent narodowy. Tak dzieje się w przypadku Mikołaja Reja, którego „czytać warto”, gdyż „był to geniusz na wskroś polski – głośny, niemędrkujący, [...] niezdolny do subtelności i niepochwytnej metafizyki. Gdyby nie był odroślą geniuszu narodowego, wyparliby się go wszyscy” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1877, nr 61). Dowartościowana jest moralistyka w duchu religijnym (homiletyka P. Skargi) oraz „dobra tendencja” i cięta satyra o wydźwięku uniwersalnym zapewniająca „żywotność” (a taką realizuje J.U. Niemcewicz). Maleszewskiemu bliskie było dziedzictwo literackie polskiego romantyzmu. Obok Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego (którego twórczość oceniana jest niżej jako „zbyt ciemna i symboliczna”) Maleszewski wyróżnia Narcyzę Żmichowską (broniąc jej przed zarzutem sympatyzowania z pozytywistami; Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1885, nr 18), Aleksandra Fredrę (zdaniem krytyka: „ojca komedii polskiej”, „niedościgniony wzór”, „genialnego dramaturga”; Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1901, nr 5), Józefa Korzeniowskiego (cenionego za „świeżość, dowcip i prawdę”; Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1902, nr 4). Szczególne miejsce w panteonie literackim Maleszewskiego zajmuje Kraszewski jako pisarz, historyk, krytyk i przyjaciel „Biesiady Literackiej” (Panteon polski. Józef Ignacy Kraszewski, „Biesiada Literacka” 1897, nr 12). Z kultem Kraszewskiego mógł jedynie konkurować kult Henryka Sienkiewicza, autora „arcydzieł” tworzącego „czystym piórem” i „tylko rzeczy porywające”, o „myśli, jaka kieruje jego pracą, rozgrzeszającej wszystkie braki artystyczne” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1886, nr 12). Atutem tekstów Litwosa jest „brak cynizmu”, gdyż – jak chciał Maleszewski – „literatura piękna musi być bez plam pornografii, zdechlactwa, pesymizmu i innych znamion zezwierzęcenia i wariactwa” (tamże). Redaktor „Biesiady” doceniał Elizę Orzeszkową za „dążność dowiedzenia czegoś” (Wydawnictwa, „Biesiada Literacka” 1879, nr 200) i Bolesława Prusa za będącą remedium na bieżące problemy społeczne rolę „najtańszego lekarza” (Bolesław Prus. Aleksander Głowacki, tamże, nr 8). Z kręgu pisarzy minorum gentium Maleszewski promował Mariana Gawalewicza, Ignacego Maciejowskiego (Sewera), Jana Lama, Synoradzkiego. Nowe tendencje w sztuce i literaturze polskiej niepokoiły krytyka. Potępiał naturalizm, utożsamiany z literaturą „pornograficzno-zmysłową”, dehumanizującą, szerzącą cynizm i pesymizm (Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1901, nr 10); krytykował pisarstwo Gabrieli Zapolskiej (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1902, nr 410), ale doceniał Władysława Stanisława Reymonta (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1904, nr 51), z dystansem natomiast wyrażał się o twórczości Stefana Żeromskiego (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1905, nr 2). Nie doceniał i nie rozumiał nowości oraz oryginalności twórczej młodopolan, ganił hasło „sztuki dla sztuki”, potępiał artystyczne credo Stanisława Przybyszewskiego: „Zgasł modernizm literacki w Krakowie, zanim zdołał się dostać do Warszawy, za pośrednictwem swego organu »Życie« szerząc dziwolągi w młodych głowach, w sztuce i literaturze. Nie wspominałem ani razu o p. Przybyszewskim, który dla młodzieży krakowskiej jest prorokiem nowej wiary, nowej etyki. Poezja i filozofia jego szkoły to po prostu kalectwo umysłowe, nie można prześladować ludzi niepoczytalnych, niech się wprzód z gorączki wyleczą” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1901, nr 28). Wartość artystyczną dostrzegał jedynie w twórczości Stanisława Wyspiańskiego, który „szuka wielkich tradycji, z widocznych jej pomników czerpie siłę natchnienia do nowych dzieł, rzuca nowe pomysły i obrazy” (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1904, nr 17).

Mimo że periodyk Maleszewskiego popularyzował literaturę powszechną (działo się to jednak okazjonalnie, fragmentarycznie i niekoherentnie, poniekąd w reakcji na zarzut obskurantyzmu), redaktor i wydawca wstrzymywał się od wartościujących sądów na jej temat, przyznając się do braku kompetencji („jeszcze nie oswoiłem się z Shakespearem”; Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1899, nr 24) lub postulując wprowadzenie oceny moralnej, gdzie rozstrzygające byłoby kryterium zgodności z etyką chrześcijańską – napiętnował zwłaszcza Émile’a Zolę (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1892, nr 6), promując „nawróconego” Anatole’a France’a (Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1896, nr 8) i Edmonda Rostanda (Wieczory teatralne, „Biesiada Literacka” 1899, nr 29).

Ocena działalności redakcyjnej i krytycznoliterackiej Maleszewskiego. „Oceniano »Biesiadę« na miarę pisma i jego redaktora. Wiedziano, że redakcja nie rzuca haseł nowych, nie toruje drogi ideom jeszcze nieznanym lub dostępnym dla garści umysłów subtelnych” – pisał publicysta „Niwy” (Redaktorzy warszawscy). Można powiedzieć, że działalność literacka i publicystyczna Maleszewskiego (porównana do „zdrowych, gospodarskich obiadów na świeżym maśle” – Q., Srebrne gody Sępa. W. Maleszewski i „Biesiada Literacka”, „Życie i Sztuka”, dod. „Kraju” 1901, nr 19) nie wytrzymała próby czasu i nie doczekała się wyraźnego uznania, co więcej, była krytykowana przez współczesnych za zachowawczość, moralizatorstwo, emfatyczny styl, populizm i powierzchowność w traktowaniu omawianych tematów, ostatecznie widziano „Biesiadę” po stronie konserwatyzmu – w zamierzeniu szlachetnego, a w praktyce zdecydowanie anachronicznego. Słynna Baronowa XYZ pisała: „Pan Maleszewski używa w swych odezwach redakcyjnych tonu i stylu, który dawno już wyszedł z praktyki i wygląda dziś zanadto sentymentalnie i przesadnie, a nawet śmiesznie; [...] niemniej jednak pismu jego przyznać trzeba zacność tendencji i szlachetność kierunku” (A. Zaleski [?], Towarzystwo warszawskie. Listy do przyjaciółki przez Baronową XYZ, 1971). Tę wyważoną opinię powtórzyła współcześnie Dobrosława Świerczyńska: pismo „dzięki dostępności i dużemu zasięgowi oddziaływania odgrywało ważną rolę w procesie edukacji kulturalnej szerokich kręgów społecznych”.</document>
<document nplp_id="14339" title="Makuszyński Kornel" slug="makuszynski-kornel">Poeta, powieściopisarz, autor książek dla dzieci, krytyk teatralny, felietonista. Pseudonimy i kryptonimy: (k.m.); K.m.; (K.m.); K.M.; K.Ma.; km; (km); Km; Kornel M.; Lech; m; (m); Ma-ki; Stary kapral; Witold Oksza; X.

Informacje biograficzne. Urodził się 8 I 1884 w Stryju niedaleko Lwowa. Jego ojciec, Edward Makuszyński (zm. 1896), był emerytowanym pułkownikiem armii austriackiej, pracował również jako urzędnik w kancelarii gminnej w Brzozowie k. Krosna. Matka, Julia z Ogonowskich (zm. 1938), zajmowała się wychowaniem sześciorga dzieci. Rodzina nie była zamożna, wciąż borykała się z trudnościami finansowymi, zwłaszcza po śmierci ojca. Edukację szkolną rozpoczął w 1894 r. w Stryju, gdzie ukończył pierwszą klasę gimnazjum. Następnie uczył się w gimnazjum w Przemyślu, a w IV klasie był uczniem c.k. IV Gimnazjum we Lwowie (matura w 1903 r.). Za oficjalny debiut poetycki Makuszyńskiego uznaje się wiersz Nam spoczywać dziś nie wolno („Słowo Polskie” 1901, nr 449). Zwieńczeniem młodzieńczej twórczości poetyckiej i debiutem książkowym stał się tom Połów gwiazd (1908). Następne zbiory poezji to Narodziny serca (1918; 1920) oraz Wiersze zebrane (1930).

Makuszyński był członkiem młodego zespołu pomagającego Wincentemu Lutosławskiemu w redakcyjnym opracowaniu pierwszego krytycznego wydania Genezis z Ducha Juliusza Słowackiego, które w dwóch tomach ukazało się w 1903 r. Lutosławski docenił szczególny wkład Makuszyńskiego w opracowanie tekstu i korekty, co podkreślił we wstępie, wymieniając młodego pomocnika z nazwiska. Po maturze Makuszyński wyjechał na Śląsk, gdzie uczył literatury i kultury polskiej górników i hutników. Tu współpracował z gliwickim pismem „Iskra”, publikując głównie wiersze patriotyczne. Po tym epizodzie kontynuował naukę na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu we Lwowie, studiował polonistykę i romanistykę. Aktywnie działał w Kole Polonistów; edukację uzupełnił wyjazdem w 1907 r. do Paryża i rocznymi studiami literatury francuskiej na Sorbonie.

Współpracował ze „Słowem Polskim” (1904–1914), pełniąc w nim funkcje krytyka teatralnego i sekretarza redakcji. Zaprzyjaźnił się wówczas z Janem Kasprowiczem, Leopoldem Staffem, Władysławem Orkanem, Ludwikiem Solskim. Węzeł przyjaźni połączył go także z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, który w lutym 1911 r. przyjechał do Lwowa na gościnne występy z Kabaretem Zielony Balonik. Wojaże zagraniczne relacjonował w „Słowie Polskim” oraz „Tygodniku Ilustrowanym”. Nawiązał współpracę z warszawskim „Światem” (kontakty utrzymywał do 1915 r.). Opublikował w tym czasie m.in. zbiory opowiadań i humoresek (Rzeczy wesołe, 1909; Romantyczne historie, 1910; Dziwne powieści, 1911; Zabawa w szczęście, 1912; Awantury arabskie, 1913) oraz swoją pierwszą książkę dla dzieci (Szewc Kopytko i Kaczor Kwak, 1912).

W 1911 r. poślubił poznaną na studiach Emilię Bażeńską (1881–1926) wywodzącą się z rodziny ziemiańskiej ze Żmudzi. W l. 1913–1914 mieszkał głównie w Burbiszkach, majątku rodzinnym Bażeńskich. Tam zastał go wybuch I wojny światowej. Jako obywatel austriacki został aresztowany i wraz z żoną zesłany w głąb Rosji do Kostromy. Dzięki staraniom szwagra oraz pomocy Stanisławy Wysockiej i Juliusza Osterwy zwolniono ich z internowania i pozwolono w 1915 r. na osiedlenie się w Kijowie. Tam aktywnie włączył się w życie kulturalne Polonii. Został kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Kijowie, współpracował z Wysocką, Osterwą, a także Solskim i Wincentym Drabikiem. Pełnił funkcję prezesa Związku Literatów i Dziennikarzy Polskich. Nawiązał kontakty również z prasą polską ukazującą się wówczas w Kijowie, m.in. z „Kłosami Ukraińskimi”, „Dziennikiem Kijowskim” oraz „Przeglądem Polskim”. Współorganizował akademię ku czci zmarłego Henryka Sienkiewicza. W tym czasie opublikował tom opowiadań Perły i wieprze (1915), powieść Po mlecznej drodze (1917) oraz następną książkę dla dzieci Bardzo dziwne bajki (1917).

W 1918 r. Makuszyńscy zamieszkali w Warszawie, w l. 1922–1925 bywali też w Burbiszkach. W czerwcu 1926 r. zmarła na gruźlicę Emilia. W sierpniu 1927 r. pisarz poślubił Janinę Gluzińską (1896–1972), śpiewaczkę estradową, córkę profesora medycyny Uniwersytetu Lwowskiego Antoniego Gluzińskiego. W 1935 r. państwo Makuszyńscy zamieszkali przy ul. Grottgera. Makuszyński podzielał od młodości ideały narodowej demokracji, współpracował z „Rzeczpospolitą” (1920–1924), gdzie objął dział recenzji teatralnych i literackich, a po zmianach w redakcji dziennika – z „Warszawianką” (1924–1929), a także z redakcjami pism „Świat”, „Tygodnik Ilustrowany” (1924–1928), „Ilustrowany Kurier Codzienny” (1917–1929 z przerw.), „Pani” (1922–1925), „Scena Polska” 1922–1923, 1930–1931), „Wiadomości Literackie” (1924–1939 z przerw.), „Kurier Warszawski” (1933–1939) i „Gazeta Polska” (1934–1939), a także z „Dziennikiem Poznańskim” i ponownie z lwowskim „Słowem Polskim” (od 1926 r.). Spektakularny sukces odniosły: 120 przygód Koziołka Matołka z ilustracjami Mariana Walentynowicza (cz. 1, 1933), Panna z mokrą głową (1932), Awantura o Basię (1936) czy Szatan z siódmej klasy (1937, ekranizacja: 1939).

O pozycji Makuszyńskiego w międzywojniu świadczą liczne nagrody i wyróżnienia: w 1926 r. za Pieśń o Ojczyźnie otrzymał Państwową Nagrodę Literacką, w 1928 r. został członkiem honorowym Związku Zawodowego Literatów Polskich. Za wybitną twórczość literacką otrzymał w 1935 r. Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury, której członkiem stał się w 1937 r. Otrzymał Order Polonia Restituta IV klasy. W 1929 r. został honorowym obywatelem Zakopanego, w 1931 r. członkiem honorowym Związku Górali.

W czasie II wojny światowej Makuszyński mieszkał w Warszawie, podczas oblężenia stolicy stracił cały dobytek, w tym własne rękopisy. Po upadku powstania Makuszyńscy przedostali się do Zakopanego, zamieszkali w wynajmowanym mieszkaniu w willi „Opolanka” przy ul. Tetmajera, gdzie pisarz żył w zapomnieniu i niedostatku. Po 1945 r. Makuszyński został objęty zakazem druku i poddawany szykanom. Opublikował nieliczne felietony na łamach „Łodzi Teatralnej”, „Przekroju” (1946–1947, 1952–1953). Cierpiąc przez wiele lat na cukrzycę, zmarł 31 VII 1953 w Zakopanem. Został pochowany na Pękasowym Brzyzku. 

Krytyk teatralny. Teatr zajmował szczególną pozycję w całym życiu zawodowym Makuszyńskiego. W sezonie 1912/1913 pracował w komisji artystycznej nadzorującej działalność objazdowego Teatru Polskiego. W 1914 r. pełnił funkcję kierownika literackiego Teatru Miejskiego, a od maja do lipca 1915 r. wspólnie z Jakubem Gliksonem sprawował obowiązki dyrektora. Recenzje teatralne stanowią najokazalszą i wewnętrznie spójną część dorobku krytycznego Makuszyńskiego. Regularne spotkania ze sceną rozpoczął we Lwowie, ogłaszając pierwsze recenzje na łamach „Słowa Polskiego” w 1902 r. Makuszyński opublikował je w dwutomowym wyborze Dusze z papieru (1911). Tom pierwszy otwierał felieton o Ślubach panieńskich Aleksandra Fredy, komedii, którą wyjątkowo cenił (Pochwała „Ślubów panieńskich”, 1917). Pisał ponadto o dramatach Jana Augusta Kisielewskiego, Włodzimierza Perzyńskiego, Gabrieli Zapolskiej. Pożegnał na łamach „Słowa Polskiego” Stanisława Wyspiańskiego, oddając hołd jego twórczej wielkości (Stanisław Wyspiański, „Słowo Polskie” 1907, nr 557). Drugi tom Dusz zawiera recenzje ze sztuk Henrika Ibsena, Gabriela D’Annunzia, Antona Czechowa, Gerharta Hauptmanna i innych. Makuszyński nie przeprowadzał syntez, przyglądał się konkretnej inscenizacji, a właściwie temu, jak rozwiązuje ona napięcia fabularne i etyczne. Nie wchodził w niuanse inscenizacyjne. Sporo miejsca poświęcił adaptacji powieści na dramat, np. Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego. Jego omówienia miały charakter przystępny, gawędowy.

Felietonista i kronikarz życia literackiego. Makuszyński nie był krytykiem literackim sensu stricto. Rozpoczął twórczość felietonową na łamach „Słowa Polskiego” i „Tygodnika Ilustrowanego” w 1907 r., ogłaszając relacje z podróży do Francji. Młody wówczas publicysta szybko rozpoznał możliwości formalne felietonu, który stał się dla niego optymalnym gatunkiem wypowiedzi, podporządkowanym strategii humorysty. Szeroka formuła tego gatunku pozwalała połączyć w obrębie jednej wypowiedzi wiele różnorodnych elementów, a relację z podróży zamknąć w konwencji listu, który stał się już wówczas wypróbowanym gatunkiem oficjalnego dyskursu krytycznego. Swoje pierwsze felietony Makuszyński wydał w zbiorze W kalejdoskopie (1910). Zadbał o to, aby felietony drukowane wcześniej w prasie przysposobić do wymagań szlachetniejszej literatury książkowej (zmiana tytułów odcinków), wykorzystywał również erotyczne dwuznaczności zadomawiające się w ówczesnym dyskursie publicystycznym (artykuły T. Boya-Żeleńskiego i A. Nowaczyńskiego). Wykpił Pamiętnik kobiety upadłej Margarete Böhme będący wówczas lekturą popularną, pisał o wyścigach konnych. W drugiej części wyboru swoich felietonów (Straszliwe przygody, 1914) przywoływał dziennikarskie chwyty publicystów goniących za sensacją. Warto zwrócić uwagę na felietony w formie listów skierowanych do Boya i Kazimierza Sichulskiego. Znani adresaci, którzy doskonale rozumieli filozofię żartu (pierwszy jako założyciel kabaretu, drugi popularny karykaturzysta), mieli przyciągnąć uwagę czytelnika. Z biegiem czasu z publicystycznego obserwatora współczesności Makuszyński stał się też kronikarzem przeszłości, publikując wspomnienia z czasów lwowskich; bohaterami były znane postaci polskiej kultury, które dane mu było poznać: Sienkiewicz (Wspomnienie, „Wiadomości Literackie” 1924, nr 43), Władysław Stanisław Reymont („Wiadomości Literackie” 1925, nr 7) czy Perzyński („Wiadomości Literackie” 1931, nr 6). Makuszyński stworzył również portret zbiorowy środowiska artystycznego Lwowa, zebranego oczywiście przy stoliku w Kawiarni Szneidera (Nasza kawiarnia, „Wiadomości Literackie” 1933, nr 55).

Ja krytyczne. Programowy subiektywizm i optymizm Makuszyńskiego przybierał czasami formę nadmiernej egzaltacji, bliskiej kiczowi, co uwidacznia się zwłaszcza z perspektywy współczesnego czytelnika. Pisarzowi odpowiadał „familijny” kontakt z odbiorcą. Strategia felietonisty budującego przekaz wokół własnych przeżyć, odczuć i opinii zaprowadziła pisarza również ku autobiografizmowi, którego wyrazem stały się Bezgrzeszne lata (1925) i tom Kartki z kalendarza (1939). Zebrane w publikacjach książkowych recenzje teatralne zachowywały wewnętrzny porządek (chronologia, podział gatunkowy). Wypowiedzi krytycznoliterackie Makuszyńskiego zamykały się w formie wspomnieniowej lub w formule fizycznego i duchowego portretu pisarza. Wizerunki te malował najczęściej z autopsji jako efekt dziennikarskiej wizyty.</document>
<document nplp_id="14340" title="Lelewel Joachim" slug="lelewel-joachim">Historyk, wykładowca akademicki, publicysta, redaktor, działacz polityczny, mąż stanu. Pseudonimy i kryptonimy: A Pole; F… G…; I.L.; J.L.; J. L..; Jeden z Polaków; Jestem ; N... ; Jo. L.; Jo. Le.; Jo. Lel.; K.K.; L.; N. Piwnicki; Ppp; T; Xawer Cz…i z Br. L.; ***.

Informacje biograficzne. Joachim Józef Benedykt Lelewel urodził się 22 III 1786 w Warsza­wie jako drugie dziecko urzędnika Komisji Edukacji Narodowej na Koronę i Litwę, Karola Lelewela von Löwensprung h. własnego (1748–1830; do 1775 r. używał nazwiska Lölhöffel), oraz Ewy Szelutty h. Kalwaria (zm. 1837). Po rozbiorach Lelewelowie osiedli w Woli Cygowskiej k. Wołomina, zachowując kamienicę w stolicy. Joachim wychował się w domu cenią­cym wykształcenie i prace naukowo-literackie, dużą rolę w jego formacji odegrał też krewny ze strony matki, bp Kacper Kazimierz Cieciszowski, spokrewniony był z Piusem i Brunonem Kicińskimi. Kształcił się początkowo pod opieką pijarów (w domu, następnie w warszawskim konwikcie), następnie w l. 1804–1808 studiował na Uniwersytecie Wileńskim pod okiem m.in. profesora historii Tomasza Hussarzewskiego i Gotfryda Ernesta Groddecka. Pobierał też lekcje rysunku malarskiego u Jana Rustema i topograficznego, sposobiąc się do przyszłych robót nie tylko historycznych i literackich, ale i rytowniczych: kartograficznych i numizma­tycznych. Po ukończeniu studiów przebywał przez pewien czas w Krzemieńcu, gdzie bez­skutecznie czekał na obiecaną mu posadę nauczyciela historii w liceum Tadeusza Czackiego (z którym naukowo współpracował), potem zaś był urzędnikiem ministerialnym w Warszawie. W 1815 r. wrócił na Uniwersytet Wileński, w którym otrzymał posadę zastępcy profeso­ra historii, po czym w l. 1818–1821 wykładał bibliografię na Uniwersytecie Warszawskim i wykonywał obowiązki bibliotekarza w uczelnianej bibliotece. W uznaniu zasług otrzymał w 1820 r. tytuł doktora filozofii nadany przez Uniwersytet Jagielloński. W 1822 r. wygrał kon­kurs na profesora zwyczajnego i objął katedrę historii powszechnej Uniwersytetu Wileńskie­go, co Adam Mickiewicz uczcił okolicznościowym wierszem Do Joachima Lelewela (1822), inicjując romantyczną legendę historyka. Do Wilna Lelewel przybył jako uczony ze sporym już dorobkiem, nie tylko w dziedzinie historiografii, oraz znana postać w kręgach literackich. Rozgłos przyniosły mu debiut pisarski w postaci pierwszego przekładu na język polski Eddy (1807, wyd. 2 – 1828) oraz pionierska Historyka (1815) będąca wykładem metodologii histo­riografii. Był aktywnym członkiem warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (formalnie od 1821 r.), a wcześniej (1806–1808) studenckim działaczem wileńskiego Towarzystwa Filo- matycznego oraz inicjatorem, a początkowo również redaktorem „Tygodnika Wileńskiego” (1815–1818). Sprawował też, zgodnie z ustawami Uniwersytetu, funkcję cenzora, zatwier­dzając do druku w 1823 r. m.in. wileńsko-kowieńskie Dziady i Grażynę Mickiewicza. Zo­stał wybrany dziekanem wydziału filozoficzno-moralnego, lecz elekcja nie została zatwier­dzona przez władze rosyjskie, a w 1824 r. był zmuszony opuścić Wilno na skutek carskiego ukazu kończącego śledztwo Nikołaja Nowosilcowa w sprawie tajnych związków. Powrócił do Warszawy, wywożąc zrąb pierwszego zapisu prześladowań młodzieży litewskiej, który wy­dał anonimowo podczas powstania listopadowego (Nowosilcow w Wilnie w roku szkolnym 1823/4, 1831).

W stolicy, zanim rozpoczął oficjalną karierę polityczną zapoczątkowaną uzyskaniem mandatu posła na sejm (1828), włączył się w debatę naukową na forum TPN oraz literacką w salonach i na łamach przedpowstaniowej prasy. Promował twórczość zesłanego w głąb Ro­sji Mickiewicza, a jednocześnie współpracował z Maurycym Mochnackim i miał wpływ na ewolucję jego poglądów krytycznoliterackich. Publikował wówczas w „Bibliotece Polskiej”, „Dzienniku Warszawskim”, „Rozmaitościach Warszawskich” (dod. „Gazety Korespondenta Warszawskiego”), „Themis Polskej”, „Motylu”, „Tygodniku dla Dzieci”, „Pamiętniku Warszaw­skim Umiejętności Czystych i Stosowanych”, „Kurierze Polskim”, „Pamiętniku Umiejętności Moralnych i Literatury”, „Tygodniku Petersburskim”, a także w „Rocznikach Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk”. Uważany przez współczesnych za przy­wódcę „partii Lelewela”, która wywołała powstanie, został wybrany do Rządu Narodowe­go, wcześniej otrzymał stanowisko p.o. ministra wyznań religijnych i oświecenia publiczne­go. Podczas insurekcji przewodniczył też klubowi Towarzystwa Patriotycznego, łączył zatem ze sobą reprezentowanie radykalnej opozycji, władzy ustawodawczej i wykonawczej, pró­bując negocjować ich interesy i ściągając na siebie sprzeczne zarzuty. Po upadku powstania znalazł się w Paryżu, tu od grudnia 1831 r. kierował Komitetem Narodowym Polskim, któ­ry zajmował się subsydiami dla wychodźstwa oraz propagowaniem sprawy polskiej wśród parlamentów i ludów Europy. Na skutek ustaw antyimigranckich, po rozwiązaniu Komite­tu, w 1832 r. musiał opuścić Paryż, schronił się w domu gen. Marie-Josepha Lafayette’a, po­tem w Tours, lecz po pół roku został usunięty z Francji. Od 1833 r. przebywał przez niemal 30 lat w Brukseli, gdzie zajmował się działalnością polityczną i naukową, choć po 1848 r. po­święcił się przede wszystkim pracy badawczej. Wcześniej prowadził działalność konspiracyj­ną i utrzymywał łączność z krajem, angażując się w organizację partyzantki Józefa Zaliwskie- go (1832) oraz agitacji Szymona Konarskiego (1835–1839). W okresie Wiosny Ludów wszedł w kontakt z Karlem Marksem i jego otoczeniem, a także z rewolucjonistami rosyjskimi. W l. 1833–1834 był członkiem redakcji belgijskiego pisma „La Voix du Peuple”, uczestniczył też w życiu publicznym polonii belgijskiej, przemawiając na rocznicach powstań narodo­wych. Nie przyjmował zasiłków (ani rządowych, ani prywatnych) dla emigrantów, utrzymy­wał się z własnej pracy naukowej i pionierskich wydawnictw, zwłaszcza w dziedzinie euro­pejskiej kartografii i numizmatyki wieków średnich. Mimo początkowego braku dostępu do własnych notat, nie zaniedbywał publikacji polskojęzycznych. Były to przedruki, ale także prace poświęcone najnowszej historii i sprawie ludu.

Kiedy był już bardzo chory, został przywieziony przez doktora Seweryna Gałęzowskie- go i Eustachego Januszkiewicza do kliniki w Paryżu, gdzie zmarł 29 V 1861, i tam został po­czątkowo pochowany. Obchody pogrzebowe w kraju, bardzo liczne, zapowiadały nastroje „przedburzowe”, tj. wydarzenia 1863 r. Jego zwłoki sprowadzono do Polski w 1929 r. i złożo­no je w Wilnie na Rossie, księgozbiór zaś, zgodnie z testamentem uczonego, znajduje się w bi­bliotece Uniwersytetu Wileńskiego.

Związki z krytyką. Lelewel kojarzy się dziś z profesją historyka, ale za krytyka był uważany przez swoich współczesnych (A. Mickiewicza, M. Mochnackiego, K. Brodzińskiego), a jego rolę w rozwoju literatury wczesnego romantyzmu trudno przecenić. Związki Lelewela z dzie­jami krytyki literackiej pierwszego trzydziestolecia XIX w. wynikają ze ścisłego jej powino­wactwa z nauką jako taką, a zwłaszcza historyczną (historyzm), z rozkwitem prasy, karierą narodowości i ludowości w kulturze romantycznej oraz pisaniem rozumianym jako zindywi­dualizowany, ekspresywny wykład myśli. W stronę krytyki literackiej popychała Lelewela jej atrakcyjność jako narzędzia kreowania opinii publicznej i budowania więzi z odbiorcą. Ode­grał wzorotwórczą rolę w instytucjonalizacji krytyki i kultury historycznej przez zakładanie nowych periodyków (w ekonomicznej formule poligraficznej i prenumeracie), tym samym zaś zastępowanie dotychczasowych form mecenatu literatury i sztuki lepiej dostosowany­mi do potrzeb młodszych autorów oraz czytelników. Ostała się anegdota tłumacząca genezę „Tygodnika Wileńskiego” jako czasopisma mającego powstać, by Lelewel miał gdzie publiko­wać swoje artykuły, których z uwagi na „ciemny” styl nie chciały przyjmować inne redakcje. Długa lista czasopism, w których zamieszczał swoje rozprawy, temu przeczy, ale pomysł do­stosowania medium do indywidualnego stylu autora wprowadza w sedno nie tylko osobo­wości i źródeł popularności Lelewela, ale i ówczesnych przemian kulturowych. O dystansie do krytyki normatywnej świadczy jeden z jego listów pomieszczonych na łamach tegoż „Ty­godnika” w 1818 r. (kiedy Mickiewicz ogłasza tam Zimę miejską). Lelewel zachęca w nim do wczesnych debiutów w czasopismach: „Mnie się zdaje, że łacniej może być darowane wczes­ne w druku popisywanie się, niż zupełne opuszczanie się. Wybaczy względna publiczność niedojrzałości, oczekiwać będzie słodszych owoców. Lepiej uczyć się i niedokładne zdawać egzamina, niż zostawać nieuczącym się. Piszcie, abyście się pisać uczyli” (Do redakcji „Tygo­dnika Wileńskiego”. List drugi, „Tygodnik Wileński” 1818, t. 5). Metaforyka uczenia się i eg­zaminów nie pojawiła się tu przypadkiem, ponieważ w wielu punktach Lelewel pozostawał wierny dydaktycznym zadaniom krytyki i jej oświeceniowemu rodowodowi oraz bliski jej autorytetom, a Lelewelowskie promowanie nowej piśmienności zawdzięczało swoją siłę nie tyle rewolucyjności głoszonych poglądów krytycznoliterackich, ile systematycznej praktyce recenzenckiej i pisarskiej: wytrwałej, otwartej na nowości i niemieszczącej się w schematach.

Uprawiał przede wszystkim krytykę prasową, która pod względem gatunkowym ewo­luowała od „uwag”, „rozbiorów” (Uwagi nad rozprawą Xawerego Bohusza o początku naro­du i języka litewskiego, 1810) listów do redakcji i równie anonimowych krótkich anonsów do obszerniejszych recenzji ([rec.] I. Czartoryska, „Pielgrzym w Dobromilu”, „Pamiętnik War­szawski” 1819, t. 14; [rec.] N. Karamzin, „Istorija Gosudarstwa Rossijskogo”, „Siewiernyj Ar- chiw” 1822–1824) i bardziej autonomicznych artykułów (O romantyczności, „Biblioteka Pol­ska” 1825, t. 4) czy rozpraw (niekiedy tylko pomieszczanych jako przedmowy lub rozdziały w książkach, jak np. towarzysząca drugiemu wydaniu przekładu Eddy rozprawa Powstanie, rozwijanie się i zgaśnienie bałwochwalstwa dawnych Skandynawów oraz dzieła o nim mówiące), w tym o charakterze porównawczym ([rec.] Rozbiór prac historycznych Naruszewicza i Czac­kiego, „Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk” 1827, t. 19). Swoje omówienia i rozbiory najchętniej ograniczał do publikacji historiograficznych, hi- storyczno-prawniczych czy geograficzno-krajopisarskich lub zastrzegał, że utwory literac­kie omawia „pod względem historii” („Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza pod względem historii uważane, „Dziennik Wileński” 1817, t. 5). Po wydaleniu z Wilna ogłosił też w proromantycznym „Dzienniku Warszawskim” z 1826 r. wykłady wygłaszane na rozpoczę­cie i zakończenie kursu historii powszechnej oraz rozprawę konkursową, która otworzyła mu drogę do drugiej profesury.

Między dyscyplinami. Lelewel szeroko rozumiał dziejopisarstwo, wliczał doń różne „historie”: „[…] doskonalenia się ludzkości w rozlicznych względach umysłowych, fizycz­nych, przemysłowych, historia wszelkich nauk i umiejętności, sztuk i rzemiosł, religii, hand­lu”, a chociaż „jedna od drugiej oddzielać się daje, z tym wszystkim one między sobą roz­maitym sposobem posiłkują się, a w historii tak nazwanej powszechnej lub świata zdają się wszystkie zbiegać” (Historyka). Historia literatury i krytyka literacka zajmują szczególne miejsce w owym wzajemnym „posiłkowaniu się” dziedzin, ponieważ Lelewel w swej „histo­ryce” (teorii historii) za jeden z trzech działów uznawał narrację historyczną („powieść histo­ryczną”), a w dziale „źródeł” najbardziej cenił te pisane i graficzne, w tym książki i mapy. Za­uważał, że „nie ma rozleglejszej żadna wiadomość ni nauka literatury nad historię, a jej spisy są rozliczne”, dlatego jego Bibliograficznych ksiąg dwoje (t. 1–2, 1823–1826) mogą być zesta­wiane z Historią literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego. Przy czym Przemowa do nich, po sterne’owsku umieszczona w środku drugiego tomu, ma literacki charakter, a sportretowany w niej „bibliograf” został wyposażony w rysy autobiograficzne i przypomina pospołu histo­ryka, bibliotekarza oraz krytyka literackiego. Szczególnie trudna do rozgraniczenia wydaje się zbieżność, również słownikowa (leksykalna), między krytyką literacką z początku XIX w. a Lelewelowską „historyczną krytyką” (Historyka), pod którą rozumiał on nie tylko krytykę źródeł, zajmującą się „oznaczaniem prawdziwości i niezawodności przedmiotów historycz­nych”, ale łączył ją z „badaniami zatrudniającymi się wskazaniem dróg do poznania przyczyn i skutków spraw ludzkich, z wypadków w oznaczonym miejscu i czasie zdarzonych lub przez ludzi działanych, czyli dojściem, dlaczego, co, gdzie i kiedy się działo, co nazywamy histo­ryczną etiologiką” (tamże). W grę wchodziło zatem nie tylko ustalanie prawdy historycznej na podstawie źródeł, ale też ich hermeneutyka, rozumienie jako ludzkich wytworów w rela­cji do czasu i miejsca. Rozbiór prac historycznych Naruszewicza i Czackiego należy do świet­nych przykładów komparatystyki zarówno historycznej, jak i literackiej – w obu dziedzinach można jej autora liczyć do pionierów.

Przykłady (zbawiennych) niekonsekwencji. Lelewel jako tłumacz Eddy może patronować romantycznej „literaturze Północy” (reminiscencje Eddy znajdą się potem w dziełach J. Sło­wackiego, Z. Krasińskiego czy C. Norwida), jednak w imię zasad historycznego myślenia, ka­żącego rozważać wytwory ludzkie w relacji do czasu i miejsca ich powstania, stanowczo za­kwestionował pomysł Mochnackiego, by upatrywać w mitologii skandynawskiej jedno ze źródeł naszej poezji narodowej (O romantyczności). Lelewel doceniał oddziaływanie sztu­ki, uważał, że „ożywianie fantazji i poruszenie uśpionych wyobrażeń, przykłady, uszanowa­nie wzbudzić mogące prawdy moralne, są pierwszą ludów potrzebą […]. W tym najpotężniej działać mogą: poezja, historia i ewangeliczna, czyli religijna moralność” ([rec.] „Pielgrzym w Dobromilu”). Dlatego też zachęcał do wydawania pieśni ludowych (tamże). Ludowość łą­czył nie tylko z kształceniem ludu, dostarczając przy tym argumentów historycznych de­mokratycznemu spojrzeniu na dzieje (teoria gminowładztwa), ale również z kryterium narodowości. Już w 1811 r. zainicjował cykl „we względzie dziejów narodowych polskich postrzeżenia” (Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa, 1811), przybliżając czytelnikom „Pol­skę wieków średnich”, tak drogą potem jego romantycznym uczniom. W jego opisach cha­rakteru narodowego nie napotkamy kultu mrocznych zamków i rycerzy (negował istnienie feudalizmu w Polsce, w przeciwieństwie do Litwy), odkryjemy raczej pokrewieństwo z Jo- hannem Gottfriedem Herderem i Kazimierzem Brodzińskim: „Nie jest on [naród] wyzuty z żywych uniesień i poruszeń, choć namiętności mało się rozgrzewają. Raczej w nim tęsknota albo zaspokojenie serce dręczy lub porusza, niżeliby zbytni smutek do rozpaczy go przywiódł albo niepomiarkowane ukontentowanie obłąkało. Nic ostrego, wszystko łagodnie, w krokach wolnych. Jeżeli brak natężonego działania, brak dotrwałości, trudno nagle poruszać i odmie­niać, rzadki dobitny czegokolwiek w dziejach narodu wyraz: za to wszędzie ciąg powolny, ruch nie ustaje, powlokły ciąg rzeczy nie zrywa się” (Ocalenie Polski za króla Łokietka [1822], „Dziennik Warszawski” 1826).

Prawda historyczna i historyzm. Swoje wczesne „rozbiory” pisał z perspektywy krytyka za­interesowanego przede wszystkim poszukiwaniem prawdy historycznej, nie ignorował jed­nak praw wyobraźni, próbując raczej przekonać czytelników i autorów do takiego rozumie­nia „wolności poetyckich, które żywości i ozdób dodać mogą, zasad historycznych nie psując” („Śpiewy historyczne” J.U. Niemcewicza). Charakterystyczne, że „psuciem” nie była np. scena (o protomesjanistycznej wymowie), w której autor Śpiewów historycznych opisuje zjawienie się aniołów przed Piastem – ta dotyczy bowiem dziejów bajecznych, zatem owo „dziwo” „jest od Autora użyte bez obrazy historii”. Mimo więc krytycznego dystansu do przekazów niespi- sanych i podań najmocniej powstawał przeciwko dowolnościom w obrębie udokumentowa­nej i przebadanej historii, kiedy licencja poetycka, ze wszystkimi „przyjemnościami” słowa, miast wspierać prawdę odwodzi od niej: „Odstąpienie zaś i porzucenie historii w śpiewach Bolesława Śmiałego i Kazimierza dla historii tym boleśniejsze się stają, im więcej są w histo­rycznych czasach, im więcej przewrotnych o nich rozsiano baśni, z którymi usilne prawdy wybadywanie tyle czasów się wzmaga, a które głos przyjemny śpiewów na przekorę prawdzie ma wspierać i w uprzedzeniach zakorzeniać, chociaż te pienia, poświęcone prawdzie, mi­łości ojczyzny i niezmyślonej sławie przodków naszych” (tamże). Drobiazgowo do­kumentując swoje polemiki, zwykle nie upominał się o nieznaczące detale, lecz o długofa­lowe zjawiska, których pomijanie nie pozwalało na rozumienie życia w przeszłości. W tym wypadku podkreślał, że jak „pobożna gorliwość prześladowała pamięć Bolesława Śmiałe­go”, wymyślając legendę o jego rzekomym grzechu (zabiciu biskupa) i pokucie, tak miała ona swój udział w upadku Polski, do którego – pisze Lelewel – przyczyniło się m.in. zaniedbanie oświaty utrzymywanej przez zakony oraz „jezuityzm”. Chcąc uchwycić relację prawda histo­ryczna – historyzm, warto pamiętać dwa obrazy dziejopisa z wiersza Norwida Historyk (ko­jarzonego z „samotnikiem brukselskim”): w pierwszym zajmuje się on opisem „inwentarza Epok”, w drugim potrafi „powrócić” potomnym „strach, z jakim dziad ich drżał” (przed ko­metą). U Lelewela nie są one rozłączne, warunkują się wzajemnie: bez poszanowania „inwen­tarza” niemożliwa jest praca przywracania przeszłości. Pojmował historyzm jako oparte na zasadach historycznych nadawanie „żywości” minionym wiekom. Krytyk literacki – wzoro­wany na krytyku historycznym – musi więc mieć w sobie i „detalistę”, i czarodzieja.

Narracja historyczna i subiektywizm. Poglądy Lelewela na historyzm i związki literatury (w tym krytyki) z historią ewoluowały w kierunku coraz większego uwzględniania roli nar­racji historycznej i stylu pisarskiego, co zbliżało go do romantyków, a jednocześnie łagodzi­ło rysy trudnego w odbiorze (piśmiennym) teoretyka i erudyty. W pisanej w Wilnie recen­zji historii Rosji Nikołaja Karamzina wiele miejsca Lelewel poświęcił narracji, zauważając, że za jej pomocą „historycy interes podniecają”: „[…] a tych pisarzy narracja i całkowity wykład, kompozycja całości i części, podniesiony duch i godność, a dane przez nich życie i wielkość tworzą interes” (Porównanie Karamzina z Naruszewiczem). Zarazem jednak pod­porządkował poetę i pisarza historykowi (w historycznym rozwoju krajów stanowi on „owoc najdojrzalszy przetrawionej ludzkości”), dodając, że „tysiące pisarzy o tytuł historyka ugania się, a ledwie z nich pojedynczy jaki uzyskuje go” (tamże). W liście do Tadeusza Bułharyna, tłumacza recenzji na rosyjski, wyjaśnił, że Karamzina uważa za „pisarza romantycznego” – „czułego” – ale nie historyka, zasugerowawszy wykroczenia przeciw prawdzie i krytyce, któ­rym lepiej sprostało „prosto-kolejne” pióro Naruszewicza. W artykule O romantyczności po­dobny wzgląd na pryncypia historyzmu teoretycznego (tj. miejsce i czas) skłonił go też do zakwestionowania programu literatury narodowej Mochnackiego w punktach dotyczących źródeł poezji: odrzucił nie tylko zasadność czerpania z mitologii skandynawskiej, ale posta­wił znak zapytania także nad starożytnościami słowiańskimi i duchem rycerskim oraz nad pojmowaniem narodowości, tj. przypisywaniem jej tylko przedstawicielom romantyczno- ści. Lelewel dostrzega charakter narodowy również w utworach klasycznych (I. Krasickiego, J.U. Niemcewicza, J.P. Woronicza) i utrzymuje, że „różnica poezji tak zwanej romantycz­nej i klasycznej nie z powodu przedmiotu wynika, ale raczej ze sposobu wykładu, obrazów, przyjętych prawideł, na ostatek z charakteru i ducha” (tamże). Właśnie owemu sposobowi wykładu, wyobraźni i „ducha”, generalnie ekspresji i estetyce utworów (nie tylko historycz­nych), poświęca w tym artykule więcej uwagi niż kwestii prawdy, przedmiotu i prawideł. Do­chodzi bowiem do wniosku, że właśnie one stanowią o „różnicy” między dwiema „szkoła­mi”, chociaż obrazy i charakter są zdeterminowane pod względem geograficznym (natura, klimat) i czasowym (kultury oparte na mitologii i kultury chrześcijańskie). Dalej pokazuje swoją niezależność myślową i dalekowzroczność, trudną do przyjęcia dla „sektatorów” obu stronnictw (zwanych też za Mochnackim szkołami: „sensualizmu” i „idealizmu”), wykazując romantyczność poezji greckiej czy klasyczność tworów wyobraźni romantycznej, np. Mefistofelesa („polerowność”). Sprzeciwia się hegemonii każdej z nich, postulując „wielorakość” i „jakieś z jednej do drugiej przejście, jakiś pośrodek”, niemniej przyznaje, że romantyczność obecnie „doznaje prześladowania”. Problematyka stylu i wydania powraca w Rozbiorze prac historycznych Naruszewicza i Czackiego, zajmuje ponad trzecią część objętości, silniej zmetaforyzowany też jest język paraleli – tytułowi badacze opisywani są przez pary obrazów, odpo­wiednio: dębu i latorośli, mrówki i pszczoły, a narracja Czackiego dodatkowo została porów­nana do lasu i ogrodu angielskiego. W 1828 r. ukazała się recenzja tej publikacji (sygnowana Xawery Cz…..i), napisana przez samego autora, przynosząca ciekawą problematyzację para­leli. Jego zdaniem została ona poświęcona porównaniu Naruszewicza i Czackiego jako „ba­daczy krytyków” oraz pod względem „sposobu wystawienia rzeczy”. To drugie zagadnienie streszcza Lelewel, zaczynając od uwagi, że recenzowany autor odstąpił w tym miejscu od poe­tyki paraleli i rozważał każdego z historyków osobno, co można traktować jako ukłon w stro­nę estetyki oryginalności, która uniemożliwia porównywanie. Następnie dodaje: „Uznaje narracją Naruszewicza za wzorową, ale niebezpieczną do naśladowania. Broni dzieła Czac­kiego, a dykcję jego pełną wad widzi pełną ognia i czułości. Można by styl i sposób wykładu Naruszewicza klasycznym, Czackiego romantycznym nazwać. Naruszewicz więcej do duszy, Czacki więcej do serca mówi. […] Jeśli pierwszy zachwyca, drugi porywa, lecz pierwszy może utrudzić i ckliwość wzbudzić, drugi zmęczyć i niesmak sprawić” ([rec.] „Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk”, „Gazeta Polska” 1828). Tak więc „styl roman­tyczny”, pełen „czułości”, który Karamzina miał strącać z rzędu historyków, po sześciu latach wynosi Czackiego do rangi historyka „natchnionego”.

Lelewel i krytyka literacka po 1831 r. Wkład Lelewela w dzieje krytyki literackiej, szczegól­nie znaczący przed 1831 r., nie sprowadza się tylko do torowania drogi nowej romantycz­nej piśmienności, chociaż pewne ówczesne tematy i zjawiska, niektóre kategorie i terminy (np. „powieść historyczna” w znaczeniu narracji) oraz gatunki („paralela historyczna”, krajo- pisarstwo) powinny kojarzyć się z jego nazwiskiem. Można bowiem wskazać w jego pismach dowody niekonsekwencji w odniesieniu do wielu z wyliczonych tu haseł programowych, za­czynając od „romantyczności”, którą już w 1825 r. traktował historycznie, jako jedną ze szkół kierującą się też pewnymi „regułami” i nieposiadającą wyłączności na problematykę naro­dową czy estetykę okropności. Lelewel również później nie dążył do jednoznaczności, a jego twórcze niekonsekwencje oraz polemiki ożywiały debatę i dyskurs publiczny także w okre­sie emigracji. Jednak w mniejszym stopniu dotyczyły one literatury, która tymczasem bez specjalnego wtóru krytyki wprowadzała w swój obieg przedpowstaniowe jego idee, zwłasz­cza związane z mitologią Północy, zabytkami słowiańskimi i kwestią ludową; wpływ jego ów­czesnej publicystyki politycznej, wystąpień okolicznościowych i prac naukowych wymaga dalszych badań. Do głośnego powrotu Lelewela na łamy pism literackich doszło za sprawą broszurki Stracone obywatelstwo stanu kmiecego w Polsce (1846), której druk zbiegł się w cza­sie z wydarzeniami w kraju. Warto wspomnieć o współpracy autora w 1849 r. z Romanem Zmorskim i jego pismem „Stadło”, gdzie ukazał się artykuł Lelewela Przeciw krytyce „Prze­glądu Poznańskiego” („Stadło” 1849, nr 5) związany z szerokim oddziaływaniem rozprawy Stracone obywatelstwo i oskarżeniem o wywołanie nim rabacji galicyjskiej (bezpodstawnym). Wydaje się, że jego największą zasługą – przy dobrym oczytaniu, legendarnej erudycji, syste­matycznym monitorowaniu nowości wydawniczych historycznych i literackich – była zachę­ta do pisania jako pełnego inwencji (językowych, medialnych) ekspresyjnego wykładu myśli, który przemawia do serca, oraz pokazywanie przeszłości jako formy niezamkniętego czasu. Przeszłości, której wytworem jest teraźniejszość, żywiąca wobec tamtej zobowiązania etycz­ne – odezwały się one przede wszystkim wobec niemych podmiotów historii, tj. ludu. Lelewel wniósł do kultury historycznej i tradycji krytycznoliterackiej sporą wrażliwość na odbiorcę, jego rozmaitość (lud, kobiety, dzieci), potrzeby i wymogi komunikacyjne.</document>
<document nplp_id="14341" title="Marrené Waleria" slug="marrene-waleria">Powieściopisarka, publicystka, tłumaczka, redaktorka. Pseudonimy i kryptonimy: M.; Stefan Rycerski; W.; W.M.; W...M...; W.M. Morzk.; Waleria Morz...; Zbożenna.


Informacje biograficzne. Waleria Karolina urodziła się w Warszawie 5 XII 1831. Była córką spolonizowanego Francuza, Jana Chrzciciela Mallet (vel Malletskiego) de Grandville (ok. 1775–1846) h. Bastion, oraz Karoliny Rozalii Adelajdy z Krasińskich (1807–1879) wychowanej w Opinogórze, autorki powieści Rzeczywistość (1843). Rodzicami chrzestnymi Walerii była znana z Mickiewiczowskiej podróży na Krym para: Karolina Sobańska i gen. Jan Witt. Waleria wychowała się w Zbożennie, następnie wyjechała na pensję do Puław, a potem na dalszą naukę do Krakowa. Mając niespełna 18 lat, w listopadzie 1849 r. wyszła za mąż za Michała Stanisława Morzkowskiego (1822–1868). Młodzi zamieszkali początkowo w Zbożennie, gdzie przyszły na świat ich dwie córki: Kamila Ewa Maria, zam. Laval (ur. 1852), uzdolniona śpiewaczka, oraz Antonina Eugenia Makryna (1859–1936), późniejsza powieściopisarka i tłumaczka. Młodzi rezydowali też często w Rybienku k. Warszawy, odbyli kilka podróży po Europie. Pod koniec lat 50. Waleria z matką i starszą córką spędziły ponad rok we Włoszech i w Szwajcarii ze względu na zdrowie Kamili. Niedługo po narodzinach drugiej córki doszło do separacji między małżonkami. Morzkowski, podejrzewany o chorobę psychiczną, wrócił do majątku rodziców w Sycynie, a Waleria rozpoczęła starania o rozwód, które przerwała śmierć męża w 1868 r. W czasie powstania styczniowego pomagała w aprowizacji miejscowym oddziałom (Świętokrzyskie), w 1864 r. zaś wyjechała na jakiś czas za granicę. W marcu 1869 r. Waleria wyszła – wbrew woli rodziny – za rządcę Zbożenny, wdowca, Władysława Marrené (1828–ok. 1898), syna urzędnika pocztowego z Kalisza. Ślub odbył się w Kamionce na Grodzieńszczyźnie w parafialnym kościele Milkowszczyzny, majątku Elizy Orzeszkowej. Obie pisarki pozostawały ze sobą wówczas w bliskiej przyjaźni. Państwo Marrené mieli jedną córkę, Irenę Brygidę Elżbietę (1869–ok. 1911). Z odnalezionej przez Dorotę Samborską-Kukuć metryki wynika, że rodzicami chrzestnymi Ireny byli Orzeszkowa i jej drugi mąż, Stanisław Nahorski. Zbożenna popadła w ruinę (niedługo potem została sprzedana) i ok. 1877 r. (1878?) rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie Waleria zaczęła zarabiać na rodzinę piórem. W kamienicy przy ul. Niecałej 612 prowadziła przez wiele lat słynne poniedziałki literackie. Na przełomie 1876/1877 spędziła kilka miesięcy w Paryżu, poznała tam m.in. Victora Hugo oraz inne literackie sławy Francji, a także Władysława Mickiewicza. Małżeństwo Walerii z Władysławem Marrené również zakończyło się rozstaniem (ok. 1890). W latach 80. i 90. pisarka rzadziej podejmowała podróże zagraniczne, wyjeżdżała zwykle do Włoch, do mieszkającej w Mediolanie córki Kamili. W tym okresie utrzymywała się z pióra i prowadziła stancję dla uczniów. Zmarła w Warszawie 10 X 1903. Spoczęła na cmentarzu Powązkowskim.

Polska George Sand? Współcześni badacze widzą w Marrené nieco już zapomnianą, dość przeciętną romansopisarkę, ale przy tym zdolną krytyczkę literacką i cenioną tłumaczkę z kilku języków (przełożyła m.in. Kobietę trzydziestoletnią H. de Balzaca, 1880, i dramaty Ibsena – Wybór dramatów, 1899). Debiutowała powieścią Nowy gladiator (1856). Napisała ponad 20 utworów powieściowych. Krytyka (np. T. Jeske-Choiński, F. Faleński) traktuje Morzkowską jako autorkę, która zapośredniczyła niejako biograficzny i artystyczny wzorzec George Sand, podkreśla, że francuska powieściopisarka stanowiła dla niej moralny i artystyczny punkt odniesienia i że większość swych utworów powieściowych oparła właśnie na schemacie walczących o swoje prawa kobiecych bohaterek Sand. Marrené była też płodną publicystką, publikowała głównie w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Tygodniku Ilustrowanym”, „Kłosach”, redagowała warszawski tygodnik dla kobiet „Świt” (1886–1887), przez pewien czas przewodziła też redakcji „Mód Paryskich”.

Portrety wielkich pisarzy europejskich. W stulecie urodzin George’a Gordona Byrona Marrené opublikowała poświęcone mu obszerne studium (Byron, „Kłosy” 1888, nr 1194–1197). Nazwała go „geniuszem całej ówczesnej doby”, sytuując poetę wśród tych twórców, których „duchowe potomstwo rozradza się”, gdyż odciskają piętno na literaturze wszystkich narodów. Marrené analizowała dzieciństwo Byrona i czynniki, które mogły wpłynąć na ukształtowanie jego gwałtownej osobowości. Traktowała twórczość Byrona – jakbyśmy to dzisiaj określili – jako formę kompensacji, nazywała ją rodzajem „ogłuszającego narkotyku”. Utrzymywała, że bohaterem utworów Byrona był on sam: wszystkie jego postacie były wcieleniami buntownika będącego w stałej kolizji ze społeczeństwem, a nawet z Bogiem. Marrené łączyła w nierozerwalny węzeł biografię z twórczością. Poszukiwała wpływów bohaterów bajronicznych w literaturze polskiej, gdyż jej zdaniem Byron, ze swoim umiłowaniem swobody i marzeniami o wielkich czynach, odpowiadał wielu właściwościom polskiej natury.

Tydzień po śmierci Hugo Marrené opublikowała poświęcony mu artykuł (Wiktor Hugo, „Dziennik Łódzki” 1885, nr 107). Podkreślała, że umarł „przedstawiciel demokracji”, który walczył za pomocą literatury przeciw pętom narzuconym myśli ludzkiej, wystąpił przeciw karze śmierci, był idealistą, wierzył w braterstwo ludów. W twórczości Hugo – zaznacza Marrené – odzwierciedliła się jego pełna współczucia dusza, tworzył i uwznioślał postaci, które świat odrzucał. Literackie zasługi Hugo Marrené widzi w tym, że „zadał śmiertelny cios tradycji klasycznej” panującej na scenie od czasu Pierre’a Corneille’a i Jeana Racine’a.

W panteonie wielkich europejskich prozaików nie mogło zabraknąć najsłynniejszej powieściopisarki XIX w. – George Sand. Marrené poświęciła jej dwa obszerne studia (Stanowisko powieściowe i moralne pani Sand, „Przegląd Tygodniowy” 1871, nr 36–39; Pani Sand, „Biesiada Literacka” 1876, nr 33–36), w drugim – nekrologowym – rozwinęła konstatacje z pierwszego i zbudowała z nich syntezę. Sand stała się też bohaterką jednego z odcinków obszernego cyklu Marrené Studia o obecnej literaturze powieściowej. II. Literatura francuska („Tygodnik Ilustrowany” 1875, nr 392–412 z przerw.). Eseje Marrené są jednymi z niewielu tak obszernych wypowiedzi poświęconych sylwetce i twórczości Sand w Polsce XIX w. Krytyczka rozprawia się z mitem o niemoralności Sand, podkreślając, że pisarka zawsze broniła pokrzywdzonych, zdzierała maski hipokrytom i występowała „w imię praw serca”. Marrené przyjmuje postawę rozumiejącą wobec silnej osobowości i skrajnych przekonań Sand.

Następnym wielkim prozaikiem francuskim, któremu Marrené poświęciła studium portretowe, był Honoré de Balzac (Balzac, jego stanowisko i pojęcia. Studium, „Biblioteka Warszawska” 1876, t. 1). Choć nazywa Balzaca geniuszem i podkreśla, że nadał nowy kierunek powieści francuskiej, to jednak przyznaje, że adepci owego kierunku przerośli mistrza. Zasługi Balzaca widziała w niesłychanej sprawności w portretowaniu różnych środowisk. Zarzuca mu natomiast, że w jego dziełach jest mieszanina bystrości i halucynacji, prawdy i fałszu, trudno zdefiniować, gdzie kończy się realizm, a zaczyna fantazja, gdzie kończy się typ, a zaczyna karykatura. Marrené jest wyraźnie po stronie realizmu, przeszkadza jej zbytnia narratorska egzaltacja. Inny zarzut to brak wyraźnej, „trzeźwej” kompozycji. Mistrz wielkich, pięknych scen nie potrafił zapanować zdaniem Marrené nad całością akcji, którą przesłaniają epizody. W pretensjach Marrené wobec Balzaca ujawniają się jej demokratyczne przekonania. Pisze, że ma on osobowość dworaka, jest pełen uwielbienia dla władzy i dostatków materialnych, dobrego urodzenia i arystokratyzmu. Uważa, że maluje kobietę jako istotę pośrednią między dzieckiem a kimś obłąkanym, kogoś, kto nie może iść przez życie o własnych siłach, stale potrzebuje podpory i pomocy spowiednika, gdyż nie zrozumie prawideł moralnych. Twierdzi, że większy wpływ na powieść europejską wywarł Walter Scott, gdyż talent Balzaca trudno naśladować, jest bowiem oparty na cechach osobistych autora. Na powieść polską – konstatuje Marrené – Balzac nie oddziałał zbyt mocno, pewne inspiracje jego twórczością znajduje jedynie u Józefa Korzeniowskiego (któremu poświęciła osobne studium: Korzeniowski jako dramaturg i powieściopisarz, „Niwa” 1876, nr 41–43).

Bohaterem powieściowych studiów Marrené był także Alphonse Daudet (Alfonse Daudet, „Tygodnik Ilustrowany” 1879, nr 168–170). Rozprawę rozpoczyna dyskusja z pełną trwogi diagnozą: „Powieść francuska upada!”, rozbrzmiewającą po przegranej wojnie z Prusami. Marrené podkreśla, że pojawiają się młode talenty, które czerpią z obserwacji i studiują charaktery, a to właśnie uważała za „prawdę” w literaturze i za źródło udanego utworu powieściowego. Daudeta uznała za jeden z „najświeższych i najsympatyczniejszych” spomiędzy owych talentów. Marrené posługuje się w swym studium metodą analizy kilku – jej zdaniem – najlepszych powieści Daudeta i z tego materiału stara się wyciągnąć wnioski o istocie jego talentu i warsztatu. Daudet jest według niej wielkim moralistą, choć nie moralizuje bezpośrednio.

Marrené docenia galerię portretów kobiecych jego pióra, „szczególniej w ujemnych typach”. Autor potrafi opisać procesy odbywające się w „głowie bez mózgu” – u bohaterki, która nie za bardzo odróżnia dobro od zła. Nie potrzebuje apelować: „podnieście moralny poziom kobiety”, gdyż konkluzja ta wypływa z faktów powieściowych.

W swych literackich peregrynacjach Marrené zwróciła uwagę także na włoską prozę realistyczną, a przede wszystkim na mało znanego wówczas w Polsce Giovanniego Vergę, którego uznała za najbardziej interesującego nowelistę i powieściopisarza ówczesnej Italii. Poświęciła mu też studium Z życia włoskiego. Józef Verga („Ateneum” 1883, t. 1, z. 2), w którym prezentuje treściwy przegląd całego dorobku Vergi i próbuje – jak to zwykle czyniła – odnaleźć jego estetycznych ojców (wskazuje A. de Musseta i É. Zolę). W prozie Vergi podoba się Marrené brak tendencyjności. Analizując jego metodę, podkreśla całkowitą, niemalże flaubertowską obiektywność.


O dramatopisarstwie. W teatralno-dramatycznych zainteresowaniach Marrené na pierwsze miejsce wysunął się skandynawski mistrz dramatu – Henrik Ibsen (Nowe prądy dramatyczne, „Przegląd Tygodniowy” 1888, nr 42–45). Krytyczka zwraca uwagę na Ibsenowską formę dramatyczną i kształtowanie się cech nowego gatunku; stwierdza, że Ibsen jest równie moralny czy niemoralny co William Shakespeare i co samo życie. W latach 90. Marrené uczyniła Ibsena głównym bohaterem swego studium Nowe prądy w literaturze dramatycznej („Wędrowiec” 1893, nr 29), powracając tu do tematyki kolejnej reformy teatru i nowych propozycji pozostających w opozycji do realizmu, a mianowicie do myśli reformatorskiej Maurice’a Maeterlincka: „Reforma przez niego marzona jest tak radykalna, iż bez względu na nasze wyszukane wymagania cofnęłaby teatr do dzieciństwa sztuki” (tamże). Marrené podkreśla, że Ibsen nie jest reformatorem teatru w tym sensie co Maeterlinck. Jego „reforma” prowadzi do ograniczenia do minimum znaczenia węzła dramatycznego na rzecz zagadnień psychologicznych. Krytyczka zwraca też uwagę na nowy system etyczny Ibsena polegający na przeciwstawieniu każdej innej – moralności opartej na poszanowaniu siebie i walki z obłudą społecznych konwencji. źródeł takiej postawy upatrywała w filozofii Friedricha Nietzschego.


Znaczenie literatury powszechnej. Marrené popierała pogląd Kazimierza Brodzińskiego, że kształcenie studentów nie powinno się ograniczać do wiedzy fachowej, że podstawą rozwoju umysłowego jest wiedza humanistyczna. Przekonanie to wyraziła m.in. w Kilku uwagach o nauczaniu historii literatury („Przegląd Pedagogiczny” 1884, nr 9/12) oraz w późniejszym tekście Potrzeba podręcznika literatury powszechnej (Pamiętnik zjazdu literatów i dziennikarzy polskich 1894, t. 1, 1894). Dowodzi tu, że znajomość literatury służy nie tylko celom estetycznym czy rozrywkowym, ale przede wszystkim poznawczym, pomaga wypracować krytyczny umysł i zabezpiecza przed wiarą w „byle teorie”. W arcydziełach literatury powszechnej odzwierciedla się historia kultury, historia umysłowa narodów oraz wszelkie zjawiska danej doby. Marrené prezentuje bardzo współczesne spojrzenie na historię literatury; dowodzi, że mity i legendy narodów stanowią „z niczym nieporównane dokumenta” (Kilka uwag o nauczaniu historii literatury). Jest przekonana, że literaturę narodową należy wykładać dopiero na tle literatury powszechnej.

Marrené jest autorką obszernego studium przeglądowego poświęconego historii literatury włoskiej (Literatura włoska. Rzut oka na obecne piśmiennictwo, „Biblioteka Warszawska” 1860, t. 1). W latach 70. pisywała do „Tygodnika Ilustrowanego” rozprawy z cyklu Studia o obecnej literaturze zagranicznej. Pojawiały się tam głównie refleksje dotyczące rozwoju powieści angielskiej i francuskiej, które pozwalają zaobserwować, jak krytyczka traktuje proces historycznoliteracki. W artykule Studia z literatury zagranicznej. I. Powieść angielska („Tygodnik Ilustrowany” 1873, nr 299, 301–302, 305–309) autorka podkreśla, że każdy czas ma swoją literacką formę i że bohaterom Homera byłoby zbyt ciasno i niewygodnie w formie współczesnej. Najpopularniejszy w swoich czasach gatunek, powieść, Marrené traktuje jako formę naturalną dla epoki. Krytyczka zaznacza, że niemożliwe jest istnienie powieści czysto realistycznych, bez pierwiastka idealnego, gdyż te dwie strony współistnieją w człowieku tak ściśle, że nie można ich rozłączyć. Podobna myśl towarzyszy drugiej części Studiów o obecnej literaturze powieściowej poświęconej literaturze francuskiej; tu pojawia się też refleksja na temat wpływu prasy na rozwój powieści. Najsłynniejszą powieść Gustave’a Flauberta, Panią Bovary, Marrené interpretuje w perspektywie braku moralnego zmysłu u bohaterki, który „poniekąd uniewinnia jej zboczenia”. Używa często słowa „prawda”: „Tam gdzie nie ma prawdy, moralność także istnieć przestaje” (tamże, nr 409). Przeciwstawia prawdę jako iluzję rzeczywistości – wydumanej fantazji (niezgodnej z prawdą naukową) oraz gatunkowym konwencjom i manierom, które czyniły z bohaterów oddalone od rzeczywistości sztuczne marionetki. Jednocześnie docenia wyobraźnię jako warunek narodzin literatury jako takiej (Metamorfozy baśni, „Świat” 1889, nr 6–7). Zainteresowanie Marrené sprawami moralności w literaturze potwierdza też rozprawka Upadek Zolizmu („Wędrowiec” 1895, nr 41–42). Powieść przedstawiająca „najniższe instynkty” sugerowała wedle Marrené, że istnieje tylko taki świat.

W rozprawce Treść i forma w powieści („Tygodnik Ilustrowany” 1891, nr 90–91) krytyczka konstatuje, że utwory wyobraźni podlegają stale zmieniającym się prawidłom artystycznym w zależności od epok. Starając się ustalić, kiedy narodziła się powieść, Marrené powraca do tradycji homeryckiego eposu i nazywa powieść rozswawolonym dziecięciem epopei (tamże, nr 90). Powieść definiuje jako gatunek niemal bez reguł, podkreślając jej kulturową młodość i niedojrzałość, a jednocześnie traktuje ją jak formę przestarzałą, którą trzeba na siłę galwanizować. Nastała bowiem epoka schlebiania publiczności, a utrzymać na powierzchni gatunek mogą wyłącznie silne indywidualności, nowatorzy, którzy nie obawiają się utracić zainteresowania czytelnika. Współcześnie powieściopisarze (np. A. Daudet, G. de Maupassant, P. Bourget) idą więc na kompromisy i pracują nad stworzeniem powieści „skoncentrowanej” (tamże, nr 91), która przy zwięzłej, nienużącej dla odbiorcy formie, w nerwowym (modnym) stylu, zaspokajałaby wymogi prawdopodobieństwa.


Taine’izm. W portretach wielkich literackich reformatorów Marrené nie ominęła filozofa, estetyka i historyka literatury, który jej zdaniem dokonał największego przewrotu w pojęciach estetycznych i historycznych (Hipolit Taine, „Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 170–173). Refleksje krytyczka skupia głównie wokół Historii literatury angielskiej (1864) oraz Filozofii sztuki (1865) i związanej z nimi nowej metody badań, która na trwałe przeobraziła krytykę literatury i sztuki. Marrené podkreśla, że artyści łudzą się tylko pozorami wyboru, a w gruncie rzeczy prawie żaden nie wykracza poza swoją epokę, jest jej produktem i wyrazicielem ducha. Wyjątkami wymykającymi się Taine’owskiemu determinizmowi (lub doktrynerstwu – jak określa ów przytłaczający determinizm Marrené) są geniusze (np. W. Shakespeare) – niebędący produktem kultury. Jako najzdolniejszego ucznia Taine’a Marrené wskazuje duńskiego krytyka, Georga Brandesa, i jego dzieło Główne prądy umysłowe XIX wieku (1882). Uznaje metodę krytyczną Taine’a i Brandesa za bliską swoim upodobaniom. Fascynacja Taine’em pozwala zrozumieć, dlaczego Marrené interesowała się w swej krytycznej działalności jedynie wielkimi nazwiskami: w ślad za swym mistrzem starała się wybierać z historii ludzkiej myśli jedynie to, co zasługuje na upamiętnienie, a więc albo twórców określonych prądów, albo ich największych mistrzów.


O Kraszewskim i Norwidzie. Spośród polskich sław literackich najwięcej uwagi poświęciła Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu. W obszernym szkicu Kilka słów o działalności literackiej Kraszewskiego („Tygodnik Ilustrowany” 1874, nr 328–332) uznaje pisarza za „ojca i twórcę tegoczesnej polskiej powieści” (tamże, nr 328), dowodząc, że przed nim nasze powieściopisarstwo istniało zaledwie w postaci naśladownictwa utworów Scotta. Krytyczka stawia sobie za cel ukazanie rozwoju talentu pisarza. ów rozwój postrzega nie tylko jako rozszerzanie się horyzontów myślowych i sfer zainteresowań (od salonów przez szlacheckie dworki do chłopskich chat), ale głównie jako wzrost „pierwiastka serdecznego” (tamże), który pozwala opisywać kreowane światy z prawdziwym uczuciem. W analizie powieści Sfinks krytykuje poglądy autora na sztukę, dowodząc, że nie można zamykać sztuki w „granicach kościelnych”, gdyż jej zadaniem jest odzwierciedlić wszystko, co ludzkie (tamże, nr 329). Jako współautorka Książki jubileuszowej dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J.I. Kraszewskiego (1880) Marrené przygotowała rozdział Powieść obyczajowa [J.I. Kraszewskiego] od 1855–1860; podkreślała, że twórczość Kraszewskiego jest historią zmieniających się prądów i idei. Nie streszcza, ale opisuje powieściowe problemy, grupując wokół nich wszystkich bohaterów. Nie podoba się jej nadmierny tradycjonalizm niektórych utworów.

Marrené była w gronie pierwszych krytyków, którzy zwrócili uwagę na Cypriana Norwida. Pierwszy raz umieściła jego portret między sylwetkami młodej cyganerii bywającej w Rybienku u Morzkowskich w latach 40. XIX w. (Grupa poetów z 1840 r. Cyprian Norwid, „Przegląd Tygodniowy” 1879, nr 1–3). Ocenia Norwida jako twórcę oryginalnego („łamiącego się” z formą), bezkompromisowego, nie tylko poetę, ale także malarza. Odnosi się do zarzutu niezrozumiałości poezji Norwida, tłumacząc ją buntem skonfliktowanej ze społeczeństwem cyganerii wobec klasycznego kanonu. Wspomina o epigonizmie wobec romantyzmu, ale bardzo ceni prozę autora Cywilizacji. Opisuje twórczość Norwida w swoim ulubionym stylu, szukając kontekstów (najlepszy znajduje w dziełach Byrona) i wpływów. Uważa jednak Norwida za poetę, który ostatecznie poniósł klęskę, gdyż uległ mistycyzmowi, ignorując nadchodzącą epokę nauki i postępu. W studium Symbolista sprzed pięćdziesięciu laty. Odczyt publiczny na dochód osad rolnych („Wędrowiec” 1900, nr 15–17, 19) Marrené znajduje klucz do odczytania twórczości Norwida w symbolizmie. Tu Norwid jawi się jako estetyczny nowator, który lepiej wykorzystał symbol niż symboliści.


„Literatura zrozpaczenia”. Marrené analizowała też najciekawsze zjawiska literackie epoki. Najbardziej interesowały ją XIX-wieczne źródła i przejawy pesymizmu, dekadencji i mistycyzmu. W cyklu Zrozpaczeni w literaturze („Tygodnik Ilustrowany” 1878, nr 108–111, 113–116) bada nurt literacki określany przez nią mianem „literatury zrozpaczenia”. Krytyczka definiuje ów „kierunek epidemiczny” rozprzestrzeniający się z ogromną siłą myśli narzuconej przez geniuszy jako „dysharmonię pomiędzy pragnieniem a rzeczywistością”, przeświadczenie o niemożliwości wcielenia marzeń w rzeczywistość, przekonanie o znikomości istnienia. Prąd „zrozpaczenia” najsilniej odczuły jej zdaniem narody Północy, o czym świadczy twórczość Byrona i Goethego. Następne pokolenie zrozpaczonych (H. Heinego i A. de Musseta) nie zdobyło się na bunt i przekleństwa, jedynie na ironię. Nawet u powieściopisarzy realistów (H. de Balzac, G. Flaubert, É. Zola) widzi przedłużenie romantycznej poezji zwątpienia z początku wieku; oni to w głębiach społecznych odkrywają materialną i moralną nędzę.

Marrené ma architektoniczną wyobraźnię krytycznoliteracką: grupuje nurty oraz ich przedstawicieli w różne figury, śledzi przemiany, myśli zawsze większymi całościami; nie wystarczy jej do przeprowadzenia dyskursu jeden autor, uwielbia porównania między twórcami jednego nurtu, badanie rozwoju danego nurtu, jego wewnętrzne zależności. Jej rozpoznania są zwykle jednoznaczne i rozstrzygające.

Mistycyzm. Dekadentyzm. Następnym zjawiskiem literackim, które opisuje Marrené, jest mistycyzm (Współczesny mistycyzm, „Przegląd Tygodniowy” 1892, nr 1, 3, 6, 10, 16). Krytyczka dostrzega zjawisko następowania po sobie przeciwstawnych nurtów: po romantycznym idealizmie pojawił się naturalizm, a reakcją na ten pozytywny prąd był dzisiejszy mistycyzm (wiara w pozareligijne czynniki pozazmysłowe, rozwój psychologii i zainteresowania telepatią oraz sugestią). Marrené podkreśla, że te „francuskie wybryki” (tamże, nr 1) nie przyciągnęłyby jej uwagi, gdyby nie łączyły się z ogólnym zwrotem ku spirytyzmowi, okultyzmowi, neobuddyzmowi, wierzeniom mistycznym. Krytyczka uważa, że ten ruch przypomina utwory naszych „neoromantyków”, którzy zaistnieli w latach 50. XIX w. Zauważa też, że dzisiejsza literatura francuska łączy się wyraźną nicią z romantyzmem, jakby była jego późnym wykwitem. Jako twórcę młodej literatury francuskiej wskazuje Charles’a Baudelaire’a i jego Kwiaty zła sprzed 40 lat, które stały się inspiracją dla parnasistów, dekadentów i symbolistów. Zwrot ku mistycyzmowi Marrené tłumaczy nudą odczuwaną przez autorów w zestarzałym świecie i potrzebą jakiejkolwiek wiary. Krytykuje nieustanne badanie swego „ja” przez powieściopisarzy i poetów, widzi w nowym ruchu niezmierną pychę. Rozumie termin „mistycyzm” dość szeroko: pisze o magnetyzmie, sugestii, spirytyzmie, okultyzmie we współczesnej powieści francuskiej, u poetów symbolistów.

Kolejnym zjawiskiem literacko-kulturowym zanalizowanym przez Marrené był dekadentyzm (Dekadentyzm i dekadenci, „Nowa Reforma” 1895, nr 240). Krytyczka kpi z dekadentów, ich stylu bycia i pisania, nie traktuje dekadentyzmu jako zjawiska nośnego dla kultury, widzi w nim pogardę dla rzeczywistości, chęć wyróżnienia się, lęk przed pospolitością i dążenie do nowatorstwa za wszelką cenę („torturują język, wyobraźnię, styl, ażeby otrzymać oryginalność, która też niestety otrzymaną bywa najczęściej kosztem zdrowego sensu”, tamże). Dystans wobec dekadentów opiera na studium Maxa Nordau Zwyrodnienie (1892), w którym autor twierdzi, że żądza wyróżnienia się nie jest świadectwem talentu, ale wyłącznie nadmiernego egotyzmu, który może prowadzić do choroby umysłowej. Powtarza za Paulem Bourgetem, że dekadentyzm to stan społeczeństwa, w którym – jak w chorym organizmie komórek – jest wiele jednostek bezużytecznych.


Kobieta jako kreacja literacka i kwestia kobieca w literaturze. Artykuł Marrené Kwestia kobieca w powieściach Orzeszkowej („Kraj” 1891, nr 50) przedstawia Orzeszkową jako autorkę, która boleje nad „ptasimi mózgami” zajętymi jedynie zabawą, strojem, pozorami, o dyletanckim wychowaniu, które nierzadko bywa źródłem nędzy całych rodzin. Orzeszkowa dostrzega nędzę kobiet, które muszą samodzielnie utrzymać się na powierzchni życia, ale – zdaniem krytyczki – przedstawia je zbyt krańcowo, jak choćby w Marcie. Owym bezmyślnym bohaterkom przeciwstawia autorka Nad Niemnem całe zastępy postaci dodatnich, dla których praca nie jest klątwą. Marrené nie mówi tego wprost, ale traktuje twórczość Orzeszkowej niemal jako publicystykę.

Osobne długie studium Marrené poświęciła kreacjom kobiecym w utworach Henryka Sienkiewicza (Kobiety Sienkiewicza, „Echo Literackie”, dod. tyg. „Dziennika Polskiego” 1897, nr 2–15). Podkreśla, że Sienkiewicz odnosił się z wielkim dystansem do idei emancypacji już od Szkiców węglem i do kreacji Hani, kobiety zupełnie biernej, która nie potrafi zdać sobie sprawy z własnych uczuć. Swój ideał kobiety Sienkiewicz nakreślił w Bez dogmatu w postaci ładnej i religijnej Anielki Kromickiej, wobec której Marrené pozwala sobie na jeszcze większy sarkazm niż wobec panien z Trylogii. Krytyczka stwierdza, że Sienkiewicz stworzył wiele ciekawych kobiecych postaci, ale „szukalibyśmy w nich daremnie tego, co charakteryzuje obecną dobę. Nie chciał on w dojrzałej fazie swego talentu dotykać pulsu współczesności i kwestie tego rodzaju zostawił na uboczu” (tamże, nr 15).

Kwestia żydowska w literaturze. Marrené, która traktuje literaturę jako miernik społecznych nastrojów i odzwierciedlenie społecznych problemów, diagnozuje swoją współczesność jako wiek odrzucenia dawnych dogmatów. Kwestia żydowska dotyczy narodu, który nie ma ojczyzny, dba o rasową czystość i wyznaje religię z ideą wybraństwa – dlatego ma trudności w asymilowaniu się (Kwestia żydowska w powieści współczesnej. Studium, „Tygodnik Ilustrowany” 1879, nr 194–203). Autorka studium dyskutuje z przekonaniem, że Semici mają inne właściwości niż rasa aryjska i idąc śladem Taine’a, przypomina, że warunki bytowania na tej samej ziemi zacierają różnice rasowe. Stwierdza, że Żydzi gonią za zyskiem zarówno za pomocą godziwych, jak i niegodziwych środków, zajmują się głównie handlem pieniędzmi, stroniąc od prawdziwej pracy. Ale owe zwyczaje tłumaczy wielowiekowym uciskiem Żydów („upokarzająca gościnność”), który teraz odbiera wielu krajom prawo żądania od Żydów uczuć obywatelskich. Marrené dochodzi do wniosku, że ani Francuzi, ani Niemcy nie znają kwestii żydowskiej w naszym rozumieniu, gdyż tamtejsi Żydzi wtopili się w społeczeństwo. W literaturze polskiej mówi się o kwestii żydowskiej i w literaturze pięknej, i w publicystyce zarówno wśród Polaków, jak i Żydów. W naszej literaturze przez długi czas istnieli jedynie Żydzi – reprezentanci owego niewykształconego motłochu. Żyd był postacią złą albo komiczną, od czego jest jedynie kilka wyjątków, np. Jankiel w Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza czy bohaterowie Lejbe i Siory Juliana Ursyna Niemcewicza. Żyd stał się w naszej literaturze czymś na kształt Pierrota, stracił swoją indywidualność. Przełamał ten schemat Teodor Tomasz Jeż, ale powieści mówiące o kwestii żydowskiej pojawiły się dopiero pod piórem Orzeszkowej (Meir Ezofowicz) i Malwiny Meyersonowej (Z ciasnej sfery).

Kwestia ludowa w literaturze. Kwestii tej Marrené poświęciła rozprawę Lud w poezji i powieści („Biblioteka Warszawska” 1888, t. 4). We wstępie odczarowała literackie mity dobrych wieśniaków, które miały swoje korzenie w idyllach starożytności. Uważa, że sposób przedstawiania ludu zmienił się wraz z rozwojem badań naukowych nad społeczeństwami pierwotnymi; wedle krytyczki to na skutek teorii ekonomicznych i spowodowanych przez nie zmian w świadomości pozbawiono włościan statusu „poczciwego wieśniaka”. Marrené dostrzega walkę o byt na wszystkich poziomach społecznych, zwłaszcza na wsi, oraz potrzebę wychowania etycznego, co utwierdzało niewiarę w utopię Jean-Jacques’a Rousseau, czyli w naturalną dobroć ludzi. Praca nie zawsze uszlachetnia – podkreśla, zwłaszcza ciężka praca, a przekonanie dawnych powieści o tym, że pracujący na ziemi lud jest szlachetny, proponuje złożyć na karb dawnego idealizmu. Literatura polska pod wpływem realizmu i naturalizmu inaczej (już niesielankowo) zaczęła opisywać chłopów (w utworach E. Orzeszkowej, A. Dygasińskiego, I. Maciejowskiego-Sewera).

Waleria Morzkowska-Marrené była jedną z wybitniejszych krytyczek literackich 2. poł. XIX w. Pisała i publikowała bardzo dużo (głównie w prasie warszawskiej). Śledziła europejskie i polskie nowości literackie, zmiany estetyk i prądów, miała doskonały zmysł analityczny i jednocześnie zdolność syntezy zjawisk kulturowych. Charakteryzowało ją dość ostre pióro.

Stawiała całościowe tezy, zwracając uwagę także na formę utworu i prowadzenie narracji, wiązała zjawiska literackie z przemianami społecznymi i biegiem historii. Krytyczka przeżyła dwa przełomy kulturowe, pozytywistyczny i modernistyczny, i umiała uchwycić istotę tych estetycznych ewolucji. Marrené pojmowała literaturę jako wyraz ludzkiej myśli, przystosowany do charakteru danej epoki. W miarę upływu lat zmienia kierunek badania dzieła literackiego: w pierwszych dekadach postuluje poznanie biografii artysty, aby móc w taki właśnie genetyczny sposób wskazać źródło twórczości, potem zaś – od lat 80. – deklaruje analizę danego dzieła i dochodzenie przez nie do prawdy o artyście.</document>
<document nplp_id="14343" title="Korycki Władysław" slug="korycki-wladyslaw">Pisarz, publicysta, pedagog, autor podręczników szkolnych. Pseudonimy i kryptonimy: Kor.; Walenty Dudzik; Witold Kirkor; Wł.Ko.; Wład. Ko.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 VIII 1867 w miejscowości Oszczów (Lubelskie) jako syn Juliana Koryckiego i Marcjanny Zborowskiej. Prawdopodobnie ukończył studia prawnicze, ale pracował w zawodzie nauczyciela polonisty. W 1910 r. ożenił się z Marią Grossek, 1° voto Nowicką (1864–1926), utalentowaną poetką i publicystką. W okresie I wojny światowej działał jako organizator szkolnictwa polskiego w Kijowie, publikował też na łamach „Przewodnika Oświatowego” (organu Wydziału Polskiego Komitetu Wykonawczego na Rusi) artykuły dotyczące polityki szkolnej na kresach, pedagogiki, dydaktyki i metodyki nauczania. Do Warszawy wrócił w 1917 r., nauczał w szkołach w Zduńskiej Woli i Jędrzejowie, w latach 20. był dyrektorem należącego do Kazimierza Nawrockiego gimnazjum humanistycznego w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej 151. Zmarł po 1939 r.

Kręgi twórczości. Spuścizna pisarska Koryckiego jest różnorodna. Oprócz wypowiedzi na temat literatury obejmuje ona m.in. opowiadania. Autor próbował też sił jako dramatopisarz, pisząc komedię Potrojna narzeczona (1900). Na łamach „Chimery” (1902, t. 5, z. 15) Korycki ogłosił jedenastoczęściowy cykl prozatorski Widzenia wykazujący cechy poetyki młodopolskiej i stylizacji biblijnej. Na początku XX w. w „Głosie” opublikował opowiadania oraz powieść współczesną W ruchomych piaskach (jako osobna publikacja ukazała się ona w 1930 r.). Pisał również rozprawy teoretyczne na temat pedagogiki i metodyki nauczania – inspirowane myślą francuską i angielską, przede wszystkim koncepcjami Herberta Spencera – z których najobszerniejsza jest Odrodzona szkoła (1914), gdzie Korycki rozważał relację nauczania i wychowania oraz postulował konieczność harmonii między wychowaniem fizycznym a duchowym, a także akcentował potrzebę kształcenia estetycznego w szkole.

Artykuły w „Głosie”. W l. 1901–1903 współpracował z tygodnikiem „Głos”. Artykuły Koryckiego wpisują się w profil „Głosu” i obejmują cykl Na widnokręgach poświęcony problemom społecznym, gospodarczym, ekonomicznym i kulturalnym polskiej wsi, a także – kilka wypowiedzi krytycznoliterackich. Pierwsza z nich dotyczy reakcji ogółu odbiorców na twórczość Marii Konopnickiej. W miejsce rozbiorów i ocen poszczególnych utworów pojawiają się liczne cytaty. Charakterystyczne jest również zainteresowanie autora problematyką kondycji jednostki twórczej: „Miała [Konopnicka] od dawna wrogów i przyjaciół. Tłum patrzył. Z ducha poety, z jego najbardziej ukrytych i trudno dostrzegalnych nawet dla najprzenikliwszych oczów tajni – zanim się objawi moment zasadniczy, szczegół typowy, który rzuci i na poprzednio przebyte przezeń drogi światło jednolite, unaoczni już nie przed wybranymi, ale przed ogółem, jego oblicze duchowe, jego typ – odbywają się długie wahania, zwroty, przypływy i odpływy, falowania mniej lub bardziej jednostajne” („Głos” 1902, nr 20). Pełne literackich metafor i poetyckich inkrustacji wywody Koryckiego zmierzają do ogólnego określenia charakteru pisarstwa Konopnickiej i zestawienia jej z innymi poetami XIX w.: „Światopogląd poetki jednolity i przejrzysty; w tym z Mickiewiczem pokrewna. Przecudne igranie z nastrojem, giętkość językowa i płomienność – to z Słowackim pokrewieństwo; z Krasińskim – w wyniosłym często smętku; z Ujejskim – kapłańską mocą i namiętną swadą; z Asnykiem – przejrzystą, świadomą siebie formą języka, cyzelacją słowa przedziwną. To z tymi wielkimi. A iluż poetów młodych czerpało od niej i moc, i siłę! A ileż dusz omdlałych niosła na wyżyny?! Nie szarpała, nie raniła, nie krzyczała, nie bluźniła – ona płakała, płakała z wieloma, a potem ocierała łzy sobie i innym i była królewskiej siły i majestatu pełna, powagi i ukojenia” (tamże).

Podobny charakter ma wspomnienie pośmiertne o Adolfie Dygasińskim. Korycki stara się przedstawić charakterystykę jego twórczości, nawiązując do motywów etnograficznych i związanych z naturą. Korycki wychodzi natomiast poza schemat, porównując autora Zająca, demaskatora wad narodowych, do Sokratesa: „[…] tak obaj szczerze, poczciwie, głęboko, prostodusznie, pogodnie gonili za głupotą i fałszem, i śmieli się, i odrywali motki, które próżność, sobkowstwo i pycha trzymały…” (tamże, nr 24). Uwagę zwraca również refleksja ogólna nad prądami artystycznymi XIX w., w której Korycki zaciera tradycyjne granice i polemizuje ze stereotypowym widzeniem epok: „Pozytywizm nie zgrzeszył u nas tak, jak to widzą jego wrogowie i ośmieszyciele. Nie istniał w formie chybionej, przesadnej, niweczącej liryzm, zapał, uczucie, fantazję, intuicję – jak i romantyzm nie gasił rozumu, rozsądku, refleksji – bezwzględnie…”. Znamienną cechą działalności krytycznoliterackiej Koryckiego jest również traktowanie jako nierozerwalnego związku artysty z jego dziełami – przywoływane fragmenty noweli W niewoli u dzikich służą charakterystyce Dygasińskiego.

Trzecia wypowiedź krytyczna Koryckiego na łamach „Głosu” to artykuł Włościanie w beletrystyce polskiej (tamże, nr 36). Autor przedstawia tu własne impresje i asocjacje związane np. z obrazem „duszy włościańskiej” w pisarstwie Elizy Orzeszkowej: „Z kapłańską uroczystością zbliża się ku niej i nigdy nie plami jej karykaturą, szarżą, niższego rodzaju i rzędu humorem. Jest w tym także jakaś rozrzewniająca miękkość i tkliwość matczyna. W prostej, szczerej, nigdy zaś rubasznej i żywiołowej tej duszy włościańskiej, jest jakiś głęboki prasławiański wiew, szerokość, rzewność, granitowa wiara, ofiarność” (tamże). Podkreśla realistyczne ujęcie problematyki ludowej u Orzeszkowej, Konopnickiej, Bolesława Prusa, Henryka Sienkiewicza czy Władysława Stanisława Reymonta.

Ku naprawie człowieka. W krytyce Koryckiego powtarza się wątek odnowy moralnej ludzkości, który ma swe źródło w szczególnych zainteresowaniach autora. Starał się on popularyzować poglądy zapoznanych dziś postaci życia intelektualnego przełomu XIX i XX w. W 1899 r. wydał broszurę poświęconą Karolowi Lichtańskiemu, twórcy m.in. dzieła Zarysy antropozofii, czyli Teoria i technika należytych wyjść (modus vivendi) humanitarnych stosunków przyrodniczych, etycznych i międzyludzkich (1882). Enigmatyczne wywody z pogranicza etyki i ezoteryki prowadzą Koryckiego, zafascynowanego antropozofią, do postulatu odnowy człowieka i społeczeństwa przez dążenie do harmonii w „zdrowej” i „dojrzałej” jednostce między „bytem przyrodniczym” (materialnym, cielesnym) i „bytem duchowym” (idealnym). Kulminacją artykułu jest zestawienie Lichtańskiego z Adamem Mickiewiczem – zdaniem Koryckiego obaj autorzy odznaczają się podobną „rytmiką duchową”, głębią i indywidualnością przekraczającą ustalone ramy intelektualne. Trybunę dla tego rodzaju tematyki Korycki znalazł również w krakowskim czasopiśmie „Czystość”, dwutygodniku określanym przez wydawcę jako „bezpartyjny, poświęcony sprawom zwalczania prostytucji i nierządu”. Korycki podjął z nim współpracę w 1906 r. Opublikował tam wypisy ze zbioru pism Marii Czesławy Przewóskiej W nieskończoność („Czystość” 1906, nr 13–14).

Wcześniej jednak zagadnienia zwrotu ku ideałom i naprawy ludzkości powrócą na łamach „Bluszczu”. W artykule Ku szczytom swoim i obcym („Bluszcz” 1910, nr 8) Korycki sformułował poczucie schyłkowości, tymczasowości, „dojutrkowości”, wiążące się z ogólnym kryzysem jednostki, rodziny, obyczajów, kultury wysokiej, form prawnych i cywilizacyjnych, który nastąpił pod wpływem rewolucji politycznych, rozwoju nauk przyrodniczych, procesów urbanizacji i industrializacji. Korycki widzi romantyzm jako już historyczną, nieudaną próbę rozwoju ludzkości w kierunku ideałów i obrony narodu przed zalewem wpływów zachodnich. „Powrócić jej [»pięknej mary sennej«], w krew i ciało odziać, nie mogły nawet najczystsze, najżywsze, najbarwniejsze rewelacje i objawienia wizjonerskie, ani Pan Tadeusz, ani Przedświt, ani Sen srebrny Salomei, Ksiądz Marek, Mohort, Maria… Bezsilni byli w tym względzie również powieściopisarze i komediopisarze XIX w., rzucając w kosmopolityczniejące społeczeństwo polskie Pamiętniki Soplicy, Murdelio, Hr. Cosel, Bruhl, Morituri, nie mogli mieć dalszego ciągu w Resurrecturi” (tamże). Zniszczenia dawnych form dopełnił modernizm, prąd „pełen fantazji i anarchizmu, rozchimerował niemało ludzi u nas, głębszym umysłom dał karm czasem niepowszedni, czasem dziwaczny, płytszych oszołomił i upoił do nieprzytomności; powalił lub przeraził wołów pozytywizmu, ale woły zostają i dalej orzą, a orły fantazji w imię zasady »orły nie orzą« poleciały w państwo ułudy” (tamże). Korycki marzy o odrodzeniu w duchu Mickiewiczowskiego hasła „Poloneza czas zacząć”. Aby się ono dokonało, należy sięgnąć do głębi pięknej duszy człowieka i narodu, wolnej od wpływów i naśladownictwa Zachodu zarówno w sztuce, jak i w obyczajach. Oryginalności i narodowości twórczości artystycznej powinna towarzyszyć postawa polityków, patrzących nie „na wzory parlamentów wiedeńskich i paryskich, ale i w wielką politykę etyczną wieńców romantyzmu”. Oba te tematy – dotyczące polityki i literatury romantycznej – Korycki wkrótce rozwinie. Pierwszy w kompilatorskiej rozprawie Hugo Kołłątaj. Próba rehabilitacji (1912), drugi – w obszernym zbiorze pism krytycznych.

O mistycyzmie romantyków. Głównym dziełem poświęconym literaturze w dorobku Władysława Koryckiego jest wydany w 1913 r. tom Z duchowych wnętrz. Studia krytycznoliterackie. Trzy pierwsze rozprawy dotyczą mistycyzmu i tropią ten wątek w twórczości Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego. Autor nie operuje jednak jedną i precyzyjną definicją tytułowego terminu – wychodzi od potocznego rozumienia „wyolbrzymienia wyobraźni, wizjonerstwa metafizycznego, ostrowidztwa duszy” (odnajdywanego w Dziadach oraz Balladach i romansach), by za chwilę zauważyć mistycyzm również w wizji świata zawartej w Panu Tadeuszu. Pierwiastek ten „każe patrzeć nawet na katastrofy – jak na harmonię stać się mającą – jako na konieczny wynik walki na świecie, której rozstrzygnięcie i zapłata za cierpienie – w odkupieniu, w przyszłości, pełnej słońca nawet tam, gdzie zbrodnia czarne rozpościera skrzydła” (tamże). Mistyczny wreszcie jest i Mickiewicz jako poeta, otaczany czcią przez następne pokolenia.

Dążenie do syntetycznego ujmowania zjawisk dochodzi do głosu w artykule poświęconym Etyce popularnego w dobie modernizmu filozofa Haralda Hoffdinga (Gdzie jest „prawda biała”?, w: Z duchowych wnętrz). Korycki konstatuje, że wszyscy polscy pisarze, poza głosicielami hasła „sztuki dla sztuki”, czyli Stanisławem Przybyszewskim i Zenonem Przesmyckim, „moralizują”, odróżniając się tym od twórców innych narodów europejskich: „Zachodni pisarze prześcignęli ich strukturą zawiłą gmachów umysłowych, wykwintem i subtelnością. Są to pisarze przeważnie mózgowego i fantastycznego typu. Polscy autorowie to pisarze serca i wiary” (tamże).

Krytyka teatralna. Korycki sporadycznie zajmował się również krytyką teatralną. Rozpoczął od polemicznych uwag po premierze Małki Szwarcenkopf Gabrieli Zapolskiej. Pierwszym zarzutem jest niejednorodność konwencji negatywnie odbijająca się na kształcie dramatu: „[…] jednolitość bowiem jest pierwszym warunkiem artyzmu. Na nieprawdopodobieństwa melodramatu zgodzić się można, ale nieprawdopodobieństwo w realistyczną odziane formę jest wybrykiem nieliczącej się z niczym twórczości” („Niwa” 1897, nr 31). Przedmiotem krytyki staje się następnie konstrukcja postaci. Protagonistka jest zdaniem recenzenta jednowymiarowa i służąca jedynie wyrażeniu idei: „Już to Małka w ogóle nie jest charakterem, raczej pozytywką, nastrojoną na wysoki kamerton feministycznej filozofii” (tamże). Inni bohaterowie z kolei grzeszą przeciwko prawdopodobieństwu psychologicznemu – zamysł kreacji realistycznej ustępuje wymogom melodramatu: „[…] pani Zapolska poświęciła prawdę dla taniego efektu” (tamże). „Efektem” Korycki określa też stylizację językową na żargon żydowski, czyniąc kąśliwe uwagi pod adresem Żydów licznie przychodzących na przedstawienie.

Korycki wystąpił z obroną popularnych dramatów Jana Szutkiewicza, takich jak Popychadło (1896), Kula u nogi (1897) i Ostatnia sukienka (1897). Zdaniem krytyka należy do ich oceny przykładać odpowiednią miarę, czyli sądzić te utwory zgodnie z konwencją gatunkową obraną przez autora – jako melodramaty („Niwa” 1897, nr 32). W recenzji autor podejmuje również temat wpływu teatru na odbiorców, upatrując w nim prawa melodramatu do obywatelstwa scenicznego: „[…] jest [on] uznanym rodzajem sztuki dramatycznej i bardzo potrzebnym, bo przystępnym szerokim warstwom tej publiczności, którą teatr może jeszcze kształcić. To kwestia […], czy owe wysubtelizowane dramaty dekadentów nie przyniosły więcej szkody niż pożytku tym, co wierzą w drukowane lub publicznie głoszone słowo bez zastrzeżeń, niekrytycznie” (tamże). Do wypowiedzi na temat teatru Korycki powrócił jeszcze w 1917 r., publikując w „Bluszczu” trzy felietony w rubryce W kalejdoskopie sceny. Oceny recenzenckie ustępują w tych artykułach uwagom ogólnym na temat życia teatralnego.

W dwudziestoleciu. W okresie międzywojennym Korycki troszczył się o spuściznę swej żony, Marii Grossek-Koryckiej. Napisał obszerny wstęp do zbioru jej esejów Z krainy piękna (1929). Przynosi on biografię poetki, liczne cytaty z opinii na temat jej twórczości wyrażanych przez osobistości życia literackiego i naukowego (m.in. A. Górskiego, C. Jellentę, I. Matuszewskiego, . Drogoszewskiego), a także kilka uwag własnych na temat charakteru pisarstwa żony: „Uczuciowość i muzyczność – to były dwa punkty ośrodkowe jej organizacji duchowej, a stąd i poezji, która z pozoru czasem trąci intelektualizmem i refleksją, a jest samym uczuciem, nabrzmiałym myślą i samą muzycznością metafizyczną, nieraz całą podstawą kompozycji wielu utworów” (tamże).

Korycki kontynuuje również swe pisarstwo popularyzatorskie, kreśląc sylwetki pisarzy i poetów. Należy tu wymienić publikację Henryk Sienkiewicz. Wybraniec narodu (1924), której bohater – co pod piórem Koryckiego stanowi najwyższą pochwałę – jest zestawiany z Mickiewiczem (obaj to „Tyrteusze polscy”, „mocarne króle i wielmożne pany”, artyści, którzy „wypowiedzieli wobec świata świadomego wszystko, co zawierała dusza narodu”). Oprócz tego Korycki przygotował wiele popularnych opracowań przeznaczonych dla uczniów szkół średnich.

Korycki miał zdecydowanie umiejętności popularyzatorskie. Nawet jego rozprawy z tomu Z duchowych wnętrz są przede wszystkim popularnymi zarysami tematów, zbiorami cytatów z wielu przeczytanych przez autora dzieł, z nielicznymi partiami własnego, krytycznego komentarza. Tom doczekał się zresztą druzgocącej recenzji Eugeniusza Kucharskiego na łamach „Pamiętnika Literackiego” z 1913 r. Choć nie sposób i dziś obronić jego prac, Koryckiego należy włączyć do licznej grupy pracowitych erudytów, którzy z pasją współtworzyli dyskurs o literaturze XIX w.</document>
<document nplp_id="14345" title="Korzeniowski Józef" slug="korzeniowski-jozef">Powieściopisarz, dramaturg, poeta, tłumacz, pedagog, organizator oświaty, teoretyk literatury. Pseudonimy i kryptonimy: Ambroży Ambroszkiewicz; Azet I.M.; J.K.; J…; K…; J.Ko.; J. Korz.; Jo. Kor.

Informacje biograficzne. Urodził się 19 III 1797, jak pisze, w „dawnym folwarku ekonomii brodzkiej” (list J. Korzeniowskiego do ks. S. Barącza z 24 IV 1860), w zubożałej rodzinie szlacheckiej jako syn Wincentego, oficjalisty w majątku hrabiego Wincentego Potockiego, i Klary z Winklerów. Początkowe nauki pobierał w Brodach, w Zbarażu i w Czerniowcach (1804–1809). Następnie w l. 1809–1819 uczył się w Gimnazjum Wołyńskim w Krzemieńcu (od 1819 r. – Liceum). Pierwsze utwory literackie tworzył pod okiem tamtejszego wykładowcy literatury polskiej, ks. Alojzego Osińskiego. Po ukończeniu liceum dzięki protekcji księcia Adama Czartoryskiego został nauczycielem Zygmunta Krasińskiego. Dom Krasińskich opuścił jednak po roku, zrażony atmosferą wytworzoną przez matkę późniejszego poety, Marię Urszulę z Radziwiłłów, i został bibliotekarzem ordynacji Zamoyskich. Bywał jednak nadal w salonie literackim gen. Wincentego Krasińskiego. W 1823 r. ożenił się z Marią Opoczyńską i na podstawie przedłożonej w uniwersytecie wileńskim rozprawki otrzymał posadę nauczyciela wymowy, poezji i literatury polskiej w Liceum Krzemienieckim. Został powołany na członka Towarzystwa Królewskiego Przyjaciół Nauk w Warszawie (1829). W 1831 r. Liceum Krzemienieckie zamknięto, a jego zasoby biblioteczne i materialne przejął powstały w Kijowie (1833) Uniwersytet św. Włodzimierza, w którym Korzeniowski podjął pracę na stanowisku profesora-adiunkta na Wydziale Filozoficznym. Podejrzany o sprzyjanie organizacji spiskowej Szymona Konarskiego, został najpierw aresztowany, a potem służbowo przeniesiony do Charkowa (1838), by pełnić tam funkcje dyrektora gimnazjum gubernialnego i wizytatora szkół. Po długich staraniach powrócił do Warszawy (1846), gdzie otrzymał stanowisko dyrektora gimnazjum gubernialnego. Został też wizytatorem (1848) i członkiem Rady Wychowania (1849), co umożliwiło mu podjęcie reformatorskiej pracy w oświacie, m.in. walkę o należną pozycję języka polskiego w szkole i sprzeciw wobec rusyfikacji szkolnictwa elementarnego. W l. 1861–1863 pracował nad organizacją szkół (od elementarnych po Szkołę Główną, której był współzałożycielem) w Królestwie Polskim, co ułatwiła liberalizacja, jaką przyniosły rządy Aleksandra II. Początkowo współpracował z Aleksandrem Wielopolskim, jednak po brance podał się do dymisji i zdecydował się wyjechać za granicę. Leczył się we Franzensbadzie (cierpiał na astmę), zmarł w Dreźnie 17 IX 1863. Jego zwłoki sprowadzono do Polski i złożono do grobu na cmentarzu Powązkowskim 5 IV 1864.

Pisma teoretycznoliterackie. Jeszcze z czasów szkolnych pochodzą ogłoszone w „Pamiętniku Naukowym” z 1819 r. rozprawy: tłumaczone i opublikowane we fragmentach dzieło Longina O gorności (opatrzone wstępem omawiającym sylwetkę starożytnego autora) i oryginalna praca Korzeniowskiego O patetyczności. Jest ona w pełni przesiąknięta duchem klasycyzmu. Młody pisarz dostrzegał patos w utworach antycznych, a także u pisarzy nawiązujących do starożytności. Nie podejmował się omawiać obecności tej kategorii w romansie, bo to by go „wyprowadziło za granice, które sobie zakreślił” (O patetyczności, „Pamiętnik Naukowy” 1819, t. 1, s. 145), a zatem – jak można zrozumieć – mógłby tak opuścić bezpieczny obszar sztuki antycznej i antykizującej. Łączył natomiast patos z kategorią stylu, wspominając o konieczności użycia odpowiednich figur retorycznych dla oddania „namiętności szlachetnych, które zaszczyt sercu ludzkiemu czynią” (tamże).

W 1822 r. Korzeniowski napisał rozprawkę konkursową Wstęp do pisma o tragedii. O istocie poezji w ogólności, której stworzenie było warunkiem objęcia katedry wymowy i poezji w Liceum Krzemienieckim po śmierci Alojzego Felińskiego. W tej rozprawce zaznaczył się wpływ Kazimierza Brodzińskiego, którego wykładów Korzeniowski słuchał w Warszawie, a za jego pośrednictwem i przykładem – także zainteresowanie filozofią Immanuela Kanta (np. pisząc o poezji, twórca podkreśla „cel jej moralny i filozoficzny”). Pisarza interesowała idea poezji jako naśladowania natury. Ważne jest jednak to, jak to naśladowanie ma przebiegać. Po kantowsku Korzeniowski sądził, że „świat zewnętrzny pojęty przez władze umysłowe człowieka zamienia się w nim na wewnętrzny”, w jego „umyśle musi się świat cały przerodzić i oczyścić; każdy fenomen musi stracić wszystko to, co w nim jest przypadkowym i nieregularnym” (Wstęp do pisma o tragedii. O istocie poezji w ogólności, „Pamiętnik Literacki” 1928), w proces twórczy angażuje zaś poeta wyobraźnię. Wyrażone w dramacie idee mają więc charakter neoklasycystyczny – jednak bez wcześniejszej pryncypialności – wobec romantyzmu natomiast pisarz zachował rezerwę. Kiedy jednak wypowiadał się na temat dramatu, jako wzór do naśladowania wskazywał Williama Shakespeare’a, a najwyżej ocenił wprowadzenie na scenę indywidualności, charakterów, co oczywiście zbliża go raczej do koncepcji romantycznych niż arystotelejskich. Rozprawka po zmianach została włączona do obszerniejszego Kursu poezji. W Bibliotece Narodowej w Warszawie zachowała się w autografie praca Korzeniowskiego zatytułowana O poezji (rkps 10068 II). Jest to szkicowe i niepełne ujęcie wspomnianego Kursu poezji, nad którym, jak widać, pisarz ciągle pracował.

Napisany w l. 1823–1825 Kurs poezji (wyd. 1829), w istocie – zbiór wykładów Korzeniowskiego z zakresu poetyki – był także zgodny z zasadami poetyki klasycystycznej. Stanowił przede wszystkim świadectwo lektur teoretyków polskich i obcych oraz plon przemyśleń i doświadczeń związanych z własną twórczością dramatopisarską. Pisarz omawiał kategorie estetyczne: smaku, piękna i stylu, dokonywał podziału na – mówiąc językiem współczesnym – rodzaje i gatunki literackie, rozwijał koncepcję zależności między naśladowaniem i imaginacją. W momencie sporu romantyków z klasykami wypowiadał się przeciwko próbom ich pogodzenia, uznał bowiem, że to niemożliwe. Sam zaś skłaniał się ku klasycyzmowi, zalecając dla tego prądu ważne naśladowanie wzorów, równocześnie jednak każąc poszukiwać tych ostatnich raczej w literaturze rodzimej niż obcej. Podobnie nieco przedstawia się jego refleksja nad dramatem – Korzeniowski zalecał klasyczną jedność akcji, ale przestrzegał przed przesadnym przestrzeganiem zasady trzech jedności, która w tragedii francuskiej prowadzi do przewagi retoryki nad akcją. W przedstawionej w jednym z rozdziałów historii polskiej poezji zaakcentował szczególnie twórczość pisarzy odrodzenia i oświecenia. Zalecał naturalność i prostotę stylu. Docenił jednak bliskich romantykom Shakespeare’a i Friedricha Schillera. Klasyfikując gatunki literackie, dodał do nich nowsze, pozbawione starożytnej tradycji: dumę, operę oraz „epopeję romantyczną” (Kurs poezji – za przykład „epopei romantycznej” pisarz uznał Orlanda szalonego L. Ariosta). Zauważył też historyczną zmienność poezji, którą wyjaśnił w nowy już sposób: ewoluowaniem sposobu myślenia, a zatem odmiennością nauki, filozofii i religii poszczególnych epok. Kurs poezji został przez wileński okręg szkolny zalecony jako podręcznik dla uczniów i nauczycieli.

Wypowiedzi krytyczne. Jako krytyk literacki Korzeniowski właściwie się nie wypowiadał. Nie ma w jego dorobku typowych recenzji. Elementy krytyki literackiej znajdują się jednak w listach do aktora teatru lwowskiego, Antoniego Benzy, i w utworach literackich – np. w Odzie do pióra (wcześniejsza wersja w Sztambuchu krzemienieckim, Biblioteka im. H. Łopacińskiego w Lublinie, rkps sygn. 596), Liście do ks. Alojzego Osińskiego, prałata, scholastyka generalnego łuckiego, kantora żytomierskiego, profesora literatury łacińskiej i starożytności rzymskich w Liceum Wołyńskim (1820), wierszu Powieściarze i krytycy oraz powieści Emeryt (1851).

Poszczególne wypowiedzi pisarza odzwierciedlają rzecz jasna jego poglądy w danym momencie twórczego rozwoju. I tak pisane w okresie młodzieńczej fascynacji klasycyzmem oda i list poetycki (znamienne jest już użycie tych gatunków) zalecają poecie przyjęcie postawy naśladowcy pięknych wzorów, których Korzeniowski szuka w polskim oświeceniu, w twórczości Ludwika Osińskiego, Ignacego Krasickiego, Juliana Ursyna Niemcewicza, Alojzego Felińskiego czy Ludwika Kropińskiego, a także w literaturze starożytnego Rzymu.

Jednak już w latach 20. w wypowiedziach na temat dramatu i teatru zawartych w listach do Benzy pisarz daje wyraz zupełnie już innym upodobaniom. Potępia „deklamacje źle udane” francuskich dramaturgów, podczas gdy publiczność „szuka na scenie życia, mocnych wzruszeń i gwałtownych namiętności i charakterów, których teatr angielski i niemiecki tak obficie dostarcza” (list z 23 VII 1822), co skądinąd koresponduje z poglądami wyrażonymi w Kursie poezji. Kiedy Korzeniowski skieruje się w stronę dramatu realistycznego, od wystawienia Karpackich górali będzie domagał się „gry żywej, prostej jak natura” (list z 1 XI 1840). Z listów do Benzy przebija przede wszystkim przekonanie o konieczności nadania dramatom pisarza kształtu teatralnego, bo „żal się Boże pisać dramat tylko dla czytelników. Bez teatru nie ma uroku, nie ma kolorytu, nie ma życia” (list z 30 VI 1844).

W wypowiedziach z lat 50. znajdziemy umotywowanie pisarskich (gatunkowych) wyborów Korzeniowskiego, bardzo już odległych od młodzieńczej twórczości lirycznej, zdystansowanych także wobec dróg rozwoju wielkiego romantyzmu emigracyjnego. Jego poglądy są radykalną konsekwencją zauważanej już wcześniej historycznej zmienności poglądów, gustów i literatury. W powieści Emeryt czytamy: „Dramat i powieść są to jedyne rodzaje poezji, które czas, zmiana wyobrażeń o literaturze i stanie społeczności, a szczególniej powódź dziennikarstwa od zagłady ocaliły. Wszystkie inne rodzaje zaginęły na zawsze […] i powrócić już nie mogą. Życie dziś uchodzi tak prędko […], nie cierpi zwłoki omówień, figur i rymowania, ale musi być zamknięte w obrazach wprost z życia […] i wyrażać się językiem tegoż życia, po prostu, jędrnie, jak mówi każdy człowiek […]. Coraz bardziej społeczność dzisiejsza zrywa z historią. […] Stąd dramat i powieść obrabiają dziś prawie wyłącznie przedmioty współczesne […]. Stan taki rzeczy nie przeszkadza wcale malowaniu indywiduów i rozmaitych klas, do których one należą. […] powieść […] zamknie w sobie z czasem wszystkie elementa poezji i nawet dramat zagłuszy i wyruguje” (Emeryt, 1851). Od tego radykalnego ujęcia pisarz odwraca się już jednak w wierszu Powieściarze i krytycy, w którym także opisuje karierę i popularność powieści powodującą wypieranie dawnych gatunków, ale również stwierdza: „To nowe nie jest w formie, lecz w sercu i w głowie. Każda forma jest dobra, gdy życiem natchnięta” (Powieściarze i krytycy, „Nowiny” 1855, nr 24). Nie bez znaczenia jest oczywiście wybór gatunku. Korzeniowski umieszcza pochwałę powieści właśnie w powieści, a cokolwiek dystansuje się do niej w wierszu.

Znaczenie. Wpływ i zasięg prac teoretycznoliterackich Korzeniowskiego był niebagatelny, a zostały one wysoko ocenione i cieszyły się dużym uznaniem, skoro rozprawka Wstęp do pisma o tragedii umożliwiła mu objęcie posady nauczyciela w Liceum Krzemienieckim, a następnie umożliwiła przyjęcie do Towarzystwa Przyjaciół Nauk, jego Kurs poezji zaś zalecano jako podręcznik. Ten ostatni docierał do odbiorców nie tylko jako druk, ale i w formie bezpośredniego przekazu – wykładów. Ich powszechnie wysoką ocenę potwierdza Stefan Witwicki, szkolny kolega pisarza, który pisał z Warszawy w liście z 11 XI 1823: „Sława twoich lekcji prosto przez Uściług, na Krasnystaw – Puławy, przybyła tu do nas. Proszę cię, spytaj jej, niech ci powie, jak mile tu u nas przyjęta”. Potwierdzają to także wspomnienia innych krzemieńczan, że w Liceum Korzeniowski był autorytetem dla uczniów (czasem – jak T. Olizarowski – późniejszych literatów). Ceniono jego działalność nauczycielską i literacką, wtedy utrzymaną, podobnie jak pisma teoretyczne, w duchu klasycystycznym. W XIX w. Kurs poezji i rozprawka O patetyczności doczekały się wznowienia w 12 tomie Dzieł (1871–1873) oraz wzmianek w pracach biografów i literaturoznawców. Bardziej zajęto się nimi w XX w.

Wypowiedzi o charakterze krytycznym zawarte w dziełach literackich pisarza musiały również mieć szeroki obieg jako utwory (bądź cząstki utworów) znanego i bardzo popularnego pisarza. Inna sprawa, że nie poddawano ich osobnej refleksji, skupiając się na dorobku ściśle literackim autora.</document>
<document nplp_id="14346" title="Korotyński Wincenty" slug="korotynski-wincenty">Poeta, publicysta, wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: Borzywój; Q; S; W.K.

Informacje biograficzne. Urodził się 15 VIII 1831 we wsi Sieliszcze pod Nowogródkiem. Był najstarszym synem zwolnionego z poddaństwa rolnika Aleksandra Karataj-Korotyńskiego i szlachcianki zagrodowej Józefaty Dolidowiczówny (1808–1894). Jako samouk przeszedł trudną drogę ze wsi do grona inteligencji. U organisty nauczył się czytać i pisać po polsku i po rosyjsku, następnie pożyczał książki we dworach i przepisywał je. Mimo że nie ukończył żadnych szkół, zajmował się pracą nauczycielską, angażowany przez nowogródzkich dziedziców do edukacji ich dzieci. Jego zdolności dostrzegł mieszkający nieopodal w Załuczu Ludwik Kondratowicz (pseud. W. Syrokomla) i zaproponował Korotyńskiemu pracę pomocnika i sekretarza literackiego. Dzięki talentowi i wytrwałości chłopski syn zasilił szeregi wileńskiej inteligencji – uczestniczył w zebraniach u Syrokomli (gdzie bywał m.in. S. Moniuszko), w salonie Adama Honorego Kirkora, a także w domu literata Waleriana Tomaszewicza. Z pomocą Syrokomli i za jego rekomendacją ukazał się w 1857 r. debiut poetycki Korotyńskiego Czym chata bogata, tym rada, wyraźnie wzorowany pod względem poetyki i tematyki na gawędach mistrza. Korotyński wziął też udział w niesławnym albumie wileńskim (1858) Kirkora poświęconym carowi Aleksandrowi II, choć nie podpisał wiersza własnym imieniem i nazwiskiem. Współpracował z „Teką Wileńską” (1857–1858) i „Kurierem Wileńskim” (1857–1865), regularnie zasilając dział literacki tych pism. Korotyński był też autorem poematu Tomiło (1858) oraz popularnego w całym kraju pamfletu antyalkoholowego Wypił Kuba do Jakuba. Urodziny, powołanie i suchoty Gorzałki (1859). Już w okresie wileńskim stał się cenionym literatem i dziennikarzem (z Wilna przesyłał korespondencje do „Gazety Warszawskiej”, której współpracownikiem był potem przez ćwierć wieku). Był również jednym z autorów Słownika języka polskiego (1861), a także członkiem wileńskiej Komisji Archeologicznej i Komitetu Statystycznego. Nadto zajmował się tłumaczeniami z języków rosyjskiego, francuskiego, czeskiego i niemieckiego. W 1859 r. ożenił się ze Stanisławą Jakubowiczówną (1830–1908), z którą miał dzieci.

W czasie powstania styczniowego napisał kilka antycarskich wierszy wydanych w tomiku Autorka staroha dzieda. Z ich powodu, po donosie, przeprowadzono w jego domu rewizję. Julian Bałaszewicz, agent carski, informował mocodawców również o tajnym stowarzyszeniu wileńskim, w którego pracach przed wybuchem zrywu uczestniczył m.in. Korotyński. W 1866 r. przeniósł się do Warszawy. Dzięki poparciu Józefa Ignacego Kraszewskiego nawiązał współpracę z „Gazetą Warszawską” i „Tygodnikiem Ilustrowanym”. Wskutek starań Korotyńskiego w ostatnim z wymienionych czasopism od 1886 r. zaczęło ukazywać się Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Korotyński był też współpracownikiem Encyklopedii Samuela Orgelbranda. W l. 1869–1877 redagował Kalendarz polski ilustrowany Jana Jaworskiego. Zmarł 7 II 1891 w Warszawie.

Materiały dla „przyszłego dziejopisa”. Pierwszy artykuł Korotyńskiego dotyczący literatury nosi tytuł Kilka szczegołow o rodzinie, miejscu urodzenia i młodości Adama Mickiewicza („Kurier Wileński” 1861, nr 1). Autor postawił sobie za cel dostarczenie materiałów dla przyszłych biografów poety, uważa to zresztą za swój obowiązek jako mieszkańca ziem nowogródzkich. Charakterystyczne jest zakończenie artykułu, w którym autor stawia się w pozycji skromnego wielbiciela romantycznego twórcy, którego postać idealizuje i postrzega w ścisłym związku ze spuścizną literacką: „Prawda tego żywota słonecznym blaskiem swoim tak olśnia nam oczy, że długo jeszcze i bardzo długo nie potrafimy zdobyć się na samo tylko wierne przedstawienie tej prawdy w odbiciu. A jeśli tak, czego mi nikt nie zaprzeczy, to jakąż może mieć wartość niezręczne kuszenie się o poetyzowanie takiego życia? Wieszcz obdarzony polotem Mickiewicza jest bratem ideałów, dziatwy przyszłości, i tylko przyszłość z wcielonymi jego braćmi ideałami uplecie koronę godną jego skroni” (tamże). Do autora Grażyny i jego życia Korotyński wróci jeszcze, publikując Dodatek do biografii Adama Mickiewicza („Biblioteka Warszawska” 1870, t. 3), gdzie mowa jest o legendzie poety, która tworzy się, „chociażby przyszło błędy na błędy ładować, byle przy tej sposobności pochwalić się znajomością ze znakomitym pisarzem”. Korotyński, który w tym artykule podjął próbę konfrontacji sądów na temat biografii Mickiewicza ze stanem faktycznym, na marginesie głównego tematu opisuje relację między natchnieniem jako źródłem twórczości a umiejętnością panowania nad formą: „[…] im tłum myśli większy, im gra kolorów wyobraźni żywsza, im uczucia głębsze i rzewniejsze, tym większej potrzeba refleksji, aby je w całość ogarnąć, w ładzie utrzymać i w formie artystycznej odtworzyć” (tamże).

Korotyński pisał przede wszystkim artykuły o charakterze biograficznym, opierając swe prace na starannej kwerendzie dokumentarnej. Wierzył, że przekazywanie następnym pokoleniom rzetelnej wiedzy o życiu, twórczości i zasługach poszczególnych ludzi pióra przyczynia się do rozwoju moralnego społeczeństwa. W jego pismach powraca figura „przyszłego dziejopisa”, który będzie potrzebował rzetelnych prac opisujących zasługi konkretnych postaci. W artykule napisanym po śmierci Zofii Klimańskiej („Tygodnik Ilustrowany” 1871, nr 158) Korotyński przedstawia „epokę Mickiewiczowską”, wyróżniając w niej „okres pseudonimów”. Od wyliczenia poszczególnych zaszyfrowanych tożsamości w tej epoce przechodzi do obrazu ogólnego: „[…] maskowano się ubiorem historycznym w powieściach, jakkolwiek odwzorowanie epoki ubiegłej było dla piszącego tylko podrzędnym zadaniem; maskowano się filozofią heglowską, choć niewiele ją lubiono i rozumiano; maskowano się fantastycznością, chociaż ani spleen angielski, ani atmosfera niemiecka nie miały dla naszych piszących powabu” (tamże). W artykule tym Korotyński ujawnia też swoją sympatię dla kręgów demokratycznych, postępowych wokół kijowskiej „Gwiazdy” Zenona Fisza: „[…] wskazywała [»Gwiazda«], gdzie iść powinno nowożytne społeczeństwo, biczem szyderstwa smagała gnuśniejących w legowisku starych przesądów i nowego trybu zepsucia” (tamże). Dążności te podzielała według niego Zofia Klimańska, co skutkowało napięciem między odważnymi sądami pisarki a reakcją czytelników. Ich niezrozumienie wynikało z anachronicznych oczekiwań wobec sztuki i odczytywania jej wyłącznie z partykularnego punktu widzenia. Tymczasem zdaniem Korotyńskiego piśmiennictwo powinno oddziaływać na całe społeczeństwo i kreślić rzetelny obraz epoki, nie ograniczając się tylko do jednego środowiska czy schlebiania konkretnej koterii: „Nie rozumiano, że sztuka prawdziwa nie może uganiać się za wzorkami zrozumiałymi tylko w jednej parafii, lecz pragnąć musi być zrozumianą przez społeczeństwo, że winna malować zbiorowe typy społeczne; własną plotkarską piędzią mierzono i pobudki piszącego, i wyprowadzane przezeń postacie” (tamże).

We wspomnieniu o Fiszu („Tygodnik Ilustrowany” 1870, nr 155), który musiał być zresztą twórcą szczególnie bliskim Korotyńskiemu (obaj byli samoukami, przebyli mozolną drogę z wiejskiej chaty do zawodu literata), pobrzmiewa uznanie dla „myśli postępu moralnego i materialnego” w twórczości tego pisarza głoszącego potrzebę zgody międzystanowej: „Owóż Fisz należał do pierwszych głosicieli zapomnienia uraz, w imię wzajemnego uznania winy, co w miejscowości, skąd pisał, miało dobitniejsze niż gdzie indziej znaczenie” (tamże).

Z prac zamieszczanych w „Kalendarzu Ilustrowanym Jana Jaworskiego” na szczególną uwagę zasługują publikacje poświęcone pisarzom rosyjskim. W artykule dotyczącym twórczości Aleksandra Puszkina (1869) Korotyński akcentuje ludowy pierwiastek w utworach poety („język tego poematu, giętki, czysty, jakby z ust ludu wyjęty i obrobieniem uszlachetniony, stanowi epokę w literaturze rosyjskiej”). W artykule o Nikołaju Gogolu (1870) zwraca uwagę nie tylko na znakomite kreacje bohaterów jego utworów i mistrzowską kompozycję opowiadań, ale też na oryginalną poetykę Martwych dusz: „Gogol był humorystą w głębokim tego słowa znaczeniu: nie szyderstwo bezmyślne, nie żart płochy, ale boleść głęboka wyrażała się w jego śmiechu. Naturą swojego umysłu przykuty do wsłuchiwania się w nędzne drobiazgi życia, czując ich rozdźwięk z tonami ideału, który w duszy swej nosił, cierpiał niewymownie i rozpaczał, a ta rozpacz bez nadziei zrodziła ów humor, nic z wesołością niemający wspólnego” (tamże). Wątki współodczuwania pisarza ze społeczeństwem, wrażliwości twórcy na problemy epoki pojawiają się w pracy o Michaile Lermontowie (1871): „Lermontow dlatego lgnął do Byrona, dlaczego wielu z nas lgnie np. do Pana Tadeusza: widział w nim siebie samego, swoje rojenia i swoje rozpacze”. W krótkich artykułach pisanych do „Kalendarza” widać już przesunięcie akcentów – rzetelny historyk staje się krytykiem literackim.

Przedmowy. Korotyński, sprawując pieczę nad spuścizną literacką Syrokomli, podejmował związane z nią przedsięwzięcia edytorskie. W Przedmowie do Poezji Ludwika Kondratowicza (1872), podobnie jak w przypadku wypowiedzi na temat Fisza, podkreśla samouctwo pisarza i jego upór w dążeniu do zdobywania wiedzy. Jeśli zaś chodzi o kryteria wartościowania twórczości literackiej, Korotyński wskazuje przede wszystkim na realizm obrazowania wynikający z więzi twórcy z naturą: „Uderzająca prawda w malowaniu przedmiotu, unikanie przesady w zarysach, kolorycie i oświeceniu, jest bez wątpienia jednym z najcelniejszych przymiotów pism Kondratowicza” (tamże). Zasługą Syrokomli jest w oczach Korotyńskiego również ewangeliczna postawa wiary i miłości wobec całej ludzkości, a także nadzieja na poprawę jej doli, zwłaszcza ludu, i wytrwała praca w tym kierunku.

W cyklu Obrazy z pobrzeży Niemna („Tygodnik Powszechny” 1882–1884) Korotyński zaprotestował przeciwko twierdzeniu, jakoby styl i tematyka gawęd Kondratowicza zostały zaczerpnięte z utworów Wincentego Pola. Nawiązanie można widzieć, jak powiada Korotyński, jedynie w określeniu „gawęda” oraz w nastroju religijnym twórczości obu poetów. Przeprowadzone przez krytyka porównanie wypada rzecz jasna na korzyść Syrokomli, zwłaszcza jeśli chodzi o zamysł kompozycyjny („Tygodnik Powszechny” 1884, nr 20). To również Syrokomla, nie zaś Pol, wprowadził do poezji lud jako głównego bohatera, a nie tylko element tła: „[…] w Polu nareszcie, nie w Januszu, ale w późniejszym Benedykcie Winnickim, przedmiotem pieśni świat pański, hetmański, senatorski, a reszta czerń służebna. W Kondratowiczu butny świat zaściankowy szlachecki i przygnębiony kmiecy, ostro niekiedy przeciwstawiony pańskiemu, jak np. w Zaścianku Podkowa, w Lalce lub w Spowiedzi pana Korsaka. Gdzież tu jakakolwiek wspólność artystyczna lub przedmiotowa?” (tamże). Życie i twórczość Syrokomli łączy zatem ze sobą dwa pierwiastki, których obecność staje się zarazem kryterium ocen w pisarstwie Korotyńskiego – są to dążności demokratyczne i wiara katolicka.

Obszerniejsze wypowiedzi towarzyszą również innym przedsięwzięciom edytorskim, w których brał udział. Artykuł Korotyńskiego wieńczący jedenastotomową edycję Dzieł Zygmunta Kaczkowskiego (1875) to obszerny szkic dotyczący życia pisarza, źródeł jego inspiracji twórczych, tła historycznego epoki. Strategia Korotyńskiego w tym szkicu polega na zastąpieniu własnej opinii omówieniem – bynajmniej niepozbawionym wartościowania – recepcji utworów Kaczkowskiego wśród czytelników. W Słówku przedwstępnym do Listów z podróży Antoniego Edwarda Odyńca (1875) znajdziemy dobitnie wypowiedzianą ocenę epoki romantycznej na tle oświecenia: „Już samo wyrzeczenie się przez poetów naszych owego klasycznego bezwstydu, […] zamiast tego zaś uwielbienie czystości i niewinności uczuć w duchu rodzinnej klechdy i pieśni ludowej, stanowiło wymowny dowód znakomitej naprawy obyczaju”. Ostre przeciwstawienie „klasyków” i „romantyków” nie przeszkadza jednak Korotyńskiemu dostrzec łączność między pokoleniami i podkreślić roli „starszyzny” uniwersyteckiej w zapoczątkowaniu duchowego odrodzenia młodzieży wileńskiej (G.E. Groddeck, L. Borowski, J. Lelewel).

O Kraszewskim-poecie. Dwie ważne wypowiedzi krytycznoliterackie Korotyński poświęcił twórczości poetyckiej Kraszewskiego. Ową „poetyckość” rozumie jednak nie tylko genologicznie, lecz szeroko, mając na myśli „umysł wskroś poetyczny” i twórczość pisarza silnie oddziałującą na wyobraźnię czytelnika, pozwalającą mu przenieść się do czasów opisywanych zdarzeń. Jak stwierdza w pracy opublikowanej w Książce jubileuszowej (1880): „Poetą, pojmowanym jako malarz, ubierający swe myśli w obrazy, rozumujący grą figur na szachownicy stosunków odświętnych czy powszednich, przemawiający raczej do uczucia niż do rozwagi, »przez oczy wchodzący do duszy«, jak powiada stara piosenka – takim poetą Kraszewski jest wszędzie, nawet w dziełach z pozoru niedostępnych dla twórczości poetyckiej”. W najwyżej cenionym przez Korotyńskiego „dziele wierszowanym” Kraszewskiego – eposie Anafielas, „wiedza góruje nad wyobraźnią, rozwaga nad zapałem. Bogactwo erudycji jest tak wielkie, że więzi tu i owdzie polot poetyczny i staje się niekiedy powodem oschłości opowiadania” (tamże). Już jednak w Mindowsie czytelnik może doświadczać „całego świata wielkiej poezji, którą Kraszewski nie tylko odczuć, ale i wypowiedzieć z potężną siłą i prostotą umiał” (tamże).

Korotyński wielokrotnie podkreśla oryginalność twórczości lirycznej tego autora oraz jej swojski, narodowy charakter. Dostrzegając w jego Poezjach (1838) naśladownictwo George’a Gordona Byrona i Adama Mickiewicza, stwierdzi, że „Kraszewski nie przestaje tu być sobą w zapatrywaniu się na życie i przyszłość. Jego rozpacz, znużenie, żądza spoczynku na »dębowej pościeli« jest zupełnie nasza rodzinna, jest, jeżeli się tak wolno wyrazić, »polskim bajronizmem«” (tamże). Jeśli natomiast wpływ autora Giaura jest niezaprzeczalny – jak w przypadku utworu Paolo. Powieść wenecka – Korotyński odwołuje się nie tylko do tematu i poetyki dzieła, ale ucieka się również do psychologizujących uwag na temat samego twórcy: „Więcej może czystego bajronizmu znaleźć można w młodzieńczych utworach epickich Kraszewskiego, aniżeli w jego pieśniach lirycznych. Widocznie lubił ponurych bohaterów, noszących się z wielką zgryzotą, ale sam takim być nie chciał” (tamże).

Temat twórczości poetyckiej Kraszewskiego powrócił w artykule wydrukowanym po śmierci pisarza (Kraszewski jako poeta, „Tygodnik Ilustrowany” 1887, nr 221). Pojawia się tu znamienna dla Korotyńskiego ocena stosunku artysty do ludu, podkreślenie, że „odezwał się w jego [Kraszewskiego] pieśni protest przeciwko doli kmiecia polskiego” (tamże). Krytyk nieco inaczej niż w poprzednim artykule hierarchizuje też twórczość Kraszewskiego – o ile wcześniej za szczytowy punkt jego dorobku poetyckiego uważał Anafielas, o tyle teraz jako dzieło najważniejsze jawi mu się pieśń Słowana ze Starej baśni: „Rozległa erudycja historyczna podszyła się tutaj pod nutę ludową i wydała arcydzieło, równające się najpiękniejszym kartom Rękopismu królodworskiego lub Słowa o pułku Igora” (tamże).

Nie ulega wątpliwości, że przyjaźń i opieka Syrokomli pozostawiła niezatarty ślad zarówno w twórczości literackiej Korotyńskiego, jak i w jego wypowiedziach krytycznoliterackich. Konsekwencji związanych z jego poglądami na literaturę obawiała się Eliza Orzeszkowa, drukując Nad Niemnem w „Tygodniku Ilustrowanym”; pisała o tym w grudniu 1886 r. do Leopolda Méyeta: „[…] należymy wprost do przeciwnych obozów pod każdym względem. On pozostał w czasach syrokomlowskich, ja zaś posunęłam się znacznie dalej. Zapewne więc to, co dla mnie najpiękniejsze, dla niego najbrzydsze, co dla mnie najpotrzebniejsze, dla niego zbyteczne itp. Jakże ja mogę przystać na to, aby on moją powieść [Nad Niemnem] skracał, czyli poprawiał?”. Obawy pisarki okazały się jednak nieuzasadnione, a artykuły krytyczne Korotyńskiego pokazują, że autor potrafił – mimo jednoznacznych sympatii literackich – niuansować swe oceny, dostrzegając słabsze strony dzieł nawet twórców bardzo mu bliskich – Mickiewicza i Kraszewskiego.</document>
<document nplp_id="14348" title="Kotarbiński Józef" slug="kotarbinski-jozef">Krytyk literacki i teatralny, publicysta, aktor, reżyser, dyrektor, kierownik literacki i reżyser teatralny, pedagog. Pseudonimy i kryptonimy: Dzieszuk; Gabryel Dzieszuk; J.; JK; J.K.; J.K.K.; K.; K-i; K.. .i; Karol; Nux; Sincerus; Spectator (Spektator); .. .ski.

Informacje biograficzne. Józef Karol Jan Nepomucen Kotarbiński urodził się 27 XI 1849 w Czemiernikach k. Lubartowa na Lubelszczyźnie jako syn Józefa, plenipotenta Ordynacji Krasińskich, i Teofili z Hermanowskich; jego młodszym bratem był malarz Miłosz Kotarbiń­ski (1854‒1944), a jednym z bratanków ‒ filozof i logik Tadeusz Kotarbiński (1886‒1981). W 1865 r. ukończył II Gimnazjum w Warszawie (wcześniej uczęszczał do Gimnazjum Gubernialnego), a w 1866 r. rozpoczął studia na Wydziale Historyczno-Filozoficznym Szko­ły Głównej, ukończył je w 1871 r. już na Uniwersytecie Warszawskim. W tym czasie zaczę­ły krystalizować się jego zainteresowania literackie, głównie pod wpływem lektur wybitnych myślicieli pozytywistycznych, zwłaszcza Hippolyte’a Taine’a. Zaprzyjaźnił się wówczas z Pio­trem Chmielowskim, Henrykiem Sienkiewiczem, Julianem Ochorowiczem, Bolesławem Prusem, Aleksandrem Świętochowskim, był sympatykiem ruchu „młodej prasy”. Jeszcze podczas studiów rozpoczął współpracę z „Przeglądem Tygodniowym”, na łamach którego debiutował w 1867 r. Wkrótce miał tu swoją kolumnę Przegląd teatralny (do 1872 r.), publi­kował liczne artykuły w sekcji Przegląd literacki (do 1898 r.). W tym czasie współpracował też z innymi pismami warszawskimi, zamieszczając w nich zarówno recenzje teatralne („Ga­zeta Warszawska” 1871‒1877, stały cykl Listy ze Starego Miasta), jak i przeglądy literackie, artystyczne oraz rozliczne szkice i felietony (m.in. „Kłosy” 1882‒1893, miał tu stałą rub­rykę zatytułowaną Pokłosie, którą podpisywał Karol, nazwa nie zmieniała się, autorzy róż­ni). Jego publikacje zamieszczały też inne periodyki: „Kurier Codzienny” (1874‒1897), „Niwa” (1873‒1874), „Nowiny” (1882‒1891), „Tygodnik Powszechny” (1883‒1884), „Kraj” (1883‒1897), „Echo Muzyczne i Teatralne” (1884‒1887), „Wędrowiec” (1884‒1891), „Głos” (1886‒1887; początkowo był członkiem zespołu redakcyjnego), „Kurier Warszawski” (1887­‒1892; prowadził tu kronikę artystyczną), „Tygodnik Ilustrowany” (1887‒1914), „Atene­um” (1888‒1897), „Biblioteka Warszawska” (1889‒1898), „Nowa Reforma” (1894‒1919). W 1864 r., po obejrzeniu Listu żelaznego Antoniego Małeckiego w Teatrze Wielkim, zain­teresował się sztuką sceniczną, z czasem stał się namiętnym widzem teatralnym oraz wiel­bicielem twórczości Williama Shakespeare’a. Brał udział w imprezach publicznych jako deklamator, uczestniczył także w przedstawieniach amatorskich Towarzystwa Dobroczynności.

Jako praktykujący recenzent rozpoczął studia aktorskie u Jana Królikowskiego. Za­debiutował na scenie Teatru Letniego 7 IX 1877 w roli Zbigniewa w Mazepie Juliusza Sło­wackiego, w tymże roku przyjęto go do zespołu dramatu Warszawskich Teatrów Rządowych (WTR), gdzie występował najczęściej w rolach bohaterskich, deklamacyjnych; jako odtwór­ca postaci charakterystycznych i salonowych nie znajdował uznania. Od tego momentu łą­czył pracę literacką i publicystyczną z występami na scenie, ale krytyką teatralną parał się sporadycznie. W 1880 r. rozpoczął kilkuletnią pracę w szkole aktorskiej Emila Derynga (do 1883 r.), gdzie wykładał historię literatury powszechnej ze szczególnym uwzględnieniem dramatu. Pracę pedagogiczną kontynuował w Klasie Dykcji i Deklamacji przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym (1889‒1893), gdzie uczył tych umiejętności. Latem 1891 r. zo­stał mianowany „reżyserem repertuaru” (de facto kierownikiem literackim) WTR. Z funk­cji tej zrezygnował po roku wskutek konfliktu z nowo mianowanym prezesem tej instytu­cji Aleksandrem Karandiejewem. W 1886 r. spróbował swych sił jako dramaturg, wspólnie z Michałem Wołowskim napisał komedię Nie wypada graną w Warszawie i w Poznaniu.

Jesienią 1893 r. przeniósł się do Krakowa. W kierowanym przez Tadeusza Pawlikow­skiego Teatrze Miejskim został w sezonie 1893/1894 aktorem i głównym reżyserem. Od na­stępnego sezonu, po konflikcie z Tadeuszem Pawlikowskim, przez kilka lat występował gościnnie w różnych miastach, m.in. w Poznaniu (1895) oraz w 1897 r. w Częstochowie, Sosnowcu, Lublinie i Warszawie. W 1896 r. wspólnie z Romanem Żelazowskim bezskutecz­nie ubiegał się o kierownictwo artystyczne teatru we Lwowie. W 1899 r., po zakończeniu kontraktu Pawlikowskiego, na sześć lat (do końca sezonu 1904/1905) objął dyrekcję Te­atru Miejskiego w Krakowie. Znaczącym osiągnięciem Kotarbińskiego jako dyrektora było wprowadzenie na scenę dramatu romantycznego, także tzw. niescenicznego. Jedną z pierw­szych premier jego dyrekcji była Złota Czaszka Słowackiego (26 VIII 1899), po czym za­chęcony berlińską inscenizacją Fausta Johanna Wolfganga Goethego zdecydował się na realizację Kordiana (25 XI 1899). W następnych latach pojawiły się: Sen srebrny Salomei (24 III 1900), Dziady Adama Mickiewicza (31 X 1901) w inscenizacji Stanisława Wyspiań­skiego, Ksiądz Marek (29 XI 1901), Nie-Boska komedia Zygmunta Krasińskiego (29 XI 1902), którą poprzedzała Balladyna (25 X 1902). Równie istotne osiągnięcie stanowił dobór reper­tuaru współczesnej polskiej dramaturgii, zwłaszcza poparcie udzielone twórczości Wyspiań­skiego. Decyzja o wystawieniu Wesela (16 III 1901), mimo skandalu, który wybuchł wokół spektaklu, przyniosła Kotarbińskiemu powszechne uznanie. W następnych sezonach przy­gotował kolejne prapremiery Wyspiańskiego ‒ Wyzwolenie (1902), w 1903 r. Protesilasa i Laodamię (z H. Modrzejewską w roli głównej) oraz nowatorskiego inscenizacyjnie Bolesła­wa Śmiałego. Wznowiono także Warszawiankę. Wskutek sporów wokół realizacji Akropolis (1904) Wyspiański zerwał współpracę z Teatrem Miejskim.

Z rodzimej dramaturgii współczesnej wystawiał sztuki m.in. Gabrieli Zapolskiej, Lu­cjana Rydla, Jana Augusta Kisielewskiego, Tadeusza Rittnera, Jerzego Żuławskiego, Wło­dzimierza Perzyńskiego, Stanisława Przybyszewskiego. W 1902 r. poróżnił się z Zapolską i Rydlem, którzy wycofali swoje utwory z repertuaru Teatru Miejskiego. Po zakończeniu dy­rekcji w Krakowie, jesienią 1905 r. wrócił do Warszawy. Zanim w lutym 1909 r. objął funk­cję kierownika literackiego Teatru Rozmaitości, występował gościnnie w różnych teatrach, m.in. w Warszawie w 1906 r. przez parę miesięcy współpracował z Marianem Gawalewiczem. Do zajęć wykładowcy w szkole aktorskiej powrócił w 1907 r., kiedy to otwarto Szkołę Aplika­cyjną afiliowaną przy WTR (w 1916 r. w powołanej na jej miejsce Szkole Dramatycznej przy późniejszych Teatrach Miejskich prowadził zajęcia z interpretacji poezji staropolskiej i trage­dii antycznej). Od września 1907 r. pojawiał się już na scenach WTR. Kierownikiem literac­kim był do lipca 1913 r., kiedy to przyjęto jego dymisję, potem pracował już tylko jako aktor. Obchodził tu 9 V 1913 jubileusz trzydziestolecia pracy artystycznej. Prezes WTR 26 VII 1915 wydał rozporządzenie o zamknięciu teatrów rządowych i zwolnieniu wszystkich aktorów, jednocześnie pozwolił im grać na własną odpowiedzialność w obliczu działań wojennych. W tej sytuacji powołali oni trzy zarządy zrzeszeń, do Zarządu Zrzeszenia Teatru Rozma­itości wszedł m.in. Kotarbiński, który działał w nim do końca 1917 r. Po odzyskaniu niepod­ległości, od jesieni 1918 r. aż do przejścia na emeryturę w 1926 r., nadal był aktorem Teatru Rozmaitości przemianowanego w 1924 r. na Teatr Narodowy. Został udekorowany 3 V 1923 (wraz m.in. z J. Osterwą i L. Solskim) Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Po wy­zwoleniu oprócz pracy w teatrze włączył się w działania zmierzające do powołania Związ­ku Artystów Scen Polskich (1919), a w latach następnych pełnił w ZASP-ie ważne funkcje. W kwietniu 1927 r. Zarząd Główny ZASP przyznał mu tytuł Członka Honorowego Związku.

Był dwukrotnie żonaty: w 1875 r. z Marianną Dzieszuk (zm. 1882); w 1884 r. z Lucyną Kleczeńską, córką Romana i Zuzanny z Balińskich, 1° voto Lewandowską, z którą miał cór­kę Alinę (1886‒1890). Przez całe dorosłe życie wiele podróżował, nie tylko z racji zdrowot­nych, ale przede wszystkim z chęci śledzenia współczesnego życia kulturalnego w Europie. Zmarł nagle 20 X 1928.

Wypowiedzi krytycznoliterackie. Twórczość krytycznoliteracką uprawiał przez całe życie z różnym nasileniem; jako aktor nie zarzucił bowiem profesji literata. Jak przystało na wy­chowanka Szkoły Głównej, odznaczał się zdroworozsądkowym stosunkiem do współczesnej literatury, co nie było równoznaczne z postulatem stosowania określonej konwencji, uwa­żał bowiem, że do pewnego stopnia sztuka rządzi się własnymi prawami. Zgodnie z idea­mi Taine’a żywił przekonanie o uwarunkowaniu literatury przez czynniki zewnętrzne, stąd w recenzjach i artykułach wiele miejsca poświęcał fundamentom epoki, jej społecznej spe­cyfice. Był krytykiem statecznym i odpowiedzialnym. Przekonywał argumentami, rzetelną wiedzą, solidną znajomością literatury przedmiotu. Postawił tezę (i udowodnił ją) o epicko­ści Pana Tadeusza („Pan Tadeusz” jako epos, „Biblioteka Warszawska” 1898, t. 3), a znacz­nie wcześniej opublikował rozprawę o Horsztyńskim Słowackiego („Horsztyński”, dramat Sło­wackiego, „Przegląd Tygodniowy” 1879, nr 20‒26 z przerw.), a także o Beniowskim i Don Juanie George’a Gordona Byrona (Byrona „Don Juan” i Słowackiego „Beniowski”. Studium porównawcze, „Ateneum” 1889, t. 2, nr 1‒2). Felietony w „Gazecie Warszawskiej” i w „Kło­sach” poświęcał głównie teatrowi. W „Przeglądzie Tygodniowym” prowadził dział recenzji literackich. Większe artykuły poświęcone polskim pisarzom zamieszczał w wielu czasopis­mach (np. Wacław Szymanowski jako poeta i dramaturg, „Prawda” 1884, nr 18‒19; Józef Bliziński, „Echo Muzyczne i Teatralne” 1883/1884, nr 23‒24; Współcześni XIII. Aleksander Świę­tochowski, „Kurier Codzienny” 1884, nr 326; Eliza Orzeszkowa i jej celniejsze powieści pod względem społecznym, „Kraj” 1884, nr 44‒47). W tych czasopismach Kotarbiński zamieszczał również recenzje i artykuły teatralne. Oceniał też przekłady literatury obcej (podziwiał talent Tadeusza Boya-Żeleńskiego jako tłumacza wielotomowej edycji dzieł Moliere’a ‒ „Książka” 1913, nr 2).

Literatura a teatr. Kotarbiński najczęściej pisał o dramaturgach i ich dziełach. Dokonywał ‒ jak zawsze ‒ solidnego, drobiazgowego rozbioru utworu poprzedzonego szerokim wprowa­dzeniem w historię gatunku lub środowisko kulturowe twórcy. W ten sposób omówił najsłyn­niejsze dzieła Shakespeare’a ‒ Hamleta, Makbeta, Króla Leara, Sen nocy letniej, na przełomie stuleci wiele uwagi poświęcił Henrikowi Ibsenowi. Rozprawy te na ogół nie zawierały bez­pośredniego odniesienia do kwestii inscenizacyjnych lub teatralnych, chyba że autor z góry przyjął inne założenia, jak w szkicu na temat opinii Lwa Tołstoja i Wyspiańskiego o Shakespearze („Ludzkość” 1907, nr 24, 26). Przykładem zderzenia bezpośredniego literatury i te­atru jest esej z 1907 r. dotyczący stosunku reżyserów i dyrektorów teatrów wobec postulatów krytyki. Nie podważał słuszności nawoływań o podniesienie poziomu polskich insceniza­cji teatralnych. Pokazał natomiast trudności, które wynikały z braku generalnej reformy te­atralnej w Polsce (teatr nowożytny jest teatrem mieszczańskim ‒ przypominał), z konflik­tu między typem bohaterów nowoczesnego dramatu a przyzwyczajeniami aktorów (postaci np. Ibsenowskie są nie tyle charakterami z krwi i kości, ile symbolami, nośnikami postaw, nastrojów; aktor natomiast zawsze dąży do zindywidualizowania bohatera, nadania mu cech charakterystycznych). Kotarbiński mówił też o nadmiernej surowości krytyków, którzy przy­bierają pozy nieomylnych sędziów, nie dając artystom szansy na doszlifowanie formy (Te­atr a literatura, „Świat” 1907, nr 20‒21). Ponadto sugerował, że częściową reformę stanowiło wprowadzenie na deski teatralne poezji i dramatów romantycznych, które uchodziły za niesceniczne. Znając doskonale teatr europejski przełomu wieków, dostrzegał tendencję do po­szerzania repertuaru o dzieła wybitne pod względem literackim, przede wszystkim współ­czesne. Ten znakomity artykuł, pisany sine ira, nie operuje żadnymi nazwiskami; chodzi nie o personalia, ale o sprawę. Zgadzał się z opinią, że teatr stanowi odrębną dziedzinę artyzmu, gdzie spotykają się muzyka, elementy plastyczne, choreograficzne i literackie, choć był go­tów przyznać słowu poetyckiemu pozycję dominującą (Dramat w książce i na scenie, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1888, nr 258‒262).

Wybory i preferencje. Kotarbiński analizował i wystawiał klasykę, którą w jego oczach uosabiał Shakespeare. Nie podejmował dyskusji na temat historycznie rozumianej klasyki, tzn. dramatu francuskiego Jeana Racine’a i Pierre’a Corneille’a; zanim zapoznał się z prze­kładem Żeleńskiego, zgłaszał wiele zastrzeżeń do Moliere'a. Chwalił zręczność jego kome­dii, ale obruszał się na ubóstwo jego języka. Alfreda de Musseta podziwiał za liryzm poetyc­ki, a Jadwidze Krausharowej, autorce studium o nim, poświęcił niemal tyleż uwag, co jego bohaterowi ([rec.] J. Krausharowa, „Alfred de Musset. Szkic biograficzno-literacki”, „Przegląd Tygodniowy” 1878, nr 46).

Spośród autorów polskich wyróżniał romantyków, ale nie bezkrytycznie. Cenił trady­cje narodowe, ale był zdeklarowanym okcydentalistą; nie potrafił zrozumieć fascynacji towianizmem, widział w nim bankructwo rozumu (Geniusz w obłędzie, „Wędrowiec” 1884, nr 38‒40). Fascynowała go wyobraźnia sceniczna Słowackiego, a szczególnie niedokończo­ny albo zdekompletowany Horsztyński. Porównywał dramat do fragmentarycznego piękna Wenus z Milo. Pisał, że niepowodzenia Słowackiego brały się z sukcesów: wzniósł się tak wysoko, że stracił kontakt z literacką współczesnością. Wyspiańskiemu poświęcił książkę, która przyniosła mu zgodną akceptację krytyki (P. Mączewski, [rec.] J. Kotarbiński, „Pogrobowiec romantyzmu. Rzecz o Stanisławie Wyspiańskim”, „Pamiętnik Literacki” 1910). Śledził twórczość sceniczną Stefana Żeromskiego i choć Sułkowski nie olśnił go, zapamiętał poetyc­ki nastrój dramatu (Nowy dramat Stefana Żeromskiego, „Świat” 1910, nr 30). Trudno było pi­sać o teatrze przełomu wieków, nie uwzględniając Skandynawów. Choć Kotarbiński nie ak­ceptował wszystkich założeń krytyki impresjonistycznej, wysoko oceniał zbiór szkiców Oli Hansona, który uznał wrażenie za podstawę oceny dzieła ([rec.] O. Hanson, „Młoda Skandy­nawia”, „Biblioteka Warszawska” 1893, t. 3). Krytyk dostrzegł jednak, że praca Hansona opie­rała się nie tylko na impresjach, ale także na przyjętych z góry, przedustawnych założeniach, skoro pochwała dzieł Augusta Strindberga jest tak ukierunkowana, by usunąć w cień Ibsena, nielubianego, bo zdaniem młodej Skandynawii zbyt mieszczańskiego.

Typy krytyki. W 1888 r. nie istniała już mityczna wspólnota absolwentów Szkoły Głównej, co należy postrzegać jako konsekwencję naturalnego rozwoju ludzi i idei. Kotarbiński za­uważył, że w wyniku tych zmian zaistniało kilka odmian krytyki: „W naszej krytyce metoda dziejowo-porównawcza zyskała ostatnimi czasy szerokie zastosowanie. Pominąwszy najnow­szą falangę krytyków, z Chmielowskim i Spasowiczem na czele, wychowanych na teoriach Taine’a i pojęciach estetyki realnej (J. Bem, A. Mazanowski i in.) ‒ nawet tacy wybitni prowodyrowie krytyki naszej, jak wychowany na krytyce idealnej Kaszewski albo na francuskich przeważnie wzorach Kenig, nawet główniejsi reprezentanci krytyki, niehołdujący pojęciom pozytywnym, jak: Bogusławski, Henkiel, Krzemiński, Święcicki, nawet neokonserwatysta p. Jeske-Choiński, a zwłaszcza wielki augur krytyki zachowawczej Stanisław hr. Tarnowski ‒ wszyscy ci pisarze w mniejszym lub w większym stopniu opierają się na znajomości litera­tury powszechnej i niezależnie od swych teorii zasadniczych, uciekają się do sądów i badań porównawczych. Profesor Tarnowski, tak wybitnie tendencyjny pod względem polityczno-religijnym, odrzucił, jako krytyk estetyczny, wszystkie formuły i obywa się bez abstrakcyjne­go aparatu” (Twórczość a krytyka. Garść uwag, „Kłosy” 1888, nr 1226). Prawie 10 lat wcześ­niej krytyk dokonał jeszcze bardziej podstawowego rozróżnienia, wskazując, że podlegamy przede wszystkim ocenom formułowanym przez zwolenników szkoły idealnej, która wyróż­nia się postawą zachowawczą, moralizatorską, a w konsekwencji niemającą wiele wspólnego z estetyką. W tym artykule Kotarbiński operuje językiem batalii stoczonej przez pozytywi­stów, ale już wówczas jego własne wybory nie podlegają łatwej klasyfikacji. Język jest pozy­tywistyczny (podział na postępowców i zachowawców), ale myślenie już takie nie jest. Wiele dobrych rzeczy krytyk napisał o metodzie realistycznej w krytyce, ale poczynił ważne za­strzeżenie: realizm, tak jak inne metody krytyczne, jest stanowiskiem historycznym, a nie absolutystycznym (Wstecznictwo w krytyce literackiej, „Przegląd Tygodniowy” 1879, nr 40‒44). Artykuł został sprowokowany książką ks. Jana Gnatowskiego Realizm w powieści nowoczes­nej. Studium (1879), która stanowiła przykład krytyki moralizatorskiej i tendencyjnej. Gdzie sytuuje się Kotarbiński jako krytyk? Nie był ani idealistą, ani doktryn erem pozytywizmu. Wziął z metody realistycznej jej założenia (nigdy zresztą w odniesieniu do krytyki eksplicytnie niewyłożone, ale możliwe do uchwycenia dzięki zastosowanej przez Kotarbińskiego pa­raleli: krytyka a twórczość), a zatem ‒ trzymanie się „ziemi”, czyli w tym przypadku utwo­ru literackiego, unikanie wywodów metafizycznych i moralizowania, znajomość konwencji literackich i kontekstu, odwoływanie się do badań porównawczych.

Podsumowanie. W powszechnej opinii Kotarbiński był i jest kojarzony z wielostronną pracą dla teatru. Tym bardziej warto podkreślić jego wyjątkową, a zarazem nieprzykuwającą uwa­gi pozycję jako krytyka literackiego i teatralnego. Taki bywa los krytyka bez ideologii, kry­tyka profesjonalisty, skupionego na warsztacie pisarskim, na kontekstach estetyczno-kulturowych, na możliwościach, potrzebach i ograniczeniach widza, czytelnika i artysty. Nawet przy najbardziej ryzykownych decyzjach inscenizacyjnych, przy irytujących przykładach ka­znodziejstwa krytycznego nie opuszczały go kultura osobista, przedmiotowy stosunek do spornej kwestii i zdrowy rozsądek.</document>
<document nplp_id="14349" title="Kozicki Władysław" slug="kozicki-wladyslaw">Historyk sztuki, krytyk literacki i teatralny, dramatopisarz, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: Andrzej Łanowski; Andrzej Piotr Lubicz; (k.); K.; Piotr Lubicz; (WK.); W.K.; (W.K.); Wł.K.; (-).

Informacje biograficzne. Urodził się 29 X 1879 w Jackówce (dziś Tarasiwka w Ukrainie) jako syn Karola i Eleonory z d. Jakubsze (Jakobsche). Ukończył gimnazjum w Stanisławowie, w 1905 r. otrzymał stopień doktora filozofii w zakresie historii sztuki na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Ukończył też studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim i zo­stał radcą w Wydziale Krajowym Namiestnictwa, gdzie pracował również po 1918 r. Od po­czątku XX w. angażował się w działalność licznych instytucji naukowych we Lwowie ‒ był członkiem Grona Konserwatorów Galicji Wschodniej i lwowskiego Towarzystwa Filozoficz­nego. Jako prelegent występował na zebraniach Związku Naukowo-Literackiego, podejmując tematy z zakresu sztuki nowoczesnej, roli i zadań miejscowego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Od 1920 r. współpracował z Komisją Historii Sztuki Polskiej Akademii Umiejęt­ności, rok później dołączył do grona członków Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Był prezesem lokalnego Oddziału Związku Zawodowego Literatów Polskich, a także od 1926 r. profesorem nadzwyczajnym w katedrze historii sztuki nowożytnej Uniwersytetu we Lwowie (w 1922 r. otrzymał habilitację).

Był związany ze środowiskiem Narodowej Demokracji ‒ najpierw, w czasie studiów, z akademickim Związkiem Młodzieży Polskiej „Zet”. Działał wówczas też w Czytelni Aka­demickiej i w Wydziale Towarzystwa Bratniej Pomocy, a także współpracował z „Zetowym” dwutygodnikiem „Teka” podnoszącym kwestie kulturalno-oświatowe. Przez długie lata był również aktywny na łamach popularnego lwowskiego dziennika „Słowo Polskie”, redago­wanego przez środowisko demokratyczne, zarówno w l. 1895‒1902, kiedy redaktorem na­czelnym periodyku był Tadeusz Romanowicz, jak i po 1902 r., gdy „Słowo Polskie” zostało przejęte przez działaczy Narodowej Demokracji. Kozicki wchodził wówczas w skład ścisłego grona redakcyjnego i zajmował się przede wszystkim tematyką sztuk plastycznych i teatru. Po 1918 r. uprawiał też publicystykę polityczną ‒ mobilizował społeczeństwo do aktywno­ści, jako wzorzec polskości wskazywał zaś Jana Kasprowicza i jego wizję pozbawionego anta­gonizmów klasowych kraju rządzonego przez lud. Od 1917 r. Kozicki był członkiem endec­kiej struktury organizacyjnej ‒ tajnej Ligi Narodowej. Po I wojnie światowej zaangażował się wraz ze Stefanem Żeromskim i z Janem Kasprowiczem w akcje agitacyjne, najpierw w Zako­panem przeciw Austrii i Niemcom, a następnie podczas plebiscytu na Warmii i Mazurach. Zmarł nagle 11 I 1936 we Lwowie.

Historyk sztuki. Kozicki wywodził się z lwowskiego środowiska historyków sztuki, był ucz­niem Jana Bołoza Antoniewicza. Interesowała go głównie sztuka włoskiego renesansu i pol­ska sztuka współczesna. Kontynuując pogląd swojego mistrza, Kozicki widział miejsce historii sztuki obok nauk filologicznych. Uważał formę plastyczną przedmiotu artystycznego za nieza­leżną od kontekstu historycznego, i to właśnie na formie, czyli wyrazie uczuć i geniuszu artysty, koncentrowały się jego interpretacje wiecznie żywego „czynu duchowego” ‒ dzieła sztuki. Hi­storycy szkoły lwowskiej kładli również nacisk na problematykę metodologiczną i samodziel­ność w ustalaniu kryteriów oceny dzieł. Kozickiego interesowały w pierwszej kolejności za­gadnienia psychologii twórczości artystycznej. Podzielał powszechne w epoce przeświadczenie o konieczności poszukiwania źródła sztuki w emocjach i doświadczeniach twórcy.

Krytyka sztuki była w działalności Kozickiego powiązana z krytyką literacką. Już wstęp monografii Michał Anioł (1908) ukazuje znamienną perspektywę, z jakiej Kozicki patrzy na swych bohaterów. Michał Anioł jest dlań „przede wszystkim symbolem, herosem mito­logii, którą od wieków tworzy ludzkość w swych snach najwznioślejszych, a potem dopie­ro największym mistrzem rzeźby, jakiego świat dotąd wydał. [...] Batalistycznego tragizmu ludzkiego najdoskonalszym symbolem jest życie i twórczość Michała Anioła” (tamże). Ar­tysta jawi się zatem jako wyraziciel kondycji całej ludzkości. Pracę o Michale Aniele i kryty­kę literacką Kozickiego łączy przekonanie o jedności sztuk, o istnieniu wspólnego „ducha” i związku między poszczególnymi dziedzinami twórczości: „Sztuki Michała Anioła nie moż­na zrozumieć bez jego poezji. Z niej dopiero, z tej drogocennej spuścizny sonetów, kanzon i madrygałów tryskają jasne promienie gorącego uczucia, które zapalają ducha w marmuro­wych ciałach rzeźb pisarza” (tamże).

Ważną pracą Kozickiego była rozprawa z zakresu konserwatorstwa zabytków W obro­nie kościołów i cerkwi drewnianych (1913). W trosce o oryginalność architektury mającej wy­rażać charakter narodowy Kozicki potępiał zastępowanie drewnianych budowli budowlami większymi, murowanymi. Podobnie jak w przypadku oceny dzieł literackich posłużył się tu charakterystyczną dla swego warsztatu krytycznego kategorią „szablonu”, odrzucając stoso­wanie ciągle tych samych wzorców konstrukcji w miejsce budowli będących wyrazem indy­widualnego talentu ludowych artystów.

Twórczość literacka i krytyczna. Wczesna twórczość literacka i krytyczna Kozickiego wpisu­je się w problematykę modernistyczną. W dziełach literackich Kozickiego pojawiają się licz­ne odwołania do twórczości Jana Kasprowicza, Stanisława Przybyszewskiego, Tadeusza Micińskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Friedricha Nietzschego czy Arthura Schopenhauera. Tom W gaju Akademosa. Poezje i szkice krytyczne (1912) zawiera ekfrazy stanowiące opis dzieł Michała Anioła, ale także stanów ducha odbiorcy obcującego z twórczością włoskie­go mistrza. Dzieła sztuki pełnią też podstawowe funkcje zarówno w treści, jak i w warstwie kompozycyjnej dramatów Kozickiego, np. Wenus Kapitolińska jawi się jako ideał kobiecości, w którym zatracają się bohaterowie Wolnych duchów (1911).

W wypowiedziach krytycznoliterackich Kozickiego można dostrzec różne, czasami przeciwstawne tendencje charakterystyczne dla krytyki z początku XX w. ‒ dystans i zarzu­ty wobec twórczości młodopolan, pojmowanie sztuki jako zjawiska doniosłego, ważnego tak w perspektywie indywidualnej, jak metafizycznej oraz społecznej, przyjmowanie odziedzi­czonego po romantyzmie i rozwiniętego przez modernistów przekonania o istnieniu niero­zerwalnego związku autora i dzieła. Nadto Kozicki podejmuje typowe dla epoki zagadnienia, takie jak kondycja artysty i jego miejsce w społeczeństwie, zderzenie dzieł sztuki i oczekiwań mieszczańskich odbiorców, potęga miłości erotycznej, cierpienia jednostki i jej wędrówka ku duchowemu oczyszczeniu. Jednocześnie krytyk odrzuca dominujące w polskim moder­nizmie wzorce krytyki, zwłaszcza subiektywizm i impresjonizm oraz ‒ przynajmniej na po­ziomie postulatywnym ‒ postawę takiego wczucia się podmiotu krytycznego w dzieło, która skutkuje włączaniem języka utworu w dyskurs krytyczny. W twórczości krytycznej Kozickie­go, której najważniejszą część autor pomieścił w tomie W gaju Akademosa, dominują wypo­wiedzi programowe, dotyczące charakteru krytyki literackiej i właściwych jej metod pozna­wania dzieła, ale także koncepcji teatru czy relacji między literaturą a społeczeństwem.

Artykuły metakrytyczne. W szkicu O pseudokrytykach (w: W gaju Akademosa) Kozicki wy­jawia swoje rozumienie krytyki artystycznej, które ma charakter uniwersalny i odnosi się do wszystkich rodzajów sztuk. Praca krytyka stanowi „sposobność eksperymentalnego wypró­bowania i zademonstrowania swych ogólnych poglądów na istotę sztuki”. Dzieło może więc zrewidować stanowisko krytyka, który przez obcowanie z utworem ma szansę „skontrolowa­nia i zrektyfikowania swych zasadniczych zapatrywań teoretycznych, które ulegają zmianom, gdy ściągnięte z wyżyn abstrakcji, stają oko w oko z rzeczywistością, z jedynie rozstrzygają­cą praktyką artystyczną” (tamże). Tak pojmowana krytyka sztuki rodzi też swoje skutki spo­łeczne, pomaga bowiem odbiorcom w uświadamianiu sobie wrażeń estetycznych i ćwiczeniu się w „samoistnym i uporządkowanym myśleniu”. Przeciwieństwem tej szlachetnej działalno­ści są według Kozickiego „płody pseudokrytyki”: teksty pisane w celach zarobkowych, oceny formułowane pod wpływem osobistych idiosynkrazji czy żądzy sławy. Składają się one z opi­su obrazu (lub streszczenia książki), kilku impresji, anegdot (nazwanych tu „sosem tanich dowcipów”) i autorytatywnej oceny omawianego dzieła. Kozicki odrzuca również ujęcie im­presyjne polegające na uwzględnieniu smaku oraz intuicji krytyka, a przede wszystkim ope­rujące lekkomyślnymi, pochopnymi sądami pozbawionymi uzasadnienia.

Problematykę metakrytyczną Kozicki rozwija w recenzji Współczesnej literatury polskiej Wilhelma Feldmana („Pamiętnik Literacki” 1908). Główne zarzuty ‒ skłonność do subiekty­wizmu sądów posuniętego aż do impresyjności, przejmowanie stylu pisarza oraz piętrzenie panegirycznych epitetów pod adresem twórców najbardziej cenionych przez większość od­biorców ‒ odsłaniają zarazem koncepcję krytyki postulowanej przez Kozickiego: „Zaprawdę wolelibyśmy mniej zapału i ekstazy, mniej uczuć i symbolów, a więcej spokojnej a ścisłej ana­lizy, więcej opartej na logicznie skonstruowanych przesłankach rozumowej syntezy. Hymna­mi Kasprowicza wolimy zachwycać się w oryginale raczej aniżeli w parafrazie Feldmana, a od niego żądamy, jako od krytyka, przede wszystkim myślowych argumentów i uzasadnień dla logicznie skonstruowanych poglądów obiektywnych” (tamże). Dla Kozickiego dzieło sztuki jest zatem autonomicznym przedmiotem badań, który nie powinien być podporządkowywa­ny żadnej metodzie.

Nieco na marginesie refleksji o pracy Feldmana Kozicki stawia również zarzut krytyce psychologiczno-genetycznej uznającej dzieło za „dokument życia” autora. Pisanym z takich pozycji szkicom krytycznym zbywa na „powadze myśli”, a to z powodu obciążającego teksty „balastu biograficznego, który zbyt często przemienia się w protokoły policyjne o charakterze wścibsko-anegdotycznym” (tamże). Kozicki jako zwolennik krytyki uprawianej metodami naukowymi, znawca historii sztuki do książki Feldmana podchodzi z wyraźnym dystansem, stwierdzając, że podoba się ona głównie „inteligentnemu ogółowi”, który zajmuje się sztu­ką „nie z silnie odczutej potrzeby życiowej, ale dla zaspokojenia pożądań odświętnego zbyt­ku i wykwintu duchowego, dla zyskania możności arystokratycznego wyniesienia się nad po­ziom rozległością umysłowych interesów i wytwornością odczuwania” (tamże).

Inny jeszcze sposób uprawiania krytyki znalazł się na celowniku Kozickiego, czemu au­tor dał wyraz w recenzji Chwil Kasprowicza (Kasprowicz w swych lirykach najnowszych, „Sło­wo Polskie” 1911, nr 439, 441, 443, 445). Chodzi o rodzaj pisarstwa nazywanego tu „krytyką Mglistych”. Twórczość Stanisława Brzozowskiego, ceniona przez Kozickiego za oryginalność i głębię myśli, jest punktowana za chaotyczność i niejasność. Tymczasem ideałem krytyki w ujęciu Kozickiego jest dążenie do uznania dopuszczalności jedynej interpretacji, i to nie dowolnej, lecz zgodnej z intencją autora omawianego dzieła.

Artykuł Bankructwo natchnienia („Słowo Polskie” 1908, nr 371) przynosi z kolei prze­prowadzony z ironicznym dystansem rozrachunek Kozickiego ze Stanisławem Przybyszew­skim i jego programem zawartym w tekście Confiteor: sztuki odtwarzającej duszę, odbija­jącej Absolut, sztuki dla sztuki, sztuki jako religii i artysty jako jej kapłana stojącego ponad prawami życia; krytyk nazywa słynny manifest „pretensjonalną i nieprawdziwą ewangelią”. Twórcom Młodej Polski krytyk zarzuca wywyższenie pierwiastków choroby, śmierci i sek­sualności (S. Przybyszewski), epigoństwo i uparte trzymanie się wypracowanej maniery (Z. Przesmycki), a tym samym anachronizm i nieprzystawalność tej poezji do współczesnych potrzeb społecznych, jak również chaotyczność, niejasność i nielogiczność literackich repre­zentacji kryjących w sobie pustkę zamiast obiecywanej mistycznej tajemnicy bytu (T. Miciński). Twórczość Tadeusza Micińskiego ‒ po tomie W mroku gwiazd ‒ została odrzucona ze szczególną mocą jako „niesmaczny szablon i kompromitująca łatwizna, [...] prorocze bełko­tanie, rzucanie na papier wszystkiego, co ślina wieszczego natchnienia przyniesie, bez żad­nej miary i ładu, bez śladu myślowej konstrukcji i artystycznej kompozycji” (tamże). Kozic­ki postuluje tworzenie literatury z dbałością o formę artystyczną, starannie przemyślanej: „Natchnieniem naszym tylko nieubłagana karność myśli, którą wzmacniają krynice szczere­go, oczyszczonego z mętów i fałszów uczucia” (tamże). Twórcy na miarę współczesności są „świadomi odpowiedzialności wobec odwiecznego dążenia bytu” (tamże), starając się wpisać w ideał postępu i ciągłego doskonalenia ludzkości. Choć Kozicki diagnozuje „bankructwo natchnienia”, a w tekście o Kasprowiczu nazywa je „słowem zalatującym mistyką” (tamże) ‒ bardzo wysoko ocenia lirykę osobistą, tworzoną „pod naporem wezbranej fali uczuciowego życia” (tamże). Kategorię „natchnienia” zastępuje charakterystycznym dla krytyki moderni­stycznej pojęciem „szczerości”, nie przedstawiając jednak szczegółowo różnicy między nimi. Wprowadza natomiast do swego dyskursu dychotomię „twórcy” i „literata”, „artysty-wirtuoza” (sprawni rzemieślnicy potrafiący „zimno” dobrać formę do tematu).

O dramacie i teatrze. Kozicki podejmuje również refleksję nad teatrem i dramatem w arty­kule Sceniczna przyszłość dramatów Słowackiego („Pamiętnik Literacki” 1909). Tezę o tym, że „dzisiejszy teatr nie dorósł do Słowackiego”, krytyk uzasadnia, diagnozując sytuację współ­czesnej sceny: miałkość repertuaru (operetki, niemieckie farsy, francuskie komedie), pre­ferencje dla pesymizmu, okrucieństwa, brutalnego realizmu obrazów upadku i śmierci, te­matyki psychopatologicznej („schyłkowa skłonność do neurastenii i obłędu”), operowanie szokiem, uporczywe zaskakiwanie widza i karmienie go sensacyjną akcją. Tymczasem po­winnością teatru jest „bycie królestwem poezji”, ma on uwznioślać widza, przekazywać myśli głębokie i poważne, podawać piękne słowo, umieć opanować temat kunsztowną, artystycz­ną formą. Taki właśnie był dramat Słowackiego: „Każda ohyda, której się dotkną jego cu­dotwórcze dłonie, otrzymuje uświęcający chrzest sztuki, wszelki ból i sromota przetapiają się pod jego palcami na złoto najczystszej poezji” (tamże). Z takim powołaniem dzisiejszy teatr wziął rozbrat. Następny błąd, który dostrzega Kozicki, to stosowanie w teatrze „rea­listycznego szablonu”, a więc oczekiwanie od sztuki bezwzględnej wierności wobec życia. Krytyk żąda gruntownej reformy i postuluje model teatru, który „musi stać się naprawdę syntezą trzech sztuk: żywego słowa poezji, muzyki, jako jego nastrojowego akompaniamentu, i plastyki, to jest malarstwa [...] i ruchomej rzeźby, której tajemnicę rozwiązał już antyczny taniec” (tamże).

W szkicu Nowe czasy ‒ nowy teatr (1900‒1929) (w: Scena lwowska (1780‒1929), 1929) Kozicki dokonał charakterystyki twórczości Wyspiańskiego. Według krytyka właściwą dro­gą działalności artystycznej jest zarówno czerpanie z rodzimej tradycji przeszłości (z róż­nych epok), jak i otwartość na pierwiastki obce, ale twórczo przetwarzane, nie zaś kopiowa­ne i powielane szablonowo. Autor w swej krytycznoliterackiej ocenie nawiązuje również do malarstwa i muzyki. Krytyki literackiej nie sposób zatem oddzielić w dyskursie Kozickiego od krytyki sztuki: „Dramat Wyspiańskiego, urodzony z ducha Matejki i Mickiewiczowskich Dziadów, zasilający się mistyczną nauką Słowackiego i posągowym pięknem poezji antyku, splecionej w nierozerwalną całość z poezją Wawelu, wsparty wreszcie niektórymi elemen­tami fantastyki Wagnera, spotęgowanymi jednak do skrajnego wizjonerstwa, wyrasta, jako punkt szczytowy twórczości dramatycznej »Młodej Polski« i jako jeden z szczytów polskiej poezji dramatycznej w ogóle” (tamże).

Innym bliskim Kozickiemu artystą był jego przyjaciel Kasprowicz. W rozprawach po­święconych autorowi Księgi ubogich dochodzi do głosu charakterystyczna dla pisarstwa Ko­zickiego perspektywa oglądu dzieła literackiego jako zapisu zmagania się twórczej, genial­nej jednostki z żywiołem uczuć. W recenzji dramatu Uczta Herodiady („Słowo Polskie” 1904, nr 565) została wskazana zaleta tego dzieła, czyli „opanowanie samorzutnego zapału wędzid­łem rozmysłu artystycznego” (tamże), albowiem co do zasady forma dzieła „wymaga współ­udziału czynników ściśle intelektualnych, hamujących i krystalizujących elementy intuicyjne i uczuciowe” (tamże). Cechą twórczości Kasprowicza jest współbrzmienie indywidualnego cierpienia z „bólem wszechludzkim” (tamże), a więc przedstawienie problemu egzystencji człowieka w sposób uniwersalny. W ocenie treści utworu Kozicki stosuje charakterystycz­ną modernistyczną poetykę, zakładając opozycję dzieła autentycznego, prawdziwego, silnie oddziałującego na odbiorcę oraz technicznie sprawnego, lecz w istocie pustego, niezdolnego poruszać; „nie ma w tym dramacie nic z tego zimnego powiewu obojętności, którym tchną zawsze sztuczne alegorie i skonstruowane symbole, składające się na ciężkie równania alge­bry poetyckiej. Dlatego przenikający ten poemat żar niszczącej żądzy miłości staje się ży­wiołową, druzgocącą potęgą, a nie jest błyskotliwą deklamacją na temat fizycznej rozkoszy” (tamże). Inną zaletą dramatu Kasprowicza jest sceniczność wynikająca z synkretyzmu, syn­tezy „z elementem dramatycznym nastrojów lirycznych, muzycznych i malarskich” (tamże). Nade wszystko zaś Kozicki podkreśla w twórczości Kasprowicza, ale także Słowackiego, wa­lor przezwyciężenia katastrofy jednostki ginącej pod ciężarem cierpienia, przekroczenie per­spektywy jednostkowego bólu, czyli jak mówi krytyk ‒ „triumfalny tragizm” (ślady podobnej postawy Kozicki odnajduje również w hymnach Kasprowicza, których cierpiący twórca osta­tecznie znalazł ukojenie, o czym świadczy Hymn św. Franciszka z Asyżu).

Sztuka jako uczuciowy komunikat. Ważną rozprawą teoretyczną Kozickiego, w której wyło­żył swoje rozumienie sztuki, jest praca Sztuka a społeczeństwo („Rok Polski” 1918, nr 7/8‒9). Kozicki stawia tutaj pytanie o wpływ dopiero co zakończonej wojny światowej na sztukę i po­stawę ogółu odbiorców wobec niej. Twierdzi, że żaden kataklizm nie jest w stanie ani unice­stwić sztuki, ani sprawić, że społeczeństwo nie będzie jej potrzebować lub stanie się wobec niej obojętne. Kozicki zastanawia się nad tym, czym w ogóle jest twórczość. Odrzuca jako przestarzałą klasyczną teorię, w myśl której jej celem jest piękno, ponieważ koncepcja ta nie wytrzymuje porównania z „wartościami psychicznymi, zmiennymi, nieuchwytnymi i zawsze tajemniczymi objawami duszy” (tamże, nr 7/8). Piękny nie jest ‒ powiada Kozicki ‒ Otello duszący Desdemonę, piękne nie są rozterki Hamleta i Fausta, czyny Makbeta czy Konradowski bunt przeciw Bogu.

Kozicki rozpatruje też metafizyczną koncepcję sztuki (symbolicznej, mistycznej), uj­mującej dzieło jako rewelację istoty bytu, tajemnicy istnienia świata. Przykładami takiego podejścia są dla Kozickiego utwory Przybyszewskiego (Confiteor i Synowie ziemi) oraz pisar­stwo Miriama. „Nie ma bowiem wątpliwości, że najdonioślejszą wartość mają te dzieła sztu­ki, których problemem jest zmaganie się z nieskończonością. Koncepcja ta wykazuje jednak również kardynalną wadę, gdyż ścieśnia życie i wpycha je do łożyska jednego wąskiego stru­mienia, jest zaprzeczeniem życia i ucieczką od niego” (tamże). Antytezę takiego ujęcia sta­nowi z kolei koncepcja społeczna przypisująca dziełu sztuki powinności dydaktyczne pod­porządkowane bieżącym celom polityczno-społecznym. Również taką wizję sztuki Kozicki odrzuca, choć przyznaje, że Eliza Orzeszkowa była równocześnie „wychowawczynią narodu” i wybitną artystką.

Kozicki udziela odpowiedzi na pytanie o istotę twórczości, nawiązując do poglądów Karola Irzykowskiego i Haldane’a MacFalla. Podejście to nazywa psychologiczną koncep­cją sztuki. „Solidarność uczuciowa ludzi i potrzeba upostaciowania swych uczuć w dzie­łach sztuki, własnych lub cudzych, oto fundament wszelkiej sztuki” (tamże). Sztuka jest więc dla krytyka sposobem uczuciowego komunikowana się ludzi między sobą, udzielania sobie uczuć i wzbudzania ich. „Każde dzieło sztuki powinno zatem zadość czynić dwom postula­tom: najpierw musi działać na uczucie, a nie na intelekt. [...] Po wtóre, musi posługiwać się wrażeniami zmysłowymi, a nie abstrakcją” (tamże). Kozicki precyzuje to podejście w odnie­sieniu do poezji: „Poezja, celem wywołania uczuć, używa dwojakiej kategorii wrażeń zmysło­wych: przede wszystkim słuchowych dzięki muzyce wiersza czy prozy poetyckiej, a nadto, co jest rzeczą równie ważną, a nawet znacznie ważniejszą, wrażeń wzrokowych, rozumie się nie bezpośrednich, lecz reprodukowanych. Ten tylko jest poetą, kto przemawia obrazami, a nie pojęciami oderwanymi” (tamże). Tak rozumiana twórczość rodzi się pod wpływem gwałtow­nych stanów uczuciowych będących uniwersalnym ludzkim doświadczeniem. Artysta w ta­kim ujęciu to wytwórca, jak mówi Kozicki ‒ producent działający w branży uczuciowej, od którego społeczeństwo powinno domagać się rzetelnych produktów, nie zaś falsyfikatów.

Podsumowanie. W latach międzywojennych ukazały się liczne monografie z dziedziny hi­storii sztuki pióra Kozickiego zarówno o charakterze syntetycznym, jak i poświęcone po­szczególnym artystom. Przez całe życie Kozicki pozostawał najaktywniejszy na polu recenzji teatralnych. Dziesiątki tekstów opublikował przede wszystkim na łamach „Słowa Polskie­go”. Nie ograniczał się przy tym do problematyki bieżącego życia teatralnego we Lwowie, ale ponownie podjął kwestie metakrytyczne. Czytelnicy tego periodyku mogli w 1930 r. śledzić spór Kozickiego ze Stefanem Kawynem o rolę tekstu dramatycznego w teatrze, a co za tym idzie ‒ o adekwatność metod stosowanych przez krytyka literackiego względem dramatu wy­stawionego na scenie (Jeszcze o krytyce teatralnej, „Słowo Polskie” 1930, nr 327).

Jak się wydaje, krytyka artystyczna uprawiana przez Kozickiego jest syntezą rozma­itych pierwiastków istotnych dla przełomu XIX i XX w. Trafnie oddaj e to charakterystyka kondycji społeczeństwa polskiego w tym okresie, którą Kozicki skreślił w pracy o teatrze lwowskim: „Nie odrzucając bynajmniej [...] przeświadczenia o konieczności pracy pozy­tywnej, o potrzebie rozwoju ekonomicznego, pielęgnowania nauki i szerzenia oświaty wśród ludu, [dusza narodowa] zdobywa się równocześnie na zrozumienie niesłychanej doniosłości irracjonalnych pierwiastków marzenia i wielkich idei, siłę na zamiary mierzących, nawiązu­je do tradycji wielkich romantyków przeszłości” (Scena lwowska). Kozicki pisał o sztuce jako dziedzinie doniosłej, równie ważnej, jak nauka i postęp techniczny.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14350" title="Kozłowski Władysław Mieczysław" slug="kozlowski-wladyslaw-mieczyslaw">Lekarz, botanik, przyrodoznawca, filozof, publicysta, historyk, działacz społeczny, wolnomularz. Pseudonimy i kryptonimy: Jan Zamorski; Jean d'Ourtemer.

Informacje biograficzne. Urodził się 17 XI 1858 w Kijowie jako syn Stanisława Kozłowskie­go h. Lis i Zuzanny Lenartowicz. Pochodził ze szlacheckiej rodziny kresowej o tradycjach patriotycznych. Po ukończeniu gimnazjum w Nowoczerkasku wstąpił w 1876 r. na Uniwer­sytet Kijowski, na którym studiował medycynę i nauki przyrodnicze, specjalizując się w bio­logii. W 1878 r. zbliżył się do postępowej młodzieży polskiej i rosyjskiej oraz zaangażował się w ruch rewolucyjny. Aresztowany w marcu 1880 r. po policyjnym śledztwie został zesła­ny na Syberię do Wiercholeńska. W 1889 r. powrócił z zesłania i skończył edukację, uzysku­jąc stopień kandydata botaniki na uniwersytecie w Dorpacie. Rok później przeniósł się do Warszawy i nawiązał współpracę z przyrodoznawczym periodykiem „Wszechświat”. Publi­kował też w „Prawdzie”, „Przeglądzie Pedagogicznym”, „Ateneum”. W 1892 r. przeniósł się do Galicji. Odbył podróż do Stanów Zjednoczonych (1896‒1898), podczas której udzielał się w koloniach polskich jako lektor i prelegent, wygłaszał także wykłady o twórczości Marii Ko­nopnickiej, za co otrzymał listowne podziękowanie od poetki. W trakcie pobytu odkrył w ar­chiwach ministeriów amerykańskich nieznane dokumenty dotyczące działalności Tadeusza Kościuszki, Kazimierza Pułaskiego i Juliana Ursyna Niemcewicza. Badania historyczne kon­tynuował w archiwach Paryża i Rapperswilu. Swoje prace przyrodoznawcze i historyczne ogłaszał też w amerykańskich periodykach naukowych. W 1898 r. osiadł w Krakowie, gdzie w l. 1900‒1902 wydawał i redagował czasopismo „Pogląd na Świat”. W 1899 r. otrzymał na Uniwersytecie Jagiellońskim stopień doktora filozofii, a w roku następnym habilitował się na Uniwersytecie Franciszkańskim we Lwowie. Od tego momentu jego zainteresowania nauko­we kierują się w stronę filozofii, antropologii i socjologii. Wykładał na uniwersytetach w Ge­newie i Brukseli oraz uczestniczył w spotkaniach licznych towarzystw naukowych; odwiedził ponownie Stany Zjednoczone w 1903 r. W 1905 r. powrócił do Warszawy i stał się jednym z założycieli Towarzystwa Kursów Naukowych, z których wykształciła się Wolna Wszech­nica Polska. W l. 1905‒1919 rozwijał intensywnie swoją działalność wykładową, naukową, publicystyczną i przekładową oraz nawiązał liczne kontakty międzynarodowe, w tym z uczo­nymi francuskimi i czeskimi. Otrzymał nagrodę Paryskiej Akademii Nauk Moralnych i Poli­tycznych za rozprawę o pragmatyzmie (1912). W porozumieniu z Wielkim Wschodem Francji współorganizował lożę „Wyzwolenie”, która była zarzewiem wielu społecznych, edukacyjnych i politycznych inicjatyw w Królestwie, m.in. Instytutu Pedagogicznego organizowanego w roku szkolnym 1915/1916, który przekształcił się w Wydział Pedagogiczny Wolnej Wszechnicy. Swój program reform społecznych, nazwany humanizmem polskim, rozwinął na łamach wydawa­nego przez siebie w l. 1912‒1915 czasopisma „Myśl i Życie” W styczniu 1920 r. znalazł zatrud­nienie na Uniwersytecie Poznańskim, gdzie rok później uzyskał katedrę i stanowisko profesora zwyczajnego. Po ośmiu latach przeszedł na emeryturę, ale kontynuował działalność społecz­ną i naukową. Założył w Poznaniu w 1924 r. Towarzystwo Polsko-Czechosłowackie. Po 1928 r. przebywał dłużej w Pradze, gdzie m.in. organizował dział polski w Bibliotece Słowiańskiej. Został członkiem Czeskiej Akademii Nauk i Sztuk oraz Instytutu Słowiańskiego w Pradze. Pod koniec życia przeprowadził się z Poznania do Konstancina pod Warszawą, gdzie zmarł 25 IV 1935. Został pochowany w grobie rodzinnym w Skolimowie.

Poglądy na literaturę. Dorobek krytycznoliteracki Kozłowskiego nie jest zbyt obfity, zwłasz­cza na tle jego pozostałego dorobku publikacyjnego z innych dziedzin (bibliografia obejmu­je ponad 700 pozycji), ale poglądy Kozłowskiego na literaturę stanowią integralną część jego reformistycznego programu i stanowią ważny aspekt jego całościowych dążeń o charakte­rze społecznym i narodowym. Literaturę piękną traktował jako komplementarną płaszczy­znę wykształcenia i działań pedagogicznych oraz źródło postępu. Dał temu wyraz, publikując w duchu idei self-help Samuela Smilesa poradnik Co i jak czytać? Wykształcenie samego sie­bie i czytelnictwo metodyczne (1900). Łączył tak pozytywizm z idealizmem humanistycznym, co teoretycznie ugruntował, odwołując się do neokantyzmu Friedricha A. Langego. Kozłow­ski nie uznawał tendencyjności w literaturze, uważając, że przesłanie utworu musi natural­nie wynikać z przekonań twórcy, przedstawionych wypadków i zasady prawdopodobieństwa. Mimo postępowych przekonań społecznych był konserwatystą w estetyce, odżegnywał się bowiem od nowości literackich, zwalczał tendencje modernistyczne, takie jak dekadentyzm, symbolizm oraz zasady autonomii sztuki (hasło „sztuka dla sztuki” było często tematem jego krytyk), a za kryterium wartości utworu uważał jego trwałość, ponadczasowość, powszechną zrozumiałość oraz głębię filozoficzną i ideową. Starał się także diagnozować zjawisko epigonizmu, aby uodpornić czytelnika na sztukę wtórną i jałową, która jest mało znaczącą modą, a skierować jego uwagę na zjawiska wartościowe, np. hasło pracy organicznej i towarzyszący mu ruch umysłowy (Epigonizm współczesny, „Ateneum” 1901, t. 2). Stąd np. uważał za słusz­ne, że zapomniano o Cyprianie Norwidzie jako pisarzu niezrozumiałym i manierycznym. Lansował hasło „sztuka dla człowieka”, odrzucając „pogląd na sztukę jako zabawkę i źródło przyjemności”. Literaturę postrzegał przede wszystkim „jako potężną dźwignię wychowania ludzkości” (Jak czytać utwory piękna: literatura piękna jako źródło wykształcenia, 1909).

Odżegnywał się od determinizmu przyrodniczego pozytywizmu, co rzutowało na jego poglądy estetyczne i potępienie naturalizmu Emile’a Zoli. Pozytywizm jako doktrynę na­ukową i światopogląd obwiniał za kryzys etyczno-moralny epoki i widział w nim bezpo­średnie źródło dekadentyzmu (Dekadentyzm współczesny i jego filozofowie (Paweł Bourget i Fryd. Nietzsche). Szkice z dziejów myśli drugiej połowy bieżącego stulecia, „Biblioteka War­szawska” 1893, t. 3). Ten proces umysłowy opisywał, przyglądając się zwłaszcza postaci Leo­na Płoszowskiego z Bez dogmatu Henryka Sienkiewicza, rozpatrując tę kreację na szerokim tle literackim i filozoficznym XIX w. W powieści dostrzegł znakomity portret psychologicz­ny jednostki zdegenerowanej, a przez to dobre ostrzeżenie dla współczesnych przed deka­dentyzmem i sybarytyzmem. Po śmierci Sienkiewicza, już jako autor rozprawy Idea ojczyzny (1919), docenił wielki wkład tego pisarza w polską literaturę i dzieło rozbudzania świadomo­ści narodowej.

Hołdując metodologii pozytywnej w swych pracach o charakterze przyrodoznawczym, uważał, że w sferze rzeczywistości humanistycznej należy uwzględniać czynnik twór­czej idei i wolnej woli. To idee wprowadzane do życia przez wybitne jednostki, geniuszy są istotnym czynnikiem przemian społecznych i historycznych. Takim przekonaniom dał wy­raz w omówieniu książki Edwarda Przewóskiego Krytyka literacka we Francji, w którym kon­statował, że następstwo pozytywistycznych koncepcji krytycznoliterackich w 2. poł. XIX w., od naturalizmu Hippolyte’a Taine’a do symbolizmu i subiektywnego impresjonizmu Julesa Lemaitre’a oraz neokatolicyzmu Charlesa Morice’a, odzwierciedla „głęboki wpływ idei filozoficznych na wszystkie objawy myśli i twórczości” (Główne prądy w krytyce literac­kiej ostatniej doby, „Głos” 1900, nr 25, 27). Często odwoływał się w swych publikacjach filo­zoficznych i socjologicznych do literatury jako pragmatycznego narzędzia oddziaływania na społeczeństwo i kształt stosunków międzyludzkich. Takie podejście do sztuki i literatury wy­kształciło w studencie medycyny zarówno środowisko rodzinne, kultywujące oświeceniowe ideały Komisji Edukacji Narodowej, jak i otoczenie uniwersyteckie, w którym zaznaczały się różne aktywistyczne hasła romantyczne, utopijne oraz wpływy rewolucyjne, czerpane choć­by z powieści Nikołaja Czernyszewskiego Co robić? (1863). Stąd interesowała go najbardziej literatura ufilozoficzniona, podejmująca wielkie problematy antropologiczne, zaangażowa­na w sprawy społeczno-polityczne i ogólnoludzkie. Cenił sobie zatem zarówno publicystykę i literaturę oświeceniową z kręgu „Monitora” i francuskich encyklopedystów, wielkie roman­tyczne poematy o prometejskim i mesjanistycznym przesłaniu, pozytywistyczną powieść i poezję, zwłaszcza twórczość Marii Konopnickiej i Elizy Orzeszkowej, jak i modernistycz­ne powieści Stefana Żeromskiego i Władysława Stanisława Reymonta. Uważał bowiem, że działalność społeczna i twórczość literacka opiera się nie tylko na przesłankach naukowych i racjonalnych, które powinna rozbudzać, ale także wypływa ona z ideałów, te zaś tym głę­biej przekształcają rzeczywistość, im bardziej wykazują motywację emocjonalną, estetyczną i metafizyczną. Filozof i poeta powinni się uzupełniać: „Filozof i poeta są twórcami ideowy­mi, tylko u jednego twórczość ta przybiera formę abstrakcyjną pojęć, które się muszą w takim razie wiązać ze sobą nicią ścisłego rozumowania i dowodów; u drugiego idee uplastycznia­ją się w kształty żywe i piękne, a miejsca dowodzenia zajmuje wówczas oddźwięk uczucio­wy, który budzą powszechnie w oczach czytelników” (Motywa filozoficzne w poezjach Marii Konopnickiej, „Krytyka” 1902, z. 10). Przekonaniom takim dał wyraz zwłaszcza w rozpraw­ce Filozofia Schillera i wiersz „Artyści” (1899). Nawiązywał w niej do Schillerowskiego „idea­łu pięknych dusz”, którego doskonałym wcieleniem byli dla krytyka bohaterowie Orzeszko­wej z powieści Dwa bieguny (1891). Ideał ten ma definicję następującą: „Piękną duszą nazywa Schiller (w rozprawie O wdzięku i godności) taki stan człowieka, w którym uczucie moralne tak owładnęło wszystkimi wrażeniami, że można pozostawić uczuciom władzę nad duszą bez niebezpieczeństwa, aby ją na bezdroże skierowały” (tamże).

Swoje zapatrywania krytycznoliterackie łączył także z zainteresowaniem najnow­szymi prądami filozoficznymi, zwłaszcza z „filozofią życia” Jean-Marie Guyau i pragmaty­zmem Williama Jamesa. Najważniejszym wykładem poglądów Kozłowskiego na literaturę jest rozprawa Sztuka jako czynnik społeczny i dziejowy („Ateneum” 1893, t. 3, z. 9). Powołu­jąc się na francuskiego filozofa, Kozłowski podkreślał: „Sztuka, według Guyau'a, jest środ­kiem porozumienia się duchowego, rozbudzenia i ujawnienia uczuć sympatycznych, stano­wiących podstawę bytu społecznego” (tamże). Stanowiska Guyau oraz utopijnego socjalisty, Pierre-Josepha Proudhona, starał się łączyć z poglądami Friedricha Schillera. Literatura w ta­kiej perspektywie stanowiła narzędzie formowania idealnego społeczeństwa przyszłości. Była więc potęgą dziejową i brała „udział w tej olbrzymiej sprawie, którą nazywamy postępem” (tamże).

Wprowadzenie do wychowania pierwiastków estetycznych i filozoficznych uwalnia pojmowanie dziejów od determinizmu i fatalizmu oraz prowadzi do syntezy świata ducha i materii, wolności i konieczności, dając nową filozofię społeczeństwa. Sztuka i literatura mają charakter przede wszystkim ideowy, który świadczy o ich ponadczasowej i uniwersal­nej wartości. Literatura ma zdolności aktywistyczne, przekształca postawę twórcy i odbior­cę, wywołuje działanie i przez idealizm czynu prowadzi do nowej rzeczywistości, której przy­szłe kształty zarazem projektuje i przewiduje. Stąd naturalne u tego filozofa zainteresowanie utopiami. W 1909 r. Kozłowski ogłosił na łamach „Kuriera Warszawskiego” serię artykułów o utopiach europejskich. Jako pierwszy z badaczy zwrócił uwagę na pozostającą w rękopisie utopię oświeceniową Podróż do Kalopei Wojciecha Gutkowskiego, którą wnikliwie omówił na tle innych utworów tego gatunku („Podróż do Kalopei” W Gutkowskiego. Pierwsza utopia socjalistyczna polska, „Sfinks” 1913, z. 3).

W kręgu Comte’a. Konsekwentnie hołdował systemowi filozoficznemu Auguste’a Comte’a, którego był wielkim wyznawcą, czemu dał wyraz, uczestnicząc w odsłonięciu pomnika tego filozofa w Paryżu w 1902 r. W związku z tą uroczystością przygotował obszerną mowę, opu­blikowaną potem w paryskim czasopiśmie (Auguste Comte, Discours de W.M. Kozłowski, Directeur de la revue „Pogląd na Świat” de Cracovie (au nom du souscripteurs polonais), „Revue occidentale” 1902, nr 4). Najdoskonalsze odzwierciedlenie idei Comte’a dostrzegł Kozłowski w powieściach Elizy Orzeszkowej, jak i w pośmiertnie wydanym traktacie Augusta Cieszkow­skiego Ojcze nasz. Już w artykule Religia Ludzkości („Pogląd na Świat” 1902, nr 2) zaznaczał, że przemianę duchowości chrześcijańskiej w religijną moralność pozytywną, jaką przewidywał Comte, można obserwować w kreacji Romana Darnowskiego w powieści Australczyk (1896). Była to najbardziej przez Kozłowskiego ceniona powieść polska. Zwłaszcza ekspresyjna sce­na finałowa utworu, w której bohater, przez mistyczne doświadczenie empatii z cierpiącym Chrystusem, przemienia swoje życie i odzyskuje narodową tożsamość i poczucie uczestnicze­nia w zbiorowości ludzkiej, odsłaniała w ujęciu krytyka najważniejsze idee Comte’a i ukazy­wała „głęboki sens religii jako spójni jednoczącej w braterstwie ducha wszystkich członków Wielkiej Istoty” (Idea etyczno-społeczna w powieściach Elizy Orzeszkowej, „Pogląd na Świat” 1901, nr 7-12 i odb.). Comte był dla Kozłowskiego największym prawodawcą nadchodzą­cej etyki i religii społecznej, w której przedmiot adoracji przenosił się z Boga pozaświatowe- go na Ludzkość pojmowaną jako Wielka Istota. „Stanowią ją ludzie wieków minionych, obec­nie żyjący i ci, którzy się narodzą, ale tyko ci, którzy poczuwają się do tej łączności, którzy są użyteczni ludzkości; pasożyci są wykluczeni” (Religia Ludzkości). Przez pryzmat takiego sy­stemu moralno-religijnego Kozłowski przyglądał się literaturze polskiej i światowej, poszuku­jąc w pismach wielu innych wielkich poetów, filozofów i pisarzy łączności z myślą Comte’a.

Duchowe pokrewieństwo z myślą Comte’a i ideałami ogólnoludzkimi dostrzegał zwłaszcza w myśli polskich mesjanistów, których, by uniknąć religijno-martyrologicznych konotacji, proponował nazywać filozofami narodowymi. Do kręgu myślicieli najbliższych religijno-naukowym podstawom systemu Comte’a włączał Adama Mickiewicza, Józefa Hoene-Wrońskiego, Bronisława Trentowskiego i Cieszkowskiego. W latach 20. XX w. doszukiwał się podobieństw między filozofią społeczną Tomasa G. Masaryka i polskim mesjanizmem, trafnie zauważając przy okazji, że Czesi także wykształcili swoją własną, humanistyczną od­mianę mesjanizmu, wywiedzioną z religijnej myśli Jana Husa. Wspólnym mianownikiem tych porównań była oczywiście filozofia Comte’a.

Literatura i postęp. Kozłowski jako krytyk cenił powieść XIX-wieczną, ale taką, w której stanowisko indywidualno-psychologiczne było zastępowane przez społeczno-filozoficzne, a więc myśl odchodzącą od naturalizmu, psychologizmu i estetyzmu, a wkraczającą na pole estetyki realistycznej wzbogaconej o szeroki horyzont filozoficzno-ideologiczny, przechylają­cej się ku utopii. Wartościowa w jego optyce powieść podejmuje zatem „zagadnienia stosun­ku jednostki do społeczeństwa, wpływu instytucji na rozwój charakteru i szczęścia, umożli­wiających rozwój harmonijny i wszechstronny zasobów ludzkich w człowieku, a tak pojęta nieznacznie przechodzi w utopię, jakich przykład dają rozgłośne dzieła Bellamy’ego W roku 2000 i Will. Morrisa Wieści znikąd” (przedmowa do: W.B. Worsfold, O sądzie w literaturze, 1906). W ten sposób głównym kryterium oceny dzieła literackiego był jego związek z ideą postępu materialno-technicznego i zwłaszcza społecznego oraz moralno-duchowego. Idea postępu i humanistycznej emancypacji człowieka, organizująca silnie myślenie historio­zoficzne XIX w., zapoczątkowana wydarzeniami Wielkiej Rewolucji Francuskiej, zarówno w wersji bardziej naukowej, oświeceniowej, ewolucjonistyczno-pozytywistycznej, jak i poj­mowana bardziej rewolucyjnie, spirytualistycznie i idealistycznie, przeniknęła zatem poglą­dy Kozłowskiego od lat najwcześniejszych, zapewne nie bez istotnego wpływu ideałów wol­nomularstwa europejskiego. Kozłowski nb. często nawiązywał do słynnej definicji oświaty zaproponowanej przez Immanuela Kanta w jego eseju Co to jest oświecenie? (1784). Charak­terystyczne dla XIX-wiecznych postępowców takich jak Kozłowski jest uwikłanie się w an­tynomię narodowości i kosmopolityzmu, jednoczesne opowiadanie się za ideałami narodo­wymi i utopiami ogólnoludzkimi. W ten sposób jego myśl krytyczna mieści się w ramach formacji umysłowej określanej mianem XIX-wieczności, wyznaczanej także przez inne anty­nomie (np. wolności i determinizmu, indywidualizmu i kolektywizmu), na którą składa się na równi dziedzictwo oświecenia, romantyzmu, pozytywizmu i neoromantyzmu jako skład­nika modernizmu.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14351" title="Lange Antoni" slug="lange-antoni">Poeta, dramatopisarz, powieściopisarz, tłumacz, krytyk literacki, edytor, publicysta i filozof. Pseudonimy i kryptonimy: A.; A.L.; A.W.; A. Wrz…; A. Wrzesień; (al); Antoni Wrzesień; Ca- tullus; Don Kiszot; Katullus; Napierski; P.; T.R.; Wrz.; Z. Kwieciński; (–).
Informacje biograficzne. Urodził się 28 IV 1862 w Warszawie jako syn powstańca listopado­wego Henryka (Chaima) i Zofii z d. Eisenbaum. Miał młodszą siostrę Marię Malwinę. Rodzi­ce, kultywując polskie tradycje patriotyczne, dbali o wychowanie dzieci w duchu akulturacji. Po ukończeniu V Gimnazjum w Warszawie Lange rozpoczął studia na wydziale przyrodni­czym Uniwersytetu Warszawskiego. Tam zaangażował się w działalność radykalnych kół stu­denckich i wkrótce został relegowany ze studiów za udział w wiecu protestacyjnym. Podjął wówczas pracę jako korepetytor w podwarszawskich dworach. Dzięki oszczędnościom zgro­madzonym za udzielanie korepetycji mógł w 1886 r. wyjechać do Paryża, gdzie przez czte­ry lata studiował języki wschodnie, filozofię i literaturę. Przez pewien czas pracował jako nauczyciel języka polskiego w szkole polskiej w Batignolles, po czym zamieszkał w hotelu Sta­nisława Kocha stanowiącym jeden z ważniejszych ośrodków życia towarzyskiego paryskiej Polonii. Świetna znajomość francuskiego ułatwiła mu osobiste kontakty z paryskimi literata­mi. Uczestnictwo w życiu artystycznym stolicy nad Sekwaną (bywał na słynnych wtorkowych spotkaniach u S. Mallarmégo) umożliwiło mu nie tylko zdobywanie wiedzy na temat nowych prądów w sztuce modernistycznej, ale także nawiązanie kontaktu z kulturą i filozofią Dale­kiego Wschodu. W 1886 r. napisał poemat Pogrzeb Shelleya (uznawany za właściwy debiut poetycki), który ogłosił w 1888 r. we fragmentach w „Głosie” (wyd. osob. 1890). W 1889 r. nawiązał w Paryżu współpracę z Gminą Narodowo-Socjalistyczną i afiliowanym przez nią miesięcznikiem „Pobudka”, na którego łamach drukował pod pseudonimem Napierski swoje młodzieńcze wiersze o tematyce rewolucyjnej. Równocześnie publikował pod własnym na­zwiskiem w pismach warszawskich (m.in. w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Głosie” i „Życiu”) korespondencje paryskie dotyczące najnowszych kierunków literackich i współczesnych pisarzy francuskich.
Po powrocie do Warszawy w 1890 r. został kierownikiem literackim „Życia” i przy­jął chrzest. Po upadku tygodnika objął posadę guwernera w Ruszkach k. Pniewa. Próbu­jąc zaradzić trudnościom finansowym, poszukiwał też zatrudnienia jako nauczyciel we Lwo­wie i Krakowie, gdzie jakiś czas mieszkał. Idąca w setki liczba recenzji, szkiców i rozpraw, które Lange napisał, była motywowana nie tylko rozległością jego zainteresowań, ale tak­że koniecznością zarabiania na życie. Posiadł znajomość niemal wszystkich języków euro­pejskich oraz kilku wschodnich, sanskrytu, tłumaczył współczesnych pisarzy czeskich, wę­gierskich, francuskich, hiszpańskich, włoskich, angielskich. Propagował esperanto. Wspólnie z Zofią Trzeszczkowską opublikował w 1894 r. przekład wybranych wierszy z Kwiatów zła Charles’a Baudelaire’a (pt. Kwiaty grzechu), który miał niebagatelne znaczenie w rozpo­wszechnianiu w Polsce poezji patrona nowoczesnej liryki. Równolegle do pracy przekłado­wej i krytycznoliterackiej wydawał utwory oryginalne – uprawiał niemal wszystkie gatunki literackie. Był jednym z pionierów literatury fantastyczno-naukowej.
W l. 1895–1896 mieszkał w Warszawie z Władysławem Stanisławem Reymontem przy Nowym Świecie 52 w kamienicy sublokatorskiej, do której wprowadzili się również Jan Lemań­ski, Antoni Kamiński i Władysław Korycki. Jako jeden z pierwszych Polaków (obok B. Pru­sa i J. Ochorowicza) brał udział w spotkaniach spirytystów. Po wypadku kolejowym, któremu Reymont uległ w lipcu 1900 r., wyjechał z nim na przeszło miesiąc do Wenecji w charakterze przewodnika i opiekuna chorego przyjaciela. W drodze powrotnej zatrzymał się w Wiedniu.
W równym stopniu co zjawiska literackie Langego interesowały problemy społeczne – wygłaszał na ich temat liczne referaty oraz opublikował m.in. dwie broszury o charakterze interwencyjnym: Analfabetyzm i walka z ciemnotą w Królestwie Polskim (1906) i O sprzecz­nościach sprawy żydowskiej (1911). W l. 1906–1907 r. był redaktorem wydawnictwa „Książni­ca”. Za wydrukowanie w nim noweli Edwarda Słońskiego Przebudzenie został w lipcu 1907 r. aresztowany i osadzony na trzy miesiące w twierdzy w Brześciu. W 1909 r. wyjechał po raz drugi do Paryża, gdzie przebywał do 1912 r. Przez kilka miesięcy 1913 r. mieszkał krótko w Heidelbergu, po czym wrócił do Polski. W listopadzie 1913 r. został posądzony o bluźnierstwo przeciwko Trójcy Świętej zawarte w broszurze O sprzecznościach sprawy żydowskiej i skazany na osiem miesięcy więzienia, którego udało mu się uniknąć dzięki wpłaconej kau­cji. W czasie I wojny światowej dalej był aktywny jako poeta, publicysta i tłumacz. W 1924 r. wydawał czasopismo „Astrea” nawiązujące programowo do romantyzmu. Należał do zorga­nizowanej w 1926 r. przez warszawskie Towarzystwo Literatów i Dziennikarzy Polskich (któ­rego był członkiem honorowym) instytucji Straż Piśmiennictwa Polskiego będącej zalążkiem przyszłej Akademii Literatury. Nigdy nie założył własnej rodziny. Był wujem Bolesława Le­śmiana i Jana Brzechwy. Ostatnie lata życia spędził w domu swojej siostry w Warszawie, gdzie zmarł 17 III 1929 po długotrwałej chorobie serca. Został pochowany na Powązkach.
Idea europeizacji rodzimej sztuki. Na początku swej działalności krytycznoliterackiej Lan­ge dążył – podobnie jak Zenon Przesmycki – do nadrabiania zaległości polskiej sztuki przez transplantowanie na rodzimy grunt nowych prądów europejskich i prezentację dzieł poe­tów modernistycznych, z którymi Młoda Polska odnalazła później pokrewieństwo. W prze­ciwieństwie jednak do Miriama nie miał ambicji tworzenia programów literackich, które
negowałyby model literatury wypracowany przez pozytywistów. Nie brał udziału w walce między młodymi a starymi. Jego wczesne prace krytyczne miały głównie charakter informacyjno-popularyzatorski. Mówiąc o twórcach mało w Polsce znanych, wnosił do rodzimej świadomości artystycznej awangardowe orientacje estetyczne. Stawał się tak nowatorem nie jako samodzielny myśliciel, ale jako pośrednik, propagator nowych zjawisk i idei.
Rozważając kwestię europejskiej tożsamości literatury polskiej, sprzeciwiał się zawęża­niu pojęcia narodowości wyłącznie do dóbr duchowych własnego kraju (Z księgi o sprzecz­nościach położenia Polski, „Odrodzenie” 1906, nr 16). Konieczność propagowania idei dia­logu kultur wynikała z przekonania, że otwieranie się na wpływy obce może prowadzić nie tylko do rozszerzania własnych horyzontów, lecz także do aktywnego włączania się w nur­ty światowe. Otwarcie to nie burzyło zdaniem krytyka idei ciągłości tradycji narodowej, któ­ra powinna być nieustannie konfrontowana w dyskusji z propozycjami twórców obcych. Propagując aktualne zjawiska literackie i osiągnięcia sztuki światowej, próbował łączyć je w spójną całość, zgodnie ze swoim przekonaniem, że: „Literatury europejskie, mimo różnic, mają wielkie podobieństwo między sobą. W istocie jest to jedna i ta sama literatura” (Dywan wschodni. Wybór arcydzieł…, 1921).
O modernizmie. Był jednym z pierwszych krytyków, który wyjaśniał polskiemu odbiorcy znaczenie nazwy „modernizm” i próbował zdefiniować sztukę modernistyczną. W szkicu Modernizm („Tygodnik Ilustrowany” 1890, nr 13) wskazywał Francję jako miejsce jej na­rodzin i utożsamiał ze „sztuką nowożytną; sztuką dnia dzisiejszego, sztuką chwili; sztuką niemalującą tego, co jest w człowieku stałym i wiecznym, ale to, co jest w nim zewnętrz­nym, chwilowym, szczególnym, czego już jutro nie będzie” (Studia z literatury francuskiej, 1897, dalej: SLF), łączącą w jedno różne pierwiastki teraźniejszości, pokazującą istotę współ­czesnego człowieka i jego czasy, które cechuje: pesymizm, niepokój, rozpacz, neuroza, me­lancholia, apatia, zwątpienie, cynizm, bezwzględna walka o zaspokojenie naturalnych po­pędów, brutalność wyższych warstw społeczeństwa i dzikość niższych, pragnienie śmierci, tęsknota do pełni, potrzeba miłości, maskowanie emocji. Pojęcie „modernizmu” w optyce zwolennika integracji różnorodnych obszarów ludzkiej działalności stanowiło wygodną for­mułę służącą syntezie zjawisk literatury współczesnej, odpowiadało myśleniu całościowemu; nie kojarzyło się z niezbornym chaosem, lecz odzwierciedlało pełnię opisu świata i człowie­ka, w którym równie ważna była prezentacja bytu materialnego jak duchowego. Lange po­strzegał modernizm jako „Panteon, w którym się znajdzie miejsce dla wszystkich bogów”, „kościół powszechny sekt rozmaitych” (tamże), godzący różnorodne tendencje współczes­ności (elementy romantyzmu, naturalizmu, impresjonizmu i symbolizmu), kierunek zrywa­jący z wszelkimi ograniczeniami krępującymi swobodę twórczą, a także z upraszczającą jed­nostronnością. Zarazem traktował go jako pomost między przeszłością a teraźniejszością: „[…] między sztuką klasyczną, jakkolwiek ją nazwiemy, a dziennikiem, pełnym wiadomo­ści bieżących i telegramów z ostatniej godziny” (tamże). Zauważał, że w gruncie rzeczy mo­dernizm jest pojęciem „kompromisowo-eklektycznym”, odpowiednikiem coniunctio oppositorum, stanowiącym powiązanie rozmaitych elementów myśli literackiej obecnych czasów.
Filozofia sztuki i koncepcja artysty. Poglądy, które wpłynęły na formowanie się koncepcji sztuki i artysty Langego, nawiązywały do różnorodnych kierunków filozoficzno-religijnych Europy i Dalekiego Wschodu (począwszy od idealizmu platońskiego, przez mitologię grecką i chrześcijaństwo, skończywszy zaś na hinduizmie i buddyzmie). Na jego myślenie o sztu­ce najsilniej oddziałały myśli Emanuela Swedenborga, Arthura Schopenhauera i Thomasa Carlyle’a, a pojęciami zdecydowanie przez niego faworyzowanymi były monizm i ewolucja. Światopogląd Langego opierał się na przekonaniu, że byt jest jeden. Składa się z dwu – wzajem­nie ze sobą korespondujących i tworzących niepodzielną całość – rzeczywistości: ziemskiej (zmysłowej, materialnej, przemijającej) i pozaziemskiej (metafizycznej, wiecznej, nieznisz­czalnej), przy czym ta pierwsza ukrywa odwieczną tajemnicę świata i człowieka, która „krąży dokoła nas, między nami i wewnątrz nas” (Nowa literatura francuska, „Bluszcz” 1904, nr 14). Wiedział, że tajemnicy prabytu (Absolutu) do końca określić się nie da, dowodził jednak, że jest on procesem pozaczasowym, zachodzącym bezustannie, niemającym ani początku, ani końca. Przywołując w licznych artykułach archetypiczny motyw cienia bytu właściwego (idei prawdy), sięgał z jednej strony do bliskiej symbolistom tradycji platońskiej, z drugiej – do ezoterycznej kosmologii Wedanty spopularyzowanej w Europie przez Schopenhauera, we­dług której to, co człowiek uważa za świat rzeczywisty (rozciągnięty w czasie i przestrzeni, ruchomy, zmienny), jest czystym złudzeniem, cieniem, zasłoną (mają) ukrywającą prawdzi­wą, jedną i niezmienną rzeczywistość (niepoznawalny atman). Potwierdzenie słuszności tezy o wzajemnych relacjach i zależnościach obu fenomenów rzeczywistości tworzących harmo­nijną pełnię odnajdywał w poezji Baudelaire’a. Ideał jedności świata (harmonijnej pełni, do­skonałej równowagi) Lange utożsamiał z panteistycznym pojmowaniem natury, postrzega­nej jako świadek praistnienia, a zarazem rozproszony element wieczności. Sądził, że człowiek wraz z rozwojem cywilizacji stracił zdolność właściwego widzenia bytu i siebie samego, od­szedł od pierwotnego odczuwania mikro- i makrokosmosu jako jedności, zantagonizował sfery, które dawniej tworzyły całość, a tym samym zaburzył strukturę świata – podzielił go na dwie części: ziemską i pozaziemską, ludzką i boską, immanentną i transcendentną. W so­bie samym również dostrzegł dualizm – oddzielił duszę i ciało, które dawniej tworzyły jed­ność. Przekonanie Langego o ludzkiej ułomności percepcji świata sprowadzało się do stwier­dzenia, że poznanie zmysłowe (ograniczone, zwodnicze i pozorne) jest w gruncie rzeczy fałszywe, człowiek dopatruje się bowiem w budowie kosmosu wielości zamiast odwiecznej jedności.
Krytyk sądził, że ową iluzoryczność ziemskiej rzeczywistości może dostrzec genial­ny artysta, jasno-widzący i jasno-wiedzący, który ma świadomość, że to właśnie w świecie ziemskim, świecie-znaku, w rzeczywistości zmysłowej należy poszukiwać objawów niepo­znawalnego zaświata, niedostępnego poznaniu zmysłowemu. Twierdził, że „wszelkie pozna­nie rozpoczyna się od oglądu otaczających przedmiotów […]. Poznawać to znaczy widzieć. […] Widzieć – to rozróżniać; widzenie różnic – to wiedza” (O sztuce widzenia, „Wędrowiec” 1904, nr 52). Wiedza oparta na widzeniu „istotnej” rzeczywistości jest dostępna jednostkom twórczym, które osiągają poznanie wyższego rzędu – „na tym stopniu widzenie zlewa się i jednoczy z jasnowidzeniem” (Hoene-Wroński, „Słowo Polskie” 1903, nr 350). Tylko one – w akcie kreacji, dzięki intuicji, wyobraźni, ale także intelektowi – są zdolne dostrzec w rze­czywistości jawiącej się innym jako chaos ukryty sens i odwieczną harmonię.
Z licznych artykułów z l. 1890–1898 wyłaniało się wyobrażenie twórcy jako genialne­go architekta, „boskiego kreatora”, alchemika słowa, „męża widzącego i wiedzącego”, który jest jednocześnie artystą ideowcem-społecznikiem. Z jednej strony winien on być zdaniem krytyka wynalazcą, mieć zdolność tworzenia rzeczy nowych, otwierania dróg nieznanych (zob. Tarde i Nietzsche, w: Studia i wrażenia, 1900, dalej: SiW) – w tym celu musi „osamot­nić się” i przeciwstawić społeczeństwu: „[…] stać się odmiennym, niepodobnym do wszyst­kich […], stanąć poza nim albo ponad nim, stać się niesocjalnym lub pozasocjalnym” (O twórczości, w: SiW); dzięki temu może zainicjować nowy typ wyobraźni, porwać za sobą społeczeństwo i udoskonalić jego myślenie. Z drugiej strony Lange – zgodnie ze swoją pre- dylekcją do łączenia ze sobą przeciwieństw – przekonywał, że jednostka genialna nie może się uwolnić od społeczeństwa, ponieważ jest „dzieckiem swojego plemienia i swojego cza­su” (Sztuka i natura, w: SiW). Sztuka bowiem, jak krytyk wielokrotnie podkreślał, nie istnie­je poza społeczeństwem.
Monistyczny pogląd na świat oraz skłonność Langego do socjologicznego oglądu dzieł literackich zadecydowały o wyznaczeniu sztuce ambitnych zadań. Winna ona być jego zda­niem łącznikiem między światem ludzkim a światem Absolutu, wyrażać to, co niewyrażal­ne, umożliwiać zwykłym śmiertelnikom odczytywanie prawdy zawartej w świecie, w koń­cu prowadzić do syntezy/ harmonii materii i ducha, powrotu człowieka do natury, w której tkwi źródło jedności pierwotnej i absolutnej. Koncepcja sztuki jako ostatecznej syntezy oraz narzędzia działania i poznawania świata była pojemniejsza niż propozycje symbolistów. Po­glądy ontologiczne ukierunkowane na badania „istoty wszechrzeczy” łączyły się bowiem w myśleniu Langego z wartościami realizowanymi w ludzkim działaniu. Sądził on, że te­raźniejsza kultura zawiera elementy niegdyś już istniejące. Prowadziło to do koncepcji arty­sty bliskiego człowiekowi pierwotnemu, barbarzyńcy, będącemu w stanie harmonii z natu­rą, a także do koncepcji synkretyzmu kulturowego opartej na przekonaniu o powtarzalności tych samych motywów i wątków w odmiennych kulturach różnych narodów i rozmaitych epok. Synkretyzm kulturowy spotykał się z kolei w myśleniu Langego z główną ideą sztu­ki modernistycznej – ideałem syntezy – opartej na dążeniu do wzmocnienia oddziaływania sztuki przez połączenie w jedność elementów z rozmaitych obszarów twórczości artystycz­nej. Spośród wszystkich rodzajów sztuk Lange najwyżej cenił poezję i muzykę jako dziedziny, które najpełniej potrafią dotrzeć do istoty bytu i wyrazić „prawdziwą rzeczywistość”.
Rewelator modernistycznej Francji. Wśród rozległych pasji Langego niewątpliwie jedno z ważniejszych miejsc zajmowała literatura francuska. Bezpośrednie uczestnictwo w życiu ar­tystycznym Paryża w 2. poł. lat 80. XIX w. zaowocowało szeregiem ważnych dla polskich od­biorców artykułów zebranych w tomie Studia z literatury francuskiej. Obok Stanisława Rze­wuskiego (autora szkicu Młoda Francja, 1888) Lange był jednym z pierwszych propagatorów dokonań artystycznych Młodej Francji, które poznawał „u źródła” wcześniej niż Miriam, i pi­sał o nich przed nim. Wbrew powszechnie panującemu wówczas czarnowidztwu, wyrażają­cemu się w pesymistycznych sądach przekonujących o dekadencji sztuki francuskiej, końcu pewnej formacji kulturowej, rozkładzie i zaniku sił twórczych, Lange wierzył w „nieśmier­telność Francji” (Dusza Paryża, w: SLF) i przekonywał, że patologie schyłku XIX w. są tyl­ko chwilowym rozstrojem, który zapowiada „poród nowego”. Podkreślał kulturotwórczą rolę Paryża – jego płodną dla rozwoju sztuki europejskiej „myśl”, która jest „każdemu dostępna, nigdy niewysychająca, nigdy niezamierająca, nigdy niewyczerpana” (tamże).
Jako prekursora modernistycznej poezji francuskiej celnie wskazywał Baudelaire’a, mianując go magnus parens rozczarowanego pokolenia nerwowców. Znakomity szkic oma­wiający jego twórczość (Karol Baudelaire, „Głos” 1888, nr 34–37) poświęcił przede wszyst­kim analizie wierszy z tomu Kwiaty zła będącego dlań „ponurym kalejdoskopem” znamion współczesnej epoki. Zauważał poczucie artystowskiej alienacji francuskiego poety, jego predylekcję do kreowania obrazów ponuro-mogilnych, negację panteizmu (na rzecz zaurocze­nia „sztucznymi rajami” i miejskimi krajobrazami) oraz konsekwentne dążenie do realiza­cji autotelicznej funkcji sztuki. Charakteryzował światopoglądowo-formalne prekursorstwo Baudelaire’a wobec symbolistów posługujących się metodą odległych skojarzeń i korespon­dencji; omawiał jego główną metodę obrazowania – operowanie kontrastem (contradictio in adiecto), powodujące semantyczną płynność między takimi pojęciami, jak: religijność – bluźnierstwo, mistycyzm – cynizm, pragnienie ideału – spleen, zło – dobro, miłość – niena­wiść, życie – śmierć, piękno – brzydota itd. Oryginalność talentu autora Kwiatów zła upa­trywał w umiejętnym łączeniu ze sobą „nielogicznych sprzeczności duszy współczesnej w łańcuch logiczny” (tamże).
Zdecydowanie mniej entuzjazmu budziła w Langem poezja Leconte’a de Lisle’a, które­go określał patronem nowożytnego pesymizmu. Z precyzją charakteryzował sedno jego parnasistowskiej poezji i jej elitaryzm wynikający z wielostronnej wiedzy poety-przyrodnika- -historyka-filozofa wtajemniczonego „we wszystkie filozofie i kosmogonie natury, sztuki” (Leconte de Lisle, w: SLF). Po latach zauważał, że twórczość parnasistów była kolejnym po ro­mantyzmie, scjentystycznym etapem rozwoju poezji, po którym rozwinął się impresjonizm, a następnie symbolizm. Dużo bliższa gustom estetycznym i światopoglądowi Langego była twórczość Sully’ego Prudhomme’a. W obszernym szkicu mu poświęconym („Życie” 1890, nr 48–52) nazwał go „poetą-filozofem”, „poetą-gentelmenem”, wyrażając podziw dla jego myślowej równowagi i spokoju. Ocena Langego i tym razem okazała się trafna – w 1901 r. Prudhomme został pierwszym w historii laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Z tej okazji Lange poświęcił mu następny artykuł, w którym powtórzył swój pogląd na temat „najcichszego z poetów” współczesnych (Sully Prudhomme, „Wędrowiec” 1901, nr 51).
Przybliżanie polskiemu odbiorcy literatury modernistycznej Francji nie ograniczyło się tylko do poezji, wskazywał również znaczące przemiany na gruncie ówczesnej powieści (Literatura dnia dzisiejszego, „Życie” 1890, nr 31). Najwybitniejszym prozaikiem francuskim był w jego mniemaniu Paul Bourget – reprezentant „nurtu idealistycznego” (Współczesny ro­mans francuski, „Życie” 1891, nr 3). Obok niego sytuował takich idealistów-metafizyków, jak Edmond Haraucourt, Jules Lemaître i Anatole France. Źródło inspiracji dla młodych pisarzy widział w prozie Alphonse’a Daudeta. Za najbardziej uzdolnionego twórcę „romansu sym­bolicznego” uważał Joris-Karla Huysmansa – autora przełomowej powieści À rebours (1884); w jego sąsiedztwie plasował Paula Adama i Jeana Moréasa, choć dwóm ostatnim zarzucał naśladownictwo Zoli. Dostrzegał znaczący wkład Jules’a Barbey d’Aurevilly’ego i Villiersa de l’Isle-Adama w tworzenie nowej poetyki powieści symbolicznej, a także różnorodność i ewolucję prozy Jeana Richepina, Catulle’a Mendèsa zaś nazwał „pierwszorzędnym stylistą i magikiem francuszczyzny” (tamże, nr 5).
O symbolizmie francuskim. Najcenniejszym studium Langego poświęconym najnowszym zjawiskom w literaturze francuskiej ze względu na prekursorstwo ustaleń na gruncie polskiej krytyki literackiej jest Symbolizm. Szkic o literaturze współczesnej (dod. „Przeglądu Tygo­dniowego” 1887, półr. 1). W przeciwieństwie do Miriama stosunek Langego do symbolizmu od początku był pełen entuzjazmu, choć nie podobało mu się ignorowanie przez przedsta­wicieli tego kierunku wiedzy społecznej i skupianie się wyłącznie na sprawach estetycznych (Symbolizm, w: SLF). Słusznie wskazywał mistrzów nowej szkoły w osobach dwóch uczniów Baudelaire’a: Stéphane’a Mallarmégo i Paula Verlaine’a. Twórczość pierwszego niewątpliwie intrygowała go swoim formalno-treściowym nowatorstwem. Verlaine’a z kolei postrzegał jako symbolistę-impresjonistę, dla którego równie ważny jak obraz był dźwięk i ciąg skoja­rzeń, toteż jako wyróżnik jego poezji podkreślał przede wszystkim jej muzyczność i sugero­wanie wrażeń. Na podstawie refleksji i własnych przemyśleń wyjaśniał istotę nowożytnego symbolizmu. Podobnie jak Miriam uważał, że nie jest on niczym nowym, istniał bowiem od zarania ludzkości. Traktował go jako prąd łączący ze sobą myśl (rozum, wiedzę, świadomość, kontemplację) oraz ducha (uczucie, intuicję, marzenie, podświadomość, empatię). Lange de­finiował symbol dosyć enigmatycznie, zauważał wszak najważniejsze cechy tego środka. Jest on, wedle autora Rozmyślań, kwintesencją rzeczy, synonimem ideału; tym, „co jest w nas transcendentalnym, koniecznym, istotnym” (tamże); „połączeniem mowy i milczenia, cza­su i wieczności, objawienia i tajemnicy” (tamże); znakiem, w którym nieważne są elementy przypadkowe, ważne są treści istotne; środkiem działającym przez sugestię, nastrojową mu­zyczność, odległe skojarzenia itp.
Studium o symbolizmie ujawniało skłonność Langego do myślenia komparatystycznego, interpretowania literatur w kontekście dialogu kultur. W tym wypadku szukał on związ­ków między symbolizmem francuskim a niemiecką myślą filozoficzną, wskazywał zwiastu­nów nowego kierunku wśród romantyków angielskich (P.B. Shelley) i polskich (J. Słowacki, Z. Krasiński) itd. Po dekadzie Lange był świadom prekursorstwa swojej wypowiedzi, ale tak­że braku właściwej perspektywy czasowej – czemu dał wyraz we wstępie do rozszerzonej wersji tej rozprawy wydrukowanej w tomie Studia z literatury francuskiej. Do swoich wczes­nych uwag dołączył tam refleksje zawarte w trzyczęściowym studium Dekadenci („Życie” 1890, nr 28–29), w którym wyraźnie już mówił o „symbolizmie właściwym” (reprezento­wanym przez Mallarmégo), odróżniając go od impresjonizmu bezprzymiotnikowego (cha­rakterystycznego dla Verlaine’a). Spośród francuskich symbolistów Lange zdecydowanie najwyżej cenił Mallarmégo, o którym pisał pozytywnie jako jeden z pierwszych polskich kry­tyków. Do prezentacji zasad poetyki Mallarmégo powrócił w studium Nowa poezja francuska („Tydzień”, dod. „Kuriera Lwowskiego” 1902, nr 34, 36), gdzie dowodził, że francuski poeta przyczynił się do przewrotu w literaturze i jako pierwszy wśród symbolistów „używał świadomie symbolu”.
Komentator literatury młodopolskiej. W 1890 r., kiedy Lange wrócił ze swojej pierwszej wyprawy do Paryża, nie potrafił jeszcze jasno ocenić twórczości swoich rówieśników – pisał, że tworzą grupę będącą „dopiero w fermencie” (Przegląd literacki, „Życie” 1890, nr 45). Sześć lat później nadal nie miał jednolitego poglądu na współczesną literaturę polską i wśród roz­maitych prądów nie znajdował żadnego dominującego (O poezji współczesnej, „Głos” 1896, nr 6). Sąd ten powtórzył w 1899 r., stwierdzając, że epoka dzisiejsza jest „bez linii głównej, bez dyrektywy, bez syntezy” (Współcześni poeci polscy, „Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 1). Brak dystansu czasowego, uniemożliwiający dokonanie syntetycznej oceny twórczości młodopolan, nie przeszkodził mu jednak celnie wskazywać twórców ważnych. O trafności jego wybo­rów świadczy wiele artykułów i recenzji, by wymienić tylko wnikliwe odczytanie: Opowiadań i Popiołów Stefana Żeromskiego („Przegląd Tygodniowy” 1895, nr 37; „Wędrowiec” 1904, nr 15), Miłości Jana Kasprowicza („Przegląd Tygodniowy” 1895, nr 340) czy Wesela Stanisła­wa Wyspiańskiego („Gazeta Polska” 1901, nr 238). Analizy utworów młodopolan przekonują, że Langemu najbliższe były te, które łączyły ze sobą wartości artystyczne i ideały społeczne, zdecydowanie preferował kreacje ludzi czynu w przeciwieństwie do wzbudzających jego nie­chęć portretów bezwolnych introwertyków. Publikacją, która jednoznacznie odsłoniła hie­rarchię cenionych przez krytyka pisarzy współczesnych, była monografia wydana u schyłku życia Pochodnie w mroku. Żeromski – Reymont – Kasprowicz (1927).
Postawa krytyczna. Lange był zwolennikiem krytyki uspołecznionej, łączącej literatu­rę z życiem narodu, dlatego spośród krytyków młodopolskich najwyżej cenił Stanisława Brzozowskiego jako najznakomitszego krytyka od czasów Maurycego Mochnackiego (Ruch literacki w roku 1909, „Świat” 1910, nr 3). W swoich artykułach nader rzadko formułował refleksje metakrytyczne. Na prawach wyjątku funkcjonuje szkic O krytyce i bezkrytyczności („Wędrowiec” 1904, nr 47), w którym wyjaśniał: „Krytyk musi być jasnowidzem, odgadywaczem tajemnic autora, nawet samemu autorowi nieznanych: w takim razie sam jest twórcą”. Przekonując, że krytyk powinien być twórczym partnerem artysty, umiejętnie odczytującym tajemne znaki ukryte w jego dziele, wpisywał się w młodopolski typ „krytyki utożsamiają­cej” (M. Głowiński). Mimo podkreślania twórczego charakteru pracy krytyka, nigdy jednak do końca nie zerwał z modelem krytyki naukowej, będącej dziedzictwem myślenia pozytywi­stycznego. Prezentując kierunki europejskiej sztuki i nowości literackie, dążył do zachowania emocjonalnego dystansu wobec nich, często uciekał się do bezpośredniego, obszernego cy­towania tekstów omawianych pisarzy albo posługiwał się mową pozornie zależną i rezygno­wał z mówienia od siebie, co prowadziło do zatarcia śladów streszczania analizowanych dzieł i pisania o nich językiem ich autorów. W metodzie krytycznej Langego widoczna jest też cha­rakterystyczna dla młodopolskiego dyskursu krytycznego kategoria szczerości, ściśle łącząca artystę z jego dziełem. Lange pojmował ją szeroko, nie oddzielał jej od wpływów społecznych i nie sprowadzał do czystego egotyzmu twórcy.
W swojej wczesnej twórczości krytycznej chętnie zwracał uwagę na obiektywne i racjo­nalne walory literatury, włączał we własne subiektywne oceny sądy unaukowione, nie zwra­cając szczególnej uwagi na aspekty mistyczne czy metafizyczne omawianych tekstów. Pisał np. o symbolistach, że mają cześć dla rozumu i są obiektywni jak naturaliści, a symbolizm nazywał „poezją ewolucji i monizmu” (Symbolizm). Nie miał skłonności, jak wielu kryty­ków młodopolskich, do usuwania się w ahistoryczną ponadczasowość ani do immanentne- go traktowania dzieła (zdecydowanie bliższy był mu biografizm). Dojrzałe analizy krytycz­noliterackie Langego zazwyczaj korzystały z metod psychologiczno-socjologicznych, kładły nacisk na ideową funkcję literatury, zgodnie z postulowaną koncepcją sztuki jako sfery inte­grującej różne formy działalności człowieka. Diapazon gatunków krytycznych uprawianych przez Langego był niezwykle rozległy: począwszy od drobnych recenzji, okolicznościowych notatek, sprawozdań, felietonów i szkiców poświęconych omówieniu pojedynczych dzieł – przez portrety literackie, rozprawy historycznoliterackie i monografie łączące omówienia twórczości wybranych autorów z charakterystyką prądów artystycznych – skończywszy zaś na obszernych studiach z pogranicza estetyki, filozofii i socjologii.
W syntezach twórczości wybranego pisarza poza biografizmem stosował metodę po­równawczą. Po katalogowym wyliczeniu dzieł omawianego twórcy uważniejszej analizie poddawał te, które w pewnym sensie ilustrowały jego przekonania albo były mu światopo­glądowo bliskie. Wówczas nie unikał zapisu osobistych wrażeń z lektur, z reguły jednak dbał o to, by układały się one w logiczną całość, a nie tworzyły zlepek niezbornych impresji. Pełne erudycji wywody krytyczne Langego, mimo preferencji określonych poetyk i kierunków ar­tystycznych, przeważnie cechuje kompozycyjne uporządkowanie, emocjonalny dystans, spo­kojny ton daleki od młodopolskiej egzaltacji czy emfazy, pewien eklektyzm myślowy (czy relatywizm estetyczny) oraz skłonność do mediacji prowadząca do formułowania wywa­żonych sądów i przezwyciężania skrajności. Ale bywało i tak, że komunikatywność wywo­du badacza zakłócała wieloznaczna, niejasna terminologia, formułowanie sądów, które się wzajemnie wykluczały, niedomykanie myśli czy powtarzanie tych samych tez w rozmaitych konfiguracjach słownych – w takich wypadkach zacierał granicę między interpretacją sensu analizowanych utworów a własnymi koncepcjami estetycznymi. Mimo chęci zachowania sta­nowiska niezaangażowanego emocjonalnie obserwatora, postawę utożsamiającą zajmował wobec tych twórców, z którymi odczuwał wspólnotę duchową. Manifestują to zarówno póź­ne szkice o twórcach romantycznych, jak i wczesne artykuły poświęcone poezji francuskiej, której analiza stwarzała krytykowi okazję do formułowania uogólnionych sądów na temat rodzimej kultury.</document>
<document nplp_id="14352" title="Niemojowski Wincenty" slug="niemojowski-wincenty">Działacz i publicysta polityczny, krytyk literacki, tłumacz, prawnik. Pseudonimy i kryptoni­my: Iuvenis; Livius; V.; Veritas; W.N……….; W.N.
Informacje biograficzne. Urodził się 5 IV 1784 w Słupi jako syn posła Feliksa Niemojow- skiego h. Wierusz i Anieli z Walknowskich h. Wierusz. Z młodszym bratem Bonawentu­rą Niemojowskim (1787–1835) niemal przez całe dojrzałe życie blisko współpracował na arenie politycznej. Pobierał edukację najpierw w domu, potem w szkole w pobliskim Wie­luniu, a następnie, po śmierci rodziców, w Collegium Nobilium księży pijarów w Warsza­wie (1798–1800). Odbył studia prawnicze na niemieckich uniwersytetach w Erlangen i Halle (1800–1803); przebywał również w Paryżu. Po studiach powrócił na ziemię rodzinną, po­dejmując pracę urzędniczą w administracji oraz sądach w Kaliszu (1803–1810). Po ślubie w 1810 r. z Katarzyną Umińską (małżeństwo nie doczekało się potomstwa) zamieszkał na stałe na wsi, gospodarując w majątku Przystań i pogłębiając wiedzę z prawa, nauk politycz­nych i literatury. Po utworzeniu Królestwa Polskiego został dwukrotnie wybrany posłem na sejm (1818 i 1820), gdzie współtworzył opozycyjny wobec rządu, liberalny ośrodek tzw. ka- liszan. Wsławił się stanowczym sprzeciwem wobec niekonstytucyjnych decyzji ówczesnych władz oraz obroną zapisanych w ustawie zasadniczej wolności obywatelskich, w tym wol­ności słowa (Głos posła kaliskiego na sejm Królestwa Polskiego 1818, 1818). W wyniku jego działań część kontrowersyjnych projektów rządowych pozostała niezrealizowana, ale on sam doświadczył wyraźnej niechęci cara Aleksandra I, który zabronił mu przebywać w swoim otoczeniu. W wyniku kolejnych restrykcji w 1825 r. Niemojowski został objęty nadzorem policyjnym i aresztem domowym, w którym przebywał do początku grudnia 1830 r., co unie­możliwiło mu wykonywanie mandatu poselskiego. Aby odzyskać choćby część swobód, Niemojowski zakupił dobra ziemskie w Wielkim Księstwie Poznańskim, ale mimo to nie został zwolniony z dozoru policyjnego i domowego aresztu, uzyskał jednak formalne podstawy do tego, by jako poddany monarchy pruskiego odmówić złożenia przysięgi na wierność carowi Mikołajowi I po jego koronacji na władcę Królestwa Polskiego (1829). W tym czasie Niemojowski poświęcił się pracy naukowej, przekładowej oraz publicystyce. Po wybuchu powsta­nia listopadowego ponownie zaangażował się w działalność polityczną. Już w pierwszych dniach grudnia 1830 r. wszedł w skład redakcji wpływowego czasopisma powstańczego „Ku­rier Polski”, rychło został też członkiem polskiego Rządu Narodowego, którego prezesostwo jako ostatni objął pod koniec powstania. W tych czasach był niechętny dyktatorskiej formie sprawowania władzy, opowiadał się za zwiększeniem prerogatyw sejmu oraz innych organów przedstawicielskich; przełożył rozprawę Benjamina Constanta O monarchii konstytucyjnej i rękojmiach publicznych (cz. 1–2, 1831). Został pojmany 23 IX 1831 i skazany przez rosyjski Najwyższy Sąd Kryminalny na karę śmierci zamienioną przez cara Mikołaja I na 10 lat cięż­kich robót na Syberii. Zmarł w 2. poł. grudnia 1834 r. w więzieniu w Moskwie w wyniku cho­rób, które nasiliły się w trudnych warunkach niewoli. Postawa Niemojowskiego w trakcie po­wstania listopadowego oraz jego wcześniejsza działalność polityczna sprawiły, że rychło po swojej śmierci stał się przykładem patriotycznego poświęcenia, rozsądku politycznego i nie­złomnego charakteru, prawdziwym wzorem męża stanu. Dało temu wyraz wielu świadków epoki, m.in. Juliusz Słowacki w poemacie prozą Anhelli.
Działalność krytyczna i przekładowa. Prace krytycznoliterackie Niemojowskiego powsta­wały głównie w okresie jego przymusowego odosobnienia w l. 1825–1830 i obejmują: Zdanie o literaturze niemieckiej z angielskiego („Pamiętnik Warszawski” 1817, t. 7), recenzję drama­tu Victora Hugo („Hernani, czyli Honor kastylski”, dramat Wiktora Hugo, „Pamiętnik Umie­jętności Moralnych i Literatury” 1830, t. 4, z. 10), a nade wszystko obszerną rozprawę pole­miczną Myśli dorywcze o romantyczności i romantykach (1830). Niemojowski wypowiadał się również o literaturze w obfitej korespondencji do brata Bonawentury (do dziś zachowanej je­dynie we fragmentach).
Inaugurujący działalność krytycznoliteracką Niemojowskiego artykuł Zdanie o litera­turze niemieckiej jest przekładem fragmentów obszernej pracy Johna Blacka opublikowanej w „Edinburgh Review” (1816, nr 51), a zawierającej tłumaczenie i komentarz wykładów Au­gusta Wilhelma Schlegla o literaturze dramatycznej. Niemojowski podzielił się tu swoimi nieprzychylnymi opiniami o współczesnej literaturze niemieckiej oraz niemieckim charak­terze narodowym. Po latach, nie rezygnując ze swoich klasycystycznych zapatrywań, bardzo udanie wykorzystał swą rozległą wiedzę do gruntownej analizy estetycznej oraz bezstron­nej oceny Hernaniego Hugo. Zwrócił uwagę na dominujące w nim dramatyczne rozwiąza­nia fabularne i gwałtowne namiętności. Dowodził, że zastosowane efekty fabularne, natłok „następujących tłumnie po sobie uniesień i ofiar”, „wyuzdanie namiętności”, „osoby zemstą miotane, rozmaitość mocno natężonych sprężyn” (Hernani) są odpowiedzialne za mono­tonię efektów estetycznych. Bardzo istotne dla argumentacji Niemojowskiego było odnie­sienie estetyki Hernaniego do „systematu” klasycznego dramatu francuskiego. Dzięki temu krytyk ukazał kształt artystyczny tego dramatu w kontekście uniwersalnych – jak uważał – zasad sztuki dramatycznej. Dowodził zatem, że właśnie na gruncie klasycznych rozwiązań artystycznych, respektujących sprawdzone reguły literackie, gwarantujących konsekwencję estetyczną, umiarkowanie i stosowność, możliwe jest osiągnięcie podwójnego efektu – jed­ności i rozmaitości dramatycznej, a także najważniejszego celu sztuki – efektu realności.
Prace te uzupełniają tłumaczenia utworów poetyckich – fragmentu poematu Jacques’a Delille’a Katakomby. Epizod z pieśni czwartej poematu Jakuba Delilla o imaginacji („Pamiętnik Warszawski” 1816, t. 4) – wskazującego na zainteresowanie tłumacza teorią wy­obraźni, fragmentu wiersza Jacques’a Lefranc de Pompignana Oda na śmierć J.B. Rousseau („Gazeta Polska” 1827, nr 60), a także poematu Casimira Delavigne’a Do Napoleona (1830). 
Rozumienie literatury i jej rozwoju. Niemojowski pozostał wierny klasycystycznym wyob­rażeniom estetycznym. Konsekwentnie powoływał się na autorytet Arystotelesa i Horace­go, podkreślał nieprzemijającą wartość literatury starożytnej oraz dzieł francuskiego klasy­cyzmu. Był przekonany o uniwersalności reguł estetycznych, w których upatrywał „prawideł odwiecznych dobrego smaku i rozsądku”. Pisał w tym kontekście: „[…] piękno i prawda są jedne i zawsze, i wszędzie […], bo zasady ogólne, bo żywioły poezji są te same we wszystkich miejscach i czasach” (Myśli dorywcze). Miał jednak świadomość, że poezja stanowi w rów­nym stopniu domenę imaginacji oraz uczuć. Podstawową funkcję literatury widział w jej etycznej użyteczności – doskonaleniu charakterów ludzkich, krytyce wad społecznych, pro­mowaniu właściwych wzorców postępowania. Nie podzielał przekonań o estetycznej auto­nomii sztuki. Precyzję myśli i jasność stylu uważał jednak za niezbędny warunek wartości dzieła literackiego.
Mimo niezachwianej wiary w doskonałość wzorów starożytnych odżegnywał się od „ślepego naśladownictwa Greków i Rzymian” (tamże). Opowiadał się za modelem literatu­ry narodowej, za rozwojem twórczości rodzimej; przekonywał: „[…] pragnę przede wszyst­kim, aby narodowość predominowała w poezji” (tamże). Fundamentem tej koncepcji mia­ły być opowieści o dziejach polskiej państwowości, losach władców i bohaterów narodowych przedstawione w szacie klasycystycznych konwencji literackich. Niemojowski był też zdecy­dowanym przeciwnikiem „germanomanii” zdobywającej popularność na ziemiach polskich głównie wśród zwolenników „romantyczności”. Krytykował zatem nadmierną fascynację literaturą niemiecką, jej tematyką oraz konwencjami artystycznymi, był nawet przekonany o radykalnej odmienności polskiego i niemieckiego charakteru narodowego. We wpływie literatury i filozofii niemieckiej upatrywał główną przyczynę rozprzestrzeniania się szkod­liwych jego zdaniem romantycznych wyobrażeń estetycznych. Niemojowski wyznawał klasycystyczny model krytyki literackiej jako bezstronnego osądu estetycznego mobilizującego autorów do poprawy swoich dzieł.
Był namiętnym polemistą, uczestnikiem toczonych na łamach ówczesnej prasy sporów przełomu romantycznego, tj. dyskusji i polemik między zwolennikami oświeceniowych i ro­mantycznych tendencji literackich, które nazywał „walką klasyków z romantykami”. Pojęcia „klasyczności” i „romantyczności” rozumiał typologicznie – jako nazwy dwóch najważniej­szych nurtów literatury europejskiej, rozwijających się od jej zarania. Pisma krytycznoliterac­kie Niemojowskiego, suto okraszone łacińskimi i francuskimi maksymami, pełne odwołań do mądrości starożytnych, krystaliczne pod względem stylu, niewolne jednak od emocjo­nalnych sformułowań i jednoznacznych ocen, stanowią świadectwo jego ogromnej erudy­cji i dobrego rozeznania w ówczesnym życiu literackim. Są dowodem gruntownej znajomo­ści dziejów literatury europejskiej. Wykazują też związki z poglądami politycznymi autora. 
Stosunek do romantyzmu. Niemojowski, zaintrygowany (i chyba oburzony) kształtem artystycznym romantycznych poezji, podrażniony wystąpieniami krytycznoliterackimi zwolenników nowego nurtu literackiego (głównie artykułami M. Mochnackiego publi­kowanymi na łamach „Gazety Polskiej” i „Kuriera Polskiego”), a także głośną przedmo­wą Adama Mickiewicza do petersburskiego wydania jego Poezji (1829), wystąpił z obszer­ną polemiką skierowaną przeciw literaturze romantycznej. Prace nad Myślami dorywczymi o romantyczności i romantykach rozpoczął kilka lat wcześniej – już w 1827 r. w liście do bra­ta Bonawentury zwierzał się ze swoich planów: „Uwagi nad »Sonetami« Mickiewicza przez Maur[ycego] Mochnackiego, wydrukowane w „Gazecie [Polskiej]”, bardzo mnie tentują do wystąpienia […] przeciw ich romantycznemu kierunkowi. Widmo to coraz więcej zaczyna się u nas rozpowszechniać” (cyt. za: A. Kraushar, Kaliszanie Niemojowscy. Kartki archiwalne z lat 1820–1830, 1917). W Myślach dorywczych opowiedział się zdecydowanie po stronie „klasyczności”. Przedstawił tu interesujący opis zarówno klasycznej, jak i romantycznej este­tyki, sformułował uwagi krytyczne na temat popularnych wówczas utworów nowego kierun­ku (zwłaszcza autorstwa A. Mickiewicza, także innych, np. J.N. Kamińskiego), a całość spa­jał solidnym wykładem z dziejów literatury oraz dramatu w Europie. Starał się wyczerpująco objaśnić powody swojej dezaprobaty wobec romantycznych wyobrażeń literackich. W tym celu sięgał do prac teoretyków sztuki romantycznej (głównie A.W. Schlegla oraz A.F. Villemaina). Podstaw estetycznych nowej „szkoły” upatrywał w samowoli artystycznej, lekcewa­żeniu przepisów sztuki i nadmiernej wierze w moc fantazji. Polskich romantyków uważał za najbardziej skrajnych przedstawicieli tego nurtu.
Fantazja była jednym z najważniejszych obiektów krytyki Niemojowskiego. Trakto­wał ją nieomal jak element ludzkiej fizjologii, niekontrolowany przez racjonalność popęd do zmyślania, łączącą człowieka ze zwierzętami skłonność do uciekania od rzeczywistości, „siłę musu i przywidzenia, tłumiącą czynność rozumu” (Myśli dorywcze). Przeciwstawiał ją imaginacji – wyższej „władzy” umysłu ludzkiego mającej moc twórczą, w której z kolei dostrze­gał „siłę swobodną, bujającą po wszystkich dziełach świata materialnego”. Starał się oddzielić wartościową literaturę spod znaku „klasyczności” od nieakceptowanej „pseudoromantyczności”, której odmawiał walorów. Doceniał jednak „romantyczność prawdziwą”, którą trakto­wał jako odmianę poezji klasycznej. Twory „prawdziwej romantyczności” dostrzegał w śred­niowiecznych romansach rycerskich, podkreślał heroiczny wymiar wydarzeń fabularnych, cenił wielkość bohaterskich czynów, akceptował epopeiczną „machinę cudowną”. To rozróż­nienie pozwoliło Niemojowskiemu doprecyzować własną koncepcję rozwoju literatury pol­skiej. Była ona próbą wytyczenia trzeciej drogi, jakby wprost wyjętą z głośnej rozprawy Kazi­mierza Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818), a miała głównie polegać na wprowadzeniu do poezji rodzimej nowych tematów z dawnych dziejów krajowych oraz podań i legend o narodowych bohaterach. Krytyk pisał: „Może i my moglibyśmy sobie stworzyć cyklus rycersko-mityczny na kształt Artusa z jego Okrągłym Sto­łem i Karola W[ielkiego] z jego paladynami z czasów Bolesławów naszych w XI i XII wieku. Tym sposobem zyskalibyśmy prawdziwą romantyczność polską, narodową, zamiast, co nasi pseudoromantycy dotychczas najwięcej czerpają w starych gusłach i zabobonach pospólstwa, jakby narodowość nasza polegała na wierze w czary, upiory i strachy” (tamże). Tak Niemojowski wyrażał nadzieję, że sięgnięcie do średniowiecznych opowieści z dziejów Polski po­zwoli stworzyć literaturę narodową, a przy okazji upowszechnić prawdziwą romantyczność.
Sporą część Myśli dorywczych poświęcił krytycznemu omówieniu konkretnych przykła­dów współczesnej mu poezji romantycznej. Uszczypliwych uwag nie szczędził Mickiewiczo­wi, którego uważał za przywódcę nowej szkoły. Przyznawał wprawdzie, że „Pan Mickiewicz […] posiada rzeczywisty i piękny talent”, ale krytycznej ocenie poddał przede wszystkim Mickiewiczowskie sonety, dostrzegając w nich stylistyczną przesadę, ryzykowną metafory­kę, a także „niepoprawność wysłowienia i rymowania” (tamże). Z jeszcze gwałtowniejszą na­ganą spotkali się mniej utalentowani zwolennicy „szkoły romantycznej”, lekkomyślnie – zda­niem Niemojowskiego – zapatrzeni w gwiazdę Mickiewicza. Na specjalne potępienie znów zasłużyły sonety – tym razem autorstwa Jana Nepomucena Kamińskiego, które w oczach au­tora Myśli dorywczych jawiły się jako modelowy przykład romantycznej grafomanii. Uogól­niając swoją opinię, krytyk zwracał uwagę na rozpowszechnione pośród romantyków stereo­typy literackie, których źródłem miała być chęć naśladowania Mickiewicza. Wobec twórców literatury „noworomantycznej” w Polsce formułował często powtarzany wówczas przez kla­syków zarzut nieuctwa. Piętnował więc „zasady nowej szkoły, mierności i lenistwu tak do­godne”, przekonywał, że romantyczność to szkoła, „która naucza, aby się podać bez miary kaprysom fantazji, która uwalnia młodzież od długiej nauki i głębszych rozmyślań” (tamże).
Dalszą część wywodu autor poświęcił na wykład dziejów dramatu europejskiego, zwłaszcza na zjawiska, które jego zdaniem legły u podstaw współczesnej mu literatury ro­mantycznej. W tym celu skonfrontował twórczość Williama Shakespeare’a, Lopego de Vegi i Pedra Calderóna de la Barca z kształtem artystycznym dramatów klasycznych. Chodziło o pokazanie zatrutych źródeł współczesnej poezji romantycznej. W ocenie twórczości wy­mienionych dramaturgów „romantycznych” krytyk wskazywał na braki w ich wykształce­niu, pogardę wobec publiczności oraz „nieforemność” dzieł. O Shakespearze pisał, że „miał jeniusz”, ale „nie miał gustu”, był zatem jak „dziecię natury”, któremu brakowało solidnego wykształcenia; Ryszarda III określił jako sztukę, „która tylko rzeźnikom podobać się może” (tamże). Twórczość Shakespeare’a ratowała tylko niezwykła znajomość psychiki ludzkiej: „Je­śli Szekspir ma prawo do szacunku, to jedno jak obserwator ludzi” (tamże). W dramatach Lopego de Vegi dostrzegał natomiast „frazesy tak nadęte, tak hiperboliczne obrazy, iż niepo­dobna nie dostrzec, że chciał drwić i ze swego przedmiotu, i ze swoich słuchaczy lub czytel­ników” (tamże). W przypadku twórczości Calderóna skupił się na Księciu niezłomnym, pięt­nując głównie „rozwlekłość” tego utworu, dostrzegając w nim wiele „interesujących położeń i […] pięknych myśli”, ale „utopionych w gadaninie nasrożonej dziwacznymi metaforami i pełnej napuszystych parabol” (tamże).
Uogólniając, zwracał uwagę na niespójność genologiczną tak rozumianego drama­tu romantycznego, którego „ani trajedią, ani komedią w znaczeniu starożytnym nazwać nie można” (tamże). Piętnował nierespektowanie utrwalonych konwencji dramatycznych. For­mułował krytyczne uwagi o stylu dramatów romantycznych. Nie akceptował odrzucenia etycznych powinności literatury; przekonywał – nawiązując do myśli Friedricha Schillera – że „teatr powinien być instytucją moralną” (tamże). Sformułował ponadto przenikliwe uwagi na temat związków techniki teatralnej z kształtem artystycznym dawnych sztuk i przełomo­wą rolę Voltaire’a, który „napisał kilka trajedyj pełnych życia czynnego, okazałości i wystawy” (tamże). Posługiwał się też argumentami socjologicznymi, dowodząc, że zwolennicy roman­tycznych tendencji literackich wcale nie są tak liczni, jak mogłoby się wydawać: „[…] ogrom­na większość narodu, część jego dojrzalsza, jest stale przywiązana do zasad klasycznych. Naj­znakomitsi nasi literaci, Jan Śniadecki, Ludwik Osiński, Niemcewicz i inni, głośno się za nimi oświadczyli” (tamże). Na zakończenie formułował płomienne wezwania skierowane do polskich pisarzy, by chronili rodzimą literaturę przed zalewem estetycznego i umysłowego barbarzyństwa.
Zapatrywania literackie Niemojowskiego wykazują bliski, choć nie bezpośredni zwią­zek z jego poglądami politycznymi. Prawnik z zawodu, legalista i liberał z przekonań, zarzu­cał romantykom dokładnie to samo, czemu sprzeciwiał się w swojej działalności publicznej, czyli łamanie powszechnie obowiązujących praw i zasad. Nie był jednak – wbrew pozorom – kurczowo przywiązany do klasycystycznych wartości estetycznych. Starał się bowiem ela­stycznie dostosowywać dostępne narzędzia krytyczne do ciągle zmieniających się propozy­cji literackich.
Wystąpienia Niemojowskiego nie odegrały głównej roli w sporach przełomu roman­tycznego, świadczą jednak o rozwoju jego kunsztu krytycznoliterackiego oraz wyczuleniu na nowe zjawiska artystyczne. Najważniejsza praca, Myśli dorywcze o romantyczności i romanty­kach, ze względu na swoją wyrazistość zagościła na stałe w późniejszych podręcznikach i roz­prawach historycznoliterackich, stając się wymownym przykładem oporu, z jakim spotykały się poezja nowego nurtu oraz leżące u jej podstaw wyobrażenia literackie.</document>
<document nplp_id="14354" title="Koźmian Andrzej Edward" slug="kozmian-andrzej-edward">Pisarz, publicysta, poeta, wydawca, kolekcjoner i bibliofil, dyplomata, działacz polityczny.

Informacje biograficzne. Urodził się 4 XII 1804 w rodzinnej wsi Piotrowice na Lubelszczyźnie jako syn Kajetana Koźmiana, głównego przedstawiciela klasycyzmu postanisławowskiego. Matką Andrzeja Edwarda była Anna z Mossakowskich (ur. ok. 1780, zm. 1806) ro­dem z Błudowa (Wołyń) w Ukrainie. Jako dwulatek stracił matkę, od 1809 r. opiekę nad nim sprawowała druga żona Kajetana Koźmiana, starsza siostra Anny, Marianna z Mossa­kowskich (1778‒1874). Uczył się w domu, prowadzony przez francuskiego guwernera na­zwiskiem Bontemps (napoleońskiego żołnierza), po 1821 r. przez belgijskiego emigranta Jean-Baptiste’a Le Nain Rosemonda. W l. 1815‒1821 kontynuował naukę ‒ za radą przyja­ciela ojca, Samuela Bogumiła Lindego ‒ na elitarnej pensji profesora Adama Matuszewskie­go, czyli w tzw. Liceum Warszawskim. Kształcił się m.in. pod okiem Mikołaja Chopina, dzię­ki któremu poznał jego syna Fryderyka, „mistrza harmonii polskiej”, jak Koźmian określił go w swych Wspomnieniach (t. 1, 1867). Z Fryderykiem Chopinem połączy Andrzeja Edwarda trwała, dozgonna przyjaźń.

Liceum ukończył z wyróżnieniem. Studiował na Wydziale Administracji Uniwersyte­tu Warszawskiego. Dyplom magistra administracji i ekonomii politycznej uzyskał w 1824 r. Pod opieką Aleksandra Batowskiego wyjechał do Paryża (1829‒1830) oraz do Londynu (luty 1830 r.). Uczęszczał jako wolny student na Sorbonę oraz do College de France, słucha­jąc m.in. prelekcji François Guizota, Abla François Villemaina, Georges'a Cuviera, François Andrieux. W trakcie peregrynacji zapoznawał się z muzeami, teatrem i literaturą, uważ­nie śledził życie polityczne (obserwował obrady parlamentów), poznał m.in. Alphonsea de Lamartine’a, księcia Charles-Maurice’a de Talleyrand-Perigorda, François-Rene de Chateaubrianda, Pierre-Antoine’a Lebruna.

Koźmian dbał o nawiązywanie jak najszerszych kontaktów towarzyskich także w kra­ju. Umożliwiły mu to przede wszystkim koneksje ojca. Od najmłodszych lat miał możliwość uczestniczenia w spotkaniach arystokracji, zapraszano go m.in. na salony Izabeli Czartorys­kiej, Stanisławowej Potockiej czy Teresy Chodkiewiczowej. Nawiązał wówczas relacje ze Sta­nisławem Tarnowskim, Franciszkiem Salezym Dmochowskim, Dominikiem Lisieckim, Jó­zefem Korzeniowskim, Samuelem Bogumiłem Lindem, Feliksem Bentkowskim, Joachimem Lelewelem, Stefanem Witwickim. Częstym gościem bywał ponadto na salonach Marcina Badeniego, Tadeusza Mostowskiego oraz Wincentego Krasińskiego, gdzie nawiązał trwały kon­takt z Zygmuntem (nb. był świadkiem ostatnich dni poety). Koźmian odegrał ponadto zna­czącą rolę jako protektor m.in. Henryka Wieniawskiego, Henryka Rodakowskiego, a także Stanisława Moniuszki.

Po uzyskaniu dyplomu studiów wyższych Koźmian zdecydował się na życie ziemia­nina. Wybuch powstania listopadowego przyjął z niechęcią, choć w odróżnieniu od swego ojca wziął w nim aktywny udział. Przyłączył się do służby dyplomatycznej, pracował w Mi­nisterstwie Spraw Zagranicznych, redagował instrukcje Rządu Narodowego. Po klęsce po­wstania osiadł w Piotrowicach i korzystając z pomocy ojca w prowadzeniu gospodarstwa, często wyjeżdżał, w tym do Dobrzechowa, doglądając posagowego majątku żony Teofili ze Skarzyńskich. Zacieśnił w tym okresie kontakty z konserwatystami krakowskimi: Francisz­kiem Wężykiem, Pawłem Popielem, Walerym Wielogłowskim. Po śmierci ojca w 1856 r. ‒ ze względu na zły stan majątku ‒ sprzedał Piotrowice Janowi Tarnowskiemu i przeniósł się do Dobrzechowa. Wkrótce gospodarstwo przekazał synowi Stanisławowi. Przez dwa lata prze­bywał w Wielkopolsce, m.in. u Franciszka Morawskiego w Luboni. Z Księstwa Poznańskie­go wyjechał do Francji.

W l. 1858‒1864 r. mieszkał w Paryżu, gdzie współpracował z Hotelem Lambert, w l. 1861‒1864 był agentem dyplomatycznym Adama Czartoryskiego, pozostawał w blis­kich relacjach z Julianem Klaczką i Walerianem Kalinką, bywał stałym gościem salonu Mar­celiny Czartoryskiej. Objął kierownictwo działu korespondencji zagranicznych w „Le Moniteur”, głównym francuskim organie politycznym. Wybuch powstania styczniowego Koźmian pierwotnie potępił. W marcu 1863 r. zmienił zdanie, zawierzając zapewnieniom Napoleo­na III dotyczącym planów odbudowy Polski w granicach sprzed 1831 r. Liczył na połączenie się Polski z Prusami, co potwierdza jego korespondencja publikowana w czasopismach oraz kierowana do prywatnych osób. Gdy w marcu 1864 r. Francja odmówiła udzielenia pomo­cy, Koźmian wycofał się z prac politycznych Hotelu Lambert. Do Polski powrócił we wrześ­niu 1864 r., aby zobaczyć w Dobrzechowie swoją wnuczkę. Zmarł tamże 10 XI 1864 po krót­kiej chorobie.

Kręgi twórczości. Trudno jest wyodrębnić rys indywidualnych preferencji i poglądów estetycznoliterackich Koźmiana, zwłaszcza z początkowego etapu jego działalności. Bez wąt­pienia pewną rolę w ich ukształtowaniu odegrał ojciec, ale i duch epoki odcisnął swoje piętno. Jego podejście do sztuki uwidoczniło się chociażby w ocenie twórczości Williama Shakespeare’a. Autor Wyciągów piotrowickich od wczesnego dzieciństwa admirował genialne­go stratfordczyka, uznając go za najwybitniejszego dramaturga wszechczasów. Jako dziesię­ciolatek obejrzał w teatrze warszawskim Makbeta, a efektem rodzącej się wówczas fascynacji ową „najcelniejszą ze sztuk Szekspira” (Wspomnienia, t. 1) stały się wieloletnie próby jej prze­kładu, zwieńczone publikacją Makbet: tragedia przełożona z angielskiego wierszem polskim (1857). Pierwsze translatorskie prace, jeszcze na podstawie francuskiej edycji Pierre’a Letourneura, miały przyciągnąć uwagę Nikołaja Nowosilcowa.

Koźmian był uważnym czytelnikiem i wielbicielem literatury niemieckiej i angielskiej. Świadczy o tym przede wszystkim język, jakim się posługiwał jako autor memuarów. Chętnie sięgał po środki stylistyczne obce estetyce francuskiego klasycyzmu. Od klasyków oddala­ły go również poglądy na genezę poezji. Według Koźmiana najważniejszy jest talent, ta iskra Boża, której przy dużym nawet zaangażowaniu nie da się wypracować. Można ją co najwyżej pobudzić i wydobyć na światło dzienne.

Sam ‒ jako syn uznanego poety ‒ zaczął tworzyć wcześnie: „Już w piątej i szóstej kla­sie pisałem liczne wiersze tak jako zadanie dla profesora literatury, jak w wolnych od prac szkolnych chwilach dla własnej rozrywki” (Wspomnienia, t. 1). Zgodnie z klasycystycznym zwyczajem artystyczny warsztat szlifował na tłumaczeniach. Powstały też polskojęzycz­ne fragmenty Romea i Julii oraz Henryka V („Przyjaciel Ludu” 1838/1839, nr 22). Jeszcze w czasach szkolnych przełożył m.in. Esterę Jeana Racine’a oraz Nieszpory sycylijskie Casimira Delavigne'a, a także wiersz Victora de Laprade’a Resurrecturis: do Polaków. Zadebiutował opowiadaniem Dwa dni w Szwajcarii Saskiej (1828), czyli relacją z podróży w 1825 r. do Ber­lina, Drezna i Wrocławia. Napisał wiele prac historycznych, rysów biograficznych, zbiorów aforyzmów, poezji, komedii i dramatów. Dramat Rok 1846 (1868) ukazał się po śmierci au­tora dzięki staraniom jego syna, Stanisława Koźmiana. W rękopisie pozostały liczne wier­sze, również m.in. komedie pisane dla amatorskich teatrów, takie jak Matka o pięciu córkach na wydaniu.

Uwagi wymagają też jego dzieła publicystyczne i edytorsko-wydawnicze. Jest autorem poczytnych Wspomnień oraz zbioru Listów (1894). Był stałym korespondentem „Czasu”, pu­blikował w „Rocznikach Gospodarstwa Krajowego”, lwowskim „Głosie”, „Chwili”, „Przeglą­dzie Poznańskim”, pisywał do „Wiadomości Polskich”, „Athenaeum” Józefa Ignacego Kra­szewskiego, „Przyjaciela Ludu” czy warszawskich „Kronik”. Jako edytor opracował i wydał wspomnienia żołnierza napoleońskiego Wiktora Dmochowskiego pt. Pisma byłego wachmi­strza w wojskach różnych mocarstw... (1843) oraz Bogusza Stęczyńskiego Tatry w24 obrazach skreślone piórem i rylcem z 80 widokami (1860). Przygotował też do druku wiele pozostają­cych w rękopisach dzieł swego ojca, a także Zygmunta Krasińskiego listy o poemacie Kajetana Koźmiana „Stefan Czarniecki” (1859).

Stosunek do romantyzmu. Krytyka i historia literatury chętnie przywołują opinie młode­go Koźmiana nieprzychylne nowym prądom literackim przedpowstaniowej Warszawy. Nie jest jednak pewne, na ile artykułowana w różnych miejscach dezaprobata dla zmian w lite­raturze lat 20. XIX w. oraz niechęć do poetów sympatyzujących z romantyzmem wynikała z przekonań Andrzeja Edwarda, a na ile była odpowiedzią na oczekiwania ojca. W wierszu zawartym w liście do Franciszka Morawskiego (1 III 1828) scharakteryzował ówczesny Par­nas literacki: „Gdzie Osińscy pomieszani / Pośród balladowej dziczy / I gdzie bardziej prze­wodniczy / Duch Momusa niźli Feba”. W wypowiedziach tego typu niechęć dotykała przede wszystkim kwestii obyczajowych i społecznych, rzadziej aspektów związanych ze sztuką czy literaturą. Wachlarz uwag Andrzeja Edwarda nie wykraczał poza kanon sztandarowych za­rzutów wobec twórczości Adama Mickiewicza i jego naśladowców, jakie dało się usłyszeć w klasycystycznej Warszawie.

Tezę, że przez Koźmiana przemawiał przede wszystkim głos jego ojca, daje się obronić m.in. na przykładzie komentarzy poświęconych dziełom Mickiewicza. Znaczące jest już to, że za najczęstszy punkt wyjścia dla tworzonej argumentacji obierał on Ziemiaństwo polskie. Antymickiewiczowskie wystąpienia Andrzeja Edwarda były kierowane głównie do adresa­tów z najbliższego grona ojca lub bezpośrednio do niego samego. Trudno oczekiwać, aby syn ferował zdania jaskrawo odmienne od poglądów ojcowskich albo że mógł w tamtym okresie, pozostając w silnej zależności od apodyktycznego rodzica, wybić się na tak samodzielne sta­nowisko, na jakie pozwalał sobie choćby najbliższy przyjaciel rodziny, Morawski.

Sytuacja uległa zmianie dopiero podczas wyjazdu młodego Koźmiana do Paryża; np. omówienie stanu paryskich teatrów poeta spuentował stwierdzeniem: „[...] szał romantyczności, ale romantyczności wariackiej, trwa tu ciągle, i Victor Hugo jest tutejszym Mic­kiewiczem z talentem, ale bez smaku i umiarkowania. Jednak nasz wódz romantyków ma daleko więcej ducha poetyckiego” (A.E. Koźmian do rodziców, 24 I 1830). Tak więc, na sub­telną apologię autora Grażyny Koźmian odważył się ‒ i to w listach do ojca ‒ już na początku 1830 r. Opisując głośne w tamtym czasie w Paryżu sprzeczki obozów romantycznego i klasycystycznego, nie opowiedział się jednoznacznie po którejkolwiek ze stron.

Sposobów zawoalowanego, choć zauważalnego kokietowania twórcy Dziadów było w listach Andrzeja Edwarda z 1830 r. sporo, lecz na otwarte pochwały wobec tego poety zdecydował się dopiero w pisanych w latach 50. XIX w. Wspomnieniach. Przekonywał tam m.in., że „od upadku Księstwa Warszawskiego aż do zjawienia się Mickiewicza żadne zna­komitsze poetyczne dzieło nie ukazało się na widok publiczny” (Wspomnienia, t. 1). Poetę z Nowogródka nazywał „głosem pokolenia”, „wcieleniem ducha swego czasu”, artystą prze­pełnionym „wzniosłością natchnienia, które od razu zachwyca i podbija”, a przede wszystkim uznawał go za „wielkiego poetę”, jednego z twórców „na dłuższe wieki wznoszących chwa­łę narodową i życie narodu ocalających” (tamże). O petersburskiej edycji jego dzieł z 1829 r., w której za bardzo cenny uznał poemat Farys, napisał, że: „[...] po raz pierwszy w tak ży­wych, malowniczych i wzniosłych dźwiękach przemówiła mową polską wschodnia poezja” (tamże, t. 2).

Również ogólna ocena stanu literatury lat 20. XIX w., przeprowadzona z dystansu na­stępnego trzydziestolecia, wypada u Koźmiana zaskakująco ‒ jeśli uwzględnić stereotypo­wo przypisywane mu poglądy ‒ pozytywnie. Choć pojedynczym autorom skąpił pochwał, okres narodzin polskiego i europejskiego romantyzmu charakteryzował w jasnych barwach. Odnotuje m.in., że przed powstaniem listopadowym „było warto umieć i lubić czytać, bo czytać było co”, tworząc tym stwierdzeniem kontrast do sytuacji z lat późniejszych: „[...] dziś tylko odczytywać można” (tamże, t. 1). Do grona twórców szczególnie przez siebie cenio­nych zaliczał przede wszystkim Johanna Wolfganga Goethego, którego odwiedził dwukrot­nie w Dreźnie, co opisał w korespondencji oraz w artykule opublikowanym w odcinkach w „Przyjacielu Ludu” (Wizyta Polaka u Gothego w roku 1830, „Przyjaciel Ludu” 1838/1839, nr 35‒37).

Andrzej Edward pozytywnie wypowiadał się także m.in. o Józefie Bohdanie Zaleskim, chwaląc jego Dumy (Wspomnienia, t. 2). Z uznaniem pisał o Antonim Edwardzie Odyńcu oraz Stefanie Witwickim jako o pisarzach, którzy „zaszczytne zyskali miejsce w literaturze” (tamże, t. 1), choć potępiał początki ich twórczej drogi odznaczające się rażącym według nie­go epigonizmem. Koźmian należał ponadto do grona adoratorów talentu Jadwigi Łuszczew­skiej (Deotymy), komplementując jej „wysokie poetyczne usposobienie” (Wstępne słowo, w: Listy Zygmunta Krasińskiego o poemacie Kajetana Koźmiana „Stefan Czarniecki”).

Jego stosunek do twórczości Krasińskiego jest złożony. Choć byli przyjaciółmi, na te­mat konkretnych dzieł autora Nie-Boskiej komedii Andrzej Edward w swych listach i pa­miętnikach wypowiadał się raczej zdawkowo. Więcej komentarzy przynosi dopiero wstęp do Listów o poemacie „Stefan Czarniecki”, choć i tutaj autor ogranicza się właściwie do ogól­ników, zasłaniając się obiegowym aksjomatem, że właściwa ocena określonych wydarzeń jest zadaniem nie bezpośredniego ich świadka, lecz spoglądającego z dystansu lat historyka. Według Koźmiana Krasiński to artysta utalentowany i wrażliwy, „znakomity duchem, wiarą i cnotą”, jednak „skłonny do uniesienia nawet zbytecznego” (tamże).

Wobec twórców oświeceniowych. Koźmian jako krytyk nie uprzywilejowywał poetów ze względu na ich pochodzenie, poglądy czy przynależność społeczną. Co prawda za autora wy­bitnego uznał swego ojca, ciepło wypowiadał się o Franciszku Morawskim („wybornie tłu­maczył Andromakę, i to jakąś śliczną bajeczką, to jakąś ulotną a zawsze piękną poezją swój zapas poetyczny powiększał”; Wspomnienia, t. 1), Franciszku Wężyku („Wiersz płynny, czy­sty, jasny”, Listy A.E. Koźmiana), Kazimierzu Brodzińskim („w wierszach miłych swoje zacne i tkliwe czucia wylewał”, Wspomnienia, t. 1), a także Ludwiku Osińskim („wyborny tłumacz kilku sztuk Kornela i Alzyry Voltaire'a, znakomity poeta”, Ludwik Osiński, 1858), jednak są to wyjątki od reguły. W jego opinii na dezaprobatę zasługują artyści po prostu pozbawieni ta­lentu, bez względu na wyznawane zasady, wiedzę, doświadczenie czy reprezentowaną forma­cję. Wielu poetom z doby staropolskiej oraz oświecenia odmówił uznania z powodu ich predylekcji do naśladownictwa, kopiowania oraz przekładów: „Stan literatury ojczystej w owym czasie nie był wcale świetny pod względem samodzielności i siły twórczej; przeszła ona była z okresu naśladownictwa klasycznego wieku Stanisława Augusta, w epokę tłumaczeń, kto­kolwiek pisał, przekładał obcych pisarzy, zwłaszcza francuskich” (Wspomnienia, t. 1). Zarzut „niesamodzielności” wysuwał nie tylko wobec generacji swego ojca, ale i wobec niego sa­mego. Wszystkie utwory Kajetana Koźmiana poprzedzające cykl ód napoleońskich jego syn uznał za wtórne (tamże). I choć silenie się w sztuce na rewolucyjność, nieszablonowość ‒ co miało charakteryzować pokolenia polskich romantyków ‒ uznawał za równie godne potępie­nia (tamże), to oryginalność postrzegał jako cechę zdecydowanie pozytywną.

Artystom z epoki oświeceniowej zarzucał ponadto przesiąknięcie duchem sceptycy­zmu, który uznawał za synonim ateizmu. Zafascynowanie „dziełami encyklopedystów fran­cuskich i filozofów sceptycznych”, takich jak John Locke, Thomas Hobbes, Baruch Spinoza, Edward Gibbon oraz Pierre Cabanis, miało w jego opinii zgubić takich twórców, jak Stanisław Kostka Potocki, autor Podróży do Ciemnogrodu ‒ dzieła „lichego a tchnącego bezbożnością” (tamże), a także Stanisław Staszic, twórca poematu Ród ludzki. Ten ostatni utwór według krytyka z Piotrowic „nie był ani dziełem sztuki, ani poezją”, cechował go język i styl „naj­dziwaczniejszy”, a treść okazała się pełna „błędów i sprzeczności”. Gorzkich słów nie szczę­dził też Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi. Przyznawał co prawda, że to twórca wybitny, odznaczający się nietuzinkową osobowością, jednak jego dzieła miały być „niepoprawne, często słabe i niedbałe”, przepełnione „samowolnością w kaleczeniu gramatyki i naginaniu języka podług upodobania” (tamże).

Krytyka krytyki literatury. Koźmian w swych pamiętnikach dużo miejsca poświęcił „kry­tykom i recenzentom” przedpowstaniowej Warszawy. Jego refleksje na ten temat miały wy­dźwięk jednoznacznie negatywny, a zarzuty wobec m.in. Towarzystwa Iksów dotykały kilku aspektów ich działalności. Przede wszystkim mieli oni ograniczać się do tworzenia recenzji „mówionych, nie pisanych”, wygłaszanych w stołecznych salonach („zamkniętych inter privatos parietes”, tamże) i przekazywanych opinii publicznej w formie plotek i niedomówień. Okazywało się to groźne przede wszystkim w przypadku autorów tak wybitnych jak Adam Mickiewicz, którego twórczość została pozbawiona rzetelnej i gruntownej analizy, blokowało to też debatę publiczną, co było szkodliwe dla rozwoju polskiej kultury. Chlubne przykłady Jana Śniadeckiego czy Franciszka Dmochowskiego jedynie tę regułę potwierdziły.

Zdiagnozowany przez Koźmiana problem polskiej krytyki literackiej lat 20. XIX w. po­legał nie tyle na wyśmiewaniu nowej estetyki oraz zdobywających popularność zjawisk lite­rackich, ile na ostentacyjnym lekceważeniu okazywanym utalentowanym młodym poetom. Zabrakło wówczas rzetelnego, „głębokiego i wszechstronnego”, naukowego, akademickie­go namysłu nad „pojęciem sztuki”. Syn Kajetana Koźmiana wskazywał w tym kontekście na konkretne nazwisko: Osińskiego, którego scharakteryzował jako osobę co prawda utalen­towaną, lecz leniwą, o wąskim horyzoncie światopoglądowym, nieznającą języków obcych, nieinteresującą się niczym, co wykraczało poza granice literatury francuskiej XVII i XVI­II w. (tamże). Nie był on wyjątkiem, reprezentował generację „Mostowskich, Matuszewiczów, Lipińskich”, ale pokolenie klasyków postanisławowskich nie było jednolite, istniała w nim grupa osób wrażliwszych, interesujących się literaturą niemiecką i angielską (tu wskazywał krytyk takie nazwiska, jak „ks. Czartoryski, Niemcewicz, Fredro, Morawski”), potrafiących dostrzec „piękności, charakter i zalety poezji, której nazwę romantycznej w niedawnym właś­nie czasie dzieła Szlegla i pani Staёl upowszechniły” (tamże). Nie zmieniło to jednak zasad­niczo sytuacji: ci krytycy, publicyści nie nadali nowego kierunku rozwoju narodowej kultury. Tego miała dokonać dopiero generacja następna, do której Andrzej Edward Koźmian zali­czał również samego siebie.

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="14355" title="Nowiński Józefat" slug="nowinski-jozefat">Dramatopisarz, prozaik, poeta, krytyk literacki, nauczyciel. Kryptonimy: Em-jot; Emjot; J.N.; ***.
Informacje biograficzne. Dane na temat pochodzenia i dzieciństwa Nowińskiego są ską­pe, niewiele dokumentów zachowało się w archiwach ukraińskich. Urodził się 26 XI 1863 w Hordijówce (pow. lipowiecki, gub. kijowska). Chodził do gimnazjum w Odessie, studio­wał w Paryżu, zamieszkał w Warszawie, gdzie od lat 80. XIX w. uczestniczył w życiu lite­rackim miasta, współpracując z wieloma tytułami (najściślej z warszawskim „Życiem”, „Gło­sem”, „Ateneum”, „Gazetą Polską”, „Wiekiem”). Pisał wiersze (Sonety, „Kłosy” 1888, nr 1222), opowiadania (Świekra i inne nowele, 1897), sceny dramatyczne (Niewolnik i sułtanka, „Ży­cie” 1890, nr 5–10); był autorem powieści Życie i marzenie. Powieść współczesna („Kurier Codzienny” 1901, nr 10–109, wyd. osob. 1902) oraz pięcioaktowej „szekspirowskiej” sztu­ki Biała gołąbka (wyst. 1899), która przyniosła mu drugą nagrodę i 500 rubli w konkursie dla młodych dramaturgów im. Ignacego Paderewskiego; przegrał wprawdzie konkurencję z Lu­cjanem Rydlem, ale pokonał m.in. Bogdana Jaxa-Ronikiera i kilku autorów prac wyróżnio­nych. Pośmiertnie ukazał się inspirowany buddyzmem i nietzscheanizmem poemat prozą Ku bytowi (1906). Twórczość literacką Nowińskiego przyjmowano na ogół życzliwie, z na­dziejami na przyszłość (A. Neuwart-Nowaczyński); nie brakowało jednak opinii krytycznych (M. Komornicka).
Nowiński chorował psychicznie, był leczony w szpitalu św. Rocha w Warszawie, gdzie podjął z własnej woli pracę posługacza. W ostatnich latach życia pracował jako nauczyciel. W sobotni ranek 26 VII 1906 wyszedł ze swego mieszkania przy ul. św. Barbary i udał się do Ogrodu Botanicznego, gdzie przy ruinach Świątyni Opatrzności strzałem z rewolweru ode­brał sobie życie. W liście do Kasy Literackiej (prosił o upublicznienie ostatniego słowa) pre­cyzował powody swojej decyzji: „Mam w duszy całe piekło ziemi swojej – z tym brutalizo­waniem ludności przez żołdactwo, z torturami w cytadeli, z mordowaniem po cyrkułach i rozstrzeliwaniem po ulicach. I błogosławię los, że nic nie stoi między mną a przeznacze­niem moim: ani strach, ani obowiązki rodzinne, ani olśnienie szczęścia” (List śp. Józefata No­wińskiego, „Słowo Polskie” 1906, nr 334). Śmierć Nowińskiego odbiła się głośnym echem w prasie galicyjskiej, gdzie komentarzy nie tamowała cenzura, i w pismach warszawskich, które starały się ograniczenia omijać.
Sylwetki pisarzy. W pracach krytycznoliterackich Nowiński skupił się na tworzeniu sylwe­tek pisarzy. Nie były to ani portrety w stylu Charles-Augustina Sainte-Beuve’a, ani pozytywi­styczne prace typu „życie i twórczość”. Właściwą nazwą dla formy uprawianej przez Nowiń­skiego byłoby określenie „pisanie o pisarzach” lub formuła „wrażenia z lektury”. W tekstach tych (nie zawsze są to artykuły sensu stricto ani eseje) krytyk snuje obszerne, niespieszne, luź­no skomponowane rozważania na temat autorów lub opowiada o odczuciach i myślach, któ­rych doświadczył podczas czytania. Praktyka krytycznoliteracka Nowińskiego może budzić irytację: teksty są przegadane, rozwichrzone, pozbawione nie tylko prób obiektywizacji wy­wodu (co warto powiązać z modernistyczną odmianą dyskursu krytycznego), ale elemen­tarnej powściągliwości i dyscypliny. Można jednak odkryć w tej formie twórczości nieocze­kiwane zalety: krytyk-erudyta przyjmuje punkt widzenia czytelnika naiwnego, doceniając prostotę i zwyczajność fabuł i obrazów. Lub przeciwnie – czytelnika niekonwencjonalnego, sięgającego w ramach – jak to określał – antropomorfizacji lektury do własnej biografii (Sien­kiewicz, 1901), co było źle przyjęte, ówczesne reguły dyskursu publicznego nie pozwalały bowiem na tego typu odwołania.
W rozprawie poświęconej Adolfowi Dygasińskiemu (Dygasiński jako beletrysta, „Ate­neum” 1897, t. 2), podobnie jak w większości pism krytycznych, Nowiński wyodrębnił zalety i wady prac pisarza. W tym przypadku mieszanina jakościowa była pochodną różnorodności gatunkowej i tematycznej, wobec której krytyk czuł się nieco zagubiony i szukał nici Ariad­ny. Dostrzegał w dziełach Dygasińskiego wiedzę, spostrzegawczość, humor, inteligencję, ale „nigdzie tej intuicji, która widzi, co jest niedostrzegalne dla innych, przenika do głębin du­cha niedostępnych dla zwykłych śmiertelników” (tamże). Niewątpliwą zaletą omawianej pro­zy było umiłowanie przyrody ojczystej, które krytyk doceniał m.in. za niekonwencjonalny (asentymentalny) sposób wyrażania uczuć, zgłaszając jednak zastrzeżenia co do estetycz­nej wartości wielu autorskich sformułowań, jak w przytaczanym za Dygasińskim zdaniu: „[…] i oto widzę przed sobą reprezentantkę naszej szpilkowej roślinności, sosnę” (tamże). Ganił natomiast skłonność do rezonerstwa, wywodów filozoficznych i pseudofilozoficznych.
Naturalistyczny pogląd na miłość nazywał „płaską nędzą duchową” (tamże), ale równocześ­nie komplementował trzeźwość pisarskich rozpoznań. Prawdziwymi arcydziełkami Dyga­sińskiego pozostawały w opinii krytyka opowiadania (przedkładał je nad powieści tego au­tora), oddające prostotę zwykłych ludzi i dramatyzm życia zwierząt. Trzymając się zasady „ganić, chwaląc” i „chwaląc, ganić”, Nowiński przypominał, że ten rodzaj twórczości może przykuć uwagę czytelnika, ale nie może wzbudzić jego zapału.
Poetyka falującego następstwa pochwał i przygan rządziła omówieniem twórczo­ści Marii Konopnickiej. Krytyk zarzucał poetce, zwłaszcza w serii pierwszej Poezji, grzechy kardynalne: nieoryginalność, naśladownictwo wielkich twórców, nieszczere tony. W serii drugiej autorka, przekonana o swej wielkości głosami przesadzającej w pochwałach kryty­ki warszawskiej, która rekompensowała jej perturbacje towarzyszące publikacji fragmentów dramatycznych Z przeszłości (1881), uderzyła w ton wieszczy, pisząc np. „Pójdźcie, obaczcie, kto jestem i jaki / siew rzucam w rolę przyszłości”. Nowiński komentował: „Czy może kto wy­obrazić sobie poetę, bohatera miłości prawdy, proroka, apostoła lub prawodawcę, w którego ustach słowa te wydawałyby się skromnymi? Czy nie byłyby one najwłaściwsze, gdyby się ty­czyły Chrystusa?” (Maria Konopnicka, „Ateneum” 1894, t. 1). Wiersze wieszcze krytyk prze­ciwstawił wierszom pisanym w chwili „szczerego natchnienia” (tamże), co wiązał z udaną ekwiwalentyzacją uczucia smutku. Krytyka przekonywała proza Konopnickiej, opowiadania Banasiowa i U źródła nazwał nowelami-poematami i dodawał, że aby nabrać wyobrażenia na temat ich piękności, należałoby je w całości przepisać.
Wyznaczając linię rozwojową poezji Konopnickiej, krytyk przyjmował, że w serii dru­giej Poezji zaznaczył się proces korzystnych przemian i prawdziwej indywidualizacji, który przybrał postać dojrzalszą w wierszach serii trzeciej i objawiał się siłą oraz jędrnością słowa zauważalną także w utworach wzniosłych, tyrtejskich. Zasadniczo jednak Nowiński skła­niał się ku utworom skromnym w wymowie, nieeksponującym podmiotu mówiącego, nie- wadzącym się z Bogiem, pozbawionym tonu oskarżycielskiego wobec warstw społecznych, odpowiedzialnym za nędzę „maluczkich”.
Rozprawę na temat Konopnickiej krytyk uzupełnił uwagami poświęconymi czwar­tej serii Poezji, przyjmując, że nie wniosła ona wiele do warsztatu poetki, choć wydoby­ła „czarowne dźwięki” (Maria Konopnicka. Seria czwarta, „Głos” 1897, nr 30). Utożsamia­nie podmiotu lirycznego z poetką sprawiało, że krytyk zauważał przede wszystkim to, co miało świadczyć o idiolatrii Konopnickiej, a więc „dziwaczność niezrozumiałą”, spowiedź „z własnego bohaterstwa”; pochwały skupiły się głównie na doskonałości przekładów wierszy Roberta Hamerlinga, Jaroslava Vrchlickiego, Juliusa Wolffa (tamże).
Odmienny charakter ma praca Nowińskiego Sienkiewicz. Z pozostałymi sylwetka­mi łączy ją niespieszny tok opowieści, subiektywizm sądów, nieokiełznany język krytyka, dzieli wszystko inne. Sienkiewicz to apologia pisarza i człowieka, hołd złożony jego osobie i talentowi; wypowiedź wykraczająca poza dyskurs krytycznoliteracki, idąca w stronę pro­zy poetyckiej, modlitwy, ekstazy. Krytyk przedstawił ewolucję talentu Henryka Sienkiewi­cza: jego pierwsze utwory nie zapowiadały geniusza, ale też pisarz nie stał się bezkrytycz­nym wyznawcą żadnej ideologii. W Ameryce zmężniał jako artysta i człowiek, a po powrocie był już pisarzem, którego czytanie stało się obowiązkiem „inteligentnego Polaka” (tamże). Z natchnieniem Nowiński pisał o Ogniem i mieczem: o genialności scen zbiorowych, ide­alnych wcieleniach postaci bohaterów, do których zaliczał m.in. Jeremiego Wiśniowieckie- go. Wiele scen określił mianem szczytnych pieśni w szczytnym poemacie (tamże). W Potopie dostrzegał indywidualności ludzkie skłonne zarówno do dobra, jak i zła. Komplementował miłość Kmicica i Oleńki, bohaterkę nazwał „najbardziej żywą w swej typowości postacią niewieścią w piśmiennictwie naszym” (tamże). W Panu Wołodyjowskim akcentował wznios­łość wielu scen, których nie sposób streścić lub opisać. Wysoko cenił także powieści współ­czesne, w Bez dogmatu zachwycał się postacią Anielki, w Rodzinie Połanieckich dostrzegł ideę „służby Bożej” jako horyzont duchowy (religijny) bohaterów. Oprócz wielu uwag poświęco­nych Quo vadis? krytyk podkreślił sceniczność powieściowych ujęć, dialogowe zwarcia i kon­frontacje, wcześniej widoczne jedynie w Panu Wołodyjowskim („Rozmowa Chilona z prze­sądnym Westinusem o mękach chrześcijan jest nie do zapomnienia”, tamże). W przypadku powieści Krzyżacy zapytał wprost: „[…] jak człowiek mógł to stworzyć?” (tamże). Nowiński uznał, że są dwa przeznaczenia człowieka: „[…] być bohaterem lub czcić bohatera” (tamże). Kto nie wypełnia żadnego z tych zadań, lokuje się „poza ludzkością”. Czytając Sienkiewicza, krytyk podjął dziejową powinność czciciela jego artystycznej i duchowej potęgi. Był dumny z tego, że „służył pod nim” (tamże).
Prusowi krytyk nie poświęcił „sylwetki”. Obszerna rozprawa o Faraonie („Głos” 1897, nr 15–21) częściowo ją zastępuje, przynosząc wiele refleksji na temat autora powieści i jego warsztatu.
Polemista. Erudycja i temperament czyniły z Nowińskiego świetnego polemistę. Talent tego rodzaju objawił się m.in. w artykule Bankructwo rozumu („Głos” 1896, nr 8–9) poświęconym krytycznemu omówieniu dwu prac Teodora Jeske-Choińskiego Na schyłku wieku. Studium (1895) oraz Rozkład w życiu i literaturze (1895). Nowiński powątpiewał, czy lekarstwem na kryzys etyczny w świecie i erupcję ludzkiego egoizmu jest religia inkwizytorska egzekwowa­na administracyjnie. Szczególnie mocno protestował przeciwko oskarżaniu nauki traktowa­nej jako „synonim zepsucia” (tamże, nr 8) o szerzenie demoralizacji. Dodawał: „Należy przy tym pamiętać, że teorie p. Ch[oińskiego] nie mają nic wspólnego ani z ideą powrotu do na­tury Rousseau, ani z pojęciem Carlyle’a, który wszelką wiarę szczerą i głęboką, całą duszę wypełniającą, a więc niepotrzebującą żadnych z zewnątrz »nakazów kategorycznych« – sta­wi wyżej od wszelkiej wiary formalnej […]. Że wiedza sama nie może zaspokoić wszystkich potrzeb ducha ludzkiego, wątpić mogą ci tylko kochankowie przyrody, co idąc od odkrycia do odkrycia, w jednym tylko kierunku myśl wytężając, nie mają czasu zatrzymywać się nad pytaniami natury ogólnej, ale p. Ch. żąda anatemy na naukę nie w imię ekstatycznej miło­ści dla jakiegoś ideału, nie wskutek rozpaczliwego odczucia całą treścią swej istoty krwawych szponów pytań, na które wiedza odpowiedzi dać nie jest w stanie (Tołstoj), lecz po prostu ze względu na cele praktyczne: nauka zbrodniarką jest, bo kto się jej dotknie, traci »naiwność«, »nie czuje w gębie wędzidła«” (tamże). Krytyk przekonująco zdezawuował autorytet nauko­wy Jeske-Choińskiego, przemawiającego „tonem Fausta nowożytnego” (tamże, nr 9), wyka­zując, że autor rozpraw zbudował hasłową erudycję („bigos”) na wiedzy z drugiej ręki, niepo­rozumieniach i rażących przekłamaniach.
Polemiczny majstersztyk stanowiła praca poświęcona Stanisławowi Przybyszewskiemu (Stanisław Przybyszewski, 1902), w której krytyk w proch obracał nadęte, często nielogicz­ne, nieodpowiedzialnie formułowane wywody pisarza (co łączył m.in. z uprawianym przez niego „kultem alkoholu”).
Krytyk o krytyce. Nowiński wypowiadał się wielokrotnie na temat krytyki. Pośród przyczyn słabości widział jej „zreporteryzowanie”, czyli dostosowywanie się do dziennikarskiej po­wierzchowności, niski poziom etyki i – co traktował jako przypadłość polską – rekrutowanie się krytyków z „legionu” autorów (Kilka słów o naszej krytyce, „Ateneum” 1892, t. 2, z. 5). W innym miejscu podkreślał, że na Zachodzie toczą się nieustanne debaty na temat metod krytycznych, „u nas krytyk może bezkarnie być reporterem, reklamistą, wendeciarzem, plot­karzem lub gawędziarzem: nikt w prasie nie zwróci uwagi na to, czy on plecie trzy po trzy, czy trafia w sedno rzeczy” (Uwagi o krytyce, „Gazeta Polska” 1899, nr 57). Sam nie angażo­wał się w dyskusje na temat przedmiotu i metod krytyki, jego wypowiedzi raczej nie mają charakteru metakrytycznego, mówią o społecznym funkcjonowaniu krytyki i jej relacjach z życiem publicznym.
Rola recenzenta. Wypełniał ją z pozoru podobnie do całej rzeszy dziennikarzy literackich: streszczał fabuły omawianych utworów, wyodrębniał ich cechy szczególne; w przypadku no­wel Michała Bałuckiego był to humor („Życie” 1889, nr 51), w przypadku Zygmunta Kacz­kowskiego – umiejętność oddania ducha opisywanych epok („Głos” 1896, nr 38), w przy­padku Argonautów Elizy Orzeszkowej („Ateneum” 1900, t. 3) – śmiałość w podejmowaniu aktualnych problemów („brak dyfuzji z innymi warstwami społecznymi” osłabiał jednak diagnozę pisarki).
Z gazetowej recenzji opartej głównie na streszczeniu fabuły utworu potrafił wydobyć więcej niż inni. Dystansował się dyskretnie wobec nieprawdopodobnych rozwiązań fabu­larnych lub lapsusów autorskich, a jednocześnie żartobliwie przyznawał, że utwory np. Ma­rii Rodziewiczówny są z handlowego punktu widzenia równe dziełom Sienkiewicza. Ironia nie likwidowała uznania dla potwierdzonych poczytnością walorów literatury – dzisiaj na­zywanej – literaturą popularną. U Rodziewiczówny podkreślał szczegół – umiejętność bu­dowania dialogu („Gazeta Polska” 1890, nr 76). Omówienie Ziemi obiecanej potwierdzało istotną cechę warsztatu recenzenckiego Nowińskiego, skupionego raczej na poszczególnych elementach utworu niż na syntezie. Krytyk dokonał błyskotliwej oceny bohaterów Władysła­wa Stanisława Reymonta, nazywając narzeczoną Borowieckiego „sentymentalnym maneki­nem”, a jego samego „zlepkiem niepogodzonych i niemożliwych do pogodzenia sprzeczno­ści”, powieść zaś złagodzoną wersją brutalizmów Zoli, unikał natomiast rozważań ideowych, zastępował je metaforą, w tym przypadku mówił o przytłumionym świetle jesiennego poran­ka jako ekwiwalencie szczególnego nastroju powieści („Gazeta Polska” 1899, nr 37).
Nowiński recenzował również prace naukowe i popularnonaukowe. Wiernie oddał treść książki ks. Stanisława Załęskiego O masonii w Polsce („Ateneum” 1889, t. 4, z. 12), za­chowując jednak prawo do swobodnego komentarza łagodzącego opinię autora na temat bezwzględnej szkodliwości masonerii i jej wrogości wobec Kościoła i tronu. Dziwił się Jano­wi Władysławowi Dawidowi, że w swoich Szkicach psychologicznych tak często odwoływał się do metafizyki: „Hipoteza nieświadomej myśli wydaje mi się stosowniejszą do wypełniania tej przepaści faszyną” („Życie” 1889, nr 50).
Recenzent w teatrze. Nowiński zajmował się także nowościami teatralnymi. Łączył uwa­gi dotyczące dramatu z rozpoznaniami na temat inscenizacji, a przede wszystkim sztuki ak­torskiej. Dzwon zatopiony Gerharta Hauptmanna potraktował jako przykład dramatu sym­bolicznego, obfitującego w niejasności i rezonerskie monologi, co utrudniało stworzenie udanych kreacji aktorskich nawet tak inteligentnym aktorom, jak Seweryn Nowicki i Józef Śliwicki („Głos” 1899, nr 10). Recenzent umiał oddać wartość sztuk opartych na wyduma­nej, nielogicznej fabule, które dzięki obyciu scenicznemu ich autorów wciągały widza, wy­woływały w nim falę naiwnych, ale „zaangażowanych” dociekań: „Ach, te pytania!”. Recen­zent delikatnie zaznaczał swój dystans do tego rodzaju produkcji artystycznej, jednocześnie poważnie i kompetentnie komentował grę aktorów np. w Bawidełku Edwarda Lubowskiego („Gazeta Polska” 1899, nr 87).
Próba podsumowania. Na dorobek krytyczny Józefata Nowińskiego składają się prace róż­nej jakości. Najbardziej kontrowersyjna wydaje się rozprawa poświęcona Sienkiewiczowi, i tak też została oceniona przez współczesnych autorowi. Aureli Drogoszewski pisał: „Nie­kiedy drażni, lecz najczęściej sprawia komiczne wrażenie. Zawahałem się, kładąc słowo nie­zbyt grzeczne, ale kto tyle, co p. Now[iński] rozdał na wsze strony epitetów, jak: tępa głowa, pozytywno-pozytywkowy, niepowołany, lecz mający się za powołanego, poszukiwacz dziur na całym, głupiec, kura, plotkarstwo, bezmyślność, głupota naturalna, ślepota przyrodzona itp. – ten chyba nie ma prawa wymagać względności dla siebie” („Prawda” 1902, nr 11). Mniej krytyczny Józef Flach uznał Nowińskiego za „osobistość ciekawą, prawie wyjątkową” („Prze­gląd Polski” 1901, z. 11), ale o pracy wiele dobrego powiedzieć nie mógł. Inne rozprawy spo­tykały się zasłużenie z lepszą oceną, a wypowiedzi polemiczne Nowińskiego były świetne: pi­sane z lekkością i wdziękiem, wnosiły ważne spostrzeżenia, były trafne i – jeśli można tak rzecz ująć – sprawiedliwe.
Nowiński był krytykiem w każdym rozumieniu tego słowa osobnym. Nie trzymał się z góry przyjętych zasad, nie wyznawał żadnej ideologii (ani pozytywnej, ani przyświecają­cej modernizmowi). Nie precyzował, jaki rodzaj krytyki preferuje; raz pisał, że „[u]twór kry­tyczny to dzieło sztuki z powodu dzieła sztuki” (Uwagi o krytyce), ale wielokrotnie upominał się o unaukowienie i w pewnym sensie o zestandaryzowanie pracy krytycznej (przez syste­matyczny rozbiór utworu) i przywoływał nazwiska koryfeuszy tego kierunku w dobrze mu znanej krytyce francuskiej. Można tę zmienność brać za rodzaj niekonsekwencji. Można też przyjąć, że Nowiński był gotów w konfrontacji z utworem literackim poddawać własne zało­żenia krytyczne permanentnej weryfikacji. Jedno z nich nie podlegało fluktuacjom: tęsknota za arcydziełem, które byłoby zdolne poruszyć wszystkie struny w duszy odbiorcy. W jednym z nekrologów znalazło się takie zdanie o Nowińskim: „Ciągle dopasowywał życie praktyczne do ideału” (B.K., Śp. Józefat Nowiński. Wspomnienie pozgonne, „Gazeta Polska” 1906, nr 197). Ta uwaga stosuje się także do uprawianej przez niego działalności krytycznoliterackiej.</document>
<document nplp_id="14398" title="Kirkor Adam Honory" slug="kirkor-adam-honory">Wydawca, drukarz, redaktor, publicysta, historyk, etnograf. Pseudonimy i kryptonimy: A.H.K.; Jan ze S.; Jan ze Śliwina; Sobarri.

Informacje biograficzne. Urodził się 21 I 1819 na Mohylewszczyźnie w majątku Śliwin jako syn Karola Kirkora i Tekli z Wołodkowiczów. Kształcił się w gimnazjum mohylewskim, a następnie wileńskim. Podjął pracę w rosyjskiej administracji jako kancelista w Izbie Skarbowej Wileńskiej. Debiutanckim artykułem Kirkora pisanym w języku polskim były Nowiny z Wilna („Tygodnik Petersburski” 1842, nr 84) wyliczające spektakle teatralne i plany wydawnicze lokalnych drukarni. Pierwszym „pismem zbiorowym” powołanym przez nieznanego jeszcze w środowisku Kirkora był „Radegast” (t. 1, 1843) wydany w celu zbierania funduszy na polską scenę teatralną w Wilnie. Tom składał się z dwu działów: poezji i prozy; dominowały w nim epigońskie liryki romantyczne i artykuły o tematyce teatralnej. Pismo przeszło bez echa i zapewne dlatego Kirkor zrezygnował z zapowiadanych następnych tomów. Drugim „pismem zbiorowym” Kirkora były „Pamiętniki Umysłowe” (t. 1–3, 1845–1846). Zgodnie z profilem ruchu czasopiśmienniczego w Wilnie wszystkie projekty wydawnicze Kirkora miały ambicje naukowe, choć redaktor musiał także liczyć się z publicznością oczekującą przede wszystkim powieści. W połowie lat 40. nastąpiła kilkuletnia przerwa w działalności wydawniczej, którą Kirkor przeznaczył na badania historyczne i archeologiczne. W latach 50. publikował w Moskwie i Petersburgu rosyjskojęzyczne rozprawy poświęcone historii Wilna i ziemi wileńskiej oraz swą pierwszą rozprawę archeologiczną (Wycieczka archeologiczna po guberni wileńskiej przez Jana ze Śliwina, „Biblioteka Warszawska” 1855, t. 2). W 1856 r. został kustoszem wileńskiego Muzeum Starożytności obejmującego prywatne zbiory Eustachego Tyszkiewicza i Kirkora. W tym samym roku ukazują się uważane za pierwszy polski przewodnik Przechadzki po Wilnie i jego okolicach (1856, wyd. 2 – 1859). Był on trzykrotnie wznawiany jako Przewodnik po Wilnie i jego okolicach z wykazaniem historycznym najbliższych stacji kolei żelaznych (1862, 1880, 1889).

Był członkiem rzeczywistym Komisji Archeologicznej (1855) i głównym pracownikiem, pionierem polskiej archeologii, która w epoce romantycznej przekształciła się z kolekcjonerstwa zabytków materialnych w autonomiczną naukę. Kirkor-archeolog w trakcie badań zebrał ponad 500 zabytków, które podarował wileńskiemu Muzeum Starożytności. Staraniem Komisji Archeologicznej przy wydatnym udziale Kirkora podjęto też trud utworzenia biblioteki publicznej w Wilnie, w planach była reaktywacja uniwersytetu. Chcąc pozyskać przychylność zaborcy, Komisja z inicjatywy Kirkora wydała we wrześniu 1858 r. okolicznościowy album Na pamiątkę pobytu Najjaśniejszego Cesarza Jego Mości Aleksandra II w Wilnie 6 i 7 września 1858 roku. Rachuby okazały się jednak mylne, a wiernopoddańcza publikacja położyła się cieniem na dalszej działalności Kirkora.

Kirkor kontynuował prace wydawnicze: w połowie 1857 r. ukazał się pierwszy numer „Teki Wileńskiej” (ostatecznie udało się ogłosić sześć numerów pisma oraz stanowiące jego kontynuację dwa tomy „Pisma Zbiorowego Wileńskiego” w 1859 i 1862 r.). Pismo zyskało dużą popularność, wielu prenumeratorów i przychylne recenzje; o jego zamknięciu zdecydowała jedynie ingerencja cenzury. Wydawca dążył jednak wciąż do redagowania nie tylko nieregularnych pism zbiorowych, lecz periodycznego tygodnika. W 1859 r. kupił drukarnię Teofila Glücksberga, która działała do 1867 r., wydając m.in. prace Józefa Kremera, Zygmunta Kaczkowskiego, Władysława Syrokomli, Józefa Korzeniowskiego oraz Kirkora. Wydzierżawił też „Kurier Wileński”, który pod nazwiskiem Kirkora ukazywał się od początku 1860 r. Na stronach w języku polskim zamieszczał polityczne wiadomości zagraniczne, depesze telegraficzne, polski dział literacki, a także korespondencję z różnych stron Polski i świata poświęconą życiu kulturalnemu. Z profilem czasopism Kirkora koresponduje też jego działalność prywatna, w okresie ich publikacji jego salon był jednym z najważniejszych miejsc spotkań wileńskiej inteligencji.

Czas po klęsce powstania styczniowego przyniósł jednak stopniowy upadek „Kuriera”, którego redakcję Kirkor utrzymał do końca 1865 r., korzystając z pomocy finansowej rządu, czasopismo stało się organem władzy urzędowej, wydawanym od marca 1864 r. wyłącznie w języku rosyjskim. Wydawca popadł zresztą w niełaskę również u władz rosyjskich. Jego pierwsza żona, aktorka Helena Majewska-Kirkorowa (1828–1900), która nb. opuściła go w 1857 r., była kurierką Rządu Narodowego, ukrywała w swoim warszawskim mieszkaniu powstańców, organizowała łączność z Romualdem Trauguttem. Wkrótce po zesłaniu żony na Syberię w 1864 r. Kirkor uzyskał rozwód. Skompromitowany, postanowił przenieść się wraz ze swą drukarnią do Petersburga. W l. 1868–1871 wydawał tam, od początku wrogo przyjmowany przez środowisko rosyjskie, propolski dziennik „Nowoje Wremia”. Działalność ta doprowadziła go do bankructwa.

Wkrótce Kirkor wyjechał do Krakowa. Pozbawiony środków do życia, dał się wciągnąć Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu w działalność wywiadowczą na zlecenie rządu francuskiego. W 1873 r. przesyłał pisarzowi do Drezna korespondencje pisane w Krakowie na podstawie informacji dostarczanych z Petersburga przez poślubioną w 1866 r. drugą żonę, Marię z Boczkowskich (ok. 1842–1931). W okresie krakowskim Kirkor współpracował też z Akademią Umiejętności, działając w Komisji Archeologicznej i Komisji Antropologicznej. Prowadził prace wykopaliskowe na terenie wschodniej Małopolski. W 1874 r. wygłaszał wykłady w krakowskim Muzeum Techniczno-Przemysłowym. W Krakowie podjął również kolejne próby wydawnicze. Pierwszy numer czasopisma „Na Dziś” ukazał się w styczniu 1872 r. Oprócz działów poezji i powieści na łamach pisma ukazywały się artykuły z dziedziny etnografii, medycyny, historii, ekonomii, krytyki literackiej, a także zestawienia bibliograficzne. Łącznie ukazały się trzy tomy, trudno było bowiem Kirkorowi dłużej utrzymać pismo bez zaplecza finansowego. Działalność wydawcy była zresztą naznaczona ustawicznymi problemami materialnymi oraz zmaganiami z cenzurą, która w ciągu całego życia Kirkora odrzuciła 20 jego projektów wydawniczych. Taki los spotkał m.in. w 1841 r. „Odessę”, na której łamach chciał zaznajamiać szerokie kręgi społeczeństwa polskiego z kulturą rosyjską, a także pomyślane jako wydawnictwo o podobnym profilu „Echo Newy”. Jedną z ostatnich inicjatyw Kirkora było wydanie Księgi pamiątkowej jubileuszu J.I. Kraszewskiego 1879 r. (1881), która ukazała się mimo nieporozumień kompetencyjnych między Kirkorem a Władysławem Ludwikiem Anczycem. W 1881 r. Kirkor podjął też współpracę z czasopismem „Slovanský sborník” Edvarda Jelínka, publikując tam m.in. pracę popularyzującą archeologię na gruncie czeskim. Kirkor zmarł 23 XI 1886 w Krakowie. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

O muzyce i teatrze. Wczesne pisma krytyczne Kirkora mają charakter zwięzłych komentarzy, których punkt wyjścia stanowią bieżące wydarzenia kulturalne w Wilnie, np. występy skrzypka Kazimierza Ładewskiego (Kazimierz Ładewski, „Radegast” 1843, t. 1). Charakterystycznym gatunkiem dla pisarstwa Kirkora staje się życiorys, kryterium wyboru bohatera szkicu stanowią zaś jego związek z Wilnem i zasługi dla życia intelektualnego miasta. Kirkor poświęcał artykuły artystom, np. dyrygentowi i kompozytorowi Wiktorowi Każyńskiemu (Wiktor Każyński, „Athenaeum” 1845, z. 6). Charakter biografii stanowiącej kompilację obszernie cytowanych cudzych opinii ma publikacja na temat skrzypka Apolinarego Kątskiego (Apolinary Kątski (na pamiątkę pobytu jego w Wilnie), 1852).

Najwięcej miejsca w rozważaniach Kirkora w latach 40. zajmuje kondycja teatru wileńskiego. Jednym z głównych wątków obok charakterystyki gry poszczególnych aktorów jest problem obecności dzieł polskich na scenie, rozpatrywany równolegle z kłopotami organizacyjnymi: „Najboleśniej, że tak mało mamy sztuk krajowych. Przekłady i tłomaczenia! Pisarze nasi, nie wiemy dlaczego, mało poświęcają pióra swego dla teatru, a jeżeli co napiszą, to bardziej dla czytelnika niż dla sceny. […] u nas z powodu małej liczby aktorów i publiczności często i Fredro grywanym być nie może” („Gazeta Teatralna” 1843, nr 54). Wileńskie przedstawienie Hamleta staje się dla Kirkora powodem do pochwały ks. Ignacego Hołowińskiego jako pierwszego polskiego tłumacza z oryginału sztuki Williama Shakespeare’a („Tygodnik Petersburski” 1844, nr 84).

Oddany sprawie teatru wileńskiego (zajmował się jego biblioteką, garderobą i dekoracjami), Kirkor zdawał sobie jednak sprawę z prowincjonalnego charakteru tej sceny w porównaniu np. ze sceną petersburską („Athenaeum” 1846, t. 4). Zauważał, że aktor jest „wystawiony na sąd widzów, różnych zdań, pojęć, życzeń, różnych klas, różnego stopnia oświecenia. Każdemu musi choćby mniej więcej dogodzić […], a inaczej, srogi sędzia […] nie szczędzi biednego Artystę, krzywdzi go w oczy, sarka albo zabija samą obojętnością, milczeniem…” („Pamiętniki Umysłowe” 1845, t. 2). Z czasem Adam Honory Kirkor porzucił jednak ten ton pełen uznania dla aktorów, co mogło mieć związek z kłopotami małżeńskimi (jego żona aktorka miała głośny romans z W. Syrokomlą). W liście z 24 XI 1857 do Kraszewskiego, który kierował żytomierskim teatrem, Kirkor ostrzega: „Znam ja dobrze tę szarańczę [aktorów]! […] To kasta nieszczęśliwa, ale kłamliwa, złośliwa, przewrotna, mściwa. Nie daj Boże nikomu żyć z nią” (cyt. za: S. Kirkor).

O literaturze słowiańskiej. Od połowy lat 50. Kirkor koncentruje się na pracach poświęconych archeologii, etnografii, dziejom Słowian i historii Wilna. Znajdują się w nich passusy dotyczące literatury. W rozprawie programowej Znaczenie i postęp archeologii w naszych czasach („Pamiętniki Komisji Archeologicznej Wileńskiej” 1856) autor podkreśla rolę tej nauki jako inspiracji twórczości artystycznej: „[…] badanie starożytności stało się potrzebą wieku. […] Ich dzieje służą za wątek do większej części badań uczonych i prac literackich. Poeci z tego zagrobowego świata czerpią swoje natchnienia” (tamże). Zadaniem uczonych i literatów jest ożywianie przeszłości i uświadamianie jej znaczenia dla tożsamości współczesnych – stwierdza Kirkor w kontekście litewskiej leksykografii („Pismo Zbiorowe Wileńskie” 1862). Pożądana przez Kirkora literatura ma czerpać z zasobów oryginalnego języka ludu litewskiego: „Ukształconym poetom naszym nie pomiatać, co jest ludowego, ale z ducha ludu natchnienie brać wypada; bo ten tylko genialnym i powszechnie lubianym pisarzem bywa, kto w prostocie słodyczy, naturalności i języku lud naśladuje” (tamże).

Dwie najobszerniejsze prace krytyczne Kirkor poświęcił literaturom słowiańskim: są to Zarysy współczesnej literatury rosyjskiej (1873) oraz O literaturze pobratymczych narodów słowiańskich (1874). W Zarysach w duchu pozytywistycznym ujmuje literaturę jako wykładnik życia społeczeństwa w określonych warunkach historycznych, kreśląc tło historyczne i kulturalne. Głównym kryterium oceny jest dla niego narodowość literatury, jej autonomia i wolność od obcych wzorców i interesów politycznych. Dzieje literatury rosyjskiej w jego ujęciu to losy, jak pisze, „męczenników” prześladowanych przez kolejne rosyjskie rządy, pisarzy „z wysokim wykształceniem, szlachetnym poświęceniem się i stałą dążnością wprowadzenia piśmiennictwa na szersze tory, wyłaniania się z niewolniczego stanu i wyrobienia samoistnego narodowego stanowiska” (Zarysy). Istotną cezurę Kirkor widzi w twórczości Nikołaja Gogola, który stworzył „realno-narodową szkołę rosyjską”. Podkreśla zasługi literatury podejmującej kwestię społeczną, dagerotypicznej, piętnującej słabości ludzkich charakterów i wskazującej kierunek rozwoju – jest nim wytrwała praca na rzecz ojczyzny, jej wolności i rosnącej świadomości narodu. Na tym polu widzi krytyk działalność Aleksandra Hercena, Nikołaja Niekrasowa, Iwana Turgieniewa, Lwa Tołstoja, Nikołaja Czernyszewskiego.

Odczyty O literaturze pobratymczych narodów słowiańskich stanowią wyraz poglądów słowianofilskich Kirkora, który w literaturze dostrzegał środek do wzajemnego zbliżenia się Słowian. Odzwierciedla się tu pozytywistyczne przekonanie autora o koniecznym obiektywizmie wolnego od osobistej niechęci czy uprzedzeń poznania naukowego i charakterystyczny dla XIX w. pogląd o ścisłym związku twórczości z charakterem narodowym: „Historyk to kapłan bezwzględnej prawdy. Prawda bezwzględna jeszcze konieczniejszą jest dla historyka piśmiennictwa tego lub owego narodu” (O literaturze). Inne zabytki piśmiennictwa Kirkor omawia równolegle z zarysem historii politycznej, albowiem „literatura narodu nie spada z nieba. Tworzą ją ogólne dzieje i losy państwa. A przeto i sama literatura nie jest czym innym, jak tylko odbiciem życia i dziejów państwa i narodu w danej epoce” (tamże). Nie zawsze jednak udaje się autorowi zachować obiektywny ton wywodów. Kirkor zdradza towarzyszące poglądom słowianofilskim antygermańskie nastawienie, np. opisując działalność naukową Michaiła Łomonosowa. W rozprawie wysoko waloryzowane są utwory, których bohaterowie ukazują wartość pracy, użyteczności i poświęcenia się dla wspólnego dobra (np. Połtawa i Jeździec miedziany A. Puszkina). Również prywatne kontakty i znajomości Kirkora wpływają na treść tej publikacji: niemal cały odczyt dotyczący literatury rosyjskiej autor poświęcił Tadeuszowi Bułharynowi, z którym poznał się jeszcze w 1845 r. w Petersburgu, wzorując się wówczas na jego działalności wydawniczej i za jego radą pisząc artykuły po rosyjsku. Podobne względy decydują o rozkładzie akcentów w części dotyczącej literatury czesko-morawskiej. Związki Kirkora z czeskimi naukowcami sprawiły, że najobszerniej omówił działalność Václava Hanki, osobne ustępy poświęcając też Pavlowi Jozefowi Šafaříkowi czy Ludvíkowi Ritterowi.

Choć Adam Honory Kirkor nie był oryginalnym krytykiem literackim, a zwykle nawet stronił od formułowania samodzielnych ocen, jego dorobek w dziedzinie historii piśmiennictwa narodów słowiańskich, a także dążenia do utrwalenia w druku biografii ludzi nauki i sztuki zasłużonych dla Litwy i Wilna, niewątpliwie zasługują na uwagę. W liście do żony, Marii Celestyny Boczkowskiej, deklarował: „Jestem Litwinem i nigdy to uczucie we mnie nie będzie zniszczone. […] Mam serce i czuję sympatię dla Polski na tyle, na ile jej los związany jest z naszym” (cyt. za: S. Kirkor). To właśnie patriotyzm Kirkora, choć prowadził go nieraz krętymi drogami, przez polityczne alianse z zaborcą, leżał u podstaw jego poglądów słowianofilskich, zainteresowań naukowych, działalności wydawniczej, decydował o wyborze tematów do artykułów wspomnieniowych i krytycznych. Jego regionalizm był inkluzywny, otwarty na inne nacje słowiańskie, także Rosjan, i im przyjazny.</document>
<document nplp_id="14400" title="Kisielewska Julia [J. Oksza]" slug="kisielewska-julia">Krytyk, publicystka, nauczycielka. Pseudonimy i kryptonimy: J.O.; J. Oksza; Julia Oksza.

Informacje biograficzne. Julia Teresa z Krzymuskich Kisielewska urodziła się w 1874 r. w Budzisławiu Kościelnym na Kujawach w rodzinie ziemiańskiej jako najstarsza córka Marii z Orzechowskich h. Oksza (1850–1901) i Stanisława Krzymuskiego h. Radwan (1840–1902). Wczesne publikacje podpisywała nazwiskiem rodowym. Jej rodzeństwo to: Anna Franciszka (1876–1923), zam. Opieńska; literatka Maria Kazimiera Krzymuska (1878–1923), zam. Iwanowska (pseud. Theresita); Stanisława Zofia (1889–1964), nauczycielka francuskiego; Feliks Antoni (ur. 1870), lekarz; bliźniacy Ignacy Józef (1882–1944), prawnik i Kazimierz Zygmunt (1882–1951), nauczyciel historii. Zainteresowania literackie odziedziczyła po matce, Marii Orzechowskiej (pseud. Marcin Oksza), autorce studiów krytycznych o najnowszej literaturze polskiej i francuskiej. Domową edukację uzupełniła na kursach Adriana Baranieckiego w Krakowie, gdzie czasowo mieszkała u siostry swej matki, Anny, żony profesora UJ Wincentego Zakrzewskiego, historyka, w l. 1890–1891 rektora uczelni. W 1901 r. poślubiła w Paryżu dramaturga i krytyka Jana Augusta Kisielewskiego. Przez kilka miesięcy redagowała „Świat Kobiecy” (1906/1907), współpracowała z licznymi czasopismami: „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Czasem”, „Ateneum”, „Bluszczem”, „Tygodnikiem Polskim”, „Przeglądem Narodowym”, „Słowem Polskim”, „Gazetą Warszawską”, „Kurierem Niedzielnym”, drukowała także w „Dzienniku Poznańskim”, „Kurierze Literacko-Naukowym”, „Naprzodzie”, „Dzienniku Kijowskim”, „Wiadomościach Polskich”. Uczestniczyła w zjazdach kobiet polskich w Warszawie w 1907 r. i w Krakowie w 1914 r. Od 1907 r. uczyła historii w żeńskich szkołach średnich, w l. 1908–1912 pracowała w eksperymentalnej szkole w Klarysewie. W 1917 r. została dyrektorką II Gimnazjum Żeńskiego w Płocku (późniejsze Państwowe Seminarium Nauczycielskie Żeńskie). W 1924 r. wyjechała do Genewy, gdzie wizytowała Instytut Rousseau i placówki pedagogiczne, m.in. stosujące metodę Montesori. Pisała projekty reform nauczania (O potrzebie reformy szkoły średniej dla dziewcząt, 1918), podręczniki i wypisy do nauki historii (wielokrotnie wznawiane Historia Polski. Kurs średni i W służbie Ojczyzny) i prace o patronce szkoły Zofii z Konarskich Bukowieckiej. W Płocku w kwietniu 1936 r. obchodziła jubileusz trzydziestopięciolecia pracy nauczycielskiej; za pracę na rzecz szkolnictwa odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Owdowiała w 1918 r., w 1938 r. przeniosła się do córki Róży Zawadzkiej (1902–1944) do Łodzi; w czasie II wojny działała w konspiracji i tajnym nauczaniu w Warszawie. W okresie międzywojennym prowadziła badania historyczne (cykl Chełmszczyzna. Unia a schizma. Męczennicy a hajdamacy, „Bluszcz” 1918; niezachowana monografia rodziny Czartoryskich). Zmarła w 1943 r. w Michałowie pod Grójcem; na tablicy grobu rodzinnego na Powązkach pod jej imieniem i nazwiskiem widnieje podpis: historyk.

Działalność krytyczna. Od 1896 r. Julia Krzymuska zamieszczała w „Tygodniku Ilustrowanym” prace dotyczące pedagogiki, w tym kształcenia artystycznego i literatury dla dzieci i młodzieży. Z pismem intensywnie współpracowała przez wiele lat, publikując teksty o różnej tematyce. Ogłosiła szkic Z psychologii kobiecej. Typy i charaktery w życiu i powieści („Ateneum” 1899, t. 3), w którym nawiązując do cyklu prac „kobiet o kobietach” w „Revue des revues”, zarysowała przemiany wizerunku polskiej kobiety na przestrzeni XIX w. W dążeniu do uchwycenia charakteru Polek podkreśliła znaczenie Narcyzy Żmichowskiej, dzięki której „widzimy kobietę wewnętrzną, samą dla siebie, gdy zwykle przypatrujemy się jej obrazowi odbitemu w pryzmacie męskiej wrażliwości”, i entuzjastek („rzucały więc śmiałe myśli, szczęśliwe przyjaźnią wspólną”), akcentowała trudne położenie następnego pokolenia („Ile głębokich dramatów kobiecej duszy spoczywa gdzieś w niepamięci! Na tym tle można zrozumieć bluźniercze wybuchy Konopnickiej i zimną, zamkniętą w sobie, surową obojętność Orzeszkowej” z czasów młodości). Obok dążeń emancypacyjnych autorka doceniła także zasługi nurtu tradycyjnego rozwijającego się „na gruncie katolickim, religijnym, nieprzerwanie od Hoffmanowej aż do dni naszych z panią Duchińską, Deotymą, Krakowową, J.M. Zaleską”. Oryginalnie oceniła kreacje kobiece począwszy od ich portretów u Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry po twórczość najnowszą, kładąc nacisk na intelektualne i moralne rysy bohaterek literackich, traktowanych tyleż jako odzwierciedlenie rzeczywistych typów, ileż jako wzory oddziałujące na wyobraźnię czytelników. Efekty przemian w ostatnim stuleciu zdiagnozowała tak: „O równouprawnienie nie walczy już ta kobieta współczesna z mężczyzną – bo je ma, stoi obok najbujniejszych umysłów, rozumie je, rozumie wszystko” (tamże). Erudycyjny szkic, pełen odniesień do literatur obcych, zapowiadał stałą cechę pisarstwa Kisielewskiej: szczególne zainteresowanie problematyką kobiecą, skoncentrowanie na kwestiach etycznych, łączące otwartość na nowe propozycje z przywiązaniem do tradycji.

Postawa krytycznoliteracka Julii Krzymuskiej została wyraźnie zamanifestowana w artykule Wacław Sieroszewski („Ateneum” 1900, t. 1), w którym z dużym uznaniem scharakteryzowała „Sieroszewskiego jasną, w marmurze kutą prozę” (na temat tego autora wypowiedziała się już w 1899 r., recenzując zbiór opowiadań W matni, „Czas” 1899, nr 43–44). Tematykę i styl następnych utworów prozaika oceniała entuzjastycznie: „Artysta to z »łaski Bożej«, obdarzony bystrym wzrokiem i wrażliwością na objawy zewnętrzne życia, na kolory i kształty, z wyobraźnią silną, konkretną, wyrażającą się jasno, zwięźle, w rysach prostych, rzucanych pewną i śmiałą ręką, artysta szczery i głęboki” (Wacław Sieroszewski). Szczególne bogactwo świata przedstawionego, jego geograficzne i etnograficzne zróżnicowanie oraz szeroki rejestr emocjonalnych i duchowych przeżyć postaci uzupełnia jeszcze ceniony przez autorkę „pierwiastek dzielności”, stawiający według niej pisarza w pobliżu Johna Ruskina, Lwa Tołstoja, Antonia Fogazzara, Maurice’a Maeterlincka: „Sieroszewski nie łudzi się optymizmem, nie dając nigdzie zakończenia kłamliwą obietnicą nagrody, ale wypowiada stanowczo swoje prawdy etyczne, które bez względu na powodzenie mają wartość niezmienną” (tamże).

Kisielewska kilkakrotnie wypowiedziała się na temat utworów Stefana Żeromskiego. Omówiła Ludzi bezdomnych („Czas” 1900, nr 83, wyd. wieczorne), dostrzegając jego „wrażliwość niezmiernie czułą” i pesymizm „pełen powagi i rezygnacji”; te cechy talentu pisarza wywiodły go jednak na manowce w Dziejach grzechu, w których według recenzentki (Dusza kobieca w „Dziejach grzechu”, „Dziennik Kijowski” 1908, nr 54–55) „rzucił się na wszystko, co ludzkie w człowieku […], zhańbił, zdeptał, skopał w sobie i bliźnim to, co życiu daje cenę i wartość, zerwał moralne węzły odpowiedzialności i szacunku wewnętrznego”. Co więcej, wytknęła autorowi niekonsekwencję w kreacji bohaterki, która „jest organizacją wybitnie pogańską”, tymczasem powieść początkowo przypisuje jej chrześcijańską wrażliwość sumienia. Wyżej oceniła Urodę życia za „ciepłą radosną czułość” i budzenie „sumienia narodowego” („Bluszcz” 1912, nr 33–34). Temperament pisarza walczącego „z polską małodusznością i ospalstwem” opisała w artykule Z głębin sumienia polskiego („Tygodnik Polski” 1912, nr 26), omawiając natomiast Wierną rzekę („Tygodnik Polski” 1913, nr 20–21), polemizowała z podtytułem powieści Klechda, argumentując na rzecz tezy o romansowości utworu.

Bohaterem wypowiedzi krytycznoliterackich Kisielewskiej był też znany jej osobiście od 1892 r. Stanisław Wyspiański. Zrecenzowała łącznie Legendę, Meleagra i Warszawiankę („Czas” 1899, nr 111), znajdując w nich wspólny „podkład tragiczny” i wiążąc je silnie z plastyczną twórczością artysty. Wskazała „elementy świetne, jak i wady”, usiłowała wyjaśnić powstające u widzów wrażenie „dziwactwa”, po części usprawiedliwiając takie reakcje szokującą niezależnością twórczą Wyspiańskiego. Po śmierci artysty poświęciła mu szkic Z dziejów męczeńskiego żywota („Bluszcz” 1907, nr 49) o pokonywaniu przeciwności dzięki niezwykłej sile osobowości oraz artykuł Wyspiański przed „Weselem” („Głos Polski” 1907, nr 14), w którym dokonała oryginalnej i celnej charakterystyki jego talentu: „[…] intelektualizm, połączony z olbrzymią ekspansywnością pomysłów, zdawał się pochłaniać w nim zdolność prostego odbierania wrażeń”. Ogłosiła szkic Z młodzieńczych lat Stanisława Wyspiańskiego („Przegląd Narodowy” 1909, nr 2–3) wraz z listami autora Wesela do Henryka Opieńskiego. Przychylnie zrecenzowała („Gazeta Warszawska” 1910, nr 113–114) monografię Adama Grzymały-Siedleckiego Wyspiański. Cechy i elementy jego tworczości (1909). Opublikowała Ostatni akt „Wesela” („Bluszcz” 1915, nr 15) dotyczący warszawskiego wystawienia dramatu oraz nakreśliła paralelę Wyspiański i Witkiewicz („Bluszcz” 1915, nr jubileuszowy). W następnym roku ogłosiła  interpretacyjny szkic Z powodu „Wyzwolenia” („Wiadomości Polskie” 1916, nr 75).

O kwestii kobiecej. W 1904 r. w „Bibliotece »Tygodnika Ilustrowanego«” wydała przekład pracy Lily Braun Historia rozwoju ruchu kobiecego. Wyrazem zaangażowania w tę kwestię był udział w obradach warszawskiego zjazdu kobiet dla uczczenia jubileuszu Elizy Orzeszkowej; referat Organizacja i taktyka ruchu kobiecego u nas kładący nacisk na potrzebę zdefiniowania „konkretnych i umiarkowanych dążeń”, które miałyby szansę na szerokie poparcie społeczne („Bluszcz” 1907, nr 39–40). Wcześniej opublikowała szkic Czterdziestolecie Elizy Orzeszkowej („Tygodnik Ilustrowany” 1906, nr 33) zakończony formułą: „Wielka Polka, czująca najszersze porywy ludzkości w duchu narodowym”. Orzeszkowa wraz z Konopnicką stanowią ważny punkt odniesienia w Kobiecie w naszej literaturze wspołczesnej („Bluszcz” 1908, nr 52), przeglądzie twórczości kobiet ostatniego półwiecza. Po śmierci Orzeszkowej opublikowała Jej testament („Bluszcz” 1910, nr 22), który okazuje się „testamentem wytrwania do ostatka i wierności w rzeczach małych” oraz „testamentem nieugiętości i prostoty”.

Problematyka kobieca zajmowała ją także w wymiarze uniwersalnym; chodziło o dzieła „kobiet genialnych”: „[…] glosy św. Teresy, listy pani de Sevigné, poezje pani Desbordes-Valmore, buntownicze protesty George Sand, tęsknoty ducha Narcyzy Żmichowskiej, bolesny uśmiech Eleonory Duse” (O kulturę kobiecą, „Tygodnik Ilustrowany” 1904, nr 51). Zajmowała ją też „kobieta intelektualna nowego typu” (Neurastenia a intelektualizm, „Tygodnik Ilustrowany” 1905, nr 18).

Z bohaterów innych drukowanych prac krytycznoliterackich Kisielewskiej trzeba wymienić: Cecylię Walewską, Jadwigę Marcinowską, Eugenię Żmijewską, Marię Rodziewiczównę, Jerzego Żuławskiego, Henryka Sienkiewicza, Tadeusza Micińskiego, braci Korab-Brzozowskich, Zdzisława Kleszczyńskiego, Marię Kazecką, Zofię Rogoszównę, Adolfa Nowaczyńskiego, Kazimierę Zawistowską. Wypowiadała się też na temat krytyki literackiej Artura Górskiego, Antoniego Potockiego, Władysława Jabłonowskiego. Interesowała się tradycją romantyczną (Mochnacki, Słowacki, Norwid). Miała dobre ucho do poezji; wychwytywała najważniejsze akordy poetyckie, nadawała im elegancką, atrakcyjną, trafną formułę językową.</document>
<document nplp_id="14402" title="Kisielewski Zygmunt" slug="kisielewski-zygmunt">Powieściopisarz, nowelista, publicysta, krytyk, redaktor. Pseudonimy i kryptonimy: Kiedroń; Z.; Z.K; Z.Ł.; Zygmunt Komar; Zygmunt Łukaszunas; Zysław.

Informacje biograficzne. Zygmunt Jan Kisielewski urodził się 27 III 1882 w Rzeszowie jako syn Augusta oraz Józefy z Szałajków; był bratem dramatopisarza Jana Augusta Kisielewskiego (1876–1918). Uczęszczał najpierw do gimnazjum w Rzeszowie, a od 1896 r. – w związku z przeprowadzką rodziny do Krakowa – w Podgórzu. Dwa lata później dołączył do tajnej organizacji niepodległościowej Wolni Bracia; w wydawanym przez nią czasopiśmie „Wolność” ukazał się pierwszy artykuł Kisielewskiego. W 1901 r. uzyskał świadectwo dojrzałości. Podczas III Zjazdu Maturzystów w Krakowie „przedstawił obecne złe stosunki, w jakich młodzież grzęźnie z własnej winy i pod fatalnym naciskiem »opiekuńczych« organów” („Płomień” 1901, nr 7). Wzbudził wtedy kontrowersje użyciem sformułowania „młodzież polska i ruska” uznanym za socjalistyczne. W 1901 r. zapisał się na Uniwersytet Lwowski, na którym podjął studia ekonomiczne. Ze względu na wspomniane wystąpienie 3 V 1902 Kisielewskim zainteresowało się lwowskie Prezydium c.k. Dyrekcji Policji; sprawa trafiła do Krakowa, gdzie została ostatecznie umorzona. W 1903 r. udał się do Szwajcarii na leczenie gruźlicy kości. W Zurychu rozpoczął studia historii literatury; wówczas też miał napisać swój pierwszy dramat Morituri. W 1905 r. przyjechał do Królestwa Polskiego, by wziąć udział w rewolucji, podjął się roli agitatora politycznego w Łodzi. W 1906 r. został aresztowany w Warszawie i po paru miesiącach spędzonych na Pawiaku zwolniony za kaucją. Zamieszkał w Jarząbce w pow. ostrowskim, gdzie przekładał nowele Gottfrieda Kellera oraz Oscara Wilde’a. W l. 1907–1908 przebywał w Zurychu oraz w Rzymie, pisując raz po raz do tygodnika „Świat”. W 1909 r. zamieszkał w Warszawie i ożenił się z poznaną w Szwajcarii Salomeą Janiną z Szapirów, nauczycielką przyrody. Z tego związku urodził się Stefan Kisielewski, pseud. Kisiel (1911–1991), kompozytor, powieściopisarz i felietonista. W 1912 r. Zygmunt Kisielewski uczestniczył w zawiązaniu nielegalnego Związku Chłopskiego. W czasie I wojny światowej służył w Legionach Polskich oraz w Polskiej Organizacji Wojskowej. Był członkiem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego, z której wystąpił w marcu 1925 r. po konflikcie z Komitetem Wykonawczym, zrywając jednocześnie z życiem politycznym. Od 1920 r. działał aktywnie w Związku Zawodowym Literatów Polskich, przez wiele lat również jako jego wiceprezes; 4 II 1922 pełnił obowiązki delegata na zjeździe. Brał udział w pracach nad tworzeniem zawiązanego w 1925 r. Polskiego Oddziału PEN Clubu. Rok później otrzymał stypendium na wyjazd do Szwajcarii. W l. 1928–1939 kierował działem literackim Polskiego Radia, w którym prowadził audycje. Został odznaczony srebrnym i złotym Wawrzynem Akademickim (1936, 1938), resp. za pracę organizacyjną w dziedzinie literatury pięknej oraz twórczość literacką. Po wybuchu II wojny światowej opuścił stolicę i udał się do Lublina, a następnie do Baranowicz i Lwowa. Do Warszawy powrócił pod koniec grudnia 1939 r. Zmarł tamże 25 IV 1942; jest pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Kręgi twórczości. W twórczości oryginalnej Kisielewski podejmował głównie problem konfliktu pragnień indywidualnych i wspólnotowych, idąc w ślady, co zauważała ówczesna krytyka, Stefana Żeromskiego. Leon Choromański określił go z tego powodu mianem „autora na rozdrożu”, który „pragnie szczerze, bez afektacji, z rzetelną niecierpliwością być jednym z budowniczych jutra i równie szczerze pragnie rozkoszy” („Prawda” 1912, nr 19). Utrzymane w tym duchu nowele z tomu Wędrowiec (1912), a także powieści: debiutanckie Świty (1911) oraz późniejszy Juliusz Syreń (1918) zostały życzliwie ocenione przez Wilhelma Feldmana. Powieść Błąd (1927) poruszała zagadnienie filantropii, a wydany w tym samym roku zbiór Paskareczka (w którym pisarz bezpośrednio odwołał się do Wiernej rzeki) oraz późniejsza Amerykanka (1928) przedstawiały dokonujące się współcześnie zmiany obyczajowe. W 1933 r. ogłosił sztukę historyczną o Aleksandrze Wielopolskim pt. Margrabia. Kisielewski był również autorem prozy o tematyce wojennej; losy legionów polskich podjął w Krwawych drogach (1916), w 1934 r. publikował na łamach „Kuriera Porannego” Dni listopadowe. Powieść z 1918 (wyd. osob. 1935). Największe uznanie wśród czytelników zyskał nacechowany autobiografizmem Poranek (1927) prezentujący kształtowanie się poglądów ideowych głównego bohatera. Kisielewski, zainteresowawszy się Adamem Mickiewiczem, zamierzał napisać o nim powieść, ostatecznie jednak planu nie udało mu się zrealizować.

Kisielewski jeszcze jako uczeń gimnazjum podjął współpracę z kierowanym do młodzieży szkolnej miesięcznikiem „Promień”, gdzie publikował artykuły o tematyce literackiej i społeczno-politycznej; od października 1902 r. do kwietnia 1904 r. pełnił funkcję jego wydawcy; miał przyczynić się do zmiany profilu pisma na profil socjalistyczny. Stanisław Loewenstein wyróżnił go jako założyciela lwowskiej grupy Promienistych. Publikował w „Nowej Gazecie” (1909–1913), „Krytyce” (1911, 1913–1914), „Tygodniu” (1913), „Widnokręgu” (1913–1915, 1917). Jako publicysta angażował się głównie w problematykę polityczną oraz społeczną, drukował w „Społem” (1910–1911), redagował organ Polskiej Organizacji Narodowej przy I Brygadzie „Do Broni…” (1914), jak też kierowane do legionistów pismo „Wici” (1914–1915). Był na tym polu bardzo aktywny podczas I wojny światowej. Od maja 1915 do lipca 1916 r., kiedy przebywał w Dąbrowie Górniczej, współpracował z dziennikiem „Gazeta Polska”, gdzie drukował m.in. opowiadania i reportaże. W l. 1918–1925 pełnił funkcję redaktora działu literackiego „Robotnika”; na jego łamach prowadził cieszący się sporą popularnością Mały felieton, w którym prześmiewczo komentował aktualne sprawy społeczne; ukazały się one w dwóch seriach pt. Szydłem i kropidłem (1921–1922); według Karola Irzykowskiego obserwacje obdarzonego silną osobowością Kisielewskiego wyróżniały się na tle innych swoją przenikliwością oraz szczerym humorem – „tym opartym na fundamencie zagrzebanego patosu” („Robotnik” 1922, nr 148). Oceniano je jednak rozmaicie, a ich zagorzałym przeciwnikiem był Adolf Nowaczyński, pozostający w konflikcie z Kisielewskim aż do czasów okupacji; na łamach „Myśli Narodowej” określił je jako „ociekające wodnistym atramentem, chorą żółcią i partyjnym zakwasem” (Ośla łąka partyjnickiej adoracji, „Myśl Narodowa” 1922, nr 9).

Działalność krytycznoliteracka. Nie licząc korespondencji, w której zestawiał poemat W Szwajcarii z wrażeniami współczesnego mu turysty podziwiającego Alpy, oraz artykułów, w których literatura współczesna (J. Lemański, W. Berent, S. Żeromski, T. Miciński) staje się partnerem myśli filozoficznej w diagnozowaniu stanu społecznego, Kisielewski w „Świecie” opublikował tylko jedną recenzję. W zbiorze Stanisława Witkiewicza Z Tatr, uświadamiającym, jak – mimo zgnębienia nędznymi warunkami bytowania – „silne, głębokie, arystokratyczne jednostki” składają się na podhalański lud, wyróżnił wnikliwe „studium psychologiczne” Wojtek Gundara i opowiadanie Na umarcie jako „artystycznie najlepsze” (O duszy polskiego chłopa, „Świat” 1908, nr 22). Zaabsorbowany twórczością beletrystyczną i publicystyczną Kisielewski rzadko i, jak się zdaje, dość przypadkowo wypowiadał się jako krytyk. W 1913 r. w „Tygodniu” opublikował recenzję dekadenckich Fauness Marii Jehanne Wielopolskiej, chwaląc wyrafinowanie opisów i potępiając duchową nicość bohaterów utworu. „Czym jest kultura?” – pytał i odpowiadał: „Jest to poważny stosunek do śmierci i życia, do miłości i Boga, do siebie i swych zadań – a nie płynna gadaninka salonowych perliczek i gąsiorów” („Tydzień” 1913, nr 10). Z pewnością jednak całkowicie rozmyślne było jego wystąpienie z 1914 r., kiedy ogłosił apologetyczną recenzję Xiędza Fausta Tadeusza Micińskiego (podzielając tym samym stanowisko takich krytyków, jak T. Nalepiński, W. Feldman, J. Lorentowicz, Z. Dębicki, J. Przecławska, M.J. Wielopolska). Jego zdaniem powieść przełamała zastany kanon i zmusiła czytelnika do „poddania się książce”, czyli odrzucenia wyuczonych zwyczajów interpretacyjnych („Widnokrąg” 1914, nr 10–11). Stanowiła zatem wzór dzieła bezkompromisowego; przykład sztuki przyszłości ukazującej nieznane dotąd techniki pisarskie, kontynuującej najświetniejsze tradycje literatury polskiej i światowej. Według Kisielewskiego Miciński zasługuje na miano „największego z żyjących polskich poetów”, Xiądz Faust natomiast osiąga pułap, który wyznaczył Krol-Duch Słowackiego. Dzieło to „rozsadza wszelkie kajdany estetyczne”, skądinąd kpiąc ze znanych form artystycznych (tamże, nr 10). Recenzji towarzyszył zarzut wysunięty wobec środowiska krytycznego, jakoby było ono nieprzychylne twórcom rodzimym. Głos Kisielewskiego doczekał się szybkiej reakcji innego współpracownika „Widnokręgu”, Leona Choromańskiego, który już wcześniej piętnował skłonność autora powieści do oszałamiania odbiorców patosem i erudycją, demaskował jej pozorność i nieszczerość całego założenia artystycznego („Prawda” 1913, nr 23–25). Zapoczątkowało to spór trwający prawie dwa miesiące (7 III–9 V 1914), w trakcie którego redakcja, skonsternowana tak poważnym pęknięciem w łonie współpracowników czasopisma, zdecydowała się opublikować oświadczenie i zaznaczyć swój dystans do obu stron. Dyskusję między Kisielewskim a Choromańskim zauważył i wyróżnił Wilhelm Feldman, informując o jej przebiegu w „Krytyce” (1914, t. 42, z. 5) oraz we Współczesnej literaturze polskiej. Kisielewski w „Widnokręgu” wystąpił nie tylko jako obrońca czy popularyzator Micińskiego, lecz także zwolennik metody „wczucia”, poszukiwania powinowactwa duchowego między krytykiem a autorem. Toteż, inaczej niż swój polemista, posługiwał się językiem zapożyczonym z podziwianego dzieła.

Kisielewski większość recenzji ogłosił dopiero w latach 20. na łamach „Robotnika”, zwracając uwagę zarówno na autorów już znanych (Z. Krasińskiego, G. Zapolską, T. Rittnera), jak i twórczość bieżącą (J. Iwaszkiewicza, A. Słonimskiego, K. Wierzyńskiego, J. Tuwima, S. Napierskiego). Cenił Bolesława Leśmiana, jako że dostrzegł w nim „zjawisko, które trzeba i należy studiować, ze stanowiska nie tylko artystycznego, ale i filozoficznego”, zauważając jednocześnie, że „ogarnąć go w felietonie – niepodobna” („Robotnik” 1921, nr 151). Interesował się nowymi dziedzinami sztuki oraz tendencjami jej rozwoju, toteż odtworzył na podstawie Dziesiątej muzy Irzykowskiego problematykę estetyki kina („Robotnik” 1924, nr 107), a także dostrzegł nowatorstwo Pałuby. Ganił natomiast Stanisława Ignacego Witkiewicza, uznając jego poglądy na temat formy za bezzasadne „przeniesienie »formizmu« w dziedzinę słowa” („Robotnik” 1921, nr 226), krytykował Henryka Sienkiewicza z pozycji PPS, doceniając wagę jego twórczości (Henryk Sienkiewicz, tamże, nr 290–292). Choć częściej niż przed wojną, Kisielewski jednak nadal rzadko przyjmował na siebie rolę krytyka literackiego, toteż został zapamiętany głównie jako obserwator wydarzeń o charakterze społeczno-politycznym i prozaik.</document>
<document nplp_id="14403" title="Klaczko Julian" slug="klaczko-julian">Krytyk literacki, eseista, publicysta polityczny, polityk. Prawdziwe nazwisko: Jehuda Lejb. Kryptonimy: J.K.; K-o; X.

Informacje biograficzne. Urodził się 6 XI 1825 jako syn Hersza Lejba i Tauby Lei z Gründbergów w Wilnie w zamożnej kupieckiej rodzinie żydowskiej. Otrzymał staranne wykształcenie domowe, w l. 1843–1847 kontynuował naukę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Królewcu. Po otrzymaniu stopnia doktora filozofii wyjechał do Heidelbergu, gdzie kształcił się pod kierunkiem Georga Gottfrieda Gervinusa i współpracował z założoną przez niego liberalną „Deutsche Zeitung”. Na łamach pisma ogłosił kilkadziesiąt anonimowych artykułów i notatek poświęconych sprawom polskim i rosyjskim. Działalność publicystyczną Klaczki przerwał wybuch Wiosny Ludów. W 1848 r. wyjechał najpierw do Berlina (był jednym z sygnatariuszy aktu zawiązania się Ligi Polskiej), a potem z tzw. Legią Akademicką do Poznania, gdzie powierzono mu redagowanie pism Komitetu Narodowego (był obecny na posiedzeniu 27 IV 1848) w czasie wystąpienia Juliusza Słowackiego. Prawdopodobnie przez pewien czas był przetrzymywany w poznańskim więzieniu. Po upadku powstania zbliżył się do środowiska ziemian wielkopolskich, przyjaźnił się z gen. Dezyderym Chłapowskim i jego zięciem Janem Koźmianem, który wpłynął na decyzję Klaczki o konwersji religijnej (chrzest przyjął 25 IV 1856). W 1849 r. po publikacji pamfletu Die deutschen Hegemonen został zmuszony przez władze do opuszczenia Prus. Wyjechał do Paryża, skąd w l. 1850–1851 przesyłał korespondencje do czasopism krajowych, m.in. poznańskiej „Gazety Polskiej”, następnie do „Gońca Polskiego” (listy do redakcji, artykuły i tłumaczenie pracy J. Micheleta Kościuszko, legenda i demokratyzm). Początkowo w Paryżu utrzymywał się z prywatnych lekcji (był m.in. guwernerem synów Z. Krasińskiego), współpracował także ze Szkołą Polską w Batignolles (anonimowo opublikował polemiczną broszurę O Szkole narodowej polskiej na Batignolles pod Paryżem. Odpowiedź panu J. Jedlińskiemu, 1854). W tym czasie poznał najwybitniejszych przedstawicieli emigracyjnego wychodźstwa, w tym Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego i Cypriana Norwida, z którym przez lata będzie pozostawał w ostrym sporze. W 1856 r. wraz z Eustachym Januszkiewiczem i Walerianem Kalinką zawiązał spółkę wydawniczą mającą na celu wydanie wszystkich dzieł Mickiewicza, w planach było także publikowanie źródeł do historii Polski. W ramach tego przedsięwzięcia Klaczko współpracował przy edycji Pana Tadeusza i zbierał rękopisy Mickiewicza, które wydał anonimowo (Rękopisy po A. Mickiewiczu i niedrukowane ustępy „Pana Tadeusza”, dod. mies. „Czasu” 1856, t. 2). Klaczko opracował też i przygotował do druku wybór korespondencji Mickiewicza (Korespondencja Mickiewicza. Studium, 1861). Następnym przedsięwzięciem edytorsko-przekładowym Klaczki było wydanie w Paryżu w 1863 r. francuskiego tłumaczenia fragmentów Souvenirs d’un Siberien. Extraits des memoires… Rufina Piotrowskiego, które zachodnim czytelnikom pozwalały zrozumieć realia syberyjskich zsyłek.

Od 1856 r. Klaczko rozpoczął współpracę ze środowiskiem skupionym wokół Czartoryskich. W l. 1857–1861 wraz z Feliksem Wrotnowskim i Walerianem Kalinką współredagował „Wiadomości Polskie” uznawane za organ prasowy Hotelu Lambert. Tu opublikował anonimowo swe najsławniejsze pisma krytyczne: Krewni, Sztuka polska, Gladiatorowie, Katechizm nie-rycerski, Odstępcy (ukazały się także w formie broszur, a następnie, wraz z innymi artykułami z „Wiadomości Polskich”, zostały przedrukowane w Rocznikach polskich z lat 1857–1861, 1865). Kwestia autorstwa w niejednym przypadku do dziś pozostaje sprawą otwartą. Atrybucja tych artykułów została dokonana przez Stanisława Tarnowskiego i omówiona przez Ferdynanda Hoesicka. Nie sposób jednak ustalić, jak wiele spośród nich krytyk napisał we współpracy z Kalinką. Autor próbował włączać się w nich w krajowe debaty. Miał też podejmować tematy publicystyczne (np. Polityka zagraniczna dziennikarstwa polskiego, Kokoszniki, O młodzieży polskiej bawiącej za granicą, Korespondenci paryscy, Śmierć Zygmunta Krasińskiego). Podsumowując krytyczną działalność Klaczki na łamach „Wiadomości Polskich”, Piotr Chmielowski pisał: „[…] podzielał on zdanie, że krytyka u nas długo jeszcze, bardzo długo musi kwestie czysto estetyczne na drugim pozostawiać planie, wysuwając na pierwszy dążność utworu, jego wartość społeczną. Nie o to dbać należy, czy jakieś dzieło jest skończenie piękne, ale o to, czy ono przyczynić się może do osłabienia, czy też wzmożenia ducha”.

W 1860 r. Klaczko odbył podróż na Półwysep Apeniński, skąd anonimowo przesyłał pełne nadziei i entuzjazmu korespondencje na temat sytuacji politycznej jednoczących się Włoch do redagowanej przez Józefa Ignacego Kraszewskiego „Gazety Codziennej”. Po powrocie do Paryża Klaczko zaangażował się w prace Biura Politycznego Hotelu Lambert. W czasie powstania styczniowego współpracował z Władysławem Czartoryskim i Władysławem Zamoyskim, prowadząc działalność dyplomatyczną mającą na celu nadanie sprawie polskiej ogólnoeuropejskiego znaczenia. Zintensyfikował też, rozpoczętą w l. 1854–1855,  współpracę z pismami francuskimi: „Revue contemporaine”, „Revue de Paris”, „Journal de débats”. Początkowo pisał głównie o literaturze współczesnej (np. Heinrich Heine’s vermischte  Schriften, „Revue de Paris” 1855, vol. 24) oraz prezentował literaturę polską europejskim czytelnikom. Późniejsze rozprawy Klaczki publikowane na łamach „Revue des deux mondes” zdominuje tematyka polityczna. Rozprawy te przyniosły Klaczce europejską sławę i renomę jednego z najwybitniejszych publicystów politycznych swej epoki – człowieka, który nie pozwalał zapomnieć o „sprawie polskiej”, ale też przenikliwie analizował politykę kanclerza Ottona von Bismarcka i rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Aleksandra Gorczakowa. Polskie tłumaczenia, opatrzone przedmową Tarnowskiego, zostały wydane w tomie Studiów dyplomatycznych (1903–1904).

W 1866 r. Klaczko otrzymał posadę bibliotekarza w Bibliotece Ciała Prawodawczego w Paryżu. W l. 1868–1870 współredagował biuletyn agencyjny Hotelu Lambert Correspondance du Nord-Est. Z coraz większym rozczarowaniem oceniając szanse dyplomatycznej interwencji europejskich mocarstw w sprawę polską, pracował nad zbliżeniem galicyjskich polityków z rządem wiedeńskim. W l. 1870–1871 jako austriacki radca dworu z przydziałem do Ministerstwa Spraw Zagranicznych został posłem do sejmu galicyjskiego i delegatem do Rady Państwa. Był cenionym mówcą parlamentarnym, jego wystąpienia były szeroko komentowane na łamach prasy galicyjskiej. Przez współczesnych był traktowany jako intelektualny  patron krakowskich stańczyków.

W czasie Komuny Paryskiej przebywał w Paryżu, skąd przesyłał dramatyczne korespondencje  relacjonujące wydarzenia w zrewoltowanej stolicy Francji drukowane jako Notatki  z podroży („Przegląd Polski” 1871, t. 4; 1872, t. 1). W 1872 r. pracował dla spółki akcyjnej do eksploatacji siarki i asfaltu w Abruzzo, z czym wiązały się częste wyjazdy do Włoch. Zrażony do bieżącej polityki, powrócił do młodzieńczych zainteresowań włoskim renesansem, czemu dał wyraz na kartach Wieczorow florenckich (Causeries florentines, „Revue des deux mondes” 1880, t. 37, nr 2, 4; t. 38, nr 2–3) oraz pracy Rzym i Odrodzenie. Szkice. Juliusz II (Rome et la Renaissance. Jules II, „Revue des deux mondes” 1893, t. 115, nr 3; t. 116, nr 1, 3). W 1881 r. Wieczory florenckie zostały wyróżnione nagrodą Akademii Francuskiej (Prix Bordin). Choć, jak podkreślał Chmielowski, były one „dziełami rozległego oczytania, wielkiego znawstwa sztuki, subtelnego psychologa, wytwornego estety i błyskotliwego stylisty”, to ich wartość poznawcza rychło została negatywnie zweryfikowana przez prace Waltera Patera.

W 1880 r. Klaczko został zatrudniony w Länderbanku w Wiedniu. W 1888 r. osiadł na stałe w Krakowie. Uczestniczył w pracach Akademii Umiejętności (czynnym członkiem został w 1873 r.). W 1887 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, został także członkiem korespondentem Académie des Sciences Morales et Politiques. W 1896 r. został odznaczony francuskim Krzyżem Komandorskim Legii Honorowej. W 1897 r. uroczyście obchodzono pięćdziesięciolecie przyznania mu doktoratu – Klaczko otrzymał dyplom honorowy uniwersytetu w Królewcu. W 1898 r. uległ paraliżowi. Zmarł 26 XI 1906 w Krakowie. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Biografia Klaczki wciąż pozostaje wyzwaniem badawczym. Pisarz pilnie strzegł prywatności, nigdy nie wyjaśnił okoliczności związanych ze swą konwersją narodową i religijną, konsekwentnie też zacierał ślady przeżywanych dramatów osobistych. Dyskrecję, a czasem niewiedzę monografistów (S. Tarnowskiego i F. Hoesicka) wykorzystała rozplotkowana opinia publiczna, tworząc rodzaj równoległej biografii krytyka. Domniemania dotyczyły pochodzenia Klaczki, który miał być rzekomo nieślubnym synem Wacława Pelikana, ale i przyczyn konfliktów ze współczesnymi (m.in. z J.I. Kraszewskim, z powodu którego samobójstwo miała popełnić siostra krytyka; M. Mieses podaje jednak, że siostra Klaczki wyszła za mąż za rabina G. Tiktina z Wrocławia). Podobnie powody ideowych sporów Klaczki z Norwidem, Teofilem Lenartowiczem i Józefem Korzeniowskim nadto często sprowadzano do osobistych uraz i środowiskowych animozji. Najwięcej biograficznych dociekań poświęcono jego przemianie z „wolnomyślnego demokraty, a bodaj radykała, na religijnie nastrojonego zachowawcę”, jaka dokonała się po utracie nadziei wiązanych z Wiosną Ludów (P. Chmielowski), oraz tzw. tragedii Klaczki, czyli przyczynom i konsekwencjom porzucenia przez niego wiary ojców (R. Brandsteatter).

Poetyckie juwenilia. Klaczko debiutował jako poeta w 1838 r. wierszami w językach polskim i hebrajskim (Moja pierwsza ofiara i wersja hebrajska Michat toda… napisane z okazji bar-micwy), czym zwrócił na siebie uwagę Ludwika Adama Jucewicza, który na łamach „Tygodnika Petersburskiego” (1839, nr 76) opisał swą wizytę w domu Klaczków i spotkanie z „cudownym dzieckiem”, a w 1840 r. opublikował kilka polskich wierszy „Judelka” w redagowanym przez siebie piśmie „Linksmine”. Zbiór wierszy po hebrajsku Dudaim. Kwucat szirim ve-sipurim szonim (pol. Fiołki. Zbior wierszy rożnych opowiadań) ukazał się w 1842 r. W wileńskim piśmie „Pirche(j) Cafon” (pol. Kwiaty Północy) zamieszczono jego hebrajskie utwory, w tym Tfilat ha-jeladim (pol. Modlitwa dzieci), tłumaczenie fragmentu ballady Powrót taty Mickiewicza (1844, z. 2). Na łamach „Tygodnika Literackiego” (1843, nr 36) został opublikowany wiersz Izraelita na zwaliskach Jerozolimy. Fragmenty i streszczenia tych „poetyckich pierwiosnków” zebrał Hoesick w tomie Pism polskich (1902), omówił je też Ryszard Löw. Poetyckie juwenilia Klaczki przywoływane są najczęściej jako rodzaj literackiej ciekawostki, która przywraca pamięć o macierzystym kręgu kultury hebrajskiej i objaśnia źródła jego fascynacji polskością, nie zaś ze względu na ich artystyczny poziom.

Literatura, historia, polityka. Krytyką literacką i szeroko pojętą historią literatury Klaczko zajął się zainspirowany pracami Gervinusa, pod jego wpływem konsekwentnie łączył także swe literaturoznawcze analizy z refleksją nad historią i bieżącą polityką. Wśród artykułów opublikowanych na łamach „Deutsche Zeitung” wyróżnia się obszerna rozprawa Die polnische Verschworung, która omawiając sytuację Polski w l. 1815–1847, mocno akcentowała znaczenie kultury dla tożsamości narodu bez państwa – wątek ten stanie się znakiem rozpoznawczym pisarstwa Klaczki. Szkice i artykuły, powstałe w pierwszych latach po przyjeździe do Paryża, wyraźnie wskazują, że Klaczko bardziej niż literaturą współczesną był zainteresowany badaniami nad europejską tradycją literacką. Kontynuował rozpoczęte u boku Gervinusa prace nad włoskim odrodzeniem, zbierał materiały do rozpraw poświęconych Homerowi, Dantemu i Williamowi Shakespeare’owi, czyli – jak pisał – epopei, alegorii i dramatowi. Rozprawa Dante Alighieri. I. Epoka Dantego. II. Znaczenie „Boskiej komedii” („Biblioteka Warszawska” 1852, t. 4) traktowana jest jako jeden ze śladów prac nad tym ambitnym projektem. W rękopisie pozostaje pierwsza część planowanego trzytomowego Rysu dziejów piśmiennictwa polskiego dla użytku młodzieży (Biblioteka PAN w Krakowie, rkps 2299, t. 14).

Tradycja romantyczna. Klaczko miał w planach napisanie większej rozprawy poświęconej polskiemu romantyzmowi, czego dowodem jest opatrzony dopiskiem „Wstęp” artykuł Wieszcze i wieszczby. Rys dziejow nowszej poezji polskiej („Goniec Polski” 1850, nr 118–121) mający „skreślić obraz nowej naszej odrodzonej poezji i wskazać jej związek duchowy z nowym naszym odradzającym się życiem”, ale też będący rodzajem wyznania wiary w rozpoznany w poezji romantycznej ideał polskości. Postrzegane w perspektywie całej twórczości krytycznej Klaczki Wieszcze i wieszczby nabierają programowego znaczenia. Autor diagnozuje sytuację kryzysu kultury polskiej wobec dokonującego się pokoleniowego przełomu, gdy przychodzi mierzyć się z dziedzictwem pierwszego, odchodzącego już pokolenia romantyków i decydować o przyszłości narodowej kultury. „Zamierzam […] – pisał w Wieszczach i wieszczbach – wywołać tę epokę, która prawie jeszcze jest teraźniejszością, a prawie już przeszłością, i tych ludzi, którzy prawie są naszymi braćmi […], a prawie już ojcami, co może w naszej barbarzyńskiej mowie głosu wnuków swoich nie uznają”. Mając świadomość czekających wyzwań („Nie mamy jeszcze ani jednej porządnej historii, a ileż za to porządnych historiozofii; nie zbudowaliśmy jeszcze ani jednej dobrej chałupy, a wystawiliśmy już piętra ludzkości; nie nauczyliśmy się katechizmu, a mamy już zapowiedzianą Bożycę w nie wiem ilu tomach!”), krytyk jednoznacznie opowiadał się za utożsamioną z polskością tradycją romantyczną: „Bo tu, bo u nas literatura nie tylko z życiem naszym jest ściśle powiązaną, ale i w gordyjski z nim węzeł splecioną; bo u nas poezja nie jest tylko, jak u innych narodów, akompaniamentem politycznego i moralnego bytu, ale nieraz jego tematem prawie; wiąże się z nim nieodłącznie” (tamże). Powołując się na autorytet Maurycego Mochnackiego, „największego z naszych estetyków”, Klaczko literaturę konsekwentnie definiował jako syntezę wszelkich form narodowego życia, jej istnienie w tym kształcie, jaki nadali jej romantycy, czynił warunkiem egzystencji narodu: „I cóż, że poezja nasza z naszych wnętrzności żyje i nasze serca gryzie. Póki ona żyje, nie zginiem. Póki ona gryźć będzie, czuć będziem…” (tamże). Wątek  ten powróci w następnych wypowiedziach krytyka: „Wielka poezja nasza […], zebrawszy wszystkie promienie przeszłości, całą miłość swojej ziemi i całą boleść swojego narodu w jedno wielkie ognisko, w jedną płonącą ideę ojczyzny, strzeliła wieszczym spojrzeniem w przyszłość. Środek tego ogniska jest w duszy każdego, kto ma słuszne prawo być nazwanym synem Polski. To jest tajemnica, dlaczego wielka poezja nasza szła w parze z wielkim czynem i została uznana za arcynarodową. Nie należy wszakże stąd wnosić, że tylko orężne powstanie może być jedynym celem dla poezji tchnącej ogniem czynu. […] Kiedy przypada narodowi zejść do warsztatów, gdzie się kuje żelazo na oręż, zaorać gospodarniej niwę, dawczynię zasobów wojennych […], wtedy literatura w ogólności, a poezja szczególnie, nie może pozostać tylko artystyczną, dyletancką, marzycielską. […] Im niżej musi schodzić między braci zaprzątniętych ziemską sprawą, tym wyżej powinna sięgać po ogień narodowego ducha” ([Listy pana Kraszewskiego w „Gazecie Warszawskiej”], „Wiadomości Polskie” 1857, nr 46).

Różnorodność form. Pisma publikowane przez Klaczkę do końca lat 50. XIX w. dowodzą skali możliwości pisarskich krytyka i niezwykłej rozległości jego zainteresowań. Znajdują się wśród nich felietonowe drobiazgi (Feleton dla feletonu, „Gazeta Polska” 1849, nr 85), wnikliwe recenzje (Kontuszowe pogadanki i obrazki ze szlacheckiego życia Konstantego Gaszyńskiego, „Goniec Polski” 1851, nr 59–60), ale i listy do redakcji, polemiki. Wśród krytycznej „drobnicy” pojawią się też erudycyjne rozprawy jak studium komparatystyczne „Lenora” i „Ucieczka” (Pokłosie. Zbieranka literacka na korzyść sierot, 1853), w którym na marginesie analizy porównawczej utworów Gottfrieda Augusta Bürgera i Mickiewicza Klaczko podjął się teoretycznego ujęcia specyfiki ballady, której „forma stoi tak w pośrodku między epopeją a dramatem, jak sztuka między naturą a kulturą, między ludowym instynktem a artystyczną świadomością, i od którego też charakterystycznie poczynała w nowszych czasach wielka ludowo odradzająca się poezja każdego narodu” (tamże). Ważną, choć nie do końca rozpoznaną częścią tej spuścizny, są listy do redakcji „Gońca Polskiego”. Przygotowany przez Bolesława Erzepkiego zbiór Pisma z lat 1848–1851 (1919) obejmuje jedynie wybór korespondencji, listów Klaczki opatrywanych różnymi pseudonimami mogło być zdecydowanie więcej (Listy z Paryża, rkps Biblioteki Kórnickiej PAN, sygn. 931). W listach do redakcji „Gońca Polskiego” pojawiają się też takie tematy, jak: typy kobiet w literaturze polskiej (List XXV) czy pełna aprobaty prezentacja twórczości Teofila Lenartowicza (List XXVI).

W prasie francuskiej. Podtrzymując stały kontakt z czasopismami krajowymi, Klaczko próbował swoich sił jako współpracownik pism francuskich – pisywał recenzje i przeglądy wydawnictw szeroko łączących się ze sprawą polską (cykl „przeglądów krytycznych” Livres allemands et slaves na łamach „La Revue contemporaine” i „Revue de Paris” w l. 1854–1855; Athenes aux quinzieme, seizieme et dix-septieme siecles par M. le comte de Laborde, „Revue de Paris” 1855; Celtes et Germains, „La Revue contemporaine” 1855; Lettre a M. Edmond About, auteur de ≫ Tolla ≪, „Revue de Paris” 1855, czerwiec–lipiec). Artykuły w tłumaczeniu Antoniego Potockiego zostały przedrukowane w tomie Szkice i rozprawy literackie (1904).

Wykorzystując swą renomę, Klaczko podjął się też roli interpretatora i popularyzatora dzieł literatury polskiej dla czytelników europejskich. Efektem tej pracy są rozprawy: Półwysep krymski w poezji (Etude sur Adam Mickiewicz. La Crimee poetique, „La Revue contemporaine” 1855, t. 19) oraz Poezja polska w dziewiętnastym wieku i poeta bezimienny (La poesie polonaise au dix-neuvieme siecle et le poete anonyme, „Revue des deux mondes” 1862, t. 37, nr 1). Pierwsza z wymienionych prac jest adresowaną do francuskich czytelników prezentacją Sonetów krymskich, które zostały zinterpretowane w szerokim kontekście historii podboju Krymu, literackich przetworzeń tematów orientalnych, ale też historii i tradycji sonetu europejskiego. Oryginalność ujęcia Mickiewicza Klaczko udowadnia, kontrastując poetykę sonetowego cyklu z Puszkinowską Fontanną Bakczysaraju. Rozprawa Poeta bezimienny prezentująca twórczość Krasińskiego to z jednej strony pierwsze syntetyczne omówienie spuścizny zmarłego dwa lata wcześniej poety, z drugiej zaś próba wykazania pośmiertnego triumfu autora Irydiona, gdy wydarzenia warszawskie 1861 r. – zdaniem krytyka – miały udowadniać, że „ideał, o którym marzył, stawał się rzeczywistością, a poezję jego tak długo bezimienną cały naród podpisywał swym imieniem”. Zgłoszone przez Klaczkę propozycje interpretacyjne (m.in. paralela między postacią hrabiego Henryka a Hamletem) rozwinie, uważający się za jego ucznia, Stanisław Tarnowski w monografii Zygmunt Krasiński (1892).

Renomę Klaczki jako znawcy twórczości Mickiewicza ugruntował cykl ośmiu wykładów poświęconych poecie, wygłoszonych w 1858 r. w sali Cercle des Sociétés Savantes w Paryżu, „na które uczęszczała licznie arystokracja polska w Paryżu” (S. Kossowski). Jednak oprócz słów podziwu o „genialnych i artystowskich” wystąpieniach, wspomnień entuzjazmu słuchaczy oraz ogólnej uwagi Krasińskiego, że cykl prelekcji „wszyscy znaleźliśmy mistrzowskim” i „był raczej o stosunku ducha Adamowego do ducha narodu, i nawzajem, niż o dziełach Adamowych” (cyt. za: S. Tarnowski), monografistom nie udało się odtworzyć kształtu i zawartości wykładów Klaczki (zachował się jedynie zdawkowy konspekt kursu). Tym samym nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy i w jakim stopniu mogły one wpłynąć na cykl wygłoszonych w 1860 r. przez Norwida prelekcji O dziełach i stanowisku Juliusza Słowackiego w sprawie narodowej.

Program „Wiadomości Polskich”. Przeciw „odstępcom”. Ważną cezurą działalności Klaczki jako krytyka literackiego okazała się podjęta w 1856 r. decyzja wejścia w skład redakcji „Wiadomości Polskich”, co wiązało się ze znacznym przeorientowaniem twórczości krytycznej i podporządkowaniem jej programowi wydającego pismo środowiska Czartoryskich. Ambicją redaktorów tygodnika (decydujący głos należał do W. Kalinki, F. Wrotnowskiego i Klaczki) było dotarcie do czytelników w kraju. Oprócz analiz politycznych wiele miejsca poświęcano literaturze postrzeganej „nie okiem estetyków i artystów, ale wychodźców wszędzie i zawsze szukających wróżby o losie ojczyzny” („Wiadomości Polskie” 1857, nr 1). Podnoszono więc kwestie dotyczące poziomu krajowego dziennikarstwa, krytyki literackiej i artystycznej, piśmiennictwa poświęconego historii, wychowaniu młodzieży i zjawiskom obyczajowym.

Pierwszym artykułem Klaczki opublikowanym na łamach tego pisma była krytyczna recenzja powieści Krewni Józefa Korzeniowskiego (tamże, nr 2–4). Nie odmawiając utworowi pewnej wartości literackiej, krytyk potraktował go jako symptom obserwowanych w obrębie literatury polskiej zjawisk „niwelującej dążności wieku”, gdy wszystko „dąży do upowszechnienia, a zarazem i do spowszednienia”, gdy „coraz mniej widzimy mistrzów słowa, a coraz więcej pisarzy, coraz mniej arcydzieł, a coraz większy ruch literacki”. Współczesność – epokę, w której „wszystko maleje i powszednieje” – Klaczko postrzegał jako czas zdrady romantycznych ideałów. Dlatego pytał: „[…] żądać lub tylko dozwolić tego, aby sztuka przestała być idealną, natchnioną; […] aby zamiast nas prowadzić do słońca, z nami przy naszej ekonomicznej  zasiadła lampie – nie jestże to nie tylko ubliżyć jej godności, ale odebrać jej wszelką rację bytu? Bo jakież inne jej powołanie […] jak to, aby nas z cieśni codziennych stosunków prowadziła w świat rozleglejszy i piękniejszy […], w którym zapał tworzy cudy, a natchnienie łamie, czego rozum łamać nie jest w stanie?” (tamże). Prozatorska twórczość Korzeniowskiego, skonfrontowana z arcydziełami romantyków, których „prawdy były żywotne, a błędy tytaniczne; wieszczenia były sybillińskie, a złudzenia prometeuszowe”, miała odsłaniać zdaniem Klaczki miałkość i bezideowość współczesnej literatury. W innym miejscu dodawał: „[…] horyzont wszędzie jasny, dlatego właśnie, że ciasny […]; moralność negatywna, kompendiarna, moralność kodeksu policyjnego […]; unikanie wszelkich drażniących, głębszych, fatalnych kwestii życia, które by pisarza z równowagi artystycznego obserwatora, a czytelnika z wygodnej pozycji na sofie wyrzucić mogły; filozofia franklinowska, która do trzech cnót chrześcijańskich chętnie by rozsądek, »interes dobrze rozumiany«, dodała […]; humor wyborny i wytworny […]; flamandzkie malowanie flamandzkich gatunków z flamandzkim spokojem; obrazy genre i charaktery genre, bardzo pożądane, ale może nie bardzo pożyteczne dla czasów genre, w których żyjemy… te są, jeśli się nie mylimy, główne cechy romansopisarskiego talentu p. Korzeniowskiego” (tamże).

Klaczko czynił z analizowanej powieści przykład zejścia „ze sfery natchnienia ideału do wątpliwego posłannictwa bawienia mas i zapełniania chwil wolnych od wszelkiej troski, ale i od wszelkiej wyższej podniety”. Atakując Krewnych, brał więc na cel nie tyle konkretny utwór, ile powieść jako gatunek wyrażający ducha epoki. Pisał: „[…] romans jest epopeą status quo, jest poetycznym uświęceniem codzienności; a pod tym względem rozpowszechnienie jego i wziętość, którą zyskuje, bodajby tylko były estetycznym, a nie etycznym symptomem – niebezpiecznym symptomem i stanu ducha narodowego!” (tamże). Konsekwencją rezygnacji z romantycznych wzorców i ideałów staje się zdaniem krytyka „narodowe odstępstwo” rozpoznawane w fabularnych pomysłach Korzeniowskiego, który „w swoich powieściach wystawia bohaterów walczących w szeregach wroga, za sprawę wroga; że wkoło naszej społeczności, którą maluje, wprowadza, gdzie i jak się tylko da, Moskali, jakby nas chciał z nimi oswoić i pobratać” (tamże).

Temat przeniewierstwa wobec ustanowionego przez romantyków patriotycznego wzorca będzie wracał w następnych rozprawach Klaczki z „Wiadomości Polskich”: gromiącej naiwność słowianofilskich mrzonek recenzji Gladiatorow Lenartowicza („Wiadomości Polskie” 1857, nr 40, 50); w piętnującym absurdy pustych deklamacji i nieroztropnych działań politycznych Ludwika Mierosławskiego rozbiorze jego mowy wygłoszonej z okazji rocznicy wybuchu powstania listopadowego (Katechizm nie-rycerski „Do młodego pokolenia”, „Wiadomości Polskie” 1859, nr 8) czy w słynnych Odstępcach („Wiadomości Polskie” 1860, nr 5), ganiących wydawniczą inicjatywę Antoniego Edwarda Odyńca, Ignacego Chodźki, Mikołaja Malinowskiego i Adama Honorego Kirkora, autorów wiernopoddańczego albumu upamiętniającego wizytę cara w Wilnie w 1858 r. We wszystkich tych pismach Klaczko stawiał sobie za cel „odsłaniać odstępstwo”, piętnować „stępienie czucia i pomieszanie wyobrażeń”, które pobłażają „najsromotniejszym występkom przeciwko […] moralnemu jestestwu ojczyzny” (Odstępcy).

Diagnozy kryzysu polskiej kultury. Za najbardziej kontrowersyjny spośród rozbiorów krytycznych Klaczki w tym okresie uważany jest artykuł Sztuka polska („Wiadomości Polskie” 1857, nr 21, 23, 41). Zainspirowany tematem ogłoszonego przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie konkursu na pracę naukową: „Czy istnieje sztuka polska, a jeśli istnieje, jakie są jej cechy?”, formułuje negatywną odpowiedź: „Sztuka plastyczna u nas zawsze tylko pozostanie krzewem egzotycznym, w cieplarni amatorstwa mozolnie pielęgnowanym […]. Synowie Północy, tylko w bogactwie myśli i ducha możemy znaleźć wynagrodzenie za nieodzowne nasze ubóstwo form i natury; Słowianie, jesteśmy i możemy tylko być mistrzami słowa!” (tamże). Dowodząc braku naturalnych predyspozycji Polaków do malarstwa, Klaczko nie tylko mierzył się z obserwowanym rosnącym zainteresowaniem sztukami plastycznymi, ale też konsekwentnie wpisywał się w ten nurt refleksji nad perspektywami rozwoju sztuki narodowej, któremu patronował Mickiewicz jako wykładowca College de France. W wykładzie VI czwartego kursu poeta mówił: „Słowianie nie starali się dotąd uprawiać sztuki plastycznej. Zdaje się, że nie jest ich powołaniem kiedykolwiek ją uprawiać”. Klaczko, świadom kontrowersyjności wyznawanych poglądów, uzasadniał je szczególną sytuacją znajdującej się w kryzysie kultury polskiej i negatywnym wpływem „artystycznych zachceń”, które „nadwątliły […] znacznie naszą twórczość poetyczną i przyczyniły się niemało do nadania jej tego charakteru, z którego ten chyba tylko się cieszyć i nad nim unosić potrafi, co już do żadnych wyższych ideałów i do żadnych dzieł wielkich mistrzów wznosić się nie jest w stanie. Elementy malarskie i muzykalne, które w należnych sobie sferach nic samoistnego dotąd nie stworzyły u nas, wygórowały natomiast przemożnie w naszej literaturze i podkopują coraz bardziej wszelkie jej prawdziwe podstawy” (tamże). Zasadniczym tematem rozprawy wydają się więc nie tyle stan i perspektywy rozwoju malarstwa polskiego, ile diagnoza kryzysu późnoromantycznej kultury polskiej. „Flamandzkie malowanie”, określenie wykorzystane przez Klaczkę w recenzji Krewnych jako metafora wypaczającej romantyczny ideał prozy obyczajowej, odzyskuje w szkicu Sztuka polska swe pierwotne znaczenie, zachowuje jednak podobnie negatywną symbolikę – staje się dla krytyka znakiem obniżenia standardów etycznych i estetycznych, a także wyrazem zgody na „obniżenie” romantycznego ideału sztuki.

Ważnym wątkiem Sztuki polskiej Klaczki okazuje się przenikliwa diagnoza obserwowanego procesu demokratyzacji rynku sztuki w Polsce. Klaczko uszczypliwie komentował „prawdziwe delirium artisticum”, jakie miało ogarnąć piśmiennictwo krajowe. To „dyletanckie lubowanie się w artyzmie” zdaniem krytyka odpowiadało za obniżenie poziomu literackiego. Pisał: „Literatura nasza ma obecnie prawdziwą epokę saską – czasy próżniactwa przy wielkiej hałaśliwości, czasy panegiryków przy zupełnym braku zasługi, czasy zadowolenia przy najsłuszniejszych powodach do upamiętania się i poprawy – i nie bez pewnej konieczności święci ona przede wszystkim podobną epokę w naszej historii… W gawędach naszych i historycznych powieściach zaleta długich wąsów okupuje prawie wszystkie niedostatki krótkiego rozumu, krzywość szabli prostuje wszelkie czyny wątpliwe, a kontusz dostatecznym jest pokryciem moralnej i estetycznej nagości bohaterów” (tamże).

Artykuł Klaczki zdecydowanie wyróżniał się na tle słabo jeszcze rozwiniętej krytyki sztuki w polskim piśmiennictwie. Jak zauważa Irena Jakimowicz, miał on „charakter wszechstronnej, systematycznej rozprawy, przeprowadzonej przy tym w trosce o dobro narodu, z punktu widzenia jego przyszłości, w aspekcie dążenia do odzyskania niepodległego bytu”. Znajdując oparcie w tradycji romantycznej, przeprowadził dowodzenie, które temat perspektyw rozwoju sztuki narodowej umieszczało nie tyle w wąskim kontekście estetycznym, ile wpisywało w dyskusję nad przyszłością Polski. Niezamierzonym efektem wystąpienia Klaczki miał okazać się trudny dziś do przecenienia ferment intelektualny prowokujący orędowników sztuki polskiej do jej obrony. Najważniejszą wypowiedzią pośród tych polemik pozostaje O sztuce (dla Polaków) Norwida. Zofia Trojanowiczowa tę dyskusję nazwała „ostatnim sporem romantycznym”. Współpraca z redakcją „Wiadomości Polskich” stanowi najważniejszy, ale i ostatni etap w krytycznej twórczości Juliana Klaczki. Od 1862 r. pisarz zacieśnia współpracę z „Revue des deux mondes”, publikuje niemal wyłącznie po francusku, zyskując rozgłos przenikliwego komentatora bieżącej polityki. Do tematów z zakresu literatury, historii sztuki i kultury powróci pod koniec życia w Wieczorach florenckich i Juliuszu II, które Chmielowski nazywał „upajającymi rozmyślaniami nad dziejami piękna”.

Miejsce Klaczki w dziejach krytyki. Ostatnie dzieła ugruntowały wysoką ocenę pisarza jako wybitnego stylisty. Tarnowski pisał we wstępie do Dwoch kanclerzy (1908): „Klaczko jest nie tylko wyjątkowym pierwszorzędnym umysłem politycznym, ale też wyjątkowym pierwszorzędnym pisarskim talentem, […] obie te jego własności jaśnieją pełnym blaskiem w jego dziełach”. Według Chmielowskiego był on „pierwszym naszym prozaikiem XIX wieku, co nie tylko z natury miał dar stylu niepospolity, ale się także starał o najpiękniejsze jego wyrobienie”. Widziano w tym wyraz wierności dla romantycznych mistrzów, ale i efekt twórczego rozwinięcia metody i stylu mistrza krytyki francuskiej Charles-Augustina Sainte-Beuve’a (T. Grabowski).

W recepcji krytycznej twórczości Klaczki uderza dysproporcja między wysoką oceną formułowaną najpierw w środowisku emigracyjnym, następnie wśród krakowskich konserwatystów i w kręgach akademickich, a mierzoną niewielką siłą oddziaływania i ich faktyczną rolą w obrębie kultury polskiej. I tak przez jednych Klaczko określany był jako „mistrz krytyki literackiej i artystycznej”, który „łączył żywą, zapalną uczuciowość, świetną ironię i cięty dowcip, trzymany w karbach przez poczucie miary i piękna” (B. Chlebowski), „najwymowniejszy, niezrównany tłumacz i znawca renesansu włoskiego” (A. Brückner) czy „pogromca obniżenia ideałów, krytyk znakomity i świetny publicysta” (J. Kleiner). Przez innych był niemal nieuwzględniany lub zaliczany do „krytyki tradycjonalistycznej, tendencyjnej, w kierunku wstecznym”, która chciałaby „nałożyć wędzidła fantazji twórczej, krępować śmiałość uczucia indywidualnego, i ojczyzną poety uczynić jedynie widnokręgi oraz formy odziedziczone, uświęcone” (W. Feldman). Pokolenie pozytywistów widziało w Klaczce przede wszystkim autora krzywdzącej napaści na prekursora powieści tendencyjnej i zaślepionego nienawiścią przeciwnika powieści jako gatunku, moderniści zaś, nawet jeśli z zainteresowaniem przyjmowali prace poświęcone włoskiemu renesansowi, przypominali Klaczce nietrafioną diagnozę rozwoju i znaczenia polskiego malarstwa oraz widzieli w nim przeciwnika Norwida.

Podjęte w ostatnich latach próby wyjaśnienia fenomenu faktycznej nieobecności pisarstwa Klaczki w kulturze polskiej sprowadzają się do wskazania sytuacyjnego, ideowego i generacyjnego układu, który charakteryzował jego stanowisko jako wyraziciela poglądów konserwatywnego środowiska Hotelu Lambert u schyłku epoki Wielkiej Emigracji i twórcy domykającego formację romantyczną; krytyka, który odcięty od codzienności literatury polskiej w kraju, z emigracyjnej perspektywy formułował nierealistyczny, ale też w niewielkim stopniu rozpoznający rzeczywiste potrzeby współczesności program kultury polskiej nastawiony na podtrzymywanie artystycznych ideałów Mickiewicza i Krasińskiego. Wyważonym ocenom dorobku Klaczki nie sprzyjała także legenda krytyka, który „nie umie znać miary ani w entuzjazmie, ani w naganie. Muzą jego prawdziwą jest gniew; pisze dobrze, gdy się gniewa” (słowa A.E. Koźmiana zacytowane przez F. Hoesicka). Wybuchowy temperament Klaczki, recenzencki impet i emocjonalizm jego rozpraw okazywały się groźne zarówno dla przeciwników krytyka, jak i dla niego samego. Uwaga broniących się autorów i zaciekawionej publiczności literackiej koncentrowała się nie na merytorycznej wartości argumentów i ocenie racji obu stron, ale przede wszystkim na personalnym wymiarze sporów.

Najsłynniejszym przykładem bezkonkluzywności toczonych przez krytyka kampanii stał się konflikt z Korzeniowskim, który boleśnie dotknięty recenzją Krewnych, zamieścił w testamencie słowa: „Wszystkim tym, którzy mi za życia nie sprzyjali, którzy mi jakąkolwiek wyrządzili krzywdę, przebaczam z całego serca, nawet Klaczce” (cyt. za: K. Kantecki, Dwaj Krzemieńczanie, t. 2, 1879). Wcześniej jednak sportretował przeciwnika jako złośliwego krytyka Centaurowicza w swej sztuce Złote kajdany (1861). Dopiero Józef Bachórz ocenił rzeczywistą rangę recenzji Klaczki, określając ją mianem „wielkiego tekstu kultury polskiej”, a w jej autorze dostrzegając przenikliwego krytyka, który z niezwykłą wrażliwością diagnozował zagrożenia niesione późnoromantycznej kulturze polskiej przez współczesność.

Temperament krytyczny. Wraz z profesjonalizacją i urynkowieniem krytyki literackiej coraz bardziej konsternował także tak ceniony przez współczesnych, polemiczny temperament Klaczki, postrzegany jako pochodna jego impulsywnego charakteru, nie zaś świadomie obranej strategii krytycznej. W jego gniewnych wybuchach dopatrywano się romantycznej pozy, Kraszewski, według Pamiętnikow Władysława Mickiewicza, miał go nazwać „pomniejszonym”, „tombakowym Heinem”. Karol Estreicher odmawiał mu nawet cech profesjonalnego krytyka. Często też Klaczko bywał postrzegany nie jako krytyk, lecz pamflecista – „klasyk polskiego pamfletu” (J. Kubiak), który chętnie pisał o dziełach go irytujących. Nawet tak „zadłużony” u Klaczki Tarnowski zauważał: „[…] łatwość oburzania się na złe była szlachetną cechą Klaczki i wielką jego siłą jako pisarza, ale namiętność w oburzeniu, podniecana zależnością od chwilowego wrażenia, unosi go, przebiera miarę i czyni go niesprawiedliwym”.

Rosnąca sława Norwida oraz jego legenda nierozumianego i niesprawiedliwie ocenionego przez współczesnych poety ugruntowały skojarzenie Klaczki z postacią złośliwego Zoila, którego sądy na temat „Promethidionow, Zwolonów i innych andronów” (List XXVI, „Goniec Polski” 1851, nr 209) czy opinie, jak ta o Białych i Czarnych kwiatach, że są „wzorem wydymanej nicości, w której dziwolągom myśli odpowiadają dziwolągi języka, a niesłychana zarozumiałość walczy o prym z jaskrawym nieuctwem” (Nieoględność dzienników krajowych, „Wiadomości Polskie” 1857, nr 31), złamały poecie karierę. Zofia Trojanowiczowa określiła ich konflikt jako zderzenie „dwu różnych ocen sytuacji i potrzeb narodu, dwu różnych ocen sytuacji i potrzeb kultury polskiej, dwu różnych estetyk, jakimi posługiwał się późny romantyzm”. Podkreślając różnice światopoglądowe i estetyczne dzielące Klaczkę i Norwida, warto jednak pamiętać o opinii Krasińskiego, który w liście z 11 VI 1849 pisał: „Klaczko to żydowski Norwid – jedna natura, zdolność, los” (Listy do Augusta Cieszkowskiego, Edwarda Jaroszyńskiego, Bronisława Trentowskiego). Katarzyna Kuczyńska i Elżbieta Nowicka, podsumowując rozważania badaczy na temat różnic i podobieństw między Klaczką a Norwidem, zwracają uwagę, że charakteryzujące obu twórców odmienne pojmowanie narodu generowało „nierzadko sprzeczne, czasem po prostu niezbieżne ze sobą artykulacje takich żywo obchodzących ich tematów, jak miejsce i rola pokolenia w kreowaniu historii i sztuki, kwestia duchowych i moralnych konsekwencji długotrwałej niewoli, stosunek do schodzących właśnie ze świata wielkich romantyków czy […] kwestia kultury narodowej”. Równocześnie „łączył polemistów typ charakteru i (w pewnym sensie) okoliczności, w jakich miał się on kształtować”.

Cechy dyskursu krytycznego. Na tle innych krytyków epoki Klaczkę wyróżnia erudycja, świetna orientacja zarówno w piśmiennictwie polskim, jak i nowinkach literatury europejskiej, ale też wszechstronna znajomość kanonu literatury światowej, w tym przede wszystkim twórczości pisarzy renesansu. Główną cechą jego pisarstwa krytycznego wydaje się umiejętność trafnego kontrapunktowania analizowanych utworów innymi dziełami, znajdowanie zaskakujących kontekstów, które pozwalają rozświetlić i dopełnić znaczenia prezentowanego dzieła. Jako krytyk Klaczko nie czytał nigdy utworu w kulturowej pustce, zawsze włączał do swego wywodu skojarzenia literackie i malarskie, zawsze też analizowane dzieło ukazywał na tle epoki, która je zrodziła. Ważnym kontekstem oceny krytycznej twórczości Klaczki powinna być świadomość, że reprezentował koniec pewnej formacji ideowo-estetycznej i związanych z nią aspiracji artystycznych, narodowych i społecznych, a jego twórczość krytyczną przenika nieskrywany lęk o dziedzictwo romantycznych poetów i dalszy los kultury polskiej. Klaczko konsekwentnie ujawniał świadomość spadkobiercy wizji uniwersalistycznej Europy Dantego, wspólnoty kulturowego doświadczenia danego Europejczykowi, który na równych prawach traktuje najbliższą mu literaturę polską oraz dzieła Homera, Wergiliusza, Shakespeare’a i Goethego.

W dorobku krytycznym Klaczki mieszczą się pisane z pasją wnikliwe rozbiory literackie, recenzje, polemiki, skierowane do francuskiego czytelnika studia popularyzujące literaturę polską, ale też erudycyjne eseje z historii kultury. Wspólna im wszystkim pozostaje jednak pewna paradoksalna współobecność cech myślowego bogactwa i zarazem szkicowości, niedokończenia. Wieszcze i wieszczby to ledwie wstęp do przygotowywanej i nigdy niezrealizowanej historii literatury polskiej. Ukończenia nie doczekały się zapowiadane monografie twórczości Mickiewicza i Krasińskiego ani większe całości poświęcone dziełom Shakespeare’a i Dantego. Listę tych zarzuconych projektów symbolicznie domyka dramatyczna decyzja Klaczki o zniszczeniu gotowego już Leona X – oczekiwanego zwieńczenia florenckiego cyklu. Jak pisał Stanisław Tarnowski, Klaczko miał wierzyć, że „życie zejdzie mu na służbie tych wielkich duchów, Dantego, Szekspira, Mickiewicza, Homera, Eschyla i tylu, tylu innych”, na drodze realizacji tego marzenia stanęła jednak polityka, i to jej Klaczko poświęcił najaktywniejsze lata swej pracy twórczej.</document>
<document nplp_id="14404" title="Klimańska Zofia" slug="klimanska-zofia">Publicystka i powieściopisarka. Pseudonimy i kryptonimy: Baltazar Miłejko; Kazimierz Alksnis [?]; Z.K.; Z. z Brz.; Zofia Jaskółka; Zofia K* z Brzozówki; Zofia z Brzozówki.

Informacje biograficzne. Urodziła się ok. 1809 r. (sama podawała datę 1812 r.) w miasteczku Wędziagoła w gub. kowieńskiej (ta miejscowość widnieje w akcie zgonu) w rodzinie Franciszka, podkomorzego kowieńskiego, i Zofii z Miłejków. Młodość spędziła w Wilnie, otrzymała wykształcenie typowe dla panien ze swej sfery (muzyka, malarstwo, języki). Słynna z urody, cieszyła się wielkim powodzeniem na wileńskich salonach. Stała się inspiracją dla postaci Panny z Dziadow cz. III Adama Mickiewicza, co było nawiązaniem do jej romansu i narzeczeństwa ze znienawidzonym za udział w procesach wileńskich studentów carskim urzędnikiem Lwem Bajkowem. Obyczajowe i patriotyczne kontrowersje wokół tego związku przypomniał po latach Aleksander Kraushar, wykorzystał je także Jarosław Marek Rymkiewicz w powieści Baket (1991). Po śmierci Bajkowa w 1829 r. poślubiła Adama Desztrunga. W 1842 r. poznała absolwenta uniwersytetu dorpackiego, Napoleona Klimańskiego, dla którego zostawiła męża. Swój związek mogła zalegalizować w 1859 r. po śmierci Desztrunga. Autorzy wspomnień poświęconych Klimańskiej utrwalili przekonanie o duchowym przełomie – „patriotycznym ocknieniu”, jakiego miała doświadczyć pod wpływem Klimańskiego. Faktem pozostaje, że wiążąc się z nim, weszła do środowiska literatów skupionych wokół Romualda Podbereskiego i jego „Pamiętnika Naukowo-Literackiego”. Miała wspierać pismo finansowo i aktywnie uczestniczyć w pracach redakcyjnych. Współpracę przerwały aresztowania oraz proces, w wyniku którego została zesłana do Permu. Do kraju wróciła ok. 1859 r. W 1863 r. wyjechała do Królestwa i utrzymywała się z pracy jako nauczycielka domowa. Po powrocie męża z zesłania osiedliła się razem z nim w Warszawie, gdzie zmarła 22 V 1870.

Twórczość literacka i publicystyczna. Za debiut literacki Klimańskiej uznaje się opowiadanie satyryczne Samojedy salonowe, których druk przerwała cenzura („Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1849, z. 3). Nowy Korbut odnotowuje dwutomowy zbiór Obrazki miejskie i parafialne, który miał ukazać się w Wilnie w l. 1849–1850. Powodzeniem cieszył się też Człowiek niewidzialny, czyli cudowny kapelusz (1850), czytany jako powieść z kluczem: zaszyfrowany, satyryczny portret wileńskiej socjety. Więcej niż o wartości artystycznej utworu mówiono o odwadze autorki i represjach, jakie ją spotkały – utwór miał być bezpośrednim powodem jej aresztowania. Krytyczną ocenę utworu sformułował tylko Lucjan Siemieński, rozczarowany naiwnością głoszonych przez autorkę diagnoz społecznych.

Ocena późniejszej, powstałej po powrocie z zesłania twórczości Klimańskiej jest kłopotliwa – uznanie dla zaangażowania autorki tonuje niski poziom artystyczny i jej natrętne moralizatorstwo. Echa wcześniejszej twórczości satyrycznej obecne są w pisanych w konwencji szkiców fizjonomicznych „sylwetkach” publikowanych w 1866 r. na łamach „Rodziny”. Powieści Chorzy i zdrowi (1873) oraz Szpargały rożnoczesne („Opiekun Domowy” 1875, nr 42–52) czy nowele i opowiadania to opatrzone wyrazistą tezą utwory, które – jak zauważyła Maria Dernałowicz – stawiają przed oczyma czytelnika „najgłębszą czerń i niepokalaną biel”, a fabuły zamieniają „w zbiór budujących lub mających wzbudzać oburzenie przykładów z zupełnym pominięciem psychologicznego prawdopodobieństwa”.

Lata 60. to też czas publicystycznej aktywności Klimańskiej. Publikowała na łamach „Opiekuna Domowego”, „Przyjaciela Domowego”, „Kaliny”, koncentrując się na próbie wpisania haseł emancypacji kobiet w ramy tradycyjnie paternalistycznego porządku społecznego (np. Zaraza mody, „Opiekun Domowy” 1869, nr 5; Małżeństwo, „Opiekun Domowy” 1869, nr 18–19). Wiele miejsca poświęcała godności ludzi wyrzuconych przez biedę na margines społeczny: służących, guwernantek i ludzi starych (Słowko o nauczycielkach, „Kalina” 1870, nr 29–30; Starość, „Opiekun Domowy” 1871, nr 6–7). Prawdopodobnie wiele utworów Klimańskiej zaginęło. Autorzy nekrologów pisarki wspominają, że oprócz obrazków obyczajowych (Anna spod krzyży, Dwie siostry, Pamiętniki biuralisty) w rękopisie miały pozostać także rozprawy: Sztuka w Polsce, Żywoty zasłużonych ludzi, Dzieje ludu naszego, Mickiewicz i jego czas czy Wiek XIX i Europa u nas.

Twórczość krytyczna. Klimańska wzięła udział w burzliwej dyskusji, jaka wybuchła po krytycznej recenzji Józefa Ignacego Kraszewskiego z czwartego tomu „Rocznika Literackiego” wydawanego przez Romualda Podbereskiego („Tygodnik Petersburski” 1849, nr 24). Kraszewski nie ukrywał swego rozczarowania niegdyś dobrze zapowiadającym się pismem, wskazywał źródła nieprecyzyjnie podanych informacji i demaskował pierwowzory rzekomo oryginalnych utworów. Wystąpienie Klimańskiej (Efekt hubińskiej krytyki. List do Wydawcy, „Gwiazda” 1849, nr 4), następnie wydane osobno w Wilnie w 1850 r., daleko odbiegało od standardu typowych polemik literackich. Oburzona rzekomą bezwzględnością recenzenta, Klimańska zaatakowała Kraszewskiego, nazywając go dowcipkującym „bokserem umysłowym”, „co bije kułakami w mózgi ofiarę, wziętą na ostrze swego języka”. Pisarz jako „literacki szermierz, który kłuje ironią swych przeciwników”, nie miał zdaniem polemistki moralnego prawa oceniać literackich prac niedoświadczonych, ale zacnych i przepełnionych obywatelską troską twórców, bo „sam nic nie buduje, a co gorsza nie pozwala budować innym” (tamże). List rozpoczęty jako próba obrony znieważonego pisma zamienił się w paszkwilancki, uderzający niesłychanie emocjonalną tonacją atak na Kraszewskiego, nazwanego cynicznym karierowiczem, który poślubił ironię „i wziąwszy za włosy macha na wszystkie strony, uderzając nią nawet bezbronne kobiety”, oraz „złośliwym zoilem”, który w serca i w mózgi debiutantów „leje witriol z żółcią – i chce być miany za przyjaciela postępu i ludzkości!” (tamże). Klimańska nie kryła gwałtownych uczuć, nie dbała o logiczną spójność wywodu ani rzetelność argumentacji. Przekonana o swych racjach, oskarżała Kraszewskiego zarówno o bezwzględność ironisty, niewahającego się, by dla zgrabnego konceptu upokorzyć drugiego człowieka, jak i o artystyczne „rozlubowanie się” w portretowaniu moralnej zgnilizny współczesności, którego celem jest atrakcyjny literacko obraz, nie zaś próba moralnego „podniesienia” współczesnych. Tę strategię polemistki Zbigniew Sudolski określił mianem „terroryzmu krytycznego”.

Nie jest dziś możliwe pełne wyświetlenie istoty sporu między Klimańską – reprezentującą środowisko zainspirowanych ideami Wiosny Ludów przedstawicieli drugiego pokolenia romantyków na Ziemiach Zabranych (R. Podbereski, A. Marcinkowski, J. Jurkiewicz, Z. Fisz) – a Kraszewskim. Prawdopodobnie oprócz urażonych ambicji w grę wchodziły także kwestie poważniejsze, a Kraszewski stał się celem „zastępczym” w rzeczywistym sporze, jaki wiedli oni z konserwatywnym środowiskiem „Tygodnika Petersburskiego”. Spoza emocjonalnych oskarżeń i niefortunnych sformułowań polemistki wyłaniają się niezwykle ważne kwestie tamtej epoki: pytania o rolę literatury i zadania pisarzy okazują się rodzajem kamuflażu dla podstawowego sporu światopoglądowego, w którym problemy demokratyzacji stosunków społecznych, reformy włościańskiej i potrzeby otwierania kultury polskiej na wyzwania nowoczesności (w tym idee emancypacji kobiet) zderzały się z wypracowaną przez petersburskich tradycjonalistów koncepcją zachowania narodowej tożsamości (w jej obrębie mieściła się zarówno zakorzeniona w feudalizmie tradycja ziemiańska, jak i konserwatywna wizja narodowej literatury). Gwałtowne wystąpienie Klimańskiej może więc być potraktowane jako rodzaj manifestu pokolenia wchodzącego do literatury po 1848 r. – wyraz ich pryncypialnej postawy wobec głoszonych ideałów, stosunku do autorytetów, ale także zapowiedź radykalnej zmiany języka debaty publicznej. Intuicje te zdaje się potwierdzać wypowiedź Klimańskiej jako autorki Listu do Wydawcy („Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1850, z. 4): „[…] był już wiek grzeczny, perfumowali słówka, woniały nimi książki i języki pisarzów, cała ich istota zamieniała się w jeden panegiryk, i cóż stąd wynikło? Róże opadły, aromat przeminął, ciernie tylko zostały, a odrodzić kwiat wiecznotrwały i ugodnić kolce nie grzecznością, ale tylko prawdą można. Dość już nam drabinek, dość kurzu gabinetowego i duszności salonów, czas wyjść na obszerne pole, skupić myśl i czucie w jedno ognisko i na skrzydłach geniusza wiary, rozsyłać promienie onych aż do ciemni, u których progu są stróżami: przesądy, materializm, pietyzm, zamęt, jak gdyby dzień siódmy stworzenia jeszcze nie nastał”. Tu też dała ona wyraz swemu rozumieniu celów literatury: „Drukuj lepiej choćby za ostrą prawdę, którą obskuranci stosując najczęściej do siebie, gniewają się za nią, z własnej małości sądząc o autorze, który nie powinien nigdy mieć na celu osobistych uraz, wytykać błędy indywidualne, ale winien czynić wyznanie grzechów całych warstw społecznych, które jeżeli mają szczerą chęć poprawy, skorzystają z głosu, co ich ze snu budzi” (tamże).

Cenzuralne zakazy blokujące następne inicjatywy wydawnicze środowisk „Gwiazdy” i „Rocznika Literackiego” oraz proces, w wyniku którego Klimańska i Podbereski zostali zesłani w głąb Rosji, unieważniły argumenty obu stron sporu. Nierozstrzygnięte więc zostaje, na ile prawdziwe były plotki o odpowiedzialności ustosunkowanych twórców kręgu „Tygodnika Petersburskiego” za represje władz wobec redaktorów „Gwiazdy” i Podbereskiego. Nie sposób też potwierdzić hipotezy postawionej przez Franciszka Bielaka, że Klimańska opublikowała kolejną wymierzoną w Kraszewskiego filipikę, tym razem pod pseudonimem Kazimierz Alksnis (Do Wydawcy „Pamiętnika”, tamże).</document>
<document nplp_id="14405" title="Klimaszewski Hipolit" slug="klimaszewski-hipolit">Pedagog, literat.

Informacje biograficzne. Urodził się 19 I 1802 we wsi Kopatkiewicze (gub. mińska) w rodzinie drobnoszlacheckiej (jego ojciec był znakomitym łacinnikiem, towarzyszem szkolnym Adama Naruszewicza). Uczył się w szkole elementarnej w Mozyrzu, a w 1812 r. w Owruczu na Wołyniu. W 1813 r. został oddany do zakonu Bazylianów, którzy z kolei wysłali go do seminarium duchownego w Poczajowie, a następnie w 1817 r. do liceum w Krzemieńcu. W 1819 r. Klimaszewski został zastępcą profesora retoryki w szkole bazyliańskiej w Lubarze, a po roku wstąpił na uniwersytet w Wilnie, gdzie studiował filologię pod kierunkiem Gotfryda Ernesta Groddecka. Utrzymywał bliskie kontakty ze środowiskiem Filaretów (A. Mickiewiczem, T. Zanem, A.E. Odyńcem) i odczytywał im próbki swoich poezji. W trakcie śledztwa Nikołaja Nowosilcowa opuścił Wilno (m.in. przez rok zarządzał dobrami w Krasnopolu na Wołyniu), do którego powrócił w 1826 r., a w roku następnym uzyskał tytuł magistra filozofii i otrzymał posadę profesora języka polskiego w II Gimnazjum Wileńskim. Trudnił się także guwernerką. Powstające wówczas utwory poetyckie (w l. 1827–1830 napisał wiele popularnych w całym kraju wierszy i piosenek, np. Dosyć bracia w kącie siedzieć) ogłaszał na łamach „Dziennika Wileńskiego” oraz w redagowanym przez siebie „Noworoczniku Litewskim na rok 1831”. W 1830 r. wydał z obszernym komentarzem pierwszy tom poezji Stanisława Trembeckiego i przygotował do druku następną część tej publikacji. W tym okresie zaprzyjaźnił się z Józefem Ignacym Kraszewskim. Wziął udział w walkach powstania listopadowego; ranny dostał się do niewoli. Więziony w Wilnie został skazany na śmierć, następnie jednak wyrok złagodzono na zesłanie. Z pomocą przyjaciół w lutym 1832 r. uciekł z więzienia i przedostał się do Prus, skąd w maju 1832 r. dojechał do Paryża. Z polecenia Joachima Lelewela został tutaj nauczycielem synów wojewody Antoniego Ostrowskiego, a później administratorem jego majątku. Prowadził też ożywioną działalność literacką i redaktorską (redagował kolejno kilka efemerycznych pisemek satyrycznych: „Baba. Bezimienny Karteluszek”, „Szubrawiec. Miesięcznik Satyryczny”, „Plotkarz. Świstek Satyryczny”, „Przyjaciel Prawdy”). Od 1832 r. był członkiem polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Jesienią 1847 r. został dyrektorem i nauczycielem Szkoły Polskiej w paryskiej dzielnicy Batignolles. W wyniku konfliktu z Sewerynem Gałęzowskim w 1853 r. został zdymisjonowany z tego stanowiska. W następnym roku opuścił Paryż i osiadł w Marsylii. Około 1860 r. czynił starania o powrót do kraju, ale nie uzyskał zgody władz rosyjskich. W 1873 r. przeszedł na emeryturę i przeniósł się do Bagnols-sur-Ceze w Oksytanii, gdzie zmarł 18 IX 1874.

W kręgu „rozbiorów” wileńskich. W pierwszym trzydziestoleciu XIX w. dyskurs krytyczny przybierał często formę tzw. rozbiorów. Wśród wypowiedzi tego typu zwracają uwagę takie, w których omawiane dzieło traktowane jest jako wypowiedź rządząca się własnymi zasadami, a wywód krytyka prezentuje indywidualną strategię lektury (L. Borowski, E. Słowacki, A. Mickiewicz). Wyraźnie zainspirowany tego typu publikacjami Klimaszewski wydał – jedyną swoją pracę krytycznoliteracką – tom Rozbiór poezyj Stanisława Trembeckiego (cz. 1, 1830). Zawiera on wydanie dwóch poematów opisowych (Sofijowka i Powązki), poprzedzonych Krótkim rysem prawideł i literatury poezji opisowej i dwóch tłumaczeń (początek IV księgi Eneidy i list Horacego Do Augusta) oraz szczegółowe komentarze do każdego z nich. Całość opatrzono wstępem O talencie poetyckim Stanisława Trembeckiego, który został ogłoszony rok wcześniej jako osobny artykuł na łamach „Dziennika Wileńskiego” (O talencie poetyckim Stanisława Trembeckiego. Wyjątek z rękopisu pod tytułem: „Rozbiór poezyj Trembeckiego”, „Dziennik Wileński. Historia i Literatura” 1829, t. 8). Jako swoich poprzedników Klimaszewski wskazywał Leona Borowskiego, Adama Mickiewicza oraz francuskiego tłumacza Sofijowki Augusta de Lagarde’a, do którego odwoływał się również ten ostatni. W rozprawie wstępnej autor prezentuje twórczość stanisławowskiego poety i wyjaśnia zamysł własnej publikacji. Jako pierwszy formułuje tutaj postulat włączenia do badań nad poezją nowożytną metod rozbioru filologii klasycznej. Klimaszewski pisze: „W rzędzie pomocy służących do rozszerzenia wiadomości, doskonalenia smaku i gruntownego poznania języków, sprawiedliwie teoretycy sztuk pięknych umieścili filologiczne rozbieranie wzorowych pisarzów; w takim bowiem rozważaniu umysł nasz wynachodząc drogi, kędy przechodziła myśl pisarza, z nim się myśleć uczy, z nim nabiera sposobów wyrażania myśli własnych; nadto ścigając źródła, z których geniusz podsycał siły swoje, odkrywać może coraz droższe skarby dla własnego wzbogacania się. Bez wątpienia rozbiór autorów greckich i rzymskich najpewniejsze w tym zawodzie korzyści przyniesie i nigdy dosyć nad nimi z tego względu pracować nie można; wszelako i tym, którzy kształcąc się na starożytnych wzorach, sami wzorowymi zostali pisarzami, podobnego zaszczytu odmawiać niepodobna, a z ich rozważania, w miarę wewnętrznej dzieła wartości, równie obfite plony zbierać się dadzą” (Rozbiór poezyj). Pogłębiona przez rozbiór lektura takich dzieł ma uczyć swobodnego wyrażania własnych myśli, doskonalić smak, służyć poznawaniu obcych języków i najogólniej rzecz ujmując – przez podążanie za obecnymi w utworze odwołaniami – poszerzać horyzonty intelektualne odbiorcy. Klimaszewski sięga przy tym do pojęcia dzieł wzorowych, które pojawiło się również np. w rozbiorach Ludwika Osińskiego (Wykład literatury porównawczej) czy w pracach teoretycznych Euzebiusza Słowackiego (O sztuce dobrego pisania w języku polskim, „Dziennik Wileński” 1815, t. 1, nr 3). Cechę wzorowości – w myśl przywołanego wywodu – można jednak przypisać nie tylko autorom starożytnym, lecz też ich nowożytnym kontynuatorom, stąd rozbiór filologiczny powinien dotyczyć także tych ostatnich. Aby uzasadnić tę opinię, autor powołuje się na bardzo w jego mniemaniu wartościowe komentarze Voltaire’a do tragedii Pierre’a Corneille’a (O talencie poetyckim). Potrzebę komentarza uzasadnia z kolei następująco: „Niezrozumienie bowiem miejsc szczególnych wyrodzić może niesmak lub zimne podziwienie dla pism wielkiego naszego poety, który zdaniem znawców literatury polskiej, z licznego szeregu rymotwórców uświetniających 2. poł. wieku zeszłego, sam jeden wyrównał poetom rzymskim, a pienia swoje ożywił czarownym duchem starożytności” (tamże). Komentarz okazuje się zatem niezbędny dla odpowiedniego zrozumienia dzieła, a także dla jego właściwej oceny. W publikacji Klimaszewskiego starannemu rozbiorowi utworu towarzyszy troska o odpowiednią jego edycję – opracowaną na podstawie porównania istniejących przekazów, co również było znamienne dla praktyk filologii klasycznej. Z powodu nowych okoliczności historycznych (wybuch powstania listopadowego) oraz emigracji Klimaszewskiego przygotowana do wydania druga część „rozbiorów” nie ukazała się, ale już ten pierwszy tom poezji Trembeckiego okazał się bardzo cennym przedsięwzięciem, będącym dla późniejszych wydawców ważnym źródłem wiedzy o odmianach pomieszczonych w nim tekstów.

Metoda rozbioru. W erudycyjnych komentarzach Klimaszewski wskazuje figury retoryczne, objaśnia nietypową składnię oraz archaizmy, zamieszcza przypisy rzeczowe odnoszące się do historii i geografii, czyni uwagi nad budową wiersza, podaje odniesienia literackie (w tym przeprowadza dwa obszerne porównania: fragmentu Sofijowki z Przemianami Owidiusza i Powązek z odą A. Naruszewicza pod takim samym tytułem). W wypadku tłumaczeń są to komentarze zarówno do przekładu Trembeckiego, jak i do tłumaczonych utworów starożytnych. Rozbiór Klimaszewskiego jest podporządkowany nie tyle ocenom, choć wielokrotnie się w nim pojawiają, ile raczej poznaniu dzieł Trembeckiego i pomocy potencjalnemu czytelnikowi w ich zrozumieniu. W rozbiorze Zofijowki autor dokonuje ogólnej charakterystyki poezji opisowej i jej najważniejszych realizacji od czasów starożytnych po współczesność, szczególne miejsce w historii tego gatunku przyznając poematowi Trembeckiego i uznając go za „najpiękniejszy utwór” w dorobku poety. Klimaszewski wskazuje środki artystycznego wyrazu, zwraca uwagę na bogatą i urozmaiconą polszczyznę, „gładkość” stylu, swobodę w odwoływaniu się do różnorakich źródeł tradycji, znajomość historii, erudycyjne naśladowanie pięknych wzorów, przy zręcznym uniknięciu pułapek niewolniczego imitowania. Szczególną urodą poetyckiego języka odznacza się według niego fragment opisujący grotę Tetydy (Rozbior „Sofijowki”, w: Rozbior poezyj).

Istotnym zabiegiem w wywodzie krytycznym Klimaszewskiego jest porównanie. I tak Zofijówkę, traktowaną jako arcywzór poezji opisowej, uczynił punktem odniesienia do rozbioru Powązek: „W Powązkach zaś w równe zalety zamożnych, lecz pisanych w wieku młodszym, a nawet i w weselszej myśli, chociaż zawsze wielki talent jaśnieje, lecz cokolwiek inną odznacza się cechą. Tu bowiem częściej zdarzy się ujrzeć przedmioty różnorodne a sztucznie dla kontrastu obok siebie postawione” (Rozbior „Powązek”). W komentarzach do Powązek pojawiają się uwagi na temat roli wyobraźni oraz gustu w procesie twórczym. Porównanie natomiast Powązek z odą Adama Naruszewicza wypada zdecydowanie na korzyść Trembeckiego: „Obadwaj po większej części dla uczonych pisali; i jeżeli tłumacz Tacyta wdzięczniej wspominanym będzie na polu historycznych badań, tedy śpiewak Zofijowki, wielbiony co do talentu zdolnego ubogacić ojczystą literaturę, ganiony co do niechęci ku pracy, ustanowi epokę w poezji polskiej, którą postawił na stopniu doskonałości rzymskiej” (tamże).

Jedyny zachowany fragment planowanej dalszej części rozprawy stanowi O charakterze Henryka Bruhla i wpływie Fryderyka Michała Xięcia Czartoryskiego Kanclerza W. W. Xtwa Lit. na sprawę inwestytury kurlandzkiej. (Rzecz wyjęta z rozbioru wiersza St. Trembeckiego na śmierć Xięcia Kanclerza) („Noworocznik Litewski na rok 1831”). Jest to obszerny historyczny komentarz do niewielkiego, bo zaledwie 12-wersowego fragmentu Wiersza na śmierć Książęcia Czartoryskiego Kanclerza W. W. Ks. Litt. w roku 1774. Brak w nim jednak wyraźnych uwag na temat warsztatu literackiego poety. Autor skupia się jedynie na przybliżeniu postaci Henryka Brühla i jego niesławnej roli w ówczesnym życiu politycznym.

Analizy przekładów. Klimaszewski zawarł w swej publikacji uwagi na temat przekładu literackiego. Jego rozbiór translacji fragmentu IV księgi Eneidy Wergiliusza rozpoczyna nobilitująca ocena: „[…] pomiędzy poetami wieku Stanisława Augusta Trembecki był najzdolniejszym tłumaczyć dzieła Wirgilego” (Uwagi nad tłumaczeniem IV Księgi „Eneidy”). Umiejętność oddania cech i charakteru oryginału („ścisłość”), inwencja językowa – to główne postulaty wobec literackiego przekładu. Metoda porównania okazuje się owocna również w analizie translacji. Zestawiając tłumaczenie Trembeckiego z przekładem Eneidy autorstwa Franciszka Ksawerego Dmochowskiego, Klimaszewski konstatuje: „Znane są prace i zasługi Dmochowskiego, chociaż dotąd nie oceniono dostatecznie jego dzieł poetyckich; lecz gdy przyjdzie porównać je co do budowy, mocy i ducha z poezją Trembeckiego, trudno nie postrzec wyższości jednego nad drugim” (Uwagi nad tłumaczeniem).

Kwestie przekładu krytyk podjął też w omówieniu niedokończonej translacji listu Horacego (I, ks. 2) Do Augusta, który – odnaleziony w papierach pośmiertnych Trembeckiego – ogłosił w „Dzienniku Wileńskim” z 1822 r. Józef Sękowski, poprzedzając publikację interesującym komentarzem (Stanisława Trembeckiego przekład części listu Horacego do Augusta, „Dziennik Wileński” 1822, t. 2, nr 7). Klimaszewski nawiązał do uwag Sękowskiego, cytując w swoim „rozbiorze” fragment wywodu pierwszego wydawcy. Od siebie dodał natomiast komentarz filologiczny, poprzedzony ogólną charakterystyką pierwowzoru. Wnikliwość Klimaszewskiego jest dostrzegalna w przeprowadzonym przezeń porównaniu przekładu Trembeckiego z translacją Dmochowskiego. W uwagach odnoszących się do poszczególnych wersów komentator oddaje sprawiedliwość Trembeckiemu: „Zręczność tłumacza podziwienia godna, szczególniej w oddaniu delikatnych myśli Horacego, w których się zamyka pochlebne dla Augusta świadectwo o jego poświęcaniu się ważnym zatrudnieniom. Ukrywa się też skromność poety, który mało ceniąc pisma swoje, nie chce nimi zabierać chwil pożyteczniejszej oddanych pracy” (Rozbior tłumaczenia). Oceniając przekład, krytyk dociekliwie wskazuje w kilku miejscach pominięte w nim szczegóły oryginalnego tekstu. Czasem znajduje dla takich decyzji uzasadnienie kulturowe („okoliczność bliżej tylko Rzymian interesująca”), kiedy indziej usprawiedliwia tłumacza brulionowym charakterem dochowanego przekazu lub docenia, że mimo opuszczenia trudnego miejsca nie zagubił – i to wbrew mylnym interpretacjom niektórych komentatorów – intencji autora.

Znaczenie. Komentarze Klimaszewskiego stanowią rodzaj szczegółowych objaśnień właściwych dla krytycznej edycji naukowej, co było zjawiskiem nowym w ówczesnej krytyce. Zdaniem Heleny Markowskiej „wydany w Wilnie w przededniu powstania tomik należy […] uznać za ukoronowanie klasycystycznej praktyki rozbiorów literaturoznawczych”. Rozbiory Klimaszewskiego obok wystąpień krytycznych Borowskiego czy Mickiewicza pokazują potencjał tkwiący w późnooświeceniowych dyskursach krytycznych wykorzystujących osiągnięcia filologii klasycznej. Do rozbiorów Klimaszewskiego można odnieść spostrzeżenia dotyczące Borowskiego Uwag nad „Monachomachią” Krasickiego: „Rola krytyka zasadza się […] na wprowadzeniu odbiorcy w niepowtarzalny świat »piękności« utworu i wskazania mu lekturowych tropów, po których poruszając się, może ten świat poznawać. Krytyka nie jest już »egzaminowaniem« utworu z jego poprawności i wierności regułom, nie jest oglądem »miejsc« trafnych i wadliwych, staje się natomiast lekturowym wprowadzeniem, służącym przede wszystkim czytelnikowi i jego kontaktom z dziełem. Jest to jeden z interesujących i ważnych punktów, do których doprowadził wielokierunkowy rozwój form krytyki literackiej początku XIX wieku” (T. Kostkiewiczowa).</document>
<document nplp_id="14406" title="Kondratowicz Ludwik (Władysław Syrokomla)" slug="kondratowicz-ludwik-wladyslaw-syrokomla">Poeta, tłumacz, dramatopisarz, prozaik, wydawca. Pseudonimy i kryptonimy: N.N.; W. Syrokomla; Wł.S.; Wł. Syrokomla; Władysław Syrokomla.

Informacje biograficzne. Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz h. Syrokomla urodził się 17 IX 1823 w Smolhowie na Polesiu litewskim (majątek Jaśkowicze) jako syn Aleksandra Kajetana (1783–1858) i Wiktorii ze Złotkowskich (1798–1862). Józef Ignacy Kraszewski pisał: „Życie Ludwika Kondratowicza mało dla biografa przedstawia wypadków: ciche to pasmo walk serca, niemogącego, nieumiejącego pogodzić się z życiem; cały dramat jego wewnątrz, w duszy, która przyszła na świat z pragnieniem ideałów, a nie znalazła ich na świecie” („Przegląd Europejski” 1862, t. 2). Dzieciństwo spędził głównie pod opieką matki w sielskiej atmosferze. W l. 1833–1835 uczył się u dominikanów w Nieświeżu, w l. 1836–1837 w szkole powiatowej w Nowogródku. Naukę zakończył na 5 klasie. Zabrany przez ojca ze szkoły w 1837 r., wrócił na wieś. W 1840 r. rozpoczął pracę w Zarządzie Ordynacji Radziwiłłowskiej w Nieświeżu. Wiosną 1844 r. ożenił się z Pauliną Mitraszewską (1827–1896), z którą miał kilkoro dzieci; wziął też w dzierżawę folwark Załucze k. Stołpców i Nieświeża. W 1844 r. debiutował gawędą Pocztylion w „Athenaeum” Kraszewskiego i od tego momentu datuje się przyjaźń twórców. Przebywał w Załuczu do 1852 r., dzieląc czas na nielubiane zatrudnienia gospodarskie i twórczość pisarską, która z czasem stała się jego głównym zajęciem i podstawowym źródłem zarobków. W Załuczu rozpoczął prace nad przekładami poetów polsko-łacińskich, napisał Dzieje literatury w Polsce od pierwiastkowych do naszych czasów (t. 1–2, 1850–1852) oraz stworzył znaczną część dorobku poetyckiego obejmującego dwa obszary: gawędę poetycką oraz wiersze zwane przez niego „rymami ulotnymi”. Określając siebie jako „lirnika wioskowego”, konsekwentnie ukierunkował swą twórczość na skonkretyzowaną grupę odbiorców: „braci w kapocie i braci w siermiędze” (Glosa do Janka Cmentarnika). Po utracie trojga dzieci w 1852 r. przeniósł się do Wilna (mieszkał pod jednym dachem ze S. Moniuszką, który skomponował muzykę do kilku jego utworów). Wiosną 1853 r. wziął w dzierżawę Borejkowszczyznę k. Wilna. Chcąc utrzymać rodzinę, mając małe dochody z dzierżawy, intensywnie pracował literacko, w tym zajmował się tłumaczeniami (m.in. J.W. Goethego, A. Puszkina, P.J. de Bérangera, K. Rylejewa, H. Heinego, T. Szewczenkę). Z Borejkowszczyzny wyjeżdżał do Warszawy, a po przeniesieniu do Wilna – w 1860 r. – odbył wycieczki do Wielkopolski i Krakowa. W tym czasie poznał aktorkę Helenę Majewską-Kirkorową (1828–1900), z którą nawiązał romans. Wybuchł skandal towarzyski, ostracyzm społeczności wileńskiej podkopał finanse poety i odbił się na jego zdrowiu. W l. 1861–1862 był współredaktorem „Kuriera Wileńskiego”, prowadząc na jego łamach działy Przegląd literacki i Przegląd miejscowy. Pod koniec marca 1861 r. – z cudzym paszportem – wyjechał do Warszawy. Wziął udział w kilku manifestacjach patriotycznych. Został aresztowany przez władze rosyjskie w drodze powrotnej (pretekstem było posługiwanie się cudzym paszportem, prawdziwym powodem zaś były jego przemówienia patriotyczne wygłaszane w Łomży i Suwałkach). Aresztowany w Suwałkach, został osadzony w cytadeli wileńskiej. W maju 1861 r. dzięki interwencji przyjaciół karę zesłania zamieniono mu na przymusowy pobyt w Borejkowszczyźnie, z zakazem przyjazdów do Wilna. W 1861 r. powstał cykl Melodie z domu obłąkanych łączący ze sobą sarkazm, polityczną satyrę, szyderstwo, alegoryczne przedstawienie krzywdy społecznej i tragizmu losu „chudego literata”, makabreskę oraz groteskową wizję ironiczno-tragicznego losu człowieka w świecie. Na początku 1862 r. z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Syrokomla znów mógł zamieszkać w Wilnie, gdzie zmarł 15 IX 1862. Został pochowany na wileńskiej Rossie.

Synteza historycznoliteracka. Cel swej pracy Dzieje literatury w Polsce oraz jej metodologiczne credo autor określił we wprowadzeniu zatytułowanym Programma. Ujawniał świadomość odrębności historii literatury od popularnych w minionych epokach zestawień bibliograficznych o charakterze materiałowym bądź słownikowo-portretowym. Dlatego też, jak pisał, historyk literatury, poruszając „pierwsze skiby ugoru”, powinien odnieść się do wypracowanych już sposobów narracji historycznoliterackiej (F. Bentkowskiego, A.B. Jochera, M. Wiszniewskiego, K.W. Wójcickiego, L. Łukaszewicza). Główny cel postępowania historyka literatury jest formułowany następująco: „poznajomić ogół z biegiem i postępami literatury”, odchodząc od przeładowania narracji „erudycją staropolską i łacińską” i uwyraźniając progresywny charakter rozwojowy literatury, zależny od postępów „oświaty” (Dzieje literatury w Polsce, t. 1). Wyrazem świadomości metodologicznej Syrokomli jako historyka literatury może być stwierdzenie: „[…] dzisiaj historia literatury nie jest tylko opisaniem życia autorów i ocenieniem dzieł ich, pracę naszą uważamy jako historię myśli w narodzie”, dlatego nie daty, „nomenklatury i szczegóły biograficzne”, lecz selekcja materiałowa, podporządkowana narracji historycznoliterackiej uwyraźniającej „chód i postęp samej literatury”, ma stanowić kanwę opowieści (tamże).

Kierując swe dzieło do ogółu czytelników – jakkolwiek nie utrzymał narracji w ryzach „szczupłych i treściwych”, nie ukończywszy zresztą zamierzonej syntezy, którą chciał doprowadzić do czasów sobie współczesnych – podkreślał, że zrezygnuje z obszernych cytatów, not i objaśnień, dokona selekcji materiałowej, odchodząc od szczegółów, by zachować wyraźną linię wywodu, utrzymując: „Ciąg jednostajnego interesu i prostotę opowiadania” (tamże). Przystępując do opisu każdej z epok literackich, dokonuje podziału na „nauki ścisłe i dzieła imaginacji”, podkreślając więź literatury z rozwojem cywilizacyjno-kulturowym swych czasów. Kondratowicz zaproponował własną periodyzację dziejów literatury, mówiąc jego słowami: „dynastyczną”, odróżniając ją od obecnych w innych syntezach podziałów. Pisał: „Pięć dynastycznych zmian panujących w Polsce, pięć główniejszych chwil politycznych, musiały wywrzeć i rzeczywiście wywarły wpływ na literaturę” (tamże); były to: 1) epoka Piastów; 2) epoka Jagiellonów; 3) epoka Wazów; 4) epoka królów elekcyjnych; 5) epoka „rządów nowych” (od rozbioru Polski do chwili obecnej). Tendencje politycznego uwiądu i kryzysu literatury ujawniły się wyraźnie w XVIII w. ocenianym krytycznie z perspektywy sporu romantyków z klasykami: literatura „wyrodziła blady, salonowy klasycyzm”, bezkrytyczne przyjęcie francuskich wzorów wydało zepsute owoce zobojętnienia na wszystko, co krajowe, język francuski i styl bycia zaś „rozmiękczyły” i „zniewieściały” duszę sarmacką (tamże). Były w minionym stuleciu niewątpliwie talenty literackie, ale, jak dowodzi Syrokomla, czasy króla Stanisława Augusta zniszczyły je, „skrzywiły”. Co prawda w bezkrytycznej modzie na spolszczanie wszystkiego, co francuskie, „język odżył na nowo, zyskał piękną ogładę, ale stracił moc i energię szczeropolską” (tamże). Wyjściem z impasu było ożywienie polityczne czasów Napoleona – i odpowiadające podnoszeniu się z upadku politycznego ożywienie na niwie oświatowej (kulturowej). Dzięki temu „z tylu ognisk oświaty” (Warszawa, Wilno, Krzemieniec) „żywe a obiecujące tryskają promienie” (tamże), umożliwiając powstanie nowej literatury, zwłaszcza poezji. „Brodziński, Mickiewicz, Malczewski, Goszczyński, Zaleski i inni wywiedli ją na piękną narodową niwę, na niwę leżącą przez dziesięć wieków odłogiem – tam plony nie mogły chybić” (tamże). Spośród dzieł XIX w. Konrad Wallenrod, Maria „i dalsze niepożytej wartości utwory” utorowały drogę zwycięskiemu romantyzmowi, który stał się czasami literatury narodowej „bo naród miał serce i patrzał w serce” (tamże). Po 1830 r., mimo że „przygasły ogniska oświaty”, jak w ezopowej mowie Kondratowicz określa carskie represje, pojedynczy pisarze podtrzymali zadania postawione przed literaturą w czasach przedlistopadowych. Zostali wymienieni: „Kraszewski, Grabowski, Odyniec, Korzeniowski, Kremer, Hołowiński, Rzewuski, Chodźko, Pol, i cała piękna plejada naszych współczesnych pisarzów” (tamże), a więc twórcy spod znaku romantycznego historyzmu i gawędy jako formy wyrażenia narodowego ducha. Świadectwem szerszych zainteresowań w tym zakresie, poza oczywiście własną praktyką pisarską, jest dłuższy artykuł o Ignacym Chodźce (Życie i pisma Ignacego Chodźki, „Kurier Wileński” 1861, nr 75–80, 82–83).

Swego dzieła Kondratowicz nie doprowadził do końca. Zakończył próbę syntezy historycznoliterackiej na „epoce Wazów”, czyli końcu XVII w. Nie tylko brak dostępu do źródeł, o czym pisał Kraszewski na podstawie listów i rozmów z twórcą, ale sposób uprawiania pisarstwa historycznoliterackiego nie pozwoliły na dokończenie pracy. Miała pojawić się synteza szczupłych rozmiarów i atrakcyjna dla ogółu czytających. Powstawało dzieło innego charakteru: zaopatrzone w obszerne wprowadzenia historyczne do poszczególnych epok, przeładowane niekiedy szczegółami w odniesieniu do kreślonych dziejów oświaty (choć takie ujęcie wyrastało z przyjętych założeń metodologicznych). Warto wszakże podkreślić, że opisując poszczególne utwory, Syrokomla stara się dać ogólną charakterystykę dzieła, streszczając pod kątem problemu i tak też dobierając cytaty na poparcie swego wywodu interpretacyjnego. Zawarł w swej próbie przedstawienia dziejów literatury obszerną listę autorów, często zapoznanych, których po części przywracał do obiegu historycznoliterackiego. Na szczególne podkreślenie zasługuje docenienie rangi poezji łacińskiej. W jego widzeniu literatury staropolskiej odnajdziemy zaskakujące dowartościowania wyrastające poza czas powstawania syntezy oraz „odkrycia” pisarzy, których doceniono znacznie później (np. S. Szymonowica, K. Miaskowskiego, J. Gawińskiego, M. Sępa Szarzyńskiego). Kraszewski przytaczał list od Kondratowicza, w którym rozczarowany autor uskarżał się na krytykę swego dzieła ze strony tak „młodych”, jak „starych”: „Trafiłem na chwilę, kiedy I-szy tom Dziejów literatury i Przekłady zrobiły trochę ruchu; słyszałem pochwały, ale ludzie starego autoramentu witali mnie jako prawowiernego popieracza łaciny, […] a młodzi i postępowi, chwaląc talent […], żałowali, że idę wstecznym kierunkiem, że grzęznę w przeszłość. Tak to ogół ziomków raczył pojąć mój literacki zawód”.

Na gruncie XX-wiecznej historii literatury syntetyczną ocenę przedsięwzięcia Kondratowicza (i powielającego jego koncepcję periodyzacyjną J. Bartoszewicza) przedstawił Stefan Sawicki, zwracając uwagę na powierzchowny, zewnętrzny sposób ujęcia literatury oraz ambitne poszukiwanie formy opisu dziejów literackich, skoncentrowane w dużym stopniu na literaturze. Dzisiejsza ocena powinna być zniuansowana, jeśli weźmiemy pod uwagę trudności podczas pisania syntezy, jak również uwzględnimy, że wiele spośród ocen wyprzedza swoje czasy, a sposób opisu utworów skupia się bardziej na nich samych niż zewnętrznych kontekstach (te są pogrupowane w osobnych rozdziałach).</document>
<document nplp_id="14407" title="Konopnicka Maria" slug="konopnicka-maria">Poetka, nowelistka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, tłumaczka, publicystka i krytyczka literacka. Pseudonimy i kryptonimy: Humanus; Jan Sawa; Jan Waręż; K. Maro; Ko. Mar.; M.K.; Maria K.; Maria z W.K.; Marko; Mruczysław Pazurek; Piotr Surma; Ursus.

Informacje biograficzne. Urodziła się 23 V 1842 w Suwałkach w rodzinie prawnika Józefa Wasiłowskiego i Scholastyki z Turskich pochodzącej ze zubożałej rodziny ziemiańskiej z okolic Sierpca. W 1846 r. Wasiłowscy przenieśli się do Kalisza w związku z delegacją ojca. Po śmierci żony (1854) przejął on opiekę nad gromadką dzieci (Maria miała trzy siostry i brata), zapewniając im domowe wykształcenie. W l. 1855–1856 Maria uczyła się na pensji pp. sakramentek w Warszawie, tam m.in. poznała Elizę Pawłowską, późniejszą Orzeszkową, z którą utrzymywała kontakt korespondencyjny. W 1862 r. wyszła za mąż za starszego od siebie szlachcica, dzierżawcę wsi Bronów (z okolic Kalisza), Jana Jarosława Konopnickiego. Urodziła ośmioro dzieci, z których dwoje zmarło w wieku niemowlęcym. W końcu 1863 r. w niewyjaśnionych okolicznościach, mających prawdopodobnie związek z kontaktami Jarosława z powstańcami, w obawie przed represjami władz carskich Konopniccy wyjechali do Niemiec. Zatrzymali się w Dreźnie, skąd powrócili w 2. poł. roku następnego. W 1872 r. po sprzedaży zadłużonego Bronowa byli zmuszeni przenieść się do Gusina, ciągnąc za sobą widmo ruiny materialnej wynikającej z trudności utrzymania ziemi w sytuacji pouwłaszczeniowej i błędów w gospodarowaniu. Pogłębiał się też kryzys małżeński; Konopnickiej nie wystarczała wyłącznie domowa przestrzeń samorealizacji. W 1875 r. na krótko wyjechała do Szczawnicy, a w roku następnym z dziećmi przeniosła się do ojca do Warszawy. Miała za sobą skromny debiut poetycki: wiersz Poranek w „Kaliszaninie” z 1870 r. Podpisała go imieniem i inicjałami nazwiska: „Maria z W.K.” i nie przedrukowywała w swoich późniejszych zbiorach. Pewnie dlatego przyjęło się, że właściwy start pisarski Konopnickiej nastąpił w 1876 r. wraz z publikacją cyklu W górach w „Tygodniku Ilustrowanym” i „Bluszczu”. W Warszawie, nie mogąc liczyć na wsparcie ze strony męża, zarobkowała udzielaniem korepetycji, drobnymi tłumaczeniami oraz twórczością literacką ogłaszaną w czasopismach warszawskich. Śmierć ojca w marcu 1878 r. spowodowała, że stała się jedyną żywicielką rodziny. Po opublikowaniu Fragmentów dramatycznych. Z przeszłości (1881) spotkała się z napastliwą krytyką. Mimo to utrzymała się w zawodzie literackim, próbując swoich sił też na sąsiednich polach – od 1881 r. w dziedzinie krytyki literackiej, a nieco później także w prozie. Od końca lat 70. zaangażowała się w pomoc więźniom politycznym i skazanym za inne czyny karalne, w tym również więźniarkom, co znajdzie wyraz w jej twórczości. Kiedy w 1884 r. zaczęła redagować część literacką pisma „Świt”, nawiązała do tych doświadczeń. W 1883 r. odbyła podróż do Włoch i Austrii utrwaloną we Wrażeniach z podroży. W roku następnym pojechała do Pragi, w Chuchli spotkała się z Jaroslavem Vrchlickým, z którym korespondowała od jakiegoś czasu. Lata 80. i 90. przyniosły wszechstronny rozwój jej twórczości: wydała cztery serie Poezji (I – 1881, II – 1883, III – 1887, IV – 1896), publikowała artykuły, felietony, portrety literackie, recenzje, reportaże. Ogłosiła zbiory nowel: Ludzie i rzeczy. Szkice i obrazki (1897), Nowele (1897), Na normandzkim brzegu (1904). Po 1890 r., uregulowawszy kwestie małżeńskie (separacja), na stałe opuściła Warszawę. Odwiedziła Niemcy, Włochy, Francję i Szwajcarię, przebywała w miejscowościach kuracyjnych Austrii i Czech, od czasu do czasu wracając do kraju, m.in. na pogrzeb syna Tadeusza w 1891 r. w Warszawie czy na zjazd rodzinny w 1899 r. w Kapitule k. Łowicza. Utrzymywała się w tym czasie z pióra, publikując w czasopismach i wydawnictwach we wszystkich zaborach. W l. 1901–1902, w związku z wydarzeniami we Wrześni (strajk szkolny), aktywnie włączyła się w międzynarodową akcję protestu przeciw pruskiej polityce germanizacyjnej. W październiku 1902 r. obchodzono uroczyście w Krakowie i we Lwowie jubileusz dwudziestopięciolecia jej pracy literackiej. Częścią uroczystości było ofiarowanie jej w darze narodowym posiadłości w Żarnowcu k. Krosna (1903). Pomieszkiwała tam, odbywając częste podróże na południe Europy, głównie do Włoch. Jej towarzyszką życia stała się działaczka społeczna i malarka, Maria Dulębianka. Na początku 1906 r. w Warszawie Konopnicka uczestniczyła w akcji pomocy dla więźniów politycznych i ubogich rodzin robotniczych. W 1907 r. stanęła na czele Ogólnopolskiego Zjazdu Kobiet odbywającego się z okazji jubileuszu Orzeszkowej. Utrzymywała kontakty z polskimi organizacjami społeczno-oświatowymi w kraju i na emigracji (m.in. z Towarzystwem Szkoły Ludowej na Śląsku, Towarzystwem Czytelni Ludowej, Sokołem, Towarzystwem Gniazd Sierocych). Była honorową członkinią Związku Polek w Ameryce. Zmarła 8 X 1910 we Lwowie. Została pochowana na cmentarzu Łyczakowskim.

Początki pracy recenzyjnej w „Kłosach”. Dzięki wstawiennictwu Stanisława Krzemińskiego i Antoniego Pługa Konopnicka została recenzentką „Kłosów”, pisma o niewygórowanych ambicjach literackich i zachowawczym obliczu. Tylko w ciągu jednego roku (1881) w rubryce Przegląd literacki pod kryptonimem M.K. ukazało się kilkanaście omówień najróżniejszych prac. Mając na polu recenzenckim wielu konkurentów (A. Świętochowski, B. Prus, H. Sienkiewicz, P. Chmielowski) i znakomite wzory, wybrała jednak własną ścieżkę. Z lektury jej recenzji, które przybierały wówczas formę obszernych, wieloodcinkowych artykułów, wynika, że miała ambicje, by czytelnikowi nie tylko wskazać rzeczy warte czytania, ale także przybliżyć główną ideę utworu. Nieraz próba takiego komentarza zamieniała się w osobną rozprawę, spychając na margines pragmatykę recenzyjną („Kłosy” 1881, nr 857–860). Większość recenzowanych przez nią pozycji to utwory drugorzędne, traktowane ulgowo, z dbałością o gust czytelnika. Zdarza się więc, że mówią więcej o osobie recenzentki niż o utworze, któremu są poświęcone. Już w pierwszym roku działalności Konopnickiej zaznaczyła się jej osobność jako krytyczki o sporym wyrobieniu estetycznym i postępowych poglądach. W omówieniu utworów Kajetana Kraszewskiego (tamże, nr 828) wśród pochwał dotyczących sprawności warsztatowej tego piewcy szlachetczyzny przemyciła uwagi na temat rozminięcia się autora z czasem. Językiem ezopowym mówiła o tworzeniu się nowej sytuacji społecznej, w której dawniej wykluczani upominają się o należne im miejsca, a także o konieczności wykonania przez młode pokolenia „krwawej pracy”, która „spłucze winy przeszłości” (tamże). Jej demokratyzm ujawniły również recenzja Pokuty Józefa Rogosza oraz spory objętościowo artykuł na temat prozy podróżniczej Sygurda Wiśniowskiego (tamże, nr 843), u którego Konopnicka dostrzegła dużą wrażliwość społeczną. Dokładnie przestudiowała prace Piotra Chmielowskiego (Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego, wyd. 2, 1881) i Walerego Przyborowskiego (Niewieście ideały poetów naszych, 1880). Uznała, że obie książki są wyrazem bezradności autorów wobec problemów, które przed sobą postawili. Obu udowodniła dowolne traktowanie danych biograficznych oraz niekonsekwencje interpretacyjne. Sprowokowana przez Chmielowskiego, który domagał się od poezji „realizmu” w przedstawianiu kobiet, zwróciła uwagę, że literacki obraz kobiety jest projekcją męskich pragnień, a nie odzwierciedleniem faktycznego stanu rzeczy.

Najwybitniejszą publikacją, którą zrecenzowała w początkach swej działalności, był pierwszy tom Pism Bolesława Prusa („Kłosy” 1881, nr 850). Podkreślała, że nowelista wykazuje się „wielką znajomością życia w jego szarych, codziennych przejawach”, a „bieda, ciemnota i nędza” nie mają dla niego tajemnic. Nie znaczy to jednak, że życie codzienne Prus odmalował wyłącznie w ponurych barwach, jako „malarz-realista” postrzega rzeczywistość w całej złożoności. Recenzentka podkreśliła zalety pisarstwa Prusa, zwracając uwagę na szczególny dar dostrzegania przez niego nawet najdrobniejszych zjawisk życia społecznego oraz upór w dociekaniu ukrytych mechanizmów rządzących porządkiem życia. Komplementowała wnikliwość psychologiczną autora, empatię wobec bohaterów.

W latach następnych, do objęcia redakcji „Świtu”, Konopnicka publikowała w „Wędrowcu” (Kilka słów o doktorze Tripplinie i podróżach jego, „Wędrowiec” 1881, nr 11–16), a także w „Bluszczu”, gdzie ukazał się jej szkic Z dziejów natchnień Mickiewicza (1883, nr 16–18).

Epoka „Świtu”. Obejmując redakcję literacką „Świtu” (1884–1886), Konopnicka postawiła sobie ambitne cele – pismo miało stać się „organem ruchu umysłowego i praktycznej działalności kobiet” (Słowo wstępne, „Świt” 1884, nr 1). Projekt założycielski narodził się we wczesnych latach 80. wśród działaczek społecznych, które skupiały się w legalnych i nielegalnych organizacjach kobiecych, gdzie próbowano zerwać z tradycją „pism kobiecych”. Konopnicka – ze swoim doświadczeniem życiowym – wydawała się wprost stworzona do realizacji tych dążeń. Zależało jej, by pismo nie powielało starych wzorów, ale było „dla ludzi, dla wszystkich” (list do E. Orzeszkowej z 24 I 1882). Kwestię kobiecą traktowała jako część sprawy narodowej podporządkowanej interesom całości. Nie domagając się pełnego zrównania płci i transponując ten problem na różnicę psychologiczną i fizjologiczną, domagała się uzyskania przez kobietę praw indywidualnego rozwoju, a przede wszystkim nadania temu prawu znaczenia społecznego. Priorytetem stawały się tu kwestie ekonomicznego wyzwolenia kobiet, sprawa dostępu do wykształcenia i pracy, poprawa pozycji kobiet w rodzinie, ich zaangażowanie w działalność społeczną. Imponujący był wkład pisarski Konopnickiej: opublikowała w „Świcie” ponad 200 różnych utworów. Większość z nich to publicystyka społeczna (w tym 60 artykułów wstępnych), felietony, kroniki, utwory poetyckie i proza reportażowa. Na tym tle krytyka literacka (recenzje, portrety literackie czy wspomnienia) to część niewielka i, jak wcześniej, dotycząca dzieł drugorzędnych (recenzje powieści i drobnych form prozatorskich W. Gomulickiego, T. Otawy, K. Junoszy, W. Bełzy, M. Bałuckiego, Z. Morawskiej, W. Nowickiego i in.). Warto przypomnieć portret Victora Hugo („Świt” 1885, nr 63) oraz studium literacko-reportażowe, którego bohaterem uczyniła Jaroslava Vrchlickýego (tamże, nr 59–63). Połączyła tu wspomnienia z podróży i portret artysty – „pieśniarza słowiańszczyzny” – z syntetycznym omówieniem jego twórczości. Po tragicznej śmierci Marii Bartusówny Konopnicka skreśliła niepozbawiony dramatyzmu portret młodej utalentowanej kobiety, którą okoliczności życiowe, a nade wszystko obojętność środowiska, któremu służyła, doprowadziły do choroby, a potem przedwczesnej śmierci (Maria Bartusowna, tamże, nr 81).

Artykuły krytyczne na temat współczesnej prozy. W latach współpracy z „Kłosami” Konopnicka wyrobiła sobie markę znawczyni współczesnej prozy. Do Prusa sięgnęła kolejnym razem zaintrygowana wymową jego głośnej Omyłki (1884). Zarzuciła autorowi, że nie utrzymał się w przyjętej perspektywie narracyjnej – przecenił możliwości psychiki dziecka. Bardziej jednak bulwersowało ją podważenie idei narodowowyzwoleńczej, jej kompromitacja. Według niej nie można rozgrzeszać rezygnacji, najgorsza jest bowiem „rozpacz niemocy”. Pisała: „Termopile są może najpiękniejszą kartą Grecji, chociaż nie były zwycięstwem” (Omyłka B. Prusa, „Gazeta Polska” 1888, nr 16). Nie był to jej jedyny spór z Prusem. W 1908 r. Konopnicka napisze list do fikcyjnego bohatera noweli Prusa Zemsta, w której autor snuje hipotetyczne plany powstania w Afryce polskiej kolonii. Poetka oprotestowała wówczas pomysł przesiedlenia gnębionych przez hakatystów Polaków, widząc w tym niebezpieczeństwo wyrzeczenia się prawa do ojczyzny, ideałów niezależności i niepodległości (List do Pana Milera, „Kurier Warszawski” 1908, nr 1).

O Orzeszkowej. Konopnicka wielokrotnie podejmowała się oceny twórczości Orzeszkowej, co ze względu na łączące je więzy przyjaźni nie było proste. Zaczynała od recenzji jej rozpraw emancypacyjnych, drukowanych w „Świcie” w latach 80., podkreślając ogromne zasługi pisarki w propagowaniu tej idei wśród kobiet w kręgach ziemiańskich i szlacheckich. Sama szła dalej, zwracając uwagę na dolę kobiet z niższych warstw społecznych, pracujących poza domem i podlegających bezwzględnemu wyzyskowi. Omówiła również dwa zbiory nowel Orzeszkowej: Panna Antonina i W zimowy wieczor (1888). Według niej autorka dysponuje nadzwyczajnym talentem do słuchania tych, którzy głosu dotąd nie mieli, oraz wydobywania z najzwyklejszych zdarzeń życiowych całej „dramatyczności powszedniego bytu”. To powoduje, że jej pisarstwo, choć nie rozgrzewa go pierwiastek miłości, ma „wagę społecznego czynu” („Gazeta Polska” 1888, nr 206). Rok później Konopnicka opublikowała recenzję Chama („Gazeta Polska” 1889, nr 259). Artykuł wywołał niemałą sensację, gdyż krytyczka nadała mu niestosowaną dotąd formę. Zaczynał się od rozmowy z autorką na temat umieszczonej w domu dla obłąkanych kobiety będącej pierwowzorem postaci Franki. Orzeszkowa w rozmowie tej odsłaniała kulisy swojej pracy pisarskiej, recenzentka zaś umiejętnie łączyła treść tych wyznań z własnymi obserwacjami i oceną utworu. Po dwóch latach, w numerze specjalnym petersburskiego „Kraju” z okazji dwudziestopięciolecia pracy literackiej Orzeszkowej, Konopnicka powróciła do jej bohaterów, rozwijając wątek umocowania typów ludowych w rzeczywistości społecznej znanej autorce z autopsji: „Jej chłop, mieszczanin, jej Żyd ubogi, jej szaraczkowy szlachcic, to nie dorobek typów literackich, to jest przysporzenie materiału życia”, jego społeczny dokument („Kraj” 1891, nr 50). Z większych utworów omawiała także dwugłos powieściowy Orzeszkowej i Juliusza Romskiego (właśc. Tadeusza Garbowskiego) Ad astra („Tygodnik Ilustrowany” 1904, nr 43–45), podkreślając nowatorstwo formalne utworu i pogłosy nietzscheanizmu. Kilkakrotnie Konopnicka tworzyła portrety Orzeszkowej w okresie obchodów czterdziestolecia jej pracy literackiej. Artykuły tego typu, napisane w podniosłym stylu, zgodnie z regułą laudacji, ukazały się w warszawskiej „Gazecie Nowej” (1906, nr 58), „Bluszczu” (1907, nr 22), „Kurierze Lwowskim” (1906, nr 45) i „Kurierze Litewskim” (1906, nr 22).

O Sienkiewiczu. Poetka trzykrotnie podjęła się oceny pisarstwa Henryka Sienkiewicza. Artykuł najwcześniejszy odnosi się do opublikowanego właśnie w wersji książkowej pierwszego tomu Pana Wołodyjowskiego (1887). Wypowiedź ta ujawnia wielkie zaangażowanie emocjonalne recenzentki. Konopnicka oddala zarzuty krytyków powieści, jakoby Sienkiewicz stworzył szlachecką sielankę, a także pominął istotne elementy obrazu przeszłości. Zdaniem krytyczki sielanki tu nie ma, choć rzeczywiście autor na chwilę wydobywa swoich bohaterów z dziejowej zawieruchy i zbliżającej się klęski. Czyni to świadomie, dla prawdy życia, które ma i cienie, i blaski. Konopnicka bacznie przygląda się bohaterom Trylogii, studiuje szczegółowo wątek miłosny w powieści, ale najwięcej uwagi poświęca Zagłobie i tu po nowatorsku odkrywa znaczenia, jakich dotąd tej postaci nie przydawano. Według niej to wielka kreacja artystyczna, postać niejednoznaczna, proteuszowa, złożona z wielu literackich pierwiastków (homerycko-szekspirowsko-cervantesowsko-staropolska), wymyślona w określonym celu. Ujawnia mistrzostwo operowania humorem i subtelność autorskiej ironii, służy bowiem podważeniu jednoznaczności obrazu: „Zbyt miłuje Sienkiewicz rycerstwo swoje, aby umysłowe jego braki palcem pokazywać; ale gdy mu takiego Zagłobę jako prowodyra i doradcę daje, […] jako jedną z najgłówniejszych sprężyn go stawia, […] robi tyle właśnie, ile trzeba, aby obraz wycieniować i odbiciem rzeczywistości go uczynić”. To dlatego – dodaje poetka – „czytelnik ma na ustach uśmiech, który boli” („Gazeta Polska” 1887, nr 283). Zdecydowanie broni artystycznych wyborów autora Trylogii, odrzucając głosy wytykające mu z jednej strony tendencyjność w ukazywaniu przeszłości, z drugiej anachronizm gatunku powieściowego. Według Konrada Górskiego esej Konopnickiej wywarł tak duże wrażenie na pisarzu, że ten w ostatecznej redakcji Pana Wołodyjowskiego umieścił słynne zdanie o krzepieniu serc, choć powieść najmniej się do tego nadawała. Tak oto Konopnicka stała się inspiratorką jednego z najsłynniejszych Sienkiewiczowskich bon motów.

Na równie wysoki ton nastrojona jest jej recenzja Krzyżakow („Biblioteka Warszawska” 1900, t. 4). Centralnym pojęciem, którym się tu posługuje krytyczka, jest życie wyrastające z miłości do ziemi rodzinnej, fundamentu istnienia jednostkowego i zbiorowego. W Krzyżakach, utworze monumentalnym, autorowi udało się oddać nastrój stałego zagrożenia ze strony niemieckiej. W 1900 r. Konopnicka opublikowała jubileuszowy artykuł O twórczości Henryka Sienkiewicza. (Kilka myśli) („Kurier Warszawski” 1900, nr 353), który w wersji rozszerzonej (bez ingerencji i skrótów cenzury) opublikowano w 1905 r. we Lwowie (O twórczości Sienkiewicza, 1905). Konopnicka pisze: „Nikt przed Sienkiewiczem nie dobył tyle życia z tego, co się wydaje zaprzeczeniem życia. […] Po tym, co on z przeszłości zaklnie i wywoła, moc wstępuje w piersi, a siłę wzmaga – wiara w życie” (tamże).

Polemika z Dygasińskim. Recenzując Beldonka Adolfa Dygasińskiego i porównując bohatera utworu z innymi postaciami ludowymi, Konopnicka podniosła kwestię ich prawdziwości, a przy okazji zwróciła uwagę na odmienny stosunek autora do gwary ludowej (Beldonek, „Gazeta Polska” 1888, nr 259). Podważyła zasadność jej użycia w narracji i pytała, dla kogo właściwie Dygasiński napisał ten utwór. Sprowokowała tym autora, który przypomniał, że posłużył się wspomnieniami z własnego dzieciństwa i językiem, który znał z ojczystych stron. Tym samym zręcznie przypomniał, jaki jest rodowód polszczyzny literackiej (A. Dygasiński, Język ludowy w utworach beletrystycznych, „Głos” 1888, nr 47). Polemika, dziś wspominana jako ważny fakt literacki, z jednej strony poświadczała dokonującą się za sprawą naturalizmu ewolucję form wypowiedzi artystycznej, z drugiej – paradoksalnie – ujawniała istotną cechę literatury polskiej, jaką była ludowość.

Studia o romantykach i utworach romantycznych. Ogromną część twórczości krytycznej Konopnicka poświęciła romantykom. Już w 1886 r. w „Świcie” opublikowała wspomnienie o matce Juliusza Słowackiego oparte na listach kuzynki poety. W tym samym roku zamieściła także niewielkie studium o twórczości Józefa Bohdana Zaleskiego, którego poetycką indywidualność widziała w fascynacji folklorem i ludowej fantastyce („Świt” 1886, nr 107–108). W latach 90. ogłosiła obszerne wspomnienie o Teofilu Lenartowiczu, w którym elementy reportażu i wywiadu połączyła z obszernymi cytatami z prywatnej korespondencji, oddając bezpośrednio głos poecie. Tak oto mozaikowa, zbudowana z fragmentów całość złożyła się na portret poety, rzeźbiarza i myśliciela, ukazując jednocześnie, że Konopnickiej nie wystarczały konwencjonalne ramy publicystyki literackiej (Teofil Lenartowicz, „Myśl” 1893, nr 14; 1894, nr 1, 11, 14; 1895, nr 1–2; fragm. Ze wspomnień o Teofilu Lenartowiczu, „Kraj” 1895, nr 37–45).

Najważniejsze miejsce w jej dorobku krytycznym zajmuje jednak Adam Mickiewicz – człowiek i artysta. Drobne studia nad twórczością poety ogłaszała od początku lat 80. (m.in. Z dziejow natchnień Mickiewicza, „Bluszcz” 1883, nr 16–17), później przyszły prace O Mickiewiczowskiej „Odzie do młodości” (1890), O pierwszej i drugiej części Mickiewiczowskich „Dziadów” („Biblioteka Warszawska” 1898, t. 3), wreszcie próba syntezy Portrety piórem („Tygodnik Ilustrowany” 1899, nr 1). Ukoronowaniem tych zainteresowań stał się zarys monograficzny Mickiewicz, jego życie i duch (1899) powstały w związku z setną rocznicą śmierci poety. Konopnicka pisała tę pracę, przebywając za granicą, miała więc sporo trudności, jeśli chodzi o źródła i weryfikację informacji. Zainteresowanie utworem przeszło wszelkie oczekiwania, niestety nie umknęło także uwadze cenzury, która zakwestionowała ok. 30% tekstu, co przekreśliło możliwości druku w Warszawie. W Galicji monografia cieszyła się ogromną popularnością, dwukrotnie ją przedrukowano, autorkę uhonorowano II nagrodą Lwowskiej Komisji Wydziału Krajowego.

Poetka rozpoczynała rozprawę od stwierdzenia, że dwie są drogi, na których wyjawia się duch narodowy: publiczne życie narodu i dzieła piękna. Mickiewicz jest tym twórcą, w którym ów duch objawił się najdobitniej. Poeta narodowy jest „wypadkową wszystkich sił duchowych, jakimi rozporządza naród w danej chwili, jest jego wiarą, jego tradycją, jest napięciem jego siły czynu, jest nadzieją jego” (tamże). Jego twórczość utrwala życie narodu, kształtuje wyobraźnię i pamięć. Jest najwyższą formą narodowej samoświadomości. Kreśląc biografię poety, Konopnicka wychwytywała te sygnały, które były emanacją jego geniuszu i nieomylnie prowadziły do czynu przekraczającego zadania artystyczne. Mickiewicz w jej ujęciu to poeta, przez którego przemawia naród, zrośnięty z ziemią-matką, tradycją, którą przechował najwierniej lud, i językiem – epifanią polskości. Oryginalność pracy Konopnickiej zawierała się w formie i stylu, ale także w pomysłach interpretacyjnych, uwspółcześnieniu idei romantyka, zobaczeniu ich w zmieniającej się perspektywie życia. To jej mickiewiczologia zawdzięcza zwrócenie uwagi na kobiece postaci Mickiewicza, np. w bohaterce Grażyny poetka ujrzała ucieleśnienie nowożytnego ideału kobiety. W interpretacji podkreślała prometejski wymiar Mickiewiczowskiego przesłania, w którym pobrzmiewało wezwanie do pracy, miłości i czynu. Omawiając Konrada Wallenroda, powróciła do sporu wokół odczytania idei utworu. Zwróciła uwagę na tragiczny wymiar zdrady, której dopuszcza się bohater. Uznała ją za truciznę rozkładającą wolę życia w narodach podporządkowanych, zniewolonych. Tym samym podważyła istniejące dotąd interpretacje, w których dominowała myśl o apoteozie podstępu. Poetka, inaczej niż historycy literatury jej czasów, rozumiała też relacje między I, II i IV częścią Mickiewiczowskich Dziadów. Wystąpiła z hipotezą, że część II poprzedzało napisanie części I, gdyż wskazuje na to ewolucja osobowości głównego bohatera zmieniającego się z uosobienia mądrości ludowej w człowieka z rozdartą duszą. Nie miała wątpliwości, że źródłem i inspiracją Dziadów był obrzęd ludowy, który poeta pamiętał z rodzinnych stron. W Dziadów cz. III akcentowała rangę przeżycia duchowego poety – „wprost nadziemskie podniesienie ducha”, dostrzegła także profetyczno-integrujący aspekt Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego. Pisała: „Księgi narodu to nie historia polityczna narodu ani historia społeczna. To jest wyjawienie dróg »Ducha narodu«, to jest suma jego ideałów, to jest teozofia narodowego życia” (tamże). W Panu Tadeuszu, szeroko cytowanym zwłaszcza w pierwszej partii zarysu, podkreślała realizm w obrazie szlachty w ostatnich chwilach przemijającej niepowrotnie wielkości.

Konopnicka interesowała się życiem i poezją Juliusza Słowackiego, jego twórczość wywarła na nią duży wpływ. W polemice z pracą Gabriela Sarrazina o polskim romantyzmie (Grandes poetes romantiques de la Pologne) część poświęcona Słowackiemu należy do jej największych osiągnięć w dziedzinie krytyki literackiej (Gabriel Sarrazin: „O książce i około książki. O wielkich poetach romantycznych Polski”, „Biblioteka Warszawska” 1906, t. 4). Studium Konopnickiej O Beniowskim („Biblioteka Warszawska” 1909, t. 4) stanowi ledwie fragment tych prac, ale pokazuje skalę zainteresowań i rozległość lektur. Krytyczka ma odwagę zmierzyć się tutaj z największymi autorytetami naukowymi (A. Małecki, W. Spasowicz, S. Tarnowski), które zarzucają poematowi Słowackiego niezborność stylistyczną i złą kompozycję. Tymczasem, pisze Konopnicka, to rzecz zamierzona – utwór ma dwa, nie jeden środek ciężkości. Jeden dotyczy epickiej, drugi lirycznej zawartości poematu, są one jak „dwulicowy potwór”. Ich łączność nie powinna podlegać dyskusji, to całość organicznie ze sobą powiązana. Poemat, porównywany przez nią do łodzi dryfującej po wzburzonym oceanie, jest pochodną uczuć i pojęć poety, nie ma w nim okolicznościowych refleksji czy adresowanych personalnie skarg rozbijających główny nurt opowieści, jest treść rozwijana polifonicznie. Nie chodzi o upust żalu czy pretensji – pisze Konopnicka: „[…] poeta prezentuje w Beniowskim całą swoją filozofię, całą swoją religię i politykę, […] godzi w politykę i filozofię, z pojęciami jego niezgodną, a podług niego dla Polski szkodliwą” (tamże).

Poglądy na literaturę. Formy i właściwości dyskursu krytycznoliterackiego. Początek działalności Konopnickiej jako krytyczki literackiej przypadł na okres przełomowy dla pokolenia pozytywistów. W momencie startu nie miała ona żadnego określonego programu ani w zasadzie wsparcia generacyjnego. Jej deklaracje, wygłaszane na marginesie najrozmaitszych utworów, dotyczyły aprobaty dla „ideałów przeszłości” i największej w jej mniemaniu zdobyczy współczesności – demokratyzmu w stosunkach społecznych. W takim też duchu postrzegała literaturę – była ona w jej opinii formą komunikacji społecznej na poziomie duchowym, pasem transmisyjnym wartości i ideałów, które łączyły ze sobą epoki. Dlatego znajdziemy w poglądach Konopnickiej treści zarówno charakterystyczne dla pozytywistów (scjentyzm, postulaty uspołecznienia literatury, dydaktyzm, hasła emancypacji kobiet), jak i uaktualnione, przefiltrowane przez potrzeby współczesności ideały romantyczne (demokratyzm, obrona wolności i indywidualizmu, ciągłość myśli niepodległościowej). Literaturze stawiała bardzo wysokie wymagania ideowe i artystyczne. Dlatego jej zainteresowania poezją koncentrują się prawie wyłącznie na twórczości romantyków. Wyraźnie nie doceniała poezji współczesnej, w nielicznych wypowiedziach na jej temat akcentowała bądź niedojrzałość i epigonizm (M. Bartusówna), bądź perfekcjonizm, ale także osłabienie pierwiastka emocji i przesadne, rygorystyczne przywiązanie do programu pozytywistów (O Adamie Asnyku słów kilka, „Biblioteka Warszawska” 1897, t. 3). Znając dobrze literaturę zachodnioeuropejską (m.in. Ch. Baudelaire’a, P. Verlaine’a, parnasistów, G. D’Annunzia, z dramaturgii – H. Ibsena, G. Hauptmanna itd.), a nawet, co łatwo stwierdzić na poziomie ewolucji jej stylu w krytyce czy twórczości poetyckiej, ulegając konwencjom modernistycznym (rozlewność frazy, nowa metaforyka, inkantacje), nie potrafiła docenić nowej koncepcji poezji. Brakuje opinii poetki na temat twórczości młodego pokolenia. Jedyna jej wypowiedź na temat Stanisława Wyspiańskiego, w wysokim stylu poprowadzona apologia, określa artystę jako „wypalonego tragicznie potężnego ducha życia”, który nie zdołał rozwinąć się w swojej epoce w syntezę; „sam sobie fatalny – nam błogosławiony” (Jego duch, „Tygodnik Ilustrowany” 1907, nr 50). Wysokie wymagania stawiała również prozie. Będąc sukcesorką największych pozytywistycznych osiągnięć w tej dziedzinie, nie pochwalała tendencyjności, twierdząc, że piękno zawsze powiązane jest z prawdą. W duchu nowatorstwa interesowała się kompozycją i lubiła eksperymentować. Zajmowały ją kreacja bohatera (np. psychologia człowieka z ludu, autentyzm postaci), techniki narracji (możliwości zapisu pracy myśli, zagadnienie czasowości), styl, wreszcie psychologia aktu twórczego i zagadnienia odbioru. Zaczynając swoją przygodę z krytyką literacką, próbowała intuicyjnie naśladować innych, ale – ostatecznie – wybrała drogę własną. O swym sposobie pojmowania zadań krytyki pisała we wstępie do recenzji z książki Mariana Gawalewicza Sylwetki i szkice literackie („Gazeta Polska” 1888, nr 96). Według niej autor dzieła i krytyk – to dwa odrębne światy, w stosunku do siebie – „odporne”. Obaj są twórcami, ale w inny sposób, co innego im wolno, co innego ich ogranicza. Krytyk przedstawia w swoim szkicu pewne i jasne kontury tego obrazu, który ma w umyśle, a który wytworzył na podstawie wnikliwej lektury utworu: „[…] jest to odbicie powziętych o danym przedmiocie ścisłych wyobrażeń i przekonań w ich najistotniejszych pierwiastkach; jest to wreszcie odręczny plan tego, co autor mógłby zrobić lub zrobić zamierza na szerszą skalę w studium, w monografii, a co w tym planie znaleźć się powinno, jako główne punkty wytyczne” (tamże). Krytyk powinien charakteryzować się „wprawną ręką” i „bystrym okiem”, koncentrować się na przedmiocie i zapomnieć o sobie. Przy wykreślaniu „linii” jest niewolnikiem przedmiotu, który ocenia, przy interpretacji – jego panem. Pisanie szkicu to zawsze sprawdzian pióra; tekst idealny według poetki cechuje rozmach stylistyczny, ale jednocześnie podkreśla ona konieczność zachowania umiaru – jasność, dobitność, prostota powtarzają się jako pożądane cechy pisarstwa krytycznego.

Warto te przekonania odnieść do jej praktyki krytycznoliterackiej. Konopnicka zaczynała od pisania klasycznych recenzji wypełnionych streszczeniem, ale niemal od początku nadawała im własny niepowtarzalny styl. Najczęściej rozwijała część wstępną, gdzie następowało uogólnienie problemu, z jakim czytelnik stykał się w utworze. Dopiero potem następowało „zderzenie” z tym, co znalazło w nim literacką reprezentację. Starała się, by jej argumenty miały umocowanie bądź w wiedzy poświadczonej autorytetem, bądź w doświadczeniu życiowym. Im bliżej końca XIX w., tym trudniej przychodziło jej utrzymanie się w rygorach pragmatyki tekstu użytkowego. Pragnęła dać czytelnikowi „plastyczny obraz całości”. Wiodła do tego lektura intuicyjna, wnikliwa, nawet intymna. W wielu pismach krytycznych, a począwszy od lat 90. coraz częściej i śmielej, choć prawdopodobnie nieświadomie, poetka stosuje intertekstualną mowę pozornie zależną. Jej styl przesycony jest stylem autora: w szkicu o Sienkiewiczu – mówi „Sienkiewiczem”, w tekście o Wyspiańskim – „Wyspiańskim”. Rozprawy te tracą swój potencjał przedmiotowy, a przede wszystkim krytyczny, na rzecz autonomicznej wypowiedzi artystycznej. Wszystko to spowodowało, że wśród krytyków literackich 2. poł. XIX w. Konopnicka jest zauważana, ale nie przyznaje się jej statusu profesjonalistki. Tymczasem krytycznoliteracka twórczość autorki Trzech szkiców (1902) mogłaby stać się źródłem wielu interesujących badań i jeszcze ciekawszych wniosków, po pierwsze – w zakresie ewolucji krytyki literackiej od krytyki przedmiotowej do autorskiej, po drugie – w obrębie tzw. kobiecego dyskursu krytycznoliterackiego, jego podmiotowości i oryginalności, po trzecie – jako wyrazisty przykład rozwoju form wypowiedzi krytycznoliterackiej, szukającej w końcu XIX i na początku XX w. coraz to nowych środków wyrazu, wyłamującej się z ustalonych konwencji.</document>
<document nplp_id="14409" title="Koźmian Kajetan" slug="kozmian-kajetan">Poeta, pamiętnikarz, krytyk literacki i teatralny, tłumacz, epistolograf, wyższy urzędnik Księstwa Warszawskiego oraz Królestwa Polskiego.

Informacje biograficzne. Urodził się 31 XII 1771 w Gałęzowie jako syn Andrzeja Alojze­go Koźmiana, zamożnego ziemianina, i Anny z d. Kiełczewskiej. Zmarł w rodzinnym ma­jątku w Piotrowicach 7 III 1856. Był ojcem Andrzeja Edwarda (1804‒1864), literata, poety i publicysty, dziadkiem Stanisława (1836‒1922), jednego z przywódców obozu stańczyków, reżysera, dyrektora Teatru Krakowskiego, stryjem Stanisława Egberta (1811‒1885), tłuma­cza dzieł Williama Shakespeare’a. W 1780 r. Koźmian wraz z trzema braćmi został umiesz­czony w szkole w Lublinie, a po roku przeniesiony do Zamościa. W 1784 r. po wprowadze­niu przez władze austriackie do szkół zamojskich języka niemieckiego młodzi Koźmianowie powrócili do Lublina i tu w 1787 r. ukończyli edukację. Kajetan do 1792 r. pracował w lu­belskiej palestrze, gdzie zaprzyjaźnił się m.in. z Alojzym Felińskim. Podczas powstania koś­ciuszkowskiego piastował funkcję sekretarza Komisji Porządkowej. W l. 1792‒1809 gospo­darował w otrzymanych po podziale majątku wioskach (Piotrowicach i Bystrzycy). W 1802 r. ożenił się z Anną Mossakowską, z którą miał dwójkę dzieci: Anielę (1803‒1808) oraz An­drzeja Edwarda (1804‒1864). Po śmierci żony ‒ w 1809 r. Kajetan ożenił się z jej siostrą Marianną. Przyłączenie do Księstwa Warszawskiego części Galicji z Lublinem włącznie w 1809 r. otworzyło przed Koźmianem możliwość kariery w Warszawie. Dzięki protekcji Stanisława Zamoyskiego i Tadeusza Matuszewicza otrzymał stanowisko referendarza Rady Stanu. W stolicy osiągnął sukces zawodowy, towarzyski oraz artystyczny. Sławę poetycką przyniosły mu w tym czasie ody napoleońskie, a także poemat opisowy Ziemiaństwo polskie (powst. 1802‒1830), którego fragmenty czytano w stołecznych salonach. W 1811 r. dołączył do Towarzystwa Przyjaciół Nauk, najpierw jako członek przybrany, a od 1812 r. jako czło­nek czynny. W 1812 r. powołano go na stanowisko sekretarza Rady Konfederacji General­nej Królestwa Polskiego. W okresie odwrotu armii napoleońskiej z Rosji przebywał krótko w Krakowie, Bejscach i Piotrowicach. W 1815 r. Adam Jerzy Czartoryski zaproponował Koźmianowi funkcję rektora Akademii Krakowskiej (list A.J. Czartoryskiego do K. Koźmiana, 14 III 1815, w: F. Morawski, Życie Kajetana Koźmiana, 1856), ale propozycję tę odrzucił. W l. 1815‒1829 pełnił wysokie funkcje w aparacie politycznym Królestwa Kongresowego. Był zdecydowanym przeciwnikiem powstania listopadowego. Jako członek Senatu Królestwa niechętnie i pod naciskiem podpisał akt detronizacji Mikołaja I. Po upadku powstania i za­jęciu Warszawy przez wojska rosyjskie na stałe osiadł w Piotrowicach, rozstając się z karie­rą polityczną. Tam powstały główne dzieła: poemat bohaterski Stefan Czarniecki, Pamiętni­ki oraz obfita korespondencja.

Formy i kręgi działalności krytycznoliterackiej. Koźmian uprawiał krytykę literacką od momentu pojawienia się w Warszawie aż do ostatnich dni życia. Pierwszą przestrzenią jego działalności recenzenckiej stały się salony arystokratyczne stolicy, zatem miejsca, gdzie kompetencje retoryczne, elokwencja, oczytanie okazywały się podstawowymi narzędziami autoprezentacji oraz zawodowego i społecznego awansu. Te jego cechy, obok oczywistego talentu poetyckiego, wyjednały mu wstęp do najbardziej wówczas prestiżowych środowisk, jak Towarzystwo Przyjaciół Nauk, gdzie nie tylko deklamował wiersze i wygłaszał okazjo­nalne mowy, włączył się też w prace krytyczno- i teoretycznoliterackie. Nie wiemy co praw­da, jak zakończyło się przyjęte przez niego zlecenie na rozprawę Rzecz o odach i narodowych pieśniach („Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk” 1817, t. 10), głośnym echem natomiast odbił się jego obszerny „raport” na temat Śpiewów historycznych Juliana Ursyna Niemce­wicza (Pisma prozą). W pracy tej Koźmian zapytywał o główny cel tego typu twórczości (tamże). Omówił dwa rodzaje dum historycznych: patriotyczno-artystyczne (pisał w tym kontekście o „dramacie poddanym pod ścisłe i surowe jego prawidła”) oraz edukacyjno-popularyzacyjne. Twórca Śpiewów wybrał według Koźmiana drugą drogę, co krytyk podsu­mował uwagą: „[...] chcąc być może więcej pożytecznym dla mieszkańców, porzucił drogę więcej świetną dla siebie” (tamże), czego krytyk jednoznacznie nie pochwalał. W jego opi­nii prawdziwą satysfakcję przynosi poecie realizacja potrzeb elitarnych, a nie „praca u pod­staw polegająca ‒ jak wyjaśnia Koźmian ‒ na „obniżeniu się, aby podnieść większą część rodaków, którą jeszcze u nas nie dla stanu ani urodzenia, ale dla zaniedbanego wychowa­nia pospolitym ludem nazywamy” (tamże). Krytyk przyznał dumom wiele zalet, był zda­nia, że niektóre z nich „z małymi poprawami szyku rzeczy i wiersza śmiało o pierwszy rząd śpiewów dopominać się mogą” (tamże). Koźmian uczestniczył też jako recenzent w oce­nie przedstawień teatralnych w ramach działalności Towarzystwa Iksów. Udział w zbiera­jącym się w pałacu Mostowskich w l. 1815‒1819 gronie Iksów polegał, jak Koźmian po la­tach wspominał, na komentowaniu sztuk teatralnych, aby je następnie „na posiedzeniach czytać, mazać, poprawiać często z uśmiechem i zabawą, nigdy z urazą lub gniewem” (Pa­miętniki, t. 3, 1972). Niektóre recenzje teatralne znalazły się w pośmiertnym wydaniu Pism prozą Koźmiana (1888): Zdania o nowej tragedii pod tytułem „Heligunda”; „Filip II”. Tra­gedia oryginalnie przez pana Alfieri w języku włoskim napisana, wystawiona pierwszy raz na Teatrze Narodowym dnia 29 listopada 1816 r.; O powtórnym wystawieniu „Andromaki” w nowym przekładzie (F. Morawskiego); Starościanka Malwina, czyli doświadczenie napręd­ce, a także nieopatrzona tytułem recenzja sztuki Pan Nowina Niemcewicza. Były to rzeczo­we i obszerne artykuły odznaczające się dążeniem do sądów przemyślanych, wyważonych i obiektywnych. Skrupulatnie wynotowywał wady, przy jednoczesnym wysiłku wskazywa­nia elementów wartościowych. Na przykład w recenzji Starościanki Malwiny z marca 1817 r. zauważył, że choć „mała ta sztuka nie mogła wzbudzić wielkiego zajęcia”, warte uzna­nia są w niej „ton, czystość języka, gładkość stylu w rozmowach” (Recenzje Towarzystwa Iksów).

„Klasyk aż do śmierci”. Teoretyczne przekonania Koźmiana. Jednak najpełniej realizował się jako krytyk w prywatnej korespondencji, przede wszystkim z Franciszkiem Wężykiem oraz z przyjacielem Franciszkiem Morawskim, w której znajdują się jego teoretyczne dekla­racje, oceny pisarzy i ich dzieł, a także opinie na temat kierunków rozwoju literatury oraz poezji romantycznej i powieści. Koźmian był głównym przedstawicielem i teoretykiem kla­sycyzmu postanisławowskiego. Sposobem osiągnięcia doskonałości warsztatowej, wykształ­cenia gustu literackiego ‒ zgodnie z klasycystyczną doktryną ‒ było według niego intensyw­ne „wpatrywanie się w doskonałe wzory” oraz wieloletnia, cierpliwa praktyka. Zarówno jako poeta, jak i teoretyk oraz krytyk literacki nie dążył do oryginalności, otwarcie przyznawał się do czerpania z dorobku innych obrońców klasycyzmu, jak Jan Śniadecki czy Ludwik Kropiński. Za źródło swych przekonań estetycznoliterackich uznawał twórców rzymskiego an­tyku, przede wszystkim Horacego (De arte poetica znał na pamięć) oraz Wergiliusza, a z no­wożytnych Pierre’a Corneille’a, Jean-Baptiste’a Racine’a, Jacques'a Delille’a i Jean-François de La Harpe'a. Ważną dla Koźmiana jako autora eposu bohaterskiego była kwestia licentia poetica, a więc swobody, na jaką może sobie pozwolić artysta przetwarzający rzeczywiste wyda­rzenia w materię poetycką. Zestawiał w tym kontekście twórców pokroju „Homera, Wergiliusza, nawet Tasso”, którzy sięgali nie do „historii”, lecz do „tradycji” (list do F. Wężyka z 23 XI 1852), z autorami tej miary, co Lukan i Voltaire, oskarżanymi o „niezgodność z histo­rią” i epatowanie fikcją. Sądził, że „[poeta] ma prawo tworzyć to wszystko, co bohatera jego podnieść może, byleby utwór z natury swojej był podobny do prawdy, i choć nie był ‒ mógł być”, najważniejszą zatem rolę przyznawał kategorii prawdopodobieństwa (tamże). Oddzie­lał zadania i obowiązki poety od zadań historyka. Ten ostatni powinien trzymać się jak naj­wierniej prawdy, zadaniem artysty pozostaje natomiast „zrobienie efektu”, czyli wpływanie na zmysł estetyczny i emocje odbiorcy (list do F. Wężyka z 15 XII 1852).

O powieści (głównie historycznej). Sprawa sposobów przekazywania wiedzy o przeszłości okazywała się dla Koźmiana istotna również w kontekście mody na powieści historyczne. Ich autorów oskarżał o „zbezczeszczenie, zdeptanie i ciągłe szarpanie w lichych i drobnych po­wiastkach” historii narodowej (list do F. Wężyka z 9 XII 1851). Epitety „drobny” oraz „lichy”, o nacechowaniu aksjologicznym, dotykały tutaj zasady decorum. Krytykowanymi autorami byli Józef Ignacy Kraszewski oraz Józef Korzeniowski. Ten ostatni, jako profesor literatury w Krzemieńcu, przedstawił teorię, którą Koźmian streścił Wężykowi następująco: „[...] hi­storii takiej jak Naruszewicz nikt nie pisze, przyszedł czas, w którym [.] historia jest niepo­trzebna, że ją zastępują godniej powieści obyczajowe” (tamże). Poglądy Korzeniowskiego tłu­maczył „brakiem do wyższej literatury zdolności” (tamże), ale to autor Krewnych był jednym z najczęściej komentowanych przez Koźmiana pisarzy w ostatnich latach życia. W refleksji o Tadeuszu Bezimiennym napisał w grudniu 1851 r.: „[...] jak mi wpadnie jaka powiastka Ko­rzeniowskiego lub innego powieściobajarza w rękę, przez tydzień ze wstrętu nie mogę wziąć pióra do ręki; rad bym zapomnieć pisać, byleby tacy moraliści nie bazgrali” (tamże).

Zadania krytyki literackiej. Rola krytyka, arbitra „dobrego smaku”, strażnika „zdrowego rozsądku” ‒ zdaniem Koźmiana ‒ była w procesie twórczym niezwykle istotna. Przeświad­czenie owo wypływało nie tylko z zakorzenionych głęboko w dogmatach klasycyzmu poglą­dów na kwestie estetycznoliterackie, ale też z osobistego doświadczenia. Wypadek podczas polowania przykuł go na kilka miesięcy do łóżka i wtedy ‒ jak opowiadał w Pamiętnikach ‒ zamiłowanie do „zatrudnień umysłowych” rozbudzili w nim sąsiedzi, literaci-bibliofile: Joa­chim Owidzki z Jabłonny, Tadeusz Kownacki z Niedrzwicy, Mikołaj Wolski (Pamiętniki, t. 1). Wszystkich trzech nazwie on pierwszymi w jego życiu krytykami, mając na względzie otrzy­mane od nich wsparcie, wiedzę i zachętę do pracy twórczej.

Zabieganie o „bezstronną i surowością swoją przychylną krytykę” (list do F. Wężyka z 20 XII 1845) stanie się jedną z ważnych aktywności Koźmiana nie tylko w początkach jego drogi twórczej. Z intencją poszukiwania swego „Tukki i Wariusza” nawiązał w 1845 r. epistolarny dialog z Wężykiem. W jesieni życia Koźmian utrzymywał korespondencyjny kontakt z kilkunastoma osobami, przede wszystkim z Franciszkiem Morawskim, Francisz­kiem Salezym Dmochowskim, Wincentym i Zygmuntem Krasińskimi, Jadwigą Łuszczewską (Deotymą), Antonim Edwardem Odyńcem, Klementyną z Tańskich Hoffmanową, Edwar­dem Raczyńskim, Konstantym Świdzińskim czy Karolem Sienkiewiczem. Jednakże kwe­stiom stricte literackim podporządkowane są wyłącznie epistolarne rozmowy z Wężykiem oraz z Zygmuntem Krasińskim. Na ogół nie ufał młodej generacji pisarzy, a także recenzenckim kompetencjom Morawskiego i Wincentego Krasińskiego, co nb. nie wpływało na ich przyjacielskie relacje. W tym kontekście ważny jest pierwszy list Koźmiana do Węży­ka (z 20 XII 1845), w którym apelował: „[...] ja surowszego [niż Morawski] wolę krytyka. Gdzie go szukać w Królestwie? Wszyscy nam współcześni w grobie” (tamże). List (otwierają­cy zbiór epistolarny z l. 1845‒1856) wypełniają słowa wskazujące na łączącą Koźmiana i Wę­żyka przynależność pokoleniową. Koźmian prosił „dawnego kolegę” o bieżącą ocenę swojej pracy: „[...] krytyka mnie nie obraża, owszem, szukam Kwintyliuszów, co by mi powiedzieli: to zmaż, tego nie umieszczaj, to niedobre, to niesmaczne, to fałszywe” (list do F. Wężyka z 12 I 1848). W zamian oferował podobnie uważną lekturę, rzetelną ocenę pism Wężyka. Był orędownikiem doświadczenia jako podstawy jakiejkolwiek aktywności twórczej. Także do­brym krytykiem mógł zostać tylko doświadczony i utalentowany poeta: „[...] niech nas tacy pisarze krytykują, co sami wprzód dali dowody, że umieją pisać, przez jakieś znakomite dzie­ła” (list do F. Wężyka z 14 X 1852). Według Koźmiana młodym artystom bardziej niż brak pokory, nieodpowiednia tematyka, fałszywe autorytety czy „brudny język” szkodziło pory­wanie się za pióro, zanim oczy „zmordują czytaniem” (Pamiętniki, t. 2). To właśnie naru­szenie wymogu ciężkiej pracy i fachowości miało wywołać zamęt w kulturze 1. poł. XIX w. Koźmian wskazywał źródło choroby i podsuwał lekarstwo: „Niech pedanci, antykwariusze, bibliografy, nietowarzyscy erudyci, matematycy, astronomowie nie wdają się w poezję i przestają o niej sądzić” (tamże). Zarzut ten dotyczył też ludzi skądinąd przez klasyka poważa­nych, np. Wacława Aleksandra Maciejowskiego, którego Koźmian chwalił jako „znakomi­tego szperacza i erudytę starożytnych dziejów”, ale który ‒ jak przekonywał ‒ niepotrzebnie w swym Piśmiennictwie polskim (wyd. 1851‒1852) „obiecuje rozbierać poezje i twory sztu­ki, imaginacji i smaku” (list do F. Wężyka z 28 I 1852) oraz proponuje „przenieść Klonowicza nad Kochanowskiego” (tamże). Koźmian piętnował „nadmierne filozofowanie” w litera­turze, czyli łączenie ze sobą roli poety i filozofa. Opowiadał się przeciw wszelkim metodom umysłowej spekulacji o proweniencji zarówno oświeceniowej („wolterzyści i sceptycy fran­cuscy”), jak i romantycznej („filozofowie niemieccy”), którą nazywał pejoratywnie nacecho­wanymi słowami „metafizyka”, „mistycyzm” czy popularnym frazeologizmem „duby smalo­ne”. W październiku 1853 r. pisał do Wężyka: „Nie lubię metafizyki w poezji: to są dwie rzeczy zupełnie sobie przeciwne i z połączenia ich wynikają fałsze, błędy i rymowane brednie” (list do F. Wężyka z 29 X 1853). Terminy typu „pseudofilozof”, „pseudo-Hegel” i „pseudo-Schelling” funkcjonowały jako ostrze przygany wymierzonej w konkretne osoby. O nielubianym Jerzym Okołowie pisał np., że „rzucił się w filozofię Kanta i w naukę ateuszów francuskich, i z religii szyderczy dowcip Woltera sobie przyswoił, a zapalonym uczniem Helwecjusza zo­stał” (Pamiętniki, t. 3), u Tadeusza Mostowskiego ganił „filozoficzny sceptycyzm, posunię­ty może aż do ateizmu i mniemania wspólnego wszystkim uczniom Epikura”, a o Andrze­ju Horodyskim sądził, że miał głowę „metafizyką Kanta przewróconą” (tamże). Poetyckim wyrazem tej postawy stanie się m.in. liryk Na filozofię Hegla z 1848 r. (wyd. Różne wiersze, 1881). Filozofię winił też za szerzące się wśród młodzieży „opętanie”. Miało zacząć się ono od „Niemców rezonowania filozoficznego i literackiego i płodów Szyllera, Schlegla, Goethe­go, p. Staёl, a szczególniej Byrona, [...] admiracji Shakespeare’a” (tamże). Koźmian zarzucał ówczesnej epoce powszechne „pogardzania sztuką, zasadami, prawidłami”. Ten nienaturalny stan rzeczy ‒ przekonywał klasyk ‒ „wpłynął na profesora literatury narodowej” (tamże). Za­tem według Koźmiana to „romantyczna gorączka” stworzyła Mickiewicza, a nie na odwrót. W ostatnich latach życia za największego „kaziciela młodzieży”, groźniejszego od Mickiewi­cza, Koźmian uznał Michała Grabowskiego. Przekonywał, że autor Dziadów „tylko zdemora­lizował i uzuchwalił” czytelników, nieprzebaczalną winą Grabowskiego stało się natomiast to, że „bez żadnych literackich zasług i praw do krytyki zaraz się wydrapał na tron krytyka, pod­ciął w swoich literackich banialukach wszystkie zdrowego rozsądku i smaku prawidła, bred­nie swoje ogłosił za wyroki pod godłem: »my i nasi«” (list do F. Wężyka z 5 I 1853). Ta opi­nia obrazuje, jak ważną rolę nie tylko kulturalną, ale przede wszystkim społeczną Koźmian przypisywał krytykom i krytyce.

Metody krytyczne i język. Jako recenzenta Koźmiana wyróżniały głównie cięty i bezpośred­ni język oraz nieprzejednana postawa apologety klasycyzmu. Wobec adwersarzy był nieustę­pliwy i nieugięty, czego dobrym przykładem jest wierszowany list Odpowiedź Franciszko­wi Morawskiemu na jego list o klasykach i romantykach z 1825 r. (wyd. Różne wiersze, 1881). Oponentem był tutaj jego przyjaciel, któremu Koźmian nie chciał wybaczyć kompromisowe­go podejścia w sprawach sztuki. Słownik Koźmiana-polemisty urozmaicały określenia nie­wyszukane, nierzadko ocierające się o przesadę i rubaszność: „wariat i prostak”, „półgłówek”, „śmierdziuch”, „karczemny pijak”, „bękart Feba”, „brudne litewskie pomywaczki” itd. Widać to przede wszystkim w jego wystąpieniach antyromantycznych: „Któż się wda z tymi pijany­mi parobkami literatury w polemikę. Gryzą wszystko jak pluskwy, zgnieść by ich łatwo, gdy­by zgniecione nawet nie śmierdziały” (list do F. Morawskiego z 2 I 1830, rkps Biblioteki PAN w Krakowie, sygn. 2035). Rzeczowe argumenty swych interlokutorów krytyk potrafił zbijać nie chłodnym opanowaniem, lecz właśnie postawą autorytarną, bezpardonowością, odpo­wiednio dobranymi frazeologizmami i przesyconym emfazą tonem wypowiedzi. Stawał się z tego powodu, jeśli wierzyć wspomnieniom Franciszka Salezego Dmochowskiego (Znako­mici literaci z okresu 1800 do 1830 r., „Kłosy” 1871, t. 12, nr 310), przedmiotem żartów w sa­lonie hrabiego Krasińskiego, gdzie podsuwano mu wiersze romantyków z intencją wywoła­nia kolejnych wybuchów złości.

Do okresu poprzedzającego „walkę” Koźmiana z romantyzmem należy jego Odpowiedź Franciszkowi Morawskiemu na jego list o klasykach i romantykach (1825). Sytuuje się ona w kontekście nie tyle napięć klasyczno-romantycznych, ile salonowych komeraży w gronie przyjaciół oraz znajomych, w jakich Koźmianowi zdarzało się już brać udział (np. zbiorowy poemat wymierzony w K. Jaxę Marcinkowskiego Niesnaski Parnasu: Jaxiada, poema bohater­skie (1818), współautorzy to: G. Olizar, F. Morawski, K. Koźmian). W Odpowiedzi Koźmian przyjmuje ton parodystyczny i formę żartu. Istotne są też przejawy ironii. W karykatural­nych sylwetkach bohaterów, mieszkańców „nowego Parnasu”, jako groteskowych „uczniów”, którzy „w ukraińskim smaku nucą dyndającego wisielca na haku”, „językiem gminu” śpiewa­ją o „brudnej Kaśce” czy „pijanym Maćku”: „Cóż stąd, że nieco trąci ‒ ale narodowy” (tamże).

Krytyk Adama Mickiewicza i romantyzmu. Przed wybuchem powstania listopadowe­go Koźmian traktował romantyzm jako szerzącą się wśród młodzieży ekscentryczną, choć przelotną modę, charakteryzującą się ignorowaniem obowiązujących prawideł oraz awer­sją do zdrowego rozsądku. Jak napisze po latach do Wężyka: „Morawski uroił sobie wtedy jakiś młyn wietrzny, jakąś walkę klasyków z romantykami, która chociaż toczyła się za gra­nicą, u nas jej nie było” (list do F. Wężyka z 1 III 1852). Nie uważał zatem, że warto wytaczać w tym przypadku polemiczne działa („Przeciw Shakespearom i Byronom nikt nie był wa­riatem powstawać...”, tamże), raczej trzeba zbywać śmiechem i lekceważeniem „niezgrab­nych naśladowców”. Wyraźną zmianę podejścia do romantyzmu widać w dziełach i wypo­wiedziach z lat polistopadowych. Wierszowany List do Franciszka Morawskiego z 1832 r. (Różne wiersze) można określić jako paszkwil na Adama Mickiewicza (klasyk wyśmiewa głównie brak udziału poety w powstaniu listopadowym), jednak nie ma w nim nuty non­szalancji i lekceważenia, jaka charakteryzowała Odpowiedź z 1825 r. Koźmian był zdeklaro­wanym przeciwnikiem Mickiewicza, zwłaszcza po ukazaniu się Sonetów krymskich i Konra­da Wallenroda, a krytycyzm ten wzmógł się po 1830 r. Pisząc o Wallenrodzie, krytyk szydził przede wszystkim z bohatera, nazywając go „wariatem i pijakiem” oraz „bezecnym zdraj­cą” (list do F. Morawskiego, Archiwum PAN 2035). Artystyczną ripostą ze strony Koźmiana miała stać się tytułowa postać z poematu Stefan Czarniecki. Obiekcje zgłaszał też od­nośnie do aspektów genologicznych: „W Wallenrodzie, który nie jest epopeją ani z toku, ani z formy, ani z celu moralnego, przeplatają opowiadania, śpiewki etc. Ale ja autora tego naśladować nie myślę, mam coś lepszego w Homerze i Wergiliuszu” (słowa Koźmiana-seniora dopisane do listu A.E. Koźmiana adresowanego do F. Morawskiego z 6 X 1847). Naj­większe zastrzeżenia wzbudzał w Koźmianie język poezji Mickiewicza, zwłaszcza w Sone­tach przesycony prowincjonalizmami, kolokwializmami i orientalizmami, a także ogólnie „nienarodowy” ich charakter. Świadczy o tym głośny list Koźmiana do Morawskiego z mar­ca 1827 r. („wszystko tam [w Sonetach] krymskie, tureckie, tatarskie, ale nie polskie”; rkps PAN 2035). Zdarzały się jednak klasykowi również sądy wyważone, np. uwaga z listu do Wężyka z 1 III 1852: „A propos Mickiewicza, którego znam talent szczególnie w Farysie, ale którego nienawidzę jako autora Wallenroda”, czy z września tego samego roku wzmian­ka o „litewskim wieszczu” panującym „równie niezaprzeczonym geniuszem, jak niemoral­nym i niebezpiecznym duchem” (list do F. Wężyka z 2‒3 IX 1852). Ale bardziej znamienny pod tym względem jest list z 20 I 1846, w którym autora Pana Tadeusza Koźmian nazwie „fałszywym bożyszczem” sączącym „truciznę dla moralności, dla poezji, dla literatury”. Pod wpływem jej działania młodzież „skaziła sławę narodową, targnęła się na groby ojców, na świętość pomników naszych i ojcobójczą rękę na sławny swój ród podniosła” (tamże). Nieco dalej pochlebnie wypowiada się o autorze Makbeta, puentując: „Ty pierwszy byłeś, kochany przyjacielu, coś ziomków twoich z uprzedzenia wywiódł i zacząłeś obznajmiać ich z klasycznymi pięknościami tego nieklasycznego, a jednak wielkiego poety” (tamże). Tym­czasem w 1814 r. Koźmian wraz z Ludwikiem Osińskim, Janem Tarnowskim i Julianem Ur­synem Niemcewiczem należał do deputacji Towarzystwa Przyjaciół Nauk, która odrzuciła nowatorską rozprawę Wężyka O poezji dramatycznej, ganiąc m.in. wyraźne w niej uzna­nie dla Shakespeare’a. W następnych latach Koźmian pisał o twórcy Dziadów jako o „Litwi­nie z szatańskim geniuszem” (list do F. Wężyka z 29 X 1853), w Pamiętnikach nazywał go „literackim zbrodniarzem”, minstrelem „brudnych litewskich pomywaczek”, ale winę za „powszechne zepsucie” literatury przekierował ‒ jak w przypadku epigonów Shakespeare’a ‒ na „nieszczęśliwych naśladowców”, których nazwie „Mickiewiczyzną”, „rojem pluskiew”, „bazgrzącą gawiedzią”. Antyromantyczne opinie usunął z Pamiętników ich wydawca ‒ syn autora, Andrzej Edward Koźmian.

Opinie o Zygmuncie Krasińskim. Koźmian wypowiadał się z rzadką u siebie fascynacją o Krasińskim. Według niego autor Przedświtu to „najzacniejszy i najszlachetniejszy młodzie­niec” (Pamiętniki, t. 3), co więcej, „prawdziwy geniusz” mający „wielkie zalety”, w którym ce­nić i uwielbiać należy „czucia”, „umysł i naukę” (list do F. Wężyka z 20 I 1846). Zdarzały się wprawdzie też komentarze innego typu: „[...] słabe ciało [Zygmunta] gorączka pali, a natę­żenie nerwy rozstraja, kiedy w poezji trzeba czerstwego ducha i zapału umysłu, a nie gorącz­ki krwi, która ten umysł osłabia” (tamże). Trudno jednak orzec, na ile było to potępienie nad­miernej egzaltacji, a na ile rodzaj troski o zdrowie syna najbliższego przyjaciela, z którym łączyły Koźmiana bliska zażyłość i poglądy polityczne. Opowiadając w 1853 r. Wężykowi o swym wierszu na cześć generała, któremu zawdzięczał różne „drobiazgi” (np. paszport dla syna), dodawał: „Jest on moim stałym przyjacielem i mogę go liczyć na czele tych, co się mnie tak w dobrej, jak w złej doli nie wyparli” (list do F. Wężyka z 5 I 1853). Jednak przy analizie relacji twórcy Nie-Boskiej komedii z Koźmianem ani ten kontekst, ani łącząca ich wspólnota konserwatywnych przekonań są niewystarczające. Zygmunt Krasiński jest jedynym twórcą, u którego Koźmian szukał artystycznych inspiracji i którego obdarzał życzliwością.

Owocem tego międzypokoleniowego, romantyczno-klasycystycznego dialogu był też blok korespondencji z l. 1844‒1850 (Listy Zygmunta Krasińskiego o poemacie Kajetana Koź­miana „Stefan Czarniecki”, 1859). Współcześni badacze określają ten historycznoliteracki fenomen rozmową „ortodoksyjnego klasyka” z „dojrzałym romantykiem” (Z. Rejman) tu­dzież „dyskusją pisarzy biegunowo różnych ze względu na przynależność do przeciwstaw­nych prądów literackich” (A. Waśko). Nie tylko uwagi poety romantycznego wpłynęły na ostateczny kształt Stefana Czarnieckiego ‒ dedykowanego Zygmuntowi Krasińskiemu ‒ ale i o Krasińskim pisze się, że w jego twórczości wątki klasycystyczne są najbardziej zauważal­ne „w utworach późnych, pokrywających się czasowo z okresem korespondencji z Koźmianem” (A. Waśko).

O Cyprianie Norwidzie. Niejednoznaczne stanowisko Koźmian zajął względem twórczości Cypriana Norwida, Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy), Antoniego Edwarda Odyńca oraz Jó­zefa Ignacego Kraszewskiego. Norwid wraz z Władysławem Wężykiem odwiedził w 1841 r. Piotrowice, Koźmian poznał go osobiście, a gość zrobił na tyle dobre wrażenie, że w 1846 r. pisał o nim jako o „zacnym młodzieńcu, którego wszyscy pokochaliśmy”, który „stanie się znakomitym równie dłutem, jak i piórem, jeśli się dobrze, o czym nie wątpię, w nieśmier­telne wzory wpatrzy” (list do F. Wężyka z 20 I 1846). Ta ocena zmieniła się i w 1851 r. Koź­mian przekonywał przyjaciela: „[...] teraźniejsza generacja zgłupiała pod godłem »Norwidzie, wiek twój idzie«” i zapytywał: „Czytałżeś ostatnie jego niesłychane brednie? Żałuję go, bo to był dobry chłopiec, ale pochwałami przewrócono mu głowę” (list do F. Wężyka z 9 XII 1851). W 1853 r. napisał z kolei: „[...] od czasu, jak Promethidion Norwida wyszedł w pięknej edycji w Paryżu, [...] już nie ma hamulca na szał i głupstwo” (list do F. Wężyka z 1 VII 1853). W jednej z rękopiśmiennych pieśni Stefana Czarnieckiego znalazła się dedy­kacja dla autora Vade-mecum, której nie ma w wersji drukowanej poematu. Norwid skon­statował ten fakt w 1859 r. ze zdziwieniem i z goryczą: „Jedna pieśń w rękopiśmie była mnie dedykowana ‒ a teraz cały poemat Zygmuntowi... tak bywa często” (list C. Norwida do T. Lenartowicza ze stycznia 1859 r.).

O Deotymie. Podobnym rozczarowaniem w życiu Koźmiana stał się fenomen Deotymy. Przebieg jej kariery klasyk śledził z uwagą od 1852 r. Już w kwietniu tegoż roku napisał do Wężyka: „W domu pani Łuszczewskiej w młodszej jej córce objawiła się nowa Korynna” (list do F. Wężyka z 25 IV 1852), a jej talent miał uzewnętrznić się głównie w „improwizowanych apoteozach”. To, że Koźmian w Jadwidze wolał widzieć Korynnę, a nie Deotymę, wskazuje na kierunek obaw rozwijających się względem dobrze zapowiadającej się artystki. Zastana­wiał się nad niesprawiedliwą ‒ jego zdaniem ‒ krytyką jej utworów w prasie: „Tyle głupich wierszy Norwida i innych wielu umieszczali w »Przeglądzie«, a niedoskonałości improwiza­cji [Deotymy] przebaczyć nie mogą” (list do F. Wężyka z 17 III 1853). Rok później zwierzył się Wężykowi: „Dziwię się, że Siemieński i Pol, oba utalentowani ludzie, obdarzeni dobrym sądem i piórem, mogli stać się przeciwnikami Deotymy” (list do F. Wężyka z 10 XI 1854). Klasyka niepokoiło jednak pytanie o powód jego własnego zachwytu nad twórczością nasto­letniej, niedoświadczonej dziewczyny: „Pytam się ja nieraz siebie, dlaczego tego dziewczę­cia niewinne, skromne, religijne tony i jej poezja, pełna imaginacji tego rodzaju, tak miłe na nas starszych czyni wrażenia?” (list do F. Wężyka z 8 II 1853). Tłumaczył to ogólnym obni­żeniem poziomu współczesnej mu literatury, przesyconej „potwornościami”, „tatarskim wy­ciem”, „wierszydłami”. Na tym tle ów „głos flecika niewinnej pasterki” zdawał się emanacją geniuszu, gdy w rzeczywistości mógł jedynie zwiastować „bliski świt” (tamże). Duże zastrze­żenia Koźmian zgłaszał wobec sposobów promowania Deotymy. Pisał do Wężyka w styczniu 1853 r.: „[...] żałuję tego utalentowanego dziewczęcia, że i osobę jego, i talent tak pospolitują i szarzają. Ubrano ją, słyszę, jak kapłankę sybilińską czy też jak druidę” (list do F. Węży­ka z 15 I 1853). Z krytyką spotkało się rzekome przedkładanie kariery Łuszczewskiej nad jej „kobiece” powołanie: „[.] dla przelotnej słynności dziecinnych wierszy zabiją w niej żonę i matkę” (list do F. Wężyka z 15 I 1853). Koźmian obawiał się tu powtórzenia „kazusu Mic­kiewicza”, czyli zgubnej siły przykładu: „[.] wkrótce może za jeden salon pani Łuszczewskiej powstanie dziesięć”, w związku z czym rychło „braknie gospodarnych żon, pomocniczych córek, a może folwarcznych gospodyń i szafarek, nie będzie komu krów doić, kur sadzić, gęsi, kaczek chować, a może nawet i trzody chlewnej paść” (list do F. Wężyka z 8 III 1854). W ry­sowaniu groteskowych, apokaliptycznych scen poszedł Koźmian jeszcze dalej: „[.] ziemia zjałowieje, trzody wyzdychają, konopi i lnu nie będzie na koszule, a chociażby go dostarczyły włościanki, nie będzie prządek, więc przyjdzie nago chodzić i będzie raj na ziemi, i będziem widzieć niewinne Ewy, niewstydzące się nagości” (tamże). W ostatnich latach życia piętno­wał też erudycję Deotymy. Na początku lutego 1854 r. zachęcał przyjaciela: „[.] przeczytaj [...] wiersze: Tęcza, Podróż, Św. Augustyn itd., a ujrzysz, [...] jak pijana erudycją i imaginacją, bez hamulca i rozsądku popletła niezrozumiane, przynajmniej dla mnie, duby” (list do F. Wężyka z 4 II 1854). W liście ze stycznia 1855 r. pisał o Tomirze, a także wierszach Wspo­mnienie oraz Łzy: „Deotyma z zimną erudycją mitologiczną określiła łzę. Nie powinna była po Morawskim przyjąć tego tematu lub słuchaczom cygarowym przeczytać utwór Moraw­skiego; przez tę skromność podniosłaby się była wyżej, a idąc w zapasy, przez porównanie zbyt nisko spadła”.

O Antonim Edwardzie Odyńcu i Józefie Ignacym Kraszewskim. Odyniec był poetą, które­go Koźmian niesłusznie, jak później twierdził, spisał na straty. Tłumaczył się z tego przed Wę­żykiem, a chodziło o wiersz Odyńca Starość ducha z okazji 80. rocznicy urodzin Koźmiana. Liryk przypadł do gustu adresatowi, ponieważ ‒ jak szczerze pisał do Wężyka ‒ „pochlebiał jego miłości własnej” (list do F. Wężyka z 30 IX 1852). W 2. poł. 1852 r. komplementował więc Odyńca: „[...] dwadzieścia lat go nie widziałem. Czasem tylko wpadły mi w ręce jego twory, coraz z większym talentem pisane” (list do F. Wężyka z 2‒3 IX 1852). Owocem doj­rzewającego talentu poety stała się Felicyta, utwór o pierwszej chrześcijańskiej męczennicy. Wężyk nie podzielał entuzjazmu Koźmiana.

„Niepospolitego talentu” nie odmawiał Koźmian również Kraszewskiemu. Pisał o nim jako o jednym z „lepszych teraźniejszych pisarzy” (list do F. Wężyka z 25 IV 1852), dostrzegł w nim jednak zjawisko charakterystyczne dla zawodowych literatów: „Chęć zarobku spie­szyć mu [Kraszewskiemu] się doradza, pośpiech wpędza go na szkopuły” (tamże). Po lektu­rze Kordeckiego donosił Wężykowi: „Nic tak nie poniżyło i nie poniża naszej konającej lite­ratury, jak te nieśmiertelne powiastki niezgrabnie naśladowanym stylem Walter Scotta dla zarobku jakby parową machiną plecione. Co bądź, jak bądź, byle prędko i dużo” (list do F. Wężyka z 26 I 1853). W podobnym tonie jest utrzymany list do Wincentego Krasińskiego z 20 XII 1853.

Stosunek do bieżącej produkcji literackiej po 1845 r. Poziom literatury oraz kierunki jej rozwoju po 1845 r. Koźmian odbierał negatywnie. Wyjątkowo na uznanie zasłużył Zbigniew Oleśnicki Maurycego Dzieduszyckiego, którego klasyk przeczytał z przyjemnością (list do F. Wężyka z 3 IV 1854). Wysoko ocenił też całą twórczość „stróżów biblioteki Ossolińskich ze Lwowa”: Karola Szajnochy, Leszka Dunin Borkowskiego oraz Aleksandra Batowskiego (list do F. Wężyka z 30 VI 1854). Również o Lucjanie Siemieńskim wypowiedział się cie­pło, dostrzegając w jego dziełach „znakomitą naukę i pióro” (list do F. Wężyka z 24 IV 1855). Do uprzywilejowanego grona twórców należał ponadto Zygmunt Kaczkowski. Co prawda klasyk przypisał go najpierw do „tułającej się po gazetach” rzeszy „zarobkowiczów” (list do F. Wężyka z 29 X 1853), lecz już w 1854 r. opinię tę zmienił. Po lekturze Murdeliona przyznał, że autor ten ma „szczerością znakomite zdolności”, szczególnie ceniąc w nim „religijną, mo­ralną dążność, której się młodzi pisarze wyparli” (list do F. Wężyka z 12 XII 1854).

Jednak ogólną ocenę Koźmiana ówczesnej kultury obrazują słowa: „[...] chaos, odmęt, przepaść, w którą większa część literatów na złamanie karku leci; gdy się postarzeją, dopiero się przekonają, jak dalece byli głupimi” (list do F. Wężyka z 24 IV 1855). Jest to cytat z jednego z ostatnich napisanych przez Koźmiana listów, ale analogiczne sądy wypowiadał już dekadę wcześniej. W 1846 r. pisał do Wężyka: „[...] barbarzyńcy napadli Parnas, rozpędzili nadob­ne muzy, wprowadzili sybille z najeżonymi włosami i z wykrzywionymi aż do wstrętu patrzą­cych twarzami, podobniejszymi do opętanych szatanem, jak do natchnionych Bogiem” (list do F. Wężyka z 20 I 1846). Zarówno we wspomnieniach, jak i w korespondencji klasyk ape­lował o bojkotowanie najnowszej literatury. Zdrową alternatywę miał przynieść kanon twór­ców z epok poprzednich: „Zwróćmy wzrok na dawne nasze towarzystwo, na nasze stare wzo­ry, z którymi i przy których kształciliśmy się, na imiona, któreśmy czcili, szanowali, a oni nas szacowali wzajem” (list do F. Wężyka z 27 VI 1855), mając na uwadze dzieła „Czackich, Śniadeckich, Trembeckich, Naruszewiczów, Krasickich, Woroniczów, Kopczyńskich” (list do F. Wężyka z 1 V 1854).

Koźmian do końca życia pozostał obrońcą doktryny klasycyzmu w jego francuskiej od­mianie, orędownikiem trzymania się reguł, kierowania się wyselekcjonowanymi przykłada­mi i wzorami. Jego mottem było przekonanie: „Klasyków nie można dość często tłumaczyć, po tych śladach i na tych wzorach język się bogaci, nabiera giętkości i szczęśliwych zwrotów i wyrażeń, a smak niezawodnie się kształci” (list do F. Wężyka z 5 I 1853). Negatywnie od­bierał próby naginania akceptowanych przezeń norm, potępiał tendencje do artystycznego eksperymentu, modernizowania konwencji, języka, formy gatunkowej; źle reagował na natu­ralne procesy ewolucji w modzie czy na zmiany w literackich gustach oraz czytelniczych po­trzebach i upodobaniach. W swych przekonaniach był osamotniony, pełnego zrozumienia, ani tym bardziej poparcia, nie znalazł ‒ co oczywiste ‒ u swego syna ani u przyjaciół, Mo­rawskiego i Wężyka. W tym kontekście sytuują się słowa z listu do Wężyka z marca 1852 r.: „[...] w pewnych przypadkach i dla pewnych umysłów nie są szkodliwymi prawidła i szran­ki” (list do F. Wężyka z 1 III 1852). Można tu dostrzec pewne ustępstwo w stosunku do charakteryzującej jego recenzencką aktywność postawy z okresu okołopowstaniowego. Oto klasyk pod koniec życia przyznawał z rezygnacją, że dogmaty w sztuce można uznać za meta­foryczną „poręcz mostu”, który „przebywają nie tylko ludzie zdrowi i trzeźwi”, ci de facto nie potrzebują asekuracji, lecz „ciśnie się na niego i gawiedź ciemna, a częstokroć pijana” (tam­że). Koźmian zdaje się bowiem godzić z poglądem, że zasady są obligatoryjne w przypadku potencjalnych „Ikarów”, prawdziwy talent może się bez nich obejść. Do ostatnich chwil ży­cia Koźmian pozostawał jednak żywo zainteresowanym obserwatorem życia literackiego, ko­mentatorem jego tendencji i pełnym temperamentu krytykiem, mimo wszystko wiernym doktrynie klasycyzmu.</document>
<document nplp_id="14410" title="Krasicki Ignacy" slug="krasicki-ignacy">Poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz, teoretyk literatury, encyklopedysta, kaznodzieja, dostoj­nik kościelny. Pseudonimy i kryptonimy: Autor Podstolego; Książę J.Mci B.W.; Michał Mro­wiński; Mistrz Błażej Bakałarz; Princeps Polonus; XAG; XBW.

Informacje biograficzne. Ignacy Franciszek Błażej Krasicki urodził się 3 II 1735 w rodzin­nej posiadłości Dubieck w zubożałej rodzinie magnackiej jako syn kasztelana chełmskiego Jana i Anny ze Starzechowskich. Miał dwie siostry: Mariannę, zam. Rościszewską, i Brigidę, zam. Starzeńską, 2° voto Morską, oraz czterech braci: Antoniego, który odziedziczył rodzin­ne dobra w Dubiecku, Ksawerego, który wstąpił do zakonu jezuitów, Marcina i Karola, któ­rzy także wybrali stan duchowny. Ignacy wychowywał się najpierw w domu rodzinnym, póź­niej na dworach matki chrzestnej Teofili Podoskiej i ciotki Anny Sapieżyny, a w l. 1743‒1750 uczył się w lwowskim kolegium jezuickim, gdzie dużą rolę w kształtowaniu jego orientacji literackiej odegrał Stefan Terlecki, nauczyciel domowy kształcących się razem z Krasickim młodych Sapiehów. W 1751 r. wyjechał do Warszawy, gdzie do 1754 r. pobierał nauki w se­minarium ks. misjonarzy. Po przyjęciu niższych święceń duchownych przebywał na dworach Sapiehów i w Dubiecku, a później na dworze biskupim w Przemyślu, głosił też kazania w kil­ku kościołach. Po ukończeniu seminarium został kanonikiem kijowskim i kanonikiem ka­tedry przemyskiej. W 1759 r. przyjął ostatnie święcenia kapłańskie i wyjechał na studia do Rzymu, gdzie przebywał do wiosny 1761 r. W 1763 r. został sekretarzem prymasa Włady­sława Łubieńskiego (interreksa po śmierci króla Augusta III), nawiązał kontakty ze stolni­kiem litewskim Stanisławem Poniatowskim, a po jego elekcji pełnił funkcję jego kapelana. Zaangażowawszy się w realizację królewskiego programu przemian kulturowych, opracował plan wydawniczy czasopisma „Monitor”, współpracował przy tworzeniu polskiej sceny teatru publicznego. W 1765 r. pełnił funkcję prezydenta trybunału lubelskiego. W 1766 r. z protekcji króla został biskupem pomocniczym warmińskim, a po śmierci biskupa Adama Stanisława Grabowskiego otrzymał to biskupstwo i osiadł w Lidzbarku Warmińskim. W czasie konfede­racji barskiej w l. 1769‒1772 przebywał za granicą, głównie w Paryżu. Po I rozbiorze został poddanym pruskim i często wyjeżdżał do Berlina i Poczdamu, bawiąc na dworze Frydery­ka Wilhelma II. Odwiedzał brata Antoniego w Dubiecku, a także Warszawę, gdzie w drukar­ni Michała Grolla publikował swe utwory, uczestniczył też w królewskich obiadach czwart­kowych. W 1780 r. król podarował mu wybity na jego cześć specjalny medal. W czasie wojny w 1792 r. był w Baden, a następnie w Małopolsce. W lutym 1795 r. otrzymał nominację na arcybiskupstwo gnieźnieńskie i od tego roku przebywał w pałacu w Skierniewicach, a także w Berlinie, niekiedy w Łowiczu i Warszawie. W l. 1798‒1799 wydawał czasopismo „Co Ty­dzień”. Był współzałożycielem i członkiem warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W l. 1801‒1804 Franciszek Ksawery Dmochowski przygotowywał wydanie zbiorowe jego dzieł. Krasicki zmarł w Berlinie 14 III 1801, w 1829 r. jego zwłoki przeniesiono do katedry gnieźnieńskiej.

Od 1765 r. do końca życia Krasicki uprawiał twórczość literacką. W l. 1765‒1768 był autorem ponad 200 artykułów w „Monitorze” oraz całego rocznika 1772. Jego debiutem poetyckim był Hymn do miłości ojczyzny opublikowany w „Zabawach Przyjemnych i Poży­tecznych” w 1774 r. Pisał poematy heroikomiczne (Myszeis, 1775; Monachomachia, 1788), bajki (Bajki i przypowieści, 1779; Bajki nowe, powst. 1779‒1800, pełny zbiór opublikowa­ny przez F.K. Dmochowskiego w t. 2 Dzieł poetyckich, 1802), Satyry (cz. 1 w 1779 r., cz. 2 w tomie Wiersze XBW, 1784), lisy poetyckie, listy z wierszami, powieści (Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, 1776; Pan Podstoli, cz. 1 w 1778, cz. 2 w 1784; Historia, 1779), po­wiastki (Powieści wschodnie, pojedyncze publikowane w tomach wierszy, całość w t. 6 wyda­nia zbiorowego Dzieł, 1801‒1803), komedie (kilka wydanych pod pseud. Michał Mrowiński, wszystkie w t. 7‒8 wydania zbiorowego Dzieł, 1829‒1833), epopeję (Wojna chocimska, 1780). W l. 1781‒1783 opublikował encyklopedyczny dwutomowy Zbiór potrzebniejszych wiado­mości porządkiem alfabetu ułożonych, w którym znalazły się również hasła dotyczące gatun­ków literackich oraz polskich i obcych pisarzy. Refleksje o literaturze i kulturze przenika­ją całą twórczość XBW, pojawiają się w przedmowach do powieści, w utworach poetyckich, Rozmowach zmarłych (publikowanych w czasopiśmie „Co Tydzień”, całość w wyd. zbioro­wym Dzieł, 1829‒1833), gdzie znalazły się m.in. Rozmowa V między Horacjuszem a Boileau, Rozmowa XI między Arystofanem a Molierem, Rozmowa XV między Horacjuszem a Sarbiewskim, Rozmowa XX Między Homerem a Wergiliuszem. W końcu lat 90. powstały (w dużej części oparta na artykułach publikowanych w „Co Tydzień”) najpełniejsza rozprawa Kra­sickiego poświęcona literaturze O rymotwórstwie i rymotwórcach (całość w t. 3 Dzieł, 1803­1804) oraz zbiór esejów Uwagi, w którym znalazły się istotne rozważania ogólnokulturowe. Ważną dziedziną aktywności pisarskiej były przekłady. Tłumaczył m.in. Pieśni Osjana, a na potrzeby O rymotwórstwie i rymotwórcach przełożył ponad 40 utworów pisarzy antycznych i nowożytnych. W l. 1803‒1804 Franciszek Ksawery Dmochowski opublikował dziesięciotomowe Dzieła. Edycję nową i zupełną.

„Monitor”: język, styl, teatr. Obszar zainteresowań Krasickiego kwestiami literacko-kulturowymi ujawnił się już w jego najwcześniejszych publikacjach w „Monitorze”. Na pierwszy plan wysunęły się tu sprawy języka literackiego. Autor piętnował makaroniczną, manierystyczną polszczyznę czasów saskich („Monitor” 1765, nr 24) i postulował podjęcie starań nad dosko­naleniem narodowego języka traktowanym jako obowiązek wobec kraju ojczystego („Moni­tor” 1765, nr 10; 1766, nr 24). Mowę pojmował jako „obraz myśli” i kładł nacisk na jej nie­rozerwalny związek z myśleniem: „[...] słowa postacią tylko myśli naszych są; niech te tylko będą doskonałe, tak dobrze je jak inne polski nasz język obwieścić potrafi” („Monitor” 1766, nr 57). Nawiązując do antycznych teoretyków wymowy i poezji (Kwintylian, Horacy), za naj­ważniejsze przymioty wypowiedzi uważał jasność, zwięzłość, precyzję i szlachetną prosto­tę: „W wierszu trzeba się jak najusilniej starać o łatwe wyłuszczenie przedsięwziętych myśli, z przymuszonych zaś odgłosów zawiłość się rodzi. [...] Każde pismo powinno być jasne, w pojęciu łatwe, w ułożeniu porządne, bardziej wrodzone niż sztuczne, niedbale pilne, samo dobrowolnie wypływające, a w tym naturalnym smaku i piszącemu sławę, i czytającemu ko­rzyść przyniesie” (tamże, nr 24). „Jasność stylu i wdzięczna prostota najwyższym pism wszel­kich są wdziękiem” (tamże, nr 54). Jako środki doskonalenia języka wskazywał częste jego używanie w każdej dziedzinie i sytuacji, czytanie i pisanie ksiąg, przekładanie z innych języ­ków, wzbogacanie słownictwa (m.in. przez uzasadnione potrzebą neologizmy), a także opra­cowanie słownika i gramatyki polskiej. Uznawał moralistyczne zadania literatury i optował za uprawianiem tego typu gatunków, również posługujących się mową ezopową, jak bajki i przypowieści, będące „najpierwszym sposobem pisania” (tamże, nr 104).

W związku z powstaniem i funkcjonowaniem polskiej sceny publicznej Krasicki przed­stawił też rozumienie roli teatru i jego swoistego oddziaływania na widza. Teatr według nie­go miał pełnić funkcję wychowawczą i moralistyczną: „cnót towarzyskich teatra szkołą są” („Monitor” 1765, nr 22), w przypisywanym mu zaś artykule z „Monitora” (1765, nr 50) scena została scharakteryzowana jako „nauka świecka i szkoła świata, która nieznacznie, bo ba­wiąc, dzielnie, bo wymyślonymi przykładami, równie do oczu, jak i do uszu mówi, śmiejąc się, obyczaje naprawia”. W obu artykułach oraz w dwu z „Monitora” (1766, nr 63 i 64) zosta­ła podjęta kwestia poetyki utworów dramatycznych, które powinny zachowywać pochodzą­ce „z samej natury” klasycystyczne reguły jedności akcji, czasu i miejsca. Krasicki dostrze­ga występujące ówcześnie odstępstwa od tych wymogów i traktuje je z dystansem: „Może stwarzającego umysłu człowiek wzbić się nad reguły, które żywość imaginacji wybornej zda­ją się więzić, ale takowym przykładom bardziej się dziwić, niźli je naśladować należy” (tam­że, nr 64). Rygorystyczne stanowisko Krasickiego w tej sprawie wiązało się zapewne z reali­zacją moralistycznych zadań sceny polskiej.

Problemy przekładu. Krasicki poświęcał uwagę tłumaczeniu już w artykułach monitoro­wych. Przykładał dużą wagę do prac translatorskich, których istotę widział nie w kopiowaniu oryginału, w oddaniu nie jego słów, ale myśli: „Reguły prawego tłumaczenia nie na tym za­sadzone są, aby periody według pierwiastkowego ułożenia przekładać i w jednakim inaczej przestrojone słowa stawiać szyku. [...] Do myśli, a nie do słów autora przywięzywać się po­winien tłumacz” („Monitor” 1772, nr 1). Najpełniejszy wykład poglądów XBW na przekład zawiera esej O tłumaczeniu ksiąg z Uwag. Stwierdzał on, że: „Tłumaczenie ksiąg szacowniej­szym jest kunsztem niźli się być zdaje z pierwszego wejrzenia [.]. Ale tłumaczenie takowe, jak być powinno, tyle w tłumaczu sposobności, uwagi, pracy, wiadomości wymaga, iż niepo­spolitym jest umysłu działaniem” (tu i dalej cyt. za: Uwagi, wstęp i oprac. Z. Libera, 1997). Jest to więc działanie twórcze i wymagające wielu umiejętności, w tym jak największego wczucia się w przekładany utwór: „Prawy tłumacz przeistoczyć się powinien w tłumaczonego, a do tej przemiany jak wiele dowcipu i wrodzonej składności potrzeba, łatwiej to uczuć można, niżeli wyrazić” (tamże). Dobry tłumacz winien także dostosować sposób przekładu do po­ziomu dyspozycji umysłowych odbiorcy. Dużą wagę Krasicki przypisywał starannemu wy­borowi tłumaczonych dzieł, w tym antycznych. Ostrzegając przed „bałwochwalczym” uzna­niem dla starożytnych, zwracał uwagę, że ich dzieła nie zawsze osiągają najwyższy poziom, i za Horacym powtarzał, że nawet „ubóstwiony Homer drzymie niekiedy”. Zbliżał się tu do sposobu myślenia nowożytników w ich sporze ze starożytnikami uznającymi dzieła antyczne za najwyższe osiągnięcia literackie.

O krytyce literackiej. Często powracająca w pismach XBW kwestia krytyki literackiej zosta­ła podjęta już w „Monitorze”. Zwracał tam uwagę na trudność, uciążliwość, ale też niezbęd­ność i wartość uprawiania krytyki, wskazywał na potrzebę oceny jej dokonań, a także na jej rolę kulturową: „Autor każdy, który księgę swoją do druku podaje, już tym samym własność nad nią traci, wszystkie zatem krytyki, które nie księga, ale osoba piszącego księdze przyno­si, niesprawiedliwe są ‒ i znowu nagana, którą dziełu źle napisanemu czytelnik daje, jako się jedynie do pisma ściąga, ani sytuacji, ani obyczajom, ani nawet doskonałości autora w in­szym rodzaju pisma lub kunsztu szkodzić nie powinna” („Monitor” 1766, nr 37). Sprzeci­wiał się jednak krytyce złośliwej, stronniczej i personalnej, potępiał „krytyków nieprawych” (zoilów), kierujących się zazdrością i chęcią szkodzenia twórcy dzieła („Monitor” 1772, nr 105). Obszerne hasło Krytyka, potwierdzające trwałe zainteresowanie XBW tą sferą ak­tywności pisarskiej, znajduje się również w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości. Autor ro­zumie krytykę „in sensu philologico” jako „ważne i roztropne roztrząsanie pism i dzieł róż­nych, przez które rozum oświecony sprawiedliwe o nich daje zdanie”. Odróżniając krytykę od cenzury, podkreśla jej niezbędność w procesie doskonalenia nauk, potępia przy tym krytykę stronniczą i zawistną. Omawia zasady krytyki dzieł z różnych dziedzin, w tym „kunsztów wolnych”. W tym przypadku ważna okazuje się rola porównywania jako metody postępowa­nia krytyka: „[...] ponieważ te [dzieła „kunsztów wolnych”, w tym literatury] po większej czę­ści są rządzone od gustu, więc przez przyrównywanie do dzieł podobnych sądzi o tym, które jej jest podane pod sąd”. W eseju Krytyka z Uwag Krasicki wskazuje istotę dobrze rozumianej krytyki: „Jest to rodzaj sądu niby polubownego, mający za cel wzrost nauki i coraz większe wydoskonalenie pisarzów, gdy im się użyteczne prawidła ukazują, jak rzecz, którą przedsię­wzięli, wykształcić i poprawić należy. Zamiar takowy zjadliwości żadnej nie zawiera, i ow­szem, pełen względów i uczucia, przymilać powinien poprawę”. Krasicki przypisuje właściwie pełniącemu swe powinności krytykowi rolę znawcy, arbitra, wskazującego drogi ulepszenia dokonań pisarskich.

Kwestie literackie w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości. Hasła dotyczące literatury są tu zróżnicowane co do obszerności i wartości informacyjnej, a badacze tłumaczą to uczestnic­twem w pracach nad encyklopedią gorzej przygotowanych do tego zadania współpracowni­ków XBW, choć w pracach uczestniczyli też erudyci, jak Krzysztof Szembek i Joachim Litawor Chreptowicz. Zbiór zawiera sylwetki ok. 445 pisarzy polskich dawnych i współczesnych (nie uwzględniono żyjących pisarzy XVIII-wiecznych, a kryteria wyboru tych dawnych nie zawsze są zrozumiałe, brak np. S. Szymonowica i Zimorowiców), przeszło 50 twórców anty­cznych, tyleż samo w sumie autorów angielskich, francuskich, włoskich, hiszpańskich i nie­mieckich. Hasła ‒ o różnej objętości i dokładności ‒ zawierają informacje biograficzne, tytu­ły dzieł, niekiedy ich najczęściej jednowyrazową ocenę. Bogate informacyjnie hasła zostały poświęcone Erazmowi z Rotterdamu, Moliere’owi, Janowi Dantyszkowi i Homerowi, któ­rego epopeje i ich bohaterzy otrzymały też oddzielne opracowania (Ilias, Achilles, Ulises). Uwzględniono również niektóre nazwy gatunkowe, jak Epigramat, Komedia, Oda, Romans, Tragedia. Znalazły się w nich zwięzłe definicje gatunku, informacje o jego początkach oraz wskazanie wymogów dotyczących przedmiotu i stylu, np. w haśle poświęconym odzie: „Ode, rodzaj rytmu, toż samo znaczący, co pieśń. Styl jej jest wspaniały i pełen ducha poetyckie­go być powinien; wyobrażenia mają być żywe i wzruszające, czczej nadętości i brzmienia próżnego mieć w sobie nie powinna”, dalej następują informacje o najwybitniejszych twór­cach (Pindar, Horacy). Obszerne hasło Komedia zawiera opinie mniej rygorystyczne niż w artykułach z „Monitora”, ale postuluje jednak zachowanie reguł gatunku, które zapewnia­ją prawdopodobieństwo świata przedstawionego: „Komedia, akcja dialogiczna wyobrażają­ca obyczaje ludzkie. Najpierwszy początek komedii znajdujemy u Greków. [...] Za wydosko­naleniem się wieków szedł wybór sztuk teatralnych: stąd te, które są w rodzaju komedii od przeszłego wieku pisane, jeżeli je tylko nie przewyższają, kto bez prewencji Terencjusza i Sofoklesa z Molierem komparować zechce. Cel komedii śmiechem i żartem naprawiać oby­czaje. [...] Komedii i każdej teatralnej sztuki najcelniejszymi regułami są unitas albo jedno­ści: miejsca, czasu i akcji, zmierzające do zwyczajnego rzeczy trybu i czyniąc rzecz podobną”.

W dykcjonarzu znalazły się też hasła dotyczące niektórych pojęć teoretycznoliterackich (też potraktowanych wybiórczo), a ich rozumienie na ogół mieści się w obszarze doktryny klasycystycznej, np. „Imaginacja jest moc albo dzielność umysłu, przedstawia sobie w wyob­rażeniu rzeczy piękne, albo pod zmysły podpadające; ta moc zawisła od pamięci. Widziemy ludzi, źwierzęta, ogrody etc., te rzeczy widziane wchodzą do zmysłów, pamięć je utrzymu­je, a imaginacja układa”. Imaginacja jest tu zdolnością odtwórczą, umożliwiającą ukazywanie przedmiotów zatrzymanych w pamięci. W tej sytuacji zaskakuje treść hasła Poezja, którego autorstwo badacze przypisali Joachimowi Litaworowi Chreptowiczowi. Utwór poetycki poj­mowany jest tu jako wypowiedź, przez którą „wpływa w serce człowieka smak, słodycz i roz­kosz”, wprawia go w „słodkie zadumienie” i utrzymuje go w tym stanie: „[...] dusza jego zajęta tym, co się w jej oczach dzieje, znajduje się w stanie miłego zachwycenia, a ten stan roz­koszy jak najwyższej”. Właśnie wywołujące rozkosz „omamienie” jest zadaniem poezji, wol­nej od jakichkolwiek zobowiązań moralizatorskich. Zaakceptowanie przez Krasickiego tego hasła można interpretować jako przejaw zmian zachodzących w jego myśleniu o literaturze.

O rymotwórstwie i rymotwórcach: istota poezji, naśladowanie, gust i atrybuty twórcy. Rozprawa składa się z dwóch części: pierwsza ‒ ogólna (osiem rozdziałów) ‒ dotyczy natu­ry i początków poezji, następnie prezentuje hierarchicznie uporządkowany system gatunko­wy (epopeja, poezja dydaktyczna, satyry i epigramaty, sielanka i elegia, apolog, czyli bajka, a dalej utwory dramatyczne: tragedia i komedia) oraz przywołuje zawartość Poetyki Arysto­telesa; druga ‒ omawia twórczość pisarzy ośmiu europejskich obszarów językowych, a tak­że twórców wschodnich: arabskich i chińskich. W tej części każdy rozdział dopełniony jest w ogromnej większości autorskimi przekładami omawianych utworów. Obie części stanowią myślową całość, kwestie przedstawiane w rozdziałach ogólnych (np. genologiczne) są rów­nież rozpatrywane na konkretnych przykładach i odnoszą się do sposobów realizacji poetyki gatunków oraz rozumienia głównych kategorii estetycznych. Krasicki nie zamknął ostatecz­nie pracy nad dziełem, a przekazując je Franciszkowi Ksaweremu Dmochowskiemu do dru­ku w edycji zbiorowej, w skierowanym doń liście pozostawiał dużą swobodę wydawcy, który wprowadził poprawki i uzupełnienia do tekstu rozprawy.

Przyjęcie hierarchicznego układu gatunkowego może sugerować pozostawanie Krasic­kiego w kręgu klasycystycznej wizji literatury, ale zawartość haseł szczegółowych nie zawsze to potwierdza. I tak w kwestii istoty poezji XBW nie akceptuje utożsamiania jej z mową wią­zaną, dostrzega jej historyczną zmienność i stwierdza, że rymotwórca „nie tylko co było lub jest, opowiada, lecz w zapale uniesionej imaginacji dar stwórczy sobie przywłaszczyć może” (tu i dalej cyt. za: O rymotwórstwie i rymotwórcach, na podstawie autografu i pierwodruku z uzupełnieniami F.K. Dmochowskiego, transkrypcja i oprac. E. Zielaskowska, 2017). Po­łożenie nacisku na „dar stwórczy” imaginacji jest wyraźną zmianą w stosunku do definicji imaginacji wcześniej sformułowanej w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości. Początki poezji Krasicki wiąże z muzyką i ze śpiewem, nawiązuje też do ich mitologicznej koncepcji, co wi­doczne jest w m.in. w haśle Orfeusz: „Powszechna wieść jego kładzie na czele nie tylko rymotwórców, ale i muzyków” (tamże). Pisarstwo: „Współczesne jest rodzajowi ludzkiemu i tak dalece właściwe, iż się najusilniejszym staraniem nabyć nie może, jeżeli przyrodzenie do nie­go sposobności nie da” (tamże). Dar twórczy jest więc wrodzony, a jego funkcją jest umiejęt­ność oddziaływania na odbiorcę przez konstruowanie wypowiedzi literackiej i operowanie środkami stylistycznymi. Za doktryną klasycyzmu XBW stwierdza, że celem poezji jest „łą­czyć pożytek z zabawą, określić najozdobniej to, co ku obwieszczeniu przedsięwziął” (O ry­motwórstwie), co najdobitniej przejawia się w „rytmach prawidłowych albo dydaktycznych”, które „mają za cel naukę i oświecenie”. Kwestia ta schodzi jednak na daleki plan w później­szych wywodach, w których nacisk położony jest na poruszanie uczuć odbiorcy i jego za­chwycenie wzlotami wyobraźni twórczej.

Krasicki odnosi się do podstawowej w doktrynie klasycyzmu kwestii naśladowania ro­zumianego jako mimesis. W O rymotwórstwie i rymotwórcach stwierdza, że: „Rymotwórstwo jest w ścisłym przyrodzenia naśladowaniu rzeczy wyobrażeniem”, i za Arystotelesem przyjmuje: „[...] wszystkie rodzaje rytmów są naśladowaniem natury” (O rymotwórstwie). W eseju Naśladowanie z Uwag podnosi też sprawę imitacji wzorów. Dostrzega rolę naśla­dowania jako naturalnej metody poznawania świata, ale odrzuca bezrefleksyjne kopiowa­nie innych dzieł, wymagając od autorów wysiłku twórczego i inwencji: „Nie jest [...] rzeczą podlącą naśladowanie rozmyślne, ale takie upodla, które oślep idąc za przewodnictwem cu­dzego przykładu, dlatego jedynie to czyni, iżby sobie oszczędzić pracy i nikczemnemu leni­stwu dogodzić. Takim wymawiał owcze ich zapędy Horacjusz” (tu i dalej cyt. za: I. Krasicki, Uwagi, wstęp i oprac. Z. Libera, 1997). Wiąże się z tym kwestia reguł, których zachowy­wanie XBW traktuje teraz z dystansem, ponieważ nie daje to gwarancji wartości dzieła. O Orlandzie szalonym pisze: „Ariost, lubo w Orlandzie swoim żadnego się porządku nie trzy­ma, a w niepohamowanych zapędach z miejsca się na miejsce ustawicznie przenosząc, zdaje się nie mieć żadnego celu, z tym wszystkim tak powabnym jest w wyrazach, opisaniach, a nade wszystko w żywości płodnej imaginacji, iż mimo wielokrotne przywary nie tylko daje się czytać, ale raz przeczytany, jeszcze do powtórnego czytania wabi” (O rymotwórstwie). W innym miejscu o utworze tym zauważa, że „prawideł poema bohaterskiego nie zacho­wuje, jednak dla szczególnych opisów i nader płodnej żywości umysłu szacowne” (tamże). O kategorii decorum mówi jedynie pośrednio, przede wszystkim z perspektywy fortunnego kontaktu z czytelnikiem.

Z kwestią relacji nadawczo-odbiorczych wiąże się problem gustu, który Krasicki roz­patrywał w perspektywie zarówno tworzenia, jak i odbioru utworu literackiego. Zajął się nim już w artykułach z „Monitora” i definiował to pojęcie: „Dobry gust w naukach to jest przy­miot duszy czujący ukontentowanie z wyboru myśli lub sposobu pisania autora, odrazę, gdy w nim niedoskonałość postrzeże” („Monitor” 1772, nr 44). Czytelnik obdarzony tą zdolno­ścią jako cechą wrodzoną nie kieruje się w swej ocenie obserwowaniem zgodności dzieła z re­gułami, „ale wchodzi w sposób myślenia jego [autora] i delikatnym uczuciem najtajemniejsze powaby w nim rozeznać gotów” (tamże), a więc wiąże się ze sferą emocji, co wskazuje na jego charakter subiektywny. Jeśli czytelnik „nie uczuje w sobie wewnętrznego wzruszenia, jeśli go rzeczy czytane zostawują w stanie obojętności, jeśli się myślą na miejscu, o którym czyta, nie stawi, jeżeli sentymentów stamtąd powziętych nie stanie się wielbicielem, niech swojej nieczułości księdze nie przypisuje, już nie ona natenczas czytelnika, ale jej czytelnik niegodzien” (tamże).

Tak więc poecie w mimetycznym akcie przedstawiana świata nie wystarcza znajomość zasad i reguł, ale niezbędne są przyrodzone zdolności i dyspozycje, „żywość płodnej imaginacji”, która nadaje dziełu niepowtarzalną barwę. Sprawę tę akcentuje głównie w omawianiu gatunków lirycznych ‒ hymnu, psalmu i ody, które szczególnie wymagają swobody wyobraź­ni i wyniosłości wyrazu. Przywołując przykłady hymnów zawartych w Starym Testamencie, a także hymny autorów antycznych (Pindar), stwierdza: „Rodzaj ten rytmów niepospolite­go zapału potrzebuje: wznosi albowiem swój lot nad wszystkie zamiary i zdaje się od siebie odchodzić, jakby wieszczym natchnięty był i wskroś przejęty duchem” (tamże). Imaginacja i „duch wieszczy” to w optyce Krasickiego podstawowe zdolności poety umożliwiające osiąg­nięcie sukcesu twórczego. W opiniach o dyspozycjach twórczych poety odchodzi on najdalej od doktrynalnych założeń klasycyzmu.

Problemy kultury. Krasicki był uważnym obserwatorem różnych dziedzin współczesnej mu rzeczywistości, w tym życia kulturowego. Spostrzeżenia dotyczące kultury rozsiane są w całej jego twórczości: w satyrach, powieściach, listach z prozą, ale ich nasilenie występuje w pismach późniejszych: w Uwagach oraz rozprawie O rymotwórstwie i rymotwórcach. Wśród podnoszonych przez XBW problemów pojawia się kwestia zróżnicowania kultur oraz rela­cji kultury europejskiej i innych, przede wszystkim orientalnych, z czym wiąże się kwestia metod ich poznawania. Konfrontacja obrazu kultury europejskiej w jej różnych obszarach (obyczajowym, edukacyjnym, aksjologicznym, charakteru relacji międzyludzkich) z inno­ścią świata Nipuan w Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach wskazuje na porównywanie kultur jako metodę ich poznawania, ale stawia też pod znakiem zapytania dominującą ów­cześnie europocentryczną wizję świata. Dokonywana w rozmowach Mikołaja z Xaoo anali­za kultury europejskiej w jej wielu wymiarach przez porównanie z innością pozwala wnikli­wiej spojrzeć na to, co własne i najbliższe, oraz dostrzec wartości tego, co odmienne i dalekie. W O rymotwórstwie skutkuje to m.in. zainteresowaniem i wysoką oceną dokonań artystycz­nych ludów orientalnych oraz dzieł ‒ inaczej niż w kulturze druku ‒ pierwotnie przekazy­wanych w trybie oralno-melodycznym. Perspektywa porównawcza pozwala również przyjąć wpisane w wywody rozprawy implicite przekonanie o wspólnocie istotowych cech twórczości słownej, które mogą różnie przejawiać się w wielorakich typach jej wytworów.

Krasickiego zajmowała sprawa różnych praktyk kulturowych i ich efektów, a przede wszystkim usytuowania twórczości słownej wobec tych praktyk. Rozważania o początkach poezji pozwalają dostrzec genetyczny związek jej odmian i gatunków z werbalizacją pod­stawowych typów ludzkiego doświadczania świata, z żywą mową i zróżnicowaniem nadaw­czo-odbiorczych relacji międzyludzkich, np. uformowanie eposu jest wyrazem „szacunku, zadziwienia i wdzięczności dla „znamienitych mężów , a sielanka wywodzi się „ze zwyczaj­nych stanowi wiejskiemu rozmów” (O rymotwórstwie). Takie antropologiczne spojrzenie na gatunki literackie pozwoliło dostrzec w nich to, co pierwotne, a zarazem określające ich isto­tę i kształt słowny.

W rozważaniach Krasickiego o kulturze dobitnie dochodzi do głosu również wątek diagnostyczny. Obserwując współczesną rzeczywistość, dostrzegał on podstawową zmianę dokonującą się w sferze życia kulturowego i funkcjonowania twórczości. Zmiana ta została spowodowana upowszechnieniem druku jako nośnika słowa pisanego, ułatwieniem dostępu do książek i przyspieszeniem ich obiegu. Łatwość powielania i dystrybucji powoduje ‒ zda­niem XBW ‒ proces stopniowej degradacji książki jako nośnika myśli i narzędzia w między­ludzkiej komunikacji. Sprawę tę podnosił on już w satyrach (m.in. w Pochwale wieku) i roz­winął w Uwagach. Stwierdzając, że w minionych wiekach książka jako obiekt utrwalający rezultaty ludzkich dokonań poznawczych cieszyła się autorytetem, konstatuje zmianę, jaka dokonała się w obszarze jakości i wartości współczesnej produkcji wydawniczej. W eseju Bi­blioteki twierdził, że przed wynalazkiem druku przepisywacze ksiąg, „chcąc z pracowania, ile możności korzystać, takie rzeczy ku przepisywaniu obierali, o których byli zapewnionymi, iż dla swojej wartości tym drożej, im chciwiej nabyte będą. Nie zyskiwały więc częstego prze­pisywania dzieła potoczne, czcze, miałkich dowcipów, jak się teraz dzieje w druku. [...] Wy­nalazek druku zaradził temu i na nieszczęście rozumu, jego czy złe, czy dobre użycie stało się przemysłem kupiectwa tak dalece, iż byle mnogość była, mniej czuły na wybór, na którym się nie zna, na niej poprzestaje”. Utrwalony w tradycji autorytet książki sprawia, że odbiorcy ciąg­le widzą w niej źródło mądrości i wiedzy. „Szanujemy wieki dawne z pism wybornych, któ­re nas uczą i bawią, iż tak się ten szacunek roznosi, iż je przenosimy nad nasze” (tamże). Po­woduje to bezkrytyczny stosunek do zawartości książki i czytanie rzeczy nie zawsze wartych czasu na to poświęconego, co Krasicki przypisuje rozprzestrzenieniu się druku. „Drukowi winniśmy oświecenie wieku naszego, ale też wiele nam rzeczy i złych, i nudnych nadał” (tam­że). Również autorytet pisarza uległ osłabieniu ze względu na łatwość upowszechniania pism. „Gdy się mówi o pisarzach, tacy się rozumieją, którzy zdają się mieć prawo do potomności, czyniąc, albo przynajmniej uczynić pragnąc powszechności, dla której piszą, przysługę. Nie można więc w tę liczbę kłaść próżnych papieru mazaczów, którzy albo dla dogodzenia swojej wyniosłości, albo [...] dla głodu piszą. Z takowych kuźnic fałszywa moneta wychodzi. Dzie­ła, którymi teraz narzuceni jesteśmy, są zbiory niepotrzebne rzeczy już wiadomych, dziejów obojętnych, powieści błahych, [.] a cóż dopiero, gdy szkodzi i gorszy?” (O piśmie, w: Uwa­gi). Upowszechnianiu czytelnictwa nie towarzyszy więc wartość czytanych pism. „Każdy czy­ta, ale czy tym lepiej dla obyczajności; ale czy tym lepiej dla kraju, rzecz do czułego zastano­wienia się. Lepiej, prawda, dla handlu; i winszować należy tak szczęśliwej pory papierniom; ale że każdy rwie się do książek, czyż przeto już są czytania godne? Ledwo by się nie zdało, iż przeciwnie sądzić można; a gdyby jeszcze dodać, iż najmilszy, a zatem najpokupniejszy zaka­zany towar, znaleźlibyśmy w nieprzeliczonej wielości ksiąg, które z druku wychodzą, źródło wszystkich nieszczęść, na które teraz już nie w czas narzekamy” (Biblioteki, w: tamże). Kra­sicki zwraca też uwagę na spowodowaną dużą produkcją wydawniczą zmianę sposobu czy­tania: „Czytelnictwo rzeczą dobrą przez się jest, ale od czytelnika zawisła najbardziej dobroć jego. Źle ten czyta, który nagle czyta, nie zastanawia się, który na oślep temu, co czyta, wie­rzy, który roztropnym uważaniem nie przemienia się (gdy tego trzeba) z ucznia w sędziego i mistrza; a wówczas rozsądną krytyką dobre od złego wyłącza i prawdziwą rzeczy wartość oznacza” (tamże). Złe czytanie jest czynnością skoncentrowaną wyłącznie na tym, co świe­że i aktualne, nie skłania do uwagi i refleksji, nie wzbogaca umysłu i nie pogłębia rozumienia świata. Upowszechnienie druku sprawiło, że książka przestała być nośnikiem myśli i wiedzy, zaczęto ją traktować jak towar, produkowany przede wszystkim dla osiągnięcia korzyści ma­terialnych drukarza. Poddanie życia kulturowego prawom rynku Krasicki traktował jako za­grożenie dla kultury. Już u początków nowoczesności dokonał istotnych rozpoznań i wskazał niebezpieczeństwa związane z urynkowieniem życia kulturowego i dominacją kultury dru­ku rozumianej jako wytwarzanie towaru, a nie wartości i dóbr kulturowych. Zarówno poglą­dy, modyfikowane i z biegiem czasu odchodzące od doktrynalnego traktowania przymiotów poezji i dyspozycji twórcy, jak i wnikliwe rozpoznania przejawów zmiany kulturowej i pły­nących stąd zagrożeń świadczą o randze i znaczeniu myśli estetycznoliterackiej i teoretycz­nej Krasickiego.</document>
<document nplp_id="14411" title="Krasiński Adam" slug="krasinski-adam">Działacz społeczny i polityczny, redaktor, publicysta, poeta. Pseudonimy i kryptonimy: A.K.; dr Julian Pogorzelski; Fosforyczny Skalderon (wspólnie z Bronisławem Bouffałłem, Włady­sławem Skrzyńskim i Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem); Jan Przysiecki; Warszawianin. Wątpliwe: A.hr.K.; Leon Przyłęcki; Leon Przyłęski.

Informacje biograficzne. Adam Zygmunt Władysław Wincenty Franciszek Ludwik Krasiń­ski h. Ślepowron urodził się 22 XI 1870 w Krakowie; był jedynym męskim potomkiem Wła­dysława Krasińskiego (1844‒1873), prawnika i historyka, i Róży (1849‒1937), córki Adama Potockiego, oraz wnukiem Zygmunta Krasińskiego (1812‒1859). Po przedwczesnej śmier­ci ojca trzyletni Adam został spadkobiercą ordynacji opinogórskiej. Rok po śmierci Wła­dysława ojczymem Adama i jego sióstr został kolekcjoner Edward Raczyński (1847‒1926). Z powodów zdrowotnych Adam Krasiński znaczną część dzieciństwa spędził w Zakopanem. Za edukację dzieci przez lata odpowiadał Zygmunt Wolski, bibliograf i bibliotekarz. Ordynat kontynuował naukę w krakowskim Gimnazjum św. Anny, a w 1891 r. podjął studia w Bonn, a następnie we Fryburgu, gdzie kształcił się w zakresie nauk prawnych, humanistycznych i społecznych. Jego nauczycielami byli m.in. Joseph Bedier oraz Józef Kallenbach, którego wykładów słuchał w l. 1891‒1892. Kontynuował studia w Heidelbergu, gdzie pod kierun­kiem Kunona Fischera powstała rozprawa doktorska ‒ traktat o stosunkach włościańskich w Polsce i reformach króla Stanisława Augusta (Geschichtliche Darstellung der Bauern ‒ Verhaltnisse in Polen, 1898). W 1897 r. Adam Krasiński poślubił w Wiedniu Wandę, córkę au­striackiego premiera Kazimierza Badeniego. Wraz z żoną wrócił do kraju, gdzie objął fak­tyczną pieczę nad ordynacją Krasińskich. Ponad dwie dekady jego rządów to czas największej świetności rodowego majątku. Hrabia administrował nim sprawnie, wdrażał innowacje in­spirowane rozwiązaniami, które obserwował na Zachodzie (m.in. założył szkołę, ochronkę). W sąsiadującym z Opinogórą Chruszczewie otworzył eksperymentalną pracownię botanicz­ną, był również jednym z inicjatorów zorganizowanej w Ciechanowie głośnej i nowoczesnej wystawy rolniczo-przemysłowej. Pełnił funkcję prezesa płockiego Towarzystwa Rolniczego i hojnie łożył na wydatki edukacyjne; dbał też o Bibliotekę Ordynacji, m.in. poszerzył księgo­zbiór o spuściznę po Zygmuncie Krasińskim, kolekcje Władysława Górskiego, Józefa Wolffa i Felicjana Faleńskiego oraz cenne archiwa.

Był też współwłaścicielem ‒ obok np. Henryka Sienkiewicza i Leopolda Kronenberga ‒ Czytelni Naukowej przy ul. Żurawiej, która została następnie ofiarowana Towarzystwu Bi­blioteki Publicznej w Warszawie. W podobnym gronie, poszerzonym m.in. o Bolesława Pru­sa, została zainicjowana działalność Towarzystwa Seminariów dla Nauczycieli Ludowych; na jego potrzeby ordynat przekazał pałac w Ursynowie wraz ze 120-hektarowym folwarkiem. Wspomagał tajne szkolnictwo i inne instytucje jako współzałożyciel towarzystw: Naukowego Warszawskiego, Miłośników Historii oraz Opieki nad Zabytkami Przeszłości. W 1901 r. zo­stał wydawcą „Biblioteki Warszawskiej”, a także jej redaktorem i sponsorem ‒ funkcję tę peł­nił aż do śmierci. Na łamach tego pisma ukazały się po raz pierwszy fragmenty listów Zyg­munta Krasińskiego do Henry’ego Reeve'a (1901, t. 4) i Adama Potockiego (1905, t. 1‒2), niedokończony przez poetę dramat fantastyczny Wanda (1901, t. 3) oraz jego Traktat O Trój­cy w Bogu i o Trójcy w człowieku (1903, t. 2). Adam Krasiński również próbował swoich sił w poezji, były to wystąpienia okazjonalne, okolicznościowe. Podejmował się też działalno­ści w polityce (jego legalizm, konserwatyzm, trzymanie się status quo nie znalazły zwolen­ników). Założone przez niego stronnictwo Spójnia nie odegrało żadnej roli w ówczesnym systemie. Podejmował natomiast udane akcje społecznikowskie; był hojnym mecenasem sztuki, finansował jubileusze Henryka Sienkiewicza i Marii Konopnickiej, wykupił od Bole­sława Prusa zgodę na wydanie jego dzieł zebranych.

Zmarł 17 I 1909 w kurorcie Ospedaletti w Ligurii. Przyczyną śmierci była potyfusowa infekcja. Nie miał dzieci, tym samym okazał się ostatnim ordynatem z linii opinogórskiej.

Parodie dekadentów. Krasiński wraz z Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, Władysławem Skrzyńskim i Bronisławem Bouffałłem przygotował mistyfikację wydawniczą obejmują­cą poemat Eleonora. Trójhymn duchów smętnych oraz Jęk ziemi. Pantologię dekadentów pol­skich (1895), parodiując mody literackie schyłku wieku. Można tu znaleźć aluzje do poetyki oraz konkretnych utworów Charles'a Baudelaire’a, Jana Kasprowicza, Zenona Przesmyckiego (Miriama), Antoniego Langego czy Lucjana Rydla. Ten ostatni nie tylko nie poczuł się ura­żony pastiszem, lecz zachwycał się nawet „ustępami nieporównanie wyższymi od prawdzi­wych, dekadenckich utworów” („Gazeta Polska” 1895, nr 272), podobnie jak późniejsi ko­mentatorzy, Stanisław Estreicher („Kurier Literacko-Naukowy” 1938, nr 40) i Julian Tuwim (tamże, nr 41).

Wokół utworów Zygmunta Krasińskiego. Kilka artykułów poświęcił twórczości dziadka: we Fryburgu dowiedział się od Kallenbacha o lukach w genezie Nie-Boskiej komedii i Irydio­na, w Akwizgranie rozpoczął poszukiwania Reeve'a, z Anglii wrócił z pakietem otrzymanych od niego listów. Rezultatem tych poszukiwań jest rozprawa Poeta myśli („Biblioteka War­szawska” 1901, t. 1), gdzie autor, opierając się na odnalezionej korespondencji cytowanej we fragmentach, poważa się (dzięki pomocy J. Kallenbacha?) na ustalenia interpretacyjne, któ­re kładą nacisk na syntetyzującą myśl Zygmunta Krasińskiego, łączącego obrazy mimetyczne z obrazami imaginacyjnymi. Adam Krasiński podejmuje także próbę interpretacji materiału epistolograficznego; dostrzega niespójność korespondencji poety, dowodząc, że wynika ona z wielostronnej wymiany listów i gry z adresatami. Późniejsza o dwa lata rozprawa Adama Krasińskiego Dzień Ducha Świętego („Biblioteka Warszawska” 1903, t. 2) miała przygotować czytelnika do lektury poprzedzonego krótkim wstępem Traktatu o Trójcy w Bogu i o Trójcy w człowieku (powst. 1840‒1841) Zygmunta Krasińskiego, tekstu osadzonego w tezach dale­kich od ortodoksji katolickiej i z tego powodu niepublikowanego za życia autora. Na rozpra­wę Dzień Ducha Świętego składają się dwie części; tekst właściwy poprzedza List do Przyja­ciela, skierowany do bliżej nieokreślonej postaci, który miał zachęcić Adama do napisania rozprawy; namowom do podjęcia pracy towarzyszy zwięzłe wyliczenie potencjalnych kon­tekstów interpretacyjnych: „Lamennais, Ballanche, Schlegel dla czasów genewskich ‒ później Schubert, Schelling, Hegel, wreszcie najbardziej zbliżony, najsilniej zbratany, August Ciesz­kowski” (Dzień Ducha Świętego). Adam Krasiński kreśli drogi myśli poety romantycznego, podpierając się wskazywanymi analogiami oraz dostrzeżoną wspólnotą z mitami egipski­mi i perskimi, wątkami podjętymi przez gnostyków, średniowiecznych mistyków, millenarystów, neoplatończyków, a także Friedricha Schellinga i Georga Wilhelma Friedricha Hegla. Pewien oddźwięk wywołał artykuł Zygmunta Krasińskiego nieznany pomysł trylogii opubli­kowany w księdze pamiątkowej ku czci Stanisława Tarnowskiego (1904). Wnukowi poety za­rzucono nieznajomość stanu badań (S. Koźmiana, W. Mickiewicza i W. Nehringa). Ostat­ni ordynat wniósł jednak do ogółu wiedzy o niezrealizowanym projekcie wieszcza swoje dociekania dotyczące genezy tych pomysłów, „których Faust rodzicem”.

Stosunek do cenzury obyczajowej. W 1902 r. Adam Krasiński wziął udział w debacie za­inicjowanej w reakcji na skandal wywołany przez konfiskatę Legend (1902) Andrzeja Niemojewskiego na żądanie polskiej katolickiej opinii publicznej. W „Krytyce” (1902, z. 3‒4) ukazywały się odpowiedzi na ankietę Policja a sztuka rozpisaną w tej sprawie formułowane przez przedstawicieli różnych środowisk literackich (głos zabrali m.in. L. Belmont, P. Chmie­lowski, A. Górski, M. Konopnicka, I. Matuszewski, S. Witkiewicz i A. Wiślicki), zasadniczo zgodne w kwestionowaniu ingerencji policji w twórczość artystyczną. Odmienne stanowisko, ramię w ramię z Marianem Zdziechowskim, zajął Krasiński, nadsyłając wypowiedzi do obu numerów pisma. „Jakaś cenzura być musi” ‒ przekonywał hrabia, który w odgórnej kon­troli nad życiem kulturalnym widział przejaw opieki nad „maluczkimi” o „nieprzygotowa­nych umysłach”. Praktyka, która jest „potrzebną i konieczną”, powinna jednak w wyniku nie­zbędnych reform stać się zadaniem „ludzi rozumnych”, „dobrze społeczeństwu życzących”, nie „gruboskórnej” policji („Krytyka” 1902, z. 4).

Poezja heroicznego pesymizmu. Praca Jean Lahor. Dr Henry Cazalis („Biblioteka Warszaw­ska” 1904, t. 4, wyd. osob. 1905) to otwarta deklaracja literackich upodobań Adama Krasiń­skiego, ubrana w swobodną, synkretyczną formę. Erudycyjność i subiektywizm sprawiają, że utwór ten może być dziś uznawany za pełnoprawną realizację wytycznych gatunkowych ese­ju. W szkicu został utrzymany żarliwy ton wypowiedzi, tak charakterystyczny dla wcześniej­szych interpretacji dorobku Zygmunta Krasińskiego. Jean Lahor (właśc. Henri Cazalis), fran­cuski poeta nurtu symbolistycznego i parnasistowskiego, a przy tym lekarz, wyrastał według Krasińskiego ponad swój krąg cywilizacyjny, któremu „nie dostawało duszy” (tamże). Swo­bodnie poruszał się w formułach lirycznych, a jego uczuciowość ‒ ów „niełaciński pierwia­stek” ‒ skłaniał się ku słowiańskiej wrażliwości, a także religijnej i artystycznej tradycji Dale­kiego Wschodu. Uprawiał wysublimowaną poezję i jednocześnie służył ludziom. Krasiński powraca tu również do kwestii poruszanych wcześniej: rozwój prasy i przemysłu drukar­skiego spowodowały „rozpowszechnienie słowa niesłychane”, które może poprowadzić „rze­sze ku myśli lichszej i umniejszonej świadomości”, a jego zdaniem należy hamować pęd do „demokracji myśli” (tamże). Ma w tym pomóc sformułowana przez Lahora koncepcja he­roicznego pesymizmu, zgodnie z którą powinno oddawać się pracy na rzecz społeczeństwa niezależnie od losowych i dziejowych przeciwności. Koncepcja francuskiego poety została zestawiona z negatywnie wartościowanym pesymizmem Friedricha Nietzschego i jego filo­zofią „nadczłowieczeństwa” (tamże).

Adam Krasiński nie zajmował się stricte krytyką literacką, ale jego działalność okołoliteracka daje pewien wgląd w gusta i upodobania przedstawiciela polskiej arystokracji zaan­gażowanego w sprawy publiczne na przełomie XIX i XX w. Wniósł też pewien wkład w ze­branie spuścizny po Zygmuncie Krasińskim.</document>
<document nplp_id="14412" title="Krasuski Eugeniusz" slug="krasuski-eugeniusz">Inżynier chemik, przedsiębiorca, działacz polityczny i społeczny, publicysta.

Informacje biograficzne. Eugeniusz Jan Marceli Krasuski urodził się 22 IV 1878 w Miń­sku Mazowieckim z ojca Kazimierza i matki Józefy z Popławskich. Studiował w Technische Staatslehranstalten w Chemnitz i w École de chimie de Mulhouse, uzyskując tytuł inżyniera. W 1902 r. został zatrudniony jako chemik w łódzkiej fabryce włókienniczej Ludwika Groh­mana, a następnie pracował wiele lat jako dyrektor w Zjednoczonych Zakładach Przemys­łowych Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana Sp. Akc. Praca zawodowa nie była jedynym polem jego aktywności. Działał w sekcji technicznej Łódzkiego Towarzystwa Popierania Rosyjskiego Przemysłu i Handlu, któremu przewodniczył w l. 1903‒1905. W 1909 r. był jed­nym z inicjatorów utworzenia, a następnie członkiem zarządu Stowarzyszenia Techników w Łodzi (funkcjonującego do 1939 r.). Z inicjatywy m.in. Krasuskiego powołano w ramach Stowarzyszenia w czerwcu 1910 r. Koło Chemików. W 1914 r. wsparł inicjatywę stworze­nia „monografii miasta Łodzi”, która jednak wówczas nie powstała. W październiku 1916 r. wszedł w skład zarządu nowo powołanego Towarzystwa Biblioteki Publicznej w Łodzi, obok znanego lekarza-społecznika dr. Seweryna Sterlinga, który został prezesem, oraz adwokata Tadeusza Kamieńskiego i chemika Oskara Grossa. Celem Towarzystwa było utworzenie bi­blioteki publicznej, którą otwarto w październiku 1917 r. Na początku I wojny światowej, po opuszczeniu Łodzi przez Rosjan, Krasuski został jednym z dwu sekretarzy ‒ obok Józefa Ada­mowicza ‒ zorganizowanego przez przedstawicieli burżuazji i inteligencji, z marginalnym udziałem kleru i robotników, Głównego Komitetu Obywatelskiego, którego celem było bie­żące zarządzanie miastem, pomoc dotkniętym wojenną biedą i bezrobociem oraz reprezen­towanie lokalnej społeczności wobec niemieckich władz okupacyjnych. W pierwszych wy­borach do rady miejskiej zarządzonych przez Niemców Krasuski uzyskał w styczniu 1917 r. mandat radnego z ramienia Polskiego Komitetu Wyborczego. W toku prac nad wprowadze­niem powszechnego obowiązku szkolnego w Łodzi Krasuski opowiadał się za kształceniem jedynie w języku polskim. We wrześniu 1917 r. obszernym memoriałem zainicjował powo­łanie Wydziału Statystycznego przy Zarządzie Miejskim w Łodzi, utworzonego 1 I 1918, któ­rego stał się członkiem. W 1917 r. uczestniczył w zawiązaniu Związku Miast Królestwa Pol­skiego. Był członkiem biura Komisji Windykacji Strat Wojennych w Tymczasowej Radzie Stanu działającej w okresie 14 I‒25 VIII 1917, powołanej przez państwa centralne na okupo­wanych ziemiach Królestwa Polskiego. Został jednym z przywódców Zjednoczenia Narodo­wego, konserwatywnego ugrupowania powstałego w Królestwie Polskim w 1915 r., w marcu 1937 r. zaś znalazł się wśród sygnatariuszy aktu erekcyjnego Obozu Zjednoczenia Narodowe­go. W dwudziestoleciu międzywojennym był nadal czynny na polu przemysłu łódzkiego jako dyrektor fabryki i sędzia handlowy (od lipca 1933 r.) oraz działacz zrzeszenia producentów przędzy bawełnianej, publikował także artykuły o tematyce gospodarczej (m.in. Zagadnie­nie katastracji we Włoszech, „Gazeta Przemysłu i Handlu Włókienniczego” 1937, nr 14). Był jednym z sekretarzy, utworzonego 6 IX 1939 w Łodzi w dniu ewakuacji Zarządu Miejskie­go wraz z prezydentem Janem Kwapińskim, Komitetu Obywatelskiego pod przewodnictwem bpa Kazimierza Tomczaka, będącego szeroką reprezentacją społeczności lokalnej wobec nie­mieckich władz okupacyjnych. Komitet działał do końca listopada 1939 r.

Poślubił w 1903 r. w Łodzi Jadwigę z d. Wścieklica, córkę Władysława Wścieklicy, właś­ciciela drukarni i współzałożyciela endeckiego dziennika „Rozwój” (wydawanego w Łodzi w l. 1897‒1931). Małżeństwo miało troje dzieci: Annę Marię Mieszkowską (1908‒1994), Stefana Eugeniusza (1904‒1987) i Janinę Jadwigę Jabłkowską (1905‒1984). Krasuski zmarł w styczniu 1944 r.; 27 I 1944 został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Filozofia kultury. Dorobek Krasuskiego związany z kulturą i literaturą nie jest obszerny i obejmuje zaledwie cztery lata jego aktywności (1913‒1916). Opublikował z tego zakre­su: Zagadnienia kultury (1913) ‒ obszerny esej poświęcony sytuacji kultury polskiej prze­łomu wieków na tle tendencji filozoficznych epoki, omówienie Głosów wśród nocy Stanisła­wa Brzozowskiego („Myśl Polska” 1914, z. 1) oraz broszurę Ideały i życie (1916) stanowiącą zapis odczytu, jaki autor wygłosił w łódzkim Towarzystwie Oświatowym „Wiedza”. Reflek­sje Krasuskiego są efektem wnikliwych przemyśleń filozoficznych oraz ‒ a może przede wszystkim ‒ fascynacji myślą Brzozowskiego. W Zagadnieniach kultury autor zbudował wy­wód świadczący tyleż o erudycji, co o dość swobodnym traktowaniu prezentowanych kon­cepcji filozoficznych począwszy od starożytności aż po czasy współczesne. Główną ideą Krasuskiego jest poszukiwanie impulsu do zmiany w myśleniu o kulturze u początku XX w.: porzucenie „jednostronnego racjonalizmu” i utylitaryzmu oraz „mechanistycznego trakto­wania działalności człowieka” na rzecz „indywidualnej woli i odpowiedzialności jednostki”, wbrew „dogmatyzmowi przyczynowości mechanicznej” i myśleniu o działalności człowieka w kategoriach jedynie przyrodniczych (tamże). Krasuski idzie tu ‒ w ślad za Brzozowskim ‒ drogą Georga Simmla, aczkolwiek nie czyni niemieckiego filozofa i teoretyka kultury posta­cią centralną wywodu. Swobodnie łączy ze sobą elementy koncepcji m.in. Charles-Bernarda Renouviera, Williama Jamesa, Henriego Bergsona, Friedricha Paulsena, by zwrócić uwagę „na istotę i znaczenie tych współczesnych prądów, których uświadomienie może i powin­no stać się podstawą prawdziwej kultury” (tamże). Chodzi mu przede wszystkim o to, „aby dziś każdy człowiek myślący mógł ze swego wnętrza wykrzesać taki pogląd na życie, któ­ry, odpowiadając jego istotnemu »ja«, stałby się jednocześnie podstawą dla jego kulturalno-narodowej twórczości” (tamże). Bliska jest Krasuskiemu koncepcja Wilhelma Wundta uj­mująca filozofię jako światopogląd jednostki; deklaruje zatem wprost, że „filozofia dzisiejsza musi stać się filozofią człowieka” (tamże), a nie wszechświata, jaką była wcześniej. Człowiek nie jest tylko istotą biologiczną, lecz „twórcą wartości”, „źródłem wszelkiej prawdy”, która ma wartość względną, a istota wszechbytu pozostaje niewyjaśniona. Autor jest przeciwni­kiem systemowości w myśleniu o społeczeństwie czy kulturze i ‒ podobnie jak Brzozowski ‒ monizmu naturalistycznego; kulturę rozumiał jako ludzką realność, autonomiczną wobec natury. Podstawowym pojęciem refleksji nad kulturą uczynił „życie”, które nazywał „dziedzi­ną realnej rzeczywistości”, „ciągłym uzewnętrznianiem się naszego istotnego »ja«” (tamże). „Świat ma dla nas znaczenie tylko takie, jakie mu sami nadajemy, i znaczenie to zmienia się wraz ze zmieniającymi się warunkami kultury, którą człowiek sam wytwarza” (tamże). Pisał, że „kultura nie jest żadnym stanem, żadnym status quo, lecz bezustannym dążeniem, czyn­nością, przejawiającą się w ciągłym współdziałaniu wszystkich dla wszystkich” (tamże). Per­spektywę kulturologiczną Krasuskiego Ryszard Nycz uznał za „najbardziej popularną w pol­skiej refleksji tego czasu”. Także Kazimierz Błeszyński, filozof i poeta, podkreślił w swojej recenzji Zagadnień kultury, że autor należy „duchowo do grupy kulturalnej, o filozofię wspar­tej w swym życiu umysłowym, a nie wyłącznie o naukę, ani przeważnie sztukę” („Krytyka” 1913, t. 40, z. 11). Dla Błeszyńskiego rozprawa Krasuskiego jest „kulturozoficzną książką popularną” (tamże).

Podobny charakter ma broszura Ideały i życie, w której Krasuski dokonał pobieżne­go przeglądu idei filozoficznych od starożytności po czasy współczesne, ponownie czyniąc najważniejszym pojęciem „życie” i konstatując, że „[p]rzez całe dzieje ludzkości przebija ów zasadniczy rytm, owe kolejno po sobie następujące okresy, w których raz ludzkość w dionizyjskim szale to życie potwierdza, to znów w apollińskim spokoju od niego się odwra­ca”. Przywoływał z aprobatą uwagi Brzozowskiego na temat formacji romantycznej, dystan­sował się od pozytywizmu „przeszczepionego z Zachodu na nasz grunt ręką niewprawnych i niepowołanych ogrodników”, literaturę Młodej Polski przedstawił jako świadectwo upad­ku polskiej kultury, zapis społecznej bezradności, apatii, braku nadziei, „istotny wyraz tra­gicznej, chorej duszy polskiej”, czego dowodzą jego zdaniem Ozimina Wacława Berenta i Ro­dzina Połanieckich Henryka Sienkiewicza ‒ „powieść wychowująca społeczeństwo w zaciszu indyferentyzmu” (Ideały i życie). Na tym tle Krasuski zaprezentował pokrótce, nie dokonu­jąc głębszej analizy, Wesele i Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego jako utwory oskarżycielskie, „rozpaczy bliski krzyk przestrogi”, niewnoszące jednak nowego postrzegania sztuki i jej społecznej roli. Tę nową wizję, „przeistoczenia psychiki narodowej: psychiki bezwładu i bier­ności na psychikę świadomej narodowej woli” (tamże), dostrzegł w wypowiedziach Brzo­zowskiego. Potwierdza to spostrzeżenie chronologicznie wcześniejsze, krótkie i dość po­wierzchowne omówienie Głosów wśród nocy.

Kulturologiczne i krytycznoliterackie prace Eugeniusza Krasuskiego są świadec­twem pozazawodowych poszukiwań intelektualnej formacji części inteligencji technicznej początku XX w., ale przede wszystkim świadczą o żywym zainteresowaniu autora, działa­cza gospodarczego, społecznego i politycznego, filozofią rozumianą jako niezbywalny ele­ment tożsamości jednostki oraz życia społeczności. Krasuski był bardziej obserwatorem niż uczestnikiem intelektualnego fermentu przełomu XIX i XX w., a jednak jego prace, realizują­ce swobodną formę nowoczesnego eseju, przekazywały aktywny stosunek do rzeczywistości.</document>
<document nplp_id="14413" title="Kraszewski Józef Ignacy" slug="kraszewski-jozef-ignacy">Pisarz, dziennikarz, krytyk literacki, historyk, historyk sztuki, publicysta, wydawca, malarz, rysownik, muzyk, kolekcjoner, działacz społeczny i polityczny, tłumacz. Pseudonimy i kryptonimy (wybrane): B.B.; Bogdan Bolesławita; Dr Omega; JIK; Kaniowa; Kleofas Fakund Pasternak.
Informacje biograficzne. Urodził się 28 VII 1812 w Warszawie w zajeździe przy ul. Aleksandria (obecnie ul. Kopernika, mieści się tu szpital dziecięcy) jako syn Jana Kraszewskiego h. Boleścic (1789–1864) i Zofii Malskiej h. Nałęcz (1791–1859). Matka szukała tam schronienia przed zawieruchą wojny rosyjsko-francuskiej. Miał młodsze rodzeństwo: siostry Joannę (zam. Moraczewską) i Annę (zam. Łuniewską, zm. 1853), braci Lucjana (1820–1892), malarza, fotografa, powstańca styczniowego, zesłańca, oraz Kajetana (1827–1896), literata. Przyszłego pisarza wychowały babka Anna Malska i prababka Konstancja z Morochowskich Nowomiejska, dzieciństwo spędził z nimi w Romanowie na Podlasiu (dziś siedziba muzeum pisarza), u rodziców w Dołhem bywał rzadko. Od 1822 r. uczył się w szkole w Białej Podlaskiej (zwanej Akademią Bialską), wtedy też zaczął pisać pierwsze wiersze i tłumaczyć bajki Jeana de La Fontaine’a, potem kształcił się w gimnazjum w Lublinie, następnie od 1827 r. w gimnazjum w Świsłoczy; tu rozpoczął systematyczne studia literackie pod kierunkiem profesora wymowy i literatury Alfonsa Walickiego. W 1829 r. podjął studia na Uniwersytecie Wileńskim, najpierw na wydziale lekarskim, następnie (mimo sprzeciwu ojca) literackim; do pracy literackiej zachęcał go Leon Borowski; przyszły pisarz uczył się też języków: arabskiego, greckiego, hebrajskiego, łacińskiego, rosyjskiego i starosłowiańskiego. Debiutował opowiadaniem Biografia sokalskiego organisty (1830). W grudniu 1830 r. wraz z grupą młodzieży został aresztowany za udział w studenckiej organizacji konspiracyjnej. Przebywał w więzieniu do marca 1832 r. Od grożącej mu branki do armii kaukaskiej uratowało go wstawiennictwo u generał-gubernatora Nikołaja Dołgorukowa ciotki ze strony ojca, Konstancji Dłuskiej, przełożonej wileńskich wizytek. Kraszewski żywił od tego czasu rezerwę do idei walki powstańczej. Po zwolnieniu z więzienia przebywał w Wilnie pod nadzorem policyjnym. Z powodów finansowych podjął się wtedy przekładu powieści Paula de Kocka Dom biały oraz opracowania dla Teofila Glücksberga słownika polsko-rosyjsko-francuskiego. Równocześnie pisał pierwsze powieści. W lipcu 1833 r. został zwolniony z nadzoru i na polecenie ojca powrócił do Dołhego, jednak nie chciał zająć się pracą gospodarską, trwając przy swoich zamiłowaniach (gromadził m.in. materiały do historii Wilna). W 1834 r. skatalogował bibliotekę Aurelego Urbanowskiego w Horodcu. Tam też poznał swoją przyszłą żonę, bratanicę prymasa i poety Jana Pawła Woronicza, Zofię Woroniczównę (1816–1890), z którą ożenił się w 1838 r., pokonując opór jej rodziny. W 1836 r. nawiązał długoletnią współpracę literacką z „Tygodnikiem Petersburskim”; jego głośny artykuł Jak się robią książki nowe z starych książek. Rzecz o kradzieży literackiej („Tygodnik Petersburski” 1837, nr 38) jest uważany za początek działalności publicystycznej pisarza. W 1836 r. Kraszewski wysłał na konkurs rozprawę o historii języka polskiego, pragnąc objąć katedrę literatury polskiej na uniwersytecie kijowskim. Konkurs wygrał, lecz z powodu odmowy wydania przez Dołgorukowa pozytywnej opinii senat uczelni cofnął propozycję współpracy. W 1837 r. wziął w dzierżawę wieś Omelno (pow. łucki na Wołyniu), gdzie osiedlił się wraz z żoną, następnie małżonkowie wyjechali razem do Warszawy; tu Kraszewski uczył się malarstwa u Bonawentury Dąbrowskiego i Januarego Suchodolskiego. W 1839 r. urodziła się jego ukochana pierworodna córka Konstancja (zam. Łozińska, zm. 1871), która zginęła tragicznie w podróży z wygnania, gdzie towarzyszyła zmarłemu mężowi, osierocając bliźniaków Józefa i Czesława oraz córkę Konstancję (1867–1944, zam. Staniszewską), pisarkę (wnuki wróciły same do Kraszewskich do Warszawy). Z początkiem 1840 r. Kraszewski osiadł z rodziną we wsi Gródek w zadłużonym majątku, który finalnie musiał sprzedać, prowadzenie gospodarstwa wcześniej scedował na żonę, będąc zajęty licznymi pracami literackimi i naukowymi. W tym samym roku zaczął wydawać czasopismo „Athenaeum”. W 1841 r. wziął udział w inicjującym powstanie koterii petersburskiej zjeździe w Cudnowie, z grupą tą był związany przez prawie rok. W 1843 r. odbył podróż do Odessy, gdzie został honorowym członkiem tamtejszego Towarzystwa Historii i Starożytności, a w 1846 r. – do Warszawy; w 1847 r. przez kilka miesięcy przebywał na kuracji w Druskiennikach. W 1848 r. kupił majątek Hubin. W 1851 r. Józef Kremer złożył wniosek o powołanie Kraszewskiego na profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale inicjatywa przepadła z powodu braku zgody ze stron władz rosyjskich. W 1853 r. pisarz przeniósł się do Żytomierza, gdzie chodziło do szkół czworo jego dzieci (oprócz najstarszej Kostusi: Jan, ur. 1841; Franciszek, ur. 1843; Augusta, ur. 1849), a on z kolei podjął pracę kuratora szkolnego, pełnił także funkcję dyrektora Teatru Żytomierskiego, dyrektora Klubu Szlacheckiego i prezesa Towarzystwa Dobroczynności. Propagował wśród miejscowej szlachty uwłaszczenie chłopów oraz idee demokratyczne rodem z zachodniej Europy, co nie przysporzyło mu przychylności wołyńskiej szlachty. W 1858 r. odbył podróż po Europie (Austria, Włochy, Francja, Niemcy); w wyniku zakulisowych działań ultramontanów został w Watykanie upomniany przez papieża Piusa IX za „niemoralny kierunek pism”. W 1861 r. rodzina Kraszewskich przeniosła się do Warszawy i zamieszkała w kupionym domu przy ul. Mokotowskiej. Kraszewski był wtedy redaktorem „Gazety Codziennej” (później pt. „Gazeta Polska”) Leopolda Kronenberga, podnosząc pismo na wysoki poziom i kilkunastokrotnie zwiększając liczbę prenumeratorów. Głosił potrzebę uprawiania kapitalistycznych form gospodarki rolniczej, inwestycji, uprzemysłowienia, rozwoju kolei, zrzeszeń handlowo--finansowych. Przy okazji dążył do gaszenia nastrojów powstańczych, w lutym 1861 r. wszedł w skład delegacji miejskiej, która miała utrzymać porządek w mieście. Jako krytyk polityki margrabiego Aleksandra Wielopolskiego pod koniec stycznia 1863 r., po wybuchu powstania, został zmuszony do opuszczenia Warszawy i wyjechał na emigrację do Drezna, pozostawiając w Warszawie żonę i młodszą córkę. W stolicy Saksonii zajął się pomocą dla uchodźców postyczniowych. Latem 1863 r. wyjechał z Drezna do Genewy, odbył też pieszą wycieczkę na Mont Blanc. W 1864 r. bezskutecznie (brak zgody władz rosyjskich) starał się o posadę profesora warszawskiej Szkoły Głównej. W 1865 r. podjął współpracę z lwowskim „Hasłem”, przesyłając do pisma Listy drezdeńskie i Listy z wygnania. W 1866 r. król Emanuel II odznaczył pisarza Krzyżem Kawalerskim Orderu świętych Maurycego i Łazarza za wspieranie zjednoczenia Włoch. W 1867 r. Kraszewski przebywał w Krakowie, wygłosił cztery odczyty o Dantem, podjął starania o objęcie katedry literatury polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim – zabiegi te zostały storpedowane przez krakowskich stańczyków, a katedrę w następnym roku dostał Stanisław Tarnowski, nie udało się też pisarzowi kupienie drukarni „Czasu”. W czasie tego pobytu w kraju otrzymał honorowe obywatelstwo Lwowa i odwiedził Wielkie Księstwo Poznańskie. W 1868 r. przyjął obywatelstwo saskie i w Dreźnie otworzył swoją drukarnię. Własnym nakładem wydawał czasopismo „Tydzień Polityczny, Naukowy, Literacki i Artystyczny”, którego szpalty głównie sam wypełniał. W 1871 r. wygłosił w Krakowie odczyt O postępie, wziął udział w kongresie archeologicznym w Bolonii, odwiedził Teofila Lenartowicza we Florencji, został też kawalerem Orderu Corona d’Italia. W 1872 r. z powodu nagonki ze strony ultramontanów zrezygnował z kandydowania na posła do parlamentu Wielkiej Rzeszy. Od 1873 r., wyczerpany fizycznie, poświęcił się wyłącznie pracy literackiej, rezygnując z działalności publicystycznej; w tym roku został także honorowym członkiem Czeskiej Akademii Umiejętności. Jest uważany za najpłodniejszego pisarza polskiego, a może nawet światowego, zadziwiającego szerokością i różnorodnością zainteresowań, wydał ok. 600 tomów, nie licząc prac redaktorskich, artykułów w czasopismach i olbrzymiej korespondencji prywatnej. W 1879 r. w Krakowie obchodził uroczyście jubileusz pięćdziesięciolecia pracy (mimo protestów stańczyków) – w liście do Adama Pługa z 24 X 1879 pisał: „Ale wierz mi, jubileusz ten, czy był pręgierzem, czy triumfem, to dla mnie rzecz nierozstrzygnięta”. W tym czasie kupił w Dreźnie willę przy Nordstrasse 31, w której zamieszkał wraz z gospodynią i jej córką Florą Heinitz – łączyły ich na pewno głębsze więzi emocjonalne. W 1881 r. uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Literackim w Wiedniu. W 1883 r. podczas drogi powrotnej z Paryża został aresztowany w hotelu w Berlinie pod zarzutem działalności wywiadowczej na rzecz Francji; pisarz w l. 1873–1881 współpracował z pobudek patriotycznych z wywiadem francuskim, zbierając informacje na temat nowego państwa niemieckiego. Sąd skazał go na trzy i pół roku twierdzy magdeburskiej, po 16 miesiącach ze względu na wiek i zły stan zdrowia (ataki apopleksji, rozedma płuc, bóle spowodowane prawdopodobnie nowotworem żołądka) urlopowano go i mógł wrócić do Drezna. Wkrótce potem udał się do Włoch, a później do Szwajcarii; był ścigany listem gończym, ponieważ nie wrócił do więzienia. Kraszewski zmarł 19 III 1887 w hotelu De la Paix w Genewie. Został pochowany 18 kwietnia tego roku w krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie, a jego pogrzeb miał charakter manifestacji narodowej.
Działalność krytycznoliteracka. Również na tym polu działalność Kraszewskiego jest bar­dzo obfita i dotychczas nie w pełni opracowana badawczo (w tym bibliograficznie i edytor­sko). Pisarz jest autorem wielu artykułów i rozpraw drukowanych w czasopismach, cyklów krytycznoliterackich (np. Nowe dzieła. (Nowe książki) w „Tygodniku Petersburskim” 1840– –1845 z przerw.; Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej” w tymże czasopiśmie w l. 1851–1859; Kronika zagraniczna w „Tygodniku Ilustrowanym” 1866–1887; Listy (z zagranicy) w „Kło­sach” 1867–1887; Listy z zagranicy w „Bluszczu” 1868–1887; Listy z Magdeburga, tamże 1844–1885; Literatura polska w „Dzienniku Poznańskim” 1867–1877; Listy z zakątka w „Bie­siadzie Literackiej” 1876–1885; Nowe książki w „Tygodniu” 1870–1871), książek o tematyce stricte krytycznej (Studia literackie, 1842; Nowe studia literackie, t. 1–2, 1843) i nowatorskich ujęć twórczości wybranych pisarzy, np. Dantego (Dante. Studia nad „Boską Komedią”, „Rocz­nik Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego” 1869, t. 5), Williama Shakespeare’a (wstęp do Dzieł dramatycznych, 1875) oraz Ignacego Krasickiego (Krasicki. Życie i dzieła. Kartka z dziejów literatury XVIII wieku, „Ateneum” 1878, t. 1–3), a także prac edytorskich poświę­conych m.in. Zygmuntowi Krasińskiemu i Kazimierzowi Brodzińskiemu. Kraszewski z peł­ną świadomością nie ograniczał się tylko do krytyki dzieł krajowych. Jak pisał Wacław Boro­wy: „Utrzymywał rodaków w łączności z życiem literackim innych krajów, budził w nich gust i zainteresowanie dla wielkich zjawisk współczesnej literatury europejskiej”. Warto przypo­minać niezwykłą intuicję pisarza, który jako jeden z pierwszych w Polsce rozpoznał wartości utworów Honoré de Balzaca, Stendhala, pisał bez ideologicznego zacietrzewienia o literatu­rze rosyjskiej (w „Athenaeum” w l. 1842–1845 drukował przekłady z N. Gogola i M. Lermon­towa). Był też autorem oryginalnych opinii m.in. o E.T.A. Hoffmannie: „Geniusz Hoffmanna zdaje się wpół pijany, wpół obłąkany, pół zapalony – pełen obrazów silnych, charakterystycz­nych, uderzających, czasem poczwarnych; ale jego poczwary są zajmujące: straszą i wabią…” (Rzut oka na ścieżkę, którą poszedłem (dat. 1 IV 1832), w: Dwa a dwa cztery, 1837), o Cypria­nie Norwidzie: „[…] jest niewyrozumiałym i ciemnym, bo zagadkowość to ma być znamię jeniuszu, a jasność dana jest tylko onemu pospolitemu tłumowi wulgaryzatorów, który służy jaśnie oświeconym wieszczom…” ([rec.] C. Norwid, „Rzecz o wolności słowa”, „Tydzień Po­lityczny, Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1870, nr 1). Zaskakiwał wykraczającą poza za­interesowania twórców jego pokolenia lekturą powieści Na wspak Joris-Karla Huysmansa: „Huysmans opowiada nam niezwykłe przypadki człowieka chorego. Sama już ta książka jest objawem newralgii” (Kronika zagraniczna, „Tygodnik Ilustrowany” 1884, nr 88). Można by mnożyć przykłady mających powiew świeżości wypowiedzi krytycznoliterackich Kraszew­skiego bez szansy wyczerpania tematu, warto natomiast podkreślić, że choć Kraszewski nie stworzył programu czy szkoły krytycznej, inicjował wiele dyskusji i polemik krytycznolite­rackich (np. na łamach „Tygodnika Petersburskiego”), inspirował zmiany, wskazywał nowe ciekawe zjawiska i nazwiska literackie, przejawiał też własną głęboką samoświadomość lite­racką (np. Rzut oka na ścieżkę…).
Definicje krytyki. W swoich pismach i utworach literackich Kraszewski często podejmo­wał temat krytyki literackiej i jej zadań. Zwracał uwagę na potrzebę profesjonalizacji kry­tyki, która zniwelowałaby niekorzystne zjawiska w tej dziedzinie: „Są jeszcze ludzie z rze­miosła krytycy, bez własnego zdania, bez myśli, bez sumienia, którzy tak piszą recenzje do okoliczności, jak buty do nogi, na zakaz, za pieniądze. W ich rozbiorach nie powoduje nimi ani roztrząśnienie rzeczy, ani własne przekonanie, ani wrażenie od książki odebrane – tyl­ko okoliczność” (O krytykach i krytyce, „Tygodnik Petersburski” 1838, nr 83). Piętnuje ano­nimowość, koteryjność krytyki i retorykę, która nadaje jej cechy agonu. Zadanie krytyki po­równuje do misji, posłannictwa, podkreśla przemijalność gustów i mód, w związku z czym postuluje też wstrzymanie się od arbitralnych sądów: „Krytyk powinien najsurowiej sądzić dzieło co do jego treści, ducha, charakteru, dążności, zajrzeć w jego wnętrzności i powie­dzieć, co z nich wywróżył. Smak stosuje się tylko do stylu, wyrobienia, pewnych szczegó­łów; smak jest w literaturze modą” (tamże). Zachęca do badania formy dzieła, ale najważ­niejsza w jego perspektywie jest myśl, idea utworu: „Daleko ważniejszym jest rozbiór gruntu dzieła, zasady, myśli, ducha, ten potrzebuje nauki, wprawy, zaparcia się wszelkich przesądów narodowych, czasowych, osobistych” (tamże). Można uznać, że pisarz pozostał wierny tym wskazaniom przez całe życie. W Powieści bez tytułu (1855) zwracał uwagę na niebezpieczeń­stwa krytyki koncentrującej się wyłącznie na formułowaniu ocen, w których łatwo jest prze­kroczyć granicę między sądem o dziele a sądem o jego autorze: „Krytyka zresztą w dziełach ludzkich jest najłatwiejszą z natury swojej – utwór człowieka musi mieć strony słabe i niedo­skonałe, wyszukać ich nietrudno, powiększyć i rozszerzyć nauczy trochę wprawy. Jeśli myśl dobra, bijesz na wykonanie, jeśli wykonanie ma wdzięk, pomysł może być mniej trafny; po­tem strona moralna przedmiotu, stanowisko autora w literaturze współczesnej, jego dążno­ści, charakter pism itp. dostarczają zarzutów bez końca”. W recenzji poezji Władysława Or­dona (W. Szansera) Kraszewski wplata wątek autotematyczny, ujawniając własną postawę krytycznoliteracką i dążenie do odkrycia indywidualności autorskiej pomiędzy śladami jego intertekstualnych uwikłań. Zauważając głębokie zależności Ordona od wzorców Alfreda de Musseta, Victora Hugo, Heinricha Heinego, Juliusza Słowackiego, ale też doceniając talent poety, wypowiada własny, warsztatowy dylemat krytyka: „Jakże tu teraz krytyce z tak zna­komitym talentem kłócić się, jak mu nie przyklasnąć? jak go nie upieścić? – A mimo najlep­szej chęci, trudno nie spytać – któż ty jesteś?” ([rec.] W. Ordon, „Poezje (E pur si muove)”, „Tydzień Polityczny, Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1870, nr 14).
Myśli o literaturze. Kraszewski niejednokrotnie czuł się zraniony czy urażony krytyką swo­ich dzieł, żywił jednak przekonanie, że coś, co jesteśmy skłonni uznać za wady utworu, wy­nika z jego kontekstowego osadzenia w intencjach i dyspozycjach autorskich. W powieści Zagadki (cz. 2, 1873) odnosi się do zarzutu, że jego powieści są tendencyjne, obracając go w autodiagnozę żywej obecności pisarza w sferze społecznych praktyk i dyskursów: „Tak, po­wieści moje są na nieszczęście tendencyjne. Z tego zarzutu trudno mi się tłumaczyć. Z pew­ną dumą odpowiem: Peccavi! Tak, powieści moje są na nieszczęście tendencyjne, bo ja dotąd żyję wiekiem moim, krajem i każde drgnienia przebiegające masy odbijają się we mnie”. Choć Kraszewski nie był obojętny na formalną stronę utworów literackich, na ich aspekt estetyczno-artystyczny, jego rozumienie literatury można w pewnym uproszczeniu sprowadzić do przekonania, że jest ona „głównym ogniskiem życia umysłowego” (Studia literackie). Pisarz zauważa jednak, że istnieje „dwojaki sposób doskonałego wcielania myśli; albo silnym uczu­ciem ich, które instynktowo drogę wskazuje, albo pojęciem warunków. W pierwszym nie ma, w drugim jest samopoznanie” (Literatura jako sztuka, w: Nowe studia literackie). Ten ostatni aspekt dzieła – stanowiący wyzwanie i dla twórcy, i dla krytyka – jest według niego przesłan­ką umożliwiającą rozumienie literatury jako integralnego związku formy i treści.
Uwrażliwienie Kraszewskiego na społeczny wymiar funkcjonowania literatury prze­jawiało się w jego pracach, których cechą szczególną było opisywanie dzieł historycznych w perspektywie współczesnych mechanizmów odbioru; np. Dantego postrzegał Kraszewski prezentystycznie jako poetę wygnańca opisującego kondycję bliską doświadczeniu twórców polskich na emigracji: „[…] nigdzie może Boska Komedia lepiej pojętą i ocenioną być nie mogła, jak u nas. Tymczasem u nas aż do XIX w. Dante pozostaje nam prawie zupełnie nie­znanym, i gdy inne narody jak wspólną własność chrześcijaństwa przyswajają sobie to arcy­dzieło, […] my ledwie się jeszcze uczymy imienia wieszcza” (Dante. Studia nad „Komedią Boską”, 1869). Taka lektura wypływa ze sformułowanego w latach 50. przekonania, że pi­sarz XIX w. funkcjonuje w świecie, w którym występuje przesyt literatury, dziennikarstwa, generalnie – słów, dlatego tak ważne zdaje się Kraszewskiemu połączenie słowa literackiego z dziedziną praxis: „[…] słowo niczym jest, jeśli nie jest czynem i jeśli mu czyn nie towarzy­szy, niczym, jeśli się nie zgadza z życiem, niczym, jeśli oderwane od niego i niemające z nim związku” (O powołaniu literackim, „Dziennik Literacki” 1856, nr 8–12). W bieżącej działal­ności recenzenckiej zwracał zatem uwagę na autentyczny związek dzieła z doświadczeniem pisarza; o Michale Bałuckim pisał np.: „Wszystko, co pisał, to widział własnymi oczyma, od­czuł, podpatrzył, świat jego powieściowy i dramatyczny to świat rzeczywisty odbity w jego duszy jak w zwierciadle” (Listy z zakątka, „Biesiada Literacka” 1884, nr 47).
Krytyka powieści. Za największe osiągnięcie Kraszewskiego, tytana polskiego powieściopisarstwa, można uznać jego wypowiedzi krytycznoliterackie na temat tego gatunku. Wy­kazywał się w tym zakresie wielką intuicją co do jego linii rozwojowych, wpisując przy tym dyskusje o powieści w bieżące dyskursy historyczne i społeczne. Zauważał, że romans „tak niespodzianie zajął znaczące w literaturze XIX wieku miejsce, najuboższy dawniej i pogar­dzony”, domaga się od krytyków zdiagnozowania przyczyn jego popularności (Przeszłość i przyszłość romansu, „Tygodnik Petersburski” 1838, nr 29–30). Zdaniem Kraszewskiego przyszłość tego gatunku, jego ikoniczność w kulturze połowy XIX w., wiąże się z dążeniem powieści do odtwarzania, wchłaniania świata przez bohaterów z całym bogactwem bodźców, detali i pogłosów idei. Powieść, gatunek demokratyczny i egalitarny, staje się zatem „poetycz­ną encyklopedią w miniaturze” (tamże). W ocenie współczesnej literatury francuskiej na­wiązuje pośrednio do wystąpienia Michała Grabowskiego z 1837 r. i jego krytyki „literatury szalonej”. Nie jest jednak tak jak poprzednik niechętny zjawisku, traktuje je jako punkt od­niesienia w rozwoju nowoczesnej powieści polskiej. Wskazuje potrzebę porzucenia tenden­cji dydaktycznych, a za to „braterstwa z poezją” w utworach operujących poetyką realizmu (tamże). W rozprawie O polskich romansopisarzach („Wizerunki i Roztrząsania Naukowe” 1836, t. 11) twierdzi, że twórca powieści powinien przedstawiać w utworze obraz pochodzą­cy z „mikroskopowej flamandzkiej źrenicy”. Nie jest jednak zwolennikiem niewolniczego, naturalistycznego kopiowania rzeczywistości. W przedmowie do własnej powieści Kome­dianci (1851) przywołuje koncepcję Stendhala mówiącą, że powieść powinna być „zwier­ciadłem przechadzającym się po gościńcu”, dodaje przy tym, że „zwierciadło wypukłym lub wklęsłym być może, jeśli sztuka wymaga tego”, poświadczając prymat fikcjonalności dzieła.
Pisarz poświęca też uwagę poetyce powieści historycznej, koncentrując się na wątku na­śladownictwa i oryginalności w jej sposobie przedstawiania materii historycznej. Polemizując niejednokrotnie z Grabowskim jako propagatorem twórczości Waltera Scotta, piętnuje swo­bodny i niepoparty studiami stosunek do materii historycznej. W artykule Słówko o prawdzie w romansie historycznym (w: Nowe studia literackie) widać ewolucję stanowiska Kraszewskie­go; pisarz oddziela prawdę artystyczną od prawdy historycznej, dając prawo artyście do ko­rzystania z fikcji. W Obrazach przeszłości („Dziennik Literacki” 1856, nr 13–16) konstatuje dążenie twórców do „samoistności”, która staje się tylko iluzją: „Zawsze to przymiot nie naby­ty, trudny i rzadki, dar Boży, nic sprawa ludzka, ta niepościgniona oryginalność. Dziś ta tylko różnica, że zamiast Wirgiliusza i Horacego naśladują Szekspira, Goethego, Mickiewicza, a da­lej Soplicę i jego autora, a dalej pierwszego z brzegu, kto do smaku przypadł” (tamże). Kra­szewski niejednokrotnie formułuje przekonanie, że odkrycie wzoru, reguł organizacji dzie­ła, jest tylko kwestią czasowego dystansu, z którego krytyk ocenia wytwór sztuki literackiej. 
Twórczy eklektyzm. Kraszewski jako pisarz kierował się maksymą nulla dies sine linea – nie ma dnia bez napisania linijki. Czytanie było pracą równoległą, angażującą, uzależniającą. Jako krytyk śledził wydawnicze nowinki, zapoznawał z nimi swoich czytelników, będąc w ciągłym ruchu intelektualnym, stąd jego twórczość krytycznoliteracka, dążąca do precyzyjnych sformu­łowań, wielostronnych ujęć, stroni od krańcowości koncepcji. Nie zawsze znajdował w związku z tym zrozumienie i przychylność. Piotr Chmielowski szukał konsekwentnej ciągłości wątków i ocen w pracach autora Starej baśni, jednak przy takiej ich obfitości, rozległości tematycznej, a wreszcie długodystansowości praktyki nie wydaje się to trafne. „Kraszewski, zaplątawszy się w taką siatkę rozumowania, już z niej wybrnąć nie potrafił i nie dowiódł tego, czego dowieść zamierzył lubo wypowiedział kilka zdań całkiem słusznych” – podsumował Chmielowski me­andry dyskursu Kraszewskiego (wstęp do edycji Studiów i szkiców literackich, 1894). Zdanie to mówi sporo o oczekiwaniach komentatora, o potrzebie, by autorytet Kraszewskiego wsparł jego koncepcję rozwoju powieści polskiej. Tymczasem Kraszewski traktował pisarstwo kry­tycznoliterackie jako swojego rodzaju wyprzedzanie rozwoju literatury, sondowanie jej moż­liwości, zadawanie pytań. Tradycyjnej krytyce zarzucał, że „nie idzie nigdy równym krokiem z całym ruchem umysłowym, z literaturą, ona się wlecze za nią, ciągniona przez nią, wlecze się powolnie” (Sąd krytyki i sąd czytelników, w: Nowe studia literackie), sam miał inne ambi­cje: chciał nadążać, pisać/ czytać więcej i szybciej (z wszystkimi wadami i zaletami tego podej­ścia). Stanisław Kozłowski zauważał, że Kraszewski, przeszedłszy wszystkie fazy „estetycznego rozwoju” (związane przede wszystkim z rozumieniem kategorii prawdy i realizmu w powie­ści), osiąga w tym względzie dojrzałość, odkrywając, że „natura i życie to tylko surowy mate­riał, który pod działaniem żaru wyobraźni i siły uczucia winien aż do rdzenia ulec gruntow­nym zmianom, aby mogło z niego powstać dzieło sztuki” („Biblioteka Warszawska” 1895, t. 2). Pisząc o literaturze językiem pełnym metafor i paradoksów, nie stroniąc od dygresji i ukazywa­nia autotematycznego zaplecza własnej praktyki, ujawniania krytycznego „ja”, Kraszewski na- daje tej dziedzinie twórczości walor samopoznania. Jak pisał Tadeusz Różewicz, autor Szalo­nej był „pracowity i mądry. Znał swoją wartość i swoje miejsce w literaturze polskiej. Daj, Boże, naszym literatom tyle samowiedzy”. Czytając wypowiedzi krytycznoliterackie Kraszewskiego, warto uwzględniać to, że obejmują one dzieje literatury od lat 30. po lata 80. XIX w., że towa­rzyszy im wszechstronna działalność artystyczna stanowiąca niekiedy próbę aplikacji sformu­łowanych na polu krytyki tez. Niedogmatyczność sądów, wrażliwość na migotliwości znaczeń dzieła i jego osadzenie w różnorodnych kontekstach (artystycznych, społecznych, etycznych) stają się cechami wyróżniającymi jego pisarstwo krytycznoliterackie.</document>
<document nplp_id="14414" title="Kremer Józef" slug="kremer-jozef">Filozof, estetyk, historyk sztuki, logik. Pseudonimy i kryptonimy: J. Kr.-r.; J. Kr…r.; Józef z Krakowa; St. Kre…

Informacje biograficzne. Urodził się 22 II 1806 w Krakowie jako siódme dziecko Josepha Krämera (1769–1848), który przybył do Krakowa z Opawy na Śląsku austriackim, i Marii Anny z Erbów (1769–1828) pochodzącej z rodziny mieszczańskiej z Karlsbadu. Lata dziecię­ce i wczesna młodość przyszłego filozofa upłynęły w dostatku w domu rodzinnym. Najpierw mówiono w nim po niemiecku, ale rodzina szybko asymilowała się. Józef Kremer jako dziecko słabego zdrowia odbierał nauki początkowe w domu, a później uczęszczał do polskojęzycz­nego Liceum św. Anny, gdzie uzyskał formację w duchu patriotyzmu polskiego. W l. 1823– –1828 studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Słuchał m.in. wykładów Józefa Emanuela Jankowskiego, Jana Śniadeckiego, w tym czasie zwalczającego filozofię Immanuela Kanta, Jerzego Samuela Bandkiego i Pawła Czajkowskiego. Kremer, obdarzony sa­modzielnym i refleksyjnym umysłem, podejmował często dyskusję z kolegami, broniąc poglądów Kanta, które – zdaniem Struvego – doprowadziły go z czasem do heglizmu. Z po­wodu dążenia do podporządkowywania uczelni władzom zaborczym Joseph Krämer wysłał synów na studia zagraniczne. W Berlinie Józef przez rok słuchał wykładów Georga Wilhelma Friedricha Hegla, przyswajając sobie zasady idealizmu i dialektyki. Uczęszczał też na wykła­dy Friedricha Daniela Schleiermachera, które mogły wpłynąć na podtrzymanie w młodym człowieku – wbrew racjonalizmowi Hegla – głębokiego poczucia religijnego. W Berlinie ze­tknął się także z Carlem Ritterem, twórcą geografii porównawczej, oraz Eduardem Gansem i Friedrichem Carlem von Savigny reprezentującymi przeciwstawne podejście do prawa (for­malne, filozoficzne – i historyczne). W Heidelbergu Kremer prowadził studia nad Kodeksem Napoleona pod okiem znanego prawnika Antona Friedricha Justusa Thibauta. W Berlinie poznał studiującego tam Karola Libelta; podczas pobytu w Niemczech udał się do Weimaru i został przychylnie przyjęty przez Johanna Wolfganga Goethego. Zaopatrzony w listy pole­cające z Berlina i Heidelbergu, udał się jesienią 1829 r. przez Schwarzwald i Alpy Szwajcar­skie do Paryża, gdzie uczęszczał na wykłady z ekonomii politycznej u Jean-Baptiste’a Saya, historii powszechnej u François Guizota, filozofii u Victora Cousina oraz u Abla François Villemaina ukazującego powiązanie literatury i estetyki z rozwojem umysłowym i społecz­nym danego czasu. Zetknął się również z saintsimonistami, których poglądy zrobiły na nim początkowo ogromne wrażenie, lecz – m.in. pod wpływem przyjaciela Romualda Hubego – zostały odrzucone. Po powrocie do Krakowa Kremer uzyskał na UJ tytuł doktora obojga praw na podstawie osiągnięć z Heildelbergu. Wybuch powstania listopadowego zastał go w Londy­nie, skąd pospieszył do Warszawy i jako artylerzysta wziął udział w bitwie pod Grochowem, w której został ranny. Po zajęciu Warszawy i kapitulacji Modlina wrócił do rodzinnego mia­sta. Pobyt w Królestwie Kongresowym wspominał potem jako wyprawę do świata swobod­nej myśli i wolności, który przeciwstawiał zachowawczemu środowisku mieszkańców Krako­wa. Jako uczestnik powstania przez kilka lat nie mógł uzyskać posady państwowej w Galicji, podjął więc pracę guwernera u Tadeusza Skrzyńskiego w Zagórzanach pod Gorlicami, łą­cząc ją z pasją naukową. W l. 1835–1836 ogłosił w „Kwartalniku Naukowym” Rys filozoficzny umiejętności. Zaprzyjaźnił się z Wincentym Polem. W 1837 r. wrócił do Krakowa, gdzie objął po Ludwiku Królikowskim zakład wychowawczy dla chłopców przygotowujący do egzami­nów w publicznym gimnazjum. Przekształciwszy go w nowoczesną placówkę, nauczał w nim o architekturze, o stylu języka polskiego, prowadził kursy historii literatur starożytnych (in­dyjskiej, perskiej i hebrajskiej), historii powszechnej i geografii. W 1837 r. został przyjęty do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, gdzie wygłaszał odczyty, w tym samym roku opu­blikował w formie książkowej Zasady fenomenologii ducha, które uznano za pierwsze na zie­miach polskich wprowadzenie do filozofii Hegla. W 1844 r. ożenił się z Marią Mączyńską (1824–1897), z którą miał troje dzieci: Helenę (1846–1921, zam. Rydel), Józefa (1848–1906) i Marię (1854–1883, zam. Smolka). W 1847 r. objął na UJ jedyną wówczas w Polsce katedrę filozofii i uzyskał doktorat z filozofii na podstawie rozprawy Wykład systematyczny filozofii. Wykładał filozofię (grecką i nowożytną), a także etykę i logikę, przez krótki okres również psychologię i pedagogikę, traktując je wszystkie jako organiczną całość. W l. 1865–1866 był dziekanem Wydziału Filozofii, a w l. 1870–1871 rektorem UJ. Należał do Towarzystwa Przy­jaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, Towarzystwa Archeologicznego w Wilnie, Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, Towarzys­twa Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Szczególną rolę odegrały jego wykłady z estetyki, prowa­dzone równolegle w Szkole Sztuk Pięknych, poświęcone m.in. fantazji twórczej, rozwojo­wi idei piękna oraz oddziaływaniu na siebie różnych sztuk. Wielką poczytność zyskały Listy z Krakowa, przystępnie ujmujące zagadnienia poznania estetycznego. W 1859 r. Kremer od­był podróż do Warszawy, gdzie przyjmowano go z wielkim uznaniem i próbowano nakłonić do związania się z tworzącą się Szkołą Główną, do czego jednak nie doszło. Podczas długiej kariery uniwersyteckiej zaskarbił sobie wdzięczność studentów i współpracowników, zy­skawszy opinię wykładowcy oddanego pracy dydaktycznej i pedagogicznej, otaczającego stu­dentów opieką duchową i materialną, odznaczającego się uczciwością, skromnością i wielko­dusznością, dbającego o rozwój moralny, posługującego się wyszukanym i ozdobnym stylem wymowy. Kremer zmarł 2 VI 1875 w Krakowie.

Estetyka w myśli Kremera. Estetyka stanowi jedną z głównych osi zainteresowań Kremera. Stanisław Borzym przyznaje mu pozycję pioniera systematycznych badań w tej dziedzinie w Polsce porównywalną z pozycją Friedricha Theodora Vischera na gruncie niemieckim. Za­znacza się to już w pierwszym tomie Listów z Krakowa (powst. 1841–1842, wyd. 1843) oraz w studium o Dziewicy Orleańskiej Friedricha Schillera („Dwutygodnik Literacki” 1844, nr 7–11) wystawionej w 1844 r. na scenie krakowskiej. Wiedzę o twórczości artystycznej Kremer czerpał z piśmiennictwa podróżniczego, z prac naukowych, ale także z własnego do­świadczenia – z odbytej w 1852 r. podróży do Włoch (Podróż do Włoch, t. 1–5, 1859–1864). Badacze zauważają, że ujmując dzieje sztuki, Kremer używa formalnego układu triadycznego Hegla, ale przekształca go w kierunku swojej nauki o duchowości i osobie ludzkiej oraz bo­skiej. Egipt i Indie stanowią okres pierwszy, symboliczny, w którym forma zmysłowa przewa­ża nad treścią, Grecja stanowi okres zjednoczenia ducha i materii (bez rozdwojenia) oraz do­skonałe odzwierciedlenie osoby ludzkiej, która zyskuje postać boską. Kultura grecka, bardzo wysoko ceniona przez Kremera, w pewnych swych aspektach przeczuwała zatem chrześci­jaństwo, w którym – dzięki objawieniu – ludzkość dochodzi do mądrości w idei osobowego Boga i osoby ludzkiej. Piękno, ideał sztuki greckiej, jest tu zastąpiony nowymi ideami ducha i nieskończoności. Kultura indyjska jest naznaczona panteizmem i barbarzyńskimi obyczaja­mi. W kulturze starożytnego Egiptu intrygują filozofa mity dotyczące Ozyrysa. W Podróży do Włoch w zwiedzanych krajach poszukuje śladów osób znanych z historii i miejsc opisanych w literaturze. Wywód Kremera cechuje bystrość i niezależność obserwacji przechodzącej nie­kiedy od szczegółu do nowatorsko i trafnie ujętego uogólnienia.

W myśli Kremera o sztuce łączą się różne wątki występujące w kulturze jego czasów: wiedza o sztuce, idealizm niemiecki, filozofia romantyczna, z której wydobywa pierwiast­ki platońskie i neoplatońskie, postulaty oparcia poznania na bezpośrednim doświadczeniu, którym okazuje się także poznanie estetyczne rozumiane jako hermeneutyczne obcowanie z dziełami sztuki, ale – na sposób już pozytywistyczny – ujmowane w ich naturalnym kon­tekście społecznym i kulturowym. Spekulatywizm i totalistyczny rozmach koncepcji Hegla Kremer łączy ze znajomością myśli Friedricha W.J. Schleiermachera, od którego bierze eksta­tyczne ujęcie doświadczenia religijnego, i koncepcji Friedricha Schellinga, u którego znajdu­je ujęcie dzieła sztuki jako połączenia skończoności i nieskończoności. Kremer sytuuje swoje rozumienie sztuki niekiedy opozycyjnie względem rozpowszechnionego myślenia roman­tycznego. W pierwszym tomie Listów z Krakowa poświęca List VI odparciu tezy, wedle któ­rej źródłem sztuki jest uczucie. Podkreśla, że stanowi je natchnienie, a pierwotna jest wizja,

do której potrzeba wyobraźni. Kremer łączy zatem sztukę z objawieniem prawdy, którą rozu­mie jako prawdę duchową: odsłonięcie nieskończonej i boskiej natury człowieka oraz przy­rody. Tym samym nadaje sztuce wysoką rangę w poznaniu ludzkim, a estetyce ważną pozy­cję w filozofii. Właściwym źródłem sztuki jest szczególnie rozumiane doświadczenie, które należy określić jako wewnętrzne. W doświadczeniu tym są rozpoznawane także własności duszy i Boga, co w pewnych aspektach wiąże doświadczenie estetyczne ze swoiście rozu­mianym doświadczeniem religijnym. Oba doświadczenia pojawiają się w kontekście poszu­kiwania prawdy o bycie.

Listy z Krakowa. Listy z Krakowa są uważane za najważniejszą pracę Kremera w dziedzinie estetyki i krytyki sztuki. Zostały skomponowane jako listy do przyjaciela, który pragnie zdo­być wiedzę o jak najszerszym obszarze rzeczywistości: „Wypadało mi tedy taką znaleźć treść dla pracy mojej, która by w jednym wspólnym środku zebrała całą czynność ludzką i była niby ostatecznym wypadkiem i summą życia naszego tak duchowego, jak materialnego; a ta­kowym przedmiotem są, wedle mego zdania, sztuki piękne. W nich zjawiają się jakby kwia­tem wszystkie pierwiastki żyjące i pracujące od wieków w duszy człowieka, w nich obaczysz na oczy wszystką treść człowieka, ale oblaną wdziękiem nadświatnym” (List I). Zwracając się do przyjaciela, Kremer przedstawia dzieło sztuki jako przedmiot, który „będąc ślubem mię­dzy niebem a ziemią, duchem i materią, ma dwie strony, które zarazem przemawiają i do zmysłów twoich, i do wiekuistego ducha” (tamże). To, co niebiańskie i duchowe, jest nieskoń­czone. Przemawia do każdego człowieka, ponieważ jest on jako istota duchowa obdarzo­ny zdolnością do ujęcia duchowości i nieskończoności. Zestawiając religię i sztukę w odnie­sieniu do zagadnienia ujawniania nieskończoności, Kremer pisze: „Obie z nieskończoności człowieka płyną, obie nam nieskończoność przed duszę stawiają, ale każda w innej formie, każda w swoim sposobie. Nieskończoność, rodząca się ze sztuki pięknej, gaśnie obok onej, która świeci w majestacie wiary. Bo gdy w sztuce nieskończoność istoty naszej wyjawia się w formie zmysłowej, a zatem w formie zewnętrznej, odwrotnie – religia porzuca fizyczność i cały świat zewnętrzny, a zwraca się do wewnętrznych głębin człowieka, uderza w bezcieles­ną jego istotę i w najskrytszych duszy tajnikach zapala nieskończoności ogień. […] w sztuce duch objawia nieskończoność swoją, wcielając się w zewnętrzne zmysłowe formy, a w religii zaś duch z zewnętrznego świata cofa się w siebie i w sobie obchodzi nabożeństwo i uroczy­stość nieskończonej swej istoty” (tamże).

Opisując akt twórczy, Kremer przywołuje znaną od renesansu odpowiedniość makro- kosmosu i mikrokosmosu: wielkiemu twórcy świat ukazuje się jako rozwinięcie jego wnętrza, a precyzyjniej: ukazuje się jako „uwidomiona symbolika wnętrza”. Rozpoznawanie samego siebie w świecie zewnętrznym jest zatem znajdywaniem odpowiedniości między tym, co nie ma materialnego kształtu, danym w doświadczeniu wewnętrznym, a materialnością świa­ta. W tym układzie pojęć poznawanie świata jest typem samopoznania, rozpoznawaniem się ducha, ale zarazem i poznawaniem boskiej istoty. Analogiczna konstrukcja myślowa pojawia się u Hegla i Bronisława Trentowskiego. Jednak – inaczej niż u nich – u Kremera owo rozpo­znawanie się ducha w świecie nie jest dochodzeniem Ducha absolutnego do pełni poznania, nie jest też samopoznaniem się Boga. W myśli Kremera schodzą się różne ujęcia, odsłaniając źródła platońskie i neoplatońskie, przewodzone przez bardzo stare koncepcje natura naturans, wchodzące w filiacje z dialektycznym ujęciem sztuki przez Schellinga i Hegla oraz z aktywistycznym ujęciem poznania duchowego typowym dla romantyzmu. Godny uwagi jest płomienny fragment poświęcony przeistaczaniu zmysłowego przedmiotu w dzieło sztuki.

Jest on „uchwycony przez wiekuiste potęgi ducha”, „zanurzony w jego tajnicach”. Władzę, która powołuje ten przedmiot do istnienia, Kremer nazywa fantazją, a stan, w którym owa kreacja jest możliwa, utożsamia z natchnieniem. One to zastępują mimetyczną działalność umysłu. Ujmowany w fantazji twórczej przedmiot ulega przekształceniu, „zmiera śmiercią” (List XI), po czym objawia się ponownie już w promiennej treści. Śmierć i zmartwychwstanie owego przedmiotu są opisane analogicznie do śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, któ­ry zmarł, aby objawić się w sobie właściwej, promiennej postaci. Tak czy inaczej, nawet tyl­ko symbolicznie, Kremer łączy proces twórczy ze śmiercią. Jest to jakby niszczenie i odradza­nie w duchu tych samych rzeczy, lecz już rozpoznanych przez wewnętrzną boskość, ponowne stwarzanie świata, przemienionego, idealnego, takiego, jakim mógł być w raju przed skala­niem grzechem. Przemieniony przedmiot ujawnia swoją istotę w interpretacji symbolicznej. Wielokrotnie Kremer pisze o „nadświatnym państwie”, przypominającym zarówno „państwo idei” Platona, jak i chrześcijańskie niebo, lecz – podobnie jak Platon – mówi o nim wyłącznie w przypowieściach i reinterpretacjach mitów.

Istotę poznania estetycznego, a zarazem poznania w ogóle, Kremer ukazuje w interpre­tacji mitu o Erosie i Psyche. Najpiękniejsza z dziewic porywana jest do nieba przez tajemni­czego kochanka, który nie pozwala się widzieć, lecz z którym doznaje nieziemskich rozko­szy. Gdy podmówiona przez siostry spogląda na swego boskiego kochanka, Eros odchodzi, pozostawiając ją w rozpaczy i cierpieniu, ona jednak uzyskuje skrzydła i zostaje przemienio­na w duszę (List XII). Kremer objaśnia akt twórczy jako akt miłości do tego, co niebiańskie, jako nawiedzenie artysty przez gościa z Olimpu, który „roztworzy mu oczy, by przewidział” i ujrzał „myśl wiekuistą ukrytą we wszech jestestwach” i „zrodził ją na jaw w widomej posta­ci piękności” (List XII). Istota poznania prawdy zasadza się na tym, że jest ono analogiczne do ekstatycznego połączenia się dwojga, zjednoczenia. Nie ma tu mowy o ujmowaniu praw­dy za pomocą zmysłów lub umysłu – między poznającym a poznawanym nie ma żadnej kon­strukcji myślowej. Prawda nie jest tu odpowiedniością sądu względem bytu, nie jest – jak u Arystotelesa – relacją czegokolwiek do czegokolwiek. Prawda jako byt jest ujmowana bez­pośrednio, lecz w zjednoczeniu elementów przeciwstawnych. Kremer wyraża ten moment za pomocą języka symbolu, który zdaniem Goethego i Schellinga – w przeciwieństwie do języka pojęciowego – miał moc uobecniania. Poznanie polega tu na zbliżaniu się do istoty tego, co poznawane, na upodobnieniu. Dzięki miłości Erosa, którą potrafi odwzajemnić, odkupiwszy grzech pragnienia poznania boga twarzą w twarz, Psyche zostaje podniesiona na Olimp, zy­skuje nieśmiertelność. Kochając Erosa, staje się miłością. Kochając boga, stopniowo podno­si się do boga. Wielbiąc nieśmiertelnego, sama staje się nieśmiertelna. Cena tak osiągniętego poznania jest bardzo wysoka. Sztuka rodzi się z umiłowania piękna, z podążania do boskości, z ekstatycznego łączenia się z nieskończonością, ale też z poddania się okrutnej zewnętrz­nej sile. Erosa, sprawcę sztuki, Kremer przedstawia jako istotę straszliwą. Nie należy ani do świata bogów, ani do świata ludzi. W jego najściu jest i rozkosz, i męka. Jest piękny, ale i nisz­czycielski. Daje moc, ale za cenę wyrzeczenia się ciała i rozumu. Zsyła twórczość, ale za cenę śmierci. Połączenie pierwiastka ludzkiego i boskiego, mimo pokrewieństwa duszy z Bogiem, bywa przedstawiane jako łączenie ze sobą przeciwieństw. Prawda bowiem – tu w myśleniu Kremera pojawia się rys dialektyczny – może ujawniać się w postaci, którą nazywa on „koli­zją”, i wyraźnie łączy ją z konfliktem tragicznym rozumianym tak jak u Hegla. Chociaż praw­da jest jedna i niepodzielna, powszechna i wieczna, w sercu ludzkim rozpada się na prawdy cząstkowe, podobnie jak światło białe rozdziela się w pryzmacie. W tragedii jednolita prawda rozbija się na wiele prawd, z których żadna nie jest pełna. Bohaterowie, którzy są nośnikami tych prawd, giną, ponieważ nie mogą ująć i rozpoznać prawdy wiecznej. Kremer analizuje pod tym kątem Romea i Julię Williama Shakespeare’a. Widzi tam wielość rozmaitych prawd: miłość, prawo rodziny do budowania własnej potęgi, rozum zimny (ojciec Lorenzo), prawo do miłości zmysłowej (reprezentuje tę rację mamka Julii), troskę o rząd publiczny (Książę Werony), odwagę i ślepą nienawiść (Tybald) (List X).

Kwestia języka. Kremer poszukuje języka, którym mógłby mówić o sztuce i literaturze. Ma być on zdolny do opisu całości rzeczywistości we wszystkich jej przejawach, ujawniać naturę człowieka: nieskończoną i boską, a zarazem pokazywać miejsce człowieka w przyro­dzie i historii. Przyroda pojmowana jest jako duchowa, lecz nie samoświadoma. Jej osnową jest boskość i nieskończoność, przymioty Boga, który ją stworzył i który nadał jej swoje ce­chy. W tym układzie myśli ujęcie rzeczywistości w sztuce – bezpośrednio jako ucieleśnione­go ideału, bez pomocy pojęć – staje się modelem wszelkiego poznania. Dlatego estetyka jest wyniesiona na szczyt wszystkich dzieł ludzkich, wszakże nie estetyka jako taka, ale estety­ka rozumiana jako wiedza o poznaniu estetycznym, w istocie rozumianym jako najdosko­nalsze poznanie i jako ekstatyczne przeżycie religijne, podobne zjednoczeniu mistycznemu. Zwłaszcza chwila tworzenia jest tym momentem, na który pada akcent. Ale i odbiór dzie­ła sztuki, powtarzający w pewnym stopniu akt twórczy, przynosi poznanie i przeżycie pięk­na na mocy podobieństwa do aktu twórczego. Tworzenie i przeżywanie dzieła literackiego Kremer ujmuje językiem literackim, symbolicznym. Jest to raczej udostępnianie tego przeży­cia, jego ekwiwalent. Wprowadza minimalną liczbę pojęć, takich jak: duch, mistrz, zmieranie śmiercią, sytuacja, kolizja, patos, tragedia. Słowa te służą niekiedy także opisowi zacho­wań i przeżyć ludzkich poza dziełem sztuki. Nie mamy tu do czynienia z tworzeniem języka, który by ujmował rzeczywistość sztuki jako odrębną – przeciwnie – obserwuje się stale wta­pianie sztuki w różne zjawiska życia. Sztuka stanowi wymiar życia, przeżycie estetyczne jest stale możliwe: w ujęciu przyrody, pejzażu, odczucia. Nade wszystko zaś nie mamy tu dążno­ści do konstrukcji pojęć. Pojęcia oddalają bowiem od przedmiotu, który powinien być uję­ty bezpośrednio.

Nieskończoność i fantazja. Kremer rozumie sztukę jako poznanie nieskończoności i jako efekt oddziaływania natchnienia. Natchnienie interpretuje po platońsku – jako kontakt z wiecznym światem idei. Tylko sztuka sięga do owego „nadświatnego” państwa – dlate­go tylko ona ucieleśnia Prawdę. Jednak prawda owa, zgodnie z myśleniem Schleiermachera i Schellinga, jest także złożona we wnętrzu człowieka. Zadaniem twórcy staje się ukształ­towanie mocą fantazji takiego przedmiotu, który – mając materialną postać – ujawnia to, co nieskończone, tworząc zarazem połączenie dwóch odrębnych, lecz odpowiadających sobie światów: zewnętrznego i wewnętrznego. Fantazja jest zatem pewną dyspozycją wewnętrz­ną do rozpoznawania i odtwarzania nieskończoności i boskości, wynika z nieskończoności i jest odzwierciedleniem boskiej potęgi twórczej. Mówiąc metaforycznie – fantazja to całość potencjału twórczego człowieka, ale tylko takiego potencjału, który prowadzi do rozpozna­nia prawdy, warunek jej rozpoznania stanowi zaś podobieństwo poznającego podmiotu do wiecznej Prawdy – do Boga. Warunkiem poznania jest wewnętrzna doskonałość podmiotu poznającego. Piękna dusza, bliska w swej nieskalanej naturze Bogu, jest w naturalny sposób twórcza, bo widzi Prawdę jako sobie podobną. Poznanie jest zatem utożsamione z pozna­niem wewnętrznym, polega na wydobyciu na jaw tego, co jest ukrytą istotą człowieka: jego nieskończoności. Takie poznanie można uważać za pewien typ ekspresji, jednak zupełnie inny niż prosta ekspresja uczuć. Poznanie to dociera zarazem do wiecznego Piękna, albo­wiem Prawda jest Pięknem. Jest ono dostępne tylko człowiekowi szlachetnemu, tylko on ma bowiem zdolność do ujawnienia wiecznej Prawdy Boga, który jest dobry. Estetyka stanowi dla Kremera nie tylko naukę o Pięknie, ale i naukę o Prawdzie. W akcie twórczym jest nie tyle odzwierciedlenie rzeczy pięknej, ile rozpoznanie przedmiotu idealnego w przeżyciu we­wnętrznym i stworzenie dla niego w akcie wyobraźni materialnej szaty. W przeżyciu estetycz­nym człowiek obcuje wewnętrznie z „nadświatnym” państwem ujawniającym się w symbolu.</document>
<document nplp_id="14415" title="Kridl Manfred" slug="kridl-manfred">Historyk i teoretyk literatury, krytyk literacki, redaktor, profesor. Kryptonimy: K.; M.K. 
Informacje biograficzne. Urodził się 11 X 1882 we Lwowie jako syn Edwarda (1846–1887), z pochodzenia Czecha, kapitana wojsk austriackich, i Wiktorii z Załęskich. We Lwowie uczęszczał do Szkoły Realnej; maturę zdał w 1901 r. Studia z zakresu filologii polskiej odbył na Uniwersytecie Lwowskim w l. 1902–1906 pod kierunkiem Romana Pilata i Józefa Kallen­bacha. Tam studiował też filologię francuską u Edwarda Porębowicza i filozofię u Kazimierza Twardowskiego. Doktorat uzyskał w 1909 r. na podstawie rozprawy Mickiewicz i Lamennais. Studium porównawcze. Dalsze studia odbywał we Fryburgu i w Paryżu. Od najmłodszych lat był aktywny politycznie: w szkole należał do kółka socjalistycznego i zaangażował się w wy­dawanie pisma „Niewolnik” (wyd. na powielaczu), potem był członkiem II Proletariatu i Pol­skiej Partii Socjalistycznej (teren Galicji). Działał też w Stronnictwie Ludowym. Prowadził działalność edukacyjną w organizacji oświatowej Towarzystwo Szkoły Ludowej. We Lwowie był członkiem organizacji wojskowej Odrodzenie (od 1905 r.). Pracował jako nauczyciel gim­nazjalny w Warszawie. Od 1911 r. był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, w którym pełnił krótko funkcję sekretarza Wydziału I Językoznawstwa i Literatury. W cza­sie I wojny światowej służył w armii austriackiej. W 1921 r. habilitował się na Uniwersyte­cie Warszawskim na podstawie pracy Antagonizm wieszczów. Rzecz o stosunku Słowackie­go do Mickiewicza (1925). W l. 1928–1932 był profesorem literatur słowiańskich w Brukseli. W lipcu 1932 r. został mianowany profesorem nadzwyczajnym, a w czerwcu 1934 r. profe­sorem zwyczajnym historii literatury polskiej na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Gromadził studentów i młodych badaczy (także ze środowiska warszawskiego) zaintereso­wanych problemami teoretycznymi i stworzeniem nowej nauki o literaturze, przyjmując rolę założyciela i opiekuna polskiej szkoły formalnej. Nieoficjalnie pełnił funkcję patrona mło­dzieży o nastawieniu liberalno-lewicowym. W 1938 r. został prezesem powstałego w Wilnie Klubu Demokratycznego, a rok później jednym z wiceprezesów warszawskiego Stronnictwa Demokratycznego. Występował w obronie mniejszości litewskich, białoruskich i żydowskich w Polsce. Po wybuchu II wojny światowej działał początkowo w polskim Komitecie Pomocy Uchodźcom w Wilnie, a po przerwaniu normalnej pracy uniwersytetu razem z żoną i dwoj­giem dzieci opuścił Polskę w 1940 r., udając się przez Belgię, Francję i Portugalię do USA. Je- sienią tego roku podjął pracę wykładowcy w Smith College w Northampton w stanie Mas­sachusetts. W ramach swojej działalności politycznej przez cały okres wojny Kridl zajęty był wygłaszaniem publicznych wykładów i odczytów popularyzujących wiedzę o Polsce, jej kul­turze i historii. W 1948 r. został profesorem na Columbia University w Nowym Jorku, obej­mując katedrę kultury polskiej im. Adama Mickiewicza, gdzie wykładał literaturę polską (od 1955 r. jako professor emeritus). Zmarł 4 II 1957 w Nowym Jorku.
Twórczość historycznoliteracka. Kridl rozpoczął działalność jako krytyk literacki i jako hi­storyk literatury niemal w tym samym czasie. Od 1907/1908 r. publikował zarówno recenzje i szkice krytyczne, jak i prace historycznoliterackie. Będąc znawcą poezji romantycznej, dużo uwagi poświęcał twórczości Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasiń­skiego. Zajmował się też przygotowaniem do druku Listów Słowackiego (t. 3, 1915), a w póź­niejszym okresie wydawał inne pisma poety, m.in. we współpracy z Leonem Piwińskim (Dzieła, t. 1–24, 1930–1931). Opracował również w tamtym czasie dwudziestotomowe wyda­nie Dzieł Mickiewicza (1929). Współredagował wcześniej trzy tomy antologii Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej (1912–1914), dla której przygotował rozdziały – zawierające biogramy i cha­rakterystykę dorobku – poświęcone Michałowi Grabowskiemu (t. 7), Henrykowi Rzewuskie­mu (t. 8) oraz Edwardowi Dembowskiemu i Janowi Majorkiewiczowi (t. 9). Jego późniejsze prace historycznoliterackie objęły m.in. wieloczęściowy podręcznik dla szkół średnich Lite­ratura polska wieku XIX (1925–1933), rozprawę Poezja polska w latach 1795–1863 (w: Dzie­je literatury pięknej w Polsce, cz. 2, 1936) oraz książki W różnych przekrojach. Studia i szkice literackie (1939), Literatura polska (na tle rozwoju kultury) (1945; wersja ang.: A Survey of Po- lish Literature and Culture, 1956) i The Lyric Poems of Julius Słowacki (1957; wersja pol. Juliu­sza Słowackiego liryki, „Roczniki Humanistyczne” 1958, z. 1).
Koncepcja badań historycznoliterackich. Na temat badań nad historią literatury, ich metod i zadań Kridl wypowiadał się w wielu wczesnych recenzjach i szkicach krytycznych. Odsła­niał tym samym swoje rosnące zainteresowanie metodologią badań literackich i teorią lite­ratury (w latach 30. będzie to główny obszar jego aktywności) oraz demonstrował umiejęt­ności krytyka. W omówieniu monografii Juliusza Kleinera Zygmunt Krasiński. Dzieje myśli (1912) za jedno z najpilniejszych zadań polskiej historii literatury uznał „zbadanie i ustale­nie związków łączących naszą twórczość literacką z twórczością zachodnioeuropejską, okreś­lenie wzajemnych pokrewieństw i wpływów, ich rodzaju i stopnia, postawienie całej naszej literatury, zwłaszcza romantycznej, na tle prądów umysłowych Zachodu” („Biblioteka War­szawska” 1912, t. 3). Zdaniem Kridla poznanie tych związków pozwoli zrozumieć „naszą własną spuściznę duchową”. Postulując tego typu podejście komparatystyczne, Kridl prze­ciwstawiał się metodom badań historycznoliterackich „pokolenia poprzedniego” i poddawał krytyce studia „biograficzno-bibliograficzne”, „zewnętrznie opisowe”, „streszczająco-morali- zujące”. Z uwagą śledził i w recenzjach odnotowywał oznaki przemian w historycznym ujmo­waniu zjawisk literackich. Uważał, że do zadań historyka literatury należy praca nad tym, aby „w stare zmurszałe zabytki archiwalne tchnąć nowe życie, związać je z życiem chwili obecnej, ukazać współczesności to, […] co stanowi podłoże i grunt jej duszy zbiorowej” ([rec.] S. Kot, „Wpływ starożytności klasycznej na teorie polityczne Andrzeja Frycza z Modrzewa”, „Biblio­teka Warszawska” 1913, t. 1). Kridl przedstawił też, jak należałoby wyobrazić sobie „ideal­nie zorganizowaną pracę” nad historią literatury polskiej: „[…] na podstawie gruntownych opracowań poszczególnych dzieł budowano by monografie o całokształcie twórczości odnoś­nych autorów – a dopiero na tak przygotowanym materiale fundamentalnym dźwignąć by się mogły dzieje poszczególnych okresów literatury, a wreszcie jej całości” ([rec.] E. Kucharski, „Bogusławskiego »Cud, czyli Krakowiaki i Górale«”, „Biblioteka Warszawska” 1914, t. 2). Opo­wiadał się za ujmowaniem syntetycznym odrębnych gałęzi literaturoznawstwa i podkreślał, jak niezmiernie ważne jest to, by historia literatury korzystała (np. w zakresie wartościowa­nia) z osiągnięć krytyki literackiej i estetyki ([rec.] M. Mann, „Rozwój syntezy literackiej od jej początków do Gervinusa”, „Biblioteka Warszawska” 1911, t. 4). W późniejszym studium, wszechstronnie przedstawiając argumenty za i przeciw, dwie pierwsze nawet ze sobą utoż­samił, orzekając, że „nie ma historii literatury ani krytyki literackiej jako dziedzin zupełnie odrębnych […]. Jest tylko jedna jedyna krytyka” (Krytyka i krytycy, 1923).
Działalność krytyczna. Publikacją dwuczęściowej recenzji „Mickiewicz” Artura Górskiego („Krytyka” 1908, z. 1) Kridl w wieku 26 lat rozpoczął stałą współpracę z czasopismami lite­rackimi. Był nie tylko aktywnym krytykiem ogłaszającym na ich łamach szkice i omówienia książek wydawanych aktualnie w kraju, ale i redaktorem prowadzącym działy poświęcone piśmiennictwu, literaturze i krytyce. W l. 1910–1914 najbliżej współpracował z warszawskim
miesięcznikiem „Książka”, gdzie w rubrykach Krytyka, Historia literatury, Poezja, powieść, dramat i Przekłady z literatury obcej zamieścił ok. 50 recenzji (bez tytułu) i kilka szkiców. W tym samym niemal okresie opublikował oprócz paru rozpraw kilkanaście recenzji (bez tytułu; niektóre podpisane „M.K.”) w dziale Piśmiennictwo miesięcznika „Biblioteka War­szawska”. W „Tygodniku Polskim” ogłosił w l. 1912–1914 wiele recenzji oraz kilka szkiców. We wszystkich omawiał książki na temat literatury i piśmiennictwa (zwłaszcza staropolskie­go), komentował nowe edycje dzieł klasyków, czasem ocenie krytycznej poddawał też wyda­wane powieści i nowele (m.in. A. Grzymały-Siedleckiego, W.S. Reymonta, A. France’a). Nar- cyzę Zofii Nałkowskiej nazwał „ważnym i trwałym dokumentem ludzkim” („Książka” 1911, nr 9), Oziminę Wacława Berenta krytykował za sztuczną konstrukcję języka (tamże, nr 6). W wielu wypowiedziach odsłaniał swoją wszechstronną znajomość twórczości i życia pol­skich poetów romantycznych, a także jako znawca edytorstwa podejmował temat autentycz­ności tekstów oraz zasady wydania popularnego i krytycznego utworów literackich. Kridl pozostał aktywnym krytykiem w okresie dwudziestolecia międzywojennego i po wojnie, na emigracji, drukując m.in. w takich czasopismach, jak „Pion”, „Przegląd Warszawski”, „Wiado­mości Literackie”, „Przegląd Współczesny”, „Rocznik Literacki”, „Przegląd Humanistyczny”, „Pamiętnik Literacki”, „The American Slavic and East European Review”.
Metody, kategorie i zadania krytyki literackiej. Występując w roli recenzenta, Kridl w pierwszych latach działalności pozytywnie oceniał prace o literaturze opisujące i anali­zujące twórczość pisarzy, zwłaszcza poetów, pod względem „przejawów” ich ducha, wyrazu uczuć i poglądów, odzwierciedlenia ich życia, ukazania związków z bytem narodu (w tam­tym czasie był autorem takich prac). Ale już wtedy potrafił stwierdzić, że obniża się znacze­nie dzieła literackiego, kiedy praca krytyczna ogranicza się do omówienia jego treści ideo­wej lub roztrząsania dramatu duszy poety. Te uwagi kierował m.in. pod adresem Stanisława Tarnowskiego. Surowo oceniał jego metodę badawczą i ganił za to, że zarówno w książce o Krasińskim, jak i w całej swojej pracy historycznoliterackiej ogranicza się wyłącznie do streszczenia tematyki utworów, osądza ich „wartość ideową z bardzo wyłącznego stanowi­ska”, nie prowadzi samodzielnych poszukiwań historyczno-filologicznych, nie zadaje sobie „trudu wżycia się czy wmyślenia w jakiś utwór czy postać, jeżeli nie odpowiadają one spe­cyficznym poglądom polityczno-społecznym autora” ([rec.] S. Tarnowski, „Zygmunt Kra­siński”, „Książka” 1912, nr 7). Obok oryginalności, zmysłu historycznego, kultury umysło­wej czy wrażliwości estetycznej właśnie żywy, bezpośredni i osobisty stosunek krytyka do omawianego dzieła uznawał za ważną część działania krytycznego. Jak twierdził, „dla kry­tyka wszelkie kwestie, jakie bada, muszą być do pewnego stopnia jego własnymi kwestiami, musi on je uznać za swoje, choćby czasowo tylko, musi umieć stanąć na stanowisku badane­go przez siebie poety czy filozofa, przeżyć z nim i przemyśleć wszystkie jego sprawy; dopie­ro wówczas może go nie tylko zrozumieć i poznać, ale może go również należycie ocenić” ([rec.] J. Kleiner, „Zygmunt Krasiński. Dzieje myśli”, „Biblioteka Warszawska” 1912, t. 3). Pod­kreślając wagę osobistego stosunku krytyka do dzieła, Kridl zarazem wskazywał, że nie jest to „jedyny czy choćby nawet główny motor krytyki” oraz że musi on być „przezwyciężony i opanowany”. Ma to odbywać się jednak tak, aby „w każdej chwili mógł być wywołany w swo­jej pierwotnej świeżości i sile, nawet w ciągu konstruowania i krystalizowania się ostatecz­nej formy krytyki, tj. oceny” (tamże). Kridl uzasadniał, że tylko tak można osiągnąć możli­wy obiektywizm, a nawet zbliżyć się „w naszej dziedzinie do ducha metody nauk ścisłych” ([rec.] S. Pigoń, „O »Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego« A. Mickiewicza”, tamże, t. 2).
Kategoria osobistego stosunku do dzieła – ujęta jako nastawienie na poznanie, zrozumienie, przemyślenie, należytą ocenę – ostatecznie oznaczała podejście racjonalistyczne i dezapro­batę dla impresjonizmu czy subiektywizmu w krytyce (o czym Kridl pisał w późniejszych pracach).
W pierwszych latach swojej działalności Kridl widział wzór krytyka i badacza litera­tury w Bronisławie Chlebowskim. Darzył go uznaniem m.in. za to, że w przeciwieństwie do innych znawców sztuki słowa nigdy nie zaniedbuje „analizy estetycznej na korzyść roz­bioru treściowo-ideowego”, że jest autorem „tylu świetnych analiz estetycznych, sięgających w samą głąb obrazowania języka i stylu poetyckiego”, że stosuje metodę „nieograniczającą się do odczucia i zrozumienia utworu samego w sobie, ale stawiającą go precyzyjnie i subtel­nie na tle epoki i stosunków, wśród których się ukazał, i starającą się przez analizę odbitego w nim ducha czasu osądzić jego wartość ideową i artystyczną”. Za jedną z największych za­sług Chlebowskiego uznał też podjęcie próby przeciwdziałania rozbieżnościom między hi­storią literatury a krytyką „przez przyswojenie sobie rezultatów tej ostatniej i zastosowanie ich do dziedziny historycznej” ([rec.] B. Chlebowski, „Pisma”, t. 1–2, tamże, t. 3).
O metodach, kategoriach i zadaniach krytyki Kridl pisał w większości swoich wczes­nych recenzji i szkiców. Twórczości literackiej ma ona – jak twierdził – ukazywać jej własne drogi i stanowiska, stawać się świadomością tego, co w twórczości jest nieświadome, mierzyć ją i oceniać „miarą i prawem życia”. Przywoływał postulaty Stanisława Brzozowskiego, łącz­nie z żądaniem, by krytyka była „świadomością moralną epoki”. Uważał, że działalność kry­tycznoliteracka nie powinna być jedynie komentowaniem utworów, lecz ich wartościowa­niem, swoistym wymogiem wobec nich, sprawdzaniem ich „biologicznej siły”. Do jej zadań należy prowadzenie ogółu społeczeństwa wśród dzisiejszego życia duchowego, dawanie „na­rzędzi rozumienia i odczuwania zjawisk twórczych”, informowanie o ich cechach i elemen­tach, o tym, jaka jest ich wartość i jaki mają związek ze współczesnym życiem narodu ([rec.] A. Potocki, „Polska literatura współczesna”, „Książka” 1912, nr 10).
Podsumowanie. Na początku swojej działalności Kridl jako krytyk i badacz literatury repre­zentował postawę i poglądy w przeważającej mierze typowe dla krytyki młodopolskiej (nosi­ły one również pewne ślady oddziaływania tradycji pozytywizmu w myśleniu o literaturze). Zarazem, dostrzegając słabości historii literatury i krytyki tamtego czasu oraz wysuwając własne propozycje ich przezwyciężenia, wyraźnie wykraczał poza ramy epoki. Jego ówczesne wypowiedzi na temat badań historycznoliterackich oraz uwagi o metodach, kategoriach i za­daniach krytyki pokazywały narodziny reformatora nauki o literaturze. Potwierdziły to póź­niejsze etapy jego działalności badawczo-krytycznej, zwłaszcza dokonania na polu teorii lite­ratury obejmujące próby uściślenia i unaukowienia dyscypliny. Jego książka Wstęp do badań nad dziełem literackim (1936), nawiązująca do poglądów rosyjskich formalistów i wybranych koncepcji Romana Ingardena, ustanawiała założenia metody „estetycznej” badań literackich (zwanej też przez autora metodą integralną) i była manifestem polskiej szkoły formalnej. We wskazanej metodzie brzmiały echa wielu kategorii, które pojawiły się we wczesnych wy­powiedziach krytycznoliterackich Kridla.</document>
<document nplp_id="14416" title="Kropiński Ludwik" slug="kropinski-ludwik">Poeta, dramatopisarz, powieściopisarz. Pseudonimy i kryptonimy: Janusz Bohd.; L.K. 
Informacje biograficzne. Urodził się w 1767 r. w Paszukach (woj. brzesko-litewskie) jako syn Stanisława Kropińskiego h. Sulima (zm. 1773) i Zuzanny z Orzeszków (inne formy na­zwiska: Krópiński, Krupiński). Kształcił się w łukowskim kolegium pijarów (ok. 1779–1785), być może także w Szkole Głównej Litewskiej (według J. Bielawskiego). Wcześnie osieroco­ny przez rodziców, był wychowankiem Aleksandry Ogińskiej, u której w Siedlcach spędzał wakacje. Od ok. 1786 r. opiekę nad Kropińskim przejął Adam Kazimierz Czartoryski i skie­rował go na naukę administracji oraz zarządzania majątkami ziemskimi do Michała Żył- łoka, komisarza dóbr litewskich. Przebywając w Puławach, Kropiński zgłosił się do 4. Puł­ku Przedniej Straży dowodzonego przez Ludwika Wirtemberskiego. Jako adiutant Adama Jerzego Czartoryskiego brał udział w wojnie 1792 r. Po przystąpieniu Stanisława Augusta do Targowicy podał się do dymisji i osiadł w rodzinnym majątku w Woronczynie k. Krze­mieńca. W 1794 r. wziął udział w powstaniu kościuszkowskim, został ranny pod Szczeko­cinami, potem w obronie Warszawy (na czele grenadierów osłaniał Pragę w czasie szturmu 4 września), z trudem przeżywszy, trafił pod opiekę Adama Jerzego Czartoryskiego, który z Warszawy przewiózł go do Sieniawy.
W l. 1793–1795 powstawały pierwsze wiersze Kropińskiego. Złożyły się one na ręko­piśmienny tomik podarowany Marii Wirtemberskiej, muzie poety, którą wiernie adorował przez 20 lat, dedykując jej wiele swoich utworów, m.in. Ludgardę. W 1796 r., dzięki finan­sowemu wsparciu Adama Kazimierza Czartoryskiego, Kropiński odbył podróż do Niemiec, Włoch i Szwajcarii. Jej efektem był Pamiętnik z podróży po Niemczech i Włoszech (niewyd., zaginiony), utrzymane w rokokowej poetyce naśladowanie (częściowy przekład) Scherzi poetici e pittorici Giovanniego Gherarda de Rossiego (Dzieło miłości, czyli Muz i pęzla żarty, wyd. 1821) oraz zalążek kolekcji woronczyńskiej, na którą składały się dzieła sztuki i słynny księgozbiór zawierający wiele cennych starodruków (po śmierci Kropińskiego przeszedł on na własność rodziny Czetwertyńskich i współtworzył ich bibliotekę w Milejowie). W 1797 r. powstała tragedia Kropińskiego Gustaw Waza (wyst. na scenie warszawskiej w 1809 r.; rkps Bibl. Czartoryskich w Krakowie, z notką autora: „[…] nigdy, po mojej nawet śmierci ani drukować, ani przepisywać”) zawierająca aluzje do sytuacji politycznej Rzeczypospolitej, osnuta wokół XVI-wiecznych szwedzkich walk narodowowyzwoleńczych. Krążąca w obiegu rękopiśmiennym, promowana przez Tadeusza Czackiego, stała się podstawą przyjęcia jej au­tora do Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1800).
Okres 1800–1812 Kropiński spędził przede wszystkim w Woronczynie, stylizując go na wołyńskie Puławy. Przyjaźnił się m.in. z Czackim i Łukaszem Gołębiowskim, korespondował ze Stanisławem Kostką Potockim, z Adamem Kazimierzem Czartoryskim, Marią Wirtemberską, Janem Śniadeckim, na uroczystościach otwarcia Liceum Krzemienieckiego wystąpił w roli przedstawiciela TPN. Chociaż nie skorzystał z zachęty Czartoryskiego do współpra­cy z „Pamiętnikiem Warszawskim”, nie zrezygnował z działalności literackiej: w tym czasie powstała większość jego dzieł, z których tylko niewielka część została wydana w tomie Roz­maite pisma Ludwika Kropińskiego (1844). Swoją twórczość traktował raczej jako element życia towarzyskiego, jednak jego wiersze, niepublikowane i przeznaczone dla najbliższego grona znajomych, zyskały sporą popularność. W 1809 r. powstała tragedia Ludgarda (wyst. 1816 r. w Warszawie), entuzjastycznie przyjęta przez publiczność teatralną, mimo że budziła kontrowersje wśród krytyków, stawiana obok Barbary Radziwiłłówny Alojzego Felińskiego. W 1810 r. „Pamiętnik Warszawski” opublikował Emroda, utrzymaną w osjanicznym nastroju elegię opiewającą żale czułego Emroda nad grobem ukochanej Telimeny. W tym samym roku Kropiński skończył też pisać Julię i Adolfa, czyli nadzwyczajną miłość dwojga kochanków nad brzegami Dniestru (wyd. 1824) – powieść epistolarną, która zapewniła mu miejsce na kartach historii literatury jako – obok Feliksa Bernatowicza – polskiemu pionierowi „prozy czułej”.
W 1812 r. Kropiński został generałem brygady w armii Księstwa Warszawskiego z misją wywołania powstania na Wołyniu. W tym samym roku skutecznie osłaniał grani­ce Księstwa. Kilkakrotnie zastępował w Radzie Stanu Księstwa Warszawskiego ministra woj­ny Michała Wielhorskiego. W 1813 r. wystąpił ze służby wojskowej i udał się do Sieniawy, by następnie powrócić do Woronczyna, który staraniem Czartoryskich został wyłączony z sekwestru rosyjskiego. Towarzyszył Adamowi Jerzemu Czartoryskiemu w czasie kongresu wie­deńskiego, został też dzięki jego protekcji generalnym wizytatorem szkół gub. wołyńskiej (po 1815 r.), pełniąc jednocześnie rolę plenipotenta w podolsko-wołyńskich dobrach Czarto­ryskich. W 1815 r. wszedł w skład powstałego z inicjatywy Juliana Ursyna Niemcewicza, wy­łonionego z grona TPN, Towarzystwa Przyjaciół Ojczystego Języka, które wkrótce połączyło się z Towarzystwem Iksów. W 1818 r. ożenił się z Anielą Błędowską, z którą miał dwie córki.
Do 1830 r. przebywał w Woronczynie, goszcząc w nim poetów (m.in. J.U. Niemcewicza i A. Felińskiego), występując w roli autorytetu i protektora młodych literatów (np. Z. Dołę­gi Chodakowskiego). Po upadku powstania listopadowego, które próbował wspierać, organi­zując na jego rzecz środki finansowe, przez dwa lata przebywał w Galicji (m.in. we Lwowie). Wróciwszy do Woronczyna, próbował jeszcze zabiegać o mecenat Tytusa Działyńskiego (da­rował mu rękopis Julii i Adolfa) i o publikację swych rozproszonych dzieł krążących w nie­autoryzowanych odpisach. W 1832 r. zawarł w tej sprawie umowę z Janem Milikowskim, tom ukazał się jednak dopiero po 11 latach, być może nawet po śmierci Kropińskiego, który niewidomy od 1837 r., zmarł 5 VIII 1844 w Woronczynie.
W sporze o własne dzieła. Dwa utwory Kropińskiego, które najtrwalej zapisały się w hi­storii literatury polskiej, były też przedmiotem ożywionych dyskusji krytycznoliterackich w 1. poł. XIX w. Spór o Ludgardę, w którym wzięli udział Michał Sokolnicki, Aleksander Kożuchowski, J.K. (Jan Kruszyński?) i Wawrzyniec Siekierzyński, okazjonalnie Iksowie, podsu­mował Kropiński w poetyckim Liście do Romualda Bystrego, wskazując tę dyskusję jako przy­czynę swojego zamilknięcia w charakterze dramatopisarza: „Ileż po pamiętnikach narobiono wrzawy / O większość albo mniejszość biednej mojej sławy! / Tu mnie strzygą, tam golą; tu żarcik, tam przytyk, / Na jednego autora sto tysięcy krytyk. / Przyszło w końcu do wojny; o co? o te słowa: / Czy Ludgarda wzorowa, albo niewzorowa. / Sokolnicki w niej wi­dząc obrazę ojczyzny, / (Choć patrzał na me dla niej i czyny, i blizny) / Bez litości mnie pła­ta; Kożuchowski broni, / Siekierzyński mnie trąca, gdy za tamtym goni; / Pan J.K. za wszyst­kimi, jak rycerz nie zbacza, / Zuchwałych karze śmiercią, pokornym przebacza. / Ja pokorny; on przecież bezstronny czy srogi, / Wszelkiej do Melpomeny zabrania mi drogi. / Każdy mnie wśród zdań sprzecznych pochwalił i zaciął; / Każdy akt miał przyjaciół i swych nieprzyjaciół. […] Jam milczał (niechaj będzie najwyższemu chwała!) / Może przez to, żem milczał, i wojna ustała” (Rozmaite pisma). W Przemowie autora do wydania Ludgardy porównał zaś sprzecz­ne wypowiedzi krytyków warszawskich do „języka wieży babilońskiej”, a ich rady uznał za mało użyteczne – po poprawkach wprowadzonych według ich instrukcji, mogłaby się „oba­lić budowla” jego tragedii. Stąd zdanie kończące przedmowę: „Jeśli więc z kości przeszłych krytyków powstaną nowi mściciele, żem ich rad nie usłuchał, tłumaczenie się im moje wcześ­nie tu umieszczam: że chciałem lepiej, lecz nie umiałem” (tamże).
Kontrowersje wśród krytyków literackich wzbudziła też powieść Julia i Adolf. Kropiński w liście pt. Autor do czytelnika, poprzedzającym wydanie romansu, powołał się na Nową Heloizę Jean-Jacques’a Rousseau i Malwinę, czyli domyślność serca Wirtemberskiej jako bez­pośrednie źródła swoich inspiracji. Wyraził życzenie, by „Polki, zasmakowawszy w rodowitej mowie, ochroniły ją od przemożnego wpływu obcego języka, za którym tak snadno wciskają się obce zwyczaje, wrażenia, uczucia, a na koniec i przeistoczenie narodu” (tamże), a kryty­cy nie osądzali dzieła, kierując się wyłącznie rozumem i „zimną rozwagą”; „O pismach serca powinno wyrokować serce kierowane dokładną znajomością serc ludzkich” (tamże). Romans Kropińskiego spotkał się jednak z krytyką recenzentów powodowanych „zimną rozwagą” i widzących w nim naśladowanie Nowej Heloizy oraz nadmierne cyzelatorstwo.
Poetyka sformułowana Kropińskiego. Poemat Sztuka rymotwórcza powstawał w l. 1803– –1828, stając się swoistą summą poglądów estetycznoliterackich Kropińskiego, jego stosun­ku do – mówiąc językiem współczesnym – problematyki tzw. przełomów literackich oraz do krytycznoliterackich polemik z nimi związanych. Już tytuł tego dzieła wskazuje na bezpo­średnią inspirację Sztuką rymotwórczą Franciszka Ksawerego Dmochowskiego. Kropiński również dzieli swój poemat na cztery Pieśni, powołuje się na te same autorytety literackich prawodawców: „Po pismach o sztuce rymotwórczej Arystotelesa, Horacego, Wida i Boala trudno już jest co nowego w tym rodzaju napisać” (Przedmowa). Wyraża tym samym prze­konanie o niezmienności praw i reguł rządzących poezją: „Są prawidła, które wszystkim wie­kom służą, a gdyby kiedy niejakie w nich zaszły zmiany, będą tylko odcieniem dawnych” (tamże). Wyznaje, że swoją poetykę napisał zaniepokojony zainicjowaną przez romantyków „anarchią parnasową” i pogonią za oryginalnością, która może sprowadzić młodzież literac­ką na złą drogę. Do zarzutów tych, wyłożonych w Przedmowie, powrócił na początku Pieśni I, wytykając romantykom ponadto ich antynormatywizm i brak umiaru, zarówno jeśli idzie o temperaturę prowadzonych przez nich dyskusji teoretycznoliterackich, jak i o ich praktykę pisarską: „Gdy romantyczność z wszelkich wyzuta wędzideł / Uwiecznionych odbiegła wzo­rów i prawideł, / I wszędy przelatując pod hasłem swobody, / Wyrzuciła na Parnas kość dłu­giej niezgody; / W miejscu, gdzie swój majestat założyła sława, / Same dzisiaj stronnictwa, niesnaski i wrzawa. […] Mary, widma i duchy snując się bez przerwy, / Do reszty muz draż­liwych wyniszczają nerwy” (Sztuka). Jako zwolennik zgody na Parnasie radzi młodemu lite­ratowi: „Ty w tej domowej wojnie zostań obojętnym. / Badaj się, czy nie jesteś jak drudzy na­miętnym” (tamże). Dodaje jednak koncyliacyjnie, że i romantyzm „ma wielkie zalety, / Jeśli go w ścisłe karby wziął talent poety”, że należy zachować obiektywizm i chwalić „równo co dobre, czy nowe, czy stare”, choć jednocześnie wytyka balladomanię i epigońskie naślado­wania Konrada Wallenroda. „Ileż poczwar z piękności wyszło Wallenroda!” – wykrzykuje ze zgrozą (tamże).
Dzieło Kropińskiego ma więc poniekąd charakter polemiczny, skierowany przeciwko poetom nowej generacji. Przeciwstawia im autorytety starożytnych i francuskich teoretyków literatury oraz dokonania poetów stanisławowskich, zwłaszcza Ignacego Krasickiego, który – według niego – jest „wesołym, poważnym i tkliwym poetą”, przewyższającym znacznie tak­że „szumnonadętego” Adama Naruszewicza (tamże). W swoich ocenach krytycznoliterackich Kropiński jest zatem bliski Dmochowskiemu, również wtedy, gdy wydaje sąd na temat polskiej twórczości średniowiecznej („Wiersze bez miar, średniówek i bez rymów prawie, / Zaledwie miernej prozy mogły równać sławie, / Zakonne dialogi, pieśnie bożej chwały, / Ni święte­go zapału, ni sensu nie miały”) i przywołuje (nawet w tej samej kolejności, co teoretyk stani­sławowski) poczet autorów staropolskich tworzących rodzime wzory: Jana Kochanowskiego, Piotra Kochanowskiego, Samuela Twardowskiego, Wojciecha Stanisława Chrościńskiego, Era­zma Otwinowskiego, Szymona Szymonowica, Szymona Zimorowica, Jana Gawińskiego i in., i grzmi na poetów barokowych: „Psuli ojczystą mowę zepsutą łaciną, / Skarani! w wiekuistej niepamięci giną” (tamże). Na teoretykach francuskich (zwłaszcza N. Boileau) oraz klasyfika­cji genologicznej Dmochowskiego Kropiński opiera także swój podział i omówienia poszcze­gólnych gatunków: sielanki, elegii, ody, piosenki, epigramatu, bajki, satyry, tragedii, epopei, komedii. Wyrazem pewnej jego samodzielności jest wzbogacenie tego repertuaru gatunko­wego o próby opisania teoretycznych wyznaczników listów poetyckich (zwanych tu „epitriami”), powieści oraz dum, które w jego ujęciu sprowadzają się do jednej odmiany, mianowi­cie do lirycznej „dumy tkliwych uczuć”. Personifikacja dumy w ujęciu Kropińskiego spogląda w przeszłość „łzawym okiem”, „wzrokiem boleści”, jest „głosem samego serca” (tamże).
Piotr Żbikowski określa Kropińskiego jako „jednego z najbardziej ortodoksyjnych i dogmatycznych teoretyków klasycyzmu”. W Sztuce rymotwórczej rzeczywiście znajdziemy sporo argumentów na rzecz tej tezy: Kropiński, podkreślając ulotność mód literackich, pisze np.: „[…] te są piękne i trwałe budowy, / Które stawia gust czysty i rozsądek zdrowy” (tam­że), zaleca prostotę, umiar i harmonię, radzi strzec jasności myśli, czystości języka polskiego, zachowywać skromność i postawę cyzelatora wobec efektów swojej pracy („maż wiele, pisz mało” – radzi poecie; tamże), a inspiracji szukać w naśladowaniu natury (poeta „jest wiel­kim malarzem w najmniejszych obrazach, / W naturze zbiera wzory, farby ma w wyrazach, / / A co sam widzi, czuje, co przez myśl toczy, / Do mego wciska serca i stawia przed oczy”; tamże). Jest też, podobnie jak np. Ludwik Osiński, zwolennikiem czystości gatunkowej i ro­dzajowej, nazywając utwory niespełniające tego postulatu „obłąkanymi płodami” „poczwar- nej muzy”. „Satyry pośród bajek, piosnki wpośród ody. / Melpomena powieście i maksymy pisze, / Głos szumny epopei w elegijach słyszę: / A sielanki okropną miotane rozpaczą, / Snu- ją się po mogiłach i z trenami płaczą, / Rzekłbyś, gdy wszystko zmienia i postać, i mowy, / Że dla swych muz poeci dają bal maskowy” – gorszy się Kropiński, diagnozując stan współczes­nej sobie literatury (tamże).
Jednocześnie w wielu miejscach – jak choćby w przywoływanych tu określeniach dumy – podkreśla, zgodnie z myślą sentymentalizmu, znaczenie „czułości”, „tkliwości”, zna­jomości przez poetę serc ludzkich oraz indywidualnych doświadczeń jako tych, które de­cydują o „szczerości” literatury. Nawiązując do Kochanowskiego, pisze o potencjalnym na­śladowcy Trenów: „Lecz by uczucia jego mogły być oddane, / Trzeba kochać, i stracić osoby kochane”; tamże). W kontekście zaś kreacji bohatera epopei stwierdza: „Straci Achilles jeśli nie gromi, nie pała; / Lecz lubię w nim łzę, którą zniewaga wylała. […] / Takim chcę Achil­lesa, tak go maluj wszędzie” (tamże). „Tkliwym” Kropiński nazwał nie tylko Kochanowskie­go, ale i Krasickiego, by podkreślić jego mistrzostwo poetyckie. Bardzo to nietypowy epitet charakteryzujący Krasickiego.
To właśnie znaczenie „szczerości” i „tkliwości” – nie zaś klasycystycznie pojmowane­go „piękna” – konsekwentnie Kropiński eksponuje w swojej poetyce, nie pozwalając tym sa­mym mówić w jej przypadku o „ortodoksyjnym klasycyzmie”, podobnie jak trudno mówić o strukturze Ludgardy rozsadzanej przez elementy dramy i melodramy jako o ścisłej realiza­cji norm tragedii klasycystycznej.
Elementy krytyki literackiej w wierszach. Podobne ambiwalencje ujawniają się w wier­szach Kropińskiego mających cechy wypowiedzi krytycznoliterackiej. Satyra Poeta podlotek jest konwencjonalnym utworem wymierzonym w „młodych” romantyków, którzy zbyt ufając swoim siłom, nie oglądając się na dobre wzory i na znajomość poetyckiego rzemiosła, próbu­ją niczym Faeton wzbijać się w niebiosa, co kończy się bolesnym upadkiem. Podobnie w baj­ce epigramatycznej Do młodych została sformułowana rada dla piskląt literackich, by nie wzlatywały w górę, „póki piórka nie dojrzeją”. Wyrazistszy charakter mają krótkie cykle poe­tyckie Wieczory i Modlitwy. Pierwszy z nich poprzedzony jest Ostrzeżeniem, w którym autor wyjawia źródło swoich inspiracji (wieczory w krzemienieckim gronie przyjaciół i dyskusje „o wojnach teraźniejszych klasyków z romantykami”; Rozmaite pisma) oraz prosi, by trakto­wać te wierszyki jako „żarty między poufałymi przyjaciółmi, a nie jako sądy lub krytyki o au­torach lub ich dziełach” (tamże). Oznajmia też: „Pięknej klasyczności, jak i pięknej roman- tyczności równie jestem wielbicielem, a samo rozdzielanie tych dwóch rodzajów uważam za syzmę szkodliwą poezji, której rozmaitość jest duszą” (tamże). Wyraża też ogólnikowe uzna­nie dla wierszy Adama Mickiewicza i Józefa Bohdana Zaleskiego.
Wieczór I. Odpowiedź na odpowiedź do G.O. jest rodzajem dyskusji z Gustawem Olizarem. Ujawnia aprobatę Kropińskiego dla uruchamiających kategorię wzniosłości Sonetów krymskich oraz dezaprobatę i niezrozumienie dla Farysa jako występku względem „natury matki prostoty” cechującego się nieumiarkowanym zapałem i zachwianiem poetyckiej rów­nowagi. Przy okazji poeta kreśli wizję romantyków, którzy na kucykach „Doścignąć jednak nie mogą / Nam wielce miłościwych panów, / I Felińskich, / I Osińskich, / I Morawskich i Koźmianów” (tamże). Wieczór drugi. Rękopism odkryty w roku 1829 w starym zamczysku wśród Puszczy Białowieskiej to parodia romantycznej poetyki tajemnicy z wykropkowaniami w tekście, które ową „tajemnicę” miałyby ewokować, oraz bohaterką (jak dopowiada przypis autora, „córką muzy romantycznej z nieprawego łoża”; Rozmaite pisma), która w nocnej sce­nerii rozpacza po utracie kochanka, a następnie umiera na kurhanie w puszczy, gdzie „kla­syk zabił romantyka” (tamże). Na cykl Modlitwy składają się natomiast trzy wiersze nawią­zujące do Dziadów wileńsko-kowieńskich, przedstawiające modły, które „w rocznicę śmierci romantyka i muzy romantycznej na ich kurhankach mieszkańce tamtejszych okolic dotych­czas odmawiają” (tamże). Są to błahe wierszyki, powtarzające najistotniejsze według Kropińskiego rady dla romantyków: by zachowywali rozsądek, łączyli „czucie” z rozumem, strzegli języka przodków i nie naśladowali bezmyślnie Mickiewicza. Najistotniejsze wezwanie tych suplikacji sprowadza się jednak do wersów: „Czas, niech już wojna ustanie / Klasyków z ro­mantykami, / Niechaj w wiecznej żyją zgodzie / W jednym żyjący narodzie” (tamże). Myśl ta dość dobrze oddaje stosunek Kropińskiego do dyskusji krytycznoliterackich na przełomie oświecenia i romantyzmu, potwierdzony też w wierszu Do poetów, w którym podmiot, wyra­żając zniechęcenie zmiennymi modami literackimi i walkami zwolenników starego i nowego sposobu pisania, oznajmia: „Dzieła piękne, zawsze piękne. / Klasycznie czy romantycznie, / / Można pisać bardzo ślicznie” (Rozmaite pisma), po czym – kiedy inni szykują się do wojo­wania o te idee – on spokojnie zasypia.
Kajetan Koźmian napisał o Kropińskim: „[…] zacny człowiek, gorący patriota, wychowaniec Puław, przyjaciel od serca księcia Adama Czartoryskiego, więcej literat jak żołnierz, pisarz gładki i poprawny, poeta łatwy i jeden z celniejszych rymopisów”. Z perspektywy hi­storii i krytyki literatury Kropiński jawi się jednak raczej jako uzdolniony literat-amator, oficer i ziemianin, który poetą bywał głównie dla przyjemności. Pisał niewiele, publikował jeszcze mniej, sporów krytycznoliterackich nie znosił i chętnie by ich unikał, najistotniej­sza była dla niego opinia mecenasa. W uprawianiu literatury upatrywał, jak się wydaje, przede wszystkim gwarancję spójności swojego obrazu świata. Tym można tłumaczyć to, że po ustaniu opieki Czartoryskich zabiegał – mimo stabilnej sytuacji finansowej i do­brej pozycji społecznej – o mecenat Działyńskiego i że manifestował wierność poetykom klasycystycznym, mimo że jego twórczość literacka w wielu elementach bliższa jest sen­tymentalizmowi, a czasem nawet, postponowanemu przez niego z różną mocą, roman­tyzmowi.</document>
<document nplp_id="14417" title="Iksowie" slug="iksowie">Grupa krytyków. Iksowie to działająca w l. 1815–1819, jedyna w Polsce grupa krytyków uznająca i przyjmująca zbiorową odpowiedzialność za wszystkie artykuły podpisane znakiem X. Ich recenzje ukazywały się (często jednocześnie) w „Gazecie Korespondenta Warszawskiego” i w „Gazecie Warszawskiej”, zwykle w tydzień po przedstawieniu. Iksowie byli traktowani przez ówczesnych jako jedna, choć wielogłosowa osoba, niekiedy tylko kojarzona z konkretną indywidualnością. Sformalizowana przez nich metoda pisania recenzji mogła łączyć kilka głosów i dyskusję nad dziełem, ograniczając odrębność wypowiedzi zgodnie z przekonaniem, że zmienny osobisty gust „błahą jest rzeczą” (Szkoła zazdrości, 12 III 1816, w: Recenzje teatralne Towarzystwa Iksów, 1956; wszystkie cytaty za tą edycją), zatem „konieczne są prawidła” (Hamlet, 6 VIII 1816) oparte na wzorach antyku i francuskiego klasycyzmu. Świadczyły one o jedności obrazu świata i literatury, wpisanego w publikacje Iksów.

Iksowie należeli do wysoko wykształconej elity Królestwa Polskiego, związanej zarówno z jego urzędami, jak z kluczowym dla kultury czasu warszawskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk. Byli wyznawcami klasycystycznego modelu literatury. Dziewięciu przyszłych krytyków podpisało się pod Ustawą założycielską Towarzystwa Iksów z 4 V 1815, opublikowaną po latach przez Kazimierza Władysława Wójcickiego (1877): Julian Ursyn Niemcewicz, Józef Lipiński, Jan Feliks Tarnowski, Jan Maksymilian Fredro, Franciszek Morawski, Stanisław Plater, Feliks Czacki, Adam Matuszewicz, Ludwik Plater; 9 V podpisał się Tadeusz Matuszewicz, 26 V – Józef Kossakowski. Lista szybko wzbogaciła się o dalsze osoby, niektóre mniej lub bardziej przelotnie z Towarzystwem skojarzone. Wykaz ustalony przez Zbigniewa Przychodniaka (1991) zawiera 22 nazwiska postaci publicznych (do 1819 r.) współtworzących grupę. W kolejności alfabetycznej to: Felicjan Biernacki, bibliotekarz puławski i sekretarz księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, w 1818 r. wicereferendarz w Radzie Stanu; Feliks Czacki, członek, potem przewodniczący Komisji Sądowej Edukacyjnej Wołyńskiej; Adam Jerzy Czartoryski, początkowo współpracownik Aleksandra I, kurator wileńskiego okręgu naukowego; Alojzy Feliński, dramaturg, od 1818 r. dyrektor Liceum Krzemienieckiego, do 1815 r. pierwszoplanowa osobistość w świecie kulturalnym Królestwa; Jan Maksymilian Fredro, brat Aleksandra, od 1815 r. fligeladiutant Aleksandra I; Józef Ignacy Kossakowski, wizytator szkół krajowych, od 1817 r. wizytator generalny w Ministerstwie Oświecenia; Kajetan Koźmian, referendarz Rady Stanu, członek Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego; Ludwik Kropiński, poeta, dramaturg, po 1815 r. wizytator szkół guberni wołyńskiej; Aleksander Linowski, bliski współpracownik Czartoryskiego, od 1815 r. dyrektor generalny policji w ministerstwie spraw wewnętrznych; Józef Lipiński, prezes Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowego, radca Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświaty Publicznej; Adam Matuszewicz, rosyjski radca stanu, sekretarz sekretarza stanu przy carze; Tadeusz Matuszewicz, ojciec Adama, minister skarbu w Królestwie Polskim do połowy 1817 r.; Franciszek Morawski, poeta, napoleończyk, podszef sztabu głównego, od października 1817 rr. generał brygady; Julian Ursyn Niemcewicz, poeta, dramaturg, członek komitetu organizacyjnego Królestwa Polskiego, od 1815 r. sekretarz senatu; Konstanty Plater, brat Ludwika i Stanisława, marszałek szlachty w guberni wileńskiej (1809–1812); Ludwik Plater, współpracownik A.J. Czartoryskiego w służbie rosyjskiej, od czerwca 1816 r. dyrektor generalny lasów rządowych, sekretarz stanu, do października 1816 r. członek Ministerstwa Oświecenia, potem Ministerstwa Skarbu; Stanisław Plater, od stycznia 1815 kapitan w Kwatermistrzostwie Generalnym armii polskiej, zdymisjonowany w 1818 roku; Józef Sierakowski, radca stanu, członek Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego; Jan Feliks Tarnowski, siostrzeniec i wychowanek Tadeusza Czackiego; Michał Wyszkowski, sekretarz Komisji Spraw Wewnętrznych, referendarz stanu, potem nadzwyczajny radca stanu; Józef Bonawentura Ignacy Załuski, od listopada 1815 r. fligeladiutant Aleksandra I. Nie ma na tej liście Ludwika Osińskiego, wskazywanego przez Aleksandra Chodkiewicza. Cotygodniowym spotkaniom towarzyszyły też damy – Maria z Potockich Mostowska, Maria z Czartoryskich Wirtemberska i Zofia z Czartoryskich Zamoyska. Wszyscy byli połączeni wieloma układami – salonowo-arystokratycznymi, towarzyskimi i przyjacielskimi, politycznymi i urzędowymi, współpracy i władzy, nie wykluczając pokrewieństwa. Ich centrum stanowił salon Tadeusza Mostowskiego, jeden z kilku wtedy najważniejszych w Warszawie obok salonu Wincentego Krasińskiego, Stanisława Kostki-Potockiego (szarej eminencji Iksów), Stanisława Małachowskiego. Ważną rolę grał też salon Chodkiewicza, źródło niektórych anty-iksowskich polemik. Salony zachowywały jeszcze charakter ośrodka życia umysłowego i towarzyskiego” oraz ośrodka władzy, choć pielęgnowały raczej iluzję swej ważnej roli w życiu wspólnoty. Iksowie wpisywali w swe recenzje dwojaką harmonię – artystyczną z widownią, polityczną – z nową władzą rosyjską. Ani jedna, ani druga nie były wtedy możliwe.

&amp;nbsp;

Koncepcja krytyki Iksów. „Krytyka jest najlepszym narzędziem do udoskonalenia dzieł, talentów autorów i aktorów, czuje jej potrzebę oświecona publiczność, każdy rzetelny talent jej pragnie, bo ona obudza nań zasługa, wada czy zaniedbanie się.” ([Hamlet]. Do redakcji gazet warszawskich, 13 V 1815). Te słowa otwierały pierwszą recenzję Iksów z 13 V 1815. Była to nie tylko inauguracja działalności grupy, ale także swoisty manifest, utrzymany w duchu Rozprawy o zasadach krytyki i o potrzebie wprowadzenia jej u nas, wygłoszonej przez Stanisława Kostkę Potockiego w Towarzystwie Przyjaciół Nauk 21 I 1811. Rozprawa ta, stwierdzająca, że dotąd nie było w Polsce prawdziwej krytyki, utorowała drogę Iksom, choć dezawuowała poprzedników, z których doświadczeń Iksowie korzystali. Oświadczenie poprzedzało pierwszą recenzję – występu Katarzyny Aszpergerowej w roli Ofelii – i wskazywało teatr jako główny obszar krytyki, nie wykluczając jednak uwagi poświęconej literackiej stronie dramatów. To literatura warunkowała Bowiem znaczenie teatru i – jak napisał Iks w drugiej recenzji – „najsławniejsze płody dramatyczne tracić muszą koniecznie w oczach widzów, jeżeli wystawienie nie odpowie ich wartości” (Trajedia „Śmierć Abla”, 16 V 1815). Ekspercka krytyka Iksów opierała się na współistnieniu dwu systemów. Pierwszy był uniwersalnym, ponadnarodowym programem rozwoju cywilizacyjnego spod znaku rozumu, nauki i dążenia do doskonałości wszystkich tworów ludzkich – w tym także dzieła dramatyczno-teatralnego. Drugi system miał charakter estetyczny, jego stosowanie zapewniało traktowaną dość abstrakcyjnie doskonałość artystyczną i moralną tak dramatowi, jak spektaklowi, przy założeniu dominacji literackich uzasadnień formalnych podporządkowanych wyidealizowanym klasycystycznym wymaganiom natury i prawdy. Oba systemy współdziałały wyłącznie w przypadku gatunków głównych – tragedii i regularnej komedii, należących do „lepszej” części „dramatyki”. Rozrywka nie wymagała uwagi krytyki – wszak „głębsze rozbiory ważniejszym przedmiotom zachowane być muszą” (Kasperek w szczęściu, 6 V 1817). Dlatego też najbardziej zapalnym punktem stały się nie tyle wyśmiewane melodramaty czy marginalizowane jednoaktówki, ale kwestia narodowej tragedii i związek Iksów z klasycystycznym programem dyrektora Teatru Narodowego Osińskiego. W ich gronie było kilku autorów tragedii o narodowym temacie i zarazem tłumaczy tragedii obcych.

&amp;nbsp;

Miejsce tragedii i poglądy genologiczne Iksów. Iksowie ubolewali, że „jeszcze nie mamy literatury tragicznej cechą narodowości oznaczonej” (Hamlet, 6 VIII 1816), a swe uznanie dla tego gatunku wyrażali przez długie omówienia, „nawet dwuodcinkowe” reprezentacji dramatów realizujących ten gatunek. W recenzji z Bolesława Wtórego Franciszka Wężyka Iks (zapewne F. Morawski) deklarował nawet odstąpienie od prawideł szkoły francuskiej ze względu na uznanie poszukiwań innej drogi przez autora, ale posłużył się ich uniwersalnością dla wskazania uchybień tragedii (np. „zawsze zbrodniczy” król to źle uchwycony charakter, nieodpowiedni dla gatunku i sprzeczny z prawdą) (Bolesław Wtóry, 24 XII 1816; Powtórne wystawienie „Bolesława Wtórego”, 28 XII 1816). Nie oszczędzono nawet powszechnie podziwianej Barbary Radziwiłłówny, której nie dostaje tragiczności, węzła dramatycznego i katastrofy (Barbara Radziwiłłówna, 14 IV 1818), nie mówiąc o Hamlecie. Iks-Morawski zaznaczając, że ocenia Hamleta angielskiego, „a nie tego, którego nam wystawiają, tłumaczonego z tłumaczenia i przerobienia” (Hamlet), przemilczał pierwszą recenzję grupy, omawiającą wystawienie Hamleta w przekładzie Wojciecha Bogusławskiego według przeróbki Friedricha Ludwiga Schrödera. Iksowie nie dostrzegali, że czas klasycystycznej tragedii minął. Inicjatywa Osińskiego była spóźniona, gatunek u schyłku swego żywota miał sporo dzieł miernych i w teatrze przegrywał z popularnymi utworami dalekimi od klasyczności – jednoaktówkami, melodramatami, operami narodowymi, sztukami czarodziejskimi. Ich autorzy „żywili teatra niższe” („Dwóch wielkich Piotrów” – komedia, 26 I 1819), przeznaczone dla „lubowników” fars i melodramatów („Leszek Biały” Opera, 19 XI 1816). Dlatego nieraz Iksowie ubolewali, że Warszawa nie ma dwóch teatrów narodowych, co oburzało „Tygodnik Polski”. „Linia pewna przedzielałaby rodzaj sztuk, dążność samę talentów, a odznaczałaby razem upodobanie słuchaczów” ([Malhek Adhel], 14 VI 1817) – pisali, choć jako realiści wiedzieli, że „nie chęć karmienia umysłu przyznanymi już od świata pięknościami, lecz ciekawość, żądza rozerwania się nieznanym widowiskiem sprowadzają tłumy na teatr” (Ton modny pod schodami, 10 II 1818). Wreszcie zaakceptowali nawet farsę, jako działanie teatru „dla rozśmieszenia pracowitej klasy ludu” (Figle pazia, 22 II 1817), nawet w 1817 r. potrafili przyznać, że dobrze się bawili na Zamieszaniu Augusta von Kotzebuego, polecając je publiczności, mimo wcześniejszej krytyki (Zamieszanie, 29 IV 1817; 14 X 1815). Akceptując zawartą w wielkich tragediach mitologizację narodowej wielkości moralnej, doceniali (mimo krytyki) ich artystyczne walory, ale też dostrzegali wartości małych utworów o charakterze idealizowanych sentymentalnie „pamiątek”, nawet gdy nie zachowywały prawdopodobieństwa, jak Szkoda wąsów Dmuszewskiego (tamże), albo nie przestrzegały przepisów, jak broniony przez Iksa Jan Kochanowski w Czarnym Lesie Niemcewicza (Jan Kochanowski, 14 I 1817). Na tym tle uderza nader surowy wyrok dla niezwykle popularnego Króla Łokietka, czyli Wiśliczanek Ludwika Adama Dmuszewskiego, „któremu nie można nadać imienia sztuki”, mimo iż „wystawia nam przyjemne wspomnienia chwały narodowej” (Król Łokietek, czyli Wiśliczanki, 14 IV 1818). W odpowiedzi autor słusznie zarzucił krytyce, że jest „stronna, mściwa i niezgodna w swych własnych zdaniach” (L.A. Dmuszewski, O „Łokietku”, 14 IV 1818).

Gatunkowa krytyka Iksów mimo wszystko starała się być krytyką bezstronną i uczciwą, choć nie zawsze taką bywała. Potrafiła jednak być sprawiedliwa, gdy np. – wymieniwszy obiektywne wymogi komedii, która „obiecuje bawić, obiecuje dowcipną intrygę, położenia śmieszące, rozmowy żywe, zręczne odrysowanie celniejszej osoby i rozwiązanie naturalne, trafne i niespodziane” – według tych kryteriów oceniali utwory (Obietnice pańskie, 11 XI 1815); przyznawali wszakże, że moc komiczna Molière’a mieści się poza regułami (Mieszczanin szlachcic, 30 IX 1815), choć jego kreację skąpca potraktowali jednak jako nieprawdopodobny „dziwotwór” (Skąpiec, 24 IX 1816). Mimo wszystko liczyła się istotna treść i cel utworu – dlatego uznawali za „nikczemne” treści włoskich oper (Szkoła zazdrości), a także zbyt ubogą dla uzyskania miana sztuki niemiecką codzienną gadaninę dram, w otoczce czułostkowości i pospolitości uczuć (Gracz, 24 XI 1818), czy cechującą sztuki Kotzebuego „znajomość skutku teatralnego” (Johanna z Montfaucon, 10 VI 1815). W scenicznej realizacji komedii problem stwarzała im gra Alojzego Żókowskiego-ojca, krytykowanego także jako autor (Figlacki udany ojciec, 26 I 1819). Piętnowali jego „wadę przesadzania” i brak jego reakcji „na głos bezstronnej krytyki” . Stwierdzali, że „grzeszy przeciw dramatyce, bo psuje zupełnie iluzją prawdy” (Suplikant, 10 I 1818), że „przesadą ubioru i gry komedią zabawną przerabia na farsę”, bowiem „zanadto w jego grze przebija się chęć śmieszenia” (O aktorach warszawskich, 3 XII 1816). Doceniając zaś jego talent, który „stawia go na wyższym stopniu sztuki aktorskiej”, uznawali, że „sam się z niego strąca, tak odrzucając wyższy urząd, o niższy daleko suplikuje” (Guwerner, Gaduła, Suplikant, 9 I 1819). Żółkowski musiał być jednak dla nich ważny. Mimo iż podważał bliski im klasycystyczny program Osińskiego, mimo że nie akceptowali cechującego go ludowego żywiołu komicznego, potrafili poświęcić sporo miejsca jego „małej sztuce” Suplikant, zapewne nie tylko ze względu na jego znaczenie dla uwielbiającego go widowni, ale też z powodu pełnionej przez niego nieoficjalnej roli publicznego głosu politycznego sprzeciwu.

&amp;nbsp;

Polemiki z Iksami. Przerwy w publikacji Iksów były w pierwszych dwóch latach związane z formowaniem się urzędów Królestwa Polskiego i wizytami cara w Warszawie, przerwy w 1817 i 1818 r. zapewne były spowodowane antyiksowskimi kampaniami Towarzystwa Przyjaciół Prawdy oraz atakami zaszyfrowanych pojedynczych polemistów. Już w 1815 r. niejaki B…wicz pytał – „dopókiż pan X jedynym będzie sędzią talentów? Dopókiż własne zdanie za sąd publiczności wydawać będzie? Nie potępiam ja jego wyroków, ale niechże nie mówi za wszystkich, kiedy się wszystkich nie pyta” (List do Pani …wskiej (Joanny Szczurowskiej), 22 VIII 1815). Rosnąca niechęć do Iksów sprawiła, że dwa lata później J.K. twierdził, iż sam Iks udowodnił, „że krytyka jego w ogóle więcej szkody aniżeli użytku przyniesie literaturze dramatycznej” (J.K., O krytyce teatru Narodowego, 25 I 1817). Rodząca się w tych latach nowa krytyka tworzona z pozycji narodowej, nie artystycznej, podważała krytyczny monopol Iksów. Jej dziełem stało się pierwsze krytyczne omówienie ich działalności w opublikowanej w 1819 r. w „Tygodniku Polskim” Brunona Kicińskiego serii artykułów Rzut oka na teatr polski (Aneks, w: Recenzje teatralne…). Kiciński kwestionował uzurpatorską rolę Iksów „kształciciela” publiczności, niestosowne żarty „ze zdania powszechnego”, brak obiektywności, „gust zbyt francuski”, a za mało narodowy.

Zmieniała się zresztą aura Królestwa Polskiego – powiększał się rynek młodej prasy, w której „duch publiczny przemawiał za narodowością” (W. Pusz) a zasadniczy wpływ zaczynały mieć redakcje i kawiarnie. Pod naporem sztuk niemieckich spod znaku biedermeieru demokratyzacji ulegał repertuar sceny narodowej, tak tematycznie, jak formalnie, a razem z nim demokratyzowała się warszawska widownia. Z drugiej strony w l. 1816–1817 zaczęła się załamywać ofensywa dyrektora Osińskiego preferującego klasycystyczne tragedie, w oczach władzy niebawem skompromitowane niepokojami wywołanymi przez akademików na premierze Żółkiewskiego pod Cecorą Ignacego Humnickiego w 1821 r. W tle teatralnych wydarzeń stanęły nowe porządki kwestionujące deklarowany w 1815 r. konstytucyjny liberalizm, teatr zaś stał się miejscem konfrontacji niepokornej widowni z coraz bardziej represyjną polityką księcia Konstantego i namiestnika Józefa Zajączka. W tej sytuacji ulegał ruinie Iksowski projekt artystycznej i politycznej harmonii, a ich osobiste związki z władzami Królestwa odsłoniły pole polityczne, prowadząc do zmniejszenia się ich grona, a w końcu do zawieszenia działalności recenzyjnej. Iksowie jednak stworzyli atrakcyjny model krytyki analitycznej, łączący problemy literackie z teatralnymi. Pierwsi podeszli profesjonalnie do kwestii gry aktorskiej, dekoracji i kostiumów, reżyserii widowisk, piętnowali uchybienia śpiewaków, chóru i teatralnej orkiestry, nie zapominając o istotnej roli widowni.</document>
<document nplp_id="14418" title="Krupiński Franciszek" slug="krupinski-franciszek">Pijar, filozof, tłumacz, publicysta, myśliciel społeczny, historyk Kościoła i nauczyciel. Pseudo­nimy i kryptonimy: F.K.; F.Kr.; F.Kr.s.p.; F. Krup.; K.; K.F.; Kr.; Ks.F.K.; Sygma.
Informacje biograficzne. Franciszek Salezy Krupiński urodził się 22 I 1836 w Łukowie (gub. siedlecka) w rodzinie mieszczańskiej jako syn Józefa i Anny z Budkiewiczów h. Jastrzębiec (zm. 1898). Wcześnie osierocony przez ojca, rozpoczął naukę w rodzinnym mieście, a po ukończeniu czterech klas wstąpił w 1852 r. do Zgromadzenia Księży Pijarów w Opolu Lubel­skim, gdzie odbył nowicjat. Po dwu latach wysłano go do Kolegium Pijarskiego w Warszawie, gdzie w l. 1853–1858 uczęszczał jednocześnie do Akademii Duchownej, uzyskując stopień kandydata teologii. W 1859 r. otrzymał święcenia kapłańskie, po czym zaczął nauczać religii i łaciny w zgromadzeniu pijarów. Uczęszczał na wykłady z nauk przyrodniczych w Akademii Medyko-Chirurgicznej, a od 1863 r. słuchał wykładów Henryka Struvego z filozofii w Szko­le Głównej Warszawskiej. W 1864 r. władze rosyjskie zlikwidowały zakon Pijarów, a dwa lata później Krupiński objął stanowisko rektora kościoła popijarskiego w Warszawie przy ul. św. Jana; nauczał religii w IV Gimnazjum Męskim. Dużą popularnością cieszyły się jego kazania zarówno dla młodzieży w kościele św. Aleksandra, jak i te, które głosił w świątyni po- pijarskiej, przyciągające swoim wysokim poziomem merytorycznym i oratorskim słuchaczy z inteligencji. Władał językiem francuskim, niemieckim i angielskim, z wielkim zaintereso­waniem odnosił się do filozofii i nauk przyrodniczych. Krupiński współpracował z wieloma periodykami, swoje studia, artykuły, szkice i recenzje ogłaszał na łamach: „Pamiętnika Reli­gijno-Moralnego” (1859), „Biblioteki Warszawskiej” (1864, 1868–1869, 1881–1882), „Gaze­ty Warszawskiej” (1865–1868), „Wieńca” (1872), „Ateneum” (1876–1882, 1886–1896), „Ty­godnika Ilustrowanego” (1870, 1875–1876, 1886, 1897–1898), „Tygodnika Powszechnego” (1878, 1881–1883, 1885), „Kraju” (1885), „Warszawskiego Rocznika Literackiego” (1871– –1872), „Opiekuna Domowego” (1873), „Zorzy” (1866). W 1893 r. podupadł na zdrowiu i przez ostatnie lata życia zmagał się z chorobą serca utrudniającą mu pracę nauczycielską i naukową. W styczniu 1898 r. obchodził trzydziestolecie pracy pedagogicznej w IV Gim­nazjum. Podłamany śmiercią ukochanej matki, w której pogrzebie (w lutym 1898 r.) z uwa­gi na stan swego zdrowia nie mógł wziąć udziału, zmarł sześć miesięcy później, 16 VIII 1898 w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Uznawano go niekiedy za godnego następcę wielkiego pijara Stanisława Konarskiego. Imponował erudycją i niezależ­nością myślenia; podejrzliwie i z krytycznym dystansem traktowany przez większość kleru katolickiego, usiłował godzić prawdy wiary z dociekaniami rozumowymi. Jako orator i styli­sta zawsze respektował logiczność wywodu i precyzję wysłowienia. Był darzony ogromnym szacunkiem (z wyjątkiem środowisk klerykalnych); ceniono go jako człowieka nauki, jed­nostkę prawą, szczerą i całkowicie oddaną służbie nauce i Kościołowi.
Historyk filozofii i filozof. Najważniejszą dziedziną twórczości Krupińskiego okazała się fi­lozofia i jej historia. Na tym polu położył niemałe zasługi, docenione i przez współczesnych, i przez potomnych. Henryk Struve z uznaniem pisał o zarysie historii filozofii polskiej napi­sanym przez Krupińskiego jako dodatek do jego przekładu dzieła Alberta Schweglera opu­blikowanego w 1863 r. (książka ta, ostro krytykowana przez przedstawicieli Kościoła kato­lickiego, trafiła do indeksu dzieł zakazanych). Najszczegółowiej scharakteryzował Krupiński polską filozofię XIX-wieczną nurtu heglowskiego, projekt Georga Wilhelma Friedricha Heg­la waloryzował zresztą najwyżej, widząc w nim „niezależn[ą] i samodzieln[ą] umiejętnoś[ć] idei, przedstawiającej się we wszystkich państwach materii i ducha, leżącej na dnie wszystkie­go istnienia, a pojawiającej się jako rozum bezwzględny” (Filozofia w Polsce, w: A. Schwegler, Historia filozofii w zarysie, 1863). W swoim ujęciu historii filozofii polskiej Krupiński dowar­tościowywał nurt empiryczny o nacechowaniu realno-praktycznym. Z uznaniem odnosił się do filozofii oświeceniowej. Niekwestionowanym autorytetem był dlań Konarski, którego ob­szerny biogram – nb. zawierający bardzo ostrą krytykę destrukcyjnego wpływu jezuityzmu na naukę i szkolnictwo – zamieścił w Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda (t. 15, 1864). W jego mniemaniu filozofia polska, acz niedorównująca poziomem merytorycznym filozofii zachodniej (w szczególności niemieckiej), miała niekwestionowane osiągnięcia. Krupiński uważał, że „zwrotem do praktyki, […] wyklęciem czczych, zawiłych, do niczego nieużytecznych, a tak polskiemu umysłowi wstrętnych oderwań spekulacyjnych […] dobrze się zasłużyła i umiejętności w ogóle, i literaturze swojskiej” (Filozofia w Polsce). W wywodzie młodego filozofa pojawił się motyw wykorzystywany potem przez pozytywistów – zwłasz­cza w latach 70. – jako jeden z najważniejszych elementów ich programu społeczno-kultu­ralnego: apel o „upraw[ę] filozofii i tych umiejętności, które istotnie zbogacają umysłowość” (tamże). Niechęć do literatury powieściowej (romansu) wyrażał Krupiński konsekwentnie, ubolewając, że w 1875 r. „Lam i Zachariasiewicz oraz kilku innych minorum gentium za dość czyni[li] nienasyconej żądzy romansowania” (Literatura polska, w: Jana Jaworskiego Kalendarz Ilustrowany na rok 1876, 1875).
Jeśli w początkowym okresie swojej twórczości Krupiński akceptował racjonalne spe­kulacje metafizyczne i logiczne abstrakcje – ujęte we wzorcowy system przez Hegla – to pod koniec lat 60. jego stanowisko metafilozoficzne zaczęło się zmieniać, co miało związek z jego wzrastającym zainteresowaniem naukami przyrodniczymi (zaowocowało to potem świet­ną orientacją w ewolucjonizmie; w latach 70. nazywał Darwina „znakomitym naturalistą”). Symptomy zachodzącej zmiany można już dostrzec w pracy Przyszłość filozofii („Bibliote­ka Warszawska” 1864, t. 1), w której przedstawił on główne założenia heglizmu i później­szą ewolucję tej filozofii. W 1868 r. Krupiński ogłosił studium Szkoła pozytywna („Biblioteka Warszawska” 1868, t. 3) stanowiące podówczas najobszerniejszy i merytorycznie najwar­tościowszy polski wykład filozofii Auguste’a Comte’a, a także najambitniejszy intelektualnie pierwszy polski „manife[st] metodologii pozytywistycznej” (J. Skarbek). Autor zaprezento­wał się w nim jako zwolennik pozytywizmu w wersji nieortodoksyjnej, wolnego od inklina­cji materialistycznych, z uznaniem odnoszący się do nauk przyrodniczych i tradycji filozo­fii empirystycznej. Z tezami Szkoły pozytywnej współbrzmiało stanowisko wyłożone przez Krupińskiego w cyklu felietonów z „Wieńca” (Wczasy warszawskie, 1872) w okresie walki „młodej” i „starej” prasy. Autor poruszył w nim podstawowe dla ówczesnych debat intelek­tualnych kwestie: utylitaryzmu, materializmu, humanitaryzmu (pojmowanego jako swoista religia człowieka), postępu, optymizmu i pesymizmu, utopii, hipotez naukowych, indywidu­alizmu, radykalizmu i stronnictw politycznych. Z pewnością zbyt powierzchownie ujął kwe­stię utylitaryzmu etycznego, osadzając ją na gruncie „samolubstwa”; to uproszczenie wytknął mu nawet konserwatywny recenzent „Kłosów”. W odniesieniu do kwestii kobiecej wypowie­dział się w sposób zachowawczy, choć niezupełnie konserwatywny; sądził, że jedyną płasz­czyzną do dyskusji i zmian w położeniu kobiet jest życie ekonomiczne i prawodawstwo cy­wilne, na polu umysłowym i politycznym natomiast kobiety intelektualnie mężczyznom nie dorównują.
W późniejszej twórczości Krupiński rozwijał i pogłębiał swoje analizy różnych proble­mów filozoficznych, zajmował się m.in. historiozofią, logiką, brytyjskim empiryzmem (ce­nionym przezeń bardzo wysoko), kontynentalnym neokantyzmem, psychologią, rozwijał też refleksję teoretyczną na gruncie socjologii. Ważnym osiągnięciem Krupińskiego były tłuma­czenia trzech dzieł Alexandra Baina: Umysłu i ciała (1874), Logiki (1878) oraz Nauki wycho­wania (1880); pierwsze i drugie poprzedził instruktywnymi wstępami, które nb. spełniały funkcję metafilozoficznych manifestów tłumacza; trzecie (wysoko ocenione przez A. Dyga­sińskiego) uzupełnił dodatkiem o nauce języka polskiego. Krupiński – korzystając z propozy­cji Herberta Spencera – akceptował kanoniczne założenia socjologii pozytywistycznej, a mia­nowicie przekonanie o istnieniu stałych praw rozwoju społeczeństw, o tym, że rozwój ów ma charakter postępowy i odbywa się w sposób deterministyczny, wreszcie, że mechanizm owe­go rozwoju sprowadza się do zwiększającej się dyferencjacji stanu pierwotnie homogenicz­nego, ukierunkowanej na stopniowe powstawanie struktur coraz bardziej heterogenicznych. Tę koncepcję socjologiczną Krupiński zespalał z historiografią (nazywaną przez siebie nie­precyzyjnie: historiozofią) i szacował wartość różnorodnych stanowisk w badaniach histo­rycznych (a także historycznoliterackich). Zdecydowanie krytykował wielkie projekty spe- kulatywne, aprioryczne i grawitujące w stronę idealizmu historiozofii spirytualistycznych; negatywnie oceniał dzieło Maurycego Mochnackiego O literaturze polskiej w wieku dziewięt­nastym (1830) i jego komponenty schellingiańskiej filozofii natury. Z sympatią pisał o histo- riozofii (historiografii) oświeceniowej Stanisława Staszica i Hugona Kołłątaja, z uznaniem – o Józefie Supińskim jako autorze Myśli ogólnej fizjologii wszechświata (1860). Podobnie jak pozytywiści (w tym B. Prus) Krupiński jako autor Naszej historiozofii („Ateneum” 1876, t. 3, z. 9) godził jednostkowy i gatunkowy woluntaryzm oraz aktywizm z przyrodniczym determinizmem.
Krupińskiego zajmowała też kwestia żydowska; choć nie był wolny od stereotypów w postrzeganiu natury Żydów (uznawał ich za „ludność obcoplemienną” w polskim spo­łeczeństwie), to jednak zdecydowanie przeciwstawiał się wszelkim objawom nienawiści ra­sowej i religijnej. Opowiadał się za stopniowym „[z]bliżeniem towarzyskim” z Żydami jako najlepszą drogą do „słuszniejszego wzajem cenienia siebie” (Semityzm i antysemityzm, „Ate­neum” 1890, t. 2, z. 5). Polemizował z poglądami Teodora Jeske-Choińskiego wyłożonymi w pracy Na schyłku wieku (1894). Twierdzenia Jeske-Choińskiego o nieuniknionym schyłku kultury europejskiej recenzent uznał za przesadzone, sprzeczne z najważniejszym prawem ewolucji społecznej. Konkluzja recenzji ujawniła preferencje ideowe Krupińskiego: „Pobud­ki autora uważamy za szlachetne. Bronić spirytualizmu, duszy ludzkiej, moralności, słabych […] znaczy to bronić spraw szlachetnych. Ale natrząsać się z nauki, z rozumu, niepospoli­tych uczonych, jak Berthelot, traktować jak »żaczka szkolnego«, to rzecz mniej szlachetna” („Ateneum” 1894, t. 3, z. 9).
Stanowisko metakrytyczne, program literacki, oceny krytyków. Krupiński nieczęsto pi­sał o literaturze pięknej, jednak w 1878 r. ogłosił ważny artykuł O krytyce („Ateneum”, t. 3, z. 8), w którym przedstawił swój pogląd na istotę i funkcje krytyki. Określił ją – możliwie na­jogólniej – jako właściwy ludzkiej naturze sąd o „utworach umysłowych”, które dzielą się na kilka grup przedmiotowych: „dzieła ściśle naukowe, czyli matematyczno-fizyczne”, „twory przyrodzone”, „nauki społeczne”, „wykład rzemiosł i sztuk użytecznych”, wreszcie „dzieła tak zwane piękne” (tamże). W ostatniej grupie Krupiński pomieścił takie dyscypliny, jak histo­ria, poezja i estetyka. Szczególnie istotne znaczenie miały sformułowane przezeń dyrektywy metodologiczne. Były one tożsame z metakrytycznymi założeniami pozytywistów. Krupiński projektował model krytyki przedmiotowej i bezstronnej. Bezstronność polegała na umiejęt­nym „wniknieniu w zasady autora, czyli jego dzieła, na zajęciu tegoż co on stanowiska i wy­kazaniu: czy owe podstawy są bez zarzutu i czy autor, przypuściwszy ich zasadność, pozo­stał z nimi w zgodzie w ciągu swej pracy i argumentacji” (tamże). Przedmiotowość oznaczała z kolei dla Krupińskiego określoną modalność wywodu. W jego mniemaniu „[k]rytyka jest przedmiotową, gdy […] ani narodowość, ani wyznanie, ani stronnictwo, ani ulubione jakieś teorie nie zaślepiają [krytyka] na zalety i wady rozbieranego dzieła” (tamże). Analizy i oceny krytyczne nabierają walorów przedmiotowości, jeśli ich autor unika eksponowania własne­go „ja”, jeśli skupia się wyłącznie na przedmiocie, kierując się przede wszystkim „rozumem, nie uczuciem, postępem nauki, nie swoimi przywidzeniami, gdy swoje ja chowa jak najgłę­biej, a przed okiem czytelnika roztacza rzecz, którą autor wyłożył” (tamże). By należycie opi­sać i ocenić dzieło artystyczne, krytyk przedmiotowy winien najpierw poznać je gruntownie oraz „rozebrać” je ze „znajomością i spokojem znawcy” (tamże). Choć trudno byłoby odeń oczekiwać kompetentnej wiedzy na wielu polach przedmiotowych, to jednak „musi mieć szeroką podstawę, to jest znać przynajmniej ogólne zasady, principia głównych umiejęt­ności tak teoretycznych, jak i praktycznych” (tamże). Krytyk przedmiotowy, sumienny i bez­stronny staje się kompetentny, gdy konsekwentnie poszerza własną wiedzę teoretyczną i gdy rozwija w sobie umiejętność obserwacji świata. Jego ogląd rzeczywistości powinien być sze­roki, a tolerancja cudzego zdania – na tyle duża, by móc prowadzić merytoryczne, wolne od napastliwości, dyskusje z odmiennymi stanowiskami. Prawda absolutna jest nieosiągalna; zgodnie z metaepistemologicznym założeniem pozytywizmu Krupiński wykluczał podejście maksymalistyczne w tej kwestii. W swoim artykule uwypuklił też socjologiczne uwarunko­wania krytyki literackiej. Nie może ona – przekonywał – podporządkowywać się oczekiwa­niom wszystkich odbiorców, jako że ci, przekształcając się z wolna w publiczność masową, znajdują upodobanie np. w ostrych, efektownych starciach polemistów lub w schlebianiu jej gustom. Bo „zmienne gusta publiczności nie powinny […] obłąkać krytyka” (tamże), które­go obowiązkiem jest respektować zasadę kompetencji przedmiotowej i gruntownej znajomo­ści rzeczy, a także unikać schlebiania „panującym przesądom czy w literaturze, czy w spra­wach publicznych” (tamże).
Poglądy Krupińskiego na literaturę i pracę umysłową stanowią reprezentatywny wy­raz programu wczesnego pozytywizmu. Przedstawił je już wiosną 1867 r., kiedy opubli­kował studium O produkcji literackiej („Gazeta Warszawska” 1867, nr 105–107, 109–111). Praca ta odznaczała się oryginalnością, gdyż miała silną podbudowę teoretyczną w po­staci inspiracji ekonomią polityczną Milla. Krupiński wprowadził pojęcie „produkcji lite­rackiej”, przez którą rozumiał „wszelkie utwory umysłu ludzkiego, objawiające się w mo­wie piśmiennej i ogłaszane publicznie drukiem”, czyli dzieła zarówno literatury pięknej, jak i naukowe (tamże). W procesie produkcyjnym najważniejsze okazują się – zdaniem Milla – dwa czynniki: praca i kapitał. Mimo pewnych różnic zachodzących między produkcją ekonomiczną a umysłową (ta pierwsza wymaga przede wszystkim pracy fizycznej i wytwa­rza dobra materialne), Krupiński, podobnie zresztą jak Mill, widział potencjał użyteczności również w tej drugiej. Podkreślając metaforyczne znaczenie terminu „produkcyjność”, zasto­sował go jednak do charakterystyki pracy umysłowej (literackiej); przekonywał, że praca ta może być albo nieprodukcyjna, albo produkcyjna. Nieprodukcyjność literatury i nauki poj­mował Krupiński jako ich nieużyteczność. Przykładami takiej pracy były „kroniki brukowe” w czasopismach, błaha felietonistyka płacona od wiersza, a także utwory tych „wszystkich romansopisarzy, którym nie przewodniczy jakaś ogólniejsza idea, którzy sobie nie zakłada­ją przeprowadzenia jakichś zasad popularnie i wciśnięcia ich w te sfery, które nic nie czyta­ją lub co najwyżej romanse” (tamże). Producenci romansów nie tylko nie tworzyli rzeczy użytecznych społecznie; oni nawet zagrażali sercom i umysłom publiczności. Nieprodukcyj- ność (nieużyteczność) pracy umysłowej Krupiński odnajdywał też w literaturze naukowej nierespektującej zasad metodologicznych, a więc np. niezawierającej „faktów historycznych”, oraz w filozofii opartej na czystych spekulacjach (czyli choćby w niemieckim idealizmie) pozbawionych jakiegokolwiek związku z rzeczywistością. Objawy „bezmyślnych niby-rozu- mowań” odnajdywał w wykładzie Struvego (tamże). By praca umysłowa stała się „produk­cyjna”, a dzieło nabrało waloru użyteczności społecznej, konieczne było uzgodnienie treści słów z realną rzeczywistością. Krytyczny i sumienny ogląd faktów oraz ich wnikliwa eks­ploracja poznawcza, oparta przede wszystkim na doświadczeniu i na rozumowej „obróbce” jego danych, składały się na najważniejszy imperatyw metodologiczny Krupińskiego, właści­wie tożsamy z pozytywistyczną teorią nauki. Studium Krupińskiego, wyprzedzające pozyty­wistyczne manifesty literatury tendencyjnej, wyróżniało się swoim poziomem teoretycznym i spójnością wyłożonego projektu. Autor wielokrotnie potem odwoływał się do swoich tez z 1867 r. Wzorem doniosłej społecznie „produkcji” literackiej było dlań piśmiennictwo an­gielskie, w którym – jak zauważał w końcu lat 60. – „niewątpliwie przeważają dzieła użytecz­ne nad nadobne” (Jana Jaworskiego Kalendarz Ilustrowany na rok 1870, 1869).
Obraz Krupińskiego jako (meta)krytyka literackiego uzupełnia też obszerny portret Aleksandra Tyszyńskiego ogłoszony w 1881 r. Krupiński docenił teoretyczne starania byłe­go wykładowcy Szkoły Głównej: „[…] czując się powołanym na krytyka, nie działał i nie pi­sał na chybi trafi, lecz się opierał na pewnych wyrozumowanych zasadach” (Aleksander Ty- szyński, „Biblioteka Warszawska” 1881, t. 1). Istotę krytyki Tyszyński upatrywał w „sądzie”, jej kryterium – w podmiocie, a zakresem oddziaływania obejmował całą ludzkość. Z biegiem czasu usztywnił jednak swoje stanowisko, gdyż podporządkował twórczość krytyczną „czyn­nikowi teologicznemu” (tamże). Krytyczny stosunek Tyszyńskiego do hasła „sztuka dla sztu­ki” Krupiński w pełni zaaprobował, choć nie podzielał motywów filozoficznych, jakimi się kierował autor Moreny.
O romantyzmie. Trwałe miejsce w historii literatury polskiej Krupiński zdobył artyku­łem Romantyzm i jego skutki („Ateneum” 1876, t. 2, z. 4). Autor konsekwentnie podtrzymy­wał w nim własne poglądy filozoficzne, społeczno-polityczne i historiozoficzne, prezentu­jąc się jako świadomy spadkobierca myśli oświeceniowej i zarazem zwolennik pozytywizmu. Na wstępie skonstatował dogorywanie romantyzmu jako kierunku literacko-artystycznego, który miał czas swojej świetności, a obecnie domaga się bezstronnej oceny krytycznej. Za­miarem krytyka było „rozjaśnić nieco pogląd na przeszłość naszą tak literacką, jak i spo­łeczną” (tamże). Taki zabieg miał prawdopodobnie uzasadnienie pedagogiczne, albowiem Krupińskiemu chodziło przede wszystkim o to, by wpływać na formowanie młodego po­kolenia. Swoją definicję romantyzmu wyprowadzał z analizy prac Kazimierza Brodzińskie­go, Adama Mickiewicza i Jana Śniadeckiego. Brzmiała ona następująco: „Romantyzm jest to taki rodzaj poezji, w którym uczucia tęskne za przeszłością, za dziką nieokrzesaną naturą kojarzą się z mistycyzmem, orientalizmem, metafizyką religijną i panteistyczną, cudownoś­cią występującą pod postacią upiorów, duchów powołanych z poezji gminnej na scenę dnia jasnego” (tamże). Krupiński wzbogacił tę definicję o jeden komponent: „uczucia tęskne za przeszłością”, w szczególności: „swojską”. Przejawiał się w nich tak charakterystyczny dla romantyzmu emotywizm, prowadzący też nieuchronnie w stronę mistycyzmu wyrażanego choćby w „apokaliptycznych widzeniach”. Skłonność romantyków do orientalizmu tłumaczył Krupiński jako wynik odrzucenia przez nich tradycji XVIII-wiecznego racjonalizmu; w jego przekonaniu „[c]zuli oni, że Wschód ze swoimi baśniami i strachami, ze swoją naturą dziką, olbrzymią należy do składu ich umysłowego życia” (tamże). Romantycy wytworzyli też irra­cjonalną metafizykę, co było – zdaniem Krupińskiego – konsekwencją aliansu między isto­tą metafizyki, a więc stawianiem maksymalistycznych pytań o byt (np. o „fundamenta istnie­nia”), a duchem romantycznym, który „żadnych granic znać nie chciał i w nieskończoności czuł się jak w domu u siebie” (tamże). Metafizyczne cechy (o wymowie panteistycznej) od­najdywał krytyk w Synu cieniów Zygmunta Krasińskiego, autorytatywnie stwierdzając, że za­warta w nim próbka romantycznej metafizyki jest „rodzoną córką uczucia: miej serce i pa- trzaj w serce!” (tamże). Znamienne było to zdecydowane odrzucenie przez Krupińskiego i metafizyki, i romantyzmu z jego poznawczym i emotywnym maksymalizmem; ujawniał on tutaj silne przywiązanie do światopoglądu pozytywistycznego. Innym negatywnym rezul­tatem upodobania romantyków w „mistycyzmie, w cudowności, nadzwyczajności” okazał się dlań zwrot w stronę „poezji gminnej”, bardzo surowo przez krytyka ocenionej, nazwanej przezeń „owocem prawie dziecinnej wyobraźni”, pozbawionym większych walorów po­znawczych i artystycznych. Kult przeszłości uznawał za zjawisko pozytywne, wykluczywszy jednak jej idealizację.
Główny akcent swoich wywodów Krupiński położył na społeczne skutki romanty­zmu. Formułował tezy wyraziste i nierzadko kontrowersyjne, wymierzone w stereotypy pol­skiej świadomości kulturowej. Krupiński powielał usankcjonowane teoretycznie m.in. przez Hippolyte’a Taine’a przekonanie, zgodnie z którym pojmował „literaturę w ogóle, a poezję w szczególności jako zostające w ścisłym związku ze społeczeństwem” (tamże). Uwypukle­nie skutków społecznych wywoływanych przez literaturę, a więc kwestię jej zobowiązań uty­litarnych, zapożyczył u Milla. Cel literatury (i całej sztuki) „tkwić powinien w podnoszeniu społeczeństwa na wyższe uobyczajenia szczeble” (tamże). Krupiński uznał wpływ romanty­zmu na życie społeczne za zjawisko ujemne: „Podsycać i tak już zakorzenioną wiarę w guślar- stwo, zjawienia, proroctwa delfickie, nie jest to służyć ani sprawie oświecenia rozumu, ani na­wet zabawienia wyobraźni, która w naszych czasach, cokolwiek wyleczonych z mistycyzmu, nie może smakować w tym, co tworzyła ciemnota” (tamże). Hipertrofia uczuć przy jedno­czesnym zaniedbaniu strony rozumowej przyczyniała się do narodowych nieszczęść; z dość przejrzystych aluzji zawartych w studium da się wyczytać krytyczny stosunek Krupińskiego do powstania styczniowego.
Polski romantyzm w sposób nieuzasadniony według niego dokonał sakralizacji historii Polski, przyrównując ją do Chrystusa. Ponieważ Chrystus był niewinny i cierpiąc za wszyst­kich, wszystkich zbawił, więc i przeszłość (a właściwie Polska) „była także bez winy i powoła­ną jest do zbawienia rodu ludzkiego” (tamże). Taki pogląd – stanowiący rdzeń romantyczne­go mesjanizmu – Krupiński oceniał jako fałszywy, choć zarazem nader wpływowy w polskim życiu umysłowym. Odrzucając romantyczny kult przeszłości i opowiadając się za rzeczowym podejściem do niej, krytyk prawdopodobnie zbliżał się do rewizjonistycznego stanowiska Jó­zefa Szujskiego. Krupiński zdecydowanie też zanegował wzorzec osobowy bohatera roman­tycznego. Był to dlań „zapaleniec, fantastyczny marzyciel, na poły bohater, na poły szale­niec, który pragnąłby świat wysadzić z zawias i pchnąć go na nowe tory; który się nie rachuje z rzeczywistością, z faktami” (tamże). Wewnętrznie nieuporządkowany, miota się między skrajnościami, sprawia wrażenie „karykatur[y] człowieka”. Tę surową ocenę bohatera roman­tycznego Krupiński obudowywał cytatami z Kordiana Juliusza Słowackiego.
Artykuł Romantyzm i jego skutki, uznawany za „mowę pogrzebową romantyzmu” (T. Budrewicz), wywołał gwałtowne spory i polemiki w prasie warszawskiej i galicyjskiej, ściągnął na autora liczne oskarżenia daleko wykraczające poza dziedzinę historii literatu­ry i krytyki literackiej, zaangażował wielu dyskutantów, którzy kwestię romantyzmu rozpa­trywali w kontekście społeczno-politycznym i historycznym. Z pozycji zwolennika estetyki idealistycznej atakował Krupińskiego Marian Massonius, argumenty polityczne wykorzystał Tadeusz Żuliński, brutalnie insynuujący pijarowi rzekome sprzeniewierzenie się polskiemu patriotyzmowi, wreszcie krytycy pomniejsi, jak Adam Breza i Kazimierz Łuniewski, wykpi- wali Krupińskiego projekt nowej poezji. Dyskusję merytoryczną, odnoszącą się do płaszczy­zny estetycznej, podjęto jedynie w kwestii cudowności, fantastyki oraz roli uczucia w poezji. Pod wpływem Krupińskiego dyskutanci zaczęli też rozważać problematykę metodologicz­ną. W toku dyskusji i polemik wyróżnił się głos Prusa, który w pełni podzielał utylitarny po­gląd pijara na literaturę i tym samym dopuszczał rozpatrywanie romantyzmu przez pryzmat użyteczności.
W 1885 r. Krupiński opublikował artykuł Poeta i społeczeństwo („Kraj” 1885, nr 46), w którym rozpatrzył wpływ Mickiewicza – i szerzej: poezji romantycznej – na rodaków. Au­tor miał świadomość wyjątkowej rangi literatury w społeczeństwie polskim, w szczególno­ści zaś poezji romantycznej. Wywierała ona ogromny wpływ na ogół, zastępowała nieistnie­jące organy życia politycznego, wykorzystywała „brak ciągłej i systematycznej nauki”, a także „lenistwo […] do dłuższej i cięższej pracy umysłowej”. Krupiński powtórzył swoje zarzuty pod adresem romantycznej uczuciowości, której rezultatem okazał się m.in. chaos wyob­raźni tworzącej często „karykatury pozbawione wszelkiego prawdopodobieństwa” (tamże). Od Mickiewicza Krupiński jednak datował „odrodzenie i poezji naszej, i poczucia wspólno­ści plemiennej”, widział w nim niejako wskrzesiciela miłości ojczyzny, a także, co szczególnie istotne, twórcę, dzięki któremu „poezja nasza znalazła się w panteonie poezji europejskiej” (tamże). Publicysta zarysowywał wizję dalszych losów Polski, które zwieńczą się upragnio­nym celem (odzyskaniem niepodległości) wówczas, gdy „pokolenie spółczesne, […] grzejąc serce przy wielkich ogniskach romantycznych”, uzbroi się w „cierpliwość stalową i rozum­ną, powolną we wszystkich kierunkach pracę…” (tamże). Ten postulat nowego patriotyzmu był bardzo bliski poglądom pozytywistów polskich (choćby Prusa); wysoka zaś ocena Mic­kiewicza sugerowała, że Krupiński mógł wyciągnąć wnioski z dyskusji nad swoim artykułem sprzed dziewięciu lat.
Najwyższe uznanie krytyka zyskał Pan Tadeusz, „poemat najpełniej wykończony i najo­biektywniej pisany” (tamże), najodleglejszy od mistycyzmu. Krupiński powielał tutaj pogląd krytyków pozytywistycznych, z uznaniem odnajdujących w dziele Mickiewicza pierwiastki realizmu. Na początku 1886 r. krytyk opublikował recenzję monografii poety autorstwa Pio­tra Chmielowskiego („Tygodnik Ilustrowany” 1886, nr 160). Hołdował w niej zasadom po­zytywistycznego dyskursu krytycznego, przede wszystkim wolnej od „jakichkolwiek wzglę­dów ubocznych” przedmiotowości. Jego zdaniem Chmielowski potraktował Mickiewicza realistycznie, to znaczy „ściągnął [go] z obłoków na ziemię”, postawił „na własnych jego no­gach wśród otoczenia materialnego i umysłowego, jakie się wyrobiło na Litwie w począt­kach wieku bieżącego” (tamże). Recenzentowi zaimponowała nadzwyczajna skrupulatność monografisty widoczna w uwzględnieniu ogromnej liczby prac mickiewiczologicznych i su­miennym weryfikowaniu faktów. W tym samym czasie Krupiński ogłosił szkic Biblioteka Mickiewicza („Ateneum” 1886, t. 2, z. 4), w którym przedstawił projekt utworzenia – we Lwo­wie lub w Krakowie – biblioteki Mickiewiczowskiej, gromadzącej zbiór dzieł poety (w tym rozproszonych jego autografów) oraz prac mu poświęconych. Autor zamierzał apelować do ofiarności rodaków, by ci obdarowywali bibliotekę książkami; wierzył, że Polacy odpowie­dzieliby na ten apel i włączyli się w sprawę, „której głównym celem hołd dla największe­go geniusza narodu” (tamże). Ton szkicu nie przypominał wcześniejszych rewizjonistycz­nych prac Krupińskiego o romantyzmie, wyczuwało się w nim bowiem autentyczną cześć dla wieszcza. W Bibliotece Mickiewicza uwidoczniały się ślady pamięci kulturowej o najży­wotniejszej tradycji kultury polskiej czasu zaborów. Biblioteka Mickiewiczowska stanowiłaby cenne archiwum; korzystaliby z niego badacze, wśród których znalazłby się na pewno ktoś, kto „umiejętnym piórem zdoła odkryć przed narodem tajniki myśli i uczuć największego z wieszczów naszych” (tamże). Taką apoteozę Mickiewicza wygłosił niegdysiejszy pogromca „romantyzmu i jego skutków”.</document>
<document nplp_id="14419" title="Krzemiński Stanisław" slug="krzeminski-stanislaw">Historyk, publicysta, działacz polityczny. Pseudonimy i kryptonimy: Bem; Dr X; Jan z Zarze­wia; Narrans; Tadeusz Rastawicki.

Informacje biograficzne. Urodził się 16 XII 1839 w Warszawie w rodzinie mieszczańskiej, był synem Mateusza Krzemińskiego (zm. 1848) i Marii z Czyżewskich (zm. 1896). Ojciec z zawo­du budowniczy, brał udział w powstaniu 1831 r. w randze podporucznika. Krzemiński kształ­cił się na tzw. pensji Jana Nepomucena Leszczyńskiego (1849–1852) oraz w Szkole Realnej (1852–1856). Po jej ukończeniu pracował w l. 1858–1859 w Komisji Przychodów i Skarbu. W tym czasie nawiązał kontakty ze środowiskiem akademickim i wstąpił do tajnej organizacji w nowo utworzonej Akademii Medyko-Chirurgicznej. Z tamtego czasu datuje się jego przy­jaźń z Adamem Asnykiem. Zagrożony aresztowaniem, w 1859 r. wyjechał do Paryża, gdzie przez kilka miesięcy uczęszczał na Sorbonę i Collège de France. Trafił do kręgu zwolenników gen. Ludwika Mierosławskiego. W 1860 r. przeniósł się do Heidelbergu, gdzie podjął studia filozoficzne i prawnicze, jednocześnie prowadząc pracę polityczną wśród polskich emigran­tów. Na wieść o wypadkach lutowych powrócił w 1861 r. na blisko rok do kraju, po czym udał się do Genui z misją uspokojenia nastrojów w polskiej szkole wojskowej. Po nieudanej mi­sji powrócił do Heidelbergu i pracował na rzecz Mierosławskiego. Przekonawszy się, że jego wpływy w kraju są minimalne, Krzemiński zerwał chwilowo z generałem i udał się do Kon­gresówki, by wziąć czynny udział w powstaniu. Jako były mierosławczyk nie miał większego wpływu na działalność Komitetu Centralnego. Sytuacja zmieniła się wraz z propozycją obję­cia dyktatury przez generała. Wszedł do zarządu, przygotowywał niektóre ustawy i rozporzą­dzenia. Aresztowany na krótko i wypuszczony z braku dowodów, podjął współpracę z pra­są powstańczą, m.in. „Dziennikiem Narodowym”. Wszedł do rządu Karola Majewskiego, nadzorując prasę. Pracował jako dyrektor wydziału prasy także przy Romualdzie Traugut­cie, ustąpił 8 XII 1863, gdy zwątpił w celowość walki. Z Trauguttem pozostał w serdecznych stosunkach do końca życia.

W l. 1864–1867 studiował prawo w Szkole Głównej, jednak wobec postępującej ru­syfikacji życia nie zaliczył ostatnich egzaminów i podjął decyzję o niepodejmowaniu pra­cy w swoim zawodzie. W okresie studiów ponownie został zatrzymany, ale udało mu się uchronić przed zesłaniem. Rok po ich ukończeniu zatrudnił się na Lubelszczyźnie jako na­uczyciel domowy. Po powrocie do Warszawy rozpoczął karierę dziennikarza. W l. 1869–1876 był sprawozdawcą politycznym w „Kurierze Warszawskim”, w 1872 r. zasilił redakcję „Kło­sów”, a od 1875 r. został także współredaktorem „Bluszczu”. W 1881 r. zatrudnił się w Biu­rze Statystycznym Jana Blocha, przez rok był naczelnikiem wydziału kontroli. W 1892 r. ukazało się opus magnum Krzemińskiego, rozprawa historyczna Dwadzieścia pięć lat Ro­sji w Polsce (1863–1888). Zarys historyczny. W l. 1893–1910 sprawował funkcję sekretarza Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej. Zaprzyjaźniony od późnych lat 80. z Aleksan­drem Świętochowskim, w l. 1895–1906 redagował dział polityczny „Prawdy”. Działał ak­tywnie na rzecz Czytelni Towarzystwa Dobroczynności i Macierzy Szkolnej. W 1909 r. zo­stał bibliotekarzem Biblioteki Publicznej i redagował „Przegląd Biblioteczny”. Był aktywnym członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie oraz Towarzystwa Naukowego War­szawskiego, a od 1910 r. Akademii Umiejętności. Pod koniec życia pracował w Towarzys­twie Kredytowym. Był też współredaktorem pomnikowych wydawnictw: Złota przędza poe­tów i prozaików polskich (1884–1887) oraz Wiek XIX. Sto lat myśli polskiej (1906–1911). Zmarł 29 XI 1912 w Warszawie.

Polemika z pozytywizmem. Zasiliwszy redakcję „Kłosów” na początku lat 70., Krzemiński wdał się w polemikę z rozwijającym się podówczas ruchem pozytywistycznym. W Przeglą­dzie prasy periodycznej (33 odcinki) dokonywał na bieżąco oceny aktualnej produkcji praso­wej, wytykając warszawskim pismom nijakość ideową, eklektyzm, uleganie krótkotrwałym modom. Podjął się tego, jak wyznawał, powodowany poczuciem odpowiedzialności. Uzna­wał bowiem, że wobec słabości ruchu umysłowego w Królestwie prasa spełnia niezwykle odpowiedzialną rolę informacyjną, edukacyjną i wychowawczą. Zaatakowany po kilku od­cinkach przez „Przegląd Tygodniowy”, dokonał surowej oceny pisma prowadzonego przez Adama Wiślickiego, zarzucając jego redaktorom (w tym Świętochowskiemu) nihilizm, nisz­czenie tradycji i autorytetów. Dostrzegał „odtrącenie wszelkich powag i prawd prócz tych, ja­kie mogą dać nauki przyrodzone, wyrzeczenie się wszelkich uczuć moralnych, które uzna­wane są przez »Przegląd« za rzecz konwenansu, i zarozumiałość niewidzącą żadnej zasługi i rozumu poza sobą”, śmiałość pisma w tematyce społecznej i obyczajowej kompromito­wał jako cynizm, a lansowane wzorce literackie uznał za wielce ograniczone („Kłosy” 1872, nr 345). Mimo zdecydowanego tonu i wielu krytycznych uwag jego polemiki charaktery­zowała wysoka kultura pisarska, co w ówczesnej rzeczywistości stanowiło rzadkość. Z cza­sem, zniechęcony brukowymi napaściami, wycofał się z podjętej problematyki i zajął inny­mi sprawami. Spór z „Przeglądem Tygodniowym” odsłonił jego stosunek do pozytywizmu. Zdecydowany kantysta, wielbiciel poezji romantycznej i nieugięty zwolennik idei niepodleg­łościowej, widział w nim zwycięstwo materializmu w filozofii, utylitaryzmu w etyce, tenden­cyjności w sztuce i – co najważniejsze – ugodowość wobec zaborcy. Jednak jego idealizm był silnie zabarwiony racjonalizmem, co zbliżało go do umysłowości oświeceniowej, a w kwestii wyznaniowej do deizmu.

Od 1884 r. powrócił do pisarstwa politycznego na łamach „Gazety Warszawskiej” oraz dał upust swoim pasjom historycznym. Przygotował m.in. referat na zjazd historycznoliterac­ki im. Jana Kochanowskiego na temat reformy szkolnictwa Stanisława Konarskiego, a wraz z Piotrem Chmielowskim rozpoczął pracę nad obszerną antologią Złota przędza. Krzemiń­ski opracował do niej sylwetki Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Joachima Lelewela, Józefa Gołuchowskiego, Bronisława Trentowskiego, Józefa Kremera, Karola Libel­ta, Augusta Cieszkowskiego, Piotra Skargi, Fabiana Birkowskiego i Stanisława Konarskiego. Lata współpracy zbliżyły niedawnych przeciwników, w poglądach na pozytywizm Krzemiń­ski złagodniał, choć na ruch dalej patrzył krytycznie, czemu dał wyraz w obszernym studium Jerzy Brandes w Warszawie („Bluszcz” 1885, nr 8–9).

Poglądy na sztukę i literaturę. Większość prac literackich, które wykonywał w ogromnej licz­bie najpierw dla „Kuriera Warszawskiego”, potem dla „Kłosów” i „Bluszczu”, a w latach 90. dla „Prawdy” (recenzje, przeglądy, omówienia odczytów, portrety twórców, nekrologi), nie za­dowalało jego ambicji poznawczych czy pisarskich. Kontynuując swoje zainteresowania poli­tyką, w latach współpracy z licznymi pismami rozwinął się jako krytyk artystyczny, literacki oraz recenzent teatralny (najważniejsze artykuły zostały przedrukowane w zbiorach: Zary­sy literackie, 1895; Nowe szkice literackie, 1911). Uznając bezinteresowne dobro za fundament moralności, swoje poglądy przenosił także na teren sztuki. W 1876 r., omawiając artykuł Fran­ciszka Krupińskiego Romantyzm i jego skutki, stwierdził, że tak jak istnieje nauka dla nauki, zrodzona z czystej admiracji dla prawdy, tak sztuka nie może nikomu służyć, gdyż powsta­ła jako wrodzony impuls rodzaju ludzkiego pragnącego bezinteresownej miłości piękna (Kil­ka słów z powodu artykułu „Romantyzm i jego skutki”, „Bluszcz” 1876, nr 19). Będąc prze­jawem ducha, ma ona charakter autonomiczny i w żadnym wypadku nie stosuje się do niej zasada utylitaryzmu, zwłaszcza rozumianego mechanicznie. Utylitaryzm, o ile w ogóle poja­wić się może w polu sztuki, ma w niej prawo bytu tylko wtedy, gdy uznamy, że sztuka jest dla ludzi. Rozumiał przez to (podobnie jak C. Norwid), że jest ona formą, przez którą objawiają się ideały. Dążąc do piękna, będącego zmysłowym kształtem uduchowienia, artysta dokonuje w niej sublimacji pierwotnych popędów, namiętności i emocji (tamże). W historii sztuki kon­sekwentnie dowodził wyższości sztuki idealistycznej nad sztuką realistyczną, w której widział realizację Goetheańskiej kategorii Naturwirklichkeit zamiast preferowanej Naturwahrheit.

Jako krytyk literacki przejawiał głęboką świadomość własnej roli i celu profesji. Kryty­kę pojmował jako pracę intelektu, szukanie syntezy, w której przeżycie estetyczne, subiektyw­ne upodobania i gust konfrontują się z wiedzą i odniesieniami do wielu najrozmaitszych do­konań artystycznych. Wyobrażał ją sobie jako rodzaj współtwórczości z ocenianym dziełem. Pisał: „[…] jako człowiek jest […] i wobec autora, i wobec powszechności istot samoistną monadą, odbijającą w sobie świat, a więc i dzieło sztuki, na własny swój, oryginalny sposób” (Przegląd teatralny, „Bluszcz” 1890, nr 30). Przywiązywał wielką wagę do indywidualności w sztuce, nie cenił więc dominującego w epoce modelu analizy Taine’owskiej, uznawał jed­nak, że poznanie tła dziejowego jest ważne w procesie rozumienia dzieła, bo ułatwia rozpo­znanie „psychologicznego węzła przyczyn pomiędzy dziełem a człowiekiem” (Jerzy Brandes). Namiętnie zwalczał tendencyjność w literaturze. Pisał: „Literatura jest tylko jedną z dźwig­ni życia, ale nie jest życiem samym; i w samej nawet literaturze nie wszystko może i powin­no poczynać się w łonie potrzeby społecznej […]. Strona utylitarna, tendencyjna, publicy­styczna literatury jest bez zwątpienia najważniejszą, bo milion znaczy więcej niż jednostka, a życie więcej niż piękno; lecz historia aż nadto wymownie przekonywa, że najtrwalszymi są te pomniki literackie geniuszu ludzkiego, które do żadnego celu praktycznego nie służy­ły” (tamże).

Recenzje i portrety. Paradoksalne, ale prace Krzemińskiego dotyczące literatury miały naj­częściej charakter praktyczny – były to recenzje (w prasie bieżącej) oraz portrety literackie (w antologiach), często o charakterze popularyzatorskim. Ciekawie prezentuje się sylwet­ka Józefa Ignacego Kraszewskiego („Bluszcz” 1879, nr 1–5, 7–11). Portret ten ma charakter pogłębionego, erudycyjnego studium biograficzno-interpretacyjnego, Krzemiński podkreś­lił wszechstronność autora Ulany, jego szerokie zainteresowania i tytaniczną pracowitość, uwypuklił przesłanki, które uformowały go jako powieściopisarza historycznego i konse­kwentnego demokratę. Stosunkowo późno Krzemiński odkrył twórczość Elizy Orzeszkowej, która jego zdaniem zasługiwała na większe zainteresowanie, niż jej okazywano. Po lekturze Nad Niemnem, które nim wstrząsnęło, Australczyku, a później także pracy redakcyjnej nad Dwoma biegunami zamierzał poświęcić jej jakieś większe studium, ale zamiar nie doszedł do skutku. Dosyć wcześnie zwrócił uwagę na talent Henryka Sienkiewicza. Omawiając wczes­ne utwory Litwosa, Krzemiński podkreślał ujawniającą się w jego stylu indywidualność, poe­tyczne efekty, bujność życia, nadzwyczajne tętno realizmu bez „wyrozumowanej tendencji” („Bluszcz” 1880, nr 6–8). Ciekawe, że w nowelach, dramatach, a nawet w Listach z podróży dostrzegał powlekającą wszystko „mgłę pesymizmu”. U Sienkiewicza – pisał – „świat nie jest dla dobrych, świat nie jest dla szczęścia – prawem świata jest ból i nędza” („Na jedną kartę” H. Sienkiewicza, „Bluszcz” 1881, nr 9).

Historia. Najgłośniejszym artykułem Krzemińskiego o twórczości autora Trylogii jest rozpra­wa poświęcona Ogniem i mieczem („Bluszcz” 1884, nr 48–49, 51–52). Wypowiedź Krzemiń­skiego, znacznie przekraczająca ramy standardowej recenzji, była manifestem jego poglądów na historię oraz zakamuflowaną polemiką ze stanowiskiem krakowskiej szkoły historycznej, w tym szczególnie z opiniami Michała Bobrzyńskiego, znanego z jednoznacznie negatyw­nej oceny polityki Rzeczypospolitej w XVII w. Na Sienkiewicza Krzemiński patrzył nie jak na historyka, ale artystę, który w swojej powieści historycznej dał Polakom coś, czego dotąd nie mieli – „epopeję rycerskiego ducha przodków naszych” (tamże). Z krwawych wypadków lat 1648–1651 pisarz wydobył coś, o czym nawet nie wspominają prace pozytywistycznych krytyków przeszłości, a co trudno było (także Krzemińskiemu) wyartykułować pod cenzu­rą – pierwotną siłę narodu. Pisał: „Historiozof prawdziwy będzie zawsze badał stopień ży­wotności społeczeństwa bez względu na formę rządu. Społeczeństwo-naród będzie dla niego większą, głębszą kopalnią prawd historycznych niż państwo, bo też jest większym i głębszym żyjącym organizmem” (tamże). Krzemiński dostrzegał wiele błędów, które obniżały jakość powieści. Istotnym brakiem była kompozycja – wytykał powieści „słabość kolumny pacie­rzowej”, rozpad na epizody. Krytykował kreacje bohaterów – zbyt romansowy był jego zda­niem Skrzetuski, zbyt rubaszny i nieprawdopodobny Zagłoba czy Podbipięta, ale całość, jak przyznawał, robiła wrażenie, tym bardziej że historia tego okresu nie została rzetelnie przeba­dana. Chwalił plastykę scen batalistycznych i niezwykłej piękności obrazy natury.

Historia była dla Krzemińskiego przestrzenią objawiania się „żądzy dziejowej życia”, siły, która powoduje, że jednostki i masy społeczne wpływają na losy świata i zmieniają jego bieg. Praca historyka – stwierdzał – a tym zaszczytnym mianem obdarzał niewielu: Tho­masa Babingtona Macaulaya, Jules’a Micheleta, z Polaków Karola Szajnochę – wymaga od niego wiedzy, ale także wyobraźni, a polega na uchwyceniu wiecznej przemiany rzeczywis­tości. W artykule Historia (w: Myśl. Księga zbiorowa…, 1904) pisał, że w swoim idealnym, utopijnym kształcie, jakiego prawdopodobnie nigdy nie osiągnie, powinna być rodzajem „antropohistorii”; zapisywać w przebiegu dziejowym najmniejsze ślady ludzkiej działalności. Intrygująco brzmią w tym artykule jego stwierdzenia o podstawowej roli pamięci w historii, o „rozumnej pamięci pokoleń”, niezbędnej, by narody mogły się dalej rozwijać.

Teatralia. Krzemiński był cieszącym się sporym autorytetem recenzentem teatralnym, a tak­że teoretykiem teatru. Sporo uwag na temat dramatu, dramatopisania i teatru zawarł w ar­tykule Nowe utwory dramatyczne z lat ostatnich („Bluszcz” 1875, nr 32, 35, 37–40), potem częściowo powtarzając je w najbardziej znanym swoim studium Szekspir i dramat, które traktował jako wstęp do analiz szekspirowskich zamieszczonych w zbiorze Zarysy literac­kie (1895). Poglądy na temat tragizmu ogłosił w artykule Tragiczność w świecie, w człowieku i w sztuce („Bluszcz” 1879, nr 41–45) będącym rozbudowaną recenzją pracy Juliusa Bahn- sena Das Tragische als Weltgesetz und der Humor als ästhetische Gestalt des Metaphysischen (1877) napisanej z inspiracji myślą Arthura Schopenhauera. Krzemiński wyprowadzał tra­gizm z całokształtu pojęć człowieka o świecie, zwracał uwagę na odosobnienie w nim jed­nostki i doświadczane przez nią duchowe rozdwojenie. Konflikt tragiczny definiował jako nieuniknioną sprzeczność między dwoma równowartościowymi nakazami wewnętrznymi, z których żaden nie może być spełniony. W hierarchii dzieł literackich przyznawał tragedii najwyższą rangę i wyjątkowe miejsce. Pisał, że nie ma w sztuce żadnego innego rodzaju, któ­ry by tak jak tragedia łączył ze sobą ducha i materię (tamże, nr 45). Za najwybitniejszego dra­maturga wszech czasów uznawał Williama Shakespeare’a. Choć odmawiał mu mistrzostwa w dziedzinie konstrukcji dramatycznej, przyznawał, że nikt nie dorównuje mu w tworzeniu wyrazistych postaci. Zalety warsztatu krytycznego Krzemińskiego, takie jak wyczulenie na kwestie etyczne, subtelność analizy psychologicznej, erudycyjny kontekst, obrazowy język, ujrzymy w całej krasie w jego rozważaniach na temat szekspirowskich bohaterek.

Recenzje teatralne Krzemińskiego skupiały się na dwóch kwestiach: dokładnym omó­wieniu literackiej komponenty przedstawienia i w tym zakresie stanowiły często erudycyjne wprowadzenie do zawartości problemowej utworu dramatycznego oraz na przekładzie tej za­wartości na język teatru, przez co krytyk rozumiał grę aktorską, pogłębienie postaci. Nawet jeśli analizy te nie mogą się dzisiaj równać ze współczesną szekspirologią, to warto pamię­tać, że na tle XIX-wiecznej uchodziły za bardzo merytoryczne, a nawet nowatorskie, odkryw­cze zwłaszcza w dziedzinie psychologicznej. Krzemiński, wychowany na romantyzmie, po­trafił dostrzec kunszt Johanna Wolfganga Goethego i Friedricha Schillera, ale widział w nich przede wszystkim twórców poezji, nie dramatu. Nie cenił klasycznej dramaturgii francuskiej. Choć dostrzegał wychowawczy potencjał Molière’a, wyżej stawiał idealistyczne porywy Vic- tora Hugo. Współczesny dramat mieszczański, powszechnie goszczący na scenach teatrów europejskich, w tym również polskich, oceniał z reguły bardzo ostro („Kłosy” 1874, nr 473, 479; „Bluszcz” 1880, nr 1), a to ze względu na uproszczony, demoralizujący sposób prezen­towania rzeczywistości, zwłaszcza obyczajowej. XIX-wieczna teatrologia polska zawdzię­cza Krzemińskiemu wydobycie z niepamięci twórczości Aleksandra Fredry (Aleksander Fre­dro, „Bluszcz” 1876, nr 32, 34–35, 38–42). Zaliczał ją do romantyzmu, a autora stawiał obok Shakespeare’a i Molière’a, podkreślając jego samorodny komediopisarski talent. Ze współ­czesnych dramaturgów cenił kontynuatora tradycji fredrowskiej, Józefa Blizińskiego (Pan Damazy), pozytywnie wypowiadał się także o Józefie Narzymskim. Michałowi Bałuckiemu poświęcił obszerną rozprawę (Michał Bałucki, „Bluszcz” 1893, nr 1–2), w której omówił jego twórczość, przyznając mu głębokie znawstwo realiów życia społeczno-obyczajowego Galicji.

Choć o swoim koledze redakcyjnym, Edwardzie Lubowskim, wyrażał się bardzo oględnie, nie miał o innych, a pisał o całym ówczesnym świecie teatralnym, najlepszego zdania. Tak zwany dramat mieszczański reprezentowany przez całą rzeszę ówczesnych autorów (K. Zale­ski, Z. Sarnecki, M. Wołowski i in.) był w jego przekonaniu mało wartościowy, w większości słaby literacko, w pomysłach wtórny. Opinię tę stosował także wobec dramaturgicznej twór­czości Świętochowskiego (pisującego pod pseudonimem W. Okoński), w której długo nie do­strzegał niczego oryginalnego.

Wobec nowej sztuki. Krzemiński żył długo, mógł być zatem świadkiem tego, jak zmieniała się sztuka dramatyczna jego czasów. Czytając recenzje Nory czy Podpór społeczeństwa Henri- ka Ibsena, dostrzegamy pewną bezradność krytyka wobec nowej sztuki. Dla szukającego mocniejszych form wyrazu dla kwestii etycznych Krzemińskiego utwory norweskiego dra- matopisarza były zbyt statyczne i zawikłane, nic więc dziwnego, że realizacje warszawskie z 1882 i 1883 r. oceniał jako pozbawione dramatyczności i zagrane zbyt melodramatycznie mimo gwiazdorskiej obsady („Bluszcz” 1882, nr 11; „Bluszcz” 1883, nr 2). Dekadę później, relacjonując warszawskie spektakle Heddy Gabler i Branda, docenił wysiłki zespołu aktor­skiego, gdyż lepiej już sobie radzono z niuansami psychologicznymi bohaterów. Prawdopo­dobnie zaakceptował w końcu styl Ibsena i Skandynawów, bo o spektaklach na podstawie dramatów Hermanna Sudermanna, o których pisał w l. 1891–1895, wyrażał się z umiarko­wanym entuzjazmem.

Nigdy nie zaakceptował naturalizmu, a przejawy zolizmu, pojawiające się coraz po­wszechniej w latach 80., piętnował i w dramacie współczesnym, i jako konwencję teatral­ną, i w literaturze. Z satysfakcją przyjął odczyt Sienkiewicza o naturalizmie, którego wy­słuchał w grudniu 1880 r. („Bluszcz” 1880, nr 51). Naturalizm pojmował jako doktrynę rozumową, do której nawiązuje „nowoczesna” estetyka, oraz kierunek w powieści szoku­jący „rozpasanym realizmem” (tamże). Nie wiadomo, jaki stosunek Krzemiński miał do symbolizmu czy innych prądów rozwijających się na przełomie wieków. Po 1897 r. w zasa­dzie nie wypowiadał się już na temat bieżącego życia literackiego i teatralnego, z pewnością jednak rozumiał nieuchronność zmian. W jednej z recenzji teatralnych w 1894 r. napisał: „Gwałtownie potrzebujemy nowego talentu. A najpożądańszym i najdzielniejszym byłoby to, ku czemu już na Zachodzie zwracają się znużone umysły i stęsknione serca: nowy po­wiew poezji. Sztuka nasza albo ugrzęźnie jeszcze głębiej – albo, jeśli się podniesie, to przez poetycką syntezę […]. Błogosławiona będzie chwila, w której twórczość dostanie się pod rząd bezwzględnego, nieprzepartego ducha: odrodzi ono sztukę – ale nie krotochwilną” („Bluszcz” 1894, nr 6). Konrad Górski podaje, że Krzemiński entuzjastycznie powitał od­czytany w gronie współpracowników redakcji „Prawdy” rapsod Stanisława Wyspiańskiego Kazimierz Wielki.

Stanisław Krzemiński to postać kultowa dla tych pokoleń urodzonych w XIX w., któ­rym przyświecały wysokie standardy etyczne oraz które nigdy nie wyzbyły się marzeń o wol­ności. Obdarzony genialną pamięcią, był autorem ok. tysiąca publikacji, w których dał się poznać jako komentator polityczny, krytyk artystyczny i literacki, recenzent teatralny. W każdej z tych dziedzin zaznaczył się jako ktoś bardzo wrażliwy, prawy, skoncentrowany na doskonaleniu „człowieka wewnętrznego”, w czym naśladował ulubionego swojego filo­zofa Thomasa Carlyle’a. Od niego przejął przekonanie, że człowieczeństwo uzewnętrznia się w trzech dziedzinach: pracy, bohaterstwie i moralności. Symbolicznie portret tego ideali­sty, człowieka o niepospolitej osobowości, pracowitości i zaangażowaniu, został uwieczniony w Przedwiośniu Stefana Żeromskiego, powieści, która zapisywała nadzieje i rozczarowania Polaków po odzyskaniu niepodległości.</document>
<document nplp_id="14420" title="Nałkowski Wacław" slug="nalkowski-waclaw">Geograf, pedagog, publicysta, krytyk literacki. Pseudonimy i kryptonimy: K.; Nał.; Nerwowy; Przewłocki; W.N.; W. Nał.


Informacje biograficzne. Wacław Piotr Ludwik Nałkowski urodził się 19 XI 1851 we wsi Nowodwór na Podlasiu w zubożałej rodzinie szlacheckiej Michała Nałkowskiego i Celiny z Rudnickich h. Lis. W 1871 r. ukończył gimnazjum lubelskie ze złotym medalem i rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie uczęszczał na wykłady z zakresu matematyki, fizyki, astronomii, meteorologii. W trakcie pierwszego roku studiów zmarli rodzice Nałkowskiego, co pogorszyło jego sytuację finansową, skłoniło do przerwania studiów i powrotu do Lublina. W 1873 r. podjął naukę w Instytucie Inżynierii Komunikacji w Petersburgu, którą przerwał z powodu braku źródeł utrzymania. W l. 1884–1887 dokończył studia w Krakowie, gdzie do dotychczasowych przedmiotów uniwersyteckich dołączył wykłady z zakresu geografii i kartografii.

W 1880 r. przeniósł się do Warszawy, wszedł do środowiska inteligencji postępowej o sympatiach lewicowych, jednak nie związał się z żadną partią polityczną. Utrzymywał bliskie kontakty m.in. z Janem Władysławem Dawidem, Adolfem Dygasińskim, Januszem Korczakiem, Ludwikiem Krzywickim, Ignacym Radlińskim, Stefanią Sempołowską, Aleksandrem Świętochowskim. W 1881 r. poślubił poznaną w czasie studiów krakowskich Annę z Šafranków (1862–1942), geografkę i nauczycielkę, z którą miał trzy córki: zmarłą tuż po narodzinach Celinę, Zofię (1884–1954) – pisarkę, i Hannę (1888–1970) – rzeźbiarkę. W 1882 r. uzyskał zezwolenie kuratora Okręgu Szkolnego Warszawskiego na wykonywanie zawodu nauczyciela i do końca życia uczył na pensjach żeńskich, m.in. Henryki Czarnockiej i Anieli Hoene-Przesmyckiej, wykładał również na tajnych kompletach i tzw. Uniwersytecie Latającym. W l. 1885–1886 dzięki stypendium Kasy im. Mianowskiego wyjechał na studia do Lipska, by zebrać materiał do podręcznika geografii fizycznej. Uczęszczał tam na zajęcia geografa Ferdinanda von Richthofena, geologa Carla Hermanna Crednera, etnologa Emila Ludwiga Schmidta. Rozpoczętej wówczas pracy doktorskiej poświęconej geografii Europy Wschodniej nie ukończył. Konfrontacja z niemieckim dorobkiem naukowym pozwoliła mu jednak dopracować pierwszy całościowy system wiedzy geograficznej w nauce polskiej. W 1903 r. wraz z Radlińskim odbył jedyną w życiu podróż zagraniczną do Austrii, Francji, Szwajcarii i Włoch w celu obserwacji lodowców, wulkanów i zjawisk krasowych. Od 1906 r. zasiadał w Komitecie Naukowym demokratycznego Uniwersytetu dla Wszystkich oraz w pierwszym zarządzie Towarzystwa Kultury Polskiej. W 1909 r. wziął udział w procesie Stanisława Brzozowskiego, którego bronił także na łamach prasy. Zmarł nagle 29 I 1911 w Warszawie, spoczął na Powązkach.


Piśmiennictwo naukowe i publicystyka społeczna. Dorobek pisarski Nałkowskiego liczy ok. 400 pozycji, w tym monografie, podręczniki, poradniki metodyczne, artykuły, z których przeważająca większość dotyczyła historii, metodologii i metodyki nauczania geografii, geologii, hydrografii, limnologii, geomorfologii. Artykuły i publicystyka Nałkowskiego ukazywały się na łamach najważniejszych czasopism naukowych i społeczno-kulturalnych końca XIX i początku XX w., m.in. „Ateneum”, „Biblioteki Warszawskiej”, „Głosu”, „Nowych Torów”, „Ogniwa”, „Poradnika dla Czytających Książki”, „Przeglądu Pedagogicznego”, „Prawdy”, „Przeglądu Społecznego”, „Przeglądu Tygodniowego”, „Społeczeństwa”, „Wędrowca”, „Wisły”, „Ziemi”.

Już podczas studiów krakowskich Nałkowski sformułował postulaty dotyczące reformy nauczania geografii w szkołach, które realizował konsekwentnie w całej swej późniejszej działalności naukowej i pedagogicznej. W połowie lat 80. XIX w. rozpoczął się okres największej aktywności naukowej i pisarskiej Nałkowskiego. Wydał wówczas najważniejsze prace: Zarys geografii powszechnej (rozumowej) (1894), Zarys geografii powszechnej (poglądowej) (1895), w której opisał regiony Polski z perspektywy zjawisk przyrodniczych, a nie – politycznego podziału na zabory, hasło Polska. (Obraz geograficzny Polski historycznej) w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich oraz Geografię fizyczną (1904) służącą przez niemal pół wieku za jedyny polski podręcznik na poziomie szkoły wyższej. Inne ważne publikacje to: Ziemia i człowiek (1901), Historia ogólnej nauki o ziemi (geografii – geologii) (1907) oraz kilkutomowa, acz niedokończona z powodu przedwczesnej śmierci Geografia malownicza (1902–1911). Opracował również wiele pionierskich haseł dla Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej. Ponadto opublikował Dookoła Alp. Luźne notatki i refleksje z błyskawicznej podróży (1904).

W publicystyce o tematyce społecznej wyrażał poglądy radykalnej inteligencji warszawskiej (racjonalizm, scjentyzm, agnostycyzm, propagowanie modelu kultury demokratycznej i laickiej). Bronił sprzężenia postępu naukowego z postępem etycznym, równych praw obywateli – przede wszystkim kobiet i robotników – w życiu politycznym, edukacji i kulturze jako sposobów usunięcia niesprawiedliwości społecznych. Obnażał polityczne i moralne płycizny zarówno ideologii tradycjonalistycznej, postszlacheckiej i klerykalnej, jak i niebezpieczeństwa nowoczesnych ruchów nacjonalistycznych i antysemityzmu. Podczas rewolucji 1905–1907 otwarcie sympatyzował z socjalizmem, ruchem robotniczym i „literacką formą masowej walki proletariatu z burżuazyjną zgnilizną” (Proletariat a twórcy, „Młodość” 1905, nr 1).


Forpoczty. Życiu literackiemu i literaturze poświęcił ok. 100 publikacji, wśród których są artykuły, szkice, recenzje, polemiki, broszury interwencyjne i zbiory wcześniej opublikowanych pism. Największa aktywność krytycznoliteracka Nałkowskiego przypadła na okres między przełomem lat 80. i 90. XIX w. a rewolucją 1905 r., otwarty tomem zbiorowym Forpoczty (1895) wydanym wraz z Marią Komornicką i Cezarym Jellentą, a zamknięty zbiorami publicystyki: Jednostka i ogół. Szkice i krytyki psycho-społeczne (1904), Sienkiewicziana. Szkice do obrazu (1904) oraz autobiograficznym poematem prozą Bojownik. Fantazja (1904).

Literatura interesowała go przede wszystkim ze względu na zdeponowane w niej idee, które oceniał zgodnie z kryteriami postępowości lub konserwatyzmu społecznego. Zdaniem Nałkowskiego źródłem kryzysu zarówno moralności, jak i zdrowia psychicznego społeczeństwa są nasilające się konflikty klasowe, które wytwarzają „nerwowców” ([rec.] W. Chodecki, „Z dziedziny higieny”, „Głos” 1886, nr 4). W obronie „typu nowego” – „typu nerwowego” wystąpił w tomie Forpoczty zapowiadającym estetykę i etykę modernizmu. Zamieścił w nim cztery artykuły: Forpoczty ewolucji psychicznej i troglodyci, Natura i siła, Trzeba mieć metodę oraz Głos Wacława Nałkowskiego w sprawie Cezarego Jellenty. Pierwszy odbił się głośnym echem w środowisku artystycznym epoki. Nałkowski przedstawił w nim własną humanistyczną koncepcję ewolucji, w której o przetrwaniu nie decydują siła fizyczna i dostosowanie do otoczenia, lecz wysiłek intelektualny i duchowy jednostek wybitnych. Tę moralną i artystyczną forpocztę zmian definiował jako „typy o przewadze życia wewnętrznego nad zewnętrznym, duchowego nad cielesnym, ludzkiego nad zwierzęcym, refleksyjnego nad czynnym. [...] dostarczające największej ilości nowych idei [...], które ze stanowiska fizjologicznego można by nazwać nerwowymi (nerwowcami mózgowcami), ze stanowiska psychiczno-ewolucyjnego – ewolucyjnymi (forpocztami ewolucji psychicznej)” (Forpoczty ewolucji). „Typy beznerwowe”, inaczej „troglodytów”, Nałkowski podzielił na „ludzi-byki”, czyli bezrefleksyjnych, acz pożytecznych ludzi czynu, „ludzi-świnie”, czyli „filistry najgorszego gatunku”, którzy nie przynoszą społeczeństwu żadnego pożytku, oraz „ludzi-drewna”, czyli „idiotów uczucia” uważanych powszechnie za ludzi neutralnych, uczciwych i solidnych (tamże). Koncepcje te uszczegółowił w szkicu Jeszcze Darwin: „[...] najlepsze jednostki nie są te, które w sensie darwinistycznym najlepiej przystosowały się do swego środowiska, lecz te, które wyprzedzając pochód ludzkości, starają się, odwrotnie: środowisko przystosować do siebie, nagiąć je ku swym wielkim pragnieniom, porwać za sobą ku swym dostrzeganym lub przeczuwanym dalekim horyzontom, wznieść ku swym wysokim ideałom” (Jeszcze Darwin, „Przegląd Tygodniowy” 1900, nr 19). W artykułach z przełomu XIX i XX w. wprowadził podział klasowy: „troglodytów” utożsamił z burżuazją, nerwowych – z inteligencją radykalną. Jeszcze później, w okolicach 1905 r., uznał „nerwowych” za „burzycieli” (forpocztę rewolucji), którzy zbudują nowy świat na gruzach świata starego.

Rola krytyki. Nowoczesna sztuka, jak i postępowa krytyka artystyczna zdaniem Nałkowskiego powinny dowartościować ten nowy typ bohatera „ze stanowiska walki o idee”: „[...] przedstawiać w utworach literackich tendencyjnie i dodatnio, albowiem w interesie ewolucji leży pozyskanie czytelnika dla tych typów i uświadomienie typom pokrewnym, lecz słabszym, nieuświadomionym, ich stanowiska i wartości psychiczne” (tamże). Tendencję w literaturze dopuszczał tylko wówczas, gdy nie była „sztucznie, mechanicznie lub nawet geszefciarsko dolepiana do dzieła”, gdy przedstawiała się jako „organiczna, że tak powiem immanentna”, wyrastająca z „duszy czującej” artysty. O wielkości artysty świadczy właśnie posiadanie „organu czy zmysłu” tendencji „organicznej”, bez którego byłby on „uboższym we wrażenia kaleką duchowym, jak człowiek, pozbawiony np. słuchu, jest kaleką fizycznym” („Chimera” wobec ewolucji, „Głos” 1901, nr 10). Wierzył w moc perswazji; poparcie dla zmian można uzyskać „drogą przekonywania, uświadamiania: przy pomocy żywego słowa, literatury i szkoły; za tym dopiero przyjść może owocna zmiana stosunków zewnętrznych, społecznych” (Dwie drogi i dwa środki postępu, „Witeź” 1908). Poddał krytyce chłopomański prąd artystyczny końca wieku (Natura i siła, „Prawda” 1893, nr 42), uznając, że to nie powrót do natury powinien zaprzątać umysły, ale nabranie siły, która mogłaby zmieniać świat. Poglądy na ten temat doprecyzował w Dzienniku podróży w góry kielecko-sandomierskie („Głos” 1900, nr 1–5, 7, 9–12). Zachęcał „nerwowców” do aktywności, głośnych, odważnych protestów; wzorem była dla niego postawa Émile’a Zoli w aferze Alfreda Dreyfusa (Skandale jako czynniki ewolucji, „Przegląd Tygodniowy” 1898, nr 40).

Stosunek do literatury. Był zgodny z jego światopoglądem. Publicysta wyróżniał dwa rodzaje piękna: piękno umarłej rzeczywistości i piękno współczesnej potęgi człowieka (Votum separatum. (Z powodu sądu o „Róży”), „Wolne Słowo” 1910, nr 72/73). Wśród pisarzy polskich docenianych przez Nałkowskiego znaleźli się oprócz Stefana Żeromskiego m.in. Brzozowski, Stefan Kempner, Maria Konopnicka, Ludwik S. Liciński, Zenon Przesmycki, Eliza Orzeszkowa, Bolesław Prus, mimo że z niektórymi, np. Brzozowskim, Miriamem czy Prusem, różnił go stosunek do konkretnych idei, tekstów, ludzi czy wydarzeń, chociażby kwestii elitarności kultury („Chimera” wobec ewolucji). Przykładem pisarza reprezentującego „piękno umarłej rzeczywistości”, czyli interesy warstw posiadających moralność mieszczańską, był dla krytyka Henryk Sienkiewicz. W 1903 r. rozpoczął przeciwko niemu kampanię publicystyczną na łamach „Głosu” (wypowiedzi zebrał w zbiorze Sienkiewicziana i broszurze Z powodu politycznych wystąpień p. Sienkiewicza, 1907). Odrzucał niepisany kodeks postępowania bohaterów Sienkiewicza, który uznał za tożsamy z kodeksem autora: miłość do kobiety, indywidualizm, dbanie o własne interesy. Oceny literackie Nałkowskiego opierały się zwykle na podstawie ideologicznej (Proletariat a twórcy). Według tych samych kryteriów oceniał pisarzy obcych. Na przykład Williama Jamesa uważał za przedstawiciela „etyki pastorskiej”, autora książek „umoralniających”, godzących z niesprawiedliwym światem (W. James. Filozofia praktyczna I. Czy warto żyć, „Poradnik dla Czytających Książki” 1901, nr 13). Pragmatyzm był więc dla Nałkowskiego filozofią burżuazyjną, brytyjską wersją polskiej „połaniecczyzny”.

Do „forpoczt ewolucji psychicznej” zaliczał z kolei m.in. Zolę, Friedricha Nietzschego, Henriego Amiela (Fryderyk Nietzsche. Tak mówił Zaratustra, tamże, nr 16; Henryk Fryderyk Amiel. „Z pamiętnika”, tamże, nr 19). Zajął konsekwentne stanowisko w sprawie Brzozowskiego, broniąc go i jednocześnie oskarżając społeczeństwo skazujące geniuszy na nędzę (W sprawie Stanisława Brzozowskiego, „Społeczeństwo” 1908, nr 21; Odpowiedź oskarżycielom Brzozowskiego a obrońcom prasy, „Społeczeństwo” 1909, nr 18). Wsparcie dla filozofa nie oznaczało akceptacji jego poglądów; w 1910 r. Nałkowski konstatował, że jest mu obca ewolucja światopoglądu autora Legendy Młodej Polski, który rozpoczął swoją podróż intelektualną od materializmu historycznego i ewolucjonizmu, a przez pragmatyzm i bergsonizm doszedł do afirmacji tradycji narodowej (Wielki skandal dziejowy (dzieło Spinozy w oświetleniu I. Radlińskiego), „Społeczeństwo” 1910, nr 18).

Nałkowski należał do najruchliwszych umysłów epoki, choć wyznawana ideologia, szlachetna i wychylona w przyszłość, ograniczała jego wrażliwość literacką.</document>
<document nplp_id="14421" title="Nowaczyński Adolf" slug="nowaczynski-adolf">Dramatopisarz, satyryk, krytyk literacki, publicysta, pamflecista. Pseudonimy i kryptonimy: (a); A N; (a.n); an.; A. Nów.; Ad. Now.; (Ad. Now.); Adolf Neuwert; Adolf Nowaczyński- -Neuwert; Adolf Nów; Adolf Przyjaciel; Anecki N.; ANN; Antisperanto; Cl.; Clar.; Clarus; Clarus Adolf; Halban; Junius; Mścisław Kamień Młyński; N.; (N.); N.A.; (n.a.); N.N.; Nova; Nów; Paweł Turbia Wiewiórski; Przyjaciel; Sowizdrzał; X.

Informacje biograficzne. Adolf Antoni Nowaczyński urodził się 9 I 1876 w Podgórzu k. Kra­kowa w rodzinie mieszczańskiej jako syn Antoniego i Ludwiki z Kornbergerów de Cronberg. Naukę rozpoczął w Gimnazjum św. Anny w Krakowie, następnie uczęszczał do gimnazjum w Wadowicach (1885–1887). Do Gimnazjum św. Anny powrócił w 1887 r. i uczył się tam do 1893 r., po czym chodził do gimnazjum w Rzeszowie (1893–1895). Maturę uzyskał w 1895 r. w Gimnazjum św. Jacka w Krakowie. W l. 1895–1897 studiował na Uniwersytecie Jagielloń­skim, najpierw na Wydziale Prawa, następnie literaturę na Wydziale Filozoficznym. W cza­sie studiów należał do Kółka Literackiego zainteresowanego nowymi prądami artystycznymi. Brał aktywny udział w życiu lokalnej cyganerii (cotygodniowe spotkania w kawiarni Lesisza). Debiutował w 1897 r. pod pseudonimem Mścisław Kamień Młyński w krakowskim „Życiu”. Zachęcał Stanisława Przybyszewskiego do osiedlenia się w Krakowie i należał początkowo do grona jego admiratorów. We wrześniu 1898 r. po skandalu wywołanym w restauracji Rosen- stocka (po zamachu na austriacką cesarzową Elżbietę wzniósł okrzyk „Vive l’anarchie”) dzięki interwencji ojca, radcy sądu apelacyjnego, nie trafił do więzienia, lecz nakazano mu pospiesz­nie opuścić Kraków. Aby kontynuować studia, wyjechał do Monachium, gdzie przebywał do 1900 r. i skąd przysyłał do krakowskich gazet sprawozdania z nieistniejących wystaw malar­skich. W tym czasie przybrał przydomek Neuwert („nowa wartość”) dla podkreślenia róż­nic ideowych dzielących go z rodziną. Do Krakowa wrócił chory na gruźlicę. Dla wylecze­nia się z niej dwukrotnie wyjeżdżał do Meranu (na przełomie 1900/1901 oraz 1901/1902) oraz do Zakopanego, gdzie zetknął się z bratem Albertem (A. Chmielowskim). Jeszcze podczas pobytu w Monachium nawiązał współpracę z pismami krakowskimi: „Krytyką” (1899–1902, 1906–1907), „Czasem” (1899–1901) oraz „Naprzodem”, gdzie w 1901 r. opubli­kował prześmiewczy poemat Kraków (druk przerwany przez redakcję ze względu na zbytnią napastliwość autora), a także swój pierwszy zbiór pism krytycznych Studia i szkice (1901) po­święcony głównie literaturze współczesnej (w tym przemianom w najnowszej dramaturgii). Następnie ukazał się tom utworów satyrycznych prozą Małpie zwierciadło. Satyry (1902), z których największy oddźwięk znalazły dwie groteskowe nowele Histeryczny Histrion. Szkic do aktu dramatycznego oraz Gladiolus tavernalis (Mieczyk kawiarniany, Caffehauspflanze), obrazki z życia literatów i ludzi sztuki. W 1909 r. ukazało się zmienione i rozszerzone dru­gie wydanie książki, nagrodzone przez Warszawskie Towarzystwo Literatów i Dziennikarzy. Swego rodzaju przetworzeniem tego zbioru stały się wydane 20 lat później Facecje z Lodome­rii (z cyklu „Małpie zwierciadło”) (1923).

Podczas wieczoru jubileuszowego ku czci Marii Konopnickiej 18 X 1902 zadebiuto­wał jako dramaturg na scenie Teatru Miejskiego w Krakowie jednoaktówką Miłosierdzie ludzkie (przeróbka noweli Miłosierdzie gminy). Opublikował ją w zbiorze Siedm dramatów jednoaktowych Adolfa Neuwerta-Nowaczyńskiego (1903). W tymże roku brał udział w zorga­nizowanej przez redakcję „Głosu” tzw. kampanii antysienkiewiczowskiej, jako zwolennik no­wej sztuki na początku 1903 r. prowadził wspólnie ze Stanisławem Brzozowskim akcję od­czytową. Stał się jednym z głównych autorów krakowskiego satyrycznego pisma „Liberum Veto” (1903–1904). Jego artykuły ukazywały się też w warszawskich periodykach: „Atene­um” (1899–1900) i „Głosie” (1902–1904). W 1904 r. Nowaczyński przeniósł się do Warsza­wy, choć nadal brał udział w krakowskim życiu artystycznym, m.in. współpracował z kaba­retem Zielony Balonik, a także z teatrzykiem Figliki Arnolda Szyfmana. W Warszawie został stałym felietonistą „Świata”, od 1906 r. (do 1916 r., potem z przerwami aż do 1937 r.) publi­kował w „Tygodniku Ilustrowanym” (1908–1915 oraz sporadycznie w 1925 r. i 1929 r.). Jako autor od 1908 r. zasilał repertuar kabaretu „Momus”. Od debiutu dramaturgicznego w 1902 r. do wybuchu II wojny światowej twórczość sceniczna stała się jednym z istotniejszych nur­tów jego pisarstwa. Można w niej wyróżnić trzy główne obszary: biograficzne dramaty hi­storyczne, komedie historyczne oraz sztuki o tematyce współczesnej, z reguły o charakterze satyrycznym. Uznanie krytyki przyniosły mu dwa krakowskie wystawienia jego sztuk Car Samozwaniec (1908) i Wielki Fryderyk (1909) z Ludwikiem Solskim w rolach tytułowych. Jednocześnie zajmował się krytyką literacką, pisząc eseje, z reguły zogniskowane wokół kon­kretnego twórcy czy jednego dzieła (np. Wczasy literackie, 1906), oraz korzystając z form sa­tyrycznych, także wierszowanych (np. Facecje sowizdrzalskie o ludziach pióra, pędzla, nożyc; dla ludzi pióra, pędzla, nożyc, 1903; Skotopaski sowizdrzalskie, 1904; Meandry, 1911).

Po rewolucji 1905 r. Nowaczyński zbliżał się coraz bardziej ku ideom Narodowej De­mokracji, zachowując jednocześnie pozytywistyczne stanowisko wobec spraw społecznych, m.in. opowiadał się za przywróceniem należnego miejsca myśli Aleksandra Świętochow­skiego. Okres od rewolucji do I wojny światowej okazał się dla pisarza niezwykle płodny, modyfikował swoje zbiory sowizdrzalskich wierszyków, publikował wydania różnorodnych tematycznie esejów i co roku porywał się na kolejny utwór dramatyczny, m.in. Cyganeria warszawska (1911) o Norwidowskim kręgu artystów czy Nowe Ateny (1913) – ostatni pełen pasji paszkwil na rodzinne miasto.

Po wybuchu I wojny światowej jako mieszkającemu w Warszawie obywatelowi Austro-Węgier groziła mu deportacja w głąb Rosji, czego uniknął dzięki zajęciu Warszawy w maju 1915 r. przez wojska niemieckie. Dwa lata później wstąpił do I Brygady Legionów Józefa Pił­sudskiego, skierowano go do służby kancelaryjnej w Modlinie. Odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec, za co skazano go na osiem miesięcy twierdzy. Kary nie odbył, ponieważ wojna dobiegła końca, a państwa centralne poniosły klęskę. Po 1915 r. prowadził bardzo intensywną działalność publicystyczną, publikował artykuły antyniemieckie zarów­no w legalnej, jak i nielegalnej prasie. Wyraziście zaakcentował swoje stanowisko w napisanej w 1916 r. Szopce warszawskiej, rymowanym paszkwilu pełnym akcentów antyniemieckich i antysemickich. Pod koniec wojny redagował i wydawał konspiracyjnie tygodnik satyryczny „Liberum Veto” nawiązujący do krakowskiego czasopisma sprzed kilkunastu lat. Periodyki te łączyła tylko nazwa, warszawskie „Liberum Veto” miało antysemicki i nacjonalistyczny cha­rakter. Po odzyskaniu niepodległości Nowaczyński aż do 1939 r. współpracował z prasą pra­wicową, najczęściej reprezentującą różne skrzydła obozu narodowego, najpierw z umiarko­waną „Rzeczpospolitą” (1920–1925), z „Gazetą Warszawską” (1921–1922 oraz 1924–1935), z radykalnym „ABC” (1927–1939), publikował też w „Myśli Narodowej” (1921–1934), póź­niej zaś w „Prosto z Mostu” (1935–1939). W dziennikarstwie politycznym jako swego patro­na przywoływał francuskiego polityka i pamflecistę Léona Daudeta związanego z prawico­wą L’Action Française. Jakby dla zrównoważenia swej nacjonalistycznej postawy w latach 20. publikował w pismach o orientacji liberalnej, m.in. w „Skamandrze” (1921) i „Wiadomoś­ciach Literackich” (1924, 1926–1929, 1931). Mniej więcej do połowy lat 30. starał się zacho­wać równowagę między zaangażowaną politycznie prawicową publicystyką a postawą otwar­tego na świat intelektualisty. Ze skamandrytami jego drogi rozeszły się w momencie, gdy dla doraźnego efektu zaczął „szperać” w ich życiorysach. Mimo postawy antyniemieckiej z uzna­niem powitał uchwalone w 1935 r. przez Reichstag ustawy norymberskie.

W dwudziestoleciu międzywojennym był płodnym eseistą, kontynuował także twór­czość dramaturgiczną; stał się propagatorem osiągnięć gospodarczych i kultury Wielko­polski – ta część państwa była dla niego całkowitym przeciwieństwem znanej mu z czasów młodości, pogardzanej i wyśmiewanej Małopolski, a poniekąd też tzw. Kongresówki. Wiel­bił Czechów za ich praktycyzm i polityczny rozsądek pozwalający na pewną niezależność ekonomiczną (co odnajdywał również w postawie Wielkopolan); jego aktywna działalność dziennikarska na rzecz dobrych relacji polsko-czeskich zaowocowała przyznaniem mu przez prezydenta Czechosłowacji Tomáša Masaryka orderu Lwa Białego w 1931 r. Chwilowy zwo­lennik Piłsudskiego i legionowy kombatant po zamachu majowym stał się nieubłaganym przeciwnikiem sanacji; został pobity przez „nieznanych sprawców”, prawie stracił oko, które nie wytrzymało kolejnego ataku za zniesławienie hymnu I Brygady. Mimo zagrażających ży­ciu incydentów nie zaprzestał konfrontacji publicystycznych z obozem rządzącym. Za twór­czość literacką kilkakrotnie był nagradzany (w 1928, 1934 i 1939 r.).

Wybuch II wojny światowej zastał Nowaczyńskiego w Wojniłowie pod Kałuszem (wówczas woj. stanisławowskie), gdzie przebywał u córki. Z trudem, poprzez Lwów i zielo­ną granicę, przedostał się do Warszawy. Wskutek wrześniowych bombardowań miasta stra­cił wszystko (łącznie z biblioteką przekazaną na początku 1939 r. do Domu Albertynów na Grochowie). W czasie okupacji brał aktywny udział w akcji wspomagania dziennikarzy i lite­ratów – w ramach działalności Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) wraz z Władysławem Zy- glarskim i Ferdynandem Goetlem tworzył tzw. Komitet Pomocy dla głodujących artystów.

Zimą 1940 r. zorganizował w Karolinie pod Warszawą dom wypoczynkowy dla ludzi pióra. W tym czasie publikował w prasie podziemnej (najprawdopodobniej w redagowanym przez Goetla i W. Horzycę piśmie „Nurt”). Był dwukrotnie aresztowany przez gestapo i osadzony na Pawiaku (w 1940 i 1942 r.), w obu wypadkach po kilku tygodniach zwolniony (w 1941 r. wstawił się za nim W. Studnicki, powołując się m.in. na sławę Wielkiego Fryderyka oraz wiek jego autora). W czerwcu 1944 r. wyjechał do krewnych do Milanówka, tam ciężko zachoro­wał, przewieziony do szpitala św. Rocha w Warszawie zmarł 3 VII 1944.

Był dwukrotnie żonaty: w 1904 r. z Wiktorią Gottowt (siostrą znanej aktorki drama­tycznej H. Sulimy), z którą miał córkę Marię (1907–1952, zam. Sigmund); po rozwodzie w 1919 r. – z Heleną Majewską z d. Fredro-Boniecką.

Próba porządku. Próba narzucenia porządku wielogatunkowej, płynącej szerokim nurtem, erudycyjnej, ale nie akademickiej twórczości Nowaczyńskiego z góry skazana jest na uprosz­czenia. Pewnego schematu gatunkowo-chronologicznego dopatrzył się w dziele pisarza Ju­lian Krzyżanowski, wyodrębniając nurt satyryczny, literacki (głównie dramatyczny), twór­czość pamfletową i paszkwilancką oraz publicystykę literacką, czyli krytykę. Nigdy jednak pisanie o literaturze nie ograniczało się u niego do omówienia jednego utworu, jednej oso­bowości twórczej czy nurtu artystycznego. Nie pozwalały na to fenomenalna wiedza i rodzaj umysłowości, która nie uznawała żadnych ograniczeń i przewidywalności ujętej w ustalone formuły. W sposób stosunkowo „klasyczny” Nowaczyński zreferował zasoby polskiej drama­turgii XIX oraz przełomu XIX i XX w., wyróżniając jako twórcę osobnego – Stanisława Wys­piańskiego, a pośród autorów innych podgatunków i kategorii scenicznych – Józefa Korze­niowskiego, pisarzy komediowych, Gabrielę Zapolską (Dramat polski XIX wieku. Studium impresjonistyczne, „Ateneum” 1900, t. 3). Wywód wykracza poza zakreślone ramy, pokazuje najświeższe tendencje dramatu europejskiego, prezentuje dzieła Edmonda Rostanda, Augu­sta Strindberga, Williama Butlera Yeatsa, Gabriele’a D’Annunzia, Hugona von Hofmannstha- la, Georga Fuchsa, Wilhelma von Scholza, Hannsa von Gumppenberga. Zdaniem kryty­ka łączy je ze sobą wzmożone zainteresowanie przyszłością własnych narodów oraz obrazy o „nowym kolorycie, nowym światłocieniu” (tamże).

Eseje biograficzne. Rozpraw wyważonych, takich jak artykuł o dramacie, Nowaczyński ma w swoim dorobku kilka, ale nie one stanowiły prawdziwy żywioł jego pisarstwa krytyczne­go. Erudycją, świetnym stylem, ozdobionym trafnymi metaforami, żywym biegiem narra­cji pozbawionym jakichkolwiek względów wobec autorytetów wyróżniały się jego eseje bio­graficzne. Nie unikając przedstawienia szerokiego tła historyczno-obyczajowego opartego na wszechstronnej wiedzy, kreślił sylwetki wielu znanych ludzi pióra. Początkowo częściej odwoływał się do twórców i pisarzy europejskich. Stworzył wizerunki m.in. Zenona Przes­myckiego (Miriama) („Słowo” 1901, nr 101–103), ale także angielskiego rysownika Williama Hogartha („Czas” 1900, nr 305–306), szwajcarskiego malarza Arnolda Böcklina („Krytyka” 1901, t. 1), Benvenuta Celliniego („Słowo” 1900, nr 254–256). Artykuły te wraz z kilkoma in­nymi weszły do zbioru Studia i szkice (1901). W pierwszej publikacji książkowej Nowaczyń- skiego nie ma wyraźnej dominanty, myśli przewodniej: stare miesza się z nowym, obrazy ze słowami, estetyzm z samowolą artystyczną; ale jednocześnie eseje są nieodmiennie cieka­we, przekraczają wiedzę zastaną, wnoszą nowe treści. Cechy te dość mocno ważą na warto­ści eseju Do Damaszku. Szkic z piśmiennictwa współczesnego (prwdr. nieco odbiegał od wersji książkowej, „Biblioteka Warszawska” 1899, t. 3) stanowiącego rewelacyjne omówienie pew­nego etapu twórczości Strindberga (Inferno, Legendy, Do Damaszku), czasu nawrócenia na religię katolicką, który przynosi – zdaniem krytyka – „upokorzenie się fatalisty przed świętą i potężną mocą katolickiego Kościoła” (tamże). Wprawdzie katolicyzm okazał się w przypad­ku Strindberga „epoką przejściową”, lecz jego religijność wywarła wpływ na kilku innych pi­sarzy tego czasu: Édouard-Émile’a Violeta, Louise’a Dujardina, Gabriela Trarieux; podobnie jak postawa Joris-Karla Huysmansa we Francji, którą podjęli belgijski poeta Georges Rodenbach i artyści z tzw. szkoły neokatolików.

Kolejne eseje złożyły się na zbiór Wczasy literackie. Autor zaczął od szkiców poświęco­nych „chuliganom kultury” (F. Rabelais’mu i F. Villonowi – Maître Rabelais, „Ateneum” 1903, z. 2; Mistrz Villon, „Głos” 1904, nr 31–32), których możemy postrzegać jako natury jemu podobne; zaskakująca jest natomiast entuzjastyczna pochwała poezji Tadeusza Micińskiego (O Tadeuszu Micińskim, w: Wczasy literackie, 1906). Lirykę, będącą ekspresją lęków „skarlałej duszy współczesnej”, szukającej ratunku lub unicestwienia w przestrzeniach pozaziemskich i apokaliptycznych, Nowaczyński uważa za szczyt poezji, a twórczość Micińskiego za syn­tezę twórczości całego pokolenia poetów. George’a Mereditha (Jerzy Meredith, „Głos” 1904, nr 50–51) i Brzozowskiego (Stanisław Brzozowski, w: Wczasy literackie) ceni za bezkompro- misowość; polskiego filozofa nazywa pozytywną, szlachetną „anomalią” na naszym grun­cie; dostrzega w nim pewne sprzeczności – mistycyzm Karamazowów i irytującą nieporad­ność księcia Myszkina. Najdoskonalsza wydaje się jednak analiza Próchna Wacława Berenta („Próchno” Wacława Berenta, „Ateneum” 1903, z. 5). I tu pojawia się pierwiastek mistyczny, tak produktywny w dziełach krytyka: Próchno „to raczej szereg powieści, na które złożyły się pióra różnojęzycznych autorów, i to nie drugorzędnych; to bowiem Georges’a Mereditha ego­ista Sir Willounghby, to dalej aforysta Sienkiewicza pan Płoszowski, to Paula Bourgeta Ar­mand z Mensonges i antypatyczny Dorsenne z Cosmopolis, to dandysi Wilde’a i D’Annunzia, Weyssenhoffa, Barrѐsa i te całe gromady sceptycznych dyletantów, katolickich epikurejczy­ków, salonowych nihilistów, apatycznych impotentów reprezentujących modną powieść znu­dzonej burżuazji. Ci zaś gromowładni melancholicy, radykalni pół-Europejczycy Berenta to raczej pełny płomień ludzkich pożądań i tęsknot metafizycznych, zrywania się orłów spęta­nych do lotu, desperacja, ale pełna temperamentu, deprawacja, ale pełna kokieterii i przelot­na, dekadencja na tle przełomowych lat, pełna eksplodujących rakiet aforystycznych, spleenu kawiarnianego i żywiołowego zdrowego hedonizmu inteligentnych muskularnych, ba, nawet produktywnych młodzianków” (tamże). Krytyk widzi w Próchnie powieść pokoleniową po­kazującą polifonię współczesnego życia duchowego przenikniętego pesymizmem, a w języku Berenta – kolejną obok idiolektu Stefana Żeromskiego – próbę „wżarcia się” w pokłady pol­szczyzny (tamże). W następnych latach Nowaczyński napisał inną ważną rozprawę: Greckie tragedie Stanisława Wyspiańskiego („Sfinks” 1908, z. 1, 3).

Publicysta rzadko odwoływał się do cech stałych bohatera czy bohaterki eseistyki; uni­kał ujęcia esencjalistycznego; nie pytał, jacy są, a raczej – jak działali, co (z)robili. Dlatego bi­goci i dewotki mogły być podmiotami ekscesów obyczajowych, podobnie jak uznani skan- daliści. Ale nie wyłącznie o skandale chodziło (tu różnica między Boyem a Nowaczyńskim), lecz o zaskakujące sploty losu, które – z osób potencjalnie słabszych w konkretnym układzie personalnym – czyniły jednostki aktywne, odważne, przełamujące ograniczenia stanu, wie­ku, płci. Tak się działo w przypadku Konstancji Łubieńskiej skompromitowanej romansem z Adamem Mickiewiczem (Adam i Konstancja, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 48), Jessie Conrad ujawniającej sekrety jej małżeństwa. Nowaczyńskiego intrygował rozdźwięk między wymową dzieł literackich a domowym wizerunkiem artysty. Powoływał się na szczególnie drastyczny przykład małżeństwa Tołstojów, gdzie moralista Lew prześladował obraźliwą nie­chęcią swoją żonę Sofię, ekscesy lorda Byrona, końcówkę życia poczciwego Charlesa Dicken­sa, jak odkryto, schizofrenika zrywającego ostatecznie swoje małżeństwo. Jeszcze ciekawszy był mechanizm kultury, za wszelką cenę maskujący krzywdę bezkarnie wyrządzaną towa­rzyszkom życia, broniący prześladowców w imię tworzonej przez nich sztuki (Conrad i jego ojciec Korzeniowski; „Wierne rzeki” i „Urody życia”, „Wiadomości Literackie” 1936, nr 3 – esej nie o powieściach Żeromskiego, ale o dwu typach żon artystów: wiernych i pięknych, które strzegły swych pozycji).

Rzut oka na późniejszą twórczość i podsumowanie. Ogląd późniejszej twórczości No- waczyńskiego z wielu powodów musi pozostać wybiórczy i pobieżny. Artykuły kompara- tystyczne i translatologiczne złożyły się na tom Szkice literackie (1918), gdzie znajdziemy m.in. rozprawy Angielskie przekłady Jana Kasprowicza („Świat” 1908, nr 9–10), Balzac w Pol­sce i w Niemczech („Świat” 1909, nr 51). Podobny typ artykułów dominuje w zbiorczej publi­kacji Góry z piasku (1922), która zawiera takie m.in. szkice: Poloniusz. O Polsce w Szekspirze („Nowy Przegląd Literatury i Sztuki” 1920, t. 1–2), Krasiński i Tołstoj (powst. 1921). Ze zbio­ru Tylko dla kobiet (1934) wyławiamy artykuł zachowujący własności bogatego idiolektu Nowaczyńskiego – O Faleńskim Felicjanie (prwdr. „Wiadomości Literackie” 1931, nr 14), które­go krytyk fetuje złożonym u grobu bukiecikiem suchych nieśmiertelników, nagradzając nie dorobek, nie twórczość, ale postawę, spokój, niezależność.

Nowaczyński był wybitnym dramaturgiem i eseistą. Publikacje antysemickie nie zdo­łały zmienić opinii o nim. Jako krytyk nigdy nie zajmował się rozbiorem dzieła, wyważeniem jego oceny, przyporządkowaniem do określonego prądu, koncepcji estetycznej, a nawet epo­ki. Zachowując w narracjach biograficznych pozory porządku chronologicznego, wkraczał od razu in medias res, pogłębiał chaos, wprowadzał nieoczekiwane wątki, multiplikował do­strzegane problemy, intensyfikował wieloistność języka. Czasami oszołomiony czytelnik zo­stawał z uczuciem niższości wobec krytyka, czasami otrzymywał od niego cenne wskazów­ki, na czym koncentrować uwagę. Był to model krytyki uczonej, przeznaczonej dla elity, dla znawców; atrakcyjnej, ale też zuchwałej, wymagającej, pańskiej, zupełnie wyzbytej czynnika dydaktycznego, pełnej dowcipu, bywa, że brutalnego. W sposobie pisania Nowaczyński nie silił się na nowoczesność. Przeciwnie – był jak XVIII-wieczny obywatel république des lettres przeniesiony w późniejsze czasy.</document>
<document nplp_id="14422" title="Zaleski Lubicz Zygmunt" slug="zaleski-lubicz-zygmunt">Krytyk i historyk literatury, krytyk muzyczny, krytyk sztuki, pisarz, tłumacz, nauczyciel akademicki, działacz społeczny, dyplomata. Pseudonimy i kryptonimy: R. de Brou; R. Debrou; Z.; Z.L.Z.; Z. Lubicz; Z.Z.

Informacje biograficzne. Zygmunt Wacław Michał Zaleski h. Lubicz urodził się 28 IX 1880 w majątku Kłonowiec (Klonowiec)-Kurek (obecnie pow. radomski). Był synem ziemianina Piotra Zaleskiego h. Lubicz i Zofii z d. Arkuszewskiej. Realizując oczekiwania ojca, podjął studia w Instytucie Politechnicznym w Warszawie, jednak szybko zmienił je na edukację w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych (wpisany na listę studentów w roku akademickim 1904/1905). Zaangażował się w ruch niepodległościowy (członek Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, redaktor tajnego pisma „Kiliński”, współpracownik pisma „Znicz”, działacz Związku Unarodowienia Szkół, instytucji, która propagowała hasło bojkotu rosyjskiego systemu edukacji i organizowała alternatywne nauczanie w języku polskim, a także egzaminy na różnych szczeblach). Przez sześć miesięcy był więźniem X Pawilonu Cytadeli, po uwolnieniu w 1905 r. wyjechał na studia filozoficzne do Berlina, Monachium, Paryża. Wrócił do Warszawy po trzech latach i pracował jako nauczyciel w prywatnych gimnazjach. W 1910 r., zagrożony aresztowaniem, po okresie ukrywania się przed policją ponownie opuścił Warszawę. Osiadł w Paryżu, gdzie podjął studia w École des Hautes Études Sociales. Nie zarzucił kontaktów organizacyjnych, brał udział w zjazdach młodzieży polskiej w Zurychu i Liège. Ukończył studia pracą dyplomową La Lutte pour l’école polonaise; w l. 1914–1916 pracował jako wykładowca języka polskiego w École des Hautes Études Sociales w Paryżu, następnie w l. 1916–1922 wykładał język polski w École des Langues Orientales Vivantes oraz w l’Institut d’Études Slaves na Sorbonie. W tym czasie odbył wiele podróży po południowej Europie, zwiedzając m.in. Hiszpanię i Włochy.

Współpracował z „Przeglądem Narodowym”, z miesięcznikami „Książka” i „Museion” (1911–1913), zamieszczając tutaj rozprawy na temat krytyki i przeglądy z paryskich wystaw malarskich (ze szczególnym uwzględnieniem udziału artystów polskich). Znał to środowisko, brał udział w spotkaniach organizowanych przez Towarzystwo Polskie Literacko-Artystyczne oraz Towarzystwo Artystów Polskich (w 1915 r. był jego prezesem). Życzliwie podkreślał aktywność kobiet działających w paryskiej „kolonii” artystycznej, m.in. Olgi Boznańskiej, Meli Mutter, Zofii Tyszkiewiczówny (U plastyków, „Kurier Warszawski” 1927, nr 221).

Od wybuchu I wojny angażował się razem z innymi emigrantami w działania na rzecz przybliżenia sprawy polskiej Zachodowi, a także rodakom rozproszonym po świecie; prowadził wspólnie z uczonymi francuskimi – Paulem Cazinem, Gabrielem Sarrazinem – i kolegami, m.in. ze Stanisławem Posnerem i z Wacławem Gasztowttem, serię wykładów otwartych na temat kultury ojczystej, współpracował z prasą krajową i europejską. W tym czasie ostatecznie krystalizowały się jego poglądy polityczne – bliskie ideologii narodowej, wolne jednak od ksenofobii, choć noszące ślady niechęci do Żydów, zdaniem Zaleskiego zbyt mocno eksponujących trudności własnego położenia; Zaleskiego nazwano też przedstawicielem demokratycznej prawicy (L. Talko). W 1917 r. Zaleski przystąpił do Komitetu Narodowego Polskiego założonego w Lozannie przez Romana Dmowskiego; mając świetne kontakty w świecie elit francuskich, podejmował wysiłki dyplomatyczne na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości. W tym czasie współpracował z wychodzącym w Krakowie „Rokiem Polskim” (1916–1919). W 1918 r. był członkiem polskiej delegacji w trakcie konferencji pokojowej w Wersalu, współkierował biurem prasowym ze Stanisławem Szpotańskim. Wspomagał polskich żołnierzy i emigrantów we Francji (w l. 1917–1919 współpracował z gazetą „Jeniec Polak” wydawaną w miejscowości Le Puy-en-Velay, gdzie internowano Polaków walczących w wojsku niemieckim i austro-węgierskim).

W okresie międzywojennym dzielił życie między Polskę a Paryż. W 1926 r. uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, zachęcany do przeprowadzenia przewodu m.in. przez Władysława Folkierskiego; w 1929 r. habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim, w 1935 r. został profesorem nadzwyczajnym tej uczelni. W Paryżu pełnił prestiżowe funkcje, m.in. członka Komitetu Biblioteki Polskiej i Centrum Cywilizacji Polskiej przy Bibliotece Polskiej, jako uznany komparatysta, propagator polskiej kultury, wybitny prelegent. Zamieszczał artykuły w „Gazecie Warszawskiej”, „Głosie Warszawskim”, „Kurierze Warszawskim” (był oficjalnym korespondentem tej gazety) oraz „Mercure de France”. W 1925 r. został delegatem ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego do spraw naukowych we Francji (opieka nad studiującymi tam Polakami, tworzenie lektoratów języka polskiego). Z Paryża kierował redakcją pisma „Życie Sztuki”, które wychodziło w Warszawie w l. 1934–1938.

W 1925 r. w Rzeczycy wziął ślub z bliską kuzynką, lekarką, Marią ze Zdziarskich (1898– –1987), działaczką Organizacji Bojowej PPS, uczestniczką wojny polsko-bolszewickiej, odznaczoną Krzyżem Walecznych i orderem Virtuti Militari, porucznikiem Armii Krajowej, więźniarką Pawiaka i obozu koncentracyjnego Ravensbrück, po 1945 r. na emigracji. Zalescy mieli czworo dzieci: Andrzeja (1926–1943), zmarł we francuskim sanatorium w Pollionnay na gruźlicze zapalenie osierdzia, Kazimierza Piotra (ur. 1928), jednego z najmłodszych żołnierzy Armii Krajowej, więźnia zamku Lubelskiego i Wronek (zwolniony wyjechał do Francji, gdzie został fizykiem jądrowym), Romana/ Romaina (ur. 1933), finansistę, bankiera, jednego z najbogatszych Francuzów, współtwórcę założonej w 1990 r. fundacji Zygmunt Zaleski Stichting z siedzibą w Amsterdamie wspomagającej Bibliotekę Polską w Paryżu i inne polskie instytucje kulturalne, córkę Monikę (ur. 1935, zam. Ciechanowicz).

Zimą 1940 r. Zaleskiemu udało się (wraz z synem Andrzejem) opuścić okupowany kraj (na wezwanie rządu polskiego na uchodźstwie) i przedostać się przez Karpaty do Francji, gdzie – osiedliwszy się w tzw. wolnej strefie – współpracował zarówno z Polskim Czerwonym Krzyżem, a po jego delegalizacji na żądanie władz niemieckich z Towarzystwem Pomocy Polakom we Francji, jak i z ruchem oporu oraz przedstawicielami rządu polskiego na emigracji. Zorganizował jedyną legalną w okupowanej Europie polską szkołę średnią, a jednocześnie przystań dla wojennych rozbitków – Liceum im. Cypriana Norwida w Villard-de-Lans k. Grenoble. Aresztowany 18 III 1943, przeszedł brutalne śledztwo w paryskiej siedzibie gestapo przy Avenue Foch 84, po czym został uwięziony w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Oswobodzony w kwietniu 1945 r., wrócił do Paryża i podjął działania na rzecz polskiej emigracji (byłych deportowanych i byłych więźniów politycznych). W 1946 r. reaktywował Towarzystwo Historyczno-Literackie w Paryżu (sprawował do śmierci funkcję sekretarza generalnego). Działał na rzecz europejskiego pojednania. Nie podjął jednak kontaktu z władzami powojennej Polski. Pisał do wielu czasopism francuskich (głównie komparatystycznych) i do polskiej prasy emigracyjnej, m.in. do „Orła Białego” i londyńskich „Wiadomości”. Był członkiem korespondentem Académie des Sciences Morales et Politiques, a także członkiem Pen-Clubu, Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie i Międzynarodowej Federacji Komparatystycznej, współpracownikiem ONZ. Zmarł 15 XII 1967 w Paryżu; został pochowany w Montmorency na cmentarzu Les Champeaux (obok syna).

Polska i Francja uhonorowały go wysokimi odznaczeniami państwowymi. W listopadzie 1938 r. otrzymał Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury w kategorii „wybitna twórczość literacka”, władze II RP odznaczyły go także Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 1953 r. rząd emigracyjny przyznał mu Komandorię Orderu Polonia Restituta, w latach 50. z inicjatywy prezydentów Francji otrzymał Krzyż Wojny z Palmą, Komandorię Legii Honorowej i Komandorię z Gwiazdą. Jest też doktorem honoris causa uniwersytetów w Montpellier i Lille. Pośmiertnie (2007) został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Mimo tych honorów uwaga historyka literatury Jana Zielińskiego zarejestrowana w filmie Rafała Lewandowskiego, że Zygmunt Lubicz-Zaleski jest mniej znany, niż na to zasługuje, wydaje się słuszna. Jego biografią można by obdarzyć wiele istnień, twórczość imponuje wysokim poziomem merytorycznym, talentem pisarskim najwyższej próby.

Twórczość krytyczna. Lubicz-Zaleski rozpoczął ją ok. 1910 r. Jego impet krytyczny nigdy nie wygasł, włączał się w dyskurs historycznoliteracki, przeżywając w następnych dekadach XX w. odwrót od historyzmu i odnowienie zainteresowania aspektami estetycznymi dzieła. Dwie kwestie wydają się podstawowe dla uporządkowania wypowiedzi krytycznych i ustalenia ich miejsca w dorobku pisarskim Zaleskiego: po pierwsze, poglądy na funkcje krytyki literackiej oraz jego sposób pisania wykształciły się w drugiej dekadzie XX w. i nie uległy w zasadzie istotnej zmianie. Prace z lat 20. i 30. (w pewnym stopniu też późniejsze) stanowią naturalną kontynuację pierwszego okresu twórczości. Po drugie, ujęcie krytycznoliterackie, rozpoznane jako dominujące w paradygmacie twórczym Zaleskiego, trudno oddzielić od narracji historycznoliterackiej. Ten stan rzeczy wiąże się m.in. z obcojęzycznym adresatem wielu wypowiedzi. Przedstawiając francuskiemu czytelnikowi dzieło dawne, Zaleski musiał znaleźć wytłumaczenie dla dokonanego wyboru, wskazując płaszczyzny aktualizacji. I odwrotnie: omawiając dzieło współczesne, konstruował szerokie tło historyczne i kulturowe, troszcząc się o pełne zrozumienie przekazu literackiego. Te same reguły rządziły omówieniem dzieł francuskich w prasie polskiej, a nawet analizą twórczości rodzimej dokonywanej na potrzeby swojskiego czytelnika. Dominująca perspektywa krytyczna prowadziła do poszerzenia działu krytyki w dorobku pisarskim Zaleskiego, podczas gdy „szufladka” historycznoliteracka zawęziła się do przypadków wyraźnie manifestujących przynależność do tego rodzaju piśmiennictwa. Zaleski, odwołując się m.in. do myśli Benedetta Crocego, był przeciwnikiem sztywnych klasyfikacji.

Czas „Museionu”. Krytyka bezpośrednia, intuicyjna. Najważniejsze rozprawy krytyczne Zaleski opublikował na początku drugiej dekady XX w. w piśmie „Museion”. Zamysł programowy realizował artykuł Istota i granice krytyki literackiej („Museion” 1913, z. 6). Według autora sąd krytyczny jest to „reakcja duchowa (uczucia, umysłu, smaku, poczucia moralnego) czytelnika, reakcja wywołana przez dzieło i ujęta w formę literacką” (tamże). Jest ona tak samo naturalna i „pierwotna” jak twórczość artystyczna. Duchowy (wewnętrzny) charakter własnego sądu krytyk stara się zdyskursywizować, „uspołecznić”, objaśnić, podając racjonalne argumenty wynikające z analizy dzieła i przemawiające za zrozumieniem jego afektywnej mocy sprawczej lub przedstawiając swój uczuciowy stosunek do dzieła sztuki tak przekonująco, że zostanie zaakceptowany przez innych odbiorców. Powstają tak dwie drogi uprawiania twórczości krytycznej: „Jedna prowadzi ku tak zwanym sądom naukowym, obiektywnym i ścisłym, ku metodom i sprawdzianom właściwym albo historii literatury, syntezie literackiej, estetyce normatywnej, psychologii twórczości i teorii literatury wszelkich typów i odmian, albo wreszcie naukom społecznym i nawet przyrodniczym. Druga natomiast doprowadza w wyniku ostatecznym do uorganizowania nowej formy twórczości – sztuki pochodnej, której materiałem artystycznym jest dzieło już powstałe i jego twórca” (tamże). Pierwsza metoda jest tożsama z krytyką „obiektywną”, druga z jej „subiektywną” odmianą. Stawiając cudzysłowy, autor pokazuje, że jest świadom, iż określenia te tylko w przybliżony sposób charakteryzują problem.

Wysiłki unaukowienia krytyki Zaleski postrzegał jako pozorne, nierealizowalne, zacierające właściwą materię rzeczy. Preferowana przez niego subiektywność nie była jednak tożsama z „impresjonistycznym” stylem pisania. Czyniąc podstawą sądu krytycznego afekt, wewnętrzne poruszenie duszy, krytyk literatury współczesnej powinien dążyć do przedstawienia i rozpatrzenia dostępnych mu „faktów literackich”, działać w jakimś stopniu na wzór historyka literatury, zdając sobie jednak sprawę, że siłą jego przekazu nie są fachowe informacje, ale ich związek z jego wewnętrznymi dyspozycjami, „węzeł nierozerwalny” wiedzy i ducha. Także praktyka filologiczna może służyć krytykowi pomocą, choć musi on i tutaj mieć świadomość, że powodzenie jego pracy zależy nie od skrupulatności analizy, ale od powagi, głębi i szczerości formułowanego sądu. Krytyk powinien dysponować też wiedzą na temat innych dziedzin sztuki, choćby z tego powodu, że artyści – szczególnie poeci – są podatni na płynące zewsząd inspiracje. Podobną rolę Zaleski wyznacza psychologii i filozofii: wspierają sąd krytyczny, ale stosowane schematycznie mogą zacierać to, co w akcie krytycznym jest najważniejsze – bezpośredniość odczuć. Włączając krytykę literacką w obszar sztuki, Zaleski polemizuje z dwiema koncepcjami regulującymi relację życie–twórczość artystyczna. Ani hasło „sztuki dla sztuki”, ani ujęcie społeczne w duchu Stanisława Brzozowskiego, zgodnie z którym ważna jest sztuka płynąca nurtem wspólnym z biegiem dziejów i zmierzająca do emancypacji klasy pracującej, nie stanowią właściwego, pełnego urzeczywistnienia tej relacji. Związek sztuki z życiem (narodowym, społecznym) jest zjawiskiem organicznym; realizuje się przez autonomię twórczą i środki artystyczne. Krytyk musi rozumieć i dostrzegać te „sprzęgi, zamki i wiązadła niepochwytne, które jednoczą twórcę ze środowiskiem” (tamże), także z tego powodu, że i on im podlega. Jeśli więc istotą krytyki jest sąd oparty na uczuciu bezpośrednim (tylko w przybliżeniu poddającym się „racjonalizacji”), to jej granice wyznaczają dwie postawy (odwołujące się do haseł „sztuka dla sztuki” i „sztuka dla pracy”) otamowujące od zewnątrz to, co najistotniejsze: społeczny, ale nie propagandowy, nie dosłowny, nie aplikacyjny charakter twórczości krytycznej.

Wypracowana u schyłku Młodej Polski koncepcja krytyki stanowi swego rodzaju podsumowanie stanowisk epoki. Autor pozostaje w zgodzie z ekspresywnym (ale nie stricte autotelicznym) nachyleniem wypowiedzi krytycznych, jednocześnie łagodząc ich „intuicyjność”, „impresjonizm” przez relatywnie szerokie korzystanie z wiedzy pobocznej (od historii po filozofię) oraz odwołanie do integralności związku sztuki i życia. Rozwinięcia te nie unieważniają głównego założenia – tezy o odczuciach „bezpośrednich” jako podstawowym tworzywie przekazu krytycznego.

Klucz szczerości i odwagi. Uszczegółowienie tego stanowiska przynosi rozprawa O pierwszym spojrzeniu na dzieło i twórcę. (Zagadnienie krytyki literackiej dziełu współczesnej) („Museion” 1913, z. 9/10, 11). Pada tutaj termin „krytyka bezpośrednia”, co według Zaleskiego oznacza, że „krytyk nie posługuje się ani w ogóle nie korzysta z prac i sądów innych krytyków, lecz sąd swój i całą wypowiedź o dziele opiera na własnym przeżyciu estetycznym, na własnym tylko z dziełem obcowaniu” (tamże, z. 9/10). To właśnie upodobnia krytyka literatury współczesnej do artysty: obaj tworzą artefakt, który jest ich własnym widzeniem przedmiotu. Autor podkreśla potrzebę rzetelności i szczerości aktu krytycznego. Z pozoru uwaga ta brzmi banalnie, w rzeczywistości stanowi fundament koncepcji Zaleskiego, rękojmię doniosłości sądu krytycznego, podstawę jego wagi społecznej. Z jednej strony krytyk powinien pokonywać własne ograniczenia w rozumieniu dzieła sztuki, z drugiej zaś – zachować dystans wobec okoliczności zewnętrznych, które mogą wpływać na jego opinie, np. wobec względów natury komercyjnej lub osobistej (znajomość z artystą). Zaleski odrzuca rolę krytyka-informatora podającego gołe fakty z rynku sztuki, krytyka-uprawiającego reklamę, krytyka-dziennikarza uwikłanego w koterie środowiskowe. Krytyka powinien obowiązywać „klucz szczerości i odwagi” (tamże). Jego sądy powinny być wyraziste, wolne od pochlebstw. Mniej szkodliwa od pozornej aprobaty, obojętności, nieuczciwości jest słowna napaść na autora, nawet niesprawiedliwa, ponieważ „gniew i radość jednako prawie są twórcze” (tamże), zachęcają do sporu, debaty, walki. Postulat odwagi i szczerości nie upoważnia krytyka do pełnej swobody: jest on zobowiązany poddawać swoje wypowiedzi kontroli taktu i sumienia, zwłaszcza gdy jego sąd dotyczy nie tylko dzieła, ale także autora.

Co stanowi drogę do najpełniejszego przeżycia dzieła sztuki, do najpełniejszego aktu krytycznego? Zaleski odrzuca „impresjonizm” jako wiązkę wciąż zmieniających się wrażeń. Odrzuca też, choć z poczuciem pewnego pokrewieństwa, krytykę syntetyczną, która w ujęciu diltheyowskim odwołuje się do pełnej wiedzy historycznej, co w odniesieniu do literatury współczesnej jako przedmiotu krytyki nie jest możliwe. Wad tych nie ma intuicyjny odbiór dzieła sztuki, choć pojęcie intuicji jest uwikłane w długą i skomplikowaną historię. Warto zauważyć: „Mistyczny charakter intuicji Plotyna; kontemplacyjny i spekulacyjny – intuicji Schellinga; witalistyczne, antyintelektualne i metafizyczne zabarwienie intuicji Bergsona; wreszcie metodyczne rozważania Crocego” (tamże, z. 11). Nie kontynuując żadnego z tych ujęć, idąc raczej za wskazówkami poetów (J.W. Goethe, A. Mickiewicz), Zaleski podkreśla syntetyzm intuicji, która czynnie, aktywnie, w sposób daleki od niewolniczego podporządkowania wizji, zbliżając ku sobie podmiot i przedmiot wypowiedzi, prowadzi do przeżycia i w pewnym sensie zrozumienia dzieła i jego twórcy – i do narodzin nowego życia, jakim jest wypowiedź krytyczna. Intuicja nie jest tożsama z sądem krytycznym, ale „błysk intuicyjny”, „drgnienie przelotne” wzniecają poruszenie, iskrę zainteresowania, która rozpoczyna zmagania krytyka z dziełem.

Krytyka bezpośrednia. Echa. W następnych dziesięcioleciach Zaleski podtrzymywał ideę krytyki jako przekazu stanowiącego ekspresję i reprezentację „uczuć bezpośrednich”, co wywołało ciekawą polemikę środowiskową. Do rozprawy O pierwszym spojrzeniu na dzieło i twórcę odniósł się Manfred Kridl w artykule O krytyce bezpośredniej („Tygodnik Polski” 1914, nr 21), zarzucając Zaleskiemu impresjonizm, od którego krytyk wielokrotnie się dystansował, a przede wszystkim opaczne zrozumienie koncepcji krytycznych Brzozowskiego. Zawierucha wojenna opóźniła replikę o sześć lat. W artykule O czyn i swobodę artysty. (Okruchy polemiczne z czasów przedwojennych) („Przegląd Narodowy” 1920, nr 1) Zaleski odpierał zarzuty, powołując się na prawo krytyka do swobodnego wyboru argumentów i choć przyznawał, że istotnie zdyskontował jedynie wczesne wypowiedzi Brzozowskiego, nie wycofywał się ze swego stanowiska. Protestował nie przeciw Brzozowskiemu dokonującemu rozmaitych wolt ideowych i uwalniającemu się od własnych ograniczeń, ale przeciw zideologizowaniu krytyki literackiej, którego – zdaniem Zaleskiego – autor Legendy Młodej Polski dokonywał na wczesnym etapie twórczości.

Dyskusję Zaleski–Kridl przypomniał 10 lat później Kazimierz Wyka w artykule Ciągle krytyka („Marchołt” 1934/1935, nr 2), odnosząc się zarówno do koncepcji Zaleskiego z drugiej dekady stulecia, jak i do późniejszej jego wypowiedzi La Critique « immediate » („Mercure de France” 1934, nr 864). Wyka pisał: „Obecnie Zaleski konstrukcji swej nie zmienia. Tyle że ją poszerza, ogarnia większy zakres faktów, czyni bardziej giętką i przylegającą do rzeczywistości” (tamże). Opinia ta jest trafna: Zaleski rozwijał swoje stanowisko konsekwentnie i sugestywnie, przywołując argumenty zaczerpnięte z wypowiedzi wielu wybitnych krytyków i historyków literatury doceniających – jak Juliusz Kleiner lub Gustave Lanson – impuls krytyczny leżący u podstaw koncepcji historycznoliterackich. Z eseistyczną swobodą, sprzyjającą jego wszechstronnej wiedzy i sprawnemu pióru, Zaleski wskazywał na nieograniczoność ujęć i perspektyw (moralnych, społecznych, religijnych, metafizycznych), które mogą pojawić się w wypowiedziach realizujących założenia krytyki bezpośredniej. Czy ta gra ma granice? – pytał. Tak, odpowiadał: wydaje się, że granicę stanowi tutaj niemożność ucieczki od subiektywności (La Critique « immediate »).

Wyka dostrzegał w takim pojmowaniu krytyki bezpośredniej przeszkodę w akceptacji tego sposobu myślenia i pisania. Uważał bowiem, że jakkolwiek by się tak rozumianą krytykę „naginało i wysubtelniało, pozostaje zawsze tylko pojęciem formalnym. Już to rozszerzenie jej władzy na wszelkie typy twórczości krytycznej budzi niepokój. W ten sposób wkład krytyki bezpośredniej znaleźć wszędzie możemy i wszędzie będzie on pożyteczny. Czy w ocenie krytycznej będzie szło o problemy socjalne czy czysto estetyczne, czy religijne wszędzie niezastąpiony będzie udział śmiałości, nieliczenie się z rutyną, umiejętności skazywania prześlepionych dotąd właściwości. Ale też udział ten nie będzie decydujący. Nie on nada oblicze indywidualne dawnemu typowi krytyki – jego umiejętności będą jedynie drożdżami, które same na chleb nie starczą” (Ciągle krytyka). W podejściu krytycznym Zaleskiego nie było miejsca na czynione według przedustawnych reguł i założeń wybory ideologiczne, na akcentowanie tych wyborów, na spór ideowy. Ta okoliczność, mimo uznania dla klasy autora, Wykę od Zaleskiego oddalała. Z dystansem przyjmował on rodowód koncepcji krytycznych Zaleskiego: gdy ten powoływał się raczej na szkołę francuską, od Charles-Agustina Sainte-Beuve’a do Fernanda Baldenspergera, Wyka wskazywał na pokrewieństwo Zaleskiego z Brzozowskim z wczesnego okresu jego wiary w skrajny indywidualizm, widząc wpływ polskiego krytyka w integralnym traktowaniu społecznych funkcji sztuki i w zbliżeniu perspektywy twórczej z aktywnością odbiorcy („Życie Sztuki”, „Gazeta Polska” 1936, nr 240).

W stronę ujęć historycznoliterackich, teoretycznych. Przemieszanie perspektywy krytycznej i historycznej, a także inne cechy konstytutywne warsztatu Zaleskiego ujawniły się w pierwszej większej rozprawie historycznoliterackiej tego autora Kobieta i kobiecość w poezji J. Słowackiego („Przegląd Narodowy” 1910, z. 7–9). Omówił on sposoby ujęcia postaci kobiecych w przedromantycznej literaturze polskiej, wyróżniając typ zapobiegliwej gospodyni i wcielenie Najświętszej Maryi. Rozważył też tezę przypisującą Juliuszowi Słowackiemu usposobienie kobiece, ciążenie ku kobiecości, które były zdaniem Zaleskiego przede wszystkim funkcją wychowania (wpływ matki), a także uczucia ulokowanego w fascynującej i silnej Ludwice Śniadeckiej. Jej cechy nosiły – utrzymuje krytyk – wybitne postaci późniejszej twórczości: Laura z Kordiana, Roza Weneda, Eloe z Anhellego, Aniela z Beniowskiego i Umiłowana z Króla-Ducha. Cechą uczuciowości Słowackiego jest przełamywanie granic ludzkiej, zwyczajnej miłości w kierunku mistycznym. Wyrazem tego dążenia jest „siostrzaność” uczuć, „dziewiczość” pragnień, również tych zmysłowych, jak i wprowadzenie czynnika kobiecego do filozofii genezyjskiej, a w konsekwencji zapowiedź „kobiety wiecznej”, obdarzonej spokojem i „wolą skupioną do życia, której brakuje często charakterom męskich jego [Słowackiego] postaci” (tamże, z. 9).

Rozprawa ta odsłania wszystkie pozytywne cechy pisarskich i badawczych umiejętności Zaleskiego: jest dokładna, wyczerpująca, dobrze osadzona w literaturze przedmiotu. Dojrzalsze urzeczywistnienie tych cech przynosi artykuł Albert Samain. (Sylwetka nauczyciela-twórcy na tle ewolucji stylu poetyckiego we Francji) („Museion” 1912, z. 1), w którym dokonuje się szczęśliwe skojarzenie metody krytycznej z ujęciem historycznoliterackim. Praca ma podwójne otwarcie, tak jak w pewnym sensie podwójna jest dyspozycja krytyczna Zaleskiego: ułożona prozą poetycką pieśń wielkiego miasta stanowi intuicję inicjalną, która stabilizuje rejestr stylistyczny tekstu. To poetyckie preludium współistnieje z innego typu dyskursem, który podsuwa wiedzę przydatną do usytuowania bohatera studium na mapie francuskiej moderny i francuskiego klasycyzmu. Ta część rozprawy jest równie imponująca jak jej elementy niedyskursywne. Owa wiedza odsłania się na dwu drogach, obie Zaleski podejmuje mistrzowsko. Jedna prowadzi przez trakty metajęzykowe, pokazuje, jak poeci francuscy rozumieją słowo. Ma ono we francuskiej przestrzeni kulturowej – zgodnie z obserwacją Johanna Wolfganga Goethego – służyć głównie komunikacji; stąd jego abstrakcyjność, retoryczność, oszczędność. Nie zawsze jednak, mówi Zaleski, francuszczyzna podporządkowywała się tak rygorystycznym wzorcom. Za czasów François Rabelais’go, Michela Montaigne’a – jak utrzymuje m.in. Sainte-Beuve – język był rozrzutny, zmysłowy, mięsisty. Dopiero poeci Plejady i arystokratyczni prawodawcy z Hotelu de Rambouilllet uformowali wzory klasyczne. Wzmocnione w XVIII w. przetrwały nie tylko procesy oświeceniowej demokratyzacji, ale również napór romantycznego rozwichrzenia, który zdaniem autora rozprawy „nie atakuje organizacji poezji, tj. wiersza – rytmu, rymu i strofy; chodzi mu przede wszystkim o indywidua, o słowa” (tamże). Język romantyków staje się „kolorowy”, obrazowy. Tymczasem między 1866 a 1876 r. wychodzą trzy serie poezji pod wspólnym tytułem Parnas współczesny konstytuujące nowe reguły francuskiej mowy wiązanej: „Kolorowość romantyczna ustępuje miejsca elementom rzeźbiarskim i konstrukcyjnym; indywidualizm wyrazu – »obiektywizmowi« opisu; słowo-kolor i słowo-czucie – słowu idei, słowu-kształtowi” (tamże). Między 1885 a 1887 r. pojawiają się symboliści, którzy atakują już nie słowo, jak romantycy, tylko organizację wiersza. Przy czym Zaleski uprzedza polskiego czytelnika, że trudniej nam, Słowianom, zrozumieć, na czym polegała rewolucyjność tej zmiany. Poezja francuska wyzwoliła się z formy obowiązującej od kilku stuleci, twardo przestrzeganej, będącej miarą doskonałości. Symboliści, filozoficznie umocowani w bergsonizmie, relatywizmie Henriego Poincarégo i Maxa Picarda, w pragmatyzmie Williama Jamesa, dokonali głębokiego wyłomu w tradycji. Umuzycznili poezję, nawiązując m.in. do wagneryzmu, ale przede wszystkim wypracowali nową koncepcję symbolu, definiując swoje odkrycie następująco: „[…] jest to obraz, którego można użyć dla przedstawienia idei dzięki utajonym łącznikom, z których nie można zdać sobie sprawy analitycznie” (tamże).

Drugim traktem, podprowadzającym nas do Alberta Samaina, a jego samego ku poetyckim szczytom, jest droga biograficzna, wiedza o życiu chłopca ze skromnej flamandzkiej rodziny z Lille. Dopiero w latach 80. XIX w. młody człowiek dołącza do grupy poetów prezentujących swoje wiersze w siedzibie kabaretu Le Chat Noir. Zdobywa uznanie. Zaleski poświęca wiele miejsca twórczym wahaniom Samaina. W 1890 r. razem z innymi wybitnymi poetami doprowadza do wznowienia „Mercure de France”, otrzymuje nagrody, poprawia się jego sytuacja materialna pozwalająca na odbycie serii wymarzonych podróży. W tym mniej więcej czasie atakuje go choroba. Umiera w 1900 r., w 43 roku życia. Uzbrojony w szeroką wiedzę o epoce i życiu poety, Zaleski przystępuje do interpretacji jego dzieł; odnalezienie własnego „ja” odczytuje jako wektor poetyckiego działania realizowanego w krajobrazie melancholijnym lub – inaczej mówiąc – elegijno-symfonicznym. Jednocześnie krytyk wyodrębnia w dokonaniach artysty kurs przeciwstawny – biegnący ku życiu. Liczy na to, że właśnie ta sprzeczność stanie się pociągająca dla oczu i uszu polskiego czytelnika, mniej podatnego na uroki słowa, łaknącego śladu dramatycznych zmagań na linii sztuka–życie.

Pierwsza książka krytyczna. Pracę Dzieło i twórca. (Studia i wrażenia literackie) (1913) Zaleski zadedykował pamięci przedwcześnie zmarłego przyjaciela Jana Purwina (1879–1912). Przedmowę zapowiadającą zastosowanie zasad krytyki bezpośredniej pisał już w Paryżu. Książka składała się z kilkunastu rozdziałów i podrozdziałów różnych gatunkowo, co też zresztą odpowiadało strukturze zainteresowań i temperamentowi autora. Obok rozprawy o Albercie Samainie Zaleski przedrukował artykuł O pierwszym spojrzeniu na twórcę i dzieło, dodając szkic krytyczny o twórczości Leopolda Staffa, krytyczne impresje interpretacyjne (skondensowane, celne) na temat utworów powieściowych Wacława Berenta, Zofii Nałkowskiej, Lea Belmonta, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Zygmunta Bartkiewicza, Antoniego Langego i in. (Szlakiem powieści polskiej). Profile i wspomnienia zawierają sylwetki Felicjana Faleńskiego, Elizy Orzeszkowej, Jana Lemańskiego, Zygmunta Krasińskiego, Józefa Weyssenhoffa oraz kilka małych studiów na różne tematy. Artykuł Z psychologii i dziejów wymowy, najbardziej oddalony od reguł wywodu krytycznego, Zaleski poświęcił polskiej tradycji retorycznej (S. Orzechowski, P. Skarga i in.) oraz jej związkom z pragnieniem wolności.

Forma pojemna: esej. W przypadku twórczości Zaleskiego przenikające się współistnienie ujęć historyczno-, teoretycznoi krytycznoliterackich było ufundowane na rozrzutnej intelektualnie, adogmatycznej, pisarsko bogatej osobowości autorskiej i prowadziło ku formie najpełniej odpowiadającej tym warunkom, czyli esejowi. Krytyk skłaniał się ku niemu nawet w tekstach pełniących przede wszystkim funkcje informacyjne. We wczesnym okresie współpracy z dwutygodnikiem „Mercure de France” (podjętej ok. 1917 r.) Zaleski, posługujący się pseudonimem R. de Brou, podawał do przynoszącej krótkie wiadomości ze świata polityki i kultury rubryki À l’Étranger migawkowe informacje z Polski, np. odniósł się do sytuacji na Górnym Śląsku i do „cudu nad Wisłą” („Mercure de France” 1920, nr 537, 540). Nawet w tych krótkich formach wykraczał poza dziennikarskie doniesienie, serwując czytelnikowi szerszą perspektywę, także własne emocje i oczekiwania. Od 1923 r. do II wojny prowadził w „Mercure de France” (nieregularną) rubrykę Lettres polonaises przynoszącą instruktywne, profesjonalne, a przy tym zaangażowane, „namiętne” omówienia twórczości polskich pisarzy (W. Sieroszewskiego, S. Żeromskiego, J. Weyssenhoffa) oraz krytyków (W. Borowego, Z. Dębickiego, S. Lama, S. Kołaczkowskiego, m.in. w związku ze wznowieniem poszerzonego wydania Współczesnej literatury polskiej nieżyjącego W. Feldmana).

Oprócz form krótkich Zaleski zamieszczał od początku lat 20. najpierw w prasie francuskiej, a wkrótce również w czasopismach polskich dłuższe rozprawy poświęcone literaturze współczesnej lub ogólnym zagadnieniom estetycznym oraz gatunkowym, błyskotliwe, świetnie napisane, tryskające temperamentem i energią. W tekście o dwóch biegunach powieści polskiej dał świetny skrótowy wgląd w historię literatury i kultury polskiej od renesansu po przełom XIX i XX w. Umieścił w tej konfiguracji twórczość Stefana Żeromskiego rozdartą wewnętrznymi sprzecznościami, pesymistyczną oraz dokonania Władysława Stanisława Reymonta otwarte – zdaniem krytyka – na nowe prądy kulturowe i społeczne (Les Deux aspects du roman polonais – Żeromski, Reymont, „Mercure de France” 1920, nr 535). Szkice publikowane w latach 20. i 30. (m.in. w „Mercure de France”, „Monde Slave”, „Revue de Litterature Comparée”) złożyły się po pewnych przeróbkach i rozszerzeniach na książkę, której publikacja odbiła się głośnym echem w prasie polskiej i francuskiej – Attitudes et destinées. Faces et profils d’écrivains polonais (1932). We wstępie autor zarysował dwie tendencje literatury polskiej: romantyczną i antyromantyczną. Rozwinął tę tezę w następnych szkicach (o J. Hoene-Wrońskim, A. Mickiewiczu, J. Słowackim, J. Kasprowiczu, żyjących i nieżyjących prozaikach: S. Żeromskim, W.S. Reymoncie, W. Sieroszewskim, A. Strugu, S. Przybyszewskim, J. Weyssenhoffie). Recenzenci wskazywali na wysoki poziom książki, która zdaniem jednych zastępowała nieistniejący nowoczesny podręcznik literatury polskiej dla Francuzów (J. Lorentowicz), zdaniem drugich – realizowała wysoki standard krytyczny przez świeże spostrzeżenia, świetny język i zwartą (architektoniczną) konstrukcję: dwudzielność pracy ze środkowym usytuowaniem szkicu o polskich odniesieniach twórczości Gustave’a Flauberta (T. Terlecki).

Kapitalne rozważania przynoszą rozprawy z rocznika redagowanego przez Zaleskiego – „Życie Sztuki”. W eseju Jedność i wielość sztuki („Życie Sztuki” 1934, t. 1) Zaleski roztrząsa problemat tradycyjnych klasyfikacji sztuk, aby przejść do rozważań na temat związku twórczości z życiem indywidualnym i społecznym. „Pokolenia, które przeżyły rzeczywistość epopei, zdają się nie odczuwać potrzeby jej artystycznego zrekonstruowania. Zbędna tautologia!…” (tamże). Dwie części eseju łączą się w jeden nurt, kiedy autor rozpatruje zagadnienia estetyczne, np. zagadnienie stylu w kontekście uwarunkowań społecznych (kształtowanie się stylu epoki, prądu krytyk wiąże z przejmowaniem inicjatywy na linii indywiduum–zbiorowość przez stronę społeczną). W eseju zmierza do zarysowania takiej teorii sztuki, która obejmowałaby trzy elementy: indywidualizm artysty, opór lub nośność materiału, z którego tworzy, oraz społeczny odbiór sztuki. Mamy tu próbę zarysowej społecznej teorii estetyki, jak również zaczątek myślenia o socjologii sztuki, o teorii recepcji, a także godną podziwu erudycję obejmującą wielość sztuk oraz równie imponującą zdolność wychodzenia poza wiedzę zastaną.

W eseju Drogi i bezdroża biografii („Życie Sztuki” 1935, t. 2) Zaleski rozważa miejsce biografii w procesie twórczym i w badaniach literackich. Zdaje sobie sprawę z wykluczenia poszukiwań biograficznych z warsztatów badaczy sprzyjających ujęciom formalistycznym i strukturalnym, a także z niechęci do podobnego rodzaju wynurzeń ze strony autorów przekonanych – jak np. Paul Valéry – o nieprzeniknionej tajemnicy tworzenia. Inne źródło antybiografizmu stanowi ahistoryzm charakteryzowany przez krytyka jako efekt wciąż rezonującej w umysłach ludzkich zawieruchy wojennej i jej skutków. Przekonują natomiast Zaleskiego ci zwolennicy badań biograficznych, którzy szukają nieoczywistych zależności między życiem twórcy a jego sztuką, tzw. sprzęgów (ulubione słowo krytyka). „Biograf staje się w tym oświetleniu poszukiwaczem metafizycznym jedności tego kosmosu, jakie tworzy dzieło łącznie z okalającym je życiem artysty. Równocześnie staje się on świadkiem przyjaznym podwójnej nieśmiertelności dzieła – społecznej i metafizycznej; pierwszej jako możliwości trwałego ciągu przeżyć i odbić w duszach pokoleń widzów, słuchaczy lub czytelników; drugiej jako szeregu »gestów strukturalnych« rzuconych z boską lekkomyślnością w »mrok gwiazd« czy w próżnię nieskończoną urojenia…” (tamże). Zdaniem Zaleskiego ta pierwsza możliwość prowadzi ku biografii realistycznej, gdzie podstawą jest utożsamienie się z idealnym odbiorcą dzieła i historią narastających „od zewnątrz” wartości dzieła, ta druga – ku możliwość intuicyjnego zespolenia się z losem „wewnętrznym” twórcy i jego dokonań. Obie możliwości są – jak powiada Zaleski za Goethem – dwiema stronami tej samej jedności obejmującej równocześnie ruch i kształt.

Świetne rozważania na temat miejsca człowieka w cywilizacji europejskiej końca lat 30. przynosi esej W poszukiwaniu rytmu i stylu epoki („Życie Sztuki” 1938, t. 4). Krytyk – w duchu Waltera Benjamina – dostrzega mechanizację życia, banalizację kontaktu ze sztuką dokonującą się przez narzędzia służące prezentacji wydarzeń kulturalnych „na odległość” (film, radio). Jednocześnie, wykorzystując wiedzę muzykologiczną i wrażliwość doskonałego pianisty, Zaleski śledzi sposoby utrzymania rytmu indywidualnego np. przez taniec lub sport uprawiany amatorsko, nie dla bicia rekordów. Rodzajem rytmu indywidualnego, którego potrzeba wiąże się z relatywnym sprzeciwem wobec „rytmów” świata, jest postawa artysty pragnącego wolności i buntującego się wobec narzucanego „stylu” epoki. Akcentowanie roli buntowniczego artysty nie ma w przypadku Zaleskiego wymiaru elitarnego. Krytyk dostrzega nie tylko doniosłość aktu tworzenia, ale też – przebiegającą na różnych poziomach zaangażowania – doniosłość aktu „spożywania” sztuki. Styl epoki kształtuje się na przecięciu impulsów artystycznych i gestów ich przyswajania przez publiczność. Styl epoki po I wojnie zdaniem autora eseju „ucieleśnia się pod znakiem walki o przywrócenie w życiu współczesnym prymatu wolnej osobowości” (tamże).

Komparatystyka. Studia romantyczne. Prace Zaleskiego mają często wymiar porównawczy (np. Balzac entre la Pologne et la Russie, „Revue des sciences morales et politiques” 1951). Erudycja pozwalała Zaleskiemu na swobodne uruchamianie wielu płaszczyzn wywodu zaczerpniętych z różnych dziedzin sztuki. Możemy więc mówić tutaj o komparatystyce zarówno międzykulturowej, jak i intermedialnej (odniesienia do muzyki, malarstwa, architektury, tańca, a nawet sportu). W dorobku Zaleskiego wyróżniają się zwłaszcza studia nad polskim romantyzmem. Od nich zaczął aktywność pisarską i do nich powrócił w czasach powojennych. Po młodzieńczej rozprawie o Słowackim wielokrotnie podejmował rozważania na temat tego poety, zamykając cykl rozprawą o teatrze autora Balladyny (Le Théâtre de Juliusz Słowacki et le problème de personnages étrangeres, „Revue de Littérature Comparée” 1948), rocznicowymi artykułami przedstawianymi na konferencjach w emigracyjnych ośrodkach kultury. Podobnie było z Mickiewiczem; najwybitniejsze rozprawy odnosiły się do przyjaźni, jakie łączyły go z pisarzami francuskimi, przede wszystkim Edgarem Quinetem. Zaleski roztrząsał te relacje od lat 20. po poł. lat 50. XX w., gdy falę zainteresowania polskim poetą rozbudziły obchody stulecia jego śmierci. Równie trwałe było zainteresowanie twórczością Zygmunta Krasińskiego. Pisząc młodzieńczą pracę na jego temat, krytyk przyznawał, że właśnie Krasiński najlepiej spośród trzech wieszczów oddawał położenie Polski i jej misję dziejową (Zygmunt Krasiński. O dziełach i życiu poety w setną rocznicę urodzin, 1912). Bodaj ostatnią pracę o Krasińskim Un Poète polonais. Z. Krasiński dans le sillage de l’inspiration dantesque opublikował we włoskim tomie (1963). Jeśli dołożymy do tego studia o Cyprianie Norwidzie i Auguście Cieszkowskim, bilans rozpraw romantycznych okaże się wyjątkowo imponujący.

Próba podsumowania. Dorobek pisarski Zygmunta Lubicz-Zaleskiego jest ogromny i obok krytyki literackiej obejmuje także poezję, prozę poetycką, dwie próby dramatyczne, publicystykę społeczną i polityczną, tłumaczenia z języka francuskiego, literaturę dokumentu osobistego (zapiski autobiograficzne, epistolografię), wybitne wypowiedzi z dziedziny krytyki muzycznej. Lista publikacji liczy wiele pozycji, ponieważ autor wydawał osobno prace zamieszczane wcześniej w czasopismach lub tomach zbiorowych, a także tłumaczenia, najczęściej własne, tekstów francuskich na język polski – i odwrotnie.

Koncepcja „krytyki bezpośredniej” – wyrażenie zapisywane przez autora z cudzysłowem lub bez niego – stanowi wyróżnik teorii i praktyki krytycznej Zaleskiego. Koncepcję tę można określić koncepcją modernistyczną (ale niewyłącznie młodopolską), mając na myśli XX-wieczne (aż do lat 60. XX w.) rozumienie istoty twórczości literackiej (artystycznej) jako aktywności podmiotowej. Krytyk to podmiot dokonujący w akcie twórczym – podobnie jak artysta „oryginalny” – ekspresji własnego „ja” i obrony własnej niezależności. Do tego w zasadzie sprowadzał się „subiektywizm” (zapisywany również z cudzysłowem lub bez niego) koncepcji Zaleskiego. Nikt i nic nie mogło zwolnić krytyka z odwagi i ze szczerości w mówieniu prawdy o dziele. Prawda ta nie była tożsama z wiązką ulotnych odczuć, nie była też jedyna i obowiązująca. Była prawdą podmiotową, prawdą krytyka, sądem starannie wypracowanym, wspomaganym rozległą wiedzą, uczciwością i wrażliwym namysłem, zawsze ufundowanym na poruszeniu ducha, wstrząsie duchowym (franc. ébranlement). W języku francuskim dało się to powiedzieć krócej i precyzyjniej: krytyk nie formułował la verité, ale une verité. Wszystko, co służyło lepszej ekspresji (reprezentacji) własnych wrażeń, mogło być użyte w wypowiedzi krytycznej. Warunkiem nieredukowalnym było wszak wypracowanie własnego stosunku do dzieła, płynącego z duchowych zasobów, a nie z wypowiedzi cudzych, z wiedzy zastanej, z orientacji w konwencjach, biografiach, prądach i epokach. Te elementy – jak pamiętamy – uspołeczniały opinię, czyniły ją bardziej zrozumiałą, uzasadnioną; ale nie były jej źródłem.

W polskiej krytyce literackiej miejsce Lubicz-Zaleskiego nie było dostatecznie doceniane; zauważano erudycję i talent, ale nie analizowano propozycji teoretycznych; poddawano je ocenie powierzchownej (M. Kridl). Czasami traktowano autora jak cenny bibelot (K.W. Zawodziński), czasami jak błędnego rycerza, trochę zagubionego w czasach wymagających podejmowania zdecydowanych wyborów ideologicznych (K. Wyka). Po II wojnie jego nazwisko w publikacjach krajowych pojawiało się ze względów oczywistych bardzo rzadko lub wcale. W czasach najnowszych badacze dyskursu krytycznego poświęcali Zaleskiemu jedynie marginesy zarezerwowane właściwie dla pogrobowców Młodej Polski (R. Nycz, M. Głowiński). Inaczej było we Francji – tu należał do elity intelektualnej, szczególnie ceniono go jako wybitnego komparatystę. W istocie jego zasługi w zakresie studiów porównawczych, gdzie m.in. literatura polska ze szczególnym uwzględnieniem romantyzmu stanowiła przedmiot badań, były i są nie do przecenienia. Chyba nigdy wcześniej i nigdy potem kultura polska nie miała we Francji tak wszechstronnego badacza i propagatora, w dodatku darzonego tam wysokim szacunkiem. Warto też zauważyć, że Zaleski pisał o kulturze polskiej bez poczucia jej wtórności, „młodszości”; nie zdradzał również obaw, że skomplikowane dzieje Polski mogą być niezrozumiale dla obcego odbiorcy. Znakomite dyspozycje intelektualne i językowe, imponująca, wszechstronna wiedza okazały się sposobem wystarczającym do pokonania barier kulturowych.

Błędem byłoby uważać, że zasługi krytyka (i historyka literatury, trudno w tym przypadku rozdzielić te funkcje) polegają wyłącznie czy przede wszystkim na prezentacji kultury polskiej obcemu czytelnikowi. Porządkowanie w latach 20. i 30. XX w. polskiej sceny literackiej, fascynujące interpretacje prozy Wacława Sieroszewskiego, subtelne wglądy w poetykę powieści Stefana Żeromskiego, Władysława Stanisława Reymonta, Józefa Weyssenhoffa, Zofii Nałkowskiej, Andrzeja Struga, relacjonowanie kontaktów polskich romantyków z pisarzami francuskimi, docenianie artystycznych sukcesów kobiet, diagnozowanie współczesnej kultury, konsekwencja w postrzeganiu istoty krytyki – to niezaprzeczalne osiągnięcia Zaleskiego. W jego przypadku nie tylko trudno oddzielić krytykę od historii literatury, ale również twórczość literacką od działań krytycznych. Sposób pisania Zaleskiego był bowiem we wszystkich uprawnianych przez niego gatunkach – wysokoartystyczny. Krytyk stronił od terminologii i języka pojęciowego, pisał potoczyście, argumenty ubierał w inteligentne metafory apelujące do wyobraźni czytelnika. Obszerniejsze wypowiedzi były starannie skomponowane, wykorzystywały wiedzę o biografii pisarza. Artykuły krytyczne Zaleskiego stanowiły całość, tekst integralny, spójny, koherentny, w pełni kontrolowany przez autora. Przywołane elementy życia i twórczości pisarza składające się na jego literacki portret ujawniały niewidoczne dotąd powiązania. Przegląd form literackich cechowała ta sama dyrektywa spójności; style i prądy nie rozwijały się chaotycznie i bez porządku. Układały się w trakt, tworzyły logiczny przebieg, drogę. Były to ujęcia pozornie dość dalekie od założeń „krytyki bezpośredniej”, de facto realizowały jej mocne, erudycyjne podstawy wspierające sąd indywidualny, formułowany zawsze na odpowiedzialność piszącego.</document>
<document nplp_id="14424" title="Królikowski Józef" slug="krolikowski-jozef">Teoretyk literatury, językoznawca, poeta, tłumacz, pedagog, krytyk literacki i teatralny, re­daktor czasopism i serii wydawniczych. Kryptonimy: F.K.; F. Król.; J.F.K.

Informacje biograficzne. Józef Franciszek Królikowski urodził się w 1781 r. w Sanoku jako syn Pawła i Agaty Nowogrodzkiej. Od 1793 r. uczył się w szkołach parafialnych w Sanoku i Przemyślu oraz w Gimnazjum Zamojskim (dawnej Akademii). W 1803 r. ukończył pra­wo na Uniwersytecie Lwowskim i przez kilka lat pełnił funkcję sędziego w cyrkule brzeżań- skim. Po uzyskaniu patentu nauczycielskiego w 1808 r. uczył filozofii i matematyki w Gim­nazjum Zamojskim, a po włączeniu Zamościa do Księstwa Warszawskiego został powołany do pracy w administracji. Początkowo był rachmistrzem w Izbie Rozrachunkowej Księs­twa Warszawskiego i sekretarzem komisarza królewskiego do odbierania przysięgi wierno­ści na ziemiach Galicji Zachodniej, w 1810 r. znalazł zatrudnienie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Już wówczas interesował się literaturą i teatrem, wespół z Ludwikiem Ada­mem Dmuszewskim, Bonawenturą Kudliczem, Alojzym Żółkowskim, Karolem Kurpińskim i in. działał w warszawskim Towarzystwie Sfinks określającym się jako zrzeszenie ludzi „mo­ralnych, wesołych i (ile to być może) uczonych”, których połączyła chęć „zabawy niewin­nej, uczonej i niejednostajnej” (Statut Towarzystwa, rkps Bibl. Jag., sygn. 6115). W 1814 r. mianowany przez Najwyższą Radę Tymczasową prezydentem departamentowego miasta Radomia, sprawował ten urząd do 1816 r. Przy zwalnianiu stanowiska został odznaczony Orderem św. Stanisława.

Po powrocie do Warszawy pracował jako sekretarz w Komisji Likwidacyjnej Trzech Dworów, później jako kontroler w Biurze Likwidacyjnym. Od 1817 do 1819 r. współpra­cował z „Pamiętnikiem Warszawskim”, gdzie ogłaszał swoją poezję (m.in. poemat heroiko- miczny Suflerois, czyli wojna piór uczonych [1817] odnoszący się do toczonej w prasie war­szawskiej polemiki wokół sztuki Władysław pod Warną J.U. Niemcewicza) oraz rozprawy z zakresu teorii literatury i językoznawstwa, które zyskały mu uznanie w środowisku literac­kim. W 1818 r. anonimowo opublikował druk Uwagi nad dziełem „Rozprawa o metryczno- ści i rytmiczności języka polskiego, szczególniej o wierszach polskich we względzie muzycznym, przez Józefa Elsnera… Z przykładami rzecz objaśniającymi, przez Kazimierza Brodzińskiego”. Głos Królikowskiego należał do najważniejszych w toczącym się na początku XIX w. „sporze o polski sylabotonizm”. Działał też okazjonalnie jako tłumacz librett operowych na potrzeby teatru warszawskiego – przetłumaczył m.in. Śpiewaczki wiejskie Valentina Fioravantiego i Gryzeldę Ferdinanda Paëra.

Przyjąwszy zaproszenie Jana Samuela Kaulfussa, w 1820 r. objął stanowisko profesora języka i literatury polskiej w Gimnazjum Królewskim Marii Magdaleny w Poznaniu. Od mar­ca 1821 do czerwca 1822 r. redagował także wydawany nakładem Juliusza Augusta Munka pierwszy na terenie Poznania miesięcznik kulturalny „Mrówka Poznańska. Pismo ku Uży­tecznej Zabawie Rozumu i Serca”. Poróżniwszy się z Adolfem Munkiem (polemika w „Gaze­cie Wielkiego Księstwa Poznańskiego” 1822, nr 53, 55–57), od lipca do września 1822 r. re­dagował i wydawał własnym nakładem „Pismo Miesięczne Poznańskie w Ciągu »Mrówki«”. Czasopisma te, pełniąc funkcję kulturotwórczą, jednocześnie stawiały sobie za najważniejszy cel troskę o zachowanie języka polskiego i ugruntowanie świadomości narodowej na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Zwieńczeniem pracy naukowej Królikowskiego w okre­sie poznańskim były – pisane częściowo na użytek dydaktyki – Proste zasady stylu polskie­go, rozmaitymi postrzeżeniami względem języka, dla użytku jasno, zwięźle, poprawnie, gładko i szczerze po polsku pisać chcących, praktycznie w przykładach okazane, a wzorami rozma­itego toku i sposobu pisania, nauką o listach, wykładem pewnej liczby synonimów i kilku roz­prawkami o języku tudzież wyjaśnieniami pisowni dopełnione (dedykowane księciu A. Radzi­wiłłowi, 1826), Wzory estetyczne poezji polskiej w pięknościach pierwszych mistrzów naszych, z przytoczeniem teorii wystawione (1826), Rys poetyki wedle przepisów teorii, w szczegółach z najznakomitszych autorów czerpanej, ułożony… (1828), zwłaszcza zaś Prozodia polska, czyli o śpiewności i miarach języka polskiego, z przykładami w nutach muzycznych (1821), w której rozwinął i pogłębił prezentowane uprzednio w „Pamiętniku Warszawskim” kon­cepcje dotyczące „poezji miarowej”, uzupełniając je o rozważania nad polskim heksame- trem i „operą w ogólności”. Uzyskawszy na podstawie tej pracy stopień doktora filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim (1823), został powołany na członka Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W grudniu 1829 r., z powo­du źle układających się stosunków z dyrekcją gimnazjum, powrócił się do Warszawy, gdzie do 1833 r. pracował jako inspektor szkół elementarnych. W 1830 r. podjął próbę wydawania następnego periodyku „Biblioteka Konwersacyjna” (ukazało się kilka tomów), a w 1835 r. – „Młyn. Pismo Czasowe bez Planu” (nie zdołał zebrać dostatecznej liczby prenumeratorów). W l. 1832–1833 publikował swoje wiersze w „Tygodniku Polskim”. W 1812 r. ożenił się z Ka­roliną Jante, z którą miał siedmioro dzieci. Rozstawszy się z żoną ok. 1831 r., utraciwszy sta­łe źródło utrzymania, popadł w nędzę. Przez pewien czas gościł u Augusta Wilkońskiego w Garbatce, ostatnie lata spędził u karmelitów na Lesznie. Zmarł 17 IV 1839 w Warszawie.

Królikowski jako teoretyk literatury. Rozprawy teoretycznoliterackie Józefa Franciszka Królikowskiego, zwłaszcza O literaturze (1819), Wzory estetyczne poezji polskiej (1826) i Rys poetyki (1828), należą do najważniejszych wypowiedzi dających wyobrażenie o świadomości estetycznoliterackiej doby postanisławowskiej. Pisma te należą do nurtu, który zezwalał na rozluźnienie rygorów dyktowanych przez poetyki normatywne, akceptował wartości poezji sentymentalnej i otwierał się na nowe zjawiska w literaturze. Myśl ta ugruntowywała się rów­nolegle z rozwijającym się w Polsce romantyzmem, stąd, akceptując niektóre założenia kla­sycyzmu, przede wszystkim systematykę i definicje gatunków literackich, stała się świadec­twem przeobrażeń, jakim ulegały poglądy na literaturę pod wpływem estetyki romantycznej. Jednym z najczęściej przywoływanych przez Królikowskiego autorytetów jest „nieocenio­ny Sulzer” (jak go nazywa w rozprawie O literaturze), zwłaszcza jego Allgemeine Theorie der schönen Künste zawierająca rewizjonistyczne wobec klasycyzmu poglądy na naturę dzieła literackiego i proces jego tworzenia.

Królikowski podejmuje wszystkie reprezentatywne dla poetyk stanisławowskich i po- stanisławowskich tematy, takie jak początki, istota i cele poezji, aktywizując jednocześnie znane już kategorie pojęciowe pozwalające rozważać te kwestie (natura, smak, geniusz, wy­obraźnia, piękno, wzniosłość). Roztrząsa też zagadnienie znajomości reguł i wzorów w kon­tekście procesu twórczego, interesują go miejsce poezji w hierarchii sztuk, różnice między poezją i prozą, stosunek poezji do wymowy, zagadnienie prawdy i prawdopodobieństwa w literaturze, wreszcie – możliwe klasyfikacje w obrębie rodzajów i gatunków literackich oraz dystynktywne cechy tych ostatnich.

W duchu myśli Giambattisty Vica w Nauce nowej, w pismach Jean-Jacques’a Rousseau i Johanna Gottfrieda Herdera uznaje, że poezja powstała przed prozą, ponieważ – podobnie jak muzyka, sztuka najbliższa naturze – jest pierwotnym językiem uczuć i głosem namiętno­ści nieznającym narzuconego przez kulturę kunsztu, podczas gdy proza jest „mową rozsąd­ku” ukształtowaną według prawideł sztuki. Tym też różni się poezja od wymowy, która do­datkowo stawia sobie za cel przede wszystkim nauczanie, najważniejszym zaś celem poezji jest sprawianie przyjemności dzięki obcowaniu z prawdą i prawdziwym pięknem. Przy czym „prawdę” i „prawdopodobieństwo” w literaturze Królikowski ujmuje w duchu Arystotelesa: „Nie jest zamiarem poety uczyć przez prawdę, nie jest zatem jego obowiązkiem wystawiać rzeczy stosownie do prawdy historycznej i dość jest dla niego, kiedy prawdopodobieństwo zachowa, które na tym zależy, aby rzeczy wystawić, jak się dziać mogły albo jak się dziać po­winny były” (Rys poetyki).

Pierwotna poezja („poezja naiwna” w ujęciu Schillerowskim), efekt zespolenia człowie­ka z naturą, przetrwała w poezji ludowej i najdawniejszych śpiewach religijnych. Co istotne, według Królikowskiego polska poezja powstawała jednocześnie z kształtowaniem się narodu polskiego jako rodzaj ekspresji ducha narodowego (w rozumieniu K. Brodzińskiego). Nie jest więc efektem naśladowania obcych wzorów, język polski zaś, „zrodzony z namiętności ludów słowiańskich” (O literaturze), najdokładniej odda to, co jest właściwe sercu i duszy Polaka. Zatem: nie obce wzory, lecz przede wszystkim literatura w języku rodzimym może realizować najważniejsze cele, do których należy nie tylko – jak wskazywał Johann Georg Sulzer – osiąg­nięcie dobra i szczęścia, ale też – zgodnie z tradycją oświecenia – wychowywanie i uszlachet­nianie odbiorcy: „Z uszanowaniem zawsze wspominać będziemy Homerów, Wirgilich, Demostenesów, Cyceronów, czarować nas będą Kornele, Rasyny, Woltery i wielka liczba innych starożytnych i późniejszych znakomitych w literaturze mężów. […] A przecież, gdyby nawet te wielkie ich przymioty stały się naszą własnością, nie wszystko jeszcze znajdziemy, co isto­tę literatury naszej podnieść, co ją udoskonalić zdoła” (tamże).

Klasyczność, romantyczność i „sztuka słowa”. Kwestia narodowości literatury i jej powią­zań z poezją ludową dała Królikowskiemu asumpt do napisania Rozprawy, w której się okazu­je, że nie każda romantyczność przeciwna jest klasyczności… (1821). Występując w niej jako mediator między zwolennikami klasycyzmu i romantyzmu, wskazując, że romantyczność nie jest prostym antonimem klasyczności, autor podniósł znaczenie kategorii narodu, pisząc, że „z wyrzeczeniem się wszelkich uczuć i obrazów romantycznych [narodowość] zupełnie by zaginąć musiała” (tamże).

Głównym zadaniem sztuk pięknych według Królikowskiego jest jednak przede wszyst­kim zaspokojenie smaku, dla którego najlepszy wzór to „piękne przyrodzenie”, najlepsze źródło – doświadczenie (wyliczając w Rysie poetyki najważniejsze, wywodzące się jeszcze z antyku, prawidła „wszelkiej poezji”: „łączenie użytku z zabawą”, jedność akcji, prawdopo­dobieństwo, jednocześnie Królikowski podkreślał znaczenie znajomości „życia i człowieka”, którą zdobyć można – tutaj pozostaje nasz autor uczniem Laurence’a Sterne’a – dzięki po­dróżom; tamże), najlepszym zaś sędzią jest „czucie” („zmysłowość wyrażeń poetyckich” to w tym ujęciu zdolność trafiania przez zmysły do serca; Wzory estetyczne poezji polskiej). Na­leży przy tym podkreślić, że Królikowski jako pierwszy na gruncie polskim użył określenia „sztuka słowa” w odniesieniu do poezji, włączając literaturę – obok sztuk muzycznych i pla­stycznych – do sztuk pięknych i odróżniając „sztukę” od „umiejętności” („umiejętność” wią- że się tu z wiedzą teoretyczną, „sztuka” zaś ma wymiar praktyczny: „[…] objawia się w zręcz­ności i doprowadzeniu pewnych dzieł do oznaczonego celu”; tamże). Jego refleksję na temat hierarchii i wzajemnych związków sztuk łączy ze sobą charakterystyczne dlań napięcie mię­dzy ideami klasycystycznymi i romantycznymi. Pisze np.: „Ale chcąc mówić o tym [o litera­turze], nie można nie zwrócić uwagi na ogół pięknych sztuk; tak bowiem z sobą są połączo­ne i w tak ścisłym zostają związku, że jedna bez pomyślenia o drugiej do wysokiego stopnia doskonałości dojść nie może: wszystkie dążą do jednego celu, dopomagają sobie wspólnie i wspierają się nawzajem. Nie na próżno starożytni malowali Muzy trzymające się za ręce, da­jąc przez to poznać, że wszystkie piękne sztuki nierozdzielnym spojone są ogniwem” (O lite­raturze). Zaraz jednak dodaje, podkreślając odrębność sztuk: „Mniemanie to [synteza sztuk] nie jest płonnym tylko urojeniem, jeżeli bowiem rozważymy istotę dzieł mówcy, poety, mu­zyka, malarza lub t. p. mistrza, wszędzie znajdziemy obrazy, z tą tylko różnicą, że każdy z nich do naśladowania natury w odmalowaniu swojego przedmiotu innych używa środków me­chanicznych, bo teoria mechanizmu pięknych sztuk jest różna i dla każdej właściwa” (tam­że). Antycypując romantyczną ideę correspondance des arts, Królikowski nie tylko podkreś­la – mimo wszystko – swoistość poszczególnych sztuk, ale pozostaje w tym akurat przypadku wierny kategorii mimesis i chętnie przywoływanej przez autorów XVIII-wiecznych w kon­tekście ut pictura poesis obrazowości. Gdzie indziej, wskazując na rolę poety, połączy oświe­ceniowe przekonanie o utylitarnych celach poezji i tradycyjne wyobrażenie na temat istoty poezji (za F.K. Dmochowskim powtarza, że przedmiotem poezji jest zmyślenie, „żywioł i du­sza poety” apelujące do wyobraźni) z romantycznym już pojmowaniem roli poety-kreatora, poety-wieszcza. Wiąże się to ze stopniowym odchodzeniem od estetyki naśladowania na rzecz estetyki wyrażania: „[…] prawdziwy poeta, unosząc się na skrzydłach swojego geniu­szu, z ognia świętego, który w nas ruch i życie utrzymuje, chwytać i wierszom swoim udzie­lać go powinien. […] Za pomocą sztuki swojej może nadawać nowe życie powietrzu, które nas otacza, utworzyć dla nas nowy porządek rzeczy, a opanowawszy duszę naszą, stać się pa­nem zmysłów; poruszać je i w spokojność wprawiać, wzbudzać namiętności i przytłumiać, pogrążać nas w boleści albo zachwycać świetną radością, ożywiać naszą odwagę albo poskra­miać zbyteczną zuchwałość, ale tej władzy, co sztukę uślachetnia, tylko na korzyść dobrych obyczajów używać powinien; to jest jego cel jedyny”; Wzory estetyczne poezji polskiej). Takich ambiwalencji pojawia się u Królikowskiego więcej.

Kategorie piękna, wzniosłości i nowości. Najważniejszą kategorią estetyczną jest w tej re­fleksji piękno, które autor Rysu poetyki definiuje przeważnie zgodnie z tradycją klasyczną i ideałem kalokagatii. Podkreślając znaczenie harmonii i umiaru, dodaje: „[…] tylko to, co jest dobre, piękne i doskonałe, stanowi dopiero to, co prawdziwą pięknością nazwać by można. […] Niczym jest piękność, która nie wydaje oraz pięknej duszy” (O literaturze). Jednocześnie jednak wprowadza kategorię wzniosłości rozumianą w duchu preromantycznym, waloryzu­je też obcą poetykom klasycystycznym kategorię nowości, która potęguje „skutek piękności”. Wzniosłość i nowość to dla niego środki służące jednocześnie wychodzeniu „poza granice zmysłów” i – paradoksalnie – wzmacniające wrażenia zmysłowe. Wzniosłość, czyli stan, gdy „nas rzecz wielka nad granice zmysłów porywa”, można osiągnąć w poezji za pomocą wyso­kiego stylu („wzniosłych wyrażeń”) oraz odpowiedniego obrazowania, skoncentrowanego na „wzniosłych przedmiotach” pochodzących z natury. W ujęciu Królikowskiego z wzniosłością łączy się „straszliwość” powodująca „niespokojność duszy” i przerażająca okropnością. Jest to wyraźne nawiązanie do preromantycznego gotycyzmu w ujęciu np. Matthew Gregory’ego Lewisa (Wzory estetyczne poezji polskiej).

Poezja – wymowa, liryczność – retoryczność. Innym przykładem napięcia między trady­cją i innowacją będzie refleksja Królikowskiego na temat poezji i wymowy, liryczności i re- toryczności. Pisząc, zgodnie z myślą romantyczną, o genetycznym związku poezji i muzyki, na pierwszym miejscu stawia mimo wszystko wymowę, podporządkowując jej poezję i wska­zując na officia oratoris jako niezbędny element pozwalający poezji trafić i do serca, i do ro­zumu (O literaturze). Gdzie indziej dowodzi wszakże, że w starożytności także retoryka była podporządkowana muzyce: „Każdy rodzaj mowy przygotowanej był muzykalny i śpiewa­ny”, z kolei „Strabon utrzymuje, że wyraz dicere i canere za jedno był używany” (O niektó­rych wyrazach do sztuki rymotwórczej należących). Wskazując zaś na pieśń ludową jako wzór dla „poezji uczonej”, konsekwentnie roztrząsa – należące do najistotniejszych dla doktryny klasycyzmu postanisławowskiego zagadnień – kwestie latinitas, claritas i aptum. Jednocześ­nie włącza się też w polemikę o rym męski, odrzucany przez poetykę klasyczną i nazywany przez jej zwolenników „podkasanym rymem” (zob. np. Panegiryk nowych a szczęśliwie wyna­lezionych rymów S. Okraszewskiego, „Pamiętnik Warszawski” 1816, t. 6), broniąc jego miej­sca w poezji, zwłaszcza tej przeznaczonej do śpiewu, i stawiając pod względem estetycznym na równi z rymem żeńskim. Pisze: „[…] nie rozumiem […], dlaczego jednozgłoskowe wyra­zy, np. Bóg, śmierć, tron, grot itp., które na początku lub w środku najpoważniejszego nawet wiersza są bardzo dobre i mocne, miałyby utracić całą moc i zaletę dla tego, że je na końcu wiersza umieszczono” (Prozodia polska).

Poglądy genologiczne. Interesujące pod tym względem są także klasyfikacje oraz charak­terystyki poszczególnych gatunków literackich zawarte w Rysie poetyki. Dystansując się wo­bec nadmiernego zaufania do wszelkich systematyzacji, które, uogólniając i upraszczając, nie mogą być doskonałe, po dokonaniu krytyki wcześniej podejmowanych prób kategoryzacji literatury Królikowski uznaje mimo wszystko ich walor porządkujący. Stąd proponuje włas­ny podział ze względu na „zamiar poety”, czyli – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – intentio auctoris:

„I. Poeta albo wyraża bezpośrednio uczucia. Stąd mamy poezję uczucia (liryczną, gęślową).

II. Albo, wpadając w uczucia opowiada, opisuje, aby nauczał. Stąd poezja nauczania (dydaktyczna).

III. Albo wystawia bezpośrednio przedmioty przez opowiadanie i opisywanie. Stąd poezja opowiadania (epiczna).

IV. Albo wprowadza działające osoby. Stąd poezja działania (dramatyczna).

Do tego, dotąd najpowszechniej używanego podziału, dodałem rozdział jeszcze osobny:

V. Kiedy poeta wprowadza osoby, które z daleka od wszelkiej rozwagi, stosownie tyl­ko do popędu uczuć, którymi dusza ich jest przejęta, działają, a przy tym lirycznie wyrażać się mogą. Stąd poezja uczuciowego działania (liryczno-dramatyczna)” (przedmowa do Rysu poetyki). Tę ogólną klasyfikację Królikowski uzupełnia o szczegółowe przyporządkowania. Poezję liryczną dzieli na 1) ody (tu wyodrębnia hymny, ody bohaterskie, dytyramby, ody moralne, czyli filozoficzne); 2) pieśni (nabożne, obywatelskie, obyczajowe, wojenne, tkliwe, czyli namiętne, towarzyskie, wesołe, żartobliwe); 3) elegie (dzieli je na „pieśni narzekalne”, dumy oraz żale, treny). Do poezji dydaktycznej zalicza: 1) poezję prawidłową treści filozo­ficznej i „treści technicznej” (czyli poetyki sformułowane i immanentne); 2) listy (dydaktycz­ne, treści filozoficznej, treści technicznej, listy poetyckie i „listy lekkie prozą przeplatane”); 3) poezję opisową (tu: „poema sielskie”, które można podzielić na właściwe sielanki oraz pieśni rybackie i łowieckie; „opisy burzy, pór roku, wojny itp.”); 4) satyry (surowe, żartobliwe, paro­die, trawestacje); 5) bajki („rozumowe”, moralne, mieszane); 6) „drobne dydaktyczne, lirycz- no-dydaktyczne i inne mieszanej treści i formy” (epigramat, madrygał, sonet, rondo, triolet, nagrobki i napisy, „igraszki dowcipu, zagadki itp.”). Na poezję epiczną składa się: 1) poe­zja romantyczna (powieść poetycka, alegoria, ballada, legenda, romans właściwy); 2) „wiersz bohaterski” („epopeja poważna”, poemat heroikomiczny, epopeja romantyczna). Poezja dramatyczna to: 1) „właściwe drama” (komedia, tragedia, tragikomedia); 2) „mniejsze dra­matyczne” (rozmowa poetycka, heroida), na poezję liryczno-dramatyczną zaś składa­ją się opera wielka, opera komiczna, operetki sielskie, międzygra (intermezzo), melodrama, oratorium, kantata (tamże).

Swoje definicje i specyfikacje gatunkowe Królikowski uzupełnia przykładami (rodza­jem bibliografii podmiotowej odsyłającej do wzorów realizujących opisane hasłowo reguły), jako najważniejsze autorytety zaś wskazuje m.in. Kwintyliana (Kształcenie mówcy), Johanna Augusta Ernestiego (Neues Handbuch der Dicht und Redekunst), Sulzera (Allgemeine Theo- rie der schönen Künste), Jean-Paula (Vorschule der Aesthetik), Charles’a Batteux (Cours de belles lettres distribué par exercises), Grzegorza Piramowicza (Wymowa i poezja dla szkół na­rodowych), Ignacego Krasickiego (O rymotwórstwie i rymotwórcach), Franciszka Ksawere­go Dmochowskiego (Sztuka rymotwórcza), Franciszka Wężyka (Rozprawa o dramatyce oraz Rozprawa o bajkach Niemcewicza). Jako istotny punkt odniesienia wymienia też rozprawy Kazimierza Brodzińskiego, Historię literatury polskiej Feliksa Bentkowskiego i Dykcjonarz poetów Michała Hieronima Juszyńskiego. Już na tym poziomie uwidacznia się z jednej strony respekt dla klasycystycznych autorytetów, z drugiej – otwartość na nowe tendencje w litera­turze i sztuce. Warto przy tym pamiętać, że – podobnie jak Hugh Blair i Herder – już wcześ­niej w Rozprawie, w której się okazuje, że nie każda romantyczność przeciwna jest klasyczności… postawił on w jednym rzędzie Homera i Jamesa Macphersona (Osjana).

Punktem wyjścia jest dla Królikowskiego klasycystyczna systematyka i hierarchia gatunków ugruntowana w praktyce literackiej oświecenia. Ich definicje pozostają na ogół w zgodzie z poetykami normatywnymi epoki i z okazjonalnymi wypowiedziami teoretycznoliterackimi. Przy okazji sielanki cytuje odpowiednie fragmenty Sztuki rymotwórczej Dmo­chowskiego, pisząc o satyrze, podkreśla, że „satyryk powinien wyśmiewać głupstwa, bi­czować zbrodnie, ale osób wymieniać mu nie wolno”, po czym przywołuje słynny w tym kontekście passus Do króla Krasickiego („Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka…”), najwięcej uwagi poświęca eposowi i tragedii klasycystycznej, obszernie streszczając i komen­tując Eneidę Wergiliusza i Atalię Jean-Baptiste’a Racine’a. Wzorów dostarczają mu przede wszystkim poeci czasów stanisławowskich i postanisławowskich, w tym autorzy preromantyczni, zwłaszcza Brodziński. Adam Mickiewicz pojawia się raz przy okazji ballady. Wymie­niony jest na ostatnim miejscu jako autor Powrotu taty [!], po Józefie Dionizym Minasowiczu i Franciszku Morawskim jako tłumaczach i naśladowcach Friedricha Schillera (Nurek, Edgar i Celina), po utworach Cypriana Godebskiego (Czerna) i Stefana Witwickiego (Ksenor). Może to zaskakiwać tym bardziej, że Królikowski balladę definiuje przecież trafnie jako „opis romantyczny w formie pieśni, sposobem tłumaczenia się ludu pospolitego wyłożony” (Rys poetyki). Zamiast Mickiewiczowskich Lilij woli jednak wybrać wpisujący się częściowo w poetykę sentymentalną Powrót taty. Za „epopeję romantyczną” – trzymając się przekona­nia, że „romantyczność wywodzą od nazwiska języka romańskiego, zepsutego łacińskiego; i wszystko, co w duchu owego wieku, w którym tego języka używano, jest napisane, zowią romantycznym” (tamże) – uzna Orlanda szalonego Ludovica Ariosta (tutaj przywoływane­go w tłumaczeniu Piotra Kochanowskiego), a „powieścią poetyczną”, którą traktuje jako ga­tunek pośredni między bajką i romansem, bo dłuższa od bajki, a pozbawiona epizodów jak romans, nazwie Brata i siostrę Franciszka Karpińskiego, Wiesława Brodzińskiego oraz Pa­sterza płochego Walentego Górskiego. Zauważmy, że swoją poetykę Królikowski pisał już po ukazaniu się Grażyny Mickiewicza (1823) i Marii Antoniego Malczewskiego (1825), nie były mu też obce kategorie estetyczne oddziałujące na poetykę powieści poetyckich, skoro potra­fił gdzie indziej stwierdzić, że „romantyczność, jest to […] piękność bez ograniczenia, czyli piękna nieskończoność” (Wzory estetyczne poezji polskiej).

Niewątpliwą zasługą Królikowskiego jest jednak to, że w swoich systematyzacjach genologicznych usiłował zmieścić nowe albo intensywnie rozwijające się gatunki literackie, do­tychczas nieklasyfikowane. Wypowiadał się na temat gatunków pomijanych przez poetyki okresu stanisławowskiego, takich jak kantata, trawestacja, parodia. Odniósł się do małych form poetyckich (epigramat, nagrobek, napis, zagadka, rondo, triolet itd.), a powieść jedno­znacznie przyporządkował do epiki, która wcześniej była utożsamiana z epopeją. W pełni za­akceptował też łączenie treści komicznych z treściami tragicznymi, akceptując termin „tragi­komedia” w odniesieniu do wszelkich typów dramy (nie tylko do opery).

Charakterystyczną cechą jego warsztatu teoretycznoliterackiego jest koncentracja na wyróżnikach wersyfikacyjnych opisywanych gatunków, co w tym czasie nosi znamiona no­wości. Dzięki tym predylekcjom uzupełnia np. poczynione przez poprzedników spostrze­żenia dotyczące elegii, odróżnia wyraźnie odę od pieśni, nie tylko przypisując tej pierwszej jako przedmiot „wznioślejsze uczucia”, a drugiej „uczucia łagodniejsze”, ale wskazując też na regularność stroficzną i metryczną pieśni jako czynnik różnicujący ją od ody. Na podob­nej zasadzie wypowiada się o scenicznych formach literacko-muzycznych, zwłaszcza o ope­rze i wchodzących w jej skład arii i recytatywie, których strukturę tekstową opisuje za pomo­cą słynnej Sulzerowskiej metaforyki potoku: „Recitativo […] powinno być na kształt potoku, który to spokojnie płynie, to się przedziera pomiędzy kamienie, to znowu z góry gwałtownie spada; czasem są miejsca spokojne, na które następuje gwałtowność; gdy tymczasem aria po­dobna jest do potoku, który czy to zwolna, czy gwałtownie, cicho, czy z łoskotem, zawsze jed­nak jednostajnie płynie” (Prozodia polska).

Królikowski jako pierwszy wyodrębnił osobną kategorię dla gatunków literacko-muzycznych nazwaną przezeń „poezją uczuciowego działania” (liryczno-dramatyczną). Wbrew przekonaniom dominującym w ówczesnej myśli teatralnej (np. wśród reprezen­tantów Towarzystwa Iksów) o niższości opery wobec „sztuk wyższego rzędu”, czyli tragedii i komedii, dowartościował operę. Definiując ją jako „drama muzykalne, którego nikt bez względu na muzykę nie ułoży” (tamże), opisując zróżnicowanie strukturalne tekstów arii, recytatywów, duetów, tercetów i chórów oraz wskazując na inne prawidła różnicujące ope­rę od pozostałych gatunków dramatycznych, stworzył podstawy do odrębnego traktowania tej sztuki. Dotyczą one przede wszystkim akcji, która: 1) powinna umożliwiać bohaterom „wyrażać się lirycznie”; 2) nie jest zbyt „nagła”, gdyż śpiewanie wymaga „zabawienia się nad uczuciami, z których śpiew powstaje”; 3) nie jest zbyt skomplikowana, bo muzyka mówi do serca – nie do rozumu. Opisując zaś „poezję uczucia” (liryczną, „gęślową”, jak ją nazywa), Królikowski jest blisko romantycznego rozumienia liryzmu.

Badacz prozodii języka polskiego i „wiersza dla muzyki”. Zainteresowania Królikowskie­go prozodią, dla której, uwzględniając etymologię (pros – „dla”, ode – „śpiew”), proponował polski odpowiednik „śpiewność” (O niektórych wyrazach do sztuki rymotwórczej należących; Kilka słów do piszących wierszem miarowym), łączą się z wyrażanym przez niego przekona­niem o genetycznych związkach poezji i muzyki. „Poezja w początkach swych była muzykal­na i śpiewana” (O niektórych wyrazach do sztuki rymotwórczej należących), muzyka zaś nie była sztuką bawienia, ale podstawą wszelkich nauk i umiejętności oraz wychowania mło­dzieży. Związek poezji i muzyki w starożytności poświadczają różne leksemy, które „albo od śpiewu swój początek biorą, albo od muzyki są pożyczone” (tamże). Są to przede wszystkim leksem „oda” (od ode – „śpiew”) i inne, w których Królikowski odnajduje ten źródłosłów: prozodia, tragedia, komedia, parodia, rapsodia, palinodia, epodia, epizod, melodia, psalmo­dia. Wszystkie gatunki z morfemem ode powinny być – według niego – także współcześnie, „robione do śpiewania”. Podobnie inne, które albo pochodzą od muzyki, albo są wspólne dla poezji i sztuki dźwięków: antyfona, aria, chór, dytyramb, elegia, hymn, pieśń, romans, rondo, wodewil. Ponadto z muzyką Królikowski wiąże pojęcie strofy jako „pierwszej części śpiewu” u starożytnych (leksem „śpiew” pojawiający się w poezji starożytnej konsekwentnie traktuje jednoznacznie jako nawiązanie do muzycznej realizacji wiersza), za oczywiste uważając rów­nież to, że powinna być śpiewna każda odmiana poezji lirycznej, czyli – jak ją nazywa – „gęślowej”, ponieważ jej nazwa wywodzi się od instrumentu muzycznego, liry bądź gęśli, który towarzyszył recytacji.

Poezja i muzyka stanowiły zatem w starożytności syntezę, były pierwotną, naturalną „mową namiętności” poprzedzającą pojawienie się wraz z kulturą i cywilizacją prozy, po­tem się rozdzieliły i rozwijały osobno, wreszcie „przekonano się na koniec, że tylko wspól­nym działaniem i wspólną pomocą obie te siostry do zamierzonego celu dojść i przezna­czeniu swojemu odpowiedzieć zdołają” (Prozodia polska). Celem tym i przeznaczeniem jest jednoczesne, zgodne przemówienie pierwotnym językiem natury, prostą mową odsłaniającą prawdziwe piękno, uszlachetniającą i poruszającą serca, wzbudzającą i poskramiającą uczu­cia i namiętności. Przekonując, że „uczucie muzyki jest wrodzone”, a „uczucie gramatyki na­byte”, Królikowski dodaje: „[…] niechaj prostak usłyszy muzykę, chociaż jej nauki nie zna, uczuje silne jej działanie. Czytajmy przed nim najuczeńszą rozprawę, będzie na nią obojęt­nym. Większy jeszcze dowód tego dają nam zwierzęta, które, słysząc muzykę, okazują czę­stokroć najmocniejsze poruszenie, czasem do szaleństwa podobne. Prócz tego rozumieją one głos pieszczoty, głos łagodności, głos gniewu naszego, czują zatem podniesienie i zniże­nie tonu, gdy tymczasem nikt podobno jeszcze nie doświadczył, ażeby najpiękniejszy i naj­wierniej co do czasu odmierzony wiersz, w ich przytomności bez zmiany tonu sucho od­czytany, mógł na nich jakiekolwiek uczynić wrażenie” (tamże). Stąd uprzywilejowanie przez Królikowskiego synkretycznej formy pieśni wokalnej lub wokalno-instrumentalnej, dla któ­rej szuka adekwatnej struktury wersyfikacyjnej, pozwalającej na harmonijne współistnie­nie warstwy słownej i muzycznej. Jednocześnie chodzi o umiejętność posługiwania się przez poetów takim wierszem, który – pozostając w zgodzie z muzyką – pozwoliłby także na two­rzenie librett operowych w języku polskim oraz na prawidłowy, czyli respektujący muzykę, przekład librett obcojęzycznych.

Stawiając przed sobą takie cele, Królikowski postuluje pisanie „wierszy muzykalnych”, których niedostatek na gruncie rodzimym tłumaczy niską w Polsce kulturą muzyczną oraz tym, że poeci, „przenosząc sztukę nad naturę, w samym nawet śpiewaniu zapominają o mu­zyce” (tamże). Stąd za wzór stawia „śpiewki narodowe prostego ludu”, np. krakowiaki, któ­re „daleko są muzykalniejsze aniżeli śpiewy uczonych poetów”, nie są bowiem zepsute przez „sztuczność” i pozostają wierne istocie języka polskiego, który jest muzykalniejszy od fran­cuskiego, niewiele ustępując w tym względzie językowi włoskiemu (Rozprawa o śpiewach pol­skich z muzyką; Prozodia polska). Odwołując się do meliki ludowej, w konsekwencji wyłącza z wierszy przeznaczonych do śpiewu cały szereg środków retorycznego wyrazu, zwłaszcza fi­gury per permutationem (inwersje, hyperbatony, anastrofy itp.) oraz rozbudowane peryfra- zy i metafory. Zaleca maksymalne ograniczenie retorycznej ornatus. Podnosząc walory mu­zyczne polszczyzny, Królikowski sumuje: „Język polski nie jest greckim i nie potrzebuje nim być, ale może się stać dla innych spółczesnych tym, czym był grecki dla drugich języków, któ­rymi w owym czasie mówiono” (Prozodia polska).

Istotą „wiersza muzykalnego” w ujęciu Królikowskiego, podobnie jak u Józefa Elsne­ra (Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego, 1818; Rozprawa o melodii i śpie­wie, 1830), jest rytmiczność, czyli „miarowość”. „Wiersz muzykalny” będzie zatem zawsze „wierszem miarowym”. Rytm opierać się zaś ma na akcencie, ponieważ „starożytne języki były iloczasowe, teraźniejsze [są] akcentowe” (Prozodia polska), i to właśnie z akcentem ję­zyka (akcentem gramatycznym, nazywanym tu „akcentem mowy” i odróżnianym od akcen­tu retorycznego, czyli „akcentu słów”) powinno być zgodne muzyczne metrum w formach wokalnych. Królikowski jako pierwszy tak wyraźnie wskazał na różnicę między wierszem starożytnym a współczesnym, dystansując się wobec Tadeusza Nowaczyńskiego O prozodii i harmonii języka polskiego (1781) i proponując swoisty dla polszczyzny, nienaruszający jej akcentu, heksametr polski. Na niego powoła się Mickiewicz w objaśnieniach do Powieści Wajdeloty z Konrada Wallenroda: „Lubo rodzaj wiersza użyty w Powieści Wajdeloty mało jest znany […]. Za miarę zgłosek uważaliśmy akcent, zachowujący się w wymawianiu; radziliśmy się też uwag zawartych w ważnym dziele Królikowskiego”. Sformułował zasadniczą tezę o rytmotwórczej funkcji akcentu oraz łączący się z nią postulat celowości stosowania w tekstach wokalnych rymu męskiego. Jednocześnie jednak, mimo że Królikowski wskazywał na zna­czenie intonacji i przycisku w akcentowaniu (brak względu na te czynniki zarzucał Elsnero­wi), tradycyjnie przyjmował długość sylaby jako najważniejszy wyróżnik akcentu.

Autor Prozodii polskiej patrzył na formy wokalne i wokalno-instrumentalne przez pry­zmat muzycznej budowy okresowej i pieśni zwrotkowej, co pociąga za sobą dwie istotne kon­sekwencje, zwłaszcza dla pieśni. Po pierwsze, konieczność konsekwentnego przestrzegania jednej „miary wierszowej”, czyli tej samej liczby sylab i identycznie rozłożonych akcentów mowy we wszystkich zwrotkach, po drugie, zachowanie jednolitości emocjonalnej w całym wierszu. Za poezję zgodną z akcentowaniem właściwym językowi polskiemu i jednocześnie „dogodną dla muzyki” uznaje w pierwszej kolejności wiersze utrzymane w toku jambicznym, trocheicznym, daktylicznym i amfibrachicznym, trzy- albo czterostopowce. Tworzy jedno­cześnie „prawidła”, których respektowanie przez poetę ma sprawić, że każdy kompozytor z łatwością napisze do takiego tekstu muzykę. Brzmią one następująco:

 	. Rytm nie powinien mieć więcej jak cztery miary. [„Rytm” w tym przypadku ro­zumie następująco: „[…] jest to pewna liczba zgłosek, które jednym tchem odśpiewane być mogą, które zatem zajmują miejsce pomiędzy dwoma przecinkami”. Utożsamia go więc z fra­zą. „Miara” zaś to stopa metryczna. Jedna zatem fraza literacko-muzyczna powinna być co najwyżej czterostopowcem]. […]
 	W rodzajach wierszy dłuższych średniówka tak powinna być urządzona, ażeby myśl ani logicznie, ani gramatycznie na tym nie cierpiała. […]
 	Okres (period) nie powinien się zamykać przed końcem wiersza, a w dłuższym po­między przecinkami. […]
 	Rytm prosty a) dla łatwiejszego objęcia stosunków przed nieprostym, b) a ten przed mieszanym c) pierwszeństwo mieć powinien. [„Rytm prosty” tworzą wiersze utrzymane w metrum jambicznym i trocheicznym (cztero-, dwu- lub nawet w tym przypadku ośmio- miarowe), czterostopowce i dwustopowce daktyliczne lub amfibrachiczne oraz wiersze tro- cheiczno-daktyliczne (cztero- i dwustopowce). „Rytm nieprosty”: wiersze jambiczne (sześ- cio-, trzy- i jednomiarowe), trocheiczne (trzy- i jednomiarowe), trójstopowce daktyliczne i amfibrachiczne, jednostopowce amfibrachiczne. Pozostałe kombinacje toków metrycznych, to „rytm mieszany”]. […]
 	Kiedy w wierszach z większej liczby zgłosek złożonych zakończenie dzieje się miarą żeńską, natenczas dogodniej jest dla muzyki, jeżeli następujący wiersz zaczyna z uderzeniem [czyli rozpoczynając od sylaby akcentowanej] aniżeli z odbitą [od nieakcentowanej], chociaż się w ten czas i miara odmienia. […]
 	Męskie i żeńskie rymy powinny być mieszane, ile możności. […]
 	W arii nie należy wprowadzać żadnej innej osoby mówiącej ani żadnego przedmio­tu w miejsce osoby (personifié). […]
 	Ani pierwsza, ani druga część arii nie powinna się składać z samego wzywania (vo- catif), chociaż krótkie wezwanie pięknem być może. […]
 	Krótkie włączenie (parenthese) jednego lub dwóch wyrazów może mieć miejsce. […]
 	Wszystkie porównania powinny być krótkie, bez obszernego wykładu i rozwleka­nia myśli. […]
 	Ściągające się (relatif) powtarzania przedmiotu, ażeby o nim co więcej powiedzieć, nie są przydatne do śpiewu. […]
 	W każdej arii potrzeba mieć parę wyrazów zdatnych do przedłużania, czyli przecią­gania” (Prozodia polska).

Respektowanie przez poetów tych reguł pociąga za sobą konsekwencje formalne, które bywały przez nich traktowane jako nakaz nadmiernego podporządkowania poezji muzyce. W takim duchu wypowiadał się przeciwnik sylabotonizmu, Stanisław Okraszewski, w roz­prawie Myśli moje nad rozprawą Pana F. Królikowskiego o zastosowaniu poezji do muzyki („Pamiętnik Warszawski” 1818, t. 10). Artykuł Okraszewskiego spotkał się z reakcją krytyki warszawskiej, która opowiedziała się po stronie Królikowskiego. Autorowi Prozodii polskiej nie zaszkodziła też dezaprobata Elsnera, który najpierw zignorował jego Rozprawę o śpie­wach polskich z muzyką, nie odnosząc się do niej bezpośrednio w Rozprawie o metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818), potem zaś szydził z „krakowskiej gęśli do robienia odkryciów”, z jaką udał się Królikowski w swą podróż po prozodii, i wytykał, że jego rady dotyczące polskiego heksametru sprowadziły na manowce nawet „genialnego Mickiewicza” (Przedmowa do Rozprawy o melodii i śpiewie, 1830). Królikowski pozostał jednym z naj­ważniejszych autorytetów w dyskusjach na temat prozodii języka polskiego, a jego uwagi dotyczące „wiersza miarowego” przyczyniły się do powstania w polskiej wersologii syste­mu sylabotonicznego. „Prozodia Królikowskiego stanowiła vademecum poetów i muzyków epoki. Znał ją nie tylko Mickiewicz, o czym wiadomo z objaśnień do Konrada Wallenroda, znał ją Jan Czeczot przekładający piosenki białoruskie i tworzący na ich wzór własne; znał ją Moniuszko piszący muzykę do Mickiewiczowskich Czatów, Budrysów i do innych wierszy, i znali ją wszyscy” – konstatuje Maria Dłuska (Odmiany i dzieje wiersza polskiego).

Sam Królikowski podsumowywał swoje uwagi na temat „wierszy dla muzyki”: „Której z tych dwóch sióstr [poezji czy muzyce] wyższość wydoskonalenia przyznać należy i która do pewniejszych prawideł postępowania swojego odwołać się ma prawo, nie tu jest miejsce zastanawiać się nad tym, a ja pragnę tylko, ażeby sobie wzajemnie dopomagały. W tym prze­to duchu, niech mi wolno będzie zapytać się, jaki jest celniejszy zamiar muzyki, a stąd poezji muzykalnej: zadziwiać czy poruszać? Wielkość nas zdumiewa, prawdziwa piękność porywa serca, sztuka zastanawia nasz rozum i uwagę. […] Wielkie obrazy podnoszą umysł, ale praw­dziwe zostają w nim na dłużej wyryte […], a w tym położeniu rzeczy można by znowu zapy­tać poety piszącego dla muzyki, czy woli być zadziwiającym, czy też poruszającym? – Ażeby stać się pierwszym, dość jest być niezrozumiałym i dobierać wyrazów szumnych, z których każdy z osobna bardzo wiele, a wszystkie razem zebrane żadnego nie mają znaczenia; ale chcąc być drugim, potrzeba umieć naśladować naturę, a w miarę okoliczności być słodkim, ponurym, łagodnym, groźnym, tkliwym, burzliwym. Tu bowiem nie idzie o to, ażeby poezja rzecz opisywała albo zadziwiała rozumy, ale ażeby sam przedmiot przemawiał do serca ludz­kiego. Może to nastąpić, jeżeli poezja muzyce będzie przeciwną?” (Prozodia polska).</document>
<document nplp_id="14425" title="Posner-Garfeinowa (Zabojecka) Malwina" slug="posner-garfeinowa-zabojecka-malwina">Powieściopisarka, krytyczka, publicystka, tłumaczka, redaktorka, poetka. Pseudonimy i kryptonimy: g.; mg.; M.G.; M.P.G.; M.P.-G.; M. Posn. Garf.; M. Zab.; M. Zabojecka; Maria Zabojecka; Zabojecka Maria; Zb.

Informacje biograficzne. Urodziła się 15 X 1870 w Warszawie jako Malwina Maria Posner w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Rodzice – Leon Posner i Matylda z d. Bornestein (vel Maria Duszel) – dali jej wykształcenie, które pozwoliło na doskonałą orientację w literaturze polskiej i obcej. Uczyła się prywatnie, znała biegle język francuski i niemiecki. W odpowiedzi na kwestionariusz biograficzny dla encyklopedii wydawnictwa Samuela Orgelbranda stwierdziła, że na jej rozwój największy wpływ miały „wysoce uduchowiona atmosfera domowa, podróż do Włoch w 16 roku życia i walka o ideały w ówczesnym młodym pokoleniu Warszawy” (rkps IBL PAN). Nie wiadomo, czy ukończyła jakąś uczelnię. Jej poglądy i osobowość twórcza kształtowały się głównie pod wpływem atmosfery domowej – kultu stryja, Samuela Posnera (1830–1863), oraz asymilatorskich poglądów ojca. Znaczenie miały też idee socjalistyczne głoszone przez jej brata, Stanisława Posnera (1868–1930), jednego z najwybitniejszych przedstawicieli PPS, senatora i wicemarszałka Senatu, twórcy Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych. W 1892 r. Malwina Posner zawarła związek małżeński z prawnikiem i filozofem Salomonem Stanisławem Garfein-Garskim (1867–1928). Małżeństwo zakończyło się rozwodem (1913). Od czasu rozejścia się z mężem występowała pod swoim pseudonimem, przyjmując w końcu sądownie nazwisko Zabojecka, ale zachowując imię Malwina. Utwory własne podpisywała jako Maria Zabojecka.

W Krakowie, dokąd wyjechała zaraz po ślubie, Zabojecka została członkinią krakowskiej sekcji Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich, który zrzeszał członków rozproszonych po świecie. Dla swojej działalności socjalistycznej przyjęła kryptonim Nija. Przekazywała korespondencyjnie do Centralizacji ZZSP w Londynie informacje o sprawach organizacyjnych oraz własne pomysły programowe dotyczące działania sekcji. Krakowski dom pisarki stał się centrum skupiającym wiele osobistości świata artystycznego i politycznego Galicji. Stałymi gośćmi byli w nim m.in. Ignacy Daszyński, Jan Sten, Jerzy Żuławski, Wilhelm Feldman, Emil Haecker. Po rewolucji 1905–1907 w jej domu przy ul. Grodzkiej można było spotkać „całą emigrację partyjną”. Równolegle z działalnością polityczną pisała i publikowała, głównie w „Prawdzie”, podpisując się przede wszystkim jako Malwina Posner-Garfein. Za najważniejsze osiągnięcie w pierwszych latach pobytu w Krakowie można uznać przekłady (G. Brandes, Umysły współczesne. Portrety literackie XIX wieku, t. 1–2, 1893–1894; A. Garborg, Znużone dusze. Studium, 1894, prwdr. „Prawda” 1892) oraz debiut prozatorski (Dusza, 1898).

W 1899 r. objęła redakcję krakowskiej „Krytyki” skupiającej związanych wspólnotą przekonań wybitnych publicystów o socjalistycznych poglądach (L. Wasilewski, K. Kelles-Krauz, F. Perl, L. Winiarski). W artykule Kilka słów o modernizmie („Krytyka” 1899, z. 2, z. 4) Malwina Posner-Garfein zapowiedziała otwarcie działu literackiego dla nowych prądów; w 1899 r. pojawiły się w „Krytyce” utwory m.in. Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Stanisława Wyspiańskiego, Zdzisława Dębickiego, Franciszka Nowickiego.

Pozostając przez 1899 r. na stanowisku redaktorki „Krytyki”, opublikowała niewiele, bo tylko trzy studia krytyczne. Współpraca z pismem trwała z przerwami do wiosny 1901 r. Potem sporadycznie publikowała w „Głosie”, by następnie związać się z nowo utworzonym „Ogniwem” (od 1905 r. oficjalny organ PPS), redagowanym przez jej brata, a także Ludwika Krzywickiego i Stanisława Stempowskiego. Została „współredaktorką na Kraków” i przez cały czas ukazywania się pisma (grudzień 1902–grudzień 1905) była jednym z jego filarów. Po zamknięciu przez władze carskie „Ogniwa” na stałe nie związała się już z żadnym organem prasowym; eseje, przekłady i recenzje drukowała rzadko, głównie w pismach warszawskich i krakowskich.

W latach przed I wojną światową opublikowała trzy własne książki oraz dwa przekłady. Anonsowane w „Ogniwie” (1903, nr 2) Szkice literackie, które miały zawierać wypowiedzi pisarki o literaturze zachodnioeuropejskiej, nie ukazały się. Dużo podróżowała po Europie. Jesienią 1908 r. odwiedziła Paryż, we Włoszech przebywała od wiosny 1912 do wiosny 1913 r., skąd pojechała do Berlina. W l. 1911–1912 okresowo mieszkała we Lwowie.

I wojna światowa zastała ją w Zakopanem. Po 1918 r. pisała rzadko, publikując sporadycznie własne recenzje i studia (najczęściej w „Przeglądzie Warszawskim” w l. 1924–1925). Zajmowała się w tym czasie pracą przekładową. Ostatnie lata życia spędziła w samotności, opuszczona i schorowana (choroba nerek, dziedziczna w rodzinie). Bardzo boleśnie odczuła też brak w pełni demokratycznych stosunków w Polsce, szczególnie po zamachu majowym (1926). Polityka w II Rzeczypospolitej stanowiła zaprzeczenie jej ideałów. Zmarła jako Malwina Zabojecka w Krakowie 19 IX 1932.

Działalność pisarska. Obok opowiadań mających (częściową) motywację realistyczną (Kilka kartek z dziennika, Firenze) w zbiorze Dusza znalazły się utwory stanowiące „czystą konstrukcję alegoryczno-symboliczną” (R. Loth). W Kilku kartkach pisarka dotykała motywów charakterystycznych dla literatury modernistycznej końca wieku, ale w sposób właściwy swojej postawie życiowej – ukazując, że sprzeczność między światem marzeń i światem jawy zostaje rozstrzygnięta na korzyść rzeczywistości. Powieść Gromnice (1907) kontynuuje wcześniejsze tendencje artystyczne. Metaforyczny tytuł tłumaczy atmosferę utworu oraz charakteryzuje los człowieka (pesymizm, nieumiejętność pogodzenia wyobrażeń o życiu z realną rzeczywistością). Zupełnie inny rodzaj pisarstwa przedstawiają dwa późniejsze utwory podejmujące nurt patriotyczny i ofiarniczy literatury polskiej – Poślubieńcy buntu (1908), Powieść o duszy polskiej. Ojcowie (1912). Utwory oryginalne Zabojeckiej są zazwyczaj hybrydyczne, łączą ze sobą elementy opowiadania, powieści, prozy poetyckiej, eseju, czasem nawet zawierają elementy poetyckie lub/i publicystyczne.

Działalność translatorska. Dorobek obejmuje ok. 50 pozycji drukowanych w czasopismach lub wydanych osobno: osiem powieści lub większych utworów prozaicznych, jeden dramat, pięć wydanych książkowo większych całości (szkice, tomy, listy, wybory pism). Nie jest jasne, czy pisarka tłumaczyła z oryginałów. Utrzymywała bezpośredni kontakt z wybitnymi indywidualnościami, takimi jak Georg Brandes, Arne Garborg, Gustaf af Geijerstam, Ola Hanson. Przyswoiła polskiemu czytelnikowi utwory autorów norweskich, szwedzkich, fińskich, duńskich, ale także dzieła literatury francuskiej, angielskiej, niemieckiej, rumuńskiej i holenderskiej. Kryterium, jakie przyjmowała przy doborze tytułów do tłumaczenia, nie różni się w ogólnym zarysie od przyjętego przez nią programu literackiego i od profilu jej działalności krytycznej.

Twórczość krytyczna. Za początek pracy krytycznoliterackiej Zabojeckiej można uznać jej polemiczny wobec tez Teodora Jeske-Choińskiego artykuł Heine o Żydach („Izraelita” 1889, nr 44), gdzie podkreślała, że konwersja poety na katolicyzm nie oznaczała w tym przypadku zaniku gorących uczuć wobec zbiorowości żydowskiej. W l. 1890–1901 krytyczka intensywnie współpracowała z „Prawdą”. Zajmowała się głównie przekładami (z literatury skandynawskiej) i krytyką literacką – tworzyła dobre lub świetne, przemawiające do wyobraźni sylwetki pisarzy oraz recenzje dzieł literatury zachodnioeuropejskiej, głównie skandynawskiej, niemieckiej i francuskiej. W portrecie Hermanna Sudermanna zaznaczyła jego organiczną niemożność zbudowania dzieła jednowątkowego, płynącego spokojnie w korycie rzeki (Herman Sudermann jako nowelista i powieściopisarz, „Prawda” 1892, nr 8–9); w artykule poświęconym Paulowi Heysemu pisała, że emanował pogodą ducha, jasnością, był jak włoski ornament doklejony do ciemnej rzeczywistości. Stworzył też wspaniałe postaci kobiece niemające nic wspólnego z Hausfrauberuf – „z garnkiem, fajką i pończochami” (Paweł Heyse, „Prawda” 1900, nr 13). W innym szkicu Posner-Garfeinowa pochylała się nad literackim obrazem tragedii dziecka, które nie chce żyć (Karin Michaёlis. Poetka duszy dziecięcej, „Ogniwo” 1902/1903, nr 2), z prozy Gustafa af Geijerstama wychwyciła poruszający obraz miłości małżeńskiej (Gustaw af Geijerstam, „Ogniwo” 1903, nr 9). Hugo von Hofmannsthal to zaś zdaniem Posner-Garfeinowej największy mistrz słowa pośród poetów niemieckich najmłodszej generacji (Hugo v. Hofmannsthal, „Prawda” 1901, nr 7).

Podstawowe założenie programowe brało się z przekonania o ścisłym związku sztuki z życiem społecznym epoki. Dlatego w ostrej polemice z esejem Confiteor Stanisława Przybyszewskiego podważała pojęcie sztuki-absolutu, zastępując je koncepcją sztuki określonej historycznie, zależnej od czasu i środowiska (co miało swoje źródła w pozytywistycznym determinizmie), ale też związanej silnie z indywidualnością autora; sztuka „nie jest odbiciem absolutu, lecz odbiciem indywidualnej duszy […], ma więc granice i ma prawa: granicą jej jest życie, prawa jej zaś ściśle są z prawami życia związane” (Kilka słów o modernizmie, „Krytyka” 1899, z. 2). Zdaniem Posner-Garfeinowej sztuka modernistyczna jest sztuką nastroju i wrażenia, nierozerwalnie związaną ze światem, ponieważ opiera się na emocjonalnie aktywnym stosunku autora do rzeczywistości. Nie jest zaprzeczeniem sztuki realistycznej, ale stanowi jej pogłębienie i rozszerzenie. Krytyczka przeciwstawia koncepcji Przybyszewskiego program równouprawnienia wszelkich szkół literacko-artystycznych. Docenia sztukę, „która bez względu na to, czy czerpać będzie natchnienie z wizjonerskich stanów duszy, czy też z miłości dla narodu, z[e] współczucia dla nędzy, z odczucia krzywd społecznych, jest sztuką, jeżeli artysta umie potężnie oddać głosy, które na strunach jego duszy grały” (tamże).

Marzenie o syntezie. Krytyczka stosowała wobec dzieł dwa systemy ocen. Pierwszy to autorska indywidualność i siła jej wyrazu, głębokie oddanie przez twórcę tych tonów, które „na strunach jego duszy grały”. O wartości dzieła decyduje wtedy prawda psychologiczna i siła uczucia w nim zawarta. Drugim kryterium w praktyce krytycznej Posner-Garfeinowej są jej poglądy społeczno-polityczne. Oznacza to, że w artykułach badała stosunek pisarza do problemów epoki rozpatrywany w kategoriach humanitarnego liberalizmu i demokratyzmu. Zdarzało się jej aprobować utwory niewysokiego lotu, pozbawione walorów literackich, ale mające wymowę społeczną zgodną z przekonaniami pisarki.

Interesowała się głównie twórczością najnowszą, realizującą założenia nowoczesnych prądów w literaturze i sztuce, a więc sztuką skandynawską, niemiecką (ale też romantyzmem niemieckim i Novalisem). Mniejszym zainteresowaniem obdarzyła literaturę francuską (A. France) czy holenderską (H. Heijermans). Zauważyła i entuzjastycznie oceniła działalność dramatopisarską i plastyczną Stanisława Wyspiańskiego (Stanisław Wyspiański, „Prawda” 1900, nr 39–40).

Cechą wyróżniającą jej pisma krytycznoliterackie było wielokrotnie przywoływane marzenie o syntezie tłumaczącej porządek życia i porządek świata. Z brakiem całościowej koncepcji bytu, wypracowanej na gruncie faworyzowanej nauki, wiązała klęskę naturalizmu. Motywowane tym rozczarowanie zwróciło wektor literacki w przeciwną stronę, w stronę duchowości i poszukiwania syntezy na drodze indywidualistycznego pojmowania pierwiastka twórczego: „Artysta nabiera znaczenia jako indywidualna siła, która dla zaspokojenia głodu, duszy i nerwów musi stanąć w łączności z życiem i światem w najszerszym tych pojęć znaczeniu, musi uświadamiać sobie swój konieczny z życiem i światem związek, musi uświadamiać sobie związek każdego przejawu i zdarzenia z całokształtem przejawów i zdarzeń, musi dążyć do głębokiej wewnętrznej między sobą a zewnętrznością syntezy” (Kilka słów o modernizmie). Według krytyczki tym, który odkrył tę drogę, jest „duch seraficzny” Novalisa (Novalis, „Głos” 1902, nr 2, 4). Odżegnywała się od mistycyzmu, szukała integralnej syntezy indywidualnego życia, bytu i świata i odnajdywała jej zapowiedź w sztuce.</document>
<document nplp_id="14511" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-i-doi">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.2.1

--

Bomba Radosław, Narzędzia Cyfrowe Jako Wyznacznik Nowego Paradygmatu Badań Humanistycznych, w: Zwrot Cyfrowy w Humanistyce. Internet - Nowe Media - Kultura 2.0, 57–71, E-Naukowiec, 2013.

Bomba Radosław, Radomski Andrzej (red.), Zwrot cyfrowy w humanistyce. Internet - Nowe Media - Kultura 2.0, E-naukowiec, Lublin 2013.

Dziak Aleksandra, Cyfrowe Strategie Badań i Edukacji Humanistycznej, "Postscriptum Polonistyczne" 2, no. 14 (2014), s. 185–204.

Kulczycki Emanuel. Procedury Ewaluacji Czasopism, Współczynniki Wpływu i Listy Czasopism, Seria Raportów Centrum Studiów Nad Polityką Publiczną UAM, VIII, Centrum Studiów nad Polityką Publiczną UAM, Poznań 2019.

Kulczycki Emanuel, Wzory Publikacyjne Polskich Naukowców w Latach 2013–2016. Nauki Humanistyczne i Społeczne, 2019.

Peiró, José M., Vicente Martínez-Tur. “Digitalized” Competences. A Crucial Challenge beyond Digital Competences’, Revista de Psicología Del Trabajo y de Las Organizaciones 38, no. 3 (2022), s. 189–99.

Solska Ewa, Nowa Respublica Litteraria? Humanistyka cyfrowa jako metaorientacja współczesnych badań humanistycznych, "Roczniki Kulturoznawcze" 7, no. 1 (2016), s. 99–118.</document>
<document nplp_id="15053" title="Endelman-Rosenblat Czesława" slug="endelman-rosenblat-czeslawa">Pisarka, publicystka, działaczka emigracyjna, krytyczka, tłumaczka. Pseudonimy i kryptonimy: Czesław Halicz; Cz.H; Czesł. End.; C.H.; Cz. Halicz.


Informacje biograficzne. Urodziła się 17 III 1877 w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie żydowskiej jako Cypa (Cypora) Braudau, córka Natana Braudau i Sprinzy (Salomei) z Horowiczów/ Horowitzów (akt ur. AP w Łodzi sygn. 9919). Gimnazjum ukończyła w Łodzi, potem przeniosła się do Warszawy, gdzie wkrótce poślubiła Zygmunta Samuela Endelmana, lekarza ginekologa (zm. 1941); w 1898 r. urodziła córkę Halinę (zam. Górska), pisarkę i działaczkę lewicową, która zginęła we Lwowie z rąk gestapo 4 VI 1942.

Pod pseudonimem Czesław Halicz napisała kilka utworów opartych na wątkach biograficznych (m.in. Młodość Hanny Turskiej, 1914), tom opowiadań Ludzie, którzy jeszcze żyją (1934), sztukę Sąd wystawioną w Teatrze Rozmaitości w 1911 r. (udany jest też dramat Kwintet pozostający w rękopisie wraz z propozycjami rozdziału ról). Po rozwodzie w 1905 r. wyjechała do Brukseli, gdzie znajdowała się aktywna kolonia młodej polskiej emigracji i środowisko uniwersyteckie; tam studiowała najpierw socjologię (uzyskała licencjat) na Université Libre, potem ekonomię na Université Nouvelle, gdzie w 1910 r. obroniła doktorat Œuvre sociale d’art en Belgique contemporaine. Studiowała pod kierunkiem profesorów: Guillaume’a De Greef, Émile’a Vandervelde, Jules’a Destrée, Camille’a Huysmansa, Edmonda Picarda. Miała opinię uzdolnionej badaczki. W 1908 r. wyszła za mąż za Henryka Rosenblata (ur. 1880 w Lublinie), syna kupca Mejera i Rozalii Rabinowicz; 10 IV 1912 urodziła córkę Jeanne Marie, zwaną Jeanine, zam. Moulin (1912–1998).

Prawie nic nie wiemy o dalszych kolejach życia Czesławy Rosenblatowej. Wiele natomiast wiemy o jej młodszej córce, która po ukończeniu romanistyki na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli została znakomitą eseistką zajmującą się Gérardem de Nervalem (właśc. Gérard Labrunie), Guillaume’em Apollinaire’em oraz autorkami francuskojęzycznymi, głównie Marceline Desbordes-Valmore, Christine de Pizan; po II wojnie opublikowała pierwszy z wielu tomów poetyckich. Uchodziła za jedną z najwybitniejszych pisarek belgijskich posługujących się językiem francuskim, honorowaną prestiżowymi nagrodami m.in. przez Akademię Francuską. W obszernych, tworzonych za życia Jeanine Moulin biogramach znajdujemy okruchy informacji rodzinnych. Częściej mówi się o jej ojcu, uzdolnionym inżynierze, który przekwalifikowawszy się na emigracji, dorobił się prestiżu i pieniędzy na projektowaniu instalacji centralnego ogrzewania; wybudował (1925) piękny dom przy rue des Échevins w dzielnicy Ixelles w Brukseli, w którym Jeanine mieszkała do śmierci. Córka podziwiała pasje muzyczne ojca, które być może odziedziczył po dziadku (dawał mu pierwsze lekcje gry na pianinie) jej syn Marc Moulin (1942–2008, kompozytor). O matce w biografii Jeanine Moulin mówi się tylko tyle, że była licenciée en sciences socjale oraz pisarką, a jedną z jej sztuk wystawił brukselski Théâtre du Parc. Jeanine była, przynajmniej dla okupanta niemieckiego i belgijskich zwolenników nazizmu, Żydówką, należała więc razem z rodzicami, a także z mężem, do grupy osób zagrożonych eksterminacją. Jej biogramy o tym milczą. Przyszła poetka wyznaje natomiast, że miała beztroskie, szczęśliwe dzieciństwo, nie komentując tego, co działo się później.

Nie wiemy, czy Rosenblatowa przeżyła wojnę, czy Jeanine Moulin wiedziała, że ma przyrodnią siostrę itd. Nie wspomina o tym, ale jeśli prawdą jest, że w 1921 r. Halina Endelman przyjechała do Brukseli, aby tam studiować, to musiały się poznać. Ale nikt i nic – poza biografką Górskiej (PSB) – nie daje podstaw, by podtrzymywać tę historię. Poza takim faktem, też sprawy nieprzesądzającym: w późnych latach 30. „Sygnały” zajęły się humanizmem jako ideą uniwersalną, powołując się na pracę młodego Belga, Les [!] Moulina. Chodziło oczywiście o (przyrodniego) szwagra Haliny Górskiej, Léo Moulina (1906–1996). Tu przypadek wykluczony. Kontakty więc były, dlaczego je ukrywano? Także po wojnie. Czym zajmowała się Czesława Rosenblat aż do wybuchu wojny, a może też później, co nakazywało ostrożność przy kreśleniu jej nazwiska, biografii? Jej losy międzywojenne są znane epizodycznie, wojenne – w ogóle. W 1922 r. w kościele garnizonowym w Warszawie przy ul. Długiej ona lub z użyciem jej danych biograficznych, niejaka Czesława Atlas z Endelmanów (podane nazwisko rodowe matki: Horowicz), wcześniej ochrzczona, zawarła związek małżeński z porucznikiem WP Czesławem Paulinem Sałatko-Petryszcze. Czy to Czesława Rosenblat stanęła na ślubnym kobiercu za zgodą władz wojskowych? Prawdopodobnie pisarka przeżyła wojnę; jej krewna podaje datę śmierci 1949 r.


Publikacje krytycznoliterackie. Czesława Endelman-Rosenblat przez całe życie, choć z różną częstotliwością, związana była z prasą polską i polskojęzyczną: „Izraelitą” (1901–1914), „Nową Gazetą” (tj. jej dodatkiem „Literatura i Sztuka” w l. 1909–1914), „Wędrowcem” (1900– –1906), „Krytyką” (1911–1914), „Sygnałami” (1937–1938). W początkowym okresie zajmowała się tym, co jej najbliższe: wizerunkami żydowskich kobiet, nie dostrzegając – co ciekawe – przerysowań w portretach Żydów, jakich dokonywali inni pisarze – Władysław Stanisław Reymont, Marian Gawalewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, rzadziej Eliza Orzeszkowa (Żydówka we współczesnej beletrystyce polskiej, „Izraelita” 1902, nr 7–10). Śmiało i trafnie oceniła „romans” Przerwy-Tetmajera Zatracenie i nowele Marii Konopnickiej Na normandzkim brzegu: pierwszy utwór rozczarowuje szablonowością, drugi utwierdza w uznaniu dla autorki (Impresje, „Wędrowiec” 1905, nr 24). Niezwiązana żadną ideologią ani żydowską, ani (wbrew oczekiwaniom) kobiecą, z dużym dystansem omówiła ocenzurowaną przez spadkobierczynię praw autorskich edycję pamiętnika Z dziejów duszy zmarłej śmiercią samobójczą Marceliny Kulikowskiej („Literatura i Sztuka” 1912, nr 5). Jeszcze surowiej obeszła się z powieścią Heleny Orlicz-Garlikowskiej W odmęcie (tamże, nr 6). Przyjmując, że płeć i cierpienia autora nie decydują o wartości dzieła literackiego, współczuła losom Kulikowskiej, ale jej zwierzeń nie uznawała za dzieło sztuki. Inną opinię wydała o powieści Julii Motylińskiej Przełomy traktującej o pragnieniu śmierci; temat niby podobny do dzieła Kulikowskiej, ale zdaniem krytyczki przekonująco, subtelnie, wiarygodnie ujęty („Literatura i Sztuka” 1913, nr 14). Endelman-Rosenblatowa nie miała faworyzowanych autorów – pierwsze powieści Józefa Weyssenhoffa (Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego, 1898; Sprawa Dołęgi, 1901) oceniła bardzo wysoko (Impresja I. Józef Weyssenhoff, „Przegląd Tygodniowy” 1903, nr 6); wręcz wtopiła się w powieściowe cuda natury, ale nie przeniosła uznania dla autora na jego dzieło Hetmani, pisane po latach rewolucyjnego chaosu, reaktywujące postać Piasta, autora Nowej teologii, który ma wskazać bliżej nieokreślone drogi działania zbiorowości polskiej. Dla krytyczki ta właśnie figura, nowego proroka, postrzegana jako truchło, świadczy o anachronizmie i zarazem całkowitej bezradności autora wobec nadchodzących czasów („Izraelita” 1911, nr 17). 

Więcej niż recenzja. Najwartościowsze są recenzje wychodzące poza omówienie konkretnego dzieła. Może to być ruch w stronę pełnego obrazu twórczości, w którym wyświetlają się na moment ważne ogniwa pisarskiej drogi. Taki charakter ma recenzja dramatu Stefana Żeromskiego Sułkowski. Autorka wierzy, że to wciąż nieostateczny moment rozwoju duchowego pisarza i jego bohatera, który – aby osiągnąć dojrzałość – musi zostać wyzwolony „ze wszystkiego, co nie jest jego wewnętrzną treścią” (tamże, nr 2). W dziełach Wacława Berenta odkrywa nową formę powieści: „Dzieje tych ludzi – pisze o Próchnie – o rozwichrzonych myślach, chorobliwych instynktach, poszarpanych w strzępki nerwach, nie dają się ująć w formę prawidłowo skonstruowanej powieści” („Przegląd Tygodniowy” 1903, nr 12). Oziminę odczytuje optymistycznie, radośnie jako zapowiedź Wielkiej Zmiany („Nowe Życie” (Wilno), 1911, nr 24). Pałubę Karola Irzykowskiego interpretuje jako swego rodzaju laboratorium powieści (i życia), ale nawet na moment nie ulega programowym wynurzeniom autora.

Zataczanie przez krytyczkę szerszych kręgów może być próbą refleksji nad filozoficzno-teoretycznym tłem twórczości, kultury. Endelman-Rosenblatowa skłania się w krytyce literackiej do metod intuicyjnych, idąc śladem Jana Lorentowicza, autora i człowieka, który był dobrym duchem pisarek i krytyczek tego okresu, zwłaszcza emigracyjnych. Z przekonań socjalista, z uzdolnień erudyta, zasłużony dla kontaktów polsko-francuskich, obdarzał swoje młodsze koleżanki uwagą i zrozumieniem. Recenzja Rosenblatowej z jego książki Nowa Francja literacka nie jest spłatą symbolicznego długu; to prawdziwy zachwyt nad stylem i portretami kreślonymi ręką Lorentowicza, skończonymi, pełnymi, przekonującymi („Izraelita” 1911, nr 30). Metodę intuicyjną, stosowaną przez Lorentowicza w połączeniu z lekkością jego wyrafinowanego pióra, Rosenblatowa mogła kompetentnie ocenić, ponieważ doskonale znała filozofię Henriego Bergsona (Intuicjonizm w estetyce i krytyce literackiej, „Literatura i Sztuka” 1912, nr 34), a także nowe szlaki myśli nowoczesnej wykraczające poza racjonalizm ([rec.] J. Goldstein, „Nowe drogi w filozofii współczesnej”, „Nauka i Życie” 1913, nr 7).

Więcej niż komparatystyka. Krytyczka zna francuskojęzyczną literaturę europejską, głównie belgijską, najwięcej pisze o Camille’u Lemonnierze i powieści Mâle, zachwycając się jego ujęciem natury (Współczesna powieść belgijska, „Krytyka” 1912, t. 34). Relacjonuje stan współczesnej poezji włoskiej, znajdując w niej ślady Giosuè Carducciego, autora Ód barbarzyńskich i laureata Nagrody Nobla w 1906 r. („Literatura i Sztuka” 1909, nr 27–28). Komparatystyki jednak nie uprawiała, nie odnosiła swojej wiedzy do literatury polskiej, raczej odstępując nieco od subiektywizmu na rzecz refleksji psychogenetycznej, konsekwentnie szukała objaśnień dla dominujących rysów kultury obcej lub usytuowania konkretnego twórcy (Edward Schuré, „Literatura i Sztuka” 1913, nr 32). Jeszcze jaskrawszego przykładu niż esej na temat Alzatczyka, Édouarda Schurégo, zawieszonego między kulturą francuską i niemiecką, dostarcza analiza dzieł Constantina Meuniera, objawienia na miarę europejską, oddającego w obrazach i rzeźbach dostojeństwo pracy. Czesława Rosenblat uważała jego twórczość za całkowicie samoistną, niepodlegającą żadnym porównaniom (Konstanty Meunier, „Krytyka” 1911, t. 30). Być może w każdym innym przypadku sztuki oryginalnej, nieprzeciętnej miała podobne zdanie.

Zamiast podsumowania. Była w pewnym sensie krytyczką lewicującą, jej przekonania stawały się coraz wyrazistsze wraz ze zmianami warunków życia w międzywojennej Europie. Jej ideowość, od pierwszego artykułu opublikowanego w 1901 r., doskonale współegzystowała z modernistyczną subtelnością i teorią sztuki. Co się stało z tak znakomitą krytyczką? Dlaczego nikt się o nią nie upomniał, nie dociekał jej losów? Przed I wojną była wymieniana jako osoba pisząca, po 1945 r. mieli ją w polu widzenia jedynie badacze kultury socjalistycznej, marksistowskiej, m.in. Żanna Kormanowa i Marian Stępień. W czasach współczesnych absorbowała uwagę przede wszystkim znawców kultury żydowskiej (E. Prokop-Janiec). Dopiero praca Anny Wydryckiej wytworzyła obiecujący impuls badawczy, kierując nieuprzedzoną żadnymi względami refleksję na temat Czesławy Endelman-Rosenblat w stronę obfitego dorobku krytycznego.</document>
<document nplp_id="15057" title="Panorama" slug="panorama">Nie bój się! i mnie ta niezgorzej przecie… Stefan Żeromski
&amp;nbsp;

Centrum Humanistyki Cyfrowej kończy dziesięć lat. To dobry moment, by się zatrzymać i rozejrzeć. Pierwsze podsumowanie działalności CHC powstało cztery lata po jego powstaniu, gdy – podobnie jak rodzicom czterolatka – zespołowi towarzyszył zarówno wielki entuzjazm i wiara w nieograniczone możliwości, jak też pewne zmęczenie i poczucie odnalezienia się w nowej roli. Dziś, u kresu pierwszej dekady istnienia Centrum, tak jak opiekunowie dziecka kończącego nauczanie początkowe, znamy jego mocne i słabe strony, wiemy już, czym się interesuje, przeżyliśmy swoje zachwyty i rozczarowania, zwłaszcza w kontekście systemu nauki.

Prace zebrane w tym tomie pomyślane są w taki sposób, by oddać “mądrość etapu”, czyli zebrać nasze zbiorowe doświadczenie i sproblematyzować je w kontekście ogólnych przemian w badaniach literackich. Nie jest naszym celem kronikarstwo czy raportowanie prac własnych, tylko głębsza refleksja nad transformacją literaturoznawstwa widzianą od strony warsztatu. Dlatego też głównym motywem tego zbioru jest rekonfiguracja prac literaturoznawczych i ich transformacja infrastrukturalna. Słowem, rozpoznajemy, że komponent cyfrowy naszych działań nie jest tylko miłym dodatkiem czy nowoczesnym ułatwieniem w codziennej pracy, lecz przekształca wszystkie etapy procesu badawczego.

Kolejne części tego tomu problematyzują ten główny wątek z różnych perspektyw. Najpierw przyglądamy się cyfrowej transformacji zasobów i gatunków swoistych dla dyscypliny (monografie, edycje, biografie, słowniki…), analizując przemiany ich funkcji w procesie badawczym. W drugiej części skupiamy się na nowych kompetencjach niezbędnych do posługiwania się cyfrowymi metodami i narzędziami. Ostatnia grupa tekstów poświęcona jest przemianom systemowym wynikłym z transformacji cyfrowej literaturoznawstwa. Szczegółowe opisy poszczególnych części znajdują się w dalszych partiach tego wstępu.

Sama struktura monografii ma za zadanie oddać wieloaspektowość tych zagadnień i wzajemne się ich przenikanie. Inspirujemy się tu początkami hipertekstu dobrze znanymi z literatury elektronicznej, umożliwiając wielopoziomową lekturę tekstu. Cząstką lektury pozostają leksje – najmniejsze elementy tekstu na pojedynczej stronie. Leksje składają się na sekcje, które zaś wspólnie tworzą dany rozdział. Rozdział i sekcje mają za zadanie porządkować wywód i układać go w przejrzysty ciąg umożliwiający linearną lekturę. Same leksje zaś będą czytelników i czytelniczki rozpraszać, sugerować nowe konteksty i treści z innych sekcji czy rozdziałów. Pasek adresu widoczny na górze strony zawsze wskaże, w którym miejscu tekstu jesteśmy.

Praca nad monografią cyfrową, a zwłaszcza ciągła interakcja formy z treścią, wymagają ścisłej współpracy między autorami rozdziałów a zespołem odpowiedzialnym za strukturę i nawigację serwisu. Dopiero wówcza koncepcja merytoryczna idzie w parze z prezentacją (temu procesowi poświęcony jest rozdział o monografiach cyfrowych). Wkład pracy i role poszczególnych osób zostały wyszczególnione w osobnej sekcji, by pokazać złożoność autorstwa tego typu publikacji, ale też unaocznić zespołowość właściwą współczesnym przedsięwzięciom badawczym w naszej dyscyplinie.

W pracach nad monografią przyświecały nam zatem dwa powiązane zamierzenia. Po pierwsze, chcieliśmy dostarczyć aktualną wiedzę o cyfrowych badaniach literackich, która w zamierzeniu ma wesprzeć prace podejmowanych dziś na tym polu. Z drugiej strony, chcieliśmy tego dokonać w ramach otwartej cyfrowej monografii, żeby wykorzystać możliwości tego formatu i przedstawić pewien model dla takich opracowań. Dlatego też, w ramach pewnego eksperymentu, poprosiliśmy recenzentów o dokonanie całościowej ewaluacji formy i treści. Wnioski z tego doświadczenia, które realizujemy w ramach projektu OPERAS-PL, zostaną wykorzystane w rekomendacjach dla ewaluacji monografii cyfrowych. Słowem, chcemy w działaniu pokazać to, o czym piszemy.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="15058" title="Centrum Humanistyki Cyfrowej" slug="centrum-humanistyki-cyfrowej">Poprzedni fragment

Podsumowanie pierwszych lat CHC (Centrum Humanistyki Cyfrowej – instrukcja obsługi) kończyłem, wskazując cztery filary kluczowe dla budowy centrum: mocne wsparcie instytucji, potencjał zespołu, współpraca międzyinstytucjonalna i stabilne finansowanie. Kolejne lata pokazały, że wszystkie pozostają równie aktualne, oraz że stół na trzech nogach jeszcze jakoś ustoi.

Piętą achillesową tego modelu i swoistym grzechem niewinności u zarania Centrum było bowiem przeświadczenie o w miarę stabilnej sytuacji finansowej naszej jednostki macierzystej, Instytutu Badań Literackich PAN, jednej z najlepszych instytucji naukowych w kraju (A+). Kolejne lata i postępująca zapaść finansowania polskiej nauki, a zwłaszcza ośrodków humanistycznych, boleśnie zweryfikowała ten model. Miało to liczne negatywne następstwa, w tym wpędzenie zespołu w grantozę – której zagrożenia dostrzegaliśmy już na początkowym etapie prac – czyli konieczność nieustannego aplikowania o środki na badania, by utrzymać zespół i kontynuować prace. Efektem jest smutny paradoks: przez dziesięć lat istnienia zespół pozyskał dla Instytutu przeszło 30 grantów na łączną kwotę ponad 28 milionów złotych (licząc wyłącznie pulę naszej jednostki), ale nadal brakuje mu stabilnego finansowania bazowego na utrzymanie zespołu poza projektami.

Z pewnością na plus należy zaliczyć rozwój kadry i powolną ewolucję struktury Centrum, w ramach której usamodzielniają się kolejne zespoły. Obecnie CHC dzieli się na trzy sekcje: otwartej humanistyki, infrastruktury badawczej oraz edycji i monografii cyfrowych. Każda z nich stanowi odrębny zespół zajmujący się konkretną problematyką. Miarą ugruntowania metod cyfrowych niech będzie niedawne powołanie Pracowni Edycji i Monografii Cyfrowych pod kierunkiem prof. Szleszyńskiego.

Krystalizacja struktury idzie też w parze z rozwojem współpracy międzynarodowej. W ostatnich latach CHC mocno zaangażowało się w działania europejskich infrastruktur badawczych jak DARIAH, CLARIN czy OPERAS, współrealizując z nimi projekty krajowe i zagraniczne. W ramach infrastrukturalnych projektów unijnych CHC rozwija OPERAS i jego usługi. Członkowie centrum współtworzą OPERAS Innovation Lab, brali udział w budowaniu platformy GoTriple, agregującej informacje o otwartych publikacjach z nauk HS, a na gruncie krajowym rozwijają działania OPERAS-PL, wspierające polskie wydawnictwa i czasopisma naukowe, oraz rozwijające kompetencje komunikacyjne badaczy i badaczek. Przełomowy dla całego centrum był udział w projekcie Dariah.lab (2021-2023), w ramach którego powiększył się zespół i powstały nowe narzędzia z zakresu obróbki danych bibliograficznych, analizy tekstu czy tworzenia edycji cyfrowych. Z kolei sekcja edycji i monografii cyfrowych rozwijała mocną współpracę krajową z badaczami i badaczkami literatury i kultury, tworząc kolekcje czy edycje w ramach grantów NPRH.

Istotnym elementem spajającym nasze prace jest działanie zgodnie z zasadami otwartej nauki, co umożliwia szeroki dostęp do wiedzy i sprzyja transparentności badań oraz ich reprodukowalności. Wszystkie dane, narzędzia, usługi i metody opracowane przez CHC są zgodne z zasadami FAIR, dzięki czemu nasze prace są znajdowane, dostępne, interoperacyjne i zdatne do ponownego użycia. Eksperymentujemy też z otwartymi formatami, jak ta publikacja czy otwarte notatniki projektów, by stymulować obieg wiedzy i dzielić się naszym doświadczeniem.

Ewolucja, którą przeszło CHC, odbija się w zainteresowaniach i tematach badawczych. Kluczowym momentem tego procesu było rozpoznanie naszego statusu jako dostawców i współtwórców infrastruktury badawczej, którą sami też wykorzystujemy do własnych badań. Ta autodefinicja pozwoliła nam lepiej zrozumieć długofalowy charakter prac i usług, które oferujemy i które musimy utrzymać. W przeciwieństwie do tradycyjnych projektów dokumentacyjnych, kończących się publikacją, prace infrastrukturalne wymagają zapewnienia trwałości, która staje się jednym z kluczowym wyzwaniem.

Poszczególne sekcje CHC specjalizują się w swoich obszarach, wzajemnie się przy tym uzupełniając we wspólnych przedsięwzięciach. Ta wielość zainteresowań pozwala spojrzeć na literaturoznawstwo cyfrowe z perspektywy wielopłaszczyznowej: pytań badawczych, infrastruktury i danych koniecznych do ich realizacji, a także całego otoczenia projektowego przedsięwzięcia. W kolejnych częściach omawiamy te zagadnienia pod kątem infrastruktury badawczej, kompetencji i transformacji pola nauki.

&amp;nbsp;
Następny fragment</document>
<document nplp_id="15059" title="Cz.&amp;nbsp;I: Przemiana gatunków" slug="cz-i-przemiana-gatunkow">Poprzedni fragment

Prace zebrane w tej części mają jeden wspólny mianownik – ukazują remediację infrastrukturalną tradycyjnych gatunków literaturoznawczych, podkreślając ich narzędziowy charakter we współczesnej praktyce badawczej. Zasoby biograficzne, bibliograficzne czy leksykograficzne, a także edycje naukowe przestają pełnić wyłącznie funkcję nośników informacji, stają się narzędziami badawczymi. Owa część monografii dobrze też oddaje proces, jaki zaszedł w CHC – odejście od myślenia wyłącznie o treści zasobu i rozpoznanie, że to, co budujemy, jest infrastrukturą humanistyki.

Ten proces dobrze widać na przykładzie wszystkich omawianych tu projektów, które u swego cyfrowego zarania koncentrowały się na kwestii remediacji, czyli przeniesienia pewnych gatunków wypowiedzi do środowiska cyfrowego i nowoczesnego przedstawiania treści naukowych. W trakcie prac w zespołach następowała ewolucja myślenia o badawczych zastosowaniach zasobów i szerszych możliwościach. I tak, zainteresowania Nowej Panoramy Literatury Polskiej (NPLP) wykroczyły poza same monografie cyfrowe w stronę naukowych edycji i topografii. Projekty bazodanowe z kolei w dużo większym stopniu zaczęły się skupiać na udostępnianiu danych do badań i dalszym usprawnianiu swych interfejsów użytkownika, co idzie w parze z ogólnym dowartościowaniem kwestii danych badawczych w polskiej nauce. Wszystkie te serwisy traktujemy dziś jako infrastrukturę badawczą, służącą kolejnym projektom i różnym jednostkom literaturoznawczym.

Tym zagadnieniom poświęcony jest tekst Agnieszki Szulińskiej, która przedstawia stan badań w zakresie naukowej edycji cyfrowej i jej wymiaru infrastrukturalnego, omawiając wybrane przykłady. Bartłomiej Szleszyński i Paweł Rams przybliżają zaś zagadnienie monografii cyfrowej, którą definiują jako “rodzaj prezentacji wyników badań, który w założeniu przystosowany jest do funkcjonowania w przestrzeni cyfrowej […] i który w sposób bezstratny nie może zostać przekonwertowany na monografię tradycyjną”. Ten swoisty tryptyk NPLP dopełnia rozdział Konrada Nicińskiego i Agnieszki Zalotyńskiej poświęcony topografiom cyfrowym czyli zagadnieniom mapowania i kartografii w humanistyce cyfrowej. Autorzy tych rozdziałów dzielą się także swym doświadczeniem z tworzenia cyfrowych edycji, monografii i map, toteż każdy rozdział zawiera szereg praktycznych wskazówek przydatnych w pracy z tymi gatunkami wypowiedzi literaturoznawczej.

Remediacji tradycyjnych danych literaturoznawczych poświęcone są trzy pozostałe teksty w tej części. Beata Koper i Tomasz Umerle omawiają przemianę modelu bibliografii od wydawnictwa drukowanego poprzez cyfrową bazę danych po infrastrukturę badawczą, na przykładzie doświadczeń zespołu opracowującego „Polską Bibliografię Literacką”. W podobnym duchu Marlena Sęczek omawia remediację kompendium biobliograficznego, pokazując jak nowe narzędzia zmieniają zarówno pracę twórców i redaktorów, jak i samych użytkowników zasobu. Blok ten wieńczy tekst Patrycji Potoniec i Krzysztofa Opalińskiego poświęcony potencjalnym wykorzystaniom badawczym internetowego Słownika polszczyzny XVI wieku, na który składają się sam słownik, baza źródeł i korpus tekstowy.

Kolejne części tej monografii przynoszą refleksję nad kompetencjami potrzebnymi badaczom i badaczkom do pracy z cyfrowymi zasobami literackimi, a także szerszą refleksję nad konsekwencją przemian infrastrukturalnych dla prac badawczych.</document>
<document nplp_id="15060" title="Cz.&amp;nbsp;II: Cyfrowe kompetencje badawcze" slug="cz-ii-cyfrowe-kompetencje-badawcze">Transformacja infrastrukturalna literaturoznawstwa, obejmująca remediację zasobów, gatunków i praktyk ma także wymiar indywidualny czyli zestaw kompetencji niezbędnych każdej osobie, zamierzającej operować na gruncie cyfrowej humanistyki. Wychodzimy tu z założenia, że należy odróżnić humanistykę cyfrową – czyli rozwijanie podejść, metod i infrastruktury do wykorzystania w różnych dyscyplinach – od dyscyplinowych zastosowań metod cyfrowych, czyli wybiórczego korzystania z niektórych technik czy narzędzi w ramach danej dyscypliny, bez konieczności opanowania rozbudowanej wiedzy na temat tych metod. Umożliwianie badaczom i badaczkom danych dyscyplin włączanie tych elementów do własnej praktyki badawczej traktujemy jako jeden z najważniejszych celów stojących przed infrastrukturą badawczą.

Rozdziały tej części monografii zbierają najważniejsze wątki dotyczące cyfrowej praktyki badawczej, jakie wypływają z doświadczenia zespołu. Każde z omówień zawiera zarówno uwagi praktyczne, jak i odsyłacze do zasobów i poradników, przydatnych w cyfrowych badaniach literackich. Dzielimy je na trzy części: kompetencje ogólne, badania tekstowe i analiza danych o kulturze.

Celem tekstu Beaty Koper o praktycznych kompetencjach cyfrowych jest wypełnienie luki w kształceniu uniwersyteckim poprzez przybliżenie cyfrowych metod i technik w badaniach literackich. Punkt wyjścia stanowi problematyka “zwrotu cyfrowego”, czyli wpływu technologii na pole badawcze humanistyki, a także odróżnienie ogólnych badawczych kompetencji cyfrowych od tych typowo literaturoznawczych. Tekst przybliża zasoby, narzędzia i praktyki w odniesieniu do różnych aspektów procesu badawczego jak wyszukiwanie informacji, edycja tekstu, zarządzanie bibliografią, upowszechnianie wyników badań czy praca zespołowa.

Rozdział Anny Mędrzeckiej-Stefańskiej przedstawia główne zagadnienia dotyczące wykorzystania narzędzi przetwarzania języka naturalnego w badaniach literackich. Omówiona w nim jest zarówno geneza statystycznych podejść do literatury, jak i najnowsze metody lingwistyczne stosowane do tekstów literackich. Rozdział całościowo przedstawia proces analityczny – od pozyskania tekstów do badań i stworzenia korpusu, po analizę językową jak stylometria czy modelowanie tematyczne, wraz z ogólnodostępnymi narzędziami przydatnymi na każdym z tych etapów.

Moduł praktyczny dopełnia tekst Macieja Maryla poświęcony analizie danych o kulturze. Rozdział przybliża na wybranych przykładach wykorzystanie metod statystycznych i sieciowych do pracy z literaturoznawczymi danymi badawczymi. W tekście omówione zostają kolejne kroki pozyskiwania, przetwarzania i przechowywania tychże danych, wraz z odnośnikami do szczegółowych opracowań pozwalających rozwinąć kompetencje analityczne.

Zagadnienie tworzenia i pozyskiwania danych literaturoznawczych, które można analizować z wykorzystaniem narzędzi omawianych w tej części monografii, poruszamy w części pierwszej. Wpisaniu tych praktyk badawczy w szerszy kontekst przemian pola badawczego poświęcona jest część trzecia monografii.</document>
<document nplp_id="15061" title="Cz.&amp;nbsp;III: Pole Badawcze" slug="pole-badawcze">Część trzecia opisuje przemiany pola badawczego literaturoznawstwa. Przyglądamy się tu systemowym konsekwencjom transformacji infrastrukturalnej, w szczególności zmianie myślenia o kontekście społeczno-technologicznym prowadzonych badań. Sięgamy tu po przykłady i doświadczenia z różnych projektów infrastrukturalnych i sieciujących realizowanych w kontekście krajowym i międzynarodowym.

Rozdział Marty Błaszczyńskiej, Agnieszki Szulińskiej, Marioli Wilczak i Marty Świetlik skupia się na przemianach w myśleniu o odbiorcach i odbiorczyniach badań na kolejnych etapach procesu projektowego. Pierwszy blok zagadnień dotyczy budowania portali naukowych w oparciu o badania użytkowników ze szczególnym uwzględnieniem kwestii metodologicznych. Druga część tekstu omawia metody angażowania użytkowników poprzez testowanie istniejących platform. Rozdział wieńczą zaś trzy studia przypadku z zakresu tworzenia i podtrzymywania różnych społeczności naukowych na przykładzie grup roboczych, laboratorium innowacji OPERAS i “Biuletynu Polonistycznego”.

Tekst o infrastrukturze, autorstwa Macieja Maryla i Tomasza Umerlego, ogniskuje kluczowe wątki tej monografii w zakresie transformacji infrastrukturalnej literaturoznawstwa. Autorzy omawiają koncepcję cyfryzacji literaturoznawczego procesu badawczego z perspektywy międzynarodowych infrastruktur badawczych (DARIAH, CLARIN, OPERAS). W ramach studium przypadku tekst prezentuje prace realizowane w ramach projektu Dariah.lab, które stanowią przykład wykorzystania infrastruktury badawczej DARIAH do rozwoju dyscyplinowej infrastruktury badawczej literaturoznawstwa.

Rozważania o szerokim kontekście badań wieńczy Marty Świetlik i Magdy Wnuk artykuł o rzecznictwie w humanistyce, dotyczący upowszechniania rezultatów badań i szukaniem zastosowania ich wyników w praktyce różnych instytucji. Zagadnienie to ostatnio zyskuje coraz bardziej na znaczeniu w kontekście dyskusji o wpływie badań naukowych. Autorki omawiają strategie i praktyczne działania rzecznicze na przykładzie projektu OPERAS-PL.

Szczegółowe analizy wpływu przemian infrastrukturalnych na literaturoznawstwo znajdują się w części pierwszej. Kwestia kompetencji niezbędnych do prowadzenia badań w nowym kontekście poruszana jest w części drugiej.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="15062" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-i-doi-2">
Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.wstep
--

Maryl, Maciej. ‘Centrum Humanistyki Cyfrowej – Instrukcja Obsługi’. (W) Sieci Modernizmu. Historia Literatury – Poetyka – Krytyka. Prace Ofiarowane Włodzimierzowi Boleckiemu, 13 April 2017, 435–61.
</document>
<document nplp_id="15063" title="Spotkania z&amp;nbsp;literaturoznawstwem cyfrowym" slug="spotkania-z-literaturoznawstwem-cyfrowym">Przy pracy nad naszą monografią mieliśmy unikalną szansę, aby po ukończeniu „wersji 1.0” nie tylko przeprowadzić jej wieloaspektową ewaluację, ale też wdrożyć wnioski, które przyniosła. Dzięki temu stworzyliśmy „wersję 2.0”, którą właśnie mają Państwo na ekranie.

W ramach oceny pierwszej wersji, recenzentka zwróciła uwagę, że nie pokazujemy, jak literaturoznawca mógłby się „ucyfrowić”, i zasugerowała, że przydałyby się praktyczne wskazówki: „jak można stać się literaturoznawcą cyfrowym bardziej kreatywnym niż pozostającym na poziomie użytkownika prostych narzędzi edytorsko-stylistycznych czy baz danych”[przypis]Magdalena Rembowska-Płuciennik, Recenzja.[/przypis].

Jednak porady na ten temat trudno byłoby przedstawić bardziej ogólnie, bowiem punktów wyjścia i ścieżek prowadzących od tradycyjnego do cyfrowego literaturoznawstwa można wyobrazić sobie bardzo wiele. Zdecydowaliśmy się jednak wyjść naprzeciw wyrażonemu przez recenzentkę zapotrzebowaniu w nieco inny sposób.

Pokażę zatem historię jednostkową, studium przypadku opisujące drogę, która poprowadziła konkretnego literaturoznawcę „tradycyjnego” w stronę świata cyfrowego. Tym literaturoznawcą będę ja sam - w momencie tworzenia tego Posłowia literaturoznawca cyfrowy, zaś jeszcze stosunkowo niedawno badacz zajmujący się głównie wiekiem XIX.

Opowiem o spotkaniach:

- z próbowaniem nowych rzeczy (a zwłaszcza audiowizualnością i mediami cyfrowymi)

- z Centrum Humanistyki Cyfrowej oraz naukowymi kolekcjami/ monografiami cyfrowymi

- z naukowymi edycjami cyfrowymi

- z Europą

- z danymi badawczymi

Zaznaczmy jeszcze na wstępie, że że ani niniejsze posłowie, ani monografia, nie dotyczą całego obszaru humanistyki cyfrowej, który jest znacznie szerszy, niż tylko literaturoznawstwo cyfrowe[przypis]Zob. fragment 2 Jaką dyscyplinę uprawiamy? B. Szleszyński, Cyfrowe badanie literackie – ewolucja dyscypliny, rewolucja kompetencji w: Polonistyka 'tu i teraz, s. 401 - 411[/przypis], my zaś dosyć świadomie zarówno w tytule całej monografii, jak i tego artykułu, stosujemy zawężenie dyscyplinowe.

Liczę, że konkretne przybliżenia z moich spotkań z kilkoma kwestiami istotnymi w cyfrowym literaturoznawstwie, oprócz zabrania czytelników w podróż sentymentalną do początków działalności naszego Centrum i Pracowni, pomogą dodać konkretyzujący kontekst do bardziej ogólnych uwag i sugestii, które na podstawie dotychczasowych doświadczeń mogłem zaproponować.
Następny fragment</document>
<document nplp_id="15064" title="Spotkanie z&amp;nbsp;audiowizualnością i&amp;nbsp;mediami cyfrowymi" slug="spotkanie-z-audiowizualnoscia-i-mediami-cyfrowymi">Poprzedni fragment

Wychodzenie ze strefy komfortu z jednej strony, traktowane jako ogólny życiowa wytyczna jest coachingową bzdurą, celnie wyszydzoną przez profile takie jak „Przeciętne cele w życiu”; z drugiej strony, dla każdego literaturoznawcy, jest codziennością - nie ma bowiem nic komfortowego w ogłaszaniu wyników swoich badań w formie mówionej czy pisemnej i w konfrontacji z reakcjami (a czasem ich brakiem).

Częścią tej historii, bez której nie byłaby ona kompletna,  jest wątek „próbowania nowych rzeczy”  w działaniach naukowych i okołonaukowych - wychodzenia poza podziały periodyzacyjne, dyscyplinowe, organizacyjne. Takie podejście i doświadczenia znacznie ułatwiają wejście w literaturoznawstwo cyfrowe.

Z perspektywy tej opowieści najważniejszym wyzwaniem, którego podjąłem się jeszcze jako tradycyjny badacz literatury, wykonujący - jeszcze nie całkiem świadomy - krok w stronę humanistyki cyfrowej, była koordynacja Roku Prusa w 2012 roku. Obejmowała ona wiele zadań dla tradycyjnego literaturoznawcy nietypowych, m.in. nadzór nad opracowaniem identyfikacji wizualnej, działań multimedialnych i audiowizualnych, czy - z perspektywy niniejszej opowieści zadanie najważniejsze - stworzenie wraz ze spontanicznie powołanym zespołem płyty multimedialnej „Warszawy Prusa"[przypis]„Warszawy Prusa”. 2012. Płyta CD. Narodowe Centrum Kultury. Koncepcja merytoryczna, koncepcja audiowizualna, scenariusz: B. Szleszyński, K. Niciński, K. Tuszyńska, projekt graficzny: K. Stanny [/przypis].

Działania wokół Roku Prusa były przyspieszonym kursem interdyscyplinarności i budowania przekazów wielomedialnych. Wymagały one oczywiście konfrontacji z wiedzą naukową z innych obszarów niż macierzysty i znacznego poszerzenia kompetencji, wszystkie też wiązały się z podjęciem pewnego ryzyka - jednak skoro mi się udało, dlaczego „próbowanie nowych rzeczy” nie miałoby udać się innym literaturoznawcom?</document>
<document nplp_id="15065" title="Spotkanie z&amp;nbsp;Centrum Humanistyki Cyfrowej" slug="spotkanie-z-centrum-humanistyki-cyfrowej">Jak piszemy we wstępie do naszej monografii, w 2013 roku powstało w IBL PAN Centrum Humanistyki Cyfrowej, które w ramach swojej działalności planowało uwzględnić stworzony wcześniej projekt Panorama literatury polskiej[przypis]Projekt nie jest już dostępny, zaś najważniejsze treści zostały przeniesione w zupełnie nowej formie do kolekcji Mistrzowie poezji współczesnej na platformie NPLP.PL.[/przypis].

Pierwsze półrocze 2014 roku to spotkanie potrzeb i możliwości Centrum intensywnie starającego się skonkretyzować założone obszary swoich działań z możliwościami i zamierzeniami nieformalnego zespołu, który miał na koncie płytę Warszawy Prusa i współpracę przy innych przedsięwzięciach Roku Prusa, żeby spróbować czegoś więcej.

Po wakacjach 2014 roku opracowano koncepcję platformy cyfrowej Nowej Panoramy Literatury Polskiej (NPLP) oraz pomysł na pierwsze naukowe kolekcje/ monografie cyfrowe, a także ustalono warunki powstania i funkcjonowania zespołu NPLP[przypis]Oprócz piszącego te słowa do „pierwszego składu” zespołu NPLP należeli Konrad Niciński, Agnieszka Szulińska (wówczas Kochańska) oraz grafik - Paweł Ryżko. Dwoje pierwszych wciąż współtworzy PEMC, ostatni stworzył projekt graficzny obu zarządzanych przez nas platform i odpowiadał za kształt wizualny wszelkich powstałych do 2018 roku materiałów przez nas prezentowanych. Gdy piszę „my” o pierwszych latach naszej działalności, mam na myśli wspomniane w tym przypisie osoby.[/przypis] jako jednostki autonomicznej, ale także współtworzącej CHC[przypis]Ta „dwoista”  struktura, nawet po przekształceniu zespołu NPLP w Pracownię Edycji Monografii Cyfrowych, w zasadniczym kształcie funkcjonuje do dziś.[/przypis].

Punktem wyjściowym platformy  miało być połączenie jakości wytwarzanej w IBL wiedzy z nowoczesną cyfrową formą[przypis][B. Szleszyński, K. Niciński, A. Kochańska], O Nowej Panoramie Literatury Polskiej (nplp.pl/o-nowej-panoramie-literatury-polskiej/)[/przypis]. Historię tworzenia platformy NPLP, pierwszej kolekcji PrusPlus, a także założenia -  m.in. strukturę zbioru kolekcji, formę graficzną łączącą nowoczesną prostotę z elementami stylizacji, które im przyświecały opisaliśmy dosyć dokładnie w artykule z czasopisma „Napis”[przypis]B. Szleszyński, K. Niciński, A. Kochańska, Jak przekazywać naukową wiedzę w Internecie (Na marginesach kolekcji PrusPlus w Nowej Panoramie Literatury Polskiej)  w: „Napis", 2015. s. 348 – 359 (rcin.org.pl/ibl/Content/64406/PDF/WA248_83684_P-I-2795_jak-przekazywac_o.pdf)[/przypis], a także w jednym z rozdziałów monografii.

Z perspektywy Posłowia kluczowe jest to, że od samego początku jednym z najważniejszych założeń było skupienie się na treściach  z zakresu badań literackich, ze „znakiem jakości IBL PAN” . Stawialiśmy i stawiamy na ewolucję zamiast rewolucji i nadbudowywanie na tym, co już osiągnięto. Jako podstawowy element struktury zaproponowaliśmy kolekcję cyfrową, czyli odpowiednik tradycyjnej monografii, kluczowej formy dla publikowania w dziedzinie literaturoznawstwa.

Należy także podkreślić, że choć bazowaliśmy na rozpoznaniu istniejących możliwości w przestrzeni cyfrowej, to jednak to, co chcemy robić na platformie NPLP i jak chcemy to robić, było  autorskim pomysłem zespołu. W niektórych przypadkach, jeśli było to konieczne do osiągnięcia założonych przez nas celów,  poszliśmy wbrew utartym  ścieżkom działania i wygodzie korzystania z gotowych rozwiązań. Po latach większość z naszych decyzji okazała się słuszna, o czym zaświadcza ciągłość łącząca dawne i obecne projekty. No i oczywiście - co kluczowe dla tego fragmentu i wniosków, które z niego płyną - żadne działania nie byłyby możliwe bez ścisłej współpracy i ogromnego wsparcia ze strony CHC, którego kierownik wspierał wizję zespołu NPLP i intensywnie angażował się w stworzenie podwalin organizacyjnych pod jego funkcjonowanie.

Wyżej opisane spotkanie jest wyjątkowe, ale nie znaczy to, że nie płyną z niego wnioski, które można odnieść do doświadczeń innych badaczy.

Po pierwsze - jeżeli masz dobry/ ciekawy/ pomysł na cyfrowe działanie  w obszarze literaturoznawstwa, nie bój się go realizować. Możliwości są ogromne – i dzięki nim możemy znacznie zmodyfikować tradycyjne formy publikowania, a czasem wyjść poza nie. W samym IBL PAN uprawiamy literaturoznawstwo cyfrowe na wiele różnych sposobów, z których większość dokładnie przeanalizowana i opisana jest w poszczególnych rozdziałach monografii. Prowadzimy działania dokumentalistyczno-bibliograficzne, bibliograficzne, leksykograficzne, tworzymy edycje cyfrowe, zajmujemy się topografią literatury, a także tworzymy podcasty.  A przecież można sobie wyobrazić różne inne działania w przestrzeni cyfrowej – jak chociażby prowadzony przez badaczy z UŚ profil „Zakład Historii Literatury Poromantycznej UŚ” spełniający świetnie funkcję upowszechniania wiedzy o wieku XIX.

Po drugie - jeżeli w jakiejś uczelni wciąż nie ma jednostki zajmującej się sprawami cyfrowymi można zainicjować jej stworzenie i samemu się w nie zaangażować. Obserwowaliśmy i obserwujemy podobne inicjatywy na różnych uczelniach i zazwyczaj dają one dużą elastyczność.  Jeżeli potrzebujesz porady, jak za takie przedsięwzięcie się zabrać, możesz skorzystać np. z publikacji na temat tego, jak tworzyło się nasze Centrum, lub (oraz) spróbować zwrócić się po poradę do osób, które tę drogę już przechodziły. Jeżeli zaś taka jednostka jest tworzona lub już istnieje – warto zaangażować się w jej działalność, przedstawić swoje cyfrowe potrzeby i pomysły, a co za tym idzie, wpłynąć na obszary naukowe, którymi się zajmuje. Literaturoznawstwo cyfrowe (czy szerzej – humanistyka cyfrowa) jest zarówno  bardzo inkluzywne, jak i bardzo zespołowe (często funkcjonując w zespołach utworzonych przez różne jednostki naukowe).Wydaje się więc, że każdy tradycyjny literaturoznawca może znaleźć w nim coś dla siebie.</document>
<document nplp_id="15066" title="Spotkanie z&amp;nbsp;naukowymi edycjami cyfrowymi" slug="spotkanie-z-naukowymi-edycjami-cyfrowymi">Edytorstwo naukowe to jeden z niezwykle istotnych obszarów działalności IBL PAN od dekad, zaś naukowe edytorstwo cyfrowe (NEC) to jedna z kluczowych dziedzin działalności PEMC (wcześniej zespołu NPLP). Od jesieni 2014, kiedy po raz pierwszy zainteresowaliśmy się tym tematem, do wiosny 2024, gdy piszę te słowa, udało nam się zbudować wielofunkcyjną platformę do NEC z wykorzystaniem standardu TEI, oraz wykonać kilka, a rozpocząć jeszcze więcej, edycji. Tematykę NEC przybliża artykuł z naszej monografii, w szerszym kontekście zaś opisuje ją zredagowany przez członków Pracowni numer „Sztuki Edycji”[przypis]„Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie” 2023, nr 1 (23): Praktyki edycji cyfrowych, red. B. Szleszyński, K. Niciński i A. Szulińska, przy współpracy A. Mędrzeckiej-Stefańskiej i K. Mojsaka.(apcz.umk.pl/sztukaedycji/issue/view/2634)[/przypis].

Z perspektywy czasu może być zaskakujące, że edytorstwo nie było pierwotnie wpisane w obszar działalności zespołu Nowej Panoramy Literatury Polskiej.

Nasza przygoda z NEC rozpoczęła się od połączenia dwóch pomysłów. Po pierwsze - pomysłu Beaty Dorosz, żeby wykonać edycję korespondencji emigracyjnej Kazimierza Wierzyńskiego z Janem Lechoniem oraz Mieczysławem Grydzewskim. Po drugie - pomysłu Macieja Maryla, żeby wykorzystać to naukowe przedsięwzięcie do przetarcia szlaków NEC z wykorzystaniem standardu TEI. Ich spotkanie nie było oczywiste - edytorka tradycyjna obawiała się formy cyfrowej, my obawialiśmy się wejścia w obszar do tej pory nam nieznany (dopiero co wzięliśmy się za budowanie platformy NPLP.PL). Tylko wspomniany Maciej Maryl, kierujący CHC od jego powstania, a wówczas także członek dyrekcji IBL, mocno przekonywał wszystkich do tego przedsięwzięcia.

„Spoilery” były w tym tekście widoczne, nie będzie więc dla czytelnika zaskoczeniem, że daliśmy się przekonać i spróbowaliśmy kolejnej „nowej rzeczy”. Szybko wdrożyliśmy się w temat, napisaliśmy wspólnie wniosek NPRH, którego sfinansowanie pozwoliło zbudować podstawy platformy TEI Panorama i stworzyć pierwszą naukową edycję cyfrową. Potem przyszły kolejne projekty grantowe, wystąpienia konferencyjne i publikacje. Reszta jest historią, której etapy na bieżąco relacjonowaliśmy[przypis]A. Kochańska, K. Niciński, Cyfrowa edycja listów Lechonia, Wierzyńskiego i Grydzewskiego – założenia projektu i wstępne rozpoznania, „Sztuka Edycji” 2016 nr 2 s. 15-20; dostęp on-line: dx.doi.org./10.12775/SE.2016.014; Szulińska, Agnieszka, Paweł Rams. 2019. “Cyfrowa edycja korespondencji Lechonia i Wierzyńskiego (1941–1955) w kontekście prywatności dyskursu. Analiza przypadku.” Sztuka edycji T. 16, nr 2: 103-110. doi.org/10.12775/SE.2019.0030; Konrad Niciński, „Drogi Żuczku!...” O odcieniach intymności w korespondencji Wierzyński–Grydzewski–Lechoń i sposobach ich edytorskiego opracowania, „Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie”, t. 16. 2019, apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/sztukaedycji/article/view/SE.2019.0029/24693; Bartłomiej Szleszyński, Agnieszka Szulińska, Paweł Rams, O specyfice naukowej edycji cyfrowej korespondencji Jana Lechonia i Kazimierza Wierzyńskiego na platformie TEI.NPLP.PL, w: „Chcę wrócić jak emigrant, z podróży dalekiej / Z papieru, martwych liter, żywy do twych rąk…” Życie i twórczość Kazimierza Wierzyńskiego (1894-1969). Materiały pokonferencyjne pod redakcją Beaty Dorosz. Warszawa 2020; Szleszyński, Bartłomiej. 2023. „Krajobraz naukowego edytorstwa cyfrowego – możliwości i wyzwania”. Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie 23 (1): 85–101. doi.org/10.12775/SE.2023.0009.[/przypis].

Powyższą opowieść o początkach, rozgrywającą się głównie w trzech pokojach w Pałacu Staszica, siedzibie IBL PAN, przywołałem by pokazać, że żeby zaangażować się w działania cyfrowe z dziedziny edytorstwa cyfrowego potrzeba przede wszystkim wiedzy i doświadczenia z obszaru „tradycyjnego” edytorstwa, pomysłu na przełożenie go na środowisko cyfrowe oraz  jakości naukowej i determinacji.

Jeśli zaś chodzi o możliwości zaangażowania się w NEC obecnie, są one bardzo szerokie. Jeżeli mamy pomysł na konkretną cyfrową edycję, wystarczy zastanowić się nad jej koncepcją , zdobyć podstawową wiedzę o TEI i poszukać możliwości jej realizacji  – czy to w ramach własnego grantu, czy w ramach krajowych infrastruktur, czy wreszcie z udziałem organizacji bądź konsorcjów międzynarodowych. Oczywiście wymaga to zdobycia przynajmniej podstawowej wiedzy o NEC. Dostęp do niej  – publikacji naukowych,  wykładów  online, materiałów konsorcjum TEI i innych – jest bardzo duży, podobnie jak możliwości infrastrukturalne. Regularnie odbywają się wydarzenia naukowe transmitowane w sieci, dzięki którym można śledzić nowe przedsięwzięcia, odbywają się konferencje krajowe oraz międzynarodowe, seminaria, na których można poszerzyć swoją wiedzę o  najróżniejszych aspektach NEC. Wreszcie – w Europie działa potężne środowisko edytorów cyfrowych, które chętnie dzieli się swoją wiedzą – ale o tym, jak spotkać się z Europą, w kolejnym rozdziale.</document>
<document nplp_id="15067" title="Spotkanie z&amp;nbsp;Europą" slug="spotkanie-z-europa">Umiędzynarodowienie humanistyki często nie ma w Polsce najlepszej opinii wśród badaczy. Jest ku temu wiele zasadnych powodów. Jako element ewaluacji, wymagań stawianych badaczom czy konkretnych konkursów grantowych bywa opisane w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Pewne aspekty funkcjonowania naukowego w Europie mogą na wstępie przerazić - formularze wniosków europejskich programów ramowych są niezwykle złożone i mocno odbiegają od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w kraju, zaś struktury funkcjonowania i powiązań humanistycznych konsorcjów europejskich mogą przyprawić o zawrót głowy.

Tam, gdzie to organicznie możliwe i naturalne, współpraca międzynarodowa może jednak  rozwijać się niezwykle owocnie, pomimo powyższych trudności. Literaturoznawstwo, a szerzej – humanistyka cyfrowa to świetna ku temu okazja. Kluczowe jest bowiem to, że próg wejścia w europejskie literaturoznawstwo cyfrowe jest dużo niższy niż mogłoby się wydawać, a bariery, które mogą ograniczać współpracę w Europie - dużo łatwiejsze do przezwyciężenia, niż na pozór wyglądają.

Bariera językowa jest być może najważniejszą z nich. I tak, komunikatywna znajomość języka angielskiego jest w kontaktach międzynarodowych niezbędna – ale chyba warto ją j uznać za podstawową umiejętność każdego humanisty. Natomiast obawa, że nieperfekcyjna znajomość języka czy niedoskonała wymowa zaważą na odbiorze tego, co chcemy powiedzieć, jest zazwyczaj co najmniej przesadzona, a najczęściej zupełnie niepotrzebna. Angielski jako lingua franca w Europie używany jest dosyć swobodnie i kluczowe jest to, co chcemy powiedzieć i jakie projekty pokazać[przypis]Oczywiście publikacja artykułów po angielsku wymaga często tzw. proofreadingu przez osoby będące natywnymi użytkownikami języka angielskiego - ale to jest konieczne nawet przy bardzo dobrej znajomości języka.[/przypis]. Przy czym warto pamiętać, że wielojęzyczność jest mocno promowaną wartością w humanistyce cyfrowej, i funkcjonowanie w globalnym, anglojęzycznym obiegu naukowym absolutnie  nie wyklucza działań we wspólnotach lokalnych.

Bariera numer dwa, która może nas powstrzymywać przed pokazywaniem swoich projektów cyfrowych w Europie, to obawa, że to, co chcemy pokazać, nie jest dosyć dobre/ ciekawe/ nowatorskie/ uniwersalne;słowem, że nie wniesie nic wartościowego do dyskursu naukowego. Tym bardziej, że Polska wchodzi w działania humanistyki cyfrowej ze sporym opóźnieniem wobec Zachodu. Czy więc mamy coś do pokazania naszym kolegom z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Włoch? Otóż, co pokazuje moja opowieść – mamy.

Faktycznie – na zachodzie Europy zaczęto działać w humanistyce cyfrowej dawno. Jednak analizując osiągnięcia naszych kolegów (a także ucząc się na ich błędach), możemy dosyć szybko osiągnąć wysoki, „europejski” (możnaby rzec) poziom. Natomiast ich podejście do innych przedsięwzięć jest zazwyczaj bardzo inkluzywne – ciekawi są nowych rozwiązań, interesujących projektów, nowych perspektyw.

Tym bardziej, że często sposoby przetwarzania i prezentowania wiedzy o literaturze czy też danych językowych (zob. spotkanie z danymi) są dosyć uniwersalne. O ile badaczy z zagranicy może nie interesować szczegółowa wiedza o polskim romantyzmie, to już sposób w jaki ustrukturyzwaliśmy w Atlasie Literatury Romantyzmu wiedzę opierając się na cyfrowych mapach, czy to, jak używamy TEI w NEC – jak najbardziej.

Żeby zilustrować powyższe uogólnienia konkretnym przykładem opowiem jak zaczęłą się nasza przygoda z Europą.

Prace nad platformą NPLP.PL zaczęliśmy jesienią 2014, zaś jesienią 2015 roku mieliśmy już gotowe dwie pierwsze kolekcje, a także rozpoczęty projekt edytorski, w ramach którego trwała budowa oprogramowania do edycji TEI. Choć nieobce były nam obie opisane wyżej obawy, zdecydowaliśmy się je przełamać i zgłosić na kongres w Kolonii[przypis]https://dixit.uni-koeln.de/programme/convention-2/https://eadh.org/news/2015/08/15/cfp-digital-editions-academia-society-cultural-heritage[/przypis]. Na konferencję zostaliśmy przyjęci – zaprezentowaliśmy tam dwa postery[przypis]B. Szleszyński, Nowa Panorama Literatury Polskiej (New Panorama of Polish Literature): How to Present Knowledge in the Internet (Polish Specifics of the Issue), https://dixit.uni-koeln.de/convention-2-abstracts/#szleszynski
K. Niciński, TEI Technical Standard: The Experience of Poland, https://dixit.uni-koeln.de/convention-2-abstracts/#nicinski[/przypis], które spotkały się z zainteresowaniem, także ze względu na formę graficzną, co utwierdziło nas w przekonaniu, że stała obecność profesjonalnego grafika w zespole to dobra decyzja[przypis]Nasze postery z Koloni dostępne są pod adresami: https://dixit.uni-koeln.de/wp-content/uploads/Poster_Bartek.pdf
https://dixit.uni-koeln.de/wp-content/uploads/Poster_Konrad.pdf
[/przypis]. Innych członków konferencji interesowało to, co robimy, jakie mamy doświadczenia, co wyraziło się także prośbą o udział w publikacji pokonferencyjnej[przypis]B. Szleszyński, New Panorama of Polish Literature. How to present knowledge in the internet (Polish specifics of the issue), Advances in Digital Scholarly Editing. Papers presented at the DiXiT conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp, Edited by Peter Boot, Anna Cappellotto, Wout Dillen, Franz Fischer, Aodhán Kelly, Andreas Mertgens, Anna-MariaSichani, Elena Spadini &amp;amp; Dirk van Hulle, 2017, Sidestone, s. 463 - 467; https://www.sidestone.com/books/advances-in-digital-scholarly-editing[/przypis]. Uzyskaliśmy wiedzę o ciekawym projekcie edytorskim[przypis]Mowa o posterrze Costanzy Giannaccini, Burckhardtsource.org: Where Scholarly Edition and Semantic Digital Library Meet (https://dixit.uni-koeln.de/convention-2-abstracts/#giannaccini) i projekcie Burckhardsource.org[/przypis], który pomógł nam lepiej uporządkować nasze założenia i pomógł doprecyzować szczegóły TEI Panorama. Można powiedzieć, że wydarzenie to stało się swego rodzaju zapalnikiem dla naszych działań międzynarodowych. Wiele z naukowych znajomości nawiązanych podczas tych pierwszych wyjazdów zaowocowało kolejnym naukowymi spotkaniami i współpracami - czy to organizowanymi przez nas warsztatmi o edytorstwie cyfrowym, czy też wyjazdami na kongres do Sheffield w 2018 i 2022 roku, żeby wspomnieć tylko o niektórych.

Dzięki nawiązaniu i kontynuowaniu współprac międzynarodowych, gdy w  zeszłym roku nasz zespół podjął się trudu przybliżenia polskiemu środowisku tematyki światowego edytorstwa cyfrowego poprzez przygotowanie numeru czasopisma „Sztuka Edycji", nawiązane przez lata kontakty umożliwiły  zaproszenie do napisania artykułów bardzo ciekawego grona badaczy z całej Europy.

Podobnie sprawa wygląda z konferencję DSE (micro)communities of practices[przypis]Strona konferencji: https://dse-communities.nplp.pl/[/przypis], którą w tym roku organizujemy  -  wspomniane kontakty umożliwiły zarówno skompletowanie  międzynarodowego komitetu programowego, zaproszenie interesujących mówców głównych, jak i ciekawych referentów.

Powyższy wycinek mojego „spotkania z Europą” pokazuje, że literaturoznawstwo cyfrowe to świetny obszar, by nawiązać kontakty i współprace międzynarodowe. Z jednej strony korzystając z doświadczeń koleżanek i kolegów z zagranicy, z drugiej, dialogując i rozwijając projekty we współpracy i dyskusji z nimi, a także prezentując swoje doświadczenia i rozpoznania na arenie międzynarodowej. Wymaga to oczywiście pewnej znajomości języka angielskiego, a także podstawowej wiedzy o dokonaniach światowej humanistyki cyfrowej - wszakże są to wymagania, które każdy, kto chce być literaturoznawcą cyfrowym i tak powinien spełniać. Przede wszystkim zatem - żeby spotkać się z Europą, potrzeba odwagi, do zdobycia się na którą bardzo wszystkich zachęcam, bo jak pokazuje moja opowieść - warto.

Jeżeli chodzi o doświadczenia spotkań z Europą, wspomnieć jeszcze można warsztaty o danych badawczych w Brukseli, na które leciałem beztrosko 2, a wracałem 3 marca 2020, nie wiedząc, że niespełna dwa tygodnie później Europę sparaliżuje stan pandemii. Ale to fragment innej opowieści, która zasługuje na osobne przedstawienie: o spotkaniu z danymi.</document>
<document nplp_id="15068" title="Spotkanie z&amp;nbsp;danymi" slug="spotkanie-z-danymi">Dane badawcze to tajemniczy termin, który przez ostatnie lata wszedł z dużym impetem do dyskursu o humanistyce cyfrowej i humanistyce w ogóle. Dla rodzimego środowiska literaturoznawców było  – zarówno pojęcie, jak i jego desygnat – dosyć tajemnicze i nakładające na badaczy niejasne, a niepokojące obowiązki udostępniania czy deponowania tego niejasnego „czegoś”[przypis]Jak trochę prześmiewczo, ale dosyć celnie pisał Martin Paul Eve: Innym wyzwaniem jest to, że termin „dane" w rzeczywistości oznacza „coś" [The other challenge is that the term ‘data’ actually means ‘stuff ’]MARTIN PAUL EVE, The Digital Humanities and Literary Studies,Oxford University Press 2022,  s.24][/przypis]). Sprawy nie ułatwiał fakt, że przy niejasnym desygnacie tego, co jest danymi np. w literaturoznawstwie, na plan pierwszy wysuwał się w odbiorze postulat publikowania notatek badawczych, co budziło zrozumiały opór badaczy, ale przede wszystkim rozmywało istotę zagadnienia. Gdy dodać do tego tajemnicze FAIR i jego pochodne (jak fairyfikacja danych) – skala rozminięcia się narracji o tej kwestii z jej istotą zdawała się przebijać skalę.

Swoje doświadczenie z danymi zacząłem z dużą dozą sceptycyzmu, prowadzącego do błędnego przeświadczenia, że dla literaturoznawstwa cyfrowego, zwłaszcza w uprawianych przez mój zespół odmianach, jest to kwestia marginalna, prawdopodobnie w ogóle pomijalna.

Kwestia nie była zresztą taka oczywista i w humanistyce zachodnioeuropejskiej – m.in. z tego względu urządzano spotkania i warsztaty, mające na celu dopracowanie tej kwestii. Na jedne z takich warsztatów, organizowane przez sieć CO-OPERAS, zostałem wydelegowany przez moich współpracowników z kierownictwa CHC i wybrałem się do Brukseli. Wyekwipowany zostałem w świeżo powstały wówczas raport dotyczący danych w humanistyce[przypis]https://allea.org/portfolio-item/sustainable-and-fair-data-sharing-in-the-humanities/[/przypis] oraz kilka prezentacji naszych europejskich współpracowników.

Na spotkaniu, w którym uczestniczyli przedstawiciele najróżniejszych dyscyplin humanistycznych[przypis]Sprawozdanie z warsztatów: https://zenodo.org/records/3999360/files/CO-OPERAS_FAIRdata_wksp_Brussels_03032020.pdf [/przypis], zaangażowani w kwestie cyfrowe w różnym stopniu i na różne sposoby oraz z najróżniejszymi poziomami doświadczeń, zrozumiałem dwie rzeczy. Po pierwsze – różnice w postrzeganiu kwestii cyfrowych (w tym przypadku: danych) i wyzwań, które się z nimi wiążą są często niezwykle mocno powiązane z dyscyplinami badawczymi. Dla nauk społecznych na przykład często najważniejszym problemem są dane wrażliwe i zakres ich dostępności oraz przetwarzania. Dlatego też musimy mocno zastanowić się, niejako sami dla siebie, jak widzimy dane w naszej, literaturoznawczej dziedzinie. Po drugie  – uświadomiłem sobie, że jednak w projektach, które realizuję, istnieje sporo zasobów, które mogą zostać uznane za dane. Należy tylko na nie spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.

Zaczęliśmy więc w ówczesnym kierownictwie CHC sprawę drążyć, czego efektem były najpierw zorganizowane jesienią 2020 zdalne warsztaty o danych w humanistyce, później wspólny obszerny artykuł zbierający wiedzę o danych i dopasowujący ją do literaturoznawstwa[przypis]Maryl, Maciej, Marta Błaszczyńska, Bartłomiej Szleszyński, and Tomasz Umerle. Dane badawcze w literaturoznawstwie. „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”, 2 (2021), s. 13–44.[/przypis].

Rozwijając dyskusję i refleksję  związaną z danymi w humanistyce zaangażowaliśmy się się w działania grupy roboczej DARIAH o nazwie “Research Data Management”[przypis]Grupa ta współtworzona była i do połowy 2023 roku współkierowna przez Martę Błaszczyńską - koordynatorkę, a później członkinię kierownictwa CHC https://www.dariah.eu/2020/04/16/new-dariah-working-group-on-research-data-management/[/przypis], która zgromadziła osoby różnych dyscyplin i profesji (od data stewardów do badaczy), by wymieniać się doświadczeniami. Dzięki finansowaniu z DARIAH udało się w czerwcu 2022 przeprowadzić sprint pisarski, podczas którego członkinie i członkowie grupy tworzyli raport o stanie kwestii danych w europejskiej humanistyce. Po kilku miesiącach prac redakcyjnych został on opublikowany[przypis]Erzsébet Tóth-Czifra, Marta Błaszczyńska, Francesco Gelati, Femmy Admiraal, Mirjam Blümm, Erik Buelinckx, Vera Chiquet, i in. „Research Data Management for Arts and Humanities: Integrating Voices of the Community”. Zenodo, 30 sierpień 2023. https://doi.org/10.5281/zenodo.8059626[/przypis] i stanowi dokument przydatny dla każdego, kto chciałby zapoznać się z zagadnieniem danych badawczych.

Przy okazji  stworzyliśmy także kilka planów zarządzania danymi badawczymi, które w praktyce pokazały, jak zastosować zasady opisane przez nas do konkretnych projektów[przypis]Na platformie zenodo można zapoznać się ze zdeponowanym tam dokumentem: Błaszczyńska Marta,  Bartłomiej Szleszyński. „Plan zarządzania danymi badawczymi (wersja 1, kwiecień 2023 r.). „Warszawa/Łódź. Atlas literatury zagłady" (2022-2027)”. Zenodo, 5 kwiecień 2023. https://doi.org/10.5281/zenodo.7802002[/przypis].

Podsumowując zatem - literaturoznawca, który chciałby dowiedzieć się, jakie może mieć dane i co z nimi robić, dysponuje dziś wieloma przydatnymi wskazówkami. Byłoby znakomicie, gdyby z nich korzystał i starał się w praktyce wdrażać zasady FAIR (choć nie zawsze gdy dochodzimy do „I” oraz „R” jasne jest, jak to uczynić), a także na poważnie traktował kwestie zagadnienie danych w projektach. Tym, którzy chcieliby zostać „literatoroznawcami bardziej cyfrowymi”, sugerowałbym dokładniejsze zgłębienie się w tę kwestię, i zapoznanie z większością przywołanych w tym fragmencie dokumentów: wszystkie z nich można czytać w wolnym dostępie. Kwestia danych pojawia się w kilku kontekstach w naszej monografii. Zainteresowanych tymi zagadnieniami zachęcam do ich lektury oraz przywołanych w nich pozycji bibliograficznych.

&amp;nbsp;
Bibliografia</document>
<document nplp_id="15069" title="Bibliografia i&amp;nbsp;DOI" slug="bibliografia-i-doi-3">Numer DOI: 10.18318/978-83-67957-03-8.poslowie

--
M. Błaszczyńska,  B. Szleszyński. „Plan zarządzania danymi badawczymi (wersja 1, kwiecień 2023 r.). „Warszawa/Łódź. Atlas Literatury Zagłady" (2022-2027)”. Zenodo, 5 kwietnia 2023. doi.org/10.5281/zenodo.7802002
A. Kochańska, K. Niciński, Cyfrowa edycja listów Lechonia, Wierzyńskiego i Grydzewskiego – założenia projektu i wstępne rozpoznania, „Sztuka Edycji” 2016 nr 2 s. 15-20; dostęp on-line: dx.doi.org./10.12775/SE.2016.014
M. Maryl, M. Błaszczyńska, B. Szleszyński, T. Umerle. Dane badawcze w literaturoznawstwie. „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”, 2 (2021), s. 13–44
K. Niciński, TEI Technical Standard: The Experience of Poland, dixit.uni-koeln.de/convention-2-abstracts/#nicinski
K. Niciński, „Drogi Żuczku!...” O odcieniach intymności w korespondencji Wierzyński–Grydzewski–Lechoń i sposobach ich edytorskiego opracowania, „Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie”, t. 16. 2019,  apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/sztukaedycji/article/view/SE.2019.0029/24693;
M. Rembowska-Płuciennik, Recenzja [dokumentacja wewnętrzna projektu]
B. Szleszyński, Nowa Panorama Literatury Polskiej (New Panorama of Polish Literature): How to Present Knowledge in the Internet (Polish Specifics of the Issue), dixit.uni-koeln.de/convention-2-abstracts/#szleszynski
B. Szleszyński, New Panorama of Polish Literature. How to present knowledge in the internet (Polish specifics of the issue), Advances in Digital Scholarly Editing. Papers presented at the DiXiT conferences in The Hague, Cologne, and Antwerp, Edited by Peter Boot, Anna Cappellotto, Wout Dillen, Franz Fischer, Aodhán Kelly, Andreas Mertgens, Anna-MariaSichani, Elena Spadini &amp;amp; Dirk van Hulle, 2017, Sidestone, s. 463-467; www.sidestone.com/books/advances-in-digital-scholarly-editing
B. Szleszyński, Cyfrowe badanie literackie – ewolucja dyscypliny, rewolucja kompetencji w: Polonistyka tu i teraz, s. 401-411
[B. Szleszyński, K. Niciński, A. Kochańska], O Nowej Panoramie Literatury Polskiej (nplp.pl/o-nowej-panoramie-literatury-polskiej/)
B. Szleszyński, K. Niciński, A. Kochańska, Jak przekazywać naukową wiedzę w Internecie (Na marginesach kolekcji PrusPlus w Nowej Panoramie Literatury Polskiej)  w: „Napis", 2015. s. 348 – 359 (rcin.org.pl/ibl/Content/64406/PDF/WA248_83684_P-I-2795_jak-przekazywac_o.pdf)
B. Szleszyński, A. Szulińska, P. Rams, O specyfice naukowej edycji cyfrowej korespondencji Jana Lechonia i Kazimierza Wierzyńskiego na platformie TEI.NPLP.PL, w: „Chcę wrócić jak emigrant, z podróży dalekiej / Z papieru, martwych liter, żywy do twych rąk…” Życie i twórczość Kazimierza Wierzyńskiego (1894-1969). Materiały pokonferencyjne pod redakcją Beaty Dorosz. Warszawa 2020;
B. Szleszyński, „Krajobraz naukowego edytorstwa cyfrowego – możliwości i wyzwania”. Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie 23 (1): 85–101. doi.org/10.12775/SE.2023.0009.
Szulińska, Agnieszka, Paweł Rams. 2019. „Cyfrowa edycja korespondencji Lechonia i Wierzyńskiego (1941–1955) w kontekście prywatności dyskursu. Analiza przypadku.” Sztuka edycji T. 16, nr 2: 103-110. doi.org/10.12775/SE.2019.0030
E. Tóth-Czifra, M. Błaszczyńska, F. Gelati, F. Admiraal, M. Blümm, E. Buelinckx, Vera Chiquet, i in. „Research Data Management for Arts and Humanities: Integrating Voices of the Community”. Zenodo, 30 sierpnia 2023. doi.org/10.5281/zenodo.8059626
„Sztuka Edycji. Studia Tekstologiczne i Edytorskie” 2023, nr 1 (23): Praktyki edycji cyfrowych, red. B. Szleszyński, K. Niciński i A. Szulińska, przy współpracy A. Mędrzeckiej-Stefańskiej i K. Mojsaka. (apcz.umk.pl/sztukaedycji/issue/view/2634)
„Warszawy Prusa”. 2012. Płyta CD. Narodowe Centrum Kultury. Koncepcja merytoryczna, koncepcja audiowizualna, scenariusz: B. Szleszyński, K. Niciński, K. Tuszyńska, projekt graficzny: K. Stanny</document>
<document nplp_id="15146" title="ADINA BLADY-SZWAJGER  (21.03.1917–19.02.1993)" slug="adina-blady-szwajger">Mapa doświadczenia przestrzeni Adiny Blady-Szwajger po stronie aryjskiej
Adina Irena Blady-Szwajger (lub Szwajgier) urodziła się w Warszawie 21 marca 1917 r. Dzieciństwo spędziła w kamienicy przy ulicy Świętojerskiej 30 (gdzie zresztą zastał ją wybuch II wojny światowej i gdzie w czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 urządziła punkt opatrunkowy). Maturę zdała w 1934 r. jako absolwentka żeńskiego żydowskiego gimnazjum z polskim językiem wykładowym – „Jehudyja”. Po egzaminie rozpoczęła studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Latem 1939 r. wyszła za mąż za Stefana Szpigielmana – studenta prawa. We wrześniu 1939 r. była studentką XVI trymestru studiów na wydziale lekarskim. Rok akademicki 1939/40 miał być dla niej rokiem uzyskania dyplomu i prawa do praktyki. Plany zniweczyła wojna.
W październiku 1939 r. udała się na wschód, by po pobycie w Białymstoku przedostać się do Lwowa, m.in. z nadzieją na kontynuację nauki na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Do Warszawy wróciła po kilku miesiącach dzięki przedostaniu się przez „zieloną granicę”. 11 marca 1940 r. zgodnie ze swoim pragnieniem podjęła pracę pediatry w Szpitalu Dziecięcym Bersonów i Baumanów. Do pracy przyjmowała ją dr Anna Braude-Hellerowa, która wyznaczyła młodej lekarce zadanie pomocy dr Helenie Keilson.
Wraz z ekipą szpitala jesienią 1941 r. przeniesiona została do nowej szpitalnej lokalizacji – na róg ulicy Żelaznej i Leszno. Z okiem szpitala obserwowała marsze ludności getta na Umschlagplatz podczas Wielkiej Akcji Likwidacyjnej. W swoich wspomnieniach opisuje m.in. pochód Janusza Korczaka i dzieci z sierocińca.
Była świadkiem i uczestniczką dramatycznej akcji wyboru osób, które otrzymać miały decyzją dr Anny Braude-Hellerowej „numerki życia.” Adina była jedną z nich.
Personel wraz z przenosinami szpitala dwa razy zmieniał lokalizacja. Najpierw była to Gęsia 6, gdzie lekarka zamieszkała z częścią personelu, potem zaś Stawki 6/8 – adres przylegający do Umschlagplatzu.
29 lipca 1942 r. Niemcy zabrali z domu matkę Adiny. Kobieta trafiła na Umschlagplatz, a stamtąd prawdopodobnie do obozu zagłady w Treblince. Był to dla lekarki ogromny cios. W okresie Wielkiej Akcji Adina Blady-Szwajger nie zaprzestała pracy na rzecz pacjentów. Po odejściu transportów „zbierała” z Umschlagplatzu porzucone dzieci, m.in. przekupując strażników spirytusem.
Gdy dla wszystkich jasne stało się, że szpital zostanie zlikwidowani i pacjenci brutalnie pozbawieni życia, wraz z dr Anną Margolisową podjęła decyzję by „ubiec” żołnierzy i podać pacjentom morfinę – najpierw dorosłym, potem dzieciom. Chcąc uspokoić najmłodszych kobiety obiecywały, że „to jest lekarstwo, żeby nic nie bolało.”1
25 stycznia 1943 r. na polecenie Marka Edelmana lekarka opuściła getto i rozpoczęła działalność po „aryjskiej” stronie jako łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej. Posługiwała się dokumentami na nazwisko Ireny Meremińskiej. Do jej zadań należało m.in. zdobywanie pieniędzy, które miały pomóc przetrwać innym osobom, ukrywającym się po aryjskiej stronie, poszukiwanie zaufanych kryjówek, dostarczanie fałszywych dokumentów, a przed wybuchem powstania w getcie – również przemyt broni.
W lipcu 1943 r. jej mąż podjął decyzję, by spróbować ocalić swoje życie dzięki drodze przez Hotel Polski. Jak wielu innych wpadł jednak w pułapkę . Adina sama odprowadziła go na miejsce, czego – jak wspomina po wojnie, nigdy sobie nie darowała.
Na przełomie 1943 i 1944 r. pracowała w świetlicy w ochronce Rady Głównej Opiekuńczej przy klasztorze salezjanów na Powiślu.
Wiosną 1944 r. zaszła w ciążę z Bernardem Goldsteinem. Podjęła samodzielną decyzję o tym, by nie rodzić dziecka w czasie, który uważała za niebezpieczny i niesprzyjający założeniu rodziny
Kiedy wybuchło powstanie warszawskie Adina Blady-Szwajger pracowała w szpitalach – najpierw przy ul. Miodowej, następnie przy Mokotowskiej. W czasie powstania poznała Władysława Świdowskiego (pseud. „Wik”, „Sławski”) – członka Armii Krajowej, działacza PPS, za którego później wyszła za mąż.
Opuściła Warszawę 11 października 1944 r. w grupie lżej rannych i personelu szpitala, ewakuowanego do Milanówka. Do końca okupacji niemieckiej mieszkała w Grodzisku.
Wraz z końcem stycznia 1945 r. zatrudniła się w Centralnym Komitecie Żydów w Polsce jako referent do spraw dziecięcych i pediatra.
Z mężem – Władysławem Świdowskim – doczekała się dwóch córek – Hanny (1945) i Aliny (1953).
 Dyplom ukończenia studiów otrzymała na Akademii Medycznej w Łodzi 17 kwietnia 1951 r.
Do emerytury pracowała jako lekarka w różnych ośrodkach medycznych w Łodzi, Łagiewnikach i Szczecinie.
Zmarła w Łodzi 19 lutego 1993 r. Została pochowana w alei głównej cmentarza żydowskiego przy ulicy Okopowej w Warszawie.


1 Adina Blady-Szwajger, I nic więcej nie pamiętam, Warszawa 2010, s. 101

</document>
<document nplp_id="15164" title="MOKOTOWSKA 12" slug="mokotowska-12">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI,  VI C (11.09.1944)

„W jednej z naszych poprzednich rozmów mówiła pani o tym, że Felek Loth, kolega ze studiów, ostrzegał panią, by nie wychodziła z Warszawy ze szpitalem, bo „tu są tacy, którzy mówią, że wokół pani są Żydzi.”

- Tak. To była Ala, no i te dwie babki, które też wyglądały „całkiem nie”. A ten szpital na Mokotowskiej to był szpital cywilno-wojskowy. I w związku z tym z tym mieliśmy wybór – albo iść z cywilami do Pruszkowa, albo iść z wojskiej do niewoli. Więc poszłyśmy do Milanówka.” (Tak naprawdę..., s. 149)

[...]
JA, VI B
„Naszym przydziałem w Śródmieściu był szpital na Mokotowskiej 12, gdzie byłyśmy do końca powstania.  […] To był duży szpital. Cywilno-wojskowy.” (s. 277)
</document>
<document nplp_id="15166" title="MONIUSZKI 11 – MOKOTOWSKA 12 [ TRASA]" slug="moniuszki-11-mokotowska-12-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI B 

„No więc potem byłyśmy w takim punkcie opatrunkowym na Moniuszki, a stamtąd poszłyśmy do szpitala na Mokotowską i tam byłyśmy do końca powstania.” (s. 148)</document>
<document nplp_id="15168" title="LESZNO 77" slug="15168">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III

„- Od kiedy pani mieszkała na Gęsiej?

– Zaraz – moja matka zginęła 29 lipca, ja byłam jeszcze wtedy na Świętojerskiej. Po dwóch czy trzech dniach wyrzucili nas stamtąd.

– Czy to z powodu zmniejszenia getta?

– Nie tylko. Tam przyszli szczotkarze.

– Szopy tam powstały, tak?

– Tak. Wtedy przez kilka dni nocowałam w szpitalu. A w takim pokoiku, naprzeciwko szpitala na Lesznie, złożyliśmy swoje rzeczy.

– „Złożyliśmy”, to znaczy kto?

– Mój maż, który wtedy zamieszkał u swoich rodziców, ja i jeszcze kilka osób. Wszystko zginęło potem. Pamiętam, przyniosłam tam taki wielki kufer z bielizną pościelową, z porcelaną i płytami.

– I potem mieszkała pani na Gęsiej?

– Potem był ten dzień, kiedy zabrali dzieci do szpitala na Umschlagu.

– Kiedy?

– 9, a może 11 sierpnia. Nie wiem! Chyba dziewiątego. Potem było mieszkanie na Pawiej. Skoszarowano nas.

– Personel szpitala?

– Tak. Mieszkaliśmy wtedy razem – Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Stasia [Rywka Rozensztajn], Margolisowa, Kielsonowie. Na Pawiej byliśmy do kotła. I wszystko się skończyło 4 września.

– Nie rozumiem. Kocioł na Miłej trwał od 5 do 12 września.

– Bzdura! Wszystko się skończyło 4 września! Myśmy byli dwa czy trzy dni w kotle i z kotła wyprowadzili nas na Gęsią. Już nie wróciliśmy na Pawią. Na Gęsiej 6 był szpital – jedną oficynę zajmował personel szpitala. I tam mieszkał z nami Welwł [Welwł Rozowski – dop. AKR] i taki piętnastoletni braciszek mojej koleżanki, którego rodzice już zginęli, Alik Zarchi.” (Tak naprawdę..., s. 155-156)

[...]
JA/ONI, III A
„Jak mnie wyrzucili z domu, bo tam się wprowadzili szczotkarze, to zabrałam pościel i zapakowałam w nią płyty i rosenthalowską porcelanę! To wszystko złożyłam w takim pokoiku na Lesznie, który się wystarał jakoś Stefan. Jak tam przyszłam po trzech dniach, to wszystko było potłuczone i pomieszane razem, porcelana, płyty i cała podłoga była tym zasłana na grubość kilku centymetrów, a na wierzchu była jeszcze wysypana kumaryna z resztek towarów Stefana. Ale mnie było już zupełnie wszystko jedno.” (s. 89)
</document>
<document nplp_id="15171" title="MIODOWA 24" slug="miodowa-24">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI B (1.08.1944 r.)

„-Wszystko zaczęło się na Miodowej 24 – tam wtedy mieszkałam z Alą [Alina Margolis – dop. AKR] i Zosią [Renia Frydman]. Tego dnia o piątej byłam sama w domu. Kiedy usłyszałam pierwsze strzały, wybiegłam na schody i zobaczyłam polskiego oficera w mundurze brygady karpackiej. […] Zbiegłam na dół. Okazało się, że szpital lokuje się w suterynie tego domu. Więc poszłam do komendanta i ujawniłam się, że tak powiem. Dziewczyny dotarły na Miodową po trzech dniach i byłyśmy w tym szpitalu do końca, do 29 sierpnia chyba. Wszyscy tam zginęli – zginął komendant „Pobóg” i obaj chirurdzy, Żydzi zresztą. Jeden z nich, Koenigstein, syn znanego warszawskiego laryngologa, został zastrzelony nie wiadomo przez kogo na podwórku szpitalnym; chyba nie przez Niemców. Zostałyśmy z Alą we dwie – tam było czterdziestu rannych. A nasza grupa była z AL. - na Świętojerskiej. Przyszli nas zabrać na Żoliborz, kiedy się wycofywali po tym, jak cała ich komenda zginęła na Freta. Ale myśmy nie mogły iść, bo było czterdziestu rannych. Potem był problem z ewakuacją szpitala.” (Tak naprawdę..., s. 148)

[...]
JA/ONI, V
„Ten pokój na Miodowej jakoś wpadł nam w ręce zaraz po tym, jak dostałyśmy dokumenty, i tam byłyśmy legalnie zameldowane. Na te fałszywe paszporty od pana Trediakowskiego wyrobiłyśmy sobie autentyczne kenkarty i meldunki też były „prawdziwe”. To było samodzielne mieszkanie i to też było bardzo dobre, ale jest to cała długa historia i to wszystko, co się działo na Miodowej, to było potem, aż do powstania warszawskiego.” (s. 160)
JA/ONI, IV B/ V / VI A
„Miodowa 24. Mieszkanie wynajęte na wiosnę 1943 r.
To był taki duży, jasny pokój, malowany na cytrynowe W kącie pod oknem stał duży tapczan, a właściwie prycza, zbita z desek, przykryta papierowymi materacami. Na tym dwie poduszki i kołdra, kupione na tandecie, ale powleczone. I jeszcze na wierzchu taka papierowa makata, jakie sprzedawano w czasie wojny. Taka sama papierowa makata na ścianie przy tapczanie, a na niej obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. I jeszcze niżej, też na makatce, ten mój ocalały obrazek z domu. Nie zostawiłam go na Miodowej nad kawiarenką, gdzie wszystko przepadło, miałam go na Dzielnej, gdzie mieszkałam przez pierwszych kilka dni z Helą [Helena Keiloson – dop. AKR].
Pod tapczanem schowany był drugi komplet materaców dla ewentualnych gości, którzy zostawali na noc.
W przeciwległym kącie – też przy ścianie z oknem – rodzaj biurka-sekretery, jakiś taki grat z Pociejowa, ale bardzo przydatny. W nogach tapczanu szafa jednodrzwiowa – więcej nam nie było potrzeba, nie byłyśmy zasobne w ubranie i bieliznę. Na środku pokoju stół okrągły. Właściwie był to blat okrągłego stołu, ustawiony na kwadratowym stoliku. Między tymi dwoma blatami utworzyła się skrytka, w której trzymałyśmy wszystkie „papierowe” sprawy... Pieniądze były w drugiej skrytce, przemyślnie przylepionej pod półką w szafie. Przy stole cztery zwykłe krzesła, a w kącie za zasłonką miednica i dwa wiadra (woda na korytarzu) oraz dwufajerkowa maszynka elektryczna. Nad tym jeszcze półka na talerze, garnki i patelnia na taborecie.
Wszystko z Pociejowa.
Ten dom stoi do dziś. Teraz jest tam Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna. I jest ten pokój, chociaż wejście jest od Miodowej 22.” (s. 171-172)
JA/ONI, IV B/ V / VI A
„Od frontu mieściły się urzędy. Gazownia, elektrownia, jeszcze jakieś biura, więc kręciły się tam setki interesantów. Dlatego to był idealny punkt na skrzynkę kontaktową i dlatego, jak tylko wyłoniła się możliwość wynajęcia tego pokoju, dostałyśmy na to zgodę i pieniądze.
Jakim cudem ten punkt przetrwał aż do powstania warszawskiego – nie wiem. Ale przetrwał.” (s. 172-173)
JA/ONI,  IV/ V / VI A
„Przez cały 1943 i połowę 1944 roku byłyśmy tam zameldowane z Marysią [Bronka Feinmesser – dop. AKR], mieszkałyśmy tam i adres ten był znany bardzo wielu ludziom jako ostateczna ucieczka w razie niebezpieczeństwa. I ludzie przychodzili. Zresztą co dzień odbywały się tam odprawy, tzn. przychodzili ludzie po pieniądze i prasę, przynosili dokumenty, a czasem przychodzili po prostu tak, żeby przez chwilę – godzinę, po prostu porozmawiać, poczuć się człowiekiem w tym wielkim mieście, w którym nie było dla nas miejsca.
Często gęsto ktoś „spalony” przychodził na noc.
Spod tapczanu, na którym spałyśmy we dwie, wysuwało się materac i tam nocował gość. Pokój był na pierwszym piętrze, a pod oknem stał drewniany śmietnik magistracki, więc w razie alarmu można było wyskoczyć względnie bezpiecznie przez okno.
Ponieważ częste wizyty, zwłaszcza męskie, musiały zwrócić uwagę sąsiadów, w mieszkaniu odbywały się głośne przyjęcia – miałyśmy patefon, kilka płyt, wychodziłyśmy na korytarz po wodę na herbatę, było głośno, wesoło, „alkoholowo”. Jednym słowem – „wesołe dziewczynki”.
Czasem odbywały się zebrania na „wysokim szczeblu”. Wtedy również jedna z nas zostawała jako gospodyni przyjęcia, „goście” przychodzili z kwiatami, a po przeciwnej stronie ulicy w kawiarence siedziała obstawa. I jeszcze Wigilia, noc sylwestrowa. Wtedy przychodzili wszyscy ci, którzy mogli się poruszać po mieście, i nawet niektórzy z tych, którzy zwykle siedzieli w domu. Chwila wytchnienia. Spotkania samotników, których choroba zamknięcia doprowadzała do depresji. I spotkania przyjaciół. Jasne chwile wśród tej całej koszmarnej nocy.” (s.173-174)
JA/ONI, VI A
„Dopiero w domu zauważyłam, że komuś dałam za dużo pieniędzy. Zlepiły się dwa banknoty. Nie wiem, komu. No cóż, trzeba będzie oddać ze swoich. To się zdarzało. Na szczęście – dość rzadko. Marysi [Bronka Feinmesser – dop. AKR] jeszcze nie było w domu. Niepokoiłam się. Ale nakryłam do stołu. Dwa talerzyki, chleb, coś do chleba i – dwa kieliszki, butelka wódki.
Marysia wpadła tuż przed godziną policyjną.
Blada.
- Co się stało?
- O mało nie wpadłam w łapankę. Z pieniędzmi. Komentarzy nie było. Tylko wódka. We dwie.
Jeżeli we dwie, to tylko parę kieliszków. Ale jeżeli któryś z chłopców przychodził na noc, to piliśmy na umór.” (s. 182-183)
JA/ONI, VI A
„A potem było tak, że wpadł Józef – Narek – bojowiec. Jeden z naszych ludzi. I nigdy się nie dowiemy, czy on sypał, czy oni już wszystko wiedzieli, ale gestapo prowadziło go ze sobą do tych lokali, z których zabierali ludzi. Dużo osób wtedy zginęło. On znał nasz adres na Miodowej. I wtedy powinnyśmy były wyjść z mieszkania. Ale okazało się, że nie mamy dokąd pójść. Bo wszędzie byli ludzie, których nie wolno było narazić.
Więc zostałyśmy w domu. I czekałyśmy całą noc, czy po nas przyjdą. I piłyśmy wódkę. Ale nic się nie stało. A potem Józef wyskoczył oknem z trzeciego piętra klatki schodowej, jak go prowadzili do kolejnego mieszkania. Więc już było wiadomo, że tego adresu nie sypnął.” (s. 188)
JA/ONI, VI A
„Jasia miała pięć lat, kiedy matka jej - lekarz - zmarła w getcie na tyfus. […] Jasia pojechała na kolonie, a my szukałyśmy dla niej schronienia. Znalazło się najlepsze z najlepszych u p. Janiny, o której już mówiłam, tej samej, która oddawała nam liczne usługi. Ale po powrocie z kolonii, kiedy miała już przejść do nowej opiekunki, okazało się, że dziecko przyjechało z kolonii ze szkarlatyną. Znów niezawodna dr Wierzbowska załatwiła miejsce w szpitalu na Wolskiej.
Miałam ją tam zawieźć. Ale kiedy już wyszłyśmy z domu, okazało się, że godzina jest zbyt późna. Nie miałam szans na zdążenie przed godziną policyjną na Wolską i z powrotem na Miodową.
Więc zdecydowałam się zabrać ją na noc do siebie, na Miodową. Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR] tego dnia nocowała na Lesznie, byłam sama, a ja szkarlatyny się nie bałam.
Pojechałyśmy na Miodową. Weszłam z dzieckiem do pokoju i okazało się, że światło jest zepsute. Ciemno. W jednym z sąsiednich pokoi mieszkał elektryk. Powiedziałam: poczekaj Jasiu chwileczkę. Pójdę tylko po pana, który zreperuje światło.
Po chwili światło zabłysło. Na tapczanie pod obrazkiem Matki Boskiej klęczała mała jasno-włosa dziewczynka ze złożonymi rączkami i mówiła paciorek.” (s. 232-233)
JA, VI A
„Byłam w ciąży, albo mi się tak zdawało. Różne zaburzenia były na porządku dziennym. Jakby mało tego, złapał mnie atak wyrostka. Leżałam na Miodowej i było mi zupełnie parszywie. Dr Margolisowa skontaktowała się z dr. „Markiem" – Landsbergiem i on do mnie przyszedł. I wtedy nawaliłam. Dostałam szoku. Bo przecież to była jego żona, tam w szpitalu, której pomogłyśmy umrzeć.
Więc musiałam mu o tym powiedzieć. I to była taka głupia scena jak z kiczowatego filmu, bo ja leżałam z tym wyrostkiem, a on klęczał przy tapczanie i całował mnie po rękach i mówił, że już może spokojnie umrzeć. A potem poszedł.” (s. 242)
JA/ONI, VI A
„[…] kiedyś na Miodową 24 przyszedł na noc Antek – Icchak Cukierman. Nie pamiętam dlaczego ale to nieważne. To się często zdarzało. Spał na materacu na podłodze. I nagle o siódmej rano ktoś zapukał do drzwi. Sekunda namysłu – materac pod łóżko. Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR]wstała, włożyła szlafrok, a Antek wskoczył na jej miejsce na tapczanie przy ścianie; głowa pod poduszkę, kołdra na nim, ja leżę obok – niby sama. Wszedł pan Trediakowski. Ten od dokumentów. Pogodny, wesoły facet i pewny. Ale zawsze lepiej wiedzieć mniej. On siedzi przy stole, Marysia z nim, ja leżę na tapczanie – rozmawiamy. Nagle on zaczyna się śmiać. Już nie może się powstrzymać. Patrzymy na niego, a on mówi do mnie: - Ale ci nogi urosły, co? Antek był wysoki, spod kołdry wystawały mu wielkie stopy – i to w skarpetkach.” (s. 267-268)
JA, VI B (1 VIII 1944)
„1 sierpnia 1944 r. byłam sama w mieszkaniu na Miodowej. Zosia [Renia Frydman – dop. AKR] z Alą [Alina Margolis – dop. AKR] wyszły. Miały coś do załatwienia na Ochocie. Nastrój w mieście – oczekiwanie i niepewność. Już raz, przed dwoma dniami, ludzie oczekiwali Godziny „W" – kryptonim powstania, ale z niewiadomych (dla nas) przyczyn alarm został odwołany.
Więc - niepewność - kiedy? Dziś?
O godzinie siedemnastej usłyszałam strzały.
Wybiegłam na schody. Tego wrażenia nie zapomnę.
Po schodach zbiegał - oficer polski! W mundurze Brygady Karpackiej! Wszyscy płakali i ja z nimi.
W suterenie był jakiś ruch. Zeszłam. Urządzał się szpital polowy. Podeszłam do komendanta. Był to major „Pobóg”, którego nazwiska nie pamiętam.
Przedstawiłam się. Powiedziałam, kim jestem, i natychmiast zostałam zaliczona w poczet personelu. Okazało się, że z tych, którzy mieli przydział do tego szpitala, nikt prawie nie trafił na miejsce. Ale oprócz mnie ujawniło się jeszcze dwóch lekarzy, żydowskich. Dr Ludwik Koengstein - „Rakieta”, syn znanego laryngologa warszawskiego, sam też chirurg-laryngolog, i dr Bolesław Krzywonos – prawdziwego nazwiska nie znam. Obaj byli z żonami, przyszli z pobliskich mieszkań. Żony zostały zatrudnione jako sanitariuszki. Dr Koengstein miał też ze sobą pięcioletniego synka. Na razie niewiele było do roboty. Wyszłam na ulicę. W bramie stał młody cywil. Zaczęliśmy rozmowę. Przedstawił się jako starosta grodzki Warszawy-Północ - Wik-Slawski. Nie miał jeszcze locum dla starostwa. Zaproponowałam nasz pokój na pierwszym piętrze. On dla odmiany, dowiedziawszy się, że jestem pediatrą, „mianował" mnie „pediatrą grodzkim” – co oczywiście w czasie walk okazało się sprawą zupełnie bez sensu. Tyle mi z tego przyszło, że znów bezradnie patrzyłam na ginące niemowlęta, którym nie można było pomóc. Nie było przecież nic - ani mleka, ani leków. Nawet wody. Ale wspominam o tym dlatego, że Wik-Sławski – Władysław Świdowski – został później moim mężem. Pierwsze dni powstania minęły w euforii.” (s. 269-270)
JA/ONI, VI B (1 VIII 1944)
„Przyszli do nas następnego dnia.
Marek [Marek Edelman – dop. AKR], Antek [Antek Cukierman – dop. AKR] z Celiną [Cywia Lubetkin – dop. AKR], Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR] z Zygmuntem [Zygmunt Warman – dop. AKR] i Julek – chłopiec Zosi [Renia Frydman dop. AKR]. Reszta została na Lesznie.
Zagarnęli ich Niemcy i odnaleźliśmy się dopiero po wojnie. Nasi chłopcy zgłosili się do dowództwa oddziału, który stacjonował w tym samym podwórzu.
Nie przyjęto ich!
Oddział żydowskich bojowców nie był potrzebny.” (s. 271)
</document>
<document nplp_id="15173" title="ŚWIĘTOJERSKA 4/6" slug="swietojerska-4-6">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI B (1.08.1944 r.)

„-A nasza grupa była z AL.- na Świętojerskiej. Przyszli nas zabrać na Żoliborz, kiedy się wycofywali po tym, jak cała ich komenda zginęła na Freta. Ale myśmy nie mogły iść, bo było czterdziestu rannych. Potem był problem z ewakuacją szpitala.” (Tak naprawdę..., s. 148)
ONI, VI B
„Nasi chłopcy zgłosili się do dowództwa oddziału, który stacjonował w tym samym podwórzu.
Nie przyjęto ich!
Oddział żydowskich bojowców nie był potrzebny. Więc poszli do AL, gdzie ich przyjęto. Kwaterowali niedaleko, za placem Krasińskich, w ruinach dawnego bazaru na Świętojerskiej. Zosia [Renia Frydman – dop. AKR] chciała być razem z Julkiem. Przeszła do nich.” (s. 272)
</document>
<document nplp_id="15174" title="FRETA 16" slug="freta-16">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI B (1.08.1944 r.)

„-A nasza grupa była z AL.- na Świętojerskiej. Przyszli nas zabrać na Żoliborz, kiedy się wycofywali po tym, jak cała ich komenda zginęła na Freta. Ale myśmy nie mogły iść, bo było czterdziestu rannych. Potem był problem z ewakuacją szpitala.” (s. 148)</document>
<document nplp_id="15178" title="WARSZAWA &amp;#8211; MILANÓWEK [TRASA]" slug="warszawa-milanowek-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C (11.09.1944)

„Z Warszawy wyszłyśmy dopiero 11 października. […] Udało mi się jakimś cudem zdobyć konwojencką przepustkę dla siebie, dla pielęgniarki i dwunastu rannych. Pytali mnie, dokąd ich prowadzę. Do Milanówka, do szpitala Czerwonego Krzyża.

- Kogo pani konwojowała?

- Pielęgniarką była Ala [Alina Margolis – dop. AKR], rannymi dwie żony tych żydowskich lekarzy, którzy zginęli – jedna z dzieckiem – powstańcy.

- I gdzieście poszli?

- Do Milanówka, rzeczywiście.” (Tak naprawdę..., s. 148-149)

JA/ONI, VI C (11.09.1944)

„W jednej z naszych poprzednich rozmów mówiła pani o tym, że Felek Loth, kolega ze studiów, ostrzegał panią, by nie wychodziła z Warszawy ze szpitalem, bo „tu są tacy, którzy mówią, że wokół pani są Żydzi.”

- Tak. To była Ala, no i te dwie babki, które też wyglądały „całkiem nie”. A ten szpital na Mokotowskiej to był szpital cywilno-wojskowy. I w związku z tym z tym mieliśmy wybór – albo iść z cywilami do Pruszkowa, albo iść z wojskiej do niewoli. Więc poszłyśmy do Milanówka.” (Tak naprawdę..., s. 149)

JA/ONI, VI C (11.10.1944)

„11 października 1944 r. wyszliśmy z Warszawy. My dwie z Alą [Alina Margolis – dop. AKR] , Wik-Sławski – Władek z grupą powstańców i żony obu lekarzy, którzy zginęli na Starówce. Przyszliśmy do Milanówka, gdzie dr Skonieczny przenocował nas.” (I nic więcej nie pamiętam..., s. 278)</document>
<document nplp_id="15181" title="SIENNA 16/ŚLISKA 9  (SIEROCINIEC) – RÓG LESZNA I&amp;nbsp;ŻELAZNEJ (ŻELAZNA 86/88 / LESZNO 80/82 – SZPITAL) – NOWOLIPKI – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="sienna-16-sliska-9-sierociniec-rog-leszna-i-zelaznej-zelazna-86-88-leszno-80-82-szpital-nowolipki-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A [6 VIII 1942]

„- Pani widziała Korczaka idącego z dziećmi do transportu.

-Tak, widziałam ten pochód. Przechodzili pod naszymi oknami.

-Stała pani wtedy w oknie?

- Tak, tak… Widzieliśmy, jak szedł Korczak. I było w tym coś bardzo dużego. Oni po prostu szli z dziećmi.

- Może pani dokładnie odtworzyć tamtą chwilę?

- Myśmy stali przy oknie na pierwszym piętrze. Staliśmy bokiem przy prawej framudze. Patrzyliśmy, jak idą środkiem ulicy. Nie ruszaliśmy się – Niemcy zaczęliby strzelać.

- Szli środkiem ulicy równoległej do okna?

- Tak. Myśmy widzieli, jak nadchodzą.

- Z kim pani stała przy oknie.

- Dużo nas stało. Dobrze pamiętam, że stała ze mną Zosia Skrzeszewska [Renia Fryman] – ona zobaczyła swoich rodziców i siostrę wtedy…

- Jak dzieci szły?

- Czwórkami – na pewno: tak Niemcy ustawiali. A może szóstkami? Korczak szedł z przodu, chyba wśród dzieci. Potem kilka czwórek i szła Stefa Wilczyńska. I szły jeszcze te dziewczyny: Esterka Winogron i Natka. Małe dzieci szły na przodzie, potem starsze, Esterka szła chyba na końcu. Tak, że dzieci nie były zostawione z tyłu.

-To znaczy, że było co najmniej czterech opiekunów.

-Tak. Co najmniej. Ja pamiętam te osoby, które znałam: Esterka – moja szkolna koleżanka, Stefa, Natka…

- Natka była młoda?

- Młoda? Nie, w moim wieku była – dwadzieścia parę lat miała.

- No więc była młoda!

- Nie, młoda wtedy była szesnastoletnia dziewczyna.

- Ile dzieci szło z Korczakiem?

- Czterdzieści? Pięćdziesiąt?

- Taka duża klasa?

- Taka duża klasa… Nie wiem, nie wiem…

- Widziała pani tylko ten moment, kiedy Korczak z dziećmi przechodził pod oknami?

- Tak. Widzi pani, to było tak. Szpital był na rogu Leszna i Żelaznej. Okno, przy którym staliśmy, wychodziło na Żelazną. Dzieci szły Żelazną w stronę Nowolipek. Tak, że widzieliśmy je na tym małym odcinku. I koniec. Myśmy nie mogli się nawet ruszyć przy tym oknie. A oni po prostu defilowali pod nami. A za dziećmi szli inni… Dzieci nie były opuszczone, nie były przerażone, zagubione, rozumie pani? To ważne.” (s. 154-155)</document>
<document nplp_id="15185" title="MIŁA / ZAMENHOFA / GĘSIA / SMOCZA [OBSZAR &amp;#8211; TEREN KOTŁA NA&amp;nbsp;MIŁEJ] –   UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="mila-zamenhofa-gesia-smocza-obszar-teren-kotla-na-milej-umschlagplatz-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III B

- Czy ktoś ze szpitala z numerkiem został?

- O tak, dużo ludzi zostało. Wie pani, potem różnie było. Niektórzy w jakieś sposób się stamtąd wydostawali,. Myśmy potem swoje numerki sanitarką wysyłali do szpitala.

- Do którego szpitala?

- Na Umschlag, bo szpital wywieźli dopiero po kilku dniach.” (s. 159)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15188" title="UMSCHLAGPLATZ &amp;#8211; MIŁA/ZAMENHOFA /GĘSIA//SMOCZA [OBSZAR -TEREN KOTŁA NA&amp;nbsp;MIŁEJ] [TRASA]" slug="umschlagplatz-mila-zamenhofa-gesia-smocza-obszar-teren-kotla-na-milej-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A/III B

„- Do kotła na Miłej poszliście już z numerkami. Ja o tym piszę – kiedy kazano nam pójść do kotła, my poszliśmy do szpitala. I tam się okazało, że szpital dostał ileś numerków i Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] musi je rozdzielić po prostu…. Wtedy wszystkie szpitale były już na Umschlagu, wszystkich chorych tam przywieźli, personel był razem z chorymi… I myśmy wyszli z tego szpitala do kotła już z numerkami. Ci, którzy mieli numerki – wyszli, a reszta pojechała…

- Ile osób pojechało?

- Kazali zostawić pięćdziesięciu lekarzy. Inni poszli prosto do kotła, nie wiem ilu…

- Tych pięćdziesięciu lekarzy to lekarze ze wszystkich szpitali, bez numerków?

- Tak, na Umschlag…

- Czy wszyscy lekarze, pielęgniarki, którzy poszli do kotła, mieli numerki?

- Nie. Większość miała, ale byli też między nami „dzicy”. A w ogóle z kotła wychodziło się, albo nie, niezależnie od numerków. Oni po prostu odliczali i pewnym momencie powiedzieli – koniec… I dużo ludzi z numerkami pojechało.” (s. 157)

„To bardzo zabawne, ale gdy wychodziłam ze szpitala, to w jakiś sposób zabrałam pół litra spirytusu. Jak to zrobiłam? Wiem, że piliśmy ten spirytus.” (s. 158)</document>
<document nplp_id="15193" title="DŁUGA 55" slug="dluga-55">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I (4-8 IX 1939)
„Mama przez pierwszy tydzień chodziła do szkoły na Długą. Potem zajęcia przerwano, bo dziewczęta nie mogły chodzić po ulicach – więc przyszła do mnie do schronu do pomocy.” (s. 19)
</document>
<document nplp_id="15201" title="ŻELAZNA &amp;#8211; NOWOLIPKI [TRASA]" slug="zelazna-nowolipki-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
ONI, III A (30 VII 1942)
„Z Leszna, tam po drugiej stronie, wyjechała rollwaga, na koźle siedział młody mężczyzna w niebieskiej koszuli, zapalił papierosa i takim luźnym, szerokim gestem odrzucił zapałkę.
W domu na Żelaznej, tam po drugiej stronie, na balkon wyszła kobieta w kwiecistym szlafroku i podlewała kwiatki w skrzynkach. I chyba widziała ten pochód, ale dalej podlewała kwiatki.” (s. 86)
JA/ONI, III A (6 VIII 1942)
„A potem jeszcze raz staliśmy tak we framudze okiennej i patrzyliśmy, jak Żelazną w stronę Nowolipek idzie Korczak ze swoimi dziećmi. Podobno to było 6 sierpnia, ale ja tego nie pamiętam, bo myśmy dni nie liczyli.” (s. 89-90)
</document>
<document nplp_id="15222" title="SIENNA 66" slug="sienna-66">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, II B (13 lipca 1941)

„13 lipca stwierdziłam, że czuję się niewyraźnie i mam 38,8°C. Była niedziela.

Miałam dyżur jako jedyna na oddziale duru plamistego. Wyszłam z domu i poszłam do Maryli Folmanowej, koleżanki z tego oddziału. Byłyśmy tam wtedy we trójkę na 150 dzieci i uprzedziłam ją, że może nie wytrzymam do końca dyżuru.

Zrobiłam obchód i zaczęłam wypełniać karty wypisowe i przeniesienia z tzw. Verdacht na „Sicher" – był to codzienny raport dla władz niemieckich, który z samego rana Marek [Marek Edelman – dop. AKR] z przepustką zawoził do Stadts Arzta Schrempfa. Pamiętam, że z 30 kart zrobiłam 28 i skończyłam, więcej nie mogłam. Poszłam do dr Naczelnej [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] do gabinetu i powiedziałam jej, że mam tyfus i idę do domu. Patrzyła na mnie przerażona tymi swoimi czarnymi oczami.

- Idź - powiedziała.

Pojechałam do domu rikszą.” (s. 58-59)
</document>
<document nplp_id="15224" title="KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE" slug="krakowskie-przedmiescie">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I
„Stałam na Krakowskim Przedmieściu w tłumie i patrzyłam na wkraczających Niemców. Tłum był tak cichy, że słychać było przelatującą muchę. Blade, ściągnięte twarze. I bezgłośne łzy. Zaczęła się noc okupacji.” (s. 20)
JA/ONI, VI A
„Zygmunt, znany adwokat warszawski, pracował jako ślusarz i mieszkał u jakiejś strasznej baby na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś przyszedł do nas trochę zdenerwowany i opowiedział, że jego gospodyni bała się sama pójść na strych z bielizną, jego prosiła o pomoc, „bo tam może straszy ta Żydówka, którą najpierw chowaliśmy na strychu, a potem jak ogłosili, że za to kara śmierci, tośmy ją wydali".” (s. 184-185)

Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (listopad 1942)

"Tak więc Nagel przerobił ten płaszcz. A kiedy był gotowy, Ryszard przerzucił go na stronę „aryjską" do znajomej apteki na Krakowskim Przedmieściu. Stamtąd odebrała go Marysia.” (s. 164)</document>
<document nplp_id="15230" title="WIŚLANA 6" slug="wislana-6">

&amp;nbsp;

Adina Blady-Szwajger
JA, VI A
„Nie pamiętam już, jak to zostało załatwione, ale zostałam zimą 1943/44 świetliczanką w świetlicy, która mieściła się w klasztorze oo. salezjanów na Powiślu. Świetlica była w skrzydle administracyjnym, w kancelarii klasztoru był telefon, z którego mogłam korzystać i który był czasem przydatny, a poza tym miałam „prawdziwy" ausweis, który też mógł się przydać. Ale mimo że celem tej pracy było lepsze zakamuflowanie prawdziwych spraw, wykonywałam obowiązki uczciwie i przyznaję, że z przyjemnością. Ten kontakt z dziećmi ulicy warszawskiej sprawiał mi trochę radości, były nawet chwile, w których zapominałam o swojej obcości, o tym, że bez przerwy gram.
Brałam udział w trudnym życiu tych istot skrzywdzonych przez wojnę, może na inny sposób, ale równie dotkliwie. Te dzieci nie były syte ani spokojne, nie miały prawdziwego domu ani troskliwych rodziców i dlatego były mi bliskie. I też były dorosłe, ową okrutną przedwczesną dorosłością okradzionych z młodości.
A jednak były dziećmi.” (s. 203-204)</document>
<document nplp_id="15232" title="POLE MOKOTOWSKIE" slug="pole-mokotowskie">
&amp;nbsp;

Adina Blady-Szwajger
ONI, VI A
„Trzeba pamiętać, że na ulicach Warszawy, na wszystkich ludzi, nie tylko na nas, poza żandarmami i szmalcownikami, czyhały bandy zdemoralizowanych wojną wyrostków i słowa „wyskakuj, panna, z jesionki” nie należały do rzadkości i nie bardzo można było się sprzeciwiać.
W ten sposób na Polu Mokotowskim dr Margolisowa w mroźny wieczór została pozbawiona płaszcza.
Na szczęście zostawiono jej mufkę z dokumentami. Dokumentów nie brali. To przecież byli polscy złodzieje, więc nie narażali swoich ofiar na dodatkowe niebezpieczeństwo ze strony Niemców.” (s. 204-205)
</document>
<document nplp_id="15234" title="FURMAŃSKA" slug="furmanska">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A
„Nasze – właściwe – sprawy zaprowadziły mnie właśnie na ulicę Furmańską. Gdzieś na trzecim podwórku ohydnej rudery znajdowało się mieszkanie, do którego musiałam dotrzeć. Ale już w pierwszej bramie usłyszałam za sobą skradające się kroki.
Przez chwilę poczułam lodowaty strach. Ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam się cofnąć ani iść do celu, bo przecież nie wiedziałam, czy prześladuje mnie zwykły andrus, czy szmalcownik.
Więc szłam przed siebie, postanawiając, że w jakiś sposób spróbuję zmylić czujność idącego za mną. I nagle, gdzieś między drugim podwórkiem a bramą, usłyszałam męski głos z charakterystycznym warszawskim przyśpiewem.
- Felek, zjeżdżaj... twoja mać. Nie widzisz, lebiego, że ze świetlicy? [Chodziło o kontekst pracy Adiny Blady-Szwajger w świetlicy ojców Salezjanów na Powiślu – dop. AKR]” (s. 205-206)</document>
<document nplp_id="15239" title="MIODOWA 23" slug="miodowa-23">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI B
„Kiedy następnego dnia, po załatwieniu sprawy zakwaterowania rannych, przyszłyśmy do włazu, okazało się, że trwa już ewakuacja Starówki i droga w tamtą stronę jest odcięta. Następnego dnia przyszli nasi ranni. Nie wszyscy. Ranni w nogi, którzy nie mogli się poruszać, zostali w szpitalu na Miodowej.” (s. 274-277)</document>
<document nplp_id="15241" title="MIODOWA 24 – TARGOWA [TRASA]" slug="miodowa-24-targowa-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI,  VI A  (JESIEŃ 1943)
„Obiad się skończył. Wychodziliśmy nie razem. W kilkuminutowych odstępach. Ja na końcu.
Najpierw pojechałam na Pragę. Na Targowej mieszkała dwuosobowa rodzina. Matka z córką. U rodziny robotniczej.” (s. 181)
</document>
<document nplp_id="15243" title="TARGOWA" slug="targowa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A (JESIEŃ 1943)
„Na Targowej mieszkała dwuosobowa rodzina. Matka z córką.
U rodziny robotniczej. Uchodziły za krewne gospodarzy, wysiedlone z Reichu. Matka pracowała gdzieś, chyba jako służąca. Córka – czternasto-piętnastoletnia dziewczyna, była z matką, ojciec umieszczony był oddzielnie.” (s. 181)</document>
<document nplp_id="15245" title="BIELAŃSKA 10" slug="bielanska-10">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
ONI, VI B
„ Chodziłyśmy z Alą (Aliną Margolis) na patrole – tam, gdzie trafiły bomby i trzeba było wyciągać ludzi spod gruzów. Pamiętam taki patrol, kiedy „trzytonówka" trafiła w Bank Polski na ulicy Bielańskiej. Zasypało punkt sanitarny. Olbrzymi blok betonowy wisiał nad zasypaną piwnicą i groził zawaleniem. Wyciągnęliśmy stamtąd dwie ranne sanitariuszki i trzy trupy.” (s. 272)
</document>
<document nplp_id="15247" title="CHŁODNA 35 &amp;#8211; DOM SIEROT" slug="chlodna-35-dom-sierot">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Potem zaczęły się zgony na oddziale gruźliczym. Dzieci leżały tam długo i nie wolno im było wychodzić do ogrodu, aby nie zarażały innych. Były to dziwne dzieci. Dojrzałe świadomością nieuniknionego, a jednocześnie jakby oddzielone niewidzialną ścianą od całej straszliwej codzienności getta. Dzieci, które czytały mądre książki i dyskutowały o „życiu”, ale nie o tym wojennym.
Było wśród nich kilkoro z Domu Korczaka, wśród nich Ariel, piękny trzynastoletni Ariel, który grał na skrzypcach. Była też Zosia, starsza od niego o rok, i była ich miłość. Miłość dwojga dzieci, a może miłość dorosłych ludzi, których całe życie przeszło od dziecka do dojrzałości w ciągu tego wojennego ro-ku na oddziale gruźliczym szpitala dziecięcego.” (s. 53)</document>
<document nplp_id="15252" title="MIODOWA 11  (KAWIARNIA – PUNKT KONTAKTOWY)" slug="miodowa-11-kawiarnia-punkt-kontaktowy">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Więc spotkałyśmy się z Helą [Helena Keilson – dop. AKR] w tej kawiarence, na Miodowej, blisko Krakowskiego Przedmieścia. Kawiarenka była od frontu, właścicielką jej była pani pułkownikowa P., której nazwiska dokładnie nie pamiętam. Mieszkała ze swoimi trzema pięknymi córkami na pierwszym piętrze tej samej kamienicy. I tam u nich spałyśmy kilka pierwszych nocy, w dużym, wspólnym pokoju. Tam też miałyśmy w takim dużym kufrze-szafie wszystkie nasze rzeczy i pieniądze, a ja jeszcze potem umieściłam tam pieniądze mojej ciotki, która wyszła z getta, bo ona nie miała zaufania do ludzi, u których mieszkała.” (s. 141)
JA/ONI, IV B
„Punktem kontaktowym była ta kawiarnia na Miodowej. I ja już nigdy się nie dowiem, kto tam był najbardziej nieostrożny. Oprócz nas przychodziło bardzo dużo ludzi. Ci, co wyrabiali dokumenty, ci, którzy ich potrzebowali, i różni inni - w różnych sprawach konspiracyjnych, niemających z nami nic wspólnego.” (s. 142)
JA/ONI, IV B
„Spotykałyśmy się rano z Marysią w kawiarence. […] Zjadałyśmy śniadanie jako kawiarniani goście przy stoliku i nad drożdżówką i herbatą układałyśmy plan dnia. Często przysiadał się do nas Piotr – „dostawca” lewych papierów – pod serwetką wędrowały do niego fotografie, do nas metryki i kenkarty. Czasem prasa.” (s. 144)
</document>
<document nplp_id="15257" title="WOLSKA 37" slug="wolska-37">


&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Jasia miała pięć lat, kiedy matka jej - lekarz - zmarła w getcie na tyfus. […] Jasia pojechała na kolonie, a my szukałyśmy dla niej schronienia. Znalazło się najlepsze z najlepszych u p. Janiny, o której już mówiłam, tej samej, która oddawała nam liczne usługi. Ale po powrocie z kolonii, kiedy miała już przejść do nowej opiekunki, okazało się, że dziecko przyjechało z kolonii ze szkarlatyną. Znów niezawodna dr Wierzbowska załatwiła miejsce w szpitalu na Wolskiej.

Miałam ją tam zawieźć. Ale kiedy już wyszłyśmy z domu, okazało się, że godzina jest zbyt późna. Nie miałam szans na zdążenie przed godziną policyjną na Wolską i z powrotem na Miodową.

Więc zdecydowałam się zabrać ją na noc do siebie, na Miodową. Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR] tego dnia nocowała na Lesznie, byłam sama, a ja szkarlatyny się nie bałam.

Pojechałyśmy na Miodową. Weszłam z dzieckiem do pokoju i okazało się, że światło jest zepsute. Ciemno. W jednym z sąsiednich pokoi mieszkał elektryk. Powiedziałam: poczekaj Jasiu chwileczkę. Pójdę tylko po pana, który zreperuje światło.

Po chwili światło zabłysło. Na tapczanie pod obrazkiem Matki Boskiej klęczała mała jasno-włosa dziewczynka ze złożonymi rączkami i mówiła paciorek.” (s. 232-233)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15259" title="Próżna 12/ Próżna 14" slug="prozna-12-prozna-14">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A
„Pan Antoni był dozorcą na Próżnej 12 czy 14. Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że te dwa domy stoją do dziś. Są identyczne i takie same są bramy, i w nich owe „stróżówki", ciasne pomieszczenia w bramie, w których przed wojną mieszkali dozorcy – warszawscy stróże.
Pan Antoni był – jak sam mówił o sobie – „wachmistrzem w wojsku polskim", a więc wtedy w AK. Chodził w kożuchu zawsze rozpiętym jak furman i miał długie, sumiaste wąsy. A nad tymi wąsami czerwono-fioletowy nos pijaka i bystre oczy pod krzaczastymi brwiami.
W stróżówce pana Antoniego była meta. Można było tam, w małym schowku za skrzyniami, ulokować kogoś „spalonego" na kilka dni i tam też lokowało się chwilowo chłopców, którzy przychodzili z lasu, zanim znalazło się lepsze locum.
Łącznikiem z lasem był Zygmunt „Igła" – od zawodu, przed wojną czeladnik krawiecki. I on właśnie zaprowadził mnie do pana Antoniego.
Zachodziłam tam często. Stosunki nasze były nieco skomplikowane. Pan Antoni podejrzewał mnie o to, że nie chcę się „pospolitować” z nim i dlatego odmawiam picia bimbru z brudnej musztardówki. Istotnie, nie pociągała mnie perspektywa popijawy tego rodzaju i zawsze wymawiałam się, że jestem na „służbie", to znaczy nie skończyłam załatwiania spraw i muszę być trzeźwa. Jednego razu jednak źle trafiłam. Było to w dzień napadu na furgonetkę bankową. Mogłam się domyślić, że brał w tym udział, ale jakoś nie pomyślałam. Kiedy weszłam do stróżówki, było ich tam kilku. Na stole stały musztardówki, bimber, piwo i na gazecie leżał salceson. A obok znajdowały się pieniądze. Dużo pieniędzy. Pan Antoni był pijany. Złapał mnie za rękę i powiedział:
- Jak dziś ze mną nie wypijesz, to znaczy, że panienka gardzi stróżem. To koniec z nami.
Więc już wiedziałam, że nic mi nie pomoże.
Usiadłam. Nalali mi do musztardówki pół bimbru i pół piwa. Wypiłam... i świat zakołował mi się przed oczami. Nie, nie byłam delikatną panienką.
Ale takiej piekielnej mieszaniny nie piłam ani przedtem, ani potem. Łzy stanęły mi w oczach. Słowa nie mogłam wykrztusić.
Pan Antoni zachwycony rąbnął mnie w plecy i oświadczył:
- Tu już nic nie mamy, idziemy do knajpy!” (s. 207-209)
ONI, VI A
„Pan Antoni był dozorcą na Próżnej 12 czy 14. […] W stróżówce pana Antoniego była meta. […] Kilka dni potem, kiedy przyszli do niego nasi chłopcy z Zygmuntem [pseudonim „Igła” – dop. AKR], stało się najgorsze. Byli u niego też chłopcy z AK. Ktoś doniósł? Ktoś zobaczył? Przyjechali żandarmi i wywiązała się strzelanina. Nikt nie wyszedł żywy – po tamtej stronie też były ofiary. Razem z naszymi chłopcami zginął z bronią w ręku i pan Antoni.
Nie wiadomo, za kim przyszli Niemcy – za naszymi chłopcami? Czy za tamtymi? Ale wszyscy razem walczyli i razem zginęli.” (s. 207-210)
</document>
<document nplp_id="15261" title="DŁUGA 29 (HOTEL POLSKI) – DANIŁOWICZOWSKA 10  [TRASA]" slug="dluga-29-hotel-polski-danilowiczowska-10-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A (13 VII 1943)
„[…] wyszłyśmy [Adina Blady-Szwajger i Bronka Feinmesser – dop. AKR] – prosto w ręce szmalcownika.
Zaprowadził nas do komisariatu na Hipoteczną. Miałyśmy tak spokojny wyraz twarzy, że policjant nawet nas nie wylegitymował. Byłyśmy spokojne.” (s. 222)
</document>
<document nplp_id="15264" title="PLAC KRASIŃSKICH – NOWY ŚWIAT [TRASA]" slug="plac-krasinskich-nowy-swiat-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI B
„Miałyśmy przejść kanałami do Śródmieścia, tam w Sztabie Dowodzenia załatwić zakwaterowanie dla rannych naszego szpitala i wrócić po nich na Starówkę. Miałyśmy wrócić – więc zostawiłam to, co miałam najcenniejszego – fotografie wyniesione z getta. W kieszonce swetra miałam małą fotografię matki. W rękawie zaszyte pięć dolarów. Więcej nic.
Pieniądze, które zostały mi z rozdawnictwa przed powstaniem, też zostawiłam. Przeszłyśmy kanałami.
Nie byłyśmy jedyne. Szereg ludzi, trzymających się kurczowo ramion lub paska poprzednika, żeby się nie zgubić w ciemnościach. Śmiertelna cisza przy przechodzeniu pod włazami. Czołganie się na czworakach, żeby nie potrącić zwisających granatów – smród. Gnój wlewający się do butów. Przeszłyśmy. Wyszłyśmy bose, spódnice też nie nadawały się do użytku. W komendzie na Nowym Świecie zafasowałyśmy jakieś obuwie, spodnie i męskie koszule. To, oprócz swetra, było całym majątkiem, z którym wyszłam z powstania.
Nie wróciłyśmy na Starówkę.” (s. 274)</document>
<document nplp_id="15266" title="róg PRÓŻNA/PLAC GRZYBOWSKI" slug="rog-prozna-plac-grzybowski">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„Tylko to już chyba było 8-9 maja? Kiedy już było po wszystkim i Kazik [Kazik Ratajzer – dop. AKR] poszedł już kanałem do getta po bojowców i wszystko było zapięte na ostatni guzik, kazano mi iść na plac Grzybowski spotkać się z Krzaczkiem – chłopcem z AL. Jak tam poszłam, z daleka słyszałam jakąś strzelaninę. Przyszłam na plac Grzybowski i tam był Krzaczek. Tylko że nie żył [Cytat Autorki za przypisem: To nie był Krzaczek, tylko ktoś do niego podobny, a mnie się zdawało, że to on]. I wtedy chyba jedyny raz poczułam, że mdleję, i musiałam się oprzeć o ścianę na rogu Próżnej i placu Grzybowskiego, bo tak mi się zdawało, że wszystko przepadło, bo przecież Krzaczek miał mi powiedzieć o ciężarówkach, które miały przyjechać na Prostą do włazu.” (s. 161-162)</document>
<document nplp_id="15268" title="PROSTA 51 (WŁAZ DO&amp;nbsp;KANAŁU)" slug="prosta-51-wlaz-do-kanalu">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„10 maja 43 r. zajechały przed właz na Prostej ciężarówki, bojowcy wyszli z kanału i załadowane ciężarówki odjechały do lasu.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 162)
JA/ONI, V (10 V 1943)

„-Widziała pani powstańców, gdy wychodzili z kanału.

-Tak, tak. Tyle, że ja byłam daleko od tego włazu, byłam za rogiem.

-To było 10 maja?

- Tak. Niewiele pamiętam. Brudnych, zarośniętych, skulonych, i oni włażą na ciężarówkę. Jacyś ludzie tam byli i patrzyli.

-Jak długo to trwało?

- Siedem minut, pięć minut? Dla mnie to trwało rok. Prędzej, prędzej, i strach – tyle pamiętam.” (Tak naprawdę..., s. 133)</document>
<document nplp_id="15270" title="MIODOWA 24 – SENATORSKA – MIODOWA 24 [TRASA]" slug="miodowa-24-senatorska-miodowa-24-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A (JESIEŃ 1943)
„Budzę się. Nieprzyjemnie. Takie paskudne uczucie, że przede mną coś przykrego. Marysia [Bronka Feinmesser] już wstała. Gotuje wodę na herbatę. W naszym wspólnym gospodarstwie Marysia jest rzeczowa, gospodarna i opiekuńcza. Ja źle sobie radzę z drobnymi koniecznościami życia.
- Wstawaj, zaraz musisz wyjść! – To Marysia do mnie.
Już wiem. Jest początek miesiąca i muszę odebrać pieniądze. Z Senatorskiej. Milion złotych.
Ogromna suma, ale przede wszystkim ogromna paczka papieru. 1000 banknotów po 1000 zł lub 2000 po 500 zł. […] poszłam na Senatorską. Tam już były pieniądze naszykowane i mój „szef bardzo mnie ponaglał. Chciał, żebym jak najszybciej wyszła od niego z tym całym ładunkiem. No to spieszyłam się. […]
Wyszłam. Było błoto. Po drodze wstąpiłam do sklepu po pieczywo, żeby coś mieć w tej torbie. Wchodząc po schodkach do małego sklepiku na Miodowej, poślizgnęłam się w błocie. Upadłam na kolana. Potem przez długą chwilę tkwiłam tak w błocie, zdrętwiała ze strachu. Nie wiedziałam, czy któraś' paczka pieniędzy mi się nie wysunęła. Wstawałam tak, jakbym była ze szkła. Ale wszystko było w porządku. Doszłam do domu.” (s. 177-178)
</document>
<document nplp_id="15273" title="NOWOGRODZKA 75/KOSZYKOWA – DOM  KS.&amp;nbsp;BODUENA" slug="nowogrodzka-75-koszykowa-dom-ks-boduena">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I
„Pierwszym takim „zbiorowym” zgonem była śmierć w ciągu paru zaledwie tygodni niemowląt przywiezionych z Domu Podrzutków. Zamorzone głodem niemowlęta zginęły z powodu „infekcji pośladkowej", która zabierała nam jedno po drugim. Nie pomagały żadne środki, odżywki ani opatrywa nie strasznych zmian troficznych skóry. Wszystkie zginęły cichutko, prawie bez płaczu.” (s. 52)
JA/ONI, VI A
„Do domu podrzutków księdza Boduena dzieci podrzucało się w umówionej bramie o umówionej godzinie. Zabierał je stamtąd granatowy policjant, który współpracował z nami i dostarczał je na miejsce.
W taki sposób podrzucona została mała Irenka. Matka jej pracowała jako służąca. Ojciec zginął w getcie śmiercią żołnierza i tej matce zostało tylko dziecko.
Zobaczyłam Irenkę. Po porozumieniu z dr Wierzbowską stałyśmy któregoś dnia na klatce schodowej domu naprzeciwko Zakładu. W oknie ukazała się postać kobiety, która na ręku trzymała dziewczynkę z różową kokardką we włosach.” (s. 234)
</document>
<document nplp_id="15276" title="PROMYKA 43 (poza gettem)" slug="promyka-43-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C
„Okazało się, że po upadku Żoliborza wszyscy nasi pozostali w piwnicy domu, gdzie przed powstaniem mieszkała Tosia [Tosia Goliborska – dop. AKR] – na ulicy Promyka. Było to nad samą Wisłą. Niemcy zaczęli budować umocnienia brzegów Wisły. Więc groziło im śmiertelne niebezpieczeństwo odkrycia, poza tym byli bez żywności i wody. Dwie starsze panie wyszły pierwsze, żeby szukać pomocy. Zaczęłyśmy szukać wyjścia. Trwało kilka dni, przyszły następne dwie osoby. Nie pamiętam dokładnie kto – Zosia [Renia Frydman – dop. AKR]? Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR]? Marysia „Zielona" Luba?
Ktoś jeszcze! Okazało się, że sytuacja jest rozpaczliwa. W piwnicy słychać już uderzenia kilofów i głosy Niemców. Trzeba działać natychmiast! Udało się! Dyrektor szpitala w Jelonkach wysłał patrol sanitarny.
Poszła z nim Ala. Nie byłam tam. Wiem tyle, że idąc przez zaminowane pole, Ala zdjęła buty, bo wydawało jej się, że boso jest bezpieczniej. Doszli. Wyprowadzili ich. Marka wzięli na nosze, krzycząc pod adresem Niemców hasło - Fleck-Fiber - dur plamisty, to czego Niemcy bali się najbardziej. Zygmunt, w fartuchu, niósł z innymi nosze. Reszta, z tobołkami, szła rozproszona, udając ludzi, którzy przyszli po pozo-stawione dobro. Takich było już wtedy sporo.” (s. 282-283)
</document>
<document nplp_id="15278" title="GROCHÓW – PLAC ZAMKOWY – MIODOWA – DŁUGA [TRASA]" slug="grochow-plac-zamkowy-miodowa-dluga-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A
„Wyszłam od Stasi, ona była na Grochowie, i jechałam tramwajem. Kiedy wysiadłam z tego tramwaju na placu Zamkowym i weszłam w Miodową, zaczepił mnie jakiś folksdojcz – „Jude?", a ja najpierw udawałam, że nie rozumiem, a potem zagrałam na całego i zaprowadziłam go do komisariatu na Długą. Tam podeszłam do policjanta i poskarżyłam się, że ten gość mnie zaczepił, i poprosiłam, żeby go wylegitymował. Więc on wylegitymował i jego, i mnie - ja przecież miałam prawdziwą kenkartę – i powiedział mu – czego pan chce od tej pani, przecież ona jest w porządku.” (s. 187)
</document>
<document nplp_id="15282" title="MARSZAŁKOWSKA – OGRÓD SASKI – NIECAŁA – WIERZBOWA – BIELAŃSKA – DŁUGA 29 [TRASA]" slug="marszalkowska-ogrod-saski-niecala-wierzbowa-bielanska-dluga-29-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A (11 VII 1943)
„Tak sobie szliśmy ulicami Warszawy 11 lipca 1943 r., jak kiedyś. Szlam z moim chłopcem [Stefanem Szpigielmanem – dop. AKR] pod rękę przez Marszałkowską i dalej przez Ogród Saski, wyszliśmy przez Niecałą, Wierzbową i wreszcie przez Bielańską na Długą. To było zupełnie jak w latach 1937-1939, kiedy wracaliśmy z kina i on odprowadzał mnie do domu. Przed tym zwariowanym ślubem 27 lipca 1939 r. Tylko że teraz wyprowadziłam go z tej piwnicy u zieleniarki na Mokotowie i prowadziłam do Hotelu Polskiego. Na ulicę Długą.
Przy kinie. Był to taki mały hotelik.
Szliśmy ostatni raz w życiu. I ja go tą ostatnią drogą prowadziłam, chociaż była to jego decyzja. Że już trudno. Więcej nie można.” (s. 219)
</document>
<document nplp_id="15284" title="MIŁA/ZAMENHOFA/GĘSIA/SMOCZA [OBSZAR &amp;#8211; TEREN KOTŁA NA&amp;nbsp;MIŁEJ] – GĘSIA 6 [TRASA]" slug="mila-zamenhofa-gesia-smocza-obszar-teren-kotla-na-milej-gesia-6-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III B
„To już było po akcji. Wyprowadzono nas z kotła i zaprowadzono na Gęsią 6. Do kamienicy czynszowej.” (s. 105)
</document>
<document nplp_id="15286" title="ALEJE JEROZOLIMSKIE 57" slug="aleje-jerozolimskie-57">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Siedzieliśmy po ciemku, a późnym wieczorem ktoś się zaczął dobijać, chyba też szmalcownicy. Myśmy siedzieli cichutko i po ciemku, zupełnie jak w getcie, i oni kilka razy próbowali, ale w końcu poszli. A na mnie wszyscy patrzyli z zazdrością, bo miałam ropień na palcu ręki, potwornie bolesny, i właściwie nic mnie nie obchodziło, tylko chodziłam tak całą noc, podtrzymując rękę. Rano wyszliśmy stamtąd i poszłam do dr. Skoniecznego (byłego komisarza naszego szpitala), który wtedy pracował w „Omedze" w Alejach Jerozolimskich i on mi to przeciął.” (s. 148)
ONI, VI A
„Dr W. otrzymał posadę portiera w lecznicy w Alejach Jerozolimskich, gdzie jednym z udziałowców był dr Skonieczny. Z pracą związany był malutki pokoik w bramie. Coś w rodzaju przedwojennej dozorcówki. Tam przetrwali do powstania warszawskiego. Przeżyli wojnę.” (s. 237)
</document>
<document nplp_id="15303" title="ALEJE NIEPODLEGŁOŚCI 227-233" slug="aleje-niepodleglosci-227-233">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„Byłam tylko o tyle blisko tych spraw, że w tym czasie zastąpiłam Antka w łączności z mecenasem Henrykiem Wolińskim, kierownikiem Referatu Żydowskiego w AK. Było to na jego prośbę.
Miał żonę Żydówkę, piękną Fanie Kruk, tak nazywaną od granatowoczarnych włosów. Mieszkali w swoim przedwojennym mieszkaniu w alei Niepodległości. Ona nie wychodziła z domu, ale w tym czasie przechodziła depresję i bała się ludzi przychodzących. Mnie się nie bała. Znałyśmy się już przedtem przez Tosię Goliborską. Byłam zresztą kobietą, a to było zawsze bezpieczniejsze.
Więc przychodziłam tam po glejt od Dowództwa Sił Zbrojnych, który miał im w lesie zapewnić względne bezpieczeństwo.” (s. 166)
</document>
<document nplp_id="15304" title="NOWOGRODZKA" slug="nowogrodzka">
&amp;nbsp;

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„I jeszcze zawsze w „planie dnia" były jakieś spotkania gdzieś w kawiarni na Pradze czy Nowogrodzkiej, żeby odebrać od łączników następne fotografie, a czasem żeby oddać gotowe dokumenty.” (s. 145)
</document>
<document nplp_id="15311" title="MIODOWA 11 – SENATORSKA [TRASA]" slug="miodowa-11-senatorska-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Nie wiem, kiedy spotkałam się z Marysią, Bronką Feinmesser, sekretarką naszego szpitala. Czy tego samego ranka, razem z Helą [Helena Keilson – dop. AKR], tam w kawiarence na Miodowej czy dzień później. I w ogóle nie pamiętam naszego spotkania po tym paromiesięcznym niewidzeniu. Tak było, jakbyśmy zawsze były razem i razem chodziły. Tylko wiem, że kiedyśmy się spotkały, to razem poszłyśmy pod ten adres, który mi podał Marek [Marek Edelman – dop. AKR], na Senatorską przy Miodowej.
Tam mieszkał człowiek, który przez następne miesiące był moim bezpośrednim szefem. Od niego dostawałam pieniądze i polecenia, co i gdzie mam załatwić.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="15313" title="ZŁOTA – MARSZAŁKOWSKA – KRÓLEWSKA – KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE – MIODOWA – DŁUGA – FRETA [TRASA]" slug="zlota-marszalkowska-krolewska-krakowskie-przedmiescie-miodowa-dluga-freta-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, IV B (26 I 1943)
„Kiedy wyszłam rano tego dnia, 26 stycznia 1943 r., poszłam zobaczyć Warszawę. […] Szłam. Jakoś tak mnie nogi niosły, ze Złotej na Marszałkowską, Królewską koło Ogrodu Saskiego do Krakowskiego Przedmieścia i potem skręciłam w Miodową, że niby idę do domu, na Świętojerską. […] Skręciłam w Długą i poszłam w stronę Freta, już nie w kierunku domu, którego przecież nie miałam. Potem na Freta kupiłam bułkę. Zwykłą, ciepłą bułkę - „parkę". Bo byłam głodna. Trzymałam ją w ręku i nie śmiałam ugryźć. Może to zwróci uwagę, że jem bułkę na ulicy? Więc weszłam do bramy i zjadłam prawdziwą, białą bułkę. ” (s. 136-139)
</document>
<document nplp_id="15315" title="MIODOWA 11 – PLAC INWALIDÓW – MIODOWA 11 – KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE – MIODOWA 11 – PLAC KRASIŃSKICH – ŚWIDER POD&amp;nbsp;WARSZAWĄ [TRASA]" slug="miodowa-11-plac-inwalidow-miodowa-11-krakowskie-przedmiescie-miodowa-11-plac-krasinskich-swider-pod-warszawa-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„A potem zaraz był ten Wielki Czwartek. Padał deszcz, więc ja włożyłam stary kostium i pepegi i zeszłam do kawiarni na Miodowej, a tę lepszą sukienkę zostawiłam w mieszkaniu pani P. Czekała na mnie Marysia [Bronka Feinmesser – dop. AKR] , jej siostra Halina i Hela [Helena Keilson – dop. AKR], byłyśmy tam umówione. Ale jak przyszłam, Marysia powiedziała, że musimy zaraz iść na Żoliborz, bo tam jest jakieś mieszkanie, które trzeba zobaczyć i załatwić.
Hela Keilson i Halina, siostra Marysi, zostały w kawiarni, a myśmy miały zaraz wrócić, chyba umówiłyśmy się z nimi na obiad? Nie wiem. I pojechałyśmy. Nie pamiętam, czy załatwiłyśmy to mieszkanie, tylko pamiętam, że na placu Inwalidów była jakaś łapanka, więc trzeba było poczekać, a myśmy się denerwowały, czy one będą na nas czekały. Ale wreszcie przyjechałyśmy tramwajem z Żoliborza na Miodową i tam nie było już nic.
Kawiarnia była zamknięta, na ulicy było pusto i myśmy tak przeszły, nie patrząc, na Senatorską czy Krakowskie Przedmieście. I znów kupiłyśmy u bab na Krakowskim jakieś kwiaty i szłyśmy z kwiatami przez Miodową i tam przed sąsiednim domem stała dozorczyni i jeszcze kilka kobiet i opowiadały, jak to zajechały budy i zabrały wszystkich z kawiarni i z domu, tę właścicielkę z córkami, i opieczętowali mieszkanie. Więc znów poszłyśmy przed siebie […].
I znów stałyśmy na placu Krasińskich i opowiadałyśmy sobie jakieś żarty, żeby się śmiać. […] Na placu Krasińskich była pętla tramwajowa, wsiadłyśmy do tramwaju i pojechałyśmy na dworzec. Wsiadłyśmy do elektrycznego pociągu i pojechałyśmy do – nie pamiętam, ale chyba do Świdra?” (s. 156-158)
</document>
<document nplp_id="15482" title="OSKAR ROSENFELD" slug="oskar-rosenfeld"></document>
<document nplp_id="15489" title="DWORSKA" slug="dworska">

Oskar Rosenfeld

JA, III B
„Udałem się w drogę do moich przyjaciół, którzy uprawiają działkę niedaleko ul. Dworskiej w kierunku Marysina. Domek podobny do willi osłaniał część wąskiej strony tej działki. Było pod wieczór, przed zachodem słońca, jeszcze ciepło, tak że można było siedzieć na zewnątrz. W oknie zauważyłem panią Halpern, dentystkę i lekarkę z ambulatorium.” (s. 11)</document>
<document nplp_id="15491" title="DWORSKA 6 (WYDZIAŁ KARTEK, WYDZIAŁ APROWIZACJI)" slug="dworska-6-wydzial-kartek">
&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (14.12.1943)
„Największe napięcie. Ciężki dzień. Około 11 godz. Przełożony zabrany przez trzech urzędników Gestapo do miasta. Godziny strachu. Dzikie plotki. Przypomina się 12 lipca z [Dawidem] Gertlerem. Czy wróci? Co się dzieje. Robi się wieczór. Wóz z białym koniem stoi przed Rynkiem Bałuckim i czeka. Zapada noc. W końcu około godziny 1.30 w nocy stukanie do drzwi obok – Prezes wrócił. Głęboki oddech. Potem nasłuchuje się przyczyn. Rzekomo kontrola zaopatrzenia. Dostarczono większe ilości niż jest ludzi w getcie. W Wydziale Kartek tylko 79 000, podczas gdy Urząd Statystyczny podaje 83 000. Jakkolwiek by nie było, Prezes wrócił, jest wśród żywych. Cios przezwyciążony. Prezes znów pracuje – o godz. 8 rano był już na Rynku Bałuckim. Była to ciężka noc. Weszło w kości. Stary mimo wszystko centralną figurą getta.” (s. 28)

Jakub Poznański
JA/ONI, V A
20 VII 1943
„Wczoraj przy rozkrojeniu bochenka chleba zauważyłem pleśń, zwróciłem się do centrali aprowizacji, gdzie mi wytłumaczono, że to moja wina, bo przetrzymuję za dużo chleba w domu, a w lipcu i sierpniu z powodu upałów chleb z tej mieszanki, gdzie wszystko jest oprócz mąki, nie może się utrzymać dłużej niż 3-4 dni. Zmieniono mi ten bochenek na dwa jednokilowe, podobno z czystej mąki. Bochenki te są pieczone w specjalnej piekarni (Bałucki Rynek 3) – podłużne i podobno z czystej mąki i są przeznaczone dla „lepszych ludzi”. Tak to bywa w getcie!”
(s. 89)

JA/ONI, VI B
28 VIII 1944
„W sobotę wieczorem wyszedłem na miasto. Getto wygląda wprost niesamowicie. Ulice jakby wymarły. Tu i ówdzie spotyka się pojedyncze osoby, skradające się w stronę Wydziału Aprowizacji. Są to skoszarowani bądź ludzie, którzy oficjalnie nic nie otrzymują. Niemniej udaje im się niekiedy wyżebrać kartki na produkty”.

Również i mnie pan Szczęśliwy nie odmówił przydziału. Po dziesięciu dniach oficjalnej głodówki wypisał mi na trzy osoby – jeden bochenek chleba, pół kilograma cukru i 15 dekagramów ryżu. Prosiłem go również o marmoladę i olej, ale tego mi nie dał.
Cukier i ryż to nasz żelazny zapas”.
(s. 208)</document>
<document nplp_id="15498" title="WOLBORSKA" slug="wolborska">

Oskar Rosenfeld
JA/ONI, IV (04.09.1942)

„Nowe wysiedlenie. Dzieci i starcy. Straszny upał. Obwieszczenie. Przed południem 8 kg kartofli, od 11 do 30 września. Ale to nie cieszy. Wysiedlenie dzieci i starszych. Plotki: przy ul. Wolborskiej polscy robotnicy pod niemieckim nadzorem kopią rowy. Po co? W małych szynkach ludzie dotknięci [wiadomością] o dzieciach lub rodzicach: „Patrz faraonie Mizraim!”” (s. 13-14)
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
8 X 1944
„O godzinie 1-ej w nocy obudził nas przejazd straży ogniowej ulicą Żydowską, gdyśmy odważyli się wyjrzeć, zauważyliśmy ogromną łunę i buchające płomienie w stronę ulicy Wolborskiej. W pierwszej chwili sądziliśmy, że to fabryka Biedermana się pali, ale dziś nasi przyjaciele poinformowali nas, że paliło się kilka domów na Wolborskiej. Szczegółów jeszcze nie powiedzieli, pewnie jutro będziemy wiedzieli dokładnie, jakie numery tej ulicy. Pożar był ogromny".
(s. 228)

ONI, VII
16 X 1944

„Na Wolborskiej postawiono już słupy. Zawartość mieszkań żydowskich wyrzucono na ulicę, a stamtąd do Metali III, na Wolborską 44".
(s. 238)

ONI, VII
26 X 1944
„Na Wolborskiej już stoją nowe druty, środkiem jezdni".
(s. 248)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15504" title="MARYNARSKA 71 (Wydział Kartek)" slug="marynarska-71-wydzial-kartek">

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A,  (14.12.1943)
„Największe napięcie. Ciężki dzień. Około 11 godz. Przełożony zabrany przez trzech urzędników Gestapo do miasta. Godziny strachu. Dzikie plotki. Przypomina się 12 lipca z [Dawidem] Gertlerem. Czy wróci? Co się dzieje. Robi się wieczór. Wóz z białym koniem stoi przed Rynkiem Bałuckim i czeka. Zapada noc. W końcu około godziny 1.30 w nocy stukanie do drzwi obok – Prezes wrócił. Głęboki oddech. Potem nasłuchuje się przyczyn. Rzekomo kontrola zaopatrzenia. Dostarczono większe ilości niż jest ludzi w getcie. W Wydziale Kartek [Marynarska 71] tylko 79 000, podczas gdy Urząd Statystyczny podaje 83 000. Jakkolwiek by nie było, Prezes wrócił, jest wśród żywych. Cios przezwyciążony. Prezes znów pracuje – o godz. 8 rano był już na Rynku Bałuckim. Była to ciężka noc. Weszło w kości. Stary mimo wszystko centralną figurą getta.” (s. 28)</document>
<document nplp_id="15509" title="ŚW. JAKUBA 8 (pierwszy Resort Krawiecki)" slug="sw-jakuba-8-pierwszy-resort-krawiecki">

Oskar Rosenfeld

JA/ONI, V A (27.12.1942)

„Uroczystość w Domu Kultury: dwa lata Resoru Krawieckiego i pokrewnych branży, głównie Dywanów. Wystawa Wydziału Statystycznego i Dywanów: powiedzieć coś na ten temat. Prezes pojawia się jak prezydent jakieś republiki. Przemówienia w jidysz, młoda dziewczyna mówi w iwrit, potem w jidysz. Kilka głosów w Loszen kodesz! Potem akademia, przemawia Prezes. Trwa to do wpół do drugiej w nocy. Prezent: trzy tłuste kiełbaski, 20 dkg chleba, cukierki i papierosy. Getto samo się wielbi, świętuje własną niewolę. Z drugiej strony niezwykła witalność, dowód żydowskiego talentu do rzemiosła i rzemiosła artystycznego. Wszystko z lumpów, ze szmat dla Aszkenazów. Władza. W centrum: Prezes, Jakubowicz (kierownik wszystkich resortów), Dawid Warszawski.” (s.16-17)</document>
<document nplp_id="15513" title="GNIEŹNIEŃSKA 34 (Dom Starców)" slug="gnieznienska-34-dom-starcow">

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, IV (04.09.1942)

„Konferencja z Aszkenazami. Według nakazu z Berlina wysiedlenie wszystkich dzieci od roku do 10 lat. Starzy od 65 roku życia bez wyjątku, także z miejsc pracy. Urzędnik Weygand otrzymał polecenie natychmiast wykonać, w następnych dniach wykonanie. W rachubę wchodzi 18 000 tysięcy osób. Zapieczętowane kartofle, aby uniknąć manipulacji. Zwolnieni są policjanci, lekarze, kierownicy i ich dzieci. Dom Starców, karteczka do urzędu: „Proszę mnie ratować. Dom jest obstawiony. Pisarka Rosa Steiner, Wiedeń". W biurze już o 8 rano ogromne zdenerwowanie, brak chęci do pracy.” (s. 13)</document>
<document nplp_id="15516" title="GETTO LITZMANNSTADT [OBSZAR]" slug="getto-litzmannstadt-obszar">

Oskar Rosenfeld

JA/ONI, III B

„Różnobarwność przyjmuje czasami formy groteskowe, jednakże tylko zewnętrznie. Teksty nie różnią się prawie niczym od duetów chodliwych operetek, cieszących się dużą popularnością w Ameryce. Autorzy omijają możliwość pokazywania aktualnych tematów, które narzuca obserwatorowi żydowska ulica w getcie oraz przedstawiania ich ludziom z getta jako jedynych w swoim rodzaju, niepowtarzalnych zdarzeń. Nawet obrazek o charakterze skeczu „Plotki z getta” ogranicza się do powierzchownych aluzji. Tutaj miejsce byłoby na przedstawienie z dowcipem i humorem (wisielczym humorem) i satyrą czegoś szczególnego dotyczącego unikalności getta w Litzmannstadt. Same fakty tak bardzo rzucają się w oczy, że nie trzeba być Szolemem Alejchemem, aby doszukać się w nich najbardziej wesołych stron. „Śmiech to zdrowie – lekarze każą się śmieć“. Pójście śladami tego hasła Szolema Alejchema, pociągnęłoby za sobą bezsprzecznie urocze skutki. W muzyce, w tzw. uwerturach, można odnaleźć kilka miłych tematów o charakterze ludowym, które zaspokajają żydowskie gusta, bez wznoszenia się ponad niski poziom muzyki szlagierowej” (s. 6-7)</document>
<document nplp_id="15520" title="RYBNA 8 (Wydział Kartek)" slug="rybna-8-wydzial-kartek">

Oskar Rosenfeld

JA/ONI, V A (02.05.1943)

„Proces przeciwko Ratnerowi jego żonie – Wydział Kartek, z powodu kanciarstwa z kartkami żywnościowymi. Prezes domaga się kary śmierci. Sąd skazuje Ratnera na trzy lata więzienia. Co 14 dni głodówka, co miesiąc 50 kijów – kara chłosty. Sąd wydał przedziwny wyrok à la getto, pod wpływem Aszkenaza, bowiem w polskim prawie nie ma kary chłosty.” (s. 20)</document>
<document nplp_id="15522" title="DWORSKA &amp;#8211; BAŁUCKI RYNEK [TRASA]" slug="dworska-balucki-rynek-trasa">

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V B (17.05.1944)

„Robotnicy poza getto. Ulicą Dworską idzie w kierunku Bałuckiego Rynku dwunastu mężczyzn eskortowanych przez pięciu policjantów. Niosą w rękach worki, plecaki, zawiniątka. Na plecach złożone koce, pościel, załamane postacie. Na trotuarze zbiera się – jest godz. 3 – masa ludzi, chociaż w resortach jeszcze czas pracy. Krzyki, zdziwienie, gestykulacje. Dużo dzieci. Trochę słońca. „Co się dzieje?” „Ludzie z Czarnieckiego do pracy poza getto…” To nic złego, myślę sobie. Potem Baruch jeden ze „Specjalnego” [tj. Oddział Specjalny Służby Porządkowej] mówi mi: „Potrzeba 50 ludzi. Łapie się ludzi z ulicy, bierze z Placu Węglowego, trzeba dostarczyć tę ilość, żąda tego Zarząd Getta.” Sąsiadka mówi: „Straszne! Znów wysiedlenie!” „Nie można nazwać tego wysiedleniem, chodzi o miejsca pracy poza gettem…” Podczas gdy rozmawiamy dalej w moim pokoju – w międzyczasie zrobiła się godzina piąta – ulica zapełnia się ludźmi, którzy wychodzą tłumnie z resortów, hałas się natęża, pośpiech się wzmaga, każdy chce dowiedzieć się, co strasznego spadło znów na getto. Bowiem oczekiwanie czegoś dobrego już dawno wymarło w getcie. Nawet nie ma już wiary w dostawę kartofli.” (s. 34)</document>
<document nplp_id="15526" title="BAZARNA 6 &amp;#8211; BAŁUCKI RYNEK [TRASA]" slug="bazarowa-6-balucki-rynek-trasa">

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V B (17.05.1944)

„Naoczni świadkowie opowiadają: dorożka z kilkoma żydowskimi policjantami, z przodującymi funkcjonariuszami, podjeżdża pod Resort Galanterii Drzewnej [Bazarowa 6]. Kilka sekund później – umundurowani wycofali się – pojawia się kierownik resortu, każąc ustawić się robotnikom w szeregu. Żydowska komisja kontroluje wzrokiem, by wyselekcjonować osoby wydające na odpowiednie do ich celu. Dwóch na prawo, pięciu na lewo; trzech na prawo, siedmiu na lewo. Pięciu mężczyzn nadaje się. Robotnicy nie wiedzą, o co chodzi. Wokół resortu rozpowszechniano plotkę, że potrzeba robotników do rozładunku kartofli na Marysinie, a więc o sprawę, która służy gettu. Ledwo zakończył się ten przegląd, a już ofiary zostały odprowadzone przez żydowską policję i dostarczone na Bałucki Rynek. Podobne rzeczy działy się na miejscu rozbiórki przy ul. Brzezińskiej.” (s. 35)</document>
<document nplp_id="15528" title="MARYSIŃSKA, róg JAGIELLOŃSKIEJ (miejsce magazynowania kartofli)" slug="marysinska-rog-jagiellonskiej-miejsce-magazynowania-kartofli">
&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V B (17.05.1944)

„Naoczni świadkowie opowiadają: dorożka z kilkoma żydowskimi policjantami, z przodującymi funkcjonariuszami, podjeżdża pod Resort Galanterii Drzewnej. Kilka sekund później – umundurowani wycofali się – pojawia się kierownik resortu, każąc ustawić się robotnikom w szeregu. Żydowska komisja kontroluje wzrokiem, by wyselekcjonować osoby wydające na odpowiednie do ich celu. Dwóch na prawo, pięciu na lewo; trzech na prawo, siedmiu na lewo. Pięciu mężczyzn nadaje się. Robotnicy nie wiedzą, o co chodzi. Wokół resortu rozpowszechniano plotkę, że potrzeba robotników do rozładunku kartofli na Marysinie, a więc o sprawę, która służy gettu. Ledwo zakończył się ten przegląd, a już ofiary zostały odprowadzone przez żydowską policję i dostarczone na Bałucki Rynek. Podobne rzeczy działy się na miejscu rozbiórki przy ul. Brzezińskiej.” (s. 35)</document>
<document nplp_id="15534" title="ŁAGIEWNICKA 1/3 (Wydział Aprowizacji)" slug="lagiewnicka-1-3-wydzial-aprowizacji">

&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (30.11.1942)

„Kolejka przy ul. Łagiewnickiej [1/3] przed ogrodzeniem Placu Warzywnego, dzieci z workami; w większości kobiety, starsze i młodsze z plecakami, koszami lub torbami ze starych brudnych poszew pościelowych… Czekają na 3 kg warzyw. Po pięć osób wpuszcza się na plac, gdzie warzywa leżą w błocie i śniegu i są ważone… Popychania, kłótnie, bicie, przekleństwa… Marznący ludzie nacierają. Biada temu, kto spróbuje zakwestionować miejsce osobie przed nim stojącej! Policjanci krzyczą, biją dookoła siebie, tłuką, uderzają – nauczyli się tonu i sposobu Aszkenaza. Ciągle przychodzą ludzie i kolejka się nie zmniejsza.” (s. 16)
Jakub Poznański
ONI, VI B
9 VIII 1944
„Pomimo tylokrotnych wezwań [Hansa] Biebowa, do wczorajszego transportu stawiło się […] tylko kilkanaście osób dobrowolnie. Należy stwierdzić, że ludność niechętnie się stawia i nie chce opuszczać nawet tych marnych legowisk, które tu posiada. By nastraszyć i zmusić do ich dobrowolnego zjawiania się, zainstalowano wczoraj koło 11-ej obławę. Mniej więcej o tej porze wjechała do getta, od strony Franciszkańskiej róg Smugowej, niemiecka straż pożarna, uzbrojona w karabiny i posadzona na jedno ze swoich aut osobowych (autobusów), bez przyrządów pożarniczych, i obstawiła blok: Łagiewnicka, Zawiszy, Młynarska, Brzezińska. Blok ten został przeszukany przez żydowską policję i wszyscy lokatorzy sprowadzeni na dół, a potem na plac Łagiewnicka 1/3. W zależności od usposobienia policjantów przeszukani mniej lub bardziej skrupulatnie, mieszkań zamkniętych po większej części nie otwierano. Dla historii należy zaznaczyć, że domu przy ul. Berka Joselewicza 16, w którym mieszkają sami wyżsi dygnitarze getta, podobno wcale nie ruszono. Bardzo możliwe i charakterystyczne. Z placu, na którym zgromadzono podobno przeszło 2000 osób, odtransportowano ich tramwajami do kina na Marysinie. Miarodajne czynniki twierdzą, że przeszło 700 osób po drodze uciekło, tak, że do kina przybyło niepełne 1300. Część ich podobno jeszcze wczoraj wysłano transportem".
(s. 194)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15536" title="LIMANOWSKIEGO 1 (VI Rewir Policji)" slug="limanowskiego-1-vi-rewir-policji">
&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V B (26.02.1944)

„Loteria – paczki pocztowe – mieszanka kawowa – łapanki. Paczki pocztowe. Od kilku tygodni żyje w getcie kilkudziesięciu „szczęściarzy.” Szczęściarzami są nie w tym sensie, że omija ich wszelkie zło, jakie przynosi ze sobą życie w getcie albo dlatego, że zrozumieli, iż rzeczy doczesne przemijają. Nie. Ich szczęście jest całkiem zwyczajne: otrzymali spoza getta paczki z żywnością, skądś tam ze świata. Fakt ten bez przesady można określić jako prawdziwy cud. Bo od grudnia 1941 r., a więc od ponad dwóch lat, nie kursują żadne listy pomiędzy gettem i światem zewnętrznym. Tylko jeśli ktoś spośród wsiedlonych z zachodu dostanie kilka marek, może pokwitować ich odbiór na specjalnym gotowym formularzu. To wszystko. To jedyna łączność z ludźmi i miejscami spoza getta. I oto nagle – „paczki z darem serca.” Przesyłek tych nie można nazwać inaczej. Nadchodzą, jak wieść niesie, z Wiednia i Pragi, z Holandii, Rumunii, a nawet z Portugalii. Poczta niemiecka dostarcza je poczcie żydowskiej, a ta z kolei oddaje to VI Rewirowi policji, a ten z kolei przekazuje je Oddziałowi Specjalnemu żydowskiej Służby Porządkowej. Służba Porządkowa powiadamia adresata, który zgłasza się do biura Służby Porządkowej i tam dostaje przeznaczoną dla niego paczkę. Jaka jest jej zawartość? Oczywiście produkty spożywcze. Przeważnie chleb, następnie olej, marmolada, cukier i inne tym podobne rzadkie i bardzo pożądane artykuły. Kim jest nadawca? To pytanie stawia sobie szczęśliwy odbiorca przesyłki. Ale na to pytanie nie ma odpowiedzi. Nazwiska nadawcy nie ujawnia się odbiorcy. Może dumać, zastanawiać się, zgadywać. W końcu jednak zadowala się faktem, że ktoś tam na zewnątrz o nim pamięta. Są dni, kiedy do getta przychodzi takich paczek dziesięć albo i dwadzieścia. I każdy, kto otrzymał wezwanie do Oddziału Specjalnego i odebrał – przeważnie dwukilową – paczkę, opowiada baśń o jej wysłaniu, marzy o dawnych czasach i przepełnia go nadzieja, że niedługo znów będzie tym „szczęśliwcem”.” (s. 31)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15538" title="FRANCISZKAŃSKA" slug="franciszkanska">
&amp;nbsp;
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (29.09.1942)

„Getto zostaje zmniejszone. Okolice ul. Franciszkańskiej na rzecz Aszkenazów. W ciągu 24 godzin nowa ewakuacja tysięcy ludzi. Przydzielono im nowe mieszkania. Wielki rejwach. Komisja pracuje. Poza tym również tworzenie nowych resortów, w tym celu także wykwaterowania. Straszna żydowska policja, swoista kategoria ludzi, brutalni, przestępczy. Dusza kata – boi się własnej kasty – moralne oceny. „Stróże miasta”... Określić, co złe, co dobre… Pracują z oficjalnymi przestępcami… Nazywa się ich po imieniu. „Wos sztajt ihr, du, ganowen, gajt awek, gajt ahejm…!” [Co tak stoicie, złodzieje, idźcie precz, idźcie do domu], tak woła ktoś do próżnujących mężczyzn przed magazynem z kartoflami i brykietem.” (s. 15)</document>
<document nplp_id="15539" title="SMUGOWA/ CHŁODNA/ OBLĘGORSKA/ FRANCISZKAŃSKA [OBSZAR]" slug="smugowa-chlodna-oblegorska-franciszkanska-obszar">
Oskar Rosenfeld
JA/ONI, V A (29.09.1942)

„Getto zostaje zmniejszone. Okolice ul. Franciszkańskiej na rzecz Aszkenazów. W ciągu 24 godzin nowa ewakuacja tysięcy ludzi. Przydzielono im nowe mieszkania. Wielki rejwach. Komisja pracuje. Poza tym również tworzenie nowych resortów, w tym celu także wykwaterowania. Straszna żydowska policja, swoista kategoria ludzi, brutalni, przestępczy. Dusza kata – boi się własnej kasty – moralne oceny. „Stróże miasta”… Określić, co złe, co dobre… Pracują z oficjalnymi przestępcami… Nazywa się ich po imieniu. „Wos sztajt ihr, du, ganowen, gajt awek, gajt ahejm…!” [Co tak stoicie, złodzieje, idźcie precz, idźcie do domu], tak woła ktoś do próżnujących mężczyzn przed magazynem z kartoflami i brykietem.” (s. 15)</document>
<document nplp_id="15542" title="HENIEK FOGEL" slug="heniek-fogel"></document>
<document nplp_id="15547" title="DWORSKA 71 (Dom Starców)" slug="dworska-71-dom-starcow">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, IV (7.09.1942)
„Ale, niestety, nie na długo, o godz. 8 rano auta niemieckie z Niemcami zajechały wojskowymi przed dom starców na Dworskiej 71 i wyjęto stamtąd wszystkich starców i staruszki, nawet mniej jak 60 lat!” (s. 106)

Oskar Singer
JA/ONI, I C

„[Ch. Rumkowski] Już 12 marca 1940 roku, a więc jeszcze przed zamknięciem getta, stworzył pierwszy Dom Dziecka. Oznacza to początek budowy opieki społecznej, która w istniejących warunkach musi być uznana za jedyną istniejącą w getcie. Jego twórczy duch porusza się w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozwija różne formy zamkniętej opieki społecznej, z drugiej zaś organizuje wspaniałą otwartą opiekę społeczną. Najpierw tworzy 19 kwietnia 1940 roku Dom dla Starców i zapewnia azyl dla starej generacji nagle pozbawionej korzeni i podstaw egzystencji.” (s. 127)</document>
<document nplp_id="15552" title="ŁAGIEWNICKA 45 (Centrala Krawiecka)" slug="lagiewnicka-45-centrala-krawiecka">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (18.07.1942)
„Leona też widuję codziennie w resorcie, u nich nic nowego! Lipka też widuję codziennie prawie w Centrali Krawieckiej [ul. Łagiewnicka 45], pracują wszyscy, też nic nowego u nich”. (s. 86)

Lolek Lubiński 
JA/ONI, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
„Z bardzo smutnym rozczarowaniem poszliśmy z powrotem. Umówiliśmy się iść z delegacją do Warszawskiego [Łagiewnicka 45] w niedzielę o 11.30. W skład delegacji weszła stara delegacja [Julek,(Hersz Lajb)]Waks, [Dawid]Rozenberg i ja) plus [Chaim Majer] Kozienicki". (s. 51,52)

JA/ONI, II A
Niedziela, 2 marca 1941 r.
„Po śniadaniu poszedłem do Warszawskiego [Łagiewnicka 45] dowiedzieć się, kiedy przyjść do fabryki. Jak się okazało, Rumkowski jest w [siedzibie] NIK [Plac Kościelny 4] i Warszawski tam poszedł. Musiałem więc pójść po obiedzie do niego. Dowiedziałem się, że Rumkowski za kilka dni ogłosi w ulicy [!], by rejestrowali się wszyscy absolwenci, wtenczas rejestrować się mamy w Wydziale Szkolnym i najprawdopodobniej będziemy stali na pierwszym miejscu". (s. 61)

JA/ONI, II A
Niedziela, 9 marca 1941 r.
„Po obiedzie byłem u Warszawskiego [Łagiewnicka 45], który powiedział mi, byśmy wypisali deklarację według „Getocajtung” z piątku, a następnie będzie mógł nas zatrudnić w fabryce. W pierwszym numerze „Getocajtung” podane było przez Rumkowskiego do wiadomości, że młodzież, która chce uczyć się zawodu, winna wypisać odpowiednie deklaracje". (s. 64)

JA/ONI, II A
Środa, 26 marca 1941 r.
„Przed obiadem udałem się do Warszawskiego [Łagiewnicka 45], lecz go nie zastałem. Idę do niego z tego powodu, że widzę, że na wszystkich innych frontach starania moje o pracę marnieją". (s. 73)

JA/ONI, II A
Niedziela, 30 marca 1941 r.
„O godz. 11 przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do Franka [Dworska 1] i Warszawskiego [Łagiewnicka 45]. Jak widzę, wstaliśmy lewą nogą, a nie prawą, bo ani jednego nie zastaliśmy i musieliśmy z niczym pójść do domu". (s. 74)

JA/ONI, II A
Wtorek, 1 kwietnia 1941 r.
„O 11 godz. przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do Karo [Franciszkańska 27]. Po godzinnym czekaniu dostaliśmy się do niego, który powiedział nam, że listę naszą odesłał do Warszawskiego. Po obiedzie poszedłem do Warszawskiego [Łagiewnicka 45], mówiąc mu, że listę absolwentów otrzymał. Po dłuższej chwili przypomniał sobie, że papiery odebrał. Kazał nam przyjść za dzień–dwa, bo musi to załatwić u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]". (s. 75)

JA/ONI, II A
Czwartek, 3 kwietnia 1941 r.
„Wstałem dziś o 6.30, ubrałem się, a gdy zacząłem jeść, przyszedł do mnie Dawid R., z którym poszedłem do fabryki [Łagiewnicka 45]. Przyszliśmy na ósmą godzinę, jak kazał Warszawski. Po godzinnym czekaniu nareszcie zjawił się „on”. Powiedział, byśmy trochę poczekali, a zaraz nas załatwi. Czekaliśmy tak do godz. 12. Wściec można się było tym czekaniem. Pogoda dżdżysta, jaka dziś była, jeszcze bardziej nas dobijała. Było nas sześciu: Waks, Nyssel, Kremer, Zawadzki, Rozenberg i ja. Biderman nie przyszedł, bo chory jest na płuca, Wasercyjer pracuje w szpitalu, a Kozienicki zatrudniony jest podobno w stolarni.
Gdy zawołał nas Warszawski, wypytał każdego z osobna, gdzie chcemy praktykować, czy w przędzalni, tkalni, trykociarni, farbiarni itd., następnie –w jakim charakterze. Ja podałem, że chcę pracować w tkalni jako sztulmajster. Następnie pytał, czy ktoś w rodzinie pracuje, czy pobieramy zasiłek itp. Po ustaleniu tego wszystkiego kazał przyjść nam w poniedziałek o 8 godz., to przydzieli nam pracę". (s. 75,76)

JA, II A
Poniedziałek, 7 kwietnia 1941 r.
„Poszedłem dziś rano do fabryki [Łagiewnicka 45]. Gdy Warszawski przyszedł, zawołał nas i przydzielił do pracy do tkalni, do warsztatu w charakterze praktykanta. Kubę posłałem do Czaryckiego [Kościelna 4] w zastępstwie. Praca szła mi dziś jako tako, najważniejsze, że dostałem dobrą, gęstą zupę. O 5 godz. byłem już po pracy". (s. 78)

JA, II A
Wtorek, 8 kwietnia 1941 r.
„Praca [Łagiewnicka 45] szła mi dziś o wiele lepiej, zaczynam już kapować". (s.78)

JA, II A
Środa, 9 kwietnia 1941 r.
„W fabryce [Łagiewnicka 45] byłem już o 7.45. Zaraz przystąpiłem do pracy po powieszeniu numerka. Po trochu zaczyna mnie tkacz już dopuszczać do (kartówki) warsztatu. Najwięcej korzystam w czasie jego nieobecności". (s. 78)

JA, II A
Czwartek, 10 kwietnia 1941 r.
„[W] dzisiejsze przedobiedzie, można powiedzieć, pracowałem samodzielnie. Gdy po pracy[Łagiewnicka 45 ] poszedłem do fryzjera, spotkałem ojca, który miał dla mnie nominację do Wydziału Zakupu [Plac Kościelny 4] w charakterze ewentualnego gońca. Zaraz tam poszedłem i kazali mi przyjść jutro o 8.30. (s. 79)

JA, II A
Piątek, 11 kwietnia 1941 r.
„O 8.15 poszedłem do pracy (Biuro Zakupu) [Plac Kościelny 4]. Przydzielili mnie do poczekalni, bym pilnował porządku. Po kilku godzinach siedzenia w korytarzu układałem kopiały do szafy, następnie, nudząc się, poprosiłem o jakąś pracę. […]Pracowałem dziś do 4 (bez obiadu).
W niedzielę będę musiał przyjść na pół dnia, chociaż jest drugi dzień Wielkanocy.
Po obiedzie poszedłem do fabryki [Łagiewnicka 45] odebrać warzywa i uregulować rachunek za zjedzone obiady". (s. 79)

JA, II A
Wtorek, 15 kwietnia 1941 r.
„Byłem przed obiadem w fabryce [Łagiewnicka 45] z transportem przędzy. Odwiedziłem przy okazji wszystkich pracujących tam kolegów i między innymi tkacza, z którym pracowałem". (s. 80)

JA, II A
Poniedziałek, 5 maja 1941 r.
„Jak co dzień poszedłem o godz. 7.15 do pracy [Łagiewnicka 45] . Roboty jest u nas do diabła i trochę. Na brak zajęcia jak w pierwszym tygodniu już nie mogę narzekać, raczej odwrotnie". (s. 85)</document>
<document nplp_id="15556" title="Łagiewnicka 25 (Centrala Warzywna, Wydział Warzyw)" slug="lagiewnicka-25-centrala-warzywna-wydzial-warzyw">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III A  (3 maja 1942)
„Dziś na rozkaz pana prezesa zamknięto wszystkie warzywne kooperatywy, tak że bez pracy znalazło się ładne paręset ludzi. Na placach też odbyła się redukcja robotników, gdyż nie ma pracy dla tychże, nie ma warzyw ani kartofli, nic się nie wydaje i nic nie przywożą, tak że na mieście porządny głód!!! Między zredukowanymi byłem też Ja, ale dostałem przez rozmowę z prezesem kartkę do resortu, w międzyczasie byłem w Arbeitseinsatz [Lutomierska 11] i tam zostałem przez kierownika [Bernarda] Fuksa skierowany do Centrali Warzyw [Łagiewnicka 25], do pana [Mieczysława] Mosiężnika i zostałem z powrotem przyjęty do pracy, do Centrali Warzyw. Oczywiście, że nie wiedziałem, dokąd mam teraz pójść, no i po namyśleniu i naradzeniu z mamusią postanowiłem zostać tymczasem przy warzywach. „ (s. 41 – 42)
ONI, III B (11.06.1942)
„Z Wydziału Warzyw [ul. Łagiewnicka 25] dużo robotników dostało karty na wyjazd do Poznania! Tych, co mają protekcję, to zwalniają, no i resortowców! Wszędzie ta przeklęta protekcja! Podobno jedzenia mają dosyć, tylko żyją w strasznych warunkach higienicznych! Pracują przy budowie autostrady i na polnej robocie!!!” (s. 70)
JA, III B (22.07.1942)
„Już nie będę pracował w resorcie, tylko w Wydziale Warzyw [Łagiewnicka 25] z powrotem, bo tam będę miał coś jeść i większy zarobek, a na tym mi najwięcej zależy, gdyż mama mało zarabia, a Ja muszę zarobić na utrzymanie mamy, wykupienie racji. Bo to, co Minia [Feldmark] daje do domu, to też mało! Bo w gospodarstwie potrzebne są pieniądze!” (s. 87)
JA, III B (24.07.1942)
„Już w getcie na rozkaz prezesa! szatkuje się kapustę na zimę, chociaż ta kapusta jest jeszcze za młoda, nie nadaje się, lepiej by było to rozdzielić ludności! Przy tej kapuści [!] kiszeniu pracują trzy zmiany, Ja też już w Gemüse [Łagiewnicka 25] pracuję, więc pracując w nocy, wjechałem sobie z maszyny nożem siekarskim w rękę, tak że nie mogę nią ruszać, ściąłem kawał mięsa! Dlatego to pismo jest takie szkaradne, bo teraz właśnie Nią piszę!” (s. 89)
JA, III B (30.07.1942)
„Znów skaleczyłem sobie palec w siatkarni, byłem u lekarza, dał mi zwolnienie! ale przecież zwalniać się nie wolno, to prosiłem naszego kierownika, to siedzę, nic nie robiąc, i otrzymuję zapłacenie i zupę! Co bardzo ładnie z Jego strony! Jestem mu wdzięczny za to! Wszyscy robotnicy Wydziału Warzyw otrzymują po 4 kg liści z kapusty za 1 MK! Oczywiście, że to jest teraz wielką wygraną!” (s. 90)
ONI, V A (27.03.1943)
„U nas w Wydziale Warzyw wielka sensacja, nasz kierownik, Kulawy Leon zrobił wielką aferę, więc poleciał i na Jego miejsce przychodzi inny! Całe kierownictwo na wszystkich placach zostaje zmienione!” (s. 112)
JA, V B (13.02.1944)
„Ale, niestety, mamy nowe zmartwienie i bojaźń. Potrzebnych jest 1500 osób, zdrowych fizycznie i rozwiniętych umysłowo robotników. Więc prezes bierze tylko ludzi z wydziałów, a najwięcej z Wydziału Warzyw. Resorty są nienaruszalne. Więc 90 dostało kartki na komisję, stawili się, ale gdy zaczęto brać na wysyłkę, więc wszystko zaczęło się ukrywać i nikogo nie ma, żeby wysłać. Bogu dzięki, że Ja nie jestem wśród tych, co dostali kartki.” (s. 116)</document>
<document nplp_id="15560" title="ŁAGIEWNICKA 53 (Resort, Zakład Krawiecki nr&amp;nbsp;3)" slug="lagiewnicka-53-resort-zaklad-krawiecki-nr-3">

Heniek Fogiel
ONI, III B (18.07.1942)
„Spotkałem też Heńka Cygielfarba, pracuje jako salowy w Resorcie Łagiewnicka 53, siostra też pracuje, ale matka mu jest chora. To jest całe nieszczęście!”(s. 86)</document>
<document nplp_id="15564" title="FRANCISZKAŃSKA 27 (Wydział Szkolny)" slug="franciszkanska-27-wydzial-szkolny">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI ,III A (20.04.1942)
„W getcie ruch ogromny, każdy chce dostać się do pracy, aby nie pójść na komisję. Wszyscy więksi dygnitarze wepchnęli swoich do resortów, a ten biedny robotnik, który nie ma protekcji, zawsze pada ofiarą. Z tego powodu we wszystkich resortach wybuchł strajk, gdyż żądali, aby zrobić listę z ich najbliższych i dać im karty pracy, gdyż tylko z ich pracy utrzymuje się getto i resort, a koniec końcem ich rodzice muszą stanąć na komisję, a ci z protekcji wchodzą do pracy. Więc po obiedzie we wszystkich resortach robotnicy podawali swoich najbliższych i te listy przesłano na Bałucki Rynek. Dzieci od 10 lat wypełniali [!] ankiety w Wydziale Szkolnym i zaraz dostali [!] skierowanie do resortów jako uczniowie. Dziś już był pierwszy dzień komisji lekarskiej, badanie wcale się nie odbywa, tylko pytają o zawód, lat [!], datę urodzenia itp. Potem kładą stempel na piersiach, stemple są różnego rodzaju, to znaczy różne litery, potem każdy otrzymuje obiad. Przygnębienie wielkie, na ten temat krążą już różne plotki, że tych stemplowanych wyślą osobno, ażeby rozdzielić rodziny. Że zdrowych wezmą na robotę, pracujący mają zostać. Głowa boli od samego przysłuchiwania się. Ale swoim porządkiem nikt jeszcze nic nie wie, Minia [Feldmark]podała mamę i teściową na listę, jutro będzie odpowiedź.” (s. 39)
ONI, III A (22.04.1942)
„Dziś poszły dzieci do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27] wypełnić ankiety, tak jak przedwczoraj, nie przeczuwając niczego, tymczasem policja żydowska zrobiła obławę, złapała wszystkie dzieci i zaprowadziła na komisję lekarską, to było z rozkazu prezesa, to jest czyn godny potępienia i odpowiada takiemu właśnie człowiekowi jak nasz prezes. Oczywiście, że my nie mamy szczęścia, jak zwykle, bo moja mama nie dostała Arbeitskarty i musiała pójść się odstemplować.” (s. 40).
ONI, III B (1.07.1942)
„Więc Wydział Szkolny [Franciszkańska 27] rejestruje dzieci od lat 7 do 10, które idą do resortów jako uczniowie, nic nie robią, tylko dostają porcję chleba, talon na rację i już!” (s. 79)

Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 26 stycznia 1941 r.
Na 8.30 stawiłem się na Dworskiej [Dworska 1]. [Jojne]Jabłecznik (sekretarz) przepisał nam na maszynie podanie, które podpisał dyrektor. Poszliśmy następnie do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27], skąd wzięliśmy podpisy Karo i Lewa (kuratorzy). Mając podanie gotowe, udaliśmy się z delegacją, tj. Waks, Rozenberg i ja, do szefa [Wydziału] Personalnego Franka [Dworska 1]. Jako delegacja długo nie czekaliśmy, a to z protekcji siostry Waksa. Gdy Frank nas przyjął, zreferowaliśmy mu całą sprawę, jak się ma. Ten wysłuchał nas bardzo spokojnie, wypytując się o różne sprawy. Pod koniec powiedział nam, że on tej sprawy Rumkowskiemu przedstawić nie może. Poradził nam, by w jakiś bądź [!] sposób doręczyć ofertę tę Prezesowi, a wtedy on będzie mógł zrobić nam wszystko, co w jego mocy. Następnie powiedział nam, by starać się w Wydziale Szkolnym [Franciszkańska 27] u Karo, a on dużo może zrobić. Widząc, że nic nie daje się u niego zrobić, poszliśmy.(s. 40)

JA, II A
Środa, 29 stycznia 1941 r.
[…] Byłem w Wydziale Szkolnym [Franciszkańska 27] dowiedzieć się, co słychać z naszym podaniem. Odpowiedź była: „To nie tak prędko, jak się chce”. […] (s. 41,42)

JA/ONI, II A
Niedziela, 2 lutego 1941 r.
Byli dziś u mnie [Franciszkańska 38] [Julek]Waks i [Szymek]Nyssel. Powiedzieli mi, że byli u Karo [Franciszkańska 27], który powiedział im, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu naszą sprawę. Ten, słysząc to, powiedział, że potrzebuje fachowców i przyjmie nas do fabryki, ale teraz ma zawróconą głowę pilniejszymi sprawami. Postanowiliśmy pójść z delegacją po raz drugi do Franka [Dworska 1]. Umówiliśmy się na wtorek [na] 10.30. (s. 43)

JA/ONI, II A
Czwartek, 6 lutego 1941 r.
Całą noc nie mogłem spać przez tego złodzieja, z którym miałem wczoraj do czynienia.
Po obiedzie byłem u Lulka Waksa [Podrzeczna 9], by się umówić do Karo [Franciszkańska 27]. Ten powiedział mi, że za kilka dni Rumkowski sam będzie przeglądał wszystkie podania.
Byłem dziś z Franią w organizacji [Okopowa 138] . Zbiórki nie było, tylko umówiliśmy się na sobotę na godzinę 11. (s. 45)

JA/ONI, II A
Piątek, 7 lutego 1941 r.
Byliśmy – [Lulek]Waks, [Dawid]Rozenberg i ja – u Karo [Franciszkańska 27], który bardzo źle nas przyjął, mówiąc, by do niego nie przychodzić, po czym kazał woźnemu nas wyprowadzić. Poszliśmy następnie do dyrektora, który przyjął nas wyjątkowo dobrze i przyrzekł nam, że pójdzie do Wołkówny [Dworska 1] w naszej sprawie. […] (s. 45,46)

JA, II A
Wtorek, 11 lutego 1941 r.
Rano wyciągnął mnie dozorca z łóżka, bym poszedł odebrać zapomogę. Dostałem 19 mk i pokwitowanie 1 mk na wydatki domowe. Poszedłem następnie do sekretariatu szkolnego [Franciszkańska 27], by wypisali podanie i dali dyrektorowi, który chce iść z tym do Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. (s. 47)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
[…]Poszedłem dziś o 8 godz. do Rozenberga [Limanowskiego 38], z którym poszedłem do „Starego” [ Piwna 15] wraz z [Chaimem Majerem]Kozienickim. Wyciągnęliśmy go z łóżka i zawlekliśmy do szkoły [Franciszkańska 76/78 , gdzie po porozumieniu z dyrektorem napisał opinię. Poszliśmy potem do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27], by bliżej dowiedzieć się o całej sprawie. Tu Karo powiedział nam, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu całą sprawę. Prezes, usłyszawszy to, odniósł się przychylnie, tylko powiedział, że chce wiedzieć, kim są ci absolwenci, jak się nazywają i gdzie mieszkają. Ze słów jego wywnioskowałem, że podanie nasze zgubił i zreferował sprawę tę, nie mając podania. Przeto zwrócił się do dyrekcji szkolnej z wymówką, że musi mieć opinię. (s.54,55)

JA, II A
Niedziela, 23 marca 1942 r.
Ubrałem się dziś po 7 godz., bo chciałem dostać się do szpitala do dr. Altermana[Łagiewnicka 36]. Gdy przyszedłem, stała już bardzo wielka kolejka, lecz ja przez przypadkową protekcję dostałem bilet, nie stojąc w kolejce. Lekarz ten przyjmuje o 4 po południu. Poszedłem następnie do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27]. […] (s. 71,72)

JA/ONI, II A
Wtorek, 25 marca 1941 r.
Rano przyszli do mnie koledzy szkolni Dawid R. i Szymek N. i wyciągnęli mnie z łóżka. Poszliśmy do Franka [Dworska 1]. Ten powiedział nam, że najprawdopodobniej wezwany będzie w tym tygodniu do Prezesa i sprawę naszą przedstawi. Poszliśmy następnie do Karo [Franciszkańska 27], czekaliśmy dość długo, póki będzie wolny, a gdy przyszła już ta chwila, to powiedział że nie chce z nami rozmawiać. Nie pomogły żadne protesty ani prośby, kazał nas, jak już kiedyś, przez woźnego wyprowadzić. Coś w tym jest, co – to na razie nie wiem. […] (s. 72)

JA, II A
Wtorek, 1 kwietnia 1941 r.
O 11 godz. przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do Karo [Franciszkańska 27]. Po godzinnym czekaniu dostaliśmy się do niego, który powiedział nam, że listę naszą odesłał do Warszawskiego. […] (s. 75)</document>
<document nplp_id="15566" title="BRZEZINY &amp;#8211; ŁÓDŹ [TRASA]" slug="brzeziny-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (19.05.1942)
„Dziś znów nadszedł transport Żydów z Brzezin, też bardzo dobrze wyglądają, mieli dobrze jeść. Dzieci do 10 lat też wysłano gdzieś osobno, starsze osoby do 60 lat też osobno. Stemplowane też osobno. Zlikwidowano wszystkie resorty w Brzezinach i całe getto. Ci z Brzezin zabrali trochę pościeli, plecaki, jedzenie i pieniędzy, gdyż spodziewali się wysiedlenia. Dziś wyjechała na robotę do Poznania partia robotników, ale [!] pabianiczan, zdrowych i silnych chłopów jak te dęby.” (s. 53)
ONI, III B (20.05.1942)
„Żydzi, którzy przyjechali z Brzezin, dostali duże bicie po drodze, goniono ich bez litości i bito do krwi. Gdzie są dzieci, ciągle jeszcze nie wiedzą. Dużo mężczyzn pojechało z Brzezin na robotę. 300 osób zostało tam dla szycia wojskowej roboty.” (s. 57-58)
ONI, III B (21.05.1942)
„Dziś przyjechało do getta paręset osób z Ozorkowa spod Litzmannstadt. Tam już pięć tygodni nie wiedzą, gdzie się podziały ich dzieci, matki cały dzień chodzą po ulicach i płaczą, tragedia nie do opisania. Wszystkich Żydów z Brzezin, Pabianic wysyłają do getta z powrotem, ale nie wiadomo dokąd? Tak to robią z nas wiatraki, kręcąc nami w tę i tamtą stronę.” (s. 59)
ONI, III B (9.06.1942)
„Do getta nadchodzi moc paczek różnego rodzaju, nawet maszyny [!] z wysiedlonych ludzi! Już są ogromne składy zawalone tymi rzeczami, są to rzeczy z Brzezin, Pabianic, a nawet z tych, co wysiedlono z getta – Litzmannstadt trzy miesiące temu! Ale pabianiczanie, brzezińczycy są w getcie. Lecz gdzie się podziali wysiedleńcy z Litzmannstadt−Getto? Tego nikt nie wie? Oby tylko żyli? i byli zdrowi?! Tymczasem jest to tajemnicą!!!” (s. 69)</document>
<document nplp_id="15568" title="BRZEZIŃSKA 15 (Sortownia Starych Materiałów/Surowców)" slug="brzezinska-15-sortownia-starych-materialow-surowcow">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (11.06.1942)
„Minia [Feldmark]wystarała się dla mamy o kartkę do Arbeitseinsatz [Biura Powołań, Lutomierska 11], gdzie nareszcie dostała skierowanie do pracy do Altwerk Materialressort [Sortownia Starych Materiałów – Brzezińska 15]. Ale jeszcze mama nie pracuje, kazano przyjść w przyszłym tygodniu. Ale teraz ma szansę, więcej jak przedtem.” (s. 70).
ONI, III B (20.06.1942)
„Nareszcie mamusia zaczyna pracować w Resorcie Altmaterial [Sortownia Starych Materiałów, Brzezińska 15] przy sortowaniu! Ale wszystko protekcja! W przeciwnym razie ani rusz!” (s. 75).</document>
<document nplp_id="15571" title="ŁASK" slug="lask">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (11.08.1942)
„Podobno cały Kreis Łask mają oczyścić z Żydów!” (s. 95)

Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="15573" title="ŁASK &amp;#8211; ŁÓDŹ (Centralne Więzienie) &amp;#8211; POZNAŃ  [TRASA]" slug="lask-lodz-centralne-wiezienie-poznan-trasa">





&amp;nbsp;


Heniek Fogiel
ONI, III B (15.06.1942)


„Do getta przyjechało paręset mężczyzn z Bełchatowa, Zelowa i Łasku. Nikogo tam nie ruszano, tylko tych młodych mężczyzn wzięto i przysłano tutaj na Czarnieckiego [12-18], i stąd wyjadą do Poznania. Czy dziś tam dalej jest spokojnie, czy nie wysiedlano, tego już nie wiemy. Jedzenia tam mają ponad uszy. Handlują, pracują w resortach i zarabiają.” (s. 72)</document>
<document nplp_id="15581" title="BEŁCHATÓW &amp;#8211; ŁÓDŹ (ul.&amp;nbsp;Czarnieckiego 12-18, Centralne Więzienie) &amp;#8211; POZNAŃ [TRASA]" slug="belchatow-lodz-ul-czarnieckiego-12-18-centralne-wiezienie-poznan-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B  (17.06.1942)
„Do getta przyjechało paręset mężczyzn z Bełchatowa, Zelowa i Łasku. Nikogo tam nie ruszano, tylko tych młodych mężczyzn wzięto i przysłano tutaj na Czarnieckiego [12-18], i stąd wyjadą do Poznania. Czy dziś tam dalej jest spokojnie, czy nie wysiedlano, tego już nie wiemy. Jedzenia tam mają ponad uszy. Handlują, pracują w resortach i zarabiają.” (s. 71-72)</document>
<document nplp_id="15583" title="ZELÓW &amp;#8211; ŁÓDŹ (Czarnieckiego 12-18; Centralne Więzienie) [TRASA]" slug="zelow-lodz-czarnieckiego-12-18-centralne-wiezienie-poznan-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B  (17.06.1942)
„Do getta przyjechało paręset mężczyzn z Bełchatowa, Zelowa i Łasku. Nikogo tam nie ruszano, tylko tych młodych mężczyzn wzięto i przysłano tutaj na Czarnieckiego [12-18], i stąd wyjadą do Poznania. Czy dziś tam dalej jest spokojnie, czy nie wysiedlano, tego już nie wiemy. Jedzenia tam mają ponad uszy. Handlują, pracują w resortach i zarabiają.” (s. 71-72)</document>
<document nplp_id="15585" title="ZELÓW &amp;#8211; ŁÓDŹ [TRASA]" slug="zelow-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (16.08.1942)
„Przyjechała partia z Zelowa, ale wujek i ciocia, kuzynka z dziećmi, nie przyjechali, ich podobno posłali gdzie indziej! A kuzyn to w ogóle nie wiadomo, czy żyje? i gdzie się znajduje? bo złapano Go przy szmuglu, to Go wysłano z drugim kuzynem i o obu nie ma żadnej wiadomości!” (s. 96)
ONI, III B (16.08.1942)
„Właśnie do getta dzień w dzień nadchodzą partie wysiedleńców: z Zelowa, Bełchatowa, resztki z Pabianic, Turka. Więc Oni opowiadają, że mieli tam bardzo dobrze, bo mieli otwarte getto i mogli wyjść handlować i kupić sobie jedzenie, bo gdyby mieli żyć z kart żywnościowych, toby mieli gorzej jak tutaj, tam na karty dostawali 16 dkg cukru na cztery tygodnie itd. Przy wysiedleniu zwołano wszystkich na jarmark i rozdzielono ich, starsze osoby, dzieci z matkami osobno. Tych wysłano osobno, nie wiadomo dokąd? Młodych i silnych mężczyzn i kobiety, zdolnych do pracy, przysłano do getta!” (s. 96)


&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="15587" title="ZELÓW &amp;#8211; RADOGOSZCZ (Rozszerzone Więzienie Policyjne Radogoszcz, Zgierska 147) &amp;#8211; POZNAŃ [TRASA]" slug="zelow-radogoszcz-rozszerzone-wiezienie-policyjne-radgoszcz-zgierska-147-poznan-trasa">


&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B  (15.06.1942)
„Dowiedziałem się jednocześnie, że wujek i ciocia zostali w Zelowie i mają [się] dość dobrze. Ciocia z kuzynką handlują masłem, jajkami itp. A wujek ma cheder. A kuzyn handlował szmuglowanym towarem, więc Go wysłano do Radogoszcza [Rozszerzone Więzienie Policyjne Radgoszcz, Zgierska 147], a stamtąd z Pabianiczanami do Poznania na robotę. Ale kto wie, czy przetrzyma, bo jest chorowity.” (s. 72)</document>
<document nplp_id="15589" title="ZELÓW (poza Łodzią)" slug="zelow-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (19.08.1942)
„Więcej nic nowego! Życie w getcie płynie jednostajnie! Ciocię, wujka i kuzynkę z Zelowa musiano wysiedlić dokądś indziej, bo tu w getcie ich nie ma! Od nikogo nie mamy żadnych wiadomości! Prezes przemawiał, że do getta nadchodzi moc kartofli, warzyw.”
ONI, III B (15.06.1942)
„Dowiedziałem się jednocześnie, że wujek i ciocia zostali w Zelowie i mają [się] dość dobrze. Ciocia z kuzynką handlują masłem, jajkami itp.” (s. 96)
ONI, III B (28.06.1942)
„Dostaliśmy przez pocztę ukłon z Zelowa, że są zdrowi i żyją, znakiem tym posyłając nam 3 MK. My napisaliśmy, że jesteśmy zdrowi i cali. Więcej nie wolno!” (s. 77)
ONI, III B (11.08.1942)
„Zelów też mają wysiedlić, a tam jest moja ciocia i wujek, kuzynka.
Niech lepiej zostaną tam, bo lepiej im jest, jak tutaj starsi ludzie. A my im pomóc nie możemy, gdyby przyjechali! Ale zresztą Oni by chcieli tam zostać, bo wiedzą, co tu się dzieje! Ale to nie od Nich zależne!” (s. 95)</document>
<document nplp_id="15593" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; ZGIERZ [TRASA]" slug="lodz-zgierz-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (4.08.1942)
„Podobno 50 policjantów wyjechało do pobliskich miasteczek: Zgierza, Pabianic, Brzezin, Turku, aby przywieźć do getta rzeczy pozostawione przez Żydów w mieszkaniach! Już różne pogłoski krążą na ten temat, że prowiant, który znajdą, będą mieli dla siebie, to mówią zazdrośnicy, inni znów mówią, że wyjeżdżają na robotę, ale pod takim pretekstem, aby nie narobić szumu i strachu reszty!” (s. 92)</document>
<document nplp_id="15596" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; PABIANICE [TRASA]" slug="lodz-pabianice-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (4.08.1942)
„Podobno 50 policjantów wyjechało do pobliskich miasteczek: Zgierza, Pabianic, Brzezin, Turku, aby przywieźć do getta rzeczy pozostawione przez Żydów w mieszkaniach! Już różne pogłoski krążą na ten temat, że prowiant, który znajdą, będą mieli dla siebie, to mówią zazdrośnicy, inni znów mówią, że wyjeżdżają na robotę, ale pod takim pretekstem, aby nie narobić szumu i strachu reszty!” (s. 92)

</document>
<document nplp_id="15598" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; BRZEZINY [TRASA]" slug="lodz-brzeziny-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (4.08.1942)
„Podobno 50 policjantów wyjechało do pobliskich miasteczek: Zgierza, Pabianic, Brzezin, Turku, aby przywieźć do getta rzeczy pozostawione przez Żydów w mieszkaniach! Już różne pogłoski krążą na ten temat, że prowiant, który znajdą, będą mieli dla siebie, to mówią zazdrośnicy, inni znów mówią, że wyjeżdżają na robotę, ale pod takim pretekstem, aby nie narobić szumu i strachu reszty!” (s. 92)

</document>
<document nplp_id="15600" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; TUREK [TRASA]" slug="lodz-turek-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (4.08.1942)
„Podobno 50 policjantów wyjechało do pobliskich miasteczek: Zgierza, Pabianic, Brzezin, Turku, aby przywieźć do getta rzeczy pozostawione przez Żydów w mieszkaniach! Już różne pogłoski krążą na ten temat, że prowiant, który znajdą, będą mieli dla siebie, to mówią zazdrośnicy, inni znów mówią, że wyjeżdżają na robotę, ale pod takim pretekstem, aby nie narobić szumu i strachu reszty!” (s. 92)

</document>
<document nplp_id="15602" title="KALISZ &amp;#8211; ŁÓDŹ [TRASA]" slug="kalisz-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (24.07.1942)
„Co do wysiedleńców krążą różne pogłoski, że znaleziono ubrania pokrwawione na drogach w lasach, że przejeżdżający na kolei Żydzi z Kalisza widzieli to, że ich dzieci wzięto do zagazowanych aut i baraków. To znów mówią, że żyją i są na robocie! Grunt, że przemyśliwamy i mamy zmartwienie!” (s. 89)
ONI, III B  (28.08.1942)
„Do getta znów przyjechało parę tysięcy osób z Zduńskiej Woli, Sieradza i spod Kalisza! Bez pakunków, bez wszystkiego, matka osobno, dzieci i rodzina osobno. Jeden nie wie, gdzie się podziewa drugi! Część przyjechała w zamkniętych wagonach towarowych, gdzie trzy dni wcale nie otwierano, bez jedzenia. Gdy otwarto wagony, kilkadziesiąt osób było martwych z uduszenia, reszta była rozebrana do naga, kobiety i mężczyźni razem, tak piekła ich gorączka, zaznaczę przy sposobności, że całe lato było zimne, ale za to sierpień jest piękny, same upały.” (s. 100)</document>
<document nplp_id="15605" title="RYBNA 8 (Komisja Wysiedleńcza)" slug="rybna-8-komisja-wysiedlencza">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III A (31 marca 1942 r.)
„Mieliśmy dziś okropny dzień, dostaliśmy kartę na wyjazd, ale Ja i Mira [Feldmark] nie, bo my figurujemy jako robotnicy resortowi, tylko ojciec nieboszczyk, mama i brat. Oczywiście, że napisaliśmy podanie, iż ojciec nie żyje i brat z powodu choroby chwilowo nie pracuje, ale już może wrócić do pracy, a Mira i Ja podejmujemy się utrzymywać mamusię. Do podania dołączyłem zaświadczenie, że pracowałem w resorcie 11⁄2 roku, a teraz pracuję w Wydziale Warzyw [ Łagiewnicka 25], zastępuję ojca, który już nie żyje, ale chcę wrócić do resortu. Mira miała zaświadczenie z jej resortu, że jest wykwalifikowaną fachowczynią krawcową i jest potrzebna w resorcie, to zostało podpisane przez kierownika resortu i bezpośrednio poszło na Bałucki Rynek do Komisji Wysiedleńczej [Rybna 8], cały dzień i noc byliśmy w niepewności i strachu, czy w nocy nie przyjdą wyjąć nas z łóżka.” (s. 34)</document>
<document nplp_id="15609" title="BYDGOSZCZ" slug="15609">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (23.08.1942)
„W getcie wśród Żydów podniecenie i radość wielka. Bo jak mówią! Sowiety, Anglia, Ameryka już się pogodzili między sobą i od tego tygodnia już Ameryka i Anglia rozpoczęły wojnę błyskawiczną na dobre! Bydgoszcz, Warszawa już są bombardowane, i całe Niemcy bardzo ostro!” (s. 99)</document>
<document nplp_id="15611" title="WIELUŃ" slug="wielun">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (16.08.1942)
„W Warszawie dalsze mordercze wysiedlanie, w Częstochowie zastrzelono Der Älteste der Juden! i był pogrom! oraz mają wysiedlać, to samo w Piotrkowie! Wysiedlili Wieluń! Mówią, że wszystkich wysiedleńców z getta i z gdzie indziej, wszystkich wymordowano! Takie to wiadomości mamy ostatnio w getcie?” (s. 96)

Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)
</document>
<document nplp_id="15614" title="PIOTRKÓW TRYBUNALSKI (poza Łodzią)" slug="piotrkow-trybunalski-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (16.08.1942)
„W Warszawie dalsze mordercze wysiedlanie, w Częstochowie zastrzelono Der Älteste der Juden! i był pogrom! oraz mają wysiedlać, to samo w Piotrkowie! Wysiedlili Wieluń! Mówią, że wszystkich wysiedleńców z getta i z gdzie indziej, wszystkich wymordowano! Takie to wiadomości mamy ostatnio w getcie?”(s. 96)</document>
<document nplp_id="15615" title="MŁYNARSKA 2 (Resort krawiecki)" slug="mlynarska-2-resort-krawiecki">

Heniek Fogiel
ONI, III B (17.06.1942 - wspomnienie z 16.06.1942)

„Na drugi dzień Mira [Feldmark] cały dzień leciała tu i tam interweniować, była u Mosiężnika, to jest wachmistrza Gemüse-Abteilung [Centrala Warzyw, Łagiewnicka 25, który dzwonił do komisarza [Abrahama] Feldhendlera, lecz ten odpowiedział, że zwolnić ma tylko prawo sam pan prezes. Potem do tegoż samego komisarza dzwonił kierownik resortu, [Lajb] Glazer, lecz teraz już przyrzekł, że postara się coś załatwić. Potem Minia przyniosła zaświadczenie, że pracowałem w resorcie do rewiru [Łagiewnicka 61], a stąd kom[isarz] dzwonił na Bałucki Rynek, że wszystko jest zgodnie z prawdą, tak, jak zeznałem. Pod wieczór nadszedł list od prezesa do mnie ze skierowaniem do dyrektora wszystkich resortów, pana [Dawida] Warszawskiego, że bezwarunkowo muszę być zatrudniony w jednym z resortów krawieckich, więc dostałem skierowanie na Młynarską 2 do drugiej roboty.” (s. 73-74) JA, III B (28.06.1942) „Pracuję w resorcie [Młynarska 25], lecz nie jako krawiec, gdyż na takowe nie było w danym momencie miejsca, więc że to list od prezesa, więc pracuję w składzie jako dniówkarz, pomagam składać towar, wydawać, załatwiam sprawy na mieście itp. Już nareszcie mam moje marzenia, to jest sztuwle, w których pięknie wyglądam, jestem bardzo z nich zadowolony.” (s. 77)</document>
<document nplp_id="15618" title="BRZEZINY &amp;#8211; ŁÓDŹ &amp;#8211; POZNAŃ [TRASA]" slug="brzeziny-lodz-poznan-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (1.06.1942)
„Dużo mężczyzn z Pabianic i Brzezin wysłano na robotę.” (s. 63)</document>
<document nplp_id="15620" title="CZĘSTOCHOWA  (poza Łodzią)" slug="czestochowa-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (16.08.1942)
„W Warszawie dalsze mordercze wysiedlanie, w Częstochowie zastrzelono Der Älteste der Juden! i był pogrom!” (s. 95)
ONI, V B (12.04.1944)
„Nadeszły już kartki od tych, co wyjechali, są w Częstochowie, pracują w fabryce metalowej i piszą, że głodować nie głodują i nic im nie brakuje prócz rodziny.” (s. 121)

</document>
<document nplp_id="15623" title="KALISZ (poza Łodzią)" slug="kalisz-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (22.07.1942)
„W Kaliszu też zabrano dzieci od matek i męża od żony. Ale u nas w gecie przechodzi to już bez echa! Jesteśmy, niestety, przyzwyczajeni do tej strasznej tragedii! 100 trupów dziennie w gecie! to też niemała tragedia. Ale grunt być zdrowym i pracować, to może to przeżyjemy!” (s. 88)</document>
<document nplp_id="15625" title="Św. JAKUBA 16 (Resort Krawiecki)" slug="sw-jakuba-16-resort-krawiecki">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III A (5.05.1942)
„Wysiedleńcom wczoraj przy wyjeździe nic nie dano zabrać, żadnych plecaków ani jedzenia. Prezes był w Resorcie Krawieckim, Jakuba 16, mówił, że da warzywa, a kartofle dopiero w czerwcu, bo te kartofle za maj zjedliśmy w kwietniu albo oddali za ładne bluzeczki, to jedzcie bluzeczki. Miał pretensje do robotników, że jest mała produkcja, więc paru robotników odezwało się, że głodują! więc za to ich aresztowano i skuto w kajdany.” (s. 44)

Jakub Poznański
ONI, VII

31 VIII 1944
„W poniedziałek [28 VIII ] odbył się przegląd tych wszystkich, którzy mieli pozostać w getcie. Decydujące słowo należało do Hansa Biebowa. Prezes Gettoverwaltung przeprowadził bezwzględną selekcję. Odmówił między innymi prośbie inspektorów aptecznych, którzy zabiegali o pozostanie na miejscu. Z lekarzy wybór jego padł na dra [Michała] Eliasberga i dra [Alberta] Mazura. Ogółem ilość „wybrańców" wynosiła 500 osób. Wszyscy oni zostali skoszarowani w budynku przy ulicy Jakuba 16".
(s. 210)

ONI, VII
4 IX 1944

„Jak dotąd, obóz przy ulicy Łagiewnickiej 36 pozostaje na miejscu i wykonuje te same prace, co obóz przy ulicy Jakuba 16. Mężczyźni ładują na stacji Radegast maszyny do wagonów, a grupa kobiet doprowadza do porządku opuszczone mieszkania".
(s. 213)

ONI, VII
9 IX 1944

„Onegdaj [8.09] nad ranem [Hans] Biebow osobiście „nakrył” w domu na Starym Rynku
trzy ukrywające się osoby. Pobił je do krwi, a potem odstawił półnago, w samej tylko bieliźnie, do obozu przy Jakuba 16 i kazał wciągnąć do tzw. ewidencji".

ONI, VII
21 IX 1944
„Wczoraj ujawniono kryjówkę na Marysinie. Zatrzymano osiem osób. Jedna zdołała zbiec. Był to doskonale zamaskowany schron, na samej granicy getta. Mieszkańcy jego zdradzili się, intonując śpiew z okazji Nowego Roku. Usłyszał to przechodzący poza drutami policjant Schupo i zaalarmował rewir na Bałuckim Rynku. Ujęto całą ósemkę i osadzono w celach Kripo. Wieczorem wszyscy powędrowali do obozu przy ulicy Jakuba 16".
(s. 221)

ONI, VII
4 X 1944

„Obecny komendant tak zwanej Służby Porządkowej, nazwiskiem [Mordka] Bruder, posiada w obozie przy ulicy Jakuba 16 władzę nieograniczoną. Onegdaj, rzekomo z polecenia Niemców, zabrał skoszarowanym ponad siedemdziesiąt zegarków, a następnie wręczył je [Heinrichowi] Schwindowi. Ten zaś na apelu spytał dla formalności czy Żydzi te zegarki „ofiarowali dobrowolnie”! ...
Przyjaciele zakomunikowali nam, że rozkaz wyjazdu ich obozu w dniu 5 października nie został cofnięty. Jest więc rzeczą prawie pewną, że wy­jadą jutro o świcie. Mają podobno udać się do Konigswusterhausen poprzez obóz koncentracyjny w Sachsenhausen".
(s. 226-227)

JA/ONI, VII
11 X 1944
„Zauważyliśmy, że grupy robocze z Jakuba poszły rano normalnie do pracy i koło 17-ej jak zwykle wracały z pracy do domu, a więc obóz na Jakuba 16 nie myśli o wyjeździe".
(s. 231)

ONI, VII
13 X 1944

„Część ludzi z Łagiewnickiej 36 w razie ich wyjazdu ma przejść na Jakuba 16 i taka sama ilość ma z Jakuba 16 przejść na Łagiewnicką 36, by z nimi wyjechać. I to się rozumie, bo „sprzedano" przecież 605 dusz, więc muszą one być dostarczone. Na początku miało pójść 60 osób, potem 43, a w końcu 21 osób. Gdy B. [Hans Biebow] przyszedł na Jakuba 16, by te 21 osoby wybrać, nikt dobrowolnie nie chciał przejść na Łagiewnicką 36, i nawet gdy on wyznaczał, to odmawiano przejścia tak, że nawet on bił po twarzy i niektórych podobno nawet skatował. Ta sprawa nie jest jeszcze załatwiona, bo ci z Łagiewnickiej, gdy zostali, również niechętnie chcą pójść na Jakuba 16".
(s. 234)

ONI, VII
21 X 1944
„W obozie na Łagiewnickiej 36 wybuchła epidemia szkarlatyny wśród dzieci. Z tego powodu już 21 [października] 51 osób zostało przetranslokowanych na Jakuba 16, bo rodzice i krewni chorych dzieci też zostają tu, a na ich miejsce z Jakuba 16 poszło 5 osób do obozu na Łagiewnickiej 36 i ewentualnie z nimi dziś pojechało".
(s. 244)

JA/ONI, VII
19 XI 1944
„Od dziesięciu dni nie zajrzałem do tego zeszytu. A w ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Nastąpił nieoczekiwany zwrot w naszej sytuacji.
Od dziesięciu dni jesteśmy skoszarowani w obozie przy ulicy Jakuba 16. Chciałbym jednak opisać wszystko po kolei.
W czwartek, dziewiątego listopada, około godziny szóstej przed wieczorem rozległ się w naszym lochu umówiony sygnał – trzy silne uderzenia w okiennicę, zwiastujące bezpośrednie niebezpieczeństwo. Dwaj nasi wypróbowani informatorzy z Bałuckiego Rynku przynieśli nam iście hiobową wieść: zadenuncjowano naszą obecną kryjówkę, a komendant policji żydowskiej, [Mordka] Bruder, zamierza nas jutro odwiedzić w asyście agentów Kripo.
Doniesiono nam również, że nie jest to pierwszy wypadek ujawnienia kryjówki. W tym tygodniu zlikwidowano już pięć podobnych ,,lokali" w piwnicach, a w jednym z nich rozegrała się dramatyczna walka, której ofiarą padł lekarz, dr Daniel Wajskopf. Jego szwagier i siostrzeniec [Seweryn lub Henryk Rauchman]zostali swego czasu ujęci i skierowani na Jakuba 16, skąd udało im się zbiec. Dowiedziawszy się o tym, Hans Biebow wpadł w pasję. Dobrał sobie do pomocy [Heinrich] Schwinda, Brudera i niejakiego ]Lajbla] Krajna i we czwórkę udali się do zdradzonej im kryjówki lekarza i jego rodziny. Dr Wajskopf, pomimo złamanej nogi, wyszedł im naprzeciw i bronił bohatersko wstępu do piwnicy. Z pomocą przyszli mu siostrzeńcy i siostry. W rezultacie Biebow, Schwind, Bruder i Krajn zostali dotkliwie pobici. Rzecz jasna, zwyciężyła w końcu „dzielna czwórka" Niemców i judaszów. Udało się w końcu ująć dra Wajskopfa, którego rozpaczliwa obrona umożliwiła ucieczkę niektórym członkom rodziny. Biebow i Schwind, którzy nie mieli przy sobie broni, udali się biegiem na Bałucki Rynek. Wrócili po kilkunastu minutach i czterema wystrzałami z pistoletu położyli trupem wspaniałego człowieka, który ośmielił się podnieść rękę na przedstawiciela „narodu panów". Ten właśnie incydent zapoczątkował likwidację szeregu kryjówek w getcie.
Ale wracam do naszej sprawy. Jeszcze „łącznicy" nie zdążyli wyjść, gdy w progu stanął inny przedstawiciel Bałuckiego Rynku i w imieniu Brudera zadał nam pytanie, czy chcemy dobrowolnie zgłosić się do obozu. Jeśli tak, to przyjdzie on po nas nazajutrz w towarzystwie agentów. Nic nam nie grozi. Wprost z kryjówki udamy się do Kripo, gdzie nas tylko formalnie przesłuchają i zapiszą-po czym czeka nas kąpiel i dezynfekcja, no i obóz. Prosiliśmy o godzinę namysłu. Po dłuższej naradzie doszliśmy zgodnie do wniosku, że jeśli loch nasz został zdekonspirowany, i tak nas zabiorą. Może to nastąpić natychmiast albo za parę dni. W takiej sytuacji nie będziemy mieć chwili spokoju. Wszystko to rozważywszy, z ciężkim sercem przyjęliśmy propozycję Brudera. Dopiero o godzinie 21-ej przekazaliśmy wiadomość wyrażającą zgodę wysłannikowi Bałuckiego Rynku. A potem nastąpiła ostatnia noc w lochu ...
W piątek nad ranem pakowaliśmy swoje rzeczy. Nie zdążyliśmy się jeszcze ogarnąć, gdy na podwórzu rozległo się wołanie: „Bajgelman! Bajgelman!" Wyjrzeliśmy na dwór. Okazało się, że oczekują nas już dwaj agenci Kripo w asyście Brudera i Krajna. Obok stał wóz przeznaczony do przewozu naszych rzeczy. Kazano nam się ubrać i wynosić wraz z tobołami całe „umeblowanie" lochu. Trwało to przeszło godzinę.
Z resortu udaliśmy się do budynku Kripo przy uIicy Kościelnej. Tam spisano nasze personalia i zadano kilka stereotypowych pytań na temat walut i kosztowności. Potem odesłano nas do dezynfekcji i kąpieli na Bałuckim Rynku, skąd tramwajem pojechaliśmy do obozu przy ulicy Jakuba 16".
(s. 254-255)

JA/ONI, VII
24 XI 1944
„Urządziliśmy się" już jako tako w obozie. Ja pracuję na Łagiewnickiej 63 przy oczyszczaniu puchu i pierza, a żona z córką w resorcie papierniczym.
Dziś przywieziono do nas na dwóch ciężarówkach futra i walizy, których zawartości nie mieliśmy jeszcze okazji sprawdzić. Rzeczy te były kiedyś własnością Żydów niemieckich, wysiedlonych w 1942 roku do Koła. Obóz ten został niedawno zlikwidowany.
Od kilku dni sporządzają listy ewidencyjne. Podobno na rozkaz Kripo. Spis jest tym razem uproszczony. Zawiera - oprócz imienia i nazwiska - tylko jedną rubrykę: wiek.
Przed trzema dniami spalono w Biurze Ewidencji rejestry narodzin i zgonów. Część ich uratowaliśmy, przedsięwziąwszy z żoną bardzo niebezpieczną nocną wyprawę do Biura przy placu Kościelnym 4.
Nasza praca na Łagiewnickiej 63 nie ogranicza się, oczywiście, do samego puchu i pierza, które z kolei ładuje się na stacji Radegast i wysyła do Niemiec. Wraz z pościelą przychodzą do nas różne rzeczy osobiste z „oczyszczonych" mieszkań żydowskich, a więc ubrania, suknie, różnego rodzaju okrycia, bielizna itp. Wszystko to należy bardzo starannie posegregować na użytek nowych właścicieli - uchodźców ze zbombardowanych miast Trzeciej Rzeszy.
Wczoraj przybył do nas {Erich] Czarnulla i polecił przygotować jak najszybciej 500 kompletów ubrań i bielizny oraz tyleż kompletów garnków, misek i naczyń. Wszystko to dla potrzeb Drezna.
Proponowano mi zmianę pracy: stanowisko kancelisty w biurze niemieckim na Bałuckim Rynku. Odmówiłem. Nie życzę sobie za nic na świecie współpracować z katami mojej Ojczyzny i mego Narodu!".
(s. 256)

ONI, VII
1 XII 1944
„Wyjechało dziś z Jakuba 16 60 mężczyzn, większość w starszym wieku, [wywieziono] między innymi i [Beniamina] Russa - starszego. Dokąd ich posłano, nie wiadomo. Druga wiadomość to, że uciekł z obozu Jakuba 16 Dawid Pereł, dawny urzędnik na Radegaście. Podobno poszukuje go Kripo.
(s. 252)

JA/ONI, VII
3 XII 1944
„Teraz mogę tylko raz w tygodniu zaglądać do moich zeszytów i cośkolwiek zanotować. W dnie powszednie pracuję ciężko do godziny 15. Wracam do domu bardzo zmęczony, a trzeba jeszcze stanąć w kolejce po chleb, przynieść zupę, zasięgnąć języka, zdobyć jakąś gazetę. Wieczorem jestem tak wyczerpany, że nie mogę utrzymać pióra w ręku...
Mimo zimowej pory wstajemy o piątej rano, choć apele odbywają się zazwyczaj kilkanaście minut po siódmej. [Hans] Biebow był na apelu tylko raz, i to kazał na siebie czekać przeszło trzy kwadranse".
(s. 257)

JA, VII
10 XII 1944
„Wczoraj punktualnie o godzinie 7.30 nadjechał samochodem Hans Biebow i wszedł na podwórze w towarzystwie szefa Kripo, [Wilhelma] Neumana. Jak zwykle, zaczął wysyłać poszczególne grupy do pracy. Kiedy znaleźliśmy się na ulicy, zastanowiło nas, że tramwaje stoją puste, a wszystkich robotników kierują w stronę ulicy Wolborskiej, jak gdyby na Bałucki Rynek. Na jezdni dostrzegliśmy kilku starych znajomych z Kripo, a obok nich szereg nowych figur, rozmawiających między sobą po ukraińsku. Zaledwie uszliśmy parę kroków, zatrzymano nas i rozkazano stanąć w trójkach, jak na apelu. Dopiero gdy szef Kripo zwrócił się do swoich podwładnych z poleceniem, aby wszystko dokładnie „przejrzeli i przetrząsnęli", zrozumieliśmy, że odbędzie się rewizja osobista. Młodzieńcy gruntownie rewidowali swe ofiary, wyprowadzając je na środek jezdni i rozbierając prawie do naga. Ludzie zaczęli dobrowolnie wyrzucać różne paczki – głównie zabrane z sobą kromki chleba. Ale znalazły się również bardziej wartościowe rzeczy. „Gorączka pracy" udzieliła się także panu komendantowi [Mordce] Bruderowi, toteż – za zgodą szefa Kripo – wziął osobisty udział w rewizji. Kobiety były również rewidowane i, rzecz jasna, przez mężczyzn. Cała ta procedura trwała przeszło godzinę. Odbierano zegarki, obrączki ślubne, wszelkiego rodzaju wyroby ze srebra, nawet marki niemieckie, banknoty polskie itp. Potem udaliśmy się do naszej codziennej pracy.
Około południa doniesiono nam, że i na terenie obozu przeprowadza się rewizję i w tym celu odbyła się nawet odprawa kierowników poszczególnych grup. Obowiązek ten przypadł władzom obozowym, więc mieliśmy nadzieję, iż obejdą się oględnie z naszymi rzeczami i żywnością, to jest, że nie zmieszają nam kawy zbożowej z solą lub żytnich płatków z marmoladą, jak to czynią w podobnych wypadkach agenci Kripo ...
Punktualnie o godzinie 14-ej rozległ się gwizdek i jednocześnie rozkaz Gruppenführera: „Alle antreten!" (Zbiórka!). Niemiec – w naszych warunkach pan życia i śmierci – wygłosił do nas zwięzłe, lecz za to suto okraszone przezwiskami przemówienie. Hans Biebow we własnej osobie obarczył go odpowiedzialnością za „kontrabandę". Dlatego też proponuje oddanie zegarków, papierośnic, wiecznych piór i tym podobnych wartościowych przedmiotów. W razie nieposłuszeństwa stosowane będą najsurowsze represje aż do kary śmierci.
Po tej soczystej przemowie Gruppenführer przystąpił do osobistej rewizji mężczyzn i kobiet. Był to kwadrans straszliwego napięcia nerwów. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w ten sposób postępuje się ze skazańcami przed egzekucją ...
Ale nie. Kazano nam wrócić do pracy, a w godzinę później zwierzchnicy nasi udali się na Bałucki Rynek, zanosząc tam triumfalnie dodatkową zdobycz, wymuszoną groźbami od niewolników".
(s. 258-259)

JA/ONI, VII
14 I 1945
„Chciałbym coś niecoś zrekonstruować z pamięci. We wtorek po Nowym Roku przybył do nas [Hans] Biebow. Zjawił się na apelu i wygłosił przemówienie tej mniej więcej treści:
Rozpoczął się „nasz" rok. Wprawdzie „wy" macie inny kalendarz, ale mieszkając wśród „nas" przyzwyczailiście się z biegiem czasu do tej daty.
Po tym krótkim wstępie zaczął nam cytować całą litanię grzechów, przekroczeń i uchybień. Plądrowanie mieszkań, „kradzieże” różnych rzeczy (pożydowskich), przeznaczonych na wywóz do Rzeszy, ukrywanie przedmiotów wartościowych itp.
W końcu wyliczył „dekalog” grożących nam kar, począwszy od chłosty, skończywszy na szubienicy ... […]
W piątek 5 stycznia [Heinrich] Schwind, przybywszy na apel dziesięć minut po ósmej, zastał na podwórzu zaledwie 200 osób. Dygnitarz musiał odczekać dobry kwadrans, nim wszyscy się zeszli. Wobec tego zarządził ogólny apel na sobotę na godzinę 7.30.
Tegoż dnia, bez opóźnienia, zajechał na dziedziniec obozu samochód, z którego wysiedli Schwind i komendant Kripo, [Wilhelm] Neuman, w mundurze SS. Po „słowie wstępnym" Schwinda, Neuman wygłosił krótkie przemówienie. Zarzucił nam, że nie pracujemy należycie i grabimy majątek getta, należący do władz niemieckich.
Potem wystąpił [Mordka] Bruder i wymienił nazwiska dwóch osób, u których znaleziono „zrabowane" towary. Następnie [Bronisław] Dancyger wymienił nazwiska czterech Żydów sabotujących pracę.
Neuman kazał wystąpić całej „niesumiennej" szóstce i oddał ich w ręce agentów Kripo.
Nasi nieszczęśliwi towarzysze zostali straceni w późnych godzinach wieczornych".
(s. 261)

JA/ONI, VII
15 I 1945
„Wczoraj po południu udało nam się zdobyć gazetę. Komunikat wojenny wskazuje na to, że wojska radzieckie rozpoczęły na foncie wschodnim ofensywę tym razem zakrojoną na szeroką skalę. […]
Dziś normalny apel. Wśród Niemców widoczny był pewien niepokój, niemniej padały zwykle rozkazy i zarządzenia. Naszą grupę skierowano do ładowania słomianego obuwia. Czy Niemcy liczą się naprawdę z możliwością kampanii zimowej?
Poza tym cały dzień przeszedł spokojnie. W nocy kilku śmiałków słuchało radia. Leżeli nakryci kocami w piwnicy jednego z sąsiednich domów. Donieśli nam, iż Rosjanie idą jak nawałnica w kierunku naszego miasta ze wschodu i z południa".
(s. 261)

JA/ONI, VII
16 I 1944
„Przed wieczorem, o szóstej, przebywałem w biurze obozu, gdy dotarł do nas odgłos detonacji. Wybiegliśmy na podwórze i oczom naszym przedstawił się niecodzienny widok: jasno jak w dzień – na firmamencie nieba trzy rakiety oświetlające pół horyzontu. Wciąż słychać wybuchy bomb i grzmoty dział przeciwlotniczych. Jedna bomba zapalająca eksplodowała w polu, naprzeciw naszego obozu. Odłamek jej spadł na dach sąsiedniego domu przy ulicy Jakuba 18. Pożar ugasiła natychmiast obozowa straż pożarna.
Poza tym noc przeszła spokojnie".
(s. 262)

JA/ONI, VII
17 IX 1944
„Dziś rano odbył się normalny, ale bardzo spóźniony apel. Niemców było mało, gdyż większość naszych dozorców otrzymała wezwania do tzw. Volkssturmu (rodzaj pospolitego ruszenia). Niemniej wszystkie nasze grupy skierowano do pracy.
W ciągu dnia były dwa naloty. Przedstawiciele Herrenvolku nie mogą sobie znaleźć miejsca. Chodzą bladzi i osowiali. Jeżdżą wciąż do miasta i z powrotem. Widocznie pakują manatki ...
Około godziny 18-ej przybył do obozu komendant [Mordka] Bruder i oświadczył, że z polecenia władz odbędzie się w czwartek ogólny apel. Bezwzględny przymus stawiennictwa dotyczy nie tylko wszystkich mieszkańców obozu, lecz również przebywających poza jego obrębem telefonistek i furmanów.
Ze słów tych wysnuliśmy wniosek, że zanosi się na coś niedobrego. Już po godzinie ludzie zaczęli gremialnie opuszczać obóz. Poszliśmy za ich przykładem. Podyktował nam to zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy. Doświadczenie ostatnich miesięcy nauczyło nas, że kto się ukrywa, ten wygrywa...".
(s. 262-263)

JA/ONI, VII
20 I 1945

„Wróciliśmy do obozu. Okazuje się, iż nie wszyscy jeszcze wrócili, dużo brakuje. Z 877 jest może 600 ludzi, reszta jeszcze nie przyszła. W obozie są już rosyjscy żołnierze. Idzie na całego. Tak przeszedł dzień piątkowy".
(s. 265)

JA/ONI, VIII
Między 20 a 28 I 1945

„Żołnierze i mnie dali puszkę mięsa, pół kilo margaryny, butelkę koniaku, butelkę wódki i puszkę konserwowych szparagów, ale już otwartą. Byłem im za wszystko wdzięczny, gdyż byliśmy bardzo wygłodniali na takie rzeczy. Stosownie do obietnicy odwieźli mnie do obozu, a ja ze swej strony obiecałem im dać przewodników na Dworzec Kaliski, gdzie stała ich bateria. Gdyśmy przyjechali do obozu, oficerowie chcieli bezwarunkowo zobaczyć, jak Żydzi mieszkali w obozie. Więc musieliśmy ich zaprowadzić do siebie, na III piętro. Tu ku wielkiej mej radości zastałem u siebie, tj. w oddziale dla kobiet, Kostka Gajewskiego, jego brata Zygmunta i dwóch jego kolegów. Dowiedzieli się od dozorczyni domu na Andrzeja, żeśmy tam byli, to zaraz przylecieli. Przynieśli ze sobą dużo, dużo wódki i słoiki konfitur bardzo dobrych. Bardzo przyzwoity człowiek ten Kostek, nie mógł się dostatecznie nasłuchać naszych opowiadań o tych mękach, jakieśmy przeszli w tym getcie. Wprost wierzyć nie chciał tym rzeczom, cośmy mu opowiadali. Odwiedzało nas mnóstwo sąsiadów, każdy coś powiedział i każdy wypił kieliszek. Była ogólna radość z wyzwolenia. Oficerowie dość długo z nami posiedzieli, przy czym jeden z nich przyznał mi się po cichu, że jest mieszańcem, tzn. pół-Żydem".
(s. 266-267)

JA/ONI, VIII
25? I 1945

„W obozie wielki jubel. Kilku żołnierzy i oficerów rosyjskich przebywa w obozie, dużo się pije i cieszy.
Szumowiny i męty społeczne korzystają z okazji takich. Otóż był w obozie niejaki Friedman Nachman, były policjant Urzędu Śledczego, u siebie znany ze swoich katowań zatrzymanych tam ludzi i ten pan dostał się zaraz w pierwszych dniach do Gosobrony. Pierwszy dostał samochód ciężarowy, naładował swoje rzeczy i wyprowadził się z miasta. Że też władze Gosobrony nie poznały się na nim. Tak samo Jankiel Ast, który się przyznał do wykrycia dra Weiskopfa i który przeszkodził mu w ucieczce, również wyjechał samochodem ciężarowym.
[…]
Muszę powiedzieć, iż Kostek Gajewski w niedzielę znów był u nas i przyniósł kawał szynki wędzonej. Nie widzieliśmy szynki pewnie blisko 5 lat. Bardzo się podarunkiem ucieszyliśmy.
[…]
We środę znowu byłem w obozie. Ku mej wielkiej radości dowiedziałem się, iż odnalazła się cała rodzina inż. [Izaka] Gutmana i inni dotychczas nieodnalezieni towarzysze z obozu. Już nikt nie brakuje. Niemieccy oprawcy nikogo do ręki nie otrzymali. Gutmanowie wprawdzie wiedzieli o uwolnieniu, ale gdy ze swego schroniska widzieli ludzi z czerwoną opaską, to sądzili, że są to prowokatorzy z Gestapo, których zadaniem jest wywabienie ich z ukrycia. Dopiero we środę rano [24.01], gdy już nerwy nie wytrzymały, wyszli na ulicę gotowi na najgorsze, dowiedzieli się, że już od pięciu dni Armia Czerwona uwolniła Łódź od Niemców i dała wolność. Tak w obozie nic nowego, towarzysze naszej wspólnej niedoli po trochu się wyprowadzają do miasta".
(s. 267-269)

JA/ONI, VIII
28 I 1945

„W czwartek i piątek nie bylem w obozie, natomiast przyjechałem w sobotę, tj. wczoraj, i byłem świadkiem aresztowania frakcji całego obecnego zarządu obozu, którego nikt nie wybierał i który uzurpował sobie władzę. Aresztowanie jednak nie nastąpiło z tego powodu, lecz za jakieś inne przewinienia, bo aresztowano tylko część zarządu, i w głównej mierze wszystkich byłych milicjantów lub, jak siebie nazywali, policjantów getta i niektórych innych, jak niejakiego [Jakuba] Kruglańskiego, podobno dra [Michała] Eliasberga i dra [Alberta] Mazura. Powodu aresztowania nikt nie zna. Aresztował ich jakiś pułkownik armii sowieckiej, jakiś oficer polskiej armii i kilku milicjantów i odprowadzono ich zaraz. Bałagan, który był przedtem, jeszcze więcej się przez to powiększył. Nie było nikogo, kto by mógł dać należytą odpowiedź. Zgłasza się do obozu [dużo ludzi], bo uważają to za jakieś centrum żydowskie, całe rzesze osób urzędowych i nieoficjalnych, którzy chcą otrzymać informacje o naszym życiu. Prócz tego wszyscy, albo lepiej powiedzieć, prawie wszyscy Żydzi, którzy powracają do Łodzi, zgłaszają się tu do obozu celem rejestracji i podania swego adresu. Dlatego też powinna była być bardzo sprężysta organizacja, a ta „młodzież", która wciska się do rządów i która obecnie została aresztowana, nie potrafiła tego uczynić, bo nie miała do tego żadnych kwalifikacji".
(s. 270-271)

JA/ONI, VIII
11 II 1945

„Do obozu, który od dziesięciu mniej więcej dni przeniósł się do innego baraku, a mianowicie do poprzecznej oficyny domu przy Narutowicza 32 (dawny numer). [sic] Tam tylko znajdują się biura i składy obozu, bo tu również przeniesiono zapasy, które znajdowały się na Jakuba 16.
Przyjechał jakiś delegat z Lublina, a w kilka dni później przyjechał główny delegat z Lublina, mój stary znajomy dr Filip Friedman, historyk, nauczyciel gimnazjum żydowskiego w Łodzi.
Z każdym dniem ilość Żydów w Łodzi się powiększa".
(s. 272)</document>
<document nplp_id="15627" title="KRAKÓW" slug="krakow">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (28.06.1942)
„Od tych, co wysłano do Poznania, nadchodzą listy, że są zdrowi i pracują! Mówią! że od wysiedleńców są kartki, że są pod Krakowem na robotach i w miasteczkach. Inni znów mówią, że radio angielskie, rozumie się w tajemnicy, komunikuje, że wie bardzo dobrze, co Niemcy robią z Żydami wysiedlonymi z Litzmannstadt−Getto, że ich wszystkich zabito.” (s. 78)</document>
<document nplp_id="15629" title="LUBLIN (poza Łodzią)" slug="lublin-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, V B (13.02.1944)
„A politycznie jest bardzo dobrze. Sowiety przesuwają się naprzód, są już koło Lublina i Lwowa. Ale cóż z tego, czym Oni bliżej, tym dla nas gorzej. Z Lublina przywieziono maszyny i ma przybyć 1500 osób z Lublina. Co do wyjeżdżających, to jadą na pewno na robotę, bo żąda się, by umieli pisać, czytać i dostają ubranie, kombinezony, buty.” (s. 117)

Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 15 stycznia 1941 r.
„Napisałem dziś list do Lublina, tj. do dziadka. Pisałem im [!] o ukończeniu szkoły zawodowej[Franciszkańska 76/78] i o staraniach o posadę". (s. 32,33)

JA/ONI, II A
Piątek, 28 marca 1941 r.
„Przyszedł wczoraj list od Julka Szattana z Lublina. Pisze on, że Dziadka, Babkie [!], Sabę i Różę wysłali 58 km za Lublin w nocy, nie pozwalając im nic zabrać. Natomiast Julek Kohen, Julek Szattan i Oskar zostali, bo spali gdzie indziej". (s. 73,74)
</document>
<document nplp_id="15631" title="LWÓW" slug="lwow-3">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, V B (13.02.1944)
„A politycznie jest bardzo dobrze. Sowiety przesuwają się naprzód, są już koło Lublina i Lwowa. Ale cóż z tego, czym Oni bliżej, tym dla nas gorzej. Z Lublina przywieziono maszyny i ma przybyć 1500 osób z Lublina. Co do wyjeżdżających, to jadą na pewno na robotę, bo żąda się, by umieli pisać, czytać i dostają ubranie, kombinezony, buty.” (s. 117)

</document>
<document nplp_id="15632" title="ŁÓDŹ – CZĘSTOCHOWA [TRASA]" slug="lodz-czestochowa-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, V B ONI, V B (19.03.1944)
„Drugiego dnia w nocy przyjechali Niemcy, Schupo policja, odprowadzili ich na pociąg, podobno pojechali do Częstochowy, do fabryk metalowych, są ukłony, że ciężko pracują, ale dostają jeść.” (s. 119)</document>
<document nplp_id="15634" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; KALISZ [TRASA]" slug="lodz-kalisz-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (9.07.1942)
„Do getta przyjechało parę tysięcy osób z Kalisza i okolic, mieli tam bardzo dobrze jeść i pić! W ogóle sobie nie wyobrażali i by nie wierzyli, co tu w getcie się dzieje! Słyszeli, ale dopóki się teraz nie przekonują, toby nie wierzyli na tyle, co tu się dzieje!” (s. 83)</document>
<document nplp_id="15637" title="OBÓZ CYGAŃSKI (w&amp;nbsp;kwadracie ulic: Brzezińska, Towiańskiego, Starosikawska i&amp;nbsp;Głowackiego) [OBSZAR]" slug="oboz-cyganski-w-kwadracie-ulic-brzezinska-towianskiego-starosikawska-i-glowackiego-obszar">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (24.05.1942)
„Wczoraj prezesowa była w Resorcie Krawieckim i powiedziała, że Ona do prezesa protekcji nie potrzebuje i co będzie w Jej mocy, aby poprawić sytuację w getcie, to zrobi wszystko. Otwierają ogromny resort tam, gdzie był obóz cygański, gdzie będą wyrabiać buty słomiane już na zimę, zatrudnionych ma tam być 20 tys. osób.” (s. 60)

Jakub Poznański
ONI, II/III
1941-1942 (zapis 24 XII 1943)
„W latach 1941-1942 istniał jeszcze w granicach administracyjnych getta wyodrębniony, zamknięty obóz. Nazywano go Cygańskim (Zigeunerlager). Według wiarygodnych informacji nie zamieszkiwali w nim bynajmniej Cyganie. Więziono tam głównie naukowców i artystów – Węgrów, Serbów, Chorwatów, Rumunów itd. – wraz z żonami i dziećmi. W obozie tym szerzył się w zastraszający sposób tyfus plamisty. Więźniowe głodowali i marzli. Nie otrzymywali nic prócz ćwiartki chleba na dobę. Otaczało ich opieką dwóch lekarzy – dr [Aron] Niklenburg i lekarz czeski, którego nazwiska nie pamiętam. Obydwaj zmarli na tyfus. Obóz, w którym przebywało 7 tysięcy wysiedleńców, istniał stosunkowo krótko. Baraki spalono. Po nich to zostało dużo instrumentów muzycznych. Może dlatego nazywano ich „Cyganami”?"
(s. 141)

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA/ONI, II C

„Jak już powiedziałem, między gettem a obozem cygańskim Niemcy zainstalowali podwójne szeregi drutów kolczastych. (Czego się obawiali?). Druty między obozem a miastem pilnowane były przez wachę niemiecką, podobnie jak druty między obozem a gettem. Tutaj dodatkowo, od strony getta, bramy łączącej obydwa obozy pilnowała żydowska policja. Przez tę właśnie bramę zostaliśmy z szacunkiem przepuszczani i oto wraz z Oberscharführerem Jansenem znalazłem się na terenie obozu cygańskiego. (Trzy lata później, gdy po obozach w Oświęcimiu i Jeleniej Górze zostałem przekazany do obozu w Cieplicach, przypomniałem sobie tę wizytę u Cyganów. Znalazłem się bowiem wówczas w kwarantannie oddzielonej od pozostałej jego części zasiekami z drutu kolczastego. Była to sytuacja prawie identyczna).” (s. 53-54)

„Dorożka Kripo zatrzymała się na placyku między owymi kamienicami stanowiącymi obóz. I tutaj Niemcy zorganizowali coś w rodzaju służby porządkowej. Jej rośli przedstawiciele uzbrojeni zostali w grube drewniane kije. Dowodziło to, że Trzecia Rzesza wyżej ceniła naszą żydowską policję, która otrzymała do swojej dyspozycji autentyczne gumowe pałki. Część Cyganów ze służby porządkowej stanęła przed [Eugenem] Jansenem na baczność, a część zabrała się do rozpędzania tłoczącego się i gęstniejącego na placyku tłumu. Podczas gdy Oberscharführer rozprawiał o czymś z gestykulującym jak na włoskim filmie szefem owej służby porządkowej, przesunąłem się wzdłuż ściany najbliżej domu i zajrzałem do środka – od sieni na parterze, a poprzez sień do wnętrza dwóch widocznych przez otwarte drzwi pokoi. Był to widok niezwykły. Nawet dla mnie, nawykłego do katastrofalnie zagęszczonych mieszkań gettowych i obozów dla przybyszy z Niemiec czy Austrii, obraz, jaki przedstawiały obydwa pomieszczenia, był przerażający. Jeszcze dzisiaj, kiedy piszę tę relację, nie przychodzi mi na myśl właściwe porównanie. Wówczas przypomniałem sobie widziany przed wojną reportaż filmowy ze szpitala w Indiach. Nie było tam, jak i w widzianych przeze mnie kątem oka pokojach, ani prycz, ani tym bardziej łóżek. Rozrzucona na podłodze słoma, pokryta szmatami, służyła za legowisko dla – ilu? Trzydziestu? Czterdziestu? Stu mieszkańców tego mrowiska? To było wstrząsające. […]

Wszystko zapisało się bardzo wyraziście w mojej pamięci, aczkolwiek obserwacja trwała chyba nie dłużej niż kilka minut. Szybko bowiem przywołał mnie do porządku Jansen, dając do zrozumienia, że nie wolno mi się oddalać od niego na krok. Tak się zresztą zdenerwował moją niesubordynacją, że porzucił z miejsca dobre maniery i zdzielił szpicrutą szefa służby porządkowej obozu, z którym dotychczas spokojnie rozmawiał. Być może chciał pokazać, że nie będzie dla mnie łaskawszy…

Weszliśmy razem do niewielkiego piętrowego domku na prawo od głównej bramy. Były tu, jak się okazało, dwie izby zajęte przez niewielki szpitalik, czyli, jak się to wówczas nazywało, rewir. Jansen zatrzymał się na progu jednej z izb, mnie przepuszczając do środka. W każdym z pokoików stało pod dłuższymi ścianami osiem piętrowych prycz. Wszystkie były zajęte. W kilku leżało po dwóch chorych. Ciekawe, że nie przypominam sobie, aby wśród tych chorych znajdowały się kobiety. Z perspektywy lat zadaję sobie pytanie, czy w ogóle tam w obozie były kobiety. Pamiętam dokładnie wiele zaobserwowanych wówczas szczegółów, ale tego, dość dla niniejszego raportu ważnego, nie mogę sobie przypomnieć. […]

Podszedłem do chorego z dolnej pryczy po lewej stronie. Był nieprzytomny i miał wysoką gorączkę. Wystarczyło odchylić mu koszulę na piersiach, aby postawić szybką diagnozę. Nie ulegało wątpliwości, że to tyfus plamisty. Wprawdzie nie było już potrzeby, abym badał pozostałych chorych, ale po pierwsze sumienie chciałem mieć czyste, a po drugie chciałem sprawdzić, jakie jest tutaj zawszenie. Powinienem był to zrobić w izbach mieszkalnych, ale to, co zauważyłem u chorych, nie potrzebowało dodatkowego potwierdzenia. Sprawa była jasna jak słońce, albo raczej groźna jak pierwszy zwiastun żywiołu, którego moce ludzkie nie są w stanie opanować. Wszystko razem nie trwało dłużej niż dwadzieścia minut.

Rozmowa z Jansenem była krótka.

– No i co to jest?

– Tyfus plamisty.

– Czy to niebezpieczne dla życia?

– Bardzo.

– Daje się to wyleczyć? – (Po niemiecku: Ist das heilbar?).

Tu mnie trochę zatkało. Odpowiedź nie była prosta: leczyć w tych warunkach? Odpowiedziałem jednak:

– Tak, oczywiście. Potrzebne są środki medyczne, lekarstwa.

– Czy to bardzo zaraźliwe?

Myślałem, że wie wszystko na ten temat. Tyfusu plamistego Niemcy zawsze najbardziej się obawiali. Nie było jednak powodu, bym prawdę owijał w bawełnę.

– Tak, to jest bardzo zaraźliwe. Choroba jest roznoszona przez wszy.

– To wiem.

Jeśli wie, wie także, że stara zasada epidemiologiczna głosi, iż wszy żaden drut kolczasty nie zatrzyma. A za drutami było przede wszystkim getto z jego zagęszczeniem i strasznymi warunkami sanitarnymi (jeden procent mieszkań miał tak zwane sanitaria), no i było także miasto aryjskie… Tego nie dopowiedziałem. Natomiast zauważyłem, że Oberscharführera z Kripo coś jakby nurtowało. Nawet uśmiechnął się do siebie.

Znaleźliśmy się z powrotem na placyku.

– Pokażę panu coś – powiedział nagle. – Pokażę panu, że to można od razu wyleczyć.

Zawezwał szefa służby porządkowej i wydał mu jakieś polecenie. Po chwili kilku z jego podwładnych sprowadziło na dół dwóch chorych. To znaczy, nie tyle ich sprowadziło, ile wyniosło i położyło na ziemi. Jansen podszedł do leżących, przyglądał im się przez chwilę, a potem szybko wyciągnął z kabury pistolet i strzelił każdemu w tył głowy. Tylko jeden z zastrzelonych przez chwilę jeszcze drgał. Drugi natychmiast znieruchomiał. To wszystko na oczach tłumu Cyganów utrzymywanego siłą w tym miejscu przez służbę porządkową. Przez chwilę placyk zalegało milczenie. Trwało ono nienaturalnie długo, jak gdyby każdy z przyglądających się tej scenie chciał się dokładnie przekonać, że nie śni. I nagle cisza przerwana została przez gwałtowny krzyk. Krzyk z kilkuset gardzieli, pełen wściekłości, a może rozpaczy czy żalu. Tłum ruszył do przodu. Wyglądało to tak groźnie, że chyba i Jansen się przeraził. Nie chowając pistoletu, wskoczył do dorożki. Wciągnął następnie do niej wilczura i kazał mnie szybko zająć w niej miejsce. Woźnica zaciął konie, galopem minął bramę i wjechaliśmy z powrotem w ulice getta.” (s. 55-58)

ONI, II C

„Nie trzeba specjalnie wyrafinowanej psychologii, by domyślić się, że umieszczenie obozu dla Cyganów w kilku wyłączonych z getta kamienicach stanowiło fakt swoiście podbudowujący samopoczucie ludności żydowskiej. I to w dwojaki sposób. Po pierwsze – przez trudny do prześledzenia tok myśli, fakt ten upewniał Żydów, że Niemcy, przynajmniej na razie, nie zamierzają getta likwidować. Druga przyczyna była może bardziej zrozumiała. Nadchodzące do getta wieści, w jakich warunkach żyli Cyganie (wieści nieoddające zresztą przerażającej prawdy), poprawiały samopoczucie zamkniętych w getcie. Oto nie oni znajdują się na dnie. Na dnie poniżenia, nędzy, głodu. Nie było w getcie współczucia dla Cyganów, jak najprawdopodobniej nie było wśród Cyganów współczucia dla Żydów. Oprawca pozwalał ofiarom przyglądać się sobie nawzajem, ale trzeba pamiętać, że nigdy nie było między Żydami a Cyganami jakiejś sympatii czy poczucia wspólnego losu. Obydwie grupy uważane były przez otaczające je społeczeństwo chrześcijańsko-katolickie za co najmniej obce, jeśli nie wrogie. A doświadczenie uczy, że w podobnych wypadkach nie ma mowy o solidarności. Wytwarza się raczej coś w rodzaju współzawodnictwa o gest życzliwości, o jałmużnę dobrego słowa. Warunki, w jakich w getcie żyli Żydzi, były straszne. Ale co powiedzieć o obozie Cyganów? W tych trzech czy czterech kamienicach mogło się znajdować nie więcej jak sto dwadzieścia, sto pięćdziesiąt niewielkich izb. A izby te pomieścić musiały kilka tysięcy ludzi. Pomieścić?

Przecież tutaj ci ludzie mieszkali, jedli, chorowali… Większość Cyganów nie ruszała się prawdopodobnie ze swoich legowisk. Zauważyłem, że leżący w porozkładanych betach w ogóle nie zareagowali na sensację, jaką stanowiło przybycie Jansena. Trochę zamieszania i strachu wzbudzał najwyżej jego wilczur. Na szczęście nie rzucał się on na ludzi, wzorem innych przedstawicieli swojej rasy, wykształconych przez hitlerowców. Wprost przeciwnie, łasił się, tarzał w rozwalonej na podłodze pościeli: widać było, że to sprawiało mu specjalną przyjemność.” (s. 55-56)

ONI, II C

„Lekarze sami postanowili, że o skierowaniu do pracy na terenie obozu cygańskiego decydować będzie losowanie. Okres pracy miał tam trwać dziesięć dni. Pracowało dwóch lekarzy jednocześnie. Po dziesięciu dniach zmieniało ich dwóch następnych. Losowaniu podlegali tylko lekarze nieposiadający rodzin. Wobec tego, że byłem od roku żonaty, zesłanie do obozu cygańskiego mi nie groziło. I zaczęło się. Z idealną regularnością co dziesięć dni zmieniała się para lekarzy, których głównym zadaniem było szybkie separowanie chorych od zdrowych. (O gruntownym odwszeniu nie mogło być w tych warunkach mowy). I co piętnaście dni nowa para lekarzy zapadała na dur plamisty.

Nie pomagały żadne środki ostrożności. O jednym z lekarzy, doktorze A., opowiadano, że chcąc uchronić się od kontaktu z nosicielami wszy, badał chorych trzymając stetoskop za pomocą kijka i stojąc na stole. I on zachorował... Trwało to około dwóch miesięcy. Może nieco dłużej. Nie potrafię też dokładnie powiedzieć, ilu z tych kilkunastu lekarzy przeżyło. O ile mnie pamięć nie myli – pięciu. Na szczęście w samym getcie liczba zachorowań na dur plamisty tylko nieznacznie wzrosła. Nie smakowała widać zarazkom anemiczna krew zamkniętych za drutami getta Żydów, skazanych na inne, przewidziane perspektywicznie rodzaje śmierci.

Natomiast wśród Cyganów zarazek mógł sobie poszaleć do woli. Rzadko gdzie i kiedy zostały stworzone pomyślniejsze warunki dla objęcia epidemią duru plamistego tak wielkiej liczby ludzi. Początkowo na terenie obozu prowadzono jeszcze jakąś statystykę. Później i jej zaniechano. Nie wystawiano nawet kart zgonu. Zmarłych chowano bezimiennie na cmentarzu żydowskim, do którego zresztą z obozu były dwa kroki…” (s. 60)

ONI, III A

„Trwało to, jak powiadam, około dwóch miesięcy. Aż pewnej nocy zajechały przed obóz cygański samochody ciężarowe, na które załadowano wszystkich, zdrowych i chorych – i wywieziono. Niemcy nawet nie robili tajemnicy z losu, jaki spotkał mieszkańców obozu. Zresztą, przed kim mieli robić tajemnicę? Przed innymi podludźmi, których czekała podobna przyszłość?

Wszystkich Cyganów wymordowano... Część wystrzelano, a część zagazowano w samochodach z rurami spalinowymi wmontowanymi do wewnątrz. Sposób ten wypróbowano już wcześniej na Żydach wysiedlonych z getta. Kamienice, które tworzyły obóz, wróciły do getta, czyli za pojedyncze druty kolczaste. Solidnie je wydezynfekowano i kilkadziesiąt rodzin żydowskich, zanim i te zagazowano w Chełmie lub w Oświęcimiu, zamieszkało w ich świeżych wnętrzach. Jak się później w Wydziale Zdrowia dowiedziano, na decyzję wymordowania obozu cygańskiego wpłynął podobno fakt zwiększonej liczby zachorowań na dur plamisty w samej Łodzi. Tej aryjskiej, rzecz jasna. Ile w tym prawdy – trudno dociec.” (s. 61)</document>
<document nplp_id="15639" title="WOLBORSKA 44 (Resort Dywanowy)" slug="wolborska-44-resort-dywanowy">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, V A (15.01.1944)
„Wykryto wielką aferę, w Resorcie Dywanowym kierownik [Gustaw Garfinkla] sprzedawał cuzace [Zusatz. niem.-dodatek] obiadowe, zamiast dać je robotnicom.” (s. 115)

</document>
<document nplp_id="15641" title="ŁÓDŹ – BEŁCHATÓW [TRASA]" slug="lodz-belchatow-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (11.08.1942)
„Do getta przyjechało paręset osób z Bełchatowa, wysiedleńcy, zwołano wszystkich, niby że będą ich liczyć, prosto z pracy lub z miasta i mieszkań, tak, jak byli, nieubrani, przysyłano ich tutaj! Dobrze wyglądają, bo mieli jedzenia pod dostatkiem, ale za to teraz za to odpokutują! Biedni bełchatowiczanie! Dzieci jeszcze im zabrano jeszcze rok temu. Serce się rozdziera, patrząc na te płaczące, nieszczęśliwe istoty! Rozłączeni, rozsiani, zdruzgotani!!! Bez dachu nad głową! Te rozdzierające sceny przy poznawaniu krewnych! Otrzymują zaraz karty, mieszkanie, no i prezes daje im prycze do spania, pościel, ubranie i inne potrzebne rzeczy! Oraz otrzymują pracę!”] (s. 94)</document>
<document nplp_id="15643" title="MARYSIŃSKA 25 (mieszkanie H. Fogla/ mieszkanie Majlecha)" slug="marysinska-25-mieszkanie-h-fogla">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III A (1.04.1942 r.)
„Rano dostaliśmy odpowiedź, była Ona świetna: jesteśmy zwolnieni. Radość była wielka!!! No! i nareszcie ruszyło się z miejsca!!! […] Gdy wróciłem do domu, miałem wielkie zmartwienie, gdyż nie zastałem Szlamka [Fogel] w domu, który Sam stawił się, żeby wyjechać, nawet się z nami nie żegnając, i do tego chory. Teraz zostaliśmy niestety w trójkę.” (s. 34)
JA, III A (Po 14 maja 1942 - opowieść dotyczy czasu po śmierci ojca)
„Ale siedzę przy stole, przede mną leży pamiętnik, przeglądam go i patrzę, co pisałem o mnie i Majlechu dopiero parę tygodni temu. Trzymam pióro w ręku i namyślam się, co mam teraz pisać, od czego mam zacząć. Nie będę dokładnie opisywać faktów, tylko co najważniejsze” (s. 46)
JA, III A (po 14 maja 1942, Specjalne wspomnienia)
„Przez ten czas przeprowadziliśmy się na drugie piętro do innego mieszkania, Majlech miał nam pomóc w przeprowadzce, gdyż wiedział, że się mamy przeprowadzać, ale nie przychodził, więc się sami przeprowadziliśmy. Ja wtedy byłem chory i z gorączką znosiłem rzeczy na dół do świeżego mieszkania.” (s. 47)
ONI, III B (4.06.1942)
„Mamusia miała dziś porządnego stracha! Bo nie wiedząc o niczym! ni stąd, ni zowąd!przychodzi policja żydowska, tak zwani Sonder-Komando na rewizję, i byli jeszcze u sąsiadów też, gdzie coś znaleźli, ale u nas oczywiście nie mieli co znaleźć, bo nic nie mamy. Przewrócili wszystko do góry nogami, więc mama miała co sprzątać i strach. Ale dobrze, że się na tym tylko skończyło! Jedno nas tylko ciekawi, czy przyszli dlatego do nas, bo byli u nas w domu, toby przecież byli u wszystkich, a oni odwiedzili tylko pojedyncze mieszkania, czy też specjalnie mieli podany nasz adres i nazwisko!” (s. 66)
JA, IV (6.09.1942)
„Dziś w dalszym ciągu „Szpera”, siedzimy w domu [Marysińska 25], nie wolno chodzić! Co do polityki, mówią, że z Nim koniec, ale chodzi o to, żeby wpierw z Nami nie zrobili końca!” (s. 106)
JA/ONI, III A (po 14 maja 1942 [opowieść dotyczy czasu po śmierci ojca])
„Ale siedzę przy stole, przede mną leży pamiętnik, przeglądam go i patrzę, co pisałem o mnie i Majlechu dopiero parę tygodni temu. Trzymam pióro w ręku i namyślam się, co mam teraz pisać, od czego mam zacząć. Nie będę dokładnie opisywać faktów, tylko co najważniejsze. Więc zaraz po śmierci ojca, kiedy byłem jeszcze otulony w żalu, smutku i tęsknocie i na dodatek Szlamek [Fogel] zachorował – dostał spuchnięte nogi i brzuch – było to w największych mrozach, u nas na czwartym piętrze było zimno i ponuro, a jednak nie patrząc na to, Majlech przychodził co wieczór i spędzaliśmy go razem – albo Ja przychodziłem do Niego. Ile razy dodawał mi otuchy, żebym nie tracił nadziei, że będzie lepiej, że przecież nie mogę też życia sobie odebrać, iż muszę żyć dla siebie, matki, siostry, brata, i dla Niego – dodawał. Jestem młody, przede mną jest świat życia, radości i szczęścia.” (s. 46)</document>
<document nplp_id="15645" title="MARYSIŃSKA 25 (Mieszkanie Fogla) &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 36/38 (szpital nr&amp;nbsp;1, punkt zborny), MARYSIŃSKA 25 (mieszkanie Fogla) &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 36/38 (szpital nr&amp;nbsp;1, punkt zborny)[TRASA]" slug="marysinska-25-mieszkanie-fogla-lagiewnicka-36-38-szpital-nr-1-punkt-zborny-marysinska-25-mieszkanie-fogla-lagiewnicka-36-38-szpital-nr-1-punkt-zbornytrasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, V A (15.09.1942)
„Więc zaraz trzeciego dnia była u nas [Marysińska 25] komisja, a że dotychczas nie wiedzieliśmy co i jak, więc zeszliśmy w trójkę na podwórze na przegląd. Ja i Mirka [Feldmark]zostaliśmy zwolnieni, a mamę wzięto na wóz, nikt sobie tego nie wyobrazi, co się wtedy ze mną działo, latałem po mieszkaniu jak wariat, zresztą, nie mogę w ogóle opisać tego. Nie wiedziałem co robić, a tu już wychodzić nie wolno, dom obstawiony policją. Nagle wpada mi myśl, pożyczam u sąsiadki, pielęgniarki, opaskę, ubieram ją i lecę do szpitala na punkt zbiorczy [Łagiewnicka 36/38]. Nie będę opisywał, co się działo w szpitalu, aż się dostałem do środka. A tam płacz dzieci bez matek. Nareszcie znalazłem mamusię w pokoju, siedzącą na workach, gdy mnie zobaczyła, to serce Jej podskoczyło. Ale to jeszcze nic, wyratować Ją jeszcze nie mogę, bo przy każdych drzwiach stoi policja! Ale znajduję znajomą siostrę, schodzę na parter, a Ona mi przyrzeka sprowadzić Ją na dół, nareszcie jest na dole, ale jak Ją wydostać na ulicę przez bramę, która jest pilnowana przez 20 policjantów. Kręcę się po podwórzu, łapią mnie, kto jestem, zabierają mi opaskę, więc już jestem bez broni, ale wchodzę do biura, płaczę, błagam, otrzymuję opaskę z powrotem. Ale tu już pod wieczór, a ciągle to samo, a tu nadchodzą świeże transporty ludzi! Nareszcie po drugiej stronie szpitala jest duży ogród, ale wejście do ogrodu jest pilnowane! Ale nie patrzę na to i podsadzam mamę i siup, już jest w ogrodzie, każę Jej iść na sam koniec parku, do płotu, który wychodzi na Ceglaną! Ja też chcę się przedostać do parku, ale już mnie zauważono, muszę się już cofnąć. Kręcę się i wiercę, i muszę wyjść ze szpitala, a mamę zostawiam w parku. Wychodzę, a przed bramą obstawione gęsto policją i do szpitala nie ma dostępu! Po drugiej stronie stoi Mirka i na mój widok aż zaczyna płakać! Bo cały dzień tam byłem, a tu już wieczór i myślała, że mnie też już nie chcą wypuścić i że została sama! No ale mówię Jej, co załatwiłem, i idziemy do domu, nie mamy chleba, pożyczamy parę deka chleba, zabieramy chleb dla mamy, chustkę, bo myślimy, że przez płot podamy Jej to i będzie się ukrywać w ogrodzie! Przychodzimy tam, idzie ze mną mój kolega, D. Zylter, i Mirka, dochodzę do płotu, mama jest. Zapomniałem zaznaczyć, że zanim poszedłem do domu, sprawdziłem, że mama jest w ogrodzie i kazałem [koniec tekstu].” (s. 107 – 109)</document>
<document nplp_id="15647" title="MARYSIŃSKA 25 (mieszkanie Fogla) &amp;#8211; MARYSIŃSKA 25 (bożnica) &amp;#8211; MARYSIŃSKA 25 (podwórze domu Fogla) &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 61 (Rewir Służby Porządkowej III) &amp;#8211; CZARNIECKIEGO 12-18 (więzienie) [TRASA]" slug="marysinska-25-mieszkanie-fogla-marysinska-25-boznica-marysinska-25-podworze-domu-fogla-lagiewnicka-61-rewir-sluzby-porzadkowej-iii-czarnieckiego-12-18-wiezienie-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (17.06.1942 - wspomnienie z 15.06.1942)
„A więc: w niedzielę wieczór, tj. 15 czerwca, zszedłem mówić Kadisz do bożnicy [ul. Marysińska 25], na podwórzu stała policja, ale słyszałem, że mają robić obławę na tych, co noszą brody, bo jest rozkaz z Kripo, że kto będzie nosił brodę, grozi surowa kara, a policja żydowska ma nad tym odpowiedzialność, więc nie bojąc się niczego, gdyż brody nie noszę, wszedłem do bożnicy, ale wyjść już nie mogłem, policja okrążyła bożnicę i wzięto wszystkich do rewiru. Tam zrobiono listę, pytano się: nazwisko, adres, data urodzenia i gdzie się teraz pracuje. (…) Obława zarządzona została na rozkaz prezesa. Ta lista została odczytana prezesowi i starsze osoby, pracujące i niepracujące, (55–60 lat) oraz resortowców momentalnie zwolniono. Młodych, chociaż pracujących, ale nie w resortach, i niepracujących, momentalnie odesłano na Czarnieckiego [12-18], gdzie zaraz w nocy była Żydowska Komisja, a o 5 nad ranem wysłano ich już do miasta na Łąkową [4], gdzie przechodzą Niemiecką Komisję, a stamtąd do Poznania. (…) Przyprowadzono jeszcze tej nocy dużo mężczyzn, co ich wyjęto z łóżek, i zaraz ich odtransportowano na Czarnieckiego [12-18].” ( s. 72 – 73)
ONI, III B (17.06.1942 - wspomnienie 16.06.1942)
„Na drugi dzień Mira [Feldmark] cały dzień leciała tu i tam interweniować, była u Mosiężnika, to jest wachmistrza Gemüse-Abteilung [Centrala Warzyw, Łagiewnicka 25], który dzwonił do komisarza [Abrahama] Feldhendlera lecz ten odpowiedział, że zwolnić ma tylko prawo sam pan prezes. Potem do tegoż samego komisarza dzwonił kierownik resortu, [Lajb] Glazer, lecz teraz już przyrzekł, że postara się coś załatwić. Potem Minia przyniosła zaświadczenie, że pracowałem w resorcie do rewiru [Łagiewnicka 61], a stąd kom[isarz] dzwonił na Bałucki Rynek, że wszystko jest zgodnie z prawdą, tak, jak zeznałem. Pod wieczór nadszedł list od prezesa do mnie ze skierowaniem do dyrektora wszystkich resortów, pana [Dawida] Warszawskiego, że bezwarunkowo muszę być zatrudniony w jednym z resortów krawieckich, więc dostałem skierowanie na Młynarską 2 do drugiej roboty.”</document>
<document nplp_id="15649" title="MARYSIŃSKA 25 (mieszkanie Fogla) &amp;#8211; MARYSIŃSKA 25 (bożnica) &amp;#8211; MARYSIŃSKA 25 (podwórze domu Fogla)- ŁAGIEWNICKA 61 (Rewir Służby Porządkowej III) [TRASA]" slug="marysinska-25-mieszkanie-fogla-marysinska-25-boznica-marysinska-25-podworze-domu-fogla-lagiewnicka-61-rewir-sluzby-porzadkowej-iii-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III B (17.06.1942 - wspomnienie z 15.06.1942)
„A więc: w niedzielę wieczór, tj. 15 czerwca, zszedłem mówić Kadisz do bożnicy, na podwórzu stała policja, ale słyszałem, że mają robić obławę na tych, co noszą brody, bo jest rozkaz z Kripo, że kto będzie nosił brodę, grozi surowa kara, a policja żydowska ma nad tym odpowiedzialność, więc nie bojąc się niczego, gdyż brody nie noszę, wszedłem do bożnicy, ale wyjść już nie mogłem, policja okrążyła bożnicę i wzięto wszystkich do rewiru. Tam zrobiono listę, pytano się: nazwisko, adres, data urodzenia i gdzie się teraz pracuje. Ja byłem na tyle przytomny, że podałem, iż jestem krawcem, ale tymczasem pracuję w Gemüse [Wydziale Warzyw]. Obława zarządzona została na rozkaz prezesa. Ta lista została odczytana prezesowi i starsze osoby, pracujące i niepracujące, (55–60 lat) oraz resortowców momentalnie zwolniono. (…) Ja, natomiast, i jeszcze jeden starszy człowiek (53 lat) zostaliśmy zatrzymani w rewirze. Dlaczego? Co i jak? Nie wiadomo? (…)
Dużo nie zastano w domu, więc wzięto żony, matki, w zastaw, aby te osoby się stawiły. Takie sposoby ma nasza policja! Zaraz wieczorem mama i Minia [Feldmark] poszli [!] mnie szukać, więc się dowiedzieli [!], że jestem w rewirze, więc o 11 w nocy przynieśli [!] mi jedzenie. Nie chcę wcale opisywać, co się ze mną działo tej nocy. Chodziłem jak zwariowany po celi, jak prawdziwy więzień liczyłem kroki, deski, obliczałem szerokość i długość celi za pomocą kroków, to kładłem się na pryczy, to wstawałem i znów spacerowałem. Na myśl o tym, że mam wyjechać i zostawić kochaną mamusię z Mirą, to mnie najwięcej bolało i przejmowało, na myśl o tym łzy ciekły mi z oczu jak woda sodowa z syfonu! Trudno mi też opisać, co się działo tej nocy u nas w domu, całą noc nie spali i płakali, mama płakała, że jednego syna już gdzieś ma na obczyźnie, więc żebym Ja chociaż został.” (s. 72 – 73)

</document>
<document nplp_id="15650" title="MARYSIŃSKA 25 (mieszkanie Fogla) &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 10 (plac Warzywny) – BRACKA &amp;#8211; CMENTARZ ŻYDOWSKI [TRASA]" slug="marysinska-25-mieszkanie-fogla-lagiewnicka-10-plac-warzywny-bracka-cmentarz-zydowski-trasa">

&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III B (19.05.1942)
„Dziś, gdy przyszedłem do pracy [ul. Marysińska 25], czekała mnie i jeszcze innych niemiła niespodzianka z tego powodu, że plac warzyw [ul. Łagiewnicka 10] jest pusty, gdyż racji się nie wydaje, bo nie ma warzyw ani kartofli, więc część robotników jest co 10 dni redukowana, a druga część pracuje w tak zwanej rezerwie i co 10 dni zmienia się [na] innych. W rezerwie posyłają robotników tam, gdzie tylko są gdzieś potrzebni, więc dzisiaj nadszedł rozkaz od pana prezesa, żeby wysłać 20 dobrych robotników na cmentarz [Bracka] do dźwigania trupów, no i wśród tych musiałem też być i Ja. Oczywiście, że nie jest to przyjemna robota, ale nie ma rady. To jest musowe. Za to otrzymuje się dwie zupy, dość dobre. Na jak długo tam jesteśmy przydzieleni, nie wiemy, ale my byśmy chcieli czym prędzej z powrotem [!] na plac warzywny, ale to niestety nie od nas jest zależne.”] (s. 52-53)</document>
<document nplp_id="15652" title="MARYSIŃSKA 32" slug="marysinska-32">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
JA, III B (4.08.1942)
„Naprzeciwko nas się paliło, więc przyjechała straż żydowska gasić, to łapali mężczyzn do noszenia wody, nie mają nawet porządnej beczki i sikawki, tak wygląda nasze bezpieczeństwo w getcie!!!” (s. 93)
</document>
<document nplp_id="15655" title="MARYSIN [OBSZAR] &amp;#8211; FRANCISZKAŃSKA 27 (Rewir I) &amp;#8211; GNIEŹNIEŃSKA 22 (Urząd Śledczy) &amp;#8211; FRANCISZKAŃSKA 27 (Rewir I) [TRASA]" slug="marysin-obszar-franciszkanska-27-rewir-i-gnieznienska-22-urzad-sledczy-franciszkanska-27-rewir-i-trasa">
&amp;nbsp;
Heniek Fogiel
ONI, III B (17.05.1942, parę dni temu)
„Majlech, będąc na Marysinie, mając służbę przy wysiedleniach Niemców−Żydów, a że nie pozwalano im nic zabierać, więc wszystko, co zabierali, bieliznę, obuwie, garnitury, zostawało w lagrze, oczywiście, że komu się udało i kto chciał ryzykować, idąc do domu, zabierał ze sobą paczuszkę. No i nic dziwnego, dzisiaj się jest na wszystko łakomym, a szczególnie jak się widzi, że wszyscy biorą i nic nie jest, chociaż dobrze, że brali, gdyż inaczej wpada to w ręce tych lepszych, wyższych złodziei naszych... albo dla gminy, czy też dla miasta, dla Niemców. Majlech też próbował, idąc ze służby do domu, zabrać se [!] małą paczuszkę, no i na Jego nie- szczęście akurat nadszedł jakiś Gruppenführer z ich placu węglowego [Łagiewnicka 31], więc Go zatrzymał i zaprowadził do rewiru. To, że Oni kradli, to im wolno, a Jego oddali w ręce policji, bo natrafiła się dobra okazja, to znaczy Jego osobą zasłonili siebie, więc On padł ofiarą. Momentalnie straszył tego Gruppenführera, że Jego też wyda, że On też kradł itd. No, ale tymczasem Jego złapano i On siedzi w I rewirze na Franciszkańskiej 27. Był już w urzędzie śledczym [Gnieźnieńska 22]na przesłuchaniu, przyznał się do winy i odkomenderowano Go z powrotem do rewiru, gdzie już siedzi blisko dwa tygodnie, o czym Ja wcale nie wiedziałem, a On wstydził się przysłać, powiedzieć. Tylko dziś zdecydował mnie zawiadomić. Tegoż dnia byłem u Niego i rozmawiałem z Nim przez okno, jak z prawdziwym więźniem.” (s. 55)</document>
<document nplp_id="15661" title="OZORKÓW (poza Łodzią)" slug="ozorkow-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="15662" title="STRYKÓW" slug="strykow">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A/ III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="15673" title="BRZEZIŃSKA 88/92 (Resort Obuwia Słomianego)" slug="brzezinska-88-92-resort-obuwia-slomianego">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B

„Kierownik wymierza policzek. Uderzenie kogoś w twarz samo w sobie nie jest tematem dla kronikarza. Ale spoliczkowanie Żyda przez innego Żyda w getcie Litzmannstadt warte jest wzmianki. Fakt ten stanowi bowiem niemały wkład do studiów nad psychologią człowieka w getcie, a więc w żadnym wypadku nie można go pominąć. Wydział Butów ze Słomy na Sulzfelderstrasse [Brzezińskiej], gdzie dawniej mieścił się obóz dla Cyganów, ma nowego kierownika.” (s. 35)

JA/ONI, III B

„Alfred B. przyjechał z Pragi do getta w Litzmannstadt ze swoimi rodzicami i z siostrą. Ma niecałe 16 lat, w Pradze jako członek Makabi Hazair skończył rolniczą Hachszare. Koledzy lubili go ze względu na jego miłe, usłużne usposobienie. Po przybyciu do getta jako pierwszy w rodzinie od razu szuka pracy. Znajduje posadę w Wydziale Budowlanym. Nie jest tu łatwo, ale wytrzymuje.

Potem jego matce udaje się dostać pracę w Resorcie Obuwia Słomianego.” (s. 49)

JA/ONI, V A

„Na pomieszczenia robocze prezes miał zamiar przeznaczyć obiekt przy Sulzfelderstrasse [Brzezińskiej] 41, a więc budynek w obszarze wyburzeń. Obsada biurowa ma pochodzić z Wydziału dla Wsiedlonych i z Resortu Butów Słomianych. Jeśli nie wystarczyłoby spośród nich ludzi nadających się do pracy biurowej, to Neftalin miał uprawnienia, aby sprowadzić dalszy personel z podlegających mu urzędów Wydziału Ewidencji i Wydziału Pocztowego.

Neftalin porozumiał się natychmiast z Resortem Butów Słomianych i zaplanował przegląd wchodzącego ewentualnie w rachubę personelu. Może stamtąd - z obu gałęzi resortu - zabrać około 60 osób, z Wydziału Osobowego - 20, z pozostałych różnych zakładów - dalszych 20. Tak więc 22 stycznia ma do dyspozycji około 100 maszynistek.” (s. 90)</document>
<document nplp_id="15675" title="CEGLANA 15 (Wydział Budowlany)" slug="ceglana-15-wydzial-budowlany">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B

„Alfred B. przyjechał z Pragi do getta w Litzmannstadt ze swoimi rodzicami i z siostrą. Ma niecałe 16 lat, w Pradze jako członek Makabi Hazair skończył rolniczą Hachszare. Koledzy lubili go ze względu na jego miłe, usłużne usposobienie. Po przybyciu do getta jako pierwszy w rodzinie od razu szuka pracy. Znajduje posadę w Wydziale Budowlanym. Nie jest tu łatwo, ale wytrzymuje.

Potem jego matce udaje się dostać pracę w Resorcie Obuwia Słomianego.” (s. 49)</document>
<document nplp_id="15679" title="MIARKI KAROLA" slug="miarki-karola">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Rozkaz prezesa uczynił Zygmunta Reingolda kierownikiem odpowiedzialnym za kopce na Marysinie. Czy ten człowiek ma coś wspólnego z rolnictwem teoretycznie bądź praktycznie? Być może jest samoukiem wyrosłym z parceli getta? Nic z tych rzeczy. Jego przeszłość związana jest z przemysłem lub z jego organizacją. Były sekretarz związkowy, który w getcie dostał się do działu zaopatrzenia poprzez Służbę Porządkową. Dopiero piastując tę odpowiedzialną posadę, postrzega ziemniaki i buraki jako podstawę wyżywienia miasta. Tutaj uczy się zarządzania dużymi ilościami, a także podstaw dystrybucji. Ale stąd do fachowego kopcowania jest jeszcze długa droga. A Żydzi w getcie mają mało czasu. Muszą uczyć się wszystkiego i działać w błyskawicznym tempie. Trudna sytuacja w połączeniu z takim talentem daje doskonale wyniki. Pierwsze zdecydowane posunięcie to sprowadzenie wykwalifikowanych rolników. Znajduje dwóch Steinów - rolników z Czech. Ci wiedzą, jak to się robi. Nie jest to żadna wielka filozofia. Tutaj trzeba tylko rozwiązać więcej bardziej skomplikowanych problemów. Żyd uczy się z małpią szybkością. W mgnieniu oka także i Reingold zostaje specjalistą. Teraz trzeba tylko organizować. Jest już w swoim żywiole. Materiał ludzki jest tu stosunkowo młody. Dlatego instynkt podpowiada stosowanie form wojskowych. Przydają się tu doświadczenia oficerskie z wojny światowej. Na całym terenie czujemy atmosferę wojskową, szczególnie zaś pośród straży przy kopcach, którą odwiedzamy. Tu czuje się atmosferę koszar. Ludzie zakwaterowani są w małych domach przy ulicy Karola Miarki,” ( s. 87)</document>
<document nplp_id="15681" title="KAROLA MIARKI (dom dla robotników)" slug="karola-miarki-dom-dla-robotnikow">

Oskar Singer
JA/ONI, V A 

(26.06.1943)

„Trzeba dalej niestrudzenie tworzyć. Sytuacja robotników nie polepsza się. W wyścigu z czasem prezes spieszy na spotkanie z nowym. Dnia 26 czerwca 1943 roku otwiera swój 6. dom dla 100 osób na ulicy Karola Miarki. W tym przedsięwzięciu widać już sumę wszystkich doświadczeń rutynowego twórcy. Do tego domu przyjmowane są obie kategorie pensjonariuszy: urzędnicy i robotnicy.” (s. 118)</document>
<document nplp_id="15684" title="ZGIERSKA 26 (kuchnia dla robotników)" slug="zgierska-26-kuchnia-dla-robotnikow">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Akcja jeszcze nie jest zakończona. Prezes Rumkowski nie zatrzymuje się w pół drogi. Jeszcze więcej osób musi dostać się do wzmacniającego stołu, a potem - nie można przecież zapomnieć o dzieciach, o jego najmłodszych pracownikach ze szwalni, stolarni, zakładów metalowych. Kolacje dla młodzieży - czyż to nie jest problem do rozwiązania właśnie dla niego! Gdy pisane są te słowa, obrotne ręce kończą właśnie to dzieło. Piękna, przestronna kuchnia przy Hohensteinerstrasse [Zgierskiej] 26 otworzy w poniedziałek 13 września swe podwoje jako kuchnia wzmacniająca dla dorosłych i młodocianych robotników. W ten sposób osiągnęliśmy szczyt możliwości i możemy jeszcze raz podsumować dzieło.” (s. 125)</document>
<document nplp_id="15686" title="MŁYNARSKA 32 (kuchnia &amp;#8222;wzmacniająca&amp;#8221;)" slug="mlynarska-32-kuchnia-wzmacniajaca">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Kandydat do wypoczynku otrzymywał codziennie przez 14 dni jeden posiłek wzmacniający. Po zakończeniu zmiany, między godziną 17 a 21, robotnik miał dojść do siebie w „kuchni wzmacniającej” - określenie to jest trochę nieporadne.
Prezes Rumkowski zabrał się do rozwiązywania tego zadania z typowym dla niego zapałem, szybkością i energią. Najpierw urządzono w tym celu piękną kuchnię przy Mühlgasse [Młynarskiej] 32.” (s. 122)</document>
<document nplp_id="15689" title="MŁYNARSKA 21" slug="mlynarska-21">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (06.08.1942)

„Proces przerobu odbywa się na trzech placach, ewentualnie w trzech miejscach pracy, a mianowicie:

1) centrala i główny magazyn Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 73,

2) warsztaty Mühlgasse [Młynarska] 21 i

3) warsztaty Am Quell [Źródłowa] 3-6.

Zwiedzanie zaczyna się bez żadnych zaskakujących wrażeń. Tak mniej więcej wyglądają wszystkie miejsca zbiórki i sortowania materiałów wtórnych. Mimo znacznej ilości szmat – tych leżących w szopie i tych przeznaczonych do suszenia (razem około 15 wagonów) – obraz ten nie jest niczym imponującym. Parę wagonów żelaza, okruchów skalnych i szkła, ale to przecież tylko „buble”. Po reorganizacji będzie się ich stopniowo pozbywać. Nie przybywa już nic nowego. Tylko szmaty i materiały przysłane przez władze. Właśnie rozładowywany jest wagon wojskowych uprzęży końskich. Masywne części ze skórzanym pokryciem, jedna sztuka podobna do drugiej. Już poruszają się dłonie, rozkładają poszczególne sztuki na części: tu żelazo, tu drewno, tam skóra. Każda resztka ma swoje przeznaczenie. Nie poznamy ich, gdy z zakładu szewskiego powędrują przez getto na Bałucki Rynek, a stamtąd do miasta jako nowiutki towar.” (s. 60-61)</document>
<document nplp_id="15691" title="BRZEZIŃSKA 73 (Resort Surowców Wtórnych)" slug="brzezinska-73-resort-surowcow-wtornych">




&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (06.08.1942)

„Proces przerobu odbywa się na trzech placach, ewentualnie w trzech miejscach pracy, a mianowicie:

1) centrala i główny magazyn Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 73,

2) warsztaty Mühlgasse [Młynarska] 21 i

3) warsztaty Am Quell [Źródłowa] 3-6.

Zwiedzanie zaczyna się bez żadnych zaskakujących wrażeń. Tak mniej więcej wyglądają wszystkie miejsca zbiórki i sortowania materiałów wtórnych. Mimo znacznej ilości szmat – tych leżących w szopie i tych przeznaczonych do suszenia (razem około 15 wagonów) – obraz ten nie jest niczym imponującym. Parę wagonów żelaza, okruchów skalnych i szkła, ale to przecież tylko „buble”. Po reorganizacji będzie się ich stopniowo pozbywać. Nie przybywa już nic nowego. Tylko szmaty i materiały przysłane przez władze. Właśnie rozładowywany jest wagon wojskowych uprzęży końskich. Masywne części ze skórzanym pokryciem, jedna sztuka podobna do drugiej. Już poruszają się dłonie, rozkładają poszczególne sztuki na części: tu żelazo, tu drewno, tam skóra. Każda resztka ma swoje przeznaczenie. Nie poznamy ich, gdy z zakładu szewskiego powędrują przez getto na Bałucki Rynek, a stamtąd do miasta jako nowiutki towar.” (s. 60-61)




</document>
<document nplp_id="15694" title="STACJA RADEGAST &amp;#8211; JAGIELLOŃSKA &amp;#8211; MARYSIŃSKA &amp;#8211; BRZEZIŃSKA &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 31 [TRASA]" slug="stacja-radegast-jagiellonska-marysinska-brzezinska-lagiewnicka-31-trasa">

&amp;nbsp;
Oskar Singer


JA/ONI, V A

„Węgiel przychodził dwoma kanałami. Najpierw przez Bałucki Rynek, a potem przez Radogoszcz, dworzec towarowy getta. Plac ten był położony bardzo korzystnie dla obu kierunków, szczególnie w sytuacji, gdyby się udało rozwiązać problem transportu z Radogoszcza do centrum. W obliczu braku środków transportu kierownictwo stało bowiem przed zadaniami niemalże nie do rozwiązania. Dopiero po oddaniu do użytku linii tramwajowej Marysin - Bałucki Rynek - Plac Węglowy problem rozwiązano. Pierwsze transporty węgla dostarczono wiosną 1942 r. aż do bramy wjazdowej Wydziału Węglowego. Dzisiaj przychodzą bardzo duże ilości prawie wyłącznie przez Radogoszcz. Pojawiła się więc potrzeba zorganizowania placu węglowego także na Marysinie. Jest to właściwie taki sam plac, jak plac centralny przy ulicy Hanseatenstrasse - Matrosenstrasse [Łagiewnicka - Dworska, obecnie Organizacji WiN] i służy on jako miejsce rozdziału węgla dla tej części getta, która geograficznie do niego należy.” (s. 75-76)</document>
<document nplp_id="15695" title="BRZEZIŃSKA 10 (KUCHNIA DLA NIEMOWLĄT)" slug="brzezinska-10-kuchnia-dla-niemowlat">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, II C (28.12.1941)

„Poprzez komisję opiekuńczą troszczył się o [...] dzieci w zamkniętych instytucjach i o [...], które zostały zaadoptowane na mocy dekretu. Wreszcie 28 grudnia 1941 roku stworzył kolejną kuchnię mleczną dla niemowląt przy Sulzfelderstrasse [Brzezińskiej] 10.” (s. 128)</document>
<document nplp_id="15699" title="DREWNOWSKA 77" slug="drewnowska-77">
&amp;nbsp;

Oskar Singer
JA/ONI, III B (19.08.1942)

„U pierwszego milionera - Holzstrasse [Drewnowska] 77. W południowo-zachodnim zakątku getta puls pracy jest wyjątkowo żywy. W obszernym kompleksie fabrycznym byłych fabryk Kaszuba, które zostały zamknięte jeszcze przed wojną, umieszczono trzy duże zakłady Przełożonego. Hałasują tu krosna fabryki włókienniczej, wirują bębny pralni chemicznej, a na obu piętrach nad tkalnią stosunkowo bezgłośnie ślizgają się w tę i z powrotem wózki maszyn dziewiarskich.” (s. 64)</document>
<document nplp_id="15700" title="DREWNOWSKA 73" slug="drewnowska-73">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A (01.02.1943)

„Milionerzy mają teraz swoje maniery. Niektórzy uparcie nie pokazują, na co ich stać, inni natomiast muszą koniecznie pokazać swoje bogactwo. Prowadzą komfortowe wielkopańskie życie. Także Lubliński ma wielkopańskie maniery. Ledwie obiekty szpitalne na Holzstrasse [Drewnowskiej] zostały opróżnione w wyniku wrześniowych wydarzeń, wyciągnął od razu rękę po elegancką willę graniczącą z fabryką włókienniczą. A jeśli milioner ma jakieś życzenie, staje się ono rozkazem.” (s. 69)</document>
<document nplp_id="15703" title="CIESIELSKA 7" slug="ciesielska-7">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A (29.04.1942)

„4) WOLNO ZABRAĆ Z SOBĄ TYLKO 12,5 kg BAGAŻU NA OSOBĘ.

Ewentualne przedmioty, które znajdują się w posiadaniu osób przeznaczonych do wysiedlenia i które należy zostawić na miejscu, mogą zostać wystawione na sprzedaż w moim BANKU, Bleicherweg 7. Biuro Wysiedleń znajduje się przy Fischstrasse 8. W biurze tym udziela się wszelkich informacji dotyczących tej sprawy i przyjmuje podania oraz reklamacje.” (s. 22)</document>
<document nplp_id="15705" title="RYBNA" slug="rybna-2">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA, III B (29.05.1942)

„Policjant w bramie. Studiuje psychikę niemieckiego szupo. Dobrze się na tym zna. Egzamin wypada przeważnie negatywnie. Ale czasami trud się opłaci. Przechodzę obok bramy na ulicy Fishgasse [Rybnej]. Widzę, że przechodnie przechodzą bez bagażu. Zatrzymuję się, aby popatrzeć, co się będzie działo. Rzeczywiście, strażnik przymyka oko. Nigdy nie wykorzystuję takich okazji, ale nęci mnie, aby poobserwować zachowanie tego funkcjonariusza Służby Porządkowej.” (s. 34)</document>
<document nplp_id="15709" title="DWORSKA 10 (Dom Dziecka)" slug="dworska-10-dom-dziecka">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, I C

„[Ch. Rumkowski] Już 12 marca 1940 roku, a więc jeszcze przed zamknięciem getta, stworzył pierwszy Dom Dziecka. Oznacza to początek budowy opieki społecznej, która w istniejących warunkach musi być uznana za jedyną istniejącą w getcie. Jego twórczy duch porusza się w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozwija różne formy zamkniętej opieki społecznej, z drugiej zaś organizuje wspaniałą otwartą opiekę społeczną. Najpierw tworzy 19 kwietnia 1940 roku Dom dla Starców i zapewnia azyl dla starej generacji nagle pozbawionej korzeni i podstaw egzystencji.” (s. 127)</document>
<document nplp_id="15711" title="róg ulic ŁAGIEWNICKA/DWORSKA" slug="rog-ulic-lagiewnicka-dworska">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A (01.08.942)

„Bałucki Rynek, brudny plac w najbrudniejszej Łodzi, to teraz serce i mózg getta. Tam wpada tętnica getta - Matrosengasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN]. Tu stopniowo zakładają swoje siedziby ważne resorty administracyjne: Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska. Tu jest także brzuch getta - Wydział Zaopatrzenia, a obok niego straszący brudem duży plac - róg ulic Matrosen- i Hanseatenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN, i Łagiewnicka].” (s. 74)

JA/ONI, V A

„Przez dużą bramę przy Hanseatenstrasse [Łagiewnickiej], przez wagę pomostową wchodzą bieżący dostawcy. Leżą tu czysto posortowane hałdy „kawałków”, „orzechów” i „kostek”. Urobku węglowego prawie nie widać. Znajdujemy także dużą hałdę torfu. To najnowszy materiał opałowy getta. Jednak obraz placu zdominowany jest przez brykiety. Są wyprodukowane z miału węgla brunatnego i pochodzą zapewne z Czech, gdzie taki węgiel jest dobrze znany. Obraz uzupełniają rzeczywiście znaczne ilości pięknego koksu gazowego z Górnego Śląska. Leży tu zapas na dwa miesiące. Mamy więc do czynienia z raczej normalną sytuacją. Materiał palny ma dwojakiego rodzaju przeznaczenie, odpowiednio do struktury getta: spalanie domowe i produkcja. Ludność może spalać tylko brykiety marki „Twoll” i torf. Dodatkowo dostaje trochę drewna na rozpałkę. Koks otrzymują wyłącznie zakłady przerabiające metal. Węgiel idzie tylko do kuchni i piekarni. Na rogu ulic Hanseaten- i Matrosengasse [Łagiewnickiej i Dworskiej] jest plac drzewny.” (s. 76)</document>
<document nplp_id="15714" title="FRANCISZKAŃSKA 35" slug="franciszkanska-35">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Oczywiście ta ogromna praca nad dalszą przeróbką materiału z rozbiórki nie może być przeprowadzana tylko na głównym placu. Wydział Węglowy zorganizował w tym celu kolejne place do dalszego przetwarzania, a mianowicie na Franzstrasse [Franciszkańska] 35, Basargasse [Bazarowa] 11 i Hanseatenstrasse [Łagiewnicka] 28.” (s. 79)</document>
<document nplp_id="15715" title="BAZAROWA 11" slug="bazarowa-11">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Oczywiście ta ogromna praca nad dalszą przeróbką materiału z rozbiórki nie może być przeprowadzana tylko na głównym placu. Wydział Węglowy zorganizował w tym celu kolejne place do dalszego przetwarzania, a mianowicie na Franzstrasse [Franciszkańska] 35, Basargasse [Bazarowa] 11 i Hanseatenstrasse [Łagiewnicka] 28.” (s. 79)</document>
<document nplp_id="15717" title="ŁAGIEWNICKA 28" slug="lagiewnicka-28">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Oczywiście ta ogromna praca nad dalszą przeróbką materiału z rozbiórki nie może być przeprowadzana tylko na głównym placu. Wydział Węglowy zorganizował w tym celu kolejne place do dalszego przetwarzania, a mianowicie na Franzstrasse [Franciszkańska] 35, Basargasse [Bazarowa] 11 i Hanseatenstrasse [Łagiewnicka] 28.” (s. 79)</document>
<document nplp_id="15720" title="BRZEZIŃSKA 41" slug="brzezinska-41">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Na pomieszczenia robocze prezes miał zamiar przeznaczyć obiekt przy Sulzfelderstrasse [Brzezińskiej] 41, a więc budynek w obszarze wyburzeń. Obsada biurowa ma pochodzić z Wydziału dla Wsiedlonych i z Resortu Butów Słomianych. Jeśli nie wystarczyłoby spośród nich ludzi nadających się do pracy biurowej, to Neftalin miał uprawnienia, aby sprowadzić dalszy personel z podlegających mu urzędów Wydziału Ewidencji i Wydziału Pocztowego.

Neftalin porozumiał się natychmiast z Resortem Butów Słomianych i zaplanował przegląd wchodzącego ewentualnie w rachubę personelu. Może stamtąd - z obu gałęzi resortu - zabrać około 60 osób, z Wydziału Osobowego - 20, z pozostałych różnych zakładów - dalszych 20. Tak więc 22 stycznia ma do dyspozycji około 100 maszynistek.” (s. 90)

JA/ONI, V A (wiosna/ lato 1943)

„Ponieważ okazało się, że prace nie mogą być przeprowadzone w pierwotnie przewidzianym budynku przy Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 41, prezes udostępnił na ten cel pomieszczenia Wydziału dla Wsiedleńców: Obiekt ten, mieszczący się przy Fischstrasse [Rybnej] 8, miał zostać przejęty przez Wydział Ewidencji po likwidacji Wydziału dla Wsiedleńców.” (s. 92)</document>
<document nplp_id="15722" title="SZKLANA 7" slug="szklana-7">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ ONI, III A (04.05.1942)

„Na ulicach widać także wozy, które przewożą bagaże do centralnego więzienia. Jest to prawdziwe wybawienie dla ludzi starych i ułomnych, którzy nie są w stanie unieść nawet tych 12 kilogramów.

Wszyscy przychodzą punktualnie “Jecke”, jak nazywa się tutaj ironicznie niemieckiego Żyda, ma przecież dyscyplinę we krwi. Nikt nie próbuje ukrywając się odmienić swego losu. Najważniejszy jest porządek - nie można go zakłócić niestawieniem się. Wszystkie mosty spalone, nie ma już odwrotu, niczego nie można zmienić, pozostaje tylko punktualne przyjście na miejsce zbiórki. Policja żydowska nie ma z tymi ludźmi specjalnych problemów. Ci Żydzi są przyzwyczajeni do posłuszeństwa. Skompletowanie kontyngentów nie przedstawia najmniejszych trudności. Ci, którzy mają być wysiedleni, otrzymują swoje wezwanie do wyjazdu już 1 i 2 maja: „Wzywa się Pana Kohna Maxa, zamieszkałego przy Fischstrasse 12, do stawienia się 4 maja o godzinie 12 na Trodlerstrasse nr 7. Cel - opuszczenie getta Litzmannstadt. Wolno zabrać 12,5 kg bagażu na osobę.” (s. 27)</document>
<document nplp_id="15724" title="BRZEZIŃSKA 24 (Wydział Tytoniu)" slug="brzezinska-24-wydzial-tytoniu">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A (10.1942)

„Wydział Tytoniu nie ma żadnego wpływu na ustalanie cen. W tych sprawach niewiele pomoże szczere dążenie pana Nowera, aby prowadzić solidny przedwojenny interes. Jego solidność będzie musiała się ograniczyć do tego, żeby powierzonym mu cennym mieniem administrować, jak przystało na porządnego kupca. Nie wolno mu prowadzić kalkulacji. Przejmuje to, co mu przekazuje Bałucki Rynek, i ma dbać, żeby równowartość wpłynęła ponownie do kas Przełożonego. Milczy, gdy pytamy o finanse jego zakładu. Czy boi się gadulstwa reportera, czy takt nie pozwala mu zdradzać tajemnicy kalkulacji, albo rzeczywiście nic nie wie na ten temat? Wszakże zadajemy to pytanie nie tylko z czystej ciekawości. Żałujemy tylko, że nie możemy zdradzić przyszłemu czytelnikowi, na ile Bałucki Rynek był w porządku w stosunku do swego monopolu tytoniowego.” (s. 83)</document>
<document nplp_id="15726" title="URZĘDNICZA 3 (Resort Galanterii Drewnianej)" slug="urzednicza-3">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (22.07.1942)

„Kto rano 22 lipca przechodził przez Plac Bazarowy, był już pewien, że to prawda. Przed magazynem desek Resortu Galanterii Drewnianej ustawiono podwójną szubienicę. Żydowscy stolarze musieli zbudować ją dokładnie według niemieckich instrukcji, a żydowscy robotnicy postawić. Żydowska policja trzymała straż aż do tej straszliwej godziny. Egzekucję wyznaczono na godzinę 11. Kto zna Niemców, ten wie, że odbędzie się ona punktualnie o godzinie 11. Już o 10 na chodnikach Hamburgerstrasse [Lutomierskiej] i wzdłuż bazaru zbierają się ludzie. Około wpół do jedenastej pojawia się pluton niemieckiej policji. Akcją kieruje Untersturmbannführer SS. Na jego rozkaz zatrzymuje się przechodniów i zmusza do uczestniczenia w egzekucji. Ulica za mostem przy Placu Kościelnym jest zamknięta, publiczność – bardzo wiele kobiet – w drodze z pracy lub do pracy stłoczona jest przede wszystkim na obu chodnikach naprzeciwko krwawego rusztowania.” (s. 47-48)</document>
<document nplp_id="15729" title="LUTOMIERSKA" slug="lutomierska">








Oskar Singer
JA/ONI, III B (22.07.1942)

„Kto rano 22 lipca przechodził przez Plac Bazarowy, był już pewien, że to prawda. Przed magazynem desek Resortu Galanterii Drewnianej ustawiono podwójną szubienicę. Żydowscy stolarze musieli zbudować ją dokładnie według niemieckich instrukcji, a żydowscy robotnicy postawić. Żydowska policja trzymała straż aż do tej straszliwej godziny. Egzekucję wyznaczono na godzinę 11. Kto zna Niemców, ten wie, że odbędzie się ona punktualnie o godzinie 11. Już o 10 na chodnikach Hamburgerstrasse [Lutomierskiej] i wzdłuż bazaru zbierają się ludzie. Około wpół do jedenastej pojawia się pluton niemieckiej policji. Akcją kieruje Untersturmbannführer SS. Na jego rozkaz zatrzymuje się przechodniów i zmusza do uczestniczenia w egzekucji. Ulica za mostem przy Placu Kościelnym jest zamknięta, publiczność – bardzo wiele kobiet – w drodze z pracy lub do pracy stłoczona jest przede wszystkim na obu chodnikach naprzeciwko krwawego rusztowania.” (s. 47-48)




</document>
<document nplp_id="15730" title="PLAC KOŚCIELNY" slug="plac-koscielny">





Oskar Singer








JA/ONI, III B (22.07.1942)

„Kto rano 22 lipca przechodził przez Plac Bazarowy, był już pewien, że to prawda. Przed magazynem desek Resortu Galanterii Drewnianej ustawiono podwójną szubienicę. Żydowscy stolarze musieli zbudować ją dokładnie według niemieckich instrukcji, a żydowscy robotnicy postawić. Żydowska policja trzymała straż aż do tej straszliwej godziny. Egzekucję wyznaczono na godzinę 11. Kto zna Niemców, ten wie, że odbędzie się ona punktualnie o godzinie 11. Już o 10 na chodnikach Hamburgerstrasse [Lutomierskiej] i wzdłuż bazaru zbierają się ludzie. Około wpół do jedenastej pojawia się pluton niemieckiej policji. Akcją kieruje Untersturmbannführer SS. Na jego rozkaz zatrzymuje się przechodniów i zmusza do uczestniczenia w egzekucji. Ulica za mostem przy Placu Kościelnym jest zamknięta, publiczność – bardzo wiele kobiet – w drodze z pracy lub do pracy stłoczona jest przede wszystkim na obu chodnikach naprzeciwko krwawego rusztowania.” (s. 47-48)



</document>
<document nplp_id="15838" title="LOLEK LUBIŃSKI" slug="lolek-lubinski"></document>
<document nplp_id="15855" title="BAŁUCKI RYNEK 6 (fabryka brykietu Kona)" slug="balucki-rynek-6-fabryka-brykietu-kona">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński 
JA, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
Poszedłem dziś rano do szkoły, [a] raczej do „Starego”[Natana Nussbauma][Franciszkańska 76/78]. Wziąłem od niego księgę technologii Waksa i przy okazji pytałem go, czy nie wie o jakiejś posadzie dla mnie. Powiedział mi, że ma jakieś zajęcie, raczej czarną robotę, ale – mówi – że to nie dla mnie robota. Nalegałem bardzo, by dał mi zajęcie, jakie ma, bo wariuję już z próżnowania. Powiedział więc, bym udał się na Bałucki Rynek 6 do Kona. Ma on tam fabryczkę brykietu [Bałucki Rynek 6] i najprawdopodobniej znajdzie dla nas zajęcie. Nyslowi, który był też razem ze mną, powiedział to samo i zaraz tam poszliśmy. Zastaliśmy fabrykę [Bałucki Rynek 6] zamkniętą, powiedzieli nam, że roztworzą ją po obiedzie, lecz i po obiedzie była zamknięta. Postanowiłem pójść prywatnie do właściciela Kona. Ten przyjął nas dobrze, każąc przyjść jutro o 9. […] (s. 34,35).

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 20 stycznia 1941 r.
Rano poszedłem do fabryczki brykietu Kona [Bałucki Rynek 6]. O 9 godz. było tam jeszcze zamknięte, postanowiłem więc czekać. Gdy spotkałem Kona, ten powiedział mi, że jest to praca bardzo ciężka i brudna, ale ja odstąpić nie chciałem i prosiłem go, by wprowadził mnie do fabryki [Bałucki Rynek 6], bym mógł bliżej przyjrzeć się tej pracy. Wprowadził mnie. W szopie tej stała pośrodku maszyna do prasowania brykietu, bardzo prymitywna i ciężka do poruszania, po kątach leżał śrut i smoła. Właściciel objaśniał mi, że trzeba prawie cały dzień paprać się w smole, miale itp. g... Wszystko nie odstraszyło mnie tak jak ta maszyna [!], z miejsca nie mogłem jej ruszyć, dwa konie belgijskie trzeba zaprzęgnąć do kręcenia jej. Wszedłem, rozejrzałem się i wyszedłem, rezygnując z pracy. […] (s. 35,36)

JA/ONI, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
[…] Wychodząc ze szpitala [Łagiewnicka 36], spotkałem Ryśka Srokę, który powiedział mi, że wraca teraz z fabryki [Bałucki Rynek 6] i słyszał, jak Warszawski powiedział, że chce przyjąć absolwentów tegorocznych do fabryki, lecz bezpłatnie. […] s. 49,50)

JA, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
Na czas stawiłem się u Waksa [Podrzeczna 9], gdzie po paru minutach zjawili się wszyscy chłopcy. Poszliśmy zaraz do fabryki [Bałucki Rynek 6] Po drodze rozmawialiśmy, że należałoby się wpierw umówić z Warszawskim co do warunków pracy, zanim do pracy przystępujemy. Gdyśmy do fabryki zaszli, trzeba było czekać na naszego przyszłego szefa, a gdy ten przyszedł, powiedział nam, że przędzalnia na razie stoi i żebyśmy przyszli w niedzielę. […] (s. 51,52)

JA, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
Wstałem dziś o 7 godzinie i poszedłem do fabryki[Bałucki Rynek 6]. Warszawski, który jest tam dyrektorem, powiedział nam, że przędzalnia jeszcze nie ruszyła i że jeszcze sprawy tej nie załatwił u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Idąc do domu [Franciszkańska 38] wcale nie byłem zmartwiony tym niepowodzeniem, bo będę miał teraz czas interesować się posadą, którą przyrzekł Rumkowski.. […] (s. 57)</document>
<document nplp_id="15866" title="BRZEZIŃSKA 4 ( Mieszkanie siostry Arona Jakubsona)" slug="brzezinska-4-mieszkanie-siostry-arona-jakubsona">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Sobota, 29 marca 1941 r.
Po obiedzie poszedłem z Kubą do Arona [Zawiszy 2] po materiał piśmienny dla plug i po odpowiednie instrukcje. W ostatniej chwili zaszła zmiana w podziale plug, tj. że plugi Awoda, Lamatara, Ejwer Hajardejn i dwie jeszcze nieskompletowane zbiorą się na Brzezińskiej 4 u siostry Arona, a plugi Haszalszelet i Atit na Zawiszy 2/4.
O godz. 5 poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], gdzie zebrały się jej pluga i pluga chłopców. Poszliśmy na Brzezińską [Brzezińska 4]. W mieszkaniu tym było już bardzo wesoło. Aron trochę gadał, następnie Miriam śpiewała, ma bardzo ładny głos. Dla odmiany Róźka czytała jakiś wiersz i tak przeszło. […] (s. 74)</document>
<document nplp_id="15867" title="BRZEZIŃSKA – FRANCISZKAŃSKA [blok ulic]" slug="brzezinska-franciszkanska-blok-ulic">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
ONI, II A

Piątek, 31 stycznia 1941 r.
[…] Wieczorem słyszałem, że zostanie z getta zabrany blok: ulica Franciszkańska od Smugowej do Brzezińskiej, strona nieparzysta, następnie Brzezińska od rogu Franciszkańskiej do końca getta, również strona nieparzysta. (s. 42)

ONI, II A
Sobota, 1 lutego 1941 r.
Zostało dziś ogłoszone, że trzeba będzie wyprowadzić się z bloku Franciszkańska – Brzezińska, strona nieparzysta. Uprasza Rumkowski o zachowanie spokoju i podaje do wiadomości, że uruchomił komisje, które będą przydzielać ludziom tym pomieszczenia. Bez pozwolenia nie wolno się przeprowadzać. (s. 43)

JA/ONI, II A

Wtorek, 4 lutego 1941 r.
Franciszkańska-Brzezińska
Słyszałem, że wysiedlenie z bloku Franciszkańska – Brzezińska zostało odłożone na czas nieograniczony. […] (s. 44)</document>
<document nplp_id="15868" title="CEGLANA 28 (Mieszkanie Mani Rozenkranc)" slug="ceglana-28-mieszkanie-mani-rozenkranc">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A

Sobota, 11 stycznia 1941 r.
[…] Poszedłem do Mani [Ceglana 28], bo jest, jak słyszałem, niezdrowa. Po drodze, przechodząc koło szpitala [Łagiewnicka 36], byłem świadkiem manifestacji. Tłum chciał wtargnąć do mieszkania Rumkowskiego [Łagiewnicka 34/36], lecz policja wszystkich rozgoniła. Byłem dziś z Franią na otwarciu biblioteki na Marysinie. (s. 30)

JA/ONI, II A
Sobota, 23 sierpnia 1941 r.
Przedpołudnie przeszło mi na czytaniu książki. Po obiedzie zaś, który składał się z czulentu (kapusta z wodą), poszedłem do pocztowej kuchni [Plac Kościelny 4] na zupę, a następnie poszedłem do Mani [Ceglana 28] . Siedziałem u niej z jakąś godzinkę, rozmawiając z nią o różnych sprawach ogólnych, rodzinnych itp. Między innymi spytała mnie, czy ja odczuwam ostatnio mniejszy popęd płciowy, bo ona zaobserwowała u jej męża, że strasznie zobojętniał względem swej żony. Mówiła mi jeszcze, że dawniej to z niego był samiec-bestia i po prostu nie dawał jej spać po nocach, a dziś nie. Powiedziała jeszcze, że bardzo często zdarza się między pannami, że nie mają periodu, a wszystko to jest z braku należytego odżywiania. […] (s. 95)</document>
<document nplp_id="15870" title="DREWNOWSKA 5 (mieszkanie Hali Torenberg)" slug="drewnowska-5-mieszkanie-hali-torenberg">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Sobota, 28 czerwca 1941 r.
Po obiedzie, jak zwykle w sobotę, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Chciałem wprawdzie iść na Marysin opalić się trochę, ale zaciągnęła mnie na jakąś tańcówkę do Hali Torenberg [Drewnowska 5] . Jak przyszliśmy, była już tam Pepa, Edzia, Ewa, Kuba, Arie, Heniek Rozanowicz i inne, i inni. Czułem się tam jak „coś na weselu”, bo wszyscy tańczyli, a ja nie. Byłem już szczęśliwy, gdy ta zabawa się skończyła. (s. 90)</document>
<document nplp_id="15871" title="DWORSKA 1/3 (Sekretariat Rumkowskiego, siedziba Wydziału Personalnego)" slug="dworska-1-3-sekretariat-rumkowskiego-siedziba-wydzialu-personalnego">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 25 stycznia 1941 r.
Byłem dziś u Lulka Waksa [Podrzeczna 9] i zastałem tam jego siostrę, która pracuje w Wydziale Personalnym [Dworska 1]. Rozmawiałem z nią na temat, jak można dostać posadę. Poradziła mi, byśmy napisali podanie i z tym poszli do szefa [Wydziału] Personalnego Franka. Frank [to] podobno bardzo porządny człowiek, wysłucha nas i najprawdopodobniej nam to załatwi. Umówiłem się właśnie z Lulkiem na jutro o 8.30 na Dworskiej 14.(s. 39)

JA, II A
Niedziela, 26 stycznia 1941 r.
Na 8.30 stawiłem się na Dworskiej [Dworska 1]. [Jojne]Jabłecznik (sekretarz) przepisał nam na maszynie podanie, które podpisał dyrektor. Poszliśmy następnie do Wydziału Szkolnego [Franciszkańska 27], skąd wzięliśmy podpisy Karo i Lewa (kuratorzy). Mając podanie gotowe, udaliśmy się z delegacją, tj. Waks, Rozenberg i ja, do szefa [Wydziału] Personalnego Franka [Dworska 1]. Jako delegacja długo nie czekaliśmy, a to z protekcji siostry Waksa. Gdy Frank nas przyjął, zreferowaliśmy mu całą sprawę, jak się ma. Ten wysłuchał nas bardzo spokojnie, wypytując się o różne sprawy. […] .(s. 40)

JA/ONI, II A
Środa, 29 stycznia 1941 r.
[…] Po obiedzie poszliśmy, tj. ja z ojcem, do Altmana po towar. W drodze powrotnej wstąpiłem do prof. Nusbauma [Piwna 15] i do Waksa [Podrzeczna 9]. Nasz „Stary” powiedział mi po przedstawieniu mu całej sprawy, jeśli chodzi o podania, byśmy udali się jeszcze raz do Franka [Dworska 1]. Do Waksa [Podrzeczna 9] natomiast poszedłem, by nie tracić z nim stałego kontaktu. (s. 41,42)

JA/ONI, II A
Niedziela, 2 lutego 1941 r.
Byli dziś u mnie [Franciszkańska 38] [Julek]Waks i [Szymek]Nyssel. Powiedzieli mi, że byli u Karo [Franciszkańska 27], który powiedział im, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu naszą sprawę. Ten, słysząc to, powiedział, że potrzebuje fachowców i przyjmie nas do fabryki, ale teraz ma zawróconą głowę pilniejszymi sprawami. Postanowiliśmy pójść z delegacją po raz drugi do Franka [Dworska 1]. Umówiliśmy się na wtorek [na] 10.30. (s. 43)

JA/ONI, II A
Piątek, 7 lutego 1941 r.
Byliśmy – [Lulek]Waks, [Dawid]Rozenberg i ja – u Karo [Franciszkańska 27], który bardzo źle nas przyjął, mówiąc, by do niego nie przychodzić, po czym kazał woźnemu nas wyprowadzić. Poszliśmy następnie do dyrektora, który przyjął nas wyjątkowo dobrze i przyrzekł nam, że pójdzie do Wołkówny [Dworska 1] w naszej sprawie. […] (s. 45,46)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 10 lutego 1941 r.
Spotkałem na ulicy dyrektora, który powiedział mi, że był dziś u Wołkówny [Dworska 1] (sekretarka Rumkowskiego przyjmująca oferty), która powiedziała mu, że podanie nasze przedstawiła już Rumkowskiemu, ale w swoim czasie powiedział, by przedstawić mu ofertę tę kiedy indziej, bo chce nas zatrudnić w fabryce, która obecnie jest nieczynna. Następnie powiedział mi, że chce pójść w tych dniach do Prezesa i przy okazji przedstawi mu naszą sprawę. (s. 47)

JA/ONI, II A
Niedziela, 23 lutego 1941 r.
Umówiłem się na dziś na 11 godzinę z [Lulkiem]Waksem i [Dawidem]Rozenbergiem na Dworskiej 1, by pójść do Wydziału Personalnego [Dworska 1] do Franka. Po dłuższym czekaniu przyszedł [!] Rozenberg, a Waksa jak nie widać, tak nie widać. Postanowiliśmy w końcu do Franka nie iść i zostawić wizytę tę na inny raz. Poszliśmy jednak do szkoły[Franciszkańska 76/78]. Dowiedziałem się tam, że podanie z opinią poszło w sobotę przez Karo. […]. (s. 56)

JA/ONI, II A
Czwartek, 6 marca 1941 r.
O 10.30 przyszedł do mnie Waks z propozycją, by iść do Franka (szef Wydziału Personalnego) [Dworska 1]. Przyjął nas bardzo uprzejmie, zanotował sobie wszystkie nazwiska i adresy kolegów i przyrzekł nam, że przy najbliższej okazji pogada o tym z Prezesem. […] (s. 63)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
Przed obiadem poszedłem do Waksa [Podrzeczna 9], z którym poszedłem do Franka [Dworska 1]. Ten przyjął nas uprzejmie, mówiąc, że o nas pamięta i przy najbliższej okazji załatwi to u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. […] (s. 64,65)

JA/ONI, II A
Niedziela, 16 marca 1941 r.
Gdy obudziłem się, czułem, że jest mi poważnie lepiej. Ubrałem się, ale w głowie trochę mi kręciło. O 11 godzinie przyszedł do mnie Szymek Nyssel, który powiedział mi, że Lulek [Waks]czeka na nas w Wydziale Personalnym [Dworska 1]. Poszliśmy, lecz nie zastaliśmy ani jego, ani Franka.. […] (s. 67,68)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
Po śniadaniu poszedłem do Franka [Dworska 1] dowiedzieć się, co zostało załatwione, jeśli chodzi o naszą sprawę. Powiedział mi, że dobrze o tym pamięta, tylko jak przychodzi na kilka minut do Rumkowskiego [Bałucki Rynek], to nie wie, od czego zacząć, bo ma tyle spraw do załatwienia. W końcu przyrzekł, mi że przy najbliższej okazji zainteresuje się tą sprawą. […]. (s. 70,71)

JA/ONI, II A
Wtorek, 25 marca 1941 r.
Rano przyszli do mnie koledzy szkolni Dawid R.[Rozenberg] i Szymek N.[Nysel] i wyciągnęli mnie z łóżka. Poszliśmy do Franka [Dworska 1]. Ten powiedział nam, że najprawdopodobniej wezwany będzie w tym tygodniu do Prezesa i sprawę naszą przedstawi. […] (s. 72)

JA/ONI, II A
Niedziela, 30 marca 1941 r.
O godz. 11 przyszedł do mnie Szymek Nyssel, z którym poszedłem do Franka [Dworska 1] i Warszawskiego [Łagiewnicka 45]. Jak widzę, wstaliśmy lewą nogą, a nie prawą, bo ani jednego nie zastaliśmy i musieliśmy z niczym pójść do domu.. […] (s. 74)

JA/ONI, II A
Środa, 2 kwietnia 1941 r.
Poszedłem dziś rano do Franka [Dworska 1]. Siedząc w poczekalni, usłyszałem, że telefonują po niego z Bałuckiego Rynku, by już przyszedł. Zaszedłem więc przed bramę, by przypomnieć mu naszą sprawę. Postanowiłem czekać na niego, jak wyjdzie od Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Stojąc tak, zauważyłem, że Warszawski z jakimś gościem wychodzą od Prezesa. Doszedłem do niego, pytając się, co załatwił. Odpowiedział mi, byśmy wszyscy jutro przyszli na ósmą do fabryki. […] (s. 75)

JA/ONI, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
[…] Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], słyszałem, że był u mnie Nyssel, zostawiając polecenie, bym przyszedł na 4 godz. do Franka [Dworska 1], który nas wezwał. Przed 4 godz. przyszli do mnie Rozenberg i Kremer, z którymi poszedłem. Jak się wszyscy zebrali, zameldował nas woźny u Franka [Dworska 1] . Ten kazał przyjść do kancelarii każdemu z osobna. Gdy przyszła kolej na mnie, zapytał mnie, czy pobieramy zasiłek, czy ktoś z rodziny pracuje i ile osób w rodzinie jest. Pytał też, ile mam lat i czy jestem zdrowy, i czy znam niemiecki. Po odpowiedzeniu mu na wszystkie pytania kazał zawołać następnego. W każdym razie widzę jedno, że jak nie idzie, to nie idzie, a jak idzie, to naraz mam trzy posady. (s. 77,78)

JA, II A
Poniedziałek, 21 kwietnia 1941 r.
Jak tylko przyszedłem [Plac Kościelny 4] , musiałem zejść do składu porządkować, tj. znosić i wnosić sztuki towaru itd., jednym słowem prócz funkcji gońca muszę, jako widzę, pełnić zadanie tragarza, co mi oczywiście nie odpowiada. Będę się teraz starać jak najprędzej na to odpowiednio reagować.
Po obiedzie byłem właśnie w Wydziale Personalnym [Dworska 1] z jakimś listem. Przy okazji poruszyłem i moją sprawę, mówiąc, jak jest. Z Frankiem mówić nie mogłem, bo był zajęty, ale osoby pracujące tam, z Waksówną na czele, przyrzekły mi, że przy najbliższej okazji przesadzą mnie do innego wydziału. Z przyrzeczenia tego jestem bardzo zadowolony, bo siedzieć tu mi się już znudziło, o awansie nie ma tu mowy, bo jest za dużo ludzi. (s. 81,82)

JA, II A
Czwartek, 22 maja 1941 r.
Zupa na poczcie [Plac Kościelny 4/6], była dziś świetna. Po zjedzeniu jej poszedłem do Franka [Dworska 1], lecz mnie nie przyjął, będę musiał jutro przyjść między 10 a 11 godz. Po pracy poszedłem do Arona [Zawiszy 2], gdzie zastałem całą żeńską plugę. […] (s. 87)</document>
<document nplp_id="15872" title="DWORSKA 14" slug="dworska-14">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 25 stycznia 1941 r.
Byłem dziś u Lulka Waksa [Podrzeczna 9] i zastałem tam jego siostrę, która pracuje w Wydziale Personalnym [Dworska 1]. Rozmawiałem z nią na temat, jak można dostać posadę. Poradziła mi, byśmy napisali podanie i z tym poszli do szefa [Wydziału] Personalnego Franka. Frank [to] podobno bardzo porządny człowiek, wysłucha nas i najprawdopodobniej nam to załatwi. Umówiłem się właśnie z Lulkiem na jutro o 8.30 na Dworskiej 14.(s. 39)</document>
<document nplp_id="15873" title="ITA DIMANT" slug="ita-dimant">Ida Dimant - mapa strony aryjskiej</document>
<document nplp_id="15886" title="DWORSKA 74 (Szpital Zakaźny)" slug="dworska-74-szpital-zakazny">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Środa, 22 stycznia 1941 r.
„W czasie spaceru poobiedniego rozmawiałem z Franią na temat posady dla niej w stosunku [!] z nowo otwierającym się szpitalem na Głowackiego [Dworska 74]. Proponowałem jej, by starała się o możność praktykowania w szpitalu [Dworska 74], a to z kilku powodów. Najważniejszy z nich jest [taki], że będzie miała jedzenia pod dostatkiem, co jest dziś najważniejszą rzeczą. Następnie przytoczyłem jej książkę Marta Orzeszkowej, której wniosek jest [taki], że każda kobieta powinna być przygotowana na samoutrzymanie się, to znaczy znać zawód, czego będzie miała okazję się nauczyć”. (s. 37)

JA, II A
Piątek, 24 stycznia 1941 r.
„Posłałem ojca do doktora Klozenberga w sprawie jakiegoś zatrudnienia mnie w nowym szpitalu [Dworska 74]. Odpowiedź doktora była odmowna”. (s. 38,39)

JA, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
„Wstałem dziś o 8 godz., bo musiałem załatwić coś w szpitalu [Łagiewnicka 34/36] dla dziadka, któremu zrobiło się zapalenie gruczołu pachwinowego. Będąc w szpitalu, chciałem kupić pudełeczko sacharyny, bo na mieście 500 sztuk kosztuje 7 mk, ale nie sprzedali mi bez recepty lekarza. Słyszałem, że wszyscy chorzy ze szpitala na Łagiewnickiej 36 długoterminowi zostaną przeniesieni do nowego szpitala na Głowackiego [Dworska 74]”.
(s. 49,50)

Jakub Poznański

JA/ONI, VA
Ja/Oni
7 XII 1943

„Onegdaj [5 czerwca] przybyło do getta 15 osób z obozu w Andrzejowie, gdzie pracuje podobno 4500 Żydów. Skierowano je wprost do szpitala [ul. Dworska]. Nie udało mi się nawiązać z nimi rozmowy. A byłoby to bardzo ciekawe!”

ONI, VA
24 XII 1943

„Przedwczoraj wyrzucono (dosłownie: wyrzucono) wszystkich pacjentów ze szpitala przy ul. Dworskiej. Pozostawiono zaledwie trzech ciężko chorych, nienadających się do transportu.
Potem okazało się, że do szpitala przewieziono transport chłopców z obozu polskiego, tak zwanego Polenjudenlager, który graniczy z cmentarzem żydowskim. Było ich stu kilkunastu, w wieku od 12 do 15 lat. Większość stanowili Polacy, ale znajdowali się wśród nich też Francuzi, Grecy i przedstawiciele innych narodowości. Gdy ich wykąpano – a byli bardzo brudni, oczom lekarzy i pielęgniarek przedstawił się koszmarny widok. Ciała wynędzniałe, skóra i kości, noszące ślady nieludzkiego bicia i katowania. Plecy pokryte ropiejącymi strupami. Niektórzy mieli poprzetrącane kończyny i palce.
Dzieci te zachorowały na tyfus plamisty i żaden lekarz nie chciał ich leczyć. Obecnie podjął się tego zadania cały sztab specjalistów Żydów: dr [Eliasz] Gutman, [Adalbert?] Loevy, [Sima] Mandelsowa, [Mojżesz] Wolfson i inni. Czy epidemia przeniesie się do getta? Wątpię. Dotychczas zdarzały się u nas tylko sporadycznie wypadki zachorowania na tyfus”.
(s. 141)</document>
<document nplp_id="15896" title="DWORSKA/BAŁUCKI RYNEK [skrzyżowanie ulic]" slug="dworska-balucki-rynek-skrzyzowanie-ulic">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A

Czwartek, 9 stycznia 1941 r.

[…] O godz. 5.30 poszedłem z Franią na zbiórkę do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, bo Aron nie przyszedł. […] Dochodząc do zbiegu ulicy Dworskiej i Bałuckiego Rynku, widać było [!] jakiś nienaturalny ruch. Zbliżywszy się bliżej [!], dowiedziałem się, że wysyłają dziś partię Żydów w liczbie 500 na robotę do Niemiec. (s. 28,29)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="15926" title="FRANCISZKAŃSKA 29 (Kolektyw dla Żydów z&amp;nbsp;tzw. Zachodniej Europy)" slug="franciszkanska-29-kolektyw-dla-zydow-z-tzw-zachodniej-europy">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II B

Poniedziałek, 27 października 1941 r.
Czuję się już dziś lepiej, opuchlizna z nogi zaczyna już schodzić, ale w łóżku jeszcze przez dzisiejszy dzień przeleżę, by móc jutro iść do pracy. Zaczyna mi się już w domu [Franciszkańska 38] nudzić, bo jak człowiek wchodzi w tryb pracy, to brak zajęcia źle na niego działa. No, ale już jutro znowu spotkam się z poszewkami, ręcznikami i innymi towarami, a jak przyjdzie godz. 5.30, to sobie pójdę do Hanki, by spotkać Franię. […]
Do towarzystwa mojego przyłączył się ostatnio Milan Baal. Jest to chłopak 21-letni z Pragi, przyjaciel Hanki. Jak się okazało, jest on bardzo miłym chłopcem, którego w bardzo krótkim czasie polubiłem. Mieszka on w kolektywie na Franciszkańskiej 29.
Gdy pierwszy raz byłem u niego i widziałem, w jakich warunkach ci ludzie tam żyją, to mi się po prostu żyć odechciało.
W pokoju, gdzie mieszka Milan, śpi przeszło 50 osób. Zrobione są tam prycze jak na jakimś staromodnym okręcie, tj. jedna nad drugą. Na każdej pryczy, która ma 1m szerokości, śpi dwoje ludzi. Gdy przyszedłem do tego pokoju, to formalnie nie było czym oddychać. Strasznie gorąco i duszno. Na domiar tego wszystkiego leży tam przeszło dziesięciu ludzi [chorych] na grypę i anginę. Stojąc tam, ma się wrażenie, że się przeżywa jakiś fantastyczny sen. Sytuacja tych ludzi jest bardzo kiepska. Prażanom tym przed wyjazdem zabrali wszystko, co mieli. Ludzie ci są bez pieniędzy, nie mają już prawie co sprzedać. Wikt ich w kolektywie jest też bardzo marny. Dostają 28 dkg chleba na śniadanie, kawę na obiad, nieraz zupę, a przeważnie kawę, i na kolację kawę. Jednym słowem ci ludzie są, moim zdaniem, poddani śmierci głodowej. […] (s. 97,98)</document>
<document nplp_id="15929" title="KANAŁOWA 2 (mieszkanie Wiktora Sztaina)" slug="kanalowa-2-mieszkanie-wiktora-sztaina">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Niedziela, 1 czerwca 1941 r.
„Pierwszy dzień świąt Szawuot. Do obiadu byłem przy pracy, która polegała wyłącznie na pracy wewnętrznej. Po obiedzie zaś poszliśmy do Wiktora Sztaina [Kanałowa 2], który ma ogród, na zbiórkę Moacy. Ogród jego jest faktycznie śliczny, gdy się wszyscy zebrali, Heniek otworzył posiedzenie. Te wszystkie zbiórki i cały Chazit wraz z Aronem zaczyna mi się już nudzić. Po zmianie Hanhagi wszystko nie klapuje, jak być powinno, i jak słyszę, to i tę Hanhagę mają zmienić". (s. 89)</document>
<document nplp_id="15932" title="JEZIORNA" slug="jeziorna">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
Ja, I.

„Pojechałyśmy z Frydą na wieś do mego ojca i przywiozłyśmy trochę kartofli, które kupiłam u miejscowych chłopów i warzywa. “No, no, no, co się z tej rabinówny zrobiło - kiwali głowami. - Cała matka, tylko nie tak ładna, ale wcale do Żydówki niepodobna.” (s. 9)

Ja/Oni, II A
02.1941: „W końcu lutego 1941 r. wysiedlona została wieś mego ojca [Jeziorna]. On sam zdołał jeszcze przedtem w taksówce bogatego gospodarza - który za grube pieniądze ją wynajął - uciec do Warszawy i w tej sposób uniknął kwarantanny w byłym Szpitalu św. Zofii na roku Żelaznej i Nowolipia. Wszyscy wysiedleńcy, zanim zostali wpuszczeni do getta, przechodzili parówkę i kwarantannę (żeby broń Boże, nie przynieśli ze sobą zarazków… koń by się uśmiał).” (s. 23-24)</document>
<document nplp_id="15952" title="FRANCISZKAŃSKA 38 (mieszkanie Lolka Lubińskiego)" slug="franciszkanska-38-mieszkanie-lolka-lubinskiego">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 1 stycznia 1941 r.
„Obudziłem się o godz. 8.30, czytałem z jakąś godzinę książkę Psychologia elementarna, po czym ubrałem się i poszedłem do domu [Franciszkańska 38]. Spałem tej nocy u Abrama Lubińskiego [Łagiewnicka 30], bo nie było miejsca w domu [Franciszkańska 38]. Na moim posłaniu śpi Sala L., dyżurując przy dziadku, który jest chory. Po drodze wstąpiłem do szpitala [Łagiewnicka 34/36] kupić kwas borny dla ojca, którego gardło boli. Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], posłali mnie po drzewo do sąsiada, gdyż węgla nie ma". (s. 23)

JA/ONI, II A
Czwartek, 2 stycznia 1941 r.
„O godz. 12 poszedłem do Kuby [Franciszkańska 56], bo nudy, jakie miałem w domu [Franciszkańska 38], przechodziły wszystkie granice. Zastałem go przy książce, którą mi jutro pożyczy, pt. Catherine zostaje żołnierzem A. Thomas. Jak wróciłem, czekała mnie już zupa. Po zjedzeniu jej poszedłem po prowianty z racji. Jest to ostatnia racja nie na karty, została ona wydana z okazji święta Chanuki. […]. O 4 godz. zabrałem się do pisania pamiętnika, po czym poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, a to z powodu, że zepsuło się światło i było ciemno. Wróciłem zaraz do domu [Franciszkańska 38]". (s. 24,25)

JA, II A
Piątek, 10 stycznia 1941 r.
„Byłem dziś u Plewińskiego [Kościelna 4] i odebrałem zeszyty. Gdy przyszedłem jednak do domu [Franciszkańska 38], widziałem, że dał mi tylko jeden zeszyt, i to nie mój. […] Po kolacji poszedłem do Sali L. [Łagiewnicka 30] po odbiór margaryny dla dziadka. Spotkałem tam Julka, który przyszedł dziś do domu [Łagiewnicka 30], ma chyba wychodne. Udałem się następnie do Franiusi [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem na spacer". (s. 30)

JA, II A
Poniedziałek, 20 stycznia 1941 r.
„Przyszedłszy do domu [Franciszkańska 38], ugotowałem zupę z kartofli, które przyniosła Sala. Gdyby nie ona przyniosła je, toby nie było co gotować. Kartofle były, ma się rozumieć, zgniłe, ale przyzwyczailiśmy się do tego i trzemy je na tarce, z których [!] robimy kluski.
W organizacji [Okopowa 138] coraz mniej ludzi. Aron nie przyszedł i ludzie po półgodzinnym pobycie rozeszli się". (s. 35,36)

JA, II A
Niedziela, 2 lutego 1941 r.
„Byli dziś u mnie [Franciszkańska 38] [Julek]Waks i [Szymek]Nyssel. Powiedzieli mi, że byli u Karo [Franciszkańska 27], który powiedział im, że był u Rumkowskiego [Bałucki Rynek] i przedstawił mu naszą sprawę. Ten, słysząc to, powiedział, że potrzebuje fachowców i przyjmie nas do fabryki, ale teraz ma zawróconą głowę pilniejszymi sprawami. Postanowiliśmy pójść z delegacją po raz drugi do Franka [Dworska 1]. Umówiliśmy się na wtorek [na] 10.30". (s. 43)

JA, II A
Piątek, 7 lutego 1941 r.
„Wstaję ostatnio o 11–12 i czytam w łóżku, następnie do obiadu, tj. do 2, znajduję sobie zajęcie w gospodarstwie [Franciszkańska 38]. Zajęcie moje polega na zapalaniu w piecu lub kuchni, robienie przypalanki [!] do obiadu, rąbaniu drzewa, uważanie na zupę, by się nie przypaliła itp. Po obiedzie, który składa się jedynie z marnej zupy, piszę pamiętnik lub czytam". (s. 45,46)

JA, II A
Niedziela, 9 lutego 1941 r.
„Pożyczyłem sobie wczoraj od jakiejś koleżanki książkę Lindseya Bunt Młodzieży, którą czytam. Cały dzień siedziałem w domu [Franciszkańska 38] ze względu na pogodę. Jest dziś odwilż i brnie się po kolana w błocie". (s. 47)

JA, II A
Sobota, 15 lutego 1941 r.
„Cały dzień siedziałem w domu [Franciszkańska 38], bo ojciec źle się czuł, zepsuł sobie żołądek. Po obiedzie chciałem wprawdzie wyjść do Frani [Tokarzewskiego 18], ale nie miałem sumienia zostawić ojca chorego w łóżku". (s. 49)

JA, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
„Wracając do domu [Franciszkańska 38], spotkałem Arona. Gadaliśmy o wczorajszej zbiórce, o rodzaju referowania Henocha Bejma, mówiliśmy o przyszłym wyglądzie Chazitu itd., itd. Resztę zostawiliśmy na posiedzenie, które ma się odbyć w środę, tj. jutro.
Po obiedzie bardzo zdenerwowany z dzisiejszego niepowodzenia napisałem ofertę do Rumkowskiego, sam dla siebie, nie zbiorową, o pracę". (s. 51,52)

JA, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
„Wczoraj wieczorem, gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], powiedzieli mi, że był tu Jabłecznik (sekretarz) i powiedział, bym zaraz przyszedł do szkoły [Franciszkańska 76/78]" . (s.54,55).

JA, II A
Sobota, 22 lutego 1941 r.
„Do obiadu siedziałem w domu [Franciszkańska 38], czytając książkę. Po obiedzie zaś poszedłem do lokalu Ch.D.B.M. [Okopowa 138] gdzie odbyło się specjalne zebranie".  (s. 55, 56)

JA, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
„Wstałem dziś o 7 godzinie i poszedłem do fabryki[Bałucki Rynek 6]. Warszawski, który jest tam dyrektorem, powiedział nam, że przędzalnia jeszcze nie ruszyła i że jeszcze sprawy tej nie załatwił u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. Idąc do domu [Franciszkańska 38] wcale nie byłem zmartwiony tym niepowodzeniem, bo będę miał teraz czas interesować się posadą, którą przyrzekł Rumkowski". […] (s. 57)

JA/ONI, II A
Czwartek, 6 marca 1941 r.
„przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], opowiadał mi ojciec, że stawił się do wydziału, gdzie przeszedł przez komisję. Powiedzieli mu, że chcą zatrudnić jako administratora, i badali go, czy będzie się do tego nadawał". (s. 63)

JA, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
„Gdy schodziłem z Franią z lokalu [Okopowa 138], spotkałem ojca wracającego do domu [Franciszkańska 38]. Pożegnałem ją zaraz i wraz z ojcem poszedłem. Po drodze ojciec pytał mnie, czy stosunek mój do niej się odnowił (bo w swoim czasie ojcu powiedziałem, że między nami wszystko zostało zlikwidowane). Odpowiedziałem wymijająco, że razem wyszliśmy z lokalu". (s. 64,65)

JA, II A
Czwartek, 13 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], spotkałem ją w rzadko wyśmienitym humorze. Poszliśmy do Bronki [Marysińska 12] Leży jeszcze w łóżku, ale jest już zdrowa. Gawędziliśmy do 7, po czym poszliśmy do domu [Franciszkańska 38]. Po drodze kupiłem mały klosik, do którego nasypałem cukierków, i przyniosłem śłachemunys, tak samo i Frania". (s. 66)

JA, II A
Sobota, 15 marca 1941 r.
„Czułem wtenczas, że jestem przeziębiony, obym tylko jutro mógł pójść na nasz wieczór. Pożegnałem zaraz wszystkich i udałem się do domu [Franciszkańska 38]. Przepłukałem sobie gardło, zażyłem „Togal” i prosiłem ojca, by postawił mi bańki".(s. 67)

JA, II A
Niedziela, 16 marca 1941 r.
„Wróciłem zaraz do domu [Franciszkańska 38], bo czułem się bardzo słabo i szedłem jak pijany. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie mogłem jednym ciągiem wejść na czwarte piętro. Nim wszedłem do mieszkania, pożyczyłem sobie termometr. Zmierzyłem w ukryciu temperaturę, na szczęście miałem normalną, ale bicie serca wynosiło około 100 na minutę. Położyłem się trochę na tapczanie, ale jakoś nie przechodziło". (s. 67,68)

JA, II A
Piątek, 28 marca 1941 r.
„Na 5 godz. przyszedłem na posiedzenie Hanhagi, które odbyło się u Arona [Zawiszy 2]. Załatwiliśmy kilka spraw, po czym poszliśmy do domu [Franciszkańska 38]". (s. 73,74)

JA, II A
Niedziela, 6 kwietnia 1941 r.
„Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], słyszałem, że był u mnie Nyssel, zostawiając polecenie, bym przyszedł na 4 godz. do Franka [Dworska 1], który nas wezwał. Przed 4 godz. przyszli do mnie Rozenberg i Kremer, z którymi poszedłem". (s. 77,78)

JA, II A
Wtorek, 22 kwietnia 1941 r.
„Pogoda dzisiejsza bardzo źle na mnie wpłynęła, bo gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], musiałem się położyć do łóżka. Miałem 37,4 stopnia". (s. 82)

JA, II A
Poniedziałek, 12 maja 1941 r.
„Praca u nas idzie normalnym trybem, ruch jest jeszcze u nas nadal olbrzymi. Pracuję cały czas u [Chaima Lajba]Lipnowskiego [Plac Kościelny 4] przy zakupie towaru. Praca moja polega na wypisaniu kwitu klientowi i wpisaniu towaru do książki. Po pracy, gdy wyszedłem, cieszyłem się, że jest ładna pogoda, bo umówiłem się z Franią, lecz nie przyszła. Poszedłem więc do domu [Franciszkańska 38] , gdzie czekała mnie kolacja". (s. 86)

JA, II A
Niedziela, 18 maja 1941 r.
„Po pracy [Plac Kościelny 4] wyszedłem z myślą, że spotkam Franię, lecz niestety, nie przyszła, może jej coś jest, a może ma lepsze urozmaicenia. Poszedłem do domu [Franciszkańska 38] bardzo zdehumorowany". (s. 87)

JA, II A
Wtorek, 20 maja 1941 r.
„Dostałem wczoraj wezwanie do Wydziału Zasiłkowego [Lutomierska 11]. Dzisiaj właśnie tam byłem, gdzie się dowiedziałem, że muszę zwrócić zasiłek za kwiecień. Będą mi teraz zaciągać z każdej dekady po 4 mk. Dziś jak i wczoraj czekałem nadaremnie na Franię i w końcu poszedłem do domu [Franciszkańska 38]". (s. 87)

JA, II A
Poniedziałek, 26 maja 1941 r.
„Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], zastałem Kubę, który przyszedł ze zbiórki Haszalszelet. Opowiedział mi, że wszyscy wyszli na Franię z pretensją, dlaczego nie odbywa się żadna praca na pludze". (s. 88)

JA, II A
Sobota, 19 lipca 1941 r. „Spacerowałem jeszcze trochę, po czym poszedłem do domu [Franciszkańska 38]. W domu zjadłem „kolację”, po której położyłem się spać, by mi się jeść nie chciało". (s. 91,92)

JA, II B
Poniedziałek, 27 października 1941 r.
„Czuję się już dziś lepiej, opuchlizna z nogi zaczyna już schodzić, ale w łóżku jeszcze przez dzisiejszy dzień przeleżę, by móc jutro iść do pracy. Zaczyna mi się już w domu [Franciszkańska 38] nudzić, bo jak człowiek wchodzi w tryb pracy, to brak zajęcia źle na niego działa". […] (s. 97,98)</document>
<document nplp_id="15957" title="DUŻE GETTO [OBSZAR]" slug="duze-getto-obszar">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
Oni, III A

09.08.1942: „Z "małego" getta (Twarda, Pańska, Krochmalna itd.) mają wszyscy się przeprowadzić do ,,dużego" i po upływie dwóch dni już ani jednej osobie nie wolno się tam znajdować. Wszystko więc powychodziło z piwnic, ze strychów i różnych dziur. Ci, którzy się czuli pewni jako robotnicy, załadowali na wózki ręczne swój dobytek i wszyscy ciągną do ,,dużego" getta. Wówczas nagle się blokuje ulicę z obydwóch stron i, bez zadania sobie trudu, pędzi się ten cały tłum bijąc nahajkami, strzelając w powietrze dla postrachu, a czasem w kogoś potykającego się i niemogącego nadążyć na Umschlagplatz.„ (s. 67)</document>
<document nplp_id="15984" title="Plac Grzybowski 1" slug="plac-grzybowski-1">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, I

[8 września 1939] „Mój własny ojciec z całą rodziną w pierwszych dniach wojny uciekł do Warszawy [z Jeziornej] zupełnie zbytecznie, gdyż tam było wiele spokojniej. I wszyscy byli na placu Grzybowskim [1], i wszyscy u teściów najstarszej mojej siostry. Musiałam więc co drugi dzień prawie biec tak daleko, by im zanieść coś do jedzenia z tego, co zdobyłam, bo nikt z nich nie mógł się zdecydować przyjść.” (s. 7)

JA/ONI, IIA

[03/04.1941] „Siostra [Chaja] z mężem poszła do teściów na Grzybów. A ja wzięłam małą Felę do siebie. Jeszcze jeden obowiązek, ale gdzie cztery żołądki się nakarmi, tam i dla piątego jeszcze okruch się znajdzie. A tu małe dzieci, mogła się znów uczyć (była już w drugim oddziale, bardzo zdolna i chętna) i rozwijać w odpowiednim otoczeniu.” (s. 24)

JA/ONI, IIIA

[24.07.1942] „U ojca [rabina Rozencwajga, mieszkającego przy ul. Nalewki 23] na razie blokady nie było. Szwagier [Lejb Ederman] z małą Felą są tam także. On jest strasznie roztrzęsiony zabrali mu już rodziców z rodzeństwem z Grzybowa; pierwszym transportem odjechali... Omawiam jeszcze raz z ojcem, jak mam załatwić moją sprawę ślubną" u okręgowego rabina, i idę dalej. Chcę jeszcze wstąpić do sklepu, gdzie mieliśmy nasze karty żywnościowe, czy się chleba nie dostanie. Po drodze zajrzę jeszcze do naszego mieszkania na Nalewkach.” (s. 48)</document>
<document nplp_id="16030" title="Róg ulic LESZNO/ŻELAZNA-LESZNO-KARMELICKA-NOWOLIPKI 24 [TRASA]" slug="rog-ulic-leszno-zelazna-leszno-karmelicka-nowolipki-24">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

[11.08.1942] „Teraz musimy na razie wracać do domu. Piniek umówił się z policjantem na jutro rano. Jest już ciemnawo i nie legitymują już po drodze.” (s. 72)</document>
<document nplp_id="16050" title="BONIFRATERSKA/ MŁAWSKA/ NOWINIARSKA/ FRANCISZKAŃSKA/ KOŹLA/ CIASNA [OBSZAR]" slug="bonifraterska-mlawska-nowiniarska-franciszkanska-kozla-ciasna-obszar">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIB

„Ale życie wciąż przynosiło coś nowego. Zaczęto przebąkiwać o tym, że getto mają znów skrócić i nasz odcinek wypadnie.

Po świętach jesiennych stało się to faktem. Bonifraterska miała stanowić granicę i zaczęto już budować mur. Także od strony Twardej jakiś kawałek obcinano, więc dostać mieszkanie stawało się z każdym dniem bardzo ciężkim problemem. Na razie mieliśmy jeszcze czas do grudnia. U mnie była jeszcze ta trudność, że musiałam mieć lokal dla dzieci i w punkcie, gdzie mniej więcej większość tych dzieci - mieszkających na ulicach wypadających z getta - się przeprowadzi.” (s. 27)</document>
<document nplp_id="16081" title="Franciszkańska 56 (mieszkanie Kuby [Jakóba] Lubińskiego)" slug="franciszkanska-56-mieszkanie-kuby-jakoba-lubinskiego">
Lolek Lubiński
JA, II A
Czwartek, 2 stycznia 1941 r.
„O godz. 12 poszedłem do Kuby [Franciszkańska 56], bo nudy, jakie miałem w domu [Franciszkańska 38], przechodziły wszystkie granice. Zastałem go przy książce, którą mi jutro pożyczy, pt. Catherine zostaje żołnierzem A. Thomas. Jak wróciłem, czekała mnie już zupa". (s. 24,25)

JA, II A
Wtorek, 4 marca 1941 r.
„Ubrałem się wcześnie, by iść do lekarza skórnego, bo dostałem wysypki na ręku. Biletu do doktora już nie dostałem, bo przyszedłem za późno. Poszedłem więc do Julka [Łagiewnicka 30]. Umówiliśmy się na po obiedzie. Gdy o 3.30 przyszedł Julek, gawędziliśmy trochę, po czym poszliśmy do Kuby [Franciszkańska 56]". (s. 62)

JA, II A
Środa, 19 marca 1941 r.
„O godzinie 12 ubrałem się. Pogoda była śliczna, więc poszedłem do sklepu. Usiedzieć w domu już nie mogłem, poszedłem więc po obiedzie do Kuby [Franciszkańska 56]. Spotkałem tam Babka, obejmuje on pod swoją opieką archiwum. Stamtąd poszliśmy do Arona [Zawiszy 2]". (s. 68)

JA, II A
Sobota, 22 marca 1941 r.
„Stawiłem się punktualnie na posiedzenie u Arona [Zawiszy 2] . Gdy się wszyscy zebrali, udaliśmy się do Kuby [Franciszkańska 56], gdzie się posiedzenie odbyło. Zaszły dziś pewne zmiany personalne w Hanhadze, a mianowicie na miejsce Wiktora wszedł Arie P., który sprawuje funkcję w komisji kulturalnej wraz z Róźką G. Kuba natomiast został mianowany Rosz Haplugot (kierownikiem plug), a Heniek B. objął sekretariat. Ja pełnię obowiązki skarbnika jak dawniej i mam za zadanie układanie planów, w jakich lokalach i kiedy dane plugi mają zbierać się. Po posiedzeniu poszliśmy do Heni G., gdzie odbyła się zbiórka". (s. 71)

JA, II A
Piątek, 4 kwietnia 1941 r.
„O godzinie 12 poszedłem po pewne zakupy. Stwierdziłem od razu, że pogoda kolosalnie się zmieniła, z zimy na lato, w słońcu było 28 stopni. Poszedłem następnie do Kuby [Franciszkańska 56], zastałem tam Ariego P., z którym spędziliśmy bardzo mile czas do obiadu na wspominaniu wakacji i lat szkolnych". (s. 76)</document>
<document nplp_id="16084" title="Franciszkańska 76/78 (gimnazjum zawodowe)" slug="franciszkanska-76-78-gimnazjum-zawodowe">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Poniedziałek, 13 stycznia 1941 r.
„Przed obiadem byłem u Lulka Waksa [Podrzeczna 9], który powiedział mi, że podanie złożone ostatnio ze szkoły[Franciszkańska 76/78] jest na dobrej drodze. Znajduje się podobno już u Wołkówny [Dworska 1]. Następnie powiedział mi, że siostra jego pracuje w Wydziale Personalnym [Plac Kościelny 4], który zostaje dziś przeniesiony do Sekretariatu Rumkowskiego na Dworską 1, gdzie siedzi Wołkówna i najprawdopodobniej podanie nasze poprze, podsuwając je Rumkowskiemu". (s. 31,32)

JA, II A
Środa, 15 stycznia 1941 r.
„Napisałem dziś list do Lublina, tj. do dziadka. Pisałem im [!] o ukończeniu szkoły zawodowej[Franciszkańska 76/78] i o staraniach o posadę". (s. 32,33)

JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.
„Poszedłem dziś rano do szkoły, [a] raczej do „Starego”[Natana Nussbauma][Franciszkańska 76/78]. Wziąłem od niego księgę technologii Waksa i przy okazji pytałem go, czy nie wie o jakiejś posadzie dla mnie. Powiedział mi, że ma jakieś zajęcie, raczej czarną robotę, ale – mówi – że to nie dla mnie robota. Nalegałem bardzo, by dał mi zajęcie, jakie ma, bo wariuję już z próżnowania. Powiedział więc, bym udał się na Bałucki Rynek 6 do Kona. Ma on tam fabryczkę brykietu [Bałucki Rynek 6] i najprawdopodobniej znajdzie dla nas zajęcie. Nyslowi, który był też razem ze mną, powiedział to samo i zaraz tam poszliśmy. Zastaliśmy fabrykę [Bałucki Rynek 6] zamkniętą, powiedzieli nam, że roztworzą ją po obiedzie, lecz i po obiedzie była zamknięta. Postanowiłem pójść prywatnie do właściciela Kona. Ten przyjął nas dobrze, każąc przyjść jutro o 9". (s. 34,35).

JA, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
„Poszedłem dziś o 8 godz. do Rozenberga [Limanowskiego 38], z którym poszedłem do „Starego”[Natana Nussbauma] wraz z [Chaimem Majerem]Kozienickim. Wyciągnęliśmy go z łóżka i zawlekliśmy do szkoły [Franciszkańska 76/78], gdzie po porozumieniu z dyrektorem napisał opinię". (s.54,55).

JA/ONI, II A
Niedziela, 23 lutego 1941 r.
„Umówiłem się na dziś na 11 godzinę z [Lulkiem]Waksem i [Dawidem]Rozenbergiem na Dworskiej 1, by pójść do Wydziału Personalnego [Dworska 1] do Franka. Po dłuższym czekaniu przyszedł [!] Rozenberg, a Waksa jak nie widać, tak nie widać. Postanowiliśmy w końcu do Franka nie iść i zostawić wizytę tę na inny raz. Poszliśmy jednak do szkoły[Franciszkańska 76/78]. Dowiedziałem się tam, że podanie z opinią poszło w sobotę przez Karo". (s. 56)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16085" title="FRANCISZKAŃSKA-SMUGOWA-BRZEZIŃSKA [blok ulic]" slug="franciszkanska-smugowa-brzezinska-blok-ulic">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
ONI, II A
Piątek, 31 stycznia 1941 r.
„Wieczorem słyszałem, że zostanie z getta zabrany blok: ulica Franciszkańska od Smugowej do Brzezińskiej, strona nieparzysta, następnie Brzezińska od rogu Franciszkańskiej do końca getta, również strona nieparzysta". (s. 42)</document>
<document nplp_id="16086" title="KOŚCIELNA 4 (miejsce spotkań Lulka z&amp;nbsp;Czaryckim, Mieszkanie Plewińskiego)" slug="koscielna-4-miejsce-spotkan-lulka-z-czaryckim-mieszkanie-plewinskiego">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 1 stycznia 1941 r.
„Gdy wróciła[ Frania – M. W.G], poszliśmy na miasto na Kościelną 4 do Plewińskiego, którego chciałem prosić, by przedziurkował mi dwa zeszyty do pamiętnika. Po drodze opowiadała mi tragedie, jakie słyszy co dzień przy wydawaniu numerków na obiady. Jak przyszedłem, był w domu [Franciszkańska 38] chleb". (s. 24)

JA, II A
Piątek, 10 stycznia 1941 r.
„Byłem dziś u Plewińskiego [Kościelna 4] i odebrałem zeszyty. Gdy przyszedłem jednak do domu [Franciszkańska 38], widziałem, że dał mi tylko jeden zeszyt, i to nie mój". (s. 30)

JA, II A
Sobota, 5 kwietnia 1941 r.
„Poszedłem następnie do Julka [Łagiewnicka 30]. Zastałem go w łóżku z obandażowanymi rękoma. Gadaliśmy tak do 3 godz., póki nie musiałem iść do Czaryckiego [Kościelna 4]. Czekałem na niego ze trzy kwadranse, powiedział mi, że powierzyli mu pracę kontrolowania wszystkich instalacji w szopach i chce mnie wziąć, bym był mu w pracy tej pomocny. Kazał przyjść mi jutro do pracy. Co zrobię w poniedziałek, nie wiem, bo muszę iść do fabryki". (s. 77)

JA/ONI, II A
„Wstałem rano i poszedłem na Kościelną 4, gdzie umówiłem się z Czaryckim. Po chwili przyszedł i wszedłem z nim do [siedziby] NIK [Plac Kościelny 4] . Gdy udzielili mu pewnych informacji, poszliśmy na miasto. Pierwszą wizytę złożyliśmy w aptece nr 6 [Rybna 5] . Praca nasza polegała na kontroli instalacji elektrycznych. Zaczynaliśmy od sprawdzania licznika, następnie obchodziliśmy wszystkie pokoje i [Czarycki] notował wszystkie punkty, a ja dyktowałem mu wielkość żarówki palącej się w danym punkcie. Tak chodziliśmy z apteki [Rybna 5] do Wydziału Meldunkowego [Plac Kościelny 4], [do siedziby Kolegium] Rabinackiego [Plac Kościelny 4], z [siedziby Kolegium] Rabinackiego do piekarni, sklepów chlebowych, do kąpieliska itd. Robotę skończyłem o godz. 2.15.
Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], słyszałem, że był u mnie Nyssel, zostawiając polecenie, bym przyszedł na 4 godz. do Franka [Dworska 1], który nas wezwał. Przed 4 godz. przyszli do mnie Rozenberg i Kremer, z którymi poszedłem. Jak się wszyscy zebrali, zameldował nas woźny u Franka [Dworska 1] . Ten kazał przyjść do kancelarii każdemu z osobna. Gdy przyszła kolej na mnie, zapytał mnie, czy pobieramy zasiłek, czy ktoś z rodziny pracuje i ile osób w rodzinie jest. Pytał też, ile mam lat i czy jestem zdrowy, i czy znam niemiecki. Po odpowiedzeniu mu na wszystkie pytania kazał zawołać następnego. W każdym razie widzę jedno, że jak nie idzie, to nie idzie, a jak idzie, to naraz mam trzy posady". (s. 77,78)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 7 kwietnia 1941 r.
„Poszedłem dziś rano do fabryki [Łagiewnicka 45]. Gdy Warszawski przyszedł, zawołał nas i przydzielił do pracy do tkalni, do warsztatu w charakterze praktykanta. Kubę posłałem do Czaryckiego [Kościelna 4] w zastępstwie. Praca szła mi dziś jako tako, najważniejsze, że dostałem dobrą, gęstą zupę. O 5 godz. byłem już po pracy". (s. 78)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16120" title="LIMANOWSKIEGO 9 (mieszkanie Pepy [Pessy Gitli] Opatowskiej" slug="limanowskiego-9-mieszkanie-pepy-pessy-gitli-opatowskiej">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Środa, 12 lutego 1941 r.
„Byłem u Pepy [Limanowskiego 9] . Zastałem ją w łóżku, ma zepsuty żołądek. Właściwie poszedłem do niej, by zawiadomić ją o nadzwyczajnym posiedzeniu Chazitu [Okopowa 138], które odbędzie się w sobotę. Poszedłem po obiedzie do Szattanów [Wawelska 8] . Józiek był dziś u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. [Ten] przyjął go podobnie [ż] bardzo uprzejmie. Jeśli chodzi o posadę, to powiedział, że urzędników nie potrzebuje, ale nie mogąc wypuścić go z niczym, dał mu tytułem zapomogi 50 mk i dwa talony na węgiel i żywność". (s. 47,48)

JA,  II A
Wtorek, 22 lipca 1941 r.
„Wczoraj przyszedł do biura naszego okólnik tyczący zmniejszenia liczby godzin pracy, a Na to konto umówiłem się z Franią na 5.30, z którą poszedłem do Pepy [Limanowskiego 9] . Poszedłem, prawdę mówiąc, po książkę, ale książki nie dostałem. Poszliśmy następnie do Edzi [Żydowska 9], tam spotkaliśmy całą paczkę dziewcząt, z którymi poszedłem na spacer". (s. 92)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16122" title="LIMANOWSKIEGO 38 (mieszkanie Dawida Rozenberga)" slug="limanowskiego-38-mieszkanie-dawida-rozenberga">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Piątek, 21 lutego 1941 r.
„Poszedłem dziś o 8 godz. do Rozenberga [Limanowskiego 38], z którym poszedłem do „Starego”[Natana Nussbauma] wraz z [Chaimem Majerem]Kozienickim. Wyciągnęliśmy go z łóżka i zawlekliśmy do szkoły [Franciszkańska 76/78], gdzie po porozumieniu z dyrektorem napisał opinię". (s.54, 55).

JA, II A
Sobota, 15 marca 1941 r.
„Poszedłem następnie do Dawida Rozenberga [Limanowskiego 38], by powiadomić go o tym samym. Robię to dlatego, by przyciągnąć ludzi tych do Chazitu, a wieczór ten jest dla nich, jak cukierek dla dziecka". (s. 67)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16123" title="LIMANOWSKIEGO 40 (siedziba Wydziału Elektrycznego)" slug="limanowskiego-40-siedziba-wydzialu-elektrycznego">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 16 stycznia 1941r.
"Przed obiadem byłem w elektrowni [Limanowskiego 40] kupić żarówkę. Kolejka po żarówki była ogromna, lecz ja jako silny jakoś się wcisnąłem.
Byłem znowu u Lulka Waksa [Podrzeczna 9]. Jak się okazało, siostra jego pracować będzie w Sekretariacie Rumkowskiego [Dworska 1]dopiero od niedzieli". (s. 33)

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="16127" title="ŁAGIEWNICKA 9 (Mieszkanie Hanki Morenis)" slug="lagiewnicka-9-mieszkanie-hanki-morenis">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Niedziela, 23 marca 1942 r.
„O 5.30 poszedłem na posiedzenie Hanhagi [Zawiszy 2] . Po uregulowaniu pewnych spraw poszedłem do Hanki M. [Morenis ] [Łagiewnicka 9], gdzie była Franka. Siedziałem tam trochę. Oglądałem różne zdjęcia i gadałem, [a] raczej dałem im sprawozdanie z dzisiejszego posiedzenia". (s. 71,72)|

JA/ONI, II A
Niedziela, 30 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy do Hanki [Morenis] [Łagiewnicka 9]. Zastałem tam Heńka Jelenia, który powiedział mi, że będzie musiał się zrzec z misji plugowego, bo pracuje do 6 po południu. U Hanki siedzieliśmy do 7.30, mówiąc o różnych sprawach". (s. 74)

JA, II A
Sobota, 26 lipca 1941 r.
„Po dyżurze [w pracy, Plac Kościelny 4], jaki miałem dziś, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 9]. Zastałem ją jedzącą obiad. Gdy zjadła, ubrała się i poszliśmy kupić bilety na koncert [Krawiecka 3]. Biletów jednak nie było, zmuszeni przeto byliśmy iść na zbiórkę, która miała odbyć się u Hanki [Łagiewnicka 9]. U Hanki [Łagiewnicka 9] byli już wszyscy, ale jak się później okazało, zbiórka została odłożona. Poszliśmy wiec całą grandą na Marysin. Rozłożyliśmy się tam, następnie graliśmy w siatkówkę i tak czas przeszedł". (s. 92)

JA, II B
Poniedziałek, 27 października 1941 r.
„Czuję się już dziś lepiej, opuchlizna z nogi zaczyna już schodzić, ale w łóżku jeszcze przez dzisiejszy dzień przeleżę, by móc jutro iść do pracy. Zaczyna mi się już w domu [Franciszkańska 38] nudzić, bo jak człowiek wchodzi w tryb pracy, to brak zajęcia źle na niego działa. No, ale już jutro znowu spotkam się z poszewkami, ręcznikami i innymi towarami, a jak przyjdzie godz. 5.30, to sobie pójdę do Hanki [Łagiewnicka 9], by spotkać Franię". (s. 97,98)</document>
<document nplp_id="16128" title="ŁAGIEWNICKA 27 (lokalizacja skrzynki na&amp;nbsp;wnioski)" slug="lagiewnicka-27-lokalizacja-skrzynki-na-wnioski">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński 
Piątek, 14 lutego 1941 r.

„Rumkowski ogłosił dziś, że wszystkie podania o posady i zasiłek będą przez niego czytane i do trzech tygodni pośle odpowiedź. Prosi, by prośby wszystkie składać na Łagiewnicką 27 do skrzynki. Podania składane gdzie indziej nie będą czytane". (s. 49)</document>
<document nplp_id="16129" title="ŁAGIEWNICKA 30 (mieszkanie Abrama Lubińskiego, Sali Lubińskiej i&amp;nbsp;Julka Lubińskiego)" slug="lagiewnicka-30-mieszkanie-abrama-lubinskiego-sali-lubinskiej-i-julka-lubinskiego">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 1 stycznia 1941 r.
„Obudziłem się o godz. 8.30, czytałem z jakąś godzinę książkę Psychologia elementarna, po czym ubrałem się i poszedłem do domu [Franciszkańska 38]. Spałem tej nocy u Abrama Lubińskiego [Łagiewnicka 30], bo nie było miejsca w domu [Franciszkańska 38]. Na moim posłaniu śpi Sala L., dyżurując przy dziadku, który jest chory. Po drodze wstąpiłem do szpitala [Łagiewnicka 34/36] kupić kwas borny dla ojca, którego gardło boli. Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], posłali mnie po drzewo do sąsiada, gdyż węgla nie ma". (s. 23)

JA/ONI, II A
Piątek, 10 stycznia 1941 r.
„Po kolacji poszedłem do Sali L. [Łagiewnicka 30] po odbiór margaryny dla dziadka. Spotkałem tam Julka, który przyszedł dziś do domu [Łagiewnicka 30], ma chyba wychodne. Udałem się następnie do Franiusi [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem na spacer". (s. 30)

JA/ONI, II A
Sobota, 18 stycznia 1941 r.
„Wstałem o 3, bo strasznie zimno było w mieszkaniu. Poszedłem zaraz wraz z Franią na Marysin. Byłem u Julka [Łagiewnicka 30], który mówił mi, że i on głoduje przy wikcie, jaki dostaje. Dziwił się też bardzo, jak ja przy diecie mogę wytrzymać". (s. 34)

JA/ONI, II A
Wtorek, 4 marca 1941 r.
„Ubrałem się wcześnie, by iść do lekarza skórnego, bo dostałem wysypki na ręku. Biletu do doktora już nie dostałem, bo przyszedłem za późno. Poszedłem więc do Julka [Łagiewnicka 30]. Umówiliśmy się na po obiedzie. Gdy o 3.30 przyszedł Julek, gawędziliśmy trochę, po czym poszliśmy do Kuby [Franciszkańska 56]". (s. 62)

JA/ONI, II A
Sobota, 5 kwietnia 1941 r.
„Poszedłem następnie do Julka [Łagiewnicka 30]. Zastałem go w łóżku z obandażowanymi rękoma. Gadaliśmy tak do 3 godz., póki nie musiałem iść do Czaryckiego [Kościelna 4]. Czekałem na niego ze trzy kwadranse, powiedział mi, że powierzyli mu pracę kontrolowania wszystkich instalacji w szopach i chce mnie wziąć, bym był mu w pracy tej pomocny. Kazał przyjść mi jutro do pracy. Co zrobię w poniedziałek, nie wiem, bo muszę iść do fabryki". (s. 77)

JA/ONI, II A
Sobota, 24 maja 1941 r.
„Miałem dziś całą sobotę wolną. Przed obiadem poszedłem do dentystki, która zrobiła mi plombę, i byłem u Julka [Łagiewnicka 30]". (s. 87,88)

JA/ONI, II A
Wtorek, 29 lipca 1941 r.
„Od kilku dni zabrałem się energicznie do zrobienia kuchenki elektrycznej. Wczoraj właśnie umówiłem się z ojcem u wujka Abrama [Łagiewnicka 30], by tam dowiedzieć się, co załatwił u montera. Schodząc z Einkaufsstelle [Centrala Zakupów, Plac Kościelny 4 – M. W. G.], spotkałem jak zwykle Franię, z którą poszedłem. Dochodząc do Łagiewnickiej 30, powiedziałem, by na mnie zaczekała. Jak się okazało, czekał tam na mnie ojciec, który nie miał jeszcze dla mnie żadnej odpowiedzi. Ja myślałem, że ojca już tam nie zastanę, dostanę przez wujka odpowiedź i zaraz będę mógł pójść. Ale tymczasem sprawa całkiem inaczej się przedstawiła. Zastałem ojca, który nie chcąc czekać na odpowiedź, chciał wyjść. Mnie nie wypadało wyjść razem z ojcem, by widział, że ona na mnie czeka. Starałem się całą tę sprawę przewlec na jeszcze kilkanaście minut, by tymczasem ona, znudzona czekaniem, poszła. Eksperyment mój nie udał się jednak. Ojciec wyszedł i widzieli się nawzajem. Ja jeszcze zostałem u Julka [Łagiewnicka 30 . Gdy wyszedłem, jej oczywiście nie było". (s. 92,93)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16131" title="ŁAGIEWNICKA 34/36 (mieszkanie Rumkowskiego)" slug="lagiewnicka-34-36-mieszkanie-rumkowskiego">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 11 stycznia 1941 r.
„Poszedłem do Mani [Ceglana 28], bo jest, jak słyszałem, niezdrowa. Po drodze, przechodząc koło szpitala [Łagiewnicka 36], byłem świadkiem manifestacji. Tłum chciał wtargnąć do mieszkania Rumkowskiego[Łagiewnicka 34/36], lecz policja wszystkich rozgoniła. Byłem dziś z Franią na otwarciu biblioteki na Marysinie". (s. 30)</document>
<document nplp_id="16135" title="MARYSIŃSKA 12  (mieszkanie Bronki Zaks)" slug="marysinska-12-mieszkanie-bronki-zaks">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Sobota, 8 lutego 1941 r.
„Poszedłem następnie z Franią do Bronki [Marysińska 12], która jest chora, ma zapalenie stawów. Jak słyszałem, brat jej Józiek zapisał się na roboty do miasta. Opowiada on, że o 7 zbierają się i na 8 godz. są już przy pracy. Rozbijają dziś ulicę Ogrodową nr 1, 3, 5, 7, 9. Robota ich polega na rozkładaniu domów, a następnie sortują drzwi, belki, deski, żelastwa, okna itp. Mają przerwę śniadaniową i obiadową, a o 5 godz. idą do domu. Przed wyjściem rewiduje ich żydowski policjant. Przez czas pracy nie wolno im wydalać się poza pewną granicę. Rewizja polega na tym, czy ktoś nie zabrał złota, srebra, brylantów, które znajdują się w murach, [tego,] co Żydzi schowali przed wyjściem z miasta, nim przyszli do getta". (s. 46)

JA, II A
Czwartek, 13 marca 1941 r.
„Poszliśmy do Bronki [Marysińska 12] Leży jeszcze w łóżku, ale jest już zdrowa. Gawędziliśmy do 7, po czym poszliśmy do domu [Franciszkańska 38]. Po drodze kupiłem mały klosik, do którego nasypałem cukierków, i przyniosłem śłachemunys, tak samo i Frania". (s. 66)

JA, II A
Czwartek, 2 stycznia 1941 r.
„O godz. 12 poszedłem do Kuby [Franciszkańska 56], bo nudy, jakie miałem w domu [Franciszkańska 38], przechodziły wszystkie granice. Zastałem go przy książce, którą mi jutro pożyczy, pt. Catherine zostaje żołnierzem A. Thomas. Jak wróciłem, czekała mnie już zupa. Po zjedzeniu jej poszedłem po prowianty z racji. Jest to ostatnia racja nie na karty, została ona wydana z okazji święta Chanuki". (s. 24,25)</document>
<document nplp_id="16139" title="OGRODOWA (poza gettem)" slug="ogrodowa-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński 
JA/ONI, II A
Sobota, 8 lutego 1941 r.
„Rozbijają dziś ulicę Ogrodową nr 1, 3, 5, 7, 9. Robota ich polega na rozkładaniu domów, a następnie sortują drzwi, belki, deski, żelastwa, okna itp. Mają przerwę śniadaniową i obiadową, a o 5 godz. idą do domu. Przed wyjściem rewiduje ich żydowski policjant. Przez czas pracy nie wolno im wydalać się poza pewną granicę. Rewizja polega na tym, czy ktoś nie zabrał złota, srebra, brylantów, które znajdują się w murach, [tego,] co Żydzi schowali przed wyjściem z miasta, nim przyszli do getta". (s. 46)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16141" title="OKOPOWA 138 (miejsce spotkań grupy G Gimel)" slug="okopowa-138-miejsce-spotkan-grupy-g-gimel">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Czwartek, 2 stycznia 1941 r.
„O 4 godz. zabrałem się do pisania pamiętnika, po czym poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, a to z powodu, że zepsuło się światło i było ciemno. Wróciłem zaraz do domu [Franciszkańska 38]". (s. 24,25)

ONI, , II A
Niedziela, 5 stycznia 1941 r.
„Po obiedzie przyszedł do mnie Kuba i przyniósł mi ukłony od Franiusi, widział ją na Marysinie w sobotę. Biedaczka w taką zawieruchę, [a] raczej zadymę poszła na hachszarę [Okopowa 138], myśląc, że mnie tam znajdzie". (s. 26)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 6 stycznia 1941 r.
„Po obiedzie przyszedł do mnie Kuba na godzinkę przed pójściem na zbiórkę [Okopowa 138]. Zrozumiałem, że zobaczy się z Franiusią, napisałem więc jej kilka słów przez Kubę. Prawdę mówiąc, to myślę o niej cały dzień, bo ją bardzo kocham. Napisałem jej, że jestem niezdrowy i najprawdopodobniej jutro lub pojutrze wstanę, a w czwartek będę u niej [Tokarzewskiego 18]. O 6 Kuba poszedł, ale zaraz wrócił, bo w lokalu [Okopowa 138] nie było światła". (s. 27)

JA, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
„O godz. 5.30 poszedłem z Franią na zbiórkę do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, bo Aron nie przyszedł". (s. 28,29)

JA, II A
Poniedziałek, 13 stycznia 1941 r.
„Zbiórka Chazitu [Okopowa 138] odbyła się dziś normalnie, chociaż było bardzo mało ludzi". (s. 31,32)

JA, II A
Sobota, 18 stycznia 1941 r.
„Wstałem o 3, bo strasznie zimno było w mieszkaniu. Poszedłem zaraz wraz z Franią na Marysin. Byłem u Julka [Łagiewnicka 30], który mówił mi, że i on głoduje przy wikcie, jaki dostaje. Dziwił się też bardzo, jak ja przy diecie mogę wytrzymać. Wstąpiłem też na hachszarę [Okopowa 138], gdzie widziałem, że wszyscy są zakłopotani o los, jaki może ich spotkać lada chwila, bo Rumkowski przyjechał po obiedzie na Marysin, by przeprowadzić czystkę". (s. 34)

JA, II A
Poniedziałek, 20 stycznia 1941 r.
„W organizacji [Okopowa 138] coraz mniej ludzi. Aron nie przyszedł i ludzie po półgodzinnym pobycie rozeszli się". (s. 35,36)

JA/ONI, II A
Czwartek, 30 stycznia 1941 r.
„O godz. 6 poszedłem po Franię [Tokarzewskiego 18], by iść z nią na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138]. Gdy przyszedłem, Frani nie było, powiedzieli mi, że poszła do komisariatu zameldować, że skradziono jej złoty zegarek". (s. 42)

JA, II A
Czwartek, 6 lutego 1941 r.
„Byłem dziś z Franią w organizacji [Okopowa 138] . Zbiórki nie było, tylko umówiliśmy się na sobotę na godzinę 11". (s. 45)

JA, II A
Piątek, 7 lutego 1941 r.
„Potem zaś wychodzę do Frani [Tokarzewskiego 18]i, do kolegi lub do organizacji [Okopowa 138]. Lecz nigdzie nie ma nastroju wesołego, każdy jest pochmurny, nigdzie nie można się prawdziwie wyśmiać, a to dlatego, że jesteśmy w getcie i jest wojna. (s. 45,46)

JA, II A
Sobota, 8 lutego 1941 r.
„Na 4 godz. poszedłem do lokalu Chazitu [Okopowa 138] na zbiórkę. Ludzi było mało i do zbiórki nie doszło. Umówiliśmy się tylko na następną sobotę o 4 i postanowiliśmy, by odbywały się normalne zbiórki w poniedziałki i czwartki". (s. 46)

JA, II A
Środa, 12 lutego 1941 r.
„Byłem u Pepy [Limanowskiego 9] . Zastałem ją w łóżku, ma zepsuty żołądek. Właściwie poszedłem do niej, by zawiadomić ją o nadzwyczajnym posiedzeniu Chazitu [Okopowa 138], które odbędzie się w sobotę. Poszedłem po obiedzie do Szattanów [Wawelska 8]". (s. 47,48)

JA, II A
Czwartek, 13 lutego 1941 r.
„O godz. 6 poszedłem z Franią do Chazitu [Okopowa 138]. Odbyła się zbiórka. Nadzwyczajne posiedzenie zostało odłożone na następną sobotę. Po kolacji spełniłem swoje życzenie, które miałem całą zimę. Od dwóch dni jest odwilż i powietrze jest już wiosenne i cieplejsze. Wziąłem więc miskę z wodą i umyłem się całkowicie". (s. 48)

JA/ONI, II A
Niedziela, 16 lutego 1941 r.
„O godz. 5 przyszedł do mnie Kuba. Przyszedł po mnie, bo Aron zwołał dziś tajne posiedzenie, na które poszliśmy. Omawialiśmy wszystkie sprawy Chazitu [Okopowa 138] i ustaliliśmy pewne rzeczy". (s. 49,50)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 17 lutego 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], bo już nie byłem u niej od czwartku. Podzieliłem się z nią z dobrą nowiną, że otrzymałem pracę, ale już o tym wiedziała, skąd – nie wiem. Zauważyłem, że wszyscy w mieście wiedzą, że absolwenci dostali zatrudnienie, bo gdzie przychodzę, to zanim mówię im o mej radości, to wszyscy mi winszują. Poszliśmy na zbiórkę [Okopowa 138], gdzie odbył się referat omawiający znaczenie Chamisza Asar [bi-Szwat]". (s. 51)

JA, II A
Czwartek, 20 lutego 1941 r.
„Po obiedzie o godz. 6.30 odbyła się w Chazicie [Okopowa 138] zbiórka, na której referował Aron. Tematem dzisiejszej zbiórki był zarys historii syjonizmu w Polsce. Referat był wyśmienity. Wszystkie towarzyszki i towarzysze słuchali go z zapartym tchem i otwartymi ustami. Referat ten był bardzo treściwy i dużo dał wszystkim".  (s.53)

JA, II A
Sobota, 22 lutego 1941 r.
„Do obiadu siedziałem w domu [Franciszkańska 38], czytając książkę. Po obiedzie zaś poszedłem do lokalu Ch.D.B.M. [Okopowa 138] gdzie odbyło się specjalne zebranie. Ustawiono wszystkich w czworobok, w środku stanąłem ja jako chorąży i z obydwóch moich stron stały dziewczynki. Zebranie rozpoczęto hymnem Tikwa i Techzakną. W czasie śpiewania stałem na baczność ze sztandarem pochylonym poziomo, zaś potem stałem na spocznij, trzymając sztandarek jak karabin. Sztandarek nasz jest mały, trójkątny (wiatrówka), biało-niebieski. W środku z jednej strony jest żółta łata (Magen Dawid), zaś z drugiej strony w Magen Dawid wschodzące słońce symbolizujące lepsze jutro. Po nocy (stan obecny) musi nastąpić dzień (lepsze jutro). Po hymnie zabrał głos Aron, który mówił o całej historii Chazitu, o jego rozwoju itd. Następnie dał do zrozumienia, jakie zadanie ma Chazit, i [opowiedział] o wewnętrznej organizacji Chazitu. Oznajmił pod koniec, kto wszedł w skład Hanhagi, Moacy, różnych komisji, i [przedstawił] ich zadania. Jego referat był wspaniały. Po referacie mówiliśmy o różnych sprawach, tańczyliśmy hojre i przysłuchiwaliśmy się śpiewaniu jednego gdudu z Hanoaru". (s. 55, 56)

JA, II A
Poniedziałek, 24 lutego 1941 r.
„Odbyła się dziś zbiórka Chazitu [Okopowa 138]. Referowała Dosia Grynberg na temat socjologii żydowskiej. Mówiła o antysemityzmie w różnych epokach, różnych krajach i o różnych formach antysemityzmu. Referat jej był treściwy i zajmujący, lecz sposób referowania niespecjalny. Trzeba jej to wybaczyć, bo jest to jej pierwszy referat. Uzupełnił go Aron. Ten, gdy zaczął mówić, zwrócił uwagę wszystkich. Mówił on o powodach antysemityzmu, przytaczając różne bardzo ciekawe fakty. Frekwencja systematycznie się zwiększa. Rejestrowanych jest już około 50 członków i prawie wszyscy byli obecni. Dążeniem naszym obecnie jest, by w najbliższym czasie liczba ta wzrosła do 100 członków. Zorganizowaliśmy komisje biblioteki, w skład których weszły dwie koleżanki". (s. 57)

JA, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
„O godz. 5 poszedłem na posiedzenie Hanhagi, czyli kierownictwa Chazitu [Zawiszy 2]. Omawialiśmy funkcję każdego jednego członka Hanhagi. Jeśli chodzi o mnie, to zostałem mianowany gospodarzem. Obowiązki moje są przychodzić pierwszy do lokalu [Okopowa 138] i przypilnować [!], by lokal był zdatny do prowadzenia zbiórki. Następnie mam za zadanie uważać na wygląd zewnętrzny lokalu". (s. 57)

JA, II A
Czwartek, 27 lutego 1941 r.
„O 6 godz. poszedłem z Franią na zbiórkę Ch.D.B.M. [Okopowa 138], gdzie referował Aron o Palestynie – Państwo jedno- lub dwunarodowe. Przed zbiórką załatwialiśmy sprawę lokalu z Hanoarem na sobotę. W czasie referatu zauważyłem, że cały Hanoar mówi o nas, jeśli chodzi o lokal. Pod koniec zawiadomili właśnie nas, byśmy przyszli jutro na posiedzenie Hanhagi, to sprawę tę się załatwi". (s. 58)

JA, II A
Sobota, 1 marca 1941 r.
„Poszedłem z Franią na zbiórkę [Okopowa 138]. Ludzi nie było dziś zbyt wiele. Gdy Aron przyszedł z posiedzenia Hathiji, odbył się raport. Wszyscy ustawili się w czworobok, ja jak zwykle byłem sztandarowym. Odśpiewaliśmy Tikwę, następnie Aron dał krótkie przemówienie, ogłosił komunikaty a na zakończenie raportu zaśpiewaliśmy Techzaknę. Byliśmy następnie obecni na onegu urządzanym przez Hanoar. Na ogół się udał". (s. 60)

JA, II A
Poniedziałek, 3 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18 , z którą poszedłem do Chazitu [Okopowa 138]. W programie dzisiejszym przewidywany był referat Menachema L. o języku hebrajskim". (s.61,62)

JA, II A
Wtorek, 4 marca 1941 r.
„O 5.30 poszedłem do Chazitu [Okopowa 138]. Po jakiej godzinie zaczęli ludzie się zbierać. Przewidywane dziś były posiedzenia różnych komisji, lecz ani jedno nie odbyło się. Wszyscy ludzie stali pod ścianą bez żadnego zainteresowania i wątpię, czy jutro będzie taka frekwencja jak dziś". (s. 62)

JA, II A
Środa, 5 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do krawca na przymiarkę, a następnie wraz z Franią poszedłem do Chazitu [Okopowa 138]. W lokalu było bardzo mało ludzi. Jeden pisał artykuł, drugi dowcipkował, a trzeci patrzał w niebo". (s. 62,63)

JA/ONI, II A
Czwartek, 6 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Chazitu [Okopowa 138], gdzie odbył się referat Bejma O Biblii. Zainteresowanie referatem było małe. Gdy przyszedłem do domu [Franciszkańska 38], opowiadał mi ojciec, że stawił się do wydziału, gdzie przeszedł przez komisję. Powiedzieli mu, że chcą zatrudnić jako administratora, i badali go, czy będzie się do tego nadawał". (s. 63)

JA/ONI, II A
Sobota, 8 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem na raport [Okopowa 138] żałobny Józefa Trumpeldora. Jak zwykle stanęliśmy czworobokiem, odśpiewaliśmy Hatikwę i jakiś kolega odczytał biografię Trumpeldora, następnie dwaj koledzy odśpiewali piosenki śpiewane przez Trumpeldora, a w końcu przemawiał Aron. Po raporcie Aron, Róźka, Henoch i ja poszliśmy do kuchni syjonistycznej, gdzie byliśmy zaproszeni na oneg. Po zakończeniu onegu chcieliśmy załatwić sprawę lokalu, wszyscy się już zgodzili i podpisali, lecz gdy doszło do Karo, ten powiedział „nie” i zrobiły się z tego nici". (s. 64)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do organizacji [Okopowa 138], gdzie odbyła się akademia żałobna Józefa Trumpeldora w wykonaniu Hanoaru. Gdy schodziłem z Franią z lokalu [Okopowa 138], spotkałem ojca wracającego do domu [Franciszkańska 38]. Pożegnałem ją zaraz i wraz z ojcem poszedłem. Po drodze ojciec pytał mnie, czy stosunek mój do niej się odnowił (bo w swoim czasie ojcu powiedziałem, że między nami wszystko zostało zlikwidowane). Odpowiedziałem wymijająco, że razem wyszliśmy z lokalu". (s. 64,65)

JA/ONI, II A
Wtorek, 11 marca 1941 r.
„Jak zwykle po podwieczorku poszedłem do lokalu Chazitu [Okopowa 138]. Gdy Aron przyszedł, dowiedziałem się, że dostaliśmy lokal w kuchni syjonistycznej na czwartek, tj. w Purim. Naradzaliśmy się nad programem, komisją porządkową itp. Po zbiórce dzisiejszej wewnętrznej zaczęliśmy się rozchodzić. Jak inni, [tak] i ja poszedłem z Franią, Kubą itd. W bramie wszyscy się rozeszli i zostałem sam z Franią". (s. 65)

JA, II A
Piątek, 14 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem z Franią do lokalu [Okopowa 138]. Programem dzisiejszej zbiórki było odczytanie gazetki ściennej „Kol Hechazit” nr 3. Obecnym na zbiórce dzisiejszej był starszy kolega pan Wołkowicz, który wyznaczonym był na arbitra w sprawie lokalu. Artykuły gazetki były bez wyjątku wyśmienite, szczególnie podobała mi się nowelka napisana przez Hankę Morenis, w której opisała dziewczynkę wychowaną w domu asymilatorów, która skończyła swój żywot jako dzielny chaluc w Palestynie. Po zbiórce odbyło się posiedzenie, [a] raczej wysłuchanie obydwóch Hanhag przez pana Wołkowicza, naszego arbitra. Po wysłuchaniu zdań przyznał, że sprawa ta jest dość skomplikowana i nie może tego sam rozstrzygnąć. (s. 66,67)

JA, II A
Sobota, 15 marca 1941 r.
„O 5.30 poszedłem do krawca przymierzyć ubranie, by mieć je na niedzielę. Gdy je zmierzyłem, leżało jak ulane, trzeba było przyszyć tylko guziki itp. Wróciłem potem do lokalu [Okopowa 138], odbywał się oneg prowadzony przez Hanoar (powtórzenie programu purimowego). Czułem wtenczas, że jestem przeziębiony, obym tylko jutro mógł pójść na nasz wieczór. Pożegnałem zaraz wszystkich i udałem się do domu [Franciszkańska 38]". (s. 67)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 17 marca 1941 r.
„Do obiadu czytałem, zaś po nim przyszedł Kuba. Gdy ten przyszedł, zaczęliśmy mówić na temat wieczorku. Udał się podobno ponad spodziewanie. Ludzi obecnych było przeszło 300, wszyscy wygalowani jak nigdy. Całość robiła podobno świetne wrażenie. Program toczył się według przewidzianego z góry planu. Jak mi opowiadał, to Frani nieźle się powiodło. Bohaterami dzisiejszego [!] wieczoru byli Meller i Zylberberg. Przy jego recytacji Hagany podobno wszystkie baby płakały. Nastrój był jednym słowem wyśmienity. Przed odejściem Kuby na zbiórkę [Okopowa 138], jaka się dziś normalnie odbywa, dałem mu list do Frani, jak zwykle zresztą, kiedy jestem niezdrowy". (s. 68)

JA, II A
Środa, 19 marca 1941 r.
„O 6 poszliśmy do lokalu [Okopowa 138], spotkałem tam Franię. Wielka to dla niej była niespodzianka. W organizacji widać było nowe twarze, atmosfera była, jak zdążyłem zauważyć, bardzo swobodna i dobra. Po krótkim pobycie w lokalu [Okopowa 138] poszedłem z Franią na krótki spacerek. Opowiadała mi, jakie wrażenie odniosła na wieczorku itd., itd". (s. 68)

JA, II A
Czwartek, 20 marca 1941 r.
„O 6 godzinie poszliśmy do lokalu [Okopowa 138] na zbiórkę. Już dawno szukałem takiej okazji, bym mógł swobodnie pogadać z Hanką M. [Morenis] na temat Fredzi. Powiedziała mi, że kiedyś Fredzia zwierzyła jej się, mówiąc, że bardzo się we mnie rozkochała, było to we wrześniu 1939 r". (s. 70)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
„Siedziałem u niej do 6 godz., po czym udałem się do lokalu [Okopowa 138]. Po drodze spotkałem Stefę Kozieniecką, bardzo roztargnioną. Doszedłem do niej, pytając się jej: „Co ci jest?”. Powiedziała mi wtedy, że zabrali nam lokal [Okopowa 138]. Początkowo nie chciałem jej wierzyć, lecz potem, gdy spotkałem Cwija Sz., Hankę M. i Bialerki, widziałem, że to nie dowcip". (s. 70,71)

JA, II A
Sobota, 12 kwietnia 1941 r.
„Po obiedzie odbyło się zebranie Chazitu na Marysinie [Okopowa 138]. Jak zwykle Aron miał swój referat, a następnie była wolna trybuna. Sprowadziłem na zbiórkę dzisiejszą Pepę, która najprawdopodobniej będzie należeć do plugi Lamatara". (s. 79)

JA, II A
Piątek, 18 kwietnia 1941 r.
„Pracowałem dziś do obiadu, bo święto wielkanocne (drugie). Roboty było niedużo, wszystko lokalna, tj. zaległości tygodnia. Po obiedzie poszedłem z Franią na Marysin na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138]". (s. 81)

JA, II A
Sobota, 19 kwietnia 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem, jak wczoraj, na Marysin [Okopowa 138]. Jak widzę, to Chazit teraz upada i – co najgorsze – nie ma go kto podnieść. Aron i ja pracujemy cały dzień, Kuba jest chory, a Babek i Róźka nie mogą dać sobie rady. Na to konto została wybrana nowa Hanhaga". (s. 81)

JA, II A
Sobota, 3 maja 1941 r.
„Po niedługim czasie przyszły do Frani Pepa i Ewa, z którymi poszliśmy na Marysin [Okopowa 138]. Na Marysinie jak co sobota odbyła się zbiórka Chazitu". (s. 85)

JA, II A
Sobota, 17 maja 1941 r.
„Wielką gałę miałem, gdy słyszałem, że na Marysinie [Okopowa 138] urządzają dziś coś w rodzaju święta ze zdjęciami. No trudno, będę musiał zrezygnować". (s. 86)

JA, II A
Sobota, 24 maja 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Odpocząłem tam, póki się [nie] ubrała, i poszliśmy. Po drodze ucałowałem jej słodkie usteczka, po czym poszliśmy na Marysin [Okopowa 138]. O 4 odbyła się zbiórka Moacy Chazitu, do której ja również należę. Posiedzenie było bardzo niezajmujące. O 5 odbyła się ogólna zbiórka, na której Aron wygłosił referat Getto a państwo żydowskie. Ostatnio Aron bardzo mi się sprzykrzył, nic nowego nie słyszałem od niego już z jakieś dwa–trzy miesiące, ciągle tylko się powtarza. Po zbiórce poszedłem z Franią na spacer". (s. 87,88)

JA, II A
Sobota, 5 lipca 1941 r.
„Po załatwieniu obu tych spraw Frania poszła na obiad, a ja w gości do Szattanów [Wawelska 8] i Wolhendlerów [Wawelska 8]. Przed pożegnaniem umówiliśmy się za godzinkę spotkać i iść na Marysin [Okopowa 138]. Plan nasz trochę się pokręcił, bo zasiedziałem się w gronie krewnych, gdzie czas mi mile upłynął. W drodze do domu spotkałem Franię. Spacerowaliśmy jeszcze trochę. Widziałem jednak, że chodzi z „wielkim nosem”, bo nie przyszedłem do niej". (s. 90,91)

JA, II A
Sobota, 2 sierpnia 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138]. Było tam dość wesoło. Atmosfera luźna, grał patefon, trochę humoru było ze strony Ariego itp". (s. 94)

JA, II A
Sobota, 16 sierpnia 1941 r.
„Po obiedzie jak zwykle poszedłem do Frani [ Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138], gdzie miał przyjść fotograf i zrobić zdjęcia. Na fotografa czekaliśmy dość długo, w czasie którym Aron wygłosił referat [o tym,] jak przedstawia sobie Chazit po zakończeniu wojny. W trakcie jego przemowy przyszedł fotograf. […]
Po zrobieniu zdjęć przespacerowaliśmy się, po czym poszedłem do domu". (s. 94)

JA/ONI, II A
Sobota, 30 sierpnia 1941 r.
„W Chazicie [Okopowa 138] odbyła się dziś uroczystość z intencji istnienia rocznego Chazitu. Uroczystość ta była połączona z onegiem o bogatym programie. Udział brali M. Zylberberg, Hanc Meller (pierwszy – recytator, drugi – skrzypek), prócz tego nasi ludzie odczytywali różne artykuły z gazetki, między którymi była też Frania [!]. Pod koniec przyszedł Karo ze swą świtą. Jak widziałem, tośmy mu się podobali. Po zakończeniu programu onegowego dostał głos Karo. Mówił dość długo, poruszał różne sprawy tyczące się organizacji syjonistycznych itp. Jednym słowem powiedział, że jak my wierzymy w lepsze jutro i w odzyskanie Palestyny, to dodaje mu to dużo otuchy i wiary". (s. 95)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16142" title="OTWOCK (poza Łodzią)" slug="otwock-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
ONI, II A
Czwartek, 23 stycznia 1941 r.
„Jak słyszałem, to Rumkowski jedzie na urlop kuracyjny do Otwocka, a na jego miejscu zasiądzie dr Szykier". (s. 38)</document>
<document nplp_id="16146" title="PNIÓW KOŁO RZEPINA/ PINNOW BEI REPPEN (poza Łodzią)" slug="pniow-kolo-rzepina-pinnow-bei-reppen-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Środa, 15 stycznia 1941 r.
„Czytałem dziś list Lolka Wolhendlera z Pinnow bei Reppen. Pisze on, że jeszcze nie pracuje, bo czekają na maszyny do wygładzenia lasów. Je, pije i siedzi cały dzień w ciepłym baraku. Na śniadanie dostają: chleb z masłem i z kiełbasą lub serem, marmoladą, miodem, smalcem itp., o 12 kawę, a na kolację 1 litr gęstej, tłustej, dobrej zupy, w której znajduje się mięso. Od razu zrozumiałem, jak wyjechali, że będzie im tam dobrze, bo mówili im, że od tej chwili nie są Żydami, lecz robotnikami niemieckimi". (s. 32,33)</document>
<document nplp_id="16147" title="PODRZECZNA 9 (mieszkanie Lulka Waksa)" slug="podrzeczna-9-mieszkanie-lulka-waksa">

Lolek Lubiński

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 13 stycznia 1941 r.
„Przed obiadem byłem u Lulka Waksa [Podrzeczna 9], który powiedział mi, że podanie złożone ostatnio ze szkoły[Franciszkańska 76/78] jest na dobrej drodze. Znajduje się podobno już u Wołkówny [Dworska 1]. Następnie powiedział mi, że siostra jego pracuje w Wydziale Personalnym [Plac Kościelny 4], który zostaje dziś przeniesiony do Sekretariatu Rumkowskiego na Dworską 1, gdzie siedzi Wołkówna i najprawdopodobniej podanie nasze poprze, podsuwając je Rumkowskiemu". (s. 31,32)

JA/ONI, II A
Czwartek, 16 stycznia 1941r.
„Byłem znowu u Lulka Waksa [Podrzeczna 9]. Jak się okazało, siostra jego pracować będzie w Sekretariacie Rumkowskiego [Dworska 1]dopiero od niedzieli". (s. 33)

JA, II A
Sobota, 25 stycznia 1941 r.
„Byłem dziś u Lulka Waksa [Podrzeczna 9] i zastałem tam jego siostrę, która pracuje w Wydziale Personalnym [Dworska 1]. Rozmawiałem z nią na temat, jak można dostać posadę. Poradziła mi, byśmy napisali podanie i z tym poszli do szefa [Wydziału] Personalnego Franka". (s. 39)

JA, II A
Środa, 29 stycznia 1941 r.
„Do Waksa [Podrzeczna 9] natomiast poszedłem, by nie tracić z nim stałego kontaktu". (s. 41,42)

JA, II A
Czwartek, 6 lutego 1941 r.
„Całą noc nie mogłem spać przez tego złodzieja, z którym miałem wczoraj do czynienia.
Po obiedzie byłem u Lulka Waksa [Podrzeczna 9], by się umówić do Karo [Franciszkańska 27]". (s. 45)

JA/ONI, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
„Na czas stawiłem się u Waksa [Podrzeczna 9], gdzie po paru minutach zjawili się wszyscy chłopcy. Poszliśmy zaraz do fabryki [Bałucki Rynek 6] Po drodze rozmawialiśmy, że należałoby się wpierw umówić z Warszawskim co do warunków pracy, zanim do pracy przystępujemy. Gdyśmy do fabryki zaszli, trzeba było czekać na naszego przyszłego szefa, a gdy ten przyszedł, powiedział nam, że przędzalnia na razie stoi i żebyśmy przyszli w niedzielę". (s. 51,52)

JA, II A
Poniedziałek, 10 marca 1941 r.
„Przed obiadem poszedłem do Waksa [Podrzeczna 9], z którym poszedłem do Franka [Dworska 1]. Ten przyjął nas uprzejmie, mówiąc, że o nas pamięta i przy najbliższej okazji załatwi to u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]". (s. 64,65)

JA, II A
Wtorek, 11 marca 1941 r.
„Na 11 godz. stawiłem się u Waksa [Podrzeczna 9], gdzie czekali już na mnie koledzy. Omawialiśmy sprawę naszą i w końcu zdecydowaliśmy się deklaracji tych nie wypisać". (s. 65)

JA, II A
Piątek, 14 marca 1941 r.
„Poszedłem następnie do Lulka Waksa [Podrzeczna 9], u którego dowiedziałem się, że Rumkowski zwrócił się do Franka, by [ten] dał mu listę abiturientek z szopu gumowego, bo chce zatrudnić je gdzie indziej. Odezwał się przy okazji, że ma też abiturientów. Na to odpowiedział, że załatwi to jednocześnie". (s. 66,67)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16149" title="STARY RYNEK 11 (restauracja Krella)" slug="stary-rynek-11-restauracja-krella">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Wtorek, 21 stycznia 1941 r.
„Słyszałem o oryginalnym jedzeniu obiadów, przy których się jeszcze zarabia. A mianowicie: ciocia Bluma liczyła, że nie opłaca się wykupić racji, oddała więc kartę swoją i Wowka do restauracji Krella [Stary Rynek 11]. Dostaje tam na obiad: smaczną zupę za 20 fen., dwie jarzynki po 10 fen. i porcję ryby za 35 fen. Pewnego razu ryba jej nie smakowała, postanowiła więc zabrać ją do domu. Ale przed drzwiami restauracji [Stary Rynek 11] stali ludzie, którzy chcieli kupić, rybę, zupę itp. Sprzedała rybę za 1,50 mk. Miała więc smaczną zupę z jarzynkami, do czego dopłacili jej jeszcze”. (s. 36,37)</document>
<document nplp_id="16150" title="TOKARZEWSKIEGO 18 (mieszkanie Frani Jakubowicz, Komisja)" slug="tokarzewskiego-18-mieszkanie-frani-jakubowicz">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński 
JA/ONI, II A
Środa, 1 stycznia 1941 r.
„O godz. 5.30 poszedłem do Frani [Tokarzewskiego18]. Ta jednak musiała zejść do kolejki po mleko [Tokarzewskiego 25] na talon dla najmłodszego brata. W międzyczasie czytałem jej pamiętnik. Niektóre urywki były bardzo ładnie opisane i ujęte, co mi się bardzo podobało. Gdy wróciła, poszliśmy na miasto na Kościelną 4 do Plewińskiego, którego chciałem prosić, by przedziurkował mi dwa zeszyty do pamiętnika. Po drodze opowiadała mi tragedie, jakie słyszy co dzień przy wydawaniu numerków na obiady". (s. 24)

JA/ONI, II A
Czwartek, 2 stycznia 1941 r.
„O 4 godz. zabrałem się do pisania pamiętnika, po czym poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem do organizacji [Okopowa 138]. Do zebrania nie doszło, a to z powodu, że zepsuło się światło i było ciemno. Wróciłem zaraz do domu [Franciszkańska 38]". (s. 24,25)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 6 stycznia 1941 r.
„Po obiedzie przyszedł do mnie Kuba na godzinkę przed pójściem na zbiórkę [Okopowa 138,]. Zrozumiałem, że zobaczy się z Franiusią, napisałem więc jej kilka słów przez Kubę. Prawdę mówiąc, to myślę o niej cały dzień, bo ją bardzo kocham. Napisałem jej, że jestem niezdrowy i najprawdopodobniej jutro lub pojutrze wstanę, a w czwartek będę u niej [Tokarzewskiego 18]. O 6 Kuba poszedł, ale zaraz wrócił, bo w lokalu [Okopowa 138] nie było światła". (s. 27)

JA/ONI, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
„Już od kilku dni czekam na ten moment, by móc iść do Frani [Tokarzewskiego 18]. I właśnie o 5 godz. udałem się do niej [Tokarzewskiego 18]. Siedząc tak u niej [Tokarzewskiego 18], przyszła [!] jakaś chrześcijanka, chcąc sprzedać cukier. Opowiadała ona, jak źle jej tu jest, jakie głupstwo popełniła, zostając tu w getcie razem z Żydami". (s. 28,29)

JA, II A
Piątek, 10 stycznia 1941 r.
„Udałem się następnie do Franiusi [Tokarzewskiego 18], z którą poszedłem na spacer". (s. 30)

JA/ONI, II A
Czwartek, 30 stycznia 1941 r.
„O godz. 6 poszedłem po Franię [Tokarzewskiego 18], by iść z nią na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138]. Gdy przyszedłem, Frani nie było, powiedzieli mi, że poszła do komisariatu zameldować, że skradziono jej złoty zegarek". (s. 42)

JA, II A
Środa, 5 lutego 1941 r.
„Byłem dziś pierwszy raz po przeziębieniu się u Frani [Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy na spacer. Po drodze zauważyła Frania wśród przechodniów złodzieja, który ukradł jej zegarek". (s. 45)

JA, II A
Piątek, 7 lutego 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18] z braku innego zajęcia. Dnie ostatnie są monotonne, nudne i niezajmujące. Wstaję ostatnio o 11–12 i czytam w łóżku, następnie do obiadu, tj. do 2, znajduję sobie zajęcie w gospodarstwie [Franciszkańska 38]. Zajęcie moje polega na zapalaniu w piecu lub kuchni, robienie przypalanki [!] do obiadu, rąbaniu drzewa, uważanie na zupę, by się nie przypaliła itp. Po obiedzie, który składa się jedynie z marnej zupy, piszę pamiętnik lub czytam. Potem zaś wychodzę do Frani [Tokarzewskiego 18]i, do kolegi lub do organizacji [Okopowa 138]. Lecz nigdzie nie ma nastroju wesołego, każdy jest pochmurny, nigdzie nie można się prawdziwie wyśmiać, a to dlatego, że jesteśmy w getcie i jest wojna". (s. 45,46)

JA, II A
Sobota, 15 lutego 1941 r.
„Cały dzień siedziałem w domu [Franciszkańska 38], bo ojciec źle się czuł, zepsuł sobie żołądek. Po obiedzie chciałem wprawdzie wyjść do Frani [Tokarzewskiego 18], ale nie miałem sumienia zostawić ojca chorego w łóżku. Dlaczego właściwie, jak myślę o wyjściu, to zwykle do Frani – nie wiem, ale chyba to z przyzwyczajenia. Ostatnio to mi się, prawdę mówiąc, trochę znudziła, nie wiem, czy to z powodu, że jest taka monotonna ostatnio, czy mi się zdaje, że dla mnie za mało inteligentna. W każdym razie coś jest, co – to nie wiem. Byłbym może zadowolony, gdybym z nią zerwał, ale trudno mi to zrobić. Materiał na moją przyszłą... to to, zdaje się, nie jest". (s. 49)

JA/ONI, II A
Poniedziałek, 17 lutego 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], bo już nie byłem u niej od czwartku. Podzieliłem się z nią z dobrą nowiną, że otrzymałem pracę, ale już o tym wiedziała, skąd – nie wiem. Zauważyłem, że wszyscy w mieście wiedzą, że absolwenci dostali zatrudnienie, bo gdzie przychodzę, to zanim mówię im o mej radości, to wszyscy mi winszują". (s. 51)

JA, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
„Byłem też u Frani [Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy na spacer. W czasie spaceru dyskutowaliśmy na temat książki, którą ona przeczytała – Za winy niepopełnione". (s. 51,52)

JA, II A
Sobota, 22 lutego 1941 r.
„Do obiadu siedziałem w domu [Franciszkańska 38], czytając książkę. Po obiedzie zaś poszedłem do lokalu Ch.D.B.M. [Okopowa 138] gdzie odbyło się specjalne zebranie. Ustawiono wszystkich w czworobok, w środku stanąłem ja jako chorąży i z obydwóch moich stron stały dziewczynki. Zebranie rozpoczęto hymnem Tikwa i Techzakną. W czasie śpiewania stałem na baczność ze sztandarem pochylonym poziomo, zaś potem stałem na spocznij, trzymając sztandarek jak karabin. Sztandarek nasz jest mały, trójkątny (wiatrówka), biało-niebieski. W środku z jednej strony jest żółta łata (Magen Dawid), zaś z drugiej strony w Magen Dawid wschodzące słońce symbolizujące lepsze jutro. Po nocy (stan obecny) musi nastąpić dzień (lepsze jutro). Po hymnie zabrał głos Aron, który mówił o całej historii Chazitu, o jego rozwoju itd. Następnie dał do zrozumienia, jakie zadanie ma Chazit, i [opowiedział] o wewnętrznej organizacji Chazitu. Oznajmił pod koniec, kto wszedł w skład Hanhagi, Moacy, różnych komisji, i [przedstawił] ich zadania. Jego referat był wspaniały. Po referacie mówiliśmy o różnych sprawach, tańczyliśmy hojre i przysłuchiwaliśmy się śpiewaniu jednego gdudu z Hanoaru". (s. 55, 56)

JA/ONI, II A
Niedziela, 23 lutego 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Gdy przyszedłem, zastałem ją przy stole siedzącą z miną pochmurną. Kiedy pytałem, czemu jest zdehumorowana, odpowiedziała mi wymijająco. Nie zwróciłem na to specjalnej uwagi, bo jestem do tego przyzwyczajony. W końcu skłoniłem ją do zejścia na spacer, by się trochę uspokoiła. Spacerując ulicą, domagałem się, by powiedziała mi, co jej jest. Po usilnym naleganiu powiedziała mi, że była u nich dziś rano rewizja. Przyszło sześciu policjantów i kazało dać sobie brylanty i złoto, co posiada". (s. 56)

JA, II A
Poniedziałek, 3 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18 , z którą poszedłem do Chazitu [Okopowa 138]. W programie dzisiejszym przewidywany był referat Menachema L. o języku hebrajskim". (s.61,62)

JA, II A
Czwartek, 13 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], spotkałem ją w rzadko wyśmienitym humorze. Poszliśmy do Bronki [Marysińska 12] Leży jeszcze w łóżku, ale jest już zdrowa. Gawędziliśmy do 7, po czym poszliśmy do domu [Franciszkańska 38]. Po drodze kupiłem mały klosik, do którego nasypałem cukierków, i przyniosłem śłachemunys, tak samo i Frania". (s. 66)

JA, II A
Czwartek, 20 marca 1941 r.
„Po obiedzie przyszedł do mnie Kuba. Poszliśmy do Frani [Tokarzewskiego 18 , zastaliśmy ją w łóżku. Podobno dopiero po obiedzie położyła się. Jedno to widzę, że chorujemy na zmiany, jak ja wstałem, to ona się położyła. Gadaliśmy o różnych rzeczach, między innymi o Hance Morenis, jak widzę, to się zaprzyjaźniły". (s. 70)

JA, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18 . Leżała jeszcze w łóżku, miała się wprawdzie już dziś ubrać, lecz ze względu na pogodę jeszcze dziś przeleży. Tematem naszej rozmowy była Hanka. Siedziałem u niej do 6 godz., po czym udałem się do lokalu [Okopowa 138]". […](s. 70,71)

JA, II A
Sobota, 29 marca 1941 r.
„O godz. 5 poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], gdzie zebrały się jej pluga i pluga chłopców. Poszliśmy na Brzezińską [Brzezińska 4]. W mieszkaniu tym było już bardzo wesoło. Aron trochę gadał, następnie Miriam śpiewała, ma bardzo ładny głos. Dla odmiany Róźka czytała jakiś wiersz i tak przeszło". (s. 74)

JA, II A
Niedziela, 30 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]". (s. 74)

JA, II A
Czwartek, 17 kwietnia 1941 r.
„Przed obiadem miałem trochę latania. Byłem z rachunkami w różnych Arbeitsressortach na Bałuckim Rynku i w różnych wydziałach gminnych. Po obiedzie dostałem pracę w stronach, gdzie mieszka Frania, jak w domu sierot i w więzieniu [Czarnieckiego 14/16]. Wstąpiłem do niej [Tokarzewskiego 18]. Zastałem właśnie u niej całą jej plugę, mieli zbiórkę. Po kilku minutach, gdy odpocząłem, poszedłem dalej". (s. 81)

JA, II A
Sobota, 3 maja 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18], gdzie też zastałem Hankę, której wręczyłem podarunek urodzinowy. Podarunek ten był [taki], jak już sobie kilka dni temu obmyśliłem. Po niedługim czasie przyszły do Frani Pepa i Ewa, z którymi poszliśmy na Marysin [Okopowa 138]. Na Marysinie jak co sobota odbyła się zbiórka Chazitu". (s. 85)

JA/ONI, II A
Sobota, 17 maja 1941 r.
„W porze obiadowej poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy na spacer poobiedni. Jak słyszałem, to była na mnie bardzo oburzona, bo nie dałem o sobie nic znać cały tydzień i nie byłem ani razu na umówionym miejscu. gałę miałem, gdy słyszałem, że na Marysinie [Okopowa 138] urządzają dziś coś w rodzaju święta ze zdjęciami. No trudno, będę musiał zrezygnować". (s. 86)

JA, II A
Sobota, 24 maja 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Odpocząłem tam, póki się [nie] ubrała, i poszliśmy. Po drodze ucałowałem jej słodkie usteczka, po czym poszliśmy na Marysin [Okopowa 138]. O 4 odbyła się zbiórka Moacy Chazitu, do której ja również należę. Posiedzenie było bardzo niezajmujące. O 5 odbyła się ogólna zbiórka, na której Aron wygłosił referat Getto a państwo żydowskie. Ostatnio Aron bardzo mi się sprzykrzył, nic nowego nie słyszałem od niego już z jakieś dwa–trzy miesiące, ciągle tylko się powtarza. Po zbiórce poszedłem z Franią na spacer". (s. 87,88)

JA, II A
Sobota, 31 maja 1941 r.
„W ostatnich dniach byłem tak zajęty, że nie miałem nawet czasu usiąść i napisać czegoś do pamiętnika.
Po obiedzie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Siedziałem u niej trochę, gadaliśmy o różnych sprawach itd". (s. 88,89)

JA, II A
Sobota, 28 czerwca 1941 r.
„Po obiedzie, jak zwykle w sobotę, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18]. Chciałem wprawdzie iść na Marysin opalić się trochę, ale zaciągnęła mnie na jakąś tańcówkę do Hali Torenberg [Drewnowska 5]". (s. 90)

JA/ONI, II A
Sobota, 12 lipca 1941 r.
„Po obiedzie, tj. o 12, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18 . Słyszałem u niej, jakie straszne przejście miała w tym tygodniu ze swoim ojcem, a mianowicie wezwali go do Kripo [Kościelna 8/10], by wydał im miejsce schowania majątku swego w mieście. Dobrze się jeszcze skończyło, bo od razu powiedział, gdzie się znajduje. Zabrali go do miasta, by wskazał miejsce schowania. Po wydobyciu tej paczki odstawili go do getta i zwolnili.
Po obiedzie spędziłem [czas] z Franią na Marysinie, gdzieśmy się opalali". (s. 91)

JA, II A
Sobota, 19 lipca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem jak zwykle do Frani [Tokarzewskiego 18]. Siedziałem u niej do 4 po południu, po czym poszliśmy do Ewy i Edzi [Bialer,Żydowska 9]". (s. 91,92)

JA, II A
Sobota, 26 lipca 1941 r.
„Po dyżurze [w pracy, Plac Kościelny 4], jaki miałem dziś, poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 9]. Zastałem ją jedzącą obiad. Gdy zjadła, ubrała się i poszliśmy kupić bilety na koncert [Krawiecka 3]". (s. 92)

JA, II A
Sobota, 16 sierpnia 1941 r.
„Po obiedzie jak zwykle poszedłem do Frani [ Tokarzewskiego 18]. Poszliśmy na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138], gdzie miał przyjść fotograf i zrobić zdjęcia]". (s. 94)

JA/ONI, II A
Sobota, 23 sierpnia 1941 r.
„Po tej wizycie poszedłem do Frani [Tokarzewskiego 18] , z którą poszedłem na spacer". (s. 95)
Jakub Poznański
JA/ONI, VI A
13 VII 1944
„Przedwczoraj byłem wieczorem w Komisji Międzyresortowej i Komisji Wysiedleńczej. Dopiero wtedy widziałem, że wiele ludzi stworzyło sobie nowe placówki jadłodajne, bo przecież każdy taki pracujący tam dostaje prócz swoich normalnych zup, jeszcze dodatkowe trzy zupy, 25 dkg chleba, 2 dkg tłuszczu i 3 dkg cukru dziennie. Nazywa się to za dodatkową pracę. […] Każdy z członków Komisji umieścił tam swoich krewnych i protegowanych, by ich trochę podkarmić".
(s. 180)</document>
<document nplp_id="16151" title="TOKARZEWSKIEGO 25" slug="tokarzewskiego-25">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Środa, 1 stycznia 1941 r.
„O godz. 5.30 poszedłem do Frani [Tokarzewskiego18]. Ta jednak musiała zejść do kolejki po mleko [Tokarzewskiego 25] na talon dla najmłodszego brata. W międzyczasie czytałem jej pamiętnik. Niektóre urywki były bardzo ładnie opisane i ujęte, co mi się bardzo podobało". (s. 24)</document>
<document nplp_id="16153" title="WAWELSKA 8 (mieszkanie Abrama Szattana i&amp;nbsp;Blumy Wolhendler)" slug="wawelska-8-mieszkanie-abrama-szattana-i-blumy-wolhendler">


&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 12 lutego 1941 r.
„Poszedłem po obiedzie do Szattanów [Wawelska 8] .Józiek był dziś u Rumkowskiego [Bałucki Rynek]. [Ten] przyjął go podobnie [ż] bardzo uprzejmie. Jeśli chodzi o posadę, to powiedział, że urzędników nie potrzebuje, ale nie mogąc wypuścić go z niczym, dał mu tytułem zapomogi 50 mk i dwa talony na węgiel i żywność". (s. 47,48)

JA/ONI, II A
Wtorek, 18 lutego 1941 r.
„Po obiedzie bardzo zdenerwowany z dzisiejszego niepowodzenia napisałem ofertę do Rumkowskiego, sam dla siebie, nie zbiorową, o pracę. Poszedłem następnie z ojcem do Szattanów [Wawelska 8]. Tam słyszałem, że ciocia Regina mówiła z jakimś Żydem, obywatelem USA, który został przysłany do getta w tym tygodniu". (s. 51,52)

JA/ONI, II A
Sobota, 15 marca 1941 r.
„Będąc u Wolhendlerów [Wawelska 8], czytałem list od Lolka, w którym pisze, że już pracuje. Praca jego polega na ładowaniu wagoników, pchaniu ich i wyładowaniu. Pracuje on dziesięć godzin dziennie, wikt ma podobno dobry. Prawdę mówiąc, poszedłem do nich, by zawiadomić Wowka, że wieczór Chazitu odbędzie się w niedzielę o tej samej porze, by przyszedł". (s. 67)

JA, II A
Sobota, 5 lipca 1941 r.
„Po załatwieniu obu tych spraw Frania poszła na obiad, a ja w gości do Szattanów [Wawelska 8] i Wolhendlerów [Wawelska 8]. Przed pożegnaniem umówiliśmy się za godzinkę spotkać i iść na Marysin [Okopowa 138]. Plan nasz trochę się pokręcił, bo zasiedziałem się w gronie krewnych, gdzie czas mi mile upłynął. W drodze do domu spotkałem Franię. Spacerowaliśmy jeszcze trochę. Widziałem jednak, że chodzi z „wielkim nosem”, bo nie przyszedłem do niej". (s. 90,91)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16154" title="WOLBORSKA 30 (restauracja Nomberga)" slug="wolborska-30-restauracja-nomberga">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 30 stycznia 1941 r.
„Skosztowałem dziś u Nomberga [Wolborska 30/24] (właściciel restauracji) wątróbki z kartoflami. Porcyjka ta bardzo mi smakowała, jak na końską wątrobę to była dość miękka, lecz mało było. Porcja ta była mniej więcej jak przedwojenna przystawka. Kosztowało to 1mk.
O godz. 6 poszedłem po Franię [Tokarzewskiego 18], by iść z nią na zbiórkę Chazitu [Okopowa 138]. Gdy przyszedłem, Frani nie było, powiedzieli mi, że poszła do komisariatu zameldować, że skradziono jej złoty zegarek". (s. 42)</document>
<document nplp_id="16155" title="ZAWISZY 2  (mieszkanie Arona Jakubsona, miejsce spotkań Hanhagi)" slug="zawiszy-2-mieszkanie-arona-jakubsona-miejsce-spotkan-hanhagi">
&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Środa, 19 lutego 1941 r.
„Po obiedzie odbyło się posiedzenie Hanhagi Chazitu u Arona Jakubsona [Zawiszy 2]. Omawialiśmy i postanawialiśmy różne sprawy tyczące się przyszłego rozwoju organizacji. Między innymi postanowiliśmy zrobić radę, która by również pracowała z Hanhagą. Zrobiliśmy kalendarzyk na kilka dni i na tym posiedzenie się skończyło". (s. 52,53)

JA, II A
Wtorek, 25 lutego 1941 r.
„O godz. 5 poszedłem na posiedzenie Hanhagi, czyli kierownictwa Chazitu [Zawiszy 2]. Omawialiśmy funkcję każdego jednego członka Hanhagi. Jeśli chodzi o mnie, to zostałem mianowany gospodarzem. Obowiązki moje są przychodzić pierwszy do lokalu [Okopowa 138] i przypilnować [!], by lokal był zdatny do prowadzenia zbiórki. Następnie mam za zadanie uważać na wygląd zewnętrzny lokalu". (s. 57)

JA, II A
Piątek, 28 lutego 1941 r.
„O godz. 6 po południu zebrała się cała Hanhaga Chazitu u Arona [Zawiszy 2]. Przygotowywaliśmy się do posiedzenia, jakie odbędzie się za pół godziny z Hanhagą Hanoaru". (s. 58,59)

JA, II A
Niedziela, 2 marca 1941 r.
„Na 5.30 stawiłem się do Arona [Zawiszy 2] na posiedzenie Hanhagi i Moacy. Oglądałem u niego zdjęcia getta bardzo oryginalne. Kolekcja ta w liczbie blisko 1000 zdjęć warta będzie po wojnie bardzo dużo. Po oglądaniu zdjęć zasiedliśmy do posiedzenia. Rozpatrzyliśmy tylko jeden punkt porządku dziennego, tj. lokal. Postanowiliśmy przyjąć taktykę, którą wysunął Aron, by przychodzić co dzień do lokalu i tym wykazać, że lokal jest nam potrzebny i że mamy do niego równe prawa. Ja wypowiedziałem się, że projekt ten jest dobry, lecz nie przeprowadzimy tego, bo ludzie nie zechcą co dzień przychodzić". (s. 61)

JA, II A
Piątek, 7 marca 1941 r.
„Po obiedzie, tak o 5.30, wstąpiłem po Kubę i poszliśmy do lokalu na posiedzenie Hanhagi [Zawiszy 2]. Jak wszyscy się zebrali, omawialiśmy program na sobotę i Purim. W sobotę odbędzie się raport żałobny w rocznicę śmierci Józefa Trumpeldora a w purym t.j. w środę wieczór odczytanie megili a w czwartek żywa gazetka". (s. 63)

JA, II A
Niedziela, 9 marca 1941 r.
„O 5 godz. poszedłem z Franią na posiedzenie Hanhagi [Zawiszy 2]. Omawialiśmy sprawy lokalu, następnie postanowiliśmy podzielić wszystkich na plugi męskie i żeńskie. Męskie mają być dwa–trzy, a żeńskie trzy–cztery, to ma przyspieszyć działanie wszystkich komisji i też ma dobrze wpłynąć na frekwencję". (s. 64)

JA, II A
Środa, 12 marca 1941 r.
„Byłem też u Julka [Łagiewnicka 30], który jest dziś chory, siedziałem trochę u niego, gawędziłem i poszedłem na obiad, bo chcę wcześnie iść do krawca, gdyż na 5 godzinę umówiłem się u Arona [Zawiszy 2]. Obradowaliśmy ostatecznie, jeśli chodzi o program. Następnie weszliśmy do lokalu. Egzaminowaliśmy na posiedzeniu, kto ładnie czyta, bo w skład programu wchodzi żywa gazetka. Wybrana została Frania. W lokalu długo pozostać nie mogłem, bo przyrzekłem dziadkowi, że przyjdę słuchać Megili".(s. 65)

JA/ONI, II A
Czwartek, 13 marca 1941 r.
„Bardzo ciekawy poszedłem do Arona [Zawiszy 2] dowiedzieć się, czy odbędzie się dziś nasz wieczór. Odpowiedź była przecząca. Rumkowski odwołał wszystkie wieczory itp. bibki, gdyż władze zabroniły". (s. 66)

JA, II A
Środa, 19 marca 1941 r.
„Usiedzieć w domu już nie mogłem, poszedłem więc po obiedzie do Kuby [Franciszkańska 56]. Spotkałem tam Babka, obejmuje on pod swoją opieką archiwum. Stamtąd poszliśmy do Arona [Zawiszy 2]. Układaliśmy u niego listę plug męskich i żeńskich". (s. 68)

JA/ONI, II A
Piątek, 21 marca 1941 r.
„Poszliśmy do Arona [Zawiszy 2], by u niego się coś dowiedzieć. Siedziała już u niego cała „chewra”. Jak się okazało, przewody elektryczne się paliły, o czym dowiedział się Wydział Mieszkaniowy i lokal zabrał. Słyszałem, że Alek L. zdążył wszystko z lokalu wyjąć, tj. gazetkę, obrazki itp. Gadaliśmy następnie o pracy, jaka będzie teraz prowadzona (w mieszkaniach prywatnych), i formowaliśmy ostatecznie plugi". (s. 70,71)

JA, II A
Sobota, 22 marca 1941 r.
„Stawiłem się punktualnie na posiedzenie u Arona [Zawiszy 2] . Gdy się wszyscy zebrali, udaliśmy się do Kuby [Franciszkańska 56], gdzie się posiedzenie odbyło. Zaszły dziś pewne zmiany personalne w Hanhadze, a mianowicie na miejsce Wiktora wszedł Arie P., który sprawuje funkcję w komisji kulturalnej wraz z Róźką G. Kuba natomiast został mianowany Rosz Haplugot (kierownikiem plug), a Heniek B. objął sekretariat. Ja pełnię obowiązki skarbnika jak dawniej i mam za zadanie układanie planów, w jakich lokalach i kiedy dane plugi mają zbierać się". (s. 71)

JA, II A
Niedziela, 23 marca 1942 r.
„O 5.30 poszedłem na posiedzenie Hanhagi [Zawiszy 2]. Po uregulowaniu pewnych spraw poszedłem do Hanki M. [Morenis] [Łagiewnicka 9], gdzie była Franka. Siedziałem tam trochę. Oglądałem różne zdjęcia i gadałem, [a] raczej dałem im sprawozdanie z dzisiejszego posiedzenia". (s. 71,72)

JA, II A
Wtorek, 25 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem na posiedzenie Hanhagi Ch.D.B.M [Zawiszy 2]. Omawialiśmy sprawę plug i przyszłą pracę itd. Zaszły dziś zmiany, że tak powiem, w naszym gabinecie, tj. Arie i Róźka zostają w komisji kulturalnej, Kuba zostaje nadal sekretarzem, Henoch obejmuje funkcje skarbnika, a ja Rosz Haplugot (kierownika plug). Komisja kontroli potwierdziła dziś kasę do lutego, co daje mi możność prowadzenia jej dalej". (s. 72)

JA, II A
Piątek, 28 marca 1941 r.
„Na 5 godz. przyszedłem na posiedzenie Hanhagi, które odbyło się u Arona [Zawiszy 2]. Załatwiliśmy kilka spraw, po czym poszliśmy do domu [Franciszkańska 38]". (s. 73,74)

JA, II A
Sobota, 29 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem z Kubą do Arona [Zawiszy 2] po materiał piśmienny dla plug i po odpowiednie instrukcje. W ostatniej chwili zaszła zmiana w podziale plug, tj. że plugi Awoda, Lamatara, Ejwer Hajardejn i dwie jeszcze nieskompletowane zbiorą się na Brzezińskiej 4 u siostry Arona, a plugi Haszalszelet i Atit na Zawiszy 2/4". (s. 74)

JA, II A
Poniedziałek, 31 marca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem na zebranie Hanhagi [Zawiszy 2]. Zebranie, [a] raczej posiedzenie się niestety nie odbyło, bo Arie jest chory, Henoch nie przyszedł, a Róźka przyszła powiedzieć, że nie będzie dziś miała czasu". (s. 75)

JA, II A
Środa, 2 kwietnia 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem na posiedzenie Hanhagi [Zawiszy 2], a następnie do plugi Lamatara". (s. 75)

JA, II A
Czwartek, 3 kwietnia 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Arona [Zawiszy 2], z którym poszedłem na przegląd wszystkich plug". (s. 75,76)

JA, II A
Piątek, 4 kwietnia 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem do Arona [Zawiszy 2]. Odbyło się dziś pierwsze zebranie plugowych i sekretarek".  (s. 76)

JA, II A
Czwartek, 6 maja 1941 r.
„Po pracy [Plac Kościelny 4] poszedłem do Arona [Zawiszy 2], gdzie odbywała się u niego zbiórka dziewcząt. Po zbiórce poszedłem na krótki spacerek z Franią". (s. 85,86)

JA, II A
Czwartek, 22 maja 1941 r.
„Po pracy poszedłem do Arona [Zawiszy 2], gdzie zastałem całą żeńską plugę". (s. 87)

JA, II A
Wtorek, 27 maja 1941 r.
„Po pracy poszedłem na posiedzenie Moacy [Zawiszy 2]. Mówiliśmy o pracy, jaka odbywa się
na plugach, po czym Aron dał sprawozdanie z działalności Hanhagi. Jak zauważyłem, to Hanhaga w ciągu ostatnich kilku tygodni nic nie zrobiła. Zadałem właśnie to pytanie, na które dobrze mi odpowiedziano: „Zrobiliśmy to, że Chazit istnieje”. Słyszałem też, że najprawdopodobniej dostaniemy na Szawuot lokal w kuchni syjonistycznej, gdzie mamy urządzić wieczorek recytacyjno-muzyczny". (s. 88)</document>
<document nplp_id="16160" title="ŻYDOWSKA 9" slug="zydowska-9">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA, II A
Sobota, 19 lipca 1941 r.
„Po obiedzie poszedłem jak zwykle do Frani [Tokarzewskiego 18]. Siedziałem u niej do 4 po południu, po czym poszliśmy do Ewy i Edzi [Bialer, Żydowska 9]. Gdyśmy przyszli, zebrane już było u nich liczne towarzystwo. Zabawialiśmy się, czym można było, jak w kapucyna, polecenia itp. Na ogół nastrój był dość dobry, lecz gdy zabawy te wyczerpały się, zaczęło robić się nudnawo, po czym towarzystwo zaczęło się rozchodzić. I my poszliśmy". (s. 91,92)

JA, II A
Wtorek, 22 lipca 1941 r.
„Poszedłem, prawdę mówiąc, po książkę, ale książki nie dostałem. Poszliśmy następnie do Edzi [Żydowska 9], tam spotkaliśmy całą paczkę dziewcząt, z którymi poszedłem na spacer". (s. 92)

JA, II A
Wtorek, 29 lipca 1941 r.
„Dziś zrozumiałem, że nie przyjdzie, to poszedłem prosto do Ewy [Bialer, Żydowska 9] , gdzie ją oczywiście zastałem. Wychodząc, oddaliłem się z nią o kilka kroków od całego towarzystwa, by załatwić wczorajszą sprawę. Jak widziałem, była na mnie oburzona na zabój, miała przecież rację. Wytłumaczyłem się, jak mogłem, i jakoś przeszło". (s. 92,93)</document>
<document nplp_id="16161" title="NIEMCY &amp;#8211; ŁÓDŹ (TRASA)" slug="niemcy-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
ONI, II B
Niedziela, 26 października 1941 r.
„Na domiar tego wszystkiego, to do getta przyjechały 23 000 Żydów z Austrii, Niemiec i Czech". (s. 95,96)</document>
<document nplp_id="16162" title="ŁĘCZYCA &amp;#8211; ŁÓDŹ (TRASA)" slug="leczyca-lodz-trasa">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Niedziela, 19 stycznia 1941 r.

„Słyszałem, że przyjechała delegacja najstarszych Żydów z prowincji, tj. z Pabianic, Łasku, Zduńskiej Woli, Ozorkowa, Łęczycy itd., i miała konferencję u Rumkowskiego [Bałucki Rynek], zarzucając mu, że on spowodował ten stan Żydów w Litzmannstadt, w jakim się dziś znajdujemy".  (s. 34, 35).</document>
<document nplp_id="16163" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; NIEMCY (TRASA)" slug="lodz-niemcy-trasa">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
JA/ONI, II A
Czwartek, 9 stycznia 1941 r.
„Dochodząc do zbiegu ulicy Dworskiej i Bałuckiego Rynku, widać było [!] jakiś nienaturalny ruch. Zbliżywszy się bliżej [!], dowiedziałem się, że wysyłają dziś partię Żydów w liczbie 500 na robotę do Niemiec". (s. 28,29)</document>
<document nplp_id="16164" title="AUSTRIA &amp;#8211; ŁÓDŹ (TRASA)" slug="austria-lodz">

&amp;nbsp;
Lolek Lubiński
ONI, II B
Niedziela, 26 października 1941 r.
„Na domiar tego wszystkiego, to do getta przyjechały 23 000 Żydów z Austrii, Niemiec i Czech. […] Już od kilku dni chodzą pogłoski, że łódzkich Żydów mają wysłać na roboty do Niemiec. I właśnie ubiegłej nocy policja żydowska wyjmowała ludzi z łóżek. Pomimo tych wszystkich nieszczęść, jakie ostatnio padły na to ciasne i głodne getto, to mają przysłać nam Cyganów, dla których zabiera się całe kawały getta, bo mają oni być od nas odseparowani. Jednym słowem jest ostatnio tragicznie". (s. 95,96)</document>
<document nplp_id="16174" title="Krzymuska z&amp;nbsp;Orzechowskich Maria" slug="krzymuska-z-orzechowskich-maria">Publicystka, krytyczka literacka. Pseudonim: Marcin Oksza.

Informacje biograficzne. Maria Róża Orzechowska urodziła się 24 V 1850 w majątku dzie­dzicznym Raków pod Żychlinem w ziemi łódzkiej w rodzinie szlacheckiej jako najstarsza córka Ignacego Walentego Orzechowskiego i Julii Nepomuceny z Grabskich, dziedzicz­ki pobliskiego Dobrowa. Nazwa herbu rodziny Orzechowskich – Oksza – i imię protopla­sty rodu – Marcin – złożyły się na jej męski pseudonim. Odebrała staranne wykształcenie domowe, uczyła się następnie w warszawskim Instytucie Aleksandryjsko-Maryjskim Wycho­wania Panien. W 1873 r. wyszła za mąż za Stanisława Krzymuskiego, ziemianina, właściciela Budzisławia Kościelnego na Kujawach, i zamieszkała w dobrach męża. Tu na świat przyszło siedmioro jej dzieci: Julia Teresa (1874–1943, zam. Kisielewska), Anna Franciszka (1876– –1923, zam. Opieńska), Feliks Antoni (1877–1934, ożeniony z Ewą Orłowską), Maria Ka­zimiera (1879–1923, zam. Iwanowska), bliźnięta: Ignacy Józef (1882–1944, ożeniony z Zo­fią Piaszczyńską), i Kazimierz Zygmunt (1882–1951, ożeniony z Ireną Szczygielską), oraz najmłodsza Stanisława Zofia (1887–1964, niezamężna). Po sprzedaży Budzisławia Krzymuscy zamieszkali w majątku Sosnowice k. Nieszawy, następnie przenieśli się do Kalisza. Krzymuska bywała częstym gościem w krakowskim domu swej siostry, Anny Zakrzewskiej, żony profesora UJ Wincentego Zakrzewskiego. Bywali tam intelektualiści i artyści, m.in. Stanisław Tarnowski, Stanisław Smolka, Stanisław i Tadeusz Estreicherowie, Konstanty Górski, Stani­sław Wyspiański, Henryk Opieński, Lucjan Rydel, Józef Mehoffer. Ożywiony ruch intelektu­alny Krakowa ostatnich lat XIX w. działał inspirująco na jej literacki gust i wyobraźnię, któ­re przekazała córkom. Dużo podróżowała, zwłaszcza do Paryża, skąd przesyłała do jednej z warszawskich redakcji („Bluszczu”?) barwne listy (pozostały w rękopisie). Zmarła po dłu­giej chorobie 29 XI 1901 w Warszawie.

Działalność krytyczna. Światopogląd i gusta estetyczne Krzymuskiej kształtowały trzy za­sadnicze wpływy: środowisko uczonych i artystów krakowskich, edukacyjne podróże za­graniczne oraz wpojone wychowaniem ideały życiowe, które skłoniły ją do napisania już ok. 1885 r. Studium o kulturze chrześcijańskiej z pierwszych wieków Kościoła (rkps zaginął). Jej aktywność publicystyczna przypada na przełom XIX i XX w. Ukazały się wówczas następu­jące szkice: w 1896 r. Rodin oraz Objawy chrześcijańskiego odrodzenia w najnowszej literatu­rze francuskiej, w 1898 r. – Gerhart Hauptmann, Stanisław Wyspiański. I. „Legenda”, recenzja Anioła śmierci Kazimierza Przerwy-Tetmajera oraz zbioru opowiadań W matni Wacława Sie­roszewskiego, w 1899 r. – Władysław Reymont. („Komediantka”, „Fermenty”, „Ziemia obieca­na”, „Szkice i obrazki”) oraz w 1901 r. – Stanisław Przybyszewski, jego poezja i filozofia. Szkice te oraz niepublikowane wcześniej recenzje dramatów Wyspiańskiego (Protesilas i Laodamia, Meleager, Klątwa, Rapsod o Bolesławie Śmiałym), a także impresja W kościele Franciszka­nów złożyły się na zawartość zbioru Studia literackie, które zostały z inicjatywy dzieci autorki (córki, Julii Kisielewskiej?) wydane po jej śmierci w 1903 r. i opatrzone ich przedmową.

Prace Krzymuskiej zawarte w Studiach dotyczą literatury i sztuki współczesnej, re­prezentują łagodną, dobroduszną odmianę krytyki. Lakonicznie, ale trafnie ujął ich profil Aureli Drogoszewski: „Z sympatią a subtelnie dotyka w swych rozprawkach nowszych obja­wów sztuki, zwłaszcza owianych tchnieniem mistycyzmu”. Uderza w nich rozmiłowanie się autorki w obszernych streszczeniach, którym nadaje rys artystyczny. Nie są to – wbrew kwa­lifikacji – studia, ale raczej nieheteronomiczne szkice będące polekturową refleksją z pogra­nicza interpretacji i osobistej impresji. Wypowiedzi Krzymuskiej cechują „ekspresja i empa­tia” – dwa nachodzące na siebie wektory emocji, tak charakterystyczne dla młodopolskiego dyskursu krytycznego. Najważniejsze jej szkice poświęcone są twórczości Stanisława Przy­byszewskiego, kilku opowiadaniom Władysława Stanisława Reymonta, Legendzie Wyspiań­skiego. Wobec Przybyszewskiego, którego Krzymuska sytuuje w obrębie dekadentyzmu egzy­stencjalnego spod znaku Friedricha Nietzschego, wykazuje wyrozumiałość i orędownictwo (Stanisław Przybyszewski, jego poezja i filozofia, „Tygodnik Ilustrowany” 1901, nr 15–17). Wy­jaśnia powikłaną problematykę utworów autora Wigilii, stara się uzasadniać metafizycznymi zainteresowaniami pisarza kontrowersje jego twórczości. Chłodnej, trafnej analizie induk­cyjnej poddaje trzy pierwsze powieści Reymonta („Ateneum” 1899, t. 2, z. 4), utyskując na brak jednoznaczności moralnej w ocenie bohaterki Komediantki, za to usprawiedliwiając lo­giką wewnętrzną Ziemi obiecanej, wybory i decyzje Borowieckiego. Wyspiańskiego chwali za twórcze i oryginalne ujęcie dziejów Kraka i Wandy w Legendzie („Biblioteka Warszaw­ska” 1898, t. 3), ale zżyma się na niechrześcijańskie zakończenie Protesilasa i Laodamii oraz akcenty pogańskie m.in. w Klątwie. Gerharta Hauptmanna jako autora Dzwonu zatopione­go uważa za najwybitniejszego współczesnego poetę Niemiec, który przełamał naturalizm („Ateneum” 1898, t. 2). O aktach Auguste’a Rodina wypowiada się bez pruderii, zachwyco­na innością reprezentacji nagości („Biblioteka Warszawska” 1896, t. 3). W Objawach chrześ­cijańskiego odrodzenia w najnowszej literaturze francuskiej Krzymuska pisze m.in. o meta­morfozach pisarstwa Paula Bourgeta dążącego do „mistycznego idealizmu”, o przerażeniu, ale i uznaniu wielkości artystycznej powieści Na wspak Joris-Karla Huysmansa, o przełamy­waniu dekadentyzmu, który skłonna jest uznawać jako ostateczne dążenie do wysublimowa­nej duchowości.

Z jakichś powodów wydawcy nie zamieścili w Studiach szkicu krytycznego Krzymuskiej poświęconego Sieroszewskiemu. Krytyczka analizuje opowiadania zamieszczone w zbiorze W matni, zwracając uwagę na wartości poznawcze płynące z charakterystyki psy­chologicznej ludzi odmiennej kultury (Jakutów), chwali autora za powściągliwość, natural­ność, brak patetyzmu i uważa go za naznaczonego talentem pisarza nowoczesnego. Zachwyt nad Sieroszewskim podzielały z Krzymuską jej córki Julia i Anna, które publikowały swoje szkice o nim na łamach „Ateneum” i „Biblioteki Warszawskiej”.

W zbiorze zabrakło również szkicu o Aniele śmierci Tetmajera, zapewne z tej przyczy­ny, że jest to wypowiedź odmienna na tle jej dorobku. Można by nawet powziąć podejrze­nie, że autorką jest jej córka Maria, gdyby nie charakterystyczne nawiązywanie do prozaików francuskich oraz pewne cechy stylu. Szkic, a właściwie recenzja, jest dynamiczna i żywiołowa tak w pochwałach, jak naganie. Krzymuska uznała powieść Tetmajera za manieryczną, a za­razem sztuczną, niemającą wiele wspólnego z poczuciem realizmu, ponadto raziła ją przed­mowa do niej jako zbytecznie asekuracyjna. Styl Tetmajera, choć zrobił na niej wrażenie, nie uratował tej rozwlekłej – jej zdaniem – powieści.

Krzymuska była również autorką publikowanych na łamach „Gazety Kaliskiej” felieto­nów (1899–1901). W rękopisach pozostały pamiętniki, opublikowane częściowo przez Kisie­lewską („Bluszcz” 1911, nr 5–16 z przerw.), prace o św. Hieronimie i św. Pauli oraz listy z Pa­ryża Wspomnienia z wystawy paryskiej (niewielki fragment ukazał się w „Bluszczu” 1909, nr 29).</document>
<document nplp_id="16217" title="Róg ulic NOWOLIPKI/ZAMENHOFFA-UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="rog-ulic-nowolipki-zamenhoffa-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Sklepu nie ruszyli. Wpadam na chwilę, by uściskać mych ukochanych, i pędzę na Umschlagplatz” (s. 50)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16242" title="Róg ulic NOWOLIPKI/ZAMENHOFFA (Sklep)" slug="rog-ulic-nowolipki-zamenhoffa-sklep">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Tej nocy wujek nocował w sklepie zamkniętym od zewnątrz, na Nowolipkach róg Zamenhoffa.
Od piątej rano wolno chodzić, ale blokady zaczynają się wcześniej, a wtedy nie można uciec. Wujek z ciotką więc z gospodarzem i jeszcze kilkoma osobami nocowali w tym sklepie i siedzą tam nadal. Zanieśliśmy im tam jedzenie. U Sarenki gotuje się wspólnie dla wszystkich.” (s. 48)

„Sklepu nie ruszyli. Wpadam na chwilę, by uściskać mych ukochanych, i pędzę na Umschlagplatz”. (s. 50)

„Na Umschlagplatzu czekają na mnie, ale ja nie mogę się ruszyć, dopóki nie będę wiedziała, co z ojcem i matką - z moim najdroższym wujkiem i ciotką. Sklepu nie ruszyli.” (s. 50)

ONI, IIIA

„Wujek z ciotką tej nocy znowu będą spali w sklepie. Sarenka na razie nic nie załatwiła w żadnym z szopów.” (s. 50)</document>
<document nplp_id="16264" title="NOWOLIPKI 24" slug="nowolipki-24">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IID

„[Abe Feigenbaum] był młodszy od Pińka o dwa lata i o dwa lata starszy ode mnie. (…) był dobrym i serdecznym chłopcem, poza tym zdolnym i jak to mówią: co wziął do ręki, to zrobić umiał. Chodził ze mną po sprawunki i nosił mi koszyk, w domu pomagał przy sprzątaniu, froterował podłogi. Pod tym względem nie mogłam na obydwu narzekać. Nie byli u nas meldowani dla ostrożności, tylko na Nowolipkach 24 u swoich kuzynek (to im się później przydało).” (s. 39)

„Chłopcy mają się jutro przeprowadzić na Nowolipki 24 do swoich kuzynek. “Czy przyjdziesz kiedyś do nas?” - pyta Piniek. “Jeśli będziesz rozumny, owszem” - odpowiadam.” (s. 44)

JA, IIIA

„Idę na noc do Sarenki, gdyż chce jeszcze wstąpić pod 24. do policji w sprawie ojca.” (s. 54)

JA/ONI, IIIA

„Piniek z Abem pójdą na Nowolipki 24. Są zupełnie bez głowy. Próbowali dziś się wydostać z Warszawy. Chcieli jechać do Mińska lub Otwocka. Wczoraj jeszcze można było wydostać “lewą” przepustkę. Gdy sprawa miała się ku załatwieniu, Piniek mnie spytał, czybym z nim nie pojechała. Spojrzałam tylko na niego. Znał przecież moją odpowiedź. Z tego powodu, zdaje się, nie nalegał na załatwienie tej sprawy. Idą więc na Nowolipki 24.” (s. 46)

„Ze zdławionym gardłem wracam na Nowolipki. Przed bramą 24 stoją Piniek i Abe. Byli już pod [Nowolipki] 44. dowiedzieć się, co u nas słychać, i nas nie zastali. Czekają, aż któreś z nas nadejdzie. Tak się złożyło, że w domu ich mieszka przypadkowo kierownik policji żydowskiej przeprowadzający akcję wysiedleńczą. Ich dom więc nie jest blokowany i lokatorzy, dopóki siedzą w domu, są zapewnieni na razie. Szczęśliwie się złożyło, że chłopcy są właśnie tam meldowani. Kierownik ten ma cały sztab policjantów i każdy z nich na własną rękę wydobywa z powrotem z Umschlagplatzu ludzi - za grube pieniądze oczywiście. Bez pieniędzy pomagają tylko protekcje.” (s. 50)

„Poszłam też do kierownika policji z Nowolipek 24 i tam robiłam starania. On także mi przyrzekł, ale jednemu z członków jego “gwardii przybocznej" - jak ich zwano musiałam przyrzec kilka tysięcy złotych, by tę sprawę przyspieszył.” (s. 52)

„Godziny mi schodzą na czekaniu w ich domu na rezultat sprawy mojego ojca. Wciąż się u tego pracownika policji odbywają jakieś konferencje z gestapowcami. Mówi się, że wszyscy policjanci, mieszkający w tym domu, to agenci gestapo.” (s. 53-54)

„Biegnę do chłopców i mówię im, że jeśliby mieli teraz wziąć Sarenkę, ja z nią pójdę. Więc jeśli w ciągu dnia tu nie przyjdę, niech oddadzą ostatnie pozdrowienie memu ojcu i ,,wszystkiego najlepszego wam". ,,Zostań - prosi Piniek - zostań z nami”. Nie słuchałam. Pobiegłam pod 24.” (s. 57-58)

„Myję ręce i twarz u jakichś ludzi i wracam złamana na ciele i duchu na Nowolipki 24. Teraz, nie mając żadnego dokumentu ani świadectwa, że mój ,,mąż" pracuje, mogę się już utrzymać tylko pod 24., gdzie jeszcze nie blokują. Piniek i Abe zaraz poczuli, że miałam jakieś przejście. Przez kilka godzin leżałam, nie mówiąc do nikogo ani słowa. Nawet Sarenka, po którą chłopcy pobiegli, nie może ze mnie nic wydobyć. Co dalej? Musimy teraz znaleźć mojego ,,męża", by mi wyciągnął drugie świadectwo. Przecież nie mogę długo tu być, rozdzielona z Sarenką. Gdyby ją zabrali, mnie by przy tym nie było. Jak ja ją znajdę? Sarenka mnie uspokaja, że na razie muszę odpocząć - jutro zobaczymy. Kuzynki chłopców bardzo serdecznie mnie przyjmują. Mają pokój z kuchnią i możemy się wszyscy pomieścić. Policja tego domu nie pozwala niemeldowanym w domu przebywać, ale gdy się starałam u nich o ojca, widzieli ciągle koło mnie Pinka. Uważają więc nas za ,,parę" i nie robią mi trudności. Ale znów jestem razem z Pińkiem i to jest dla mnie kłopot. Jutro wrócę do Sarenki.” (s. 59-60)

„Ten dom ma także być blokowany, choć na razie spokój. Sarenka rano przyniosła mi chleb i zupę. Nie chce, bym jadła u chłopców... Chłopcy się strasznie o to zdenerwowali. Ale moja cudna Sarenka odgadła mnie…” (s. 60)

„Poniedziałek [3 sierpnia]. Znów nocowałam pod 24.” (s. 61)

„Sarenka zawiadomiła brata Kuby, znajdującego się po aryjskiej stronie, by sprzedał tam futro ojca i kołnierz z mufką matki (wyniósł to tam, gdy zabierano futra Żydom) oraz trochę biżuterii i pieniądze przesłał do Mińska. Mnie dała połowę pieniędzy otrzymanych ze sprzedaży kilku naszych rzeczy i przyniosła mi pod 24. część zapasów żywnościowych, które były u niej.” (s. 61)

„Czwartek [6 sierpnia]. Dziś już blokowano także i ten dom. Policjant, który na naszej klatce schodowej ma rodziców, przyszedł nam powiedzieć i pomógł się dostać na strych. Otwór jest w suficie na korytarzu i trzeba przystawić stół, by móc się uwiesić ręką otworu i wciągnąć się w górę. Potem ktoś zostający na dole zabiera stół, klapę strychu się zamyka i kilkadziesiąt ludzi siedzi lub leży pod rozprażonym od słońca dachem. Wyjęli z tego domu tylko kilkoro ludzi. Na naszej klatce wcale nie byli. Gdy zeszłam, byłam mokra z potu jak po kąpieli. Leżę kilka godzin na kozetce i odpoczywam. Nie mogę się doczekać wieczoru.” (s. 63)

„Siedzę dziś cały dzień w domu, bo niemożliwym jest wyjście na ulicę. Cały dzień dziś akcje na tej ulicy i policja nie pozwala się kręcić. Nie wiem, czy Sarenka lub Kuba wieczorem do mnie zajrzą. Nie wiem też, co u mego ojca. Z Mińska już także kilka dni nie mieliśmy wiadomości. Już policjanci stamtąd nie przyjeżdżają. Do siódmej wieczór nikt z [Nowolipek] 44. u mnie nie był. Posłałam Pińka, by dowiedział się. Wrócił i powiedział, że nie zastał ich w domu, ale że stary Wrocławski mówił, że są zajęci koszarowaniem fabryki [wyrobów metalowych]. Trudno. Trzeba będzie czekać do jutra.” (s. 63)

„Piątek [7 sierpnia]. Skąd się nagle biorę w mieszkaniu chłopców, w łóżku i rozebrana - nie wiem. Obok mnie na łóżku siedzi Piniek, trzyma moje ręce i z natężeniem wpatruje się w moją twarz. Gdy widzi, że patrzę przytomnie, wydobywa się z jego ust westchnienie ulgi. „Czy czujesz się na siłach wstać? - pyta. - Lada chwila ma być w tym domu akcja". Akcja - jest to w tej chwili dla mnie tak mało ważne. “Tym lepiej - mówię - przecież Sarenki nie ma, prawda? Ja też chcę iść. Czy myślisz, że mi jeszcze na czymś zależy?" Jego zapadła twarz (wydobywam z zakamarków mej pamięci jakieś urwane chwile tej nocy. Nie byłam zupełnie nieprzytomna. Byłam tylko stężała i w jakimś dziwnym stanie odrętwienia fizycznego i umysłowego. Rozwierano mi zęby nożem i wlewano łyżeczkami jakiś napój. Ktoś klęczał przy moim łóżku i pytał, czy go poznaję, przemawiał czułymi słowami. Wiedziałam, że to Piniek, ale moje zęby nie mogły się rozewrzeć i nie mógł się z mych ust wydobyć żaden dźwięk) stała się o jeszcze jeden odcień bledsza. Długo jego potok słów odbija się od moich uszu, nie dochodząc do mojej świadomości. Dopiero gdy wspomniał Mińsk i wujka, gdy powiedział, że w łóżku zostanę zastrzelona, że wówczas już na pewno przecież nie znajdę ani się nie dowiem nic o Sarence - zaczęłam pojmować sens jego słów. Łez już nie miałam. Podobno w nocy bez przerwy płakałam, rozmawiając nieprzytomnie z Sarenką lub wołając jej imię bez przerwy. Potem leżałam ze stężonymi oczami i zgrzytałam zębami, że pobiegli po doktora, ale nie znaleźli żadnego. Opowiada mi to kuzynka chłopców, wymawiając, że się zasklepiam w swym bólu, nie widząc obok siebie bólu innych, że nie jestem wyjątkiem itd. Nie przekonują mnie jej słowa, ale daję się biernie ubierać. Dopiero później sobie uświadamiam, że to mnie Piniek ubierał. Podczas dnia odwiedza mnie Kuba. Obejmujemy się ramionami i stoimy tak długo bez jednego słowa. Każde z nas wie, co straciło... ,,Jeśli teraz dam się złapać i tak jej nie znajdę już, a może ona napisze lub wróci i nie znajdzie mnie wówczas?... I mam jeszcze rodziców, muszę przy nich do końca wytrzymać" - mówi Kuba. A na moją uwagę, że chciałabym też pojechać, że mi wszystko jedno, a może bym zajechała tam, gdzie ona?... ,,Masz jeszcze obowiązki i o tym nie wolno ci zapominać. Czy ojciec Sary już nic dla ciebie nie znaczy? Musisz właśnie starać się wszelkimi siłami utrzymać się, rodzice cię może będą potrzebowali...",,Kubusiu, czy możesz pomyśleć, że ja będę mogła stanąć przed ojcem bez Sarenki? To przecież ja powinnam była pójść, nie ona; o tyle wyżej ode mnie stojąca, zostawiła więcej serc złamanych, niżby było po mnie. drugie Z czym ja przyjdę do złamanego ojca?” (s. 65-66)

„Właśnie stoję, mieszając łyżką zupę, gdy wpadają jak banda chłopcy. Ituś, wyjeżdżamy. Tu się ziemia pali pod stopami. (s. 68)”

„Poniedziałek, 10 sierpnia. Po kilkugodzinnym leżeniu na strychu znajduję się znów w mieszkaniu i gotuję coś do jedzenia. Chłopców nie ma.” (s. 68)

„W domu pod 24. panuje zamęt i podniecenie. Teraz lada chwila opróżnią ten dom jak i inne. Nie ma już ,,ochroniciela", a reszta policji w nim jest za mała. Mamy dziś wyjść wylotem z Leszna. Palę moje listy. Gotuję na tym ogniu strawę. Przebiegam jeszcze raz oczami listy Nachmana. Jak piękną w nich jest dusza jego i jak piękna jego miłość - na wpół dziecinna i nieśmiała w początkach, w ostatnich listach świadoma i pełna męskości. (…)
Pakuję trochę bielizny osobistej i pościelowej dla siebie i plecaki dla chłopców. Kilka zmian i trochę rzeczy włożymy na siebie, bo nie jest dobrze zwracać na siebie uwagę dużymi tobołami. Serce mam dziwnie ściśnięte i ucisk w dołku. Nie wiem, czy jest to strach przed tą drogą? Do ojca już nie pójdę się pożegnać. Czuję, że jeśli tam jeszcze się wybiorę, osłabnę w mym postanowieniu, a jeśli znów się dam przekonać, to będę na drogę jeszcze bardziej duchowo i psychicznie słaba. A trzeba będzie wiele hartu na tej drodze. Pieniądze w złocie rozdzielamy na trzy części i chłopcy wkładają do kawałków mydła po trzydzieści sztuk pięcio- i dziesięciorublówek. Żegnamy się z kuzynkami chłopców i idziemy na Leszno.” (s. 71-72)

„Ale gdy dochodzimy do naszej bramy, mieszkający tam policjanci mnie nie chcą wpuścić, jako niemeldowaną. Pokazuję Pinka i dowód, że jestem jego żoną - niewiele pomaga. Stoimy bezradni, gdy nagle wpada mi myśl. Widziałam dziś w tym domu w mundurze policjanta - i to wyższej rangi - byłego szwagra mojej przyjaciółki Helki (ją samą widziałam ostatni raz w pierwszych dniach akcji wysiedleńczej, gdy przyszła do tego domu z drugim swoim mężem - pierwszy dla którego uciekła z domu, poległ pod Modlinem w 1939 r. - by się starać o wydobycie swych rodziców z Umschlagu. Jak zginęła, kiedy i gdzie - nie wiem), który był wielkim przyjacielem mego ojca. Proszę, by go zawołano, i oczywiście zostaję wpuszczona.” (s. 72-73)

„Środa [12 sierpnia]. Po raz drugi wciągamy na siebie po kilka nowych, czystych koszul dziennych i nocnych, wkładam z każdej części bielizny po kilka par, kilka sukienek, sweter, kostium i na to wszystko luźny płaszcz. Ledwo się mogę ruszać. Tak samo chłopcy. Ja mam jeszcze porządnie wypakowaną torbę ręczną, oni po plecaku (był to wielki błąd). Każdy bierze po pięćset złotych całych i kilkaset drobnych.” (s. 73)</document>
<document nplp_id="16284" title="NOWOLIPKI 24-KARMELICKA-LESZNO/ŻELAZNA-ŻELAZNA (strona aryjska) [TRASA]" slug="nowolipki-24-karmelicka-leszno-zelazna-zelazna-strona-aryjska-trasa">
&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Żegnamy się z kuzynkami chłopców i idziemy na Leszno. Jest już wieczór. Co sto metrów prawie stoi żydowski policjant i legitymuje. Każdy z nich dostał rozkaz jakąś liczbę ludzi dostawić na Umschlag dziennie i teraz nawet za większą sumę trudno się wykupić, gdyż za niedostarczenie oznaczonej liczby ludzi im samym grozi wysiedlenie. Kobiecie w ogóle już się jest trudno pokazać na ulicy. Dobrnęliśmy wreszcie szczęśliwie do Leszna, ale nie można już będzie dzisiaj wyjść. Stoi wacha, która się nie daje przekupić. Inne wachy wypuszczają.” (s. 72)

„Idziemy po raz drugi na Leszno. Tym razem odprowadza mnie jedna z kuzynek. Sprawę z wachą załatwia się szybko, żegnamy się z kuzynką (Kuba nie mógł nas odprowadzić. Pożegnaliśmy się wczoraj... Była to chwila... ale cóż znaczą słowa? Dał mi jeszcze raz telefon brata po drugiej stronie i umówiliśmy się, że jak długo będzie można, będziemy pisywać przez tego brata. Wobec tego, że moja skórzana torba ręczna zginęła podczas pamiętnej historii na strychu u krawca, dał mi skórzaną, brązową torebkę na drogę. Jest to moja jedyna pamiątka po nim...) i przechodzimy te kilka metrów oddzielających getto od dzielnicy polskiej. Kilka metrów dzielących setki tysięcy Żydów skazanych na zagładę od tych, spośród których giną także tysiące, i to przeważnie ci najbardziej wartościowi - z tych samych rąk katów, ale spośród których takie tysiące w tej samej ślepej nienawiści do Żydów tym katom pomagają w ich dziele zagłady. ”(s. 73)</document>
<document nplp_id="16302" title="NOWOLIPKI 24-NOWOLIPKI 44 [TRASA]" slug="nowolipki-24-nowolipki-44-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Chcę pójść do Sarenki. Dlaczego przez dwa dni nikt u mnie nie był? Piniek nie wykazuje wielkiej ochoty do pójścia ze mną. ,,Na pewno nie ma ich - mówi. - Przecież już mają być w przeznaczonym dla nich mieszkaniu". Ale nie słucham, co do mnie mówi. ,,Chcę tam zajrzeć - mówię może mi się uda pójść tam, gdzie są skoszarowani". Piniek idzie ze mną, dziwnie milczący.” (s. 63)

„Idziemy do Kuby.” (s. 70)</document>
<document nplp_id="16318" title="NOWOLIPKI 44" slug="nowolipki-44">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, I

„(…) Sarenka po spaleniu się jej mieszkania na Mariańskiej zamieszkała u teściów na Nowolipkach 44.” (s. 12)

ONI, IIB

„Część mebli Frydy i naszych poszło do Sarenki, część do rodziny ciotki na Karmelicką.” (s. 29)

JA, IIIA

„Idę na noc do Sarenki, gdyż chce jeszcze wstąpić pod [Nowolipki] 24. do policji w sprawie ojca.” (s. 54)

JA/ONI, IIIA

„A my wszyscy jesteśmy kandydatami na wywiezienie. Idziemy na noc do Sary, chcemy być razem. (…) My będziemy na Nowolipiu 44 [u Wrocławskich, rodziców Kuby, teściów Sary]. (s. 46)”

„Siostrzenica starego Wrocławskiego [ojca Kuby] - żona oficera, który przebywa w Białej Podlaskiej, jest doktorem w tamtejszym szpitalu — z ośmioletnim synem, jeszcze jedna siostrzenica, panna, siostrzeniec Otto, ożeniony z Niemką, która jest w Miedzeszynie z córką i synem (przychodzili często do ojca do getta), Maks, najmłodszy syn, i my - Wrocławscy zajmują czteropokojowe mieszkanie z przedpokojem, kuchnią i łazienką. Teraz wszyscy się tam mieścimy. Schodzimy z Sarenką po przełknięciu kilku łyżek strawy na śniadanie. Na ulicy się rozchodzimy.” (s. 48)

„Sobota [25 lipca] - Nowolipki 44 jeszcze nieblokowane. Dziś podobno mają być pierwsze numery blokowane. Tam się znajduje wujek z ciotką. Przed pójściem do szopu przyszedł mój “mąż", by wziąć ode mnie zdjęcie i świadectwo ślubu dla wydostania tymczasowego świstka - zanim okręgowy rabin nas załatwi.” (s. 50)

„Ze zdławionym gardłem wracam na Nowolipki. Przed bramą 24 stoją Piniek i Abe. Byli już pod 44. dowiedzieć się, co u nas słychać, i nas nie zastali. Czekają, aż któreś z nas nadejdzie.” (s. 50)

„Niedziela [26 lipca] - wujek z ciotką znów nocowali u Sarenki. Dziś przy niedzieli - nie będzie blokady.” (s. 52)

„Tymczasem policjant mieszkający w domu Sarenki dał znać, że [Nowolipki] 44. numer będzie dziś blokowany. Policja będzie tylko sprawdzać świadectwa pracy mieszkających w tym domu. Obcy mogą odejść.” (s. 57)

„Zostaję z Sarenką. Przenoszę się teraz do niej. Nocy tej żadna z nas nie zmrużyła oka. Sarenka bez przerwy łkała, pytając: ,,Myśmy słusznie zrobili, wysyłając rodziców? Czy im się nic nie stanie? Mama tak jakoś biednie wyglądała, idąc z ojcem za policjantem..." (Sarenko moja, czy nic ci wówczas nie mówiło, że zginiesz przed nimi?...). Kuba siedział obok nas i starał się uspokajać i przekonywać nas, że było to jedyne i słuszne wyjście. A ja nie miałam ani jednej łzy... Wszystko we mnie skamieniało.” (s. 57)

„U Wrocławskich mieszkanie przewrócone do góry nogami - rzeczy Frydy i Racheli - Pościel spakowana w toboły, bielizna, ubrania, suknie porozrzucane, spakowane w walizkach, w paczkach. Nasza bielizna i rzeczy, firanki i kapy, obrusy, palta, obuwie - wszystko w nieładzie, po prostu się depcze po tym. I tak tego zabrać nie będzie można, jeśli nas wepchną do wagonu z jeszcze stu pięć dziesięciu do dwustu ludźmi. Sarenka mówi, że to nieważne, jeśli gdzieś zajedziemy i będziemy pracować, poradzimy sobie.” (s. 58)

„Idę pod 44. zobaczyć, co jest. I Kuba, i Sarenka są w domu. ,,Co się stało? Nie przyjęli cię?" ,,Wracam z Umschlagu - mówi do mnie Sarenka - Kuba także tam był!". … Co gdzie?” (s. 60)

„Ale moja cudna Sarenka odgadła mnie... Jest trochę przeziębiona. Gdy przyszłam do niej w porze obiadowej, zastałam ją w łóżku z trzydziestoma dziewięcioma stopniami gorączki. Kuba nie poszedł z tego powodu do fabryki. Tu w domu ona leżeć nie może - lada chwila może być blokada i ją zabiorą lub jako chorą zastrzelą (chorych w łóżkach w czasie akcji z Ukraińcami i żandarmerią - zabijają na miejscu (…)” (s. 60)

„Sarenka poszła na noc z Kubą do jego fabryki, a tam nie wpuszczają obcych. Starzy Wrocławscy także przesiadują w szopie Többensa na Niskiej. Do domu każdy przychodzi przeważnie o piątej rano, gdy jeszcze akcje nie są tak gwałtowne - by zrobić trochę ciepłej strawy.” (s. 62)

„Do siódmej wieczór nikt z 44. u mnie nie był. Posłałam Pińka, by dowiedział się. Wrócił i powiedział, że nie zastał ich w domu, ale że stary Wrocławski mówił, że są zajęci koszarowaniem fabryki [wyrobów metalowych]. Trudno. Trzeba będzie czekać do jutra.” (s. 63)

„W gabinecie nie ma nikogo. W jadalni siedzi stary Wrocławski, Kuba stoi oparty o okno. Gdy się do mnie odwrócił, odniosłam wrażenie, że jest dziwnie nagle postarzały. Może ta nieogolona broda - do której nie jestem przyzwyczajona u niego - wywołuje u mnie to wrażenie. Ku (Sarenka go tak wołała, a i ja czasem), gdzie Sarenka? Czemu was nie widać?",,Sarenki nie ma". ,,Kiedy wróci? Do ósmej przecież tylko wolno chodzić". ,,Sarenki nie ma"... “No dobrze, to jak słyszałam, ale gdzie ona jest, Ku?" “Sarenki nie ma". A stary Wrocławski: “Czy pani jeszcze nie rozumie, co do pani mówią?". Jeszcze nie pojmuje, ale coś dziwnego podchodzi mi do gardła, oczy mi się nienaturalnie rozszerzają, usta otwierają do krzyku - Sarenki nie ma? Sa-ren-ki nie-ma?? Siedzę na krześle. Ktoś trzyma moją głowę opartą na swoim ramieniu. Na moją głowę padają czyjeś łzy. To Kuba mnie trzyma. Przemawia jak do dziecka, ten sam, zupełnie złamany człowiek. Była akcja w bloku domów, gdzie oni byli skoszarowani. Sarenki jako żony nie honorowali. Kazali wychodzić. Kuba podszedł i chciał zejść razem z nią. Dostał uderzenie pięścią: “Du schwein bleibst hür". Pokazał swoje świadectwo, myśląc, że Sarenkę jako żonę tym uratuje. Gdyby wiedział, że i tak ją wezmą, byłby nie pokazywał świadectwa, a wtedy by poszli razem. To go najbardziej boli. (…)
O mój mózg uderza tylko jedno - Sarenki nie ma - poszła sama jedna, ani ja przy niej, ani Kuba. Sama jedzie wtłoczona między tylu ludzi w zamkniętym hermetycznie wagonie... Już znów mi do gardła podchodzi i szaleńczym krzykiem na zewnątrz się chce wydobyć... Kuba mocno trzyma moją głowę i kładzie mi rękę na ustach. Stary Wrocławski jest już tylko kłębkiem nerwów i już absolutnie nad sobą nie panuje. Jego siostrzenica - żona oficera - z synkiem dziewięcioletnim zostali zastrzeleni, a teraz, gdy zabrano Sarenkę do której był ogromnie przywiązany, zupełnie się załamał.” (s. 63-65)

„Idziemy do Kuby. ,,Nie, It, jakżeż mogę wyjechać stąd? Może Sarenka napisze, może jej się uda uciec i potem mnie znajdzie? Z rodzicami już i tak nie jestem razem - Többensa - ale na Sarenkę muszę czekać, może ją jeszcze zobaczę. Ty, jeśli możesz jechać, musisz. Może się dostaniesz potem do Mińska, może cię rodzice będą tam potrzebowali. Jedź i nie zamartwiaj się o mnie może jeszcze wszystko będzie dobrze".
Patrzę na jego zapadłą, od wielu dni nieogoloną twarz i wybucham płaczem, objąwszy go ramionami. ,,Mój biedny, biedny Kubusiu...". Całuje mnie szybko i wychodzi, odwracając twarz.” (s. 70)</document>
<document nplp_id="16334" title="NOWOLIPKI 44-NOWOLIPKI/ZAMENHOFFA [TRASA]" slug="nowolipki-44-nowolipki-zamenhoffa-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Zanieśliśmy im [wujkowi, Mendlowi Miodownikowi z żoną i gospodarzem budynku na Nalewki 12] tam jedzenie. U Sarenki gotuje się wspólnie dla wszystkich.” (s. 48)</document>
<document nplp_id="16350" title="NOWOLIPKI 44-NOWOLIPKI/KARMELICKA [TRASA]" slug="nowolipki-44-nowolipki-karmelicka-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Zeszłyśmy z Sarenką z nim razem, by pójść do sklepu, zanieść jedzenie naszym drogim. Doszłyśmy tylko do rogu Karmelickiej i Nowolipek. Dalsze numery aż do końca zablokowane z obydwu stron - a tam nasi rodzice. Trzymam ze wszystkich sił Sarenkę, która chce mi się wyrwać i poprzez kordon policji dostać się do rodziców. ,,Przecież ich w ten sposób zdradzisz, jeśli tego sklepu nie rozbili" - błagam ją. Policja goni z rogów ulic. Zaciągam gwałtem Sarenkę z powrotem do domu. Mój ,,mąż", jako pewny, poszedł obserwować sklep z naprzeciwka. A my z Sarenką musimy czekać. Sarenka łka niepowstrzymanie, oparta o mur. Ja mam znów przekrwione oczy i ani jednej łzy...” (s. 50)</document>
<document nplp_id="16366" title="NOWOLIPKI 44 &amp;#8211; MURANOWSKA &amp;#8211; PL.&amp;nbsp;MURANOWSKI &amp;#8211; NALEWKI 23 [TRASA]" slug="nowolipki-44-muranowska-pl-muranowski-nalewki-23-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Schodzimy z Sarenką po przełknięciu kilku łyżek strawy na śniadanie. Na ulicy się rozchodzimy. Ona, by się pójść dowiedzieć, czy się nie da jeszcze gdzie indziej ojca upewnić, także jej teścia – ja, by się dowiedzieć, czy u mego ojca [rabina Rozencwajga] i u mojej siostry [Frydy] na Muranowskiej wszystko jeszcze w porządku.” (s. 48)</document>
<document nplp_id="16382" title="NOWOLIPKI 44 &amp;#8211; NOWOLIPKI 18 [TRASA]" slug="nowolipki-44-nowolipki-18-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Sobota, 1 sierpnia. Wybieram się do krawca. Jego siostra idzie ze mną do pracowni - Nowolipki 18, by mi wydać palto. Pakuje je i wychodzę. (s. 58)”</document>
<document nplp_id="16397" title="NOWOLIPKI 44 &amp;#8211; NOWOLIPKI 24 &amp;#8211; NOWOLIPKI 44" slug="nowolipki-44-nowolipki-24-nowolipki-44">
&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„Biegnę do chłopców i mówię im, że jeśliby mieli teraz wziąć Sarenkę, ja z nią pójdę. Więc jeśli w ciągu dnia tu nie przyjdę, niech oddadzą ostatnie pozdrowienie memu ojcu i ,,wszystkiego najlepszego wam". ,,Zostań - prosi Piniek - zostań z nami”. Nie słuchałam. Pobiegłam pod 24.” (s. 57-58)</document>
<document nplp_id="16414" title="DZIELNA 9 &amp;#8211; NOWOLIPKI 24 [TRASA]" slug="dzielna-9-nowolipki-24-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„Myję ręce i twarz u jakichś ludzi i wracam złamana na ciele i duchu na Nowolipki 24. Długo trwało, zanim wyciągnęłam zdrętwiałe członki spod ciężaru drzwi i zeszłam na dół. Okazało się, że jestem na Dzielnej, a nie na Nowolipkach (akcja była w całym bloku domów, tworzących z jednej strony Nowolipki, z drugiej Dzielną, a strychy tych domów były połączone tymi otworami, które o mało mnie nie doprowadziły do obłędu. Zrobiono je, by mężczyźni, łapani przedtem do roboty, mogli uciec na drugą ulice).” (s. 59)</document>
<document nplp_id="16431" title="DZIELNA 9" slug="dzielna-9">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„Myję ręce i twarz u jakichś ludzi i wracam złamana na ciele i duchu na Nowolipki 24. Długo trwało, zanim wyciągnęłam zdrętwiałe członki spod ciężaru drzwi i zeszłam na dół. Okazało się, że jestem na Dzielnej, a nie na Nowolipkach (akcja była w całym bloku domów, tworzących z jednej strony Nowolipki, z drugiej Dzielną, a strychy tych domów były połączone tymi otworami, które o mało mnie nie doprowadziły do obłędu. Zrobiono je, by mężczyźni, łapani przedtem do roboty, mogli uciec na drugą ulice).” (s. 59)</document>
<document nplp_id="16447" title="DZIKA &amp;#8211; WOŁYŃSKA &amp;#8211; STAWKI [OBSZAR]" slug="dzika-wolynska-stawki-obszar">
&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA
„Czwartek, 23 [lipca]. Już o piątej rano słychać wozy z policją jadącą na blokady domów. Mają podobno wyznaczony kontyngent dzienny - dziesięć tysięcy ludzi. Na razie blokowane są domy w okolicy Dzikiej, Wołyńskiej i Stawki. Jest to najnędzniejsza dzielnica getta i właśnie nędzarzy wywozi się przede wszystkim. Znów biegamy z Sarenką za maszyną i szopem. Ojca Kuby trzeba zapewnić.” (s. 46)</document>
<document nplp_id="16462" title="FRANCISZKAŃSKA 10" slug="franciszkanska-10">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, I

„[25 września 1939] Najtragiczniejszy był dzień 25 września, kiedy to bombardowanie trwało bez przerwy od ósmej rano do ósmej wieczór. (…) Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, kiedy paliła się Nowiniarska, cała prawie jedna strona. Nasza brama, leżąca naprzeciwko, pełna ludzi i gratów, na skwerku kilku zabitych szrapnelem, a nad jednym z nich matka z rozpuszczonymi włosami i ubraniu w nieładzie - sama została gdzieś rzucona o ścianę - wyła nieludzkim głosem. Na ulicy leżało kilku rannych wołających o pomoc, ale nikt nie zwracał na nich uwagi. Staliśmy z Frydą i Chaimem w bramie i za chwilę Chaima już nie było. Wziął jednego z rannych i zaprowadził do najbliższego punktu sanitarnego.” (s. 7-8)

„Matka [ciotka] musiała mieć opiekę i trzeba było zająć się gospodarstwem, gdyż babka [matka Lei Miodownik, Fruma Gratsztajn] się nie liczyła, choć jeszcze nie chciała zrezygnować z “rządów” i o wszystkim miała swoje zdanie. Nie licząc się z nią, staraliśmy się nie dopuścić do skandalów. Zostałam więc w domu i “praktykowałam”, pielęgnując ciotkę.” (s. 13)

„[Ponad miesiąc po zakończeniu działań wojennych w Polsce] szpitale pełne chorych na tyfus. Chorzy byli brani przymusowo, choć już leżeli po dwoje na łóżku i na podłogach, Nie chcieliśmy dać Frydy do tego piekła, gdzie na pięćdziesięciu chorych była jedna pielęgniarka, a Sara z dziecięcego nie mogła odejść. Wysłaliśmy więc rodziców do krewnych, wynieśliśmy wszystko prócz łóżka z największego pokoju, zawiesiliśmy białym prześcieradłem i zamknęliśmy drzwi do dalszego pokoju. Białe prześcieradło dzieliło wejście z kuchni do pokoju chorej. Gdyby chorzy w szpitalach mieli takie lokalowe warunki, taką czystość i taką opiekę - śmiertelność spadłaby do minimum. Czuwaliśmy na zmianę koło chorej i każde z nas żyło tylko myślą i staraniami o nią. Gdy przyszła komisja sanitarna, zastała takie warunki dla chorej, że zostawiła ją nam w domu, choć tego samego dnia zabrali sąsiadkę i jeszcze pięciu chorych z tego domu.” (s. 10)

„Wyjazd Frydy z mężem był dla ich dobra - a więc należało się z tym pogodzić. Zostałam więc w domu ja sama, bo Sarenka po spaleniu się jej mieszkania na Mariańskiej zamieszkała u teściów na Nowolipkach 44.” (s. 12)

„W każdym domu utworzyły się wówczas tak zwane komitety domowe opiekujące się biednymi tego domu. Nakładali na bogatych i mniej bogatych, ale mających utrzymanie, lokatorów podatek tygodniowy i z tego funduszu płacili tygodniową zapomogę biednym mieszkańcom. My, choć mniej od innych - bogatych kupców przeważających w tym domu - także dokładaliśmy nasz grosz.” (s. 14-15)

„Szkół dla dzieci nie było. Zasobniejsi rodzice posłali swe dzieci: mniejsze do freblówki - które mnożyły się jak grzyby po deszczu - lub do “kompletu” (to znaczy dziewczyna zbierała kilkoro dzieci i opiekowała się nimi przez kilka godzin dziennie), starsze na lekcje w kompletach. Dla biednych zaczęto w niektórych domach tworzyć tzw. kąciki dla dzieci. (…) I w naszym domu pod koniec lata 1940 zaczęto myśleć o stworzeniu “kącika” dla dzieci. To znaczy ja poszłam z tą propozycją do komitetu domowego i koła pań, które obok komitetów także urzędowały (Panie nie chciały być odsunięte w cień). Omówiono tę sprawę i zaakceptowano, lecz pod warunkiem, że piątka bogatszych dzieci z tego domu, która znajdowała się pod opieką pewnej dziewczyny [Rózi] z Łodzi (osoba nieposiadająca żadnych walorów dających prawo wychowywania dzieci - w dodatku cudzych), będzie “płatną siłą” - opłacaną przez komitet domowy - gdyż inaczej straci swój kawałek chleba. Ode mnie natomiast żądano lokalu, jako najbardziej się na ten cel nadającego. Długośmy się z Sarenką naradzały i w końcu doszłyśmy do wniosku, że suma otrzymana za mieszkanie, aczkolwiek niewielka, ale w naszej sytuacji odgrywa rolę i że, niestety, trzeba się będzie z tym pogodzić. Wujek nie tak prędko dał się przekonać (…) W końcu ustąpił i 1 września (pierwsza rocznica wybuchu wojny, rocznica dnia, w którym miliony Żydów - a także miliony nie-Żydów otrzymało swój wyrok śmierci) nastąpiło otwarcie kącika. (…) Dwa tygodnie szło jakoś z tym kącikiem, ale potem jedna po drugiej “panienki” przestały się zjawiać. Znudziło się im wycieranie nosków i spuszczanie majteczek dzieciom. Była trzynastka dzieci i cała praca spadła na mnie, na p. Rózię od tej piątki dzieci. Wówczas i ja powiedziałam swoje zdanie. (…) Powiedziałam paniom z komitetu i paniom z koła pań, że jeśli mam dalej sama zajmować wszystkimi dziećmi - przestaje traktować to jako obowiązek społeczny i nie jest to już “kącik”. Od teraz robię z tego prywatne przedszkole i która matka sobie życzy, może zostawić u mnie dziecko, ale za opłatą. Siódemkę biednych dzieci, które się wśród trzynastki znajdują, biorę nadal, tylko komitet ma dać dla nich pożywienie. (…) Komitet się zgodził i przeważająca część matek też, więc prawie ta sama liczba dzieci została.” (s. 15-16)

ONI, I

„Pod koniec zimy ciotka [Lea Miodownik, z domu Gratsztajn, żona Mendla] poślizgnęła się i złamała nogę w biodrze. Było to paskudne złamanie, a miała już wówczas pięćdziesiąt kilka lat. Nie chcieliśmy jej oddać do szpitala i za niemałą opłatą chirurg złożył nogę w domu.” (s. 12)

JA, IIA

„Ja do koła należeć - z powodu nawału pracy - nie chciałam. Pracy tej coraz więcej mi przybywało. Gdzie jakiś chory biedny w naszym domu, potrzebujący zastrzyku, posyłano po “panią Miodownik” (nikomu nie wpadło do głowy, że ja mogę nie być rodzoną córką wujka). Wiedziano: “pani Miodownik” chętnie to zrobi, ale musiała to zrobić w przerwie obiadowej lub wieczorem. Czasem zdarzała się płatna seria zastrzyków, to ktoś z rodziny dalszej po mnie przyszedł (nagle także i rodzina ojca zaczęła okazywać swoje uznanie byłej “parszywej owcy” w rodzinie…).
Ale nie dawano mi spokoju, argumentując, że w czasach obecnych wstyd uchylać się od pracy społecznej itd., itd. Zapominali przy tym, że oni żyją z kies, i to pełnych, swoich rodziców i absolutnie nic nie robią, a ja pracuję od świtu do nocy i mam bliskich, o których dbać muszę. W końcu powiedziałam sobie: właśnie że i temu podołam - i wstąpiłam do tego koła młodzieży, gdzie mnie zaszczycono “teką członka komisji kulturalno-oświatowej” (ładny żart, gdy się pomyśli, że miałam szkołę powszechną tylko za sobą i to, czego się sama nauczyłam (…) Nowy kłopot z wymyślaniem i urządzaniem wieczorków literackich i strata wielu godzin czasu. W końcu brak środków (chciało się najmniej pieniędzy wydać) na zorganizowanie kogoś “fachowego” - musiałam jeszcze na tych wieczorkach sama być “atrakcją” i śpiewać.” (s. 21-22)

ONI, IIA

„Zaczęły też się organizować tzw. koła młodzieży przy komitatach domowych. (…) najważniejszym celem było zasilenie kasy komitetu i pomoc dla wysiedlonych - każdy z lokatorów już był tygodniowo opodatkowany, ale większej sumy - gdy nie musiał - nikt nie kwapił się dawać, choć sam był zapewniony na lata.
Trzeba było dać im możność zabawienia się, by wydobyć dopiero od nich ten grosz. Koło młodzieży urządzało więc od czasu do czasu zabawę. Upraszano jednego z lokatorów większych lokalów o ustąpienie go kołu na jedną noc; lokal strojono, wynajmowano pierwszorzędną muzykę (było ich, tych muzykantów, i to pierwszorzędnych - dosyć) i starano się rozsprzedać jak najwięcej biletów. Dbano o atrakcje, loterie fantowe, śpiew, recytacje i kuplety, bufet pierwszorzędny, ale za “pierwszorzędną opłatą”. Jednym słowem, starano się puścić gości do domu z pustymi kieszeniami. Przeważnie im się udawało.” (s. 21)

JA/ONI, IIA

„Utrzymywałyśmy dom, nie jadając luksusowo, ale do syta. Jeszcze jedną plagą obok innych były “parówki”. Po wypadku tyfusu w którymś z domów nie dezynfekowano tego tylko mieszkania, w którym chory lub chora mieszkał - ale zamykano bramę na kilka dni i wszyscy lokatorzy musieli iść do “parówki” (gdzie było tak czysto, że stamtąd dopiero przynoszono sobie wszy i tyfus), a pościel zabierano do gazowania. W jakim stanie to wracało, można sobie wyobrazić.” (s. 23)

„Siostra [Chaja] z mężem poszła do teściów na Grzybów. A ja wzięłam małą Felę do siebie. Jeszcze jeden obowiązek, ale gdzie cztery żołądki się nakarmi, tam i dla piątego jeszcze okruch się znajdzie. A tu małe dzieci, mogła się znów uczyć (była już w drugim oddziale, bardzo zdolna i chętna) i rozwijać w odpowiednim otoczeniu.” (s. 24)

JA/ONI, IIB

„Rozszalał się znów tyfus plamisty. Prawie w każdym domu leżał chory. Już do szpitala nie brano - nie było miejsc. Brat Feli - [Leon Feigenbaum] także zachorował. Nie mogli sobie pozwolić na opłacenie doktora i pielęgniarki. Sarenka więc była doktorem, a ja po pracy codziennie biegłam z Franciszkańskiej na Leszno 7, by zrobić zastrzyk i na dziewiątą być z powrotem w domu. Miałam na to przeważnie tylko godzinę, a czasem mniej.” (s. 29)

ONI, IIB

„W domu panował okropny nastrój. Wujek chodził jak cień. Wstawał o świcie, siadał przy oknie nad księgą jakąś (czego nie robił już od kilkudziesięciu lat. Czytać, owszem, czytał wiele, ale książki świeckie - literaturę żydowską, a od wybuchu wojny czytał więcej ode mnie i po polsku, i zwykłe książki, które wypożyczałam w czytelni, co miał przeczytane przede mną. (…) A od wybuchu wojny traktował mnie jako osobę dojrzałą i często rozmawialiśmy ze sobą tak intymnie, bardziej niż z którymkolwiek z dzieci to kiedyś robił. Raz mu powiedziałam, że nie wierzę, by jeszcze dotąd - po czterech latach rozłąki, a dwóch całkowitego zerwania kontaktu - Nachman czekał na mnie, że prawdopodobnie jest już przy nim ktoś inny. Pocałował mnie wówczas i powiedział: “Nie zamartwiaj się tym - a jeśli tak jest, to ja będę miał jeszcze dwoje dzieci: on da mi córkę, a ty syna…” - śmiał się. A potem poważnie ze mną na ten temat mówił i widziałam, jak wiele rzeczy on rozumie i odczuwa) i płakał. Codziennie, gdy leżąc jeszcze w łóżku, słyszałam ten płacz, było mi tak, jak gdyby ktoś serce moje brał w kleszcze i ściskał, ściskał…” (s. 26)</document>
<document nplp_id="16491" title="FRANCISZKAŃSKA &amp;#8211; NOWINIARSKA &amp;#8211; FRETA &amp;#8211; ZAKROCZYMSKA [OBSZAR]" slug="franciszkanska-nowiniarska-freta-zakroczymska-obszar">
&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, I

„W okresie braku wody brało się ją (Franciszkańska, Nowiniarska, Freta, Zakroczymska i jeszcze kilka ulic) z kamienicy polskiej, gdzie kanalizacja nie była uszkodzona. Ale że się codziennie musiało stać w kolejce, powtarzały się te same historie z wyrzucaniem wciąż od nowa na jej koniec - Jude, Jude. Więc przynoszono z Wisły, w której pełno było padliny. Wybuchła epidemia tyfusu brzusznego i ofiary zaczęły się mnożyć.” (s. 10)</document>
<document nplp_id="16527" title="GĘSIA 22/24 (Ogródek policyjny)" slug="gesia-22-24-ogrodek-policyjny">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIA

„Gdy tylko się zrobiło ciepło, zaczęłyśmy z dziećmi chodzić do ogródka, który został zrobiony z placu przylegającego do byłego więzienia na Gęsiej. Co pierw tam było, nie wiem. Nie był to właściwie plac, gdyż drzewa i krzaki ciągnęły się tam wszędzie. Policja się tym zajęła, porobiono trawniki, aleje, place do gry i poustawiano ławki. Był to tak zwany “ogródek policyjny” i wejście było płatne.
Dla mojej siódemki biednych wystarałam się o maksymalną ulgę, a kilka groszy jeszcze wydobyłam z komitetu domowego. Nie mogłam przecież zostawić tych dzieci w domu. Ile gadaniny było o tę siódemkę, gdy trzeba było coś dla nich uzyskać. Przy tym ja właściwie najwięcej dawałam, gdyż gdybym na ich miejsce przyjęła siódemkę płatnych dzieci, moje dochody byłyby większe.” (s. 24)

JA/ONI, IIB

„Przez całe lato, przy pogodzie, siedzieliśmy z dziećmi przez cały dzień w ogródku. Obiad przynosiły im matki, bo to było męczące prowadzić je do domu.” (s. 25)

JA, IID

„Zbliżało się lato 1942 roku. Cały dzień siedziałam z dziećmi w ogródku. Czerwiec był piękny. Przyjęłam nauczycielkę rytmiki (sama znałam tylko ćwiczenia podstawowe i to trochę, co się w klubie sportowym nauczyłam). Chodziłam z nimi do teatru kukiełek, który się znajdował na placu obok ogródka. Często zbijano z desek scenę na środku ogródka i dzieci ze szkoły tańca popisywały się swoimi umiejętnościami.” (s. 39)</document>
<document nplp_id="16564" title="KURZA-NALEWKI [OBSZAR]" slug="kupiecka-nalewki-obszar">
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Ja mam iść z powrotem bramą na Nalewki pomóc rodzicom szykować się do drogi i sobie coś zapakować. Gdy dochodziłam już do bramy, wpadli na podwórko uciekający ludzie - na Nalewkach taksówka z żandarmerią. Stanęli z karabinami na obydwóch rogach i mają przeprowadzić akcję w całym bloku domów łączących się z Kupiecką. Znajomy doktor także wszedł na to podwórko. Stoimy razem na jakiejś klatce schodowej. Mój ausweis w tej chwili nic niewart - gdy mnie złapią, popędzą na Umschlag.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="16579" title="Róg ulic ZAMENHOFA/KURZA" slug="rog-ulic-zamenhofa-kupiecka">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Przychodzimy na Kupiecką - auta nie ma. Na rogu Zamenhoffa żandarm z karabinem. Musimy się schować do bramy. Kuba już był poszedł dalej, Sarenka przekrada się do bramy, gdzie on stoi. Ja mam iść z powrotem bramą na Nalewki pomóc rodzicom szykować się do drogi i sobie coś zapakować. Gdy dochodziłam już do bramy, wpadli na podwórko uciekający ludzie - na Nalewkach taksówka z żandarmerią. Stanęli z karabinami na obydwóch rogach i mają przeprowadzić akcję w całym bloku domów łączących się z Kupiecką. Znajomy doktor także wszedł na to podwórko. Stoimy razem na jakiejś klatce schodowej. Mój ausweis w tej chwili nic niewart - gdy mnie złapią, popędzą na Umschlag. Ktoś stojący w bramie biegnie w naszą stronę, wołając, że się zbliżają do tego domu. "Niech pani skacze do tej piwnicy" - mówi do mnie doktor. Lekarzy jeszcze nie brano… “Powiem pani, kiedy można będzie wyjść". Zsuwam się przez jakiś wąski otwór do na wpół zawalonej piwnicy - skądś słychać jakieś szepty. Obmacuję po ciemku ściany i znajduję drzwi - szept milknie. Boję się przestraszyć kogoś ukrywającego się i wracam do otworu zastępującego okienko. Nie wiem, jak długo siedzę, ale gdy mi się zdaje, że już wieki całe, słyszę głos doktora. Wysuwam ręce przez otwór, opierając się nogą o gładki mur, i doktor pomaga mi się wyczołgać.” (s. 56)</document>
<document nplp_id="16599" title="NALEWKI 12" slug="nalewki-12">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIB

„Zdecydowaliśmy się w końcu wreszcie na pokój z kuchnią, odnajęte na Nalewkach 12. Nikt nie chciał się zgodzić na dzieci. A większy lokal wprost od gospodarza kosztował kilka tysięcy złotych - czegośmy nie mieli. (…)
W dużym pokoju postawiłam tylko szafę i tapczan, na noc rozstawiało się łóżka, a rano wynosiło. Musiałam trochę miejsca mieć dla dzieci. Pokazałam matkom dzieci ten lokal i zostawiłam im decyzję. Stawało mi się już chwilami obojętne, czy dzieci zostaną, czy nie. Dla mnie samej myśl, że będę w tej ciasnocie pracowała z piętnastką dzieci, była dość męcząca. Ale te matki same mieszkały teraz kątem u kogoś i ich aspiracje wydatnie zmalały. Wszystkie dzieci zostały, oczywiście z wyjątkiem tych, które zamieszkały zbyt daleko.” (s. 29)

JA/ONI IIC

„Pewnej soboty pod koniec lutego 1942 roku - leżałam jak to zwykle w sobotę w łóżku - wpadł do nas jakiś chłopak, pytając o ojca. Był to syn dalekiego krewnego ciotki, mieszkającego w Parczewie. Po jego rozmowie z wujkiem okazało się, że uciekł wraz ze swoim młodszym bratem z rąk gestapowców, którzy ojca ich w swe ręce dostali. Mieli w Parczewie fabrykę wody sodowej i kwasu i w okresie wojny byli dostawcami dla stacjonującego w okolicy wojska. (…)

Przyszedł więc do nas, by wujka, dawnego przyjaciel jego rodziców, spytać o radę. Wujek miał tylko jedną radę (jak zwykle w takich wypadkach): “zostań u mnie”. “Jesteś przyzwyczajony wprawdzie do lepszego życia, ale… czym chata bogata”. Łatwo się to mówiło, ale przy takiej ciasnocie umieścić jeszcze dwoje ludzi - bo i brat miał przyjechać - nie było rzeczą łatwą. I w dodatku dwóch obcych zupełnie ludzi, i do tego mężczyzn. Kuchnia, którą my prowadziliśmy, nie była wyliczona na jeszcze dwie osoby, prowadzące dotąd życie luksusowe. Cała ta sprawa nie była prosta, ale my z Sarenką nie należałyśmy do osób, które w takim wypadku reagowały protestem. Ojciec tak powiedział i inaczej nie mógł postąpić - teraz musimy, a raczej ja muszę, bo jednak Sarenka nie mieszkała z nami razem, zobaczyć, jak i tym nowym kłopotom sprostać.

Po tygodniu przyjechał młodszy brat - Abe [Feigenbaum] - i po długich naradach i przekładaniach zostało postanowione, że oni dwaj będą wpłacać do wspólnej kasy trzecią część (było nas obecnie sześcioro, więc oni dwaj byli trzecią częścią całości) pieniędzy, a życie nadal będziemy prowadzić takie jak dotąd.” (s. 33-35)

JA/ONI, IID

„U nas w domu warunki się trochę poprawiły w tym czasie. Nie potrzebowałam opalać pokoju, a gospodarstwo na sześć osób dawało się prowadzić sumą - jaką dysponowaliśmy z mojej pensji i wkładu chłopców - racjonalniej i trochę jakościowo lepiej niż przedtem, tylko z moich środków na cztery osoby. Nie przeszkadzali mi teraz tak bardzo, gdyż pokoju używałam tylko podczas deszczu. Był to także jeden z powodów, dlaczego nie powiedziałam Pińkowi, że lepiej będzie dla niego, a dla mnie także, gdy się od nas wyprowadzi. Nie chodziło o mnie. Chodziło o to, że wujek i ciotka, dzięki wytworzonym warunkom, lepiej się trochę odżywiają, jednocześnie nie biorąc nic w podarku (by tak to delikatnie nazwać).” (s. 40)

„Tymczasem któregoś dnia Abe dostał bólów w prawym boku i zanim zdążyliśmy się zorientować, co mu jest - już był ropny stan wyrostka robaczkowego. Zrobiono natychmiast operację i cudem jakimś udało się go uratować. Pierwszym jego słowem jeszcze pod działaniem narkozy było: “Ita?” (…)
Znowu dodatkowy obowiązek - codziennie gotować jedzenie dla chorego, a w przerwie obiadowej pędzić z Nalewek na Leszno do szpitala, by się z nim widzieć i zanieść jedzenie. Mógł także to Piniek zrobić, ale mnie się łatwiej było dostać do niego, bez przepustki od lekarza.” (s. 40-41)

JA, IIIA

„Wtorek [28 lipca] - gdy przyszłam z rana na Nalewki 12 zajrzeć do wujka, przybiegł ktoś spod 23. z wiadomością, że ojciec mój wrócił.” (s. 54)

ONI, IIIA

„W naszym mieszkaniu na Nalewkach pełno ludzi pracujących w mieszczącym się w tym domu szopie. To znaczy nie pracują, siedzą tylko. Ale już w szopach robią akcje i zabierają ludzi. Co chwila krążą inne pogłoski - że mają zostawić dwieście tysięcy pracujących ludzi, że akcja wysiedleńcza ma tylko trwać do miesiąca, że do dwóch tygodni, że to, że tamto. Zwariować można.” (s. 61)

JA/ONI, IIIA

„A więc fikcyjny mąż być musi. Syn [Josef] naszego gospodarza z Nalewek pracuje w szopie Schultza. Najlepsza placówka. Ma on osiemnaście lat, ale może być “mężem”. Natychmiast się zgadza. Rano ojciec mój [rabin Rozencwajg] wypisał mi świadectwo ślubu. Nie namyślał się ani sekundy, gdy mu powiedziałam, czego od niego chcę. Teraz był tylko ojcem, chcącym ratować swe dziecko.” (s. 47)

„Zawlokłam się do domu. Wujek i ciotka wrócili na Nalewki 12.” (s. 54)

„Mój „mąż” przyniósł dziś dobry ausweiss z szopu [Schultza]. Mogę się z nim swobodnie poruszać, ale dla Ukraińców nie ma to znaczenia. Gdy oni robią blokadę, nie patrzą na nic.
Gdyśmy właśnie siedzieli i oglądali ten dokument, wszedł policjant z Mińska Mazowieckiego. Przyjechał ciężarówką i chce zabrać wujka, ciotkę i mnie. Nie wiem, co mam robić? Chcę być z nimi, ale tak mi ciężko odejść od Sarenki i zostawić ją w tym piekle. Toczy się we mnie walka. Widzę po Sarence, że i ona niechętnie myśli o moim wyjeździe. Ma Kubę i bardzo, bardzo go kocha, ale gdybym ja odjechała, nie miałaby już nikogo łączącego ją z domem. W końcu zdecydowałam się jednak jechać z wujkiem. Może będzie potrzebował mojej opieki? Choć wiedziałam, że kuzynostwo także go kocha jak ojca, że materialnie mu u nich niczego brakować nie będzie. Ale może się będzie czuł tak bardzo osamotniony bez choćby jednego z wszystkich jego dzieci? Tak, chcę z nim jechać (los chciał inaczej).” (s. 55-56)

„Ojciec mówi, że cała jego rodzina - siostra, siostrzeńcy z żonami i dziećmi, i dalsze kuzynostwo - już także została wywieziona... A co z nimi będzie - nie wie. Już nie ma sił się ukrywać w piwnicach... Słucham tego wszystkiego, a moje serce staje się jak pęczniejący ropą wrzód.” (s. 68)</document>
<document nplp_id="16624" title="NALEWKI 12 [szop Braudego]" slug="nalewki-12-szop-braudego">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIIA

„Szop z Nalewek 12 jeszcze nie zatwierdził przyjęcia wujka.” (s. 53)

„W naszym mieszkaniu na Nalewkach pełno ludzi pracujących w mieszczącym się w tym domu szopie. To znaczy nie pracują, siedzą tylko. Ale już w szopach robią akcje i zabierają ludzi. Co chwila krążą inne pogłoski - że mają zostawić dwieście tysięcy pracujących ludzi, że akcja wysiedleńcza ma tylko trwać do miesiąca, że do dwóch tygodni, że to, że tamto. Zwariować można.” (s. 61)

JA/ONI, IIIA

„W naszym domu na Nalewkach organizuje się oddział szopu Többensa. Chcemy tam naszego ojca-wujka umieścić.” (s. 46)</document>
<document nplp_id="16645" title="NALEWKI 12 &amp;#8211; NALEWKI 23 [TRASA]" slug="nalewki-12-nalewki-23-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„Biegnąc pod 23., przeżywam chwilę strachu. Ulice były puste i nadjechał samochód ciężarowy z żandarmami. Gdy nas zobaczyli, zatrzymali samochód i wycelowali w nas karabiny... Ciemność... bezwład w nogach i pustka w głowie... Nie wystrzelili. Rozmyślili się i pojechali dalej.” (s. 55)

JA/ONI, IIIA

„Idziemy na Nalewki 23 po przepustkę i zobaczyć się z moim ojcem. Abe idzie do kibucu, a my z Pinkiem do ojca. Zabrałam ze sobą całą żywność, którą mieliśmy w zapasie w domu (macocha wzruszona tym - byli tak wygłodniali, a brat wciąż się jeszcze męczył - wyjęła parę swych jedwabnych pończoch i chciała mi je ofiarować. Odniosłam wrażenie, że powinnam je w tej chwili wziąć - wzięłam je więc, ale siostrze dałam jakąś sumę, by nie byli bez grosza przy duszy. Może dostaną za to coś do jedzenia). Mówię ojcu o naszym wyjeździe. Ukazały mu się w oczach łzy i powiedział: ,,Gdybyście mogli mnie... nas zabrać ze sobą". Te jego oczy z błyszczącymi łzami i te jego słowa nie w dzień i w nocy i już do końca życia nie potrafię tego towarzyszącego mi cienia odgonić i zapomnieć... Czy powinnam była go zostawić? Czy mimo wszystko moje miejsce nie było przy nim? Moja logika mi mówi, że nic przez to bym nie zmieniła, że zginęlibyśmy tylko razem, a może i to nie, może by przed śmiercią i tak nas rozdzielono. Wziąć go ze sobą było niemożliwością absolutną, gdyż nie mógł przecież zostawić, jeśli nie żony, to trojga swych dzieci, a wśród nich konającego syna. Że bylibyśmy przy nim wszyscy wykryci i rozstrzelani. To mówi logika. Ale coś nieokreślonego w mym sercu nie daje się przekonać i jakiś głos w mym sumieniu nie chce umilknąć. ,,Nie żegnam się jeszcze zupełnie mówię - jutro przyjdę jeszcze się pożegnać”. (s. 70-71)</document>
<document nplp_id="16672" title="Sobieski Michał" slug="sobieski-michal">Filozof, estetyk, historyk sztuki, publicysta. Pseudonimy: Idem; Bitru.

Informacje biograficzne. Urodził się 3 IX 1877 w Pleszewie (Wielkopolska) w rodzinie ziemiańskiej jako syn Edmunda i Pauliny z Ulatowskich. Uczył się w Poznaniu, gdzie ukończył Gimnazjum św. Marii Magdaleny i zdał egzamin maturalny (1897). Następnie studiował prawo na Uniwersytecie w Monachium, później filozofię i nauki przyrodnicze na uniwersytetach w Lipsku, Getyndze, Berlinie i we Wrocławiu, tu w 1902 r. ukończył chemię, a w 1903 r. uzyskał stopnień doktora filozofii z zakresu psychologii eksperymentalnej (dysertacja Über Täuschungen des Tastsinnes napisana pod kierunkiem H. Ebbinghausa). Studia filozoficzne skupione wokół problematyki estetycznej kontynuował w Genewie, we Florencji, w Mediolanie, Rzymie, Sienie i Paryżu. W 1910 r. zaczął prowadzić wykłady z filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie na podstawie rozprawy Uzasadnienie metody obiektywnej w estetyce uzyskał stopień doktora habilitowanego.

Od 1915 r. na stałe związał się z Poznaniem. Włączył się w działalność Towarzystwa Wykładów Naukowych, prowadził wykłady z filozofii sztuki. W styczniu 1918 r. z inicjatywy Sobeskiego Towarzystwo zostało przekształcone w dwuletnie kursy naukowe, na których wykładał historię filozofii. W tym czasie związał się z Poznańskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk, aktywnie działał w jego strukturach organizacyjnych, był sekretarzem Wydziału Historyczno-Literackiego. Nawiązał z Józefem Kostrzewskim, ks. Stanisławem Kozierowskim i Heliodorem Święcickim współpracę, która 11 XI 1918 zaowocowała powstaniem Komisji Organizacyjnej Uniwersytetu Polskiego w Poznaniu. Efektem jej działalności było powołanie Wszechnicy Piastowskiej (dzisiejszy Uniwersytet w Poznaniu). Sobeski – nie pobierając wynagrodzenia – prowadził sprawy finansowe nowego uniwersytetu, opracowywał preliminarze budżetowe, angażował się też w proces wyłonienia przyszłej kadry naukowej, zaproponował nazwy budynków uniwersyteckich. Był autorem programów kształcenia. Sobeski został pierwszym dziekanem wielokierunkowego Wydziału Filozoficznego (powołanego 4 IV 1919). Wcześniej otrzymał nominację na stanowisko profesora zwyczajnego I Katedry Filozofii. Na Uniwersytecie w Poznaniu pracował do wybuchu II wojny światowej. Był świetnym nauczycielem, jego wykłady przyciągały rzesze studentów. Działalność akademicką (praca naukowa, dydaktyka, popularyzacja) łączył z aktywnym udziałem w życiu kulturalnym Poznania. Od 1911/1912 r. był członkiem Komisji Filozofii Polskiej Akademii Umiejętności (dzisiaj PAU), następnie prezesem Komisji Filozoficznej w Poznańskim Towarzystwie Przyjaciół Nauk. Przewodniczył także Poznańskiemu Towarzystwu Filozoficznemu.

W 1929 r. z inicjatywy Sobeskiego powstał w Poznaniu tzw. Mówiony Miesięcznik, który gromadził ludzi kultury i nauki. Podczas stałych zebrań omawiano aktualne problemy intelektualne i artystyczne. Sobeski wygłosił trzy wykłady: „Kalejdoskop nowoczesnej sztuki”, „Futuryzm a Włochy współczesne” oraz „Wrażenia z podróży do Danii, Norwegii i Szwecji”. Po zamknięciu tego przedsięwzięcia w 1932 r. jego cele przejęło działające w latach 1934–1935 pod przewodnictwem Sobeskiego „Towarzystwo Okrągłego Stołu” skupiające uczonych, artystów, pisarzy. Po wybuchu II wojny światowej, w listopadzie 1939 r., Sobeski wspólnie z żoną został wyrzucony ze swojego mieszkania i wraz z innymi reprezentantami świata nauki i kultury internowany i osadzony w obozie na Głównej, następnie wysiedlony do Generalnej Guberni. Pierwszą żoną Sobeskiego była Irena z d. Goebel, z którą miał syna Edwarda, oficera kawalerii WP (zginął w powstaniu warszawskim). Po raz drugi ożenił się w 1923 r. z Barbarą Starczewską. Zmarł 14 XII 1939 podczas transportu w Ostrowcu Świętokrzyskim. Został pochowany na Cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan w Poznaniu.

Estetyka. Michał Sobeski był przede wszystkim filozofem, u podstaw jego zainteresowań i przedsięwzięć badawczych leżała filozofia i historia filozofii, którą przez wiele lat wykładał. Głównym przedmiotem jego naukowych zamiłowań była estetyka. Zajmował się nią w sposób systematyczny, a dorobek z tej dziedziny zapewnił mu trwałe miejsce w historii myśli filozoficznej i estetycznej. W l. 1909–1920 ogłosił najważniejsze prace teoretyczne dotyczące podstaw estetyki, filozofii sztuki, problemów metodologicznych, w tym – oprócz wspomnianej rozprawy habilitacyjnej – dzieło Filozofia sztuki. 1. Dzieje estetyki. Zagadnienie metody. Twórczość artysty (1917). Interdyscyplinarne wykształcenie (dyplom z chemii, doktorat z filozofii, studia prawnicze i przyrodnicze) zaowocowało badaniami łączącymi problemy filozofii i estetyki z naukami empirycznymi. Nie stworzył własnego systemu estetycznego ani własnej szkoły w tej dziedzinie; metoda jego badań była niejednorodna, a kolejne koncepcje nierzadko okazywały się sprzeczne z poprzednimi. Ta galopada idei i metod badawczych wiązała się, po pierwsze, z zachłannością badawczą Sobeskiego, po drugie – z nieustabilizowanym znaczeniem pojęcia estetyka.

Jednym z podjętych zagadnień z zakresu estetyki był proces twórczy, którego koncepcję oparł na myśli niemieckich estetyków psychologicznych: Theodora Lippsa i Johannesa Volkelta (koncepcja przeżycia estetycznego), K.R. Eduarda Hartmanna (rozumienie procesu twórczego) i Maxa Dessoira (metoda badań). Nie przejął jednak w całości poglądów żadnego z cieszących się wówczas sławą myślicieli. W konstruowaniu własnej całości poznawczej wykorzystał tylko bliskie mu wątki. Wychodząc z przekonania o złożoności zjawisk estetycznych, stosował zarówno tzw. metodę obiektywną, jak i subiektywną. Analizując proces twórczy, wskazał na trzy kształtujące go czynniki: nastrój twórczy, koncepcję i kompozycję (tę dzielił na wewnętrzną i zewnętrzną, czyli – odpowiednio – wyobrażeniowo ukształtowaną wizję i realizację tej wizji w materii twórczej). Proces twórczy rozumiał jako rodzaj ekspresji, którego oryginalność zawiera się w sferze uczuć. Te elementy postępowania badawczego, które odnosiły się do jakkolwiek pojętej formy materialnej (tekst, obraz, biografia twórcy, dokumenty), nazywał metodą empiryczną, rozróżniając jej postać obiektywną (np. geneza oraz analiza formy i treści dzieła) i subiektywną (analiza uczuć twórcy, odbiorcy). W połączeniu wzruszenia i formy widział warunek piękna. Doceniając rolę emocji, zbliżał się ku psychologizmowi, pozostawał jednak antynaturalistą (przeciwnikiem mimetyzmu i naśladownictwa). Dowodził, że proces twórczy nie jest – jak myślano od czasów Arystotelesa – przypisaną człowiekowi skłonnością do naśladowania, a poszukiwaniem najlepszego sposobu dla wyrażenia uczuć. Tworząc, rzutujemy swoje stany psychiczne na rzeczywistość. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czym jest sztuka, sięgając do (szeroko rozumianych) metod empirycznych, przez długi czas widział w nich właściwe narzędzie do rozpoznania zjawisk zachodzących w sztuce (praca „ojca” nowożytnej estetyki i wynalazcy terminu A.G. Baumgartena, Estetyka, 1750–1758, ujmowała tę dziedzinę jako naukę o poznaniu zmysłowym: Aeshetica… est scientia cognitionis sensitivae). W poł. XVIII w. teoria ta pozwalała myślenie o sztuce wywieść z obszaru dowolności, a także (z drugiej strony) z normatywizmu. W XX w. rozumienie humanistyki (również estetyki i metafizyki) jako nauki analogicznej do przyrodoznawstwa: „Postępowaniem naukowym nazywamy bowiem takie, które podpada ściśle pewnej metodzie za naukową uznanej” (Drogi do metafizyki, w: Interludia. Z pogranicza sztuki i filozofii, 1912), przestało zaspokajać ambicje badawcze Sobeskiego. I choć podkreślał, że jeśli humanistyka ma być nauką, musi mieć swoją metodę badawczą, to równolegle rozważał inne zjawiska decydujące o statusie estetyki. Wskazywał na rolę bezpośredniego doświadczenia dzieła sztuki zarówno w procesie twórczym. jak i w procesie odbioru, przekraczając granice pojęciowe XIX-wiecznej humanistyki: „[…] twórczość indywidualna naprowadza samorzutnie na drogę zmierzającą ku wykryciu wszechtwórczości. […] Inaczej fakt twórczości, stwierdzony empirycznie tylko jako istniejący, pozostałby istnym cudem. Fakt twórczości domaga się wskazania zasady tworczości. A ponieważ zasady twórczości nie można szukać w sferze fizycznej, boć tutaj jedynie z pomocą niwelacji indywidualności cokolwiek osiągnąć można – przeto nie pozostaje nic innego jak poszukanie jej w sferze metafizycznej” (tamże). Sfera metafizyczna stanowiła dopełnienie postawy antynaturalistycznej Sobeskiego. Niezupełnie jednak wiadomo, co znaczyła. Wymieniając metafizykę po szczegółowej enumeracji obszarów traktowanych jako pola działania metod empirycznych, badacz dodaje enigmatyczną uwagę: metafizyka tkwi w estetyce treści (Filozofia sztuki, 1917). Więcej precyzji, ale i więcej wątpliwości znajdziemy w eseju poświęconym Stanisławowi Przybyszewskiemu: „Metafizyczna estetyka Przybyszewskiego była oczywiście tzw. estetyką treści. Podobnie jak dla romantyków była forma dla niego drugorzędną, przypadkową. Czasem (w dramatach) była świetną, czasem (w powieściach) nieprawdopodobnie lichą” (Z naszej literatury estetycznej, w: Pogranicza filozofii i sztuki, 1928). Ta swoista degradacja formy nie przeszkadzała Sobeskiemu pisać w duchu niemal psychoterapeutycznym, że afekty zamknięte w dziele sztuki i ujęte w artystyczną formę zostają niejako rozbrojone, pozbawione siły destrukcyjnej.

Szczególnie interesowała go relacja między pięknem sztuki a pięknem przyrody, którą rozumiał jako wszelką istniejącą rzeczywistość. Przyrodą jest więc nie tylko świat natury, ale też świat ludzi we wszystkich jego aspektach. Natura nie obejmuje jedynie dzieł sztuki (w ścisłym znaczeniu). Sztuka próbuje naśladować przyrodę, ale już wiara lub przekonanie, że jest to w ogóle możliwe, pozostaje złudzeniem. Nawet najdoskonalsze dzieło sztuki nie jest w stanie odwzorować przyrody. Sobeski krytycznie odnosił się do mimetycznych założeń w sztuce. Nazywając je założeniami naturalistycznymi, podkreślał, że ani przyroda jako taka nie może być wzorem dla sztuki, ani sztuka nie może być jej kopią. Percepcja piękna przyrody dokonuje się przez zmysły. Te zaś doprowadzają do ograniczenia doznań estetycznych. Piękno przyrody staje się tylko pięknem zmysłowym. Pełne doznanie piękna zapewnia jedynie dzieło sztuki. Będąc przekonanym o zasadniczej różnicy między sztuką a przyrodą, a więc także między pięknem sztuki i pięknem przyrody, polemizował z utrwalonymi wówczas sądami o sztuce wyrastającymi z gruntu filozofii pozytywistycznej i estetyki naturalistycznej. Pozostawał przeciwnikiem koncepcji Hippolyte’a Taine’a (Hipolit Taine, „Literatura i Sztuka.

Dodatek do »Nowej Gazety«” 1909, nr 20–21) i Émile’a Zoli („hasło, sformułowane przez Zolę: dzieło sztuki jest wykrawkiem przyrody widzianym przez temperament – wyłamuje się spod niewoli naturalizmu. Zresztą sam Zola nie tylko w teorii, lecz także w swej artystycznej praktyce był na ogół mniejszym naturalistą, aniżeli może sam przypuszczał” – Filozofia sztuki). Nie sprecyzował, co stanowi ten element dzieła sztuki, który nie podlega poznaniu zmysłowemu, i czym jest poznanie pozazmysłowe. Wskazanie na metafizykę sugeruje kierunek poszukiwań, ale go nie wyjaśnia.

Działalność krytyczna. Równolegle do pracy naukowej Sobeski prowadził działalność publicystyczną. Ogłaszał artykuły, recenzje, sprawozdania z wydarzeń kulturalnych w Poznaniu. Współpracował m.in. z „Kurierem Poznańskim” (tu stały cykl recenzji teatralnych „Ze sceny” – np. [rec.] I. Grabowski, „Franek Cygan. Komedia tragiczna”, „Kurier Poznański” 1908, nr 22), z „Dziennikiem Poznańskim” i jego dodatkiem „Literatura i Sztuka”, z warszawską „Nową Gazetą” i „Kurierem Literacko-Naukowym”. Wiele prac zamieścił w czasopismach literacko-kulturalnych, w „Ateneum”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Krytyce”, „Przeglądzie Filozoficznym”, „Sfinksie”, „Museionie”, „Zdroju”. Ogłosił studium Żeromskiego „Dzieje grzechu” (1908), szkic Krasiński i Cieszkowski („Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego” 1913, t. 39), rozprawy Libelt i Cieszkowski jako estetycy („Literatura i Sztuka” 1912, nr 753–755), Metafizyka Libelta („Kurier Poznański” 1916, nr 46, 48), pracę Na marginesie „Don Kiszota” (1918). Wydał dwa tomy esejów: Przędziwo Arachny. Z pogranicza sztuki i filozofii (1909) oraz Interludia. Z pogranicza sztuki filozofii (1912), które zapoczątkowały jego zainteresowania współczesnymi kierunkami w sztuce i filozofii oraz zjawiskami w literaturze i humanistyce.

Zainteresowania te, rozwijane w okresie międzywojnia, przyniosły wiele interesujących szkiców i studiów, np. Malarstwo doby ostatniej. Ekspresjonizm i kubizm (1926), zbiór Z pogranicza sztuki i filozofii (1928), w którym znalazły się artykuły zarówno z zakresu estetyki i filozofii, jak i dotyczące m.in. Dantego, św. Teresy, włoskiego futuryzmu czy Gabriela d’Annunzio. Osobną książkę Sobeski poświęcił Josephowi Arthurowi Gobineau (Kwiat złoty. Gobineau redivivus, 1925). Pod koniec życia zajął się badaniami nad sztuką i kulturą pozaeuropejską, czego owocem była Sztuka egzotyczna (wyd. pośm. 1971), absolutnie nowatorska nie tylko za sprawą przełamania europocentryzmu, ale także dzięki metodzie pracy: nomadycznej, związanej z podróżami, autopsją, dotykającej rzeczywistości społecznej oglądanych obszarów i jednego z czynników ich odrębności – sztuki.

Piękno. W eseju Historia sztuki a estetyka stwierdzał: „Stosunek estetyki do sztuki zdaje się być prosty i jednoznaczny: sztuka wytwarza wartości artystyczne, estetyka zaś zastanawia się, na czym polega ich istota” (Z pogranicza sztuki i filozofii). Przekonywał, że sztuka jako konkretyzacja (niekoniecznie materialna) piękna, twórczości i przeżyć, jakie wywołuje, jest wartością autonomiczną, wartością samą w sobie, i to wyróżnia ją pośród innych wytworów ludzkich. W dwóch tomach dotyczących problematyki pogranicza między sztuką a filozofią, Przędziwo Arachny oraz Interludia, skupił się przede wszystkim na zagadnieniu artystycznej wartości piękna. Wskazał, że estetyka analizuje piękno, stara się je zrozumieć i zgłębić, ale nie dąży do narzucenia jakichkolwiek prawideł. I chociaż określa warunki uznania dzieła za piękne, nie traktuje ich jako absolutne. Piękno bowiem nie tylko nie wymaga żadnego kanonu, ale zachowuje pewne pokrewieństwo z otaczającym je światem historycznym. Dlatego inne jest piękno malarza i architekta włoskiego Giotta, a inne francuskich impresjonistów, przy czym żadne z nich nie jest ani cenniejsze, ani doskonalsze. Każdy prawdziwy artysta (wolny i autonomiczny), stwarzając nowe piękno, nie musi szukać uzasadnienia dla swojej twórczości: „Prawdziwa twórczość jest sama dostateczną causa efficiens et finalis. Tworzy z prostej potrzeby tworzenia. Wszelkie teorie, począwszy od arystotelesowskiej mimesis aż do heglowego potwierdzania nieskończoności w skończoności, jej nie tłumaczą. Opisują ją tylko heteronomicznie. Czemu człowiekiem w pewnych warunkach miota siła twórcza, na to nie potrafią dać odpowiedzi. […] Twórczość pozostanie zawsze czymś elementarnym, niepodzielnym, jeno jako istniejące potwierdzić się dającym” (Przędziwo Arachny).

O literaturze. Sobeski był autorem pierwszej pracy monograficznej dotyczącej Dziejów grzechu Żeromskiego. Używając nieco patetycznego i poetyckiego języka, podjął próbę zrozumienia losów i konstrukcji artystycznej głównej bohaterki. Nie oceniał ani jej, ani autora. Pierwsza część pracy jest skrupulatnym i uważnym przedstawieniem losów Ewy Pobratyńskiej, druga – zdaje sprawę z oryginalności powieści i talentu pisarza: „Żeromski obsacza więc życie ze wszystkich stron, a przeklinając je, upaja się nim. Brodzi w duszy ludzkiej i wywłóczy jej trzewia na światło dzienne. Bezlitośnie otwiera najboleśniejsze rany i broczy krwią serdeczną. Lecz krew ta nie krzepnie i nie plami, zmywają ją potoki gorących łez płynących kojącym strumieniem z jego wszechmiłującego, najtkliwszego serca. Człowiek jest mu wprawdzie tylko człowiekiem, z całą właściwą sobie ohydą – lecz jądrem w człowieku jest mu niezwalczone dostojeństwo ludzkie, człowieczeństwo, dla którego ma najgłębszy szacunek. Boć cześć najwyższą budzi w nim świętego serca bicie” (Żeromskiego „Dzieje grzechu”). Analizując postać głównej bohaterki, zwrócił uwagę na tragizm jej sytuacji: „[…] musiały być tragiczne losy Ewy Pobratyńskiej, pomazanej królewskością ducha, będącej dobrocią, pięknością i mądrością zaklętą w kształty kobiece. Była świadomą swego dostojeństwa, a musiała co krok odczuwać, że staje się zerem, rzeczą zbyteczną i poniewieraną. Więc najsmutniejszym było jej istnienie tutaj, gdzie bujność, tężyzna i granitowość prawideł przyczynowo-życiowych wymaga Pochroniów i Płazów-Spławskich” (tamże). Odwołanie się do idei tragizmu umożliwiło Sobeskiemu wpisanie postaci Ewy w tradycję dzieł Sofoklesa i Williama Shakespeare’a: „Tragiczność Ewy wypływa więc z koniecznością z jej istoty zupełnie jak tragiczność króla Edypa, Antygony, Hamleta, Manfreda” (tamże).

W pracy Na marginesie „Don Kiszota” (1919) Sobeski nie tylko pokazał niebywałą erudycję i doskonałą znajomość rozległego kontekstu dzieła Miguela de Cervantesa (w tym biografii autora), ale też umiejętność analizy tekstu literackiego. Rozpoznania dotyczące historii i kultury Hiszpanii oraz znajomość mentalności jej mieszkańców pozwoliły zobaczyć w kreacji Don Kiszota z jednej strony satyrę „na ówczesne powieści rycerskie”, z drugiej – reakcję na problemy, którymi żyła Hiszpania przełomu XVI i XVII w.: „[…] proces rozrastania się i pogłębiania się Kiszota dostrzec i śledzić nie trudno. Kiszot, z początku mocno »pomylony« ustawicznym czytaniem niedorzecznych ksiąg rycerskich, staje się coraz rozsądniejszym. Zakres jego rozważań i dociekań zatacza coraz szersze kręgi. Powoli porusza bodaj wszystkie sprawy literackie, społeczne, narodowe i ogólnoludzkie, zaprzątające umysły ówczesnych szerszych kół hiszpańskich” (tamże). Sobeski zamieścił też uwagi dotyczące polskiego przekładu pióra Walentego Zakrzewskiego (1855), ujawniając teoretyczną świadomość translatorską oraz uznanie dla talentu Henryka Sienkiewicza, w którym widział artystę równego Cervantesowi.

Podsumowanie. Sobeski nie był krytykiem literackim w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie był również typowym publicystą. Recenzje, które publikował najczęściej pod pseudonimem, nie wyróżniają się ani szczególną wnikliwością, ani wyjątkową poetyką czy indywidualizowanym stylem. Już jego wczesne artykuły prasowe (np. Trzy odczyty Cezarego Jellenty o Fryderyku Nietzschem, „Kurier Poznański” 1907, nr 49–50; Jellenta o Norwidzie (referat z pierwszego wykładu), tamże, nr 237) ujawniają nie tylko filozoficzne wykształcenie, ale też wszechstronne zainteresowania. Pytanie o sztukę powracało niemal w każdej jego wypowiedzi. Odnosząc istotę sztuki do filozofii, psychologii, nauk przyrodniczych, metafizyki, nie tylko poświadczał jej rangę, ale i przekraczał granice jednej dyscypliny. Uruchamiając metodę empiryczną do badań estetycznych, szukał najlepszej drogi do stworzenia teorii sztuki oraz – czego zapewne nie był świadom – tworzył dyskurs transdziedzinowy. Wieloletnie studia zagraniczne, częste podróże i wyjazdy, znajomość języków obcych pozwalały mu na dobrą orientację w światowych prądach filozoficznych i intelektualnych, umożliwiały również ugruntowanie przekonania, że dzieje piękna to ustawiczne szukanie nowych form.</document>
<document nplp_id="16673" title="NALEWKI 17-29 [OBSZAR]" slug="nalewki-17-29-obszar">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„(…) wracam na Franciszkańską-Nalewki - już nie można skręcić w stronę naszych numerów - blokada domów od 17 do 29. Pod 23 urządzony jest mój ojciec.” (s. 49)</document>
<document nplp_id="16691" title="WAŁOWA &amp;#8211; róg NALEWKI/FRANISZKAŃSKA &amp;#8211; MURANOWSKA &amp;#8211; NALEWKI 23 [TRASA]" slug="walowa-rog-nalewki-franiszkanska-muranowska-nalewki-23-trasa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, IIIA

„Gdy ze sklepu na Wałowej wracam na Franciszkańską-Nalewki - już nie można skręcić w stronę naszych numerów - blokada domów od 17 do 29. Pod 23 urządzony jest mój ojciec. Stoję, trzęsąc się, na rogu ulicy, i chcę zobaczyć, czy w przejeżdżających wozach jest ojciec z rodziną. Ale wozy odjechały w dół przez Nowolipki. Lecę na Muranowską do siostry - Muranowska blokowana - nie można przejść. Wracam. Na Nalewkach już po blokadzie. Lecę pod 23. Mieszkanie opustoszałe… Wszyscy zabrani…” (s. 48-49)</document>
<document nplp_id="16709" title="NOWINIARSKA" slug="nowiniarska">

Ita Dimant
JA/ONI, I

„Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, kiedy paliła się Nowiniarska, cała prawie jedna strona.” (s.7)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, I

„W wielkie, religijne święto żydowskie Jom Kippur hitlerowcy ze szczególną siłą i precyzją bombardowali dzielnice żydowskie. Tejże nocy Nowiniarska oraz inne ulice stanęły w ogniu.” (s. 10)</document>
<document nplp_id="16730" title="OLSZOWA 10" slug="olszowa-10">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, I

„[1 września 1939] Byłam ogromnie podniecona i chciałam po obiedzie pojechać do Zielonki. Na stacji kolejki podmiejskiej - Most - musiałam skryć się do okopów. Stamtąd obserwowałam pierwszą walkę powietrzną. Nie pojechałam.” (s. 6)</document>
<document nplp_id="16747" title="POKORNA 2" slug="pokorna-2">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, I

„Jeśli od czasu do czasu mieliśmy trochę pieczywa - tylko w pierwszych dwóch tygodniach - to dzięki temu, że teść mej siostry Frydy miał piekarnię [przy ul. Pokornej 2]. Piekli oni z zapasów i rozdzielali między lokatorów ich domu i bliskich. Oczywiście musiałam, jak inni, godzinami stać w kolejce, lecz wiedziałam, że przynajmniej nie odejdę z pustymi rękoma. Ale pod koniec i oni przestali piec. Zginęła im córka z wnukiem i zaraz po tym piekarnia się spaliła wraz z mieszkaniem mojej siostry.” (s. 7)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16764" title="ŻELAZNA (strona aryjska)" slug="zelazna-strona-aryjska">


&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Zaledwie mamy za sobą wachę i skręcamy w Żelazną, gdy chmara wyrostków otacza nas ze wszystkich stron i początkowo nic nie mówią, tylko za nami biegną. Za nami, chcącymi jak najmniej zwrócić na siebie uwagę przecież przepustka jest fałszywa. Figurujemy na niej jako Mojżesz Lewin i Halina jego żona z bratem Kleinmanem. Jedziemy z Krasnegostawu do Częstochowy przez Warszawę. Dowodem tożsamości jest wypis z urzędu meldunkowego Krasnegostawu, a przepustka podpisana przez Kreishauptmana... ręką Eliezera - jest to fatalne i nie wiemy, jak się od nich odczepić. Pierwszym błędem Pińka było danie jednemu z nich dwudziestu złotych na odczepne. Teraz się rozpoczęło na dobre. Każdy z nich chce dostać pieniądze. A gdy już wszyscy mają, zaczyna pierwszy od początku, twierdząc, że on jeszcze nic nie dostał. Jeden mi wyrywa torebkę z ręki, w której znajduje się nasza przepustka i dowód - gonię za nim i już prawie bez tchu udaje mi się torebkę z powrotem od niego wydostać. Pomógł mi go złapać drugi, któremu przyrzekłam za to zapłacić. Chmara ta nie opuszcza nas przez całą Żelazną. Już sama nie wiem, gdzie się znajduję i gdzie by dojść na dworzec. A już od pierwszej chwili muszę być przytomna także i za chłopców. Załamali się, szczególnie Abe, przy pierwszej przeszkodzie na tej aryjskiej stronie. Tymczasem ukazuje się przy nas jakiś chłopiec - około dwudziestu lat - na rowerze i mówi, byśmy się nie dali szantażować, a najlepiej wzięli dorożkę. Wiedziałam, że to niebezpieczne wsiadać do dorożki, gdyż już było wiele wypadków, że właśnie się wówczas wpadało w ręce żandarmerii — ale nie miałam innego wyjścia. Jakiś dorożkarz, który się jakby specjalnie nawinął, zgodził się nas za pięćdziesiąt złotych zawieźć na dworzec.” (s. 73-74)</document>
<document nplp_id="16783" title="ZIELONKA" slug="zielonka">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA, I

„[1 września 1939] Byłam ogromnie podniecona i chciałam po obiedzie pojechać do Zielonki. Na stacji kolejki podmiejskiej - Most - musiałam skryć się do okopów. Stamtąd obserwowałam pierwszą walkę powietrzną. Nie pojechałam.” (s. 6)</document>
<document nplp_id="16800" title="MIŃSK MAZOWIECKI (poza Warszawą)" slug="minsk-mazowiecki-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Piniek z Abem pójdą na Nowolipki 24. Są zupełnie bez głowy. Próbowali dziś się wydostać z Warszawy. Chcieli jechać do Mińska lub Otwocka. Wczoraj jeszcze można było wydostać „lewą przepustkę”. Gdy sprawa miała się ku załatwieniu, Piniek mnie spytał, czybym z nim nie pojechała. Spojrzałam tylko na niego. Znał przecież moją odpowiedź. Z tego powodu, zdaje się, nie nalegał na załatwienie tej sprawy. Idą więc na Nowolipki 24.” (s. 46)

„Mój „mąż” przyniósł dziś dobry ausweiss z szopu. Mogę się z nim swobodnie poruszać, ale dla Ukraińców nie ma to znaczenia. Gdy oni robią blokadę, nie patrzą na nic. Gdyśmy właśnie siedzieli i oglądali ten dokument, wszedł policjant z Mińska Mazowieckiego. Przyjechał ciężarówką i chce zabrać wujka, ciotkę i mnie. Nie wiem, co mam robić? Chcę być z nimi, ale tak mi ciężko odejść od Sarenki i zostawić ją w tym piekle. Toczy się we mnie walka. Widzę po Sarence, że i ona niechętnie myśli o moim wyjeździe. Ma Kubę i bardzo, bardzo go kocha, ale gdybym ja odjechała, nie miałaby już nikogo łączącego ją z domem. W końcu zdecydowałam się jednak jechać z wujkiem. Może będzie potrzebował mojej opieki? Choć wiedziałam, że kuzynostwo także go kocha jak ojca, że materialnie mu u nich niczego brakować nie będzie. Ale może się będzie czuł tak bardzo osamotniony bez choćby jednego z wszystkich jego dzieci? Tak, chcę z nim jechać (los chciał inaczej).” (s. 55-56)

„Zapakowaliśmy paczkę - trochę bielizny i ubrań dla rodziców do Mińska - ale nie mamy narazie okazji. Sarenka zawiadomiła brata Kuby, znajdującego się po aryjskiej stronie, by sprzedał tam futro ojca i kołnierz z mufką matki (wyniósł to tam, gdy zabierano futra Żydom) oraz trochę biżuterii i pieniądze przesłał do Mińska.” (s. 61)

„Z Mińska już także kilka dni nie mieliśmy wiadomości. Już policjanci stamtąd nie przyjeżdżają. Do siódmej wieczór nikt z 44. u mnie nie był. Posłałam Pińka, by dowiedział się. Wrócił i powiedział, że nie zastał ich w domu, ale że stary Wrocławski mówił, że są zajęci koszarowaniem fabryki [wyrobów metalowych]. Trudno. Trzeba będzie czekać do jutra.” (s. 63)

„Ktoś klęczał przy moim łóżku i pytał, czy go poznaję, przemawiał czułymi słowami. Wiedziałam, że to Piniek, ale moje zęby nie mogły się rozewrzeć i nie mógł się z mych ust wydobyć żaden dźwięk) stała się o jeszcze jeden odcień bledsza. Długo jego potok słów odbija się od moich uszu, nie dochodząc do mojej świadomości. Dopiero gdy wspomniał Mińsk i wujka, gdy powiedział, że w łóżku zostanę zastrzelona, że wówczas już na pewno przecież nie znajdę ani się nie dowiem nic o Sarence - zaczęłam pojmować sens jego słów. Łez już nie miałam. Podobno w nocy bez przerwy płakałam, rozmawiając nieprzytomnie z Sarenką lub wołając jej imię bez przerwy. Potem leżałam ze stężonymi oczami i zgrzytałam zębami, że pobiegli po doktora, ale nie znaleźli żadnego. Opowiada mi to kuzynka chłopców, wymawiając, że się zasklepiam w swym bólu, nie widząc obok siebie bólu innych, że nie jestem wyjątkiem itd. Nie przekonują mnie jej słowa, ale daję się biernie ubierać. Dopiero później sobie uświadamiam, że to mnie Piniek ubierał.” (s. 65-66)

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III-IV

„Teraz wchodzi kobieta w średnim wieku, ubrana biednie, a za nią siedemnastoletnia córka. To żona rabina Eckermana, zakładnika u Niemców. ,,Wyjeżdżam z dziećmi do Mińska Mazowieckiego – mówi – tam jest jeszcze cicho. Potrzeba mi pieniędzy.”
,,A jak się pani dostanie do Mińska?” – pytają.
„Przyjedzie po nas fura. Umówiłam się z chłopem. Chłop po nas przyjedzie.”
Rabin Eckerman więziony jest przez Niemców razem z kilkudziesięcioma zakładnikami i nie wiadomo, jak go tam traktują. A ona ma siedmioro dzieci. Najstarszy, Hilary, zostaje w getcie, bo jest żonaty i ma żonę w ciąży. Zabierze ze sobą młodsze dzieci. W Mińsku Mazowieckim nie ma wysiedleń. Płynie tam życie normalnym trybem.
Dają jej pieniądze. Jutro o świcie będzie się tłukła na wozie, nie główną szosą, a bocznymi drogami, i może zajadą szczęśliwie do miasteczka.
„Pani Eckerman – mówią – pani rabinowo. Niech pani jedzie w zdrowiu. Z Bogiem i w zdrowiu” – mówią. Bierze ze stołu pieniądze i chowa do skórzanej torebki; zabiera błogosławieństwo i chowa je w sercu. To jest trzeźwa i przewidująca matka. Musi teraz decydować za siebie i za męża. „Bo tutaj śmierć czyha na każdej ulicy i w każdym domu”. Tak im tłumaczy swoją chęć ucieczki.
Ale śmierć, od której uciekała, dogoniła ją w Mińsku Mazowieckimi zginęli wszyscy. Kiedy rabin Eckerman wrócił z więzienia, nie zastał nikogo przy życiu ze swej rodziny, tylko Hilarego, tego właśnie, który był żonaty i pozostał w getcie.” (s. 88-89)</document>
<document nplp_id="16817" title="MODLIN (poza Warszawą)" slug="modlin-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
JA/ONI, IIIA

„Widziałam dziś w tym domu w mundurze policjanta - i to wyższej rangi - byłego szwagra mojej przyjaciółki Helki (ją samą widziałam ostatni raz w pierwszych dniach akcji wysiedleńczej, gdy przyszła do tego domu z drugim swoim mężem - pierwszy dla którego uciekła z domu, poległ pod Modlinem w 1939 r. - by się starać o wydobycie swych rodziców z Umschlagu. Jak zginęła, kiedy i gdzie - nie wiem), który był wielkim przyjacielem mego ojca. Proszę, by go zawołano, i oczywiście zostaję wpuszczona.” (s. 72-73)</document>
<document nplp_id="16842" title="JÓZEF ZELKOWICZ" slug="jozef-zelkowicz"></document>
<document nplp_id="16847" title="DREWNOWSKA 76 lub 73 (szpital nr&amp;nbsp;2)" slug="drewnowska-76-szpital-nr-2">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (1.09.1942)

„Rankiem, w trzecią rocznicę wybuchu wojny, getto zostało rażone niczym gromem z jasnego nieba. Wcześnie, o 7.00 rano, przed gettowe szpitale przy ulicach Łagiewnickiej, Wesołej i Drewnowskiej zajechały auta ciężarowe, na które zaczęto ładować chorych”. (s. 134)

ONI, IV (6.09.1942)

„Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt". (s. 194-195)</document>
<document nplp_id="16849" title="DWORSKA 74 (Dom Starców)" slug="dworska-74-dom-starcow">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (5.09.1942)
„Zaczęło się!
Zaczęło się w jednym z zakątków getta, ale już drżało całe. Tak jak zwykle to bywa w getcie, ludzie wiedzą tu o tym, co się dopiero ma stać.
Gdzie się zaczęło?
Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Dworskiej już wyprowadzają wszystkich pensjonariuszy". (s. 162).

ONI, IV (6.09.1942)
„Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt". (s. 194-195)</document>
<document nplp_id="16850" title="FRANCISZKAŃSKA/TOKARZEWSKIEGO (róg ulicy)" slug="franciszkanska-tokarzewskiego-rog-ulicy">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„Na rogu ul. Franciszkańskiej i Tokarzewskiego stał wśród innych ojciec z czteroletnim synem. A gdzie była matka chłopca? Nie było jej i już nie będzie. Mężczyzna nie tak dawno został wdowcem, a dziecko sierotą. Oczywistym było, że przeznaczeniem chłopca było „pójść na wóz”. Ojciec – młody jeszcze człowiek został odesłany na prawo, to znaczy miał w getcie pozostać. Jednak wraz z synkiem stanął po lewej stronie. Egzekutor zezłościł się: „Co to? Nie rozumie przeklęty, co się do niego mówi? Powiedziałem na prawo, a nie na lewo!” Ojciec wystąpił z szeregu i powiedział, że przeciwnie, zrozumiał, iż może pozostać, i że tylko on... pojął nawet to, że chłopiec musi iść na lewo... Ale co miał zrobić biedny tata, skoro jego biedny mózg wie tylko jedno, że ani chłopiec bez ojca, ani ojciec bez dziecka nie mogą żyć. Chce więc prosić „drogiego pana”, by pozwolił mu pójść z synem.

Ludzie opowiadają, że drogi pan był tak uprzejmy, że nie tylko nie przerwał jednym strzałem tego jąkania się żydowskiego ojca, ale nawet zapytał go, co ów robi w getcie i łaskawie wysłuchał, że tamten jest szklarzem i pracuje w wydziale i że chłopiec chodzi z nim rano do pracy i że nawet mu już pomaga. Drogi pan był tak dobry, że pozwolił im obu przejść na... prawą stronę, nawet chłopcu, który był już po lewej.
I ludzie w to nie wierzą. Tej właśnie opowieści nie dają wiary. Jednak jest adres [...] jest i garstka ludzi, którzy mają przepustki i poruszają się w czasie „szpery”, i potwierdzają ten fakt. Nic tylko powodem zwolnienia [...] ludzie twierdzą, że kiedy usłyszał płacze i prośby ojca z dzieckiem, przywołał żydowską policję [...] strażaków i wszystkich innych „żydowskich macherów” i tak im rzekł: „Po raz pierwszy w życiu spotykam Żyda, który w ludzkim odruchu posunął się aż do tego, żeby iść ze swym dzieckiem na pewną śmierć”. Uwalnia ich zatem obu, aby odnotować ten fakt w swym pamiętniku. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkał, bo żydowskie matki i ojcowie po prostu oddawali [...], nie potrafił sobie tego wyobrazić.” (s. 221)</document>
<document nplp_id="16851" title="GNIEŹNIEŃSKA 26 (Dom Starców)" slug="gnieznienska-26-dom-starcow">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)
„Kolektyw przy ul. Limanowskiego został wraz ze wszystkimi innymi zlikwidowany i Roza Sztajner ze swymi towarzyszami niedoli trafiła do domu starców. Jednak nie do takiego, który istniał już w getcie, ale do nowo wybudowanego – dla nich, dla „obcych”. (s. 156)

ONI, IV (3.09.1942)
„Nazajutrz, 4 września 1942 roku, mogła tylko napisać drżącą ręką kilka tych słów do swojego przyjaciela: „Nasza placówka [Dom Starców] jest od świtu otoczona przez żydowską policję, nie można tu ani wejść, ani stąd wyjść, ratuj mnie, przyjacielu, niech pan zrobi, co tylko może. Jeszcze nie chcę umierać. Roza Sztajner.” (s. 159)

ONI, IV (5.09.1942)
„Zaczęło się!
Zaczęło się w jednym z zakątków getta, ale już drżało całe. Tak jak zwykle to bywa w getcie, ludzie wiedzą tu o tym, co się dopiero ma stać.
Gdzie się zaczęło?
Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Dworskiej już wyprowadzają wszystkich pensjonariuszy. Mówią:
– Z Domu Starców przy ul. Gnieźnieńskiej zabierają wszystkich.” (s. 162)

ONI, IV (6.09.1942)
„[…]Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że punkty zbiorcze urzą- dzono w budynkach dawnych szpitali przy ulicach Łagiewnickiej i Drewnowskiej i w byłych domach starców przy ulicach Gnieźnieńskiej i Dworskiej. Takie punkty są też na Marysinie i w Centralnym Więzieniu przy ul. Czarnieckiego. Owe „azyle” nie tyle są charakterystyczne (wszak to co charakterystyczne jest wynikiem logicznego myślenia i prawdziwego lub nawet fałszywego sądzenia, a nie zdziczałej woli), ile symboliczne. Każdy „złapany” jest bowiem chory i kwalifikuje się do szpitala, tyle tylko że w tych szpitalach nie ma łóżek ani lekarzy, którzy mogliby ich leczyć... każdy ze „złapanych” kwalifikuje się do domu starców, nawet jeśli jest młody, nawet jeśli jest dzieckiem nie mającym nawet dziesięciu lat, bo ktokolwiek wszedł na wóz, ten postarzał się i osiwiał w mgnieniu oka... tyle że pensjonariusze takiego domu liczą zwykle jeśli nie na lata, to choć na miesiące pobytu, a ci tutaj mają przed sobą może dni, może godziny, a może tylko minuty... Każdy ze „złapanych”, nawet kryształowej uczciwości, kwalifikuje się do Centralnego Więzienia, bo już sam fakt schwytania czyni go winnym. Przecież żółte łaty na jego piersi i plecach krzyczą: „Żyd – przestępca!”... A skoro tak, to jego miejsce jest w więzieniu!...
Co wiadomo o „zabranych”? Na pewno wiadomo, że w punktach dostają 25 g chleba i talerz dobrej, gęstej zupy na kościach. Ale czy ktokolwiek z nich zjadł swój chleb i zupę? Czy przeszły im przez gardło? Tego nie wie nikt. „ (s. 194-195)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Z domu nr 3 kieruje wszystkimi 6 „sanatoriami” [Helena Rumkowska]. Tutaj planuje menu, administruje przydziałami, rejestruje personel. Być może jest to najtrudniejsze zadanie z całego ich kompleksu. Obowiązki gonią ją na Marysinie od jednego zakładu do drugiego, stamtąd na Gnesener Strasse [Gnieźnieńską] na drugim końcu getta. Ponad 11 000 ludzi rocznie to jest 11 000 wiecznych zmartwień, ale też i 11 000 wdzięcznych, uratowanych!” (s. 121)

JA/ONI, I C

„[Ch. Rumkowski] Już 12 marca 1940 roku, a więc jeszcze przed zamknięciem getta, stworzył pierwszy Dom Dziecka. Oznacza to początek budowy opieki społecznej, która w istniejących warunkach musi być uznana za jedyną istniejącą w getcie. Jego twórczy duch porusza się w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozwija różne formy zamkniętej opieki społecznej, z drugiej zaś organizuje wspaniałą otwartą opiekę społeczną. Najpierw tworzy 19 kwietnia 1940 roku Dom dla Starców i zapewnia azyl dla starej generacji nagle pozbawionej korzeni i podstaw egzystencji.” (s. 127)</document>
<document nplp_id="16852" title="LIMANOWSKIEGO 45 (Szkoła Powszechna nr&amp;nbsp;149a, Kolektyw Wiedeń IV)" slug="limanowskiego-45-szkola-powszechna-nr-149a-kolektyw-wieden-iv">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)

„Poza tym w kolektywie, w którym mieszkała, przy ul. Limanowskiego 45 nie była traktowana ani lepiej, ani gorzej od swych braci i sióstr w niedoli. Tak jak oni leżała na gołej ziemi, razem z nimi marzła i głodowała pospołu oraz cierpiała... i to może bardziej niż inni. Inteligentna, energiczna, impulsywna, nie dała się powszechnej apatii. Nie potrafiła tak jak 90 procent mieszkańców kolektywu dzielić dnia na spanie, działanie i „wypoczynek”... Nie umiała, tak jak jej sąsiedzi, godzinami debatować o wodnistości zup, o głodzie czy brudzie w klozetach i braku papieru toaletowego”. (s. 156)

„Kolektyw przy ul. Limanowskiego został wraz ze wszystkimi innymi zlikwidowany i Roza Sztajner ze swymi towarzyszami niedoli trafiła do domu starców. Jednak nie do takiego, który istniał już w getcie, ale do nowo wybudowanego – dla nich, dla „obcych”. (s. 156)

ONI,  IV (4.09.1942)
„Eksplodował właśnie dom przy ul. Limanowskiego 45. Policja dopiero co skończyła go „obrabiać”. Nie minęła nawet minuta, jak stamtąd wyszła, a dom wypełniły krzyki, lamenty, zawodzenie, tak jakby było tuż po potopie albo po trzęsieniu ziemi... Zabrali starego Krela [Chaim Krel], który przez całe życie pielęgnował swą brodę, pejsy i swój jidyszkajt, a o jego potrzeby życiowe zawsze dbali inni”, (s. 177)</document>
<document nplp_id="16855" title="LUTOMIERSKA 40" slug="lutomierska-40">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„Dozorca domu to młody człowiek mający żonę i pięcio-, sześcioletniego synka. Więcej dozorca nie ma nic, nawet łóżko jest pożyczone. […] Abe był zdaniem taty udany, zdaniem mamy śliczny, a według obojga mądry. Wszyscy sąsiedzi też twierdzili, że był niezwykle mądrym dzieciakiem. […] Abele też poszedł i wiele innych dzieci z domu przy ul. Lutomierskiej 40”. (s. 193-194).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16856" title="ŁAGIEWNICKA 33" slug="lagiewnicka-33">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (5.09.1942)

„Policjanci, strażacy, „biała gwardia” i furmani uczestniczący w akcji już wcześniej zwolnili swoje dzieci i krewnych. Tak samo uczynili ci, którzy mieli protekcje i wsparcie wpływowych czynników. Pośrednikami w zwolnieniach byli: Biuro Resortów Pracy Jakubowicza na Bałuckim Rynku – zwolniło dzieci i najbliższych członków rodzin kierowników resortów; Gertler też zwolnił wiele osób; zwalniała też komenda policji, Richter z niemieckiej komisji wysiedleń i inni.
Zwolnienia były imienne o następującej treści:
„Osoba o nazwisku... zamieszkała... została zwolniona z wysiedlenia przez Jakubowicza (albo pana Gertlera, przez dowódcę Ordungsdienst). Okrągły stempel. Podpisany pod tym zwolnieniem jest szef zarządu getta Biebow.
Jednak w powszechnym chaosie trudno być czegokolwiek pewnym, nawet po- siadając ten żelazny list, bo nim się odpowie, nim się sięgnie po niego do kieszeni, może być już za późno... Zarządzono więc, by wszyscy posiadacze zwolnień aż do odwołania nie opuszczali przygotowanych specjalnie dla nich azylów. Azyl dla dzieci jest w punkcie zbiorczym przy ul. Łagiewnickiej 33, a dla starców na Marysinie”. (s. 186)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="16868" title="NOWOLIPIE 76/80" slug="nowolipie-76-80">

&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIC

„I miałam przecież Sarenkę, a i Kuba - ten milczący, ale tak serdeczny chłopak - stawał się coraz bardziej drogi i bliski. Jakżeż oddany był ojcu Sarenki i jak dbał o nasz dom. Pracował w fabryce wyrobów metalowych, by się ustrzec łapanek na roboty, i pensję - którą tam pobierał - całą przynosił do mnie lub kupował coś okazyjnie i przynosił do domu. Pamiętał o papierosach dla ojca; gdziekolwiek coś dostać można było, on, zanim jeszcze pomyślał o swoim domu, myślał o nas. A serce mi rosło z radości, patrząc, jak się tych dwoje kochało.” (s. 32)

ONI, IIIA

„Sarenka poszła na noc z Kubą do jego fabryki, a tam nie wpuszczają obcych.” (s. 61)</document>
<document nplp_id="16886" title="NOWOLIPIE 68" slug="nowolipie-68">
&amp;nbsp;
Ita Dimant
ONI, IIC

„I miałam przecież Sarenkę, a i Kuba – ten milczący, ale tak serdeczny chłopak – stawał się coraz bardziej drogi i bliski. Jakżeż oddany był ojcu Sarenki i jak dbał o nasz dom. Pracował w fabryce wyrobów metalowych, by się ustrzec łapanek na roboty, i pensję – którą tam pobierał – całą przynosił do mnie lub kupował coś okazyjnie i przynosił do domu. Pamiętał o papierosach dla ojca; gdziekolwiek coś dostać można było, on, zanim jeszcze pomyślał o swoim domu, myślał o nas. A serce mi rosło z radości, patrząc, jak się tych dwoje kochało.” (s. 32)

ONI, IIIA

„Sarenka poszła na noc z Kubą do jego fabryki, a tam nie wpuszczają obcych.” (s. 61)</document>
<document nplp_id="16906" title="SIENNA 5" slug="sienna-5">
&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, przed I

„Słoneczna plama na sosnowych deskach podłogi wczesnym rankiem; jękliwy zgrzyt tramwaju skręcającego na Plac Teatralny; równoramienny stukot kopyt końskich późną nocą-to najodleglejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na ulicy Senatorskiej pod numerem piątym. Później, gdy Ojciec stał się na tyle sławny w Warszawie, by otworzyć przychodnię i gdy urodziła się moja siostra Zosia, przeprowadziliśmy się na Sienną i zamieszkaliśmy w domu pod numerem 5. W miejscu, gdzie niegdyś stał olbrzymi z trzema bramami wychodzącymi na Sienną, Wielką, Zieloną, wznosi się dziś Pałac Kultury i Nauki.” (s. 7)

JA/ONI, I

„Jestem znów w Konstancinie, z Zosią, chorą Babcią, kochaną Ciocią Manią. Ojciec w Warszawie, w wojskowym szpitalu. Mama też w Warszawie, w naszym mieszkaniu na Siennej (…) Chcąc jak najszybciej znaleźć się w Warszawie, a nie widząc możliwości, byśmy dostali się do przepełnionego pociągu ojciec wynajął taksówkę. (…) Mijaliśmy pola i lasy, przejeżdżaliśmy małe miasteczka wrzące niepokojem. Raz zatrzymaliśmy się na dłużej w Rawie Ruskiej. (…) Kiedy nad ranem zbliżyliśmy się do Warszawy, musieliśmy zjechać na bok i zatrzymać się na dłuższą chwilę; drogą maszerowała długa kolumna wojska.” (s. 29-30)

JA, I

„Znaleźliśmy się w Warszawie w momencie, gdy odwoływano alarm lotniczy i zdołaliśmy dotrzeć na Graniczną [Graniczna 13] zanim ogłoszono następny. Mama postanowiła, że nie wrócimy już na Sienną, tylko zostaniemy z Babcią.” (s. 33)

„Wielki dom na ulicy Siennej 5 spalił się do fundamentów. Nic nie pozostało z naszego mieszkania i rzeczy.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="16924" title="KONSTANCIN (poza Warszawą)" slug="konstancin">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, I

"Jestem znów w Konstancinie, z Zosią, chorą Babcią, kochaną Ciocią Manią. Ojciec w Warszawie, w wojskowym szpitalu. Mama też w Warszawie, w naszym mieszkaniu na Siennej (...) Chcąc jak najszybciej znaleźć się w Warszawie, a nie widząc możliwości, byśmy dostali się do przepełnionego pociągu ojciec wynajął taksówkę. (...) Mijaliśmy pola i lasy, przejeżdżaliśmy małe miasteczka wrzące niepokojem. Raz zatrzymaliśmy się na dłużej w Rawie Ruskiej. (...) Kiedy nad ranem zbliżyliśmy się do Warszawy, musieliśmy zjechać na bok i zatrzymać się na dłuższą chwilę; drogą maszerowała długa kolumna wojska.” (s. 29-30)

JA, I

„Konstancin [dziś: Konstancin, ul. Wierzejewskiego 12] przestał być bezpiecznym miejscem. Spakowaliśmy się bez słowa i po chwili opuściliśmy willę. Na zawsze. A więc ponownie znaleźliśmy się na drodze prowadzącej ku Warszawie.” (s. 33)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, I

„Od razu wyjechaliśmy do Konstancina, bo na wsi bezpieczniej. Ojciec kazał wykopać piękny schron pośrodku ogrodu, gdzie mieliśmy ukryć się przed bombami. Ale już wkrótce okazało się, że bezpieczniej w mieście. Wobec tego wróciliśmy do Warszawy”. (s. 41)</document>
<document nplp_id="16940" title="RAWA RUSKA (poza Warszawą)" slug="rawa-ruska-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, I

„Jestem znów w Konstancinie, z Zosią, chorą Babcią, kochaną Ciocią Manią. Ojciec w Warszawie, w wojskowym szpitalu. Mama też w Warszawie, w naszym mieszkaniu na Siennej (…) Chcąc jak najszybciej znaleźć się w Warszawie, a nie widząc możliwości, byśmy dostali się do przepełnionego pociągu ojciec wynajął taksówkę. (…) Mijaliśmy pola i lasy, przejeżdżaliśmy małe miasteczka wrzące niepokojem. Raz zatrzymaliśmy się na dłużej w Rawie Ruskiej. (…) Kiedy nad ranem zbliżyliśmy się do Warszawy, musieliśmy zjechać na bok i zatrzymać się na dłuższą chwilę; drogą maszerowała długa kolumna wojska.” (s. 29-30)</document>
<document nplp_id="16958" title="POKORNA 12" slug="pokorna-12">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, I

„Jestem znów w Konstancinie, z Zosią, chorą Babcią, kochaną Ciocią Manią. Ojciec w Warszawie, w wojskowym szpitalu. Mama też w Warszawie, w naszym mieszkaniu na Siennej (…) Chcąc jak najszybciej znaleźć się w Warszawie, a nie widząc możliwości, byśmy dostali się do przepełnionego pociągu ojciec wynajął taksówkę. (…) Mijaliśmy pola i lasy, przejeżdżaliśmy małe miasteczka wrzące niepokojem. Raz zatrzymaliśmy się na dłużej w Rawie Ruskiej. (…) Kiedy nad ranem zbliżyliśmy się do Warszawy, musieliśmy zjechać na bok i zatrzymać się na dłuższą chwilę; drogą maszerowała długa kolumna wojska.” (s. 29-30)</document>
<document nplp_id="16975" title="GRANICZNA 13" slug="graniczna-13">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, I

"Znaleźliśmy się w Warszawie w momencie, gdy odwoływano alarm lotniczy i zdołaliśmy dotrzeć na Graniczną [Graniczna 13] zanim ogłoszono następny. Mama postanowiła, że nie wrócimy już na Sienną, tylko zostaniemy z Babcią.” (s. 33)

„Raz na przestrzeni tego mrocznego, znieruchomiałego czasu ktoś wziął mnie za rękę i poprowadził przez podziemny labirynt w górę, do opustoszałego sklepu na parterze. Oślepił mnie nagle wielki blask, ogłuszył przeraźliwy melanż dźwięków: szumu, brzęczenia, świstu. Za rozbitym oknem wystawowym sklepu stała potężna ściana ognia: płomienie pochłaniały przeciwległą stronę ulicy Granicznej.” (s. 39)

JA/ONI, I

„Wczesną wiosną dom przy ulicy Granicznej 13 został po raz pierwszy poddany rewizji. Pewnego dnia pod bramą zatrzymał się pojazd pełen uzbrojonych Niemców. Już po chwili dwaj z nich łomotali do frontowych drzwi naszego mieszkania. Wpuściliśmy ich i potem w milczeniu śledziłyśmy ich gorączkowe wysiłki, by znaleźć coś w naszych szafach, szufladach i gablotach z książkami. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, czego właściwie szukali. Byli chłodni i grzeczni. Nie znaleźli nic i poszli sobie.” (s. 48.)</document>
<document nplp_id="16997" title="MARSZAŁKOWSKA 122" slug="marszalkowska-122">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, I

„Gdy tylko usłyszałam, że moja szkoła jest znów czynna, pobiegłam tam [Żeńskie Gimnazjum im. Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. 5.10.1939 przeniesiono tam naukę, półtora miesiąca później wrócono do poprzedniego budynku] zaraz, zapominając, że chodzenie po mieście nie jest bezpieczne. W szkole zorganizowano oficjalny kurs zajęć praktycznych, ale oprócz dozwolonych lekcji szycia i gotowania odbywały się tam także niedozwolone lekcje polskiego, matematyki, przyrody i historii.” (s. 47)</document>
<document nplp_id="17016" title="SZCZYGLA 7,11" slug="szczygla-711">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, I

„Tej samej wiosny odbyła się rewizja w domu Dziadka Maksa [Maksymilian Lewinson] i Babci Wiery [Wiera Lewinson]. Niemcy - chyba Gestapo - w środku nocy obudzili ich i stryja Julka, który z nimi mieszkał i kazali im stać pod ścianą tyłem do pokoju, gdy sami przewracali mieszkanie [Szczygla 7,11] do góry nogami.” (s. 49)</document>
<document nplp_id="17035" title="STERLINGA (Szpital im.&amp;nbsp;Izraela i&amp;nbsp;Leonii Poznańskich) [poza gettem]" slug="sterlinga-szpital-im-izraela-i-leonii-poznanskich-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, I (marzec 1940)
„W czasie wojny już dwa razy „ewakuowano” i opróżniano szpitale: po raz pierwszy, jeszcze w mieście, w marcu 1940 r. oddział dla nerwowo chorych szpitala Poznańskiego, a potem 17 lipca 1941 r. opróżniono szpital dla nerwowo chorych przy Wesołej. A że od tamtej pory nikt z mieszkańców getta nie otrzymał od ewakuowanych żadnej informacji, to nie dziwi, że dzisiejsze zdarzenie ze straszliwą mocą wdarło się w świadomość tłumu:
– A więc wywożą, znowu!...”(s.135)</document>
<document nplp_id="17037" title="URZĘDNICZA 7" slug="urzednicza-7">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (4.09.1942)

„Kolejny dom, sąsiadujący z dwoma wspomnianymi, mieści się przy ul. Urzędniczej 7. Nieduży to domek, ale budowany na solidnym fundamencie, na zdrowym dębowym drewnie. Zbudował go stary [Moszek] Berkowicz, który wtedy, pięćdziesiąt lat temu, kiedy dom wznosił, był jeszcze młodym człowiekiem, nieobytym ze światem Żydem. (s. 180) […] Siedzi zatem teraz stary Berkowicz i odmawia „perek” albo może psalmy, bo to przecież szabas, więc ma czas... Wtem żydowska policja otacza jego dom i go zabiera, zabiera jego i nieszczęsną żonę, która już od kilku tygodni leży w łóżku bez sił”. (s.181)</document>
<document nplp_id="17047" title="GRANICZNA 13 &amp;#8211; LESZNO 15 [TRASA]" slug="graniczna-13-leszno-15-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, I

„Zaraz potem załadowaliśmy nasze liczne pakunki na wynajętą furę i powędrowaliśmy w ślad za nią do getta. Na piechotę, bo był to przecież zaledwie dziesięciominutowy spacer.” (s. 52)</document>
<document nplp_id="17066" title="MYLNA 11a" slug="mylna-11a">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, I

„Nawiązałyśmy kontakt z grupą nauczycieli z przedwojennego gimnazjum Spójnia i po paru dniach rozpoczęłyśmy naukę według trzeciej klasy gimnazjum [Orla 13, mieszkanie Stefani Arkin-Halberstat lub Mylna 11a, mieszkanie dr Dawidsona].” (s. 56)</document>
<document nplp_id="17083" title="ŻYTNIA 7" slug="zytnia-7">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„Tam, przy ul. Żytniej 7, mieszkała żona doktora Combera [Brana Comber], doktorowa, jak ją nazywali sąsiedzi. Sama lekarką nie była, leczył jej mąż, który chciał uciekać z Dachau, i dlatego go zastrzelono, przynajmniej tak ją oficjalnie poinformowano. Przysłano ją do getta z jakiegoś miasteczka razem z czteroletnią córeczką [Aleksandra Comber], blond aniołkiem o niebieskich oczach. Mieszkały przy ul. Żytniej 7 i stamtąd też wraz z innymi sąsiadami wyszła na przegląd. Dziecko trzymała za rękę. Obie się uśmiechały. Dziewczynka cieszyła się, że mama wzięła ją na podwórko w taki słoneczny boży dzień, w cudowne ciepło... a mama... też się musiała uśmiechać... trzeba przecież pokazać pogodną twarz, zdrową, gotową do pracy... taką, aby nie pójść na szmelc...

Świeżość i różaność dziecięcej buzi zwróciła jego uwagę. Jako lojalnemu członkowi partii nie wolno mu było zachwycać się urodą żydowskiego dziecka... jako lojalny członek partii, stworzony do tego, by wytracić wszystko co żydowskie, nie mógł zarządzić inaczej, jak: „Zabrać dziecko!”...

Ale matka powiedziała „nie”. Nie odda jej. Dopóki żyje, dopóty nie pozwoli na to i dalej się uśmiechała. […] Nie miała co postanawiać. Żywa dziecka nie odda. Przez te trzy minuty nic się w niej nie zmieniło, nawet uśmiech.

Tylko tamten uśmiechał się, tym razem jakby mniej pewny swego, i może z tego powodu zapomniał o grzeczności wobec kobiet, bo głośno rozkazał:

– Odwrócić się do ściany!...

Kobieta zrobiła to z nieniknącym z ust uśmiechem. Mocniej tylko ścisnęła rękę dziecka, które pewnie dlatego podniosło ku niej głowę... Być może chciała się poskarżyć na to, że to ją trochę zabolało, ale żadna nie wypowiedziała nawet słowa, bo rozumiały się bez nich. Tamten tymczasem tylko silił się na uśmiech, który wyraźnie nie chciał zatrzymać się na jego ściągniętej twarzy... Potem, kiedy zastrzelił matkę i córkę ze swego rewolweru, ów uśmiech pozostał mu na ustach i gdyby go zapytano, co ów grymas wyraża: tchórzostwo, bestialstwo, szaleństwo, to pewnie zdumiałby się tym, że się uśmiechał, że właśnie ze spokojem, kulturą i „uprzejmością” zabił dwoje ludzi – młodą kobietę i jej czteroletnią córeczkę”. (s. 190-192)</document>
<document nplp_id="17086" title="LESZNO 15" slug="leszno-15">
&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, I/IIA

„Zosia, która miała obecnie jedenaście lat, przyłączyła się do grupy dzieci w swoim wieku. Wszystkie jej koleżanki mieszkały jednak w “małym getcie”, a więc daleko od Leszna. Zosia musiała więc odbywać codziennie długi marsz przez straszliwie zatłoczone ulice i przecinać bardzo ruchliwą arterię używaną głównie przez pojazdy niemieckie.” (s. 57)

ONI, IIA

„Dwaj chłopcy żebrzą na ulicy tuż koło naszej bramy [Leszno 15]. Widzę ich za każdym razem, kiedy wychodzę lub wracam. A może to dziewczynki? Mają ogolone główki, ubrania w strzępach, ich przeraźliwie wychudzone twarzyczki przypominają ptasie łebki raczej niż ludzkie oblicza…” (s. 59.)

JA/ONI, IIB

„Inne dziewczęta z naszego kompletu podjęły nasze dręczące pytanie, co mogłybyśmy zrobić, by pomóc głodującym. (...) Organizacja do której w końcu trafiły nazywała się Towarzystwo Popierania Rolnictwa, w skrócie Toporol. Była ufundowana przez Gminę Żydowską i opierała się na pracy ochotniczej. Celem Towarzystwa było wykorzystanie każdego nie zabudowanego skrawka ziemi w getcie dla uprawy warzyw. Plony miały być przeznaczone dla głodujących. Nie mogłyśmy liczyć na żadne wynagrodzenie, choćby w postaci warzyw, ani też na Ausweisy, czyli zaświadczenia, że jesteśmy zatrudnione. Jedyną korzyścią jaką nam obiecano, miało być przeszkolenie rolnicze. Rok “szkolny” zbliżał się właśnie ku końcowi, więc rozpoczęłyśmy pracę niemal natychmiast. Skierowano nas na teren przedwojennego szpitala Świętego Ducha [Elektoralna 12], który został zburzony w czasie oblężenia. Ruiny szpitala mieściły się na tyłach Leszna, bardzo blisko domu, w którym teraz mieszkałam. Teren, na którym stał niegdyś szpital, był dość obszerny. Obecnie pokrywała go gruba warstwa gruzu. Pierwszym więc naszym zadaniem było odgruzowywanie” (s. 65-66)

ONI, IIB/IIC

„Na Lesznie, w odległości paru budynków od domu, w którym obecnie mieszkałam [Leszno 15] , przedwojenne kino Femina [Leszno 35] służyło tej zimy jako filharmonia. Tylu świetnym muzykom przydarzyło się żydowskie pochodzenie, że w getcie powstała orkiestra symfoniczna wysokiej klasy. Dyrygentem był Szymon Pulman.” (s. 71.)

ONI, IIC

„Babcia Wiera i stryj Julek [Julian Lewinson] mieszkali w „małym getcie”, za mostem. Julek zaciągnął się do żydowskiej służby porządkowej i nosi przepisową granatową czapkę oraz pałkę. Nam na Lesznie bardzo się to nie podobało.” [*Julian Lewinson był lekarzem w policji porządkowej].

JA/ONI, IIIA

„Blokada domu Leszno 15 rozpoczęła się z samego rana [13.08.1942]. Z naszego piętra usłyszeliśmy, jak z wielkim hałasem żołnierze wtargnęli na podwórze. Zaraz też rozległ się przeraźliwy gwizd i głośna komenda: „Alle Juden raus, schnell, schnell, alle Juden herunter”!, natychmiast powtórzona po polsku. A potem tupot rozlicznych nóg biegnących w dół, w dół ku zagładzie. I krzyki, wrzaski, gwizdy, donośny lament na podwórzu (...) I nagle ostry, przeciągły gwizd i niemiecka komenda z podwórza wezwała myśliwych do odwrotu. Blokada dobiegła końca. Przetrwaliśmy.” (s. 90-91)

JA, IIIA

„Po nieprzespanej nocy moja rodzina postanowiła, że wprowadzimy się przynajmniej chwilowo do kuzyna Mamy i Stefana [Leon Płockier], który mieszkał tuż obok na Lesznie [Leszno 25]”.</document>
<document nplp_id="17102" title="LESZNO 15 &amp;#8211; PAWIA [TRASA]" slug="leszno-15-pawia-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIA

„W drodze na Pawią, mijając wciąż ludzi słaniających się pod murami domów albo siedzących bądź leżących na chodnikach, nędzarzy, którzy są zbyt wycieńczeni, żeby chodzić albo nie mają dokąd iść, oskarżałam się o to, że - sama dobrze odżywiona - nie przejmuję się dostatecznie ich losem.” (s. 59)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17122" title="LESZNO 15 &amp;#8211; CHŁODNA 33 &amp;#8211; LESZNO 1 [TRASA]" slug="leszno-15-chlodna-33-leszno-1-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, IIB

„Dziś rano, jak zwykle [14.05.1941] Zosia poszła na lekcje. Kiedy przechodziła przez ruchliwą jezdnię na Chłodnej, potrąciła ją niemiecka ciężarówka, taka ogromna na ośmiu kołach. Zosia upadła, a ciężarówka popędziła dalej. Stało się to naprzeciwko Domu Doktora Korczaka [Chłodna 33] i kilkoro dzieci widziało wszystko przez okno. Zawołały zaraz wychowawców i wszyscy pobiegli ratować Zosię, która leżała na środku jezdni nieprzytomna i zalana krwią. W jakiś sposób przenieśli ją do szpitala na Lesznie [Leszno 1], choć to wielki kawał drogi.” (s. 63)</document>
<document nplp_id="17139" title="WYBRZEŻE KOŚCIUSZKOWSKIE 41" slug="wybrzeze-kosciuszkowskie-41-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, IIB

„Wielki gmach sądów na Lesznie służył obu stronom i w związku z tym miał dwa wyjścia: jedno dla Aryjczyków od strony aryjskiej, drugie dla Żydów od strony getta. Wnętrze gmachu było oczywiście pilnie strzeżone, żeby uniemożliwić wszelki kontakt między przybyszami z dwóch różnych światów. Jednak przy odrobinie sprytu i szczęścia udawało się czasem przekupić strażnika i doprowadzić do spotkania. Mama i Ciocia Mania [Marianna Bułat] kilkukrotnie spotykały się w gmachu sądów. Ponadto szwagier Cioci Mani, który pracował w elektrowni miejskiej [Wybrzeże Kościuszkowskie, Elektryczna] i miał przepustkę do getta, wpadał do nas czasem z listem, pieniędzmi, czy też rzeczami, których pilnie potrzebowałyśmy.” [s. 70]</document>
<document nplp_id="17155" title="ELEKTRYCZNA 2" slug="elektryczna-2">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
ONI, IIB

„Wielki gmach sądów na Lesznie służył obu stronom i w związku z tym miał dwa wyjścia: jedno dla Aryjczyków od strony aryjskiej, drugie dla Żydów od strony getta. Wnętrze gmachu było oczywiście pilnie strzeżone, żeby uniemożliwić wszelki kontakt między przybyszami z dwóch różnych światów. Jednak przy odrobinie sprytu i szczęścia udawało się czasem przekupić strażnika i doprowadzić do spotkania. Mama i Ciocia Mania [Marianna Bułat] kilkukrotnie spotykały się w gmachu sądów. Ponadto szwagier Cioci Mani, który pracował w elektrowni miejskiej [Wybrzeże Kościuszkowskie, Elektryczna] i miał przepustkę do getta, wpadał do nas czasem z listem, pieniędzmi, czy też rzeczami, których pilnie potrzebowałyśmy.” [s. 70]</document>
<document nplp_id="17179" title="LESZNO 25 &amp;#8211; NOWOLIPIE &amp;#8211; NOWOLIPKI 18" slug="leszno-25-nowolipie-nowolipki-18">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IIIA

„Nazajutrz, wczesnym rankiem, wyruszyłyśmy na Nowolipie. Dopiero, gdy wchodziłyśmy do domu cioci Belli przyszło mi do głowy, że mogła ona już dawno być wywieziona lub zastrzelona. Ale szczęśliwie była w domu, żywa i cała. (...) Tuż przed godziną policyjną przyszedł Julek, żeby nas zabrać. Żałował szczerze, że nie może zrobić nic dla Belli (...) Nasz nowy „dom” znajdował się bardzo blisko, nieco bardziej na północ, na Nowolipkach pod numerem 18.” (s. 94-95)</document>
<document nplp_id="17200" title="PLAC PARYSOWSKI  &amp;#8211; UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="plac-parysowski-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIIB

„Z rana ułyszeliśmy, że rejestracja odbędzie się w południe na pobliski placu. Rozeszły się słuchy, że poprzedniego dnia z tego samego miejsca wysłano tysiące ludzi wprost na Umschlagplatz. (…) Mama wpadła do mieszkania pierwsza. Płacząc i śmiejąc się na przemian, powtarzała w kółko, że już przenigdy nie rozstanie się z nami. Z jej szyi zwisał na sznurku duży, pomarańczowy prostokąt kartonu, na którym widniał czarny, czterocyfrowy numer i pieczątka. Wszyscy powracający z rejestracji nosili na piersiach takie wywieszki. Oznaczało to, że mają prawo powrócić z Wołyńskiej do bloków. Mimo to mnóstwo ludzi było w stanie szoku lub desperacji. W czasie rejestracji wybrano i zapędzono na Umschlagplatz setki osób posiadających dotychczasowe karty rejestracyjne. Dzieci i starców zabierano z reguły. Policjanci żydowscy przestali być nietykalni.” (s. 101-102)</document>
<document nplp_id="17232" title="Skrzynecki Antoni" slug="skrzynecki-antoni">Dziennikarz, publicysta, prozaik. Pseudonimy i kryptonimy: A. Werytas; Ant (ant); Ant. Sk.; Ant. Skrz…; Antoni Werytas; B.S.; B. Szym; Bol. Szymański; Bolesław Szymański; Dobrogost; Z. Pacyna Grzmotnicki; Karol Warski [?]; oni; r.; Sk.; Vester; Wer; Werytus; Witold Kościesza; Z. Kościesza; Zbigniew Kościesza; Bogusław Bicz [?].

Informacje biograficzne. Antoni Adam Wojciech Skrzynecki urodził się 14 VI 1853 w Piotrkowie Trybunalskim; był jedynym synem asesora ekonomicznego Adama Skrzyneckiego (1815–1894) i Anny Pelagii z Korzeniewskich (1833–po 1894). Był spokrewniony z gen. Janem Zygmuntem Skrzyneckim. Ukończył gimnazjum w Warszawie. Po krótkich epizodach edukacyjnych w warszawskim seminarium duchownym, gdzie zaprzyjaźnił się z przyszłym biskupem Stanisławem Zdzitowieckim, oraz na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (gdzie uczestniczył m.in. w wykładach J. Szujskiego), zrezygnował z dalszego kształcenia. W poł. lat 70. przebywał w Zagłębiu Dąbrowskim, tam ożenił się z Marią Antoniną z Gorczyckich (1853–1928), wdową po Ignacym Skawińskim. W 1878 r. zamieszkał w Warszawie. W l. 1878–1882 przyszło na świat dwoje jego dzieci: Zofia Maria (1878–1946, zam. Ruszczykowska) oraz zmarły w dzieciństwie Adam. W tym czasie Skrzynecki rozpoczął karierę dziennikarską. Współpracował z kilkoma dziennikami i czasopismami warszawskimi (m.in. z „Kurierem Porannym”, „Kurierem Warszawskim”, „Gazetą Warszawską”, „Biesiadą Literacką”, „Kroniką Rodzinną”, „Wiekiem”). W początkach lat 80. wykładał literaturę polską w prywatnej Szkole Dramatycznej Emila Derynga. W 1891 r. związał się z „Wędrowcem”, w którym pełnił funkcję kierownika literackiego, publikował tu wiele artykułów, felietonów, reportaży (poświęconych varsavianom), recenzji, a także powieści (m.in. Wierzę w Boga. Opowieść z niedawnych czasów, 1896); pisywał również do czasopism krakowskich („Głos Narodu” i „Nowa Reforma”) oraz lwowskich („Gazeta Kościelna”, „Dziennik Polski”). W 1898 r. został usunięty z redakcji „Kuriera Warszawskiego” za ogłaszane na łamach tygodnika „Rola” napaści publicystyczne na współwłaściciela „Kuriera” Salomona Lewentala. W tym samym czasie został oskarżony o plagiat, a w związku z rzekomym zniesławieniem procesował się bezskutecznie z „Tygodnikiem Ilustrowanym”.

Zasadniczym jednak miejscem, gdzie w l. 1895–1912 ogłaszał swoje prace, była „Rola”, z której redaktorem Janem Jeleńskim się przyjaźnił. Na łamach tego tygodnika regularnie i często ukazywały się artykuły i utwory beletrystyczne Skrzyneckiego o charakterystycznych dla jego światopoglądu i zapatrywań społecznych treściach antysemickich, dewocyjnych i klerykalnych (m.in. Muchy. Obrazki z pamiętnika pająka, 1887–1888; Spiritus flat…, 1898–1899; Potomek Wallensteina, 1903; Warszawa w 2000 roku, 1900–1901; Skarby Jasnogórskie, 1906; Czerwona jarmułka, 1908). W „Roli” Skrzynecki publikował pełne impertynencji felietony-filipiki Z końcem wieku. Ze wspomnień dziennikarza dotyczące współczesnych mu ludzi kultury i nauki. Nieprzejednaną postawę antysemicką zamanifestował w „obrazku” z 1900 r. Szukaj Żyda oraz w wydawanych nakładem prałata ks. Ignacego Kłopotowskiego broszurach: Czym są Żydzi i dokąd zmierzają (1912), Jak się odżydzać. Poradnik dla wszystkich Polaków (1913), Odżydzona ojczyzna. Obrazki z przyszłości, którą dziś tworzymy (1914). Napisał też drukowaną w „Roli” powieść Feministki.

Około 1906 r. wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Lublinie, gdzie redagował pismo ludowe „Posiew” (1908). W l. 1914–1916 mieszkał w Sosnowcu, wydawał tam wraz z Tadeuszem Foppem „Kurier Zagłębia”, następnie przebywał we Włocławku, gdzie redagował „Słowo Polskie”. Ponadto współpracował z „Polakiem-Katolikiem”, „Gazetą Kościelną”, „Dziennikiem dla Wszystkich”, czasopismem „Swój do Swego”. W 1919 r. wskutek utraty wzroku zakończył pracę dziennikarską i literacką. W związku z trudną sytuacją materialną zamieszkał wraz z żoną u jej krewnych, Ignacego i Eugenii z Gorczyckich Tyblewskich, w Czeladzi k. Sosnowca, gdzie zmarł 8 VI 1923. Został pochowany na cmentarzu sosnowieckim.

Działalność krytyczna. Kazimierz Pollack wspominał, że publicysta zwykł mawiać: „[…] każdy człowiek to chodząca wiadomość, a każda wiadomość to sensacja”. Ta dewiza patronowała reportażom Skrzyneckiego i przyczyniła się do uznania go w początkach XX w. z jednej strony za „króla reporterów”, z drugiej zaś za dziennikarza pozbawionego „taktu i miary publicystycznej”, „dobrego smaku społecznego i literackiego”, a także honoru (w kontekście sprawy z Lewentalem). Skrzynecki był dziennikarzem aktywnym, publicystą płodnym, w swoich poglądach konsekwentnym. Stał na stanowisku niezmienności struktur społecznych i reprezentował kierunek katolicko-narodowy będący wyrazem ultraprawicowego światopoglądu ze szczególnym naciskiem na klerykalizm oraz fanatyczny antysemityzm. Wszystkich, którzy nie podzielali jego poglądów, nazywał „kliką żydowsko-bezwyznaniową”. Współpracował głównie, a od lat 90. wyłącznie, z pismami zachowawczymi, w tym z kościelnymi, i na ich łamach poddawał oglądowi utwory literackie, w których doszukiwał się znamion tego, z czym nieustannie walczył, tj. liberalizmu, laicyzacji, filosemityzmu, a nawet tolerancji dla Żydów, masonerii, mariawityzmu, socjalizmu, emancypacji kobiet oraz wszelkiej postępowości. Był przeciwnikiem pozytywizmu, materializmu, racjonalizmu, chwalcą szlachetczyzny, wielbicielem frenetycznej i patriotycznej poezji romantycznej, mesjanizmu, zwolennikiem „objawionych, zasadniczych prawd wiary chrześcijańskiej”, a zwłaszcza kultu maryjnego, i te osobiste zapatrywania (poparte często autorytetami cytowanych biskupów lub księży) stanowiły dlań jedyne kryterium oceny recenzowanego utworu w sferze ideowej, a nierzadko i artystycznej. To, co nie było zbieżne z jego poglądami lub reprezentowało odmienną optykę, było przezeń krytykowane i wyszydzane, często emocjonalnie, mocnymi, deprecjonującymi frazesami, przeważnie bez rzeczowej argumentacji, co wynikało prawdopodobnie z braku orientacji w analizowanych problemach. Skrzynecki mógł zdawać sobie sprawę z tych niedostatków, ponieważ jedną z jego praktyk publicystycznych było obszerne przytaczanie recenzji danego dzieła z innych periodyków. Obdarzony względnym talentem literackim i łatwością pisania, wyposażony w rudymentarną wiedzę wyniesioną z seminarium duchownego i studiów na UJ, którą jednak potrafił uzupełniać, a przede wszystkim tendencyjnie użytkować, wypracował własny warsztat pisarski. Główną formułą retoryczną jego wypowiedzi była polemika prowadzona stylem agresywnym i napastliwym, niewolnym od zacietrzewionych ataków ad personam, co powodowało, że wywoływały one co najmniej kontrowersje.

Skrzynecki był zwolennikiem przemilczania palących kwestii społecznych, np. chwaląc Almanzora Kazimierza Glińskiego, pisał: „Dość już owych sztuk z tezą i weryzmem, dość denerwującej analizy dokumentów życiowych” („Wędrowiec” 1898, nr 10). W recenzji piętnującej Towarzyszki życia Edwarda Jana Grabowieckiego perorował: „Cała ta babranina w tzw. »dokumentach życiowych«, naturalizm francuski, weryzm włoski, nawet ibsenizm, przejadły się już publiczności wymagającej od utworów scenicznych przede wszystkim poezji. Tak jest, publiczność ma już dosyć kałuży i mętów, spragnioną zaś jest powrotu do tej czystej krainy, która się zwie ideałem” (tamże, nr 15). Szczególnie zaś gromił utwory, w których doszukiwał się „niezdrowego, zwyrodniałego erotyzmu” (tamże), takie emocje budziły w krytyku np. Dzieje grzechu Stefana Żeromskiego (Spekulacja pornografią, „Rola” 1911, nr 28).

Skrzynecki był zaprzysięgłym wrogiem emancypacji kobiet, nazywając ją „śmiesznym ruchem niewieścim”, m.in. odnosząc się cynicznie do hołdu złożonego Sewerynie Duchińskiej jako „poetce zawsze siejącej zdrowe ziarno” (co świadczy o braku wiedzy na temat autorki), pisał: „[…] wszystkie przywódczynie nowej ewolucji emancypacyjnej zwanej feminizmem są arcyszpetne” („Rola” 1905, nr 37). Był również najprawdopodobniej mizoginem, atakował nie tylko Marię Konopnicką, której poświęcony był artykuł Wieszczka poganizmu („Głos Rzeszowski” 1902, nr 17–22), ale i Elizę Orzeszkową, kobietom przeznaczał miejsce podrzędne, całkowicie i pod każdym względem uzależniał je od mężczyzn. Protestował przeciwko umożliwianiu kobietom działalności publicznej (zawodowej, literackiej itd.). Jego wyobrażenie na temat sytuacji kobiet polskich i polskiej rodziny było irracjonalne, wyprowadzone z prawd i dyrektyw katechizmowych, czemu dał wyraz m.in. w krytyce Żabusi Gabrieli Zapolskiej („Wędrowiec” 1897, nr 12), jak również – z innej perspektywy – w recenzji Ogniw Kazimierza Zalewskiego, w której autorytarnie stwierdził: „[…] kobiecie, matce, choćby najnieszczęśliwszej jako żonie, ogniw łańcucha rodzinnego nie wolno bezkarnie zrywać” („Wędrowiec” 1898, nr 9). Publicysta nie miał kompetencji, by oceniać kształt artystyczny utworów, opiniował je więc zazwyczaj w ten sam sposób, biorąc pod uwagę psychologię bohaterów, dynamikę akcji, podniosłość nastroju.

Dowodem na niemożność uwolnienia się od subiektywnych sądów wypływających ze światopoglądu była m.in. pseudorecenzja Historii literatury polskiej Piotra Chmielowskiego. Po personalnym zdyskredytowaniu autora Skrzynecki – jako zapiekły antagonista pozytywizmu – usiłował dowieść stronniczości Chmielowskiego: „Wszystko, co jest wykwitem ducha chrześcijańskiego, a w szczególności katolickiego, wszystko, co opierało się niewzruszenie na Opoce Piotrowej, wywoływało w krytyku albo potępienie, albo sąd lekceważący, albo dyskretne przemilczenie… Natomiast każdy utwór będący zaprzeczeniem Wiary, każdy objaw buntowniczego targnięcia się na dogmat czy moralność zależną od Objawienia znajdował w p. Chmielowskim, jeśli nie bezwzględnego chwalcę, to przynajmniej nadzwyczaj pobłażliwego mentora” („Rola” 1899, nr 29–30). Skrzynecki podejmował polemiki z innymi recenzentami, m.in. ze Zdzisławem Dębickim oceniającym W pustyni i w puszczy (Dziwne przemilczenie, „Rola” 1911, nr 50). Dla niego czynnikiem najważniejszym, decydującym o wybitności utworu Henryka Sienkiewicza była religijność Stasia Tarkowskiego, a przemilczenie tego aspektu przez Dębickiego uznał za celowe, co kazało mu utożsamić recenzenta z przeciwnikiem religii w procesie wychowawczym młodzieży. Skrzynecki wypowiadał się również o pracach zaprzyjaźnionych z nim i podzielających jego poglądy: Teodora Jeske-Choińskiego, Jana Jeleńskiego, Klemensa Junoszy Szaniawskiego, zawsze je chwaląc za „obronę zdrowych ideałów społecznych, a przeciw zwyrodnieniu”; w tych krytykach daleki był od obiektywizmu, co przejawiało się m.in. w ogólnikach oraz pozbawionych rzeczowych argumentów zachwytach.

Perspektywa oglądu literatury oraz przyjęte a priori tezy powodowały, że oceny formułowane przez Skrzyneckiego były jednostronne, wyrażały poglądy krytyka, a nie opinie na temat wartości dzieła. Znaczenie jego wypowiedzi krytycznoliterackich sprowadza się do ilustrowania obskurantyzmu, religianctwa, antysemityzmu. Można je uznać za przejaw psychopatologii twórczej lub za odłam pewnego rodzaju myślenia o polskiej kulturze.</document>
<document nplp_id="17237" title="WESOŁA 12 (szpital)" slug="wesola-12-szpital">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, II A (17.07.1940)

„W czasie wojny już dwa razy „ewakuowano” i opróżniano szpitale: po raz pierwszy, jeszcze w mieście, w marcu 1940 r. oddział dla nerwowo chorych szpitala Poznańskiego, a potem 17 lipca 1941 r. opróżniono szpital dla nerwowo chorych przy Wesołej. A że od tamtej pory nikt z mieszkańców getta nie otrzymał od ewakuowanych żadnej informacji, to nie dziwi, że dzisiejsze zdarzenie ze straszliwą mocą wdarło się w świadomość tłumu:
– A więc wywożą, znowu!...”. (s.135)

ONI, IV (1.09.1942)
„Rankiem, w trzecią rocznicę wybuchu wojny, getto zostało rażone niczym gromem z jasnego nieba. Wcześnie, o 7.00 rano, przed gettowe szpitale przy ulicach Łagiewnickiej, Wesołej i Drewnowskiej zajechały auta ciężarowe, na które zaczęto ładować chorych”. (s. 134)</document>
<document nplp_id="17239" title="WIEDEŃ (miasto)" slug="wieden-miasto">

&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (3.09.1942)

„To jest historia żydowskiej staruszki Rozy Sztajner, która przybyła do getta w październiku 1941 roku. Wraz z tysiącami innych Żydów trafiła tu na stare lata z Wiednia. Przyjechała z niewielką ilością pieniędzy i rzeczy. Wyrwana ze swej ziemi, ale nietracąca ducha. Oficjalnie i wedle paszportu urodziła się w 1876 roku, ale wedle jej samopoczucia i prowadzenia się – trzydzieści lat później. Wysoka i szczupła, z piękną głową i wyrazistą twarzą. Nikt nie dałby jej 66 lat.” (s. 155).</document>
<document nplp_id="17240" title="WOŁYŃSKA &amp;#8211; ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="wolynska-zamenhofa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IIIB

„Teraz oczekiwało nas nowe niebezpieczeństwo: powrót do bloku [Nowolipki]. Wkrótce padł rozkaz, by wszyscy opuścili ulicę Wołyńską i zebrali się na obszernym dziedzińcu Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19]. Julka nie było z nami. Mama straciła go z oczu w czasie rejestracji. Wyruszyłyśmy z tłumem, Zosia i ja przyklejone do Mamy z obu stron, pozbawione “numerów życia”. (...) W płomiennym blasku zachodzącego słońca SS-owcy, uzbrojeni w pejcze i karabiny krzątali się energicznie po dziedzińcu, ustawiając niesforny tłum w regularną kolumnę. Wrzaskiem, gwizdem i pejczami zapędzali ludzi w zwarte szeregi. Z nas i dwoja nieznajomych uformowano przepisową piątkę i dołączyliśmy do kolumny. Następne piątki natychmiast ustawiły się za nami: Niemcy działali szybko i sprawnie. Ludzie byli wystraszeni i tylko dyszeli ciężko, nie śmiąc odezwać się ani słowem.” (s. 103)</document>
<document nplp_id="17258" title="ZAMENHOFA 30-40 [OBSZAR]" slug="zamenhofa-30-40-obszar">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IIIC

„W końcu września blok policyjny przeniósł się z Nowolipek na Zamenhoffa. Z okna mojego nowego pomieszczenia widziałam teraz pamiętny dziedziniec Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19], a po jego lewej stronie pilnie strzeżoną bramę skurczonego getta.” (s. 107)

JA, IVA

“W jednym z wąskich pasażyków na tyłach bloku [Zamenhofa 30-40] działała mała piekarenka. Obrotny piekarz zaopatrywany w mąkę przez szmuflerów, piekł chleb tylko w nocy i sprzedawał nad ranem. Droga do piekarni wiodła przez labirynt piwnic i przejść podziemnych.” (s. 109-110)

JA/ONI, IVA

„O zmierzchu, gdy pierwszy dzień wznowionej “akcji” [Akcja Styczniowa 1943] dobiegł końca i wypełzłyśmy z kryjówki, dowiedzieliśmy się, że garstka uzbrojonych Żydów zaatakowała tego dnia niemieckich żołnierzy. Jeden Niemiec i dwaj bojownicy żydowscy zginęli na naszej ulicy [Zamenhofa]. Niemieckiego trupa zabrano natychmiast, ale gdy wyszłam na ulicę, na chodniku przed bramą [Zamenhofa 30-40] leżały jeszcze zwłoki chłopca i dziewczyny. Byli oboje bardzo młodzi. Ciemne włosy dziewczyny rozpościerały się na śniegu splamionym krwią. Znałam tę dziewczynę, wiedziałam o niej dużo. Nazywała się Halinka i podobnie jak ja, pochodziła z lekarskiej rodziny.” (s. 123)</document>
<document nplp_id="17273" title="NOWOLIPKI 19" slug="nowolipki-19">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IIIC

„W końcu września blok policyjny przeniósł się z Nowolipek na Zamenhoffa (Zamenhofa od nr 30 do 40). Z okna mojego nowego pomieszczenia widziałam teraz pamiętny dziedziniec Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19], a po jego lewej stronie pilnie strzeżoną bramę skurczonego getta.” (s. 107)</document>
<document nplp_id="17291" title="ZAMENHOFA 30-40 &amp;#8211; GĘSIA 6/8 [TRASA]" slug="zamenhofa-30-40-gesia-6-8-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IVA

„W środku nocy wymknęłam się z domu i pobiegłam do Natana. Mieszkanie, które dzielił z masą innych ludzi stało otworem i świeciło pustką. Znajome ślady gwałtu i rabunku mówiły o losie mojego przyjaciela. Wiedziałam, że nigdy nie usłyszę jego miłosnego wyznania, że nigdy nie dojrzeję, by odwzajemnić jego uczucie. Gnana ślepą rozpaczą, niepomna grozy czającej się w mroku, zapuściłam się w podziemny labirynt wiodący do szpitala. Budynek szpitalny zdawał się całkowicie wymarły [Gęsia 6/8], ale w parterowej przybudówce, gdzie mieściła się dyżurka pogotowia ratunkowego, odrobina światła przenikała przez ściany w zaciemnieniu.” (s. 124)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17307" title="ZAMENHOFA 30-34 &amp;#8211; ZAMENHOFA 19 &amp;#8211; NALEWKI/ŚWIĘTOJERSKA (brama) &amp;#8211; STARE MIASTO (poza gettem) RÓG KOŹLEJ [KOZIEJ] I&amp;nbsp;SENATORSKIEJ &amp;#8211; SENATORSKA 10" slug="zamenhofa-30-34-zamenhofa-19-nalewki-swietojerska-brama-stare-miasto-poza-gettem-rog-kozlej-koziej-i-senatorskiej-senatorska-10">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA, IVB

„25 stycznia 1943 roku wraz z Mamą i Zosią opuściłam getto. O zmierzchu włożyłyśmy na siebie wszystko, co posiadałyśmy i upchałyśmy po kieszeniach najważniejsze drobiazgi. Zabrałam ze sobą fotografie Romana. Wszelkie tobołki czy paczki były wykluczone, bo miałyśmy udawać, że idziemy do pracy. Na dziedzińcu Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19] przyłączyłyśmy się do “placówkarzy” wyruszających na nocną zmianę. Eskortujący policjant, który obiecał Julkowi wyprowadzić nas z getta, kazał nam uformować pierwszą tróję kolumny. Po chwili na czele nędznej procesji ruszyłyśmy ku bramie getta. Przekroczyliśmy ją szybko wraz z resztą “placówkarzy”. Teraz byłyśmy już poza murami. W śmiertelnej ciszy kolumna sunęła przez pusty teren oddzielający getto od aryjskiej strony. Nagle uświadomiłam sobie, że jesteśmy już tam, po drugiej stronie. Ulice Starego Miasta spowite w mrok zimowego, wojennego wieczora i wzruszająco znajome, wydawały się niemal puste. Nieliczni przechodnie przemykali spiesznie pod murami, nie rozglądając się dookoła, a tylko rzucając ukradkowe spojrzenia w kierunku kolumny nędzarzy z niebieskimi gwiazdami na rękawach, którzy zgodnie z przepisami, posępnie kroczyli po kocich łbach i jezdni. Na rogu Koźlej [Koziej] i Senatorskiej stał niegdyś okrągły słup reklamowy. Zbliżyłyśmy się właśnie do niego, a gdy policjant eskortujący kolumnę odwrócił się i szeptem polecił zdjąć opaski i przyprzeć do słupa. Następnie, pod osłoną mijającej nas kolumny, jedna po drugiej okrążyłyśmy słup i podążyłyśmy ulicą Senatorską, szybko, szybko, ku otwartej bramie domu numer 10.” (s. 126)</document>
<document nplp_id="17323" title="ZAMENHOFA 19 &amp;#8211; GĘSIA &amp;#8211; NALEWKI &amp;#8211; NALEWKI/ŚWIĘTOJERSKA (brama getta) [TRASA]" slug="zamenhofa-19-gesia-nalewki-nalewki-swietojerska-brama-getta-trasa">

&amp;nbsp;
Janina Bauman
JA/ONI, IVA

„Werterfassung potrzebowało teraz coraz więcej pomocników do wykonywania brudnej roboty w opuszczonych domach, więc od czasu do czasu wzywano do przymusowej pracy żony policjantów i urzędników Gminy. W połowie listopada Mama otrzymała pisemne wezwanie; miała się stawić o godzinie siódmej rano następnego dnia na dziedzińcu Gminy Żydowskiej [Zamenhofa 19]. Leżała w łóżku chora na grypę. Jej nieobecność w określonym miejscu i o określonym czasie groziła katastrofą - straciłaby swój „numerek życia”. Przyszło mi na myśl, że mogą ją łatwo zastąpić: sprawdzano przecież numerki, a nie twarze, ludzie byli nieważni, liczyły się tylko pomarańczowe prostokąty. (...) Pod eskortą złożoną z dwóch policjantów żydowskich i strażnika niemieckiego kolumna przekroczyła bramę getta i znalazła się na opustoszałym terenie poza murami. Wkrótce zatrzymaliśmy się na ulicy, gdzie wznosiły się wysokie, zamożnie wyglądające domy. Kazano nam udać się parami do mieszkań i wziąć się do mycia okien i szorowania podłóg.” (s. 113 - 114)</document>
<document nplp_id="17342" title="Słownik krytyki &amp;#8211; Warszawa do&amp;nbsp;1863&amp;nbsp;r." slug="slownik-krytyki-warszawa-do-1863-r">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć opisy istotnych miejsc dla krytyki literackiej.

Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej po roku 1863, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy, na której poszczególne czasopisma przypisane są do miejsc, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.</document>
<document nplp_id="17343" title="Słownik krytyki &amp;#8211; Warszawa po&amp;nbsp;1863&amp;nbsp;r." slug="slownik-krytyki-warszawa-po-1863-r">Kliknij na czerwone hotspoty, aby zobaczyć opisy istotnych miejsc dla krytyki literackiej.

Aby przejść do mapy Warszawy z ważnymi punktami dla krytyki literackiej przed 1863 rokiem, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy, na której poszczególne czasopisma przypisane są do miejsc, kliknij tutaj.

Aby przejść do mapy ogólnej, kliknij tutaj.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17344" title="LIMANOWSKIEGO &amp;#8211; GRANICA GETTA &amp;#8211; ALEKSANDROWSKA [TRASA]" slug="limanowskiego-granica-getta-aleksandrowska-trasa">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„I podobna historia. Kto w getcie liczy? Kto w getcie potrafi rachować? Kto w getcie coś wie? Ale czy tu można wiedzieć cokolwiek? Na próżno tutejsi łamią sobie głowę nad tym, dokąd wiezie się tamtych [...] dziwaczny ładunek, któremu tylko głowy wystają spomiędzy brezentu i ramy wozów? Wie się tyle, ile się widzi: auta jadą ul. Limanowskiego i przekraczają granicę getta [...] od wyjazdu wyładowanego samochodu do powrotu pustego mijają mniej więcej dwie i pół godziny. Co jednak się dzieje po opuszczeniu getta? Czy ciężarówki jadą prosto Aleksandrowską i dalej, czy też skręcają w lewo, i przez Zdrowie wjeżdżają do miasta, jak twierdzi część ludzi, czy też kierują się w prawo i przez Zgierz jadą do Generalnego Gubernatorstwa, jak chcą inni? Nie wiadomo, co się dzieje z bagażem, którym są wyładowane: czy zostaje „zagazowany”, jak się to opowiada w getcie, czy też złożony do grobu, przykryty [...], aby nikt o nim nie wiedział, czy zostaje spalony w specjalnie wzniesionych krematoriach, a jego popioły rozsypane na cztery strony świata, jak utrzymują inni. Wedle kolejnych cały ten surowiec jedzie najpierw do jakiegoś specjalnego obozu, w którym się go segreguje – co jest szmelcem, idzie na szmelc, a co [...] zgodnie z zasadą racjonalnej gospodarki... Kto to wie? Kto może cokolwiek powiedzieć? Komu cokolwiek opowiedziano? Wiedzieć wie się tylko, że każdy taki transport podąża przez żydowskie serca i przejeżdża przez żydowskie mózgi...”. (s. 224)</document>
<document nplp_id="17345" title="LIMANOWSKIEGO &amp;#8211; ALEKSANDROWSKA &amp;#8211; ZDROWIE &amp;#8211; ZGIERZ [TRASA]" slug="limanowskiego-aleksandrowska-zdrowie-zgierz-trasa">
&amp;nbsp;
Józef Zelkowicz
ONI, IV (6.09.1942)

„I podobna historia. Kto w getcie liczy? Kto w getcie potrafi rachować? Kto w getcie coś wie? Ale czy tu można wiedzieć cokolwiek? Na próżno tutejsi łamią sobie głowę nad tym, dokąd wiezie się tamtych [...] dziwaczny ładunek, któremu tylko głowy wystają spomiędzy brezentu i ramy wozów? Wie się tyle, ile się widzi: auta jadą ul. Limanowskiego i przekraczają granicę getta [...] od wyjazdu wyładowanego samochodu do powrotu pustego mijają mniej więcej dwie i pół godziny. Co jednak się dzieje po opuszczeniu getta? Czy ciężarówki jadą prosto Aleksandrowską i dalej, czy też skręcają w lewo, i przez Zdrowie wjeżdżają do miasta, jak twierdzi część ludzi, czy też kierują się w prawo i przez Zgierz jadą do Generalnego Gubernatorstwa, jak chcą inni? Nie wiadomo, co się dzieje z bagażem, którym są wyładowane: czy zostaje „zagazowany”, jak się to opowiada w getcie, czy też złożony do grobu, przykryty aa[...]aa, aby nikt o nim nie wiedział, czy zostaje spalony w specjalnie wzniesionych krematoriach, a jego popioły rozsypane na cztery strony świata, jak utrzymują inni. Wedle kolejnych cały ten surowiec jedzie najpierw do jakiegoś specjalnego obozu, w którym się go segreguje – co jest szmelcem, idzie na szmelc, a co [...] zgodnie z zasadą racjonalnej gospodarki... Kto to wie? Kto może cokolwiek powiedzieć? Komu cokolwiek opowiedziano? Wiedzieć wie się tylko, że każdy taki transport podąża przez żydowskie serca i przejeżdża przez żydowskie mózgi...”. (s. 224)</document>
<document nplp_id="17346" title="ANDRZEJA 35 (POZA GETTEM)" slug="andrzeja-35-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA, I A

1 września 1939 (zapis 5 października 1941)
„Dnia 1 września 1939 – po bezsennej nocy – zerwałem się z łóżka o 5 nad ranem. Nastawiłem radio na Wrocław. Usłyszałem wezwanie Hitlera do armii niemieckiej i zrozumiałem, że zaczęło się”. (s. 12)

JA, I B
Grudzień 1939
„W ponurym nastroju mijały długie wieczory zimowe. Sąsiedzi z całego domu schodzili się do dwóch lub trzech mieszkań i spędzali czas na grze w karty bądź snuciu horoskopów politycznych.
Do 5 grudnia słuchałem radia. Tego dnia musieliśmy wszyscy – Polacy i Żydzi – oddać odbiorniki w najbliższym komisariacie policji. Przez cały ten czas pracowałem nadal w firmie Heassler. Stosunek szefa i kolegów do mnie był nienaganny”.
(s. 17)

JA/ONI, I B
1/2 I 1940 (zapis z 16 września 1942)
„W nocy z 1 na 2 stycznia 1940 roku zaszedł w naszym mieszkaniu wypadek, który warto opisać. O godzinie drugiej usłyszeliśmy trzykrotny, przeciągły dzwonek. Zona moja, rozbudzona i niezupełnie jeszcze przytomna, podbiegła do drzwi frontowych i bez wahania otworzyła je, sądząc, że to ktoś z sąsiadów. Stanął przed nią jakiś nieznany dryblas i zaczął się dopytywać o mnie. Potem wszedł do sypialni, kazał mi się ubrać i niezwłocznie iść z nim. Na pytanie, dokąd i z czyjego polecenia, odpowiedział krótko: Gestapo”.
Udało mi się go namówić – co zresztą nie przyszło zbyt trudno – by usiadł i pokrzepił się nieco. Zaczęliśmy pić. W ciągu dwóch godzin wytrąbiliśmy wspólnie litr wódki. Potem zabrał mi 55 marek i wieczne pióro, zostawiając w zamian czterokolorowy ołówek.
Jestem przekonany, że była to tylko próba szantażu, która nie pociągnęła za sobą żadnych następstw. Na koniec tajemniczy gość zaczął namawiać mnie do opuszczenia miasta w ciągu najbliższych dni. Nieraz żałowałem, żem go wtedy nie posłuchał!” (s. 17)

JA/ONI, I B
Koniec stycznia 1940 (zapis 12 XII 1942)
„Pod koniec stycznia 1940 zarekwirowano w naszym domy pierwsze mieszkanie. Cios ten uderzył w naszych najbliższych sąsiadów. Udzieliliśmy gościny całej ich rodzinie, składającej się z sześciu osób. Przyjęliśmy także do siebie szwagra z żoną, matką i dwiema siostrami, których wysiedlono z ulicy Piotrkowskiej.
Nie wspomniałem dotychczas, że młodszy brat mojej żony, po dwunastotygodniowym pobycie w niewoli niemieckiej, w listopadzie wrócił do domu. Uważano go w obozie za chrześcijanina i traktowano nieco lepiej od naszych współwyznawców. Dreszczem grozy przejmują nas jego opowiadania o cierpieniach ludności cywilnej, która uchodząc przed nieprzyjacielem została przez Niemców zagarnięta do niewoli.
Dnia 8 lutego rozplakatowano zarządzenie o specjalnej dzielnicy dla Żydów”.
(s.19)

JA/ONI, I C
16 II 1940
„W piątek 16 lutego 1940 roku, o godzinie 13 zjawiło się u nas dwóch umundurowanych Niemców i jakiś cywil. Bez długich ceregieli kazali wszystkim obecnym w ciągu dziesięciu minut wynieść się z mieszkania. Wolno było ze sobą zabrać jedynie rzeczy osobiste. Gdy w porze obiadowej wróciłem z fabryki do domu, zastałem nasze rzeczy na podwórzu: trzy plecaki, głównie z bielizną i walizkę z drobiazgami.
Prócz nas wyrzucono wówczas jeszcze z tego samego domu z mieszkań sześć rodzin wraz z przyjętymi dobrowolnie sublokatorami, którzy po przymusowej eksmisji znaleźli gościnny kąt u przyjaciół czy krewnych. Na szczęście w granicach przyszłego getta znajdowała się fabryka, w obrębie której mieszkał nasz majster Czopek. Zaproponowałem mu zamianę. Ale zanim transakcja doszła do skutku, przeprowadziliśmy się tymczasem do mieszkania przyjaciół w sąsiednim domu”. (s. 20)

JA/ONI, VIII
20 I 1945,

„[Sobota] Koło godz. 14-tej poszedłem z żoną i córką do naszego starego mieszkania przy ul. Andrzeja. Szliśmy Kilińskiego, Pomorską, Wschodnią, Południową, Piotrkowską, Andrzeja i z powrotem Wólczańską, Legionów, Piotrkowską, placem Wolności, Pomorską i Kilińskiego. Muszę zaznaczyć, iż wśród ludności widać było nastrój niezdecydowania, nie wierzono, iż Niemcy tak nagle opuścili miasto. Każdy się bal ich powrotu. Ja pierwszy i jedyny, bo nikt nie poszedł za moim przykładem, kiedy zrzucałem wszystkie niemieckie napisy spotkane na drodze. Zachowywałem się wyzywająco, bo chciałem tak podnieść nastrój dnia ludności, ale nadaremnie.
Chodziliśmy ostentacyjnie z gwiazdami na piersiach i byliśmy pierwszymi Żydami, którzy pojawili się w ten sposób w mieście. Na Andrzeja doszła do nas kobieta i zapytała, skąd przybywamy, w języku niemieckim, na co ja ją zapytałem po polsku, czy nie zna polskiego języka, odpowiedziała mi, że nie. Zacząłem jej wymyślać najgorszymi słowami, oczywiście po niemiecku, by zrozumiała. W odpowiedzi widziałem, jak z drugiej ulicy pewien jegomość o „wilhelmowskich" wąsach groził mi laską. Na Andrzeja ulicy i w ogóle na miejscu było widać moc Niemców. Bliżej domu spotykało się już trochę znajomych. W naszym domu urzęduje ta sama dozorczyni, która się bardzo ucieszyła nas zobaczywszy. Mieszkanie zastałem próżne, mieszkający jacyś urzędnicy poczty wyjechali. Dozorczyni powiedziała, iż nasze meble wywieziono, a wstawiono bardzo liche graty”.
(s. 265)</document>
<document nplp_id="17354" title="JAKUB POZNAŃSKI" slug="jakub-poznanski">Jakub Poznański urodził się w 1890 r. w Łodzi. Rozpoczął studia w Wydziale Rolniczym Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnego w Puławach, przerwane wybuchem wojny w 1914 r. Został powołany do wojska. Po ukończeniu studiów w 1918 r. pracował przez dwa lata w Głównym Instytucie Cukrownictwa w Kijowie. W 1920 r. wyjechał do Niemiec, gdzie pracował jako asystent i doktoryzował się na Politechnice w Charlottenburgu. W 1924 r. powrócił do Łodzi i ożenił się z Felicją Toruńczyk (ur. 1900). W 1927 r. urodziła się Hanna, jedyna córka Poznańskich.

Od 1935 r. do 1940 r. Jakub pracował w fabryce swojego szkolnego kolegi Alfreda Haesslera przy ul. Siedleckiej 1.

Od końca lutego 1940 r. rodzina przymusowo zamieszkała w getcie. Pierwsze mieszkanie przy ul. Lutomierskiej 44 pozyskali na zasadzie wymiany z majstrem znanym z pracy Jakuba. Po wyłączeniu tego terenu z getta przeprowadzili się w maju 1942 r. do mieszkania przy ul. Wolborskiej 39.

Jakub został powołany na szefa Referatu Rolniczego, podniesionego do rangi Wydziału. Było to zgodne z jego wykształceniem. W gestii Wydziału pozostawały m.in. pola na terenie Marysina, na których zamieszkała młodzież z grup hachszarowych, nad którymi sprawował pieczę.

Wskutek bliżej nieznanych powodów Wydział został zlikwidowany. Poznański winił za to swoich współpracowników oraz obawę Przełożonego Starszeństwa Żydów, Mordechaja Chaima Rumkowskiego przed rosnącą pozycją Jakuba. Od marca 1942 r. pracował jako inspektor sanitarny w II rewirze Służby Porządkowej. W grudniu 1942 r. pracował już jako „nadsalowy” w Wydziale Papierniczym, mieszczącym się przy ul. Żydowskiej 12.

Jego żona Felicja, z wykształcenia matematyczka, pracowała w Wydziale Ewidencji Ludności, odpowiadając m.in. za przygotowywanie aktów stanu cywilnego.

Po rozpoczęciu ewakuacji mieszkańców w sierpniu 1944 r. Jakub z rodziną postanowił skryć się na terenie resortu, najpierw na strychu, a następnie w zamaskowanej piwnicy. Szczegóły ukrywania się stanowią ważny temat jego zapisów.

Dziennik prowadził od 4 X 1941 r., wracając do wydarzeń z początku wojny. Zapisów nie przerwał, pisząc zarówno w ukryciu, jak i po opuszczeniu kryjówki, w czasie pobytu w obozie przy Jakuba 16 oraz po wyzwoleniu. Ostatni zapis pochodzi z 2 czerwca 1945 r.

Po wojnie Poznański natychmiast wrócił do pracy w fabryce Haesslera, gdzie wkrótce został dyrektorem. Felicja Poznańska natomiast rozpoczęła prace w Urzędzie Stanu Cywilnego. Rodzina zamieszkała w pałacyku właściciela przy ul. Siedleckiej 1. Zmarł 11 sierpnia 1959 r. i został pochowany na cmentarzu żydowskim w Łodzi.</document>
<document nplp_id="17428" title="ANDRZEJÓW [poza gettem]" slug="andrzejow-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, V A

7 VI 1943

„Onegdaj [5 czerwca] przybyło do getta 15 osób z obozu w Andrzejowie, gdzie pracuje podobno 4500 Żydów. Skierowano je wprost do szpitala. Nie udało mi się nawiązać z nimi rozmowy. A byłoby to bardzo ciekawe!”. (s. 72)

JA/ONI, VIII
Między 20 a 28 I 1945

„Na rogu Przejazd i Kilińskiego złapali mnie żołnierze rosyjscy w aucie ciężarowym i pytali o drogę na dworzec. Nie mogąc zrozumieć moich objaśnień, prosili, bym wsiadł do auta i im pokazał drogę. Okazało się, iż szukają jakiegoś pociągu stojącego w polu i naładowanego różnymi rzeczami, jak mąka, konserwy, wódka itd. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy ten pociąg za Andrzejowem. Nie było w nim już nic. Okoliczna ludność i przechodzące wojska ograbiły go prawie doszczętnie. Żołnierze i mnie dali puszkę mięsa, pół kilo margaryny, butelkę koniaku, butelkę wódki i puszkę konserwowych szparagów, ale już otwartą. Byłem im za wszystko wdzięczny, gdyż byliśmy bardzo wygłodniali na takie rzeczy. Stosownie do obietnicy odwieźli mnie do obozu, a ja ze swej strony obiecałem im dać przewodników na Dworzec Kaliski, gdzie stała ich bateria”. (s. 266)</document>
<document nplp_id="17430" title="BERKA JOSELEWICZA 16" slug="berka-joselewicza-16">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
9 VIII 1944

„Pomimo tylokrotnych wezwań [Hansa] Biebowa, do wczorajszego transportu stawiło się […] tylko kilkanaście osób dobrowolnie. Należy stwierdzić, że ludność niechętnie się stawia i nie chce opuszczać nawet tych marnych legowisk, które tu posiada. By nastraszyć i zmusić do ich dobrowolnego zjawiania się, zainstalowano wczoraj koło 11-ej obławę. Mniej więcej o tej porze wjechała do getta, od strony Franciszkańskiej róg Smugowej, niemiecka straż pożarna, uzbrojona w karabiny i posadzona na jedno ze swoich aut osobowych (autobusów), bez przyrządów pożarniczych, i obstawiła blok: Łagiewnicka, Zawiszy, Młynarska, Brzezińska. Blok ten został przeszukany przez żydowską policję i wszyscy lokatorzy sprowadzeni na dół, a potem na plac Łagiewnicka 1/3. W zależności od usposobienia policjantów przeszukani mniej lub bardziej skrupulatnie, mieszkań zamkniętych po większej części nie otwierano. Dla historii należy zaznaczyć, że domu przy ul. Berka Joselewicza 16, w którym mieszkają sami wyżsi dygnitarze getta, podobno wcale nie ruszono. Bardzo możliwe i charakterystyczne. Z placu, na którym zgromadzono podobno przeszło 2000 osób, odtransportowano ich tramwajami do kina na Marysinie. Miarodajne czynniki twierdzą, że przeszło 700 osób po drodze uciekło, tak, że do kina przybyło niepełne 1300. Część ich podobno jeszcze wczoraj wysłano transportem”.
(s. 194)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17431" title="BRZEZIŃSKA 21, 23" slug="brzezinska-21-23">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI/, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„W nocy z poniedziałku na wtorek znowu wybuchały pożary na terenie getta. Paliły się domy na rogu Nowomiejskiej i Starego Rynku, na Brzezińskiej 21 i 23 i jeszcze w dwóch miejscach. Z braku straży i wody pożaru nie można ugasić i trzeba domy takie pozostawić swojemu losowi”. (s. 268)</document>
<document nplp_id="17432" title="BRZEZIŃSKA 40 (Centrala Mięsa)" slug="brzezinska-40-centrala-miesa">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
7 XII 1943
„W Centrali Mięsnej wykryto aferę, której bohaterem jest sam pan komisarz [Chil] Rozenson, jeden z ulubieńców Prezesa. Przywłaszczył on sobie 4 kg wieprzowiny tygodniowo. Jak na stosunki w getcie, wcale niezgorszy apetyt! Na ślad tej kradzieży wpadł policjant z Sonderkommando i doniósł Przełożonemu Starszeństwa. [Mordechaj Chaim] Rumkowski usiłował najpierw zatuszować tę bądź co bądź nieprzyjemną dlań sprawę, w końcu – pod naciskiem opinii publicznej – pozbawił Rozensona prawa samodzielnego dysponowania i podpisu”. (s. 136)

ONI, V A
13 I 1944
„Wczoraj zjawił się na Bałuckim Rynku [Otto] Bratfisch, szef Gestapo w Litzmannstadt i zabronił honorowania jakichkolwiek dodatkowych talonów – czy to na chleb, czy też na inne produkty. W związku z tym wstrzymano w Centrali Mięsnej wydawanie specjalnych przydziałów dla kliki [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego”. (s. 145)</document>
<document nplp_id="17433" title="BRZEZIŃSKA (teren rozbiórki)" slug="brzezinska-teren-rozbiorki">
&amp;nbsp;

Jakub Poznański
ONI, V B
19 V 1944
„Przedwczoraj w porze obiadowej, koło godziny dwunastej, zjawili się na Bałuckim Rynku przedstawiciele władz niemieckich i zażądali 50 zdrowych robotników na wyjazd poza obręb getta. Należało ten kontyngent dostarczyć w ciągu trzech godzin.
Na takie dictum acerbum [ostre słowa] kierownictwo Gminy poszło po linii najmniejszego opory: wzięto 15 aresztantów z Centralnego Więzienia, a resztę z tzw. Abbruchstelle [Placówka Robót Rozbiórkowych], to jest z brygad zajętych przy rozbiórkach domów przy ul. Brzezińskiej.
O oznaczonej godzinie podjechał tramwaj. Wzięto ludzi prosto z roboty, poddano ich kąpieli dezynfekcyjnej i natychmiast wywieziono. […] To nieoczekiwane zarządzenie już na samym wstępie nie obyło się bez ofiary. Jeden z robotników chciał na ulicy Łagiewnickiej ratować się ucieczką – wyskoczył z tramwaju i zabił się na miejscu”. (s. 162-163)</document>
<document nplp_id="17453" title="DĄBROWA K. PABIANIC (poza Łodzią)" slug="dabrowa-k-a-poza-lodzia">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
Oni
7 III 1943

„Podobno, że wczoraj wysłano do Pabianic, a właściwie do wsi Dąbrowa przy Pabianicach, gdzie jest Żydowski Obóz Pracy, cały resort kołdrowy i resort puchu i pierza, a także przymusowo dwóch lekarzy: [Rutę] Jokisz-Grynbergową i [Elżebietę] Frenklównę. Resorty wysłano pewnie w celu zaoszczędzenia kosztów transportu pierza i puchu, bo tam pewnie jest ich duży skład".
(s. 49)

ONI, V A
13 VIII 1943
„Wczoraj wrócił cały resort kołdry z Dąbrówki (Pabianice), dokąd przetransportowano go parę miesięcy temu. Świetnie wyglądają i nie mieli tam najgorzej. Jeść mieli podobno dosyć. Wrócili do getta, bo podobno te pomieszczenia są dziś potrzebne dla przyjezdnych Niemców. W ogóle jak twierdzą wtajemniczeni, przybyło i przybywa nadal do miasta dużo ewakuowanych Niemców".
(s. 98)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17454" title="DOLNA" slug="dolna">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
7 VI 1943
„Onegdaj niemiecka policja robiła obławę w okolicy ulicy Dolnej – pod pretekstem, że do getta dostali się Aryjczycy. Tym razem miejsce obławy było obstawione przez żandarmów. Oczywiście nikogo nie znaleziono”.
(s. 72)</document>
<document nplp_id="17460" title="FRANCISZKAŃSKA/SMUGOWA [TRASA]" slug="franciszkanska-smugowa-trasa">

Jakub Poznański

ONI, VI B
9 VIII 1944
„Pomimo tylokrotnych wezwań [Hansa] Biebowa, do wczorajszego transportu stawiło się […] tylko kilkanaście osób dobrowolnie. Należy stwierdzić, że ludność niechętnie się stawia i nie chce opuszczać nawet tych marnych legowisk, które tu posiada. By nastraszyć i zmusić do ich dobrowolnego zjawiania się, zainstalowano wczoraj koło 11-ej obławę. Mniej więcej o tej porze wjechała do getta, od strony Franciszkańskiej róg Smugowej, niemiecka straż pożarna, uzbrojona w karabiny i posadzona na jedno ze swoich aut osobowych (autobusów), bez przyrządów pożarniczych, i obstawiła blok: Łagiewnicka, Zawiszy, Młynarska, Brzezińska. Blok ten został przeszukany przez żydowską policję i wszyscy lokatorzy sprowadzeni na dół, a potem na plac Łagiewnicka 1/3. W zależności od usposobienia policjantów przeszukani mniej lub bardziej skrupulatnie, mieszkań zamkniętych po większej części nie otwierano. Dla historii należy zaznaczyć, że domu przy ul. Berka Joselewicza 16, w którym mieszkają sami wyżsi dygnitarze getta, podobno wcale nie ruszono. Bardzo możliwe i charakterystyczne. Z placu, na którym zgromadzono podobno przeszło 2000 osób, odtransportowano ich tramwajami do kina na Marysinie. Miarodajne czynniki twierdzą, że przeszło 700 osób po drodze uciekło, tak, że do kina przybyło niepełne 1300. Część ich podobno jeszcze wczoraj wysłano transportem”.
(s. 194)

JA/ONI, VIII
20 I 1945
„Wczoraj (zegarek mój wskazywał dokładnie godzinę jedenastą) ktoś nagle podważył klapę zamykającą nasz loch i usłyszeliśmy radosny okrzyk: „Panowie! Niech żyje Polska!"
Nie wierzyliśmy własnym uszom. Sceptycy krzyczeli, że to prowokacja. Jednak wołający wzywał niektórych z nas po imieniu. Przezwyciężyliśmy strach. Wspinając się po drabinie, wyszliśmy na powierzchnię. Wyłącznie mężczyźni. Kobiety zostały w piwnicy.
Oślepiło nas światło dzienne. Potem istny szal radości. Uściski i pocałunki – częstokroć z obcymi ludźmi.
Biegniemy ulicą Franciszkańską. Brama getta otwarta na oścież.
Wtem rozlegają się glosy: „Jadą. Jadą!" U wylotu ulicy Smugowej ukazuje się czołg radziecki. Sunie wolno, witany owacyjnie przez ludność. Po kilku minutach podążają za nim dwa samochody wojskowe, oddział konny i grupa piechurów. [tekst nieczytelny] auto osobowe, zatrzymuje się na rogu. Dochodzę, gdyż myślę, że będzie pytać o drogę, a że władam rosyjskim, będę mógł lepiej wytłumaczyć. Siedzący w aucie oficer w randze generała mówi, że Polska Republika ma Samodzielny Rząd Demokratyczny; na czele państwa stoi prezydent Bierut, prezesem Rady Ministrów jest Morawski, min. Spraw Wojskowych – Naczelnym dowódcą Rola-Żymierski, że w skład rządu wchodzą wszystkie partie, i prosi, żebym to przetłumaczył na język polski dla ogółu, co też niezwłocznie uczyniłem. Trudno opisać entuzjazm, który ogarnął obecnych. Na rzecz generała posypały się oklaski i okrzyki. Wiwat i niech żyje. Generał pojechał dalej w stronę miasta. Miałem przy sobie papierosy około 600-700 sztuk, które niezwłocznie rozdałem częściowo ludziom, a częściowo żołnierzom.
Ludność okrążyła nas, bo za mną jeszcze kilku wyszło z getta, i zasypywała pytaniami. Ilu nas uratowano, czym żyliśmy itd”.
(s. 264-265)</document>
<document nplp_id="17462" title="AL.&amp;nbsp;KOŚCIUSZKI 4 (Izba Handlowo-Przemysłowa)" slug="al-kosciuszki-4-izba-handlowo-przemyslowa">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„Poniedziałkowy dzień [22.01] przeszedł mi na różnych sprawach związanych z moją nową czynnością. Byłem w dawnej Izbie Przemysłowo-Handlowej, gdzie obecnie mieści się pełnomocnik ministra przemysłu. Zatwierdzono mnie jako tymczasowego kierownika i powierzono mi puszczenie fabryki w ruch".
(s. 268)</document>
<document nplp_id="17463" title="ŚW. JAKUBA 10 (Resort Krawiecki)" slug="sw-jakuba-10-resort-krawiecki">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
31 VII 1944
„Podobno „szyszki” przystąpiły do „legalnego” rabunku wszelkiego rodzaju mienia gminnego z resortu Jakuba 10, gdzie robią obstalunkowe rzeczy, zabierają wszystko, co się da: materiał, gotowe rzeczy, półgotowe itd".
(s. 187)</document>
<document nplp_id="17465" title="ŚW. JAKUBA &amp;#8211; 16 KILIŃSKIEGO &amp;#8211; POMORSKA &amp;#8211; WSCHODNIA &amp;#8211; POŁUDNIOWA &amp;#8211; PIOTRKOWSKA &amp;#8211; ANDRZEJA; WÓLCZAŃSKA &amp;#8211; LEGIONÓW &amp;#8211; PIOTRKOWSKA &amp;#8211; PL.&amp;nbsp;WOLNOŚCI &amp;#8211; POMORSKA &amp;#8211; KILIŃSKIEGO &amp;#8211; ŚW. JAKUBA [TRASA]" slug="sw-jakuba-16-kilinskiego-pomorska-wschodnia-poludniowa-piotrkowska-andrzeja-wolczanska-legionow-piotrkowska-pl-wolnosci-pomorska-kilinskiego-sw-jakuba-trasa">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA, VIII
19 I 1945 (zapis 20 I 1945)
„Koło godziny czternastej poszedłem z żoną i córką do naszego starego mieszkania przy ul. Andrzeja. Szliśmy Kilińskiego, Pomorską, Wschodnią, Południową, Piotrkowską, Andrzeja i z powrotem Wólczańską, Legionów, Piotrkowską, placem Wolności, Pomorską, Kilińskiego. Muszę zaznaczyć, iż wśród ludności widać było nastrój niezdecydowania, nie wierzono, iż Niemcy tak nagle opuścili miasto. Każdy się bał ich powrotu. Ja pierwszy i jedyny, bo nikt nie poszedł za moim przykładem, kiedy zrzucałem wszystkie niemieckie napisy spotkane po drodze. Zachowywałem się wyzywająco, bo chciałem tak podnieść nastrój ludności, ale nadaremnie".
(s. 265)</document>
<document nplp_id="17466" title="ŚW. JAKUBA 18" slug="sw-jakuba-18">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
16 I 1944
„Przed wieczorem, o szóstej, przebywałem w biurze obozu, gdy dotarł do nas odgłos detonacji. Wybiegliśmy na podwórze i oczom naszym przedstawił się niecodzienny widok: jasno jak w dzień – na firmamencie nieba trzy rakiety oświetlające pół horyzontu. Wciąż słychać wybuchy bomb i grzmoty dział przeciwlotniczych. Jedna bomba zapalająca eksplodowała w polu, naprzeciw naszego obozu. Odłamek jej spadł na dach sąsiedniego domu przy ulicy Jakuba 18. Pożar ugasiła natychmiast obozowa straż pożarna.
Poza tym noc przeszła spokojnie".
(s. 262)</document>
<document nplp_id="17510" title="IRENE HAUSER" slug="irene-hauser"></document>
<document nplp_id="17517" title="VIKTOR HAHN" slug="viktor-hahn">- Dziennik Viktora Hahna z łódzkiego getta, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały", R. 2020, nr 16.</document>
<document nplp_id="17570" title="Przykładowa interpretacja 2" slug="przykladowa-interpretacja-2"></document>
<document nplp_id="17584" title="06. Kosmos, żywioły i&amp;nbsp;metamorfozy eschatologiczne" slug="kosmos-zywioly-i-metamorfozy-eschatologiczne">Agnieszka Czechowicz
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
ORCID 0000-0002-4365-2864


Interpretacja

Wacław Potocki
Nagrobek Leliwczykowi
&amp;nbsp;


     Miesiąc – i gwiazdę – widząc na kamieniu ryty,

     Gdzie ma zacny kości swych szlachcic depozyty,

     Wspomniałem świętą Pannę, czystą dziewkę onę,

     Która z gwiazd złotych witą nosiła koronę.

5   Miesiąc się miasto wozu pod jej nogi zwinie,

     Kiedy na nię rydzy Smok mętną rzekę chynie,

     Lecz bezdennymi ziemia wszytkorodna usty

     Gwałtowne rzeki onej wypiła rozpusty.

     Panno, którą dziś słońce, więcej niźli człecze

10 Pojmą zmysły, wieczystej chwały przyoblecze

     Ku czci Boga, którego przez czyste połogi

     Urodziłaś w panieństwie, nade wszytkie bogi – 

     Ściele się Księżyc z Gwiazdą swą pod twoje stopy;

     Gdy nań ziemia grobowe otworzy przykopy,

15 Gdy niewytrzymanego rzekę grzechów prądu

     Wypuści podczas Syna twojego nań sądu,

     Otwórz usta, otwórz swe przenaświętsze wargi,

     Zgładź tego Smoka grozy, zgładź szatańskie skargi!

     Otwórz usta, którymiś w ubożuchne chusty

20 Powitego JEZUSA, w onej szopie pustéj

     Całowała, członkom się przypatrując wdzięcznym.

     A że to w nocy było przy świetle miesięcznym,

     Zdarz, żeby, który leży pod Miesiącem i tu,

     Wiecznego Słońca zażył, za Twą prośbą, świtu.

25 A ty, o Synu Boży, nad którego podléj

     Nikt się w ciele nie rodził, gdy się za nim modli,

     Patrz na prośby Matki swej, nie rachuj zaćmienia

     Miesięcznego na ziemi! Wszak też do złożenia

     Twego gwiazda trzech królów, gdzieś od kraju ziemie

30 Prowadząc, dała im cię znaleźć w Betlejemie.

     Niech tę tamta do swojej przypuści zasługi, 

     Przesadź ją na niebieskie z grobowca frambugi.

     Niech do twojej wieczerzy, kędy każdy siędzie,

     ktokolwiek w Cię uwierzył, świecić godna będzie.

35 Makułę, jeśli jaka w ciele padła na nię,

     Otrzyj, nie wypadając, miłosierny Panie.


&amp;nbsp;

Objaśnienia:

 1 | miesiąc – księżyc

 2 | depozyt – złożenie, skład

 3 | dziewka – dziewczyna, panienka

 3, 8, 20 | ona – owa, ta

 5 | miasto – zamiast 

 6 | rydzy – barwy rdzy lub ognia

 6 | chynąć – wypuścić

 8 | rozpust – rwący nurt, rozlewisko,

 11 | połóg – poród, zrodzenie

 14 | przykop – dół, wykop ziemny

 15 | niewytrzymany – niewstrzymany, niepohamowany 

 20 | powity – owinięty

 22, 28 | miesięczny – księżycowy 

 23 | zdarzyć – sprawić, uczynić 

 24 | zażyć – doświadczyć, skosztować

 29 | kraj – kraniec 

 29 | ziemie – ziemi (dawna forma dopełniacza)

 32 | frambuga – sklepienie, łuk

 33 | kędy – gdzie 

 35 | makuła – skaza, plama

 36 | wypadać – rachować, wyliczać

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1696.

Tekst wg: [Wacław Potocki], Poczet herbów szlachty Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego [...], Kraków 1696, s. 72–73.
</document>
<document nplp_id="17592" title="*** Spis treści" slug="spis-tresci">Odczytywanie.

Interpretacje utworów literackich w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. 
&amp;nbsp;

 	Strona redakcyjna
 	Wprowadzenie

&amp;nbsp;

 	Katarzyna Kuczyńska-Koschany
Umieranie Ukochanych, zawsze śmierć 
Jan Kochanowski, Tren IIII
Piotr Sommer, To jest imię i nazwisko
 	Grzegorz Marzec
Dwa krótkie wiersze i dwa labirynty 
Jan Kochanowski Do fraszek [„Fraszki nieprzepłacone, wdzięczne fraszki moje…”]
Joanna Mueller, szczodrak
 	Teresa Kostkiewiczowa
Dwa wiersze – dwa głosy
Jan Kochanowski, Pieśń VIII Ksiąg pierwszych
Adam Mickiewicz, Do***. Na Alpach w Splügen 1829
 	Krzysztof Mrowcewicz
Barokowy zegar świata
Daniel Naborowski, Krótkość żywota

 	Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Retoryczny kunszt miłosnego szaleństwa
Jan Andrzej Morsztyn, Vaneggiar d’una innamorata

 	Agnieszka Czechowicz
Kosmos, żywioły i metamorfozy eschatologiczne
Wacław Potocki, Nagrobek Leliwczykowi
 	Roman Dąbrowski
O mądrości każdego i głupocie wszystkich
Ignacy Krasicki, Do księdza Marcina
 	Tomasz Chachulski
Nad brzegiem Prutu. Od sielanki do elegii
Franciszek Karpiński, Na odmienione Nadprucie
 	Paweł Pluta
Natura i człowiek – sentymentalny obraz nawigacji życiowej
Franciszek Dionizy Kniaźnin, Dwie gałązki

 	Agata Seweryn
„Chwałki” Franciszka Karpińskiego i Juliusza Słowackiego 
Franciszek Karpiński, Pieśń poranna
Juliusz Słowacki, [„Kiedy pierwsze kury Panu spiewają...”]
 	Teresa Dobrzyńska
Człowiek w wielkim mieście
Cyprian Norwid, Stolica
Julian Tuwim, Ruch
 	Ewangelina Skalińska
„Jakaś siła niezgadniona...”, czyli Ironia Cypriana Norwida
Cyprian Norwid, Ironia
 	Arent van Nieukerken
Paradoksy ironii
Cyprian Norwid, Rzecz o wolności słowa (fragment)
 	Marek Stanisz
Blask u kresu
Stanisław Egbert Koźmian, Z mego okienka w jesieni

 	Aleksander Wójtowicz
Meteor
Józef Czechowicz, Przemiany
 	Kinga Białek
Piłka nożna jako poezja życia
Kazimierz Wierzyński, Match footballowy

 	Piotr Mitzner
Żal po Indze Bartsch
Konstanty Ildefons Gałczyński, Inge Bartsch
 	Teresa Dobrzyńska
Rola języka i środków stylistycznych w kreowaniu obrazu świata
Bolesław Leśmian, Pszczoły

 	Bogusław Dopart
Nad „trumną próżną” na cmentarzu Montmartre
Kazimierz Wierzyński, Na grobie Słowackiego
 	Małgorzata Mikołajczak
„Mój ty pomniku niezupełny”. Zbigniew Herbert wobec tradycji horacjańskiej
Zbigniew Herbert, Do moich kości
 	Dorota Michułka
Poetki i paideia
Wisława Szymborska, Wywiad z dzieckiem
Joanna Kulmowa, Dorośli

 	Andrzej Tyszczyk
W kręgu czytelniczych domysłów
Zbigniew Herbert, Rozmyślania Pana Cogito o odkupieniu

 	Elżbieta Błachowicz
Albo ‒ albo, czyli batalia o przyszłość
Janusz Stanisław Pasierb, Szukanie Adama
 	Bernadetta Kuczera-Chachulska
To jedno
Czesław Miłosz, To jedno

 	Krzysztof Biedrzycki
Koszykówka i poezja
Stanisław Barańczak, Pierwsza piątka
 	Anna Janus-Sitarz
Odkrycia lekturowe czytelnika
Zbigniew Herbert, Domysły na temat Barabasza
 	Małgorzata Grzebień
Lamentacja
Janusz Szuber, Mur
 	Grażyna Borkowska
Mały szkic Michała Głowińskiego. Analityczny i interpretacyjny przewodnik
po Fikcji dobrego dzieciństwa
Michał Głowiński, Fikcja dobrego dzieciństwa
 	Teresa Kostkiewiczowa
Ławka i ludzie
Paweł Marcinkiewicz, Ławka

 	Igor Piotrowski
Manifest mimo woli? Wiersz o kulturowym konceptualizowaniu przestrzeni 
Julia Fiedorczuk, W domu powinno być także miejsce dla zmarłych

 	Wojciech Kudyba
Inny jest śladem
Adam Zagajewski, Nienapisana elegia dla Żydów krakowskich

 	Magdalena Rudkowska
Kamienie, słowa, łzy
Urszula Kozioł, Lament
 	Anna Czabanowska-Wróbel
Notatki do interpretacji Metamorfoz Tomasza Różyckiego
Tomasz Różycki, Metamorfozy
 	Marcin Cieński
Odrastanie topoli
Urszula Zajączkowska, Topola biała
 	Piotr Krupiński
„Metafora idzie na wojnę”. O poetyckim dyptyku Artura Daniela Liskowackiego
Artur Daniel Liskowacki, Wiersze antywojenne, Dobombardowanie
 	Tomasz Cieślak
Wściekłość i przemoc
Bartłomiej Majzel, nagonka


 	Z recenzji prof. Małgorzaty Łukaszuk
 	Indeks terminów literackich
</document>
<document nplp_id="17593" title="Indeks terminów literackich" slug="indeks-terminow-literackich">A
akcent (por. prozodia)
akcent oksytoniczny
transakcentacja
akcja liryczna
aksjologia
alegoreza
alegoria
aliteracja
aluzja
aluzja biblijna
aluzja literacka
aluzja mitologiczna (por. mit)
amfibrach zob. metrum, stopa metryczna
amplifikacja
anafora
animizacja
antonim
antropomorfizacja
antyk
antyteza
apostrofa
archaizacja
archaizm
arcydzieło
augmentativum
autobiografizm
autointerpretacja zob. interpretacja
autoironia zob. ironia
autotematyzm
Awangarda Krakowska
awangarda, zob. także druga awangarda
B
ballada zob. gatunek literacki
barok
baśniowość
baśń zob. gatunek literacki
bohater
bohater liryczny
bohater zbiorowy
burleska zob. gatunek literacki
C
charakter zob. gatunek literacki
chiazm zob. retoryka, figura retoryczna
close reading
concors discordia
consolatio ad se ipsum zob. motyw
cykl poetycki
czas w dziele literackim
czas kolisty
czas linearny
czas mityczny
czas spiralny

D
dadaizm
danse macabre zob. motyw
dedykacja
dekontekstualizacja zob. kontekst, konteksty
delectatio mortis zob. motyw
deminutivum
dialog
dialog: filozofia dialogu
dramat zob. gatunek literacki
druga awangarda
dwudziestolecie międzywojenne
dysharmonia zob. harmonia
dysonans
dystych zob. strofa
E
egzystencjalizm
ekfraza
ekopoetyka zob. poetyka
ekspresja
ekspresjonizm
elegia zob. gatunek literacki
elegijność (por. poezja elegijna)
elipsa zob. retoryka, figura retoryczna
emblemat zob. gatunek literacki
epanalepsa zob. retoryka, figura retoryczna
epigramat zob. gatunek literacki
epinicjum zob. gatunek literacki
epitafium zob. gatunek literacki
epitet
epitet: epitet metaforyczny,
eufemizm
eufonia
exegi monumentum zob. motyw
F
figlik zob. gatunek literacki
figura per adiectionem zob. retoryka, figura retoryczna, por. parenteza
figura per transmutationem zob. retoryka, figura retoryczna, por. inwersja
figura retoryczna zob. retoryka
figura retoryczna
figura stylistyczna zob. styl
fikcja literacka
fikcyjność
filozofia dialogu zob. dialog
fragmentaryzm
fraszka zob. gatunek literacki
frazeologia
furor poeticus
futuryzm
G
gatunek literacki
gatunek literacki: ballada
gatunek literacki: baśń
gatunek literacki: burleska
gatunek literacki: charakter
gatunek literacki: dramat
gatunek literacki: elegia
gatunek literacki: emblemat
gatunek literacki: epigramat
gatunek literacki: epinicjum
gatunek literacki: epitafium
gatunek literacki: figlik
gatunek literacki: fraszka
gatunek literacki: genologia
gatunek literacki: geografia humanistyczna
gatunek literacki: gradacja
gatunek literacki: graficzna postać tekstu
gatunek literacki: groteska
gatunek literacki: hymn
gatunek literacki: idylla
gatunek literacki: kolęda
gatunek literacki: komedio-drama
gatunek literacki: lament, lamentacja
gatunek literacki: list poetycki
gatunek literacki: moralitet
gatunek literacki: nowela
gatunek literacki: oda
gatunek literacki: pastorałka
gatunek literacki: pieśń
gatunek literacki: piosenka
gatunek literacki: poemat
gatunek literacki: protest song
gatunek literacki: przypowieść
gatunek literacki: psalm
gatunek literacki: reportaż
gatunek literacki: reportaż poetycki
gatunek literacki: satyra
gatunek literacki: sielanka
gatunek literacki: sonet
gatunek literacki: stemmat
gatunek literacki: szczodrak
gatunek literacki: tragikomedia
gatunek literacki: tren
gatunek literacki: żal, żale

H
harmonia
harmonia: dysharmonia
hermeneutyka
hiperbola
homonim
horror
hymn zob. gatunek literacki
hypallage zob. retoryka, trop retoryczny
I
idiolekt poetycki
idylla zob. gatunek literacki
incipit (por. tytuł)
ingenium
inkantacja
instrumentacja głoskowa, dźwiękowa
interpretacja passim
interpretacja: autointerpretacja
interpretacja: interpretacja immanentna
interpretacja: interpretacja intersemiotyczna
interpretacja: interpretacja intonacyjno-brzmieniowa
interpretacja: interpretacja ironiczna
interpretacja: interpretacja porównawcza
interpretacja: interpretacja teologiczna
interpretacja: interpretacyjna parafraza
interpretacja: reinterpretacja
interpretacja: sztuka interpretacji
interpunkcja
intersemiotyczność
intertekstualność
intonacja (por. prozodia)
intonacja: monotonia intonacyjna
intonacja: symetria intonacyjna
inwersja (por. figura per transmutationem)
ironia
ironia: autoironia
ironia: ironia sytuacyjna

J
język passim
język: język biblijny
język: język dziecięcy
język: język kolokwialny
język: język komentarza sportowego
język: język młodzieżowy
język: język mówiony
język: język poetycki
język: język potoczny
język: język propagandy (por. propaganda)
językowy obraz świata
jukstapozycja
K
karykatura
katachreza
katastrofizm
klasycyzm
kolęda zob. gatunek literacki
kolokwializm
komedio-drama zob. gatunek literacki
kompozycja
koncept
konkatenacja
kontekst konteksty
kontekst konteksty: kontekst biblijny
kontekst konteksty: kontekst biograficzny
kontekst konteksty: kontekst historycznoliteracki
kontekst konteksty: kontekst kulturowy
kontekst konteksty: dekontekstualizacja
kontekst konteksty: kontekst literacki
kontekst konteksty: kontekst mitologiczny (por. mit)
kontekst konteksty: rekontekstualizacja
kontradykcja
kontrakcja
konwencja literacka
kryptocytat
L
lament, lamentacja zob. gatunek literacki
leitmotiv
liryka passim
liryka: liryka bezpośrednia
liryka: liryka konfesyjna
liryka: liryka lamentacyjna
liryka: liryka pośrednia
liryka: liryka roli
liryka: liryka zwrotu do adresata
list poetycki zob. gatunek literacki
lux tenebrae zob. motyw
M
makaronizm
manifest
manifest literacki
melodeklamacja
metafizyka
metafora (przenośnia)
metonimia (por. synekdocha)

metrum
metrum zob. wiersz sylabotoniczny
metrum zob. wiersz sylabotoniczny - stopa metryczna - amfibrach
metrum zob. wiersz sylabotoniczny stopa metryczna
metrum zob. wiersz sylabotoniczny stopa metryczna trochej
mimesis
mit (por. aluzja mitologiczna, por. kontekst mitologiczny)
Młoda Polska
modernizm
monolog
monolog: monolog bezpośredni
monolog: monolog liryczny
monolog: monolog wewnętrzny
monolog: monolog-wyznanie
monorym zob. rym, rymy
moralitet zob. gatunek literacki
motto
motyw
motyw: motyw cienia
motyw: motyw consolatio ad se ipsum
motyw: motyw danse macabre
motyw: motyw delectatio mortis
motyw: motyw drzew
motyw: motyw exegi monumentum
motyw: motyw jutrzenki
motyw: motyw kamienia
motyw: motyw krzyża
motyw: motyw kwitnącego bluszczu
motyw: motyw losu
motyw: motyw lux - tenebrae
motyw: motyw non omnis moriar
motyw: motyw pór roku
motyw: motyw przemijania
motyw: motyw przylotu ptaków
motyw: motyw śpiewu
motyw: motyw vanitas
motyw: motyw wędrowca (flâneur)

N
narracja
narracja aksjologiczna
narracja estetyczna
narracja liryczna
narracyjne wzorce
narracyjny dystans
następnik zob. retoryka, okres retoryczny
neologizm
non omnis moriar zob. motyw
Nowa Krytyka
nowela zob. gatunek literacki
nowomowa
O
oda zob. gatunek literacki
odbiorca dzieła literackiego
odbiorca modelowy
okres retoryczny zob. retoryka
oksymoron
oktawa zob. strofa
onomatopeja
opozycja (przeciwstawienie)
ornamentacja
oświecenie
P
palimpsest
panegiryk
parabola
paradoks (por. poetyka paradoksu)
parafraza
paralelizm
parenteza (por. figura par adiectionem)
parodia
paronim
pastisz
pastorałka zob. gatunek literacki
patos
personifikacja
perswazja zob. retoryka, styl retoryczny, por. slogan
peryfraza
pierścień
pierścień zob. kompozycja
pieśń zob. gatunek literacki
piosenka zob. gatunek literacki
pleonazm
podmiot czynności twórczych
podmiot liryczny („ja” liryczne, podmiot mówiący)
podmiot zbiorowy
poemat zob. gatunek literacki
poetyka
ekopoetyka
poetyka absurdu
poetyka alertu
poetyka pamięci
poetyka paradoksu (por. paradoks)
poetyka protestu
poetyka reportażu
poetyka sentymentalizmu (por. sentymentalizm)
poezja
metapoezja
poezja agitacyjna
poezja elegijna (por. elegijność)
poezja funeralna
poezja heraldyczna
poezja kobieca
poezja konkretna
poezja ludowa
poezja okolicznościowa
poezja wojenna
pole semantyczne zob. semantyka
polifonia
poprzednik zob. retoryka, okres retoryczny
porównanie
porównanie homeryckie
tertium comparationis
postpamięć
powtórzenie
propaganda (por. język propagandy)
protest song zob. gatunek literacki
prozodia (por. akcent, por. intonacja)
przerzutnia
przerzutnia klauzulowa
przerzutnia średniówkowa
przestrzeń
przestrzeń symboliczna
przypowieść zob. gatunek literacki
psalm zob. gatunek literacki
psychoanaliza
puenta
R
realizm
recepcja
regionalizm
reinterpretacja zob. interpretacja
rekontekstualizacja zob. kontekst
renesans
reportaż zob. gatunek literacki
retardacja
retoryka
figura retoryczna
chiazm
elipsa
epanalepsa
figura per adiectionem
figura per transmutationem
reductio ad absurdum
syllepsis (por. zeugma)
zeugma (por. syllepsis)
okres retoryczny
następnik
poprzednik
styl retoryczny
perswazja
rstyl niski, prosty
wysoki, wzniosły
romantyzm
rym, rymy
monorym
rymy dokładne
rymy gramatyczne
rymy krzyżowe
rymy męskie
rymy niedokładne
rymy niegramatyczne
rymy okalające
rymy parzyste
rymy przeplatane
rymy tauologiczne
rymy wewnętrzne
rymy zewnętrzne
rymy żeńskie
rytm
S
satyra zob. gatunek literacki
sekstyna zob. strofa
semantyka
semantyka: pole semantyczne
semantyka: semantyczny gest
semy peryferyjne
sentymentalizm (por. poetyka sentymentalizmu)
sielanka zob. gatunek literacki
Skamander
składnia
slogan (por. perswazja)
słowa wartościujące
socrealizm
soliloquium
sonet zob. gatunek literacki
stemmat zob. gatunek literacki
strofa passim
dystych
oktawa
sekstyna
strofa saficka
tercyna
tetrastych
strofoida
struktura głęboka
strukturalizm
strumień świadomości
styl
figura stylistyczna
styl biblijny
styl niski, prosty zob. retoryka, styl retoryczny
styl wysoki, wzniosły zob. retoryka, styl retoryczny
stylizacja
środki stylistyczne
surrealizm
syllepsis zob. retoryka figura retoryczna por. zeugma
symbol symbolika
symbolizm
synekdocha (por. metonimia)
synonim
sytuacja komunikacyjna
sytuacja liryczna
szczodrak zob. gatunek literacki
Ś
średniowiecze
średniówka
środki stylistyczne zob. styl
świat przedstawiony
T
tercyna zob. strofa
tertium comparationis zob. porównanie
tetrastych zob. strofa
topos
topika apokaliptyczna
topika funeralna
topika opłakiwania, lamentu
topos drogi
topos płynącego okrętu
tradycja antyczna zob. antyk
tradycja biblijna
tradycja literacka zob. także: antyk klasycyzm oświecenie romantyzm sentymentalizm i inne
tragikomedia zob. gatunek literacki
transakcentacja zob. akcent
trauma
trawestacja
tren zob. gatunek literacki
trochej zob. metrum, stopa metryczna
trop retoryczny hypallage
tytuł (por. incipit)
V
vanitas zob. motyw
W
warstwa brzmieniowa
werset (biblijny)
wersyfikacja
wiersz
wiersz biały
wiersz epicki
wiersz funeralny (por. poezja funeralna)
wiersz hymniczny
wiersz meliczny
wiersz nieregularny
wiersz sylabiczny
wiersz sylabotoniczny
wiersz toniczny
wiersz wolny
wyliczenie (enumeracja)
Z
zeugma zob. retoryka figura retoryczna por. syllepsis
Ż
żal żale zob. gatunek literacki</document>
<document nplp_id="17596" title="KILIŃSKIEGO 152" slug="kilinskiego-152">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VIII

Między 20 a 28 I 1945

„Już w sobotę lub w niedzielę złapano z karabinem w ręku i z opaską milicjanta na ramieniu [Alfonsa] Suttera z Kripo. Złapał go Pik ojciec, który pracował na Bałuckim Rynku i odstawił go do „Gosobrony" na Legionów, a stamtąd odwieziono go na Kilińskiego 152. Dwóch jegomości poszło z sierżantem ,,Gosobrony" do jego mieszkania na Limanowskiego 90, gdzie aresztowano jego brata Maksa, ale wobec bardzo przychylnej opinii wydanej przez lokatorów ich domu „Gosobrona" nie znalazła powodów do jego zatrzymania i go wypuszczono. Natomiast ich ojciec odebrał sobie życie, powiesiwszy się na strychu. Wyłapano dużo innych Niemców, którzy w getcie odgrywali wielką rolę. Aresztowano [Rudolfa] Krampfa, [Oswalda?] Millera, [Alberta] Meyera, podobno nawet [Aloisa] Schmidta i żonę [Hansa] Biebowa, bo, jak już wzmiankowałem, on [Biebow] dziesięć dni przedtem wyjechał w sprawach służbowych do Reichu".
(s. 267)</document>
<document nplp_id="17597" title="04. Barokowy zegar świata" slug="barokowy-zegar-swiata">Krzysztof Mrowcewicz
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-8533-4178






Interpretacja
Daniel Naborowski
Krótkość żywota
&amp;nbsp;

     Godzina za godziną niepojęcie chodzi:

     był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi.

     Krótka rozprawa: jutro, coś dziś jest, nie będziesz,

     a żeś był – nieboszczyka imienia nabędziesz. 

5   Dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt – żywot ludzki słynie,

     słońce więcej nie wschodzi to, które raz minie;

     kołem niehamowanym lotny czas uchodzi,

     z którego spadł niejeden, co na starość godzi.

     Wtenczas, kiedy ty myślisz, jużeś był, nieboże – 

10 między śmiercią, rodzeniem byt nasz ledwie może

     nazwań być czwartą częścią mgnienia; wielom była

     kolebka grobem, wielom matka ich mogiła.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1910.

Tekst wg: Wysoki umysł w dolnych rzeczach zawikłany. Antologia polskiej poezji metafizycznej epoki baroku od Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego do Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, oprac. i wstępem poprzedził Krzysztof Mrowcewicz, wyd. II, Warszawa 2010, s. 103–104.
</document>
<document nplp_id="17598" title="KOŚCIELNA, CZERWONY DOMEK &amp;#8211; WOLBORSKA 39" slug="koscielna-czerwony-domek-wolborska-39">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI A
8 VII 1944
„Od czwartku rano do wtorku po obiedzie nie byłem wcale wołany na górę na przesłuchanie. We wtorek po południu, koło 16-ej, zawołano mnie na górę, jeszcze raz przepytano i kazano przynieść futro i obrączki ślubne, które miałem. W ten sposób zostałem zwolniony. Pobiegłem do domu, kazałem zadzwonić do żony, wyjąłem futro, zabrałem obrączki i poleciałem z powrotem wraz z córeczką [Hanną], która już nie chciała mnie odpuścić samego".
(s. 178)</document>
<document nplp_id="17601" title="KRASZEW I&amp;nbsp;WIŚNIOWA GÓRA (poza gettem)" slug="kraszew-i-wisniowa-gora-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
25 IV 1943

„Przyszło zapotrzebowania na dwóch lekarzy do obozów pracy żydowskich: w Kraszewie i Wiśniowej Górze, gdzie podobno ma być po 360 robotników Żydów. Co oni tam robią, nie wiadomo".
(s. 62)</document>
<document nplp_id="17602" title="LIMANOWSKIEGO/ZGIERSKA" slug="limanowskiego-zgierska">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
01 VIII 1944
„Wydano, wprawdzie na razie ustnie, zarządzenie zabraniające wyglądania z okiem i wyjścia na balkon na ulicy Zgierskiej i Limanowskiego, tj. tych ulic, którymi przejeżdżają tramwaje".
(s. 188-189)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17603" title="LIMANOWSKIEGO 90" slug="limanowskiego-90">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII
Między 20 a 28 I 1945

„Już w sobotę lub w niedzielę złapano z karabinem w ręku i z opaską milicjanta na ramieniu [Alfonsa] Suttera z Kripo. Złapał go Pik ojciec, który pracował na Bałuckim Rynku i odstawił go do „Gosobrony" na Legionów, a stamtąd odwieziono go na Kilińskiego 152. Dwóch jegomości poszło z sierżantem ,,Gosobrony" do jego mieszkania na Limanowskiego 90, gdzie aresztowano jego brata Maksa, ale wobec bardzo przychylnej opinii wydanej przez lokatorów ich domu „Gosobrona" nie znalazła powodów do jego zatrzymania i go wypuszczono. Natomiast ich ojciec odebrał sobie życie, powiesiwszy się na strychu. Wyłapano dużo innych Niemców, którzy w getcie odgrywali wielką rolę. Aresztowano [Rudolfa] Krampfa, [Oswalda?] Millera, [Alberta] Meyera, podobno nawet [Aloisa] Schmidta i żonę [Hansa] Biebowa, bo, jak już wzmiankowałem, on [Biebow] dziesięć dni przedtem wyjechał w sprawach służbowych do Reichu".
(s. 267)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17604" title="LUTOMIERSKA 44/5  (Telegraphstrasse Hamburgerstrasse)" slug="lutomierska-44-5-telegraphstrasse-hamburgerstrasse">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, I C
23 II 1940 (zapis 13 XII 1942)
„W dniu 23 lutego Czopek opróżnił mieszkanie, do którego wnieśliśmy nasze skromne graty. O mój Boże! Jak ciężko było wtedy na duszy! Z pięciopokojowego mieszkania, niedawno wyremontowanego – do jednej małej izby… Ale i zdobycie tego mieszkania nie przyszło łatwo. Administrator robił trudności, twierdził, że dom ten zostanie wyłączony z getta. Ponieważ przydział mieszkania został zatwierdzony przez Gminę Żydowską i przez Niemiecki Urząd Policyjny, zająłem je po prostu siłą i służyło mi przeszło dwa lata".
(s. 20)

JA/ONI, I C
11 III 1940 (zapis 31 XII 1942)
„W poniedziałek rano odwiedził mnie jeden z naszych klientów. Zeszliśmy razem na podwórze, gdzie znajdował się telefon, żeby wydać fabryce kilka zleceń. Traf chciał, że telefon był zajęty. Udaliśmy się więc do pobliskiej piekarni. W drodze powrotnej złapano nas i w dość licznym gronie zaprowadzono do domu przy ul. Mickiewicza 1 [7], w którym mieściła się dawniej szkoła powszechna, a obecnie był Sammellager für Wolynien-Deutsche (punkt zborny dla Niemców wołyńskich). Ustawiono nas w dwa szeregi i kolejno wybierano do najrozmaitszych „robót”.
(s. 23)

JA/ONI, II A
Lato 1940 - marzec 1941 (zapis przed 17 I 1943)
„Mieszkaliśmy w pałacyku dawniej Stüldta, do którego przylegał duży ogród. Latem 1940 r. do nas, do tego ogrodu dużo ludzi. Mieliśmy co dzień gazety. Dużo debatowania i rozprawiania. W marcu 1941 r. zacząłem z Z. Markowiczem rozmawiać na temat wzięcia wspólnie działki. On przyciągnął L.[ajba] Chirurga, który mnie potem wypchnął. Lecz nie wzięli oni proponowanego przeze mnie ogrodu, lecz większy obiekt na Marysinie".
(s. 35.)

JA/ONI, I
23 II 1940 (zapis 27 II 1943)
„23 lutego 1940 r. przeprowadziliśmy się tu na ul. Lutomierską, do mieszkania majstra z fabryki Haesslera. Myśmy dostali tylko pokój, a dwa pozostałe pokoje dostali: jeden brat [Stanisław Toruńczyk] żony mojej, ze swoją rodziną (razem 5 osób), a drugi nasi sąsiedzi z ul. Andrzeja – Gliksmanowie [Moszek i Bluma Hinda], razem 6 osób, chociaż na początku, tj. do końca kwietnia było ich 8 osób – dwie osoby przeprowadziły się do opuszczonego w końcu kwietnia sąsiedniego mieszkania".
(s. 47)

JA/ONI, I
7 III 1940 1940 (zapis 7 III 1944)
„Cztery lata minęły od naszej przeprowadzki do getta. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Zarówno administrator, jak i dozorca domu przy ulicy Drewnowskiej 49[44?] nie chcieli nas wpuścić do nowego mieszkania, choć miałem nakaz gminy zatwierdzony przez policje niemiecką. Ostatecznie wraz z rodziną szwagra [Stanisława Toruńczyka] i sąsiadem [Moszkiem] Gliksmanem, wtargnęliśmy siłą do trzypokojowego lokalu, w którym mieszkał dotychczas majster fabryczny Czopek.
Mieszkaliśmy tam dwa lata – do czasu, kiedy ta część ulicy Drewnowskiej została wydzielona z terenu getta. Wtedy byliśmy zmuszeni przenieść się do obecnego mieszkania przy ulicy Wolborskiej [15 V 1942]. Córeczka moja rozpaczała, gdyż żal jej było ogródka i kwiatów rosnących za oknem naszego pokoju.

Wtedy przypomniałem jej tragiczną śmierć wuja bratowej mojej żony, Zygmunta Goldberga [zabity 24 VII 1940]. Mieszkał on razem z nami i zajmował się uprawą ogrodu. Za oknem ciągnęły się druty, izolujące dzielnice żydowską od miasta. Pewnego razu przechodził obok zasieków młody Niemiec. Na widok Żyda pracującego w ogrodzie, zatrzymał się si wszczął z nim rozmowę. Goldberg, były student Uniwersytetu Wrocławskiego, biegle władał językiem niemieckim. Po kilku minutach rozeszli się. Nagle Niemiec odwrócił się i strzelił do niego z rewolweru. Trafił w tył głowy. Obserwowałem to wszystko z okna. Wybiegłem do ogrodu i zaniosłem wuja do domu. Już nie żył.
Nigdy nie żałowałem kwiatów przy ulicy Drewnowskiej. Chciałem być jak najdalej od tego domu i tych drutów".
(s. 154).

ONI, VII
9 IX 1944
„Druty po tamtej stronie mostu przeniesiono z ulicy Podrzecznej na Lutomierską wyłączając w ten sposób z obszaru getta rejon: Podrzeczna, Zgierska i Lutomierska, aż do szpitala na Drewnowskiej".
(s. 215)</document>
<document nplp_id="17605" title="14. Blask u&amp;nbsp;kresu" slug="blask-u-kresu">Marek Stanisz
Uniwersytet Rzeszowski
ORCID 0000-0002-1059-2893





Interpretacja

Stanisław Egbert Koźmian
Z mego okienka w jesieni
&amp;nbsp;

     Rząd drzew w cudną gałęzi skojarzonych zgodę, 

     Pod nimi cień i światło drżące na przemiany, 

     Zielony trawnik, liściem jesiennym zasiany, 

     Jako zwiędłą nadzieją serce jeszcze młode; 


5   Dalej przechodnia struga – za nią długie łany, 

     W końcu wiejski kościółek z krzyżem, co w pogodę 

     Przez coraz bezlistniejszych konarów przegrodę 

     Błyszczy z dala, zachodnim słońcem ozłacany; 

&amp;nbsp;

     Oto wszystko, co z mego dziś widzę okienka, 

10 Na które do mej izby po ciepło się wspina 

     Z spóźnionym kwiatem bluszczu gałązeczka cienka. 

&amp;nbsp;

     Życia to mego obraz. Różnica jedyna, 

     Że nad coraz widniejszym krzyżem się przegina 

     Nie zachód, ale życia lepszego jutrzenka.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1870.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Stanisław [Egbert] Koźmian, Pisma wierszem i prozą, t. I, Poznań 1870, s. 233. Pisownię i interpunkcję zmodernizowano zgodnie z obowiązującymi współcześnie zasadami.
</document>
<document nplp_id="17606" title="LUTOMIERSKA DREWNOWSKA, PODRZECZNA, STODOLNIANA [OBSZAR]" slug="lutomierska-drewnowska-podrzeczna-stodolniana-obszar">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI A
08 VII 1944
„Od wczoraj zaczęto ewakuować górę Lutomierskiej, Drewnowskiej i Podrzecznej do Stodolnianej. Dają bardzo mało czasu i już chcą burzyć domy. Duża tragedia".
(s. 178-179)

ONI, VI B
28 VII 1944
„Część getta, od Stodolnianej w górę ulicy, Podrzeczną i Drewnowską, opróżnili od ludności i domy te mają podlegać, częściowo już rozpoczętej, rozbiórce. Później ma pójść ul. Lutomierska, od nr 16 wzwyż, aż do szpitala (strona parzysta), a później przejdą na tę stronę mostu, na Stary Rynek, i zaczną od tego miejsca, gdzie skończyli rozbiórkę dwa lata temu, tzn. od Nowomiejskiej, przez jedną stronę Starego Rynku, Wolborską aż do Północnej, drugą stronę Wolborskiej aż do Jakuba. W ten sposób powiększony będzie plac stworzony już poprzednio przez rozbiórkę czworoboku: Północna, Wschodnia, Nad Łódką, Nowomiejska i Ogrodowa. Będzie to ogromny plac, który wg mego zdania, należałoby jeszcze więcej rozszerzyć i odpowiednio umiejętnie wykorzystać".
(s. 187)</document>
<document nplp_id="17608" title="12. „Jakaś siła niezgadniona&amp;#8230;”, czyli Ironia Cypriana Norwida" slug="jakas-sila-niezgadniona-czyli-ironia-cypriana-norwida">Ewangelina Skalińska
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-2911-4074


Interpretacja
&amp;nbsp;

Cyprian Norwid
XXXV. Ironia
&amp;nbsp;
1
Żeby to można arcydzieło 
Dłutem wyprowadzić z grubych brył –
 I żeby dłuto nie zgrzytnęło,
Ni młot je ustawnie bił a bił!...
&amp;nbsp;
2
&amp;nbsp;

5         Żeby to tchem samym harmonii

           Można było kręcić wozów oś,

           I bez s-krzypnięcia wstecz ironii

           Żeby się udało zrobić coś...

&amp;nbsp;
3
&amp;nbsp;

           Och! jakże  spałby sobie człowiek,

 10     Wyższy  nad skargi ustawiczne,

           Lecz cóż? – gdy jeszcze i u powiek

           Roz-siędą się sny ironiczne!!...

&amp;nbsp;
4
&amp;nbsp;

           Uczucie zwiedza bez ironii

           Szlaki  bite cudzym cierpieniem,

15       Lecz kto był  pierwej tam, wie o niej,

           Że jest – koniecznym bytu cieniem.

&amp;nbsp;
5
&amp;nbsp;

           Ty myślisz, może, że wiek złoty

           Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości –

            A gdzież?… powiodą pierw  te cnoty,

20       Od których cofa strach śmieszności!...

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1905.

&amp;nbsp;

Wiersz ze zbioru Vade-mecum; tekst wg: Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył Juliusz W. Gomulicki, t. II: Wiersze. Część druga, Warszawa 1971, s. 54–55 [przypis]Wszystkie cytaty z dzieł Norwida za tą właśnie edycją – liczba rzymska oznacza tom, liczba arabska – stronę; cytaty lokalizuję bezpośrednio w tekście.[/przypis].

.
</document>
<document nplp_id="17610" title="ŁAGIEWNICKA 35/37 – NIECAŁA" slug="lagiewnicka-35-37-niecala">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański 
ONI, IV
Wrzesień 1942 (zapis 3 III 1943)
„Wczoraj opowiadano mi, jak dziewczyna uratowała dziecko przy wysiedleniu we wrześniu ub.r. Mieszkając z tyłu szpitala dziecięcego przy Łagiewnickiej 35/37 (ul. Niecała), dziewczyna ta widziała jak z okien szpitala wyrzucono tłumok, w którym okazało się dziecko, zaniosła na górę i schowała pod łóżko. Po paru minutach byli Niemcy i szukali, ale nie znaleźli. Odszukano potem rodziców dziecka i im oddano, ale podobno dziecko to w parę tygodni potem zmarło".
(s. 48-49)</document>
<document nplp_id="17611" title="* Odczytywanie. Wprowadzenie" slug="odczytywanie-wprowadzenie">Odczytywanie.

Interpretacje utworów literackich w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. 

&amp;nbsp;

Olimpiada „kładzie szczególny nacisk na umiejętności możliwie bliskiego kontaktu z  dziełem pojedynczym, niepowtarzalnym w swym kształcie i znaczeniu” – pisała Teresa Kostkiewiczowa w 1980 roku[przypis]Teresa Kostkiewiczowa, Miejsce olimpiady polonistycznej we współczesnej kulturze literackiej, w: Olimpiada Literatury i Języka Polskiego. Założenia – oceny – postulaty, praca zbiorowa pod red. Bożeny Chrząstowskiej i Teresy Kostkiewiczowej, wyd. II zmienione i uzupełnione, Warszawa 1988, s. 14.[/przypis]. Dla założycieli, jurorów i organizatorów Olimpiady Literatury i Języka Polskiego od samego początku istnienia tej instytucji umiejętność interpretowania dzieła literackiego (dawnego i współczesnego, poetyckiego i prozatorskiego) była głównym kryterium oceny prób podejmowanych przez Olimpijczyków. Nauczaniu interpretowania w OLiJP Aleksandra Okopień-Sławińska poświęciła wówczas krótkie rozważania, których najważniejsze stwierdzenia wyjściowe można by streścić w kilku zdaniach. Otóż nie da się nauczyć interpretacji w taki sposób, w jaki uczy się historii literatury, jednak bez podstawowej wiedzy z tego zakresu nie dałoby się rozpocząć żadnych czynności analitycznych. Każdej interpretacji towarzyszy pierwiastek twórczy – stąd powszechnie przyjęte określenie „sztuka interpretacji”. Jednakże nieistnienie ostatecznego, jedynego i „obiektywnego” odczytania utworu nie przekreśla faktu, że interpretacja podejmowana bez odpowiedniego przygotowania lub w oparciu o błędne założenia staje się dowolna, nieprawdziwa lub niepełna, a nawet może prowadzić na manowce. Tylko nieustannie ponawiana konfrontacja z tekstem utworu pozwala osądzić, czy nasz wysiłek interpretacyjny nie został obarczony błędem dowolności. Potrzeba interpretacji jest „zadaniem o wielkim znaczeniu społecznym” – niezbędnym „w praktyce kulturalnej”, to jest w praktyce odbioru utworów literackich, ale też, jak byśmy dzisiaj powiedzieli: wszelkich tekstów kultury[przypis]Aleksandra Okopień-Sławińska, Sztuka interpretacji jako przedmiot nauczania, w: Olimpiada Literatury i Języka Polskiego. Założenia – oceny – postulaty, dz.cyt., zwłaszcza s. 112–114.[/przypis].
</document>
<document nplp_id="17612" title="ŁAGIEWNICKA 37" slug="lagiewnicka-37">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VA
8 V 1943
„Dzisiaj kilka słów o strajku dzieci w Resorcie Krawieckim przy ulicy Łagiewnickiej 37.
Kierowniczką tego resortu jest Helena Rumkowska, bratowa Prezesa, a fachowcem-majstrem – młody człowiek o nazwisku Rotenberg.
Otóż zdarzyło się, że Rotenberg z jakiegoś błahego powodu spoliczkował czterech chłopców i wydalił z pracy. W odpowiedzi na to zastrajkowały resorty i, rzecz znamienna, chłopcy nie porzucili roboty, odmówili jedynie przyjmowania należnych im zup. Urządzili się przy tym w ten sposób, że planowaną na dany dzień pracę wykonywali w ciągu 3-4 godzin (dzieci w wieku do 17 lat pracują tyko pięć godzin), a potem stali lub siedzieli bezczynnie.
Dzieci z innych resortów, dowiedziawszy się o tym strajku, postanowiły przyjść z pomocą załodze przy Łagiewnickiej, dostarczając im zup.
Był to wzruszający widok: chłopcy i dziewczynki, śpieszący bocznymi ulicami do budynku resortu. Podawano po kilka menażek przez drzwi i okna, wspinano się z zupami na parapety.
Następnego dnia powtórzyła się ta sama historia. Nie pomogły żadne perswazje. Dzieci żądały w zamian za przerwanie tego oryginalnego strajku przyjęcia do pracy czterech wydalonych chłopców.
Wobec takiego stanu rzeczy przybył do resortu Dawid Warszawski, kierownik Centrali Krawieckiej. Musiał zużyć niemało czasu na perswazje i namowy, i dopiero gdy dał słowo honoru, że w ciągu trzech dni sprawa będzie załatwiona, chłopcy wyrazili zgodę na przyjęcie zup. Jeszcze tego samego dnia wydaleni powrócili do pracy.
Tak umieją dzieci w getcie bronić swoich praw".
(s. 161)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17615" title="03. Dwa wiersze – dwa głosy" slug="dwa-wiersze-dwa-glosy">Teresa Kostkiewiczowa
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0001-5838-253X





Interpretacja porównawcza

&amp;nbsp;
Jan Kochanowski
Pieśń VIII z Ksiąg pierwszych
&amp;nbsp;

     Gdzieśkolwiek jest, Bożeć pośli dobrą godzinę!

     Jaciem twój był na wieki i twoim zginę.

     Tak to Bóg przejźrzał od wieku; a nie żałuję,

     Bo w tobie więcej niż we stu innych najduję. 

&amp;nbsp;

5   Nie tylkoś nad insze gładszą się urodziła, 

     Aleś i zwyczajmi twarzy nic nie zelżyła;

     A jako wdzięcznie szmarakiem złoto się dwoi, 

     Tak tej szlachetnej duszy w tym ciele przystoi.

&amp;nbsp;

     Szczęśliwy ja człowiek, bych mógł tak użyć tego, 

10 Jakobych sie nie omylił, co jest lepszego;

     Lecz jako na błędnym morzu, nie tam, gdzie chcemy, 

     Ale gdzie nas wiatry niosą, płynąć musiemy.

&amp;nbsp;

     Jednak albo miłość zmyśla sny sama sobie, 

     Albo i ty nie chcesz, bych miał zwętpić o tobie. 

15 Ta nadzieja świat mi słodzi; a bych inaczej

     Doznać miał (uchowaj, Panie), umarłbym raczej. 

&amp;nbsp;

Objaśnienia:

2 | twoim zginę – tu: twoim umrę, będę należał do ciebie aż do śmierci 

7 | szmarakiem złoto się dwoi – szmaragd podwaja wartość złota, w które jest oprawiony

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1586.

Tekst wg: Jan Kochanowski, Pieśni, oprac. Ludwika Szczerbicka-Ślęk, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 100, Wrocław 2008, s. xxx.
</document>
<document nplp_id="17618" title="31. Inny jest śladem" slug="inny-jest-sladem">Wojciech Kudyba
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
ORCID 0000-0001-5868-3850





Interpretacja

Adam Zagajewski
Nienapisana elegia dla Żydów krakowskich
&amp;nbsp;
«Moja rodzina żyła tu 500 lat» – dr M.S.
&amp;nbsp;
     Ale najsmutniejsza jest ulica Józefa, wąska jak księżyc w nowiu,
     bez jednego drzewa, a jednak niepozbawiona pewnego uroku,
     ciemnego uroku prowincji, pożegnania, cichego pogrzebu;
     tutaj wieczorem zbierają się cienie przybyłe ze wszystkich dzielnic,
5             a nawet zwiezione pociągami z pobliskich miejscowości.
     Józef był ulubieńcem Boga, lecz jego ulica nie zaznała szczęścia,
     żaden faraon jej nie wyróżnił, sny były melancholijne, lata chude.
     W kościele Bożego Ciała zapalam świece dla moich umarłych,
     którzy mieszkają daleko stąd – nie wiem gdzie
10              – i czuję, że w czerwonym płomyku ogrzewają się też oni,
     jak bezdomni przy ognisku, gdy pada pierwszy śnieg.
     Chodzę ścieżkami Kazimierza i myślę o nieobecnych.
     Wiem, że oczy nieobecnych są jak woda i że nie można
     ich zobaczyć – można w nich tylko utonąć.
15              Wieczorem słychać czyjeś kroki – ale nikogo nie widać.
     Idą długo, chociaż nikogo tu nie ma, kroki kobiety w butach
     podkutych żelazem, obok miękkie, prawie czułe stąpanie kata.
     Co to jest? Wydaje się, że to czarna pamięć przesuwa się
     nad miastem, jak kometa wolno oddalająca się do stratosfery.
&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2009.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu Niewidzialna ręka; tekst wg: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, nowe wyd., rozszerzone, Kraków 2017, s. 290.
</document>
<document nplp_id="17620" title="33. Notatki do&amp;nbsp;interpretacji" slug="notatki-do-interpretacji">Anna Czabanowska-Wróbel
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
ORCID 0000-0002-4382-366X




Interpretacja


Tomasz Różycki
Metamorfozy
&amp;nbsp;
Barbarze
&amp;nbsp;

     Jakże lekko żyjemy! Ponad horyzontem

     znów dymił stary wulkan, podobno uśpiony.

     Mówią, że czas wybuchnie, tak jak było wcześniej,

     sąsiedzi się pakują, rząd zamyka przejścia,

&amp;nbsp;

5   na naszych drzwiach namalowano nocą znaki,

     lecz my żyjemy lekko. Już nas tyle razy

     miał pochwycić i nie mógł, zmienialiśmy postać.

     Kiedy przyszedł jak wybuch, staliśmy się cieniem,

&amp;nbsp;

     kiedy przyszedł jak podmuch, weszliśmy do ziemi,

10 kiedy był jako pociąg, my byliśmy dymem,

     kiedy przyszedł jak strzelec, byliśmy oddechem,

     piórkiem nad gruzowiskiem, głosem wołającym

&amp;nbsp;

     dzieci, chodźcie do domu. Skreśloną literą

     w podpisanym wyroku. Tańcem drobin kurzu

15 gdy wyniesiono meble, ich bardzo powolnym,

     szczęśliwym opadaniem, gwiazdą ich podróży.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2016.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu Litery; tekst wg: Tomasz Różycki, Wiersze wybrane, Kraków 2018, s. 178.
</document>
<document nplp_id="17623" title="28. Mały szkic Michała Głowińskiego Analityczny i&amp;nbsp;interpretacyjny przewodnik po&amp;nbsp;Fikcji dobrego dzieciństwa" slug="maly-szkic-michala-glowinskiego-analityczny-i-interpretacyjny-przewodnik-po-fikcji-dobrego-dziecinstwa">Grażyna Borkowska
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-6281-4566





Interpretacja

Michał Głowiński
Fikcja dobrego dzieciństwa
&amp;nbsp;
Dzieciństwo Gerwazego przypadło na czas straszny, istnym cudem uszedł z życiem. Zamordowano całą rodzinę, nie ocalał nikt z jego bliskich, a on sam musiał się ukrywać, przerzucany z sierocińca do sierocińca. Jako dorosły człowiek nigdy jednak o przeżyciach z tamtych lat nie wspominał, nie mówił o swojej wyniszczonej rodzinie, choć był w tym wieku, że nie mógł jej nie pamiętać. Zachowywał się tak, jakby uznał, że ta część jego biografii nie istnieje, nigdy jej nie było, została raz na zawsze wymazana ze świadomości i z pamięci. Lubił zaś opowiadać o dobrych kolegach, o figlach, jakie z nimi w swych wczesnych latach (także powojennych) wyczyniał, o wędrówkach po okolicy, w której przebywał, i związanych z nimi przygodach, czyli o tym wszystkim, co mogło się składać na dzieciństwo zwykłe, wręcz banalne w swej normalności, nie zakłócone wojną, rasizmem, zbrodniami. Biorąc realność w nawias, tworzył fikcję dobrego dzieciństwa, tego, które nie było mu dane. Niektórzy znajomi widzieli w uporczywych wysiłkach Gerwazego aberrację, dostrzegali nieprzyjemne zapieranie się siebie, a byli też tacy, co oskarżali go o tchórzostwo, wyrażające się w nieumiejętności dźwigania swojego losu w jego autentycznej postaci. Ale na tę fikcję dobrego dzieciństwa, którą wznosił on ze zdumiewającą konsekwencją, spojrzeć można inaczej i zapytać, czy nie wyraża się w niej życiowa mądrość. W ten sposób, za pomocą osobliwego wmówienia, wyrzucał ze swojego świata makabrę. Nie musiało to jednak jednoznacznie prowadzić do zakłamania i fałszu.
&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2002.

Tekst wg: Michał Głowiński, Fabuły przerwane. Małe szkice 1998–2007, Kraków 2008, s. 151–152. 
</document>
<document nplp_id="17624" title="27. Lamentacja" slug="lamentacja">Małgorzata Grzebień
Liceum Ogólnokształcące Sióstr Nazaretanek w Warszawie





Interpretacja

Janusz Szuber
Mur
&amp;nbsp;
     Coraz częstsze rozstania,
     Coraz krótsze spotkania,
     Czas nędzny lamentowania.
     Coraz więcej boleści,
5             Pociechą nikt ucha nie pieści,
     Liść tylko uschnięty szeleści.
     Ciało – duszy schronienie – 
     Już w żadnej dla innych cenie,
     W wątpiach żarzące zwątpienie.
&amp;nbsp;

10            Minione głosy na taśmie
     ‒ A niech w to piorun trzaśnie –
     Dla pustej głowy nim zaśnie.
     Podparty psalmu kosturem,
     Samotny stoję pod murem,
15            Pokutnym spętany sznurem.

&amp;nbsp;
     I na nic mi moje wołanie,
     I na kolana padanie
     W słów gorzkich wirowanie
     Na wieczne nieświętowanie.
20           Chyba że... Zmartwychwstanie – 
     Za łaską Twoją, Panie –
    Amen.
&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2000.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Janusz Szuber, Z żółtego metalu, Kraków 2000, s. 40.
</document>
<document nplp_id="17625" title="26. Odkrycia lekturowe czytelnika" slug="odkrycia-lekturowe-czytelnika">Anna Janus-Sitarz 
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
ORCID 0000-0003-2730-7048


Interpretacja

Zbigniew Herbert
Domysły na temat Barabasza
&amp;nbsp;

     Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie 
     Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę 
     mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo 
     zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut 

5   On Imperator własnych rąk i głowy 
     On Wielkorządca własnego oddechu 

     Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie 
     Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem 
     tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza

10 Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał 
     stałoby się dokładnie tak jak się stać miało 

     A Barabasz być może wrócił do swojej bandy 
     W górach zabija szybko rabuje rzetelnie 
     Albo założył warsztat garncarski

15 I ręce skalane zbrodnią 
     czyści w glinie stworzenia 
     Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem 
     właścicielem statków – na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian
     lub – czego nie można wykluczyć – 

20 stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian 

     Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu 
     o możliwości potencje o uśmiechy fortuny 

     A Nazareńczyk 
     został sam

25 bez alternatywy 
     ze stromą 
     ścieżką 
     krwi

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1989.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu Elegia na odejście; tekst wg: Zbigniew Herbert, Wybór poezji, wstęp i oprac. Małgorzata Mikołajczak, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 331, Wrocław 2018, s. 564–565.
</document>
<document nplp_id="17626" title="29. Ławka i&amp;nbsp;ludzie" slug="lawka-i-ludzie">Teresa Kostkiewiczowa
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0001-5838-253X





Interpretacja 

Paweł Marcinkiewicz
Ławka
&amp;nbsp;

     Proszę, jaka się nam dziś zjawia, 

     bezwstydnie rzeczywista, z oparciem

     bez jednej całej klepki, na czterech

     koślawych nóżkach. O ślepym brzasku,

5   gdy ogromnieje niebo, wschodzi nad nią

     wielki wózek mleczarza. A później

     wypadają z bloku wszystkie numery

     wczorajszych kołnierzy i steranych pończoch.

     Brygada waciaków strzela po secie

10 na daremny rozruch. Służbowa rogatywka

     pucuje żyrafią szyję swoich wigier 3.

     Po hejnale śmieciarka przyprawia o zawrót

     tapirowane głowy. W oknach przybywa

     cienia, aż nastaje bajońskie popołudnie

15 i trampki rozbiegają się po jasnych rabatkach. 

     O nagłym zmierzchu, gdy wiatr przepędza

     chmury naftalenu, ryczą na jej cześć 

     fanfary „Dziennika”. Bolesna drzazga w oku

     podwórka, strażniczka złupionego czasu, 

20 proszę, jak o nas pamięta, jak się nam garnie

     do wiersza. 

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2004.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Paweł Marcinkiewicz, real,-, Krosno 2004, s. xxx.
</document>
<document nplp_id="17628" title="36. Wściekłość i&amp;nbsp;przemoc" slug="wscieklosc-i-przemoc">Tomasz Cieślak
Uniwersytet Łódzki
ORCID 0000-0002-2916-7686





Interpretacja

Bartłomiej Majzel
nagonka
&amp;nbsp;

     wiedziałem że wściekłość powróci.

     przywlekli ją w brudnych workach.

     wcisnęli w kieszenie spodni

     aby wyglądała jak święty pył.

&amp;nbsp;

5   znów ją roznoszą.

     trzymają w grubych brzuchach.

     wiążą się z nią jak z kochanką

     której nie sposób porzucić.

&amp;nbsp;

     wiedziałem że naskoczą. podważą.

10 wycelują w słodką melodię

     która płynie ze słońca.

&amp;nbsp;

     już idą. słyszę trzask szyszek i kroki w zagajniku.

     czuję smród ich stóp. narastającą siłę której się ulega.

&amp;nbsp;

     ale spokojnie. tylko się uśmiecham.

15 niebo wypluwa nocą swój ukryty skarb.

&amp;nbsp;

     nie znajdą mnie. znowu gdzieś się zaszyję.

    będę obserwował ich stopy.

     gdy chodzą nerwowo i węszą.

&amp;nbsp;

     to nigdy się nie skończy. ale tkwi w tym piękno:

20 nie mają już nic. są spętani. choć o tym nie wiedzą.

&amp;nbsp;

     często charczą. piana na ich ustach

     przypomina białe kwiaty

     które więdną gdy sięgam po nie ręką. 

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2023.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Bartłomiej Majzel, Nagonka, Poznań 2023, s. 5.
</document>
<document nplp_id="17629" title="30. Manifest mimo woli? Wiersz o&amp;nbsp;kulturowym konceptualizowaniu przestrzeni" slug="manifest-mimo-woli">Igor Piotrowski
Uniwersytet Warszawski
ORCID 0000-0001-6130-652X





Interpretacja

Julia Fiedorczuk
W domu powinno być także miejsce dla zmarłych
&amp;nbsp;

     Przestrzeń, rzecz trójwymiarowa, niechybnie powołuje pytania o kres.

     Przychodzą na myśl długie przeciągi próżni w niebie, nad chmurami. 

     Tam jest przestrzeń kosmiczna, przedmiot odkryć,

     które zrewolucjonizowały wiele spraw. 

5   Są także przestrzenie stepów, mórz i oceanów, oraz międzykomórkowa, 

     wypełniona powietrzem lub wodą.

&amp;nbsp;

     Przestrzeń się oswaja jak drapieżne zwierzę. Dobrze, żeby nie było śladów

     nieokreśloności. Na podorędziu mamy wielki arsenał kształtów. Planety, 

     na przykład, są okrągłe jak mandale.

10 Rzucik terenu świadczy o wielkiej wytrwałości zmian.

&amp;nbsp;

     Podobnie kiedy na wycieraczce znajduje się kompost (z łac. compositum),

     mieszaninę różnego rodzaju odpadków. Kiedy do domu wchodzi ogród, 

     albo las. 

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2006.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Julia Fiedorczuk, Astrostrada z girlandami. Wiersze zebrane, Wrocław 2023, s. 78.
</document>
<document nplp_id="17630" title="20. „Mój ty&amp;nbsp;pomniku niezupełny”. Współczesny poeta wobec tradycji horacjańskiej" slug="moj-ty-pomniku-niezupelny-wspolczesny-poeta-wobec-tradycji-horacjanskiej">Małgorzata Mikołajczak
Uniwersytet Zielonogórski
ORCID 0000-0002-7570-581X


Interpretacja

Zbigniew Herbert
Do moich kości
&amp;nbsp;

     We śnie przedziera

     chudą skórę

     zrzuca czerwony bandaż mięśni

     i po pokoju się przechadza

5   mój pomnik trochę niezupełny

&amp;nbsp;

     można szafować

     krwią i łzami

     to co najdłużej tu zostanie

     należy mądrze zabezpieczyć

&amp;nbsp;

10 lepiej niż suchym palcem księży

     deszczom co z chmury piasku cieką

     oddać swój pomnik akademii

&amp;nbsp;

     postawią w jasnej szklanej szafie

     i modlić będą się łaciną

15 przed ołtarzykiem z os frontalis

&amp;nbsp;

     policzą kości i płaszczyzny

     i nie zapomną nie pominą

     szczęśliwy oddam kolor oczu

     paznokci kształt i wykrój powiek

20 ja doskonale obiektywny

     z białych kryształów anatomii

     puszka na myśli

     klatka serca

     kościany stos

25 i dwie golenie

&amp;nbsp;

     mój ty pomniku niezupełny

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1958.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu: Studium przedmiotu; tekst wg: Zbigniew Herbert, Wybór poezji, wstęp i oprac. Małgorzata Mikołajczak, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 331, Wrocław 2018, s. 276–277.
</document>
<document nplp_id="17631" title="09. Natura i&amp;nbsp;człowiek – sentymentalny obraz nawigacji życiowej" slug="natura-i-czlowiek-sentymentalny-obraz-nawigacji-zyciowej">Paweł Pluta
Uniwersytet Wrocławski
ORCID 0000-0003-4055-6962





Interpretacja

Franciszek Dionizy Kniaźnin
Dwie Gałązki
&amp;nbsp;

    Gałązki – jedna z jesionu,

    A druga z pięknego klonu –

    Rzucone jakąś przygodą

    Płynęły z wodą.

&amp;nbsp;

5   Dalekie od swej rodziny,

    Przez obce błądząc krainy,

    W silniejszym coraz wód zbiegu

    Chybiały brzegu.

&amp;nbsp;

     Na próżno stan ich sierocy

10 W złej toni szukał pomocy,

     Z twardych skał a głuchej kniei

     Nie masz nadziei!

&amp;nbsp;

     Z posłusznym one milczeniem

     Szły za mruczącym strumieniem:

15 Pędził je coraz wart chyży

     Dalej a niżéj.

&amp;nbsp;

     Przemijały się czas długi

     Nie wiedząc jedna o drugiéj,

     Aż jakoś zbliżył nurt wąski

20 Obie Gałązki.

&amp;nbsp;

     Szczęśliwy, komu dozwoli

     Bóg towarzysza w złej doli!

     Płynących obok Gałązek

     Ujął mię związek.

&amp;nbsp;

25 Alić coś wodę zamąci.

     Jedna z nich drugą potrąci:

     Poszły od siebie zwrócone

     W przeciwną stronę.

&amp;nbsp;

     Żal mię ogarnął niemały,

30 Gdy się z osobna puszczały

     Na powódź rzeki szeroką

     I toń głęboką.

&amp;nbsp;

     Z smutkiem zdały się obracać

     I niby z gniewem odwracać:

35 To bliżej siebie, to daléj

     Szły podług fali.

&amp;nbsp;

     Wtem Zefir, sprawca pogody,

     Jął głaskać błękitne wody

     I tchem łagodnym ku sobie

40 Nakłaniać obie.

&amp;nbsp;

     Gdy na to tkliwie patrzyłem:

     „Złączcie się z sobą, mówiłem,

     Póki dma wieje życzliwa

     I was przyzywa!”.

&amp;nbsp;

45 Aż tu kamień wśzod powodzi

     Spółce Gałązek przeszkodzi:

     Znów je od siebie z daleka

     Uniesie rzeka.

&amp;nbsp;

     Na koniec jedna przy lasku,

50 Druga zostanie na piasku:

     Ta uschła, a tamtą marnie

     Splątały tarnie.

&amp;nbsp;


Pierwodruk: 1787.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Franciszek Dionizy Kniaźnin, Wybór poezji, oprac. Wacław Borowy, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 129, Wrocław 1948, s. 129–130.
</document>
<document nplp_id="17632" title="10. „Chwałki” Franciszka Karpińskiego i&amp;nbsp;Juliusza Słowackiego" slug="chwalki-franciszka-karpinskiego-i-juliusza-slowackiego">Agata Seweryn
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
ORCID 0000-0003-3818-8195





Interpretacja porównawcza

Franciszek Karpiński
Pieśń poranna
&amp;nbsp;
Juliusz Słowacki
[Kiedy pierwsze kury Panu spiewają...]</document>
<document nplp_id="17633" title="15. Meteor" slug="meteor">Aleksander Wójtowicz
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
ORCID 0000-0003-0436-1965


Interpretacja

Józef Czechowicz
Przemiany
&amp;nbsp;

     Żyjesz i jesteś meteorem

     lata całe tętni ciepła krew

     rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek

     od mózgu biegnie do ręki drucik nie nerw 

&amp;nbsp;

5   Jak na mechanizm przystało

     myśli masz ryte w metalu

     krążą po dziwnych kółkach (nigdy nie wyjdą z tych kółek)

     jesteś system mechanicznie doskonały

     i nagle się coś zepsuło 

&amp;nbsp;

10 Oto płaczesz

     po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień

     linie proste falują — zamiast kwadratów romby

     w każdym głosie słychać w całym bezwstydzie

     Ostatecznego Dnia trąby

&amp;nbsp;

15 Otworzyły się oczy niebieskie

     widzą razem witrynę sklepową i Sąd

     przenika się nawzajem tłum — archanioły i ludzie

     chmurne morze faluje przez ląd

     ulicami skroś tramwaje w poprzek

20 suną mgliste rydwany

     pod mostami różowe błyskawice choć grudzień

&amp;nbsp;

     Otworzyły się oczy niebieskie

     widzisz siebie-marynarza w Azji

     a zarazem 3-letniego 5-letniego chłopca

25 na warszawskim podwórku

     i siebie przed maturą w gimnazjum

     namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem

     a wszystko to ty

     nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem 

&amp;nbsp;

30 Myśli proste falują światy zaćmiewa wichura

     gdzie wiatr dmie — gasną latarnie

     trąba w ciemności ponura

     i wołasz

     WŁADYKO PRZYGARNIJ

&amp;nbsp;

35 Otóż i jesteś umarły

     w mechanizmie poruszają się kółka ale nie te

     przez zepsucie się małej sprężynki

     spadłeś piękny meteorze

     na zupełnie inną planetę

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1925.

Tekst wg: Józef Czechowicz, Pisma zebrane, t. 1: Wiersze i poematy, oprac. Józef Franciszek Fert, Lublin 2012, s. 33–34.
</document>
<document nplp_id="17634" title="17. Żal po&amp;nbsp;Indze Bartsch" slug="zal-po-indze-bartsch">Piotr Mitzner
Uniwersytet Warszawski
ORCID 0000-0003-4636-7062





Interpretacja

Konstanty Ildefons Gałczyński
Inge Bartsch

     Inge Bartsch, aktorka, po przewrocie zaginiona wśród tajemniczych okoliczności...
     Oto słowo o Inge Bartsch,
     w całej prostocie,
     dla potomności.

5  Ona była ruda, ale niezupełnie – pewien połysk na włosach grasował – 
     żyła z Finkiem. Fink był reżyser. Przez snobizm komunizował
     (są tacy też – na Mazowieckiej).
     A Inge? Inge miała w sobie jakiś smak niemiecki,
     ten akcent w słowie „Mond” – księżyc... der Mond, im Monde...

10 A Fink był dureń i blondyn.
Historia prosta: właśnie przyjechałem z Polski...
     Berlin... Berliiin... deszcz...
     Fryderyk z żelaza jak niestrawność serce mi gniótł...
     Nuda – i nagle cud!

15 Teatrzyk! Maleńkie serce w podziemiach!
     Idzie piosenka: autor: Kurt Tucholsky.


Widzę: Inge siedzi przy fortepianie,
     śpiewa i gra; ach, jakaż musi być śliczna, gdy wstanie!
     Wstała. Piersi miała małe, doskonałe

20 i – wybaczcie mi państwo – brzuch
     tak się cudownie pod suknią rysował,
     że zacząłem bić brawo i wrzeszczeć: – Niech żyje brzuch!
     aż pewien Anglik mruknął: – He’s gone mad. – On zwariował.

     Przeszło lato, jesień i zima,
25 i jeszcze wiosna, i jeszcze jakieś lato,
     i znowu jesień w mgłach jak w dymach.
     (Jesieni jestem amator.)
     Aż tu nagle pewnego dnia
     zamach stanu. Coup d’état.
30 Zamach stanu nb. miał w sobie coś z gwiazdy betlejemskiej,
     za którą ciągnęło 3 000 000 magików.

     I wszystko stało się jak na scenie:
     siedziałem z Ingą w Tiergartenie,
     a jesień w Berlinie, w Tiergartenie,

35 to są, proszę państwa, takie struny...
     Z drzew mgłą kurzyło,
     wiatr niski jak bas –
     i nagle Inge: – Wiffen Sie waf?
     (Ona miała coś takiego w głosie czy w zębach.)
40 Wissen Sie was? Życie
     mi się znudziło.

     – Hm...
     Spojrzałem na nią, papierosa ćmiąc – 
     nie jestem Wyspiański, ale bądź co bądź
45 to powiedzenie mnie wzruszyło.

     Za późno: Rewolwer nie był większy od róży:
     Pik! i Inge rozpoczęła podróże
     w Au-delà, w metafizykę niemiecką.
     Jakiś grubas, co siedział przy piwie,
50 nawet nie drgnął ani się nie zdziwił,
     bo takie pik! to się mogło zabić najwyżej dziecko.

     A potem miała jeszcze dłuższą rzęsę;
     trup pachniał jesienią, czarną kawą, grzybami i nonsensem.

     Bartsch Ingo!
55 Szkoda!
     Twój talent to mogło być dużo szterlingów.
     Inge Bartsch!!!

     Wróciłem do hotelu.
     40 fajek w jedną noc – pokój aż sczerniał od dymu...
60 Nie, to nie można tak: to jest zbyt proste: nuda,
     tu trzeba, że się tak wyrażę,
     przyszpilić jakieś komentarze – 
     że, czy ja wiem, że krwawa zbrodnia reżimu,
     że podejrzana o semityzm,
65 że... marchew... w obozie... zgniłą...
     Będzie na 300 wierszy artykuł znakomity.
     (W Polsce zwany „kobyłą”.)
Powiedzmy, że to było na jesieni,
     dajmy na to trzy lata temu.
70 No, i jeśli redaktor nie zmieni,
     pójdzie tak:
     „Nie wytrzymała w dusznych klamrach systemu
      Inge Bartsch, aktorka, po przewrocie zaginiona wśród tajemniczych
okoliczności...”

     A na końcu może z Rilkego coś
75 o miłości,
     o samotności,
     a tytuł prosty: Inge Bartsch.

     Szkoda.
     Ładna.
80 Młoda.
      Plecy jak perski aksamit.

     I było w niej coś...
     kobiece,
     nieuchwytne,
85 dalekie,
     coś, co trzeba chwytać pazurami.

&amp;nbsp;


Pierwodruk: 1934.

Tekst wg: Konstanty Ildefons Gałczyński, Poezje, t. 1, w: tegoż, Dzieła, Warszawa 1979, s. 227–229.
</document>
<document nplp_id="17636" title="25. Koszykówka i&amp;nbsp;poezja" slug="koszykowka-i-poezja">Krzysztof Biedrzycki
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
ORCID 0000-0002-5110-6986


Interpretacja

Stanisław Barańczak
Pierwsza piątka
&amp;nbsp;
     W oceanicznym ryku nabitej głowami hali 
     Boston Garden, w ekstazie od górnych galerii po parter, 
     wbiegają truchtem, luźni, zblazowani, cali 
     w niby-leniwej glorii, pięć piętrowych panter: 
5             długoręki Kevin McHale, sześć stóp i dziesięć cali 

&amp;nbsp;
     ofensywnego geniuszu; chmurny i uparty 
     wielkolud Robert Parish; piegowaty Dennis
     Johnson, mistrz błyskotliwych podań; jego partner 
     Danny Ainge, cwany gówniarz z wyglądu, bezcenny 
10           artysta strzałów z dystansu; aż wreszcie wstępuje na parkiet 

&amp;nbsp;
     Larry Bird (z trybun: „LA-RREE!!!”), kluchowaty, senny 
     blondas, w którym nikt by się nie domyślił żywej, 
     jedynej, wszystko dotąd zaćmiewającej legendy. 
     Fale wrzawy wzbierają, aż burzliwe grzywy 
15           walą się, nagła cisza święci ewidentny 

&amp;nbsp;
     fakt: w dziejach koszykówki nie było drużyny 
     tak zgranej, niezrównanej. Gwizdek, pierwszy wyskok 
     do piłki. Parish; Johnson; McHale czterema dużymi 
     krokami dopada kosza, dwa punkty, ryk: znów im wyszło. 
20          „Socjotechnika: bez meczów, lig, tabel zbyt by się dłużyły 

&amp;nbsp;
     tygodnie”, mruczę zawistnie. (Bird rzuca się w kłębowisko 
     ciał, zwód, łuk strzału: znowu!). Nie: tylko trochę mniej niedoskonali 
     niż każdy, są doskonale kochani, nienawidzeni, są wyspą 
     wyrosłą nad obojętność. Na mgnienie. Tak, ale na mgnienie ocali 
25           ich to, że wystają o głowę ponad tę resztę, to wszystko.

&amp;nbsp;


Pierwodruk: 1988.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Stanisław Barańczak, Wiersze, wstęp i oprac. Dariusz Pawelec, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 346, Wrocław 2025, s. 397–398.
</document>
<document nplp_id="17637" title="24. To&amp;nbsp;jedno" slug="to-jedno">Bernadetta Kuczera-Chachulska
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-1817-9083


Interpretacja

Czesław Miłosz
To jedno
&amp;nbsp;

     Dolina i nad nią lasy w barwach jesieni.

     Wędrowiec przybywa, mapa go tutaj wiodła

     A może pamięć. Raz, dawno, w słońcu,

     Kiedy spadł pierwszy śnieg, jadąc tędy

5  Doznał radości, mocnej, bez przyczyny,

     Radości oczu. Wszystko było rytmem

     Przesuwających się drzew, ptaka w locie,

     Pociągu na wiadukcie, świętem ruchu.

     Wraca po latach, niczego nie żąda.

10 Chce tylko jednej, drogocennej rzeczy:

     Być samym czystym patrzeniem bez nazwy,

     Bez oczekiwań, lęków i nadziei,

     Na granicy gdzie kończy się ja i nie-ja.

&amp;nbsp;

     1985

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1987.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu Kroniki; tekst wg: Czesław Miłosz, Wiersze wszystkie, Kraków 2011, s. xx.
</document>
<document nplp_id="17638" title="** Strona redakcyjna" slug="strona-redakcyjna">Recenzent: prof. dr hab. Małgorzata Łukaszuk (Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II)
Redakcja: Jan Falkowski
Projekt typograficzny: Magdalena Błażków

Na okładce wykorzystano obraz brytyjskiego malarza i ilustratora Johna Henry’ego Henshalla (1856–
1928) pt. Thoughts. Domena publiczna. Odnośnik do źródła: Commons Wikimedia.

Publikacja dofinansowana ze środków budżetu państwa w ramach programu Ministra Nauki
i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Nauka dla Społeczeństwa II”, nr projektu NdS-II/SP/0285/2023/01,
kwota dofinansowania: 100 760,00 zł, całkowita wartość projektu: 100 760,00 zł

&amp;nbsp;



&amp;nbsp;

Opracowanie hipertekstu: Karolina Żelazowska-Byczkowska
Wersja hipertekstowa dostępna na stronie: https://nplp.pl/kolekcja/odczytywanie/

Copyright by Instytut Badań Literackich PAN, 2025
ISBN: 978-83-68444-39-1

&amp;nbsp;

Wzór cytowania:
Odczytywanie. Interpretacje utworów literackich w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego, pod red. Tomasza Chachulskiego, przy współpracy Jana Falkowskiego, opracowanie hipertekstu: Karolina Żelazowska-Byczkowska, Warszawa 2025. Wydawnictwo IBL ISBN: 978-83-68444-39-1. Link: https://nplp.pl/kolekcja/odczytywanie/</document>
<document nplp_id="17644" title="22. W&amp;nbsp;kręgu czytelniczych domysłów" slug="w-kregu-czytelniczych-domyslow">Andrzej Tyszczyk
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
ORCID 0000-0002-9574-9078





Interpretacja

Zbigniew Herbert
Rozmyślania Pana Cogito o odkupieniu
&amp;nbsp;
Nie powinien przysyłać syna
&amp;nbsp;
zbyt wielu widziało
przebite dłonie syna
jego zwykłą skórę
&amp;nbsp;

5         zapisane to było
aby nas pojednać
najgorszym pojednaniem
zbyt wiele nozdrzy
chłonęło z lubością
10      zapach jego strachu

&amp;nbsp;
nie wolno schodzić
nisko
bratać się krwią
&amp;nbsp;
nie powinien przysyłać syna
15      lepiej było królować
w barokowym pałacu z marmurowych chmur
na tronie przerażenia
z berłem śmierci
&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1974.

Wiersz z tomu Pan Cogito; tekst wg: Zbigniew Herbert, Wybór poezji, wstęp i oprac. Małgorzata Mikołajczak, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 331, Wrocław 2018, s. 397–398.
</document>
<document nplp_id="17645" title="21. Poetki i&amp;nbsp;paideia" slug="poetki-i-paideia">Dorota Michułka
Uniwersytet Wrocławski
ORCID 0000-0002-7237-2618


Interpretacja porównawcza

Joanna Kulmowa
Dorośli
&amp;nbsp;
Wisława Szymborska
Wywiad z dzieckiem
&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="17646" title="35. Metafora idzie na&amp;nbsp;wojnę" slug="metafora-idzie-na-wojne">Piotr Krupiński
Uniwersytet Szczeciński
ORCID 0000-0001-8973-514X





Interpretacja

Artur Daniel Liskowacki
&amp;nbsp;
Wiersze antywojenne
&amp;nbsp;

     Wiersze antywojenne

     to wiersze wojenne.

&amp;nbsp;

     Biją się jak socjalizm o pokój

     a nawet dwa ze ślepą kuchnią

&amp;nbsp;

5   i głuchym wrogiem. Wznoszą

     tłumy i krzyki po stu laty

&amp;nbsp;

     te same od wieców. Niosą

     gołębie sztandary i gałązki

&amp;nbsp;

     oliwne na rozpałkę zapałkę

10 dwa kije i dwie marchewki.

&amp;nbsp;

     Dla obu stron. Antywojenne

     manifesty to manifestacje za

&amp;nbsp;

     i przeciw milczeniu schronów

     okopów zakopów pod wapnem. 

&amp;nbsp;
</document>
<document nplp_id="17648" title="19. Nad&amp;nbsp;„trumną próżną” na&amp;nbsp;cmentarzu Montmartre" slug="nad-trumna-prozna-na-cmentarzu-montmartre">Bogusław Dopart
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
ORCID 0000-0002-0263-9057


Interpretacja

Kazimierz Wierzyński
Na grobie Słowackiego
&amp;nbsp;

       Jeśli zajdziesz tu kiedy i zmierzchem na próżno
       Śród kolumn, z których każda los ludzki powtarza,
       Błądzić będziesz przydługo ulicą cmentarza,
       Zanim trafisz do grobu z jego trumną próżną


5     Pomyśl, tutaj się zniżył do prochu nędzarza
       Purpurat, co pogardzał od bogów jałmużną
       I po śmierci flotyllą odpłynął podróżną,
       By lec jak równy królom, śpiącym u ołtarza.


       Tak gromadzi się wielkość. Nic jej nie pomniejszy
10   I nawet w próżnej trumnie jeszcze się rozrasta,
       Pod tem drzewem bezlistnem, śród obcego miasta.


       Na pomniku, co kruszy się coraz ciemniejszy,
       Śpią insygnia, trzy książki z kamienia i lira...
       Jeśli zajdziesz tu, pomyśl: nie wszystko umiera.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1942.

Tekst wg: Kazimierz Wierzyński, Poezja i proza, t. 1: Poezja, Kraków 1981, s. 314.
</document>
<document nplp_id="17654" title="16. Piłka nożna jako poezja życia" slug="pilka-nozna-jako-poezja-zycia">Kinga Białek
Szkoła Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego
ORCID 0000-0001-5164-9502





Interpretacja

Kazimierz Wierzyński
Match footballowy
&amp;nbsp;

     Oto tu jest największe Colosseum świata,

     Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,

     Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata

     Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.

&amp;nbsp;

5   Zamorra wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,

     Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,

     Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,

     Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

&amp;nbsp;

     Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździerza,

10 Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,

     Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,

     Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.

&amp;nbsp;

     Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,

     Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,

15 Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,

     Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.

&amp;nbsp;

     I pokażcie mi teraz – gdzie, w jakich teatrach

     Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:

     Zamorra, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach,

20 Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!

&amp;nbsp;

     Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,

     Półkole trybun płonie niczym aureola,

     I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą

     Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

Objaśnienia:

5, 19 | We wszystkich dotychczasowych wydaniach wiersza Match footballowy (również w cytowanym powyżej) błędnie zapisuje się nazwisko hiszpańskiego bramkarza Ricardo Zamory.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1927.

Tekst wg: Kazimierz Wierzyński, Wybór poezji, wybór, oprac. tekstu, wstęp Krzysztof Dybciak, komentarze Katarzyna Dybciak i Krzysztof Dybciak, w serii: „Biblioteka Narodowa” I 275, Wrocław–Warszawa–Kraków 1991, s. 81–82.
</document>
<document nplp_id="17658" title="34. Odrastanie topoli" slug="odrastanie-topoli">Marcin Cieński
Uniwersytet Wrocławski
ORCID 0000-0003-3437-5428


Interpretacja

Urszula Zajączkowska
&amp;nbsp;
Topola biała
&amp;nbsp;

     W Ossowie, zaraz przy dworcu, rosła topola biała 

     o pniu jak z mlecznego szkła,

     tęga słonica.

     Potem ścięli ją, tuż nad szyją.

5  Cicho. 

     Widziałam, jak leżała, 

     odsłaniając spód swej płaskiej, brudnej stopy, 

     a były tam wszystkie jej ścieżki.

&amp;nbsp;

     Zaraz odrosła z korzeni starej. 

10 Od kilku lat, z pociągu, znowu na nią zerkam

     z tam do z powrotem. Patrzę.

     Teraz! Jest. Nie ma. 

     A ona bieli się i pręży przez sekundę,

     we wszystkim przypominając swoją matkę,

15 której przecież

     nigdy nie widziałam w takim czasie,

     jak i tej nie zobaczę,

     jaką widziałam matkę.

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 2020.

&amp;nbsp;

Tekst wg: Urszula Zajączkowska, Piach, Wrocław 2021, s. 40.
</document>
<document nplp_id="17659" title="01. Umieranie Ukochanych, zawsze śmierć" slug="umieranie-ukochanych-zawsze-smierc">Katarzyna Kuczyńska-Koschany
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
ORCID 0000-0002-1671-2278


Interpretacja porównawcza

Jan Kochanowski
Tren IIII
&amp;nbsp;
Jan Kochanowski
Tren X
&amp;nbsp;
Piotr Sommer
To jest imię i nazwisko</document>
<document nplp_id="17665" title="08. Nad&amp;nbsp;brzegiem Prutu. Od&amp;nbsp;sielanki do&amp;nbsp;elegii" slug="sielanka-czy-elegia">Tomasz Chachulski
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0001-7449-8022





Interpretacja

Franciszek Karpiński
&amp;nbsp;
Na odmienione Nadprucie
&amp;nbsp;
Prucie, w którego przezroczystej wodzie 
białe umywa nogi Pokucianka, 
pożal się, Boże! – już po twej swobodzie, 
po twych rozrywkach w wieczór od poranka!
5                                               Ja, siadłszy nad twoim brzegiem, 
patrzyłem z rozkoszą duszy, 
jak czasem ślicznym szeregiem 
pań twoich tabor się ruszy.
&amp;nbsp;
Te, często w jedną zebrane gromadę, 
10              przy twoich wodach obóz zakładały; 
wesołych swoich zabaw czyniąc radę,
przechodnia w jego drodze zatrzymały.
Ta, leżąc pod krzakiem, śpiewa, 
ta jakąś do swych ma mowę, 
15                                              insza co śmielsze zagrzewa: 
„Przebrnijmy rzekę Prutowę!”.
&amp;nbsp;
Drugie, po równym goniąc się zarynku, 
za Korydonem kamyczki rzucają.
Tylko mu przez to nie dają spoczynku, 
20                ale samochcąc w niego nie trafiają.
Potem, zgonionego, hurmem 
obsiadłszy, gniotą kolany.
On, ledwie dysząc pod szturmem, 
cieszy się, że jest złapany. 
&amp;nbsp;

25                  Prucie, jakżeś jest bardzo odmieniony!
Wody twe dzisiaj cicho upływają,
smutnym gra tonem Korydon zniszczony,
ślicznych twych córek ścieżki zarastają.
Nie słychać głosu Klorydy, 
30                                              a Filis smutnymi ściegi 
wyszywa klęski Dorydy. 
Ja przecie kocham twe brzegi!
&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1780.

Tekst wg: Franciszek Karpiński, Wiersze zebrane, cz. I, wyd. Tomasz Chachulski, w serii: „Biblioteka Pisarzy Polskiego Oświecenia”, t. 5, Warszawa 2005, s. 61–62.
</document>
<document nplp_id="17666" title="05. Retoryczny kunszt miłosnego szaleństwa" slug="retoryczny-kunszt-milosnego-szalenstwa">Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
ORCID 0000-0001-8965-0023


Interpretacja

Jan Andrzej Morsztyn
&amp;nbsp;
Vaneggiar d’una innamorata
&amp;nbsp;
Goreję czy nie? Cóż to ja za nowy
Gościnny afekt w sercu swoim czuję?
Podobno ogień? Nie! Już by ogniowy
Zapał zgasł w płaczu, którym się tak psuję.
5                  Męka to raczej i ból mojej głowy;
Nie męka też to, co sobie smakuję;
Smak być nie może, bo mię to frasuje;
Przecię wraz i smak, i żal serce czuje.
 
Jeśli to nie żal ni smaczne ochłody,
10                 To pewnie głupstwo, którym się myśl wścieka.
Ale nie głupi, co się boi szkody;
Cóż po tym, kiedy przed nią nie ucieka.
Miłość – nie miłość, przecię też niezgody
Nie widzę, cóż mię tak dziwnego czeka?
15                  Cóż to jest, że mi tak ciężko na duszy?
Pewnie mię to myśl i zły humor suszy.
 
Lecz jeśli to myśl, o czymże wżdy myślę?
Okrutna myśli, czemu myślić muszę?
Czemu, choć w głowie zawsze myślą kréślę,
20            Znowu tąż myślą, co przedtem, myśl suszę?
Czemu, choć myślom różny wczas wymyślę,
O to się, żeby nie myślić, nie kuszę?
Myślę, lecz jeśli myślić jest to wina,
Nie ze mnie, ale z myśli jest przyczyna.
 

25             Winna bym była, gdybym się kochała,
Ale o miłość serce me nie stoi.
Ale nie toż to, jak bym kochać chciała,
Gdy się myśl myślić o miłym nie boi?
Cóż by, gdybym też miłości zarwała?
30             Nie wiem; ale wiem, że mi pęta stroi.
Kocham? Nie kocham? Dziwnie we łbie knuję:
Nie chcę, nie kocham, a przecię miłuję.
 
Kocham czy-li nie? Ach, ogień w miłości
Szczerze dopieka, a ja drżąc trupieję.
35             Nie kocham tedy? Ach, do samych kości
Wolnym się ogniem spuszczam i topnieję.
Ogień się z mrozem ugania w skrytości:
I mrozem pałam, i ogniami leję;
Cuda miłości, czarów sposób nowy:
40           Mróz gorejący, a ogień lodowy.

 
Goreję, marznę i jestem do tego
I zapalona, ranna i związana.
Ranę mam, nie wiem, z sajdaku czyjego,
Łańcucha nie znam, chociam okowana;
45             Okowy noszę od wzroku wdzięcznego,
Z którego wdzięczny ból, rana kochana.
Jeśli to miłość jest, co mię tak dusi,
Miłość być, wierę, grzeczną rzeczą musi.
 
Grzeczna rzecz miłość, lecz cóż mi się dzieje
50          I cóż tę miłość za otucha wspiera?
Nadgrody nie chcę, co więc miłość grzeje,
Serce się kochać i darmo napiera.
Nie kochaj, serce! Bo też, bez nadzieje,
Nie wiem, jako ta miłość nie umiera.
55            Ach, mówię z sercem, a serca-m pozbyła;
Serca nie mając, jakoż będę żyła?
 
Żyję, umieram; dziwnie się to wierci:
Konać, nie umrzeć, choć serca nie mając
Żywot opuścić, nie czuć przecie śmierci,
60              Jest to umierać, a nie umierając:
Albo mężniejszej nabywa gdzieś sierci
Serce, że znowu odżywa konając,
Albo co duszę z sercem strzała dzieli,
Nie domorduje, choć na śmierć postrzeli.
 

65             Nie dobite, nie, lecz z śmiertelnej rany
Kaleka serce już w kim inszym żyje;
Tenże za serce stoi i kochany
Żywot, serce me z niego żywot pije.
Ja nie mam serca (dziw to niesłychany!),
70              A serce serca dwie w sobie me kryje.
Tak dla tej twarzy, w której kocham wiernie,
Żyjąc umieram, konam nieśmiertelnie.
 
Kochajmyż tedy, a zawżdy zapłaty
Da się doczekać czas lepiej życzliwy;
75           Czego więc czasem dochodzą i laty,
To prędzej zmiękczy afekt popędliwy.
A ty mi pomóż, Kupido skrzydlaty,
Co w mózgu moim takie roisz dziwy.
– Tak Falsirena miłosna mówiła
80           I tak się z swymi myślami biedziła.

&amp;nbsp;
Objaśnienia:
tytuł | Vaneggiar d’una innamorata (wł.) – dumanie, bredzenie zakochanej
w. 29 | zarwać – skosztować, spróbować
w. 30 | stroić – przygotowywać 
 w. 31 | knuć – układać sobie
 w. 36 | spuszczać – wysuszać
 w. 43 | sajdak – wyposażenie łucznika obejmujące futerały przeznaczone na łuk i na kołczan; łuk był tradycyjnym atrybutem Kupidyna (Amora), boga miłości
 w. 57 | wiercić – kołować, układać
 w. 61 | mężniejszej nabywać gdzieś sierci – w znaczeniu: stawać się dzielniejszym, silniejszym, wzmacniać się; jest to nawiązanie do obiegowych frazeologizmów, np. być w niskiej sierci (być w niekorzystnej sytuacji), znać kogoś po sierci (znać kogoś dobrze, znać jego naturę) itp.
 w. 79 | Falsirena – imię jednej z bohaterek poematu Giambattisty Marina L’Adone
&amp;nbsp;

Wiersz z zachowanego w rękopisie zbioru Kanikuła (ok. 1647).

Tekst wg: Jan Andrzej Morsztyn, Utwory zebrane, oprac. Leszek Kukulski, w serii: „Biblioteka Poezji i Prozy”, Warszawa 1971, s. 184–186.
</document>
<document nplp_id="17667" title="13. Paradoksy ironii" slug="paradoksy-ironii">Arent van Nieukerken
Uniwersytet Amsterdamski
ORCID 0000-0002-4524-4637





Interpretacja

Cyprian Norwid
Rzecz o wolności słowa
[fragment z części XI]

[...]

151             Nie! znam ja coś gorszego nad uśmiechy krzywe,
Nad  Cynizm, nad  Ironię...
...znam – Serio-fałszywe!
I gdy byłem w  Neptuno, gdzie łaźnie Nerona
Wypłukuje z wiszarów fala zapieniona,
155              Bijąc w takt nieustannie, i z wielkim spokojem
Obłamuje mozaiki, i ciska jak swojem
Różnobarwnymi głazy – i ciągle je ślini
Pianą – i zaokrągla, i równymi czyni...
I jak kulami rzuca... ten, tyle potężny,
160               Żywioł, jak malec jaki lub kto niedołężny:
O! pomyśliłem wtedy... że fałszywe-serio
Ruchem tych fal, że kolor morza – jest  liberią,
I że to społeczeństwo jakieś niewolnicze
Bawi się tu – więc czyni, co się jego tycze,
165               I odszedłem od brzegu morskiego...
...Nie chciałem
Ironii!... ale ona szła jak cień za ciałem,
I tarzała się w piasku, gdzie stąpiłem nogą,
Jak padalec – stała się obuwia ostrogą...
Choć ani mogłem myśleć o niej, ni myślałem
170              Tam, gdzie się stokroć łatwiej spotkać z Ideałem!
*
Inny? – przekląłby morze...
...jam wielbił te słowa
Psalmu: „Naśmieje się z nich kiedyś Sam Jehowa!”
I poznałem, co to jest? Ironia-zrządzenia,
Które nie wyszło z serca ludzkiego, ni chcenia.
175                 – I spomniałem to  Serio-fałszywe – okrutne! –
Gdy ludzie, prawdę widząc, czczą kłamstwo wierutne,
Niewolniki tych, którzy dzierżą, i zgnębionych,
Stworzyć nic nie śmiejący, pyły form stworzonych,
Służebni zawsze – zawsze żadni – czy ich słowo
180                   Przeczy? lub twierdzi? – równie krągle jednakowo,
Bo myśl ich jest tym piaskiem brzegu, który psuje
Formę swoją tym kształtem, jakim morze pluje,
Pieniąc się, i popycha stopą fali białą
Ten proch, jak księgę jaką pustą i zbutwiałą:
&amp;nbsp;
*
&amp;nbsp;

185              Pogardziłbym – – i zmilkłbym – –
– – Czy? serio  takowe,
Gdy jak wąż najedzony oślini ci mowę,
A społeczeństwo jemu więcej niż przyklaśnie,
Bo przemilczy... lub w słońce poglądając zaśnie,
Jak Dulcynea silna, leniwa i czerstwa...
190                Lub ogół w asocjację zmieni przeniewierstwa
I między wszystkich rozda po cząstce nałogu,
Żeby się wydać pełnym społeczeństwem Bogu,
I okrągłym, i całym... czy? takowe  serio,
Które by niebo swoją okryło liberią
195                I zapięło na guzik cynowy księżyca,
Lepsze jest od Ironii i pewniej oświéca?
&amp;nbsp;

[...]

&amp;nbsp;

Pierwodruk: 1869.

Tekst wg: Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył Juliusz W. Gomulicki, t. III: Poematy, Warszawa 1971, s. 598–600[przypis]Wszystkie cytaty z dzieł Norwida za tą właśnie edycją – liczba rzymska oznacza tom, liczba arabska – stronę; cytaty lokalizuję bezpośrednio w tekście.[/przypis].


</document>
<document nplp_id="17668" title="02. Dwa krótkie wiersze i&amp;nbsp;dwa labirynty" slug="dwa-krotkie-wiersze-i-dwa-labirynty">Grzegorz Marzec
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-7436-8276






Interpretacja porównawcza

Jan Kochanowski
Do fraszek
&amp;nbsp;
Joanna Mueller
szczodrak</document>
<document nplp_id="17723" title="32. Kamienie, słowa, łzy" slug="kamienie-slowa-lzy">Magdalena Rudkowska

Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie

ORCID 0000-0003-2857-1369

&amp;nbsp;





Interpretacja

Urszula Kozioł
&amp;nbsp;
Lament
&amp;nbsp;
Pod popiołem pod wulkanem
serce żywcem pogrzebane
czarny popiół nalot biały
już i wargi skamieniały
5       pod popiołem pod wulkanem
słowa się zmieniają w kamień
była wielka miłość była
lecz się w kamień obróciła
leży żywcem pogrzebana
10       skamieniała w sercu rana
czego tknę się
na co spojrzę
już mi niczym kamień ciąży
i mówienie i milczenie
15    w zimny kamień się przemienia
krater tufy popiół lawa
skamieniała u stóp trawa
i nade mną nieba skrawek
już się w kamień zmienił prawie
20     co ci uczyniłam świecie
że mnie zimnym głazem gnieciesz
z jakże trwożnym serca drżeniem
ukochany mój kochany
rozglądam się za twym cieniem
25      stań się sennym przywidzeniem
gdy nie zdołam swym ramieniem
niechże dotknę cię oczami
niech przygarnę cię patrzeniem
Świecie świecie
30     Tego cienia
ty mi w kamień nie przemieniaj
raczej zabierz łzy i pamięć
lecz nie zmieniaj cienia w kamień
ten kto samotnie gdzieś płacze
35     niech przyjdzie zapłakać ze mną
ten który kogoś utracił
niech płacze także nade mną


Pierwodruk: 2014.

Tekst wg: Urszula Kozioł, Klangor, Kraków 2014, s. 57–58.

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="17724" title="23. Albo&amp;nbsp;‒ albo, czyli batalia o&amp;nbsp;przyszłość" slug="albo-%e2%80%92-albo-czyli-batalia-o-przyszlosc">Elżbieta Błachowicz
VIII LO im. Władysława IV w Warszawie


Interpretacja

Janusz Stanisław Pasierb
&amp;nbsp;
Szukanie Adama
&amp;nbsp;
jesteś
gdzie jesteś Adamie
uciekasz
chcesz się skryć przede mną
5         to nie przynosi ulgi
ze swojej kryjówki 
możesz mnie nie widzieć
ja widzę ciebie bezustannie
to nie przynosi ulgi
10      synu
świat który ci dałem
kobieta jaką ci dałem
wszystkie znaki mojej miłości
ponieważ była prawdziwa
15       musiały być słabe
czujesz się zdradzony
byłeś po prostu wolny
pozwoliłem ci
dokonać odkrycia
20      samego siebie
synu
czyja jest ta klęska
Pierwodruk: 1978.

&amp;nbsp;

Wiersz z tomu Kategoria przestrzeni; tekst wg: Janusz Stanisław Pasierb, Wiersze zebrane, t. I, Pelplin 2021, s. 31.
</document>
<document nplp_id="17726" title="07. O&amp;nbsp;mądrości każdego i&amp;nbsp;głupocie wszystkich" slug="o-madrosci-kazdego-i-glupocie-wszystkich">Roman Dąbrowski
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
ORCID 0000-0003-0373-6657


Interpretacja

Ignacy Krasicki
Do księdza Marcina
Ludźmi zysk, bojaźń i nadzieja rządzi,
Każdy z nich, własną żądzą oszukany,
Siebie nie patrzy, a o drugich sądzi.
Filozof wielki, mędrzec zawołany,
5 Króle, statysty, rycerze, biskupi,
Księże Marcinie, wszyscy ludzie głupi.
Dziwisz się temu, mój księże Marcinie?
Nie dziw się, prawda to jest oczywista,
Na tym się wszyscy oparli terminie,
10 A żaden z głupstwa swego nie korzysta.
Pytaj się wszystkich, jak się każdy mieni:
Wszyscy są mądrzy, a przecie szaleni.
Ale mi rzeczesz, że to niepodobna,
Żem się zbyt zaciekł w nieostrożnej mowie.
15 Weźże z nich tylko każdego z osobna,
Spytaj, a jeśli w szczerości odpowie,
Poznasz dowodnie, że z całego tłumu
On mądry, drudzy niespełna rozumu.
I tak, kiedy się każdy górno ceni,
20 Razem w błąd gruby nieostrożnie wpadli,
Własnym wyrokiem głupi i szaleni,
Wszyscy niechcący swój przydomek zgadli.
Żaden się z tego cechu nie okupi,
Księże Marcinie, wszyscy ludzie głupi.
Objaśnienia:

w. 3 | Siebie nie patrzy – siebie nie uwzględnia, na siebie nie zwraca uwagi
w. 4 | zawołany – znakomity, sławny
w. 5 | statysty – mężowie stanu, politycy
w. 9 | termin – położenie, sytuacja (z reguły trudna, zła); Na tym się […] oparli terminie – znaleźli się w tym stanie
w. 11 | mienić się – nazywać się, oceniać się
w. 17 | dowodnie – przekonująco
w. 19 | kiedy – ponieważ
w. 19 | górno – wysoko
w. 20 | gruby – ciężki, poważny
w. 23 | cech – tu: społeczność, bractwo

Wiersz niedrukowany za życia autora. Jak ustalił Mieczysław Klimowicz, utwór powstał w latach
1775–1776, kiedy poeta był arcybiskupem warmińskim; adresatem jest jego młodszy brat, Marcin
Krasicki, pełniący od 1773 roku funkcję kanonika warmińskiego.

Tekst wg: Ignacy Krasicki, Dzieła zebrane, pod red. Zbigniewa Golińskiego, kontynuowaną przez
Józefa Tomasza Pokrzywniaka i Macieja Parkitnego, seria pierwsza: „Pisma Literackie”, t. 2: Zbiory
wierszy, oprac. Teresa Kostkiewiczowa, Poznań 2019, s. 210.</document>
<document nplp_id="17728" title="11. Człowiek w&amp;nbsp;wielkim mieście" slug="czlowiek-w-wielkim-miescie">Teresa Dobrzyńska
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-7078-9209


Interpretacja porównawcza

Cyprian Norwid
XIX. Stolica
Julian Tuwim
Ruch
 (więcej&amp;hellip;)</document>
<document nplp_id="17733" title="18. Rola języka i&amp;nbsp;środków stylistycznych w&amp;nbsp;kreowaniu obrazu świata" slug="rola-jezyka-i-srodkow-stylistycznych-w-kreowaniu-obrazu-swiata">Teresa Dobrzyńska
Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie
ORCID 0000-0002-7078-9209


Interpretacja

Bolesław Leśmian
Pszczoły
W zakamarku podziemnym, w mieszkalnym pomroku,
Gdzie zmarły, zamiast dachu, ma nicość nad głową,
W pewną noc Wiekuistą, a dla nas – Lipcową
Coś zabrzękło... Śmierć słyszy i przynagla kroku...
5   A to – pszczoły, zmyliwszy istnienia ścieżynę,
Zboczyły do tych pustek, jak do złego ula!
Rój się iskrzy tak obco, tak brzęcząco hula,
Że strach w mroku tę jurną ujrzeć pozłocinę!...
A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną
10 Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem,
Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem:
„To – pszczoły! Pamiętacie? To – pszczoły na pewno!”
Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią!
Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę,
15 Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane,
Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią...
Znali niegdyś te cuda złotego pomiotu,
A dzisiaj, zaniedbani w swych mgieł niedobrzysku,
Podziwiają skrzydlatą szaradę rozbłysku
20 I chyżą łamigłówkę brzęczącego lotu!
Ale drogę powrotną zwęszywszy w odmęcie,
Pszczoły lśnią się gromadą już co chwila rzadszą,
Już – w świat się przedostając, gasną na zakręcie –
Już ich – nie ma! – A oni wciąż patrzą i patrzą...

Pierwodruk: 1936.

Tekst wg: Bolesław Leśmian, Poezje wybrane, oprac. Jacek Trznadel, BN I 217,
Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1991, s. 160–161.
</document>
<document nplp_id="17737" title="ŁAGIEWNICKA 36; RADEGAST (STACJA); KOENIGSWUSTERHAUSEN" slug="lagiewnicka-36-radegast-stacja-koenigswusterhausen">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
9 X 1944
„[W]szyscy są zdania, że teraz naprawdę jadą. Wczoraj ładowali do jednego wagonu, zmieściło się tylko niecałe 300 sztuk, a więc mniej niż połowa. Na wagonie był jako miejsce przeznaczenia oznaczony Oranienburg, a fracht podobno wystawili do Königswusterhausen. W każdym razie cała sprawa jest pokryta tajemniczością. Jeżeli oni sami mają przejść przez obóz w Oranienburgu i tam być dezynfekowani, to dlaczego paczki mają pójść wprost i nie być dezynfekowane. Przejście przez obóz w Oranienburgu jest bardzo niebezpieczne. Sądzę, że nie wszystkich puszczą dalej, a część na pewno tam zatrzymają albo poślą gdzie indziej. Ja osobiście nie wierzę, by w sobotę już mieli pojechać. W obozie wybuchła wśród dzieci szkarlatyna i rodziny z chorymi dziećmi przechodzą na Jakuba".
(s. 242)</document>
<document nplp_id="17739" title="ŁAGIEWNICKA &amp;#8211; BAŁUCKI RYNEK &amp;#8211; KOŚCIELNA 4 [TRASA]" slug="lagiewnicka-balucki-rynek-koscielna-4-trasa">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI A
22 VI 1944
„Wczoraj w południe miasto nasze przeżywało pierwszy poważniejszy nalot. Punktualnie o godzinie pół do dwunastej zaczęły buczeć syreny, podając przerywany sygnał – alarm lotniczy. Byłem wtedy na ulicy Łagiewnickiej w towarzystwie znajomego lekarza. Podobnie jak inni zbagatelizowaliśmy ten sygnał, zresztą słabo słyszalny z powodu hałasu ulicznego.
Ale już po kilku minutach zaczęły naszych uszu dobiegać okrzyki ze strony Bałuckiego Rynku: „Wszyscy w pole”! Okazało się, że pracujący w Gminie Niemcy wypędzili wszystkich urzędników, komenderując: „Alle Juden aufs Feld!” Gorliwa jak zwykle policja żydowska podchwyciła rozkaz i zaczęła gonić ludzi wzdłuż ulicy Łagiewnickiej, rycząc: „Wszyscy w pole!”
Wszczął się straszliwy popłoch. Ludzie nie wiedzieli, o co chodzi. Niektórzy przypuszczali, że pijani Niemcy wtargnęli do getta dla bijatyki i rabunku.
Po chwili znalazłem się w tłumie i popędziłem co sił w stronę placu Kościelnego, gdzie znajduje się Biuro Ewidencji, w którym pracuje moja żona.
Wyglądałem z okna na drugim piętrze. Na ulicy Zgierskiej panował jeszcze normalny ruch, ale już po chwili stanęły tramwaje. Jezdnią przemykały jedynie zatłoczone dorożki, platformy i inne pojazdy, załadowane towarami i ludźmi. W stronę Bałuckiego Rynku pomknęło pogotowie techniczne, dwa ambulanse Czerwonego Krzyża i kilka samochodów policyjnych. Muszę zaznaczyć, że ludności aryjskiej nie wolno przechodzić gettowym, odcinkiem ulicy Zgierskiej, wolno nim tylko przejeżdżać.
Po pewnym czasie ruch na jezdni zamarł. Mimo to po chodnikach nadal pętali się przechodnie żydowscy, lekceważąc okrzyki służby porządkowej. Dopiero pojawienie się niemieckiego policjanta zapędziło ich w bramy sąsiednich domów.
Widoczność z mego „punktu obserwacyjnego” była dość ograniczona. Ci, którzy sterczeli w bramach, opowiadają, że po upływie 15-20 minut pojawiło się na znacznej wysokości pięć eskadr samolotów. Już przedtem dały się słyszeć dalekie detonacje. To artyleria przeciwlotnicza strzelała do eskadr radzieckich, ale nie mogła ich dosięgnąć. Żaden niemiecki myśliwiec ich nie zaatakował i eskadry przeleciały nad Łodzią, z zachodu na wschód, bez jakiejkolwiek przeszkody.
Alarm trwał półtorej godziny. Tak wyglądał pierwszy nalot, a właściwie przelot eskadr radzieckich nad Łodzią".
(s. 170-171)</document>
<document nplp_id="17740" title="ŁAGIEWNICKA &amp;#8211; DOLNA &amp;#8211; ZGIERSKA &amp;#8211; BAŁUCKI RYNEK [OBSZAR]" slug="lagiewnicka-dolna-zgierska-balucki-rynek-obszar">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII

12 VIII 1944
„O godz. 6-ej rano [11 VIII ] dochodzi nas wiadomość, że akcja się rozpoczęła, a mianowicie blok: Łagiewnicka-Dolna-Zgierska-Bałucki Rynek".</document>
<document nplp_id="17741" title="MARYSIN, TEREN PRZY GRANICY" slug="marysin-teren-przy-granicy">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański 
ONI, VII
21 IX 1944
„Wczoraj ujawniono kryjówkę na Marysinie. Zatrzymano osiem osób. Jedna zdołała zbiec. Był to doskonale zamaskowany schron, na samej granicy getta. Mieszkańcy jego zdradzili się, intonując śpiew z okazji Nowego Roku. Usłyszał to przechodzący poza drutami policjant schupo i zaalarmował rewir na Bałuckim Rynku. Ujęto całą ósemkę i osadzono w celach Kripo. Wieczorem wszyscy powędrowali do obozu przy ulicy Jakuba 16".
(s. 221)</document>
<document nplp_id="17742" title="MARYSIN/HACHSZARY" slug="marysin-hachszary">
Jakub Poznański 
JA/ONI, II A
27 VII 1940
„Pewnej pogodnej niedzieli zorganizowałem przegląd wszystkich grup Hachszary, a następnie ich defiladę przed Prezesem. Był to naprawdę imponujący widok. Około trzy tysiące młodzieży przeszło w zwartych szeregach padały słowa hebrajskiej komendy, chłopcy i dziewczęta maszerowali rytmicznie, idealnie równym krokiem. Zaproszeni goście mieli łzy w oczach. Młodzież wznosiła okrzyki: „Haichna hanasi!" (Niech żyje książę!)".
(s. 32)</document>
<document nplp_id="17743" title="MARYSIN, RADEGAST (siedziba resortu)" slug="marysin-radegast-siedziba-resortu">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
01 VIII 1944

„Zamknięto resort na Marysinie, tzw. Winterbaukisten, robiono tam specjalne skrzynki do samochodów i specjalne ścianki do budowy baraków, właściwie budowano baraki, ale ich nie składano, tylko robiono poszczególne części".
(s. 189)</document>
<document nplp_id="17744" title="MARYSIN (domy wypoczynkowe &amp;#8211; heimy)" slug="marysin-domy-wypoczynkowe-heimy">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, II A
Lipiec 1941 (zapis 7 III 1943)

„Przed dwoma laty urządził Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski] Dom Wypoczynkowy na Marysinie dla wyższych dygnitarzy. Czas pobytu był określony na siedem dni. W pierwszych turach przyjechali najwyżsi dygnitarze i najbliżsi jego sercu ludzie. Dano tam dobrze jeść. Ludność podniosła krzyk na tę niesprawiedliwość, że ci co mają i tak lepsze przydziały (B, L, Ph i inni), a nawet dostają specjalne talony od Prezesa, nie potrzebują lepszego wyżywienia, tym bardziej, że pierwszymi turnusami pojechali ludzie, których praca absolutnie nie wycieńczała, bo nic nie robią. Pod naciskiem opinii publicznej zaczęli posyłać do Heimu i urzędników na takich stanowiskach, jak radców biura, referentów starszych itd. Wciąż jeszcze ludzi uprzywilejowanych. Dopiero w końcu lata 1942 urządzono nowe Heimy dla robotników i zaczęto gremialnie posyłać robotników z resortów. Teraz funkcjonują cztery Heimy: dla urzędników dwa i dla robotników dwa. Posyła się teraz przez cały rok, obecnie pierwszeństwo mają ci, co przeszli tyfus brzuszny. Tak wygląda sprawa Heimu. W zasadzie i w myśli bardzo dobra instytucja i bardzo pożyteczna, w wykonaniu, w praktykach, jak wszystko, wykręcone na opak".
(s. 50).

ONI, VA
30 VIII 1943
„Jak wczoraj mówiono, Heimy zostały skasowane. Słusznie i niesłusznie. Niesłusznie dlatego, że jednak przy tak wycieńczającym życiu, jakie my tu w getcie prowadzimy, przy tak marnym u jednostajnym pożywieniu, jakie my otrzymujemy, przy tak nerwowym życiu, jakie my tu prowadzimy, odpoczynek 7-dniowy, z dobrym łóżkiem, dobrym i urozmaiconym i przepełnionym tłuszczem i białkami pożywieniem, bardzo dużo znaczy i bardzo dużo daje wyczerpanemu organizmowi. Słusznie zaś dlatego, że jak wszystko w getcie, korzystało z tych Heimów mało grono osób, blisko stojących władzy [oraz ją] dzierżących. Było dużo takich, co całymi miesiącami, a bardzo dużo takich, co po kilka tygodni tam siedzieli, wypaśli się tam jak świnie. A ogół bardzo mało korzystał. Ten rzeczywiście potrzebujący i łaknący tego odpoczynku o pożywienia, normalny, przeciętny szary obywatel, prawie że nie mógł marzyć o Heimie, chyba że się urodził w czepku. Dlatego też patrzono na tych jadących tramwajem gości Heimu z walizkami i pledami, na powracających, opalonych i wypasłych, jak na wrogów, jak na wyjątkowych szczęśliwców".
(s. 102)</document>
<document nplp_id="17745" title="MARYSIN, OKOPOWA 125 (letni dom Rumkowskiego)" slug="marysin-okopowa-125-letni-dom-rumkowskiego">

Jakub Poznański
ONI, V A
8 XI 1943
„Na wczoraj Prezes znowu zaprosił na kolację koło 30 osób do swego mieszkania na Marysinie. Nie mam jeszcze relacji z tego posiedzenia".</document>
<document nplp_id="17746" title="MARYSIN (punkt zborny w&amp;nbsp;kinie na&amp;nbsp;rogu Inflanckiej i&amp;nbsp;Zagajnikowej)" slug="marysin-punkt-zborny-w-kinie-na-rogu-inflanckiej-i-zagajnikowej">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
9 VIII 1944
„Pomimo tylokrotnych wezwań [Hansa] Biebowa, do wczorajszego transportu stawiło się […] tylko kilkanaście osób dobrowolnie. Należy stwierdzić, że ludność niechętnie się stawia i nie chce opuszczać nawet tych marnych legowisk, które tu posiada. By nastraszyć i zmusić do ich dobrowolnego zjawiania się, zainstalowano wczoraj koło 11-ej obławę. Mniej więcej o tej porze wjechała do getta, od strony Franciszkańskiej róg Smugowej, niemiecka straż pożarna, uzbrojona w karabiny i posadzona na jedno ze swoich aut osobowych (autobusów), bez przyrządów pożarniczych, i obstawiła blok: Łagiewnicka, Zawiszy, Młynarska, Brzezińska. Blok ten został przeszukany przez żydowską policję i wszyscy lokatorzy sprowadzeni na dół, a potem na plac Łagiewnicka 1/3. W zależności od usposobienia policjantów przeszukani mniej lub bardziej skrupulatnie, mieszkań zamkniętych po większej części nie otwierano. Dla historii należy zaznaczyć, że domu przy ul. Berka Joselewicza 16, w którym mieszkają sami wyżsi dygnitarze getta, podobno wcale nie ruszono. Bardzo możliwe i charakterystyczne. Z placu, na którym zgromadzono podobno przeszło 2000 osób, odtransportowano ich tramwajami do kina na Marysinie. Miarodajne czynniki twierdzą, że przeszło 700 osób po drodze uciekło, tak, że do kina przybyło niepełne 1300. Część ich podobno jeszcze wczoraj wysłano transportem".
(s. 194)</document>
<document nplp_id="17747" title="MARYSIN (cmentarz)" slug="marysin-cmentarz">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V B
12 V 1944
„Przedwczoraj wydano zakaz urządzania pogrzebów i w ogóle zabroniono wstępu na cmentarz. Ewakuowano częściowo obóz dla dzieci polskich (Polenjudendlager), który z jednej strony graniczy z cmentarzem, a z drugiej ciągnie się wzdłuż drogi wiodącej na cmentarz. Biedne dzieci! Dokąd je wywiozą? Jakie będą ich dalsze losy?"
(s. 162)

ONI, VII
Oni
28 IX 1944
„Przyjaciele odwiedzają nas w dalszym ciągu. Wedle ich relacji co parę dni zarządzają na cmentarzu „szperę" - to znaczy, że Żydom nie wolno tam zachodzić pod groźbą kary śmierci.
Krążą na ten temat różne pogłoski. Jedni utrzymują, że cmentarz stał się miejscem masowych egzekucji, inni zaś, że kopią tam mogiły dla przyszłych ofiar".
(s. 223)

ONI, VII
17 XII 1944
„W czwartek [14 grudnia] wydobyto na światło dzienne tzw. archiwum [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego. Znajdowało się ono w ogrodzie sąsiadującym z cmentarzem i zawierało szereg dokumentów ważnych dla przyszłego historyka getta. Niestety, uległy natychmiast zniszczeniu".
(s. 259-260)</document>
<document nplp_id="17748" title="MARYSIN, ZAGAJNIKOWA 36" slug="marysin-zagajnikowa-36">


&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI A
6 VII 1944
„W nocy z poniedziałku na wtorek [26/27 VI 1944] nasza Służba Porządkowa aresztowała we własnym letnim mieszkaniu na Marysinie Dawida Warszawskiego wraz z całą rodziną [żona Frajda, synowie Chaim Elazar i Abraham]. Uwięziono również adoptowanych przezeń dzieci [Bendeta Chęcińskiego, Ruth Kohan] oraz służącą [Małkę Zylberszac]. Jak się później okazało, nakaz aresztowania wydało Kripo. Mieszkanie zapieczętowano. We wtorek dzieci i służącą zwolniono".
(s. 174)</document>
<document nplp_id="17749" title="MARYSIN, OKOPOWA 121 (Heim I)" slug="marysin-okopowa-121-heim-i">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
10 VIII 1943
„Wczoraj dotarła do mnie wiadomość o wypadkach, które zaszły w sobotę w Heimie I. W jednym z resortów szewskich był w sobotę [Heinrich] Schwind, członek Gettoverwaltung i na pytanie do robotników, dlaczego źle wyglądają, dostał odpowiedź, że kierownicy jadą do Heimów, a oni muszą ciężko pracować nie otrzymując żadnych urlopów. Schwind poleciał zaraz do Heimu I, gdzie zastał wypasione twarze. Zameldowano o tym [Hansowi] Biebowi, który przyjechał na kontrolę i znalazł, że na takim p. [Sucherze] Erlichu, kierowniku Wydziału Statystycznego, który w Heimie jest już czwarty tydzień, skóra wprost pęka, tak się wypasł, na p. Birman, urzędniczce tegoż wydziału, spódnice i bluzki nie mogą się dopiąć. Dr [Wiktor] Müller i dr [Leon] Szykier byli w Heimie z całą rodziną (żonami i dziećmi). Rezultat był ten, że powtórnie ten Heim I zamknięto i wszyscy goście zostali odesłani do domu".
(s. 96)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17750" title="MARYSIŃSKA (posterunek graniczny)" slug="marysinska-posterunek-graniczny">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
11 I 1944
„Wczoraj policjant niemiecki, z posterunku przy ulicy Marysińskiej, zastrzelił przechodzącego obok drutów chłopca. Malec zachowywał się spokojnie i nie zdradzał zamiaru ucieczki z getta. Pozbawiono go życia bez powodu, ot tak, dla zabawy…"
(s. 144)</document>
<document nplp_id="17751" title="MICKIEWICZA 1 [7?]" slug="mickiewicza-1-7">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, I C

11 III 1940 (zapis 31 XII 1942)
„W poniedziałek rano odwiedził mnie jeden z naszych klientów. Zeszliśmy razem na podwórze, gdzie znajdował się telefon, żeby wydać fabryce kilka zleceń. Traf chciał, że telefon był zajęty. Udaliśmy się więc do pobliskiej piekarni. W drodze powrotnej złapano nas i w dość licznym gronie zaprowadzono do domu przy ul. Mickiewicza 1, w którym mieściła się dawniej szkoła powszechna, a obecnie był Sammellager für Wolynien-Deutsche (punkt zborny dla Niemców wołyńskich). Ustawiono nas w dwa szeregi i kolejno wybierano do najrozmaitszych „robót”. Jedni nosili wodę ze studni na piętra, gdzie kobiety myły podłogi, drudzy trzepali dywany, inni znów czyścili gołymi rękoma klozety. Mnie przypadło w udziale bezcelowe wynoszenie ławek z parteru na podwórze, a następnie wnoszenie ich z powrotem. Droga wiodła przez szpaler Niemców wołyńskich, uzbrojonych w kije, którymi okładali nas bez litości.
Potem kazali mi rąbać lód obok studni, lecz już po kilku minutach wezwano mnie do wartowni. Tam dano mi do zrozumienia, że jeśli przyczynię się do kupna nowego sztandaru, to natychmiast odzyskam wolność. Dałem dziesięć marek. Niemcy zaczęli się targować, lecz widząc, że nic nie wskórają, pozwolili mi opuścić szkołę. O możliwości wydostania się poinformowałem naszego klienta, który wykupił się bodaj za pięć marek.
Dopiero na ulicy poczuliśmy dotkliwy ból w plecach. Po przyjściu do domu położyłem się na trzy dni do łóżka".
(s. 23-24)</document>
<document nplp_id="17752" title="MŁYNARSKA 7" slug="mlynarska-7">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
28 III 1943

„W ciągu ubiegłego tygodnia ludność getta przeżyła dużo chwil i momentów nieprzyjemnych. Ale wszystko po porządku. Zapowiedziano na 25 bm. Wizytę ministra pracy Rzeszy dra Leya. Choć w programie, który podany był w gazecie, nie wspominano wcale o tym, że ma odwiedzić i getto, to jednak Żydzi – ten naród wszechwiedzący, wiedzieli, że ma on odwiedzić i getto i że od rezultatów jego wizyty zależeć będzie dalszy los getta i jego mieszkańców. W związku z tym w początku tygodnia [Hans] Biebow, Prezes Gettoverwaltung, objechał parę minut przed 17-tą niektóre resorty i zrobił lepszą awanturę, jeżeli wypuszczano robotników przed 17-tą. Zwiedził on między innymi i resort dywanowy na Młynarskiej 7, gdzie pracować winna była [Estera] Daumówna, dawna sekretarka Prezesa [Mordechaja Chaima Rumkowskiego] na Bałuckim Rynku, którą Biebow z Bałuckiego Rynku wyrzucił i kazał jej pójść do dywanów na zwykłą robotnicę. Zastał ją przy pracy. Bardzo mu się to podobało i po pewnej rozmowie w cztery oczy rozkazał jej wrócić na Bałucki Rynek. Kierownika i komisarza resortu krawieckiego [Jakuba Leszczyńskiego o Abrama Grosmana?] (Łagiewnicka 34/36) za przedwczesne wypuszczanie robotników aresztował, sam odstawił do więzienia na Czarnieckiego, ale po 24 godzinach kazał wypuścić".
(s. 54)</document>
<document nplp_id="17753" title="NARUTOWICZA 32" slug="narutowicza-32">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII
11 II 1945

„Do obozu, który od dziesięciu mniej więcej dni przeniósł się do innego baraku, a mianowicie do poprzecznej oficyny domu przy Narutowicza 32 (dawny numer). [sic] Tam tylko znajdują się biura i składy obozu, bo tu również przeniesiono zapasy, które znajdowały się na Jakuba 16.
Przyjechał jakiś delegat z Lublina, a w kilka dni później przyjechał główny delegat z Lublina, mój stary znajomy dr Filip Friedman, historyk, nauczyciel gimnazjum żydowskiego w Łodzi.
Z każdym dniem ilość Żydów w Łodzi się powiększa".
(s. 272)</document>
<document nplp_id="17757" title="OBÓZ DLA DZIECI POLSKICH" slug="oboz-dla-dzieci-polskich">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI A
25 VII 1944
„Dziś w nocy mają ewakuować znajdujący się na terenie getta (właściwie obok) tzw. „obóz młodzieży polskiej”, znajdujący się pod kontrolą Kripo. Pomagać ma im w tym 180 żydowskich milicjantów".
(s. 185)</document>
<document nplp_id="17759" title="PIOTRKOWSKA/ANDRZEJA (poza gettem)" slug="piotrkowska-andrzeja-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, I A
4 IX 1939 (zapis 5 X 1941)
„Na rogu Piotrkowskiej i Andrzeja spotkałem znajomego oficera rezerwy, który opowiedział mi o tragicznej sytuacji, ale nie wyobrażałem sobie jednak, że jest aż tak źle, jak to się okazało w 24 godziny później".
(s. 12)</document>
<document nplp_id="17761" title="PODRZECZNA, ZGIERSKA, LUTOMIERSKA [OBSZAR]" slug="podrzeczna-zgierska-lutomierska-obszar">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
9 IX 1944
„Druty po tamtej stronie mostu przeniesiono z ulicy Podrzecznej na Lutomierską wyłączając w ten sposób z obszaru getta rejon: Podrzeczna, Zgierska i Lutomierska, aż do szpitala na Drewnowskiej".
(s. 215)</document>
<document nplp_id="17763" title="POZNAŃ (obozy pracy) (poza gettem)" slug="poznan-obozy-pracy-poza-gettem">

Heniek Fogiel
ONI, III B  (17.06.1942)
„Do getta przyjechało paręset mężczyzn z Bełchatowa, Zelowa i Łasku. Nikogo tam nie ruszano, tylko tych młodych mężczyzn wzięto i przysłano tutaj na Czarnieckiego [12-18], i stąd wyjadą do Poznania. Czy dziś tam dalej jest spokojnie, czy nie wysiedlano, tego już nie wiemy. Jedzenia tam mają ponad uszy. Handlują, pracują w resortach i zarabiają.” (s. 71-72)

Jakub Poznański
ONI, VA
21 III 1943
„W ubiegłym tygodniu przyjechało z Poznania z obozu dla Żydów robotników 850 osób, w tym trochę kobiet. Większość to ludzie chorzy. Dwóch umarło zaraz po przyjeździe. Prawie wszyscy z małych miasteczek okolicy łódzkiej, tu spotkali swoich bliskich, którzy do Łodzi zostali wysiedleni. Jeszcze jeden dowód, że moje koncepcja, że nie wierzę w masowy mord wysiedleńców ma podstawy i rację bytu. Podobno, iż wczoraj jakaś komisja (czy żydowska czy niemiecka) uznała z nich 150 za zdolnych do dalszej pracy i mają ci nieszczęśliwcy znowu pojechać na roboty". (s. 53)

JA/ONI, VA
17 VI 1943
„Znowu z jakiegoś obozu z Poznańskiego sprowadzono 28 osób. Podobno dobrze wyglądają, opowiadają, że [Samuel] Bronowski […] jest przełożonym wszystkich obozów pracy, jeździ do Berlina w sprawach tych obozów, jednym słowem, ma się dobrze. Jeżeli to prawda i również prawdą jest, że Stasiek (brat mojej żony) jest jego pomocnikiem, to ma się pewnie nieźle i możemy być o niego spokojni". (s. 78)</document>
<document nplp_id="17764" title="RÓG PRZEJAZD &amp;#8211; KILIŃSKIEGO" slug="rog-przejazd-kilinskiego">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII

Między 20 a 28 I 1945

„Na rogu Przejazd i Kilińskiego złapali mnie żołnierze rosyjscy w aucie ciężarowym i pytali o drogę na dworzec. Nie mogąc zrozumieć moich objaśnień, prosili, bym wsiadł do auta i im pokazał drogę. Okazało się, iż szukają jakiegoś pociągu stojącego w polu i naładowanego różnymi rzeczami, jak mąka, konserwy, wódka itd. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy ten pociąg za Andrzejowem".
(s. 266)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17766" title="ROBERTA/MARYSIŃSKA" slug="roberta-marysinska">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VA
15 IX 1943
„W poniedziałek wykonano w getcie wyrok śmierci przez powieszenie na niejakim [Ksylu?] Bekermanie, szewcu, pracowniku resortu rymarskiego, za kradzież skóry należącej podobno do Wehrmachtu. Wyrok wykonano przy zbiegu ulicy Roberta i Marysińskiej, w obecności całego resortu rymarskiego i delegatów innych resortów. Delikwent zachowywał się podobno spokojnie i z godnością".
(s. 110)</document>
<document nplp_id="17767" title="SIEDLECKA 1 (siedziba firmy Otto Haessler)" slug="siedlecka-1-siedziba-firmy-otto-haessler">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII
20 I 1945

„W sobotę rano po śniadaniu poszedłem piechotą na Siedlecką do firmy Haessler. Tu zastałem kilku starszych robotników, więc powiedziałem im, że trzeba się wziąć do pilnowania fabryki, by nic nie niszczono i nie rabowano. Właściciele wyjechali, nie zostawiwszy nikogo. [Alfred] Haessler sam wyjechał wraz z rodziną w nocy ze środy na czwartek parokonnym wozem krytym plandeką. Pojechały z nim wszystkie kobiety. On sam był za stangreta. Pojechali w kierunku na Zduńską Wolę. Zostawił on list do Preissa, z którego widać, iż miał on zamiar wywieźć te części parowej maszyny, bez których trudno byłoby ją puścić. Na szczęście list nie dotarł do rąk adresata, więc maszyna była tylko zdemontowana, ale części były na miejscu. Udałem się wraz z Filipiakiem do XV komisariatu i komisarz ten kazał mi objąć fabrykę, jako komisarz, zrobić remanent i zabezpieczyć fabrykę przed rozgrabieniem. Powiedziałem, iż wszystko już uczyniono. Był z tego powodu zadowolony. Powróciłem do fabryki, gdzie się zebrało więcej robotników i zostałem przez nich owacyjnie przyjęty. Każdy się dopytywał, jak mogłem przeżyć i jak się wydostałem z tego piekła. Bardzo mnie prosili, bym również zajął mieszkanie Haesslera. To samo mówiła pozostawiona przez nich gospodyni – Polka. Koło godz. 14-15 poszedłem do domu do obozu".
(s. 265-266)

ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„Nareszcie we wtorek [23.01] przeprowadziłem się na Siedlecką do fabryki do mieszkania Alfreda Haesslera. Muszę powiedzieć, iż ogołocili oni mieszkanie ze wszystkiego, pozostawiając tylko gorsze meble. Mam wrażenie, że lepsze meble wywieźli jeszcze w lipcu do Wiednia i Lipska.
Noc z wtorku na środę po prawe 5-letniej tułaczce spędziliśmy nareszcie w porządnych łóżkach. Prawdopodobnie nikt nam nie uwierzy, iż w ciągu tych pięciu lat spaliśmy na surogatach łóżek, wąskich i krótkich, twardych i niewygodnych, a wobec tego, iż w ciągu tego czasu schudłem bardzo, więc nigdy nie mogłem długo leżeć na jednej stronic. ,,Ojczyzno moja, ten Cię poznał, kto Cię stracił", mówi znany wiersz Mickiewicza. Kto nie przebywał na różnych „łóżkach", ten nie zrozumie, jaka rozkosz jest leżeć w normalnym łóżku".

(s. 268-269)</document>
<document nplp_id="17768" title="SIENKIEWICZA 49" slug="sienkiewicza-49">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VIII
„Prawdopodobnie 24 I 1945
Towarzysze naszej wspólnej niedoli po trochu się wyprowadzają do miasta. Krępuje ich tylko ta okoliczność, iż jest tak mało Żydów i jeden od drugiego będzie tak daleko mieszkał. Dlatego też starają się wziąć mieszkania w jednej dzielnicy. Każdy stara się przyciągnąć znajomych do domu, który sobie wybrał. Dzielnicą najczęściej zamieszkaną przez Żydów będzie ul. Zachodnia, a z drugiej strony Żeromskiego koło Zielonego Rynku, zwanego ostatnio za polskich czasów pl. Boernera. Również w domu Sienkiewicza 49 umieściło się kilka rodzin. Są i tacy jak ja, którzy wzięli mieszkania, nie licząc się z tym, że daleko będzie miał do swych współwyznawców. Ten pęd do skupienia się razem pozostał jako skutek 5-letniego życia w getcie".
(s. 269)</document>
<document nplp_id="17769" title="SMUGOWA 12" slug="smugowa-12">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
04 VIII 1944
„Jeszcze w środę po obiedzie miał w hali Metall I [Smugowa 12] przemówienie [Hans] Biebow, w którym zwrócił się do obecnych nie z apelem, a z gorącą prośbą, by Żydzi zechcieli go usłuchać i pojechali do Rzeszy, że zrobi się to dla ich dobra, bo tu będzie strefa wojenna itd. Wyglądało to wszystko na błaganie na klęczkach. Żydzi mogli tu odnieść swój pierwszy „triumf”".
(s. 192)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17771" title="THERESIENSTADT" slug="theresienstadt">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VA
26 X 1943
„Ostatnimi czasy nadchodzą do getta karty-pocztówki z Theresiendtadt (koło Pragi czeskiej) od Żydów z różnych miast Rzeszy, którzy widocznie zostali tam przesiedleni. Z treści kart należy sądzić, że tam również utworzono coś w rodzaju łódzkiego getta albo coś w rodzaju Arbeitslagru, bo wszyscy tam pracują. Czy mają dostatecznie jeść, czy również dostają takie głodowe racje jak my, tego nie wiem".
(s. 122).</document>
<document nplp_id="17773" title="PONIATOWA (poza gettem)" slug="poniatowa">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VA
10 VII 1943
„Druga sensacja to jest powołanie na Bałuckim Rynku do niemieckiego rewiru policyjnego (VI Polizeirevier) córki dra Bergsona [Helena Bergson], której powiedziano po przesłuchaniu, żeby była gotowa do wyjazdu do Poniatowej, gdzie są jej rodzice. Doktorowa B.[Dorota Bergson] wyjechała do Warszawy ostatnim transportem stąd mniej więcej przed rokiem, a doktor B.[Henryk Bergson] przyjechał do Warszawy z Tarnopola. Widocznie, że ich wysiedlono z Warszawy". (s. 85).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17775" title="WOLBORSKA 32, 34, 36" slug="wolborska-32-34-36">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
9 X 1944

„Na Wolborskiej podobno spłonęły doszczętnie domy nr 32, 34, 36. Przy­czyny pożaru nie ustalono, sprzątano poprzedniego dnia nieparzyste numery".
(s. 229-230)</document>
<document nplp_id="17776" title="WOLBORSKA 22 (piekarnia)" slug="wolborska-22-piekarnia">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI B
25 VIII 1944 (zapis 26 VIII 1944)

„Wyglądamy z naszej facjatki i widzimy, że ludzie lecą w stronę Wolborskiej, a wracają stamtąd obładowani chlebem, i po 4-6-8 i więcej bochenków, a niektórzy całe wory. Bardzo nam przykro na to patrzeć, ale nie możemy się ruszyć z miejsca. […] Po godzinie przychodzi [Nuchem] Koplowicz i opowiada, że przywieziono do resortu dużo chleba z piekarni z Wolborskiej, że piekarnie zostały porzucone przez piekarzy i ludność zabiera chleb. Wahaliśmy się długo [czy] zdradzić w biały dzień swoją obecność w resorcie, ale biorąc pod uwagę, że poprzedniego [dnia] spostrzegła mnie [Helena] Smoleńska, a prócz tego dość dużo ludzi, podobno wszyscy wiedzą o mojej obecności w resorcie, a drugi raz okazja nabycia chleba się nie nadarzy, postanowiliśmy w trójkę, że zejdę i spróbuję szczęścia. […] Niedługo myśląc, złapałem jedną dużą torbę i czmychnąłem prze portiernię na ulicę. Niestety do piekarni przybyłem za późno, chleba nie było już, ale była mąka i nabrałem z 10-15 kg mąki i poleciałem z tym z powrotem. W portierni zetknąłem się z wychodzącymi szoferami niemieckimi, którzy spojrzeli tylko, ale nic nie powiedzieli. Mąkę zaniosłem na górę, wahałem się dość długo, czy pójść drugi raz, auto wciąż stało na podwórzu. Żona dała mi poszewkę i odważyłem się po raz drugi. Lecz na Wolborskiej w piekarni już nic nie zastałem, poleciałem na Jakuba 4, gdzie znów tylko mąka, nabrałem znowu 20-15 kg mąki i poleciałem do domu. Auto jeszcze stało na podwórzy. Trzeci raz nie miałem sił. W międzyczasie czasie żona i córeczka zrobiły babki i mnie poczęstowały fajnym podwieczorkiem. Niedługo potem, może godzinę, zaprzestano pielgrzymki na Wolborską, widać zapas mąki w obu piekarniach się wyczerpał".
(s. 206)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17778" title="WOLBORSKA 39 &amp;#8211; ŻYDOWSKA 12 (Resort Papierniczy) [TRASA]" slug="wolborska-39-zydowska-12-resport-papierniczy-trasa">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, V A
14 II 1943
„Gdy koło 15.45 wracałem do resortu [Żydowska 12] przejściem koło ruin dawnej gminnej synagogi [Wolborska], znów nastąpiła detonacja, która jednak sprawiła na mnie wrażenie strzału armatniego. W resorcie opowiadano mi, że widziano aeroplan, który się bardzo nisko opuścił i zaraz też raptownie się podniósł, i w tym momencie nastąpiła detonacja, sądzili, że to motor na samolocie eksplodował".
(s.43)

JA/ONI, VII
12 VIII 1944

„We środę [9 VIII ] o godz. 20-21 doszła nas wiadomość, że drukarnia drukuje nowe rozporządzenia o zamknięciu wszystkich „Betriebów” (resortów) i przymusowym przesiedleniu ludności od czwartku z zachodniej części getta do wschodniej. Ludność już wiedziała o tym i masowo uciekała z tamtej strony na tę. Do godz. 2.30 nad ranem szykowaliśmy plecaki i nie skończyliśmy, o godz. 3.30 dzwonią do nas, jest to znajomy policjant i prosił przyjąć jego matkę i siostrę z rzeczami, które uciekły z tamtej strony. O godz. 5-ej wstałem i wyszedłem na ulicę, by sprawdzić ten ruch, który słyszałem przez okna. Okazuje się, że ulica nasza szykuje się do akcji i masowo ucieka stąd z plecakami. Z drugiej strony, ludność z tamtej strony getta przechodzi na tę. Wobec tego postanowiliśmy się skryć w resorcie, już o 5-ej zaniosłem tam część rzeczy. Zastałem tam już dość sporo ludzi, którzy się tam skryli: [Nusem] Koplowicz i [Lajzer] Perelman, moi wspólnicy do działki, obydwaj w moim pokoju i sąsiednim. Zamówiłem również nadejście mojej rodziny, tzn. żony i córki. Wróciłem do domu, zabrałem znów część rzeczy i znów zaniosłem do resortu. Tak obróciłem ze 4-5 razy. O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. Dobrze, że moja rodzina była już w resorcie".
(s. 196-196)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17779" title="WOLBORSKA, NAD&amp;nbsp;ŁÓDKĄ, STARY RYNEK, ZGIERSKA, PLAC KOŚCIELNY, BAŁUCKI RYNEK, ZGIERSKA OD&amp;nbsp;DOLNEJ, DOLNA DO&amp;nbsp;ŁAGIEWNICKIEJ, ŁAGIEWNICKA PRZEZ&amp;nbsp;BAŁUCKI RYNEK DO&amp;nbsp;PLACU KOŚCIELNEGO, BRZEZIŃSKA DO&amp;nbsp;FRANCISZKAŃSKIEJ, FRANCISZKAŃSKA DO&amp;nbsp;SMUGOWEJ (OBYDWIE STRONY)" slug="wolborska-nad-lodka-stary-rynek-zgierska-plac-koscielny-balucki-rynek-zgierska-od-dolnej-dolna-od-lagiewnickiej-lagiewnicka-przez-balucki-rynek-do-placu-koscielnego-brzezinska-do-franciszkans">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
18 VIII 1944

„W czwartek [17.08] koło 12-ej rozlepiono na murach getta plakaty z podpisem Gestapo, że z dniem tym zmniejsza się getto i wyłącza się z niego następujący obszar: Wolborska, Nad Łódką, Stary Rynek, Zgierska, plac Kościelny, Bałucki Rynek, Zgierska od Dolnej, Dolna do Łagiewnickiej, Łagiewnicka przez Bałucki Rynek do placu Kościelnego, Brzezińska do Franciszkańskiej, Franciszkańska do Smugowej (obydwie strony) i do drutów. Kto w piątek 18 przejdzie próg tego terenu, zostanie ukarany karą śmierci. Zaczął się lament i płacz. Ludzie się bali opuszczać swoich kryjówek, bo jednocześnie szła akcja i łatwo było wpaść w ręce niemieckiej policji. Z nastaniem jednak ciemności zaczęła się olbrzymia procesja tych, którzy znowu po 4 i pół latach powtórnie zmuszeni są zostawić swe mieszkania, swe łóżka i zabrać ze sobą tylko tyle, ile można na sobie unieść. Był to obraz przejmujący człowieka zgrozą. Z nastaniem świtu ilość ludzi się jeszcze powiększyła. Podobno większość opuszczających tym razem swe siedziby udawała się dobrowolnie na Czarnieckiego lub Krawiecką, by, słuchając rad [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego, zgłosić się do transportów ewakuacyjnych".

(s. 200)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17780" title="WOLBORSKA &amp;#8211; PÓŁNOCNA &amp;#8211; WSCHODNIA [OBSZAR]" slug="wolborska-polnocna-wschodnia-obszar">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
13 X 1944
„W końcu koło godz. 15-ej odwiedził nas nasz znajomy z obozu Łagiewnicka 36 i opowiedział nam dużo ciekawych rzeczy.
Pracuje on w grupie, która przestawia słupy gettowe, a mianowicie po oczyszczeniu przez inną grupę mieszkań od wszelkiego chłamu chodzi niemiecka komisja i ogląda wszystkie domy pewnej dzielnicy, i oznacza jedne kółkiem, a drugie krzyżykiem. Jedne z nich podlegają rozbiórce, a drugie zostaną. Potem idzie właśnie wyżej wymieniona grupa i stawia nowe słupy gettowe i łączy je drutem, zmniejszając w ten sposób getto, albo, lepiej mówiąc, wydzielając tę dzielnicę z getta. Potem przychodzą Polacy i rozbierają te domy, który podlegają rozbiórce. Do wczoraj pracowali oni po tamtej stronie, od dziś zaczęli tu wyłączać Wolborską od Północnej i Wschodniej (stronę nieparzystą)".
(s. 235)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17781" title="ZAWISZY (PARZYSTA), FRANCISZKAŃSKA, DWORSKA, ŁAGIEWNICKA" slug="zawiszy-parzysta-franciszkanska-dworska-lagiewnicka">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
12 VIII 1944

„O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. […] Dość długo jednak nie widać było żadnej akcji, natomiast wyłapywano ludzi, którzy szli z tamtej strony i odstawiano ich do przygotowywanych dla nich wagonów tramwajowych i odstawiano na dworzec Radegast, gdzie ich podobno ładowano zaraz do wagonów. Koło 13-ej skończono akcję i zarządzono przerwę, po obiedzie, tj. około 15-ej rozpoczęto akcję na tej stronie, a mianowicie wzięto blok: Zawiszy parzysta, Franciszkańska, Dworska, Łagiewnicka. Wybrano dość sporo ludzi. Koło 17-18 zakończono akcję. Ludność, która podczas akcji chowa się do nor, nawet na tych ulicach, gdzie prowadzą akcję, zaczyna po trochu wyłazić ze swych nor. Pootwierano niektóre kooperatywy".
(s. 197)</document>
<document nplp_id="17782" title="WSCHODNIA" slug="wschodnia">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
12 VIII 1944

„O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. […] Dość długo jednak nie widać było żadnej akcji, natomiast wyłapywano ludzi, którzy szli z tamtej strony i odstawiano ich do przygotowywanych dla nich wagonów tramwajowych i odstawiano na dworzec Radegast, gdzie ich podobno ładowano zaraz do wagonów. Koło 13-ej skończono akcję i zarządzono przerwę, po obiedzie, tj. około 15-ej rozpoczęto akcję na tej stronie, a mianowicie wzięto blok: Zawiszy parzysta, Franciszkańska, Dworska, Łagiewnicka. Wybrano dość sporo ludzi. Koło 17-18 zakończono akcję. Ludność, która podczas akcji chowa się do nor, nawet na tych ulicach, gdzie prowadzą akcję, zaczyna po trochu wyłazić ze swych nor. Pootwierano niektóre kooperatywy".
(s. 197)</document>
<document nplp_id="17784" title="ZACHODNIA" slug="zachodnia">


&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945
„Towarzysze naszej wspólnej niedoli po trochu się wyprowadzają do miasta. Krępuje ich tylko ta okoliczność, iż jest tak mało Żydów i jeden od drugiego będzie tak daleko mieszkał. Dlatego też starają się wziąć mieszkania w jednej dzielnicy. Każdy stara się przyciągnąć znajomych do domu, który sobie wybrał. Dzielnicą najczęściej zamieszkaną przez Żydów będzie ul. Zachodnia, a z drugiej strony Żeromskiego koło Zielonego Rynku, zwanego ostatnio za polskich czasów pl. Boernera. Również w domu Sienkiewicza 49 umieściło się kilka rodzin. Są i tacy jak ja, którzy wzięli mieszkania, nie licząc się z tym, że daleko będzie miał do swych współwyznawców. Ten pęd do skupienia się razem pozostał jako skutek 5-letniego życia w getcie".
(s. 269)</document>
<document nplp_id="17786" title="ZGIERSKA 1" slug="zgierska-1">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, V A
14 XI 1943
„U licznych jednostek widzę dość dużo pieniędzy. Daje się to zaobserwować, gdy się stoi parę godzin u Winawera (przedwojenny skład apteczny na Zgierskiej 1). Po obiedzie się formalnie nie zamykają drzwi. Głównie pytają o różnego rodzaju zastrzyki, vigantol, ale również idą różne pigułki, smaki do babek, pudry, kremy, maści itp. Nawet spirytus denaturowany. Trudno wyobrazić [sobie], żeby to szło wszystko normalnym szmuglem. Przecież przerzucić paczkę zastrzyków przez druty jest niemożliwe".
(s. 129)</document>
<document nplp_id="17787" title="ZGIERSKA 3 m. 14" slug="zgierska-3-m-14">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
30 I 1944

„W piątek zetknąłem się po raz pierwszy z Kripo przypadkowo, gdy poszedłem odwiedzić chorego [Zysia] Ejbuszyca. Usłyszeliśmy dzwonek, a po chwili gruby bas za drzwiami: „Wer wohnt here?” [Kto tu mieszka?] – i do pokoju wlazło dwóch Niemców w kombinezonach. Mimo iż był poranek, trzymali w ręku zapalone latarki. Po wylegitymowaniu jeden z nich przejrzał zawartość szaf. Znalazł w nich żelazko elektryczne i kazał je odnieść do Kripo. Ojcu [Ickowi Mordce] i bratu [Szlamie] Ejbuszyca, którzy byli w domu zamiast w pracy, oberwało się kilka siarczystych policzków i kopniaków. Po chwili usłyszeliśmy, jak dobijają się do drzwi sąsiadów".
(s. 147).</document>
<document nplp_id="17788" title="ZGIERSKA 15, 17" slug="zgierska-15-17">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945

„Muszę tu powiedzieć, że już w sobotę i niedzielę tzw. Wydział Transportowy, tzn. furmani z rodzinami, lekarz weterynaryjny [Józef Leider] itp., wyprowadzili się do stajen, a właściwie do domów Zgierska 15, 17, znajdujących się obok stajen. W niedzielę do domu Zgierska 15 przeprowadziło się kilka innych rodzin, między innymi mieszkający na naszej sali Kron z żoną i dwojgiem dzieci. Zabrał wszystkie swoje manatki i już w niedzielę poszedł tam nocować. Kilkanaście minut po północy słyszę ohydne krzyki i jęki na schodach w naszej klatce schodowej. Przeszło znowu kilkanaście minut i do sali wpada Kron z dzieckiem na ręku i parę chwil później jego żona z młodszym dzieckiem. Dzieci w samych koszulkach, a i rodzice ledwo ubrani, bez palt i nakrycia głowy. Trudno zrozumieć ich bełkot. Okazuje się, iż podpalono dom Zgierska 15 od parteru, na schodach ułożono druty kolczaste, by utrudnić zejście. Dzięki jednak przypadkowi pożar dość wcześnie spostrzeżono i ludzie się uratowali, choć budynek się zupełnie spalił. Pół godziny później koło 1-ej w nocy zauważam pożar w domu Kościelna 4, lecz w porę zauważony w sklepie pożar ugaszono. Wszystkie te pożary zostały podłożone przez bandy dywersantów niemieckich, którzy pozostali w mieście, i ich polskich popleczników".
(s. 268)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17791" title="ŻEROMSKIEGO (koło Zielonego Rynku)" slug="zeromskiego-kolo-zielonego-rynku">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański 
ONI, VIII
Prawdopodobnie 24 I 1945
„Towarzysze naszej wspólnej niedoli po trochu się wyprowadzają do miasta. Krępuje ich tylko ta okoliczność, iż jest tak mało Żydów i jeden od drugiego będzie tak daleko mieszkał. Dlatego też starają się wziąć mieszkania w jednej dzielnicy. Każdy stara się przyciągnąć znajomych do domu, który sobie wybrał. Dzielnicą najczęściej zamieszkaną przez Żydów będzie ul. Zachodnia, a z drugiej strony Żeromskiego koło Zielonego Rynku, zwanego ostatnio za polskich czasów pl. Boernera. Również w domu Sienkiewicza 49 umieściło się kilka rodzin. Są i tacy jak ja, którzy wzięli mieszkania, nie licząc się z tym, że daleko będzie miał do swych współwyznawców. Ten pęd do skupienia się razem pozostał jako skutek 5-letniego życia w getcie".
(s. 269)</document>
<document nplp_id="17792" title="ŻYDOWSKA 12 (Resort Papierniczy)" slug="zydowska-12-resort-papierniczy">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, V A
13 XII 1942
„W resorcie papierniczym, w którym pracuję jako „nadsalowy”, praca trwa od 6.30 rano do 20.30 wieczorem z dwugodzinną przerwą na obiad. Otrzymuję dziennie cztery i pół marki praz prawo do dwóch zup. Praca niezbyt uciążliwa.
Wczoraj oczekiwaliśmy „gości”. Miał nas odwiedzić Hans Biebow – kierownik Zarządu Getta. Robiliśmy na gwałt porządki, lecz wizyta nie doszła do skutku. Podobno odłożono ją na dziś, ale i w dniu dzisiejszym ów dostojnik nie raczył nas zaszczycić". (s. 19.)

JA/ONI, V A
16 XII 1942
„Przedwczoraj odwiedził nasz resort długo oczekiwany Hans Biebow. Wizytę jego poprzedził istny sądny dzień, toteż zastał wszystko w idealnym porządku. Towarzyszyli mu A[ron] Jakubowicz, faktyczny kierownik wszystkich resortów i sekretarka, panna [Mary] Szyflinger. Jakubowicz to człowiek stosunkowo młody (około czterdziestki) i, jak się zdaje, energiczny. Mówiono niedawno, że ma na pieńku z [Mordechajem Chaimem] Rumkowskim i opowiada się po stronie [Dawida] Gertlera. W każdym razie podczas wrześniowej akcji wysiedleńczej stanął na wysokości zadania i ratował kogo tylko mógł. Zjawił się prawie w każdym zagrożonym punkcie". (s. 21)

ONI, V A
7 II 1943
„Dziś druga niedziela, kiedy resort nie pracuje. Sprzątaczki, salowe i gospodarze pracują, robiąc porządki. Od kilku dni jest ważne rozporządzenie w całych Niemczech, a może i wszystkich zajętych terytoriach, o zamknięciu wszystkiego rodzaju prywatnych przedsiębiorstw, niezajętych bezpośrednio na cele wojenne".
(s. 42)

JA/ONI, V A
14 II 1943
„Gdy koło 15.45 wracałem do resortu przejściem koło ruin dawnej gminnej synagogi [Wolborska], znów nastąpiła detonacja, która jednak sprawiła na mnie wrażenie strzału armatniego. W resorcie [Żydowska 12] opowiadano mi, że widziano aeroplan, który się bardzo nisko opuścił i zaraz też raptownie się podniósł, i w tym momencie nastąpiła detonacja, sądzili, że to motor na samolocie eksplodował".
(s.43)

JA,V A
21 III 1943
„Zrobiłem w resorcie [Żydowska 12] inspekty. Dziś, jutro zasieję".
(s. 53)

ONI, V A
16 V 1943
„W naszym resorcie [Żydowska 12] w tym tygodniu wydawano mięso. Podział był następujący: kierownicy w liczbie trzech dostali po całej puszce S (wieprzowiny), szef biura pół puszki S, instruktorzy, gospodarze, robotnicy, obsługa sanitarna – po pół puszki R (wołowiny), dzieci, pracownicy biura i sprzątaczki po 1/3 puszki R. Dlaczego kierownicy całą puszkę i w dodatku S? Czy dlatego, że w tym miesiącu dostali już jeden przydział mięsa i dodatkowo po pół puszki S na głowę rodzin? Gdzie elementarne zasady sprawiedliwości?".
(s. 66)

ONI, V A
20 V 1943
„W naszym resorcie [Żydowska 12] trwają przygotowania do imprezy artystycznych. Ludzie głodują i za dodatkowy talerz zupy robią z siebie komediantów. A przy tym liczą na możliwość otrzymania podarku w postaci talonu".
(s. 66)

JA/ONI, V A
25 V 1943
„W niedzielę nie mogłem pisać z powodu choroby, a później śmierci matki naszego kolegi z resortu. Proszono mnie o zastąpienie go przy organizacji imprezy artystycznej. […] Mam teraz sporo kłopotów z imprezą. Wykonawcy są niezdyscyplinowani. Trzeba ich prośbą i groźbą zmuszać do udziału w próbach. Jest w tym niemała wina kierownictwa. Jeśli wymaga się od ludzi, by o jednym talerzu zupy wytrwali do godziny dziesiątej w nocy, to należy pomyśleć o jakimś dodatkowym posiłku dla nich. A uczestników sporo, bo aż 70 osób".
(s. 67)

JA/ONI, V A
28 V 1943
„Wczoraj dostąpiliśmy niemałego zaszczytu. Odwiedził nas sam [Mordechaj Chaim] Rumkowski. Cel wizyty był dwojaki. Chodziło o inspekcję resortu i wytypowanie kandydatów do domu wypoczynkowego. […]
Odwiedziny były zapowiedziane. Już od samego rana zacz to gorączkowe przygotowania. Mimo to pobyt Prezesa w naszym resorcie zamienił się w tragifarsę, godną pióra Gogola.
Mnie, jako jednemu z gospodarzy, przypadła również misja utrzymania porządku. Budynek, którym administruję, posiada parter i trzy piętra. Pracuje w nim większość robotników resortu – przeszło 550 osób.
Według mego planu na każdym piętrze miał stać robotnik i przy pomocy salowej nie wypuszczać nikogo z pomieszczeń fabrycznych. Prawo wyjścia mieli mieć tylko ci, którzy zostaną wezwani do kierownictwa dla przedstawienia Prezesowi.
Niestety, moi ,,gospodarze" - większość z nich to dwudziestokilkuletnie młokosy - nie stanęli na wysokości zadania. Wskutek tego powstał bałagan, jakiego jeszcze (podobno!) w żadnym resorcie nie było...
Prezes przybył do resortu punktualnie o godzinie dwunastej. Wszedł do gabinetu kierownika i po chwili udał się na wizytację kuchni. Była właśnie pora wydawania obiadów. Dzieci, które dostają obiady w pierwszej kolejności, stały przed okienkiem i czekały grzecznie na zupę.
Po rozmowie z dziećmi Rumkowski zwiedził fabrykę grzebieni. W całym gmachu panował wzorowy porządek i Prezes był, zdaje się zadowolony. Lecz gdy tylko wrócił do biura celem wytypowania kandydatów do Heimu, zaczęło się piekło. Pierwsi rzucili swoje posterunki ,,porządkowi" z gospodarzem na czele. W ślad za nimi wtłoczyło się do sekretariatu przeszło 150 osób. Inni, widząc to, zaczęli szturmować budynek biurowy. Powstał harmider nie do opisania. W końcu sam Prezes wybiegł z biura, rzucił się w tłum i okładał laską kogo popadło, ale i ta ,,najwyższa" interwencja niewiele pomogła. Tłum rozpraszał się, po chwili znowu narastał. Nawet w gabinecie nie obeszło się bez rękoczynów. Przy tej sposobności wyleciał z pracy młodociany gospodarz, główny winowajca całej tej tragikomedii, która trwała prawie dwie godziny, tyle co spektakl teatralny".
(s. 67-68)

JA/ONI, V A
20 VI 1943
„W ciągu ostatnich trzech dni dużo zaszło. Po pierwsze wczoraj mieliśmy w resorcie pożar. Wybuchł w fabryce muchołapek około godz. 6.45 rano wskutek przelania gotującej się masy klejowej i jej zapalenia się od maszynki gazowej. W parę minut po alarmie żydowska straż była na miejscu, ja przyszedłem do pracy i równocześnie ze strażą żydowską byłem przy pożarze. Z kierowników tylko [Mordka] Bajgelman w narzuconym pospiesznie na nocną koszulę ubraniu kuśtykał po resorcie opary na ramionach obydwu córek [Fajgi i Kazimiery] oddawał różne rozkazy, trzeba dodać, zupełnie na miejscu. Prócz mnie żadnego z młodych gospodarzy nie było, dopiero potem w czasie akcji przyleciał zadyszany [Pinkus] Lichtenstein, robiąc koło siebie dużo powietrza. Po półtorej godziny pożar zlokalizowano i ugaszono. Straty nieznaczne, tylko dział muchołapek, ale, jak twierdzi instruktor tego działy, już po tygodniu będzie mógł go w całości uruchomić, o ile będzie miał gaz. […] Po 8-10 minutach po przyjeździe żydowskiej straży ogniowej, przyjechała z miasta niemiecka, a tuż za nią żandarmeria, która rozstawiła wszędzie posterunki. 0 godzinie 8.30 straż niemiecka odjechała, za nią opuściła posterunki żandarmeria. A po półgodzinie i straż żydowska opuściła resort".
(s. 78-79)

JA/ONI, V A
22 XII 1943
„W naszym resorcie zapanował nieznośny rygor. Nie wolno ani na chwilę opuścić warsztatu. Za najmniejsze spóźnienie sypią się kary pieniężne i pogróżki. W innych przedsiębiorstwach jest pod tym względem o wiele lepiej".
(s. 139-140)

JA/ONI, VI B
9 VIII 1944
„Żona i córka poszły dziś rano do wydziału żony, a ja do swego resortu. Do naszego resortu nasi miejscowi dygnitarze sprowadzili swoje rodziny z bebechami. […] Godzina 10 rano. Słychać z bliska karabinowe strzały, najprzód jeden, potem drugi, trzeci, czwarty i coraz częściej. Dowiadujemy się, że rozpoczęła się akcja na nowo i objęty jest akcją blok, w którym mieści się nasz resort papierniczy, gdzie też w danej chwili się znajdowałem. Żona i córka były już o tej porze w wydziale żony (ewidencja) na pl. Kościelnym 4. Będąc na III piętrze resortu mogłem dobrze obserwować akcję w sąsiednim domu. Blok, który objęty był akcją, był ograniczony: parzysta strona Żydowskiej, parzysta Franciszkańskiej, nieparzysta Brzezińskiej i parzysta Kościelnej. W skład bloku wchodzi i budynek i ogrody Kripo, nasz resort, jak podałem wyżej, i jeszcze parę innych resortów. Trzeba oddać sprawiedliwość energii i działalności kierownika Z.[ysia] Ejbuszyca, który potrafił tak sprawę postawić, że do resortu nie wchodzono, gdyż zameldował, że są ludzie i pracują. Wprawdzie tylko żydowskie władze chciały wejść. Choć na ulicy stał [Ericha] Czarnulla, a opodal [Hans] Biebow. Akcja odbywa się w ten sposób, że niemiecka policja (mówią, że miejska straż ogniowa) oczepia przeznaczony do ewakuacji blok, dając na postrach kilka lub kilkanaście strzałów. Idąca w ślad za nią żydowska policja wraz z żydowską strażą ogniową i kominiarzami wchodzi i krzyczy, by wszyscy zeszli na dół. Po paru minutach wlatują do poszczególnych mieszkań i sprawdzają, czy nie ma kogo. I oczywiście to zależy od poszczególnego policjanta względnie strażaka. Zamknięte mieszkania rzadko otwierają, ale jest dużo wypadków, gdzie wyłamywano drzwi, jest też dużo wypadków, że policjant, słysząc kogoś za drzwiami, udawał, że nikogo nie ma".
(s. 195)

JA/ONI, VI
12 VIII 1944
„[W czwartek 10 VIII ] postanowiliśmy się skryć w resorcie, już o 5-ej zaniosłem tam część rzeczy. Zastałem tam już dość sporo ludzi, którzy się tam skryli: [Nuchem] Koplowicz i [Lajzer] Perelman, moi wspólnicy do działki, obydwaj w moim pokoju i sąsiednim. Zamówiłem również nadejście mojej rodziny, tzn. żony i córki. Wróciłem do domu, zabrałem znów część rzeczy i znów zaniosłem do resortu. Tak obróciłem ze 4-5 razy. O godz. 7-ej otrzymaliśmy wiadomość, że akcja się rozpoczęła, że obstawiono Wschodnią ulicę, nieparzystą stronę. Dobrze, że moja rodzina była już w resorcie.
[…] Tak przeszedł czwartek. Zmęczeni nieprzespaną nocą, całodziennymi przeżyciami, byliśmy szczęśliwi, gdy o godz. 21-22 można się było położyć spać. Legowisko urządziliśmy sobie na Sali roboczej z ławek, na których położyliśmy paczki dużych torebek, które miały służyć jako materac. Przespaliśmy do 5-ej nad ranem mocnym snem.
W piątek o 5-ek rano wstaliśmy. Trzeba zaznaczyć, że kierownictwo resortu pomimo ogłoszenia, że w resorcie może zostać tylko 10 osób, bardzo tolerancyjnie odnosiło się do tych, co chcieli się tu skryć. Już całą noc, a co dopiero nad ranem, chodzili ludzie do resortu. Wygląda resort jak zajazd […]".
(s. 196-197)

JA/ONI, VI B
18 VIII 1944

„Muszę tu zaznaczyć, że wraz z [Nuchemem] Koplowiczem i [Lajzerem] Perelmanem znaleźliśmy specjalną kryjówkę na poddaszu, gdzie podczas akcji przebywaliśmy z naszymi rodzinami. Okna tej kryjówki wychodziły na front, tak że jeżeli nie [mogliśmy] widzieć, bo z powodu niebezpieczeństwa odkrycia nas nie podchodziliśmy do okien, to przynajmniej zawsze dobrze słyszeliśmy przebieg akcji na ul. Żydowskiej. Należy przy tym zaznaczyć, że przy tej ulicy mieszkają też rodziny policjantów i strażaków, którzy zawsze stali w pogotowiu, by bronić swych rodzin. Trzeba również zaznaczyć, że to łapanie ludzi robi wrażenie, jakby szczuto zwierzynę podczas polowania. Te krzyki, wrzaski złapanych, te prośby wypuszczenia ich do domu po przygotowane wcześniej na wszelki wypadek plecaki i chlebaki robi straszne wrażenie i trzeba pióra dobrego, Szaloma Asza lub innego odpowiedniego pisarza, by obraz ten odtworzyć na papierze.
Jak wygląda ulica podczas akcji? Gdy wiadomo, że policja czy straż niemiecka jest w getcie, ludzie bardzo rzadko wydalają się ze swych domów i co najwyżej stoją przy bramach lub idą na pobliskie punkty gazowe, które nota bene, jak wszystko obecnie w getcie, oddają swe usługi klienteli bez zapłaty, bo nie ma ani komisarzy, ani kasjerów. Wzdłuż ulicy na rogach stoi żydowska policja, czy to postawiona wacha, czy też policjanci i strażacy sami siebie stawiają na posterunku tam, gdzie chcą, po większej części dla obrony swych rodzin. Gdy zbliża się szum traktora, ciągnącego za sobą wozy ciężarowe, lub słychać szum zbliżających się wozów lub rolwag, wszystko ucieka do bram i każdy się chowa do swej kryjówki. Gdy niemiecka policja zjawia się, daje na postrach kilka lub kilkanaście strzałów i wyskakuje w biegu z samochodu, i zajmuje posterunki, okrążając pewien, już z góry określony blok, i goniąc żydowską policję, by przetrząsała mieszkania i kryjówki Żydów i ich stamtąd wydostawała. Często na czele policji kroczy sam. p. [Hans] Biebow lub [Erich] Czarnulla lub inna figura i zachęca niemieckich policjantów również do sprawdzania mieszkań i całych domów. Jak już wzmiankowałem, cała ta tak zwana akcja robi niesamowite wrażenie, jakby szczuto zwierzynę. Złapanych w ten sposób ludzi, czasem z plecakami, a czasem i bez rzeczy, odsyła się piechotą do pobliskiego tramwaju albo wsadza na auta i wozy i odwozi do stacji Radegast. Tak wygląda w ogólnych zarysach przebieg akcji, jako akompaniament odgłos rozbijanych drzwi i tłuczonych szyb. Ale jak policja niemiecka odjeżdża i obsadza inny blok, to ulica nie przybiera normalnego wyglądu, każdy boi się powrotu. I miało to też miejsce w poniedziałek czy we wtorek, kiedy po półgodzinnej przerwie znów wrócili na Żydowską, kiedy nawet już mówiono, że opuścili Bałucki Rynek i pojechali do miasta. I wtedy mieli obfity „połów”. Bo przeczyścili wtedy nie tylko Żydowską, ale przyległy Stary Rynek, Wschodnią i inne. […]
U nas w resorcie ułożono listę 10 skoszarowanych rodzin. Oczywista rzecz, że mnie na niej nie ma. Za namową córki i żony i za zgodą jednego z kierowników postanowiliśmy jednakże nie pójść dalej i ukryć się w resorcie, i tu poczekać do przyjścia bolszewików. Całą noc się pakowano, musieliśmy udawać przed sąsiadami [z] kryjówki, że również idziemy, by w ostatniej chwili zostać. […] O godz. 18-ej do kryjówki mej przyszedł jeden z kolegów skoszarowanych i opowiedział mi, że go wraz z żoną skreślono z listy. Byłem bardzo zadowolony, że ktoś przyszedł, bo z nudów mogłem zwariować".
(s. 198-201).

JA/ONI, VI B
20 VIII 1944
„Muszę teraz pisać i nazwę dnia, by nie zapomnieć, jaki dzień mamy, bo inaczej stracimy rachunek. Wczorajszy dzień sobotni przeszedł zupełnie spokojnie. Akcji w getcie żadnej nie było. Na ulicy Żydowskiej, która jest z getta wyłączona, a na którą wychodzą okna mej kryjówki, był cały dzień z małymi przerwami ruch. Ludzie chodzili do swych mieszkań po resztę swego dobytku lub na plac warzywny (Żydowska 8), lub do naszego resortu, po odbiór kartofli. O godz. 11-12 przed południem przyjechał wóz na dętych kołach i zabierał chorych z całej okolicy. Z naszej ulicy zabrano kilka kobiet. O godz. 18-ej przejechał tędy na motocyklu sierżant i naczelnik straży ogniowej w getcie [Henryk] Kaufman, z inspekcją posterunków.
Ograniczamy się bardzo w jedzeniu, by zapasy jak najdłużej starczyły. Jemy tylko 3 razy dziennie. Wobec tego, że zdobycie wody również stano­wi poważny problem, ograniczamy się również w piciu.
Kryjówka znajduje się na poddaszu, wskutek czego jest bardzo gorąco i duszno. Mamy maszynkę elektryczną i na niej gotujemy.
Wobec tego, że mój towarzysz z pracy cały dzień nie był u mnie, poszedłem o godz. 23.30 wieczorem do niego. Nikt po drodze mnie nie widział. Okazało się, że jest niezdrów i ma boleści w brzuchu, i już spał. Mało się też od niego dowiedziałem. Jego sprawa jeszcze nie załatwiona, a już był u niego gospodarz i szef biura z żądaniem, by w ciągu wczorajszego dnia opuścił resort wraz z rodziną.
Siedząc cały dzień sam i myśląc nad różnymi problemami, przekonywałem się coraz bardziej, jak brakuje mi towarzystwa, jak ciąży na mej psychice niemożność się z kimkolwiek porozumieć i pomówić. O tym, że nie mam żadnych wiadomości polityczno-wojskowych, że nie mam pojęcia, jak się kształtuje sytuacja militarna, nie trzeba chyba wspominać.
Z okien mojej kryjówki można zaobserwować, że w wielu domach kryją się nadal ludzie i nie myślą ich opuszczać. Niektórzy nawet nie bardzo maskują się przy tym.
Dziś rano obudził mnie niesamowity ruch na ulicy. Jak długo on trwał, nie mogę tego powiedzieć. Ruch ten był wywołany tym, że z placu warzywnego (Żydowska 8) pozwolono brać czy też dawano kartofle i kapustę, i każdy przychodził i brał. Taki ruch wzmożony trwał do 10-ej, potem".
(s. 201-202)

JA/ONI, VI B
21 VIII 1944

„Dzisiaj czwarty dzień naszego dobrowolnego więzienia, już koło 8-ej rano słychać było głosy żydowskich policjantów i strażaków, używających łomów, siekier i młotków do rozwalania zamkniętych drzwi i okien mieszkaniowych. Po pewnym czasie przeszło 2 niemieckich policjantów, którzy bardzo powierzchownie tylko frontowe mieszkania parterowe sprawdzili. Po ich odejściu żydowscy policjanci i strażacy dalej odbijali zamknięte mieszkania jakiś czas. Na tym cała akcja w naszej okolicy się skończyła. Cały dzień było bardzo spokojnie, bardzo mało ruchu, ale widać, że ci, co chodzą, to przychodzą z tamtych terenów. Nie wiem, czy była dziś w ogóle akcja „werbunku" na wyjazd.
Ludność getta, nie skoszarowani, nie otrzymuje żadnej aprowizacji ani chleba i wg teoretycznych obliczeń p. [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego ma żyć z powietrza. Natomiast skoszarowani dostają trochę lepsze racje niż normalnie. […]
Wczoraj wieczorem zgłosił się do mnie koło godz. 20-ej gospodarz resortu i powiedział mi, że w imieniu całej grupy skoszarowanych prosi mnie o opuszczenie wraz z rodziną resortu. Gdy mu powiedziałem, że [mamy] cichą zgodę kierownika na ukrywanie się tu, prosił mnie, bym porozumiał się na ten temat z szefem biura, co też uczyniłem koło godz. 23-ej w nocy, zupełnie incognito. Sprawa nie jest definitywnie załatwiona, ale na dobrej drodze. […]
Teraz opiszę trochę kryjówkę. Jest to poddasze, dość obszerne, ale bardzo dusze, wychodzące oknami na ulice. Cały dzień panuje niesamowity żar. Córka moja leży cały dzień nago. Mamy elektryczność i, mając maszynkę elektryczną, możemy gotować sobie jedzenie. Śpimy na posłaniach zrobionych z pudełek, nad których z kolei położyliśmy kołdry. Za krzesełka służą nam przewrócone do góry dnem kosze do papierów, za stół zaś taboret. Poddasze ma przy oknach koło I30-140 cm, a z przeciwnej strony koło 2 m wysokości, i służyło przed wojną za mieszkanie, o czym świadczy przybite do drzwi „mesuse”. […]
Wczoraj dowiedziałem się, że front wschodni na nas w tej chwili najwięcej interesującym odcinku, Warszawa-Warka, nie posunął się wcale. Nasza cała nadzieja na prędkie zdobycie Warszawy i przyjście Rosjan do Łodzi. Oby to jak najprędzej się to stało".
(s. 202-204)

JA/ONI, VI B
23 VIII 1944

„Szósty dzień dobrowolnego więzienia. W ciągu ubiegłych dwóch dni nic poważnego nie zaszło. Podobno wczoraj i dziś była do obiadu akcja. Wczoraj na terenie Brzezińskiej, Franciszkańskiej, Dworskiej, dziś pl. Kościelny, Zgierska, Bałucki Rynek, Łagiewnicka, który to blok pierwotnie miał być wyłączony z getta, ale jak się okazuje, jeszcze jest dopuszczalny do mieszkania.
Teraz co do naszego pożywienia, to na razie składa się z 7-8 dkg starego chleba (połowa ćwiartki bochenka na 3 osoby i koło 30 dkg kartofli na osobę dziennie). Czasami do tego dochodzi jakaś łatka z mąki i kawy, czasami trochę buraków. Posiadamy dość dużo prawdziwej herbaty i kawy i je spożywamy.
Z tego można wnioskować, że odżywiamy się bardzo marnie, ale obliczyliśmy, że to nam starczy na 24-25 dni, a tak długo ta historia pewnie nie potrwa.
Wczoraj wieczorem przeszła nad miastem burza z ulewą, dużo wody naleciało nam przez dach i należało ratować z jednej strony łoża, a z drugiej prowiant i dobytek. Było trochę strachu, ale bardzo mało szkody.
W ciągu dnia ulica jest spokojna, bardzo słaby ruch. Dopiero pod wieczór zaczynają się ludzie schodzić, ale dokąd idą i po co, nie wiem. Dużo ludzi nosi małe woreczki, z czym?
Muszę tu zaznaczyć, że sąsiadujące z resortem domy, Żydowska 14, 16, 18 i pendant do nich Brzezińska 3, 5, 7, zostały oddane pod „koszary" dla fekalistów i śmieciarzy. System nazistowski, wyrzucać jednych, wsiedlać innych. Wiele dobytku ludzkiego, wiele bogactwa narodowego idzie przy tym na marne".
(s. 204-205)

JA/ONI, VI B
26 VIII 1944

„Dziewiąty dzień naszego dobrowolnego więzienia. Czwartek przeszedł bez nadzwyczajnych zmian. Akcja wyłapywania ludzi trwała nadal i wysyłano je [transporty]. […]
W naszym życiu „kryjowianym" jednym z ważnych problemów jest nabieranie i przynoszenie na górę wody i wylewanie nieczystości. Obie czynności odbywać się muszą w nocy, a noce się teraz ciemne. Na domiar złego popsuł się motor, a pompowanie wody ze studni, wobec jej dużej głębokości i prędkiego uciekania wody, trwa dość długo i wymaga dużego wysiłku.
Tak nam przeszedł czwartek [24 VIII]. […]
Nadszedł piątek i zaczął się zwykłym porankiem, tj. koło 10-ej zjedliśmy nasze 7-8 dkg każdy, i postanowiliśmy obiad podzielić na 2 sesje, jedna około 13-ej·a druga koło 16-ej. Właśnie szykujemy się do pierwszej partii, tym razem, czerwonego barszczu z kartoflami, gdy słyszymy duży ruch na ulicy. Wyglądamy z naszej·facjatki i widzimy, że ludzie lecą w stronę Wolborskiej, a wracają stamtąd obładowani chlebem, i po 4-6-8 i więcej bochenków, a niektórzy całe wory. Bardzo nam przykro na to patrzeć, ale nie możemy się ruszyć z miejsca.[…] Po krótkim czasie słyszymy, ze ktoś cicho mnie woła: ,,Panie doktorze, panie doktorze", poznaję głos gospodarza resortu Lichtensteina i lecę do drzwi. Widzę jego przerażoną minę i pytam, co się stało on z wzruszenia nic nie odpowiada, tylko wsuwa przez wybitą szybę 2 bochenki chleba i mówi: „idz [jedz] Pan z rodziną wiele wlezie, dostanie mąki, kartofli i chleba. Proszę się wieczorem ze mną porozumieć”. Zaniosłem chleby do pokoju i proszę sobie wyobrazić przerażenie moich kobiet. Postanowiliśmy zaraz, nie czekając drugiej sesji obiadowej, wziąć sobie po dodatkowym kawałku chleba, a zaraz potem zjeść całodzienną rację (7-8 dkg) po raz drugi. To dopiero frajda! Specjalnie ucieszyła się moja córka, która przyznała się, że od kilku dni chodzi głodna. Ale na tym się sensacje dnia nie skończyły. Po godzinie przychodzi [Nuchem] Koplowicz i opowiada, że przywieziono do resortu dużo chleba z piekarni z Wolborskiej, że piekarnie zostały porzucone przez piekarzy i ludność zabiera chleb. Wahaliśmy się długo [czy] zdradzić w biały dzień swoją obecność w resorcie, ale biorąc pod uwagę, że poprzedniego [dnia] spostrzegła mnie [Helena] Smoleńska, a prócz tego dość dużo ludzi, podobno wszyscy wiedzą o mojej obecności w resorcie, a drugi raz okazja nabycia chleba się nie nadarzy, postanowiliśmy w trójkę, że zejdę i spróbuję szczęścia. […] Niedługo myśląc, złapałem jedną dużą torbę i czmychnąłem prze portiernię na ulicę. Niestety do piekarni przybyłem za późno, chleba nie było już, ale była mąka i nabrałem z 10-15 kg mąki i poleciałem z tym z powrotem. W portierni zetknąłem się z wychodzącymi szoferami niemieckimi, którzy spojrzeli tylko, ale nic nie powiedzieli. Mąkę zaniosłem na górę, wahałem się dość długo, czy pójść drugi raz, auto wciąż stało na podwórzu. Żona dała mi poszewkę i odważyłem się po raz drugi. Lecz na Wolborskiej w piekarni już nic nie zastałem, poleciałem na Jakuba 4, gdzie znów tylko mąka, nabrałem znowu 20-15 kg mąki i poleciałem do domu. Auto jeszcze stało na podwórzy. Trzeci raz nie miałem sił. W międzyczasie czasie żona i córeczka zrobiły babki i mnie poczęstowały fajnym podwieczorkiem. Niedługo potem, może godzinę, zaprzestano pielgrzymki na Wolborską, widać zapas mąki w obu piekarniach się wyczerpał
Około godziny dziesiątej w nocy zaproszono mnie do prywatnego mieszkania [Mordki] Bajgelmana. Odbywało się tam zebranie. Chodziło o zajęcie zdecydowanego stanowiska w sprawie wyjazdu. Wobec spodziewanego z godziny na godzinę rozkazu wysiedlenia resortu należało zdecydować, kto przyłącza się do transportu, a kto zamierza ukryć i pozostać. Bajgelman zapewnił obecnych, że dla wszystkich 40 skoszarowanych osób znajdzie się bezpieczne miejsce. Mimo nalegań kierownika nikt z obecnych nie oświadczył jasno: tak lub nie. Pozostawanie w resorcie uzależniało od różnych okoliczności. Postanowiono ostatecznie, że dziś o czwartej nad ranem doprowadzi się poszczególne kryjówki do stanu używalności przez wzniesienie do nich stołów, ławek i pościeli. Przynajmniej to jedno zostało w pełni zrealizowane.
Dziś około godziny ósmej rano ponownie przyjechała ciężarówka niemiecka po odbiór towaru. Około dziewiątej stawił się na dziedzińcu wózek konny z Łagiewnickiej 36. Wysiadł zeń [Zysio] Ejbuszyc, introligator [Szyja] Orbach i syn [Marka] Kligera [Lajzer]. Zamierzają oni w Szamotułach - gdzie przebywa prawie 600 osób - stworzyć nowy resort papierniczy. W tym celu gromadzą z różnych przedsiębiorstw materiały i surowce. Podobno pracownicy resortu budowlanego udali się również do Szamotuł, gdzie zobowiązali się wyremontować mieszkanie dla [Ericha] Czarnulli. Rychło w czas! Większość z nich zajęta była dotychczas przy rozbiórce baraków w pobliżu stacji Radegast.
Jak słyszałem, w dniu dzisiejszym opuścić mają getto, to znaczy wyjechać w nieznane: policja żydowska, Sonderkommando i piekarze".
(s. 205-207)

JA/ONI, VI B
28 VIII 1944

„W sobotę wieczorem wyszedłem na miasto. Getto wygląda wprost niesamowicie. Ulice jakby wymarły. Tu i ówdzie spotyka się pojedyncze osoby, skradające się w stronę Wydziału Aprowizacji [Dworska 6]. Są to skoszarowani bądź ludzie, którzy oficjalnie nic nie otrzymują. Niemniej udaje im się niekiedy wyżebrać kartki na produkty.
Również i mnie pan Szczęśliwy nie odmówił przydziału. Po dziesięciu dniach oficjalnej głodówki wypisał mi na trzy osoby – jeden bochenek chleba, pół kilograma cukru i 15 dekagramów ryżu. Prosiłem go również o marmoladę i olej, ale tego mi nie dał.
Cukier i ryż to nasz żelazny zapas.
Po moim powrocie żona z córką udały się do naszego mieszkania na Wolborską i zabrały stamtąd trochę rzeczy. Mimo szczelnie zamkniętych mieszkanie zostało splądrowane. Wszystkie lepsze rzeczy zniknęły bez śladu.
W porze południowej rozlepiono na murach getta obwieszczenie Gestapo. W myśl nowych zarządzeń wszyscy mieszkańcy getta- zarówno skoszarowani, jak i nieskoszarowani - winni najpóźniej w poniedziałek do godziny 18 zgłosić się w punktach zbornych przy ulicy Krawieckiej lub Czarnieckiego, skąd będą wysłani poza granice dzielnicy żydowskiej. Ostatni transport odchodzi we wtorek 29 VIII 1944 roku. Kto po tym terminie pozostanie na terenie getta, podlega karze śmierci!
Ci wszyscy, którzy zamierzali wraz z nami ukrywać się w budynku resortu, przerażeni obwieszczeniem, postanowili zgłosić się do wyjazdu. Na miejscu pozostaje jedynie nas troje i rodzina Bajgelmanów - ogółem osiem osób...
Wieczorem znów wyszedłem na ulicę. Niebywały ruch. Ludzie gorączkowo przygotowują się do jutrzejszego transportu. Każdy chce być pierwszy, nikt nie chce wejść do wagonu ostatni. Słyszałem jednak, że na terenie getta pozostanie jeszcze około pięciuset osób, rzecz jasna - z Prezesem na czele. Przypadnie im w udziale zaszczytny obowiązek... „oczyszczania” naszej dzielnicy".
(s. 208-209)

JA/ONI, VII
31 VIII 1944

„Trzeci dzień pobytu w nowej kryjówce. Opowiem wszystko po kolei. W poniedziałek - już od wczesnych godzin rannych - nasi koledzy poczęli przygotowywać się do wyjazdu. Wszyscy byli ogromnie zdenerwowani. Najmniejszy szmer wytrącał nas z równowagi. Wyjeżdżający patrzą na nas z żalem. Podziwiają naszą odwagę, a może nawet zazdroszczą nam. Nie są jednak pewni, czy wytrwamy na miejscu i czy w ostatniej chwili nie podążymy w ich ślady.
Zapowiedziano im, że o godzinie trzynastej przyjedzie po nich tramwaj i zatrzyma się na rogu Franciszkańskiej i Żydowskiej. Lecz tramwaju jakoś nie widać. Dopiero około 18-ej nasi sąsiedzi decydują się opuścić podwórze resortu. Oczekiwany tramwaj wreszcie przybywa o godzinie ósmej wieczorem! Tymczasem otrzymujemy różne ciekawe informacje.
Jadą podobno do Wiednia. Podróż odbędą w towarzystwie Rumkowskiego.
W poniedziałek wieczorem przenieśliśmy resztę swoich rzeczy do nowego locum i tam spożyliśmy kolację. Te nowe apartamenty dzieli z nami pięcioosobowa rodzina Bajgelmanów. Właściwie przebywają tu tylko w dzień, bo na noc powracają do swego mieszkania. Do naszej kryjówki nie dociera najmniejszy promyk światła. Zdani jesteśmy na oświetlenie elektryczne (jedna słabiutka żarówka).
[…]
Wtorek minął spokojnie. O piątej nad ranem zrobiliśmy pobudkę. Trzeba się było udać do sąsiedniej posesji po wodę. Woda to dla nas nie lada problem. Przy zdobywaniu wody trzeba zachować maksimum ostrożności, bo pompa wydaje głośne zgrzyty. Na razie jakoś to idzie. Miejmy nadzieję, że uda się nam aż do końca...
Około godziny ósmej wieczorem wychodzimy na podwórze, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Potem kładziemy się spać i zrywamy się z posłań o świcie... Tak wygląda cała doba w nowej kryjówce. Od czasu do czasu słyszymy, że. Ktoś chodzi po resorcie. Prawdopodobnie zabierają resztki towarów. Chociaż kto wie? Każde takie „odwiedziny” wprawiają nas w stan niezwykłego zdenerwowania.
Dzisiaj w godzinach popołudniowych najedliśmy się strachu co niemiara. Usłyszeliśmy nag1e wyraźne kroki w warsztacie sąsiadującym z naszą kryjówką. Kroki te zbliżały się do naszych drzwi, ktoś usiłował je otworzyć...
Znieruchomieliśmy. Serce podeszło mi do gardła z panicznego strachu. Wtem rozległ się znajomy głos: „To ja, Blachowski...”
Odprężenie.
[Judka Blakowski?] Blachowski to nasz kolega z resortu, skoszarowany przy ulicy Łagiewnickiej 36. Przybył właśnie po papier. Doniósł nam, że jeszcze nie wszystkie przedsiębiorstwa wyjechały. Dopiero wczoraj odszedł transport z metalowcami (Metall II). Lada dzień oczekuje się kapitulacji Niemiec".
(s. 209-210)

JA/ONI, VII
2 IX 1944
„W naszym życiu nie zaszły żadne zmiany. Wstajemy nadal nad ranem, kładziemy się spać około ósmej wieczorem. Pożywienie nasze nie ulega zmianie: kartofle i mąka, mąka i kartofle oraz trochę chleba.
Z powodu prymitywnego pożywienia stan naszego zdrowia uległ pogorszeniu. Coraz częściej cierpimy na dolegliwości żołądkowe.
Podobno „oczyszczanie” getta polega na tym, że wszystkie mieszkania doprowadza się do stanu używalności. Nawet ściele się łóżka, a stoły nakrywa obrusami. Pokojom nadaje się wygląd mieszkalny. Ciekawe, dla kogo szykują te „apartamenty"?".
(s. 212)

JA/ONI, VII
4 IX 1944

„Wczoraj odwiedzili nas koledzy: [Judka Blakowski?] Blachowski i [Zysio] Ejbuszyc. Przynieśli nam zupę, którą otrzymują w obozie przy Łagiewnickiej Bardzo smaczna i gęsta kartoflanka. […]
Dowiedzieliśmy się także pewnych szczegółów, związanych z nieoczekiwanym wyjazdem [Mordechaja Chaima] Rumkowskiego.
[Hans] Biebow włączył do transportu jego brata Józefa z żoną [Heleną Rumkowską] – tą, do której przylgnął swego czasu przydomek „księżnej Heleny" lub „księżnej Kentu”.
Prezes udał się do Gettoverwaltung z prośbą, by zaniechano deportacji jego najbliższej rodziny. Biebow odmówił, dodał jednak: „Jeśli pan sobie tego życzy, to może im pan towarzyszyć...”
Rumkowski przystał na tę półironiczną propozycję. Biebow odwiózł go osobiście na dworzec [Radegast], wyznaczył mu oddzielny wagon i umieścił w nim jedynie dwanaście osób spośród najbliższego otoczenia Prezesa. Pożegnał się z nim nawet bardzo serdecznie. Ale ledwo się odwrócił, stojący na posterunku policjanci schupo - widocznie na polecenie tegoż Biebowa - zaczęli kierować do tego właśnie wagonu przybywających na dworzec wysiedleńców, tak że ostatecznie znalazło się tam przeszło osiemdziesiąt osób. Jak twierdzą „fachowcy", było to rekordowe wprost zagęszczenie".
(s. 212-213)

JA/ONI, VII
9 IX 1944
„Nasze życie w lochu upływa bez zmian. Jemy i śpimy, śpimy i jemy. Ten przymusowy odpoczynek nie bardzo nam służy. Nasze twarze stają się coraz bardziej pociągłe i papierowo białe. Brak powietrza, świeżym oddychamy tylko przez parę minut na dobę, i monotonne posiłki (kartofle i mąka, mąka i kartofle)".
(s. 215)

JA/ONI, VII
10 IX 1944
„Dwudziesty czwarty dzień naszego dobrowolnego więzienia i trzynasty dzień pobytu w lochu.
Dziś - po raz pierwszy od wielu dni - nikt nie odwiedził naszej kryjówki. Czy to przypisać przypadkowi? Czy też dlatego, że to niedziela? A może nasi przyjaciele już wyjechali? Nie wiemy. Ciśnie się do głowy mnóstwo przypuszczeń. Fakt jednak faktem, że straciliśmy łączność ze światem i nie wiemy, co się dzieje. Mamy też inne, niemałe zmartwienia. Zauważyliśmy na przykład, że większość zapasowych bochenków zaczyna pleśnieć. Czym zastąpimy chleb i na jak długo starczy nam zapas mąki?".
(s. 215)

JA/ONI, VII
12 IX 1944
„Wczoraj o godzinie 11-ej przed południem rozległ się ryk syren. Alarm trwał kilkadziesiąt minut. Nie słyszeliśmy jednak żadnych detonacji, które by świadczyły o bombardowaniu miasta lub okolic.
Dziś w porze obiadowej zgasło światło u nas i w całym resorcie. Sąsiadów ogarnęła panika, zaczęli snuć różne domysły. Chcieli nawet zaalarmować kolegów z Łagiewnickiej 36. Zmusiłem ich do zachowania spokoju, chociaż sam mam nerwy rozdygotane. Zdrowy rozsądek dyktuje, że dopóki na terenie getta pracują przedsiębiorstwa, dzielnica nie będzie pogrążona w ciemnościach. Rzeczywiście, po upływie dwóch godzin światło zapaliło się.
Trudno opisać, cośmy przeżyli w ciągu tego krótkiego czasu. Uzmysłowiliśmy sobie w pełni, co nas czeka na wypadek faktycznego wyłączenia prądu. Przecież elektryczność nie tylko oświetla nasz loch, ale jednocześnie umożliwia zaopatrywanie się w wodę i gotowanie strawy".
(s. 216-217)

JA/ONI, VII
13 IX 1944
„Dziś na terenie naszego przedsiębiorstwa ponownie zjawił się Lemcke i rozmawiał z [Zysiem] Ejbuszycem na tematy polityczne. Powiedział on, że Gettoverwaltung zostanie w najbliższych dniach zlikwidowane, a cały majątek dzielnicy żydowskiej przejmuje Urząd Gospodarczy Magistratu (Wirtschaftsamt). Dla nas nie oznacza to żadnej zmiany na lepsze.
Czytałem wczorajszą gazetę. Ukazuje się ona w zmniejszonym formacie i zawiera tylko cztery stronice. Widocznie daje się odczuć brak papieru zarówno w samej Rzeszy, jak i w krajach okupowanych".
(s. 217)

JA/ONI, VII
14 września 1944
„Dzień dzisiejszy przyniósł nam niemiłą niespodziankę. Pewien pracownik z grupy [Zysia] Ejbuszyca, rzecz jasna, tylko dzięki przypadkowi, odkrył nasze schronienie. Już wczoraj słyszeliśmy w ślusarni podejrzane szmery. Dziś w porze obiadowej powtórzyły się, ale po kilku minutach ucichły. Byliśmy pewni, że to złudzenia akustyczne i jedna z naszych pań była nawet na tyle nieostrożna, że weszła do ślusarni. Natknęła się tam na wspomnianego pracownika o nazwisku Riesenberg, który z kolei na jej widok też przeraził się i oniemiał ...
Miejmy nadzieję, że ten przykry incydent na tym się skończy i nie pociągnie za sobą żadnych następstw".
(s. 218)

JA/ONI, VII
16 IX 1944
„Trzydziesty dzień naszego dobrowolnego więzienia i dziewiętnasty pobytu w nowej kryjówce. […]
Dziś rano przebywał w naszym resorcie Lemcke. Mówił, że wojna skończy się przewrotem wewnętrznym, który musi niebawem nastąpić.
Wiadomości z miasta świadczą o niebywałym zdenerwowaniu Niemców, którzy dosłownie siedzą na walizach. Obecnie uwydatnia się w pełni antagonizm między Niemcami z Rzeszy (reichsdeutschami) a naszymi „rodzimymi" volksdeutschami, którzy nie mają dokąd uciekać.
Również nasi dygnitarze szykują sobie kryjówki, aby w razie wyjazdu odizolować się od swoich podopiecznych i pozostać na miejscu. [Hans] Biebow powrócił, ale nie pokazuje się ani na Łagiewnickiej 36, ani na Jakuba 16. Ten przebiegły Niemiec, dyplomowany kupiec z Bremy, czuje pismo nosem!
Nasi przyjaciele, [Judla Blachowski?] Blachowski i [Zysio] Ejbuszyc, dostarczyli nam wczoraj osiem litrów oleju i około 5 kilogramów marmolady. Jedno i drugie przywiozła ciężarówka, która przybyła po towar do resortu".
(s. 218-219)

JA/ONI, VII
17 IX 1944
„Noc dzisiejsza przeszła spokojnie. Piszę o tym, gdyż wczoraj wieczorem słyszeliśmy pod oknem naszej kryjówki, które jest zastawione belami papieru, szmery i kroki, jakby ktoś usiłował dostać się do piwnicy. Drzwi do niej znajdują się właśnie pod jednym z naszych okien. Potem kroki ucichły.
Onegdaj, około godziny ósmej wieczorem, gdy nasze panie udały się po wodę do studni, która znajduje się dość daleko od naszego domu, z ciemności wyłoniły się naraz dwie postacie. Jedna z nich niosła duży worek. Nastąpiła obustronna konsternacja i kłopotliwe milczenie. Przerwał je sympatyczny głos młodzieńca, który zapewnił nasze panie, że jeszcze tylko parę dni „będą trudziły się pompowaniem wody". Nasze panie przelękły się i uciekły czym prędzej z dziedzińca.
Wczoraj w godzinach popołudniowych odwiedził nasz resort właściciel tego domu (przed wojną fabrykant wody sodowej) w towarzystwie dra [Józefa] Leidera. Obejrzeli sobie piwnicę mieszczącą się pod naszymi oknami, gdzie zamierzają urządzić kryjówkę na dwadzieścia osób".
(s. 219)

JA/ONI, VII
18 IX 1944

„Dziś obchodzimy żydowski Nowy Rok - 5705. Według hebrajskiego kalendarza jest to siódmy rok obecnej wojny.
Dziś w godzinach popołudniowych ogłoszono aż dwa alarmy, jeden bez­pośrednio po drugim. Nie słyszeliśmy żadnych detonacji i nie odczuwaliśmy wstrząsów związanych z bombardowaniem.
Nasi przyjaciele złożyli nam, jak co dzień, wizytę. Nie udało im się wykręcić od pracy. Plany odprawienia modlitw świątecznych w obozie przy Łagiewnickiej 36 spełzły na niczym.
(s. 220)

JA/ONI, VII
19 IX 1944
Dwudziesty drugi dzień spędzony w nowej kryjówce. Dziś złożył nam wizytę tylko jeden z przyjaciół. Drugi pozostał w obozie, gdzie udało się tym razem odprawić krótkie nabożeństwo. ,,Komenda" była w rozterce, ale tradycja okazała się silniejsza niż obawa przed niespodzianym najściem kontroli z Gettoverwaltung. […]
Jesteśmy zupełnie wyczerpani nerwowo, czasami znajdujemy się jakby na krawędzi obłędu. Jutro mija sześć tygodni od chwili naszej przeprowadzki do resortu. Sześć tygodni nie śpimy w łóżkach, a tylko na posłaniach zaimprowizowanych z pudełek, paczek i bel papieru. Sześć tygodni właściwie bez możliwości umycia się. Dwa tygodnie głodowania, a później jałowy, jednostajny pokarm, którego żołądek nie chce trawić ... Dlatego też nie można się dziwić naszemu stanowi psychicznemu. Najlżejszy szmer wyprowadza nas z równowagi i przeistacza w czujne, spłoszone zwierzęta. Kiedyż wreszcie będziemy ludźmi?".
(s. 220-221)

JA/ONI, VII
21 IX 1944

„Wczoraj znowu przebywał w naszym resorcie urzędnik Gettoverwaltung. Opowiadał o przelocie 200 anglo-amerykańskich myśliwców i bombowców, które przewoziły amunicję i żywność dla powstańców w Warszawie. A więc Warszawa walczy!. ..".
(s. 221)

JA/ONI, VII
23 IX 1944
„Wczoraj nasze panie przedsięwzięły eskapadę do sąsiednich domów, by poszukać trochę ziemniaków i chleba. Mamy zaledwie jeden bochenek. Starczy najwyżej na dwa dni. Zamiast udać się do mieszkań, poszły przypadkowo w kierunku działek i przyniosły ze sobą kilka kilogramów pomidorów i buraków, siedem dużych dyń i dziesięć melonów. Wyprawa trwała niecałą godzinę. Z powrotem szły wzdłuż parkanów okalających dziedzińce. W pewnym momencie zdawało im się, że zostały przez kogoś spostrzeżone. Być może, że tak było w istocie. Cóż, każda tego rodzaju wyprawa związana jest z ryzykiem. Mam nadzieję, że i tym razem ujdzie to nam płazem".
(s. 221-22)

JA/ONI, VII
28 IX 1944
„Czterdziesty drugi dzień naszego więzienia i trzydziesty pierwszy w lochu.
Od kilku dni nie miałem w ręku gazety, a i słyszałem niewiele. Armii Hitlera nie zadano jeszcze ostatecznego ciosu. A oczekuje tego z niecierpliwością cała zmaltretowana ludzkość.
Przyjaciele odwiedzają nas w dalszym ciągu. Wedle ich relacji co parę dni zarządzają na cmentarzu „szperę" - to znaczy, że Żydom nie wolno tam zachodzić pod groźbą kary śmierci.
Krążą na ten temat różne pogłoski. Jedni utrzymują, że cmentarz stał się miejscem masowych egzekucji, inni zaś, że kopią tam mogiły dla przy­szłych ofiar.
W każdym razie tego rodzaju zarządzenia nie wróżą nic dobrego".
(s. 223)

JA/ONI, VII
29 IX 1944
„Dzisiejszy dzień był bogaty w przeżycia i na zawsze chyba zapisze się w naszej pamięci.
Około godziny ósmej rano zjawił się u nas jeden z przyjaciół. Wpadł na chwilę i ostrzegł, abyśmy się zachowywali wyjątkowo cicho, bo Niemcy przebywają w resorcie.
Później dowiedzieliśmy się, że faktycznie przyjechało dwóch Niemców - jeden z nich z Urzędu Gospodarczego (Wirtschaftsamt) - w towarzystwie dwóch Żydów z Bałuckiego Rynku celem zakupienia maszyn resortowych. Przy tej sposobności oglądali wszystkie sale, a na motorach, stanowiących przedmiot sprzedaży, nalepiali swoje kartki. Szli od budynku do budynku, aż doszli do domu, w którym się ukrywamy i gdzie znajduje. się również mieszkanie [Mordki] Bajgelmana. Ponieważ drzwi mieszkania były zamknięte, zażądali kluczy. Okazało się, że kluczy nie ma. Wtedy wyważono je siłą. Po otwarciu drzwi jeden z Niemców spostrzegł, iż woda rozlana na podłodze nie zdążyła jeszcze wyschnąć, że w koszu są świeże łupiny z melona, że na łóżku leży porzucona damska koszula itp. Słowem, doszedł do wniosku, że w poprzednich dniach ktoś tu nocował. Nasi przyjaciele starali się wyprowadzić go z „błędu”, ale na próżno. Bo i co tu dużo gadać! Nasi towarzysze niedoli codziennie po godzinie 18-ej udają się do swego mieszkania i opuszczają je dopiero o siódmej rano.
Następnie Niemcy przeszli do pomieszczenia sąsiadującego z naszą kryjówką (do maszynowni) i tam znaleźli jakiś bardzo poszukiwany przyrząd do wyrobu wody sodowej.
Trudno wyrazić, cośmy przeżyli w ciągu tej jednej godziny! Gdy potem przybył do lochu nasz przyjaciel, który ich oprowadzał po resorcie, był jeszcze tak blady i wystraszony, że nie mógł się zdobyć na dokładną relację z tych nieoczekiwanych „odwiedzin". Powiedział tylko tyle: ,,Niemcy są przekonani o istnieniu jakichś kryjówek w resorcie i mieli udać się na Bałucki Rynek, a stamtąd do Kripo po psy policyjne ... "
Zrozumieliśmy, że życie nasze wisi na włosku. Od gorliwości czy opieszałości tych Niemców zależą nasze losy. Jak w makabrycznym kalejdoskopie przesunęły mi się przed oczyma obrazy z pięciu minionych lat. Czyż nadzieja ocalenia ma być unicestwiona w przededniu zwycięstwa Armii Czerwonej i wojsk sojuszniczych? ... Jakżeż wlokły się te okropne godziny!
Około godziny 17-ej usłyszeliśmy na podwórzu kroki. Ktoś szedł w kierunku maszynowni. Do uszu naszych dotarły strzępy rozmowy, prowadzonej w języku niemieckim. Wyłączyliśmy kuchenkę elektryczną i zamarliśmy w bezruchu. W sąsiedztwie naszym toczyła się fachowa i dość ożywiona dyskusja na temat wad i zalet przyrządu do wyrobu wody sodowej. Potem rozmowa przycichła, kroki oddaliły się ... Z piersi naszych wyrwało się westchnienie ulgi. Trudno opisać napięcie naszych nerwów w ciągu tych dwudziestu minut, decydujących o naszym życiu ...".
(s. 223-224)

JA/ONI, VII
1 X 1944
„Nasi przyjaciele odwiedzili nas dopiero dzisiaj z rana - po wywieszeniu przez nas umówionego znaku, że noc przeszła spokojnie i wszyscy jesteśmy na miejscu.
Okazuje się, że jeden z Niemców pośpieszył do biura Gettoverwaltung i zameldował [Heinrichowi] Schwindowi - zastępcy [Hansa] Biebowa - że ktoś się ukrywa na terenie naszego resortu. Ale Schwind zbagatelizował ten donos oświadczając, że już wie o tym, albowiem „w sąsiedztwie tego budynku ujęto kobietę z dzieckiem ... " W ten sposób, tylko dzięki przypadkowi, niebezpieczeństwo zostało na razie zażegnane.
Musimy nadal zachowywać jak największą ostrożność, gdyż znajdujący się w naszym najbliższym sąsiedztwie przyrząd do wyrobu wody sodowej ma być w ciągu kilku dni zdemontowany, a więc [w] każdej chwili oczekiwać można niepożądanych odwiedzin.
Chleb jest już zjedzony. Nasze panie wypiekają na kuchence elektrycznej „bułki" z żytniej mąki i tartych, surowych kartofli. Ta kuchenka to naprawdę dobrodziejstwo!"
(s. 224-225)

JA/ONI, VII
4 X 1944
„Chciałbym wreszcie opisać naszą obecną kryjówkę, o której tyle razy wspominam, i wytłumaczyć, dlaczego zamieniliśmy mansardę na „loch".
Naszą pierwszą kryjówkę stanowiło poddasze. Okienka, wychodzące na ulicę Żydowską, zasłonięte były maskami i kukiełkami, pozostałymi po występach rewiowych w naszym resorcie. Wyglądało to dość koszmarnie. Od rana do wieczora patrzyły na nas dziwaczne, malowane gęby. Zrozumiałe, że do okienek nie wolno było dochodzić, a tym bardziej ich otwierać. Duszne, gorące powietrze nie pozwalało nam wprost oddychać. Wszystkie te niedogodności równoważyło świetnie zamaskowane wejście. Jak już wspomniałem, strych mieścił się na drugim piętrze, a schody od strony podwórza kończyły się już na pierwszym. Był tam mały ganeczek, prowadzący do składu papieru. Za szablonami, które tworzyły jakby ścianę, ukryta była drabina wiodąca na strych.
Po wszechstronnym rozpatrzeniu sytuacji zwróciliśmy uwagę na trudności związane z wnoszeniem wody do kryjówki oraz na niebezpieczeństwo pożaru (schody i strych były drewniane). Jedna bomba zapalająca lub pocisk artyleryjski oznaczałby dla nas nieuchronną śmierć w płomieniach.
Zdecydowaliśmy się zatem poszukać odpowiedniejszego locum w piwnicy. W resorcie papierniczym, gdzie przed wojną mieściła się fabryka wody sodowej, znajdowała się na głębokości dwunastu metrów przechowalnia lodu. Było tam bardzo zimno i wilgotno. Loch nie nadawał się na mieszkanie nawet na krótki okres, jednak nie można było się zastanawiać. Po wniesieniu stołów, ławek i pościeli zamaskowaliśmy przede wszystkim samo wejście. Przed drzwiami ustawiliśmy śmietnik z odpadków papieru, tak zwanych „sznycli". Nagromadziliśmy ich tyle, że nie sposób było dojść do ściany i doszukać się jakiegokolwiek wejścia ani okna, zasłoniętego drewnianą żaluzją. Nad tą piwnicą znajdował się magazyn preszpanu (sztucznego kartonu z połyskiem). Magazyn ten wybraliśmy na kryjówkę, rezerwując piwnicę jako ostateczne schronienie. Jedyne okno magazynu było szczelnie zasłonięte drewnianą okiennicą.
Najważniejszym zadaniem po wprowadzeniu się było zamaskowanie wejścia - drzwi, które łączą tę część lochu ze sklepem wychodzącym na ulicę. Na tylnej ścianie sklepu, z drzwi prowadzących do naszej, od lat nie zamieszkanej kryjówki, zrobione było coś w rodzaju szafy. Do desek drzwi przybito kilka rzędów półek, na których piętrzą się różne narzędzia ślusarskie, ostatnia zaś półka umieszczona jest dość nisko nad podłogą i właśnie w tym miejscu drzwi zastępuje dykta, obita szmatami. Przez ten zamaskowany, niewielki otwór dostać się jest bardzo trudno. Trzeba położyć się płasko na brzuchu, by wśliznąć się do naszej kryjówki.
Wczoraj chcieliśmy usunąć defekt w przewodach elektrycznych i tak długo manipulowałem z [Mordką] Bajgelmanem przy bezpiecznikach, aż wymanipulowaliśmy ... krótkie spięcie. Nastały egipskie ciemności. Pozbawieni byliśmy możliwości dalszego gotowania posiłków. Na szczęście zdarzyło się to w porze południowej, kiedy nasi przyjaciele przebywali jeszcze w resorcie. Zabrali się energicznie do poszukiwania przyczyny spięcia. Po kilku godzinnych uciążliwych penetracjach udało im się to fatalne miejsce znaleźć i włączyć prąd. Dzięki ternu marny dziś światło i możemy zjeść obiad".
(s. 225-226)

JA/ONI, VII
5 X 1944
„Obóz przy ulicy Łagiewnickiej 36 - mimo oficjalnych zapowiedzi - nie wyjechał. Już z samego rana nasz przyjaciel zjawił się ze swą grupą na terenie resortu i niezwłocznie pośpieszył do naszej kryjówki, by podzielić się z nami tą dobrą wiadomością".
(s. 227)

ONI, VII
7 X 1944
„Chciałbym zanotować pewien znamienny szczegół. Żydzi na całym świecie obchodzą święto Kuczek. I nasi przyjaciele sklecili sobie na terenie resortu tradycyjny szałas, gdzie w towarzystwie kilku nabożnych kolegów spożywają skromny posiłek.
Trudno uwierzyć, do jakich poświęceń Żydzi są zdolni, byle zachować wiekami uświęcony zwyczaj. Na terenie rozgromionego getta, gdzie pobyt ,,nie skoszarowanych" zabroniony jest pod karą śmierci, stawiają szałas ...".
(s. 227)

JA/ONI, VII
8 X 1944
„O godzinie 1-ej w nocy obudził nas przejazd straży ogniowej ulicą Żydowską, gdyśmy odważyli się wyjrzeć, zauważyliśmy ogromną łunę i buchające płomienie w stronę ulicy Wolborskiej. W pierwszej chwili sądziliśmy, że to fabryka Biedermana się pali, ale dziś nasi przyjaciele poinformowali nas, że paliło się kilka domów na Wolborskiej. Szczegółów jeszcze nie powiedzieli, pewnie jutro będziemy wiedzieli dokładnie, jakie numery tej ulicy. Pożar był ogromny".
(s. 228)

JA/ONI, VII
9 X 1944
„Pięćdziesiąty trzeci dzień naszego dobrowolnego więzienia i czterdziesty drugi dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce. Dziś się kończy sześć tygodni, jak zeszliśmy do obecnej kryjówki i muszę przyznać, że nie sądziłem, iż tak długo będę się musiał kryć, tzn., że ta historia potrwa tak długo. Ale z drugiej strony, jeżeli przed sześcioma tygodniami mieliśmy dość pożywienia na dwa miesiące, to trzeba przyznać, że obecnie mamy o wiele więcej niż na dwa miesiące. Mamy to do zawdzięczenia naszym paniom, które były kilka razy na wyprawach i przynosiły ze sobą mąkę i kartofle. Otóż […] w sąsiednich z nami podwórzach byli skoszarowani fekaliarze, a trochę dalej resort tzw. Altmaterial. Otóż w mieszkaniach znalazły one moc produktów żywnościowych, które do nas przytaszczyły. Przy tej okazji nie mogę wyjść z podziwu, jakie ogromne zapasy żywności były w getcie i jak Prezes [Mordechaj Chaim Rumkowski] nieumiejętnie nimi rządził, zmuszając nas wszystkich, szarych obywateli getta, do tak strasznego głodowania. W każdym niemal mieszkaniu znaleziono worki mąki i kartofli, mniejsze lub większe garnki szmalcu, worki flokenów, kaszy itp. Skąd się to wszystko wzięło? Albo to pochodzi z rabunku kooperatywy i piekarni, albo pozostało z ostatnich przydziałów, które były bardzo duże i wcale niewspółmierne z normalnymi przydziałami, tzw. dwutygodniowymi racjami, dla szarych obywatelu. Dlaczego tak zwiększono te przydziały? Rozumiejąc, iż następuje zupełna likwidacja getta i widząc ogromne zapasy w aprowizacji, postanowili ci, którzy rządzili w ostatnich dniach akcji na miejscu Prezesa, dać pozostałej ludności, głównie skoszarowanym, podwójne i potrójne racje, by móc samemu i dla swoich pupilków jak najwięcej zrabować. Tym wszystkim pokrótce dają się wyjaśnić te ogromne, na nasze stosunki w getcie, zapasy żywności, które zostawiono w mieszkaniach.
Przy tej okazji mogę opisać jeszcze jeden obrazek, charakteryzujący obecne stosunki w getcie. Otóż nasze panie przechodziły przez okno w kuchni na sąsiednie podwórze, a ja stałem przy oknie i odbierałem przy­noszone worki. Otóż wczoraj jedna z pań przez nieostrożność pozostawiła z tamtej strony okna swoje palto. Przechodziło dwóch Żydów, jeden w czapce z Bałuckiego Rynku (z żółtymi wypustkami), a drugi w cywilu. Żaden z nich jednak nie miał „numeru", który teraz charakteryzuje mieszkańców obozu Łagiewnicka 36 lub Jakuba 16, a więc byli pewnie tacy sami ukrywający się jak my. Nasze panie twierdzą, że to są ci sami, których przed dwoma czy trzema tygodniami spotkały podczas brania wody. Jeden doszedł do okien i zauważył na stole pełne worki, jak również i mnie. Chciał się dowiedzieć o moje nazwisko, twierdząc, że mnie zna z Nowomiejskiej ulicy. Powiedziałem mu, że nie pytam go o jego nazwisko, więc niech sobie pójdą swoją drogą. Poszli".
(s. 229-230)

JA/ONI, VII
11 X 1944
„Pięćdziesiąty piąty dzień naszego dobrowolnego więzienia i czterdziesty czwarty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Dziś, po wczorajszej nieobecności, nasi przyjaciele się znowu pojawili. Ale aby utrzymać pewną zwięzłość, należy wszystko opowiedzieć po porządku.
We wtorek rano nasi przyjaciele nie przyszli i należało z tego wnioskować, że albo już pojechali, albo jadą lada chwila. Wobec zmienionej naszej sytuacji, by wiedzieć, kiedy na terytorium resortu wkraczają obce osoby, a w pierwszym rzędzie władze niemieckie, wystawiliśmy na I piętrze w mieszkaniu [Mordki] Bajgelmana (na balkonie leżąc, wysuwając tylko połowę głowy poza linię muru) posterunek, od godziny 7-ej do 17.30. Zmienialiśmy się co półtorej godziny. Koło godziny 11-ej przyleciał posterunkowy, że jakaś bryczka stanęła przed domem nr 12 i dwóch wojskowych wyszło z niej. Zaraz zgasiliśmy światło i przesiedzieliśmy tak po ciemku dobrą chwilę. Potem odważyliśmy się pójść na górę, jedna osoba, która zauważyła, że bryczka stoi koło nr 26 (,,Chemische Abfalle") i zawraca z powrotem w naszym kierunku. Siedzi w niej dwóch cywilnych Niemców, a na koźle obok woźnicy Lucek z Bałuckiego Rynku. Bardzo nas to zdziwiło, bo Lucek należał do obozu Łagiewnicka 36, i dlatego zaczęliśmy już powątpiewać o tym, czy nasi przyjaciele wyjechali. Nasi posterunkowi zauważyli wzmożony ruch kołowy na Zgierskiej i dużo większy ruch na Franciszkańskiej. Co się tyczy samego getta, to widziano dużo wozów, wracających z tamtej strony getta i pełnych pościeli, kierujących się w stronę ul. Kościelnej. Zapomniałem przedtem zaznaczyć, że, jak nas informowano na Łagiewnickiej 63, w dawnej hali Metall I zbiera się pościel z całego getta. Podobno, żeby ją wywieźć, trzeba będzie 300 dużych wagonów towarowych. Jeżeli sądzić wg tego, cośmy widzieli porozrzucanej w mieszkaniach pościeli, to wcale nie jest przesadzona cyfra. Prócz tego zauważyliśmy, że grupy robocze z Jakuba poszły rano normalnie do pracy i koło 17-ej jak zwykle wracały z pracy do domu, a więc obóz na Jakuba 16 nie myśli o wyjeździe. Tak zupełnie spokojnie przeszedł dla nas dzień wtorkowy. Tylko tyle, żeśmy nie poszli wczoraj po wodę. Noc z wtorku na środę przeszła normalnie i spokojnie. Następuje środa rano. Dyżury na posterunku wyznaczono w tej samej kolejności. O godzinie 7.15 słyszymy nagle, że dyżurny z wielkim hałasem leci na dół, już chcieliśmy zgasić światło, gdy wtem dyżurny wpada z okrzykiem radości „Są". Miało to oznaczać, że nasi przyjaciele wraz ze swą grupą przyszli znowu do resortu. I rzeczywiście, parę chwil później w naszych zamaskowanych drzwiach stoją obydwaj nasi przyjaciele z pozdrowieniem Szolem Alejchem. Jeden z nich poszedł do pracy, a drugi przyszedł do nas i w ciągu półtorej godziny opowiedział nam, co oni przeżyli w ciągu tych półtora dnia. Postaram się to tu zwięźle powtórzyć. Otóż w poniedziałek, koło godziny 15-ej [Aron] Jakubowicz miał do nich przemówienie, że wobec tego, że nie ma oficjalnego potwierdzenia odwołania wyjazdu, więc jadą jutro, we wtorek rano. Wobec tego niech każdy zapakuje dla siebie worek, w który może włożyć następujące rzeczy: ubranie robocze, 1 parę butów do pracy, 3 koszule, 3 pary gaci, 2 prześcieradła, kołdrę i poduszkę itp. rzeczy. Wszyscy przystąpili do zapakowania swych najlepszych rzeczy. Dlaczego najlepszych, bo te, co mają na sobie, zostawią w zakładzie kąpielowym, przez który będą musieli przejść. Wczoraj przystąpiono do „dobrowolnego" oddania rzeczy cennych, w pierwszym rzędzie zegarków, obrączek, nie mówiąc już o brylantach, złocie, srebrze i walucie obcej i niemieckiej, ale nawet wieczne pióra i wieczne ołówki były odbierane. Po krótkim czasie powiedziano, że należy oddać wyroby skórzane, a więc walizki, teczki itp. I te rzeczy oddano. Dużo osób uważało i uważa nadal, że to wszystko będzie okupem za niewyjeżdżanie z Łodzi i że rzeczy swych zapakowanych do worka już nigdy nie zobaczą, a o „dobrowolnie" oddanych wcale więcej nie myślą. W ciągu całego dnia co parę godzin „wydawano komunikat" o wyjeździe, który raz głosił, że jadą nieodwołalnie we środę, a drugi raz, że wyjazd odwołano. Była to prawdziwa wojna nerwów. A pomimo to ze względu na wczorajsze święto Symcha Tora balowano i pito wódkę na potęgę. Do późnej nocy nie było nic stanowczego wiadomo. Dopiero we środę rano, tzn. dziś, kazano grupom normalnie pójść do pracy na swoje stare stanowiska. ,,I oto jesteśmy", zakończył nasz przyjaciel swe opowiadanie.
[…]
Teraz jeszcze jedno zdarzenie należy tu opisać. W poniedziałek koło godz. 12-ej usłyszeliśmy nagle w ślusarni ruch i jakby szurganie, byliśmy przekonani, że to ktoś zabrał nam złożony tam worek kartofli lub mąki, tym bardziej że krótko przedtem stanęła przed resortem jakaś bryczka czy dorożka. Jakiś czas byliśmy zdania, że to któryś z naszych przyjaciół, i byliśmy mocno zdziwieni, że nie powiedział on umówionego hasła. Nasze panienki chciały nawet wyjść, ale je siłą zatrzymaliśmy, i okazuje się, że dobrze zrobiliśmy, bo był to Niemiec, który przyjechał do resortu i przypadkowo zabłądził do ślusarni, a szurganie to pewnie było drzwiami. W każdym razie mieliśmy dużo szczęścia".
(s. 230-233)

JA/ONI, VII
13 X 1944
„Pięćdziesiąty siódmy dzień naszego dobrowolnego więzienia i czterdziesty szósty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Wczorajszy dzień przeszedł stosunkowo spokojnie. Tylko jeden z naszych przyjaciół przyszedł z grupy, bo drugi się trochę niedobrze czuł. Opowiedział nam różne dowcipy. kursujące w obozie na Łagiewnickiej 36. Tak np. o kierownictwie obozu, dokąd oni pojadą, nie mówi się inaczej, jak o nabywcy partii niewolników białych, których kupiono do roboty. Że on przyjechał, by się rozmówić z nadburmistrzem tutejszym o dalsze prolongaty sprowadzenia kupionej partii, gdyż nie zdążyli oni jeszcze przygotować dla nich paszy itp. Dowcipy dowcipami, a wiele rzeczywistej prawdy tkwi w tych słowach; czy rzeczywiście tych 605 osób to nie sprzedani przez magistrat łódzki niewolnicy, którzy za tę łyżkę bardzo marnej strawy muszą pracować na swego pana, który w dodatku jest ich wrogiem na śmierć i życie. […]
Dzisiaj dostaliśmy od znajomych stamtąd (Łagiewnicka 36) liścik, gdzie nam piszą, że wskutek braku białka w pożywieniu ludzi tam dostają obrzęków głodowych. I u nas (u żony i u mnie) zauważyliśmy takiego rodzaju obrzęki na nogach i twarzy. Przecież i w naszych pokarmach brak białka.
[…]
Wczoraj w resorcie mieliśmy względny spokój. Był tylko inż. W. [Julian Weinberg], który się bardzo interesował nami, czy nam nieduszno, czy nam czegoś nie brak itd. Poczciwy człowiek.
[…]
W końcu koło godz. 15-ej odwiedził nas nasz znajomy z obozu Łagiewnicka 36 i opowiedział nam dużo ciekawych rzeczy.
Pracuje on w grupie, która przestawia słupy gettowe, a mianowicie po oczyszczeniu przez inną grupę mieszkań od wszelkiego chłamu chodzi niemiecka komisja i ogląda wszystkie domy pewnej dzielnicy, i oznacza jedne kółkiem, a drugie krzyżykiem. Jedne z nich podlegają rozbiórce, a drugie zostaną. Potem idzie właśnie wyżej wymieniona grupa i stawia nowe słupy gettowe i łączy je drutem, zmniejszając w ten sposób getto, albo, lepiej mówiąc, wydzielając tę dzielnicę z getta. Potem przychodzą Polacy i rozbierają te domy, który podlegają rozbiórce. Do wczoraj pracowali oni po tamtej stronie, od dziś zaczęli tu wyłączać Wolborską od Północnej i Wschodniej (stronę nieparzystą).
Gdy o godz. 16.45 wyszliśmy dziś na podwórze, słyszeliśmy pojedyncze wystrzały karabinowe, które się wciąż wzmagały i trwały prawie do 18-ej. Prócz tego był ogromny ruch kołowy i dały się słyszeć bardzo mocne i głośne krzyki, specjalnie dzieci i kobiet. Wczoraj o tej porze było zupełnie spokojnie".
(s. 233-235)

JA/ONI, VII
16 X 1944
„Sześćdziesiąty dzień naszego dobrowolnego więzienia i czterdziesty dziewiąty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Wczorajsze moje pisanie zostało nagle przerwane przez zawiadomienie, że na terenie są obcy ludzie. Była godz. 17-ta, w kryjówce nikogo nie było, panie poszły po pomidory, a [Mordka] Bajgelman poszedł na plądry magazynu. Ale tym wszystkim potem.
Od wczoraj nasi obydwaj przyjaciele już nie przychodzą z dziećmi, a przychodzą tylko 4 osoby. Wobec tego, że cementu więcej nie ładują, bo są ważniejsze artykuły do ładowania, nie potrzeba więcej robić toreb cementowych, z jednej strony, a dzieci bardzo dokazywały z drugiej, postanowiono więcej dzieci tu nie posyłać. Właściwie dla nas to wszystko jedno, ale przyzwyczailiśmy się do ich krzyku i hałasu, że ten spokój teraz nas na początku trochę denerwował.
A teraz przystąpię do opisu wczorajszego zajścia, a właściwie całego sze­regu zajść, ale które są między sobą w mniejszej lub większej łączności.
Gdy nasi przyjaciele opuścili wczoraj resort (była godz. 16.15), nasze panie postanowiły pójść na sąsiednie działki po pomidory i inne warzywa. Gdy przechodziły przez różne podwórza (nic chodzą ulicą, tylko podwórzami), słyszały różne sygnały, jakby uprzedzające o ich pojawieniu tych, co się lam ukrywali. Zbierały pomidory na Żydowskiej 22, gdy wtem pojawia się jakiś jegomość w rannych pantoflach i ogląda je. One się w pierwszym momencie przestraszyły, ale zaraz potem postanowiły dalej zbierać, a on się do nich zwrócił ze słowami: ,,Hol ka mojre rasst weiter" [Nie bójcie się, rwijcie dalej]. Obszedł je i wszedł do jakiejś kryjówki, skąd je jeszcze krótko obserwował. Wobec tego, że jedna z pań bardzo denerwowała się, a żona moja się niedobrze czuła, więc postanowiono te dwie panie odprowadzić, a pozostała czwórka miała wrócić i dalej zrywać. Znów gdy przechodziły przez różne podwórza, słychać było te same sygnały. Jedna z pań przeszła przez okno i z pomidorami uciekła do domu, a żona moja nie zdążyła zaraz za nią, bo akurat ktoś przechodził i musiała się skryć, i dopiero w parę minut później przeszła przez okno, i zabrała dwa duże worki pełne pomidorów, a pozostałe 4 panie poszły z powrotem. Ta pierwsza pani przybiegła do kryjówki, zostawiwszy pomidory na górze w mieszkaniu, i powiedziała mi, że słyszała obce głosy na terenie resortu, więc są obcy ludzie. Była bardzo przestraszona i nie mogła wcale mówić. Już sama eskapada ją bardzo zdenerwowała, jest to wielki tchórz, ale zarazem bardzo przedsiębiorcza i lubi plądrować. Po paru minutach wyszła, by wylać wiadra, i słyszy, że ktoś z ulicy woła do portierni „Wojtek, Wojtek ... ", ale głośno, a dość cicho, chcąc się upewnić, czy ten hałas, który słyszał, pochodzi od tego „Wojtka". Więc znów się przelękła, zostawiła wiadra w portierni i znów przyleciała do kryjówki. Zacząłem się niepokoić. Ani żony, ani córki nie ma, a tu się kręcą przeróżni obcy ludzie. Tu muszę przerwać na chwilę wątek opowiadania, by zacząć z drugiego końca. Otóż [Mordka] Bajgelman, jak twierdzi, był w gabinecie i słyszał, że gdzieś rozmawiają, jakby na placu warzywnym. (Prawdopodobnie był w magazynie i stąd dalej obserwował). Więc poleciał prędko na dół i ledwo zdążył się schować do magazynu i zamknąć za sobą drzwi, jak dwóch młodzieńców, jeden w kombinezonie, a drugi w ubraniu, przeszło przez drzwi z placu warzywnego do resortu. Z treści rozmowy, którą na początku przeprowadzili poprawną polszczyzną, a potem po żydowsku, wynikało, że szukają oni jakiegoś pionu lub możliwości innego połączenia jakiejś kryjówki z istniejącą instalacją, przy czym mowa była nawet o dwóch liniach, na wypadek, gdy jedną wyłączą. Jeden był widocznie elektromonterem. Ta rozmowa i poszukiwania trwały dość długo, wnieśli jakąś drabinę z resortu, by sprawdzić instalację, i wyszli przez wyjście obok tzw. szatni Bibera [?) na podwórze nr 12, i tu natknęli się na wychodzącą z kuchni bardzo zmęczoną, z dwoma dość ciężkimi workami moją żonę. Żona ich też zauważyła i stanęła w pierwszej chwili jak wryta. Oni się też przerazili, ale pierwsi doszli do mojej żony i powiedzieli, że nie potrzebuje się ich bać. Ona odpowiedziała, że się nie boi, jest tylko bardzo słaba i zmęczona. Jeden zaraz wszedł do kuchni i przyniósł krzesełko, i poprosił, by usiadła. Bardzo się nad nią litowali, bardzo się dziwili, że zbiera zielone pomidory, pytali się, czy ma dosyć do jedzenia, z kim tu jest, czy pali światło itd. W końcu obiecali jej, że przyniosą jej następnego dnia 1 kg cukru i umówili się z nią na dziś na godz. 17.30 na tym samym miejscu. Oczywiście, że ich dziś nie było, w każdym razie do godz. 19-ej nikogo nie było, natomiast nasi przyjaciele widzieli ich dziś w ciągu dnia pracujących po tamtej stronie Żydowskiej i na placu warzywnym. Widocznie znaleźli pion, którego szukali. W każdym razie widać było wczoraj duży ruch i dużo ludzi się kryje, a jeszcze więcej szuka kryjówek.
Dziś nam przysłano (podobno z polecenia [Arona] Jakubowicza, na czyjąś prośbę) koło 30 kg cukru i 8 litrów oleju. Podzieliliśmy się w stosunku 3:5. Bez incydentów".
(s. 236-238)

JA/ONI, VII
17 X 1944
„Sześćdziesiąty pierwszy dzie11 naszego dobrowolnego więzienia i pięć­dziesiąty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Jak przewidziałem, ci jegomoście wczoraj przez cały wieczór się nie zgłosili, natomiast widziano ich dziś rano (o 6-ej) już na placu warzywnym, gdzie majstrowali coś koło przewodów elektrycznych. Prawdopodobnie przypuszczenie nasze, że oni szukają sobie kryjówki na placu warzywnym, odpowiada rzeczywistości.
Nasi przyjaciele byli i dziś, ale był taki ruch w resorcie, że dla nas nie mieli wcale czasu, tak że nie wiemy żadnych wiadomości i nie mamy żadnych informacji.
Wczoraj wieczorem koło godz. 21-ej był alarm lotniczy, który trwał półtorej-dwie godziny, dziś po południu również był alarm, który trwał pewnie koło godziny. Koło godz. 15.30 usłyszeliśmy szereg prawie regularnych (co 5-6 minut) detonacji, które trwały aż do 16.30 (mniej więcej). Co to były za detonacje i skąd, nie wiemy na razie. […]
U nas nic nowego. Życie płynie monotonnie. Czekamy z niecierpliwością końca. Nasze nerwy są rzeczywiście naciągnięte do najwyższej granicy, ale trzymamy [się] i chcemy dobiec do mety zdrowi i cali. Mamy nadzieję, że już niedługo".
(s. 238-239)

JA/ONI, VII
18 X 1944
„Wczorajszy dzień zakończył się bez sensacji. Natomiast dzisiejszy zaczął się od samego rana emocjami. Wstałem o godz. 5.30, bo postanowiliśmy jedyne „okno" nasze w odpowiedni sposób zabezpieczyć, by wieczorem nie prześwietlało, a prócz tego miałem pójść na poszukiwania porcelanowych elektrycznych oprawek, gdyż galalitowe, które mamy dotychczas, nie wytrzymują obciążenia dwóch maszynek elektrycznych (z których jedna musi być bardzo potężna) i wciąż się przepalają. Znalazłem takie 4 sztuki (2 z wyłącznikiem). [Mordka] Bajgelman się źle czuł, spal w nocy bardzo źle i dlatego nie wyszedł rano i okna nie zabezpieczyliśmy. Krótko przed godz. 7 (może była 6.45 lub 6.50) przyleciała „przyjaciółka" Bajgelmana, [Helena] Smoleńska (która się również z nami tu znajduje), bardzo przerażona, że widziała ze 20 Polaków, którzy weszli na teren resortu i mówili między sobą, że będą tu rozbierać maszyny. Jak zwykle, zrobiła ta pani dużo hałasu, podniosła wszystkich na nogi, zdenerwowała nas wszystkich i, jak zwykle, gdy ona podnosi alarm, to okazuje się to fałszywym alarmem. Otóż w parę chwil potem przyszli nasi przyjaciele i kategorycznie zaprzeczyli, by ktokolwiek obcy był na terenie. Na naszą prośbę jeszcze raz sprawdzili i potwierdzili, że nikogo nie ma i najprawdopodobniej nie było. Jak zwykle, tej pani się tylko przewidziało. [...]
Odwiedził nas dziś nasz znajomy G.G. i sekretarka obecna [Arona] Jakubowicza. Poinformowała ona nas, że poważnie trzeba się liczyć, że w sobotę pojadą, chyba że nie będzie wagonów.
[…]. Opowiada ona również, że u nich w obozie odbywają się codziennie wieczerze i zabawy trwające długo w nocy, czasami do 1-ej i później".
(s.240)

JA/ONI, VII
19 X 1944
„Sześćdziesiąty trzeci dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdziesiąty drugi dzień pobytu w obecnej kryjówce.
Dziś znowu mieliśmy gości z obozu Łagiewnicka 36. Tam jednakże wszyscy są zdania, że teraz naprawdę jadą. Wczoraj ładowali do jednego wagonu, zmieściło się tylko niecałe 300 sztuk, a więc mniej niż połowa. Na wagonie był jako miejsce przeznaczenia oznaczony Oranienburg, a fracht podobno wystawili do Königswusterhausen. W każdym razie cała sprawa jest pokryta tajemniczością. Jeżeli oni sami mają przejść przez obóz w Oranienburgu i tam być dezynfekowani, to dlaczego paczki mają pójść wprost i nie być dezynfekowane. Przejście przez obóz w Oranienburgu jest bardzo niebezpieczne. Sądzę, że nie wszystkich puszczą dalej, a część na pewno tam zatrzymają albo poślą gdzie indziej. Ja osobiście nie wierzę, by w sobotę już mieli pojechać. W obozie wybuchła wśród dzieci szkarlatyna i rodziny z chorymi dziećmi przechodzą na Jakuba.
[…]
Stojący tu na warcie żołnierze odnoszą się do swych obowiązków niedbale i apatycznie. Przepuszczają Żydów na tamtą stronę i Polaków na tę. Podobno co dzień przechodzą tu do nas Polacy i plądrują mieszkania lub robią z Żydami różne interesa zamienne. Do naszego przyjaciela zwrócił się żołnierz niemiecki stojący na warcie z prośbą, by dał 10-zlotową polską monetę. W jakim celu?
Dziś dowiedzieliśmy się, że nasz przyjaciel Daniel W. [Weiskopf] z młodszym bratem [Bernardem] i rodziną również się schował gdzieś w getcie, a średni brat [Jakub] z żoną [Gutą Persic?] przeszedł na tamtą stronę drutów i niezawodnie się schował u jej siostry, która cały czas jest w mieście.
Coraz więcej ukrywających się wyłania. Dopiero pod koniec będziemy wiedzieli, kto są nasze towarzysze".
(s. 242-243)

JA/ONI, VII
20 X 1944
„Sześćdziesiąty czwarty dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdziesiąty trzeci dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Dzisiejszy dzień był dla nas pełen emocji. Wobec tego, że niewiadomą było, czy nasi przyjaciele dziś przyjdą, postanowiliśmy już dziś postawić dyżury. Moja córka miała pójść na dyżur o godz. 7.30 i idąc na górę natknęła się w portierni na jegomościa, który się już później przedstawił jako Sztern, monter pracujący na Jakuba, i powiedział jej, że jesteśmy bardzo nieostrożni, bo on tu już od 6-ej jest i widzi, jak się my kręcimy po podwórzu. Powiedział jej, że nie potrzebuje go się bać. Ona wróciła do kryjówki, oczywiście nie zdradzając jemu, gdzie ona jest. On poszedł później na górę i wpadł w mieszkaniu [Mordki] Bajgelmana na dyżurującą tam jego córkę. Po paru minutach przyszli nasi przyjaciele, którym opowiedzieliśmy całą rzecz, ale i on im powiedział. Potem nas odwiedził Pik z Bałuckiego Rynku i opowiedział pokrótce treść dzisiejszego komunikatu niemieckiego. Niemcy są dalej w defensywie, ustępując aliantom metr za metrem swego własnego terenu, na wschodzie i zachodzie. […]
O godz. 16-ej przywieźli nam z Łagiewnickiej 36 worek grochu, worek cukru i beczkę marmolady. O godz. 19-ej mówiliśmy z nimi telefonicznie i oni dalej był i przekonani, że jutro jadą, choć wagonów dotychczas nie ma. Ja osobiście wątpię, by oni jutro pojechali".
(s. 243-244)

JA/ONI, VII
21 X 1944
„Sześćdziesiąty piąty dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdziesiąty czwarty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Nasi przyjaciele dziś nic przyszli. Jak nam powiedział Pik, pojechali oni dziś. Nie chcę wierzyć i myślę, że jednakże nie ma on dokładnych wiadomości. Jeżeli nawet pojechali na dworzec Radegast, to jednakże nie pojechali i pewnie w ciągu dzisiejszego dnia wrócą z powrotem na Łagiewnicką. A jutro rano o zwykłej porze usłyszymy znowu tak nam znajome i tak przyjemne dla nas hasło. […]
Nasi przyjaciele przychodzili zwykle o godz. 7.15-7.20 rano, czasami wcześniej, nigdy jednak nie przed 7 rano, i dlatego wykorzystywaliśmy ten czas na wszelkie zewnętrzne roboty, i Bajgelmanowie dopiero o 7-ej schodzili na dół. Zapomnieliśmy dziś, że ich nie będzie i że ma przyjść grupa z Jakuba i zostaliśmy przy naszych dotychczasowych zwyczajach. A tu nagle o godz. 6.30 słyszymy, że są obcy na terenie i widzimy trzech mężczyzn i dwie kobiety. Żona moja była naówczas w ubikacji, [Mordka] Bajgelman był na podwórzu, a Smoleńska i córki [Fajga i Kazimiera] Bajgelmana były jeszcze w mieszkaniu. Bajgelman przy całej swej ułomności zdążył jeszcze wkroczyć do kryjówki, reszta wymienionych osób została na zewnątrz. W kryjówce zostali prócz Bajgelmana i jego wychowanki [Krajny Mandelsbaum], która dziś przypadkowo miała rano ze mną robotę przy zabezpieczeniu okna, moja córka i ja. Słyszymy, że obcy idą do pudełkami, a więc o wyjściu z mieszkania Bajgelmana na razie nie może być mowy. Dobrą godzinę trwało, aż wszystkie cztery kobiety jedna po drugiej skradały się pojedynczo do kryjówki. Taka była ranna przygoda".
(s. 244-245)

JA/ONI, VII
22 X 1944
„Sześćdziesiąty szósty dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdziesiąty piąty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Dziś odwiedził nas koło 14-ej Pik i przyniósł cebuli trochę i pomidorów. […]
Grupa pracująca na naszym terenie dziś nie pracowała, ale natomiast kręcili się na terenie resortu różni ludzie. Koło godz. 15-ej nareszcie natknęliśmy się na tych, którzy szukają sobie kryjówki na placu warzywnym, w bezpośredniej bliskości naszego resortu. Będą mieli dwa wyjścia. Murują ściany, zakładają instalację i w ogóle robią dużo szumu. Ma ich tam być 14 osób".
(s. 245)

JA/ONI, VII
23 X 1944
„Sześćdziesiąty siódmy dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdzie­siąty szósty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Wczoraj dowiedzieliśmy się o sprawkach pana [Hansa] Biebowa na Jakuba. Wszedł do sali, do której kazał zebrać się wszystkim kobietom, w stanic jak ich matki rodziły. Wszedł do sali tej razem z [Mordką] Bruderem, co tam się odbyło, tego na razie nikt nie wie, ale pewnie się też dowiemy.
Wiemy już o 2 osobach z obozu Łagiewnicka 36, które się skryły i nie pojechały razem z nimi. Również dowiedziałem się, że nasz przyjaciel Daniel W.[Wajskopf] schodząc do piwnicy (kryjówki) złamał nogę, a jego siostrzeniec [Seweryn lub Henryk Rauchman] się dobrze potłukł. Podobno, że nasza kryjówka jest w porównaniu z innymi luksusowa. U tegoż Daniela W. nic można się wyprostować i trzeba cały czas być w stanie pochylonym, ale za to podobno mają oni na 2 lata wyżywienia. Bardzo wątpię w tak ogromną ilość, ale wierzę, że mają dużo, bo jego szwagier M. K. [prawdopodobnie Mieczysław Rauchman] pracował w aprowizacji i mógł duże zapasy zafasować. Ale jak konspiracyjnie oni to zrobili, niech będzie dowodem to, że w ten poniedziałek (28 sierpnia) spotkałem go i zapytałem, czy nie chciałby zostać, to mi odpowiedział, że on z 7-letnim dzieckiem zostać nie może i szykuje się do wyjazdu tejże nocy. A wtedy, gdy to do mnie mówił, już musiał mieć wszystko przyszykowane. No ale niech mu będzie na zdrowie. Obliczymy się z nim, jak obydwaj będziemy na wolności. Gdy Daniel W. otrzymał od nas ukłony, bardzo się ucieszył.
Dziś nasz nowy przyjaciel przyniósł nam „hörer" [aparat radiowy] i słyszeliśmy po pięciu latach komunikaty zagraniczne i niemieckie. Niemcy cofają się na całej linii".
(s. 246-247)

JA/ONI, VII
25 X 1944
„Sześćdziesiąty dziewiąty dzień naszego dobrowolnego więzienia i pięćdziesiąty ósmy dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Wczoraj nie pisałem. Przedwczoraj nasi współtowarzysze niedoli, tzn. rodzina Bajgelmanów, urządzili „koncert". Córki pokłóciły się z ojcem i mu powiedziały parę słów szczerej prawdy, on na to zareagował na swój sposób i doszło do wielkiej awantury, która się skończyła w ten sposób, że on wyszedł w ciemną noc na podwórze, podobno z zamiarem wyjścia na ulicę, a one go szukały w mieszkaniu, a potem na podwórzu w ciemnościach, głośno go wołając, gdy nareszcie po 10-minutowym poszukiwaniu znalazły, to leżał on w ataku, albo prawdziwym, a prędzej udawanym. Pod gołym niebem, blisko od ulicy (od której podwórze jest oddzielone tylko parkanem) przystąpiono do jego ratowania. Odbywało się to dość głośno i przy ciągłym naświetlaniu kieszonkową latarką. Przeprowadzenie tego kaleki z miejsca, gdzie go znaleziono (między numerem 10 i 12), do mieszkania, też nie mogło się obejść w zupełnej ciszy. Żeśmy tej nocy nie wpadli, to istny cud, i widać, że jest nad nami opieka opatrzności. Krótko mówiąc: mamy więcej szczęścia jak rozumu. Ale co mnie dziwi, że człowiek rozsądny, zrównoważony, umiejący się trzymać, mógł do czegoś podobnego dopuścić. Przecież on wiedział, czym się to skończy, ale sądzę, że cały atak był symulowany. […]
Dziś w resorcie był stosunkowo większy ruch. Dwa razy byli Niemcy, zabrali jedną maszynę i trochę papieru z tzw. rampy, tzn. w bezpośredniej bliskości od naszej kryjówki.
Mieliśmy dziś gazety od niedzieli i wtorku. Z nich możemy sądzić, że ofensywa aliantów trwa na wszystkich frontach nadal. […]
Doszły nas wiadomości, że w ogrodzie na Łagiewnickiej 36 znaleziono ogromne skarby, a mianowicie, trzy kasetki z biżuterią, kilka skrzyń z gotowymi ubraniami I gatunku, moc materiałów włókienniczych, najlepszej prominencji, skrzynkę grzebieni itd. Wydal to Niemcom podobno młody chłopak z Bałuckiego Rynku (Żyd!).
Dziś na ulicy Żydowskiej, przy zbiegu z Kościelną, pracowali Polacy i coś rozbijali, czy to mur, czy bruk".
(s. 247-248)

JA/ONI, VII
29 X 1944
„Siedemdziesiąty trzeci dzień naszego dobrowolnego więzienia i sześćdziesiąty drugi dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce. […]
Trudno opisać pracę naszych kobiet. Cały dzień pracują na tę trochę pożywienia, które my otrzymujemy. Ale obieranie kartofli lub zarobienie chleba, albo babki, wymaga dużo pracy, a gdzie pranie i szycie? Wcale nie dziwię się, że ich nerwy nie wytrzymują i ponoszą. Dużo z tego powodu cierpię, ale muszę to ze stoicyzmem wytrzymać. Ale czasami i również ja nie mogę wytrzymać, i również wybucham. Specjalnie mnie denerwuje wychowanie naszej córki, która się zupełnie zapomina, ale i to są tylko nerwy i chcę wierzyć mojej żonie, która twierdzi, że po wojnie wszystko się poprawi. Oby tak było. Na razie jest niedobrze i dużo z tego powodu cierpię. Bo innej rady nie mam".
(s. 249)

JA/ONI, VII
30 X 1944
„Siedemdziesiąty czwarty dzień naszego dobrowolnego więzienia i sześćdziesiąty trzeci dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Dziś upłynęło dziewięć tygodni, jak siedzimy w obecnej kryjówce. Wtedy, przed 9 tygodniami, kiedyśmy postanowili nie usłuchać rozkazu władzy niemieckiej i nie pojechać, a zostać tu i się schować, nie sądziliśmy, że to potrwa tak długo i że my będziemy w stanie wytrzymać tak długi okres czasu i pod względem napięcia nerwowego, i pod względem żywności. Aczkolwiek nerwy nasze są bardzo rozszarpane i bardzo napięte, to pod względem aprowizacji wyglądamy dziś o wiele lepiej.
Dziś był dzień pełen emocji. Już od rana, tzn. o godz. 7-ej rano, zjawiło się na terenie resortu dwóch mężczyzn i jedna kobieta i czegoś szukali. Czego, nie wiemy. Pobyli krótki czas i zdaje się poszli. Koło godz. 8.30 słyszymy przypadkowo ruch w motorowni i w tym samym momencie gaśnie światło, ale zaraz się znowu zapaliło. Niezwłocznie też wyłączyliśmy prąd, bo trzeba zaznaczyć, że licznik, od którego bierzemy prąd, znajduje się w motorowni. Słyszeliśmy, że puścili w ruch motor, potem doszli do naszego okna i wyciągnęli skobel i otworzyli okiennice, zobaczyli, że papier, powiedzieli, że to skład papieru. Znów weszli do motorowni i znowu puścili motor, na krótki czas. Potem słyszeliśmy, jak poszli do naszego budynku, weszli na I piętro i słyszymy, jak rozbijają mieszkanie [Mordki] Bajgelmana. Dość długo tam siedzieli, co zrobili, to żeśmy się później dowiedzieli. Byli tam koło godziny. Potem wyszli i poszli, jak się zdaje, do budynku biurowego. Po jakimś czasie było słychać wołania: ,,Brama, brama!". Co zrobili, czy im otworzyli, czy nie, nie wiemy. Później zajechał jakiś wóz i coś zabierał z resortu. Przy wyjściu z mieszkania Bajgelmana zatrzasnęli za sobą drzwi i potem przed wyjściem znowu je siłą otworzyli. Taka robota trwała do czwartej po południu. W międzyczasie udało się jednej z córek Bajgelmana [Frajda lub Kazimiera] skoczyć na górę i przez dziurkę od klucza widziała, że mieszkanie jest splądrowane. O godz. 16-ej wszystko się uspokoiło. Pół godziny później wyszliśmy na podwórze. Z mieszkania Bajgelmana zniknęło bardzo mało rzeczy, same drobiazgi. Zostawili buraki i kartofle, a zabrali kilka kg mąki. Komórki naszej, w której mamy nasze zapasy, nie ruszono. Koło godziny 18-cj słyszymy od razu ciche wołania: „Panie Bajgelman, panie Bajgelman". Jedna z córek wyszła na podwórko i znalazła tam dwóch młodzieńców, którzy są stacjonowani na Jakuba 16. Przyszli oni w sprawie pewnej kryjówki na terenie resortu. Obejrzeli ją i uznali ją za odpowiednią. Chcą ją jeszcze lepiej udoskonalić i proponują nam przejść do nich. Szukają oni już kryjówki od kilku dni i natknęli się w kilku miejscach na skrywających się".
(s. 250-251)

JA/ONI, VII
31 X 1944
„Siedemdziesiąty piąty dzień naszego dobrowolnego więzienia i sześćdziesiąty czwarty dzień naszego pobytu w obecnym „lochu". Dziś kończy się sześćdziesiąty miesiąc wojny, a rezultatu nie widać.
Dziś wstaliśmy wszyscy o godz. 5.15 i wzięliśmy się do maskowania komórki, w której mamy zapasy kartofli i mąki, i prócz tego Bajgelmanowie [Mordka z córkami Frajdą i Kazimierą] mają tam trochę rzeczy, pochodzących z „plonderki". Maskowaliśmy je za pomocą odpadków papieru, który braliśmy z placu warzywnego, bo do resortowej komórki z tzw. szmerglem papierowym nie można się było dostać. Robotę tę zrobiliśmy do godz. 7-ej rano. Do godz. 10-ej mieliśmy względny spokój. Tylko koło godz. 9-ej nastąpiła bardzo silna eksplozja, zatrząsały się u nas statki na półkach. Eksplozja to nosiła jakby charakter detonacji po rzuconej bombie. Pięć lub dziesięć minut później nastąpiła znowu detonacja, tym razem nieco słabsza, już z nie tak bliska, i nosiła charakter jakby po wystrzale z działa. To było wszystko. Co to było, na razie nie wiem, bo nikogo u nas nie było. Jak wspomniałem, do 10-ej mieliśmy spokój, około tej godziny usłyszeliśmy nagle prędkie kroki i niemiec­ką mowę. Ludzie jakby szli po schodach naszego budynku na I piętro. Po chwili ktoś wleciał do ślusarni, przeleciał obok drzwi (zamaskowanych) do naszej kryjówki i doleciał do szafki, w której się znajduje zlew i w którym my trzymamy nasze dwa wiadra do załatwiania naszych potrzeb fizycznych w ciągu dnia i powiedział: „tu też jest kran, ale do wody", i wyleciał z powrotem. Jak się później (po 17 godzinie) zdołaliśmy przekonać, byli to ludzie z gazowni (Polacy), pewnie z Niemcem, i zdejmowali gazomierze w resorcie. Mniej więcej po półgodzinie znowu usłyszeliśmy kroki na górę i niemiecką rozmowę, jednak dość prędko zeszli na dół. Do godz. 15-15.30 nie mieliśmy spokoju, bo ludzie byli w resorcie i wciąż się niepokoiliśmy".
(s. 251-252)

JA/ONI, VII
1 XI 1944
„Siedemdziesiąty szósty dzień naszego dobrowolnego więzienia i sześćdziesiąty piąty dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
A więc piszemy już listopad 1944, a my wciąż jeszcze siedzimy w naszej kryjówce. Aczkolwiek po 5-6 dniach nieobecności zjawił się nasz łącznik, który miał zastąpić tu w resorcie naszych poprzednich przyjaciół. Zabrali go na kilka dni na Bałucki Rynek i w międzyczasie umarła mu też żona. Obiecuje teraz częściej i regularniej nas odwiedzać, choć zostaje jeszcze parę dni na Bałuckim Rynku. Powiedział on nam, że są jakieś ważne wiadomości, ale nie mógł nic bliższego ani dokładnego powiedzieć. […]
Dziś w resorcie był względny spokój. Dwa razy ktoś wszedł na schody na I piętro naszego budynku. Jak się później jednak okazało, cały dzień, bo do 17-ej godziny, ktoś siedział w gabinecie kierownictwa, bo piec jeszcze był ciepły i przeniesiona została z pokoju obok kanapa. Drzewo do napalenia w piecu wzięli z pudełkami, bo widać, że po drodze zgubili kilka listewek.
Nasz łącznik wiedział już o splądrowaniu mieszkania [Mordki] Bajgelmana. Więc widocznie zrobili to Żydzi. Nawet obiecał łącznik, że mają zwrócić zabrane rzeczy i mieli dziś je zostawić w gabinecie kierownictwa, lecz niestety do tej chwili (godz. 19) jeszcze nie było.
Od kilku dni Polacy pracują na Żydowskiej ulicy, czy to przy gazie, czy przy elektryce, bo rąbią bruk. Dziś tych robotników nie było słychać".
(s. 252-253)

JA/ONI, VII
3 XI 1944
„Siedemdziesiąty ósmy dzień naszego dobrowolnego więzienia i sześćdziesiąty siódmy dzień naszego pobytu w obecnej kryjówce.
Wczorajszy dzień był znowu pełen emocji. Widocznie ci sami, którzy od początku tego tygodnia pracują w resorcie, również i wczoraj napalili znowu w gabinecie w piecu, do czego znowu użyli listewek z pudełkami. Znowu próbowali puścić motor na parę minut, ale największą sensacją i dla nas największą emocją, było otwarcie przez nich drzwi z portierni na ulicę. Było to zrobione z takim hałasem, że myśleliśmy w pierwszym rzędzie, że otworzono przemocą drzwi z portierni do ślusarni, które może przypadko­wo, wychodząc do ślusarni za fizyczną potrzebą, ktoś zamknął i zapomniał otworzyć. Wszyscy oniemieliśmy, pogasiliśmy zaraz obydwie żarówki i siedzieliśmy więcej jak pół godziny w ciemności, z drżącym sercem, oczekując chwili, kiedy otworzą tę szafę, za którą my jesteśmy schowani. Ale skończyło się tylko na lęku, bo jak wyżej powiedziałem, nie weszli do ślusarni, tylko otworzyli z hałasem drzwi z portierni".
(s. 253)

JA/ONI, VII
9 XI 1944
„Wtorek i środa minęły w spokoju. Spokój ten mąciła jednak w dniu wczorajszym bardzo wczesna wizyta dobrze zazwyczaj poinformowanego Pika, który zakomunikował pośpiesznie i w wielkim zdenerwowaniu, że należy zdwoić i potroić środki ostrożności, „grunt się pali pod nogami ... ". I już go nie było.
Dziś przed godziną ósmą zaczął się ruch na terenie resortu. Ktoś wszedł na pierwsze piętro, ale za chwilę zbiegi szybko na dół, otworzył drzwi od ulicy do ślusarni – i zdawało się nam, że cisnął kamieniem w naszą okiennicę (umówiony znak na wypadek grożącego nam niebezpieczeństwa). Zgasiliśmy światło, wyłączyliśmy elektryczne kuchenki. W lochu zapanowała absolutna cisza.
W dwie godziny później znów się ożywiło w resorcie. W pudełkarni demontowano jakąś maszynę. Słyszeli[śmy] nawet, jak ktoś dobiera się do naszej komórki z zapasami żywności.
Dopiero przed wieczorem mogliśmy stwierdzić, ograbiono mieszkanie Bajgelmanów. Komórkę zastaliśmy otwartą. Na szczęście nie tknięto naszych zapasów, gdyż były one dobrze ukryte pod odpadkami papieru. Jesteśmy u kresu sil i wytrzymałości nerwowej".
(s. 253-254)

JA/ONI, VII
19 XI 1944
„W czwartek, dziewiątego listopada, około godziny szóstej przed wieczorem rozległ się w naszym lochu umówiony sygnał – trzy silne uderzenia w okiennicę, zwiastujące bezpośrednie niebezpieczeństwo. Dwaj nasi wypróbowani informatorzy z Bałuckiego Rynku przynieśli nam iście hiobową wieść: zadenuncjowano naszą obecną kryjówkę, a komendant policji żydowskiej, [Mordka] Bruder, zamierza nas jutro odwiedzić w asyście agentów Kripo.
Doniesiono nam również, że nie jest to pierwszy wypadek ujawnienia kryjówki. W tym tygodniu zlikwidowano już pięć podobnych ,,lokali" w piwnicach, a w jednym z nich rozegrała się dramatyczna walka, której ofiarą padł lekarz, dr Daniel Wajskopf. Jego szwagier [Mieczysław Rauchman] i siostrzeniec [Seweryn lub Henryk Rauchman] zostali swego czasu ujęci i skierowani na Jakuba 16, skąd udało im się zbiec. Dowiedziawszy się o tym, Hans Biebow wpadł w pasję. Dobrał sobie do pomocy [Heinrich] Schwinda, Brudera i niejakiego [Lajbla] Krajna i we czwórkę udali się do zdradzonej im kryjówki lekarza i jego rodziny. Dr Wajskopf, pomimo złamanej nogi, wyszedł im naprzeciw i bronił bohatersko wstępu do piwnicy. Z pomocą przyszli mu siostrzeńcy i siostry [Sara Krakowska i Leonka Rauchman]. W rezultacie Biebow, Schwind, Bruder i Krajn zostali dotkliwie pobici. Rzecz jasna, zwyciężyła w końcu „dzielna czwórka" Niemców i judaszów. Udało się w końcu ująć dra Wajskopfa, którego rozpaczliwa obrona umożliwiła ucieczkę niektórym członkom rodziny. Biebow i Schwind, którzy nie mieli przy sobie broni, udali się biegiem na Bałucki Rynek. Wrócili po kilkunastu minutach i czterema wystrzałami z pistoletu położyli trupem wspaniałego człowieka, który ośmielił się podnieść rękę na przedstawiciela „narodu panów". Ten właśnie incydent zapoczątkował likwidację szeregu kryjówek w getcie.
Ale wracam do naszej sprawy. Jeszcze „łącznicy" nie zdążyli wyjść, gdy w progu staną! inny przedstawiciel Bałuckiego Rynku i w imieniu Brudera zadał nam pytanie, czy chcemy dobrowolnie zgłosić się do obozu. Jeśli tak, to przyjdzie on po nas nazajutrz w towarzystwie agentów Kripo. Nic nam nie grozi. Wprost z kryjówki udamy się do Kripo, gdzie nas tylko formalnie przesłuchają i zapiszą-po czym czeka nas kąpiel i dezynfekcja, no i obóz. Prosiliśmy o godzinę namysłu. Po dłuższej naradzie doszliśmy zgodnie do wniosku, że jeśli loch nasz został zdekonspirowany, i tak nas zabiorą. Może to nastąpić natychmiast albo za parę dni. W takiej sytuacji nie będziemy mieć chwili spokoju. Wszystko to rozważywszy, z ciężkim sercem przyjęliśmy propozycję Brudera. Dopiero o godzinie 21-ej przekazaliśmy wiadomość wyrażającą zgodę wysłannikowi Bałuckiego Rynku. A potem nastąpiła ostatnia noc w lochu ...
W piątek nad ranem pakowaliśmy swoje rzeczy. Nie zdążyliśmy się jeszcze ogarnąć, gdy na podwórzu rozległo się wołanie: „Bajgelman! Bajgelman!" Wyjrzeliśmy na dwór. Okazało się, że oczekują nas już dwaj agenci Kripo w asyście Brudera i Krajna. Obok stał wóz przeznaczony do przewozu naszych rzeczy. Kazano nam się ubrać i wynosić wraz z tobołami całe „umeblowanie" lochu. Trwało to przeszło godzinę.
Z resortu udaliśmy się do budynku Kripo przy uIicy Kościelnej. Tam spisano nasze personalia i zadano kilka stereotypowych pytań na temat walut i kosztowności. Potem odesłano nas do dezynfekcji i kąpieli na Bałuckim Rynku, skąd tramwajem pojechaliśmy do obozu przy ulicy Jakuba 16".
(s. 254-255)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17793" title="ŻYDOWSKA &amp;#8211; STARY RYNEK &amp;#8211; WSCHODNIA [OBSZAR]" slug="zydowska-stary-rynek-wschodnia-obszar">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VI B
18 VIII 1944

„Ale jak policja niemiecka odjeżdża i obsadza inny blok, to ulica nie przybiera normalnego wyglądu, każdy boi się powrotu. I miało to też miejsce w poniedziałek czy we wtorek [14-15.08], kiedy po półgodzinnej przerwie znów wrócili na Żydowską, kiedy nawet już mówiono, że opuścili Bałucki Rynek i pojechali do miasta. I wtedy mieli obfity „połów”. Bo przeczyścili wtedy nie tylko Żydowską, ale przyległy Stary Rynek, Wschodnią i inne".
(s. 199)</document>
<document nplp_id="17794" title="ŻYDOWSKA 8" slug="zydowska-8">


Jakub Poznański
JA/ONI, VI B
20 VIII 1944
„Na ulicy Żydowskiej, która jest z getta wyłączona, a na którą wychodzą okna mej kryjówki, był cały dzień z małymi przerwami ruch. Ludzie chodzili do swych mieszkań po resztę swego dobytku lub na plac warzywny (Żydowska 8), lub do naszego resortu, po odbiór kartofli. O godz. 11-12 przed południem przyjechał wóz na dętych kołach i zabierał chorych z całej okolicy. Z naszej ulicy zabrano kilka kobiet. O godz. 18-ej przejechał tędy na motocyklu sierżant i naczelnik straży ogniowej w getcie [Henryk] Kaufman, z inspekcją posterunków.
Ograniczamy się bardzo w jedzeniu, by zapasy jak najdłużej starczyły. Jemy tylko 3 razy dziennie. Wobec tego, że zdobycie wody również stano­wi poważny problem, ograniczamy się również w piciu".
s. 201

ONI, VII
3 XII 1944

„W ciągu ubiegłego tygodnia wykryto dwa schrony przy ulicy Żydowskiej 8 i 19. Znaleziono tam spory zapas prowiantów, natomiast ani jednego człowieka. Prawdopodobnie wszystkim udało się zbiec".
(s. 257)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17795" title="ŻYDOWSKA 10" slug="zydowska-10">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
17 I 1945,
„Ukrywamy się w piwnicy domu przy ulicy Żydowskiej 10. Nasz nowy loch ma dwanaście metrów głębokości. Jeszcze latem spuściliśmy tu ławki i stoły, a także pościel. Jedna żarówka, połączona z głównym pionem, daje nieco światła.
Jest to schron, z którego zamierzaliśmy skorzystać w sierpniu ubie­głego roku, zanim powzięliśmy decyzję poszukania kryjówki w resorcie pap1ermczym.
Nie jesteśmy tu sami. Towarzyszy nam spore grono - przeszło czter­dzieści osób. Wszyscy dzwonimy zębami - ze strachu i z zimna - choć każdy z nas ma na sobie przynajmniej po dwa ubrania i dwa komplety bie­lizny. Zdajemy sobie sprawę, że Niemcy przed wycofaniem się z Łodzi zamierzają zgotować nam rzeź.
W lochu panuje grobowa cisza. Śpimy na zmianę. Noc. Godzina dziesiąta".
(s. 263)

JA/ONI, VII
18 I 1945
„Cały dzień przesiedzieliśmy na walizie wniesionej do lochu jeszcze w listopadzie, w przededniu zgłoszenia się do obozu.
Mamy zapas wody – około sześciuset litrów. Postanowiliśmy, że każdy z nas będzie otrzymywać po trzy szklanki dziennie. Do wspólnej puli powędrowały również wszystkie tłuszcze: olej, masło, margaryna. Rano odbywa się przydział „racji żywnościowych” na całą dobę. Zdenerwowanie nasze przekracza granice ludzkiej wytrzymałości. Wciąż nam się zdaje, że Niemcy są na podwórzu i szukają nas ...
Mamy, a jakże, swój wywiad: kilku zwinnych chłopców. O brzasku wyprawili się na Jakuba 16 i zdobyli osiemnaście bochenków chleba. Ze ścian lochu kapie woda. Zapałka gaśnie momentalnie – dowód, że w kryjówce brak już tlenu. Jak długo tu wytrzymamy?!
W tej chwili weszli chłopcy. Są bardzo wystraszeni. Byli po raz drugi w obozie. Widzieli, jak na dziedziniec zajechały auta ciężarowe. To po nas ... Słyszeli rozmowę Niemców. Mają nas wywieźć na cmentarz żydowski, gdzie tydzień ternu kazano wykopać dziewięć dużych grobów każdy – na sto osób ...
Za chwilę rozpoczną się poszukiwania ...
Gdyby trafili do naszej kryjówki, pozostawię w lochu te zeszyty – może będzie to ostatni po nas ślad...".
(s. 263-264)

JA/ONI, VIII
20 I 1945
„Wczoraj (zegarek mój wskazywał dokładnie godzinę jedenastą) ktoś nagle podważył klapę zamykającą nasz loch i usłyszeliśmy radosny okrzyk: „Panowie! Niech żyje Polska!"
Nie wierzyliśmy własnym uszom. Sceptycy krzyczeli, że to prowokacja. Jednak wołający wzywał niektórych z nas po imieniu. Przezwyciężyliśmy strach. Wspinając się po drabinie, wyszliśmy na powierzchnię. Wyłącznie mężczyźni. Kobiety zostały w piwnicy.
Oślepiło nas światło dzienne. Potem istny szal radości. Uściski i pocałunki – częstokroć z obcymi ludźmi".
(s. 264)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17798" title="ŻYDOWSKA 22" slug="zydowska-22">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VII
16 X 1944
„Gdy nasi przyjaciele opuścili wczoraj resort (była godz. 16.15), nasze panie postanowiły pójść na sąsiednie działki po pomidory i inne warzywa. Gdy przechodziły przez różne podwórza (nic chodzą ulicą, tylko podwórzami), słyszały różne sygnały, jakby uprzedzające o ich pojawieniu tych, co się lam ukrywali. Zbierały pomidory na Żydowskiej 22, gdy wtem pojawia się jakiś jegomość w rannych pantoflach i ogląda je. One się w pierwszym momencie przestraszyły, ale zaraz potem postanowiły dalej zbierać, a on się do nich zwrócił ze słowami: ,,Hol ka mojre rasst weiter" [Nie bójcie się, rwijcie dalej]. Obszedł je i wszedł do jakiejś kryjówki, skąd je jeszcze krótko obserwował. Wobec tego, że jedna z pań bardzo denerwowała się, a żona moja się niedobrze czuła, więc postanowiono te dwie panie odprowadzić, a pozostała czwórka miała wrócić i dalej zrywać".
(s. 237)</document>
<document nplp_id="17799" title="ŻYDOWSKA/FRANCISZKAŃSKA" slug="zydowska-franciszkanska">

&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI
31 VIII 1944

„Trzeci dzień pobytu w nowej kryjówce. Opowiem wszystko po kolei. W poniedziałek - już od wczesnych godzin rannych - nasi koledzy poczęli przygotowywać się do wyjazdu. Wszyscy byli ogromnie zdenerwowani. Najmniejszy szmer wytrącał nas z równowagi. Wyjeżdżający patrzą na nas z żalem. Podziwiają naszą odwagę, a może nawet zazdroszczą nam. Nie są jednak pewni, czy wytrwamy na miejscu i czy w ostatniej chwili nie podążymy w ich ślady.
Zapowiedziano im, że o godzinie trzynastej przyjedzie po nich tramwaj i zatrzyma się na rogu Franciszkańskiej i Żydowskiej. Lecz tramwaju jakoś nie widać. Dopiero około 18-ej nasi sąsiedzi decydują się opuścić podwórze resortu. Oczekiwany tramwaj wreszcie przybywa o godzinie ósmej wieczorem! Tymczasem otrzymujemy różne ciekawe informacje". (s. 209-210)</document>
<document nplp_id="17800" title="ŻYDOWSKA/KOŚCIELNA" slug="zydowska-koscielna">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
ONI, VII
25 X 1944
„Dziś na ulicy Żydowskiej, przy zbiegu z Kościelną, pracowali Polacy i coś rozbijali, czy to mur, czy bruk".
(s. 248)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17801" title="ŻYDOWSKA (PARZYSTA) &amp;#8211; FRANCISZKAŃSKA (PARZYSTA), BRZEZIŃSKA (NIEPARZYSTA), KOŚCIELNA (NIEPARZYSTA), [OBSZAR]" slug="zydowska-parzysta-franciszkanska-parzysta-brzezinska-nieparzysta-koscielna-nieparzysta-obszar">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, VI B
9 VIII 1944
„Żona i córka poszły dziś rano do wydziału żony, a ja do swego resortu. Do naszego resortu nasi miejscowi dygnitarze sprowadzili swoje rodziny z bebechami. […] Godzina 10 rano. Słychać z bliska karabinowe strzały, najprzód jeden, potem drugi, trzeci, czwarty i coraz częściej. Dowiadujemy się, że rozpoczęła się akcja na nowo i objęty jest akcją blok, w którym mieści się nasz resort papierniczy, gdzie też w danej chwili się znajdowałem. Żona i córka były już o tej porze w wydziale żony (ewidencja) na pl. Kościelnym 4. Będąc na III piętrze resortu mogłem dobrze obserwować akcję w sąsiednim domu. Blok, który objęty był akcją, był ograniczony: parzysta strona Żydowskiej, parzysta Franciszkańskiej, nieparzysta Brzezińskiej i parzysta Kościelnej. W skład bloku wchodzi i budynek i ogrody Kripo, nasz resort, jak podałem wyżej, i jeszcze parę innych resortów. Trzeba oddać sprawiedliwość energii i działalności kierownika Z.[ysza] Ejbuszyca, który potrafił tak sprawę postawić, że do resortu nie wchodzono, gdyż zameldował, że są ludzie i pracują. Wprawdzie tylko żydowskie władze chciały wejść. Choć na ulicy stał [Erich] Czarnulla, a opodal [Hans] Biebow. Akcja odbywa się w ten sposób, że niemiecka policja (mówią, że miejska straż ogniowa) oczepia przeznaczony do ewakuacji blok, dając na postrach kilka lub kilkanaście strzałów. Idąca w ślad za nią żydowska policja wraz z żydowską strażą ogniową i kominiarzami wchodzi i krzyczy, by wszyscy zeszli na dół. Po paru minutach wlatują do poszczególnych mieszkań i sprawdzają, czy nie ma kogo. I oczywiście to zależy od poszczególnego policjanta względnie strażaka. Zamknięte mieszkania rzadko otwierają, ale jest dużo wypadków, gdzie wyłamywano drzwi, jest też dużo wypadków, że policjant, słysząc kogoś za drzwiami, udawał, że nikogo nie ma. Po skończeniu takich rewizji i odprowadzeniu znalezionych do tramwaju lub na punkt zborny, taki dom zostaje bardzo powierzchownie sprawdzany przez władze niemieckie.
[…]
Koło godz. 12-ej na ul. Żydowskiej akcja się skończyła, a koło 14-ej już w całym bloku, i akcję przeniesiono na drugą stronę mostu do bloku: Wesoła, Lutomierska, Rybna i Lomanowskiego, prawdopodobnie przeprowadzona w podobny sposób, jak i tu".
(s. 195-196)</document>
<document nplp_id="17802" title="ŻYTNIA 1/3" slug="zytnia-1-3">
&amp;nbsp;
Jakub Poznański
JA/ONI, II A
Maj 1941 (zapis 17 I 1943)
„12 maja 1941 przystąpiłem do obróbki ogrodu Żytnia 1/3 wziętego z [Jakubem?] Astem i [Lajbem] Chirurgiem do spółki. Warunki takie: Ast wkłada potrzebne pieniądze i za to dostanie połowę zysku, a [Lajb] Chirurg i ja po 25%. Przy czym ja za moją pracę mam pobierać 15 m tygodniowo. Wziąłem sobie do pomocy młodego [Z.?] Markowicza, nauczyciela żydowskiej szkoły ludowej, który w 1940 prowadził XIII grupę Hachszary. Jak później zobaczymy, ogród ładnie prosperował i przynosił nam dość ładny zysk, choć mnie dopingowano, iż niedobrze gospodaruję".
(s. 36)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17803" title="MARCIN SZCZYGIELSKI" slug="mariusz-szczygielski">Marcin Szczygielski urodził się 28 maja 1972 roku. Jest pisarzem, dziennikarzem i grafikiem, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 1998-2000 był dyrektorem artystycznym polskiej edycji miesięcznika „Playboy”, później dyrektorem kreatywnym portalu Ahoj.pl (2000–2002) oraz wydawnictwa Gruner+Jahr Polska oraz Instytutu Wydawniczego Latarnik. W latach 2006–2007 współprowadził program Pokojowe rewolucje na TVN, a w latach 2007–2008 pełnił funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Moje Mieszkanie”. Jego kariera dziennikarska związana była też z gazetą „Wprost”.

Debiutem literackim Szczygielskiego była powieść PL-BOY czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji (2003), opowiadająca o świecie mediów widzianym przez pryzmat życia redaktorów czasopisma dla panów. Temat kontynuował w następnej powieści – Wiośnie PL-BOYA. Mediów, tym razem z perspektywy redakcji miesięcznika dla kobiet, dotyczą także: Nasturcje i ćwoki (2005) oraz Farfocle namiętności (2006).

W 2007 r. ukazała się powieść gejowska Szczygielskiego pt. Berek, traktująca o zetknięciu dwóch światów: wyzwolonego geja Pawła i Anny, przedstawicielki moherowych beretów. Powieść została zaadaptowana przez autora w 2008 r. dla potrzeb teatru. Rok później na deskach warszawskiego Teatru Kwadrat miała miejsce premiera sztuki pt. Berek, czyli upiór w moherze w reżyserii Andrzeja Rozhina. Kontynuacją cyklu Kroniki Nierówności, zapoczątkowanego przez Berka, są opublikowane wiosną 2010 Bierki. W tym samym roku w warszawskim Teatrze Komedia premierę miała jego sztuka pt. Wydmuszka (reż. Tomasz Dutkiewicz), wystawiana później m.in. w Płocku i Łodzi. Premiera Furii, trzeciej sztuki Szczygielskiego, odbyła się 5 listopada 2011 na scenie Teatru Komedia. W 2013 r. w londyńskim The Mermaid Theatre odbyła się natomiast premiera kolejnej sztuki Szczygielskiego, pt. Kochanie na kredyt, w reżyserii Olafa Lubaszenki. Szczygielski jest również autorem albumowej monografii zespołu wokalnego Filipinki (2013), którego jedną z wokalistek była matka pisarza. W 2007 roku dokonał coming outu wraz ze swoim partnerem Tomaszem Raczkiem, z którym związany jest od 1994 r. W listopadzie 2008 Raczek i Szczygielski zostali wybrani najpiękniejszą parą roku w plebiscycie czytelników tygodnika „Gala”.

Największe uznanie zyskał jednak Szczygielski jako autor poczytnych i nagradzanych utworów dla dzieci i młodzieży. Powieść Omega (2009) została wyróżniona w II Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej w 2010 roku i trafiła na „Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej”. Została też wyróżniona przez Polską Sekcję IBBY – Międzynarodową Izbę ds. Książek dla Młodych – która uznała Omegę za najlepszą polską powieść dla młodzieży 2010 roku. Podobnie Za niebieskimi drzwiami (2010) otrzymała Nagrodę Donga (wcześniej „Dziecięcy Bestseller Roku”) przyznawanej przez Polską Sekcję IBBY i podobnie jak Omega, została wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej, z kolei Czarny młyn (2011), opowiadający o dzieciach z popegeerowskiej wioski, zmuszonych do starcia z bezosobowym złem, które opanowało ruiny pobliskiego kombinatu, zdobyła Grand Prix Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren, organizowanego w ramach akcji Cała Polska czyta dzieciom przez Fundację ABCXXI, zaś. W marcu 2013 nakładem Wydawnictwa Bajka ukazała się czwarta jego powieść skierowana do młodszego odbiorcy – Czarownica piętro niżej.

Arka czasu, czyli wielka ucieczka Rafała od wtedy przez kiedyś do teraz i wstecz (2013) jest piątą powieścią Szczygielskiego dla młodzieży. Napisana została na Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren organizowany w ramach akcji Cała Polska czyta dzieciom przez Fundację ABCXXI. Podobnie jak w poprzedniej edycji konkursu, i tym razem autor otrzymał zarówno Grand Prix jak i pierwszą nagrodę w kategorii wiekowej powieści przeznaczonych dla dzieci w wieku od 10 do 14 lat. W niektórych szkołach podstawowych Arka Czasu wybierana jest przez nauczycieli języka polskiego jako lektura dla klas VI. Powieść została przetłumaczona na język niemiecki i nakładem S. Fischer Verlag ukazała się pod tytułem Flügel aus Papier w lutym 2015 w Niemczech, Austrii oraz Szwajcarii. W 2016 ukazało się także tłumaczenie ukraińskie, w 2017 hiszpańskie, a w 2018 r. rosyjskie.
W 2016 r. Marcin Sczygielski został odznaczony przez MKiDN Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.</document>
<document nplp_id="17804" title="SIENNA – PAŃSKA 39 – TWARDA – CIEPŁA – GRZYBOWSKA – WALICÓW – ŻELAZNA – LESZNO 67 [TRASA]" slug="sienna-panska-39-twarda-ciepla-grzybowska-walicow-zelazna-leszno-67-trasa">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski 
F, II C

Luty 1942

„Do biblioteki [Leszno 67] idzie się tak: najpierw trzeba przejść przez nasze podwórko, a potem przez ulicę i przez następne podwórko po drugiej stronie. Tutaj jest salon kosmetyczny i laboratorium pana Adama Duchowicznego [postać rzeczywista, laboratorium ul. Pańska 39], w którym robi on różne kremy i inne kosmetyki. Tam zawsze mocno pachnie, ale nigdy nie wiadomo, czy zapach będzie przyjemny czy nie – istna loteria, jak mówi Dziadzio. Dzisiaj pachniało ładnie, chociaż trochę kręciło w nosie. Tuż obok laboratorium ma swoją pracownię krawiec, który ciągle się sprzecza z panem Adamem o te zapachy, bo mówi, że go przez nie głowa boli. Myślę, że może mieć rację, bo przecież jak się siedzi cały dzień, wąchając takie różności, to rzeczywiście można mieć dosyć. Po minięciu tego podwórka wychodzi się na ulicę i trzeba iść w lewo, przejść na drugą stronę i skręcić w Twardą, która biegnie po łuku. Po drodze są: sklep z delikatesami i zwyczajny sklep spożywczy, prowadzony przez państwa Szurman [Twarda 27], a zaraz obok – skup książek i księgarnia pana Mirskiego [Twarda 27]. Dochodzi się aż do pralni i tu znowu trzeba przejść na drugą stronę do budki z warzywami, a potem idzie się ulicą Ciepłą. Na Ciepłej nie ma nic szczególnie ciekawego oprócz mydlarni Kaminera [Ciepła 22/24] z krzywym, czerwonym szyldem. Trzeba dojść do skrzyżowania i znowu skręcić w lewo. Mija się sklep z meblami giętymi [Grzybowska 38]. Po bokach witryny, na murze, wymalowane są krzesła i duży napis „Kasiczak”, bo tak się nazywa właściciel sklepu. Gdy się dojdzie do skrzyżowania [z Waliców], tam, gdzie w chodniku jest wielka dziura, trzeba przejść na drugą stroną, skręcić w prawo i iść prosto przed siebie. Tu najlepiej za bardzo się nie rozglądać. Nie ma żadnych sklepów, tylko same warsztaty i kręci się dużo różnych ludzi, którzy chcą dostać pracę, oni na ogół nie są zbyt mili i wszystkich zaczepiają, a nawet potrafią coś zabrać człowiekowi siłą. Zawsze, gdy tędy idę, mam przy sobie jakąś książkę z biblioteki, więc najczęściej ten odcinek drogi staram się przebiec. Biegam szybko i raz dwa dobiegam do mostu [kładka na Chłodnej]. Przed mostem zwalniam, bo tu jest bardzo dużo ciekawych rzeczy do oglądania. Mnóstwo sklepików, mały bazar z ubraniami, a czasami nawet sprzedają tu kwiaty. Wbiegam po drewnianych schodach na most, szybko przechodzę nad ulicą, bo na moście nie można się zatrzymywać i jest zawsze okropny tłok. Ten most zbudowano zaledwie kilka dni temu, deski jeszcze pachną żywicą. Staram się iść blisko barierki i patrzę w dół, szczególnie jeśli akurat jedzie tramwaj. Ulicą w dole chodzą ludzie, ale inni, i zazwyczaj nie ma ich zbyt wielu. Po drugiej stronie ulicy schodzi się z mostu po schodach i wraca się na Żelazną – to niedaleko. Po drodze jest cukiernia pana Jagody, tam też pachnie, ale zawsze ładnie. Jest jeszcze kawiarenka Albatros [Chłodna 24] i wytwórnia pudełek z tektury pani Głowackiej. Pani Głowacka nosi bardzo dużo spódnic naraz i wełniany paltocik nawet w lecie – mówi, że ciągle jest jej zimno. Najczęściej siedzi sobie na krzesełku przy bramie i wypatruje w tłumie znajomych, bo bardzo lubi rozmawiać. Dziadzio mówi, że pani Głowacka dużo bardziej lubi rozmawiać niż robić pudełka – coś w tym jest.
Na rogu [Żelaznej i Chłodnej] skręca się przy cukierni Sommera. Znowu lepiej biec, bo i tu są same warsztaty i fabryczki – na przykład przetwórnia spożywcza Avilo [Żelazna 58a] i hurtownia marmolady Karmen [Żelazna 85]. A gdy się dobiegnie do skrzyżowania, to właściwie człowiek już jest u celu. Trzeba skręcić w prawo, po drodze jeszcze jest fabryka artykułów szklanych braci Starosznajder, a po drugiej stronie ulicy stoi kamienica, w której mieszczą się zakłady krawieckie i fabryka Browna i Rowińskiego [właśc. Brauna-Rowińskiego, później szop Schulza, Leszno 78] – gdyby pójść w tamtą stronę, za wysokimi oknami można by zobaczyć pracownię, w której różnie panie robią swetry i szaliki na specjalnych maszynach. Mija się jeszcze zakład jubilerski i już – Leszno 67. Tu trzeba wejść na podwórko otoczone kamienicami, wbiec po schodach na górę i jest się na miejscu. W bibliotece. To moje najbardziej ulubione miejsce w całej Dzielnicy.” [s. 8-10]</document>
<document nplp_id="17814" title="SIENNA- TWARDA- CIEPŁA- GRZYBOWSKA [TRASA]" slug="sienna-twarda-ciepla-grzybowska-trasa">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II C

„Dzisiaj jest trochę chłodniej, ale śnieg nadal nie pada. Na niebie nie ma chmur, słońce świeci nisko nad dachami kamienic. Przy laboratorium [Pańska 39] znowu dziwnie pachnie, krawiec robi awanturę… Jak zawsze biegnę Twardą, Ciepłą, skręcam w Grzybowską i… staję jak wryty. Na rogu Waliców i Grzybowskiej widzę jakieś zamieszanie. Mnóstwo ludzi biega, ktoś krzyczy. Nagle pada strzał, widzę mundury Morloków. Serce podchodzi mi do gardła, zawracam na pięcie i ruszam biegiem z powrotem do Ciepłej. Przystaję na rogu, oglądam się przez ramię– na końcu ulicy, pod murem, który oddziela Dzielnicę od Warszawy, nadal kłębią się ludzie. Co robić? Wracać do domu czy iść do biblioteki? Tylko jak tam dojść? Muszę dotrzeć do mostu, tylko którędy? Dzielnica jest ogromna, nie znam jej prawie…
– A, to ty – odzywa się ktoś tuż obok mnie. – Rafał, tak?
Spoglądam z przestrachem, lecz uspokajam się natychmiast. W bramie domu stoi Janka z biblioteki, uśmiecha się do mnie, jednak oczy ma poważne. Zerka na drugi koniec Grzybowskiej.
– Chciałem wymienić książkę – mówię. – Ale boję się iść tamtędy.
– Tamtędy lepiej nie. – Kiwa głową Janka. – Idź do Krochmalnej, a potem do Żelaznej.
Patrzę na nią z zakłopotaniem.
– Do Krochmalnej? – pytam niepewnym głosem. – A którędy?
Janka spogląda na mnie z lekkim zdziwieniem.
– A z której ty ulicy jesteś?
– Z Siennej.
– Ach, z Siennej – stwierdza takim tonem, jakby to wszystko tłumaczyło. – Do Siennej masz stąd blisko. Lepiej dziś wróć do domu. Przyjdź po książkę jutro, będę w bibliotece.
– Dopiero jutr? – mówię z wyraźnym zawodem w głosie.
Co ja będę robił do jutra? Może przeczytam „Wehikuł czasu” drugi raz… Nagle niedaleko nas ktoś zaczyna krzyczeć.
– Zejdź z ulicy – mówi szybko Janka i wciąga mnie do bramy.
Wbiegamy na podwórko, po którym kręci się mnóstwo dzieci i kilkoro młodych ludzi. Janka wygląda jeszcze raz na Grzybowską, potem przymyka lekko ciężko skrzydło bramy.” [s. 38-40]</document>
<document nplp_id="17815" title="GRZYBOWSKA/CIEPŁA (jadłodajnia Centosu), róg ulic" slug="grzybowska-ciepla-jadlodajnia-centosu">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II C

„– Poczekaj. – Zatrzymuje mnie. – Nie jesteś czasem głodny?
Oczywiście, że jestem. Czy ona się urwała z choinki? Nie odpowiadam, tylko patrzę na nią wymownie. Uśmiecha się.
– To chodź. Zjesz zupę.
– Zupę? Ale ja nie mam czym zapłacić…
– Nie szkodzi – mówi Janka, kładzie mi rękę na ramieniu i prowadzi przez tłum.
Wchodzimy do niskiej, ciemnej sali, w której ustawione są długie ciągi stołów. Niektóre z nich pozbijano z desek, inne to zwyczajne stoły do jadalni, takie jak w mieszkaniu. Krzesła też są różne. Prawie wszystkie są zajęte, słychać tylko mlaskanie i siorbanie. Nikt się nie odzywa, wszyscy patrzą w talerze, pochylają się nad nimi nisko. Większość ludzi poubierana jest w jakieś szmaty, ale widzę też kilka pań i panów w jesionkach i płaszczach. Jednak najwięcej jest tu dzieci. Pachnie brzydko. Nie chcę tu być, ale chcę jeść.
– Dajcie mu porcję – Janka odzywa się do dwóch dziewczyn stojących obok ogromnych garnków z przykrywami na zawiasach.
– Ale on… – zaczyna jedna z nich, przyglądając mi się spod surowo ściągniętych brwi, jednak Janka jej przerywa:
– W porządku.
Wyjmuje z kieszeni żakietu monetę i wrzuca ją do dużej, prostokątnej puszki z napisem „Proszek do pieczenia Liliput”. Puszka ma wycięcie w pokrywce, jak skarbonka. Pani Aniela ma w kuchni taką samą puszkę – tylko bez wycięcia. Trzyma w niej fotografie. Jedna z dziewczyn wyjmuje spod stołu emaliowaną miskę, przeciera ją szmatką. Otwiera pokrywę kotła i nalewa zupę. Janka prowadzi mnie wzdłuż stołów, znajduje wolne miejsce, stawia miskę, obok kładzie łyżkę. Wycieram łyżkę w rękaw kurtki i zaczynam jeść. Zupa ma mętny, brązowy kolor, jest niesłona i gorąca. Pływają w niej kawałki ziemniaków, kasza, kilka plasterków marchewki. Zjadam ją błyskawicznie, nie umiem się opanować, siorbię głośno, chociaż wiem, że to nieładnie. Nie wiem, dlaczego chce mi się płakać” [s. 40-42]

F, II C

„Dziadzio wzdycha, kładzie rękę na moim ramieniu.
– Pewnie jesteś głodny.
– Jestem. – Kiwam głową. – Ale nie tak bardzo bardzo. Janka dała mi zupę.
– Jak to dała ci zupę? Byłeś u niej w domu?
– Nie. Byłem z nią w restauracji.
– W restauracji? – Dziadzio przystaje, kładzie drugą rękę na moim ramieniu, obraca mnie przodem do siebie i patrzy mi uważnie w oczy. – W jakiej restauracji?
– Nie wiem. – Wzruszam ramionami i zaczynam czuć się trochę nieswojo.
– Gdzie to było?
– Na rogu Grzybowskiej i Ciepłej, w podwórzu. Tam było dużo dzieci.
– To była kuchnia Centosu! – prawie wykrzykuje Dziadzio. – Jadłodajnia dla biednych!
– Wcale nie! Janka zapłaciła pieniążkiem! Wrzuciła go do puszki. Skoro trzeba płacić pieniądzem, to nie jest dla biednych. Jeść mi się chciało!
Dziadzio przesuwa dłonią po swojej twarzy, milczy przez chwilę, a ja się robię bardzo zły. W końcu byłem głodny! I co to komu szkodzi, że zjadłem zupę? Wcale nie była jakaś nadzwyczajna!
– Rafał – wreszcie odzywa się cicho Dziadzio – ta zupa jest dla biednych.
– My też jesteśmy biedni!
– To jest zupa dla takich dzieci, które nic nie mają, rozumiesz? Tylko tę zupę. Ich jest bardzo dużo. Ty masz mnie, masz jedzenie w domu. Przez to, że zjadłeś tam, jakieś dziecko, które nie ma niczego, może nawet nie ma swojego domu, dziś nic nie zje. Rozumiesz to?
Zaciskam mocno usta i patrzę na niego z wściekłą miną.
– To były bardzo wielkie garnki – mówię zły. – Ogromne! Nic prawie nie ubyło przez tę moją jedną maleńką…” [s. 44-46]</document>
<document nplp_id="17816" title="GRZYBOWSKA &amp;#8211; CIEPŁA &amp;#8211; TWARDA &amp;#8211; PAŃSKA [TRASA]" slug="grzybowska-ciepla-twarda-panska-trasa">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II C

„Janka wyprowadza mnie przez bramę na Grzybowską. Tłum kłębiący się na końcu ulicy jest nieco mniejszy, ale nadal ludzi jest mnóstwo i słychać ich zdenerwowane głosy.
– Wiesz – odzywa się Janka – lepiej daruj sobie dzisiaj tę bibliotekę. Odprowadzę cię na Sienną.
– Dlaczego? – pytam.
– Na wszelki wypadek. Zresztą ja też idę do domu. Mieszkam przy Śliskiej, zaraz obok domu dla sierot Janusza Korczaka, nie muszę więc nawet nadkładać drogi.
Skręcamy w Ciepłą, Janka podaje mi rękę. Nigdy jeszcze nie trzymałem za rękę nikogo innego poza Dziadziem, a przynajmniej tego nie pamiętam. Dziwne uczucie. Trochę jestem tym zawstydzony, ale dotyk ręki tej dziewczyny sprawia, że czuję się bezpiecznie. Dochodzimy do Twardej, potem do Pańskiej. Robimy zaledwie kilka kroków, gdy dostrzegam Dziadzia, który biegnie w naszą stronę. Ma rozpięty płaszcz i gołą głowę. Na mój widok zatrzymuje się raptownie, spogląda z niepokojem na Jankę, potem na moją dłoń w tej dłoni.
– Odprowadzam go – wyjaśnia. – Pan jest dziadkiem Rafała?
– Tak.
Dziadzio szybko chwyta mnie za ramię, przyciąga do siebie. Puszczam dłoń Jankii wkładam rękę do kieszeni kurtki.
– Dziękuję – mówi Dziadzio – Do widzenia.
– Niech pan poczeka. – Janka wyjmuje jakąś karteczkę, podaje jąDziadziowi. – Pracuję w bibliotece dla dzieci na Lesznie [67]. Gdyby coś, tu jest mój adres.” [s. 42-43]</document>
<document nplp_id="17819" title="SIENNA &amp;#8211; CHŁODNA [TRASA]" slug="sienna-chlodna-trasa">

Marcin Szczygielski
F, II C

„W poniedziałek przeprowadzamy się do nowego pokoju przy Chłodnej. Ciągniemy z Dziadziem wózek środkiem ulic. Wszystko się na nim zmieściło, bo nie musieliśmy zabierać ani szafy, ani stołu, ani tapczanu. W nowym pokoju podobno są mele, a nawet dwa łóżka, więc teraz będę spał sam. Kiedyś już spałem sam, to było bardzo dawno temu, gdy całe mieszkanie przy Siennej należało tylko do Dziadzia, ale ledwo to pamiętam.
Zabraliśmy dwie walizki z ubraniami dziadka i jedną z moimi. Pościel, krzesło, garnki i talerze. Obraz znad tapczanu, na którym jest moja babcia, żona Dziadzia, której nigdy nie poznałem, bo umarła wiele lat temu. Zabraliśmy też pęknięty globus, na którym uczę się geografii, kapę z łóżka, książki z nutami, zasłony i jeszcze jakieś inne rzeczy. I oczywiście skrzypce Dziadzia. Wózek jest wyładowany z czubkiem. Mnóstwo ludzi się akurat wyprowadza z Siennej, nie jesteśmy wcale jedyni. Niektórzy mają dużo więcej rzeczy niż my, a inni znacznie mniej. Najbardziej mi szkoda balkonu i pani Brylant. W nowym pokoju podobno nie ma balkonu, a pani Brylant z mężem, synami i szwagierką przeprowadzają się na ulicę Bagno. Nie wiem, gdzie to jest, pewnie daleko – nieprędko się zobaczymy.” [s. 47-48]</document>
<document nplp_id="17823" title="CHŁODNA &amp;#8211; LESZNO &amp;#8211; KARMELICKA &amp;#8211; MIŁA [TRASA]" slug="chlodna-leszno-karmelicka-mila-trasa">
&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II D

„Pani do której idziemy, mieszka przy ulicy Miłej. To bardzo daleko od nas – dużo dalej niż do biblioteki. Idziemy ponad pół godziny, przepychamy się przez tłum. Riksza za rikszą, hałas, krzyk. Przekupki sprzedają chleb, trzymają go w drucianych klatkach, żeby nie można było go ukraść. Sprzedają też cukierki z sacharyny i miękkie, przywiędłe warzywa. Galaretkę z końskich kości, placki z małych rybek, na które mówi się „śmierdziuchy”. Galaretka kosztuje dziesięć groszy za porcję, placek – trzydzieści, a z kromką chleba – czterdzieści. I oczywiście rzeczy. Wszyscy sprzedają jakieś rzeczy. Zegarki, książki, ubrania, grzebienie, filiżanki, poduszki. Między sprzedawcami kręcą się dzieci, na chodnikach, pod murami domów, siedzą żebracy – jedni proszą grzecznie o datki, inni krzyczą. Jeszcze inni tylko siedzą i patrzą w ziemię. Ktoś śpiewa, ktoś gra na organkach, ktoś tańczy w tłumie. Kręci mi się w głowie. Jest bardzo ciepło, a mam na sobie dwie koszule, sweter i wełniane spodnie. Pot płynie mi po nosie.
Przystajemy na chwilę na skrzyżowaniu [Leszno / Karmelicka – jak wynika z dołączonej do II wyd. mapy – B.K.], bo robi się zator – z jednej strony nadjeżdża tramwaj konny, na który mówi się kohnhellerka, z drugiej czarny karawan z napisem „Pinkiert” na boku, a tu na samym środku ulicy w jednej z riksz łamie się oś. Wszyscy zatrzymują się, wybucha awantura. Ludzie biegną ze wszystkich stron, żeby zobaczyć, co się dzieje. Ktoś spycha nas pod mur kamienicy, Dziadzio przyciska skrzypce do piersi, przyciąga mnie do siebie. Jacyś chłopcy śmieją się głośno.
Obok jest brama, w bramie – mały straganik rozłożony na złamanej podstawie maszyny do szycia. Przyglądam się, jak młoda kobieta w kolorowej chustce na głowie ogląda lusterko z długą rączką i pięknym bukietem kwiatów namalowanym na odwrocie.
– Pani, gdzie dwa złote?! Jakie dwa złote?! To szmelc przecież. Pęknięte, o!
– Nikt nie każe brać. – Wzrusza ramionami właścicielka straganiku. – Przymusu nie ma.
– Ale jak to tak można? – oburza się pani. – Potłuczony rupieć pani wykłada w nadziei, że się jaki naiwny trafi. Dwa złote! To oszustwo!
– Moja miła pani – odpowiada spokojnym głosem sprzedawczyni – ani to nie jest towar, ani to nie jest sklep. Ani pani nie jesteś klientka, ani ja nie jestem kupcowa. Ani ja pani nie sprzedaję, ani pani nie kupujesz, bo przecież te papierki to żaden pieniądz. Pani nie tracisz, ja nie zarabiam. Gdzie tu oszustwo? Po co? Tyle tylko, że coś trzeba robić. Nie? [Na podstawie: Janusz Korczak, Pamiętniki i inne pisma z getta, Instytut Książki, Warszawa 2012, s. 72 – przyp. aut.]
Słońce znika za chmurą. Ulica tonie w szarości. Wszystko staje się szare, nawet kolorowa chustka na głowie pani targującej się o lusterko traci barwy. Szarzeją ludzie, kamienie i nawet chleby zamknięte w drucianych klatkach, jak egzotyczne ptaszki, też stają się szare – niczym kostropate, ciężkie sztaby ołowiu. Tramwaj rusza wreszcie, chud koń z wysiłkiem zapiera się kopytami o bruk ulicy. Karawan, ciągnięty przez dwóch mężczyzn, znika za rogiem.
– Musimy iść – mówi dziadek.” [s. 73-75]</document>
<document nplp_id="17827" title="LESZNO 84" slug="leszno-84">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II D

(kwiecień 1942)

„– Wszystko jest uzgodnione. Wachę przy bramie od Świętojerskiej ma Lutek, przepuści was. Ale on kończy o szóstej rano.
– Nie będziemy ryzykować. – Kręci głową Stella. – Jeśli ktoś nas zauważy w nocy, od razu się połapią. Zobaczcie, jak ten chłopak wygląda, a do tego takie włosy… Pójdziemy w dzień, w dzień będziemy mieli szansę – nikt nie uwierzy, że chłopak ucieka z getta z takimi włosami, bo to tak absurdalne, że aż niemożliwe. Najciemniej jest pod latarnią. Najprościej byłoby przejść przez sądy, ale nie w tej sytuacji. Nie wymkniemy się niepostrzeżenie, każdy na niego zwróci uwagę.
– Może mu chustkę zawiązać? – proponuje Sonia. – Albo jakąś większą czapkę dać…
– Jest inna droga.
– Jaka? – pyta Dziadzio niespokojnie.
– Przejdziemy przez dom Arbeitsamtu [Leszno 84], za małą kładką na wysokości pierwszego piętra. Tam jest niestrzeżona brama. To znaczy nie ma Niemców ani policji. Stróż pilnuje, ale można się z nim dogadać.” [s. 85-86]</document>
<document nplp_id="17828" title="MIŁA &amp;#8211; ŻELAZNA &amp;#8211; LESZNO 84 [TRASA]" slug="mila-zelazna-leszno-84">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II D

(Kwiecień 1942)

„Potem poszliśmy. Na ulicach Dzielnicy już był ruch, ale inny niż popołudniowy. Mniej sprzedawców, więcej pośpiechu – zaspani ludzie biegli do pracy. Więcej też było żebraków, a może po prostu bardziej ich było widać. Leżeli pod ścianami, przykryci papierami. Stella prowadziła mnie skrajem trotuaru, jak najdalej od nich.
Doszliśmy szybko do skrzyżowania Leszna i Żelaznej. Potem wspięliśmy się na drewnianą kładkę przerzuconą nad ulicą i dotarliśmy do budynku biura pośrednictwa pracy [Leszno 84], które właściwie było już poza Dzielnicą. Kładka przechodziła nad murem – zobaczyłem go z góry i wtedy dostałem tych dreszczy. Biuro było jeszcze zamknięte, ale Stella pukała do drzwi tak długo, aż wreszcie uchyliły się i wyjrzała przez nie jakaś pani w siateczce na głowie. Ta pani była gruba, a w Dzielnicy rzadko widuje się grube osoby, więc się na nią okropnie gapiłem – wcale nie mogłem przestać.
– Czego? – zapytała pani, mrużąc oczy.
– Ja do męża – powiedziała Stella.
Pani przyjrzała się Stelli, potem spojrzała na mnie. Zrobiła okrągłe oczy – przez te moje pomarańczowe włosy – i zagapiła się na mnie. Ja się gapiłem na nią, a ona na mnie. Wydawało mi się, że to trwa i trwa. Stella poruszyła się niespokojnie.
– Może pani męża poprosić?
Gruba pani wyrwała się z osłupienia i zatrzasnęła drzwi. Przez długą chwilę nic się nie działo. Nagle rozległ się szczęk klucza obracanego w zamku i w wejściu pojawił się starszy pan z wąsami – też był gruby, ale nie tak jak jego żona. Popatrzył na Stellę, skinął głową i wpuścił nas do środka.
– Poczekaj tu – powiedziała do mnie Stella i odeszła ze stróżem kilka kroków dalej.
Rozmawiali cicho, nic nie słyszałem. Dozorca kręcił głową, Stella wyjęła coś z kieszeni, wcisnęła mu do ręki. Wreszcie skinęła na mnie ręką. Poszliśmy za dozorcą, który przeprowadził nas przez jakiś korytarz, później schodkami w dół, aż dotarliśmy do drugiej bramy. Potężne drzwi były zabite deskami, ale w jednym ze skrzydeł pozostawiono czynną wąską furtkę. Dozorca przekręcił wielki klucz w zamku pod powykręcaną żelazną klamką i odszedł dwa kroki w bok, odwracając się do nas plecami. Wymknęliśmy się przez furtkę, która zamknęła się za nami niemal natychmiast, i rozległ się znowu szczęk przekręcanego w zamku klucza. Wydał mi się strasznie głośny w pustym, ponurym zaułku.
– I już? – zapytałem.
– Co już? – odpowiedziała pytaniem Stella.
– Wyszliśmy z Dzielnicy? Ot tak sobie?
– To był najłatwiejszy etap – stwierdziła Stella” [s. 89-91]</document>
<document nplp_id="17832" title="PLAC ZAMKOWY" slug="plac-zamkowy-2">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, II D

„Za każdym razem, gdy Emek wraca z miasta, pytam go, czy nie wie, co się dzieje w Dzielnicy, ale zbywa mnie i nie odpowiada. A przecież musi coś wiedzieć. Wiem już, że spotkał się ze swoimi kolegami sprzedającymi papierosy na placu Trzech Krzyży. Ma też innych znajomych, którzy próbują handlować na placu pod kolumną Zygmunta i na Starym Mieście. Mieszkają w podziemiach zrujnowanego Zamku Królewskiego, podobno opiekują się tam małą dziewczynką. Ci z placu Trzech Krzyży nie mają stałej kryjówki – śpią w ruinach na Saskiej Kępie, na klatkach schodowych domów, czasami na strychach.” [s. 202]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17834" title="PLAC TEATRALNY – OGRÓD SASKI – PLAC ŻELAZNEJ BRAMY – ZIELNA – ZŁOTA – SOSNOWA – SIENNA [TRASA]" slug="plac-teatralny-ogrod-saski-plac-zelaznej-bramy-zielna-zlota-sosnowa-sienna-trasa">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, III A

(Sierpień 1942)

„Teraz już trochę mniej się boję. Przypominam sobie swoją starą zabawę w Podróżnika, którą wymyśliłem sobie podczas poprzedniej wędrówki przez Warszawę – ale ze mnie był wtedy dzieciak. Idę, podskakując, ręce trzymam w kieszeniach. Pogwizduję sobie nawet cicho, chociaż nie za bardzo mi to wychodzi. Ale na wszelki wypadek nie patrzę ludziom w oczy – patrzę pod nogi. Mijam plac Teatralny, na którym kręci się wielu Morloków. Dochodzę do Ogrodu Saskiego, idę w cieniu drzew. Ulica jest wąska. Gdy widzę przed sobą patrol, przystaję w bramach i czekam, aż przejdą. Mija południe, gdy docieram do placu Żelaznej Bramy. Już widać mury Dzielnicy, znowu ściska mnie w żołądku. Chce mi się pić, ale boję się coś kupić. Trafiam na pompę przy jednym z domów, nabieram wody w dłoń. Jest lodowata i słodka. Którędy teraz? Gdybym poszedł prosto, doszedłbym do Hal Mirowskich. Dalej jest Chłodna, ale to na nic. Skręcam w lewo i idę ulicą równoległą do Marszałkowskiej. Według tego, co mówiła pani w chustce, ta ulica powinna nazywać się Zielna – nie mogę tego sprawdzić, bo napisy są po niemiecku.
– Dojdzie pani do Złotej – tłumaczy jakiś młody mężczyzna grubej, spoconej babinie z dwoma tobołkami w rękach. – Pierwsza poprzeczna będzie Sosnowa…
Sosnowa! To koło naszego dawnego domu! Ależ mam szczęście. Tylko która to Złota? Pierwsza ulica po prawej jest przegrodzona murem. Następna też. Trzecia! To musi być ta ulica. Między Złotą a Sienną było kilka podwórek, przez które podobno dawało się przedostać. Tamtędy dzieciaki szmuglowały jedzenie do Dzielnicy. Tylko jak znaleźć te podwórka? Pani w chustce powiedziała, że na Siennej mają mieszkać Polacy. Myślałem, że muru już tu nie będzie, ale stoi nadal. Biegnę ulicą, skrzyżowanie – znowu mur, ale… Poznaję! To Sosnowa! A tam, widoczne w prześwicie, stoją kamienice przy Siennej. Tu zaraz jest Café Hirschfeld! Mnóstwo ludzi na ulicy, przeciskam się między nimi, przytrzymuję chleb pod koszulą. Może ta brama będzie dobra? Wpadam na podwórko. Nie, przegrodzone murem. Nie widać w nim żadnego wyłomu. Muszę sprawdzić następne. Znowu mur. Trzecie. Przebiegam przez podwórko, jakaś pani trzepie chodnik na balkonie. Druga brama, kolejne podwórko. Znowu mur, ale trochę niższy. Z boku okrągła klatka schodowa, daszek nad wejściem, przy nim rynna. Nic trudnego, w zoo nabrałem wprawy we wspinaczkach – nasz bunkier pod dachem pawilonu żyraf był znacznie wyżej. Rozglądam się czujnie, nikogo nie widać, ale ktoś przecież może przyglądać mi się z okna, ukryty za firanką. Odczekuję kilka sekund. Spokój. Raz kozie śmierć! Podbiegam do rynny, wspinam się, opierając stopy o metalowe haki mocujące ją do ściany. Po chwili jestem na daszku nad wejściem do kamienicy. Trzy kroki i szczyt muru jest tuż przy mnie. Większą jego część pokrywa warstwa wyschniętej gliny z powbijanymi w nią ostrymi kawałkami potłuczonego szkła, ale mur przy samym daszku jest czysty – ktoś na pewno musiał tędy przechodzić, oczyścił cegły. Przytrzymuję się krawędzi zagłębienia w ścianie, ostrożnie robię duży krok i stoję na murze. Co jest po drugiej stronie? Przykucam. Pół metra niżej widzę niski okap nad oknem. Schodzę szybko i schylam się – z tamtej strony już mnie przynajmniej nie widać. Ale co teraz? Nie zeskoczę, bo to zbyt wysoko, boję się. Zaciskam palce na chropowatych cegłach, oglądam uważnie mur. Jest! Poniżej okapu widzę wgłębienie w murze. Potem parapet i już można skoczyć. Udało się! Stoję na podwórku w Dzielnicy!” [s. 226-229]</document>
<document nplp_id="17835" title="SIENNA – PAŃSKA 39 – TWARDA – CIEPŁA – CHŁODNA [TRASA]" slug="sienna-panska-39-twarda-ciepla-chlodna-trasa">

&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
F, III A

(Sierpień 1942)

„Przekradam się przez podwórko, wyglądam z bramy na ulicę. To nasz dom! I nasz balkon, widzę go stąd wyraźnie. Przez środek ulicy [Siennej] biegną zasieki – kłęby drutu kolczastego, przymocowane do zbitych w krzyże belek. Nikogo nie widać. Z oddali słychać jakiś gwar, krzyki. Stłumione wystrzały karabinów. Nie słyszałem ich, gdy tu szedłem, a może po prostu nie zwróciłem uwagi?
Przyglądam się z uwagą zasiekom, szukając miejsca, w którym udałoby mi się je pokonać. Tędy! Schylony, wybiegam na ulicę, docieram do zasieków. Kłąb drutu odgięto, między nim a brukiem jest przerwa. Kładę się na plecach i odpycham nogami. Prędko! Podpieram druty, jeden z kolców rani mnie w rękę. Pełznę jak wąż i po chwili jestem po drugiej stronie. Dopadam naszej starej bramy, wbiegam na podwórko. Wszystkie rośliny uschły. Okna są pootwierane, smętnie powiewają postrzępione firanki. Wygląda to jak po przejściu huraganu – wszędzie leżą jakieś połamane przedmioty, podarte ubrania, potłuczone talerze. Następne zasieki przedzielają podwórko, ale stoją krzywo – między nimi a murem został przesmyk. Okno laboratorium chemicznego pana Duchowicznego [Pańska 39] są powybijane, wszędzie leży szkło. Pracownia krawiecka pusta. Wybiegam na Śliską. Tumany pierza, połamane wózki, riksze. Pootwierane walizki. Biegnę znajomą drogą, przemierzałem ją tyle razy. Jakbym biegł do biblioteki. Tyle tylko , że choć droga jest znajoma, wydaje mi się, jakbym był w obcym miejscu. Nigdy nie widziałem tych ulic pustych – one nigdy nie były puste. Nie ma nawet leżących pod ścianami kamienic żebraków, a przecież żebracy byli zawsze! To jak sen, wszystko wydaje się mało prawdziwe.
Przemierzam pędem Twardą, która biegnie po łuku. Po drodze jest sklep z delikatesami – bez delikatesów – i zwyczajny sklep spożywczy państwa Szurman – bez witryn i półek. Zaraz obok skup książek i księgarnia pana Mirskiego – drzwi szeroko otwarte, na ziemi sterty podartych książek. Wiatr przesuwa kartki po chodnikach. Pralnia zabita deskami, resztki budki z warzywami. Ciepła. Na Ciepłej nie ma nic. Krzywy, czerwony szyld mydlarni Kaminera leży połamany na bruku. Skrzyżowanie. Sklep z meblami giętymi wypalony, zostały tylko wymalowane po bokach na murze krzesła i osmalony napis „Kasiczak”. Tu w chodniku jest wielka dziura. Biegnę. Mały bazar, który teraz wygląda jak pobojowisko. Sklepiki z powybijanymi witrynami. Tam był most. Chłodna. To już niedaleko. Gdzieś z boku słyszę miarowe uderzenia maszerujących Morloków – łatwo je rozpoznać, buty są podkute. Nie oglądam się jednak za siebie, biegnę, choć brakuje mi tchu. Nasz dom. Wpadam do bramy, przedzieram się przez wywleczone z mieszkań połamane meble, pocięte materace. I walizki – wszędzie leżą porozwalane walizki. Serce bije mi jak młotem. Wbiegam na klatkę schodową, pędzę po schodach, przeskakując przez sterty ubrań, podarte kołdry, zasłony. Drzwi naszego mieszkania, wyrwane z zawiasów, wiszą krzywo w futrynie. Przedpokój…
– Dziadzio? – wołam i kulę się na dźwięk własnego głosu, bo brzmi tak obco, tak piskliwie.
Pokój otwarty. Potężne biurko stoi tak, jak stało. Ktoś powyciągał wszystkie szuflady i rzucił na podłogę, ale niczego w nich nie ma. Moje łóżko przewrócone na bok. Łóżko dziadka, to z owalnym medalionem i obrazem z palmami, odsunięte pod ścianę. Szeroko otwarta szafa, puste półki. Nic tu nie ma, został tylko mój stary globus, rozbity – przedzielił się na pół. Wygląda jak skorupki rozbitego ogromnego jajka. Jaja dinozaura. Nie ma żadnych rzeczy, nie ma pościeli. Żadnych śladów.” [s. 229-233]</document>
<document nplp_id="17836" title="CHŁODNA– ŻELAZNA – CIEPŁA– TWARDA– PAŃSKA 39 – SIENNA – ZŁOTA [TRASA]" slug="chlodna-zelazna-ciepla-twarda-panska-39-sienna-zlota-trasa">
&amp;nbsp;
Marcin Szczygielski
III A, F

(Sierpień 1942)

„Wybiegam na ulicę [Chłodną]. Na pewno są inne przejścia przez mur, ale ich nie znam, a nie mam czasu, żeby szukać. Dokąd poszli ci mężczyźni i Morlokowie? Nie wiem. Muszę dotrzeć na Sienną, wiem, jak tamtędy się wydostać z Dzielnicy.
Niebo staje się coraz jaśniejsze, mury kamienic szarzeją w mroku. Biegnę do mostu, bo drogę stamtąd znam na pamięć.
Dawny bazar, sklepiki. Warsztaty przy Żelaznej. Meble gięte Krasiczaka. Skrzyżowanie – już widzę połamany czerwony szyld mydlarni [Ciepła 22/24], leżący na bruku pod ścianą kamienicy. Pralnia – deski, którymi była zabita witryna, i drzwi wejściowe leżą na chodniku, w środku mruga światło. To oni! Serce podchodzi mi do gardła, biegnę szybciej. Ktoś krzyczy za mną, pada strzał. Huk jest ogłuszający wraca echem odbitym od ścian. Kula uderza w tynk, czuję na twarzy deszcz drobnych kamyczków i krzyczę cicho, odruchowo uskakując w bok, ale nie staję. Pędzę, jakbym miał skrzydła u ramion. Książki pana Mirskiego bieleją na ulicy, wybite okno wystawy sklepu z delikatesami. Twarda skręca łagodnym łukiem. Dopadam bramy, wbiegam na podwórko. Pod butami chrzęści szkło z rozbitych probówek pana Duchowicznego [Pańska 39]. Druga brama, nasze stare podwórko. Przeciskam się w pośpiechu pod zasiekami z drutu kolczastego na Siennej, kaleczę sobie dłonie, ale nie zwracam na to uwagi. Które to było podwórko? Tam jest salon kosmetyczny więc chyba to… Tak! Zręcznie jak małpa wspinam się po wgłębieniach w murze, staję na okapie. Jeden krok i skaczę w dół. Spadam na podwórko, przewracam się na kolana i osuwam na ziemię. Leżę na plecach, znowu brakuje mi tchu. Niebo blednie wysoko nade mną, otoczone czarnymi krawędziami dachów kamienic stojących wokół podwórka. Czuję się bezpieczny, ale przecież wcale tak nie jest. Leżę przez chwilę, podnoszę się i otrzepuję ubranie. Głębiej wciskam czapkę na głowę i ostrożnie przemykam przez bramę. Jestem na Złotej. Ulica jest całkiem pusta, ale na pewno wielu ludzi już wstało. Zaraz wyruszą w drogę do pracy. Muszę się spieszyć.” [s. 247-248]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17837" title="HELENA SZERESZEWSKA (1891-1978)" slug="helena-szereszewska-1891-1978">Mapa doświadczenia przestrzeni Heleny Szereszewskiej po stronie aryjskiej</document>
<document nplp_id="17863" title="BOGDAN WOJDOWSKI" slug="bogdan-wojdowski">Bogdan Wojdowski urodził się 16 listopada 1930 roku w Warszawie. Jego dzieciństwo naznaczone było doświadczeniem warszawskiego getta, z którego udało mu się wydostać latem 1942 roku. Do końca wojny ukrywa się pod nazwiskiem Kamiński na terenie Warszawy oraz pod Wyszkowem. Po wojnie przebywa m.in. w Lublinie i Karpaczu. Na stałe powraca do Warszawy w 1947, gdzie kończy liceum a w 1949 roku rozpoczyna studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów nawiązuje współpracę m.in. z tygodnikiem „Wieś”, w której zamieszcza swoją pierwszą recenzję literacką oraz reportaż Pierwsze dni w Konotopie (1952). Pierwsze opowiadanie zatytułowane Poszukiwanie opublikował w miesięczniku „Twórczość” w 1956 roku. Od tego czasu publikuje liczne recenzje, felietony, fragmenty prozy m.in. w „Współczesności”, „Życiu Literackim”, „Teatrze” i „Twórczości”. Umiera śmiercią samobójczą 21 kwietnia 1994 roku[1].

Chleb rzucony umarłym to najsłynniejsza i ciesząca się największym uznaniem[2] powieść Wojdowskiego wydana po raz pierwszy w 1971 roku. Chociaż bazuje na doświadczeniach autora z warszawskiego getta nie może być z nimi jednoznacznie utożsamiana. Autor wyposaża bowiem swojego bohatera – kilkuletniego Dawida, który wraz z rodzicami przeprowadza się na ulicę Krochmalną – w „ponadjednostkowy” zmysł obserwacji. Przestrzeń ukazana w powieści ma ze wszech miar cechy przestrzeni doświadczanej jednostkowo, równocześnie ma ona dużo bardziej zuniwersalizowany charakter niż mogłaby na to wskazywać możliwość percepcji kilkuletniego chłopca. Inaczej mówiąc, Dawid jest narracyjnym wehikułem umożliwiającym połączenie osobistych doświadczeń wyniesionych z getta przez Wojdowskiego z bardziej ogólną refleksją nad przestrzenią getta. Przykładem takiego zabiegu jest „sposób istnienia” muru odgradzającego getto od „strony aryjskiej”. Stanowi nie tylko realną, fizyczną ale również symboliczną, mentalną i emocjonalną granicę. Definiuje on wszystko, co dzieje się w granicach getta, bo obecny jest zawsze, nawet wtedy, gdy pozostaje poza zasięgiem spojrzenia. Jednakże w mentalnym doświadczeniu przestrzeni Dawida dużo ważniejszą rolę (przynajmniej do czasu pierwszego przejścia przez mur) odgrywa najbliższe jego miejscu zamieszkania otoczenie. Punkt widzenia zakotwiczony jest na ulicy Krochmalnej: to tam znajduje się centrum całej doświadczanej rzeczywistości. Większość wydarzeń rozgrywa się w pobliżu miejsca zamieszkania Dawida i rodziców: na Waliców, Żelaznej, przy wasze na Chłodnej. I chociaż obszar tzw. małego getta oddzielony jest od reszty przestrzennie, a łącznik między obydwoma stanowi (od pewnego momentu) słynna kładka, to skupienie się na południowej części getta nie wynika z trudności komunikacyjnych (na pewno nie przede wszystkim z tego powodu), jakie sprawiało poruszanie się między obydwiema częściami. Ograniczenie to spowodowane jest perspektywą dziecka, dla którego większość świata zamyka się wśród najbliższych ulic i to one wyznaczają w tym wypadku horyzont doświadczenia. Obserwacja ta potwierdza się również wtedy, gdy wracamy poprzez retrospekcje do wcześniejszego, przedwojennego miejsca zamieszkania Dawida na Srebrnej. Wspomnienia z tego okresu skupiają się wokół znajdującej się w pobliżu stacji kolejowej oraz kilku najbliższych ulic. Świat dźwięków lokomotyw doskonale słyszalnych z okien, zabawy z kolegami na bocznicach są kluczowe dla przedwojennych doświadczeń Dawida i sposobu konstruowania wspomnień. Gdy narrator porzuca perspektywę bohatera (co jest znakiem wspomnianej już próby uniwersalizacji), horyzont opisu nadal wyznacza to, co dla niego bliskie i dalekie. Miejsca znajdujące się po drugiej stronie kładki wydają się rozmazane, niepewne, a wydarzenia stamtąd są jak historie z dalekiej krainy. Nie mają one tej namacalności co okolice ulicy Krochmalnej, z której pochodzi większość przekazywanych czytelnikowi obrazów. Nie odzwierciedlają bowiem bezpośredniego doświadczenia bohatera. Wszystko, co stanowi o sile powieści Wojdowskiego, a więc naturalistyczny obraz warunków panujących w getcie odnosi się w dużej mierze do tego, co bliskie, możliwe do zaobserwowania podczas niedalekich wypraw w celu załatwienia jakichś sprawunków.

Obserwacje te znajdują potwierdzenie w liście rekordów zamieszczonych w Atlasie. Ulica Krochmalna, na której mieszka Dawid z rodzicami, pojawia się w 55 rekordach, co jest najwyższym wynikiem wśród wszystkich jednostek topograficznych powieści Wojdowskiego. Jeżeli dodamy do tego najbliższe otoczenie (np. ulice Żelazną, Waliców, Grzybowską, Ciepłą, Twardą, Prostą), otrzymamy ponad 215 rekordów, podczas gdy adresy z dużego getta to trochę ponad 80 fragmentów. Dane te można byłoby jeszcze dodatkowo różnicować ze względu na rodzaj rekordu. Gdyby zastosować filtrowanie rekordów według ich ważności dla bohatera okazałoby się, że miejsca spoza „małego getta” wspominane są najczęściej zdawkowo, na przykład przy okazji trasy, którą Dawid wraz z dwoma kolegami pokonuje podczas ucieczki z Cmentarza Żydowskiego czy podróży do dziadka.

„Lektura topograficzna” pozwala dostrzec jeszcze jedną prawidłowość: niedookreśloność przestrzeni. Otóż w Chlebie rzuconym umarłym dokładne lokacje (czyli takie adresy, gdzie podany został numer parceli bądź można go ustalić na podstawie wiedzy powszechnej, np. adresy szopów) są raczej wyjątkiem niż regułą. Nie znamy nawet dokładnego adresu zamieszkania Dawida poza tym, że budynek znajduje się przy ulicy Krochmalnej. Możemy oczywiście odwołać się w tym wypadku do wiedzy pozatekstowej, a więc lokalizacji rzeczywistego zamieszkania rodziny Wojdowskiego po wymuszonej przeprowadzce do getta, jednak w ten sposób popełniamy błąd autobiograficznego czytania powieści. Co jednak począć z jeszcze bardziej skomplikowanymi przypadkami świadomego zacierania jednoznacznych referencji topograficznych? Mamy ich u Wojdowskiego kilka, ale chyba najbardziej rozpoznawalny dotyczy restauracji „Pod Rybką”. Sęk w tym, że miejsce o takiej nazwie nie istniało w getcie warszawskim. Również charakterystyka miejsca nie umożliwia identyfikacji z miejscem istniejącym realnie. Można jednak stwierdzić, iż jest to przestrzeń, w której mieszają się cechy różnych lokali rozrywkowych rzeczywiście istniejących w getcie. W jakim celu stosuje Wojdowski taki zabieg (zakładam, że jest on świadomą decyzją)? Może jest to rodzaj zastosowania figury pars pro toto, gdzie jeden wycinek getta, poprzez zamazanie swojej jednoznacznej lokalizacji, ma reprezentować dowolne miejsce w getcie? Umieranie na Waliców niczym nie różniłoby się w ten sposób od umierania na Nowolipiu, czy w jeszcze innym miejscu. Może była to próba zobiektywizowania doświadczenia, świadomego zabiegu mającego utrudnić czytelnikowi proste odniesienia do biografii autora? Zapewne dałoby się podać jeszcze inne zadowalające wyjaśnienia.

Przedstawiona powyżej interpretacja sposobu opisu przestrzeni przez Wojdowskiego może wydawać się wewnętrznie sprzeczna. Z jednej strony mamy bowiem skupienie na konkrecie, beznamiętne wydawałoby się opisy doświadczanych przez Dawida warunków życia w getcie, z drugiej zamazywanie konkretu topograficznego. Ta pozorna sprzeczność jest jednakże świadomym zabiegiem narracyjnym pozwalającym nadać doświadczeniom autora bardziej ogólny charakter, odciąć tekst od prób jego czysto biograficznej lektury. W tym sensie Chleb rzucony umarłym jest odmienny od narracji wspomnieniowych będących osobistą relacją, zapisem doświadczanych przez autora bądź autorkę wydarzeń. Powieść nie traci przy tym na namacalności przeżyć[3].

[1] Więcej informacji zob. Wojdowski Bogdan, autorstwo hasła B. Dorosz i A. Szałagan, https://pisarzeibadacze.ibl.edu.pl/haslo/3797/wojdowski-bogdan (dostęp 11.01.2026).
[2] Alina Molisak nazywa ją – słusznie – opus magnum.
[3] Tekst biogramu oparty jest na artykule Topografia emocjonalna warszawskiego getta, który ukazał się na łamach „Tekstów Drugich” nr 4 z 2025 roku. DOI: 10.18318/td.2025.4.8.

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17865" title="PLAC KAZIMIERZA WIELKIEGO" slug="plac-kazimierza-wielkiego">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
przed I, F
s. 19 „Najpiękniejszy miesiąc w roku, kiedy kwitły bzy na placu Kazimierza. Wieczorami dziewczęta długo nawoływały się po bramach, figura Matki Boskiej w zaułku na Wroniej jarzyła się płomykami świec. Malowano ją na wiosnę; szaty na niebiesko, twarz i ręce na fioletowo, a chustę na biało. Stała boso, depcząc węża i księżyc. Wąż miał w pysku jabłko koloru krwi, a księżyc był poszczerbiony. W maju przetaczał się grzmot po niebie, o zmierzchu padały krótkie, szybkie deszcze. W maju Stankiewicz, sezonowy sprzedawca gołębi i właściciel wielkiej gruchającej ptaszarni na placu Kercelego, namiętnym, chrapliwym tenorem śpiewał: ,,Titina, ach, Titina." Grając na mandolinie przewracał oczami w stronę okien, kiedy otwierał usta, błyszczał w nich złoty ząb. Na Kercelaku wołany był Złotym Ząbkiem, a jego orkiestra uliczna składała się z prawdziwych artystów. Latem chodzili po podwórzach, zimą przesiadywali w pudle i pisano o nich w gazetach, kiedy i którego posadzono”.

II, F
s. 259 “Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"”</document>
<document nplp_id="17868" title="PLAC KERCELEGO (KERCELAK)" slug="plac-kercelego-kercelak">
&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
przed I, F
s. 19 „Najpiękniejszy miesiąc w roku, kiedy kwitły bzy na placu Kazimierza. Wieczorami dziewczęta długo nawoływały się po bramach, figura Matki Boskiej w zaułku na Wroniej jarzyła się płomykami świec. Malowano ją na wiosnę; szaty na niebiesko, twarz i ręce na fioletowo, a chustę na biało. Stała boso, depcząc węża i księżyc. Wąż miał w pysku jabłko koloru krwi, a księżyc był poszczerbiony. W maju przetaczał się grzmot po niebie, o zmierzchu padały krótkie, szybkie deszcze. W maju Stankiewicz, sezonowy sprzedawca gołębi i właściciel wielkiej gruchającej ptaszarni na placu Kercelego, namiętnym, chrapliwym tenorem śpiewał: ,,Titina, ach, Titina." Grając na mandolinie przewracał oczami w stronę okien, kiedy otwierał usta, błyszczał w nich złoty ząb. Na Kercelaku wołany był Złotym Ząbkiem, a jego orkiestra uliczna składała się z prawdziwych artystów. Latem chodzili po podwórzach, zimą przesiadywali w pudle i pisano o nich w gazetach, kiedy i którego posadzono”.</document>
<document nplp_id="17869" title="SREBRNA" slug="srebrna">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
I (?), F
„Srebrna pełna była takich nor, przeszytych krzykiem towarowych pociągów, przeszytych wiatrem przedmieścia, owianych słupem pyłu węglowego”. (s. 23)

I, F
„Między życiem, jakie wiedli dotąd na Srebrnej, a obecnym wygnaniem na Krochmalną nie było jeszcze ciągle tak dużej różnicy i temu zawdzięczali trochę odporności, sił do przetrwania; Dawid patrzył na ojca innym wzrokiem i powoli zaczynał rozumieć, że niedostatek, w jakim zaprawiły się całe pokolenia, teraz zapalał jego oczy jakąś straszną gorączką i zaciętością. Matka po przeprowadzce raz po raz wybuchała strasznym szlochem.
-Żywcem zamurowani!”(s. 47)

„Pamięta ten dzień. Był sam-łomotanie do drzwi warsztatu wdarło się nagle w zgiełk wszczętej potyczki, bo plemię czerwonoskórych wbiło właśnie topór na wojennej ścieżce-a przed nim otwarta książka, z której pierzchły ostatnie głosy. Rozpaczliwe walenie cichło i znów się wzmagało. Bał się pytać, kto tam. A ujrzawszy twarz dziko zarośniętą, szarą i zapadłą, nie mógł powiedzieć słowa. Którędy? Dlaczego tędy? Później ukrywali obecność ojca przed stróżem i sąsiadami jeszcze pól roku, do dnia, kiedy załadować przyszło sprzęty na wózek - i pociągnęli za mur. Mundur spoczął w skrzyni na dnie, wśród starych ksiąg i świątecznej bielizny. Ale kiedy usłyszał łomotanie do zamkniętych na głucho drzwi warsztatu, pomyślał, że żandarmi idą, i gnany strachem wszedł w ciemność duszną i wilgotną, pełną woni trawy morskiej, potu i drzewa, żywicy, zbutwiałych mebli, pokostów, kleju. Wszedł tam, gdzie od miesięcy nie rozlegał się dźwięk młota, struga, piły, i potykając się o przewrócone kozły, wstając i znów padając na twarz, oszołomiony strachem i hałasem posuwał się po omacku przed siebie, aż do drzwi zapartych od wewnątrz ciężkimi żelaznymi sztabami. Wysoko, trochę za wysoko dla niego. Wyrwał je obiema rękami naraz z uchwytów, a potem odstawił z wysiłkiem na bok. Uderzenia za drzwiami rozlegały się blisko, głośno, przy samej twarzy. Ostatnie uderzenie było tym, które rozwarło na oścież drewniane, ślepe odrzwia tak nagle, że przewrócił się jeszcze raz i poczuł, jak zostaje uniesiony w górę, a nos szoruje mu broda żołnierza, który w nikłym świetle wpadającym tutaj z ulicy wyglądał dziko i obco. Wisiały na nim strzępy zgniłozielonego szynela. Obsypany był śniegiem ten szynel i twarz, a oddech był zimny, zimny i miał woń porzuconego żelaza, które długo rdzewiało w opuszczeniu i wiele razy wilgło na deszczu, i wiele razy zastygało na mrozie. [...].
Silą zdzierał ojciec sztywne, czarne onuce i stękał z bólu. Siedział boso i jadł chleb nie wypuszczając noża z ręki, a głowa opadała mu ze zmęczenia. Spuchnięte stopy wisiały podkurczone w powietrzu, pokryte skorupą krwi i błota. Długo to trwało, zanim odespał ucieczkę. Noc, dzień, jeszcze jedną noc i potem drugi dzień; polowe łóżko matka wstawiła do warsztatu, a kiedy z podwórza stukali sąsiedzi, uchylała niechętnie drzwi. Wszystko jej leciało z rąk. Dawid stawał nad śpiącym: bezbronnie rozrzucone ręce wędrowały w górę, chwytały koszulę na piersi. Dał ją pogrążony we śnie. Rzucał się, a w gardle wzbierał niewyrażny bełkot. Matka przykładała palec do ust, ostrzegała. Milczeć, nikomu. Dawid czuwając przy śpiącym-widział transport oddalający się torami w cichnącym postukiwaniu kół na ośnieżonym pustkowiu, w zgiełkliwym ujadaniu konwoju, w szmerze słabych głosów: „Wody!" Przed nim leżał ojciec bełkocząc przez sen, a szynel matka troskliwie suszyła przy piecu przesuwając dłonie po podartym suknie. W tym szynelu o barwie przegniłego siana ojciec poszedł na front, dostał się za druty, uciekł z transportu. Uciekł i wrócił do nich, kiedy mieli go za martwego. Wrócił tutaj”. (s. 79-80)

II, F
„Usiłował przypomnieć sobie uczniów, których znał ze szkoły na Srebrnej, ich pilne spojrzenia rzucane w pośpiechu na tablicę, błyszczące oczy i rozpalone policzki na lekcji matematyki, ruchy nieprzytomne jak we śnie, bzykanie muchy, która podnosiła w ciszy alarm na klasówce, gdy trwożnie nasłuchując dzwonka liczyli minuty dzielące od chwili złożenia zeszytów na katedrze. Z rozmachem pisali wstęp, rozwinięcie i nigdy nie starczyło im czasu na zakończenie. Dotrzeć do końca udawało się nielicznym; w skupieniu i nie podnosząc karku znad ławki sporządzali starannie plan, a potem wypełniali punkt po punkcje. Widywał jeszcze niektórych na ulicach”. (s. 194-195)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17870" title="SREBRNA-TOWAROWA-PAŃSKA-ŻELAZNA-TWARDA-CIEPŁA-GRZYBOWSKA-GRANICZNA-PL. ZA&amp;nbsp;ŻELAZNĄ BRAMĄ-PL. GRZYBOWSKI [TRASA]" slug="srebrna-towarowa-panska-zelazna-twarda-ciepla-grzybowska-graniczna-pl-za-zelazna-brama-pl-grzybowski-trasa">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
I, F
s. 75-77 “Ostatnie przenosiny, ze Srebrnej-za mur, odbyły się pewnego deszczowego wrześniowego dnia i trzymano ich na mieście od rana do późnej nocy, a kiedy dotarli na miejsce, toboły, ubrania i sprzęty trzeba było długo wyżymać i suszyć. Praojciec Noe tak nie zmókł na wodach potopu. Trasa wyznaczona była z góry, a ulice przejazdu strzeżone. Towarową ciągnęli do Pańskiej i przeciąwszy biegiem Żelazną pomaszerowali Twardą, zakręcili w Ciepią, dalej Grzybowską szli noga za nogą w ciżbie do samej Granicznej, a po południu zatrzymali się tłumem na placu Żelaznej Bramy. Granatowy policjant otwierał walizki, długo macał poduszki i darł pierzyny. Stamtąd po paru godzinach konwojenci przegnali tłum na plac Grzybowski, aby opróżnić miejsce dla następnych przybyszów. Czekali cierpliwie znosząc dopust wody z nieba, ulewę wściekłych i mylących komend, przekleństw, popędzani przez Niemców, potrącani przez przechodniów i pojazdy. Sprzęty spoczywały na dwukołowym wózku, wynajętym od owocarki Sury, z dyszlem i skórzaną pętlą na łańcuchu. Ojciec z rzemieniem na karku i plecach wytrwale garbił się przy dyszlu, z kroplami deszczu na żółtej łysinie-kapelusz strącił mu policjant rano u zbiegu Pańskiej i Wroniej-z postawionym sztywno kołnierzem marynarki, a obnażone łydki bielały spod zawiniętych spodni. Odemknął się kosz przewiązany grubym powrozem, czerwony róg pierzyny sterczał spod koca, na wierzchu żeliwne garnki napełniały się wodą i mokła deska do zagniatania ciasta ze zmytymi śladami mąki. We troje podpierali wózek, żeby to wszystko nie runęło na bruk. Dawid patrzył z niechęcią, jak matka troskliwie poprawia i ugniata pościel pod kocem, dociąga mocniej sznury, chcąc uchronić dobytek przed zmoknięciem. Udawał, że nie widzi spojrzeń przechodniów. Cierpiał, było mu nieswojo i wstyd. Słońce pobłyskiwało przez chmury; niebo znów zaciągało się wśród żołdackich przekleństw. Deszcz lał jak na rozkaz. Na tym deszczu mienie zmokło i skurczyło się, dokładnie obejrzane przez konwojentów”.

II, F
s. 194-195 “Usiłował przypomnieć sobie uczniów, których znał ze szkoły na Srebrnej, ich pilne spojrzenia rzucane w pośpiechu na tablicę, błyszczące oczy i rozpalone policzki na lekcji matematyki, ruchy nieprzytomne jak we śnie, bzykanie muchy, która podnosiła w ciszy alarm na klasówce, gdy trwożnie nasłuchując dzwonka liczyli minuty dzielące od chwili złożenia zeszytów na katedrze. Z rozmachem pisali wstęp, rozwinięcie i nigdy nie starczyło im czasu na zakończenie. Dotrzeć do końca udawało się nielicznym; w skupieniu i nie podnosząc karku znad ławki sporządzali starannie plan, a potem wypełniali punkt po punkcje. Widywał jeszcze niektórych na ulicach”.

s. 259 “Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"”

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="17881" title="DZIKA 3 (SIEROCINIEC)" slug="dzika-3-sierociniec">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A

„W kuchni pracowało od ośmiu do dwunastu kobiet. (…) Pracowała także (…) siedemnastoletnia dziewczyna z Krasnegostawu.
Dziewczyna ta przyprowadziła ze sobą troje rodzeństwa. (…)
Oddała chłopców do sierocińca przy ulicy Dzikiej, siostrzyczkę – do innego schroniska, gdzie były tylko malutkie dzieci, a sama zamieszkała przy ulicy Kurzej.” (s. 184-185)

”W pierwszych dniach stycznia 1943 roku umówiliśmy się z radcą Kupczykierem i poszliśmy zwiedzić sierociniec przy ulicy Dzikiej. Dzień był sobotni — dzień odpoczynku.
[…]
Sierociniec mieścił się w „Domu Śmierci”. Nazwa ta pochodziła z czasów poprzedzających wysiedlenie, kiedy mieszkali w nim Żydzi, zbierani z okolicznych miasteczek. Dziesiątkował ich tyfus plamisty.
Wówczas było w tym domu tak wiele ludzi, że nie tylko w pokojach, ale i na korytarzach stał barłóg przy barłogu. Teraz dom ten zmieniony był nie do poznanie. Wszędzie panowała idealna czystość. I cisza. Mimo że były w domu dzieci, nie słychać było żadnego gwaru. Kroki nasze na długich korytarzach budziły echa.
Do tego sierocińca kierowano prócz sierot z getta wszystkie żydowskie dzieci ze strony „aryjskiej”, które potraciły rodziców. Skoro nikt już nie płacił za ich utrzymanie, a opiekunowie nie mogli czy nie chcieli trzymać ich darmo, oddawali dzieci z powrotem do getta.
Wchodziliśmy do czystych jasnych klas, gdzie były małe ławeczki i niskie, długie stoły. Na ścianach wisiały wycinanki i ryciny. Dzieci były porządnie ubrane. Podzielone były według wieku. Młodsze dzieci miały osobne pokoje i klasy. W każdej klasie siedział z dziećmi wychowawca albo wychowawczyni. Dzieci było około dwustu. Wszystkie były spokojne i syte.
Sierociniec ten był oczkiem w głowie Niemców. Kazali bardzo dbać o dzieci i dobrze je odżywiać. Każde dziecko otrzymywało większą porcję chleba niż dorosły człowiek w getcie.
Weszliśmy także do kuchni i porozmawialiśmy chwilę z gospodynią. Smażyła góry naleśników nadziewanych marmoladą. Pomagały jej dwie czternastoletnie dziewczynki-sieroty.
Wśród młodszych dzieci była pięcioletnia dziewczynka, na którą zwrócono nam uwagę.
„Jak się nazywasz?” — zapytała wychowawczyni.
„ Barszczewska — odpowiedziała. Zamyśliła się, a potem dodała: — I Basia”.
„Nie bój się — perswadowała łagodnie wychowawczyni — jesteś wśród Żydów. Możesz powiedzieć bez obawy, jak się nazywasz naprawdę”.
„ Barszczewska” — odpowiedziała uparcie dziewczynka. Uśmiechała się, a więc się nie bała, a jednak powiedziała to samo.
„Nie mówi nigdy inaczej. Miała zapowiedziane po tamtej stronie, że tak się musi nazywaj. Rodzice jej zginęli. Nie miał kto za nią płacić. Opiekunowie oddali ją policjantowi” — wyjaśniła nam wychowawczyni.
Dziewczynka — jasna blondynka w czerwonej chusteczce na głowie — nie była podobna do Żydówki. Patrząc na nią, myślałam: a może to nie jest żydowskie dziecko? Czy nie tkwi w tym jakaś tragiczna omyłka?
W klasie chłopców był jeden piękny, wysokiego wzrostu chłopiec. Miał trzynaście lat. Powierzchownością swoją natychmiast zwrócił naszą uwagę. Miał szare oczy i czarne, zrośnięte brwi. Wyraz jego oczu był surowy.
„Był synem nauczyciela szkoły średniej — powiedział wychowawca — matka tak samo była nauczycielką. Zginęli oboje. Chłopiec był po stronie «aryjskiej» i mówi, że miał pieniądze. Gdy opiekunowie dowiedzieli się, że rodzice zginęli, zabrali mu wszystko i powiedzieli, że nie chcą go więcej trzymać u siebie. To zdolny chłopiec”.
„A teraz — powiedział wychowawca, gdyśmy wyszli na korytarz — pokażę państwu chłopca, który po zlikwidowaniu getta w Otwocku przyprowadził troje małych dzieci. Zostali sami i przyszli do Warszawy pieszo. Długo szli”.
Chłopiec miał dziesięć lat. Pochodził chyba z rodziny rzemieślniczej. Dzieci, które przyprowadził, były znacznie młodsze od niego: dziewczynka i dwóch chłopców. Żadne pokrewieństwo nie łączyło tych dzieci. Były zupełnie obce dla siebie.
[…]
„Przychodzę do nas kobiety, które pogubiły czy potraciły dzieci — powiedział wychowawca. — Myślą, że może u nas znajdą swoje dziecko. Jest jedna, która dowiaduje się co jakiś czas. Już straciła nadzieję i teraz chce wziąć cudze i chować zamiast swojego. Przychodzi do nas co kilka dni”. (s. 194-196)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Sierociniec na Dzikiej okazał się zwykłą niemiecką pułapką, w którą wpadli Żydzi z warszawskiego getta. Uśpiono ich czujność, obudzono nim wiarę w przetrwanie.
18 stycznia 1943 roku sierociniec poszedł na Umschlag.” (s. 197)</document>
<document nplp_id="17904" title="GĘSIA 8 (sierociniec)" slug="gesia-8-sierociniec">

&amp;nbsp;

Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Pamiętałam też dzień, kiedy jeden sierociniec zawrócił z Umschlagu. Dlaczego zawrócił tego dnia, nie wiadomo. Wszystko jedno, zabrano go później. Opowiadano, że niemiecki oficer, który kierował wysiedleniem tego sierocińca, powiedział:
„Jeżeli tak dłużej potrwa, to strzelę sobie w łeb!”
Był to sierociniec z ulicy Gęsiej. Z odcinka Gęsiej blisko Nalewek. Gdyśmy schodzili ze schodów — z trzeciego piętra na drugie, a potem z drugiego na pierwsze — otarła się o mnie kobieta w zielonym palcie.
A — pomyślałam — więc to ona. Idzie po cudze dziecko. I już postanowiła. Już idzie po nie... Już je bierze. Widziałam to po jej ustach zaciętych, po wyrazie twarzy, po oczach spuszczonych. Nie poznała mnie, nie spostrzegła, nie widziała.” (s. 97)</document>
<document nplp_id="17927" title="GĘSIA 37 (kuchnia)" slug="gesia-37-kuchnia">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień 1942)
„W sierpniu pracowałam przez pewien czas w kuchni ludowej na Gęsiej – niedaleko ulicy Lubeckiego. Wejście do bramy domu tarasowała wielka kupa gruzu, starych garnków i szmat.
Kiedy po raz pierwszy ciemną, głęboką bramą weszłam na podwórze, nie wiedziałam, gdzie ta kuchnia. Nie było nigdzie żadnego szyldu, żadnego napisu.
Dokoła wielkiego podwórza ruiny wypalonych domów. Jakiś staruszek, przepasany sznurem, nieudolnie rąbał jesionową szafkę. Podniósł głowę i spojrzał na mnie wyblakłymi oczyma. Był biały jak gołąb, zmarszczony, zgarbiony – miał chyba dziewięćdziesiąt lat. Obok niego na przewróconym kuble siedziała staruszka, podobna do niego jak dwie krople wody, i żuła skórkę czarnego chleba.
Z pewnością ukrywali się w ruinach i wyszli na chwilę, żeby napić się wody, zjeść kęs chleba, odetchnąć powietrzem i znów zniknąć, zaszyć się w zwałach cegieł i kamieni. Było to jedno z paradoksalnych zjawisk getta, które dziwiło i wzruszało jednocześnie.
,,Gdzie jest kuchnia?” – zapytałam.
Wskazał w milczeniu siekierą. Weszłam do ciemnej sieni, potem na brudne schody. Na pierwszym piętrze przez szeroko otwarte drzwi ujrzałam zlew i dwie kobiety w szerokich fartuchach, niosące szaflik z szatkowaną kapustą. Dano i mnie fartuch, duży nóż i zasiadłam do stołu szatkować kapustę.
Był w tej kuchni magazyn – pokoik z workami soli, cebuli, ciemnej mąki, otrębów i kaszy; pokój do pracy, w którym czyszczono jarzyny i gnieciono ciasto na kluski, i mała kuchenka od przedpokoju z wmurowanym nowym kotłem.
Było nas sześć. Prócz nas – magazynier, gospodyni i kobieta do wynoszenia popiołu, przynoszenia drewna, mieszania w kotle i innych ciężkich posług.
Gotowano czterysta pięćdziesiąt obiadów. Wszystkie obiady szły na Umschlag. Każdego dnia przyjeżdżał wóz i zabierał zupę w zamkniętych bańkach. Niemcy żądali, ażeby zupy były smaczne i gęste.
Zastanawialiśmy się nieraz: kto jadał te zupy? Jakiś personel był przecież na Umschlagu. Pracowali robotnicy – przy naprawie wodociągów, pieców czy światła. Może to dla nich?
Jedna z nas miała w Anglii męża-adwokata. Była to młoda, wesoła, jasnowłosa kobieta, zawsze uśmiechnięta. Była już raz na Umschlagu i wykupiła się złotą pięciorublówką. Mieszkała w tym samym domu na podwórzu, w dwupokojowym mieszkaniu, do którego wchodziło się po drabinie. W pierwszym pokoju ulokował się urzędnik Gminy, w drugim ona ze starszą kobietą, która miała synów w Ameryce na wysokich stanowiskach. Kobiecie tej udało się uciec podczas selekcji na terenie Gminy. Została postrzelona w rękę. Wałęsała się przez pewien czas i oto teraz jest z nią razem. Ale dzisiaj rano otruła się. Czy słyszycie jęki?
Zaprzestałyśmy na chwilę szatkowania kapusty i wałkowania ciasta. W ciszy, która nastąpiła, usłyszałyśmy przeciągły jęk.
„To ona” – powiedziała ta, która z nią mieszkała – „połknęła za małą dawkę trucizny. Albo trucizna była niedobra”.
(…)
W pokoju stały małe, czworokątne stoły, jeden obok drugiego. Pracowałyśmy: dwie po jednej stronie stołów, dwie po drugiej. A dwie przy oknie.
Te przy oknie gniotły ciasto i wałkowały je w szerokie placki. Rozkładałyśmy te placki do suszenia na ławach, stojących przy ścianach. Roje much siadały na rozwałkowanym cieście. Odganiałyśmy muchy co chwila.
A więc szatkowałyśmy kapustę, skrobałyśmy marchew, tarłyśmy buraki. Niekiedy przywożono kalafiory albo pomidory. Tylko kartofli nie obierałyśmy w tym czasie nigdy. Kartofle do getta szmuglowano. Były bardzo drogie.” (s. 138-140)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Wystarczało nam, że miałyśmy wśród nas matkę, gniotącą ciasto, dziewczynkę w wypłowiałej, aksamitnej sukience i ojca, który oto zamknął magazyn na klucz i szedł w stronę kuchni.
Szedł i dzwonił kluczami, a za nim szła gospodyni z patelnią przysmażonej cebuli. Przy kotle w kuchni nie było fajerki – smażyła cebulę w mieszkaniu naprzeciw i szła teraz zaprawiać zupę. Za nią kobieta do ciężkich posług wynosiła na podwórze wiadra z obierkami. Była biednie ubrana. Głowę miała owiązaną chustką. Nie uśmiechała się nigdy.
[…]
Ta kobieta i prawdopodobnie wszystkie moje współtowarzyszki pracy, nie wyłączając nawet gospodyni, należały do kategorii ,,dzikich’. Uratowały się poza selekcją. Ukryły się.
Kategoria „dzikich” nie miała prawa do mieszkania, a kiedy powstały sklepy rozdzielcze, nie miała prawa do kartek żywnościowych. Życie pokazało jednak, że obchodzono to prawo.
Pracowałyśmy od ósmej rano do godziny drugiej. Każda z nas otrzymywała pół kilograma czarnego chleba i talerz zupy. A co najważniejsze, każda miała papierek, że jest kucharką, zatrudnioną w kuchni przy ulicy Gęsiej.” (s. 141-142)</document>
<document nplp_id="17944" title="GĘSIA (strona nieparzysta)" slug="gesia-strona-nieparzysta">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A  (tuż po 21 września 1942)

„W końcu września 1942 roku Niemcy wydali rozporządzenie o ponownym zwężeniu getta. Dużo ulic odpadło. Odpadły również ulice Lubeckiego, Pawia i Dzika aż po ulicę Gęsią i nieparzysta strona ulicy Gęsiej. I znów przydzielono urzędnikom Gminy inne bloki domów do zamieszkania.” (s. 143)

„Kiedy odpadła Gęsia (mur ją przedzielił na dwie połowy), ulica Kurza stała się arterią o pierwszorzędnym znaczeniu. Wydział Budowy otrzymał tam swoje bloki.” (s. 143)</document>
<document nplp_id="17961" title="KURZA 6" slug="kurza-6">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Przy ścianie domu numer sześć stała kobieta. Patrzyła na wylot ulicy Kurzej. Wiatr rozwiewał jej włosy. Stała opuszczona i zatroskana.
„To Lemerowa – powiedziałam – żona inżyniera Lemera z ulicy Wilczej. Dzieci nasze znają jej „córki”.
Podeszłam do niej.
,,Straciłam męża powiedziała – a teraz czekam na córki. Pracują w szopie. Powinny zaraz wrócić".
Pracowały w szopie. Mirka i jej siostra. I tutaj na Kurzej mieszkały.” (s. 146)</document>
<document nplp_id="17976" title="KURZA 8" slug="kurza-8">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień 1942)
”Brat mego męża, Witold, otrzymał w przydziale pokój w blokach mieszkalnych dla pracowników Wydziału Budowy. Bloki te mieściły się przy ulicy Kurzej.
Otrzymał pokój w domu numer osiem, na drugim piętrze, w dużym mieszkaniu po wysiedlonej zamożnej rodzinie. Wejście było od kuchni, bo drzwi frontowe zabito gwoździami i nie używano ich wcale.
Otrzymał pokój stołowy. Stół, duży, ciemny kredens i dwa łóżka przy ścianie. W tym samym pokoju, na szerokim dwuosobowym tapczanie, sypiały dwie placówkarki. Były siostrami. Młodsza miała dwadzieścia lat. Chodziły z placówką na stronę „aryjską” na ulicę Narbutta i tak samo jak Ada przynosiły do getta chleb, masło, mleko, jabłka i mięso, które potem sprzedawały.
Prowadziły z moją szwagierką, Celiną, wspólne gospodarstwo. Wynajęły „dziką” dziewczynę –garbuskę, która dla nich gotowała i prała.” (s. 172)

JA /ONI, IV A (jesień 1942)
„Ale oto brama numer osiem. Z podwórza na prawo. Po kilku schodkach wchodzę do ciemnej sionki, a potem do magazynu Działu Budowy, gdzie za ladą stoi Witold. W magazynie jest chłodno. Witold jest w palcie. Kołnierz ma podniesiony i czapkę na głowie. Nie kapelusz.
[…]
„Przychodzę po piecyk-cyganek – mówię – zwykły żelazny piecyk na torf. I po drzwiczki do pieca, bo nasze są połamane”.
Rozmawiam z nim. Potem żegnam go i wychodzę. Idę przez podwórze na drugie piętro do Celiny. W czystej kuchni przy stole siedzi dziewczyna-garbuska i obiera kartofle. Obok niej stoi placówkarka Rotmilowa i waży jabłka. Rotmilowa ma lat trzydzieści i jest rozwódką. Jej były mąż ukrywa się w Milanówku na papierach „aryjskich”. Udało jej się nawiązać z nim kontakt. W pierwszych dniach grudnia wyjdzie jak zwykle z siostrą o szóstej rano z placówką na stronę „aryjską” i nie wrócą z powrotem.
Zastaję Celinę siedzącą nad książką. Głowę opiera na rękach i patrzy przed siebie. Na tapczanie leży siostra Rotmilowej, jest zmęczona po pracy.
„Jak tu żyć z tymi cieniami – mówi do mnie Celina – powiedz, jak tu żyć z cieniami dokoła?”
Wstaje i otwiera kredens.
„Na tych talerzach jadali, z tych szklanek pili, tymi nożami krajali chleb. Przy świetle tej lampy – tak samo jak my teraz – siedzieli wieczorami. Tym oknem wyglądali na podwórze”.
Mówiła o cieniach ludzi z tego mieszkania. Ale myślała o dwóch swoich siostrach, które zginęły: jedna podczas selekcji w Gminie, druga na kresach w Hrubieszowie. O bracie, który zmarł na początku wojny, o matce, która została uśpiona...
,,Czy mam się bać tych cieni?” – mówi blednąc.
Milczy chwilę i patrzy na mnie – na mnie, która tak samo jak ona straciłam najbliższą rodzinę – i mówi szeptem:
,,A jednak ja się ich boję”.” (s. 174)

JA/ONI, IV A
„Kuchnia Wydziału Budowy przy ulicy Kurzej była o wiele większa niż nasza kuchnia. Gotowano w niej nie tylko obiady, ale i kolacje. Kierowniczką była prezesowa Lichtenbaumowa, a pomagały jej radczynie: Jaszuńska i Grodzieńska.” (s. 187)

JA/ONI, IV B (22-23 stycznia 1943)
„Przychodzi także Marek Szpilfogel i żona jego, Erna. „Marek! — wołamy — ach, Marek! No i co, żyjecie?!”
Przeleżeli trzy dni w piwnicy w dawnym hotelu „Brytania”, gdzie była ich pralnia. Uciekli i ukryli się przy pierwszym alarmie. Opowiadają, że byli w mieszkaniu Witoldów przy Kurzej. Nie było już ich rzeczy. W pokoju były jakieś obce łachy.” (s. 229)</document>
<document nplp_id="17993" title="KURZA 10" slug="kurza-10">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)
„Weszliśmy do bramy pod numerem dziesiątym i piętro po piętrze oglądaliśmy mieszkania. Gdyśmy przechodzili przez puste pokoje, w jednym z nich obok łazienki zobaczyliśmy siedzącego w kucki człowieka, poprawiającego ogień w żelaznym piecyku. Podniósł głowę, spojrzał na nas i oczy błysnęły mu w uśmiechu. Znał mego męża z czasów przedwojennych. Handlował drożdżami, a mąż mój pracował w przemyśle drożdżowniczym.
,,Co pan tutaj robi?" – zapytał mój mąż.
,,Jestem «dzikim» człowiekiem – odpowiedział i roześmiał się. Po chwili dodał: - Szukacie mieszkania? Tutaj jest zimno i ciemno. I wilgoć”.
Kucał przez cały czas, rozmawiając z nami. Czy on się nie podniesie? Czy nie może się podnieść właśnie przez wilgoć, która weszła mu w kości?
,,Do widzenia – powiedział jeszcze – życzę powodzenia”. (s. 146)</document>
<document nplp_id="18013" title="OKOPOWA (CMENTARZ ŻYDOWSKI) &amp;#8211; GLINIANA &amp;#8211; SMOCZA &amp;#8211; LIBELTA &amp;#8211; SMOCZA &amp;#8211; NOWOLIPKI &amp;#8211; KARMELICKA &amp;#8211; DZIKA [TRASA]" slug="okopowa-cmentarz-zydowski-gliniana-smocza-libelta-smocza-nowolipki-karmelicka-dzika-trasa">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
II, F

„Biegnąc jeszcze miał w uszach dźwięk tego nie milknącego głosu, który w zachwyceniu, z naglą radością i dumą unosił się nad dołami. ”Bravo. Meiner Treu, er ist hinderlieb.” Za nimi zostało wielkie okopisko, za nimi zostali tragarze, tłum żywych i martwych, i Niemcy, i ta żółta parasolka-powiewająca lekko na niebie ponad dołami wydobytej w pośpiechu ziemi-spod której dobywały się westchnienia, leciutki trzepot, leniwie urwane słowa, ginące w omdlałym przydechu, niedbale rozciągnięte niemieckie zdania. Za nimi został pogodny śmiech i te słowa rzucone w powietrze cmentarne: “Tränen standen mir in den Augen!” I turyści, którzy przybyli za mur oglądać żydowskie trupy, i stosy zwłok zawinięrych w gałgany i papier, i wyryte doły otwarte w oczekiwaniu na zwłoki, i brodaty starzec, co wygrażał niebu kijem, i człowiek w mundurze feldgrau, który nie wypuszczał z dłoni smukłego parabellum, i ten drugi oficer z aparatem zawieszonym na szyi, który wołał: ,,Ich schiesse. Bums!" A potem przewijał film. Uciekli stamtąd i na przełaj pognali przez zarosłe bujnym chwastem gruzy gubiąc trepy z nóg w pośpiechu. Jeszcze jedna uliczka leżąca sennie w pełnym słońcu. Otwarta na wylot i sczerniała ruina wypalonej kamienicy, gdzie wionęło im w nozdrza sadzą, kwaśnym swądem rozprażonych w płomieniach i rozkruszonych, zawilgłych na deszczu cegieł. Jeszcze placyk pełen szeleszczących papierów i śmieci, w których grzęzły nogi... A potem przewijał film i oznajmiał: ”Totalansicht”. Biegli wtedy ulicą Glinianą, która wiła się i dłużyła jak zły sen, z rozpędu zabrnęli w ślepy wąwóz Libelta, cofnęli się do Smoczej, Smoczą biegli mijając przecznice Gęsią, Pawią, Dzielną, skręcili w Nowolipki, minęli kościół na Nowolipkach, przecięli Karmelicką nie zwalniając kroku. I zatrzymali się dopiero na rogu Dzikiej…”. s. 291

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="18014" title="LESZNO &amp;#8211; ŻELAZNA [TRASA]" slug="leszno-zelazna-trasa">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
III A, F
„Było już późno i ostatnie kolumny sformowane przed nocą czekały pod eskortą na komendę wymarszu. Raz po raz unosiły się nad dachami rakiety oświetlając z wysoka trasę na Stawki. Tłumy ciągnące z małych bocznych uliczek wypełniały Żelazną aż po Leszno; morze głów kołysało się i równy, stłumiony szum wzbierał zewsząd w ciemności”. (s. 347)</document>
<document nplp_id="18020" title="HOŻA 30 &amp;#8211; PLAC TRZECH KRZYŻY &amp;#8211; BRACKA &amp;#8211; ZŁOTA &amp;#8211; ŻELAZNA &amp;#8211; KROCHMALNA [TRASA]" slug="hoza-30-plac-trzech-krzyzy-bracka-zlota-zelazna-krochmalna-trasa">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
II, F
s. 173-174, 178 „Kiedy z pozostałych uformowano zwartą kolumnę, jeszcze raz rozpoczęło się liczenie i żandarmi wyszli na ulicę, dołączając do patrolu [...]. Ruszyli: przodem biegł granatowy torując drogę i usuwając pojazdy, za nim kolumna, wzdłuż kolumny w pewnym oddaleniu żandarmi, a bliżej szeregów Ąz dwóch stron reszta granatowych. W tym szyku opuścili Piekiełko posuwając się do placu Trzech Krzyży. A tam z Alei wionęło śniegiem i drzewa na skwerze stały sine. Dopóki szli Bracką, panowało w szeregach śmiertelne milczenie, na Złotej popędzono ich szybciej, kiedy zobaczyli mur, w ich serca wstąpiła otucha. Przed wachą liczyli straty [...].
Gazeciarz krążył ze stertą dzienników, wtykając je w ostatniej chwili powracającym. Konwój oddalił się i zatrzymał nie opodal; żandarm podszedl do wachy i pertraktował ze strażnikami; policjanci rozpraszali się z wolna i kolumna szmuglerów czekała na wprost strzeżonego wylotu pod niechętnym okiem granatowego, który nie okazywał obaw, aby teraz chciał się ktoś z tej bandy ulotnić. Ruch był przez pewien czas wstrzymany i przez wachę przepuszczono najpierw grupę robotników wracających po pracy za mur [...].
Konwojent szedł przez ulicę wskazując kolbą strzeżony wylot, którędy przemaszerowała już grupa robotników z placówki, a szmuglerzy zamilkli w oczekiwaniu na powtórne otwarcie wachy. W popłochu rozpoczęło się poszukiwanie zmiętych opasek i sześcioramienne gwiazdy, wyciągnięte z ukrycia, znów wisiały na swoim miejscu. Nareszcie, wracali [...].
Granatowi i żółci z posterunku czekali tylko na to - dopadli z wrzaskiem szmuglerów i zdzierając czapki z głów, tłukąc, kopiąc, pchając pierwsze szeregi kolumny pędzili biegiem za mur; zakotłowało się i wszyscy gnali na złamanie karku dobrze wiedząc, co nastąpić musi na ostatnim odcinku drogi. Wächter stał rozkraczony, z cierpliwym uśmiechem, przerzucając broń z ręki do ręki jak rakietę tenisową i widać było, że od dawna czeka na tę chwilę. Podrzucił jednym ruchem kolbę do ramienia, gwizdnął z cicha przez zęby.
Kiedy palec spoczywa na cynglu karabinu, los ma w magazynie tylko sześć kul. Cywil, który czuje za plecami lufę, ucieka przed siebie; tłum ucieka prosto przed siebie, a każdy w tym tłumie może mieć nadzieję, że jego właśnie kula ominie. Wächter strzela w środek, do masy, a cel nie ma twarzy. Kto pierwszy, ten lepszy. Los nie pyta o imię, śmierć nie zagląda w oczy i na tym wszystko polega. Połamaniec ze swym ciężkim workiem ledwo mógł kroku dotrzymać Dawidowi, ale biegli równo, z głowami bojaźliwie wciągniętymi w ramiona, mając w oczach zbliżający się ciemny tunel ulicy Żelaznej, murem przeciętej w połowie jezdni, gdzie za pierwszym załomem małej przecznicy, Krochmalnej, kula z tyłu już nie mogla ich dosięgnąć”.

II C/D, F
s. 254-255 „Powrotny tyfus dopiero zwalił ją z nóg i po raz drugi dostała się do szpitala, skierowana przez dr Obuchowskiego na Czyste. W dwa tygodnie później wróciła odkarmiona, ostrzyżona, z głową okrytą kawałkiem płótna i dalej krążyła ulicami, wracając ciągle w to samo miejsce. Potyfusowy szkielet okrywał się obrzękiem od szyi do nóg. Żyła do wiosny jeszcze. Naprzykrzała się i biegła za przechodzącymi, a oni uciekali przed nią w panice. Unikali głodnej poczwary jak śmierci. Ściskając szmaciany tobołek niewyraźnie sepleniła:
-Jak się masz, trupie, która wybiła na twoim zegarze?
Widziano raz, jak szła z chlebem i ten chleb wydarł jej Długi lcchok, zanim zdążyła uciec. Wielkimi kawałami połykał rozszarpany bochenek. Biła go niedołężnie i kiedy schylony zaczął zbierać okruchy z ziemi, zwaliła się na niego całym ciężarem puchnącego ciała, szarpiąc zdechlaka tak długo, aż znieruchomiał pod nią-obżarty, ociężały. Porwała w spódnicę resztki i pobiegła przed siebie. Nazajutrz na Walicowie znów rozległo się wołanie:
-Małka, Małka, zadrzyj kieckę.
Długi Icchok wołał wychylony ze swej nory w ruinach. Dopadła go tam i zaczęła tłuc. Zrujnowała schron, a gruz i próchno z walącej się kuczki leciały jej za kołnierz. Chodził parę dni cichy, markotny pod ścianami, ale mijając ją w przejściu wznosił jak dawniej swój zaczepny okrzyk. Rzucała się na niego i za każdym razem dusiła spuchniętym cielskiem do ziemi. Mijała zima, a Długi Icchok położył się z blaszanką u zbiegu Żelaznej i stamtąd już nie powsral. Sztywniejąc tak cztery dni i trzy noce leżał. Wieczorem trzeciego dnia, przy księżycu, zawołał słabym głosem do przechodzącej:
-Małka, zadrzyj kieckę.
-O!
Zadarła.
W głuchej złości podciągnęła na plecy spódnicę i pochyliła się stękając, ciężka, spuchnięta, a księżyc zabarwił żywym światłem wypięty bezwstydnie goły zadek, jak wielką żółtą dynię”.

II, F
s. 259 „Jasio z ulicy Wroniej stanął przed wachą, wydaje komendy Niemcom, a Niemcy się zaśmiewają. Jest z czego! Czerwony, rozzłoszczony macha długim podartym rękawem przed nosem żandarmów i wrzeszczy: ,,Zabrać mi to zaraz stąd i posypać ulicę piaskiem!" Żandarmi pobłażliwie odwracają się od wariata.
Już ich nie ma. Ziemię gryzą. Biegnie ulicą Wronią bosy Jasio, obszarpany, na głowie czapka z urwanym daszkiem, zabija ręce z zimna, chichocze cienkim, żałosnym głosem. On to każdego jednego Żyda pozna od razu, po nosie. Jego nie oszukają. ,,Hitler was jeszcze nie wykończył? To ja was wykończę!" Biedny, nieszczęsny Jasio z ulicy Wroniej. Tutaj wszyscy go znają, od placu Kazimierza po Kercelak i Bagno. A żandarm wracający z posterunku przeszedł nagle na drugą stronę ulicy, spluwając, kiedy drogę przebiegi mu czarny kot. ,,Ale ich nakładli od samego rana. Róg Żelaznej, przejść tamtędy wcale nie można!"”

II, F
s. 279-280 „Wielki plac wysypany był niegaszonym wapnem, wapnem wysypane były przejścia między starymi i rozdeptanymi grobami, doły obok usypisk świeżo wydobytej gliny w bieli, w bieli pogrążone były pnie ściętych cmentarnych drzew, mur i szopy przy bramie na Okopowej, którędy - z ulicy Pawiej i Kaczej, i Smoczej, i Gęsiej, i Żytniej, i Pokornej, i Miłej, i Niskiej, i Glinianej, i Dzielnej, i Żelaznej, i z Nalewek, i z Nowolipia, i Długiej, i Białej, i Orlej, i Solnej, i z placu Żelaznej Bramy, i Zimnej, i Mylnej, i Siennej, i Ciepłej, i Bonifraterskiej, i Świętojerskiej, i ze Stawek, z Walicowa, i Karmelickiej, i Kupieckiej, i Zegarmistrzowskiej, i Elektoralnej, i z Leszna, i z Przejazdu, i Krochmalnej, i Szczęśliwej, i z małego, i z dużego getta-furgonem konnym i wózkami ręcznymi, na pudłach z rowerowym pedałem, na odwróconych materacach, w workach z juty i w prześcieradłach żywi zwozili i znosili martwych z ich domów, z ulic, gdzie poniewierały się ich ciała, z ruin, gdzie przyklękli w ciężkiej godzinie, w czarnej godzinie swego życia, aby nie powstać więcej; znosili zwłoki tyfusowych, sczerniałe i wyschnięte na rzemień, o czaszkach nagich, obłażących z uwłosienia, i ci mieli tutaj pierwszeństwo; znosili tych, co padli na bruk udręczeni czerwonką, zzieleniałe szkielety, z których choroba wyssała ostatnie ślady krwi i limfy; znosili tych, co padli nagle i zwyczajnie z głodu, tak jak ich znaleziono zesztywniałych, do końca kurczowo zwiniętych, z podciągniętymi pod brzuch kolanami, sinych jak padlina zwierząt rażonych gromem, zmalałych i lekkich, zamotanych w kłęby zawszonych łachmanów, które były ich ostatnim odzieniem, koszulą śmiertelną. Na wielkim placu nie panuje melancholijna, skupiona cisza cmentarza; na wielkim placu nie ma już starych cmentarnych drzew. Klony, kasztany i brzozy wycięto, kamienie nagrobków zwalono na stos. Tymi kamieniami będą jutro brukować ulice i drogi i deptać stare imię, pod którym leżał Żyd. Teraz nie odmawia się nad umarłym modlitwy. Trupiarnia. Tutaj ludzi trzeba dołować, dołować, szybko dołować! Taki jest rozkaz władz. Zadołowani nie wejdą w drogę żywym, nie rozniosą chorób po mieście, nie będą wołać o chleb”.</document>
<document nplp_id="18024" title="PRÓŻNA" slug="prozna">
&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
I, F
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)</document>
<document nplp_id="18026" title="Słownik Tłumaczy: Anna Rucińska-Wilczek, Zapis kwerendy dla hasła Wanda Kragen" slug="slownik-tlumaczy-anna-rucinska-wilczek-zapis-kwerendy-dla-hasla-wanda-kragen">
 	P.S. Buck: Spowiedź Chinki. [Powieść]. [Przełożyła W. Kragen]. Opracowanie graficzne: K. Syta. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1959, 203 s.

Tytuł oryginału: East Wind: West Wind.

Brak informacji o tłumaczu.

&amp;nbsp;

 	H. Böll: Gdzie byłeś Adamie? [Powieść]. Przekład W. Kragen. Warszawa: Pax 1957, 178 s.

Tytuł oryginału: Wo warst du, Adam?

&amp;nbsp;

 	B. Frank: Cervantes. [Powieść]. Z upoważnienia autora przełożyła W. Kragen. Warszawa: Książka i Wiedza 1949, 278 s.

Tytuł oryginału: Cervantes.

&amp;nbsp;

 	J. Galsworthy: Karawana. [Opowiadania]. Przełożyły: I. Czermakowa, W. Kragen. Wstęp napisał L. Elektorowicz. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie 1963, 475 s.

Tu w przekładzie W. Kragen: Zbawienie Forsyte'a; Człowiek z Devon; Milczenie; Młynarz z Dee; Jeszcze raz; Pierwszy i ostatni.

Tytuł oryginału: Caravan: The Assembled Tales of John Galsworthy.

&amp;nbsp;

 	J. Galsworthy: Nowoczesna komedia. [T.3] Mijający się w mroku; Łabędzi śpiew. [Powieść]. Przełożyli: T. Jakubowicz i W. Kragen. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1956, 355 s.

Tytuł oryginału: The Modern Comedy.

Tu w przekładzie W. Kragen Łabędzi śpiew (Swan Song).

&amp;nbsp;

 	J. Galsworthy: Nowoczesna komedia. [T.3] Mijający się w mroku; Łabędzi śpiew. [Powieść]. Przełożyli: T. Jakubowicz i W. Kragen. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1960, 355 s.

Tytuł oryginału: The Modern Comedy.

Tu w przekładzie W. Kragen Łabędzi śpiew (Swan Song).

&amp;nbsp;

 	[H. Bekessy] H. Hans: Off limits. [Powieść]. Z niemieckiego przełożyła W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1960, 494 s.

Tytuł oryginału: Off limits.

&amp;nbsp;

 	K. Lorenz: Opowiadania o zwierzętach. Przełożyła W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1975, 166 s.

Tytuł oryginału: Er redete mit dem Vieh, den Vögeln und den Fischen.

&amp;nbsp;

 	R. Musil: Niepokoje wychowanka Törlessa. [Powieść]. Przełożyła W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1973, 168 s.

Tytuł oryginału: Verwirrungen des Zöglings Törless.

&amp;nbsp;

 	J. Roth: Marsz Radetzky'ego. [Powieść]. Tłumaczyła W. Kragen. T. 1-2. Warszawa: Czytelnik 1958 , 428 s.

Tytuł oryginału: Radetzkymarsch.

&amp;nbsp;

 	A. Scharrer: Krety. [Powieść]. Przełożyła W. Kragen. Przedmowa i przypisy: M. Ranicki. Warszawa: Czytelnik 1953, 389 s.

Tytuł oryginału: Maulwürfe.

&amp;nbsp;

 	A. Seghers: List gończy. [Powieść]. Przełożyli: W. Kragen i J. Popławski. Warszawa: Czytelnik 1955, 216 s.

Tytuł oryginału: Der Kopflohn.

&amp;nbsp;

 	A. Seghers: Towarzysze. [Powieść]. Przełożyła W. Kragen. Warszawa: Czytelnik 1950, 220 s.

Tytuł oryginału: Die Gefährten.

 	M. Seydewitz, R. Seydewitz: Dama z gronostajem. Największy rabunek dzieł sztuki wszystkich czasów. [Praca popularnonaukowa]. Przekład W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1966, 224 s.

Tytuł oryginału: Die Dame mit dem Hermelin.

&amp;nbsp;

 	I. Stone: Pasja życia. Powieść na tle życia Van Gogha. Przekład autoryzowany W. Kragen. Warszawa: Wiedza 1948, 495 s.

Tytuł oryginału: Lust for life.

&amp;nbsp;

 	I. Stone: Pasja życia. Powieść na tle życia Van Gogha. Przekład autoryzowany W. Kragen. Warszawa: Książka i Wiedza 1949, 494 s.

Tytuł oryginału: Lust for life.

&amp;nbsp;

 	I. Stone: Pasja życia. Powieść o Van Goghu. Przełożyła W. Kragen. Posłowiem opatrzyła J. Maurin-Białostocka. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1954, 430 s.

Tytuł oryginału: Lust for life.

&amp;nbsp;

 	I. Stone: Pasja życia. Powieść o Van Goghu. Przełożyła W. Kragen. Posłowiem opatrzyła J. Maurin-Białostocka. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1956, 436 s.

Tytuł oryginału: Lust for life.

&amp;nbsp;

 	J. Thorwald: Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki. Przełożyli: W. Kragen i K. Bunsch. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1971, 439 s.

Tytuł oryginału: Das Jahrhundert der Detektive.

&amp;nbsp;

 	F. Timmermans: Piotr Brueghel. [Powieść]. Przekład W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1962, 234 s.

Tytuł oryginału flamandzkiego: Pieter Brueghel.

 	S. Undset: Krystyna córka Lawransa. [Powieść]. Z tłumaczenia niemieckiego przełożyła W. Kragen. Przypisy opracował S. Lichański. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1958, Powieści XX wieku.

Tytuł oryginału: Kristin Lavransdatter.

&amp;nbsp;

[T. 1]. Wianek. 1958, 346 s.

Tytuł oryginału: Kransen.

&amp;nbsp;

[T. 2]. Żona. 1958, 503 s.

Tytuł oryginału: Husfrue.

&amp;nbsp;

[T. 3]. Krzyż. 1958, 523 s.

Tytuł oryginału: Korset.

&amp;nbsp;

 	S. Undset: Olaf syn Auduna. [Powieść]. Z niemieckiego tłumaczenia przełożyła W. Kragen. [T. 1]. Warszawa: Pax 1954, 481 s.

Tytuł oryginału: Olav Audunssøn.

&amp;nbsp;

 	S. Undset: Olaf syn Auduna. [Powieść]. Z niemieckiego tłumaczenia przełożyła W. Kragen. [T. 2]. Warszawa: Pax 1954, 445 s.

Tytuł oryginału: Olav Audunssøn.

&amp;nbsp;

 	S. Undset: Wiosna. [Powieść]. Przełożyła z j. niemieckiego W. Kragen. Warszawa: Pax 1955, 271 s.

Tytuł oryginału: Våren.

&amp;nbsp;

 	T. de Vries: Diabelskie poczwary czyli rzecz o żywocie i dziełach Melchiora Hinthama. [Powieść]. Przełożyła z niemieckiego W. Kragen. Kraków: Wydawnictwo Literackie 1973, 415 s.

Tytuł oryginału: Moergrobben.

&amp;nbsp;

 	F.C. Weiskopf: Himmelfahrtskommando. [Powieść]. Przełożyła W. Kragen. Wiersze przełożył J. Gniazdowski. Warszawa: Książka i Wiedza 1963, 363 s.

Tytuł oryginału: Himmelfahrtskommando.

&amp;nbsp;

 	A. Zweig: Wielka wojna białych ludzi. [Powieść]. Z niemieckiego tłumaczyła W. Kragen. Warszawa: Czytelnik.

Tytuł oryginału: Der große Krieg der weißen Männer.

&amp;nbsp;

[T. 1]. Młoda kobieta z roku 1914. Przedmową i posłowiem opatrzył R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1954, 339 s.

Tytuł oryginału: Junge Frau von 1914.

&amp;nbsp;

[T. 2]. Wychowanie pod Verdun. Posłowiem opatrzył R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1954, 464 s.

Tytuł oryginału: Erziehung vor Verdun.

&amp;nbsp;

[T. 2]. Wychowanie pod Verdun. Posłowiem opatrzył R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1977, 548 s. Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej.

Tytuł oryginału: Der Streit um den Sergeanten Grischa.

&amp;nbsp;

[T. 3]. Spór o sierżanta Griszę. Posłowiem opatrzył R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1955, 412 s.

Tytuł oryginału: Der Streit um den Sergeanten Grischa.

&amp;nbsp;

[T. 3]. Spór o sierżanta Griszę. Posłowiem opatrzył R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1978, 496 s. Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej.

Tytuł oryginału: Der Streit um den Sergeanten Grischa.

&amp;nbsp;

[T. 4]. Intronizacja. Tłumaczyła W. Kragen. Posłowiem opatrzył: R. Karst. Warszawa: Czytelnik 1956, 429 s.

Tytuł oryginału: Einsetzung eines Königs.

&amp;nbsp;

 	S. Zweig: Balzak. [Powieść biograficzna]. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1965, 491 s.

Tytuł oryginału: Balzac.</document>
<document nplp_id="18034" title="LUBECKIEGO 7" slug="lubeckiego-7">
&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Dwa mieszkania od podwórza [na Lubeckiego 6] zajęli Popower z żoną i Wojdysławski – chudy, wysokiego wzrostu urzędnik, który stracił żonę w pierwszych dniach wysiedleń. Obaj pracowali w Dziale Finansowym.
[…]
Dawne mieszkanie Popowerów dziwnym trafem znajdowało się naprzeciw – w domu numer siedem, tam gdzie w piwnicy paliło się światło we dnie i w nocy. Strona tej ulicy musiała być opróżniona z mieszkańców – nie mogli tam pozostać.
Znaliśmy to mieszkanie, bo nas zaprosili na nocleg, kiedyśmy bezdomni siedzieli raz w gmachu Rady Żydowskiej. Późnym wieczorem Popowerowa zeszła do piwnicy z garnkiem zupy i bochenkiem chleba. Ktoś z jej krewnych czy przyjaciół ukrywał się w piwnicy. Słyszeliśmy też szmery i postękiwania z antresoli i domyślaliśmy się, że i tam się ukrywają. Były to wypadki tak częste w tych czasach, że nie zwracaliśmy na nie uwagi i nie pytaliśmy o nic.” (s. 101)</document>
<document nplp_id="18054" title="MARIAŃSKA 1 (Szkoła pielęgniarstwa)" slug="marianska-1-szkola-pielegniarstwa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Irena mieszkała w szkole pielęgniarek na rogu Pańskiej i Mariańskiej, obok ruin zbombardowanego domu. Ruiny zbombardowanego domu. W tym czasie nie było jednej ulicy w getcie bez ruin, ale te właśnie miały swoją wymowę. Nie dla wszystkich – tylko dla mnie jednej. Bo wryły mi się w pamięć od czasu, kiedy pewnego dnia ujrzałam przechodzącego przez nie (nie przez Mariańską, a właśnie przez ruiny) znanego w Warszawie kardiologa, doktora Semmerau-Siemienieckiego[przypis]Mściwój Semerau-Siemianowski – (19 maja 1885 – 20 czerwca 1953) internista, kardiolog, jeden z pionierów zastosowań elektrokardiografii do badań klinicznych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Ziem Zachodnich, Uniwersytetu Łódzkiego, Akademii Lekarskiej w Gdańsku. Wraz z rodziną w czasie II wojny światowej brał czynny udział w konspiracji. Wielokrotnie udzielał pomocy osobom przebywających w getcie, przedostając się do niego w ukryciu.[/przypis]. Prowadził go Żyd w opasce. Z pewnością przyszedł ze strony „aryjskiej” do chorego na serce. Do bardzo chorego na serce. Uproszony, może ubłagany... Nie było to bowiem dla niego bezpieczne. Tak bardzo byłam wtedy przejęta na widok tego lekarza, że zawsze później łączyłam jego osobę ze szkołą pielęgniarek i minami domu. Tak samo było i teraz. W jednej chwili ujrzałam w wyobraźni ten nieodłączny splot obrazów.” (s. 85-86)

„W hallu przy biurku siedziała dyrektorka, pani Bielicka. Za nią było okno, przysłonięte portierą. W rogu stała budka telefoniczna – co nam się wydało dziwne. Przed nami w ciemnej ramie wisiał portret inżyniera Weissblatta, kierownika administracyjnego szkoły. „Czy może nas pani przenocować? Tę jedną noc tylko. Wróciliśmy Z Umschlagu.”
Powrót z Umschlagu był w tym czasie pewnego rodzaju legitymacją. Budził podziw, niedowierzanie, zdziwienie, a nawet szacunek. Wracający z Umschlagu byli jak gdyby z martwych powstali. Należało mieć dla nich względy. Czy mogła nam odmówić? Nie mogła. Szkoła mimo wszystko jeszcze funkcjonowała. Palta uczennic wisiały na wieszakach. Jeden z profesorów miał nawet wykład tego dnia. Kobiety należące do personelu, ubrane w białe fartuchy, kręciły się po korytarzu i przychodziły do dyrektorki po instrukcje. Jednakże już wyczuwało się rozprzężenie. Uczennice: Margolis, Ołomucka i Bieleńki – przeszły na stronę „aryjską”[przypis]Alina Margolis wyszła z getta po drugiej akcji likwidacyjnej, która zaczęła się 18 stycznia 1943 r. [/przypis]. Zofia Turkoenig wyjechała do Otwocka, gdzie miała matkę pracującą w sanatorium ,,Brijus”. Dwoje dzieci dyrektorki –chłopczyk i dziewczynka, które zawsze widywało się w hallu, nie przychodziło więcej. Gdzie były te dzieci?
Zaprowadziła nas do wąskiego pokoiku o dwóch łóżkach. Jedyne jego okno nie miało firanki. Krótki lambrekin wisiał na ramie. Pokój był na niskim parterze - przechodzący patrol niemiecki czy policjant polski mógł nas od razu zobaczyć. Nie zmrużyliśmy oczu przez całą noc. Rzucaliśmy się na łóżkach i wzdychaliśmy. Straciliśmy wiele osób z naszej rodziny i byliśmy niepocieszeni.
Rano ujrzałam przez okno przejeżdżający wóz, zaprzężony w konie. Nie była to nawet platforma, tylko zwykły, duży chłopski wóz. Stali na nim ciasno stłoczeni mężczyźni, kobiety i dzieci. Poznałam wśród nich Janinę Majde, starszą siostrę mojej szwagierki, Stefanii Szereszewskiej. Miała na sobie niebieską suknię w duże bukiety kwiatów, a może był to szlafrok? Możliwe, że był to szlafrok, bo była siódma godzina - nie było jeszcze ósmej. Janina mogła być jeszcze w szlafroku i tak ją Niemcy zabrali. Nieraz się przecież zdarzało, że wywlekali z łóżek i zabierali ludzi w bieliźnie.
[…]
Nikt nie lamentował na tym wozie, nikt się nie buntował, nie bronił. Wszyscy byli obojętni i zdeterminowani. Janina Majde miała twarz znieruchomiałą w zdziwieniu.” (s. 86-87)

„Na początku wysiedleń, kiedy mieszkaliśmy w „małym getcie” przy ulicy Waliców, zdarzyło się raz, że uciekliśmy z naszego mieszkania i nocowaliśmy w szkole pielęgniarek przy ulicy Pańskiej. Wyjrzałam przypadkiem przez okno i zobaczyłam wóz jadący na Umschlag i stojących na nim, zbitych w kłąb ludzi. Wśród nich zobaczyłam Janinę Majde, siostrę mojej szwagierki, Stefanii Szereszewskiej. Stała spokojna i otumaniona. Nikkt z jadących na wozie nie płakał, nie wołał ratunku, nie krzyczał.” (s. 207)

&amp;nbsp;

</document>
<document nplp_id="18073" title="MIŁA (między Dziką a&amp;nbsp;Smoczą)" slug="mila-miedzy-dzika-a-smocza">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Kupujemy więc koninę u tych dwóch kobiet, a kiedy im płacimy, pani Stefania zagaduje tę młodszą:
„No i co? Dowiedziała się pani o fryzjera w naszych stronach?”
„Na Miłej ulicy. Nie na Miłej po lewej stronie Dzikiej, tylko na Miłej od strony prawej. Niech pani idzie, a idzie tą Miłą ulicą, aż pani zobaczy zwalony dom. Tuż przy tym domu mieszka fryzjer”.
Zaraz po obiedzie pani Stefania idzie do fryzjera. Po dwóch godzinach wraca z powrotem modnie uczesana i opowiada:
„W tym samym pokoju, gdzie mnie czesano, kobieta na stole skrobała karpia. Na piecu gotował się garnek zupy. Kiedy skończyła, utarła na tarce kilka surowych kartofli, zrobiła z nich kluski i zarzuciła nimi zupę. Potem poczęstowali mnie talerzem zupy. Czułam się u nich zupełnie domowo”.” (s. 157-158)</document>
<document nplp_id="18091" title="MURANOWSKA 4" slug="muranowska-4">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Na Muranowskiej 4 zamieszkał mój brat stryjeczny – Marek Szpilfogel, z zawodu doktor chemii. Żona jego nazywała się Erna.” (s. 168)</document>
<document nplp_id="18107" title="MURANOWSKA 38" slug="muranowska-38">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Urzędnikom Gminy wyznaczone zostały bloki przy ulicy Muranowskiej 38, 40 i 42.” (s. 143)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942, ale mowa o wydarzeniach z 4 sierpnia 1942)

„Każdy z nas miał w pamięci dzień 4 sierpnia, kiedy nocą Niemcy okrążyli domy na Muranowskiej: numer trzydziesty ósmy, czterdziesty i czterdziesty drugi – i zabrali wszystkich mieszkańców z łóżek na Umschlag, prócz tych, którzy nie zatracili się i zdążyli się ukryć.” (s. 147)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Do prania przyszła Hańcia z Muranowskiej 38. W przeddzień prania w przedpokoju kuchennym Stefania Gliksberg policzyła bieliznę. […]
Była tak uszczęśliwiona, że ma nareszcie praczkę, że chciała jej podarować swoje stare pantofle, wcale jeszcze dobre.
Ale Hańcia roześmiała się:
„Pani ze mnie żartuje. Mam w domu trzydzieści par. Niech pani przyjdzie do mnie, to się pani przekona. Mam także piękne szkło i porcelanę. Wchodziłam do pustych mieszkań i zabierałam, co chciałam”. (s. 167)

ONI, IV A (jesień – zima 1942)

„Udało jej się wraz z matką przedostać na Muranowską 38 i ukryć w piwnicy, której okienko wychodziło na ulicę Niską. Zastały tam Żyda w tałesie i jego żonę, chorą na tyfus plamisty. Umierali z głodu wszyscy czworo. Nie mieli już nic do jedzenia. Wtedy Sabinka zdecydowała się zdekonspirować kryjówkę. Wskoczyła na skrzynię, otworzyła okienko i wysunęła rękę.
Na rogu ulicy Dzikiej i Niskiej był posterunek polskiej policji. Płot przedzielał ulicę Niską i stała tam budka, a przy budce dwóch policjantów.
Niska była terenem szopów i bloków, w których mieszkali placówkarze. Wolno im było wychodzić z tego terenu tylko grupami, nigdy w pojedynkę, chyba za specjalną przepustką. Do pilnowania szopów Niemcy posługiwali się polską policją, której ufali tak samo jak własnej. Jeden z policjantów zauważył wołającą rękę i domyślił się, że w piwnicy kryją się Żydzi. Poczekał na stosowny moment, ukrył pod płaszczem butelkę wody i bochenek chleba i – idąc bokiem koło muru - podał to tej ręce proszącej.
,,Karmił nas długi czas – opowiadała Sabinka – aż się uspokoiło”.
Przez cały czas naszego pobytu na Muranowskiej widzieliśmy z balkonu naszego mieszkania ten posterunek.
Możliwe, że nie byli to już ci sami policjanci. Ale zawsze, rozwieszając na sznurach bieliznę, patrzyłam na nich i myślałam: czy to ten właśnie podał chleb Sabince?
Przyszłam raz do piwnicy, gdzie mieszkała – przez korytarz, pełen cuchnących kałuż. Nie było jej. Tylko chora matka, leżąca w łóżku, odwróciła do mnie powoli głowę. Obok stało drugie łóżko, na którym leżała inna kobieta. I stał Żyd z długą brodą w pełnym rynsztunku modlitewnym.
,,To nie jest pora na modlitwę” – zdziwiłam się wskazując na niego.
„On nosi śmiertelną koszulę od rana do nocy. Nie widziałam go nigdy inaczej” – odpowiedziała matka Sabinki.” (s. 171-172)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="18705" title="NARBUTTA" slug="narbutta">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (listopad 1942)

„W tym samym pokoju, na szerokim dwuosobowym tapczanie, sypiały dwie placówkarki. Były siostrami. Młodsza miała dwadzieścia lat. Chodziły z placówką na stronę „aryjską” na ulicę Narbutta i tak samo jak Ada przynosiły do getta chleb, masło, mleko, jabłka i mięso, które potem sprzedawały.” (s. 172)</document>
<document nplp_id="18721" title="NISKA 55" slug="niska-55">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Olga Liwszyc przypisana była do szopu przy ulicy Niskiej. Szop ten był pralnią parową. Dwie jej córki – Danusia i Irka – pracowały w szopie Tobbensa w „małym getcie” i mieszkały przy ulicy Waliców 6, w mieszkaniu, w którym przedtem mieszkała moja siostra.” (s. 106)

JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Niekiedy o zmroku przychodził do nas Witold Szereszewski i zostawał na noc. I on również wraz z żoną przypisany był do pralni parowej przy Niskiej.” (s. 106)

JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Marek z Erną przychodzili do nas z plecakami, zabierali do prania naszą bieliznę oraz bieliznę Gliksbergów i płaciliśmy im od sztuki. Zabierali także bieliznę doktora Steinsapira, któremu dotychczas prała praczka z ulicy Niskiej.
Ta praczka była właścicielką małej mydlarni i doktor, oddając bieliznę, przynosił sobie od niej naftę we flaszce. Kiedy nie było elektryczności, zapalał lampkę i nafta „strzelała", bo była zmieszana z wodą.” (s. 168)</document>
<document nplp_id="18746" title="NISKA 61" slug="niska-61">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Nora Kowalska też należała do kompletu. Mieszkała z rodzicami na Niskiej 61. Adaś, syn adwokata Himmelfarba, przychodził razem z nią.” (s. 163)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Tadzik Gliksberg odwrócił się i powiedział:
„A może pójdziemy na Niską pod sześćdziesiąty pierwszy? To nowoczesny dom”.
„Na Niską? – zdziwiła się pani Stefania – to przecież jeszcze bliżej Umschlagu. A kto tam zajął mieszkanie?”
„Giterman zajął mieszkanie w tym domu i Kowalscy, i adwokat Himmelfarb”.
Zamyśliła się. Po chwili powiedziała:
,,Nie. Jak najdalej od Umschlagu. Chodźmy najpierw na Franciszkańską”. (s. 144)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Gdy tak rozmawiają, a my słuchamy, bo znamy tych wszystkich, o których mówią, wchodzi do pokoju Adaś Himmelfarb, kolega Stefanka Gliksberga. Mieszka z rodzicami na Niskiej 61. Mieszkańcy tego domu przezornie przygotowali sobie bunkier w nowo budującym się sąsiednim domu, który dopiero był podpiwniczony. Wykopali do niego przejście ze swoich piwnic. Dom ten rozpoczęto budować przed wojną. A kiedy wojna wybuchła, budowę przerwano. Ukrywało się tam dwieście osób. Między nimi było kilkoro małych dzieci.
„Te dzieci, które były z nami — opowiada Adaś i marszczy czoło — dostały proszek nasenny i spały jak zabite. Myśleliśmy, że umarły i że nie obudzą się nigdy”.
Opowiada nam jeszcze, że w tym samym domu mieszkał Icchak Giterman, dyrektor Jointu. Żona jego i syn zeszli już do bunkra. Giterman pozostał jeszcze przez chwilę w domu, potem zbiegł ze schodów, ale już nie zdążył. Żołnierz niemiecki szedł w górę po schodach i widząc biegnącego strzelił do niego i zabił.” (s. 217)</document>
<document nplp_id="18762" title="NOWOLIPIE 10" slug="nowolipie-10">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień 1942)

„Na Muranowskiej 4 zamieszkał mój brat stryjeczny – Marek Szpilfogel, z zawodu doktor chemii. Żona jego nazywała się Erna. Pracowali oboje w pralni parowej, która mieściła się w dawnym hotelu „Brytania” przy ulicy Nowolipie 10. Pralnia pracowała dla Niemców.” (s. 168)

JA/ONI, IV B (18-20 stycznia 1943)

„Przychodzi także Marek Szpilfogel i żona jego, Erna.
„Marek! wołamy — ach, Marek! No i co, żyjecie?!”
Przeleżeli trzy dni w piwnicy w dawnym hotelu „Brytania”, gdzie była ich pralnia. Uciekli i ukryli się przy pierwszym alarmie.” (s. 229)</document>
<document nplp_id="18784" title="PAŃSKA (poza gettem)" slug="panska-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (styczeń 1943)

„Dzieci — mówi mój mąż — trzeba, żebyście poszły na stronę «aryjską». Irena i Nina niech przejdą jak najprędzej. Spakujemy dziś jeszcze trochę rzeczy do worków i każę je przerzucić na drugą stronę. Mam adres dozorcy na Pańskiej. Stamtąd Marysia zabierze rzeczy do Kaftala albo do pani Krasnodębskiej. Fein mi to załatwi.” (s. 238)</document>
<document nplp_id="18800" title="PLAC GRZYBOWSKI 3/5 (Kościół pw.&amp;nbsp;Wszystkich Świętych)" slug="plac-grzybowski-3-5-kosciol-pw-wszystkich-swietych">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III

„Idąc w stronę ulicy Granicznej, przechodziło się przez plac Grzybowski, na którym stał kościół Wszystkich Świętych. W tym kościele ordynował wówczas ksiądz Puder, wychrzczony Żyd. Dokoła niego i kościoła grupowali się znajdujący się w getcie wychrzczeni Żydzi. Wielu z nich mieszkało w przylegających do kościoła budynkach, na tak zwanej plebanii. Mieszkał tam między innymi doktor Weinkiper – laryngolog.
W suterenach kościoła otworzono szwalnię, gdzie pracowały wychrzczone Żydówki, przeważnie starsze kobiety. Wśród nich wiele było neofitek, które duchowo czuły się bezpieczne pod skrzydłami nowej religii.
Kiedy Wanda Krausharowa odebrała sobie życie, w tym kościele odbyło się nabożeństwo żałobne za jej duszę. Przybyli na nie nie tylko krewni i przyjaciele z getta, ale także córka i kuzyni ze strony „aryjskiej”. Dziwny się wydawał w oczach Żydów jeden z jej kuzynów klęczący na klęczniku i pogrążony w głębokiej modlitwie. Przesadna gorliwość tego neofity nie była w tym czasie wypadkiem odosobnionym.” (s. 89-90)

Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„(Mieliśmy w getcie dwa kościoły, ponieważ Niemcy zmusili do pozostania tam wszystkich katolików żydowskiego pochodzenia).” (s. 43)</document>
<document nplp_id="18856" title="LUDWIK HERING" slug="ludwik-hering">Mapa doświadczenia przestrzeni Ludwika Heringa po stronie aryjskiej</document>
<document nplp_id="18866" title="BRZEZIŃSKA 3/5" slug="brzezinska-3-5">
&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA/ONI, IV

„5 września 1942 r.: Sobota. O szóstej rano zabrano dzieci. Judengasse. Na Kirchgasse straszliwy ryk. Wyrywanie z wozów i trzymanie policji w szachu. […] Teraz są trzy wozy przed domem [Brzezińska] nr 3/5 i nie wiedzą, co robić, bo wszystkie matki z dziećmi uciekły. My także. Byłam z Bubim do wpół do trzeciej w jakiejś chacie, potem [pojawiły się] obwieszczenia, od godziny piątej zakaz poruszania się. Wszyscy muszą [iść] do domu. O drugiej trzydzieści jedzie pełny wóz. Starsi powyżej 65 lat i dzieci do 10. roku życia wywiezieni. Po tej grozie spokojna noc.” (s. 62-63)</document>
<document nplp_id="18868" title="BRZEZIŃSKA 5" slug="brzezinska-5">
&amp;nbsp;

Irene Hauser
JA/ONI, IV

„6 września 1942 r.: […] Wóz stoi od kilku godzin pod nr 5. Leo [Hauser] jest na dole przy bramie. Ludzie stoją zdenerwowani na podwórkach, dzieci w izbach i czekają na swój los. Wóz z dziećmi, było tam też kilka matek i starych ludzi, odjechał o wpół do czwartej. Teraz zaczyna się dopiero godzina piąta rano. Wieczorem Bubi [miał] po zupie biegunkę i wymioty. Ja [miałam] pięć [razy] biegunkę. Jesteśmy wykończeni. Trzy dni nie ma chleba i do tego jeszcze zakaz wychodzenia.” (s. 63)</document>
<document nplp_id="18877" title="BRZEZIŃSKA 13" slug="brzezinska-13">
&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA/ONI, IV

„7 września 1942 r.: […] Spod domu [nr] 13 odjeżdża wóz z dziećmi. Może lepiej byłoby pojechać z nimi, ale Bubi nie chce dobrowolnie. Teraz jest wpół do pierwszej, nikt nas nie kocha, nie mamy nic w żołądku. Teraz nadchodzą najcięższe dni, nie ma kawałeczka chleba, moje biedne dziecko jest już posępne z głodu. Krwawi mi serce. Drogi Boże, co mam robić? Do tego jeszcze żółtaczka. Leo jest cały spuchnięty. Jedno oko prawie zamknięte. Nogi z głodu jak kloce. Żyjemy zimną, gorzką herbatą.” (s. 63)</document>
<document nplp_id="18881" title="KOŚCIELNA" slug="koscielna">
&amp;nbsp;

Irene Hauser
JA/ONI, IV

„5 września 1942 r.: Sobota. O szóstej rano zabrano dzieci. Judengasse. Na Kirchgasse [Kościelnej] straszliwy ryk. Wyrywanie z wozów i trzymanie policji w szachu. […] Teraz są trzy wozy przed domem [Brzezińska] nr 3/5 i nie wiedzą, co robić, bo wszystkie matki z dziećmi uciekły. My także. Byłam z Bubim do wpół do trzeciej w jakiejś chacie, potem [pojawiły się] obwieszczenia, od godziny piątej zakaz poruszania się. Wszyscy muszą [iść] do domu. O drugiej trzydzieści jedzie pełny wóz. Starsi powyżej 65 lat i dzieci do 10. roku życia wywiezieni. Po tej grozie spokojna noc.” (s. 62-63)</document>
<document nplp_id="18891" title="OKOPOWA 78" slug="okopowa-78">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
I, V, F

„Niektóre budynki wypalone w pierwszych tygodniach wojny stały przezroczyste od wielkich krągłołukich okien, pokratowanych żelaznymi witrażami bez szyb – zamykały jak klatki sterczące z rumowisk, wygięte od ognia żebrowania zarwanych sklepień.” (s. 34-35)
III [pomyłka Heringa], IV A, F
„Jakiegoś letniego wieczoru oficjaliści fabryczni grzebiący w jarzynowych działkach usłyszeli z bliskiego za murem domu muzykę skrzypiec, grających niezdarnie a namiętnie popularne melodie. Łotysz, który nudził się na ulicznej warcie, doszedł właśnie wylotem w ogród; słuchał chwilę – nachylił się – podniósł cegłę i puścił ją w celnym rzucie w okno. Na drugi dzień wytłuczona szyba była zastąpiona deską – ale muzyka już nie odezwała się nigdy.” (s. 36)

V, F

„Przed wielkim łukiem wylotu zwarte w masę budynki fabryczne czerniały jak ściany piekielnego kotła na czerwonym, pulsującym pożarami niebie. Przez szczerby i wyrwy błyskał żywy ogień i słychać było aż tu syk płomieni i rumor raz po raz osuwających się pięter. Brzozowski nie podniósł się na cogodzinny obchód, bo od dnia powstania w Getcie Niemcy zaciągnęli wachę i uprzedzali, by nikt się po terenie nie kręcił.” (s. 32)

„Najbliższe domy getta wypaliły się wczoraj. Przez cały dzień i wieczór wszystkie hydranty i węże były w ruchu. Na każdą lecącą zza muru iskrę kierowano kilka strumieni, z których każdy mógł zabić człowieka. Oprócz miejscowej ochotniczej straży wezwano pomoc z sąsiednich fabryk.” (s. 33)

„Przeszedł z tupotem po rampie wzdłuż frontowego budynku, szarpiąc po drodze napotkane kłódki i próbując zamknięcia klamek; obmacywał podejrzliwym, zawodowym okiem futryny drzwi i kraty okien. Przeciął uliczkę, której zamglony wylot prowadził na ogrodowe działki, gdzie stały wachy, i skręcił między ceglaste budynki. Zza szczytów i frontonów, powycinanych w zęby i wieżyczki, wznosił się komin i jak potężny pień wrastał w skłębione dymem niebo.” (s. 34)

„Mimo wojny bankrutująca przed wojną dyrekcja, produkująca obecnie na dzierżawionym terenie, odbudowywała w szybkim tempie swoją fabrykę podług wymagań nowoczesnej architektury. Dawne doły i studnie, wykładane drewnianymi belkami, a ciągnące się przez ćwierć terenu jak plaster cuchnącego miodu, zastąpiono szachownicą kabin zrośniętych betonowymi ściankami. Główny, kilkupiętrowy gmach przytykający do kotłowni już był pod dachem. Tam właśnie doszedł Brzozowski i drapał się w górę po spadzistych trapach luki przygotowanej dla windy. Tylko wąska uliczka dzieliła budynek od getta.” (s. 35)

„Nad gettem, jak mózg w odkrytej czaszce, kłębiły się ciężkie, śliskie zwoje dymów żyłowane ogniem.

Murek graniczny odchylał się łukiem od fabryki i ginął w mętne perspektywie zamkniętej pręgą wschodzącego słońca, skąd słychać było zgrzyt i sygnały przesuwanych pociągów.” (s. 35)
II, F
„Garbarnia Azet ciągnęła się wzdłuż getciarskiego szlaku. Plecami i prawym bokiem stykała się z żydowską dzielnicą – frontem zwrócona była do cmentarzy i rzędu czynszowych domów, które były gniazdami getciarzy.” (s. 42)

„Teren Azetu też był metą. Nie tak znaną jak składy magistrackie od Parysiaka, nie z takim obrotem jak dziura na Stawkach, ale jednak był solidną metą na małą skalę.” (s. 43-44)

„Wieczorem – po policyjnej godzinie – meta fabryczna cichła, a zaczynała funkcjonować dziura na Stawkach. „(s. 47)
II B [pomyłka Heringa], III, F
„Przy murze na działkach fabrycznych już w pierwszych dniach czerwcowej akcji zaciągnięto wachy łotewskie. W czarnych, zmiętych mundurach, w parcianych pasach przedstawiali się przy Niemcach nędznie.” (s. 53)
III, F
„Łotysze wybili kamieniami wszystkie szyby w pobliskich oknach, a potem kręcili się jak podskubane gawrony po zagonach – wyrywali marchew cienką jak sznurki i pożerali zieloną jeszcze brukiew. Niektóre oddziały szły do akcji na getto. Partie zmęczonych, rozjuszonych żołdaków wracały wieczorem przez fabrykę, niosąc tłomoki skrwawionych ubrań, zabłoconą pościel, zegary i wyżymaczki – niektórzy przymierzali ukradkiem błyszczące pierścionki i zegarki. Oficjaliści próbowali kupić coś niecoś, ale Łotysze spieszyli się (podobno bali się Niemców) i nie można było zastanowić się i obejrzeć tego, co mieli. Czekający za bramą getciarze kupowali na ślepo, prędko – wszystko, co było.” (s. 53-54)
V, F
„Naprzeciw – przez wylot po rozwalonych we wrześniu domach – poza niskimi budynkami składów widać było przywalone dymem getto, podparte twardym łukiem placu i krótkim odcinkiem Szczęśliwej” (s. 77)
„[Wielkanoc 1943] Brzozowski patrzył teraz z okna fabryki na najbliższy wypalony dom, pusty i lekki – parujący jak kość na śmietniku: jeszcze kilka dni temu, o świcie, szczęknęło tam ukradkiem otwarte okno i szara kobiecina myła prędko, prędko aż do połysku sztukowane szybki – na bliskie wielkanocne święta.” (s. 55)

„Prowadził go bokami po deskach rzuconych na doły; potem ukradkiem, uliczką między warsztatami, doszli do budynku częściowo objętego rusztowaniem. Spadzistymi trapami szli w górę, a potem po resztkach stropów, brzegami poszczerbionych murów weszli na sam szczyt. Brzozowski odciągnął młodego między zręby jakby małej baszty i tu odsapnęli.” (s. 95)
</document>
<document nplp_id="18893" title="SZCZĘŚLIWA 4" slug="szczesliwa-4">
&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F
Drugi dom od rogu (Szczęśliwa 4) stał niedopalony a wygasły. Wielki, czteropiętrowy, szary – błyskał słońcem w resztkach szyb. (s. 77)

„W domu na Szczęśliwej wzniecono tymczasem na nowo pożar. Ogień migotał już krótkimi językami po ramach okien w pionowej linii nad bramą. Paliła się klatka schodowa czterech pięter. Zaklęsła pokrywa blaszanego dachu wygniatała biały gęsty dym wzdłuż całego strychu.” (s. 78)
</document>
<document nplp_id="18895" title="OKOPOWA 58/72" slug="okopowa-58-72">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F

„Mimo wojny bankrutująca przed wojną dyrekcja, produkująca obecnie na dzierżawionym terenie, odbudowywała w szybkim tempie swoją fabrykę podług wymagań nowoczesnej architektury. Dawne doły i studnie, wykładane drewnianymi belkami, a ciągnące się przez ćwierć terenu jak plaster cuchnącego miodu, zastąpiono szachownicą kabin zrośniętych betonowymi ściankami. Główny, kilkupiętrowy gmach przytykający do kotłowni już był pod dachem. Tam właśnie doszedł Brzozowski i drapał się w górę po spadzistych trapach luki przygotowanej dla windy. Tylko wąska uliczka dzieliła budynek od getta.” (s. 35)
</document>
<document nplp_id="18897" title="SZCZĘŚLIWA 12 [lub 4]" slug="szczesliwa-12-lub-4">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
IV B, F
„Jeszcze niedawno, przed świętami (przed powstaniem), grupka ludzi wyszła ostrożnie ze śmiesznymi łopatkami i kawałkami blachy w rękach na zabudowane wysoko z trzech stron podwórko i bez głosu, porozumiewając się na migi, skopała ukradkiem kawałek śmietnikowej ziemi, wsiała nasiona, a potem każdego dnia podkradali się przez chwilę i pochylali nad nędznym zagonikiem wypatrując kiełków.” (s. 55)
V, F
„[Wielkanoc 1943] Brzozowski patrzył teraz z okna fabryki na najbliższy wypalony dom, pusty i lekki – parujący jak kość na śmietniku: jeszcze kilka dni temu, o świcie, szczęknęło tam ukradkiem otwarte okno i szara kobiecina myła prędko, prędko aż do połysku sztukowane szybki – na bliskie wielkanocne święta.” (s. 55)
„Ten dom nie dopalił się jeszcze – stłumił w sobie ogień; stał półżywy z wywieszonymi z okien płachtami i nagle wybuchł znów spazmem płomień z nowego piętra objętego pożarem. Na podwórku sterczały ceglane resztki estrady. Na szczytowej ścianie palącego się domu wymalowany był wapnem wielki napis „Witajcie”.” (s. 55)</document>
<document nplp_id="18899" title="STAWKI &amp;#8211; OKOPOWA 78 [TRASA]" slug="stawki-okopowa-78-trasa">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F
„– Nas dwóch zobaczyli na Stawkach. Strzelali, tamten padł. Skoczyłem do piwnicy, rzucili granat… ale nic. Siedziałem parę godzin, kręciłem się, znalazłem dziurę: też piwnica, tylko woda do kolan. Szedłem, szedłem i tu wyjście – w gruzach.

Stary zrozumiał.

– To za kominem?” (s. 96)</document>
<document nplp_id="18901" title="OKOPOWA – POWĄZKOWSKA [TRASA]" slug="okopowa-powazkowska-trasa">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F
„Wzdłuż Okopowej co kilkanaście metrów stał Niemiec z nastawionym automatem. Na mury getta spływały zwoje dymów. Po przeciwnej stronie szerokiej jezdni pieniła się wysoko lekka zieleń Powązek. Dzielnica mieszała wiosenny zapach rozkwitłego cmentarza i odór żywcem palonego miasta. Brzozowski mijał śpiące domy i szare, puste boczne uliczki połyskujące cienkimi jeszcze liniami rynsztoków. Już otwierały się niektóre bramy i wychodzili ludzie namaszczeni świętem. Aleja Powązkowska czerniała od śpieszących do kościoła. Czasem ktoś stanął, spojrzał ze zgrozą na piekło uwięzione za murem.” (s. 66)</document>
<document nplp_id="18905" title="OKOPOWA (stadion Skry – cmentarz żydowski) [TRASA]" slug="okopowa-stadion-skry-cmentarz-zydowski-trasa">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F
„Wracamy z egzekucji – głos leżącego policjanta spłaszczony był denkiem czapki jak tarczą głośnika – wracamy od Skry. Widzę…między pomnikami na kirkucie coś się kiwa. Szturgam Niemca – stajemy; nastawia automat, idziemy jakieś dwadzieścia kroków, patrzę: Żydówka, dziewczyna. Siedzi na grobie i kiwa się, nie ucieka. Patrzy na nas, widzi i nic: kiwa się, kiwa. Ki cholera? Skąd się tu wzięła? Po to uciekła z getta, żeby wliźć za drugi mur? Podchodzimy, zagadałem, pytam. Kiwa się i mówi: Ja już byłam wszędzie – i na Woli i na Ochocie, i aż na Czerniaków zaszłam – mówi – nigdzie nie wzięli, to przyszłam tu, na grób, żeby razem z ojcem” – mówi. I kiwa się.” (s. 91-92)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="18907" title="OKOPOWA (między SPOKOJNĄ a&amp;nbsp;cmentarzem żydowskim)" slug="okopowa-miedzy-spokojna-a-cmentarzem-zydowskim">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II, F

„Mimo ryzyka meta funkcjonowała: była wyjątkowo dobrym punktem – szerokość ulicy dzieliła ją od domów, gdzie magazynowano towar.” (s. 48)

III B, F

„Stały grupy ludzi pod bramami domów na Okopach – paląc nerwowo sporta za sportem patrzyli z przekleństwem i nienawiścią na mury jak na skrachowany bank. Zalewali zmartwienie w miejscowych sklepikach – kłócili się przy rozrachunkach i przepijali sporne salda.” (s. 50)</document>
<document nplp_id="18909" title="PLAC PARYSOWSKI – OKOPOWA – WOLNOŚĆ – ŻELAZNA – LESZNO [TRASA]" slug="plac-parysowski-okopowa-wolnosc-zelazna-leszno-trasa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II, F

„Bo przed likwidacją ta część graniczna nie miała dnia ani godziny ciszy i odpoczynku. Wielkim łukiem od Parysiaka aż do Leszna szedł szmugiel. Wieczny ruch, gwar, krzyki, nawoływania z okien getta, do okien po „tej” stronie, targi, kłótnie współzawodników, płacz stratnych, turkot wózków, biegania – nie ustawały na chwilę. Nawet ciszę świątecznych żydowskich wieczorów rozdzierał chór nędzarzy wołających do serc zamożnych.” (s. 36-37)</document>
<document nplp_id="18911" title="PLAC PARYSOWSKI 17-21" slug="plac-parysowski-17-21">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II, F

„Teren Azetu też był metą. Nie tak znaną jak składy magistrackie od Parysiaka, nie z takim obrotem jak dziura na Stawkach, ale jednak był solidną metą na małą skalę.” (s. 43-44)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="18988" title="BRZEZIŃSKA 7 (mieszkanie Irene Hauser)" slug="brzezinska-7-mieszkanie-irene-hauser">
&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, II B

„30 października [1941 r.] – ul. Masarska 22 […], mieszkałam [przy] Sperlinggasse25 [do] 8 stycznia 1942 r. [Od] 9 stycznia 1942 r. – Sulzfelderstrasse 7.” (s. 41)

JA, III B

„15 czerwca 1942 r.: Urodziny ojca [Leo Hauser]. Głodujemy, nie mamy nic do jedzenia. Bubi [Erich Hauser] i ja gramy w karty. Papa zrobił nam nowe sandały. Dostałam nową torbę, zapłaciłam narzutką.” (s. 42)

„7 lipca 1942 r.: Piorę bieliznę, myję podłogę, robię na drutach dla Lore [Fuchs]. Cierpię potworny głód, czuję się nędznie, słabo, jest bardzo gorąco, kładę się na godzinę. Nie ma chleba i zupy, [jestem] tak słaba, że nie mogę wstać z łóżka, poza tym żadnego bólu. Leo przynosi 2 dkg sera, 4 dkg płatków zbożowych dla dziecka, dla nas obierki z kartofli, łodygi i nać marchwi. Kolacja, nic na obiad, jałowa herbata.” (s. 43)

JA/ONI, III B

„9 lipca 1942 r.: […] Racja bardzo mała, chleb 10 dkg, zmniejszony do 1,90 kg na osobę na tydzień. Nie mam siły, aby podjąć pracę. Bubi też już osłabiony, śpi dużo w dzień i w nocy. Jestem bardzo smutna i zmęczona życiem, ponieważ on nie troszczy się dobrze o dziecko, nie dzieli się, i tak zginiemy. Długo tak nie wytrzymamy. Albo my zginiemy, albo on. Byle do sierpnia, w przeciwnym razie będzie po nas. Przywieziono kobiety z sąsiednich miast, dzieci do lat 10 wywieziono w inne miejsce, mężczyzn do pracy. Z getta chciano nam też zabrać dzieci. Przełożony wolał zmniejszyć racje i chleb, żeby ratować nasze dzieci. Od 10. roku życia muszą iść pracować. Zgładza się dzieci i starych ludzi.” […] (s. 44)

„10 lipca 1942 r.: […] Z głodu wstajemy o wpół do piątej rano, dzień jest wiecznością, Bubi mówi, że musimy przeżyć, śniło mi się, że wszyscy troje przybyliśmy do Rottenmann, boję się, że na zawsze zaśniemy, choć [tak] byłoby lepiej, niż chorować, dzięki Bogu nie mamy gorączki. Bubi z osłabienia znów zasnął o godzinie ósmej rano, nie mam dla niego nic do jedzenia. Liście ugotowane w solonej wodzie bez chleba. Jak Bóg da, Papa przyniesie wieczorem rację.” (s. 46)

„23 lipca 1942 r.: [Leo] idzie i sprzedaje ubranie dziecka. Wszystko chce zabrać, o gdyby już był koniec. Leżę jak sparaliżowana. On nie chce zawołać lekarza, bo nie chce płacić. Żal mi biednego dziecka. Pani Fuchs chodziła ze mną dwa razy do dr. [Maxa] Konnsteina. Zostałam zbadana i przepisał mi lekarstwa, także drożdże. Bubi zjadł mi 20 dkg z głodu, gdyż nie było chleba. Dziś idę na prześwietlenie do szpitala. Potem mam iść do pracy, żeby dostać talon. Z powodu silnego niedożywienia mam straszne bóle w plecach. I głód.” (s. 51)

„5 sierpnia 1942 r.: Pani radczyni dworu [Sara Lipa Wilhelm] chce mnie wziąć do siebie. Mam nadzieję, że zgodzą się jeszcze dziś na przeprowadzkę. Byłam w urzędzie i obiecali, że jutro. Dwie godziny stałam po kiełbasę. Ciągle nie dostałam tłuszczu. Wszyscy ludzie już rozpaczają. My już nic nie mamy. Leo dał Bubiemu niedobrej surowej mąki z odrobiną cukru i teraz jest mu po tym bardzo niedobrze. Chce go przekonać, żeby został z nim. Wmawia mu bzdury, żeby mnie okradł itd. Walczę na śmierć i życie. Znoszę najcięższe cierpienie, jakie może spotkać człowieka w getcie i do tego jeszcze znoszę dziesiąty miesiąc życia obok tego bydlaka. Niech Bóg mnie wspomaga, jutro, 6 sierpnia, kiedy będą mnie od niego oddzielać. Mam wkrótce zobaczyć moją rodzinę. Ojca i rodzeństwo, tęsknota nie daje mi spać.” (s. 55-56)

„6 sierpnia 1942 r.: Wyprowadziłam się z Bubim i jestem z tego zadowolona. Znowu mnie oszukał na chlebie. Wyłudził węgiel i kartofle. Opróżniłam walizkę pani Lilly. Dostałam groch i rękawiczki. Z narzutki zrobię torby na zakupy. Na sprzedaż, aby móc przeżyć. Leo chce mi odstręczyć dziecko. Woła je do siebie i podjudza przeciwko mnie. Żąda żywności Bubiego. Chce mu gotować kolacje. Z osobistego wyrachowania, ponieważ nic już nie ma. Byłam na Fischgasse [8]. Będzie jeszcze raz wezwany, a ja ciągle jeszcze nie mam zgody na przeprowadzkę.” (s. 56)

JA, III B

„12 lipca 1942 r.: Łażę po wszystkich kątach, kolana zawodzą. Wspaniała niedzielna pogoda. Dzwonią dzwony. Na zewnątrz, w nocy alarm lotniczy, ale u nas nie było żadnego […]” (s. 47)

„21 lipca 1942 r.: Zmieniłam sypialnię. Mam więcej chęci do życia. Zjadłam pierwsze drożdże, roztarte w zasmażce, posmarowane na chleb.” (s. 51)

„29 lipca 1942 r.: Leo zamówił dr. [Maxa] Konnsteina. Przyszedł o godzinie siódmej wieczorem. Dokładnie mnie zbadał i zapisał zastrzyki strychniny, potem drożdże. Pojutrze prześwietlenie płuc w szpitalu.” (s. 53)

„6 sierpnia 1942 r.: Pozwolono na rozwiązanie związku. Wprowadziłam się do radczyni dworu, pani [Sara Lipa] Wilhelm, pierwsze piętro, [nr] 28.” (s. 56)

„18 sierpnia 1942 r.: Urząd nic nie pomógł. Trzeba by ich powiesić. Wyłączono nam światło. Bubi i ja [zjedliśmy] dzisiaj śmierdzącą zupę z obierków kartoflanych. Jutro nie będzie chleba, ponieważ dziś [go] zjedliśmy. Muszę wyczyścić brud, który zebrał się w pokoju na naczyniach podczas 10 dni, kiedy mnie tu nie było. Od wczoraj mam spuchnięte nogi od noszenia wody i stania w kolejce. Nie ma pieniędzy na drożdże. Jestem skończona, a jednak żyję dalej. Jestem zbyt tchórzliwa, żeby się zabić. Jeżeli wytrzymam jeszcze następne dni, to jestem przekonana, że Bóg pozwoli mi się zestarzeć i może pojawi się jeszcze coś dobrego, ponieważ wytrzymać ten głód z dzieckiem to cud Boży. Jest jakaś wyższa władza, która zaszczepia mi tę końską siłę, bo żaden lekarz nie może pomóc. Nie mam nic do jedzenia, ale za to dużo brudu do sprzątania. Zrobiłam z narzutki cztery torby na zakupy, wieczorem idę na rynek. Nic nie sprzedałam. Już nie mogę.” (s. 57)

„19 sierpnia 1942 r.: Tak czy owak nie zakończę tego. [Wychylam] się przez okno. Jednak nie mogę zostawić dziecka, a ono chce żyć. On tak mnie prosi, żebym przy nim została. Upał odbiera człowiekowi rozum. ” (s. 57)

„20 sierpnia 1942 r.: Od wpół do dwunastej do za piętnaście druga w nocy wielki alarm. Co kwadrans. Strzały przy drutach. Policjanci krzyczą na podwórkach: odejść od okien.” (s. 58)

JA/ONI, IV

„6 września 1942 r.: […] Wóz stoi od kilku godzin pod nr 5. Leo [Hauser] jest na dole przy bramie [Brzezińska 7]. Ludzie stoją zdenerwowani na podwórkach, dzieci w izbach i czekają na swój los. Wóz z dziećmi, było tam też kilka matek i starych ludzi, odjechał o wpół do czwartej. Teraz zaczyna się dopiero godzina piąta rano. Wieczorem Bubi [miał] po zupie biegunkę i wymioty. Ja [miałam] pięć [razy] biegunkę. Jesteśmy wykończeni. Trzy dni nie ma chleba i do tego jeszcze zakaz wychodzenia.” (s. 63)

„8 września 1942 r.: Godzina czwarta rano. Akcja z dziećmi jest kontynuowana za pomocą wojska, ponieważ przebiegała zbyt wolno105. Dalej się boimy. Bubi nie chce pójść ze mną dobrowolnie, ja myślałam, że wtedy dostaniemy prędzej jakąś zupę. Zdajmy się na Boga. Ludzie nie mogą nam pomóc, bo ich nie ma. Od godziny szóstej rano stoją. Stoją i czekają na chleb. Mimo zakazu wychodzenia i blokady sklepów. Nikt nie idzie do pracy. Jest nas sto tysięcy przestraszonych ludzi. Nie ruszamy się.” (s. 64)</document>
<document nplp_id="18991" title="BRZEZIŃSKA 7 &amp;#8211; PLAC KOŚCIELNY, kładka nad&amp;nbsp;ZGIERSKĄ &amp;#8211; MASARSKA, kładka nad&amp;nbsp;LIMANOWSKIEGO &amp;#8211; CIESIELSKA 7 [TRASA]" slug="brzezinska-7-plac-koscielny-kladka-nad-zgierska-masarska-kladka-nad-limanowskiego-ciesielska-7-trasa">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
ONI, III B

„9 lipca 1942 r.: […] Leo ledwie może pokonać trzy i pół piętra i dwa mosty40, tak jest wykończony złym przydziałem.” (s. 44)

JA/ONI, III B

„15 lipca 1942 r.: […] Choć trzy dni trochę jadłam, czuję dzisiaj, że kończą się siły i muszę dziś poświęcić ostatnie rzeczy, żeby zatrzymać śmierć głodową. Dla dobra dziecka. Nie ma ono żadnej pomocy od swego ojca, który tylko myśli o papierosach i filiżankach z paliwem. Gospodaruje bezsensownie, a ja nie mam żadnej władzy nad nim. Jesteśmy przy nim straceni. Każe mi przynosić chleb do banku, a ja nie mogę już się dowlec. On da nam zdechnąć bez zmrużenia oka. Wszystko poświęciłam, pieniądze, mienie i siłę i to mu też nie wystarcza. Ostatniego feniga chce na papierosy. Już dalej nie mogę, bolą prześwitujące przez skórę kości.” (s. 48)</document>
<document nplp_id="18995" title="Żydowska" slug="zydowska">
&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA/ONI, IV

„5 września 1942 r.: Sobota. O szóstej rano zabrano dzieci. Judengasse. Na Kirchgasse straszliwy ryk. Wyrywanie z wozów i trzymanie policji w szachu. […] Teraz są trzy wozy przed domem [Brzezińska] nr 3/5 i nie wiedzą, co robić, bo wszystkie matki z dziećmi uciekły. My także. Byłam z Bubim do wpół do trzeciej w jakiejś chacie, potem [pojawiły się] obwieszczenia, od godziny piątej zakaz poruszania się. Wszyscy muszą [iść] do domu. O drugiej trzydzieści jedzie pełny wóz. Starsi powyżej 65 lat i dzieci do 10. roku życia wywiezieni. Po tej grozie spokojna noc.” (s. 62-63)</document>
<document nplp_id="18998" title="WIDOK 7 (kolektyw)" slug="widok-7-kolektyw">
&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, II B

„Ulica Widok 7, kwaterowanie 24 października 1941 r., przyjazd godzina siódma wieczorem, piątek.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="19003" title="WRÓBLA (?) (mieszkanie Hauser)" slug="wrobla-mieszkanie-hauser">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, II B

„30 października [1941 r.] – ul. Masarska 22 […], mieszkałam [przy] Sperlinggasse [do] 8 stycznia 1942 r.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="19006" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; CHEŁMNO [TRASA]" slug="lodz-chelmno-trasa">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
ONI, III A

„13 maja 1942 r.: Wyjechała rodzina Leo [Hausera].” (s. 42)

ONI, III B

„11 lipca 1942 r.: […] Wysiedlenie z getta. 12 000 Niemców, 5–15 maja 1942 r. Wsiedlenie z sąsiednich miast. Kilka tysięcy bez dzieci. Katastrofalne wiadomości stamtąd. Rozproszenie rodzin.” (s. 45)</document>
<document nplp_id="19010" title="MASARSKA 22 (kolektyw)" slug="masarska-22-kolektyw">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
A, II B

„30 października [1941 r.] – ul. Masarska 22 […], mieszkałam [przy] Sperlinggasse [do] 8 stycznia 1942 r.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="19022" title="PLAC KOŚCIELNY 6 (poczta)" slug="plac-koscielny-6-poczta">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, III B

„24 sierpnia 1942 r.: Na poczcie. Napisałam [do] Trachtenberga, Neuratha, Spitzera.” (s. 60)</document>
<document nplp_id="19024" title="PLAC PILCERA" slug="plac-pilcera">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, III B

„18 sierpnia 1942 r.: […] Zrobiłam z narzutki cztery torby na zakupy, wieczorem idę na rynek. Nic nie sprzedałam. Już nie mogę.” (s. 57)</document>
<document nplp_id="19026" title="RYBNA 8 (Wydział dla Wsiedlonych)" slug="rybna-8-wydzial-dla-wsiedlonych">

&amp;nbsp;
Irene Hauser
JA, III B

„16 lipca 1942 r.: Od trzech dni jem dobrą zupę, a siły znikają z godziny na godzinę. Byłam w Urzędzie Mieszkaniowym, ponieważ nie mogę już wchodzić po schodach i wszędzie jest trudno dojść.” (s. 48)

JA/ONI, III B

„1 sierpnia 1942 r.: Byłam u dr. [Maxa] Konnsteina i dr. [Karla] Bondy na Fischgasse [8]. Wezwą go i za kilka dni pomogą mi. Tego nie można już znieść. Dziecko bardzo cierpi z tego powodu, a ja nie mogę już na niego patrzeć. Grozi mi, że mnie całkowicie okradnie, a i tak już nam tak dużo wyniósł. Wyrzucił pieniądze w bezsensowny sposób. Drewno, sacharyna, papierosy i obierki kartoflane, nic dla dziecka. Kawę i miód kupuje dla siebie w sklepie.” (s. 54)

ONI, III B

„3 sierpnia 1942 r.: Wezwanie Leo na Fischgasse [8] w sprawie separacji.” (s. 55)

JA/ONI, III B

„4 sierpnia 1942 r.: Dwunasta godzina w południe. Wielka próba alarmu lotniczego. Leo [Hauser] wezwany na Fischgasse [8], ponieważ nie mam spokoju, a on podjudza dziecko.” (s. 55)

„5 sierpnia 1942 r.: Idę do urzędu [Rybna 8]. Wysiedlą go i wrócą [jego] zakrwawione rzeczy. On zniszczy całą naszą trójkę. Teraz muszę działać, ponieważ chce zabrać dziecko. Ja mam się wyprowadzić, żeby on mógł je jeszcze wykorzystać. Przed niczym się nie wzbrania, grozi nieustannie. Nie wytrzymam obok niego ani dnia dłużej. Dziś decyzja.” (s. 55)

„6 sierpnia 1942 r.: Wyprowadziłam się z Bubim i jestem z tego zadowolona. Znowu mnie oszukał na chlebie. Wyłudził węgiel i kartofle. Opróżniłam walizkę pani Lilly. Dostałam groch i rękawiczki. Z narzutki zrobię torby na zakupy. Na sprzedaż, aby móc przeżyć. Leo chce mi odstręczyć dziecko. Woła je do siebie i podjudza przeciwko mnie. Żąda żywności Bubiego. Chce mu gotować kolacje. Z osobistego wyrachowania, ponieważ nic już nie ma. Byłam na Fischgasse [8]. Będzie jeszcze raz wezwany, a ja ciągle jeszcze nie mam zgody na przeprowadzkę.” (s. 56)

JA/ONI, III A

„5 sierpnia 1942 r.: Pani radczyni dworu [Sara Lipa Wilhelm] chce mnie wziąć do siebie. Mam nadzieję, że zgodzą się jeszcze dziś na przeprowadzkę. Byłam w urzędzie i obiecali, że jutro.” (s. 55)

JA, III B

„15 sierpnia 1942 r.: Wizyta na Fischgasse [8] z powodu skierowania do pracy i sprawy przesiedlenia. Od pani Lilly dostałam 3 [mk] za pracę. Wpłaciłam na warzywa. Nie ma zgody na przeprowadzkę. Przesadne trzymanie się biurokracji.” (s. 56)

Viktor Hahn

JA, III A

„1 kwietnia: O wpół do ósmej byłem w Amcie dla Eingesiedelte [Wydziale dla Wsiedlonych], stamtąd zostałem odprowadzony do pralni (resort). Do domu przebrać się i tego samego dnia pierwszy dzień pracy.” (s. 352)

&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A (29.04.1942)

„4)WOLNO ZABRAĆ Z SOBĄ TYLKO 12,5 kg BAGAŻU NA OSOBĘ.

Ewentualne przedmioty, które znajdują się w posiadaniu osób przeznaczonych do wysiedlenia i które należy zostawić na miejscu, mogą zostać wystawione na sprzedaż w moim BANKU, Bleicherweg 7. Biuro Wysiedleń znajduje się przy Fischstrasse 8. W biurze tym udziela się wszelkich informacji dotyczących tej sprawy i przyjmuje podania oraz reklamacje.”(s. 22)

JA/ONI, III (03.05.1942)

„O ile getto jest już samo w sobie prawdziwie ruchliwym miasteczkiem, to teraz przypomina ono mrowisko, w które ktoś włożył przysłowiowy kij. Zdenerwowani ludzie nieustannie krążą po wszystkich ulicach. Jednym z najbardziej obleganych miejsc jest centrum dla nowo przybyłych mieszkańców getta - Wydział dla Wsiedlonych, znajdujący się przy Fischstrasse [Rybnej], gdzie informacji zasięgają tłumy ludzi. Wydział ten musi załatwić całą masę rzeczy w ciągu kilku dni. Ma on wykwalifikowanych pracowników i energiczne kierownictwo.” (s. 23)

JA/ONI, III A (04.05.1942)

„Pierwszy dzień wysiedleń. Komisja znajdująca się przy Fischstrasse [Rybnej], pracując dzień i noc, skompletowała kontyngenty. Codziennie tysiąc osób wędruje do więzienia policyjnego, które jest punktem zbiorczym wszystkich transportów. Ulicami getta ciągną nędznicy z Kolonii i Düsseldorfu: oni to właśnie są pierwszymi wysiedleńcami.

Na ulicach widać także wozy, które przewożą bagaże do centralnego więzienia. Jest to prawdziwe wybawienie dla ludzi starych i ułomnych, którzy nie są w stanie unieść nawet tych 12 kilogramów.

Wszyscy przychodzą punktualnie “Jecke”, jak nazywa się tutaj ironicznie niemieckiego Żyda, ma przecież dyscyplinę we krwi. Nikt nie próbuje ukrywając się odmienić swego losu. Najważniejszy jest porządek - nie można go zakłócić niestawieniem się. Wszystkie mosty spalone, nie ma już odwrotu, niczego nie można zmienić, pozostaje tylko punktualne przyjście na miejsce zbiórki. Policja żydowska nie ma z tymi ludźmi specjalnych problemów. Ci Żydzi są przyzwyczajeni do posłuszeństwa. Skompletowanie kontyngentów nie przedstawia najmniejszych trudności. Ci, którzy mają być wysiedleni, otrzymują swoje wezwanie do wyjazdu już 1 i 2 maja: „Wzywa się Pana Kohna Maxa, zamieszkałego przy Fischstrasse 12, do stawienia się 4 maja o godzinie 12 na Trodlerstrasse 7. Cel - opuszczenie getta Litzmannstadt. Wolno zabrać 12,5 kg bagażu na osobę.” (s. 27)

JA/ONI, III A (13.05.1942)

„Prezes musi wystawić określony kontyngent, a każdy transport musi liczyć tysiąc osób. Trzeba tych ludzi doprowadzić na miejsce. W dzień i noc są wyciągani z mieszkań, z łóżek. Złożone przez niektórych podania nie zostały do tej pory rozpatrzone. To jest niesprawiedliwe. Ludzie są rozgoryczeni. Komisja lekarska powinna wcześniej sprawdzić stan zdrowia przeznaczonych do deportacji petentów. Przy Fischstrasse [Rybnej] wszystkim puszczają nerwy. Powodem jest widmo niepełnych transportów. Policja otrzymuje surowe wytyczne. Ale i bez nich jest wystarczająco ostra. Jest to rozdział historii Żydów, który powinien być kiedyś opisany.” (s. 28)

JA/ONI, III A (13.05.1942)

„Ludzie piszą podania, proszą o komisje lekarskie; biuro przy Fischstrasse [Rybnej] jest zasypywane petycjami. Tamtejszy urząd ciągle jeszcze funkcjonuje, choć i tu widoczne są już oznaki paniki. Osoby zagrożone prześcigają się w wyszukiwaniu coraz to nowych protektorów. Biegają od wydziału do wydziału, wszędzie tam, gdzie pojawia się najmniejsza iskierka nadziei.” (s. 28)

JA/ONI, III A (14.05.1942)

„Wczoraj w godzinach przedpołudniowych chodziły słuchy, że prezes, który odwiedził Wydział dla Wsiedlonych, powiedział, że ma wyjechać dwa tysiące kolejnych osób. Po południu była to już smutna pewność. Ale na tym nie koniec.” (s. 29)

JA/ONI, V A (09.1942)

„Tak zwani nowo wsiedleni - teraz figurują już jako dawno wsiedleni, takie jest tempo naszych czasów - mogą znów trochę swobodniej oddychać, wszyscy gonią za jakimś zatrudnieniem. Referat pracy przy Fischstrasse [Rybnej] jest ciągle oblężony, ale problem wciąż istnieje. Dlaczego? Czy wszyscy zdolni do pracy mężczyźni i kobiety nie mogliby robić czegoś pożytecznego? Miejmy nadzieję, że prezes także na ten temat powie decydujące słowo, pobudzi do działania Wydział Zatrudnienia.” (s. 74)

JA/ONI, V A (wiosna/ lato 1943)

„Ponieważ okazało się, że prace nie mogą być przeprowadzone w pierwotnie przewidzianym budynku przy Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 41, prezes udostępnił na ten cel pomieszczenia Wydziału dla Wsiedleńców: Obiekt ten, mieszczący się przy Fischstrasse [Rybnej] 8, miał zostać przejęty przez Wydział Ewidencji po likwidacji Wydziału dla Wsiedleńców.” (s. 92)

JA/ONI, III B (22.06.1942)

„Faktem jest, że na Zachodzie było bardzo mało Żydów władających jidysz, nie wspominając już nawet o języku polskim. Jeśli się nawet tacy znaleźli, to byli to Żydzi wschodnioeuropejscy z Zachodu. Dopiero później - ale o tym będzie jeszcze mowa - stosunkowo dużo młodych ludzi dostało posady, głównie w Biurze dla Wsiedleńców. Oprócz tego było jeszcze kilka miejsc w Służbie Porządkowej (policji) i w straży pożarnej. Dla mężczyzn powyżej czterdziestki możliwości były bardzo ograniczone. Dla większości wysiedlonych rynek pracy był niedostępny. Jedynym ratunkiem były kolektywy. Ale to już rozdział sam w sobie. Mężczyźni byli tam narażeni na szykany nie do opisania. Kierownicy transportów byli pod presją i musieli podlegający im materiał ludzki dosłownie zamęczyć na śmierć. Ludzie byli wyciągani w nocy z pokoi i zmuszani w najgorszą pogodę, bez odpowiedniego pożywienia ładować węgiel transportowany do getta, bądź też zwozić warzywa, którym groziło zepsucie.” (s. 105)

JA/ONI, III B (29.06.1942)

„Z dnia na dzień komplikują się problemy przesiedlonych. Zakres działania agendy rośnie. - W getcie jest przymus pracy. Jakie znaleźć zajęcie, jeśli coś robić trzeba? - Rzecz prosta: tworzy się nowy urząd.

Prezes organizuje „Oddział dla Przesiedlonych. Ci odetchnęli z ulgą. Wreszcie będzie jakaś placówka, jakaś władza, która zainteresuje się nimi wyłącznie, pomyśli o ich troskach. Absolutna separacja przeprowadzona! Przesiedleńcy zostaną na zawsze tylko przesiedleńcami. Oddzieleni od innych, mają własny zarząd.” (s. 108-109)</document>
<document nplp_id="19030" title="DZIKA 32 (?)" slug="dzika-32">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F

„Brzozowski mieszkał na piątym piętrze narożnego domu – naprzeciw dawnych opałowych magistrackich składów stykających się z gettem. Tu musiał się przenieść z Parysiaka, gdy Niemcy zaczęli tworzyć żydowską dzielnicę.” (s. 67)</document>
<document nplp_id="19034" title="WOLBORSKA 23 (Łaźnia i&amp;nbsp;Zakład dezynfekcyjny)" slug="wolborska-23-laznia-i-zaklad-dezynfekcyjny">
&amp;nbsp;

Viktor Hahn
JA, III A

„24 kwietnia: O godz. 10 wyjście do odwszalni. Kąpiel o pół do piątej, do tego czasu oczekiwanie względnie leżenie na siennikach. Kąpiel była świetna, potem odpoczynek i dobrze przespana noc”.

.</document>
<document nplp_id="19036" title="BAŁUCKI RYNEK &amp;#8211; ŁĄKOWA 4 [TRASA]" slug="balucki-rynek-lakowa-4-trasa">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA/ONI, III A

„15 maja: […] Następnie ½ chleba i szło się na Bałucki Rynek. Bagaże, których mam wiele, pomógł mi nieść pan Kasza. Stało się tam, a następnie do elektryki. Tu wszystko się zaczęło: szliśmy względnie jechaliśmy najpierw do łaźni na kąpiel i odwszenie wszystkich rzeczy parą. Walizkę uratowałem, chyba jako jedyny. Wszystko, co skórzane, zniszczy się od tego gorąca. Bito tam grubym kijem wszystkich. Potem znów elektryką do SS64 na spis, następnie stanie na zewnątrz w największym deszczu i w końcu szło się do obozu. Sam niosłem walizkę i to była moja krzyżowa, straszna droga. Ledwo doszedłem. Obiecali mi bicie. W obozie lali nawet za to, że niektórzy mieli czapki na głowie. Potem było trochę kawy, dali nam ją Żydzi z Pabianic, którzy są tu z nami." (s. 361)</document>
<document nplp_id="19049" title="DREWNOWSKA 77 (Pralnia Chemiczna)" slug="drewnowska-77-pralnia-chemiczna">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA, III A

„1 kwietnia: O wpół do ósmej byłem w Amcie dla Eingesiedelte [Wydziale dla Wsiedlonych], stamtąd zostałem odprowadzony do pralni (resort). Do domu przebrać się i tego samego dnia pierwszy dzień pracy.” (s. 352)

„3 kwietnia: W resorcie po południu czułem się źle, poszedłem się położyć.” (s. 352)

„9 kwietnia: W resorcie kupione 2 klopsy, wieczorem ziemniaki. Znalazłem wszy.” (s. 352)

„12 kwietnia: Niedziela. Znów wspominam, jak w każdą niedzielę. Awizowano mi 2 przekazy. W resorcie zostały nam nadane numery.” (s. 353)

„17 kwietnia: Obijanie się przy pompie w resorcie – do godz. 2. Zarobek 10 marek. Złapałem gołębia.” (s. 353)

„20 kwietnia: Usuwanie żelaza – noszenie czystego prania na dół. Zranienie w palec. Przed południem ugotowano 6 ziemniaków. Feldmannovie przeprowadzili się.” (s. 353)</document>
<document nplp_id="19052" title="Św. JAKUBA 10 (kolektyw praski)" slug="sw-jakuba-10-kolektyw-praski">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA, III A

„1 kwietnia: O wpół do ósmej byłem w Amcie dla Eingesiedelte [Wydziale dla Wsiedlonych], stamtąd zostałem odprowadzony do pralni (resort). Do domu przebrać się i tego samego dnia pierwszy dzień pracy.” (s. 352)

„6 kwietnia: Dzień czystości. Sprzątanie w domu. Poszedłem w deszczu do resortu

na obiad. Potem zarobek 12 marek.” (s. 352)

„2 kwietnia: Zostałem w domu, żyd[owskie] święto, i zarobiłem 40 marek na sprzedaży.” (s. 352)

JA/ONI, III A

„22 kwietnia: Bez chleba do pracy. W gazetach dobre wieści, ale dzień tragiczny: rano umarł mój współlokator [Paul] Heisler, wieczorem ogłoszono kwarantannę, a późno w nocy zmarł pan [Rudolf] Hirsch, który spał [na pryczy] pode mną.” (s. 353)

JA, III A

„23 kwietnia: Pierwszy dzień kwarantanny. Zjadłem dużo chleba i puding.” (s. 353)

„24 kwietnia: O godz. 10 wyjście do odwszalni. Kąpiel o pół do piątej, do tego czasu oczekiwanie względnie leżenie na siennikach. Kąpiel była świetna, potem odpoczynek i dobrze przespana noc.” (s. 353)

JA/ONI, III A

„26 kwietnia: Niedziela, znów wspominanie. Przed południem mięso na Z[usatz]-K[arte], po południu 2 [porcje] zupy i kiełbasa z resortu. Graliśmy w remika (w karty), a potem wygrzewaliśmy się w słońcu na podwórku.” (s. 354)

JA, III A

„30 kwietnia: Zimno. Ratowanie się i sprzedawanie, co się tylko da. Wszyscy sprzedają ubrania, buty itd., a podwórko pełne Polaków [polskich Żydów]. Chleb do niedzieli, tj. na 3 dni. Jestem 7 dni na kwarantannie. Robię pożyczony puding. Bardzo dokuczliwy, denerwujący dzień, a wieczorem zebranie dotyczące wyprowadzki. Wiele przemówień, dyskusji i oczekiwania nadchodzących wydarzeń.” (s. 354)

„3 maja: Znowu niedziela na kwarantannie. Wreszcie przyjemnie. Rano byłem w drogerii po spirytus, a na śniadanie zjadłem znów zupę ziemniaczaną. Dom ponownie pełny kupujących. Po południu dr [Alexander] Bayer oznajmił, że kwarantanna zostaje przedłużona, na razie więc nigdzie nie jedziemy.” (s. 354-355)

„4 maja: Pada deszcz. Dokładnie dzisiaj mija 6 miesięcy naszego pobytu w getcie. Moja prośba została pozytywnie rozpatrzona, a więc zostaję. Wysłałem [w ślad] za wysiedlonymi 5 kart [pocztowych]: dwie do Ašy, [po jednej do] matki, Emila i Lessów. Odjechali w deszczu. Byłem w resorcie po obiad. Wieczorem czyściliśmy obierki ziemniaczane, a pani Fleischerová zrobiła z nich zupę haše.

Dr Gotschalk, przez którego mamy kwarantannę, wrócił ze szpitala, jest prawie zdrowy i może wychodzić na zewnątrz. Ale my wciąż mamy kwarantannę: polski bałagan. Wieczorem znowu było zebranie. Sporządzaliśmy nowe spisy, tych, którzy zostali.” (s. 355)

„5 maja: […] Wypożyczyłem sobie: Když nastaly deště i trochę czytam. Ta cała kwarantanna jest psu na buty. Każdy chodzi, gdzie chce, i robi, co chce, mimo że drzwi we dnie i w nocy pilnuje 2, 3 strażników, czyli izolatorów. Pomieszczenia są pełne porzuconych przedmiotów, wzięliśmy palnik spirytusowy, spirytus dostaniemy w drogerii, 10 dkg za 3 marki. Pod wieczór zmęłliśmy czyste obierki i pani Fleischerová ponownie nam z nich zrobiła zupę haše na kolację. Znalazłem po wysiedlonych 2 ładne garnki do gotowania i słoik po marmoladzie. […]

Wszystko jest tu polskie: Przed kilkoma dniami policja weszła na nasze podwórko i wygnała oraz pobiła Polaków, którzy tam od nas kupowali. Kiedy już ci ludzie znaleźli się na zewnątrz, [policjanci] zamknęli drzwi i sami wykupili wszystko, co mieliśmy i chcieliśmy sprzedać. Poza tym mamy od 1 maja polską kuchnię, gotuje lepiej niż nasze, a w zupie jest o wiele więcej ziemniaków […]

W nocy byłem 2 razy na dworze, dostałem lekkiej biegunki, pewnie po tej zupie z obierków. Ustępy są stale bardzo zanieczyszczone i wieczorem na zebraniu przegłosowano opłatę 1 marki na osobę za doprowadzenie do porządku ustępu, schodów i korytarzy.” (s. 355-356)

JA, III A

„9 maja: Jest nas na kwarantannie 35 osób plus 3 osoby spoza kolektywu. Poprzednio 2 z nas chodziło rano po kawę dla wszystkich i niosło ją do nas na trzecie piętro w bańce. Było to uciążliwe i dlatego teraz chodzimy rano po kawę sami, każdy dla kilku osób. Po zupę chodzi stale 2 ludzi, na przemian. Dotychczas było ½ litra zupy dziennie, wczoraj był rwetes i od dzisiaj będzie się codziennie wydawało po 0,7 litra.

Ładna pogoda. Rano kęs chleba, musimy oszczędzać. Zastanawiam sie, co zrobię z butami, zdzierają się, a mam ostatnie 2 pary. Jedne są lekkie, całkiem jeszcze dobre, ale w drugich, które stale noszę, już jakiś czas temu naprawiałem obcasy. A i guma użyta w nich na podeszwy zaczyna szwankować. Poza tym kiepski humor. Lekarz opukiwał chorego Jirkę Fleischera, który leży już 5 dni z gorączką. Gramy znów w karty.

Coś charakterystycznego dla tutejszych warunków: pan Hirsch umarł 23 kwietnia, a 6 dni później przyjechali tu po niego, aby odwieźć go do szpitala, do którego miał iść jakiś czas temu. Leżał 3–4 tygodnie w pokoju.” (s. 357-358)

JA/ONI, III A

„13 maja: […] W nocy miejscowa policja wkroczyła do kolektywu i zabrała wielu znajomych, którzy dopiero dziś mieli stawić się na miejscu zbiórki. Podobno jeszcze dziś odjeżdżają. Złowili 300 ludzi do kontyngentu. W niektórych pokojach była to ponoć straszna noc.

Rano była u mnie Novákova, która czeka na rozpatrzenie podania, w przeciwnym razie jeszcze dziś musiałaby wyjechać. Może im to odłożą. Bardzo niechętnie by poszli! W nocy policjanci poszukiwali także ludzi od nas. Gdyby nie nasza „złota” kwarantanna, byłoby nas dzisiaj o wiele mniej. Z tego wynika, że nigdy nie wiadomo, co jest dla kogo dobre.” (s. 360)

„15 maja: O godz. 5 rano policja rzeczywiście przyszła po Kummermannów. O godz. 8 staję do poboru, uznany za zdolnego, o godz. 5 muszę być na zbiórce. Polscy lekarze badali nas dokładnie, byliśmy całkiem nadzy. Stamtąd poszedłem do resortu po zupę i pieniądze za kwarantannę, wypłacili mi aż 56 marek, zaraz za nie kupiłem jedzenie na drogę. […] Gdy wróciłem, zjadłem zupę, a pani Fleischerová potem mi wszystko zapakowała. Ledwie to zrobiła, do pokoju wkroczyła policja i zabrała względnie miała rozkaz wkrótce doprowadzić wszystkich, nie czyniąc wyjątku dla Fleischerovej, Nettlovej ani mnie. Polski bałagan! Zostałem zwolniony, ale mimo to zmuszono mnie do wyjścia. Dobrze, że zgłosiłem się do Poznania. Walizki odniosłem najpierw na dwa razy do Sašy, a potem na miejsce. Lekko nie było, wciąż musiałem odpoczywać. Cieszę się, że jestem w pomieszczeniu, tj. w garażu, gdzie będziemy dzisiaj spać.” (s. 360-361)
</document>
<document nplp_id="19054" title="PRAGA (poza Łodzią)" slug="praga-poza-lodzia">
&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA, III A

„10 maja: Ostatnia niedziela na kwarantannie. Przypominam sobie ponownie niedziele w Pradze, gazety [czytane] na Nuslach w łóżku, rano kawę z deserem, psa, a przede wszystkim moją Ašę. Ona pewnie też wspomina. Jak często jeździ do mojej matki, a kiedy do Kojetic? I co robi jej matka? Dzisiaj jest u nas dzień matek. Jesteśmy zamknięci i nie wiemy, co się gdzie indziej dzieje, być może w Pradze obchodzą dzień matek. Krążą znów dobre wiadomości, podobno przemawiał [Edvard] B[enes]” (s. 358)

JA/ONI, III A

„12 maja: […] Wciąż dochodzą pieniądze z Pragi, ja jednak niczego nie dostaję, ale tak naprawdę nie potrzebuję pieniędzy. Na podstawie przesyłek można się zorientować, czy Żydzi jeszcze żyją w Pradze. A co z Jarką61 i Ančą? Co z mamusią? To dobrze, że opuściłem Pragę, czy powinienem tam zostać[?] Dzisiaj nie ważę nawet 65 kg, co oznacza, że straciłem na wadze 20–25 kg. Odczuwam to głównie w nogach. Aša zdziwiłaby się, jak wyglądam, ja jednak zapomniałem zabrać z Pragi dużo rzeczy do zjedzenia, przede wszystkim zasmażki, kakao, kaszy manny, ryżu itd. To, co miałem, wkrótce zjadłem, a niektórzy mają zapasy jeszcze do dziś, oczywiście mężowie względnie żony. [Ludzie] stanu wolnego pospiesznie umierali i wymarli” (s. 359)</document>
<document nplp_id="19056" title="ŁĄKOWA 4 (obóz przesiedleńczy (poza gettem)" slug="lakowa-4-oboz-przesiedlenczy-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA/ONI, III B

„16 maja: Jest nas wielu i dlatego noc była kiepska. Nie spałem. Rano wydali nam 1 chleb na 8 osób, a potem dobrą kawę zbożową. Wczoraj i dzisiaj wciąż pada deszcz. Ci z Pabianic dzisiaj wyjeżdżają, dokąd – nie wiedzą. Wczoraj o godz. 8 była przez te niezdjęte czapki półgodzinna musztra. Padnij, powstań, ale nam to chyba nie zaszkodziło, z wyjątkiem zabrudzenia. Jest tu jednak okropnie, obyśmy stąd odeszli. Wiele nam tu nie obiecują do jedzenia w związku z Poznaniem. Na odwrót, będzie go ponoć mniej niż w getcie!! Będzie jednak można pisać, a to jest najważniejsze. Drogo tam pewnie także nie będzie i będę sprzedawał swoje rzeczy. W Pabianicach chleb kosztował 5 marek, a chłopcy szukali koszul, skarpet itd. Przed południem znów około 30 minut musztry, a następnie przegląd, podczas którego nas podzielili. Dobra zupa, choć trochę mało, potem znów przegląd, na którym nas policzyli, 120 ludzi, wśród nich ja, jedzie rano nie wiadomo dokąd, ale prawdopodobnie do Poznania. Ballenberg i Fleischer z nami nie jadą. Potem znów staliśmy w deszczu, nie wiem, dlaczego, rozmaite obrazki – żebyśmy już pojechali! Wieczorem kawa, nie mam już chleba. Pada deszcz i jest zimno. W nocy będziemy mieli więcej miejsca, rano wyjechali pabianiczanie. Przeziębiłem się i mam lekką biegunkę. O godz. 8 znów musztra. To był cyrk, porządni dowódcy. W nocy Polacy strasznie krzyczeli, ponownie zginął chleb (codziennie kilka [bochenków]), leżałem i trochę spałem.” (s. 361-362)</document>
<document nplp_id="19058" title="Św. JAKUBA 10 – BAŁUCKI RYNEK [TRASA]" slug="sw-jakuba-10-balucki-rynek-trasa">


Viktor Hahn
JA/ONI, III A

„15 maja: Dali nam więc o godz. 9 wieczorem kawę, a po godz. 10 doskonałą zupę. Było nas mnóstwo, wielu nie spało, ja miałem jednak dobre miejsce i leżałem, więc było dobrze. Rano znów zupa, a potem kawa. Następnie ½ chleba i szło się na Bałucki Rynek. Bagaże, których mam wiele, pomógł mi nieść pan Kasza. Stało się tam, a następnie do elektryki.” (s. 361)</document>
<document nplp_id="19060" title="JAKUBA 10 – STACJA RADEGAST [TRASA]" slug="jakuba-10-stacja-radegast-trasa">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA/ONI, III A

„5 maja: […] Szczyt komedii: dr Gotschalk, który zachorował na tyfus, zgłosił się ochotniczo do wyjazdu i przed południem wyruszył do punktu zbornego – a my wciąż na kwarantannie. W rozporządzeniach dotyczących wyjazdów Aelteste [Przełożony Starszeństwa Żydów] ogłaszał, że można ze sobą zabrać 12,5 kg bagaży.

Przedwczoraj odjechał pierwszy transport, wczoraj drugi i w obu zabrano [ludziom] wszystko, tj. plecaki, chlebaki i to, co mieli w rękach. Mężczyźni wyjechali więc tylko z tym, co mieli na sobie względnie w kieszeniach, z niczym więcej.” (s. 355)</document>
<document nplp_id="19062" title="ŁÓDŹ &amp;#8211; POZNAŃ &amp;#8211; KOBYLEPOLE  (obóz pracy) [TRASA]" slug="lodz-poznan-kobylepole-oboz-pracy-trasa">

&amp;nbsp;
Viktor Hahn
JA, III B

„17 maja: […] O godz. 10 dojechaliśmy. O półtoragodzinnej drodze nie chcę nadmieniać, raz jeszcze miałem szczęście, policjant niósł mi walizkę, kiedy już nie mogłem. Czekała kolacja lub przynajmniej kawa, ponieważ nie było obiadu, natomiast znaleźliśmy się znów po półtorej godziny w łaźniach na nowym odwszaniu. Trwało to do godz. 8 rano. Stamtąd szliśmy przez to ładne miasto około 3 godzin do obozu, bez snu i bez jedzenia. W południe była tutaj dobra zupa, cały litr. Po południu nasza grupa poszła od razu dość ciężko pracować, wyrównywać podkłady. Jest tu piękna okolica, a obozowisko mamy na ładnym i zdrowym leśnym obszarze. Materace, talerze, kubeczki i łyżki dostaliśmy – miła niespodzianka, w Łodzi spaliśmy na deskach. Pomieszczenie jest wielkie.”</document>
<document nplp_id="19275" title="INFLANCKA" slug="inflancka">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A
„A tam, w sąsiednim pokoju, leżała Zosia Frakter, też młoda lekarka, otruła się. Dowiedziała się, że jej matkę zabrali. I tylko tyle pamiętam, że gdy z tego pokoju oparzonych szłam z powrotem na oddział, to ktoś niósł trupa Zosi na rękach. Ona gdzieś tam leży na pewno „pochowana”. Tam gdzie dziś jest zajezdnia na Inflanckiej. Nie wiem.” (s. 98)</document>
<document nplp_id="19280" title="PLAC ZAMKOWY – ŚWIĘTOJERSKA 30 [TRASA]" slug="plac-zamkowy-swietojerska-30-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, I
„Do Warszawy przyjechałam pociągiem i właściwie pierwsze, co pamiętam, to droga pieszo przez plac Zamkowy do domu. A zapamiętałam plac Zamkowy, z którego odjeżdżałam przed dwoma miesiącami, dlatego że na rogu Miodowej zobaczyłam sklep spożywczy, piekarnię z bułkami na wystawie. Nie miałam oczywiście pieniędzy, ale widziałam bułki... Prawdziwe... Na ulicach ludzie okutani w jakieś chusty, idący szybko – i żołnierze. Więcej nie wiem, nie widziałam.” (s. 26-27)</document>
<document nplp_id="19285" title="MOKOTÓW" slug="mokotow">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, IV B
„Stefana [Stefan Szpigielman – dop. AKR], mego męża, umieściłam u jarzyniarki na Mokotowie w piwnicy.” (s. 147)
JA/ONI, VI A
„Moje „sprawy osobiste” – Stefan [Stefan Szpigielman – dop. AKR], – ukryte były w piwnicy zieleniarki na Mokotowie. Tam była woda. Ona tam miała swoje zapasy warzyw, więc przychodziła co dzień niby po towar, a naprawdę przynosiła mu coś do jedzenia i wynosiła wiadro. I w tym czasie on mógł w skarpetkach chodzić po mieszkaniu, bo poza tym przez cały czas leżał w łóżku. A ja przychodziłam z nią co drugi dzień, niby coś kupić i wtedy rozmawialiśmy cicho, a ona mówiła głośno. I on z początku miał nadzieję, a potem już nie mógł więcej, więc jak była ta okazja z „Hotelem Polskim”, zdecydował, że jedzie. „Albo rybka, albo...” – powiedział, a ja nie mogłam mu ani poradzić, ani odradzić, i tak się skończyła moja pierwsza miłość i pierwsze małżeństwo.” (s. 185)
„Ala [Alina Margolis – dop. AKR] i Zosia [Renia Frydman – dop. AKR] pracowały jako pomoce domowe w willi na Mokotowie. Ich chlebodawcy wiedzieli tylko, że są to dwie dziewczyny z kulturalnych domów, wyrzucone z Reichu. Traktowane były jak członkowie rodziny, jadały razem z gospodarzami i wysłuchiwały bezustannych wymyślali na Żydów, którzy nie wahają się narażać porządnych ludzi na zgubę. Była to rodzina „patriotyczna” i endecka, najgorsze kołtuństwo, jakie można sobie wyobrazić.
Przychodziłam do tego domu do dziewcząt, nie wzbudziłam nigdy najmniejszego podejrzenia.
Utrzymywali się z wyrobu wafli kajmakowych, więc potrzebowali pomocy dziewcząt, które produkowały kajmak razem z panią domu, a następnie rozwoziły po odbiorcach – cukierniach i sklepikach ze słodyczami.
Im właśnie powiedziano o mnie tyle, ile trzeba, żeby zapałali chęcią spełnienia patriotycznego obowiązku – pomocy łączniczce AK, która znalazła się w niebezpieczeństwie. Wprowadziłam się do Ali i Zosi – miały własny pokój w suterenie – i w ciągu trzech tygodni przeżyłam nieprawdopodobny urlop! Żadnych obowiązków, żadnych spotkań i żadnych wiadomości o ewentualnych wpadkach czy kłopotach. Nie wychodząc prawie z domu (tylko do pobliskiego sklepiku, i to wieczorem) zajmowałam się pomocą dziewczętom w sprzątaniu, uczyłam się smażyć kotlety i dusić klopsiki dla licznej rodziny państwa N., a poza tym pomagałam w produkcji kajmaku - ohydnej, lepkiej masy z cukru i mleka z dodatkiem chyba wanilii? kumaryny?
Trzeba było to świństwo gotować, mieszając godzinami, potem cedzić przez sito i wreszcie rozsmarowywać na waflach i układać pod prasę. Coś z tego mi pozostało – niechęć do kajmakowych ciastek i szacunek dla ciężkiej pracy cukierników. Zwłaszcza tego dnia, kiedy Marysia, która mnie czasem odwiedzała, wdepnęła „obunóż” w całodzienną gotową produkcję!! Trzeba było w popłochu odkupić „surowiec” i stanąć po raz drugi do parogodzinnej pracy.
A jednak był to prawdziwy urlop. Było też bolesne zetknięcie z kołtuństwem i przesądami nibyinteligencji – już nie marginesu.
Taki krótki urlop.” (s. 215-216)
„Byli jeszcze dwaj chłopcy, którzy spędzili lato 43 r. w ziemiance w ogrodzie zrujnowanej willi na Mokotowie. Późną jesienią czy z początkiem zimy ktoś nas o nich zawiadomił. Przychodzili do jakichś' ludzi na Mokotowie, którzy dawali im jeść.
Poszłyśmy tam. To było w okresie świąt, w domu stała choinka do sufitu.
Dzieci nie było. Prosiłyśmy, żeby je zawiadomić, jak przyjdą, że przyjdziemy po nie za dwa dni wieczorem. Przyszłyśmy. Stałyśmy na tej małej, ciemnej uliczce i nagle ktoś rzucił snop światła z latarki. Przerażone cofnęłyśmy się w cień i usłyszałyśmy dziecinne głosy: - To my, proszę się nie bać.
Dwie malutkie figurki, czarne na białym śniegu, dwóch obdartusów i latarka.” (s. 230)
„Chłopcy przeżyli wojnę. Wyjechali za granicę. Ale przedtem napisali pamiętnik. Nie wiem, co się z nim stało. Pisali o tym, jak przeżyli prawie cały rok w ziemiance na Mokotowie dożywiani przez mieszkańców okolicznych willi. Było im zimno i głodno, trochę się bali, ale najważniejsze w ich opowiadaniu było coś zupełnie innego. Hulajnoga. Hulajnoga, którą znaleźli na śmietniku i doprowadzili do stanu użyteczności za pomocą kawałków drutu i sznurka. Jeździli na niej po uliczkach Mokotowa, zapominając o ostrożności, aż znalazł się ktoś, kto doniósł: „...Żydzi jeżdżą po ulicach i zakłócają spokój”. Więc przyszli żandarmi. A chłopcy uciekali na hulajnodze. I wtedy kiedy myśleli, że już koniec z nimi, stanęła na ich drodze przekupka ze straganem jabłek. Kiedy przebiegli koło niej, przewróciła stragan pod nogi żandarma. Jabłka się posypały, a baba zaczęła rozpaczać i lamentować.
Żandarm wściekły zamierzył się na kobietę pejczem, ale jakoś się wywinęła. A chłopcy zdąży li do swojej kryjówki. Tak się stało, że Niemcom nie chciało się łazić po ciemnych uliczkach Mokotowa. Trzy dni dzieci przesiedziały w ziemiance bez jedzenia i picia. Dopiero po trzech dniach od-ważyły się wieczorem pójść na żebry. Po jeszcze kilku dniach zostały przez nas zabrane. Pamiętnik kończył się słowami: „Te panie zaprowadziły nas w dobre miejsce i tu nam jest dobrze, ale szkoda nam hulajnogi, bo już jej na pewno nie znajdziemy”.” (s. 231-232)
</document>
<document nplp_id="19287" title="BAROKOWA [prawdopodobnie 7]" slug="barokowa-prawdopodobnie-7">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V
„Abrasza Blum nie pojechał do lasu. Był starszy od nich i niezbyt zdrowy.
Został w Warszawie.
On „należał" do Wladki, jednej z naszych dziewcząt, i chyba to ona załatwiła to mieszkanie na Barokowej. A może my? Nie wiem. Tylko wiem, że następnego dnia Władka powiedziała mi, że Abrasza chce się ze mną zobaczyć. […] Abrasza był radosny. […]
Porozmawialiśmy trochę, tak po prostu o niczym i wreszcie powiedział mi, dlaczego chciał się ze mną zobaczyć. Był jakby trochę zakłopotany tym „dziecinnym” pragnieniem i nie chciał, wstydził się powiedzieć Władcę.
Marzył o ciastkach. Takich prawdziwych, z cukierni.
Wyszłam stamtąd spokojna. […]
Następnego dnia od rana myślałam o spotkaniu. Umówieni byliśmy na drugą po południu, a ja od dwunastej chodziłam po cukierniach i szukałam ciastek, które wyglądem i smakiem przypominałyby te prawdziwe przedwojenne, warszawskie ciastka. Kupiłam. I z pudełkiem zawiązanym kolorowym sznurkiem punktualnie o czternastej znalazłam się na Barokowej.
Tylko że to się stało już wcześniej.
Już wcześniej, rano, dozorca zamknął drzwi pokoju na klucz i poszedł po gestapo. I Abrasza wyskoczył oknem. Z trzeciego piętra. Ale nie zabił się na miejscu. Połamał nogi. I tak go zabrali.” (s. 163-164)
</document>
<document nplp_id="19289" title="PRÓŻNA 12 lub 14 – PLAC GRZYBOWSKI 16 – TWARDA [TRASA]" slug="prozna-12-lub-14-plac-grzybowski-16-twarda-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A
„Pan Antoni był dozorcą na Próżnej 12 czy 14. […] W stróżówce pana Antoniego była meta.
Można było tam, w małym schowku za skrzyniami, ulokować kogoś „spalonego” na kilka dni i tam też lokowało się chwilowo chłopców, którzy przychodzili z lasu, zanim znalazło się lepsze locum.
Łącznikiem z lasem był Zygmunt „Igła" – od zawodu, przed wojną czeladnik krawiecki. I on właśnie zaprowadził mnie do pana Antoniego.
Zachodziłam tam często. Stosunki nasze były nieco skomplikowane. Pan Antoni podejrzewał mnie o to, że nie chcę się „pospolitować" z nim i dlatego odmawiam picia bimbru z brudnej musztardówki. Istotnie, nie pociągała mnie perspektywa popijawy tego rodzaju i zawsze wymawiałam się, że jestem na „służbie", to znaczy nie skończyłam załatwiania spraw i muszę być trzeźwa. Jednego razu jednak źle trafiłam. Było to w dzień napadu na furgonetkę bankową. Mogłam się domyślić, że brał w tym udział, ale jakoś nie pomyślałam. Kiedy weszłam do stróżówki, było ich tam kilku. Na stole stały musztardówki, bimber, piwo i na gazecie leżał salceson. A obok znajdowały się pieniądze. Dużo pieniędzy. Pan Antoni był pijany. Złapał mnie za rękę i powiedział:
- Jak dziś ze mną nie wypijesz, to znaczy, że panienka gardzi stróżem. To koniec z nami.
Więc już wiedziałam, że nic mi nie pomoże.
Usiadłam. Nalali mi do musztardówki pół bimbru i pół piwa. Wypiłam... i świat zakołował mi się przed oczami. Nie, nie byłam delikatną panienką.
Ale takiej piekielnej mieszaniny nie piłam ani przedtem, ani potem. Łzy stanęły mi w oczach. Słowa nie mogłam wykrztusić.
Pan Antoni zachwycony rąbnął mnie w plecy i oświadczył:
- Tu już nic nie mamy, idziemy do knajpy! Nie można było się sprzeczać. Był pijany i nieodpowiedzialny, więc przez plac Grzybowski w biały dzień przedefilowała para. W miarę elegancka dziewczyna i dozorca w kożuchu, w kaszkiecie na bakier, idący niezupełnie po linii prostej.
Knajpa była na placu Grzybowskim, tam gdzie stoi dziś teatr. Weszliśmy, usiedliśmy przy stoliku. I stał się cud. Pan Antoni stwierdził, że zapomniał pieniędzy.
- Siedź tu i nie ruszaj się - powiedział i poszedł po pieniądze.
Knajpiarz był niegłupi. Znał pana Antoniego.
Mrugnął na mnie i wypuścił mnie drugim wyjściem na Twardą.” (s. 207-209)</document>
<document nplp_id="19291" title="MIŁA – ZAMENHOFA – GĘSIA – SMOCZA [OBSZAR &amp;#8211; TEREN KOTŁA NA&amp;nbsp;MIŁEJ]" slug="mila-zamenhofa-gesia-smocza-obszar-teren-kotla-na-milej">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A
„A w ogóle to było tak, że jak rano obudziłam się na Pawiej, w „domu”, bo to był wtedy nasz „dom”, to powiedziano nam, że wszyscy Żydzi z getta mają się zebrać w czworobok ulic – Miła, Zamenhofa, Gęsia, Smocza – i my też mamy iść. Wtedy dr Margolisowa i ja powiedziałyśmy, że idziemy do szpitala.” (s. 95)
&amp;nbsp;

JA/ONI, III A

„- A do kotła przyszliśmy 4 września. I dwa dni byliśmy w kotle.

- 4 czy 6 września?

- Najpierw były blokady ulic, a potem kocioł. Później były pojedyncze łapanki. Żandarmi brali po pięciu Żydów. I akcja zakończyła się ósmego.

- Czyli kocioł trwał…

- Od czwartego do ósmego. Z tym, że Marek [Marek Edelman – dop. AKR] pisze od szóstego, bo myśmy tam doszli prawdopodobnie szóstego. Od czwartego na pewno!” (Tak naprawdę..., s. 157)

JA/ONI, III A – III B

„- Do kotła na Miłej poszliście już z numerkami. Ja o tym piszę – kiedy kazano nam pójść do kotła, my poszliśmy do szpitala. I tam się okazało, że szpital dostał ileś numerków i Naczelna [Anna Braude-Hellerowa – dop. AKR] musi je rozdzielić po prostu…. Wtedy wszystkie szpitale były już na Umschlagu, wszystkich chorych tam przywieźli, personel był razem z chorymi… I myśmy wyszli z tego szpitala do kotła już z numerkami. Ci, którzy mieli numerki – wyszli, a reszta pojechała…

- Ile osób pojechało?

- Kazali zostawić pięćdziesięciu lekarzy. Inni poszli prosto do kotła, nie wiem ilu…

- Tych pięćdziesięciu lekarzy to lekarze ze wszystkich szpitali, bez numerków?

- Tak, na Umschlag…

- Czy wszyscy lekarze, pielęgniarki, którzy poszli do kotła, mieli numerki?

- Nie. Większość miała, ale byli też między nami „dzicy”. A w ogóle z kotła wychodziło się, albo nie, niezależnie od numerków. Oni po prostu odliczali i pewnym momencie powiedzieli – koniec… I dużo ludzi z numerkami pojechało.” (Tak naprawdę..., s. 157)

&amp;nbsp;

„- Czy mogłaby pani opowiedzieć coś o tych dniach w kotle?

- […] Siedzimy gdzieś…

- W budynku czy na ulicy?

- Chyba w jakimś budynku, siedzimy na podłodze… To bardzo zabawne, ale gdy wychodziłam ze szpitala, to w jakiś sposób zabrałam pół litra spirytusu. Jak to zrobiłam? Wiem, że piliśmy ten spirytus. Czy coś w ogóle jeśliśmy? Zupełnie nie pamiętam, chyba nie. […] Gdzieś spaliśmy tam, też na tej podłodze. Wiem, że jakieś krzyki były. I potem spędzili nas na jakąś ulicę i tam staliśmy strasznie długo. Wie pani, to było coś takiego jak apele obozowe. To wszystko się dzieje latem, więc to nie jest takie straszne. Staliśmy tam w czwórkach. Zaraz. Jak żebyśmy wychodzili z tego budynku, to staraliśmy się trzymać razem. Wiem, że Hela Keilson miała wtedy chorą nogę, więc cały czas trzymałam ją za rękę. I Stasię [Rywka Rozensztajn – dop. AKR] trzymała za rękę. I staliśmy. Niemcy krzyczeli. Gdzieś tam ktoś strzelał, oczywiście. Zawsze były jakieś krzyki i strzały. Tam nie było bramy, to było coś takiego jak szlaban. I tam stali Niemcy. W pewnym momencie myśmy ruszyli, a oni liczyli… te czwórki. I zaraz po nas był krzyk „Halt!”. Marek [Marek Edelman – dop. AKR] był z nami – on chyba w ostatniej czy przedostatniej czwórce.

- I trzeba było pokazywać numerki?

- Nie.

- A „dzicy” byli między wami?

- Byli. Na przykład Stasia [Rywka Rozensztajn – dop. AKR], żona Welwła [Welwł Rozowski – dop. AKR]. Cały czas trzymałam ją za rękę. I już. Tyle pamiętam z tego. Właściwie nic się nie działo. W jakiejś piwnicy siedzieliśmy i czekaliśmy – głodni, brudni, trochę zimno było, bo noc. To wszystko.

- A strach?

- Nie, nie wiem. Chyba się trochę baliśmy, gdy przechodziliśmy koło Niemców. Bo „dzicy” byli między nami. A oni po prostu liczyli. I nagle zorientowaliśmy się, że zostali ludzie z numerkami.

- Czy ktoś ze szpitala z numerkiem został?

- O tak, dużo ludzi zostało. Wie pani, potem różnie było. Niektórzy w jakieś sposób się stamtąd wydostawali,. Myśmy potem swoje numerki sanitarką wysyłali do szpitala.

- Do którego szpitala?

- Na Umschlag, bo szpital wywieźli dopiero po kilku dniach.” (Tak naprawdę..., s. 158-159)

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III B

„Tłum nie mieścił się na Miłej, zalegał kilka sąsiednich ulic: Niską, Ostrowską, Wołyńską. Hitlerowcy okrążyli przecznice, tworząc tak zwany kocioł.
Wydostać się stąd sądzone było tylko nielicznym… Chwytano się więc najdramatyczniejszych sposobów, różnych wybiegów, najbardziej desperackich pomysłów. Usypiano proszkami i zastrzykami malutkie dzieci, chowano je do walizek bądź plecaków, aby je przeszmuglować jakoś pod bacznym okiem komisji. Bywało także, iż porzucano niemowlęta… Wiele osób modliło się żarliwie o ocalenie, jedni pytali drugich, co robić, dokąd uciec, jak się uczesać, umalować lub ubrać, żeby wyglądać najkorzystniej, żeby przejść przez selekcję.” (s. 56)
„Tragedii, jaką niosła z sobą ta sławna, wielka selekcja na Miłej — pierwsza tego rodzaju selekcja, podczas której „wytypowano” do Treblinki 100 tysięcy Żydów warszawskich — nie da się opisać. Jakich słów użyć, aby odmalować szał matek, którym tu odbierano dzieci, cierpienia rozłączonych rodzin, bezradność ludzką i niczym nie ujarzmioną chęć życia?” s. 56

„Objęte kotłem ulice blokowano w ciągu dwóch tygodni, przeprowadzając czystkę. Przeszukiwano skrupulatnie wszystkie kąty, używając do tego aparatów podsłuchowych, psów i korzystając z usług różnych denuncjatorów spośród Żydów. Nieraz chwytali się hitlerowcy dziwnych podstępów: wieczorem po akcji rozlegały się żydowskie melodie, tradycyjne pieśni, aby wywabić ludzi z kryjówki…” (s. 60)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19294" title="MILANÓWEK" slug="milanowek">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C

„W mieszkaniu w Grodzisku było nas teraz dziesięć osób. Z tego trzy osoby „jawne" – reszta w ukryciu. Z żandarmami na dole my troje nawiązaliśmy przyjazne stosunki. Do tego stopnia, że... zaprosili nas na sylwestra. ...Pod latarnią najciemniej. Więc byli już Marek [Marek Edelman –dop. AKR] i Antek [Antek Cukierman – dop. AKR], byli – poza naszym mieszkaniem - gdzieś w Milanówku, Pruszkowie, Brwinowie inni jeszcze ludzie z Komisji Koordynacyjnej Żydów.” (s. 283)

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, IV

„W momencie szczególnie trudnym zdecydowaliśmy się odpowiedzieć na ogłoszenie wyczytane na słupie w Podkowie, a może raczej w Milanówku. Pojechaliśmy obejrzeć ten pokój do wynajęcia. Domek był skromny, ale z wygodami, też w pobliżu lasu, a pokój miał to do siebie, że drzwi zastępowała ciężka kotara. Ale widać było, że mieszkają tam ludzie kulturalni, wisiały jakieś przyzwoite obrazy, każdy miał szczotkę do zębów, tyle że czuć było biedę – normalną, okupacyjną biedę. […]

Wynajęliśmy ten pokój bez drzwi i przemieszkaliśmy w bardzo oficjalnych i suchych stosunkach z właścicielką, przy wyraźnie określonych prawach korzystania z łazienki i kuchni jakieś dwa tygodnie. […] Któregoś dnia wieczorem, około pół do ósmej – a o ósmej wypadała godzina policyjna, nagle rozsunęła się ta kotara, weszła baba i powiedziała: „Proszę natychmiast opuścić mój dom. Państwo jesteście Żydami”. Było to dość dziwaczne, ale mogła się zorientować, bo za tą kotarą wymienialiśmy jakieś szepty i mogliśmy się czymś zdradzić. Oczywiście powiedzieliśmy, że nie – co było zgodne z rzeczywistością, ale chętnie się wyprowadzimy. Z tym, że prosimy, aby pozwoliła nam przenocować, bo przecież zaraz jest godzina policyjna. Ryzyko było duże – znaleźć się w nocy na ulicy, taszcząc jakieś rzeczy. Ale baba mówi, że wykluczone – mamy natychmiast spakować się wynosić, żeby nie zostało po nas śladu. […]

Ja na odchodnym mówię jeszcze: „Nawet zakładając, że jesteśmy Żydami, przecież dokumenty mamy w porządku i jedna noc nie powinna zrobić różnicy. Dlaczego pani nas nie może zatrzymać do rana?”. – „Nie, bo nie” – mówi baba – „proszę odejść”. Wtedy pobiegł za mną pies i ugryzł mnie w udo. Zapadał zmrok, był pewno wrzesień, siąpił deszcz, a my weszliśmy w tę ciemną noc z moją broczącą raną. […]

Idziemy więc w noc, krew cieknie mi po norze, wleczemy walizki, matka płacze, jest bardzo późno, może za dziesięć ósma, jeszcze jacyś ludzie się przemykają, ale kolejka już nie jeździ, koniec. Mówię, że trzeba postawić bagaże gdzieś w lesie i przesiedzieć do rana – może nas nie znajdą.

I wtedy naprzeciw nas pojawia się staruszka, niewątpliwie z bajki. Spogląda na nas, a matka tknięta impulsem pyta, szlochając: „Czy pani by nie mogła nas przenocować u siebie?”. Na co staruszka mówi ochoczo: „Tak, oczywiście, proszę bardzo”. […]

Są dwie izdebki, bardzo czyste, na ścianach wisi pełno obrazków, bardzo naiwnych, autorstwa gospodyni. Babcia parzy karmelową herbatę, częstuje nas kraszonymi kartoflami, ściele dla mnie łóźko, matka robi okład, bo rana była bardzo przykra. Kładę się do łóźka, świeci jakaś karbidówka, patrzę, a na stoliku obok leży coś dziwnego, też w konwencji bajkowej. Najpiękniejszy, jaki widziałem w życiu, katalog Luwru – luksusowa, oprawna w safian, droga jak diabli edycja z olśniewającymi reprodukcjami arcydzieł. Oglądałem je do rana.

Matka wcisnęła nazajutrz jakąś większą sumę staruszce, choć ta się wzbraniała i poszliśmy dalej w świat, walczyć o przetrwanie”. (s. 97 – 100)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19301" title="PRUSZKÓW" slug="pruszkow">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C

„W mieszkaniu w Grodzisku było nas teraz dziesięć osób. Z tego trzy osoby „jawne” – reszta w ukryciu. Z żandarmami na dole my troje nawiązaliśmy przyjazne stosunki. Do tego stopnia, że… zaprosili nas na sylwestra. …Pod latarnią najciemniej. Więc byli już Marek [Marek Edelman –dop. AKR] i Antek [Antek Cukierman – dop. AKR], byli – poza naszym mieszkaniem – gdzieś w Milanówku, Pruszkowie, Brwinowie inni jeszcze ludzie z Komisji Koordynacyjnej Żydów.” (I więcej nic nie pamiętam…, s. 283)</document>
<document nplp_id="19303" title="BRWINÓW (poza Warszawą)" slug="brwinow">











Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C

„W mieszkaniu w Grodzisku było nas teraz dziesięć osób. Z tego trzy osoby „jawne” – reszta w ukryciu. Z żandarmami na dole my troje nawiązaliśmy przyjazne stosunki. Do tego stopnia, że… zaprosili nas na sylwestra. …Pod latarnią najciemniej. Więc byli już Marek [Marek Edelman –dop. AKR] i Antek [Antek Cukierman – dop. AKR], byli – poza naszym mieszkaniem – gdzieś w Milanówku, Pruszkowie, Brwinowie inni jeszcze ludzie z Komisji Koordynacyjnej Żydów.” (I więcej nic nie pamiętam…, s. 283)



Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI C

„Jak dotarliśmy do Brwinowa, już nie pamiętam. Był to zupełnie inny świat. Słoneczko, jasny domek, malwy w ogródku, sielsko i rozkosznie. Dzwonimy do drzwi i pytamy, czy zastaliśmy panią Durand. Właścicielka mówi, że nie, niestety, pani Durand jest w Warszawie, w Powstaniu, i wszyscy się o nią bardzo martwią. I pyta, czy jesteśmy jej bliskimi znajomymi. Powiedziałem, że oczywiście. Nastąpiło wspólne biadolenie nad jej losem i skutek był taki, że gospodyni zaproponowała nam gościnę w pokoju pani Durand. Wyraziliśmy wdzięczność i tak nam upłynęło kilka dni – jak u Pana Boga za piecem. Cały czas trochę się jednak martwiliśmy, co będzie, kiedy nasza „przyjaciółka” wróci. Aż pewnego dnia przychodzi hiobowa wieść, że pani Durand zeszła z tego świata. Zmarło się biedaczce, bo była już mocno starszą panią. Dla nas, przy całym cynizmie tego stwierdzenia, było to nieprawdopodobnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Poza tym mieliśmy coś bezcennego – rekomendacje nieboszczki. Wiadomo było, że nie przypadkowi ludzie, nie jacyś, broń Boże, ukrywający się Żydzi, lecz najbliżsi przyjaciele takiej instytucji jak pani Durand, która była w Brwinowie znana. Brwinów był jedną z naszych najlepszych wojennych met”. (s. 187)


</document>
<document nplp_id="19307" title="WARSZAWA – MIĘDZYLESIE [TRASA]" slug="warszawa-miedzylesie-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Do Międzylesia jeździłyśmy do końca lipca 1944 r. (I więcej nic nie pamiętam, s. 194)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19310" title="MIĘDZYLESIE – WARSZAWA – MIĘDZYLESIE [TRASA]" slug="miedzylesie-warszawa-miedzylesie-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, V

„Te dokumenty dostałyśmy od razu po świętach i tego samego dnia wynajęłyśmy sobie „letnie mieszkanie" - pokój z kuchnią i oszkloną werandą w Międzylesiu pod Warszawą. Stamtąd rano jeździłyśmy do Warszawy, a na noc wracałyśmy do Międzylesia.” (s. 159)

JA/ONI, VI A

„Do Międzylesia jeździłyśmy latem. W 1943 ro-ku od kwietnia do października, a w 1944 roku też od kwietnia i wróciłyśmy w pośpiechu 29 lipca. […]A w ogóle jeździłyśmy tam na noc. Do Warszawy wracałyśmy o siódmej rano.” (s. 189)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19314" title="WARSZAWA – WAWER – MIĘDZYLESIE [TRASA]" slug="warszawa-wawer-miedzylesie-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Postanowiłyśmy [Adina Blady Szwajger i Bronka Feinmesser – dop. AKR] iść pieszo. Od pętli tramwajowej 14 kilometrów. Niedaleko. Tylko że kiedy uszłyśmy może 2 km od pętli, zaczęła się burza. […] Doszłyśmy do Wawra, tam byli w budce dróżnicy, mówili, żeby nie iść dalej, bo niebezpiecznie. Ale myśmy musiały. Więc szłyśmy. […] Wreszcie doszłyśmy do stacji Międzylesie.

I tam powstała sytuacja tragikomiczna. Na stacji był taki mały sklepik ze słodyczami, dobrze znałyśmy właścicielkę. W tej budce paliła się świeczka. Więc zapukałyśmy. Chciałyśmy trochę się osuszyć i napić czegoś. Ale ta kobieta otworzyła, spojrzała na nas, krzyknęła „Jezus Maria” i zatrzasnęła drzwi... Nie rozumiałyśmy, co się stało, i  poszłyśmy dalej. Potem się okazało, że nasze sukienki farbowały, więc jak wycierałyśmy twarz, umazałyśmy się dokładnie na wszystkie kolory tęczy. Wyglądało to niesamowicie, a w świetle świecy sprawiało wrażenie krwi.

Do domu dobrnęłyśmy około ósmej wieczór, przerażone myślą o tym, co zastaniemy.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 191-192)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19315" title="WARSZAWA – MIĘDZYLESIE – ŚWIDER [TRASA]" slug="warszawa-miedzylesie-swider-trasa">

Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Pewnego dnia, kiedy wracałyśmy [Adina Blady-Szwajger i Bronka Feinmesser – dop. AKR] z Warszawy do Międzylesia, zauważyłyśmy coś podejrzanego.

Było to w sobotę, wracałyśmy wcześniej niż zwykle, zaraz po południu i na dworcu w Warszawie zobaczyłyśmy, że przygląda nam się jakiś młody człowiek. Zdawało nam się, że widywałyśmy go już w Międzylesiu na dworcu. Wsiadł do tego samego wagonu co my, ale do innego przedziału. Postanowiłyśmy nie wysiadać. Patrzyłyśmy przez okno w Międzylesiu. Wysiadł i rozglądał się. Spojrzał w stronę okien wagonu, ale cofnęłyśmy się w porę. Pociąg ruszył. Postanowiłyśmy pojechać do Świdra, odwiedzić państwa Keilson. W Świdrze rozejrzałyśmy się bacznie i poszłyśmy najpierw w zupełnie inną stronę. Ale żadnego „ogona" nie miałyśmy za sobą. Być może nam się tylko zdawało. Poszłyśmy odwiedzić staruszków. Przyjeżdżałyśmy do nich możliwie często, było nam ich bardzo żal. Dola Keilson zginęła w Otwocku, Hela była na Pawiaku.

Wydawało nam się to straszne, że dwoje starych ludzi samotnie zostało przy życiu.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 192-193)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19318" title="TRAWNIKI (poza Warszawą)" slug="trawniki-poza-warszawa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Kiedyś w Trawnikach Ala o mało nie wpadła. Złapali ją przy obozie. Ale jakoś się wyłgała, że chciała zahandlować. To byli Ukraińcy, więc chętnie pili wódkę. I za wódkę ją puścili.” ( I więcej nic nie pamiętam, s. 200)

JA/ONI, VI A

„Jeździło się do obozów – do Trawnik i Poniatowa.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 200)

&amp;nbsp;

Halina Birenbaum
JA/ONI, IV B

„Przedsiębiorcy nazistowscy, Toebbens i Schultz, przenieśli swoje szopy oraz większość zatrudnionych ludzi do Poniatowej i Trawnik koło Lublina, gdzie zostały utworzone obozy pracy” (s. 73)

JA/ONI, IV B (kwiecień 1943)

„O dobrowolnym wyjeździe do Trawnik matka nie chciała nawet słyszeć, choć zdecydowało się na to wielu naszych znajomych, przypuszczając, że będzie tam bezpieczniej niż w getcie, z góry skazanym na zniszczenie.

— Tak bez oporu oddać się w łapy — mówiła matka — iść do ich obozu, gdzie o schowaniu się nie ma mowy, zrezygnować z dalszej walki o życie? Nie, ja się na to nie zgodzę! Chyba że wezmą mnie siłą! Sama nie pójdę…

I nie pojechaliśmy ani do Trawnik, ani do Poniatowej.” (s. 74)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19320" title="CZĘSTOCHOWA (poza Warszawą)" slug="czestochowa-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
ONI, VI A

„Ja jeździłam jeszcze pod Częstochowę, tam była grupa bojowców u chłopa pod stodołą. Trzeba było zawozić pieniądze, więc parę razy tam byłam. I wtedy widziałam wojenną Częstochowę, ale i tak pełną pątników, którzy klęczeli na ulicach, a raczej szli na klęczkach pod klasztor. Więc to tylko pamiętam. Z daleka, w górze klasztor, a droga pełna ludzi. Klęczących. I modlących się.

To było mocne wrażenie, bo wtedy w jakiś sposób wszystko, co nadnaturalne, stawało się bliskie. Może nawet potrzebne?

A tam, u tego chłopa, schodziłam po drabinie do schowka i jedliśmy jajecznicę i piliśmy wódkę, a potem opatrywałam takie różne drobne urazy, jakieś odparzenia, zadrapania i zostawiałam im zapas opatrunków i maści, bo to był mój „dział” wtedy.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 200-201).

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19321" title="PONIATOWA" slug="poniatowa-2">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI A

„Jeździło się do obozów – do Trawnik i Poniatowa.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 200)

&amp;nbsp;

JA/ONI, IV B

„Przedsiębiorcy nazistowscy, Toebbens i Schultz, przenieśli swoje szopy oraz większość zatrudnionych ludzi do Poniatowej i Trawnik koło Lublina, gdzie zostały utworzone obozy pracy” (s. 73)

JA/ONI, IV B (kwiecień 1943)

„O dobrowolnym wyjeździe do Trawnik matka nie chciała nawet słyszeć, choć zdecydowało się na to wielu naszych znajomych, przypuszczając, że będzie tam bezpieczniej niż w getcie, z góry skazanym na zniszczenie.

— Tak bez oporu oddać się w łapy — mówiła matka — iść do ich obozu, gdzie o schowaniu się nie ma mowy, zrezygnować z dalszej walki o życie? Nie, ja się na to nie zgodzę! Chyba że wezmą mnie siłą! Sama nie pójdę…

I nie pojechaliśmy ani do Trawnik, ani do Poniatowej.” (s. 74)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19325" title="GRODZISK MAZOWIECKI – CZĘSTOCHOWA [TRASA]" slug="grodzisk-mazowiecki-czestochowa-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, VI C

„Pomysł był Władka. Przypomniał sobie, że właśnie w Grodzisku mieszka jego kolega uniwersytecki - Ukrainiec. Przyzwoity chłopak i dobry kolega, do tego lubiący wypić. Za litr wódki wydał nam zaświadczenie, że jesteśmy Ukraińcami, którym udało się uwolnić z... powstańczego aresztu. Z tym świstkiem pojechaliśmy do Częstochowy i tam, w jakimś ukraińskim komitecie wyrobiliśmy sobie ukraińskie kenkarty. Tamże zeznaliśmy przed parochem (duchowny ukraiński), że jesteśmy małżeństwem, i otrzymaliśmy ukraińskie „świadectwo ślubu”. Byliśmy więc dobrze przygotowani do „krycia” mieszkania, jeżeli odnajdziemy naszych najbliższych.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 281)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19326" title="ZAMENHOFA 54 (apteka)" slug="zamenhofa-54-apteka">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Podnoszę oczy i widzę same znajome twarze. Co to? Czyśmy się tutaj [na Umschlagplatzu] zebrali, żeby pojechał wspólnie na wycieczki? Cały personel apteki z rogu Dzikiej i Muranowskiej. Cały personel sklepu rozdzielczego z Muranowskiej 44 z kierownikiem na czele — starszym panem wysokiego wzrostu, podobnym do Hiszpana. Za nimi — cały personel sklepu rozdzielczego z naszego bloku. Trzymają się razem, żeby się nie zgubić — blisko Rozenowej-kierowniczki.” (s. 208)</document>
<document nplp_id="19351" title="Róg ulic CIEPŁA/TWARDA" slug="rog-ulic-ciepla-twarda">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Poszliśmy za nią chętnie. Mieszkała [Olga, kierowniczka szopu mieszczącego się na ul. Ciepłej. Żydówka z Wrocławia. Przed wojną wychowaczyni Niny – córki Szereszewskiej] na rogu Twardej i Ciepłej, na ciemnym parterze. I nie od frontu, a w ciasnym podwórzu pełnym śmieci i odpadków. Wydawało nam się, że jak na kierowniczkę szopu mieszkała dość biednie.” (s. 89)</document>
<document nplp_id="19369" title="Róg ulic DZIKA/NISKA" slug="rog-ulic-dzika-niska">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III-IV A (jesień – zima 1942)

„Na rogu ulicy Dzikiej i Niskiej był posterunek polskiej policji. Płot przedzielał ulicę Niską i stała tam budka, a przy budce dwóch policjantów.
Niska była terenem szopów i bloków, w których mieszkali placówkarze. Wolno im było wychodzić z tego terenu tylko grupami, nigdy w pojedynkę, chyba za specjalną przepustką. Do pilnowania szopów Niemcy posługiwali się polską policją, której ufali tak samo jak własnej. Jeden z policjantów zauważył wołającą rękę i domyślił się, że w piwnicy kryją się Żydzi. Poczekał na stosowny moment, ukrył pod płaszczem butelkę wody i bochenek chleba i – idąc bokiem koło muru – podał to tej ręce proszącej.
,,Karmił nas długi czas – opowiadała Sabinka – aż się uspokoiło”.
Przez cały czas naszego pobytu na Muranowskiej widzieliśmy z balkonu naszego mieszkania ten posterunek.” (s. 171-172)</document>
<document nplp_id="19389" title="KRAKÓW (poza Warszawą)" slug="krakow-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A

„Jeździłam z Kazikiem – Symchą Ratajzerem. On wyglądał jak prawdziwy warszawski andrus, taki z Powiśla czy Woli. Tylko był bardzo młody, chyba nie miał 18 lat, i nie bardzo jeszcze umiał pić. Kiedyś upił się tym bimbrem i gdy wysiedliśmy, usiadł na schodach dworca w Krakowie i ani kroku dalej. To było nawet zabawne, zwłaszcza że upił się na wesoło i coś śpiewał, ale mnie nie chciało się śmiać. To był strach.

Nie było rady. Zostawiłam go tak siedzącego na stopniu i pobiegłam z duszą na ramieniu na postój dorożek konnych.

- Panie drogi, niech mi pan pomoże – zwróciłam się do najstarszego „fiakra" – woźnicy na koźle. - Braciszek się wstawił i nie mam sił go dźwignąć. A poza tym nie mogę z nim w takim stanie przyjść do domu, bo go tato zakatuje, jak zobaczy pijanego. Pojeździmy po ulicach, może wytrzeźwieje. – W moim głosie brzmiała niekłamana rozpacz.

- Siadaj, panienka – z krakowska „zmiękczył" dorożkarz.

Wspólnymi siłami zataszczyliśmy Kazika na siedzenie i pojechaliśmy przed siebie. Ledwo ruszyliśmy, Kazik oparł głowę na moim ramieniu i za-chrapał. Uff, odetchnęłam. Jeździliśmy z godzinę. Gdzieś tam, chyba na Starowiślnej, przez którą przejeżdżaliśmy już któryś raz z rzędu – Kazik ocknął się gwałtownie.

- Co, gdzie, dokąd jedziemy?

Uścisnęłam go za rękę. Niezawodna rutyna konspiracji zadziałała. Umilkł.

- Jak się czujesz?

- Dobrze – trochę grał.

- No to jedziemy do domu. Na Gołębią proszę.

Wysiedliśmy na rogu, „żeby rodzice przypadkiem nie zauważyli”. Oczywiście poszliśmy w zupełnie inną stronę. Na Floriańską? Tak mi się wydaje, chociaż nie jestem pewna. Nie pamiętam dokładnie adresu tego punktu kontaktowego, natomiast zostało mi w pamięci wejście „pod arkadą" do atelier fotograficznego i wystawa z fotosami... żołnierzy Wehrmachtu. Wśród nich wielki portret bardzo przy-stojnego gestapowca z trupią czaszką na czapce.

I szyld – niemiecki.

Ta pracownia należała do... Reichsdeutscha.

On miał żonę Żydówkę, a w Krakowie – stolicy Generalnej Guberni – były jakieś inne, respektowane przepisy i ona była chroniona. Dwoje ich dzieci, współpracujących z nami, miało Volkslistę. To też było coś z fantazji - ta stara Żydówka siedząca za atelier w pokoju i ten jej syn w mundurze Hitler Jugend. Czegoś takiego w Warszawie nie można było sobie wyobrazić!

A w ogóle w Krakowie było inaczej. Chyba dużo łatwiej. Tam nawet, jak wpadliśmy kiedyś w łapankę, to wystarczyło pomachać żandarmom pod nosem jakimś dokumentem i przejść śmiało – puszczali.” (I więcej nic nie pamiętam, s 198-200)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19395" title="GRZYBOWSKA 37" slug="grzybowska-37">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (lipiec-sierpień 1942)

„Nazajutrz przydzielono nam pokój przy Grzybowskiej w domu Tarasiewicza. Jednopiętrowy dom Tarasiewicza mieścił się między Ciepłą a Waliców. Stary i niepozorny budynek. Były w nim nie więcej niż cztery mieszkania i dwa czy trzy sklepiki od ulicy. Wszystkie stały teraz puste. Kto w nich mieszkał uprzednio, nie wiedzieliśmy. Sam Tarasiewicz w tym domu nie mieszkał. Był to ten sam Tarasiewicz, do którego należały rozrzucone po Warszawie sklepy z kawą firmy „Pluton”.
Przydzielono nam pokój na pierwszym piętrze. Wąski i długi, o jednym oknie, wychodzącym na zapuszczony ogród. W pokoju stały dwa łóżka i mały, owalny stół z krzesłami. I dwa nasze worki z pościelą. Po drugiej stronie klatki schodowej przydzielono pokój buchalterowi Gminy, Dawidowi Weintraubowi. Kiedy wchodzimy po schodach, stoi przed drzwiami, jak gdyby na nas czekał.
Tak więc Weintraub stoi przed drzwiami, a za jego plecami widać głowę żony i główkę dziecka, które nosi na ręku.
[…]
Idą za nami wszyscy troje. Dwa nasze worki z pościelą już nam przyniesiono z Gminy. Odwiązujemy je i wykładamy poduszki na łóżka.
„Koralowa mieszka na parterze – mówi Weintraub – zna pan Koralową?” (s. 89)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Po całonocnej strzelaninie nastaje nowy dzień. O szóstej rano już stoję przed bramą i widzę nieprzebrany tłum robotników i robotnic, spieszący do szopów. […]
Kiedy tak stoję przed domem, widzę w tłumie moją krewną, Felicję Żychlińską. Nie wiedziałam, że przebywa w getcie. Syn jej był po stronie „aryjskiej”, a nawet mówiono, że ożenił się z Polką. Dziwiłam się, że nie zaopiekował się matką i nie umieścił jej gdzieś na wsi. Niosła płócienny chlebak na ramieniu i energicznym krokiem szła przed siebie. Nie zawołałam jej. Śledziłam ją z daleka. Patrzałam na jej twarz - jej prawdziwą twarz - skupioną, zamkniętą w sobie i surową.” (s. 88)

„Wieczorem tego dnia przyszła do nas obca kobieta, której nigdy nie widzieliśmy na oczy.
„Jestem gospodynią lekarki Natalii – powiedziała – u mnie mieszkała. Odnajmowałam jej dwa pokoje”.
,,No to co?” – zapytaliśmy.
,,Zabrano ją dzisiaj podczas blokady, i już nie wróciła.”
To tylko chciała nam powiedzieć, z tą wiadomością przyszła. Odwróciła się, zamknęła drzwi za sobą i już jej nie było.
A my spojrzeliśmy na owalny stolik – na blat stolika, na którym wczoraj leżały ręce Natalii – i wydawało nam się, że jeszcze słyszymy, jak mówi: ,,Ręką mi machnął na pożegnanie i w jednej chwili pociąg ruszył, i już go nie było”.” (s. 97)</document>
<document nplp_id="19404" title="WARSZAWA – BIAŁYSTOK [TRASA]" slug="warszawa-bialystok-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I

„Decyzja zapadła. 11 października z koleżanką Ewą Pat, jej matką i moim kuzynem Borysem Szwajgierem wyjechaliśmy z Warszawy furą, na której jechało jeszcze kilka osób, pragnących się przedostać przez granicę. 13 października znalazłam się w Białymstoku. Stefana spotkałam prawie od razu. To nie było trudne. Tylu było znajomych. Prawie sami warszawiacy.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 22)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19413" title="LWÓW – BIAŁYSTOK –WARSZAWA [TRASA]" slug="lwow-bialystok-warszawa-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I

„O tych kilku miesiącach we Lwowie nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Tłumy „bieżeńców”, skąpe zaopatrzenie, chaotyczne próby nauki, zdawanie kilku egzaminów tak naprawdę pro forma, ciągłe nasłuchiwanie wieści z „tamtej strony" i wreszcie – ucieczka. To, że zdążyłam wyjechać ze Lwowa, zawdzięczam – rzecz nigdy niewyjaśniona – koledze, Ukraińcowi ze Lwowa. Nie wiem, dlaczego to zrobił, ale tego dnia na uniwersytecie podszedł do mnie i powiedział szeptem: - Wyjeżdżaj, widziałem cię na liście do wysłania. – Więc wróciłam do mieszkania, w którym mieszkałam wraz z kuzynką i jej synkiem, i tak jak stałam, bez rzeczy, w najgorszym ubraniu, poszłam na dworzec i pojechałam do Białegostoku. Proponowałam kuzynce, żeby wyjechała ze mną. Nie chciała. Nie wierzyła. Pojechałam sama. Następnego dnia zabrano ją wraz z półtorarocznym dzieckiem. Cudem przeżyli na dalekiej północy. Granica była zamknięta. Trzeba było iść przez „zieloną granicę”. Nie, nie zdawałam sobie sprawy z grozy tego, co mogło mnie spotkać. Pamiętam tylko uczucie bezgranicznego przerażenia, że nigdy nie wrócę do Polski, że zostanę w Rosji, z dala od Mamy i kraju. Byłam - byliśmy nawet tak naiwni, że myśleliśmy, że po przeczekaniu okresu „wywózki’ można będzie wrócić i kończyć studia. Dlatego też Stefan został chwilowo w Białymstoku. Miał się zorientować w sytuacji i jechać za mną lub czekać na mój powrót. Zdawało się, że podróż dla kobiety jest bezpieczniejsza. Oczywiście okazało się, że powrót do Lwowa jest wykluczony. Stefan wrócił kilka dni po mnie do Warszawy. Byliśmy szczęśliwi.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 22-24)</document>
<document nplp_id="19417" title="WARSZAWA – KRAKÓW [TRASA]" slug="warszawa-krakow-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A

„Gdy trzeba było jechać do Krakowa, przychodziło się na dworzec, nie wiedząc, którym pociągiem się pojedzie. Decydował przypadek. […] Uchodziliśmy za szmuglerów, bo do Krakowa ludzie wozili bimber, gdyż tam był droższy.

A poza tym jeszcze kiełbasę. Był to przemyt żywności – szmugiel. Myśmy nie mieli bimbru, ale mieliśmy zawsze przy sobie 1-2 kg kiełbasy. W drodze bimbrownicy wyciągali flaszkę, myśmy się dołączali z kiełbasą, piliśmy razem z nimi i tak jechaliśmy w grupie szmuglerów. Jeździłam z Kazikiem – Symchą Ratajzerem.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 197)</document>
<document nplp_id="19418" title="DZIKA (obszar zachodniej części zlikwidowanego getta &amp;#8211; od&amp;nbsp;Dzikiej przez&amp;nbsp;Okopową aż&amp;nbsp;do&amp;nbsp;Gęsiej) [OBSZAR]" slug="dzika-obszar-zachodniej-czesci-zlikwidowanego-getta-od-dzikiej-przez-okopowa-az-do-gesiej-obszar">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„W końcu września 1942 roku Niemcy wydali rozporządzenie o ponownym zwężeniu getta. Dużo ulic odpadło. Odpadły również ulice Lubeckiego, Pawia i Dzika aż po ulicę Gęsią i nieparzysta strona ulicy Gęsiej. I znów przydzielono urzędnikom Gminy inne bloki domów do zamieszkania.” (s. 143)</document>
<document nplp_id="19422" title="BIAŁYSTOK – MAŁKINIA – CZEREMCHA – WARSZAWA [TRASA]" slug="bialystok-malkinia-czeremcha-warszawa-trasa">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, I

„To wszystko działo się w ostatnich dniach grudnia 1939 roku. Mój powrót trwał pięć dni. Mówiono, że strzelają do uciekinierów na Bugu, gdzie przebiegała granica między ziemiami zajętymi przez Rosjan i zaborem niemieckim. Lepiej iść polami, koło stacji Małkinia. Więc poszłam i od razu zostałam złapana przez rosyjski patrol. Tłumaczyłam się, że idę do Warszawy po matkę – nic to oczywiście nikogo nie obchodziło i zamknięto mnie w chlewie. Zupełnie nie pamiętam, w jaki sposób uciekłam z tego pachnącego gnojem pomieszczenia, ale wiem, że następnego dnia znów znalazłam się na wolności gdzieś koło stacji Czeremcha, wciąż po tamtej stronie granicy. Byłam głodna, brudna, niewyspana i zmarznięta. Nigdy nie dowiedziałam się, kim był człowiek, który mi pomógł. Nie wiem nawet, jak się nazywał. Kazał mi udawać jego żonę i nie odzywać się po polsku, bo Białorusini (a mieszkańcy Czeremchy byli Białorusinami) Polaków nie kochają i natychmiast wydają w ręce posterunków.

Weszliśmy do jakiegoś domu. Mój towarzysz mówił biegle po białorusku. Nie wiem, co im opowiedział, dość że dostaliśmy jajecznicę, miskę wody do mycia twarzy i rąk, łóżko przykryte czerwoną, kraciastą pierzyną. W tym łóżku przespaliśmy noc oboje pod tą samą pierzyną i nawet nie wpadło mi na myśl, że leżę w łóżku (co prawda prawie ubrana – pluskwy!) z obcym mężczyzną i w ogóle z mężczyzną. Rano wypiliśmy herbatę z kawałkiem chleba i mój towarzysz odprowadził mnie do lasu, gdzie uciekinierzy czekali na zapadnięcie zmroku. Tam pożegnaliśmy się – a ja umówiłam się z grupą przemytników, że będę szła razem z nimi. Był to jedyny sposób przejścia zielonej granicy, bo oni, chodząc stale, znali drogę i orientowali się w zwyczajach straży. Ten dzień przesiedziałam na skraju lasu. Jeść mi się chciało. W pewnej chwili zobaczyłam, że ludzie gromadzą się koło okutanej w kożuch baby - sprzedawała zupę w brudnych kubkach, z których jadło się kolejno. Natychmiast po zamknięciu granicy zaczął się przemyt - żywności, samogonu, tytoniu.
Bardzo mi smakowała. Gorzej było ze znalezieniem tzw. domku z serduszkiem. Wreszcie nos zaprowadził mnie we właściwe miejsce. Niewiele brakowało, a moja podróż przez zieloną granicę skończyłaby się na utonięciu w g... Ale wyszłam z tego cało, tyle że zgubiłam rękawiczkę – trudno było po nią sięgnąć. No, ale miałam mufkę. Wreszcie zapadła noc i zaczęliśmy iść przed siebie. Oczywiście moi towarzysze podróży gnali, nie oglądając się na mnie. Zgubiłam ich dość szybko i znalazłam się sama nocą w polu. Gdzieś z boku słyszałam strzały. Bałam się diabelnie, ale uparcie szłam przed siebie. W pewnej chwili wpadłam do strumienia? Wielkiej kałuży? Nie wiem. Cienki lód chrupnął pod nogą i zapadłam się w wodę prawie po kolana. Wybrnęłam z wody, ale na nogach utworzyły mi się natychmiast dodatkowe buty – lodowe. Jak to się stało, że nie odmroziłam nóg? - chyba przez ten uparty, nieprzerwany bieg naprzód.

Kiedy słońce wzeszło, stwierdziłam, że jestem po „właściwej" stronie granicy. Niemieckie napisy – plakaty, jakieś „bekantmachung" – wreszcie i mundury - żołnierze niemieccy. Byłam w „Polsce"... Do Warszawy przyjechałam pociągiem i właściwie pierwsze, co pamiętam, to droga pieszo przez plac Zamkowy do domu.” (I więcej nic nie pamiętam, s. 24-27)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19430" title="TREBLINKA" slug="treblinka">
&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A

„- Kiedy po raz pierwszy usłyszała pani o Treblince?

- Zaraz po pierwszej akcji. Wrócił do getta człowiek, który uciekł z transportu. Nie pamiętam, jak się nazywał.” (Tak naprawdę…, s. 156)

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, IV B

„Owej zimy odwiedził nas kolega Chilka, Dawid Kapłan. Przyjaźnił się z moim bratem jeszcze przed wojną, w szkole i w getcie. Należeli obaj do żydowskiej organizacji harcerskiej Haszomer Hacair. Odnalazł nas wtedy dzięki przypadkowi. Nie miał już nikogo z rodziny. I jego także wywieziono do Treblinki, ale uciekł stamtąd i przedostał się do getta. Opowiadał rzeczy przerażające: o piekle w zatłoczonych wagonach, o zbrodni dokonywanej w Treblince, którą oglądał na własne oczy. Słuchaliśmy go sparaliżowani grozą, nie chcieliśmy mu wierzyć. Po raz pierwszy jednak zaczęliśmy pojmować, co naprawdę ukrywa się za słowami: wysiedlenie, akcja, Umschlag, wagony. Mówił nam o tym ktoś, do kogo mieliśmy zaufanie, ktoś, kto sam był w tej legendarnej Treblince i wrócił stamtąd, potwierdzając wszystkie tragiczne domysły, wersje i plotki.

Bardzo nielicznym ofiarom udała się ucieczka z Treblinki, bardzo rzadko można było spotkać w getcie takiego uciekiniera. Dlatego relacje Dawida wywarły na nas wrażenie wprost piorunujące. Treblinki mogliśmy się wtedy spodziewać bardziej niż czegokolwiek innego.” (s. 71-72)

ONI, IV

„Dawidowi1 szczęście dopisało: schował się w wagonie wśród tobołów odzieży po zmarłych i zabitych, którą wysyłano z Treblinki do Niemiec, i wrócił tym samym pociągiem do Warszawy; przekradł się do getta, gdzie już żadnego oparcia nie miał, narażając się, że znów złapią i wywiozą…” (s. 72)

1Dawid Kapłan – kolega Chilka – brata Haliny


&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19440" title="ŚNIEŻNA" slug="sniezna">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
JA, VI A

„Po kilku dniach [od 10 maja 1943 – dop. AKR] widziałam się z Markiem [Edelmanem] na Śnieżnej1.” (Tak naprawdę…)

&amp;nbsp;

1 Marek Edelman podaje, że była to ul. Śmiała 24 (w rozmowie z Anką Grupińską., 1 stycznia 2000]

</document>
<document nplp_id="19441" title="UMSCHLAGPLATZ – GĘSIA &amp;#8211; WALICÓW 6 – PROSTA – PAŃSKA –  MARIAŃSKA 1 (szkoła pielęgniarstwa) [TRASA]" slug="umschlagplatz-gesia-walicow-6-prosta-panska-marianska-1-szkola-pielegniarstwa-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Wtedy na Walicowie po drugiej blokadzie - kiedy wróciliśmy do pustej kamienicy - wtedy nareszcie zrozumieliśmy, że nasz dom potrzebny jest Niemcom dla robotników Tobbensa i żaden z lokatorów nie będzie mógł w nim pozostać. Więc dokąd pójść? Do Ireny. Była to nasza pierwsza myśl. Irena mieszkała w szkole pielęgniarek na rogu Pańskiej i Mariańskiej, obok ruin zbombardowanego domu. […]
A więc do Ireny. Była późna popołudniowa godzina. Bo po naszym zwolnieniu z Umschlagu nie wróciliśmy od razu do domu. Czas jakiś przesiedzieliśmy na deskach tartaku Landaua. Potem na Gęsiej spotkaliśmy znajomego urzędnika i zatrzymaliśmy się chwilę. Chodził za nami, wlókł się za nami. Odwracaliśmy się raz po raz, żeby na niego popatrzeć. Co mu się stało, że tak dziwnie chodzi? ,,Odprowadziłem matkę” – powiedział, kiedy zrównał się z nami. Tak właśnie powiedział: ,,Odprowadziłem matkę, przy mnie wyjechała”.
Zmierzchało już, kiedy biegliśmy ulicą Prostą. Minęliśmy szop Tobbensa, potem sklepik spożywczy, w którym jeszcze tak niedawno od rana do wieczora siedziało trzech chłopców i dziewczynka w czerwonym szalu. Potem mignęło przed nami wystawowe okno apteki; sklepik z żelastwem i sklepik, gdzie zimą smażono racuchy. Wreszcie pustą ulicą Pańską dobiegliśmy do rogu Mariańskiej. Rzuciłam okiem na ruiny ujrzałam w wyobraźni doktora Semmeraua i Żyda w opasce – i zadzwoniliśmy do drzwi. W hallu przy biurku siedziała dyrektorka, pani Bielicka. Za nią było okno, przysłonięte portierą. W rogu stała budka telefoniczna – co nam się wydało dziwne. Przed nami w ciemnej ramie wisiał portret inżyniera Weissblatta, kierownika administracyjnego szkoły. „Czy może nas pani przenocować? Tę jedną noc tylko. Wróciliśmy z Umschlagu.”” (s. 85-86)</document>
<document nplp_id="19451" title="ŚWIĘTOJERSKA 30 – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="swietojerska-30-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Adina Blady-Szwajger
 JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- Zabrali ją [Stefania Blady-Szwajger – matka Aliny] 29. […]

- Z domu ją zabrali?

- Z domu z domu. Ja byłam w szpitalu wtedy.

- I nigdy więcej już nic pani o matce nie słyszała?

- Nie. Wiem tylko, że ten transport poszedł prosto do wagonów. Ja całą noc szukałam kogoś, kto tam pójdzie, kto zadzwoni, kto coś zrobi, kto może…

- Sama pani nie mogła…

-A co ja mogłam?!

-Nie znała pani nikogo wcześniej?

-Nie. Ludzie bali się… Poprosiłam jednego człowieka, który był dość znany, ale on się bał. Biegałam całe popołudnie, całą noc… Zresztą i tak to by nic nie dało – oni poszli prosto do wagonów.

- A jak się pani dowiedziała?

- Po prostu przyszłam do domu i nikogo już nie było.

- To była blokada ulicy?

- Ulicy, ulicy!” (Tak naprawdę…, s. 140)</document>
<document nplp_id="19461" title="RÓG LESZNA I&amp;nbsp;ŻELAZNEJ (ŻELAZNA 86/88 / LESZNO 80/82 – SZPITAL) – ŚWIĘTOJERSKA 30 [TRASA]" slug="rog-leszna-i-zelaznej-zelazna-86-88-leszno-80-82-szpital-swietojerska-30-trasa">

&amp;nbsp;
 Adina Blady-Szwajger
JA/ONI, III A [29-30 VII 1942]

„- Zabrali ją [Stefania Blady-Szwajer – matka Aliny] 29. […]

- Z domu ją zabrali?

- Z domu z domu. Ja byłam w szpitalu wtedy. […]

- A jak się pani dowiedziała?

- Po prostu, przyszłam do domu i już nikogo nie było” (Tak naprawdę..., s. 140)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19507" title="ŁAGIEWNICKA 25 (Wydział Nabiałowy)" slug="lagiewnicka-25-wydzial-nabialowy">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B

„Tam więc, „U źródła”, przy dawnej ulicy Źródłowej znajduje się mały kompleks Wydziału Nabiałowego. Cztery parterowe budynki, połączone podwórkami i typowymi dla getta ogródkami warzywnymi sprawiają wrażenie czystych i sielskich. Między nimi znajdują się prymitywne pomocnicze budynki drewniane, pomieszczenia produkcyjne i magazyny Wydziału Nabiałowego, które dziś należą do najważniejszych zakładów aprowizacyjnych getta. Uderza nas zapach zsiadłego mleka.” (s. 52)</document>
<document nplp_id="19526" title="DWORSKA 3" slug="dworska-3">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A (29.04.1942)

„Fakt, że kierownicy różnych wydziałów są wzywani przez sekretariat przy Matrosenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN], aby tam dobrowolnie zgłaszać się na następną noc do rozładunku transportu ziemniaków, także musi mieć swoją szczególną przyczynę. I jeśli nawet tylko przez godzinę pada deszcz, to jest to dla getta wydarzenie o dużym znaczeniu. A pada przecież prawie każdego dnia. Wszyscy wiedzą, co to oznacza - ciągle jeszcze odczuwamy katastrofę ziemniaczaną z ostatniej jesieni. I jeśli na Rynku Bałuckim nie widać dorożki prezesa, choć wiadomo, że jest już zdrowy, to ma to także pewne znaczenie.” (s. 19)</document>
<document nplp_id="19527" title="DWORSKA 1-3" slug="dworska-1-3">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III B

„Nie chcemy oglądać się na Wydział Budowlany - mówi - robimy to sami. Za kilka dni getto będzie mogło skosztować w sałatce, miejmy nadzieję, że nie w i tak dosyć chudym mleku, najlepszej wody z Litzmannstadt, bowiem wkrótce i silnik wodny zacznie wydawać dźwięki. W głównym biurze na Matrosengasse [Dworskiej] każemy sobie pokazać kilka cyfr. Interesują nas tylko mokre liczby: produkcja twarogu, serwatki i sałatki.” (s. 57)</document>
<document nplp_id="19529" title="DWORSKA 4 (Biuro Wydziału Węglowego)" slug="dworska-4-biuro-wydzialu-weglowego">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Personel urzędniczy dzieli się na różne punkty: centrale, kasy, Matrosengasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN] 5, plac węglowy na Radogoszczu i posterunki wartownicze. Jest to stosunkowo skromny aparat, który musi być wyprawiony do pracy i bardzo ofiarny, jeśli ma szybko i bez zakłóceń obsłużyć ponad 150 000 (teraz około 100 000) ludzi.” (s. 79)</document>
<document nplp_id="19532" title="DWORZEC MARYSIN" slug="dworzec-marysin">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (15.06.1942)

„Najważniejszym problemem w dniach przesiedleń było dostarczenie żywności, przede wszystkim importu ziemniaków i warzyw z dworca Marysin. Były brzydkie październikowe i listopadowe dni, z przedwczesnym mrozem i opadami śniegu. W tym najbrzydszym mieście świata - co nie jest winą getta - istniała tylko szczątkowa komunikacja do dworca Marysin. Przede wszystkim nie było żadnego wozu, który by choć od biedy odpowiadał wymogom czasu. W tym getcie postawiono na siłę ludzką, a była to tylko słabość ludzka.” (s. 100)</document>
<document nplp_id="19536" title="ŹRÓDŁOWA 3-6 (warsztaty)" slug="zrodlowa-3-6-warsztaty">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (06.08.1942)

„Proces przerobu odbywa się na trzech placach, ewentualnie w trzech miejscach pracy, a mianowicie:

1) centrala i główny magazyn Sulzfelderstrasse [Brzezińska] 73,

2) warsztaty Mühlgasse [Młynarska] 21 i

3) warsztaty Am Quell [Źródłowa] 3-6.

Zwiedzanie zaczyna się bez żadnych zaskakujących wrażeń. Tak mniej więcej wyglądają wszystkie miejsca zbiórki i sortowania materiałów wtórnych. Mimo znacznej ilości szmat - tych leżących w szopie i tych przeznaczonych do suszenia (razem około 15 wagonów) - obraz ten nie jest niczym imponującym. Parę wagonów żelaza, okruchów skalnych i szkła, ale to przecież tylko „buble”. Po reorganizacji będzie się ich stopniowo pozbywać. Nie przybywa już nic nowego. Tylko szmaty i materiały przysłane przez władze. Właśnie rozładowywany jest wagon wojskowych uprzęży końskich. Masywne części ze skórzanym pokryciem, jedna sztuka podobna do drugiej. Już poruszają się dłonie, rozkładają poszczególne sztuki na części: tu żelazo, tu drewno, tam skóra. Każda resztka ma swoje przeznaczenie. Nie poznamy ich, gdy z zakładu szewskiego powędrują przez getto na Bałucki Rynek, a stamtąd do miasta jako nowiutki towar." (s. 60-61)</document>
<document nplp_id="19537" title="RYBNA 12 (centralne więzienie)" slug="rybna-12-centralne-wiezienie">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A (04.05.1942)

„Na ulicach widać także wozy, które przewożą bagaże do centralnego więzienia. Jest to prawdziwe wybawienie dla ludzi starych i ułomnych, którzy nie są w stanie unieść nawet tych 12 kilogramów.

Wszyscy przychodzą punktualnie “Jecke”, jak nazywa się tutaj ironicznie niemieckiego Żyda, ma przecież dyscyplinę we krwi. Nikt nie próbuje ukrywając się odmienić swego losu. Najważniejszy jest porządek - nie można go zakłócić niestawieniem się. Wszystkie mosty spalone, nie ma już odwrotu, niczego nie można zmienić, pozostaje tylko punktualne przyjście na miejsce zbiórki. Policja żydowska nie ma z tymi ludźmi specjalnych problemów. Ci Żydzi są przyzwyczajeni do posłuszeństwa. Skompletowanie kontyngentów nie przedstawia najmniejszych trudności. Ci, którzy mają być wysiedleni, otrzymują swoje wezwanie do wyjazdu już 1 i 2 maja: „Wzywa się Pana Kohna Maxa, zamieszkałego przy Fischstrasse 12, do stawienia się 4 maja o godzinie 12 na Trodlerstrasse nr 7. Cel - opuszczenie getta Litzmannstadt. Wolno zabrać 12,5 kg bagażu na osobę.” (s. 27)</document>
<document nplp_id="19540" title="RYBNA 8 (Referat do&amp;nbsp;Spraw Prac Biurowych)" slug="rybna-8-referat-do-spraw-prac-biurowych">

Oskar Singer
JA/ONI, V A (wiosna/ lato 1943)

„Refarat do Spraw Prac Biurowych znajduje się, jak już wspomniano, przy Fischstrasse [Rybnej]. Urząd otrzymał opracowaną paczkę i nie miał całkowitej pewności co do jednego szczegółu. Chodziło o część pakunku z całej paczki. Neftalin wyprosił 15 minut czasu. W ciągu 10 minut mógł szczegółowo odpowiedzieć miastu, jak się rzecz miała z tym pakunkiem. Wydawało się, że taka błaha sprawa nie da się wyjaśnić. Ale system na Fischstrasse [Rybnej] niczego nie zbagatelizował. Urzędnik odpowiedzialny na Fischstrasse [Rybnej] był w stanie w ciągu kilku minut dać wyjaśnienie na podstawie swych doskonałych akt.” (s. 93)</document>
<document nplp_id="19543" title="GARBARSKA" slug="garbarska">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

(zima 1942/1943)

„Ostatnia kategoria idzie więc do Wydziału Produktów Nabiałowych, który - od kiedy zadomowił się na Gerberstrasse [Garbarskiej] - podjął w zwiększonym wymiarze produkcję sałatki. Kuchnie otrzymują 42 205 kg [ziemniaków], kooperatywy 772 310 kg.” (s. 86)</document>
<document nplp_id="19545" title="OKOPOWA 119" slug="okopowa-119">

Oskar Singer
JA/ONI, II A (07.1941)

„Kiedy w lipcu 1941 roku, po trudnych miesiącach wspólnej pracy w mieście i po wyczerpującej rocznej pracy w getcie, prezes zaprosił na Marysin jako swych gości kilku szczególnie zasłużonych współpracowników, nie myślał wtedy jeszcze, że zaproponuje kiedyś kilku tysiącom ludzi rocznie jednotygodniowy urlop wypoczynkowy. Tamten dzień 24 lipca 1941 roku był dla niego jednym z najpiękniejszych dni w beznadziejnym życiu w getcie. Obok swego letniego mieszkania na ulicy Okopowej 119 kazał zaadaptować do celów wypoczynkowych kilka małych budynków. Było tam miejsce dla 26 osób, które zostały zakwaterowane w izbach z 2 do 5 łóżek.” (s. 113-114)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19547" title="OKOPOWA 119 (dom dla robotników)" slug="okopowa-119-dom-dla-robotnikow">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, IV (09.1942)

„Gdy po pamiętnych dniach września 1942 roku zlikwidowany został dom starców, prezes zabrał się do dzieła. Powstał tu największy dom dla robotników, gdzie znalazło miejsce co najmniej 150 osób. Zamaszystym gestem - jak budować to budować - utworzył jednocześnie dom nr 4 dla 40 osób na ulicy Okopowej 119 na Marysinie. Od kwietnia 1943 roku przebywały tam 52 osoby. Prezes nie spoczywa na laurach. Niezmordowanie tworzy dalej. Zadbał już jakoś o urzędników i robotników. Lecz co z młodocianymi, małymi robotnikami, którzy w najbardziej wrażliwym wieku od 10 do 17 lat pracują jako kowale lub stoją przy maszynach i pomagają w produkcji getta. Pracują ciężko, jak żadne inne dzieci świata, powinny mieć takie same prawa jak robotnicy. Dom dla młodocianych robotników! W amerykańskim tempie, jakie wymusza czas w getcie, tworzy prezes także ten dom przy Kaufmannstrasse [Kupieckiej], gdzie dawniej w pierwszych miesiącach istnienia getta kwitły kolonie dla dzieci. Przebudowa, urządzenie i... 23 maja 1943 r. stoi już dom nr 5 dla pracującej młodzieży, dla 110 pensjonariuszy, chłopców i dziewcząt.” (s. 117)</document>
<document nplp_id="19550" title="CEGIELNIANA 11 (Administracja Getta)" slug="jaracza-administracja-getta">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A (wiosna/ lato 1943)

„Adres administracji getta brzmi: Litzmannstadt, Moltkestrasse 157.” (s. 91).</document>
<document nplp_id="19552" title="BAŁUCKI RYNEK &amp;#8211; Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska" slug="balucki-rynek-centralny-sekretariat-wydzial-kuchni-wydzial-transportu-centrala-mleczarska">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A (01.08.1942)

„Bałucki Rynek, brudny plac w najbrudniejszej Łodzi, to teraz serce i mózg getta. Tam wpada tętnica getta - Matrosengasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN]. Tu stopniowo zakładają swoje siedziby ważne resorty administracyjne: Centralny Sekretariat, Wydział Kuchni, Wydział Transportu, Centrala Mleczarska. Tu jest także brzuch getta - Wydział Zaopatrzenia, a obok niego straszący brudem duży plac - róg ulic Matrosen- i Hanseatenstrasse [Dworska, obecnie Organizacji WiN, i Łagiewnicka].” (s. 74)

&amp;nbsp;
Szmul Rozensztajn
ONI, II A (20.02.1941)

„Kilka minut po ósmej rano Prezes był już na Bałuckim Rynku. Pierwszą wizytę złożył w Wydziale Chlebowym przy Łagiewnickiej 25, gdzie poinformowano go o przebiegu bieżących prac. [Prezes] wydał przy tym stosowne instrukcje.
Stamtąd Prezes pojechał do resortu krawieckiego przy Jakuba 16. Na wielkim podwórzu oczekiwało go około 1500 robotników ze wspomnianego resortu, a także z resortu przy Jakuba 8. […]” (s. 21)

ONI, II A (22.02.1941)

„Kiedy Prezes przyszedł dziś rano na Bałucki Rynek, sekretarka zameldowała mu, że na stację w Marysinie przybyła większa ilość artykułów żywnościowych dla getta, takich jak: [brak listy].
Z miasta dotarła też telefoniczna wiadomość, że do getta zostanie dostarczonych 3500 korców węgla. Prezes skwitował ją uśmiechem: „Moje zabiegi pomogły” […]” (s. 31)

JA/ONI, II A (24.02.1941)

„Na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać się, że raz w tygodniu, przynajmniej w niedzielę, kiedy gettowy Sambation — Bałucki Rynek jest pogrążony we śnie, Prezes ma możliwość trochę sobie odpocząć od swojej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy. Niestety, tak nie jest. Ten, kto ma dar obserwacji i stoi też blisko pracy Prezesa, wie, że [jest] wprost odwrotnie, że dzień niedzielny jest najintensywniejszy. […]” (s. 43)

ONI, II A (25.02.1941)

„Dziś o dziesiątej rano szef Zarządu Getta, pan [Hans] Biebow odwiedził Prezesa na Bałuckim Rynku i odbył z nim dłuższą konferencję dotyczącą różnych zagadnień związanych z zarządzaniem gettem. Konferencja trwała ponad dwie godziny. Po konferencji Prezes był przybity i mocno zdenerwowany.” (s. 51)

„Ponieważ Prezes musiał załatwić szereg palących spraw w swoim gabinecie na Rynku Bałuckim, nie jadł dziś obiadu w swoim prywatnym mieszkaniu, ale w gabinecie.” (s. 52)

JA/ONI, II A (4.06.1941)

„Jednodniowy zakaz wychodzenia z powodu strzałów z ulicy. W nocy 27 maja 1941 ktoś wystrzelił z getta (róg Piwnej i Lutomierskiej, przy Modrej). Kula upadła niedaleko budki straży (niemieckiej) i na całe szczęście nikogo nie trafiła. Aż do teraz nie udało się wyjaśnić, kim był strzelający. Tym wypadkiem zainteresowało się gestapo, prezydium policji i burmistrz Litzmannstadt (Łódź), którzy w bardzo energiczny sposób zażądali od Prezesa odpowiedniej satysfakcji. Jak się później okazało, wspomniane instancje zażądały, by Prezes Rumkowski dostarczył 25 Żydów na rozstrzelanie. […] Udało mu się po wielkich wysiłkach odwrócić groźbę rozstrzelania. W zamian władza zażądała innej satysfakcji: zamiast rozstrzelania — chłosta, tzn. zażądali od Prezesa, by dostarczył listę 25 Żydów, którzy mieli zostać wychłostani. […] We wtorek 1 czerwca 1941 na Bałucki Rynek przyszło dwóch przedstawicieli gestapo w Litzmannstadt i wraz z Prezesem Rumkowskim objechali getto, by znaleźć właściwe miejsce na publiczną chłostę 25 Żydów. Wybór padł na wielki plac przy Bazarnej. Przedstawiciele gestapo zażądali, by Prezes jak najszybciej zapewnił wszystkie potrzebne tam rzeczy, takie jak 25 specjalnych ławek, na których ma być położonych i przywiązanych 25 Żydów, przygotował 25 Żydów chłoszczących, bicze i 25 Żydów, którzy mają być ukarani. […]” (s. 75-77)

JA/ONI, II A (6.06.1941)

„5 czerwca 1941 roku po raz pierwszy odwiedził Litzmannstadt szef policji Rzeszy H[einrich] Himmler. Z wcześniejszego komunikatu Bałucki Rynek dowiedział się, że gość nazajutrz, to jest w piątek 6 czerwca, odwiedzi również getto. Prezes Rumkowski od rana oczekiwał gościa. Dopiero o 4.30 po południu zaczęły się zjeżdżać wysoko postawione osobistości niemieckiej władzy. Między nimi byli też przedstawiciele tajnej policji w Litzmannstadt. Ich auta stały przez krótki czas na Bałuckim Rynku. Kiedy pan Himmler ze swoją świtą przybył na Rynek Bałucki, Prezes Rumkowski został przedstawiony gościowi. Między panem Himmlerem a Prezesem Rumkowskim wywiązała się krótka rozmowa:
— Jak się tu miewacie? — pyta pan Himmler.
— Pracujemy i budujemy tu miasto pracy.
— I jak idzie praca?
— Myślę, że nieźle. Mam nadzieję, że będzie lepiej. Robię wszystko, by zintensyfikować i ulepszyć pracę. Moją dewizą jest: praca, spokój i porządek.
— Niech pan pracuje dla dobra swoich braci w getcie, a wtedy będzie wam dobrze — pan Himmler zakończył rozmowę.
Zaraz potem goście w towarzystwie Prezesa odwiedzili największy resort krawiecki przy Jakuba 16. Wszyscy wyrazili uznanie dla Prezesa za jego pracę. Zadowolony z wizyty Prezes Rumkowski dzielił się swymi wrażeniami z najbliższymi współpracownikami na Bałuckim Rynku i relacjonował swą rozmowę z panem Himmlerem. Przy tym Prezes wyraził przypuszczenie, że gość był najprawdopodobniej wcześniej dobrze poinformowany o przebiegu pracy w getcie.” (s. 80)

JA/ONI, II A (18.06.1941)

„Dziś o szóstej po południu przybył na Bałucki Rynek pan [Hans] Biebow i odbył dłuższą konferencję z panną [Dorą] Fuks i komendantem [Leonem] Rozenblatem (Prezes Rumkowski dzień wcześniej wyjechał do Warszawy w sprawach getta). Pan Biebow wyjaśnił, że ponieważ z małych miejscowości wszyscy Żydzi zostaną wydaleni (kobiety, dzieci i starcy; młodsi zostali wysłani do Niemiec na roboty) i ich liczba sięga 70 tysięcy, wielu z nich, to jest około 7–8 tysięcy, musi zostać przyjętych przez getto w Litzmannstadt. Przy tym pan Biebow kazał przedstawić sobie dokładne dane statystyczne [dotyczące] ludności getta od pierwszego dnia do dziś oraz inne liczby.
Zaraz jak tylko pan Biebow opuścił Bałucki Rynek, został wezwany adwokat [Henryk] Neftalin, którego panna Fuks i komendant Rozenblat poinformowali o rozmowie z panem Biebowem. Adwokat Neftalin natychmiast zmobilizował swoich pracowników w Wydziale Statystycznym i w nocy wykonano zestawienia. […]” (s. 84)

JA/ONI, II A (19.06.1941)

„W czwartek, 19 czerwca, około wpół do jedenastej wieczorem, razem z dwunastoma zaangażowanymi lekarzami i ich rodzinami przyjechał z Warszawy Prezes i zaraz nazajutrz rano odbył w związku z zaistniałą sytuacją dłuższą naradę ze swoimi zaufanymi ludźmi. Prezes był tego dnia nadzwyczajnie zdenerwowany, nie mógł sobie po prostu znaleźć miejsca. Przed obiadem Prezes w rozmowie ze mną zapytał, jakie plotki słychać w getcie… Odpowiedziałem mu, że największą „plotką” jest wizyta pana [Hansa] Biebowa na Bałuckim Rynku. Twarz Prezesa nagle okryła się najgłębszą powagą. „Tak, teraz widzę, że nie mogę zostawić getta nawet na dzień. Obawiam się, że jest już za późno… Tą sprawą jest zainteresowany nie tylko Biebow (jako zwierzchnik społeczności getta), ale też rządowy komisarz miasta i [szef] gestapo. Ubiegałem się też o przyjęcie u komisarza rządowego, jutro ma przyjść wiadomość. Niedobrze!” — kończy Prezes swoją wypowiedź. […]” (s. 85)

ONI, II A (21.06.1941)

„Dziś przed południem Prezes zaprosił do siebie [tj. do Sekretariatu na Bałucki Rynek] panów [Dawda] Warszawskiego, [Salomona] Sera i [Chaima] Litwina na naradę dotyczącą opracowania nowych ankiet dla pracowników. Jest to związane z nowym programem dodatków pieniężnych dla członków rodzin poszczególnych pracowników. Chodziło o rozwianie różnych wątpliwości, które na pewno się pojawią przy przydzielaniu dodatków. Po wymianie opinii postanowiono powołać następnego dnia redakcyjną komisję w osobach panów: Litwina, [Arona] Jakubowicza, [Henryka] Neftalina, Sera, [Władysława] Franka, Warszawskiego, komisarza [Leona] Rozenblata […].” (s. 86)

„Dziś przed południem Prezes Rumkowski zaprosił do siebie [tj. do Sekretariatu na Bałucki Rynek] panów [Awigdora] Szczęśliwego i [Zygmunta] Rajngolda, kierowników Wydziału Aprowizacji, w sprawie opracowania nowych racji żywnościowych (poprzednie racje kończą się jutro, w niedzielę). Po przedstawieniu danych dotyczących produktów Prezes doszedł do wniosku, że to, czym dysponuje, nie wystarcza na wydzielenie jakiejkolwiek racji i postanowił odczekać jeszcze kilka dni, aż zwiększą się dostawy. […]” (s. 88)

ONI, II A (22.06.1941)

„Dziś przed południem odwiedził Bałucki Rynek pan [Hans] Biebow. Prośba pana Prezesa o audiencję u komisarza rządowego nie została pozytywnie rozpatrzona. Los został przypieczętowany, przyjęcie do getta jeszcze 8 tysięcy Żydów z miasteczek jest pewne (dzień wcześniej wybuchła wojna między Rosją a Niemcami). Termin ich przybycia do getta jest tymczasem nieznany.” (s. 89)

ONI, II A (9.07.1941)

„Na dziś na szóstą Prezes zaprosił [do Sekretariatu na Bałucki Rynek] na specjalną konferencję przedstawicieli rabinatu w osobach rabina Josefa Fajnera, rabina Moszego Wajsa, rabina Szmuela Dawida Łaskiego, rabina A[brama] Sylmana i rabina Szlojme Jakubowicza. Prezes Rumkowski zapoznał zebranych z celem dzisiejszej konferencji i wyjaśnił, że choć sprawa, którą zaraz przedstawi, została już przez niego dawno gruntownie przemyślana, a jego postanowienie zatwierdzone, to uważa za swój obowiązek zaprezentować ją rabinom, zanim stosowny komunikat zostanie wydrukowany w „Geto-Cajtung”. „Chodzi o to — mówi Prezes — że zbliża się zima i już zawczasu musimy zatroszczyć się o cieple ubrania dla ludności getta. […] Poruszając tę kwestię, Prezes Rumkowski wskazał, że będzie musiał zażądać od ludności noszącej długie ubrania (zarówno zimowe, jak i letnie), żeby przyniosła je w przyszłości do specjalnych pracowni krawieckich, które będą czyścić i naprawiać tę odzież. Powiedział też, że wszyscy będą musieli nosić krótkie ubranie (prócz rabinów i innych duchownych). W ten sposób Prezes pragnie poprawić zewnętrzny wizerunek społeczeństwa. Rozumie się, że chodzi przede wszystkim o warunki sanitarne, ponieważ ubrania się poniewierają w ciasnych i brudnych mieszkaniach i mogą być przyczyną chorób. Prócz tego skrawki z długich ubrań można wykorzystać do naprawy podartych rzeczy. Prezes zwraca się do rabinów, by wypowiedzieli się na ten temat. […]” (s. 90-91)

JA/ONI, II A (09.1941)

„Tego dnia telefon na Bałuckim Rynku nie milkł, zadawano tysiące pytań o stan zdrowia Pana Prezesa i jednocześnie życzono powrotu do zdrowia i [noworocznego] zapisania na dobry rok. W wigilię Rosz ha-Szana Prezes upoważnił mnie do zakomunikowania zainteresowanym, że postara się przyjechać ze swojego domu na Marysinie [Okopowa 125] do getta, do mieszkania przy Łagiewnickiej 36, gdzie, być może, będzie mógł przyjąć różne delegacje i po prostu dobrych przyjaciół, którzy chcą go powitać i życzyć mu Dobrego Roku. Czas przyjęć wyznaczył na pierwszy dzień Rosz ha-Szana między godziną czwartą a szóstą po południu. Niestety, stan zdrowia Prezesa się pogorszył. Noc była ciężka, a nazajutrz został gwałtem ściągnięty na Rynek Bałucki, ponieważ władza złożyła tam wizytę. Załamany i przygnębiony, poszedł tam już około dziewiątej rano. Ten dzień był dla Prezesa prawdziwym sądnym dniem. Od dziewiątej rano odbył wiele konferencji z przedstawicielami gestapo i zarządu getta na temat bardzo ważnej sprawy. […] Po jednej z tych konferencji Prezes kazał mi przynieść na Rynek Bałucki tałes, chcąc za wszelką cenę choć drugiego dnia Rosz ha-Szana pomodlić się razem z Żydami w jednej z gettowych bożnic (tego dnia Prezes niczego nie spożywał). Dopiero około 1.15 Prezes uwolnił się od konferencji i wspierając się na lasce, poszedł do bożnicy przy Łagiewnickiej 3. Pojawienie się Prezesa na ulicy wywołało w getcie wielką radość. Ze wszystkich stron pozdrawiali go przechodnie, życząc mu dobrego świąt i roku. Jeszcze bardziej cieszyły się dzieciaki, które towarzyszyły mu aż do bożnicy i rozpromienione radością życzyły mu dobrego roku. Prezes był bardzo poruszony życzeniami i w jego oczach pojawiły się łzy. Przyjście Prezesa do bożnicy (na dęcie w róg) wywołało wśród modlących się wielki entuzjazm. Przy wejściu czekali na niego gabajowie, panowie Warszawski i Klecki, którzy życzyli mu dobrego roku. Kiedy zaproszono go do modlitwy, zanurzył głowę w aron ha-kodesz i głośno się rozpłakał. Po modlitwie Prezes wygłosił do zebranych kilka krótkich słów […]. Drugiego dnia Rosz ha-Szana Prezes przyjął u siebie, w prywatnym mieszkaniu (Łagiewnicka 36), delegacje poszczególnych oddziałów i resortów. Wszyscy życzyli mu, by był zapisany na dobry rok, pytali i cieszyli się, że już czuje się lepiej. Nastrój był naprawdę radosny. Prezes był głęboko poruszony [wizytami] wielu delegacji i ich serdecznymi życzeniami. […]” (s. 120-121)

JA/ONI, II A (24.09.1941)

„24 września 1941 r.: Wczoraj rano, drugiego dnia Rosz-ha Szana, Prezes przybył na konferencję z przedstawicielami władzy na Bałucki Rynek. Około jedenastej, kiedy Prezes był sam w swoim gabinecie, przyszedłem życzyć mu dobrego roku, a także przekazać życzenia od różnych osób przesłane pocztą. Zaraz spostrzegłem, że Prezes jest bardzo zatroskany w związku z jakimś ważnym wydarzeniem. Na początku myślałem, że to rezultat choroby, z której się dopiero podniósł. „Nadchodzi ciężkie doświadczenie dla Żydów — Prezes przerywa swoje milczenie. — Bardzo ciężkie, także dla naszych Żydów z getta Litzmannstadt”. […] Tymczasem na Bałucki Rynek znów przyszli przedstawiciele władzy na kolejną konferencję, która trwała do pierwszej po południu. Zdenerwowany Prezes po odejściu przedstawicieli władzy wziął tałes i zawołał mnie, bym poszedł z nim do jednej z bożnic. Bojąc się, że w innych bożnicach już jest dawno po modlitwach, skręciliśmy z Bałuckiego Rynku na Krawiecką 3, do domu kultury, gdzie został urządzony dom modlitwy na Straszne Dni. Trafiliśmy na intonowane przez kantora zichrojnes podczas szimenesre. […]” (s. 123-124)

ONI, II A (24.09.1941)

„Prezes Rumkowski podczas przyjmowania różnych delegacji i osób prywatnych w drugi dzień Rosz ha-Szana został wezwany do Litzmannstadt na konferencję poświęconą nadchodzącemu niebezpieczeństwu. Konferencja trwała trzy godziny i już wieczorem Prezes powiadomił kierownictwo Wydziału Mieszkaniowego, na czele którego osadził adwokata H[enryka] Neftalina, że czas jest krótki i trzeba zaraz przystąpić do akcji lokowania przybywających wysiedlonych Żydów. Przy tym powiadomił, że już w piątek przybywa pierwszy transport kobiet, dzieci i starców z Włocławka […]. Nazajutrz Prezes wezwał na Bałucki Rynek przedstawicieli Wydziału Szkolnictwa, panów [Eliasza] Tabaksblata i [Mojżesza] Karo, i nakazał im oczyścić szkoły na Marysinie, gdzie wysiedleni będą czasowo umieszczeni, nim dokona się właściwej translokacji. Jednocześnie Prezes nakazał panu [Salomonowi] Hercbergowi, kierownikowi Marysina II, przygotować na przyjęcie wysiedlonych dom dla młodocianych przestępców.” (s. 126-127)

JA/ONI, II C (6.11.1941)

„Zagłada Cyganów. Wczoraj wieczorem przybył na dworzec marysiński [Stacja Radegast] pierwszy transport Cyganów, który liczył 1200 osób, w tym mniej więcej 250 dzieci. W drodze Cyganka urodziła dziecko. Dwoje dzieci wyjęto z wagonu martwych, mówi się, że po prostu zamarzły. Władza kazała pochować dzieci na żydowskim cmentarzu, co zrobiono. Wyżywieniem Cyganów zajmuje się na razie Prezes. Tak więc na jego polecenie przesłano dla cygańskich dzieci i chorych 100 litrów mleka i z kuchen po dwa obiady i pół litra kawy na osobę. Jednocześnie Prezes zaopatrzył ich w rury do piecyków żelaznych, wiadra i tym podobne sprzęty. Dziś wieczorem nadjechał drugi transport Cyganów. Z powodu późnych godzin nocnych nocowali w wagonach. Dziś po południu Prezes był w kripo [Kościelna 8]. Stamtąd przyszedł bardzo zdenerwowany, mocno wzdychał i rwał sobie włosy z głowy (nowe nieszczęście?). Dziś wieczorem na Bałuckim Rynku zameldowało się u Prezesa trzech lekarzy i trzy siostry i zgłosiło swoją gotowość do służby w obozie Cyganów. Propozycja została przyjęta.” (s. 149)

JA/ONI, II C (12.11.1941)

„Kiedy Prezes wreszcie się o tym dowiedział [tj. o nadużyciach w sprzedaży tytoniu], rozkazał, by nie sprzedawać ani tytoniu, ani wyrobów tytoniowych inwalidom, którzy nadużyli jego zaufania. Inwalidzi, buntowani przez swych „wodzów”, którzy dzięki kartelowi zrobili całkiem niezły interes, próbowali zorganizować w lokalu Wydziału Tytoniowego [Brzezińska 24] demonstrację. Ta źle się odbiła na ich sytuacji materialnej — przez osiem tygodni nie otrzymywali ani tytoniu, ani papierosów do sprzedania […].
Inwalidzi ze swej strony, pozostając bez zarobku, próbowali za wszelką cenę przebić się do Prezesa i przeprosić go za niewłaściwe postępowanie części z nich — lichwiarski handel wyrobami tytoniowymi. To się im jednak nie udało. Prezes nie chciał ich przyjąć nawet na krótką rozmowę. W Purim, w dniu, w którym przypadły urodziny Prezesa, delegacja trzech inwalidów jednak się dobiła do wrót Bałuckiego Rynku, wierząc, że tego dnia zostaną wyratowani z opresji. Piszący te słowa był świadkiem rozmowy, która odbyła się między delegacją a Prezesem w poczekalni gabinetu na Bałuckim Rynku. Rozmowa była krótka i bardzo ostra w tonie… Prezes powiedział, że dopóki będzie żyć i kierować gminą, inwalidzi nie otrzymają ani tytoniu, ani papierosów z Wydziału Tytoniowego, sklął ich i ostrzegł, żeby mu się więcej nie pokazywali na oczy. […]” (s. 158-160)

ONI, II C (26.11.1941)

„Wizyta rabinów na Bałuckim Rynku. Na polecenie gestapo zostali zaproszeni przez Prezesa na 9.15 rano przedstawiciele rabinatu w osobach: rabin Fajner, rabin Salomon Markus z Wiednia. Ze strony gestapo udział wzięli panowie Halperin, [Gunther] Fuks i [Albert] Richter.” (s. 180)</document>
<document nplp_id="19554" title="WŁOCŁAWEK" slug="wloclawek">
&amp;nbsp;
Oskar Singer
ONI, III A - III B

„Od 7 XII 1941 r. do 28 VIII 1942 r. w dzielnicy tej umieszczono także dalszych 17 826 Żydów ze zlikwidowanych gett prowincjonalnych z obszaru Kraju Warty, m. in. z gett we Włocławku, Głownie, Ozorkowie, Strykowie, Łasku, Pabianicach. Sieradzu, Zduńskiej Woli i Wieluniu.” (s. 140)</document>
<document nplp_id="19558" title="ŁAGIEWNICKA 29 (Wydział Węglowy)" slug="lagiewnicka-29-wydzial-weglowy">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, V A

„Węgiel przychodził dwoma kanałami. Najpierw przez Bałucki Rynek, a potem przez Radogoszcz, dworzec towarowy getta. Plac ten był położony bardzo korzystnie dla obu kierunków, szczególnie w sytuacji, gdyby się udało rozwiązać problem transportu z Radogoszcza do centrum. W obliczu braku środków transportu kierownictwo stało bowiem przed zadaniami niemalże nie do rozwiązania. Dopiero po oddaniu do użytku linii tramwajowej Marysin - Bałucki Rynek - Plac Węglowy problem rozwiązano. Pierwsze transporty węgla dostarczono wiosną 1942 r. aż do bramy wjazdowej Wydziału Węglowego. Dzisiaj przychodzą bardzo duże ilości prawie wyłącznie przez Radogoszcz. Pojawiła się więc potrzeba zorganizowania placu węglowego także na Marysinie. Jest to właściwie taki sam plac, jak plac centralny przy ulicy Hanseatenstrasse - Matrosenstrasse [Łagiewnicka - Dworska, obecnie Organizacji WiN] i służy on jako miejsce rozdziału węgla dla tej części getta, która geograficznie do niego należy.” (s. 75-76)

„Przez dużą bramę przy Hanseatenstrasse [Łagiewnickiej], przez wagę pomostową wchodzą bieżący dostawcy. Leżą tu czysto posortowane hałdy „kawałków”, „orzechów” i „kostek”. Urobku węglowego prawie nie widać. Znajdujemy także dużą hałdę torfu. To najnowszy materiał opałowy getta. Jednak obraz placu zdominowany jest przez brykiety. Są wyprodukowane z miału węgla brunatnego i pochodzą zapewne z Czech, gdzie taki węgiel jest dobrze znany. Obraz uzupełniają rzeczywiście znaczne ilości pięknego koksu gazowego z Górnego Śląska. Leży tu zapas na dwa miesiące. Mamy więc do czynienia z raczej normalną sytuacją. Materiał palny ma dwojakiego rodzaju przeznaczenie, odpowiednio do struktury getta: spalanie domowe i produkcja. Ludność może spalać tylko brykiety marki „Twoll” i torf. Dodatkowo dostaje trochę drewna na rozpałkę. Koks otrzymują wyłącznie zakłady przerabiające metal. Węgiel idzie tylko do kuchni i piekarni. Na rogu ulic Hanseaten- i Matrosengasse [Łagiewnickiej i Dworskiej, obecnie Organizacji WiN] jest plac drzewny.” (s. 76)</document>
<document nplp_id="19559" title="PLAC KOŚCIELNY 4/6 &amp;#8211; Wydział Statystyczny, Wydział Ewidencji Ludności, Urząd Meldunkowy, Wydział Pocztowy" slug="plac-koscielny-4-6-wydzial-statystyczny-wydzial-ewidencji-ludnosci-urzad-meldunkowy-wydzial-pocztowy">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III A (29.04.1942)

„Ulica nie zauważa, że w biurach Wydziału Statystycznego trwa wytężona praca nad sporządzaniem list, na których mają być umieszczeni rocznikami wszyscy wysiedleni we wrześniu. Mimo to musi być jakiś poważny powód rejestracji. Choć może będzie lepiej, jeśli pospiesznie opuścimy to miejsce, nie wiedząc, dlaczego tak się dzieje.” (s. 19)

JA/ONI, V A (16.09.1942)

„Rozpoczęła się niesamowita wędrówka do Urzędu Meldunkowego. W biurze rejestru zgonów rozgrywały się sceny, których żaden tragik nie byłby zdolny odzwierciedlić. Urzędnicy starali się opanować sytuację. Pracowano bez przerwy w dzień i w nocy. Napór ludzi od okienek aż do biurek coraz większy. Petenci krzyczą, płaczą, szaleją. Każda sekunda może przynieść ze sobą wyrok, a godziny całe upływają na walce rozpętanych namiętności. Każdy szuka protektora, aby dotrzeć do stolika, który może być ostatnią deską ratunku. Nowe dokumenty, stare pożółkłe szpargały, nowo znalezione świadectwa urodzenia, paszporty, legitymacje, prawdziwe i fałszywe, miały wykazać, że dziecko jest starsze, a starzec młodszy. Zorientować się w tym chaosie było pracą tytanów. Już w sobotę do akcji wkroczyło gestapo, nie troszcząc się wcale o tę gorączkową pracę, jaka wrzała przy pl. Kościelnym 4. Wszyscy przypuszczali, że Służba Porządkowa nie dopisze. Nie mogła sama wykonać tej katowskiej roboty.” (s. 72)

JA/ONI, V A

„Na pomieszczenia robocze prezes miał zamiar przeznaczyć obiekt przy Sulzfelderstrasse [Brzezińskiej] 41, a więc budynek w obszarze wyburzeń. Obsada biurowa ma pochodzić z Wydziału dla Wsiedlonych i z Resortu Butów Słomianych. Jeśli nie wystarczyłoby spośród nich ludzi nadających się do pracy biurowej, to Neftalin miał uprawnienia, aby sprowadzić dalszy personel z podlegających mu urzędów Wydziału Ewidencji i Wydziału Pocztowego.

Neftalin porozumiał się natychmiast z Resortem Butów Słomianych i zaplanował przegląd wchodzącego ewentualnie w rachubę personelu. Może stamtąd - z obu gałęzi resortu - zabrać około 60 osób, z Wydziału Osobowego - 20, z pozostałych różnych zakładów - dalszych 20. Tak więc 22 stycznia ma do dyspozycji około 100 maszynistek.” (s. 90)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19562" title="LUTOMIERSKA 1 (Komenda Służby Porządkowej)" slug="lutomierska-1-komenda-sluzby-porzadkowej">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (22.06.1942)

„Faktem jest, że na Zachodzie było bardzo mało Żydów władających jidysz, nie wspominając już nawet o języku polskim. Jeśli się nawet tacy znaleźli, to byli to Żydzi wschodnioeuropejscy z Zachodu. Dopiero później - ale o tym będzie jeszcze mowa - stosunkowo dużo młodych ludzi dostało posady, głównie w Biurze dla Wsiedleńców. Oprócz tego było jeszcze kilka miejsc w Służbie Porządkowej (policji) i w straży pożarnej. Dla mężczyzn powyżej czterdziestki możliwości były bardzo ograniczone. Dla większości wysiedlonych rynek pracy był niedostępny. Jedynym ratunkiem były kolektywy. Ale to już rozdział sam w sobie. Mężczyźni byli tam narażeni na szykany nie do opisania. Kierownicy transportów byli pod presją i musieli podlegający im materiał ludzki dosłownie zamęczyć na śmierć. Ludzie byli wyciągani w nocy z pokoi i zmuszani w najgorszą pogodę, bez odpowiedniego pożywienia ładować węgiel transportowany do getta, bądź też zwozić warzywa, którym groziło zepsucie.” (s. 105)

JA/ONI, V A

„W westybulu goście, kandydaci do wzmocnienia po okazaniu legitymacji otrzymują żetony. Jeden na zupę, drugi na drugie danie. Urzędniczka odcina kupon na dany dzień. Jest dokładnie poinstruowana przez prezesa. Ogląda nie tylko legitymację, lecz i jej właściciela. Będzie się tu pojawiał przez czternaście dni. Zapamięta go sobie. Tak chce prezes i wie, dlaczego to robi. Pierwszego dnia ma być 500 gości. Czterech nie zjawia się, ale o nich później. Wszystko odbywa się szybko, bez męczącego stania w kolejce. Przy wejściu konsumenci przechodzą obok posterunku Służby Porządkowej. Tu także wszystko odbywa się sprawnie. Dalej sprawa się trochę skomplikuje, ale o tym także później. W sali jest też Służba Porządkowa, która kieruje na miejsca i dba o porządek. Panuje tu wręcz uroczysta cisza.” (s. 124)</document>
<document nplp_id="19565" title="LUTOMIERSKA 11 (Wydział Gospodarczy)" slug="lutomierska-11-wydzial-gospodarczy">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (30.05.1942)

„Część nasion była rodzimej produkcji, jednakże większość dostarczono do getta z zewnątrz. Wydział Gospodarczy szybko wydał potrzebną każdemu ilość - odpowiadającą wielkości uprawianego gruntu.” (s. 40)</document>
<document nplp_id="19567" title="LUTOMIERSKA 11 (Wydział Kwaterunkowy)" slug="lutomierska-11-wydzial-kwaterunkowy">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, III B (24.06.1942)

„Jak przeprowadzono praktycznie to ścisłe odizolowanie? Przede wszystkim nie było żadnych przydziałów mieszkań dla „nowych”. Zanim tu przybyli, przeprowadzono akcję i stłoczono miejscowych, aby zrobić im miejsce. Wydział Kwaterunkowy Przełożonego Starszeństwa Żydów ustalił około trzech metrów kwadratowych przestrzeni mieszkalnej na głowę. Ludność przyjęła to odczuwalne ograniczenie ze stoickim spokojem. Chodziło przecież o braci i siostry z Zachodu. Plan był taki, aby stłoczyć miejscowych i stworzyć wystarczającą ilość pomieszczeń mieszkalnych dla nowych mieszkańców getta.” (s. 106)</document>
<document nplp_id="19568" title="KAUFFMANA 40 (dom dla młodocianych robotników)" slug="kauffmana-40-dom-dla-mlodocianych-robotnikow">

&amp;nbsp;
Oskar Singer
JA/ONI, IV (09.1942)

„Gdy po pamiętnych dniach września 1942 roku zlikwidowany został dom starców, prezes zabrał się do dzieła. Powstał tu największy dom dla robotników, gdzie znalazło miejsce co najmniej 150 osób. Zamaszystym gestem - jak budować to budować - utworzył jednocześnie dom nr 4 dla 40 osób na ulicy Okopowej 119 na Marysinie. Od kwietnia 1943 roku przebywały tam 52 osoby. Prezes nie spoczywa na laurach. Niezmordowanie tworzy dalej. Zadbał już jakoś o urzędników i robotników. Lecz co z młodocianymi, małymi robotnikami, którzy w najbardziej wrażliwym wieku od 10 do 17 lat pracują jako kowale lub stoją przy maszynach i pomagają w produkcji getta. Pracują ciężko, jak żadne inne dzieci świata, powinny mieć takie same prawa jak robotnicy. Dom dla młodocianych robotników! W amerykańskim tempie, jakie wymusza czas w getcie, tworzy prezes także ten dom przy Kaufmannstrasse [Kupieckiej], gdzie dawniej w pierwszych miesiącach istnienia getta kwitły kolonie dla dzieci. Przebudowa, urządzenie i... 23 maja 1943 r. stoi już dom nr 5 dla pracującej młodzieży, dla 110 pensjonariuszy, chłopców i dziewcząt.” (s. 117)</document>
<document nplp_id="19612" title="CZĘSTOCHOWSKA 44" slug="czestochowska-44">

Ludwik Hering
II, F

„Spotkałem raz na Grójeckiej człowieka. Stał sam na przystanku i było jeszcze zupełnie pusto. On tak na mnie patrzał, że ja się bałem przejść. Myślę sobie: to na pewno zły człowiek. Bałem się tak od razu uciekać, to doszedłem do niego i nic nie proszę, tylko się pytam grzecznie, która godzina. A potem wolniutko, wolniutko odchodzę. Ale słyszę, że on idzie za mną prędko – i jeszcze więcej się zląkłem. Ale nic. On doszedł, wziął mnie na ręce… (naprawdę wziął mnie na ręce!...) i zaniósł do swojego domu. Dał mi śniadanie, wykąpał, położył mnie do łóżka… (naprawdę położył mnie do łóżka!...) i ja usnąłem. Jak się obudziłem, to było późno – już nie mogłem wracać i musiałem nocować.” (s. 26)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19614" title="GRÓJECKA &amp;#8211; nieokreślony przystanek tramwajowy" slug="grojecka-nieokreslony-przystanek-tramwajowy">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II, F

„Spotkałem raz na Grójeckiej człowieka. Stał sam na przystanku i było jeszcze zupełnie pusto. On tak na mnie patrzał, że ja się bałem przejść. Myślę sobie: to na pewno zły człowiek. Bałem się tak od razu uciekać, to doszedłem do niego i nic nie proszę, tylko się pytam grzecznie, która godzina. A potem wolniutko, wolniutko odchodzę. Ale słyszę, że on idzie za mną prędko – i jeszcze więcej się zląkłem. Ale nic. On doszedł, wziął mnie na ręce… (naprawdę wziął mnie na ręce!…) i zaniósł do swojego domu. Dał mi śniadanie, wykąpał, położył mnie do łóżka… (naprawdę położył mnie do łóżka!…) i ja usnąłem. Jak się obudziłem, to było późno – już nie mogłem wracać i musiałem nocować.” (s. 26)</document>
<document nplp_id="19615" title="róg ulic STAWKI/OKOPOWA" slug="rog-ulic-stawki-okopowa">
&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II, F

„Teren Azetu też był metą. Nie tak znaną jak składy magistrackie od Parysiaka, nie z takim obrotem jak dziura na Stawkach, ale jednak był solidną metą na małą skalę.” (s. 43-44)„Wieczorem – po policyjnej godzinie – meta fabryczna cichła, a zaczynała funkcjonować dziura na Stawkach.” (s. 47)

„Metę na Stawkach (pogłębiony pod murem rynsztok) obsługiwali granatowi, często jednak robili kant – podstawiali lewego żandarma, który nakrywał robotę. Kończyło się to zwykle na wykupie spalonego towaru za pięćdziesiąt procent.” (s. 47)

„Nocą rozlegało się na Stawkach wesołe, głośne szczekane – znak rozpoczęcia – i zaraz tupot biegnących, szelest przesuwanych przez dziurę worków i nakrywające się szepty niecierpliwych odbiorców.” (s. 48)

„Mimo ryzyka meta funkcjonowała: była wyjątkowo dobrym punktem – szerokość ulicy dzieliła ją od domów, gdzie magazynowano towar.” (s. 48)

III B, F

„Stały grupy ludzi pod bramami domów na Okopach – paląc nerwowo sporta za sportem patrzyli z przekleństwem i nienawiścią na mury jak na skrachowany bank. Zalewali zmartwienie w miejscowych sklepikach – kłócili się przy rozrachunkach i przepijali sporne salda.” (s. 50)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19617" title="róg ulic OKOPOWA/DZIKA" slug="rog-ulic-okopowa-dzika">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F

„Od Wielkiego Czwartku na działkach przyległych do granicznego muru ustawili karabin maszynowy i co kilka godzin zmieniała się jego obsługa.” (s. 32)</document>
<document nplp_id="19619" title="OKOPOWA/STAWKI/UMSCHLAGPLATZ" slug="okopowa-stawki-umschlagplatz">
&amp;nbsp;
Ludwik Hering
III B, F

„Wylotem od Stawek – w kierunku bocznic kolejowych, do oczekujących sznurami towarowych pociągów – przez długi skwarny dzień płynęła ława stłoczonych półżywych ludzi.

Jeden jęk mnożony przerażeniem tysięcy oczu zatrzaskiwano w cuchnących chlorem wagonach.

Brama cmentarna i brama wachy naprzeciw raz po raz stykały swoje rozwarte skrzydła. Za ich przejrzystą stalową ochroną pędzono na stracenie partie struchlałych ludzi.

Nocami nie ustawał tam na chwilę turkot – rano policjanci żydowscy zmywali konwiami ziemię zlaną krwią wyciekłą z wozów i sypali na bruk grubą warstwę piasku, który prędko nasiąkał czerwoną cieczą.

I tędy wypuszczano czasem mniejsze oddziały przeznaczone na transport.

Raz od takiej gromady pędzonych szybko kobiet Niemiec z wachy oddzielił drepcące przy matce dziecko. Matkę szarpnięto do grupy gnanej prędko w głąb Okopowej.

Od bramy getta wzdłuż muru jest może sto kroków prostej linii – potem mur oddala się lekko i zamyka perspektywę.

Ta kobieta szła tyłem – patrząc na dziecko. Potknęła się, upadła. Kopnięta przez Niemca zgarnęła się z ziemi i szła dalej, tyłem, w rytm kroku pędzonego oddziału, nie odrywając oczu od bramy. Sto kroków – potem mur skręca.” (s. 27-28)

„Innym wylotem – w kierunku bocznic kolejowych do oczekujących sznurem towarowych pociągów – przez długi skwarny letni dzień płynęła ława stłoczonych półżywych ludzi. Jeden jęk mnożony przerażeniem tysięcy oczu zatrzaskiwano w cuchnących chlorem wagonach. Okoliczni mieszkańcy widzieli to z okien swych domów – patrzyli ze zgrozą.” (s. 51)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19622" title="PLAC PARYSOWSKI/SZCZĘŚLIWA" slug="plac-parysowski-szczesliwa">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
V, F

„Wypełzły zza muru skorupiasty oddział żołnierzy rozłamał się na części. Po kilku, z nastawionymi automatami, podchodzili do wypalonych domów (często z zachowanym parterem) i nawoływali do wyjścia. Potem przez wylot okien piwnicznych rzucali granaty. Zbrojny opór powstańców od początku skomenderował się w innych punktach getta. Przetrząsanie domów tej dzielnicy było uzasadnione tylko rabunkiem bezbronnych, ukrytych ludzi.” (s. 77-78)</document>
<document nplp_id="19625" title="róg ulic OKOPOWA/GĘSIA" slug="rog-ulic-okopowa-gesia">

&amp;nbsp;
Ludwik Hering
II B [pomyłka Heringa], III, F
„Przy murze na działkach fabrycznych już w pierwszych dniach czerwcowej akcji zaciągnięto wachy łotewskie. W czarnych, zmiętych mundurach, w parcianych pasach przedstawiali się przy Niemcach nędznie.” (s. 53)

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, V (19 kwietnia 1943)

„Przylatuje goniec, Szymon rozmawia z nim i przychodzi do nas ze słowami: „Już niedługo będziecie czekać, niemcy wchodzą wylotem Okopowa-Gęsia, wchodzą cichaczem, chcą nas zaskoczyć we śnie. Gromadzą dużo wojska w pasie neutralnym (opuszczone tereny) – im więcej ich będzie, tym lepsze przyjęcie będzie. Strzelać celnie, nie marnować naboi! Na dany znak strzelać i na dany znak rzucimy się na dół, by przyspieszyć ich paniczną ucieczkę, oni są marnymi tchórzami, powodzenia!!!” (s. 285)</document>
<document nplp_id="19627" title="ARNOLD MOSTOWICZ" slug="arnold-mostowicz"></document>
<document nplp_id="19630" title="BRZEZIŃSKA 40 (Ambulatorium)" slug="brzezinska-40-ambulatorium">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, II A

„W getcie nie miał ani czasu, ani okazji, by zainteresować się losami Maksa [Bajgelmana]. Jego ojca widział kilkakrotnie za pulpitem dyrygenckim. Koncert skazańców dla skazanych. Wówczas tego oczywiście tak nie widział...

Nie tylko zresztą on... Został kierownikiem ambulatorium przy ulicy Brzezińskiej [40]. I wtedy Maks się pojawił. W granatowym garniturze, ale już bez getrów, które być może utonęły gdzieś w gettowym błocie. Bez getrów, ale za to z zaświadczeniem, że jest wykwalifikowanym pielęgniarzem, i z walizeczką zawierającą wszystko, co powinno stanowić uzbrojenie wykwalifikowanego pielęgniarza. Miał skierowanie do pracy. Właśnie do niego, na Brzezińską. Była to chyba protekcja ojca, ale ostatecznie co to miało za znaczenie? Za dużo pielęgniarzy w getcie nigdy nie było.

Tak więc ponownie spotkały się ich drogi. Ale i tym razem nie na długo. Maks pracował bardzo dobrze. Wszyscy go chwalili – zarówno lekarze, jak i chorzy. Wkrótce też został przeniesiony do pracy w szpitalu. Zresztą i on nie kierował długo tym ambulatorium. Zachorował na dur brzuszny.

Przyczepiły się liczne komplikacje...” (s. 204)</document>
<document nplp_id="19635" title="ZAWISZY (mieszkanie kuzyna Dawida Majera Gutmana)" slug="zawiszy-mieszkanie-kuzyna-dawida-majera-gutmana">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II C

„...Wyszedł na korytarz. Stała tam, zawinięta w szarą chustę i opatulona w jakąś starą męską marynarkę, najstarsza córka Gutmana. Kuzyna Gutmana. Przypominała klasyczną ilustrację do Dziewczynki z zapałkami. Miała chyba nie więcej jak jedenaście, dwanaście lat. W ręku trzymała szary kartonik. – Ojciec? – zapytał. Kiwnęła tylko głową.” (s. 93)

JA/ONI, II C

„– Kiedy umarł ojciec?

– Dzisiaj w nocy.

– Wezwaliście pogotowie?

Mała wzruszyła ramionami.

– Po co? Sam przecież wujek widział.

Nazywała go wujkiem chyba dlatego, że uważała, iż w tym zwrocie będzie więcej szacunku. A młodego Gutmana rzeczywiście widział. Dwa dni wcześniej z samego rana przyszła po niego ta mała. Tym razem nie z kartą zgonu któregoś ze swego wymierającego rodzeństwa.

– Tato prosi, by wujek jak najprędzej do niego przyszedł.

– Ojciec jest chory?

– Leży. Ale prosił, by wujek jeszcze dzisiaj go zbadał.

Zdziwił się. Nie sądził, by Gutman wierzył w pomoc lekarską, gdy Pan Bóg doświadczał go jak Hioba, zabierając mu jedno dziecko po drugim. Tego samego dnia znalazł się na ulicy Zawiszy, gdzie mieszkali Gutmanowie. Pokój, który zajmowali, nie był ani lepszy, ani gorszy

od tysięcy innych mieszkań gettowych.

Początkowo mieszkali w tej ciemnej klitce w dziesiątkę. Po śmierci starej Gutmanowej i trojga dzieci zostało ich pięcioro. Ale i dla tej piątki pokój był za mały. Dzieci spały razem, na materacu czy na sienniku ułożonym na podłodze pod ścianą. W wąskim łóżku, jedynym normalnym meblu w całym pokoju, spali Gutmanowie. Reszta mebli została prawdopodobnie użyta jako opał w czasie dwóch poprzednich zim. Teraz w łóżku leżał starzec, w którym ledwo rozpoznać mógł swego kuzyna. Gutman przykryty był jakimś podartym kocem i zniszczonym płaszczem. Długa, zwichrzona, gęsta broda zakrywała mu prawie całą twarz. Nad łóżkiem z jednej strony stała Gutmanowa, a z drugiej najstarsza córka. W milczeniu przypatrywały się to leżącemu, to przybyłemu... Gutman nie dał im zresztą dojść do głosu. Skinieniem ręki nakazał żonie i córce, by odsunęły się od łóżka, dając im do zrozumienia, że chce z nim pomówić bez świadków. Uniósł się na łokciu, palcem dał mu znak, by się schylił, i dyszącym szeptem powiedział:

– Słuchaj, ze mną jest niedobrze... Ja... ja już nie mogę...

– Czego nie możesz?

– Nie rozumiesz? Z żoną już nie mogę...

Gutmanowa, czy to dosłyszała szept męża, czy też domyśliła się, na jakie dolegliwości się skarży, dość, że pokiwała z politowaniem głową. Nie wiedział, co powiedzieć.

– Odepnij koszulę. Może cię zbadam, co?

Przyłożył leżącemu słuchawkę do piersi i przeraził się. Szybko odsunął przykrywający chorego koc. Na brudnym prześcieradle leżały bezwładne, potwornie obrzmiałe nogi. Skóra na nich i na mosznie była tak naciągnięta przez opuchlinę, że przypominała błyszczącą, niebieskawą bibułkę...

– Dam ci skierowanie do szpitala.

Na karteczce wypisał skierowanie i jeszcze liścik do lekarza dyżurnego pogotowia z prośbą, by chorego natychmiast zabrano... Kartkę dał Gutmanowej, która przez cały czas, podobnie jak dzieci, słowem się nie odezwała. Dzieci. Dobrze pokumane ze śmiercią. Skupione przy matce, tworzyły grupę beznadziejnie żałosną... Już za drzwiami

Gutmanowa zapytała:

– Jak z nim jest?

– Sama widzisz. Pogotowie powinno dzisiaj jeszcze go zabrać...

Dopiero na schodach i w czasie drogi powrotnej uzmysłowił sobie sens niepokoju kuzyna Gutmana. Tu nie chodziło o jakąś męską ambicję, o którą go początkowo, zdumiony, posądził. To był niepokój wywołany niemożnością wypełnienia obowiązku przypisanego rytuałem, dyskutowanego przez mędrców, nakazanego przez tradycję. Być może jeszcze do niedawna, ledwo dyszący, ledwo powłóczący obrzękniętymi z głodu nogami – rytuał ten spełniał. Teraz już go spełniać nie mógł i dlatego wezwał lekarza... W innych sprawach pomoc taka była niepotrzebna, ale w tej tak ważnej...

– Przyjechało pogotowie?

– Przyjechali, tylko nie było miejsca w szpitalu. Dzisiaj mieli jeszcze raz przyjechać, ale przecież i tak tacie by nie pomogli...

– Męczył się?

– Nie, nie... Tylko zrobiło mu się nagle duszno i...

Poprosił, by weszła do pokoju. Usiadła na brzegu krzesła. Wypisując kartę uzmysłowił sobie, że nie wiedział nawet, jakie imię nosił jego kuzyn, jego cioteczny brat... Spisał je z dowodu. Dawid Majer Gutman. Lat... Lat trzydzieści dziewięć! Niepojęte! Był od Gutmana zaledwie o dwanaście lat młodszy... Przyczyna zgonu? Powinien napisać: Niemcy. Wpisał nazwy kilku banalnych schorzeń: wyczerpanie, osłabienie serca, obrzęk płuc... Co za różnica? Wręczył małej wypełnioną kartę. Spojrzeli na siebie bez słowa. Nie wyczytał w jej oczach smutku. Raczej zmęczenie. Bezgraniczne zmęczenie. A kończył się dopiero drugi rok ery gettowej.” (s. 95-97)
</document>
<document nplp_id="19637" title="ZACHODNIA [TRASA] (poza gettem)" slug="zachodnia-trasa-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
ONI, I C  (Luty-marzec 1940 lub między 12 lutego, a 8 marca, Okres przesiedleń do getta)

„Rozrosła nam się teraz kolumna – pomyślał, patrząc, jak z bram domów żandarmi wyprowadzają coraz to nowe grupy ludzi z żółtą łatą. Cała akcja wynikła zresztą z tego, że się Niemcy zdenerwowali, i słusznie zdenerwowali. Ogłosili utworzenie getta, podali do wiadomości jego granice, a tylko nieliczni Żydzi uwierzywszy, że to nie groźby czy żart, porozumieli się z żyjącymi na Bałutach Polakami i za słone pieniądze wykupili co lepsze mieszkania. Wybór nie był duży. Tych lepszych, z urządzeniami sanitarnymi, było trzysta-czterysta na czterdzieści tysięcy. Reszta Żydów łódzkich przez pierwsze kilka tygodni czekała. Na co? Może na to, że ziszczą się plotki nie wiadomo gdzie wymyślane i nie wiadomo przez kogo puszczane w obieg: że wojna się kończy, że Hitler nie żyje, że ofensywa francuska, że czołgi rosyjskie, że Rumunia, że… Im słoneczko wyżej… Kto przedtem w żydowskiej dzielnicy słyszał o Sikorskim? Najwyżej nieliczni stali czytelnicy gazet. Teraz wiedziało o nim każde żydowskie dziecko.

Jaka to ulica? W ciemnościach wszystkie są do siebie podobne, szczególnie w Łodzi. Zachodnia, zdaje się. Na zachodzie ma się lada dzień zacząć…

Uwaga. Z drugiej strony ulicy wezwał go sanitariusz, czyniąc dodatkowo jakieś gesty, które ginęły w ciemnościach. Pobiegł we wskazanym kierunku. Jeszcze usłyszał okrzyk: – Pogotowie! Ktoś leży w bramie. – A w bramie okazało się, że ktoś leży także na podwórku. Torując sobie drogę łokciami, przecisnął się przez tłum ciągnący już teraz całą szerokością ulicy. W bramie zwykłe omdlenie. Kobieta. Nakazał sanitariuszowi zrobić odpowiedni zastrzyk. Sam ukląkł przy drugim potrzebującym pomocy lekarskiej. Na kamieniach podwórka leżał starszy człowiek. W narzuconej na piżamę marynarce. Ktoś życzliwy podłożył mu pod głowę poduszkę. A głowa ta poduszki już w zasadzie nie potrzebowała. Była do połowy zmiażdżona, gdyż wypróbował na niej kolbę swego karabinu jakiś esesman.

Nie zapomnieć! Nie zapomnieć! – powtarzał to sobie co chwila. W oknie na parterze stoi jakaś kobieta i płacze. Jej nie ruszono – jest Polką. Ale już samo wyglądanie oknem jest aktem odwagi. Z oficyny wychodzi inna kobieta, również Polka, klęka obok konającego i modli się. Podwórko tonie w mroku.

Posłał sanitariusza po nosze. Po chwili we dwóch wynieśli dogorywającego, kierując się do dorożki pogotowia. Sprawnym ruchem nosze z rannym umieścili wzdłuż dorożki, umocowali je, by się nie zsunęły. Polecił woźnicy, by jechał do szpitala. Czy musi się spieszyć? Nie, nie musi. Sięgnął do notesu i wpisał jeszcze jedno nazwisko, które ustalił niezawodny sanitariusz. Wprawdzie człowiek jeszcze żyje… Jutro się upewni, kiedy zadzwoni do szpitala. Jutro? Czy w ogóle będzie jutro? Chwila odpoczynku. Przynajmniej do powrotu dorożki. (s. 34-35)</document>
<document nplp_id="19639" title="ZACHODNIA – BAŁUCKI RYNEK [TRASA]" slug="zachodnia-balucki-rynek-trasa">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA/ONI, I C

„Kolumna powoli ruszała okopami wzdłuż szarych kamienic Zachodniej. Szedł wolniej niż inni, aby przepuścić wlokącą się ciżbę. Na odprawie otrzymał polecenie, by trzymać się zawsze końca kolumny. Od czasu do czasu dochodziły do jego uszu jakieś pokrzykiwania niemieckie, a stale – chrzęst śniegu wdeptywanego coraz głębiej w kocie łby jezdni.

Znaleźli się wreszcie z sanitariuszem ponownie na końcu i mieli przed sobą otulony mrokiem nocy widok pustej, jakby żegnającej odchodzący tłum wygnańców ulicy. Nie, to wydawało się tylko, że ulica jest pusta. Z bram ledwie widocznych domów wysuwały się od czasu do czasu ciemne postacie i szybko do worków, koszów czy waliz ładowały to, czego Żydzi nie doniosą do getta. Hieny węszące padlinę. Tej było coraz więcej, niektórzy z Niemców bowiem urządzili sobie zabawę i jednym umiejętnym kopnięciem wytrącali walizkę z rąk maruderów. Ci z tyłu, szczęśliwi, zbierali obfite żniwo. Okazuje się, że okupacja wcale nie jest taka straszna. Daje żyć!

Sanitariusz pokazuje ich palcem i coś mruczy pod nosem. Chciał mu odpowiedzieć, że gdyby sytuacja była odwrotna i dzisiaj upokorzeni byliby na miejscu tych, co pozostają, niejeden z nich zachowałby się podobnie, nie zdążył jednak tego zrobić, gdyż zauważył leżącą pod ścianą jednego z domów starszą kobietę w żółtym flanelowym szlafroku. Staruszka nie żyła. Załadowali ją na nosze. Na pytające spojrzenie sanitariusza mruknął: – Sam pan widzi. Umarła śmiercią naturalną…

Znowu nosze na dorożkę. Zanim je umocowali i zanim wydał woźnicy odpowiednie polecenie, kolumna ponownie się oddaliła. Trzeba się było spieszyć, by ją dogonić. Napływało coraz więcej informacji o zabitych na podwórkach, w mieszkaniach, na schodach, na ulicach przecinających Zachodnią. Uwijali się teraz z sanitariuszem jak w ukropie. Nie chodziło oczywiście o niesienie pomocy. Ta i tak była zbędna. Chodziło o to, by wszystko mieć dokładnie zapisane i aby dane w sprawozdaniu zgadzały się z ilością trupów, jeśli nazajutrz komuś wpadnie do głowy, by je przeliczyć.

Kolumna rozciągająca się na całą szerokość ulicy przypominała wartką rzekę przecinającą mroczny kanion. W pewnym miejscu, zamknięta podwójnym szeregiem żandarmów, rzeka nagle się skończyła.

Niczego nie uronić…

Ślad wędrówki po śniegu i błocie zaczynają nagle znaczyć książki. Grube, cienkie, duże i małe. Jest ich coraz więcej i coraz głębiej wbite są przez buty kobiet i mężczyzn w miękki podkład jezdni. Sanitariusz zdziwiony podniósł jedną z książek – hebrajskie litery i specjalny układ świadczyły, że to prawdopodobnie jakiś komentarz Talmudu albo Pisma Świętego. Po chwili obydwaj przestali się dziwić. Kilku mężczyzn ciągnęło wózek z książkami, cały majątek jakiejś bożnicy czy może chederu… Wywołało to niezadowolenie dwóch w zielonych mundurach, którzy zaczęli systematycznie zrzucać książki na śnieg, aż w końcu przewrócili cały wózek… Widok rozsypanej zawartości wózka strasznie Niemców ubawił, a sanitariusz dobył się na ponury dowcip: – O co się pan założy, panie doktorze, że tych książek ci tam z tyłu nie ruszą?

Nagle okazało się, że z bocznych ulic przestały napływać strumienie wysiedlonych. Wyrzucanie z mieszkań wstrzymano. Niemcom chce się widać spać. Zresztą i tak osiągnęli swój cel… Jutro wieść o dzisiejszym wysiedleniu rozniesie się szybko i Żydzi sami zaczną przenosić się na Bałuty. Wprawdzie więcej ze sobą zabiorą i mniejszy będzie łup dla tych, którzy mieszkania ich otrzymają, ale przecież co się odwlecze, to nie uciecze.

– Panie doktorze! Tutaj! Zemdlała! – ktoś krzyczy z tłumu. Pobiegł za sanitariuszem. Niemcy, o dziwo, bez sprzeciwu pozwalają wyciągnąć z tłumu młodą, bladą kobietę. Dusi się. Astma? Astma. Spojrzał pytającym wzrokiem na żandarma. – Trzeba ją zabrać do szpitala… – Machnięcie ręką miało oznaczać: A rób sobie z nią, co chcesz. Dobry człowiek. Sanitariusz zaprowadził kobietę do dorożki.

Duszność przeszła. Szczęśliwy koniec ataku. – Jestem w ciąży. – Kobieta rzuciła tę informację, zanim dorożka ruszyła. Swoją słabość wynikającą z choroby astmatycznej chciała widać pokryć tą dumną wiadomością. Będzie to jedno z pierwszych gettowych dzieci – pomyślał.

I ponownie przód kolumny, która czołem dotarła już do Bałuckiego Rynku.” (s. 37-39)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19642" title="DREWNOWSKA 75 (szpital)" slug="drewnowska-75-szpital">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II A

„Pracowałem wówczas w szpitalu dla zakaźnie chorych. Szpital mieścił się, rzecz jasna, w getcie. Przy ulicy Drewnowskiej [75]. Nie jest to z całą pewnością dla wydarzeń tych istotne, ale chciałbym wyjaśnić (skoro już postanowiłem pisać i o sobie), w jaki sposób znalazłem się w tym właśnie szpitalu. Zaraz po zamknięciu getta – bardzo to ważny odnośnik w czasie! – miałem już za sobą krótki staż w pogotowiu i zgłosiłem się jako wolontariusz do pracy w szpitalu na oddziale chorób wewnętrznych.

[Nie muszę chyba podkreślać, że moja wiedza praktyczna nie była tak szeroka, bym mógł sobie rościć prawo do pracy samodzielnej. Studia ukończyłem tuż przed wybuchem wojny, w marzeniach dotyczących przyszłości widziałem się raczej przy stole laboratoryjnym niż przy łóżku chorego. Jeśli jednak, mimo pewnych oporów czy może niechęci, rozpocząłem praktykę lekarską, to po prostu dlatego, że tylko owe studia stanowiły jakąś podstawę, na której mogłem budować moją najbliższą przyszłość.] Natychmiast po tym, jak utworzony został przy Gminie Żydowskiej (albo raczej przy Przełożonym Starszeństwa Żydów – używając terminologii hitlerowskiej) Wydział Zdrowia, zgłosiłem się do pracy w pogotowiu ratunkowym.” (s. 44-45)

JA/ONI, II A
„...byłem początkowo wolontariuszem na oddziale internistycznym. Notabene był to oddział internistyczny niezwyczajny. Część męską tego oddziału zajmowali sami starzy, których podrzucano szpitalowi, chcąc się ich pozbyć z domu. Na części żeńskiej natomiast leżały same młode i przystojne kobiety. O ile fakt pierwszy był aż nadto w warunkach gettowych zrozumiały, to drugi był wynikiem erotycznych wyczynów ordynatora oddziału, doktora M. M był skądinąd człowiekiem uroczym i kulturalnym. Słabością jego były kobiety, na oddziale swoim nie uznawał pacjentek powyżej trzydziestki. Jego obchody wzbudzały zawsze sensację. Zlatywały się na nie pielęgniarki z całego szpitala. Podczas badania operował, jeśli wolno się tak wyrazić, kilkoma chwytami, które stosował w zależności od potrzeb albo walorów zewnętrznych chorej. A więc na przykład brzuch chorej badał wyłącznie pod kocem, jak gdyby nie chciał, obnażając ją przed innymi, narażać jej na wstyd. Lubił też chore kłaść na brzuchu i coś tam poniżej pępka wyszukiwał. Osłuchiwanie czy opukiwanie pleców odbywało się w ten sposób, że zawsze jedna ręka doktora M. spoczywała na piersi pacjentki. Pielęgniarki obserwując te manewry skręcały się ze śmiechu, lekarze asystujący ordynatorowi przyglądali się jego wyczynom z zazdrością i ze zrozumieniem, a chore? Chore na ogół nie protestowały, najwyżej rumieniec dawał wyraz ich emocjom. Otóż ów doktor M., który mnie lubił i często okazywał życzliwość, zaproponował mi pracę asystenta – płatną! – w szpitalu dla zakaźnie chorych.” (s. 47-48)

JA/ONI, II C

„Jesień tego roku była pogodna, ostra i chłodna. Niebo, prawie stale bezchmurne, jak gdyby starało się przez swój nieskazitelny błękit wlać trochę nadziei czy może radości w ponury nurt toczących się między drutami getta spraw. Nie było jednak pory roku ani takiej pogody, które mogłyby zneutralizować porcję goryczy, kłopotów, nieszczęść czy klęsk, która przypadała z niemieckiej łaski na każdego mieszkańca getta.

Nawet nieliczne w getcie drzewa przystosowały się do tutejszych warunków: zieleniły się dopiero gdzieś pod koniec wiosny, a traciły liście już w sierpniu. Za szpitalem zakaźnym rozciągał się szeroki płat brudno brunatnego pola, z którego ten i ów usiłował wydobyć jakiś nędzny plon, ale ziemia także nie sprzyjała pariasom. Tędy wiodła zresztą droga do szpitala, gdyż był on tak dziwnie usytuowany, że tuż przy frontowej bramie rozciągały się druty stanowiące granicę getta i stał tu zawsze uzbrojony żandarm niemiecki. Żandarmowi zaś zawsze mogła przyjść ochota, by dla wprawy strzelić sobie w Żyda. Sprawozdania pogotowia wiele mogłyby na ten temat powiedzieć. Czasem zresztą jakiś mieszkaniec getta sam podchodził do SS-mana, prosząc o zbawienną kulę, chociaż przyznać trzeba, że jak na warunki życia za drutami, podobnych wypadków było stosunkowo mało.

Pod koniec listopada pole za szpitalem tonęło w błocie. Nie pomagały żadne karkołomne próby omijania tych brudnych rozlewisk, błoto trzeba było później długo zdrapywać z butów i spodni. Właśnie zajęty byłem w pokoju lekarskim tą codzienną czynnością i szykowałem się do obchodu, gdy bez pukania wbiegła do gabinetu jedna z pielęgniarek. Tak się tylko mówi: „jedna z pielęgniarek”. Była to najprzystojniejsza pielęgniarka szpitala, która mimo niepewnych czasów nie starała się nadrobić utraconych możliwości. Wdzięki swe rozdawała niezwykle oszczędnie. Zdyszanym głosem powiadomiła mnie, bym natychmiast, ale to jak najszybciej zameldował się u szefów. Była wyraźnie przestraszona. Dało mi to do zrozumienia, że sprawa jest poważna.

W getcie było o każdej porze dnia i nocy dość przyczyn do paniki. W szpitalu dla zakaźnie chorych – jeszcze więcej. Nie doprowadziwszy więc ani butów, ani spodni do przyzwoitego stanu, po drodze narzucając na siebie biały fartuch, wbiegłem na drugie piętro, gdzie znajdował się gabinet dyrektora szpitala. Drzwi były na wpół uchylone, więc nie pukając wpadłem do środka i stanąłem jak wryty. Na kanapce po prawej stronie leżał dr Sz., dyrektor szpitala, a na drugiej, po lewej stronie – mój ordynator, dr W. Obok każdego z nich stała zafrasowana pielęgniarka, a dyrektorowi szpitala lekarz miejscowy kończył właśnie robienie jakiegoś zastrzyku. Ponadto w pokoju strasznie cuchnęło. Gdy kolega mój skończył robienie zastrzyku, dr Sz., zauważywszy mnie, uniósł się nieco na łokciu, spojrzał na mnie żałośnie i akcentując każde słowo powiedział:

– Zameldujecie się, kolego, natychmiast w Kripo…

Nie zareagowałem, trochę jakby ogłuszony tym poleceniem. Wszyscy pozostali aktorzy tej sceny milczeli również. Sz. przywołał mnie gestem bliżej siebie i dodał:

– Czekają tam na was.

– Jak to na mnie czekają? Dlaczego na mnie? Co mogą chcieć ode mnie?

– To znaczy, nie na was konkretnie…

– A na kogo?

– Dzwonili i zażądali, by natychmiast przyjechał do nich lekarz ze szpitala dla zakaźnie chorych.

– Więc dlaczego ja mam jechać?

– Bo ja, widzicie, zasłabłem. Serce… To nie mój wiek. – Uniósł się jeszcze bardziej na łokciu: – A on tam – pokazał na drugą kanapkę – czujecie chyba? Zesrał się…” (s. 49-51)

JA/ONI, III

„Przyjęli dziewczynkę?

– Niech się pan lepiej nie pyta. Najpierw osłupieli, jak zobaczyli pakunek, a później omal nie dostali ataku szału, jak zajrzeli do środka.

– Lekarz dyżurny zbadał ją?

– Na odległość. Dziecko wsadzili do kaflowej wanny i strumieniami wody zmywali wszy. Lekarz powiedział, że i tak nie wyżyje.

– Daj pan blankiety. Tam na dole muszą być jakieś dokumenty czy papiery. Znalazły się. Leżały w szufladzie stołu. Kobieta nazywała się Maria Luiza Reiser i miała trzydzieści sześć lat. Chłopiec miał na imię Ludwik. Dziewczynka miała dwa imiona – Sara Elżbieta, co było dowodem, że się urodziła, kiedy Żydów niemieckich obowiązywał już przymus nadawania dzieciom przynajmniej jednego imienia żydowskiego...

Machinalnie wypisał karty zgonu, a dla dziewczynki skierowanie do szpitala. […]

Nazajutrz po skończonym dyżurze nie poszedł jak zwykle do domu, by się trochę przespać, lecz prosto do szpitala. Trochę z ciekawości, trochę, by z miejsca zażegnać burzę. Wiedział, że to, co zrobił, było niedopuszczalne. W izbie przyjęć zapytał o małą Reiserównę, którą pogotowie w nocy przywiozło do szpitala. Nic dokładnego nie potrafili mu powiedzieć.

Udał się na pierwsze piętro, do lekarza miejscowego. Ten, gdy tylko go zobaczył, nic nie mówiąc wręczył mu odpis raportu, jaki zamierzał wysłać do Wydziału Zdrowia.

– Szpital broni się przed zawszeniem i jakoś się to nam udaje, a ty jakby nigdy nic przysyłasz dziecko tak zawszone, że starczyłoby na obdzielenie trzech szpitali.

– Oglądałeś dziecko?

– Oglądałem dzisiaj rano.

– Żyje?

– Żyje i, co dziwniejsze, będzie żyło. Wyjdzie chyba z tego.

– Gdyby trzeba było czekać do rana, aż przyjedzie ekipa sanitarna, i gdyby ekipa sanitarna dopiero po odwszeniu skierowała dziecko do szpitala, jak ci się zdaje – byłoby jeszcze żywe?

– Wiesz dobrze, że to nie jest argument. W getcie nie można uprawiać filantropii, i to kosztem całego szpitala...

– Wysyłaj ten raport, gdzie chcesz. Wiem, że gdybyś był na moim miejscu, zrobiłbyś to samo. […]

Poszedł na salę szpitalną. Dziecko było ciągle nieprzytomne. Na białej poduszce twarzyczka odbijała się ciemną szarością. W kącikach ust i w zagłębieniach przy nosie widniały czarne smugi, których widocznie nie dało się na razie zmyć. Dziewczynka miała włosy jasne jak matka, co widoczne było nawet po ich zgoleniu.” (s. 80-82)

JA/ONI, III A lub III B

„W ciągu pierwszego tygodnia odwiedzał małą prawie co dzień. Pod koniec drugiego mogła już trochę spacerować, chociaż uginały się pod nią cienkie jak zapałki nogi. Czekała teraz na niego i tuliła się jak mały psiak. Pielęgniarki powiedziały jej, że matka i braciszek nie żyją. Przyjęła tę wiadomość z powagą, jak dorosły człowiek. I ona widać w ciągu tych kilku miesięcy w getcie przywykła do śmierci. Po miesiącu pobytu w szpitalu już prawie przypominała ową wesołą dziewczynkę z obozu przejściowego przy Franciszkańskiej, której szukał brat. Pielęgniarki i lekarze ubóstwiali ją. Niestety, nie mogła w szpitalu pozostać dłużej. Trzeba ją było przesłać do sierocińca, gdzie widywał ją już znacznie rzadziej.

Dopiero w pół roku później razem z pozostałymi dziećmi sierocińca załadowano ją podczas wielkiej szpery wrześniowej na furmankę, a z furmanki na samochód ciężarowy. Jak wszystkie prawie dzieci getta, a więc i dzieci Goldsztajnów, została w tym samochodzie, zamienionym przez Niemców na szczelnie zamkniętą komorę, zagazowana.

Zastanawiał się później, czy ci, którzy samochód ten otworzyli, zwrócili uwagę na jej przepiękne włosy. Żałował też, że wówczas, podczas dyżuru pogotowia, naruszył przepisy. Gdyby umarła w swoim barłogu, czekając na bryczkę sanitarną, nie musiałaby śmierci patrzeć w oczy. I jeszcze mówiono, że umieranie pod wpływem spalin trwało kilkanaście minut. Cyklon załatwiał to podobno znacznie krócej.” (s. 82)</document>
<document nplp_id="19646" title="KOŚCIELNA 8 – BRZEZIŃSKA – BRZEZIŃSKA 82/86 [TRASA]" slug="koscielna-8-brzezinska-brzezinska-82-86-trasa">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II C

„Konie jak gdyby czekały na moje przybycie. Dorożka gwałtownie ruszyła przez ulice getta i skręciła w Brzezińską. Ulica ta swoją nazwę zawdzięczała temu, że łączyła Łódź z Brzezinami – miasteczkiem największej chyba w Polsce nędzy żydowskiej. Za nędzne grosze, na zasadzie pracy nakładczej, całe rodziny zajmowały się tu szyciem gotowej odzieży, na której krocie zbijali łódzcy hurtownicy. Brzezińska uciekała spod kół dorożki, a Jansen poinformował mnie, że jedziemy do obozu cygańskiego.

I jeszcze jedno niezbędne wyjaśnienie. Dwa czy trzy miesiące wcześniej Niemcy wysiedlili Żydów z kilku czynszowych trzypiętrowych kamienic, znajdujących się tuż przy granicy getta, na rogu Brzezińskiej i Głowackiego. Teren zajmowany przez owe kamienice oraz niewielki między nimi placyk otoczono drutem kolczastym, tak iż z jednej strony graniczył on z miastem, a z drugiej – z gettem, od którego oddzielały go dwa szeregi zasieków. Po kilku dniach od zakończenia tych przygotowań zajechały tam ciężarówki, z których wypędzono kilka tysięcy Cyganów.

W ten sposób obok wielkiego, żydowskiego getta powstało graniczące z nim małe, cygańskie. Początkowo była to dla getta sensacja, ale wkrótce przestano się tym, powstałym na zasadzie podziału komórkowego, obrazem specjalnie interesować. Opiekę i władzę nad obozem cygańskim sprawowało gettowe Kripo. Od czasu do czasu przedostawały się z tego obozu pełne grozy wieści.

I tam właśnie – z Oberscharführerem Jansenem – jechaliśmy. Obecność lekarza, który znałby się na chorobach zakaźnych, była dlatego niezbędna, że wśród Cyganów zaczęła się szerzyć jakaś choroba. Oberscharführer oczekiwał ode mnie, że mu powiem, jaka to choroba i jak jej zaradzić.” (s. 53-54)

JA/ONI, II C

„Wszystko to trwało nie więcej niż trzy, może cztery minuty. Ziemia nie przestała krążyć wokół słońca, kobiety nie przestały rodzić dzieci, niebo pozostało nieme i żaden święty nie pomógł duszom zabitych odnaleźć drogi do wiecznej szczęśliwości. Kiedy dorożka skręcała w Brzezińską, miałem po prawej stronie placyk między domami obozu cygańskiego.

Widziałem uciekające do tyłu ciemne, ponure twarze, jakieś ręce podniesione do góry i dochodziło do mnie słabnące echo krzyku. Co się właściwie stało? Nic się nie stało. Dwóm chorym na dur plamisty odebrano szansę wygrania walki o życie.

Jansen milczał przez całą drogę powrotną. Po tym swoim zimnym popisie miał teraz minę niesfornego chłopca, który stłukł słoik z konfiturami. W pewnej chwili uniósł głowę, jak gdyby chciał coś powiedzieć – nie wiadomo do kogo, do siebie? do psa? – ale zrezygnował z tego zamiaru. Wilczur nie spuszczał oczu ze swego pana. Uważałem, by siedzieć jak najbardziej z brzega i nie zetknąć się z puszystą sierścią psa.

Zanim zszedłem z dorożki przy rogu Łagiewnickiej, zwróciłem się do Jansena z uwagą, której formę w języku niemieckim uważnie sobie przez całą drogę w myślach przygotowywałem:

– Tego pańskiego psa, panie Oberscharführer, nie należy w ogóle puszczać na teren obozu. Łatwo może na swojej sierści przenieść wszy. Jansen spojrzał na mnie tak, jak gdyby widział mnie po raz pierwszy w życiu. Gdy skończyłem, machnął tylko ręką i powiedział krótko:

– Quatsch! – Co znaczyło, że gadam głupstwa.” (s. 58-59)</document>
<document nplp_id="19648" title="KOŚCIELNA 8 (Kripo) &amp;#8211; ŁAGIEWNICKA 34/36 (Wydział Zdrowia) [TRASA]" slug="koscielna-8-kripo-lagiewnicka-34-36-wydzial-zdrowia-trasa">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II C

„Gdy znalazłem się na ulicy, głęboko odetchnąłem. Odrapane, zrujnowane domy getta wydały mi się odświeżającą dekoracją, czymś bliskim i przytulnym, po wydarzeniach sprzed parunastu minut. Wokół mnie żyło, marzło, głodowało getto, nieświadome groźby, jaka nad nim od kwadransa zawisła. Poszedłem prosto do Wydziału Zdrowia. Jego kierownikiem był wówczas ów dr M., który posłała mnie do szpitala dla zakaźnie chorych. Już wiedział o mojej wizycie u Cyganów. Nie znał tylko jej przyczyny. Wszystko mu więc zrelacjonowałem, nie opuszczając żadnego szczegółu. Zrozumiał od razu, co oznaczała dla getta epidemia duru plamistego w obozie cygańskim…” (s. 59)</document>
<document nplp_id="19650" title="DREWNOWSKA 75 – LUTOMIERSKA – KOŚCIELNA 8 [TRASA]" slug="drewnowska-75-lutomierska-koscielna-8-trasa">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, II C

„Z Drewnowskiej droga na plac Kościelny nie jest daleka. Przez tonące w błocie pole dochodziło się do ulicy Lutomierskiej. Stamtąd zaś trzeba było przejść przez drewniany most przerzucony nad ulicą Zgierską. Przejście przez ów most stanowiło niemały wysiłek, dla jednych fizyczny, dla drugich psychiczny. Ludziom starszym, schorowanym, osłabionym – strome stopnie mostu sprawiały, szczególnie zimą, dużą trudność. Stojąc zaś na moście i patrząc w kierunku południowym, miało się perspektywę na część Zgierskiej, Nowomiejską i Piotrkowską, które prostą linią przecinały miasto. W perspektywie tej jedni starali się odszukać elementy życia wielkomiejskiego, niczym ślady życia w kosmosie, a inni z nostalgią w rysujących się z dala konturach śródmieścia odnajdywali zaprzeszłą normalność, normalność często szarą, pustą, nijaką, w której żyli rzadko kiedy szczęśliwi, nie przewidując, jak różne oblicze może mieć szczęście… Potem schodziło się w dół i po prawej stronie miało się kościół Najświętszej Marii Panny, którego patronkę Niemcy wysiedlili jak zwykłą Żydówkę ze Wschodniej.” (s. 52-53)</document>
<document nplp_id="19652" title="ZIELONY RYNEK [OBSZAR], (poza gettem)" slug="zielony-rynek-obszar-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, I B

„Kiedy zaczął pracować w pogotowiu, otrzymał wydane przez władze niemieckie zaświadczenie, zezwalające mu na bezkarne gwałcenie godziny policyjnej. Było to nader wygodne. Ale nie nadużywał tego prawa. Dość szybko przekonał się, że wieczór i żydowska samotność na aryjskiej ulicy tworzą sytuację zbyt ryzykowną. Wracał kiedyś późnym wieczorem do domu i jak zwykle przechodnie przyglądali mu się niby spacerującej małpie. Tylko że tym razem postanowili być bardziej zdecydowani. Nie mogła przecież bezkarnie prowokować aryjskich przechodniów żółta opaska. Bo wtedy były jeszcze opaski na rękawach. Żółte gwiazdy wprowadzono później… Później? Ejże! […]

Wtedy, niedaleko Zielonego Rynku, usłyszał jakże swojskie: – Gdzie się pchasz, żydziaku! – Dokładnie tak samo zapytali go w połowie września na dziedzińcu szpitala w Warszawie dwaj studenci (a może to byli młodzi lekarze?). Pracował w tym szpitalu po pieszej ucieczce z Łodzi. Wówczas nie było żółtych opasek, ale jego rysy były również niezawodną co opaska oznaką haniebnego pochodzenia. Na łódzkiej ulicy pytanie zostało wprawdzie zadane w rdzennej polszczyźnie, ale, jak się okazało, padło ono z ust świeżuteńkiej daty folksdojcza. W każdym razie dwaj panowie wzięli go energicznie pod ręce i zaprowadzili do najbliższego komisariatu. Tam jakiś oficer sprawdził zaświadczenie i z żalem puścił go wolno, dodając jedynie: – Ale masz ty, Żydzie, świńskie szczęście. Tym razem skończyło się więc na respektowaniu urzędowego dokumentu, ale nie musiało być tak zawsze… Wtedy w szpitalu incydent też się zakończył happy endem. Dwaj lekarze, z którymi pracował, coś tam wyjaśnili obydwu studentom i ten pierwszy, który go zagadnął, podszedł do niego z wyciągniętą ręką: – Przepraszam, kolego, nie wiedzieliśmy, że…” (s. 35-36)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19654" title="STARY RYNEK 9a (mieszkanie Arnolda Mostowicza)" slug="stary-rynek-9a-mieszkanie-arnolda-mostowicza">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA, I C

„Pustymi ulicami Bałut szedł jak w transie do domu. Do swego nowego mieszkania nad dawną apteką. W jednym pokoju sześć łóżek, kanapek, tapczanów ustawionych wzdłuż ścian. Kanapka pod oknem była w tej chwili jedynym miejscem na ziemi, o którym mógł powiedzieć, że jest jego własnością… Nie zapalił światła, aby nikogo nie budzić, ale hałasu nie udało mu się uniknąć. Po chwili zapaliła się jakaś mała lampka przy czyimś łóżku. Wpatrywało się w niego kilka par oczu. – No i po co cię wzywali? Co to było? – to Bronek. – Przesiedlenie. Kilkanaście tysięcy. Cholera zresztą wie, może i więcej. Ze śródmieścia na Bałuty… – Milczenie. – No i co? – Dwudziestu trzech zabitych. – Niemożliwe! – to Marysia, żona Bronka. Śpią razem. – Hitlerowcy, jacy są, tacy są, ale… – Przecież to mordercy. I sadyści – to Heniek, młody inżynier, przykryty po uszy cienkim kocem.

Położył się, dzieląc się swoim zmęczeniem z kanapą. Już zasypiał, gdy nagle doszło do jego uszu jeszcze jakieś pytanie. – Dzieci też zabijali? – pytanie zadał koszmarny karzeł, leżący wraz ze swoją młodą żoną w stojącym obok kanapki szerokim łóżku. Żoną jego była jedna z najpiękniejszych dziewczyn w Łodzi. Kto się do niej nie palił? Wyszła za mąż za tego arcybogatego karła. Nie zdążyła jeszcze wyciągnąć zysków ze swojej inwestycji, gdy wybuchła wojna. W mdłym świetle lampki zobaczył jej rozchyloną na piersiach koszulę nocną. – Ani jednego zabitego dziecka – uspokoił ich. – No widzisz – powiedział karzeł. – No sam widzisz – powiedziała Marysia. Zasypiał.”</document>
<document nplp_id="19656" title="FRANCISZKAŃSKA 12/14, róg  św.&amp;nbsp;JAKUBA 13 (drugie mieszkanie Mostowicza, mieszkanie Salomona Sera, Mieczysława Rozeblatta, Tadeusza Rozenblatta)" slug="franciszkanska-12-14-rog-sw-jakuba-13-drugie-mieszkanie-mostowicza-mieszkanie-salomona-sera-mieczyslawa-rozeblatta-tadeusza-rozenblatta">

&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA/ONI, V A

„Na terenie getta mieszkanie to należało do luksusowych. Miało własną ubikację, a nawet łazienkę, tylko że ta ostatnia nie dla wszystkich była dostępna. Mieszkanie składało się z czterech pokoi. Dwa z nich zajmowała czteroosobowa rodzina człowieka, który był w getcie czymś w rodzaju ministra skarbu [Salomona Sera]. Przed wojną przyzwoity i wcale niegłupi kasjer bankowy, wplątany w sprawy zapędzonych do getta łódzkich Żydów, znalazł się nagle na stanowisku przekraczającym jego umiejętności i zdolności, ale nie ambicje. Rodzina jego była uprzywilejowana. Nie tylko zajmowała większą część mieszkania, miała także monopol na używanie łazienki. Większy z pozostałych dwóch pokoi zajmowały cztery osoby.

Gdyby były bohaterami jakiejś dziewiętnastowiecznej powieści, każda z nich zasługiwałaby na osobny rozdział. Pokój ten zajmowali mianowicie dwaj bracia Rozenblatt [Mieczysław i Tadeusz Antoni], żona jednego z nich oraz jej matka. Bracia Rozenblatt byli w trzecim pokoleniu potomkami całkowicie spolonizowanej rodziny łódzkich baronów przemysłu włókienniczego. Młodszy z braci, dziwak i abnegat, był w warunkach gettowych z góry skazany na upadek. Starszy – błyskotliwy i inteligentny, zajmował przy „prezesie” jakieś poważniejsze stanowisko. Nie znosili się nawzajem, czemu trudno było się dziwić: jeden stanowił antytezę drugiego. Żona starszego z Rozenblattów żyła tak, jak gdyby tylko chwilowo i z własnej woli przebywała za drutami. Z żydostwem nie miała nic wspólnego i czuła się w getcie całkowicie wyobcowana. Jej dotychczasowe życie toczyło się dziwnymi drogami. Obecny jej mąż był piątym z rzędu i gdyby nie wojna, prawdopodobnie nie ostatnim. Matka jej, siedemdziesięciopięcioletnia doktorowa A[burtinowa] Mina, była kiedyś jedną z najpiękniejszych kobiet Łodzi. Opowiadano, że życie jej stanowiło pasmo sukcesów sercowych. Tu w getcie nie wychodziła prawie z łóżka, obsługiwana przez córkę. Od rana do wieczora uczyła się francuskiego, miała bowiem pewność, że jej się ten język przyda po zakończeniu wojny.

Czwarty wreszcie, niewielki pokoik zajmował on z żoną. Był najmniej liczącym się w gronie lokatorów mieszkania, sprawował jednak funkcje lekarza sanitarnego i stale ktoś miał do niego jakieś pilne sprawy. Większość dzwonków do drzwi – porannych i wieczornych, wywołujących o tych porach dnia odruch zrozumiałego niepokoju – z jego właśnie obowiązkami była związana.” (s. 83-84)</document>
<document nplp_id="19659" title="LUTOMIERSKA (plac za&amp;nbsp;Pogotowiem Ratunkowym)" slug="lutomierska-plac-za-pogotowiem-ratunkowym">
&amp;nbsp;
Arnold Mostowicz
JA/ONI, II A

„...To zdarzyło się w kwietniu, pierwszego roku ery gettowej. Getto było w tym okresie terenem licznych wystąpień głodujących mieszkańców. Na obszernym placu, który mieścił się przy ówczesnej ulicy Lutomierskiej, za pogotowiem ratunkowym odbywał się wiec zorganizowany przez resztki ugrupowań robotniczych. Miał wówczas dyżur w pogotowiu i szczegóły wydarzeń, których był świadkiem, dobrze wbiły mu się w pamięć. Czego właściwie był świadkiem? Najautentyczniejszej prowokacji, której skutki mogły być przerażające... Lokal pogotowia obrał za siedzibę swego sztabu komisarz służby porządkowej getta, niejaki Hanemann. Z siedziby pogotowia kierował akcją, która miała rozpędzić wiec. Co kilkanaście minut informował telefonicznie Rumkowskiego o sytuacji na placu – niczym Ludendorff informujący Hindenburga o przebiegu bitwy pod Tannenbergiem... Tylko że informacje Hanemanna były z kwadransa na kwadrans coraz bardziej alarmujące i, co gorsza, kłamliwe. Jako lekarz dyżurny uznał, że wykorzystywanie lokalu pogotowia przez policję gotową do tego rodzaju działalności jest niedopuszczalne, i powiedział o tym Hanemannowi, który jego protestem nie bardzo się przejął, widząc, że Hanemann i jego ludzie ani myślą opuścić lokal, zwrócił się do obecnego podczas wszystkich tych wydarzeń lekarza naczelnego pogotowia, doktora W., by ten zrobił, co do niego należy. Doktor W., nieszczęśliwy kaleka (miał jedną nogę sztuczną), obawiający się własnego cienia, nie zamierzał zadzierać z wpływowym komisarzem gettowej policji. A ten informował właśnie telefonicznie Rumkowskiego, że sytuacja na placu jest już tak groźna, iż on sam nie da rady i że konieczne jest wezwanie Gestapo.

A tymczasem wiec na placu się kończył i zebranym tam ani w głowie była jakaś poważniejsza manifestacja. Hanemann zaś, przewidując przybycie Gestapo, zamknął wyjście z placu, jak też zabarykadował prowadzące z pogotowia na plac tylne drzwi... Wielokrotnie zastanawiał się później nad motywami postępowania tego człowieka. Musiał sobie przecież Hanemann zdawać sprawę z tego, że poleje się krew, że Gestapo z przyjemnością wyrżnie paruset Żydów, by zakomunikować swojej władzy zwierzchniej i ludności niemieckiej w Łodzi, jakie to groźne niebezpieczeństwo udało się zlikwidować – bunt Żydów! A może marzyło się ambitnemu komisarzowi, że w ten sposób pozyska sobie łaski Niemców i zastąpi starca Rumkowskiego na tronie gettowym? Lub może wyobrażał sobie, że w ten sposób utrwali coś w rodzaju wspólnoty interesów obydwu policji? W każdym razie niezależnie od motywów, jakimi kierował się komisarz z żółtą gwiazdą i z opaską policji gettowej, machina prowokacji poszła w ruch. Rumkowski wezwał na pomoc Gestapo.

Tego było za wiele. Wobec milczenia doktora W., powiedział głośno, co o tym myśli, ściągnął z rękawa opaskę czerwonego krzyża (paradne czapki lekarskie otrzymali później), rzucił ją przed Hanemannem na ziemię i wyszedł z lokalu pogotowia, by powiadomić manifestujących o grożącym ze strony Gestapo niebezpieczeństwie. Zresztą cel swój osiągnął. Ludzie znajdujący się na placu rozbiegli się na wszystkie strony, przeskakując przez okalający plac mur i siłą przepychając się tylnymi drzwiami pogotowia na ulicę. Kiedy po paru minutach ciężarówka z kilkudziesięcioma uzbrojonymi esesmanami przybyła na Lutomierską, plac był pusty.” (s. 153-155)</document>
<document nplp_id="19662" title="MARYSIŃSKA" slug="marysinska">
Arnold Mostowicz
JA/ONI, II A (prawdopodobnie)

„Powiedziałem, że Szaja Magnat znalazł się w łódzkim getcie. Bardzo to nieprecyzyjne. Mieszkał tu bowiem stale. Ulica Marysińska, przy której stała będąca jego własnością kamienica, prawie w całości znalazła się w granicach getta. Po drugie, Szaja Zylberszac nie był takim sobie, ot, zwykłym mieszkańcem Bałut. Był on ich niekoronowanym księciem. Przezwisko Magnat, z akcentem, niech pan tego nie zapomni, na ostatniej zgłosce, pochodziło stąd, że fakt posiadania kamienicy na Bałutach uchodził sam przez się za dowód bogactwa, choć sądzić należy, że nie był to jedyny powód uzasadniający to przezwisko.” (s. 117)

JA/ONI, II A

„Zanim Szaja przystąpił do dzieła, dokładnie starał się wybadać sytuację. Siedział więc w swoim mieszkaniu na Marysińskiej i kalkulował. Co kalkulował, jak kalkulował, tego panu nie powiem. Odwiedzali go różni ludzie, których wypytywał o najróżniejsze sprawy. Wkrótce lepiej się orientował w różnych gettowych układach niż władze na Bałuckim Rynku. O każdym z dygnitarzy gettowych – mniejszych, średnich i większych – wiedział wszystko, co wiedzieć można... Orientował się nawet w politycznym horyzoncie getta, choć był to raczej skromniutki landszafcik, którym nawet Niemcy zbytnio się nie interesowali. Jednym słowem, z wysokości swojej Marysińskiej siedziby wyrobił sobie Szaja Magnat pogląd na sprawy getta prawie doskonały.” (s. 121)

ONI, II A (?)

„No i wreszcie się stało. Szaję Magnata wezwano do Kripo, gdzie go podobno przesłuchiwało kilku oficerów SS. Z tego pierwszego przesłuchania Szaja wrócił, ale nikomu o jego przebiegu nie wspomniał. Jak mi ktoś godny zaufania powiedział, próbował Szaja w tym czasie odebrać

sobie życie, ale któryś z domowników odciął go od stryczka... Po co? W kilka dni później Szaja został na plac Kościelny wezwany po raz drugi.” (s. 129)</document>
<document nplp_id="19689" title="IRENA BIRNBAUM" slug="irena-birnbaum"></document>
<document nplp_id="19692" title="BIELAŃSKA 5" slug="bielanska-5">
&amp;nbsp;
Irena Birmbaum
JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Czerwiec rozpoczął się nadzwyczajnymi wydarzeniami. Niemcy, przeważnie oficerowie lotnictwa, nawiedzili masowo getto, kresu ceny filmowe, których celem było najprawdopodobniej ośmieszenie nas. […] Pewnego dnia kolega Jawerbaum został schwytany na ulicy. Zawieziono go do dawnego Teatru „Nowości”, przy ulicy Bielańskiej, gdzie przez 6 godzin musiał śpiewać refren żydowskiej piosenki: „Aj, aj, aj”, podczas gdy hitlerowcy kręcili scenę.” (s. 35-36)</document>
<document nplp_id="19702" title="PAŃSKA 35" slug="panska-35">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, I - II

„Dom przy Pańskiej, do którego wprowadziliśmy się tuż przed zamknięciem getta w listopadzie 1940 r., był raczej komfortowy w porównaniu z innymi. Nowi lokatorzy, przybyli z różnych dzielnic Warszawy, zżyli się szybko ze sobą, do czego przyczyniła się godzina policyjna. Dozorcą naszym był bezrobotny adwokat, a moja nauczycielka francuskiego zajmowała się czyszczeniem tarasu obok jej mieszkania. Młodzież utworzyła własny klub, zajmujący się pracą społeczną. Jako jej członkini uczyłam biedne dzieci i brałam udział w zbiórkach żywności. Uważaliśmy się za szczęśliwych, mają dla siebie dwupokojowe mieszkanie ze wspaniałym balkonem, jedynym na całym podwórzu.” (s. 12)

JA/ONI, II D (marzec 1942)

„Na początku wiosny ponieśliśmy wielką stratę. Nasz sąsiad Stefan F[1]. zmarł nagle na atak serca. Był to stary kawaler, człowiek z wielką kulturą. Jego bratanek Michał Znicz, cieszył się powodzeniem jako aktor filmowy i teatralny. Stefan mieszkał sam i spędzał u nas długie zimowe wieczory. […] Niestety biedny Stefan zmarł w marcu 1942 r., a ponieważ sympatia, jaką go darzyłam, była powszechnie znana, zostałam wybrana delegatką komitetu domowego na pogrzeb.” (s. 14)

JA/ONI, II D (początek kwietnia 1942)

„W czasie wakacji Wielkanocnych nasz młodociany klub został „zmobilizowany” do pracy ogrodniczej dla podwórzu. Starano się zasiać jakiekolwiek jarzyny dla lokatorów spragnionych świeżego jedzenia i witamin. Moja matka, znająca się dobrze na ogrodnictwie, objęła dowództwo. Jeżeli chodzi o mnie, to wykręciłam się od tej pracy, chociaż chętnie brałabym w niej udział, gdyby kto inny dowodził grupą. Nastąpiło ogólne zaskoczenie.

„Niech się domyślą sami, dlaczego tak postąpiłam” – pomyślałam.

Rzeczywiście, nie upłynęło wiele czasu, a spocona i przemęczona młodzież podała się do dymisji.” (s. 17)

JA/ONI, II D (kwiecień-maj 1942)

„Gdy znaleźliśmy się przed bramą, spojrzał [Kuba Siemiatycki – przyp. AKR] na zegarek i rzekł: - Mam jeszcze godzinę czasu, możemy iść na spacer!

Postanowiłam zostawić nasze teczki w domu. Otworzyła nam drzwi Zocha. Momentalnie zlustrowała Kubusia wzrokiem od stóp do głów. Matka stała przy kaflowej kuchence, wstawionej do jadalni dla zaoszczędzenia węgla i gotowała obiad. Przedstawiłam jej Kubusia i wyruszyliśmy na spacer.” (s. 21)

JA/ONI, II D (9 V 1942)

„Dziewiątego maja obudziły mi promienie słoneczne, przedzierające się przez okno. – Ach, jakie czyste, błękitne niebo! – zawołałam. (…)Po południu zeszli się goście: kuzynostwo, sąsiedzi, mój kolega Marian oraz kilka koleżanek. Ostatnia przybyła moja kuzynka i koleżanka z gimnazjum, Hanka, która przeprowadziła jakiegoś chłopca, widocznie dla „ożywienia” urodzin. Opowiedziałam im o Kubusiu. Z początku byli zaskoczeni, potem zaczęli mi winszować. Niektórzy z gości znali go. Nagle usłyszałam dzwonek przy drzwiach. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta: To był on!

– Patrzysz na mnie jak gdybym był duchem! – zaśmiał się. - Nie mogłem po prostu pójść do domu, nie złożywszy ci życze. Ale nic ci nie przyniosłem.

– Wystarczy mi twoja obecność – szepnęłam. Zresztą braku prezentu okazał się kłamstwem, gdyż przyniósł książkę. Rozpoczął się teraz turniej dowcipów, przy czym protegowany Hanki wyraźnie przegrywał. (…) Około ósmej goście zaczęli się żegnać, obawiając się godziny policyjnej.” (s.23-25)

JA/ONI, II D (maj 1942)

„Wybraliśmy następnie sygnał: „Marsz Triumfalny” z „Aidy”: Verdiego. Zwykł gwizdać [Jakub Siemiatycki – przyp. AKR] to przechodząc przez podwórze, a ja wtedy biegłam do drzwi, bez tchu.” (s. 27)

„Przyszedł znowu następnego dnia, po owej „deszczowej wizycie”, w czasie mojej lekcji fizyki i matematyki z prof. Libermanem. Obawiałam się, że matka go wyrzuci tak jak w biedną Stefę, ale szczęśliwie tego nie uczyniła. Słyszałam, że rozmawia z moimi rodzicami w drugim pokoju i że się śmieją. W takim razie wszystko było w porządku. Po lekcji zostaliśmy sami, podczas gdy rodzice przyjmowali gości w stołowym.” (s. 27-28)

„Zwolniliśmy się w południe z kursów, by wziąć udział w kwestii szpitalnej. „Uzbrojeni” w ogromne skarbonki, stanęliśmy przed moją bramą, wraz z Halą Parnes, jej koleżanką oraz pewnym młodocianym sąsiadem, Olkiem. Kubuś przyciągał przechodniów swym humorem i dowcipami:

– Miejcie litość nad biednym Czerniakowem –prosił.

– Co łaska dla biednego Milejkowskiego!

W ten sposób zrobił cały tłum ludzie uśmiechali się z aprobatą, a nasze skarbonki stawał się coraz cięższe.” (s. 32)

„Pod koniec maja Kubuś musiał zrezygnować z rannych wizyt. Nastąpił teraz okres egzaminów licealnych. Tym niemniej bywał u mnie prawie każdego popołudnia. Mój dom stał się jego drugim domem. Był lubiany przez wszystkich, nie wyłączając sąsiadów. Nawet moja matka nie miała odwagi urządzać skandali w jego obecności. Uważał się też za członka rodziny. Wobec tego pomagał sadzić kwiaty na balkonie, reperował żelazko elektryczne.” (s. 34)

„Matka i Zocha pilnowały nas wszystkimi sposobami. Kiedy siedzieliśmy sami, w drugim pokoju, pojawiały się co kilka minut pod jakimkolwiek pretekstem, maszerując przez pokój jak na defiladzie.” (s. 34)

JA/ONI, II D (czerwiec 1942)

„Miałam teraz więcej wolnego czasu i starałam się wykorzystywać przynajmniej wspaniałe słońce czerwcowe, opalając się na balkonie. W tym celu przykrywałam balustradę serwetą tak, aby nie można było nic zobaczyć od strony podwórza.” (s. 42)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Pewnego popołudnia sobotniego siedziałam z Kubusiem na balkonie. On grał na harmonijce, podczas gdy ja śpiewałam walca Straussa „Opowieści Lasku Wiedeńskiego”. Jedna z sąsiadek, Wiedenka z pochodzenia, wychyliła się przez okno nadsłuchując. Nagle usłyszeliśmy śmiechy na czwartym piętrze, gdzie mieszkał pewien mój „odpalony” adorator. Jednocześnie zauważyłam jakiś błyszczący przedmiot, wychylający się z okna. Zdążyliśmy jeszcze wstać i uciec do mieszkania. W chwilę potem strumień wody zalał balkon.” (s. 46)

JA/ONI, II D (po 21 czerwca 1942)

„Kilka dni później, pewnego pięknego czerwcowego wieczoru, siedziałam na balkonie, nucąc. Mężczyźni zebrali się na podwórzu, „politykując”. Młodzież gwarzyła po stronie przeciwnej, ale ja nie miałam ochoty dołączyć do nich. Wolałam patrzeć na gwiazdy, a szczególnie na jedną z nich. Umówiłam się z Kubusiem, że będzie na nią patrzył o tej samej godzinie.

W pewnej chwili usłyszałam znowu uśmiechy na czwartym piętrze i o to na balkon spadła moneta zawinięta w papier. Bez namysłu chwyciłam ją i rzuciłam na podwórze. Nieco później wrócił ojciec i opowiedział mi następującą historię. Jeden z jego rozmówców, słysząc brzdęk monety, zawołał: „Boże, pieniądze zaczynają już spadać z nieba jak manna!”

Następnie szukał przez długi czas z latarką tego skarbu, aż wreszcie, ku wielkiemu swemu rozczarowaniu, znalazł tylko… dwa grosze. Niedługo potem scena się powtórzyła, z tą różnicą, że tym razem Kubuś grający na harmonijce dostał… aż pięć groszy. Nie namyślając się wiele, schował monetę do kieszeni i zawołał głośno: „Dziękuję”. Od owego dnia nie rzucano więcej pieniędzy.” (s. 46)

JA/ONI, II D (początek lipca 1942)

„Owego dnia matka wyszła Zochą na sprawunki, daleko do domu, a ojciec miał wrócić dopiero po południu. Wobec tego wdziałam kostium kąpielowy i opalałam się na balkonie, zakrywszy uprzednio balustradę – serwetą. Nie oczekiwałam wizyty Kubusia i dlatego pozwoliłam sobie na strój raczej prowokujący. Spokój nie trwał jednak długo. Około pierwszej rozległ się sygnał i przez dziurkę w serwecie zauważyłam Kubusia przemierzającego podwórze wraz z Kadyszem, który szedł w odwiedziny do swoich krewnych. Momentalnie zdałam sobie sprawę z tego co nastąpi. Oczywiście, mogłam go nie wpuścić do mieszkania; ale czyż zabrania się wstępu komuś, kogo się kocha? Stało się koniecznością stoczenie walki, a ja już od dawna przygotowywałam się do takiej ewentualności.

Naturalnie – stracił głowę, widząc mnie po raz pierwszy samą w mieszkaniu, i to w stroju plażowym. Nie było łatwo bronić się przed nim, ale przysięgałam sobie, że się nie poddam.

Bertie – prosiłam – nie zmuszaj mi do zawołania sąsiadów! To byłoby okropne dla nas obydwojga! Ale on mnie nie słuchał. Należało wygrać na czasie. Przypomniałam sobie nagle, że nie zatrzasnęłam zatrzasku w drzwiach wejściowych. Kubuś poszedł zamknąć drzwi, ale wrócił natychmiast i walka rozpoczęła się na nowo. Po kilku minutach usłyszałam zgrzyt klucza w zamku. Drzwi nie otworzyły się z powodu zatrzasku. To ojciec wracał do domu o wiele wcześniej niż zwykle. W pierwszej chwili ogarnęła nas stanika. Szybko jednak zaczęłam odzyskiwać zimną krew i schroniłam się na balkonie. Kubuś poszedł otworzyć drzwi. Powiedział ojcu, że opalaliśmy się przez cały czas i nie słyszeliśmy, jak starał się otworzyć drzwi wejściowe.” (s. 48-49)

JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

“Stałam przy oknie i patrzyłam na podwórze, gdy pojawić się tam znajomy pracownik Gminy. Zapytałam go o nowiny.

– Dopiero co uciekłem tylnymi drzwiami – rzekł. – Auto gestapowskie zatrzymało się przed bramą i hitlerowcy udali się do biura prezesa.” (s. 56)

JA/ONI, III A (22 lipca 1942)

„Wróciłam do domu. Wkrótce mieszkanie zapełniło się sąsiadami znajomymi. Inni radzili się drugich i wszyscy czuli się zdezorientowani i prawie w stanie paniki.” (s. 57)

JA/ONI, III A (23 lipca 1942)

„Młodzież całego domu zebrała się u Hali Parnes. Omawiano ostatnie wydarzenia […]. Staraliśmy się zabić czas „gwarząc.”.” (s. 58)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„W bramie mojego domu zastałam następujący afisz: „Wszyscy niezatrudnieni mieszkańcy tego domu mają się stawić jutro, o szóstej rano, na Umschlagplatzu. Dostaną chleb z marmoladą. Ochotnicy dostaną podwójną porcję.” (s. 60)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„Zabrano się pośpiesznie do pakowania rzeczy. Szafy wypróżniono częściowo już wcześniej, rozlokowując walizki u krewnych wcześniej w różnych punktach getta. Resztę najpotrzebniejszych rzeczy wpakowano bezwładnie do worków. Zochy w mieszkaniu nie było.” (s. 65)

JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„Kiedy wysiedlenie Małego Getta okazało się plotką, powróciliśmy na razie do mieszkania na Pańskiej.” (s. 67)

JA/ONI, III A

„Dom przy ulicy Pańskiej zmienił swój wygląd. Prawie wszyscy lokatorzy pracowali już w szopach, czyli wielkich fabrykach kuśnierskich i krawieckich, oraz firmach drzewnych i innych wcześniej produkujących towary dla armii niemieckiej.” (s. 73)

JA, III A (sierpień 1942)

„Do mieszkania przy ulicy Pańskiej nie powróciłam już więcej. Pozostało tam wiele rzeczy i osobistych pamiątek. Między innymi książka z dedykacją Kubusia.” (s. 75)

ONI, III A (między 12 a 15 sierpnia 1940)

„Rodzice postanowili za wszelką cenę przedostać się na Pańską, by uratować trochę żywności. Wyprawa została uwieńczona sukcesem, choć nie bez przeszkód.” (s. 76)

ONI, III A (między 12 a 15 sierpnia 1942)[T1]

„Nastrój ten spowodowany wypadkami które rozegrały się przy ulicy Pańskiej. Podczas blokady padła ofiarą cała rodzina Kaperów, sąsiadów z czwartego piętra. Przewozili oni rzeczy na wózku, gdy zaskoczyła ich blokada. Kaper ofiarował Ukraińcom pieniądze. W odpowiedzi na to żołdak zastrzelił jego żonę i syna. Kaper z córką zostali wywiezieni na Umschlag.” (s. 76-77)

ONI, III A (sierpień 1942)

„Pewnego dnia stryjkowi i udało się wysłać żołnierza do naszego byłego mieszkania na Pańskiej po to, było odzyskać towary, które miał tam schowane. Żołnierze dostali się do mieszkania i zamierzali już wynieść towar, gdy nagle zagrodził im drogę oficer SS, wymachując rewolwerem i krzycząc, że majątek żydowski należy do niego. Musieli się usunąć.” (s. 88)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19717" title="CEGLANA 6/8 (SZOPY TOEBBENSA)" slug="ceglana-6-8-szopy-toebbensa">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III A (po 9 sierpnia 1942)

„Wujek Ryszard z żoną i teściami wyprowadzili się do firmy niemieckiej Toebbensa na Ceglaną.” (s. 82)

ONI, III

„Kierownictwo to Toebbensa na Ceglanej ogłosiło, że robotnicy mający krewny w Dużym Getcie będą mogli się do nich przenieść. To samo powiedziano robotnikom Toebbensa na Lesznie. Jedną i drugą grupę Zaprowadzono na Umchlag.” (s. 100)</document>
<document nplp_id="19721" title="MIŁA 45" slug="mila-45">

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (5 września 1942)

„Kiedy przycupneliśmy na plecakach w przydzielonym mieszkaniu na Miłej, rozległ się nagle hałas na podwórzu. Ktoś krzyknął: – To policja idzie po nas! – wtedy – zadrżałam… Na szczęście alarm okazał się fałszywy.

Kuśnierni przydzielono dom pod nr 45 przy ul. Miłej. Wszystkie mieszkania zostały w mig zajęte mimo protestów prawowitych lokatorów. Ojciec, Frydmanowie i grupa znajomych upatrzyli sobie mieszkanie, którego właściciel zabarykadował się, nie chcąc nikogo wpuścić. Zagrożono mu wyważeniem drzwi. Ktoś przyniósł nawet siekierę i zaczął w nie tłuc. Wtedy dopiero wpuszczono nas do nas do środka. Cały dom objęła pogłoska o mającej się odbyć selekcji wśród pracowników firmy Toebbens. Gdy się to słyszało w każdym sercu budziła się nadzieja: „A może i u nas tak będzie?” Wreszcie po południu gruchnęła wieść, że przyjechała „generalicja” szulcowska. Wszyscy pobiegli do okien. Uciszyło się nagle. Najpierw wystąpił Lehman i przemówił do zebranych z balkonu. Uspokajał i tłumaczył, jak wielkie zasługi położyło kierownictwo firmy w obronie interesów w swych pracowników. „Ci, którzy mają zielone numerki – zaznaczył – mogą być spokojni. Oni powrócą na pewno do swoich domów”. Mowa przyjęta została z wielkim entuzjazmem. Raz po raz rozlegały się oklaski. po Lehmanie przemawiał jeszcze dyr. Neuman – Niemiec, który powtórzył mniej więcej to samo.” (s. 94)

JA/ONI, III A (5 września 1942)

„Ojciec, który niedawno zaczął pracować w oddziale krawieckim na Okopowej, otrzymał „brązowy numerek życia” – to znaczy numerek tymczasowy. Usłyszawszy o selekcji, usiadł niezwłocznie przed lustrem i zaczął się golić. […] W pokoju naszym pojawił się jakiś interesujący młody człowiek. Nie widziałam go nigdy przedtem ani potem. Jeżeli żyje, z pewnością nie poznałabym go na ulicy. Pamiętam jednak, że rozmawiałam z nim na temat malarstwa i teatru, najdłużej o „Ptakach” Arystofanesa.”(s. 95)

JA/ONI, III B (6 września 1942)

„Nad ranem pamiętnego dnia, 6 września 1942 r., rozstałam się znów z ojcem, który miał przejść przez selekcję wraz ze swoim oddziałem krawieckim. Pozostałam z Frydmanami. Wszędzie widać było gorączkowe przygotowania. Najbardziej poszukiwanymi artykułami stały się – róż i alkohol. Kobiety różowały sobie twarze, usiłując wyglądać kwitnąco. Alkoholem zaś usypiano małe dzieci, aby ukryć je później w plecakach.” (s. 95-96)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19725" title="STAWKI – SMOCZA [TRASA]" slug="stawki-smocza-trasa">
&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA, III A (9 sierpnia 1942 lub po)

„Znalazłszy się poza obrębem Umschlagu, stanęliśmy na chwilę oszołomieni, nie wierząc we własne szczęście. Następnie puściliśmy się biegiem ulicą Stawki. Wzdłuż ulicy leżały sczerniałe, niesamowite trupy. Nad nimi unosiły się roje much. My już jednak zobojętniliśmy na takie widoki.

Nagle posłyszeliśmy tupot butów za nami. Odwróciliśmy się przelęknieni i zauważyliśmy naszego „grajka” i jego wspólnika, biegnących ku nam. Wtedy dopiero przypomnieliśmy sobie, że nie daliśmy im pieniędzy.

Stryjenka prosiła: – Odprowadźcie nas przynajmniej przez część drogi: tak tu strasznie! Odmówili, twierdząc że są na służbie.

Gdy dotarliśmy już do rogu Smoczej, w oddali zarysowały się znów sylwetki esesmanów i Ukraińców. Zdawało się, że wpadniemy „z deszczu pod rynnę”. Przestraszeni wbiegliśmy do pierwszego lepszego domu. Budynek zdawał się być wymarły. Na pierwszym piętrze ukazała się jakaś głowa i po sekundzie znikła. Dwupiętrowa rudera ziała znów beznadziejną, makabryczną pustką.” (s. 80-81)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19727" title="SMOCZA – NOWOLIPIE [TRASA]" slug="smocza-nowolipie-trasa">



Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (9 sierpnia 1942 lub po)

Przysiedliśmy na schodach, czekając to będzie dalej. W oddali rozległy się kroki, jakby marszowe i szmer głosów. Hałas potęgował się z minuty na minutę. Wreszcie ciotka postanowiła wyjrzeć. Powróciła rozjaśniona, wołając: – To ci, których zwolniono z Umschlagu. Przyłączmy się do nich!
Tak też uczyniliśmy. Koło terenu Schulza wychodzili nam na spotkanie ludzie, wołając: – Jesteście nowo narodzeni! ” (s. 81)</document>
<document nplp_id="19732" title="GRZYBOWSKA 26/28 (SIEDZIBA GMINY) – ŻELAZNA – OGRODOWA 17 (KOMENDA SŁUŻBY PORZĄDKOWEJ) [TRASA]" slug="grzybowska-26-28-siedziba-gminy-zelazna-ogrodowa-17-komenda-sluzby-porzadkowej-trasa">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„Hałas na dziedzińcu zwabił wszystkich do okien: całe podwórze wypełnione było mężczyznami, ustawionymi w czwórki. Nosili oni białe opaski. Byli to urzędnicy gminni, zwerbowani do służby pomocniczej. Szykowali się właśnie do wymarszu. – Idźmy za nimi! – zawołał jeden z kolegów. W ten sposób zaszliśmy aż do Ogrodowej. Przed bramą policji „pułk” zatrzymał się, a następnie został wpuszczony do środka. Kolega pokazał warcie legitymacji kursów. Jeden z policjantów rzekł do drugiego: - Ten młody człowiek jest urzędnikiem gminnym. Proszę go wpuścić! –Kolega wszedł do komendy. Nigdy potem nie słyszano więcej o nowej „służbie pomocniczej”. (s. 59-60)</document>
<document nplp_id="19735" title="róg ulic MIŁA/ZAMENHOFA – MIŁA – PLAC MURANOWSKI – PRZEBIEG [TRASA]" slug="rog-ulic-mila-zamenhofa-mila-plac-muranowski-przebieg-trasa">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (maj 1942)

„Weszliśmy do jego mieszkania, było odłożyć teczki, i Kubuś przedstawił mnie swojej siostrzyczce. Stwierdziłam raczej z ulgą, że jego rodziców nie ma w domu. Poszliśmy następnie zobaczyć „niespodziankę”. Polegała ona na ogólnym widoku Warszawy z pustego, siódmego piętra pewnego domu przy ulicy Przebieg.” (s. 33)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="19752" title="LESZNO [44] – ŻELAZNA (NOWOLIPIE – SMOCZA?) – GĘSIA 13 [TRASA]" slug="leszno-44-zelazna-nowolipie-smocza-gesia-13-trasa">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
ONI, III A

„Rano, gdy było nieco spokojniej, ojciec stojąc przed bramą na Lesznie zobaczył samochód z Niemcami. Wśród nich siedzieli rozparci na poduszkach panowie Kon i Heller, zadowoleni i pewni siebie. Auto pojechało Lesznem, Żelazną, a następnie skręciło do komendy policji.” (s. 74)</document>
<document nplp_id="19755" title="PAŃSKA – MARIAŃSKA 1 [TRASA]" slug="panska-marianska-1-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III A (lipiec 1942)

„I nagle wchodzi Bronisława. Szwagierka moja, Bronisława Szereszewska, żona Edwarda. Wydaje nam się dziwne, że tak nagle przychodzi do Gminy, trzymając dwoje dzieci za ręce: chłopca lat dziesięciu i siedmioletnią dziewczynkę.
„Uciekłam z domu - mówi - bałam się blokady. Włóczyłam się po ulicach. Na Pańskiej natknęłam się na Niemców. Wpadliśmy do szkoły pielęgniarek i schowaliśmy się w budce telefonicznej.” (s. 88-89)</document>
<document nplp_id="19770" title="CHŁODNA – ŻELAZNA – LESZNO – KARMELICKA – ZAMENHOFA 19 (Siedziba Gminy Żydowskiej) [TRASA]" slug="chlodna-zelazna-leszno-karmelicka-zamenhofa-19-siedziba-gminy-zydowskiej-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Nazajutrz rano wśród ścisku i tłoku znów potoczył się nasz wózek z pościelą. Żelazną, Lesznem i Karmelicką aż na Zamenhofa, przed nową siedzibę Rady Żydowskiej. I w szerokiej sieni tego gmachu usiedliśmy na naszych workach w oczekiwaniu mieszkania.” (s. 98)</document>
<document nplp_id="19785" title="ZAMENHOFA 19 (Siedziba Gminy Żydowskiej) – LUBECKIEGO 7 [TRASA]" slug="zamenhofa-19-siedziba-gminy-zydowskiej-lubeckiego-7-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (1-6 sierpień 1942)

„Kiedy zmrok zapadł, wszyscy siedzący w sieni zaczęli przesuwać swoje tobołki i szykować sobie legowiska na noc. Byliśmy pewni, że prześpimy tę noc na betonowej podłodze albo siedząc na krzesłach oparci jedno o drugie. Wtem nadszedł Popower i jego żona. Popower był urzędnikiem Gminy, a jego młodszy brat – kolegą mojego zięcia, Ryszarda.
„Mieszkamy tutaj blisko – powiedzieli – na Lubeckiego pod siódmym. Zabierzemy was na noc do naszego mieszkania”. Poszliśmy chętnie. Oddali nam swój pokój sypialny o dwóch szerokich łóżkach, a sami położyli się w jadalnym na tapczanie.” (s. 101)</document>
<document nplp_id="19801" title="LUBECKIEGO 6 – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="lubeckiego-6-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Potem Ryszard, który miał kontakty ze stroną „aryjską”, poprosił telefonicznie o wóz. Wóz zawracał kilka razy. Przewiózł meble i rzeczy Gliksbergów, urzędników Związku Aptek i nasze.” (s. 150)</document>
<document nplp_id="19817" title="LUBECKIEGO 4 – LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="lubeckiego-4-lubeckiego-6-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Kowalski był urzędnikiem Gminy. Kowalska z kimś jeszcze do pomocy przynosiła codziennie z kuchni na Lubeckiego 4 dwa wiadra zupy dla naszego domu. Wołała na podwórzu: ,,Zupa! Zupa!"
Schodzono z garnkami. Nalewała chochlą zupę do garnków i rozdzielała czarny chleb.” (s. 114)</document>
<document nplp_id="19832" title="Róg ulic LUBECKIEGO/GĘSIA &amp;#8211; LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="rog-lubeckiego-i-gesiej-lubeckiego-6-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Edward Drabienko mieszkał teraz na trzecim piętrze w naszym domu. Przed pierwszym nalotem mieszkał na rogu Lubeckiego i Gęsiej. Ale kiedy bomba trafiła w dom i sufit nad jego głową zarysował się szeroką szczeliną – przeprowadził się pod numer szósty.” (s. 105)</document>
<document nplp_id="19848" title="GRZYBOWSKA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="grzybowska-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Rodziców Mieczysława Hartzylbera spotkałam w końcu lipca, w pierwszych dniach wysiedleń, na Grzybowskiej. Jechali dorożką na Umschlag, jak gdyby jechali na stację kolejową. Na koźle, przy nogach dorożkarza, stała walizka z rzeczami. Było to niezwykle kochające się małżeństwo. Bali się, że mogą ich kiedyś rozłączyć. Wyjechali z własnej woli.” (s. 105)</document>
<document nplp_id="19863" title="Róg ulic LESZNO/ŻELAZNA (wacha) – POZA GETTO [TRASA]" slug="rog-ulic-leszno-zelazna-wacha-poza-getto-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Pewnego dnia przyszła teściowa Edwarda, Konstantynowska. I też usiadła w kuchni przy stole.
„Czy nie spotkała pani przypadkiem Stefy Pinus? Zostawiła u nas garnek smalcu. Nie widać jej wcale”.
,,Nie – powiedziała - nie widziałam Stefy". Milczała przez chwilę, potem dodała jeszcze: ,,Córka moja i dzieci są już po stronie «aryjskiej». Przeszli przez wachę na Lesznie.” (s. 106)</document>
<document nplp_id="19880" title="GĘSIA – LUBECKIEGO 7 – PAWIA [TRASA]" slug="gesia-lubeckiego-7-pawia-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Pewnego dnia zobaczyłam kobietę z dwojgiem malutkich dzieci. Wyszli z ulicy Gęsiej i skręcili w Lubeckiego. Kobieta dźwigała ogromne toboły. Każde z dzieci miało przytroczoną do pleców poduszkę. Usiedli, aby odpocząć w bramie domu numer siedem, tam gdzie w piwnicy paliło się światło we dnie i w nocy.
Jak strzała przejechał niemiecki samochód. Jechali oficerowie. Nie zwrócili uwagi na kobietę i dzieci. Po chwili kobieta podniosła się. Poszła w stronę Pawiej i znikła. Dzieci siedziały na tobołach i czekały cierpliwie. Nagle zerwały się i zaczęły przerażone szukać matki. Zostawiły rzeczy i pobiegły na róg Gęsiej. Wróciły z Gęsiej i pobiegły na róg Pawiej. Potem znów wróciły. Biegały tak w kółko dużo razy, aż wróciła nareszcie. Teraz powędrowali w stronę Pawiej wszyscy troje. Drewniane podeszwy ich trzewików głośno klekotały po chodniku.” (s. 108)</document>
<document nplp_id="19896" title="LUBECKIEGO 6 – GĘSIA – ZAMENHOFA 19 (siedziba gminy żydowskiej) [TRASA]" slug="lubeckiego-6-gesia-zamenhoffa-19-siedziba-gminy-zydowskiej-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Nazajutrz idąc z mężem ulicą Gęsią do Rady Żydowskiej – spotkaliśmy obok apteki inżyniera Tyllera z Łodzi. […] Nad nami błękitne niebo, pod nami asfalt ulicy Gęsiej. Przed nami i za nami-długi sznur szarych domów. Kilkanaście osób spieszyło się do pracy. Ostrożnie chodzili. Uważnie patrzyli, czy nie widać Niemców. Nasłuchiwali, czy nie słychać z daleka głuchego tupotu nóg.
Na chodniku obok Rady Żydowskiej stał radca Abraham Gepner. […]
Porozmawialiśmy z nim chwilkę i poszliśmy dalej.
Na rogu ulicy Gęsiej i Zamenhofa pod numerem dziewiętnastym stał dawny pałac magnacki. Za czasów rosyjskich było tam więzienie. W getcie – poczta żydowska. Teraz Gmina. Tutaj zasiadała Rada Żydowska.” (s. 120-121)

JA/ONI, III A (5 września 1942)

„5 września o godzinie drugiej w nocy zastukała do naszych drzwi żydowska policja. Stukali i wołali:
,,Wszystkich radców zwołujemy do Gminy na posiedzenie!”
Zabrali z naszego domu mojego męża, Wielikowskiego i Gliksberga i odprowadzili ich do Gminy. O godzinie siódmej rano wszyscy trzej wrócili do domu. Przynieśli wiadomość, że wydano rozkaz, ażeby mieszkańcy domów wraz z rodzinami udali się na teren Gminy. I to jak najprędzej.
Zrobiliśmy szybko kilka paczek. Trochę żywności. Zabrałam swoje palto zimowe. Powoli zeszliśmy ze schodów. W bramie przystanęliśmy na chwilę. Po lewej stronie w suterenie był pusty sklepik. Dnia poprzedniego Popowerowa powiedziała:
„W suterenie w sklepiku jest piwniczka. Wejście do niej zasłonięte jest starym dywanem. Może nam się kiedyś przydać".
A może ukryć się w tej piwniczce? A może nie iść do Gminy? Nie widać było Gliksbergów. Gliksbergowie pozostali w domu.
„Chodźmy – powiedział ktoś – nie stójmy tak długo”. Poszliśmy ulicą Lubeckiego i skręciliśmy w Gęsią. Wiele osób szło za nami i przed nami. Każdy niósł walizkę, węzełek, torbę lub koszyk. Wszystkie twarze były zatroskane. Nikt nie wiedział, po co idzie i czy powróci. Niektórzy nie usłuchali rozkazu – tak samo jak Gliksbergowie – i ukryli się w piwnicach i na strychach.
A oto gmach Rady Żydowskiej. Weszliśmy do bramy. Potem na lewo na schody. Na pierwszym piętrze, przy wejściu do biura prezesa, stało zawsze dwóch policjantów niezwykle wysokiego wzrostu. Jeden nazywał się Litmanowicz; drugi – Liliental. Tego ranka tylko Litmanowicz był na stanowisku. W nocy Liliental wraz z żoną popełnił samobójstwo.
Poszliśmy na drugie piętro. Do Działu Finansowego, do pokoiku, w którym pracował mój mąż, i ustawiliśmy za jego biurkiem przyniesione rzeczy.
W podłużnym pokoju tuż obok mieszkała teraz Arianka, chora na zapalenie jelit. Leżała w wózku wyczerpana, nie reagując na nic.
Doktor Kirszenblum, który był naszym sąsiadem z ulicy Waliców, przyszedł razem z żoną. Usiedli obok nas. Uspokajał wciąż żonę:
,,Milusiu, bądź spokojna - wszystko będzie dobrze...”
Utykała na nogę. Była przedtem żoną jego brata. Kochał ją bardzo.
Trzy tysiące - tyle było numerów życia dla urzędników Gminy i ich rodzin.
Nie znaczy to jednak, że wszyscy inni musieli zginąć. Trzy tysiące numerów było zalegalizowanych. Trzy tysiące osób mogło żyć legalnie.
Inni mogli się ukryć w pustych domach; mogli się ukryć w samej Gminie w piwnicach i schowkach; mogli też uciec na stronę „aryjską”. Niejeden uszedł przez strych, gdzie w murze była dziura, można było skoczyć przez nią na rumowiska i puste place.” (s. 130-131)</document>
<document nplp_id="19915" title="ZAMENHOFA – GĘSIA – LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="zamenhoffa-gesia-lubeckiego-6-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (7 września 1942)

„Wychodzimy przez bramę i nie od razu skręcamy na prawo, w ulicę Gęsią. Idziemy najpierw prosto na Zamenhofa, a potem dopiero na prawo. Dochodzimy do skrzyżowania i teraz nareszcie, otumanieni i nie wiedzący, dokąd nas wiodą, pod ostrym kątem skręcamy znów na prawo i wpadamy w pustą ulicę Gęsią.
Teraz idziemy wolniej. Ogarnia nas już zmęczenie. W miarę jak idziemy, pojedyncze osoby odrywają się od kolumny i wchodzą do bram. Pewnie mają tam swoje mieszkania.
Już róg ulicy Lubeckiego. Już mijamy aptekę. Brama numer sześć. Na pierwszym piętrze stajemy przed drzwiami. Są szeroko otwarte. Podobno zrobiła to polska policja spod numeru czwartego. Okradli nie tylko nas, ale także Drabienków i moich szwagrów – Witolda i Edwarda, którzy zostawili u nas rzeczy.” (s. 135)</document>
<document nplp_id="19930" title="LUBECKIEGO 6 – GĘSIA &amp;#8211; ZAMENHOFA 19 (siedziba gminy żydowskiej) – GĘSIA – LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="lubeckiego-6-gesia-zamenhoffa-19-siedziba-gminy-zydowskiej-gesia-lubeckiego-6-trasa">


Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (5 września 1942)

„5 września o godzinie drugiej w nocy zastukała do naszych drzwi żydowska policja. Stukali i wołali: „Wszystkich radców zwołujemy do Gminy na posiedzenie!” Zabrali z naszego domu mojego męża, Wielikowskiego i Gliksberga i odprowadzili ich do Gminy. O godzinie siódmej rano wszyscy trzej wrócili do domu. Przynieśli wiadomość, że wydano rozkaz, ażeby mieszkańcy domów wraz z rodzinami udali się na teren Gminy. I to jak najprędzej.” (s. 130)</document>
<document nplp_id="19946" title="GĘSIA 33 – Róg ulic GĘSIA/LUBECKIEGO – LUBECKIEGO 7 – LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="gesia-33-rog-ulic-gesia-lubeckiego-lubeckiego-7-lubeckiego-6-trasa">
&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień-wrzesień 1942)

„Nina idzie i idzie. Nad nią błękitne niebo. Pod nią asfalt ulicy Gęsiej. A dokoła pustka i cisza – ani jednego przechodnia.
Nagle staje jak wryta. Słyszy krzyki i widzi przy bramie odwróconego tyłem do niej Niemca, bijącego Żyda gumową pałką. Żyd skulił się i przysiadł. Oparty o mur stoi rower, a przy rowerze pies wyjący cicho, czekający tylko na znak swego pana. Szare krótkowzroczne oczy Niny nie widziały tego z daleka.
Teraz widzi. Ale i słyszy też jednocześnie daleki, głuchy, rytmiczny tupot. Jest zbawcza brama! Więc wpada do niej. A z bramy na podwórze, kierując się do piwnicy. Na podwórzu na ziemi leży dwóch zabitych Żydów. Bez butów i bez marynarek. Ostrożnie przechodzi obok nich. W korytarzu piwnicznym razem z kilkoma kobietami czeka czas jakiś. Potem idzie dalej. Idzie i idzie. Teraz przechodzi obok domu, gdzie mieści się szkoła pielęgniarek. Siostra jej, Irena, jest uczennicą tej szkoły.
Nina podnosi oczy - czy nie zobaczy Ireny w oknie? Ale w oknach nie ma nikogo.”
Przed likwidacją „małego getta" szkoła pielęgniarek mieściła się w gmachu Ubezpieczalni na rogu Pańskiej i Mariańskiej. Tutaj, na Gęsiej – w czasie wysiedleń – nie było już ani regularnej pracy, ani wykładów. Irena spędzała dnie w szkole, ale nocowała w domu… Dyrektorka szkoły, pani Bielicka, pracowała w szopie Schultza jako sanitariuszka. Widziałam nieraz z balkonu, jak wracała z pracy w czepku pielęgniarskim i granatowej pelerynie.
Uczennice szkoły musiały same dbać o wyżywienie. Ciągnęły po ulicach wózek z kapustą albo z chlebem. Niemieccy żołnierze spoglądali na nie dobrotliwie.
,,Siostrzyczki, siostrzyczki" - mówili do nich po niemiecku. Teraz Nina przechodzi obok bramy domu, gdzie po wysiedlonej rodzinie pozostała w mieszkaniu dwuletnia dziewczynka. Wraz z mieszkaniem i dziecko dostało się ludziom, którzy z kolei tam zamieszkali. Kilku Niemców wiedziało o dziewczynce. Przychodzili każdego dnia i pytali, czy dziecko jadło, czy nie dzieje mu się krzywda, czy nie brak mu czego.
A oto więzienie na Gęsiej. W tym czasie znajdowała się tam żona adwokata Ruffa. Przysłano ją do więzienia z „aryjskiej” strony. Jana Ruffa wysłano do Oświęcimia, gdzie wkrótce zmarł na czerwonkę. Ruffowa, która nie przyznawała się do swego pochodzenia, wysłana została do Ravensbriick, skąd po wojnie wróciła do kraju.
W więzieniu tym znajdowało się wtedy wielu Cyganów. Pewnej nocy uciekło ich stu. Cyganów wysiedlano wówczas tak samo jak Żydów.
Na rogu Lubeckiego i Gęsiej Związek Aptek otworzył aptekę. W tej aptece pracował Seret, który przedtem był kierownikiem apteki w „małym getcie" - na rogu Prostej i Twardej. Pewnego dnia zabrano mu z domu żonę i dziesięcioletniego syna. Kiedy dowiedział się o tym, wybiegł z apteki na Umschlag i nie wrócił więcej.
We wrześniowym słońcu, z gołą głową, w granatowej bluzeczce w białe kropki, Nina mija już aptekę i skręca w Lubeckiego.
(…)
W piwnicy domu numer siedem pali się światło elektryczne. Musi spojrzeć w tę stronę. Potem skręca do bramy, wstępuje na pierwsze piętro i staje przed drzwiami mieszkania numer dwa. Na klatce schodowej stoi wyrzucony z mieszkania niepotrzebny Gliksbergom kredens. Są w nim talerze, kieliszki, nawet kryształowe wazony i zastawa stołowa. Szuflady w tym kredensie wyrwane są siekierą.
Staje przed drzwiami, które roztrzaskano kolbami karabinów. Przed drzwiami, które nie miały filungów, skrzyżowane deski i kawałki drewna zasłaniały otwór.
I stuka. Wtedy wychodziłam z kuchni i otwierałam drzwi.” (s. 116-117)</document>
<document nplp_id="19961" title="LUBECKIEGO 6 – GĘSIA – PAWIA [38] – LUBECKIEGO 6 [TRASA]" slug="lubeckiego-6-gesia-pawia-38-lubeckiego-6-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień-wrzesień 1942)

„Zostawiłam Ninę w mieszkaniu i poszłam z panią Stefanią Gliksberg do jatki na Pawią. Powiedziała nam sąsiadka, że w trzecim domu od rogu – w mieszkaniu numer jeden – można kupić koninę. Zeszłyśmy ze schodów i przystanęłyśmy przed bramą. Kiedy spojrzałyśmy na prawo, zobaczyłyśmy na Gęsiej przejeżdżających na rowerach żydowskich policjantów. Brama od podwórza więziennego była szeroko otwarta. Nie mogłyśmy oderwać oczu od tej bramy. Pani Stefania odezwała się:
„Mówił mi mąż, że zabito tam dwóch mężczyzn i dziecko. Matkę dziecka postrzelili ciężko w szyję. Jest w szpitalu, ale podobno będzie żyła”.
„Czy to prawda, że wpadli do mieszkania dlatego, że widać było światło przez szparę?”
,,Zobaczyli nakryty do kolacji stół. Znaleźli duże zapasy żywności. Wino i konserwy. I wpadli we wściekłość. Ale nie mówmy już o tym”.
Skręciłyśmy z bramy na lewo i poszłyśmy ulicą Lubeckiego.
Oto sklepik w suterenie. Oto brama numer cztery, gdzie była kuchnia, skąd Kowalska przynosiła zupę. Podniosłam oczy na balkon pierwszego piętra kobieta z siwą głową siedziała nieruchomo na balkonie.
Na rogu ulicy Lubeckiego i Pawiej było więzienie. Dokoła była cisza. W okienkach – żadnej twarzy.
,,To Pawiak – szepnęła pani Stefania – to jest właśnie Pawiak”.
Od rogu na Pawiej dwa pierwsze bloki zajmowali lekarze. Mieszkał wśród nich radca Kupczykier, chory na tyfus plamisty.
Przez ciemną bramę – na podwórze. Z podwórza – na prawo. W parterowym, wąskim pokoju wisiał na ścianie obdarty ze skóry koń. Kawałki mięsa leżały na ladzie. Człowiek przepasany ścierką rąbał toporem kości.
Kupiłam pół kilograma koniny. Pani Stefania tyle samo.
Kiedy wróciłyśmy do domu, zobaczyłam siedzącą w kuchni przy stole koleżankę szkolną Niny, Krysię Braun.
Straciła matkę i babkę. Uratowała się ukrywając się w kominie. Zapisała się z koleżanką do szopu i właśnie tam idzie.
,,Nosisz eleganckie palto” – zauważyła Nina.
„Jak mi się sprzykrzy – odpowiedziała Krysia – wejdę do pustego mieszkania i włożę inne. A to zostawię. Codziennie przebieram się w inne suknie. Pełne szafy sukien w pustych mieszkaniach”.
Zjadła z nami zupę, którą Kowalska przyniosła w wiadrze.” (s. 117-118)</document>
<document nplp_id="19977" title="LUBECKIEGO 6 – GĘSIA – GĘSIA 37 – FRANCISZKAŃSKA (zawrót) – GĘSIA – ZAMENHOFA &amp;#8211; KURZA (zawrót) – ZAMENHOFA – MURANOWSKA 38 – MURANOWSKA 40 – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="lubeckiego-6-gesia-gesia-37-franciszkanska-zawrot-gesia-zamenhofa-kurza-zawrot-zamenhofa-muranowska-38-muranowska">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942)

„Urzędnikom Gminy wyznaczone zostały bloki przy ulicy Muranowskiej 38, 40 i 42.
Kiedy wieść o tym rozporządzeniu doszła do nas, przeraziliśmy się. Zapukaliśmy do Gliksbergów, naszych sąsiadów, i odbyliśmy wspólną naradę.
„Czy musimy koniecznie mieszkać na Muranowskiej? – zapytała Stefania Gliksberg - poszukajmy mieszkania gdzie indziej!"
,,Nie ulega wątpliwości, że spychają nas coraz bliżej Umschlagu” –odpowiedział Henryk Gliksberg.
„Natychmiast, w tej chwili chodźmy szukać mieszkania! Nie czekajmy, aż wszystkie będą zajęte! Chodźmy już!” –zawołała pani Stefania.
Podeszła do szafy, wyjęła barwną chusteczkę i zawiązała ją na głowie. Włożyła płaszcz, zawołaliśmy nasze dzieci i już szliśmy Gęsią, ogarnięci gorączką mieszkaniową. Dzieci szły na przodzie – my za nimi. Była sobota, nie pracowano tego dnia.
Z niecierpliwością i niepokojem szliśmy ulicą. Żal nam było mieszkań, do których w pierwszych dniach tak trudno było się przyzwyczaić. Teraz, kiedy już przesiąkły naszym duchem, kiedy stały się n a s z e, trzeba je będzie opuścić.
Tadzik Gliksberg odwrócił się i powiedział:
„A może pójdziemy na Niską pod sześćdziesiąty pierwszy? To nowoczesny dom”.
„Na Niską? – zdziwiła się pani Stefania – to przecież jeszcze bliżej Umschlagu. A kto tam zajął mieszkanie?”
„Giterman zajął mieszkanie w tym domu i Kowalscy, i adwokat Himmelfarb”.
Zamyśliła się. Po chwili powiedziała:
,,Nie. Jak najdalej od Umschlagu. Chodźmy najpierw na Franciszkańską”.
Gdyśmy tak szli ulicą Gęsią, przed bramą domu numer trzydzieści siedem przyłączyła się do nas wysoka, tęga blondyna, uczesana w loki. Ubrana była w długi, fałdzisty, szary płaszcz z kapturem. Była to żona jednego z urzędników Związku Aptek. Nazywała się Grinbergowa.
Brama domu numer trzydzieści siedem była otwarta na oścież. Widać było przez nią zawalone rupieciami podwórze i wypalone ruiny poprzecznej oficyny. W domu tym była kuchnia, w której pracowałam. Kuchnia wraz ze swym nowym kotłem odpadła jako nieparzysta strona ulicy Gęsiej. Przestałam więc pracować. A razem ze mną przestał pracować cały „dziki” personel tej kuchni: gospodyni, magazynier z żoną, żona adwokata, który był w Anglii, śpiewaczka z Wilna i Hena, matka rudego dziecka.
Ujrzawszy nas, pani Grinberg odezwała się:
„Jak to dobrze, że ustały wysiedlenia. Można teraz spokojnie chodzić po ulicach”.
,,Idziemy szukać mieszkania” – powiedziała Stefania Gliksberg.
,,Pójdę i ja”.
Ruszyła naprzód i popłynęła jak okręt w swym wspaniałym płaszczu. Nie mogłam oderwać od niej oczu, tak dziwnie odbijała jej postać na tle szarych murów i ulicy.
Na Franciszkańskiej nie było żadnych mieszkań. Ponieważ Wydział Aprowizacji pozostał, urzędnicy pozajmowali już dawniej co lepsze mieszkania. Wchodziliśmy do bram domów – istnych ruder. Potykaliśmy się o cegły, o kamienie, o kupy sypkiego żwiru. Dokoła wywalone drzwi, potłuczone okna, wypalone futryny.
Mieszkań zresztą nie oglądaliśmy wcale. Wchodziliśmy tylko do bram i cofaliśmy się z powrotem. Śmierdziało w bramach opuszczeniem, stęchlizną i ekskrementami.
„Nie sposób tutaj mieszkać – powiedział Gliksberg – idziemy dalej”.
„Chcesz powiedzieć: idziemy bliżej" – uśmiechnęła się smutnie Gliksbergowa.
Zawróciliśmy więc. Przekroczyliśmy mocno zbombardowane Nalewki, odcinek Gęsiej, potem skręciliśmy w Dziką i poszliśmy w kierunku Kurzej.
Ulica Kurza wyglądała wówczas niesamowicie. Prawa jej strona zawalona była górami poduszek, pierzyn i materaców. Niektóre poduszki były poprute i pierze wychodziło na zewnątrz. Prawie wszystkie poduszki były bez poszew. Placówkarze i placówkarki – młodzi Żydzi i Żydówki, pracujący po stronie „aryjskiej" – nie mogąc przenosić całych poduszek, zdzierali z nich poszwy i sprzedawali Polakom. Wynosili głównie garderobę i bieliznę z opuszczonych mieszkań. Nazywało się to: wynosić ciuchy.
Z początku mieszkania po wysiedlonych Żydach na ulicy Kurzej zajęły robotnice jakiegoś szopu. Teraz, po zwężeniu getta, robotnice musiały wynieść się gdzie indziej, a ich mieszkania mieli zająć pracownicy Wydziału Budowy.
W tych ciągłych zmianach była pewna logika. Po każdej przeprowadzce było się biedniejszym. Przystosowanie się do nowego otoczenia męczyło i niszczyło moralnie. Przeprowadzki należały do systemu. Tak samo jak należało do systemu strzelanie we dnie i w nocy podczas wysiedleń.
Gdyśmy skręcili z Dzikiej w rojną i szumną ulicę Kurzą, Stefania Gliksberg odezwała się:
,,Idziemy tak i idziemy, a nigdzie nie widzimy żebraków. Pomyślcie: nie widać żebraków, a takie mnóstwo było ich dawniej!”
,,Nie śpiewa teraz nikt: «Ich hob niś ka mues...» i «Di bone, di bone»" – ktoś powiedział.
W jednej chwili melodia tych pieśni podwórzowych zadźwięczała nam w uszach. Przypomniało mi się podwórze przy Waliców i śpiewaczka, którą nazywaliśmy „pięknogłosą". Przychodzili we dwoje: mężczyzna i kobieta. On grał na skrzypcach, a ona śpiewała. Arie z „Fausta”, z „Poławiaczy pereł”, z „Carmen". Podwórze tej pięciopiętrowej kamienicy podobne było do głębokiej studni. Głos jej odbijał się o mury i drżał na skrzydłach aniołów. Ze wszystkich okien wyglądały głowy. Rzucano jej pieniądze i kawałki chleba, owinięte w gazetę. Kiedy śpiewała, cierpienie i tęsknota nie miały granic i zdawało się, że tylko w śmierci mogły znaleźć ukojenie.
Gdyśmy tak szli, ta sama myśl nurtowała nasze serca, ale nikt z nas nie wypowiedział jej na głos.
Nie widać było również trupów, przykrytych gazetami, obok bram domów. Trupy te wyrzucano nocą z mieszkań. Leżały tak długo, aż przyjeżdżał karawan, który je zbierał i wywoził na cmentarz. Nikt nie wiedział, kto umarł. Robiono tak dlatego, ażeby nie stracić bonu - kartki żywnościowej – tego bonu z piosenki.
Przy ścianie domu numer sześć stała kobieta. Patrzyła na wylot ulicy Kurzej. Wiatr rozwiewał jej włosy. Stała opuszczona i zatroskana.
„To Lemerowa – powiedziałam – żona inżyniera Lemera z ulicy Wilczej. Dzieci nasze znają jej „córki”.
(…)
Weszliśmy do bramy pod numerem dziesiątym i piętro po piętrze oglądaliśmy mieszkania. Gdyśmy przechodzili przez puste pokoje, w jednym z nich obok łazienki zobaczyliśmy siedzącego w kucki człowieka, poprawiającego ogień w żelaznym piecyku. Podniósł głowę, spojrzał na nas i oczy błysnęły mu w uśmiechu. Znał mego męża z czasów przedwojennych. Handlował drożdżami, a mąż mój pracował w przemyśle drożdżowniczym.
,,Co pan tutaj robi?" – zapytał mój mąż.
,,Jestem «dzikim» człowiekiem – odpowiedział i roześmiał się. Po chwili dodał: - Szukacie mieszkania? Tutaj jest zimno i ciemno. I wilgoć”.
Kucał przez cały czas, rozmawiając z nami. Czy on się nie podniesie? Czy nie może się podnieść właśnie przez wilgoć, która weszła mu w kości?
(…)
Zeszliśmy ze schodów do ciemnej bramy i stanęliśmy na chodniku. Z sąsiedniej bramy wyszli Gliksbergowie i kobieta w szarym płaszczu z kapturem, I znów szliśmy razem – z powrotem ulicą Kurzą w stronę Dzikiej.
,,A więc idziemy na Muranowską” – powiedział Gliksberg.
Tym razem pani Stefania milczała. Miała niechęć do tej ulicy, leżącej tak blisko Umschlagu. Ale ponieważ nie było gdzie indziej mieszkania, godziła się z koniecznością.
Za Muranowską była Niska; za Niską – Stawki. A na Stawkach – Umschlag. Mieszkać na Muranowskiej – to znaczy mieszkać na krańcach getta, na ostatniej granicy.
Dom pod numerem trzydziestym ośmym, czterdziestym, czterdziestym drugim. I znów do bramy, a potem na schody. Od frontu i w oficynie znajdowały się mieszkania trzy- i czteropokojowe, ale wszystkie były już zajęte. Chodziliśmy z piętra na piętro. Wszędzie leżały szuflady z komód i z szaf, wszędzie wyrzucona na podłogę bielizna. I nie posłane łóżka.
Deptaliśmy po talerzach, lichtarzach, albumach do fotografii, lampkach chanukowych. Panował niesłychany nieład. Jak gdyby tędy przebiegła rozjuszona bestia.
W bramie stał dozorca domu. Trzymał za rękę synka, który ssał cukierka. Był to znany nam dozorca z ulicy Gęsiej. (…)
„Panie radco – powiedział – w poprzecznej oficynie na drugim piętrze są wolne dwa pięciopokojowe mieszkania. A na pierwszym – jest wolne duże sześciopokojowe po wysiedlonym Alterze, właścicielu tej kamienicy. Ta weranda, którą pan widzi, należy do mieszkania. Ta weranda jest kuczką, sufit można przesuwać".
Wszyscy zwróciliśmy oczy na werandę, która wyglądała jak jaskółcze gniazdo.
,,Zobaczymy” – powiedział Gliksberg i już szliśmy przez podwórze, a potem wchłonęła nas brama oficyny poprzecznej. Na betonowej podłodze leżała rozwalona, czarna rozpruta kasa.
Dozorca, który szedł za nami, odezwał się:
,,To kasa Alterów, tych z pierwszego piętra. Wyrzucono ją z mieszkania i tutaj leży”.
Gdy wchodziliśmy na schody, uchyliły się drzwi w głębi. Przez wąską szparę widać było głowę starej kobiety. Patrzyła na nas z ciekawością.
Dozorca odezwał się raz jeszcze:
„Ta stara kobieta została sama jedna. To jej mieszkanie. Straciła wszystkich. Ukryła się w szafie, której nie otworzono. Małe mieszkanie – jedna stancja. Okno wychodzi na Niską”.
Kobieta cicho zamknęła drzwi. Ciekawość jej była nasycona.
Na drugim piętrze przeszliśmy szybko przez dwa obszerne pięciopokojowe mieszkania, prawie puste. Oddzielne sztuki mebli – krzesło czy serwantka – stały jeszcze przy ścianach.
„Zajmuję oba te mieszkania dla Związku Aptek” – powiedział Henryk Gliksberg.
Spojrzeliśmy wszyscy na niego. Wypowiedział te słowa głosem wnikliwym i solennym. Z pewnością w taki sam sposób mówili przed wiekami poszukiwacze przygód, gdy docierali na swych brygantynach do wysp, na których noga ludzka wcześniej nie postała.
,,Zajmuję te wyspy dla królowej Anglii”.
W końcu zeszliśmy o piętro niżej. Na podłogach poniewierały się gałgany, sprzęty kuchenne, stare obuwie. Z szafki wysypywały się wielkie księgi hebrajskie. Kroki nasze dudniły w opuszczonych pokojach i odbijały się od ścian, na których gdzieniegdzie wisiały jeszcze obrazy.
I znów odezwał się dozorca:
,,Panowie, to jest właśnie mieszkanie po wysiedlonym Alterze. Zamieszkajcie w nim razem. Dwie rodziny”. (143-148)</document>
<document nplp_id="19993" title="MURANOWSKA 42 – BONIFRATERSKA 11 (BONIFRATERSKA 11/13) [TRASA]" slug="muranowska-42-bonifraterska-11-bonifraterska-11-13-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (styczeń-luty 1943)

„O czwartej lrena i Nina gotują się do wyjścia. Ubierają się w trzy koszule, w dwie suknie, chusteczki na głowę. Ojciec odprowadza je do fabryki „Dea”.
„Do widzenia — mówią do mnie — przyjdź do nas!”” (s. 240)</document>
<document nplp_id="20009" title="MURANOWSKA 42 – BONIFRATERSKA 11 (BONIFRATERSKA 11/13) – Róg ulic BONIFRATERSKA/MURANOWSKA (wacha) [TRASA]" slug="muranowska-42-bonifraterska-11-bonifraterska-11-13-rog-ulic-bonifraterska-muranowska-wacha-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (styczeń-luty 1943) [według Szereszewskiej – 31 stycznia 1943 r.]

„Przychodzi Kupczykier:
„Czy pani gotowa? Bo siostra moja już czeka”.
Ubieram się w palto. Zawiązuję chusteczkę na głowie, wychodzę i powoli zamykam drzwi za sobą. Idziemy Muranowską w dół. Potem skręcamy w prawo — aż do Bonifraterskiej. Idę z siostrą Kupczykiera, a oni dwaj idą za nami.
W pewnej chwili widzę, że mój mąż ma dziurawą rękawiczkę.
„Zamień się ze mną rękawiczkami — mówię do niego — moje są całe”.
Kiedy naciągam rękawiczki, jeszcze ciepłe od jego rąk, wydaje mi się, że mnie trzyma za rękę i prowadzi.
O zmroku wychodzą z fabryki obuwia „Dea” robotnice-Polki i już jestem wśród nich. Maszeruję z nimi razem na stronę „aryjską” — tak samo szara i bezbarwna jak one. Jest mgła. Oglądam się za siebie, oni idą za nami. Czy ja ciebie zobaczę jeszcze kiedyś? myślę. Idę obok Polki, obcej mi kobiety. Opowiada mi, że mieszka na Woli i że ma matkę-staruszkę. Oglądam się, jeszcze idą za nami.
I kiedy tak idę wśród tych robotnic w tej mgle coraz gęstszej, myślę: czy go kiedyś jeszcze zobaczę'!
I znów się oglądam, jeszcze idą za nami. Już widzę wachę z daleka. Zaraz będą nas liczyć. Oglądam się, już nie widzę nikogo. Tylko mgłę...” (s. 242-243)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="20025" title="BONIFRATERSKA 11 (BONIFRATERSKA 11/13)" slug="bonifraterska-11-bonifraterska-11-13">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (styczeń-luty 1943)

„Widziałem się [Stanisław Szereszewski] dzisiaj z tym panem Neujahrem, o którym pisał w liście Olek Messing. Jest w getcie na Bonifraterskiej, fabryka obuwia «Dea». Pracują tam Polki. Każdego dnia o godzinie piątej wracają do domu. Niemcy przy Posterunku liczą robotnice. Dwie zanocują tego dnia w fabryce, a zamiast nich przejdziecie wy obie. Kupczykier też się interesuje, bo jego siostra także chce przejść”.” (s. 238)</document>
<document nplp_id="20041" title="DZIKA (sierociniec) – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="dzika-sierociniec-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Sierociniec na Dzikiej okazał się zwykłą niemiecką pułapką, w którą wpadli Żydzi z warszawskiego getta. Uśpiono ich czujność, obudzono nim wiarę w przetrwanie.
18 stycznia 1943 roku sierociniec poszedł na Umschlag.
Dzieci szły utartym szlakiem — długim sznurem, trzymając się za rączki i klekocąc drewnianymi podeszwami. Wraz z dziećmi szły wychowawczynie, wychowawcy, nauczycielstwo, woźny i gospodyni. Byli też wśród dzieci Basia Barszczewska, syn nauczyciela, chłopiec z Otwocka i troje dzieci, które przyprowadził.” (s. 197)</document>
<document nplp_id="20059" title="KURZA 8 – ZAMENHOFA – MURANOWSKA 44 – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="kurza-8-zamenhoffa-muranowska-44-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Ale oto brama numer osiem. Z podwórza na prawo. Po kilku schodkach wchodzę do ciemnej sionki, a potem do magazynu Działu Budowy, gdzie za ladą stoi Witold. (…) Rozmawiam z nim. Potem żegnam go i wychodzę. Idę przez podwórze na drugie piętro do Celiny. (…) Potem wracam do domu. Przebijam się przez gęsty tłum ludzi. Wieje zimny wiatr. Schylam nisko głowę, owiniętą chustką. Idę. Potem skręcam w ciemną ulicę Dziką i w ciemną Muranowską. Przed bramą domu numer czterdzieści cztery stoi policjant Stanisław Gans, który zna naszą rodzinę. Zatrzymuję się i mówię do niego:
„Czy są jakie wiadomości o moim stryju Adamie Szpilfoglu i jego żonie? Wiem, że z Otwocka wyjechali do Warszawy, potem do Żyrardowa, a stamtąd do Piotrkowa. Czy żyją?”
,,Trafili w Piotrkowie na akcję wysiedleńczą- odpowiada Gans. – Truli się. Adamowa umarła. Ale stryja odratowano i został wywieziony".
Wchodzę do bramy numer czterdzieści dwa. Przechodzę przez długie podwórze. Wszystkie okna zaciemnione. Wchodzę do bramy w oficynie. Na betonowej podłodze leży rozwalona kasa Alterów. Idę na piętro i pukam do drzwi umówionym sposobem: najpierw dwa razy, a potem szybko trzy razy.” (s. 174-175)</document>
<document nplp_id="20074" title="MURANOWSKA 42 – ZAMENHOFA – Róg ulic ZAMENHOFA/MIŁA – KURZA 8 [TRASA]" slug="muranowska-42-zamnehoffa-rog-ulic-zamenhofa-mila-kurza-8-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Niekiedy o zmroku przychodziłam do nich. Wysiedleń już wówczas nie było. A jednak nawet w dzień ulice były puste i nie należało pokazywać się Niemcom. Bo getto było teraz obozem pracy. Tylko żydowscy policjanci na rowerach przejeżdżali przez ulice. I karawaniarze.
Muranowską na prawo aż do Dzikiej. A potem Dziką. Pierwsza przecznica – ulica Miła. Druga przecznica – ulica Kurza.” (s. 173)</document>
<document nplp_id="20089" title="MURANOWSKA 42 – KURZA 10 (Wydział zdrowia) [TRASA]" slug="muranowska-42-kurza-10-wydzial-zdrowia-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)
„Doktor Steinsapir był lekarzem blokowym. Miał dozór sanitarny nad kilkoma domami, czyli – jak w tym czasie mówiono – blokami. Bloki te były przy ulicy Muranowskiej. Każdego rana chodził do Wydziału Zdrowia na ulicę Kurzą 10.” (s. 168)</document>
<document nplp_id="20106" title="MURANOWSKA 44 – ZAMENHOFA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="muranowska-44-zamenhofa-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (18-22 styczeń 1943)
„U nas na podwórzu leżała w mieszkaniu kobieta — odzywa się sklepikarka — chora na tyfus plamisty. Syn jej był policjantem. Kiedy Niemcy po nią przyszli, z własnej woli poszedł z nią razem na Umschlag. Ten młody syn poświęcił się dla beznadziejnie chorej matki, która i tak byłaby umarła.” (s. 234)</document>
<document nplp_id="20123" title="GĘSIA 6 (szpital) – ZAMENHOFA – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="gesia-6-szpital-zamenhoffa-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)

„Wieczorami o godzinie ósmej na ulicach getta jest ciemno i pusto. Pracownicy szpitala wracają zawsze grupami.
Zdarzyło się pewnego razu, że Irena pracowała dłużej i grupa poszła już do domu. Na ulicy Dzikiej naprzeciw Gminy zatrzymał się patrol niemiecki. Chciała wylegitymować się zaświadczeniem, ale już jeden uderzył ją pałką gumową po głowie i po plecach i rozkazał iść za sobą na wachę. Wtedy zbliżył się drugi – przeczytał pismo i zapytał:
,,Gdzie mieszkasz?”
,,Na Muranowskiej 42”.
,,Odprowadzę ciebie.
Odprowadził ją aż do bramy. Ponieważ bramy zamykano wcześnie, poczekał, aż przyjdzie dozorca i otworzy. Na pożegnanie Niemiec ukłonił się i pocałował ją w rękę.
Przeszła przez podwórze. Potem weszła do bramy, a w końcu na schody. Zatrzymała się przed lustrem, które wisiało na półpiętrze, zapaliła latarkę kieszonkową i przyjrzała się swej bladej twarzy.” (s. 160)</document>
<document nplp_id="20138" title="MURANOWSKA 42 – ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="muranowska-42-zamenhoffa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)
„Mąż mój już poszedł do Gminy. Nina – na ulicę Kurzą, dokąd przeniosło się biuro prawne radcy Rozensztadta. Irena – do szpitala na Gęsią.” (s. 156)</document>
<document nplp_id="20154" title="MURANOWSKA 42 – ZAMENHOFA &amp;#8211; KURZA [TRASA]" slug="muranowska-42-zamenhoffa-kurza-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień 1942)
„Mąż mój już poszedł do Gminy. Nina – na ulicę Kurzą, dokąd przeniosło się biuro prawne radcy Rozensztadta. Irena – do szpitala na Gęsią.” (s. 156)</document>
<document nplp_id="20168" title="UMSCHLAGPLATZ – ZAMENHOFA – GĘSIA (w&amp;nbsp;stronę NALEWEK) [TRASA]" slug="umschlagplatz-zamenhofa-gesia-w-strone-nalewek-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Pamiętałam też dzień, kiedy jeden sierociniec z a w r ó c i ł z Umschlagu. Dlaczego zawrócił tego dnia, nie wiadomo. Wszystko jedno, zabrano go później. Opowiadano, że niemiecki oficer, który kierował wysiedleniem tego sierocińca, powiedział:
„Jeżeli tak dłużej potrwa, to strzelę sobie w łeb!”
Był to sierociniec z ulicy Gęsiej. Z odcinka Gęsiej blisko Nalewek. Gdyśmy schodzili ze schodów — z trzeciego piętra na drugie, a potem z drugiego na pierwsze — otarła się o mnie kobieta w zielonym palcie.
A — pomyślałam — więc to ona. Idzie po cudze dziecko. I już postanowiła. Już idzie po nie... Już je bierze. Widziałam to po jej ustach zaciętych, po wyrazie twarzy, po oczach spuszczonych. Nie poznała mnie, nie spostrzegła, nie widziała.” (s. 97)</document>
<document nplp_id="20184" title="KURZA – ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="kurza-zamenhofa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (29-30 I 1943)

„Pewnego ranka gruchnęła nowina, że zrobiono napad na kasę Rady Żydowskiej. Kasjer Gminy, Melamud, mieszkań z żoną przy ulicy Kurzej. O drugiej w nocy zastukano do niego. Bał się otworzyć. Melamudowa wstała z łóżka.
„Otwórzcie!” — wołano po żydowsku.
Otworzyła w końcu. Weszło ich sześciu, a każdy miał w ręku rewolwer. Melamud powiedział do nich z łóżka:
„Żydzi. co robicie! Czyście zwariowali? Nie dosyć, że Niemcy...” Nie dali mu dokończyć. Przystawili mu lufy rewolwerów do głowy.
„Gdzie klucze od kasy? — A kiedy im podał, powiedzieli jeszcze:
— Hejże, Melamud, ubieraj się i chodź z nami”.
Poszedł więc, ulegając przemocy. Własnoręcznie otworzył im kasę. Wyjęli z niej sto tysięcy złotych.
„Powiedz prezesowi — powiedzieli na odchodnym — że Żydowska Organizacja Bojowa wzięła pieniądze z kasy na kupno karabinów maszynowych.” (s. 201)</document>
<document nplp_id="20201" title="MURANOWSKA 42 – DZIKA – ZAMENHOFA 19 – Róg ulic DZIKA/GĘSIA – OKOPOWA (CMENTARZ) [TRASA]" slug="muranowska-42-dzika-zamenhofa-19-rog-ulic-dzika-gesia-okopowa-cmentarz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (koniec grudnia 1942 lub początek stycznia 1943)
„W pierwszej połowie stycznia 1943 roku profesor Bałaban umarł na atak sercowy. Syn jego, lekarz, który razem z nim mieszkał, nic mógł go uratować.
Nazajutrz był pogrzeb. Czekałam w tłumie, aż go wyniosą. Przez cały czas stała obok mnie starsza, chuda, zniszczona kobieta. Była to żona radcy Kupczykiera. Kiedy karawan ruszył, ruszyliśmy za nim. Przez Muranowską na Dziką. Potem prosto Dziką, aż minęliśmy gmach Rady Żydowskiej.
W tym czasie ulicę Gęsią przedzielał mur na dwie połowy. Na rogu Dzikiej i Gęsiej była brama w murze i stali niemieccy żandarmi. Tutaj, przed wachą, przystanęliśmy. Tylko najbliższa rodzina i radcowie mogli od prowadzić profesora Bałabana na cmentarz. Przez bramę przepuszczano tylko z przepustkami. Staliśmy jeszcze chwilę. Potem wróciliśmy do domu.” (s. 202)

JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)
„Ryszard pomógł mi wejść na wóz. Była też z nami Nozowa i wysoka blondyna w lokach — żony urzędników Związku Aptek. Na platformie było tak ciasno, że jechaliśmy stojąc, zbici w jeden kłąb.
(…)
Z ulicy Muranowskiej 42 do Umschlagu było niedaleko. Prosto Dziką — obok sierocińca — a potem na prawo, na wielkie podwórze.
„Czy też znajdziemy tam ojca i Irenę?” — powiedziałam do Niny. Gdyśmy zeszli z wozu, zobaczyliśmy przed sobą tłum pięcio- a może sześciotysięczny. Ogromne morze głów. Już byłam wśród nich.” (s. 207-208)</document>
<document nplp_id="20224" title="MURANOWSKA 42 – MURANOWSKA 44 – DZIKA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="muranowska-42-muranowska-44-dzika-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)
„Tala, dwunastoletnia córeczka Nozów, rzuciła się matce w objęcia. Razem z całym personelem zabrano ją z apteki, gdzie pracowała. A matkę jej zabrano z domu.
Ale kiedy? — myślałam — kiedy zdąźyła Tala wyjść z domu do apteki? Przecież brama była obstawiona Niemcami! I natychmiast znalazłam rozwiązanie: wyszła przez dziury w murach i przedostała się przez podwórza. Apteka była na rogu. W trzecim domu. Pod numerem czterdziestym czwartym...” (s. 208)</document>
<document nplp_id="20240" title="UMSCHLAGPLATZ – ZAMENHOFA 19 (siedziba gminy) [TRASA]" slug="20240">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)
„O godzinie czwartej przyszła warta niemiecka i wyprowadziła z budki dwudziestu siedmiu. Policzono ich, ustawiono w szeregi i pod eskortą odprowadzono do Gminy. Z rozpaczą w sercu wyszliśmy z Umschlagu […] Po drodze co krok spotykaliśmy Ukraińców, członków Verniehtungskommando. Obrzucali nas obelgami. Grozili toporami. Prócz broni, każdy z nich miał topór, którym wyrąbywali drzwi i tłukli okna. Grabili sklepy i mieszkania. Hulali po getcie. O godzinie wpół do piątej przychodzimy do Gminy.” (s. 213)</document>
<document nplp_id="20257" title="ZAMENHOFA 19 – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="zamenhofa-19-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (22-23 I 1943)
„Teraz, kiedy się uspokoiło, pozwalają nam wrócić do domu. (...) Ustawieni w szeregi, eskortowani przez policjantów, ruszamy. (...) I tak idziemy przez puste ulice. Patrzymy na wyprute wnętrza sklepów, na wybite szyby, na wyrąbane drzwi. Czy to możliwe myślę — że podczas kiedy my chodzimy przez pustynię, o kilkaset kroków od nas, po stronie „aryjskiej”, życie toczy się normalnie? Ale już skręcamy na Muranowską. Apteka na rogu rozgrabiona. Sklep rozdzielczy tak samo. Wchodzimy do bramy. Idziemy przez podwórze. Oto brama poprzeczna. Na betonowej podłodze wciąż jeszcze leży rozwalona kasa Alterów. Schody i półpiętro. W rogu — na haku — to samo lustro w pluszowej ramie, w którym sprawdzaliśmy, czy nie zapomnieliśmy włożyć białej opaski z niebieską gwiazdą. Wreszcie stajemy przed drzwiami numer dwadzieścia osiem. Są otwarte na oścież!” (s. 223-224)</document>
<document nplp_id="20276" title="ŚWIĘTOJERSKA 34 (szop szczotkarzy) – FRANCISZKAŃSKA – GĘSIA – ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="swietojerska-34-szop-szczotkarzy-franciszkanska-gesia-zamenhofa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (19 stycznia 1943)
„Podczas tego spisywania przychodzi Olek Nimeewicz z szopu szczotkarzy. Dla bezpieczeństwa eskortuje go żołnierz niemiecki. Przychodzi dowiedzieć się, co się z nami stało. Nawet nie widzi się z Niną. Rozmawia z radcą Wielikowskim i od niego dowiaduje się, że żyjemy. Zostaje tylko przez chwilę i odchodzi uspokojony.”</document>
<document nplp_id="20292" title="NISKA 61 – ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="niska-61-zamenhofa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)
„Adaś [Himmelfarb] przyszedł na rekonesans. Zbadać sytuację. Zobaczył i przekonać się na własne oczy, jak jest w Gminie.
„Teraz idę po rodziców. Zaraz ich przyprowadzę. Męczą się tam w schronie” — powiedział w końcu.
Po pół godzinie przychodzi. Adwokat Himmelfarb, jego żona i Adaś. Jest już bardzo późno. Wszyscy układają się na noc.” (s. 217)

JA/ONI, III A

„Zabraliśmy ze sobą Irenę i poszliśmy w stronę ulicy Grzybowskiej, kierując się ku Gminie. Przechodząc Ciepłą, spotkaliśmy panią Lewkowicz z córką, koleżanką gimnazjalną Niny. Niosły plecaki na ramionach. ,,Wychodzimy na stronę „aryjską” - powiedziały. ,,Którędy”? „Przez Sądy”.” (s. 88)</document>
<document nplp_id="20310" title="CHŁODNA &amp;#8211; ŻELAZNA – LESZNO – KARMELICKA &amp;#8211; ZAMENHOFA 19 [TRASA]" slug="chlodna-zelazna-leszno-karmelicka-zamenhofa-19-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Nazajutrz rano wśród ścisku i tłoku znów potoczył się nasz wózek z pościelą. Żelazną, Lesznem i Karmelicką aż na Zamenhofa, przed nową siedzibę Rady Żydowskiej. I w szerokiej sieni tego gmachu usiedliśmy na naszych workach w oczekiwaniu mieszkania.” (s. 99)</document>
<document nplp_id="20327" title="ZAMENHOFA 19 – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="zamenhofa-19-uschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Panował tu [w siedzibie gminy na Zamenhofa 19] ruch gorączkowy. (…) Wśród osób wchodzących i wychodzących z tej sieni była koleżanka Ireny ze szkoły pielęgniarek. Na ramieniu miała plecak, a na głowie chustkę.
,,A, Madzia – ucieszyła się Irena – czy idziesz dokądś?” Myślała, że wychodzi na stronę „aryjską” tak samo jak Margolisówna i Bieleńki.
„Tak – odpowiedziała – idę na Umschlag. Zabrano mi wczoraj rodziców, może ich tam znajdę.”
„Nie chodź - przestraszyła się Irena - jeżeli się uspokoi, może w dalszym ciągu będzie szkoła”.
,,Szkoła? Dzisiaj w południe była blokada i zabrano cały personel, a nawet inżyniera Weissblatta. Kiedy tam przyszłam, nie zastałam już nikogo”.
Pokręciła się przez chwilę. Zajrzała przez otwarte drzwi do pokoju, gdzie przy biurku pracował inżynier Sztolcman, skinęła głową i wyszła.” (s. 101)</document>
<document nplp_id="20346" title="Ita Dimant &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="ita-dimant-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20351" title="Janina Bauman &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="janina-bauman-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20364" title="Mietek Pachter &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="mietek-pachter-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20378" title="Adina Blady-Szwajger &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="adina-blady-szwajger-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20384" title="Helena Szereszewska &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="helena-szereszewska-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20399" title="Ludwik Hering &amp;#8211; mapa strony aryjskiej" slug="ludwik-hering-mapa-strony-aryjskiej"></document>
<document nplp_id="20410" title="WALICÓW 19" slug="walicow-19">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A

„Kiedy wróciłam do domu z bochenkiem chleba, zaraz mnie zapytali: ,,Gdzie kupiłaś ten chleb?”
„Na Walicowie – odpowiedziałam – niedaleko Chłodnej. Widziałam tam oborę na podwórzu. Wiele kobiet przychodziło z bańkami po mleko. Szkoda, że nie miałam garnka, może i mnie by sprzedali.” (s. 88)</document>
<document nplp_id="20424" title="WALICÓW 6" slug="walicow-6">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA, I-II

„Piwnice na Walicowie pod szóstym były solidnie zbudowane. Niskie ale wygodne, o podłużnych okratowanych okienkach. Piwnic w tym domu było niezliczone mnóstwo. Mieliśmy dwie piwnice. Jedną na węgiel, drugą na drewno, kartofle i kwaszoną kapustę.” (s. 42)

JA/ONI, II

„Dozorca domu na Walicowie pod szóstym nazywał się Zysie Fligelman. Liczył lat trzydzieści dwa. […] Przed wojną pracował jako szofer w majątku Wola Krysztoporowska, należącym do naszej rodziny. Nosił w tym czasie brązową skórzaną kurtkę, skórzaną czapkę z daszkiem i wysokie buty. Pracował sumiennie. Ufano mu. Był ambitny i nigdy nie brał napiwków. Nazywał się wtedy Zygmunt. Ponieważ dom na Walicowie pod szóstym w przeważnej części należał do naszej rodziny, otrzymał to dozorcostwo. I zaraz powrócił do swego imienia „Zysie”. Snobem nie był. Skoro żył teraz wśród samych Żydów, odrzucił imię „Zygmunt” jako nie mające sensu w zamkniętym getcie. Zajął mieszkanie po dozorcy-Polaku – Mateuszu czy Mikołaju – w bramie na lewo. Małą izdebkę, ciemną i zimną, z oknem wychodzącym na kwadratowe podwórze. […] Mówiono o nim, że miał szczęście do kobiet […]. Ale musiała być prawda w tych pogłoskach, skoro wkrótce przyszła z nim do getta dziewczyna-Polka, którą oczarował podczas swego długoletniego pobytu w Woli Krysztoporskiej. Miała lat dwadzieścia osiem. Ładna czarnuszka, podobna do Ukrainki. Jak się potem okazało romans ten ciągnął się wiele lat. […] Zjawiła się pewnego dnia z małą walizką i zamieszkała w stróżówce jako żona Fligelmana. Na rękaw swego zakopiańskiego kożuszka nałożyła białą opaskę z niebieską gwiazdą Dawida i wystarała się o żółtą kartkę żywnościową, na którą odbierała przydziały. […] Nazywała się Zofia Margasińska. Była córką mechanika z Woli Krysztoporskiej.” (s. 41)

„Handlarki, u których kupowaliśmy w tym czasie dzieliły się na dwie kategorie: te od drzwi frontowych i te skromniejsze, od drzwi kuchennych. Kuchennymi drzwiami przychodziły zawodowe handlarki jak Rachela i Sara, u których kupowałyśmy mięso. W pierwszym miesiącach wołowinę, a później już tylko koninę. Tędy przychodziła kobieta, która mieszkała na poddaszu w domu naprzeciw i miała męża w Rosji. Przyprowadzała ze sobą czteroletnią córeczkę. […] Frontowymi drzwiami przychodziły panie z towarzystwa, które wzięły się do handlu bo okoliczności tak się złożyły. Na przykład Stefa Pinus. […] Frontowymi drzwiami przychodziła Zofia Mościbrodzka, szwaczka, która od lat szyła firanki dla naszej rodziny. […] Przychodziła też Markowiczowa – wdowa po moim ciotecznym bracie. Handlowała mydłem. Teraz handlowała mydłem – ale przedtem, kiedy mogła jeszcze otrzymywać paczki od swego brata z Kopenhagi, handlowała wędzoną słoniną. […] Pewnego dnia frontowymi drzwiami przyszła pani Lau. Nauczycielka muzyki. Mąż jej był oficerem polskiej armii i dostał się do niewoli, a może zginął, nie wiadomo. Był eleganckim panem, inżynierem z zawodu. Inżynier Lau. Ona – prawdziwa róża Saronu – czarne oczy, smagła cera… Mieli jedyną córkę, śliczną Martuśkę. Teraz sprzedawała zupy w torebkach. Martuśka była panną do dzieci na Karmelickiej – za utrzymanie i spanie. „Tak, czasy się zmieniły – mój maż, niestety nie wrócił z wojny…” Była biednie ubrana, zalatywał od niej zapach nędzy. […] Handlarki od kuchni mówiły „do widzenia” i zamykały drzwi za sobą. Nie robiło się z nimi ceregieli. Handlarki od drzwi frontowych częstowało się herbatą, niekiedy talerzem zupy… Mogły korzystać z klozetu. Odprowadzało się je do drzwi, a niekiedy nawet przy otwartych drzwiach jeszcze prowadziło się rozmowę.” (s. 44-45)

JA/ONI, II (po 10 stycznia 1941)

„Razem z Niną uczyły się modniarstwa Hania Pakszwer i Stella Jonas. Hania, żona młodego lekarza, który nam szczepił szczepionki Weigla – była rzadko spotykaną pięknością. Stella, krótkowzroczna blondynka, stale nosiła okulary. Nie miała matki. Mieszkała z ojcem na Pańskiej. Sąsiedzi nasi, Jonasowie, byli jej krewnymi.
Chociaż obie były starsze od Niny, przyjaźniły się z nią i nieraz przychodziły do nas szyć wspólnie kapelusze. Zasiadały dookoła stolika przy balkonowym oknie i wyjmowały z torebek igły, nożyczki i zawinięte w papier filcowe sztumpfy. Opowiadały nowinki o znajomych. Niekiedy nastawiały patefon. O zmroku zapalały światło.
Od czasu do czasu z mieszkania naprzeciwko przychodził Leon Wyszewiański w mundurze policjanta. Był mężem naszej siostrzenicy. Wchodził cicho do pokoju, stawał pod lampą albo przy stole. Mógł tak stać godzinę. Średniego wzrostu, przystojny, o inteligentnej twarzy. Leon był chemikiem z wykształcenia. Ukończył politechnikę w Zurychu. Nie odrywał oczu od pięknej Hani.” (s. 50)

„Nasze kartki żywnościowe były koloru żółtego z gwiazdami Dawida. Przydzielano na nie chleb, cukier, marmoladę i tłuszcz. A zarejestrowane były w sklepie spożywczym u Szafrana.
Był to ten sam Szafran, który przed wojną miał sklep produktów mlecznych przy ulicy Pięknej. I kiedy mieszkaliśmy na Poznańskiej, byliśmy przez długie lata jego klientami.
Nie mogliśmy się z początku dość nadziwić, że znów mamy Szafrana tak blisko. Mógł przecież otworzyć sklep na Lesznie albo na Karmelickiej, a los tak zarządził, że otworzył właśnie na Walicowie i akurat pod szóstym.” (s. 57)

JA/ONI, II A (XI 1940)

„Po Geni pracowała u nas pani Jeleń. Pochodziła z Kalisza i chętnie opowiadała o swoim zasobnym życiu sprzed wojny. „Miałam obszerne mieszkanie z balkonem przy głównej ulicy, a dwie moje dorosłe córki grały na fortepianie.” Nie było przy niej ani jednej, ani drugiej. […] Nie wspomniała ani słowem, że ma męża, byliśmy pewni, że jest samotną wdową. Przez przypadek otworzyliśmy raz drzwi do służbowego pokoju i zdziwieni zobaczyliśmy tam skład chleba i niskiego, przysadzistego mężczyznę dość licho odzianego.
„Kto to jest ten mężczyzna?”
„To zaś jest mój mąż – odpowiedziała – handluje chlebem.”
Zastanowiliśmy się. Zrobiliśmy naradę. Ktoś powiedział, teraz jest listopad. Palimy w piecach. Może to i dobrze. Będzie nam przynosił węgiel i drewno z piwnicy.” […] Wkrótce wyszło na jaw, że wynosił i sprzedawał nasz węgiel. Kiedy powiedzieliśmy o tym naszemu dozorcy, uśmiechnął się. Uśmiechnął się, jak gdyby wiedział od tej sprawie nie od dziś.” (s. 40)

ONI, II A

„Szafranowie nie szmuglowali sami. Stali w sklepie trochę z boku i trzymali ręce w kieszeniach palt. Nie usługiwali klientom. Sklepem rządziły bez reszty Helena i Salka, głównie Salka. Oni zaś stali z rękoma w kieszeniach, patrzyli na drzwi i czekali.
I nagle otwierały się drzwi na oścież i wraz z tumanem mroźnego kurzu wpadał szmugler. Nosił czapkę głęboko nasuniętą na uszy, grube rękawice i buty. Wpadał i rzucał przed siebie worek albo skrzynię.
Niekiedy na rozgrzewkę bił się rękoma po ramionach albo walił nogami o podłogę. I wnet wychodził. Bez słowa. Bez rozliczania się.” (s. 58)

JA-ONI, II A (kwiecień 1941)

„W pierwszych dniach kwietnia 1941 roku, w przeddzień pierwszej uczty sederowej w getcie, przysłano nam do domu owinięty w bibułkę pęczek czerwonych rzodkiewek i kilkanaście listków sałaty tak młodej, że jeszcze nie tworzyła główki.
„To z Toporolu!” – zawołaliśmy uradowani.” (s. 73)

JA/ONI, II A - II B

„Był już rok 1941. I właśnie Regina była naszą służącą, kiedy pewnego dnia o godzinie dziewiątej wieczorem przyszli do naszego mieszkania bandyci.
Przyszło ich czterech. I jak na wojskową komendę w jednej chwili ustawili się: jeden w przedpokoju przy drzwiach frontowych, drugi przy drzwiach kuchennych, a dwóch usiadło przy nas za stołem.
Regina już spała – do niej wcale nie weszli. Ryszard, Marysia i dziecko byli już w łóżkach – i do nich nie weszli.
Byli porządnie ubrani. Nosili kapelusze i palta z futrzanymi kołnierzami. Nie nosili opasek na rękawach – byli Polakami. Nie żadni Żydzi z gettowego „unterweltu”, co których słusznie czy niesłusznie dom nasz zaliczał także malarza ze strychu, i nie Niemcy. Polscy bandyci.
Strychami i ciemnymi korytarzami, świecąc kieszonkową latarką, przyszli do nas tego wieczoru stryj, który mieszkał w oficynie, i szwagier mój Witold, jego sublokator. I ci dwaj obcy usiedli obok nich i spokojnie prowadzili rozmowę, jak gdyby należeli do tego samego towarzystwa. Ale mieli na nich oko, to się wyczuwało.
[…]
Obaj zdjęli kapelusze i zachowywali się jak dżentelmeni.
Ale ten, który stał w przedpokoju nie zdjął kapelusza. […] Otworzył drzwi szafy bibliotecznej i przerzucał książki. Szukał pieniędzy wśród kartek. Baliśmy się, że podniesie kopsztyk biblioteki i znajdzie albumy Leona. Potem przeszedł do jadalnego stołu. […] Teraz przyglądał się starej czeczotowej szafie. I podczas kiedy tamci dwaj zabawiali nas rozmową, w jednej chwili znalazł i wysunął dwie sekretne szuflady. Mieliśmy tam schowanych dwadzieścia tysięcy złotych. Włożył je spokojnie do kieszeni. A tamci, rozmawiając zerkali tylko, czy nikt się nie zrywa, żeby zaalarmować sąsiadów.
Potem ten w sportowym palcie podszedł do kredensu, otworzył dolne drzwiczki, najspokojniej w świecie wyjął blaszane pudełko z fasolą i wysypał je na podłogę. Z przerażeniem zobaczyliśmy nasze złote bransoletki u jego stóp. Położył wszystko przed szefami na stole. Wstąpił do pokoiku, gdzie spała moja matka, przeszukał w milczeniu jej walizy i zabrał pieniądze.
Zabrali mi jeszcze brylantowy pierścionek, który nosiłam w woreczku na szyi. Kazali mi rozpiąć bluzkę, wiedzieli, że mam woreczek. Wszystko po dobroci.
„A teraz będziemy wykupywać!”
Powiedzieli, że oddadzą bransoletki za pewną sumę pieniędzy, i określili sumę. Nie mieliśmy tych pieniędzy, bo te, które zabrał przepasany pasem, już nie wchodziły w rachubę. Pierścionek z brylantem też nie wchodził w rachubę. Udawali, że go zgubili, i nawet szukali pod stołem.
Więc stryj i Witold powiedzieli, że przyniosą z domu i wyłożą za nas pieniądze, na co się zgodzili.
A Regina spała jakby nigdy nic. U Marysi przez świetlik nad drzwiami przebijało światło, ale nic ich te dwa pokoje nie obchodziły, jak gdyby wiedzieli, że nic tam nie znajdą.
I nagle otworzyły się drzwi łazienki i wyszła Nina w seledynowym szlafroku. Akurat się kąpała, nie wiedziała o niczym. Egzotyczna i śliczna przeszła przez pokój zażenowana, że widzi tylu mężczyzn. Myślała, że to znajomi ojca, i była zdziwiona, że o tak późnej porze do niego przyszli.
Byli zaskoczeni. To się widziało. Obstawili wejścia. Umiejscowili wszystkich. Nikt z zamkniętych pokoi nie wychodził. I nagle ona…
Ale już Witold i stryj wstawali do stołu. Nikt nie szedł za nimi. Ten przy drzwiach kuchennych usunął się i przepuścił obu. Weszli po kilku schodkach na strych i w jednej chwili zniknęli w ciemnościach korytarzy. Mogli nie wrócić. Ale oni byli pewni, że wrócą. Przecież pieniądze były potrzebne dla nas.
W końcu bandyci pożegnali się w bardzo grzeczny sposób. Zupełnie jak gdyby wychodzili z towarzyskiego zebrania.
[…] I już ich nie było. Drzwi się za nimi lekko zamknęły. Założyliśmy łańcuch.” (s. 57)

„Zdarzało się nieraz, że odprowadzając Mościbrodzką, czy inną handlarkę „z towarzystwa” do drzwi frontowych – stało się z nią na podeście i rozmawiało o tym i o owym. Często w takich chwilach słyszało się kłótnie za drzwiami sąsiadów. Nie wiadomo u których, bo w trzech pokojach odciętych od naszego lokalu, mieszkały trzy rodziny: w pierwszym policjant z matką w drugim młody człowiek z matką; w trzecim państwo Jonas.
Pewnego razu otworzyły się drzwi i ku naszemu zdziwieniu wypadł z nich policjant w kalesonach i wyrzucił na schody jakiegoś mężczyznę. „Raus! raus! raus!” – wołał. Kim był ten człowiek i z jakiego powodu wyrzucono go z mieszkania, nie dowiedzieliśmy się nigdy.
A więc nerwowy policjant w pierwszym pokoju, a w trzecim państwo Jonas, krewni jasnowłosej Stelli, która razem z Niną szyła kapelusze. Pan Jonas miał przed wojną sklep jubilerski w Hotelu Europejskim. Z pewnością miał też piękne mieszkanie i nie byle jaką klientelę.
[…]
Mieli widocznie przyjaciół po „aryskiej” stronie, którym może powierzyli część swojego majątku, bo wciąż do nich telefonowali. Na strychu mieszkał malarz pokojowy, który miał telefon. Trzeba było dobrze znać topografię strychu i jego korytarzy, ażeby po wielu zakrętach i dziwacznych przejściach trafić do niego.
Zamiast zejść z piątego piętra na podwórze, a potem bocznym wejściem z oficyny wejść na strych do malarza, o wiele prościej było przejść przez nasze mieszkanie i za drzwiami kuchennymi po kilku schodkach od razu znaleźć się na strychu. „Czy państwo pozwolą przejść przez mieszkanie?
- „Oczywiście” – mówiliśmy.” (s. 63)
[…]
Każdego niemal dnia przechodziła przez nasze mieszkanie matka policjanta. Była to jeszcze dość młoda kobieta i wdzięczyła się przechodząc przez pokój. Policjant nie przechodził nigdy. […] Przypuszczaliśmy, że jego matka również miała kontakty ze stroną „aryjską”. Pukała trzy razy do naszych drzwi: „Czy mogę przejść?” Zdarzało się niekiedy, że przechodząc przez pokój w stronę kuchni spotykała panią Jonas idącą w przeciwnym kierunku. A już pukała do drzwi sąsiadka z przeciwka – mała rudowłosa pani Ferhendler, żona oficera policji.” (s. 64)

„Pani Ferhendler miała u siebie koncertowy fortepian i pięknie na nim grała. Śmiało można powiedzieć, że była artystką. Przed wojną marzyła o sławie, o grze dla tysięcy… I kto wie, może świat by o niej usłyszał? Ale tutaj – w tej kamienicy jak forteca – w sercu „małego getta” grała tylko dla siebie. I to musiało jej wystarczyć. […] Miała matkę-wdowę, sparaliżowaną od wielu lat. Mosiężna tabliczka na drzwiach z wyrytym na niej nazwiskiem wskazywała na to, że była lokatorką sprzed wojny. Pani ta nie mogła chodzić, ani mówić, ani czytać. Od rana do nocy siedziała na balkonie, ubrana w barwny szlafrok – o każdej porze dnia można ją było zobaczyć patrzącą przez szybę. […]
Jeżeli zięć jej, oficer policji, w drodze na strych przechodził przez nasze mieszkanie, prosiliśmy go, aby posiedział z nami chociaż kilka chwil. Zawsze miał do opowiedzenia coś ciekawego z życia getta, coś co nami wstrząsało; rzadziej niestety co mogłoby dodać nam ducha.” (s. 64-65)

„Nie mniej często niż pani Jonas przechodziła przez nasze mieszkanie [w drodze na strych, gdzie mieszkał lokator posiadający telefon] blondynka z czwartego piętra, która miała amerykański paszport. Nosiła pospolite nazwisko – Rezenberg czy Rotblatt. Byliśmy dla niej pełni atencji, bo była klientką Niny.” (s. 65)

„Z biegiem czasu nawet całkiem obcy ludzie przechodzili przez nasze mieszkanie. I nie tylko w drodze do telefonu, ale także w drodze do lokatorów oficyn z tej strony domu. Niekiedy prosili o pozwolenie, kiedy indziej przechodzili w milczeniu, jak gdyby był to szlak publiczny, bita droga uświęcona siłą przyzwyczajenia.
W pewne dnie notowaliśmy spadek frekwencji, niekiedy znów nasilenie. Szczególnie w czasie kiedy zabierano futra żydowskie. Między godziną siódmą a dziewiątą wieczorem nie warto było nawet drzwi zamykać. Zdarzało się też, że któryś z domowników sarkał zniecierpliwiony: „Co to? Przecież całkiem zatracamy poczucie prywatnej własności. Czy to mieszkanie w końcu jest nasze, czy nie nasze?”” (s. 65-66)

„Malarz mieszkający na strychu był tajemniczym człowiekiem. Nikt go ani razu nie widział w roboczym ubraniu – z wiadrem wapna, ze szczotką, z drabiną – więc z czego żył? Wychodził z domu o świcie, a wracał późnym wieczorem. […] Miał tęgą żonę, niską brunetkę i dwunastoletnią siostrzenicę, która zawsze nosiła na głowie niebieską czapeczkę z włóczki. Nie widziało się nigdy tej dziewczynki na podwórzu. Przez cały dzień stała w okrągłym okienku na strychu i rzucała kawałkami tynku w rudego chłopca, pomocnika dozorcy. Wydawało się, że przez cały dzień nic więcej nie robiła, że było to jej jedyne zajęcie.
Prócz malarza na strychu miał jeszcze u siebie telefon pan Migdał – lokator z czwartego piętra od frontu. Pan Migdał był właścicielem fabryki gazomierzy, więc nie byle kim. Liczono się z nim. Lokator sprzed wojny – tak samo jak nasza sąsiadka, paralityczka. Nie było do pomyślenia ażeby dzwonić z jego aparatu i płacić mu za rozmowy. Nikt by nie śmiał. Gdyby pozwolił komu zatelefonować, zrobiłby to przez grzeczność. Dlatego każdy szedł do malarza. Każdy z wyjątkiem pana Koenigszteina, który tak samo był fabrykantem jak pan Migdał, a nawet o wiele zamożniejszym.” (s. 66)

JA, II B

„„Kartofle się psują. Zejdźmy wreszcie do piwnicy i popracujmy przy kartoflach. Zabierzmy ze sobą Fligelmana.” Zeszliśmy w końcu pewnego wieczoru. Zapaliliśmy świecę i przy jej migotliwym blasku w niskiej piwnicy – jedni schyleni, inni na kolanach – obrywaliśmy z kartofli długie, żółte pędy.
„Piwnica jest za ciepła” - powiedział ktoś.
„A jeżeli otworzyć okienko zmarzną kartofle.”
„A co będzie z kapustą? Przecież psuje się w beczce.”
Z kapustą także był niemały kłopot. Postanowiliśmy gotować każdego dnia kapuśniak i krasić go wątpliwej jakości słoniną, której nie wypadało nie kupić u sąsiadki. Ale to codzienne gotowanie nie rozwiązywało problemu. Z jednego kłopotu wpadliśmy w drugi, ponieważ gotowaliśmy więcej niż mogliśmy zjeść, oddawaliśmy resztę żebrakowi. Z początku jednemu, potem także drugiemu, którego przyprowadził. Po tygodniu było ich kilkunastu. Myśleli, że to stołówka dla ubogich. Niecierpliwili się, bili pięściami w drzwi, przeklinali nas.
Najgorsze było to, że zanieczyszczali schody.” (s. 68)

JA/ONI, II B

„W tym czasie mój szwagier, Witold Szereszewski mieszkał na czwartym piętrze w oficynie naszego domu. I był komisarzem czterech domów na Muranowskiej. Takich komisarzy było wielu w getcie a wszyscy podlegali komisarce, Niemce – Reichsdeutschce, pani Sabat.” (s. 70)

JA/ONI, I-II B

„Wkrótce nowe kłopoty spadły nam na głowę. Siostrzenica moja Anusia, z wybuchem wojny przerwała szkołę. W getcie uczyła się szycia w pracowni na Nowolipiu. Kiedy otworzono szop Többensa, wstąpiła razem z matką do szopu i pracowała w wydziale krawieckim. Mieszkały na Walicowie pod szóstym, w oficynie, u pani Bermanowej.” (s. 70)

JA/ONI, III A

„Wtedy na Walicowie po drugiej blokadzie – kiedy wróciliśmy do pustej kamienicy – wtedy nareszcie zrozumieliśmy, że nasz dom potrzebny jest Niemcom dla robotników Tobbensa i żaden z lokatorów nie będzie mógł w nim pozostać.” (s. 85)

ONI, III A (po 15 sierpnia 1942)

„Olga Liwszyc przypisana była do szopu przy ulicy Niskiej. Szop ten był pralnią parową. Dwie jej córki – Danusia i Irka – pracowały w szopie Többensa w „małym getcie” i mieszkały przy ulicy Waliców 6, w mieszkaniu, w którym przedtem mieszkała moja siostra.” (s. 106)

JA/ONI, IV A (tuż po 21 września 1942) ale wspomnienie dotyczy czasu II A - II B

„Idziemy tak i idziemy, a nigdzie nie widzimy żebraków. Pomyślcie: nie widać żebraków, a takie mnóstwo było ich dawniej!”
„Nie śpiewa teraz nikt: «Ich hob niś ka mues...» i «Di bone, di bone»” – ktoś powiedział.
W jednej chwili melodia tych pieśni podwórzowych zadźwięczała nam w uszach. Przypomniało mi się podwórze przy Waliców i śpiewaczka, którą nazywaliśmy „pięknogłosą”. Przychodzili we dwoje: mężczyzna i kobieta. On grał na skrzypcach, a ona śpiewała. Arie z „Fausta”, z „Poławiaczy pereł”, z „Carmen”. Podwórze tej pięciopiętrowej kamienicy podobne było do głębokiej studni. Głos jej odbijał się o mury i drżał na skrzydłach aniołów. Ze wszystkich okien wyglądały głowy. Rzucano jej pieniądze i kawałki chleba, owinięte w gazetę. Kiedy śpiewała, cierpienie i tęsknota nie miały granic i zdawało się, że tylko w śmierci mogły znaleźć ukojenie.” (s. 145-146)

„Pewnego wieczoru przyszedł do nas siostrzeniec Bermanowej, byłej naszej sąsiadki z ulicy Waliców. Mąż mój spotkał go przed Gminą i prosił, żeby nas odwiedził.
„Wiecie, kogo spotkałem? – powiedział w domu – nie zgadniecie – Grinberga z ulicy Waliców. Prosiłem go, żeby do nas przyszedł, ale chyba nie przyjdzie”.
A jednak przyszedł. Był przystojnym chłopcem. Blondyn. Wysokiego wzrostu.
Dawniej miał matkę i dwie siostry: Lolę i Irkę. Obie były pielęgniarkami. Kiedy mieszkaliśmy przy ulicy Waliców, jedna z nich – ta młodsza – pielęgnowała Ryszarda, który chorował w tym czasie na czerwonkę.
Matka ich nie była przy zdrowych zmysłach. Ciągle ginęła i trzeba ją było szukać po mieście. Albo wsiadała do rykszy i kazała się wozić w kółko po ulicach.” (s. 190)

„W czasie, kiedy mieszkaliśmy w „małym getcie” przy ulicy Waliców, przychodziła do nas kobieta w zielonym palcie i sprzedawała nam koninę. Stukała od frontu, bo od kuchni przychodziły inne kobiety z koniną.” (s. 193)</document>
<document nplp_id="20446" title="WIŚNIOWA (poza gettem)" slug="wisniowa-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (jesień – zima 1942)

„Olek Nimcewicz przynosił nielegalne gazetki i wiadomości z nasłuchu radiowego. Jego rodzina przed wojną zaczęła budować dom na Mokotowie przy ulicy Wiśniowej. Kiedy budowę przerwano, dom był już podpiwniczony. W piwnicach tego domu szykowali sobie schron. Dozorca, który pilnował rozpoczętej budowy, był człowiekiem zaufanym.
Olek nieraz pytał Ninę:
„A może i ty chciałabyś zgłosić swój udział do tego schronu i w razie konieczności zamieszkać z nami? Jeżeli się kiedyś rozdzielimy, zadzwoń do pana Domańskiego na ulicy Przejazd i zapytaj o Olka i o jego siostrę”. (s. 162)</document>
<document nplp_id="20469" title="ZAMENHOFA 19 (schron fabryki „Cukromiód&amp;#8221;)" slug="zamenhofa-19-schron-fabryki-cukromiod">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV A (18 stycznia 1943)

„Przychodzą ci, którzy kryli się w schronie fabryki sztucznego miodu „Cukromiód”. Fabryka znajduje się na terenie posesji Rady Żydowskiej. Schron jest pod szerokim chodnikiem, ułożonym z betonowych płyt. Ci, którzy tam siedzieli, nieraz słyszeli nad głową kroki Niemców.
Schodziło się do schronu z hali fabrycznej. Były tam półki na ścianach. Jedna z półek była ruchoma. Obracała się i odchylała otwór, przez który mógł się przesunąć człowiek. Na półce stały garnki i maskowały mechanizm.
W tym schronie kryło się kilkaset osób. Ziemia pokryta była papierowymi ścinkami. Wszyscy leżeli na ścinkach papieru. Było niewypowiedzianie duszno. W kącie stało wiadro. Na sznurze wisiała płachta. Wieczorem wszyscy wyjdą odetchnąć powietrzem. Wielu zanocuje w Gminie, a w dzień znów zejdzie do schronu.
Wśród osób, które kryją się w tym schronie, jest córka radcy Zabhidowskiego i Lewinowa, żona adwokata Lewina, który był policjantem i mieszkał w naszym domu. Kryje się tam również nasz krewny, Leon Wyszewiański, pomimo że jest policjantem.” (s. 216)</document>
<document nplp_id="20536" title="POWĄZKI (cmentarz)" slug="powazki-cmentarz">
&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Ludność katolicka pozwala Żydom brać wodę z cmentarza na Powązkach. Okazali daleko posuniętą tolerancję.” (s. 106)
ONI, II A
„Na Siennej umarł chrzczony Żyd, wywieziono go na cmentarz na Powązkach.” (s. 182)</document>
<document nplp_id="20602" title="Test" slug="test">
</document>
<document nplp_id="20615" title="PLAC MIROWSKI 1-PLAC ŻELAZNEJ BRAMY 1-HALE MIROWSKIE (poza gettem) [TRASA]" slug="plac-mirowski-1-plac-zelaznej-bramy-1-hale-mirowskie-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (listopad 1942)

„Ponieważ fabryka „Henryków” należała do naszej rodziny, Marysia wystarała się u komisarza o mały kontyngent drożdży. Zanosiła je do Hal Mirowskich i sprzedawała.” (s. 165)</document>
<document nplp_id="20638" title="STAWKI 36 (Szop Transavia)" slug="stawki-36-szop-transavia">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień - zima 1942)

„Doktor Steinsapir był lekarzem blokowym. Miał dozór sanitarny nad kilkoma domami, czyli jak w tym czasie mówiono – blokami. Bloki te były przy ulicy Muranowskiej. […]
Odwiedzała go od czasu do czasu koleżanka córki z mężem. Byli to jedyni jego przyjaciele. Przychodzili ubrani jak placówkarze – oboje w spodniach narciarskich, swetrach i bluzach. Pracowali w szopie przy ulicy Stawki, naprzeciw szopu „Transavia”. Szop ich nosił nazwę: Serejski, Słucki i Wiśniewski. On był z zawodu prawnikiem. Ona – lekarką.” (s. 168-169)

„Izaak Tempel […] Ma dwóch synów. O starszym, Marianie, który wyjechał z rodziną do Wilna i został aresztowany i wywieziony przez Rosjan, nie miał żadnej wiadomości. Młodszy, Stanisław, inżynier, pracuje w szopie „Transavia” przy ulicy Stawki. Szop ten wyrabia części samolotów.” (s. 175-176)</document>
<document nplp_id="20657" title="STAWKI 51/53 (Szop Wiśniewski-Serejski)" slug="stawki-51-53-szop-wisniewski-serejski">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
ONI, IV A (jesień - zima 1942)

„Doktor Steinsapir był lekarzem blokowym. Miał dozór sanitarny nad kilkoma domami, czyli jak w tym czasie mówiono – blokami. Bloki te były przy ulicy Muranowskiej. […]
Odwiedzała go od czasu do czasu koleżanka córki z mężem. Byli to jedyni jego przyjaciele. Przychodzili ubrani jak placówkarze – oboje w spodniach narciarskich, swetrach i bluzach. Pracowali w szopie przy ulicy Stawki, naprzeciw szopu „Transavia”. Szop ich nosił nazwę: Serejski, Słucki i Wiśniewski. On był z zawodu prawnikiem. Ona – lekarką.” (s. 168-169)</document>
<document nplp_id="20672" title="GRZYBOWSKA-ODCINEK MIĘDZY CIEPŁĄ I&amp;nbsp;WALICÓW–CHŁODNA [TRASA]" slug="grzybowska-odcinek-miedzy-ciepla-i-walicow-chlodna-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, III A (9/10 sierpnia 1942)

„9 sierpnia rozeszła się wiadomość, że cała ludność z „małego getta” musi się przenieść do „dużego”. A w „małym” pozostaną tylko pracownicy szopów. I Rada Żydowska przeniesie się także, a razem z nią wszystkie urzędy i urzędnicy. Na dawną Dziką, teraz Zamenhofa.
Mieliśmy zanocować tym razem u adwokata Ignacego Baumberga w jego mieszkaniu na Chłodnej.” (s. 97)

„O godzinie piątej po południu wydostaliśmy skądś wózek z dyszlem, załadowaliśmy nasze worki z pościelą i w niesłychanym ścisku, posuwając się krok za krokiem, przybyliśmy na Chłodną do domu, w którym na pierwszym piętrze mieszkała w tym czasie liczna rodzina Baumbergów.” (s. 97)</document>
<document nplp_id="20690" title="MURANOWSKA 44 – MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="muranowska-44-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ ONI, IV B (styczeń 1943)

„W pewnej chwili przez drzwi od kuchni wchodzi doktor Władysław Sterling. A za nim jego żona. Są zabrudzeni, pokryci wapnem i sadzą, wystraszeni i bezradni. Mieszkali w bloku pod czterdziestym czwartym i ukrywali się w przewodach kominowych.” (s. 230)

„Przez dziurę w murze, spod numeru czterdziestego, przychodzi rabini — Spira i Sztokhammer. Wstawiam do lichtarza nową świecę, bo tamta się dopala. Przy jej świetle przyglądamy się tym dwóm.” (s. 231)

„Idę do bloku numer czterdzieści cztery. W rogu podwórza schodzę po schodkach do piwnicy. Korytarz pełen kałuż. Nogi moje grzęzną w mokrym i zgniłym pierzu jak w bagnie.” (s. 233)</document>
<document nplp_id="20707" title="STAWKI 36 (Szop Transavia)–MURANOWSKA 42 [TRASA]" slug="stawki-36-szop-transavia-muranowska-42-trasa">

&amp;nbsp;
Helena Szereszewska
JA/ONI, IV B (22-23 stycznia 1943)

„Z szopu „Transavia” z ulicy Stawki przychodzi Stanisław Tempel. Dowiedział się, że wróciliśmy, i przychodzi nas przywitać. Ale jakże jest zmieniony! Włosy w nieładzie. Zaniedbany.” (s. 227)</document>
<document nplp_id="20736" title="KOPIŃSKA 8 – ZAMENHOFA 16 [TRASA]" slug="kopinska-8-zamenhofa-16">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (wrzesień 1939)

„Myśmy mieszkali przy ulicy Kopińskiej [8], niedaleko „Państwowego Monopolu Tytoniowego” [właśc. Tytoniowego Monopolu Polskiego, chodzi o biura i archiwum Monopolu przy ul. Kaliskiej 1]. W pobliżu były obiekty wojskowe, z tego powodu załadowaliśmy wszystkie możliwe ruchomości i przeprowadziliśmy się do centrum miasta, na Zamenhofa 16. Tu wynajęliśmy pokój u znajomych i tak postanowiliśmy przetrwać ten ciężki okres” (s. 20-21)</document>
<document nplp_id="20756" title="ZAMENHOFA 16 – KOPIŃSKA 8 [TRASA]" slug="zamenhofa-16-kopinska-8">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (koniec września 1939)

„W dzień po zawieszeniu broni przeprowadziliśmy się z powrotem do naszego mieszkania [na ul. Kopińską 8], rodzice pojechali z platformą bielizny i pościeli, ja jechałem z platformą żywności, jeszcze tyle nam pozostało” (s. 24)</document>
<document nplp_id="20774" title="NOWOLIPKI 103" slug="nowolipki-103">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (październik/listopad 1940)

„Zaczęły się ponowne poszukiwania, które trwały od świtu do nocy, po wielu trudach nareszcie znowu zdobyliśmy pokoik na Nowolipkach 103, i tak po raz trzeci trzeba było znowu ładować na wozy i przewozić. I tu po kilku dniach urządziliśmy się nareszcie w jednym pokoiku, który miał służyć za jadalnię, sypialnię i kuchnię – salonu już nie liczę. Chociaż mebel spoczywały w komórce, jednak byliśmy prawie zadowoleni, byleby nareszcie już mieć spokój z przeprowadzkami. Niestety, pech chciał, że i tym razem już dwa dni przed zamknięciem ghetta ponownie wyłączali ostatnie trzy domy na tym końcu ulicy i pech chciał, że nasz dom też należał do tego” (s. 36-37)</document>
<document nplp_id="20789" title="CHŁODNA 41" slug="chlodna-41">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (16 listopada 1940)

„Jednak los się zmiłował nad nami, bo w tym właśnie dniu [tj. zamknięcia getta] udało się znaleźć Polaka, który jeszcze mieszkał w ghecie, jemu się nie spieszyło, gdyż Polakom jeszcze wolno było mieszkać w ghecie tak długo, aż będą mieli mieszkania. Ale cóż pieniądze nie uczynią. Oto i tym razem kupiliśmy mieszkanie i trzeba było dużo trików, by to wszystko przeprowadzić. Wszystko przeszło szczęśliwie bez żadnych komplikacji i mieszkamy nareszcie na Chłodnej 43 [właśc. 41]” [„Autor pomylił adres – ostatni dom na tym odcinku Chłodnej, który wówczas znajdował się w getcie, miał nr 41” – przypis 26, red.]

JA, II

„Zaznaczyłem już, że dom nasz [Chłodna 41] był ostatni w ghecie, w podwórzu był płot dzielący nasze podwórze od podwórza z aryjskiej strony. My mieszkaliśmy na półpiętrze i z naszego okna można było b[ardzo] lekko dostać się na drugie podwórze, czyli aryjskie. Tą strategię używaliśmy do ucieczki przed łapankami, bo ostatnio już nie szukano specjalnie tych, którzy nie stawili się, lecz kogo złapali nie mającego zaświadczenia, że pracuje u Niemców, tego brali. W tym celu była zorganizowana nocna warta, która miała zrobić alarm w podwórzu w razie dobijania się do bramy. My wszyscy, którzy mogliśmy podlegać temu, spaliśmy w ubraniach i przy pierwszym alarmie od razu każdy krył się, gdzie tylko mógł. My przeskakiwaliśmy na aryjską stronę (a gdyby tam nas złapano, to byśmy wpadli z deszczu pod rynnę). Po alarmie wracaliśmy znowu na dalszy ciąg spania, bo często przychodzili po raz drugi lub też trzeci.” (s. 41)

„Nawiązano kontakt z aryjską stroną i od tego czasu zaczęło się podawanie towaru co wieczór przez nasz parkan, który dzielił nasze od aryjskiego podwórza. Co wieczór przechodziło 13-15 metrów różnego towaru. Hałas był wielki, ale zysku było niewiele.
Zorganizowaliśmy jeszcze jedną akcję, dziewczynka 14-letnia wychodziła na aryjską stronę, a myśmy dali jej adresy naszych zaufanych, i tak więc zaczął się interes o większym zasięgu. Ona przywoziła towar do dozorcy [po stronie aryjskiej] i tak my – ja z Wilkiem – braliśmy ten towar o godz. 1-2 w nocy. Przechodziliśmy w skarpetkach i ciemno ubrani, przedzieraliśmy się przy murze i po kilku obrotach towar poda[wa]liśmy do naszego mieszkania [Chłodna 41]. Podawanie odbywało się w ten sposób: gdy przynieśliśmy pod mur kilka paczek, wtedy ja wskoczyłem na mur i podałem towar Sewkowi, siedzącemu na murze. Z muru do naszego okna był przełożony „most pontonowy” – deska tak urządzona, że towar zjeżdżał od razu do naszego mieszkania – tak odbywała się nasza krecia robota.” (s. 51)

„Jestem już na Barskiej pod 5-tym, nasz znajomy wydaje kartofle na kartki, ogonek był wielki, dochodzę śmiało i proszę o chwilkę rozmowy. Wszyscy sądzili, że jestem jakimś urzędnikiem. Gdy weszliśmy do pokoju, zdjąłem kapelusz i mówię: „witam pana Marjana”, ten od razu mnie poznał, zaczął mnie ściskać, nasza sympatia jeszcze nie wygasła sprzed wojny. Wyszedł i polecił wydawać dalej kartofle, bo on ma urzędową sprawę do załatwienia. Postawił butelkę i opowiedziałem mu, jak u nas wygląda i czy ma już towar naszykowany. Tak, towar jest gotowy. Daje mi dwóch urwisów do pomocy, płacę mu forsę, dzwonię do rodziców i mówię, że za godzinę będę na miejscu, oczywiście szyfrem. Bierzemy towar i wsiadamy na tramwaj, następnie się przesiadamy i jesteśmy na Wroniej. Każę jednemu lecieć do dozorcy, żeby otworzył bramę, my kryjemy się w zaułku. Brama otwarta; mówię, żeby brali towar i lecieli szybko w moje ślady. Plan mój jest wykonany, jestem przy parkanie. Na umówiony sygnał mój brat się ukazał na parkanie [podwórze Chłodna 41] i w ciągu jednej minuty już towar jest w naszym mieszkaniu. Płacę chłopcom i skaczę na parkan, a następnie do naszego okna. Wszyscy są ciekawi mych przygód, ale zamykam posiedzenie tym, że mogę nawet jeszcze raz pójść, bo to jest wszystko drobnostka. W kilka minut towar już jest sprzedany, a zysk w kieszeni.” (s. 55)</document>
<document nplp_id="20805" title="STAWKI–ŻELAZNA" slug="stawki-zelazna">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II B

„Wstawaliśmy rano, ja z Wilkiem i ojcem i szliśmy na Żelazną do restauracji, by tam dowiedzieć się, jak wyglądają wachy itd. […] Mieszkaliśmy kilka tygodni na Stawkach, a w drodze na Żelazną stała biedna kobieta i błogosławiła wszystkich, ale ekstra tych, co jej zapomogę dali, ojca mego uważała już za starego klienta. Przez ten okres mało pracowaliśmy na placówce, za co musieliśmy płacić” (s. 74–75)</document>
<document nplp_id="20823" title="OSTROWSKA 4" slug="ostrowska-4">
Mietek Pachter
JA, III A

„My dostajemy nowy blok na Ostrowskiej 4. Krzewin pojechał tam z niemcami i dał kilka minut czasu do opuszczenia tego bloku – byli tam ludzie bogaci, niektórzy nawet nie byli w domu. Ten człowiek jest okropny, nie lepszy od niemca. Wszystkie rzeczy bierze w naszym imieniu, bo jego robotnicy są bosi i nadzy, ale na razie to wszystko chowa dla siebie. Nałożył sobie pełne mieszkanie skóry, piwnice zabezpieczył [o]pancerzone i tam ulokował wszystko, ale nie dla obdartych, lecz dla siebie!!! Pracujemy na Ciepłej, a przychodzimy spać do naszego bloku” (s. 109-110)

„Po pracy prowadzimy nas SSman do domu [Ostrowska 4] i zamyka nas, a rano przychodzi wypuścić do pracy. Tak jak woły robocze. W budynku Krzewin zarządza straszny rygor: apele kilka razy dziennie, cóż ten człowiek z nami nie wyprawia! Jesteśmy 100 osób, 35-ciu pracuje na naszej placówce, a reszta na Żoliborzu. Każdy jest złamany psychicznie, bo większa część utraciła już rodziny i nie może się pogodzić z tym strasznym faktem, a inni, mający rodziny, nie przestają się martwić, co oni robią, czy są w domu, czy broń Boże blokady nie ma, w ogóle zmartwień nie brakuje.
A tymczasem Krzewin bawi się w wojsko i Bóg wie, co on chce od nas. Gdy ktoś chce wyjść, nie może, bo brama jest zamknięta i nasze karty pracy leżą u Krzewina, trzeba długo latać i prosić o zezwolenie wyjścia, a często zaś odmawia. Sam blok [Ostrowska 4] był czteropiętrowy, każdy z nas miał ładnie urządzony pokoik, w każdym pokoju mieszkało dwóch lub trzech chłopców. W bloku były 24 kobiety, które były zalegalizowane jako potrzebne do pracy, były to żony naszych robotników i rządców. Na święta grał nam Artur Gold i jego kompan Bokser, starali się nam urozmaicić czas.” (s. 111)

„Idziemy codziennie do pracy [z bloku Ostrowska 4], prowadzeni przez SSmana. Przechodzimy przez Nowolipie do Żelaznej, tu zbierają się inni chłopcy z różnych placówek – ci mają lepsze placówki, bo wracając z pracy, mogą przewozić chleb. To dużo znaczy, dziś jedzenie równa się z ceną złota. Jeśli ktoś nawet już miał pieniądze, to też nie zawsze mógł coś kupić, a ten, który pieniędzy nie miał, tylko coś innego, wtedy też nie zawsze mógł to spieniężyć. Ludzie bali się wyjść ze skrytki, bo mogli ich w każdej chwili złapać, więc woleli leżeć gdzieś, głodować, a nie wpaść. Przy wasze panuje ruch, to ludzie wychodzą na aryjską stronę do pracy, inni ludzie stoją, wielcy ryzykanci, stoją i skupują chleb, od kogo się da, by następnie część sprzedać, a czysty zysk im zostanie” (s. 112)

„[…] policjanci uwzięli się na nas – każdy wiedział już z nich, że na Ostrowskiej TWL było takie ordynarne, że poważyli się złapać na policjantów!!! Przyrzekli nam dozgonną wdzięczność, biada temu od tej chwili, kto wpadł w ręce policji, lub też policjantowi, który chciał coś uczynić przed naszymi oczyma. Z tego powodu w ogóle nie wychodziliśmy już, lecz gdy ktoś wyszedł i został złapany, wtedy wolał ujść raczej za dzikiego człowieka, bo wtedy albo się udało uciec, albo też z Umschlagu został wypuszczony za tą legitymacją, ale to już przez Niemców.” (s. 117-118)

JA, III B

„Siedzimy tak przy oknie [w bloku Ostrowska 4], widać, jak ludzie się rozsiedli na ulicy, położyli tobołki, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi czeka tak, ułożeni na ulicach, na co czekają? Na wyroki. Natychmiastowa śmierć lub może przedłużenie tego nieuniknionego wyroku. Dzieci tulą się do swych zatroskanych matek, nie widać uśmiechu na tych mizernych twarzyczkach, one też teraz wszystko rozumieją. Rozumieją, że stanie się teraz coś strasznego, siedzą więc smutne, może nawet głodne, ale one nie płaczą. Nie chcą płakać, by nie martwić rodziców, bo i tak nic nie pomoże! Nagle tłumy zafalowały, to niemcy kogoś gonią. Wychylam się przez okno, by uważniej przyjrzeć się, co się dzieje. Widzę, jak mężczyzna ucieka i dopada do naszej bramy, niestety zamknięta, leci dalej, znika mi z oczu. Leci teraz z kolei trzech, czterech SSzbirów, lecą z rewolwerami w dłoni, ludzie uciekają i tworzą im wolną przestrzeń. Nagle widzimy, jak niemcy prowadzą tego uciekiniera, chłopak około 22-24-ech, wysoki, piękny, w butach wysokich i bryczesach. Na tej pięknej twarzy nie maluje się ani odrobiny strachu, jest spokojny, gardzi śmiercią!
Niemcy stają przed naszym domem, tuż przed oknem, w którym ja siedziałem, i każą mu się schylić, podnoszą rejtpajtze [tj. szpicruty] i wali go po głowie. Wyjmuje rewolwer i dokłada mu do krtani lufę i słychać huk, chłopak pada, podnosi się jeszcze raz, opada, by już nigdy nie wstać.” (s. 128)

JA, III C

„Auto rusza, jedziemy do pracy na Twardą, Niemcy nas pilnują przez cały czas pracy, boją się, żebyśmy nie uciekli, czy co? I tak nie mamy dokąd uciekać, chyba że do nieba, ale tu jeszcze mamy czas. Kiedykolwiek tam przyjdziemy, to nas przyjmą bez wątpienia, więc nie mamy też powodu spieszyć się. Po całodziennej pracy biorą nas i autem zawożą do Żoliborza, tu dopiero dostajemy coś nie coś do jedzenia. Spać mamy w jednym garażu, pozwolili nam podłożyć trochę słomy.” (s. 130)

JA, IV A

„Jesteśmy znowu na Żoliborzu, znowu to spanie, które nas przejmuje dreszczem, już tak nas to wyczerpało, że nie jesteśmy w stanie chodzić na nogach. Kładziemy się na spoczynek z taką chęcią jak, powiedzmy, inni idą na Umschlagplatz. Cały tydzień jesteśmy na tym wygnaniu, słyszymy, że dziś wrócimy z powrotem na Ostrowską, czekamy z utęsknieniem na tą chwilę, może znajdziemy jakiś ślad o rodzicach, tak wyczekiwaliśmy tego jak zbawienia. Nareszcie kończymy pracę, biorą nas na auto, jedziemy do naszego bloku [Ostrowska 4], wszystko jest spokojnie, w ghecie nie widać żywej duszy, podobno akcja jest skończona; bardzo możliwe, bo nawet żywego człowieka nie widać.” (s. 138)

JA, IV A (18.01.1943)

„Proponuję, byśmy wlecieli na dach [blok ul. Ostrowska 4], może tam będziemy mogli znaleźć jakąś drogę. Nie, i tu jej nie ma. Patrzymy w kierunku Niskiej – gdzie rodzice mieszkali – tam stoi ustawiona duża partja ludzi, stale słychać strzelaninę. Boże, cóż się dzieje z rodzicami.” (s. 179)

JA, IV A (Akcja Styczniowa)

„Z mego okna [Ostrowska 4] widzę stale partję prowadzoną przez zbirów. Gdy ktoś nie nadąży kroku, pada, rażony śmiertelną kulą, pada, a w agonii słychać ostatnie przekleństwo skierowane do tych zbirów. Inni wzywają Boga, ale i ten milczy, on też niczego nie przeciwdziała. Słychać jedynie strzały w odpowiedzi, to Niemcy mu odpowiadają na weź [Wanie] do Boga. Oni są teraz Bogiem, naszym przeznaczeniem, ale marnym, niestety, przeznaczeniem zniszczenia. Znowu jakaś partja przechodzi, dolatuje Niemiec, wyciąga młodego chłopca i jednym naciśnięciem cyngla rewolwerowego przecina pasmo życia człowiekowi. Ten pada, krew wielkim strumieniem leci mu z ust, dostał strzał w kark, stara metoda niemiecka, ludzie idą dalej.” (s. 181)

„Nagle słyszę kilka strzałów i świst nad uchem, cóż to, czy strzelają do mnie? Rozglądam się, widzę, że na placu Parysowskim zatrzymał się cały oddziałek niemców, a ja leżę jak na dłoni [dach Ostrowska 4] , jestem świetnym celem dla nich. Oni mnie dopiero zauważyli i teraz dopiero zaczynają strzelać regularnie. Kilku policjantów żydowskich przynosi im stoły, stoliki i inne trwałe przedmioty, oni opierają karabiny o te przedmioty, by celniej i pewniej mogli strzelać. Tak, teraz robi się naprawdę gorąco.” (s. 183)

„Ja z Wilkiem idziemy coś wyszukać, co by się nadawało na urządzenie schronu. Wchodzimy do prawej oficyny i stajemy przy sklepie. Przypominamy sobie, że tu urządzili kilka tygodni temu śmiałe włamanie i przedostali się do sklepu, a następnie do piwniczki znajdującej się pod sklepem. Wybyli otwór w ścianie wielkości takiej, że człowiek mógł wpełznąć do sąsiednich piwnic. W tych piwnicach leżały różne trofea Krzewina, które zdobył na 28-iu ludziach itd. Wyjęli mu to wszystko, ku ogólnemu zadowoleniu, a jemu aż się serce krwawiło, że go przechytrzyli… My wszyscy życzyliśmy włamywaczom mścicielom powodzenia z całego serca. To sobie teraz przypomnieliśmy i weszliśmy do tej piwniczki. Uplanowaliśmy, że tu można urządzić dość przyzwoity schron. Klapę nad sklepem trzeba zamaskować, przez otwór zrobiony podczas włamania będzie można wchodzić, zamaskowanie tego otworu też nie będzie zbyt trudne. Mamy już gotowy plan, w piwnicy leżą szczotki, będzie można ich narzucić na tę ścianę, gdzie jest otwór, i gdy wszyscy wejdziemy do środka, będzie można ręką zamaskować od środka szczotkami. Mogą nas złapać tylko w chwili, gdy odrzucą wszystkie szczotki, a tego chyba nie uczynią. Teraz trzeba pomyśleć, co zrobimy z klapą w sklepie, ta jest tuż od wystawy, czyli przy drugim końcu drzwi, otóż i tu sobie poradziliśmy. Po prostu nasypiemy kilka lub kilkanaście pierzyn i niemcy będą musieli chodzić powyżej uszu, jeśli będą chcieli dosięgnąć naszą klapę.” (s. 189-190)

JA/ONI, IV A (Akcja Styczniowa)

„Widzę w jednej ze ścian małe otwory, to są gniazda dla gołębi. Dochodzę – może tam coś zobaczę. Widzę bardzo mało: to jest Ostrowska, tam nasi chłopcy stoją w szeregu, niemcy stoją naokoło. Widzę Kępińskiego, Golda, Boksera i wielu innych, oni wszyscy nie są w ogóle zmartwieni, wiedzą, że nasi SSmani ich wyciągną z Umschlagplatzu, ufają w to święcie. Obecnie stoją i czekają jeszcze, bo Niemcy plądrują w domu, szukają jeszcze ludzi, których i tak na miejscu zastrzelą, jeśli nawet ich znajdą. Może i my będziemy między nimi, też trudno, raz się umiera! Partja rusza, koledzy nasi idą wojskowym krokiem, są pełni nadziei, któż wie, czy to nie jest wasz ostatni marsz? Giną mi z oczu za zakrętem sąsiedniej ulicy, idą na Umschlagplatz, nie domyślają się nawet, dokąd idą i po co…” (s. 187-188)

JA, IV B (Akcja Styczniowa)

„Gdy auto znikło mi z oczu, postanowiłem wysadzić głowę na dachu i obserwowałem okolicę przez dziesięć minut, miałem przecież wykonać powierzone mi zadanie. Widziałem z daleka, jak wyprowadzają ludzi z Ursus-fabryka broni i amunicji [pracownicy tej placówki mieszkali przy ul. Miłej 26] – wychodzą z tobołkami, idą więc na skoszarowanie, czyli wysiedlenie będzie się przeciągało dość długo.” (s. 213-214)</document>
<document nplp_id="20839" title="SZCZĘŚLIWA 9" slug="szczesliwa-9">
Mietek Pachter
JA, IV B

„Zabieramy rzeczy i idziemy do kuzynek, nosząc walizy. Teraz widzę, jak bardzo wyczerpany jestem, tak samo i Wilek ledwie chodzi z ciężarem. Docieramy do podwórka, które prowadzi na Szczęśliwą, będziemy teraz mieszkali pod 9-ym.” (s. 220)

„Codziennie, gdy wstawaliśmy [w mieszkaniu przy Szczęśliwej 9], pierwszą naszą rzeczą było dojść do okna. Stąd można było obserwować cały Umschlagplatz. Kilka razy tygodniowo widać było łańcuchy wagonów, które czekały na towar: ludzi lub też ich dobytki, które zawozili do Niemiec” (s. 230)

JA, V (noc 18/19 kwietnia 1943)

„W ciągu kilku chwil już siedziałem na parkanie [przed kamienicą Szczęśliwa 9], została postawiona skrzynia i ludzie na dole podawali mi ciemne postacie, a ja miałem je spuścić na drugą stronę. Teraz siedząc na murze, byłem silny jak wół, ludzie, którzy mi podchodzili pod rękę, nie byli jednej wagi, musiałem często zdobyć się na nieprzeciętny wysiłek, by daną osobę przepisowo ulokować po drugiej stronie. Po pewnym czasie Wilek mnie zamienia, stoję teraz na dole i podaję ludzi. Kilka ciemnych postaci mi pomaga w tym, gdyby teraz jakiś Niemiec to zobaczył, mój poczciwy brat byłby życie stracił.
Praca szła dość szybko, ilu przerzuciliśmy, sam nie wiem, wiem, że dużo. Nagle przylatuje Szymon i mówi, żeby przerwać pracę, bo Niemcy przy wasze coś usłyszeli i idą w tym kierunku.” (s. 282)

JA, V

„Szymon nam mówi, byśmy udali się z powrotem na Szczęśliwą. Idziemy w piątkę, gdy słyszymy warkot motoru; chowamy się przy ścianach lub gdzie popadnie. Docieramy do naszego domu [Szczęśliwa 9], wchodzimy na dach, by tu obserwować całe getto. Musimy się maskować przed samolotami, chociaż i to mało co pomaga, bo Niemcy strzelają na chybił trafił i mogą też trafić, to nam nie jest straszne.
Widzimy teraz płonące domy, co raz nowe detonacje wybuchają, spowodowane działami dalekonośnymi. Obok w sąsiedni dom wpadł pocisk, nasz dom zakołysał się w posadach, gdyby nas przykryło, bylibyśmy już nieboszczykami, ze śpiewem na ustach udalibyśmy się w zaświaty, jakże wesoło by nam było na duszy, umierać w takim czasie.” (s. 289)

„Jest nas bardzo mało, w naszym domu [Szczęśliwa 9] tylko pięciu, mamy broń krótką, zdobyte kilka ręcznych karabinów maszynowych oddaliśmy na rozkaz Szymona pewnej jednostce, która miała pozostać na niepewnym odcinku. Szymon jeszcze ma dwa granaty, musimy czekać na dalszy rozwój wypadków.
Niemcy płyną do naszej uliczki bezustannie, co raz nowe grupki idą przyciśnięte do ścian. Widzimy, że szaleństwem by było zaczynać z nimi, kryjemy się w dogodnym miejscu.” (s. 291)

„Jak długo spałem, nie wiem, gdy poczułem, że ktoś mnie szarpie – to Wilek mnie budzi. Już wszyscy są obudzeni, stoimy, robiąc lekką gimnastykę, by się otrząsnąć ze snu. Wilek mówi, że nasz dom [Szczęśliwa 7 lub 9] jest zapełniony niemcami, myszkują wszędzie, chociaż już robi się wieczór. Trzeba być przygotowanym. Szymon mówi nam, byśmy sprawdzili magazynki i rewolwery, bardzo możliwe, że przyda[dzą] się teraz.
Ustawiamy się w szyku bojowym. Mamy dobry punkt obserwujący i strategiczny. Jeśli nawet zjawi się pięciu naraz, też sobie damy radę, żywcem nas na pewno nie wezmą, chyba że podpalą dom. Kilku niemców zostało w podwórzu, a reszta rozleciała się po mieszkaniach, piwnicach i klatkach. Słychać wszędzie stukanie i rozbijanie drzwi, mebli itd. Jeśli znajdą kogoś, to zaczniemy strzelać na dół i rzucać granaty. Jeśli pójdzie według naszej myśli, to i będziemy nacierać, może się uda złapać kilka ich karabinów. Czekamy w napięciu, niecierpliwość nas pali, chcielibyśmy już zobaczyć kilku drabów z garnkami na głowie, byliby się mieli z pyszna. Gdyby nam się udało uzyskać kilka maszynowych karabinów, wtedy byśmy im pokazali lekcję.
Robi się ciemno, słyszymy odgłosy poszukiwania [w] mieszkaniu tuż pod nami, gdyby tak raczyli przyjść do nas, to by było pocieszenie. Słyszymy gwizdek, niemcy zbierają się w bramie, nie na podwórzu, bo tu byśmy już spróbowali szczęścia. Po kilku minutach czujemy gryzący dym: podpalili dom. Widzimy, że oni się oddalają, nie czekamy dłużej. Schodzimy o dwa piętra – okazuje się, że schody się palą. Zabieramy się do roboty, zebraliśmy kilka wiader, gasiliśmy stopień za stopniem. Trzeba było ciągle się zmieniać, bo dym uniemożliwiał oddychanie. W ciągu pół godziny pożar był ugaszony.
Niemcy nagromadzili meble i różne inne łatwopalne materiały. Przed odejściem zwołali wszystkich i podpalili ten stos. Gdybyśmy nie ugasili w porę, byłby spłonął cały dom.” (s. 310)</document>
<document nplp_id="20855" title="ZAMENHOFA 16" slug="zamenhofa-16">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA/ONI, I (wrzesień 1939)

„W naszym podwórzu [przy Zamenhofa 16] była piekarnia Goldmasza i ci, co mieszkali w tym podwórzu, byli naprawdę szczęśliwcami. Myśmy brali po dziesięć bochenków dziennie, by pomóc komuś z rodziny lub znajomym. Chleb był raczej podobny do gliny, ale straszny głód stworzył go smacznym. Charakterystyczne jest to, że ludzie w ogonkach z początku uciekali przy każdym nalocie, lecz potem oswoili się z tym tak dalece, że nikt się nie ruszał z miejsca, nawet gdy pocisk padł gdzieś w pobliżu” (s. 22)</document>
<document nplp_id="20870" title="KOPIŃSKA 8" slug="kopinska-8">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (wrzesień 1939)

„Przed wybuchem wojny mieliśmy hurtownię jaj, a przed samym wybuchem zostało nam dużo forsy, której nie zdążyliśmy ulokować, więc teraz po zawieszeniu broni ojciec przez znajomego zakupił z monopolu tytoniowego cały transport papierosów, które przywieźliśmy do naszego mieszkania [Kopińska 8] przy różnych kombinacjach. Niepostrzeżeni przez nikogo weszliśmy na strych, tam zrobiliśmy skrytkę (pod całą podłogą), którą od sufitu do podłogi mogła dzielić przestrzeń 25 cm. Zrobiliśmy z jednej strony sztuczne klapy i tam wsunęliśmy paczki po 5 tys. papierosów, które były zaopatrzone w linki. Paczka więc spoczywała na drugim końcu – z tego brzegu leżały linki na których były uwiązane kartki z wyszczególnionym materiałem. Pracowaliśmy około 48 godzin nad tym dziełem; na końcu zamaskowaliśmy podłogę w ten sposób, że ktoś niewtajemniczony by nigdy tego nie wykrył…” (s. 25)</document>
<document nplp_id="20888" title="KOPIŃSKA" slug="kopinska">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, I (październik 1939)

„Miasto zostało tymczasem opanowane przez niemców. Ci zbrodniarze chodzili od razu szukać Żydów bogatych lub też brodatych, na których urządzali potworne orgie. Gdy tylko ukazali się na naszej ulicy [Kopińskiej], od razu zostaliśmy zaszczyceni ich wizytą, to mali chłopcy [polscy –dop. red.] byli ich przewodnikami. Oni [byli –red.] upojeni miłością i sympatią dla nas, Żydów. Jeszcze jako dziecko, które ledwie wymawiało „tata, mama”, już drugim słowem było mu wpojone przez rodziców „Żyd”. Nauka nie idzie w las, ledwie chodziło na nogach, a już krzyczało: „Zidzie parszywy”. Zjawili się szkopi w otoczeniu świty szczeniaków z całej ulicy. Mój ojciec zdołał w ostatniej chwili ulotnić się niepostrzeżony. I od tej chwili zaczęły się łapanki, Niemcy już znali adresy Żydów i przychodzili, kiedykolwiek zachciało im się, by brać na roboty lub też na orgie. Ani chwili nie żyliśmy pewni, szczególnie [że] dzielnica była aryjska i Żyd był bardzo poszukiwany.” (s. 26)</document>
<document nplp_id="20903" title="KOPIŃSKA 8 – AKADEMICKA 5 [TRASA]" slug="kopinska-8-akademicka-5">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (grudzień 1939)

„Pewnego dnia, gdy ja z bratem opuściliśmy nasz dom [Kopińska 8] wraz towarem, bez opasek (było to jeszcze bardzo wcześnie – grudzień [19]39 roku) – aż zatrzymała nas patrolka, która nas się pyta: „Jude”? a my odpowiadamy na „warjata”: „Co, proszę? Dowód?”, Rozmowa przeciągnęła się kilka minut. Nareszcie zdecydowali się wyjaśnić tą sprawę i zaprowadzili nas do „Domu Akademickiego” [właśc. Dom Studencki Politechniki Warszawskiej „Akademik”, ul. Akademicka 5 – siedziba niemieckiej Policji Porządkowej (Orpo)], gdzie mieli główną siedzibę w tej okolicy” [s. 28]</document>
<document nplp_id="20918" title="AKADEMICKA 5 (siedziba Orpo)" slug="akademicka-5-siedziba-orpo">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (grudzień 1939)

„Zaprowadzili nas do więzienia [Akademicka 5 – siedziba Orpo], popychając kolbami, byliśmy już znieczuleni, już nas nic nie obchodziło. Duża izba, gdzie dawniej mieszkał dozorca, dziś wybudowali [tam] cały szereg cel, i ja z bratem zostaliśmy umieszczeni do jednej z cel.” (s. 28-29)</document>
<document nplp_id="20936" title="AKADEMICKA 5 – KOPIŃSKA 8 [TRASA]" slug="akademicka-5-kopinska-8-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I (grudzień 1939)

„Gdy rodzice dowiedzieli się, gdzie jesteśmy, zaczęli działać, różni macherzy obracali się przy tym podobnymi sprawami. Nareszcie po czterech dniach udało [im] się załatwić za dużo pieniędzy, by nas wypuścili. Wyszliśmy na wolność, nie mogliśmy chodzić prawie na nogach i ledwie dostaliśmy się do przystani dorożek i pojechaliśmy do domu [Kopińska 8]. Tu od razu legliśmy w łóżku, nie mając sił wstać.” (s. 30)</document>
<document nplp_id="20952" title="OKĘCIE (lotnisko)" slug="okecie-lotnisko">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Z naszego mieszkania miało dwóch pójść do pracy, ojciec i Wilek (starszy brat), ja i młodszy braciszek Sewek jeszcze nie podlegaliśmy temu. Z początku ojciec jeszcze wynajmował zastępców, ale gdy się dowiedziałem, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, żeby mi pozwalał chodzić za niego do pracy, ja brałem to jako jedną z rozrywek. Zbiorowe punkty były na Twardej 6 i na Opaczewskiej. Pierwszym razem dostałem się na lotnisko Okęcie, tu szły długie kolumny, około 2-3 tys. ludzi szło codziennie do pracy. Na miejscu ustawiliśmy się i rozdzielano do prac. Ja byłem w extra-grupie młodocianych i mieliśmy dostać jakąś lżejszą pracę, którą jednak nie dostaliśmy. Największych wybrali do rwania traw i zbierania papierków, a nas dali do noszenia kamieni, po dwie osoby przy jednej tradze.” (s. 31)

„Druga moja eskapada była [na] samo lotnisko. Mieliśmy zbierać skoszone siano. Była to dobra robota, bo pracowaliśmy na „zeks” (s. 31)

„Jestem znowu na Okęciu, odwalamy węgiel, stoimy i robimy łopatami, nic nie czyniąc” (s. 32)

JA, III A

„Praca idzie nadal w tych samych ramach, jesteśmy znowu na Twardej, część nas pracuje na Ciepłej. Pozostałe gąsiory zostały przez nas samych wylane i zniszczone, nie chcieliśmy narazić się na ponowne niebezpieczeństwo i nieprzyjemności. Ale znowu zaczyna się nowa era, otóż codziennie przyjeżdża auto z Okęcia-lotniska po cegły.” (s. 124)</document>
<document nplp_id="20973" title="ALEJA KRAKOWSKA (Zakłady Skody)" slug="aleja-krakowska-zaklady-skody">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Kiedyś miałem zaszczyt dostać się do fabryki samolotów „Skoda” [dziś al. Krakowska na Rakowie]. Tu mieliśmy nosić ciężkie odłamy żelaza, pod gradem batów spadających na plecy. Byli to cywilni Niemcy. Otóż i oni dokazali swoje zbrodnicze instynkta.” (s. 32)</document>
<document nplp_id="21048" title="Darwinizm" slug="darwinizm-2">Darwinizm to bardzo ważny w drugiej połowie XIX w. prąd intelektualny, zapoczątkowany przez osiągnięcia naukowe angielskiego przyrodnika i filozofa, Charlesa Darwina (1809-1882). W dziele O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (1859). wyrażał pogląd, że ewolucja świata przyrodniczego odbywa się dzięki pozytywnej selekcji (poprzez dobór naturalny i prokreację) osobników najlepiej przystosowanych do środowiska oraz eliminację jednostek źle przystosowanych, który to proces prowadzi również do zaniku pewnych gatunków w przyrodzie i wyłaniania się innych.

Koncepcja ta zaczęła wkrótce funkcjonować w literaturze i publicystyce również jako uproszczony światopogląd, usprawiedliwiający akceptację eliminacji słabszych jednostek lub grup z życia społecznego (tzw. „darwinizm społeczny”, akcentujący obecne u Darwina, ale wcale u niego nie najistotniejsze pojęcie „walki o byt”) lub wizję życia społecznego, opartego na walce klas („darwinizm” połączony z marksizmem) bądź tzw. „żywiołów rasowych” lub narodowych („darwinizm” o wydźwięku antysemickim, rasistowskim lub nacjonalistycznym).

W Lalce odnajdziemy ślady konkretnych książek Darwina. Jego dzieło Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt zainspirowało opisy mimiki ludzkiej twarzy oraz odzwierciedlające się na niej procesy fizjologiczne (np. rumieniec, związany z jej ukrwieniem). Darwinizm jest przedmiotem refleksji Wokulskiego, Szumana i Ochockiego, a zatem tych bohaterów powieści, którzy interesują się nauką bądź ją czynnie uprawiają. W dyskusjach na kartach Lalki odzwierciedlają się także ówczesne kontrowersje wokół tego prądu filozoficznego, np. w rozmowie Ochockiego z Wokulskim, w której młody uczony chwali otwarty umysł i szerokie zainteresowania prezesowej Zasławskiej: Zgłupiałem, kiedy raz zażądała, abym jej objaśnił pewne punkta transformizmu, którym dlatego tylko brzydzi się, bo uznał walkę o byt za fundamentalne prawo natury. („transformizm” to najistotniejszy dla teorii ewolucji pogląd, że gatunki w przyrodzie są zmienne). Z kolei traktowany ironicznie przez narratora arystokrata – książę, partner Wokulskiego w spółce do handlu ze Wschodem dystansuje się od darwinizmu, także nadając mu sens społeczny. Swego rodzaju „darwinistą” (w ogólnym, a zarazem uproszczonym sensie) okazuje się również sam Wokulski, np. gdy stwierdza w rozmowie z Rzeckim, bezpośrednio po powrocie z wojny rosyjsko-tureckiej: Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.

Darwinizm w Lalce można również łączyć z teorią „walki płci” lub walki samców o samicę w obrębie jednego gatunku przyrodniczego. Nie jest ona obca Wokulskiemu, który stwierdza w rozmowie z baronem Dalskim w kontekście rozważań o „kobiecych instynktach”: Jaka walka jest możliwą z prawem natury, według którego suka, choćby najlepszej rasy, nie pójdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan całą menażerią najszlachetniejszych zwierząt, a ona wyrzeknie się jej dla kilku psów… I trudno się temu dziwić, gdyż one stanowią jej gatunek. Uproszczony darwinizm pojawia się zatem w Lalce także jako inspiracja dla metaforyki i słownictwa, związanych ze światem przyrody. Opowieści Ochockiego o panującym w naturze egoizmie oraz o nieustannej walce, do której prowadzenia człowiek nie jest przystosowany, są – wedle relacji Izabeli Łęckiej – przyczyną lęku, jaki budzi w niej las. W tej perspektywie darwinizm staje się nierzadko źródłem nowatorskich ujęć, wyrażających się m. in. zacieraniem granicy pomiędzy światem przyrody a światem ludzkiej cywilizacji i kultury.</document>
<document nplp_id="21062" title="Dekadentyzm" slug="dekadentyzm-2">Dekadentyzm (z fr. décadence ‘chylenie się ku upadkowi; upadek’) był to szeroki prąd kulturowy, który zapanował w Europie drugiej połowy XIX wieku, charakteryzujący się poczuciem zaniku sił życiowych, utraty norm moralnych, pesymizmem, lękiem przed nadchodzącą katastrofą lub powrotem barbarzyństwa.
Głównym źródłem dekadentyzmu w Lalce jest atmosfera epoki, wzmocniona przez doświadczenia historyczne (upadek powstania styczniowego i represje ze strony Rosjan). Nastroje dekadenckie odnajdziemy w powieści tam, gdzie Wokulski snuje przeniknięte wątpliwościami rozważania na temat religii, jej filozoficznego sensu i społecznej roli (np. w opisie kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w którym odbywa się kwesta na rzecz ubogich z udziałem panny Izabeli: Co to jest za ogromny gmach, który zamiast kominów ma wieże, a w którym nikt nie mieszka, tylko śpią prochy dawno zmarłych?… […] Na targ idą po żywność, do sklepu po towary, do teatru po zabawę, ale po co tutaj?…). Dekadentyzm wyraża się również w przygnębiających obrazach ówczesnej Warszawy, widzianej oczyma Wokulskiego (np. gdy patrzył na wyścigi konne na Polach Mokotowskich: I przywidziało mu się, że na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego stanu próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom szkieletów koni, które poginęły na tym torze.). W sferze psychologicznej ważnym przejawem dekadentyzmu są widoczne przede wszystkim u Wokulskiego po jego próbie samobójczej symptomy tzw. „choroby woli”, czyli paraliżujących możliwość działania wątpliwości, dotyczących sensu własnych motywacji; pisano wówczas wiele o społecznym zasięgu tej choroby, zajmował się tym tematem również znany pozytywistyczny psycholog, przyjaciel Prusa, Julian Ochorowicz, który był najpewniej pierwowzorem postaci Ochockiego.
Dekadentyzm w Lalce to nie tylko obraz świata i cechy psychologiczne bohaterów lub ich uwarunkowanych kulturowo zachowań, lecz także filozofia uzasadniająca życiowy pesymizm lub wysnuwająca z niego logiczne konsekwencje. Jest to wizja człowieka jako igraszki ślepych sił, z której wynika charakterystyczna dla modernizmu postawa, określana mianem „kultu intensywności przeżyć”, czyli dążenia do doświadczeń maksymalnie silnych, które wypełniłyby egzystencjalną pustkę; w Lalce przykład tej postawy znajdziemy w refleksji Wokulskiego na temat celu życia: Wszystko jedno […] – Jeżeli już musimy odurzać się czymś, odurzajmy się czymkolwiek.
W wersji egzystencjalnej dekadentyzm graniczy z pragnieniem samozatraty. Wokulski doznaje takich nastrojów jeszcze przed rozczarowaniem Izabelą; na przykład w trakcie spaceru po Powiślu stwierdza: Gdybym tu przyszedł w nocy, na pewno [mieszkańcy Powiśla] wyleczyliby mnie z melancholii. Już jutro spoczywałbym pod tymi śmieciami, które […] są tak wygodnym grobem jak każdy inny. Na górze […] ścigano by i wyklinano tych poczciwców, a oni – może wyświadczyliby mi łaskę. Podobnie w czasie pobytu w Łazienkach zadaje sobie pytanie o to, co by się stało, gdyby mu „[…] zastąpił drogę jaki bandyta i zabił w tym kącie?…” I wyobrażał sobie, jaki to przyjemny musi być chłód noża, wbitego w rozgorączkowane serce. W najbardziej radykalnej postaci dekadentyzm może przybierać postać rozpoznanego przez Zygmunta Freuda tzw. „popędu śmierci”, a więc takiego popędu (alternatywnego wobec libido), którego celem jest samozagłada. W powieściowej biografii Wokulskiego popęd ten możemy wiarygodnie rozpoznać bezpośrednio przed próbą samobójczą w Skierniewicach (I nagle uczuł już nie pragnienie, ale głód i żądzę śmierci.).
Dekadentyzm może być również źródłem przeżyć estetycznych. Nadaje on pozornie realistycznym obrazom świata swoisty metafizyczny nastrój, łącząc je z Absolutem i Wiecznością, jak np. w pojawiającej się na końcu powieści pięknej metaforze duszy ludzkiej jako wrzuconego w wodę kamienia, po którym powstają na powierzchni fale, a potem stopniowo, lecz nieubłaganie zanikają.</document>
<document nplp_id="21094" title="Próba &amp;#8211; lalka" slug="proba-lalka">Próba</document>
<document nplp_id="21138" title="Coś tam coś tam" slug="cos-tam-cos-tam"></document>
<document nplp_id="21151" title="Anglia" slug="anglia-2">[…] równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski […] (I, 4)
Przez dużą część XIX wieku, aż do II wojny burskiej, Anglia miała na terenie Królestwa Polskiego bardzo dobrą prasę. Co znamienne, sympatie dla ustroju Wielkiej Brytanii wyrażali zarówno postępowcy, jak i umiarkowani konserwatyści. Nie inaczej było w przypadku Prusa. Jego Kroniki z lat 1885-1890 obfitują w pochlebne opinie o Anglii i Anglikach, którzy są urodzonymi mężami stanu i organizatorami społeczeństw[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 286[/przypis].

Lalka nie zawiera jednak zbyt licznych odniesień do kwestii angielskiej. Występują one w rozważaniach dotyczących sytuacji międzynarodowej (począwszy już od pierwszego rozdziału, kiedy to w renomowanej jadłodajni toczy się rozmowa o uzbrojeniach Anglii). W angielskim wojsku uczy się sztuki wojennej tak ważny dla Rzeckiego „Napoleonek IV”, który później zginie w wojnie z Zulusami.
Anglia i jej kultura jest dla bohaterów Lalki, podobnie jak dla Prusa, obszarem inspiracji i naśladowania (hrabia Liciński nawet udaje Anglika), a także nie konfrontowanych z rzeczywistością fantazji o lepiej urządzonym społeczeństwie – Wokulski chodząc po Powiślu stwierdza: W Anglii!… Tam jeszcze istnieje epoka twórcza w społeczeństwie; tam wszystko doskonali się i wstępuje na wyższe szczeble[przypis]B. Prus, Lalka, wydawnictwo, miejsce i rok wydania, s. X.[/przypis].

Istotną rolę w powieści odgrywa „modny” wówczas w Warszawie język angielski. Gdy Izabela po raz pierwszy posługuje się nim, by ukryć to, co mówi przed Wokulskim (w rozmowie z ciotką podczas kwesty), ten postanawia się owego języka nauczyć. Lekcji zaczyna mu udzielać polecony przez panią Meliton, a wyglądający wielce podejrzanie w oczach Rzeckiego, William Colins. Osiągnięta wkrótce niezła znajomość angielskiego pozwoliła Wokulskiemu zweryfikować swoje wyobrażanie o ukochanej – nieświadoma jego nowej umiejętności Izabela rozmawia w jego obecności ze Starskim, aluzyjnie odnosząc się do łączących ją z przybyłym z zagranicy kuzynem przeszłych i przyszłych relacji seksualnych. Wiedza ta za każdym razem wywołuje u bohatera szok – za pierwszym nagle wyjeżdża do Paryża, za drugim zaś opuściwszy w pośpiechu pociąg próbuje popełnić samobójstwo, by później ostatecznie zerwać z Izabelą i dotychczasowym życiem. Nie był jednak w stanie całkowicie pozbyć się wątpliwości co do swojej znajomości angielskiego (gdy Szuman, chcąc go zbadać, każe mu pokazać język, zirytowany Wokulski odpowiada: może angielski[przypis]B. Prus, Lalka, wydawnictwo, miejsce i rok wydania, s. X. Przekierowanie do arcyedycji i cytaty z niej?[/przypis]), a także złudzeń co do Izabeli (Czy posiadam w tym stopniu język angielski, ażebym nie mógł przesłyszeć się co do znaczenia niektórych wyrazów?… Jak ja wyglądam wobec niej, jeżelim zrobił tak straszny afront bez powodu?[przypis]B. Prus, Lalka, wydawnictwo, miejsce i rok wydania, s. X.[/przypis]).</document>
<document nplp_id="21153" title="Dlaczego Wokulski nie&amp;nbsp;pojechał do&amp;nbsp;Londynu?" slug="dlaczego-wokulski-nie-pojechal-do-londynu">Zanim rozważę możliwe odpowiedzi na postawione w tytule mojego tekstu pytanie, warto uzasadnić, dlaczego pytanie to w ogóle stawiam. Dlaczego pytam o podróż, która się wcale nie odbyła? I dlaczego właśnie do Londynu – wszak Wokulski nie odwiedził także choćby Rzymu, Kairu czy Nowego Jorku.

Pierwszą wątpliwość łatwo rozwiać. Nie od dziś wiemy, że równie istotne jak przestrzenie, w których bohaterowie Lalki przebywają, są te, których zdecydowanie unikają, a miejsca, których nigdy nie odwiedzają, to istotne dopełnienie miejsc, które odwiedzają chętnie. Że ważne jest, dlaczego Wokulski chodzi do Łazienek, lecz także, czemu nie zagląda do Ogrodu Saskiego, że o bohaterach powieści i otaczającej ich atmosferze świadczy także „wyparcie” z tras ich wędrówek przestrzeni Starego Miasta[przypis]Zob. E. Paczoska, Lalka czyli rozpad świata, Trans Humana, Białystok 1995.[/przypis]. Zatem równie istotne jak to, dlaczego Wokulski wybrał się do Paryża, może być to, czemu nie podróżował w inne miejsca.

Jednak z jakiego powodu to Londyn ma być rewersem powieściowego Paryża? Dlatego że pod koniec lat 70. XIX wieku jest on centrum rozwoju cywilizacyjnego. Dwuipółkrotnie większy od Paryża, stanowi stolicę imperium, którego produkcja przemysłowa, wciąż zdecydowanie najwyższa na świecie, trzykrotnie przewyższa francuską. Jest także centrum ekonomicznym i handlowym świata. Rozwija się tam stabilny system rządów parlamentarnych dopuszczających stopniowo do udziału w wyborach coraz szersze rzesze ludności, w tym także robotników[przypis]Zob. H. Zins, Historia Anglii, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001, s. 286–328; tegoż, Ekspansja i zmierzch Imperium Brytyjskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2001, s. 64–65; T. Kizwalter, Historia powszechna wiek XIX, Trio, Warszawa 2003, s. 22–27, 242–245; Historia Europy, red. A. Mączak, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1997, s. 509–541, 650–653.[/przypis]. Dlatego też, jak się wydaje, często przytaczany fragment opisujący zachwyt Wokulskiego nad ciągłym ewolucyjnym rozwojem cywilizacji, gdzie nie marnuje się praca: każde pokolenie oddaje swoim następcom najświetniejsze dzieła poprzedników, dopełniając je własnym dorobkiem[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 130.[/przypis], gdzie ludzie przede wszystkim – nadzwyczajnie pracują[przypis]Tamże, s. 129.[/przypis], a treścią życia jest praca nad szczęściem[przypis]Tamże, s. 130.[/przypis], dużo bardziej pasowałby do Londynu[przypis]Pół-żartem jako argument za londyńską podróżą Wokulskiego wymienić można także grafomańską „kontynuację” Lalki – Stanisław i Izabela podpisaną Piotr S. Wirski (Warszawa 1997), której autor w ramach dalszych losów wysyła Wokulskiego (i innych bohaterów) do stolicy Anglii.[/przypis].

Fragmenty opisujące Paryż widziany oczami Wokulskiego, gdy zastanowić się głębiej nad tym, na jakie miasto patrzy obserwator, wydają się mocno podejrzane. Przecież spogląda on na Paryż wstrząsany co kilkanaście lat rozruchami i rewolucjami, od Wielkiej Rewolucji Francuskiej po niedawną Komunę Paryską. To Paryż po przebudowie Haussmanna, którego ulice, wbrew temu, co stwierdza Wokulski, wytyczone zostały niejako w sposób rewolucyjny po wyburzeniu starych budynków, wbrew mieszkańcom Paryża, wbrew tradycji i ich przyzwyczajeniom[przypis]Zob. W. Benjamin, Paryż – stolica XIX wieku, w: Anioł historii, wyb. i oprac. H. Orłowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1996, s. 331–332; L. Benevolo, Miasto w dziejach Europy, Krąg, Warszawa 1995, s. 169–199.[/przypis]. Paryż końca lat 70. XIX wieku nie wydaje się dobrym przykładem miasta rozwijającego się harmonijnie i ewolucyjnie.

Oczywiście dużo bardziej istotne niż to, co o Paryżu i Londynie piszą książki historyczne, jest to, co na temat tych miast, czy może szerzej Francji i Anglii, sądził sam autor Lalki. Od tego, jaki był Paryż rzeczywisty, ważniejszy jest jego wizerunek „papierowy”. Pamiętajmy także, iż miasto to w Lalce jest niejako „papierowe” podwójnie – tak jak powieściowy obraz Warszawy powstał z rzeczywistych doświadczeń i obserwacji autora, tak w przypadku Paryża sporządził go Prus na podstawie innych książkowych źródeł.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy samej powieści. O fragmencie „paryskim” Lalki pisano stosunkowo niewiele, w porównaniu z ogromem pozycji naukowych poświęconych tej powieści. Jego uważna lektura, biorąca pod uwagę dosyć oczywisty dziś fakt, że to, co mówią i myślą postaci, często więcej mówi o nich niż o faktografii[przypis]Zob. J. Bachórz, Wstęp, do: Lalka, t. 1, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. XXXVII. Co prawda mowa tu jedynie o różnych wersjach zakończenia losów Wokulskiego, ale sądzę, że refleksję tę rozciągnąć można na całą powieść.[/przypis], podważa, jak się zdaje, wyrażany niekiedy przez badaczy pogląd, iż opisując Paryż, Wokulski jest rzecznikiem ideologii autora, a jego uogólnienia są tożsame lub przynajmniej bardzo bliskie przekonaniom autorskim[przypis]T. Wójcik, „Ależ tu jest więcej marmurów i brązów aniżeli w całej Warszawie! ” Paryska utopia Bolesława Prusa, w: Nowe stulecie trójcy powieściopisarzy, red. A.Z. Makowiecki, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1992, s. 166.[/przypis].

Paryż to utopia, jakiej desperacko potrzebuje Wokulski po wszystkich życiowych rozczarowaniach kojarzonych z Warszawą. O tym, że nie możemy spodziewać się z jego strony oglądu krytycznego, świadczą już słowa bohatera wypowiedziane podczas półprzytomnej podróży w przedziale kolejowym:

Ma oczy zamknięte, pomimo to myśli, że śpi i że ten dziwny stan zobojętnienia opuści go w Paryżu. „Paryż! Paryż!” (mówi sobie ciągle śpiąc). „Wszakże od tylu lat o nim tylko marzyłem”[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 85.[/przypis].

Wokulski to obserwator bardzo niewiarygodny. Przesiąknięty warszawskimi rozczarowaniami, czujący wciąż w sobie gorycz, od rozpoczęcia podróży znajduje się w dziwnym transie, bezwiednie i nieuważnie postrzega to, co dzieje się wokół niego. Cały czas zachowuje się jak pijany (fiakier odwożący go do hotelu stwierdza: piliście trochę, to zaraz widać[przypis]Tamże, s. 98.[/przypis]) bądź rzeczywiście pijany jest – już podczas pierwszego paryskiego posiłku jadł z wilczym apetytem, pił nie gorzej[przypis]Tamże, s. 100.[/przypis]. Później rytm jego życia wyznaczają spotkania z fabrykantami, przy udziale bardzo wielu butelek szampana[przypis]Tamże, s. 111.[/przypis], i wizyty w kawiarniach, gdzie karafka koniaku wypróżniała się, a on opierał głowę na rękach i drzemał ku wielkiej uciesze garsonów i gości[przypis]Tamże, s. 119. [/przypis].

Jego ocena jest dodatkowo niewiarygodna, gdyż pozostaje on człowiekiem z zewnątrz, nie wie naprawdę, jak wygląda życie paryskie – jedynie ogląda je jak turysta. Nawet gdy zwiedza warsztaty rzemieślnicze czy składy kupieckie, nie ma przecież zamiaru w nich pracować. Tak jak w Warszawie był parweniuszem, a całe życie odróżniał się od otoczenia[przypis]Zob. U. Kowalczuk, O różnicach w świecie „Lalki”, w: Świat „Lalki”, red. J.A. Malik, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2005, s. 87–106.[/przypis], tak tutaj jest jeszcze bardziej kimś „z zewnątrz”, gościem z prowincji Europy, dotkliwie odczuwającym swoja odrębność i na pierwszy rzut oka rozpoznawanym jako cudzoziemiec.

Budując swoją francuską utopię, Wokulski lekceważąco zbywa niepasujące do niej fragmenty rewolucyjnej historii Francji, by dostrzec w niej rozwój organiczny. W trybie przypuszczającym projektuje swoje alternatywne życie w Paryżu:

Dzięki mnóstwu instytucji mógłby więcej nauczyć się w dzieciństwie. Później, dostawszy się do kupca, doznałby mniej przykrości, a więcej pomocy w studiach. Dalej, nie pracowałby nad perpetuum mobile, przekonawszy się, że w tutejszych muzeach istnieje wiele podobnych machin, które nigdy nie funkcjonowały.
A gdyby nareszcie, posiadając majątek, zakochał się w arystokratycznej pannie, nie napotkałby tylu przeszkód w zbliżeniu się do niej. Mógłby ją poznać i albo wytrzeźwiałby, albo zdobyłby jej wzajemność.[...]
Zresztą, czy w tym Paryżu można zakochać się tak jak on do szaleństwa[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 128–129.[/przypis]?

W tym Paryżu-złudzeniu, Paryżu-marzeniu, o którym mówi Wokulski, bez wątpienia nie można zakochać się do szaleństwa, a zakochani trzeźwieją w porę. Bohater nie zastanawia się przy tym, skąd w tym idealnym, ewolucyjnie rozwijającym się Paryżu wziąłby majątek (chyba nie dzięki spekulacjom wojennym) albo czy czasem jego alternatywny żywot nie zakończył się na barykadach Komuny Paryskiej lub podczas wojny francusko-pruskiej. Nie próbuje sprawdzić także, jakie faktyczne są szanse zdobycia „francuskiej Izabeli”, wszakże z tamtejszą arystokracją nie utrzymuje żadnych kontaktów. O jej otwartości autor Lalki w Kronikach raczej powątpiewał[przypis]Jeden z angielskich bohaterów Kronik wypowiada zdanie, iż Francję cechował średniowieczny przesąd, że: praca jest hańba, a klasy pracujące – klasami niższymi, a jej klasy wyższe przez cały wiek starały się tylko, ażeby – nic nie robić. Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 311.[/przypis].

Wokulski stworzył sobie jednostronną, utopijną, a w gruncie rzeczy naiwną wizję Paryża. Trudno wszak zgodzić się z tezą, że jego spojrzenie podzielał autor Lalki – co więcej, wydaje się, że bardzo daleko było mu do paryskich zachwytów bohatera powieści, co postaram się pokazać w dalszej części tekstu. Jako przybliżenie ówczesnych poglądów Prusa traktować będę opinie wyrażone w jego Kronikach z lat 1885–1890.

Zachwyty pana Stanisława nad ewolucyjnie rozwijającymi się dziejami i rzeczywistością Francji zestawić można z jedną z opinii wyrażonych w Kronikach, iż:

Paryż cechuje się wiecznym latem, przerywanymi burzami, niekiedy gradem kul albo głów[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 8, PIW, Warszawa 1959, s. 184.[/przypis].

A idealny obraz francuskiej stolicy dostrzegany oczami Wokulskiego, z żywo opisanym wyobrażeniem Prusa o wydarzeniach Komuny Paryskiej:

Z początku widzisz tylko ocean domów, nad którymi unoszą się kłęby dymu i ogniste języki pożaru. Skąd ten pożar? – zapytujesz, a wtem – staje ci przed oczyma kolumna komunardów atakowana przez pułk wersalski. Nowa zmiana: komuniści cofnęli się, zostawiając za sobą stos trupów, natomiast widzisz baterię ich dział, rzucających na Paryż ogniste kule. [...] paszcze armat skierowane do twojej piersi; czujesz, że lada chwila wylecą z nich pociski, i dziękujesz niebu, że w tej tragedii odgrywasz tylko rolę widza.[przypis]Tegoż, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 184.[/przypis]

Prus często pisze w Kronikach o zepsuciu życia publicznego we Francji, irytuje go jej bierność polityczna i zaprzepaszczenie wartości kojarzonych z rewolucją francuską. Przywołuje mit Francji niosącej wolność, którą przeciwstawia z jednej strony Francji dzisiejszej, zepsutej, z drugiej zaś strony współczesnej cynicznej polityce europejskiej:

[Francja] Poczyna wołać o „prawa przeciw cudzoziemcom”. Ta Francja, która w końcu XVIII i na początku XIX wieku straciła milion obywateli na polach bitew, staczanych za „prawa człowieka”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 165.[/przypis]

Francja, nawet napoleońska, była jak latarnia elektryczna, rzucająca blask na trzy części świata; Niemcy są wielką kuźnią armat, nawet nie ogrzewaną ogniem ale ziębioną lodem. Miedzy piorunami, które złoty orzeł niósł w szponach, snuła się jednak trójkolorowa wstęga z hasłami: Liberté, Fraternité, Egalité. Pruski orzeł ma pełniejsze garście piorunów, ale między nimi tlą się smutne wyrazy: zabór, wygnanie i germanizacja. Za taką monetę nie kupuje się przyszłości.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 40.[/przypis]

Wydaje się, że według Prusa początkiem upadku Francji był schyłek rządów Napoleona III:

Poza dekoracjami potęgi i zbytku, w które stroiła się Francja napoleońska, Bismarck widział jej słabość militarną i dyplomatyczną, której nie dostrzegali inni.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 171–172.[/przypis]

A trwa on do dziś – Prus pisze często o aferach we francuskich sferach rządowych i bankructwie Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego. Niezwykle przygnębia go rozwój sprawy Boulangera we Francji, do której często wraca:

Kimkolwiek jest i czymkolwiek zostanie Boulanger, jesteśmy świadkami nadzwyczajnego i pouczającego widowiska.
Mierna głowa i mierny charakter staje się bożyszczem tłumu. Oficer wydalony z armii za niekarność sięga po naczelną władzę i nawet wcale się z tym nie kryje. Napoleon I, geniusz dziewięćdziesiątej szóstej próby, zostawszy generałem, a nawet zwycięzcą we włoskiej kampanii, nawet nie marzył, że będzie kiedyś rządcą swojego kraju; ale Boulanger wprost zapowiada ten ewenement w kawiarniach, na rautach i na proszonych obiadach.
A tłumy ryczą „niech żyje”, i pół miliona wyborców daje mu kreski. [...]
Słowem – kiepsko we Francji...[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 112–113.[/przypis]

Choć ostatecznie wszystko kończy się przyjętym przez Prusa z ulgą upadkiem Boulangera, to na marginesie tej sprawy, przedmowy Bourgeta do Ucznia, a także Wystawy Światowej w Paryżu, wypowiada o Francji ostatnich dwudziestu lat wiele gorzkich słów, choć pozornie ją chwali:

Francja długo jeszcze będzie zajmowała pierwszorzędne stanowisko w dziedzinie europejskiej myśli – to jest fakt...
Wielkich mędrców, tego na przykład gatunku co Anglik Spencer, Francja dziś nie posiada; ma wprawdzie człowieka równego mu geniuszem – Taine’a, ale jego twórczość rozwinęła się w innym kierunku. Nie posiada również Francja nawet w przybliżeniu ani jednego powieściopisarza tej miary co czterej Rosjanie: Tołstoj, Dostojewski, Szczedryn i Turgieniew, spomiędzy których osobliwie trzej pierwsi są fenomenami w literaturze świata. Niemniej jednak powieść francuska rozlewa się po całej Europie, a każda zmiana zachodząca w tej dziedzinie francuskiej twórczości jest jakby zapowiedzią nowej epoki w cywilizacji.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 97.[/przypis]

O historii Francji i jej literatury poprzednich dwudziestu lat tak pisze narrator Kronik:

Widziało się na powierzchni Francji legion wariatów, karierowiczów, oszustów i prostytutek, co na rozbitym ciele wielkiego narodu wyprawiają bezprzykładną orgię, której dym zaćmiewał same niebiosa. A poza tymi dymami, gdzieś na horyzoncie można już było dostrzec dyktatora w snopie bagnetów, obok zaś niego świętą inkwizycję i gilotynę.[przypis]Tamże, s. 100.[/przypis]

Choć według Prusa, z pewnością odległe od ideału organizacji społecznej, miasto to podkreślane jest często jako miejsce, gdzie mogą wyjechać zdolni polscy naukowcy, by rozwijać swoją karierę, co właściwie wydaje się dla nich jedynym wyjściem, jak bowiem pisał:

Rozmawiałem z uczonymi, którzy – albo palili się w swoich laboratoriach skutkiem złego oświetlenia, albo uciekali do Paryża.[przypis]Tamże, s. 107.[/przypis]

Liczne wzmianki w Kronikach dotyczą także Pasteura i założonego przez niego szpitala.

Choć raz nawet Paryż jest nazwany przez Prusa najoświeceńszym miastem[przypis]Tamże, s. 51.[/przypis], jednak przeważnie pozostaje on w Kronikach raczej miastem zepsucia, rozpusty, dziwacznej mody. Częściej niż po naukę wyjeżdżają doń ludzie po zabawę, do tej: dwumilionowej stolicy, zwanej Nowym Babilonem, gdzie jest pięć razy łatwiej być zabitym aniżeli cnotliwym i [...] cnota jest tam równą rzadkością jak uduszenie się albo rzucenie się z wieży...[przypis]Tamże, s. 182.[/przypis]

W Kronikach z ostatniego pięciolecia lat 90. zdecydowanie bardziej na miano utopii zasługuje Londyn – choć do Paryża jeździ się po rozrywkę i by dokonywać wynalazków, to w Anglii społeczeństwo jest najlepiej rozwinięte i najlepiej zorganizowane. Tak różnicę między charakterami nacji europejskich opisuje Prus w kronice poświęconej innej utopii – książce W Roku 2000 Edwarda Bellamy’ego:

Wyobraźmy sobie tysiąc ludzi wyrzuconych na pustą, ale żyzną wyspę. [...]
Gdyby między tymi ludźmi znajdował się inteligentny Polak, zaraz zawołałby: „Panowie! jedność, łączmy się, kochajmy się!...”, no, i zaraz poszukałby partyjki do winta. Gdyby tam było ze dwóch Francuzów, zaraz jeden zacząłby pisać „z głowy” konstytucję, a drugi wziąłby się praktycznie do zrobienia rewolucji. Z dwu zaś Niemców tam obecnych jeden chciałby zaprowadzić powszechną służbę wojskową, a drugi zająłby się obmyślaniem jakiegoś systemu filozoficznego. Lecz gdyby miedzy owym tysiącem rozbitków znaleźli się Anglicy, którzy są urodzonymi mężami stanu i organizatorami społeczeństw, ci przede wszystkim zajęliby się:
O r g a n i z a c j ą  p r a c y.[przypis]Tamże, s. 285–286.[/przypis]

Dalej w kronice tej narrator opisuje, jak Anglicy opracowują idealny system pracy i organizacji społecznej dla rozbitków, przy zupełnym niezrozumieniu ze strony innych nacji, z których każda chce zajmować się pracami zupełnie niepraktycznymi – Żyd chce być kapitalistą albo prowadzić szyneczek, Niemiec chce być naczelnikiem lub filozofem, Polak obywatelem ziemskim, dyrektorem kolei, ostatecznie dobrze się ożenić. Francuz natomiast, dowiedziawszy się, że na wyspie nie będzie profesji takich jak kawaler Legii Honorowej czy tenor w operetce, zostaje odesłany do pasania świń.

Podobne przekonanie o angielskim (czy szerzej anglosaskim) charakterze powtórzy Prus zresztą kilka lat później w sporze o Robinsona i Don Kichota[przypis]Po raz pierwszy Prus pisał o tym w „Kurierze Codziennym” nr 314 z 13 listopada 1898, zob. B. Prus, Kroniki, t. 15, PIW, Warszawa 1965, s. 426–429[/przypis], gdzie zresztą ostro skrytykuje donkiszoterię, a pochwali anglosaskie przymioty Robinsona, przeciwnie niż Wokulski, który swoją uwagę zatrzymał dłużej na postaci stworzonej przez Cervantesa.

Często w Kronikach Prusa przybysze z Anglii pełnią funkcje komentatorów polskiej rzeczywistości. Są wśród nich anglikański pastor, angielski konsul oraz szlachetny lord, który:

Po długim szeregu historycznych przodków, [...] odziedziczył jeszcze niepokonaną skłonność do próżniactwa, w Anglii jednak próżnować nie mógł, gdyż wykreślono by go ze wszystkich klubów.
Postanowił więc [...], próżnować za granicą, wszelako w tej formie, która na przykład u nas uchodziłaby za szczyt pracowitości. Mianowicie postanowił sobie za cel podróży: zbadanie słowiańszczyzny zachodniej.[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 9, Warszawa 1960, s. 201.[/przypis]

Anglicy, jako przybysze ze świetnie urządzonego społeczeństwa, dziwią się oglądanym wydarzeniom i zwyczajom, podając przykłady ze swojego kraju, jak się wydaje z pełną aprobatą narratora:

U nas w Anglii, gdy o czymś nie wiedzą, starają się pierwej dokładnie dowiedzieć, a dopiero później sądzić. Tu zaś słyszę tylko stanowcze sądy, bez żadnych dowodów.[przypis]Tamże, s. 22.[/przypis]

U nas w Anglii nikt od razu nawet 100 tomów nie kupi, ale za to każdą kupioną książkę przeczyta. Biblioteka nie czytana jest po prostu śmietnikiem, jakich u was pełno.[przypis]Tamże, s. 44.[/przypis]

W Anglii dowcip jest narzędziem, za pomocą którego autor doskonali dusze swoich czytelników, jak cała zresztą literatura. Tu zaś dowcip ma na celu trawienie i oddychanie.[przypis]Tamże, s. 23.[/przypis]

Odwiedzający Warszawę Lord Churchill komentuje: Niedogodnościom tym [ze znajdowaniem pracy] zapobiegłyby „biura pracy” czy „biura najmu dziennego”, które u nas tak wybornie funkcjonują, a tak niewiele kosztują.[przypis]Tamże, s. 310–311.[/przypis]

Anglia według narratora Kronik to także miejsce, gdzie wiele spraw urządzonych jest właśnie tak, jak powinno: rząd nie obraża się na druzgocącą krytykę w prasie, tylko odpowiada na zarzuty[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 146.[/przypis], liczba recydywistów wynosi ledwie 25% (przy 50% we Francji)[przypis]Tamże, s. 146.[/przypis].

Właściwie poprowadzona jest tak bliska sercu Prusa edukacja rzemieślników:

W Anglii i Ameryce [...] wyższe stanowiska niejednokrotnie zajmują ludzie, którzy ukończyli tylko niższą edukację. Chłopak sposobi się na kowala, a zostaje ślusarzem; chcąc ukształcić się w ślusarstwie, zostaje mechanikiem, a pracując nad mechaniką – robi jakiś ważny wynalazek. Słowem, wydaje na naukę ledwie kilkaset rubli, czasu nie traci, bo wciąż utrzymuje się z własnej pracy, i w rezultacie – przynosi społeczeństwu nieobliczone zyski.[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 8, PIW, Warszawa 1960, s. 33.[/przypis]

Anglicy są wzorem edukacji społeczeństwa, czego dowodem ma być także nieco żartobliwie przywołany wynalazek: aparat do „bicia w skórę”, co komentuje już jednak całkiem poważnie:

W Anglii, która pod względem dojrzałości o paręset lat wyprzedza Europę, wynaleziono podobny aparat.
[...]
Kara bowiem w dzieciństwie wymierzona stanowi ów posiew, z którego w dojrzalszym wieku wyrasta – sumienie.
Twarde te nauki angielskich myślicieli niemile zabrzmią w uszach naszych wychowawców, którzy nieograniczenie ufają w potęgę jałowych „upomnień” i „perswazji”. Niemniej w tym punkcie Anglicy mają słuszność.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 239–240.[/przypis]

Nawet w kwestii opłat dorożkarskich jest Londyn wzorem, gdyż pobiera się je:

Nie „za kurs”, ale „za wiorstę”, co [...] jest jedyną sprawiedliwą zapłatą.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 134.[/przypis]

To także miejsce, gdzie najlepiej rozwinięte są kasy oszczędności:

W Anglii [...] bowiem istnieją apostołowie oszczędności [...] i tak pięknie umieją zachęcać, że każdy pijący piwo odkłada parę groszy na złą godzinę.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 63.[/przypis]

Anglia jest wreszcie miejscem, gdzie narodziła się wysoko ceniona przez Prusa Armia Zbawienia. Nawet: wstrzemięźliwość propaguje u nas jakieś towarzystwo londyńskie, ale o miejscowych apostołach tej cnoty – nie słychać.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 94.[/przypis]

Oczywiście nie każde wspomnienie dotyczące Anglii czy Londynu ma rysy utopijne – Prus wszakże wiedział, że może mieć ideały, ale na złudzenia absolutnie nie może sobie pozwolić. Dlatego też wspomina o wielkich zamieszkach robotniczych w Londynie[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 62–66.[/przypis], o złudnych ideałach wolnego handlu, dzięki którym Anglia wyzyskuje pół świata[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 272.[/przypis], czy o oskarżeniach dotyczących niemoralności niektórych lordów[przypis]Tamże, s. 148.[/przypis]. Nie oszczędza jej także, pisząc o cynizmie polityki prowadzonej przez europejskie mocarstwa. Jednak w ogromnej większości przeważają opinie pozytywne bądź wprost dla angielskiego sytemu społecznego entuzjastyczne. Tym dziwniejsze jest właśnie, że nie do Londynu pojechał Wokulski w poszukiwaniu odtrutki na warszawskie rozczarowania.

Spróbujmy dać odpowiedź bądź odpowiedzi na zadane w tytule wystąpienia pytanie.

Pierwsza grupa najprostszych wytłumaczeń dotyczy prawdopodobieństwa fabularnego – pod koniec lat 80. dla Prusa dużo bardziej prawdopodobne było, iż Suzin będzie robił militarne interesy z Francją niż z Anglią (w końcu lat 70. było to zdecydowanie mniej prawdopodobne, wówczas to Niemcy, zawzięty wróg Francuzów, zawierały z Rosją liczne traktaty sojusznicze o współpracy wojskowej, ale pamiętajmy o tym, że w Lalce często nakładają się na siebie realia czasu akcji i czasu pisania powieści). Prawdopodobne było, że Wokulski znał francuski, więc mógł występować jako zaufany tłumacz rosyjskiego przyjaciela, biegła znajomość angielskiego byłaby ze względu na jego biografię wielce nieprawdopodobna. W Londynie Wokulski byłby wszakże jeszcze bardziej obcy niż w Paryżu, byłby nie tylko przybyszem z zapadłej prowincji Europy, ale także przybyszem nieznającym języka, a więc zupełnie pozbawionym kontaktu z kulturą odwiedzanego miejsca.

Być może pojechał do Paryża, gdyż było to miasto, gdzie mimo pewnej zgnilizny społecznej robi się znakomite wynalazki, a to ów wynalazek wydaje się najistotniejszy dla bohatera Lalki jako alternatywa dla jego zatrutej miłości.

Inna z odpowiedzi na postawione w tytule pytanie jest taka, że być może Prus nie chciał konfrontować swojego bohatera ze swoim własnym ideałem społeczeństwa, poprzestając jedynie na skłonieniu go do nauki angielskiego.

Język angielski ma Wokulskiego przybliżyć do ideału – przede wszystkim do wyidealizowanego obiektu uczuć, gdyż to on oddziela bohatera Lalki od tajemnic Izabeli. Okaże się, że pokonanie tej bariery nie przynosi bohaterowi szczęścia, nauka angielskiego nie zbliży go do ideału. Może więc jednak dobrze, że nie pojechał do Londynu?</document>
<document nplp_id="21155" title="Bedeker" slug="bedeker-2">[…] gdy [Wokulski] pilniej zaczął rozglądać się w planie Paryża, spostrzegł to, czego nie dojrzeli rodowici paryżanie (co byłoby mniej dziwne) ani nawet K. Baedeker, roszczący sobie prawo do orientowania się po całej Europie. (II, 139)
Bedeker to nazwa przewodnika, pochodząca od nazwiska niemieckiego wydawcy Karla Baedekera, który pod koniec lat 20-tych XIX wieku rozpoczął publikację serii książek dla turystów. Te przewodniki, w charakterystycznej czerwonej oprawie, o poręcznym, kieszonkowym formacie, publikowane w wielu językach, wytyczały trasy podróży i wędrówek, zawierały informacje geograficzne i historyczne, mapy, a także wystawiały rekomendacje; o stopniu atrakcyjności obiektu informowała ilość przyznanych mu gwiazdek. Zawierały również praktyczne wskazówki dotyczące środków transportu, hoteli, restauracji, cen usług i biletów wstępu do teatrów, muzeów itp. Starannie opracowane przewodniki Baedekera, w których dbano o aktualność i precyzję zamieszczanych informacji, stały się symbolem świetnej, bo wiarygodnej, literatury turystycznej.

Wokulski, będąc w Paryżu, czas wolny od interesów z Suzinem wykorzystywał na najnieporządniejsze zwiedzanie miasta, wybierając cele na chybił trafił ze spisu alfabetycznego w bedekerze. Wieczorami studiował mapę Paryża, wykreślając obejrzane już miejsca.
Pierwszym przewodnikiem po Warszawie był wierszowany Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy autorstwa kompozytora i instrumentalisty Adama Jarzębskiego (1643). Dalej był Przewodnik Warszawski (1826) Natana i Jana Glücksbergów, w którym podano nazwiska urzędników i innych wpływowych obywateli, Bankierów, Kupców, Fabrykantów, Rzemieślników, zgoła osób których Adresa Publiczności potrzebne bydź mogą (sic!). Przewodnik zawierał także spis hoteli i zajazdów, plan Warszawy oraz aktualny kalendarz. Z późniejszych bedekerów warto wymienić przede wszystkim obszerny Przewodnik po Warszawie, napisany przez F. M. Sobieszczańskiego i Wacława Szymanowskiego (1873).
Ważną rolę bedekerów poświadcza Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic Walerego Eljasza Radzikowskiego. Ukazał się w 1870 roku i walnie przyczynił się do tego, że wkrótce znalezienie wolnego miejsca w Zakopanem graniczyło z cudem.</document>
<document nplp_id="21157" title="Dolina Szwajcarska" slug="dolina-szwajcarska-2">Jeszcze z kwadrans posiedzieli we troje, rozmawiając o niedawnej zabawie w Dolinie Szwajcarskiej […] (I, 495)
W 1825 roku w dołach pozostałych po cegielni przy Alei Ujazdowskiej na powierzchni ok. 4,5 ha Stanisław Śleszyński założył ogród owocowy. Rok później pobudował tam piętrowy pałacyk zaprojektowany przez Antonia Corazziego. W 1827 starannie zaplanowany ogród z klombami kwiatowymi i szwajcarskimi altanami (które dały temu miejscu nazwę) otworzono dla gości, którzy przy dźwiękach muzyki mogli bawić się, odpoczywać, pogryzać kiełbaski i popijać piwo.
Trzydzieści lat później nowi właściciele – Dziechcińscy i Winniccy wybudowali Salon Wielkiej Alei – ogromny gmach koncertowy, w którym występowali: Jan i Edward Straussowie, Ignacy Paderewski, Władysław Sygietyński.
W Przewodniku z 1881 roku odnotowano: W zimie, w wspaniałej Sali Doliny odbywają się karnawałowe maskarady, nawiedzane zresztą głównie przez płeć piękną, pół i ćwierć-światka. Złota młodzież warszawska zapewnia, że na podobnych maskaradach bawić się można wybornie[przypis]Grand Hôtel d’Europe Varsovie. Przewodnik po Warszawie wydany staraniem Wielkiego Hotelu Europejskiego w czterech językach, [wydawca nieznany, Warszawa 1881, s. 22.[/przypis]. Latem do ogrodu sprowadzano orkiestrę, która przygrywała spacerowiczom w takt mazurków, kujawiaków i krakowiaków. Można też było brać udział w loteriach urządzanych przez instytucje dobroczynne.
Charakter organizowanych imprez przyciągał szeroką publiczność. Płacąc 35 kopiejek za wstęp, można było słuchać w środy i w soboty symfonii, w pozostałe dni tygodnia lżejszego repertuaru koncertowego. W 1874 roku otworzono ogród zabaw dziecięcych – tzw. Nową Szwajcarię, wielką popularnością cieszyły się występy magików, żonglerów, połykaczy ognia, odbywały się przedstawienia teatrzyku ogródkowego.
Za czasów Bolesława Prusa Dolina Szwajcarska była bardzo lubiana przez warszawiaków, ale w Lalce wzmianka o niej pojawiła się tylko raz, podczas rozmowy Wokulskiego z Łęckimi.</document>
<document nplp_id="21158" title="Hotel Europejski" slug="hotel-europejski-2">[Z okazji poświęcenia nowego sklepu Wokulski wydał wystawne przyjęcie w najlepszym hotelu w Warszawie:] Salę ubrano w kwiaty, ustawiono ogromne stoły w podkowę, sprowadzono muzykę i o szóstej wieczór zebrało się przeszło sto pięćdziesiąt osób. (I, 318)
Przy Królewskim Trakcie, na miejscu pałacu, którego właścicielami byli m.in. Radziwiłłowie i Lubomirscy, nowi właściciele: Władysław i Ksawery Pusłowscy oraz Aleksander Przeździecki zlecili budowę hotelu, zaprojektowanego przez Henryka Marconiego. Inwestycja powstawała przez 20 lat. Pierwszy etap zakończono 30 grudnia 1856 roku. Do dyspozycji gości oddano 90 numerów hotelowych. Finalizacja projektu nastąpiła w 1878 roku. Udostępniono 240 pokoi i salonów urządzonych z wyszukaną elegancją. Dla najbardziej wymagających przygotowano apartamenty stylowe: w stylu empirowym, Ludwika XV ze złoconymi meblami lub Ludwika XVI z biało-błękitnymi meblami. Za najpiękniejszą uchodziła Sala Pompejańska na pierwszym piętrze, z malowidłami min. Karola Marconiego. Na drugim piętrze mieścił się obszerny salon, w którym przez wiele lat urządzał wystawy Aleksander Krywult. Pierwsza odbyła się w 1881 roku, wyeksponowano płótna Matejki, Chełmońskiego, Siemiradzkiego. W kolejnych latach na „salonie odrzuconych”, pojawiły się obrazy najsłynniejszych malarzy polskich i europejskich.
Na poddaszu hotelu urządzili swą pracownię malarze: Józef Chełmoński i Aleksander Piotrowski. Pomieszkiwał tam przez kilka lat symbolista Adam Chmielowski (późniejszy Brat Albert) i Stanisław Witkiewicz. Tutaj Helena Modrzejewska przychodziła pozować do portretu malowanego przez Chełmońskiego. Na parterze były eleganckie sklepy, największą sławą cieszyła się jednak restauracja i cukiernia Lourse’a, którą odwiedzały żądne plotek największe osobistości miasta.
Obok cukierni mieścił się zakład fryzjerski i salon kosmetyczny, dalej kantor wymiany walut prowadzony przez bankiera Radziszewskiego. Pod koniec stulecia duże piwnice win pod nazwą Caves du Grand-Hotel d’Europe prowadził Skarżyński.
Hotel Europejski stanowił piękną wizytówką miasta. W Przewodniku z 1881 roku czytamy: jest najprzyjemniejszym mieszkaniem, jakie Warszawa posiada dla przybyłych, w ogóle czy to na dni kilka tylko, czy też na dłuższy pobyt[przypis]Grand Hôtel d’Europe Varsovie. Przewodnik po Warszawie wydany staraniem Wielkiego Hotelu Europejskiego w czterech językach, [wydawca nieznany], Warszawa 1881, s. 14.[/przypis].</document>
<document nplp_id="21159" title="Kamienice warszawskie" slug="kamienice-warszawskie-2">Dom był trzypiętrowy; miał parę żelaznych balkonów i każde piętro zbudowane w innym stylu. […] Podwórko, otoczone ze wszystkich stron trzypiętrowymi oficynami, wyglądało jak dno obszernej studni, napełnionej wonnym powietrzem. (I, 379)
Opisywana przez Prusa kamienica Łęckich to duży, murowany dom mieszkalny, stojący w zabudowie zwartej, przylegający do innych budynków, ze skromnie zdobioną fasadą i bramą, z przestronną sienią i wewnętrznym podwórkiem. Jest to typowa kamienica czynszowa, jakie począwszy od lat 70-tych XIX w. licznie powstawały w Warszawie, podzielona na wiele mieszkań, przeznaczonych do wynajmowania. Budowano wówczas szybko i oszczędnie wysokie, kilkupiętrowe domy, często z niskiej jakości materiałów, co powodowało częste katastrofy, wspominane przez Prusa również na kartach Lalki (kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej). Pisarz zwrócił uwagę na charakterystyczną wewnętrzną strukturę architektoniczną wielu warszawskich domów. Chcąc wykorzystać powierzchnię gruntu pod zabudowę w sposób jak najbardziej ekonomiczny, zaczęto budować „kamienice-studnie”, składające się z budynku frontowego oraz z oficyn, czyli budynków dobudowanych z boków i z tyłu kamienicy frontowej. Tak wyglądała właśnie kamienica należąca do Łęckich, w której sami właściciele oczywiście nie mieszkali. Ten sposób zabudowy prowadził do powstania podwórza o zamkniętej powierzchni, z miejscem na urządzenia techniczne związane z używaniem kamienicy (np. śmietnik i wodociąg).
Utrzymywanie porządku i czystości, otwieranie i zamykanie bramy należało do obowiązków stróża. Natomiast za utrzymanie kamienicy w stanie zdatnym do użytku i ściąganie komornego od lokatorów odpowiadał rządca. W Lalce tę funkcję pełnił zubożały szlachcic Wirski. Na budynkach znajdowały się tablice z nazwą ulicy i numerem domu oraz nazwiskiem właściciela, a także spis mieszkańców.
Miejska forma zabudowy przestrzeni była zamknięta i oszczędna. W związku z tym życie mieszkańców kamienic stało się bardziej ograniczone przestrzennie, wręcz stłoczone. W miarę, jak wzrastała liczba pięter, pojawiały się „podwórka-studnie”, które jeszcze bardziej ograniczały prywatność. Okna frontowe domów wychodziły na ulice, można z nich było zobaczyć fasady i okna kamienic po przeciwległej stronie. Ludzie posiadający mieszkania od strony podwórza dosłownie zaglądali sobie w okna. Trudniej w takich warunkach było zachować spokój i intymność, trudniej coś ukryć i zachować w tajemnicy. Sprzyjało to atmosferze podejrzliwości, wzajemnej obserwacji i plotkom.
Warszawska kamienica czynszowa doczekała się pod piórem Bolesława Prusa wielu zjadliwych słów, tak w powieści, jak i w publicystyce. Kilka lat przed wydaniem Lalki pisał on na łamach prasy: Dość spojrzeć na typową kamienicę warszawską, aby domyśleć się, w jakie to ona obfituje wygody. Domisko jak trzy- lub czteropiętrowe pudło, z ciasnym podwórkiem, z chorobliwym kolorem, niekiedy z gipsowymi ozdobami, jak łaty na dziurawej odzieży. Mieszkania ciasne i nielogiczne, w których sypialnia jest ciemnicą, a najlepszy pokój nazywa się „salonem” i stoi pustką.[przypis]B. Prus, Sprawy bieżące. II, „Niwa” 1874, t. VI, nr 2, s. X).[/przypis]</document>
<document nplp_id="21160" title="Łazienki Królewskie" slug="lazienki-krolewskie-3">[Wokulski] Przeszedł do Łazienek i tu znalazł spokojniejsze ustronie. Na niebie zaiskrzyło się kilka gwiazd, przez powietrze, od Alei, ciągnął szmer przechodniów, a od stawu wilgoć. Czasem nad głową przeleciał mu huczny chrabąszcz albo cicho przemknął nietoperz; w głębi parku kwilił żałośnie jakiś ptak, na próżno wzywający towarzysza; na stawie rozlegał się daleki plusk wioseł i śmiechy młodych kobiet. (I, 362)
W XVII Stanisław Lubomirski postawił w Ujazdowie mały pawilon z łaźnią. W połowie XVIII wieku teren przeszedł na własność króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który utworzył w tym miejscu – zachowawszy nazwę Łazienki – jeden z najpiękniejszych zespołów parkowo-pałacowych w Europie. Pawilon został rozbudowany i zmieniony przez włoskiego architekta Dominika Merliniego w klasycystyczny Pałac na Wodzie. Niewielki i malowniczo osadzony pośród stawu i drzew zachwycał – w porównaniu z monumentalnością pałaców europejskich – kunsztownością wykonania. Park, zaprojektowany przez Jana Christiana Schucha, harmonijnie łączył cechy klasycystycznego stylu francuskiego z elementami malowniczego, angielskiego ogrodu. Jego ozdobą były liczne eleganckie pawilony. Przy wejściu – Stara Pomarańczarnia z teatrem dworskim, dalej Wodozbiór i Biały Domek. Podstawowy kształt, nadany Łazienkom przez Stanisława Augusta, przetrwał do dzisiaj.


W czasie, w którym toczy się akcja Lalki, park był otwarty dla publiczności. Po głównych alejach jeździły dorożki, tłumy przychodziły na organizowane zabawy, można było uprawiać jazdę konną i pływać łódkami po stawie, a zimą jeździć na łyżwach. Popularna trasa spaceru (którą chadzał Wokulski) prowadziła od mostku, położonego na osi pałacu, obok Teatru na Wyspie, Pałacu na Wodzie i Starej Kordegardy; na końcu promenady stał konny posąg króla Jana Sobieskiego. Odnawiano go w 1876 roku, gdy „barbarzyńską jakąś ręką został uszkodzony”. Gdzieś w tamtej stronie parku Wokulski został napadnięty przez rabusiów.

W Lalce Łazienki tworzą scenerię dla szaleństwa uczuć Wokulskiego: wielość ścieżek, na których mijają się spacerowicze, sprzyja niby przypadkowym spotkaniom, budzi nadzieję ujrzenia Izabeli. Gdy czekał na nią w parku, wpadał w stan rozgorączkowanego oczekiwania. Noc miał pełną dzikich marzeń, zjawiał się w parku przed czasem, padał bez sił na ławkę i zlany potem czekał. Nareszcie na końcu alei ukazywały się dwie kobiece figury, czarna i szara. Wokulskiemu krew uderzyła do głowy. […] Podniósł się z ławki i szedł naprzeciw nich jak lunatyk, bez tchu. Gdy panna przechodziła obok, kierował do niej parę nieskładnych słów. Gdy się nie pojawiała, pozostawała gorycz rozczarowania. A później, upokorzony przez Izabelę, bohater znów powracał do parku, nękany wspomnieniami. Kontemplowany przez Wokulskiego pejzaż Łazienek był równie zmienny, jak widok Powiśla. Łazienki są piękne, wręcz kiczowate, gdy widzi je człowiek szczęśliwy; gdy wpada w rozpacz, zauważa wilgoć, nietoperza, żałosne kwilenie ptaków, przechodnie mają posturę złoczyńców, a widok sadzawki nasuwa pragnienie śmierci. Uroda parku była postrzegana subiektywnie, kryła się mniej w realiach, a bardziej w oku patrzącego. Widok cierpiącego Wokulskiego skłaniał hrabinę Karolową do refleksji o ludzkim losie: Coraz bardziej przekonywam się, Belu, że pieniądze nie dają szczęścia. Ten Wokulski zrobił świetną jak dla niego karierę, lecz – cóż stąd?… Już nie pracuje w sklepie, ale nudzi się w Łazienkach.
Park łazienkowski został w Lalce sprowadzany do roli upadającego ogrodu, miejsca towarzyskich gier, umizgów i zdegradowanej miłości.</document>
<document nplp_id="21161" title="Ogród Botaniczny" slug="ogrod-botaniczny-2">Ogród Botaniczny założono w 1818 roku dla celów naukowych, na wydzielonym z północnej części Łazienek fragmencie gruntu przy Alejach Ujazdowskich. Wybudowany przy wejściu imponujący budynek Obserwatorium Astronomicznego oddzielał Ogród od starego parku. Wstęp był płatny, ale Ogród był tak pięknie urządzony i zadbany, tak szybko wzbogacał się o wciąż nowe rośliny, sadzone na misternie rozplanowanych klombach, że szybko stał się ulubionym miejscem spotkań warszawiaków. W czasie akcji Lalki to w nim tłoczyły się szeregi spacerujących; każda ławka uginała się pod ciżbą osób. Zastępowano Wokulskiemu drogę, deptano po piętach, potrącano łokciami; rozmawiano i śmiano się ze wszystkich stron. Było to na tyle uciążliwe, że bohater, by znaleźć spokojniejsze ustronie, schronił się w Łazienkach.

A jednak to właśnie Ogród Botaniczny stanowił przestrzeń wyraźnie sprzyjającą rozmyślaniom Wokulskiego i skłaniał go do podejmowania ważnych decyzji. To tu bohater rozmawiał z Ochockim o sensie życia, tu otrząsnął się z melancholii i pojął, że zdobycie sławy jest nieporównanie ważniejsze, niż kupieckie zatrudnienia i majątek. Droga do sławy miała jednak wieść przez pracę i niebezpieczeństwa, co dziwnie nie pasuje do marzeń o naukowych odkryciach i wynalazkach. Bo zapewne nie tylko o nie tu chodzi. Kontekst wyraźnie wskazuje, że ze względu na cenzurę coś jest niedopowiedziane; że pagórek, wznoszący się nad Ogrodem i Łazienkami, kieruje myśl ku nieodległej historii. Gdyż pozostałe przy nim ruiny to resztki Świątyni Opatrzności, stawianej w 1792 roku dla upamiętnienia Konstytucji 3 Maja; a wspomnienia Wokulskiego, wywołane przez to miejsce, odwołują się do powstania styczniowego, w którym uczestniczył. Ożywiona przez to miejsce pamięć daje bohaterowi moc i wolę przetrwania, szlachetnie przemienia (chociaż nie na długo) hierarchię wartości, kierujących jego życiem.

Ogród Botaniczny, osadzając teraźniejszość w narodowych dziejach i patriotycznej tradycji powstania, urasta do rangi symbolu walk o Polskę. Walk toczonych w Sejmie – i na placu boju. A zarazem ukazuje – w świecie ideałów pozytywistycznych – rangę historii jako niezbędnego elementu myślenia o przyszłości.</document>
<document nplp_id="21162" title="Ogród Saski" slug="ogrod-saski-2">Wokulski na chwilę tylko wpadł do sklepu, przy obiedzie nie mógł jeść, potem poszedł do Saskiego Ogrodu […] (I, 403)
Ogród Saski jest najstarszym parkiem publicznym w Warszawie, został założony w połowie XVII wieku, był własnością Sasów. W czasach Lalki był rozbudowany i wyposażony w rozmaite atrakcje: stylizowaną świątynię, posągi, altany, sadzawkę, wodotrysk, strzelnicę i plac zabaw dla dzieci. Mieścił się tu także zbudowany w 1870 roku Teatr Letni. W 1876 roku budynek dawnej ujeżdżalni Kubickiego zamieniono na giełdę, która jest wspominana w powieści.
Położony w centrum wielkomiejskiej zabudowy, dzięki siedmiu wiodącym do niego bramom Ogród był łatwo dla wszystkich dostępny. Franciszek Sobieszczański w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1869 roku notował: Od 9 do 1 z południa Saski Ogród staje się pastwą dzieci, guwernantek, bon i nianiek rozmaitego stanu i języka. Przechodnie muszą ustępować z drogi popychanym wózkom, małym welocypedystom, podrzucanym piłkom i kółkom wirującym we wszystkich kierunkach[przypis]F. M. Sobieszczański, Ogród Saski w Warszawie, „Tygodnik Illustrowany” 1869, nr 92, s. 164.[/przypis]. Po południu w Ogrodzie odbywała się rewia mody, znakomitym miejscem obserwacji spacerowiczów była weranda cukierni, założonej przez Lessla. Wieczorem, po pracy, schodzili się tutaj mieszkańcy stolicy. Wszyscy jednak musieli opuścić Ogród na wezwanie strażników, dających znać grzechotkami, że nadeszła już godzina zamknięcia.

Fritz Wernick, wszechstronnie wykształcony niemiecki dziennikarz i podróżnik, pisał: Spośród parków najwięcej walorów ma Ogród Saski. Niewiele miast europejskich pochlubić się może posiadaniem w samym sercu tak pięknie położonej, rozległej zielonej przestrzeni. […] Rzeczony ogród jest w porze gorącej niewyczerpanym źródłem rozrywki i zdrowia, oazą świeżego powietrza i zieloności, najbardziej uczęszczaną promenadą spacerową mieszkańców Warszawy[przypis]Fritza Wernicka opis Warszawy z 1876 roku, opr. i tłum. I. i J. Kosimowie, w: Warszawa XIX wieku (1795-1918), PWN, Warszawa 1970, z. 1 i 2, 297–338.[/przypis].
Ogród Saski był nazbyt zatłoczony, by stać się miejscem spotkań bohaterów Lalki. Nie mogło go jednak zabraknąć w realistycznej powieści o Warszawie drugiej połowy XIX wieku. Znalazła się tylko jedna o nim wzmianka. Oto Wokulski, spacerując po Ogrodzie, rozmyślał o starcie nowo nabytej klaczy na wyścigach – i o pannie Izabeli.</document>
<document nplp_id="21163" title="Paryż i&amp;nbsp;Wystawa Światowa" slug="paryz-i-wystawa-swiatowa-2">Wokulski odwiedza Paryż, by spotkać się z przebywającym tam w interesach kupcem Suzinem i z zamiarem obejrzenia wystawy światowej, otwartej w maju 1878 r. Miasto od pierwszego momentu robi na przybyszu wrażenie miejsca niezwykłego. Niezwykły jest dworzec, gdzie uwagę podróżnego zwraca, z jednej strony, wzmożony ruch i towarzyszący mu hałas, z drugiej – konstrukcja hali peronowej, która oszołomionemu Wokulskiemu każe myśleć, iż pociąg staje pod dachem. Zadaszenie przestrzeni, która służy celom komunikacyjnym (paryski „dworzec kolei północnej”, wzorem innych wielkich europejskich terminali, miał halę wzniesioną z użyciem żelaza i szkła), stanowi kwintesencję nowoczesnej metropolii, której infrastruktura spełnia jednocześnie dwa warunki: podnosi prędkość przemieszczania się jej mieszkańców i pozwala ten ruch skutecznie kontrolować. Wokulski poznaje Paryż najpierw z perspektywy powozu, którym jedzie z Suzinem z dworca do centrum, poruszając się wzdłuż szerokiego i prostego bulwaru, wytyczonego niemal w osi linii kolejowej, którą przyjeżdża się do Paryża. Bulwar Lafayette jest częścią wielkiego dzieła przebudowy Paryża, zaprojektowanego i zrealizowanego pod kierunkiem Georgesa Haussmanna w latach 1852–1869. Przesłanki tej przebudowy miały w części charakter polityczny, w części – ekonomiczny. Polityczne uwarunkowania wiązały projekt z zadaniem przystosowania miasta do operacji militarnych i akcji pacyfikacyjnych, których skuteczność (jak pokazywały doświadczenia z przeszłości) cierpiała wskutek gęstej zabudowy centrum i sieci wąskich, krętych uliczek (pamiętających jeszcze czasy średniowiecza), znakomicie nadających się do budowy barykad, zaś utrudniających operowanie konnicą i użycie wobec demonstrantów ciężkiej broni. Na militarne wymagania, jakim sprostać miała przebudowana stolica, nakładały się ambicje modernizacyjne cesarza Napoleona III, którym wychodzić miało naprzeciw miasto pomyślane jako jedna całość, gdzie wyspecjalizowane w pełnieniu określonej funkcji części są ze sobą powiązane ulicami, zapewniającymi sprawną wewnętrzną komunikację. Projekt Haussmanna rewolucjonizował rolę ulic i placów: w średniowiecznym Paryża były to przede wszystkim miejsca spotkań i załatwiania spraw publicznych, później na tę funkcję nałożyła się inna – dekoracyjno-paradna. Paryż nowoczesny miał ułatwiać cyrkulację, stając się podobny w tym względzie do, znacznie już rozwiniętej, francuskiej (i europejskiej) siatki dróg żelaznych. Przebudowa nadsekwańskiej metropolii przebiegała wedle wzoru, jakiego dostarczała ówczesna inżynieria kolejowa. Punktem wyjścia było zatem sporządzenie planu miasta; był to pierwszy plan, jakiego doczekał się Paryż w całości (wcześniej istniały jedynie mapy odzwierciedlające poszczególne dzielnice). Główne założenie przebudowy opierało się na przekonaniu, iż wytyczone trasy mają miejski ruch przyspieszać i intensyfikować, dlatego paryskie bulwary trzymać się miały linii prostej, dla której poświęcić trzeba było istniejącą zabudowę (rozebrano łącznie ok. 20 tys. domów). Linie bulwarów przecięły paryskie centrum, wiążąc je z dzielnicami peryferyjnymi i wielkimi dworcami, wyprowadzającymi ruch dalej – ku francuskiej prowincji. Paryż zmodernizowany ogląda też Wokulski z perspektywy trotuarów, co pozwala jeszcze lepiej uchwycić charakter zabudowy (pięciopiętrowe domy o ujednoliconych fasadach, szpalery drzew). Równolegle z poznawaniem fragmentów metropolii bohater oddaje się studiowaniu całości: temu celowi służy plan Paryża. Oba sposoby poznawania (spacer lub przejażdżka i czytanie przewodnika) pozwalają Wokulskiemu wyrobić sobie pojęcie o nowoczesnym wielkim mieście: przypomina ono swą budową żywy organizm, gdzie poszczególne części, podtrzymywane przez „kręgosłup” (biegnący od placu Bastylii do Łuku Gwiazdy), spełniają analogiczne zadania co narządy (Hale Centralne rozwiązują problem aprowizacji, szerokie ulice i parki zapewniają wentylację, ścieki usuwają odpadki).

Paryż zaoferował przybyszowi z Polski tyle różnych i nieoczekiwanych atrakcji, że główny cel przyjazdu, tj. odwiedzenie wystawy światowej, zginął w powodzi innych doświadczeń. Wystawa paryska kontynuowała tradycję imprez, które zapoczątkowane zostały w Londynie w 1851 r., a które robione były cyklicznie dla zaprezentowania osiągnięć poszczególnych krajów w różnych dziedzinach, ze szczególnym wszakże zaakcentowaniem postępów w technice i w przemyśle. Organizacja wystawy w 1878 r. miała też zwiedzających przekonać, iż gospodarka francuska zdołała skutecznie podnieść się po wysiłku, do jakiego zmusiła ją wojna z Prusami. Prawie połowa terenów wystawowych służyła zatem przedstawieniu osiągnięć Francji, reszta podzielona została nierówno pomiędzy pozostałe kraje (aż jedną trzecią tej powierzchni oddano Wielkiej Brytanii i jej koloniom; z imprezy wykluczone zostały Niemcy). Główne obiekty ekspozycyjne wzniesione zostały na lewym brzegu Sekwany: wśród nich wyróżniała się imponująca Galeria Maszyn. Spośród wielu pokazanych osiągnięć technologicznych i wynalazków do najważniejszych należały telefon i fonograf. W czerwcu zademonstrowana została na Placu Opery inna nowość: elektryczne oświetlenie (lampy łukowe). Wokulski miał okazję obejrzeć w Paryżu szczególnie go interesujące machiny latające. W czasie trwania wystawy można było wznieść się kilkaset metrów nad miasto w gondoli balonu na uwięzi. Można było też zobaczyć francuski „Monopłat”, jeden z pierwszych statków powietrznych cięższych od powietrza (zdolny do wykonania kilkusetmetrowych lotów).</document>
<document nplp_id="21164" title="Podróże bohaterów „Lalki”" slug="podroze-bohaterow-lalki-2">Wyjechał do Odessy, stamtąd ma zamiar udać się do Indii, z Indii do Chin i Japonii, a później przez Ocean Spokojny do Ameryki… (II, 668)
W XIX wieku nastąpił żywiołowy rozwój dróg żelaznych. Gęsta sieć połączeń kolejowych radykalnie skróciła czas podróży, uczyniła ją wygodniejszą i tańszą. Nadal jednak– z uwagi na fatalną sytuację majątkową mieszkańców Królestwa Polskiego – tylko najzamożniejsi mogli zwiedzać Europę, przy okazji załatwiając interesy i nawiązując stosunki towarzyskie. W Lalce czynił tak Tomasz Łęcki, który błyszczał na obcych dworach, dopóki nie popadł w długi. Jeżdżono najchętniej do Paryża, nazywanego przez Izabelę Łęcką stolicą świata, a przez panią Wąsowską czule – kochanym miastem. Niektórzy (jak pisał Prus w Kartkach z podróży) objeżdżali wszystkie kąty Europy, gdzie tylko w ruletę grano, i – jak na przykład Starski – tracili fortuny w kasynach w Monaco czy w Monte Carlo. Popularne były również wyjazdy do zagranicznych uzdrowisk, modnych „badów”. O podróży do wód – z nadzieją pozbycia się tych głupich duszności – marzył Ignacy Rzecki. Zaś Suzin, zaniepokojony stanem Wokulskiego, radził mu: Doktorów by zwołał, do Karlsbadu by jechał, ha?…

Handlowy charakter miała wyprawa Wokulskiego do Bułgarii, gdzie zdobył swój olbrzymi majątek, a także jego wyjazdy w interesach do Moskwy czy Paryża. Ochockiego aż do Petersburga powiodła sprawa testamentu prezesowej Zasławskiej, którego zapisów chciał bronić przed zakusami niewdzięcznej rodziny.
W powieści wspomniane są także inne, przymusowe podróże. Rzecki brał udział w walkach Wiosny Ludów na Węgrzech, a potem przez parę lat tułał się po świecie. Wokulski za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir, do Irkucka. Ta zsyłka, dzięki nawiązaniu znajomości z wybitnymi polskimi badaczami: Janem Czerskim, Aleksandrem Czekanowskim i Benedyktem Dybowskim, przerodziła się w osobliwą podróż edukacyjno-naukową, z której bohater wrócił do kraju prawie uczonym.

XIX wiek to także okres egzotycznych i dalekich wypraw do Afryki, Azji, Australii, obu Ameryk. Za człowieka bywałego w świecie, który rzekomo opłynął kulę ziemską, uchodził Starski. Opowiadał o swych podróżach, by zaimponować słuchaczkom, snuł niewiarygodne wręcz opowieści. Ochocki – w przeciwieństwie do łatwowiernych dam – nie dawał się im zwieść. Kpił, że Starski, owszem, trochę podróżował, zdaje mi się jednak, że głównie po paryskich i londyńskich knajpach, bo w te jego Chiny wierzyć mi się nie chce. A czy możemy wierzyć plotkom, że Wokulski, wyjeżdżając bez słowa wyjaśnienia z Warszawy po dotkliwej klęsce uczuciowej, dotarł do Azji i Ameryki?…
W tamtym czasie jeżdżono również po Polsce. W Lalce pojawiają się miejscowości podwarszawskie, Kraków, Częstochowa, Skierniewice, ale w kontekście turystyki wakacyjnej, wyjazdów za pracą czy do rodziny. Zanikło już bowiem, tak żywe w poprzednim pokoleniu (szczególnie wśród artystów i pisarzy), piękne zjawisko „piechotnych wędrówek” po swojszczyźnie, obyczaj poznawania własnego kraju zamiast wojaży zagranicznych.</document>
<document nplp_id="21166" title="Podróże Prusa" slug="podroze-prusa-2">…ażeby młodzi podróżnicy nie wyobrażali sobie, że chcąc poznać kraj jakiś choćby w najogólniejszych, ale to – najogólniejszych zarysach, dosyć jest mieć w kieszeni bilet jazdy, a na nosie binokle. (B. Prus, Kartki z podróży, t.1, s.176).
Bolesław Prus rzadko opuszczał Warszawę. Pisał w Kronikach: Są ludzie-ptaki i ludzie-drzewa. Ja na przykład lubię kwitnąć na miejscu. Pomimo deklarowanej niechęci do walizek – podróżował: i prywatnie (najczęściej do Nałęczowa), i służbowo jako korespondent redakcji prasowych. Swoje dziennikarskie obowiązki wypełniał, jeżdżąc głównie po Mazowszu i Małopolsce. W 1895 roku podjął podróż do Niemiec, Szwajcarii i Francji. Jego relacje krajowe i zagraniczne ukazywały się w odcinkach na łamach „Kuriera Warszawskiego”, „Kuriera Codziennego”, „Tygodnika Ilustrowanego” – najczęściej pod nazwą: Kartki z podróży.

Wojaże Prusa poprzedzone były solidnym teoretycznym przygotowaniem. Wiedzę czerpaną z opracowań naukowych pisarz uzupełniał informacjami z bedekerów i almanachów. W Kartkach z podróży twierdził, że studia książkowe stanowią grunt, na nich oprzeć należy bardzo staranne obserwacje własne, robione gdzie można i o ile można; im zaś jest więcej i studiów, i obserwacji, tym znajomość kraju dokładniejsza. Do przygotowań praktycznych nie przywiązywał zbyt dużej wagi. Almanachowe porady Hachette’a dotyczące turystycznego ekwipunku zbagatelizował, wyruszając w podróż do Berlina i – tam dalej jedynie z małą walizką, bez pościeli i stu innych zalecanych przedmiotów.
Lektura Kartek z podróży wyraźnie pokazuje, że nie mamy do czynienia z rejestratorem „wrażeń” ani z historiozofem zbierającym „pamiątki”. Nie ma w Kartkach… malowniczych opisów miejsc i krajobrazów ani poetyckiej wykładni historii. Prus był faktografem, pilnym obserwatorem rzeczywistości, stawiającym na rzetelną informację. Prezentował podejście utylitarne, pozytywistyczny punkt widzenia. Jego reportaże zawierały nierzadko szkice socjologiczne. Podkreślał funkcję edukacyjną i poznawczą przedsięwzięć podróżniczych i takie podejście najchętniej widział u innych wojażerów. Gdy dyskutowano nad zasadnością wyprawy Stefana Szolc-Rogozińskiego do Afryki, Prus gorąco ją poparł, doceniając walory naukowe projektu i zapał młodego odkrywcy, dzięki któremu – jak pisał w Kronikach – świat wie, że są jacyś Polacy, których interesuje jeografia (sic!). Ubolewał zaś nad powierzchownymi i bezcelowymi podróżami zagranicznymi Polaków, którzy żadnych faktów pouczających, żadnej wiedzy o cywilizacji europejskiej i zwyczajach innych ludów z obczyzny nie przywożą. Tym bardziej zachęcał do wycieczek po własnym kraju, którego ani nie znamy, ani nawet myślimy o jego zbadaniu.

Zależnie od okoliczności Prus podróżował karetą pocztową, furmanką, statkiem rzecznym, ale przede wszystkim koleją. Niech błogosławione będą cienie Wattów, Stephensonów i tych wszystkich, którzy nad parą i kolejami pracowali! – pisał w Kartkach… – Dzięki im [sic!] droga do Siedlec, którą kiedyś przebywało się pocztą w 12 godzin a Żydkiem w 11, dziś ledwie czwartą część tego czasu zabiera… Pomimo zachwytu nad szybkością kolei żelaznej w Kronikach przyrównywał ją do latającego więzienia, którego nie wolno mi ani opuścić, ani zatrzymać, a które muszę dzielić z towarzystwem, nie zawsze przypadającym mi do smaku. Co innego welocyped – ówczesny rower. Ta najznakomitsza, zdaniem Prusa-cyklisty, machina XIX wieku, nie tylko dawała człowiekowi dużą prędkość (dwudziestu wiorst na godzinę), ale i swobodę: jadę, kiedy mi się podoba, popasam lub odpoczywam, gdzie chcę, i – nie mam sąsiadów.</document>
<document nplp_id="21167" title="Powiśle" slug="powisle-3">[Wokulski] szedł, przez brudne szyby zaglądał do mieszkań […] i cicho śmiał się na widok robotników wiecznie czekających na robotę, rzemieślników, którzy trudnią się tylko łataniem starej odzieży […] na widok obdartych mężczyzn, mizernych dzieci i kobiet niezwykle brudnych. (I, 158)
Powiśle, dzielnica Warszawy zaludniona przez najbiedniejszą ludność, rozciągało się wzdłuż Wisły od ulicy Solec po Nowy Zjazd i Most Kierbedzia (ukończony w 1864 r.), aż do Nowego Miasta. Zaniedbana, pozbawiona podstawowych wygód miejskich okolica ruder, w czasach Lalki zaczęła się modernizować. Rozwój przemysłu prowadził do wykorzystywania gruntów pod budowę fabryk i gmachów rządowych, przy rzece ułożono wąski kamienny bulwar, a włodarze miasta snuli plany szerokiej rozbudowy. Pierwszym wielkim przedsięwzięciem (imponującym Europie!) miało być wybudowanie wielkich, eleganckich bulwarów, które otworzyłyby zamożne śródmieście na skarpę i rozległe widok przestrzeni nadrzecznej. Rozmach tych planów był w Lalce tematem ważnych dyskusji: Bój się pan Boga, z Paryża ogromnie ekscytują nas o te bulwary. Wokulski także był zafascynowany wizją bulwarów – łączyła się w jego myślach z ideą polepszenia doli plebsu: Gdyby brzeg rzeki obwarować bulwarami, powstałaby tam najpiękniejsza cześć miasta: gmachy, sklepy, aleje…
Spacer Wokulskiego z miasta ku Wiśle jest ukazany w Lalce dwukrotnie; za każdym razem przystaje po drodze, by objąć wnikliwym spojrzeniem panoramę miasta. Raz jest piękna i radosna, drugi raz – rozpaczliwie smutna. Bo jej obraz jest zmienny, jak emocje bohatera. Gdy Wokulski żywi się marzeniami o łaskawości uwielbianej panny, szczęście nadaje barwy jego obrazowi świata: Doszedł do Alei Jerozolimskiej i skręcił nią ku Wiśle. Owiał go rześki wiatr wschodni […] Uśmiechał się do piaskarza wiozącego swój towar nędznym koniem w podługowatej skrzyni, a żebrząca wiedźma wydała mu się bardzo miłą staruszką; cieszył go świst rozlegający się w fabryce i chciał pogadać z gromadką rozkosznych malców… Nie dostrzega nawet, że „rozkoszni malcy” rzucają właśnie kamieniami w Żydów.
Gdy bohater jest zrozpaczony, inaczej postrzega to samo Powiśle: jako uosobienie zła, nędzy i występku, ohydne zagrożenie dla całego miasta: wznosił się tu pagórek najobrzydliwszych śmieci, cuchnących, niemal ruszających się pod słońcem, a o kilkadziesiąt kroków dalej leżały zbiorniki wody, którą piła Warszawa. Symbol końca wszelkich nadziei, rozkładu, choroby i śmierci.</document>
<document nplp_id="21168" title="Rosja" slug="rosja-2">Śladów Rosji i rosyjskości jest w Lalce niewiele. Prus zastosował bowiem strategię typową dla ówczesnych polskich pisarzy, polegającą na ignorowaniu obecności zaborcy w artystycznych obrazach świata, na starannym unikaniu wszelkich wzmianek o aparacie rosyjskiej władzy. Ale była też druga przyczyna tego zjawiska: carska cenzura prewencyjna, która po prostu uniemożliwiała druk tekstów zawierających jakiekolwiek nieprzychylne uwagi o polityce Rosji wobec Królestwa Polskiego, albo też ukazujących kontrowersyjne problemy stosunków dwustronnych (np. tematykę polskich zesłańców na Syberii czy prześladowań Polaków). Cenzorzy byli wtedy szczególnie wyczuleni na wzmianki o polskich zrywach niepodległościowych. Mimo to w Lalce istnieją całkiem wyraźne – choć zapisane „językiem ezopowym” – motywy powstań: listopadowego oraz styczniowego. Uczestnikiem pierwszego był stryj Wokulskiego, w drugim zaś wziął udział sam główny bohater powieści (o jakiejś niebezpiecznej akcji konspiracyjnej bohatera z okresu przedpowstaniowego, nazwanej metaforycznie „skokiem z Nowego Zjazdu”, wspomniał w pamiętniku Rzecki).

Główna przestrzeń akcji Lalki, Warszawa, została przez Prusa przedstawiona z mistrzowskim wyczuciem ówczesnych realiów, jednakże w jej obrazie ślady rosyjskości uległy świadomemu zatarciu. I tak autor ani słowem nie wspomniał o miejscach, w których urzędowały zaborcze władze lub wojsko: Zamku (ówczesnej siedzibie namiestnika carskiego), Pałacu Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu, Belwederze, Cytadeli. Tymczasem w chronologicznych ramach akcji powieści, czyli u schyłku lat siedemdziesiątych XIX wieku, trwała brutalna akcja rusyfikatorska (stanowiąca konsekwencję polityki represji po zdławieniu powstania styczniowego): jej wpływy stały się widoczne choćby w architekturze czy w rosyjskojęzycznych szyldach sklepów albo urzędów. I jakkolwiek Prus o tych kwestiach otwarcie pisać nie mógł, to przecież aluzyjnie oddawał ciężką atmosferę niewoli, jaka przytłaczała ówczesne życie Warszawy, oraz pośrednio ukazywał opresyjne działania reżimu zaborczego. Ignacy Rzecki z lękiem i ostrożnością porusza w pamiętniku (albo w rozmowach z Wokulskim) drażniące tematy polityczne, niewiele na przykład pisze o swoim pobycie w więzieniu w Zamościu, dokąd trafił (eskortowany przez żandarmów), wracając z tułaczki po klęsce Wiosny Ludów na Węgrzech (ówczesny czytelnik nie miał oczywiście kłopotów z prawidłowym odczytaniem sensu zapisków Rzeckiego: W Zamościu bawiłem rok z czymś. A żem dobrze drwa rąbał, więc byłem co dzień na świeżym powietrzu). Na wzmagający się ucisk cenzury uskarża się stary Żyd Szlangbaum, którego szaradę o kozakach redakcja wycofała z druku właśnie z obawy przed interwencją cenzora. O aresztowaniach przez rosyjską policję studentów-socjalistów i subiekta Klejna wspomina Wokulskiemu Rzecki (o tym jednak, że studenci ci uczyli się na rosyjskim uniwersytecie warszawskim nie ma w powieści ani słowa!). Także stary subiekt z przygnębieniem ogląda przemarsz zakutych skazańców.

Cień zaborczego mocarstwa ogarnia więc świat przedstawiony Lalki. Wszakże Prus, oprócz strategii przemilczeń i dyskretnych aluzji, zastosował też jeszcze inną metodę w ukazywaniu motywów rosyjskich w Lalce. Chodzi o kreację rosyjskiego kupca Suzina. Już samo jego nazwisko wzbudzało zastrzeżenia współczesnych, jako że utrwaliło się ono w świadomości Polaków chlubną kartą. Rodzina Suzinów cieszyła się szacunkiem na Litwie; Adama Suzina, skazanego w wileńskim procesie filomatów i filaretów, uwiecznił Mickiewicz w scenie więziennej III części Dziadów. Suzin z Lalki to handlowy partner i przyjaciel Wokulskiego, człowiek jowialny i dobroduszny, przy tym rzetelny w interesach. Bohaterowie poznali się na Syberii, potem Rosjanin nakłonił Wokulskiego, by w charakterze dostawcy żywności dla wojska rosyjskiego udał się z nim do Bułgarii na wojnę rosyjsko-turecką (wybuchłą w 1877 roku). Gdy później Wokulski wziął jeszcze udział w niejasnych transakcjach Suzina w Paryżu (dotyczyły one najpewniej układów zbrojeniowych między Rosją a Francją) i gdy znowu zarobił na tym duże pieniądze, to tym samym ponownie musiał narazić się polskiej opinii publicznej (ponownie, bo już po powrocie bohatera z Bułgarii ludzie uznający się za patriotów zarzucali mu nawet zdradę narodową). Jednakże Prus – odrzucając myślenie o własnym narodzie w duchu wyłącznie martyrologicznym – chciał ukazać możliwość nawiązania stosunków polsko-rosyjskich na innej zasadzie aniżeli układ: prześladujący zaborca – ofiara. Tą zasadą była ekonomiczna współpraca, z której korzyści mogła czerpać także strona polska (Wokulski organizuje przecież spółkę do handlu z Cesarstwem). Ale to nowe pojmowanie relacji między Rosjanami a Polakami, sprzeczne zarówno z kanonem polskiego patriotyzmu dziewiętnastowiecznego, jak i z polityką zaborczą Rosji, zostało zakwestionowane przez carskiego cenzora: wykreślił on z tekstu powieści fragment, w którym przyjacielsko nastawiony do Wokulskiego Suzin, krytykując miłosne zaślepienie przyjaciela Izabelą, wspominał o zakochanej w nim młodej bogatej Rosjance, a zarazem ironizował na temat mentalności Polaków. Ach, ty pan! ach, ty bezmózgi szlachcic polski! – śmiał się Suzin. – Ot, co was gubi wszystkich Polaków: u was na wszystko, i na handel, i na politykę, i na kobiety […] – serce i serce… I to jest wasze głupstwo. W opinii Suzina pobrzmiewał pogłos stanowiska samego autora, albowiem Prus starał się nakłonić rodaków do takich zmian w myśleniu o otaczającej rzeczywistości, które by polegały na uwzględnianiu czynników innych niż polityczne i zamiast idei bezkompromisowej walki preferowały organicznikowskie prawo „wspierania się” i „wymiany usług”. W Lalce o Rosji i rosyjskości Prus nie mógł wiele napisać, ale nawet te nieliczne motywy poświęcone tej tematyce mają dużą wartość poznawczą.</document>
<document nplp_id="21169" title="Syberia Polaków" slug="syberia-polakow-2">Odetchnął dopiero na Syberii. Tam mógł pracować, tam zdobył uznanie i przyjaźń Czerskich, Czekanowskich, Dybowskich. Wrócił do kraju prawie uczonym […] (I, 159)
Stanisław Wokulski należał – ujmując rzecz z historycznego punktu widzenia – do wielotysięcznej rzeszy zesłańców – uczestników powstania styczniowego. Badacze szacują, iż w latach 1863-1865 na zesłanie poszło 18 do 20 tysięcy ludzi, z czego na katorgę ok. 4 tysięcy. Spora część z nich trafiła do Irkucka lub w jego okolice, czyli miejsce pobytu bohatera powieści. Wśród zesłańców z lat 40-tych znajdziemy takie samo nazwisko – Henryk Wokulski, aresztowany (1844) i osadzony za Bajkałem za zamiar zamachu na Mikołaja I, trudnił się tam wyrobem świec; wrócił do kraju w końcu lat 50-tych. Jego historię Prus mógł poznać z Opisania Zabajkalskiej krainy w Syberii Agatona Gillera, brak jednak dowodów, iż od tego Sybiraka pisarz „pożyczył” nazwisko dla bohatera Lalki.

Spośród powieściowych postaci pierwszego bądź drugiego planu przeszłość powstańczo-syberyjską mają także dwaj Polacy żydowskiego pochodzenia, czyli doktor Szuman i Henryk Szlangbaum, ale o ich losach na Syberii wiadomo niewiele. Wokulski spośród zesłańców, którzy wrócili do kraju, bliższe relacje utrzymywał bodaj tylko z tymi dwoma. Wiadomo, iż niektórzy z byłych Sybiraków krytycznie oceniali jego działalność, w tym zapewne sposób, w jaki pomnożył swój majątek w czasie wojny rosyjsko-tureckiej: byli jednakże i tacy, którzy z widoczną niechęcią odwracali od niego głowę. Między nimi zauważył dwu znajomych jeszcze z Irkucka, co go dotknęło w przykry sposób. Dodajmy tu, iż w pierwszym wydaniu książkowym słowa „jeszcze z Irkucka”, podobnie jak i inne nawiązania do wygnańczego losu Wokulskiego, zostały usunięte przez cenzurę.

Na Syberii, głównie w Irkucku, Wokulski spędził siedem lat, w Warszawie pojawił się jesienią 1870 r., dzięki amnestii z końca lat 60-tych. Wrócił w palcie z foczej skóry, z potężną brodą i sumą 600 rubli, zarobionych na udzielaniu lekcji, zapewne dzieciom zamożnych Rosjan, co było zajęciem praktykowanym przez wielu zesłańców. O dalekiej krainie w rozmowie z Rzeckim wypowiadał się przychylnie, podobnie jak i o tamtejszych mieszkańcach (– Cóż kraj tamtejszy? – Niczego. – Phi!… A ludzie? – pytam. – Niezgorsi.). Do Rosjan nie żywił nienawiści, czego świadectwem może być podtrzymywany później związek towarzysko-handlowy z Suzinem, którego poznał właśnie na zesłaniu. Pobyt na Syberii stał się punktem zwrotnym w jego biografii, Wokulski porzucił tam idee politycznego romantyzmu (wiarę w sens spisków i powstań) i poświęcił się nauce (Chyba nie wiesz – dodał – że jestem uczonym, mam nawet rozmaite podziękowania od petersburskich naukowych towarzystw). Tworząc ten wątek, Prus odwołał się do znanego faktu, iż wielu zesłańców zaangażowało się w badania naukowe na Syberii, w czym byli wspierani zwłaszcza przez petersburski Wschodniosyberyjski Oddział Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego, którego filia mieściła się właśnie w Irkucku i działalność ta w niektórych przypadkach była przyczyną wcześniejszego uwolnienia od kary. Czy ten motyw wykorzystał również w biografii Wokulskiego – nie wiadomo. Wolno domniemywać, że bohater prowadził badania także na Uralu (Przypomniał sobie, że w czasie jego wędrówek po Górach Uralskich pewien uczony, który znalazł nowy minerał, radził się, jak go nazwać?). Wokulski na Syberii zaprzyjaźnił się z najwybitniejszymi uczonymi spośród postyczniowych zesłańców, geologiem i geografem Janem Czerskim, Benedyktem Dybowskim (badacz flory i fauny Bajkału) i przyrodnikiem Piotrem Aleksandrem Czekanowskim. Inna rzecz, że sławę uczonych i znakomitych badaczy Sybiru zyskali oni po 1870 r. O znaczeniu zesłańczego epizodu w biografii Wokulskiego trafnie pisał Józef Bachórz: To, co się stało z Wokulskim na Syberii, a co trwa po jego powrocie do kraju, można by opisać parafrazując znane zdanie Norwida: swoją polskość dopełnił człowieczeństwem. Nie wyzbył się jej […] uwolnił się jednak od narzucanych przez nią schematów i stereotypów. Prus w potraktowaniu tematu zesłania zerwał z martyrologicznym mitem Sybiru, narzuconym zbiorowej wyobraźni przez kulturę romantyczną, nie eksponował wątków cierpiętniczych, choć niektórzy przypuszczali, że „czerwone ręce” Wokulskiego to konsekwencja odmrożeń syberyjskich.

Wspomnienia Sybiru powracały w pamięci bohatera powieści wielokrotnie, najczęściej w sytuacjach szczególnie go poruszających. Najmocniej zagrały w momencie, gdy w teatrze po raz pierwszy ujrzał Izabelę Łęcką. Wyraz i barwa jej oczu nasunęły mu skojarzenia z tamtym światem, ale i z literaturą romantyczną, pojawił się bowiem w jego myśli w owej chwili kryptocytat z Anhellego, poematu Słowackiego, budującego martyrologiczny i gorzki zarazem mit krainy zesłania: Wpatrzył się lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że prawie słychać szelest duchów wracających ku zachodowi. Tak zaczął się „romans życia” Wokulskiego.</document>
<document nplp_id="21171" title="Centrum świata" slug="centrum-swiata">Zanim rozważę możliwe odpowiedzi na postawione w tytule mojego tekstu pytanie, warto uzasadnić, dlaczego pytanie to w ogóle stawiam. Dlaczego pytam o podróż, która się wcale nie odbyła? I dlaczego właśnie do Londynu – wszak Wokulski nie odwiedził także choćby Rzymu, Kairu czy Nowego Jorku.

Pierwszą wątpliwość łatwo rozwiać. Nie od dziś wiemy, że równie istotne jak przestrzenie, w których bohaterowie Lalki przebywają, są te, których zdecydowanie unikają, a miejsca, których nigdy nie odwiedzają, to istotne dopełnienie miejsc, które odwiedzają chętnie. Że ważne jest, dlaczego Wokulski chodzi do Łazienek, lecz także, czemu nie zagląda do Ogrodu Saskiego, że o bohaterach powieści i otaczającej ich atmosferze świadczy także „wyparcie” z tras ich wędrówek przestrzeni Starego Miasta[przypis]Zob. E. Paczoska, Lalka czyli rozpad świata, Trans Humana, Białystok 1995.[/przypis]. Zatem równie istotne jak to, dlaczego Wokulski wybrał się do Paryża, może być to, czemu nie podróżował w inne miejsca.

Jednak z jakiego powodu to Londyn ma być rewersem powieściowego Paryża? Dlatego że pod koniec lat 70. XIX wieku jest on centrum rozwoju cywilizacyjnego. Dwuipółkrotnie większy od Paryża, stanowi stolicę imperium, którego produkcja przemysłowa, wciąż zdecydowanie najwyższa na świecie, trzykrotnie przewyższa francuską. Jest także centrum ekonomicznym i handlowym świata. Rozwija się tam stabilny system rządów parlamentarnych dopuszczających stopniowo do udziału w wyborach coraz szersze rzesze ludności, w tym także robotników[przypis]Zob. H. Zins, Historia Anglii, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001, s. 286–328; tegoż, Ekspansja i zmierzch Imperium Brytyjskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2001, s. 64–65; T. Kizwalter, Historia powszechna wiek XIX, Trio, Warszawa 2003, s. 22–27, 242–245; Historia Europy, red. A. Mączak, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1997, s. 509–541, 650–653.[/przypis]. Dlatego też, jak się wydaje, często przytaczany fragment opisujący zachwyt Wokulskiego nad ciągłym ewolucyjnym rozwojem cywilizacji, gdzie „nie marnuje się praca: każde pokolenie oddaje swoim następcom najświetniejsze dzieła poprzedników, dopełniając je własnym dorobkiem”[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 130.[/przypis], gdzie ludzie „przede wszystkim – nadzwyczajnie pracują”[przypis]Tamże, s. 129.[/przypis], a treścią życia jest praca nad szczęściem[przypis]Tamże, s. 130.[/przypis], dużo bardziej pasowałby do Londynu[przypis]Pół-żartem jako argument za londyńską podróżą Wokulskiego wymienić można także grafomańską „kontynuację” Lalki – Stanisław i Izabela podpisaną Piotr S. Wirski (Warszawa 1997), której autor w ramach dalszych losów wysyła Wokulskiego (i innych bohaterów) do stolicy Anglii.[/przypis].</document>
<document nplp_id="21172" title="Papierowy Paryż Wokulskiego" slug="papierowy-paryz-wokulskiego">Fragmenty opisujące Paryż widziany oczami Wokulskiego, gdy zastanowić się głębiej nad tym, na jakie miasto patrzy obserwator, wydają się mocno podejrzane. Przecież spogląda on na Paryż wstrząsany co kilkanaście lat rozruchami i rewolucjami, od Wielkiej Rewolucji Francuskiej po niedawną Komunę Paryską. To Paryż po przebudowie Haussmanna, którego ulice, wbrew temu, co stwierdza Wokulski, wytyczone zostały niejako w sposób rewolucyjny po wyburzeniu starych budynków, wbrew mieszkańcom Paryża, wbrew tradycji i ich przyzwyczajeniom[przypis]Zob. W. Benjamin, Paryż – stolica XIX wieku, w: Anioł historii, wyb. i oprac. H. Orłowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1996, s. 331–332; L. Benevolo, Miasto w dziejach Europy, Krąg, Warszawa 1995, s. 169–199.[/przypis]. Paryż końca lat 70. XIX wieku nie wydaje się dobrym przykładem miasta rozwijającego się harmonijnie i ewolucyjnie.

Oczywiście dużo bardziej istotne niż to, co o Paryżu i Londynie piszą książki historyczne, jest to, co na temat tych miast, czy może szerzej Francji i Anglii, sądził sam autor Lalki. Od tego, jaki był Paryż rzeczywisty, ważniejszy jest jego wizerunek „papierowy”. Pamiętajmy także, iż miasto to w Lalce jest niejako „papierowe” podwójnie – tak jak powieściowy obraz Warszawy powstał z rzeczywistych doświadczeń i obserwacji autora, tak w przypadku Paryża sporządził go Prus na podstawie innych książkowych źródeł.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy samej powieści. O fragmencie „paryskim” Lalki pisano stosunkowo niewiele, w porównaniu z ogromem pozycji naukowych poświęconych tej powieści. Jego uważna lektura, biorąca pod uwagę dosyć oczywisty dziś fakt, że to, co mówią i myślą postaci, często więcej mówi o nich niż o faktografii[przypis]Zob. J. Bachórz, Wstęp, do: Lalka, t. 1, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. XXXVII. Co prawda mowa tu jedynie o różnych wersjach zakończenia losów Wokulskiego, ale sądzę, że refleksję tę rozciągnąć można na całą powieść.[/przypis], podważa, jak się zdaje, wyrażany niekiedy przez badaczy pogląd, iż opisując Paryż, „Wokulski jest rzecznikiem ideologii autora, a jego uogólnienia są tożsame lub przynajmniej bardzo bliskie przekonaniom autorskim”[przypis]T. Wójcik, „Ależ tu jest więcej marmurów i brązów aniżeli w całej Warszawie! ” Paryska utopia Bolesława Prusa, w: Nowe stulecie trójcy powieściopisarzy, red. A.Z. Makowiecki, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1992, s. 166.[/przypis].</document>
<document nplp_id="21173" title="Utopia" slug="utopia-2">Paryż to utopia, jakiej desperacko potrzebuje Wokulski po wszystkich życiowych rozczarowaniach kojarzonych z Warszawą. O tym, że nie możemy spodziewać się z jego strony oglądu krytycznego, świadczą już słowa bohatera wypowiedziane podczas półprzytomnej podróży w przedziale kolejowym:

„Ma oczy zamknięte, pomimo to myśli, że śpi i że ten dziwny stan zobojętnienia opuści go w Paryżu. «Paryż! Paryż!» (mówi sobie ciągle śpiąc). «Wszakże od tylu lat o nim tylko marzyłem»”[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 85.[/przypis].

Wokulski to obserwator bardzo niewiarygodny. Przesiąknięty warszawskimi rozczarowaniami, czujący wciąż w sobie gorycz, od rozpoczęcia podróży znajduje się w dziwnym transie, bezwiednie i nieuważnie postrzega to, co dzieje się wokół niego. Cały czas zachowuje się jak pijany (fiakier odwożący go do hotelu stwierdza: „piliście trochę, to zaraz widać”[przypis]Tamże, s. 98.[/przypis]) bądź rzeczywiście pijany jest – już podczas pierwszego paryskiego posiłku „jadł z wilczym apetytem, pił nie gorzej”[przypis]Tamże, s. 100.[/przypis]. Później rytm jego życia wyznaczają spotkania z fabrykantami, „przy udziale bardzo wielu butelek szampana”[przypis]Tamże, s. 111.[/przypis], i wizyty w kawiarniach, gdzie „karafka koniaku wypróżniała się, a on opierał głowę na rękach i drzemał ku wielkiej uciesze garsonów i gości”[przypis]Tamże, s. 119. [/przypis].

Jego ocena jest dodatkowo niewiarygodna, gdyż pozostaje on człowiekiem z zewnątrz, nie wie naprawdę, jak wygląda życie paryskie – jedynie ogląda je jak turysta. Nawet gdy zwiedza warsztaty rzemieślnicze czy składy kupieckie, nie ma przecież zamiaru w nich pracować. Tak jak w Warszawie był parweniuszem, a całe życie odróżniał się od otoczenia[przypis]Zob. U. Kowalczuk, O różnicach w świecie „Lalki”, w: Świat „Lalki”, red. J.A. Malik, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2005, s. 87–106.[/przypis], tak tutaj jest jeszcze bardziej kimś „z zewnątrz”, gościem z prowincji Europy, dotkliwie odczuwającym swoja odrębność i na pierwszy rzut oka rozpoznawanym jako cudzoziemiec.

Budując swoją francuską utopię, Wokulski lekceważąco zbywa niepasujące do niej fragmenty rewolucyjnej historii Francji, by dostrzec w niej rozwój organiczny. W trybie przypuszczającym projektuje swoje alternatywne życie w Paryżu:

„Dzięki mnóstwu instytucji mógłby więcej nauczyć się w dzieciństwie. Później, dostawszy się do kupca, doznałby mniej przykrości, a więcej pomocy w studiach. Dalej, nie pracowałby nad perpetuum mobile, przekonawszy się, że w tutejszych muzeach istnieje wiele podobnych machin, które nigdy nie funkcjonowały.
A gdyby nareszcie, posiadając majątek, zakochał się w arystokratycznej pannie, nie napotkałby tylu przeszkód w zbliżeniu się do niej. Mógłby ją poznać i albo wytrzeźwiałby, albo zdobyłby jej wzajemność.[...]
Zresztą, czy w tym Paryżu można zakochać się tak jak on do szaleństwa”[przypis]B. Prus, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 128–129.[/przypis]?

W tym Paryżu-złudzeniu, Paryżu-marzeniu, o którym mówi Wokulski, bez wątpienia nie można zakochać się do szaleństwa, a zakochani trzeźwieją w porę. Bohater nie zastanawia się przy tym, skąd w tym idealnym, ewolucyjnie rozwijającym się Paryżu wziąłby majątek (chyba nie dzięki spekulacjom wojennym) albo czy czasem jego alternatywny żywot nie zakończył się na barykadach Komuny Paryskiej lub podczas wojny francusko-pruskiej. Nie próbuje sprawdzić także, jakie faktyczne są szanse zdobycia „francuskiej Izabeli”, wszakże z tamtejszą arystokracją nie utrzymuje żadnych kontaktów. O jej otwartości autor Lalki w Kronikach raczej powątpiewał[przypis]Jeden z angielskich bohaterów Kronik wypowiada zdanie, iż Francję cechował „średniowieczny przesąd, że: praca jest hańba, a klasy pracujące – klasami niższymi, a jej klasy wyższe przez cały wiek starały się tylko, ażeby – nic nie robić”. Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 311.[/przypis].</document>
<document nplp_id="21175" title="Paryż w&amp;nbsp;„Kronikach”" slug="paryz-w-kronikach">Wokulski stworzył sobie jednostronną, utopijną, a w gruncie rzeczy naiwną wizję Paryża. Trudno wszak zgodzić się z tezą, że jego spojrzenie podzielał autor Lalki – co więcej, wydaje się, że bardzo daleko było mu do paryskich zachwytów bohatera powieści, co postaram się pokazać w dalszej części tekstu. Jako przybliżenie ówczesnych poglądów Prusa traktować będę opinie wyrażone w jego Kronikach z lat 1885–1890.

Zachwyty pana Stanisława nad ewolucyjnie rozwijającymi się dziejami i rzeczywistością Francji zestawić można z jedną z opinii wyrażonych w Kronikach, iż:

„Paryż cechuje się wiecznym latem, przerywanymi burzami, niekiedy gradem kul albo głów”[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 8, PIW, Warszawa 1959, s. 184.[/przypis].

A idealny obraz francuskiej stolicy dostrzegany oczami Wokulskiego, z żywo opisanym wyobrażeniem Prusa o wydarzeniach Komuny Paryskiej:

„Z początku widzisz tylko ocean domów, nad którymi unoszą się kłęby dymu i ogniste języki pożaru. Skąd ten pożar? – zapytujesz, a wtem – staje ci przed oczyma kolumna komunardów atakowana przez pułk wersalski. Nowa zmiana: komuniści cofnęli się, zostawiając za sobą stos trupów, natomiast widzisz baterię ich dział, rzucających na Paryż ogniste kule. [...] paszcze armat skierowane do twojej piersi; czujesz, że lada chwila wylecą z nich pociski, i dziękujesz niebu, że w tej tragedii odgrywasz tylko rolę widza.”[przypis]Tegoż, Lalka, t. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 184.[/przypis]

Prus często pisze w Kronikach o zepsuciu życia publicznego we Francji, irytuje go jej bierność polityczna i zaprzepaszczenie wartości kojarzonych z rewolucją francuską. Przywołuje mit Francji niosącej wolność, którą przeciwstawia z jednej strony Francji dzisiejszej, zepsutej, z drugiej zaś strony współczesnej cynicznej polityce europejskiej:

„[Francja] Poczyna wołać o «prawa przeciw cudzoziemcom». Ta Francja, która w końcu XVIII i na początku XIX wieku straciła milion obywateli na polach bitew, staczanych za «prawa człowieka»”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 165.[/przypis]

„Francja, nawet napoleońska, była jak latarnia elektryczna, rzucająca blask na trzy części świata; Niemcy są wielką kuźnią armat, nawet nie ogrzewaną ogniem ale ziębioną lodem. Miedzy piorunami, które złoty orzeł niósł w szponach, snuła się jednak trójkolorowa wstęga z hasłami: Liberté, Fraternité, Egalité. Pruski orzeł ma pełniejsze garście piorunów, ale między nimi tlą się smutne wyrazy: zabór, wygnanie i germanizacja. Za taką monetę nie kupuje się przyszłości”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 40.[/przypis]

Wydaje się, że według Prusa początkiem upadku Francji był schyłek rządów Napoleona III:

„Poza dekoracjami potęgi i zbytku, w które stroiła się Francja napoleońska, Bismarck widział jej słabość militarną i dyplomatyczną, której nie dostrzegali inni”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 171–172.[/przypis]

A trwa on do dziś – Prus pisze często o aferach we francuskich sferach rządowych i bankructwie Towarzystwa Budowy Kanału Panamskiego. Niezwykle przygnębia go rozwój sprawy Boulangera we Francji, do której często wraca:

„Kimkolwiek jest i czymkolwiek zostanie Boulanger, jesteśmy świadkami nadzwyczajnego i pouczającego widowiska.
Mierna głowa i mierny charakter staje się bożyszczem tłumu. Oficer wydalony z armii za niekarność sięga po naczelną władzę i nawet wcale się z tym nie kryje. Napoleon I, geniusz dziewięćdziesiątej szóstej próby, zostawszy generałem, a nawet zwycięzcą we włoskiej kampanii, nawet nie marzył, że będzie kiedyś rządcą swojego kraju; ale Boulanger wprost zapowiada ten ewenement w kawiarniach, na rautach i na proszonych obiadach.
A tłumy ryczą „niech żyje”, i pół miliona wyborców daje mu kreski. [...]
Słowem – kiepsko we Francji...”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 112–113.[/przypis]

Choć ostatecznie wszystko kończy się przyjętym przez Prusa z ulgą upadkiem Boulangera, to na marginesie tej sprawy, przedmowy Bourgeta do Ucznia, a także Wystawy Światowej w Paryżu, wypowiada o Francji ostatnich dwudziestu lat wiele gorzkich słów, choć pozornie ją chwali:

„Francja długo jeszcze będzie zajmowała pierwszorzędne stanowisko w dziedzinie europejskiej myśli – to jest fakt...
Wielkich mędrców, tego na przykład gatunku co Anglik Spencer, Francja dziś nie posiada; ma wprawdzie człowieka równego mu geniuszem – Taine’a, ale jego twórczość rozwinęła się w innym kierunku. Nie posiada również Francja nawet w przybliżeniu ani jednego powieściopisarza tej miary co czterej Rosjanie: Tołstoj, Dostojewski, Szczedryn i Turgieniew, spomiędzy których osobliwie trzej pierwsi są fenomenami w literaturze świata. Niemniej jednak powieść francuska rozlewa się po całej Europie, a każda zmiana zachodząca w tej dziedzinie francuskiej twórczości jest jakby zapowiedzią nowej epoki w cywilizacji”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 97.[/przypis]

O historii Francji i jej literatury poprzednich dwudziestu lat tak pisze narrator Kronik:

„Widziało się na powierzchni Francji legion wariatów, karierowiczów, oszustów i prostytutek, co na rozbitym ciele wielkiego narodu wyprawiają bezprzykładną orgię, której dym zaćmiewał same niebiosa. A poza tymi dymami, gdzieś na horyzoncie można już było dostrzec dyktatora w snopie bagnetów, obok zaś niego świętą inkwizycję i gilotynę”.[przypis]Tamże, s. 100.[/przypis]

Choć według Prusa, z pewnością odległe od ideału organizacji społecznej, miasto to podkreślane jest często jako miejsce, gdzie mogą wyjechać zdolni polscy naukowcy, by rozwijać swoją karierę, co właściwie wydaje się dla nich jedynym wyjściem, jak bowiem pisał:

Rozmawiałem z uczonymi, którzy – albo palili się w swoich laboratoriach skutkiem złego oświetlenia, albo uciekali do Paryża.[przypis]Tamże, s. 107.[/przypis]

Liczne wzmianki w Kronikach dotyczą także Pasteura i założonego przez niego szpitala.

Choć raz nawet Paryż jest nazwany przez Prusa „najoświeceńszym miastem”[przypis]Tamże, s. 51.[/przypis], jednak przeważnie pozostaje on w Kronikach raczej miastem zepsucia, rozpusty, dziwacznej mody. Częściej niż po naukę wyjeżdżają doń ludzie po zabawę, do tej: „dwumilionowej stolicy, zwanej Nowym Babilonem, gdzie jest pięć razy łatwiej być zabitym aniżeli cnotliwym i [...] cnota jest tam równą rzadkością jak uduszenie się albo rzucenie się z wieży...”.[przypis]Tamże, s. 182.[/przypis]</document>
<document nplp_id="21177" title="Londyn w&amp;nbsp;„Kronikach”" slug="londyn-w-kronikach">W Kronikach z ostatniego pięciolecia lat 90. zdecydowanie bardziej na miano utopii zasługuje Londyn – choć do Paryża jeździ się po rozrywkę i by dokonywać wynalazków, to w Anglii społeczeństwo jest najlepiej rozwinięte i najlepiej zorganizowane. Tak różnicę między charakterami nacji europejskich opisuje Prus w kronice poświęconej innej utopii – książce W Roku 2000 Edwarda Bellamy’ego:

„Wyobraźmy sobie tysiąc ludzi wyrzuconych na pustą, ale żyzną wyspę. [...]
Gdyby między tymi ludźmi znajdował się inteligentny Polak, zaraz zawołałby: „Panowie! jedność, łączmy się, kochajmy się!...”, no, i zaraz poszukałby partyjki do winta. Gdyby tam było ze dwóch Francuzów, zaraz jeden zacząłby pisać „z głowy” konstytucję, a drugi wziąłby się praktycznie do zrobienia rewolucji. Z dwu zaś Niemców tam obecnych jeden chciałby zaprowadzić powszechną służbę wojskową, a drugi zająłby się obmyślaniem jakiegoś systemu filozoficznego. Lecz gdyby miedzy owym tysiącem rozbitków znaleźli się Anglicy, którzy są urodzonymi mężami stanu i organizatorami społeczeństw, ci przede wszystkim zajęliby się:
O r g a n i z a c j ą  p r a c y”.[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 285–286.[/przypis]

Dalej w kronice tej narrator opisuje, jak Anglicy opracowują idealny system pracy i organizacji społecznej dla rozbitków, przy zupełnym niezrozumieniu ze strony innych nacji, z których każda chce zajmować się pracami zupełnie niepraktycznymi – Żyd chce być kapitalistą albo prowadzić szyneczek, Niemiec chce być naczelnikiem lub filozofem, Polak obywatelem ziemskim, dyrektorem kolei, ostatecznie dobrze się ożenić. Francuz natomiast, dowiedziawszy się, że na wyspie nie będzie profesji takich jak kawaler Legii Honorowej czy tenor w operetce, zostaje odesłany do pasania świń.

Podobne przekonanie o angielskim (czy szerzej anglosaskim) charakterze powtórzy Prus zresztą kilka lat później w sporze o Robinsona i Don Kichota[przypis]Po raz pierwszy Prus pisał o tym w „Kurierze Codziennym” nr 314 z 13 listopada 1898, zob. B. Prus, Kroniki, t. 15, PIW, Warszawa 1965, s. 426–429[/przypis], gdzie zresztą ostro skrytykuje donkiszoterię, a pochwali anglosaskie przymioty Robinsona, przeciwnie niż Wokulski, który swoją uwagę zatrzymał dłużej na postaci stworzonej przez Cervantesa.

Często w Kronikach Prusa przybysze z Anglii pełnią funkcje komentatorów polskiej rzeczywistości. Są wśród nich anglikański pastor, angielski konsul oraz szlachetny lord, który:

„Po długim szeregu historycznych przodków, [...] odziedziczył jeszcze niepokonaną skłonność do próżniactwa, w Anglii jednak próżnować nie mógł, gdyż wykreślono by go ze wszystkich klubów.
Postanowił więc [...], próżnować za granicą, wszelako w tej formie, która na przykład u nas uchodziłaby za szczyt pracowitości. Mianowicie postanowił sobie za cel podróży: zbadanie słowiańszczyzny zachodniej”.[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 9, Warszawa 1960, s. 201.[/przypis]

Anglicy, jako przybysze ze świetnie urządzonego społeczeństwa, dziwią się oglądanym wydarzeniom i zwyczajom, podając przykłady ze swojego kraju, jak się wydaje z pełną aprobatą narratora:

„U nas w Anglii, gdy o czymś nie wiedzą, starają się pierwej dokładnie dowiedzieć, a dopiero później sądzić. Tu zaś słyszę tylko stanowcze sądy, bez żadnych dowodów”.[przypis]Tamże, s. 22.[/przypis]

„U nas w Anglii nikt od razu nawet 100 tomów nie kupi, ale za to każdą kupioną książkę przeczyta. Biblioteka nie czytana jest po prostu śmietnikiem, jakich u was pełno”.[przypis]Tamże, s. 44.[/przypis]

„W Anglii dowcip jest narzędziem, za pomocą którego autor doskonali dusze swoich czytelników, jak cała zresztą literatura. Tu zaś dowcip ma na celu trawienie i oddychanie”.[przypis]Tamże, s. 23.[/przypis]

„Odwiedzający Warszawę Lord Churchill komentuje: Niedogodnościom tym [ze znajdowaniem pracy] zapobiegłyby „biura pracy” czy „biura najmu dziennego”, które u nas tak wybornie funkcjonują, a tak niewiele kosztują”.[przypis]Tamże, s. 310–311.[/przypis]

Anglia według narratora Kronik to także miejsce, gdzie wiele spraw urządzonych jest właśnie tak, jak powinno: rząd nie obraża się na druzgocącą krytykę w prasie, tylko odpowiada na zarzuty[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 146.[/przypis], „liczba recydywistów wynosi ledwie 25%” (przy 50% we Francji)[przypis]Tamże, s. 146.[/przypis].

Właściwie poprowadzona jest tak bliska sercu Prusa edukacja rzemieślników:

„W Anglii i Ameryce [...] wyższe stanowiska niejednokrotnie zajmują ludzie, którzy ukończyli tylko niższą edukację. Chłopak sposobi się na kowala, a zostaje ślusarzem; chcąc ukształcić się w ślusarstwie, zostaje mechanikiem, a pracując nad mechaniką – robi jakiś ważny wynalazek. Słowem, wydaje na naukę ledwie kilkaset rubli, czasu nie traci, bo wciąż utrzymuje się z własnej pracy, i w rezultacie – przynosi społeczeństwu nieobliczone zyski”.[przypis]B. Prus, Kroniki, t. 8, PIW, Warszawa 1960, s. 33.[/przypis]

Anglicy są wzorem edukacji społeczeństwa, czego dowodem ma być także nieco żartobliwie przywołany wynalazek: aparat do „bicia w skórę”, co komentuje już jednak całkiem poważnie:

„W Anglii, która pod względem dojrzałości o paręset lat wyprzedza Europę, wynaleziono podobny aparat.
[...]
Kara bowiem w dzieciństwie wymierzona stanowi ów posiew, z którego w dojrzalszym wieku wyrasta – sumienie.
Twarde te nauki angielskich myślicieli niemile zabrzmią w uszach naszych wychowawców, którzy nieograniczenie ufają w potęgę jałowych «upomnień» i «perswazji». Niemniej w tym punkcie Anglicy mają słuszność”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 239–240.[/przypis]

Nawet w kwestii opłat dorożkarskich jest Londyn wzorem, gdyż pobiera się je:

„Nie «za kurs», ale «za wiorstę», co [...] jest jedyną sprawiedliwą zapłatą.”[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 11, PIW, Warszawa 1961, s. 134.[/przypis]

To także miejsce, gdzie najlepiej rozwinięte są kasy oszczędności:

„W Anglii [...] bowiem istnieją apostołowie oszczędności [...] i tak pięknie umieją zachęcać, że każdy pijący piwo odkłada parę groszy na złą godzinę”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 63[/przypis]

Anglia jest wreszcie miejscem, gdzie narodziła się wysoko ceniona przez Prusa Armia Zbawienia. Nawet: „wstrzemięźliwość propaguje u nas jakieś towarzystwo londyńskie, ale o miejscowych apostołach tej cnoty – nie słychać”.[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 10, PIW, Warszawa 1960, s. 94.[/przypis]

Oczywiście nie każde wspomnienie dotyczące Anglii czy Londynu ma rysy utopijne – Prus wszakże wiedział, że może mieć ideały, ale na złudzenia absolutnie nie może sobie pozwolić. Dlatego też wspomina o wielkich zamieszkach robotniczych w Londynie[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 9, PIW, Warszawa 1960, s. 62–66.[/przypis], o złudnych ideałach wolnego handlu, dzięki którym Anglia wyzyskuje pół świata[przypis]Tegoż, Kroniki, t. 12, PIW, Warszawa 1962, s. 272.[/przypis], czy o oskarżeniach dotyczących niemoralności niektórych lordów[przypis]Tamże, s. 148.[/przypis]. Nie oszczędza jej także, pisząc o cynizmie polityki prowadzonej przez europejskie mocarstwa. Jednak w ogromnej większości przeważają opinie pozytywne bądź wprost dla angielskiego sytemu społecznego entuzjastyczne. Tym dziwniejsze jest właśnie, że nie do Londynu pojechał Wokulski w poszukiwaniu odtrutki na warszawskie rozczarowania.</document>
<document nplp_id="21178" title="Dlaczego Wokulski musiał wybrać Paryż?" slug="dlaczego-wokulski-musial-wybrac-paryz">Spróbujmy dać odpowiedź bądź odpowiedzi na zadane w tytule wystąpienia pytanie.

Pierwsza grupa najprostszych wytłumaczeń dotyczy prawdopodobieństwa fabularnego – pod koniec lat 80. dla Prusa dużo bardziej prawdopodobne było, iż Suzin będzie robił militarne interesy z Francją niż z Anglią (w końcu lat 70. było to zdecydowanie mniej prawdopodobne, wówczas to Niemcy, zawzięty wróg Francuzów, zawierały z Rosją liczne traktaty sojusznicze o współpracy wojskowej, ale pamiętajmy o tym, że w Lalce często nakładają się na siebie realia czasu akcji i czasu pisania powieści). Prawdopodobne było, że Wokulski znał francuski, więc mógł występować jako zaufany tłumacz rosyjskiego przyjaciela, biegła znajomość angielskiego byłaby ze względu na jego biografię wielce nieprawdopodobna. W Londynie Wokulski byłby wszakże jeszcze bardziej obcy niż w Paryżu, byłby nie tylko przybyszem z zapadłej prowincji Europy, ale także przybyszem nieznającym języka, a więc zupełnie pozbawionym kontaktu z kulturą odwiedzanego miejsca.

Być może pojechał do Paryża, gdyż było to miasto, gdzie mimo pewnej zgnilizny społecznej robi się znakomite wynalazki, a to ów wynalazek wydaje się najistotniejszy dla bohatera Lalki jako alternatywa dla jego zatrutej miłości.

Inna z odpowiedzi na postawione w tytule pytanie jest taka, że być może Prus nie chciał konfrontować swojego bohatera ze swoim własnym ideałem społeczeństwa, poprzestając jedynie na skłonieniu go do nauki angielskiego.

Język angielski ma Wokulskiego przybliżyć do ideału – przede wszystkim do wyidealizowanego obiektu uczuć, gdyż to on oddziela bohatera Lalki od tajemnic Izabeli. Okaże się, że pokonanie tej bariery nie przynosi bohaterowi szczęścia, nauka angielskiego nie zbliży go do ideału. Może więc jednak dobrze, że nie pojechał do Londynu?</document>
<document nplp_id="21179" title="Historia w&amp;nbsp;„Lalce”" slug="historia-w-lalce">Okolica ładna, są ruiny zamku… (II, 291)
Ruiny rodowego zamku były szlachetną pamiątką przeszłości, stanowiły sentymentalny i romantyczny cel przechadzek gości prezesowej Zasławskiej. Świadczyły o chwalebnej przeszłości narodu – i rodziny. Stanowiły idealne tło dla legend, zwierzeń potajemnych spotkań kochanków. I dla dramatycznych wydarzeń – to tu Wokulski ofiarował Izabeli swój najcenniejszy amulet – metalową blaszkę otrzymaną od Geista, i zapewne tam zgubiła ją flirtująca ze Starskim panna Łęcka.
Jednak nie do wszystkich bohaterów przemawiała „poezja ruin”. Nowe, pragmatyczne podejście miała do bezużytecznej rozwaliny hrabina Joanna Karolowa, która rozebrała pozostałości zamku, a uzyskany materiał wykorzystała do budowy spichlerza.
Ale słowo „ruina” było w Lalce o wiele pojemniejsze. Wokulski, spacerując po Powiślu, widział także inne ruiny – zaniedbane rudery biedaków z dachami porosłymi mchem, ich powychylane ściany, okna łatane papierem albo zatkane łachmanem. Arystokracja w ruderach nie mieszkała, ale z racji utracjuszowskiego stylu życia niejeden z utytułowanych bohaterów powieści popadał w ruinę finansową. Takim bankrutem nękanym przez komorników był baron Krzeszowski, a także Tomasz Łęcki, dla którego sześć tysięcy rubli rocznie na całe utrzymanie to nędza… ruina!… Z kolei ruinę moralną z powodzeniem prezentowali w Lalce uwodzicielski próżniak Starski oraz oszust Maruszewicz.
Stanisława Wokulskiego nie tylko posądzano o prowadzenie nieczystych interesów, ale i wieszczono mu bankructwo. Znalazł się na fatalnej pochyłości i stał się ruiną człowieka z powodu miłości do Izabeli, płomiennej namiętności, która obiecywała – i obietnicę spełniła – że spali go na popiół. Już spopielony, sam o sobie mówi: Ja już jestem tylko ruiną. Czy Wokulski, „człowiek zmarnowany”, zginął w Zasławiu wśród ruin…? Lalka sugeruje różne odpowiedzi.
Akcja powieści rozgrywa się w okresie końca optymizmu, dotkliwej utraty politycznych złudzeń. Taką walącą się, ulegającą degrengoladzie ruiną stawała się Polska. Od pięknych nadziei pokolenia pozytywistów staczała się ku pesymizmowi dekadentów.</document>
<document nplp_id="21180" title="Filozofia" slug="filozofia-2">Filozofia (z gr. phileo – „kochać”, sophia – „mądrość”), czyli „miłość mądrości”, to najogólniejsza, a zarazem jedna z najstarszych dziedzin ludzkiej wiedzy, polegająca na rozważaniu sensu ludzkiego istnienia, przyczyny i celu świata, istnienia lub nieistnienia rzeczywistości niematerialnej oraz innych fundamentalnych kwestii.
Właśnie w czasach pozytywizmu, gdy powstawała m. in. Lalka Prusa, szerzyły się odziedziczone po Oświeceniu tendencje do radykalnego zreformowania przedmiotu oraz podziału filozofii. Twórca terminu „pozytywizm” i najsłynniejszy filozof tej epoki, August Comte (1798-1857), uważał na przykład, że jedynym zadaniem filozofii jest klasyfikacja i weryfikacja poznawcza osiągnięć nauk szczegółowych (takich jak: matematyka, astronomia, biologia itd.), zaś całe dziedziny dotychczasowej wiedzy filozoficznej (np. metafizyka – nauka o niematerialnych uwarunkowaniach świata realnego, teologia) są całkowicie bezprzedmiotowe i oparte na błędnie postawionych pytaniach, na które nie da się udzielić sensownej odpowiedzi.
Reformatorskie tendencje pozytywizmu rozbudziły tendencję do filozoficznego myślenia także wśród beletrystów: większość komentatorów uznaje Lalkę za utwór filozoficzny, stawiający takie właśnie, podstawowe pytania, niektórzy zaś twierdzą, że jej kompozycja, oparta na przeplatających się pytaniach i odpowiedziach, przypomina dialog filozoficzny. Dodatkowym bodźcem, skłaniającym do wzbogacenia dzieła w ważkie treści filozoficzne był zapewne dla Prusa fakt, iż Lalka powstawała na granicy epok, gdy kończyło się optymistyczne oddziaływanie pozytywizmu, zaczynał natomiast modernistyczny pesymizm, a także radykalny indywidualizm, krytykujący i odrzucający dotychczasowe formy społecznego bytowania. Te dylematy wyraźnie widoczne są w powieści. Stąd też odnajdziemy w Lalce odzwierciedlenie najważniejszych prądów filozoficznych i światopoglądowych epoki.</document>
<document nplp_id="21182" title="Darwinizm" slug="darwinizm-3">Darwinizm to bardzo ważny w drugiej połowie XIX w. prąd intelektualny, zapoczątkowany przez osiągnięcia naukowe angielskiego przyrodnika i filozofa, Charlesa Darwina (1809-1882). W dziele O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (1859). wyrażał pogląd, że ewolucja świata przyrodniczego odbywa się dzięki pozytywnej selekcji (poprzez dobór naturalny i prokreację) osobników najlepiej przystosowanych do środowiska oraz eliminację jednostek źle przystosowanych, który to proces prowadzi również do zaniku pewnych gatunków w przyrodzie i wyłaniania się innych.

Koncepcja ta zaczęła wkrótce funkcjonować w literaturze i publicystyce również jako uproszczony światopogląd, usprawiedliwiający akceptację eliminacji słabszych jednostek lub grup z życia społecznego (tzw. „darwinizm społeczny”, akcentujący obecne u Darwina, ale wcale u niego nie najistotniejsze pojęcie „walki o byt”) lub wizję życia społecznego, opartego na walce klas („darwinizm” połączony z marksizmem) bądź tzw. „żywiołów rasowych” lub narodowych („darwinizm” o wydźwięku antysemickim, rasistowskim lub nacjonalistycznym).

W Lalce odnajdziemy ślady konkretnych książek Darwina. Jego dzieło Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt zainspirowało opisy mimiki ludzkiej twarzy oraz odzwierciedlające się na niej procesy fizjologiczne (np. rumieniec, związany z jej ukrwieniem). Darwinizm jest przedmiotem refleksji Wokulskiego, Szumana i Ochockiego, a zatem tych bohaterów powieści, którzy interesują się nauką bądź ją czynnie uprawiają. W dyskusjach na kartach Lalki odzwierciedlają się także ówczesne kontrowersje wokół tego prądu filozoficznego, np. w rozmowie Ochockiego z Wokulskim, w której młody uczony chwali otwarty umysł i szerokie zainteresowania prezesowej Zasławskiej: Zgłupiałem, kiedy raz zażądała, abym jej objaśnił pewne punkta transformizmu, którym dlatego tylko brzydzi się, bo uznał walkę o byt za fundamentalne prawo natury. („transformizm” to najistotniejszy dla teorii ewolucji pogląd, że gatunki w przyrodzie są zmienne). Z kolei traktowany ironicznie przez narratora arystokrata – książę, partner Wokulskiego w spółce do handlu ze Wschodem dystansuje się od darwinizmu, także nadając mu sens społeczny. Swego rodzaju „darwinistą” (w ogólnym, a zarazem uproszczonym sensie) okazuje się również sam Wokulski, np. gdy stwierdza w rozmowie z Rzeckim, bezpośrednio po powrocie z wojny rosyjsko-tureckiej: Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.

Darwinizm w Lalce można również łączyć z teorią „walki płci” lub walki samców o samicę w obrębie jednego gatunku przyrodniczego. Nie jest ona obca Wokulskiemu, który stwierdza w rozmowie z baronem Dalskim w kontekście rozważań o „kobiecych instynktach”: Jaka walka jest możliwą z prawem natury, według którego suka, choćby najlepszej rasy, nie pójdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan całą menażerią najszlachetniejszych zwierząt, a ona wyrzeknie się jej dla kilku psów… I trudno się temu dziwić, gdyż one stanowią jej gatunek. Uproszczony darwinizm pojawia się zatem w Lalce także jako inspiracja dla metaforyki i słownictwa, związanych ze światem przyrody. Opowieści Ochockiego o panującym w naturze egoizmie oraz o nieustannej walce, do której prowadzenia człowiek nie jest przystosowany, są – wedle relacji Izabeli Łęckiej – przyczyną lęku, jaki budzi w niej las. W tej perspektywie darwinizm staje się nierzadko źródłem nowatorskich ujęć, wyrażających się m. in. zacieraniem granicy pomiędzy światem przyrody a światem ludzkiej cywilizacji i kultury.</document>
<document nplp_id="21183" title="Dekadentyzm" slug="dekadentyzm-3">Dekadentyzm (z fr. décadence ‘chylenie się ku upadkowi; upadek’) był to szeroki prąd kulturowy, który zapanował w Europie drugiej połowy XIX wieku, charakteryzujący się poczuciem zaniku sił życiowych, utraty norm moralnych, pesymizmem, lękiem przed nadchodzącą katastrofą lub powrotem barbarzyństwa.
Głównym źródłem dekadentyzmu w Lalce jest atmosfera epoki, wzmocniona przez doświadczenia historyczne (upadek powstania styczniowego i represje ze strony Rosjan). Nastroje dekadenckie odnajdziemy w powieści tam, gdzie Wokulski snuje przeniknięte wątpliwościami rozważania na temat religii, jej filozoficznego sensu i społecznej roli (np. w opisie kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w którym odbywa się kwesta na rzecz ubogich z udziałem panny Izabeli: Co to jest za ogromny gmach, który zamiast kominów ma wieże, a w którym nikt nie mieszka, tylko śpią prochy dawno zmarłych?… […] Na targ idą po żywność, do sklepu po towary, do teatru po zabawę, ale po co tutaj?…). Dekadentyzm wyraża się również w przygnębiających obrazach ówczesnej Warszawy, widzianej oczyma Wokulskiego (np. gdy patrzył na wyścigi konne na Polach Mokotowskich: I przywidziało mu się, że na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego stanu próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom szkieletów koni, które poginęły na tym torze.). W sferze psychologicznej ważnym przejawem dekadentyzmu są widoczne przede wszystkim u Wokulskiego po jego próbie samobójczej symptomy tzw. „choroby woli”, czyli paraliżujących możliwość działania wątpliwości, dotyczących sensu własnych motywacji; pisano wówczas wiele o społecznym zasięgu tej choroby, zajmował się tym tematem również znany pozytywistyczny psycholog, przyjaciel Prusa, Julian Ochorowicz, który był najpewniej pierwowzorem postaci Ochockiego.
Dekadentyzm w Lalce to nie tylko obraz świata i cechy psychologiczne bohaterów lub ich uwarunkowanych kulturowo zachowań, lecz także filozofia uzasadniająca życiowy pesymizm lub wysnuwająca z niego logiczne konsekwencje. Jest to wizja człowieka jako igraszki ślepych sił, z której wynika charakterystyczna dla modernizmu postawa, określana mianem „kultu intensywności przeżyć”, czyli dążenia do doświadczeń maksymalnie silnych, które wypełniłyby egzystencjalną pustkę; w Lalce przykład tej postawy znajdziemy w refleksji Wokulskiego na temat celu życia: Wszystko jedno […] – Jeżeli już musimy odurzać się czymś, odurzajmy się czymkolwiek.
W wersji egzystencjalnej dekadentyzm graniczy z pragnieniem samozatraty. Wokulski doznaje takich nastrojów jeszcze przed rozczarowaniem Izabelą; na przykład w trakcie spaceru po Powiślu stwierdza: Gdybym tu przyszedł w nocy, na pewno [mieszkańcy Powiśla] wyleczyliby mnie z melancholii. Już jutro spoczywałbym pod tymi śmieciami, które […] są tak wygodnym grobem jak każdy inny. Na górze […] ścigano by i wyklinano tych poczciwców, a oni – może wyświadczyliby mi łaskę. Podobnie w czasie pobytu w Łazienkach zadaje sobie pytanie o to, co by się stało, gdyby mu „[…] zastąpił drogę jaki bandyta i zabił w tym kącie?…” I wyobrażał sobie, jaki to przyjemny musi być chłód noża, wbitego w rozgorączkowane serce. W najbardziej radykalnej postaci dekadentyzm może przybierać postać rozpoznanego przez Zygmunta Freuda tzw. „popędu śmierci”, a więc takiego popędu (alternatywnego wobec libido), którego celem jest samozagłada. W powieściowej biografii Wokulskiego popęd ten możemy wiarygodnie rozpoznać bezpośrednio przed próbą samobójczą w Skierniewicach (I nagle uczuł już nie pragnienie, ale głód i żądzę śmierci.).
Dekadentyzm może być również źródłem przeżyć estetycznych. Nadaje on pozornie realistycznym obrazom świata swoisty metafizyczny nastrój, łącząc je z Absolutem i Wiecznością, jak np. w pojawiającej się na końcu powieści pięknej metaforze duszy ludzkiej jako wrzuconego w wodę kamienia, po którym powstają na powierzchni fale, a potem stopniowo, lecz nieubłaganie zanikają.</document>
<document nplp_id="21184" title="Nihilizm" slug="nihilizm-2">Nihilizm to pogląd filozoficzny głoszący, że nie istnieje żadna wiarygodna podstawa jakichkolwiek poglądów wartościujących otaczającą nas rzeczywistość (np. etycznych lub estetycznych), a także opinii na temat świata, w którym żyjemy, oprócz naszego własnego mniemania lub czysto subiektywnego osądu. Rozległe światopoglądowe, społeczne, a nawet polityczne konotacje nihilizmu odróżniają go od tzw. „relatywizmu” (tezy, że wszelkie osądy i wartości są względne) czy też „immoralizmu” (radykalnego poglądu uzasadniającego odejście od zasad moralnych), jakkolwiek część myślicieli uważa relatywizm, a także immoralizm za składniki nihilizmu.
W czasach Prusa pojęcie nihilizmu zostało spopularyzowane przez niemieckiego filozofa Fryderyka Nietzschego, który uważał się za głównego przeciwnika nihilizmu w kulturze europejskiej tego okresu. Określał on nihilizm mianem „dziwnego gościa” w tej kulturze, akcentując w ten sposób zaskakujący charakter jego pojawienia się w dobie optymizmu poznawczego i postępu cywilizacyjnego.
Określenia „nihilista” oraz „nihilizm” pojawiają się w Lalce przede wszystkim w kontekście ironicznym lub humorystycznym. Słowa „nihiliści” używa baronowa Krzeszowska w odniesieniu do „dręczących” ją, mieszkających piętro wyżej w jej kamienicy studentów, najczęściej jednak w związku z ich prowokacyjnym stylem bycia, a nie rzeczywistymi poglądami politycznymi. (A wieczorem chodzą do nich praczki… Panie! – zawołała, składając pobożnie ręce – wygnajcie tych nihilistów, bo to źródło zepsucia i niebezpieczeństwa dla całego domu… Oni w trupich główkach trzymają herbatę i cukier… Oni kośćmi ludzkimi poprawiają węgle w samowarze… Oni chcą tu kiedy przynieść całego nieboszczyka!…). Jako „nihiliści” określani są również przez Rzeckiego (w Pamiętniku starego subiekta) tzw. „prykaszczykowie” (subiekci, słudzy), przywiezieni przez Mraczewskiego z Moskwy (z działającej tam filii sklepu Wokulskiego).
W psychice i przemyśleniach Wokulskiego można odnaleźć pewne wątki, które kojarzą się z nihilizmem, a mają swoje źródło bądź w dekadenckiej atmosferze, ogarniającej kulturę Zachodu u schyłku XIX wieku, bądź też w głębokim konflikcie wewnętrznym bohatera. Widoczne jest to zwłaszcza po zerwaniu Wokulskiego z Izabelą, na przykład w trakcie jego samotnego spaceru po Łazienkach: Przeszedł nad stawem i obojętnie przypatrywał się czółnom i łabędziom. Potem skręcił w aleję ku Pomarańczarni […] Ale gdy wracał tą samą drogą, opanował go gniew i z dziką radością złośliwego dzieciaka poprzednie ślady własnych stóp zacierał nogą. «Gdybym mógł wszystko tak zetrzeć… I tamten kamień, i ruiny… Wszystko!…» W tej chwili uczuł, że budzi się w nim niepokonany instynkt niszczenia pewnych rzeczy; lecz zarazem zdawał sobie sprawę, że jest to objaw chorobliwy.
Wydaje się, że we fragmencie tym kryje się interesująca refleksja psychologiczna i socjologiczna Prusa, mianowicie sugestia, aby korzeni filozoficznego, politycznego lub społecznego nihilizmu poszukiwać w emocjach indywidualnej ludzkiej psychiki, które, przybierając postać masową, mogą odegrać ważną rolę w dziejach całych społeczeństw i państw.</document>
<document nplp_id="21185" title="Organicyzm" slug="organicyzm-2">Ten pogląd zakładający, że społeczeństwo, państwo, kultura, a nawet cywilizacja kształtuje się i rozwija tak, jak żywy organizm biologiczny, w myśli pozytywistycznej prowadził np. do przekonania, iż u ludzi istnieje naturalny „instynkt społeczny”, który nakazuje im grupować się w zbiorowiska; że zasada ewolucji społeczeństw jest taka sama, jak organizmów żywych, a jest nią postępująca różnorodność i rosnąca specjalizacja poszczególnych części; że zachowania ludzkie w społeczeństwie ewoluują od najprostszych do najbardziej złożonych, a zarazem od destrukcyjnych (wojna) do konstruktywnych (działania oparte na dialogu i współpracy); że ogólny schemat rozwoju organizmu żywego od powtarza się w dziejach społeczeństw.
Wszystkie te poglądy znajdują swoje odzwierciedlenie w Lalce. Znajdujemy tam także odniesienia do koncepcji, związanej z bezpośrednim, praktycznym zastosowaniem organicyzmu w obrębie zacofanego społeczeństwa polskiego: idei „pracy organicznej”. W najogólniejszym zarysie miała ona polegać na różnorodnych zabiegach w celu osiągnięcia równomiernego rozwoju wszystkich warstw społecznych oraz ich wzajemnych więzi w warunkach rosnącego dobrobytu społeczeństwa jako całości, a także rozwoju cywilizacyjnego na ziemiach polskich we wszystkich trzech zaborach. Najbardziej znanym rzecznikiem tak rozumianego organicyzmu był pionier polskiej myśli pozytywistycznej, Józef Supiński, przede wszystkim jako autor Szkoły polskiej gospodarstwa społecznego (1862-8165), gdzie głosił między innymi tezę, iż dobrobyt materialny jest najważniejszym fundamentem wolności i godności narodów oraz państw. Właśnie tę książkę ma w ręku Tomasz Łęcki na początku jednej ze złożonych mu przez Wokulskiego wizyt, jednak z informacji narratora wynika, że nie czyta on jej naprawdę, a jedynie bierze do ręki, aby przypodobać się „przyjacielowi domu” i swojemu dobroczyńcy.

W innych, bardziej szczegółowych wersjach organicyzm pojawia się w Lalce w związku z rozważaniem relacji pomiędzy stanem społeczeństwa polskiego a poziomem rozwoju społeczeństw przewodzących w postępie cywilizacyjnym (francuskiego i angielskiego), na przykład w obrazach Paryża, widzianych oczyma Wokulskiego: […] wielkie miasto, jak roślina i zwierzę, ma właściwą sobie anatomię i fizjologię. Zatem – praca milionów ludzi, którzy tak głośno krzyczą o swojej wolnej woli, wydaje te same skutki, co praca pszczół, budujących regularne plastry, mrówek, wznoszących ostrokrężne kopce, albo związków chemicznych, układających się w regularne kryształy.
Swoistą antytezą, przeciwieństwem organicznego ładu Paryża okazuje się w tej perspektywie wcześniej odwiedzone przez Wokulskiego warszawskie Powiśle: Szedł, przez brudne szyby zaglądał do mieszkań i nasycał się widokiem szaf bez drzwi, krzeseł na trzech nogach, kanap z wydartym siedzeniem, zegarów o jednej skazówce z porozbijanymi cyferblatami. […] „Oto miniatura kraju – myślał – w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty.” Okazuje się zatem, że najważniejszą przyczyną zacofania i fatalnego stanu, w jakim znajduje się polskie społeczeństwo, są zdaniem Prusa niewłaściwe, „chorobliwe” niejako relacje pomiędzy jego poszczególnymi częściami składowymi. Z takiego właśnie, funkcjonalnego punktu widzenia, jako idealny model organicznego społeczeństwa jawi się w refleksjach Wokulskiego także Anglia.
Społeczeństwa słabo rozwinięte lub nie mające przed sobą perspektyw (jak ówczesne społeczeństwo polskie) jawią się jako organizmy „chore”. W Lalce pojawiają się zatem nieustannie ponawiane (głównie przez Wokulskiego, ale czasem także Rzeckiego czy Szumana) próby stawiania lekarskiej niemal diagnozy przyczyn choroby społeczeństwa polskiego, a tym samym szans przeprowadzania skutecznej terapii.

Istnieje również w Lalce pewien wariant organicyzmu, który można byłoby określić mianem „organicyzmu fałszywego”, opartego jedynie na deklaracjach społecznego solidaryzmu, nie mających realnej treści. Celuje w takich „organicznych” frazesach książę, jednak od początku można dostrzec, iż ich prawdziwym uzasadnieniem jest jego własny, finansowy sukces, a w najlepszym wypadku – interes jego klasy społecznej, arystokracji. Narrator krytycznie komentuje „troskę” księcia o polepszenie sytuacji kraju: Czuł i myślał, cierpiał i pragnął – za miliony. Tylko – nic nigdy nie zrobił użytecznego.
Wydaje się, że do najważniejszych dylematów samego Wokulskiego należą równocześnie: przeświadczenie, że bez skutecznie przeprowadzonego programu pracy organicznej społeczeństwo polskie czeka nie tylko jeszcze głębsza polityczna klęska, ale być może również mentalna i biologiczna degradacja (Wokulski w rozmowie z Rzeckim: […] społeczeństwo musi się przebudować od fundamentów do szczytu. Albo zgnije.) oraz świadomość, że program taki jest niemożliwy do przeprowadzenia bez skoordynowanych wysiłków potężnej grupy ludzi możnych i wpływowych. Do rozdarcia Wokulskiego pomiędzy obowiązkiem (praca organiczna, poświęcenie dla ogółu) a miłością dodać należałoby zatem także dylemat, wynikający z poczucia bezsilności jednostki wobec ogromu ludzkich cierpień i krzywd, zasygnalizowany przez lapidarne sformułowanie: Nie jestem Chrystusem, ażeby poświęcać się za całą ludzkość. On właśnie, wraz z przeciwnościami i brakiem zrozumienia innych, zadecyduje o niemożliwości praktycznego przeprowadzenia przez Wokulskiego programu pracy organicznej na rzecz polskiego społeczeństwa.</document>
<document nplp_id="21186" title="Schyłek wieku" slug="schylek-wieku-2">Kategoria schyłkowości odnosi się do metaforycznego planu odczytania powieści. W świecie przedstawionym Lalki oznacza ona pewien określony stan świadomości bohaterów, opisuje zarówno relacje między nimi, jak i kondycję otaczającego ich świata.
Rzeczywistość przedstawiona w powieści jest rzeczywistością rozwarstwioną i zatomizowaną, znajduje się w stanie rozpadu. Wyczerpaniu uległy już stare formuły przeżywania rzeczywistości i uczestnictwa w niej, nowe zaś jeszcze się nie narodziły. Dotyczy to zarówno planu losów indywidualnych (na przykład wyidealizowane wzorce miłosne Wokulskiego), jak też historii (zagubiony w przeszłości, w przeżywaniu mitu napoleońskiego Rzecki). Rozpada się zwarta, ugruntowana na wyraźnych podziałach struktura społeczna. Procesy demokratyzacji, zachodzącej pomiędzy różnymi warstwami (arystokracja, mieszczaństwo, szlachta, mniejszości narodowe) dopiero nabierają rozpędu i nie wyznaczają jeszcze kształtu i rytmu życia. Zachwianiu ulega również reguła ciągłości – współczesność nie jest osadzona w doświadczeniach przeszłości, zaś przyszłość jawi się jako niepewna i mglista.

Relacje międzyludzkie naznaczone są podejrzliwością i brakiem zaufania. Społeczny obieg informacji opiera się w dużej mierze na plotce, donosie, podsłuchiwaniu i podglądaniu (odsłonięte okna pani Stawskiej, towarzyska „kariera” pani Meliton). Ludzie szlachetni ponoszą klęskę, szubrawcy i kombinatorzy robią zawrotne kariery – świat Lalki pochłaniają bylejakość i tandeta. Dominuje poczucie rozczarowania. Losy powieściowego protagonisty Wokulskiego wyznacza bolesny rytm iluzji i deziluzji, wielkich nadziei i rozczarowań. Bezradny i zagubiony Rzecki ucieka we wspomnienia, w ciągłe przeżywanie historii. Losy jednostek i losy zbiorowości zmierzają ku niewiadomej – finał powieści wyraźnie już wyznacza schyłek starego, uporządkowanego świata i jego wartości (umiera ich strażnik i „kronikarz” Ignacy Rzecki).

Lalka zawiera wyraźne sygnały, iż świat zmierza ku chaosowi lub katastrofie. Całą rzeczywistość przenika poczucie niepewności. Symbolicznego znaczenia nabiera w tym kontekście fakt, że metal o niezwykłych wprost właściwościach wynaleziony w laboratorium prof. Geista i ofiarowany Izabeli Łęckiej zostaje przez nią zagubiony prawdopodobnie w czasie igraszek miłosnych z kuzynem Starskim. Rzeczywistość okazuje się pozbawiona planu i celu, nie włada nią raczej Opatrzność. Dominującą siłą staje się natomiast przypadek, będący wyrazem szyderstwa i ironii losu.</document>
<document nplp_id="21187" title="Socjalizm" slug="socjalizm-2">Ta rozwijana w drugiej połowie XIX wieku ideologia polityczna i społeczna przybierała różne formy, wspólne im było przeświadczenie, iż kapitalizm opiera się na wyzysku pracujących mas i ma wielkie wady moralne. Socjaliści zaś zmierzają do utworzenia ładu, opartego na zasadach wspólnoty, równości i racjonalnego zarządzania gospodarką.
Jako zdeklarowany zwolennik socjalizmu ujawnia się w Lalce sprzedawca w sklepie Wokulskiego, Klejn (choć wypowiada słowo „socjalizm” szeptem i „kryjąc się za porcelanę”). Socjalizm bywa w powieści przedmiotem ostrych kontrowersji i polemik, chociaż zaprawionych dozą łagodzącego humoru: w sporze między Klejnem i Mraczewskim ten ostatni, jako wróg socjalizmu, twierdzi: Wszyscy socjaliści są złodzieje, bo chcieliby dzielić się cudzym, i – szubrawcy, bo mają na dwu jedną parę butów i nie wierzą w chustki do nosa.

Lalka odzwierciedla poglądy ówczesnych warszawiaków. W latach 1878-80 rozwijano propagandę idei socjalistycznych (ich urokowi uległ także drugi subiekt Wokulskiego, Mraczewski), dochodziło na tym tle do aresztowań. Obiegowe mniemania na temat socjalizmu prezentuje Ignacy Rzecki: socjaliści uważają ponoć, że ziemia powinna należeć do tych, którzy ją uprawiają, że fabryki, kopalnie i maszyny powinny być własnością ogółu, że nie ma wcale Boga ani duszy, którą wymyślili księża, aby wyłudzać od ludzi dziesięcinę.
Do aresztowań w środowisku socjalistów warszawskich w lipcu 1879 roku nawiązywała w powieści scena zatrzymania przez policję Klejna i studentów, mieszkających w kamienicy baronowej Krzeszowskiej. Jeden z nich tak oto uzasadniał odmowę płacenia komornego: Społeczeństwo, jeżeli nie zabiło mnie przy urodzeniu, jeżeli każe mi się uczyć i zdawać kilkanaście egzaminów, zobowiązało się tym samym, że da mi pracę ubezpieczającą mój byt… Tymczasem albo nie daje mi pracy, albo oszukuje mnie na wynagrodzeniu… Jeżeli więc społeczność względem mnie nie dotrzymuje umowy, z jakiej racji żąda, abym ja ją dotrzymywał względem niego. Ta argumentacja była odbiciem tezy Proudhona, że każda własność, która nie została zdobyta pracą własnych rąk, jest rodzajem kradzieży.

Poglądy socjalistyczne prezentują w Lalce ludzie ubożsi (sprzedawcy, ubodzy studenci). Lecz również w niektórych opiniach Wokulskiego i Ochockiego możemy odnaleźć elementy socjalistycznych teorii. Refleksem idei Proudhona może być na przykład następująca refleksja Wokulskiego: Mówiąc prawdę […] powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi. Ukazuje to zarówno przenikanie poglądów socjalistycznych do umysłów inteligencji, jak i aprobatę Prusa dla krytycznego wymiaru tej doktryny.</document>
<document nplp_id="21188" title="Utopia" slug="utopia-3">Utopia (z gr. ou tópos – miejsce, którego nie ma) to idealna kraina szczęścia, stworzona głównie dzięki odpowiedniej organizacji społeczeństwa. Za pierwszy projekt społeczeństwa utopijnego uważa się książkę angielskiego filozofa, Tomasza Morusa, O najlepszym urządzeniu rzeczypospolitej i o nowej wyspie Utopii (1516), w której przedstawił on wizję takiej właśnie ludzkiej wspólnoty.
W Polsce tworzeniem dydaktycznych wizji społeczeństwa lub gospodarstwa ziemiańskiego o cechach utopii zajęli się najwcześniej autorzy oświeceniowych powiastek filozoficznych, takich, jak np. Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki (1776) oraz Pan Podstoli (1778-1803) Ignacego Krasickiego. W takim właśnie rozumieniu za utopijne można uznać obrazy Zasławka pod rządami prezesowej, o czym opowiada Ochocki w rozmowie z Wokulskim: Widzi pan te pałace?… To wszystko czworniaki, mieszkania parobków. A tamten dom – to ochrona dla parobcząt; bawi się ich ze trzydzieści sztuk, wszystkie umyte i obłatane jak książątka. A ta znowu willa to przytułek dla starców […].

Temu pierwszemu, najbardziej dosłownemu rozumieniu utopii towarzyszą w Lalce także inne jej znaczenia. Kolejne z nich określić można mianem „utopii patriotycznej”, charakterystycznej dla czasów poprzedzających powstanie styczniowe, a w powieści reprezentowanej przez pana Leona, przedstawiciela rozbudzonej patriotycznie młodzieży (studentów i młodych urzędników) z kręgu ówczesnych przyjaciół Wokulskiego: – Od tej chwili – mówił z uniesieniem [pan Leon] – nie będzie już różnic między ludźmi. Szlachta i mieszczanie, chłopi i Żydzi, wszyscy będą braćmi… Takiemu entuzjastycznemu opisowi życia w wyzwolonym kraju odpowiada pod koniec powieści ocena doktora Szumana, który – z perspektywy swego stopniowo zdobywanego praktycyzmu – ocenia tę tendencję do tworzenia utopii jako wadę, a nawet „chorobę” Polaków.

Kolejny typ utopii obecnej w Lalce – to utopia naukowa, odnosząca się do wiary, że nowe wynalazki epoki szybkiego postępu technicznego (którą był wiek XIX) w sposób skokowy i radykalny polepszą poziom życia oraz samopoczucie ludzi. Przykładem takiego pasjonata nauki może być Ochocki, który rozczarowuje się jednak niewłaściwą reakcją pani Wąsowskiej na swoje utopijne marzenia: Wczoraj […] przez pół godziny tłumaczyłem Wąsowskiej: na co przyda się kierowanie balonami? Mówiłem o zniknięciu granic, o braterstwie ludów, o olbrzymich postępach cywilizacji… Ona patrzyła mi w oczy tak, iż głowę oddałbym, że mnie rozumie. A kiedy skończyłem, zapytała: – Panie Ochocki, czemu pan się nie żeni?…

Innym „utopijnym” pasjonatem nauk ścisłych jest mieszkający i pracujący w Paryżu niemiecki naukowiec Geist. Nabiera on swoiście „nadludzkiej” mocy kreowania utopijnych marzeń przede wszystkim w oczach Wokulskiego, zainspirowanego otrzymanym od niego podarunkiem: bryłką metalu pięciokrotnie lżejszego od wody. Po zerwaniu z Izabelą Wokulski snuje wizje potęgi, jakie może dać jemu i ludzkości nauka: […] marzył, że on jest czarodziejem, który posiada dwie bagatelki: władzę nad siłami natury i zdolność stawania się niewidzialnym… „Myślę – rzekł – że po kilku latach mojej gospodarki świat wyglądałby inaczej… Najwięksi hultaje zamieniliby się w Sokratesów i Platonów”. Wtem spojrzał na list paryski i przypomniał sobie Geista […]. Utopijne dążenia jako element samopoznania Wokulskiego powtórzy się jeszcze pod koniec Lalki, gdy ten pierwszoplanowy bohater powieści, odpowiadając samemu sobie na pytanie, jaką rolę w jego życiu odegrał przypadek, stwierdzi: Najpierw podsunął książki, z których jedne oświeciły go, że jest don Quichotem, a inne obudziły w nim pociąg do cudownego świata, w którym ludzie posiadają władzę nad wszelkimi siłami natury. Zainteresowanie nauką zastępuje w biografii Wokulskiego „donkiszotowską” utopię polityczną – zbrojną walkę o niepodległość kraju, czyli zakończony zesłaniem udział w powstaniu styczniowym.

Można mówić o dwóch jeszcze rozumieniach utopii w Lalce. Pierwsze z nich odnosi się do utopijnego rozumienia socjalizmu, a jego reprezentantem jest subiekt Mraczewski, który po przybyciu z Moskwy snuje wizje uszczęśliwienia ludzkości (m. in. przez radykalne ograniczenie czasu pracy) po rewolucji proletariackiej. Drugie natomiast określić można mianem „realistycznej utopii Paryża”, ponieważ polega na przedstawieniu tego miasta (widzianego co prawda oczyma Wokulskiego, który, jak się zdaje, nieco idealizuje stolicę Francji) jako miejsca niemal doskonale szczęśliwego: Praca nad szczęściem we wszystkich kierunkach – oto treść życia paryskiego. Tu przeciw zmęczeniu zaprowadzono tysiące powozów, przeciw nudzie setki teatrów i widowisk, przeciw nieświadomości setki muzeów, bibliotek i odczytów. Tu troszczą się nie tylko o człowieka, ale nawet o konia, dając mu gładkie gościńce; tu dbają nawet o drzewa […].
To ostatnie pojmowanie utopii – wraz z wymienionym na początku, odnoszącym się do Zasławka – wydaje się najbliższe intencjom Prusa-pozytywisty, żywotnie zainteresowanego powodzeniem praktycznych planów polepszenia ludzkiego losu, czemu miała służyć utopia, inspirując wyobraźnię oraz stymulując do działania.</document>
<document nplp_id="21189" title="Właściwości tekstu" slug="wlasciwosci-tekstu">Humor
Józef Bachórz
Choć Lalka jest powieścią z przejmującym finałem i niemało w niej goryczy, to wśród dramatycznych wydarzeń akcji wiele jest chwil podszytych humorem. Budziły one dezaprobatę krytyki pozytywistycznej. Życzliwy Prusowi Józef Kotarbiński pisał, że czasami […] obok malowideł w szerokim stylu wetknie autor humorystyczne obrazki pełne werwy, śmieszące do rozpuku, ale trochę szarżowane i karykaturalne, a Leon Okręt wspominał o scenach z dosyć rażącą wesołością. Takie opinie odzwierciedlały częste wśród krytyków przekonanie, któremu dał wyraz „papież” pozytywizmu – Aleksander Świętochowski – gdy prezentując sylwetkę twórcy Lalki pisał, że jako współpracownik „Kuriera Warszawskiego” nabył on skłonności do „bawienia tłumu” i przepysznym humorem felietonisty polewał ulice, wymiatał rynsztoki, czyścił podwórza, karcił dorożkarzy, porządkował ogrody [tzn. parki w rodzaju Łazienek] i ze swobodą Satyra prawił o kobietach. Ten ostatni a bardzo ulubiony przedmiot, którego tłuste oczka pływają dotychczas w Kronikach, ściągał na dowcipnisia wielokrotnie publiczne i prywatne nagany. W końcu – powiadał Świętochowski – Prus coraz bardziej wykształcał swój dowcip w kierunku owych zręcznych łechtań i zyskiwał przywileje, które w całej polskiej prasie on jeden posiada. Wprawdzie Świętochowski docenił „świetny humor” w „Pamiętniku starego subiekta”, ale w sumie ujmował tę zaletę jako wątpliwą rekompensatę za niedostatek w Lalce głębi myśli i oryginalności. Zresztą dowcip i „humoryzm” nie miały dobrej opinii w Polsce XIX-wiecznej, bo śmiech uważano za niestosowny w sytuacji niewoli, toteż po powstaniu listopadowym karcono Fredrę za komedie, autorowi zaś III części Dziadów wyrzucano „ton” Pana Tadeusza: niewłaściwy, bo za lekki. Na krytykę Świętochowskiego Prus się obruszył. Etykietę zabawiacza publiczności i wesołka uznał za obraźliwą. W eseju polemicznym Słówko o krytyce pozytywnej (1890) demaskował jako błąd mieszanie skłonności do konceptów, błaznowania i dowcipu – z humorem. Dowcip – tłumaczył w Słówku – jest tylko „tworem fantazji”, pomysłowości, zręczności umysłu. Czymś innym jest humor, który Prusa traktuje jako rodzaj postawy filozoficznej i kategorii estetycznej, polegającej nie na tworzeniu kombinacji fantastycznych, nie na grze wyrazów, ale na sumiennym oglądaniu rzeczy co najmniej z dwu stron: dobrej i złej, małej i wielkiej, ciemnej i jasnej. Dla optymisty każdy człowiek jest «porządny», dla pesymisty każdy człowiek jest «podejrzany», humorysta zaś, który bada ludzi wszechstronnie, w każdym człowieku widzi coś porządnego i coś łajdackiego. Humorysta w wielkim stylu, taki jak Szekspir i Dickens, obserwuje wszystko i wszystkich z pobłażliwym spokojem. Nie uznaje żadnych dogmatów, nie uważa nic za konieczne ani za niemożliwe, lecz tylko za prawdopodobne. W stosunku do natury trzyma się on tej granicy, z której równie dobrze widać namacalne fakta rzeczywistości, jak i mistyczne cienie nadzmysłowego świata. Ta definicja – gdyby uzupełnić ją o pierwiastki komizmu i pobłażliwość dla uśmiechu – jest bliska dzisiejszemu jego pojmowaniu humoru (podobnie definiuje to pojęcie A. Okopień-Sławińska w Słowniku terminów literackich). W takim ujęciu postawa humorysty staje się warunkiem dojrzałości widzenia świata i ujawnia się od samego początku Lalki wyrozumiałością dla ludzkich słabostek i grzechów. Nie ma w tej powieści ani jednej postaci idealnej. Miewa chwile słabości z przymieszką śmieszności Wokulski, traktowany w narracji trzecioosobowej z rzeczową sympatią, a w „Pamiętniku starego subiekta” z serdecznością, ale w tym „Pamiętniku” Rzecki nie przemilczy mu tarapatów małżeńskich po ożenku z Małgorzatą primo voto Minclową. Nawet przezacna prezesowa Zasławska – bogata i krewna dwóch „jenerałów” – wspominając swoją wielką miłość i ubożuchnego kapitana Wokulskiego – wzdycha: No i rozdzielono nas… Może też byliśmy zanadto cnotliwi…Ale cicho!… cicho… – dodała, śmiejąc się i płacząc. – Takie rzeczy wolno mówić kobietom dopiero w siódmym krzyżyku. Wielki serial różnolitości humoru w Lalce, często przemieszanego z liryzmem, odbywa się za sprawą „Pamiętnika starego subiekta”. Przesuwają się tu przed oczyma czytelnika kapitalne typy dawnej Warszawy, jak stary grenadier legionowy, który ozdobił pokój sześcioma portretami Napoleona, jego kolega, który trochę lubił anyżówkę, i pan Raczek, który ożenił się na starość, żeby mu żona smarowała plecy. Znajdą się w „Pamiętniku” obrazki ze sklepu i domu starego Mincla, są znakomite partie humorystyczno-komiczne, jak studenckie błazenady w kamienicy nabytej przez Wokulskiego i sceny z sądu z udziałem baronowej Krzeszowskiej, przed którą jeden ze studentów udaje trupa. Znajdą się we wspomnieniach Rzeckiego obficie rozsiewane dowody jego autoironii, wrażliwości na przeróżne odmiany komizmu i dowcipu, w tym także groteski, jak kapitalne powiedzonka Jana Mincla, wymyślającego od złodziei bratu, któremu nawet pies porządny nie powinien podawać ręki, a potem ostrzegającego przed nim, bo to kuglarz, któremu oswojony orzeł napluł w kapelusz. Na usługach humoru znajdują się również wtręty komizmu szyderczego i sarkastycznego (celuje w nim doktor Szuman), rubaszności (spostrzeżenie Rzeckiego o rządcy Wirskim, któremu iskrzą się oczy na wspomnienie pani Stawskiej: ze szlachtą jest tak: do nauki ani do handlu nie ma głowy, do roboty go nie napędzisz, ale do butelki, do wojaczki i do sprośności zawsze gotów, choćby nawet trumną zalatywał. Paskudniki!). Także i poza Pamiętnikiem starego subiekta trwa suita humoru od początku do końca powieści. W rozdziale I (Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek) poznajemy plotki piwoszów o głównym bohaterze, nie irytując się na plotkarzy, a w rozdziale II (Rządy starego subiekta) śledzimy przebieg dnia pracy w sklepie, urozmaicany docinkami subiektów i sporem Rzeckiego z Lisieckim o wyższości siwizny nad łysiną. Potem będą rozdziały zasobne w sceny humorystyczne, a czasem przydarzą się ujęcia satyryczne, te jednak wiążą się z figurami salonowych pasożytów w rodzaju Rydzewskiego i Pieczarkowskiego A i w końcówce ostatniego rozdziału Lalki też się nie obędzie z osobliwego wtrętu tragifarsowego, gdy Rzecki stwierdza, że jest śledzony z polecenia podejrzliwego Szlangbauma, zamyka na klucz ukrytego w sklepie subiekta Gutmorgena, któremu się trochę niedobrze zrobiło, i wybiega od uwięzionego „strażnika” ze słowami: Posiedźże sobie do rana, kiedy ci niedobrze!… I zostaw pamiątkę swemu pryncypałowi. Nie ulega kwestii: Prus traktuje humor jak niezbywalny składnik realistycznego obrazu życia.</document>
<document nplp_id="21208" title="Próba7" slug="proba7">Próba</document>
<document nplp_id="21209" title="Próba6" slug="proba6">Próba6</document>
<document nplp_id="21213" title="Filoz" slug="filoz"></document>
<document nplp_id="21214" title="darw" slug="darw"></document>
<document nplp_id="21215" title="topog" slug="topog"></document>
<document nplp_id="21216" title="zasław" slug="zaslaw"></document>
<document nplp_id="21222" title="LESZNO 44 (Letni ogródek Kawiarni &amp;#8222;Pod&amp;nbsp;Fontanną”)" slug="leszno-44-letni-ogrodek-kawiarni-pod-fontanna">
&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (18 lipca 1942)

„Następnego dnia w sobotę 18 lipca, udałam się znowu do fabryki „Marcel”, wraz z Krysią Sz…., przyjaciółką dzieciństwa. Okna piwnicy fabryki wychodziły na ogródek szykownej kawiarni „Pod fontanną”. Niestety, brakowało nam pieniędzy, żeby się tam dostać, także ograniczyłyśmy się do podpatrywania i podsłuchiwania z okienek w piwnicy. W ten sposób miałyśmy okazję usłyszenia uroczego duetu operetkowego oraz rzucenia okiem na elegancko ubraną publiczność, siedzącą przy stolikach.” (s. 52)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21223" title="LESZNO 44 (FABRYKA KOSMETYKÓW MARCEL)" slug="leszno-44-fabryka-kosmetykow-marcel">


&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D

(po 21 czerwca 1942)

„Mój ojciec spędzał teraz dużo czasu w fabryce „Marcel”, własności jego brata [Jakuba Birnbauma – przyp. AKR]. Mimo że nie znam się na branży kosmetycznej, starał się zatrudnić czymkolwiek, aby uniknąć bezczynnego siedzenia w domu.” (s. 45)

JA/ONI, III A (24 lipca 1942)

„W fabryce zostałam cały personel wraz z rodzinami szukającymi tu schronienia. Zauważyłam też Luśka Katra i Horchówny. Wszyscy pomogli mi przenosić bagaże. […]Fabryka „Marcel” znajdowała się już pod zarządem Sigmunda i w tej chwili właśnie wydawano ausweisy. Czekano z zapartym oddechem na ów „świstek życia”. Ojciec otrzymał w końcu dowód tymczasowy.

Wieczorem każdy z nas lokował się w jakimś kącie, aby przeczekać noc. Wydostano, nie wiadomo skąd, pierzynę którą rozłożyłam… na biurku, w gabinecie stryjka. Inni próbowali miękkości rozsypanych trocin.” (s. 65-66)

JA/ONI, III A (po 24 lipca 1942)

„W fabryce panowało wciąż niezwykłe podniecenie. Nikt z personelu nie chciał ani nie mógł pracować normalnie, choć należało oczekiwać kontroli. Chwilami, gdy następowało odprężenie, wszyscy siadali przy stołach i zajmowali się robieniem pasty do zębów i wlewaniem jej w tubki. Starałam się pomagać wraz z Luśkiem i siostrami Horch.” (s. 68)

JA/ONI, III A (między 24 lipca a 5 sierpnia)

„Do stryjka Jakuba zgłosiła się delegacja komitetu domowego z ulicy Leszno 44, gdzie znajdowała się fabryka. Przyniosła propozycję zbudowania wspólnie kryjówki w lokalu fabryki.

Teren był rzeczywiście odpowiedni. W suterenach znajdowało się wiele zakamarków, które mogły stać się użyteczne. Po długich naradach, w których brały udział tylko osoby wtajemniczone, zaczęto znosić jakieś półki, deski, pudła i inne tajemnicze przedmioty. Następnego dnia schron był już gotowy. Wśród różnych rupieci zapełniających suterenę była także przytwierdzona do ściany niewinna półka. Ustawiono na niej pudła z farbami i innymi preparatami chemicznymi. Ostatnia ściana półki była ruchoma i stanowiła jednocześnie klapę. Wystarczyło ją popchnąć, aby się otworzyła. Powstał wtedy otwór, przez którego trzeba było się czołgać. Po stronie przeciwnej natrafiało się na schody, prowadzące w dół. Tu znajdowały się dwie małe izdebki. W korytarzu, stanowiącym dalszy ciąg sutereny, zainstalowano światła elektryczne. Całość była raczej prymitywna i nie posiadała żadnych wygód. Tym niemniej schron oddał nam ogromne zasługi, ratując wiele razy kilkadziesiąt osób, ukrytych i wyczekujących z zapartym tchem biegu wypadków.” (s.70-71)

JA/ONI, III A (między 24 lipca a 5 sierpnia)

„Były dni, kiedy trzeba było po kilka razy schronić się w podziemiach. Jedna osoba zarządzała wtedy alarm. Mężczyźni pilnowali porządku przy schodzeniu w dół. Kobietom i dzieciom dawano pierwszeństwo. Gdy już wszyscy zeszli i zajęli swoje miejsca, jedna osoba pozostawała na straży, na górze […]. ” (s. 71)

JA/ONI, III A (między 24 lipca a 5 sierpnia)

„W momentach niebezpiecznych ukryci sami protestowali i ściągali siłą na dół dyżurnego, nie chcąc by się dla nich poświęcał. Ten zbiorowy schron stanowił jednak wielkie ryzyko. Trzeba było pilnować dzieci, które nie rozumiejąc, że stawką w tej grze jest życie, gwarzyły lub płakały. Nie można było też przewidzieć, czy w jakimś momencie niebezpiecznym ktoś dorosłych nie kichnie lub od kaszlnie, co mogłoby zdradzić wszystkich.” (s. 71)

JA/ONI, III A (między 24 lipca a 5 sierpnia)

„Kilka razy odbywały się już blokady domu w którym mieściło się fabryka. Za każdym razem ukrywano się w „katakumbach”, jak nazywałam schron. Wszystko przeszło jakoś szczęśliwie. Tymczasem fabryka została przejęta przez firmę „Kon i Heller”, własność dwóch osławionych kolaborantów żydowskich. Miało to gwarantować rzekomo bezpieczeństwo wypisałam tuszem napis, że firma znajduje się pod ochroną NSDAP, czyli hitlerowski Partii Pracy.” (s. 72-73)

ONI, III A (między 24 lipca a 5 sierpnia 1942)

„W fabryce Marcel powstał popłoch. Wszyscy zrozumieli że fabryka pozostająca pod zarządem popadłych w niełaskę [chodzi o Kohna i Hellera – przyp. AKR], zostanie na pewno zlikwidowana. Ludzie potracili głowy. Jedni biegli do schronu, inni uciekali na miasto.” (s. 74)

ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Fabryka „Marcel” dostała się pod trzeci z kolei zarząd. Był to wydział transportowy Toebbensa. Za tę „łaskę” stryjek musiał dopłacić dużą sumę. Przed fabryką na Lesznie stacjonowała teraz wacha.”
(s. 88)

JA/ONI, III A (po 14 sierpnia 1942)

„Byłam w fabryce kilkakrotnie i spotkałam się tam z wielkim współczuciem.” (s. 88)

ONI, IV

„Stryjek Jakub i styjenka Sabina mieszkali znów na Lesznie. Pracowali oboje w fabryce chemicznej Toebbensa. Otrzymali nad fabryką „Marcel”, pokoik w którym się urządzili. Używaliśmy często ukrytego przejścia z Nowolipia na Leszno po to, żeby ich zobaczyć. W niedzielę szliśmy do nich na obiad. Prowadzili dom na dawną skalę. Mieli nawet służącą, która gotowała dla lokatorów całego domu. Zbierali się tam jak dawniej znajomi rozprawiający na temat aktualne.” (s. 114)

JA/ONI, IV A (20 stycznia 1943)

„Postanowiliśmy udać się do stryjka, aby się z nim naradzić i ewentualnie schować się w naszych dawnych „katakumbach”. Front dawnej fabryki „Marcel” pozostawał zapieczętowany, ale do „katakumb” można było się przedostać tylnym wejściem. U stryja zastaliśmy jego sąsiadów w rozterce. Co robić? Krążyły i tu pogłoski o prawdopodobnej blokadzie u Toebbensa. Po długich naradach ukryliśmy się wszyscy w „katakumbach”. Usiedliśmy kołem przy maszynce elektrycznej, stanowiącej jedyne źródło ciepła. Głód dokuczał, ale o gotowaniu nie było mowy. Od czasu do czasu nadchodził „strażnik” z nowinami. Wreszcie około szóstej po południu nadbieg zziajany. Podobno u Toebbensa ograniczono się do zebrania kilku osób, ale za to u Schulza nastąpił istny pogrom, w wyniku którego pognano na Umchlag aż 800 osób.

Ojciec i ja spojrzeliśmy na siebie: „A więc instynkt mnie nie zawiódł!”. Wypełzliśmy z kryjówki. W mieszkaniu stryja rozpalono ogień. Napiliśmy się gorącej herbaty, co postawiło nas na nogi.” (s. 121)</document>
<document nplp_id="21228" title="TZW. OBSZARY „DZIKIE” – NIEZAMIESZKAŁE PO&amp;nbsp;WIELKIEJ AKCJI LIKWIDACYJNEJ (między ulicami: GĘSIA / NOWOLIPKI / OKOPOWA / BONIFRATERSKA [TEREN]" slug="tzw-obszary-dzikie-niezamieszkale-po-wielkiej-akcji-likwidacyjnej-miedzy-ulicami-gesia-nowolipki-okopowa-bonifraterska-teren">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Aby dostać się do getta właściwego z terenu Schultza, trzeba było przemierzyć tak zwaną: „dziką dzielnicę” – obszar niezamieszkały i opróżniony już dawno z mieszkańców. Aby dostać się tam, należało zaopatrzyć się najpierw przepustki, a później dołączyć do grupy idących lub wracających z pracy.” (s. 110)

JA/ONI, IV A (listopad 1942)

„Wieczorem ojciec Hanki wydostał skądiś wóz z końi i odwiózł osobiście wszystkich gości do domu. […] W drodze powrotnej spotkaliśmy grupy wracające z placówek na terytorium Schulza. Ludzie maszerowali w ciemnościach, oświetlając sobie drogę pochodniami. Śpiewali przy tym: „Marysiu, moja Marysiu” oraz „Aj, aj, aj.”” (s. 110-111)</document>
<document nplp_id="21229" title="MIĘDZY ULICAMI: MIŁA/ WOŁYŃSKA /DZIKA [TEREN]" slug="miedzy-ulicami-mila-wolynska-dzika-teren">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, III A (5 września 1942)

„Rozporządzenie opiewało, że cała ludność getta ma się skupić w kwadracie między ulicami Miłą, Wołyńską, Kurzą i Dziką.” (s. 93) [W rzeczywistości czworokąt zamykała ulica Lubeckiego, a nie Kurza]

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21231" title="skrzyżowanie CHŁODNA/ ŻELAZNA – CMENTARZ NA&amp;nbsp;OKOPOWEJ (PRZYSTANEK TRAMWAJU) [TRASA]" slug="skrzyzowanie-chlodna-zelazna-cmentarz-na-okopowej-przystanek-tramwaju-trasa">

&amp;nbsp;
Irena Birnbaum
JA/ONI, II D (marzec 1942)

„Wóz pogrzebowy otrzymał pozwolenie na przejazd przez „aryjską” jezdnię, ja zaś wsiadłam do tramwaju.”  (s. 14)

JA/ONI, II D (marzec 1942)

„Wóz pogrzebowy otrzymał pozwolenie na przejazd przez „aryjską” jezdnię, ja zaś wsiadłam do tramwaju.” (s. 14)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21234" title="HALINA BIRENBAUM" slug="halina-birenbaum"></document>
<document nplp_id="21239" title="MIŁA 3 / NALEWKI 49 (BUNKIER)" slug="mila-3-nalewki-49-bunkier">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, IV B (kwiecień 1943)

„Kiedy coraz uporczywiej zaczęto powtarzać, że zapowiadana likwidacja warszawskiego getta nastąpi nieodwołalnie na wiosnę, matka postarała się dla nas wszystkich o miejsce w bunkrze przy ulicy Miłej nr 3, płacąc za nie dolarami (sprzedawaliśmy część żywności znoszonej z aryjskiej strony przez braci). Był on zbudowany pod piwnicą i zaopatrzony w rozmaite urządzenia, w pompę, elektryczność, wentylatory, kilkupiętrowe prycze i szafy ścienne na zapasy żywności. Wszystkie te instalacje świadczyły, iż nie jest to kryjówka tymczasowa na wypadek jednej czy paru akcji, które trzeba przeczekać.

Schron znajdował się pod ruinami domu nr 49 przy Nalewkach, zbombardowanego we wrześniu 1939 roku; wchodziło się do niego przez piwnicę domu nr 3 przy ulicy Miłej i przez wykop. Mógł on pomieścić kilkadziesiąt osób. Jak w każdym bunkrze była tam już w owym czasie broń.” (s. 73-74)

JA, V (18/19 kwietnia 1943)

„Ostatni w Warszawie Seder Pesach spędziliśmy w bunkrze. Późnym wieczorem zapukali do naszych drzwi jacyś obcy mężczyźni z warty nocnej i wyjaśnili krótko, że liczne oddziały hitlerowskie okrążają ze wszystkich stron getto; dostaliśmy rozkaz natychmiastowego ukrycia się w schronie. Prowadzeni labiryntem różnych tajnych przejść (trudno się w nich było zorientować i sami drugi raz nie umielibyśmy tam trafić) dotarliśmy wreszcie do bunkra. Myślałam, że za parę godzin, kiedy skończy się akcja, znów wrócimy do mieszkania.

Około dwustu osób leżało tu stłoczonych na niskich narach. Z trudem znaleźliśmy trochę miejsca: matka i ja — osobno, Hela i Chilek osobno, nieco bliżej nas — Halina. Duszno i ciasno. Zapach wilgoci i stęchlizny jak w każdej piwnicy, zaduch, mrok i nastrój zdenerwowania. Od samego początku zeszło się tu więcej ludzi, niż to było przewidziane.” (s. 75)

JA/ONI, V

„Od samego początku zeszło się tu więcej ludzi, niż to było przewidziane. W ciągu następnych dni napływali wciąż nowi, zagrożeni z innych kryjówek i z palących się domów. Robiło się coraz tłoczniej i duszniej. Gdy ktoś szedł po wodę do kranu lub do ustępu, potrącał innych, wpadał po ciemku na sąsiadów. Ani na chwilę nie ustawały sprzeczki i kłótnie, zatargi o byle głupstwo, obelgi i wyzwiska. Ludzie tracili panowanie nad sobą, byli wymęczeni brakiem świeżego powietrza i najprymitywniejszych wygód, zadręczani ciągłym strachem i niepewnością. Bunkier przeistaczał się w istne piekło!

Mijał tydzień za tygodniem, a my wciąż leżeliśmy w tym podziemiu, nie odróżniając dnia od nocy. Dokuczał nam głód — nasza żywność została przecież na Nowolipiu. Zabraliśmy z sobą tylko trochę cukru w kostkach i parę kilogramów marmolady w puszce. Kilka razy na dobę matka dawała każdemu z nas po kostce cukru i po jednej czy po dwie łyżki marmolady oraz trochę wody do picia — w ten sposób ratowaliśmy się od śmierci głodowej w ciągu trzech tygodni. Choć szafy tego bunkra pełne były sucharów, przeróżnego pieczywa i rozmaitych konserw, nikt nie proponował nam pomocy. Nie wiadomo było, na jak długo te zapasy muszą starczyć, i dlatego właściciele oszczędzali ich nawet dla siebie i dla swoich najbliższych. A my byliśmy tu zupełnie obcy.

W bunkrze znaleźli się jednak i tacy, którzy mając własnej żywności pod dostatkiem, opuszczali nocami bunkier, żeby szabrować produkty w innych schronach, skąd hitlerowcy zabrali już ludzi na stracenie. Było im wiecznie wszystkiego mało, w swej zachłanności nie zważali na ryzyko wypraw nocnych. Te wyprawy nieraz kończyły się dla szabrowników tragicznie, a często ściągały nieszczęście na schrony, bo wprowadzały na ich ślad Niemców, denuncjatorów i szpiegów.

Nieraz mdlałam z głodu. Matka dawała mi wtedy nadprogramową porcję marmolady lub cukru, ale to niewiele pomagało… Z nary schodziłam tylko wówczas, gdy musiałam iść do ubikacji. Wlokłam się tam z trudem, kręciło mi się w głowie, nie mogłam utrzymać się na nogach. Prawie cały czas drzemałam na skutek osłabienia, gorąca i zaduchu.

Czasami jednak rozmawiałam z matką o naszej sytuacji, o szansach ocalenia, o tym, co przypuszczalnie dzieje się z Markiem, ze znajomymi w innych schronach, na innych ulicach, o zachowaniu się naszych współtowarzyszy w bunkrze. Pogoda ducha i nadzieja nie opuszczały mojej matki. Starała się nas i wszystkich dokoła przekonać, że nie ma jeszcze powodu, aby tracić wiarę w życie. Budziła mnie ciągle z drzemki i wpółomdlenia. Patrzyłam wtedy z coraz bardziej rosnącą zazdrością na ludzi z sąsiednich prycz, którzy zawsze mieli co jeść! Jeść! Z żalem i goryczą przypominałam sobie, jak matka broniła zapasów żywności na Nowolipiu, w obawie, że zabraknie ich w krytycznej chwili… A tymczasem wszystkie te cudowne rzeczy przepadły! Głośno nie mówiłam o tym nigdy. Nie chciałam matce robić przykrości. Wiedziałam, że i tak gryzie się tym wszystkim, że zadręcza się myślą o Marku.

Z resztą rodziny, z Chilkiem, Helą i Haliną, rozmawiałyśmy bardzo mało i rzadko; byłyśmy daleko od nich, a częste wędrówki po bunkrze były niemożliwe z powodu ciasnoty i braku sił.” (s. 75-77)

„Pod koniec trzeciego tygodnia bunkier nasz wypełnił się do granic możliwości. Leżeliśmy na narach w zupełnym mroku, bo zewnętrzny kabel elektryczny i zapasowe baterie zostały już dawno przepalone. Świece zaś gasły z powodu braku tlenu w powietrzu… Oddychaliśmy ciężko i głośno, pocąc się, sapiąc jak stare, zepsute lokomotywy. Co chwila ktoś mdlał. Najsilniejsi, którzy jeszcze mogli się poruszać, moczyli w wodzie prześcieradła i ręczniki, powiewali nimi, rozwieszali je wokół nar dla ochłody. Z każdą godziną sytuacja pogarszała się, tym bardziej że przez wszystkie szczeliny schronu wdzierały się do wnętrza gryzący dym i żar płonących nad nami domów; przybywało też uciekinierów z innych kryjówek.

Nawet kłótnie ustały; nikt nie miał na nie sił… Ludzie padali jak muchy. A jednak wzrastała wśród tych męczarni solidarność, wzajemne zrozumienie i współczucie. Nie trzeba już było nawoływać o ciszę w obawie, by nie wytropili nas esesmani, ani zbyt długo prosić o pomoc sąsiedzką. Ratowano się wzajem, dzielono się nawet ostatnią kroplą lekarstwa! Bez względu na to, czy ktoś był swój czy obcy, znajomy czy nieznajomy, biedny czy bogaty. Zniknęły między nami różnice. Wspólny i tragiczny los zjednoczył w końcu ludzi w jedną wielką rodzinę. Chociaż życie w bunkrze było katorgą, nikt nie myślał o dobrowolnym opuszczeniu go i zdaniu się na łaskę morderców.” (s. 78-79)

„Wreszcie jednak wykryli i nas.

Zaczęli dobijać się, odwalać zapory osłaniające wejście do bunkra. Zapór tych było dużo i usuwanie ich trwało kilka godzin. Zdradził nas jeden ze schwytanych szabrowników. Dokładnie określił esesmanom położenie schronu.

W milczeniu, świadomi klęski, lecz zdecydowani nie wpuszczać wrogów, słuchaliśmy, jak padają jedna za drugą zapory tamujące dostęp do schronu. W końcu udało im się to i zaczęli łomotać do drzwi piwnicy, wrzeszcząc, odgrażając się, obiecując nagrodę, jeśli im otworzymy. Z początku, gdy odgłosy dobijania się były niewyraźne, dalekie, myśleliśmy, że może się to nam tylko zdaje wskutek przewrażliwienia i strachu. Potem, gdy już doszły nas wściekłe ryki niemieckie, zrozumieliśmy, że zbliża się chwila ostateczna, że nie ma przed nią ucieczki.

Byłam tak zamroczona głodem i czadem, który wdzierał się przez nieszczelny wietrznik, że nie od razu zdałam sobie sprawę z katastrofy. Leżałam, ociekając potem, prawie zupełnie rozebrana, w jakimś dziwnym półśnie, z którego matka starała się mnie siłą wyrwać. „Nie śpij — powtarzała, szarpiąc mnie raz po raz — nie wolno spać, trzeba ubierać się, przygotować do wyjścia! Nie słyszysz, że stukają? Nie śpij, mówię, obudź się! Na chwilę otwierałam oczy i znów zapadałam w sen, jak pod narkozą. Słowa mamy nie docierały do mnie. Dopiero przeraźliwy huk zwrócił mi przytomność. Esesmani wycelowali granatem w klapę zamykającą z zewnątrz otwór wietrznika w suficie (klapy tej nie otwierano do ostatniej chwili, mimo, że dusiliśmy się już prawie z braku dopływu powietrza; baliśmy się nie tylko tego, że przedostanie się do środka dym z pogorzelisk). Wybuchający granat nikogo na szczęście nie zranił. Z sufitu spłynęło nareszcie powietrze i światło dzienne, nie oglądane od trzech tygodni, od tej wielkanocnej nocy sederowej, kiedy zeszliśmy w podziemie. Ale zaraz potem spuszczono przez otwór długą drabinę; jeden po drugim zaczęli po niej schodzić nasi kaci w zielonych mundurach…

W piwnicy starali się nas traktować „łagodnie”, zapewniając sobie w ten sposób bezpieczeństwo. Zachęcali nas „uprzejmie” do skorzystania z drabiny: nic złego nam przecież nie grozi, najwyżej wyślą nas do innej miejscowości, gdzie będziemy pracować. Musimy tylko wypełnić skrupulatnie ich zalecenia i czym prędzej opuścić bunkier! Pomagali nawet słabszym wspinać się po drabinie. Niezależnie od tego, co wiedzieliśmy o nich, od tego, co nas dotychczas spotkało z ich strony, te „dobrotliwe perswazje” działały na ludzi uspokajająco. Niektórzy ulegali złudzeniu, że może jednak zaszły jakieś zmiany w planach hitlerowskich, że może istotnie tej resztce złapanych Żydów pozwolą żyć…” (s. 79-80)</document>
<document nplp_id="21244" title="LESZNO 64" slug="leszno-64">

&amp;nbsp;

Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Pewnego wieczoru Niemcy, właściciele szopów — Toebbens i Schultz — kazali wszystkim swoim pracownikom przeprowadzić się z rodzinami do specjalnie dla nich wyznaczonych, opustoszałych domów. Pracownicy Toebbensa — na Leszno, robotnicy Schultza — na Nowolipie. W ten sposób oddzielili swoich robotników od reszty Żydów, na tych dwóch ulicach getta utworzono coś w rodzaju obozu pracy — ci, którzy tam zamieszkali, mieli solennie zagwarantowaną nietykalność w czasie łapanek na Umschlag.

Chociaż nie było już ojca, wykorzystaliśmy fakt, że kiedyś pracował u Toebbensa i przenieśliśmy się, matka, Chilek, ja i ciotka z Haliną, na Leszno 64, wraz z rodzinami robotników tego szopu.” (s. 42-43)

„Na Lesznie zajęliśmy kilkupokojowe mieszkanie, pierwsze z brzegu, w dużej kamienicy pod numerem 64. Prócz nas było tu ledwie parę rodzin. Wśród próżnych mieszkań, których właścicieli wywlekli już hitlerowcy na stracenie, można było wybierać, nikogo jednak sprawa lokalu nie interesowała. Żadne z nas nie wierzyło bowiem zapewnieniom niemieckich przedsiębiorców, toteż chodziło nam nie o wygodne warunki mieszkaniowe, ale o dobrą, czyli jak najciemniejszą piwnicę lub strych.

W mieszkaniu, zajętym przypadkowo i bez namysłu, było wiele wspaniałych rzeczy, pięknych mebli, dużo rozmaitych zabawek i ładnie oprawionych książek, które przed wojną były dla mnie marzeniem nieosiągalnym. Poniewierały się teraz, nikomu niepotrzebne, po kątach. Przeglądałam niektóre z nich, nie sprawiały mi jednak żadnej radości. . I książki, i zabawki przywodziły mi na myśl dzieci, do których te cuda należały. Teraz nie były już w Warszawie. Nie były nigdzie na świecie, przeczuwałam to, choć jeszcze wtedy nikt mi wyraźnie nie mówił, co dzieje się naprawdę z ludźmi wywożonymi pociągiem z Umschlagplatzu. Gdzieś znikali. Ale czy to takie pewne, że już nigdy, przenigdy nie wrócą? Jeżeli zaś wrócą… Odkładałam ostrożnie zabawki, przez chwilę wyobrażając sobie, jak te dzieci wracają do swego domu, a ja im opowiadam, że w czasie ich nieobecności troszczyłam się o książki i zabawki… Zaproszą mnie do siebie, wspólnie będziemy się bawić. Potem znów ogarniało mnie przerażenie na myśl o tym, co mogło te dzieci spotkać.” (s. 43-44)

JA, III A (sierpień 1942)

„Pierwszego wieczoru na nowym miejscu nie umiałam pohamować mego wzburzenia, zaczęłam głośno krzyczeć, zasypałam matkę pytaniami: dlaczego na świecie jest tak źle, tak strasznie, kiedy się to wszystko skończy, jak długo jeszcze będziemy się męczyć?” (s. 44)

JA/ONI III A (sierpień 1942)

„Wieczorami, gdy wracał [Chilek Grynsztajn – brat Haliny Birenbaum, zatrudniony do pracy na ternie fabryki w Ursusie – przyp. AKR], wybiegałyśmy na schody, żeby go znowu uściskać. A on na dole głośno wyrażał radość, że zastał nas w domu i przy życiu. Nieraz przynosił nam trochę żywności z aryjskiej strony; dostawał ją za odzież szmuglowaną z getta, co łączyło się z ogromnym ryzykiem. W progu mieszkania pytał zwykle z niepokojem, czy nikogo od nas nie zabrano?! A kiedy otrzymywał uspokajającą odpowiedź, znowu wpadaliśmy sobie w objęcia i całowaliśmy się, i opowiadaliśmy sobie nawzajem wydarzenia minionego dnia: jak przebiegała akcja, jak udało się nam schować, oszukać łapaczy i ujść cało. Chilek natomiast mówił o znęcaniu się hitlerowskich dozorców nad robotnikami w fabryce, o ciągłych rewizjach podczas pracy, przy wyjściu i przy wejściu do getta. Potem Chilek wykładał zawartość swego plecaka. Głodni i niecierpliwi czekaliśmy, aż mama podzieli między nas te skarby. Jedliśmy po ciemku, w nieoświetlonym pokoju, żeby nie ściągnąć uwagi patroli chodzących nocą po ulicach i nie narazić się na ich niespodziewaną wizytę.” (s. 47)

„Po pewnym czasie mama znalazła pracę w szopie krawieckim Schultza na Nowolipiu. […]

Z początku zabierała mnie ze sobą. Chowałam się za jej maszyną do szycia lub pod krzesłem. Okno warsztatu wychodziło na podwórko domu przy Lesznie 64. Mama obserwowała, co dzieje się w pobliżu naszego domu, patrzyła, czy nie nadchodzą hitlerowcy i co porabiają pozostałe w mieszkaniu ciotka i Halinka.” (s. 48)

„Dopiero wieczór przynosił wybawienie. W domu [po powrocie z szopu, gdzie matka ukrywała Halinę pod krzesłem – przyp. AKR] mogłam nareszcie wyprostować zdrętwiałe nogi, mówić, jeść i pić bez obawy.” (s. 48)

„Latem 1942 roku Rosjanie zaczęli bombardować obiekty wojskowe w Warszawie i okolicy. Musieliśmy zbiegać na dół, do sieni, wyczerpani po ciężkim dniu, po ukrywaniu się przed łapankami, ale mimo to pokrzepieni na duchu tym bombardowaniem.

Pewnej nocy, w czasie takiego nalotu, bomba trafiła w Sądy Grodzkie, gdzie kwaterowali teraz Niemcy. Nasz dom, stojący akurat naprzeciw, zadygotał. Podmuch zerwał dach; ofiar w ludziach nie było.

Straciliśmy więc kryjówkę na strychu i stanęliśmy znów przed poważnym problemem: gdzie schowamy się jutro?!

A właśnie jutro zapowiadał się ciężki dzień: na Umschlagplatzu czekał długi szereg wagonów…

Matka postanowiła, że tę szczególnie ostrą, jak się nam wydawało, akcję powinnam przeczekać w szpitalu, gdzie pracował Marek. Ciotka i Halinka miały schować się w mieszkaniu, wśród tobołów z pościelą” (s. 48-49)

„Marek zapewniał mnie, że w naszym domu na Lesznie nie było blokady, mimo to szłam ze ściśniętym sercem. Bałam się, że otworzę drzwi mieszkania i… nikogo w nim nie zastanę.

Moje obawy okazały się na szczęście bezpodstawne. Mama dostrzegła nas przez okno, otworzyła natychmiast drzwi i już w progu znalazłam się w jej ramionach. A Marek patrzył na nas ze wzruszeniem, uśmiechnięty, czekając na uścisk matki. W tej właśnie chwili usłyszeliśmy niesamowity hałas i wrzask na ulicy. Przestraszeni rzuciliśmy się do okna. Na Leszno wdzierały się gromady żydowskich policjantów, uzbrojonych w kije i pałki.” (s. 51)

„Uciekliśmy na strych, pozbawiony dachu, ale spowity ciemnością. Leżeliśmy na ziemi, jedno obok drugiego. Do naszych uszu docierały wrzaski policjantów, łomotanie w drzwi, odgłosy walki, ordynarne przekleństwa, szamotanie się na schodach. […]

Nas i tym razem nie znaleźli, choć zaglądali kilkakrotnie na strych.” (s. 51-52)

„Kiedy mama i bracia wyszli do pracy, zostałam z ciotką i Halinką. Sąsiedni pokój zajęła jakaś kobieta z dwojgiem małych dzieci. Miałyśmy nadzieję, że po wczorajszej akcji dzień będzie spokojniejszy i że tym razem nie zablokują naszej ulicy. Na strychu było za widno, znaleźliby nas bez trudu, a dom nie posiadał w ogóle piwnicy… Raz po raz obserwowałyśmy przez okno ulicę. Nic nie zapowiadało burzy. Nagle zobaczyliśmy nadciągających Lesznem hitlerowców. „Akcja na naszej ulicy” — krzyknęła z rozpaczą ciotka, chwytając za ręce Halinkę i mnie. Pobiegłyśmy na strych. Nogi nam się trzęsły, serca łomotały ze strachu jak szalone.

Hitlerowcy zablokowali całe Leszno i pobliskie przecznice. Wyobrażałam sobie, z jakim przerażeniem patrzy na to matka, siedząc przy oknie, zajęta szyciem mundurów dla morderców i katów.

Dzień był bardzo jasny, pełnia lata. Strych odarty z dachu tonął w słońcu, hordy łapaczy coraz bardziej zbliżały się do naszego domu…

A my chciałyśmy żyć!

Ciotka pospiesznie wepchnęła Halinkę, mnie i dwoje dzieci naszej sąsiadki do komórki znajdującej się w jednej z nie naruszonych ścian strychu. Mnie i Halinkę posadziła na dolnej półce, dwoje małych na górnej. Zamknęła komórkę na kłódkę i zastawiła ją jakimiś połamanymi drzwiami. Po czym zeszła z sąsiadką do mieszkania i obie schowały się wśród tobołów z pościelą, jak to było przedtem zaplanowane.

My, dzieci, siedziałyśmy z zapartym tchem. Łapacze biegali po schodach, wywalali drzwi, krzyczeli, śmiali się, strzelali… Od czasu do czasu któryś wpadał na strych, przeklinał, mijał naszą spiżarnię i szukał dalej. W pewnym momencie dwóch zatrzymało się tuż obok. Rozmawiali. Najmniejszy ruch, sapnięcie, głośniejszy oddech — i jesteśmy zgubieni.

Starałam się wcale nie oddychać. Siedzące nade mną dzieci — jedno miało cztery lata, drugie sześć — robiły siusiu, na pewno ze strachu. Mocz ściekał mi na głowę, na twarz… A ja prawie tego nie czułam. Drżałam tylko na myśl, że dzieci mogą mimo woli zdradzić kryjówkę. Rozpłakać się, na przykład, albo odkaszlnąć… Pociłam się ze zdenerwowania i od duchoty, jaka panowała w ciasnej, ciemnej spiżarce. Dwaj hitlerowcy odeszli, akcja jednak trwała nadal. Pięć godzin przesiedzieliśmy w tej komórce.

Po zapadnięciu zmierzchu ludzie nie zaczęli wyłazić ze swych nor i schowków. Czekali, aż policjanci skończą szaber w opróżnionych przez akcję mieszkaniach. Już teraz wiedzieliśmy, że akcja nas ominęła i czekaliśmy spokojnie, choć bardzo pragnęliśmy wyjść.

Ani ciotka jednak, ani sąsiadka nie zjawiły się, a czas mijał; ludzie wracali z pracy do domów. Ogarnęły nas najgorsze przeczucia; może je zabrano, może i matkę wywleczono z szopu, może nikt nie przyjdzie nas uwolnić? I co wtedy?

Komórkę otworzyła nam wreszcie moja matka; porwała nas w ramiona, całując i ściskając gwałtownie.” (s. 53-54)

JA/ONI, III B

„Mama zgubiła gdzieś zielony numerek z szopu Schultza. Całą noc przed selekcją szukałyśmy go w mieszkaniu. Na próżno.” (s.55)

JA, III C

„Wyczerpani i brudni wróciliśmy do domu przy Lesznie 64. Mieszkanie było zdewastowane, z trudem je poznaliśmy. Wszędzie widniały świeże ślady rabunku, a na podłodze wśród mnóstwa rupieci leżał, jak gdyby nigdy nic, ów zielony numerek, którego zniknięciu zawdzięczałyśmy życie…” (s. 64)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21250" title="MURANOWSKA 7/9" slug="muranowska-7-9">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, I

„Rodzice znaleźli pokój na Muranowskiej w kamienicy nr 7/9 u pewnej dentystki, Żydówki. W pięciopokojowym mieszkaniu gnieździły się już cztery rodziny (sypiano również w kuchni). Meble nasze spaliły się wraz z całym mieniem na Nowiniarskiej. Nieliczne, uratowane rzeczy trzymaliśmy teraz w skrzyni; spanie urządziła nam mama na podłodze, na ocalałych z pożaru materacach. Mała, gliniana kuchenka, zmontowana w kącie pokoju, umożliwiała gotowanie, zastępując zimą piec. Ciasno było i duszno w tej naszej kuchni, sypialni, jadalni, umywalni i pralni. Mieszkaliśmy tam w pięcioro przez dwa lata — do wysiedlenia.” (s. 11)

„Zresztą sam widok łapanek był wstrząsający. Nieraz obserwowałam przez okno ich przebieg. Ciężarowe samochody zjawiały się nagle na zatłoczonej ulicy; przechodnie rzucali się do ucieczki. Okrzykiem „Halt!” lub ruchem ręki Niemcy zatrzymywali mężczyzn i ładowali ich, popychając i bijąc brutalnie, na ciężarówki. Strzelali przy tym w rozpraszający się tłum, w dzieci, które sprzedawały na ulicach słodycze, papierosy lub opaski, a w czasie łapanki zmykały ze swoim „towarem” ile sił w nogach. Strzelali również w okna mieszkań.

Ordynarne wyzwiska i przekleństwa hitlerowskich żołdaków mieszały się z krzykiem i jękiem rannych oraz bitych, z panicznym tupotem nóg uciekających. Jezdnia i chodniki pokrywały się trupami i krwią. Wreszcie naładowane samochody odjeżdżały, uwożąc swój żywy łup.” (s. 11)

JA/ONI, II A

„W ciągu wielu miesięcy, po całych dniach i nocach, mimo godziny policyjnej rozlegały się na podwórkach, ulicach, pod naszymi oknami jęki i okrzyki: „A sztykełe brojt, a sztykełe brojt”. Często wykradałam z domu chleb lub kilka kartofli i wynosiłam je na ulicę, ale głodnych było tylu, tylu, czy mogłam wszystkim pomóc?!” (s. 15)

JA, II

„Kolega Chilka, osiemnastoletni, bardzo ładny chłopiec, wysoki blondyn z niebieskimi oczyma, z mądrym i szlachetnym wyrazem twarzy, sprzedawał chleb, chodząc od mieszkania do mieszkania. Sam dla siebie nie mógł tego chleba kupić… Zjawił się i u nas, a kiedy odbierając pieniądze, przeniósł spojrzenie z chleba na naszą matkę, w oczach jego było tyle tragicznej żądzy, że aż stały się one wypukłe i wydawało mi się, iż za chwilę wypadną mu z orbit; wystająca grdyka zaczęła poruszać się szybko i niespokojnie…” (s. 16)

JA/ONI, II

„Byłam dzieckiem, ukrywano więc przede mną istnienie tajnej organizacji i wydawanej przez nią gazetki, ale odgadłam prawdę, bo mój młodszy brat Chilek należał do Haszomer Hacair, a że mieliśmy w domu maszynę, często widziałam, jak przepisuje na niej różne materiały dla ruchu oporu.” (s. 17)

JA, II

„Podwórko na Muranowskiej stanowiło wówczas mój świat zabaw i marzeń. Podwórka w getcie zastępowały dzieciom ogród, szkołę, świetlicę, boisko… Bawiłam się w gromadce rówieśniczek i rówieśników w chowanego, w berka, w klasy. Tu przekazywaliśmy sobie wrażenia z przeczytanych książek, chwaliliśmy się postępami w nauce na kompletach, bo niektórzy z nas uczyli się jednak, powtarzaliśmy nowiny usłyszane od dorosłych. Były to wiadomości o znęcaniu się hitlerowców nad ludźmi, o mordach i rabunkach, o podłościach i przekupstwie żydowskich zdrajców, „judenratników” i policjantów.

Marzyliśmy na głos o dobrym jedzeniu, owocach i słodyczach, które istniały przed wojną, a których tak bardzo teraz pragnęliśmy. Mówiliśmy o dalekich lasach, pachnących łąkach i rzekach dostępnych dla nas już tylko w książkach i opowiadaniach starszych. Lubiliśmy zastanawiać się: co będzie i jak będzie po wojnie…? Z radością witaliśmy każdą wieść prawdziwą lub zmyśloną o klęskach niemieckich na froncie wschodnim.

Nasze pogawędki, gry i zabawy podwórkowe często przerywało nagłe pojawienie się esesmanów. Na dźwięk słów: „Niemcy idą!”

— najpierw zamieraliśmy ze strachu, potem pędziliśmy co sił do naszych mieszkań, do matek.” (s. 19)

JA, II

„Uczyłam się w domu (…)” (s. 19)

„Uczyłam się chętnie. Bardziej jednak lubiłam czytać książki. Przesiadywałam nad nimi do późna w nocy przy śmierdzącej lampie karbidowej, przy świeczce lub gazowym płomyku, który często stanowił jedyne oświetlenie naszego pokoju. Matka zaganiała mnie do łóżka, a ja wykręcałam się, mówiłam: „Już, już”, „Za chwilę”, „Jeszcze trochę” — aż wreszcie matka zniechęcona daremnym upominaniem zasypiała razem z resztą rodziny, ja zaś, niejednokrotnie drętwiejąc z zimna, nie kładłam się, dopóki nie skończyłam lektury.” (s. 20)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21254" title="LESZNO 80/82" slug="leszno-80-82">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
ONI, II A

„Mój starszy brat1 pracował jako student medycyny w żydowskim szpitalu (…)” (s. 14)

ONI, II

„W getcie zorganizowano stołówki dla biednych, dla uchodźców, bezdomnych i osieroconych dzieci. Założono dziesiątki komitetów domowych oraz szpital.[…] Warunki w szpitalu były okropne, chorzy (a nieraz i martwi) leżeli po trzech na jednym łóżku, brakowało żywności, lekarstw, opatrunków, wszystkiego. Rannych i skatowanych przez hitlerowców były setki — szpital nie mógłby ich pomieścić; nieszczęśników tych przybywało z każdym dniem!” (s. 18)

ONI, III A

„Mój starszy brat Marek pracował w szpitalu, który na razie był jeszcze czynny, a Chilka wzięto na Umschlag do uprzątania trupów.” (s. 24)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Marek2 zatrudniony był w czynnym jeszcze wówczas szpitalu, niedaleko nas, na Lesznie.” (s. 43)

„Z samego rana udałam się więc ze starszym bratem do szpitala. […]

Marek zostawił mnie w jakimś bocznym, pustym pokoiku, a sam poszedł do chorych, którymi szpital był wprost zatłoczony. Co pewien czas wpadał do mnie na kilka minut, przynosił coś do zjedzenia, ze swego głodowego wiktu. Uśmiechał się przy tym, zagadywał, nadrabiał miną i uspokajał, że tutaj nic mi nie grozi, a ten odcinek Leszna, gdzie znajduje się reszta rodziny, nie jest objęty akcją. Serdeczna troska brata odrywała mnie rzeczywiście, choć na krótko, od ponurych myśli. Ale dzień w szpitalu dłużył mi się jak wieki. Duma z powodu samodzielności prysła niczym bańka mydlana; jej miejsce zajęły lęk i żal, że dałam się namówić na rozstanie z matką, że może już jej nigdy więcej nie zobaczę.

Ludzie zatrudnieni w szpitalu kręcili się po całym gmachu, naradzając się ciągle, przekazując sobie świeże nowiny na temat tego, co hitlerowcy zamierzają zrobić z chorymi i personelem. Polowanie na Żydów przybrało tego dnia formy i rozmiary gigantyczne. Ilość złapanych nieszczęśników rosła z godziny na godzinę, ale wagonów podstawiano tak dużo, że wciąż jeszcze nie wszystkie były zapełnione. Mówiono, że cały szpital ma ulec likwidacji, obłożnie chorych esesmani zastrzelą na miejscu, chorych mogących się poruszać oraz personel — poprowadzą na Umschlag. Wyglądano niespokojnie przez okna i z trwogą oczekiwano dalszego rozwoju wypadków.

Wszystko to nie uchodziło mojej uwagi. Przysłuchiwałam się każdemu słowu chorych, chwytałam każdy szmer zza ściany, czytałam w każdym spojrzeniu przebiegających obok ludzi. Doskonale rozumiałam, co się dzieje, a fakt, że nikogo tu nie znam, że jestem w tym środowisku zupełnie obca, pogarszał moje samopoczucie. Modliłam się, żeby czym prędzej nastał wieczór, żebym mogła nareszcie wrócić do matki. Przysięgałam sobie w duchu, że już nigdy nikomu nie dam się namówić na rozstanie z matką, nawet za cenę pobytu w najbezpieczniejszej kryjówce! Tęskniłam do matki, jakbym jej nie widziała od lat, a nie od kilku godzin. Bałam się, że albo ją, albo mnie zabiorą osobno do wagonów, i nie zobaczymy się więcej…

Akcja jednak nie dotarła owego dnia do szpitala i nie zdarzyła się żadna z tych zapowiadanych strasznych rzeczy…” (s. 49-50)

1 Marek Balin



2 Marek Balin 

</document>
<document nplp_id="21260" title="UMSCHLAGPLATZ – STAWKI [TRASA]" slug="umschlagplatz-stawki-trasa">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A

„Wróciliśmy na strych, na Stawki. Odnalazłyśmy ciotkę, Halinę i Marka. Nie było końca uściskom podczas radosnego spotkania, jakbyśmy się nie widzieli od lat, jakbyśmy wróciły z tamtego świata.” (s. 41)</document>
<document nplp_id="21266" title="URSUS (POZA GETTEM)" slug="ursus-poza-gettem">
&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (po 9 sierpnia 1942)

„Za ostatnie pieniądze, jakimi jeszcze dysponowałyśmy w tym okresie, Chilek przekupił kierownika placówki, Żyda, po licznych staraniach (bo suma była o wiele mniejsza od żądanej), i został włączony do grupy robotników zatrudnionych pod Warszawą, w fabryce „Ursus”. Odtąd wychodził co rano z getta, żegnając się z nami, jakby wyjeżdżał w daleką podróż. Nigdy nie byliśmy pewni, czy wieczorem znów się zobaczymy.” (s. 46)

„Chilek natomiast mówił o znęcaniu się hitlerowskich dozorców nad robotnikami w fabryce, o ciągłych rewizjach podczas pracy, przy wyjściu i przy wejściu do getta.” (s. 47)

„Brat opowiadał często o Polakach, robotnikach „Ursusa”, którzy przynosili dla Żydów chleb i rozmaite inne produkty żywnościowe, chociaż groziła im za to kara śmierci. Te fakty świadczyły, że po tamtej stronie muru są dobrzy ludzie, którzy współczują nam w nieszczęściu i gotowi są pomóc, nie zważając na straszliwe niebezpieczeństwo, nawet nie znając nas osobiście. Słuchaliśmy więc Chilka ze wzruszeniem i rosnącą w sercu otuchą.

Chilek nie dotykał w domu jedzenia. Starał się najeść na placówce, aby jak najwięcej przeszmuglowanej z takim trudem do getta żywności zostało dla nas…” (s. 47)

ONI, III B

„Marek pracował tego dnia w ambulansie na Umschlagu razem z częścią personelu szpitalnego, a Chilek był nadal zatrudniony po aryjskiej stronie, w fabryce „Ursus”.”1 (s. 57)

JA/ONI, IV A

„Chilek co dzień przynosił z „Ursusa” żywność, wymienianą za odzież, bieliznę pościelową i wsypy; szmuglował je z getta.” (s. 66)

&amp;nbsp;

 1Jeszcze tego samego dnia, na początku kotła na Miłej Halina z matką spotyka jednak Chilka skoszarowanego z robotnikami w domu przy Miłej 26.

</document>
<document nplp_id="21273" title="NOWINIARSKA 11" slug="nowiniarska-11">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA, I

„Mieszkałam przy ulicy Nowiniarskiej z matką, ojcem i dwoma braćmi.” (s. 9)

„W pierwsze dni oblężenia Warszawy podczas nieustannych nalotów zbiegaliśmy w dół do sieni, przekonani, że grube mury i konstrukcja klatki schodowej uchronią nas od pocisków. Tuląc się do siebie, nasłuchiwaliśmy złowrogiego warkotu, modliliśmy się, błagając Boga o ratunek.” (s. 10)

JA/ONI, I

„W wielkie, religijne święto żydowskie Jom Kippur hitlerowcy ze szczególną siłą i precyzją bombardowali dzielnice żydowskie. Tejże nocy Nowiniarska oraz inne ulice stanęły w ogniu.

Nasz dom spalił się.” (s. 10)</document>
<document nplp_id="21274" title="NOWINIARSKA – ŚWIĘTOJERSKA [TRASA]" slug="nowiniarska-swietojerska-trasa">
&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA, I

„Uciekliśmy z płonącego domu, biorąc z sobą wszystko, co można było unieść w ręku; przedarliśmy się na Świętojerską, do kolegi brata. Tam schroniliśmy się w zatłoczonej piwnicy.” (s. 10)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21280" title="NOWOLIPIE 55" slug="nowolipie-55">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Po pewnym czasie mama znalazła pracę w szopie krawieckim Schultza na Nowolipiu. Doskonale umiała szyć i dzięki temu dostała się tam bez przekupywania kierownika, wykorzystując tylko pośrednictwo jakichś znajomych. Szyła mundury dla żołnierzy Wehrmachtu, o głodzie, w wiecznym strachu — otrzymując jako wynagrodzenie za dwudziestogodzinny dzień pracy trochę polewki i „Lebensrecht”, prawo do życia.

Z początku zabierała mnie ze sobą. Chowałam się za jej maszyną do szycia lub pod krzesłem. Okno warsztatu wychodziło na podwórko domu przy Lesznie 64. Mama obserwowała, co dzieje się w pobliżu naszego domu, patrzyła, czy nie nadchodzą hitlerowcy i co porabiają pozostałe w mieszkaniu ciotka i Halinka.

Tuliłam się do nóg matki, siedząc w kucki, bojąc się nieustannie, by mnie ktoś nie zauważył, nie skrzyczał i nie wypędził.” (s. 48)

„Mama nie mogła zabrać mnie do szopu: kierownik zabronił jej tego stanowczo; oświadczył, że wyrzuci ją razem ze mną. A pracować matka musiała.” (s. 52)

„Nagle zobaczyliśmy nadciągających Lesznem hitlerowców. „Akcja na naszej ulicy” — krzyknęła z rozpaczą ciotka, chwytając za ręce Halinkę i mnie. Pobiegłyśmy na strych. Nogi nam się trzęsły, serca łomotały ze strachu jak szalone.

Hitlerowcy zablokowali całe Leszno i pobliskie przecznice. Wyobrażałam sobie, z jakim przerażeniem patrzy na to matka, siedząc przy oknie, zajęta szyciem mundurów dla morderców i katów.” (s. 52)

JA/ONI, III A (sierpień 1942)

„Matka cały ten dzień wyglądała bezradnie przez okno pracowni i przeżywała katusze.” (s. 54)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21284" title="LESZNO 64 – LESZNO 80/82 – LESZNO 64 [TRASA]" slug="leszno-64-leszno-80-82-leszno-64-trasa">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A

(sierpień 1942)

„Z samego rana udałam się więc ze starszym bratem do szpitala. Było duszno i parno. Mimo wczesnej godziny dokuczał upał. Na ulicy panował wielki ruch i trudny do opisania niepokój. Ludzie biegali w popłochu, zdenerwowani, przybici, rozgorączkowani: jedni do szopów, inni do kryjówek lub na krótkie spotkania z krewnymi, ze znajomymi. Byle zdążyć przed rozpoczęciem się blokady ulic, przed początkiem akcji!

Rozglądałam się z ciekawością i z odrobiną dumy, że oto idę sobie ulicą o tak wczesnej porze bez matki — samodzielnie, u boku brata. […]

Wieczorem szłam z Markiem na Leszno tymi samymi ulicami, co rano. Nie żyło już wielu z tych ludzi, którzy pędzili tędy rankiem w poszukiwaniu schronienia i ratunku. Do wagonów na Umschlagplatzu załadowano w ciągu dnia kilkadziesiąt tysięcy osób!” (s. 49-51)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21286" title="MURANOWSKA 7/9 – NALEWKI 23 [TRASA]" slug="muranowska-7-9-nalewki-23-trasa">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, III A (tuż po 22 lipca 1940)

„Ponieważ w tej przełomowej chwili matka pragnęła być razem ze swą młodszą, najbardziej z całej rodziny ukochaną siostrą Felą, przenieśliśmy się do niej.” (s. 22)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21288" title="UMSCHLAGPLATZ – NALEWKI 23 [TRASA]" slug="umschlagplatz-nalewki-23-trasa">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
ONI, III A

„Wieczorem wracał z Umschlagu Chilek, zupełnie załamany, prawie nieprzytomny po tym, czego się tam w ciągu dnia musiał napatrzyć.” (s. 25)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21289" title="WISŁA [TEREN]" slug="wisla-teren">

&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
ONI, III – IV A

„Historia Marka była krótka: zaraz po rozstaniu z nami został pochwycony na roboty do spławu drzewa nad Wisłą. Harował tam bardzo ciężko. Ubranie sprzedał za jedzenie, a sam chodził w starym, znalezionym gdzieś chałacie.” (s. 68)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21292" title="ANTONI MARIANOWICZ" slug="antoni-marianowicz">Antoni Marianowicz (ur. 23.12 1923 lub 4.01.1924 w Warszawie, zm. 3.06.2003 w Warszawie), właściwie Kazimierz Jerzy Berman, syn Gustawa Bermana i Natalii Pauliny Brin.
Do wybuchu wojny Bermanowie mieszkali przy ulicy Świętokrzyskiej 9. Kazimierz uczęszczał do Gimnazjum im. Mikołaja Reja w Warszawie. Do października 1940 roku uczył się na tajnych kompletach.
We wrześniu 1939 roku mieszkanie Bermanów zostało zajęte przez sztab dywizji, a następnie zbombardowane. Rodzina przeniosła się do krewnych na Świętokrzyską 16, a stamtąd – na ulicę Boduena 1, gdzie korzystali z gościny znajomych i przyjaciół.
W październiku 1940 roku rodzina została zmuszona do przeprowadzki do getta. Bermanowie zamieszkali przy Chłodnej 39 (róg Wroniej). Tu pozostawali do śmierci ojca. Gustaw Berman zmarł na atak serca 4 października 1941 roku i został pochowany poza gettem, na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy ulicy Żytniej. Aby uczestniczyć w pogrzebie, Kazimierz z matką musieli otrzymać specjalne zezwolenia na wyjście z getta.
Krótko po śmierci Bermana doszło do zmiany granic getta. Chłodna 39 została wyłączona z jego obszaru. W związku z tym Kazimierz z matką przenieśli się na Chłodną 16.
Podczas pobytu w getcie Kazimierz ukończył szkołę średnią (na tajnych kompletach)
i rozpoczął studia na kursach prawniczych pod kierunkiem adwokata Mieczysława Ettingera. Pracował także w Zakładzie Zaopatrywania przy ulicy Leszno 12.
Równolegle stawiał pierwsze kroki jako literat. Jego wiersze satyryczne krążyły w maszynopisach, przygotował także szopkę wystawioną wspólnie z innymi pracownikami Zakładu Zaopatrywania, zatytułowaną „Żarty na karty”. Przygotowali także drugie przedstawienie, które jednak nie doszło do skutku ze względu na rozpoczęcie akcji likwidacyjnej latem 1942 roku.
29 lipca 1942 roku, w ósmy dzień akcji likwidacyjnej, Berman wspólnie z matką i zaprzyjaźnionym Olkiem Oszerowskim, jego bratem i matką, wyszli z getta przez Gmach Sądów na Lesznie. Rolę pośrednika odegrał sędzia Kupść. Berman początkowo posługiwał się nazwiskiem Mieczysław Chmielewski, następnie – Antoni Marianowicz. To ostatnie pozostało jego oficjalnym imieniem i nazwiskiem także po wojnie.
Po wyjściu z getta wspólnie z matką wielokrotnie zmieniali miejsce przebywania. Krótko mieszkali przy Marszałkowskiej, w pracowni krawieckiej Maryli Roszkowskiej, następnie wynajmowali pokoje w Podkowie Leśnej i Milanówku. Wszystkie lokalizacje opuszczali dość szybko – posądzani o żydowską tożsamość lub ze strachu przed szantażem. Mieszkali też u zaprzyjaźnionej rodziny Korpowiczów na Krakowskim Przedmieściu. Stamtąd przenieśli się na Filtrową, gdzie matka Marianowicza pozostała aż do wybuchu powstania.
Antoni Marianowicz znalazł zatrudnienie w hucie szkła w Wołominie, gdzie z czasem awansował na pozycję księgowego, co zapewniła mu m.in. dobra znajomość języka niemieckiego. W Wołominie poznał także Helenę Bilecką, z którą ożenił się w 1946 roku.
Podczas powstania przebywał w Warszawie. Wspólnie z matką znaleźli się w obozie przejściowym na Ochocie (na tzw. „Zieleniaku” przy ulicy Filtrowej). Stamtąd udało im się przedostać do obozu tymczasowego na Okęciu, skąd mieli być odstawieni do Dulagu 121 w Pruszkowie. Udało im się uciec z transportu do obozu dzięki przypadkowemu zetknięciu z Henrykiem Szletyńskim, aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, który pełnił wtedy funkcję konduktora kolei podwarszawskich. Wręczył Marianowiczowi i jego matce opaski Czerwonego Krzyża, ratując z transportu.
Wyzwolenie zastało Marianowicza w podwarszawskim Brwinowie. Wspólnie z żoną, Heleną Bilecką (zmarłą w 1952 roku), zamieszkał następnie w Łodzi, gdzie pracował jako redaktor „Biuletynu Specjalnego” agencji prasowej Polpress. Rozpoczął też długoletnią współpracę z tygodnikiem satyrycznym „Szpilki”. Publikował tu nie tylko utwory satyryczne, ale i przekłady z języka niemieckiego i angielskiego (pod pseudonimami – m.in. jako Jakub Rożenek). W 1945 roku wstąpił do Związku Zawodowego Dziennikarzy Polskich.
Marianowiczowie przenieśli się do Warszawy, gdzie Antoni ukończył Szkołę Dyplomatyczno-Konsularną przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych i rozpoczął pracę jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej. W 1946 roku wyjechał w tym charakterze do Brukseli.
W 1947 roku Marianowicz wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej.
W Warszawie pracował jako redaktor „Przeglądu Międzynarodowego”, następnie jako zastępca redaktora naczelnego „Szpilek” (1949-1955). W 1950 roku wstąpił do Związku Literatów Polskich, w którym pozostał aż do jego rozwiązania w 1983 roku. W 1957 roku został członkiem Polskiego Pen Clubu, przewodniczył też Zarządowi Stowarzyszenia Autorów „Zaiks” (od 1966 roku).
W dorobku Marianowicza znajdują się liczne przekłady literatury anglosaskiej i niemieckiej, adaptacje sztuk dla teatrów (we współpracy z Januszem Minkiewiczem), teksty dla kabaretów. Przetłumaczył m.in. sztuki My Fair Lady, Człowiek z La Manchy, Hello Dolly, Skrzypek na dachu. Jest także autorem polskiego przekładu Alicji w Krainie Czarów.
Marianowicz wydał także książki wspomnieniowe: Pchli targ (1991), Życie surowo wzbronione (1995), Polska, Żydzi i cykliści. Dziennik roku przestępnego 1996 (1999), Wyciąg na szklaną górę. Dziennik roku przestępnego 2000 (2002). W 1964 roku opublikował także kryminał zatytułowany Igranie z ogniem.
W latach 1952-1961 był żonaty z Barbarą Kłobukowską. W 1963 roku ożenił się z Margaritą Rajewą, z którą miał córkę – Janinę (ur. 1966).
Zmarł w 2003 roku w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ulicy Żytniej – tym samym, na którym w 1941 roku spoczął jego ojciec.
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21294" title="VII. Po&amp;nbsp;wojnie" slug="vi-po-wojnie"></document>
<document nplp_id="21300" title="MIŁA / LESZNO [OBSZAR] (po&amp;nbsp;akcji likwidacyjnej)" slug="mila-leszno-obszar-po-akcji-likwidacyjnej">
&amp;nbsp;
Halina Birenbaum
JA/ONI, IV A

„Ulice między Miłą, Nowolipiem i Lesznem, należące przedtem do getta, nazywano po ostatnim wysiedleniu „dzikimi ulicami”; nie wolno tam było mieszkać ani Żydom, ani Polakom. Większość dawnych mieszkańców zgładzono.” (s. 65-67)

JA/ONI, IV

„Po kilku dniach, kiedy nacieszyliśmy się obecnością Marka, Chilek załatwił dla niego miejsce na swojej placówce; odtąd pracowali już stale razem i razem szmuglowali z getta odzież, która znajdowała się w mieszkaniach opuszczonych po ostatnich akcjach.” (s. 68)

„Tymczasem odmieniała się atmosfera w getcie. Wraz z zagładą większości Żydów warszawskich osłabły władza i wpływ Judenratu, w którym my wszyscy widzieliśmy teraz tylko wroga i zdrajcę. Znikł ślepy strach, bierna gotowość wypełniania rozkazów hitlerowskich. Zastąpiły je: nienawiść, chęć buntu i zemsty. Ciasny obszar getta zamieszkiwali obecnie ludzie nie mający już nic do stracenia, każdy z nich nosił w sercu żałobę po najdroższych i najbliższych, olbrzymi bagaż własnych przeżytych cierpień. Nikt już nie potrafiłby ich oszukać ani zastraszyć.

Teraz słuchano tylko przywódców tajnego ruchu oporu, wierzono im i czekano na ich rozkazy. Byli naszą chlubą, wzbudzali nasz podziw. Zaopatrywano się w broń, w łomy żelazne, nawet w truciznę — byle nie dać się zawlec do wagonów. Broń, na którą w okresie rządów Judenratu obawiano się nawet spojrzeć z bliska, dziś niemal pieszczono rękoma, z radości podrzucano ją do góry. Stała się upragnionym i bezcennym skarbem. Wszyscy placówkarze, wszyscy młodzi starali się ją zdobyć.” (s. 69)

JA/ONI, IV B

„Głęboko pod ziemią budowano doskonale urządzone bunkry, szykowano różne, świetnie zamaskowane kryjówki, które miały ułatwić odwet i opór. Zaczęto wydawać i wykonywać wyroki śmierci na okrutnych gestapowcach, na Żydach, konfidentach i policjantach. Członkowie ruchu oporu zabili esesmana Hantkego i wielu innych, grasujących po ulicach getta i siejących dokoła śmierć. Zastrzelili z ukrycia wielu zdrajców spośród Żydów współpracujących z Niemcami na zgubę narodu, w ich liczbie także komendanta żydowskiej policji, krwawego psa, którego śmierć przyjęło całe getto z głęboką satysfakcją.”

Odtąd podczas następnych akcji hitlerowcy nie odważali się wchodzić w pojedynkę do schronów i kryjówek żydowskich; szli gromadą i puszczali przed sobą policjantów żydowskich dla osłony przed strzałami z kryjówek. […]

Akcje nie spadały już na getto niespodzianie. Ruch oporu wywiadywał się o nich i zawczasu uprzedzał ludzi, aby zdążyli schować się do bunkrów. Nocami stały na podwórkach specjalne czujki, które budziły mieszkańców domu, kiedy zbliżało się niebezpieczeństwo. A gdy niebezpieczeństwo mijało, dostawaliśmy sygnał, że można już wracać do mieszkań.” (s. 70)

JA/ONI, IV B (kwiecień 1943)

„ […] budowa bunkrów i schronów trwała nadal.” (s. 73)

ONI, V

„A nad nami, na powierzchni, toczyły się walki. Oddziały wyposażone w najnowocześniejszą broń maszynową ruszyły do ataku na garstkę wymęczonych, obdartych i niemal bezbronnych powstańców żydowskich, którzy woleli godną śmierć na polu bitwy niż w komorach gazowych… Armaty, czołgi, bomby, granaty, precyzyjne aparaty podsłuchowe, psy gończe. Esesmani podpalali systematycznie ulicę za ulicą, dom za domem. I mordowali złapanych lub znalezionych w kryjówkach ludzi — powstańców i niepowstańców, wszystkich Żydów, kobiety, starców i dzieci. Do bunkrów bali się wchodzić, wrzucali tam bomby duszące albo zalewali je wodą. Hitlerowscy bandyci wysadzali w powietrze nawet ruiny spalonych domów, aby w gruzach nikt już nie mógł się schować. W ten sposób tysiącami ginęli ludzie w getcie, płonęli żywcem, dusili się albo tonęli w zalewanych wodą schronach pod ziemią; uciekających od śmierci goniły kule hitlerowskie. Tylko nielicznym udawało się przedrzeć przez zaporę ognia i dopaść innych, ocalałych na razie schronów, jeżeli naturalnie godzili się na to ich mieszkańcy…” (s. 77-78)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21306" title="SIENNA 22 (mieszkanie rodziny Muszkatów)" slug="sienna-22-mieszkanie-rodziny-muszkatow">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, I

„Nazywał się Marian Muszkat, zginął w czasie jednego z pierwszych ostrzałów artyleryjskich we wrześniu 1939 roku. Kiedy tylko ustały działania wojenne, pobiegłem na Sienną 22, gdzie mieszkał. W bramie mocno zrujnowanej kamienicy spotkałem dozorcę, którego spytałem o mecenasa Muszkata i jego rodzinę. „To pan nic nie wie?” – zdziwił się dozorca. Od razu pojąłem, że stało się coś strasznego. Okazało się, że Marian nie żyje. Ukrywał się z rodzicami w piwnicy i ojciec posłał go na górę po szal dla matki. Wtedy uderzył pocisk”. (s. 26)</document>
<document nplp_id="21325" title="LESZNO 12 – CHŁODNA 16 [TRASA]" slug="leszno-12-chlodna-16-trasa">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, III A

„[…] musieliśmy z matką czym prędzej przedostać się do naszego ostatniego mieszkania na Chłodnej 16. Na szczęście nie trafiliśmy na akcję. Wyludnione ulice nosiły ślady niedawnych obław, tu i ówdzie poniewierały się resztki porzuconej odzieży, jakieś stare kapoty i rozdeptane lalki. Znikł tak charakterystyczny dla żydowskiej części miasta tłum ulicznych przekupniów i żebraków – wywózka dotknęła ich w pierwszej kolejności. Pojedynczy przechodnie przemykali się w różnych kierunkach, ktoś ciągnął wózek z pościelą, prawdopodobnie do «szopu»”. (s. 89)</document>
<document nplp_id="21326" title="PODKOWA LEŚNA (poza Warszawą)" slug="podkowa-lesna-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, IV

„Zdecydowaliśmy się na którąś z trzech Podków Leśnych, wynajmując pokój w bardzo prymitywnie urządzonym domu, u bardzo prostych ludzi, niejakich państwa M. Ich powodem do dumy było to, że mieli szczoteczkę do zębów – jedną na całą rodzinę. Owa przechodnia szczotka była zresztą używana nie na co dzień, tylko od wielkiego dzwony. Domek miał jednak wielką zaletę – był położony na samym skraju lasu. Czułem się przez to bezpieczniej, mając okno na parterze – ewentualną drogę ucieczki. Ten rodzaj lęku został ze mną do dzisiaj – na przykład nie mogę siedzieć w kawiarni tyłem do drzwi wejściowych. Są to irracjonalne lęki, prawdopodobnie zrodzone w tamtych czasach”. (s. 95)</document>
<document nplp_id="21337" title="BRWINÓW (poza Warszawą) (willa mecenasa Łabęckiego)" slug="brwinow-poza-warszawa-willa-mecenasa-labeckiego">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI C

„ja z Helenką zamieszkaliśmy u mecenasa Łabęckiego, który miał dom w Brwinowie i był nie byle kim, bo szambelanem papieskim. Pan szambelan patrzył na mnie wilkiem i był dość przerażony, bo mieszkanie u niego otrzymałem z nakazu kwaterunkowego. Najpierw indagował, czy jesteśmy aby parą małżeńską, i z trudem pogodził się z tym, że zamierzamy się pobrać dopiero po wojnie. Na szczęście spodobało mu się moje dobrze brzmiące nazwisko i wypytywał, gdzie moja rodzina miała swoje posiadłości. Odpowiedziałem, że na Podolu, co zaakceptował. Żeby było śmieszniej, po wojnie dowiedziałem się, że ci Łabęccy to rodzina frankistowska. Prawdopodobnie z tego powody pan szambelan był aż tak wymagający.

Dostaliśmy pokój przechodni, całkiem niezły, tylko sąsiedztwo było upiorne. Podstawowym tematem opowieści naszych sąsiadów, drobnych rzemieślników, była utrata materialnych dóbr. Główną rolę odgrywały jakieś krzesła, o wartości takiej, jakby były ze złota. Wtedy wysiedleńców nazywano „kotami”, bo każdy w kółko powtarzał co miał – „miau, miau”. Im nędzniejszy był stan posiadania, tym większe nad nim jeremiady, co zrozumiałe”. (s. 192)

JA/ONI, VI C/VII

„kiedy już z Helenką znaleźliśmy się u mecenaca Łabęckiego, to ona przybiegła do nas po kilkunastu godzinach bombardowania. Akurat dudniła ziemia i płoszyły się ptaki. Wołała, półprzytomna z emocji, że Rosjanie wjeżdżają do Brwinowa. […] Wybiegliśmy na szosę i zobaczyliśmy z daleka wielkie, niezgrabne, ciężkie czołgi. Siedziały na nich brudne, umorusane postacie. Ale nie tyle sami Rosjanie zrobili na nas wrażenie, ile uczucie, że coś się nieodwołalnie skończyło. Myślałem: oto minęło pięć lat koszmaru, a ja żyję. Żyję! I wszystko zaczyna się na nowo. Bolszewicy byli wielkim znakiem zapytania, ale któż by się w takiej chwili o to martwił, skoro Niemcy odmawiali mi prawa do życia na rzecz krematoryjnego komina. Staliśmy więc na szosie we trójkę, z Helenką i Zosią, płacząc jak dzieci”. (s. 197)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21338" title="OKĘCIE (obóz pracy)" slug="okecie-oboz-pracy">
&amp;nbsp;
Adam Czerniaków
ONI, I

„Na Okęciu zaaresztowano 30 robotników z Batalionu z sekcyjnym.” [12.III.1940] (s. 73)

JA/ONI, I

„Na 3½ wezwany do SS. Meblami nie chcą się zająć. Natomiast sroga wymówka, że na Okęciu dziś robotnicy nie poszli z obawy. Jeżeli tak dalej pójdzie, 100 będzie skazanych.” [12 .III.1940] (s. 73)

„Rodziny robotników, którzy poszli na Okęcie, płaczą w Gminie. Dzieci nie ma. Wczoraj zginął pono Unteroffizier z Okęcia, który nas odwiedził w Gminie. Przyjechał Mende i zaaresztował Hasensprunga. U[nter] O[ffizier] się jednak znalazł na ulicy. Muzeum zarekwirowano wczoraj.” [13.III.1940] (s. 74)

„Rodziny z Okęcia płaczą.” [14.III.1940] (s. 74)

JA/ONI, I

„Rano 5-ta na Twardą (lustracja wychodzących robotników). Zjawił się M[ende]wasyście. Robotnicy zaczęli się zbierać 6.30. Spóźnionych karano na miejscu doraźnie. Pejcz do naprawy.” [15 III 1940] (s. 75)

„Rano SS. Interwencja w sprawie Okęcia 30 (nie zakładnicy, ale Untersuchungsgefangene) 3. Muszą siedzieć do ukończenia śledztwa. Mende wyjeżdża. Zastępuje go Brandt.” [16 III 1940] (s. 75)

ONI, I

„Monit z Okęcia, że zamiast 1800 przyszło 400 robotników.” [21 V 1940] (s. 91)

„Rozen był na Okęciu. Spokojnie.” [2 VI 1940] (s. 94)

JA/ONI, I

„Na 8.30 idę do Gestapo wraz z Zabłudowskim i Goldfeilem (Batalion Pracy). Józef bardzo źle. W nocy czytałem „Sprawę brzeską”. Okazuje się, że i my potrafiliśmy. W Gestapo omówiliśmy sprawy Batalionu Pracy. Badają ze swej strony, jak oświadczyli, nadużycia z pieczątkami, zwalniającymi od pracy. Okęcie grozi represjami, o ile nie dostarczy się odpowiedniej ilości robotników.” [1 VI 1940] (s. 94)

ONI, I

„Auto z Okęcia zostało skierowane do łapania opornych do pracy na Okęciu. Złapano dziś 150 ludzi, między nimi byli tacy, co się wykazali legitymacjami opłat w Gminie.” [29 VI 1940] (s. 100)

&amp;nbsp;
Emanuel Ringelblum
ONI, I
„Straszna historia na Okęciu. Zabito dwóch Niemców, wzięto trzydziestu Żydów pracujących dla Gminy i dziewięćdziesięciu Polaków – mówią, że wszystkich zamordowano.” (s. 79)

„Coś się zmieniło – powiadają. Na Okęciu nie dawano do tej pory jedzenia żydowskim robotnikom, od kilku dni otrzymują żołnierski obiad i do domu chleb ze słoniną.” (s. 94)

„Na Okęciu żołnierz wyszedł z butelką piwa i zapytał, kto chce piwa. Nikt nie miał odwagi odpowiedzieć. Następnie oświadczył, że kto będzie miał prawidłową odpowiedź [na jego pytanie], dostanie [butelkę]. Spytał jednego, kto wygra wojnę. Odpowiedział, że Hitler we własnej osobie. Spoliczkował go. To samo nastąpiło, gdy wymieniali kolejno Niemcy, Anglię, w końcu oświadczył, że Żydzi.” (s. 96)

„Żydowskie Bataliony Pracy są zatrudnione na Okęciu przy załadunku i sortowaniu metali.” (s. 101)

„Złapano 50 Żydów i zawieziono na Okęcie. Dwudziestu kazano zakopać zdechłego kota, trzydziestu kazano się odwrócić, a potem polecono im odszukać koci grób. Udawali przez kilka godzin, że niby szukają, wreszcie znaleźli. Żołnierze śmiali się. Innym razem przyszli, nie było co robić. Rozegrali zawody piłkarskie, Żydzi wygrali 2:1.” (s. 105)

„Na Okęciu i w innych miejscach znowu dzisiaj [16 września 1940] bili. Oznaka, że nie jest różowo.” (s. 122)

„Dziś, 19 września [1940], było bardzo niespokojnie. Otoczyli cały Żoliborz i zabrali tysiące Polaków, Żydów zwalniali. To samo dzieło się na Radzymińskiej (Praga). Łapano także Żydów do robót. Mówią, że na Okęciu zabito Niemców, stąd te areszty. Brak jednak dokładnych wiadomości w tej sprawie.” (s. 124)

„Wagon tramwajowy, którym Żydzi jadą z Okęcia do miasta, tamci nazywają ‘wagonem tyfusowym’.” (s. 157)

„Ludzie chcą iść do pracy na Okęciu. W drodze powrotnej kupuje się kilka chlebów i zarabia się trochę pieniędzy.” (s. 174)</document>
<document nplp_id="21356" title="ŚWIĘTOKRZYSKA 16 (mieszkanie wujostwa Jarmułowiczów)" slug="swietokrzyska-16-mieszkanie-wujostwa-jarmulowiczow">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, I

„Bałem się na Świętokrzyskiej, wobec czego przenieśliśmy się natychmiast do wujostwa, którzy mieszkali naprzeciwko, w wielkiej, wielopiętrowej kamienicy. Potem urządzaliśmy sobie schrony w piwnicy i lataliśmy po maski gazowe, bo z tymi Niemcami nigdy nic nie wiadomo, chociaż tacy słabi. […] A w naszym mieszkaniu na Świętokrzyskiej ulokował się sztab dywizji. W czasie jednego z pierwszych nalotów nic nie zostało z domu i ze sztabu. Oglądaliśmy wiszące tu i ówdzie na różnych piętrach resztki naszego dobytku, a potem zaczęliśmy ratować, co się dało. Wydobyte z gruzów skarby przeniesione zostały do wujostwa. […] A później siedzieliśmy w piwnicy słuchając wywodów sąsiada na temat bliskiego zwycięstwa aliantów, kiedy nagle jakaś panienka przyleciała z wrzaskiem, że się palimy. Uciekaliśmy, jak kto stał, tylko matka targała ogromną walizę, będącą przedmiotem szyderstw”. (s. 41-42)</document>
<document nplp_id="21359" title="NOWOLIPKI 14" slug="nowolipki-14">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, I

„Pamiętam incydent, kiedy w trakcie poszukiwań trafiłem na Nowolipki 14, do mieszkania zajmowanego przez nijakiego Izaaka Lejprunera. Ów Lejpruner, z zawodu lekarz, by – o czym nie wiedziałem – działaczem skrajnego odłamu żydowskich nacjonalistów. Kiedy zapytałem o pokój, spojrzał na mnie wrogo i zawołał: „Tu się nie mówi po polsku! Jesteśmy teraz u siebie i mówimy w naszym własnym języku!”. Oczywiście wycofałem się, rezygnując z obejrzenia pokoju”. (s. 46)</document>
<document nplp_id="21360" title="OPACZEWSKA (punkty dystrybucji pracy)" slug="opaczewska-punkty-dystrybucji-pracy">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Z naszego mieszkania miało dwóch pójść do pracy, ojciec i Wilek (starszy brat), ja i młodszy braciszek Sewek jeszcze nie podlegaliśmy temu. Z początku ojciec jeszcze wynajmował zastępców, ale gdy się dowiedziałem, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, że może mieć z tego powodu dużo nieprzyjemności, poprosiłem więc, żeby mi pozwalał chodzić za niego do pracy, ja brałem to jako jedną z rozrywek. Zbiorowe punkty były na Twardej 6 i na Opaczewskiej. Pierwszym razem dostałem się na lotnisko Okęcie, tu szły długie kolumny, około 2-3 tys. ludzi szło codziennie do pracy. Na miejscu ustawiliśmy się i rozdzielano do prac. Ja byłem w extra-grupie młodocianych i mieliśmy dostać jakąś lżejszą pracę, którą jednak nie dostaliśmy. Największych wybrali do rwania traw i zbierania papierków, a nas dali do noszenia kamieni, po dwie osoby przy jednej tradze.” (s. 31)</document>
<document nplp_id="21371" title="WRONIA &amp;#8211; ŻYTNIA [TRASA]" slug="wronia-zytnia-trasa">
&amp;nbsp;

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, II

„Ulice po „aryjskiej” stronie widziałem przez półtora roku pobytu w getcie tylko raz, z okien samochodu, który wiózł mnie i matkę na cmentarz, z Wroniej na Żytnią. Uzyskaliśmy wtedy za wstawiennictwem Zboru, specjalne zezwolenie, by pochować ojca na cmentarzu ewangelicko-reformowanym”. (s. 93)</document>
<document nplp_id="21385" title="TOPIEL 11/DREWNIANA 12 (fabryka Fuchsa)" slug="topiel-11-drewniana-12-fabryka-fuchsa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Otrzymaliśmy dostawę masła do fabryki czekoladowej „Fuchsa” [Budynki fabryki na Powiślu, przy ul. Topiel 11/Drewnianej 12]. Dostarczaliśmy około 150 kg dziennie, można było jeszcze inne interesa robić, ale atmosfera stawała się z każdym dniem więcej ciężka i wiedzieliśmy, że coś się unosi w powietrzu, że coś dla nas szykują.” (s. 33)</document>
<document nplp_id="21401" title="TWARDA 10" slug="twarda-10">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Po pewnym czasie zostałem przeniesiony na „Abbruchstelle” – rozbiórka domów – brat został na tej samej placówce w dalszym ciągu. Pracowałem więc od tej chwili na Twardej 10 – w ghecie. Pierwsze kilka dni pracowałem na dole, czyszcząc cegły i ustawiając w kozły po 200 cegieł.” (s. 47)

JA, III C

„Wiozą nas autem na Twardą i tam zostajemy pod opieką jednego SSmana, jest nim Glück, dość dobry chłop. Przypadkowo był to pierwszy z tej bandy, który okazał się ludzki trochę, tzn. że nie był na razie zły ani nie znęcał się, a to już uważane jest za unikat.
Mamy dziś zrzucić balkon na Twardej 10 w drugim podwórzu na lewej oficynie. Jak dotąd, to każdy prawie balkon pociągał za sobą ofiarę, trzeba teraz uważać, tym bardziej że był to balkon betonowy na czwartym piętrze.” (s. 132)

JA/ONI, IV A

„Praca idzie w tym samym tempie. Ja pracuję na Twardej 10, a Wilek pod 18-ym. On ma tam przeprowadzić przygotowania do pracy. Ja pod 10-tym jestem na wysokości piątego piętra, a Wilek pracuje na szczycie komina, który jest poderwany z jednej strony, tworzy wystający cypel.” (s. 172)</document>
<document nplp_id="21417" title="WRONIA 45" slug="wronia-45">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Były dwie bramy, jedna zamknięta, wychodząca na Wronią 45, czyli między [tamtą] bramą a naszą [Chłodna 41] stała wacha i dlatego trzeba było dobrze uważać. Ale mam przecież być śmiałym, wychodzę więc śmiało i kieruje się w stronę Wroniej. Na rogu staję i przyglądam się, czy kto mnie nie obserwuje, czynię [to] z[e] śmiałością, bo jeśli ktoś mnie obserwuje, to i tak mnie dogoni, a gdy zobaczy moją pewność siebie, wtedy będzie niezdecydowany. W każdym bądź razie niczego nie tracę tym postępowaniem. Idę dalej, idę śmiało, od czasu do czasu pogwizdując sobie jakąś melodię, chodzi tylko o pewność siebie.” (s. 54)</document>
<document nplp_id="21433" title="WRONIA 56" slug="wronia-56">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Jestem już na Barskiej pod 5-tym, nasz znajomy wydaje kartofle na kartki, ogonek był wielki, dochodzę śmiało i proszę o chwilkę rozmowy. Wszyscy sądzili, że jestem jakimś urzędnikiem. Gdy weszliśmy do pokoju, zdjąłem kapelusz i mówię: „witam pana Marjana”, ten od razu mnie poznał, zaczął mnie ściskać, nasza sympatia jeszcze nie wygasła sprzed wojny. Wyszedł i polecił wydawać dalej kartofle, bo on ma urzędową sprawę do załatwienia. Postawił butelkę i opowiedziałem mu, jak u nas wygląda i czy ma już towar naszykowany. Tak, towar jest gotowy. Daje mi dwóch urwisów do pomocy, płacę mu forsę, dzwonię do rodziców i mówię, że za godzinę będę na miejscu, oczywiście szyfrem. Bierzemy towar i wsiadamy na tramwaj, następnie się przesiadamy i jesteśmy na Wroniej. Każę jednemu lecieć do dozorcy, żeby otworzył bramę, my kryjemy się w zaułku. Brama otwarta; mówię, żeby brali towar i lecieli szybko w moje ślady. Plan mój jest wykonany, jestem przy parkanie. Na umówiony sygnał mój brat się ukazał na parkanie [podwórze Chłodna 41] i w ciągu jednej minuty już towar jest w naszym mieszkaniu. Płacę chłopcom i skaczę na parkan, a następnie do naszego okna. Wszyscy są ciekawi mych przygód, ale zamykam posiedzenie tym, że mogę nawet jeszcze raz pójść, bo to jest wszystko drobnostka. W kilka minut towar już jest sprzedany, a zysk w kieszeni.” (s. 55)

„Biorę towaru ile dnia poprzedniego, wszystko idzie jak po maśle, brama [Chłodna 41] stoi już otworem, lecę pierwszy, by podać towar, a za mną powinna lecieć moja karawana. Mój towar jest już uniesiony ręką Wilka, gdy nagle odwracam się, by wziąć drugą i trzecią paczkę od mojej karawany, ze zdziwieniem widzę, że tych w ogóle nie ma. Idę szybko do bramy, tu widzę, że policjant stoi i rozmawia z dozorcą. Brama już jest zamknięta, lecę drugą bramą odnaleźć trop mojej karawany. Po 10 minutach poszukiwań znajduję ich w bramie na Chłodnej 30, przy nich stoi dwóch, którzy za samą twarz by dostali wyrok zaoczny na najmniej 20 lat. Ja tych znałem, oni byli szmalcownikami naszej mety i przy wasze, ale to było im mało, bo jeszcze podawali towar przez nasz parkan. My, chcąc żyć z nimi w zgodzie, gdyż przy takich interesach trzeba było nawet z dzikimi żyć w zgodzie, bo zniszczyć może każdy, oni byli kilka razy nawet u nas w mieszkaniu i chlali wódkę.” (s. 56-57)</document>
<document nplp_id="21452" title="BARSKA 5" slug="barska-5">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Jestem już na Barskiej pod 5-tym, nasz znajomy wydaje kartofle na kartki, ogonek był wielki, dochodzę śmiało i proszę o chwilkę rozmowy. Wszyscy sądzili, że jestem jakimś urzędnikiem. Gdy weszliśmy do pokoju, zdjąłem kapelusz i mówię: „witam pana Marjana”, ten od razu mnie poznał, zaczął mnie ściskać, nasza sympatia jeszcze nie wygasła sprzed wojny. Wyszedł i polecił wydawać dalej kartofle, bo on ma urzędową sprawę do załatwienia. Postawił butelkę i opowiedziałem mu, jak u nas wygląda i czy ma już towar naszykowany. Tak, towar jest gotowy. Daje mi dwóch urwisów do pomocy, płacę mu forsę, dzwonię do rodziców i mówię, że za godzinę będę na miejscu, oczywiście szyfrem. Bierzemy towar i wsiadamy na tramwaj, następnie się przesiadamy i jesteśmy na Wroniej. Każę jednemu lecieć do dozorcy, żeby otworzył bramę, my kryjemy się w zaułku. Brama otwarta; mówię, żeby brali towar i lecieli szybko w moje ślady. Plan mój jest wykonany, jestem przy parkanie. Na umówiony sygnał mój brat się ukazał na parkanie [podwórze Chłodna 41] i w ciągu jednej minuty już towar jest w naszym mieszkaniu. Płacę chłopcom i skaczę na parkan, a następnie do naszego okna. Wszyscy są ciekawi mych przygód, ale zamykam posiedzenie tym, że mogę nawet jeszcze raz pójść, bo to jest wszystko drobnostka. W kilka minut towar już jest sprzedany, a zysk w kieszeni.” (s. 55)</document>
<document nplp_id="21469" title="CHŁODNA 30" slug="chlodna-30">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Biorę towaru ile dnia poprzedniego, wszystko idzie jak po maśle, brama [Chłodna 41] stoi już otworem, lecę pierwszy, by podać towar, a za mną powinna lecieć moja karawana. Mój towar jest już uniesiony ręką Wilka, gdy nagle odwracam się, by wziąć drugą i trzecią paczkę od mojej karawany, ze zdziwieniem widzę, że tych w ogóle nie ma. Idę szybko do bramy, tu widzę, że policjant stoi i rozmawia z dozorcą. Brama już jest zamknięta, lecę drugą bramą odnaleźć trop mojej karawany. Po 10 minutach poszukiwań znajduję ich w bramie na Chłodnej 30, przy nich stoi dwóch, którzy za samą twarz by dostali wyrok zaoczny na najmniej 20 lat. Ja tych znałem, oni byli szmalcownikami naszej mety i przy wasze, ale to było im mało, bo jeszcze podawali towar przez nasz parkan. My, chcąc żyć z nimi w zgodzie, gdyż przy takich interesach trzeba było nawet z dzikimi żyć w zgodzie, bo zniszczyć może każdy, oni byli kilka razy nawet u nas w mieszkaniu i chlali wódkę.” (s. 56-57)</document>
<document nplp_id="21487" title="KROCHMALNA 14" slug="krochmalna-14">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA/ONI, II

„Kiedyś wóz nasz dostał się do ghetta około północy, wtedy kuzyn stał przy aucie i czekał, aż wyładują towar, gdy nagle nadjeżdża patrolka szkopów, a było to na Krochmalnej 14 – tam mieliśmy naszych odbiorców na towar. Było wtedy 14 ton towaru, Diesel z przyczepką. Kuzyn, widząc, że patrolka się zbliża, zaczął krzyczeć po szwabsku i wymyślać na Żydków, powiedział, że „co wy sobie myślicie, że za wasze gówniane żarcie ja będę całą noc tu stał”. Niemcy dali się od razu nabrać na ten kawał. Pomyśleli, że to jest z aprowizacji, i wskoczyli do tego domu, a obudziwszy wszystkich bez wyjątku, kazali im znosić towar. W międzyczasie rozmawiali z kuzynem, zaciekawieni, skąd on tak dobrze mówi po niemiecku, opowiedział im, że matka była Niemką itd. Przecież nie powie, że jest Żydem, a niemiecki, jak też i łacinę zna z czasów studiowania. Spytali, dlaczego nie podaje się na Volkslistę – by przejść na Niemca! Opowiedział, że złożył już w tym kierunku prośby, bo byłby szczęśliwy, gdyby mu się to udało; oni go pocieszyli, że na pewno się uda, i odeszli. Sensacja była wtedy na Krochmalnej, bo w taki sposób rzadko się zdarza, by można było „wykiwać” Niemców.” (s. 65)</document>
<document nplp_id="21504" title="KROCHMALNA 56" slug="krochmalna-56">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Przyjeżdżamy wozem na Krochmalną do komisarjatu (po aryjskiej stronie) [chodzi o północny posterunek niemieckiej Policji Porządkowej pod nr 56] – tu zaczyna się prawdziwa gehenna. Trzeba znosić worki po 120-150 kg. Jeszcze nigdy nie miałem na swych barkach takiego ciężaru, ale pod terrorem człowiek osiągnie fantazyjne maksimum. Nosimy na pierwsze piętro, ja sobie myślę, że jeszcze mało z tym, ale to jeszcze mam nosić takie kolosalne ciężary na piętro. Trudno, już wtedy umiałem cierpieć, zagryzłem wargi i wypełniałem tą pracę ponad moje siły z dokładnością robota. Bym z przyjemnością nosił ten towar cały miesiąc, gdybym tylko wiedział, że ojciec będzie wolny, ale ja pracuję w pocie czoła i rozmyślam, gdzie też może obecnie znajdować się ojciec. Po około 2 godzinach robota jest skończona, idziemy do domu, za „fatygę” dali nam 10 kg marchwi.” (s. 66)</document>
<document nplp_id="21520" title="DZIELNA–SMOCZA [TRASA]" slug="dzielna-smocza-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Rodzice postanowili kupić marmoladę, kuzyn miał to przynieść z aryjskiej strony. W oznaczonej godzinie ja czekałem na niego przy maglu. Była to meta, gdzie bez trudności można była przejść, mieściła się przy największych numerach na Dzielnej. Kuzyn zjawił się z małym opóźnieniem, ale bez przygód. Przyniósł 5 puszek marmolady „Bisa” po 12 kilo, miał[o] to być dla jeszcze innych członków naszej rodziny. Idziemy więc do Smoczej, bo nigdzie nie można dostać dorożki. Stawiamy puszki, odwracam się jedną chwilę i nagle widzę, że brak jednej puszki. Rozglądam się i nadchodząca kobieta pokazuje mi palcem kierunek. Ja lecę i widzę, jak jeden niesie puszkę, oburącz trzymając ją przed sobą. Nie namyślam się zbyt długo i zaczynam walić tamtego w pysk, trzymając go za głowę. Ale ja trochę nie doceniłem słynną Krochmalną i Smoczą inteligencję, poczułem nagle, że unoszę się w powietrzu. To spółka akcyjna złodziei – zaczęli mnie okładać, krzycząc. Zrobili taką atmosferę, że przechodnie myśleli, że ja jestem tym złodziejem. Kuzyn nie namyślał się długo, lecz zostawiwszy marmoladę nieznajomej – przypadkowo uczciwej – przyspieszył od razu z pomocą. Złodzieje, widząc, że niczego nie osiągną, ulotnili się, zostawiając puszkę na placu boju.” (s. 71)</document>
<document nplp_id="21535" title="CHŁODNA 41-LIMANOWSKIEGO 13 [MIANOWSKIEGO 13]-SZCZĘŚLIWICKA-BARSKA [TRASA]" slug="chlodna-41-limanowskiego-13-mianowskiego-13-szczesliwicka-barska-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Gdy mieliśmy jeszcze przeprowadzić się do ghetta, rodzice zostawili najbardziej wartościowe rzeczy u naszych zaufanych Polaków. Na Limanowskiego 13 [Mianowskiego 13] zostawiliśmy 3 walizy, na Szczęśliwickiej też tyle, a na Barskiej dwie. Mamusia postanowiła pójść tam, bo miała coś załatwić, co ja nie mogłem – nie pamiętam, o co się rozchodziło. Poszliśmy więc we dwoje, i to przez nasze okno [Chłodna 41]: brat przeszedł i postawił drabinę tak, że mamusia bez trudu dostała się na dół. Poszliśmy, mamusia weszła do swych znajomych, ja miałem wartę przed tym domem. Wróciliśmy bez przygód, chociaż człowiek był trochę przestraszony, to jednak czuł jakąś niewysłowioną ulgę, gdy się znalazł poza obrębem ghetta.” (s. 72)</document>
<document nplp_id="21568" title="CIEPŁA 10" slug="ciepla-10">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Brat mój [Sewek] nocował w mieszkaniu wujka na Grzybowskiej 32 i znowu okazało się, że tu odbyła się blokada, od razu rano. My pracowaliśmy obecnie na Ciepłej 10, poleciałem tam od razu z bratem i okazało się, że Sewek stoi w szeregu, dziadek też. Lecimy do blokowego Kępińskiego i prosimy go, by ratował braciszka, ten udaje się z księgą i pokazuje, że zatrzymali tu jednego robotnika i prosi o natychmiastowe wypuszczenie go, nazywa się Pachter. Mówił celowo po niemiecku, a był zupełnie podobnym do niemca, policjanci żydowscy i niemiec, który ich pilnował, przestraszyli się krzyku i przeprosiwszy za pomyłkę, wypuścili Sewka. Gdy tylko wyszedł z bramy, złapaliśmy go w objęcia, byliśmy znowu szczęśliwi. Ale chwilę po tym dowiedzieliśmy się, że partja została wyprowadzona, a dziadka nie udało się uwolnić. Biedny dziadziuś, cóż można było zrobić, idziesz teraz na śmierć, może nawet nie wiesz o tym, ale i nasz [los] jest przesądzony.” (s. 101)

„Rozbieramy teraz inny mur, prawą oficynę na Ciepłej 10. Praca idzie dość dobrze, mur jest strasznie słaby, a cegły były łamliwe, i trzeba by było pracować więcej, ale postanowiliśmy, że będziemy kradli cegły. Na dużym podwórzu było ustawione kilkaset tysięcy cegieł, więc my podawaliśmy zawsze więcej, niż zrobiliśmy, może to kiedyś się wykryje, ale pies ich drapał. Cóż nam zrobią? Nic.” (s. 105-106)

„W pracy naszej nie zachodzą żadne zmiany, pracujemy na Ciepłej 10, ludzi w małym ghecie nie widać, tylko szop Toebbensa zajmuje kilkanaście bloków.” (s. 118)</document>
<document nplp_id="21585" title="Artykuł3" slug="artykul3"></document>
<document nplp_id="21606" title="PALUCH (dzielnica Włochy)" slug="paluch-dzielnica-wlochy">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, I

„Innym razem wpadłem na Paluchy [właśc. Paluch, część lotniska na Okęciu, dziś osiedle w dzielnicy Włochy], tu trzeba było nosić wiadra z kałem – odpadkami ludzkimi, niczego sobie praca. Gorzej było tym, którzy musieli pracować w głębi kanału. Oni wybierali to wiadrami, a myśmy podlewali to pod kapustę.” (s. 32)</document>
<document nplp_id="21623" title="BRWINÓW – WOLSKA &amp;#8211; FILTROWA 83 (poza gettem) [TRASA]" slug="brwinow-wolska-filtrowa-83-poza-gettem-trasa">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VII

„18 stycznia 1945 roku znów znalazłem się w Warszawie, dokąd przyszedłem pieszo z Brwinowa. Od razu na Wolskiej żołnierze zatrzymali mnie, każąc odgruzowywać miasto. Było to dość zabawne – przez cały okres okupacji nie dałem się złapać do żadnych robót, a tu natychmiast wciśnięto mi łopatę do ręki i kazano przystąpić do dzieła odbudowy. Wiem, że to nieładnie, ale nie zabawiłem tam ani przez chwilę. Nikt tak nie potrafił uciekać jak ja! Oczywiście pobiegłem na Filtrową. Domu w zasadzie nie było, trzymała się jedynie klatka schodowa. Na dole stał żołnierz z karabinem. Powiedziałem, że muszę wejść na górę. Z początku w ogóle nie chciał rozmawiać, potem zgodził się pod warunkiem, że pójdzie razem ze mną. Weszliśmy na czwarte piętro, ja – przyznaję – z duszą na ramieniu. Na schodach leżała martwa kobieta, pełno było rozrzuconych książek i zabawek. Zamiast drzwi do naszego mieszkania zobaczyłem jakieś popalone meble, ale – o dziwo – ubikacja istniała, rura także. Wsadziłem tam rękę i sięgnąłem głęboko, natrafiając na rozsypujący się papier. Były to nadpalone dolary. Żołnierz patrzył bez słowa, jak wyciągam je pieczołowicie i układam na jakiejś sczerniałej desce. Potem wyciągnąłem parę złotych dziesięciodolarówek. Niestety, pamiątki po ojcu zaginęły. Prawdopodobnie wypadły spod rury i zabrali je przypadkowi ludzie”. (s. 202-203)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21625" title="WOLSKA 84/86 (siedziba Räummungsstabu w&amp;nbsp;magazynach i&amp;nbsp;biurach dawnego „Społem”)" slug="wolska-84-86-siedziba-raummungsstabu-w-magazynach-i-biurach-dawnego-spolem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI C

„Na ulicy Wolskiej, przy granicy miasta, znajdował się budynek Räummungsstabu, którego zadaniem było oczyszczenie Warszawy – przede wszystkim z tego, co mogło być cenne dla Niemców. […] Jeśli jednak jakaś poważna firma, np. Gerlach, zabiegało o możliwość wywiezienia czegoś ze swej siedziby – a Gerlach w czasie wojny pracował dla Niemców – nie było formalnych kłopotów z uzyskaniem pozwolenia na wjazd ciężarówki do Warszawy. […] Sztab mieścił się na peryferiach, już poza granicami miasta”. (s. 199-200)

&amp;nbsp;

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21628" title="MUSUŁY (poza gettem)" slug="musuly-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, VI C

„W Brwinowie zaczęło się robić niebezpiecznie. […] Nie chciałem trafić do Rzeszy prosto pod bomby aliantów, udałem się więc na zabitą dechami wieś Musuły, położoną jakieś 4 km od Grodziska Mazowieckiego. […] Przez Musuły przechodziło bardzo dużo ludzi. Migracje wypędzonych warszawiaków były wtedy na porządku dziennym. […] Do wsi nie było nawet porządnej drogi. Widok Niemca był tam zupełną rzadkością. Gospodarz nocował w szopie, a w izbie były łóżka zaścielone pod sam sufit pierzynami i poduchami, dla gospodyni i jej córki. My, uchodźcy z Warszawy, spaliśmy pokotem na podłodze”. (s. 188-189)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21630" title="AKADEMICKA 5 (Dom Akademicki) (poza gettem)" slug="akademicka-5-dom-akademicki-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, VI B

„Panowała euforia, cechująca pierwsze dni Powstania. Ja pełniłem dyżury na dachu domu. Widziałem płonące miasto i akademik przy placu Narutowicza, który był ostro ostrzeliwującą się niemiecką twierdzą. Byłem przerażony jak nigdy w życiu”. (s. 173-174)</document>
<document nplp_id="21631" title="WOŁOMIN (mieszkanie Korolów)" slug="wolomin-mieszkanie-korolow">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„Dowiedziałem się, że jest pokój u niejakiej Korolowej, egzaltowanej starszej damy, wdowy po kasjerze kolejowym pochodzenia rosyjskiego czy ukraińskiego. Mieszkała tam jeszcze jej bardzo zgrzybiała matka i dwudziestoparoletni syn Sergiusz Korol. […] Korolowie mieszkali na pierwszym piętrze starego domu, w długim lokalu w amfiladzie, o dwóch wejściach. Ja miałem przechodni pokój. Było też coś w rodzaju łazienki, ale bez kanalizacji. Stała tam miska z wodą, którą przynosił Sergiusz. Stanowił to jego jedyne zajęcie – nikt z tych Rosjan, ale to dosłownie nikt, nie pracował. Żyli chyba tylko z wynajmowania pokoi. Korolowie żądali za pokój dość dużo – dla mnie to było nic, ale o tym nie musieli wiedzieć”. (s. 134)

„Na przykład w domu Korolów. Wyobraź sobie, że Sergiusz pisywał wiersze. Nie miał kultury literackiej ani warsztatu, ale nie był pozbawiony pewnych zdolności. Uważał mnie za wyrocznię, opowiadałem mu więc o poetach Skamandra i o awangardzie, a przede wszystkim poprawiałem jego teksty i z tego powodu byłem mu wręcz niezbędny. Odbił nawet na powielaczu tomik wierszy, prywatny druk, który rozprowadzał wśród znajomych. Zapamiętałem jedną frazę, która miała w sobie pewną siłę poetycką: „Golibroda z czarcim wąsem w brudnej szybie ujrzał dzień…” Pozostało to w mojej podświadomości do tego stopnia, że zatytułowałem jedną z moich książek właśnie Golibroda z czarcim wąsem”. (s, 144)

„Kiedyś leżeliśmy z Helenką w łóżku i ona, mając dobry wzrok, zauważyła nagle coś dziwnego na piecu. Weszła na krzesło i zdjęła przedmiot, który miał ewidentnie kształt aparatu podsłuchowego. Akurat nikogo nie było w domu, więc poszliśmy za przewodem, którego koniec zwieńczony słuchawką znaleźliśmy na biurku Sergiusza. […] zaczekałem na Sergiusza. Długo nie wracał co pozwoliło mi na dokładne przemyślenie sprawy. Oświadczyłem mu, że pora zagrać w otwarte karty. Mam świadomość, że on wie o mnie dużo – o wiele za dużo. I pokazałem aparat. […] Powiedziałem mu, że po odkryciu aparatu zawiadomiłem moich przyjaciół w Warszawie i, jeśli spadnie mi włos z głowy, będą wiedzieli, kto jest za to odpowiedzialny. Wtedy Sergiusz zmienił taktykę i dał mi najświętsze słowo honoru, że nic nie zrobi, że mnie nie wyda i że mogę traktować go jak przyjaciela. Wyciągnął rękę. Wyczułem, że mówi szczerze i zostałem. On rzeczywiście nie złamał przyrzeczenia, ale był w tym dodatkowy element grozy”. (s. 147)</document>
<document nplp_id="21633" title="ALEJE UJAZDOWSKIE 9a (siedziba Kriminalpolizei) (poza gettem)" slug="aleje-ujazdowskie-9a-siedziba-kriminalpolizei-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„Dostałem po trzech miesiącach wezwanie do Kripo (Kriminalpolizei) w Alejach Ujazdowskich, niedaleko Alei Szucha. Nie wiedziałem z początku, czy uciekać, czy bezczelnie udawać ważniaka. Na szczęście nerwy mnie nie zawiodły i postanowiłem zaufać swojemu wyglądowi i papierosom. Nikt nie mógł mi udowodnić kontaktów z napastnikami. Pożegnałem się z moją dziewczyną i, nic nie mówiąc marce, pojechałem do Warszawy. […] Najpierw metodycznie sprawdzano na portierni wezwanie i papiery. Potem dość długo czekałem, aż poproszą mnie do gabinetu. Tam od razu bezczelnie poczęstowałem papierosami oficera stosunkowo niskiej rangi. Wziął z wahaniem papierosa, którego mu przypaliłem, i kazał sobie szczegółowo opowiedzieć cały przebieg napadu. Ta rozmowa mnie uspokoiła. Potem zaprowadzono mnie do piwnicy, gdzie w otoczeniu uzbrojonych Niemców miałem być poddany konfrontacji. Przedefilowało przede mną kilkunastu koszmarnie wyglądających więźniów. Miałem rozpoznać napastników, co było zresztą niemożliwe, bo w czasie napadu nosili na twarzach maski. Na wszelki wypadek starałem się patrząc – nie widzieć. Dwaj oficerowie nie spuszczali ze mnie wzroku. Na szczęście niczego nie musiałem udawać, bo nikogo nie rozpoznałem. Niemcy wywnioskowali to widać z mojej miny, bo w końcu dali mi spokój. Na odchodnym podpisałem oświadczenie, zapaliłem papierosa i wyszedłem jak z łaźni, nie wiedząc własnemu szczęściu” (s. 130-131).</document>
<document nplp_id="21636" title="WOŁOMIN (huta Ostindustrie) (poza Warszawą)" slug="wolomin-huta-ostindustrie-poza-warszawa">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„Przyjechałem tam pod wieczór, ubrany jak większość młodzieży zgrywającej się na AK&amp;gt; Było to może ryzykowne, ale należało do fasonu. […] Byłem dobrze ubrany i mówiłem biegle po niemiecku. Kazano mi przyjść następnego dnia. Poszedłem na nocleg do miejscowego hotelu, a raczej pokojów gościnnych nad knajpą Szewca i Gąsienicy, położoną naprzeciwko dworca kolejowego. […]

Następnego dnia zostałem przyjęty do pracy. Stanowisko miałem odpowiedzialne – zastępcy portiera, ordynarnego, zapitego Ukraińca-pół-analfabety. […] Praca była dzienna. Do moich funkcji należało bieganie i otwieranie bramy na każdy dźwięk klaksonu lub ryk furmana. O jakiejkolwiek mechanizacji nie było mowy. Prymityw nie do opisania. Ludzie ręcznie pchali wagony po szynach. […]

Po pewnym czasie awansowałem. Poznałem szefa huty, Oberscharfürhera Florenza Muesa, którego ranga odpowiadała stopniowi starszego sierżanta, faktycznie zaś był potężnym biznesmenem. Już przy pierwszym spotkaniu zapytał, skąd tak dobrze znam niemiecki. Powiedziałem, że od dziecka mam szczególną zdolność do języków obcych i że znam równie biegle angielski i francuski. To zrobiło wrażenie. […] Musiało to wpłynąć na mój bardzo szybki awans na placowego. Z popychadła, które musiało co pięć minut otwierać ciężką bramę, stałem się paniskiem, przy którym nędzny portier był niczym. Odpowiadałem za porządek i organizację wszystkiego, co działo się na placu huty”. (s. 121-124)

„W hucie pracował kilkuset polskich robotników – a właściwie były to przecież dwie huty, nasza duża i druga mniejsza. Tam głównym hutmistrzem był pan Brachvogel – doskonały fachowiec, inteligent. Gdy raz spacerowaliśmy po placu, zwróciłem się do niego, żeby mi objaśnił tutejsze stosunki, bo jako nowy niezbyt się orientowałem. Pocieszył mnie, że dam sobie radę, że na Niemców nie trzeba zwracać większej uwagi, bo są w naszych rękach. I dodał – «Niech pan zobaczy, ile jest tu ładnych i młodych kobiet. Każdą może pan mieć. Jest pan eleganckim, młodym chłopakiem z Warszawy, a one tylko na takich czekają. Można wybierać i przebierać»”. (s. 132)

„Pamiętam jak jesienią 1943 roku pojawił się na terenie huty wagon z nietypowym towarem: używaną garderobą do podziału między pracowników. Nie były to bynajmniej szmaty, lecz przyzwoite garnitury i kostiumy w raczej dobrym stanie, po dezynfekcji. Sporo miało skazy w postaci dziurek i rudych plam, które nie dały się usunąć. Nie ulegało wątpliwości, że plamy były z krwi, a ubrania – po pomordowanych w obozach Żydach.

Ubrania rzucono na podłogę w magazynie, robotnicy zaś w czasie przerw w pracy dobierali sobie odpowiednią garderobę. Musze powiedzieć, że unikałem tego pomieszczenia, choć niby wszystko było w porządku. Co komu szkodziło, że z ubrań nieżyjących ludzi mógł być jeszcze pożytek? Ale ta logika jakoś do mnie nie przemawiała, bo wyobraźnia nasuwała mi skojarzenia ubrań ze znanymi, a nawet bliskimi ludźmi. […] Fakt, że były to żydowskie ubrania nie budził ani współczucia dla ich byłych właścicieli, ani radości, że padli ofiarą rzezi. Stosunek do garderoby był czysto utylitarny, komentarze dotyczyły wyłącznie jej przydatności”. (s. 152)

„Był to ogromny teren z bocznicą kolejową, kilka hal, magazyny, a wszystko otoczone wąskimi szynami, po których robotnicy pchali wózki z butelkami. Wózki były zapełniane przez ładowaczki, baby, które z ogromną wprawą i hukiem wrzucały do nich butelki. Panował taki prymityw, że kiedy wprowadzono innowację, polegającą na spuszczaniu pak ze szklankami i kieliszkami z magazynu po pochylni (żeby nie znosić ich po schodach), wszyscy uważali, że to ósmy cud świata.

Na terenie huty znajdował się też budynek, w którym – do czasu – pracowali urzędnicy. Zatrudniano ich kilkunastu”. (s. 153)</document>
<document nplp_id="21637" title="FILTROWA 83 (mieszkanie Koprowiczów), (poza gettem)" slug="filtrowa-83-mieszkanie-koprowiczow-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„Kiedyś tknęło mnie, żeby zajść do baru na Filtrowej, przy placu Narutowicza. […] Wchodzę więc i pytam czy mogę zadzwonić. Ależ tak, oczywiście. Telefon stał na kontuarze, wszystko było słychać na Sali. Biorę słuchawkę, udaję, że wybieram numer i zaczynam fikcyjną rozmowę o mieszkaniu. Brzmiała ona mniej więcej tak: „No to co z tym pokojem dla nas? Niedobry? Bez wygód? No cóż, w tej sytuacji sprawa nie jest aktualna”. Głośno mówię tego typu banialuki, na co włącza się kelnerka. Informuje mnie, że w tej samej kamienicy, przy Filtrowej 83, na czwartym piętrze, jest do wynajęcia elegancki pokój u państwa pułkownikostwa Koprowiczów. Skończyłem swoją udawaną rozmowę i idę na to czwarte piętro bez windy. Otwiera mi nieduża, starsza, podejrzliwa kobieta. Powiadam, że mam wiadomość o pokoju, a właśnie szukam mieszkania. Ona pyta, skąd ja jestem i jakie mam rekomendacje. I indaguje, czy przypadkiem nie jestem Żydem, bo tylu teraz się ukrywa. Wybuchnąłem śmiechem, mówiąc, że to absurd, i w tym momencie przypomniałem sobie o profesorze Bartlu. Oskar Bartel uczył mnie u Reja historii i mieszkał w tym samym domu, w oficynie. Zapytałem, czy taka rekomendacja wystarczy. Trzeba dodać, że profesor był prezesem tamtejszej spółdzielni mieszkaniowej plastyków.

W innej sytuacji nigdy bym się nie ośmielił prosić go o pomoc. PO pierwsze, nie wiedziałem, jak zareaguje, ale istniał i ważniejszy powód. Prof. Bartel sam miał nie lada problem w postaci żony – Żydówki nazwiskiem Neuteich. A tu los uzależnił całą moją egzystencję od jego osoby. […]

Na mój widok rozłożył ręce i zawołał, zaciągając z lwowska: „Kaaaziu! Ty żyjesz!” Zawsze bardzo go lubiłem, uściskaliśmy się więc i nieśmiało wydukałem, o co chodzi, sumitując się, że ośmielam się go niepokoić. Spojrzał z takim swoim charakterystycznym uśmieszkiem i powiedział: „Kaziu, tyś mnie obraził”. – „Dlaczego?” – „No bo jak w ogóle możesz pytać ty, mój uczeń, czy wolno ci się na mnie powołać!” […]

Powiedział, że pani Koprowiczowa może go przy okazji zapytać. Wróciłem do owej baby, która na pierwszy rzut oka wydała mi się okropną megierą (pierwsze wrażenie było w tym wypadku mylące), i powtórzyłem rozmowę z profesorem Bartelem. „Skoro tak – mówi pułkownikowa – to jesteście państwo mile widziani”. Pokój był świetny, niezbyt drogi i właśnie tam wprowadziłem się z matką. […]

Stosunki z gospodarzami były idealne – byli przemili i bardzo życzliwi. Mieli jednak drobne mankamenty – pułkownikowa, co wynikało z jej pierwszej mojej z nią rozmowy, była zajadłą antysemitką”. (s. 109-112)

JA/ONI, VI B

„Spotykaliśmy się codziennie. Ja mieszkałem z matką na Filtrowej, Helenka u swoich rodziców na Stępińskiej. Byliśmy pod wrażeniem masowej ewakuacji Niemców – całe pociągi i kolumny samochodów odjeżdżały z Warszawy. Było dla nas jasne, że wojna się kończy. Komu tam było w głowie poszukiwanie ukrywających się Żydów. Chodziły pogłoski, że jakaś ruchawka ma się zacząć 1 sierpnia. Gdy żegnałem się z nią tego dnia, powiedziałem tylko: „Uważaj”. Pamiętam, jak patrzyłem za niknącą za rogiem, zmniejszającą się figurką Helenki. Potem wróciłem do domu i usmażyłem sobie na obiad doskonały befsztyk z koniny. O piątek rozległa się kanonada. Wyjrzałem przez okno – przerażeni ludzie biegali na wszystkie strony. Matka zdołała jakoś przemknąć się do mieszkania. Trochę mi ulżyło, że jesteśmy przynajmniej we dwoje”. (s. 172)

JA/ONI, VI B

„Otóż w barze siedział w chwili wybuchu Powstania wyższy oficer niemieckiej policji i pił wódkę. Wpadli tam powstańcy, krzycząc, że go biorą do niewoli. Nie potrafili jednak z delikwentem dogadać i ktoś pobiegł po mnie na górę, bo wiedziano, że mówię biegle po niemiecku. Przedstawił mi się jako kapitan, rodem z Wiednia, z zawodu buchalter, a z zamiłowania chórzysta, członek Männergesangvereinu. Przebywał w Warszawie jako przybyły z centrali rewident ksiąg policyjnych. Stwierdził, że ma tej całej wojny po dziurki w nosie i marzy tylko o tym, żeby się dostać do niewoli. Okropnie przy tym złorzeczył Hitlerowi. Po dwóch czy trzech dniach rozmów poczułem do niego coś w rodzaju zaufania. Postanowiłem więc na własną rękę zawrzeć z nim porozumienie: gdyby przyszli Rosjanie, ofiarowałem się go wybronić, a gdyby Niemcy, to on miał ocalić nas przed swymi rodakami. Wstał – a był, pamiętam, w samych skarpetkach, bo mu spuchły nogi – i uroczyście uścisnął mi rękę. Na szczęście rozmowa odbyła się bez świadków, bo może w większym towarzystwie wstydziłbym się zawierać tego typu umowę”. (s. 172-173)

JA, VI B

„Panowała euforia, cechująca pierwsze dni Powstania. Ja pełniłem dyżury na dachu domu. Widziałem płonące miasto i akademik przy placu Narutowicza, który był ostro ostrzeliwującą się niemiecką twierdzą. Byłem przerażony jak nigdy w życiu”. (s. 173-174)

JA/ONI, VI B

„Wprawdzie od 9 sierpnia, o ile pamiętam, miał wejść w życie wymuszony przez Czerwony Krzyż zakaz rozstrzeliwania, ale różnie z tym bywało. Tego dnia nagle wyleciała z zawiasów brama, rozległ się huk i na podwórko wjechał czołg niemiecki. Wypędzono wszystkich z domu, zaczęły się wrzaski i strzały – nie widziałem wszystkiego dokładnie, bo stałem twarzą do muru. I nagle z baru wyszedł kulejąc nasz zakładnik, który spędził tam cały ten czas. Podoficerowie wyprężyli się na baczność i zameldowali, kim są. Wtedy nasz Niemiec powiedział, że mieszkańcom tego domu nie ma prawa spaść włos z głowy. Wdrapał się na czołg i – podobno bardzo niechętnie – odjechał. Jak widać, okazał się dżentelmenem. Wtedy zaczęła się nasza wędrówka – wypędzenie z Warszawy przez Zieleniak”. (s. 173)

„9 sierpnia, kiedy pocisk trafił w nasz dom, a potem na podwórze wjechał czołg, rozległy się wrzaski, że wszyscy mamy wychodzić z mieszkań. Ukryliśmy wtedy z matką pewne rzeczy, bez zastanowienia, automatycznie. Najcenniejsze dla mnie były nie złoto czy dolary, ale pamiątki po ojcu. Wszystko to trafiło za rurę w klozecie, gdzie poutykaliśmy sporo papierowych dolarów, trochę złotych monet i nasze skarby – pióro, zegarek, papierośnicę ojca”. (s. 199)

JA/ONI, VII
„Oczywiście pobiegłem na Filtrową. Domu w zasadzie nie było, trzymała się jedynie klatka schodowa. Na dole stał żołnierz z karabinem. Powiedziałem, że muszę wejść na górę. Z początku w ogóle nie chciał rozmawiać, potem zgodził się pod warunkiem, że pójdzie razem ze mną. Weszliśmy na czwarte piętro, ja – przyznają – z dusza na ramieniu. Na schodach leżała martwa kobieta, pełno było rozrzuconych książek i zabawek. Zamiast drzwi do naszego mieszkania zobaczyłem jakieś popalone meble, ale – o dziwo – ubikacja istniała, rura także. Wsadziłem tam rękę i sięgnąłem głęboko, natrafiając na rozsypujący się papier. Były to nadpalone dolary. Żołnierz patrzył bez słowa, jak wyciągam je pieczołowicie i układam na jakiejś sczerniałej desce. Potem wyciągnąłem parę złotych dziesięciodolarówek. Niestety, pamiątki po ojcu zaginęły. Prawdopodobnie wypadły spod rury i zabrali je przypadkowi ludzie”. (s. 202-203)</document>
<document nplp_id="21640" title="KRAKOWSKIE PRZEDMIEŚCIE 16/18 (mieszkanie Zygmunta Kolskiego) (poza gettem)" slug="krakowskie-przedmiescie-16-18-mieszkanie-zygmunta-kolskiego-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„Spotkaliśmy na ulicy osobę bardzo z nami zaprzyjaźnioną. Był to przyjaciel mego ojca, pan Zygmunt Kolski. Znali się od wielu lat, obaj rozpoczynali karierę w Banku Polskim jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, w 1918 roku. Kolscy byli parą rdzennych Żydów – w sensie rasowym oczywiście. Mieszkali w swoim przedwojennym mieszkaniu, w domu „pod Messalką” na Krakowskim Przedmieściu, prawie vis-à-vis kościoła Św. Krzyża. […]

W oczach całej kamienicy i wszystkich sąsiadów Kolscy uchodzili za rdzennych Aryjczyków. Zresztą na takich wyglądali, zwłaszcza on, wprost reklamowy typ szlachciury. Usłyszawszy o naszych kłopotach […] zaciągnęli nas na Krakowskie. Okazał przy tym piękny gest – otworzył szeroko szafę na ubrania i powiedział: „Weź, co ci potrzeba. Odtąd to wszystko już nie jest moje, tylko nasze wspólne”. Ale mnie potrzebne były nie garnitury, lecz poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem nasze życie, choć uratowane, niewiele się zmieniło. Napięcie w mieszkaniu Kolskich było równie wielkie jak w pensjonacie. Matka drzemała na kanapie, ja na jakimś fotelu. Tak przeżyliśmy trzy albo cztery noce”. (s. 105-106)</document>
<document nplp_id="21641" title="MARSZAŁKOWSKA 137 (pensjonat) (poza gettem)" slug="marszalkowska-137-pensjonat-poza-gettem">
 
Antoni Marianowicz
JA/ONI, VI A

„poszliśmy do owego pensjonatu na Marszałkowskiej, bodaj pod numerem 137, gdzie zameldowała nas bardzo miła panienka, Polka. Dokumenty mieliśmy w porządku, poza arbeitskartą, o którą zresztą nikt mnie tam nie pytał. Byliśmy tam parę dni, tak ciężko przerażeni, że przez cały czas ani na chwilę nie zmrużyliśmy oka, siedząc całe noce w ubraniu na łóżkach, nasłuchując najlżejszego szmeru na korytarzu”. (s. 104)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21643" title="RASZYŃSKA (poza gettem)" slug="raszynska-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, IV B

„Leżałem na ziemi – po drodze do obozu – była to ulica Raszyńska, przed domem zajmowanym przez niemieckie wojsko. Tam, wypędzeni z Filtrowej, leżeliśmy pokotem na ziemi, a nad głowami gwizdały kule. […] chyba to było 9 sierpnia 1944 roku. Sytuacja niezwykle dramatyczna. Pamiętam, że zdjąłem z ręki piękny, złoty zegarek po ojcu, który dałem matce, i powiedziałem jej, że czuję, iż nie wyjdę cało z tej opresji. Zegarek kazałem dać Helence, mojej późniejszej żonie, w której byłem wtedy bardzo zakochany. O dziwo, matka, która nigdy nie była partnerem do takich patetycznych rozmów, wzięła ten zegarek. Wtedy zauważyłem, że zza sztachet gapią się na nas Niemcy. Na ogrodzenie wdrapał się zupełnie młody człowiek w mundurze, chyba mój rówieśnik. Ja patrzę na niego, a on intensywnie wpatruje się we mnie. Schodzi i po chwili rzuca coś w moim kierunku – butelkę wody. Oczywiście, że ta woda nie była i w tym momencie specjalnie potrzebna, ale był to jeden z tych gestów, które po wojnie człowiekowi nie pozwalały wpaść w nacjonalistyczny, szowinistyczny obłęd. Ten gest – w takiej strasznej sytuacji – mówił jednak, że Niemcy to nie zwierzęta, a tylko zdeprawowani ludzie”. (s.101-102)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21644" title="MARSZAŁKOWSKA 129 (pracownia krawiecka Maryli Roszkowskiej) (poza gettem)" slug="marszalkowska-129-pracownia-krawiecka-maryli-roszkowskiej-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, III A

„Po uregulowaniu rachunków Oszerowscy poszli w swoja stronę, a my do pracowni krawieckiej pani Maryli Roszkowskiej na Marszałkowską. […] Tak zwane panny tam zatrudnione – nazwa nie przesądza o stanie cywilnym – patrzyły na nas z zainteresowaniem, a z ich wzroku można było wyczytać, że nie są takie głupie, na jakie wyglądają. Słowem, byliśmy zaniepokojeni, a pani Roszkowska też niebawem stwierdziła, że ktoś do niej przyjeżdża, tak że po tygodniu mniej więcej musieliśmy tę kryjówkę opuścić”. (s. 94)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21647" title="OGRODOWA – MARSZAŁKOWSKA 129 [TRASA] (poza gettem)" slug="ogrodowa-marszalkowska-129-trasa-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, III A
„Eksplozja śmiechu nastąpiła na chwilę przed przekroczeniem wejściowych drzwi, prowadzących na Ogrodową. Wciąż jeszcze rozchichotany, ujrzałem nagle gęby niemieckich żandarmów, patrzących obojętnie na dobrze znane postacie sądowników. Nasza piątka nie wzbudziła niczyjego zainteresowania. […] A teraz maszerowaliśmy w stronę Marszałkowskiej, podzieleni na mniejsze grupki, żeby nie zwracać na siebie uwagi przechodniów. Ale nikogo tu nie obchodziliśmy, ludzie poruszali się najnormalniej w świecie, a w ich oczach nie było lęku. Ja także poczułem się zupełnie odprężony. […] Po uregulowaniu rachunków Oszerowscy poszli w swoja stronę, a my do pracowni krawieckiej pani Maryli Roszkowskiej na Marszałkowską”. (s. 93)</document>
<document nplp_id="21650" title="BODUENA 1 (mieszkanie Henryka i&amp;nbsp;Romy Lindów) (poza gettem)" slug="boudena-1-mieszkanie-henryka-i-romy-lindow-poza-gettem">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, I (25-26.09.1939)

„Kolejnym etapem, gdy Świętokrzyska stała już w płomieniach, był dom przy ulicy Boduena 1. Mieszkali tam nasi przyjaciele, Henryk i Roma Lindowie, oraz o piętro niżej, Władysław i Róża Sterlingowie. Pierwsza noc (z 25 na 26 września) była szczególnie dramatyczna. Po raz pierwszy widziałem wtedy pokiereszowanych, krwawiących ludzi”. (s. 43)

JA/ONI, I

„Gdy przestały padać bomby i uspokoił się ostrzał artyleryjski, siedzieliśmy oszołomienia na fotelach u Lindów. Mój wuj Jermułowicz, który stracił cały dobytek swego życia, raz po raz ocierał łzy, ciotka głośno szlochała. Ojciec trzymał się dzielnie i jak umiał pocieszał siostrę i szwagra: „Nic się nie martw, Stefan. Niech no to wszystko się skończy, a zbuduję ci gabinet jeszcze piękniejszy, z najnowocześniejszą aparaturą!” Niestety, to wszystko miało skończyć się dopiero po pięciu latach, kiedy prócz mnie i mojej matki żadnej z obecnych osób nie było już na świecie”. (s. 43)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21652" title="BODUENA 1 (mieszkanie profesora Sterlinga)" slug="boudena-1-mieszkanie-profesora-sterlinga">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, I
„Nagle jakaś panienka przyleciała z wrzaskiem, że się palimy. Uciekaliśmy, jak kto stał, tylko matka targała ogromną walizę, będącą przedmiotem szyderstw. Wszystko płonęło, posuwaliśmy się po zwalonych słupach i stosach szkła, wśród ścian ognia. Przybyliśmy tak do mieszkających w pobliżu profesorstwa Sterlingów. Jego jeszcze nie było, tylko ona, historyczka. Profesor nadbiegł wkrótce podobny do foki i opadł na fotel ciężko dysząc. Raz po raz rozlegały się detonacje. Profesorowa darła się na męża: „Widzisz – masz! Widzisz – masz!” Jego szlag trafił: „Co widzę, idiotko, co widzę?” – zawarczał i jeszcze głębiej zakopał się w fotel.
A potem było jeszcze gorzej, więc zeszliśmy do sieni. Wuj wepchnął do wnęki służącą i zasłaniał ją swoim ciałem – moja matka była wściekła, bo chciała, żeby mnie wepchnięto, a nie tę sympatię wuja. Raz po raz padały bomby i dom chodził we wszystkie strony”. (s. 42-43)
&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21654" title="BODUENA 1 (mieszkanie Ireny Horwath)" slug="boudena-1-mieszkanie-ireny-horwath">

&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA, I

„... okazało się, że w domu przy Boduena 1 jest wolne mieszkanie aktorki, Ireny Horwath, przebywającej we Lwowie. Mieszkanie pozostawało pod opieką służącej, która miała upoważnienie, żeby je wynająć. Wprowadziliśmy się tam po dokonaniu dezynsekcji – nie widziałem jeszcze takiego zagęszczenia pluskiew na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Po zdjęciu ze ścian setek obrazków i fotografii i usunięciu mnóstwa gratów lokal zaczął nadawać się do zamieszkania. […] Mieszkaliśmy tam przez rok”. (s. 44)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="21660" title="OGRODOWA 15 (mieszkanie radcy Henryka Glücksberga)" slug="ogrodowa-15-mieszkanie-radcy-henryka-glucksberga">
&amp;nbsp;
Antoni Marianowicz
JA/ONI, II C

„Po raz trzeci i ostatni szopka wystawiona wystawiona została w prywatnym mieszkaniu radcy gminy Henryka Glücksberga. Obecny był cały zarząd dzielnicy żydowskiej z prezesem Czerniakowem, który odnotował to wydarzenie w swoim Dzienniku pod datą 24 stycznia 1942 roku. Przedstawienie miało charakter uroczysty. Gettowi dygnitarze przełknęli jakoś naszą satyrę, a w każdym razie nie demonstrowali swego niezadowolenia. Nawet prezes Czerniaków, człowiek dość ponury, uśmiechnął się kilkakrotnie”. (s. 75-76)</document>
<document nplp_id="21664" title="BIAŁOBRZEGI" slug="bialobrzegi">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„Jesteśmy na placówce TWL [obóz gospodarczy oddziałów Waffen SS – były placówki na Żoliborzu oraz Twardej 21, dalej autor pisze, że było to 2km od getta, a więc zapewne chodzi o Żoliborz] – „Towarzystwo Wykończenia Ludzi”. Praca była zależna od sezonu i dnia, była to największa bocznica, w której były wszelkie zapasy żywnościowe dla wojska. […] Pewnego dnia z naszej kolumny zostało wybranych 10 osób, ja między nimi […] jedziemy do Białobrzegów, by przywieźć materiał budowlany z tartaku. Jestem znów spokojny, przyglądam się wszystkiemu, co mijamy w drodze. Widzę dużo ludzi z ghetta idących z zasłoniętymi twarzami, ludzie ci, widząc, że w ghecie i tak długo nie pociągną, puścili się w drogę, nie ryzykowali niczym, bo cóż może być gorszego od śmierci głodowej. […] Jesteśmy w tartaku [w Białobrzegach], pracuje tam kilka ludzi, porozumieliśmy się z nimi. Pracę mają ciężką, ale do jedzenia mają dość, a to dziś jest najważniejsze. Przynieśli dla każdego z nas po białym bochenku chleba. Ładujemy deski na auto, jeden z chłopców przylatuje z wiadomością, że za tartakiem jest parnik, gdzie gotują kartofle dla świń – a ci [te] są obecnie na tym samym poziomie co my, jeśli nie wyższym. Chłopcy w lot postanowili, że wezmą dziesięć woreczków, które leżą w jednej z komórek, i naładują je kartoflami, które są przeznaczone dla świń. […] Przyjeżdżamy do Grójca, tu trzeba dolać wody do maszyny, bo chłodnica była strasznie gorąca, ja jednym skokiem znalazłem się w sklepie mleczarskim i kazałem sobie podać mleko, kilka rogalików i masła. […] Jesteśmy na miejscu, materiał wyładowują inni, my dostajemy obiad i idziemy do domu. Odległość od miejsca naszej pracy do ghetta liczyła przeszło 2 km i przez ten szmat drogi musiałem nosić mój dobry uczynek dla biednych [autor zakupił masło i chleb w Grójcu]. […] Jechałem tak cztery razy do Białobrzegów i przywoziłem, ile tylko można było, aż blokowy Krzewin zobaczył, że to może być dobry interes, więc biorąc forsę od ludzi, posyłał ich, mnie wykluczył.” (s. 44-46)</document>
<document nplp_id="21682" title="LESZNO 44" slug="leszno-44">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II

„My wynajęliśmy sklep w bazarze na Lesznie [być może chodzi o Pierwszą Halę Nowoczesną przy Leszno 44], gdzie składaliśmy towar przywożony przez wachy. Na bazarze było najlepiej, bo tu panował duży ruch i zgiełk, tak że prawie niewidoczne było, gdy się wszystko wyładowało, i od razu sprzedano kupcom w bazarze. Tylko 13-tka (coś w rodzaju zmobilizowanych konfidentów, ale już w mundurach i pracowali bardzo uczciwie, wypełniając wszystko ślepo dla Niemców) [chodzi o funkcjonariuszy Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją, kierowanego przez Abrahama Gancwajcha, nazwa od siedziby Urzędu przy ul. Leszno 13] dawała się we znaki, ale tym można było zamknąć łapówką, ale większą…” (s. 78)</document>
<document nplp_id="21751" title="SMOCZA–OSTROWSKA 4 [TRASA]" slug="smocza-ostrowska-4-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Idziemy teraz Smoczą, nigdzie ani śladu ludzkiej istoty, zakręcamy na Ostrowską i w ciągu kilku minut później jesteśmy w bloku [nr 4].” (s. 123)</document>
<document nplp_id="21776" title="TWARDA–PLAC GRZYBOWSKI–TWARDA 16 [TRASA]" slug="twarda-plac-grzybowski-twarda-16-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III C

„Praca idzie dalej, jesteśmy głodni, trzeba coś organizować – wpada mi pewna myśl. Na placu Grzybowskim są ogródki, gdzie rosną pomidory i kalarepki, można więc tam się udać i będzie coś do zjedzenia. Biorę coś do zbierania tego i idę, trzeba ryzykować, bo nie znoszę, gdy mi kiszki marsza grają. Chociaż ryzyko jest duże, bo getto jest dobrze obstawione, a przez ten ogród przelatywał mur dzielący getto od ludzi wolnych. Niemcy stojący na warcie za murem strzelali, gdy kogoś widzieli, ale ja lubię ryzyko. Jestem już w ogrodzie [plac Grzybowski] i zbieram do dużej teczki pomidory i czerwone kalarepki, na razie opycham się, bo jestem głodny. Nazbierałem całą masę tych rzeczy i lecę do pracy.
Ja pracowałem już wtedy tylko przy niebezpiecznych pracach, jak balkony, kominy itd., nie byłem zachwycony tym, chociaż nie zawsze pracowałem. Wilek pracował na Twardej 16, poszedłem więc do niego, by go poczęstować. Był zadowolony, dałem trochę Kępińskiemu i Kapłanowi, by nie byli zazdrośni, poczęstowałem kilku kolegów, i tak kilku chłopców nasyciło się trochę.” (s. 133-134)</document>
<document nplp_id="21793" title="TWARDA–MAŁE GHETTO–ZAMENHOFA–UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="twarda-male-ghetto-zamenhofa-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III C

„Auto jest naładowane, jedziemy przez getto, puste ulice, żywej duszy nie widać, otwarte okna, wszystko rozbite, żałoba panuje w całym ghecie. Wjeżdżamy do dużego ghetta, ta sama żałoba, te same zniszczenia, trupy leżą, gęsto położone na ulicach, w bramach. Tym jest już wszystko jedno. Wjeżdżamy w zasięg kotła [okolice placu Parysowskiego]. Widać, że tu już niemcy nacieszyli się trochę swym okrucieństwem, pełno jest ciał ludzkich, małe ciałka dzieci leżą, straszny to jest widok. Jedziemy ulicą Zamenhofa, tu widać tysiące ludzi, siedz[ą] na klęczkach, ręce mają do tyłu złożone, szukam niespokojnie, może ujrzę mych drogich rodziców, może gdzieś tu są między tymi nieszczęśliwymi ludźmi, nie widać ich. Nie wiem, czy mam się radować tem, że nie widzę ich, czy też martwić, wiem tylko, że chętnie bym się rozpłakał, ale nie wolno płakać, trzeba znosić mężnie nasze cierpienia, zaciskam zęby, zagryzam wargi, milczę! Serce się ściska z bólu, gdzież są teraz moi najdrożsi?
Wyjeżdżamy przez wachę na Zamenhofa i wjeżdżamy na Umschlagplatz. Cóż to, czy już wpadliśmy do rzeźni, czy też jeszcze mamy czekać i cierpieć pewien czas? Z tym niedobrze, bez tego jeszcze gorzej. Zobaczę więc, co mi przeznaczenie przygotuje. Auto nasze staje przy otwartych wagonach, mamy cegły przeładować do wagonów. Ustawiamy się w szyku, by było to jak najszybciej załatwione i najwygodniej pracować. Robota idzie u nas szybko, jesteśmy już dobrymi fachowcami, robota pali się nam pod rękoma, ale tu nadjeżdża kilku Niemców i wskakuje na nas z pejczami, które od razu wchodzą w ruch. Przypuszczać można, że chcieli pośpieszyć pracę, nie, przeciwnie, gdy nas tak bili, cegły leciały na wszystkie strony i przetrącało nogi, bili nas po twarzy, po plecach, gdzie popadło […] Auto jest wyładowane, Wilek mnie woła, schodzę i ten mi pokazuje tabliczkę przy wagonie. Otóż tu wisi tabliczka, stacja przeznaczenia jest Tryblinki. To znaczy, że dajemy jeszcze cegły do budowy fabryk śmierci.” (s. 134-135)</document>
<document nplp_id="21821" title="TWARDA–CIEPŁA–CEGLANA [TRASA]" slug="twarda-ciepla-ceglana-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV A

„Kiedy nosimy ze sobą dużo towaru, to było przed jakimiś świętami, ja z Wilkiem mieliśmy przeszło 20 kg żywych karpi, zupełnie normalnie idziemy Twardą i skręcamy w Ciepłą, gdy nagle zastępuje nam drogę kilku Niemców i zaczynają nas rewidować. Ja łapię Wilka i jeszcze kilku kolegów. Zbieramy się i idziemy przez gruzy na Ceglaną, tak że schowaliśmy towar w bramie i czekaliśmy na chłopców. Kilku z nas puściło się, by ratować trochę towaru [i] kolegów. Było już dość ciemno, co nam ułatwiało w obracaniu się. Wynik był taki, że zabrali kilkanaście białych chlebów.” (s.152-153)</document>
<document nplp_id="21840" title="TWARDA 8" slug="twarda-8">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV A

„Twarda jest już teraz stroną aryjską. Do każdego podwórka zostaje przydzielony komisarz, który ma sprzedać wszystkie ruchomości. Ludzie przychodzą i kupują wszystko za bezcen. Dla jednego jest nieszczęście, a dla drugiego jest to szczęściem. Trudno, tak los chciał, nam tylko serce się ściska z bólu na ten widok, to sępy rozdrapują ciało nieszczęśliwca. Sępami są ci wszyscy komisarze niemieccy. My pracujemy obecnie na Twardej 8, widzimy z góry, jak przylatują mali chłopcy i łapią krzesła, etażerki, szafki małe itp. Wynoszą je pod okiem komisarzy, może oni też cierpią głód i w ten sposób sobie radzą.” (s. 154)</document>
<document nplp_id="21852" title="TEST KOMENTARZA Kobiety, Żydzi i&amp;nbsp;Nieszczęśliwy Kraj" slug="test-komentarza-kobiety-zydzi-i-nieszczesliwy-kraj">A najpierw tym, czego nie można się dowiedzieć. Na przykład nie można się dowiedzieć, że władzę w kraju, w którym toczy się akcja, sprawuje car rosyjski. Należy użyć wiedzy zdobytej gdzie indziej, żeby rozumieć, dlaczego Wokulski mimo swoich zdolności nie ukończył studiów i dlaczego ma odmrożone ręce (które w oczach panny Izabeli są czymś niemile pospolitym), dlaczego brakowało mu szlacheckich papierów i musiał za nie zapłacić. Dlaczego Rzecki ma obsesję na punkcie Napoleona i jego potomków oraz po co zaciągnął się niegdyś do w węgierskiej piechoty. Cudzoziemiec nie zgadłby, czego tym wszystkim ludziom brakuje do szczęścia, skąd w nich tyle niepokoju i rozdrażnienia. Prus tego nie wyjaśnia. Nie pisał Lalki dla cudzoziemca i cudzoziemiec mu odpłacił pięknym za nadobne: nie przeczytał. Trudno się z Lalki dowiedzieć czegokolwiek o poglądach autora. Postacie rozprawiają o polityce i gospodarce, ujawniają swoje podejście do kwestii kobiecej albo żydowskiej. Autor, prezentując galerię postaw, nie zdradza, które z nich podziela, choć czasem ironiczny ton może wskazywać, których postaw nie podziela. Jedyne komentarze autorskie to kilka dyskretnie wtopionych w tekst, przejmujących uwag o pustce życia.</document>
<document nplp_id="21861" title="TWARDA 18" slug="twarda-18">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA/ONI, IV A

„Praca idzie w tym samym tempie. Ja pracuję na Twardej 10, a Wilek pod 18-ym. On ma tam przeprowadzić przygotowania do pracy. Ja pod 10-tym jestem na wysokości piątego piętra, a Wilek pracuje na szczycie komina, który jest poderwany z jednej strony, tworzy wystający cypel.” (s. 172)</document>
<document nplp_id="21878" title="STAWKI–PAWIA 6–ZAMENHOFA [TRASA]" slug="stawki-pawia-6-zamenhofa-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV A

„Wujek w ciągu tego krótkiego czasu stał się siwy jak gołąb. Właśnie w chwili gdy mi zaproponował, bym coś dla niego zrobił, byłem na wszystko gotowy, a zarazem szczęśliwy byłem, że mogę mu czemś przysłużyć się. Otóż proponował mi, bym poszedł na Pawią pod 6-ty i wyjaśnił mi dokładnie, gdzie leżą jego futra, on chce je spieniężyć, a z uzyskanych pieniędzy ja dostanę 50%. Złożyłem od razu veto, tego za nic nie uczynię, mogę to uczynić tylko w formie przysługi, a jeśli on nie cofnie tej propozycji udziału, to nie pójdę. On, widząc, że nic nie wskóra, zgodził się, bym mu [to] przyniósł. Miałem się udać wraz z Sewkiem, było to poza granicami ghetta, a znajdowało się w pasie „neutralnym”.
Udaliśmy się tam bez wiedzy rodziców, trzeba było przy wasze zaczekać na partję, która by szła do Schultza lub Toebbensa, i wtedy my się dołączyliśmy do nich, a przy Pawiej skręciliśmy i schowaliśmy się w bramie. Następnie, gdy się przekonaliśmy, że jest spokojnie, wyszliśmy przez bramę i przy samym murze przesuwaliśmy się, aż pod 6-ty numer. Wchodzimy do podwórka, które nam było dobrze znane, ale jaki smutny widok teraz to przedstawiało. Wszystko porozbijane, na podwórzu leżą stosy rzeczy, mebli, pościeli itd. Ale teraz nie ma czasu na rozczulanie się, trzeba teraz działać szybko i ostrożnie, musimy się wywiązać z tego zadania należycie. Skręcamy na prawo i schodzimy do pół parteru, tu znajduje się magiel i piekarnia wujka. Naszym celem jest magiel, trzeba się uwijać cicho, a tymczasem w maglu panuje półmrok, oczy nasze nie są przyzwyczajone do mroku, tak że chodząc, narobiliśmy straszliwy hałas, bo nie widzieliśmy różnych przedmiotów, które znajdowały się na ziemi. Postanowiliśmy zaczekać chwilę, aż nasze oczy przystosują się do ciemności, a wtedy będzie lepiej ominąć przeszkody. Tak też po minucie mogliśmy już posuwać [się] pewnie. Dochodzimy do jednego z magli i obliczam według wskazówek. Następnie zabieramy się do pracy, trzeba wyłożyć kamienie, a pod nimi powinno być kilka paczek, nie wolno nam robić zbytniego hałasu, więc jak podaję kamienie Sewkowi, a on układa je na ziemi. Po piętnastu minutach mamy już paczki wydobyte, zaczynamy się ubierać w futra, a na futra wkładamy letnie płaszcze […] Wychodzimy z bramy, ale wpierw badamy teren. Mówię do Sewka, by szedł za mną i uważał na każdy mój ruch. Docieramy do rogu Zamenhofa i właśnie też nadchodzi partja. Ukrywamy się w sklepie i obserwujemy, czy ktoś z nadludzi nie asystuje, ale wszystko dobrze idzie. W jednej chwili śmiałym wypadem jesteśmy już w partii i wymieszaliśmy się z ludźmi.” (s. 174-176)</document>
<document nplp_id="21894" title="OSTROWSKA 2–OSTROWSKA 4 [TRASA]" slug="ostrowska-2-ostrowska-4-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B (Akcja Styczniowa)

„Lecę w kierunku sąsiedniego domu – numer 2 [ul. Ostrowska]. Odwracam się i widzę ze zgrozą, że moje ślady na śniegu są jak na dłoni, śnieg w ogóle nie był wydeptany, bo przecież ludzie nie chodzili, ale teraz nie mam czasu na rozwagi. Każda chwila jest droga, wpadam do bramy, w jednej chwili zamykam ją na rygiel i lecę do podwórka. Skręcam na lewą oficynę i lecę szybko po schodach, cel mój jest wdrapać się na dach i następnie z tego dachu po kominie na nasz dach [Ostrowska 4] i ukryć się w tej samej skrytce co kilka dni temu, w pierwszy dzień wysiedlenia.” (s. 212)</document>
<document nplp_id="21920" title="Róg ulic GNIEWKOWSKA/SOWIŃSKIEGO (obóz dla jeńców rosyjskich)" slug="rog-ulic-gniewkowska-sowinskiego-oboz-dla-jencow-rosyjskich">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B

„Kiedyś byłem podczas mych wypraw w lagrze na Woli, tu byli jeńcy rosyjscy. Myśmy specjalnie kupili chleb i papierosy, by pomóc tym nieszczęśnikom. Oni byli tacy biedni, umierało ich codziennie kilku z wycieńczenia” (s. 225)</document>
<document nplp_id="21942" title="Darwinizm (komentarz)" slug="darwinizm-komentarz">Darwinizm to bardzo ważny w drugiej połowie XIX w. prąd intelektualny, zapoczątkowany przez osiągnięcia naukowe angielskiego przyrodnika i filozofa, Charlesa Darwina (1809-1882). W dziele O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego (1859). wyrażał pogląd, że ewolucja świata przyrodniczego odbywa się dzięki pozytywnej selekcji (poprzez dobór naturalny i prokreację) osobników najlepiej przystosowanych do środowiska oraz eliminację jednostek źle przystosowanych, który to proces prowadzi również do zaniku pewnych gatunków w przyrodzie i wyłaniania się innych.</document>
<document nplp_id="21950" title="Non omnis moriar?" slug="non-omnis-moriar">Nie trzeba bać się badawczej kapitulacji; trzeba przyznać: „Lalka” nie mieści się w obowiązujących kategoriach. Stanowi jakiś inny wariant polskiego realizmu: bez etycznych fajerwerków, bez koncesji na rzecz społeczeństwa lub czegokolwiek innego, bez pociechy na przyszłość, bez zaktualizowanego romantyzmu, bez mentorstwa. „Lalka”, „Lalka”...[przypis]G. Borkowska, Wokół (kilku) nowszych koncepcji realizmu powieściowego, w: Realiści, realizm, realność, s. 222.[/przypis]
(Grażyna Borkowska, Wokół (kilku)...)
Lalka, wraz ze swoją bogatą i wciąż żywą recepcją oraz teoretycznym komentarzem autora w postaci Słówka o krytyce pozytywnej, to niezwykle ciekawy przykład zabiegów, mających służyć przedstawianiu rzeczywistości, stworzeniu powieści prawdziwie realistycznej. Jednocześnie sposób, w jaki Prus tworzył w swej arcypowieści reprezentację rzeczywistości, nie był typowy dla prozy drugiej połowy XIX wieku, o czym świadczyć może (oprócz współczesnych rozpoznań, takich jak przywoływana w mottcie tego rozdziału analiza Grażyny Borkowskiej) choćby wczesna recepcja Lalki – jak wiemy, w większości nie tyle zupełnie niechętna, lecz ignorująca to, co w powieści najważniejsze – unikalny model powieści, dostrzegająca niedostatek kompozycji, choć doceniająca wiarygodność poszczególnych obserwacji.

Paradoksalnie, dosyć często w popularnym odbiorze to najbardziej znana powieść Prusa, staje się nie tylko reprezentantem całej XIX-wiecznej literatury realistycznej (być może jest w ogóle jedynym szerzej kojarzonym tekstem prozy tamtego stulecia), ale także punktem odniesienia dla współczesnych tekstów stawiających sobie za zadanie rzeczywistość odtworzyć.

Słówko o krytyce pozytywnej było odpowiedzią na tekst Aleksandra Świętochowskiego. Autor Lalki nie tylko przeprowadził udaną polemikę, ale także zdefiniował model pisarstwa zastosowany w Lalce, będący poszerzeniem poetyki tradycyjnej powieści realistycznej. Co jednak dla rozważań w niniejszym tekście kluczowe, obaj polemiści uznawali rzeczywistość faktyczną za nieusuwalny czynnik weryfikujący udaną twórczość literacką – obaj starali się zmieścić zarówno powieści, jak i krytykę literacką w teoriach scjentystycznych (m.in. za Taine’em) odwołujących się do nauk przyrodniczych, więc nierozerwalnie wiążących się z obiektywną, zewnętrzną oceną. Rzeczywistość pojawiała się zarówno jako istotny czynnik po stronie warsztatu twórcy (to właściwie przeprowadzona obserwacja miała prowadzić do jej udanego oddania w dziele), oraz jako element oceny dzieła (należało zweryfikować, czy opisaną w utworze rzeczywistość oddano właściwie). Spór toczył się o to, jak tworzyć strukturę dla zebranego materiału oraz jak o nim opowiadać, by najlepiej rzeczywistość przedstawić.

Przywołani polemiści spierali się więc przede wszystkim o sposób przedstawienia rzeczywistości – Świętochowski m.in. uważał, że taki typ psychologiczny jak Wokulski jest niemożliwy[przypis]A.Ś. [Aleksander Świętochowski], Aleksander Głowacki w: T. Sobieraj, Prus versus Świętochowski, Poznań 2008, s. 81–85.[/przypis], Prus odpowiadał, że jest więcej niż możliwy – choć nie ma takiej konkretnej postaci jak Wokulski, ale mogłaby ona istnieć, a co więcej, bohater taki jak Wokulski – prawdopodobny i typowy[przypis]B. Prus, Słówko o krytyce pozytywnej, cyt. za T. Sobieraj, Prus versus Świętochowski, Poznań 2008, s. 139–140.[/przypis].

Czytając dziś Słówko o krytyce pozytywnej, wyróżnić można trzy kwestie kluczowe według Prusa dla udanego opisania (przedstawienia) rzeczywistości. Po pierwsze, powieść przedstawiać ma nie rzeczywiste osoby, lecz typy. Nie to, co wydarzyłoby się naprawdę, lecz to, co wydaje się najbardziej prawdopodobnym przebiegiem rzeczywistości[przypis]Tamże, s. 111.[/przypis]. Po drugie, pisarz realistyczny, nie rezygnując z planu ogólnego (i mając jego pełną świadomość), powinien zacierać jego klarowność, przedstawiać go w sposób pozbawiony zbytniej jasności, pozostawiając na powierzchni chaos i powikłanie życiowych wydarzeń, tak by „nieuważny czytelnik” odniósł wrażenie, że to po prostu opis rzeczywistości, bez żadnej naddanej struktury[przypis]Tamże, s. 134.[/przypis]. Trzecia cecha ujawnia się w tych partiach Słówka, gdzie Prus tłumaczy Świętochowskiemu, że to, co ludzie w Lalce mówią, nie musi mieć odwzorowania w rzeczywistości[przypis]B. Prus, Słówko, s. 141.[/przypis]. Autor Faraona zastosował w swojej najbardziej znanej powieści formułę narracji personalnej – w związku z brakiem obiektywnego narratora trzecioosobowego czytelnik nie dysponuje zweryfikowaną przez niego wiedzą, musi wybierać między (często sprzecznymi) wersjami rzeczywistości przedstawianymi przez różnych bohaterów. Zabieg ten służył poszerzeniu możliwości „klasycznego”, opisu Balzakowskiego czy Dickensowskiego i do dziś wprowadza w konfuzję nieuważnych czytelników, ponieważ:
Najczęściej realistyczne przedstawienia posługują się takimi systemami reprezentacji, które odbiorcom wydają się „przezroczyste”, gdyż są wspólne dla możliwie szerokiej grupy czytelników i widzów. Z tego też względu odbiorcy chętnie mylą spowodowany tym brak świadomości, że sposób przedstawienia fikcyjnego świata został zdeterminowany przez określone konwencje przedstawieniowe, z przekonaniem o całkowitej nieobecności tych konwencji.[przypis]M. Borowski, M. Sugiera, Od realizmu przedstawienia do realizmu doświadczeń, w: Oblicza realizmu, red. M. Borowski, M. Sugiera, s. 12.[/przypis]
Rzeczywistość w Lalce opisana jest w taki sposób, że dotarcie do jej istoty wymaga dokładnego „wczytania się” w nią – jej przedstawienie jest (wbrew naiwnej recepcji) nieprzezroczyste, wymaga od czytelnika wejścia głęboko w stworzony przez autora świat i aprobaty dla różnych poziomów jego „prawdziwości” odsłaniających się w wariantach reprezentowanych przez różnych narratorów i bohaterów. To jedna z cech, które odnajdziemy w różnorakich narracjach popularnych w kulturze współczesnej, a która pojawi się w kolejnych rozdziałach książki.

Warto przy okazji przypomnieć o istotnym odkryciu XIX-wiecznych praktyków i teoretyków pisarstwa historycznego: „słowną patynę” należy stosować z umiarem, by z jednej strony urzekać historyczną egzotyką, z drugiej zaś nie przekroczyć progu zrozumiałości dla czytelnika[przypis]W odniesieniu do twórczości Henryka Sienkiewicza pisał o tym Tadeusz Bujnicki w artykule Sienkiewiczowski „pamiętnik historyczny”: Niewola tatarska, w: Sienkiewicz i historia, Warszawa 1981, s. 111.[/przypis]. Lalka to utwór napisany jak na swoje czasy bardzo nowocześnie pod względem językowo-stylistycznym, zarówno jeśli chodzi o słownictwo, jak i o strukturę całości[przypis]Zob. T. Budrewicz, Lalka. Konteksty stylu, Kraków 1990.[/przypis]. Jeżeli dołączymy do tego wspomnianą już wcześniej nowoczesną na owe czasy narrację personalną, otrzymamy istotne powody, dla których utwór Prusa czytany współcześnie po trosze jako tekst współczesny spełnia „złotą zasadę” stylizacji – jest nieco „egzotyczny”, lecz wciąż w znacznym stopniu czytelny dla dzisiejszego odbiorcy. Inaczej dzieje się chyba z innymi wielkimi powieściami polskiego realizmu XIX w., takimi jak Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, których styl przekracza najczęściej możliwości współczesnego odbiorcy, przechodząc z językowej egzotyki na stronę różnorako rozumianej nieczytelności.

Lalka, jako polska arcypowieść i stereotypowy „wzorzec realizmu”, staje się ostatnio okazją do literackich przeróbek i powrotów. Różnorako rozumiana kwestia rzeczywistości, realności, wiarygodności czy prawdopodobieństwa świata przedstawionego i postaci przewija się właściwie w każdym rozdziale tej części książki – z tego względu powyższe wprowadzenie wydawało się konieczne. A teraz zapraszam na serię konkretnych przybliżeń.</document>
<document nplp_id="21952" title="NOWOLIPIE–ŻELAZNA [TRASA]" slug="nowolipie-zelazna-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, III A

„Idziemy codziennie do pracy [z bloku Ostrowska 4], prowadzeni przez SSmana. Przechodzimy przez Nowolipie do Żelaznej, tu zbierają się inni chłopcy z różnych placówek – ci mają lepsze placówki, bo wracając z pracy, mogą przewozić chleb. To dużo znaczy, dziś jedzenie równa się z ceną złota. Jeśli ktoś nawet już miał pieniądze, to też nie zawsze mógł coś kupić, a ten, który pieniędzy nie miał, tylko coś innego, wtedy też nie zawsze mógł to spieniężyć. Ludzie bali się wyjść ze skrytki, bo mogli ich w każdej chwili złapać, więc woleli leżeć gdzieś, głodować, a nie wpaść. Przy wasze panuje ruch, to ludzie wychodzą na aryjską stronę do pracy, inni ludzie stoją, wielcy ryzykanci, stoją i skupują chleb, od kogo się da, by następnie część sprzedać, a czysty zysk im zostanie” (s. 112)</document>
<document nplp_id="21975" title="TEST DO&amp;nbsp;ARCYEDYCJI Komunikacja miejska" slug="test-komunikacja-miejska-2">Były tam eleganckie dorożki, obsługujące złotą młodzież, i dorożki zwyczajne, wzięte na godziny przez emerytów; stare karety, stare konie, stara uprząż i służba w wytartej liberii, i nowe, prosto z Wiednia powoziki, przy których lokaje mieli kwiaty w butonierkach, a furmani opierali bat na biodrze, jak marszałkowską buławę. (I, 216)
Podstawowym środkiem komunikacji w XIX-wiecznej Warszawie były dorożki: lekkie, czteroosobowe pojazdy do wynajęcia, najpierw jedno-, potem wielokonne. Wszystkie na zewnętrznej stronie pudła były oznakowane numerami. W mieście było kilkanaście stałych miejsc postojowych. W latach 70-tych w Warszawie było ich ponad trzy tysiące. Dorożka była eleganckim sposobem przemieszczania się po mieście, ale większą popularnością cieszyły się pojazdy bardziej nowoczesne i tańsze: jeżdżące po szynach tramwaje, zwane „ropuchami” (od 1866 r.), i omnibusy. Omnibusy, kryte pojazdy wieloosobowe, bardzo podobne do tramwajów, poruszały się normalnie po jezdni. Kursowały regularnie między innymi od placu Bankowego do skrzyżowania Alej Jerozolimskich z Marszałkowską.
W 1865 roku Główne Towarzystwo Rosyjskich Dróg Żelaznych otrzymało specjalną koncesję na uruchomienie linii konnych szynowych omnibusów żelaznych, służących do przewozu towarów i pasażerów między dworcami kolejowymi. W 1881 roku tramwaje zostały unowocześnione, zaś omnibusy, niepraktyczne i rzadko kursujące, zlikwidowano. Do końca roku uruchomiono dwie linie, po dwudziestu latach było ich już siedemnaście.
Stanisław Wokulski nabył kosztowny powóz, by zyskać uznanie w oczach panny Izabeli; otwarty powóz wynajął w Paryżu, by zwiedzać miasto. Do Zasławka ze stacji goście jechali również powozem – spacerowym, czyli eleganckim i wygodnym, ze składaną budą chroniącą od deszczu, i ze stangretem na koźle.</document>
<document nplp_id="21978" title="Komenatrz do&amp;nbsp;Non omnis moriar?" slug="komenatrz-do-non-omnis-moriar">Lalka, wraz ze swoją bogatą i wciąż żywą recepcją oraz teoretycznym komentarzem autora w postaci Słówka o krytyce pozytywnej, to niezwykle ciekawy przykład zabiegów, mających służyć przedstawianiu rzeczywistości, stworzeniu powieści prawdziwie realistycznej. Jednocześnie sposób, w jaki Prus tworzył w swej arcypowieści reprezentację rzeczywistości, nie był typowy dla prozy drugiej połowy XIX wieku, o czym świadczyć może (oprócz współczesnych rozpoznań, takich jak przywoływana w mottcie tego rozdziału analiza Grażyny Borkowskiej) choćby wczesna recepcja Lalki – jak wiemy, w większości nie tyle zupełnie niechętna, lecz ignorująca to, co w powieści najważniejsze – unikalny model powieści, dostrzegająca niedostatek kompozycji, choć doceniająca wiarygodność poszczególnych obserwacji.</document>
<document nplp_id="21987" title="TEST DO&amp;nbsp;ARCYEDYCJI Rozrywki" slug="test-do-arcyedycji-rozrywki">To, co współczesnemu czytelnikowi Lalki kojarzy się z rozrywkami – wizyty w teatrze i operze, bale, koncerty, odczyty, rauty (czyli wystawne kolacje) – dla jej bohaterów ze sfer arystokratycznych często wcale nie jest miłym sposobem spędzania czasu, lecz po prostu oczywistym stylem życia. Wbrew pozorom nie wydaje się, aby te zajęcia rzeczywiście ich bawiły. Panna Łęcka bywa w teatrze i na balach, a także spaceruje w Łazienkach raczej dla zaprezentowania pięknych sukien i własnej urody, niż dla przyjemności (niekiedy zachwyca się też aktorem, którego aparycja zrobiła na niej wrażenie). Bardziej wyrafinowane intelektualnie i twórcze zajęcia zdają się bohaterów po prostu nużyć i są daniną składaną snobizmowi (jak lektura modnych francuskich powieści w przerwach między wertowaniem żurnali mód). Ukazane pod piórem Prusa rozrywki są natomiast pretekstem do zrealizowania innych celów: zachowywania stylu życia właściwego dla klasy, do której się należy lub aspiruje (jak Łęccy czy wzbogacony Henryk Szlangbaum), zawarcia wymarzonego małżeństwa lub nawiązania odpowiednich kontaktów towarzyskich. Właśnie tak zachowuje się główny bohater, gdy pragnąc poznać bliżej kobietę, która go zafascynowała, dostosowuje swój tryb życia do niej i gotów jest zrobić wszystko, by się jej przypodobać – łącznie z zachowaniami, które jako człowiek pracy i niebezpieczeństwa w gruncie rzeczy uważa za marnowanie czasu i pieniędzy. Podobną postawę prezentuje wynalazca Ochocki, który wakacje w wiejskim majątku prezesowej Zasławskiej podsumowuje słowami: Straciłem dwa miesiące na rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych głupstwach… Prawdziwą przyjemność goście salonu czerpią natomiast z wymiany plotek, hazardu (panowie grywają w karty lub na wyścigach, nawet damy zawierają między sobą zakłady) i wydawania pieniędzy na zakupy, niekiedy z jazdy konnej, a wreszcie z flirtu, jak Starski czy pani Wąsowska, która deklaruje, bawiąc się adoratorami: Zapełniam sobie pustkę życia.

Konwencjonalne sposoby spędzania wolnego czasu preferowane przez mieszczaństwo to również wieczorne wizyty w teatrze albo spotkania ze znajomymi przy kartach czy też wieczorki tańcujące. Tak właśnie wyglądało życie Wokulskiego po ślubie z Małgorzatą Minclową – te rozrywki także stanowiły dla niego przykry obowiązek, od którego wymykał się na polowania do znajomego leśnika, do książek naukowych lub na pogawędki polityczne z Ignacym Rzeckim. Stary subiekt trafnie ocenił demoralizujący i wyjaławiający wpływ takiego trybu życia na przyjaciela, komentując: W ten sposób powoli i stopniowo lew przerabiał się na wołu.

Zabawa sprawiająca niekłamaną satysfakcję, szczere cieszenie się chwilą bez ubocznych myśli, ambicji i planów zdaje się być udziałem wyłącznie dzieci i ludzi prostych. Wokulski obserwuje zabawę ludową na placu Ujazdowskim, gdzie kilkanaście tysięcy warszawiaków bawi się przy dźwiękach trąb i katarynek przy barwnych namiotach i kolorowych, pasiastych budach, ozdobionych potwornymi malowidłami, lalkami i pajacami, dopingując odbywające się na środku placu zawody: ustawiono tam dwa wysokie słupy, na które teraz właśnie wspinali się amatorowie frakowych garniturów i kilkurublowych zegarków. Ten widok wzbudził w nim gorycz, przypominając szczęśliwe i bezpowrotnie minione chwile z dzieciństwa. Jakże mu wtedy, wygłodzonemu, smakowała bułka i serdelek! Jak wyobrażał sobie siadłszy na konia w karuzeli, że jest wielkim wojownikiem! Jak szalonego doznawał upojenia wylatując do góry na huśtawce! Dla dorosłego mężczyzny jest to świat doznań, których – podobnie jak dziecięcej niewinności – nie da się już odzyskać.</document>
<document nplp_id="22023" title="Izabela Łęcka &amp;#8211; test" slug="izabela-lecka-test">Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe […] Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. (I, 90)
Izabelę Łęcką, obiekt uczuć głównego bohatera powieści, Stanisława Wokulskiego, Prus obdarzył modelowymi cechami pożądanej na małżeńskim targowisku panny z dobrego domu: wielką urodą, odpowiednią pozycją społeczną (stara szlachta, aspirująca do tytułu barona), posagiem (choć, co trzymano w tajemnicy, stopniał prawie do zera, jak wiele fortun szlacheckich). Otrzymała też odpowiednią dla jej społecznej pozycji edukację: minimum wiedzy, wystudiowane maniery, przeświadczenie o naturalnej wyższości własnej klasy nad pospólstwem, postrzeganym z odrazą jako istoty dziwne i przerażające. I tak ukazuje się Izabela w Lalce, odgrodzona od brutalnej rzeczywistości nieprzenikalną zasłoną iluzji, skrojonej ze strzępków wyidealizowanych opowieści, literackich fantazji i marzeń. Jak piękna lalka, toteż tytuł książki rozumiano dwojako: może lalką była Izabela, a może lalka prawdziwa – zabawka, o którą toczył się proces.



W postaci Izabeli są skumulowane wszelkie cechy, najostrzej krytykowane przez Prusa. To jej absolutna nieprzydatność w obrębie społecznego organizmu, pasożytowanie na pracy innych, podporządkowanie się modzie i konwencjom. Pokazywanie się w nowych kreacjach, otaczanie się właściwie sytuowanymi wielbicielami i epatowanie znajomością artystów (Rossi, Molinari) – tak pisarz ukształtował treść jej życia.</document>
<document nplp_id="22051" title="PLAC GRZYBOWSKI (wacha)" slug="plac-grzybowski-wacha">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
III A, F
„Wkrótce zabrał [mecenas Szwarc] wiklinowy kuferek, dzieci i opuścił mury getta konnym wozem, ukryty przez furmana w szafie mahoniowej, dwudrzwiowej, która zachowała się w całkiem znośnym stanie, chociaż pozdzierano z niej tu i ówdzie fornir. Szwarc słono opłacił wtedy hyclów. Na jego ucieczce zarobili: granatowy i dwóch niemieckich strażników z wachy na placu Grzybowskim, którzy w ostatniej chwili podbili cenę, kiedy z udanym zajęciem zaczęli opukiwać stary mahoń. Drzwi szafy skrzypnęły i wysunęła się dłoń z sygnetem na serdecznym palcu.
-Panowie, litości! Daję, co mogę. Pamiątka rodzinna!” (s. 371)</document>
<document nplp_id="22054" title="CHŁODNA – PLAC ŻELAZNEJ BRAMY  – PLAC BANKOWY  – SENATORSKA  – PLAC TEATRALNY [TRASA]" slug="chlodna-plac-zelaznej-bramy-plac-bankowy-senatorska-plac-teatralny-trasa">
&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
II, F
„Ale wystarczy wsiąść do tramwaju na ulicy Chłodnej i można przejechać środkiem dzielnicy aż do placu Teatralnego. Rozstrzelanych trzeba było jeszcze powiesić. Na przekór przysłowiu, kołysali się prowizorycznie-głowy odrzucone, opaski na rękawach z zaciśniętymi pięściami. Wisieli wysoko ku przestrodze innych. Powinni tak wisieć całą wieczność, lecz przepisy sanitarne na to nie pozwalały; cóż, wkrótce ich stamtąd zdjęto. Ludzie z tamtej strony przytykali białe twarze do szyb tramwaju i patrzyli, znękani bezsilnością i strachem, żegnając się ukradkiem. Motorniczego, który został rozstrzelany, przeżył okrzyk: ,,Niech żyje Polska!" I tramwaje parę dni jechały wolno, jak kondukt za konduktem. U Św. Karola biły dzwony, bez przyczyny. Cały dzień, bezładnie i jawnie. Wieczorem zajechał wóz, wysiadło dwóch facetów w czarnych gumowych płaszczach i wyprowadzili księdza. Z okien żydowskiej dzielnicy kościół był widoczny jak na dłoni, i samochód, i ci dwaj w czarnych płaszczach. Mówiono, że to Gestapo chodzi w takich płaszczach. Ale co tamci faceci chcieli od księdza?” (s. 263)</document>
<document nplp_id="22065" title="CHŁODNA 21 (Kościół św.&amp;nbsp;Karola Boromeusza)" slug="chlodna-21-kosciol-sw-karola-boromeusza">
&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F, II
„Odetchnęli dopiero na drewnianym moście-skąd do domu było parę kroków-w tłumie przechodniów lękliwie przemykających tędy z głowami wciśniętymi w kołnierze. Uginały się, trzeszczały wątłe deski, żandarm pod mostem wolno obracał się na posterunku. Stąd, z tego miejsca wyniesionego ponad ulicę widzieli kręte, zatłoczone zaułki getta, rozległe czeluście Hal aż po plac Żelaznej Bramy, a bliżej, na skwerze, biały masyw kościoła Św. Karola i poza nim, w oddali, wierzchołki starych drzew w Ogrodzie Saskim”. (s. 148-149)

F, II
„Przed nim, w zapadającym zmierzchu, rozciągało się strzeżone miasto i bezładny zgiełk sączył się do uszu. Krzyk żebraków płoszył konie i omnibus utknął w rozległym tłumie, który wlókł się ulicą Żelazną i dalej, jak wezbrana fala wstępował na drewniany most, a długa kolumna kulisów przy bezczynnych rikszach z ociąganiem rozpraszała się w mroku przyległych zaułków. W głębi na ulicy Chłodnej, obwiedziony z dwóch stron murami żydowskiej dzielnicy, wznosił się na skwerze biały masyw kościoła Św. Karola; w grzmiącej muzyce organów, w chórze gniewnej modlitwy, która runęła z nagła w noc, rozjarzyły się płomyki świec-na krótko i zgasły, kiedy zamknięto drzwi. Strzeżony wylot ulicy tonął w sinym świetle latarni i te ochronne barwy przypominały, że ciemniejące niebo ponad miastem przeszyte jest we wszystkich kierunkach torami, po których maszyny jeszcze nie nadciągnęły; uwięzione w sieci smug szybkich i zwinnych reflektorów, które jeszcze nie zabłysły; wydrążone świetlistymi snopami ekrazytowych pocisków, które niemo spoczywały w komorach broni przeciwlotniczej. Była noc i cisza pod niebem, ale syreny, w każdej chwili garowe odezwać się rykiem tysiąca tub, zainstalowane w swoich gniazdach pod dachami, czekały tylko na znak. Burzliwa muzyka organów, niejasne słowa gromadnej modlitwy obudziły niepokój całego dnia, rozgoryczenie, któremu teraz poddał się już biernie i z ulgą. Wezbrany smutek, tęsknota, ale za czym-nie wiedział, obmyły mocnym strumieniem jego bezsilną niecierpliwość. Stał w miejscu zaciskając pięści aż do bólu i sam wybaczył sobie strach, swą hańbę. Już późno, trzeba wracać. Niechętnie myślał o tym, że przyjdzie tutaj jutro. Zimny wiatr owiał wychudzone ciało, przejął do kości, pokierował jego krokami, kiedy po całym dniu beznadziejnego czuwania przed wachą wracał do kamienicy. Wspomnienie domu, gdzie syczy nad stołem zielony płomyk karbidu i barwi trupim światłem twarze bliskich, przepełniło go niewysłowionym ciepłem, otuchą i zawstydzone serce tchórza zabiło z radości”. (s. 159)

F, III A
„Za oknem widać było zrujnowany most na Chłodnej, który runął, i suche, sczerniałe drzewo na skwerze przed kościołem Św. Karola. Niemcy kazali podciąć drewniane żebro przęsła w pierwszych dniach akcji, a belki były zwęglone i nosiły ślady pożaru. Ostatni wóz meblowy jeszcze stamtąd nie odjechał, a pod mostem leżały już ciała rozstrzelanych tragarzy”. (s. 342)

F, III A
„Na skwerku biwakowały zluzowane patrole żandarmerii. Odpoczywając, z manierkami w rękach rozpinali mundury. Jakiś podoficer stanął wyniośle na stopniach przed kościołem i długo wodził polową lornetą wzdłuż okien wymarłych kamienic; obok wznosił się ogromny stos portfeli, skórzanych teczek, a ciśnięte dokumenty walały się rozproszone na trawie. Wstrzymane, puste tramwaje cofały się spod zatrzaśniętej wachy i dzwoniły-dając pierwszeństwo kolumnom maszerującym na Stawki. Po kamiennych stopniach szedł rozchełstany żandarm i stając przed podoficerem podawał mu manierkę”. (s. 343)</document>
<document nplp_id="22073" title="CIASNA" slug="ciasna">
&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F, I
„I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice”. (s. 44)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="22079" title="STAWKI 24 (szop Transavia)" slug="stawki-24-szop-transavia">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F, III A
„Przybiegł Uri, zaczął szeptać z Naumem w kącie szopy i w pół godziny wszyscy już wiedzieli, że na Stawki poszła Ciepła, Ceglana, Krochmalna cała aż do muru i resztki niedobitków koczujących na Walicowie. Kto ma kartę meldunkową i świadectwo zatrudnienia-nie podlega czystce. Rzemieślnicy chodzą do fabryk żebrać o robotę, płacą majstrom ogromne łapówki za numerek, przemykają się ulicami z narzędziami na plecach od warsztatu do warsztatu, idą do Brauera na Gęsią, do Schillinga na Nowolipki, do „dużego" Toebbensa na Leszno i do ,,małego" Toebbensa na Prostą, do fabryki szczotek na Wałową i do Transawii, gdzie kto ma znajomych. A oni siedzieli w tej szopie słuchając krzyków z ulicy. Od samego rana Niemcy musieli mieć pełne ręce roboty, taki był wrzask”. (s. 315)

F, III A
„Kalman przyniósł nową wiadomość. Widziano ojca w warsztatach 'Transawii. Chodzi z grupą za mur, na placówkę. Najpierw mówiono, że poszedł z transportem w pierwszych dniach sierpnia, potem mówiono nawet, że ktoś go widział pod wachą na Lesznie zastrzelonego, a potem te dwa grypsy i Kalman przyniósł nową wieść. Nie wiadomo było, komu wierzyć”. (s. 358)

F, III A
„Niemcy węszą, swoją drogą. Ale grypsy rzuca Nahum poza plecami strażników. Gedali trafił bez przeszkód do warsztatów i tam go przyjęli z powrotem. Stąd nie grozi im nic. Tak czy owak, nie będą tkwić w tej norze przez wieczność. Uri musi dostać się na tamtą stronę i nawiązać łączność z Felkiem Piorunem, a razem z nim pójdzie za mur Jehuda. Stamtąd będzie miał okazję wrócić z Transawią do dużego getta. Ulice w dużym getcie nie będą tak prędko judenrein, zanim to nastąpi, może upłynąć parę miesięcy, zima, a w tym czasie Jehuda zdoła przygotować dla nich grunt. Bo robota w warsztatach na Prostej urwie się prędzej czy później i Gedali, gdyby przepadł w selekcji, też musi wiedzieć, że po drodze na Stawki ma dokąd uciekać”. (s. 359)</document>
<document nplp_id="22085" title="GRZYBOWSKA 26" slug="grzybowska-26">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II A

„Udaliśmy się więc na poszukiwanie pracy. Zbiorowy punkt był na placu – nazwy zapomniałem [punkty zborne były na Twardej 6 i Grzybowskiej 26] – tu słyszymy, że potrzebni są ludzie, bo chcą powiększyć placówkę. Jest to okazja niebywała, a nawet za forsę, też trzeba było wiedzieć gdzie i co, a tych wiadomości myśmy nie mieli, trzeba więc szukać, tak też czyniliśmy. Mając taką okazję, byliśmy radzi, zgłosiliśmy się z zamiarem stwierdzenia, czy to nie będzie zbyt ciężka praca. Tak więc puściliśmy się – ja z Wilkiem (starszym bratem). Młodszy Sewek jeszcze nie podlegał temu, a ojciec krył się jako prezes komitetu [domowego]. Dostaliśmy się więc na Langiewicza, na Pradze, gdzie była wielka bocznica niemiecka, tu były największe magazyny prasowanego siana i słomy dla wojska. W tym dniu nadeszło 36 wagonów, które trzeba było wyładować i układać w 3 olbrzymie piramidy.” (s. 42)</document>
<document nplp_id="22102" title="LANGIEWICZA (Praga)" slug="langiewicza-praga">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II A

„Udaliśmy się więc na poszukiwanie pracy. Zbiorowy punkt był na placu – nazwy zapomniałem [punkty zborne były na Twardej 6 i Grzybowskiej 26] – tu słyszymy, że potrzebni są ludzie, bo chcą powiększyć placówkę. Jest to okazja niebywała, a nawet za forsę, też trzeba było wiedzieć gdzie i co, a tych wiadomości myśmy nie mieli, trzeba więc szukać, tak też czyniliśmy. Mając taką okazję, byliśmy radzi, zgłosiliśmy się z zamiarem stwierdzenia, czy to nie będzie zbyt ciężka praca. Tak więc puściliśmy się – ja z Wilkiem (starszym bratem). Młodszy Sewek jeszcze nie podlegał temu, a ojciec krył się jako prezes komitetu [domowego]. Dostaliśmy się więc na Langiewicza, na Pradze, gdzie była wielka bocznica niemiecka, tu były największe magazyny prasowanego siana i słomy dla wojska. W tym dniu nadeszło 36 wagonów, które trzeba było wyładować i układać w 3 olbrzymie piramidy.” (s. 42)</document>
<document nplp_id="22118" title="LANGIEWICZA (Praga)– Róg ulic CHŁODNA/ŻELAZNA–CHŁODNA 41 [TRASA]" slug="langiewicza-praga-rog-ulic-chlodna-zelazna-chlodna-41-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, II A

„[…] skończyła się ta nadludzka męczarnia, kazali się nam ustawić i na prośby nasze podali nam auta, które miały nas odwieźć na wyznaczone punkta. Ja z bratem wysiedliśmy przy Chłodnej na Żelaznej, czyli nie mieliśmy daleko chodzić, jednak trzeba dużo wysiłku, by nie wpaść w ręce policji, która robiła blokady w całym ghecie, jeszcze jedno wielkie niebezpieczeństwo trzeba było minąć.
Otóż nasz dom [Chłodna 41] był końcowym na tej ulicy, a niemiec stał tuż za naszym domem i wiedzieliśmy, że może nas uratować tylko „trik”. Otóż decyzja zapadła, postanowiliśmy śmiało przejść ten odcinek i jak najgłośniej stukać „kopytami”, tak też uczyniliśmy, co nam się zresztą nadzwyczajnie udało, gdyż Niemcy to naiwny naród i bardzo lekko uda się ich wykiwać. Gdy tylko stanęliśmy przy bramie, od razu się automatycznie otworzyła, gdyż ojciec, sądząc, że nam się coś złego przytrafiło, stanął w bramie i czekał, by w części chociaż uspokoić swoje nerwy, mamusia zaś siedziała w mieszkaniu i płakała, tak samo młodszy braciszek siedział, ubolewając nad naszym nieszczęściem. Łatwo sobie wyobrazić ich radość, gdy o godz. drugiej w nocy wkroczyliśmy do mieszkania.” (s. 43)</document>
<document nplp_id="22140" title="SZCZĘŚLIWA-ZAMENHOFA [TRASA]" slug="szczesliwa-zamenhofa-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V (19 kwietnia 1943)

„Idziemy teraz w kierunku Zamenhofa, tu mamy się skryć w jednym z domów i oczekiwać na gorące przyjęcie, jakie mamy sprawić niemcom. Zajmujemy miejsca na pierwszym i drugim piętrze. Na znak Szymona mamy strzelać, tylko celnie. Każdy nabój ma być stracony razem z prześladowcą. Ja z Wilkiem mieliśmy magazynki zapasowe, które gotowe były nam pod ręką, ułożone. Zmiana magazynku miała nastąpić w ciągu ułamka sekundy, i tyleż repetowanie. Obok nas stali inni z butelkami i granatami – wyrób ghetta. Każdy stał na szpilkach, niemożliwe by było czekać jeszcze długo, niech nareszcie przyjdą, gorące przyjęcie gotuje się.” (s. 284-285)</document>
<document nplp_id="22157" title="SZCZĘŚLIWA 7/9 (schron Grossmana)" slug="szczesliwa-7-9-schron-grossmana">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Rozglądam się teraz uważnie po schronie: jest siedem pokoi, schron ten znajduje się w lewej oficynie tego domu [Szczęśliwa 9], a właściwie wejście jest tędy, schron jest położony po stronie sąsiedniego domu [Szczęśliwa 7]. Dom ten, zburzony podczas nalotów, leżał teraz w gruzach, piwnice zostały pod stosem dwupiętrowych gruzów.
Schron był dobrze zamaskowany, nikt by się nie spodziewał, że tu może być wejście. Wejście składało się z klapy dobrze dopasowanej, która po zamknięciu została przyśrubowana do umocnienia. Wchodziło się do tej klapy, która była podkopana na 11/2 metra, następnie wchodziło się pod fundament domu i wchodziło się w korytarze schronu. Na dzień miał ten otwór być zasypany i ziemia ubita do tego stopnia, że gdyby nawet klapę oderwali, też by dużo nie widzieli. Korytarz był długi, ciągnął się przez całą długość schronu. Zaraz przy wejściu w korytarzu mieściła się ubikacja i umywalka, z tego wolno było tylko korzystać w nocy, w dzień wszyscy mieli spać. Kierownikiem tego schronu był komisarz szopu, Grossman. W ostatnim największym pokoiku była umieszczona pompa, która miała uchronić mieszkańców od pragnienia, jeśli woda z filtrów nie będzie działała. Pomyślano również o świetle, jeśli niemcy odłączą światło z ghetta, wtedy zostanie puszczona w ruch własna elektrownia. Było to dynamo, dołączone pasem transmisyjnym do koła roweru, który stał umieszczony na widełkach. W chwili gdy ktoś wsiadł i kręcił pedałami, obracał tylne koło i tym samym dynamo zaczęło pracować, wytwarzając prąd, który leciał przez przewody do małych żarówek, i w ten sposób można było oświetlić całą długość schronu. W nocy, gdy panowała cisza, można było puścić w ruch wentylatory umieszczone w luftach. Na żywność były urządzone specjalne półki na górze, by nie zabierały zbyt dużo miejsca. Zostały ustawione prycze, na których ludzie mogli dość wygodnie spać: było tylko pierwsze piętro i parter, tu mieścili się wszyscy mieszkańcy, nawet z minimalną wygodą.” (s. 292-293)</document>
<document nplp_id="22175" title="SZCZĘŚLIWA 7" slug="szczesliwa-7">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Wobec tego, że kuzynki były w tym domu [tj. Szczęśliwa 7] w schronie, a myśmy mieli chwilowo czas, udaliśmy się do nich. Znajdowały się w poprzecznej oficynie na strychu, tu było urządzone dość wygodnie, wejście było zamaskowane dość pomysłowo. Gdy weszliśmy, zastaliśmy ludzi siedzących na schodach: na noc schodzili, by mieć świeże powietrze. Ludzie ci byli w gorszym nastroju niż u Grossmana. Kazaliśmy się zaprowadzić do kuzynek, po chwili byliśmy już razem.” (s. 298)</document>
<document nplp_id="22192" title="SZCZĘŚLIWA 5 – NISKA – Róg ulicy PARYSOWSKA/PLAC PARYSOWSKI [TRASA]" slug="szczesliwa-5-niska-rog-ulicy-parysowska-plac-parysowski-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Świst kul w powietrzu nieustannie syczy złowrogo. Co kilka minut lecą petardy, wywołują wybuchy. Przechodzimy przez zwaliska do numeru piątego, a stąd przez otwór w parkanie przedostajemy się na zwaliska ulicy Niskiej. Jest cicho, żywej duszy nie widać. My idziemy bezszelestnie, trzymając się muru. Po chwili spotykamy się z naszymi towarzyszami. Trzeba dziś szybko zebrać partję ludzi, oni muszą za jakiś czas znajdować się przy kanale, który się mieści na rogu Ostrowskiej i placu Parysowskiego [tu błąd, chodzi o róg ulicy Parysowskiej i Placu Parysowskiego].
Trudna sprawa będzie z zebraniem ludzi, bo przedostanie się z jednego podwórza na drugie jest bardzo niebezpieczne. Zabieramy się do pracy żywo i planowo. Ludzie będą się zbierali w każdym podwórku, a w oznaczonym czasie wszyscy się przedostaną na zwaliska, stąd pójdzie cała partja do miejsca, gdzie mieści się kanał. Przeprowadzenie tego w całości do skoncentrowania obeszło się bez poważnych przeszkód.” (s. 321)</document>
<document nplp_id="22209" title="STAWKI 24" slug="stawki-24">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Wstajemy w pozycji gotowi do walki, rewolwery są naładowane, ręka ustawiona do strzału, broń drżała. Tak stoimy chwilę w bezruchu, gdy oczom naszym ukazuje się kilka sylwetek ludzkich. Poznajemy w nich „imigrantów”, czyli ludzi dążących do jakiegoś miejsca, z pewnej przyczyny. Przyczyna może być, że wykryli ich schron i teraz szukają miejsca, by skryć się, uniknęli śmierci cudem. Mogą być też inne przyczyny. Zatrzymujemy ich, by dowiedzieć się, co za jedni i dokąd idą. Ludzie ci drgnęli niespokojnie na nasz widok, ale od razu się przekonali, kim jesteśmy, i byli szczęśliwi, że nas spotkali, spodziewają się pomocy od nas. Dowiadujemy się, że ich schron został spalony, obecnie idą, by ulokować się u swoich znajomych, którzy im na pewno „gościny” nie odmówią.
Były między nimi dwie kobiety, dwaj mężczyźni i jeden wyrostek. Na plecach nieśli tobołki, dość małe. Twarze ich były sczerniałe od dymu i w ogóle [od] ich przeżyć. Postanowiliśmy ich doprowadzić do Transavii [ul. Stawki 24], dokąd podążali. Pochód uformował się w ten sposób, że nasza piątka szła naprzód, druga prowadziła tą małą karawanę, pomagając w noszeniu paczek. Ci ludzie byli godni pożałowania, udzieliliśmy im pomocy z całego serca. Dotarliśmy do miejsca, gdzie zostali ulokowani, a my udaliśmy się dalej szukać szczęścia, które w ghecie było w skąpej mierze.” (s. 348)

„My siedzimy nadal na gruzach. Coś nas trapi, sami nie wiemy co. Nikt nie stara się przerwać ciszy. Nagle rozlegają się liczne strzały. Wstajemy, nasłuchując: one pochodzą z okolic Transavii [ul. Stawki 24], tamtędy udali się nasi chłopcy. Nie namyślamy się zbyt długo. Jest nas czterech, mamy broń krótką, naboi niewiele, jednak trzeba się tam udać natychmiast, bo może nasi chłopcy potrzebują naszej pomocy. Przechodzimy szybko przez otwór w parkanie i w pozycji pochylonej przedzieramy się w kierunku, skąd pochodzą strzały. Musimy być ostrożni, by też nie wpaść, bo niemcy dobrze wiedzą, że podczas takich potyczek najczęściej przychodzi pomoc. Jesteśmy już w takim miejscu, gdzie można być niewidzialnym, a zarazem obserwować ten kierunek. Strzały z automatów, czyli na pewno pochodzą od niemców, rozlegają się na całej długości Transavii, czyli po drugiej stronie. Widocznie znowu urządzili zasadzkę, a nasi chłopcy wpadli w te podstępne sidła. By przyjść z pomocą naszym chłopcom, trzeba by było przejść przez drogę i zajść z tyłu. To zajęłoby dużo czasu, a tu każda chwila była zbyt droga. Ponadto było utrudnione zaskoczenie, bo niemcy nie byli w jednym miejscu – byli na całej długości, to stwierdziliśmy na podstawie strzałów. Przejść przez drogę jest niebezpiecznie, bo oni nas na pewno zobaczą, a wtedy cały wysiłek nasz będzie zbyteczny. O tym wszystkim namyślamy się, podążając w kierunku Transavii.
Nagle widzimy skuloną sylwetkę, która się przedziera przez ten ogień, na nasz widok staje. My rozumiemy, że to może być jeden z naszych chłopców. Dajemy mu znak, by się schował, a my dojdziemy już do niego. Pytamy się go, jak sprawy stoją i jak można przyjść z pomocą. Odpowiada, byśmy nie byli szaleni. Wszyscy nasi towarzysze padli, on jeden ocalał.” (s. 390-391)</document>
<document nplp_id="22226" title="SZCZĘŚLIWA 9 – SZCZĘŚLIWA 13 [TRASA]" slug="szczesliwa-9-szczesliwa-13-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„W naszym podwórzu [Szczęśliwa 9] nic się nie zmieniło. Szymon pyta się nas, czy byśmy nie zechcieli przeprawić się z nim do pewnego miejsca, gdzie zostało schowane dziecko, a trzeba by było je sprowadzić. Na miejscu znajdziemy też napoje. My przyjęliśmy tę propozycję z entuzjazmem. Posiłek nie trwał długo u nas, tak samo i mycie. Ruszyliśmy więc na wyprawę. Trzeba było przedostać się do domu na naszej ulicy numer 13. Bramą wyjść było strasznie niebezpiecznie, bo widzieliśmy, że gniazdo karabinu maszynowego jeszcze dalej czuwa po drugiej stronie domu na piętrze. Postanowiliśmy starą metodą skoczyć do parkanu, a pod jego ochroną przedostać się dalej. Pierwsi dwaj przeskoczyli szybko. Gdy Wilek leciał, padły pierwsze strzały – trzeba było być ostrożnym. Przestrzeń była niewielka, ale strzały padały gęsto. Pozostałem wraz z Szymonem, postanowiliśmy zrobić jakiś trik, by nie dać się złapać przez ckm-istę. Udaliśmy się więc do jednego ze sklepów i tak przez cicho otworzone drzwi wyskoczyliśmy. W sekundzie gdy dopadliśmy do parkanu, padły dopiero strzały. Wiedzieliśmy, że całą uwagę będzie poświęcał bramie i nie pomyśli, że my możemy innym wyjściem wyskoczyć.
Tak więc byliśmy już razem, teraz przechodziliśmy „gęsiego” (jeden za drugim) w kierunku powyżej opisanej bramy. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, w jednej chwili rzuciliśmy się do bramy. Niemiec będący przy karabinie maszynowym był zdezorientowany, nie wiedział, gdzie idziemy i w którym kierunku, puścił serję, ale trochę za późno. W bramie przystajemy cicho, by nasłuchać, czy ktoś nie podąża za nami, ale przekonaliśmy się, że wszystko jest w porządku. Teraz z kolei skierowaliśmy się w kierunku celu naszej podróży.
Dziecko było tu schowane w jednej ze skrytek. Było to dziecko, które straciło rodziców jeszcze wczoraj, niemcy jakoś cudem nie znaleźli go. Ktoś dał znać o tym do naszego schronu, gdzie był jakiś członek jego rodziny. Następnie z kolei dowiedział się o tym Szymon i teraz my mamy znaleźć to dziecko i przynieść je do schronu. Jeden z naszej paczki został przy oknie na klatce schodowej, skąd miał uważać, czy niemcy nie zbliżają się, bo gdybyśmy pozwolili się zaskoczyć, wtedy nawet na tamtym świecie nie zaznalibyśmy spokoju. My dotarliśmy do mieszkania, gdzie przez piecyk trzeba było dostać się do skrytki. Gdy Wilek i Szymon weszli, zastali dziecko na łóżeczku, mocno przerażone, które na nasz widok krzyczało: „Ja chcę do mamusi…”. Światło było zapalone. Jakiś dziwny zbieg okoliczności spowodował, że ludzie z tego schronu wyszli i zdołali go zamknąć, a dziecko ocalało. Jak to było – nie dowiedzieliśmy się od nikogo. Dziecko uspokoiliśmy i wynieśliśmy ze skrytki. Szymon powiedział, że weźmiemy żywność z tego schronu do naszego, by ulżyć sugestii naszych współlokatorów schronu.” (s. 357-358)</document>
<document nplp_id="22242" title="SZCZĘŚLIWA 9 – MIŁA [TRASA]" slug="szczesliwa-9-mila-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Postanowiliśmy się udać na Miłą, gdzie Szymon miał coś załatwić. Idziemy przez ulice, trzymając się tylko ciemnych ulic, a omijając oświetlone miejsca. Nie należało to do zbyt łatwych rzeczy, gdyż domy płonęły gęsto, jasnymi łunami, które oświetlały całe połacie ulic. Niemcy mogli gdzieś być ukryci w ciemnościach i oczekiwać na ofiary. Oni mogą nawet stu wysiec w takiej zasadzce, przez co musieliśmy być bardzo ostrożni.
Na Miłej Szymon wszedł do podwórza, a myśmy czekali w bramie. Tu rozmawialiśmy z kilkoma ludźmi naszymi, opowiadali nam, że niemcy wpuszczają teraz już duże patrolki, które chodzą w gumowych butach, by nie robić hałasu, i że oni teraz czynią na nas pułapki, a my na nich. Ich patrolki są uzbrojone od stóp do głów zachowują wszelkie ostrożności.” (s. 361-362)</document>
<document nplp_id="22258" title="SZCZĘŚLIWA 9 – SZCZĘŚLIWA 5 [TRASA]" slug="szczesliwa-9-szczesliwa-5-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Adela podeszła do mnie i spytała się, czy jestem gotowy, na co odpowiedziałem, że zawsze jestem gotowy dla niej. Wyszliśmy ze schronu, tu zarepetowałem rewolwer i udaliśmy się w stronę domu sąsiedniego, nr piąty. Ona musiała zabrać trochę rzeczy swoich, bo nie miała nawet bielizny na zmianę. Ja szedłem przodem, a ona za mną, szliśmy wolno i bezszelestnie, przystawając co kilkanaście metrów. Broń trzymałem gotową do strzału, chociaż wiedziałem, że jeśli będziemy święcili spotkanie, to marnie z nami będzie. Ale bronić się trzeba, nawet w chwili, gdy się wie w 100%, że jest się przegranym. Dotarliśmy do bramy tego domu i tu wskoczyliśmy szybko, by nie być za długo w bramie, która była otwarta, i gdyby Niemcy przeszli w tej chwili ulicą, wtedy by nas odkryli” (s. 365)</document>
<document nplp_id="22274" title="SZCZĘŚLIWA 5" slug="szczesliwa-5">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„[…] plan był gotowy, z naszego dachu [Szczęśliwa 7] przejdzie na sąsiedni i na nasz rozkaz on się rzuci, tylko musi celnie kierować się! Rzeczywiście, znalazł najlepsze wyjście, nas też wybawił z kłopotu, dziękowaliśmy mu w duszy za to.
Zobaczyliśmy, że jeden Niemiec stoi na trotuarze, pokazaliśmy go naszej żywej bombie i ten podszedł do tego miejsca. Stanął, spojrzał na dół, stwierdził, że jest w odpowiednim miejscu, obejrzał świat dookoła posępnym wzrokiem, chciał go teraz w obliczu śmierci oskarżyć, w naszym kierunku uśmiechnął się czule i runął w przepaść. Padł celnie, niemiec cicho runął pod takim ciężarem, który padając z takiej wysokości, stał się miażdżący. Wyleciało kilku niemców, którzy natychmiast przystąpili do ratowania swego towarzysza, ale jak widzieliśmy, nie udało to im się. Miał kręgosłup złamany, już go teraz nic nie ocali. Zrobili nosze i zabrali go ze sobą. Kilku podeszło do leżącego samoójczyka, poznali w nim swą ofiarę, swego niedoszłego psa gończego. Byli tym mocno zdziwieni. Ciężko im było zrozumieć, że ich niezawodne metody stały się zawodne. Kilku z nich nie mogło powstrzymać swojego sadyzmu, zaczęło kopać i rzucać przedmiotami w martwe ciało. Następnie zabrali się do dalszej czynności, szukania tych przeklętych, zbuntowanych niewolników.” (s. 303)

„Po posiłku podchodzi do mnie Srul „Łysy”, pytając się, czy nie pójdę z nim coś załatwić. On ma przynieść prywatne rzeczy swojej „madonny” – chyba była to „warszawska kuzynka”, czyli kochanka. Zgodziłem się i na to; szukam coś, by mnie odciągnęło od mych ponurych myśli. Po godzinie wybieramy się w kierunku sąsiedniego domu numer 5. Gdy wchodzimy do tego podwórza, słyszymy za bramą głośne krzyki po niemiecku i syczenie wody. Podczołgaliśmy się pod samą bramę i tu leżąc, obserwowaliśmy, co się tam dzieje. Okazało się, że to jest straż pożarna, która zamierzała gasić rogowy dom, gdyż chodzi o to, by szop się nie zapalił. Tam są maszyny żydowskie, maszyny są wartościowe, chociaż ich byli właściciele nie mają teraz już żadnej wartości. Tak więc postanowili zgasić płonący sąsiedni dom.
Srul daje mi znać, byśmy się cofnęli, bo teraz jest zbyt niebezpiecznie wejść do tego domu. Cofamy się wolno i bezszelestnie.” (s. 382)</document>
<document nplp_id="22291" title="SZCZĘŚLIWA 9 – NISKA [TRASA]" slug="szczesliwa-9-niska-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„Gdy się obudziliśmy, a schron został otwarty, nadeszli chłopcy z partii i powiedzieli, że dziś będzie partja prowadzona do kanału. Mamy iść i oznajmić tym ludziom, partję będą prowadzili inni ze Srulem na czele. Z naszego schronu też mieli pójść do kanału, między innymi też Stella Grossman. Przeprowadziliśmy rozkaz bez przeszkód. Partja czekała na rozkaz, by ruszyć. Wilek chciał też pójść z nimi, z początku nie pozwolili mu na to, ale po ostrej wymianie słów pozwolili mu na to. Wilkowi zależało na tym, by odprowadzić Stellę, gdyż oni ze sobą sympatyzowali. Partja ruszyła ostrożnie w kierunku Ostrowskiej, tam mieli wejść do kanału. Ja w międzyczasie byłem z kolegami na podwórzu, po prostu nie mieliśmy lepszych czynności.
W pewnym momencie słyszymy ostrą strzelaninę, która potęguje się z każdą minutą. Zimno mi się zrobiło, zrozumiałem, że coś niedobrego stało się z partją, że jakieś niebezpieczeństwo grozi im. Cóż można teraz zrobić? Jest nas trójka, Szymon jest w piwnicy. Mówię do nich, byśmy ruszyli w tamtym kierunku, bo może będziemy mogli w czymś pomóc. Dostajemy się na gruzy przy ulicy Niskiej i tu widzimy, jak strzały lecą niby iskry w powietrzu. Widać jasne błyski, które migocą w ciemności. Nietrudno było się przekonać, że tu musi być dużo Niemców. Z rewolweru można tylko strzelać pojedynczymi strzałami, a tu rozlegają się serje, wypuszczone z dziesiątek karabinów maszynowych. Pomoc nasza była tu zbyteczna, tu musiała być zasadzka, z takiej zasadzki nikt ujść nie może. Serce mnie ściska się z bólu, tu chyba straciłem brata.” (s. 385)</document>
<document nplp_id="22310" title="SZCZĘŚLIWA 9 – OSTROWSKA [TRASA]" slug="szczesliwa-9-ostrowska-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
ONI, V

„Wilek nabiera pełne płuca z powietrzem i zaczyna swoją opowieść.
„Wyszliśmy z tego podwórza [Szczęśliwa 9] bez żadnych przeszkód, wszystko szło Dorze, nic nie zamąciło ciszy nocnej. Z początku szłem ze Stellą na przodzie, prowadząc rozmowę szeptem, ale podszedł do mnie Srul «Łysy» i powiedział, żebym zamykał pochód. Poszedłem więc na tył partii i tu szłem znowu ramię w ramię ze Stellą. Doszliśmy do Ostrowskiej bez przeszkód, tu nagle urwało się niebo. Oto wulkan zaczął działać, około 50-ciu ręcznych karabinów maszynowych otworzyło swój ogień. Czyż można sobie wyobrazić, co to znaczy taka suma karabinów maszynowych? Po prostu ogień zasypuje powietrze, które staje się gorące. W pierwszej chwili chciałem się rzucić do ucieczki, ale uprzytomniłem sobie, że Stella mi gdzieś zniknęła. Zacząłem się rozglądać i się przekonałem, że ona leży u moich stóp. Czy żyła, nie wiedziałem, ale to mi było teraz obojętne, wiedziałem, że muszę ją ratować. Złapałem wpół na ręce i leciałem z nią naprzód. Dokąd leciałem – sam nie wiem, wiedziałem, że za mną jest śmierć, i to mi dodawało siły, bym z ciężarem uciekał. Zakręciłem na prawo i tu nagle ziemia się zapadła pode mną. Straciwszy grunt pod nogami, już nic nie mogłem oponować. Zleciałem do jakiejś piwnicy spalonej, a następnie zawalonej. Jeszcze się tliło trochę, ale to było nieważne. Ulokowałem Stellę za pewnym występem, bo tu mogła być najbezpieczniejsza. Na razie nie zwracałem uwagi, czy ona jest ranna, czy w ogóle żyje. Gdybym ją teraz chciał doprowadzić do przytomności, ona by mogła jeszcze krzyknąć i tym spowodować zgubę. Gdy ją umieściłem w pewnym bezpiecznym miejscu, zająłem się czuwaniem.” (s. 387)</document>
<document nplp_id="22326" title="SZCZĘŚLIWA 15" slug="szczesliwa-15">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V

„U nas mija kilka dni bez poważnych przygód. Kiedyś proszono nas, byśmy udali się pod 15-ty numer domu na naszej ulicy [Szczęśliwej]. Wilek prowadził tą wyprawę. Mieliśmy wtedy przynieść ludziom, którzy stamtąd uciekli, ich różne rzeczy, a między innymi mogliśmy zdobyć trochę wina. W tamtym kierunku droga, choć niebezpieczna, przeszła jakoś szczęśliwie. Gdy mieliśmy wszystkie rzeczy załadowane i szykowaliśmy się do opuszczenia podwórza, rozległy się nagle strzały. To chyba jakaś patrolka przeszła nas szukać. Myśmy cicho dostali się do okna, które wychodzi na gruzy ulicy Niskiej, i tu według starego systemu naszykowaliśmy sznur. Teraz zajęliśmy pozycje przy oknie, postanowiliśmy strzelać tylko wtedy, gdy będzie coś widoczne. Właśnie ciemna sylwetka wychyliła się z bramy, wszyscy wzięliśmy ją na cel. W jednej chwili na dany znak przez Wilka strzeliliśmy i ta sylwetka padła na ziemię. Od razu zmieniliśmy stanowisko. Niemcy kropili teraz w ten punkt, skąd myśmy dali salwę. My musieliśmy ich nastraszyć i [to] by było wszystko. Trzeba było ich nauczyć trochę respektu, a wtedy byśmy mieli już możność uciec z tego podwórza. Teraz znowu myśmy zobaczyli błyski ognia ich strzałów i daliśmy salwę w ciemną bramę, skąd te błyski wychodziły. Na znak zdenerwowania niemcy zaczęli tak gęsto strzelać, myśmy zrozumieli, że chyba im na odcisk nadepnęliśmy, i dlatego tak się denerwują. Oddaliśmy do nich jeszcze kilka strzałów i opuściliśmy nasze stanowiska, udając się przez sznur w powrotną drogę.” (s. 392-393)</document>
<document nplp_id="22382" title="SZCZĘŚLIWA – DZIKA – UMSCHLAGPLATZ [TRASA]" slug="szczesliwa-dzika-umschlagplatz-trasa">

&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V (9 maja 1943)

„Zapanował cisza. Pada głośny rozkaz, mamy się ustawić w piątki. Ludzie ustawiają się. Pomyślałem, że teraz odbędziemy ostatnią podróż. Ciekawe tylko, dokąd oni nas prowadzą, czy na podwórze pocztowe, czy też na Umschlagplatz, chociaż na ogół jest w tym bardzo mało różnicy. Jeśli kierują nas na podwórze pocztowe, to słońce ostatni raz świeci dla nas. Jeśli na Umschlagplatz, to znaczy, że jeszcze będziemy się trochę mordowali – ale nie więcej. Pada komenda, ruszamy w kierunku Zamenhofa. Oglądam się, chcąc po raz ostatni zobaczyć ten zakątek, który chcę uwiecznić w pamięci.
Partja nasza jest duża, ciągnie się na dość długiej przestrzeni, chyba jest około pięćset osób. Dziwna myśl weszła mi do głowy: niemcy posyłają tyle ludzi do nieba, gdzie tyle ludzi się mieści? Chyba niedługo i tam będzie przeludnienie lub też nieb się zarwie pod takim ciężarem. Moja uwaga zostaje skierowana w kierunku czołowych piątek naszej kolumny, oto skręcają na lewo, czyli na Umschlagplatz. Idziemy teraz drogą, którą kroczyło przeszło pół miliona ludzi. Moi rodzice też szli tą drogą, a teraz jest moja kolej. Ludzie idą pochyleni, widać, że straszne cierpienia spoczęły na ich barkach i teraz przyciągają ich postacie do ziemi. Nogi nie unoszą się w marszu, lecz ciągną się po ziemi […]. Moje myśli zostają przerwane, oto mijamy wachę na Dzikiej. Stoją policjanci polscy, granatowi. Stoją, przyglądając się pochodowi śmierci. Kilku z nich stojących trochę dalej od niemców mówi z cicha: „Rzućcie pieniądze i brylant, bo wam i tak to jest niepotrzebne…” Któż potrafi być bardziej ordynarny od tych chciwych pijawek. Rzuciłbym im, ale granat, za te słowa, ale trzeba milczeć. […] Minęliśmy już wachę, partja nasza znika w czeluściach Umschlagu. Wrota są gościnnie otwarte, szeroko, ludzie płyną szerokim strumieniem – idą w ramiona śmierci. Tak wchodzimy w poczekalnię rzeźni. Oglądam się: za nami idą Niemcy z karabinami gotowymi do strzału, to jest szarańcza, ona podąża wytrwale za nami. Wrota zamykają się za nami złowrogo. To wieko olbrzymiej trumny zamknęło się!” (s. 410-412)</document>
<document nplp_id="22400" title="SMOCZA – STAWKI 24 – SZCZĘŚLIWA 9 [TRASA]" slug="smocza-stawki-24-szczesliwa-9-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, IV B

„Kiedyś wracam z towarem, ale bez maszyny [tj. broni]. Miałem tym razem dużo towaru, żywą kurę też trzymałem w plecaku, prosił mnie nabożny jegomość o to. Pierwszą wachę mijamy bez przygód, ale gdy zbliżaliśmy się do drugiej wachy, okazało się, że ta płonie, to Zn[aczy] że zabierają towar. Trzeba więc przeczekać, aż się zmienią, stać w miejscu nie wolno. Więc maszerujemy na[o]koło. Ja postanawiam z kolegą pójść przez dziurę w parkanie na Smoczej, chociaż już kilku chłopców padło w tym miejscu. To nas nie odstrasza, idziemy, bo już jest późno. Zapada godzina policyjna. Ja idę pierwszy i mówię do kolegi, że jeśli mają mnie kropnąć, to niech się ratuje i odda ukłony Wilkowi. Wsadzam głowę przez otwór i przechodzę, lecąc od razu do najbliższej bramy. Jeśli dopadnę ją w całości, to zn[aczy] że nic mi nie grozi. Wszystko minęło w porządku, jest już godzina policyjna, muszę iść przez gruzy, bo ulicą mogą mnie zatrzymać. Kolega mieszkał w pobliżu, ja szłem teraz sam. Już byłem w pobliżu Transavii (fabryka części lotniczych) [ul. Stawki 24], gdy nagle w ciemności słyszę przytłumiony krzyk: „Halo”. Pytam się więc, kto to? „Halo” może być w każdym języku, więc nie wiedziałem, kto to jest, ale w chwilę potem słyszę „Hier”!”
Zrozumiałem, że mam przyjemność z Niemcem. Podchodzę w tym kierunku i w mrokach nocy widzę lufę karabinu maszynowego skierowanego w moją pierś. Lufa była krótka, trochę nieswojo się poczułem, bo to jest nieprzyjemna historia. W ciemnościach widzę kwadratową twarz Blöschego, do licha, ten mnie coś za bardzo prześladuje, bardzo możliwe, że to już po raz ostatni… Pyta mnie cichaczem, skąd idę, mówię mu, że idę z placówki, pracowałem do tej chwili na Żoliborzu (TWL), ładowaliśmy wagony.
Myślałem, że tym zaspokoiłem jego ciekawość, jednak on mnie się pyta jeszcze, gdzie idę i co mam w plecaku. Powiedziałem mu, że dostaliśmy za pracę marchew i kartofle, pomyślałem sobie, że jeśli weźmie ręką za plecak, wtedy kura zacznie krzyczeć, że ją ze snu budzą, a ja będę leżał spokojnie. Jednak był na tyle solidny, że nie uczynił tego. Pokazałem mu, że tędy chcę przejść na Szczęśliwą, tzn. w kierunku na prawo, przez gruzy. Zadaje mi ostatnie pytanie. Pyta się dlaczego idę przez gruzy zamiast ulicą. Miał rację, jednak staram się i ten cios odparować, mówię, że chyba już jest późno, a samochód nasz stanął przy Ostrowskiej i tędy było mi bliżej. Ten stoi i przygląda mi się badawczo, jego oczy świecą, on się namyśla, co zrobić ze mną […] Nareszcie się zdecydował i usłyszałem: „Nu ja”, pomyślałem sobie, że wyrok zapadł i teraz bije moja ostatnia sekunda. Słyszę w ciemnościach jego chrapliwy głos, każe mi pójść na lewo, do Transavii [ul. Stawki 24], i po dziesięciu minutach mogę wrócić do domu. […] Idę w oczekiwaniu na salwę, oddalam się szybko, jednak nic nie przerywa fatalnej ciszy. Przeklinam mego prześladowcę w duchu, cóż z znęcanie się, to jest najgorsza tortura! Oczekiwanie śmierci jest stokroć gorsze niż śmierć sama. On o tym doskonale wie i dlatego to czyni. Pomyślałem sobie, że gdybym ja jego dostał w ręce, obdarłbym go ze skóry. Oddalam się coraz bardziej i dziwię się, dlaczego nie strzela, odwrócić mi się nie chce, bo to by oznaczało, że się boję, postanawiam chodzić szybciej. Jestem już przy bramie Transavii, stukam, by mi otworzyli. Niestety, nie udaje mi się, wołam więc, otwórzcie, bo „on kazał”… Wtedy jakaś pochylona postać dopada i otwiera mi bramę, znikając od razu. W jednej chwili dopadam bramy domu i tu staję zdziwiony jak cielak, nie mogę zrozumieć, dlaczego on mnie nie zastrzelił…? […] Wyszłem z bramy, obejrzałem się i widziałem, że oni tym się niezbyt przejmują, ważne dla nich jest, że ktoś idzie i toruje im drogę. Jest dość ciemno, ale oczy moje, przyzwyczajone do ciemności, teraz już rozróżniają wszystko. Mijam teraz miejsce, w którym miałem przyjemność z Blöschem, idę dalej i tu spostrzegam pięć sylwetek na ziemi. Trzy kobiety i dwaj mężczyźni. Tak więc oni mnie odkupili, on czekał na nich, to byli „szmuklerzy” – ludzie, którzy przechodzili z towarem przez parkan, więc nie chciał ich spłoszyć, dlatego też nie strzelał do mnie. Mijam nieboszczyków, którym teraz zawdzięczam moje życie, i idę w kierunku parkanu, gdzie jest mała brama, przez którą mogę się dostać na Szczęśliwą 9.
Odwracam się i widzę, że ludzie z Transavii nabrali odwagi i śpieszą teraz w moje ślady. Wychodzę teraz z bramy numer 9, przechodzę szybko do sąsiedniej bramy, stukam i otwierają się wrota. Wilek pada mi w ramiona, z krzykiem: „Mieciu, żyjesz!” (s. 253-257)

&amp;nbsp;</document>
<document nplp_id="22477" title="NISKA &amp;#8211; ZAMENHOFA &amp;#8211; MIŁA [TRASA]" slug="niska-zamenhofa-mila-trasa">
&amp;nbsp;
Mietek Pachter
JA, V (11 maja 1943)

„Wyglądam przez okno [na Umschlagplatzu], tu widzę, jak getto wygląda. Najbliższym odcinkiem jest ulica Niska. Odcinek ten zamieszkiwali ludzie pracujący w Werterfasung. Obecnie jest wszystko spalone. Widać, jak niemcy prowadzą teraz blokadę na gruzach. Są ustawieni w duże koło. Kilku z nich podkradło się blisko pewnego występu i rzucili granatami. Wybuch nastąpił straszny. Po chwili znaleźli już wejście do jakiegoś schronu, zaczęli krzyczeć, by wyszli stamtąd ludzie, ale się nikt nie odezwał. Po chwili rzucili drugi granat do środka. Gdy siła wybuchu minęła, weszli do głębi schronu [z] karabinami gotowymi do strzału. Ale po kilkunastu minutach wrócili i szybko zwołali wszystkich. Ruszyli w stronę Miłej. Widocznie ich ofiary uciekły za pomocą podziemnych kanałów. Tak mi zniknęli z oczu. Zapanowała cisza.” (s. 417)</document>
<document nplp_id="22503" title="Róg ulic KROCHMALNA/ŻELAZNA" slug="rog-ulic-krochmalna-zelazna">

&amp;nbsp;
Bogdan Wojdowski
F, I
„Tutaj - u zbiegu Żelaznej i Krochmalnej ściana-granica wyrastała pod samymi oknami kamienic, Od rana do zmierzchu rozlegał się krzyk murarzy i wzbierał szum wody z hydrantu, otwartego pod bokiem, na jezdni. Na dwie zmiany, żwawo popiskiwały przetaczane taczki, niosło się mokre klaskanie kielni i ciśniętej na cegły zaprawy. Murowali mur. Sięgał kolan, potem ramion murarzy. Mierzyli, układali cegły, szli dalej. Kiedy dwukrotnie przewyższał już wzrost człowieka, wówczas zbroili szczyt muru tłuczonym szkłem butelkowym, gęsto rzuconym na wilgotny cement. Mróz brał, zaprawa tężała w szafliku i murarze popędzali chłopców podręcznych zacierając ręce z chłodu.
- Podawaj, Maniuś, podawaj!” (s. 46)</document>
<document nplp_id="22507" title="SZMUL ROZENSZTAJN" slug="szmul-rozensztajn"></document>
<document nplp_id="22525" title="BAŁUCKI RYNEK (Zakład Dezynfekcyjny)" slug="balucki-rynek-zaklad-dezynfekcyjny">
&amp;nbsp;
Szmul Rozensztajn
ONI, II A (28.09.1941)

„Dziś o dziewiątej rano żydowska policja eskortowała z Marysina na Bałucki Rynek, gdzie znajduje się budynek dezynfekcyjny, wszystkie wczoraj przybyłe z Włocławka kobiety i dzieci. Mamy i dzieci, babcie i wnuczęta po czworo w rzędzie. Wokół Bałuckiego Rynku ustawiły się gromady ludzi, mieszkańców getta Litzmannstadt. Patrzyli na nieszczęsnych, którzy zostali wywleczeni ze swoich domów i wrzuceni w nowy golus. Maszyna dezynfekująca warczy — to przygotowuje się dla nich kąpiel. W budynku dezynfekcyjnym są lekarze, personel pomocniczy, fryzjerzy, felczerzy i siostry. Przy najmniejszym podejrzeniu [o zawszenie] ścina się włosy. Kobiety próbują protestować, ale bez powodzenia. Wykąpane zostają partiami wysłane na Marysin.” (s. 129)</document>
<document nplp_id="22542" title="BAŁUCKI RYNEK 5 (Resort Płaszczy Gumowych)" slug="balucki-rynek-5-resort-plaszczy-gumowych">
&amp;nbsp;
Szmul Rozensztajn
ONI, II A (28.02.1941)

„W związku z uruchomieniem w najbliższych dniach kuchen dla poszczególnych fabryk Prezes odwiedził dziś fabrykę płaszczy gumowych przy Bałuckim Rynku 5. W tym dniu fabryka była nieczynna z powodu braku różnych materiałów wykończeniowych. […]” (s. 57)</document>
<document nplp_id="22557" title="BAŁUCKI RYNEK &amp;#8211; KONSTANTYNÓW [TRASA]" slug="balucki-rynek-konstantynow-trasa">

&amp;nbsp;
Szmul Rozensztajn
ONI, II C (12.11.1941)

„Ponad 200 kobiet wysłanych na roboty poza getto. Dziś we wczesnych godzinach porannych zostało z Bałuckiego Rynku wysłanych ponad 200 młodych kobiet, które w zeszłą niedzielę i poniedziałek zarejestrowały się do pracy poza gettem. Ta partia odjechała sześcioma tramwajami do Konstantynowa, gdzie stanie przed niemiecką komisją lekarską.” (s. 156-157)</document>
</documents>
<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/


Served from: nplp.pl @ 2026-04-11 08:21:37 by W3 Total Cache
-->